Page 1

1


Spis Treści: 4 Polska myśl techniczna

6 Wywiad z prof. Pawłem Barchanowiczem

9 W gronie Nowodworczyków...

8

12 Faceci w czerni czterej

26 Nienawidzę siebie i chcę umrzeć

32 Niezwykłe historie wymarłych gatunków

36 Nowinki naukowe

38 Witaj w moim świecie. Witaj w WRC !

42 Słodko - słony świat Julki

14

40

2


Wstęp od redakcji Drodzy czytelnicy!

Z wielką radością oddaję w Wasze ręce ostatnie wydanie The Nowodworek Times, powstałe dzięki pracy redakcji pod moim przewodnictwem. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do rozwoju pisma – dziennikarzom, informatykom, grafikom oraz nauczycielom (Pani Profesor Annie Tumidajewicz, Pani Profesor Marcie Karpiel oraz Pani Prof Iwonie Majcher), którzy służyli nam zawsze dobrą radą i pzekazywali pozytywną energię, motywującą do dalszej pracy. The Nowodworek Times nie mógłby rozwijać się i osiągać sukcesów, gdyby nie Wy – Drodzy Czytelnicy. Chciałbym Wam bardzo podziękować za rok spędzony razem – za Wasze oddanie, czynny udział w życiu pisma oraz wiele rad i sugestii. Mam nadzieję, że artykuły, które mogliście znalezc w wydaniach TNT pogłębiły Waszą wiedzę oraz były powodem do radości. Życzę nowej redakcji pod przewodnictwem Norberta Gacka wielu sukcesów oraz satysfakcji z wykonywanej pracy. Niech TNT będzie dalej rozwijało się i poszerzało, już bardzo szerokie, grono odbiorców.

Jakub Turcza

Redaktor naczelny: Jakub Turcza Zastępca redaktora naczelnego ds. TNT / sekretarz: Aleksandra Budzińska Desktop Publishing: Kierownik artystyczny / fotoedytor: Natalia Kowalska Grafik: Tytus Maciejowski Projektant grafiki: Anna Skoczeń, Natalia Kowalska Dziennikarze: Agnieszka Orszulak, Karolina Zając,

Mikołaj Bać, Filip Storożuk, Karolina Czaplak, Łucja Hudy, Jan Kłapa, Michał Strój, Magdalena Ignasik, Julia Kowalska. Znajdź nas na: http://su-nowodworek.pl/tnt http://issuu.com/thenowodworektimes Kontakt: tnt.nowodworek@gmail.com Dziękujemy opiekunom The Nowodworek Times pani prof. Iwonie Majcher oraz pani prof. Annie Tumidajewicz - za cenne uwagi oraz wsparcie.

3


Nauka

Polska myśl techniczna Wbrew pozorom Polacy w XX wieku wymyślili coś więcej niż aptent na to, jak nie otruć się denaturatem. Czasy PRL-u to okres owocny w wiele technologicznych odkryć, które obecnie są kultowe i istnieją w świadomości współczesnych ludzi. Dziś odradzają się, a ludzie z wielką chęcią sięgają po nie.

SOKÓŁ (1934 - 1950) Ramę Harleya i silnik Indiany składały Państwowe Zakłądy Inżynierii. To nie mogło się nie udać! Teraz Sokół powrac, będzie jedynym motorem skręcanym w kraju w ilości 30 sztuk/rok.

WARSZAWA (1951 - 1973) Klasyka nad klasykami, po dziś dzień ocalałe egzemplarze wożą młode pary do ślubu, wygrywając wyścig z takimi samochodami jak Bentley lub Rolls Royce. Piękny samochód, rekonstrukcja w planach. Choć projekty odbiegają nieco od bryły pojazdu znanego z okresu PRL-u, to muszę przyznać, że są intrygujące i chciałbym zobaczyć na żywo efekt końcowy.

4


RELAKSY (1955 – ok. 1989) Żadne inne buty nie wystały tyle w kolejkach do pustych sklepów i nie zagrały w tylu polskich filmach. Teraz wróciły na rynek i produkowane są przez polską markę Wojas. Cena wynosi 400 złotych.

UNITRA (LATA 70. - 80.) Fonograficzny hit PRL-u. Każdy niegimbus słyszał w życiu przynajmniej jeden kawałek, któy leciał z tonsili Unitry lub słuchawek SN50. Teraz powracają na sklepową półkę i można je nabyć za 200 złotych. (po lewej stronie oryginalny produkt z okresu PRL-u, po prawej współczese produkty) Bartosz Nałęcz

5


Kultura

Wywiad z prof. Pawłem Barchanowiczem

6


A i K: Jak ocenia Pan poziom angielskiego u swoich uczniów?

Jest jednym z najbardziej popularnych i otwartych anglistów w Nowodworku. Znany z zamiłowania do anegdotek i nowoczesnych technologii, uwielbiany przez uczniów za niekonwencjonalne metody prowadzenia lekcji, Pan Profesor Paweł Barchanowicz opowiada o swojej pracy, pasjach i znaczeniu języków w życiu codziennym.

P.B.: Uczyłem kiedyś studentów i nie ma porównania. Uczniowie Nowodworka są bardzo zdolni, przynajmniej w większości. A i K: Czy uważa Pan, że program, który oferuje Ministerstwo sprawdza się w praktyce?

A i K: Dlaczego wybrał Pan język angielski jako swoją drogę życiową?

P.B.: Przykre jest to, że szkoła ma niby przygotować do matury i klasy mające angielski w wymiarze 3 godzin tygodniowo cierpią na tym, ponieważ lekcje schodzą na robieniu zadań maturalnych, a jest to czas, który można

P.B.: Zakochałem się w nim. To było jeszcze w szkole średniej, w technikum elektrycznym, do którego z resztą trafiłem przypadkiem, ale tam to się zaczęło.

chociażby przeznaczyć np. na speaking. Na pewno w jakimś stopniu jest to przydatne, ale też troszkę ogranicza.

A i K: Który język Pan preferuje – angielski czy polski?

A i K: Skąd u Pana takie zainteresowanie nowinkami technologicznymi?

P.B.: Zawsze native langue jest człowiekowi bliższy, ale na co dzień więcej rozmawiam po angielsku. Uważam również, że w tym języku można dużo precyzyjniej wyrazić pewne rzeczy.

P.B.: A to aż tak widać? (śmiech) Zawsze mnie do tego ciągnęło. Mogę nawet opowiedzieć taką anegdotkę – mój brat dostał kiedyś od taty drogi zegarek ze Szwajcarii, a ja go rozkręciłem i wyrzuciłem przez okno. Po prostu zawsze mnie interesowało jak rzeczy działają. Nowoczesne technologie to fajna rzecz i uważam, że bardzo

A i K: Jak długo uczy Pan w Nowodworku? P.B.: Od 1999 roku, więc już 15 lat. A i K: Jak to jest pracować z żoną w tym samym miejscu?

pomagają w życiu. A i K: Na lekcjach często wspomina Pan studia, szczególnie wykłady z literatury angielskiej i Panią Profesor „What do you make out of it?”. Jak Pan z perspektywy czasu ocenia te lata?

P.B.: Tak samo jak bez (śmiech). Nie widzę żadnych problemów, może nawet czasami jest łatwiej. Zdarza się, że inspirujemy się sobą nawzajem w prowadzeniu lekcji, ale mamy różne charaktery, różne osobowości, więc różnie wykorzystujemy swoje pomysły. Żerujemy na sobie (śmiech).

P.B.: Studia bardzo dużo mi dały. Najpierw chodziłem do college’u, a potem umożliwiono nam kontynuowanie edukacji na Uniwersytecie Jagiellońskim i zrobiło się trudno, bo trzeba było

7


dużo zaliczać i bardzo dużo się wtedy uczyłem. Ale i tak najwięcej nauczyłem się w pracy. A i K: Lubi Pan opowiadać anegdotki. Jaką ostatnio usłyszał Pan w pokoju nauczycielskim albo jaka jest Pana ulubiona? P.B.: Obawiam się, że żadna z nich nie nadaje się do publikacji (śmiech). Ubolewam, ale niestety (śmiech). A i K: Bardzo dziękujemy za poświęcony nam czas. P.B.: Ja również dziękuję.

Agnieszka Orszulak Karolina Zając

8


Kultura

W gronie Nowodworczyków... Jednym z wybitniejszych absolwentów Liceum im B. Nowodworskiego, wtedy jeszcze zwanego Gimnazjum Świętej Anny był Fryderyk Zoll starszy. Ten urodzony 2 grudnia 1834 w Dolnej koło Myślenic znakomity prawnik ukończył Gimnazjum w 1852 roku. W naszej szkole osiągał znakomite wyniki w nauce. W klasyfikacji szkolnej zajmował zawsze drugą lokatę. Pierwszym był jego przyjaciel Józef Kasznica, późniejszy profesor prawa Uniwersytetu Warszawskiego i Lwowskiego. Fryderyk Zoll był za to najlepszy w wynikach z matematyki i fizyki. Udzielał z tych przedmiotów korepetycji kolegom m.in. młodszemu o kilka lat hr. Stanisławowi Tarnowskiemu. Planował studia techniczne w Wiedniu ale sytuacja rodzinna nie pozwoliła mu na wyjazd z Krakowa. Podjął więc czteroletnie studia na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego . Ukończył je w 1856 roku, a już w 1858 obronił pracę doktorską z zakresu prawa rzymskiego. Początkowo został asystentem w Katedrze Prawa Rzymskiego a po habilitacji w 1862 roku został jej kierownikiem. Był pięciokrotnym dziekanem Wydziału Prawa, przez dwie kadencje przewodził Uniwersytetowi Jagiellońskiemu Jako rektor , a także przez dwie był prorektorem. Na UJ wykładał do 1905 roku. Był posłem na Sejm Krajowy Galicji a w 1891 został członkiem Izby Panów. W 1906 dostał z rąk Cesarza Franciszka Józefa tytuł szlachecki.

Stał się protoplastą słynnego rodu prawniczego. Jego prawnukiem jest Profesor Andrzej Zoll b. Rzecznik Praw Obywatelskich, a praprawnukiem obecny Profesor UJ cywilista Fryderyk Zoll również absolwent naszego Liceum Fryderyk Zoll zmarł 1 kwietnia 1917 roku i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w grobowcu rodzinnym. Magdalena Kurdziel

9


Jerzy Bielecki (1921-2011) był jednym z pierwszych więźniów Auschwitz-Birkenau (nr 243). Po wojnie odznaczony wieloma medalami, takimi jak Krzyże Komandorski, Oficerski i Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Co jednak dla nas najważniejsze - uczeń Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego. W 1940 roku mając 19 lat, a więc u końca swego kształcenia w Nowodworku został aresztowany pod pretekstem przynależności do ruchu oporu i przewieziony w jednym z pierwszych transportów do Auschwitz. Tam poznał Cyle Cybulską - Żydówkę, która trafiła do Auschwitz

- wyznała. Gdy zaczęła szczegółowiej opowiadać swoją historię, Irka przerwała jej. Zdumiona powiedziała, że słyszała o tej historii w telewizji, i jest pewna, że bohater programu Jerzy Bielecki żyje! Zapamiętała, że mieszka w Nowym Targu i jest dyrektorem dużej szkoły mechanicznej. Cyla postanowiła czym prędzej to sprawdzić. Zdobyła numer domowy Jerzego. Zadzwoniła w nocy. Rozmawiali przez długi czas. Starali opowiedzieć sobie ostatnie kilkadziesiąt lat. Cyla przyleciała do Polski 8 czerwca 1983 roku. Jurek czekał na nią na lotnisku z bukietem 39 róż, za każdy rok rozłąki po jednej.Od tamtego czasu Cyla była w Polsce wiele razy, również Jurek odwiedził ją w Nowym Jorku” O swoich przeżyciach napisał w książce „Kto ratuje jedno życie…”, gdzie dokładnie opisuje niewyobrażalną i szokującą zbrodnię ludobójstwa 1,5 mln ludzi. W 1998 roku założył Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich, którego celem było pielęgnowanie oraz utrzymywanie pamięci o ofiarach Oświęcimskiego Ludobójstwa. Ten wzorowy i przykładny patriota odznaczał się wszelkimi cnotami jakie winien posiadać Nowodworczyk.

w 1943 roku, otrzymując numer 29558. Obiecał jej, że wyciągnie ją z obozowego piekła i tak też się stało. 21 lipca 1944 roku przebrany za SSmana razem z ukochaną uciekł z obozu. Była to jedna z zaledwie 11 pomyślnych ucieczek z Auschwitz! Zarazem ostatnia z nich.... Po brawurowym przedostaniu się poza obozowe ogrodzenie z drutu kolczasego Bielecki wstąpił do oddziału Armii Krajowej, w którym czynnie działał do końca wojny. Ten wielki patriota, zaliczony w poczet Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, jeszcze przez 40 lat po wojnie nie widział się z ukochaną. Przypuszczał, że nie żyje. Niepewność trapiła go do momentu, gdy wreszcie w 1983 roku spotkali się z nią na nowo. Strona www.jerzybielecki.pl opisuje to następująco: „W maju 1983 roku, do Cyli przyszła jak co dzień Irka, kobieta pochodząca z Polski, sprzątająca u niej. Cyla poprosiła ją, by usiadła z nią przy kawie. - „Wiesz dlaczego ja Cię tak lubię” - powiedziała - „Jesteś z tych samych stron, co chłopak, który uratował mi życie wyprowadzając mnie z obozu”

10


Chociaż nie mieliśmy okazji go spotkać – warto posłuchać: Wspomnienia obozowe: https://www.youtube.com/watch?v=eAl1fA9I0dQ Przebieg ucieczki: https://www.youtube.com/watch?v=BZ68fUSeETg Sebastian Skoczeń

11


Kultura

Faceci w czerni czterej,

czyli wywiad z księżmi Albertem, Krzysztofem, Adamem i Andrzejem

Wraz z końcem roku, semestru nadchodzi czas podsumowań. W naszym przypadku wiąże się on również z pożegnaniem redakcji TNT i ostatnimi chwilami w Nowodworku, więc czas na rachunek sumienia. A jak dokonać go lepiej niż z pomocą „facetów w czerni” – naszych nietuzinkowych, wybitnych szkolnych duszpasterzy? Po raz pierwszy RAZEM, pół żartem, pół serio, katecheci I LO opowiadają o pracy, Kościele i swoich najbardziej skrywanych pasjach…

IMIĘ, NAZWISKO: ks. Albert Wołkiewicz MIESTO URODZENIA: Mińsk Mazowiecki ŚWIĘCENIA KAPŁAŃSKIE (rok): 2002 PARAFIA: Wniebowzięcia NMP w Krakowie (Parafia Mariacka) JAK DŁUGO W NOWODWORKU?: od 1 września 2012 roku od godz. 7:17am. TELEFON (model): ajfonpięć(es) (przyp. red. Zachowana pisownia oryginalna) A i K: Jest Ksiądz absolwentem Technikum Elektrycznego. Co dała Księdzu ta szkoła? A.W.: Jestem absolwentem Technikum Elektronicznego. Elektrycy pracują na wyższych napięciach, elektronika to trochę

12


inna dyscyplina – to sztuka precyzyjnej pracy na niskich napięciach. Technikum Elektroniczne, które ukończyłem, oprócz matury i dyplomu technika elektronika, to była piękna przygoda. Nowi ludzie, większe wymagania, szkoła charakterów… Zespół Szkół, w skład którego wchodziły technika o różnej specjalności miał ponad 1300 uczniów i trzeba powiedzieć, że była to szkoła zdecydowanie męska. To była wielka nauka stawiania sobie wymagań, pracy nad swoim charakterem oraz – jak się później okazało – to był początek podejmowania życiowych decyzji (seminarium duchowne).

właściwie ustawić sumienie to wielka sztuka. Błędy mogą wiele kosztować. Środowisko ludzi uczciwych, którzy mają dobrze ustawione sumienie, to Boże środowisko. A i K: Robi Ksiądz bardzo piękne zdjęcia. Skąd ta pasja i zmysł, smykałka artystyczna? A.W.: To też wiąże się z czasem nauki w Technikum. Raz w roku, począwszy od pierwszej klasy, jeździliśmy w góry (Bieszczady, Tatry, Beskidy). Chciałem „zachować” piękne widoki na dłużej. Dostałem pierwszy aparat, lustrzankę (o cyfrówkach nikt jeszcze wtedy nie myślał). Zacząłem fotografować i… tak jest do dziś.

A i K: Od technika elektronika do kapłana – skąd i dlaczego taka zmiana? A.W.: To nie zmiana tylko kontynuacja. Jak wspomniałem wcześniej, elektronika to sztuka bardzo precyzyjnej i przemyślanej pracy. Uczyliśmy się nie tylko podstawowych praw i zasad panujących w elektronicznym świecie (Prawo Ohma, prawa Kirchhoffa, twierdzenie Thevenina i Nortona) ale pracowaliśmy na bardzo „wrażliwych” układach scalonych (które wchodziły wtedy do użycia). W kapłaństwie trzeba dobrze poznać Boże prawa i zasady. Tu też pracuje się z „wrażliwymi układami”, jakimi są ludzkie sumienia. Pomóc człowiekowi

A i K: Jakieś inne hobby, poza fotografią? A.W.: Wspinaczka górska, narciarstwo alpejskie, skialpinizm (skituring), media, nowe technologie, komunikacja. A i K: Pracuje Ksiądz w Wydziale Katechetycznym Kurii Metropolitarnej w Krakowie jako Wizytator I Rejonu. Czym zajmuje się Wydział i z czym wiąże się Księdza funkcja?

13


czerpie Ksiądz ten uśmiech, radość życia oraz skromność? A.W.: Nie wiem… To chyba dziedziczne… A i K: Jak długo mieszka Ksiądz na terenie Parafii Mariackiej i jakie ma Ksiądz relacje z sąsiadami? A.W.: Tak długo (lub krótko) jak długo (lub też krótko) pracuję w Nowodworku. Moim sąsiadem jest ks. Andrzej Jeleń i ks. Paweł (katecheta z zaprzyjaźnionego LO nr pięć). Rozumiemy się świetnie!

A.W.: Najogólniej mówiąc, Wydział Katechetyczny koordynuje pracę ponad 1300 katechetów w Archidiecezji Krakowskiej. Moja praca ukierunkowana jest na katechetów

A i K: Dlaczego akurat iPhone?

uczących w Krakowie, także w Nowodworku (śmiech). Organizuję kursy, szkolenia, warsztaty, które mają pomóc katechetom w odkryciu dobrych metod nauczania religii w szkole. A to nie jest łatwa sprawa…

A.W.: Bo Nokia mi padła, a uczniowie powiedzieli: „Niech ksiądz sprawi sobie jakiś poważny telefon”. Steve Jobs to był dobry człowiek…

A i K: Jest Ksiądz opiekunem Klubu Seniora działającego przy Bazylice Mariackiej, a z drugiej strony Konsultorem Rady ds. Młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski oraz diecezjalnym duszpasterzem młodzieży. Skąd taka rozbieżność?

A i K: Obecnie bardzo żywym w Kościele jest temat synodu, który zwołał papież Franciszek. Jakie jest Księdza zdanie na ten temat i co, Księdza zdaniem, on wniesie? A.W.: Synod to nie sobór! Sobory zmieniają, a synody doradzają. Następny synod będzie w październiku 2015 roku.

A.W.: Pomagam tym, którzy o to proszą. Ksiądz Kardynał Stanisław Dziwisz skierował mnie do pomocy przy Bazylice Mariackiej, a Ksiądz Proboszcz poprosił, żeby zaopiekować się Klubem Seniora. Na cotygodniowe spotkania przychodzi ponad 60 osób w podeszłym wieku, a większość z nich to szczęśliwi ludzie, którzy są „młodzi duchem”. Zapraszam do (Elitarnego) Klubu Seniora przy Bazylice Mariackiej.

A i K: Serdecznie dziękujemy Księdzu za przemiłą rozmowę. A.W.: Dziękuję. 

A i K: Jest Ksiądz bardzo aktywną postacią, a przy tym niezwykłym optymistą. Skąd

14


IMIĘ, NAZWISKO: ks. Krzysztof Halaczek MIESTO URODZENIA: Zakopane ŚWIĘCENIA KAPŁAŃSKIE (rok): 2008 PARAFIA: Wawel JAK DŁUGO W NOWODWORKU?: drugi rok TELEFON (model): iPhone 4s A i K: Studiuje Ksiądz na UPJP2. Jaki kierunek i dlaczego taki? K.H.: Na UPJP2 studiuję misjologię. Dlaczego taki kierunek? Taki kierunek został mi zaproponowany przez księdza kardynała oraz mojego promotora pracy magisterskiej i ja na taki kierunek się zgodziłem. Przecież ten kierunek nie odbiega od całości teologii, a można powiedzieć, że jest na pewno teologią praktyczną, a dotyczy chrześcijaństwa na całym świecie (śmiech). A i K: Wcześniej studiował Ksiądz geografię. Czy jest to pomocne w nauczaniu religii, a jeśli tak to w jaki sposób?

i miło wspominam ten czas tam spędzony, ludzi, których poznałem. Z wieloma utrzymuję kontakt do dziś. Uczyłem tam w gimnazjum, a więc dziś ci moi uczniowie są już studentami, studiują w Krakowie i czasem mnie tu też odwiedzają. Nie ukrywam, że i ja jeżdżę tam czasem w odwiedziny.

K.H.: Tak, przed wstąpieniem do seminarium studiowałem geografię. Czy to jest pomocne? Nie zwracałem na to uwagi. Owszem, przy opowiadaniu jakichś wydarzeń z Biblii łatwiej mi jest to wydarzenie umiejscowić, wytłumaczyć gdzie to miało miejsce. Mówiąc o historii Kościoła, czy o Kościele w jakiejś części świata budzi się jakaś wyobraźnia przestrzenna z zakresu geografii (śmiech).

A i K: Obecnie jest Ksiądz duszpasterzem kościółka Bożego Miłosierdzia. Co czyni go wyjątkowym pośród krakowskich świątyń? K.H.: To bardzo niewielki, ale śliczny kościółek u zbiegu ulic Felicjanek i Smoleńsk. Dużo by opowiadać o jego historii, ale chyba nie ma tu na to miejsca. Kościół ten nie jest kościołem parafialnym, ale ma wielu swoich sympatyków – ludzi, którzy zawsze tu przychodzą na Mszę świętą, czy to w niedziele czy w tygodniu.

A i K: Księdza pierwszą parafią była Sucha Beskidzka. Jak wspomina Ksiądz to miejsce? K.H.: To była moja pierwsza parafia, trafiłem tam zaraz po święceniach jako neoprezbiter. Pracowałem tam przez dwa lata. Bardzo dobrze

15


spowiadam, a także pełnię posługę w kancelarii parafialnej. A i K: Jak odnajduje się Ksiądz w Nowodworku po pierwszym roku pracy? K.H.: Przychodziłem tu z wielką obawą, bo słyszałem o wysokim poziomie tej szkoły, o wymagającej młodzieży i bałem się czy temu podołam. Nie wiem czy się to udało, ale chyba nie jest źle, skoro zostałem tu na kolejny rok. Teraz jest już łatwiej. Wszędzie, wydaje mi się, pierwszy rok jest najważniejszy, decydujący, żeby się „wgryźć”, a potem to już człowiek wie mniej więcej co i jak i jest łatwiej A i K: Jak ocenia Ksiądz swoich uczniów i ich podejście do przedmiotu? K.H.: O to najlepiej byłoby zapytać uczniów. Ja osobiście nie widzę większych problemów na katechezie. Dobrze mi się lekcje prowadzi, jest dialog, a to chyba jest najważniejsze. Oni słuchają – nie zawsze, ale generalnie tak – ja też ich słucham. Myślę, że skoro ktoś zdecydował się w szkole średniej chodzić na katechezę, to sam doskonale wie, po co chodzi oraz jak ten przedmiot traktować. A jak oceniam uczniów? Pozytywnie. Czasem zdarzają się wyjątki, ale rozmawiamy i znajdujemy jakiś kompromis.

Razem z nimi tworzymy taką małą wspólnotę, gdzie praktycznie wszyscy się znają, na pewno z widzenia. Kościół ten, dlatego, że jest położony w centrum i w dogodnym miejscu służy również młodzieży, która ma w nim swoje nabożeństwa, adoracje i Msze święte. Ma on swój urok, ale to trzeba zobaczyć, tego nie da się opowiedzieć. A i K: Kuria przydzieliła również Księdza do posługi w Archikatedrze Wawelskiej. Na czym polega ta praca?

A i K: Co skłoniło Księdza do założenia konta na Instagramie – inspiracja czy własna inwencja?

K.H.: Tak. Kościółek Bożego Miłosierdzia należy do Kapituły Metropolitalnej i zarządza nim, troszczy się o niego przede wszystkim proboszcz Katedry na Wawelu. Stąd te moje związki z Wawelem. Na Wawelu również czasem odprawiam Msze święte, nabożeństwa,

K.H.: Siedziałem kiedyś z moim kolegą księdzem w kawiarni. I to on mi powiedział o tej aplikacji. Założyłem ją sobie ot tak po prostu i długo z niej szczerze mówiąc nie korzystałem. Dopiero tu w szkole ktoś z uczniów mnie na

16


Instagramie znalazł i tak się zaczęło. A teraz widzę korzyści z tej aplikacji, choćby takie, że jak kogoś na przykład w szkole nie ma, a potem wrzuci swoje zdjęcie z jakiegoś miejsca, to wiem gdzie wtedy był (śmiech).

którymi żyje dzisiejszy człowiek, ukazać ich wykładnię w oparciu o Objawienie. Trzeba pamiętać, że Kościół jest obecny na całym świecie. I inne są problemy w USA, inne u nas, nawet inne w Niemczech niż u nas. Dzięki takiemu Synodowi Kościół dzieli się tymi problemami i szuka najlepszych rozwiązań, korzystając z doświadczenia innych Kościołów lokalnych. Synod to taka dyskusja, która zawsze jest potrzebna. Może wiele rzeczy ukazać w nowym świetle. Trzeba jednak pamiętać, że nigdy Synod nie może wystąpić przeciw Objawieniu, a więc Prawu Bożemu.

A i K: Obecnie bardzo żywym w Kościele jest temat synodu, który zwołał papież Franciszek. Jakie jest Księdza zdanie na ten temat i co, Księdza zdaniem, on wniesie? K.H.: Cóż, szczerze mówiąc ten Synod nadzwyczajny był niejako wstępem do przyszłorocznego Synodu zwyczajnego, który również będzie poświęcony rodzinie. Więc z wnioskami trzeba jeszcze trochę poczekać. Obecna dyskusja pokazała tematy, jakie trzeba przemyśleć. Oczywiście są kwestie, których Synod nie zmieni, bo nie może – one są Objawione, ale może odnieść się do tematów,

A i K: Dziękujemy Księdzu serdecznie. K.H.: Ja również dziękuję.  

17


IMIĘ, NAZWISKO: ks. Adam Niwiński MIESTO URODZENIA: Kraków ŚWIĘCENIA KAPŁAŃSKIE (rok): 1991 PARAFIA: Wszystkich Świętych, kościół św. Piotra i Pawła JAK DŁUGO W NOWODWORKU?: oficjalnie od 1999 roku TELEFON (model): Galaxy S II

nagrody. Jest taki piękny tekst Jana Pawła II o katechezie w szkole z 1984 roku: Słowo „katecheza” pierwotnie znaczyło „wołać z góry”, również „wywoływać echo” (…), gdy głos nauczyciela jest świadomym niejako echem pytania ucznia, a odpowiedź ucznia – echem nauczyciela. Cenię sobie to, że mogę uczyć w naszej Szkole, bo tutaj – jak w każdej prawdziwej szkole – „ucząc innych” można równocześnie „uczyć się”. Dla mnie najcenniejszą nagrodą jest chwila, kiedy odkrywam, że pojawia się takie „echo”.

A i K: Jakiś czas temu otrzymał Ksiądz Medal Komisji Edukacji Narodowej. Jaka była pierwsza reakcja i co to wyróżnienie znaczy dla Księdza teraz?

A i K: Jako jedyny z naszych szkolnych katechetów ma Ksiądz tytuł doktora. Z jakiej dziedziny i czy mógłby ją Ksiądz przybliżyć?

A.N.: Myślę, że każdy z nas lubi nagrody. One nie tylko doceniają wyniki naszej dotychczasowej pracy, ale mają być także mobilizacją do dalszej. Taką podwójną funkcję spełniają np. szkolne oceny, które niewątpliwie należą do kategorii nagród. W moim przypadku chodzi o ten drugi wymiar

A.N.: Od dzieciństwa uwielbiałem matematykę, później informatykę. Dlatego kiedyś z pełnym przekonaniem wybrałem

18


Technikum Energetyczne. W czasie studiów seminaryjnych ze zrozumiałych względów musiałem przede wszystkim zgłębiać tajniki filozofii oraz teologii. Kiedy jednak okazało się, że mam podjąć studia podyplomowe szukałem dyscypliny teologicznej, w którą mógłbym włączyć „moją matematykę”. Wybrałem katechetykę i zapisałem się na seminarium naukowe do profesora, o którym wiedziałem, że na takie połączenie mi pozwoli. Temat mojego doktoratu miał dotyczyć wykorzystania środków informatyki w dydaktyce – oczywiście z akcentem na przekaz katechetyczny. Początkowo myślałem, że będę opracowywał sposoby wykorzystania np. komputera w szkolnej rzeczywistości. Kiedy jednak temat poznałem lepiej, to kierunek moich poszukiwań naukowych zdecydowanie zmieniłem. Doszedłem bowiem do wniosku, że zasadniczym pytaniem nie jest to jak wykorzystać nowoczesne technologii w procesie nauczania (zresztą tego rodzaju opracowań w literaturze przedmiotu było już wtedy bardzo wiele), ale jak one (komputery, tablety, iPhone’y…) zmieniają nasze spojrzenie na świat, relacje międzyludzkie, także obraz i odniesienie do Boga. W czasie moich studiów założyłem (wraz z uczniami klas matematycznych) w domenie www. kerygma.pl stronę „Kerygma – katecheza w Sieci”. Od prawie 15 lat wykorzystuję ją jako informatyczne narzędzie katechizacji. Przy okazji zapraszam do współpracy.

z rzeczywistością. Moja pasja to matematyka i pochwalę się, iż w tej dziedzinie miałem nawet pewne olimpijskie sukcesy, ale z językami zawsze byłem na bakier. Zresztą w czasie, kiedy mogłem się skutecznie nauczyć obcych języków (bo miałem tyle lat, co Wy teraz) to w szkole królował jedynie rosyjski. W okresie seminaryjnych studiów chciałem poważniej zająć się naukami biblijnymi, ale do tego potrzebne były talenty językowe (bo trzeba się nauczyć m.in. hebrajskiego i greki), a ja ich nigdy nie miałem. Zamiast biblistyki wybrałem więc seminarium magisterskie z dogmatyki, bo tu profesor przyjmował tylko tych, co mieli na maturze „5” z matematyki (śmiech). Skromna „komunikatywność” moich języków wynika stąd, iż przez jakiś czas byłem wikarym i kapelanem szpitala w Londynie oraz przez kilka lat w okresie wakacji zastępowałem włoskich proboszczów w diecezjach EmiliaRomania oraz Calabria. Nadal staram się uczyć języków obcych, chodzę regularnie na konwersacje (językowe „korki”), ale niewiele to daje, bo mam już swoje lata. Radzę więc Wam: uczcie się języków póki macie młode umysły! Znajomość obcego języka ułatwia nie tylko komunikację, ale daje możliwość zrozumienia drugiego człowieka – to bardzo ubogacające doświadczenie. A i K: Działa Ksiądz społecznie np. w Fundacji Pomocy Sierotom czy Fundacji Panteon Narodowy. Czym zajmują się te organizacje i jaka jest w nich Księdza rola?

A i K: Zna Ksiądz wiele języków. Jakie konkretnie i skąd ta pasja, poliglotyzm?

A.N.: To dwie Fundacje o zupełnie różnym charakterze. Pierwsza z nich została założona przez Witka Cieślę, naszego absolwenta po studiach prawniczych. On mnie zwerbował

A.N.: Sugestia zawarta w pytaniu jest bardzo uprzejma, ale niewiele ma wspólnego

19


do zarządu i on, wraz innymi młodymi o wielkim sercu, prowadzi to dzieło. Fundacja jest znana u nas w szkole, bo niektóre klasy z nią współpracują. Przy okazji może pozwolę sobie na małe uściślenie znaczenia słowa „sieroty” w tytule. Fundacja chce pomagać nie tylko dzieciom bez rodziców, ale także „sierotom społecznym”, a tych w naszym społeczeństwie niestety wyraźnie przybywa. Fundacja Panteon Narodowy, do zarządu której również należę, zajmuje się budową przy kościele św. Piotra i Pawła w Krakowie „trzeciej” części Panteonu Narodowego. Po Nekropolii Królewskiej na Wawelu i Grobie Zasłużonych na Skałce tu właśnie ma być miejsce pochówku twórców narodowej sztuki, kultury i nauki. Pierwszą pochowaną tu osobą jest Sławomir Mrożek, absolwent Nowodworka. Należę także do założycieli Fundacji WhenVisited, która w Internecie ułatwia spotkanie tych, którzy

chcą pomagać z tymi, którzy potrzebują pomocy. A i K: Ostatnio został Ksiądz powołany przez Ks. Kardynała do utworzenia Duszpasterstwa Środowisk Jeździeckich. Jak to się stało i czy wiąże się to z kolejną pasją? A.N.: Zdecydowanie tak. Moja pasja, a sam pomysł takich duszpasterstw zrodził się podczas Konferencji Episkopatu Polski w kwietniu tego roku. Ktoś zwrócił uwagę na to, że „duszpasterz” powinien być z ludźmi nie tylko w kościele, szkole czy miejscu pacy, ale dzielić z nimi także ich pasje. Stąd w niektórych diecezjach zostali mianowani tacy duszpasterze. W Krakowie los padł na mnie, bo znam nieco środowiska jeździeckie południowej Polski, przede wszystkim ze względu na wieloletnią współpracę z

20


A i K: Pracuje ksiądz w kościele pw. Św. Piotra i Pawła. Głośna była ostatnio sprawa beatyfikacji ks. Skargi. Jak to się Księdza zdaniem skończy?

Komisją Górskiej Turystyki Jeździeckiej PTTK. Zamiłowanie do koni odziedziczyłem po moich dziadkach, zwłaszcza babci, która miała talent do radzenia sobie z tzw. trudnymi końmi. Zawsze z sympatią patrzyłem na te piękne zwierzęta, a jak się dało to i jeździłem. Początkowo fascynowały mnie skoki i dressage, oczywiście na poziomie amatorskim. W miarę jak przybywało mi lat, coraz bardziej skłaniałem się jednak ku temu, co nazywa się „natural horsemanship”, po części także ku westernowi, który wydaje mi się bliższy naturze konia niż klasyczne szkoły. Osobiście za „esencję” tego, co najbardziej naturalne w jeździectwie uznaję przede wszystkim dobrze poprowadzone rajdy konne. Ktokolwiek miał okazję znaleźć się w siodle na skraju np. takiej Połoniny Caryńskiej w Bieszczadach rozumie, że tym „co konie i jeźdźcy lubią najbardziej” jest właśnie swobodny galop. Dlatego od kilkunastu lat, wraz z przyjaciółmi, współorganizuję górskie rajdy konne dla dzieci i młodzieży. Tak przejechaliśmy już wielokrotnie Jurę KrakowskoCzęstochowską, Pieniny, Beskidy oraz Bieszczady. W tym roku ukończyłem kurs na stopień Przodownika Jeździectwa Górskiego, więc mogę to wreszcie robić już zupełnie legalnie. Z myślą o rajdach od 2012 roku prowadzę serwis jeździecki www. wsiodle.org, który od czasu mojej nominacji przybrał charakter „duszpasterski”. Czasem marzę sobie po cichu o zorganizowaniu jakieś nieformalnej grupy jeździeckiej w naszej szkole. To tyle, bo o koniach mógłbym długo (śmiech).

A.N.: Szczęśliwie, ale potrzebna cierpliwość. Ten Kaznodzieja Królewski sprzed ponad 400 lat był niewątpliwie człowiekiem nieprzeciętnego formatu i to na wielu różnych płaszczyznach. Naprawdę był Bożym mężem, patriotą, skutecznym działaczem na polu charytatywnym, poprzez związek z dworem Zygmunta II Wazy miał pewnie wpływy także na politykę państwa. Według prof. Franciszka Ziejki z UJ, żadna inna książka (poza Biblią) w całej historii naszej literatury, nie dotarła do tylu czytelników, co napisane przepiękną polszczyzną jego „Żywoty Świętych”. Skarga, jak każdy ewangeliczny radykalista, budził też sprzeciw. Na dzień 8 grudnia tego roku została zwołana uroczysta sesja w Domu Arcybiskupa Krakowskiego rozpoczynając oficjalnie proces beatyfikacyjny. Przekonany jestem, iż będzie to długi proces. Myślę, że ks. Skarga jest do tego przyzwyczajony, nie miał on bowiem w tym względzie szczęścia. Pierwszemu procesowi, wkrótce po jego śmierci, przeszkodziły rozbiory, drugiemu – I wojna światowa, a po drugiej wojnie jeden z tzw. naukowców czasu komunistycznego wymyślił jego „śmierć w letargu” i tak to się odkładało. Gdybyśmy jednak przyjęli ewangeliczną zasadę, iż drzewo poznaje się po jego owocach (Mt 7,17), to Skarga już powinien być ogłoszony świętym, bo m.in. zainicjowane przez niego dzieła charytatywne nadal trwają i skutecznie działają, a ludzie modląc się do Boga

21


A.N.: Po pierwsze to warto mieć świadomość, że obrady soborów i synodów w historii Kościoła zawsze były burzliwe, pełne napięć i ścierających się opinii (także teologicznych). Wystarczy przejrzeć dostępne dokumenty robocze np. synodów z czasów pontyfikatu Jana Pawła II. Synod zwołany przez papieża Franciszka był „o rodzinie”, czyli o nas wszystkich. Z rodziną związany jest każdy z nas, czasem ten związek bywa niestety bolesny. Myślę, że stąd wynika takie zainteresowanie obradami synodu. Nie jest też tajemnicą, że niektóre media żyją z tworzenia sensacyjnych wiadomości. Wracając do pytania, to – o ile wiem i rozumiem relacje synodalne – zajmowano się na nim nie doktryną, lecz praktyką duszpasterską. Tego typu dyskusje z definicji są niejednoznaczne, bo „jak powinno być” to wiemy, ale „co zrobić” w konkretnej sytuacji, konkretnej rodziny czy małżeństwa to już trudniej rozsądzić. Myślę, że Synod określił rdzeń nauczania Kościoła i zarysował pola dalszych dyskusji w poszczególnych Kościołach lokalnych. Osobiście to czekam na posynodalną adhortację papieża Franciszka (ufam, że niebawem się ukaże) i wtedy będę się zastanawiał jak wskazania Synodu realizować w konkretnej sytuacji mojej parafii czy katechezy w naszej Szkole.

nieustannie wzywają jego wstawiennictwa. Od lat 80. przy jego trumnie w kościele przy ul. Grodzkiej zostało złożonych na piśmie już ponad 50 tys. próśb. Można powiedzieć, że to jest bardzo mocny dowód powszechnego przekonania ludzi o jego świętości. A i K: Napisał Ksiądz książkę „Środki informatyczne w katechetycznej działalności Kościoła”. Skąd zainteresowanie tym tematem? A.N.: Książka ta to w zasadniczej części mój doktorat, o który pytałyście wcześniej. Dedykowałem ją moim Uczniom, bo bez pomocy z ich strony pewnie bym tyle nie wiedział o informatyce. Może dodałbym tylko, że wydałem ją w 2004 roku, więc domaga się w wielu miejscach aktualizacji. 10 lat temu nie było przecież ani Facebook’a, ani iPhone’ów… A i K: Inni katecheci w Nowodworku posiadają iPhone’y. Dlaczego nie uległ Ksiądz tej modzie? A.N.: No comment... A i K: Jakie są Księdza wrażenia po tegorocznej szopce, w której po raz pierwszy pojawiła się Księdza postać?

A i K: Bardzo Księdzu dziękujemy za poświęcony czas.

A.N.: Szopka to bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie.

A.N.: Dziękuję serdecznie.

A i K: Obecnie bardzo żywym w Kościele jest temat synodu, który zwołał papież Franciszek. Jakie jest Księdza zdanie na ten temat i co, Księdza zdaniem, on wniesie?

22


IMIĘ, NAZWISKO: ks. Andrzej Jeleń MIESTO URODZENIA: Chorzów ŚWIĘCENIA KAPŁAŃSKIE (rok): 1995 PARAFIA: Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krakowie JAK DŁUGO W NOWODWORKU?: 14 lat TELEFON (model): iPhone 5s

wzorcem. Nie była księdzem (śmiech), ale wielu księży mogłoby się od niej dużo nauczyć.

A i K: Czym zajmuje się elektroenergetyk? (przyp. red. Ksiądz jest absolwentem Technikum Mechaniczno-Elektrycznego)

A.J.: Gram w ataku! Muszę mieć dobrą formę, dlatego poza szkołą trenuję, żeby wszyscy sportowcy w archidiecezji nie musieli szukać wzorów w Rodzinie Lewandowskich, ale

A.J.: Tym, czym ksiądz! Pracuje przy produkcji energii, a bez niej nie działa nawet iPhone 6. Ksiądz również ma zadbać o energię, ale nie elektryczną, tylko niebieską, więc właściwie to ta sama profesja.

inspirację czerpali od swojego duszpasterza!!! Poza tym otaczam ich duszpasterską troską – odprawiam dla nich nabożeństwa, organizuję spotkania np. Opłatek, poświęcam obiekty sportowe – w tym najważniejszy w Krakowie (a może nawet na świecie) stadion Wisły Kraków.

A i K: Jest Ksiądz diecezjalnym duszpasterzem środowisk sportowych. Z jakimi obowiązkami wiąże się ta funkcja i jak to się stało, że Ksiądz ją objął?

A i K: Czy wybierając kapłaństwo miał Ksiądz jakieś wzorce w rodzinie?

A i K: Jakie są Księdza pasje, oprócz tych, o których nieraz już Ksiądz opowiadał – tj. muzyka, piłka nożna i kawa?

A.J.: Kto z nas nie kocha Babci? Moja była

23


A.J.: Wszystkie poza kawą to pasyjki! Passsjjjjaaaaaaaaaa to kawwwwwwwwwwwaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!! (przyp. red. Zachowana oryginalna pisownia)

- jak to w szkole - wszyscy się uczymy! Nie widziałem wszystkich przedstawień, dane mi było zobaczyć tylko to dla uczniów i też się sporo nauczyłem. Uczyłem się śmiać z siebie (Jeremi to dobry nauczyciel - potrafił pokazać źródła śmiechu), uczyłem się śmiać z innych (bez złośliwości) i uczyłem się cenić jeszcze bardziej (choć zawsze to robię) talenty Nowodworczyków. Chyba to była dobra lekcja, bo dużo się nauczyłem, a wcale nie poczułem zmęczenia!! A i K: Przez 2 lata aktywnie prowadził i propagował Ksiądz adoracje „Chrystus w Starym Mieście”. Dlaczego Ksiądz zrezygnował?

A i K: Ostatnio dużo czasu spędza Ksiądz na FARMIE. Jak podoba się Księdzu praca w rolnictwie? (przyp. red. FARMA to potoczna nazwa HayDay’a)

A.J.: Wypaliłem się wewnętrznie (śmiech). A tak na serio – trzeba spróbować czegoś nowego w życiu, podjąć nowe wyzwania. Jest ich wiele w kapłańskim życiu, a czas biegnie szybko!

A.J.: Praca w rolnictwie to praca, w której najciężej pracuje się w klasie III E (ha ha ha / he he he #foki #yolo #życiekota)

A i K: Niewielu wie, że jest Ksiądz kapelanem wielickiej grupy wspólnoty „Arka”. Z czym to się wiąże?

A i K: Jak odebrał Ksiądz zeszłoroczną szopkę, którą oglądał Ksiądz pierwszy raz od kilku lat i jak ocenia Ksiądz rolę Jeremiego?

A.J.: Wiąże się to ze służbą ludziom niepełnosprawnym fizycznie. Wspaniała szkoła życia! Zapraszam do współpracy!!!

A.J.: Jeremi to wyjątkowy talent! Ja blado przy nim wypadam (śmiech). Może połączy medycynę z aktorstwem. Mnie udało się z kapłaństwem (śmiech). A szopkę oczywiście lubię, ale o wiele bardziej tą, która trwa w Nowodworku od września do czerwca!!!

A i K: Skąd czerpie Ksiądz inspiracje do kazań?

A i K: A jakie refleksje przyniosła Księdzu tegoroczna szopka?

A i K: Brał Ksiądz udział w projekcie „Opowiedz mi miasto”, mówiąc o rytmie życia w Kościele katolickim. Co skłoniło Księdza do udziału w tej akcji?

A.J.: Z sal lekcyjnych Liceum nr I, gdzie połączenie na linii mózg licealisty – mózg księdza daje niezwykły efekt. Resztę dopracowuje Duch Święty.

A.J.: Szopka uczy uczniów, uczy nauczycieli

24


A.J.: Same szlachetne motywy – praca dla przyszłych pokoleń, czyli dla takich ludzi jak ukochana młodzież z Nowodworka czy zachowanie od zapomnienia wielkich jednostek, takich jak ja (śmiech).

A i K: W lipcu będzie Ksiądz świętował 20-lecie święceń kapłańskich. Czego pozostaje nam życzyć w tak ważnym roku? A.J.: Nauczanie w Nowodworku jest spełnieniem wszystkich moich marzeń (śmiech). Poza tym chciałbym jeszcze znaleźć się kiedyś w niebie.

A i K: Obecnie bardzo żywym w Kościele jest temat synodu, który zwołał papież Franciszek. Jakie jest Księdza zdanie na ten temat i co, Księdza zdaniem, on wniesie?

A i K: Tego więc z całego serca życzymy i dziękujemy za rozmowę.

A.J.: Synod jest potrzebny, ale to materiał na osobny wywiad. Zapraszam!

A.J.: Ja również dziękuję. Karolina Zając Agnieszka Orszulak

W tym miejscu chcemy też podziękować wszystkim naszym rozmówcom za poświęcony czas oraz każdemu, kto swoim zaangażowaniem i pasją pomógł nam w tworzeniu tej rubryki. Współpraca z Wami była przyjemnością!

25


Muzyka

Nienawidzę siebie i chcę umrzeć

Bez zbędnego owijania w bawełnę, chciałbym zacząć ten artykuł o legendarnym już zespole. Jego charyzmatycznego lidera nie sposób nie kojarzyć, zaryzykuję nawet twierdzenie, że popkultura jest nim przesiąknięta. Zacznijmy jednak od początku, od miasta w którym wszystko się zaczęło, a mianowicie Seattle. Gdzieś daleko na amerykańskiej mapie, w stanie Waszyngton leży drobny punkcik, który znajduje się w pierwszej piątce amerykańskich miast pod względem ilości opadów. Smutnawo byłoby tam mieszkać, bo nie dość, że pada to jeszcze miejsce poprzemysłowe. W takich to niezbyt sprzyjających radosnym uniesieniom warunkach powstał styl muzyki nazwany potem grunge’m. Jest on odmianą rocka, powstałą pod koniec lat 80 i przede wszystkim był formą buntu przeciwko sztucznym

elektronicznym brzmieniom tamtych lat i wyidealizowanemu wizerunkowi rockowych macho. Charakteryzował się również pogłębionym znaczeniem tekstów, brutalnością gitar oraz niezwykłą szczerością. Zespoły grały przede wszystkim dla samej satysfakcji, którą czerpały z muzyki. Powstała tak zwana „Wielka Czwórka z Seattle”, do której należała właśnie Nirvana, Pearl Jam, Soundgarden i Alice In Chains. Ich utwory są niezwykle dołujące, ale nadal cieszą się niesłabnącą popularnością. Tyle tytułem wstępu, pora na głównych bohaterów dzisiejszego artykułu. Kurt Cobain urodził się w Aberdeen, w pobliżu Seattle. Jego młodzieńcze lata, miały na niego ogromny wpływ i stanowiły niesłabnącą inspiracją dla tekstów zespołu. W latach

26


dziecięcych był hiperaktywny i wszyscy go kochali. Jednak, kiedy miał 8 lat przydarzyła się tragedia, która zapewne zaważyła na jego dalszych losach- doszło do rozwodu rodziców. Kurt zamknął się w sobie, stał się markotny i sfrustrowany. Po kilku latach udało mu się odnaleźć prawdziwy sposób wyrażania siebie. Była nim rzecz jasna muzyka, a dokładniej w tamtym czasie punk rock. Spodobała mu się w nim całkowita autentyczność, wyzbycie się jakichkolwiek kompleksów; to, że wcale nie trzeba było umieć dobrze grać, żeby móc się doskonale bawić, a nawet zagrać koncert. Zaczął brzdąkać na gitarze, śpiewać i komponować. Dzięki własnym utworom i znajomemu zapoznał się z późniejszym basistą zespołu Kristem Novoseliciem, synem chorwackich imigrantów. Szybko zawiązała się między nimi nić porozumienia, a po jednej próbie stwierdzili, że muszą coś razem stworzyć. Tak właśnie powstała podstawa Nirvany, pojawił się jednak dość istotny problem - brak perkusisty. Po wielu kombinacjach udało im się przekonać Aarona Burcharda, z którym nagrali pierwsze dema. Jednak Cobain i Krist mieli o wiele większe ambicje i zarządzili pięć prób w tygodniu, co nie do końca odpowiadało Aaronowi, który przez to musiał pożegnać się z zespołem. W kilka miesięcy później zarejestrowali kolejne utwory, dzięki którym zainteresowali wytwórnię Sub Pop. W 1988 Nirvana miała już ustabilizowany skład- w końcu udało im się znaleźć odpowiedniego bębniarza - Chada Channinga. Grupa z optymizmem patrzyła w przyszłość, z uwagi na pierwsze większe koncerty. Poza tym wytwórnia zaoferowała

jakość i uznany zajeden z najlepszy tego typu z undergroundowych. Po niezwykle pochlebnych opiniach w prasie muzycznej, już w rok później wydali debiutancką płytę „Bleach”.

im wydanie profesjonalnie nagranych singli i opublikowanie ich na popularnej wówczas składance. Gdy wszystko doszło do skutku skład był wychwalany jako niosący nową

razi, to przeraźliwie nudna perkusja, która brzmi wyjątkowo bezpłciowo, jest fatalnie zarejestrowana i w porównaniu z bębnami na każdym kolejnym albumie jest na przeraźliwie

Jakkolwiek uważana jest za najsłabszą w ich dorobku, to ogromnie ją szanuję, bo jak na debiutancką płytę, która pewnie przepadłaby w dziejach historii, można znaleźć na niej dużo smaczków. Urzeka mnie utrzymany w stylu funky bas w „Love Buzz”, ostra podchodząca pod metal gitara w „School” i przede wszystkim jedyna naprawdę spokojna piosenka na tym krążku - „About a Girl”, która nic nie straciła z popularności. Jedyne co zawsze mnie

27


niskim poziomie. Nie wiem, czy jest to wina Chada Channinga, czy chodziło po prostu o jakość studia.

doszło do nagrań stała się niewypłacalna. Wtedy właśnie zespół przejął Geffen Records. W międzyczasie Kurt stwierdził, że aby dostać się na muzyczne wyżyny, o które zabiegał od tak dawna potrzebny im jest o wiele lepszy perkusista. Chad Channing rozstał się z zespołem w niezbyt dobrej atmosferze, a na jego miejsce przyjęto Dave’a Grohla. Był on właśnie jak to określił „tym kimś” kogo poszukiwał charyzmatyczny frontman. Słuchał dokładnie takiej samej muzyki, a do tego był w stanie przekazać swoimi ruchami ogromną energię. Jak mówił Novoselic „To Dave sprawił, że przeistoczyliśmy się w muzyczny wulkan”. Po krótkiej przerwie na próby i zgranie, zespół przeniósł się do studia Sound City, z producentem Butchem Vigiem, który dzięki tamtej współpracy stał się powszechnie znany. Zespół w momencie wejścia do studia miał jedynie zbiór luźnych pomysłów, natomiast po miesiącu pracy gdy szefowie Geffena przyjechali przesłuchać efekty, byli w szoku jak takiemu niszowemu zespołowi udało się stworzyć genialne dzieło.

W ramach promocji płyty zespół wyruszył w trasę po Europie, - jeszcze jako suport. Była ona ze wszech miar wykańczająca, ale udało się objechać cały Stary Kontynent. Punktem kulminacyjnym był ostatni występ w Londynie. Muzycy spóźnili się na prom w Belgii przez co pojawili się na miejscu 15 minut przed występem i nawet nie mieli możliwości rozgrzać się oraz sprawdzić czy nagłośnienie działa. Zespół jakoś przedarł się przez 15 kawałków, a na samym końcu występu Kurt zdjął gitarę i rzucił nią w Novoselicia, który swoim basem roztrzaskał ją na kawałki. Tak naprawdę dzięki temu zaimprowizowanemu performance’owi Wielka Brytania o nich usłyszała i na długo nie zapomniała. Na fali sukcesu Sub Pop zaproponował zespołowi nagranie drugiego albumu. Niestety okazało się, że była to próba szybkiego uratowania sobie skóry, bo wytwórnia zanim

28


Tak oto powstała „Nevermind”. Płyta, która do dzisiaj sprzedała się w 26 milionach egzemplarzy, a Rolling Stone uznał ją za 17 najlepszy album na świecie. Członkowie zespołu byli ogromnie zaskoczeni tym, co się stało, powtarzając za Dave’m Grohlem „Nikt nie spodziewał się sukcesu, takie rzeczy po prostu się nie zdarzały”. Już w miesiąc po wydaniu praktycznie wszystkie pisma oceniły go jako genialny i przełomowy. Wg mnie również nie ma on słabych momentów; jakkolwiek znam go na pamięć i jeszcze mi się nie znudził. Klasyczne „Smells Like Teens Spirit” i „Come as You Are” oraz przygnębiające opowiadające o gwałcie „Polly” jest jego najlepszą etykietką. Pomimo statusu gwiazd rocka zespół pozostał sobą. Postanowili w Wlk. Brytanii wyśmiać wszystkie opiniotwórcze programy. W młodzieżowej audycji lecącej na żywo, Cobain zaczął przeklinać, a podczas gry z playbacku w Top of the Pops celowo grali nie do rytmu. Po długiej trasie po Europie okazało się jednak, że sukces ich przerósł. Dave zaczął miewać

stany lękowe, a Kurt zaczął brać heroinę. Na fali sukcesu mieli grać na ogromnych stadionach. Artyści potem mówili, że nie była to ich bajka i że tak naprawdę dobrze czuli się w klubach, w których panował ścisk i ogromny wrzask, a tej atmosfery jednak nie dało się oddać przy 20 tysiącach ludzi. W styczniu 1992 roku Kurt po raz pierwszy przedawkował heroinę. Życie uratowała mu narzeczona - Courtney Love, która szybko przystąpiła do reanimacji. Sprawa jednak nie pozostała bez echa, zespół musiał odwołać zaplanowaną trasę i postanowiono najpierw rozprawić się z ciężkim uzależnieniem. Po pół roku zespół znowu wyruszył w trasę, jednak szybko ją przerwał z uwagi na pęknięcie wrzodu żołądka u wokalisty. Wtedy dziennikarze zaczęli tworzyć różnorakie teorie spiskowe, a zespół był na skraju rozpadu z uwagi na zachowanie żony Cobaina (była w ciąży) oraz ciągłe wewnętrzne tarcia. Wszystko jednak traciło wagę w obliczu festiwalu w Reading. 30 sierpnia 1992 miał być wielkim dniem dla zespołu, ale wszyscy żyli w niepewności czy w

29


zespołu. Gdy członkowie wytwórni usłyszeli nowy materiał ich pierwszą reakcją było pytanie „Czy to jest jakiś żart?”. Podjęli dodatkowe kroki i zremiksowali ponownie materiał, ale po nagonce medialnej i zarzutach o ograniczaniu wolności muzyków na ostatecznej wersji pojawiły się jedynie dwa zrobione od nowa kawałki, wybrane na single „All Apologies” i „Heart Shaped Box”. Płyta ostatecznie ukazała się we wrześniu zbierając zróżnicowane opinie. Według mnie, jest ona przepełniona sprzecznościami, chociaż wciąż perfekcyjnie utrzymana w jednej konwencji. Genialna perkusja z przerażającym krzykiem Kurta złożyły się na moją ulubioną piosenkę z tego krążka- „Scentless Apprentice”. Poza tym dochodzą inne bardzo znane kawałki jak wymienione już „Heart Shaped Box” ze strasznie dziwnym teledyskiem, „All Apologies” i „Rape Me”, które nadal zaliczają się do klasyki gatunku i w żaden sposób nie ustępują wcześniejszemu wydawnictwu. Jak się okazało, zespół miał już wiernych fanów bowiem już w pierwszym tygodniu znalazł się na szczycie list sprzedaży zarówno w USA jak i Wielkiej. Brytanii. Tak oto pojawiło się o wiele ważniejsze pytanie jak Kurt Cobain poradzi sobie z uwagą całego świata skierowaną na siebie? Odpowiedź miała przyjść zaskakująco szybko.

ogóle do niego dojdzie. Na dzień przed występem nie byli w stanie zagrać nic równo. Jednak dusza rock and rolla pozwala na wszystko. O 21 na scenę został wypchnięty wózek z wokalistą w szlafroku, który przewrócił się „z braku sił”. Kurt postanowił ośmieszyć ludzi, którzy wątpili w stan jego zdrowia. Następnie zagrali jeden z najlepszych występów w swojej historii co jest udokumentowane na płycie DVD „Live At Reading”. Do końca roku nie działo się praktycznie nic poza nielicznymi wywiadami. W styczniu 1993 roku po nieudanych występach w Brazylii Cobain wykupił dwa dni studia. Tam właśnie zaczął się rodzić nowy materiał. Pomimo ciągłej niedyspozycji wokalisty i licznych wewnętrznych tarć udało im się zarejestrować siedem utworów, z których trzy wykorzystali na późniejszej płycie. Cobain już wtedy wiedział, jak będzie wyglądała ta płyta. Miał dość „wygładzonego” brzmienia Nevermind i chciał nagrać coś naprawdę surowego. W lutym weszli do studia już z gotowym materiałem.

Tuż po wydaniu „In Utero” stało się to, na co miliony fanów czekały miesiącami - zespół wyruszył w trasę, jednak jak się okazało nagle przestał być tercetem. Kurt nie mówiąc niczego reszcie, przyjął jako gitarzystę znajomego jeszcze z czasów Seattle - Pata Smeara. Pomimo tego, że był starszy od pozostałych członków o 8 lat, to wniósł w ich działania ogromną ilość energii i entuzjazmu. Robił wszystko, żeby

Tak właśnie powstała „In Utero”, trzecia i jak się potem okazało ostatnia studyjnapłyta

30


poprawić atmosferę, co w znacznej mierze mu się udało. Podczas amerykańskiej trasy wytwórnia postanowiła zarejestrować również Nirvanę w wersji akustycznej. Tak powstało MTV Unplugged, które zespół postanowił oprzeć na mało przebojowych utworach oraz kilku coverach. Kurt na scenie udekorowanej jak dom pogrzebowy wyśpiewywał piosenki o śmierci, zbawieniu i zdradzie. Następnie na chwilę weszli do studia, gdzie zarejestrowali (w styczniu) utwór „You Know You’re Right”, który działa na mnie jak narkotyk. Jest przerażająco smutny, od samego początku słychać, że nagrał go człowiek głęboko pogrążony w depresji, którym niewątpliwie był w tym czasie wokalista. Jeśli jeszcze wam mało to refrenem jest jedno wykrzyczane słowo - „Pain”. Późniejsza trasa po Europie przebiegała już w zupełnie innej atmosferze. Jak opowiada Dave Grohl „po raz pierwszy wpadł wtedy w depresję i to samo musiał czuć w tamtym momencie Kurt”. Muzycy pragnęli jak najszybciej powrócić do domu, a Cobain specjalnie zdarł sobie gardło, żeby lekarze stwierdzili stan zapalny i odwołali pozostałą część występów. Nirvana swój ostatni koncert zagrała 1 marca

1994 roku w Monachium. To, co działo się przez następny miesiąc, zasługuje na kolejny akapit. Pozwólcie więc...

Następnego dnia Grohl był już w domu. Rano obudził go telefon. Dzwonił dobryznajomy nakazując żeby szybko wstawał i włączał telewizor. Na ekranie zobaczył Kurta, leżącego w śpiączce po samobójczej próbie. O 4 rano został znaleziony z listem pożegnalnym i tysiącem dolarów w ręce, wcześniej połknął 60 tabletek nasennych. Gdy lekarze go z tego wyciągnęli, udał się na odwyk, ale 1 kwietnia uciekł z kliniki i złapał samolot do Seattle. 5 kwietnia 1994 roku wstrzyknął sobie 1.52 miligrama heroiny - śmiertelną dawkę i tuż przed przyłożeniem sobie lufy do głowy i naciśnięciem spustu napisał „Najgorszym z możliwych przestępstw byłoby oszukiwanie ludzi poprzez udawanie, że świetnie się bawię. Lepiej jest spalić się, niż powoli zanikać”... Mikołaj Bać

31


Nauka

Niezwykłe historie wymarłych gatunków Na pewno wielu z nas pamięta z dzieciństwa książkę Lewisa Carrola „Alicja w Krainie Czarów”. Historia stworzona dla dzieci przyjaciół stanowi jedno z najbardziej znanych dzieł pisarza, uważanego dziś za kontrowersyjnego. Jednak jaki jest jej związek z tematem wymarłych zwierząt? Otóż jedną z postaci epizodycznych jest ptak dodo. Pamiętam do dziś swoje zdziwienie, a jednocześnie zafascynowanie, kiedy odkryłam, że jest to przedstawiciel gatunku wymarłego jeszcze przed napisaniem „Alicji”. Wyginięcie gatunku to nie tylko tragedia dla ekosystemu i badaczy, ale również fascynująca historia, związana ściśle z polityką, ekonomią i „atmosferą” czasów, kiedy tracił życie ostatni jego przedstawiciel.

Dront dodo – „brat mniejszy” ludów pierwotnych Niechlubna działalność białego człowieka na podbitych obszarach jest powszechnie znana. Chociaż wielkimi podróżnikami byli już Fenicjanie i Grecy, to kolonizacja nabrała tempa dopiero po wyprawie

32


Krzysztofa Kolumba. Wiążę się to z postępem technicznym oraz większą świadomością. Biały człowiek w XVI wieku miał możliwość dotarcia właściwie wszędzie, z czego bardzo chętnie korzystał. Na nowych lądach zachowywał się jak prawdziwy zdobywca – zabierał to, co mu się podobało i nie liczył się z konsekwencjami. Do swojego celu bardzo często dążył po trupach – zarówno rdzennych mieszkańców, jak i zwierząt. Dront dodo żył na wyspie Mauritius, niczym nie niepokojony, aż do przybycia Portugalczyków na początku XVI wieku. Ten nielotny, duży ptak nie miał naturalnych wrogów. Populacja dodo miała się jeszcze zupełnie nieźle, dopóki na Mauritiusie nie wylądowali Holendrzy. Przejęli wyspę i w momentach braku pożywienia zaczęli polować na najłatwiejszą ofiarę, czyli właśnie dodo. Ptaki jako zwierzyna łowna miały bardzo wiele zalet – smaczne, pożywne mięso i przydatne pióra, a przede wszystkim były bardzo łatwe do złapania. Tym sposobem w XVII wieku populacja wyginęła. Historia dodo jest analogiczna do tego, co spotykało inne gatunki zwierząt przydatne dla kolonizatorów. Jednak nie tylko. Rabunkowa działalność Europejczyków szkodziła również rdzennym mieszkańcom. Gdyby Europejczycy postępowali zgodnie z zasadami miłości bliźniego (oraz dbania o środowisko), zapisanymi w rzekomo wprowadzanej przez nich Świętej Księdze, współczesny świat na pewno byłby piękniejszy.

Wilk workowaty – cała nadzieja w klonowaniu Historia tasmańskiego torbacza jest nieco inna od historii dodo. Wilk workowaty nie był atrakcyjnym łupem, ale do jego wyginięcia również przyczynili się europejscy przybysze. Zdarzało się, że przywiezione przez osadników psy uciekały z obozowisk i dziczały. Chociaż rozpoczynały życie w nowym środowisku, stały się silną konkurencją dla miejscowych drapieżników.

33


Ostatni wilk workowaty padł w 1936 w ogrodzie zoologicznym w stolicy Tasmanii. Dla przywiązanego do niego pracownika, Johna Ultera, było szczególnie trudne, gdy odkrył, że oprócz jego podopiecznej nie było już innych wilków tasmańskich. Głównym tematem tej opowieści jest zagadnienie szczególnie interesujące dla klas biologicznochemicznych, a mianowicie klonowanie. W XXI wieku, kiedy zauważono już pierwsze efekty tej metody, spróbowano pozyskać materiał genetyczny z preparatu szczenięcia, zakonserwowanego w alkoholu. Niestety, w 2005 roku projekt przerwano. Przyczyną było znaczne uszkodzenie komórek. Preparat sprawiał być może wrażenie, że jest w wystarczająco dobrym stanie, ale niezbyt nowoczesna metoda nie mogła całkowicie go utrwalić. Jakie wnioski można wyciągnąć z tej opowieści? Żadna z moich konkluzji nie byłaby nowa, powtórzę więc za badaczem zwierząt i autorem wielu książek o nich, Radosławem Ratajszczakiem – być może „dzięki zdobyczom genetyki można będzie ocalić ginące gatunki, jednak znacznie lepszym wyjściem jest niedopuszczenie do ich wymarcia”.

34


Tur – zwierzę pod książęcą ochroną Przypadek tura jest o tyle ciekawy, że bardzo troszczono się o ten gatunek. Populacja tych parzystokopytnych zaczęła się zmniejszać wraz z malejącą powierzchnią lasów. Kiedy tury wyginęły w Europie Zachodniej, mazowiecka Puszcza Jaktorowska stała się ich chronioną prawnie ostoją. Tury, jako niezwykle rzadkie, a przy tym sprawiające wrażenie dumnych i dzielnych, stworzenia, mogły być wyłącznie obiektem polowań książąt. W tej kwestii wydano kilka traktatów. Mogłoby się wydawać, że sytuacja jest pod kontrolą. Niestety, pogłowie turów na przełomie XVI i XVII drastycznie spadło. Życie ostatniej samicy zakończyło się w 1627 r. z przyczyn naturalnych. Główną przyczyną wyginięcia tura było wspomniane już przeze mnie zmniejszenie się powierzchni lasów, spowodowane rozwojem rolnictwa. Inną przyczyną mogło być kłusownictwo – nie można zakładać, że dekrety całkowicie zlikwidowały ten problem. Jednak jako bezpośredni powód badacze wymieniają chorobę bydła (spokrewnionego przecież z turami). Być może dla krów schorzenie nie było niebezpieczne, jednak okazało się śmiertelne dla turów, żyjących na małej powierzchni i posiadających niezbyt zróżnicowany genotyp. Jednak w opowieści o turze jest coś pozytywnego. Ludzie po raz pierwszy poczuli potrzebę ochrony przyrody, żeby przyszłe pokolenia mogły się nią cieszyć. Szkoda tylko, że w przypadku tura nie udało się zrealizować tego zamierzenia. Oczywiście o wymarłych zwierzętach i związanych z nimi wydarzeniach można by opowiadać nieskończenie długo. Dlaczego w ciągu czterdziestu lat wyginął najliczniejszy gatunek ptaka na ziemi – gołąb wędrowny? Jak wytrzebienie moa przyczyniło się do wyginięcia orła Haasta? W jaki sposób Georg Steller, opisując krowę morską, przyczynił się do jej wytępienia? Te historie są tak fascynujące, że pozwolę Wam zagłębić się w nie samodzielnie. Łucja Hudy

35


Nauka

Nowinki Chociaż dla przeciętnych ludzi działania SETI mogą przypominać akcję książki lub filmu science fiction, zajmujący się nimi naukowcy wierzą, że Ziemia nie jest jedyną planetą we Wszechświecie zamieszkaną przez inteligentne istoty. Dyrektor organizacji jest zdania, że dzięki rozwojowi technologii istnieje szansa na znalezienie ich w ciągu 20 lat. Naukowców nurtuje myśl, jakie informacje powinny zostać zawarte w komunikacie dla mieszkańców innych planet. Spór toczy się głównie o sposób przedstawienia naszej historii – czy powinniśmy informować kosmitów o niechlubnych zdarzeniach z przeszłości, czy skupić się wyłącznie na naszych osiągnięciach?

Komunikat dla kosmitów Czy słyszeliście kiedyś o SETI? Celem tego projektu naukowego, prowadzonego przez kilka amerykańskich uniwersytetów i instytut o tej samej nazwie, jest poszukiwanie inteligentnych istot pozaziemskich i sposobów na kontakt z nimi. Naukowcy próbują odbierać sygnały radiowe i świetlne, które nie mają pochodzenia naturalnego, a jednocześnie nie są dziełem człowieka (co mogłoby sugerować istnienie owych form życia pozaziemskiego).

Należy pamiętać o tym, że wiele niezwiązanych z organizacją osób ma do niej sceptyczne podejście – niektórzy nie wierzą w kosmitów, inni wyobrażają ich sobie jako pragnących zniszczyć naszą cywilizację najeźdźców, jeszcze inni są zdania, że trudności techniczne są zbyt duże i uniemożliwiają prawdziwe porozumienie.

Ostatnio naukowcy zdecydowali się na pewną zmianę strategii – od tej pory nie będą już tylko szukać sygnałów, ale również będą wysyłać je samodzielnie.

36


Prawdopodobnie na nagły wzrost zainteresowania olbrzymią ilością śmieci zanieczyszczających morza i oceany wpłynęły ostatnie badania. Naukowcy przeprowadzili badania dotyczące ilości odpadów, które każdego roku trafiają do słonych zbiorników wodnych. Wynik jest szokujący: może to być nawet od ośmiu do dwunastu milionów ton. Bystry czworonóg

Plastikowe śmieci wszelkiego rodzaju znajdują się w oceanach przez przypadek lub są wyrzucane celowo właśnie do wody w przypadkowym miejscu.

Naukowcy z Instytutu Badawczego Messerliego w Wiedniu odkryli, że psy mają zdolność rozpoznawania wyrazów twarzy. Prawdopodobnie potrafią również powiązać minę człowieka z jego nastrojem i na tej podstawie decydują, czy chcą mieć z daną osobą do czynienia.

Nie trzeba chyba zbyt obszernie wyjaśniać skutków takiego postępowania. Plastik stanowi przede wszystkim olbrzymie zagrożenie dla zwierząt morskich, które mogą zaplątać się w większych elementach lub połknąć drobiny tworzywa sztucznego.

W jaki sposób tego dowiedziono? Badacze pokazywali psom zdjęcia nieznanych osób, których twarze wyrażały różne emocje, lub tylko ich fragmenty, takie jak uśmiech. Okazało się, że zwierzęta potrafiły odróżnić szczęście od niezadowolenia i w zależności od nastroju osoby na zdjęciu okazywały zaufanie lub obawę.

Dryfujące po powierzchni zbiorników odpady zajmują tak olbrzymią powierzchnię, że nazywa się je „siódmym kontynentem”. Po przeczytaniu tych niezbyt optymistycznych wiadomości zaczynamy się zastanawiać, jak można rozwiązać problem. Skala tego zjawiska przytłacza.

Psy rozróżniające wyraz twarzy nie są jedynymi bystrymi czworonogami. Już w 2013 stwierdzono, że kurczęta potrafią rozpoznawać cyfry od 1 do 5, wykazują także inne przejawy logicznego rozumowania (na przykład układają obiekty względem wielkości). Warto również wspomnieć o tak zwanej samoświadomości zwierząt. Na czym polega to zjawisko? Jeżeli zwierzę obserwujące swoje odbicie w lustrze rozumie, że nie jest to inne stworzenie, ale ono samo, przejawia właśnie tę cechę. Dotychczas zaobserwowano ją u niektórych gatunków naczelnych, słoni, świń, srok oraz delfinów.

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci

Morze plastiku Tę informację trudno uznać za „nowinkę” w ścisłym tego słowa znaczeniu, jednak mnożące się wiadomości poświęcone tej kwestii sprawiają, że warto ją tutaj poruszyć.

Łucja Hudy

37


Sport

Witaj w moim świecie. Witaj w WRC !

Miało być ciekawie a skończyło się jak zawsze! Znowu wygrał Francuz i znowu Sebastien. Jedyne co zmieniło się w ostatnich dziesięciu latach to tylko zwycięskie zespoły. Citroen oddał prowadzenie Volkswagenowi. W tym sezonie, jak również w poprzednim, właściwie nikt im nie zagroził. Zapewnili sobie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej na 3 edycje przed końcem sezonu i ostatecznie zakończyli sezon z 230 punktami przewagi. Zdeklasowali konkurencję! Na pytanie czy coś jeszcze ewentualnie zmieniło się w ostatnich dziesięciu latach, można odpowiedź iż zmieniło się nazwisko wspomnianego wyżej Sebastiena. Otóż Ogier zastąpił Loeba.

Po tym wprowadzeniu wielu czytelników mogłoby zakończyć. Wielu ludzi uważa, że rajdy samochodowe to przeżytek i nuda. Zupełnie nie mają racji! Przeważnie mówią tak ludzie, którzy nigdy nie widzieli tego na żywo, a jedyne co widzieli to wypadki Roberta Kubicy w wiadomościach, ale o tym później. Jednak Ci bardziej wtajemniczeniu wiedzą, iż mimo tego, że niewiele zmienia się w końcowych wynikach i statystykach, to na każdym pojedynczym weekendzie rajdowym, dzieje się mnóstwo rzeczy! Każda edycja w tym sezonie miała w sobie coś, co sprawiło, że każda była unikalna. Dla przykładu: Szwecja – śnieżne, mroźne piekło dla maszyn i kierowców. Polska – rajd nazwany przez kierowców najszybszym rajdem

38


w kalendarzu. Finlandia – najbardziej skoczny rajd, co doprowadza do dużej ilości wypadków. Australia – wyzwanie dla kierowców i samochodów: wysoka temperatura i wilgotność powietrza nie ułatwiają zadania. No i Monte Carlo – Perła w koronie WRC!!! To tylko 5 z 13 edycji w 2014 roku. Każda edycja jest inna, wręcz wyjątkowa. Każda oferuje kibicom inne doznania, wrażenia i emocje. Była już mowa o klasyfikacji, edycjach i emocjach. Czas na głównych bohaterów! Czyli kierowców oraz ich niedocenianych partnerów pilotów rajdowych. Drugi raz z rzędu mistrzem świata został Sebastien Ogier, a osobą która miała mu to osiągnięcie utrudnić był jego kolega z zespołu czyli Jari-Matti Latvala. Fin dzielnie walczył z Francuzem ale ostatecznie to Francuz wyszedł z tej walki zwycięsko. Nie chcę żeby to zabrzmiało tak jakbym nie lubił Ogiera ale uważam, że gdyby Jari miał mniej kłopotów ze

swoim samochodem to mógłby bardziej zbliżyć się do Francuza. Sezon 2014 był także niesyty ostatnim sezonem dla Mikko Hirvonena, ponieważ fiński, trzykrotny wicemistrz świata stwierdził, że już najwyższy czas dla niego na sportową emeryturę. Mikko po 13 wspaniałych sezonach zakończył ostatni swój rajd na 3 miejscu a swój ostatni sezon zakończył na 4 miejscu w klasyfikacji generalnej. Mikko! Dzięki za wspaniałe emocje! Czas w końcu powiedzieć coś o Robercie Kubicy. Pozwólcie, że zacznę od osób ciągle krytykujących Pana Roberta. Nie rozumiem o co im właściwie chodzi?! O to, że ciągle wypada z trasy? O to że niszczy samochód? O co chodzi? Zastanawiam się jak wszyscy Ci malkontenci poradziliby sobie w takiej sytuacji w jakiej obecnie znajduje się R. Kubica. Polak próbuje znaleźć dla siebie miejsce w sporcie motorowym, walczy, stara się, nie usiadł i

39


nie poddał się. To, że nie wychodzi, no cóż zdarza się. On sam mówi, że na razie jeszcze się uczy. Osobiście uważam, że Robertowi brakuje jeszcze jednej rzeczy: dobrego zespołu który będzie go wspierał, tak aby nie musiał się martwić o sprzęt tylko o to by jechać jak najszybciej. Sezon skończył na 16 miejscu w tzw. generalce, co powiedzmy sobie szczerze nie jest żadną rewelacją ale to dobry punkt startu by w przyszłym roku atakować miejsca w pierwszej dziesiątce.

nie wiele zabrakło im do Forda i Citroena. Właściwie to tylko gdyby Thierry Neuville, czyli kierowca numer jeden w Hyundaiu, miał troszkę więcej szczęścia, to zespół mógłby być co najmniej dwa oczka wyżej w generalce. Sam zespół jest zadowolony. Sami podkreślali na mecie każdego rajdu, że oni jeszcze się uczą tego jak wygląda WRC, trochę tak jak Robert Kubica. A może transfer Roberta do Hyundaia byłby dobrym pomysłem? W kwestii transferów w nowym sezonie wielkich zmian nie będzie. Odchodzi Mikko czyli zwalnia się jedno miejsce w Fordzie, które prawdopodobnie zajmie Norweg Mads Ostberg, co za tym idzie zwolni on miejsce w Citroenie. Właśnie to wolne miejsce interesuje nas najbardziej ponieważ jest do niego przymierzany Robert Kubica. Niestety odpowiedź na te zagadki poznamy dopiero w przyszłym roku, a na razie nie pozostaje nam nic innego jak tylko zapaść w sen zimowy i czekać na kolejny fantastyczny sezon WRC!

Wspomnę jeszcze nieco o zespołach rajdowych, które przewinęły się w sezonie 2014. Pojawiła nam się nowa ekipa. W tym roku do Volkswagena, Citroena i Forda dołączył Hyundai. Był to dla nich debiutancki a także bardzo trudny sezon. Samochód nie zawsze chciał z nimi współpracować . Duża ilość pecha i awarii zaowocowała 4 miejscem na koniec sezonu czyli ostatnim wśród zespołów fabrycznych. Na pocieszenie można powiedzieć, iż naprawdę

40


Podsumowując opowiem wam historię z dzieciństwa. Pamiętam jakby to było wczoraj, a miałem wtedy może lat pięć, kiedy w niedzielne wieczory w telewizji można było oglądać relacje z rajdów. Pamiętam, że oglądałem je razem Tatą, który na bieżąco uzupełniał komentatora oraz tłumaczył mi wszystko to, czego jeszcze wtedy nie rozumiałem. Tata był w tym dobry, znał się na rzeczy, w końcu sam kiedyś zajmował się tym sportem „od kuchni” pełniąc funkcję szefa zespołów rajdowych. Dzięki niemu także, już w wieku chyba dwóch lat byłem po raz pierwszym na rajdzie. Potem byłem jeszcze na kilku. Były to dla mnie bardzo emocjonujące przeżycia: te dźwięki, wszechobecna adrenalina oraz unoszący się w powietrzu zapach paliwa wysokooktanowego jest nie do zapomnienia. Właśnie chyba to jest najfajniejsze w rajdach! Dlaczego przybliżyłem

wam krótko historię z mojego dzieciństwa? Ponieważ myślę, że to właśnie wtedy dzięki tym telewizyjnym relacjom i mojemu Tacie, rajdy stały się dla mnie czymś interesującym. Mówię to także dlatego, gdyż tych relacji już od dawna nie ma i może to właśnie jest przyczyną mniejszego zainteresowania rajdami i samym WRC! Nie pozostaje nam nic tylko liczyć na pozytywne zmiany i jak najszybszy powrót WRC w przyszłym sezonie! Oby był jeszcze bardziej emocjonujący!

41

Filip Storożuk


Słodko - słony świat Julki

Tort czekoladowo-malinowy

masy delikatnie mieszając całość, którą następnie przelewamy do średniej tortownicy posmarowanej masłem. Pieczemy przez 15 – 20 minut w 180°C termoobieg lub 200°C w klasycznym piekarniku. Po 10 minutach obracamy tortownicę dla równego nagrzewania.

Placek : -4 jajka -100g masła -5 łyżek cukru pudru -2 łyżki maki tortowej -utarte 1 i ½ tabliczki gorzkie czekolady

Karmelowa masa : -100 ml mleka kondensowanego -1 łyżka masła -szklanka cukru dark moscawado

Do utartego luźno masła dodaj kolejno po żółtku i ucieraj następnie dalej ucierając dodaj cukier puder, utartą czekoladę oraz mąkę. Ubijamy pianę z pozostałych białek na sztywno. Pianę dodajemy do uprzednio przygotowanej

Na wolnym ogniu gotować mleko cukier i masło aż będzie gęste i jednolitą masą. Masę

42


nakładamy na placek czekoladowy. Gdy ostygnie zdejmujemy opaskę z tortownicy i okładamy folią aluminiową miejsce w miejsce i zakładamy z powrotem na tortownice z plackiem pokrytym karmelem.

na powierzchnię masy i szybko wkładamy do lodówki. Gdy czekolada zastygnie wyjmujemy tort z lodówki, zdejmujemy obręcz tortownicy i po podgrzaniu i wystudzeniu nakładamy polewę czekoladową na boki i znów wkładamy do lodówki.

Masa : -200ml śmietanki kremówki -2 łyżki cukru pudru (jak ktoś woli słodsze masę to wedle smaku) -żelatyna 6 łyżeczek -500 g maliny świeże lub mrożone Kilkanaście malin odłożyć, resztę rozbić blenderem i sok przepuścić przez sito, dodać cukru pudru do preferowanego smaku, następnie wymieszać z uprzednio przygotowaną żelatyną do uzyskania jednolitego masy. Ubić śmietankę jak będzie puszysta dodać cukru pudru do smaku. Powoli dodawać masę malinową. W zależności od fantazji możemy mieszać do uzyskania jednolitej masy lub z silniejszymi i słabszymi wysyceniami masą malinową. Po wymieszaniu masę przekładamy do przygotowanej tortownicy i wkładamy całość do lodówki. Polewa : -4 kawałki czekolady gorzkiej -4 kawałki czekolady mlecznej -rozprowadzić na 100 – 150 ml słodkiej śmietanki. Do rondelka wrzucamy czekoladę i zalewamy śmietanką do uzyskania jednolitej płynnej gęstej masy, czekamy aż ostygnie a jednocześnie będzie w konsystencji płynnej. Gdy masa śmietankowo-malinowa zastygnie to wylewamy ostrożnie cienką warstwę polewy czekoladowej lub jeśli ktoś woli nakładamy pędzlem kuchennym (z gumy silikonowej)

43


Dziekujemy

The Nowodworek Times #7/2015  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you