Page 1

THE NOWODWOREK TIMES STYCZEN 2016


SKŁAD REDAKCJI Redaktor naczelny: Magdalena Gucwa Zastępca redaktora naczelnego ds. TNT: Magdalena Jaworska Graficy: Stanisław Zieliński, Anna Wardęga Korekta: Anna Biernacka, Aneta Flajszer, Dziennikarze: Eryk Czajkowski, Aleksandra Buczak, Oliwia Dworakowska, Mikołaj Bać, Wojtek Górlaczyk, Michał Słotwiński, Filip Sass-Gustkiewicz, Marcin Tutajewski, Kacper Kromka, Filip Storożuk, Julia Wędrychowska, Anna Wardęga, Jan Śmietana, Norbert Gacek, Paulina Bugajska, Greta Front, Dorota Kotniewicz Fotografowie: Patrycja Pilińska, Aleksandra Dyl, Anna Wardęga


W

siadając do nagrzanego i zatłoczonego już autokaru pod Halą Wisły nie podejrzewałam nawet, że nadchodzący aż tak zapisze się w mojej pamięci. Przerażająco długa podróż i niemiłosierny ból pleców nie zapowiadały niczego dobrego, a już szczególnie, kiedy do tego wszystkiego dołączała kompletna nieumiejętność zakładania szelek bezpieczeństwa na statku. Skład mojej wachty, wachty drugiej, również wyglądał zabawnie – były prezydent szkoły, jego kuzynka, gitarzysta z pomarańczową czapką, absolwent klasyka, dziewczyny z klas pierwszych, czternastoletni Słowak, pani Profesor Fedor-Kubas oraz dwóch Włochów, oczywiście mówiących tylko w języku włoskim. Podsumowując – nic nie zapowiadało się tak szalonego rejsu, jakim był w rzeczywistości. Dodam, że po zjedzeniu pierwszej kolacji wylądowałam w kajucie z fantastycznymi czterema dziewczynami, nasz oficer okazał się być bardzo sympatycznym, skaczącym po rejach człowiekiem, a szelki już zdążyły się rozplątać i stały się całkowicie posłuszne. Rejs, był to zarazem mój pierwszy pobyt we Włoszech, w których zakochałam się bez pamięci. W Korsyce podobnie! Lazurowa woda, piękna pogoda (ponad dwadzieścia stopni!) oraz zaskakująco życzliwi ludzie nie pozwoliły na inne odebranie odwiedzanych miejsc. Jednak ląd nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak sam rejs. Pogoria jest fantastycznym żaglowcem, dość dużym i komfortowym, choć nie tak wspaniałym jak jego załoga – ta stała i ówczesna, w minionym grudniu. Żeglarstwo łączy ludzi, wiem o tym z własnego doświadczenia od jakiegoś czasu, jednak nie sądziłam, że w tak krótkim czasie pozwoli mi tak mocno zżyć się z ponad czterdziestoma osobami!

Oczywistym się stało, że spanie po dosłownie cztery godziny dziennie jest możliwe, a co więcej – jest do zrobienia w całkiem przystępny sposób. Nocne wachty, których obawiałam się najbardziej, okazały się być tymi najciekawszymi, gdyż czarne i spokojne morze jest o wiele bardziej intrygujące od tego dziennego. No i delfiny! Piękne ssaki skaczące wokół okrętu, dodające jeszcze więcej uroku samej podróży.

Było przepięknie, ciepło, radośnie, zwłaszcza, że na każdym kroku towarzyszył nam dźwięk szarpanych strun gitary. Minęło już trochę czasu odkąd wróciliśmy do Krakowa, a ja do tej pory nie mogę wydobyć zaplątanej w liny Pogorii mojej zakochanej w niej duszyczki. Bardzo chciałabym wrócić i najpewniej powrócę. Za rok, z nową już załogą, nowym nastawieniem, ale i wspaniałymi wspomnieniami.

Magda Gucwa


ARTYKUŁ NIEOBIEKTYWNY

Szanowny czytelniku. Z góry uprzedzam, że nie będzie to artykuł obiektywny. Powiem wprost, byłem zbyt zachwycony, aby napisać o naszym rejsie cokolwiek złego. Wszelkie obiekcje dotyczące fachu dziennikarskiego proszę zatem najpierw sprawdzić na własnej skórze, dopiero potem zarzucać mi wypaczenia. Czym w ogóle jest Pogoria? Jest statkiem. Jakkolwiek banalnie to brzmi, jest ona statkiem - miejscem, gdzie człowiek jest w stanie poznać prawdziwą twarz - zarówno swoją jak i innych oraz pokonać słabości, które na co dzień krępują gorzej niż liany Tarzana… czy coś. Jeden tydzień, który w Krakowie zleciałby mi niczym pstryknięcie palcem bez czegokolwiek godnego zapamiętania, tutaj stał się CZYMŚ. Nauczyłem się, że jedyne, co ogranicza każdego, to przede wszystkim psychika. W najgorszych koszmarach widziałem siebie na wysokości trzydziestu pięciu metrów, podczas gdy na Pogorii wznosiłem pogańskie modły, paląc bożki i wywołując wiatr, żeby wspinaczka na reje (maszty) mogła odbywać się każdego dnia. W rejsowej codzienności miłością pałałem również do dobrego i długiego snu. Okazało się jednak, że spanie dwa razy dziennie po cztery godziny jest dla człowieka czymś do zdzierżenia. Smród niewypranych skarpetek w kajutach, prysznice po trzy minuty, brak WIFI, zasięgu? Z mojej lub Twojej perspektywy, szanowny „czytaczu”, wydaje się to koszmarem z krainy deszczowców. A jednak było świetnie. Niepowtarzalnie. Najlepiej. Dlaczego? Bo tylko tam można przeżyć coś podobnego. Nigdy jakikolwiek tygodniowy wyjazd w tym stopniu nie sprawi, że ludzie, na których widok dotąd odwracałeś głowę, staną się Twoimi bliskimi znajomymi. Nigdy też jakikolwiek tygodniowy i do tego szkolny wyjazd nie zmieni Cię jako człowieka. Zatem niech liczba pogoriowiczów wzrasta i to najlepiej w tempie zatrważającym. Drogi czytelniku, chodząc po szkole, znajdziesz co najmniej czterdziestu zwyczajnych, niczym nie wyróżniających się osób, które powiedzą Ci to samo co ja. Za rok na pewno powrócę. Nie potrafię inaczej. To już chyba miłość. Z chęcią się nią podzielę. Ale najpierw sprawdź sam. Ślę najserdeczniejsze pozdrowienia, Mikołaj Bać


/mateuszwyroba2015


MATEUSZWYROBAPOGORIA2015


UPADEK DYNASTII KAPETYNGÓW Z

​ pewnością każdy słyszał o przesądzie piątku trzynastego, jednak mało kto zapewne zna historię, która się z nim wiąże, co ciekawsze prawdopodobnie bezpośrednio połączoną z wygaśnięciem Dynastii Kapetyngów. Feralność tej daty wywodzi się ze średniowiecza i jest powiązana z decyzją Filipa IV Pięknego, który oskarżył o herezję, sodomie i bałwochwalstwo aresztował najważniejszych członków zakonu Templariuszy i skonfiskował ich bogactwa. Miało to miejsce 13 października 1307 roku. ​Decyzja, która była uwarunkowana ogromnym zadłużeniem Filipa IV u Templariuszy, była brzemienna w skutkach, nie tylko dla jego osoby. Po sześciu latach przesłuchań i tortur, 18 marca 1314 roku Jacques de Molay został spalony na stosie, kiedy nie przyznał się do żadnej z zarzucanych jemu i jego braciom win. W czasie wykonywania kary śmierci wielki mistrz miał, według legendy, wyrzec słowa klątwy, które sprawdziły się bezbłędnie: „Papieżu Klemensie, królu Filipie, rycerzu Wilhelmie! Nim rok minie spotkamy się na Sądzie Bożym!”. Klątwa dotyczyła Filipa IV Pięknego, Papieża Klemensa V i Wilhelma de Nogaret – głównego organizatora procesu przeciw Templariuszom.

​, Co prawda to tylko legenda, ale idealnie nadaje się do wprowadzenia w omawiany temat. Wilhelm de Nogaret zmarł w 1313 roku co już wyklucza jej prawdopodobieństwo, jednak, papież Klemens V – marionetka w rękach „Króla z Żelaza”, zmarł w kwietniu 1314,a jego ciało zostało spopielone na katafalku przez piorun, który wpadł przez okno do kościoła. Tak przynajmniej głosi jedna z wersji śmierci Klemensa, pozostałe to trucizna lub dyzenteria. Tak więc, w tym przypadku Jakub de Molay przywołał swojego wroga wcześniej niż planowano. Filip IV natomiast zmarł 29 listopada 1314 prawdopodobnie w wyniku wypadku na polowaniu i wylewu krwi do mózgu. Klątwa de Molay’a objąć miała Filipa oraz jego potomków do 13 pokolenia lub do momentu, w którym linia wygaśnie. Po śmierci władcy zaczęły się rządy jego synów. Pierwszy z nich, Ludwik X Kłótliwy, nazywany też upartym, „zabawił” na tronie zaledwie 2 lata. Nie był to szanowany czy dobrze wspominany król. Choć starał się, nie potrafił dorównać swojemu ojcu. Po klęsce głodowej na początku XIV wieku nie zyskał sympatii ludu, nie umiejąc załatać dziur w budżecie resztkami skarbu Templariuszy, zaś spotkania rady królewskiej często kończyły się na tym, że ostateczne decyzje pozostawiał doradcom albo braciom. Miał nie tylko pecha w swoich rządach ale i w pożyciu. Jego pierwsza żona, Małgorzata Burgundzka, zdradzała go i została skazana na śmierć, natomiast druga nie potrafiła nawet zagrzać miejsca w jego łożu. Ludwik Kłótliwy jak i jego pogrobowiec, zostali otruci przez hrabinę Mahaut d’Artois w 1316 roku. Ludwik w wieku lat 26, a jego syn Jan mając 5 dni. Są jednak przekazy, które mówią, że Jan przeżył podmieniony z innym dzieckiem, kiedy dowiedziano się o planowanej zdradzie Mahaut i pojawił się we Francji ok 1350 roku, kiedy to został aresztowany i osadzony w więzieniu.


Następnym szczęśliwcem, któremu przypadł tron Francji był Filip V Wysoki. Był to wprawny polityk, który do władzy doszedł po trupach. Zależało mu na tronie więc spiskując z hrabiną Mahaut doprowadził do śmierci Ludwika oraz jego syna. Dopóki nie został koronowany, był regentem Francji i już w tym okresie udało mu się uspokoić nastroje panujące w hrabstwie Artois, które było terenem spornym między Mahaut d’Artoisa i kuzynem króla, Robertem d’Artois. Walka o koronę nie była łatwa, ponieważ konkurentką Filipa stała się jego bratanica, córka Ludwika, z pierwszego związku, Joanna z Nawarry, która, na podstawie Prawa Salickiego (Lex Salica - prawo zwyczajowe spisane za czasów Chlodwiga w latach 481-511, które mówiło, że dziedziczyć po królu może tylko męski potomek) nie została dopuszczona do konkurowania o tron. Filip V, podobnie jak jego bracia również miał pecha do kobiet. Jego żona, Joanna Burgundzka, była oskarżona o cudzołóstwo związane ze skandalem w wieży Nesle. Mieli jednego syna, który zmarł zaledwie po roku, zaś jego pozostałymi dziećmi były cztery córki, więc Filip musiał się liczyć z tym, że pierwszym do sukcesji najpewniej będzie jego brat, Karol IV. Mimo usilnych starań, panowanie Filipa nie trwało długo. Koronował się 1317 roku, a zmarł w 1322, w wyniku wypicia zanieczyszczonej wody ze studni. Przy śmierci Ludwika można było mówić o planie ludzkim, jednak tutaj można rozważać, czy faktycznie klątwa Jakuba de Molay’a nie ciążyła nad Filipem i jego synami? Ostatnim w kolejce do tronu Francji był najmłodszy syn Filipa IV i Joanny I, królowej Nawarry, Karol IV Piękny, nazywany też sprawiedliwym. Jego sześcioletnie rządy były przepełnione intrygami, walkami wewnętrznymi, konfliktami i niezadowoleniem z miłościwie panującego władcy. Jego koronacja i rządy były wyłącznie zasługą brata Filipa IV, stryja Karola, Karola de Valois oraz Roberta d’Artois, którzy kierowali państwem wysługując się poddanym im królem. Wznowił on wojnę z Anglikami, która wydawała się już być zakończona. Jego rządy można bardziej zapamiętać jako rządy rady królewskiej pod przewodnictwem stryja i kuzyna. Tak jak jego bracia, tak i on miał problem ze spłodzeniem męskiego potomka. Jego pierwsza żona, Blanka Burgundzka była uwikłana w skandal w Wieży Nesle, tak jak i żona Filipa V, Joanna Burgundzka. Zmarł jak każdy syn Filipa IV, szybko, zaledwie po 6 latach marnych rządów, w samotności, w Vincennes, a pochowany został wraz z innymi władcami Francji w bazylice Saint-Denis. Tak zakończyły się losy dynastii Kapetyngów. Można się w nich doszukiwać ziszczenia się przepowiedni Jakuba de Molay’a i siły boskiej, a może po prostu braku kompetencji. Filip IV był wybitnym władcą, świetnym politykiem, prowadzącym bardzo dobrą propagandę i dobrze ocenianym przez społeczeństwo, a jego synowie - usilnie starający się mu dorównać - gubili się wyścigu po władzę, co szybko doprowadziło do ich śmierci. Tak naprawdę czas dynastii Kapetyngów to krótki okres historyczny, rysujący się w przedziale od 1314 do 1328 roku, czyli od śmierci Filipa IV do objęcia tronu przez pierwszego władcę z Dynastii Walezjuszy (linii bocznej Kapetyngów). Jej bardzo dokładny opis, okraszony świetną fabułą i gruntownym warsztatem historycznym znajduję się w serii powieści Maurica Druona „Królowie przeklęci”, którą osobiście gorąco polecam.


uciec od tego skomercjalizowanego, bezosobowego wachlarzu krakowskich trunkodajni, trafiłam zupełnie przypadkiem na „Nie lubię poniedziałków”. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i miłość ta trwa już prawie dwa lata. Ta herbaciarnia jest absolutnie nieoczywista, unikatowa. Wciśnięta gdzieś na końcu ul. Szlak, w małej i niepozornej odnodze ul. Długiej, rzuca urok na każdego, kto choć raz przekroczy jej próg. Już od wejścia emanuje, niepowtarzalną atmosferą i PRL-owskim klimatem. Wnętrze jest przytulne i urządzone z artystycznym rozmachem. Wysokie pomieszczenie oświetlone jest nisko zwisającymi lampami oraz rozstawionymi na stolikach świeczkami, ktore podkreślają panujący zazwyczaj lekki półmrok. Warto pomyśleć chwilę nad wyborem miejsca, każde bowiem jest jedyne w swoim rodzaju. Czasem na stoliku leży poplamiony tomik poezji- ktoś wyciągnął go z regału, zachwycił się i zostawił następnym gościom jako sugestię. Wzrok przykuwają jednak przede wszystkim ściany, do połowy pokryte białymi kafelkami, pozostała zaś część zmienia się ciągle i nieprzewidywalnie. Czasem powyklejana jest starymi gazetami, czasem kolorowymi, przepięknymi plakatami - jednak pod sufitem zawsze znajdzie się miejsce dla obrazów. To prawdziwa galeria - niektóre z nich szokują, inne są subtelne, delikatne. Zawsze są tematem rozmów, choćby przez chwilę. Nikt jednak nie przechodzi obok nich obojętnie, są na to zbyt wyjątkowe.

cd


Za dnia jest tu cicho i spokojnie, czasem jakiś sąsiad z naprzeciwka wpadnie na pogawędkę, czasem ktoś przyjdzie omówić zbliżający się koncert. To najlepszy czas, by wziąć książki pod pachę i przyjść się pouczyć lub poczytać. Karta oferuje przede wszystkim herbaty - czarne, czerwone, białe, zielone, dodające energii… Wybór może zmącić oczy, ale nie nadwyręża portfela. Gdy jest się w większym gronie, warto zamówić cały dzban - zazwyczaj udekorowany jest on kwiatem, który pod wpływem ciepła z upływem czasu powoli rozwija swoje płatki. Do tego można jeszcze zamówić kawał ciasta lub gorącą przekąskę. Wieczorem miejsce tętni życiem. Przychodzą zakochani lub grupy przyjaciół, siadają wygodnie przy gorącym kubku i wdają się w długie rozmowy, którym sprzyja nastrojowa muzyka. Doradzałabym jednak, by sprawdzić wcześniej, czy danego dnia nie jest zaplanowane żadne wydarzenie - wtedy bowiem miejsce przeżywa prawdziwe oblężenie, ludzie rozsiadają się razem przy stolikach, na schodach i słuchają koncertów lub poezji.

Za „Nie lubię poniedziałków” kryje się historia niesamowitej, niezależnej właścicielki, Antoniny Schulz. Po skończeniu studiów artystycznych na Lubelszczyźnie przeprowadziła się do Krakowa i wraz z partnerem z Hiszpanii otworzyła herbaciarnię. Dlaczego? „ Zawsze miałam zamiłowanie do herbaty. Sprowadzam ją specjalnie z drugiego końca Polski, ze Szczecina”- mówi. „Jednak herbata to tylko dodatek”. Główny powód opiera się na szlachetnej idei. „ Dobrze wiem, jak trudno jest wybić się artystom w dzisiejszych czasach. To miejsce jest dla nich. Wielu z nich nie ma jakichkolwiek możliwości promocji, nie mają pieniędzy lub kontaktów. Tutaj wystawiają się za darmo, każdy klient może podziwiać ich wystawę”. Antonina całkowicie poświęciła się pracy, zwłaszcza odkąd sama prowadzi herbaciarnię. Nie maluje, choć to uwielbia - nie ma czasu.


Mimo to, kiedy zapytałam, czy żałuje swojej decyzji, odparła bez wahania- nie. „To tutaj zdobyłam przyjaciół. Wprawdzie oprócz poniedziałków- wtedy jest zamknięte- nie bywam zbyt często w domu, ale to tutaj się wszyscy spotykamy. Latem razem wyjeżdżamy na wakacje”. Zasugerowałam, że jest chyba jedyną osobą na świecie, która nie może doczekać się poniedziałku. Pokiwała głową, bo owszem, jest to chwila odpoczynku.

Zaraz dopowiedziała jednak, że lokal to całe jej życie. „Rozpoznaję już nawet, czy klient zostanie u nas na dłużej. Widzę na pierwszy rzut oka, czy wróci do typowej kawiarni w centrum, czy jeszcze tutaj zawita”. Dopytuję, jak bardzo absorbujący jest taki biznes. „Bardzo. Poza przyjemnością jest to przede wszystkim straszny galimatias! Co chwilę coś się dzieje, niedziela z szachami, niedziela z rysunkiem, sobotnie jam session, improwizacje teatralne, wieczorki poetyckie i mnóstwo, mnóstwo koncertów”. Nieznani artyści mają wtedy szansę pokazać się w środowisku, zaprezentować przed publicznością. Ponadto muzycy często zostawiają właścicielce swoje nagrane już kawałki, które później są puszczane w herbaciarni i tworzą tło dla rozmów i śmiechu. Można posłuchać przede wszystkim jazzu, bluesa i etno i zawsze są to utwory na wysokim poziomie. „Nie lubię poniedziałków” to nieodłączny element krajobrazu krakowskiej kultury. Jeżeli chcesz, Drogi Czytelniku, skosztować wyjątkowej herbaty i delektować się nią w gronie ciekawych ludzi, to zajrzyj tu od czasu do czasu, a gwarantuję, że znajdziesz się we właściwym miejscu. Pamiętaj - byle nie w poniedziałek Dorota K o t niewicz

II K


SZO PKA

– jak to wygląda od wewnątrz?

POŚWIĘCENIE. . To jedno słowo oddaje znakomicie ducha Szopki Nowodworskiej. Ilość pracy, jaka jest wkładana w tę trwającą od pół wieku tradycję sprawia, że dla wielu jest to jedno z największych działań w dotychczasowym życiu. Jednak większość z nas - osób tworzących Szopkę - zgodnie powie: było warto. Specyficzna atmosfera, nowe przyjaźnie, wyrwanie się z szarej codzienności - to wszystko składa się na niezapomniany efekt końcowy, do którego wraca się z sentymentem, za którym się tęskni. Ekipa szopkowa tworzy co roku historię. Nazwiska reżyserów i aktorów, ich kreacje, oraz oryginalne i często abstrakcyjne elementy scenografii są zapamiętywane na wiele lat, składając się na całą, pięćdziesięcioletnią instytucję Szopki. A jak to wszystko wygląda naprawdę, od środka? Pierwszym etapem Szopki Nowodworskiej są castingi, przeprowadzane zazwyczaj na początku października, ponieważ nowa ekipa reżyserska zaczyna myśleć o scenariuszu już chwilę po zakończeniu poprzedniej Szopki. Jeśli chodzi o castingi aktorskie to nie ma czego się bać: przychodzisz, przedstawiasz się… robisz co chcesz. Dosłownie. Rozmawiając z innymi aktorami i absolwentami, dowiedziałem się, że sposobów na udane przesłuchanie jest więcej niż kilka. Niektórzy przychodzą pojedynczo, inni w grupach. Prezentują skecz autorski lub wzięty z poprzedniej Szopki (aby pokazać swoje umiejętności naśladowcze), monolog, piosenkę, akrobacje lub nawet grają ciszą i pantomimą. Im odważniejszy pomysł, tym większa szansa, że zostanie reżyserom w pamięci. Na castingi aktorskie warto wybrać się nawet bez jakiejś bardzo konkretnej kreacji nauczyciela, którego chcielibyśmy zagrać. Czasami to reżyserzy mają wizję dotyczącą danej postaci. Zdecydowanie warto również zaprezentować nauczyciela, którego nie było na Szopce od bardzo dawna lub nawet w ogóle. Innowacje to coś, co bywa przez reżyserów bardzo pożądane. Nie udało Ci się za pierwszym razem? To nic, naprawdę! Wielu aktorom, często uznawanym później za jednych z najlepszych, również się to nie udało. W tym samym czasie co castingi aktorskie są przeprowadzane przesłuchania dla muzyków i scenografów.

SZOPKA


CO DALEJ ? Pierwszym etapem już rzeczywistych prac nad Szopką jest tworzenie zarysu scenariusza. W zależności od reżyserii, może on być wymyślany kolektywnie albo też w pewnej formie i części aktorom „narzucony” (chociaż jest to bardzo rzadko spotykane). Szopka to jednak przedsięwzięcie wspólne i nigdy, chyba, nie miała miejsce sytuacja, w której cały scenariusz był wymyślany przez ekipę reżyserską. Tworzone są pierwsze sceny; nic nie jest jednak wyryte w kamieniu i duża część skeczy wymyślonych w październiku albo umiera śmiercią naturalną, albo jest całkowicie zmieniana. W historii Szopki nieraz zdarzyło się, że przedstawienie drastycznie zmieniło swoją formę na dwa tygodnie przed premierą. Kolejnym etapem jest granie napisanych scen. Najpierw w piwnicy, gdzie aktorom towarzyszy kameralno-kabaretowa atmosfera, później w auli, gdzie nacisk położony jest na ruch sceniczny i całokształt odbioru. Duży problem sprawia bardzo często wymyślanie puent; sceny nie mogą się ciągnąć w nieskończoność, ale nie mogą też kończyć się nagle. Znalezienie złotego środka zajmuje często tygodnie. W okolicach Święta Niepodległości grana jest zwykle Szopka dla Opiekunów. Do tego momentu scenariusz powinien być właściwie w mniejszym czy większym stopniu gotowy. Opiekunowie dają aktorom i reżyserom cenne uwagi, konstruktywną krytykę i, od czasu do czasu, używają też prawa weta, jeśli coś uznane jest za zbyt mocne lub niesmaczne. Na szczęście, jest jeszcze sporo czasu na polemikę. Wracając pamięcią do moich doświadczeń z Szopek 2014 i 2015, a także przywołując opowieści absolwentów dotyczące m.in. Szopki 2013, na przełomie listopada i grudnia pojawiają się nowe, często bardziej odważne, pomysły. Jedna połowa Szopki idzie wtedy do kosza, ustępując miejsca nowym tworom; druga połowa jest aktualizowana i ciągle zmieniana, bywa że nawet w dniu premiery. Nie sposób się nudzić. Można poczuć się jak aktor z „Gry o Tron”. Czy ma się dziesięć scen czy zero - to wszystko zależy od szczęścia. I reżyserii. Oraz od umiejętności pisarskich, które, notabene, są w Szopce bardzo mile widziane. Od początku grudnia ekipa szopkowa skupia się już (dla bezpieczeństwa dodam: „prawie”) tylko na tym przedsięwzięciu. Zaczynamy odliczać dni do Szopki. Bipolarność udziela się zbiorowo - humory i nastroje potrafią się zmienić co pięć minut, średnio pięćdziesiąt razy dziennie. Intensywność prób osiąga apogeum, zmęczenie materiału sprawia, że mamy już wszystkiego dosyć, a jeśli jakaś scena ciągle śmieszy - to znaczy, że jest naprawdę bardzo dobra. Następny etap to: „A co jeśli nie zdążymy?”, znany także jako: „Nie, nie, ta scena jest beznadziejna. I ta. I ta też. Najlepiej wyrzućmy to wszystko.”. Naturalną koleją rzeczy jest zwątpienie. I co roku najważniejszym zadaniem reżyserów jest motywowanie aktorów. Jeśli nie będziemy sami wierzyć w żarty, które będziemy próbowali „sprzedać” widowni, to jak mają się one udać? W końcu najważniejsza w Szopce jest atmosfera. Nie tylko ta panująca wśród publiczności, ale też (a nawet przede wszystkim) ta za kulisami. Sceny powinny być dynamiczne, a teksty - błyskotliwe, jednak nie za bardzo, tak, aby każdy mógł je zrozumieć. Czasami mogą zdarzyć się także momenty improwizowane (przypadki losowe, których zawsze jest... sporo - od wyłączonego mikrofonu po spadające parawany). W końcu przychodzi premiera. Rozprężenie związane z końcem semestru i zbliżającymi się Świętami udziela się wszystkim; uczniowie czekają niecierpliwie, niektórzy nauczyciele natomiast woleliby zapaść się pod ziemię (czy słusznie? To w końcu tylko Szopka...). Prawdziwymi jurorami Szopki są jednak absolwenci. Porównywania do poprzednich lat nie da się uniknąć. Ale dla nas wszystkich to kolejny powód, żeby dać z siebie wszystko. Niezależnie od opinii widzów, zawsze jesteśmy, a przynajmniej powinniśmy być z siebie dumni. Ilość pracy, poświęconych weekendów, nieprzespanych nocy niech mówi sama za siebie: daliśmy tej Szopce wszystko co mogliśmy i jeszcze więcej. Dlatego chcielibyśmy zaprosić Was wszystkich do współtworzenia z nami przyszłorocznej Szopki - już 2016. Przyjdźcie na castingi, spróbujcie swoich sił, a naprawdę nie pożałujecie. Od siebie dodam tylko, że Szopka Nowodworska to zdecydowanie najlepszy element mojego życia w tej szkole. I jestem stuprocentowo pewny, że nic Szopki nie przebije.

Wojtek Góralczyk

SZOPKA


Julia Wędrychowska o szopce.

G

rudzień dobiegł końca, z tym okresem wiąże się jedna z najbardziej wyczekiwanych szkolnych tradycji – Szopka Nowodworska. Tego roku wydarzeniem zainteresowała się nie tylko prasa szkolna, ale i ogólnokrajowa; poruszyła jednak temat niezwiązany z artystyczną częścią spektaklu, na której ja się teraz skupię. Szopka Nowodworska to spektakl przedstawiający w humorystyczny sposób codzienność panującą w szkole przy Placu na Groblach. Poza dostarczeniem rozrywki Nowodworczykom, daje również szansę nauczycielom na bliższe poznanie środowiska uczniów, ich opinii oraz sposobu postrzegania swojej osoby. Szopka jest pewnego rodzaju podsumowaniem wszystkich żartów, zabawnych wydarzeń i zachowań charakterystycznych dla nauczycieli, które w ciągu roku wpisały się w karty historii szkoły. Z powodu nawiązań do bieżących wydarzeń i ważnych premier m.in. filmowych i muzycznych, co roku na nowo zaskakuje i bawi widzów zgromadzonych w auli. W tym roku za zebranie wszystkich wymienionych elementów w świetnym scenariuszu odpowiedzialni byli: Helena Gałczyńska, Bartłomiej Galos, Maks Michorczyk oraz Antoni Sobczuk. Myślę, że każdy po obejrzeniu przedstawienia zgodzi się ze stwierdzeniem, iż tegoroczni scenarzyści stanęli na wysokości zadania, nie ustępując poziomem swoim poprzednikom. Przechodząc do najważniejszej części – fabuły, należy zaznaczyć, że w tym roku nie opierała się ona na jednolitym motywie, a składała się z wielu odrębnych skeczy. Nowodworczycy mogli obserwować profesora Mielnikowa (Maks Michorczyk), zmagającego się z trudną rzeczywistością nauczyciela WFu, księdza Alberta rozpoczynającego swoją szpiegowską karierę (Franciszek Stępniewski- Janowski), czy też profesor Łużecką - Pawlik (Zuzanna Piekarska) zdeterminowaną, by doprowadzić do perfekcji dykcję grona pedagogicznego. Głośne salwy śmiechu i oklasków towarzyszyły na scenie profesorowi Urbankowi (Maciej Kobiela), który w asyście pluszowego kota kontrolował działania mafii nowodworskich nauczycieli. Oczywiście na scenie nie mogło zabraknąć tak charakterystycznych postaci jak jedyna w swoim rodzaju profesor Mazur (Helena Gałczyńska), profesor Biliński (Krzysztof Ryncarz) czy profesor Szostek (Maciej Mach). Jako podsumowanie wydarzeń rozgrywających się w murach naszej szkoły nie zabrakło również nawiązania do wyboru dyrektora - w rolę profesora Malickiego wcielił się Bartłomiej Galos, natomiast Patryk Płoszaj w bardzo oryginalny sposób zagrał jego następcę. Oprócz przedstawicieli grona pedagogicznego na scenie nie zabrakło innych barwnych postaci, które możemy spotkać na korytarzach Nowodworka, takich jak wszechobecny portier pan Rysiu (Bartłomiej Galos) oraz dbająca o angażowanie się uczniów w utrzymywanie porządku w szkole pani Zrób To Sam (Barbara Mastalerz). Aktorzy świetnie wcielili się w swoje role, w czym pomogła im Dominika Pilis odpowiedzialna za charakteryzacje.Warto odnotowaćtakże znakomicie wykreowane postacie profesor Podsiadło (w tej roli uderzająco podobna Zofia Niziołek) oraz wróżki Małgorzaty Korwin (Kamila Kanownik). Aktorzy grają dominującą rolę w szopce Nowodworskiej, jednak to scenografia sprawia, że ich występy na scenie przykuwają uwagę i zapadają głęboko w pamięć. W tym roku za odtworzenie wyglądu i atmosfery nowodworskich murów odpowiedzialni byli scenografowie pod przewodnictwem Magdaleny Krzepkowskiej oraz Glorii Kostrzewy-Seyoum. Czym byłaby Szopka bez piosenek? Tym razem mogliśmy usłyszeć m.in. prof. Mielnikowa oferującego przejażdżkę profesor Sójce (Julia Urbaniak) oraz profesora Szmyda (Wojciech Góralczyk) w ciekawej aranżacji utworu Sarsy „Naucz Mnie”. W Szopce ważnym elementem jest również podkład muzyczny, w który została zaopatrzona m.in. przez skrzypce Anastazji Krewniak, gitary Adama Kałuży, Miłosza Buśko, Adama Wróbla, a także puentującą żarty profesora Szostka perkusję Grzegorza Sochackiego. W tym roku Szopkę mamy już za sobą, pozostaje jedynie czekać na kolejną odsłonę tej sztuki zrozumiałej tylko w gronie Nowodworczyków i liczyć, że dorówna scenariuszem i wykonaniem tegorocznej.

SZOPKA


WASZE OPINIE

„W tym roku Szopka Nowodworska była wyśmienita. Scenografia i muzyka były na bardzo wysokim poziomie. Aktorzy nie tylko odgrywali, lecz wcielili się całkowicie w daną postać. Należy większą uwagę poświęcić świetnej kreacji profesora Urbanka (mistrzowski wątek z „Ojcem chrzestnym”) i profesora Mielnikowa. Z żeńskich ról warto wspomnieć o profesor Korwin oraz profesor Kani. Tegoroczna Szopka miała wiele smaczków zrozumiałych dla grona nowodworczyków, dzięki czemu zyskała liczne brawa i owacje. Teraz tylko trzeba odliczać dni do kolejnej!” Zuza Wojciechowska 1d

Kuba Broda 2g

SZOPKA

„Tegoroczna Szopka była naprawdę znakomita. Zarówno scenografia jak i gra aktorska stały na bardzo wysokim poziomie. Szczególnie zaimponowały mi role profesora Urbanka, profesora Szostka oraz ikony naszej szkoły, czyli pana Piotra Mielnikowa. Z ról żeńskich warto wyróżnić świetnie zagraną profesor Podsiadło. Razem z kolegami i koleżankami śmialiśmy się niemal przez cały czas trwania występów. Gratulacje dla wszystkich zaangażowanych w tegoroczną Szopkę. Już nie mogę się doczekać przyszłorocznych występów. Ciach!”


„W tym roku charakteryzacja aktorów była na bardzo wysokim poziomie, na pierwszy rzut oka można było bez trudu rozpoznać przedstawianego nauczyciela. Najlepiej zagrany i ucharakteryzowany był moim zdaniem profesor Szmyd.” Anonim

„Według mnie najlepiej zagrał odtwórca roli profesora Urbanka; tegoroczna scenografia i oprawa muzyczna były świetne. Bardzo podoba mi się cała idea Szopki Nowodworskiej.” Anonim

Gabriela Szuta

„Szopka to w ogóle fajna inicjatywa, strasznie mi się podoba. Bardzo się cieszę, że ktoś wpadł na coś takiego. To jest bardzo fajna tradycja, cieszę się, że jest dalej kultywowana. Szopka jest momentem, w którym wszyscy możemy się wyluzować po całym tym okresie intensywnej pracy - sprawdziany, nauczyciele… To jest ta chwila żeby odpocząć i się pośmiać, rozładowuje napięcie pomiędzy nauczycielami a uczniami, w bardzo pozytywny sposób. Wiadomo, że Szopka jest satyrą i w śmieszny sposób przedstawia różne rzeczy. Tegoroczna Szopka bardzo mi się podobała, była bardzo zabawna. Absolwencka to już w ogóle powaliła mnie na kolana. Bardzo dobrze, że pojawiły się nowe postaci, pani profesor Podsiadło została fenomenalnie zagrana, idealnie, ta „brew pogardy”… Bardzo dobrze został zagrany profesor Urbanek, no i oczywiście pani Sójka. Ta Szopka wyróżnia się sposobem, w jaki zostało przedstawione grono profesorskie. Charakteryzacja i przebrania perfekcyjnie naśladowały rzeczywistość. Szkoda, że nie było pani Osipowicz, Maria Pasek bardzo dobrze ją grała. Bardzo fajnie, że wreszcie zobaczyliśmy pana Rysia i panią Zrób To Sam, bo oni też zasługują na uwiecznienie w Szopce.”

SZOPKA


Tajemnica Królestwa

Miki Waltari

O

statnio w moje ręce trafiła książka dobrze znanego mi fińskiego pisarza, Miki Waltariego, pt. „Tajemnica Królestwa”. Niektórzy mogą kojarzyć tego autora z serią kryminałów o Komisarzu Palmu czy też z innymi powieściami historycznymi takimi jak „Egipcjanin Sinuhe”. Waltari był jednym z najpłodniejszych pisarzy fińskich: napisał co najmniej 29 powieści, 15 nowel, 6 zbiorów opowiadań lub baśni, 6 tomów poezji i 26 sztuk teatralnych, a także scenariusze, słuchowiska radiowe, reportaże, tłumaczenia, setki recenzji i artykułów. Jest również najbardziej znanym na świecie fińskim pisarzem – jego utwory przetłumaczono na ponad 40 języków. ​„Tajemnica królestwa” to historyczna powieść epistolarna, jednak pomijając wstępy do każdego rozdziału, ciężko jest wyczuć w narracji formę listów. Powieść rozpoczyna się od wizyty Marka Mezencjusza Manilianusa, obywatela rzymskiego, w Aleksandrii. Przebywając w ówczesnej stolicy Egiptu, rozpoczyna on badanie zawartych w świętych księgach przepowiedni i proroctw różnych ludów cesarstwa. Za najbardziej intrygującą uznaje żydowską zapowiedź nadejścia Odkupiciela i zbudowania Królestwa, zwłaszcza, że jako znawca astronomii, widzi wiele znaków na niebie wskazujących na to, że ten czas właśnie nadszedł. Po chwili, wiedziony pokusą poznania, wyrusza do Jerozolimy, gdzie trafia na moment ukrzyżowania Jezusa z Nazaretu. Zaciekawiony podąża Jego śladami, próbując poznać naukę Chrystusa. ​Marek przemierza tereny Ziemi Świętej, miejsca, w których nauczał Jezus spotykając na swojej drodze świadków Jego cudów, Jego uczniów, a także Jego samego. Nasz bohater podczas swoich przygód spotyka również wiele kobiet, które próbują się z nim związać, tak więc książce nie brakuje wątków miłosnych. Akcja rozwija się dynamicznie, nie ma rozwlekłych czy nudnych opisów. Marek jest wiecznie w ruchu, czy to spacerując po pięknie opisanym Jeruzalem czy podziwiając uroki Tyberiady za czasów panowania Rzymian. Waltari pokazuje rozprzestrzenianie się kultury rzymskiej na terenach Ziemi Świętej. Opisuje cyrk, uzdrowisko rzymskie czy strukturę armii i podziały społeczne. Cała książka jest opisem trudnej drogi Marka do poznania wiary i utrzymania się w niej. Bohater, mimo wielu rozczarowań, z czasem zaczyna pojmować naukę Jezusa. ​„Tajemnica Królestwa” to pierwsza część trylogii rzymskiej, którą myślę, że warto przeczytać w całości, ponieważ język Waltariego jest lekki i barwny, a sposób opowiadania interesujący. Warto pamiętać, że jest to powieść historyczna, Waltari - jak zawsze - bezbłędnie przedstawił realia Ziemi Świętej w I w. n.e. pokazując relacje panujące między różnymi warstwami społecznymi, a także pięknie opisując poszczególne miejsca pobytu bohatera. Jest to świetna i ponadczasowa lektura, można z niej wynieść więcej niż informacje historyczne, bo bez wątpienia gwarantuje ona rozrywkę dla każdego miłośnika literatury.

Eryk Czajkowski


Stoi niepewnie Wsparty o wieczorną noge Pożółkła skóra zakrywa wstydliwie Zwiotczałe mięśnie Trącące Terminem przydatności (Do spożycia) Krwawiąca rana - owal ust Juz dawno zasklepiona Strupem szkorbucie Za malo prawdy lub witaminy C? To od przedawkowania Spółgłosek Dudniących bezsensem i śmierdzących trupem Zamienników wartości

ATLAS O CZŁOWIEKU

Prawda Dobro Piękno Wiara Nadzieja Miłość Bóg Honor Ojczyzna Równość Wolność Braterstwo Cheeseburger Cola Frytki Słowa Słowa Słowa Obok kroplówka Wtłaczająca mieszankę Wspomnień i marzeń W żyły pozatykane codziennością Niezapłaconymi rachunkami i nienakarmionym kotem Tak szybko młodzieńcze katharsis Zmienia się W starczą biegunke To dzieje się cicho i niewidocznie Jak zastąpienie Beztroskiej wiosny Bezśnieżną zimą Przygnieciony sklepieniem przeszłości Boi się Zerknąć nań przez ramię Mógłby przecież dostrzec Rysę Na powierzchni spojonej Klejem wyobraźni Co się dziwić ? Kto chce powrotu Rządz i pragnień Ukrytych w zawilgoconej piwnicy Zamkniętej na klucz i na zawsze Rodzisz się co ranek brzydki bracie feniksa Ze snami i przyszłością Upchniętymi w tornister Byś po raz wtóry mógł paść ofiarą Heraklesa potrzeb i libido Obłudnika Obiecującego Jedzeniem piciem bliskością kredytem we frankach Zaspokoić samotność Dźwiganie nieboskłonu istnienia I gdy już To co było jest i będzie Zleje się w jednaki lazur firmamentu Odejdziesz skradając się cicho Wsłuchany w kwilenie niemowlęcia

Norbert Gacek


SPORT W NOWODWORKU

D

ruga połowa roku 2015 dla sportu w naszej szkole była bardzo udana. Osiągnęliśmy sporo dobrych wyników w różnych dyscyplinach. Na szczególną uwagę zasługują koszykarze, których sukcesy dają nam spore nadzieje na dobry wynik w turnieju noworocznym (w tym roku naszym przeciwnikiem będzie V LO). Oprócz tego bardzo dobrze wypadły pływaczki w licealiadzie oraz siatkarze, którzy dostali się do eliminacji w I lidze.

P

ierwszy mecz w tym sezonie rozegraliśmy 14 grudnia z V LO. Po świetnej pierwszej połowie udało nam się utrzymać przewagę do końca. Wraz z końcową syreną mogliśmy zobaczyć wynik 30:20 dla Nowodworka. Wyróżniającym się graczem w naszej drużynie był Michał Kołodziej, który swoimi wjazdami pod kosz dostarczył drużynie wiele punktów oraz Mikołaj Wierzbicki, który dominował pod koszem. Tego samego dnia przyszło nam się zmierzyć również z XII LO, niestety, mimo walki do końca, tym razem przegraliśmy. W związku z porażką musieliśmy grać w barażach, które odbyły się 18 grudnia. Zanotowaliśmy dwa zwycięstwa: z ZSG jednym punktem a z IX LO - ośmioma. Patrząc na nasze ostanie mecze, myślę, że możemy być w miarę spokojni o wynik turnieju noworocznego.

W

lekkiej atletyce Nowodworek również dobrze się spisał, a w szczególności dziewczyny. W biegu na 400 metrów bardzo dobrze wypadły Ola Pawłyszcze oraz Agata Sobieraj-Jakubiec, które zajęły odpowiednio piąte i szóste miejsce. W biegu na 800 metrów na najniższym stopniu podium stanęła Gabriela Porada, podobnie jak nasze zawodniczki w sztafecie 4x100. Chłopcy wypadli trochę słabiej, ale też mieli parę dobrych wyników. Szymon Wójcik zajął piąte miejsce w biegu na 100 metrów, choć do drugiego miejsca brakowało zaledwie 0,04 sekundy. Najlepszy wynik wśród wszystkich naszych zawodników zanotował Jakub Kuźniar, który był drugi w pchnięciu kulą.


W

pływaniu, podobnie jak w lekkiej atletyce, dużo lepiej spisały się dziewczyny, zarówno w drużynie jak i indywidualnie. Świetnie wypadły Julia Porębska oraz Zofia Saganowska, które zajęły czwarte miejsce na dystansie 50 metrów stylem dowolnym i na dystansie 50 metrów stylem klasycznym. Najlepsze miejsce wśród naszych zdobyła Miriam Kwiatek, która była druga na dystansie 50 metrów stylem motylkowym. Sztafeta dziewcząt 8x50 metrów dowolnym również spisała się świetnie, bo zajęła trzecie miejsce. Warto dodać, że wszystkie dziewczyny, które reprezentowały naszą szkołę, zajęły miejsca w pierwszej piętnastce. Chłopcy wypadli bardzo przeciętnie. Najlepsze wyniki zanotowali Bartosz Rumian, który był dwunasty na dystansie 50 metrów stylem klasycznym oraz Artur Włodarczyk, który zajął trzynaste miejsce na tym samym dystansie - stylem motylkowym. Sztafeta chłopaków zajęła dziewiąte miejsce.

C

hłopaki w eliminacjach do I ligi wygrali 3 mecze i odnotowali tylko jedną porażkę. Z ZS Elektrycznych wygraliśmy 2:1 w setach, z ZS PGN i G 2:0, z ZS Elektrycznych 2:0, a z XII LO przegraliśmy 0:2.

W

piłce ręcznej tradycyjnie lepiej wypadły dziewczyny, które, co prawda, tak jak i chłopcy odpadły, ale były bardzo blisko awansu. Wygrały mecz z VII LO, zremisowały z II LO, przegrały z ZS Gastronomicznych i z ZS Ekonomicznych. Chłopcy przegrali wszystkie mecze i może dla ich dobra nie będę przytaczał wyników.


MODA W PRL Muzeum Narodowe w Krakowie – Gmach główny, al. 3 Maja 1 wystawa do 17.04.16

FIGURY NIEMOŻLIWE Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, ul. Lipowa 4, wystawa do 17.01.16

Gisèle Freund www.gisele-freund.com

Modna i już!

Sceny fotograficzne i portrety Muzeum Narodowe w Krakowie – Gmach główny, al. 3 Maja 1, wystawa do 24.01.16

Poezja i fotografia – projekt „Blue Pueblo” Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, ul. Lipowa 4, wystawa do 17.01.16


BUEYS KANTOR DEMARKO Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, ul. Lipowa 4, wystawa do 20.03.16

wystawa rysunku Mariana Siwka – na 34 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego (Pałac Sztuki, pl. Szczepański 4, wystawa do 30.01.16)

Artyści z Krakowa. Generacja 1980-1990 MOCAK, ul. Lipowa 4, wystawa do 27.03.16

14.Reality Shopka Szoł – Srebrne W e s e l e 15.01.2016, godz. 20:00, teatr Groteska, ul. Skarbowa 2


PRZEPISY NA STYCZEŃ Bananowiec to dla mnie ciasto specjalne i wyjątkowe. Mama piekła je odkąd sięgam pamięcią. Ciasto jest bardzo proste w przygotowaniu i zawsze się udaje. Oczywiście za każdym razem tak samo dobrze smakuje i pasuje na wszystkie okazje - przyjęcie czy spotkanie klasowe. Zapewne każdy z Was ma w domu potrzebne składniki, więc nic innego Wam nie zostaje jak upiec bananowca. Bananowiec ½ kostki masła lub margaryny np. Kasi 1 szklanka cukru 2 jajka 2 dojrzałe banany 1 ½ szklanki mąki ¾ łyżeczki sody 1/3 łyżeczki soli Przygotowanie Masło rozpuszczamy, dodajemy cukier i miksujemy. Dodajemy jajka, po każdym dokładnie miksujemy. Banany obieramy i w osobnym naczyniu rozgniatamy je widelcem na papkę. Dodajemy banany do ciasta. Do masy wsypujemy suche składniki. Miksujemy dokładnie. Ciasto przelewamy do foremki wcześniej wysmarowanej masłem i pieczemy w 170ᵒC około 35-45 minut. Smacznego!

Zima już przyszła, a wraz z przyjdą chłodne dni. Nie istnieje nic lepszego na ich przetrwanie jak ciepły napój, książka i kocyk, dlatego przedstawiam Wam przepis na łatwy i szybki napar, który z pewnością ociepli zimowe wieczory. Napar imbirowy na chłodne dni 4 plasterki obranego korzenia imbiru Laska cynamonu 2-3 goździki Skórka z ¼ pomarańczy Gorąca woda Przygotowanie Do naczynia wrzucamy składniki i zalewamy wrzącą wodą, przykrywamy i odstawiamy na 20 minut. Napar przelewamy do dzbanka i dolewamy około 1l wody. Do naparu możemy dodać konfiturę lub sok malinowy. Napar można również osłodzić miodem. Sprawdzi się także jako dodatek do herbaty. Smacznego!


2015 DWA TYSIĄCE SZESNAŚCIE Kochani Nowodworczycy! Na Nowy Rok chcielibyśmy Wam życzyć wszystkiego co najlepsze! Dużo słońca, pogody ducha, ogromu sukcesów oraz szczęścia; aby życie w naszej szkole mijało Wam przyjemnie, bezstresowo, w otoczeniu samych wspaniałych osób. Trzecim klasom życzymy tylko stuprocentowych wyników matur oraz dostania się na wymarzone studia, drugim i pierwszym zaś zadowalających ocen.


2015 Drodzy Uczniowie Naszego Nowodworskiego Liceum, czytelnicy The Nowodworek Times! Serdecznie życzę Wam na nadchodzący Nowy 2016 Rok wszelkiej pomyślności, realizacji planów i zamierzeń oraz wielu sukcesów. Szczególne życzenia kieruję do uczniów klas trzecich, których czeka w tym roku matura, oby wynik uzyskany na tym egzaminie był dla Was źródłem satysfakcji oraz pozwolił wam zrealizować marzenia o wybranych studiach!

Dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie Jacek P. Kaczor

NOWODWOREK 2016


CO? GDZIE? JAK ? Young Stage to projekt, który narodził się w głowach grupy studentów z Krakowa już w zeszłym roku. Poprzednia edycja była swego rodzaju konkursem dla zespołów muzycznych, a w roli jury pojawił się zespół Clock Machine. W tym roku projekt zmienia nieco kierunek i zmierza w stronę muzyki klasycznej. Odchodzi też od formuły konkursu - teraz będzie to cykl imprez w różnych popularnych miejscach Krakowa. Sam projekt skierowany jest przede wszystkim do osób ze szkół średnich oraz uczelni wyższych - zarówno jeśli chodzi o widownię, jak i artystów. Dlatego osoby, które chciałyby pokazać swoje umiejętności powinny zainteresować się tym wydarzeniem w pierwszej kolejności. Aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie, również jako publiczność, imprezy będą mieć różne formuły - część będzie bardziej typowymi recitalami, inne będą improwizacją od początku do końca - jednak zawsze kluczowa będzie interpretacja własna. Nie ma to być bowiem zwyczajny cykl koncertów, lecz swego rodzaju odświeżenie muzyki klasycznej, nadanie jej nieszablonowego wymiaru, aby pokazać, że klasyka w cale nie musi być “sztywna” i poważna. A nikt nie zrobiłby tego lepiej niż młodzi artyści, często poszukujący jeszcze własnego stylu. Muzyka klasyczna wyjdzie więc z gmachów filharmonii czy opery i wkroczy do kawiarni oraz pubów. Pierwsza impreza odbędzie się pod koniec stycznia, a wszystkie szczegóły będą na bieżąco pojawiać się na Facebook’u. Z pewnością, dla każdego kto interesuje się muzyką, niekoniecznie klasyczną, będzie to inspirujące wydarzenie.


K

O N

I

E

C

TNT


T

N

T

I'll tell you what happened

DD OO DD AA TT EE KK

STYCZEN 2016


WYWIAD Z DYREKTOREM JACKIEM KACZOREM

! !

The Nowodworek Times: Jak odnajduje się Pan na nowym stanowisku?! Dyrektor Jacek Kaczor: Dyrektorzy nie rosną na drzewach. Trzeba po prostu ukończyć odpowiednią formę przygotowania w postaci konkretnego studium, które kończy się z zarządzaniem w oświacie. W związku z tym, jakby merytorycznie jest się przygotowanym. Konkurs też określa, jakie są wymagania stawiane dyrektorowi, dlatego, w pewnym sensie, nie można się w tym zagubić. Same warunki wstępne powodują, że człowiek musi być do tego przygotowany. Oczywiście, są rzeczy, które potrafią zaskoczyć, dla przykładu, moja pierwsza sprawa, którą musiałem się zająć, czyli utylizacja czternastu sztuk broni palnej, które są na stanie szkoły.! TNT: Czy mógłby Pan przybliżyć uczniom swoją pracę? Trudno jest być dyrektorem szkoły?! Dyrektor: Pewnie jeszcze się dowiem, czy jest trudno, natomiast część dyrektorów innych szkół, składając mi gratulacje, wahała się, czy mi faktycznie gratulować, czy składać kondolencje. To jest oczywiście stanowisko innych dyrektorów w tej sprawie. Na pewno jest ! inaczej, niż być tylko nauczycielem. !

! !

TNT: Jakie są Pana plany dotyczące koncepcji rozwoju naszej szkoły?!

Dyrektor: Każdy dyrektor biorący udział w konkursie musi przedstawić komisji konkursowej koncepcję rozwoju szkoły, więc jest to taki obligatoryjny dokument, od którego wszystko się zaczyna. Nie spodziewajcie się, że postawię budynek do góry nogami albo wywołam inną rewolucję, bo szkoła to nie jest sklep z butami, który możemy zamknąć i za tydzień w jego miejscu otworzyć market z AGD. Kadencja dyrektora liczy pięć lat i tyle jest czasu na zmiany. Trzeba też pamiętać o tym, że dyrektor obejmujący stanowisko pracuje na zasadach opracowanych przez poprzedników, dlatego, że plany na rok szkolny są przygotowywane już w kwietniu poprzedzającego roku! TNT: Uczy Pan informatyki, dlaczego akurat ten przedmiot?! Dyrektor: To proste, uczę informatyki, ponieważ jestem informatykiem (śmiech). Konsekwencją bycia informatykiem są uprawnienia do nauczania tego przedmiotu. W gimnazjum mógłbym nauczać też techniki. Od zawsze jednak uczyłem informatyki, w 2001 roku zacząłem nauczać w szkole – wtedy się to nazywało technologią informacyjną.!

!

TNT: Jak długo jest Pan nauczycielem? Zawsze uczył Pan w Nowodworku?! Dyrektor: Jak już wspomniałem, jestem nauczycielem w szkole od 2001 roku. Wcześniej też byłem nauczycielem

akademickim na Politechnice, ale krótko, bo od 2000 roku.! TNT: Co sprawiło, że wybrał Pan Nowodworek?! Dyrektor: To samo, co sprawia, że Nowodworek jest wybierany przez uczniów. Jest to szkoła nieobojętna dla licealistów, a dla nauczycieli wyjątkowa.! TNT: Kto jest Pana największym autorytetem?! Dyrektor: Trudno wskazać jeden autorytet. W kwestiach etniczno-moralnych Paweł z Tarsu, w pedagogicznych najpewniej Janusz Korczak, w naukowych – Albert Einstein.! TNT: Jakie są Pana ulubione książki, filmy?! Dyrektor: Bardzo dużo czytam, jestem stałym bywalcem naszej biblioteki szkolnej i wielu innych. Przeskakuję między gatunkami, nie raz połykam kilkanaście książek danego rodzaju. Mniej więcej od roku rozczytuję się w skandynawskich kryminałach. Są też książki, do których wracam i zawsze mam je na półce, np. „Boską Komedię”. Jeśli chodzi o filmy, to z całą pewnością typem, który jest moim ulubionym, jest fantastyka naukowa.! TNT: Czy we współczesnej szkole brakuje Panu czegoś, co było dawniej?! Dyrektor: Odkąd sięga moja pamięć, polska szkoła jest w stanie permanentnej reorganizacji, w związku z czym nigdy nie jest tak samo. Gdy ja chodziłem do szkoły było inaczej, niż jest teraz, ale nie odczuwam pewnej tęsknoty za przeszłością. Szkoła musi się zmieniać wraz ze zmieniającym się światem. Tak, jak nie


możemy wrócić w szkole do kar cielesnych, tak samo nie możemy marzyć, że wrócimy do szkoły, w której będą mundurki, będzie istniał duży dystans między nauczycielem, a uczniem, będzie dyscyplina niemalże wojskowa, bo są to marzenia z góry skazane na niepowodzenie. ! Tak więc, nie mam takich tęsknot. Jak patrzę na szkołę, to raczej nie wstecz, a do przodu.! TNT: Jak ocenia Pan Nowodworek pod względem przygotowania młodzieży do dalszej edukacji, do życia, pracy?! Dyrektor: Nowodworek cierpi na te same choroby, co wszystkie inne szkoły. Pewne związanie z tradycją nauczania, treści wciśnięte w podstawę programową, czy odsunięcie w stronę teorii sprawia, że nie przygotowujemy uczniów do zetknięcia się z rzeczywistością rynku pracy, świata, w którym trzeba się dostosowywać. I LO przygotowuje do podjęcia studiów i do pewnej niezależności. Jeden z problemów, który zauważam wśród uczniów przychodzących do nas z gimnazjum, to problem związany z małą samodzielnością. Jeszcze nie potrafią odróżnić tego, co było w poprzedniej szkole od tego, jakie są oczekiwania wobec nich w liceum. Pierwszy rok przyzwyczajania się do tego, że trzeba wkładać więcej pracy w naukę, jest dla pierwszoklasistów bardzo trudny.! TNT: Jak chciałby Pan, aby nasza szkoła była postrzegana?!

Dyrektor: Pamiętam I LO z czasów, kiedy ja chodziłem do szkoły. Było ono szczytem ambicji każdego młodego człowieka. Dzisiaj nadal jesteśmy w czołówce szkół średnich, ale chciałbym, abyśmy wrócili do najwyższych miejsc. Pragnąłbym też, aby nasza szkoła była postrzegana jako ta, która doskonale przygotowuje uczniów do odbycia studiów – taka była pierwsza myśl jej założycieli. Teraz już nie tylko na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale na każdej innej uczelni w tym kraju, a ponieważ Unia Europejska otwiera nam możliwość studiowania wszędzie na terenie UE, to też we wszystkich innych krajach.! TNT: Czy uważa Pan, że osiągnął sukces zawodowy? Co jest miarą tego sukcesu?! Dyrektor: Dla każdego nauczyciela kierowanie szkołą jest sukcesem zawodowym. Nie można jednak tego sukcesu traktować jako osiągnięcie „samo w sobie”. To jest po prostu jedna z ról, którą niektórzy nauczyciele muszą realizować w systemie oświaty.! TNT: Co Pan ceni w ludziach?! Dyrektor: Chyba szczerość i otwartość umysłu. Szczerość wymusza prawdomówność, otwartość umysłu zaś na to, że świat jest różnorodny, że inni ludzie mają różne zdania. Można się z nimi nie zgadzać, nie akceptować, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy tych opinii poznawać.! TNT: Czy mógłby Pan dokończyć wypowiedź: „Dla mnie Nowodworek to…”?!

Dyrektor: … fantastyczne miejsce, ze świetną historią, doskonałymi nauczycielami, cudownymi uczniami. To jest miejsce, w którym warto uczyć, bo daje dydaktykowi taki komfort, jakiego nigdzie indziej nie zaznałem. Pracując tutaj z młodymi ludźmi, człowiek nie ma myśli o tym, że generalnie świat idzie w złą stronę, a młodzież jest coraz gorsza. Kontakt z naszymi uczniami daje uczucie spokojnego myślenia o przyszłości. W innych szkołach nie udało mi się tego spokoju zaznać. Tutaj można pracować wiele lat i ciągle pozostawać pod wrażeniem.! ! Wywiad przeprowadziła Anna Krautwurst.! ! !


! !! ! PYTANIA DO INSTRUKTORA !! !! !! !! !! !! !

"Jazda ekonomiczna jest mądra. Co innego realizacja tego punktu w czasie e g z a m i n u . To w y m a g a dopracowania.""

!! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !!

!! !!

The Nowodworek Times: Czy Pański samochód jest dla Pana tylko środkiem transportu, czy również czymś więcej?! Instruktor nauki jazdy Tadeusz Lepszy: Samochód jest przedmiotem, dość uniwersalnym. Jeśli chodzi o emocje to nie wywołuje u mnie żadnych. ! ! TNT: Czy uważa Pan, że ukończenie osiemnastu lat jest odpowiednim czasem do rozpoczęcia swojej przygody z prowadzeniem auta?!

!

TL:Uważam, że powinno się rozpoczynać szkolenie znacznie wcześniej. Wiek 15, 16 lat byłby odpowiedni. Powinno istnieć coś w rodzaju prawa jazdy z ograniczeniem np. jazda pod opieką doświadczonego kierowcy.! ! TNT: Co sądzi Pan o ustawie ze stycznia 2015 roku o nauki techniki „Ekojazdy”?! TL: Jazda ekonomiczna jest mądra. Co innego realizacja tego punktu w czasie egzaminu. To wymaga dopracowania. Nie uwzględniono różnicy parametrów poszczególnych aut. Tak wygląda (kulawo) tworzenie dobrego prawa przez teoretyków. Należy wstać od biurka i sprawdzić w praktyce. To bolączka nie tylko prawa drogowego.! ! TNT: Na czym będą polegały nadchodzące wkrótce (styczeń 2016) zmiany w procedurze uzyskiwania SWOBODNEGO dostępu do dróg?! TL: Prezydent RP Andrzej Duda podpisał ustawę w sprawie ustawy z dnia 16 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw. Ustawa dotyczy przesunięcia terminu uruchomienia zmodernizowanego Systemu Informatycznego Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, budowanego w ramach projektu CEPiK 2.0. z 4 stycznia 2016 r. na 1 stycznia 2017 r. – czytamy w informacji Kancelarii Prezydenta RP. Oczekujemy na publikację ustawy, ta obowiązuje z dniem 31 grudnia 2015 r. W okresie najbliższych 12 miesięcy (?) kandydaci na kierowców będą szkoleni i egzaminowani na dotychczasowych zasadach. Kierowcy, którzy mieli otrzymać prawo jazdy po raz pierwszy, dostaną je, tymczasem bez okresu próbnego i restrykcji, których się tak obawiali. Bez ograniczeń będą mogli podejmować pracę kierowcy zawodowego czy prowadzić działalność gospodarczą związaną z prowadzeniem pojazdu. Nie będzie obowiązkowego szkolenia z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego i szkolenia praktycznego w Ośrodkach Doskonalenia Techniki Jazdy. Czyli, w ośrodkach szkolenia kierowców bez zmian, oczywiście w ramach obowiązującego stanu


prawnego. Doświadczeni kierowcy, ale popełniający wykroczenia drogowe będą „zbierali” i „odrabiali” swoje punkty tzw. karne na dotychczasowych zasadach itd.! ! TNT: Czy cena kursów ulegnie zmianie?! TL: Jak można domniemywać ceny kursów pozostaną bez zmian.! ! TNT: Co w przypadku, gdy w okresie próbnym popełni się jakieś wykroczenie?! TL: W okresie 1-roku od wydania po raz pierwszy prawa jazdy nie wolno przekroczyć 20 punktów. Również w okresie 2 lat od wydania po raz pierwszy prawa jazdy popełnienie przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, albo trzy wykroczenia (np. przekroczenie dop. prędkości o 30 km/h) skutkować będą cofnięciem uprawnień do kierowania pojazdem silnikowym.! ! TNT: Punkty karne dalej będą praktykowane. Co się stanie, jeśli będąc już doświadczonym kierowcą, zbierze się dwadzieścia cztery?! TL: Przez najbliższe 12 miesięcy wszystko zostaje „po staremu”. Będzie nadal limit 24 punktów.! ! TNT: Gdzie będzie można się zgłosić na kursy z teorii i praktyki mając już prawo jazdy?! TL: Ten ważny problem – dokształcania się, zwłaszcza w zakresie teorii – nie jest uregulowany prawnie.! ! TNT: Czy kierowców, podczas okresu próbnego, będą obowiązywały jeszcze jakieś dodatkowe ograniczenia?! TL: Przez najbliższe 12 miesięcy nie – później nie wiadomo.! ! TNT: Jak ocenia Pan nadchodzące zmiany, czy zwiększą one profesjonalizm kierowców?! TL: Umiejętności kierowców polskich pozostawiają wiele do życzenia.! ! TNT: Porównując umiejętności polskich kierowców i tych z innych państw UE, po reformach będziemy powyżej średniej?! TL: Jeździmy o wiele lepiej niż Litwini i Rumuni o wiele gorzej niż Niemcy, Finowie. To temat morze.! !

!! !! !! !!

TNT: Jakie cechy charakteru pomagają być dobrym kierowcą? ! TL: To już temat ocean, na oddzielny referat. Spokój, rozwaga, rozsądek, empatia – możemy ten temat rozwijać!! !

!! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !! !!

Odpowiedzi na pytania udzielił instruktor nauki jazdy kat. A, B, C, D oraz E Tadeusz Lepszy, przedstawiciel Ośrodka Szkolenia Kierowców ARMA.!

!


SzkoĿa jak z filmu? Wywiad z

Na czym polega wymiana? Jest to roczny wyjazd (w innych programach jest również opcja wyjazdu na pół roku), w czasie którego można poznać kulturę, obyczaje, podszkolić język angielski i po prostu zobaczyć, jak ludzie żyją na „drugim końcu świata”.

!

W jakiej jesteś szkole? Jestem w katolickiej szkole prywatnej. Nie pamiętam w którym roku (ale stosunkowo nie tak dawno) oceniona ona została jako jedna z 50 najlepszych w USA.

Anną Najder , byłą uczennicą klasy IB w Nowodworku 


Mieszkasz u amerykańskiej rodziny czy w internacie? U amerykańskiej rodziny.

! !

Jakie było twoje pierwsze wrażenie w nowej szkole? Szczerze? Nie pamiętam. Wszystko było nowe, inne, ale na pewno pozytywne.

!

Na początku chciałabym bardzo mocno zaznaczyć, że każda szkoła w USA jest zupełnie inna. Duże znaczenie ma to, gdzie się ona znajduje, w jakim stanie, czy w dużym mieście czy w małym. Czy jest ona prywatna czy nie. Szkoły nieurzędowe nie muszą przestrzegać wszystkich amerykańskich zasad, więc są zupełnie inne. Każda szkoła może mieć inny rozkład zajęć, inne sporty, lekcje trwające mniej lub więcej. Naprawdę, w Stanach Zjednoczonych każda szkoła jest inna.

!! !

Co skłoniło cię do zdecydowania się na udział w wymianie? Mój brat, on był głównym powodem, dla którego zdecydowałam się wyjechać. Obecnie jest już absolwentem Nowodworka, ale będąc w drugiej klasie zamarzył o wyjeździe na studia do USA. Bardzo zależało mu, by wziąć udział w naszej szkolnej wymianie, najpierw zobaczyć jak ten kraj wygląda. Będąc w klasie maturalnej pojechał do Philadelphi, wymiana trwała dwa tygodnie. Wyjechał, wrócił i cóż… Zaraził mnie tym krajem! Ogólnie rzecz biorąc, zaczęłam z nim bardzo dużo rozmawiać na temat Stanów. Zaczynając od tego co je się na śniadanie, a kończąc na gospodarce, prawie, czy systemie medycznym. Po krótce tak to się zaczęło.

Jakie przedmioty wybrałaś? Fizykę, matematykę i intro do designu – to moja ulubiona klasa. Planuję zostać architektem, więc trudno się dziwić. W czasie lekcji rozwijamy wyobraźnię, ale również poznajemy podstawowe techniki projektowania i modelowania, obsługi programów graficznych itp. Wzięłam też biznes, WF (bo miałam do wyboru to albo historię świata, a ja jestem umysłem ścisłym więc historia mi się nie uśmiechała), połówkę hiszpańskiego (dużo więcej się tu nauczyłam niż w Polsce, moja nauczycielka była świetna) oraz połówkę chóru. Musiałam również wziąć: - angielski dla studentów międzynarodowych - historię USA - religię - angielski - w moim przypadku literatura amerykańska; jest to angielski dla 11 klasy, czyli tej w której obecnie się znajduję. Jakie różnice zauważyłaś w systemie amerykańskim i polskim? Wszystko jest inne, dosłownie. Nie chcę tutaj napisać eseju na ten temat więc postaram się skrócić jak najbardziej. -Uczniowie mają możliwość rozwijania swoich pasji i zainteresowań w szkole. Jest do wyboru mnóstwo ciekawych przedmiotów, nie tylko matematyka, fizyka, historia itp. -Rok jest podzielony na cztery ćwiartki, po każdej ćwiartce ma się ZUPEŁNIE inny plan lekcji. -Dzień w dzień odbywają się takie same lekcje - jedni to kochają, drudzy nienawidzą, ja akurat zaliczam się do tej pierwszej grupy. -Bloki 90 minutowe zamiast 45 minutowych lekcji


-Ciekawsze zajęcia (zdarzają się wyjątki oczywiście) -Bardziej pomocni nauczyciele, to oni są tu dla nas, nie my dla nich. -Uczniowie nie boją się pytać, tu żadne pytanie nie jest głupie! -Nie rozwija się tylko naukowych zdolności, duży nacisk kładzie się na umiejętność pracy w grupie (naprawdę, ja dzień w dzień mam coś do zrobienia w grupie).

szczęście nie dotyczyło. Od zawsze miałam większy problem ze zrozumieniem Brytyjczyków niż Amerykanów.

!

Na jakie zajęcia dodatkowe można uczęszczać? Amerykański rok szkolny ma trzy sezony sportowe: jesienny, zimowy i wiosenny. W każdy sezonie są inne sporty, np tennis, koszykówka, football, baseball, softball, crooss country (bieganie). Oprócz tego są swego rodzaju „kluby sportowe”. Czyli np: klub narciarski, albo kręgle. Wiadomo, że toru do kręgli czy gór ze śniegiem w szkole nie ma, więc trzeba gdzieś jechać by móc uprawiać ten sport. Oprócz tego, moja szkoła jest dość „artystyczna”. Wystawiane są koncerty, musicale itp. a opiekun tej części w szkole pracował kiedyś w Disney’u i pomagał wystawiać Disnejowskie musicale, więc ma ogromne doświadczenie, a co za tym idzie: moja szkoła słynie z tej artystycznej części (co w Stanach nie jest często spotykane).

!!

Jak amerykańska młodzież spędza czas po szkole? Większość ludzi trenuje sport lub ma pracę. Jeśli chodzi o weekendy, to mogę powiedzieć, że spędzają je tak samo jak polska młodzież. Jednak wydaje mi się, że tutaj życie jest intensywniejsze, więcej się dzieje. 


Jak wygląda typowy dzień w amerykanskiej szkole? W poniedziałek zaczynam lekcje o 8:30, w inne dni o 7:40. Najpierw każdy idzie do swojego homeroom’u na równe 8 minut. Na tablicy wyświetlone są ogłoszenia, a jeśli nasz wychowawca chce nam coś przekazać to właśnie wtedy ma czas by to zrobić. Jako, że jestem w katolickiej szkole, dzień zaczyna i kończy się modlitwą. Na początku każdej lekcji również mówimy szybką modlitwę, to samo przed jedzeniem. 


!

Jakie korzyści a jakie wady ma według ciebie taka wymiana? Korzyści: Otwiera oczy. Mamy możliwość poznania innego systemu edukacji, inną kulturę, zobaczenia wszystkiego „od wewnątrz”, tego jak naprawdę wyglądą życie za oceanem (aczkolwiek życie w Californi jest zupełnie inne niż np. w Tennessee), nawiązania nowych przyjaźni . Wady: w większości przypadków tracimy rok.

!

Czy tęsknisz za polską szkołą i domem? Szczerze? Ani trochę. Nie wiem skąd to się bierze, ale naprawdę nie tęsknie. Oczywiście, czasami pomyślę o domu, szczególnie gdy dzieję się coś, co w Polsce bardziej mi się podobało. Chociażby Mikołajki, w tym roku nie obudziłam się z ogromną paczką słodyczy na poduszce koło mojej głowy. Jednak ogólnie rzecz biorąc: nie tęsknię.

Lekcje: 1 opcja 1 Blok 20 minut przerwy 2 Blok - lunch- (30 minut) 3 blok 4 blok 2 opcja: 1 Blok 20 minut przerwy 2 Blok ~1 skinny (45 minutowa lekcja) 2 skinny~ -lunch- (30 minut) 4 Blok

Czy amerykańska szkoła rzeczywiście wygląda tak jak w filmach? To zależy jaka. W mojej szkole cheerliderek nikt nie lubi, ale chłopców z drużyny footbolwoej zna każdy. Każdy krzyczy jak najgłośniej i dopinguje naszą drużynę podczas meczów. Musicale istnieją i ludzie biorą w nich udział, zawiązują tam przyjaźnie na długie lata. Każdy z dumą nosi bluzę z nazwą szkoły. Podziału na grupki jednak nie zauważyłam, ale moja szkołą jest dość mała (500 osób), więc po prostu każdy zna każdego.

Czy język stanowi barierę w porozumiewaniu się? To zależy jak dobrze znasz język angielski! U każdego wygląda to inaczej. Ja osobiście problemów nie miałam. To znaczy – oczywiście – czasem czegoś nie rozumiałam, bo to ZUPEŁNIE co innego mieć lekcje angielskiego w polskiej szkole, a zupełnie inaczej jest używać tego języka na co dzień. Problem dla niektórych ludzi może stanowić akcent, ale mnie to na 


Jak wygląda budynek twojej szkoły? Ma dwa piętro, stołówkę i dwie hale sportowe, siłownię, teatr mieszczący 700 osób oraz pokój dla chóru i drugi oddzielny dla zespołu muzycznego. Oprócz tego normalne sale lekcyjne, kilka sal z


komputerami, sale przystosowane do labolatoriów, bibliotekę itp. Boisko do piłki nożnej, footbalu oraz softballu koło szkoły.

!

Jak oceniasz poziom nauczania? To zależy jakie klasy sobie weźmiesz. Ogólnie na pewno jest prościej, aczkolwiek wiem, że trudne klasy też istnieją. Akurat w mojej szkole klasy naukowe są dość trudne (biologia, chemia itp). Istnieje też coś takiego jak AP level, czyli poziom uniwersytecki i jakby to porównać… Ich AP to taki nasz Nowodworek. Dla mnie trudna jest np. literatura, bo czytamy teksty, które są pisane starym angielskim i po prostu nie jest tak łatwo to zrozumieć. Wszystkie klasy medyczne (których w mojej szkole jest kilka, bo w USA zawsze jest zapotrzebowanie na lekarzy i pielęgniarki) są trudne - z tego co słyszałam.

! !! ! !

Jaki macie system oceniania? 100-95% - A <95- 90% AB <90 - 85% B <85 - 80 % BC <80 - 75% C <75 - 70% CD <70 - 65% D <65% F 


Zazwyczaj. Choć na jednym sprawdzianie np dopiero 70% to było D (jeśli masz mniej niż D to tak, jakby dostało się w Polsce jedynkę).

!

Czy w takiej wymianie uczestniczą też osoby z innych państw? Tak, głównie ludzie z Azji oraz Hiszpanii, tylko, że oni przyjeżdżają tu by otrzymać dyplom ukończenia amerykańskiego liceum. Jeśli natomiast chodzi o coś takiego w czym biorą udział Polacy, to tak, są osoby z Francji, Rosji, Niemiec itp. również mają takie programy. Mam dwie Niemki w szkole i ich poznanie pozwoliło mi na przełamanie stereotypów, które możemy usłyszeć w Polsce na temat Niemiec.

!

Wywiad przeprowadzony przez Sekcję Międzynarodową Samorządu Uczniowskiego – Justynę Piotrowską oraz Aleksandrę Malik.


BLIŻEJ CI DO VAN GOGHA CZY DO EINSTEINA?

!! W dzisiejszych czasach ciągle pędzimy.

W natłoku zajęć często zapominamy o refleksji nad naszym działaniem. Co powoduje, że postępujemy w taki, a nie inny sposób? Dlaczego np. łatwiej jest mi skupić się na zadaniach niż abstrakcyjnym myśleniu, dlaczego wiele zadań odkładam na tzw. ostatnią chwilę, czemu łatwiej mi się skupić na problemach i wadach niż na pozytywach? Uzyskanie odpowiedzi na te pytania może otworzyć wiele drzwi i ułatwić poznanie samego siebie. Jednym ze sposobów ich poznania jest MBTI – Myers Briggs Type Indicator – wskaźnik opracowany przez Ketherine Briggs i Izabell Myers na bazie koncepcji Karla Gustava Junga.

!

Możesz wybrać to, co robisz, ale nie możesz wybrać tego, co lubisz. To, co lubisz, to Twoje wrodzone preferencje, które według Junga stanowią potencjał osobowości.

!MBTI pomaga określić preferencje w czterech

wymiarach funkcjonowania: • ekstrawersja (E) – introwersja (I) – zachowania, postawy i styl w obszarach: budowanie relacji, udziału w pracach zespołowych, podejmowanie nowych wyzwań; • poznanie (S) – intuicja (N) – zarządzanie informacją, wyznaczenie celów i rozliczanie zadań; • myślenie (T) – odczuwanie (F) – podejmowanie decyzji, udzielanie informacji zwrotnych, motywowanie siebie i innych, wartości; • osądzanie (J) – obserwacja (P) – planowanie i organizowanie działań, realizacja projektów, wdrażanie i uczestnictwo w procesie zmian. Poprzez połączenie tych czterech cech powstaje czteroliterowy skrót, który określa twój typ osobowości. Często, gdy poruszam ten temat z nowymi osobami, ich pierwszą reakcją jest „Człowieka nie da się określić za pomocą czterech literek!”. Całkowicie się z tym zgadzam. MBTI pokazuje jądro osobowości.

Są to preferencje bardzo silnie w nas zakorzenione. MBTI nie mówi wszystkiego. Nie pokazuje, czy jesteś szczęśliwy czy smutny, nerwowy czy spokojny, spełniony czy rozgoryczony, jaką muzykę preferujesz itd. Jednakże wskazuje twoje preferencje, motywacje i motory działania. Wykorzystanie tej wiedzy ułatwia identyfikację mocnych i słabych stron. Otwiera oczy na możliwe źródła niepowodzeń, pomaga poznać swoje mocne strony, a przez identyfikację słabych można zaplanować plan rozwoju. Trzeba jednak pamiętać o dwóch bardzo ważnych rzeczach: MBTI nie ocenia osobowości, każdy typ ma swoje bardzo mocne strony oraz wady i słabości. MBTI nie powie ci nic nowego o tobie, gdyż tak naprawdę będziesz już świadomy tego, co usłyszysz. Skoro nie dowiemy się nic nowego, jaki jest sens w wypełnianiu testu MBTI? Pierwsza i najważniejsza rzecz to akceptacja. Mimo, że często zdajemy sobie sprawę ze swoich cech charakteru, nie jesteśmy w stanie ich zaakceptować, gdyż automatycznie je oceniamy, często negatywnie. MBTI skonstruowane jest w ten sposób, że doprowadzi cię do punktu, w którym nielubienie swoich cech będzie niemal równie rozsądne jak nielubieniem swoich czerwonych krwinek. Po drugie, co jest równie ważne, akceptujemy innych ludzi. Gdy zaczynamy rozumieć i poznawać siebie, mechanizmy, które nami sterują, dostrzegamy różnice pomiędzy osobowościami. A co za tym idzie, znając ich motywy i sterujące nimi mechanizmy możemy do nich dotrzeć i w większym stopniu zrozumieć ich punkt widzenia. MBTI to test dla samego siebie. Jest wykorzystywany w wielu korporacjach, jako element coachingu, jednak może też posłużyć jako narzędzie, dzięki któremu łatwiej będzie danego człowieka zmanipulować. Jeśli jednak postanowisz wykorzystać ten test dla siebie, możesz z niego wiele wyciągnąć i rozwinąć swoją osobowość. Pomijając zastosowanie MBTI w coachingu i korporacjach jest to po prostu bardzo dobra zabawa. W Internecie można znaleźć tysiące stron, obrazków i filmików dotyczących danego typu osobowości. Czytając opisy


typów osobowości swoich przyjaciół i rodziny wielokrotnie można z uśmiechem powiedzieć „To jesteś cały ty!”. Poza tym miło jest się

!!

dowartościować widząc, że twój typ osobowości posiadał Albert Einstein, J.K Rowlling czy Martin Luther King.


!! !! Jeśli macie ochotę poświęcić parę minut i poznać swój typ osobowości odsyłam na stronę: www.humanmetrics.com/cgi-win/jtypes2.asp !Jeśli natomiast ciekawi was, jaki typ osobowości miał Stalin, Hitler, Szekspir czy Leonardo Da Vinci zapraszam na stronę: www.celebritytypes.com/personality-tests.php. Ania Wardęga

The Nowodworek Times #01/16  

+ dodatek z wywiadami i niespodzianką

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you