BIS AGH Kwartalnik "Reakcje" 2020

Page 1

REAKCJE

KWARTALNIK NR 3/ 2020

BIULETYN INFORMACYJNY ´ AGH STUDENTOW

1


Tym razem na kolor przewodni wybraliśmy kwitnący kwiat brzoskwini. Rozkwit drzewa przypada na kwiecień - jak wiele zdążyło się zmienić. W mitologii Chińskiej i Japońskiej kwiat odgrywał ważną rolę. Był to symbol nieśmiertelności. Poczuj na skórze powiew ciepłego, wiosennego powietrza, z którym niesiona jest zapowiedź lepszych chwil - zareaguj na nie. 2


Reakcje

Reakcje Sprawcza siła głosu jednostki

4

W świecie Metaloznawców

6

Eviva l’arte!

8

Prawdziwe bajki, czyli recenzja Oceanu na końcu drogi

10

Pamiętne lato '69

12

„To nie jest hip-hop i nigdy nie będzie hip-hopem”− prolog

13

Knives Out

14

Wszyscy kochają emoji

15

Zbrodnia i bezkarność

16

Dlaczego czasem warto?

19

Make fashion great again

20

Eko biznesy tonące we własnych śmieciach

22

Uczelniana rzeczywistość w dobie 2.0

24

Mój pierwszy raz …

26

Reakcje natury

28

Chrematonimia

31

Fotorelacja z Pol’and’Rock Festival 2019

32 3


Ludzie

Sprawcza siła głosu jednostki Natalia Czachor

W ciągu ostatniego roku młodzi aktywiści stali się silnym głosem w ruchu klimatycznym. We wrześniu 2019 roku miliony studentów z 185 krajów na świecie przyłączyło się do protestów i strajków na rzecz szybszych i lepszych działań przeciwko globalnemu ociepleniu. Weronika Woźniak, krakowska licealistka oraz znana członkini Młodzieżowego Strajku Klimatycznego (MSK) w wywiadzie opowiedziała o swoich początkach, doświadczeniach oraz marzeniach związanych z ekologią. Natalia Czachor: W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z aktywizmem klimatycznym? Weronika Woźniak: Na samym początku, tak jak i większość osób, zainteresowałam się tematem zero waste. Obserwowałam na Instagramie wiele kampanii np. te dotyczące nie używania słomek. W ten sposób zaczęłam odkrywać coraz to więcej aspektów dbania o środowisko i wkręciłam się w ten temat na poważnie. Usłyszałam także o Grecie Thunberg oraz o innych tego typu osobach, jednakże tak bezpośrednio moja przygoda rozpoczęła się poprzez znajomą, która wrzuciła na licealną grupę na Facebook’u informację o strajku. Pomyślałam, że jest to super inicjatywa i udostępniłam to u siebie w szkole. Szybko dostałam propozycję pomocy przy organizacji całego wydarzenia. Dosłownie w trzydzieści minut stałam się jedną z czterech głównych organizatorów, którzy w wieku 17 lat, z zerowym doświadczeniem stworzyli strajk dla 500 osób. Rozniosło się to bardzo dużym echem, my przez większość czasu nie byliśmy nawet świadomi tego, 4

jak bardzo to poszło na cały Kraków, Polskę, a nawet świat. Jedna dziewczyna dołączyła do nas, ponieważ widziała mnie, jak stałam na pomniku i krzyczałam do megafonu. Dzisiaj współpracuje z nami. Jak władze podchodzą do Waszej organizacji (MSK) oraz strajków? W tym momencie mamy bardzo sprawnie działającą strukturę ogólnopolską, aby wszystkie informacje, które trafiają do władz wojewódzkich, czy do rządu od nas, były takie same. Co ciekawe, nigdy jeszcze nie spotkaliśmy się z Prezydentem Krakowa, choć adresowaliśmy urząd miasta wiele razy. Wszystkie papiery i listy były przekazywane przez kogoś. Raz zastępczyni prezydenta wychodziła specjalnie tylnym wyjściem, aby nie była przez nas zauważona. Szła wtedy na Juwenalia. Nie poświęciła nam nawet pięciu minut, ale są też radni, z którymi udało nam się nawiązać kontakt i współpracę. Patrząc z perspektywy wieku, czy myślisz, że jesteście brani przez władze na poważnie? To bardzo zależy od środowiska do którego się trafi, to polskie jest bardzo spolaryzowane. Mam doświadczenie z grupami, które kompletnie nie brały mnie na poważnie, byłam dla nich z miejsca skreślona przez wiek, można nawet powiedzieć, że i przez płeć. Z drugiej strony są też miejsca, jak np. konferencja w Warszawie, gdzie po mojej wypowiedzi ludzie ustawiali się w kolejce, żeby dać mi swoje wizytówki, żebym zechciała u nich mówić na ten temat. Mój wiek był dla nich jeszcze

większą motywacja do tego, aby dać mi głos. Myślę, że bardzo często, w dzisiejszych czasach, musimy udowadniać, że możemy mieć większy zasób wiedzy, niż dorosłe osoby. Mamy ogrom możliwości jak Internet, czy biblioteki wypełnione książkami. Jest wiele aktywistów młodszych ode mnie, którzy mają większe sukcesy niż ja. Osobiście poznałam dwunastolatka z Turcji, który w tym wieku założył ruch w swoim kraju. Greta też jest ode mnie młodsza. Duże znaczenie ma tutaj wpływ rodziców i nauczycieli. 15 marca minął rok od pierwszego strajku klimatycznego w Krakowie. Widzisz jakieś zmiany, które zaszły w ciągu tych miesięcy? Zmiana jest naprawdę niewyobrażalna, ciężko jest mi to nawet opisać. Jest to zmiana od małej grupki osób, która nie miała żadnych pieniędzy, gdyż przez pierwsze kilka miesięcy działaliśmy bez środków finansowych, do ruchu, który 20 września zorganizował w Krakowie marsz na 3000 osób, z samochodem i profesjonalnym nagłośnieniem. Wszystko zaczęło się od stereotypowej bandy dzieciaków, która chciała wyjść i coś zmienić. Na pierwszym zrobionym przez prasę zdjęciu widzę garstkę osób stojącą przede mną, trzymającą zrobione przez nas banery. Ludzie nie mieli wtedy świadomości, o co do końca nam chodzi, my też nie byliśmy w stu procentach pewni. Natomiast fotografia zrobiona we wrześniu przedstawia mnie na czele tłumu ludzi, który prowadzę przez Bramę Floriańską. Wszystkie te osoby szły ze swoimi przekonaniami, ze swoją wiarą w coś i hasłami. We


Ludzie wrześniu strajkowało w całej Polsce 40 000 osób. Bezwstydnie możemy powiedzieć, że w tym momencie jesteśmy w stanie i liczbowo i jakościowo przewyższać niektóre marsze organizowane w Krakowie od kilku lat przez profesjonalne ruchy społeczne. Czy ratowanie środowiska możesz nazwać swoją misją życiową? Myślę, że stało się to już bardzo dawno temu, teraz tylko stopniowo to sobie uświadamiam. Babcia nieraz opowiada mi anegdotki o tym, że gdy byłam mała, zbierałam walające się na ulicy śmieci podczas powrotu do domu z przedszkola. Najwyraźniej zawsze mnie do tego ciągnęło. A jak widzisz się za 15 lat? Jestem wbrew pozorom bardzo niezdecydowaną osobą. Utopijnie mogę sobie mnie wyobrażać na czele jakiegoś ugrupowania politycznego, ruchu, czy organizacji, która ma możliwość wprowadzania bezpośrednich zmian w prawie i ma wpływ na podejmowane decyzje. Jest takie powiedzenie, którego nauczyłam się w czasie podróży na pewną zagraniczną konferencję: „nie ma sprawiedliwości klimatycznej bez sprawiedliwości socjalnej”. Niesamowicie istotne jest odkrywanie wszystkich aspektów, które wpływają na klimat. Myśląc w ten sposób, możemy dążyć do wspólnego dobra i polepszenia się sytuacji na świecie.

Czy mogłabyś podzielić się jakąś radą ze studentami, którzy chcieliby coś zmienić? Ja zawsze mówię, że najważniejsze jest ciągłe dowiadywanie się czegoś nowego. Sama im więcej szukam informacji, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo dużo nie wiem. Nie możemy poddawać się presji firm, które próbują nam wmówić, że jeśli kupimy jeden bidon, to świat zostanie uratowany. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo ogromną siłę sprawczą ma głos jednostki. Długo nie byłam tego świadoma, stąd tak późno zaczęłam działać, powinnam była wiedzieć to wcześniej. Czytałam ostatnio o 10 letnim aktywiście, który już w tak młodym wieku walczy na rzecz klimatu. My będąc dziećmi, nie myśleliśmy o tak poważnych tematach, nie mieliśmy o niczym pojęcia. Skąd taka tendencja do coraz to młodszych działaczy? To jest chyba taki efekt domina. Ktoś kiedyś, celowo lub nie, przekazał tę wiedzę młodej osobie i to się jakoś rozproszyło. Wiadomo, że jeżeli widzimy kogoś w naszym wieku, zainteresowanym danym tematem, to wydaje nam się to od razu dziesięć razy bardziej interesujące. Właśnie dlatego Greta jest bardzo w tym wszystkim znacząca. Ona, jako reprezentantka nie tylko młodych dziewcząt, ale i każdego z nas, pokazała, że nasz głos ma znaczenie, że chcemy być słyszani i mieć wpływ na zmiany w świecie. Oczywiście wpłynęły na to też media, które są dzisiaj bardzo dostępne.

Bądźmy dalEKO wzroczni!

Z jakimi najtrudniejszymi wyzwaniami przyszło ci się zmierzyć podczas działalności w MSK? Organizacja strajku to przewidywanie wszystkich przeciwności losu. Zawsze musimy przemyśleć co w sytuacji, gdy agregator się rozładuje lub gdy nagle przestanie grać muzyka. Wciąż uczymy się na błędach. Ciężko jest również przełamać się w rozmowie z osobami, które są wyżej od nas, są to różne sytuacje. Od pierwszego wywiadu, pierwszą rozmowę z politykiem, po pójście do urzędu. Trzeba burzyć trochę tę hierarchię i poczucie, że jesteśmy mniej ważni. Poza tym czasem trudna jest też komunikacja w naszej grupie, której struktura jest bardzo luźna. Nieraz brakuje takiej twardej ręki, która powie co należy w danej chwili zrobić, czy zmotywuje do działania. Każdy ma u nas lepsze i gorsze dni, są osoby, które odłączają się na kilka tygodni, bo to bardzo wyczerpująca praca. Zależy oczywiście na jakim poziomie się działa, czy na lokalnym, czy tak jak ja na międzynarodowym, ale jest to ciągły kontakt z masą ludzi, z którą należy wciąż utrzymywać relacje. Do tego dochodzi szkoła i nagle robi się milion rzeczy do ogarnięcia naraz. Instagram: msk.krakow Facebook: Młodzieżowy Strajk Klimatyczny Kraków

Ratujmy planetę! Tylko tu są pieski!

5


Koła naukowe

W świecie Metaloznawców

STUDENCKIE KOŁO NAUKOWE

METALOZNAWCÓW

Weronika Rawska

Ile kół naukowych działających na terenie Akademii Górniczo-Hutniczej tyle reakcji na ich dokonania. Koło Naukowe Metaloznawców wie jak wzbudzić pozytywny odbiór swoimi działaniami. W wywiadzie na pytania odpowiada prezes koła Anna Maria Krautwurst. Weronika Rawska: Od jak dawna organizacja działa na terenie AGH? Anna: Studenckie Koło Naukowe Metaloznawców zostało utworzone w 1950 roku na ówczesnym Wydziale Hutniczym (obecnie Wydział Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej) w Zakładzie Metalografii i Obróbki Cieplnej i działa nieprzerwanie do dnia dzisiejszego. To już 70 lat! W tym roku właśnie wypada jubileusz 70-lecia istnienia naszego koła. Niestety ulegnie on przesunięciu, niemniej jednak planujemy świętowanie tego wydarzenia. Tradycją tych obchodów jest mecz piłki nożnej studenci kontra pracownicy oraz konkurs jedzenia bananów, gdzie prof. Krawczyk od lat wiedzie prym, a każdy aktualny na czas występowania obchodów prezes koła staje z nim do rywalizacji w konkursie, kto zje więcej bananów w jak najkrótszym czasie. (śmiech) Jak funkcjonuje koło ? Praca studentów w kole naukowym polega głównie na indywidualnej relacji „mistrz-uczeń”, choć realizowane są także projekty wieloosobowe (Granty Rektorskie). Udział w pracach koła pozwala na odkrycie oraz rozwinięcie swoich pasji naukowych, naukę samodzielnego rozwiązywania problemów, poznanie innych ludzi z tego samego kręgu zainteresowań oraz zdobywanie i poszerzanie wiedzy na organizowanych wyjazdach naukowo-dydaktycznych. Dzięki szerokiemu wachlarzowi możliwości, jakie stwarza działalność w kole naukowym, wielu członków zdobyło w nim swoje pierwsze doświadczenia badawcze i naukowe. 6

Ilu członków aktualnie liczy? Oficjalnie koło liczy ponad 100 członków, jednak ciężko o konkretną liczbę. Występuje tu duża rotacja, ponieważ co spotkanie przyjmujemy w nasze szeregi nowych członków. Mamy też wielu sympatyków, absolwentów, którzy już przestali być członkami koła, ale utrzymują stały kontakt. Często się z nimi spotykamy podczas wyjazdów studyjnych do firm w których pracują. W jaki sposób więc odbywa się u Was rekrutacja, dzięki której można dołączyć do waszego koła? Do Koła Naukowego Metaloznawców może należeć każdy student, nie tylko z AGH. Mieliśmy już studentów z innych krakowskich uczelni. Nie ma takiej stricte rekrutacji czy testów - kto chce stać się metaloznawcą i ma chęci do pracy, jest u nas mile widziany! Kandydaci muszą wypełnić deklarację członkowską a następnie brać czynny udział w pracach koła. Deklarację można otrzymać od zarządu koła lub poprosić podczas każdego spotkania. Jak wygląda u Was typowe spotkanie? Nad czym wtedy dyskutujecie? Cyklicznie organizujemy zebrania - na ogół spotkanie wypada raz na miesiąc, gdzie poruszamy kwestie organizacyjne lub organizujemy spotkanie „z ciekawą osobą”. Zapraszamy wtedy prelegenta w interesującym nas temacie - nieraz jest to ktoś z kadry uczelnianej, a czasami osoba z firmy, z którą chcemy porozmawiać. Tematy tych spotkań nie zawsze są stricte ścisłe. Na przykład w zeszłym roku po świętach Bożego Narodzenia, zorganizowaliśmy spotkanie tematycznie związane ze świętami - temat szopek krakowskich, których historia rozpoczyna się w rodzinie jednego z pracowników naszego wydziału. Oprócz zebrań organizujemy też integracyjne spotkania 4Z (zamiejscowe zgromadzenie z zarządem) odbywające

się w pierwsze wtorki miesiąca. W ramach tych spotkań wybieramy się na łyżwy, do kina, czy gramy w planszówki. Znalazłam informacje, że wasze koło naukowe organizuje różnego rodzaju kursy i szkolenia. Chętnie do nich podchodzicie? Zdecydowanie! Wielką zaletą tego koła jest to, że jeśli chodzi o kursy to nasi członkowie podejmują takie projekty i certyfikaty, na które mają aktualnie ochotę czy potrzebę. Gdy mamy możliwości to czemu nie! Są również stałe kursy dotyczące inżynierii materiałowej, które zawsze się przydają, ale my często chcemy poszerzać nasze horyzonty oraz bardziej uatrakcyjniać nasze CV, więc zawsze wyszukujemy różne inne pozycje do nauki. Jakie praktyczne umiejętności można u Was rozwinąć bądź zdobyć? Praktycznie każde, koło naukowe stwarza nieograniczone możliwości. Jeżeli będzie kilku chętnych członków lub studentów (organizujemy też różne wydarzenia czy inicjatywy dla studentów nie będącymi członkami naszego koła naukowego) to można zorganizować bardzo wiele kursów, szkoleń zawodowych o których już wspomniano powyżej, ale także umiejętności miękkich. Takim przykładem mogą być zorganizowane warsztaty z autoprezentacji ,,Wystąpienia publiczne w pracy inżyniera” przy współpracy z Klubem Mówców i Liderów – Toastmasters PK, w ramach konferencji AGH America’s Tech-Day. Bierzecie udział w zawodach, konkursach bądź konferencjach? Mamy wiele zaproszeń na różnorodne konferencje, również te międzynarodowe, w różnorodnych dziedzinach. Jeśli znajdzie się osoba chętna do przygotowania pracy, w czym oczywiście mocno wspieramy i pomagamy takiego delikwenta, to staramy się dać szansę do samorealizacji. Natomiast jeśli konferencja


Koła naukowe

odbywa się poza miastem to staramy się wtedy o dofinansowania na daną wyprawę. Na ogół właśnie nasi studenci zdobywają czołowe miejsca. W moim przypadku dzięki KNM dowiedziałam się o możliwości podjęcia praktyk w ramach erasmusa oraz chęci profesora do współpracy. W ten sposób spędziłam we Freibergu w Niemczech 2 miesiące podczas wakacji, natomiast jesienią wróciłam z referatem podczas konferencji we współpracy polsko-niemieckiej. W podobny sposób do wyszukiwania kursów, również wyszukujemy firmy, które chcemy odwiedzić. Inżynieria materiałowa to dość szerokie pojęcie. Zawsze oczywiście ważne jest to, czy dana firma zgadza się nas przyjąć. Często w tej branży mają sporo obostrzeń i nie przyjmują wycieczek z uczelni. Ostatnio sporo członków koła wspominało o firmach zbrojeniowych, więc jako zarząd wzięliśmy się do roboty i tak oto odwiedziliśmy Hutę Stalowa Wola i Zakłady Mechaniczne w Tarnowie, gdzie mogliśmy nie tylko obejrzeć proces produkcyjny broni, ale też spróbować swoich sił na specjalnej strzelnicy do szkoleń. Aktualnie planowaliśmy dość bogaty wyjazd naukowo-dydaktyczny do kilku różnych firm, w tym dość słynna Pratt&Whitney w Rzeszowie, ale niestety ze względu na epidemię koronawirusa wyjazd jest przełożony. Jaki widać bardzo lubimy poszerzać nasze horyzonty! Macie jakieś szczególne dla Was przedsięwzięcie ? Tak, mamy. Dużym wydarzeniem dla koła naukowego było zorganizowanie eventu akademicko-kulturalnego pt. „America’s Tech Day”, który miał na celu przybliżenie amerykańskich tradycji biznesowych, technologicznych, społecznych, naukowych czy sportowych oraz nakreślenie stanu obecnych i przyszłych inwestycji firm amerykańskich w Polsce. Podsumowaniem konferencji był panel dyskusyjny pt. „Młody inżynier wobec Przemysłu 4.0”, podczas którego słuchacze mieli okazję dowiedzieć się, czym jest Przemysł 4.0 oraz jakie umiejętności, wiedza i cechy będą poszukiwane przez pracodawców w obliczu zachodzących zmian. Po konferencji odbyła się część integracyjna, podczas

której został rozegrany mecz futbolu amerykańskiego na stadionie klubu sportowego WKS Wawel. Czym się zajmujecie w KN Metaloznawców ? Aktualnie mamy dwa granty. Pierwszy związany jest z protezą palców, gdzie studenci naszego koła podejmują próbę zaprojektowania oraz wykonania tańszego zamiennika protezy stosując do tego druk 3D. Finalnie ma być ona stworzona dla kogoś z naszego wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej. Natomiast drugi związany jest z przygotowaniem kalendarza z własnoręcznie wykonanymi zdjęciami mikrostruktur. Taki kalendarz w całości jest wykonany przez członków naszego koła. Na ten rok kalendarz został już wydany, a z tego co wiem trwają aktualnie prace nad kolejnym na przyszły rok. Za każdym razem staramy się wymyślić coś nowego, jednak mamy też stałe pokazy. Są to druk 3D, ferrofluid, szkła metaliczne, stopy z pamięcią kształtu i tym podobne. Warto wspomnieć, że w kole naukowym można realizować różne nawet najdziwniejsze pomysły. Jesteśmy zdania, że najlepsze pomysły przychodzą do nas, gdy chcemy zrobić coś szalonego! W takiej właśnie koncepcji w zeszłym roku wykreśliliśmy żaglowcem na morzu napisu 100agh, za który SKN Metaloznaw-

ców otrzymało rekord Polski w kategorii „Największy wzór GPS wykreślony w sposób ciągły przez żaglowiec”, co miało miejsce podczas zorganizowanego Rejsu 100-lecia AGH na Morzu Śródziemnym żaglowcem Pogoria. To wydarzenie było przedstawione w różnego rodzaju środkach masowego przekazu takich jak Teleexpress, TVP3, radio RMF FM oraz stronach internetowych czasopism ogólnopolskich jak i branżowych. W tym roku postanowiliśmy ułożyć „żywy” układu Fe-C. Podczas tego wydarzenia absolwenci, studenci oraz pracownicy Wydziału Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej ułożyli się wzdłuż linii układu żelazo-węgiel, który był naszkicowany na podłodze. Łącznie do napisania Fe-C potrzeba było 74 osób. W ten sposób ułożono największy w Polsce (a może i na świecie) układ równowagowy żelazo-węgiel o powierzchni ponad 320 m2. Czy macie jakieś plany lub marzenia, które chcielibyście spełnić w przyszłości? Cóż, lubimy ustanawiać nowe rekordy, więc kolejne marzenia z tym zwiążemy. Jeszcze nie wiemy do końca co to będzie, ale mamy teraz mnóstwo czasu, aby zrobić burzę mózgów i wymyślić coś spektakularnego!

7


Kultura

Eviva l’arte!

Grzegorz Boroń

8

“Do lasu poszedłem, gdyż chciałem żyć głęboko i świadomie Pić życia sok i ssać jego szpik By wykorzenić to, co nie jest życiem By umierając nie odkryć, że nie żyłem” ~Henry David Thoreau


Kultura

“Stowarzyszenie Umarłych Poetów” w reżyserii Petera Weira to nie najnowszy - gdyż premierę miał 2 czerwca 1989 roku - i bez wątpienia poruszający film. W 1990 dzieło to otrzymało Oscara za najlepszy scenariusz, którego autorem był Tom Schulman. Perłą produkcji niezaprzeczalnie jest Robin Williams, który wcielając się w Johna Keatinga poruszył serca widzów do tego stopnia, że doczekał się nominacji dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Na marginesie, swojego pierwszego Oscara dostał za najlepszą rolę drugoplanową z filmu “Buntownik z wyboru”, który również polecam! Tradycja. Honor. Dyscyplina. Doskonałość. Któż zechce się im przeciwstawić, gdy myśli o sukcesie w życiu? Kto wskrzesi w sobie iskrę odwagi, gdy ma życie do wygrania? Przyszły prawnik? Lekarz? Człek nie mający nic do stracenia? Członek Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Jesienią 1959 roku do skostniałego od konserwatyzmu liceum - Akademii Weltona dla młodych chłopców - przybywa John Keating. Człowiek bez wątpienia ekscentryczny, pogrążony w melancholii, który dostaje posadę nauczyciela języka angielskiego. Od razu dostrzega morze hormonów szalejące w jego podopiecznych. Jest to wszak etap dojrzewania, buntu, pierwszych miłości i pełnych życia pasji. Podejście nowego nauczyciela do przedmiotu jest, hmm… nowatorskie. Idea “Carpe diem” nie schodzi mu z ust, przez co stara się pokazać młodym uczniom życie. Nie, nie takie jakie ułożą im ich rodzice. Keating nie widzi w nich lekarzy, prawników, inżynierów. Dostrzega morze emocji. Bardzo interesuje przy tym sobą grupę uzdolnionych przyjaciół. Siedmiu ich było. Nie mniej, nie więcej. Neil Perry, którego ojciec trzymał twardą ręką. Miał w przyszłości zostać lekarzem. Todd Anderson - nowy uczeń liceum. Chłopak zamknięty w sobie. Charles Dalton, Knox Overstreet, Gerard Pitts, Steven Meeks i Richard Cameron. Chłopcy zwykle pogrążeni w nauce, dążą ku świetlanej przyszłości. Nowy nauczyciel wprowadza chaos w ich życiu. W pewnym momencie Neil odkrywa, że Keating był “łamaczem niewieścich serc” oraz członkiem Stowarzyszenia Umarłych Poetów - tajnej organizacji, której mottem był cytat Henrego Davida Thoreau.

Młodzi buntownicy wymykają się w nocy do jaskini położonej nad rzeką, by w spokoju i świetle księżyca kontemplować poezję, spotykać się z dziewczynami oraz palić papierosy. Wprowadza to niebywały zamęt w ich życiu. Poezja rozbudza ich pasje, namiętności. Nie są już tymi samymi ludźmi. Neil odkrywa, że chciałby grać w teatrze. Dostaje rolę w amatorskiej sztuce “Sen nocy letniej”. Sztuka ta nie została wybrana przypadkowo. Pełno w niej magii, miłości i emocji. Wszystkiego tego, czego młodzi uczniowie powinni unikać. W tym samym czasie dyrektorowi, Panu Nolanowi, nie podoba się to, jak prowadzi zajęcia ekscentryczny nauczyciel angielskiego. Pojawiają się opinie, że uczniowie będą go nienawidzić, gdy odkryją, że nie mogą zostać drugim Rembrandtem. Wkrótce Keating zostaje obarczony samobójstwem jednego z uczniów. Zostaje wyrzucony ze szkoły, jednak zasiane przez niego ziarno poezji, a przy tym i buntu zaczyna wreszcie kiełkować. Młodzi ludzie - na czele z Toddem Andersonem - kontestują decyzje kierownictwa szkoły i wchodzą na ławki. “Umarli Poeci” zostali niezaprzeczalnie odmienieni. “Stowarzyszenie Umarłych Poetów” to dramat. Wykreowany w nim świat jest początkowo światem pozbawionym jakiejkolwiek nuty poezji. Sztuka jest marginalizowana i tłamszona. Dzieła mistrzów ocenia się schematycznie pusto. W tym świecie dochodzi do przewrotu. Siódemka młodych ludzi staje na czele rewolucji poetyckiej, która raz na zawsze odmieni ich rzeczywistość. Śmierć kolegi wyryje się w pamięci, a cytat Thoreau będzie mottem na całe życie.

9


Kultura

Prawdziwe bajki, czyli recenzja Oceanu na końcu drogi Zuzanna Szott

Czasami wspomnienia z dzieciństwa kryją się, przesłonięte tym, co nastąpiło później, niczym zabawki dziecięce, zapomniane na dnie wypchanej szafy dorosłego, ale nigdy nie giną bez śladu, Neil Gaiman

Neil Gaiman to król opowieści. Już na początku swojej kariery został okrzyknięty jednym z najlepszych twórców fantasy. Książką reprezentującą wyjątkowość tego autora jest Ocean na końcu drogi – opowieść o dorastaniu, przyjaźni i relacjach rodzinnych. Gaimana cechuje przede wszystkim to, że ważne z perspektywy społecznej problemy opowiada w formie bajek - są to tajemnicze opowieści zawieszone w niewiadomym miejscu i przestrzeni. Dzięki temu historie, które snuje autor stają się niezwykle uniwersalne – z jednej strony mogą stanowić idealną opowiastkę dla dzieci na dobranoc, z drugiej zaś – mają swoje drugie dno, które stanowi wartość nawet dla najbardziej wymagających czytelników. Pod powierzchnią pięknej, malowniczej bajki kryje się poważna opowieść o uczuciach i obawach, które kryje w sobie każdy człowiek Ocean na końcu drogi to retrospekcja pewnego mężczyzny, która dotyczy historii mającej miejsce w jego dzieciństwie. Opowiada on o nieszczęściu swojej rodziny, które zaczyna się gdy w jego domu pojawia się pewna kobieta. Jest to opiekunka, która ma się nim zajmować, jednak zamiast tego – otumania wszystkich mieszkańców (oprócz, rzecz jasna, głównego bohatera) i nakładania ich do zmiany swojego zachowania, krzywdząc tym samym chłopca. Z pomocą przychodzą trzy sąsiadki mieszkające na tytułowym koń-

10


Kultura

cu drogi – babcia, córka i wnuczka. Odsłaniają one przed chłopcem cudowny świat tego, co nieprawdopodobne i ukrywają przed groźną rzeczywistością w swoim ogromnym domu. Gdy życie chłopca zmierza ku pewnej katastrofie, jedynym ratunkiem wydaje się oderwanie od tego, co rzeczywiste i zanurzenie w niezwykłym, bajkowym świecie oferowanym mu przez sąsiadki. Historia ta jest oczywiście formą złożonej i pięknej - choć smutnej - metafory. Gaiman wprowadzając nas w świat małego chłopca, opowiadając przez to o naszych własnych lękach i historiach rodzinnych. W dziecięcych głowach skrzywdzonych osób niespotykane opowieści tworzą się właściwie same – głównie po to, aby zakryć okrutną prawdę o wydarzeniach, które się im przytrafiają. Autor książki zamiast problemów w relacji rodzinnej wprowadza antagonistkę, która jest sprawczynią wszystkiego, co najgorsze. Zamiast przyjaciół opowiada o sąsiadkach-czarodziejkach, których zadaniem jest ochrona chłopca. Z kolei zamiast formy zewnętrznej pomocy (na przykład od terapeuty) tworzy dla chłopca świat, w którym czuje się on bezpiecznie i który stanowi dla niego oderwanie od trudnej rzeczywistości. Jest to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Nie tylko po to, aby zanurzyć się w niezwykłym, magicznym świecie, ale także po to, żeby lepiej zrozumieć swoje własne uczucia i wspomnienia. Mistrzowskie pióro Gaimana, jego wyjątkowa zdolność do tworzenia niesamowitej rzeczywistości i umiejętność opowiadania trudnych historii w bajkowy sposób sprawią, że z pewnością zakochacie się w jego twórczości.

11


Kultura

Pamiętne lato '69 Zuzanna Binkiewicz

Upalny sierpień, rok 1969, mała miejscowość o nazwie Bethel. 3 dni miłości, pokoju i muzyki. Tak właśnie w paru słowach można opisać legendarny festiwal Woodstock ‘69 – wydarzenie, które zmieniło oblicze muzyki na całym świecie. Wszystko zaczęło się od chęci zainwestowania sporej sumy pieniędzy przez Artiego Kornfelda, Michaela Langa, Joela Rosenmana i Johna Robertsa. Pierwotnym założeniem było stworzenie studia nagrań w miejscowości Woodstock, jednak - na całe szczęście - pomysł ten uległ znacznej przemianie. Postanowili oni zorganizować festiwal, na który zaproszą największych muzyków lat 60. Założenia były takie: 200 tysięcy ludzi, bilety po 18 dolarów, giganci muzyki, a to wszystko w miasteczku Wallkill w stanie Nowy York. Jednak, jak wiemy, rzadko kiedy wszystko idzie zgodnie z planem. Zainteresowanie wydarzeniem było tak ogromne, że organizatorzy zdecydowali się na imprezę niebiletowaną. 200 tysięcy chętnych zamieniło się w niemal pół miliona. Z tego powodu, władze Wallkill nie zgodziły się na tak liczną imprezę. Do festiwalu został miesiąc, a on stał pod znakiem zapytania. I wtedy pojawił się hodowca bydła, Max Yasgur, ze swoją farmą w miejscowości Bethel. Wbrew woli mieszkańców, zgodził się na ugoszczenie hippisowskiej młodzieży. Wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że stanie się gospodarzem jednego z najważniejszych wydarzeń muzycznych w historii. 15 sierpnia 400 tysięcy dzieci-kwiatów odwiedziło farmę. Młodzi, zbuntowani i niegodzący się na rzeczywistość ludzie jeszcze nie wiedzieli, że w ciągu najbliższych 3 dni znajdą swój azyl. Pragnęli jedności i pokoju, których nikt z zewnątrz nie potrafił im zagwarantować. Wojna w Wietnamie, przemoc i korupcja sprawiły, że nie mogli znaleźć swojego miejsca. Do teraz. Od tego momentu ich miastem stało się Bethel. Pomimo wszelkich przeciwności połączyła ich siła muzyki, poczucie wspólnoty i, wbrew powszechnej opinii oraz braku ochrony ze strony władz, poczucie bezpieczeństwa. Tam mogli być sobą...

Pełną wersję artykułów, a także wiele innych tekstów, znajdziecie na: radio17.pl/blog 12


Kultura

„To nie jest hip-hop i nigdy nie będzie hip-hopem” − prolog Daniel Dobrowolski

Czy obecny rap można łączyć z kulturą hip-hop? Czy rap stał się popem? Może powstał nowy podgatunek? Czy to dobrze? Czy to źle? Co dalej z polskim rapem? W którą stronę pójdzie? Pod koniec 2014 roku padło słynne zdanie z ust Piha, które można przeczytać w tytule. Pod wpływem alkoholu raper wszedł na scenę podczas koncertu Quebonafide, wyrażając swoje krytyczne zdanie na temat jego muzyki. Pięć lat później „Egzotyka” przekroczyła próg 150 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, dzięki czemu uzyskała status diamentowej płyty. Diamentem pokryła się także „Soma 0,5 mg”, czyli wspólny projekt Quebonafide i Taco Hemingway’a. Łącznie Quebo sprzedał prawie 100 tysięcy więcej płyt w Polsce niż Ed Sheeran, czyli jeden z najpopularniejszych obecnie piosenkarzy popowych na świecie. Całkiem nieźle - polski raper cieszący się w swoim kraju popularnością większą od światowych sław. Wynik ten może być jeszcze lepszy, ponieważ po prawie dwuletniej przerwie raper zapowiedział nowy album. Dwa single, które ujrzały ostatnio światło dzienne wywołały masę emocji wśród polskich słuchaczy. Myślę, że nie będzie większego zaskoczenia, jeśli płyta pokryje się platyną jeszcze przed premierą. Nikogo też nie dziwi, że Quebo i Taco mogą bez problemu zapełnić cały stadion, a podczas Open’era zgromadzili kilkudziesięciotysięczną publiczność porównywalną z największymi gwiazdami festiwalu. A dlaczego o tym piszę? “To nie jest hip-hop i nigdy nie będzie hip-hopem” Pih zapytany później o tę sytuację powiedział: „Męczy mnie to, co ma do zaproponowania teraz ta muzyka. To otwarcie na ramach z popem, to, że często mogę przeczytać (w ogóle mi to nie przeszkadza, ale co to za argument), że nie mogę włączyć Piha w domu, bo co na to moja mama powie. A czy ja to nagrywam dla mamy? Tego oczekują fani i tacy się stają niektórzy artyści. Ta muzyka ma być gładka, miła i przyjemna... nie pasuje mi to. To jest moim zdaniem jakaś nieciekawa rzecz, która się dzieje z tym gatunkiem muzycznym i takie jest moje zdanie. Fajnie, że to zostało zarejestrowane i wszyscy wiedzą, co o tym myślę. Może wiele osób o tym pisało, ale też wiele osób ze mną rozmawia i nie każdy może o tym powie. Nie wiem, może to jest też moja przypadłość, że mówię otwartym tekstem to, co myślę. Ale wiele osób mi powiedziało za kulisami, że podzielają moje zdanie." Argumentem rapera było to, że muzyka rapowa za bardzo zaczęła zakrawać o pop, więc warto porównać z nim polski rap. Sam temat przemiany/rozwoju/ ewolucji rapu siedzi mi w głowie od dłuższego czasu. A jest to bardzo obszerny temat, którego z pewnością nie dam rady zamknąć tylko w jednym felietonie. Postaram się porównać rap na przestrzeni ostatnich prawie 30 lat, poszukać różnic zarówno w muzyce, jak i w samej otoczce. Przyjrzeć się preferencjom słuchaczy i ich podejściu. Aspektów tego zjawiska jest sporo. Dzisiaj zaczniemy od podstaw problemu, gdzie przedstawię mniej więcej, na czym konkretnie chcę się skupić... Pełną wersję artykułów, a także wiele innych 13 tekstów, znajdziecie na: radio17.pl/blog


Kultura

Knives Out

Weronika Rawska

Pozornie klasyczny kryminał. Jest trup, jest grono podejrzanych, a także stopniowo odkrywane informacje, które sprawiają, że podejrzenie pada to na jedną, to na drugą postać. Jednak “Na Noże” łamie schematy klasyka w wielu miejscach, m.in. zaskakując odbiorców kierunkiem narracji. Nie jest to kolejny oklepany i byle jaki film kryminalny, który trzyma się kurczowo dobrze wszystkim znanej i nudnej formułki. W pewnym sensie mamy do czynienia z dekonstrukcją kryminału. Brzmi ciekawie? Zacznijmy od początku. Na wstępie poznajemy Harlana Thrombeya, granego przez Christophera Plummera, który swojego majątku dorobił się za sprawą niesamowitego talentu pisarskiego (oczywiście do kryminałów), a także dzięki głowie do interesów. Harlan postanawia zakręcić kurek pieniężny swojej licznej rodzinie, pozwalając tym samym, aby latorośle rozwinęły swoje skrzydła i poszły swoją własną drogą. Coś, co wydaje się świetnym pomysłem według seniora rodu, okazuje się dużym szokiem dla bezpośrednio zainteresowanych. Jednak nie jest nam dane nacieszyć się długo postacią głowy rodu, ponieważ ginie on na skutek podcięcia gardła. Gdy na miejsce zbrodni dociera policja, zaczyna się zabawa w kotka i myszkę ze wszystkimi członkami rodziny Harlana. Wszyscy zainteresowani dorobkiem życiowym głowy rodziny mieli przyjemność uczestniczyć w uroczystej imprezie urodzinowej feralnego wieczoru. Policja jednak szybko dochodzi do wniosku, że było to samobójstwo, a sprawę należy zamknąć. Jednak nie każdy jest tego zdania. Osoba, która ma wątpliwości, wynajmuje bardzo znanego, a przy tym ekscentrycznego detektywa nazywanego Benoit Blanc. W tej roli niesamowicie spisał się Daniel Craig. Jednak sam zainteresowany, jak i reszta rodziny nie wie, kto go wynajął do tejże sprawy. Pod lupę bierzemy bardzo charakterną rodzinkę - córkę bizneswoman Lindę (Jamie Lee Curtis), jej obślizgłego i zadowolonego z siebie męża Richarda (Dona Johnson), zarządzającego wydawnictwem należącym do zmarłego ojca Walta (Michael Shannon), jego mocno przerażającego w swoich poglądach syna Jacob (Jaeden Martell), owdowiałą synową Harlana, Joni (Toni Collette), czyli utrzymankę teścia wraz ze swoją córką influencerką Meg (Katherine Langford) oraz zakałą rodziny, bucowatym i bezczelnym Ransomem (Chris Evans) – synem Lindy oraz Richarda. Mimo że mamy tu szereg postaci, to udało się każdej z nich nadać oryginalny charakter, również tym mniej 14

istotnym. Od samego początku charaktery bohaterów są mocno kontrastowe. Kiedy trwa przesłuchanie, jedna osoba wybucha gniewem, a następna rzuca wszystkimi faktami, tylko po to, aby lepiej wypaść na tle rodziny. To nadaje dynamiki całej powieści. Na dzień dobry dostajemy szereg postaci przerzucających piłeczkę od jednej do drugiej osoby. Wraz z postępem całej historii bohaterowie przestają przytłaczać widza - doskonale rozjaśniają się nici pomiędzy członkami rodziny. Rozumiemy, jakie stosunki łączą poszczególne postacie, a także, jakie uczucia towarzyszą tym relacjom. Oprócz licznej rodziny oraz detektywa ważną postacią jest opiekunka Harlana, Marta (Ana de Armas). Młoda imigrantka z Ekwadoru, Paragwaju lub Brazylii – zależy którego z Thrombey’ów zapytasz. Jak uparcie twierdzi cała familia – jest dla nich jak członek rodziny, jest prawdopodobnie jedną z ostatnich osób, z którą Harlan rozmawiał przed śmiercią. Niespójnościom nie ma końca, kłamstwo goni kłamstwo, a prawdziwy wachlarz skrajnie różnych osobowości sprawia, że aby dociec prawdy do akcji musi wkroczyć sam Benoit Blanc, który z dżentelmeńską ogładą godną samego Herkulesa Poirot, spostrzegawczością, której nie powstydziłby się Sherlock Holmes, z cygarem w ustach przeżuwając każdą linijkę dialogu swoim melodyjnym południowoamerykańskim akcentem. Instynkt podpowiada mu, że coś tu jest nie tak. Z pozoru pasująca do siebie historia składa się na napis ‚samobójstwo’, ale ma jednak małą dziurkę, niczym donat, którą należy uzupełnić, aby rozszyfrować meandry rodzinnych zależności. Na noże to prawdopodobnie jeden z najlepszych, najbardziej przewrotnych i zabawnych filmów, jakie możecie zobaczyć. Świadomość gatunku, nawiązania do klasyki kina noir, twórczości Agaty Christie i odwaga, z jaką reżyser Rian Johnso bawi się schematami, igrając z oczekiwaniami i przyzwyczajeniami widza, jest więcej niż godna podziwu. Sama ekranizacja ma wiele atutów, o których można byłoby się rozpisywać godzinami, jednak nie mam przeznaczonego całego kwartalnika na ten opis. Pozostaje mi tylko zachęcić do zobaczenia filmu i delektowania się świetnie zarysowaną intrygą, a także śmietanką aktorską, ponieważ dobór tej obsady jest dowodem na to, że gdy zostawi się tak olbrzymią kreatywną siłę w spokoju i pozwoli działać samoistnie, to może powstać coś naprawdę niesamowitego. Bon Appétit!


Lifestyle

Wszyscy Natalia Czachor

emoji

77% młodych osób jasno wyraziło opinię, że o wiele łatwiej jest im znaleźć towarzysza do poważnej rozmowy online, niż na żywo. Media społecznościowe dają łatwy dostęp do ludzi podobnych do nas i ułatwiają komunikację. W jaki sposób to robią? Wszystko dzięki genialnemu wynalazkowi XXI wieku, który zmienił sposób porozumiewania się ludzi w sferze cyfrowej - emoji. Ikony te mają bardzo prosty zamysł, to potężny zbiór małych obrazków, który pozwala zastąpić jednym kliknięciem setki słów opisujących nasze emocje. Ludzie reagują na emotikonki w taki sam sposób, w jaki zareagowaliby na prawdziwy wyraz ludzkiej twarzy. Język ten zdążył przyćmić nawet hieroglify, które możemy uznać za prekursorów pochodzących ze starożytnego Egiptu. W ten sposób, chcąc nie chcąc, powracamy do symbolizacji. Na klawiaturach znajdziemy postacie, będące przedstawicielami przeróżnych kultur, wszystkie flagi świata, czy kciuki w górę o każdym odcieniu skóry. Instagram udostępnił kiedyś interesujące dane. 48% tekstu na platformach społecznościowych stanowią ikonki i zapewne tendencja ta będzie rosła. Wraz z rozwojem technologii, nasze umiejętności lingwistyczne zostają w tyle, ale są i plusy. To utopijny żargon świata, którego treść każdy, bez względu na swoją narodowość, jest w stanie zrozumieć. Emotikony dodają lekkości naszej wypowiedzi, jaki i pewnego głębszego sensu. Nieraz odbierane są dwuznacznie. Z tym walczył Fred Benenson w książce „Emoji Dick”, która jest obrazkową wersją „Moby Dicka”. Autor odkrywa ten nowy język poszukując reguł, dzięki którym pozbędziemy się wieloznaczności emoji i precyzyjnie wyrazimy za ich pomocą skomplikowane komunikaty. Część użytkowników online próbuje doszukać się wśród tego zbioru jednej ikony, która mogłaby ich odzwierciedlać. Tu nasuwa się pewna myśl. Czy jest to kryzys osobowości, czy zwykła potrzeba wyróżnienia się w cyberprzestrzeni? Współcześnie prowadzone są różne badania na tym obszarze. Jedne z nich polegają na analizie osobowości na podstawie ostatnio użytych emotek. 72% ludzi w wieku 18-25 przyznało, że jest im łatwiej wyrazić emocje za pomocą ikonek niż tekstu i choć dane te mogą przerażać, to każdy przyzna, że wysłanie czerwonego serca nie sprawia tyle kłopotu, co wyznanie drugiej osobie uczuć słowami. Pomimo tempa, z jakim internetowa rzeczywistość się rozwija, nie powinniśmy się martwić. Emotikony to po prostu dobra zabawa. Umilamy sobie życie za pomocą tych kolorowych obrazków, a ich właściwa interpretacja to jedno z podstawowych cyfrowych umiejętności. Każda moda przychodzi i znika. Być może tak szybko, jak nauczyliśmy się korzystać z ikon, tak szybko będziemy musieli o nich zapomnieć, jednakże nie ciężko zauważyć, że teraz przeżywają swój renesans.

15


Lifestyle

Zbrodnia i bezkarność Zuzanna Szott

Do młodych buntowniczek z całego świata: to Wy dajecie nadzieję. Tylko się nie cofnijcie, a wszyscy inni ruszą na przód – Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek, Francesca Cavallo, Elena Favilli

16


Lifestyle

- Jesteście na wsi, pijcie po wiejsku! – wykrzykuje mój dziadek dolewając wódki osobom siedzącym przy stole. Dzieli mnie od niego 60 lat życia i przepaść kulturowa. Widzę, jak dolewa też babci, która rumieni się i próbuje odmawiać – bezskutecznie. Później obserwuję ją już cały wieczór – jak niepewnie patrzy na swojego męża, jak cierpliwie znosi każdy jego żart i uszczypliwość. Myślę o niej często. O tym, ile nas łączy i ile nas dzieli. Dwie kobiety jednej rodziny – babcia i wnuczka, tak ściśle powiązane przez więzy krwi, tak drastycznie oddalone od siebie poprzez rzeczywistość, która je otacza. Babcia urodziła się w 1945, dwa dni po zakończeniu II wojny światowej. Ja przyszłam na świat w roku 2000, trzy miesiące przed wkroczeniem ludzkości w XXI wiek. Gdy wzięłam pierwszy oddech pewnego październikowego poranka, ona miała już 55 lat, a ja byłam jej pierwszą wnuczką – córką najstarszego syna. Gdy myślę o tym, jak inne musiało być jej dzieciństwo od mojego, trudno mi to przyjąć do wiadomości. Jak dużo mogło zmienić się przez pół wieku? Kim byłybyśmy obie, gdybym to ja urodziła się w 1945, a ona w 2000 roku? Jaka była, gdy miała 20 lat? Jak jej się żyło jako kobiecie? Gdy feminizm poruszył świat po raz pierwszy (a było to na przełomie XIX i XX wieku), nikt z pewnością nie mógł się spodziewać jak wielkie zajdą zmiany. Dzisiaj, patrząc na rzeczywistość z perspektywy mieszkańca dużego miasta w kraju należącym do Unii Europejskiej, niemal trudno jest sobie wyobrazić, żeby sprawy miały się inaczej. Konstytucja o równości płci mówi jasno, a ja mam prawo nosić spodnie, ścinać krótko włosy i studiować informatykę. I chociaż problem nadal mnie otacza – gdy słyszę seksistowskie komentarze, gdy moje kompetencje nie są traktowane na równi z tymi, których posiadaczem jest mężczyzna, lub gdy wieczorem wracam sama do domu i zestresowana dzwonię do przyjaciółki, bo nie czuję się bezpiecznie. Wiem jednak, że sytuacja znacznie się poprawiła. Że żyje mi się o wiele lepiej, niż żyło się mojej babci 50 lat temu. Na poprzednim zdaniu właściwie można by było ten tekst zakończyć. Świat się zmienił, jest pod wieloma względami o wiele lepszym miejscem, niż był. Feminizm nie jest nam już dłużej potrzebny – spełnił swoją rolę, zbudował nam nowy świat, może odejść na zasłużoną emeryturę. W jakimś, z pewnością nie tak odległym, alternatywnym świecie tak właśnie by było – jednak niestety nie jest. Opowieść o walce kobiet o swoje prawa nadal trwa, a ja chcę Wam dzisiaj chociaż trochę ją przybliżyć.

– druzgocąca część ofiar przemocy milczy na temat tego, co je spotkało. Według badań przeprowadzonych przez FRA (European Union Agency For Fundamental Rights) zatytułowanych Przemoc wobec kobiet – badanie na poziomie Unii Europejskiej 1 33% obywatelek Unii Europejskiej doświadczyło w swoim życiu przemocy fizycznej lub seksualnej. I chociaż nasz kwartalnik wydawany jest przede wszystkim dla studentów AGH, więc opis procentowy powinien być jasny, warto przypomnieć sobie, że za tą liczbą stoją także ludzie. Co trzecia mieszkanka Unii Europejskiej przynajmniej raz w życiu padła ofiarą przemocy – statystycznie rzecz biorąc, jedna na trzy twoje znajome. Jednak mimo wszystko można byłoby przynajmniej wierzyć, że przynajmniej ofiary są krzywdzone przez obce osoby. Niestety - 43% kobiet doświadcza przemocy fizycznej ze strony obecnego lub byłego partnera, z kolei 32% kobiet, które doświadczyły molestowania seksualnego po ukończeniu 15 roku życia wskazało, że sprawcą był ich kolega, szef lub klient. Nadal pozostaje jednak wiara, że problem istnieje, ale zanika wraz ze wzrostem wykształcenia i pozycji społecznej – znów jednak muszę zaprzeczyć. Od 74% do 75% kobiet, które zajmują specjalistyczne lub kierownicze stanowiska najwyższego szczebla, doświadczyło w swoim życiu molestowania seksualnego. Warto również wspomnieć o innym wymiarze tego problemu – według badań jedynie jedna trzecia ofiar przemocy ze strony partnera (33%) i jedna czwarta ofiar aktów przemocy ze strony innych osób (26%) po najpoważniejszych przypadkach przemocy kontaktowała się z policją lub inną organizacją wspierającą ofiary przestępstw. Oznacza to, że kobietom nadal brakuje zaufania wobec organizacji pomocowych. Jest to oczywiście sytuacja, która stanowi swego rodzaju błędne koło – im mniej aktów przemocy jest zgłaszanych i im rzadziej głośno się o nich mówi, tym większą odwagę i bezkarność czują oprawcy. Tutaj po raz kolejny pojawia się zagadnienie roli feminizmu we współczesnym świecie. Tym razem jego funkcją jest po prostu zwracać uwagę – na przemoc, na dyskryminacje, na problemy kobiet. Dzięki temu, że ta dyskusja wybrzmiewa coraz głośniej zarówno wśród samych pokrzywdzonych, jak i wśród wszelkich mediów, coraz więcej pokrzywdzonych ma odwagę mówić głośno o tym, co je spotyka. Ciekawym przypadkiem wciąż wybrzmiewającej na nowo dyskusji o równości kobiet i mężczyzn, jest kampania reklamowa stworzona przez firmę Bolt. Czwartego marca, kilka dni przed Dniem Kobiet, Bolt rozesłał swoim klientom maila o tytule „Masz 19,9% zniżki na Bolta (ale tylko jeśli jesteś kobietą)” i treści:

Być może należy zacząć od tego, że problem jest blisko nas. Jest za ścianą, w mieszkaniu niżej, w rodzinie twojej najlepszej przyjaciółki. Trudno jest go zauważyć przede wszystkim dlatego, że jego główną bronią jest milczenie

17


Lifestyle

Mówi się, że w Polsce różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn są stosunkowo niewielkie. To nie do końca prawda. Ostatni raport Głównego Urzędu Statystycznego wskazuje, że miesięczne wynagrodzenie mężczyzn było aż o 19,9% wyższe niż kobiet. Naszym zdaniem to nie jest ani mało, ani w porządku. Dlatego z okazji Dnia Kobiet chcemy zwrócić uwagę na problem, oferując wszystkim kobietom symboliczne 19,9% zniżki na kolejne przejazdy Boltem. Odwiedź nasz profil na Instagramie i odbierz zniżkę, która nigdy nie powinna istnieć. I poznaj więcej statystyk, które muszą nam wszystkim dać do myślenia. Zespół Bolt PS. Drodzy Panowie, do was też wysyłamy tego maila, bo ta nierówność to nasz wspólny problem. To wszystko dzieje się w Europie, na naszym, mogłoby się wydawać, rozwiniętym i bezpiecznym podwórku. A jak wygląda sytuacja w innych miejscach na świecie? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Agata Romaniuk w swojej książce Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu. Autorka zarysowuje nam rzeczywistość, w której żyją Omanki. Krajem rządzi człowiek tajemniczy – starszy, bezdzietny i samotny sułtan. Od kiedy przejął on władzę, ludności kraju żyje się dużo lepiej niż wcześniej – podniósł się poziom służby zdrowia, edukacji, a także tolerancji. Jednak

na porządku dziennym nadal są małżeństwa kontraktowe (czyli takie, które zawierane są przez rodziny młodej pary w ramach swego rodzaju transakcji – umowy, która związuje dwójkę ludzi na długo zanim jeszcze zdążą się poznać), homoseksualizm wciąż jest surowo karany, a wielu Omańczyków żyje swego rodzaju podwójnym życiem. Pierwsze z nich jest religijne, zgodne z prawem i zasadami funkcjonującym w Omanie, drugie zaś – tajne, ukryte, pełne rzeczy na co dzień niedopuszczalnych lub często nawet nie do końca legalnych (w tym – szczerej miłości). Jak się żyje kobietom w Omanie? Odpowiedź brzmi oczywiście – to zależy. Kraj ten nadal jest miejscem niezwykle patriarchalnym. Większość małżeństw jest inicjowana – za kobietę nadal należy rodzinie zapłacić pewną kwotę

18

pieniędzy, a aby tę „transakcję” potwierdzić, obie strony muszą podpisać swego rodzaju kontrakt. Dokument ten zawiera informacje o tym, ile pieniędzy należy wypłacić rodzinie kobiety, ale także na przykład – ile kobieta powinna otrzymać „wynagrodzenia” za każde urodzone dziecko lub fakt, że mąż zobowiązany jest sfinansować jej studia. Oman jest krajem bogatym, więc i standardy dyskryminacji są nieco inne. Przykładem tego zjawiska jest chociażby poziom wykształcenia omańskich kobiet – wiele z nich kończy studia, jednak nigdy nie wykonują związanej z nimi pracy, ponieważ zobowiązane są opiekować się domem i dziećmi. Pod pozorem dobrobytu finansowego kryje się całkowite uzależnienie kobiet od swoich partnerów – zarówno pod względem finansowym, jak i prawnym. Omanki nie mają prawa wziąć rozwodu – z kolei mężczyźni nie muszą nawet podawać powodu zakończenia małżeństwa. Rozprawa wtedy odbywa się bez obecności małżonki – musi ona jedynie zostać powiadomiona o rozwodzie (chociaż prawo to weszło w życie dopiero niedawno – do tej pory nawet ten obowiązek właściwie nie istniał). Omańskie prawo nie zakłada również istnienia takiej konstrukcji prawnej jak przemoc domowa – według prawa to co dzieje się wewnątrz danej rodziny jest wyłącznie jej sprawą. Dlatego w niebezpiecznych sytuacjach kobiety nie mają do kogo się zwrócić o pomoc. Jeszcze gorzej jest w przypadku gwałtu – oprócz obwiniania ofiary mamy do czynienia również z brakiem regulacji prawnych i właściwie nieistnieniem organizacji pomocowych w tym zakresie. Od dnia, w którym urodziła się moja babcia do dnia dzisiejszego świat zrobił ogromny postęp. Przyszło nam żyć w kompletnie innych czasach, osadzonych na zupełnie innych zasadach. Chciałabym wierzyć, że to wystarczy, abym nie musiała już dłużej nazywać się feministką – aby problem nierówności płci był już od dawna nieaktualny, a wszelka działalność z nim związana – niepotrzebna. Trudno jednak nie widzieć, że sytuacja nadal nie jest idealna. I to nie tylko gdzieś daleko, w odległym Omanie, ale również tuż obok nas. Z tego powodu pytanie o dzisiejszy feminizm pozostaje moim zdaniem nadal zagadnieniem otwartym i niezwykle złożonym. Wierzę jednak, że definicją obecnego feminizmu jest po prostu zmiana jego formy - z groźniej wojowniczki w ciepłą przyjaciółkę, która pomaga otrząsnąć się po wyrządzonej krzywdzie i namawia, żeby walczyć o swoje. Źródła: [1] Przemoc wobec kobiet – badanie na poziomie Unii Europejskiej (https://fra.europa.eu/sites/default/files/ fra-2014-vaw-survey-at-a-glance-oct14_pl.pdf) Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu., Agata Romaniuk / Wydawnictwo Poznańskie, 2019 Różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w Polsce w 2016 r., GUS


Lifestyle

Dlaczego czasem warto? Agnieszka Wróbel Kiedyś osoby decydujące się złapać stopa niekoniecznie udawały się w daleką wyprawę, czasami potrzebowały przemieścić się z punktu A do punktu B i nie towarzyszyło to żadnej wielkiej podróży.W dzisiejszych czasach kusi nas SkyScanner z wieloma propozycjami tanich lotów do wszystkich zakątków świata. Przy odrobinie szczęścia możemy wyhaczyć ofertę last minute i przez tydzień byczyć się nad przyhotelowym basenem na all inclusive. Dla wielu podróżowanie autostopem w obecnej sytuacji może wydawać się irracjonalne, jakie są więc powody dla których jednak warto zdecydować się na stopa?

które je dzielą i często jesteś zaskoczony, że są mniejsze niż ci się zdaje. Wszystko w okół ciebie bardzo szybko się zmienia. Wyskakujesz z małej toyotki prowadzonej przez przemiłego dziadziusia pięćdziesiąt kilometrów na godzinę,by zaraz znaleźć się w pędzącej furze z jakimś drogowym cwaniakiem za kierownicą, zastanawiając się, czy to aby na pewno był dobry pomysł.

Przede wszystkim jest to doskonała opcja dla osób, które chcą zobaczyć i zwiedzić jak najwięcej. Podróżując autostopem, możesz zatrzymywać się w każdej stolicy mijanej po drodze,w każdym Państwie i w każdym mieście, które cię zainteresuje i w niedługim czasie, przy niskich kosztach poznać różne kraje. Kiedy podwożą cię lokalni kierowcy, możesz dowiedzieć się sporo o ich kulturze, a nawet “liznąć trochę języka”. Robisz zakupy w mijanych marketach, zatrzymujesz się na stacjach benzynowych, może jesz coś w mijanych restauracjach, obserwujesz przez okna wciąż zmieniających się pojazdów i widzisz jak z wraz z mijanymi granicami każdy ten aspekt się zmienia. Mając takie bieżące porównanie można dostrzec wiele elementów charakteryzujących dany kraj i wyrobić sobie o nich zdanie.

Jest to też doskonała okazja, by przeżyć niezapomnianą przygodę , trochę “sprawdzić” samego siebie i nabyć nowych umiejętności. Może nie potrafisz rozmawiać z obcymi? Po takiej wyprawie nie ma opcji byś się tego dłużej obawiał. Zobaczysz też jak radzisz sobie w niecodziennych sytuacjach, czy potrafisz poradzić sobie z warunkami w jakich się znajdziesz i jak rozwiążesz problem, który wystąpi na drodze. Może zdarzyć się, że kierowca wysadzi cię w złym miejscu lub w niekorzystnej lokalizacji i będziesz musiał wykazać się wtedy swoją kreatywnością. Czasem będziesz potrzebował dogadać się z osobą, która nie mówi w żadnym znajomym ci języku i przekonasz się, że to prostsze niż by się mogło wydawać. Wysłuchasz miliony historii swoich kierowców, zobaczysz jak wygląda rozładunek tira i doświadczysz jak to jest jechać w bagażniku. Nauczysz się rozbijać namiot po ciemku w nietypowym miejscu i będziesz z siebie dumny kiedy nie wywali ci się w nocy na głowę. Zostaniesz Indiana Jonesem swojej rodziny i w tym roku to ty zabłyśniesz przy świątecznym stole.

Kiedy nie siedzisz wygodnie w fotelu samolotu skupiony na filmie, który jest emitowany na pokładzie, tylko musisz na bieżąco “ogarniać” gdzie jesteś, gdzie zaraz będziesz i dokąd stamtąd pojedziesz to o wiele mocniej czujesz pokonywaną przez ciebie trasę. Zapamiętujesz nazwy miejscowości, w których byłeś, bardziej zdajesz sobie sprawę z odległości,

Oczywiście urlop jest po to, aby odpocząć, nabrać nowych sił i wrócić z niego zregenerowanym i zrelaksowanym. W spokojnym opalaniu się na plaży nie ma nic złego, ale czasem warto połączyć takie wakacje z tego typu wyprawą by móc poznać coś nowego, nietypowego, czego może wiele osób nie doświadczyć.

19


Lifestyle

Make fashion great again

Aleksandra Skrzypiec

W wyniku ciągłego zapotrzebowania wia się nad tym, z czego są one wykonane. społeczeństwa na konsumowanie dóbr Zrzucanie odpowiedzialności jedynie na i usług swoją potęgę zbudował przemysł producentów ciuchów byłoby jednak dumodowy. Można śmiało powiedzieć, że żym błędem, gdyż wina leży zarówno po wyrósł on z naszych dążeń do zaspokoje- stronie producentów, jak i konsumentów. nia własnych potrzeb, zarówno tych faktycznych, jak i pozornych. Beauty imperia Wedle danych podawanych przez ONZ oraz sektory odzieżowe odgrywają obec- produkcja ubrań jest odpowiedzialna za nie kluczową rolę na arenie światowego 10 procent emisji dwutlenku węgla, którynku. Szacuje się, że do 2025 r. wartość ry przyczynia się do ocieplenia klimatu. tej branży będzie wynosić 2,6 bilionów W skali roku jest to 1,2 miliarda ton CO2. dolarów. Taki stan rzeczy nie powinien Biorąc pod uwagę stan w jakim znajduje nas zaskakiwać, bowiem oddziałujące na się nasza planeta, ograniczenie emisji szkowyobraźnie reklamy oraz zerkające z nich dliwych substancji do atmosfery powinno być opatrzone priorytetem najwyżej rangi. modelki§, na których każda rzecz wygląda (nad wyraz!) dobrze, potrafią skutecznie Zmiany w atmosferze wywoływane przez do nas przemówić. Dodając do tego ob- produkcję odzieży to jedynie wierzchoniżkę -50%, hurtowo zaopatrujemy się łek góry lodowej, ponieważ kolejną palącą kwestia jest nadprodukcja odpadów. Aż w ubrania, bo taka okazja przecież zdarza się rzadko! W taki oto sposób napędza 85 procent tekstyliów trafia na wysypiska. się machina konsumowania, a wraz z nią Dominujący wśród konsumentów model zmieniają się trendy w użytkowaniu ubrań. ,,weź-użyj-wyrzuć’’ przyczynia się do tego, że zaczynamy tonąć w odpadach. Są one niemal wszędzie, w rzekach, ocenach, Fast fashion lasach, na wysypiskach śmieci, których Branża modowa bazuje w głównej mierze powierzchnia w niektórych przypadkach na modelu biznesowym nastawionym na jest równa (a nawet pięciokrotnie większybki i jednocześnie duży zysk. Jest to sza!) powierzchni Polski! Problem stanowi obecnie big business, napędzany nami na- ich utylizacja oraz likwidacja. Dynamiczszymi pragnieniami, który, jak się okazuje, ny proces produkcji sprawia, że rynek jest potrafi też łatwo manipulować naszymi przesycony ilością wyrobów odzieżowych. potrzebami. Często nasze zakupowe pod- Szacuje się, że nawet 30% nie zostaje boje kończą się niezliczoną ilością rzeczy sprzedanych. Kupujemy również dużą zalegających w szafie, w których zdołali- ilość ciuchów w niskich cenach, po czym śmy się ledwo raz zaprezentować światu. nie wyczerpujemy do końca ich potencjaJak widać sektor odzieżowy ma nas ogrom- łu. Koszty, które ponosimy są niewielkie, ny wpływ, jednak jego funkcjonowanie po- jednak cena, którą płaci środowisko staje ciąga za sobą nie tylko konsekwencje spo- się pomału nie do udźwignięcia. łeczne i indywidualne, ale też ekologiczne, gdyż w znacznym stopniu przyczynia się Pranie brudów w oceanach on do degradacji naszej planety. Kupując ubrania rzadko myślimy o tym, że ich Czy wiesz ile wody wykorzystano do wyprodukcja nie jest obojętna środowisku. produkowania jednej pary twoich ulubioPrzyznajmy sami, że większość z nas przed nych jeansów? Odpowiedź może wprazakupem kolejnej pary butów nie zastana- wiać w osłupienie, gdyż liczba ta wynosi 20

7500 litrów. Zapewne pomyślałeś ,,ale jak to możliwe’’? Otóż jeansy (i jak dobrze wiesz nie tylko) produkowane są zwykle z bawełny, a do jej uprawy potrzeba dużej ilości wody. Zapewne posiadasz również w swojej kolekcji ubrań t-shirty z tego materiału, a to już kolejne 2600 litrów zużytej wody. Roczny bilans oscyluje na 79 miliardów sześciennych wody wykorzystanej do produkcji i przetwórstwa bawełny. Taka ilość wystarczy by zaspokoić potrzeby 110 milionów ludzi, którzy cierpią na brak dostępu do niej. Branża mody to drugi pod względem zapotrzebowania na zasoby wodne sektor. To jeszcze nie koniec! Problemy natury ekologicznej lubią się mnożyć. Kolejnym z nich jest zanieczyszczanie wód. Tworzywa sztuczne, takie jak między innymi poliester, nylon czy akryl, z których produkowana jest odzież w skutek prania trafiają do kanalizacji, która transmituje je do oczyszczalni. Stamtąd wraz z prądem dryfują one po rzekach i oceanach. Skażenie zasobów wodnych dokonuje się także poprzez proces farbowania odzieży, z której pozostałości wylewa się nigdzie indziej jak do rowów, strumieni i rzek. Tak oto powstała mieszanka skażeń trafia prosto do przewodów pokarmowych organizmów żyjących w wodzie, a następnie, jeśli jesteś fanem owoców morza, również i do twojego. Co zrobić, by nie wypaść z ... obiegu? W obliczu zatrważających statystyk oraz bicia na alarm specjalistów do spraw klimatu na reakcje wielkich koncernów modowych nie trzeba było długo czekać. Giganci tej branży sami przyznają, że kluczowe jest osiągnięcie równowagi pomiędzy technologiami produkcyjnymi a ochroną środowiska. By móc uczynić produkcję tekstyliów mniej szkodliwą, branża modowa coraz chętniej podejmu-


Lifestyle je działania mające na celu wdrażanie idei zrównoważonego przemysłu opartego o wykorzystanie materiałów odnawialnych. Jednym ze sposobów, by przeciwdziałać niszczycielskiej sile, która wiedzie ludzkość ku katastrofie klimatycznej, jest stworzenie gospodarki o obiegu zamkniętym. Co to oznacza? Jest to model opierający się na ekonomii cyrkularnej, dzięki któremu można nadać odzieży ,,drugie życie’’. Wykorzystane ciuchy zamiast stać się odpadem mają szansę ponownie wrócić do obiegu. Zrównoważona produkcja rozpoczyna się już na etapie projektowania odzieży i obejmuje wszystkie etapy życia produktu. Wdrażane są rozwiązania redukujące ilość szkodliwych substancji wytwarzanych w procesie produkcji oraz zmniejszenie wykorzystywanej energii i zasobów. Zwiększenie wartości produktów służy recyklingowi. Przy zaawansowanym rozwoju technologii produkcyjnych wdrażanie tego typu rozwiązań nie jest problemem. Za jeden z przykładów ekologicznych praktyk podejmowanych przez wielkie koncerny może służyć marka Adidas, która wykorzystuje odpady z oceanów do produkcji butów, przy czym zachowuje ich wysoką jakość. Producent Converse, najbardziej kultowych trampek na świecie, które z pewnością większość z nas posiada w swojej szafie, również podjął się wyprodukowania ekologicznej kolekcji o nazwie Renew Canvas. Buty zrobione w stu procentach z płótna z recyklingowanego poliestru, wytworzonego ze zużytych plastikowych butelek w żaden sposób nie odbiegają pod względem jakościowym oraz estetycznym od klasycznego modelu. Szereg producentów odzieży, które chcą uczynić swą produkcję bardziej eko zasilają już takie międzynarodowe przedsiębiorstwa jak Wrangler, Timberland, Jack Wolfskin czy koncern LPP, który jest właścicielem marek takich jak Reserved, House, Cropp, Mohito oraz Sinsay. Firmy decydują się również na ograniczenie ilości wykorzysty-

wanego do produkcji opakowań plastiku, czego najlepszym przykładem jest sklep internetowy Zalando. Spółka ta zobowiązała się do wymiany materiałów, które służą do pakowania produktów z kategorii beauty na materiały pochodzące w stu procentach z recyclingu. Co to oznacza dla naszej planety? Szacuje się, że dzięki temu zużycie plastiku zmaleje o 9,5 kilograma rocznie. Dodatkowo ta strategia przekłada się również na redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Z racji tego, że Zalando kojarzy nam się przede wszystkim z darmową wysyłką ciuchów, te również należy w coś zapakować. Do tego spółka postanowiła wykorzystać tworzywo pochodzące w 80 procentach z recyclingu, co pozwala ograniczyć produkcję CO2 do 40 procent na kilogram. Tego typu przykłady strategii ochrony klimatu oraz środowiska są coraz częstsze. Moda na bycie eko udziela się również markom high-fashion, które równie dynamicznie jak marki komercyjnie reagują na rzucone przez matkę ziemię wyzwanie. W trosce o środowisko i los zwierząt projektanci domów mody takich jak Giorgio Armani, Tommy Hilfiger, Calvin Klein, Hugo Boss czy Stella McCartney zrezygnowali z produkcji futer, które również wbrew panującym mitom (nie jest prawdą, że produkcja futer naturalnych jest mniej szkodliwa niż futer sztucznych!) zostawiają po sobie toksyczne ślady, a przede wszystkim są przyczyną bezsensownego cierpienia zwierzaków. Do ekologicznej gry wkraczają również nowi innowatorzy, którzy opracowują produkcję ubrań w pełni bazującą na materiałach z odzysku, tworząc przy tym nowe rodzaje tkanin. Na szczególną uwagę zasługują tacy gracze jak Pure Waste, Patagonia, Nudie Jeans, Kings of Indigo, TOMS, Fllipa K czy Ragwear. Większość z tych marek widnieje w bazie Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie. Jeśli natomiast planujesz wiosenne odświeżenie swojej garderoby, (rzecz jasna kierując się przy

tym troską o planetę! Część z nich możesz odnaleźć na stronie Zalando. Green is the new black By zawrócić kierunek dominujących obecnie trendów i stworzyć system, w którym zamiast odpadów dominować będą surowce, niezbędne jest gruntowne przekształcenie wzorów produkcji, sprzedaży oraz konsumpcji odzieży. Należy dążyć do tego by fast fashion stał się bardziej slow. O ile jesteśmy gotowi na takie zmiany od strony technologicznej, nadal należy pracować nad świadomością konsumentów oraz marek odzieżowych by móc efektywnie korzystać z zasobów odnawialnych. Każda strona musi ponieść swego rodzaju koszty, są one jednak nieporównywalnie mniejsze niż koszty, które może wywołać katastrofa klimatyczna. Idealną sytuacją byłaby ta, w której zamiast prześcigać się w tym, która z marek modowych wyprodukuje oryginalniejsze, lepiej sprzedające się ubrania, koncerny w pełni skupiłby się na pracy nad oryginalnością oraz innowacyjnością metod produkcji, które byłyby przyjaźniejsze naszej planecie. Choć wizja ta wydaje się być utopijna, jest ona jak najbardziej realna. Jak widać zmierzamy do niej małymi krokami. Być może w ślad wymienionych wyżej marek pójdzie jeszcze więcej koncernów, dzięki czemu produkcja odzieży będzie zgodna z normami etycznymi i wymaganiami ekologicznymi, zaś my jako konsumenci zaczniemy rozważniej podchodzić do kwesti zaopatrywania się w produkty upolowane na sezonowych obniżkach. Źródła: https://bit.ly/2X3whvp https://bit.ly/2XacKsW https://bit.ly/3ayfCnv https://bit.ly/2UVk7ll https://bit.ly/2R4OG6W

21


Lifestyle

Eko biznesy tonące we własnych śmieciach Natalia Nitarska

22


Lifestyle

Kryzys klimatyczny to coś, czego jedni bardzo się obawiają, a drudzy negują jego istnienie. Jedni prześcigają się w kupowaniu bambusowych słomek i domowej produkcji szamponu w kostce, a drudzy twierdzą, że “problem” ma tylko za zadanie nakręcić obszar gospodarki, który specjalizuje się w produkcji wszelkiego rodzaju produktów przyjaznych planecie i pomagających żyć w duchu zero waste. Jak z tematem radzą sobie duże, światowe koncerny? Zastanawiające jest, dlaczego odpowiedzialność za wszelkie zmiany klimatu spada na codzienne wybory każdego z nas, skoro to nie one stanowią sedno problemu. Dlaczego nurt zero waste powoduje, że my - zwyczajni konsumenci - często czujemy się źle po zakupie kolejnego szamponu w plastikowej butelce albo rukoli zapakowanej w plastikowe opakowanie i dodatkowo owiniętej folią? Rzadko zastanawiamy się nad tym, że może wina leży po stronie tych, którzy prześcigają się w zapełnianiu sklepowych półek produktami tonącymi w plastiku? Większość produktów, z których korzystamy na co dzień, pochodzi od dużych spółek i przedsiębiorstw, które zazwyczaj gorzej radzą sobie z ekologicznymi rozwiązaniami, niż małe, lokalne produkcje. Nie każdy z nas ma jednak możliwość korzystania z oferty eko sklepów czy zwykłych bazarków. Nie każdy z nas ma do nich dostęp i przede wszystkim nie każdy (z różnych powodów, nawet zwykłego lenistwa, które w tej kwestii nie jest oburzające) ma ochotę poświęcać dodatkową energię na to, żeby zaopatrzyć się w produkty ze sprawdzonych, ekologicznych źródeł. Dlaczego zatem winą za zmiany klimatyczne nie obarczamy tych dużych przedsiębiorstw, koncernów, których działania mają realny wpływ na to, co pojawia się na sklepowych półkach, w restauracjach i co w rezultacie trafia w ręce większości konsumentów? Jak oni reagują na zmiany, które już niedługo tak samo dotkną każdego z nich, jak i nas? McDonald’s, czyli największa sieć restauracji w historii Spółka nie tak dawno, bo na początku 2020 roku chwaliła się tym, że we wszystkich restauracjach (w Polsce) wprowadza papierowe słomki, patyczki do balonów i opakowania do lodów McFlurry. Tym sposobem prawie wszystkie opakowania stosowane w McDonald’s są teraz wykonane z papieru. W większości restauracji w Polsce znajdują się też oczywiście kosze do recyklingu odpadów. Zastanawiająca jest jednak możliwość recyklingu tego papieru. Często wpadamy w pułapkę papierowych opakowań - jeśli papierowe, to ekologiczne. Nie mamy jednak pojęcia o tym, że nie każdy papier do recyklingu się nadaje. Na stronie Ministerstwa Klimatu (https:// naszesmieci.mos.gov.pl/jak-segregowac) czytamy między innymi, że recyklingowi nie może zostać poddany papier zafoliowany i z tłustymi plamami. A przecież właśnie z takim papierem w większości mamy do czynienia w McDonald’s. Zastanówcie się teraz, ile z papierowych śmieci, które produkujecie, zamawiając McZestaw tak naprawdę nadaje się do recyklingu? Więcej informacji na temat działań dla dobra klimatu i odpowiedzialnego biznesu podjętych przez spółkę znajdziecie na stronie McDonald’s, w zakładce O nas/Odpowiedzialność (...)

H&M, czyli modowy gigant W 2018 roku, czyli zaledwie dwa lata temu świat obiegła informacja o tym, że H&M pali ubrania, których nie sprzedał. H&M tłumaczył wtedy, że nie niszczy ubrań bezpiecznych w użyciu, a jedynie takie nienadające się do recyklingu i niespełniające wymogów bezpieczeństwa. Pod koniec ubiegłego roku prezes grupy, Karl-Johan Persson, wypowiedział się na łamach Bloomberga, w odpowiedzi na ruch aktywistów zapoczątkowany przez Gretę Thunberg, atakujący przemysł szybkiej mody. Stwierdził, że próba tępienia zachowań konsumpcyjnych w tym obszarze może mieć niewielkie skutki dla dobra klimatu, a ogromne konsekwencje społeczne. Cały przemysł modowy przecież opiera się na tym, że kilka światowych koncernów produkuje ogrom ubrań niskiej jakości i zachęca do częstej wymiany garderoby. Producenci wprowadzają dodatkowo te same produkty na półki różnych sklepów i marek, dając nam złudne poczucie różnorodności i możliwości wyboru. Tak naprawdę jednak wszystkie te ubrania pochodzą z tych samych fabryk i szyte są z tych samych materiałów, a różnią się tylko metką. Efekt jest oczywiście taki, że nawet jeśli nie chcemy wyrzucać ubrań co drugi sezon, to po prostu jesteśmy do tego zmuszeni, bo te szybko się niszczą i po stosunkowo krótkim czasie użytkowania nadają się jedynie na śmietnik. W większości dużych sieciówek odzieżowych pojawiają się jednak działy z ubrań wykonanych z bawełny organicznej, materiałów dobieranych bardziej “świadomie” i lepszej jakości. Mam jednak wrażenie, że cały dział Conscious to tylko narzędzie pokazujące, że za (wbrew pozorom) taki sam produkt możesz zapłacić nam 50 lub 200 złotych. Wszystko zależy od tego, jak bardzo “pro eko” ty chcesz się czuć, a niekoniecznie wpływa na to, jak i z czego jest wyprodukowany. Jak odróżnić realne działania producentów towarów i dóbr na rzecz klimatu od działań czysto reklamowych i fasadowych, mających jedynie za zadanie zamydlić nam oczy i stworzyć wrażenie, że wybieramy świadomie? Jedynym sposobem jest zgłębianie polityki koncernów i marek, z którymi na co dzień mamy styczność i czytanie aktualnych raportów na temat ich działalności. Niestety posiłkowanie się w sądach na ten temat jedynie głośnymi hasłami reklamowymi sprawia jedynie, że wpadamy w pułapkę pseudo-ekologicznego świata, który już niedługo całkowicie utonie we własnych śmieciach.

23


Z życia uczelni

Uczelniana rzeczywistość w dobie 2.0 Aleksandra Skrzypiec Jakiś czas temu tematem numer jeden w środowisku akademickim była przeprowadzana właśnie reforma 2.0. Nie tak dawno wszyscy żyliśmy nadchodzącymi zmianami. Jak wygląda obecnie sytuacja? Jak przeprowadzone zmiany oddziałują na naszą uczelnianą rzeczywistość? Dziś z perspektywy czasu możemy przyjrzeć się temu, co zmieniły one w naszym akademickim życiu. Przenieśmy się na moment pamięcią do wydarzeń z 2018 roku. ,,Konstytucja dla nauki’’ inaczej zwana Ustawą 2.0, regulująca prawo o nauce i szkolnictwie wyższym, zanim weszła w życie wywołała niemałe zamieszanie w środowisku akademickim. Jak dobrze wiemy zaproponowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zmiany wywołały dyskusję wśród opinii publicznej, a także wśród rządzących. W konsekwencji, w toku prac parlamentarnych przyjęto wiele poprawek. Ostatecznie ustawa weszła w życie 01.19.2018 r. Wprowadzenie zmian miało być początkiem tworzenia nowej kultury jakości na polskich uczelniach. W związku z przeprowadzoną reformą oczekuje się, że wzrośnie jakość badań naukowych oraz kształcenia, a także społeczna pozycja uczelni wyższych na arenie międzynarodowej, co w konsekwencji miałoby uczynić polskie uniwersytety bardziej rozpoznawalnymi na świecie. Inspirację w konstruowaniu Ustawy 2.0 stanowiły kraje Europy Zachodniej oraz Stany Zjednoczone, których większość uniwersytetów posiada mocną pozycję. Po niespełna dwóch latach od przeprowadzenia reformy możemy zauważyć jej pierwsze efekty. Przyjrzyjmy się więc teraz poszczególnym obszarom, które zostały nią objęte oraz temu, jak zmieniło się życie naszej Alma Mater po wdrożeniu Ustawy o szkolnictwie wyższym. Pragnę omówić te kwestie, które dla większości studentów mogą być szczególnie ważne i poruszają znaczące dla nas aspekty.

24

Po pierwsze kształcenie i rozwój Kształcenie w formie 2.0 jest w dużym stopniu ukierunkowane na jego jakość. Kierunki studiów prowadzone przez wydziały zostały przypisane do nowych dyscyplin naukowych, jednocześnie połączone zostały kierunki o tej samej nazwie lub tych samych efektach kształcenia do tej samej dyscypliny. Celem tego działania jest zwiększenie interdyscyplinarności badań. Klasyfikacja ta została utworzona na wzór standardów międzynarodowych. Jeśli chodzi natomiast o nakłady finansowe na rozwój nauki, w ramach nowych inicjatyw doskonałości zarówno uczelnie o mocnej pozycji w Polsce oraz mniejsze ośrodki badawcze będą mieć szansę na zdobycie środków pieniężnych na dalszy rozwój, a to za sprawą konkursu ,,Inicjatywa doskonałości- uczelnia badawcza’’ do którego mogą przystępować uczelnie kategorii A i A+ oraz ,,Regionalna Inicjatywa Doskonałości’’ w której udział mogą wziąć regionalne ośrodki naukowe. Sprawy studenckie Każda rekrutująca się osoba musi zostać zapoznana z pełnym katalogiem opłat, jakie musi ponieść w trakcie studiów. W celu ochrony praw studenta wprowadzono również zapis, który gwarantuje niezmienność ponoszonych kosztów przez cały okres studiowania. Ponadto dużym ułatwieniem jest ujednolicenie zasad przyznawania kredytów studenckich oraz stypendiów socjalnych. Dochód będzie przeliczany w ten sam sposób, dzięki czemu sama procedura przyznawania tych świadczeń przebiegać będzie sprawniej, a także ograniczy stopień biurokratyzacji. Ponadto ustawa w znaczny sposób umacnia prawa studentów. Reprezentujący interesy studentów samorząd ma wpływ na wiele decyzji w kwestiach finansowych, jak wynika między innymi z art. 414 ust. 1, Rektor w porozumieniu z samorządem studenckim dokonuje podziału dotacji finansowych. Dodatkowo zgodnie z art. 84. ust.1 student ma również prawo do przeszkolenia w zakresie praw i obowiązków studenta, które prowadzić ma samorząd studencki we współpracy z Parlamentem Studentów Rzeczypospolitej Polskiej.


Z życia uczelni Nowe szkoły doktorantów Zapewne wśród naszych czytelników znajdują się osoby, które choć raz w swoim uczelnianym życiu rozważały zrobienie kariery naukowej. Ustawa 2.0 reguluje również i ten obszar. Obecnie kształcenie w szkołach doktorskich trwa od 6 do 8 semestrów. Zakończone jest ono złożeniem rozprawy doktorskiej. Kształcenie prowadzone jest na podstawie programu kształcenia oraz indywidualnego planu badawczego, których realizacja jest poddawana ocenie śródrocznej. Osoby biorące udział w rekrutacji do szkół doktorskich AGH są wyłaniani w drodze konkursu. By wyłonić najlepszych kandydatów rozpatrywane będą egzamin, list motywacyjny oraz rekomendacja potencjalnego promotora. Każdy doktorant ma otrzymywać stypendium, którego całkowity okres otrzymywania nie może przekroczyć 4 lat. Początkowo ma ono wynosić 37% wynagrodzenia profesora, czyli około 2370 zł, natomiast po otrzymaniu oceny śródokresowej zostanie ono zwiększone do 57%, czyli około 3650 zł. Rada Uczelni i Rada Dyscyplinarna Są one nowymi organami wchodzącymi w skład struktury uczelni. Do kompetencji pierwszej z Rad należy monitorowanie gospodarki finansowej, wgląd w sposób zarządzania uczelnią, opiniowanie projektów strategii uczelni oraz projektów statusu, wskazywanie kandydatów na Rektora po zaopiniowaniu przez Senat, a także opiniowanie sprawozdań z wywiązania się z podjętej przez uczelnie strategii. Co ciekawe z punktu widzenia studentów, zgodnie z art. 19 ust. 1 przewodniczący samorządu studenckiego ma wchodzić w skład tej rady. Jeśli chodzi natomiast o zakres zadaniowy Rady Dyscyplinarnej, jest ona odpowiedzialna za prowadzenie postępowania w sprawie stopni naukowych oraz może je nadać na drodze decyzji administracyjnej, prowadzi ona równocześnie nadzór nad sprawami merytorycznymi oraz jakością kształcenia. Podsumowując całokształt przeprowadzonych zmian trudno nie zauważyć, iż reforma przyniosła za sobą szereg konsekwencji natury prawnej, finansowej, politycznej, gospodarczej, społecznej, kulturowej oraz administracyjnej. Mimo wielu kontrowersji wokół ,,Konstytucji dla Nauki’’ należy przyznać, że sam zamysł oraz idee, które przyświecały jej tworzeniu były słuszne. Należy walczyć o to, by polskie uczelnie stały się bardziej widoczne na arenie międzynarodowe. Jak widać zachodnie trendy nie ominęły również obszaru edukacji. Aby przenieść polską naukę na światowe tory, reforma szkolnictwa wyższego była konieczna. Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, by jednoznacznie ocenić jej efekty. Póki co niewątpliwie należy trzymać kciuki by nasze uczelniane w życie w dobie 2.0 było łatwiejsze i obfitowało w same sukcesy naukowe. Po więcej informacji na ten temat możesz sięgnąć tutaj: Kwiek Marian, Ustawa 2.0 a mierzalność i porównywalność osiągnięć naukowych, Nauka 1/2018 (ss. 65-86) https://konstytucjadlanauki.gov.pl/ http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C30350%2Custawa-20-najwazniejsze-zapisy.html https://www.agh.edu.pl/konstytucja-dla-nauki/ 25


Podróże

Mój pierwszy raz … Karolina Machnik

…na festiwalu, czyli reportaż z 7-dniowego pobytu na wyspie Obuda podczas trwania Szigeta. 5 sierpnia 2019 roku godzina 19:00. Wróciłam w pracy i usiadłam na łóżku, popatrzyłam na plecak leżący na podłodze i nagle sobie uświadomiłam, że już jutro mam wyjechać na swój pierwszy festiwal, a nawet nie byłam spakowana. Od czego zacząć? Czy mam wszystko? Jeszcze przecież trzeba iść do sklepu po prowiant na drogę. Ahh, nie mogę marnować czasu. Szybko włożyłam buty i wyruszyłam do najbliższego marketu. Stanie w kolejce ogromnie mi się dłużyło, ale jak tylko wróciłam, zabrałam się za robienie kanapek. Potem pakowanie, prysznic i do łóżka. Patrzę na zegarek. Północ. Za 7 godzin trzeba będzie wstać. Dobra, śpię. Chociaż zaśnięcie nie przyszło tak łatwo, do godziny drugiej mojej głowie pojawiały się myśli, jak to wszystko będzie wyglądać. Zasnęłam, nie na długo, bo gdy zadzwonił budzik, miałam uczucie, że dopiero się położyłam, ale nie czułam zmęczenia. Napędzała mnie ciekawość. To już dzisiaj miałam znaleźć się na wyspie Obuda, gdzie miało spełnić się moje marzenie.

Spakowałam się i czekałam na brata. Mieliśmy dzisiaj razem z całą ekipą wyruszyć w podróż. Co prawda festiwal zaczynał się tak naprawdę w środę, ale my wykorzystaliśmy opcję move-in early, aby zdążyć zająć dobre miejsca na namiot. Jest jeszcze opcja 3-day move in, gdzie można wprowadzić się 3 dni 26

wcześniej, ale nam wystarczyło być tam dzień przed. 7 godzin jazdy minęło dość szybko. Słuchaliśmy zespołów, które miały się pojawić oraz rozmarzyliśmy się na temat tego, co nas czeka. Ekscytacja wisiała w powietrzu.

coś nie może mi przeszkodzić w całej zabawie. Wzięłam się w garść, poprosiłam drugą osobę o pomoc i wspólnymi siłami udało się postawić mój mały domek. Gdy wszyscy byli już ugoszczeni, poszliśmy się przejść po wyspie.

Dojechaliśmy! Ahh, udało się. Jednak Wyspą nocą nabrała jeszcze większej nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka. magii. Na drzewach zawieszone były Wypakowaliśmy bagaże z auta, które lampki i lampiony, zewsząd leciała zostawiliśmy na parkingu. Było tego muzyka. Każdy był w dobrym nastroju. dość sporo, każdy wziął tyle, ile mógł. Czuć było pozytywną energię bijącą od Wsiedliśmy do taksówki, która miała każdej osoby. Potem gdy już poczulinas podwieźć pod most prowadzący śmy zmęczenie, przyszedł czas na sen. na wyspę, ale jak się okazało, podwio- Ułożyłam się wygodnie w śpiworze, nazła nas tylko kawałek. Była godzina 18, dal nie mogłam uwierzyć, że naprawdę każdy zmęczony po podróży marzył byłam na festiwalu. tylko, żeby rozbić namiot i usiąść, ale szliśmy. Dzielnie, powoli, wciąż do przodu. Gdy doszliśmy do mostu, łza spłynęła mi z oka. Zapraszał nas wielki 7 sierpnia 2019, czyli pierwszy dzień fenapis “SZIGET”.. Ahhh, to jest to, już tak stiwalu. Pobudka, śniadanie, prysznic blisko. To już było to miejsce - pomy- i ucieczka na plaże, aby w cieniu odślałam, a to dało mi kopa, aby iść dalej. począć. Nasze namioty znajdowały się Przeszliśmy przez most i wkroczyliśmy niestety pod gołym niebiem i już o 10 na tzw. Wyspę Wolności (z ang. Island było w nich gorąco. Na szczęście mieof Freedom). Ludzie tańczyli, śpiewali, liśmy 5 minut do szigetowej plaży, gdzie skakali. Każdy w kolorowej kreacji. Nie cienia było pod dostatkiem, tam też comogłam uwierzyć, że to się dzieje na- dziennie chodziliśmy się zregenerować prawdę. Ciągle prosiłam, by ktoś mnie przed koncertami. Gdy już naładowaliuszczypnął, bo czułam się jak w innym śmy baterie, przyszedł czas na wybranie wymiarze. Po 40 minutach drogi przez stylizacji i makijażu. Oczywiście, festiwyspę doszliśmy do miejsca, w którym wal oznaczał tonę brokatu. Dzisiejszego mieliśmy rozbić obóz. Tutaj pojawiły się dnia miało się spełnić moje największe kolejne schody. To był mój pierwszy raz, marzenie. Na main stage jako ostatni gdy miałam za zadanie rozbić namiot. miał wystąpić Ed Sheeran! Przed nim Wszyscy sobie poradzili, a ja siedziałam występowała Jain, choć jej nie znałam, patrząc na instrukcję z wrażeniem, że to naprawdę miło mnie zaskoczyła! Jedczytam hieroglify. Zrobiło się ciemno, nak gdy przyszedł długo wyczekiwany a ja ze zmęczenia i frustracji usiadłam Ed, pobiegłam bliżej sceny. Na dźwięk na ziemii. Pomyślałam, że przecież takie “Hello Sziget, how are you today?”


Podróże

skoczyło mi serce. Dużo osób obawiało się, że jego muzyka może nie wypaść dobrze na festiwalu, ale moim zdaniem zrobił najlepsze show, jakie widziałam. Muzyka, gitara i to jak rozmawiał z publicznością. Magia, bo inaczej nie da się tego opisać. Potem noc upłynęła na tańczeniu i zabawie. Choć ja byłam zszokowana tym, co właśnie przeżyłam. Następny dzień upłynął podobnie, spacer na plaże, malowanie się brokatem, koncerty. Każdy inny, każdy wyjątkowy. To była środa, w czwartek miała przyjechać moja kumpela. Ponieważ nikt z ekipy nie chciał iść ze mną na koncert Yungbluda, postanowiłam wybrać się sama. Umówiliśmy w strategicznym dla nas miejscu pod drzewem po moim koncercie i udałam się do Tent stage. Ahh, choć byłam sama, wcale tego nie odczuwałam. Czułam się jak część grupy, część czegoś, czego nie potrafię opisać słowami. Każdy śpiewał razem z artystą. W tłumie wpadła na mnie Australijka, która szukała gum do żucia dla przyjaciółki, nie miałam ich, ale powiedziała, że byłam mega miła i od razu się zakumplowałyśmy. Gdy wróciłam do reszty, byłam w szoku, że ludzie tak łatwo nawiązują tu kontakty. 9 sierpnia 2019, przeszłam całą wyspę by odebrać moją kumpelę - Patrycję spod bramek i zaprowadzić do naszego obozowiska. Ona też była w szoku tego wszystkiego, też nie dowierzała, jak to naprawdę wygląda. Na żywo festiwal robił jeszcze większe wrażenie niż na zdjęciach. Gdy już doszliśmy do namiotu, szybko się rozpakowała, przebrała i ruszyliśmy coś zjeść. Ogromnym plusem festiwalu jest to, że stoi tam Aldi, gdzie można dość tanio kupić bułki, jogurty, mięso na grilla, ciastka czy chipsy, a nawet owoce. Oczywiście można zabrać, też swój prowiant, ale wiele rzeczy może się zepsuć, ze względu na wysokie temperatury. Mamy też szeroką gamę budek z makaronami, burgerami, popcornem, a nawet strefę z wegańskimi food truckami. My wybrałyśmy chiński

makaron i ruszyliśmy w okolice głównej sceny oczekując Tove Lo i Martina Garrixa. Chociaż koncert Tove Lo nie przypadł mi do gustu, spodziewałam się czegoś innego, to Martin sprawił, że o tym zapomniałam. Po koncertach poszliśmy z Patrycją tańczyć. Obok naszego obozowiska znajdowała się nazwana przez nas “imprezownia”. Na całej wyspie było ich bardzo dużo i każdą przetestowaliśmy, jednak na tej najbliżej nas leciała najlepsza muzyka. Codziennie tańczyliśmy do 5 nad ranem, jakby miało nie być jutra. Zasypiałyśmy około 6, a już o 10/11 była pobudka. Mimo małej ilości snu nie odczuwaliśmy tego. Wyspa, ludzie, koncerty i te wszystkie emocje, które nam towarzyszyły, napędzały nasze organizmy.

Sziget to miejsce, które powinien odwiedzić każdy. Sziget to stan relaksu. To miejsce, w którym można w pełni odpocząć, mimo dobiegającej z każdej strony muzyki. Miejsce, w którym można poznać z ludzi z każdej części świata, poznać ich kulturę oraz usłyszeć masę wspaniałych historii. Miejsce, w którym cały stres znika, a twoim jedynym zmartwieniem jest to czy nałożyć srebrny czy złoty brokat. Pomimo tego że po powrocie spałam przez okrągłą dobę z przerwami na herbatę, to odczuwałam olbrzymi reset psychiczny. Jakbym miała ten festiwal opisać jednym słowem, to byłaby to błogość. Chociaż nie wiem czy to słowo odda w pełni atmosferę tego doświadczenia.

Tydzień na wyspie minął mi aż za szybko. Gdy ostatniego dnia szykowaliśmy się na koncert Twenty One Pilots, poczułam smutek. To już były ostatnie chwile na wyspie. Zaczęło delikatnie kropić, więc oprócz pięknego brokatu na twarzy każdy uzbrojony był w pelerynę. Nie przeszkodziło to nikomu w zabawie. Po ostatnim koncercie, na którym zagrał Sigala, ruszyliśmy w stronę namiotów. Widok imprezowni, w której było dwa razy mniej ludzi ze względu na pogodę, wzbudził w nas smutek. Poszliśmy na chwilę zatańczyć ostatni raz w kroplach deszczu, nie myśląc, że to już koniec. O tym, że nasza przygoda w tym miejscu kończyła swój bieg.

27


Nauka

Reakcje natury Grzegorz Boroń

Natura nigdy nie przestanie nas zaskakiwać. Wymyka się logicznemu myśleniu i bardzo szybko przejmuje tereny opuszczone przez człowieka. W porównaniu do niektórych zwierząt wypadamy… co tu dużo pisać, blado. Tam, gdzie my nie dalibyśmy rady przeżyć, natura dopiero się rozkręca. Zapuśćmy się więc w niesamowity świat zwierząt.

Aksolotl meksykański Aksolotl w języku Azteków oznacza “wodnego potwora”. Ten zagrożony wyginięciem płaz żyje w mulistych dnach jezior w pobliżu Meksyku. Z reguły preferują zimną i bogatą w tlen wodę, której temperatura nie przekracza 20 stopni Celsjusza. Dorosłe osobniki osiągają wielkość do 28 cm. Żywią się małymi rybkami, glonami i larwami. Co ciekawe, zjada także własne potomstwo. Coś, czym może poszczycić się ten rodzaj salamandry to niesamowita zdolność regeneracji. Gdy brakuje pożywienia aksolotle zjadają części własnego ciała, które po czasie odrastają. Stworzenie to poszczycić się może niesamowitą zdolnością regeneracji. Regenerują się kończyny, a nawet skrzela. Mimo że aksolotl meksykański jest gatunkiem endemicznym (występującym tylko na danym terenie), jest także uwielbiany przez akwarystów. W akwarium potrafi przeżyć nawet do 35 lat!

28


Nauka “Pozbawione życia” połacie Czarnobyla Czarnobyl jest niewątpliwie znany z największej na świecie katastrofy jądrowej, która zmusiła rzeszę ludzi do opuszczenia swoich domostw. Była to bez wątpienia ogromna tragedia, która dotknęła nie tylko ludzi, ale i zwierzęta. Wydawać by się mogło, że skażenie jest zbyt silne, żeby gotowe było tu funkcjonować jakiekolwiek życie. Promieniowanie oddziaływało na wszystko. Natura nie dała za wygraną! Jak pisze John Wendle w National Geographic News: “Nawet na mocno uczęszczanym terenie pomiędzy główną wieżą ochronną a pozostałościami po elektrowni Czarnobylskiej - wszędzie były oznaki życia zwierząt.” Biolodzy sądzili, że zwierzęta nie mają szans przetrwać w tak niesprzyjających warunkach. Po ponad 30 latach od dramatycznych wydarzeń, na terenie strefy wykluczenia zarejestrowano gatunki, które zniknęły z tych terenów już na początku XX wieku. Zaobserwować możemy tutaj rzadki gatunek konia Przewalskiego, a także liczne watahy wilków, bobry, jelenie, a nawet borowca olbrzymiego - pierwszy raz od lat 60. ubiegłego wieku. Okazuje się, że w tym wypadku natura po prostu zabrała “co swoje”, a większym zagrożeniem od promieniowania był… człowiek.

Phrynosoma solare Ta niepozorna jaszczurka używa głównie kamuflażu do ochrony przed drapieżnikami. Liczący zaledwie 12 centymetrów gad zamieszkuje pogranicze USA i Meksyku. Z reguły zajada się mrówkami. Potrafi zjeść nawet 2,5 tysiąca w ciągu dnia. Z wyglądu przypomina małego smoka, który operuje jednak niesamowitą bronią. O ile kamuflaż sprawdza się przeciwko wężom, rysie i kojoty są znacznie sprytniejsze. Na nich jaszczurka używa specjalnej broni. Do polowania i gdy znajduje się w niebezpieczeństwie potrafi strzelać z oczu krwią. Lepka ciecz zawiera w sobie związki chemiczne, które od razu wprawiają w dezorientację co sprytniejsze drapieżniki. Jaszczurka ta musi mieć także niezłego cela. Broń działa tylko, gdy trafi do pyska prześladowcy. Ten mały gad ma wtedy około 15 minut na ucieczkę. Przyznać się, kto tak potrafi?

29


Nauka Trudne warunki pustyni Wysokie temperatury w dzień oraz niskie w nocy, a także brak wody nie sprzyjają rozwijaniu się życia. Rośliny przystosowują się przez rozwinięcie systemu korzeniowego, tak aby dotrzeć do głębiej położonych skupisk wilgoci. Wytwarzają też cienką warstwę kutykuli, która chroni przed znaczną utratą wody. Pomaga też skrócenie okresu wegetacyjnego oraz gromadzenie wody. Najbardziej uroczym mieszkańcem pustyni jest bez wątpienia lis fenek. Jego atrybutem są duże uszy, które w nocy są mu pomocne do efektywnego polowania, a w dzień odprowadzają ciepło. Spójrzmy na mrówki! Każda z nich we własnym odwłoku przechowuje zapasy wody i nektaru, którymi raczy się w razie potrzeby. Gromadzenie wody to podstawa, wie o tym także żółw norowy, który potrafi zgromadzić nawet cały litr. Z kolei skorpiony przystosowały się do tego, aby pobierać wodę spływającą z ich własnych ciał. To prawdziwie niebezpieczne stworzenia. Pustynny krajobraz świetnie pokazuje, jak bardzo natura potrafi dostosować się nawet skrajnych warunków. Dla odmiany rzućmy okiem na zwierzę, które siedzi w prawie każdym studencie.

Leniwiec Zwierzę to z natury niepozorne, żyje w swoim własnym zwolnionym tempie. Większość część życia spędza na drzewie, gdzie zajada się liśćmi. Schodzi tylko po to, żeby wdrapać się na kolejne drzewo i spoooookojnie wisieć głową w dół. Mimo że zwykle żyje na drzewach jest wyśmienitym pływakiem, co pozwala mu przemieścić się z jednego miejsca na drugie, gdy następuje pora deszczowa. Posiada ostre pazury, jednak nie to jest jego największą bronią. Spokojnie się poruszający, musi być łatwym celem dla drapieżników. Ci nie atakują go poznawszy już jego smak. Jego mięso nie nadaje się do spożycia. Kto zatem chciałby przeszkadzać śpiącemu leniwcowi? Chyba tylko jakiś desperat. Natura w idealny sposób pokazuje, że potrafi dostosować się do najbardziej niesprzyjających warunków. Tam, gdzie nie poradziłby sobie człowiek, od dawna już jest. Nie ważne, czy chodzi o spieczone słońcem piaski Sahary, zimne lodowce Antarktydy, czy opuszczone wioski w okolicy Czarnobyla. Wynikiem reakcji natury na zmiany jest po prostu życie, które rozwija się tam, gdzie tylko ma ku temu możliwości.

Literatura: https://www.zooplus.pl/magazyn/akwarystyka/gatunki-ryb/aksolotl-meksykanski https://www.medianauka.pl/aksolotl https://pl.wikipedia.org/wiki/Strefa_Wykluczenia_wok%C3%B3%C5%82_Czarnobylskiej_Elektrowni_J%C4%85drowej https://www.national-geographic.pl/przyroda/jak-one-moga-tam-zyc-30-lat-po-katastrofie-czarnobyl-jest-krolestwem-zwierzat https://menway.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-phrynosoma-solare-najlepsza-obrona-to-atak-wlasna-krwia,nId,4363980 https://wpolityce.pl/lifestyle/205800-zwierzaki-zyjace-w-upalach-niektore-z-nich-radza-sobie-doskonale 30


Nauka

Chrematonimia Julia Koziolek

Może kiedyś w waszym życiu przyjdzie taki moment, kiedy będziecie chcieli się przebranżowić. Rzucicie budowę maszyn, olejecie zarządzanie, notatki z fizyki spalicie na stosie i postanowicie rzucić się na nierówne głębokości wody nauk humanistycznych. Może będziecie chcieli poderwać polonistkę, polonistę bądź innego rodzaju językoznawczego świra. Może zapragniecie popisać się znajomością dziwnych słów, o których raczej nie słyszeli wasi znajomi. Jeśli podejrzewacie, że któraś z tych opcji jest prawdopodobna, to opowiem wam dzisiaj o chrematonimii. Chrematonimia nie ma zbyt wiele wspólnego ani z chiromancją, ani z Chandrasekharem. To dział onomastyki, czyli nauki zajmującej się nazwami własnymi. Dział ten ciągle się rozwija i jest stosunkowo nowy, dlatego definicje językoznawców nie są jeszcze jednoznaczne. Najprościej mówiąc, chrematonimy to nazwy wytworów użytkowych człowieka – statków, pociągów, cukierków, ale też zakładów produkcyjnych, restauracji, drużyn sportowych, kół naukowych i tak dalej. Definicje nie są najbardziej porywającą lekturą, zatem piękno i niezwykłość tego cudnej urody fragmentu językoznawstwa pokażę na przykładach. Nie wiem jak wy, ale ja z niezwykłym entuzjazmem reaguję na wszelkiej maści puby, bary i inne miejsca, w których można dostać piwo. Zebrałam zatem kilkanaście nazw takich miejsc i postanowiłam je przeanalizować. Co mówią nam o danym miejscu? Skąd mogły się wziąć? Niektóre nazwy są nieskomplikowane i jasno sygnalizują to, co można znaleźć w danym miejscu, na przykład taki Stary Port. Jeśli tam byliście, to nazwa nie jest dla was żadną zagadką. Miejsce nawiązuje do kultury marinistycznej, wystrój jest stylizowany na tradycyjną tawernę i od samego wejścia aż człowieka świerzbi, żeby śpiewać szanty. Podobnie jest w przypadku Jazz Rock Cafe. Chociaż z moich doświadczeń wynika, że to bardziej rock, niż jazz i raczej piwo, niż cafe. Ale nie wszystkie nazwy są tak proste i oczywiste. Na przykład Niewódka. Chyba w każdej ekipie znajdzie się osoba, która podczas narady „gdzie się udać i co wypić” wypowie słowa „Tylko nie znowu wódka!”. Oto i rozwiązanie! Twórcy owego miejsca twierdzą, że nazwa ma nawiązywać do tworzenia „nowej kultury picia w Krakowie”, ale ja tam wiem swoje – pewnie też mieli dość tego znajomego od narzekania na okowitę i nadaniem takiej nazwy chcieli zamknąć mu buzię, no bo to przecież nie wódka.

Podobają mi się też nazwy, które bez cienia wstydu wskazują na to, jak zdradliwy może być alkohol i obnażają ryzyko związane z jego spożywaniem. Na przykład taka Alchemia – niby wszyscy wiemy, co pijemy, ale po kilku różnych drinkach nasze żołądki zaczynają przypominać kociołki czarownic, a skutki tej magii to dla nas Enigma. W bardzo wielu przypadkach następnego dnia okazuje się, że wystąpiła u nas poimprezowa Amnezja (zobaczcie jak sprytnie wkleiłam w to zdanie kolejne dwie nazwy!). Nie wszyscy są zwolennikami współczesnej muzyki rozrywkowej i dla takich osób powstały miejsca typu The Legends. Fototapeta za barem przedstawia jeden z najbardziej właśnie legendarnych zespołów świata - The Beatles (ta nazwa to z kolei fuzja słów beat i beetles). Bardziej zagadkowa dla młodszego (lub wychowanego z dala od polskiej kultury) odbiorcy jest nazwa Społem, która zapewne powstała od Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem”, która została założona już w XIX wieku, ale typowemu Kowalskiemu skojarzy się raczej z epoką PRL-u i domami towarowymi sygnowanymi charakterystycznym logo. Jeśli miłośnik wszelakich trunków zapragnie poczuć się przez chwilę jak członek arystokracji lub pewien perkusista z dredami, to może wstąpić do BarOn. Nazwa z początku może się wydawać niejasna, ale gdy już dowiemy się, że w środku można wypożyczyć planszówki i lub zagrać na konsoli, cząstkę on można łatwo skojarzyć z przyciskiem włączającym podobnego typu sprzęt. Podobnych subtelnych gier słownych nie znajdziemy natomiast w VRCafe - nazywa się tak, bo można tam znaleźć urządzenia do kreowania wirtualnej rzeczywistości. No i też ładnie. Wymieniać nazwy własne pubów i innych zachęcających do swawoli lokacji mogłabym jeszcze przez kilka stron, ale mniemam, że doskonale wiecie już o co w tym chodzi. Jeśli zatem do wymienionej w pierwszym akapicie randki dojdzie, ale będzie drętwo, badania chrematonimiczne mogą być sposobem na wypełnienie niezręcznej ciszy. Nie trzeba być humanistą, by móc bawić się językoznawstwem. Ten artykuł nie był sponsorowany przez żadne z powyższych miejsc. A szkoda! Źródła: A. Gałkowski, Chrematonimy w funkcji kulturowo-użytkowej. Onomastyczne studium porównawcze na materiale polskim, włoskim, francuskim, Łódź 2011, s. 349. Onomastyka [w:] Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, red. K. Polański, Wrocław 1999, s. 406. 31


Fotostrony

Pol’and’Rock Festival 2019 Jakub Kołoczek KSAF AGH Kiedyś Przystanek Woodstock, teraz Pol'and'Rock Festival. Chyba prawie każdy stały bywalec eventów muzycznych ma go na swojej liście. Czy wiedzieliście, że to największy festiwal w Europie odbywający się pod gołym niebem? W tym roku nie spotkamy się fizycznie w Kostrzynie nad Odrą, ale organizatorzy już planują wirtualną wersję festwialu. Tymaczasem zabieramy Was w otchłań wspomnień i nostalgii zeszłorocznej edycji, dzięki fotoreportażowi Kuby Kołoczka z KSAF AGH. Mamy nadzieję, że ta garść zdjęć wywoła uśmiech na Waszych twarzach.

K 32

F


33


34


35


36


37


Reakcje Od Redakcji Wszyscy nagle, znaleźliśmy się w sytuacji, której nikt się nie spodziewał. Prace nad naszym magazynem zaczynamy zaraz po opublikowaniu poprzedniego numeru. Staramy się, aby nasze treści były możliwe jak najbardziej uniwersalne. Zdajemy sobie sprawę z tego, co obecnie się dzieje, jednak Reakcje były tworzone jeszcze, kiedy znaliśmy świat sprzed pandemii. Mam nadzieję, że już pod koniec sesji spotkamy się z ostatnim przed wakacjami wydaniem magazynu. Powstałym już w całkiem innych warunkach, na nowych zasadach pracy.

Reakcje kwiatów na wiosnę (uchwycone przez redakcję)

Z tego miejsca chciałbym podziękować całej redakcji, wszystkim redaktorkom i redaktorom, za pracę, jaką wkładają w realizację wydań, pomimo zaistniałej sytuacji. Za to, że cały czas utrzymują pracę redakcji, widzą sens w tym, co robimy i przede wszystkim zależy im, żeby nasz studencki magazyn pojawiał się mimo przeszkód. Dziękuję. Szymon Krzak Redaktor Naczelny Biuletynu Informacyjnego Studentów AGH

Redakcja: Redaktor naczelny: Szymon Krzak Z-ca redaktora naczelnego: Grzegorz Boroń Szefowa działu graficznego: Kamila Kochanowska Szefowa działu dziennikarskiego: Natalia Nitarska Szefowa działu promocji i współpracy: Ewa Mazurkiewicz Zdjęcie na okładce: Jakub Kołoczek // KSAF AGH

Dział graficzny: Julia Czajka, Joanna Dobrzyńska, Kamila Kochanowska, Szymon Krzak, Maja Sciubis, Ewelina Niemczyk Dział dziennikarski: Grzegorz Boroń, Natalia Czachor, Oliwia Kopcik, Julia Koziolek, Natalia Nitarska, Weronika Rawska, Kamil Serafin, Aleksandra Skrzypiec, Justyna Spórna, Zuzanna Szott, Agnieszka Wróbel Dział promocji i współpracy: Karolina Machnik, Sylwia Madej, Ewa Mazurkiewicz, Natalia Panek, Natalia Pietrewicz, Syliwa Sowa

38


Lis fenek nieśmiało wychyla się z nory. Zauważyć można jego wielkie uszy. To reakcja natury - jego przystosowanie się do życia na pustyni. W tym wydaniu poruszyliśmy wiele aspektów reakcji. Od reakcji człowieka, natury, na uczelni kończąc. Jaka jest Twoja najbardziej niezwykła reakcja?

39


cm.agh.edu.pl

40