Page 1


Zapisy do WSD w Toruniu Kandydaci do Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Toruńskiej winni zgłosić się osobiście do Księdza Rektora z następującymi dokumentami: 1. Podaniem o przyjęcie, skierowanym do Biskupa Toruńskiego Andrzeja Suskiego; 2. Własnoręcznie napisanym życiorysem; 3. Świadectwem moralności wystawionym przez Księdza Proboszcza i Katechetę; 4. Świadectwem dojrzałości – w oryginale i odpis; 5. Świadectwem ukończenia nauki religii, jeśli przedmiot ten nie widnieje na świadectwie ukończenia szkoły średniej; 6. Aktem urodzenia; 7. Metryką Sakramentu Chrztu i Bierzmowania; 8. Kserokopią dowodu osobistego (2 egz.) i książeczki wojskowej, numerem NIP-u; 9. Zaświadczeniem lekarskim o możliwości podjęcia studiów (oraz „Kartą zdrowia”); 10. Siedmioma aktualnymi fotografiami zgodnymi z wymaganiami stosowanymi przy wydwaniu dowodów osobistych (w tym jedną w postaci elektronicznej, którą Kandydat wprowadza do systemu Internetowej Rejestracji Kandydatów – www.irk.umk.pl); 11. Wydrukowanym z systemu Internetowej Rejestracji Kandydatów i podpisanym formulrzem podania (2 egz.); 12. Metryką ślubu kościelnego rodziców; 13. Potwierdzeniem wpłaty rekrutacyjnej (dokonanej na konto indywidualne, które Kandydat otrzymuje po zarejestrowaniu się w Internetowej Rejestracji Kandydatów).

.................................................................. 2

Sługa nr 4 (64)


DRODZY CZYTELNICY!

SPIS TREŚCI WIADOMOŚCI Spotkanie z Janem Pospieszalskim „Powołaniówki” Dzień skupienia w duchu focolare Zjazd seminariów metropolii gdańskiej U ŹRÓDŁA – LITURGIA Diakonat stały Liturgia godzin jako modlitwa wiernych „Duch liturgii” wg Josepha kard. Ratzingera (cz. IV) WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA Dlaczego wierzę? WARTO! Nasze lektury Kącik muzyczny Kącik dobrego filmu MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ Powołanie Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Dwudziesta rocznica ingresu ks. bpa Andrzeja Wojciecha Suskiego Szarytki Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Chełmnie Chełmżyńskie ingresy Rozmowa z...

To już ostatni numer czasopisma „Sługa” w tym roku formacyjnym. Tak jak zawsze pragniemy przedstawić Wam, Drodzy Czytelnicy, szereg artykułów dotyczących naszego kleryckiego życia, naszych przemyśleń oraz zagadnień dotyczących 10 wiary. Przedstawiamy również ropozycje 13 ciekawych książek, wartej do posłuchania muzyki oraz interesującego filmu. 17 Dla nas kleryków czas wakacji to okres nie tylko przerwy od zajęć i pobytu 24 w domu, w czasie którego możemy odpocząc i nabrać siły na kolejny rok, rozpoczy29 nający się już w październiku, ale to także 30 czas, kiedy możemy w jeszcze większym 31 stopniu zaangażować się w praktyki duszpasterskie. W trakcie których mamy okazję 32 spotykać różnych ludzi, przebywać z nimi, dawać świadectwo swojej wiary, ale nade wszystko zdobywać doświadczenie do 35 przyszłej pracy duszpasterskiej w diecezji. 37 Na okres wakacji pragniemy życzyć Wam, Drodzy Czytelnicy, przede wszyst39 kim odpoczynku i czerpania radości z tych 40 pięknych letnich dni. Pamiętajmy jesnak, 42 aby ciesząc się tym czasem, nie zapomnieć o Panu Bogu i o naszych praktykach religijnych, ponieważ od Niego nie ma wakacji. Szczęść Boże! 4 4 5 9

Zespół redakcyjny

Redagują: Artur Narodzonek (red. naczelny), Bartosz Adamski (zastępca red.), Piotr Kalicki, Stanisław Szczęsny (red. techniczni), Łukasz Grzelak, Piotr Śliwiński (foto) Asystent kościelny: ks. dr Marcin Staniszewski Adres redakcji: Sługa, pl. bł. ks. phm. Stefana W. Frelichowskiego 1, 87-100 Toruń Adres internetowy: http://www.seminarium.diecezja.torun.pl Adres e-mail: sluga@wsdtorun.pl Druk: DRUK-TOR S.C., ul. Nieszawska 33, 87-100 Toruń Nakład: 1 300 egz.

Sługa nr 4 (64)

3


WIADOMOŚCI

Spotkanie z Janem Pospieszalskim Dnia 18 kwietnia w auli seminaryjnej gościliśmy Jana Pospieszalskiego. Naszego gościa przywitał ks. rektor Dariusz Zagórski. Spotkanie rozpoczęliśmy modlitwą. Następnie głos zabrał przybyły publicysta. Nasz gość opowiadał nam o swojej pracy oraz o tym, w jaki sposób współczesne media przekazują informacje. Większość swojej wypowiedzi odniósł do katastrofy pod Smoleńskiem oraz opowiadał o wydarzeniach, jakie miały miejsce przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. „Operacja z krzyżem” jak nazwał to, co się działo w Warszawie, trwa dalej i trzeba o tym pamiętać. Nasz gość opowiadał nam także o zachowaniu i przeżyciach uczestników uroczystości w Katyniu, w dzień katastrofy. Jan Pospieszalski był tą osobą, która jako pierwsza przekazała informację do mediów o katastrofie prezydenckiego samolotu. Gdy tylko ludzie uświadomili sobie, co się stało, rozpoczęli modlitwę różańcową, która pomogła im wyjść, jak to powiedział, z „bagna rozpaczy”.

4

Na koniec pan Pospieszalski powiedział nam kilka słów o swoim filmie dokumentalnym „Krzyż”, który opowiada o sytuacji związanej z krzyżem ustawionym przed pałacem prezydenckim w Warszawie. kl. Janusz Grosanc, rok I

„Powołaniówki” Podczas trzech niedziel Okresu Wielkanocnego po raz kolejny mieliśmy okazję wyjeżdżać na modlitwy w intencji powołań do wspólnot parafialnych w naszej diecezji. Odwiedzaliśmy parafie w dekanatach: bierzgłowskim, kurzętnickim oraz unisławskim. Na każdą parafię w poszczególnych dekanatach udawał się zespół powołaniowy, w skład którego wchodził: ksiądz profesor z seminarium lub diakon oraz dwóch kleryków. Wszyscy wiemy, jak ważna jest w Kościele modlitwa o powołania do służby Bożej. Jako klerycy Wyższego Seminarium Duchownego jesteśmy, jak mi się wydaje, jeszcze bardziej odpowiedzialni za to dzieło, dlatego z  największą ochotą udawaliśmy się do  wspólnot parafialnych. Szczególnym dniem była Niedziela Dobrego Pasterza – IV niedziela wielkanocna. Razem ze wszystkimi wiernymi modliliśmy się o powołania kapłańskie, misyjne i zakonne, aby nigdy nie zabrakło głosicieli Słowa Bożego. Oczywiście modlitwa w intencji powołań nie ogranicza się tylko do tego typu wyjazdów, lecz towarzyszy ona nam nieustannie. Każdy z takich wyjazdów jest dla nas, kleryków, również okazją do zdobywania nowych doświadczeń duszpasterskich. Czas wyjazdów do różnych parafii daje nam możliwość wielu spotkań z kapłanami oraz z grupami działającymi w parafiach. Podczas pobytu w parafiach uczestniczymy we Mszach świętych. Organizujemy spotkaniach, na których rozmawiamy z wiernymi o sprawach powołania do życia kapłańSługa nr 4 (64)


WIADOMOŚCI

skiego, ale nie zapominamy także o ważnym powołaniu do życia rodzinnego. Spotkania te najczęściej są aranżowane dla młodzieży bądź dla ministrantów. W ich trakcie modlimy się także o rozeznanie drogi życiowej dla młodzieży. Podczas rozmów z wiernymi mamy okazję, aby podzielić się z nimi świadectwem naszego powołania. Prowadzimy również krótkie katechezy dla młodzieży na podstawie tekstów Pisma Świętego. Wszyscy mamy nadzieję, że nasze modlitwy i wizyty na parafiach zaowocują w nowe powołania kapłańskie w naszej diecezji. kl. Andrzej Dembiński, rok III

Dzień skupienia w duchu focolare Zagłębiając się w tekst adhortacji apostolskiej bł. Jana Pawła II „Pastores dabo vobis”, dotyczącej formacji do kapłaństwa, możemy zauważyć, że zwraca ona uwagę na cztery wymiary formacji kapłańskiej. Są nimi wymiar ludzki, duchowy, intelektualny i pastoralny. Dnia 27 kwietnia br. (tj. piątek) o  godzinie 20:30 alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu rozpoczęli kolejny dzień skupienia, który zakończył się następnego dnia Mszą świętą. Jest to wydarzenie ściśle związane z jednym z tych wymiarów, o których mówi adhortacja, a mianowiSługa nr 4 (64)

cie z formacją duchową. Jej nieodłącznym, a zarazem istotnym elementem, gdzie następuje zatrzymanie się w pędzie następujących po sobie dni, wyciszenie, jest to czas głębokiej modlitwy i szczególnej refleksji nad Bożym Słowem. Temu służy wspomniany każdy dzień skupienia. Można by powiedzieć, że nie był to zwyczajny dzień. Wynika to z faktu, że przeżywaliśmy go w duchu ruchu focolare, co zapewne dla wielu kleryków było czymś nowym. Razem z nami przeżywał i prowadził go ks. Wojciech Czekaj. Jest to kapłan diecezjalny pochodzący z diecezji kieleckiej. Od trzech lat pracuje w Trzciance koło Garwolina w  diecezji siedleckiej. Tam właśnie mieszka w społeczności focolare, w Mariapoli – mieście Maryi, które ta społeczność tworzy. Sam ks. Wojciech z tą duchowością zapoznał się w  seminarium i od tego czasu pielęgnuje ją w sobie i żyje charyzmatem tej wspólnoty. Fakt, że akurat ks. Wojciech poprowadził ten dzień skupienia, nie jest jakimś przypadkiem. Związane jest to z rekolekcjami, które czterech alumnów naszego seminarium, w tym również ja, przeżywało zaraz po świętach Zmartwychwstania Pańskiego w dniach 11-13 kwietnia br. Odbyły się one we wspomnianej już Trzciance, gdzie spotkaliśmy się z ks. Wojciechem, który je prowadził wraz z innym kapłanem. Razem ze mną byli również klerycy: Paweł Śliwiński i Miłosz Tomaszewski z III roku, a także Paweł Murawski z V roku. Czym właściwie jest ruch focolare? Czym charakteryzuje się owa duchowość? Gdzie ma swoje początki? Skąd nazwa ruchu? Ruch focolare narodził się w bardzo bolesnych czasach cierpienia i nienawiści II wojny światowej. Wtedy to zaledwie dwudziestoletnia dziewczyna, Chiara Lubich – założycielka tego ruchu, wraz ze swymi towarzyszkami, chowając się w schronie w  Trydencie we Włoszech przed bombami i czytając Ewangelię, odkryły wspaniałe-

5


WIADOMOŚCI

go i majestatycznego Boga, którego żadne bomby i nienawiść ludzka nie może zabić czy zniszczyć. W Bożym Słowie odnalazły Bożą miłość, spotkały Jezusa Chrystusa. Sama Chiara zapisała takie oto słowa, pokazując, jak wielkie znaczenie miało i ma Pismo Święte dla nich: „Każdego dnia nowe odkrycia: Ewangelia stała się jedyną naszą księgą, jedynym światłem życia”. Stąd wzięła się nazwa tego ruchu. Od samego początku mieszkańcy Trydentu widzieli w Chiarze i jej towarzyszkach ogień miłości ewangelicznej. Dlatego mówili na nich po włosku „il fuoco”, co znaczy „ogień”. Tak narodziła się nazwa focolare. Szczególną inspiracją dla tej grupy ludzi stały się słowa Pana Jezusa wypowiedziane przez Niego w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy, gdy modlił się do swego Ojca. Jest to tak zwany testament Pana Jezusa. Są to słowa z Ewangelii wg św. Jana: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie” (J 17, 21a). Ten tekst jest sercem tego ruchu, przewodzi on „teologii jedności”, która jest jednym z najważniejszych ideałów kierujących tym ruchem, a której nieodłącznym elementem jest wspólnota. To we wspólnocie starają się oni realizować Ewangelię i nią żyć, a przez to oddziaływać na świat. Ich ce-

6

lem jest tworzenie jedności rodziny ludzkiej. Swoim codziennym życiem – pracą, modlitwą, pragną zachować obecność Pana Jezusa pośród nich, idąc za Jego słowami: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich” (Mt 20, 20). Dlatego członkowie tego ruchu zakładają w różnych państwach świata miasteczka, w których żyjąc we wspólnocie realizują te ideały. Obecnie ruch focolare jest potężny. Ze wspomnianej pierwszej małej grupki powstała dziś olbrzymia wspólnota licząca przeszło dwa miliony członków w ponad 180 krajach świata. To w takim właśnie duchu nas czterech przeżywało rekolekcje. W ciągu tych kilku dni zagłębialiśmy się w znaczenie Bożego Słowa dla każdego z nas i w rozmyślanie nad owocami Jego działania. Wsłuchiwaliśmy się w słowa Chiary Lubich, która była duchową przywódczynią ruchu, a także jej następczyni Marii Voce, oglądając nagrania z ich wypowiedziami. Spoglądaliśmy także na to, jak wielkie znaczenie mają nasze relacje z drugim człowiekiem, jak ważne jest to, aby były one odpowiednio uporządkowane i ukierunkowane na miłość braterską, miłość nadprzyrodzoną. Zwróciliśmy także uwagę na  istotę jedności we wspólnocie, na to, co jest sercem tego ruchu. Były to rekolekcje dla seminarzystów, dlatego codziennie towarzyszyła nam modlitwa Liturgią Godzin, a także najważniejszy element każdego dnia – Msza śwęta. Wieczory spędzaliśmy na wspólnym dzieleniu się tym, co w tym konkretnym dniu każdego z  nas dotknęło, co najbardziej zapadło nam w pamięci. W szczególny sposób w mojej pamięci pozostaje fragment Słowa Życia, które rozważaliśmy: „Jego [Chrystusa] Słowa, przeniknięte Duchem, mają zdolność i moc utrzymywać chrześcijanina z dala od zła: jak długo pozwala działać w sobie Słowu, tak długo będzie wolny od grzechu, a więc czysty. Zgrzeszy tylko wtedy, gdy przestanie być posłuszny prawdzie” (Słowo Życia, kwiecień 2012). Te ideały, którymi żyje ruch focolare, Sługa nr 4 (64)


WIADOMOŚCI którymi żyje także ks. Czekaj, znalazły swoje miejsce również w naszym dniu skupienia, który rozpoczął się 27 kwietnia br. Nasz rekolekcjonista podczas konferencji poruszył cztery tematy, zagadnienia, wątki, które z pewnością są mu bliskie, a zarówno są istotne dla nas alumnów oraz każdego chrześcijanina. Pokrótce postaram się przedstawić w tym artykule kilka myśli, którymi podzielił się z nami ks. Wojciech. Pierwsza z tych myśli dotyczyła świadomego wyboru Pana Boga przez człowieka. Można bowiem być kapłanem i to nawet dobrze posługującym, ale samemu nie budować i nie pielęgnować więzi z Panem Bogiem. Ta sytuacja powinna wyglądać inaczej. Należy całkowicie oddać się Bogu, powierzyć mu wszystko to, co robimy, oraz każdy nasz dzień. Oddać się Bogu bez zahamowań. Czym się ma charakteryzować doskonałość chrześcijańska? Ma ona polegać na miłości do Pana Boga, na tym, na ile jestem dla Niego. Jeżeli Bóg nie stanie się ideałem dla człowieka, to wiele rzeczy będzie mu przeszkadzać, wiele drobiazgów, gdyż człowiek nie jest doskonały. Nie powinien się on nad tym zatrzymywać, jego perspektywą jest Bóg, On daje mu siłę i moc. Oczywisty jest fakt, że to wszystko odnosi się nie tylko do życia kleryka czy kapłana,

Sługa nr 4 (64)

lecz także do życia każdego ucznia Chrystusa, każdego chrześcijanina. Trudniejszą sprawą, którą poruszył ks. Czekaj, jest relacja z drugim człowiekiem. W pierwszym liście św. Jana Apostoła czytamy: „Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4, 20b). Wyzwaniem dla każdego chrześcijanina jest próba wyniesienia relacji międzyludzkich na poziom nadprzyrodzony. Chiara Lubich wymieniła cztery cechy chrześcijańskiej miłości, którą każdy z nas powinien się kierować. Pierwszą z nich jest bycie pierwszym w miłości. Trzeba pierwszemu wyjść do drugiego na wzór Jezusa Chrystusa, który będąc pierwszym w miłości, „umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8b). Kolejna cecha mówi o tym, aby kochać wszystkich. Bóg „sprawia, że słońce  Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi i On zsyła deszcz na  sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 45b). Cecha trzecia zwraca uwagę na to, aby kochać drugiego, jak siebie samego. Ostatnią zaś jest to aby widzieć Pana Jezusa w bliźnich. Tutaj fundamentem stają się słowa z Ewangelii wg św. Mateusza dotyczące Sądu Ostatecznego: „Wszystko, co  uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,

7


WIADOMOŚCI 40b). To co wyróżnia chrześcijanina, to nie są m.in. dzieła charytatywne, lecz nadprzyrodzona relacja oparta na Bożej miłości względem drugiego człowieka. Potwierdzeniem tego niech będą słowa zapisane w II wieku przez pisarza wczesnochrześcijańskiego Tertuliana w jego dziele „Apologetyk”: „Patrzcie, jak oni się miłują”. Przekazuje on nam komentarz pogan poruszonych postawą ówczesnych chrześcijan. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w  imię Moje, tam jestem pośród nich” (Mt 20, 20). Kolejne nasze spotkanie było rozważaniem na temat obecności Zmartwychwstałego Pana dzisiaj, pośród chrześcijan, którzy gromadzą się w Jego imię. Przez wiarę jesteśmy przekonani, że Jezus Chrystus jest z nami, jest z Kościołem. Jest On obecny, gdzie są relacje żywe, nadprzyrodzone między ludźmi, gdzie chrześcijanie są zgromadzeni w Jego imię. Czasami się zdarza, że ta obecność Boża jest niezauważalna, lecz widać ją po owocach. Bóg jest, posługuje się ludźmi i działa w życiu człowieka. Pewne rzeczy wymagają wiary. Dla przykładu: gdy ktoś słyszy Boże Słowo, to musi uwierzyć, że Ono naprawdę pochodzi od samego Boga. Sprawa ma się podobnie z Mszą świętą. Potrzeba wiary, aby uznać, że pod postacią białego chleba jest sam Pan Jezus. Pierwotny Kościół jest tu przykładem komunii osób, wspólnoty, pośród której był obecny Zmartwychwstały Chrystus. To żywe świadectwo sprawiało, że ludzie, patrząc na nich, chcieli się do nich przyłączyć. Ostatnia myśl, którą chciałbym tutaj poruszyć, została wypowiedziana podczas homilii na Mszy świętej kończącej dzień skupienia. Jest ona ściśle związana z drogą ku zbawieniu, którą kroczy każdy z nas. Mianowicie chodzi tutaj o to, że nie ma możliwości tworzenia wspólnoty chrześcijańskiej bez wyboru krzyża. Idąc dalej, nie ma chrześcijaństwa bez wyboru krzyża. Spojrzymy jednak na to trochę w innym świetle, w jakim patrzyła na to Chiara Lubich. Według niej Pan Jezus

8

najbardziej cierpiał, gdy wypowiadał słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił” (Mk 15, 34b). To jest szczyt duchowości focolare. Nie możliwym jest, aby człowiek tak umęczony, miał uniesienia modlitewne. Dlatego często w tej duchowości mówi się o Chrystusie ukrzyżowanym i opuszczonym. Gdy człowieka dotykają cierpienia fizyczne i duchowe, stwierdzają oni, że to nie jest spotkanie z własnym krzyżem, lecz z osobą Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i opuszczonego. Miłość ma wtedy sens, gdy umie się zaakceptować i przyjąć cierpienie, przyjąć Pana Jezusa ukrzyżowanego i opuszczonego. Kończąc, chciałbym jeszcze raz podkreślić, że nieodzownym elementem formacji duchowej jest czas wyciszenia i zadumy modlitewnej. Temu dniu skupienia, który przeżywaliśmy, towarzyszył duch focolare. Uważam, że ta duchowość niesie ze sobą przesłanie mocno chrześcijańskie. Wynika to z faktu, że ten potężny ruch głosi idee istotne dla chrześcijaństwa, zwracając szczególnie uwagę na ogromną wartość Bożego Słowa, a także na owoce, które towarzyszą jego rozważaniu. Drugim wspaniałym przesłaniem jest „teologia jedności”, której celem jest zjednoczenie się ludzi we wzajemnej miłości i poszanowaniu. Temu wszystkiemu przewodzi miłość chrześcijańska, a która ma swoje źródło w Bożej miłości, którą jest sam nasz Pan Jezus Chrystus. Myślę, że warto się zagłębić choć trochę w charyzmat tej wspólnoty, aby ubogacić siebie, a w ten sposób wzmocnić swoją wiarę i relację z Bogiem, z żywą Osobą, Jezusem Chrystusem. Myślę, że ten dzień skupienia, który przeżywaliśmy, wyda obfite owoce w przeżywaniu wiary i swej drogi ku kapłaństwu, czy potem w życiu kapłańskim wielu alumnów naszego seminarium. kl. Kamil Kurt, rok II

Sługa nr 4 (64)


WIADOMOŚCI

Zjazd seminariów

metropolii gdańskiej Dnia 30 kwietnia 2012 roku nasza wspólnota seminaryjna (z wyjątkiem kursu V) wraz z ks. rektorem Dariuszem Zagórskim oraz ojcem duchownym Sławomirem Witkowskim udała się na pierwszy zjazd metropolitalny seminariów duchownych metropolii gdańskiej. W zjeździe uczestniczyli klerycy z Gdańska, Pelplina i Torunia. Powodem spotkania wszystkich kleryków była 20 rocznica reorganizacji struktury administracyjnej kościoła Katolickiego w Polsce. Otóż 20 lat temu na mocy bulli papieskiej „Totus Tuus Poloniae Populus” powstała metropolia gdańska, w granicach której znalazły się archidiecezja gdańska, diecezja pelplińska oraz diecezja toruńska. Pierwszym punktem spotkania była wspólna Msza święta sprawowana w archikatedrze oliwskiej, w której uczestniczyli wszyscy klerycy. Eucharystii przewodniczył ks. arcybiskup senior Tadeusz Gocłowski, były metropolita gdański. Wśród koncelebrujących byli m.in. ks. bp Ryszard Kasyna – biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej oraz moderatorzy i ojcowie duchowni trzech seminariów. W wygłoszonym przez ks. bpa Ryszarda kazaniu klerycy usłyszeli słowa o istocie powołania i kapłaństwa. Kaznodzieja podkreślił, że mimo iż pochodzimy z różnych części metropolii, to jesteśmy powołani do tej samej posługi: mamy dawać Chrystusa innym. Po Mszy świętej wszyscy mogli usłyszeć koncert organowy. Pochodzące z 1763 roku organy katedry oliwskiej zaliczane są do największych i najpiękniejszych w Europie. Instrument ten zachwycił wszystkich słuchaczy swoim bogactwem oraz potęgą dźwięku. Później bracia z seminarium gdańskiego oprowadzili nas po archikatedrze, pokazując ciekawe miejsca oraz opowiadając historię tej świątyni. Należy wspomnieć, iż  archikatedra oliwska jest najdłuższym koSługa nr 4 (64)

ściołem w Polsce. Główna nawa liczy aż 107 m. Na uwagę zasługuje także zabytkowe wyposażenie kościoła. Niemal wszystkie obrazy, rzeźby i ołtarze pochodzą z czasów „złotego okresu” katedry, a więc z XVI i XVII stulecia. Kolejnym punktem spotkania była wspólna wyprawa do ZOO. Na samym początku dyrektor gdańskiego ogrodu zoologicznego opowiedział nam o historii tego miejsca oraz o unikatowych zwierzętach, które się tam znajdują. Po obejrzeniu wszystkich zwierząt udaliśmy się do Stoczni Gdańskiej pod pomnik upamiętniający poległych stoczniowców. Po krótkiej modlitwie rektorzy seminariów złożyli tam kwiaty. Następnie udaliśmy się na gdańskie Stare Miasto. Zobaczyliśmy wiele zabytków, m.in. Kościół Mariacki, który jest miejscem święceń kapłańskich. Duże wrażenie zrobiła na nas starówka, która ma bardzo bogatą historię. Bezpośrednio po zwiedzaniu wszyscy udaliśmy się na wspólny rejs po porcie gdańskim. Mimo wiejącego wiatru i chłodu, który odczuwaliśmy, wszyscy się dobrze bawili. Na zakończenie zjazdu udaliśmy się do gdańskiego seminarium na wspólną kolację. Po posiłku odmówiliśmy Apel Jasnogórski. Następnie rektor gdańskiego seminarium podziękował wszystkim, którzy zaangażowali się w zorganizowanie tego spotkania. Mimo iż ogarniało nas zmęczenie, z uśmiechem na twarzy opuszczaliśmy gdańskie seminarium, aby udać się w drogę powrotną do Torunia. Mertopolitalne spotkanie seminariów dało szansę poznania nowych ludzi, możliwość rozmowy z innymi klerykami oraz dania świadectwa i podzielenia się różnymi doświadczeniami, które mogą nam pomóc w przyszłej posłudze duszpasterskiej. kl. Mateusz Chudziński, rok I

9


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

Diakonat stały Z historii diakonatu stałego

Diakonat stały jest rzeczywistością obecną w Kościele od początku jego istnienia. W pierwszych gminach chrześcijańskich posługa diakonów traktowana była jako wartość i bogactwo wspólnoty, a nie jako etap przejściowy w drodze do kapłaństwa. W Pierwszym Liście do Tymoteusza św. Paweł podając, wskazówki odnośnie do posługi we wspólnocie Kościoła lokalnego, o diakonach napisze następujące słowa: „Diakonami tak samo winni być ludzie godni, w mowie nieobłudni, nie nadużywający wina, niechciwi brudnego zysku, [lecz] utrzymujący tajemnicę wiary w czystym sumieniu. I oni niech będą najpierw poddawani próbie, i dopiero wtedy niech spełniają posługę, jeśli są bez zarzutu. [...] Diakoni niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi domami. Ci bowiem, skoro dobrze spełnili czynności diakońskie, zdobywają sobie zaszczytny stopień i ufną śmiałość w wierze, która jest w Chrystusie Jezusie” (1 Tm 3, 8-11). Największy rozkwit diakonatu w Kościele przypada na wiek III. W pierwotnym Kościele stałymi diakonami byli między innymi: św. Szczepan, św. Wawrzyniec czy św. Efrem Syryjski. W „Tradycji Apostolskiej” Hipolita (połowa III wieku) możemy wyczytać,

10

że podstawowym obowiązkiem diakona była służba biskupowi, która wyrażała się w realizowaniu jego decyzji i poleceń. W „Didascalia Apostolorum”, w dziele którego pełna nazwa brzmi: „Katolicka nauka dwunastu Apostołów i świętych uczniów Zbawiciela naszego” (z pierwszej połowy III wieku), czytamy, że  diakon powinien być w ścisłej jedności z  biskupem, ma być jego „uchem, ustami, sercem i duszą”. O tożsamości diakonów pisali także: Klemens Aleksandryjski, Orygenes, Cyprian, Efrem Syryjski, Hieronim i Jan Chryzostom. Diakonat jako stała posługa w Kościele zaczyna tracić na znaczeniu od IV wieku. Dodajmy jednak, że dotyczyło to przede wszystkim Kościoła Zachodniego. Od diakonów zaczęto wymagać zachowania celibatu, a udzielane im święcenia postrzegano przede wszystkim jako stopień przejściowy i konieczny do przyjęcia święceń prezbiteratu. Ciekawe, że do diakonatu stałego powrócono podczas obrad Soboru Trydenckiego (1545-1563). W kanonie 17 poczyniono nawet pewne ustalenia co do jego odrodzenia, jednak w praktyce pastoralnej brakowało świadomości potrzeby posługi diakona stałego. Poza tym powszechnie dominowało przekonanie o wystarczającej liczbie prezbiterów, a więc diakonat był widziany jedynie jako etap i stopień przejściowy do święceń kapłańskich. Ponieważ w okresie potrydenckim położono duży nacisk na tworzenie seminariów, w związku z tym diakonat został zamknięty w środowisku seminaryjnym. Przywrócenie diakonatu stałego W trakcie przygotowań do II Soboru Watykańskiego skierowano prośbę do biskupów oraz różnych ośrodków teologicznych na całym świecie o wskazanie zagadnień, którymi powinien zająć się sobór. Komisja Przygotowawcza otrzymała 2150 odpowiedzi, pośród których aż około 600 wniosków dotySługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA czyło kwestii przywrócenia diakonatu stałego w Kościele. Ojcowie soborowi w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” orzekli: „Na niższym szczeblu hierarchii stoją diakoni, na których nakłada się ręce «nie dla kapłaństwa, lecz dla posługi». Umocnieni bowiem łaską sakramentalną, w posłudze liturgii, słowa i miłości służą Ludowi Bożemu w łączności z biskupem i jego kapłanami. Zadaniem diakona, stosownie do tego, co mu wyznaczy kompetentna władza, jest uroczyste udzielanie chrztu, przechowywanie i rozdzielanie Eucharystii, asystowanie i błogosławienie w imieniu Kościoła związkom małżeńskim, udzielanie wiatyku umierającym, czytanie wiernym Pisma Świętego, nauczanie i napominanie ludu, przewodniczenie nabożeństwu i modlitwie wiernych, sprawowanie sakramentaliów, przewodniczenie obrzędowi żałobnemu i pogrzebowemu. Poświęcając się powinnościom miłości i posługi, diakoni winni mieć w pamięci upomnienie św. Polikarpa: «Miłosierni, gorliwi, postępujący drogą prawdy tego Pana, który stał się sługą wszystkich»” (KK 29). Dwa lata po zakończeniu soboru, dnia 18 VI 1967 roku papież Paweł VI ogłosił ogólne normy przywrócenia w Kościele diakonatu stałego. Dnia 28 VI 1968 roku w katedrze w Kolonii pierwszych pięciu żonatych mężczyzn otrzymało świecenia diakonatu. Historia diakonatu stałego w Polsce jest znacznie krótsza, warto jednak zaznaczyć, że już od lat 70 spotykamy środowiska zainteresowane jego wprowadzeniem. Do prekursorów działalności na  rzecz wprowadzenia diakonatu w naszym kraju Sługa nr 4 (64)

należy zaliczyć Marka Marczewskiego z Lublina. W 1988 roku Komisja Episkopatu Polski do spraw Duchowieństwa powołała grupę ekspertów, która pod przewodnictwem bpa Teofila Wilskiego zajęła się przygotowaniem raportu dotyczącego możliwości wprowadzenia diakonatu stałego. Przygotowany tekst przedstawiono w czerwcu 2001 roku na 313 zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Łowiczu. Episkopat podjął decyzję o wprowadzeniu diakonatu stałego w Polsce. Na  początku 2004 roku watykańska Kongregacja  ds. Wychowania Katolickiego zatwierdziła dokument Konferencji Episkopatu Polski pt. „Wytyczne dotyczące formacji, życia i posługi diakonów stałych w Polsce”, który następnie w marcu tegoż samego roku został przyjęty przez Episkopat Polski. Pierwszy ośrodek w Polsce przygotowujący kandydatów do stałego diakonatu powołał do istnienia w 2005 roku ordynariusz toruński bp Andrzej Suski. W ostatnich miesiącach kolejne miejsce formacyjne dla stałych diakonów powołano do istnienia także w diecezji opolskiej. Należy się spodziewać, że w kolejnych latach będzie to dynamicznie rozwijająca się rzeczywistość, nie oznacza to jednak, że będzie to rzeczywistość łatwa. Odwołajmy się w tym miejscu jeszcze do słów bpa Wiesława Śmigla, które naszym zadaniem dobrze diagnozują powrót dia-

11


U ŹRÓDŁA – LITURGIA konatu stałego do Kościoła: „Przywrócenie diakonatu stałego nie jest zatem wynikiem mody, kaprysu współczesnych teologów, hierarchów czy nawet braku kapłanów, ale jest przywróceniem trwałego stopnia hierarchicznego. Fakt, że diakonat przejściowy przetrwał w Kościele jako nieodzowny warunek przyjęcia święceń kapłańskich, jest świadectwem, że zawsze był on teologicznie doceniany i traktowany jako trwały stopień. Zredukowanie diakonatu tylko do stanu przejściowego było zubożeniem wspólnoty eklezjalnej, a co więcej – doprowadziło do pewnej niejasności. Współcześnie wielu wiernych uważa, że diakonat jest konieczny do przyjęcia święceń kapłańskich, jest pewnym etapem formacji i wtajemniczenia, ale nie celem. Takie myślenie jest pozbawione racji teologicznych. Zanik diakonatu stałego był spowodowany przesłankami wyłącznie czysto ludzkimi, socjologicznymi i ekonomicznymi. Przywrócenie więc diakonatu stałego jest powrotem do poprawności i przejrzystości w działaniu Kościoła-Wspólnoty”. Liczba stałych diakonów w Kościele Według Agencji Fides w 2009 roku na świecie było 37 592 diakonów stałych. Na poszczególnych kontynentach statystyka przedstawiała się następująco: Afryka Diakoni diecezjalni - 384 Diakoni zakonni - 22 Ameryka Pn. i Pd. Diakoni diecezjalni - 24 372 Diakoni zakonni - 210 Azja Diakoni diecezjalni - 130 Diakoni zakonni - 36 Europa Diakoni diecezjalni - 12 362

12

Diakoni zakonni - 293 Australia i Oceania Diakoni diecezjalni - 344 Diakoni zakonni - 2 Liczba stałych diakonów w Polsce W Kościele katolickim w Polsce obecnie posługę pełni 6 diakonów stałych: a) diecezja ełcka: dk. Stanisław Dziemian, wyświęcony w 2009 roku, jest dyrektorem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Suwałkach, posługuje w parafii konkatedralnej pw. św. Aleksandra w Suwałkach, żonaty, ma dwie córki. b) diecezja pelplińska: dk. Zbigniew Machnikowski, wyświęcony w 2008 roku, jest wicedyrektorem Instytutu Teologicznego Diecezji Pelplińskiej w Tczewie, od wielu lat zaangażowany w pracę naukową, wykłada teologię fundamentalną i religiologię w Tczewie i w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie, żonaty, ma syna i córkę. c) diecezja toruńska: - dk. Tomasz Chmielewski, wyświęcony w  2008 roku, katecheta, zaangażowany w Szkołę Nowej Ewangelizacji Diecezji Toruńskiej św. Jana Umiłowanego Ucznia, posługuje w parafii św. Józefa w Toruniu, żonaty, ma córkę i syna. - dk. Mariusz Malinowski, wyświęcony w  2010 roku, pracuje w Ośrodku Wsparcia Caritas Diecezji Toruńskiej w Chełmży im. bł.  ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, posługuje w parafii pw. św. Bartłomieja w Unisławiu, żonaty, ma dwóch synów. - dk. Waldemar Rozynkowski, wyświecony w 2011 roku, pracownik naukowy (historyk) na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, wicedyrektor Wydziału ds. Formacji i Apostolstwa Świeckich Kurii Diecezjalnej Sługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA Toruńskiej, Przewodniczący Diecezjalnej Rady Ruchów Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Toruńskiej, żonaty, ma syna oraz dwie córki. - archidiecezja warszawska: dk. Bogdan Sadowski, wyświęcony w 2009 roku, dziennikarz katolicki, wicedyrektor Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, posługuje w parafii pw. Matki Bożej Różańcowej w Piasecznie pod Warszawą, żonaty, ma dwóch synów. dk. dr hab. Waldemar Rozynkowski, prof. UMK (diakon stały diecezji toruńskiej)

Liturgia Godzin jako modlitwa Ludu Bożego Katechizm Kościoła Katolickiego rzeczywistość modlitwy chrześcijańskiej przedstawia jako komunię. W nawiązaniu do wypowiedzi św. Grzegorza z Nazjanzu stwierdza: „W Nowym Przymierzu modlitwa jest żywym związkiem dzieci Bożych z ich nieskończenie dobrym Ojcem, z Jego Synem Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym. Łaską Królestwa Bożego jest „zjednoczeniem całej Trójcy Świętej z całym wnętrzem (człowieka)”. Życie człowieka polega zatem na stałym trwaniu w obecności trzykroć świętego Boga i w komunii z Nim. Natomiast dla św. Teresy od Dzieciątka Jezus modlitwa była „wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i w radości”. Te piękne określenia modlitwy wypływające z osobistego doświadczenia spotkania z Bogiem na modlitwie stoją w  kontraście do kryzysu modlitwy, który przeżywa współczesny człowiek. Ten kryzys nie ominął także chrześcijan. Znany teolog A. M. Bernard pytał w jednej ze swoich publikacji: „Czy człowiek współczesny może się Sługa nr 4 (64)

jeszcze modlić?”. Dziś można by iść dalej i zapytać: „Czy współczesny człowiek jeszcze się modli?”. Charakterystyczną cechą obecnego życia jest ogromny pośpiech, często związany z chaosem, oraz pragnienie osiągania szybkich efektów naszych działań. Ponieważ modlitwa wymaga wyciszenia, zatrzymania się oraz cierpliwości i czasu, pewnie dlatego tak łatwo się z niej zwolnić i szybko poszukać odpowiednich usprawiedliwień, aby po prostu się nie modlić. Kryzys modlitwy może dotknąć także kapłanów, którzy z racji przyjętych święceń otrzymali w darze od Chrystusa i Kościoła brewiarz. E. von Severus napisał kiedyś, że „postać kapłana z brewiarzem w ręku jest najbardziej charakterystycznym obrazem, znanym z literatury i malarstwa”. Stąd rodzi się ważny postulat, aby szukać pogłębionych racji do powrotu do modlitwy i jej właściwego zrozumienia. Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie Liturgii Godzin, jako modlitwy całego Ludu Bożego. Takie spojrzenie na modlitwę brewiarzową jest jednocześnie ukazaniem jej istoty i natury. W pierwszej części artykułu zostaną przedstawione istotne elementy świadczące o biblijnych „korzeniach” Liturgii Godzin. W ten sposób stworzymy właściwe tło do ukazania Liturgii Godzin jako modlitwy całego Ludu Bożego. Już w Starym Testamencie znajdujemy „korzenie” Liturgii Godzin. I choć, niełatwo wykazać ciągłość tradycji liturgicznej pomiędzy żydowskimi godzinami modlitwy i późniejszymi godzinami chrześcijańskimi, tym niemniej sam chrześcijański zwyczaj zanoszenia do Boga modlitw w określonych godzinach w ciągu doby sięga swoimi korzeniami – bez wątpienia – czasów starotestamentalnych. „Siedem razy na dzień wysławiam Ciebie z powodu sprawiedliwych twych wyroków„ – wyznaje w Ps 119 (118) natchniony autor (w. 164), zaś w Ps 55 (54) psalmista stwierdza: „Wieczorem rano i w południe skarżę się i jęczę, a głosu mego [On]

13


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

wysłucha” (w. 18). Z kolei słowa Ps 5 stanowią wyraźnie, modlitwę poranną, Ps 4 – modlitwę wieczorną. Każdego ranka i wieczora, „kładąc się spać i wstając ze snu”, należało odmówić Shema Israel (zob. Pwt 6, 7; 11, 19). Nawet w niewoli, wbrew zakazowi królewskiemu, „trzy razy dziennie padał na kolana, modląc się i uwielbiając Boga” prorok Daniel (zob. Dn 6, 11.14). Wśród wielu modlitw, jako form kultu jedynego Boga Jahwe (związanych na przykład z dorocznymi obchodami religijnymi), w  Izraelu ukształtowała się zinstytucjonalizowana, zorganizowana i zrytualizowana codzienna modlitwa jako „ofiara duchowa” całego ludu. Miejscem wspólnej modlitwy, oprócz świątyni, były synagogi, w których modlitwa wspólnotowa odbywała się według ściśle ustalonego porządku. W publicznej modlitwie synagogalnej uczestniczył sam Pan Jezus. Opisując wystąpienie Chrystusa w synagodze w Nazarecie w dniu szabatu, św. Łukasz podkreśla, że obecność ta nie była czymś sporadycznym w życiu Pana Jezusa (por. Łk 4, 16). Chrystus chodził także do świątyni (zob. Mt 21, 12-17), a jako wierny świadek dziedzictwa kulturowego i liturgicznego swojego naro-

14

du, zachowywał również zwyczaj codziennej modlitwy: rano (zob. Mk 1, 35) i wieczorem (zob. Mk 6, 46). Modlił się też i nocą (zob. Mt 14, 23.25; Łk 6,  12). Z modlitwą łączyło się codzienne życie Chrystusa i z modlitwą, „jako mocą ożywiającą całą Jego działalność mesjańską i  Jego przejście z tego świata do Ojca”, dokonał Chrystus – poprzez swoje Paschalne Misterium – dzieła naszego odkupienia. Powstawszy zaś z martwych, żyje na wieki i wstawia się za nami (por. Hbr 7, 25). To co Pan Jezus sam czynił, polecił również czynić swoim uczniom. Kościół, posłuszny nakazowi Założyciela, ową „«pieśń chwały», rozbrzmiewającą w Niebie przez całą wieczność i wprowadzoną na to nasze ziemskie wygnanie przez Jezusa Chrystusa, Najwyższego Kapłana”, podjął „w sposób stały i wierny, nadając jej wspaniałe i różnorodne formy”. Modlitwa publiczna i wspólnotowa stała się jedną z głównych cech i zasadniczych powinności Kościoła od samego początku jego istnienia. Już od momentu Zesłania Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy ci, którzy się nawrócili i zostali ochrzczeni w imię Jezusa z Nazaretu, „trwali w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2, 42). Dzieje Apostolskie wielokrotnie wspominają jednomyślną modlitwę młodej wspólnoty chrześcijańskiej (por. Dz 1, 14; 4, 24; 12, 5.12). Zachęcał do  niej św. Paweł w Liście do Efezjan, wzywając, aby wyznawcy Chrystusa przemawiali do siebie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w swoich sercach (por. Ef 5, 19). Z kolei w Liście do Rzymian pisał, aby „pełniący służbę Panu” w modlitwie „byli wytrwali” (zob. Rz 12, 12). Podobnie w Liście do Kolosan upominał chrześcijan: „Trwajcie gorliwie na modlitwie, czuwając na niej wśród dziękczynienia” (Kol 4, 2). Zanim jednak Liturgia Godzin przybrała obecny kształt, przeszła szereg reform. Liturgia Godzin jest bowiem życiem KościoSługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA ła. Oznacza to, że wiąże z nim bardzo ściśle swoje dzieje. Dynamika czy pewne osłabienie życia duchowego znajdowało wyraz w Liturgii Godzin. Istniała ciągła troska o to, by była ona autentyczną relacją człowieka z Bogiem. Dokonania św. Benedykta z Nursji, założyciela zakonu benedyktynów, w zakresie Liturgii Godzin uzupełnił św. Grzegorz Wielki (zm. 604 r.), pierwszy papież zakonnik, który zajął się odnową modlitwy wspólnej Kościoła. Na początku XX wieku zaznaczyła się wyrażana potrzeba reformy Brewiarza Rzymskiego. Działania reformatorskie podjęte za papieży: Piusa X, Piusa XII i Jana XIII przyczyniły się tylko częściowo do odnowy brewiarza. Dopiero Sobór Watykański II dokonał wielkiej reformy, czego widocznym owocem jest Liturgia Godzin. „Konstytucja o liturgii” przypomniała, że „zgodnie ze starożytną tradycją chrześcijańską Liturgia Godzin jest tak ułożona, aby przez uwielbienie Boga uświęcała wszystkie pory dnia i nocy. Gdy kapłani oraz inne do tego wyznaczone osoby lub też wierni modlący się wspólnie z kapłanem, według zatwierdzonej formy, wykonują w sposób właściwy tę przedziwną pieśń chwały, wówczas jest to prawdziwie głos Oblubienicy przemawiającej do Oblubieńca. Jest to ponadto modlitwa, w której Chrystus wraz ze swoim Ciałem zwraca się do Ojca”. Postulaty teologiczne i praktyczne zawarte w „Konstytucji o liturgii” zrealizowane zostały w księdze liturgicznej zatytułowanej „Liturgia Godzin”, wydanej w 1971 r. Tak więc obecna Liturgia Godzin proponuje na  każdy dzień do odmówienia siedem Godzin modlitewnych: Godzinę Czytań, Jutrznię, Modlitwę Przedpołudniową, Modlitwę Południową, Modlitwę Popołudniową, Nieszpory i Kompletę. Z tym, że z trzech Godzin modlitewnych w ciągu dnia (modlitwa przedpołudniowa, południowa, popołudniowa) można wybrać tylko jedną. Każda Godzina, mając w  sobie wiele elementów, niektóre z nich Sługa nr 4 (64)

zmienia w zależności od okresu liturgicznego lub święta. Każda z siedmiu Godzin modlitewnych, które tworzą Liturgię Godzin, ma bardzo prostą i podobną do siebie strukturę. Elementy zasadnicze w każdej Godzinie stanowią: wprowadzenie, hymn, psalmodia, czytanie, responsorium i modlitwa końcowa. Co więcej, każda z tych pór modlitewnych obejmuje wspomnienie jednej stacji z życia Pana Jezusa. Całość Liturgii Godzin ukazuje się jako pewnego rodzaju naśladowanie Chrystusa. Modlitwa Ludu Bożego, będąc anamnezą (wspomnieniem, przypomnieniem), jest także w jakimś sensie pamiątką Pana. Podczas wspominania wydarzeń zbawczych z życia Chrystusa dokonuje się uświęcenie czasu i człowieka oraz świata. Istotnym elementem naszych rozważań jest ukazanie Liturgii Godzin jako modlitwy Kościoła. Kościół bowiem został przez Jezusa Chrystusa wezwany do modlitwy i. odpowiadając na to wezwanie. podjął tę Chrystusową modlitwę zwłaszcza w czasach, w których modlitwa przeżywa kryzys. Zatem modlitwa liturgiczna jest nie tylko głosem Chrystusa, ale także głosem Kościoła, jest szczególną manifestacją Kościoła i należy do głównych Jego zadań, stanowiąc cześć publicznej służby Bożej. Kościół otrzymał od Chrystusa „przykazanie modlitwy”. Nasz Pan przekazał Ko-

15


U ŹRÓDŁA – LITURGIA ściołowi, ucząc apostołów Modlitwy Pańskiej, formę modlitwy (najpierw trzy prośby dotyczące Boga, a następnie cztery dotyczące sytuacji człowieka). Pouczył nas także Jezus Chrystus o tym, co powinno cechować modlitwę, a mianowicie: pokora, uwaga, wytrwałość, ufność, w dobroć Boga, czysta intencja i zgoda z wolą Bożą. Już z samego faktu stworzenia człowieka przez Boga, wynika obowiązek uznania i wyznania władzy Boga Stwórcy nad sobą. I wielu, nie znając nawet Bożego Objawienia, to czyni. Wielkość modlitwy chrześcijańskiej polega na tym, że  jest ona udziałem w miłości Jednorodzonego Syna ku Ojcu i w modlitwie, którą Syn podczas swojego ziemskiego życia wyrażał ludzkimi słowami. Modlitwa zapoczątkowana przez Chrystusa na ziemi, trwa nieustannie w Kościele i we wszystkich Jego członkach, a zanoszona jest do Boga w imieniu całej ludzkości i dla jej zbawienia. Modlący się Kościół stanowi jedno Ciało. Jedność ta jest dziełem Ducha Świętego, który jest i w Chrystusie, i w całym Kościele, i w każdym ochrzczonym. On jednoczy cały Kościół i przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, prowadzi Go do Ojca. On „przychodzi z  pomocą naszej słabości”. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, „sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8, 26). On, jako Duch Syna, daje nam „ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: <<Abba, Ojcze>>” (Rz 8, 15). Nie ma zatem modlitwy chrześcijańskiej bez działania Ducha Świętego. A im więcej jesteśmy Nim przeniknięci, im więcej Go mamy w sobie, im bardziej jesteśmy wrażliwi na Jego poruszenia, tym łatwiej jest nam się modlić. Należy jeszcze podkreślić ogromną wartość modlitwy wspólnotowej. Sam Chrystus zwrócił na to uwagę, mówiąc: „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Wynika to także z natury Kościoła, który jest wspólnotą religijną, wspólnotą Ojca i Syna w Du-

16

chu Świętym, wspólnotą kultyczno-zbawczą wobec Boga i świata, wspólnotą Ludu Bożego. I właśnie na modlitwie Kościół objawia tę swoją naturę. Kościół, jako wspólnota zgromadzona na modlitwie, ukazuje się najlepiej, gdy Liturgię Godzin sprawuje Kościół lokalny (diecezjalny) pod przewodnictwem biskupa. Parafialne zgromadzenie na modlitwie liturgicznej pod przewodnictwem swego duszpasterza także przedstawia Kościół widzialny, ustanowiony na całej ziemi. Wierni wezwani na Liturgię Godzin i na niej zebrani w jedności serc i głosów czynią widocznym Kościół sprawujący misterium Chrystusa. Tak samo Kościół czynią widzialnym zgromadzone na modlitwie wspólnoty kanonickie, monastyczne, zakonne, grupy świeckich oraz rodziny. Podsumowując, w czasach, w których wielu dotyka kryzys modlitwy, jeszcze bardziej zdaje rozlegać się głos Chrystusa skierowany do swoich uczniów: „zawsze powinni się modlić i nie ustawać” (Łk 18, 1). Kościół posłuszny nakazowi Zbawiciela podjął tę „pieśń chwały” w sposób stały i wierny poprzez celebrację Liturgii Godzin. Jak podkreślił Sobór Watykański II, modlitwa ta nie jest zarezerwowana tylko dla kapłanów i  osób konsekrowanych, ale jest także dla ludzi świeckich. Liturgia Godzin bowiem, podobnie jak inne czynności liturgiczne, nie jest czynnością prywatną, lecz całego Ciała Chrystusa. Ona to czyni je widocznym i nań oddziałuje. Jest to najbardziej dostrzegalne – i dlatego najbardziej zalecane – gdy ją sprawuje Kościół miejscowy wraz ze swoim biskupem w otoczeniu kapłanów i sług ołtarza (także wiernych świeckich), bo w tym Kościele jest obecny i działa jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół Chrystusowy. kl. Mateusz Cyrklaff, rok V

Sługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

Duch liturgii według Josepha kardynała Ratzingera (część IV)

To już czwarta i ostatnia część cyklu poświęconego liturgicznym refleksjom Josepha kard. Ratzingera na podstawie jego książki „Duch liturgii”. Omówiliśmy istotę liturgii, zagadnienia czasu i przestrzeni oraz sztuki obrazów w liturgii. Przy tej okazji wspomnieć należy o nowości wydawniczej na naszym rynku: „Opera omnia” Benedykta XVI – edycja dzieł papieża, publikowana po polsku przez Wydawnictwo Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (w XI tomie znajdziemy także nowy przekład „Ducha liturgii” wykonany przez o. Wiesława Szymonę OP – poprzednie wydanie było tłumaczone przez Elizę Pieciul). Nie przez przypadek jako pierwszy został wydany tom XI – „Teologia liturgii”. Dokonało się to na specjalne życzenie papieża Benedykta XVI, co pokazuje nam znaczenie, jakie do zagadnień liturgii przykłada Pasterz Kościoła katolickiego. Zatem i my, naśladując Sługa nr 4 (64)

Następcę Św. Piotra, zagłębmy się w teologię liturgii. Ryt i rytuał Ryt, rytuał, obrządeki – dla wielu ludzi słowa te mogą mieć pejoratywny odcień, kojarząc się z czymś skostniałym, nieadekwatnym do potrzeb. Rytuałowi przeciwstawia się kreatywność i dynamikę inkulturacji. Czy słusznie? Rytuał wskazuje na ortodoksję, a słowo to oznacza nie tylko „prawidłową naukę”, ale, zgodnie z etymologią – „prawdziwy blask” chwały Bożej. Podstawowe ryty chrześcijańskie wywodzą się z czterech starożytnych stolic apostolskich: Rzymu, Aleksandrii, Antiochii i Bizancjum. Na Zachodzie początkowo można było wyróżnić trzy duże kręgi liturgiczne: obrządek rzymski z podobną jej liturgią afrykańsko-łacińską, dawny obrządek galijski spokrewniony z celtyckim oraz dawny obrządek mozarabski z Hiszpanii. Rzym pierwotnie cechowała surowa lakoniczność, liturgia gallikańska cechowała się poetyckim rozmachem, który na przełomie tysiącleci przeniknął do liturgii rzymskiej. Na terenie Europy występowały też spokrewnione, lokalne obrządki, właściwe pewnym diecezjom czy zakonom, jak ryt ambrozjański w Neapolu, ryt portu-

17


U ŹRÓDŁA – LITURGIA galski z Braga, ryt mozarabski z Toledo, ryt lioński, ryt dominikański, karmelitański i kartuski. Niestety, jak konkluduje Ojciec Święty – proces zachodzący od XIX wieku, a szczególnie silnie po II Soborze Watykańskich rychło „w oczywisty sposób przerodził się w swoje przeciwieństwo, czyli w daleko idące zniesienie obrządku, który ma być teraz zastąpiony „kreatywnością” wspólnoty. Poszczególne obrządki odnoszą się do pierwotnych siedzib apostolskich i w nich są zakorzenione. „Raz jeden” zrodzone są na „zawsze”. Kościół nie może porzucać swoich korzeni. Do rytuału należy modlitwa poprzez czas, z Ojcami Kościoła i Apostołami. Obrządki mają lokalną specyfikę, nie są jednak od siebie odseparowane. Istnieje miedzy nimi wzajemna wymiana i inspiracja. Większość obrządków wschodnich jest zaznaczona wpływami Bizancjum, z kolei Rzym coraz bardziej jednoczył różne zachodnie ryty w jeden wspólny obrządek rzymski, kształtując liturgię narodów łacińskich, germańskich i części słowiańskich (w tym oczywiście liturgię Kościoła w Polsce). Jest rzeczą istotną, że obrządki są zabezpieczone przed interwencją jednostki, pojedynczej wspólnoty lub Kościoła; zasadą jest brak dowolności. W rytualne dzieje się to, co mnie dotyczy, a czego nie ja jestem twórcą, wkraczam w coś większego ode mnie, w to, co swoje źródło ma w Objawieniu. Brak dowolności w liturgii wyraża pięknie wschodnia nazwa „Boska Liturgia”. Na Zachodzie papież coraz częściej wchodził w rolę prawodawcy liturgicznego, aż wreszcie po Soborze Watykańskim II powstało wrażenie, że w kwestii liturgii papież może wszystko. Doprowadziło to do zaniku idei odgórności liturgii. Sam Ojciec Święty Benedykt XVI jednak podkreśla, że pełnomocnictwo papieża nie jest nieograniczone, znajduje się on  na  służbie świętej Tradycji. Papież, zgodnie z definicją Soboru Watykańskiego I, nie

18

jest absolutnym monarchą, lecz gwarantem posłuszeństwa wobec posłanego Słowa. Benedykt XVI nazywa absurdem pojawiające się ciągle próby „robienia” liturgii od nowa, konstruując oparte na opiniach ludzkich ,,rekonstrukcje" liturgii w oparciu o Pismo święte. Zasada „kreatywności”, która skaża również myślenie części ludzi w Kościele katolickim, pochodzi z marksistowskiego, materialistycznego spostrzegania świata jako owocu bezcelowej ewolucji. W takim świecie człowiek miałby w sposób twórczy budować Nowy Wspaniały Świat. Czynny udział Reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II opiera się na zasadzie „participatio actuosa” – czynnego udziału. Co jednak kryje się pod tym wyrażeniem? Szybko to pojęcie zaczęło być rozumiane niewłaściwie, w jego czysto zewnętrznym sensie, jako fizycznej aktywności możliwie największej liczby uczestników zgromadzenia. Jednakże – zdaniem papieża – chodzi tu o udział w akcie liturgicznym, w actio liturgii: szczególnie zaś w oratio, Modlitwie Eucharystycznej. Eucharystia jest czymś więcej niż zwykłą modlitwą (prex), jest ponad ludzką przemowę (oratio), staje się actio Divina, działaniem Bożym.

Sługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA W oratio kapłan mówi w pierwszej osobie: „to jest Ciało moje”, „to jest kielich Krwi mojej”, udzielając swego ciała działaniu Boga samego. Jest możliwe, że nieskończony i święty, święty, święty Bóg współdziała z człowiekiem – skończonym i grzesznym, bo Bóg stał się Człowiekiem. Wydarzenie Wcielenia, Krzyża, Śmierci, Zmartwychwstania i Paruzji jest obecne w liturgii. Ofiara Logosu została złożona raz jeden Ojcu i została przyjęta. My, ludzie żyjący na ziemi, musimy prosić i nieustannie zabiegać, aby być włączonymi w tą jedną jedyną Ofiarę. Działania zewnętrzne można podzielić na części, jak czytanie, śpiew, przyniesienie darów. Nie należą ona jednak do istoty liturgii. Ojciec Święty nie szczędzi słów trudnych: „nie chodzi już teraz o to, by patrzeć na  kapłana (...). Ów niemalże teatralny występ różnych aktorów, który dziś obserwujemy (...), pomija po prostu istotę rzeczy” (Ratzinger 2007: 194). Zauważmy, że te słowa nie odnoszą się do starszej formy rytu, zwanej trydencką, lecz do współczesnej, odnowionej liturgii: „jeśli pojedyncze akcje zewnętrzne ((...) które są sztucznie mnożone) stają się istotą liturgii, a ona sama przeradza się w jakieś wspólne odgrywanie czegoś, to traci się z oczu właściwy teodramat liturgii, zamieniając go niemalże w parodię” (Ratzinger 2007: 194). Ciało w liturgii Liturgia to nie tylko domena słowa, bowiem Słowo stało się Ciałem i my, w naszym ciele wzywani jesteśmy przez Boga. Od  ciała żąda się o wiele więcej niż tylko przenoszenia instrumentów liturgicznych. Nasze ciało ma się kierować w stronę Królestwa Bożego, zgodnie ze słowami Modlitwy Pańskiej „bądź wola Twoja jako w Niebie tak i na ziemi”.

Sługa nr 4 (64)

Znak krzyża Znak krzyża był i jest podstawowym chrześcijańskim gestem liturgicznym. Jest to ucieleśnione wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego. Krzyż wskazuje nam drogę życia – naśladowanie Chrystusa. Jednocześnie znak krzyża jest wyznaniem wiary w Trójcę Przenajświętszą: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Jest on także przypomnieniem chrztu świętego, zwłaszcza, gdy używamy wody święconej.

„Jak często czynimy znak krzyża – uczy nas Ojciec Święty – tak często przyjmujemy na nowo nasz chrzest; Chrystus z krzyża przyciąga nas niejako do siebie (...). Naznaczając się znakiem krzyża, uciekamy się pod ochronę krzyża, trzymamy go przed sobą jak tarczę, która osłania nas przed udrękami naszych czasów i daje nam odwagę, by iść dalej (...). Naznaczając się znakiem krzyża, wstępujemy w moc błogosławieństwa Chrystusa” (Ratzinger 2007: 196, 202). Papież wspomina tutaj dawną tradycję codziennego błogosławienia dzieci przez rodziców znakiem krzyża na czole, a przed dalszą podróżą – wodą święconą na czole, wargach i piersi. Było to unaocznienie modlitwy rodziców za swoje dzieci, a jednocze-

19


U ŹRÓDŁA – LITURGIA śnie zobowiązanie dzieci do nieopuszczania przestrzeni tegoż Chrystusowego błogosławieństwa. W ten sposób wyraża się kapłańska godność rodziców, wynikająca ze chrztu świętego. Benedykt XVI wzywa nas do działania: „błogosławienie znakiem krzyża jako pełnoprawny wyraz kapłaństwa powszechnego wszystkich ochrzczonych powinno na nowo i z większą siłą wkroczyć do codziennego życia i nasycić je mocą Chrystusowej miłości” (Ratzinger 2007: 202). Klęczenie Klęczenie jest postawą najbardziej chyba rugowaną współcześnie z liturgii. Podobno nie pasuje ona do naszej kultury (czyli niby do jakiej – katolickiej czy może ateistycznej), lub że nie wypada klęczeć człowiekowi

niebieskich i ziemskich, i podziemnych” (Flp 2, 10). W Piśmie Świętym klęknięcie jest gestem adoracji, uwielbienia Boga – znaczenie duchowe i cielesne gestu nie dają się od siebie całkowicie oddzielić. Na kolanach wielbi Boga Salomon i Ezdrasz, na kolanach wielbią Pana Jezusa uczniowie w łodzi po uciszeniu burzy oraz uzdrowiony niewidomy od urodzenia. Pozycja na kolanach jest też pozycją głębokiej modlitwy – tak się modli Pan Jezus w Ogrodzie Oliwnym w relacji św. Łukasza. Z modlitwą na kolanach wiąże się postawa prostatio. Obecnie w liturgii Kościoła łacińskiego pojawia się ona w dwu momentach: w Wielki Piątek i przy udzielaniu sakramentu święceń. Upadając na twarz w Wielki Piątek kapłan przyznaje, kim jest człowiek: istotą upadłą, którą tylko Chrystus może podnieść. Upadamy, aby uzewnętrznić, że przez nasze grzechy Syn Boży poniósł śmierć na krzyżu. Padnięcie na ziemię podczas święceń kapłańskich jest znakiem naszej całkowitej niezdolności do tego, aby własnymi siłami realizować Boże posłannictwo. Cała zgromadzona wspólnota modli się Litanią do Wszystkich Świętych, aby Bóg tych wybranych pobłogosławił, uświęcił i konsekrował. Tylko bowiem dzięki Bożej mocy pozwala kapłanowi pójść drogą, która jest przed nim. Taniec

dorosłemu, odkupionemu. Starożytni Grecy i Rzymianie odrzucili klęczenie przed pogańskimi bożkami. Nawet, jeśli człowiek zabiegał o ich przychylność, miał świadomość jakiegoś braku Boskości. Uklęknięcie chrześcijan nie jest zatem inkulturacją zwyczajów pogańskich – lecz przeciwnie, jest wyrazem chrześcijańskiej kultury i wypływa wprost z Objawienia Bożego: „aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot

20

Taniec, jak stwierdza wyraźnie Benedykt XVI, nie jest formą wyrażania liturgii chrześcijańskiej (Ratzinger 2007: 214), żaden chrześcijański obrządek nie obejmuje tańca (Ratzinger 2007: 216). Taniec ma swoje miejsce w wielu systemach religijnych, ma rozmaite cele: zaklinanie, magię naśladowczą, mistyczną ekstazę. Taniec do liturgii chrześcijańskiej usiłowały wprowadzić grupy gnostyckie, które zaprzeczały prawdziwości KrzySługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj" (Mt 5, 23-24)! Z tego też powodu papież wypowiada się: znak pokoju przekazywany nie przed komunią, lecz przed przygotowywaniem darów warto by wprowadzić do całego obrządku rzymskiego, jeżeli znak pokoju jako taki ma zostać utrzymany (Ratzinger 2007: 188). Na razie rozwiązanie takie jest zatwierdzone dla Zairu oraz dla Mszy we wspólnotach Drogi Neokatechumenalnej. Głos ża i Śmierci Chrystusa. Benedykt XVI jasno określa próby uatrakcyjniania liturgii pantomimą jako „absolutny nonsens”. Taki taniec jest często oklaskiwany przez zgromadzonych: to jasny dowód tego, że czci się tutaj działanie człowieka, a nie Boga, że liturgię zastąpiła religijna rozrywka. Miejscem dopuszczalnym do tańca i tam mającym swe całkowite uzasadnienie jest pobożność ludowa. Połączenie liturgii i radosnej świeckości – kościoła i gospody – zawsze i słusznie było uważane za typowo katolickie – przypomina papież. Przygotowanie darów Jak zauważa Joseph Ratzinger, ta część Mszy św. nie została jeszcze dobrze przez teologię liturgii przemyślana. Z jednej strony jest bowiem rozbudowana o nowe, często niepotrzebne elementy (Ratzinger 2007: 194), z drugiej zaś strony jest spostrzegana czysto pragmatycznie, z odebraniem jej wszelkiego sakralnego charakteru – stąd wprowadzona postawa siedząca podczas przygotowania darów (Ratzinger 2007: 212). Znak pokoju Pan Jezus naucza: ,,Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw Sługa nr 4 (64)

Głos jest głównym elementem liturgii. Jest formą oracji kapłańskiej, jest formą aklamacji zgromadzonego ludu. Ważnym elementem odnowy liturgicznej XX wieku jest to, że cały lud odpowiada kapłanowi, nie pozostawiając tego zadania wyłącznie dla ministranta. Muzyka liturgiczna Głos w liturgii przyjmuje często formę śpiewu. Śpiewem liturgicznym są psalmy (mimo, że czasem są odczytane z ambony). Psałterz Izraela został na nowo odczytany w świetle Objawienia Chrystusowego i wprowadzony do chrześcijańskiej liturgii. Muzyka kościelna powstaje jako charyzmat, jako dar Ducha – jest ona prawdziwą glosolalią, nowym, od Ducha pochodzącym językiem. Daje upojenie wiarą, które pozwala

21


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

pozostać trzeźwym. Muzyka chrześcijańska ulegała wielokrotnym przemianom. Wejście nowych form muzycznych, nowych melodii umożliwiało przenikanie do Kościoła trendów heretyckich, stąd dbałość Urzędu Nauczycielskiego Kościoła o właściwe formy muzyki kościelnej. W IV w. po Chrystusie troskę podjął o to Sobór Laodycejski, następnie Synod Trydencki, a w XX wieku papież Pius X. Jak zauważa Ojciec Święty, walka między muzyką sakralną a świecką w Kościele wciąż trwa. Nie każdy rodzaj muzyki może wejść do liturgii chrześcijańskiej – zastrzega wyraźnie Benedykt XVI.

chwilą refleksji po przyjęciu Komunii świętej. Jednakże milczenie po kazaniu okazało się zwykła przerwą – spostrzega Benedykt XVI – robi wrażenie sztucznej i sprzyja jedynie wyczekiwaniu na kapłana, aż zacznie kolejną część Mszy. Cisza po przyjęciu Komunii świętej okazałą się bardziej pomocna. Jest to moment wewnętrznej rozmowy z Panem, który przychodzi do człowieka. Przeszkadzać jej może jednak proces dalszego rozdzielania Komunii świętej kolejnym wiernym i związany z tym ruch i pewne zamieszanie. Kolejnym momentem jest cisza chwili Podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej. Papież przestrzega przed pojmowaniem tego gestu jako średniowiecznej pomyłki teologów. Przemienienie jest bowiem wielkim aktem działania Boga w świecie, momentem, gdy my sami wychodzimy z więzi czasu, wchodząc w sam środek Bożego bycia z nami. Ojciec Święty sugeruje możliwość innych momentów pozytywnego milczenia. Jednym z nich jest akcja przygotowania darów, której nie sprowadza się tylko do mechanicznej czynności, ale do uświadomienia sobie, że to my i nasze życie jest tym darem, które składamy w ofierze. Kolejnym takim momentem są ciche modlitwy kapłana. Są to: modlitwa przed głoszeniem Ewangelii, modlitwa przed przy-

Milczenie w liturgii Częścią liturgii jest też milczenie. Tajemnica, która przekracza wszelkie słowa, zmusza nas do milczenia. Ale musi to być milczenie wypełnione, pozytywne, nie zwykła przerwa między słowami, zwykły brak mowy i działania. Obecnie do liturgii próbuje wprowadzać się dwa krótkie okresy milczenia: pierwszy jest krótką refleksją po kazaniu, drugi –

22

Sługa nr 4 (64)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA jęciem Komunii świętej i modlitwa dziękczynna po Komunii. Kapłan bowiem nie jest tylko przewodniczącym zebrania – jako osoba też jest w drodze do Boga. Cicha modlitwa zachęca kapłana do osobistego udania się tą drogą. Wbrew współczesnym tendencjom Joseph kardynał Ratzinger stał na stanowisku, że cały Kanon nie musi być odmawiany głośno – i to zdanie ciągle podtrzymuje (Ratzinger 2007: 228). Propozycja papieża brzmi: pierwsze słowa poszczególnych modlitw winny być mówione głośno jako rodzaj hasła podanego zgromadzonej wspólnocie, aby cicha modlitwa każdej osoby mogła wnieść wymiar osobisty do wymiaru wspólnotowego, a wspólnotowy do osobistego. Związane jest z tym zadanie, aby proces kształcenia liturgicznego doprowadził wiernych do znajomości zasadniczego znaczenia i podstawowego kierunku Kanonu. Szata liturgiczna Szata liturgiczna kapłana wskazuje przede wszystkim, że staje on w zgromadzeniu nie jako osoba prywatna, ale staje w zastępstwie kogoś innego: samego Jezusa Chrystusa. Strój liturgiczny jest symbolem przyobleczenia się w człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i nowej świętości ( por. Ef 4, 24). Święty Paweł Apostoł w śmierci szuka nie ucieczki, lecz przemiany, życia nowego. Teologia szaty staje się teologią ciała. Apostoł ma nadzieję na zmartwychwstanie. Ciało doczesne rozpada się, ale oczekujemy nowego ciała. Tą teologię wyrażają szaty liturgiczne: nie są utratą odzienia, lecz przywdzianiem nowego odzienia. W przypowieści o Synu Marnotrawnym ojciec mówi: Przynieście natychmiast najlepszą szatę i włóżcie na niego (Łk 15, 22). Jednakże w oryginale greckim szata ta  jest określona słowem πρωτην, co oznaSługa nr 4 (64)

cza „pierwszą”. Ojcowie Kościoła odnoszą to do szaty Adama, Boskiej światłości, w którą był odziany Adam po stworzeniu i którą utracił wraz z grzechem pierworodnym. W ten sposób szata liturgiczna staje się zapowiedzią szaty zbawionych, lśniącej szaty wieczności. Tutaj pojawia się mała refleksja: ile z tej symboliki szat liturgicznych tracimy, zakładając na drogie ubranie świeckie najtańszą albę z poliestru i ornat, który kosztuje mniej niż para spodni? kl. Dominik Jan Domin, rok III Bibliografia: Ratzinger Joseph, Duch liturgii. Klub Książki Katolickiej – Fundacja Św. Benedykta, Poznań 2007. Ratzinger Joseph, Opera omnia. Teologia liturgii. Tom XI, Wydawnictwo KUL, Lublin 2012.

23


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

Dlaczego wierzę? (część II) W ostatnim numerze „Sługi” pochyliliśmy się nad krótkim dziełem pomorskiego filozofa ks. Franciszka Sawickiego zatytułowanym „Dlaczego wierzę” (Poznań 1935). W tym numerze kontynuujemy temat wiary, a właściwie racjonalności wiary katolickiej, analizując drugą część wyżej wspomnianej książki. Nasze ostatnie rozważania zakończyliśmy na wykazaniu zgodności dwóch płaszczyzn – rozumu i wiary. W tej części poznamy podstawowe argumenty ukazujące autentyczność prawd wiary, a także zgłębimy zagadnienie związane z wątpliwościami wiary, często obecne we współczesnym świecie. Dlaczego wierzymy? Ks. Franciszek Sawicki na pytanie „dlaczego wierzymy?” udziela bardzo krótkiej, ale chyba też dla wielu zaskakującej odpowiedzi: „ponieważ nauka Kościoła katolickiego jest nauką objawioną przez samego Boga”. Autor książki poprzez tę wypowiedź wykazuje, że autorytet Boga i Jego Objawienie stanowi kryterium konieczne i zarazem wystarczające, by uznać i przyjąć naukę Kościoła. Jednak pewien problem pojawia się, gdy wątpliwości poddamy fakt objawienia się Boga. Wówczas dociekliwy umysł ludzki znajdzie wiele przesłanek, które poprowadzą go do przekonania o autentyczności Objawienia. Warto zapoznać się z tymi argumentami.

24

Często wysuwany zarzut w kierunku wiary katolickiej polega na przyjęciu Objawienia za fakt historyczny. Takie założenie prowadzi do zadania prostego pytania: „Dlaczego [Bóg] wprost do nas nie przemawia?”. Rzeczywiście, powyższy zarzut miałby sens, gdyby nie błąd popełniony w samym punkcie wyjścia rozumowania. Objawienie, owszem, miało miejsce w historii i zostało zakończone wraz ze śmiercią ostatniego z apostołów, „ale Bóg nigdy nie przestał działać w religii swej objawionej i każde pokolenie jest świadkiem tego boskiego działania”. Dowodów na to działanie jest mnóstwo: sprawowanie sakramentów świętych, nauczanie Kościoła (w tym także ogłaszanie dogmatów), itp. Ponadto, z reguły jakiś przekaz wymaga roli pośredniczenia. W przypadku Objawienia „główną rękojmią naszej wiary (…) jest Jezus Chrystus”. Całe Pismo Święte, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, znajduje swoje apogeum w Ewangelii, której celem jest doprowadzenie człowieka właśnie do wiary w  Pana Jezusa. W tym miejscu zagorzały przeciwnik chrześcijaństwa zasygnalizowałby, że na przestrzeni dziejów powstanie pism Nowego Testamentu próbowano datować na II w. Jednak ścisłe badania naukowe przyznają, że „przynajmniej trzy pierwsze Ewangelie i Dzieje Apostolskie pochodzą z czasów apostolskich”. Co więcej, próby dowodzenia, że Pan Jezus stanowi postać fikcyjną, tracą swoją zasadność w konfrontacji z pozachrześcijańskimi świadectwami rzymskich uczonych z I i II w. (Tacyta i Pliniusza Młodszego) oraz żydowskiego pisarza z I w. (Józefa Flawiusza) i Talmudu. W pewnym względzie ciekawymi, ale jakże pozbawionymi uzasadnienia w rzeczywistości, teoriami jest chociażby hipoteza oszustwa opracowana przez Samuela Reimarusa (XVIII w.) czy hipoteza mitów autorstwa Fryderyka Straussa (XIX w.). Według pierwszej z nich Ewangelie zostały sfałszowane. Jednak dziś wiemy, że Ewangelie spisano w czasach Sługa nr 4 (64)


Z obiektywem wśród kleryków ...

40 urodziny ks. dra hab. Dariusza Zagórskiego rektora WSD w Toruniu (23.04.2012r.)

Zjazd metropolitarny seminariów archidiecezji gdańskiej, Złożenie kwiatów pod pomnikiem Trzech Krzyży w Gdańsku (30.04.2012r.)

Sługa nr 4 (64)

I


Zjazd metropolitarny seminariów archidiecezji gdańskiej, Msza święta w oliwskiej katedrze (30.04.2012r.)

Dzień skupienia, Msza święta pod przewodnictwem rekolekcjonisty ks. Wojciecha Czekaja (27.04.2012r.)

II

Sługa nr 4 (64)


Uczesynicy dni seminaryjnychZdjęcie z ogrodu WSD w Toruniu (18-20.05.2012r.)

Marsz życia (03.06.2012r.)

Sługa nr 4 (64)

III


Promocja lektorów (04.06.2012r.)

Procesja Bożego Ciała ulicami Torunia pod przewodnictwem J. E. ks. bpa Andrzeja Wojciecha Suskiego (07.06.2012r.)

IV

Sługa nr 4 (64)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA apostolskich, więc oszustwa te musiałyby być dziełem samych apostołów. W takim układzie, jak wytłumaczyć męczeństwo, jakie ponieśli uczniowie Chrystusa za wiarę w swojego Mistrza? Hipoteza mitów zaś zakłada, że na powstanie Ewangelii złożyły się legendy, powstałe w bardzo krótkim czasie. Jednak i ta hipoteza nie znajduje potwierdzenia w historii, gdyż za datę powstania Ewangelii przyjęła II w. – czyli czas, w którym żaden człowiek nigdy nie miał styczności z Chrystusem żyjącym na ziemi. Ks. Franciszek Sawicki w dalszej części książki porusza problem obrazu Pana Jezusa w Ewangeliach. Niegdyś sam Chrystus zapytał: „Za kogo mają ludzie Syna Człowieczego?”. „Zgodność dziwna objawia się w tym, że na ogół przed Tą postacią świetlaną kornie chylą czoła wszyscy, nawet wolnomyśliciele, neopoganie i bolszewicy, którzy religię Jego odrzucają i prześladują”. Ci ludzie w Panu Jezusie widzą przede wszystkim człowieka szlachetnego, dobrego, mądrego. „Ale Chrystus był więcej niż tylko wielkim człowiekiem”. Skąd można wnioskować o Boskim pochodzeniu Chrystusa? Przede wszystkim, Pan Jezus określa siebie jako Syna Bożego, ale nie w znaczeniu wąskim (w odróżnieniu od tytułu „Syn Człowieczy”). Co więcej, gdy uczy apostołów modlić się, nie używa zwrotu „Ojcze nasz”, lecz „Ojciec wasz” lub „Ojciec mój”, w celu ukazania odmiennych relacji z Ojcem. Mocnym argumentem na Bożą tożsamość Chrystusa są Jego tzw. mowy objawieniowe w Ewangelii wg św. Jana, a szczególnie jedna z nich, gdy Pan Jezus stwierdza, że „zanim Abraham stał się, Ja Jestem” (J 8,58). Sami Żydzi oskarżają Pana Jezusa o czynienie się równym Bogu, co wnioskują chociażby ze  słów „a  ja wam powiadam”, które przywoływały na myśl słowa samego Jahwe: „tak mówi Pan”. Pomimo tych argumentów i wielu innych, niektórzy przyjęli, że Boska świadomość Pana Jezusa była spowodowana chorobą umysłową. Jednak i ten zarzut negujących Sługa nr 4 (64)

chrześcijaństwo okazuje się bezzasadnym, gdy zauważy się prosty fakt. Mianowicie, On sam przecież uzdrawiał chorych fizycznie, duchowo i umysłowo; a czy chorzy przychodziliby po uzdrowienie do chorego? Trafnie więc puentuje ks. Franciszek Sawicki: „jeżeli (…) Jezus nie był ani oszustem ani umysłowo chorym, to nadzwyczajne jego samopoczucie musiało polegać na godności nadludzkiej i Boskim posłannictwie”. Ciekawe stwierdzenie odnotowuje również H. St. Chamberlain: „Dla wierzących jest Jezus Synem Bożym; dla niewierzących trudno znaleźć wyraz, określający tę niezrównaną osobistość w całej jej zagadkowości”. Nie wystarczy jednak przyjąć, że w Panu Jezusie istnieje Boska natura. Wiara w Niego wiąże się także z wiarą w Kościół, którego jest On Głową i którego „bramy piekielne nie przemogą”. Kościół jest znakiem działania na ziemi Ducha Świętego, a wraz z nim także całej Trójcy Świętej. Życie Pana Jezusa nie należy do martwej przeszłości. Ponieważ On sam założył Kościół, więc także Kościół katolicki ma Boskie pochodzenie. Co więcej, głoszeniu słowa Bożego przez apostołów towarzyszyły liczne cuda, które przepowiedział ich Nauczyciel (zob. Mk 16,

25


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA 17-18). Już istnienie Kościoła przez dwa tysiące lat stanowi chyba największy cud. Mimo burzliwych dziejów, grzeszności ludzi, bramy piekielne go nie przemogły (zob. Mt 16,18). Boskiego pochodzenia Kościoła dowodzi także cudowne rozszerzenie się chrześcijaństwa już w I w. w basenie Morza Śródziemnego, a także poszerzanie liczby wyznawców mimo okrutnych prześladowań – „pomimo tak wielkiej słabości ludzkiej, tyle wieków przetrwał niewzruszony”. Oprócz czynników obiektywnych budujących wiarę katolicką i dających pewność wiary można wskazać na przeżycia religijne, stanowiące czynniki subiektywne. „Przeżycie jest to zetknięcie się z jakimś zjawiskiem i odniesienie stąd pewnego wrażenia uczuciowego. (…) Przeżycie staje się religijnym, jeżeli jakieś zdarzenie wywołuje religijne przedstawienia, uczucia i akty woli”. Autor zauważa, że przeżycia religijne mogą być zewnętrzne albo wewnętrzne. Pierwsze z nich mają miejsce w życiu człowieka lub w otoczeniu. Zdarzenia wywołujące przeżycia religijne o naturze zewnętrznej mogą być zarówno radosne, uszczęśliwiające, wzniosłe, jak i tragiczne lub przygnębiające. Z kolei wewnętrzne przeżycia religijne polegają na bezpośrednim odczu-

26

ciu łaski Bożej przez człowieka. Co prawda, przeżycia religijne mogą mieć znaczny udział w budowaniu wiary u konkretnego człowieka, jednak należy pamiętać, że nie można podkreślać ich rangi kosztem obiektywnych źródeł dających pewność wiary, czyli kosztem Objawienia. Proporcji między doświadczeniem a prawdą objawioną nie zachowała teologia protestancka. „Kościół katolicki twardo trzyma się zasady, że ostateczną podstawą wiary chrześcijańskiej nie jest własne przeżycie religijne, lecz boskie Objawienie”. Uczucia potrafią co prawda dać mocną podbudowę, ale w momentach próby wiary może się okazać, że stanowią „podstawę zbyt słabą i chwiejną”. Kolejny temat podjęty przez ks. Franciszka Sawickiego to Objawienie w kontekście rozumu. Jak już prędzej zaznaczył, wiara katolicka potrzebuje rozumu, by zgłębiać prawdę. Jakkolwiek, „im głębiej (…) wnika rozum w naukę wiary, tym więcej poznaje, że nauka objawiona zawiera tajemnice, których pojąć całkowicie nie możemy. Bóg przestałby być Bogiem, gdyby przestał być tajemnicą”. W granicach ludzkiego rozumu nie mieści się między innymi możliwość pogodzenia dwóch faktów: nieskończonej dobroci i miłosierdzia Boga oraz mnogości cierpienia i zła na świecie (i pozorne przyzwolenie Boga na taki stan rzeczy). Należy rozgraniczyć dwa przypadki. Okazuje się, że w sytuacji zła moralnego (np. wojny) pozorne milczenie Boga to Jego poszanowanie wolności człowieka, który w pełni ponosi odpowiedzialność za popełnione zło. Z kolei w przypadku zła fizycznego (np. kalectwa) często brakuje odpowiedzialnego za nie, a pojawia się ono z dopustu Bożego: „wiara w Boga na razie nie rozwiązuje nam wszystkich trudności, ale dużo jednak daje światła, i bez niej w ogóle nie ma odpowiedzi Sługa nr 4 (64)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA na ostateczne zagadnienia życia”. Jakkolwiek, każdy doświadczający cierpienia otrzymuje zapewnienie, że w swoich trudach nie pozostaje osamotniony, ale staje się współuczestnikiem cierpień Chrystusowych. Ks. Franciszek Sawicki zauważa, że „człowiek pragnie, aby Bóg nie tylko wiedział o jego cierpieniach, lecz także w nich uczestniczył, by ulżyć im i  uświęcić je”. Z tego powodu człowiek każdej epoki generował w swojej wyobraźni obraz Boga cierpiącego i umierającego. Jak wiadomo, różne religie poprzestawały jedynie na płaszczyźnie marzeń. Religia chrześcijańska natomiast, choć odrzuca możliwość cierpienia Boga w Jego własnej naturze, odnalazła uwieńczenie swoich pragnień w rzeczywistości – Bóg cierpiał i umarł w Osobie Jezusa Chrystusa. Autor dzieła „Dlaczego wierzę” ukazuje także, że chrześcijaństwo daje jasną odpowiedź na pytanie o cel życia ludzkiego. Nawet jeśli człowiek sobie tego nie uświadamia, jego celem ostatecznym zawsze będzie Bóg. Dlaczego więc wierzymy? Przede wszystkim dlatego, że rozum i doświadczenie razem potwierdzają pochodzenie wiary od samego Boga. Pewność tę gwarantuje Jezus Chrystus, zatem wierzymy dla Chrystusa. Ponadto, wierzymy także dla Kościoła, „który jest Chrystusem na ziemi”. W końcu wierzymy dla samej nauki wiary chrześcijańskiej. Wątpliwości wiary W kontekście poprzedniego rozdziału mogą powstać uzasadnione pytania ludzi wątpiących lub niewierzących? Skąd u nich niewiara, skoro teologia dysponuje tyloma argumentami. Najpierw jednak warto zauważyć, że sama wątpliwość może okazać się owocna w postaci poznania prawdy. Przecież doktryna chrześcijańska w pierwszych wiekach chrześcijaństwa kształtowała się głównie pod wpływem różnych wątpliwości czy w wierze błędnie przeżywanej. Jednak czym innym jest poddanie prawd wiary osądowi rozumu, a czym innym otwarte wątpienie o prawdziSługa nr 4 (64)

wości swojej wiary. Zatem nie tylko odejście od wiary, ale także dobrowolne wątpliwości w wierze są niewłaściwe, gdyż „o prawdach objawionych wątpić nie można (…), [bo] objawiła je prawda odwieczna”. W tym miejscu ks. Franciszek Sawicki powraca do głównego problemu – dlaczego te choćby najpewniejsze obiektywne dowody o prawdziwości wiary nie są w wielu przypadkach subiektywnie przekonywujące. Autor szukając odpowiedzi, ukazuje, że wiara jest cnotą nadprzyrodzoną, więc nieodzownym jej elementem jest łaska, która oświeca rozum i porusza wolę. Zatem najczęstszym powodem owego „nieprzekonania” zdaje się być stan moralny konkretnego człowieka. Rzeczywiście, choć człowieka zbawia sam Chrystus i wiara w Niego, jednak wiara ta bez dobrych uczynków jest martwa. Zatem człowiek zagubiony moralnie z reguły doświadcza sporych wątpliwości na drodze wiary. Korzeni niewiary można również szukać w sercu człowieka, przez które rozumiemy zespół uczuć, popędów i namiętności. Inną moralną przeszkodę dla wiary może stanowić ludzka pycha, która stara się odciągnąć od posłuszeństwa Kościołowi. „Pysze pochlebiają słowa: «Będziecie jako bogowie», pycha powtarza słowa Nietzschego: «Gdyby był Bóg, jakbym to wytrzymał nie być Bogiem!»”. Do stanu niewiary przyczynia się także życie niereligijne. Człowiek bez sakramentów świętych, szczególnie Eucharystii (pokarmu na życie wieczne) jałowieje, nie ma sił, by kroczyć drogą wiary. Źródłem niewiary u konkretnego człowieka może być także środowisko kulturalne i społeczne, w którym żyje. Jak zauważa ks. Franciszek Sawicki, „kultura nowoczesna jest głęboko przesiąknięta duchem niechrześcijańskim i wprost antyreligijnym”. Na  myśl przychodzi pewne polskie przysłowie: „z  jakim przestajesz, takim się stajesz. Często tak bywa, że katolik, który nie żyje wiarą na  co  dzień, kiedy w dodatku przebywa w  środowisku zlaicyzowanym, zaczy-

27


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

na poważnie wątpić o wiarygodności religii katolickiej. Dlatego też, „katolik, któremu zależy na zachowaniu wiary, powinien być ostrożnym w  przestawaniu z niedowiarkami i  innowiercami, powinien też możliwie unikać literatury niebezpiecznej dla wiary”. Autor zaznacza, że  w tzw. indeksie ksiąg zakazanych nie chodziło bynajmniej o zabronienie katolikom czytania teorii, którym Kościół nie był w stanie stawić czoła, ale o zwyczajną troskę, jaką chciano otoczyć przeciętnego katolika (ze  znikomą wiedzą teologiczną). Troska ta wynikała z prostej przyczyny: przeciętny katolik nie byłby w stanie dostrzec błędu w  teoriach, o których czytałby w książkach. „Kościół nie obawia się walki duchowej ani jej nie chce uniemożliwiać. (…) Udziela pozwolenia na czytanie książek zakazanych tym wszystkim, którzy mają dostateczny powód do tego i odpowiednie wykształcenie naukowe”. Nie oznacza to zatem, że katolikowi nie wolno zapoznawać się z różnymi nurtami filozofii czy fikcją literacką. Chodzi bardziej o to, by nie sięgać po literaturę deprecjonującą wiarę katolicką bez uprzedniego i dostatecznego zapoznania się z teologią katolicką. Co zatem zrobić, by wzmocnić swą wiarę? Warunkiem wiary jest przede wszyst-

28

kim darmowa i niczym niezasłużona łaska; ale wysiłek ze strony człowieka również ma swoją wartość. Do wiary potrzeba pokory umysłu i  serca; potrzeba także ducha modlitwy, czyli rozmowy z  Tym, który jest przedmiotem wiary – z Panem Bogiem; potrzeba w końcu fundamentu intelektualnego, gdyż często niewiedza lub wiedza powierzchowna stanowi przyczynę niewiary. Właściwe proporcje między poznaniem a tajemnicą określił Goethe: „Najpiękniejszym zadaniem myślącego człowieka jest zbadać to, co może być zbadane, a kornie chylić czoło przed tym, czego pojąć nie można”. W ten sposób ks. Franciszek Sawicki kończy swoje 119-stronnicowe dzieło zatytułowane „Dlaczego wierzę”. W jednym z ostatnich akapitów zauważa, że „wiara jest nie tylko światłością dla rozumu, lecz zarazem niezrównaną wartością życiową”. O wartości tej na ogół człowieka przekonuje jego doświadczenie życiowe, które sprawia, że często w wieku podeszłym na nowo zbliża się do Boga, odkrywa potrzebę religii. Ten fakt chyba najlepiej obrazuje, że mimo wszelkich intelektualnych wysiłków teologii, nawet najbardziej precyzyjne argumenty broniące wiary nigdy nie są wyposażone w automatyczną zdolność przekonywania przeciwników wiary. Pierwszorzędną rolę w akcie wiary zawsze odgrywać będzie łaska połączona z osobistą zgodą człowieka na dar wiary. kl. Maciej Burkiewicz, rok IV

Sługa nr 4 (64)


WARTO!

Ewa K. Czaczkowska – „Siostra Faustyna. Biografia Świętej” Nie tak dawno temu obchodziliśmy Święto Miłosierdzia Bożego, które zostało ustanowione dzięki objawieniom, jakie otrzymała św. Faustyna Kowalska. Również w ostatnim czasie nakładem wydawnictwa „Znak” ukazała się biografia dotycząca tej świętej. Została ona napisana po to, by poznać drogę do świętości tej niezwykłej postaci. Św.  Faustyna z  pewnością jest jedną z  najbardziej znanych świętych na świecie, ale mimo wszystko na polskim rynku wydawniczym ta biografia jest jedyna w swoim rodzaju.

mamy „Dzienniczek” napisany własnoręcznie przez Siostrę Faustynę? Na pewno w „Dzienniczku” zawarte zostało przesłanie, jakie sam Pan Jezus przekazał światu przez swoją „Sekretarkę”, ale to w biografii dostrzeżemy cały kontekst tego, co zdziałał Pan Bóg w jej życiu. Biografia daje nam także pełniejszą odpowiedź na pytanie, kim była św. Faustyna Kowalska. Ponadto „Dzienniczek” stanowił jedno z podstawowych źródeł tej pracy. Autorka pracowała nad tą książką kilka lat i dotarła do wielu źródeł pisanych, miejsc, w których przebywała Faustyna i osób, które dostarczyły cennych informacji do stworzenia tej biografii. To właśnie dlatego, moim zdaniem, jest to wyjątkowo dobra książka. Wielu z nas słyszało coś o św. Faustynie, ale mogą to być tylko szczątkowe informacje. Tutaj mamy całościowe spojrzenie na tą wyjątkową postać. Nie chodzi o to, by recytować biegle jej życiorys. Ważniejsze jest to, by odkryć, że Pan Bóg działa w historii poszczególnych ludzi i chce dać się poznać każdemu z nas. Przez św. Faustynę chce nam powiedzieć o sobie coś wyjątkowego, dlatego polecam przeczytanie tej książki. kl. Miłosz Tomaszewski, rok III

Antonio Socci – „Wojna przeciwko Jezusowi”

Autorka wykorzystując swoje pasje dziennikarskie i historyczne, rzetelnie i szczegółowo opisuje życie św. Faustyny. Ktoś mógłby zapytać: po co czytać biografię, skoro Sługa nr 4 (64)

Włoski autor znany jest już polskiemu czytelnikowi z wcześniejszych publikacji, choćby takich jak „Śledztwo w sprawie Jezusa” czy bardzo osobistej książki dotyczącej jego chorej córki pod tytułem „Caterina”. „Wojna przeciwko Jezusowi” to kolejna jego książka, którą można określić jako dziennikarskie śledztwo w obronie wiary katolickiej. Antonio Socci prowadzi polemikę z tymi, którzy podważają wiarygodność Ewangelii i chrześcijaństwa. Trzeba przyznać, że w tej dyskusji z wrogami wiary jest bardzo

29


WARTO! solidny, chociaż nie jest teologiem. Swoją wiedzę z zakresu teologii fundamentalnej, a więc tej, która przede wszystkim chce pokazać wiarygodność chrześcijaństwa u jego podstaw, czerpie od tych, którzy zajmują się tą dziedziną. Do tego dodaje swoje własne doświadczenie przeżywania wiary i kunszt literacki dziennikarza. „Wojna przeciwko Jezusowi” to dość obszerna lektura, ale warto ją przeczytać, ponieważ pokazuje ona, że przez wieki wrogowie Ewangelii stawiali różne zarzuty Kościołowi, który stara się strzec Dobrej Nowiny i głosić ją światu. Na przestrzeni dziejów pojawili się różni myśliciele, którzy kwestionowali prawdziwość osoby Jezusa Chrystusa i tego, co On głosił. Autor obnaża kłamstwa, którymi posługiwali się i posługują nadal przeciwnicy Kościoła. Ten spór trwa nadal, dlatego należy przygotować się do obrony tego, w co wierzymy. Może w tym nam pomóc przeczytanie tej książki. kl. Miłosz Tomaszewski, rok III

30

Luxtorpeda- "Robaki" Szalony pociąg Luxtorpedy nie zwalnia. Równo rok po premierze debiutanckiej płyty ukazują się „Robaki”. Czy zespołowi udało się przeskoczyć wysoko zawieszoną poprzeczkę poprzedniego albumu? Nie da się ukryć, że Luxtorpeda to najbardziej spektakularny debiut ostatnich lat w polskim rocku. Jeszcze półtora roku temu praktycznie nikomu nieznany i  niezobowiązujący projekt grupy przyjaciół, w ciągu zaledwie kilku miesięcy zawojował polską sceną. Masa oddanych fanów, pierwsze miejsce na liście „Trójki” za sprawą „Autystycznego”, rewelacyjne występy w klubach i największych festiwalach, czołowe miejsca we wszelkich podsumowaniach roku, koncertowy kalendarz wypełniony do końca roku, a ostatnio nagroda Fryderyka i przedpremierowa, internetowa sprzedaż „Robaków”, która rozeszła się w ciągu zaledwie kilku minut (dochód ze  sprzedaży płyt przeznaczony był na pomoc rodzinie śp. Piotra „Stopy” Żyzelewicza). Tradycyjnie Luxtorpeda nie zawodzi pod względem instrumentalnym. Perkusyjne mistrzostwo Krzyżyka, do tego rewelacyjne riffy i solówki Litzy i Drężmaka, zagrane na  mocnym basowym podkładzie Kmiety, którego w końcu słychać nieco więcej. Jednak największe brawa należą się dla Hansa, który przeszedł na tej płycie samego siebie, Sługa nr 4 (64)


WARTO! stając się w pełni integralną częścią zespołu a nie „wartością dodaną” jak to miało miejsce w  przypadku debiutu. Zapomnijcie o monotonnych deklamacjach z poprzedniej płyty, tutaj praktycznie w każdym utworze wokalista 52 Dębiec brzmi różnorodnie, znakomicie uzupełniając się z Litzą, który zapewne podczas sesji zdarł sobie gardło. Jeszcze kilka słów o piosenkach na tej płycie: „Pies Darwina” – utwór, którego początkowa energia gitary i perkusji wciąga w  rytm oraz muzykę Luxtorpedy. Prosty refren będzie umożliwiał bardzo dobrą współpracę z fanami na koncertach, a  piosenka zostanie stałą częścią trasy Luxów. Jednym z lepszych i głębszych tekstów jakie znalazły się na płycie to „Amnestia”. Tekst nasączony nutką religijną, próbujący sprowokować do  przemyśleń. Najlepszą piosenką na  tej płycie jest „Gimli” mówiący o wyniszczającym działaniu kłótni międzyludzkich. Głęboki tekst doświadczonego życiem człowieka może nie zostać odczytany przez młodą publiczność, lecz starsi słuchacze połączą się z  autorem. „Gimli” i „Raus” to kontynuacja poprzedniego krążka – utworów „Trafiony zatopiony” i „Od zera”. Gigantyczny sukces debiutu i spektakularna klapa przy następnej płycie – ten scenariusz często powtarza się w muzyce nie tylko rockowej. Luxtorpedzie to na szczęście nie grozi, bo „Robaki” to świetny i niezwy-

Sługa nr 4 (64)

kle dopracowany album, po prostu skazany na masowy rząd dusz. Znakomity album! Porywający i zniewalający. Zdecydowany kandydat do polskiej płyty roku! kl . Paweł Śliwiński, rok III

Spotkanie Film przedstawia nam piątkę bohaterów, których dzieli niemal wszystko: pochodzenie, środowisko, doświadczenie życiowe, lecz łączy ich sytuacja, w której się znaleźli. Podążając po zmroku natrafiają na utrudnienia w ruchu drogowym, co zmusza ich do skorzystania z objazdu. Wstępują do przydrożnego baru, w którym mogą się posilić przed wyruszeniem w dalszą drogę. Jednak, jak się okazuje, bar „Ostatnia szansa” zdaje się oferować nie tylko zwykłe menu. Imię barmana, które brzmi Jezus, nie jest przypadkowe. Oferta zwykłego zamówienia może okazać się szersza, jeśli na  to  pozwolimy, a przy tym czas oczekiwania na zamówienie okazuje się krótszy dzięki rozmowie. Mijające minuty pozwalają nam na poznanie losów piątki przybyłych do baru „Ostatnia szansa”. Wymieniające uśmiechy zdają się skrzętnie ukrywać dylematy, przed którymi się znaleźli, a Jezus, podejmując z  nimi rozmowę, zdaje się wiedzieć o wiele więcej o każdym z nich. Film z 2010 roku, którego reżyserem

31


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ jest David A. R. White, nie jest tradycyjną amerykańską produkcją, w której moglibyśmy spodziewać się wielu efektów specjalnych i znanych aktorów. Stonowany charakter i prostota dialogów zwraca szczególna uwagę na kontakty międzyludzkie i nasze relacje do Boga, w których my sami chcemy tego, co  niekoniecznie jest nam potrzebne. Film jest ukazaniem w nietypowy sposób tego, jak Bóg działa w życiu, w sytuacjach, przez które my sami, patrząc po ludzku, nie jesteśmy zdolni dostrzegać interwencji Boga, oskarżając Go o to, że zabrał nam tak wiele, niemal nie dając nic w zamian. W trudnych pytaniach, stawianych przez bohaterów, filmowy Jezus stara się, byśmy na życie spojrzeli nieco bardziej krytycznie, nie zapominając o Nim, nawet kiedy myślimy, że Jego tam nie ma.

„Spotkanie” staje się jedną z tych produkcji, po których czujemy, że spędzone półtorej godziny stanie się tematem do żywej dyskusji oraz własnych przemyśleń na długo po tym, gdy na ekranie pojawią się napisy końcowe. kl. Damian Wiśniewski, rok II

32

Powołanie Kto? Kto powołuje? To jest podstawowe, zasadnicze pytanie. Bez odpowiedzi na nie nie ma sensu jakakolwiek refleksja nad rzeczywistością chrześcijańskiego powołania. Papież Benedykt XVI wielokrotnie przypomina o tym, że w centrum chrześcijaństwa nie stoi jakaś idea, zbiór etycznych zasad czy fascynujący światopogląd, ale Osoba Jezusa Chrystusa. Tak, sercem naszej wiary jest spotkanie z żywą Osobą Jezusa Chrystusa. To właśnie ukazują wszystkie opisy powołania, jakie zawarte są w Ewangelii. Pan Jezus, który przemierzał ziemię palestyńską, spotykał się z konkretnymi osobami. Jego spojrzenie i słowa wezwania powodowały, że Szymon, Andrzej, Jakub, Jan zostawili sieci i  poszli za Nim. Wezwał po imieniu Zacheusza, innym razem celnika Lewiego. A kiedy był w drodze do Jerozolimy spotkał pewnego młodzieńca. Spojrzał na niego z miłością i zachęcił go by sprzedał wszystko i poszedł za Nim. Młody człowiek „spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony” (Mk 10,22). Wspomniane wydarzenia ukazują nam dwie zasadnicze cechy chrześcijańskiego powołania. Po pierwsze, Pan Jezus jest Jego autorem, to On wzywa. Po drugie, człowiek jest wolny. Może przyjąć Chrystusowe zaproszenie bądź je odrzucić. Jeśli chcesz… Sługa nr 4 (64)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ Kogo? Kogo powołuje Pan Jezus? Bóg Ojciec w Chrystusie „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swojej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Ef 1, 4-6). To oznacza, że każdy z nas jest ukochanym Bożym dzieckiem, które jest powołane do tego, by stać się przybranym synem na wzór Jezusa Chrystusa. Ale dlaczego mamy stać się na wzór Pana Jezusa a nie kogoś innego? Jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga, ale nasze serca są zranione przez grzech. Świat jest dotknięty rzeczywistością grzechu. On jest Drogą, Prawdą i Życiem, czyli Tym, który może przywrócić w nas świętość życia według Bożego zamysłu. Dlatego podstawowym powołaniem każdego z nas jest to, abyśmy się stali synami w Synu. Abyśmy zanurzyli się w miłości Boga ukazanej nam w Panu Jezusie i tak doszli do chwały nieba.

Sługa nr 4 (64)

To podstawowe powołanie do świętości każdy człowiek realizuje w jedyny i niepowtarzalny sposób. Droga każdego jest inna. Dla jednych może to być życie małżeńskie, życie w samotności, życie zakonne, oddanie się jakiejś służbie - pracy a dla innych życie kapłańskie… Kolejną cechą chrześcijańskiego powołania jest więc to, że Bóg powołuje każdego z nas do świętości, czyli przyjaźni z Nim samym. Jesteśmy powołani nie ze względu na naszą doskonałość, bezgrzeszność, ale dlatego, że Bóg „okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Kiedy? Kiedy Bóg powołuje? To zasadnicze powołanie każdego z nas – do świętości – ma  swoje źródło poza czasem, w Sercu samego Boga. Już przed wiekami Bóg ukochał nas wszystkich w swoim Synu, kiedy powziął zamiar stworzenia świata i powołania Ciebie i mnie do życia. Bo przez Pana Jezusa – Słowo wszystko się stało, „a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało” (J 1,3). Ale oprócz tego powołania przed wiekami jest jeszcze to wezwanie, które mogę odkryć w swoim życiu – głos Chrystusa, który zaprasza mnie do czegoś szczególnego. Ten Boży zamysł też został powzięty przed wiekami, ale jego realizacja następuje w konkretnym warunkach i okolicznościach naszego życia. Każdy z nas ma w sobie pragnienie szczęścia, pragnienie spełnienia. Pan Jezus o tym wie. Też wie o tym, że tylko On może wypełnić nasze serca całkowicie, tak by obfitowały we wszystko, co jest nam potrzebne do życia. Dlatego przychodzi do nas. W różny sposób i na różnym etapie życia. Przychodzi, by zaproponować nam Swoją Miłość, Swoją Obecność, abyśmy w naszym życiu pełnili Jego Wolę. Jak to się dokonuje? Bóg działa w historii. Jest kimś, kto interesuje się naszym życiem, naszą co-

33


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ dziennością, naszymi wyborami. Bóg przemawiając przez wydarzenia naszego życia – spotkane osoby, różne zdarzenia, przeczytane książki, doświadczenie modlitwy – ukazuje nam konkretny plan dla naszego życia. To od nas zależy czy zaufamy Bogu i wyruszymy w tę życiową przygodę… Ale czy na pewno ja? Chyba zawsze pojawia pytanie o to, czy na pewno to dotyczy też mnie: „Powołanie – coś takiego może jest. Jakiś ksiądz, jakiś papież, jacyś małżonkowie, oni pewnie odkryli swoje powołanie, ale czy ja? Nie, chyba nie”. Nic bardziej mylnego! Każdy z nas ma szczególne powołanie. Pamiętam, że sam przez długi czas odkrywałem swoje powołanie do kapłaństwa. Miałem bowiem wiele własnych planów na życie. W dzieciństwie pasjonowałem się kolejnictwem – modele, makiety, po-

34

dróże pociągami, zdjęcia, godziny spędzane na dworcu itp. To był mój świat. Myślałem w związku z tym o politechnice. Później pojawiło się zainteresowanie teatrem. Tworzenie spektakli w grupie, występy na przeglądach teatralnych, udział w festiwalach. Myślałem o szkole aktorskiej. Również doświadczenie zakochania i myśl o założeniu rodziny… To  wszystko sprawiało, że jakoś widziałam moją przyszłość. Ale równocześnie, pośród tych wszystkich doświadczeń, miałem bardzo silny związek ze służbą przy ołtarzu jako ministrant, później lektor. Również bardzo piękne wspomnienia związane z obecnością w KSMie. Przyjaźnie, które wtedy się zaczęły do dziś trwają. A także świadectwo ofiarnej i odpowiedzialnej pracy księży oraz sióstr zakonnych sprawiało, że myśl o powołaniu coraz mocniej we mnie dojrzewała. Pierwszy raz pojawiła się chyba pod koniec szkoły podstawowej. Później jakoś „przygasła” aż  w  końcu z  nową mocą pojawiła się pod

Sługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI koniec liceum… Pan wzywał mnie różnymi sposobami, przez różne wydarzenia. Wiele ich było. Pan Bóg ma niezwykłe poczucie humoru i jest wierny, „bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11,29). Dziś mam świadomość tego, że mogłem odmówić Panu. Widzę, że mogłem pójść inną drogą. Jednak myśl ta wcale nie napawa mnie jakimś smutkiem i  żalem, że nie wiadomo co straciłem. Faktem jest, że aby pójść za Panem, trzeba coś zostawić. A ściślej mówiąc, trzeba zostawić wszystko, aby to On – Bóg – był wszystkim w moim życiu. To jest sekret szczęścia, to jest właśnie niebo – „aby Bóg był wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Życzenie Każdemu, kto poszukuje Boga w swoim życiu, mogę życzyć jednego – aby zaufać Bogu i dać się przez Niego prowadzić. Ktoś, kto w swoim życiu spotka Jezusa Chrystusa, nie może już żyć tak, jak żył, zanim Go spotkał. Sekret powołania to odwaga życia na serio, to podjęcie trudu i radości życia. Tego sobie życzmy, abyśmy w świecie, który woli tworzyć wirtualną rzeczywistość i zajmować się jedynie życiem innych, abyśmy mieli odwagę ŻYĆ pełnią ŻYCIA, czyli BOGIEM. ks. Michał Oleksowicz, (neoprezbiter)

Sługa nr 4 (64)

Dwudziesta rocznica ingresu ks. bpa Andrzeja Wojciecha Suskiego

31 maja 1992 roku w godzinach popołudniowych, w samym sercu Torunia, pod pomnikiem Mikołaja Kopernika oraz wzdłuż ulic Żeglarskiej, Szerokiej i Łaziennej zgromadził się liczny tłum zaciekawionych toruńczyków. Przed Domu Biskupim przy ulicy Łaziennej formowała się procesja. Tego dnia na toruńskim Starym Mieście powszechny był widok czerwieni szat dostojników kościelnych, czerni sutann kapłanów, diakonów i kleryków, bieli i brązu habitów zakonnych, różnokolorowych tog przedstawicieli wyższych uczelni, barw mundurów wojskowych i policyjnych oraz bieli sukienek dziewcząt pierwszokomunijnych. Mnogość przedstawicieli różnych grup społecznych oraz sznur chorągwi kościelnych i sztandarów instytucji świeckich dawał jednoznacznie do zrozumienia, że ów dzień będzie dla Torunia szczególny. Na ratuszowym zegarze wybiła godzina 1600. Dzwon katedralny Tuba Dei, wraz z innymi dzwonami toruńskich kościołów, oznajmił Toruniowi, nowopowstałej diecezji toruńskiej oraz całemu Kościołowi w Polsce moment ingresu pierwszego biskupa diecezji toruńskiej – Andrzeja Wojciecha Suskiego. Błogosławiony papież Jan Paweł II

35


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI bullą „Totus Tuus Poloniae Populus” (zob. B. Adamski, Dwudziestolecie powstania diecezji toruńskiej, w: „Sługa”, nr 3 (63), s. 9) z dnia 25 marca 1992 roku utworzył nową diecezję toruńską, a na jej pierwszego biskupa mianował ks. bpa Andrzeja Wojciecha Suskiego, dotychczasowego biskupa pomocniczego diecezji płockiej. Ingres, czyli uroczyste wprowadzenie biskupa do diecezji, symbolizowane przez objęcie tronu biskupiego w katedrze, był dopełnieniem uroczystości kanonicznego objęcia diecezji z 25 marca 1992 roku przez jej pierwszego ordynariusza. Orszak procesyjny ruszył spod Domu Biskupiego przy biciu dzwonów i dźwiękach orkiestry. Spośród najwyższych dostojników Kościoła w Polsce do Torunia przybyli m.in.:

kard. Józef Glemp (Prymas Polski), abp Tadeusz Gocłowski (metropolita gdański), abp Marian Przykucki (ostatni ordynariusz diecezji chełmińskiej, metropolita szczecińsko-kamieński), abp Edmund Piszcz (metropolita warmiński), abp Henryk Muszyński (metropolita gnieźnieński), bp Jan Bernard Szlaga (biskup pelpliński). Procesja przeszła pod pomnik Mikołaja Kopernika, gdzie od wieków toruńczycy witali najdostojniejsze osobistości naszej Ojczyzny, królów Polski oraz wielkich tego świata. W tym miejscu dwadzieścia lat

36

temu zgromadzili się przedstawiciele władz wojewódzkich, miejskich i samorządowych, aby powitać pierwszego biskupa toruńskiego. Moment ten upiększał swoim śpiewem chór Schola Puerorum S. Jacobi. Jako pierwszy ks. bpa Andrzeja witał wojewoda toruński Bernard Kwiatkowski. Następnie głos zabrał prezydent Torunia dr Jerzy Wieczorek, który, witając bpa ordynariusza, wręczył mu herb Torunia na pamiątkę ważnego dnia ingresu. W imieniu mieszkańców miasta głos zabrał pan Jan Adamiak, przewodniczący Rady Miejskiej. Przekazał on Księdzu Biskupowi symboliczny klucz do bram miasta, a wręczając go, wypowiedział następujące słowa: „W czasach pewnego zamętu, rozchwiania wartości niechaj klucz ten posłuży Ci [ks. biskupowi Andrzejowi] do otwierania naszych serc, naszych oczu, naszych umysłów na prawdziwe dobro, piękno – na wszystko to, co nie przemija”. Jako ostatni, w imieniu Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, zabrał głos rektor UMK – prof. dr hab. Sławomir Kalembka. Zanim procesja skierowała się w kierunku katedry, miała miejsce prezentacja przedstawicieli lokalnych władz państwowych, samorządowych i związkowych dokonana przez wojewodę toruńskiego. Następnie procesja udała się do bazyliki katedralnej śś. Janów, gdzie u wejścia powitał liturgicznie pierwszego biskupa toruńskiego ks. kan. Zdzisław Wyrowiński, Wikariusz Generalny i proboszcz parafii katedralnej. Ks. bp Andrzej wszedł do świątyni wraz z asystującymi kapłanami, po czym klęknął i przez chwilę adorował Najświętszy Sakrament, dając wyraz temu, kto jest najważniejszy w świątyni katedralnej i zarazem w całej diecezji. Śpiew pieśni „Serdeczna Matko”, wykonany przez chór Copernicus, rozpoczął uroczystą ingresową Mszę świętą, której przewodniczył ks. bp Andrzej Suski. Na początku kanclerz kurii ks. Wojciech Raszkowski odczytał dokument Stolicy Apostolskiej, powołujący bpa Andrzeja Suskiego na ordynaSługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI riusza diecezji toruńskiej. Następnie słowo pasterskie wygłosił abp Tadeusz Gocłowski, metropolita gdański. W swoim przemówieniu ks. abp Gocłowski zwięźle przypomniał historię ziem dzisiejszej diecezji toruńskiej w kontekście ich tysiącletniej więzi z Kościołem w Polsce. Podkreślił także zasługi duchowieństwa katolickiego na ziemiach diecezji toruńskiej, dzięki którym jest ona spadkobierczynią i kontynuatorką pięknych patriotycznych i religijnych tradycji dawnej diecezji chełmińskiej. Po swoim przemówieniu metropolita gdański ks. abp Tadeusz Gocłowski wprowadził na tron (katedrę) pierwszego biskupa toruńskiego. Symbolizuje to władzę biskupa w jego diecezji oraz biskupią służbę jej i jej mieszkańcom. W imieniu duchowieństwa diecezji Biskupa Ordynariusza przywitał jej senior, ks. inf. Alfons Groszkowski, proboszcz parafii w Chełmży – dawnej stolicy diecezji chełmińskiej. Następnie nadszedł uroczysty moment homagium (symboliczne oddanie czci biskupowi przez duchowieństwo diecezji). Po homagium i Ewangelii słowo pasterskie wygłosił pierwszy biskup toruński. Gdy uroczysta Msza święta ingresowa dobiegała końca, nadszedł czas na przemówienia i gratulacje. Przemawiali kolejno: prof. Alicja Grześkowiak (wicemarszałek senatu RP), ks. kan. Zdzisław Wyrowiński (wikariusz generalny) – odczytując nadesłane telegramy gratulacyjne, abp Marian Przykucki (metropolita szczecińsko-kamieński), kard. Józef Glemp (Prymas Polski), bp Andrzej Suski – dziękując za obecność i modlitwę. Na zakończenie Mszy świętej Biskup Ordynariusz udzielił zabranym pasterskiego błogosławieństwa. Następnie uroczyście odśpiewano hymn „Boże coś Polskę”. Przez cały czas trwania uroczystości ingresowych panował podniosły, ale zarazem serdeczny, życzliwy oraz radosny nastrój. Na twarzach zebranych widać było wzruszenie. Wszyscy zebrani mieli świadomość tego, Sługa nr 4 (64)

że wyjątkowy dzień ingresu pierwszego biskupa diecezji toruńskiej przejdzie do historii. kl. Bartosz Adamski, rok II Bibliografia: „Toruńskie wiadomości kościelne”, red. Wojciech Raszkowski, nr 1-5, marzec – grudzień 1992, s. 163-187.

Szarytki Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a'Paulo zrzesza na całym świecie ponad dziewiętnaście tysięcy członkiń i obecne jest na wszystkich kontynentach. Siostry pracują w 91 krajach świata. W Polsce po raz pierwszy pojawiły się ponad 350 lat temu. Zaprosiła je królowa Polski Ludwika Maria Gonzaga, Francuzka, żona króla Władysława IV i Jana Kazimierza, która również należała do Stowarzyszenia Pań Miłosierdzia w Paryżu. Osobiście znała księdza Wincentego a Paulo, który na jej prośbę wysłał siostry do Warszawy w 1652 roku Obecnie w Polsce jest ponad 900 sióstr szarytek zrzeszonych w trzech prowincjach: Warszawskiej, Krakowskiej i Chełmińsko-Poznańskiej. Prowincja Chełmińsko-

37


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

-Poznańska rozciąga się od Bałtyku po Śląsk przez Warmię, Pomorze i Wielkopolskę. Zgromadzenie realizuje swój charyzmat poprzez służbę chorym w szpitalach, opiekę nad dziećmi niepełnosprawnymi i osobami dorosłymi w domach opieki i schroniskach, odwiedzanie ubogich w ich domach, wychowywanie dzieci w domach dziecka, przedszkolach i ośrodkach szkolno-wychowawczych, katechizację, prowadzenie stołówek, świetlic środowiskowych i burs dla młodzieży oraz grup Dzieci i Młodzieży Maryjnej. Siostry angażują się również w  duszpasterstwo więzienne, a przy parafiach służą jako organistki i kancelistki. Siostry Prowincji Chełmińsko-Poznańskiej służą ubogim w diecezji gdańskiej, pelplińskiej, toruńskiej, gnieźnieńskiej, poznańskiej, katowickiej i bielskiej. Dom Prowincjalny Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a'Paulo w Chełmnie mieści się w zespole klasztornym zbudowanym przez Krzyżaków w XIII wieku, a zamieszkałym kolejno przez cysterki, później benedyktynki, a od 1821 roku przez Siostry Miłosierdzia. W 1822 roku zgromadzenie urządziło w obszernych budynkach poklasztor-

38

nych szpital dla 80 chorych, ochronkę dla 150 dzieci z miasta oraz sierociniec, początkowo dla 25 sierot, których liczba z biegiem lat wzrosła. W następnych latach siostry urządziły szkołę elementarną dla dziewcząt oraz wyższy zakład naukowy dla panien – tak zwaną selektę – gdzie kształciły się przyszłe nauczycielki oraz Dom Starców. Obecnie Dom Pomocy Społecznej liczy ponad 140 mieszkańców: dzieci, młodzież i dorośli, w tym także osoby starsze, którymi opiekują się siostry wraz z personelem świeckim. W punkcie charytatywnym wydawana jest żywność i odzież dla potrzebujących. Działa również Świetlica Socjoterapeutyczna dla dzieci. Placówka przeznaczona jest dla osób przewlekle somatycznie chorych, osób dorosłych niepełnosprawnych intelektualnie oraz dzieci i młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie. Z inicjatywy Kleryckiego Kręgu Harcerskiego „Wicek”, działającego przy Wyższym Seminarium Duchownym diecezji toruńskiej oraz w porozumieniu z siostrą Jolantą Kiszewską – dyrektorką Domu Pomocy Społecznej w Chełmnie, nasi harcerze podjęli służbę na rzecz osób niepełnosprawnych. Co dwa tygodnie odwiedzają oni placówkę chełmińską i służą pomocą tamtejszemu personelowi. Spotykają się z dziećmi, młodzieżą oraz osobami starszymi, spędzając z nimi czas na modlitwie i zabawie. kl. Marek Stacherski, rok II Sługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Chełmnie

Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Chełmińskiej, to sanktuarium Maryjne w parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chełmnie. W nawie północnej kościoła farnego, już od trzech i pół wieku, w kaplicy znajduje się łaskami słynący, cudowny obraz Matki Bożej Bolesnej Chełmińskiej. Przed rokiem 1640 znajdował się on na szczycie Bramy Grudziądzkiej – bramy wjazdowej do Chełmna. Szczególnymi wyrazami relacji Matki Bożej i mieszkańców Chełmna, a także pątników są liczne wota, zdobiące ołtarz, nastawę ołtarzową oraz boczną ścianę kaplicy. Sam barokowy ołtarz obficie złocony jest jednym wielkim wotum dziękczynnym. Obraz przedstawia Maryję, trzymającą na swych kolanach ciało martwego Syna. Matka Boża wznosi Swój wzrok i ręce ku niebu w geście smutku po śmierci Syna, ale także w geście zanoszonej modlitwy za  swoje ziemskie dzieci. Serce Maryi przeszywa miecz, zgodnie z ewangelicznym przekazem proroka Symeona, zapowiadającego męczeńską śmierć Chrystusa: ,,A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc

Sługa nr 4 (64)

wielu". (Łk 2, 34-35). W 1753 roku Papież Benedykt XIV wydał bullę zezwalającą na koronację cudownego wizerunku chełmińskiego – była to dziesiąta z kolei koronacja tej rangi w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale pierwsza koronami papieskimi. Papież Pius VI, 26 marca 1793 roku nadał po wieczne czasy odpust zupełny na urczystość Nawiedzenia NMP. W 2003 roku Sanktuarium obchodziło 250. rocznicę koronacji obrazu. Uroczystościom przewodniczył Józef kardynał Glemp – Prymas Polski. Doroczny Odpust chełmiński przypada na 2 lipca, ale właściwie rozpoczyna się 29 czerwca w Uroczystość śś. Apostołów Piotra i Pawła. W te dni przybywają liczni pątnicy, między innymi z Unisławia, Lisewa, Grudziądza i Bydgoszczy – Fordonu, aby przedstawić i  zawierzyć swoje ufne intencje Matce Bożej Bolesnej Chełmińskiej. Maryja każdego dnia roztacza płaszcz swojej matczynej opieki nad ziemią chełmińską i nad swoimi dziećmi. ,,O Matko, niech wzniesione Twoje ręce bronią nas przed wszelkim złem". kl. Jarosław Wojewódka, rok I

39


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Chełmżyńskie ingresy Inspiracją do poniższej refleksji nad obecnością biskupów na Ziemi Chełmińskiej jest obchodzona w bieżącym roku dwudziesta rocznica powstania diecezji toruńskiej i objęcia pasterskich rządów przez jej pierwszego ordynariusza ks. biskupa Andrzeja Wojciecha Suskiego. Wydarzenia sprzed dwóch dekad należą z pewnością do wyjątkowych i bezprecedensowych, bo rozpoczynających nowy etap dziejów kościelnych w południowej części Pomorza Nadwiślańskiego. Niemniej można i należy je potraktować jako kolejną odsłonę bogatych dziejów Kościoła żyjącego w dorzeczu Wisły, Drwęcy i Osy. Powołana do  istnienia 25 marca 1992 roku diecezja toruńska, nawiązująca swymi granicami do diecezji chełmińskiej i obejmująca jej powiększające się w latach 1243-1821 tereny, stała się spadkobierczynią wiary i kultury, której punktem odniesienia była biskupia katedra w Chełmży. Dzieje biskupiego miasta Chełmży rozpoczynają się w kilka lat po utworzeniu w 1243 roku diecezji chełmińskiej. Wzmian-

40

kowaną już w 1222 roku rybacką osadę Łoza obrał sobie za stolicę pierwszy biskup chełmiński Heidenryk chcąc zapewne uniezależnić swą posługę od Krzyżaków zamieszkujących znaczniejsze miejscowości tj. Chełmno i Toruń. Tam też rozpoczął budowę imponującej po dziś dzień katedry pw. Świętej Trójcy. Z pewnością on też zmienił nazwę Łoza na  Culmsee (Chełmża), co tłumaczy się: Chełmno nad jeziorem lub wzgórze nad jeziorem. Odtąd najważniejsza świątynia diecezji w  mieście biskupim była aż  do  1824 roku centrum życia religijnego diecezji. Co  prawda większość biskupów chełmińskich nie rezydowała w Chełmży, ale w Wąbrzeźnie i  Lubawie, to jednak katedra stała się dla kilku z nich miejscem ich konsekracji biskupiej (m.in. Arnold Stapil 1402-1416, Jan III Marienau 1416-1457, Tomasz Franciszek hr. Czapski1731-1733) i miejscem wiecznego spoczynku (Stefan z Niborka 1480-1495, Jan VI Lubodziecki 1551-1562, Piotr I Kostka 1574-1595, Maciej Konopacki 1611-1613, Kasper Działyński 1639-1646, Adam I Kos 1658-1661, Kazimierz II Szczuka 1693-1694, Feliks Ignacy Kretkowski 1723-1730, Tomasz Franciszek hr. Czapski 1731-1733, Wojciech Stanisław Leski 1747-1758, Andrzej IV Ignacy z Broniewic Baier 1759-1785). W ciągu 749-letniej historii diecezji chełmińskiej i pięćdziesięciu ośmiu jej ordynariuszy aż dla czterdziestu dziewięciu z nich katedra w Chełmży była ich kościołem biskupim. Wyraźne informacje o odbytych do niej ingresach i intronizacjach przekazują zachowane po dziś dzień opisy począwszy od 1625 roku, kiedy to 30 kwietnia tegoż roku przybył do Chełmży w towarzystwie senatorów i magnatów biskup Jakub II Zadzik 1624-1635. Wiemy również, że tradycją diecezji chełmińskiej, niektórzy biskupi odbywali także uroczyste ingresy do kościołów farnych Chełmna, Torunia i Lubawy. Egzemplifikacji przebiegu jednej z omawianych uroczystości niech posłuży fragment opracowania ks. Alfonsa MańSługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI kowskiego: Biskup Jan Lipski konsekrowany przez metropolitę Wężyka w kolegiacie łowickiej przybył do diecezji swojej drogą na Sierpc i Golub; w Rychnowie witała go deputacja m. Torunia. Na dzień 12 października 1636 jako na uroczystość ingresu do katedry chełmżyńskiej zaprosił biskup wszystkich dostojników świeckich z Prus Królewskich, przedstawicieli miast Gdańska i Torunia oraz przedniejszą szlachtę. Przy kościele oo. Franciszkanów oczekiwali zwierzchnika diecezji oprócz kleru wojewodowie Melchior Wejher chełmiński i Paweł Działyński pomorski, kasztelanowie Łukasz Elzanowski chełmiński i Stan. Działyński gdański ze wspaniałym orszakiem podkomorzych, starostów, chorążych oraz innego rycerstwa ziem pruskich nadto tłum ludu. Stąd pod baldachimem krocząc odbył biskup ingres do katedry, powitany imieniem kapituły przez oficjała Dorpowskiego. Po intronizacji zabrzmiał hymn ambrozjański, procesja wróciła do kurii prezesa kapituły ks. Sokołowskiego, poczem biskup wszystkich dostojników i szlachtę w kapitularzu ugościł. Uczcie zagrażał przykry incydent. Obaj wojewodowie od pewnego czasu z sobą poróżnieni, po słownej utarczce dobyli szabel, ale osobista interwencja biskupa zapobiegła rozlewowi krwi. Akta utrzymują, że „tak wielkiej ilości różnych gości Chełmża dotąd nigdy jeszcze nie widziała”. Nazajutrz biskup złożył przysięgę na ustawy i prawa kapitulne. Uczniowie kolegium jezuitów toruńskich uczcili panegirykiem drukowanym tegoż roku 1636 „najszczęśliwsze objęcie tronu biskupiego” ciesząc się „wielce pożądanemu pasterza przybyciu”. Dalsza podróż biskupa była podobną do pochodu triumfalnego. Przed bramę Toruńską w Chełmnie witali biskupa przedstawiciele miasta oraz prob. ks. Szmak, poczem pasterz wizytował kościoły tamtejsze. Do Lubawy towarzyszył biskupowi wojewoda Paweł Działyński. Przed ustawionym na przedmieściu ołtarzem oczekiwali dostojnika obywatele miasta biskupiego w szyku wojskowym, Sługa nr 4 (64)

szlachta – lennicy dóbr biskupich na koniach, Albrecht Czerski starosta bobrownicki i Jan Bystram sędzia ziemi michałowskiej oraz duchowieństwo z dziekanem ks. Muentzerem na czele. Po przywitaniu i krótkiej odpowiedzi pochód ruszył wśród huku dział i moździerzy ku bramie miasta, przed którą członkowie magistratu oddawszy hołd swemu bezpośredniemu zwierzchnikowi klucze miasta jemu wręczyli; biskup na przemowę odpowiedział i klucze oddał. Procesję zakończyły modlitwy w kościele parafialnym, poczem biskup przez trzy dni gości swoich w zamku podejmował. Ostatni ingres do katedry diecezji chełmińskiej w Chełmży odbył biskup Franciszek Ksawery hr. z Wrbna Rydzyński 17951814. Wyruszywszy ze swej posiadłości rodowej w Nieżychowie przybył do  diecezji 16 września 1796 roku przywitany przez biskupa pomocniczego Iwa Rogowskiego w Ostromecku przez Nawrę udał się do  Chełmży. 17 września tegoż roku biskup objął katedrę i diecezję w posiadanie. Z racji, że rezydencje biskupie w Lubawie i Starogrodzie za rządów jego poprzednika Karola hr. Hohenzollerna

41


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI zostały rozebrane, ordynariusz chełmiński powrócił do swojej posiadłości w Nieżychowie, a w jego imieniu administrował diecezją biskup pomocniczy Iwo Rogowski. Po śmierci biskupa Rydzyńskiego 17 października 1814 roku nastał dziesięcioletni wakans na stolicy chełmińskiej. W międzyczasie na podstawie bulli De salute animarum z 16 lipca 1821 roku nastąpiła reorganizacja granic diecezji przez włączenie do niej archidiakonatu pomorskiego dotąd przynależącego do diecezji kujawskiej (włocławskiej), a stolicę biskupią przeniesiono w 1824 roku do Pelplina. Kolejne więc ingresy dziewięciu ostatnich biskupów chełmińskich odbyły na Ziemi Kociewskiej. Znakiem historycznego znaczenia i roli chełmżyńskiej świątyni pw. Świętej Trójcy w dziejach kościelnych Ziemi Chełmińskiej i Lubawskiej, jest dla kolejnych pokoleń, podniesienie jej do godności konkatedry diecezji toruńskiej. Dokonało się to mocą dekretu Kongregacji ds. Biskupów 10 marca 1994 roku ks. dr Marcin Staniszewski wicerektor WSD Bibliografia: „Mestwin” 3(1927) nr 7. Diecezja Chełmińska. Zarys historyczno-statystyczny, Pelplin 1928. A. Mańkowski, Prałaci i kanonicy katedralni chełmińscy od założenia kapituły do naszych czasów, Toruń 1928. M. Dorawa, Chełmżyńska Katedra Świętej Trójcy, Kraków 2003.

42

Rozmowa z...

Ks. dr. hab. Dariuszem Zagórskim, Rektorem WSD w Toruniu W lipcu minie rok, odkąd został Ksiądz rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Toruńskiej. Z tej okazji chcieliśmy w niniejszej rozmowie przybliżyć naszym Czytelnikom postać ks. Rektora, będącego najważniejszą osobą w seminarium, oraz dowiedzieć się, jaki obraz seminarium ks. Rektor posiada po roku urzędowania. Kl. Stanisław Szczęsny: Jak ks. Rektor zareagował na decyzję ks. bpa Andrzeja Suskiego ustanawiającą Księdza rektorem seminarium? Ks. dr hab. Dariusz Zagórski: Muszę powiedzieć, że było to dla mnie bardzo duże zaskoczenie i wyróżnienie zarazem. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że przyjdzie taki moment w moim życiu, kiedy będę musiał podjąć obowiązki rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu. Wcześniej, co prawda, docierały do mnie jakieś pogłoski na ten temat, ale nigdy nie podchodziłem do nich poważnie. Sługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Wierzę, że Pan Bóg daje mi konkretne zadania na dany czas. Miałem misję bycia profesorem, wykładania języka greckiego, historii Kościoła, patrologii, natomiast nie wybiegałem myślami nadmiernie w przyszłość i nie chciałem w żaden sposób jej konstruować. W tej materii wiem, że Pan Bóg może nas zaskoczyć wieloma rzeczami i zmienić wszystko to, co już sobie poukładaliśmy. Oczywiście, gdy przyszedł moment, kiedy Chrystus wezwał mnie do posługi rektora w seminarium duchownym, to przeżyłem go bardzo mocno. Wiedziałem, jaka odpowiedzialność mnie czeka. Wcześniej, patrząc chociażby na moich Czcigodnych poprzedników – Ks. rektora Franciszka Drączkowskiego i Ks. rektora Krzysztofa Lewandowskiego, myślałem o tym, jak ciężko pełnić jest taką funkcję i jaka odpowiedzialność spoczywa na człowieku. Rektor przecież ma obowiązek podejmowania pewnych konkretnych decyzji – tych miłych dla wszystkich, szczególnie dla kleryków, ale też czasami tych trudnych, które muszą być przez kogoś podjęte. Tym kimś jest właśnie rektor. Kl. Bartosz Adamski: Do chwili objęcia przez Księdza urzędu rektora był Ksiądz dla nas, kleryków, przede wszystkim profesorem, ponieważ spotykaliśmy się najczęściej na wykładach. Jak dziś ks. Rektor odnajduje się w tej nowej dla siebie roli i czy można ją pogodzić z pracą naukową oraz z własnymi pasjami i zainteresowaniami? Ks. dr hab. Dariusz Zagórski: Rzeczywiście, bycie profesorem było już jakoś zajmujące. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak ciężko jest pogodzić prowadzenie zajęć dydaktycznych i przygotowywanie się do nich z naukową pracą badawczą. Dodatkowo potrzeba doktorów habilitowanych Sługa nr 4 (64)

na Wydziale Teologicznym sprawiła, że przygotowywałem się do kolokwium habilitacyjnego. Mimo że zdobycie tego stopnia naukowego nie trwało zbyt długo, jednak był to okres intensywnego wysiłku naukowego z dużą ilością czasu spędzonego na pracy przy biurku. Pan Bóg daje nam czas, potrafi go  rozmnożyć i chyba tego doświadczam również w  tym momencie, kiedy muszę godzić obowiązki rektora seminarium i profesora. Okazuje się, że im więcej mam pracy, tym bardziej potrafię wykorzystać dany mi czas. Oczywiście odczuwam pewne zmęczenie w  momentach, kiedy nadmiernie wysili się organizm, bo to się też zdarza, ale widzę, że jest obecne w moim życiu – tak bardzo – Boże wsparcie i  Boża asystencja. Rzeczywiście, czas do osiągnięcia kolejnego stopnia naukowego, czy  do  napisania następnego artykułu wydłuża się, w porównaniu z okresem minionym. Ale powtórzę jeszcze raz – wszystko jest możliwe z Bożą pomocą i kiedy się odpowiednio wykorzysta dany nam czas, o który, nie ukrywam, nawet po ludzku trzeba bardzo mocno walczyć. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest dla mnie seminarium, bo to jest pierwsza funkcja, w hierarchii zadań jakie pełnię. Podczas mojego przyjęcia urodzinowego ksiądz biskup Andrzej wspomniał, że  wie, jak  ja bardzo przeżywam pełnienie obowiązków rektora. To prawda. Seminarium bowiem to nie tylko instytucja, ale nade wszystko ludzie i to ludzie, którzy są mi bliscy. Kl. Stanisław Szczęsny: W jaki sposób ks. Rektor radzi sobie z ciężarem odpowiedzialności wynikającym z pełnienia funkcji głównego wychowawcy przyszłych kapłanów? Ks. dr hab Dariusz Zagórski: Jasno muszę powiedzieć, że czuję

43


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI duże wsparcie od moich współpracowników, a zwłaszcza od księdza wicerektora Marcina. Zawdzięczam im bardzo wiele na polu kierowania życiem seminaryjnym. Najważniejsze jednak dla nas – moderatorów – jest to, żeby nie stracić kogoś z tych ludzi, którzy dostrzegają w głębi serca swoje powołanie. Tak naprawdę nikt z nas nie jest w stanie do końca powiedzieć, jak to jest z tym Bożym wezwaniem. Trudno jest też mi ocenić, czy w pełni zdiagnozować czyjąś sytuację, zwłaszcza wtedy, gdy brakuje pewnego otwarcia na prawdę. Oczywiście są pewne elementy pomagające w weryfikacji powołania. Uważam, że jednym z nich, poza modlitwą, jest rozmowa z klerykiem, który ma problem we właściwym odczytaniu swojej drogi ku Kapłaństwu, zwłaszcza rozmowa z jego kierownikiem duchowym, który pomaga w tworzeniu i budowaniu relacji z Bogiem. Nie ukrywam, że w moich prywatnych modlitwach nieustannie polecam Panu Bogu wszystkich kleryków. To mi bardzo pomaga i daje niezwykłe wsparcie!

Odnośnie do kwestii duchowych – tych związanych z życiem wiary, należy zaznaczyć, że do seminariów wstępować zaczną coraz częściej osoby z rodzin o osłabionym życiu religijnym. Ten brak przykładu i świadectwa modlitwy wpływa również znacząco na liczebność kandydatów do kapłaństwa. Poza tym widać wyraźne osłabienie człowieka na płaszczyźnie emocjonalnej. Technicyzacja życia dokonuje ogromnych i nieodwracalnych czasami zmian w osobowości człowieka, niosąc ze sobą, mimo wielu dobrodziejstw, także poważne zagrożenia. Myślę, że w formacji seminaryjnej brakuje rocznego okresu propedeutycznego (jest to dodatkowy rok w okresie formacji seminaryjnej, który poprzedza właściwy czas studiów teologicznych – przyp. red.). My mamy skrócony ten czas do kilkunastu dni. Dyskusje jednak nad tym zagadnieniem odbywały się już wówczas, kiedy ja wstępowałem do seminarium.

Kl. Bartosz Adamski:

Jakie warunki powinien spełniać kandydat do kapłaństwa?

Jak według ks. Rektora powinien wyglądać sześcioletni okres przygotowywania się kleryka do przyjęcia święceń kapłańskich? Na które elementy formacji należy położyć największy nacisk? Ks. dr hab. Dariusz Zagórski: Myślę, że mamy pewne sprawdzone systemy organizacji życia seminaryjnego. Sami wiemy, że seminaria duchowne funkcjonują w oparciu o liczne dokumenty Kościoła. System ten jest też w jakimś sensie już wypracowany. Natomiast zmienia się bardzo mentalność dzisiejszego człowieka i tak naprawdę jest wiele elementów w formacji do kapłaństwa, na które należałoby położyć szczególny nacisk.

44

Kl. Stanisław Szczęsny:

Ks. dr hab. Dariusz Zagórski: Myślę, że przede wszystkim powinien być szczery i uczciwy. Na to położyłbym główny nacisk. Człowiek, który wie, czego chce na swej drodze ku Kapłaństwu, żyje w prawdzie, zwłaszcza przed samym sobą, nauczy się modlitwy i nabędzie pobożności. Jestem tego całkowicie pewny. Co do wiedzy, mimo że jestem profesorem wydziału, nie uważam, żeby była ona najważniejszym czynnikiem w ocenie seminarzysty. Oczywiście jest ona konieczna, ale nie w takim stopniu, by miała jako jedyny element weryfikować powołanie. Nikt nie jest w stanie w stu procentach odpowiedzieć na pytanie czy jestem powołany, czy też nie? Kleryk powinien kieSługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI rować się w życiu tym, co w głębi serca szczerze odczuwa. Każdy kandydat musi to sobie dobrze poukładać. W przeciwnym wypadku życie duchowe w żaden sposób nie będzie się rozwijało. Myślę zatem, że u kandydata do kapłaństwa uczciwość intencji jest chyba najważniejsza. Kl. Bartosz Adamski: Jak wyglądało pelplińskie życie seminaryjne w kleryckich czasach ks. Rektora i czy dużo ono różni się od życia w naszym toruńskim seminarium? Ks. dr hab. Dariusz Zagórski: Dużo płaszczyzn jest wspólnych w zestawieniu funkcjonowania obu seminariów. W pewnym sensie przejęliśmy przecież niektóre tradycje po domu formacyjnym z Pelplina. Może tylko w czasach naszego pobytu Pelplińskiego więcej było surowości i dystansu w relacjach z przełożonymi. Tego jednak w  ciągłym tworzeniu modelu naszego seminarium nie chciałbym powielać. Patrząc zaś na pozostałe rzeczy, jak choćby schemat dnia, który znacząco się nie różni, myślę, że pokazuje to pewną regułę, iż sprawdzone wzorce są dobre i nie należy dokonywać bezcelowych ich zmian. Po przyjściu do Torunia szczególnym doświadczeniem była widoma i pełna troski obecność Księdza biskupa Andrzeja Suskiego pośród nas. Wspominam, jak – jeszcze będąc w Pelplinie – przybył po raz pierwszy biskup Toruński do swoich kleryków. To było wydarzenie, czuło się tę atmosferę. To chyba najbardziej zapamiętałem, zestawiając oba modele życia seminaryjnego, i to mi głęboko zapadło w serce. Kl. Stanisław Szczęsny:

Czy według ks. Rektora seminarium

Sługa nr 4 (64)

powinno być miejscem zamkniętym „za murami”, kształtującym przyszłych księży w izolacji od świata, czy wręcz przeciwnie? Ks. dr hab. Dariusz Zagórski: Myślę, że zawsze to co leży pośrodku jest najlepsze, żeby nie popadać w jakieś skrajności. Seminarium musi być miejscem zamkniętym, aby po święceniach kapłańskich miało się z czym wyjść do ludzi, będąc już jakoś uformowanymi, a przede wszystkim rozmodlonymi. Z drugiej strony musi następować już dziś swoiste otwarcie na pewne inicjatywy związane z życiem diecezji, czy chociażby z akcjami powołaniowymi. Z doświadczenia pelplińskiego pamiętam, że nie wychodziło się na zewnątrz poza exitem (exit jest to czas wolny kleryka z możliwością wyjścia poza teren seminarium – przyp. red.), chyba, że rektor uznał, iż jest jakaś ważna sprawa do załatwienia. Dziś wcale nie wspominam tego zamknięcia jako coś złego; wręcz przeciwnie. Seminarium traktowałem jako miejsce, gdzie mogłem się wewnętrznie wyciszyć. Świat już wtedy był głośny, więc za murami można było to zrobić. Natomiast co jakiś czas trzeba zmienić otoczenie, żeby człowiek nie „zmęczył się” ciągłym przebywaniem w jednym miejscu. Dlatego klerycy opuszczają seminarium na  wyjazdy świąteczne i wakacyjne. Nie jestem też, jak wspomniałem, zwolennikiem blokowania inicjatyw duszpasterskich, w których klerycy są potrzebni. Dlatego zgadzam się na wyjazdy zespołu muzycznego czy innych grup. Jednak muszę dbać o to, żeby ściśle wiązały się one z formacją seminaryjną. Dziękujemy za rozmowę. Rozmawiali: kl. Bartosz Adamski,rok II kl. Stanisław Szczęsny, rok II

45


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Modlitwa za Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej O Panie Jezu, skieruj swoje wejrzenie na nasze Wyższe Seminarium Duchowne w Toruniu, gdzie w pobożności i  wiedzy wzrastają przyszli kapłani Twojego Kościoła. Biskupowi i przełożonym Seminarium daj, Panie, łaskę prawdziwej mądrości w wyborze kandydatów do posługi kapłańskiej oraz do wychowania ich ze stanowczością i miłością w cnocie i wiedzy. Dzieciom i młodzieży udziel światła rozeznania, że ich powołanie i odpowiedź na nie pochodzi całkowicie od Ciebie. Spraw, aby ochoczo przyjęli wezwanie do pójścia za Tobą. W rodzinach kleryków i dobroczyńców Seminarium pomnóż Twoją łaskę tak, żeby wielkość powołania kapłańskiego była należycie zrozumiana i doceniana przez  wszystkich. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Nabożeństwo majowe

.................................................................. 46

Sługa nr 4 (64)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Święcenia diakońskie (10.06.2012r.)

Święcenia diakońskie (10.06.2012r.)

Sługa nr 4 (64)

47


Czerwiec 2012  

Czerwiec 2012

Advertisement