Dwie jaskółki | Kwartalnik 04/2022

Page 1




fot. k a c p e r c e m b r o w s k i // K S A F


kwiecień 22

5

dwie jaskółki

droga czytelniczko, drogi czytelniku,

bardzo się cieszę, że trzymasz w ręku nowe, wiosenne wydanie naszego kwartalnika. Dwie jaskółki powstały w bardzo trudnym czasie, dlatego są dla nas szczególnie ważne i stanowią pewnego rodzaju manifest. W tym numerze nasze redaktorki i redaktorzy dzielą się całą paletą towarzyszących im emocji – nadzieją, miłością, ale również lękiem. Częścią tego manifestu jest też zdjęcie, które widzisz obok. W kolażu zebraliśmy przedmioty, które są dla nas – członków redakcji – wyjątkowo ważne. Przypominają o ludziach, sytuacjach lub miejscach i zajmują specjalne miejsca w naszych sercach. Otaczające nas przedmioty tworzą naszą rzeczywistość. A teraz Ty zastanów się nad jednym przedmiotem, który jest dla Ciebie szczególnie ważny. Takim, który zmieściłby się do ręki lub do plecaka. To może być jedyne zdjęcie przodka, ulubiony kubek albo coś zupełnie innego. A teraz wyobraź sobie, że w jednej chwili musisz zdecydować, czy jesteś w stanie zabrać ze sobą ten przedmiot uciekając przed wojną. Choć świat wokół już nigdy nie będzie wyglądał tak samo, staramy się doszukać w nim radości z sytuacji, w jakiej się znajdujemy, promieni słońca i nadeszłej wiosny. Skoro »jedna jaskółka wiosny nie czyni«,to widocznie potrzebne są dwie. Przyjemnej lektury! Natalia Nitarska Redaktorka Naczelna BIS AGH


6

dwie jaskółki

kwiecień 22

Spis Treści

spojrzenia 8

Historie wspólne. Ziemia kobiet

14

Wątpliwości

18

Działamy w kontekście

portrety 22

Dom tysięcy drzew i mój

26

Proszę nie gwizdać, proszę śpiewać! o Lanckoronie skrzydlatej

34

Czy fotografie mogą odczuwać emocje? - czyli o cyklu zdjęć autorstwa Marty Zgierskiej

40

Smutne arbuzy

46

O miłości słów kilka

50

Portret przyjaźni i kilku pięknych osób

56

Łagodne dźwięki z Rotterdamu - Elijah Waters i »Arranged Escape«


kwiecień 22

7

dwie jaskółki

optyka

twory

galimatias

60

Czy wystarczy tylko spojrzeć w górę?

71

No filter

89

64

W ustach błoto, kurze pióro i filc – »storytelling« Antoniny Tosiek

73

lęk

74

Skrzydła

76

Wyszliśmy z tego

78

Miłość na obrazie

82

my

84

Samotność w lustrze

86

Jaskółka

Galeria


dwie jaskółki | kwartalnik

Sprawdź naszą playlistę dwie jaskółki na Spotify i posłuchaj dźwięków, które towarzyszyły autorkom i autorom podczas tworzenia tego wydania.



10

spojrzenia

dwie jaskółki

Historie wspólne. Ziemia kobiet tekst: k lau di a jak u b ows k a ilustracje: oli w k a s zlu f i k

»ja, macierz wszechświata, pani żywiołów wszystkich, praźródło wszechwieków, ja, z bóstw największa, ja, cieni podziemnych królowa, spośród niebian pierwsza, ja, której twarz obliczem jest pospólnym bogów i bogiń wszystkich, której skinienie rządzi świetlistymi sklepieniami nieba, uzdrawiającymi tchnieniami oceanów, rozpaczliwym piekieł milczeniem, ja, której jedno jedyne bóstwo cały czci świat we wielorakim kształcie, w różnym obrządku i pod różnorakim imieniem« – Metamorfozy, Apulejusz, 11.5

Do artykułu posłuchaj: Reczanka - Laboratorium Pieśni

kwiecień 22



12

spojrzenia

dwie jaskółki

kwiecień 22

Na początku tej historii było ziarno. Ziarno jest małe, niezgrabne, schowane głęboko przed światem. W ciszy ziarna rośnie potencjał. Nie jest to przypadek odosobniony – ziaren jest wiele. Każde z osobna ma szansę ukazać się jako zalążek piękna, dobry plon, jeśli padnie na kawałek żyznej gleby. Gleba – Ziemia – to często pomijana, chociaż życiodajna siła, łącząca w sobie stałość pozwalającą na ukorzenienie. Wszystko się z niej rozwija i do niej umiera. Gleba kojarzy mi się z wiosną, kiedy to wszystko odradza się, wzrasta, kwitnie. Ziemia, rodząc na nowo w wiecznym cyklu, staje się matką. Ziemia jest kobietą. Kiedy próbuję ubrać Ziemię w szaty ludzkie, staje przede mną wizerunek bogini – miękkiej, ciepłej, pełnej, płodnej, sprężystej, karmiącej pełną dobrobytu piersią wszelkie stworzenie. Pogląd mój nie pozostaje odosobniony, przynajmniej w większości przeplatających się w kulturach i ich mitologiach wizji. Z całego panteonu bóstw świata, bóstwa kobiece często (chociaż nie zawsze!) stoją obok zwykle hulaszczych, buńczucznych, żądnych władzy herosów i bogów, wysuwających się na pierwszy plan przytaczanych historii. Gdyby jednak spojrzeć nieco głębiej w każdy wyczyn, jako podpora zamieszana jest w niego kobieta. Co więcej – nie jest ona tylko biernym wsparciem. Kiedy bóstwo męskie zajęte jest staniem na piedestale jako władca, to kobiecy pierwiastek dba o ład, harmonię, spokój i dobro dla ludzkości. Wątek ten pojawia się nie tylko w społeczeństwach religijnych, okultystycznych. Swoją namacalną formę uzyskuje już w początkach historii gatunku Homo sapiens, kiedy to w późnym paleolicie zaczyna kształtować się ustrój matriarchalny. Przypuszczalne jest, że wraz ze zmianą trybu życia ze zbieracko-łowieckiego na osiadły, matriarchat ujawnia się jako podłoże do wytworzenia pierwotnej formy systemów społecznych (Ziółkowski, 2008). Początkowo to kobiety zajmowały się uprawą i gospodarzeniem pozyskanych dóbr, dlatego też kultura agrarna może znacząco wiązać się z kultem władczyni natury, co również ma powiązanie z mistyfikacją płodności. Nadrzędna rola kobiety gwarantowała stabilny rozwój społeczeństwom nadrzecznym, gdzie tak duże znaczenie miała powtarzalność cykli przyrody, porządkująca i umożliwiająca łagodny wzrost cywilizacji. Oczywiście przywódcza rola kobiet nie wiązała się z mizoandrią. Mężczyźni byli znaczącymi uczestnikami życia osady, z tym, że nie pełnili funkcji decyzyjnych. Kulturę matriarchalną cechował przede wszystkim hu-

manizm i utrzymywanie pokojowych stosunków. Sprzeciwiała się wojowniczej naturze męskiej (Musiał-Kidawa, 2017). Wraz z rozwojem tego ustroju zaczynał upowszechniać się kult Wielkiej Matki (Magna Mater), której cechy były prawdopodobnie uosabiane początkowo w wielu postaciach związanych ze zjawiskami przyrody. Tak więc mamy tu zalążki pierwszych wierzeń monoteistycznych, gdzie w formę Boga wcielona jest Matka (natury, plemienia). Bogini ta uosabiała potencję życia, była opiekunką ziemi, plonów, była karmicielką i uzdrowicielką plemienia, rządziła cyklem życia i śmierci, panując w świecie podziemnym. (Musiał-Kidawa, 2017). Jak bywa w przypadku

»Ziemia jest kobietą«

wielu bóstw związanych z krainą umarłych, wiązała się ona z mistycyzmem, wyższą mądrością i magią (czyż nie przypominają Wam się teraz lekcje związane z różnorodnymi mitologiami?). W związku z tym bóstwa kobiece wstępujące


kwiecień 22

dwie jaskółki

później w wielu kulturach, związane są z panowaniem nocy, księżyca, ziemi. Stąd też wywodzi się włączenie kobiety jako kapłanki w sprawy sacrum, pełniącej funkcję pomostu między światem bogów i ludzi. Co wydaje się interesujące w wielu kulturach magia wiąże się z seksualnością, a więc też z płodnością, i kolejno ze światem umarłych, co może podkreślać uosobienie zjawiska cykliczności w postaci kobiety. Zresztą kobieta sama w sobie nieodzownie związana jest fizjologicznie z cyklami natury, ze zmianą, przez co sama się nią staje. Czyni ją to bliższą naturze, z którą harmonijnie współgra. Popularne powiedzenie głosi: »kobieta zmienną jest« i chociaż zwykle ma ono pejoratywny wydźwięk, to akceptacja kobiety jako zmiany, jako uosobienie reguł rządzących światem, przybliża ją tylko do Wielkiej Matki.

Jeszcze za czasów Babilonii można wskazać kult bogini-matki Astarty, która była żeńskim bóstwem miłości, płodności, życia i śmierci. Narracja ta zostaje zachowana w postaci innych bogiń w różnych częściach świata, nie ogranicza się do jednego obszaru geograficzno-kulturowego. W przypadku Azteków Quetzalcoatla również wcielenie Wielkiej Matki sprawowało podobne funkcje co babilońska Astarta. Symbolizowała ona ziemię, dawczynię życia, jak również pożerającą to, co pogrzebane – to jej Aztekowie składali krwawe ofiary z części ciała ludzi. Bardzo interesująca okazuje się tu postać węża, który przypisany był do wizerunku obu tych bogiń, jak i do wielu innych, częstokroć pełniąc funkcję symbolu cykliczności i nieskończoności. Jeśli wejdziemy w ten temat nieco głębiej, możemy potraktować postać Maryi jako pierwiastka starych wierzeń. W końcu ona też jest matką ludzkości, przy której »W ziemi i z ziemi działa coś, co wszystko prze- wizerunku również występuje wąż – co prawda nika, jednoczy przeszłe i przyszłe. W ziemi deptany, ale… spoczywają umarli i oni żyjący pójdą kiedyś do ziemi. Z ziemi wyrastają powierzone jej ziarna, odradzające się same z siebie; zapewniają one Kult bogiń zachował się też w klasycznej kultubyt rolnika; z niej wyrastają owoce leśne, trawy rze Hellady, Rzymu, mitologii egipskiej, japońi zioła, którymi zaspakajają swój głód. Wszystko skiej, chińskiej, nordyckiej, wierzeniach Słowian co żyje, z ziemi czerpie siłę.« (Pechuel-Lösche) i obecny jest do tej pory w hinduizmie. Każda z zawartych w wierzeniach postaci żeńskich przechowuje wspomnienie, cząstkę dawnego kultu. W wielu kulturach rdzennych Amerykanów, czy Nawet jeśli chciano przedstawić postać kobiekulturach afrykańskich, które bliższe są już cza- cą w sposób nacechowany negatywnie, przez som nam współczesnym, Matka Ziemia pojawia się nie tylko jako mit, ale jako światopogląd i składnik życia codziennego. Poszczególne części krajobrazu wskazywano są jako części jej ciała (pagórki – piersi, kości – skały, oczy – jeziora, rzeki – żyły, włosy – rośliny). To warunkowało też rodzaj uprawy roli w taki sposób, aby nie uszkodzić powłoki Wielkiej Bwogini (Bulanda, 1954). Matriarchat, mimo wielu swoich cech pozytywnych, z czasem uległ wygaszeniu, przez co rola kobiet została zmarginalizowana, a nawet zaczęły być one traktowane jako część majątku męża (Musiał-Kidawa, 2017). Mimo to, pierwiastek żeński w nowopowstających mitologiach został zachowany, rozdzielając przymioty Magna Mater na poszczególne boginie w różnych kręgach kulturowych.

spojrzenia

13


14

spojrzenia

dwie jaskółki

kwiecień 22

panujące wierzenia czy ustrój, to zachowywała ona w części dawne jakości. Władające magią, wieszczące baby jagi czy czarownice, Lilith z żydowskiego folkloru, to kobiety, które budziły postrach swoją niezależnością od mężczyzn, samodzielnością, aktywnością i dostępem do tajemnej wiedzy i świata nadprzyrodzonego. Oczywiście możemy również przytoczyć wiele pozytywnych cech, które zostały zachowane w boginiach różnych kultur. I tak w mitologii greckiej, oprócz bogiń zasiadających na Olimpie, które były już bliższe odbiciu ówczesnych ludzi, możemy wyróżnić: Eos – bogini jutrzenki, sprawującą opiekę nad naturalnym porządkiem dnia i cyklicznością wschodzenia Słońca, Selene – bogini księżyca, opiekunka praktyk magicznych i zdrowia, Eirene – bogini pokoju, bogactwa i czarów WIOSNY, która strzegła ładu między ludźmi a rytmem natury. Hekate również sprawowała pieczę nad czarami i magią, rozdrożami, ciemnościami i widmami. Klasycznym przykładem może być również mit o Demeter i Korze, zamykający w sobie opis cykliczności zmian w następujących po sobie porach roku. Na terenie Rzymu funkcjonowała dalej grupa bóstw greckich, tyle że pod nowymi imionami. Tak na przykład czczono Dianę (Artemidę) – bogini łowów, przyrody i księżyca, która może być też utożsamiana ze słowiańską Dziewanną. W mitologii Słowian również można wyróżnić inne postaci – jak Żywia, która związana była z kultem życia, przechodzeniem poszczególnych jego faz od młodości do późnej starości, czy też Mati Syra Ziemia, która była jednym z najstarszych i najważniejszych bóstw. Bogini matka, istota mądra, świadoma, prorocza, wiecznie żyzna, żywotna, rozrodcza i sprawiedliwa. Z kolei w wierzeniach germańskich czczono Matkę Ziemię Nerthus, która wiązana była z wszelką siła stwórczą. Poza nią występują tu Disy, Norny, Fylgie i Walkirie. Ważną dla tego kręgu kulturowego Boginią jest też Freja, mająca wysoką pozycję w panteonie bóstw i własną siedzibę w niebiosach, która była skłonna słuchać ludzkich próśb. Oprócz swojej walecznej natury, cechowała się umiejętnością wieszczenia (Chomik, 2018). Zwracając się jednak na powrót w stronę Bliskiego Wschodu, możemy zajrzeć do mitologii egipskiej, gdzie odnajdziemy kolejne wcielenie Wielkiej Macierzy, prabogini, opiekunki ludzkości – Hathor, czy też szerzej znaną Izydę – odzwierciedlenie piękna, dobroci, płodności, dobrej matki. W hinduizmie lokalne bóstwa kobiece uznawane są ze perso-


kwiecień 22

spojrzenia

dwie jaskółki

nifikacje Wielkiej Bogini lub oddają jej liczne aspekty, działając w obrębie różnych kategorii życia. Oprócz boginek stojących u boku swoich mężów, jak Lakszmi (odpowiadająca za bogactwo, szczęście, piękno i urodzaj oraz wszystko, co żyje i rośnie), najważniejszymi zdają się Durga czy Kali, które są aspektami Bogini Dewi. Boginie te, mimo cech piękna i kobiecości, pozostają niezależne od mężczyzn. Durga ukazuje się jako bogini-dziewica, wychodzi poza role wyznaczone kobietom przez mężczyzn i ujawnia się jako żeńska siła stwórcza, która jest w stanie równoważyć siły dobra i zła, doprowadzając do harmonii. Kali skupia w sobie pierwiastek bezwzględnej Matki przyrody. Jest pierwotną wojowniczką, czystą naturą i energią życiową. W jej osobie zawiera się cykliczność stworzenia. Co więcej, jeśli chodzi o hinduizm, w wielu doktrynach podkreśla się rozwijanie pierwiastka żeńskiego również w przypadku mężczyzn – jako dążenie do pełni człowieczeństwa i harmonii (Chomik, 2018).

W czasach, którymi kierują różne narracje często gubimy się w naszych sądach i wartościach. Podążając za zachwytem nad pędzącym w rozwoju światem, częstokroć omijamy płynące z naszego dziedzictwa mądrości. Należy jednak pamiętać o naszej ludzkiej kolektywnej przeszłości, która niesie ze sobą skarbiec ukrytej w metaforze wiedzy o świecie, a przede wszystkim o nas samych. Wspierani przez zawarte w społecznych dziejach prawdy, nie pozwólmy zapomnieć sobie o sile, która cały czas drzemie głęboko w nas ukryta. Idzie wiosna, wiosna zawsze i nierozłącznie związana z cyklem życia i śmierci, z rozwojem i właśnie kobiecością. Tej wiosny zwróćmy się na chwilę w stronę przyrody, szukając w nas samych sił i jakości, które będą w nas rozkwitać, jak i tworzyć otaczającą rzeczywistość. Pamiętajmy jednak, że przymioty, które posiadamy we własny, indywidualny sposób wyróżniają nas w wielu aspektach. Delikatność też może być siłą, jeśli odpowiednio na nią spojrzymy.

15

Bibliografia: Bulanda, E. (1954). Kult bogini-matki w religiach pogańskich a cześć Matki Bożej w chrześcijaństwie. Ruch Biblijny i Liturgiczny, 7(3–6). Chomik, P. (2018). O bóstwach żeńskich w mitologii germańskiej i hinduizmie. Czasopismo Naukowe Instytutu Studiów Kobiecych, (4), 137-153. Musiał-Kidawa, A. (2017). Od matriarchatu do patriarchatu. Zeszyty Naukowe. Organizacja i Zarządzanie/Politechnika Śląska. Ziółkowski, A. (2008). O matriarchacie, bogini-matce i Babie Jadze, czyli najkrótsza historia ludzkości. Na marginesie książki

Jak wyraźnie widać w całym tekście, prezento- Idzie wiosna. Czas, aby rodzić razem z Ziemią wane cechy przypisane boginiom nie są odręb- samą siebie na nowo – wypuszczać pąki i kwitnąć. nymi przypadkami, ale wzajemnie splatającą się całością. Można powiedzieć, że każda z kultur #girl_power przyjęła za własny ten sam archetyp, dzieląc go w odrębny sposób. Pamiętajmy jednak, że cała sfera wierzeń została stworzona przez ludzi dla ludzi. Naturalnym więc jest, że to, co spotykamy w wierzeniach całego globu, staje się odbiciem naszego świata. Kształtując bogów na wzór tego, co najbliższe, czyli nas samych, stajemy przed antropomorficzną wersją obserwowanych zjawisk. Wszystkie twarze i funkcje bogiń są zatem tworem odpowiadającym postaci kobiety, która, mimo że przez wieki została zepchnięta ze swojego dawnego piedestału, intuicyjnie dostrzegana jest jako istota związana z wszelkim stworzeniem, mądrością, dobrocią i siłą.

Zygmunta Krzaka. Poznańskie Studia Teologiczne, (22), 337-342. mityczne.pl/tag/wielkie-boginie/


16

spojrzenia

dwie jaskółki

kwiecień 22

Wątpliwości

tekst: ZOF I A M IC H L OW IC Z ilustracje: AM E LI A KOWAL S KA

»Korzystamy z wielorazowych, uszytych z babcinej firanki toreb na zakupy. Najczęściej używanym przez nas środkiem transportu są nasze wspaniałe nogi, rowery, hulajnogi, pociągi i tramwaje. Segregujemy śmieci. Nie jemy mięsa. Potrzebne ciuchy kupujemy z drugiej ręki. Korzystamy z lokalnych produktów. Ograniczamy podróże samolotem do minimum. Ochoczo udzielamy się w przeróżnych organizacjach.«

Do artykułu posłuchaj: AURORA - The Seed



18

spojrzenia

Korzystamy z wielorazowych, uszytych z babcinej firanki toreb na zakupy. Najczęściej używanym przez nas środkiem transportu są nasze wspaniałe nogi, rowery, hulajnogi, pociągi i tramwaje. Segregujemy śmieci. Nie jemy mięsa. Potrzebne ciuchy kupujemy z drugiej ręki. Korzystamy z lokalnych produktów. Ograniczamy podróże samolotem do minimum. Ochoczo udzielamy się w przeróżnych organizacjach. Skrupulatnie sprawdzamy sposób działania firm, zanim zdecydujemy się na zakup ich produktów. Chodzimy na protesty, niosąc błyskotliwe transparenty. Ograniczamy, używamy ponownie, recyklingujemy. Rozmawiamy, informujemy, przekonujemy przyjaciół, rodzinę, przypadkowo poznane osoby. Wszystko w trosce o kondycję naszego środowiska. Czystość powietrza, jakim oddychamy. Jakość wody, którą pijemy. Piękno krajobrazu, którym możemy się cieszyć. Zdrowie swoje i swoich bliskich, o które się troszczymy. Zachowanie niepowtarzalnej różnorodności fauny i flory. Życie ludzi, którzy znajdą się tu po nas. Spokój własnego, zaniepokojonego umysłu. Tymczasem ponad naszymi głowami przelatują setki pustych samolotów, na które bilety nie zostały sprzedane ze względu na pandemię, lecz zasady utrzymania potrzebnych miejsc na lotniskach wymagają, aby wzbiły się w powietrze i czczo uwolniły olbrzymie ilości gazów cieplarnianych. Gdzieś pośród fal Pacyfiku unosi się wyspa śmieci znacznie większa od Polski. Malutkie okruszki plastiku powstałe z butelek po słodzonych napojach, okularów przeciwsłonecznych, koszy piknikowych i opakowań po przekąskach, mieszają się z piaskiem na plaży, unoszą w przyjemnie chłodnym morzu i fruwają w powietrzu, które wdychamy, spacerując po promenadzie. Największa elektrownia w Polsce jest również największym emitorem dwutlenku węgla w Europie. Każdego dnia

dwie jaskółki

setki tysięcy porcji naszych ulubionych smakołyków wydostaje się z wytwórni w opakowaniach wyprodukowanych z jednego z najtrwalszych materiałów na Ziemi, przeznaczonych do użycia jeden jedyny raz. W Warszawie tyka zegar odliczający czas do katastrofy klimatycznej, a jego 7 lat wydaje się być niebezpiecznie małą wartością. Rafy koralowe zmieniają się z rzeczywistych ekosystemów na ciekawostki z podręczników do historii. Politycy obradują na zgromadzeniach, zjazdach, konferencjach i sympozjach, a wyniki tych dysput nie spełniają wcześniejszych oczekiwań. Samozwańczy eksperci na forach internetowych, obrażając się nawzajem i deprecjonując wypowiedzi naukowców, sieją dezinformację i rozpowszechniają sprzeczne z obecnym stanem wiedzy poglądy. Wysprzątane rano podwórze, już w południe na powrót zapełnia się przyniesionymi przez wiatr śmieciami. Nasze małe, pojedyncze, prywatne zielone działania zdają się zderzać z murem, zbudowanym z niezrozumiałych zasad i praw, dużych pieniędzy, ignorancji i niechęci. Praktyki kształtujących świat firm i instytucji często są odległe, niedostępne i niezrozumiałe, a pośród podobnych nam zwyczajnych ludzi znaleźć można wielu sceptyków, którzy w kilku słowach potrafią zanegować antropogeniczne zmiany klimatu, wyśmiać wysiłki wkładane w ich zapobieganie, wyrazić niezgodę na jakiekolwiek drobne zmiany w swoim wygodnym stylu życia.

kwiecień 22


kwiecień 22

dwie jaskółki

Może mają rację, może to wszystko rzeczywiście nie ma sensu. Jak znaleźć siłę, żeby się nie poddać? Jeden człowiek niewiele przecież może, czy równie mało leży w zasięgu tej stosunkowo niewielkiej grupy, która w codziennym życiu stara się pamiętać o swoim wpływie na nasz dom? 7,9 miliarda to bardzo duża liczba, trudno sobie wyobrazić jej ogrom, niepojęty bezmiar historii, jaki wyraża, nieprzebrane krocie konsekwencji i przytłaczającą odpowiedzialność za siebie nawzajem i inne żywe istoty, z jakimi dzielimy mieszkanie. Poczucie bezsilności przytłacza. Nieporadna złość i zagubienie w tym morzu politycznych, ekonomicznych i społecznych zależności prowadzą do pełnego obaw spoglądania w przyszłość. Wielka inercja całego systemu, która uniemożliwia dostrzeżenie skutków naszych działań, staje się źródłem rezygnacji i wątpliwości. Czy nasza troska i zaangażowanie mają jakieś znaczenie? Prowadzą do jakiegokolwiek pozytywnego rozwiązania? To wszystko nie może być pozbawione sensu, prawda? Prawda?

spojrzenia

19



kwiecień 22

dwie jaskółki

spojrzenia

21

Działamy w kontekście tekst: zof i a m ic hlowic z ilustracje: joanna d obr zyńska

Nieczuła na pojedyncze ludzkie opinie, przekonania i działania – nadciąga katastrofa klimatyczna. Wydaje się ona zupełnie obojętna na nasze spory i niesnaski. Korzystając z panującego na Ziemi zamieszania i niezdecydowania nabiera rozpędu, przez co spowolnienie jej wydaje się coraz mniej możliwe.

Badania nad opinią społeczną na temat zmian klimatu przeprowadzone zostały przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska w 2020 roku. Wynika z nich, że większość Polaków przewiduje negatywne skutki zmian klimatu. Respondenci najczęściej spodziewali się odczucia ich w umiarkowanym stopniu oraz deklarowali poruszanie problemów klimatycznych w swoich rozmowach przynajmniej kilka razy w roku. Jak podają badania przeprowadzone przez CBOS Nie nadejdzie oczywiście dla wszystkich taka sama, nie ma w 2018 roku, nasza świadomość coraz bardziej wzrasta. jak sprawiedliwość oczu przysłoniętych chustą. Przeciwnie, W porównaniu z latami wcześniejszymi więcej osób twierbez współczucia i z całą swoją brutalnością uderzy najpierw dzi, że człowiek ma decydujący wpływ na zmiany klimatu, w obszary na naszej Ziemi, na których i tak żyje się dzisiaj a działania związane z ich zapobieganiem należy podjąć nielekko. My, bogacze półkuli północnej, oberwiemy trochę pilnie i priorytetowo. słabiej, co nie znaczy, że nie trafią nas również rykoszetem problemy ludzi z południa. Najświeższe badania opinii osób z 23 krajów Europy wykazały, że okołoklimatyczne poglądy i przekonania zmieniają W tej nadchodzącej tragedii uśmiecha się do nas jednak pew- się razem ze środowiskiem życia badanych osób. Ludzie zane poczucie wspólnoty. Przez swoją niewybredność zmiany mieszkujący obszary wiejskie wykazują się częstszym scepklimatyczne dotkną nas wszystkich, niezależnie od opcji tycyzmem i mniejszym zaniepokojeniem problemami klipolitycznej, narodowości i wyznania. W samolubnej walce matycznymi. Wielkomiejskie społeczności mają wprawdzie o dobrą albo przynajmniej przyzwoitą przyszłość człowieka większą świadomość i bardziej prośrodowiskowe myślenie, na naszej planecie, mamy także szansę utrzymać warunki ale jednocześnie ślad węglowy, który przypada w miastach życia pozostałych gatunków zwierząt i roślin, z którymi na jedną osobę, jest wyższy. Wynikać to może z większej mieliśmy okazję zapoznać się i zżyć przez ostatnie tysiące lat. konsumpcji dóbr i usług – materialistyczna postawa i troska o środowisko często idą w parze. Klimatycznymi obawami i ekologicznym nastawieniem charakteryzują się przede Jest więc o co i dla kogo się starać. Mam nadzieję, że poje- wszystkim ludzie wykształceni, ale to grupy o najniższych dynek z naszym własnym katastrofalnym stylem istnienia dochodach realnie dbają np. o ograniczenie zużycia energii. nie jest jeszcze ostatecznie przegrany. Chcę wierzyć, że możemy jeszcze coś zrobić, chociaż to przekonanie nie jest mi dane raz na zawsze, a moja pojedyncza postawa, choć z perspektywy jednostki łatwa do wyobrażenia i osadzenia w rzeczywistości, zanurzona jest w zachowaniach grupy ludzi, osadzona w kontekście politycznym i ekonomicznym.


22

spojrzenia

dwie jaskółki

kwiecień 22

Dysproporcja pomiędzy miastem i wsią nie dotyczy jedynie poglądów. Możliwości ograniczenia śladu węglowego przez jednostkę również nie są równo rozdysponowane w przestrzeni. Miasta oferują zwykle więcej zielonych rozwiązań, od sprawnych systemów przemieszczania się, przez nowoczesną infrastrukturę, po edukację. Może być to zachętą dla ludzi o ekologicznych priorytetach do osiedlania się właśnie w miastach, w których wraz z wyludnianiem wsi, znajduje dom coraz więcej osób.

głów. Naukowcy i aktywiści umożliwiają nam dostęp do informacji w formie, jaka najbardziej nam odpowiada. Możemy, a nawet powinniśmy domagać się również wprowadzenia rzetelnych lekcji i kursów, które zadbają o zrozumienie mechanizmów kryzysu klimatycznego przez młodych na wszystkich szczeblach edukacji. Postulaty związane z edukacją niesie ze sobą na transparentach Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Nowi działacze na pewno zostaną powitani z otwartymi ramionami.

Przewiduje się, że nierówności społeczne w Europie będą rosnąć nie tylko ze względu na stałą urbanizację. Zrozumienie jednostkowych psychologicznych motywacji ekologicznych wyborów i postaw nie wystarczy. Polityczne działania, edukację, programy socjalne i kampanie informacyjne musimy przeprowadzać biorąc pod uwagę uwarunkowania geograficzne i społeczne.

Głosujmy mądrze! Na sprawy większe od pojedynczych zachowań mamy wpływ dzięki demokracji. Chociaż nieidealna, daje nam ona do ręki narzędzia, które należy wykorzystywać, wybierając możliwie najbardziej świadomych rządzących. To oni mają realny wpływ na postać i tempo transformacji gospodarki na neutralną klimatycznie.

Jako pojedyncze osoby nie mamy wpływu na wszystko. Żyjemy w warunkach, które nas kształtują, ale i dają się nam kształtować. Nasze wybory mają znaczenie. Oprócz prostych, codziennych starań o utrzymanie naszego najbliższego otoczenia w dobrym stanie, możemy podejmować decyzje i działania, które przynosić będą owoce w coraz szerszym kontekście.

Kupujmy mniej! To nadmierna, niepotrzebna konsumpcja w dużym stopniu popycha nas w stronę katastrofy. Głosować i protestować można także portfelem. Pamiętajmy! Nie jesteśmy zanurzeni w próżni. Wokół nas istnieją już gotowe grupy, organizacje i autorytety, które mogą okazać się źródłem wiarygodnych informacji, sposobem na zwiększenie naszego wpływu, miejscem odnalezienia psychologicznego i emocjonalnego wsparcia.

Uczmy się! Edukacja ludzi, szczególnie młodych, jest jedną z najbardziej obiecujących metod walki z katastrofą klimatyczną. Chociaż w szkołach przekazywanie rzetelnej Jesteśmy w tym wspólnie. Trzymam za nas kciuki, naprawdę i nowoczesnej wiedzy w tym zakresie jest rzadkością, nie mocno. pozostajemy przecież bez wpływu na to, co trafia do naszych



24

portrety

dwie jaskółki

Dom tysięcy drzew i mój tekst: adri anna s u de r ilustracje: m ałgorzata kac zm a rc zy k

»Kiedy jako mała dziewczynka ze śmiesznymi warkoczykami wracałam ze szkoły, zwykle mówiłam na progu: ›Otóż i jestem w domu!‹ Słowa te wypowiadałam po zakończeniu każdej eskapady do sąsiedniego miasta na zawody spadochronowe. Powtórzyłam je również po powrocie z Kosmosu na Ziemię. Różne znaczenia wkładamy w pojęcie dom. I sens jego staje się z czasem coraz szerszy.«

Walentina Tierieszkowa – pierwsza kobieta, która odbyła lot po orbicie okołoziemskiej

Do tekstu posłuchaj: Ozzy Osbourne - Mama, I'm coming home

kwiecień 22



26

portrety

Pewnie wszyscy znamy powiedzenie »wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej«. Jedni utożsamiają dom z konkretnym budynkiem lub mieszkaniem, w którym na co dzień przebywają, lub z którym wiążą wspomnienia z okresu dzieciństwa. Dla innych dom stanowi metaforę określającą osoby bliskie i łączącą ich głęboką relację. Interpretacji może być wiele. Dla mnie dom to miejsca, które mijałam codziennie podczas krótkiej podróży do szkoły. To przestrzeń, do której wracam i ze wzruszeniem wspominam wszystkie długie i krótkie spacery. W końcu dom to miejsce, na myśl o którym czuję pulsujące ciepło w środku żołądka, bo choćbym znalazła się na drugim końcu świata, powrót do domu zawsze będzie wiązał się z przepełniającym mnie poczuciem bezpieczeństwa. Urodziłam się na Podgórzu, dzielnicy stanowiącej niegdyś odrębne miasto, które w 1915 roku stało się częścią Krakowa. Podgórze moimi oczami najpiękniej wygląda późną wiosną – gdy Kopiec Krakusa porasta źdźbłami trawy w kolorze zielonego agatu, gdy słońce otula promieniami zabytkowe i tajemnicze budynki, i gdy bujne korony starych drzew w Parku Bednarskiego przylegają do siebie liśćmi, jak gdyby chciały zdradzić innym sekrety swojej długowieczności. W powietrzu unosi się wtedy woń kwiatów i świeżości, która napawa nadzieją i inspiruje do osiągania nowych celów. Wiosenną, słoneczną porą najłatwiej docenić uroki natury, która w części Starego Podgórza jest wszechobecna. Czasem jednak, gdy ulice spowite są gęstą mgłą, a rozmyte światła latarni ulicznych wynajdują szczeliny, aby wybawić przechodniów od mroku, te znajome uliczki zdają się niezbadane. Choć znam opowieści związane z tymi miejscami, gdzie każdy kamień ma swoją historię, gdy wtedy nimi podążam, tworzą one aurę enigmatyczności i mistycyzmu. Podgórze to nie tylko natura – to również, a może i przede wszystkim, historia. To również Kamieniołom Liban, obszerny i milczący, przez wielu ludzi zapomniany. Jego skały wciąż pamiętają obecny tam niegdyś obóz pracy. Znajdujące się na jego terenie stalowe konstrukcje, przez które przebijają się pędy roślin, upraszają wręcz Kraków o troskę. To tam, początkiem lat 90 tych ubiegłego wieku, realizowano ujęcia do filmu Lista Schindlera w reżyserii Stevena Spielberga. Sztuczny staw i część zaaranżowanej scenografii znajdują się tam do dziś. Z pewnością niewielu osobom znany jest fakt, że w murach getta krakowskiego w Podgórzu, w czasach swojego dzieciństwa przebywał również Roman Polański, twórca filmów takich jak Dziecko Rosemary czy Chinatown. Dzięki środkom, które Roman Polański oraz Steven Spielberg przekazali na rzecz Muzeum Apteka pod Orłem, mieszczącego się przy Placu Bohaterów Getta, udało się odpowiednio zadbać o ekspozycję apteki, która niegdyś stanowiła miejsce pomocy Żydom znajdującym się na terenie getta. Do ulubionych

dwie jaskółki

kwiecień 22

przestrzeni spacerowych okolicznych Podgórzan, należy również niewielka polana usytuowana na Wzgórzu Lasoty. Usytuowany na niej, maleńki, średniowieczny Kościół św. Benedykta dostępny jest zwiedzającym jedynie kilka razy w roku. To właśnie tam część młodszych mieszkańców po raz pierwszy mogła przystąpić do sakramentu spowiedzi, dzięki sprawowaniu pieczy nad kościołem przez księży z parafii św. Józefa. Nieopodal Kościoła mieści się również zabytkowy Fort św. Benedykta, którego budowa przypadła na XIX wiek. Tuż przy Parku Bednarskiego, na jednej z kamienic znajduje się mural upamiętniający zasłużonych mieszkańców Podgórza. Dostrzec na nim możemy portrety: Wojciecha Bednarskiego, Antoniego Stawarza, Agnieszki Jałbrzykowskiej, Franciszka Maryewskiego i Antoniego Matecznego. Część z wymienionych postaci spoczywa na pozostałościach wyniszczałego już Starego Cmentarza Podgórskiego mieszczącego się na Wzgórzu Lasoty. Podgórze poza miejscami historycznymi to także ludzie. To delikatny uśmiech kobiety – Żydówki – składającej kwiaty pod pozostałościami muru getta krakowskiego na Lwowskiej. Jej wyraz twarzy jest odwzajemnieniem mojego subtelnego spojrzenia skierowanego w jej stronę z myślą, że ››są ludzie, którzy pamiętają i że to piękne‹‹. Wydarzenie to rozgrywa się tuż obok kultowego sklepu spożywczego, gdzie w podzięce dla pracy sprzedawczyń, mieszkańcy zebrali się kilka lat później, gdy sklep oddany został w inne ręce. To Pan Marian, szewc z ulicy Limanowskiego, do którego jako mała dziewczynka z prawdziwą ekscytacją niosłam czółenka mamy. Pan Marian również ma za sobą lepsze i gorsze momenty, lecz dzięki pomocy mieszkańców Krakowa zdołał przetrwać jeden z najtrudniejszych – wybuch pandemii. To starsi sąsiedzi, którzy pamiętają Podgórze takim, jakiego my – młodzi – nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. To historie o pomocy mieszkańcom żydowskiego pochodzenia, którzy ukrywali się w piwnicach, tam, gdzie stoją teraz nasze rowery i stare rupiecie. To historie o tym, jak wyglądała podstawówka na Limanowskiego w budynku, w którym mieści się obecnie 43 Liceum. W tym miejscu, jeszcze przed reformą edukacji, uczęszczałam na lekcje w gimnazjum nr 35, podczas gdy moja 90-letnia sąsiadka, pamięta czasy, gdy w tych murach zajęcia odbywali uczniowie w szkoły podstawowej nr 53. Czas piszę nową historię, w miejscach, w których tak wiele się już wydarzyło. Podgórze to także grupa – Sąsiedzkie Podgórze – ludzie zgromadzeni w mediach społecznościowych po to, aby docenić tę przestrzeń, upamiętnić to, co wymaga upamiętnienia, a przede wszystkim okazać wsparcie i pomoc tym z mieszkańców, którzy jej potrzebują.


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

Gdziekolwiek jestem i gdziekolwiek wiodą mnie szlaki życia, w mojej pamięci i w moim sercu odnajduję swój dom – przestrzeń, w której czuję się najbezpieczniej. A Ty, co nazywasz swoim domem?

27


28

portrety

dwie jaskółki

kwiecień 22

Proszę nie gwizdać, proszę śpiewać! – o Lanckoronie skrzydlatej tekst: j ó z e f i na a r o da z ilustracje: m a j a z i ó ł ko w s k a

»Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabarwiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (...) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz.« – Sklepy cynamonowe, Bruno Schulz

Do tekstu posłuchaj: Tempo de Polonaise - Suite In Modo Polonico - Michał Nagy



30

portrety

dwie jaskółki

PROSZĘ NIE GWIZDAĆ

Niebieskie, brązowe, różowe, miedziane, żółte, zielone ptaszki w plecionych koszykach ustawione w rogu sklepiku z pamiątkami Izby Muzealnej w Lanckoronie. Niebieskie, brązowe, różowe, miedziane, żółte, zielone ptaszki stulone w ceramiczne rodziny o atrybucie ćwierkania, o czym można się przekonać dmuchając w przemieniony w piszczałkę gliniany ogon. Ale nie wolno. Jest karteczka: PROSZĘ NIE GWIZDAĆ. Nie gwiżdżę więc, patrzę tylko. Oczami i dotykiem robię pamiątek najwięcej. Zbieram do siebie barwy, kształty, wrażenia. Przejeżdżam dłonią po wymalowanych plamkach na ptasich skrzydłach, wyobrażam sobie herbaty pijane w wystawionych tu filiżankach, przyglądam się, jakie

kwiecień 22

PROSZĘ NIE GWIZDAĆ. Jasne, nie gwizdać. Gwizdanie kojarzy się z czymś przeszywającym, urywanym, kanciastym, tak o skrzydlatych nikt nie mówi. Tu pasuje bardziej: ś p i e w a ć , bo śpiewanie jest kultywowaniem dźwięku, celebracją, twórczym aktem wyższej kategorii. Jest w języku ludzi czynnością współdzieloną z rodem ptaków. land crone – ballada

Historia tego miejsca sąsiadującego z Kalwarią Zebrzydowską, a oddalonego o około czterdzieści kilometrów od Krakowa, sięga czasów początku polskiej państwowości. W 2017 roku, podczas archeologicznych badań na Górze Lanckorońskiej (zwanej też Zamkową), odnaleziono ceramiczne artefakty datowane na X wiek. Na szczycie miał stać kiedyś gródek stożkowaty. Parę wieków później (w drugiej połowie XIV wie»Lanckorona cała wydaje mi się ku) Kazimierz Wielki postanowił w tym miejscu nagle nie miejscem stricte, a żywym wybudować zamek, a okolicznym terenom nadał status królewskiego miasta na prawie magdebuskrzydlatym organizmem, który od rskim (1366 r.). Król ufundował także powstawielu wieków przygotowuje się do lotu, nie kościoła, który funkcjonuje do dziś (Kościół Narodzenia św. Jana Chrzciciela). Nazwa miejmarzy o wysokościach, śni niebem.« sca – Lanckorona – ma najprawdopodobniej niemieckie pochodzenie i jest połączeniem dwóch słów: land (kraj, ziemia) oraz crone (korona). światy mają w sobie ilustracje oprawione w ramy, Razem miałyby znaczyć: »góra wieńcząca kraj«. uśmiecham się do znajomego widoku śnieżno- Przez długi czas miasto stanowiło ważny punkt białych serwet zwisających z drewnianych półek. Czuwam nad czuwającymi aniołami wyzierającymi w Lanckoronie z każdego straganu, każdej kawiarni, każdej pracowni artystycznej. Istoty o atrybucie skrzydeł wylatują z ust rozmawiających ze mną ludzi, wychylają się z opowieści o festiwalach, warsztatach, wystawach i koncertach tu organizowanych. Powoli wypełnia mnie rodzaj przeczucia, domysłu (wymysłu?), ścieli się podstawa do snucia interpretacji o lanckorońskiej duszy, że coś tu się nieustannie skrzydli, upierza. Że to definiuje w jakiś sposób to miejsce położone nie w dolinie, nie na równym terenie, ale na przekór łatwości – zagnieżdżone w południowym stoku Lanckorońskiej Góry. Tutejszy rynek to serce tętniące pochyłością (ulotki turystyczne informują, że spadek wynosi 9,5%). Lanckorona cała wydaje mi się nagle nie miejscem stricte, a żywym skrzydlatym organizmem, który od wielu wieków przygotowuje się do lotu, marzy o wysokościach, śni niebem. Nie dziwi mnie więc ten skrawek papieru z dużymi czarnymi literami wypisanymi flamastrem:


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

na trakcie do Krakowa, a samo w sobie było celem wypraw łowieckich możnowładców. W późniejszym czasie Lanckorona zasłynie jako jeden z głównych obozów konfederatów barskich. To właśnie na tym terenie rozegrają się dwie bitwy między oddziałami konfederatów a wojskami rosyjskimi: pierwsza – obrona Lanckorony – 20 lutego 1771 r., druga zaś – bitwa pod Lanckoroną – 23 maja tego samego roku. Tamten okres pozostawi po sobie nie tylko zbiór muzealnych eksponatów, ale również wpisze się wieloma legendami i historiami w świadomość tamtejszych mieszkańców. Istnieją między innymi opowieści o lanckorońskich podziemnych tunelach używanych przez konfederatów barskich. Są też podania wskazujące, że takie tunele funkcjonowały o wiele wcześniej i łączyły zamki w Barwałdzie (nieistniejący już) i ten w Lanckoronie (obecnie ruiny), a także Lanckoronę z klasztorem w Kalwarii Zebrzydowskiej. Odkrywanie tych podziemnych tajemnic opisuje między innym Kazimierz Wiśniak – krakowski artysta i zasłużony działacz na rzecz Lanckorony – w jednej ze swoich książek. W »Opowieściach z Lanckorony i okolic« (2015 r.) przybliża sytuację odkrycia przestrzeni pod ziemią w trakcie prac nad postawieniem studni w jednym z lanckorońskich gospodarstw. Korytarz miał mieć drewniany strop i mocno zawilgocone dno. Nie nadawał się do amatorskich eksploracji, więc miejsce wypełniono ziemią i studnię postawiono. Po jakimś czasie historia ta wypłynęła na światło dzienne raz jeszcze i trafiła do uszu m.in. Wiśniaka, który zaintrygowany wraz z grupą zna-

»I to one wciąż zachwycają podróżnych zaglądających do tej miejscowości, chcąc się przekonać, że budynki mają duszę i że potrafią opowiadać historie równie sprawnie i malowniczo jak doświadczeni gawędziarze.«

jomych podjął się wyjaśnienia sprawy. Znaleźli miejsce z opowieści. W 1998 roku ściągnięto specjalistów, którzy zajęli się badaniem ziemi. Rzeczywiście natrafiono na pustki na głębokości, które potwierdzałyby teorię o sekretnych tunelach. W wyniku dalszych prac archeologicznych,

przy użyciu odpowiedniej aparatury zebrano materiał dowodzący istnienia podziemnej przestrzeni. Na profesjonalną penetrację wykopaliskową zabrakło funduszy. Prace wstrzymano, a nieodarta ze wszystkich tajemnic historia podziemnych tuneli zachowała swój baśniowy wymiar w pamięci zbiorowej. Kolejna istotna data to 1869 rok. Miał wtedy miejsce wielki pożar, który strawił znaczną część Lanckorony i który zaważył na jej doświadczanym dziś charakterze. To właśnie z powodu potężnych szkód wyrządzonych przez ogień domy musiano wybudować od nowa. Szczęście w nieszczęściu, bo dzięki temu wiele z nich zdołało zachować się w swoim oryginalnym XIX-wiecznym kształcie do naszych czasów. Lanckorońskie domy drewniane, domy bielone, domy zrębowe kryte gontem, domy z miedzuchami – wąskimi przesmykami jak żyły pompującymi przestrzeń w system budynków-sąsiadów. To one urzekły pierwszych letników ściągających do Lanckorony coraz liczniej od czasów dwudziestolecia międzywojennego. I to one wciąż zachwycają podróżnych zaglądających do tej miejscowości, chcąc się przekonać, że budynki mają duszę i że potrafią opowiadać historie równie sprawnie i malowniczo jak doświadczeni gawędziarze. O tych domkach pisano wiersze i admiracją do nich zarażano pokolenia adeptów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1934 roku Lanckorona utraciła swój dotychczasowy status

31


32

portrety

dwie jaskółki

miasta, ale za to zaczęła zyskiwać popularność jako destynacja wypoczynkowo-rekreacyjna. Tendencja ta utrzymała się również po II wojnie światowej. Zjeżdżali się turyści, zjeżdżali żądni natchnień i wytchnień artyści, zjeżdżali, zjeżdżali… p o w i e t r z n i c y. powietrznicy – trele

Powietrznicy to żartobliwe określenie na przyjezdnych, ukute swego czasu przez lanckoronian. Typowego powietrznika miała charakteryzować potrzeba głośnego wychwalania świeżości tutejszego powietrza, które pozytywnie wpływało na regenerację sił. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie tym miejscem, w pierwszej połowie XX wieku zaczęły powstawać lanckorońskie pensjonaty. Jednym z najdłużej działających ośrodków wypoczynkowych jest Willa »Tadeusz«, przyjmująca gości od 1926 roku. Jeszcze wcześniej zaczął funkcjonować jako noclegownia inny dom Lorenzów zwany »Zamkiem«, który potem przeszedł w ręce córki gospodarzy – Barbary Bodnarowej. Ciesząca się równą popularnością była »Gąsiorówka« – pensjonat prowadzony przez lanckorońską rodzinę Gąsiorowskich. Między tymi przestrzeniami, wśród ulic, ścieżek i zaułków o wdzięcznych nazwach przywodzących na myśl montgomerowskie Avonlea – Studnia Anielskich Mądrości, Aleja Zakochanych czy Aleja Cichych Szeptów – kwitło życie kulturalne letniskowej

»Typowego powietrznika miała charakteryzować potrzeba głośnego wychwalania świeżości tutejszego powietrza, które pozytywnie wpływało na regenerację sił.«

Lanckorony. Balkony i tarasy pensjonatów stawały się miejscem spontanicznych rozmów między aktorami, reżyserami, muzykami, malarzami. W porze obiadowej w »Zamku« natknąć się było można między innymi na aktorkę Marię Malicką, scenografkę Krystynę Zachwatowicz czy reżysera Andrzeja Wajdę. Wąskie uliczki i kręte leśne trasy przemierzali choćby aktor Wojciech Pszoniak, reżyser Konrad Swinarski czy też aktorka Anna Seniuk. Zauroczony wypoczynkiem

kwiecień 22

w tym miejscu Marek Grechuta napisał piosenkę »Lanckorona«, w której wspomina m.in. o działającej do tej pory piekarni »Siwek« z tradycyjną metodą wypiekania chlebów przekazywaną z pokolenia na pokolenie od 1925 roku. Rano zastać było można siedzącego na ławce w rynku malarza Jerzego Nowosielskiego, czekającego na otwarcie się kiosku z gazetami. W wynajmowanym przez siebie pokoju artysta Marian Kruczek pilnie realizował kolejne intrygujące projekty rzeźbiarsko-plastyczne, przełamujące śmieciowy los przedmiotów bezużytecznych – tchnął w nie nową tożsamość artystycznego dzieła. To w Lanckoronie Marcin Cieński – malarz o międzynarodowej renomie – jako mały chłopiec rozwijał swoje artystyczne zdolności, tworząc pierwsze rysunki i obrazki inspirowane często lokalną fauną i florą. Wspomniany już Pensjonat »Tadeusz« miał okazję gościć w swych progach takie postaci jak: Sławomir Mrożek, Jerzy Kawalerowicz, Anna Polona, Grzegorz Turnau, Krzysztof Globisz, Michał Żebrowski czy Wisława Szymborska (związana tym mocniej z okolicą, że w niedalekim Stryszowie brała udział w spotkaniach kulturalnych organizowanych przez rzeźbiarkę Wandę Ślędzińską). O wiele wcześniej, bo w 1885 roku, do Lanckorony zawędrował młody Stanisław Wyspiański przy okazji wycieczki szkolnej do Kalwarii Zebrzydowskiej. W wyniku tej małej podróży powstało kilka szkiców lanckorońskiego zamku i kościoła, dziś wyjątkowo cennych ze względu na ukazanie rzeczywistego stanu budynków przed dziesiątkiem lat. Lanckorońskie ziemie mają również w swojej historii epizod stanowienia tła dla fabuły filmu »Szwadron« (1992 r.) Juliusza Machulskiego. O tym wszystkim dowiaduję się w sporej części z książek napisanych przez Kazimierza Wiśniaka – jednego z najbardziej zasłużonych działaczy na rzecz ochrony, popularyzacji i kulturalnego rozwoju Lanckorony. Wiśniak jest malarzem, rysownikiem, scenografem teatralnym i współzałożycielem »Piwnicy pod Baranami«. Pierwszy raz do Lanckorony zawitał w 1969 roku. Pozostał pod tak dużym wrażeniem tego miejsca, że odtąd odwiedzał je regularnie, angażując się w wiele inicjatyw. W pewnym momencie zdecydował się wybudować tu dom, w którym mieszkał przez około dwadzieścia lat. Ślady działalności Kazimierza Wiśniaka są na wzór baśniowych okruchów rozrzucone po całej Lanckoronie. W Cafe Pensjonat znajduje się Galeria Sztuki, gdzie z bliska możemy podejrzeć detale prac Wiśniaka. Z kolei w intrygującej Arka Cafe można zaopatrzyć się w wystawione niedaleko wejścia pocztówki z reprodukcjami jego


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

dzieł. Zaprojektował on także logo dla tej kawiarnii. Postać pana Kazimierza jest silnie związana z lokalnym czasopismem »Kurier Lanckoroński«, dla którego redagował teksty i urozmaicał je charakterystycznymi ilustracjami. Za swój wkład w kultywowanie społeczno-kulturalnego ducha tej miejscowości jako pierwszy otrzymał honorowy tytuł »Anioła Lanckorony« w 2004 roku. Tak się jakoś tu sympatycznie dzieje, że niektórzy ze wstępnych powietrzników z czasem zamieniają się w znakomitych lanckorońskich społeczników. miasto aniołów – pieśń ludowa

W 2004 roku Renata Bukowska zainspirowana przez swoje córki wpada na pomysł organizacji festiwalu »Anioł w miasteczku«, którego głównym przesłaniem ma być niesienie dobra, radości, nadziei. Impreza odbywa się co roku, w pierwszy weekend po Świętym Mikołaju. Ma wówczas miejsce pochód Aniołów (ludzie nie tylko z Lanckorony, ale z różnych zakątków Polski, a nawet świata maszerują przebrani z fantazją za różnego typu anielskie istoty). Rynek pęcznieje od rozkładających się tam straganów oferujących całą gamę około-anielskich tworów z gliny, drewna, słomy, szmatek, papieru czy wosku. Prócz tego, w czasie festiwalu organizowanych jest wiele pobocznych wydarzeń, np. koncerty, wystawy. Każdego roku zostaje również wytypowany kolejny honorowy Anioł. W ten sposób wyróżnieni zostają ważni dla tej małej społeczności ludzie, którzy prawdziwie troszczą się o dobrobyt tego miejsca. Laureaci tej nagrody to między innymi Tadeusz Lorenz, Franciszek Koźbiał, Zbigniew Lenik, Susan Nagy czy Anna Ciecieręga. Inicjatywy tego typu jak »Anioł w miasteczku« pobudzają kulturalne życie, angażując zarówno przyjezdnych, jak i lokalnych ludzi w działania na rzecz Lanckorony. Inne ciekawe wydarzenie to organizowane w lipcu Międzynarodowe Warsztaty Gitarowe (to z kolei duża zasługa Michała i Susan Nagy). Warsztaty trwają zwykle kilka dni i mają na celu promocję gry na tym instrumencie przede wszystkim wśród dzieci i młodzieży. Specjalnie na tę okazję zapraszani są profesjonalni muzycy z różnych części świata, więc uczestnicy mają szansę uczyć się od najlepszych. Sierpień zaś upływa pod szyldem Romantycznej Lanckorony, sprzyjającej organizacji plenerowych koncertów, wieczorów poetyckich czy wernisaży. Warto też wspomnieć o wyjątkowym programie, w którym wzięła udział polsko-holenderska para – Renata i Frans van de Logt – prowadząca lanckoroński

Bed&Breakfast »Leśny ogród«. W ramach Fundacji Księcia Karola co roku przyjmowali do siebie grupę młodzieży z Wielkiej Brytanii. Dzieciaki pochodziły z różnych rodzin, miały za sobą różne doświadczenia. Renata i Frans mieli za zadanie pomóc im stanąć na nogi, wskazać dobre i piękne oblicze świata. Uczestnicy tego projektu nieraz wracali po latach, żeby tym razem pobyć w tym miejscu w roli wolontariuszy. Sam »Leśny Ogród« jest też nieustannie miejscem otwartym na spotkania z kulturą i sztuką. Co ciekawe, Van de Logtowie założyli w Lanckoronie swoją własną świątynię Śiwy. Para poznała się w jednym z aśramów mistrza duchowego Babajiego. Teraz sami w wyśnionym, leśnym zaciszu proponują przebywającym w okolicy zajęcia z jogi i ajurwedyjskie masaże. Wspomniana już wcześniej

»Lanckorona jest samomalującym się obrazem, który zaprasza do współuczestniczenia w płótnie.«

Willa »Tadeusz« także funkcjonuje jako przestrzeń sprzyjająca wydarzeniom artystyczno-kulturalnym. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę jak pełnym fantazji wydawał się jej właściciel sprzed lat – Tadeusz Lorenz junior, który na przykład w wieku 14 lat stworzył szybowiec, a następnie został w nim wystrzelony z katapulty wykonanej z dętek samochodowych przez swoich kolegów. Albo fakt, że na swoje wyprawy łowieckie wybierał się samochodem z drewna własnego projektu... Obiecująco zapowiada się też kierunek, w jakim idzie dopiero niedawno odrestaurowany i otwarty dla gości Dwór w Lanckoronie. Prężnie działają także różne stowarzyszenia, m.in. Towarzystwo Przyjaciół Lanckorony, Terra Artis, Na bursztynowym szlaku i Klub Lanckoroński. Ponadto funkcjonuje tu wędrowny Teatr Falkoshow pod kierownictwem Krzysztofa Falkowskiego. Z kolei dzięki Leszkowi Mikosowi do Lanckorony dwukrotnie zawitała Opera Krakowska ze swoim repertuarem. To dzięki członkom tego typu grup, dzięki ludziom pełnym pomysłów i chęci, ta mała wieś ma tak pozytywnie zaskakującą ofertę kulturalną.

33


34

portrety

dwie jaskółki

skrzydlatość – kukanie

Źródła: Wiśniak Kazimierz: Anioł w miasteczku, Vandre, Kraków 2014. Lanckorońskie krasnoludki, Vandre, Kraków 2017. Opowieści z Lanckorony i okolic, Vandre, Kraków 2015. Wśród ludzi i zwierząt Lanckorony, Vandre, Kraków 2013. Bukowska Renata, Skąd idea?, aniolwmiasteczku.pl/ o-festiwalu/ (dostęp: 21.02.2022). Jelska Sonia, Ogrody Szczęścia pod Krakowem, wrozka.com.pl /niezwykli-niezwykle/ podroze/7832-ogrody-szczescia-pod-krakowem (dostęp: 21.02.2022). Zaręba Dominika, Galeria Lanckorońska Kazimierza Wiśniaka, cafepensjonat.pl/galeria-kazimierza-wisniaka/ (dostęp: 21.02.2022). Historia, willatadeusz.com/historia (dostęp: 21.02.2022).

kwiecień 22

ganie w Lanckoronie. W trakcie swoich dociekań natrafiłam także na ślady takich przedsięwzięć Trudno wskazać na konkretny moment czy jak »Zapraszamy ptaki do Lanckorony« z 2007 jedno źródło tej rozwijającej się skrzydlatej roku (akcja tworzenia budek lęgowych i rozda»przypadłości« Lanckorony. Z rozmów ze Sta- wania ich wśród lanckoronian) czy też udział nisławą Koślacz-Piaskowską i Ewą Budzowską w Ogólnopolskiej Nocy Sów. Pani Stanisława – artystkami mającymi tutaj swoje pracownie wspomniała przy okazji skrzydlatego tematu ceramiczne – wynikało, że ptaki stanowią ro- o krukach zamieszkujących Górę Lanckorońską, dzaj inspiracji oczywistej. To efekt przebywa- które być może w jakiś sposób symbolicznie piania w bliskości z naturą. To po prostu wdzięczny stują rolę lokalnych ptasich opiekunów. temat dla artystów. I ja przyjmuję to wyjaśnienie, bo jest wystarczające, ładne w swojej prostocie, szczerości. Stwierdziłam jednak, że zaznajamia- zakamarki – hymn pochwalny jąc się z historią tego miejsca postaram się być wyczulona na ten motyw, chcąc ewentualnie po- Lanckorona jest samomalującym się obrazem, szerzyć kontekst rozumienia Lanckorony jako który zaprasza do współuczestniczenia w płótanielsko-ptasiej. W ten sposób »wyhaczam«, nie. Jest dla mnie lekcją o tym, że trzeba śmiało że na herbach jednych z pierwszych właścicie- budzić się do podziwiania tego, co obok, tego, co li lanckorońskich ziem pojawiały się ptaki, np. lokalne. Mój dom rodzinny jest oddalony o niecaw herbie Jastrzębiec czy Ślepowron. Dwie z są- łe piętnaście kilometrów od Lanckorony. Mimo siednich wsi biorą też swoje nazwy od królestwa tego wyjątkowość tej miejscowości odkryłam doptaków (Ptasznica, Jastrzębia). Już na począt- piero po wielu latach, kiedy dostałam przydział ku książki »Wśród ludzi i zwierząt Lanckorony« »dystansu« i umiejętność patrzenia w trybie try Kazimierz Wiśniak wspomina widok licznych again. Musiałam wykonać ten kształtujący tożsajaskółek krążących między lanckorońskimi mość ruch oddalenia-przybliżenia, by móc zrozudrewnianymi chałupami, pod dachami których mieć, że miejsca ważne, miejsca, do których się ptaki te zakładały swoje gniazda-lepianki. Ten dąży, z którymi dusza się porozumiewa najczulej, obraz zapadł mu głęboko w pamięć – był jednym nie muszą oznaczać tęsknych zerknięć na drugą z pierwszych witających go w tym miejscu, z któ- stronę globu czy wielogodzinnych, kosztownych rym wkrótce potem związał swoją przyszłość. podróży z atrakcyjnie brzmiącą na języku nazwą W kolejnej książce pisze o tym, że lanckorońskie finalnej destynacji. Bo już umiem widzieć nowe widoki uskrzydlają (»Anioł w miasteczku«, Kra- lądy w starych oknach z pelargoniami schowaków 2014). Aktor, literat i kompozytor Leszek nymi za firanką, w zapachu chleba ciągnącym Długosz stworzył kiedyś wiersz – »Apostrofa się przez ulicę Świętokrzyską, w lśnieniach słolanckorońska« – w którym porównał to miejsce ików z lawendowym syropem i różanym octem, do gniazda. Wspomniany jest również Franciszek ustawionych rządkiem na stoliku przy bielonej Mentel, wytwórca zabawek ze Stryszawy, który ścianie. Rozumiem skrzydlatość, o której pisali w XX wieku wystawiał swoje produkty, w tym poeci, i która wplatała się w obrazy tworzących popularne rzeźbione w drewnie ptaki, na stra- tu malarzy. Idąc w górę kamiennego rynku wy-


kwiecień 22

dwie jaskółki

stukuje się w człowieku przekonanie, że wchodzimy w międzyczas, w przestrzeń z pogranicza bajki. Wejście do Arka Cafe ulokowanej w jednym z tradycyjnych lanckorońskich domów jest jak zanurzenie w wiecznie trwających letnich porankach, jest międzygatunkową przystanią, gdzie pojawiający się nagle przy stoliku pies właściciela przypomina człapiący symbol arkowości. Gdzie ze ścian patronują kawiarnianym rozmowom bohaterowie powiększonych w skali ilustracji filatelistycznych, gdzie kolorowe ptaki zaklęto

skich, gdzie na sufitowej belce niczym pieczęć chroniąca miejsce od złego wisi zaschnięte gniazdo jaskółcze i gdzie nieistniejące gatunki ptasich stworzeń świergoczą w rozbujanych podmuchem powietrza metalowych klatkach. Paciorek przyjaznej energii przeciąga się też przez ulicę św. Jana, gdzie w brzuchu rdzawoczerwonego domu mieści się kolejna Galeria Ceramiki – Farfurka. Mrugają do przechodnia kolorowe magnesy przedstawiające charakterystyczne chaty i cudacznie upierzone ni to koguty, ni to dudki, a wszystkiemu przygrywa melodia pędząca z gramofonu. Na rynku połyskują stare bibeloty szukające nowych domów, śpią książki okładką bezpośrednio przytknięte do płyt chodnikowych. Wiele z tego, co »Trzeba wciąż udowadniać, że ta tu się dzieje, o czym usłyszałam, co zobaczyłam, zabudowa, te drewniane domy, to co wyczytałam przywodzi mi na myśl fikcyjne miasteczko Stars Hollow znane z serialu »Gilnie obraz zacofania ani butwiejące more Girls«. Czyli: mamy swoje własne Land kłody pod nogami postępu, ale Crone z sympatycznymi postaciami i urokliwymi zakamarkami. Wcale nie fikcyjne – prawdziwe. portale do podróży w czasie.« I właśnie r e a l n o ś ć tego miejsca jest wyzwaniem, łączy się z pewnymi obowiązkami. Bo Lanckorona nie jest pozbawiona swoich problew sufit, a figurki pół ludzi, pół zwierząt strzegą mów. Trzeba wciąż udowadniać, że ta zabudowa, porządku przydzielonych im kątów, gdzie podda- te drewniane domy, to nie obraz zacofania ani sze zalegają fruwające czasopisma i serpentyny butwiejące kłody pod nogami postępu, ale porświeczek, przy których grzeją się ceramiczne tale do podróży w czasie. Trzeba cierpliwości gromady ptasie państwa Budzowskich. I gdzie i wysiłku, żeby piękno i czar mogły trwać kolejne czytane zdania »Sklepów cynamonowych« Bru- dekady. Żeby Lanckorona mogła dalej śnić o locie nona Schulza opuszczają nagle pożółkłe strony po błękitnym, błękitnym niebie. i wchodzą w dialog z otoczeniem. Albo jeszcze: ciepłość bijąca od progu Cafe Pensjonat, gdzie na małej przestrzeni zbudowano przytulność najwyższej rangi. Albo: długie stoły na podwórzu u państwa Piaskowskich wypełnione czarkami, talerzykami, misami, filiżankami i kolorowymi figurami tajemniczo uśmiechniętych kotów. Albo: pracownia-sklep z dziełami Ewy i Jacka Budzow-

portrety

35

O teatrze, zaulekanimacji.pl (dostęp: 21.02.2022). Zabudowa miasteczka Lanckorona, dnidziedzictwa.pl/ zabudowa-miasteczka -lanckorona/ (dostęp: 21.02.2022). odkryjmalopolske.pl/ lanckorona.html (dostęp: 21.02.2022). Przy pisaniu tego artykułu przydatne okazały się informacje zamieszczone na tablicach w Izbie Muzealnej. Dziękuję również za możliwość rozmów, które przybliżyły mi obraz Lanckorony.


36

portrety

Czy fotografie mogą odczuwać emocje? – czyli o cyklu zdjęć autorstwa Marty Zgierskiej tekst: k ing a błaże jows k a ilustracje: m a łgorzata k ac zm arc zyk

»To co jest dla mnie najważniejsze, to to, że bardzo często zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś potrafi w bardzo abstrakcyjnym obrazie, często minimalnym, wcale nie konkretnym, odczytać siebie.« – Marta Zgierska w wywiadzie z Katarzyną Cygler.

Do tego tekstu posłuchaj: Coals – Weightless.

dwie jaskółki

kwiecień 22


kwiecień 22

dwie jaskółki

portrety

37

Co czujesz patrząc na te zdjęcia?

Jakie wywołują w Tobie emocje?


38

portrety

dwie jaskółki

kwiecień 22

Jakie historie opowiadają?

Sa pozytywne, czy negatywne?


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

Odbiór fotografii – podobnie jak wszystkich przekazów wizualnych, dźwięków, zapachów, smaków oraz pozostałych elementów rzeczywistości – zależy od nieskończonej liczby czynników. Wpływają na niego towarzyszące odbiorcy w danym momencie emocje, jego humor, samopoczucie, zmęczenie, wydarzenia żywo obecne w pamięci, doświadczenia życiowe, ostatnio przeczytana książka, obejrzany film czy odwiedzona wystawa. Są to aspekty, których w sposób mniej lub bardziej dokładny jest się świadomym. Można, przy odrobinie dystansu, oddzielić smutek własny od melancholii płynącej z oglądanych fotografii czy obrazów. Jednak oprócz warstwy osobistej, na odbiór bodźców wpływają też – i to bez naszego przyzwolenia czy akceptacji – uwarunkowania kulturowe. Przez te elementy, jak przez okulary patrzymy na świat i w pewnym stopniu wpływają one na odcienie naszej rzeczywistości. Wychowanie, kultura i normy obowiązujące w danym społeczeństwie, kanon piękna, zasady zachowania, prawo, religia lub też jej brak, a także dostęp do kultury, czy status społeczny - to one decydują o sposobie, w jaki dekodujemy docierające do nas komunikaty. Uwarunkowania te decydują bowiem o często intuicyjnie rozumianej symbolice poszczególnych kolorów, przedmiotów, gestów czy zachowań. Dzięki nim odbiorca może podjąć próbę odczytania historii, intencji i emocji zamkniętych w przekazie przez nadawcę, a nadawca z kolei może zostawić odbiorcy wskazówki odnośnie kierunku interpretacji dzieła.

wym Instagram oraz prezentuje je na wielu wystawach, zarówno w kraju jak i za granicą – w tym we Francji, Szwajcarii, Japonii oraz w Niemczech. W swojej twórczości łączy procesy pefrormatywne z fotografią, omawiając temat traumy, wycofania, doświadczeń granicznych i związanych z nimi napięć. Bada również kanony kobiecego piękna i porusza zagadnienie opresji kobiecego ciała oraz jego wizerunku w społeczeństwie. Swoją twórczość komentuje następującymi słowami:

Marta Zgierska przyszła na świat w 1987 roku w Lublinie. Posiada tytuł magistra filologii polskiej ze specjalnością teatrologii oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie), a tytuł magistra fotografii zdobyła w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Otrzymała wiele prestiżowych nagród fotograficznych, a w 2019 roku została ogłoszona Artystką Roku na Międzynarodowym Festiwalu Fotograficznym DongGang w Korei Południowej. Prace publikuje na swojej stronie internetowej, profilu w serwisie społecznościo-

Projekt Post powstawał przez kilka lat, jednak autorka nigdzie nie podaje dokładnych ram czasowych pracy nad nim. Wiadomo, że fotografie zostały zaprezentowane po raz pierwszy na kilku wystawach w 2015 roku, w tym w Nepalu czy Szwecji. Cykl składa się z 23 fotografii 2 (część zdjęć została zamieszczona w artykule) – w tym trzech autoportretów, kilku portretów oraz martwych natur. Każde zdjęcie przedstawia inny obiekt, lecz fotografka konsekwentnie zachowała we wszystkich kadrach spójność, za pomocą zarówno kolorystyki, jak i bardzo charakterystycznej, silnej i surowej estetyki. Tło fotografii jest

1

»Interesują mnie studia nad pamięcią i traumą - zawsze zgłębiam teorię dotyczącą wybranego tematu przed zrobieniem zdjęć. Sytuacje, których doświadczam w swoim życiu, są podstawą mojej pracy. Stosuję różne techniki. Często używam prawdziwych przedmiotów i artefaktów z mojego życia aby tworzyć z nich instalacje. […] Fascynują mnie liminalne momenty naszych najbardziej prywatnych, indywidualnych doświadczeń.« 1

Przekład własny za: ››I’m interested in memory and trauma studies – I always

2

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w artykule pochodzą ze strony internetowej

research the theory about my subject before taking pictures. The situations that

Marty Zgierskiej: www.martazgierska.com/index.php?/works/post/

I experience in my life are the basis for my work. I use different techniques. I often

[data dostępu: 20.02.2022].

use real objects and artefacts from my life, and make installations from them. […] I am fascinated by liminal moments of our most private, individual experience.‹‹ FotoRoom, ›Post — Marta Zgierska Puts in Pictures the Impact of Traumatic Events‹, online: fotoroom.co/post-marta-zgierska [data dostępu: 20.02.2022].

39


40

portrety

dwie jaskółki

jasnoszare, a paleta kolorów wszystkich zdjęć ogranicza się do bieli, szarości, brązów, czerni oraz czerwieni. Zdjęcia zostały równomiernie oświetlone rozproszonym światłem, przez co jego źródło jest trudne do zlokalizowania. Cienie są bardzo delikatnie zaznaczone, jedynie aby nadać pewnej głębi zawartej w kadrach przestrzeni oraz znajdującym się w niej obiektom. Zdjęcia pozbawione są dynamiki, kompozycje są statyczne, a dominanty zawsze znajdują się w punktach wynikających z zasad trójpodziału oraz złotego podziału. Na stronie internetowej obok fotografii znajduje się opis stworzony przez Diane Dufour, kuratorkę jednej z wystaw prezentujących cykl. Dowiadujemy się z niego, iż w 2013 roku Marta Zgierska przeżyła poważny wypadek samochodowy, którego następstwem było kilka miesięcy bolesnej i bardzo trudnej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie rekonwalescencji. Warto jednak pamiętać, że opis tłumaczący kontekst powstania fotografii nie został zamieszczony przez artystkę. Marta Zgierska zostawia projekt Post bez opisu swojego autorstwa, ponieważ mimo bardzo silnych związków autobiograficznych z opowiadaną historią, zależy jej, aby każdy mógł odnaleźć w fotografiach to, czego – często w sposób podświadomy – szuka. Zawiera tym samym element pewnego niedopowiedzenia, aby zostawić odbiorcy możliwość odnalezienia części siebie i swojej historii w kadrach oraz podjęcia własnego, wewnętrznego dialogu.

3 Fotopolis.pl, Marta Zgierska – projekt bar-

kwiecień 22

Perfekcyjne, dopracowane w każdym calu prace, czystość i ład na zdjęciach oraz studyjne światło przywodzą na myśl kliniczną estetykę. Kadry są satysfakcjonujące, choć mimo to ich treść jest niepokojąca, odważna, agresywna. Kolorystyka i stylistyka, które wybrała fotografka, nie są jednak przypadkowe i świadomie odbiegają od estetyki najczęściej stosowanej w posttraumatycznej fotografii – od czerni, silnego, agresywnego światłocienia, twardych kontrastów, dynamiki i ogólnego odczucia chaosu. Dominująca w projekcie szarość symbolizuje depresję, obojętność, inercję, chłód, ciszę,

»Przystaje do znaczeń. […] Szary jest kolorem bez koloru. Jest przeciwieństwem pulsującego lęku, jest tym, co po nim zostaje. Jest cichy, zimny, mrożący.« 3

ale też neutralność. Szarość według artystki: Pozostałe kolory z palety, którą posługuje się Marta Zgierska – biel, czerń, brąz oraz czerwień – również przesycone są znaczeniami. Biel symbolizuje oczyszczenie i odnowę, czerń mrok, śmierć i lęki, brąz jest odwołaniem do natury, symbolizuje bezpieczeństwo i przynależność, czerwień natomiast jest kolorem krwi, symbolem bólu i cierpienia, ale też przedstawieniem sił życiowych.

dzo osobisty. Rozmowa Moniki Szewczyk-Wittek, online: www.fotopolis.pl/inspiracje/ wywiady/26508-marta-zgierska-projekt-bardzo-osobisty [data dostępu: 20.02.2022].

Marta Zgierska przesyca swoje fotografie znakami językowymi, które wzbogacają przekaz i pozwalają na pogłębioną analizę cyklu. Fotografie są bogate w kontrasty i przeciwności, nie tylko kolorystyczne, ale również znaczeniowe. Roślina jako zobrazowanie życia czy dziecko przedstawiające niewinność, czystość, ale też beztroskę i nadzieję, zostają zestawione z przedmiotami, których znaczenia odwołują się do zła, nieobecności, śmierci, agresji, bólu czy zniszczenia, takich jak kamień, lina oraz zgniecione auto. Omawiane fotografie nawet pozbawione opisu kuratorki pozostają bardzo silnie nacechowane. Przepełniają je trudne w odbiorze i zrozumieniu


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

emocje, a kadry przywodzą na myśl coś złego, niepokojącego, skłaniają do przemyśleń, refleksji i poszukiwania własnej drogi analizy. Dzieje się tak, ponieważ artystka poprzez zamieszczenie wielu uniwersalnych, powszechnie ale też intuicyjnie rozumianych symboli, pozostawia odbiorcom otwartą drogę do własnych interpretacji. Posługuje się określoną paletą barw, czystą, wręcz niepokojącą estetyką, a obiekty na zdjęciach umieszcza w punktach ciężkości, tak aby mimo minimalistycznej formy obrazów nadać im odpowiednią wagę i moc przekazu. Dzięki temu artystka delikatnie nakierowuje odbiorcę na ścieżkę, którą sama podążała podczas tworzenia, pokazuje mu emocje, jakie zamknęła w fotografiach i odczucia, które jej towarzyszyły. Niemniej celowo zawiera element niedopowiedzenia, aby każdy mógł obrać indywidualną drogę interpretacji, odnaleźć w obrazach siebie i podjąć z nimi dialog odpowiadający na własne potrzeby. Sprawia to, że cykl Post zyskuje wartości uniwersalne, staje się odpowiedzią na kulturowe oraz osobiste uwarunkowania, a jak zaznacza sama autorka:

»To co jest dla mnie najważniejsze, to to że bardzo często zdarzają się sytuacje, kiedy ktoś potrafi w bardzo abstrakcyjnym obrazie, często minimalnym, wcale nie konkretnym, odczytać siebie« 4.

4 PolskieRadio.pl, Marta Zgierska i fotografie, które "bolą". Prowadzący: Katarzyna Cygler, Ula Kaczyńska, online: www.polskie-

Źródła:

radio.pl/10/5373/

Błażejowska K., Fotografia kreacyjna jako forma au-

Artykul/2057983,Marta-

toterapii na przykładzie twórczości polskich artystek,

-Zgierska-i-fotografie-k-

Kraków 2021.

tore-bola, 28:45-28:59

Fotopolis.pl, Marta Zgierska - projekt bardzo osobisty. Rozmowa Moniki Szewczyk-Wittek, fotopolis.pl/ inspiracje/wywiady/26508-marta-zgierska-projekt-bardzo-osobisty [dostęp: 20.02.2022]. FotoRoom, Post — Marta Zgierska Puts in Pictures the Impact of Traumatic Events, fotoroom.co/post-marta-zgierska [dostęp: 20.02.2022]. PolskieRadio.pl, Marta Zgierska i fotografie, które "bolą". Prowadzący: Katarzyna Cygler, Ula Kaczyńska, polskieradio.pl/10/5373/Artykul/2057983,Marta-Zgierska-i-fotografie-ktore-bola [dostęp: 20.02.2022]. Zgierska M., Marta Zgierska Post, martazgierska.com/ index.php?/works/post/ [dostęp: 20.02.2022].

[data dostępu: 20.02.2022].

41


42

portrety

dwie jaskółki

Smutne Arbuzy tekst: m a łg or zata le s zc zyń s k a ilustracje: m ichał c e m brows k i

Swoją determinacją chcą udowodnić, że ich życie nie jest nieszczęśliwe – ale czy jako ludzie możemy zaginać rzeczywistość?

Do tekstu posłuchaj: La llorona - Chavela Vargas

kwiecień 22



44

portrety

dwie jaskółki

Czytelniku, nie lubię w życiu ryzykować, ale tutaj się o to pokuszę. Postawię przed Tobą kilka stwierdzeń, z którymi możesz się zgodzić lub całkowicie im zaprzeczyć – wybacz mi, ale muszę dokonać pewnych założeń co do Ciebie. Dlaczego mówię o ryzyku? Ponieważ chciałabym, abyś podzielał moje obserwacje – a mogę się pomylić. Oto pierwsze stanowisko: każdy z nas ma w swoim otoczeniu kogoś »urodzonego pod szczęśliwą gwiazdą« – osobę, której los sprzyja. Zatrzymajmy się na chwilę. Widzisz ją wśród swoich znajomych? Wróć myślami do tych wszystkich historii o wygranych na loterii, odziedziczonych spadkach i zdanych egzaminach (mimo braku jakiegokolwiek przygotowania!). Jestem pewna, że przed oczami masz już wyraźną ludzką sylwetkę – może jest to najbliższa przyjaciółka albo nielubiany pupilek z licealnej klasy? Ta »szczęśliwa« osoba mogła temu szczęściu pomagać bardziej lub mniej – podejmować słuszne decyzje, korzystać z nadarzających się okazji, być przygotowaną na różne okoliczności. Jednak zaznaczmy, że zainicjowane działania były reakcją na wydarzenia nie w pełni zależne, na które ta osoba bardzo często nie miała bezpośredniego wpływu. Z tego wynika kolejne sformułowanie: bez względu na to, jak bardzo postać przed Twoimi oczami uważa się za »self-made mana«, za jej sukces odpowiada też środowisko. Na to, czy znajdziemy się w odpowiednim czasie i miejscu, wpływa ogrom czynników – szkoła, w której uzyskaliśmy wykształcenie, nasi rodzice, którzy mają taki, a nie inny stosunek do nas, przyjaciele, którymi się otaczamy i to, jak spędzamy wolne wieczory. Szczęście bardzo często spotykamy przypadkiem – wpadamy na nie w codziennym biegu. To, co my możemy zrobić, to je zauważyć i zaprosić do siebie. W przypadku pecha jest tak samo – tutaj zakładam, że nie spotkałeś się wcześniej z tą kolejną prezentowaną przeze mnie opinią. Przypuszczam, że nie zdarzyło Ci się patrzeć na życie przez pryzmat nieszczęścia. Nie lubimy wspominać porażek i zaprzepaszczonych okazji albo patrzeć na czyjeś (a co dopiero swoje!) życie pod tym kątem. Co mam na myśli stwierdzając, że nieszczęście działa »tak samo« jak szczęście? Nie zawsze jesteśmy odpowiedzialni za pojawienie się pecha w naszym życiu – nawet jakbyśmy dokładali wszelkich starań nie jesteśmy w stanie kontrolować wszystkich zmiennych, które biorą udział w tym układzie. Niektórzy ludzie mają więcej pecha niż inni – zgodzisz się ze mną?

kwiecień 22

Znamy przypadki częściej natrafiające na swojej drodze na przeszkody, które nie zawsze udaje im się przeskoczyć. W życiu towarzyszy im cierpienie, ból i »złe zrządzenie losu« – bardzo często te osoby zdają sobie sprawę ze swojego położenia, ale nie tracą nadziei. Patrzą z uśmiechem w przyszłość, są wsparciem dla najbliższych, tworzą piękne rzeczy. Swoją determinacją chcą udowodnić, że ich życie nie jest nieszczęśliwe – ale czy jako ludzie możemy zaginać rzeczywistość? Oczywiście, jesteśmy kreatorami świata naokoło, tworzymy nowe przedmioty, zjawiska i wszystkie ogólnie pojęte »rzeczy« – przebiega to zarówno fizycznie, materialnie, ale proces twórczy może przejawiać się też poprzez nazywanie. Nadając imię nowemu zjawisku, opisując przedmiot czy dzieląc się swoimi przemyśleniami – słownie lub na papierze – jesteśmy twórcami rzeczywistości. W sytuacjach trudnych możemy mieć tendencję do wybielania (a może zabarwiania?) wydarzeń trudnych, smutnych, bolesnych. Próbujemy poradzić sobie z problemami dnia codziennego, wygładzając je w opisach. Niewątpliwie pokazuje to, że nie tracimy nadziei, ale czy nie próbujemy zaprzeczyć swojej nieszczęśliwości?

»Pomimo długotrwałej choroby czerpię z życia głęboką radość.«

Tak o sobie pisała Frida Kahlo – właściwie Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón – meksykańska malarka słynąca ze swoich autoportretów. Przyszła na świat w 1907 roku, ale za datę swoich urodzin podawała rok 1910, kiedy to w Meksyku wybuchła rewolucja. Całe swoje życie artystka starała się nie tracić nadziei, co widać w powyższym cytacie – jest świadoma choroby i mimo niej uśmiecha się do świata. Zanim zaproszę Cię, Czytelniku, do wgłębienia się w biografię Fridy, muszę powiedzieć, że będziemy wspólnie zastanawiać się nad tym, czy Frida była osobą nieszczęśliwą. W mojej opinii jest ona dobrym przypadkiem do stworzenia na podstawie historii jej życia dowodu anegdotycznego potwierdzającego moje przypuszczenia – niektórzy ludzie są nieszczęśliwi, czyli »tacy, którym nie dopisuje szczęście« (SJP). Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że będzie to tylko dowód


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

anegdotyczny – ryzykuję, nie przeprowadzając pełnych badań. Jednakże mój wybryk nie zmieni statusu anegdot w metodologii badań – przecież jedna jaskółka wiosny nie czyni.

że momentem przełomowym w jej młodości było poznanie ukochanego, wyjazd do szkoły za granicę czy nawet nieprzyjęcie na wymarzone przez Fridę studia medyczne?

Powróćmy więc do Fridy – w przywołanym już cytacie malarka odwołuje się do »długotrwałej choroby«. Historia jej zdrowotnych problemów jest długa i zawiła. W dzieciństwie w wieku 6 lat zachorowała na polio, a w wyniku powikłań jej prawa noga stała się krótsza i cieńsza niż lewa. Nie bez przyczyny mamy w zwyczaju »życzyć zdrowia« najbliższym nam osobom – klasyfikujemy choroby jako przejściowy stan nieszczęśliwości, z którego pragniemy jak najszybciej się wydostać, wyzdrowieć. Niestety, Frida była małym, bezbronnym dzieckiem, kiedy polio zostawiło ją z brzemieniem, które musiała nosić do końca życia.W 1925 roku 18-letnia Frida została ranna w wypadku samochodowym. Była pasażerką w autobusie, w który wjechał tramwaj. Obrażenia były poważne – zmiażdżona miednica, uszkodzony kręgosłup, połamana noga, obojczyk i żebra.

Ukochany – w życiu Meksykanki przyszedł czas na miłość i idące za tym małżeństwo. Gdy Frida zaczęła być znów samodzielna po wypadku, pokazała swoje obrazy malarzowi Diego Riverze. Zarówno prace, jak i ich autorka zafascynowały artystę i finalnie zaprowadziły ich na ślubny kobierzec. Wyobraźmy to sobie: skromna uroczystość, Frida w długiej spódnicy i eleganckiej bluzce pod rękę z odświętnie ubranym Diego wychodzą powitać najbliższą rodzinę – jednak wszyscy zaproszeni widzą, że para wygląda dość ekscentrycznie. »Małżeństwo słonia i gołębicy« – podsumowała matka panny młodej.

»To była dziwna kolizja. Nie gwałtowna, raczej milcząca, powolna i skrzywdziła wszystkich. Mnie najbardziej.«

Wypadek Fridy bez wątpienia był momentem przełomowym w jej życiu. To w czasie rekonwalescencji zaczęła malować, uciekać w świat pędzli i barw, przenosząc na płótna to, co znała najlepiej – siebie. Każdy z jej obrazów jest naznaczony cierpieniem, który był skutkiem tego nieszczęśliwego wydarzenia. Młoda kobieta z pasją i zaangażowaniem oddała się malarstwu, przyjmując je jako swoją nową ścieżkę – z powodu wypadku musiała zrezygnować z pójścia na uniwersytet. Czy Frida miała wpływ na wypadek drogowy? Źródła podają, że początkowo chciała wsiąść w inny autobus, ale wróciła się po zostawioną parasolkę. Możemy zastanawiać się, czy, gdyby pojechała wcześniejszym kursem, do wypadku by nie doszło. Decyzja o wejściu do tego nieszczęśliwego autobusu została przez nią podjęta, ale nie mamy żadnej gwarancji, czy zmiana tego czynnika pozwoliłaby jej uniknąć spotkania z nieszczęściem. Jednakże, czy w biografii słynnej malarki nie wolelibyśmy usłyszeć,

Chcielibyśmy usłyszeć, że nasza bohaterka miała udany związek, że była w relacji, dzięki której rozwijała się niczym kwiaty w wianku na jej głowie, a jej życie miłosne było barwne jak noszone przez nią tradycyjne meksykańskie spódnice. Trzeba przyznać, że idąc przez życie za rękę z Diego stworzyła swoje najsłynniejsze obrazy – m.in. »Dwie Fridy« i »Frida i Diego Rivera«. To z Diego odwiedziła Stany Zjednoczone, w których potem, w 1938 roku, miała swoją pierwszą indywidualną wystawę. Nie można również zapomnieć, że małżeństwo z już wtedy znanym malarzem ułatwiło Fridzie wejście w środowisko artystyczne. Po wystawie w USA malarka prezentowała swoje obrazy w Paryżu i po obu wernisażach dzieła malarki znalazły nowych właścicieli. Wydaje się, że nie mogła lepiej trafić, przyjmując obrączkę od Rivery. Niestety, ich małżeństwo było bogate również w nieszczęścia, z których wiele, na domiar złego, nosiło imiona – mam na myśli kochanki i kochanków, którzy pojawiali się tak w życiu Diego, jak i Fridy. Wśród nazwisk pojawiających się jako bohaterowie zdrad artystki możemy znaleźć Lwa Trockiego – do poznania doszło w partii komunistycznej. Rosjanin wraz z małżonką przyjechali do Meksyku na zaproszenie prezydenta. W nawiązaniu romansu Trockiemu i Fridzie pomógł fakt, że ich małżonkowie nie znali języka angielskiego. Diego też ma na swoim koncie relacje ze znaczącymi osobami – jedną z jego kochanek została młodsza siostra jego żony.Były też i nieszczęścia, które nie zdążyły otrzymać imion – małżeństwo wielokrotnie starało się o dziecko, ale Frida trzy

45


46

portrety

Źródła: Cytaty Fridy Kahlo quotepark.com/pl/ autorzy/frida-kahlo/ (dostęp 16.02.2022r.) Informacje o malarce pl.wikipedia.org/wiki/ Frida_Kahlo (dostęp 16.02.2022r.) Fundacja Niezła Sztuka niezlasztuka.net/ timeline/frida-kahlo/ (dostęp 16.02.2022r.) Piotr Bejrowski, Frida Kahlo - życie, sztuka i rewolucja, serwis historyczny Histmag.org, histmag.org/Frida-Kahlo-zycie-sztuka-i-re-

dwie jaskółki

razy straciła ciążę i para nigdy nie doczekała się potomka. Trzeci przypadek był najbardziej dramatyczny. Frida była wtedy z Diego w Ameryce, w Detroit – to tam trafiła do szpitala, w którym poroniła. Głęboko wstrząśnięta w 1932 roku stworzyła obraz »Szpital Henry’ego Forda« pokazujący cierpienie związane z utratą perspektyw na zostanie matką.Relacja artystów była bardzo burzliwa. Zarówno zdrady, jak i poronienia możemy sklasyfikować jako nieszczęścia. Punktem kulminacyjnym w ich małżeństwie był rozwód, który para wzięła po 10 latach związku. Frida namalowała wtedy »Autoportret z naszyjnikiem z cierni i kolibrem« – przelała na płótno emocje związane z tym wydarzeniem. Oddzielne życie trwało niespełna rok – zdecydowali, że chcą żyć dalej razem i ponownie wzięli ślub w 1940 roku. Razem zostali już do końca, czyli do śmierci Fridy.

wolucja-23414 (dostęp 16.02.2022r.) Jakub Rybski, Autoportret Fridy sprzedany za rekordową sumę ponad 143 mln złotych, National Geographic Polska, national-geographic.pl/artykul/ autoportret-fridy-kahlosprzedany-za-rekordowa-sume-ponad-143-mln-zlotych-211117124031 (dostęp 16.02.2022r.)

Jak bumerang wraca do nas temat zdrowia Fridy. Przypomnijmy listę nieszczęść: polio, krótsza jedna noga, wypadek drogowy, niemożność posiadania dzieci – podążając dalej z biografią Fridy, dopiszemy tutaj kolejne punkty. Kobieta przeszła liczne operacje kręgosłupa przez co kilka miesięcy jeździła na wózku inwalidzkim. Musiała również poddać się amputacji nogi – jednak nawet wtedy chciała widzieć rzeczywistość w jasnych barwach i patrzeć na świat z lotu ptaka.

Obrazy Fridy: artsandculture.google. com/?hl=pl (dostęp 28.02.2022r.)

kwiecień 22

›› 11 lutego 1954 roku. 6 miesięcy temu amputowano mi prawą nogę i wydaje mi się, jakbym przeszła przez wieki tortur i prawie straciła rozum. Wciąż chcę się zabić. Diego przekonuje mnie, że będzie mu mnie brakowało. Powiedział mi to i wierzę mu. Ale nigdy w życiu nie cierpiałam bardziej. Poczekam jeszcze trochę [karta 143].‹‹.

Czy jest coś bardziej świadczącego o poczuciu nieszczęścia w życiu niż takie przemyślenia? Tak jasne zakomunikowanie, że pragnie się skończyć swoje życie? Patrząc na oczy pięknej Meksykanki, na rozpoznawalną na całym świecie monobrew, wielki wianek barwnych kwiatów i energetyzujące połączenie karminowej czerwieni i głębokiej zieleni, możemy nie zauważyć tych wszystkich nieszczęść kryjących się w jej biografii. Frida w swoim życiu spotkała mnóstwo trudności, które chciała pokonywać z uśmiechem na ustach – jednak nieustannie towarzyszący ból uwieczniony na każdym autoportrecie Fridy nigdy nie zostanie zapomniany.

››Stopy – po cóż mi one, skoro Ostatni obraz Fridy nie był jej autoportretem. Może pod koniec życia nie znała siebie już tak dobrze jak wcześniej, a może nie chciała malować kolejnego portretu przepełnionego nieszczęściem? »Viva La Vida« – Niech żyje życie – wydaje Frida miała tylko jedną indywidualną wystawę się być idealnym zwieńczeniem życia artystki, w Meksyku w 1953 roku – jej stan zdrowia już która starała się zachować uśmiech, naginając wtedy był bardzo zły. Śmierć nadeszła rok późdołującą rzeczywistość. Dlaczego bohaterami niej – jako oficjalny powód podawany jest zator obrazu zostały arbuzy? Czy miały one przywołypłucny, ale podejrzewa się, że mogło dojść do wać na myśl lato, beztroskę i, zgodnie z tytułem, celowego (bądź nie) przedawkowania silnych celebrować życie? leków. W swoim pamiętniku pisała: mam skrzydła i mogę latać?‹‹.


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

Czytelniku, pod koniec tego tekstu wypada powrócić do pytania z początku: czy możemy stwierdzić, że życie meksykańskiej malarki Fridy Kahlo było nieszczęśliwe? W mojej opinii – tak. Od początku do końca artystka musiała mierzyć się z ogromem trudnych i bolesnych wydarzeń, które z pasją i talentem przelewała na płótna. Zdaję sobie sprawę, że przedstawiona przeze mnie historia jej życia i jest niepełna – mogę liczyć, że Cię zainspirowałam do wgłębienia się w nią bardziej. Na koniec mam dla Ciebie ostatnie stwierdzenie: Frida Kahlo sprawiła, że nawet arbuzy potrafią być smutne. Zgodzisz się?

››Viva la Vida‹‹ - Frida Kahlo

47


48

portrety

dwie jaskółki

O miłości słów kilka

rozmawiała: nata l ia k r ę że l ilustracje: a l ek sa ndra drac z

Do tekstu posłuchaj: Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał - Artur Rojek

kwiecień 22


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

Cyklamen – symbolizuje koniec trwałych uczuć, relacji Żonkil – jest to symbol nowego początku, odrodzenia Irys – może być symbolem energii, siły, odwagi Konwalia – oznacza subtelność i delikatność Lotos – jest symbolem czystości i delikatności Kaktus – symbolizuje złe zamiary, groźby

Wielu z nas wiosna kojarzy się z miłością, ale też różnorodnością. Wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca obserwujemy rozkwit setek roślin. Są one przeróżnych barw i kształtów. To, że możemy być świadkami tego, jak cała przyroda budzi się do życia, rozkwita i trwa w harmonii z resztą świata przez kolejne miesiące, jest niesamowite. Zauważmy jednak, że ludzkie życie jest procesem bardzo podobnym. Rodzimy się, rozwijamy, żyjemy w świecie pełnym ludzi i staramy się być z nimi w zgodzie – czasami wychodzi nam to lepiej, czasami gorzej, ale nie jesteśmy w stanie funkcjonować całkowicie odcinając się od innych. Nauczyliśmy się, że aby przeżyć, należy zaakceptować to, jak różni jesteśmy oraz to, że wcale nie stwarza to barier między nami. Ta potrzeba, aby mieć kogoś bliskiego sprawiła, że

49

zaczęliśmy łączyć się w pary. I tak jak kwiaty, które połączone odpowiednio tworzą piękne bukiety, tak ludzie dobrze dobrani tworzą piękne związki, w których zamiast powoli usychać i oczekiwać na swój koniec, z dnia na dzień coraz bardziej rozkwitają i odnajdują w sobie nowe barwy. W przyrodzie jednak nie każde połączenie się sprawdzi. Cyklameny i żonkile?! Konwalie i irysy?! Lotosy i kaktusy?! Są takie pary, które w żaden sposób do siebie nie pasują. Czy to oznacza, że również ludzie stanowiący swoje przeciwieństwa nie są w stanie stworzyć relacji dobrej i budującej? Postanowiłam zapytać o to osoby, którym już udało się stworzyć długie i szczęśliwe związki.

rozmowa z przedstawicielką »pokolenia x«

Jak długo jesteście razem i czy była to miłość od pierwszego wejrzenia, czy raczej musieliście odbyć długą i wyboistą drogę, zanim zrozumieliście, że to jest właśnie to? No, długo jesteśmy razem, już 25 lat. To nie była ani pierwsza miłość, ani miłość od pierwszego wejrzenia. Trochę mi zajęło, żeby zrozumieć, że to jest to, ale nie wiem ile, nie pamiętam już.

Czy kiedy się poznaliście, spodziewałaś się, że tak to się rozwinie? Kiedy się poznaliśmy, absolutnie nie spodziewałam się, że zostaniemy małżeństwem. Poza tym byłam bardzo młoda i takie rzeczy jeszcze mnie nie interesowały. Ja miałam wtedy dopiero 17 lat, a on 21.

Czy stanowicie całkowite przeciwieństwa, czy raczej jesteście do siebie podobni? Jesteśmy zdecydowanie przeciwieństwami, w każdej możliwej kwestii. Jakie cechy najbardziej Was różnią? Mamy zupełnie inne upodobania, inaczej chcemy spędzać wolny czas. On jest domatorem, a ja nie, jest też na pewno mniej towarzyski niż ja. Sama nie wiem… On jest bardzo ner-


50

portrety

wowy, a ja nie aż tak bardzo i on bardzo przejmuje się błahymi rzeczami, a ja uważam, że czasami trzeba trochę odpuścić i zadbać o swoje zdrowie psychiczne, żeby się nie wykończyć. Muszę jeszcze dodać, że z czasem się trochę dotarliśmy i doszliśmy do pewnych kompromisów, które spowodowały, że żyje się nam dobrze i akceptujemy się ze wszystkimi naszymi rozbieżnościami i innymi punktami widzenia. Czy te różnice wpływają w jakiś sposób na Wasze życie codzienne? Na pewno wpływa to na nasze życie codzienne. Jest przede wszystkim ciekawiej i nie ma nudy. Czasem on mnie czegoś nauczy, a czasem ja go czegoś nauczę, czasem on mi coś pokaże, a czasem ja jemu. W różny sposób widzimy ten sam problem, co powoduje, że łatwiej jest znaleźć jego rozwiązanie. Poza tym dzielimy się obowiązkami, bo każdy lubi robić coś innego: on uwielbia grzebać w ziemi i zajmować się uprawą roślin, a ja tego nienawidzę, ale za to chętnie zajmuję się domem. On lubi mieć wszystko poukładane i uporządkowane. Ja też, ale tylko w pracy. Dlatego to on w domu zajmuje się rachunkami, finansami i tak dalej. Lubimy inne rzeczy, co spowodowało taki naturalny podział ról. Czasem te różnice mnie irytują, na przykład kiedy on włącza muzykę, której nie znoszę, ale to nam nie przeszkadza i wciąż świetnie się dogadujemy. Czy powiedzenie, że »przeciwieństwa się przyciągają« jest prawdziwe? Tak. Dlatego, że gdybyśmy obydwoje byli duszami towarzystwa i imprezowiczami, to pewnie każdy poszedłby w swoją stronę, nie rozumielibyśmy się

dwie jaskółki

i każdy zająłby się swoimi rzeczami. Nie bylibyśmy dla siebie tak interesujący. Jeżeli ktoś jest inny, to jest taki trochę tajemniczy i chce się go poznawać i zobaczyć inny sposób bycia. Będąc takimi samymi, to tak jakbyśmy się już znali od podszewki. Jak ktoś jest bardziej spokojny, a ktoś inny bardziej nerwowy, to ten spokojny może trochę wyciszyć te emocje, potrafi odpuścić kiedy trzeba. Tak, uważam, że przeciwieństwa się przyciągają, pod warunkiem, że istnieje w tym wszystkim zrozumienie dla drugiej strony.

kwiecień 22

Jaki jest przepis na idealny związek? Na pewno trzeba ze sobą rozmawiać, bo czasami chęć przemilczenia problemu sprawia, że tłumimy w sobie emocje, które i tak muszą gdzieś ujść. Najczęściej nieporozumienia wynikają z tego, że ludzie się nie rozumieją. Na przykład ja się złoszczę o coś, a on nawet nie widzi tego, że to może być dla mnie problemem. Trzeba mówić o tym, co nas boli, o co nam chodzi, czego chcemy, a czego nie. Najważniejsza jest rozmowa, wspólne spędzanie czasu ze sobą i takie czułe gesty okazywane na co dzień: przytulenie, uśmiech, miłe słowa. To, że jesteśmy małżeństwem, nie oznacza, że już zawsze będzie dobrze i idealnie. O każdy związek trzeba dbać i pielęgnować go każdego dnia. Nie ma co upierać się przy swoim dla zasady, tylko czasem trzeba odpuścić i przyznać, że nie miało się racji. I przede wszystkim trzeba mieć dla siebie czas: choćby taka chwila przy wspólnym posiłku, zanim każdy odejdzie do swoich spraw. Kobieta powinna dbać o ciepło w rodzinie, a mężczyzna o poczucie bezpieczeństwa. Każdy daje coś od siebie i u nas to się sprawdza. Partner musi wiedzieć, że ma po co wracać do domu, bo ktoś tam na niego czeka.

Czy często się kłócicie? Czy istnieje jakiś »złoty sposób« na pogodzenie się po kłótni? Rzadko się kłócimy, bo obiecaliśmy sobie, że będziemy się starać unikać kłótni przy dzieciach i przez to oczekiwanie, aż one na przykład pójdą spać, emocje opadały i to przeradzało się w rozmowę. Czasem taka kłótnia oczyszcza atmosferę i jest potrzebna. Sposoby na pogodzenie się? To takie drobne gesty – czasem trzeba przyjść i powiedzieć »przepraszam«, a czasem po prostu trzeba się przytulić i problem znika. Nie kłócimy się często, bo akceptujemy swoje wady. Każdy wie, że nie ma ludzi idealnych i trzeba nauczyć się z tym żyć. Bierzesz sobie męża czy żonę ze wszystkimi wadami, zaletami i dziwactwami. Trzeba to za- Czy jest coś, co chciałaakceptować. byś dodać na koniec? Żeby ludzie nie bali się wchodzić Gdybyś spotkała siebie w związki, bo jednak ta druga osoba z przeszłości, a konkretprzy boku zawsze jest potrzebna. nie z początku związku, co Można razem z nią spędzać miło czas, byś sobie powiedziała? można się jej wyżalić i wypłakać. Mając »Idź tą drogą«. Nic bym nie zmieniła tą drugą osobę żyje się dużo łatwiej. i niczego nie żałuję. Najważniejsze nie są pieniądze ani kariera, ale jednak człowiek.


kwiecień 22

dwie jaskółki

Udało mi się też poznać historię przedstawicielki starszego pokolenia, która swojego męża poznała już w wieku piętnastu lat przez całkowity przypadek. Byli sąsiadami, od czasu do czasu paśli razem krowy, a pewnego dnia on został zaproszony do domu przez jej rodziców, ponieważ nie miał kluczy umożliwiających mu otwarcie swojego mieszkania. Wtedy właśnie poznali się lepiej. Nie darzyła go jednak wtedy nadmierną sympatią, był dla niej po prostu chłopakiem z sąsiedztwa. Pomimo różnego wychowania, ogromnych różnic w charakterze i upodobaniach, los cały czas przeplatał ich drogi. On przeprowadzał się w kolejne miejsca, uczyli się w innych szkołach, pracowali w różnych zakładach, mieli rozmaitych partnerów. Zawsze jednak wracali do siebie. Byli jeszcze dziećmi, kiedy się poznali i nie podejrzewali, że już po ośmiu latach zostaną okrzyknięci mężem i żoną. Kłócili się, jak każdy, ale zawsze wiernie trwali przy sobie: w zdrowiu i chorobie, w szczęściu i niedoli. Pomimo że jedno z nich miało charakter wybuchowy, a drugie bardzo spokojny – dogadywali się jak nikt inny, wspólnie starali się pokonywać każde pojawiające się w ich życiu przeszkody i zawsze mogli na siebie liczyć. Tak udało im się przeżyć razem 48 lat.

portrety

51

udany związek jest wspieranie się w każdych podejmowanych działaniach, cieszenie się z sukcesów drugiej połówki, docenianie wszystkich dobrych chwil oraz obserwowanie i rozmowa z partnerem. Bardzo spodobały mi się słowa, które padły podczas naszej rozmowy: »Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie pokłócił się w swojej relacji. Należy brać pod uwagę to, że życie to nie film i zdarzają się w nim problemy«. Myślę że każdy człowiek powinien doświadczyć w swoim życiu takiej relacji jak ta, aby poczuć jak smakuje prawdziwa miłość.

Te, ale też wiele, wiele innych historii pokazuje, że nawet osoby o najbardziej zróżnicowanych charakterach mogą stworzyć udany związek. Są idealnym dowodem na to, że mimo różnic można się dogadać i stworzyć zespół przezwyciężający wspólnie każde trudności. Przeciwieństwa nie tylko się przyciągają, ale też uzupełniają, a świat sam czasami »podrzuca« nam odpowiednie dla nas osoby. Dlatego właśnie nie bójmy się poznawać, próbować, ale przede wszystkim kochać. Nie wmawiajmy sobie, że do kogoś nie pasujemy, albo nie będziemy w stanie żyć z kimś takim jak on. Dajmy sobie szansę, a otworzą się przed nami wspaniałe możliwości. I tak jak kwiaty pozornie do siebie niepasuOstatnimi osobami, z którymi rozmawiałam, była para jące mogą wyglądać razem obłędnie, tak ludzie, którzy na wywodząca się z »generacji Z«. Poznając ich historię by- pierwszy rzut oka do siebie nie pasują, mogą być ze sobą łam w szoku, że tak młodzi ludzie potrafią tak dojrzale szczęśliwi przez długie lata. Pamiętajmy, że bycie z drugą podchodzić do życia oraz do związku. Kiedy się poznali, osobą nie jest oznaką słabości czy poddania się, ale siły. nic nie wskazywało na to, że będzie to miłość na całe życie. W końcu jedna jaskółka jeszcze nie czyni wiosny, ale dwie Szybko jednak okazało się, że to jest właśnie to coś, co już jak najbardziej. trudno nazwać słowami, ale każdy zakochany na pewno rozumie, o co chodzi. Dzisiaj są już ze sobą cztery lata i jak sami mówią, są obszary, w których bardzo się różnią, ale czują, że w jakiś sposób dzięki temu nawzajem się uzupełniają. I chociaż jedno z nich jest ekstrawertykiem, a drugie introwertykiem, to nie odczuwają przez to żadnych trudności w życiu codziennym i planują już wspólną przyszłość. Zwracają uwagę na to, że przeciwieństwa nie tylko mogą się przyciągać, ale też pokazywać sobie nowe rozwiązania i poszerzać wzajemnie swoje horyzonty. Ich receptą na


52

portrety

dwie jaskółki

kwiecień 22

Portret przyjaźni i kilku pięknych osób rozmawiała: z u z a n na s z o t t ilustracje: m a j a z i ó ł ko w s k a

»Ludzie nie pragną nieśmiertelności – podjąłem po chwili. – Nie chcą tylko, po prostu, umierać. Chcą żyć, profesorze Decantor. Chcą czuć ziemię pod nogami, widzieć chmury nad głową, kochać innych ludzi, być z nimi i myśleć o tym. Nic więcej.« – Dzienniki gwiazdowe, Stanisław Lem

Do tekstu posłuchaj: How Big, How Blue, How Beautiful – Florence + The Machine


kwiecień 22

dwie jaskółki

Ostatni śnieg w Bieszczadach topi się powoli, a ja i Tomek rozkładamy w sali konferencyjnej kamerę, krzesło i lampy. Dyskutujemy pospiesznie o pytaniach, spisujemy listę osób, z którymi będziemy rozmawiać. Jest piątek, a ja czuję na sobie ciężar kilku nieprzespanych nocy, paru trudnych rozmów i natłoku własnych myśli. Okazuje się jednak, że jest jedna rada na to, żeby oczyścić głowę ze swoich problemów – posłuchać myśli innych. Dlatego ten trochę niespodziewany dla mnie wywiad nagrany i spisany na podkarpackiej wsi, tak niepozorny w swojej formie i tak ciekawy w treści, pomaga mi spojrzeć nie tylko na swoich znajomych i przyjaciół, ale również siebie, z innej perspektywy. Jaka jest Twoja ulubiona gra z dzieciństwa? M: Podchody. Uwielbiałem razem ze znajomymi z podwórka grać w tę grę – chować się i rysować wskazówki. J: Bawienie się w dorosłą. Ja i moje koleżanki bardzo lubiłyśmy się przebierać, robić sobie makijaże i bawić się w swoje przyszłe zawody. A jako, że ja marzyłam o tym, żeby być piosenkarką, naturalnie wplątało się w to karaoke. A: Lubiłam tę grę w papirusa. Pisało się rzeczy na kartce, składało się ją i wychodziły z tego śmieszne rzeczy. I: Pobite gary. Graliśmy w to tak, że mieliśmy bazę na środku parkingu samochodowego i wszyscy chowaliśmy w jakimś miejscu, a jedna osoba szukała reszty – czyli właściwie to była taka gra w chowanego. Ale zadaniem było powrócić do bazy tak, żeby ta osoba, która szukała, nie zauważyła nas, gdy będziemy biec. A jak dobiegniesz, to krzyczysz: »Pobite gary!«. K: To była zabawa, którą wymyśliłem ze swoim bratem – z kartek budowaliśmy pas startowy, pokój to było lotnisko i ciągle bawiliśmy się samolotami.

portrety

53

G: Chowany. Mam dużo kuzynostwa A: Bardzo duży wpływ miała na w rodzinie i zawsze u babci było pełno mnie w dzieciństwie telewizja. Później szop i jakichś pokręconych miejsc – za- też internet, ale przede wszystkim to wsze dało się gdzieś schować. była właśnie telewizja. Podeszłabym do tego z dwóch stron – po pierwsze MK: Mam dwie, ale jedna była na- bardzo intensywnie chłonęłam wszystprawdę świetna. Moją ulubioną, naj- kie zagraniczne bajki o przyjaźni, gdzie wybitniejszą grą była gra w zbijaka. widziałam wszystkie te lekcje o tym, Opanowałem ją do perfekcji. że warto być empatycznym, dobrym dla innych i ich wspierać. Całą tę naJak wyglądała rozgrywka? ukę o przyjaźni brałam wtedy bardzo MK: Wersja polska, czy amerykań- mocno do serca i zawsze starałam się ska? później o tym pamiętać przy kontaktach z innymi ludźmi. Z drugiej strony, Wersja taka, jak grałeś. moi rodzice mocno starali się mnie Ma: Sześć na sześciu, sześć piłek i do edukować, więc często zamiast bajek upadłego. puszczali mi programy informacyjne. To w pewien sposób rozwinęło moją IK: Bardzo lubiłam grać w chowa- świadomość na temat aktywności obynego. Zawsze wiedziałam, gdzie się watelskiej, tego jak ona jest istotna schować tak, żeby nikt nie mógł mnie dla każdego obywatela, że warto zaznaleźć. To zawsze było zabawnie, gdy wsze interesować się światem dookoła wszyscy wołali już moje imię, a ja by- siebie i starać się czerpać z niego jak łam dosłownie pod ich nosem i nikt najwięcej. nie potrafił mnie znaleźć. I: Myślę, że najważniejszą rzeczą, Jaka jest najważniejsza której nauczyłam się w dzieciństwie rzecz, której nauczyłeś/nato takie koegzystowanie z innymi uczyłaś się w dzieciństwie? ludźmi, które zadowoli obie strony. M: Chyba współpraca? Moje dzie- Na pewno było to też słuchanie inciństwo jest bardzo mocno związane nych, odpowiadanie na ich potrzeby, z harcerstwem. Tam nauczyłem się spędzanie wspólnie czasu. Czego jeszbardzo wielu rzeczy, które teraz są cze nauczyłam się w dzieciństwie? Na dla mnie przydatne w dorosłym ży- pewno dystansu do siebie. Tego, że ciu. Przekazano mi tam też dużo war- warto jest czasem zrobić krok do tyłu tości – jedną z nich jest umiejętność i pomyśleć, że jest tu o wiele więcej współpracy i pracy zespołowej. Przez do życia niż egzamin, praca i tak dalej. współpracę rozumiem tu równą pracę Warto jest czasem popatrzeć na życie wszystkich zaangażowanych osób na z większej perspektywy i zobaczyć, co rzecz tego, żeby wspólnie osiągnąć jest tak naprawdę ważne. pewien wynik. Chodzi właściwie o to, K: Prawdopodobnie to, że całe życie żeby z niczym nie zostać samemu. trzeba się uczyć. I to, że z nauki wyJ: Moi rodzice nauczyli mnie pew- nika szacunek do innych ludzi. ności siebie. A może nie tyle nauczyli, co zbudowali ją we mnie razem z przeG: Rodzice mi zawsze mi wpajali, że konaniem, że jeśli mam coś ważnego najważniejsza jest umiejętność rozdo powiedzenia, to mogę to zawsze mowy, komunikacji – powiedzenia zrobić. Nauczyli mnie też, żeby zawsze tego, co trzeba w odpowiedniej chwili, dotrzymywać raz danego słowa. I to zastanowienia się nad tym chwilę. jest właśnie coś, co chyba najbardziej Ważne jest dla mnie też to opanowanie, zapamiętałam z dzieciństwa – jeśli umiejętność zachowania zimnej krwi. coś obiecujesz, to twoja obietnica jest święta. MK: Tak szczerze? Oprócz unikania piłek podczas gry w zbijaka, na pewno


54

portrety

nauczyłem się, żeby działać niezależnie od tego, co ludzie mówią. Myślę tak dlatego, że bardzo wiele razy ludzie chcieli dla mnie bardzo dobrze albo bardzo źle i żadna z tych grup nie miała do końca racji. Mimo wszystko działałem samodzielnie i nawet jakoś mi się to udawało.

dwie jaskółki

wyznawali te same wartości, mogli znajdować bardzo różne sposoby spędzania wolnego czasu. No i żebyśmy się po prostu super czuli w swoim towarzystwie.

I: Na pewno byłaby to osoba, która jest szczera. Szczera do bólu. Myślę tak mimo tego, że często trzeba byłoby mi IK: W dzieciństwie nauczyłam się pewnie powiedzieć rzeczy, których nie przede wszystkim odpowiedzialno- chcę usłyszeć. To jest też taka osoba, ści. Oraz tego, jak ważna jest lojalność która lubi się bawić, lubi wyjść do luwobec innych ludzi. Nauczyłam się też dzi, lubi spędzać czas razem z innymi. tego, że zaufanie do podstawa każdej Na pewno byłaby to też osoba, która słucha tego, co mówię, słucha moich relacji międzyludzkiej. potrzeb – myślę, że to jest absolutnie Jak opisałbyś/opisałabyś najważniejsza kwestia. swojego idealnego przyjaciela lub przyjaciółkę? K: Idealny przyjaciel to taka osoba, M: Przyjaciel lub przyjaciółka po- która niekoniecznie jest z nami zawsze winien być przede wszystkim bratnią w momentach radości, ale zawsze jest duszą drugiego człowieka. Taką, przy w momentach słabości. I jednocześnie której czujesz się swobodnie i której jest to osoba, która tego samego oczemożesz powierzyć swoje tajemnice. kuje od nas. Dlatego w tej relacji ważne Taką, przy której nie czujesz się na jest to, żeby ona polegała na zasadzie tym świecie sam i jest dla ciebie dużą wzajemności. Że zawsze pomagamy sobie wtedy, kiedy tego potrzebujemy. podporą. Ważna jest dla mnie też ta bezintereJ: Idealną dla mnie osobą przyja- sowność w relacji. cielską byłaby taka, która nie jest taka sama jak ja. Są między nami różnice, G: Idealny przyjaciel powinien być ale to są takie różnice, które nas uzu- przede wszystkim lojalny, szczery. pełniają. Bardzo bym chciała, żeby ta Powinien mieć podobny vibe i odpoosoba zawsze była w stanie zwrócić wiednie poczucie humoru. Powinien mi uwagę, gdy zachowuję się nieodpo- też mieć podobne zdanie na wiele tewiednio. To jest bardzo trudne i wydaje matów. mi się, że jest to taka niewdzięczna rola przyjaciela. Ważne w przyjaźni MK: Zadałbym to pytanie inaczej: jest dla mnie też priorytetyzowanie jacy powinni być najlepsi przyjaciele? siebie w odpowiednich momentach. Powinni to być ludzie, którzy się abTo znaczy, że nie zawsze musimy być solutnie niczego nie boją i niczego nie na swoim pierwszym miejscu, ale gdy wstydzą. I to jest jedyna cecha, jaką sytuacja tego wymaga, to wiemy, że powinna mieć najlepsza przyjaźń. możemy na siebie liczyć. IK: Najlepszy przyjaciel lub przyjaA: Myślę, że moim idealnym przy- ciółka powinna być przede wszystkim jacielem byłaby osoba, która mnie po lojalna. Powinna to być osoba zaufana prostu bardzo dobrze zna. To mi się i otwarta, otwarta na mnie. Z drugiej wydaje najważniejsze. I jeśli miałabym strony nie chciałabym nigdy, żeby jakikolwiek problem, to nie patrzyłaby przyjaźń była jednostronna w jakina niego przez swój własny pryzmat, kolwiek sposób. Przyjaźń nie uda się tylko analizowałaby to, co jest w zgo- bez zaangażowania obu stron – jeśli dzie ze mną i tym, co ja mogę czuć. obie strony rozumieją się nawzajem, to Podstawą też jest dla mnie to, żeby- wtedy jesteśmy w stanie zbudować coś śmy mieli wspólne poczucie humoru, ważnego i naprawdę wartościowego.

kwiecień 22

A czym jest dla ciebie ta lojalność? IK: Lojalność to przede wszystkim takie uczucie, że zawsze ta osoba gdzieś tam jest. Zawsze, jeśli powinie mi się noga, to mam się do kogo zwrócić. Nawet, jeśli moje wybory nie były do końca dobre albo wartościowe, to wiem, że zawsze ta osoba jest gotowa mi pomóc. Co dla Ciebie znaczy: być Polakiem/Polką? M: To znaczy utożsamiać się, nie tyle z jakimiś wartościami, co z zasadami życia, którymi kierują się inny rówieśnicy z twojego kraju. Taka jakby wspólnota? Być Polakiem to być w takiej wspólnocie. To takie miejsce, w którym rozumiesz cały kontekst kulturowy, rozumiesz wszystkie żarty. Chyba właśnie to najbardziej lubię w byciu Polakiem – że nieważne kogo spotkasz z tego kraju, zawsze odnajdziecie wspólny język i zawsze znajdziecie coś, co was łączy. J: Być Polką to dla mnie ciężka praca. Jest tak dlatego, że bardzo kocham mój kraj – kocham Polskę, kocham ludzi, którzy w niej mieszkają. Uważam, że łączy nas rozumienie historii i pewnych trudności życiowych, które są unikalne dla naszego regionu. Są jednak w nas, Polakach, też wady. Dlatego myślę, że każdy dzień mojej pracy to jest droga, żeby ten kraj był odbierany lepiej i był po prostu lepszy. A: Dla mnie bycie Polką oznacza poczucie przynależności do polskiej kultury przede wszystkim i rozumienie kontekstów historycznych oraz kulturowych, których mieszkańcy żadnego innego kraju nie rozumieją. To właśnie jest dla mnie najważniejsze w byciu Polką – że mam coś swojego, coś wyjątkowego, czego inne kultury nie mają. Ta inność, alternatywność, szczególnie tej współczesnej kultury jest dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym.


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

I: Być Polką to być osobą świadomą historii swojej i całej Europy Wschodniej. Jest to też świadomość pewnych tendencji, które są w naszym społeczeństwie – często również antagonistycznych i takich, z których wiele osób nie jest dumnych. Jest to też uświadamianie innych, że Polacy to nie jest jedna masa, która jest ogólnikowo, negatywnie definiowana. Jesteśmy różni, a może nawet jesteśmy zupełnie odmienni niż to, jacy nam się wmawia, że jesteśmy.

w tej Polsce jestem. Mógłbym mieszkać w innym kraju, ale tu już nie ma wyjścia – coś się zaczęło i tego się już nie da zmieniać. Mógłbym mieszkać kilka lat we Włoszech, kilka lat w Stanach, ale dalej będę Polakiem. IK: Bycie Polką oznacza bycie odważną obywatelką. Oznacza kierowanie się wartościami, które są zawarte w naszej konstytucji. Bardzo ważne w tym kontekście jest okazywanie szacunku innym ludziom i nacjom. Z jednej strony oznacza to, że jestem Polką, z drugiej, Europejką, a z trzeciej – obywatelką świata. Polska nie jest samotną wyspą pośród morza państw – jesteśmy państwem członkowskim Unii Europejskiej. Dlatego ten szacunek jest dla mnie tak istotny – najważniejsze jest to, że wszyscy jesteśmy równi.

K: Żyjemy w czasach, w których o wiele trudniej jest się zidentyfikować z polskością. Ja osobiście czuję się zdecydowanie bardziej zidentyfikowany ze swoim rodzinnym miastem oraz z Warszawą, w której mieszkam od dwóch lat. Czuję się również połączony ze wspólnotą narodów, które mieszkają w Europie. A Polska to na pewno wspólnota ludzi, którzy ze mną wymieniają pewne przyzwyczajenia Jaka wartość jest dla Ciebie – na przykład traktowanie wolności w życiu najważniejsza? jako coś, co jest nam dane na zawsze. M: Wartości, które są dla mnie najważniejsze to przyjaźń i miłość. G: Co dla mnie znaczy być Pola- Uważam, że jestem osobą, która jest kiem? Trudne pytanie. Na pewno stwarzana przez innych ludzi, bo mogę powiedzieć, że jestem szczerze potrzebuje ich, żeby dobrze funkdumny z bycia Polakiem. Mamy piękną cjonować. Po prostu czuję się dobrze, historię, którą warto znać. Cenię też gdy mam przy sobie innych ludzi lub sobie polskie wartości, które wpajali chociaż innego człowieka. Uważam, mi rodzice – przede wszystkim to, że właśnie to jest wielka wartość, żeby być dobrym dla innych, bo do- ponieważ pozwala mi ona na funkbro zawsze wraca. To również bycie cjonowanie, na życie. Jest takim wyszczerym. znacznikiem w moim życiu, który jest niezwykle ważny. MK: Zastanawiałem się nad tym i wydaje mi się, że bycie Polakiem to J: Trzy wartości rewolucji francujest po prostu emocjonalny rollerco- skiej: wolność, równość, braterstwo. aster. Problem polega na tym, że za- Ale jeżeli miałabym wybrać jedno, to wsze uczono mnie, że bycie Polakiem byłoby to właśnie braterstwo. Jest tak, nic nie znaczy. I mnóstwo osób, które ponieważ ja osobiście mam dwójkę tak naturalnie powinny uczuć mnie braci i myślę, że nasza relacja obrapatriotyzmu, wcale tego nie zrobiły. zuje to, jak chciałabym, żeby wyglądał A potem nagle okazywało się, że to świat. To znaczy, że trochę jesteśmy tak naprawdę przychodzi samo po na siebie skazani, ale przez to też rowielu latach życia. Tego człowiek się zumiemy odpowiedzialność, która na po prostu uczy – i okazuje się, że na- nas spada. Jesteśmy odpowiedzialni gle można na pewne historie patrzeć za to, żeby pomagać sobie nawzajem, inaczej. Również na to, że można sa- wspierać się, rozumieć i zawsze do siememu sobie powiedzieć, że w Polsce bie wracać. Nawet mimo wszystkich dzieje się wiele złych rzeczy, a ja nadal problemów w komunikacji. I gdyby tak

55


56

portrety

działali ludzie – bo my też jesteśmy na siebie w pewien sposób skazani – to żyłoby nam się lepiej.

I: Myślę, że dla mnie taką wartością jest – jako dla osoby, która żyje w społeczeństwie i dużo podróżuje – zasada równości. Ważne jest postrzeganie A: Myślę, że dla mnie najważniej- wszystkich tak samo i rozumienie, szą wartością jest niezależność. To jest że wszyscy są tak samo wartościowi coś, o czym myślałam wielokrotnie. i mają wiele rzeczy do powiedzenia Chodzi o to poczucie, że mogę sama o sobie oraz swoich poglądach. Przydecydować o sobie i sama kontroluję świeca mi myśl, że każdy jest inny, ale swój czas, swoje emocje, swoje relacje tak naprawdę każdy jest równy i trzeba z ludźmi. To sprawia, że czuję, że mam to szanować. swobodę i motywację w działaniu, bo K: Prawdopodobnie najważniejszą wiele rzeczy zależy ode mnie. Dzięki temu, że mogę wszystko kontrolować wartością dla mnie jest szacunek do – chociaż wiadomo, że nie tak całkiem innych ludzi. Wiem, że jeżeli nie każdy wszystko – to niezależność daje mi będzie miał zapewnione to, czego poswobodę twórczą i kreatywność. A to trzebuje i ja sam nie pomogę innym, też są dla mnie bardzo ważne wartości. to nie będę w pełni spełnioną osobą.

dwie jaskółki

kwiecień 22

G: Dla mnie najważniejszą wartością jest wolność. To jest tak naprawdę pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy słyszę to pytanie. To może być szeroko rozumiane, ale gdy człowiek czuje się wolny, może robić rzeczy, na które ma ochotę – i w tym samym czasie nie krzywdzić innych – jest wtedy szczęśliwy. Z wolności wynika szczęście, spokój ducha i wiele innych pozytywnych rzeczy. MK: Wydaje mi się, że wybrałbym determinację. Wybrałbym ją ze względu na to, że to jest dla mnie bardzo osobiste. Niestety wydaje mi się, że niezbyt wiele będę mógł osiągnąć. Nikt z nas zbyt wiele nie osiąga, ale najgorsze jest to, że wiele osób sobie


kwiecień 22

portrety

dwie jaskółki

tego nie uświadamia. Świadomość tego, że coś trzeba robić, że trzeba być zapamiętanym z jakiegoś powodu – nieważne jakiego – sprawia, że mam determinację do działania. Że coś robię, a nie po prostu stoję i zatrzymuję się na tym, co jest. Próbuję sprawić, żeby każdego następnego dnia było na tym świecie coś więcej. Jakiś dodatek, kolejny fragment tej naszej budowli. Tak, żeby na końcu móc powiedzieć, że ta budowla w ogóle jakkolwiek stanęła. Żeby coś zostawić po sobie po śmierci.

IK: Najważniejsze jest dla mnie zaufanie i lojalność. To są wartości, które są dla mnie najważniejsze i których zawsze poszukuje w ludziach. Przede wszystkim dlatego, że to są rzeczy, które często trudno znaleźć w człowieku – bywają bardzo powierzchowne, a jednocześnie są głęboko ukryte. Nie zawsze udaje nam się znaleźć lojalność i poczucie zaufania w drugim człowieku. Dlatego wierzę, że trzeba spędzić z drugim człowiekiem więcej czasu, przekonać się do

57

siebie i zobaczyć, czy rzeczywiście ten ktoś zasługuje na moje własne zaufanie i lojalność oraz czy ja zasługuję na zaufanie i lojalność tej drugiej osoby. Specjalnie podziękowania dla Tomka, który dzielnie towarzyszył mi podczas tych rozmów i okazał się być doskonałym dyrektorem kreatywnym.


58

portrety

dwie jaskółki

kwiecień 22

Łagodne dźwięki z Rotterdamu – Elijah Waters i »Arranged Escape« tekst: m a rt y na pi sa rc zy k ilustracje: jul ka c zajka

Elijah Waters to nazwisko jeszcze mało znane poza holenderską sceną muzyczną, choć piosenkarz-producent aktywnie tworzy od 2016 roku. Młody muzyk z Rotterdamu ma wiele do przekazania światu, a w jego dyskografii znajdziemy cały przekrój brzmień od trapu aż po łagodnie brzmiący hip-hop i kawałki z elementami soulu i bluesa. Jego osoba to kolejny młody talent, której twórczość bez dwóch zdań zasługuje na dłużej niż tylko chwilę naszej uwagi.

Do artykułu posłuchaj: Elijah Waters - Lose Control



60

portrety

Elijah Waters to pseudonim Yannicka Witvoeta. W wieku 15 lat zaczął interesować się rapem. Potem odkrył, że studio nagraniowe jest jego drugim domem. Teraz produkuje, nagrywa i miksuje, będąc jednocześnie członkiem kolektywu artystycznego Green Cabin z siedzibą w Rotterdamie. Dwudziestotrzyletni holenderski muzyk parę lat temu zdecydował się na tworzenie, ponieważ chciał zostać usłyszany i inspirować innych. Od tego czasu teksty pisane w języku angielskim służą mu jako medium, aby sięgnąć do jeszcze szerszej publiki.

dwie jaskółki

Utwory muzycznie angażują słuchacza przez zróżnicowaną mieszankę wielu dźwięków momentami nawet nieprzyjemnych, ale wpisujących się w całokształt płyty. Płynnie śpiewana czy rapowana strona liryczna przeplata się się z melodiami tworzącymi tło. Elektroniczne piski łączą się z wibracjami basowych strun w in the back of my head, a Lose Control jest naszpikowane uderzeniami i zgrzytami przesterowanego nagrania głosu.

kwiecień 22

Cold Case równie brutalnie uderza w narząd słuchu jednostajnym perkusyjnym rytmem, na który nakłada się delikatny wokal Elijah i wersy bazujące na strukturze dialogu. Monotonny beat znika momentami, aby ustąpić miejsca kontrastująco delikatnemu pianinu.

W porównaniu do poprzednich krążków ten jest bardziej zgaszony. Brakuje na łamach tej płyty energii, jaka wyraźnie wybijała się na pierwszy Początek Enticing również wibruje plan w poprzednich – ten wydaje się w uszach niskimi dźwiękami basu być mniej zaplanowany i przemyślany, i drażni bębenki słuchacza ostrym a bardziej eksperymentalny, jak gdyby W wywiadzie z EQUATE Magazine po- dźwiękiem drum kicku. Następnie Elijah testował nowe brzmienia. Jest dzielił się z czytelnikami tym, że za- przeszywające tony łagodnieją i zo- dość krótki, więc trudne jest wyłuskawsze znajdował się w otoczeniu muzyki, stają zapętlone. W efekcie utwór brzmi nie z niego konkretnego kierunku oba pokaźna kolekcja płyt jego ojca się wręcz leniwie i usypiająco. ranego przez Elijahę. znacznie przyczyniła do poszerzenia jego horyzontów. Artysta podał Big L, Notorious BIG, Jamesa Browna czy Nie da się nie zauważyć, że temat W Arranged Escape podoba mi się Otisa Reddinga jako autorów utworów, zdrowia psychicznego to główny wą- jednostajność, w którą wpada się, słuktórzy towarzyszyli mu, gdy dorastał. tek przebijający się przez Arranged chając ich. Skutkiem faktu, że dźwięki Później wciągnął go jazz i wszystkie Escape. Elijah wielokrotnie nawiązuje często są zapętlone i utwory opierają inne gatunki z fonograficznego świata. do obniżonego nastroju, stanów depre- się na miarowych uderzeniach w persyjnych, toksycznych relacji bądź lęku kusję jest efekt indyferencji. W konsespołecznego. kwencji, odsłuchując garstkę utworów, Arranged Escape, choć dość krótkie, można odnieść wrażenie, że trwają one bowiem zawiera w sobie jedynie osiem dłużej niż w rzeczywistości i jest to utworów, wyzwala podczas słuchania W kilku zaledwie zwrotkach Cold pierwszy raz, kiedy mogę powiedzieć, wiele emocji i doznań słuchowych. Case został zawarty obraz wycofania że album przyjemnie się dłuży. Wydaje Dzięki eksperymentalnemu połącze- z życia społecznego, samotności i chęć się, że po części wpędzenie słuchacza niu dźwięków delikatnych i gryzących wyrwania się z letargu. Sposób, w jaki w stagnację mogło być zamysłem tego oraz łagodnego głosu artysty powstał wypowiadane są słowa, można opisać albumu. krążek ciekawy i złożony muzycznie. jako pozbawiony emocji tudzież obojętny, mimo że puentą jest właśnie potrzeba wyrwania się z pętli marazmu. Do przesłuchania Arranged Escape Lirycznie można znaleźć tutaj głęboką Kolejne linijki zaczynają się od słów i dalszej eksploracji holenderskiej wrażliwość. Narracja bywa iście pa- (It’s been a while...): sceny muzycznej zachęcam nie tylko miętnikarska i taka właśnie – szczera tych, którzy chcą zabłysnąć przed i prosta – najskuteczniej przemawia znajomymi tym, jak bardzo niszowych do duszy. Słuchając opowieści Elijah, artystów słuchają, lecz każdego, kto Minęło trochę czasu, od jesteśmy zasypywani monologami wypotrzebuje autentyczności popartej kiedy zabrałem głos powiedzianymi w pośpiechu, często na dodatkowo profesjonalnym wykonajednym tchu lub dialogami zawierająniem i zapałem do tworzenia. cymi prośby kierowane być może do Minęło trochę czasu, od kogoś bliskiego, słuchacza lub samego śpiewającego podmiotu lirycznego. kiedy się spotkaliśmy

Minęło trochę czasu, odkąd się obudziłem


optyka


62

optyka

dwie jaskółki

kwiecień 22

»Tak oto, proszę ja was, sami sprowadzamy na siebie potępienie – ignorując głos, który błaga, abyśmy przestali. Abyśmy przestali, dopóki jeszcze jest czas« – Przebudzenie, Stephen King

tekst: wer a jelonek ilustracje: v ic t or i a fr ec h et

Czy wystarczy tylko spojrzeć w górę? Do artykułu posłuchaj: Ariana Grande, Kidi Cudi - Just look up



64

optyka

dwie jaskółki

Wiosna. Dłuższe, cieplejsze dni, prawdopodobnie więcej ochoty, okazji oraz motywacji do wychodzenia z domu, odżywająca po zimie przyroda, którą możemy się codziennie cieszyć… Czy na pewno? Wydaje się, że niedługo możemy mieć problem z docenieniem tego, co daje nam Matka Natura, mając na uwadze grożącą ludzkości katastrofę klimatyczną. Chociaż premiera filmu »Nie patrz w górę« miała miejsce już jakiś czas temu, bo pod koniec 2021 roku, przedstawiona tam problematyka wciąż jak najbardziej jest aktualna (o ile nawet nie coraz bardziej). Podczas premiery filmu na Netflixie, w Krakowie na wiatach przystanków zauważyłam wyjątkowe reklamy, promujące produkcję reżyserii Adama McKay’a. Plakaty były stosunkowo minimalistyczne, ale i tak wystarczająco przykuwały uwagę. Na biało-kremowym tle pogrubioną czcionką wielkimi literami widniało hasło-pytanie »a co powiesz na koniec świata?« (w artykule umieszczonym w sieci znalazłam informację, że innymi hasłami były również »yolo« oraz »było całkiem miło«). Przyglądając się samemu środkowi napisu, można było ujrzeć objętą płomieniami kulę, przypominającą na pierwszy rzut oka Ziemię. Intrygujący i dość niepokojący widok.

kwiecień 22

przeszkodzie uzyskania cennych minerałów, które na niej się znajdują. Dwójka głównych bohaterów stara się więc na własną rękę szerzyć informacje o zagrożeniu… Nie zamierzam zagłębiać się w dalszą analizę filmu pod względem scenariusza, a tym bardziej oceniać gry aktorskiej czy wykonania, ponieważ według mnie najważniejsze jest przesłanie produkcji i możliwość jej różnych interpretacji. Jednym z problemów współczesnego świata, które można podpiąć pod tematykę bagatelizowanego zagrożenia oraz bycia niewystarczająco poważnie traktowanym, jest globalne ocieplenie.

Motyw zagrażającej światu katastrofy klimatycznej pojawia się, na szczęście, w przestrzeni publicznej coraz częściej na szerszą skalę. W październiku 2021 roku został zamontowany w Polsce już drugi zegar odmierzający czas do punktu krytycznego. Maszyny odliczające co do sekundy czas do godziny zero znajdują się obecnie w Warszawie i w Krakowie. Pierwowzorem inicjatywy zegaru klimatycznego jest instalacja artystyczna Gana Golana i Andrew Boyda, która znajduje się na Union Square na Manhattanie. Kiedy taki climate clock dojdzie do zera, będzie to znak, że średnia globalna temperatura wzrosła Dla tych którzy może nie oglądali produkcji lub o 1,5 stopnia Celsjusza, osiągając wspomniany nie kojarzą fabuły, zacznę jednak od początku. wcześniej punkt krytyczny. Według wyliczeń Głównymi bohaterami filmu są doktor Randall naukowców, przy obecnym poziomie emisji CO2, Mindy (Leonardo DiCaprio) oraz naukowczyni za mniej niż 8 lat dojdzie do nieodwracalnych Kate Dibiasky (Jennifer Lawrence), dwójka astro- przemian w środowisku i atmosferze. nomów, odkrywająca ogromną kometę, która ma zderzyć się w niedalekiej przyszłości z Ziemią, powodując jej całkowite zniszczenie. W znacznej Mniej niż 8 lat… a z każdym mrugnięciem oka większości akcja »Don’t look up« skupia się na czas skraca się nieodwracalnie o sekundy, przedługotrwałym procesie przekonywania — przez radzające się w minuty, godziny, dni, tygodnie, ten specyficzny duet — społeczeństwa, a przede które nie zawsze dobrze wykorzystujemy. Możwszystkim polityków i mediów, że należy zająć liwe, że globalna ignorancja jest nawet w stanie przyspieszyć proces ocieplenia klimatu. To nam się zagrażającą kometą. daje jeszcze mniej czasu. Obojętność i bierność nie tylko trzyma ludzi w miejscu, ale zaczyna Niebezpieczeństwo zostaje potraktowane jako pogarszać sytuację. Co możemy zrobić? Sugeniewygodna ciekawostka pokazywana w telewizji, rowałabym przynajmniej zacząć od spojrzenia która z czasem przeradza się w “kość niezgo- w górę. Spróbować, zerknąć. Ktoś by jednak dy« dzielącą społeczeństwo na tych patrzących mógł zapytać, czy sama świadomość sytuacji, i niepatrzących w górę. Prezydent Janie Orle- z którą mamy do czynienia pomoże. Czy wystaran (Meryl Streep) woli zajmować się kampanią czy tylko spojrzeć w górę? wyborczą, a głos i decyzyjność w sprawie oddać miliarderowi, prezesowi koncernu technologicznego. Peter Isherwell (Mark Rylance) bowiem uznaje, że misja unicestwienia komety stoi na


kwiecień 22

optyka

dwie jaskółki

Zorientowanie się w skali powagi problemu jest już pewnym krokiem w drodze do szukania rozwiązań i wdrażania zmian. Dzięki wiedzy możemy zacząć dyskusję. Dyskusja może prowadzić do wysnucia wniosków. Wnioski mogą przerodzić się w konkretne działania jednostek. Z kolei skumulowane, grupowe działanie będzie już widoczne. Może drogą kuli śnieżnej, nasze małe kroczki przerodzą się w podejmowane i wprowadzane decyzje na większą skalę?

Wracając na koniec jeszcze do plakatu filmu – wizja palącej się Ziemi nie rzuca się wcale w oczy, kryje się zaledwie w literach napisu. Nie krzyczy, nie nalega, niczego nie oczekuje. Cierpliwie czeka, aż może zostanie zauważona. Katastrofa klimatyczna jest gdzieś w tle naszego dnia, może i nie tak widoczna, ale powoli, mimowolnie tylko odczuwalna w małych anomaliach w trakcie niektórych pór roku, zmianach środowiskowych. Ja wolałabym nie czekać, aż sytuacja będzie poważniejsza. A Ty?

65


W ustach błoto, kurze pióro, pestka i filc – » storytelling « Antoniny Tosiek tekst: jó z efi na a rodaz ilustracje: k a mi l a ko c hanows k a

»- Dobrze byłoby zrobić jaki chodnik, żeby nie topić się w błocie idąc na gumno albo do stajni. - Zawracanie głowy! - Dlaczego? - A bo błoto jest błoto! Zrobię chodnik, to za trzy dni rozwalą. A błota nie rozwalisz. Błoto jest błoto!«

Wspomnienia polskie, Witold Gombrowicz


kwiecień 22

optyka

dwie jaskółki

Opowieści to rogate

ani tamta ani ta to nie są sentymentalne historie

to są proste opowieści

[ »herby, herbeńki« ]

To jest taki mikro-rytuał. Ona coś tam zaczyna, a za chwilę: Ale ja ci już to mówiłam. Ty już nie chcesz tego słuchać. Między tym cisza, bo niegrzecznie przytaknąć, sztucznie zaprzeczyć. A potem opowiada i tak. Jeszcze raz. I jeszcze. Za jakiś czas znów. Opowieści muszą być opowiadane i odbierane – to ich warunek przetrwania. Historie to biegnące przed wyżłem rogate – chcą umknąć śmierci, będą zostawiać po sobie ślady na korze jabłoni, na gałęziach porzeczek najdłużej jak się da. Toczą się więc z instynktowną systematycznością z ust reprezentantek_ów starszych pokoleń wychowanych, a czasem spędzających całe swoje życie w jednej wsi. My słuchamy. To nie jest wiele, naprawdę. Nikt nie każe nam potem: teraz podajesz to dalej. Jak nie, to… Nie, nie musimy. Wystarczy, że na jakiś czas rezerwujemy uszy na wyłączność temu, co będzie płynąć z pamięci naszych bliskich czy dalszych rozmówców. Tyle, a więcej to tylko, jeśli chcemy. Chciała na przykład Antonina Tosiek, więc zrobiła »storytelling«.

Debiut błotny

brud wżera się w skórę brata z człowiekiem

67

Antonina Tosiek jest poetką/opowiadaczką, krytyczką literacką i teatralną, a także doktorantką w zakładzie antropologii literatury UAM w Poznaniu. Badawczo zajmuje się XX-wieczną diarystyką ludową ze szczególnym zainteresowaniem latami 90., czyli tym, jak polska wieś reagowała na przemiany ustrojowe po 1989 roku. Odzwierciedlenie tych naukowych fascynacji Tosiek możemy znaleźć w jej debiutanckiej książce poetyckiej – »storytelling«, która ukazała się w 2021 roku nakładem Biura Literackiego. Tytułem autorka nawiązuje do marketingowego wymiaru opowiadania historii. Sygnalizuje świadomość istnienia pewnych metod, strategii sprzedawania słowa. Co podkreśla w wywiadach, swoim projektem nie zamierzała przejąć cudzej – w tym wypadku wiejskiej – narracji (jako mieszczanka, która wiele doświadczeń zapośrednicza np. od swojej mamy, babci), ale raczej próbowała zrelacjonować coś z pozycji »podglądaczki«. Zależało jej, by nie popaść w konfesyjny wymiar, gdzie jej doświadczenia wsi wyszłyby na pierwszy plan, ale na zachowaniu wyraźnych konturów postaci z rzeczywistego świata, które stały się punktem wyjścia dla konkretnych utworów. Chciała dać głos rodowitym, wskazać możliwość pokazania wsi inaczej, uczciwiej niż działo się to do tej pory choćby na płaszczyźnie popkulturowej. Dlaczego nazywam książkę Antoniny Tosiek debiutem błotnym? Autorka sama w pewien sposób eksponuje temat błota, przywołując cytat z »Kollokacji« Józefa Korzeniowskiego jako jeden z dwóch mott otwierających. Rozumiemy, że coś, co znajdziemy w środku »storytellingu« będzie miało za patronat te słowa z początku, że coś się od tych słów o Polsce i błocie będzie rozszczepiać i iść dalej, a także do tych słów, być może, ostatecznie wracać. Tak właśnie odbieram debiut Tosiek: jako wariacje na temat tego, w jaki sposób mówienie o wsi pozostawia po sobie smugi ciężkiej, mazistej, brunatnej materii. Osadza się na ubraniach, wciska półksiężycowo pod paznokcie, brudzi końcówki włosów, czasem zaszeleści w zębach, spadnie do gardła. Smak błota, to smak niezamierzony, niechciany, ale znany, bo błoto wędruje do wiejskich ust, wciska się doświadczeniem ziemi.

szorowałbyś mydlinami nacierał tłustym palce

a zmordowane stopy w misce wymaczał

Włosy są glebą, na brwi siedzi ptak

nie domyjesz bo ziemia jest z ciałami scalona

bo tutaj mówić to jakby kołysać

[ »statystykę to sobie wiecie gdzie wsadźcie« ]

[ »pestki, pesteczki« ]


68

optyka

Zabierając się za »storytelling« warto zatrzymać się na moment już przy samym projekcie okładki autorstwa Joanny Łańcuckiej. Głowa postaci o długich, ciemnych włosach i szeroko otwartych, niemal wytrzeszczonych (rozgrzewających się do misji podglądactwa?) oczach przypomina samą Tosiek. Człowiek z okładki zostaje poddany transformacji w ziemię, w żywą glebę, którą zaczynają nawiedzać elementy kojarzące się stereotypowo ze światem wiejskim. Z upodwórkowionego ciała wyrastają: przytłaczające swoją nagą, ostrą sylwetką drzewo, zabudowa gospodarska, pasące się stworzenia, pies, ptak. Moim zdaniem ilustracja jest bardzo udanym przedłużeniem, unaocznieniem strategii, na jaką decyduje się w tym tomie poetka – wskazuje, że ciało opowiadaczki ma służyć opowiadanej_mu, a nie na odwrót. Na formy wierszy zwraca uwagę m.in. Michał Mytnik podczas lutowego spotkania z Antoniną Tosiek w ramach Międzywersowego Alertu Poetyckiego – cyklu organizowanego przez Krakowską Szkołę Poezji im. Aleksandra Fredry. Proponuje podział utworów Tosiek na te bardziej opowiadające – storytellingowe i te bardziej śpiewające – storysongowe. Z takim podejściem zgodziła się sama autorka, która wspomina, że na początku prac miała w głowie wizję na tę książkę jako zbioru-śpiewnika, co wiązałoby się z istotną rolą śpiewu w wiejskich rytuałach. Ostatecznie zwątpiła w skuteczność pieśniowej dominanty w swoich wierszach, ale coś z tego na pewno zostało. Wiele z utworów w »storytellingu« niesie w sobie mamrotanie pieśni, nucenie, melodię. Pomocne w odebraniu wierszy jako »opowieścimówienia«/»opowieściśpiewania« jest świadome pozbawienie ich kropek, przecinków, wykrzykników. Brak interpunkcji, oprócz postawionych w kilku miejscach pytajników, i stosowanie wyłącznie małych liter ma wyzwalać w odbiorcy naturalny, nie narzucony odgórnie rytm. Tosiek założyła, że dzięki takiemu rozwiązaniu lepiej zachowa się płynność opowieści.

dwie jaskółki

kwiecień 22

Rytuał is dead?

wolałabym bez tych falban ja tu tylko przyszłam pośpiewać bo bardzo lubię

ale ona: nie nie pani musi tutaj cała od stóp do głów w żywej jarzębinie

[ »folk vanitas« ]

Tosiek uważa, że nie da się uchronić kultury ludowej przed wymarciem, bo tej kultury już nie ma. Wszystkie obecne działania na rzecz takiej ochrony są spóźnione, są jedynie pewną imitacją, stylizacją na coś, czego już wieś (ani nikt z zewnątrz wsi) nie wskrzesi. Nie do końca potrafię się z tą diagnozą pogodzić. Owszem, uznaję to, że wiele rytuałów odeszło, a rekonstrukcja ich już prawdopodobnie zawsze będzie miała wymiar pewnej sztuczności. Wyczerpał się może sam termin »kultura ludowa«, więc dobrze, można go zostawić historii. Ale coś się jednak na wsiach wciąż dzieje: o wiele inaczej, z domieszką wpływów miejskich, ale dzieje. Jest potrzeba nowej nazwy na zespół zjawisk, praktyk współczesnej wiejskości. Wiele rzeczy, które pamiętam z dzieciństwa i czasów nastoletnich i wiele z tych, z którymi mam do czynienia do dzisiaj uważam za przejaw kultury »neowiejskiej«. W adidasach, ale pilnujemy, żeby nogi dobrze postawić, bo nie wolno witać się przez próg. Palimy sobótki, a do trzasku ognia dołącza dźwięk zdjęcia robionego smartfonem (fotografię prześle się później rodzinie za granicą, żeby pokazać: oto my – cerberzy tradycji). Jak nazwać rytualny odgłos strzelania petardami podczas kościelnych odpustów, który niesie się po wsi przez kolejne dwa, trzy dni? Kupowanie tam cukrowych tabliczek imbirowych, misiów z kremem, plastikowego rewolweru i taniej podróby tamagotchi, a potem wspólny obiad z tymi wszystkimi elementami w tle i widocznym przez okno ulatującym niewiadomo dokąd balonem z helem? Czym są wędrówki babć wymieniających kwiaty, dowieszających wstążkę czy różaniec w przydrożnych kapliczkach? W ra-


kwiecień 22

dwie jaskółki

mach czego umieścić wspomnienie weselnych bram na środku wiejskiej drogi? Pod co podpiąć mechanizm gadania między »swoimi« za pomocą określonego repertuaru słów, który przychodzi naturalnie i z równą naturalnością znika w środowisku pracy, szkoły etc.? To, o czym mówią same historie w wierszach Tosiek również wydaje mi się obrazem tego, co z pewnych dawnych praktyk zachowało się (i czasem mutuje na modłę nowych czasów). To stosunek do burzy w wierszu »obłe« – zestaw wyuczonych zachowań, które towarzyszą za każdym razem, gdy nadciągają błyskawice. To te wszystkie czynności podejmowane, wiedza wynikająca z obecności krów na gospodarstwie (widoczne m.in. w wierszu »języki«). To ten nie do przepracowania trudny temat przehandlowania ziemi rodzinnej i stosunku do obcych, którzy »przyjezdnymi« zostają w świadomości lokalnej społeczności przez bardzo długi czas. Może minąć dwadzieścia lat, ale tamci dalej będą tymi z Warszawy, tymi Krakusami. Wsie mają dziś dużo z powierzchownego zaadaptowania się na wzór innych przestrzeni. Stoi też nad nimi niebezpieczne, bo zakrzywiające faktyczny stan rzeczy, zjawisko otwarcie krytykowane przez Tosiek – wykorzystywanego folkloru przez ludzi »spoza« dla własnych celów, korzyści finansowych. Mimo wszystko nie chciałabym myśleć o kulturze ludzi wsi za coś, o czym warto mówić jedynie w kontekście przeszłości. Coś tu, według mnie, nadal jest. Pływa w słoiku z marynowaną papryką, rośnie w kredensie.

Do nogi, tiu, tiu, tiu

usypali psu zagrodę z części po ursusie

psy zmieniały się wraz z dekadami

lepiłyśmy ich podobizny w śniegu

to tyle

[ »kilkaset lat rozkładu« ]

optyka

69

Antonina Tosiek w przywołanej już wcześniej rozmowie w ramach Międzywersowego Alertu Poetyckiego przyznaje, że natura służy u niej bardziej za tło dla bohaterów swoich wierszy. Jeśli zwierzęta, to bardziej na użytek w kontekście czegoś innego niż temat sam w sobie. Mówi o antropocentrycznym wymiarze poezji w tym tomie. A jednak udało jej się, zamierzenie lub nie, przekonywująco opowiedzieć o zwierzętach innych niż ludzie i ich skomplikowanej sytuacji na wsi. Wiele z wierszy staje się głosem wpisującym się w dyskusję posthumanistyczną. Tosiek nie upraszcza sobie zadania, nie sięga po infantylną machinę oskarżeń i pouczeń, opisując modele zachowań ludzi wobec krów, kur, psów. Na przestrzeni jednego utworu (mam tu na myśli wiersz pod tytułem »dumka o tym jak krwawią owoce«) poetka udowadnia, że można opowiedzieć o sprawie uczciwie, że można i pojmować cierpienie zwierzęcia na łańcuchu i rozumieć ludzi, którzy na ten łańcuch skazują. Pierwszym (wcale się nie dziwię że uciekały) i dwoma ostatnimi wersami (tu psy się chowało pod krzakiem porzeczki / gdzie by im było lepiej niż w słodkim i chłodnym) w utworze Tosiek zamyka wszystko – pełnię sprzeczności tych relacji, demaskuje wielopoziomowość problemu. Wciąż niezwykle silny jest hierarchiczny stosunek wobec istot innych niż ludzie w mentalności społeczności wiejskiej. Jest on dla mnie trudny do zaakceptowania, ale, podobnie jak Tosiek, rozumiem, skąd się bierze i dlaczego wciąż działa. Często jest się świadkiem sprzecznych emocji, odruchów: z jednej strony litość nad chorującym zwierzęciem, przywiązanie do niego, pozwolenie sobie na wstępne rozpoznanie, że te stworzenia jakby czuły (»to tylko niedziela«), z drugiej


70

optyka

szybka, powracająca asekuracyjnie konkluzja – nie wolno porównywać do ludzi, nie wolno zrównać. Wszystko to Antonina Tosiek pisze językiem bez rozczulenia, językiem twardej relacji, zdania sprawy z tego, jak jest. Moim zdaniem, to właśnie czyni z jej sportretowanych mimochodem zwierząt gospodarskich, obraz, który zostaje na dłużej i na dłużej daje do myślenia.

Zostań na wsi, opuść wieś

oni nam cośmy winni ziemi tłumaczyli

że w darze krwawicę i pot

zwierzęta cegły psy na łańcuchach i żółte pola dla nas

[ »spowiedź wyjścia« ]

Chyba każdy z młodych dorastających na wsi na którymś etapie myśli: wyjadę przecież kiedyś, bo to, to jest za mało, za drobne, za znane. Ja jestem przecież z tych »coś więcej«. Tutaj być i co? I już nigdy nic, i już koniec? Jeśli zostają, to najczęściej nie dlatego, że tu najwygodniej, tu najświętsza kraina, nic lepszego nigdzie indziej, tylko zostają, bo czują dług, ciągnący się zawsze za nimi wyrzut sumienia, bo nie potrafią zerwać z tym, co wpojone. Skoro dziadkowie tak żyli, skoro rodzice tak wytrzymali, to jak to – ty akurat wyjedziesz? Zostawisz? Wiersz »spowiedź wyjścia« to wiersz-apogeum. Szczytowy moment rozliczenia z problemami tożsamościowymi ludzi ze wsi, to ujęty słowem akt zmagania się dwóch sił (tych, którzy ziemi oddali życie i tych, którzy jej tego życia oddać nie chcą). To ostateczna szarpanina o przetrwanie, podczas której nie można liczyć na ugodę. Będzie tak albo tak, ale zawsze skończy się czyimś bólem. Kwestia sprzedaży ziemi, która od pokoleń należała do danej rodziny, to temat niosący w sobie dużo ciężkości, dużo nieprzerobionych negatywnych emocji. Jest taki krótki fragment z wiersza »swoi*; chóralna«, w którym czuje się tę trudną do pokonania wrogość wobec procederu oddania (=zdradzenia) ziemi, niechęć wobec nowo przyjezdnych: domy pobudowali żółtawe niby margaryna / na polach postawili i jeżdżą oponami ziemię kaleczą. Dzieci z wiejskich rodzin często słyszą: bo myśmy nie po to harowali, kto tu zostanie, kto się nami zaopiekuje? Opuszczenie wsi

dwie jaskółki

kwiecień 22


kwiecień 22

optyka

dwie jaskółki

71

Jestem z pokolenia wsi piszingerowej: przekładanej wiejsko-swojskim (słodko znanym, ciągnącym) i miejsko-chrupkim (chrzęszczącym jeszcze niedoskonałością, łamliwym łamliwością pierwszych, zgarniętych po taniości kopii). Jestem ze zbieraczy ziemniaków do wiadra, z wiadra do przyczepy, z przyczepy do piwnicy i z udziałowców w zachwycie kanciastymi grami dorzucanymi do płatków śniadaniowych. Jestem z pokolenia, gdzie żartem najlepszym było podmienianie na słowo »wieś« przy śpiewaniu »Jestem z miasta« Elektrycznych Gitar. Całującą chleb z podłogi w wieczornym blasku ekranu telewizora ustawionego w rogu kuchni dziadków. Pijącą mleko od krowy Czarnuli przelane do plastikowej butelki po coca-coli. Palącą hubę w pogańskim ognisku przed kościołem w Wielką Sobotę, a potem wracającą do swojego pokoju i słuchającą »fireflies_owl_city« ściągniętych z mp3.teledyski. Przemawia więc do mnie opowiadactwo Tosiek. W akcie przymierza moich doświadczeń z jej doświadczeniami wysuwam swoją porzeczkową, malinową dłoń, pokazuję agrestowe zadrapania. To, co zrobiła Antonina Tosiek jest dla mnie autentyczne. Dające popalić tam, gdzie trzeba, mruczące na pocieszenie, gdy już za ciężko. Autorka udanie przeprowadza podglądactwo empatyczne. Nie szuka w tym podpatrywaniu, podsłuchiwaniu sensacji, sprzedawalnych skarbów, szuka śladów po czymś, co zatarło się jak wzór na ceratowym obrusie. I tylko szkoda, że o »storytellingu« cicho tam, gdzie by mu najbliżej, o którym najgwarniej i najsprawiedliwiej by można… Bo, że jest taka najnowsza poezja trochę o nas/ naszych, trochę do nas/naszych, to pewnie mało kto wie. nie było i nie jest łatwe. Z kolei w »lęgu« – wierszu, który A przecież to duża szkoda. Zatem: Tosiu T., życzę, żeby uważam za jeden z najmocniejszych – Tosiek przedstawia, Cię zapraszały biblioteki wiejskie, szkoły tutejsze, domy na co może składać się przykładowy los »pozostańców«: kultury, żeby coś się rozbulgotało poetycko na peryferiach pierwsza święta od zostania / męczennica małych wspólnot / jako np. reakcja na twoje opowiadactwo, bo to by fajne i pieluch dla dorosłych. Opuszczenie wsi nigdy nie było łatwe, chyba było. zostanie nigdy nie było szczytem marzeń.

Wieś 2000: piszingery w plastiku

śmiali się jedli placek z kruszonką bo to była niedziela

Źródła: Antonina Tosiek – Międzywersowy Alert Poetycki, PAON, facebook.com/paonkrk/videos/256752759969517/ (dostęp: 21.02.2022).

i śmiali się po równo na zapas za wszystkie własne nieszczęścia

Antonina Tosiek promowała w Chrzanowie swoją książkę – Storytelling, MOKSiR Chrzanów, | youtu.be/mOUaYl8fg-U (dostęp: 21.02.2022). ST #16 – Doktorantka, badaczka i autorka książki, Students Talk, youtu.be/ed-d3s4ngcE

[ »wykopywane/zakopywane« ]

(dostęp: 21.02.2022).



kwiecień 22

twory

dwie jaskółki

No filter tekst: jul i a ko ziol ek ilustracje: szy mon kr za k

Jest taka scena w filmie »Zmierzch «, w której redaktorka licealnej gazetki bardzo pragnie napisać artykuł o nowej, bladolicej koleżance z klasy, Belli. Bella jednak nie zgadza się i proponuje aspirującej dziennikarce, aby napisała o zaburzeniach odżywiania albo problemach w szkolnej drużynie pływackiej, uznając te właśnie dwa tematy za wyeksploatowane już i niezbyt porywające. Pozwolę sobie zatem wejść w polemikę z tą bladolicą miłośniczką wampirów, postacią napisaną tak koszmarnie, że aż kultową

Do artykułu posłuchaj: Alessia Cara - Scars To Your Beautiful

73


74

twory

Temat zaburzeń odżywiania postrzegania własnego ciała zaczyna się gdzieś tam na W D Ż w późnej podstawówce, przewija się całkiem często gdzieś w międzyczasie i zupełnie cichnie pod koniec liceum. Materiałów uświadamiających o zaburzeniach odżywiania wśród młodych dorosłych nie jest już aż tak wiele, tak jakby ludzie uzyskiwali na nie odporność tuż po ukończeniu pełnoletności. To prawda, że na zachorowanie narażone są głównie młodsze osoby i zazwyczaj są to dziewczynki 1, ale oczywiście to nie odchodzi tak o, kiedy tylko stajemy się za stare na zostanie partnerkami Leonardo DiCaprio. Kiedy jest się dorosłym, powinno się już wiedzieć, że zaburzenia odżywiania to nie tylko bardzo często ukazywana w popkulturze i mediach anoreksja, bezmyślnie romantyzowana przez kolejnych i kolejnych twórców, czy nieco rzadziej ukazywana, ale nadal reprezentowana bulimia. To też kompulsywne objadanie, ortoreksja (potrzeba jedzenia wyłącznie »zdrowych « produktów) i ich kombinacje. Niektóre z nich nie wyglądają dobrze na zdjęciach ani nagraniach, więc często są pomijane. Wszyscy znamy popularny obraz osoby chorującej na E D (od angielskiego eating disorders). Zwykle jest to nastolatka, bardzo drobna i szczupła, z podkrążonymi oczami i pustym spojrzeniem. I oczywiście, osoba chorująca może tak wyglądać. Ale może też mieć wagę w normie, mieć nadwagę, pięćdziesiąt lat na liczniku, mogą być heteroseksualnymi i cispłciowymi mężczyznami 2. Mogą nie wyglądać na osoby, które potrzebują pomocy. To może być koleżanka, która po prostu nie jest głodna, kiedy idziecie razem do maczka albo ten kolega, który codziennie chodzi na siłownię, a jego idealne badania krwi przyprawiają lekarzy o dreszcze ekscytacji. Współlokatorka, która pije drinki tylko z colą zero i wyjaśnia to tym, że mocniej klepie. Mam 24 lata, więc jestem zawieszona między byciem millenialsem, a generacją Z. Na moje lata nastolactwa właśnie przypadała moda na »tumblr girls «, czyli przerwę między udami, wystające żebra i Alexa Turnera z Arctic Monkeys (to akurat mogłoby wrócić). Sięgając jeszcze dalej – kiedy byłam małą dziewczynką, z okładek kolorowych czasopism zionęły kości biodrowe, wystające znad niskiego stanu dżinsów. Zazdroszczę współczesnym nastolatkom tego, że mają Euphorię i Cat, że mogą obejrzeć sitcom, na przykład Superstore, że mają TikToka i mogą na nim oglądać różnorodne ciała, nie tylko białe, szczupłe i zdrowe. Oczywiście nie ma absolutnie nic złego w byciu białym, szczupłym i zdrowym, ale jeszcze kilka, kilkanaście lat temu media próbowały nam dać do zrozumienia, że wszyscy powinni wyglądać właśnie tak. Co jest – z wielu raczej dosyć oczywistych przyczyn – zupełnie niemożliwe.

dwie jaskółki

kwiecień 22

Kiedy przychodzi wiosna, osoby z zaburzonym obrazem własnego ciała nie zawsze cieszą się na myśl o zbliżających się wakacjach i sezonach urlopowych. Wraz ze wzrostem temperatury, często wzrasta też poziom niepokoju. Czy ludzie patrzą na moje odsłonięte ramiona? Czy widzą cellulit? Czy widać, że często pomijałem dzień nóg na siłce i czy widać może tego pryszcza na karku? Może nawet ktoś znajomy wpadnie na pomysł pójścia na plażę albo na basen, co wtedy? Co więc może zrobić przeciętna osoba, by nie pogłębiać fiksacji mogących prowadzić do problemów z zaburzeniami odżywiania? Przede wszystkim możemy starać się zerwać z komentowaniem zmiany masy ciała u naszych znajomych. Zerwać z przekonaniem, że »o, chyba schudłaś « albo »o, nareszcie jest u ciebie za co złapać « to komplementy i nie wartościować ludzi w ten sposób. Nie wmawiać sobie, że zwrócenie komuś uwagi na taką zmianę to troska o zdrowie, bo przeważnie nie jest, nie oszukujmy się. Nie demonizować swoich cech wyglądu, które uznajemy za wady. »To co, już teraz nic nikomu nie będzie można powiedzieć, bo można urazić czyjeś uczucia? « – zapyta ktoś. I tutaj radziłabym się zastanowić nad czymś innym – dlaczego ktoś tak ubolewa nad odebraniem mu prawa do ranienia innych osób? Absolutnie naiwnym i utopijnym jest myślenie, że przez kilka gorzkich akapitów nastawienie całego świata ulegnie zmianie. Jest to też za mało, by przestudiować całą tę rozległą tematykę. Ale chcę wam tylko dać znać, że nie jesteście same, nie jesteście sami i możecie odczuwać niepokój związany z rychłą zmianą pory roku. Nie czyni was to słabymi, a ukazuje jedynie słabość systemu. Jeśli czujesz, że możesz mieć problem natury opisywanej w tym tekście, nie wahaj się by powiedzieć o tym swojemu lekarzowi rodzinnemu. Jeśli jesteś w sytuacji kryzysowej, zadzwoń pod numer: 800 70 2222.

1

C. Żechowski, Zaburzenia odżywiania się – problem współczesnej młodzieży,

2

Tamże.


kwiecień 22

twory

dwie jaskółki

lęk cudze emocje, które zaczynają Cię dusić

tekst: ki nga bł a żejowska ilustracje: jul i a ry bska

kata swojej duszy tuczysz pustymi słowami drżysz gdy ciepły wiatr owija twoje nagie ciało napełniasz powieki otchłanią przeszłości a rany dociskasz ciężarem wspomnień gdy krwawią nie czujesz teraźniejszości odbijasz się od powierzchni by dotknąć dna zamierasz

wiersz napisany po pierwszym zetknięciu z twórczością Marty Zgierskiej, więcej o jej fotografiach przeczytasz w tekście »Czy fotografie mogą odczuwać emocje? - czyli o cyklu zdjęć autorstwa Marty Zgierskiej« (na stronie 34)

Do artykułu posłuchaj: Coals - Weightless

75


76

twory

dwie jaskółki

kwiecień 22

Skrzydła tekst: ki nga bł a żejowska ilustracje: beata król

Jak drobne gesty mogą zmieniać rzeczywistość


kwiecień 22

twory

dwie jaskółki

dostałam dzisiaj skrzydła piękne, ogromne, białe pokryte miękkim puchem śnieżnobiałym pierzem są moją nadzieją na lepsze jutro na dzień bez zmartwień dzięki nim mogę latać niczym ptak i omijać wszystkie problemy być wesołą i niezależną bo dostałam skrzydła od życia

77


78

twory

dwie jaskółki

Wyszliśmy z tego! tekst: kl audi a jędr a k ilustracje: sa ndr a l i pni a k

Ponura jesień nastała Smutek i pogoda szarawa Nie szeleszcząca, nie złota I dni wszystkie, jak suchych gałęzi martwota Potem wcale inaczej nie było... Szaleńcze marzenie wszystko rozmyło Po niej nadciągnęła prawdziwej grozy chwila Ni to biała, ni to śnieżna zima Ale wyszliśmy już z tego! Już głowa przewietrzona słońcem na całego Już jasność widać wśród najciemniejszych cieni Już myśli w głowie mienią się w zieleni Spójrzmy w niebo błękitne Dwie jaskółki fruwają zwinnie Nawet pod nogami widzę małego robaka To już na pewno wiosny oznaka!

Do artykułu posłuchaj: Sunset Lover - Petit Biscuit

kwiecień 22



80

twory

dwie jaskółki

kwiecień 22

Miłość na obrazie tekst i ilustracje: kl audi a jędr a k

Co mamy przed oczami myśląc o wiośnie? Z czym kwitnąca pora roku najbardziej nam się kojarzy? Z zapachami? Z potrawami? Wspomnieniami? Osobami? Kolorami…?

Do tekstu posłuchaj: George Ezra - Shotgun



82

twory

dwie jaskółki

Gdyby wiosna była malowanym przeze mnie obrazem, na początku nałożyłabym na pędzel zieleń i rozprowadziła równomiernie na całym tle. Brzmi pewnie bardzo nieoryginalnie, ale tak naprawdę od połączenia żółtego i niebieskiego wszystko się zaczyna. Nic nie obudzi się do życia, dopóki z ziemi nie wyrosną łodygi kwiatów, a na gałęziach drzew nie pojawią się liście. Na początku musi zaistnieć zieleń, by świat zaowocował w resztę barw. Płótno stojące przede mną jest w tej chwili jedną wielką plamą trawy. Krótkiej, ledwo wyrośniętej. Takiej, powiedziałabym, marcowej trawy, świeżo po zanikającym, zimowym błocie. Trochę nawet przebija spod spodu biały kolor – możemy śmiało powiedzieć, że jest to nic innego, jak leżący gdzieniegdzie niestopniały jeszcze śnieg. Co mogę poczynić dalej? Mój obraz potrzebuje szału. Kolorowego miszmaszu. Takiego, jaki przychodzi wraz z wiosną. Wraz z rozwijającymi się pąkami kwiatów. Przyfruwa razem z ptakami, wracającymi z ciepłych krajów. Dostrzegamy go patrząc na tęczę zdobiącą niebo, po lekkim, popołudniowym deszczyku. Czujemy, jak przelatuje nam przed oczami, gdy zerkamy na motyla, siadającego na puszystych krzewach. Wiosenne miesiące eksplodują wprost w kolorach, jednak powinniśmy rozejrzeć się szerzej. Nie tylko otaczająca nas przyroda jest oznaką odejścia przygnębiającej zimy. A co z nami? Z naszymi emocjami? Gdzie w tym wszystkim my – zagubieni, wycieńczeni, przygnębieni…? Za nami przecież trudne miesiące funkcjonowania w zupełnej ciemności już o godzinie szesnastej. Marznięcia na przystankach, na dworcach, a nawet w wyziębionym do granic możliwości domu, gdy przez cały dzień nikogo w nim nie było. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek uśmiechała się na nadejście tych zimowych »cudowności«. Ale jak tylko małymi kroczkami zbliża się marzec… ten cały armagedon nie ma znaczenia. Tak naprawdę wiosną nie tylko przyroda budzi się do życia. Prawdziwą przemianę przechodzimy także my. Odżywają w nas wszystkie zamrożone uczucia, takie jak miłość, która nawet już w listopadzie zapadła w zimowy sen. Uśpiona czekała cierpliwie na pierwsze promyki słońca, by móc wyjść z jaskini. Gdy tylko wyłania czubek swojej głowy, czuje powiew świeżego, kwiecistego powietrza. Dostaje nagłego przypływu energii, by rozbudzić to, co dusiliśmy w sobie całą zimę. To, na co nie mieliśmy najmniejszej ochoty, na co brakowało nam chęci, motywacji. Z czym woleliśmy poczekać »do lata«, co niezrobione oraz niewypowiedziane zabraliśmy ze sobą pod zimowy koc, tłumiąc wszystkie związane z tym uczucia.

kwiecień 22


kwiecień 22

twory

dwie jaskółki

Wychodzimy razem z nią. Silniejsi. Podbudowani. A przede wszystkim – uśmiechnięci. Znowu spotykamy się w zielonych parkach, wybieramy się z paczką znajomych na rowery, włóczymy się wieczorami po ulubionych miejscach w mieście. Nie dręczy nas ponura myśl, że zaraz szybko zajdzie słońce i lepiej już się zwijać. Wychodzimy z pracy, dalej ciesząc się popołudniową jasnością. Tym opisem kończę swoje malarskie arcydzieło. Malarstwo na cyfrowym płótnie zapewne nie oddaje efektu świeżo schnących pociągnięć pędzlem czy dosadnego zapachu farb, ale podjęłam się zadania i przelałam produkt swojej wyobraźni na ekran. Obraz nabrał już soczystych barw – pojawiły się kolory czerwone jak soczyste maki, błękitne jak bezchmurny nieboskłon, różowe jak kwitnąca wiśnia. A to, jak został przeze mnie nazwany, ujęłam już w tytule.

83


84

twory

dwie jaskółki

my

tekst: z of i a mic h low ic z ilustracje: kl audi a Jędrak

Nosimy spodnie szerokie Wąskie Nosimy sari Kapelusze kowbojskie Święcimy pokarmy Zapalamy menory Zwracamy się z modlitwą na wschód Aż trudno uwierzyć, Że wszyscy Jesteśmy i byliśmy I mamy swoje buty A to tylko ułamek fragmentu wstępu do prologu Po różnych stronach oceanów Granic Pod wodami podniebnymi Ponad wodami na Ziemi Tworzymy sztukę W pracowniach w Nowym Jorku Na ulicach w Nowym Delhi Lecą nam łzy Z oczu słoniowych i ludzkich Orzechowych i niebieskich

Zapuszczamy korzenie Głęboko wśród grzybni i kamieni Głęboko w sentymentach i kulturach Ze zranień wypływa posoka Cieknie żywica Wylewają się pretensje Tętnimy w arteriach Ciał i miast W łyku i drewnie Śpiewamy Pieśni godowe Ballady o miłości Śpiewa wiatr w naszych konarach I radość w naszych sercach Pod strupami znajdujemy nową skórę Poprzemysłowe hałdy zarastają kwiaty Rośniemy w stronę słońca W stronę ciepłej głębi ziemi Naszej Ziemi Nieprawdopodobnej Na której żyjemy Nieprawdopodobni Piękni

kwiecień 22



86

twory

dwie jaskółki

kwiecień 22

tekst: zuza nna suc hor zyń ska ilustracje: a l eksa ndr a dr acz

Samotność w lustrze Do tekstu posłuchaj: Nocturne in E-flat major, Op. 9, No. 2 - Fryderyk Chopin


kwiecień 22

twory

dwie jaskółki

Wydaje mi się, że niewiele rzeczy naprawdę mnie przeraża. W codziennym życiu bardzo trudno prawdziwie wyprowadzić mnie z równowagi, choć muszę przyznać, że nieprzyzwoicie często narzekam. W sytuacjach kryzysowych zaś zazwyczaj wykazuję się stoickim spokojem i samodyscypliną, dogłębnie tłumacząc sobie swoje położenie i zimno kalkulując, czy opłaca mi się wpadać w panikę. Obawiałam się jednak, że istnieje coś, co byłoby w stanie mnie poważnie zaniepokoić, a mianowicie – brak lustra. Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez ludzi wokół siebie, pełniących funkcję właśnie takich luster. Można się w nich przeglądać do woli niczym w lusterku z bajki o Królewnie Śnieżce. Dowiadujemy się wtedy, mogłoby się wydawać, prawdy – prawdy o swoim wyglądzie, o swojej wartości, o swoich sukcesach i porażkach… Bo w końcu inni ludzie są naszym upragnionym punktem odniesienia. Wystarczy tylko spojrzeć na swoje odbicie w czyimś lustrze, a od razu wiemy, czy śpiewamy od kogoś lepiej (czy też gorzej), czy nasz żart był wystarczająco zabawny i tym samym wykazaliśmy się wyszukanym poczuciem humoru (czy też okazaliśmy się niezręczni towarzysko), czy otoczenie pochwala nasz związek z nowo poznanym partnerem (czy też rodzina grozi nam wydziedziczeniem) – można by wyliczać i wyliczać, dowodząc jedynie, że większość naszych decyzji podejmujemy po, chociażby, szybkim spojrzeniu na otaczające nas lustra. Chyba tylko głupi wyszedłby na ulicę, wiedząc, że tego dnia prezentuje się fatalnie.

Czasem jednak te banalne słowa okazują się nie być takie oczywiste, gdyż luster wokół nas po prostu nie ma, nawet gdybyśmy z pełną świadomością chcieli je mieć. Długo nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś takiego może mnie spotkać i nie dowierzałam, że mój koszmar się spełnia, powoli unicestwiając moje życiowe plany. Teraz gdy jestem na tyle odważna, by przyznać, że otaczające mnie lustra na dobre zniknęły, nie ogarnia mnie jednak strach czy rozpacz. W porę przypomniałam sobie, że przecież ja też mogę być dla siebie swoim własnym lustrem, na które w każdej chwili mogę spojrzeć. To, co zobaczymy w swym lustrze, w głównej mierze zależy od nas samych. Być może to nie będzie nawet lustro, a jedynie krzywe zwierciadło, które nie powie nam prawdy, a jedynie wzmoże nasze lęki. Kiedy dostrzeżemy w nim swój wizerunek, najczęściej nie ma już wtedy ratunku poza nieszczęsnymi poszukiwaniami innych upragnionych luster, czynionymi ostatkiem sił.

Z doświadczenia wiem, że takiej sytuacji można jednak świadomie uniknąć. Należy być przede wszystkim uważnym, jednocześnie zachowując trzeźwy, obiektywny umysł. Szybko można zdać sobie sprawę, czy ma się do czynienia z krzywym zwierciadłem. Pozbycie się go jest wówczas rzeczą prostą. Mimo wszystko w prawdziwym już lustrze możemy nierzadko dostrzec inny obraz, niż widzieliśmy do tej pory. Nagle dowiadujemy się o sobie czegoś nowego – o tym, w co naprawdę wierzymy, czego naprawdę pragniemy i kim naprawdę jesteśmy. I jest to o wiele Nagły brak luster budzi zatem uzasadniony lęk, większym skarbem niż tysiące innych ludzkich bo gdy nie ma luster, nie ma przecież niczego. luster, w których moglibyśmy się nieustannie Nikt nie pochwali naszej ładnej sukienki, nikt przeglądać. Po co przecież byłoby nam więcej nas nie pocieszy i nie utwierdzi w przekonaniu, krzywych zwierciadeł? że zrobiony przez nas obiad wcale nie był taki zły, ba, nikt nas nawet nie skrytykuje za niedbale napisany raport. Niespodziewanie nie wiadomo zatem, co mamy robić i raptownie wszystko staje się bez sensu. Dlaczego mielibyśmy podejmować jakiekolwiek działania, skoro nie będą one miały dla nikogo żadnej wartości? Wniosek z tych przemyśleń jest prosty – by istnieć, potrzebujemy innych.

87


88

twory

dwie jaskółki

Jaskółka dla tych co daleko i tęsknią za domem

tekst: be ata du bi e l ilustracje: sandra li pni ak

wzbija się nieśmiało na szarym niebie codzienności atramentu plama leci pomimo granic nie patrząc na kpiący uśmiech mijających lat przylatuje cicho mimo że już nie wypada zwiastując wiosnę wraca utracona ukochana wyczekiwana nadzieja

Do artykułu posłuchaj: Love Of My Life – Queen

kwiecień 22




kwiecień 22

dwie jaskółki

Galeria Galeria to część magazynu, którą całkowicie oddajemy naszym grafikom. Na kolejnych stronach możecie zobaczyć ich indywidualne interpretacje tematu oraz inne prace.

galimatias

91


92

galimatias

dwie jaskółki

kwiecień 22

ilustracja: v i c t o r i a f r e c h e t


kwiecień 22

dwie jaskółki

ilustracja: k l au d i a j ę d r a k

galimatias

93


94

galimatias

ilustracja: v i c t o r i a f r e c h e t

ilustracja: m i c h a ł c e m b r o w s k i

dwie jaskółki

kwiecień 22


kwiecień 22

dwie jaskółki

ilustracja: o l i w i a s z l u f i k

galimatias

95




bis.agh magazyn.bisagh BIScast, BIS AGH

bis.agh.edu.pl