Issuu on Google+


Modlitwa za Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej O Panie Jezu, skieruj swoje wejrzenie na  nasze Wyższe Seminarium Duchowne w Toruniu, gdzie w pobożności i  wiedzy wzrastają przyszli kapłani Twojego Kościoła. Biskupowi i przełożonym Seminarium daj, Panie, łaskę prawdziwej mądrości w wyborze kandydatów do posługi kapłańskiej oraz do wychowania ich ze stanowczością i miłością w cnocie i wiedzy. Dzieciom i młodzieży udziel światła rozeznania, że ich powołanie i odpowiedź na nie pochodzi całkowicie od Ciebie. Spraw, aby ochoczo przyjęli wezwanie do pójścia za Tobą. W rodzinach kleryków i dobroczyńców Seminarium pomnóż Twoją łaskę tak, żeby wielkość powołania kapłańskiego była należycie zrozumiana i doceniana przez  wszystkich. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

.................................................................. Na okładce: fragment fresku Michała Anioła - Sąd Ostateczny z Kaplicy Sykstyńskiej

2

Sługa nr 1(61)


SPIS TREŚCI

DRODZY CZYTELNICY!

WIADOMOŚCI Zmiany personalne Inauguracja Roku Seminaryjnego Okres propedeutyczny Jubileusz 25-lecia sakry U ŹRÓDŁA – LITURGIA "Na Świętego Marcina najlepsza gęsina" Duch liturgii wg Josepha kard. Ratzingera WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA Świętych obcowanie WARTO! Nasze lektury Kącik muzyczny Kącik dobrego filmu Camino de Santiago Moje powołanie MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ „Polsko! lecz Ciebie błyskotkami łudzą...” Wizyta apostolska Benedykta XVI w Niemczech Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Nowomiejska bazylika

Rozpoczęliśmy kolejny rok formacji seminaryjnej. Wzorem lat ubiegłych chcielibyśmy zaproponować Wam, Drodzy Czytelnicy, nowy listopadowy numer naszego kleryckiego czasopisma Sługa. Pragniemy podzielić się wydarzeniami, które przeży9 wamy w naszej wspólnocie, refleksjami 11 związanymi z wiarą i nie rzadko trudnymi zagadnieniami, nurtującymi nasze myśli. 14 Nie zabraknie również ciekawych propozycji, co do filmu, muzyki i książki. 17 Jak już niejednokrotnie wspominali18 śmy, listopad to czas zadumy i refleksji nad 19 przemijalnością ziemskiego życia. To rów20 nież czas, kiedy w sposób szczególny wspo25 minamy naszych bliskich zmarłych, odwiedzając ich groby, zapalając na nich znicz 27 i  modląc się za ich dusze, aby po trudach 28 ziemskiej wędrówki mogy na wieki złączyć się z Bogiem w niebie. Miesiąc ten to także okres, kiedy 32 w czasie weekendów wyjeżdzamy na tzw. niedziele powołaniowe (tym razem do dekanatów: działdowskiego, lidzbarskiego, nowomiejskiego i lubawskiego), mające na celu ukazać piękno powołania kapłańskiego, czy zakonnego, wzbudzić w młodych ludziach chęć oddania swojego życia na służbę Bogu i Kościołowi, ,,gdyż żniwo wielkie, a robotników wciąż mało”. Życzymy Wam, aby ten miesiąc, był okazją do zgłębiania treści wiary, w szczególności związanych z życiem wiecznym, aby ten fakt napawał was radością i nadzieją na nowe życie, nad którym śmierć nie ma już władzy. Szczęść Boże! 4 5 6 7

Redagują: Artur Narodzonek (red. naczelny), Bartosz Adamski (zastępca red.), Piotr Kalicki, Krzysztof Rozynkowski (red. techniczny), Łukasz Grzelak (foto) Asystent kościelny: ks. dr Marcin Staniszewski Adres redakcji: Sługa, pl. bł. ks. phm. Stefana W. Frelichowskiego 1, 87-100 Toruń Adres internetowy: http://www.seminarium.diecezja.torun.pl Druk: DRUK-TOR S.C., ul. Nieszawska 33, 87-100 Toruń Nakład: 2 500 egz.

Sługa nr 1(61)

3


WIADOMOŚCI

Zmiany personalne Wakacje 2011 roku przyniosły wiele istotnych zmian w naszej wspólnocie seminaryjnej, które na stałe wpisują się do kart historii. Chodzi tu o zmiany personalne wśród moderatorów WSD w Toruniu. Z dniem 1 lipca 2011 roku ks. bp Andrzej Suski przyjął rezygnację ks. dra Krzysztofa Lewandowskiego z funkcji rektora w WSD. Ks. Prałat urodził się 22 kwietnia 1960 roku w  Chełmnie. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1985 roku, rozpoczynając pracę duszpasterską w Bydgoszczy – Fordonie w parafii p.w. Matki Bożej Królowej Męczenników. Po trzech latach ksiądz Lewandowski został skierowany na studia specjalistyczne z teologii pastoralnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, uzyskując w 1994 roku stopień doktora. 20 czerwca 1994 roku został mianowany przez Biskupa Toruńskiego wicerektorem ds. wychowania w nowoutworzonym WSD Diecezji Toruńskiej. W latach 1997/1998, po odejściu z urzędu ks. prof. dra hab. Franciszka Drączkowskiego, pełnił obowiązki rektora WSD. W 1998 roku ks. bp Andrzej Suski mianował ks. dra Krzysztofa Lewandowskiego, drugim w historii, rektorem WSD w Toruniu. Funkcję

Ks. prof. dr hab. Dariusz Zagórski - rektor WSD w Toruniu

4

tę pełnił przez 13 lat do 1 lipca 2011 roku. Tegoż dnia, ks. prał. Lewandowski, został mianowany proboszczem parafii p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Brodnicy. 1 lipca 2011 roku Biskup Ordynariusz mianował ks. dra hab. Dariusza Zagórskiego, prof. UMK, nowym rektorem WSD w Toruniu. Ks. Zagórski urodził się 23 kwietnia 1972 roku w Iławie. Pochodzi z parafii p.w. Nawiedzenia NMP i św. Anny w Lubawie. Święcenia kapłańskie otrzymał 14 czerwca 1997 roku. W latach 1998-2001 odbył studia doktoranckie na KUL-u. W 2001 r. wyjechał na czteroletnie stypendium naukowe do Rzymu. W  2002 r. miała miejsce publiczna obrona rozprawy doktorskiej na Wydziale Teologii KUL. W kwietniu 2008 roku został zakończony przewód habilitacyjny. Od 2007 roku jest wykładowcą na Wydziale Teologicznym UMK w Toruniu. 1 września 2011 roku mury naszego domu formacyjnego przekroczył, mianowany przez ks. bp Andrzeja, nowy wicedyrektor ekonomiczny ks. mgr lic. Marcin Lisiński. Ks.  Lisiński urodził się 27 marca 1980 roku. Pochodzi z parafii p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Brodnicy. Święcenia kapłańskie otrzymał 19 czerwca 2004 roku, rozpoczynając pracę duszpasterską w parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Chełmnie. We wrześniu Biskup Ordynariusz przyjął rezygnację ks. prał. Romana Sadowskiego z funkcji ojca duchownego w WSD w Toruniu. Ks. Prałat urodził się 8 października 1946 roku w Chełmnie. Święcenia kapłańskie otrzymał 30 maja 1971 roku w Pelplinie, rozpoczynając pracę duszpasterską w Karsinie. W latach 1976-1981 studiował na Wydziale Misjologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, uzyskując tytuł doktora. W 1982 roku został ojcem duchownym, a następnie prefektem ds. studiów w WSD w Pelplinie. W  latach 1988-1993 był członkiem Komisji Misyjnej Episkopatu. Pełnił również funkcję sekretarza krajowego Papieskiej Unii MisyjSługa nr 1 (61)


WIADOMOŚCI nej oraz ojca duchownego w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Przez wiele lat ks. Prałat był pracownikiem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. W 2006 roku, po powrocie z Rzymu, został ojcem duchownym w WSD w  Toruniu. Od września 2011 roku pełni funkcję referenta ds. Instytutu Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, a także posługę egzorcysty diecezjalnego. Wszystkich kapłanów, zarówno tych, którzy zakończyli swoją pracę w WSD w Toruniu, jak i tych, którzy ją rozpoczynają, zawierzamy bł. Stefanowi Wincentemu Frelichowskiemu – patronowi WSD, prosząc o orędownictwo u Najwyższego Kapłana Jezusa Chrystusa. kl. Marek Kowalkowski, rok IV

Inauguracja Roku Seminaryjnego Dnia 5 października 2011 odbyła się Inauguracja Roku Seminaryjnego 2011/2012. Uroczystość miała miejsce w auli seminaryjnej. Przybyło wielu znamienitych gości, a wśród nich: ordynariusz diecezji toruńskiej ks. bp. Andrzej Wojciech Suski, ks. bp. Józef Szamocki, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki, prezydent Torunia Michał Zaleski, rektor Uniwersytetu Mikołaj Kopernika w Toruniu prof. dr hab. Andrzej Radzimiński, rektor Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu o.  dr  Krzysztof Bieliński CSsR, dziekan Wydziału Teologicznego UMK ks. prof. dr hab.

Sługa nr 1(61)

Jan Perszon. Inauguracja roku seminaryjnego zbiegła się z 25-tą rocznicą sakry biskupiej ks.bp. Andrzeja Wojciecha Suskiego. Z tej okazji ks. dr Piotr Roszak wygłosił wykład o posłudze biskupa w Kościele. (Alumni toruńskiego seminarium, jako prezent dla ks. bpa Andrzeja zaśpiewali utwór francuskiego kompozytora Marca-Antoine`a Charpentiera - „Magnificat à trois voix H.73”). Wykonawcami tej kompozycji byli: kl. Paweł Głowiński – dyrygent, organy, kl. Marek Matecki – kontratenor, dk.  Wojciech Skolmowki – tenor, kl. Karol Wierzchowski – bas oraz Anna Różyńska – skrzypce, Natalia Brzuszczak – flet, Bartosz Kołodziej – flet, Marek Włoczewski – gitara. Następnie zespół wokalny wykonał dwa utwory współczesnego amerykańskiego kompozytora Mortena Johannesa Lauridsena - „O magnum mysterium” oraz „Ave Maria”. Część artystyczna uroczystości spotkała się z gorącym aplauzem ze strony publiczności, czemu dowiodły gromkie brawa. Kolejnym punktem uroczystości była immatrykulacja kleryków pierwszego roku. W seminaryjnej auli złożyło przyrzeczenie 13 nowych kandydatów do kapłaństwa. Indeksy otrzymali: Michał Bomastyk – parafia p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Działdowie, Mateusz Chudziński – parafia p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Koszelewach, Roman Finc – parafia p.w. św. Bartłomieja w Unisławiu, Jakub Gajewski – parafia p.w. Matki Bożej Królowej Polski w  Toruniu,

5


WIADOMOŚCI Janusz Grosanc – parafia p.w. św. Jana Chrzciciela i św. Michała Archanioła w  Lubawie – Mortęgach, Michał Kowałkowski - parafia p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chełmnie, Mateusz Kruszewski – parafia p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Prątnicy, Paweł Malinowski – parafia p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w  Grudziądzu, Mateusz Nadzieja – parafia p.w. Matki Bożej Królowej Polski w Toruniu, Piotr Rolirad – parafia p.w. św. Królowej Jadwigi w  Inowrocławiu, Jarosław Wojewódka – parafia p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w  Chełmnie, Michał Wyrębski – parafia p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wielkich Łunawach, Maciej Zygadlewicz – parafia p.w. św. Mikołaja w Grudziądzu. kl. Stanisław Szczęsny, rok II

Okres propedeutyczny Dnia 7 września w gmachu Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu stawiło się 13 adeptów, aby uczestniczyć w kursie propedeutycznym, który stanowił wprowadzenie w życie seminaryjne przed rozpoczęciem pierwszego roku formacji. Wydarzenie przekroczenia progu seminarium, było jednym z najważniejszych momentów dla każdego z nowych kleryków, którzy w ten sposób wstępowali w szereg osób przygotowujących się do kapłaństwa, równocześnie kończąc pe-

6

wien etap w swoim dotychczasowym życiu. W chwili tej w naszych głowach pojawiało się wiele pytań i wątpliwości m.in. „Czy dam radę dostosować się do życia w nowych warunkach?” lub „Jakich ludzi spotkam?”. Po zakwaterowaniu się w przydzielonych pokojach, alumni pierwszego roku zostali oficjalnie przywitani i oprowadzeni po gmachu seminaryjnym. W grupie 13 adeptów w sposób szczególny wyróżniał się brat Roman, który nie bał się zadawać odważnych pytań m.in. „Czy jest już wyznaczona data święceń?”, dzięki czemu rozluźniał atmosferę. Pierwsze trzy dni okresu propedeutycznego minęły na  zwiedzaniu Torunia i poznawaniu jego historii, wspólnych spotkaniach w seminaryjnej harcówce, mających luźny charakter oraz na mini-wykładach prowadzonych przez księdza Wicerektora Marcina Staniszewskiego. Dzięki nim dowiedzieliśmy się o zasadach życia seminaryjnego oraz o "trudnościach", jakie mogą w związku z nimi powstawać. W sobotę 10 września po śniadaniu wyruszyliśmy do  Krynicy Zdroju, aby skorzystać z  gościnności Zgromadzenia Sióstr Pasterek od  Opatrzności Bożej. Po drodze odwiedziliśmy miejsce narodzin kultu Bożego Miłosierdzia, czyli Krakowskie Łagiewniki. Tam dołączył do nas ojciec Sławomir Witkowski. Pierwszy dzień pobytu w  górach wykorzystaliśmy na  poznanie okolicy, gdzie  na Górze Parkowej mieliśmy okazję zjechać z bardzo stromej zjeżdżalni, równocześnie przełamując swój własny strach. Trzy kolejne dni były już wielkim wyzwaniem dla nas samych. Pokonując własne słabości i zniechęcenie wynikające ze zmęczenia, zdobywaliśmy kolejne szczyty. Pierwszym celem, jaki sobie postawiliśmy było zdobycie Jaworzyny. W trudach pięciogodzinnej wędrówki dobrnęliśmy do zakładanego przez nas miejsca. Kolejny dzień wędrówki rozpoczęliśmy od relaksującego spływu Dunajcem, podczas którego, dzięki pięknej pogodzie, jaką obdarzył nas Pan Bóg, mogliśmy podziwiać piękno polskich gór, w tym m.in. „Trzech Koron”. Sługa nr 1 (61)


WIADOMOŚCI

Po  chwili zapomnienia, ruszyliśmy w drogę, aby z Góry Wysokiej spojrzeć na jeszcze piękniejszy krajobraz. Ostatni dzień naszej wspólnej wędrówki był najtrudniejszy. Pojechaliśmy na  Słowację, aby zdobyć szczyt Klasztorisko. Miejsce, które nazywane jest „Słowackim Rajem” nie  miało wiele wspólnego z sielankowym obrazem niebiańskiego raju. Jaskinie, skalista droga, przejścia nad przepaścią, strumyki wody, drabiny oraz padający deszcz, były dla nas nie lada wyzwaniem. Po pokonaniu tych wszystkich trudności, wszyscy dumni i zadowoleni mogliśmy zobaczyć ruiny klasztoru kartuzów i pokrzepić się w  schronisku. Podczas tych wszystkich wędrówek lepiej się poznaliśmy, prowadząc wiele ożywionych dyskusji. Ostatni dzień naszego pobytu w Krynicy, spożytkowaliśmy na zwiedzenie dwóch interesujących miast. Pierwszym z  nich był Stary Sącz, gdzie spoczywa św. Kinga; tam poprosiliśmy siostry klaryski o  modlitwę w intencji kursu oraz całego seminarium. Następnie ruszyliśmy do  Krościenka, Centrum Ruchu Światło-Życie, gdzie znajdują się doczesne szczątki jego założyciela, Sługi Bożego Franciszka Blachnickiego. Zauważyliśmy, że  kaplica w tamtym miejscu jest ciekawie zbudowana, to znaczy tak, aby do środka przedostawało się dużo światła słonecznego, co ma swoją wyraźną symbolikę. W piątek 16 września podziękowaliśmy siostrom pasterkom za ich wielką gościnność i udaliśmy się w drogę powrotną. Tym razem po  droSługa nr 1 (61)

dze zwiedziliśmy centrum polskiej tradycji i historii, czyli Wawel. Miejsce to wywarło na nas ogromne wrażenie i  przypomniało nam o wielkiej spuściźnie kulturowej naszej Ojczyzny, którą mamy obowiązek chronić i  pielęgnować. Po powrocie do gmachu seminaryjnego, spotkaliśmy się z ojcem Romanem Sadowskim i księdzem wiceekonomem Marcinem Lisińskim, którzy znacznie przybliżyli nam życie seminaryjne zarówno od  strony duchowej, jak również i  materialnej. W poniedziałek 19 września kilku z naszych braci dopełniło formalności, odbywając rozmowę kwalifikacyjną na Wydziale Teologicznym UMK i wszyscy zadowoleni udali się w drogę powrotną do domów, aby  pożegnać się z rodziną i za kilka dni rozpocząć pierwszy rok formacji seminaryjnej. Podsumowując, kurs propedeutyczny okazał się być bardzo owocnym okresem, podczas którego zapoznaliśmy się z życiem seminaryjnym, wzajemnie się zintegrowaliśmy, a przede wszystkim pogłębiliśmy swoje osobiste relacje z Jezusem Chrystusem. kl. Maciej Zygadlewicz, rok I

Jubileusz 25-lecia sakry J.E. Ks. bp. Andrzeja Suskiego W sobotę 8 października Jego Ekscelencja Ks. bp dr Andrzej Wojciech Suski uroczyście podziękował Panu Bogu za dar srebrnego jubileuszu posługi biskupiej. Ofiarę Mszy Świętej sprawował w diecezjalnym sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy na Bielanach, w kościele o.o. Redemptorystów. W koncelebrze uczestniczyli m.in. Jego Eminencja Ks. Józef Kard. Glemp, który 4 października 1986 roku był głównym konsekratorem Ks. Bpa Andrzeja, ks. abp Józef Kowalczyk – Prymas Polski, abp Henryk Muszyński – Prymas senior, abp Sławoj Leszek

7


WIADOMOŚCI

Głódz – metropolita gdański, bp. Wiesław Mering, bp. Piotr Libera, bp. Roman Marcinkowski, abp Juliusz Paetz, bp. Jan Tyrawa, bp. Stanisław Gębicki, bp. Bronisław Dembowski oraz bp. Józef Szamocki. Na uroczystość przybyło również duże grono duchowieństwa naszej diecezji. Mszę Świętą poprzedziło przywitanie przybyłych gości i przybliżenie życiorysu ks. bpa Ordynariusza. Na początku ks. bp. Józef Szamocki odczytał list nadesłany przez Jego Świątobliwość Benedykta XVI, który wyraził zjednoczenie modlitewne z Jubilatem. Ojciec Święty napisał ‘’Odznaczając się apostolską gorliwością, z zapałem przekazywałeś wiernym prawdy niosące zbawienie, udzielając im sakramentów świętych i głosząc wszystkim prawdę o Krzyżu, jedynej naszej Nadziei. Chętnie wspomnę też Twoją głęboką pobożność oraz szczególną życzliwość do osób zakonnych.’’ Homilię wygłosił ks. bp. Roman Marcinkowski – biskup pomocniczy diecezji płockiej, kolega kursowy Jubilata, który swój srebrny jubileusz obchodził 13. kwietnia 2010 roku. Bp. Marcinkowski w wygłoszonym słowie przybliżył jakże bogaty życiorys ks. bpa Andrzeja.

8

W czasie Mszy Świętej do ołtarza przyniesiono wyjątkowe dary. Ks. prał. Andrzej Wawrzyniak – prepozyt kapituły katedralnej toruńskiej z ks. kan. Krzysztofem Badowskim – przedstawicielem kapituły chełmżyńskiej oraz ks. prał. Henrykiem Kujaczyńskim – przedstawicielem kapituły grudziądzkiej, przynieśli dokument mówiący o przekazaniu daru tych trzech kapituł jakim są nowe meble do prezbiterium katedry. Ks. prał. Stanisław Majewski – przedstawiciel kurii diecezjalnej, ks. prał. Marek Rumiński – proboszcz parafii katedralnej oraz ks. Łukasz Otremski – wikariusz parafii konkatedralnej w Chełmży, przynieśli w imieniu całego duchowieństwa diecezji toruńskiej replikę kielicha ofiarowanego przez księcia Konrada Mazowieckiego. Siostry zakonne ofiarowały nowe szaty liturgiczne. Przedstawiciele świeckich: Patrycja i  Waldemar Furmankowie oraz Katarzyna i  Jacek Podolscy przekazali portret biskupa, który rozpocznie poczet biskupów umieszczony w kurii diecezjalnej. Przed prezbiterium ustawiona została figura Matki Bożej z  Dzieciątkiem, kopia Madonny Toruńskiej. Był to  dar pana Marszałka województwa kujawsko – pomorskiego Piotra Całbeckiego, pana Prezydenta miasta Torunia Michała Zaleskiego i Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prof. Andrzeja Radzimińskiego. Po Mszy Świętej biskupi, kapłani, reprezentanci władz świeckich i wszyscy zaproszeni goście udali się na poczęstunek. Cała uroczystość była przygotowana w wysokiej klasy oprawie. Wiele osób, w tym również klerycy dokładali jak najwięcej starań w zorganizowanie tego wydarzenia. Cieszymy się, że mogliśmy towarzyszyć naszemu Pasterzowi w tak ważnej dla niego chwili. Pragniemy również zapewnić o naszej nieustannej modlitwie w Jego intencji. kl. Jacek Wieczorek, kurs II Sługa nr 1 (61)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

„Na świętego Marcina najlepsza gęsina” To stare przysłowie przeżywa w naszych czasach swoisty renesans. Trzeba też na samym wstępie sobie powiedzieć, że dokonuje się to w dużej mierze, jeśli nie wyłącznie, dzięki ogólnopolskiej kampanii promującej gęsie mięso, w której prym wiedzie województwo kujawsko-pomorskie. Z pewnością powodowane jest to tym, iż pieczona gęś posiada wyjątkowo delikatny smak, soczystość i  kruchość oraz niską zawartość tłuszczu – tylko 6% (wieprzowina ma go aż 30%). Ponadto jej mięso charakteryzuje się wysoką zawartością witamin A, B1, B2, D, E i PP oraz  minerałów – zwłaszcza magnezu i żelaza oraz posiada dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych obniżających poziom cholesterolu i zapobiegających powstawaniu schorzeń naczyniowo-sercowych. Kraj nasz jest największym eksporterem mięsa gęsiego na kontynencie. Rokrocznie sprzedajemy na rynki europejskie od 18 do 20 tysięcy ton gęsich tusz (krajowy roczny popyt wynosi zaledwie 700 ton). Województwo kujawsko-pomorskie, jak podkreślił w jednym z wywiadów pan marszałek Piotr Całbecki, do promocji gęsiny jest szczególnie predestynowane, ponieważ na swoim terenie posiada czołową polską placówkę badawczo – hodowlaną, produkującą najlepszą Sługa nr 1 (61)

w  Europie gęś. Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki w Kołudzie Wielkiej, w powiecie inowrocławskim, jest ponadto właścicielem genotypu gęsi, zwanej białą kołudzką lub  owsianą (trzy tygodnie przed ubojem karmiona jest owsem). Gęś z kujawsko-pomorskiego określana jest jako hit polskiego drobiarstwa na skalę światową, gdyż jej mięso jest nietłuste, wyjątkowo pełne witamin – czyli zdrowe. Kampania promująca gęsinę ma więc na celu zachęcenie Polaków, aby zagościła ona na naszych stołach. Dniem, w którym miałaby ona w sposób szczególny „zakrólować”, jest 11 listopada – Święto Niepodległości i liturgiczne wspomnienie św. Marcina z Tours. Z pewnością nie jesteśmy świadkami budowania jakiejś nowej tradycji, zwyczaju przekalkowanego z Ameryki, gdzie obywatele Stanów Zjednoczonych nie wyobrażają sobie Święta Dziękczynienia bez pieczonego indyka. Zachęta do spożywania mięsa gęsiego 11 listopada nie wynika z chęci „amerykanizowania” polskiego Święta Niepodległości, ale z faktu obchodu w tym dniu w kalendarzu liturgicznym wspomnienia św. Marcina. Powstaje więc pytanie, co żyjący w IV wieku św. Marcin ma wspólnego z gęsią? Na pewno nie zajmował się on hodowlą drobiu. Pochodził z Panonii (Węgry) i wychował się w  rodzinie pogańskiej. Jego ojciec był rzymskim legionistą. Kiedy św. Marcin był jeszcze dzieckiem, ojciec wraz z całym swoim garnizonem przeniósł się do włoskiego miasta Pavia. Dzięki tej przeprowadzce zapoznał się z chrześcijanami tam żyjącymi i już w wieku dziesięciu lat wstąpił na drogę katechumenatu. Dalsze jego życie upływało w służbie w legionach rzymskich. W 338 roku oddział św. Marcina stacjonował w Galii w okolicach Amiens. Tam miało miejsce najbardziej znane wydarzenie z jego żywota. Zimą spotkał na pół nagiego żebraka, którego okrył odcinając połowę swego płaszcza. Następnej nocy, we śnie, miał widzenie Pana Jezusa odzianego w połowę jego płaszcza, który miał przemówić do  aniołów: „Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział”. W 339 r., w wieku ok. 23 lat, przyjął chrzest i postanowił zrezygnować z wojska.

9


U ŹRÓDŁA – LITURGIA Po niełatwym i nie szybkim pozwoleniu przejścia do cywila podążył na Węgry do swoich starych rodziców, których zdążył jeszcze pozyskać dla Chrystusa, doprowadzając do ich chrztu. Powracając do Galii, przez krótki czas zatrzymał się w Mediolanie, po czym udał się do francuskiego miasta Poitiers. Tam, spotkawszy się z św. biskupem Hilarym, podzielił się z nim pragnieniem oddania swojego życia na służbę Panu Bogu jako asceta. Biskup zaproponował mu osiedlić się w pobliskiej pustelni w Liguge, dokąd udał się z kilkoma towarzyszami. Fakt ten sprawił, że św. Marcin uznawany jest w historiografii za ojca życia monastycznego we Francji. Od tego momentu wieść o pobożnym i niezwykłym przez czyny i cuda życiu św. Marcina rozszerzała się wśród mieszkańców okolicy. Gdy w 371 r. zmarł biskup Tours kapłani i wierni tej diecezji zapragnęli, aby święty pustelnik został ich pasterzem. Aby tak się stało posłużono się podstępem. Fortel

Święty Marcin

10

polegał na  tym, że wysłano do św. Marcina co znaczniejszych mieszczan, którzy mieli poprosić go o przybycie i uzdrowienie małżonki jednego z nich. Kiedy pojawił się w mieście, mieszkańcy Tours siłą zaprowadzili go do katedry, aby  tam błagać go o przyjęcie godności biskupa. Po uzyskaniu zgody wybrano go przez aklamację na pasterza diecezji. 4 lipca 371 r. przyjął święcenia kapłańskie i sakrę biskupią. Swą posługę sprawował przez 26 lat mieszkając przy katedrze, wizytując i wspierając podległe jego pieczy wspólnoty wiernych. Wezwany jesienią 387 roku do Candes, w celu rozstrzygnięcia sporu między duchowieństwem a wiernymi, zmarł 8 listopada. 11 listopada jego ciało przewieziono Loarą do Tours i złożono na cmentarzu. Wokół osoby św. Marcina powstało również wiele legend. Jedna z nich związana jest ze wspomnianym podstępem, mającym na celu obwołanie go biskupem Tours. Zrozumiawszy, jaki jest prawdziwy powód opuszczenia przez niego pustelni, nie chcąc rozstawać się z dotychczasowym życiem ascety, miał schować się wśród napotkanego stada gęsi. One jednak głośnym gęganiem zdradziły jego kryjówkę i nie dopuściły do uchylenia się od opatrznościowych zamiarów Stwórcy. W rzeczywistości jednak związek św.  Marcina z gęsiami jest następujący. Począwszy od VI wieku, szczególnie w Galii, liturgiczny okres adwentu przybiera charakter ascetyczny, pokutny i postny. Synod w Tours z 567 r. ustanawia adwentowy post od 19 grudnia, a w Macon w 583 r. od 11 listopada, wspomnienia św. Marcina i nazywa się go, na wzór Wielkiego Postu, Quadrgesima sancti Martini. Dzień św. Marcina traktowany był na przestrzeni wieków jako ostatni przedpostny moment, w którym pozwalano sobie na suto zastawione stoły. W Polsce dodatkowo wyznaczał on czas na spłacenie należności i  czynszów. Należało wówczas, w przypadku chłopów, dostarczyć do dworu produkty rolne oraz ptactwo domowe, a wśród nich i gęsi. Poborca takich podatków spraszał wówczas gości i wyprawiał ucztę z  tego, co  mu przyniesiono. Zwyczaj takiego ucztowania przeniósł się również pod chłopskie strzechy, tak Sługa nr 1 (61)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA że na ich stołach w dniu św. Marcina coraz częściej zaczęła pojawiać się gęsina. Ponadto dzień ten uznawany był przez długi czas jako początek zimy. Zebrani wówczas na gościnie biesiadnicy, chcąc przewidzieć pogodę na najbliższe miesiące, wymyślali różnego rodzaju wróżby mające zaspokoić ich ciekawość. Czynności tej służyć miała kość piersiowa gęsi, którą gospodarz uroczystości oczyszczał. Jeśli była biała miała wróżyć zimę suchą, sinawa i czerwona – zimę słotną, a pół biała od góry i pól czerwona od spodu dzieliła zimę na dwa okresy – suchy i słotny. Z osobą św. Marcina związanych jest podobnież 44 przysłów, co świadczy o jego „popularności” wśród ludzi. Przywołajmy na koniec jeszcze dwa, które jeśli nie zachęcą nas do zakupu nietaniego mięsa gęsiego na 11 listopada, to może przynajmniej pomogą nam się uśmiechnąć tego dnia do św. Marcina, a przede wszystkim podziękować Panu Bogu za wolną i niepodległą Ojczyznę! „Na świętego Marcina gęś do komina” „Święto Marcina dużo gęsi zarzyna” ks. dr Marcin Staniszewski Wicerektor WSD

Bibliografia: 1. J. Smosarski, Oblicza świąt, Warszawa 1990, s. 8-9 2. J. Wierusz-Kowalski, Liturgika, Warszawa 1956, s. 182 3. W. Zaleski, Święci na każdy dzień, Warszawa 1996, s. 706-709 4. http://www.kujawsko-pomorskie.pl/ index.php?option=com_content&task=view&id=13539&Itemid=1 5. http://naturaity.pl/zdrowie-na-talerzu/gotuj-zdrowo/item/283-g%C4%99sina-z-kuchni-prababek.html

Duch liturgii według Josepha kardynała Ratzingera Czemu profesor specjalizujący się w teologii dogmatycznej i fundamentalnej Sługa nr 1 (61)

napisał książkę o liturgii? Jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary był doskonale obeznany z aktualnymi problemami Kościoła, mógł też przeanalizować przyczyny pojawiających się kryzysów. W roku Pańskim 1998 napisał: ,,Jestem przekonany, że kryzys Kościoła, jaki obecnie przeżywamy, zależy w dużej mierze od rozkładu liturgii... Dlatego potrzebujemy nowego ruchu odnowy liturgicznej, który przywróci do życia prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II "(1 str. 133). Duch liturgii Nie bez znaczenia jest tytuł książki: Duch liturgii (niem: Der Geist der Liturgie. Eine Einführung). Już on sam sugeruje nam związek z książką Romano Guardiniego Vom Geist der Liturgie1. Książka ta, która zapoczątkowała Ruch Liturgiczny w Niemczech, była jedną z pierwszych lektur zaczynającego w 1946 roku studia teologiczne młodego Josepha Ratzingera. Romano Guardini, zatroskany o rozumienie i stan liturgii Kościoła katolickiego wiedział, że przez odnowę liturgii, owo doświadczenie mocy dynamizmu Zmartwychwstałego Kyriosa i Ducha Uświęciciela, którymi Ojciec (...) jakby dwoma ramionami przygarnia do siebie umiłowaną Oblubienicę, możemy dokonać przeobrażenia ludzi starych i młodych, na zewnątrz pogan, a wewnątrz faryzeuszy i zelotów (3). Stan liturgii i efekt reformy obecny papież ukazuje w ciekawym porównaniu: ,,Liturgia roku 1918 była pod wieloma względami podobna do fresku, który wprawdzie zachował się w nienaruszonym stanie, lecz niemal w całości był przykryty nałożonym nań później tynkiem: w mszale, według którego kapłan celebrował liturgię, w pełni obecna była jej sięgająca źródeł o określona przez tradycję postać, jakkolwiek dla wiernych skrywała się ona przede wszystkim w przestrzeni prywatnej pobożności. Do  odsłonięcia tego fresku przyczynił się Ruch Liturgiczny, a ostatecznie Sobór Watykański II; na moment olśniło nas piękno jego barw i kształtów, jednak niemal natychmiast zaczął on podlegać zgubnym skutkom warunków klimatycznych, rozmaitych rekonstrukcji i  prób odrestaurowania. Może to doprowadzić do jego zniszczenia,

11


U ŹRÓDŁA – LITURGIA jeśli szybko nie uczyni się wszystkiego, co konieczne, aby zapobiec tym niebezpiecznym wpływom. Oczywiście, fresku tego nie należy „na siłę” upiększać. Trzeba go uszanować, na nowo zrozumieć jego przesłanie i rzeczywistość, aby to niegdysiejsze wydobycie spod warstwy tynku nie stało się pierwszym krokiem do jego definitywnej utraty" (2 str. 18). Rubryki i nigryki Ojciec Święty zasadniczy program reformy soborowej widzi w przejściu od czytania wyłącznie rubryk do nigryk: od skupiania wyłącznej uwagi nad szczególnymi przepisami regulującymi przebieg Mszy św. (wydrukowanymi na czerwono, stąd nazwa rubryki) do  słuchania tego, co mówi tekst wydrukowany na czarno: tekst modlitw. Sobór wzywał do odczytania związku między liturgią ziemską a niebiańską, abyśmy dostrzegli wielkość kultu Bożego. Papież zauważa, że ta myśl Soboru została zapomniana, zdominowała ją chęć robienia wszystkiego „inaczej” niż przed soborem. Duch liturgii nie jest nawoływaniem do kolejnych zmian i reform, bo nie chodzi o przeformułowanie kodeksu rubryk i przepisów, tylko o zrozumienie istoty liturgii, o lepsze wykorzystanie tego daru, który został nam dany w Kościele Jezusa Chrystusa. Liturgia dziełem Bożym Izrael wychodzi z Egiptu nie po to, aby posiąść ziemię, założyć własne państwo, ale aby złożyć ofiarę swojemu Bogu. To przedstawia Mojżesz w rozmowach z faraonem (Wj 7,26; 9,1.13; 10,3). Wolność Izraela, Ziemię Obiecaną, można spostrzec tylko jako gwaranta wolności kultu, odbywanego wg Bożej miary. Mojżesz chce wyjść złożyć ofiarę, ale  sam przyznaje, że nie wie jaką: ,,nie wiemy, jaką złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu, aż  tam przyjdziemy" (Wj 10, 26). Liturgia bowiem nie jest dziełem człowieka, który decyduje, jak czcić Boga, ale dziełem samego Stwórcy świata, i dlatego też nie podlega regułom gry politycznego kompromisu (4 str. 28) . Tutaj widać grzech odstępstwa od kultu Bożego, gdy arcykapłan Aaron kazał odlać złotego cielca i oddać mu hołd (Wj 32).

12

Na pozór Izrael nie porzucił Boga dla pogańskich bożków – nie ma mowy, że cielec był podobizną jednego z bożków egipskich, znanych Izraelitom. Przeciwnie, wyraźnie padają słowa: ,,Izraelu! Oto twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej!" (Wj 32, 4b). Grzech Izraela jest podwójny: wykonują wizerunek Boga niewidzialnego i tajemniczego, przez co kult, zamiast być wznoszeniem się do Boga, staje się ściąganiem Boga w dół, do siebie. Bóg w  wyobrażeniu Izraelitów ma być taki, jakiego oni sobie wyobrażają. Tu przechodzi Izrael do drugiej strony swego grzechu: taki Bóg ma być podległy człowiekowi, a jego kult opiera się na pełnomocnictwie, którego człowiek udziela sam sobie. Uwielbienie Boga przeradza się w zaspokajanie własnych potrzeb, w  jedzenie, picie, zabawę. Taniec wokół złotego cielca jest obrazem takiego szukającego samego siebie kultu, który przeradza się w  rodzaj samozaspokojenia (4 str. 34). Kardynał Ratzinger ostrzega nas tu przed zmianą kultu Boga w swój mały, alternatywny świat, w którym liturgia rzeczywiście staje się pustą grą i może prowadzić do odejścia od Boga żywego . Że nie jest to błahe ostrzeżenie, uczy nas św. Paweł: ,,Wasze wspólne zgromadzenia nie są spożywaniem wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem w czasie wieczerzy zabiera się najpierw do własnego jedzenia, a skutek jest taki, że gdy jeden jest [jeszcze] głodny, drugi jest już nietrzeźwy. Czy nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie okazać pogardę zebranemu ludowi Bożemu

Sługa nr 1 (61)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA i zawstydzić tych, którzy niczego nie posiadają?" (1Kor 11, 20-22a). Hermeneutyka ciągłości Kardynał Ratzinger przedstawia nam liturgię jako dzieło, które trwa wiecznie. Do  dziś w Kanonie Rzymskim kapłan wspomina starsze od chrześcijaństwa dary sprawiedliwego Abla, i ofiarę naszego Patriarchy Abrahama oraz tę ofiarę, którą (...) złożył najwyższy (...) kapłan Melchizedek, jako zapowiedź Ofiary doskonałej. Izrael – Naród Wybrany – jako pierwszy w historii cywilizacji czcił wyłącznie Najwyższego i Jedynego Boga, nie odchodząc w kierunku mocy i sił, które – choć potężniejsze od człowieka i zarazem bliższe jego codzienności – odwodzą go od Boga, któremu Jedynemu należny jest kult. Człowiek, myśląc o kulcie, kieruje swą myśl ku ofierze. Już Izraelici widzieli, że  nie o  samą ofiarę chodzi Bogu, mimo, że składana była według Jego nakazów. Lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość – od tłuszczu baranów – naucza nas Pierwsza księga Samuela (15, 22). A prorok Ozeasz przypomina: ,,Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń" (Oz 6, 6). Psalm 50 uczy nas, że Bogu nie jest potrzebna ofiara: ,,Gdybym był głodny, nie musiałbym tobie mówić, / bo mój jest świat i  to, co go napełnia. / Czy będę jadł mięso cielców / albo pił krew kozłów?" (Ps 50, 1213). Jezus Chrystus (Mt 9, 13; 12, 7) ujął to bardzo krótko: ,,Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary" (4 str. 54). Dwie ofiary starożytnego Izraela prowadzą nas do chrześcijańskiej liturgii (4 strony 52-54). Pierwsza z nich to ofiara Abrahama, którą miał złożyć z tego, co dlań najcenniejsze – z własnego syna Izaaka. Ale wszak ze śmiercią Izaaka Abraham utraciłby szansę na potomstwo, na spełnienie się Bożego przymierza. W ostatniej chwili Bóg interweniuje i nakazuje złożyć ofiarę zastępczą, którą sam dał człowiekowi: barana. Składamy ofiary z „otrzymanych od Ciebie darów” – mówi w nawiązaniu do tego Kanon Rzymski (4 str. 52). Wydarzenie to jest zapowiedzią ustanowienia Sługa nr 1 (61)

prawdziwej ofiary, gdzie zamiast grzesznika zostanie Bogu ofiarowany Prawdziwy Baranek – Jezus Chrystus. Druga z nich to ofiara paschalna– gdy krew z zabitego baranka jest dla Izraelitów wykupem od śmierci pierworodnych owej strasznej nocy w Egipcie. Ofiara ta staje się najważniejszym wydarzeniem roku liturgicznego Izraela, podstawą wiary w Boga, który Naród wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Ta właśnie ofiara Paschy została raz na zawsze doskonale wypełniona w  Misterium Śmierci i Zmartwychwstania Pana naszego Jezusa Chrystusa i ta sama jedna i jedyna Ofiara – jak wierzy i naucza Kościół – uobecnia się podczas każdej katolickiej Mszy świętej. Wszystkie Ewangelie synoptyczne zwracają uwagę na fakt, że w chwili śmierci Jezusa zasłona przybytku rozdarła się na dwoje (Mk 15, 38, Mt 27, 51, Łk 23, 45). Ukazują przez to, że ze śmiercią Jezusa stary kult symboliczny wygasł, bo Syn Boży dokonał w historii świata stworzonego rzeczywistego Kultu, który trwa na wieki w Niebie, jak mówi nam księga Apokalipsy. Dlatego też liturgia chrześcijańska nie jest schrystianizowaną formą kultu synagogi. Kult synagogi jest zorientowany na Świątynię i trwa w oczekiwaniu na jej odbudowę, chrześcijaństwo zburzenie Świątyni uważa za wydarzenie ostateczne i  teologicznie konieczne (4 str. 62). Nowa świątynia istnieje w Niebie i z nią nowa, jedyna i ostateczna Ofiara. Z tego też powodu liturgia chrześcijańska jest uniwersalna, obejmująca sobą cały wszechświat w jednym Kościele, jednym zgromadzeniu Bożym wszystkich ludzi. kl. Dominik Domin, rok III Bibliografia 1. Ratzinger, Joseph. Moje życie. Częstochowa : Edycja św. Pawła, 1998. 2. . Przedmowa. Duch liturgii. Poznań : Klub Książki Katolickiej, 2007. 3. Świerzawski, Wacław. Słowo wstępne. [aut. książki] Romano Guardini. O duchu liturgii. Kraków : Polskie Wydawnictwo Teologiczne, 1996. 4. Ratzinger, Joseph. Duch liturgii. Poznań  : Klub Książki Katolickiej, 2007.

13


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

Świętych obcowanie

Pięknie złocone rzeźby, pompatyczne monumenty, dostojne portrety, cenne obrazy, czasem stare fotografie – a wszystkie one przedstawiają postacie osób świętych. Jakie skojarzenia rodzą się w twoim umyśle, widząc wizerunek świętego? Zachwyt, zauroczenie, podziw, szacunek…, ale to nie dla mnie; nie, kiedyś można było tak żyć, ale czasy się zmieniają; chciałbym się wykazać takim heroizmem jak on, ale teraz brak wojny i męczeńskiej śmierci nie poniosę…. Co  gorsza, jako katolicy, mamy tendencję do  roztaczania nad  świętymi mistycznej (tajemniczej) czy  nawet mitycznej sfery, dopisując ich do szerokiego grona herosów (ludzi obdarzonych boskimi przymiotami), słynnych z greckiej mitologii. Gdzie tkwi błąd tak niedorzecznego stereotypu? Człowiek współczesny często tworzy krótką definicję – święty to człowiek bez  grzechu. Patrzysz na rzeźbę, widzisz świętego ze  złożonymi dłońmi – co sobie myślisz? „Jego całe życie było takie: złożone ręce, nieustanna modlitwa, ustępliwy, przepraszający, że żyje.” Takie postrzeganie prowadzi do absurdu, do negowania świętości albo  zrównania jej ze stanem abstrakcji, co więcej, skutkuje często odejściem od Kościoła jego członków niepojmujących, że Kościół to wspólnota święta, ale złożona z grzeszących ludzi. W kontekście przeżywanej

14

w Kościele uroczystości Wszystkich Świętych, postawmy pytanie: co znaczy sformułowanie „wierzę w świętych obcowanie”, które wypowiadamy w Składzie Apostolskim. Jak podkreśla „Katechizm Kościoła Katolickiego”, pojęcie świętych obcowania, czyli komunii świętych, ma podwójne znaczenie – komunia w rzeczach świętych i komunia między osobami świętymi. Komunia w rzeczach świętych (inaczej: komunia dóbr duchowych) zasadza się na komunii wiary, komunii charyzmatów, komunii dóbr materialnych, komunii miłości, a przede wszystkim na komunii sakramentów, wypływającej w sposób szczególny z sakramentu Eucharystii, w której Jezus Chrystus karmi nas swoim słowem i swoim Ciałem. W tym jednak artykule rozwinę drugi aspekt tajemnicy świętych obcowania, odsyłając chętnych czytelników do punktów 949-953 „Katechizmu Kościoła Katolickiego”. Gdy mowa o komunii świętych przed oczami kreuje się obraz wspólnoty przebywających ze sobą w Niebie świętych. Ta wizja jawi się jako odległa od nas w czasie i przestrzeni. Jeśli wierzymy w życie wieczne, żywimy na nie nadzieję, a zatem oczekujemy owej wspólnoty świętych, którą postrzegamy raczej na sposób jednopłaszczyznowy i bliżej nieokreślony – gdzieś, kiedyś w Niebie. Tymczasem w Kościele wyróżniamy aż trzy stany wspólnoty świętych: „jedni z uczniów [Chrystusa] pielgrzymują na ziemi, inni, po  zakończeniu obecnego życia, poddawani są oczyszczeniu, jeszcze inni zażywają chwały, widząc «jasno samego Boga w Trójcy jedynego – jakim jest»” (Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium 49). Podobną strukturę znajdujemy w „Dogmatyce katolickiej” ks.  W.  Kalinowskiego i ks. J. Rychlickiego: „Świętych obcowanie jest to duchowy związek i łączność wiernych chrześcijan na ziemi ze Świętymi w Niebie i duszami w czyśćcu.” Co więcej, każdy ze „stanów Kościoła” wg „Dogmatyki katolickiej” ma swoją Sługa nr 1 (61)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA konkretną nazwę: Kościół ziemski to Kościół wojujący; dusze w czyśćcu tworzą Kościół cierpiący, a święci w Niebie – Kościół triumfujący. Na podstawie powyższych cytatów widzimy wyraźnie, że tajemnica świętych obcowania dzieje się „tu i teraz”. Komunia ze  świętymi procentuje wstawiennictwem świętych u Boga. Święci to ci, którzy przebywają w bliskości z Bogiem, w zażyłej relacji z  Nim, są z Nim głębiej zjednoczeni niż my, więc mają większy przystęp do Niego. Dlatego też warto prosić przez wstawiennictwo świętych o konkretne łaski dla nas. Ponadto, tajemnica świętych obcowania zachęca nas  do czerpania wzorców z życia świętych. W piękny sposób rolę świętych ujmuje jedna z prefacji w  Mszale Rzymskim: „przykład świętych nas  pobudza, a ich bratnia modlitwa nas wspomaga, abyśmy osiągnęli pełnię zbawienia”. Nie na tym jednak koniec. „Obcowanie ze świętymi łączy nas z Chrystusem” (LG 50). Stwierdzenie to nie jest tylko pustym frazesem. Ono wyraża zasadniczą treść – źródłem wszelkiej świętości jest sam Bóg, i  w  sensie ścisłym tylko Jemu przysługuje przymiot „Święty”. Świętość żadnego człowieka nigdy nie będzie równoznaczna ze świętością Boga. Co więcej, podobnie jak Kościół jest święty ze względu na działającego w nim Ducha Świętego, podobnie człowiek może być nazwany świętym, gdyż w nim działa Duch Święty, a do świętości wezwał go  sam Bóg słowami: „bądźcie więc świętymi, bo Ja jestem święty!” (Kpł 11, 45). Ważnym elementem naszej wiary jest także komunia ze zmarłymi. „Świętą i  zbawienną jest myślą modlić się za umarłych, aby zostali uwolnieni od grzechów” (LG 50). Nasza modlitwa ogarnia zmarłych podlegających tymczasowemu oczyszczeniu – przebywają w rzeczywistości zwanej czyśćcem. W  tym miejscu należy się kilka słów wyjaśnienia. Wyłączając zmarłych, których Kościół oficjalnie ogłosił świętymi bądź błoSługa nr 1 (61)

gosławionymi, nie wiemy, w jakiej rzeczywistości (Niebie, piekle czy czyśćcu) dany zmarły się znajduje. Czasem pojawiają się tendencje, by największych grzeszników kwalifikować do grona przegranych i przypisywać im piekło. Tymczasem Pan Jezus stwierdza, że „celnicy i nierządnice wejdą przed wami do Królestwa Niebieskiego…” Ten, wedle ludzkiej logiki, paradoks w świetle Ewangelii może stać się faktem, bo niezgłębione jest Boże miłosierdzie i „niezbadane są Boże wyroki” (por. Rz 11, 33). Doskonale obrazuje to przypowieść o winnicy i zatrudnianych w niej robotnikach (zob. Mt 20, 1-16). Za pracę każdy ma dostać denara. Wszyscy jednak kończą pracę razem, choć każdy z nich rozpoczynał o różnej porze. Ludzko pojmowana sprawiedliwość domaga się uzależnienia wysokości płac od przepracowanego czasu. Jednak zarządca ucina te spekulacje: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umawiałeś się ze mną?” (Mt 20, 13). Dlatego też nie wiemy, kto na Niebo nie ma już szansy, a właściwie, kto tej szansy się pozbawił, gdyż „jest wolą Ojca, aby każdy (…) miał życie wieczne” (J 6,40). Z tego jasno wynika, że należy się modlić za każdego zmarłego, prócz błogosławionego czy kanonizowanego, żywiąc nadzieję, że jego dusza przebywa co najmniej w czyśćcu. Właśnie czyściec to stan, w którym dusza zostaje oczyszczona ze skutków (konsekwencji) wypływających z grzechów popełnionych w czasie ziemskiego życia. Stan ten jest przejściowy, a kończy się zawsze

15


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

szczęściem życia wiecznego, przebywaniem z Panem Bogiem twarzą w twarz, zaliczeniem do grona świętych. I choć Kościół czci ogromną liczbę błogosławionych i świętych, nigdy nie sporządzi on kompletnej listy „mieszkańców Nieba”. Przecież świętość nie ma w sobie nic z przepychu, hałasu, ekstrawagancji, oryginalności. W rezultacie jest często niezauważana, co skłania do wniosku, że oficjalni święci są jedynie miliardową częścią wszystkich zbawionych. Pisząc o świętości i tajemnicy obcowania świętych, nie sposób nie zauważyć, że współczesny katolik mało myśli o swojej przyszłości, a w konsekwencji zatraca z pola widzenia swój nadrzędny cel, jakim jest osiągnięcie zbawienia. Co więcej, sami duchowni mało mówią o sprawach ostatecznych (Niebie, czyśćcu, piekle), dlatego też wiernym często brakuje podstawowej wiedzy dotyczącej tych zagadnień. Warto zatem w tym miejscu wskazać kilka argumentów, które jasno wykazują istnienie Nieba. W Ewangelii wg św. Łukasza (zob. 13, 22-30) Pan Jezus na pytanie o zbawionych odpowiada, że: „przyjdą [oni] ze wschodu i zachodu, od północy i południa, i siądą

16

za  stołem w królestwie Bożym” (Łk 13, 29). Do Dobrego Łotra kieruje obietnicę: „Zaprawdę,powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23, 43). Uczniów zaś przed swoim odejściem pociesza: „Idę przecież przygotować wam miejsce (…) abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 2-3). Ponadto, jeśliby zanegować nagrodę po życiu ziemskim (Niebo), błogosławieństwa sformułowane przez Pana Jezusa (Mt 5, 3-10 – Ewangelia czytana 1 listopada) byłyby czystym absurdem. Bo  niby w imię czego lub kogo mielibyśmy cierpieć prześladowanie dla sprawiedliwości? Chwilę później Chrystus zapewnia, że wielka jest nagroda w Niebie dla kroczących drogą błogosławieństw. Św. Paweł pisze natomiast o  Ojcu, który „uzdolnił nas do  uczestnictwa w dziale świętych w światłości” (Kol 1, 12). W końcu, jak rozumieć wielki tłum ludzi „z  każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków”, którzy „przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty (…) we krwi Baranka” (Ap 7, 14b), jak nie zastęp świętych, czyli zbawionych, cieszących się Niebem? A  ich symboliczna liczba wynosi 144 tysiące, czyli nieskończenie wielu. Bł. Jan Paweł II pochylając się nad tym opisem prosi: „Niech ujrzą oblicze Ojca. Niech ujrzą Ciebie, Boga żywego. Niech ujrzą Boga takim, jakim JEST!”. Zatem, Drogi Czytelniku, wizja Nieba i szczęścia wiecznego nie jest jakąś iluzją czy projekcją najskrytszych ludzkich marzeń, choćby najpiękniejszych, ale nierealnych. Nie, Niebo stanowi rzeczywistość zagwarantowaną przez Jezusa Chrystusa (zob. J 14, 2). Tajemnica komunii świętych stanowi część integralną naszej chrześcijańskiej wiary. Gdy tracimy ją z oczu, zamykamy chrześcijaństwo w teraźniejszości i redukujemy je do wykładni moralności, etyki. A przecież nasza religia nie tyle prowadzi do doskonałości moralnej, ale do zjednoczenia z Chrystusem, a w konsekwencji do osiągnięcia życia wiecznego. W jednej z homilii na Uroczystość Wszystkich Świętych bł. Jan Paweł II nauczał: Sługa nr 1 (61)


WARTO! „dzisiejsza uroczystość (…) zachęca nas, byśmy skierowali wzrok ku ostatecznemu celowi naszej ziemskiej pielgrzymki: ku Niebu. (…) Gdy idziemy za Chrystusem – Drogą, Prawdą i Życiem – myśl o Niebie napełnia nas spokojem i odwagą, których potrzebujemy, aby pośród trudów codzienności zachować niezłomną nadzieję, że kiedyś będziemy mieli udział w wiekuistej radości świętych obcowania”. Święci już dziś proszą za nami, więc błagajmy o potrzebne łaski przez ich wstawiennictwo.

„Poszerzajmy” krąg świętych, modląc się za  zmarłych, a w sposób szczególny, ofiarowując za nich owoce Eucharystii i odpusty. Korzystajmy także z sakramentów świętych, które jednoczą nas z Chrystusem i już teraz, w życiu doczesnym, tworzą ze wszystkich ochrzczonych jedną wielką rodzinę, której Głową jest Chrystus. kl. Maciej Burkiewicz, rok IV

.................................................................. stwa śledczego. Forma jest zatem ciekawa, autor skupia się na aktywnej działalności Maryi w historii. Zajmuje się objawieniami Maryjnymi, m.in. z Lourdes czy Fatimy, i wydobywa z nich esencję, czyli odnosi je do życia człowieka współczesnego. Książka pokazuje przede wszystkim, że osoba Matki Bożej jest żywa w Kościele i w świecie. Zatem warto spojrzeć na postać Bożej Rodzicielki oczami nawróconego dziennikarza - zachęcam do lektury. Vittorio Messori - „Opinie o Maryi – fakty, poszlaki, tajemnice” Na początek warto przybliżyć nieco postać autora. Vittorio Messori polskiemu czytelnikowi nie jest zupełnie obcy, ponieważ to właśnie ten włoski dziennikarz przeprowadził wywiad z papieżem Janem Pawłem II, który w Polsce ukazał się w książce pod tytułem „Przekroczyć próg nadziei”. Jego historia życia jest interesująca, ponieważ wychował się w rodzinie ateistycznej, a chrzest przyjął dopiero w życiu dorosłym. W miesiącu październiku w sposób szczególny skupiamy się na Matce Bożej poprzez modlitwę różańcową, a „Opinie o Maryi” to tekst, który w ciekawy sposób przybliża nam postać Najświętszej Maryi Panny. Nie jest to kolejny trudny do zrozumienia traktat teologiczny, ale pozycja z gatunku dziennikarSługa nr 1 (61)

17


WARTO! „To jest młodzież papieża! – XXVI Światowy Dzień Młodzieży Madryt 2011” Pozycja ta zasługuje na szczególną uwagę, nie tylko dlatego, że jest nowością na rynku wydawniczym, ale przede wszystkim dlatego, że zawiera słowa Ojca Świętego Benedykta XVI, poruszające świadectwa, niezapomniane fotografie i relacjonuje wydarzenia ze Światowych Dni Młodzieży w Madrycie dzień po dniu. Posiadamy zatem zebrane w  jednej książce to, co najważniejszego działo się w stolicy Hiszpanii od 18 do 21 sierpnia tego roku. Dla tych, którzy mieli szczęście uczestniczyć w tych wydarzeniach jest to  dobra okazja, by przypomnieć sobie piękne chwile. Zaś dla tych, którzy z różnych powodów nie mogli tam być, lektura ta może przybliżyć atmosferę spotkania Benedykta XVI z młodymi z całego świata. Myślę, że warto zapoznać się z treścią tej książki także dla strawy duchowej. Nie jest to tekst, który może dotknąć tylko młodych ludzi, ale jestem przekonany, że może przynieść coś dobrego dla człowieka w każdym wieku i w każdej sytuacji życiowej. Szczególnie część poświęcona świadectwom uczestników pokazuje, że Kościół jest żywy, a młodzi naprawdę szukają Boga i znajdują Go. Również zdjęcia za-

18

mieszczone na końcu publikacji zamykają usta krytykom czy nawet wrogom spotkań papieża z młodymi, ponieważ pokazują, jak bardzo młodzi kochają Benedykta XVI, a także jak on kocha ich. Gorąco polecam zagłębić się w tej lekturze, by dostrzec działanie Boga w dzisiejszym świecie. kl. Miłosz Tomaszewski, rok III

Luxtorpeda Jakiś czas temu na polskim rynku muzycznym pojawił się zespół o dziwnie brzmiącej nazwie – Luxtorpeda. Niektórym ten tytuł może kojarzyć się z koleją i jest to słuszne skojarzenie. Albowiem w latach 30. ubiegłego stulecia taką potoczną nazwę nosiły dalekobieżne lokomotywy spalinowe. Do takiego właśnie pociągu można porównać tę płytę. Mocna, zdecydowana i dynamiczna. Zespół jest pomysłem Roberta „Litzy” Friedricha. Wypływa on z punkowych korzeni założyciela i wyraźnie do nich powraca. Pierwsza płyta zespołu miała premierę 9 maja 2011 roku. Tytuł płyty stanowi nazwa zespołu, tj.  „Luxtorpeda”. Do tej pory powstały dwa teledyski do utworów z tej płyty, a trzeci jest w realizacji. Jako ciekawostkę można podać, iż za realizację tych teledysków odpowiedzialny jest internetowy kanał „FranciszkanieTV”. Jak już wspomniałem zespół można określić jako punkowy, tzn. mocne gitarowe Sługa nr 1 (61)


Z obiektywem wśród kleryków ...

Obłóczyny roku III (30.09.2011r.)

Obłóczyny roku III (30.09.2011r.)

Sługa nr 1 (61)

I


Uroczysta Imauguracja Roku Seminaryjnego Imatrykulacja roku I (05.10.2011r.)

Rocznica Poświęcenia Bazyliki Katedralnej (05.10.2011r.)

II

Sługa nr 1 (61)


25-rocznica sakry biskupiej Ks. Bpa Ordynariusza Andrzeja Wojciecha Suskiego (08.10.2011r.)

Msza InaugurujÄ…ca Rok Akademicki na Wydziale Teologii UMK pod przewodnictwem J.E. Williama Josepha Kard. Levady, prefekta Kongregacji ds. Nauki i Wiary (12.10.2011r.)

SĹ‚uga nr 1 (61)

III


Akolitat Pawła Murawskiego (11.10.2011r.)

II Turniej klerycki w piłce nożnej im. Ks. Józefa Jońca (14-15.10.2011r)

IV

Sługa nr 1 (61)


WARTO! brzmienia, dynamiczna perkusja i silny wokal. Zespół tworzy grupa przyjaciół, która od długiego czasu gra ze sobą. Litza do współpracy zaprosił: gitarzystę Roberta "Drężmaka"Drężka, basistę Krzysztofa "Kmiete" Kmiecika (obaj związani z formacją 2Tm2,3) oraz perkusistę Tomasza "Krzyżyka" Krzyżaniaka, znanego już wcześniej z Turbo i Armii, członka grupy Stróże Poranka. W 2011 roku w trakcie nagrywania albumu skład uzupełnił wokalista Przemysław "Hans" Frencel, raper znany z  duetu Pięć Dwa Dębiec. W sesji nagraniowej wziął udział także Maciej Jahnz, który zarejestrował partie solowe gitary elektrycznej. Teraz kilka słów o tekstach. Ich autorem jest Robert Friedrich. Wydaję się, że Litza w swoich tekstach wykrzyczał wszystko co „leży mu na wątrobie”. Na płycie możemy usłyszeć: sprzeciw wobec manipulacji, tekst o trudnych życiowych wyborach. W jednej z piosenek zespół zada odbiorcy pytanie o to, co jest dla niego najważniejszą wartością życiową. Dla wszystkich fanów mocniejszych brzmień zespół jest pozycją obowiązkową w ich dyskografii. kl. Paweł Śliwiński, rok III

Sługa nr 1 (61)

Human Experiance

W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej wartościowych filmów dokumentalnych, które swoją rzetelnością w przekazie, jak i pomysłowością porywają miliony ludzi na całym świecie. Do takich produkcji z pewnością należy głośny film produkcji amerykańskiej: „Human Experience”. Ktoś kiedyś powiedział, że współczesnym katolikom brakuje „siły przebicia”, o której tak niesamowicie pisał w książce pod tym samym tytułem znany duszpasterz krakowskiej „Beczki”, dominikanin, ojciec Tomasz Pawłowski. Kto napisał te słowa, był w ogromnym błędzie! Ciągle są w świecie świadkowie Chrystusa, którzy sami płonąc wewnętrzną radością i nadzieją, rozpalają nimi serca i umysły innych. Do tej grupy bez wątpienia zalicza się nowojorska ekipa filmowa „Korzenie traw” (ang. „Grassroots”), działająca pod kierownictwem doświadczonego katolickiego reżysera Josepha Campo. Natchnione słowami bł. Jana Pawła II o tym, by „dzisiejsi ludzie przekładali wiarę na kulturę”, niewielkie, ale profesjonalne studio filmowe podjęło służbę w archidiecezji nowojorskiej jako prawdziwe dzieło współczesnej ewangelizacji. Zanim jednak jako medialne atelier stało się narzędziem promującym wartości „pro life”, przeszło swoją niedługą, acz bogatą w doświadczenia drogę. Początkiem był tu rok 2001, kiedy to w Nowym Jorku doszło do pamiętnych zamachów

19


WARTO! na wieżowce Word Trade Center. Pod wpływem doświadczenia tamtych chwil ekipa przyjaciół w składzie: Joseph Campo, Charles Kinnane, Clifford Azie i Michael Campo, powołała do życia studio filmowe „Grassroots”. Jak mówi szef, Joe: „To był ciężki czas. Wielu ludzi zginęło w zamachach, a ludzkie życie zostało zbagatelizowane. Społeczeństwo zaczęło nagle potrzebować dobrych obrazów. Wszyscy potrzebowaliśmy czegoś, co niosłoby nadzieję i było zanurzone w Bożym Duchu, i tak powstała wytwórnia!”.

Przypieczętowaniem powstania studia była wizyta Jana Pawła II. Niespełna pół roku później, w Toronto, papież powiedział do milionowej rzeszy młodych, by nie bali się „świadczyć o Chrystusie”. Na owoce tego charyzmatycznego apelu nie trzeba było długo czekać. „The Human Experience” jest jednym z nich! Film ten to historia przyjaciół, którzy - będąc świeżo po doświadczeniach zamachów na wierze Word Trade Center - zaczynają poszukiwać w swoim życiu „czegoś więcej”

20

aniżeli tylko dolarów i kariery. Wyruszając w podróż, która na zawsze już odmieni ich życie. Rozpoczynają poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytanie dotyczące każdego młodego człowieka: „Po co żyję? Jaki jest sens i cel mojego życia tu na ziemi?”. Młodzi bohaterowie Jeff i Michael wyruszają najpierw w środowiska bezdomnych w Nowym Jorku, gdzie zamieszkują przez trzy miesiące z nimi w slumsach Manhattanu i Brooklynu. Podczas wielu godzin rozmów i wspólnie spędzonych dni na nowojorskich ulicach doznają niezwykłego ciepła i życzliwości od ludzi, dla  których właśnie ulica jest pierwszym i jedynym domem. Po tych doświadczeniach udają się do Peru, gdzie pracują z dziećmi porzuconymi przez rodziców. W końcu udają się do Afryki, gdzie pracując z chorymi na AIDS, jak i z sierotami ze slumsów afrykańskiej Ghany, doświadczają Bożej mocy i Bożej opieki. Na zakończenie odwiedzają również afrykańską kolonię trędowatych, której widok na długo pozostanie im w pamięci. Podróże, spotkania z ludźmi, wymiana doświadczeń, lecz przede wszystkim wędrówka do własnego wnętrza i własnej duszy, powodują, że film porusza serca i umysły setek młodych ludzi na całym świecie! Na dowód tego przyjmijmy fakt, że owa produkcja została nagrodzona na ponad 30 festiwalach filmów dokumentalnych. Wszystkim zainteresowanym życzę miłego i owocnego odbioru! dk. Michał Rogoziński, rok VI

Camino de Santiago Jest takie miejsce w Europie, dokąd każdego roku rzesze pielgrzymów z całego świata stają na szlaku, by przebyć dziesiątki, setki, a nawet tysiące kilometrów i stanąć u  grobu świętego – jednego z Apostołów. Santiago de Compostela, miasto położone Sługa nr 1 (61)


WARTO! w Hiszpanii, gdzie w katedrze spoczywają relikwie ucznia Pana Jezusa. Drogę przemierzają nie tylko chrześcijanie, ale także wyznawcy innych religii oraz osoby niewierzące; na pieszo, rowerem lub konno. Co łączy tych wszystkich ludzi? Powodów może być kilka np.: religijny (niestety wcale nie najpopularniejszy), turystyczny, bądź krajoznawczy. Wszyscy liczą na przygodę, zdobycie doświadczenia i sprawdzenia własnej odporności na niepowodzenia oraz ból. Egzaminowi też podlega zaradność pielgrzyma w niespodziewanych sytuacjach. Pewien kleryk z Warszawy podsunął mi tę myśl, by iść szlakiem św. Jakuba, kiedy w zeszłe wakacje podróżowałem po Polsce w poszukiwaniu szkaplerzy. Niemal pół nocy spędziliśmy na rozmowie o Camino. Opowiadał o szlaku i ludziach tam napotkanych. Nie minął rok, gdy dane mi było stanąć na Szlaku św. Jakuba. Poprzedziło to wielomiesięczne przygotowanie, od zasięgnięcia informacji, poprzez żmudne i czasochłonne kompletowanie niezbędnych rzeczy, które miały znaleźć się w plecaku, a od których zależało powodzenia całej pielgrzymki. Kluczowym elementem jest rozsądne zbalansowanie wagi plecaka i jego zawartości, co może przysporzyć nie małych problemów, gdy okaże się, że plecak jest zbyt ciężki, a wszystkie rzeczy w nim zawarte niesione na plecach są w naszym odczuciu niezbędne. Zbyt ciężki bagaż może stać się w drodze prawdziwym wrogiem. Mówi się, że waga plecaka nie powinna przekraczać 1/10 wagi ciała, jednak jest to trudne do osiągnięcia, a plecak, który waży 10 kg, jest optymalny, co nie zaprzecza stwierdzeniu: „im lżejszy tym lepszy”. Niestety moje „niezbędniki” nie pozwoliły, bym zmieścił się w wymarzonych 10 kg, przez co pokutowałem przez całą wędrówkę. Istnieje wiele szlaków św. Jakuba przecinających całą Hiszpanię (szlaki św.  Jakuba istnieją także w Polsce, a międzynarodowy szlak wiodący od Talina przebiega przez Toruń), najpopularniejszym z nich jest Sługa nr 1 (61)

szlak francuski wiodący od Saint-Jean Pied de Port, miejsca w Pirenejach po stronie francuskiej, gdzie po pierwszym odcinku (ok. 27 km) marszu przedostajemy się do  niewielkiej hiszpańskiej miejscowości Roncesvalles. W Roncesvalles zaczęła się także moja przygoda z Camino, kiedy w deszczowy poranek 26 czerwca rozpocząłem marsz mijając tablice z  oznaczeniem Santiago de Compostela – 790 km. Zanim jednak dotarłem do Rosensvalles odbyłem lot z Warszawy do Madrytu, by później pociągiem dojechać do Pampeluny (hiszp. Pamplona), a z niej już prosto do Rosensvalles. W metrze w Madrycie spotkałem pierwszych pielgrzymów. Było ich troje, roześmianych i podekscytowanych, rozpoznać ich można niezwykle łatwo po muszli umieszczonej na plecaku. Nie mogłem się doczekać, kiedy i mnie dane będzie wejść na szlak św.  Jakuba, po którym podążało tylu ludzi przez wieki, na którym również wielu oddało życie, chcąc z różnych pobudek odwiedzić grób Świętego. W Rosensvalles, zanim się zakwaterowałem, musiałem poczekać w kolejce i  wypełnić ankietę napisaną po  hiszpańsku, więc musiałem się posiłkować uprzejmością innych – tak poznałem pierwszych przyjaciół z Camino, Magdę (z Polski), Miguela (z Meksyku) oraz Rosario (z Argentyny), z którymi rozpocząłem podróż następnego ranka. Dzieliło nas wiele: wiek, zainteresowania, doświadczenie życiowe, ale połączyło nas Camino. W tym duchu przeszliśmy następny dzień i nawet, kiedy już się rozdzieliliśmy, spotykając się na trasie później, wspominaliśmy ten pierwszy dzień podróży, pierwszy ból nogi, wspólne pierwsze pomylenie drogi i szukanie noclegu. Rozdzieliliśmy się, gdyż każde z nas miało swoje tempo i motywacje pielgrzymki, różne też mieliśmy terminy powrotu, ale te pierwszy chwile były dla mnie kluczowe. Później w Pampelunie nawet nie  wiedziałem, ile dobrego dla mnie wyniknie ze spotkanie z Miguelem (Meksyk). Dla niego Camino to sposób życia, w którym podróżując

21


WARTO! w różne zakątki świata, poznaje ludzi, a  do Santiago idzie już drugi raz tą samą drogą. Przed miejscowością Viana przy źródle spotkałem rodaka, szedł od Pampeluny do Logrońo (ok. 84 km). Po raz kolejny przekonałem się, jak ważny jest odpowiednio dobrany bagaż, który przez całą wędrówkę niesie się na plecach oraz motywacja, z jaką staje się na Szlaku. Tego dnia końcowy etap miałem zakończyć w Vianie, lecz poszliśmy razem do  Logrońo. Podróżowaliśmy w  słońcu, gdzie nie było możliwości ukryć się nawet na chwilę w cieniu. Mój etap skończyłem po niełatwych 40 km, które były dla mnie najtrudniejsze. Wiele mówi się o kryzysach na  Camino. Dla mnie to był właśnie taki etap, przez który pokutowałem następny tydzień marszu. Następnego dnia na trasie, kiedy bardzo odczuwałem ból poprzedniego dnia, spotkałem Andreasa (z Niemiec), zostawił swojego przyjaciela, z którym rozpoczął wędrówkę, gdyż ten naciągnął ścięgno i nie pozwalało to na utrzymanie tępa marszu. Andreas powiedział że Camino odgrywa się przede wszystkim w naszej głowie. Nawet gdy nasze nogi odmawiają nam posłuszeństwa, a przed nami długa droga, nie należy się

załamywać trudnościami i niepowodzeniami, walka z bólem jest nieodzownym elementem Camino. Przekonałem się o tym już pierwszego dnia marszu. Przed wyjazdem nabawiłem się kontuzji barku, myśląc, że  miniony miesięczny czas rekonwalescencji nie  utrudni

22

wędrówki. Myliłem się. Bywały dni lepsze, kiedy szedłem niemal zapominając o  nieprzyjemnym zdarzeniu, lecz bywały i  takie, w których przystanki co kilkaset metrów były nieodzowne, aby zakończyć dzienny etap. Wspomniany marsz do Logrońo, też nie pozwalał przez długi czas na nabranie początkowego tempa, ale nauczyłem się od Hiszpana, jak radzić sobie z pęcherzami i  opuchlizną kostek. Pewien Kanadyjczyk śmiał się z pozostałych, gdyż idąc trzy tygodnie stan jego stóp był nad wyraz obiecujący do dalszej wędrówki, lecz nie minęło kilka dni górskiego etapu, a i on musiał skorzystać z  pomocy bardziej doświadczonych piechurów. Każdego dnia masaż stóp pomagał mi na tyle, by zmęczenie stóp zelżało. Ten rytuał wzbudził zainteresowanie u poznanego Niemca, kiedy już w Santiago dowiedziałem się, że ów znajomy nie ukończył wędrówki, będąc zmuszonym wrócić do domu 40 km przed osiągnięciem celu pielgrzymki, gdyż skurcze łydek i  ból stóp zakończyły jego przygodę z Camino. Na szlaku obecność Polaków jest powszechna. Mimo że sama wędrówka do grobu św. Jakuba nie jest popularna w naszym kraju, to jednak udało się spotkać rodaków. Każde spotkanie było niezwykle budujące i  dodawało sił do dalszej wędrówki. Jedno z nich zapadło mi szczególnie w pamięci, gdyż o ile kapłani na szlaku to nic nowego, lecz gdy idzie się w towarzystwie siostry zakonnej, która przemierza drogę w błękitnym habicie z plecakiem na ramionach, na którym kołysze się muszla jakubowa, wzbudza to sensację w  każdym mijanym miejscu. Nie ważne jest jednak to, kim jesteś, ale to, jakim jesteś dla innych. Nawet bariera językowa, jaka może się pojawić z racji różnorodności pielgrzymów, nie jest przeszkodą do nawiązania znajomości lub pomocy, gdy sytuacja nas do tego zmusi. Wyruszając, nie należy się obawiać tego, że nie zna się wystarczająco języka. Ludzie pomagają, pozostawiając strudzonym pielgrzymom przy drodze jedzenie Sługa nr 1 (61)


WARTO! lub  wodę. Nierzadko wskazują drogę zabłąkanym i przyjmują na noclegi, gdy okaże się to niezbędne. W większości szlak jest dobrze oznaczony i podążając za żółtymi strzałkami, muszlami albo specjalnymi oznaczeniami, szybko pokonujemy przygotowane etapy. Na rynku można znaleźć polskie przewodniki, których celem jest doprowadzenie wędrowca do celu, choć w moim odczuciu lepiej jest posiłkować się niemieckimi, angielskimi lub hiszpańskimi przewodnikami, gdyż pokolenia pielgrzymów zachodnich zgromadziły pokaźniejszą wiedzę na  temat szlaków prowadzących do Santiago de Compostela, przekazując ją w przystępniejszy sposób. Czasem można zboczyć ze szlaku i  odwiedzić miejsca, które przechodzą nieopodal Camino, odwiedzając chociażby czynny cysterski klasztor, w którym jak głoszą podania, zatrzymał się św. Franciszek, wędrując do grobu św. Jakuba. Wybierając alternatywne ścieżki, unikniemy tłumów i poczujemy prawdziwy klimat Camino. Nierzadko bywało tak, że pomimo zmęczenia udawałem się na zwiedzanie miasta, aby pogubić się w uliczkach, by poznać inna kulturę i zwyczaje, odwiedzać katedry, kościoły i inne budowle, a dzięki paszportowi pielgrzyma (tzw. Credencial – do którego zbiera się pieczątki, potwierdzające naszą wędrówkę) wiele wejść było tańszych albo darmowych, o ile pogoda mi nie uniemożliwiła zwiedzania, bo przemierzając północną Hiszpanię, można doświadczyć różnej pogody: od mrożącego poranka, poprzez upalny dzień na mesecie, aż do deszczu, którego nie powstrzyma żadne poncho, kurtka czy pokrowiec najlepszej firmy. Na trasie mija się wiele kościołów. Niestety pragnienie codziennego udziału w liturgii Mszy Świętej bywało czasem trudne do spełnienia, gdyż wiele świątyń jest zamkniętych. Lecz bywały miejsca, gdzie czuło się chrześcijańskiego ducha pielgrzymki, jaki powinien towarzyszyć na całej trasie. Dane Sługa nr 1 (61)

mi było doświadczyć niezwykle rzadkiej i niemal zapomnianej ceremonii obmycia nóg i przekazania światła oraz wypowiedzenia tych trosk św. Jakubowi, z jakimi staliśmy na trasie wraz z intencjami, z jakimi pragniemy stanąć u wrót katedry w Santiago.

Przed wejściem do Santiago doświadczyłem trochę Ojczyzny na obczyźnie, gdyż tuż przed celem wędrówki znajduje się miejscowość Monte de Gozo, gdzie ksiądz z  Polski i polscy hostalero (osoby zajmujące się pielgrzymami) goszczą piechurów z Ojczyzny. Dzień rekonwalescencji pozwolił przygotować się na ten moment przekroczenia znaku Santiago de Compostela. Mijając uliczki kierowałem się w stronę katedry. Wchodząc do środka mijałem wielu, dla których podróż dobiegła końca. Stanąłem przed grobem św.  Jakuba. Pomodliłem się i poszedłem odebrać Compostelkę – certyfikat uczciwie pokonanych ostatnich 100 km wędrówki. Ujęcie w statystykach dnia pozwoliło, by na Mszy św. o 12.00 (specjalnej dla pielgrzymów) kapłan mógł przeczytać, ilu pielgrzymów i skąd dotarło do Katedry. Stojąc w tłumie przepełnionej katedry, usłyszałem „uno Polaco!”. Serce zabiło mi mocniej, nie tak jak kilka dni wcześniej, kiedy w albergue wołano również „Polaco!”, ale stałem u celu podróży jako jedyny Polak, trochę mnie to zaskoczyło. Przed ołtarzem wisi botafumeiro –

23


WARTO! największy trybularz na świecie Jak się ma trochę szczęścia to czasem kilku panów jest w stanie je rozbujać. Mnie szczęście dopisało i wrażenie, jakie zrobiło to na mnie, pozostanie w mojej pamięci na długo. Wiem, że nie tylko w mojej, ale i kilku setek pątników również. Po Mszy św. przed katedrą spotkałem znajomych z drogi, radość była ogromna.

Dla wielu Santiago de Compostela to kres wędrówki, ale dla tych, którzy mają jeszcze odrobinę sił i czasu mogą iść do Finisterry i Muxii. Muxia to sanktuarium Maryjne, a Finisterra to „koniec świata”, tak mówiono w średniowieczu, ale nie dlatego to miejsce jest tak ważne dla pelegrinos. Dystans do  Finisterry i  Muxii to dodatkowe 120 km wędrówki, ale widoki wynagradzają cały ból. To tam miał przybić do brzegu św. Jakub i to tam wydawany jest kolejny certyfikat potwierdzający ukończenia Camino de Santiago. Na faro (tj. latarni) w Finisterze stoi ostatni słupek z odległością Camino 0.00 km. Wielu pokonuje ten odcinek autobusem, ale może warto pokonać go pieszo i ukończyć Camino właśnie tam. Podczas ostatniej nocy, śpiąc na  plaży, spotkał mnie deszcz, ale pierwszy widok oceanu jest bezcenny, dodaje sił do dalszej wędrówki. Od Finisterry poszedłem do Muxii, ale pogoda nie dopisała i przekonałem się, co znaczy deszcz w Galicji – przemokłem do suchej nitki. Dochodząc do plaży w Muxii, rozpogodziło się i mogłem rozkoszować się kąpielą

24

w Oceanie oraz czuć, jak uchodzi zmęczenie całej wędrówki, która trwała 35 dni, pokonując przy tym odległość ok. 930 km pieszo. Z Muxii wracałem autobusem, kilka euro za bilet i parę godzin jazdy na trasę, którą przemierzyłem w 4 dni. Czułem dziwne wrażenie, że coś pięknego się skończyło, coś co może już nigdy się nie powtórzy. Mijałem wioski i miasta, przez które przechodziłem dzień, dwa wcześniej i przez szybę nadal wypatrywałem żółtych strzałek i muszelek – wiernych towarzyszy minionego miesiąca. Wyszedłem z autobusu w Santiago i podążałem uliczkami do Monte de Gozo, gdzie mogłem się zatrzymać i nabrać sił przed powrotem. Wspominałem drogę, którą pokonywałem nie tylko dla siebie, lecz i dla tych, którym przebyte kilometry powierzyłem w intencjach. Idąc modliłem się za tych, którzy mnie o to prosili, ale także za tych, którzy nie prosili, i którzy już prosić nie mogą. Na koniec Camino zaskoczyło mnie po raz kolejny. Słyszałem za sobą znajome głosy trzech pelegrino, którzy jak ja zakończyli Camino, doświadczając trudów drogi. Byli to klerycy z Toruńskiego Seminarium: Paweł Murawski, Paweł Śliwiński i Miłosz Tomaszewski. Wieczorem wspólnie wspominaliśmy przygody, które przydarzyły się nam jeszcze nie dawno na tym niezwykłym szlaku, po którym przez wieki przemierzali pątnicy do grobu św. Jakuba. Camino odmieniło mnie radykalnie, pozwoliło nabrać siły we własne możliwości i pomogło na nowo uwierzyć. Mówi się, że to nie droga jest trudnością, to trudności są drogą, przezwyciężając je stajemy się silniejsi. Ja tę siłę odnalazłem nie tylko z każdym kolejnym kilometrem, lecz przede wszystkim w każdym napotkanym pielgrzymie. kl. Damian Wiśniewski, rok II

Sługa nr 1 (61)


WARTO!

Moje powołanie

Powołanie do kapłaństwa jest niezwykłym darem, ale i tajemnicą. Moje powołanie zaczęło się kształtować dość szybko, bo już od pierwszej klasy szkoły podstawowej, wówczas zostałem ministrantem. Od  najmłodszych lat Kościół był dla mnie bardzo ważny. Chodziłem często na Mszę Świętą, która była i jest dla mnie oderwaniem się od codziennych problemów, zatrzymaniem i zastanowieniem się nad sensem swojego życia. Przykładem dla mnie byli zawsze kapłani. Cieszę się bardzo, że Pan Bóg postawił na mojej drodze ks. Janusza. To dzięki niemu mogłem wzrastać w powołaniu. Przez jego słowa i czyny utwierdzałem się, że to właśnie Pan mnie wzywa, aby pójść za Nim. W ciągu kolejnych lat mojego życia myśl o powołaniu została przeze mnie odsunięta na dalszy plan. Może dlatego, że obawiałem się tego, co spotka mnie w seminarium! Nie wiem sam. Z nikim nie rozmawiałem na ten temat. Zawsze wszystkie swoje myśli rozważałem w sercu. Po  ukończeniu liceum zamierzałem złożyć dokumenty na  dziennikarstwo. Pewnego dnia odwiedziłem stronę internetową Wyższego Seminarium Duchownego i zobaczyłem tam zakładkę z informacją o pierwszym naborze dla przyszłych kleryków. Od tej chwili wszystkie inne myśli o mojej przyszłości odeszły. Wtedy już wiedziałem, w jakim kierunku mam kształtować swoją przyszłość i nie zastanawiałem się nad niczym innym. Następnego dnia zacząłem gromadzić wszystkie niezbędne dokumenty. Kolejnym krokiem było zgłoszenie się do mojego księdza proboszcza, który na wieść o tym, że chcę wstąpić do seminarium duchownego bardzo się ucieszył. Byłem bardzo szczęśliwy, jednak 30 czerwca (w dniu ogłoszenia wyników maturalnych) musiałem się zmierzyć z pierwszą przeszkodą na mojej drodze ku kapłaństwu. Wtedy okazało się, że nie zdałem matury z jęSługa nr 1 (61)

zyka niemieckiego. Był to dla mnie ogromny cios. Dobrze, że był to tylko jeden przedmiot i mogłem go poprawić. Całą sytuację tłumaczyłem to sobie tym, że jest to próba, którą stawia przede mną Chrystus. Pod koniec sierpnia napisałem jeszcze raz egzamin z języka niemieckiego. Każdy pytał mnie: „Jak Ci poszło?”. Nie wiedziałem, co  odpowiadać, bo sam nie znałem wyników. Z niepewnością wyjechałem z rodzinnej miejscowości do Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu na okres propedeutyczny, w czasie którego miałem zapoznać się i zaprzyjaźnić z moimi przyszłymi braćmi kursowymi. Od początku czułem się tam dobrze. Wszystko było dla mnie czymś nowym i zaskakującym, ale każdy dzień zaczynał się od myśli o maturze. Po kilku dniach pobytu w seminarium wyjechaliśmy do Krynicy Zdroju. Tam też nastał dzień, w którym miały ukazać się wyniki. Byliśmy wtedy na Jaworzynie. Po wykonanym telefonie do szkoły wszystko się wyjaśniło. Informacja o  tym, że  zdałem, była dla mnie najszczęśliwszą wiadomością w moim życiu. Wtedy pomyślałem, że musiała to być jakaś próba, że Pan Jezus tymi wszystkimi wydarzeniami chciał mnie w jakiś sposób doświadczyć, abym zrozumiał, że jestem dla niego kimś ważnym. Janusz Grosanc, rok I *** Każde powołanie do służby w Kościele jest inne, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Jest tak dlatego, ponieważ to Pan Bóg powołuje człowieka, a nie odwrotnie. On  przychodzi do konkretnej osoby i wchodzi w jej konkretną historię zbawienia (którą zresztą sam realizuje) i mówi: „Pójdź za Mną”. Również i ja usłyszałem ten głos. Widzę mocno, jak Pan Bóg mnie prowadził i prowadzi przez całe moje dotychczasowe życie. Najpierw pozwolił mi być ministrantem. To było pierwsze środowisko, w którym Bóg

25


WARTO! zaczął zasiewać we mnie ziarno powołania. Potem, kiedy wchodziłem w okres dojrzewania, Pan postawił na mojej drodze wspólnotę młodzieżową, działająca przy mojej rodzinnej parafii. Dzięki niej zacząłem rozmawiać z Chrystusem i w sposób bardziej dojrzały mogłem odpowiadać na Boże wezwanie. Bóg pozwolił mi się jednak poznać jeszcze bardziej. Dał mi wspólnotę kręgu biblijnego, w której mogłem odkrywać Go w Jego żywym Słowie. Również księża, którymi się posłużył, podtrzymywali we mnie owe pragnienie pójścia za Nim. Dzięki tym wszystkim faktom, mogłem powiedzieć Panu: „tak”. Przez kilka lat nosiłem w sobie tę myśl, że po maturze wstąpię do Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu. W szkole średniej jednak Pan Bóg dał mi jeszcze jedną wspólnotę: Drogi Neokatechumenalnej. Właśnie w niej mogłem ostatecznie zdecydować się na pełnienie Jego woli. Na spotkaniach powołaniowych mogłem to potwierdzić. Kiedy pytano młodych mężczyzn, czy któryś z nich czuje, że woła go Bóg do przyjęcia święceń prezbiteratu, mogłem wstać i publicz nie wyrazić pragnienie zostania kapłanem. Od tej chwili zaczęły się zmagania, ponieważ pojawiło się kolejne seminarium – Redemptoris Mater dla mężczyzn z  neokatechumenatu. Czułem, że powinienem tam  być, jednak w moim sercu cały czas pojawiało się seminarium toruńskie. Pan Bóg chciał ode mnie podjęcia decyzji. Prosiłem Go o słowo. Otwierając Pismo Święte, dostałem odpowiedź: „Tam jest skarb, gdzie Twoje serce”. Wiedziałem, że to słowo pochodzi od Pana. Po  modlitwie i kilku rozmowach wybrałem Toruń. Tak oto znalazłem się w seminarium toruńskim i wiem, że podjąłem dobrą decyzję, w której Pan Bóg utwierdza mnie każdego dnia.

*** Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że powołanie do kapłaństwa rozwijało się w moim sercu już od najmłodszych lat mojego życia. Służba przy ołtarzu,najpierw jako ministranta, następnie jako lektora sprawiała, że fascynacja Jezusem Chrystusem stała się pragnieniem pójścia Jego śladami. Myślę, że duży wpływ na moje powołanie miała także atmosfera domu rodzinnego, przepełniona modlitwą i życiem chrześcijańskim. Jestem wdzięczny rodzicom, że przez swoje życie i wychowanie mnie stworzyli podatny grunt pod Boski zasiew mojego powołania. Szczególnym okresem w moim życiu, który zawsze będę miło wspominał, był czas nauki w szkole średniej. Otaczająca rzeczywistość, tworzące się przyjacielskie więzi, sprawiały, że życie było poniekąd beztroskie. Dopiero termin nadchodzącej matury uświadomił mi, że trzeba obrać jakąś drogę życiową. Wiedziałem, że świat stoi przede mną otworem, że rozpoczęcie studiów może być nową, ciekawą przygodą w  moim młodym życiu. Jednak gdzieś w głębi serca odczuwałem tę iskierkę powołania, tą samą która towarzyszyła mi od najmłodszych moich lat. Po otrzymaniu więc świadectwa maturalnego zdecydowałem twierdząco odpowiedzieć Jezusowi na jego wezwanie. Wszystkim kandydatom do kapłaństwa, rozważającym w swoim sercu głos Jezusa „Pójdź za mną” mogę powiedzieć krótkie, lecz treściwe słowo – WARTO !!! kl. Mateusz Nadzieja, rok I

kl. Michał Bomastyk, rok I

26

Sługa nr 1(61)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

„Polsko! lecz Ciebie błyskotkami łudzą...”

„Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (św. s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, p. 1732). To słowa Chrystusa, które usłyszała siostra Faustyna modląc się za Polskę niedługo przed wybuchem II wojny światowej. Wojny, która pochłonęła miliony naszych rodaków i miliony ludzi na całym świecie, nie oszczędzając duchowieństwa; a potem nastały dekady mrocznego i brutalnego komunizmu i prześladowania Kościoła. Słowa Chrystusa skierowane do siostry Faustyny, znane wówczas stosunkowo nielicznym, musiały zatem brzmieć jak zmarnowana szansa albo wprawiać w wielkie zdumienie i niezrozumienie, ale przede wszystkim – być wyzwaniem i rozbudzać wielkie nadzieje... Historia naszego narodu pokazuje, że  Bóg przygotowuje nas do świętości, do wielkich zadań, poprzez Krzyż. Wiara polskiego narodu wypróbowana w ogniu męczeństwa II wojny światowej i komunizmu nie ustała, a wręcz przeciwnie – umocniła się. Przed nami jednak ciągle jeszcze czas wielkich wyzwań i prób, i to poniekąd większych oraz bardziej niebezpiecznych niż kiedykolwiek w  dziejach naszego narodu, jako Sługa nr 1 (61)

że wróg nie ma już demonicznej twarzy hitlerowskiego czy stalinowskiego kata, ale jakby sympatyczną i często uśmiechniętą twarz „X”, „libertyna” – „wilka w owczej skórze”. Bóg najwyraźniej poprzez dzieło Bożego Miłosierdzia, przekazanego siostrze Faustynie, chce nas uczynić Prorokiem narodów, misjonarzem Miłosierdzia Bożego dla Europy i świata. Tę misję Polska po części już wypełniła, poczynając od siostry Faustyny, która niezłomnie starała się przekazywać tę iskrę Bożego Miłosierdzia, napotykając, jak to zwykle z działami Bożymi bywa, na  sprzeciw. Chrystus jednak mówił w jej sercu i duszy, jakby wbrew nadziei, „Przygotujesz świat na ostateczne przyjście moje...” (Dzienniczek, p. 429). Dopiero Jan Paweł II, wielki i  niestrudzony Apostoł Bożego Miłosierdzia, który kanonizował siostrę Faustynę w roku 2000, przekazał tę iskrę Bożego Miłosierdzia całemu światu. Dziś treści zawarte w „Dzienniczku” św. Faustyny są czytane, zwłaszcza przez katolików, na całym świecie. Koronką i nowenną do Bożego Miłosierdzia modlą się wierni w najodleglejszych zakątkach ziemi upraszając Miłosierdzie Boże dla całego świata i prosząc Boga o łaski za wstawiennictwem św. Faustyny. Spełniają się zatem Chrystusowe słowa skierowane do siostry: „ Przygotujesz świat na ostateczne przyjście moje...”. Nie należy jednak zapominać, że Polska musi być posłuszna woli Bożej: „a jeżeli posłuszna będzie mej woli...”, a więc nasza misja i błogosławieństwo jest niejako uwarunkowane. Musimy zatem pozostać mocni w  wierze w Jezusa Chrystusa, który przychodzi do nas w Eucharystii i Maryi, która nieustannie oręduje za nami w niebie. Nie możemy zapominać o modlitwie, szczególnie różańcowej, poście i jałmużnie, o sakramentach, które są źródłem niezgłębionych łask. Musimy słuchać Słowa Bożego i budować nim naszą rzeczywistość. Polska na przestrzeni wieków często zwykła ulegać zagranicznym wpływom,

27


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ nie zawsze jednak z pożytkiem dla własnego dziedzictwa kulturowo-obyczajowego i duchowego. Dzieje się to obecnie na niespotykaną w dziejach skalę, co niezmiernie ułatwia błyskawiczny przepływ informacji poprzez media i internet, a także łatwość podróżowania po Europie „bez granic”. Przejmuje się nie tylko pozytywne, ale i negatywne wzorce, a niestety – te drugie zdecydowanie przeważają i zniewalają wielu naszych rodaków. Obce wpływy zmieniają nawet nasze wielowiekowe tradycje, rodzimą duchowość i religijność. Jako przestrogę warto, aby teraz w  naszym kraju czytano i pamiętano słowa naszego wielkiego poety Juliusz Słowackiego z „Grobu Agamemnona”: „Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą Pawiem narodów byłaś i papuga; A teraz jesteś służebnicą cudzą„ Polskie myślenie i mentalność staje się coraz bardziej zniewolone – coraz bardziej liberalne i materialistyczne, a nawet antagonistyczne w stosunku do Kościoła katolickiego i przejawów religijności, zwłaszcza w sferze publicznej, co szczególnie uwidoczniło się w  ostatnich kilkunastu miesiącach. Często nawet wierzący i regularnie praktykujący katolicy – niejednokrotnie nawet nieświadomie, zwłaszcza przez wybór pewnych sił politycznych – przyczyniają się do budowania w naszej Ojczyźnie nie cywilizacji miłości, o  którą zawsze apelował błogosławiony Jana Paweł II, ale cywilizacji śmierci – cywilizacji in vitro, braku należytej ochrony życia dziecka nienarodzonego, pornografii, tzw. związków partnerskich, rozwiązłości seksualnej i  niewierności małżeńskiej, walki z krzyżem w miejscach i  budynkach publicznych, etc. W Polsce wyraźnie postępuje sekularyzacja i  kryzys wartości. Dzieje się to wszystko w  imię fałszywie pojmowanej wolności, o czym wielokrotnie uczył nas nasz wielki rodak Jan Paweł II, chociażby w encyklice Veri-

28

tatis Splendor: „Człowiek oczywiście jest wolny od chwili, kiedy może pojąć i przyjąć Boże przykazania. Nie jest to jednak wolność nieograniczona(...), została bowiem powołana, aby  przyjąć prawo moralne, które Bóg daje człowiekowi. W rzeczywistości właśnie przez to przyjęcie prawa moralnego, ludzka wolność naprawdę i w pełni się urzeczywistnia.” Nauczanie ukochanego Papieża-Polaka staje się przez wielu wiernych jakby zapomniane. Polski katolicyzm niewątpliwie po  raz  kolejny przechodzi czas wielkiej – może i największej w dziejach – próby. Oby stała się ona dla nas swoistym katharsis i wzmocniła nas. Choć coraz więcej katolików w naszej Ojczyźnie, zwłaszcza młodych, obojętnieje religijnie, to z drugiej strony wielu jeszcze bardziej umacnia się w wierze. Na tle Europy i  świata pozostajemy nadal duchem silni – krajem katolickim i – jak pięknie ujął w swoich notatkach August kard. Hlond – „narodem wybranym Najświętszej Maryi Panny”. Trzeba zatem, jak pisze proroczo kardynał Hlond: „Ufać i modlić się. Jedyna broń, której Polska używając odniesie zwycięstwo – jest różaniec. On tylko uratuje Polskę od  strasznych chwil, jakimi możne narody będą karane za swą niewierność względem Boga.” kl. Piotr Rolirad, rok I

Wizyta apostolska Benedykta XVI w Niemczech W dniach 22-25 września br. odbyła się podróż apostolska Benedykta XVI do Niemiec. Była to XXI zagraniczna podróż papieża i trzecia do jego ojczyzny. Zdaje się, że wszystkie polskie media w swoich przekazach odnotowały to wydarzenie, choć akcenty w sprawozdaniach różniły się w zależności od „światopoglądowej” opcji mediów. Te katolickie wiernie starały się relacjonować przebieg pielgrzymki. Inne zaś raczej analizowały Sługa nr 1 (61)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ głosy przeciwników papieskiej wizyty i czyniły z nich główny temat swoich komentarzy. Niniejszy artykuł nie będzie wiernym sprawozdaniem z tamtych dni (tu odsyłam do medialnych relacji, zarówno tych pro jak i contra), ale jedynie próbą ogólnej refleksji nad minioną wizytą zagraniczną Benedykta XVI.

Discordia Germaniae Mam wrażenie, że my Polacy mamy problem ze zrozumieniem braku przychylności Niemców dla ich papieża-rodaka. Tak bardzo kochaliśmy „naszego” papieża Polaka, że trudno nam przyjąć do wiadomości, iż Niemiec nie musi kochać papieża tylko dlatego, że jest on Niemcem. Często pojawia się w nas pewien rodzaj oburzenia, obrażenia na sąsiadów zza Odry. Tak długo jak trwamy w tej wewnętrznej postawie nie potrafimy otwartym sercem i umysłem wsłuchiwać się w profetyczny głos Benedykta XVI, gdyż wciąż trzymamy się swojego przekonania, że  to nie tak powinna wyglądać jego pielgrzymka do ojczyzny, że on nie zasłużył na takie przyjęcie, że my byśmy inaczej go przyjęli itp. To wszystko może i prawda. Tylko, że historia Polski i Niemiec to całkowicie odmienne dzieje. Niemiecka ojczyzna była wewnętrznie podzielona już w swoim najwcześniejszym okresie istnienia na część barbarzyńską i tę skolonizowaną przez Rzymian. O owej discorSługa nr 1 (61)

dia Germaniae (dosł. brak jedności Niemców) wspomina już rzymski historyk Tacyt (ok. 55-120) w swoim etnograficznym dziele o plemionach germańskich Germania, które powstało ok. 98 r. Spoglądając jak „w soczewce” na historię Niemiec, z jednej strony można dostrzec niemieckich sympatyków Rzymu, zarówno na gruncie państwowym jak i kościelnym. Wyrazem tego była chociażby próba realizacji średniowiecznego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego oraz tzw. ultramontanizm, czyli poczucie lojalności wobec decyzji znajdującego się „za górami” papieża. Z drugiej strony widoczne jest w historii Niemiec bardzo silne, antyrzymskie nastawienie. Wystarczy wspomnieć reformację Marcina Lutra, wojnę trzydziestoletnią, sekularyzację, Kulturkampf, a także totalitaryzm nazistowski. Zatem tak jak dla Polaka papież-Polak na stolicy Piotrowej był raczej oczywistym powodem do dumy i radości, to  nie musi być tak w przypadku Niemca i jego nastawienia do papieża - Niemca „urzędującego” w Rzymie. JP II ≠ B XVI Nie trudno dostrzec, że Jan Paweł II i Benedykt XVI znacznie się różnią. Jednak to nie powód byśmy jako Polacy, mając w żywej pamięci naszego papieża - rodaka, ciągle ich porównywali. Wręcz przeciwnie, trzeba dostrzec charyzmat i niepowtarzalność każdego z nich osobno. Mamy wielkiego orędownika w Niebie – bł. Jana Pawła II, ale on jest już w Niebie. My natomiast pozostaliśmy na ziemi i z Bożej łaski jako następca św. Piotra został nam dany Benedykt XVI. Zatem nie warto tracić czasu na ckliwe wspominanie uśmiechów, talentu aktorskiego, zdolności porywania tłumów przez bliskiego nam papieża - Polaka. O wiele owocniejsze bowiem będzie wsłuchanie się w to, co ma nam do przekazania Benedykt XVI. Jestem przekonany, co zresztą wypływa z katolickiej wiary, że  jest on opatrznościowym przewodnikiem Kościoła, który z „chirurgiczną” precyzją roz-

29


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ poznaje znaki czasu. Zatem warto się wsłuchać w jego głos, a raczej w Chrystusa, który przez niego mówi do Kościoła i świata. Dokąd idziesz Europo? Benedykt XVI w czasie tej podróży apostolskiej przekonywał wszystkich, że „Gdzie Bóg, tam przyszłość”. Takie było hasło jego pielgrzymki. I rzeczywiście te słowa często padały z ust Ojca Świętego. Jednak, kiedy słuchałem czy też czytałem papieskie przemówienia, poruszyło mnie to, jak często i  w jak różnych aspektach Benedykt XVI nawiązywał do fundamentalnej dla każdego chrześcijanina kwestii wiary. Na spotkaniu z katolickim laikatem we Fryburgu, Ojciec Święty powiedział, że „jedynym kryzysem Kościoła w świecie zachodnim jest kryzys wiary”. Ten zaś ściśle łączy się z trwającym obecnie „rozkładem” cywilizacyjnego dziedzictwa Europy. Na czym polega ten kryzys i dlaczego papież tak jednoznacznie zdiagnozował jego obecność? Przede wszystkim Benedykt XVI w swoich przemówieniach wskazał na źródła tego kryzysu. Na płaszczyźnie cywilizacyjno-kulturowej działalność człowieka i postęp techniczny, które miały przynieść oczekiwane rozwiązanie wszelkich bolączek ludzkości, nie przyczyniły się do uczynienia świata lepszym. Wręcz przeciwnie, różni „fałszywi oświeciciele”, jak określa ich Benedykt XVI, nie stworzyli raju, ale pozostawili po sobie wojny, terror, ubóstwo i nędzę. Te próby człowieka, aby radzić sobie ze wszystkim na własną rękę mają korzenie w filozofii ostatnich stuleci. Dobitnie mówił o tym papież w czasie przemówienia w  Bundestagu, kiedy przypomniał niemieckim politykom o dokonanym przez filozofię pozytywistyczną, odmiennym niż miało to  miejsce w filozofii klasycznej, określeniu ludzkiego rozumu i natury. W konsekwencji ludzkie postępowanie (etos) oraz religia zostały uznane za coś, co podlega całkowicie subiektywnej interpretacji. Co więcej, tak często podnoszona w nauczaniu Kościoła ka-

30

tolickiego kwestia prawa naturalnego została uznana za sprawę konfesyjną. Tymczasem, papież precyzyjnie wyjaśnił, że idea prawa naturalnego sięga okresu przedchrześcijańskiego, kiedy grecka filozofia spotkała się z prawniczą myślą Rzymu. Te pogmatwane filozoficzne szlaki nowożytnej Europy wskazują na jedną zasadniczą sprawę. Tożsamość Europy, która zrodziła się z przysłowiowego spotkania Aten, Rzymu i Jerozolimy jest niszczona przez samych Europejczyków i na dodatek jeszcze kłamliwie i obraźliwie określana jako wymysł chrześcijański. Skutkiem tych głębokich przemian w dziedzinie filozofii, kultury i postępu cywilizacyjnego jest zamęt w sferze politycznej, a także w obszarze relacji międzyludzkich. Benedykt XVI podkreślił, że brak nienaruszalnych praw dotyczących ludzkiej godności staje się przyczyną określania kryteriów bycia człowiekiem. To zaś otwarta droga dla dyktatury większości oraz uczynienia z sukcesu jedynego kryterium społecznej sprawiedliwości. Pojedynczy człowiek zanurzony w takim świecie łatwo ulega relatywizmowi, gdyż zostaje pozbawiony pewnych, stałych punktów odniesienia dla budowania swojego życia. To zaś bardzo konkretnie przekłada się na brak odwagi do podejmowania decyzji czy wierności danemu słowu, przyrzeczeniu. Ponadto relatywizm zostaje wzmocniony przez zarozumialstwo ludzkiego rozumu, który w  myśl pozytywistycznych haseł, jest przekonany o swoich nieograniczonych możliwościach. W  rezultacie w przestrzeni międzyludzkiej nie ma już miejsca na bezinteresowny dar z siebie, na życie ofiarne w służbie innym, bo egoizm staje się dewizą ludzkiego życia. Czy jest zatem szansa na wyjście z tego kryzysu, który dotyka mieszkańców Starego Kontynentu? Skandal wiary Jest nią Chrystus! Kryzys, który przeżywa Europa dotyka również chrześcijan w  niej żyjących, ale nie do niego należy Sługa nr 1 (61)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ ostatnie słowo. Następca św. Piotra wskazał konkretne drogi ratunku, nadziei. Jednak nie był to żaden program polityczno-społeczno-kulturalnej naprawy Europy. Określanie takich rzeczy to nie zadanie i kompetencje Ojca Świętego! On wskazał na Chrystusa i pokazał wyzwania stojące przed Piotrową Łodzią. Jaka ma być odpowiedź Kościoła na zagubienie cywilizacyjno-kulturowe Europy? Przede wszystkim ma nią być głoszenie skandalu wiary. „Wiara chrześcijańska zawsze, a nie tylko w naszych czasach jest dla człowieka skandalem” – tak mówił Benedykt XVI we Fryburgu. Tym co może na nowo obudzić pogrążoną w kryzysie Europę i Kościół jest zadziwienie tajemnicą Boga, który będąc Świętym, Wszechmocnym, Odwiecznym dla nas na Krzyżu stał się tak bliski, że bardziej już nie było to możliwe. „On przyjął nasz grzech a w zamian dał nam swoją chwałę”. Ta rzeczywistość sacrum commercium, czyli świętej wymiany między Bogiem a człowiekiem, jest fundamentem naszej wiary, fundamentem Kościoła. W tej perspektywie na nowo możemy odkryć Chrystusa, który jest prawdziwym światłem, które w mrok i ciemność ludzkiego grzechu i cierpienia wprowadza nowe życie, daje sens i nadzieję. Odpowiedzią Kościoła na pozytywistyczny sposób myślenia pozostaje wierne trwanie przy logosie wiary. W praktyce oznacza to wiarę rozumną, krytyczną, która nie ulega jedynie emocjom i chwilowym upodobaniom, ale wyrasta z wnikliwego studium Objawienia zawartego w Słowie Bożym oraz przekazywanego przez stulecia w Tradycji Kościoła. Wiara nie musi bać się rozumu! Ona go zakłada, gdyż Chrystus-odwieczny Logos jest jej fundamentem. Papież z mocą przypominał, że „świat oddalając się od Boga traci życie, pogrążając się w pustce i arogancji władzy”. „Tymczasem ten kto zna Boga, zna człowieka” i dlatego jest w stanie bronić godności ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Jedynie Sługa nr 1 (61)

więc uznanie niezbywalnych praw jako fundamentu życia indywidualnego i społecznego jest gwarantem istnienia sprawiedliwej polityki, czyli takiej, która służy dobru wspólnemu. Wobec szerzącej się współcześnie choroby ludzkich serc – egoizmu, Kościół niesie człowiekowi wyzwalające orędzie Ewangelii. Nie samorealizacja, zamknięcie się jedynie w swoich potrzebach, ale postawa daru z siebie jest ratunkiem dla człowieka. Ukazują to święci, których życie było niezwykle płodne i zmieniało świat. Co więcej, takie życie w postawie daru z siebie jest możliwe. Realizuje się ono w Kościele, który jest wspólnotą życia z Chrystusem i z innymi. Kościół to wielkie „my”, gdzie można doświadczać miłości i dobroci, gdzie w gronie bliskich osób można dzielić się swoimi tęsknotami i pragnieniami. Chociaż Kościół „szufladkowany” jest jako jedna z wielu instytucji, to tak naprawdę jest dziełem Boga, narzędziem zbawienia danym każdemu człowiekowi. Rok Wiary Słowa Benedykta XVI wypowiedziane w Niemczech nie pozostawiają wątpliwości, że laicyzacja w Europie zbiera obfite żniwo. Jest ona również dla Kościoła źródłem oczyszczenia, czyli zaproszeniem do nawrócenia, do  większej wierności Chrystusowi Panu, bo tylko wtedy świadectwo Kościoła będzie jaśniało w świecie blaskiem Żyjącego Pana. Jednak ta przemiana może tylko wtedy zaistnieć, gdy wiara stanie się życiowym programem dla każdego z nas osobiście, o czym tak dobitnie mówił w Niemczech Benedykt XVI. W dniu, gdy pisałem ten artykuł, papież ogłosił listem apostolskim Portam fidei następny rok Rokiem Wiary… Odpowiedzią na kryzys wiary może być tylko wiara. dk. Michał Oleksowicz, rokVI

31


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Nowomiejska bazylika Wielu alumnów, idąc na wykłady czy do refektarza, mija po drodze zawieszone na  ścianach szkice zabytkowych kościołów naszej diecezji. Wśród nich znajduje się również grafika przedstawiająca kościół parafialny w  Nowym Mieście Lubawskim p.w.  św.  Tomasza Apostoła. Świątynia ta w 1971 roku została wyniesiona do godności bazyliki mniejszej. Nowe Miasto Lubawskie leży na terenie, w którym zbiegają się historyczne tereny: Ziemia Pomezańska, Sasińska, Chełmińska i Lubawska. Pod różnymi nazwami wzmiankowane jest w źródłach, począwszy od XIV wieku, ale prawdopodobnie już wcześniej istniał na tym terenie gród, zwany Julenburg. Prawa miejskie otrzymało w 1325 roku od komtura chełmińskiego. Co ciekawe, przywileje miejskie trzeba było kilka razy odnawiać, bo dokument lokacyjny... zaginął! Po II pokoju toruńskim [1466 rok; przyp. red.] miasto znalazło się w  granicach Polski, a dopiero w czasie rozbiorów zostało włączone do Prus. Miasto uzyskało wówczas status stolicy powiatu, który zachowało do dziś. Wraz z powstawaniem Nowego Miasta Lubawskiego erygowana zostaje w mieście parafia, początkowo wchodziła w skład diecezji pomezańskiej. Jednak w 1601 roku na mocy bulli „Cum Ecclesiae Culmensi” została przyłączona do diecezji chełmińskiej,

32

a po 1992 roku – diecezji toruńskiej. Parafia w ciągu wieków przechodziła różne koleje losu. W XVI wieku w Nowym Mieście Lubawskim rozszerzyła się reformacja, a protestantom udało się nawet na  pewien czas przejąć kościół. Dzięki staraniom starostów bratiańskich rodu Działyńskich, udało się powstrzymać rozwój herezji i odzyskać świątynię. Aby wzmocnić wiarę mieszkańców, Paweł Działyński sprowadził na początku XVII wieku do Nowego Miasta Lubawskiego zakon reformatów i ufundował dla niego sanktuarium w Łąkach, z racji cudownej figury Matki Bożej. Największe straty przyniosła parafii okupacja hitlerowska. Okupanci aresztowali proboszcza, ks. Leona Prybę oraz obu ówczesnych księży wikariuszy. Tylko jeden z nich przeżył wojnę; zarówno proboszcz, jak i drugi wikariusz umarli w Dachau. W sumie w czasie wojny zginęło na skutek represji 154 parafian. 9 lutego 1971 roku świątynia nowomiejska otrzymała godność bazyliki mniejszej. Obecnie jest jedną z czterech bazylik naszej diecezji. Natomiast 17 kwietnia 2004 roku sanktuarium zostało afiliowane do papieskiej bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. Kościół jest położony w północno-zachodnim rogu rynku. Imponują jego wymiary – długość: 54 m, szerokość: 19 m, wysokość wieży: 40 m, nawy głównej: 17,7 m, zaś naw bocznych: po 7,7 m. Jego budowę rozpoczęto w 1325 roku, być może na bazie poprzedniego kościoła. Początkowo był drewniany, ale w 1330 roku został zamieniony na murowany i otrzymał tytuł św. Tomasza Apostoła. W pierwszej kolejności wzniesiono prezbiterium, następnie dobudowano korpus w układzie pseudobazylikowym. Od  zachodu wzniesiono kwadratową wieżę. W drugiej połowie XIV wieku podwyższono nawę główną, tworząc w ten sposób pełny układ bazylikowy (nawa główna jest wyższa od naw bocznych, a jej okna zaczynają się poSługa nr 1 (61)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI wyżej ich linii dachów). Kościół jest zbudowany z cegły, ze skarpami zewnętrznymi. Miał posiadać również łuki podporowe (rzadkie w budowlach ceglanych; w Toruniu łuk taki można zobaczyć nad zakrystią kościoła p.w. św. Jakuba), ale nie zrealizowano tego zamysłu. Na początku XV wieku przedłużono prezbiterium, zmieniając zakończenie prostokątne na trójboczne ze skarpami. W wieku XVII przy prezbiterium od strony południowej dobudowano kaplicę grobową rodziny Działyńskich. Po drugiej stronie znajduje się zakrystia. Wejdźmy teraz do środka bazyliki. W zakończeniu prezbiterium ujrzymy ołtarz główny, późnorenesansowy, mający trzy kondygnacje. W ołtarzu umieszczony jest obraz przedstawiający małego Pana Jezusa trzymanego przez Matkę Najświętszą, wyciągającego ręce po krzyż przynoszony przez anioły. Za obrazem, po jego podniesieniu, zobaczymy cudowną figurę Matki Bożej Łąkowskiej, przeniesioną w 1882 roku ze spalonego sanktuarium w Łąkach. Jeśli podejdziemy bliżej, naszym oczom ukaże się wspaniała dekoracja malarska - na ścianach wymalowane są postacie Apostołów (z XIV wieku), natomiast na drewnianym stropie umieszczono wizerunek św. Tomasza, patrona świątyni oraz sceny pasyjne (z XVII wieku). Prezbiterium

Sługa nr 1 (61)

oddzielone jest od reszty kościoła łukiem triumfalnym, ufundowanym w XVIII wieku przez proboszcza, ks. Jana Ewertowskiego jako wotum za ustanie epidemii dżumy. Epitafium świątobliwego kapłana również możemy dostrzec po prawej stronie prezbiterium. Skręcając w prawo miniemy barokową kaplicę Działyńskich. Warto do niej zajrzeć, by zobaczyć piękny ołtarz i nagrobek Mikołaja Działyńskiego, wojewody pomorskiego (zmarłego w 1604 roku). Idąc dalej aż do końca nawy bocznej zobaczymy figurę Chrystusa z Szymonem Cyrenejczykiem, pozostałość kompozycji pasyjnej. Dostrzeżemy także u naszych stóp płytę nagrobną Kunona von Liebenstein, wielkiego komtura i wójta bratiańskiego (zmarłego w 1392 roku). Płyta jest mosiężna, przedstawia rycerza krzyżackiego w pełnym rynsztunku otoczonego napisem: „Tu leży pan Kunon von Liebenstein, który był rzecznikiem w Bratianie, zmarł w 1392 roku, w czwartym dniu po uroczystości świętego Burekhorda. Amen”. Na terenie Pomorza Wschodniego zachowały się tylko trzy takie płyty. Następnie skręcamy w nawę główną, ozdobioną na ścianach wyobrażeniami królów i proroków Starego Testamentu. Przechodzimy pod chórem wyposażonym w organy z XVII wieku, ozdobione figurami króla Dawida i aniołów. Mijając ołtarze boczne – św. Mikołaja po lewej i Świętej Trójcy po prawej stronie – spójrzmy w górę. Pod sklepieniem zobaczymy chorągiew nagrobną Pawła Działyńskiego, unikat w skali europejskiej. Przedstawia ona na czerwonym adamaszku klęczącego przed Matką Bożą Działyńskiego, a także zawiera napis: „Jaśnie oświecony pan Paweł Jan z Działynia Działyński, wojewoda pomorski, podskarbi ziem pruskich, starosta skarszewski, bratiański..., Służby swe poświęcił jako dworzanin Zygmuntowi Trzeciemu królowi Polski i Szwecji w tej świątyni i szkole dwór rzadko był słuchaczem jego pochwał..., Znawca sztuki wojennej Króle-

33


KALENDARIUM WSD wiczowi Władysławowi towarzyszył na wyprawę włoską przeciw Turkom i Osmanowi, tyranowi Wschodu, szyki zbrojne powiększył swymi oddziałami..., głęboko wierzący katolik odznaczał się szczególną czystością życia i kultem do Najświętszej Marii Panny, zdolny do poświęceń..., zmarł w Bratianie w roku Chrystusowym 1643 a jego żywota 49-ym dnia 17 lipca opłakiwany przez wszystkich..,. W Bratianie oddany wieczności, tu pochowany dnia 10 listopada”. Warto odnotować, że sklepienie nowomiejskiej bazyliki jest w nawie głównej gwiaździste, w kształcie czteroramiennej gwiazdy (nawy boczne mają sklepienia krzyżowo-żebrowe, z wyjątkiem jednej części nawy południowej). Kierując nasze kroki na wschód, dojdziemy do ambony z XVII wieku, położonej między osiemnastowiecznymi ołtarzami św. Józefa i św. Tomasza. Ambonę ozdabiają rzeźby ojców Kościoła i ewangelistów oraz obrazy: Boga Ojca, św. Piotra i św. Pawła. Przed prezbiterium przy ostatniej parze filarów zobaczymy ołtarze św. Walentego

i Ostatniej Wieczerzy, obydwa z XVIII wieku. Skręcając w nawę północną, wejdziemy w  krąg Matki Bożej - i troszkę cofniemy się w czasie. Został tu umieszczony ołtarz Matki Bożej z 1702 roku, późnogotycka pasja i tryptyk maryjny z XV wieku (w części centralnej: Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus stojąca pomiędzy św. Anną i św. Martą, natomiast na obrazach bocznych: św.  Dorotą i św. Barbarą), obecnie znajdujący się w  kaplicy bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego w toruńskim seminarium duchownym [zdjęcie tego tryptyku można znaleźć na okładce „Sługi” nr 58; przyp. red.]. Wychodzimy przez przedsionek pod wieżą. Z mniejszych zabytków kościoła warto wymienić kielich gotycki z XV wieku i kilka monstrancji. Część zabytków z nowomiejskiej bazyliki znajduje się w Pelplinie. kl. Tomasz Filipiak, rok III

..................................................................

Nasze pismo utrzymuje się z Waszych dobrowolnych ofiar, dlatego serdecznie dziękujemy za wsparcie naszego dzieła. BÓG ZAPŁAĆ! Numer konta WSD: 49-1240-1936-1111-0000-1322-0453 34

Sługa nr 1 (61)


Święcenia kapłańskie (18.06.2011r.)

Święcenia diakonatu (12.06.2011r.)

Sługa nr 1 (61)

35



listopad 2011