Page 1


Modlitwa za Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej O Panie Jezu, skieruj swoje wejrzenie na  nasze Wyższe Seminarium Duchowne w Toruniu, gdzie w pobożności i  wiedzy wzrastają przyszli kapłani Twojego Kościoła. Biskupowi i przełożonym Seminarium daj, Panie, łaskę prawdziwej mądrości w wyborze kandydatów do posługi kapłańskiej oraz do wychowania ich ze stanowczością i miłością w cnocie i wiedzy. Dzieciom i młodzieży udziel światła rozeznania, że ich powołanie i odpowiedź na nie pochodzi całkowicie od Ciebie. Spraw, aby ochoczo przyjęli wezwanie do pójścia za Tobą. W rodzinach kleryków i dobroczyńców Seminarium pomnóż Twoją łaskę tak, żeby wielkość powołania kapłańskiego była należycie zrozumiana i doceniana przez  wszystkich. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

.................................................................. Na okładce: Obraz The Nativity Federica Fiori Barroci z Muzeum del Prado W Madrycie

2

Sługa nr 2(62)


SPIS TREŚCI

DRODZY CZYTELNICY!

WIADOMOŚCI Wieczornica patriotyczna XVI edycja Colloquia Torunensia Złoty jubileusz kapłaństwa Sesja misjologiczna na Jasnej Górze Zapowiedź koncertu kolęd i pastorałek U ŹRÓDŁA – LITURGIA Swięty Mikołaj Duch liturgii wg Josepha kard. Ratzingera WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA Herod - rzeź niewiniątek Uroczystość Epifanii - Trzech Króli W trosce o prawdę WARTO! Nasze lektury Kącik muzyczny Kącik dobrego filmu Wigilia w seminarium Rozmowa z... MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ Adwent - czas radosnego oczekiwania czy pokuty Ofiarowanie w świątyni a Święta Bożego Narodzenia Sobór Watykański II Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI Sanktuarium w Boleszynie

4 5 6 6 9 10 11 17 20 22 26 28 29 30 31 34 36 39 42

W tym roku seminaryjnym oddajemy do Waszych rąk drugi numer naszego kleryckiego czasopisma „Sługa”. Tym razem pragniemy zachęcić Was do lektury artykułów poświęconych przedewszystkim tematyce bożonarodzeniowej. Nie zabraknie również wiadomości z życia naszej wspólnoty, propozycji interesujących książek, filmu czy muzyki. Wigilia jest jedynym dniem w roku, w którym gomadzimy się rodzinnie wokół stołu wigilijnego, by podzielić się nawzajem opłatkiem. Jest to wyjątkowa chwila, w  której możemy złożyć sobie życzenia, przebaczyć wszelkie spory i niesnaski, zaśpiewać kolędy i z wiarą oczekiwać na przyjście naszego Zbawiciela. Na czas Świąt Bożego Narodzenia pragniemy życzyć wszystkim czytelnikom radości, miłości i pokoju, aby przychodzące na świat Dziecię Jezus narodziło się w  sercu każdego z Was, aby ten wyjątkowy okres był okazją do pogłębiania relacji międzyosobowych, które zbliżją do siebie ludzi. Abyśmy byli czuli na potrzeby innych, by każdy w te święta poczuł ich prawdziwą atmosferę. Szczęść Boże! Zespół redakcyjny

Redagują: Artur Narodzonek (red. naczelny), Bartosz Adamski (zastępca red.), Piotr Kalicki, Krzysztof Rozynkowski (red. techniczny), Łukasz Grzelak (foto) Asystent kościelny: ks. dr Marcin Staniszewski Adres redakcji: Sługa, pl. bł. ks. phm. Stefana W. Frelichowskiego 1, 87-100 Toruń Adres internetowy: http://www.seminarium.diecezja.torun.pl Druk: DRUK-TOR S.C., ul. Nieszawska 33, 87-100 Toruń Nakład: 2 000 egz.

Sługa nr2(62)

3


WIADOMOŚCI

Wieczornica patriotyczna 11 listopada to święto szczególne. W naszej wspólnocie dzień ten przeżywany jest w skupieniu i zadumie. Nie zapominamy o św. Marcinie, którego Kościół przypomina nam w tym dniu, ale przede wszystkim jako Polacy nie zapominamy o odzyskaniu niepodległości. 11 listopada po zakończeniu dnia skupienia harcerze z naszego kręgu seminaryjnego zapraszają na tzw. wieczornicę patriotyczną. Jak już sama nazwa wskazuje odbywa się ona wieczorem. W auli seminaryjnej spotykają się nie tylko klerycy i przełożeni, ale również harcerze z Torunia, z Górska i z wielu innych miejscowości, co świadczy o harcerskiej wspólnocie, która łączy druhów i druhny. Motyw przewodni wieczornicy jest tak naprawdę związany z konkretnym wydarzeniem, które miało miejsce w naszej ojczyźnie, lub z obchodami jakiejś rocznicy. W ubiegłym roku była to Bitwa pod Grunwaldem i Powstanie Warszawskie. W tym roku postanowiliśmy, że głównym tematem będzie krzyż. Chcieliśmy przypomnieć, jak bardzo ważne miejsce zajmuje on w naszym życiu, nie tylko kleryka, ale i każdego chrześcijanina. Przypomnieliśmy to na podstawie orderów i odznaczeń, które są ,,zbudowane” na bazie krzyża. O wielu z nich nie wiedziałem, że istnieją, jednak to wydarzenie zainspirowało mnie do  jeszcze większych poszukiwań i lektury na ten temat.

4

Wieczornicę rozpoczęliśmy wspomnieniem o krzyżu harcerskim, głównie dlatego, że każdy harcerz nosi go na swojej piersi, ale również ze względu na rozpoczynające się obchody 100-lecia powstania krzyża harcerskiego. Pamiątkę tego wydarzenia będziemy obchodzić w 2012 roku. Potem, poprzez ważniejsze bitwy i wydarzenia związane z na-

szą Ojczyzną, opowiedzieliśmy o orderach i odznaczeniach, z którymi wiąże się dany krzyż. Każdą opowiastkę o orderze przeplataliśmy piosenką śpiewaną przez nas. Warto tu wspomnieć o zaangażowaniu w śpiew nie tylko organizatorów wieczornicy, ale przede wszystkim wszystkich zgromadzonych w auli. Okazało się, że większość znała pieśni patriotyczne, których niestety dziś już się tyle nie śpiewa, przez co często bywają one zapominane. Wieczornica zakończyła się modlitwą ks. Piotra Skargi za Ojczyznę. Dla wszystkich, a szczególnie dla organizatorów, wieczornica była wyjątkowym czasem. Wiele rzeczy można się nauczyć oraz wiele spraw można przemyśleć, kiedy się słucha o zagadnieniach związanych z historią. Zapobiega to popełnianiu tych samych błędów, które miały miejsce w przeszłości, co doprowadziło do upadku naszej Ojczyzny. Dlatego tak ważne jest, aby krzewić patriotyzm nawet w takiej formie jak my. Bo dzięki wierze i miłości Polaków do Ojczyzny, Polska zawsze podnosiła się z upadku. Szkoda tylko, że słowo patriotyzm jest już w obecnych czasach zapominane. Ważne jest zatem, aby Sługa nr 2 (62)


WIADOMOŚCI o nim pamiętać, aby kochać swoją Ojczyznę i robić wszystko dla jej dobra. kl. Mariusz Ciesielski, rok III

XVII edycja Colloquia Torunensia W dniu 5 listopada br. wspólnota seminaryjna udała się do Dworu Artusa na XVII już edycję Colloquia Torunensia, które są kontynuacją słynnego wydarzenia z  1645  roku, spotkania w Toruniu protestantów i katolików na wspólnej dyskusji o sprawach wiary. Ówcześnie panujący w Polsce król Władysław IV Waza chciał przez to doprowadzić do religijnej zgody w swoim królestwie. Tegoroczna edycja odbywała się pod hasłem „Znaki nadziei dla współczesnego świata”. Sesja w sali wielkiej Dworu Artusa została tradycyjnie poprzedzona dyskusją na Zamku Bierzgłowskim. Spotkanie otworzył jeden z głównych organizatorów colloquiów ks. prof. Jerzy Bagrowicz, organizator i pierwszy dziekan Wydziału Teologicznego UMK. Przypomniał początki spotkań i przywitał przybyłych gości. Podziękował także za wysiłek włożony w organizację spotkań. Potem zabrał głos Prezydent Torunia, a miłą chwilą było wręczenie ks. prof. Bagrowiczowi medalu Prezydenta Miasta Torunia „Torunium”. Na tegoroczne spotkanie przesłanie wystosował również Prezydent Polski Bronisław Komorowski. Pierwszym z prelegentów był były marszałek Sejmu RP Marek Jurek. Nawiązując do kryzysu, jaki obecnie przeżywa integracja europejska, wspomniał o roli chrześcijaństwa w szerzeniu kultury. Powołując się na Samuela Huntingtona, autora tezy o zderzeniu cywilizacji, podkreślił, że kulturę europejską szerzą na świecie ciągle jeszcze głównie misjonarze. Także przez ludzi innych kultur Europa jest postrzegana jako kontynent chrześcijański. Chrześcijaństwo stworzyło podstawy do uniSługa nr 2(62)

wersalizmu europejskiego, także tego w wersji laickiej, a w następstwie do powstania Ligi Narodów i ONZ. Od II wojny światowej Europa traci na znaczeniu – kulturalnie i demograficznie. W związku z tym pojawia się pytanie o nadzieję dla naszego kontynentu. Znaki takiej nadziei Marek Jurek przedstawił na podstawie encykliki Jana Pawła II „Ecclesia in Europa”. Według pana marszałka są to: dążenie do sprawiedliwości społecznej, rodziny wielodzietne, a także świadectwo męczenników. W drugim wystąpieniu zabrali głos prof. Włodzimierz Karaszewski, ekonomista z UMK oraz siostra Małgorzata Chmielewska ze wspólnoty „Chleb życia”. Poruszyli problem nierównomierności rozwoju, o czym świadczą takie fakty, że niewielu ludzi dysponuje ogromnymi majątkami, a większość żyje nieraz w skrajnej nędzy. Co prawda ruchy rewolucyjne miały plany zmiany tej sytuacji, ale jak wiemy, nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Także obalenie PRL-u z jego systemem społecznym nie doprowadziło do  powstania sprawiedliwego ustroju. Siostra Chmielewska zainteresowała bardzo audytorium, podając liczne przykłady złego działania instytucji pomocy społecznej, również instytucji kościelnych. Zwróciła uwagę, że sprawiedliwości nie można dopasować do  ram wyznaczonych przez ustawowe normy. Nie oznacza ona dania wszystkim po równo. Nie można jej też zastąpić „socjalną kroplów-

5


WIADOMOŚCI ką” – minimum pomocy, które co prawda utrzyma przy życiu, ale nie zapewni udziału w życiu kulturalnym i nie przyczyni się do rozwoju człowieka. Ta część colloquiów zakończyła się poczęstunkiem dla zebranych gości. kl. Tomasz Filipiak, rok III

Złoty jubileusz kapłaństwa

„Jubileusz napełnia serca radością, ale również jest świadectwem.” Tymi słowami Jego Ekscelencja ksiądz biskup Andrzej Suski rozpoczął uroczystą Mszę świętą z okazji 50. rocznicy sakramentu święceń kapłańskich, którą obchodziło siedmiu prezbiterów posługujących w naszej diecezji. Wraz z Księdzem Biskupem liturgię celebrowali jubilaci i moderatorzy naszego seminarium. Wydarzenie to odbyło się 14 listopada 2011 roku o godzinie 11:00 w kaplicy seminaryjnej. Ksiądz Rektor, witając czcigodnych księży Jubilatów, podkreślił, iż służą oni

Ksiądz Biskup zwrócił uwagę na to, że dzięki pokoleniu kapłanów, z którego wywodzą się Jubilaci, Kościół może na nowo oddychać. Przypomniał również, iż  Chrystus Dobry Pasterz zbratał się z nimi w  sakramencie święceń, wskazując szczególnie na to, że każdy z nas potrzebuje intymnej więzi – więzi serca z Pasterzem, ponieważ On jest tym, który „życie odda, a owiec nie opuści.” Na koniec głos zabrał ks. kan. Jan Bednarek w imieniu księży Jubilatów, który prócz dziękczynienia za dar kapłaństwa i za możliwość przeżywania pięknego jubileuszu, jakim jest pięćdziesięciolecie, zwrócił się do seminarzystów. Powiedział, iż kapłaństwo musi kosztować, ponieważ służy się w nim Komuś Najważniejszemu. Módlmy się za szanownych Jubilatów, aby Bóg im błogosławił i zsyłał na nich potrzebne łaski w posłudze kapłańskiej, która przecież na pięćdziesięciu latach się nie kończy, lecz w złotym jubileuszu przeżywa swoiste odrodzenie. kl. Michał Bomastyk, rok I

Sesja misjologiczna na Jasnej Górze

Chrystusowi z różnymi bagażami życiowymi. Biskup ordynariusz w homilii dziękował Panu Bogu za dar siedmiu księży, wskazując na nich jako na tych, którzy dają świadectwo i są przykładem dla dzisiejszego Kościoła, znajdującego się w trudnych czasach. Przypomniał równocześnie, iż księża jubilaci wzrastali w powołaniu i pielęgnowali swoje kapłaństwo w niełatwym okresie komunizmu, dlatego można brać z nich przykład.

6

W dniu 3 grudnia 2011r., w święto patronalne Papieskiej Unii Misyjnej (PUM), na Jasnej Górze odbyła się doroczna sesja misjologiczna, tym razem poświęcona refleksji nad misyjnością bł. Jana Pawła II. Była ona wyrazem wdzięczności Panu Bogu za dar żarliwego, wielkiego Misjonarza świata w  roku Jego beatyfikacji. Uczestnicy sesji (w tym czworo kleryków naszego seminarium) wzięli również udział w całonocnym czuwaniu modlitewnym w Kaplicy Cudownego Obrazu w intencji osób przygotowujących się do wyjazdu na misje (kształcących się w  Centrum Formacji Misyjnej) oraz wszystkich misjonarzy głoszących Dobrą Nowinę o zbawieniu Sługa nr 2 (62)


WIADOMOŚCI mieszkańcom całego świata. Warto wspomnieć, że  pierwsze takie czuwanie odbyło się w 1990 roku i zostało zainicjowane przez uczestników Ogólnopolskiego Sympozjum Kleryckich Kół Misyjnych. Alumni podjęli wówczas zobowiązanie, by wspólnie modlić się za misje i misjonarzy na Jasnej Górze. W realizacji tego pragnienia pomógł klerykom ówczesny sekretarz krajowy PUM – ks.  Roman Sadowski, który w liturgiczne wspomnienie św. Franciszka Ksawerego (3 grudnia), patrona misji katolickich, zaprosił ich  do  Pani Jasnogórskiej na pierwsze czuwanie. Idea gromadzenia się u stóp Matki Bożej Częstochowskiej oraz modlitwy za misje i misjonarzy pięknie wpisuje się w duchowość misyjną założyciela PUM, bł. o. Pawła Manny. 4 listopada 2011 roku minęło 10 lat od jego beatyfikacji, przez co tegoroczne spotkanie na Jasnej Górze miało także wymiar dziękczynny za życie i dzieło Błogosławionego. Ojciec Paweł Manna (1872-1952) głęboko przeżywał obojętność katolików na fakt pozostawania wielu dusz z dala od Chrystusa oraz zbyt małą troskę o ewangelizację świata. Pragnął założyć dzieło, którego zadaniem będzie ukazywanie problemów misji samemu duchowieństwu, a następnie, za jego pośrednictwem, całemu ludowi Bożemu. Z tej idei zrodziła się Unia Misyjna Duchowieństwa (dziś Papieska Unia Misyjna), którą papież Pius XII w 1956 r. podniósł do godności dzieła papieskiego. Bezpośrednim i szczególnym celem Papieskiej Unii Misyjnej jest uwrażliwianie i formacja misyjna kapłanów, zakonników i zakonnic, którzy ze swej strony winni troszczyć się o nią we wspólnotach chrześcijańskich. Ponadto Unia zmierza do szerzenia innych Dzieł Papieskich, których jest duszą. „Hasłem powinno być: Wszystkie Kościoły dla nawrócenia całego świata” (RMis 84). Uczestnicy tegorocznej sesji misjologicznej w Częstochowie, oprócz zagłębiania się w tematyce duchowości misyjnej (referat pt. „Duchowość misyjna” wygłosił ks. Roman Sługa nr 2 (62)

Sadowski) ze szczególnym uwzględnieniem aspektu misyjnego w życiu i nauczaniu bł. Jana Pawła II (referat pt. „Dialog międzyreligijny i  działalność misyjna Kościoła w pismach i pielgrzymkach afrykańskich bł. Jana Pawła II” wygłosił o. Kazimierz Szymczycha SVD), mogli poznać postać Sługi Bożej Pauliny Jaricot, założycielki Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Żywego Różańca (referat na ten temat wygłosił ks. Bogdan Michalski). O ile na temat działalności Jana Pawła II na rzecz misji możemy usłyszeć wiele, o tyle o Paulinie Jaricot słyszał mało kto, mimo że do zapoczątkowanej przez tę Sługę Bożą wspólnoty Żywego Różańca należą dziś rzesze ludzi. Dlatego też postaram się chociaż pokrótce przybliżyć jej sylwetkę. Paulina Jaricot urodziła się w Lyonie we Francji 22 lipca 1799 roku w rodzinie dobrze prosperujących przemysłowców. Otrzymała staranne religijne wychowanie. Pod wpływem kazania o próżności tego świata, mając 17 lat, zdecydowała się służyć tylko Panu Bogu. Złożyła prywatny ślub czystości i przyjęła prosty sposób życia i ubierania się. Od dziecięcych lat marzyła także o wyjeździe na misje. Gdy jej brat, Fileas, przygotowywał się w Paryżu do kapłaństwa w seminarium misyjnym, zachęcił Paulinę do organizowania pomocy misjom. Mając 20 lat, zaczęła

7


WIADOMOŚCI zakładać 10-osobowe grupy, które modliły się i wspierały misje cotygodniowymi ofiarami. Pierwszymi członkiniami były robotnice z fabryki jedwabiu w Lyonie, a pierwsze zelatorki zostały wybrane ze Stowarzyszenia Wynagrodzicielek Najświętszego Serca Pana Jezusa, które Paulina założyła, gromadząc wokół siebie dziewczęta w swoim wieku. Wymyślony przez nią system zbierania ofiar na rzecz misji okazał się bardzo skuteczny, grupy „dziesiątek” szybko się rozprzestrzeniały, tworząc większe struktury („setki”), aż do 3 maja 1822  roku, kiedy to powstało Dzieło Rozkrzewiania Wiary. Papież Pius XI w 1922 roku podniósł je do godności dzieła papieskiego i dziś Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary wchodzi w  skład Papieskich Dzieł Misyjnych. Jest obecne w  144  krajach świata, organizując pomoc dla ok. 1100 diecezji na terenach misyjnych i realizując rocznie ponad 7000 projektów ewangelizacyjnych na wszystkich kontynentach. Kolejnym projektem Pauliny Jaricot – najbardziej znanym i rozpowszechnionym na całym świecie – jest Żywy Różaniec. Modlitwą różańcową Paulina chciała opleść cały świat, tworząc zaplecze modlitewne dla działalności misyjnej. Oficjalnej aprobaty dla wspólnoty udzielił papież Grzegorz XVI w 1826 roku Za życia założycielki Żywy Różaniec w samej Francji skupiał ok. 3 miliony członków. W Polsce zaś pierwsze koła Żywego Różańca zostały założone pod koniec XIX w. Paulina Jaricot, szukając systemowego rozwiązania problemów ubogich, cały swój majątek zainwestowała w hutę Rustrel, która miała być idealnym ośrodkiem przemysłowym, kierującym się zasadami sprawiedliwości społecznej, i początkiem społecznej odnowy. Inwestycja jednak upadła na skutek oszustwa nieuczciwych ludzi, a Paulina do  końca życia spłacała zaciągnięte długi. Zmarła w ubóstwie i całkowitym opuszczeniu 9 stycznia 1862 roku W 1910 roku rozpoczął się w Lyonie jej proces beatyfikacyjny, któ-

8

ry zakończył się 25 lutego 1963 roku, kiedy to papież Jan XXIII podpisał dekret stwierdzający heroiczność cnót Pauliny Jaricot. Od tej chwili Kościół trwa na modlitwie, prosząc o  cud za wstawiennictwem Sługi Bożej, który jest warunkiem w drodze do beatyfikacji. Papież Benedykt XVI w „Orędziu na Światowy Dzień Misyjny 2009 roku” wezwał wszystkich wiernych do zaangażowania na rzecz misji: „Celem misji Kościoła jest oświecenie światłem Ewangelii wszystkich narodów. Jego misja dotyczy zbawienia nadprzyrodzonego, które realizuje się w Królestwie Bożym. Do uczestnictwa w takiej misji i do takiej służby wzywam wszystkich członków i wszystkie instytucje Kościoła”. Nie po-

zostawajmy zatem obojętni na wołanie Ojca Świętego, który przecież podejmuje na nowo słowa samego Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15). Podejmijmy trud systematycznej modlitwy w intencji misji, misjonarzy i misjonarek, by dzieło życia Sługi Bożej Pauliny Jaricot nie okazało się daremne i by Dobra Nowina mogła dotrzeć do wszystkich krańców ziemi. kl. Karol Wierzchowski, rok V

Sługa nr 2 (62)


WIADOMOŚCI

Zapowiedź koncertu kolęd i pastorałek

Okres Bożego Narodzenia wiąże się z uroczystym świętowaniem tajemnicy Wcielenia Słowa nie tylko poprzez bogatą liturgię w kościele, rodzinną atmosferę w  domach przy wigilijnym stole, czy czas wolny od szkoły. Można przecież chwalić Pana Boga za to, że zesłał na świat Syna Jednorodzonego również przez śpiew, bo „kto śpiewa, ten dwa razy się modli”. Pięknym zwyczajem jest śpiewanie kolęd i pastorałek. Wychodząc naprzeciw przed chwilą wspomnianego zawołania, organizowany jest dwuczęściowy koncert kolęd w wykonaniu zespołu wokalnego, któremu dyryguje nasz współbrat – kl. Paweł Głowiński. W  skład zespołu wchodzą osoby z bardzo różnych środowisk: klerycy i studenci świeccy, osoby wykształcone muzycznie i takie, które po prostu obdarzone wielkim talentem z umiłowania do muzyki, śpiewają na chwałę Pana Boga oraz osoby, które już ukończyły studia i założyły własne rodziny. Tak więc, jak widać, różnorodność jest ogromna. Dlaczego powiedziałem koncert dwuczęściowy? Może raczej jeden koncert wykonany dwukrotnie, choć z małymi różnicami. Otóż, zespół zaśpiewa pierwszy raz w  grudziądzkiej Bazylice Mniejszej p.w. św. Mikołaja. Co ciekawe, wystąpi z nim orkiestra ze Szkoły Muzycznej w Grudziądzu. Wykonane zostaną utwory chóralne i chóralno-instrumentalne. Cały koncert będzie zachowany w jednym klimacie, gdyż większość wykonywanych kolęd jest w aranżacji znanego współczesnego polskiego kompozytora Macieja Małeckiego. Wydawać by się mogło, że skoro ma to  być muzyka współczesna, to  prawdopodobnie będzie trudna w odbiorze. Nic bardziej mylnego! Kompozycje Macieja Małeckiego to bardzo spokojne i przyjemne dla ucha melodie i nie trzeba być melomanem, aby dostrzec mistrzowski kunszt tego kompozytora. Sługa nr 2 (62)

Oprócz jego utworów będą wykonane także dzieła innych, np.: Lubomira Szopińskiego, Stanisława Niewiadomskiego czy Pawła Łukaszewskiego. Drugie wykonanie koncertu zorganizowane będzie dla mieszkańców Torunia i odbędzie się w kościele p.w. św. Maksymiliana Mari Kolbego na Skarpie. Tym razem będą wykonywane tylko utwory chóralne – bez udziału orkiestry z Grudziądza. Dzięki życzliwości miejscowego proboszcza zespół ma możliwość odbywania tam prób. Pierwsze wykonanie odbędzie się w  Toruniu w kościele p.w. św. M. M.  Kolbego na Skarpie 7 stycznia 2012 roku, a drugie wykonanie koncertu odbędzie się w Grudziądzu w Bazylice Mniejszej p.w. św. Mikołaja dnia 8 stycznia 2012 roku. Wszystkich, którzy pragną posłuchać znanych kolęd i pastorałek oraz modlić się śpiewem razem z nami, serdecznie zapraszam. Kończąc, chcę powiedzieć: "Ad maiorem Dei gloriam!" - "Na większą chwałę Boga!" - jak to miał w zwyczaju podpisywać swoje dzieła J. S. Bach. kl. Marek Matecki, rok II

9


U ŹRÓDŁA – LITURGIA

Święty Mikołaj Nie latał on saniami zaprzęgniętymi w renifery. Nie miał też czerwonego stroju ani czapki. Nie mieszkał również w Laponii. Święty Mikołaj był biskupem Miry. W ikonografii przedstawiany jest w infule na głowie i z pastorałem w ręku. W rocznicę jego śmierci (6 grudnia) obchodzimy Mikołajki – dzień obdarowywania się prezentami. Św. Mikołaj urodził się prawdopodobnie w mieście Patara w Licji (Mała Azja) ok. 270 roku. Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, uproszonym ich gorącymi modłami. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców chętnie dzielił się z potrzebującymi swoim znacznym majątkiem. Cuda, które czynił, przysparzały mu jeszcze większej chwały. Św. Mikołaj zmarł 6 grudnia pomiędzy 345, a 352 rokiem. Zaraz po śmierci poczęto oddawać mu cześć należną świętym. Wkrótce zaczęły krążyć po Europie opowieści o jego dobrych uczynkach, a w każdym z opowiadań o nim jest mowa o robionych przez niego podarunkach. Ciekawostką jest to, że św. Mikołaj zawsze pomagał i pomaga ludziom nocą! Robił to dyskretnie i nie oczekiwał wdzięczności. Jak podają legendy, mało komu udawało się go „złapać na gorącym uczynku”.

10

Zwyczaj obdarowywania dzieci na  pamiątkę św. Mikołaja powstał w pierwszej połowie XVIII w. Do Polski tradycja mikołajkowego obdarowywania się przywędrowała z Niemiec. Na początku pojawiła się na polskich dworach szlacheckich i magnackich. Wieś była na to po prostu za  uboga. Prezenty wręczano głównie dzieciom. Początkowo otrzymywały one medaliki, krzyżyki, święte obrazki i książki. W połowie XVIII wieku po raz pierwszy mamy do czynienia z świętym Mikołajem, który nosił długą białą brodę, czerwoną czapę i czerwone spodnie. Nadal w ręku trzymał pastorał – symbol władzy biskupiej. Podróżował zazwyczaj w towarzystwie aniołów i  diabła ciągniętego na łańcuchu. Z czasem ten zwyczaj rozszerzył się na cały świat, tyle że w wielu krajach dobrotliwy Mikołaj przynoszący prezenty to dobrotliwy staruszek nieprzypominający swym wyglądem świętego. Z jednej strony w dniu 6 grudnia towarzyszy nam krzycząca kolorami i dzwoneczkami komercja, z drugiej zaś – i to na szczęście – mamy poczucie tajemniczości i zagadkowości prawdziwej postaci św. Mikołaja pełne-

Sługa nr 2 (62)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA go pobożności, dobroci i szczodrobliwości. Bądźmy więc świadomi tego, że jest to postać historyczna, wyniesiona przez Kościół na ołtarze. Musimy pamiętać, że obchodzenie dnia świętego Mikołaja ma jeden bardzo ważny cel – niesienie radości innym. Dlatego 6 grudnia myślmy przede wszystkim o tym, żeby zrobić coś dobrego dla drugiej osoby. Pamiętajmy także, żeby ta potrzeba rodziła się z serca, a nie z  kolorowych wystaw i mody na Mikołajki. kl. Marcin Brzozowski, rok II

Duch liturgii według Josepha kardynała Ratzingera (część II) Czy pytanie o czas i przestrzeń ma sens? Czy w obliczu tego, czym jest liturgia, jest sens pytać się o czas i przestrzeń? Gdy kult chrześcijański jest liturgią kosmiczną, obejmującą niebo i ziemię, dziejącą się wiecznie, poza czasem – czy zapytanie o święte miejsca i święte czasy nie jest próbą stworzenia sobie Boga na obraz i podobieństwo człowieka? Takie pytania – jak uczy kardynał Ratzinger – dotykają istoty chrześcijańskiego pojęcia kultu i adoracji, ale też wskazują na niezauważenie zasadniczej kwestii: nasze ziemskie pielgrzymowanie dzieje się jeszcze w historii czasu i danej nam przestrzeni. Dopiero dążymy do zbawienia, do wieczności i  nieskończoności. Zbawienie już zaistniało w naszej ziemskiej historii, ale my ludzie jeszcze trwamy między dwoma przyjściami Chrystusa na świat: jeszcze nie zstąpiło „Nowe Jeruzalem, które nie potrzebuje już świątyni, ponieważ wszechmogący Bóg i Baranek są jego świątynią” (Ratzinger 2007: 70). Ofiara Chrystusa miała miejsce raz jeden. Raz jeden Jezus Chrystus umarł za nas na Krzyżu i Zmartwychwstał. Wyraźnie ową Sługa nr 2 (62)

jedyność Ofiary Chrystusa, jedynej skutecznej, List do Hebrajczyków przeciwstawia wielokrotnie powtarzanym, bo nieskutecznym, ofiarom przebłagalnym Izraelitów. Akt Ofiary Chrystusa przekracza czas, ale ponieważ pochodzi z czasu, może być w czas na nowo wprowadzany, dlatego możliwa jest równoczesność każdej Ofiary Mszy świętej z Ofiarą na Golgocie. Tak oto, jak zauważa św. Bernard z Clairvaux, prawdziwe „raz jeden” staje się „zawsze”, w tym co jednorazowe dzieje się to,  co jest trwałe. Prawdziwe „dzisiaj” obejmuje cały czas Kościoła, rozciągniętego aż do powtórnego przyjścia Chrystusa. Oczekując ostatecznego przyjścia Pana Jezusa, w czasie naszej ziemskiej pielgrzymki, potrzebujemy znaków i symboli, które ukażą nam to, co niewidzialne, a co zostało nam już dane przez Jezusa Chrystusa. Zasłona w Świątyni się rozdarła, ukazując Święte Świętych – w czasie historycznym jednak potrzebujemy „symboli łączących nas z tym, co ukryte i teraźniejsze” (Ratzinger 2007: 76). Czas Boży Każdy czas jest czasem Bożym. Kościół pielgrzymujący wymaga jednak znaku, specjalnie oznaczonego czasu, wybranego i przeznaczonego dla Boga. Pozorny ruch Słońca i ruch Księżyca – wyznaczają nam rytmy: roczne, miesięczne i dobowe. Stworzone przez Boga ciała niebieskie wyznaczają nam dni, miesiące, lata. Wszystkie stworzenia mają swój czas i podlegają czasowi – jak dobrze widać to po słojach w pniu drzewa. Ukierunkowanie modlitwy na  Wschód też wskazuje nam czas, kieruje naszą myśl ku wieczności, ku przychodzącemu Chrystusowi na końcu wieków. Przestrzeń i czas w chrześcijańskiej liturgii wzajemnie się przenikają. W pobożności Starego Testamentu widzimy dwa rytmy czasu: tygodniowy, odmierzany świętym szabatem, i roczny, z powtarzającym się cyklem świąt.

11


U ŹRÓDŁA – LITURGIA Nowe Przymierze, Zmartwychwstanie Chrystusa „trzeciego dnia”, pierwszego dnia tygodnia, łamie porządek świętego rytmu tygodniowego religii mojżeszowej. Przez Zmartwychwstanie przymierze staje się pełne, a Dzień Zmartwychwstania staje się nowym szabatem. Pierwszy dzień tygodnia jest dniem rozpoczęcia stworzenia. Zmartwychwstanie staje się nowym stworzeniem, dzień pierwszy staje się dniem ósmym. Niedziela zatem wychodząc od stworzenia pokazuje nam przyszłość, wezwanie do kształtowania sobie ziemi poddaną z Księgi Rodzaju (1, 28) cały czas obowiązuje chrześcijan, ale w logice Nowego Przymierza jest otwarciem na przyszłość, na nowe życie, na budowanie Królestwa Bożego. Ósmy Dzień Tygodnia symbolicznie wyraża kształt wielu dawnych baptysteriów, budowanych na planie ośmiokąta, gdyż Chrzest jest narodzeniem do Ósmego Dnia, do nowego czasu, który nastąpił dzięki Zmartwychwstaniu Chrystusa. Wielkanoc nie jest tylko przypomnieniem wydarzenia zbawczego, w niej owo „raz jeden” staje się „zawsze”. W rocznym cyklu Wielkanoc przypada w niedzielę, w  pierwszym miesiącu – wg starego kalendarza astronomicznego, gdy Słońce wkracza w znak Barana, nawet przez firmament niebieski ukazując znak Bożego Baranka. W Wielkanocy osobne cykle kalendarza słonecznego i księżycowego splatają się: Wielkanoc następuje w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Liturgia chrześcijańska sięga kosmosu. Dla starożytnego Izraela Pascha ma ścisłe znaczenie historyczne: uwolnienie z „ziemi egipskiej, z domu niewoli”. Dla chrześcijan Wielkanoc to wielkie uwolnienie ludzkości i  wszelkiego stworzenia z pęt grzechu. Mojżesz wywiódł naród z groźby śmierci w  Egipcie, Chrystus wywiódł ludzkość z groźby śmierci wieczystej. Z ustaleniem daty Śmierci Pana Jezusa wiąże się ustalenie daty Bożego Narodzenia – jest to jednak osobny wątek, który powinien znaleźć miejsce w odrębnym arty-

12

kule. Dwa wielkie święta, Wielkanoc i Boże Narodzenie strukturyzują rok wiary, wyznaczając poszczególne jego okresy: od Adwentu poprzez oktawę Bożego Narodzenia, od Wielkiego Postu poprzez Oktawę Wielkanocy do Dnia Pięćdziesiątnicy. Te wielkie uroczystości, świecące w  roku wiary jak Słońce na niebie, uzupełniane są mniejszymi światłami, które jak latarenki pomagają nam rozpoznać i pokochać Jedynego Boga. To dni poświęcone poszczególnym świętym: Maryi, Apostołom, męczennikom i wyznawcom wszystkich czasów. Ich, pochodzące od Boga, światło pozwala nam lepiej poznać „bogactwo wielkiej światłości Bożej, której nie bylibyśmy w stanie uchwycić w blasku jej czystej chwały” (Ratzinger 2007: 128). Święte miejsca: między synagogą a kościołem Wspólnota chrześcijańska potrzebuje miejsca, aby się gromadzić. Dla przeciwników sacrum sens funkcjonalny budynku kościoła jest jedynym, skoro odrzucają sens sakralny świątyni. „Nie ulega wątpliwości – pisze papież

Sługa nr 2 (62)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA – że jest to istotna funkcja budynku kościoła, dzięki której odróżnia się ona także od klasycznego kształtu świątyni w większości religii” (Ratzinger 2007: 80). Warto się przyjrzeć nieco dokładniej obu sensom budowli kościelnej przedstawionym przez Josepha Ratzingera: sakralnemu i funkcjonalnemu. Chrześcijańska budowla sakralna szybko została nazwana „domus Ecclesiae” (domem Kościoła), a samo słowo „ecclesia” (zgromadzenie, Kościół) stało się skrótowym określeniem nie tylko wspólnoty, lecz też budynku, w którym ta wspólnota się gromadzi. Chrześcijanie nie mogli wzorować swego budynku sakralnego na Świątyni Jerozolimskiej. Rytuału Przebłagania w religii mojżeszowej dokonywał tylko sam arcykapłan, który wchodził do Świętego Świętych raz w roku. Również świątynie pogańskie nie mogły być wzorem dla chrześcijan – były zbyt małe, stanowiły bowiem głównie mieszkanie bóstwa – posągu. Jak wskazuje papież – powołując się na badania Louisa Bouyera (por. w polskim wydaniu Bouyer 2009) – chrześcijański dom Boży zachowuje więź z synagogą. Istnieje istotna różnica między synagogą a Świątynią Jerozolimską – ta pierwsza jest przede wszystkim miejscem nauczania, jednak nie można przeciwstawiać synagogi i „religii słowa” przeciwko Świątyni i „religii rytuału”. Religia słowa pochodzi od religii rytuału i synagoga rozumiała siebie jedynie w odniesieniu do Świątyni (por. Bouyer 2009: 13-14, Ratzinger 2007: 80-82). Chrześcijaństwo to  odniesienie wypełnia: liturgia chrześcijańska włącza w siebie także Świątynię, nie będąc tylko kontynuacją synagogi: „dzięki wspólnocie z Jezusem Chrystusem, z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym – zyskuje wymiar specyficznego, chrześcijańskiego nowatorstwa, unikając dramatycznych pęknięć” (Ratzinger 2007: 82). Synagoga nie była dla żydów wySługa nr 2 (62)

łącznie miejscem nauczania, rodzajem salki katechetycznej, lecz zawsze była zorientowana na obecność Boga. Jednak owa obecność Boga dla żydów – šekina – była i jest nierozerwalnie związana ze Świątynią Jerozolimską. Architektura synagogi kieruje wiernych żydów – z nauczającym rabinem na czele – ku arce Tory, a przez nią – w kierunku Świątyni, jedynego miejsca kultu w Jerozolimie, gdzie niewidzialny Bóg był obecny w swym Świętym Przybytku. Liturgia chrześcijańska wyraźnie wskazuje na jedność obu Testamentów. Nie dziwi zatem wewnętrzny związek budowli synagogi i kościoła, co najwyraźniej widać w  budowlach chrześcijaństwa semickiego, niegreckiego, czyli na obszarze Kościołów monofizyckich i nestoriańskim na Bliskim Wschodzie (Ratzinger 2007: 84). Pierwsza nowość: wschód Liturgia chrześcijańska wprowadziła trzy nowości do budowli kościoła. Nowość pierwsza: wzrok chrześcijan nie kieruje się już do Jerozolimy, zburzona Świątynia nie jest już miejscem przebywania Boga, obłok obecności Bożej – šekina – się oddalił na zawsze. Zasłona jej została rozdarta na zawsze, nie w niej spoczywa nadzieja zbawienia. Chrześcijanie patrzą na wschód, w kierunku wschodzącego słońca. Nie jest to oczywiście bałwochwalczy kult Słońca – wschód jako symbol zastępuje Świątynię Jerozolimską. Chrystus przedstawiony w symbolu słońca to prawdziwy tron Boga żywego. Kościoły są orientowane – słowo „orientacja” oznacza „ukierunkowanie na wschód” – dopiero późniejszym znaczeniem jest „umiejętność, zdolność określenia swojego położenia w terenie”. Skierowanie modlitwy na wschód ma kilka znaczeń. Po pierwsze to wyraz spoglądania na Chrystusa, jako jedynego Pośrednika między Bogiem Ojcem a człowiekiem. Słońce także symbolizuje powracającego Chrystusa Pana w swej chwale na końcu

13


U ŹRÓDŁA – LITURGIA czasów – jest więc to wyraz oczekiwania na Paruzję. Modlitwa na wschód skierowana oznacza wyjście naprzeciw nadchodzącego Chrystusa. Jest modlitwą nadziei, modleniem się podczas drogi naszej ziemskiej wędrówki. Po  trzecie orientacja modlitwy to wyraz związku między kosmosem a historią zbawienia. Cały kosmos włącza się w modlitwę, bo cały oczekuje odkupienia. Liturgia chrześcijańska jest liturgią kosmiczną – modlitwa chrześcijańska traci swą wielkość, gdy zapomina o kosmosie boskiego stworzenia i skupia się tylko na świecie wytworzonym przez ręce człowieka. Obecne OWMR nic nie mówi o kierunku orientacji kościoła (por. nr 288 – 318), ale papież pisze wyraźnie: „Dlatego też wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe, należy podejmować apostolską tradycję kierowania się na wschód zarówno w budowie kościołów, jak i w realizowaniu liturgii” (Ratzinger 2007: 86-88). Druga nowość: ołtarz W kościołach chrześcijańskich pojawia się element, który był wykluczony w synagogach: ołtarz, sytuowany przy ścianie wschodniej lub w absydzie tej ściany. Ołtarz jest wkroczeniem Chrystusa do zgromadzonej wspólnoty oraz wyjściem wspólnoty z więzienia tego świata przez zasłonę Przybytku rozdartą przez śmierć Zbawiciela, jest udziałem w wiecznej Passze. Ołtarz w absydzie jest skierowany w stronę „Orientu”, sam będąc jego częścią. Wraz z ołtarzem w budynku kościoła pojawił się nowy punkt ciężkości: w każdym kościele pojawia się Świątynia. Wspólnota wprowadzana jest w rzeczywistość ofiary niebiańskiej, w komunię świętych wszystkich miejsc i wszystkich czasów. Ołtarz nie zamyka się w przestrzeni kościoła, lecz otwiera, wprowadzając w wieczną liturgię. „Niech Twój święty Anioł zaniesie tę Ofiarę na ołtarz w niebie przed oblicze boskiego majestatu Twego”, mówi kapłan w Kanonie Rzymskim.

14

To znaczenie chrześcijańskiego ołtarza ma swe konsekwencje praktyczne, ujawniające się w sporach dotyczących usytuowania ołtarza i kapłana w kościele. W najstarszych kościołach liturgia celebrowana była w dwóch miejscach. Centrum pomieszczenia jest miejscem celebracji liturgii słowa. Po zakończeniu jej wierni wraz z biskupem pielgrzymowali do ołtarza, gdy rozlegało się wezwanie „Conversi ad Dominum” (zwróćcie się do Pana). Właściwa liturgia eucharystyczna celebrowana była w absydzie, gdy wszyscy wierni wraz z celebransem kierują się na wschód, w stronę przychodzącego Pana. Trzecia nowość: kobiety Wbrew twierdzeniom wielu ateizujących feministek Kościół katolicki bardzo dowartościował kobiety. W starożytnym Izraelu do ważności kultu wymagano obecności mężczyzn. W Kościele Chrystusowym nie było rozdziału. I choć posługa kapłańska została powierzona przez Chrystusa wyłącznie mężczyznom, to były one włączone w liturgię jak mężczyźni. Znalazły one miejsce w samym świętym pomieszczeniu, wokół ołtarza. Przestrzeń: tabernakulum Kościoły pierwszego tysiąclecia nie miały jeszcze tabernakulum. Pojawia się ono jako owoc przemyśleń teologicznych i  wiary Kościoła w realną i trwałą obecność Chrystusa w przemienionej Hostii. Wiara ta, obecna już u Apostołów św. Jana i św. Pawła, widoczna w pismach Ojców Kościoła: św. Justyna Męczennika, św. Ignacego Antiocheńskiego, św. Augustyna, ugruntowana została w  średniowieczu i potwierdzona nieomylnie na Soborze Trydenckim. Od zawsze wiadomo było, że Chleb, raz przemieniony w Ciało Pańskie, takim pozostaje, dlatego też przechowywano go  ze  czcią i zanoszono dla chorych. Pogłębiona świadomość religijna średniowiecza, dzięki działalności teologów franciszkańskich i dominikańskich, zaczęła wymagać stworzeSługa nr 2 (62)


U ŹRÓDŁA – LITURGIA nia godnej przestrzeni dla Przeistoczonego Chleba. Rozwija się więc forma tabernakulum, w którym realnie obecne jest to, co niegdyś w Świątyni symbolizowała Arka Przymierza: tabernakulum jest Świętym Świętych. Bóg, Jego obecność – šekina – jest teraz w każdym, najmniejszym wiejskim kościółku, tak samo jak w najwspanialszej katedrze. Ostateczna Wieczna Świątynia Boga jest dopiero w Nowym Jeruzalem. Tu na ziemi Jej chwała jest ukazywana już teraz w tabernakulum, pod pokorną postacią chleba. Adoracja nie jest sprzeczna z komunią, gdyż komunia, spożywanie Ciała, osiąga swą pełnię i godność, gdy wypełnia się ją adoracją. Obecność Chrystusa w tabernakulum nie jest konkurencją dla liturgii Eucharystii, lecz ją wypełnia i powoduje, że Eucharystia w  Kościele trwa zawsze. Kościół, w którym jest obecne tabernakulum oraz pali się wieczna lampka, nie jest martwą budowlą, ale domem Jezusa Chrystusa, który jest w  nim zawsze obecny, zawsze czeka na człowieka, aby go przemieniać i czynić gotowym na Jego ostateczne przyjście. Dlatego, jak uczy papież, „tabernakulum musi znaleźć w architektonicznej strukturze kościelnej budowli godne siebie miejsce” (Ratzinger 2007: 108). Przestrzeń: orientacja ołtarza i... kapłana Dla wyznawców judaizmu i islamu kierowanie się podczas modlitwy w stronę centrum objawienia Boga jest rzeczą zupełnie oczywistą. Chrześcijanin, zwłaszcza Zachodu, pojmuje to o wiele gorzej. Wszak Bóg jest duchem, Bóg jest wszędzie. Ta sama myśl, która powoduje, że część ludzi nie widzi potrzeby chodzenia do kościoła, u wielu chrześcijan skutkuje zatratą potrzeby i sensu orientacji modlitwy. Ale możemy się modlić do wszechobecnego Boga tylko dlatego, że On sam się nam objawił, poprzez Wcielenie wkroczył w konkretne miejsce i czas – a zatem czymś właściwym dla modlitwy, zwłaszcza dla oficjalnego kultu jest to, aby nasza rozmowa Sługa nr 2 (62)

z Bogiem była kierowana do Trójjedynego Boga za pośrednictwem Wcielonego Słowa Bożego. A symbol wschodzącego słońca – jak uczy papież – „wyraża uniwersalność przekraczającą wszystkie miejsca, zachowując jednak konkretność Bożego objawienia” (Ratzinger 2007: 94). Jak się to ma do położenia ołtarza? W  jakim kierunku się zwracamy, modląc się w  liturgii eucharystycznej? Joseph kardynał Ratzinger zwraca naszą uwagę na Bazylikę Świętego Piotra. Warunki topograficzne sprawiły, że jest ona zwrócona na zachód. Zatem, aby celebrujący papież kierował się na  wschód, zgodnie z tradycją, to stał on  za  ludem i spoglądał w jego stronę. Liturgiczna odnowa XX wieku odwoływała się do zastanego układu, rozwijając z niego nową ideę – celebrację Eucharystii versus populum (w stronę ludu). W ten sposób chciano sprostać pierwowzorowi Ostatniej Wieczerzy, wspólnej uczty Jezusa Chrystusa z Apostołami. Odnowa liturgiczna Soboru Watykańskiego II nie przewidywała zmiany kierunku odprawiania Mszy świętej. Trendy jednakże po soborze spowodowały, że prawie wszędzie wybudowano nowe ołtarze i popularnym, acz jak widać błędnym poglądem jest, że „odwrócenie kapłana twarzą do ludu jest jednym z głównych wątków odnowy liturgii na Soborze Watykańskim II”. Współczesne zasady mówią, że: „Ołtarz winien być zbudowany w oddaleniu od ściany, aby łatwo można było obchodzić go dookoła i celebrować przy nim w stronę ludu” (OWMR nr 299). Jak zauważa obecny papież, „w ten sposób sens rzymskiej bazyliki wraz z ustawieniem jej ołtarza został zrozumiany niewłaściwie, a i wyobrażenie Ostatniej Wieczerzy Jezusa jest tutaj co najmniej niedokładne” (Ratzinger 2007: 94). Jak zauważa Bouyer (s.  50), w czasach wczesnochrześcijańskich przewodniczący uczty nigdy nie zajmował miejsca naprzeciw innych uczestników, jed-

15


U ŹRÓDŁA – LITURGIA ność wyrażana była tym, że wszyscy zasiadali po tej samej stronie stołów, ustawionych w kształt podkowy lub sigmy. Kardynał Ratzinger zauważa, że słuszne było wyraźne oddzielenie miejsca liturgii słowa od liturgii eucharystycznej, gdyż w głoszeniu słowa kapłan zwraca się do ludu. Zatem sensownym jest, aby naprzeciw głoszącego byli słuchacze, którzy modlą się psalmami, przyjmują słowo i rozważają je,  przemieniając w modlitwę, która jest ich  odpowiedzią (por. Ratzinger 2007: 98). Kardynał Ratzinger zwraca uwagę na  istotny fakt, że pojęcie Mszy świętej nie wyczerpuje się tylko w pojęciu uczty. Pan Jezus ustanowił „nowość chrześcijańskiego kultu” w ramach żydowskiej uczty paschalnej, ale kazał powtarzać jedynie ową „nowość”, a  nie samą ucztę. Eucharystia z polecenia Chrystusa odwołuje się do Krzyża, łącząc się z pamiątką Jego śmierci i zmartwychwstania. Przed XVI wiekiem nikt nie zwracał uwagi na to, czy kapłan celebrując ma mieć lud przed, czy za sobą. Nie stawiano w centrum ani kapłana, ani ludu. Przeciwnie, pilnowano, aby kapłan odmawiał Modlitwę Eucharystyczną kierując się na wschód. Nawet, jeśli topografia kościoła powodowała, że  przez to kapłan zwracał się twarzą w kierunku ludu, to „nie tylko kapłan zwracał się na Wschód, ale i całe zgromadzenie wraz z nim” (Bouyer 2009: 52). W czasach nowożytnych te zasady zaczęły zanikać i pojawiały się absurdalne określenia „celebrowania do ściany” czy „odwracania się plecami do ludu”. Uczta – w nowożytnym układzie miejsc przy stole – zaczęła być normatywną ideą celebracji liturgicznej. Jak zauważa Benedykt XVI – dopiero tutaj doszło do klerykalizacji, której przedtem nie było. To kapłan stał się punktem odniesienia do całości celebracji: „Wszystko zależy od niego. To jego trzeba widzieć, to w jego działaniu brać udział, jemu odpowiadać – to jego kreatywność podtrzymuje całość” (Ratzinger

16

2007: 96). Dalej następuje próba redukcji roli tak wyniesionego kapłana: powierzanie „twórczego” opracowania liturgii grupom wiernym, które powinny, a przede wszystkim pragną włączyć się w celebrację. Przyszły papież Benedykt XVI nie wahał się użyć ostrych słów – których znaczenie może w Polsce niedoceniane, staje się widoczne przy obserwacji liturgii w wielu kościołach Zachodu: „Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co  czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać <danemu z góry schematowi>” (Ratzinger 2007: 96). Wspólnota zamyka się w kręgu, który symbolicznie nie jest już otwarty ani do przodu, ani do góry. Celebracja ku wschodowi nie oznaczała modlenia się do ściany czy odwracania się tyłem do kogokolwiek, tylko ten sam zwrot ludu i kapłana, wspólnie zmierzających do Pana, ku Chrystusowi, który jak wschodzące słońce wychodzi człowiekowi naprzeciw. Takie poglądy „pancernego kardynała” doczekały się oczywiście wielu głosów krytycznych. Nie ma miejsca w tym artykule na  analizę ich wszystkich, ograniczmy się zatem do jednego: „jeśli wierni i kapłan spoglądają na siebie, to nie muszą patrzeć na wschód, bo w drugim człowieku widzimy obraz Boga”. Kardynał Ratzinger odpowiada na to, że nie jest łatwo dojrzeć Boga w drugim człowieku, można go dostrzec bowiem nie okiem kamery czy aparatu fotograficznego, a tylko okiem wiary. W tym celu jednak musimy się mocno upodabniać do Boga w miłości, pokorze, prawdzie i dobroci. Rozwiązanie: Krzyż Rodzi się nam pytanie praktyczne: co teraz? Czy na nowo przebudowywać kościoły? Kardynał Ratzinger powstrzymuje nas od tego, gdyż wszelkie rewolucje w liturgii są niezwykle szkodliwe. Papież zauważa, że skoro wschód jest znakiem Syna Bożego, więc od początku związany był ze znakiem krzyża. Zatem tam, Sługa nr 2 (62)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA gdzie nie ma możliwości celebracji „ad Orientem”, tam jako duchowy wschód służyć może krzyż. „Powinien on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok kapłana i modlącego się zgromadzenia. W ten sposób postępujemy zgodnie z dawnym wezwaniem do modlitwy, znajdującym się na progu Eucharystii: Conversi ad Dominum!- Zwróćcie się do Pana!” (Ratzinger 2007: 100). Nie jest to sprzeczne z obecnymi przepisami, które mówią: „na ołtarzu lub obok niego należy umieścić krzyż z wizerunkiem Chrystusa” (OWMR nr 308), chociaż nakaz umieszczenia krzyża dotyczy tylko przenośnego stołu, używanego w zastępstwie ołtarza (por. OWMR nr 297). Do największych absurdów XX wieku nasz papież Benedykt XVI zalicza odstawianie krzyża na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Pyta się on: „Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa?” (tamże). Wzywa nas: „ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej”! Można wybrać Krzyż przedstawiający Mękę, Chrystusa, który dla nas dał sobie przebić bok, z którego wypłynęła krew i woda – Eucharystia i Chrzest, lub Krzyż Chrystusa tryumfującego, który zwraca naszą uwagę na powtórne przyjście naszego Pana w chwale. Zawsze bowiem naszym celem jest „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13, 8). kl. Dominik Domin, rok III Bibliografia 1.Bouyer Louis, „Architektura i liturgia”. Wydawnictwo Astraia, Kraków 2009. 2.„Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego”. Pallotinum, Poznań 2006. 3.Ratzinger Joseph, „Duch Liturgii”. Klub Książki Katolickiej, Poznań 2007.

Sługa nr 2 (62)

Herod – rzeź niewiniątek „Wtedy Herod, widząc, że go mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od mędrców.” (Mt 2, 16 – 18) Każdego roku, w oktawie Narodzenia Pańskiego 28 grudnia, obchodzimy Święto Świętych Młodzianków, męczenników. W tym dniu wspominamy wydarzenia, które zostały opisane w Ewangelii wg św. Mateusza w drugim rozdziale. Myślę, że warto choć trochę pochylić się nad tym zdarzeniem, zastanowić się nad jego historycznością, powodami oraz nad tym, kim był Herod – sprawca tej rzezi. Ewangelia przedstawia Heroda jako tego, który wydał rozkaz zabicia chłopców z  Betlejem i okolic w wieku do 2 lat. Warto zatrzymać się na chwilę nad tą postacią, która realnie zaistniała w historii. Historycy za jego zręczną politykę, przepych, wspaniałe budowle i dwór nadali mu przydomek „Wielki”, dlatego istnieje on na kartach historii jako Herod Wielki. Imię Herod w języku greckim oznacza „potomek bohatera”. Urodził się ok. 73 roku przed Chr., a jego ojcem był Antypater, którego w 47 roku przed Chr. Cezar ustanowił prokuratorem Judei. Pochodził z plemienia Idumejczyków, inaczej Edomitów. Byli to  potomkowie Ezawa, brata patriarchy Jakuba, od którego wywodzi się naród izraelski. To oznacza, że Herod nie należał do pier-

17


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA

wotnej grupy Izraelitów. Był Żydem jedynie na  podstawie praktyk religijnych. Otrzymał hellenistyczne wychowanie i  bardzo umiłował grecką kulturę. Jednak jako zarządca Galilei, a później jako król Judei zabiegał o to, aby jego poddani uważali go za Żyda. Herod był zdolnym dyplomatą i mówcą, bardzo odważnym i zręcznym człowiekiem. Jednak był też bardzo okrutny i nie przebierał w środkach. Przez jego ambicję i żądzę władzy wymordował setki ludzi, w tym też wielu członków swojej rodziny, którzy padli ofiarą jego chorobliwego braku zaufania. Z ramienia swojego ojca Herod został zarządcą Galilei w 47 roku przed Chr., zaś jego starszy brat Fazael zarządcą Jerozolimy. Był bardzo posłuszny Rzymowi, do którego w owym czasie należała Palestyna. W 43 roku przed Chr. Antypater został zamordowany. W  wyniku walk z Antygonem, ostatnim Machabeuszem, i najazdem sprzyjających mu  Partów Herod uciekł do Rzymu, gdzie od senatu przy poparciu Antoniusza otrzymał tytuł króla Judei. Po ciężkich walkach zdobył Jerozolimę i od 37 r. przed Chr. rozpoczął swoje panowanie. Ciekawe było stanowisko Heroda względem Oktawiana i Antoniusza. Nie angażował się on nigdy w żaden otwarty konflikt między nimi. Stawał po jednej

18

ze stron tylko w decydującej chwili, a szczególnie wtedy, gdy Oktawian w 31 roku przed Chr. pokonał w bitwie morskiej pod Akcjum swego rywala Antoniusza i został cezarem. Spoglądając na budowle, które wybudował Herod za swego panowania, można zauważyć, że wiele z nich było poświęconych publicznemu kultowi i czci Cezara Augusta (Oktawiana). Zbudował m.in. świątynię Augusta w pięknej Samarii, a także przebudował jedno z miast portowych nad Morzem Śródziemnym i zmienił jego nazwę na Cezarea. Tam również powstała świątynia Augusta. Obok budowli wznoszonych na cześć Cezara, Herod wybudował w 24 roku przed Chr. królewski pałac w Jerozolimie. Zwieńczeniem jego prac budowlanych było zapoczątkowanie przebudowy świątyni jerozolimskiej. Prace rozpoczęto w 20 roku przed Chr., ukończono w  63 roku po Chr. – krótko przed jej zburzeniem przez Rzymian. Jak już wspomniałem wcześniej, Herod był bardzo okrutny i krwawy w swoim działaniu. Za czasów swych rządów zabijał wielu swych przeciwników i członków rodziny. Na samym początku zabił 45 zwolenników Antygona. Z biegiem lat wymordował także wszystkich zwolenników Machabeuszy. Był nawet zdolny do tego, żeby pozbawić życia swoją ukochaną żonę Mariamne i w walce o dziedzictwo ich dwóch synów – Aleksandra i Aristobulosa. W końcu pięć dni przed swoją śmiercią kazał strącić jeszcze jednego swego syna, Atypatra. Pod koniec krwawych rządów Heroda przypadają narodziny Jezusa Chrystusa, a także rzeź dzieci w Betlejem. Herod Wielki zmarł w 4 roku przed Chr. w wieku siedemdziesięciu dwóch lat, po  trzydziestu czterech latach rządów. Władzę po nim objęli jego synowie: Herod Antypas i Archeleos oraz ich brat przyrodni Filip. Warto podkreślić, że rządy Heroda Wielkiego były wysoko oceniane przez Rzymian, jednak jego życie prywatne nie toczyło się zbyt poSługa nr 2 (62)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA myślnie. Krwawość rządów Heroda zauważmy również na kartach Pisma Świętego. Widzimy to przede wszystkich w perykopie opisującej rzeź niewinnych dzieci w Betlejem i okolicy. Na samym początku warto nakreślić przyczyny tego strasznego wydarzenia. Wszystko to było spowodowane tym, że Herod poczuł się osobiście dotknięty i oszukany przez mędrców ze Wschodu, którzy nie spełnili jego życzenia. Opuścili potajemnie Judeę, nie informując Heroda o miejscu narodzin Mesjasza. To stało się powodem jego wielkiego gniewu. Herod ogarnięty lękiem przed utratą tronu na rzecz nowo narodzonego Mesjasza „posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od mędrców.” (Mt, 16b) Fakt, że  trzej mędrcy nie dopełnili danego słowa Herodowi, stał się powodem tej okrutnej rzezi. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w  Piśmie Świętym w jeszcze jednym miejscu. W Księdze Wyjścia czytamy o rozkazie faraona, w którym władca egipski kazał wymordować wszystkich nowo narodzonych chłopców żydowskich (por. Wj 1, 22). Rodzi się tutaj jeden problem w kwestii historyczności mordu tych dzieci. Spotykamy się tu z dyskusją, ponieważ nie posia-

Sługa nr 2 (62)

damy żadnych dokumentów pozachrześcijańskich i  chrześcijańskich, oprócz Ewangelii wg św. Mateusza, które by o tym wydarzeniu wspominały. Do tego Ewangelista mówi o nim pośrednio i dopiero z kontekstu, tj.  z  wersu 18 dowiadujemy się, że wydany przez Heroda rozkaz został wykonany. Jednak znając z różnych dokumentów ostatnie lata rządów Heroda Wielkiego, jego obsesyjną obawę wobec utraty tronu i krwawe zwalczenie wszelkich przeciwników, przyjmuje się, że wydarzenie rzezi niemowląt jest wydarzeniem historycznym. Ciężko jest ustalić jego konkretną datę z powodu braku potrzebnych danych. Jednak można przypuszczać, jak to czyni wielu egzegetów analizując wers 16 szczególnie w miejscu, gdzie mowa o zabiciu dzieci w wieku do dwóch lat, że pokłon trzech mędrców miał miejsce jakiś czas po narodzeniu Pana Jezusa, tj. ok. 2 lat od narodzin Mesjasza. Czytając wers 17 drugiego rozdziału Ewangelii Mateuszowej, zauważamy koniec opisu rzezi, po czym mamy formułę wprowadzającą cytat ze Starego Testamentu. Jest ona charakterystyczna i odmienna od występujących wcześniej. Zamiast słów: „żeby się wypełniło słowo Pańskie wypowiedziane przez proroka”, mamy zwrot: „Wtedy spełniło się słowo wypowiedziane przez proroka Jeremiasza”. Wydaje się, że autor natchniony uczynił to celowo. Brakuje tutaj odniesienia słów proroka do Boga, aby uniknąć wypowiedzi sugerującej, która miałaby oznaczać, że Bóg bezpośrednio zamierzył ten straszny czyn zabicia niewinnych dzieci. Zło, którego dopuszcza się Herod, pochodzi z jego wolnej decyzji. Przytoczony przez św. Mateusza cytat ze Starego Testamentu to tekst prorocki, zaczerpnięty z Księgi Jeremiasza (dokładnie Jr 31, 15). Odnosi się nie do Mesjasza, lecz do smutnej, współczesnej Jeremiaszowi rzeczywistości. Izraelici z Królestwa północnego w  722/721 roku przed Chr. zostali uprowadzeni w  niewolę przez Asyryjczyków, dlate-

19


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA go Prorok mówi, że Rachela, żona patriarchy Jakuba oraz matka Józefa i Beniamina, przez co prarodzicielka pokolenia Beniamina, Efraima i Manassesa (pokolenie Efraima i Manassesa zamieszkiwały w Królestwie północnym), opłakuje utratą swych synów. Można by teraz zadać sobie pytanie, jakie odniesienie ma ten cytat do zabójstwa dzieci z Betlejem. Wydaje się, że najlepiej rozpatrywać to w kontekście zbawczych dziejów Izraela. Być może Ewangelista chciał tu zwrócić uwagę na fakt, że  śmierć dzieci z Betlejem spowodowana złością ludzką ma tak samo swoje miejsce w historii zbawienia, jak uprowadzenie części narodu wybranego do niewoli. W obu wydarzeniach odnajdujemy krzywdę i cierpienie ludu Bożego. Śmierć dzieci betlejemskich, jak i krzywda deportacji woła o sprawiedliwość do Boga. Zagłębiając się dalej w Ewangelię wg  św. Mateusza, natrafiamy na rozdziały 14-18, w których myśl przewodnia wynikająca z czynów i słów Pana Jezusa, jest zbieżna z sensem perykopy o rzezi niewiniątek. Dostrzec możemy, że w tych obu fragmentach Ewangelii, przewija się idea cierpienia i ofiary, które są nieodłącznymi towarzyszami istnienia i wzrostu królestwa niebieskiego na ziemi. Konkludując, zarówno Ewangelia, jak i źródła pozabiblijne ukazują Heroda jako krwawego władcę, mającego obsesję w stosunku do utrzymania władzy. Jednak trzeba stwierdzić, że był to również dobry budowniczy oraz zręczny polityk, dlatego historycy nadali mu przydomek „Wielki”. Jednakowoż jego obsesja doprowadziła do strasznego czynu, jakim było zabicie niewinnych dzieci z Betlejem i okolic. Różne świadectwa na temat okrutnych rządów Heroda i jego obawy przed utratą tronu pozwalają przyjąć, że to zdarzenie miało miejsce. kl. Kamil Kurt, rok II

20

Bibliografia: 1. "Biblia w nauczaniu chrześcijańskim", pod red. ks. Józefa Kudasiewicza, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1991, s. 223-225 2.Martin Bocian, Leksykon postaci biblijnych, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1995, s. 164166 3.Ks. Józef Homerski, Ewangelia według św. Mateusza. Wstęp – przekład z oryginału, Pallottinum 2004, s. 95-96 4.Fritz Rienecker, Gerhard Maier , "Leksykon biblijny", red. naukowy wyd. polskiego ks. Waldemar Chrostowski, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2001, s. 275-277 5.Słownik wiedzy biblijnej, red. naukowa Bruce M. Metzger, Michael D. Coogan, konsultacja wyd. polskiego ks. Waldemar Chrostowski, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 1996, s. 123-125

Uroczystość Epifanii – Trzech Króli

Każdego roku dnia 6 stycznia obchodzimy uroczystość Trzech Króli, która jest związana z pokłonem mędrców Dzieciątku Jezus po jego narodzeniu. Jednak czy ktoś zastanawiał się nad faktem historyczności tego wydarzenia, podczas gdy wzmiankę na  ten temat można odnaleźć tylko w Ewangelii wg św. Mateusza? Dlaczego Pismo Święte nie nazywa ich Królami, tylko Mędrcami i nie podaje ich liczby? Co można powiedzieć na temat gwiazdy, która ukazywała drogę do celu trzem Królom? Treść uroczystości obchodzonej 6 stycznia jest o wiele bogatsza niż fakt jednego wydarzenia z historii zbawienia. Epifania – tak właściwie określany jest ten obchód w języku teologii liturgii, oznaczający objawienie Boga; chodzi tu o konkretne wydarzenia z życia Pana Jezusa, które potwierdziły Jego tożsamość, jako Syna Bożego. Zdarzenia te są często określane jako „tria miracula” – Sługa nr 2 (62)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA trzy cudowne wydarzenia z życia Chrystusa, a chodzi o Chrzest Pana Jezusa, pokłon Magów i cud w Kanie Galilejskiej. Trafnie opisuje te trzy zdarzenia antyfona do Pieśni Maryi śpiewana podczas II Nieszporów uroczystości: „W tym dniu tak świętym trzy cuda wysławiamy: dziś gwiazda przywiodła mędrców do żłóbka; dziś podczas godów woda stała się winem; dziś Chrystus dla naszego zbawienia przyjął od Jana chrzest w Jordanie.” Jedno wydarzenie tej uroczystości jest szczególnie rozwinięte w pobożności i  sztuce pod nazwą „Trzech Króli”. Mało kto potrafiłby pewnie wskazać na dwa pozostałe. Jednak jaki jest rys historyczny tego faktu, zaistniałego w życiu Pana Jezusa? Ewangelia wg św. Mateusza wzmiankuje o pokłonie Mędrców, nie nazywając ich królami oraz wcale nie podaje wprost liczby przybyłych. Trzy osoby możemy wnioskować na podstawie złożonych darów w liczbie trzech. Nazwania Mędrców królami dokonał Cezary z Arles w VI wieku, chociaż już w IV wieku Tertulian nazywał ich podobnie. Podstawą określenia Mędrców królami jest zapewne Psalm 71, który powiada: „Królowie Tarszisz i wysp przyniosą Mu dary, królowie Arabów i Saby złożą upominki”. Magami pierwotnie nazywano kapłanów religii mazdejskiej, która była wyznawana przez Medów i Persów. Kapłani tworzyli kastę, czy też swoiste plemię. Według różnych źródeł prowadzili życie surowe. Ich zadaniem było utrzymywanie ognia na górach i pagórkach, zajmowali się również badaniem snów i ruchem ciał niebieskich. Jednak w momencie narodzenia Chrystusa nie odgrywali oni znaczącej roli. Nazwa „mag” odnosiła się wtedy do naukowców parających się badaniem gwiazd, jak również do astronomów i astrologów. Magowie, którzy przybyli oddać pokłon Chrystusowi, byli z pewnością najwytrawniejszymi z nich. Magowie zajmowali się rzeczami tajemniczymi, zakrytymi dla ogółu ludzkości (badanie ruchu ciał niebieskich). Musieli zoSługa nr 2 (62)

stać powiadomieni o fakcie narodzenia się Mesjasza. Wiadomość tą z pewnością rozprzestrzenili Żydzi na Wschodzie, również w  Persji, gdzie działali owi kapłani – magowie. Persja to tereny, o których można przeczytać na kartach Pisma Świętego, zwłaszcza w Księdze Estery i Tobiasza. Tak więc Persowie mogli znać proroctwo Balaama, który natchniony przez Boga wyrzekł: „Wschodzi gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło.” (por. Lb 24, 17). Liczba magów przybyłych złożyć pokłon nowonarodzonemu Chrystusowi jest kwestią sporną. Dlaczego? Ową liczbę trzech składających pokłon można wnioskować na  podstawie darów, które przynieśli. Jednak czy nie mogło ich być na przykład 12, co by  potwierdzały witraże z bazylik w Syrii i Armenii. Można przyjąć taką tezę, jednak tradycja przyjęła liczbę 3, co z kolei potwierdza przepiękna mozaika z IV wieku w bazylice świętego Apolinarego w Rawennie. Ciekawa jest też interpretacja darów złożonych przez trzech mędrców. Jak podaje tradycja Kacper, Baltazar i Melchior złożyli w darze złoto, kadzidło i mirrę. Złoto symbolizuje godność królewską Chrystusa, kadzidło Bóstwo, a  mirra człowieczeństwo. Jest to zaskakujące ukazanie poprzez dary dwóch natur Chrystusa: Boskiej i ludzkiej oraz zapowiedź śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego. Pozostaje jeszcze kwestia pytania o  gwiazdę, dzięki której magowie dotarli do  Dziecięcia. Trudno powiedzieć, czy zna-

21


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA li dobrze gwiazdy oraz nie można zapominać o  fakcie, że obserwując gwiazdy gołym okiem lub używając przyrządów bardzo prymitywnych, nie mieli takich możliwości, jakie istnieją dzisiaj. Pierwsza hipoteza to gwiazda „nova”, która ukazała się w 1918 roku w  konstelacji Orła oraz ta, która ukazała się w 1572 roku po Nocy świętego Bartłomieja. Jednak ta hipoteza pochodzi od osób o niewiarygodnej reputacji. Kolejną propozycją jest kometa. 10 Stycznia 1910 roku w Jerozolimie była widziana kometa Halley’a. Widać było, jak światło przechodziło od wschodu na  zachód, co mogłoby potwierdzać opis z  kart Ewangelii. Jednak kometa Halley’a przeszła nad niebem Jerozolimy i Wschodu w roku 12, a  nie 6 przed Chrystusem, która to data jest najprawdopodobniejszą datą narodzin Chrystusa. Pomijając te fakty, można wnioskować, iż wyrażenie użyte w Piśmie Świętym – greckie „aster”, może oznaczać również obok ciała niebieskiego – gwiazdy, także zjawisko astronomiczne. A więc mogło to być zjawisko światła zodiakalnego, często widywane na Wschodzie w krajach o czystym niebie, które okala zachodzące Słońce. Fakty historyczne ukazują wiele niuansów, które mogą powodować wątpliwości u niejednego chrześcijanina świętującego obchód Epifanii. Tradycja i pobożność jednak wskazują drogę, jak można zgłębiać tajemnicę Wcielonego Słowa. Trzej Królowie dają przykład chrześcijaninowi, by oddać pokłon Najwyższemu – stanąć w pokorze przed Synem Bożym, oddając Mu najlepsze dary i odejść z radością z tego wielkiego spotkania. kl. Korneliusz Pełka, rok IV

W trosce o prawdę „Odpowiedział Jezus: «(…) Ja  się na  to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każ-

22

dy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu». Rzekł do Niego Piłat: «Cóż to jest prawda?»” (J 18, 37b-38a) Niech przedstawiony tu fragment dialogu Pana Jezusa z Piłatem, mający miejsce w  pałacu Piłata przed wydaniem wyroku śmierci na Chrystusa, posłuży za wstęp do  rozważań nad zagadnieniem prawdy. Muszę w tym miejscu przyznać, że podejmuję ten temat nie bez obawy, ponieważ jest on niezwykle szeroki i trudny. Ludzkość pyta o prawdę już od starożytności, a mimo to problem ten jest cały czas aktualny i inspirujący. Myślę, że dziś w obliczu postępujących przemian moralnych i społecznych konieczne jest uświadomienie sobie właściwego jej pojęcia, której znajomość chroni przed uznaniem za dobre czegoś, co nim faktycznie nie jest. Prawda w filozofii Pytanie Piłata („Cóż to jest prawda?”) przedstawione w powyższym cytacie jest przejawem znajomości przez niego sceptycyzmu, czyli nurtu filozoficznego powstałego w III w. przed Chr., który głosił, że człowiek jest niezdolny do poznania jakichkolwiek prawd, ponieważ zmysły i intelekt, którymi poznaje świat, zawodzą. Piłat nie był jedynym człowiekiem pytającym o prawdę. Cztery wieki przed nim żył Arystoteles, filozof, który miał znaczny wpływ na filozofię starożytną i średniowieczną. Przedstawił on pojęcie prawdy w sposób dziś najczęściej uznawany: „Jeżeli prawdą jest powiedzenie, że [coś] jest białe albo, że nie jest białe, to  musi [to] być białe albo nie być białe; i jeśli jest to białe albo nie jest białe, to prawdziwe było twierdzenie tego albo zaprzeczenie temu; a jeśli nie jest, to mówi się nieprawdę; a jeśli mówi się nieprawdę, to nie jest”. Mówiąc prościej, prawda jest tu zgodnością faktu i wypowiedzi, a więc, jak powiedział św. Tomasz z Akwinu, prawda jest to zgodność rzeczy z intelektem. Definicja ta jest nazywana logiczną lub korespondencyjną, ponieważ językowa wypowiedź człowieka (osąd) musi tu odpowiadać Sługa nr 2 (62)


Z obiektywem wśród kleryków ...

Przedstawienie kandydatów do święceń diakonatu i prezbiteratu (30.10.2011r.)

Wieczornica patriotyczna (11.11.2011r.)

Sługa nr 2 (62)

I


Jubileusz 50-lecia kapłaństwa (14.11.2011r.)

XVII Colloquia Torunensia w Dworze Artusa (05.11.2011r.)

II

Sługa nr 2 (62)


Andrzejki 2011- satyra życia seminaryjnego w wykonaniu roku IV (23.11.2011r.)

Obłóczyny kleryków roku III: Tomasza Filipiaka i Dominika Domina (08.12.2011r.)

Sługa nr 2 (62)

III


Msza święta z wprowadzeniem relikwii bł. Jana Pawła II (08.12.2011r.)

Sympozjum naukowe nt. sekt na Wydziale Teologicznym UMK (07.12.2011r.)

IV

Sługa nr 2 (62)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA rzeczywistości (rzeczy), czyli z nią korespondować. Prawda w ujęciu metafizycznym (metafizyka – dziedzina filozofii zajmująca się bytem realnym) jest jedną z sześciu transcendentaliów, czyli właściwości, które posiada byt (coś istniejącego) z racji tego, że istnieje. W języku greckim słowo „prawda” jest wyrażane przez słowo „alétheia”, które oznacza „nieskrytość”, „odkrytość”. Zatem wszystko, co istnieje (byt), człowiek może poznać i jest to dla niego prawdziwe (odkryte). Prawda tu to porządek istnienia. Dlaczego człowiek może poznać rzecz istniejącą? Filozofowie odpowiedzieli na to pytanie następująco. Twórca przed tworzeniem rzeczy ma jej zamysł lub plan w swoim intelekcie. W czasie tworzenia przy użyciu narzędzi tworzy rzecz według tego zamysłu. Jeżeli efekt końcowy jest zgodny z założonym wcześniej planem, to mamy do czynienia z prawdą, ponieważ rzecz stworzona jest zgodna z zamysłem twórcy i przez to jest prawdziwa. Bóg wszystko, co stworzył, stworzył zgodnie ze swoim zamysłem, czyli każda rzecz stworzona jest prawdziwa i nosi w sobie zamysł Stwórcy. Ludzie posiadają intelekt twórczy i są zdolni do poznawania rzeczy przez odczytanie zamysłu Stwórcy zawartego w rzeczy, dzięki któremu są one poznawalne (prawdziwe, odkryte - „alétheia”) dla człowieka. W filozofii temat prawdy jest rozpatrywany szerzej, ponieważ rozważa się w  niej dokładniejsze konieczne warunki dla zaistnienia prawdy, różne warianty jej poznawania i dowodzenia. Problem ten jest też podejmowany z punktu widzenia wielu nurtów i dziedzin filozoficznych, które powstały na przestrzeni historii. O prawdzie mówi filozofia bytu (ujęcie to jest przedstawione wyżej przeze mnie), filozofia podmiotu (prawdy są  dane z góry podmiotowi), filozofia materialistyczna (prowadzi rozważania w sposób logiczno-doświadczalny, z pominięciem faktu Sługa nr 2 (62)

istnienia duszy w człowieku), fenomenologia (prawda jest odkrywana przez wiarę w ściśle tu pojętą intuicję), a także dziedziny niefilozoficzne, lecz z filozofią związane, takie jak: hermeneutyka, semantyka i pragmatyka (unieważnia tradycyjne pojecie prawdy). W ten sposób powstały różne teorie prawdy, czasami absurdalnie głoszące niemożliwość jej poznania, i które u człowieka nieświadomego ich pochodzenia mogą zrobić „mętlik” w głowie. Natomiast przypadkowe przyjęcie którejś z teorii niezgodnych z nauką Kościoła prowadzi do uznawania za prawdę czegoś, co nią w rzeczywistości nie jest. W takim kontekście ponownie może się zrodzić pytanie postawione przez Piłata: „Cóż to jest prawda?”. Jak widać, filozofia nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Jednak my chrześcijanie mamy coś więcej niż filozofię, coś więcej niż wiedzę, rozum, zmysły i uczucia. Posiadamy wiarę w Jezusa Chrystusa, który „daje świadectwo prawdzie”. On działa w historii człowieka oraz czyni prawdę widoczną i skuteczną przez własną mękę na krzyżu. Bł. Jan Paweł II o prawdzie Encyklikę „Fides et ratio” („Wiara i rozum”) Jan Paweł II rozpoczął następującymi słowami: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek – poznając Go i  miłując – mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”. Papież w powyższych słowach zwrócił uwagę na to, że dla człowieka poszukiwanie prawdy jest rzeczą naturalną. Zaobserwować to można w życiu codziennym, kiedy ludzie dążą do poznania faktów i nie zadowalają się informacjami z tzw. drugiej ręki. Cenne jest następujące spostrzeżenie św. Augustyna: „Wielu spotkałem takich ludzi, którzy chcieliby oszukiwać, ale takiego, który by chciał być oszukany, nie spotkałem.” Święty w prosty

23


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA sposób przekazuje tu prawdę, że żaden człowiek nie chce być okłamywany i dąży do życia w prawdzie, które daje spokój i satysfakcję. Psychologia współczesna słusznie zauważyła, że osoba dojrzała w swoim postępowaniu nie rezygnuje z własnych przekonań i jest w stanie walczyć o zasadnicze obiektywne wartości i prawdy, ale zawsze z szacunkiem dla godności człowieka. Widać tu też związek między prawdą, moralnością, a wolnością człowieka, który papież wyraził w encyklice „Veritatis splendor” („Blask prawdy”) następująco: „Nie istnieje moralność bez wolności (…) na każdym człowieku [ciąży] poważny obowiązek moralny szukania prawdy i trwania przy niej, gdy się ją odnajdzie.” Zatem prawdziwość wartości moralnych, którymi człowiek żyje, jest niezbędna dla stawania się lepszym. Należy pamiętać, że prawdziwość (prawda) ta jest uniwersalna i absolutna, czyli taka sama dla wszystkich ludzi i nigdy nie ulegnie zmianie. Warto powyższe stwierdzenie zobrazować wyraźnym przykładem. Prawda, że zabójstwo jest zbrodnią i grzechem, nigdy nie zostanie zanegowana (absolutność prawdy) oraz obowiązuje wszystkich ludzi świadomych swojego postępowania (uniwersalność prawdy). Podobnie jest ze wszystkimi prawdami moralnymi. Skąd wiadomo, że dana wartość moralna jest prawdą? Myślę, że w tym miejscu nie warto prowadzić rozwlekłej dyskusji, a  oprzeć się na zdrowym rozsądku, prostej pobożności i wierze w Objawienie wypełnione przez Jezusa Chrystusa. On swoim życiem pokazał i nadal pokazuje, że źródłem prawdy jest Bóg, a nie człowiek. Boże przykazania powinny kształtować moralność człowieka, która w ten sposób opiera się na prawdzie i czyni człowieka wolnym – wolnym od fałszu, którego, jak zauważono wyżej, nikt nie chce. Jeżeli nikt nie chce żyć w kłamstwie i człowiek w sposób naturalny poszukuje prawdy, dlaczego zatem ludzie ją podważą? Poszukiwanie prawdy może być przyćmione przez

24

uczucia oraz powody intelektualne. Prawdy podstawowe niosą za sobą poważne konsekwencje i wymagania. Człowiek czasami podświadomie się ich boi i dlatego je kwestionuje. Należą do nich, m.in.: - człowiek dąży do prawdy; - życie ma swoje etapy i kres – prawda ta bywa zapominana w dzisiejszych społeczeństwach, zwraca uwagę na to, że ludzi starsi też są potrzebni młodym jako autorytety; - człowiek z natury jest stworzeniem społecznym – rodzi się on przecież w rodzinie, wychowuje się i przygotowuje się w niej do życia w większej społeczności, w której nikt nie żyje sam dla siebie i jeden za drugiego jest odpowiedzialny. Liberalizm, negując tę prawdę, traktuje człowieka jako jednostkę, a życie społeczne jako umowę, bez której ludzie mogą się obyć. Natomiast komunizm stawia wartość społeczności ponad osobę ludzką, która w takim systemie jest pozbawiona należnej godności; -  człowiek jest istotą, której życie opiera się na wierze. Dziecko instynktownie ufa swoim rodzicom, a ludzie przyjmują coś za prawdę „na wiarę”, czyli tylko na podstawie informacji otrzymanej od innej osoby, choć sami jej nie doświadczyli. Wiara jest tu więc rozumiana szerzej, niż tylko w sensie religijnym. Łatwiej przyjmuje się prawdę, gdy jest się jej świadkiem lub gdy ma się do czynienia z jej świadkiem. Dlatego chrześcijaństwo już od swojego początku stwierdza wielką wagę świadectwa wiary szczególnie ukazanego przez męczeństwo (gr. martyr – świadek, męczennik). Ponadto uważa się, że męczeństwo apostołów jest racjonalnym argumentem za prawdziwością zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że śmierć w imię dowolnej prawdy wymaga heroizmu i pewności, że nie umiera się za fikcję. W ten sposób od zagadnienia świadectw można przejść do tematu dowodzenia prawdy. Istnieją różne ich rodzaje w zależnoSługa nr 2 (62)


WIARA POSZUKUJĄCA ZROZUMIENIA ści od dziedziny, z której ona pochodzi. Prawdy eksperymentalne są dowodzone przez doświadczenia, np. w fizyce, prawdy filozoficzne – dowodzi się w sposób rozumowy, np. za  pomocą dowodu logicznego, prawdy religijne – przyjmuje się na mocy wiary. Różny jest stopień dowodzenia prawdy. Z tego powodu należy mieć świadomość, że pewne absolutnie są tylko prawdy matematyczne (pomijam tu pewność prawd Objawienia Bożego przyjmowanego na mocy wiary), które pochodzą ze świata abstrakcyjnego. Prawdy lub raczej prawa fizyczne, dowodzone w sposób doświadczalny, są już mniej pewne, ponieważ w miarę rozwoju nauki mogą zostać podważone. Prawdom moralnym towarzyszą wątpliwości i jest to rzecz normalna. Sądy, na  których opiera się ich dowodzenie rozumowe, nie są pewne, ponieważ pochodzą często z niepełnej wiedzy. Podsumowując: prawdy różnych dziedzin życia różnie się dowodzi, co nie oznacza, że jedne są lepsze lub gorsze od drugich. Z wielości przedstawionych wyżej prawd wynika, że człowiek jest na drodze poszukiwania prawdy absolutnej i uniwersalnej, która by mogła zastąpić mnogość innych mniej lub bardziej pewnych. Wiara chrześcijańska daje możliwość osiągnięcia celu tego poszukiwania. Prowadzi człowieka do stanu łaski, gdzie może on mieć udział w tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego, czyli też w Jezusie Chrystusie, który jest Prawdą prowadzącą ludzkość do spełnienia swoich pragnień i  tęsknot. Objawienie wypełnione w  Jezusie Chrystusie nie jest sprzeczne z prawdami, do  których dochodzi ludzki rozum. Bóg Stwórca jest gwarantem poznawalności i racjonalności ludzkiego poznania, na którym opiera się rozum i prawdy płynące z jego osądów. Bóg jest też źródłem Objawienia, więc nie może zaistnieć sprzeczność pomiędzy prawami przyrody, prawdami prawidłowo odkrytymi przez rozum człowieka, a prawdą Objawienia, ponieważ jednego maja autora. Sługa nr2 (62)

Prawda dzisiaj Papież Benedykt XVI w głośnym wywiadzie zatytułowanym „Światłość świata” w jednym z rozdziałów jest pytany o zagadnienie prawdy. Ojciec Święty w przystępny sposób przedstawia dzisiejszy stan kultury zachodnioeuropejskiej. Wyraża tu swoje zaniepokojenie faktem, że duża część dzisiejszej filozofii uważa, że człowiek nie jest zdolny do poznania prawdy, a zatem nie możliwa jest też poznawalność żadnych norm moralnych. Wynika z tego, że jedynym obowiązującym kryterium zachowania jest opinia większości. Poprzez doświadczenia systemów totalitarnych historia pokazuje, że większość może odrzucać prawdę, co powoduje dehumanizację i destrukcję cywilizacji. Pojęcie prawdy było często używane niezgodnie ze swoim znaczeniem. W jej imię dochodziło do nietolerancji i okrucieństw, zatem termin ten stał się dziś trochę podejrzany i wieloznaczny. Z tego powodu trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć, idąc za nauką Jana Pawła II i Benedykta XVI, że człowiek ma moralny obowiązek szukać prawdy i jest zdolny ją poznać. Ludzie potrzebują także kryteriów do jej weryfikacji, a kiedy dojdą do celu poszukiwań, prawda wskaże im stałe wartości, które uczyniły europejską cywilizację wielką. Tymi wartościami nie jest ani  dobrobyt, ani zaawansowana technika, ani jedność gospodarcza, tylko silna tożsamość zbudowana w przypadku Europy na wierze chrześcijańskiej i prawdzie, że Jezus Chrystus przyszedł na świat, został umęczony na krzyżu i zmartwychwstał, przez co dał świadectwo prawdzie, że Bóg kocha człowieka, działa w jego życiu i daje mu życie wieczne. Prawda musi iść w parze z prawidłowo pojętą tolerancją, czyli przyzwoleniem na istnienie czegoś, czego się nie akceptuje. Jednak dzisiaj znaczenie tego słowa jest często źle rozumiane i świadomie zniekształcane. Wtedy tzw. tolerancja jest faktycznie ne-

25


WARTO! gatywną tolerancją, w imię której narzuca się społeczeństwom fałszywe formy myślenia. Efektem szerzenia się źle pojętej tolerancji jest na przykład wzywanie do zdejmowania znaku krzyża w budynkach publicznych lub zmuszanie Kościoła, by zmienił swoje poglądy choćby np. na temat homoseksualizmu i  antykoncepcji. W ten sposób odbiera się Kościołowi (ludziom ochrzczonym) prawo do  posiadania swojej tożsamości i prawo do  jej wyrażania. Fikcyjna tolerancja jest głoszona tak naprawdę przez nową religię, nazywaną religią świecką, która rozwija się oraz zgłasza pretensje do powszechnej obowiązywalności. Zrodziła się ona z kultu rozumu ludzkiego, który, jak się uważa, wie, co jest słuszne i dlatego ma być normą dla wszystkich ludzi. W takiej sytuacji owa nowa religia przeciwstawia się wolności człowieka i przejawia cechy tyranii. Należy bowiem pamiętać, że nikt nie musi być chrześcijaninem, ale też nikogo nie można zmuszać do przyjmowania często wzniośle nazwanych fałszywych prawd i porzucania własnych przekonań. W trosce o prawdę postarałem się przedstawić zagadnienie prawdy, nad którym na co dzień się nie zastanawiamy, bo wydaje się ono oczywiste. Jednak, jak widać, jest ono bardzo złożone i niezwykle ważne. Prawdą zajmują się na różny sposób filozofowie, matematycy, fizycy, badacze języka, moraliści i politycy, ponieważ prawda kieruje życiem człowieka. Dlatego tak ważna jest umiejętność rozpoznawania prawdy, która manipulowana staje się zagrożeniem dla ludzkości. kl. Bartosz Adamski, rok II Bibliografia: 1.Arno Anzenbacher, "Wprowadzenie do filozofii", Wydawnictwo WAM, Kraków 2003, s. 90-91, 219-224 2.Benedykt XVI, Peter Seewald, "Światłość świata", Wydawnictwo Znak, Kraków 2011,

26

s. 61-66 3.Zdzisław Chlewiński, Dojrzałość, osobowość, sumienie, religijność, „W drodze”, Poznań 1991, s. 21 4.Jan Paweł II, Encyklika "Fides et ratio", nr 24-35 5.Leszek Kołakowski, "Mini wykłady o maxi sprawach", Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, s. 187-19

Christian de Cherge – „Ludzie Boga” Nakładem Wydawnictwa Księży Marianów ukazała się nowa pozycja, która jest wyborem notatek sporządzonych w formie pamiętnika przez francuskiego mnicha z  klasztoru trapistów w Algierii. Na podstawie tego tekstu powstał film, również pod tytułem „Ludzie Boga”. Dramatyczna historia mnichów, która wydarzyła się naprawdę, jest poruszającym przykładem postawy oddania się i zawierzeniu Bogu szczególnie w trudnych sytuacjach. Położony w górach Atlas klasztor trapistów stał się celem terrorystów – islamskich fundamentalistów. Niewielka wspólnota zakonników żyjąc według rad ewangelicznych pomaga miejscowej ludności w ich codziennych problemach. Jednak wojna domowa tocząca się w Algierii dotyka także tą małą wspólnotę. Przeor klasztoru, a zarazem autor tej książki, pokazuje, jak mimo różnic mogli żyć obok siebie wyznawcy chrześcijaństwa i islamu. Historia mnichów kończy się tragicznie. W 1996 roku zostają oni porwani i bruSługa nr 2 (62)


WARTO! postacią w niej jest właśnie Benedykt XVI. Z książki tej możemy się dowiedzieć, jak Pan Bóg potrafi posługiwać się skromnymi i choć wykształconymi, to jednak prostymi ludźmi. Każdy kto próbowałby znaleźć inną osobę, która potrafi zgromadzić dziś wokół siebie tak wielkie rzesze ludzi, jak potrafi to uczynić papież, miałby duży problem. Warto zgłębić tę lekturę nie tylko po to, by na nowo odkryć postać Ojca Świętego, ale także by zobaczyć, że papież bardzo troszczy się o życie i zbawienie nas wszystkich. Niech zachętą do lektury będą słowa ze wstępu: „Ta książka ma się zatem stać swojego rodzaju elementarzem, źródłem wiedzy o celach tego pontyfikatu, dla wszystkich, którzy chcą zaangażować się - modlitewnie, słownie, ale też przez czyny – w walkę duchową prowadzoną przez biskupa Rzymu.” talnie zamordowani w górach. Książka jest jednak pełna nadziei, a szczególnie daje nadzieję na to, że śmierć nie jest końcem, lecz przejściem i początkiem nowego życia.

kl. Miłosz Tomaszewski, rok III

kl. Miłosz Tomaszewski, rok III

Tomasz P. Terlikowski – „Benedykt XVI. Walka o duszę świata” Książka jest nowością na rynku wydawniczym. Znany dziennikarz, a z wykształcenia filozof, podejmuje temat obecnego pontyfikatu Benedykta XVI i jego roli w dzisiejszym świecie. Autor przedstawia postać papieża w obliczu wyzwań, jakie stawia Kościołowi świat. Przede wszystkim, jak wskazuje sam tytuł, jest to walka o duszę każdego człowieka. Trudno nie zgodzić się z tezą, że Piotr naszych czasów zabiega przede wszystkim o  odnowienie wiary w  Chrystusa i  w niezwykle  roztropny sposób próbuje bronić cywilizację zachodnią przed samounicestwieniem. Nie da się ukryć, że jeśli walka o duszę świata rzeczywiście ma miejsce, to kluczową Sługa nr 2 (62)

27


WARTO!

Illuminandi W ubiegłym numerze naszego czasopisma przedstawiłem zespół „Luxtorpeda”, który gra mocną muzykę rockową. Idąc za ciosem w tym bożonarodzeniowym numerze „Sługi” postaram się krótko opisać zespół reprezentujący Podkarpacie, dokładniej Dębnicę. „Illuminandi” to grupa grająca muzykę z pograniczna głębokiego metalu, którą jednak trudno zaszufladkować, choć często jest określana jako zespół „folk-metalowy” albo „gothic-metalowy”. Wszystko to  za sprawą wielu instrumentów, które są zaangażowane do gry: oprócz oczywistych gitar i perkusji w  zespole usłyszymy wiolonczelę, skrzypce oraz lirę korbową. Wszystko to razem nie pozwala zespołu łatwo przyporządkować do określonego stylu i jego członkowie sami nie chcą jasno opowiedzieć się za jednym wybranym gatunkiem muzycznym. Korzystając z wielu stylów, mogą tworzyć swój własny unikatowy klimat. W swoim dorobku mają trzy albumy: „The Beginning” (2005 r.), jest to  zestawienie wszystkich wcześniejszych dem zespołu, „Illumina Tenebras Meas” (2006 r.), krążek zawierający pięć utworów, oraz ostatnia płyta „In via”, jak o niej mówią członkowie zespołu, „pierwsza pełna płyta” zawierająca dwanaście utworów. Zespół powstał w 1998 roku, we  wspomnianej już Dębnicy, po wielu perturbacjach: zmiana składu, poszukiwanie ba-

28

sisty i perkusisty, przerwy w grze ze względu na wakacje. Jesienią następnego roku przystąpił do prób, czego owocem były pierwsze dwa dema zespołu w 2001 i 2002 roku. Grupa powstawała z inicjatywy wokalisty i gitarzysty Jana Trębacza oraz Aleksandra Kozioła. Jak wspomniałem powyżej, ponad rok trwał proces kompletowania składu. W jego trakcie do  zespołu dołączyła Antonina Witkowska oraz Patrycja Pyzińska, dalej dwóch mężczyzn: Aleksander Kraszkiewicz i Szymon Grych. Aktualny skład zespołu stanowi siedem osób: Antonia Witkowska (wiolonczela), Krzysztof Kawa (skrzypce), Paweł Treutler (wokal), Aleksander Kozioł (gitara), Tomasz Pyzia (perkusja), Aleksander Kraszkiewicz (bas) oraz Jan Trębacz (wokal i gitara). Od samego początku zespół chciał tworzyć muzykę mocną, aczkolwiek melodyjną, niosącą pozytywne przesłanie wypływające z wiary muzyków. Z tego właśnie powodu wydano dwa pierwsze dema, nazywając je po prostu „Demo I” oraz „Demo II”. Jeden z utworów trafił na płytę dołączoną do magazynu „RuaH”. Drugie demo zostało bardzo dobrze przyjęte przez nie tylko polskie środowisko muzyczne, dlatego amerykańska wytwórnia Bombworks Records zebrała wszystkie materiały i wydała kompilację pod tytułem „The Begining”. Kolejne dwa lata pracy zespołu to zmierzanie ku coraz mocniejszym brzmieniom. W tym czasie pojawił się drugi wokalista. Owocem jest krążek „Illumina Tenebras Meas”(z łac. oświeć moje ciemności). Ten mini album zawierał pięć utworów, został wydany w dwujęzycznej polsko-angielskiej wersji. Po wydaniu mini albumu, przyszedł czas na pełną płytę, zespół zaczął pracować

Sługa nr 2 (62)


WARTO! w dębickim studiu i wydał najnowszy album „In via”(z łac. w drodze), który zawiera dziesięć pozycji. Na teksty utworów złożyło się wiele inspiracji: od wiersza Leopolda Staffa „W drodze” czy poezję szkocką „A Blessing”, przez własne teksty „Poczekalnia”, aż do parafrazy tekstów biblijnych „Wejdź” czy „...I o tym drugim...”.

Zespół, pomimo prawie dwunastu lat działalności, nie dorobił się bogatej dyskografii, ale jest znany w światku muzycznym, szerzej na świecie niż w Polsce. Może mała wiedza o tym zespole w naszej Ojczyźnie jest spowodowana tym, iż nigdy, pomimo usilnych starań, nie zagrał na festiwalu „Song of  songs”. W Europie pisali o nim między innymi w Niemczech, Włoszech czy Wielkiej Brytanii. „Illuminandi” koncertowało obok takich gwiazd jak: 2Tm2,3, Armii, Anastasis i  wielu innych. Brali udział w wielu festiwalach muzycznych, między innymi w Niemczech, Czechach, Szwajcarii i na Ukrainie. Dla wszystkich, którzy chcą przełamać stereotypową wizję o mocnych brzmieniach, „Illuminandi” jest zespołem obowiązkowym. Fanom mocnego uderzenia: gorąco polecam!

Rytuał

26 stycznia 2011 na światowych ekranach kin miała miejsce premiera filmu „Rytuał”, który w kuluarach był porównywany, a nawet pretendować miał do roli następcy filmu z 2005 roku pt.; „Egzorcyzmy Emily Rose”. Film „Rytuał” opowiada o losach Michaela Kovaka (Collin O'Donoghue), diakona z Chicago, który przeżywając kryzys wiary zostaje wysłany do Rzymu na kurs dla egzorcystów. Z obrzędem egzorcyzmów, poza licznymi wykładami, zapoznaje go ojciec Lucas

kl. Paweł Śliwiński, rok III

Sługa nr 2 (62)

29


WARTO! (Anthony Hopkins), który posługę egzorcysty sprawuje od wielu lat, lecz niechętnie przekazuje zdobytą wiedzę. Film jest adaptacją powieści Matt’a Baglio pt. „Obrzęd”. Autor opisuje w niej spostrzeżenia dotyczące zmian, jakie dokonały się w głównym bohaterze, poprzez uczestnictwo w kursach dla egzorcystów, pomoc księdzu Gary’emu, jak również, gdy przyszło mu zmierzyć się z posługą, przed którą postawił go Kościół. Wydarzenia opisane w książce, jak podaje autor, wydarzyły się naprawdę. Kinowa wersja, która powstała w Hollywood, niestety nie ustrzegła się pewnych różnic od swojego książkowego odpowiednika. Przez co widz oglądający film, a posiłkujący się wiedzą z powieści, może popaść początkowo w zakłopotanie, które mija z każdą kolejną sceną ekranizacji. Blisko dwie godziny akcji i sceneria osadzona w urokliwym Wiecznym Mieście oraz doborowa obsada pozwalają odnieść wrażenie, jak wiele wysiłku włożono w produkcję filmu. Krytycy filmowi jednak nie obeszli się z nią łagodnie. Początkowe nadzieje twórców filmu na wprowadzenie nowego standardu tego gatunku minęły po wyjściu ekranizacji z kin, pozostawiając prym filmowi z 2005 roku, a mianowicie „Egzorcyzmom Emily Rose”. kl. Damian Wiśniewski, rok II

Wigilia w seminarium Święta Bożego Narodzenia są szczególnym okresem dla nas, katolików. Jest to  czas, kiedy przychodzi do nas Chrystus, malutkie Dzieciątko, które narodziło się dwa tysiące lat temu w betlejemskiej stajence. Wspominamy jego historyczne przyjście na świat. Ważne jest jednak to, aby narodziło się Ono rzeczywiście w naszych sercach, aby ten mały Jezus rozpalił nas miłością do siebie. Żeby jednak mogło się to dokonać musimy

30

sami otworzyć się na Niego. Nie możemy pozostać jedynie na płaszczyźnie, która jest dziś mocno promowana, a więc np.: św. Mikołaj, prezenty, czy tradycje świąteczne. Oczywiście to wszystko jest ważne i stało się częścią obchodów tych dni, jednak nie może to przysłonić istoty zawartej w nazwie przeżywanych świąt, czyli faktu, że Bóg się rodzi. Jest to główna prawda, bez której nie miałyby one większego sensu. Na wigilię Bożego Narodzenia większość kleryków pozostaje w seminarium, do domów wyjeżdżają wcześniej tylko klerycy roku pierwszego, którzy pierwszą wigilię spędzają jeszcze w domu oraz klerycy roku piątego, którzy w zasadzie już po raz ostatni spędzają ją w rodzinnym kręgu. Pozostali jadą o poranku w pierwsze święto. Dzień ten jest jednak również i tu w toruńskim seminarium czasem, gdy z radością oczekuje się na przyjście Pana Jezusa Chrystusa. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Wigilia mocno zakorzeniła się w naszej kulturze i jest nieodłącznym elementem przeżywania świąt Bożego Narodzenia. Dziś trudno wyobrazić sobie te świąteczne dni bez wigilijnej wieczerzy i opłatka na stole. Jesteśmy nielicznym narodem, który w taki sposób rozpoczyna owe świętowanie. Jak wygląda ten dzień w życiu kleryka? Jest on luźniejszy od innych, gdyż nie ma  wykładów. Odbywają się one bowiem do  22 grudnia. Zaczynamy go już o 7:30 od  Jutrzni. W tym dniu także i my stroimy choinki. Za ich przygotowanie odpowiedzialny jest rok trzeci. Mamy dwie kaplice, więc w każdej z nich stawiamy drzewka, a oprócz tego dekorujemy tam również żłobki. W ka-

Sługa nr 2 (62)


WARTO! plicy głównej p.w. bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego, czyli w tej, w której odbywają się wszystkie nabożeństwa i modlitwy naszej wspólnoty, znajduje się duża stajenka z Dzieciątkiem Jezus. Natomiast w górnej kaplicy p.w. Dobrego Pasterza jest ona nieco mniejsza. Kolację wigilijną, poprzedzają uroczyste Nieszpory, na które przybywa ks. bp Andrzej Suski, jak również wszyscy księża mieszkający w naszym budynku. Po nich przechodzimy do seminaryjnego refektarza, gdzie następuje tradycyjne podzielenie się opłatkiem. Dzielimy się wszyscy wzajemnie, więc zajmuje nam to chwilę, niemniej jest to radosna i podniosła chwila. Gdy już wszyscy złożą sobie życzenia, zasiadamy do wspólnego stołu, by spożyć wigilijną kolację. Nie zabraknie także kolęd. W tym dniu czeka nas jeszcze jedna niespodzianka. Nie są to prezenty, lecz jasełka przygotowane przez kurs II, na które udajemy się po zakończeniu kolacji do seminaryjnej auli. Zwieńczeniem tego dnia, a w zasadzie kulminacyjnym jego momentem, jest Pasterka. Udajemy się na nią do katedry śś.  Janów, gdzie pod przewodnictwem bpa Andrzeja sprawowana jest Msza święta. Jest to bowiem noc, podczas której przychodzi do nas Zbawiciel. Zapewne o ważności tej chwili mogą także poświadczyć świątynie wypełnione po brzegi wiernymi, którzy przyszli oddać hołd Dzieciątku Jezus. Jak już wspomniałem na początku, Wigilia w naszej polskiej tradycji niewątpliwie zajmuje ważne miejsce. Jest ona momentem, kiedy przy wspólnym stole możemy złożyć sobie nawzajem życzenia, przebaczyć wszelkie spory, obdarować ukochaną osobę upominkiem. Są to małe gesty, ale jakże wymowne. Boże Narodzenie kryje w sobie wyjątkową moc, która przemienia ludzkie serca i daje nam nadzieję. kl. Artur Narodzonek, rok III Sługa nr 2 (62)

Rozmowa z...

Ks. kan. Ugo Salvatori, kanonikem honorowym toruńskiej kapituły katedralnej i proboszczem parafii p.w. św. Rocha w Ravennie we Włoszech Kl. Bartosz Adamski Czy mógłby nam Ksiądz nieco przybliżyć swoją postać? Ks. Kan. Ugo Salvatori Moja historia jest zupełnie prosta. Zanim wstąpiłem do seminarium uczęszczałem do gimnazjum publicznego, gdzie w wieku siedemnastu lat odkryłem powołanie do  kapłaństwa. Po ukończeniu seminarium zostałem księdzem, a moim największym pragnieniem była służba chorym, którą przez pierwsze sześć lat mogłem realizować w małym przytułku dla chorych i opuszczonych. Jednocześnie uczyłem katechezy w liceum publicznym. Zawsze bardzo ważna była dla mnie praca z młodzieżą, którą mogłem realizować jako duszpasterz diecezjalny młodzieży. Obecnie od ponad trzydziestu lat jestem proboszczem dużej miejskiej parafii w Ravennie, gdzie każdego dnia realizuję moje obo-

31


WARTO! wiązki pastoralne. Kl. Artur Narodzonek Kiedy i w jakich okolicznościach poznał Ksiądz J.E. Ks. Bpa Andrzeja Suskiego? Ks. Kan. Ugo Salvatori Waszego Biskupa poznałem trzydzieści lat temu, kiedy przyjeżdżał w odwiedziny do jednego z naszych proboszczów – don Baldini'ego – pochodzącego z Parafii św. Rocha, gdzie jestem proboszczem, a z którym byliśmy w wielkiej przyjaźni. On był dużo starszy ode mnie. W roku 1986 nasze miasto odwiedził papież Jan Paweł II, gdzie był obecny także Ks. Biskup Andrzej. Kiedy został rektorem seminarium w Płocku, musiał podjąć wiele działań na jego rzecz, robiliśmy zatem wszystko by pomóc mu na miarę naszych możliwości. Odkąd się znamy, staramy się utrzymywać i pogłębiać naszą przyjaźń. Kl. Bartosz Adamski Czy przyjaźń z naszym Biskupem pozostaje tylko na płaszczyźnie prywatnej czy też przekłada się na współpracę duszpasterską? Ks. Kan. Ugo Salvatori Nasza przyjaźń narodziła się na płaszczyźnie osobistej. Realizowała się przez spotkania, wspólne spędzanie czasu i dzielenie trosk życia kapłańskiego. W życiu codziennym zawsze sobie pomagaliśmy. Przede wszystkim Ks. Biskup pomagał mi znaleźć wsparcie w pracy duszpasterskiej w parafii. Pierwszym z moich współpracowników był młody kapłan, tragicznie zmarły nad jednym z jezior mazurskich. Po nim zawsze mogłem liczyć na pomoc Biskupa Andrzeja. Dlatego też mogę powiedzieć, że Ks. Biskup zawsze z  wielką troską przyglądał się mojej pracy duszpasterskiej, ale także dzielił się swoimi doświadczeniami. Jednym z przykładów niech będzie choćby obopólna troska o Caritas diecezjal-

32

ną: Bp Andrzej zawsze był ciekawy, jak ona funkcjonuje w naszej włoskiej rzeczywistości, wiedząc, że szczególnie bliskie są  mi słowa Pana Jezusa, który nakazywał troszczyć się o biednych, opiekować chorymi, co zawsze musi pozostać w zasięgu szczególnej wrażliwości każdego kapłana. Dlatego przede wszystkim o tych sprawach rozmawialiśmy z Ks. Bpem Andrzejem. Kl. Artur Narodzonek Jak w Księdza parafii wygląda praca z młodzieżą? Ks. Kan. Ugo Salvatori W naszej parafii pracę z młodzieżą koncentrujemy wokół trzech ognisk, które też znajdujemy w Dziejach Apostolskich (2, 4243), są to: modlitwa, miłość braterska i  głoszenie Ewangelii. Podstawą jest wspólnotowe doświadczenie modlitwy. Miłość braterska jest polem, na którym czynimy wszystko, by zaangażować wiele osób, też te niepraktykujące, a raczej powiedziałbym te, które nie są wierzący w pełnym tego słowa znaczeniu. Trzecia płaszczyzna stanowi głoszenie Dobrej Nowiny. Jest to dla nas bardzo trudne, dlatego że w katechizacji napotykamy na wiele problemów. Fundamentalnym jest fakt, że dzieci są posyłane na katechizację przez rodziców, którzy nie podzielają nauki Kościoła, a jedynie czynią to dla pewnej tradycji, z przyzwyczajenia i mamy świadomość, że cały ciężar odpowiedzialności spoczywa na nas; to my  jako Parafia musimy uczynić wszystko, aby się zakochały w Panu Bogu. Tak pracujemy z nimi aż do momentu bierzmowania, gdyż potem następuje dramatyczny moment całkowitego odłączenia od parafii. Na szczęście w ostatnich dwudziestu latach zauważyliśmy zmniejszenie ilości takich przypadków. Szczególnie pomocne w pracy z młodymi są letnie obozy oraz rekolekcje, które organizujemy zawsze w wysokich górach. Tworzymy trzy grupy: ostatnie klasy szkoły podstawowej i pierwsza Sługa nr 2 (62)


WARTO! gimnazjum, druga i trzecia gimnazjum oraz młodzież starsza. Jest to jedenaście dni bycia daleko od świata we wspólnocie. Innymi momentami formacji młodzieży są cotygodniowe spotkania, Msze św. dla młodzieży oraz pierwsze piątki miesiąca, które sami przygotowują, a nie tylko w nich uczestniczą. Także aktywność sportowa stanowi ważny element formacji młodzieży. Organizujemy m.in. coroczny turniej piłki nożnej, którego tegoroczna edycja dopiero co się zakończyła. Mówiąc o formacji młodzieży nie mogę pominąć osobistego kontaktu między młodymi a księżmi, który już w sposób osobisty pozwala na prowadzenie duszpasterskie i duchowe. Kl. Bartosz Adamski Stolicą polskiej duchowości jest Jasna Góra. Czy Włosi też podobną pobożnością otaczają Matkę Bożą? Ks. Kan. Ugo Salvatori Miejscem, które mógłbym porównać do Jasnej Góry jest sanktuarium w Loretto, znajdujące się w północnej Italii, ale ponieważ Włochy są państwem bardzo rozległym, jest też inne bardzo znane sanktuarium w Pompei (dla Włoch południowych). Istnieje także wiele malutkich, bardzo lokalnych sanktuariów, jak na przykład położone blisko Ravenny Sulo. Mogę powiedzieć, że kult Matki Bożej jest bardzo rozpowszechniony, a szczególnie poświęcamy Jej miesiąc maj. Oczywiście, mówiąc szczerze, maryjny kult Polaków jest o wiele mocniejszy od naszego włoskiego, choć właśnie on jest najbardziej charakterystyczny dla wrażliwości włoskiej. Kto wierzy, ma szczególny szacunek i cześć dla Matki Bożej. Kl. Artur Narodzonek Jaka jest obecnie sytuacja powołań we Włoszech? Ks. Kan. Ugo Salvatori Sługa nr 2 (62)

Właśnie. Tu dotykamy punktu bardzo delikatnego i bolesnego dla Włoch. Osoby, które uczęszczają do kościoła to zaledwie 20-24 %, w niektórych i nielicznych regionach 25-30%. Obecnie mamy bardzo niski przyrost naturalny – dzieci się nie rodzą. Wiec mniej dzieci, oznacza spadek powołań. To jest jeden z elementów. Kolejnym jest fakt, że dziś ideał rodziny jest w kryzysie; mało jest naprawdę rodzin żyjących razem. Coraz większa ilość związków cywilnych i liczne rozwody sprawiają, że dzieci nie widzą rodziców w kościele. Oczywiście w parafii mają możliwość wzrostu, ale wiemy dobrze, że bez wychowania w rodzinie i przykładu z domu wzniecenie i wychowanie powołania jest bardzo trudne. Trzecim elementem jest styl życia, który proponuje świat: bez hamulców, gdzie przyjemność staje na pierwszym miejscu, a każdy musi posiadać to, na co ma ochotę. Wszystko to sprawia, że dla młodych ludzi nie do przyjęcia staje się ubóstwo ewangeliczne, do  którego zaprasza Pan Jezus. Krótko mówiąc, te  trzy elementy utrudniają refleksję nad powołaniem i tym samym uniemożliwiają młodym odpowiedzieć na ten dar. Kl. Bartosz Adamski Czy Ksiądz Kanonik chciałby, na podstawie swojego doświadczenia pastoralnego przekazać jakieś przesłanie toruńskim seminarzystom? Ks. Kan. Ugo Salvatori Jeśli chciałbym powiedzieć cokolwiek, muszę zaznaczyć na wstępie, że  są  to  słowa nikogo ważnego. Ale przez przyjaźń z Waszym Biskupem, przez uczucie, jakie czuję do was (bo Biskup Andrzej informuje mnie na bieżąco, ilu jest seminarzystów każdego roku), chciałbym powiedzieć: bądźcie zadowoleni, bądźcie szczęśliwi z waszego powołania. Uczestniczyłem w nabożeństwie odpustowym w Chełmży, gdzie spotkałem głęboką wiarę w Eucharystię, więc jeszcze

33


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ dodam: bądźcie wdzięczni i szczęśliwi z faktu, że wasz Biskup jest tak dobry i ludzki. Bądźcie szczęśliwi z faktu, że możecie żyć w waszej Ojczyźnie ciągle bogatej w tradycję chrześcijańską i bądźcie szczęśliwi, że realizując swoje powołanie, możecie ofiarować wasze życie pamiętając, że kto ofiaruje się Bogu z radością, otrzyma wiele.

oraz życzymy księdzu kanonikowi błogosławieństwa Bożego na dalsze lata posługi duszpasterskiej. (Wywiad został przeprowadzony w języku włoskim, dnia 5 października 2011 r. Dziękujemy za jego przetłumaczenie ks. Tomaszowi Drzymalskiemu) Rozmawiali: kl. Artur Narodzonek, rok III, kl. Bartosz Adamski, rok II

..................................................................

Dziękujemy serdecznie za rozmowę

Adwent – czas radosnego oczekiwania czy pokuty? Adwent to czas rzeczywistego oczekiwania na kogoś, kto nadchodzi. A czasu oczekiwania, niekiedy niecierpliwego i długiego, nie można wiązać z pokutą czy umartwieniem, a raczej zupełnie z czymś przeciwnym. Adwent w przeciwieństwie do Wielkiego Postu jest okresem, który nastraja nas optymizmem. To radosny czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela, jednak był on różnie postrzegany na przełomie wieków, gdy jeszcze kształtował się jako jeden z okresów liturgicznych. Adwent wprowadza wiernych w  nowy rok liturgiczny i obejmuje cztery kolejne niedziele. Najwcześniej może rozpocząć się 27 listopada, a najpóźniej 3 grudnia i kończy się w wigilię Bożego Narodzenia. Nazwa adwent pochodzi od łacińskiego słowa ,,adventus”, co oznacza nadejście, przyjście,

34

przybycie. Gdy wczytamy się w historię tego okresu liturgicznego, to zauważymy, jak rozwijał się przez wiele wieków. Ukształtowały się dwie tradycje okresu liturgicznego Adwentu: gallikańska i rzymska. Najstarsze ślady Adwentu spotykamy na terenie dzisiejszej Hiszpanii i Francji już w  IV wieku. Źródła historyczne wzmiankują, że pierwszy tekst o nim znajdujemy w  „Liber officiorum” św. Hilarego z Poitiers. Od  V  wieku okres ten stanowił przygotowanie do  świąt Bożego Narodzenia i ukształtowany był na  wzór Wielkiego Postu. Rozpoczynał się we wspomnienie św. Marcina, tzn. 11 listopada, i miał charakter pokutny. Trwał czterdzieści dni. Tradycja rzymska okresu Adwentu pojawia się w VI wieku, oczywiście w Rzymie. Tam początkowo Adwent trwał zaledwie dwa tygodnie, a od czasów papieża św. Grzegorza Wielkiego (590-640) obejmował cztery niedziele. Adwent w tradycji rzymskiej, w przeciwieństwie do tradycji gallikańskiej, był radosnym oczekiwaniem na uroczystość Bożego Narodzenia. W średniowieczu obie tradycje łączyły się. Do liturgii rzymskiej przedostało się wiele elementów o tematyce m.in. pokutnej czy eschatologicznej. Stąd wziął się Adwent rzymski w swojej liturgicznej strukturze i gallikański w swojej ascezie. Okres Adwentu, który przeżywamy każdego roku posiada podwójny charakter. Po pierwsze jest czasem bardziej intensywneSługa nr 2 (62)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ go niż w innych okresach liturgicznych przygotowania na dzień Paruzji – to czas oczekiwania na drugie przyjście Chrystusa w dzień Sądu Ostatecznego. Ta sama rzeczywistość jest zawarta w zakończeniu Pisma Świętego: ,,Marana tha, Przyjdź Panie Jezu” (Ap 22, 20). Po drugie Adwent jest czasem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, kiedy wspominamy pierwsze przyjście na świat Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Dwie myśli Adwentu podzieliły ten okres na dwie części. Pierwsza obejmuje czas od pierwszej niedzieli Adwentu do 16 grudnia, gdy oczekujemy powtórnego przyjścia Pana Jezusa na końcu czasów. Natomiast druga część obejmuje ostatni tydzień Adwentu, trwający od 17 do 24 grudnia. Czytania mszalne tego okresu ukazują postacie Starego i Nowego Testamentu, przez których życie i działalność Bóg zapowiadał i przygotowywał świat na przyjście Syna Bożego. Są to m.in. Maryja, św. Jan Chrzciciel i prorok Izajasz. W okresie Adwentu w kościołach odprawiane są tzw. Msze roratnie. Poświęcone są one czci Matki Bożej, odbywają się bardzo wczesnym rankiem jeszcze przed świtem. Nazwa tej Mszy – „roraty” – pochodzi od łacińskich słów „Rorate caeli desuper”, co oznacza „Spuśćcie rosę, niebiosa”. W czasie rorat przy ołtarzu znajduje się dodatkowa świeca ozdobna, która symbolizuje obecność Maryi niosącej światu Chrystusa – Światłość prawdziwą. Istnieje także zwyczaj, że na roraty przychodzą wierni, zwłaszcza dzieci, z zapalonymi lampionami adwentowymi, często wykonanymi własnoręcznie. Czas radosnego adwentowego oczekiwania ma swoje charakterystyczne znaki. Jednym z nich jest wieniec adwentowy, który pojawia się w kościołach jak i w domach wraz z czterema świecami, które odmierzają nam cztery niedziele adwentowe. Liczba świec zapalonych na wieńcu odpowiada każdej kolejnej niedzieli Adwentu. Następnym znakiem mogą być schodki adwentowe, zawierające Sługa nr 2 (62)

tyle stopni, ile jest dni do Bożego Narodzenia. Na najwyższym stopniu umieszcza się świecę lub figurę Dzieciątka Jezus, a na dole żłóbek. Każdego kolejnego dnia świeca lub figurka jest przesuwana o stopień niżej. Znakiem oczekiwania adwentowego może być również kalendarz adwentowy, mający kształt domu, w którym każdego dnia odsłania się jedną z okiennic. Adwent to czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana Jezusa i przygotowanie się na ten moment przez oczyszczenie i  przemianę swojego życia, jednak nie jest to czas pokuty. To przygotowanie ma charakter radosny, powinno opierać się na częstszej modlitwie, dobrych uczynkach, odbytych rekolekcjach, spowiedzi świętej, a także uczestnictwie w roratach. Dobrze przeżyty Adwent daje możliwości skierowania naszego życia na tory Boże oraz rozbudzenia ducha miłości do Boga i człowieka. W tym czasie adwentowego czuwania uczymy się radości oczekiwania, radości zachwytu z obecności Boga, radości z nadziei na drugie przyjście Chrystusa, radości z życia, które zapewnia jeszcze więcej życia w przyszłości. Warto na nowo odkrywać, że Adwent to czas chrześcijańskiego optymizmu i  radości, gdzie mamy przezwyciężać nasze lenistwo, to fizyczne i duchowe, oraz ociężałość naszych serc. dk. Dawid Gapiński, rok VI

35


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

Ofiarowanie w świątyni a Święta Bożego Narodzenia Pochylając się nad ewangelicznymi opisami dotyczącymi narodzenia i dzieciństwa Pana Jezusa, niejednokrotnie pękają jak bańka mydlana nasze mityczne wyobrażenia o beztroskim życiu Świętej Rodziny, o  bezproblemowym porodzie w komfortowych warunkach, czy nawet o popularności, jaką rzekomo miało się cieszyć Dzieciątko Jezus już od pierwszych chwil po przyjściu na świat. Oczy ze zdumienia przeciera zapewne także ten, kto po raz pierwszy zagłębia się w opis ofiarowania Pana Jezusa w świątyni (Łk 2, 2140). Ci, którzy jeszcze przed chwilą polemizowaliby z pierwszą tezą, powołując się na pokłon magów ze Wschodu albo na radosną

wizytę pasterzy, w konfrontacji z Łk 2, 21-40 pozostają bez argumentów. W tym artykule postaram się przybliżyć scenę ofiarowania Pana Jezusa, wykazać dramatyzm tej sceny, ale także ukazać, dlaczego ewangeliczne opisy narodzenia i dzieciństwa Jezusa Chrystusa nie pasują do naszego sposobu przeżywania Świąt Bożego Narodzenia, a właściwie na odwrót: dlaczego nasze świętowanie nie współgra z rzeczywistością ewangeliczną.

36

Wizyta w Świątyni jako wypełnienie Prawa Rozważany fragment zaczyna się bardzo zwyczajnie: „Kiedy minęło osiem dni, po których należało Dziecię obrzezać, nadano Mu imię Jezus, to, które Mu nadał anioł, zanim się w łonie poczęło” (Łk 2,21). Maryja i Józef postanowili wypełnić Prawo Mojżeszowe. Już Wj 13, 1-2 (nakaz Jahwe: „poświęćcie mi wszystko pierworodne”) wskazuje na obowiązek obrzezania jako znak przymierza z Bogiem (zob. Rdz 15). Jednak nie obrzezanie jest istotą Łk 2,21, lecz fakt nadania Dziecięciu imienia – nie byle jakiego, bo „Jezus” znaczy tyle, co „Jahwe zbawia”. Kogo zbawia Jahwe? Tego ten termin nie określa, więc można wnioskować, że wszystkich (uniwersalizm zbawienia). Słuszność tego wniosku potwierdzają następne wiersze. Posłuszeństwo rodziców Jezusa wobec Prawa Mojżeszowego ukazują także trzy następne wersy (Łk 2, 22-24). Wedle ST każda kobieta po urodzeniu dziecka pozostaje nieczysta przez 40 dni (jeśli urodziła syna) lub przez 80 dni (jeśli urodziła córkę). Dlatego też Święto Ofiarowania Pańskiego (2 lutego) Kościół obchodzi w czterdziestym dniu po Narodzeniu Pana Jezusa. Po „dniach oczyszczenia” wedle Kpł 12, 6-8 należy złożyć w ofierze roczne jagnię i młodego gołębia lub synogarlicę. Jeśli jednak kobieta jest zbyt uboga, winna złożyć „dwie synogarlice lub dwa młode gołębie” (Kpł 12,8). Łatwo z powyższej przesłanki i z Łk 2,24 zauważyć, że Święta Rodzina należała do rodzin biednych. Sam fakt przybycia Jezusa, Maryi i Józefa do Jerozolimy wyraża ich wielką pobożność, ale także ukazuje, że nowa droga zbawienia (zrealizowana w Jezusie Chrystusie) nie neguje Prawa, lecz nadal każe je wypełniać. Łk 2, 21-40 na tle Starego Testamentu Opis prezentacji Pana Jezusa w świątyni przywołuje na myśl sytuację z 1 Sm 1-2. Małego Samuela również przyniesiono do  świątyni, by go ofiarować (poświęcić) Panu Bogu. Nie ma za to żadnej wzmianSługa nr 2 (62)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ ki o  jakimkolwiek wykupywaniu Dzieciątka Jezus (choć zwyczaj wykupywania pierworodnych określała Lb 18, 15-16). Zastanawia nas z pewnością pominięcie w Łk 2, 21-24 wzmianek o starotestamentalnych rytuałach. Dlaczego brakuje tych opisów? Okazuje się, że  te  wiersze stanowią jedynie tło dla świadectwa Symeona i Anny, które relacjonują wersy 25-38. Św. Łukasz, w odróżnieniu od 1 Sm, wprowadził do swojej narracji motyw wypełnienia obietnicy, uniwersalizmu zbawienia, czy zapowiedzi odrzucenia Mesjasza. Opis ofiarowania Pana Jezusa przywołuje na myśl jeszcze dwa fragmenty Starego Testamentu. Pierwszy z nich (Ml 3, 1-2) opisuje Pana wstępującego do swej świątyni, zaś drugi (Dn 9,24) tyczy się Najświętszego, który przyszedł po 70 tygodniach do swojej świątyni. Nietrudno zatem doszukiwać się analogii starotestamentalnych w opisie ofiarowania Pana Jezusa. Dramatyzm Łk 2, 21-40 Główna część zdarzenia w świątyni jerozolimskiej to świadectwo Symeona i Anny. „Wtedy właśnie w Jeruzalem był człowiek imieniem Symeon, człowiek sprawiedliwy i bogobojny, który oczekiwał pocieszenia Izraela” (Łk 2,25) – w ten sposób narrator wprowadza na scenę nową postać. O ile przymiotnik „sprawiedliwy” określa właściwy stosunek Symeona do Boga i ludzi, o tyle drugi przymiotnik – „bogobojny” – określa relację bohatera tylko do Boga – Symeon ma szacunek dla Boga. „Oczekiwał pocieszenia Izraela”, czyli wyglądał zapowiadanych przez proroków czasów mesjańskich. Co więcej, Łk 2,26 wyraźnie wspomina, że  Symeonowi „zapowiedział Duch Święty, że nie ujrzy śmierci, zanim nie zobaczy Mesjasza Pańskiego”. Te trzy wspomniane elementy: asystencja Ducha proroczego, wypełnienie Prawa i przebywanie w świątyni daje podłoże do recytacji przez Symeona słów hymnu (Łk 2, 29 32) stanowiącego apogeum rozważanego fragmentu. Krótka treść hymnu zawiera sporo Sługa nr 2 (62)

znamiennych informacji. Niektóre tłumaczenia unaoczniają ciekawą grę słów: Symeon nazywa Jezusa Zbawieniem, które zostało przez Niego przygotowane wobec wszystkich ludów, ale również Jezus Chrystus przychodzi na  świat z darem zbawienia. Przychodzi nie tylko, by zbawić Naród Wybrany, lecz każdego człowieka, także poganina. Ten fakt, czasem postrzegany przez nas jako oczywisty, stanowi totalną nowość, jaką wprowadza Jezus Chrystus. Porównanie Pana Jezusa do światła „na oświecenie pogan” (Łk 2,32) stanowi nawiązanie do pierwszej pieśni o Słudze Jahwe, opisujących Jego cierpienie. Zatem już w tych słowach można doszukiwać się zapowiedzi męki i śmierci Pana Jezusa. Wyraźne potwierdzenie wydarzeń z Wielkiego Piątku znajdujemy w dalszej części wypowiedzi Symeona: „oto On jest przeznaczony na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34). Co ciekawe, Symeon jasno zaznacza, że wobec Pana Jezusa nie będzie można przejść obojętnie. Słowa „upadek” i  „powstanie” wyraźnie odgradzają od siebie dwie grupy ludzi – tych, którzy w Niego uwierzyli i tych, którzy Go potępili. Zatem obojętność wobec osoby Jezusa Chrystusa nie będzie możliwa. Co na to współczesny świat? Zauważ, Drogi Czytelniku, że próbuje się nas zachęcić na wszelkie sposoby, by okazywać obojętność w sprawach religijnych. Siąść do  wspólnego stołu wigilijnego – tak, jak najbardziej. Połamać się opłatkiem z najbliższymi – też. Ale przyznać się do swojej wiary w nowo narodzone Dzieciątko Jezus – nie, niekoniecznie. Obojętność, która stanowi brak zaangażowania, jest najgorszym rozwiązaniem, a w świetle Łk 2,34 wręcz czymś niemożliwym. Najgorszym, bo negowanie zakłada szukanie argumentów na poparcie swojego stanowiska, czyli także poszukiwanie, które w konsekwencji może poprowadzić do zmiany zdania – nawrócenia. Obojętność zaś zwalnia z jakichkolwiek poszukiwań

37


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ i  uniemożliwia znalezienie prawdy. „Obyś był zimny albo gorcy! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16) – przestrzegają słowa Apokalipsy św. Jana. Decyzja Boga co do faktu, że Jezus dla jednych stanie się przyczyną upadku, a  dla drugich przyczyną powstania, została już podjęta, ale jest nadal aktualna. Przecież także dziś osoba Chrystusa przez jednych jest jawnie odrzucana, a przez drugich przyjmowana i czczona. Z powodu tego rozłamu, a także, „by wyszły na jaw z wielu serc zamysły”, duszę Maryi przeszyje miecz (por. Łk 2,35). „Świąteczny klimat” a Ewangelia Jak zatem pogodzić naszą radość i entuzjazm z przeżywania Uroczystości Narodzenia Pańskiego i całego okresu bożonarodzeniowego (do 2 lutego włącznie) z po części tragicznym i surowym przesłaniem proroctwa Symeona? Zdaje się, że trzeba w tym przypadku obrać drogę „złotego środka”. Często próbujemy naszą religijność sprowadzić do dwóch skrajności. Pierwsza z nich dąży do uzyskania sielankowego klimatu raju z Księgi Rodzaju. Z pewnością osobom szukającym takiej religijności będzie odpowiadał sposób świętowania Bożego Narodzenia lansowany przez współczesny świat: sianko, żłóbek, śpiew kolęd, ciepła rodzinna atmosfera, itp. Druga ze skrajności będzie polegała na  poszukiwaniu sytuacji dramatycznych i sensacyjnych. Osobę o takiej religijności z  pewnością poruszą opisy męki Chrystusa, ale nie przemówią do niej w żaden sposób choćby spokojne opisy spotkań uczniów ze Zmartwychwstałym. Receptą na chrześcijańskie przeżywanie świąt Bożego Narodzenia zdaje się być całościowe obejmowanie treści wiary. Człowiek współczesny często nastawiony jest na  wybiórczość. Tendencje eklektyczne (wybiórczości) ujawniają się także w zakresie wiary u współczesnego katolika. Na co dzień

38

spotykamy się z otwartą obojętnością lub nawet krytyką nauczania Kościoła przez członków tegoż Kościoła, szczególnie w kwestiach bioetycznych. A przecież Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stwierdza, że wiara jest „dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił” (KKK 150). Dlaczego mamy przyjmować nauczanie Kościoła? Jedynym pośrednikiem i fundamentem Objawienia jest sam Jezus Chrystus. On przekazał treść Objawienia Kościołowi, czyniąc z Niego podmiot strzegący depozytu wiary, ale także podmiot aktualizujący Objawienie, czyli rozstrzygający nowe problemy (powstałe po śmierci ostatniego Apostoła) w oparciu o treść Objawienia. A dlaczego należy przyjmować naukę Kościoła w całości? Z prostej przyczyny. Albo przyjmuje się warunki regulaminu, albo nie, i  nie podpisuje się umowy. Albo wierzy się nauczaniu Kościoła, albo nie, i staje się w opozycji do niego. Taka „katolicka selekcja” zagnieżdża się również w przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia. Wybieramy elementy nam pasujące, przyjemne, zapominając, że 2 tysiące lat temu w betlejemskiej grocie Bóg – Człowiek przyszedł na świat w nieludzkich warunkach. Co więcej, to Dziecię Jezus po 33 latach odkupiło cały świat na Krzyżu. Zapowiedź tej Śmierci, ale też Zmartwychwstania, odnajdujemy w proroctwie Symeona (Łk 2, 29-35). Właśnie Triduum Paschalne (misterium męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa) winno stanowić fundament i centrum wiary każdego chrześcijanina, a w oparciu o nie należy rozważać każdą inną tajemnicę Jezusa Chrystusa, w tym także Jego Wcielenie czy Narodzenie. Jak więc świętować? Sednem Świąt Bożego Narodzenia i poprzedzającego je Adwentu jest przygotowanie miejsca dla Zbawiciela, by mógł On narodzić się w sercu każdego człowieka. Z pewnością wydarzenie to napawa wielką radością i entuzjazmem. Oto wcielony Syn Boży żyje pośród nas. Ale  takSługa nr 2 (62)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ że skłania do refleksji: czy na pewno chcę, by to Dziecię żyło we mnie, razem ze mną? A w konsekwencji: czy przyjmę i poniosę razem z nim krzyż mojego życia? kl. Maciej Burkiewicz, rok IV Bibliografia: 1. „Pismo święte Nowego Testamentu”, cz.3: „Ewangelia według św. Łukasza. Wstęp – Przekład z oryginału – Komentarz”, red.  E.  Dąbrowski, F. Gryglewicz, Poznań 2007, s. 108113 2. D. Rops, „Dzieje Chrystusa”, tłum. Z. Starowieyska-Morstinowa, t.1, Warszawa 1968, s. 122-123

Sobór Watykański II „Nie waż się powiedzieć nic fałszywego, a równocześnie nie waż się ukryć prawdy. Nie mów niczego, co wzbudza podejrzenie o faworyzowanie lub wrogość” Cyceron

Przypadająca w przyszłym roku pięćdziesiąta rocznica otwarcia Soboru WatySługa nr 2 (62)

kańskiego II, jest dobrą przyczyną do przypomnienia sobie historii tego wydarzenia i  refleksji nad jego skutkami. Podjęta przez bł. Jana XXIII inicjatywa zwołania soboru spotykała się z wieloma głosami krytyki wśród ówczesnego duchowieństwa. Wielu obawiało się, że zbiorą się tylko po to, żeby poprzeć przygotowane wcześniej dokumenty. Czy jednak było tak naprawdę? Sytuacja Kościoła przed Soborem Pierwsza połowa XX wieku była czasem wielkich wydarzeń. Kościół, na którego czele stało kilku silnych papieży, wśród których wyróżniał się Pius XII kierujący Kościołem w czasie II wojny światowej, a po jej zakończeniu skoncentrowany na groźbie komunizmu, musiał odnieść się do współczesnej mu sytuacji. Katolicyzm w tym czasie wzrastał w liczbie wiernych i rozszerzał swe wpływy, budowano nowe domy zakonne, jego nauka była ortodoksyjna, a katolicy wiedzieli, kim są. Byli dumni ze swojego Kościoła i posiadali pełną świadomość własnej tożsamości. W połowie XX wieku Kościół stał się głęboko „podejrzliwy” wobec współczesnego świata. Pojawiające się prądy modernistyczne, komunizm, ruch ekumeniczny (zapoczątkowany przez protestantów), spowodowały wprowadzenie zwiększonej cenzury w teologii. Nie powstrzymało to jednak prądów dążących do  odnowy Kościoła, które stawiały sobie za  cel „powrót do  źródeł”. Ich głosiciele nawoływali do odnowy liturgii i filozofii oraz ponownego odkrywania korzeni chrześcijaństwa. Konieczność zwołania soboru W wyniku powstania w Kościele ruchów na rzecz odnowy jego doktryny, wybrany na papieża kard. Angelo Roncalli (Jan XXIII) po niespełna trzech miesiącach od swojego wyboru na Stolicę Piotrową, dnia 25 stycznia 1959 roku ogłosił, że ma zamiar zwołać Sobór powszechny. Miało to być dwudzieste pierwsze w historii Kościoła katolickiego i drugie odbywające się w Watykanie zgromadzenie

39


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

biskupów, którego założeniem była, jak podkreślał papież: „ochrona świętego depozytu doktryny chrześcijańskiej i wprowadzenie bardziej skutecznego nauczania”. Jan XXIII powiedział dalej, że Sobór nie ma zajmować się wyodrębnianiem i omawianiem punkt po punkcie podstawowych prawd Kościoła. Podkreślił natomiast, że konieczne jest odnowienie nauczania Kościoła tak, aby prawdy te  stały się klarowne i proste – „tak aby jaśniały wciąż takim blaskiem, jakiego przydał im Sobór Trydencki i Watykański I”. Dniem rozpoczęcia Soboru ogłoszono święto Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny – 11 października 1962 roku. Tego dnia do Bazyliki Świętego Piotra na Watykanie przybyło około 2400 Ojców Soborowych, byli wśród nich ludzie w większości nie znani poza własną diecezją, ale niektórzy z nich z powodu tego, co  powiedzą lub czego dokonają, mieli wpisać się na zawsze w historię Soboru. Dwa stronnictwa soborowe Pierwszym zadaniem, z którym musieli zmierzyć się ojcowie soborowi, było ustalenie składu osobowego dziesięciu komisji. Liczne głosy, mówiące o przygotowaniu przez Kurię Rzymską własnej listy kandydatów, spowodowały wytworzenie się w Niemczech opozycji skupionej wokół kard. Josepha Fringsa, przewodniczącego Konferencji Biskupów Niemiec. Grupa ta, do której dołączyli potem biskupi Austrii, Szwajcarii, Francji, Holandii i Belgii wywarła znaczny wpływ

40

na  przebieg Soboru. Pierwsza Kongregacja generalna 13  października 1962 roku, którą otworzyła Msza święta, i po której miały odbyć się wybory do poszczególnych komisji, trwała niespełna godzinę. Jej obrady zostały zablokowane przez wniosek episkopatu Francji, w celu lepszego zaznajomienia się z  listą kandydatur. Pracę wznowiono po  trzech dniach. Dzięki temu zabiegowi koalicji państw nadreńskich zgromadzonej wokół Niemiec, udało się zdobyć 49% miejsc w poszczególnych komisjach. Po ustaleniu składów poszczególnych komisji, zajęto się projektami wcześniej przygotowanymi na polecenie papieża przez powołane do tego celu komisje przedsoborowe. Podczas pierwszej sesji, zajmującej się m.in. sprawami liturgii, doszło do pierwszego starcia pomiędzy zgromadzonymi w „niemieckiej” koalicji, a konserwatywnymi  biskupami pochodzącymi głównie z Włoch, Hiszpanii, USA i Ameryki Łacińskiej. Mediacji pomiędzy stronami podjął się arcybiskup Mediolanu kard.  Giovanni Battista Montini – późniejszy papież Paweł VI. Zaznaczył on, że nie udziela poparcia „tym, którzy chcieliby wprowadzić zmiany w czcigodnych, obdarzonych tradycją praktykach, czyniąc to w sposób nie przemyślany”, jednocześnie zaznaczając, że te „rytuały nie są absolutnie niezmienne, lub że ceremonie, które powstały jako rezultat historycznych okoliczności, muszą być za wszelką cenę utrzymane”. Wymiana zdań pomiędzy tymi dwoma grupami, z jednej strony pragnącymi zachować tradycję konserwatystami, a  dążącymi do odnowy Kościoła reformatorami, wniosły wiele w dziedzictwo Soboru. Podjęte ustalenia i zmiany Najważniejsze zmiany w nauczaniu Kościoła wprowadzone po Soborze Watykańskim II zawarte są w szeregu przyjętych konstytucji, deklaracji i dekretów. Kościół, chcąc zmienić swój wizerunek organizacji ściśle hierarchicznej i opierającej się głównie na duchowieństwie, podkreślał uczestnictwo Sługa nr 2 (62)


MIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ wszystkich wiernych w powszechnym kapłaństwie Chrystusa. Wprowadził pojęcie Kościoła jako „sakramentu […] wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”, dzięki czemu została podkreślona rola świeckich w Kościele. Konstytucja o Kościele roztoczyła wizję świeckich mężczyzn i kobiet, którzy realizując powołanie w swoim codziennym życiu, przyczyniają się do uświęcania świata. Zachęcano też do przywrócenia Objawieniu, a co za  tym idzie Słowu Bożemu, centralnego miejsca w  życiu Kościoła, a zwłaszcza w liturgii. Podjęto starania w kierunku dokonania nowych tłumaczeń Pisma Świętego, zwłaszcza z języków oryginalnych, a księży zachęcano do  gorliwszej posługi Słowa wobec powierzonych im  wiernych. W  dziedzinie liturgii Sobór umożliwił doko-

ganizowanie spotkań oraz podejmowanie wspólnych intencji modlitewnych. Najobszerniejszym z wszystkich dokumentów soborowych jest Konstytucja duszpasterska o  Kościele w świecie współczesnym. Od pierwszego zdania zwraca uwagę na trudną sytuację ubogich i uciśnionych. Wskazuje jednocześnie, że należy dołożyć wszelkich starań, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom związanym z pragnieniem sprawiedliwości i równości, zachęcając katolików do kształtowania w sobie coraz większej wrażliwości na potrzeby bliźnich. Kościół po Soborze Sobór Watykański II posłużył odnowie Kościoła, wyznaczając perspektywę jego działania i obecności we współczesnym świecie. W dobie dających się zauważyć tendencji do traktowania jakichkolwiek wartości religijnych i prób ich zachowania jako sprawy prywatnej, nie zaś czegoś, co może stanowić wkład w życie społeczeństwa, Sobór zachęca do nieustannej odnowy. Tak jak już za czasów Abrahama i Sary, Mojżesza i Miriam lud stał się ludem Bożym przez swoją historię, ze wszystkimi jej powikłaniami i dramatami, a także ze wszystkimi osiągnięciami. Przez swoich proroków, którzy przemawiali w imię Boga, wytykając grzechy i wzmacniając wiarę, tak samo teraz Kościół zjednoczony dzięki odnowie nauczania może jeszcze doskonalej kontynuować swoją wędrówkę do pełni życia w Jezusie Chrystusie.

nanie wielu znaczących zmian. Najbardziej oczywiste z nich powstały w wyniku reform posoborowych, np.: sprawowanie liturgii w  językach ojczystych, przywrócenie modlitwy wiernych i stworzenie możliwość koncelebrowania Mszy. Wprowadzono także wiele nowych funkcji liturgicznych, które mogą od tej pory sprawować wierni świeccy. Poprzez Dekret o  ekumenizmie Kościół katolicki zachęca do  podjęcia dialogu z chrześcijanami należącymi do innych wspólnot poprzez or-

kl. Paweł Szałucki, rok II

Sługa nr 2 (62)

Bibliografia: 1.”Sobór Watykański II, Konstytucje, dekrety, deklaracje”, wyd. Pallotinum Poznań 2002 2. Thomas P. Rausch SJ, "Katolicyzm w trzecim tysiącleciu", tłum. J. Kołacz SJ, Wydawnictwo WAM Kraków 2007 3. R.M. Wiltgen SVD, "Ren wpada do Tybru". Historia Soboru Watykańskiego II, tłum. A. Słowik, wyd. Dębogóra

41


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI

Sanktuarium w Boleszynie Wiele jest sanktuariów na terenie diecezji toruńskiej, do których pielgrzymują ludzie w nadziei na wysłuchanie najbardziej skrytych próśb. W ziemi lubawskiej znajdują się trzy sanktuaria maryjne: w Lipach, w Nowym Mieście Lubawskim i w Boleszynie. Ostatnim miejscem zajmiemy się szerzej. W tak małej tysięcznej parafii w  drewnianym kościółku znajduje się przepiękny skarb. Dla mieszkańców jest on cenniejszy niż złoto. Parafianie od wielu wieków szerzą kult Matki Bożej Bolesnej Boleszyńskiej. Obraz powstał w drugiej połowie XVII w. Autor jest anonimowy. Od początku wieku XVIII był otaczany szerokim kultem, ponieważ właśnie przed cudownym obliczem Maryi wierni okolicznych wsi złożyli śluby podczas szalejącej epidemii cholery, która w tamtym czasie dziesiątkowała ludzi. Błagania zostały wysłuchane i jak opowieści głoszą nikt, kto uciekł się do Madonny w Boleszynie nie zmarł. W  dowód wdzięczności złożono przyrzeczenie, że każdego roku 8 września parafianie składać będą dziękczynienie za cudowne uratowanie od epidemii. Po tych wydarzeniach sława Boleszyńskiej Pani rozprzestrzeniła się bardzo szybko. W tamtym okresie kult Matki Bożej był rozpowszechniany przez wielu pielgrzymów, którzy zdążali do sanktuarium w Łąkach Bratiańskich. Wierni zmierzający do sanktuarium w Łąkach zatrzymywali się w  Boleszynie przed tronem Madonny Bole-

42

snej. Jednym ze świadków jest wybudowana na zewnątrz ceglana ambona, która potwierdza rozmiary pielgrzymek nie mieszczących się w kościele. W czasie trwania zaborów doszczętnie zniszczono klasztor w Łąkach, gdzie znajdowała się figura NMP. Spowodowało to zaprzestanie odbywania pielgrzymek do Łąk i zmniejszenie ruchu w Boleszynie. Mimo to mieszkańcy parafii ciągle gromadzili się przed cudownym wizerunkiem, aby przez wstawiennictwo Maryi wypraszać dla siebie łaski. Kult maryjny nie był zaniedbywany przez kolejnych proboszczów, a wręcz przeciwnie. Świadomość posiadania tak wielkiego skarbu w parafii dodała w 1843 r. odwagi proboszczowi Franciszkowi Semrau, który odnowił śluby boleszyńskie, następnie je spisał i potwierdził swoim podpisem. Podobnie uczynili przedstawiciele wiosek należących do parafii, jako wyraz głębokiej więzi oraz wiary w orędownictwo Maryi u Boga. Przez ten cały czas Boleszyn gościł pielgrzymów aż do II wojny światowej, po której nastąpiło wyciszenie i zahamowanie rozwoju kultu. Władze polityczne skutecznie go wstrzymywały, ale serca ludzkie nie są w stanie wyrzec się prawdziwej miłości, która nie wygasła w sercach wiernych. W ostatnich latach ta miłość i kult, który ją wyraża, na nowo rozkwitła. W 2008 roku wizerunek Madonny z Boleszyna został poddany gruntownej konserwacji i po sześciu miesiącach nieobecności powrócił do swojego domu. Uroczystości rozpoczęły się w Rybnie, gdzie Matka Boża oczekiwała przez ostatnie dni na swój powrót. Dnia 14  września o  godzinie 16:00 wyruszyła w  drogę zatrzymując się w Koszelewach, gdzie przy kościele parafialnym zgromadzili się tamtejsi parafianie, aby ją pozdrowić. Matka wracała do swoich dzieci trasą udekorowaną na całej długości, w  eskorcie samochodów strażackich i banderii. O godzinie 18:00 przy biciu dzwonu po wyniesieniu z samochodu obraz został Sługa nr 2 (62)


Z OBIEKTYWEM W DIECEZJI w procesji przeniesiony do kaplicy św. Huberta. Nabożeństwu powitania przewodniczył ks.  kanonik Mirosław Owczarek – dziekan rybnieński, a kazanie wygłosił ks.  Kazimierz Wiśniewski – proboszcz z Dąbrówki Królewskiej koło Grudziądza. Przez całą noc oraz następny dzień parafianie i  pielgrzymi czuwali przy wizerunku. We wspomnienie Matki Bożej Bolesnej – 15 września o godzinie 18:00 – procesjonalnie przeniesiono obraz Boleszyńskiej Pani na plac przy kościele. Głównym punktem Uroczystości była Msza święta koncelebrowana przez 30 kapłanów pod przewodnictwem pasterza diecezji toruńskiej – Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Andrzeja Suskiego. W czasie Eucharystii Ksiądz Biskup pobłogosławił odnowione sukienki i nałożył korony na skronie Pana Jezusa i Jego matki. Uroczystość zakończyła procesją ze świecami do Kościoła i odnowieniem ślubów boleszyńskich. Przy okazji prac konserwatorskich wykonana została wierna kopia boleszyńskiego obrazu, która została poświęcona podczas odpustu Matki Bożej Różańcowej i rozpoczęła wędrówkę po rodzinach należących do parafii. Nawiedzenie w parafii uroczyście zakończono dnia 15 września 2009 roku. Wdzięczni wierni, jako wyraz miłości, złożyli swojej Matce różę wykonaną ze złoconego srebra i  bursztynu. Podczas pieszej pielgrzymki w drugą niedzielę października obraz przejęli parafianie z Kiełpin. Teraz jego kopia czeka na kolejne parafie chcące przyjąć do  swojego domu Bolesną Madonnę. W  2011 roku wierni podarowali swojej Matce Bożej nowe korony, które 15 września uroczyście założył ks.  bp  Roman Marcinkowski podczas Mszy św., koncelebrowanej przez 40 kapłanów. Wizerunek Matki Bożej Boleszyńskiej przedstawia scenę złożenia zdjętego z krzyża ciała Pana Jezusa na kolana Matki Najświętszej. Madonna ma wzniesione wysoko ręce, które czasem tłumaczy się jako gest rozpaczy. Warto jednak w tym miejscu przywołać zupełnie inne skojarzenie. Te wzniesione dłoSługa nr 2 (62)

nie przypominają osobę Mojżesza, który tym właśnie gestem, będącym znakiem modlitwy do Boga, wyprosił zwycięstwo Izraelitów nad Amalekitami. Również Ona, Matka naszego Pana wyprasza zwycięstwo w walce przeciw złu i zasadzkom szatana w naszym życiu. Po pięknej twarzy Maryi spływają łzy, a serce przebite jest mieczem boleści, zgodnie z przepowiednią wypowiedzianą przez starca Symeona (Łk 2, 34-35). Obraz Boleszyńskiej Madonny okrywa srebrno – złota sukienka, a skronie zdobią korony. Są one darem Cyganów, którzy w 1934 roku ufundowali je po kradzieży i profanacji obrazu, na skutek czego, zniszczone zostały pierwotne barokowe sukienki. W okresie Adwentu i Wielkiego Postu wizerunek ukazywany jest bez sukienek. Kolorystyka obrazu utrzymana została w tonacjach ciepłych brązów, żółci i zieleni. W malarstwie religijnym szczególnie w tradycji wschodniej kolory niosą ze  sobą konkretną treść. Chociaż boleszyński obraz nie jest ikoną w sensie ścisłym, a także nie można założyć, że malujący go artysta w sposób celowy posłużył się tymi konkretnymi barwami, to zestawienie takie wypada bardzo ciekawie. Szata Matki Bolesnej jest w  kolorze brązowym (oznacza kolor ziemi: to bieda oraz skromność życia). W tym samym kolorze jest tło obrazu z kłębiącymi się wokół postaci chmurami. Głowę i ramiona Boleszyńskiej Pani okrywa ciemnozielony płaszcz, ozdobiony srebrną lamówką oraz srebrnymi kwiatami w kształcie gwiazd. Na wysokości czoła znajduje się srebrna ośmioramienna gwiazda. Srebro to czystość i wierność, zieleń jest kolorem życia, używanym w przedstawieniach męczenników, których śmierć staje się posiewem wiary i życia wspólnoty Kościoła. Głowy Maryi i Jezusa otaczają żółte nimby i  promienie. Kolor żółty odnosi się do tego, co Boskie. kl. Mateusz Czapliński, rok II

43


grudzień 2011  

grudzień 2011

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you