Page 1

www.redbulletin.com

prawie niezależny magazyn / Grudzień 2010

Odkryj

Trening wojownika

Print 2.0

Jak ekipa VW Motorsport przygotowuje się do kolejnego Dakaru

Puchar Ameryki

Futurystyczne nowinki w najstarszych regatach świata

Fela Kuti

Afrykańskie poszukiwania magii afrobeatu

mistrzowie! Magiczne chwile Sebastiana Vettela i ekipy Red Bull Racing w drodze po zwycięstwo


6 WIN.PL N A

Ś W I Ę TA

Pod choinkę i na stół. Na postną, wigilijną kolację i na obfity obiad następnego dnia. Zobacz, co w bożonarodzeniowy czas polecają nasi znawcy. Wstąp do klubu już dziś i poznaj nowe, zimowe propozycje! PATRON MEDIALNY GAZETA WYBORCZA


Rogiem z Byka

ROK KOŁEM SIĘ TOCZY Drużyna ta wygrała w swojej niezbyt skomplikowanej historii sześć wyścigów. Do sezonu 2010 przystąpiła bez kompleksów, z jasno sformułowanym i ambitnym planem: zakończyć sezon jako zwycięzca F1. I rzeczywiście – Red Bull Racing to aktualnie najlepszy team w dyscyplinie, która jest królową sportów motorowych. W finałowym wyścigu w Abu Zabi Sebastian Vettel zapewnił sobie pierwszy numer startowy na sezon 2011.

ILUSTRACJA NA OKŁADCE: Lee Laughton, ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Getty Images, Zdjęcia: Thomas Butler, Sutton Images

Cover story niniejszego wydania magazynu Red Bulletin zostało poświęcone wybranym kadrom obecnego sezonu F1, który z pewnością jest wart zapamiętania. Wyboru dokonali: Helmut Marko, Christian Horner, Adrian Newey, Fabrice Lom, Mark Webber i Sebastian Vettel. Każdy z nich wspomina swoją „magiczną chwilę” 2010 roku – charakterystyczne zdarzenie, które dobrze ilustruje ten zapierający dech w piersiach sezon. Jeśli zobaczycie Państwo zmęczenie na twarzach niektórych bohaterów, proszę potraktować to jako dowód autentyczności naszej historii. Zdjęcia powstały w Hangarze-7 w Salzburgu, dzień po zwycięstwie w Abu Zabi. Mistrzowie – od strony 38. Pozostajemy przy sportach motorowych: 1 stycznia rozpoczyna się 33. Rajd Dakar. Jak wiadomo – nie całkiem w Afryce, na co mogłaby wskazywać jego nazwa. Inaczej niż treningi, które odbywają się właśnie w Afryce; kto przetrwa Saharę, może z czystym sumieniem spróbować swoich sił na Atacamie, w najdzikszym zakątku Argentyny i Chile. Red Bulletin towarzyszył teamowi VW w przygotowaniach przed największą przygodą, jaką może zaoferować sport motorowy. Broniący zwycięskich tytułów kierowcy – Carlos Sainz z 2010 roku i Giniel De Villiers z 2009 roku – rozpoczynają swój „trening na sucho” – od strony 60. Pozostajemy w Afryce: być może stolica Nigerii, Lagos, nie jest najczęściej wybieranym kierunkiem turystycznym. Jest to jednak jedna z najbardziej porywających metropolii kulturalnych na kontynencie, a przede wszystkim jest ojczyzną Fela Kuti – legendarnego twórcy afrobeatu. Przyczyną podróży Amerykanina Jamesa Pantsa do nigeryjskiej stolicy był festiwal Felabration. Pants, muzyk i enfant terrible muzyki funk, oprowadza nas po śladach magii afrobeatu, przy wsparciu ikony drum Tony’ego Allena i legendarnego DJ-a Theo Parrrisha. „It’s a Felabration” – od strony 54. Spokojnych Świąt, ale i ekscytującego Nowego Roku, życzy Redakcja

3


SPIS TREŚCI

WITAJ W Świecie Red Bulla Od indyjskich zapasów, przez wyścigowe wanny i skaczące panny, aż po podwójne zwycięstwo w F1 – tutaj nigdzie nie ma miejsca na nudę.

Bullwar

14 Zupełnie nowe wyzwania B-boying odkrywa Bliski Wschód. 16 Skejtowe modyfikacje Deskorolkowe miejscówki w nowej odsłonie. 18 Ewolucja SPRZĘTU Tym razem przyglądamy się ewolucji jajowatej piłki do rugby. 20 monika pYREK Kilka słów od mistrzyni skoków o tyczce.

28

22 TrIKI FIZYKI Rozkładamy motocyklowego backflipa na czynniki pierwsze. 24 CO CI SIEDZI W GŁOWIE Przypadków kilka w głowie Bruce’a Springsteena. 26 MARC marquez Siedemnaście lat i już ma tytuł mistrza świata. 27 LICZBY MIESIĄCA Numery wykręcone przez Beatlesów.

20

Akcja

28 INDYJSKIE ZAPASY Czy starożytna sztuka hinduskich zapaśników skazana jest na zapomnienie? 38 PODWÓJNE ZWYCIĘSTWO Niezapomniane chwile zespołu Red Bull Racing w drodze na szczyt świata Formuły 1. 50 PUCHAR AMERYKI Najstarsze regaty świata przechodzą właśnie technologiczną rewolucję.

60

54 felabraCJA Nasz reporter udaje się do Nigerii w poszukiwaniu korzeni afrobeatu. 60 TRENING NA SUCHO Mordercze przygotowania do obrony mistrzowskiego tytułu Rajdu Dakar. 66 POŁOWY NA MUCHĘ O dwóch takich, co raz na zawsze odmienili skoki narciarskie. 72 WYŚCIG MYDELNICZEK Niesamowity wyścig dojechał tym razem do Soweto w RPA. 4

72


SPIS TREŚCI

54

66

Zdjęcia: Bildagentur Kräling, Getty Images/Red Bull Photofiles, imago sportfotodienst, James Oatway/Red Bull Photofiles, Palani Mohan/Reportage by Getty Images, jürgen skarwan, Liam Lynch

38

Więcej dla Ciała i Umysłu

82 SNOWPARKI Przedstawiamy dziesięć najciekawszych snowparków nadchodzącego sezonu. 84 ZDOBĄDŹ SPRZĘT Baseballowe zabawki mistrza Sakamota. 86 MAGIA MIKOROFONU Poznajcie Wuję – wrocławskiego ojca chrzestnego dubstepu. 88 hot spots Najciekawsze wydarzenia sportowe w tym miesiącu. 90 NIGHT SPOTS Imprezy, imprezy, imprezy – zwiedzaj świat i baluj do rana, czyli spis najlepszych imprez muzycznych w tym miesiącu. 92 POTĘGA NOCY Nocny lot dookoła świata: dubstepowa formacja Mount Kimbie w Rejkiawiku, klub Razzmatazz w Barcelonie, projektant Marc Moore w Auckland, soulowiec Aloe Blacc w Los Angeles – nie ma czasu na nudę.

Stałe działy 06 Kalendarz PANA Kainratha 08 Galeria zdjęć miesiąca 98 FELIETON LIZUTA

„red Bulletin” Print 2.0 Filmy, dźwięki, animacje w twoim „Red Bulletinie”. Zawsze tam, gdzie znak oka z rogami. 1

W okienku pl.redbulletin.com/print2.0 przeglądarki znajdziesz okładkę magazynu. Kliknij Startuj Bull’s Eye!

2

Potrzebna jest kamerka internetowa. Jeśli otworzy się okienko, kliknij Akceptuj.

3

Ustaw „Red Bulletin” przed kamerką. Oglądaj treści multimedialne – filmy, pliki dźwiękowe i animacje. 5


k a rt k a z k a l e n d a r z a pa n a k a i n r at h a

6


8

Zdjฤ™cie: Jรถrg Mitter/Global Newsroom/Red Bull Photofiles


Print 2.0

pl.redbulletin.com/print2.0 Nick Franklin się wywyższa!

ZDJĘCIE MIESIĄCA

Ç a n a k k a l e ( T u rc ja)

Trojańskie triki To, co tu widzicie, to kombinacja klasycznej starożytności z nowoczesnymi technikami freestyle’u. Mówiąc dokładniej: zawodnik motocrossu, Nick Franklin (Nowa Zelandia), skacze nad rekonstrukcją konia trojańskiego. Ten piękny motyw powstał podczas Red Bull X-Fighters Jam w tureckim Çanakkale (niedaleko antycznej Troi). Franklin i koledzy pokazali tam 40-tysięcznej publiczności, co można zrobić w locie ponad drewnianym koniem (np. „cliffhangera”). Starożytni Grecy przez dziesięć lat zdobywali Troję, aż pewien człowiek o imieniu Odyseusz wpadł na pomysł z drewnianym koniem. Nietrudno jest sobie wyobrazić, w jaki sposób te mury pokonałby Nick Franklin. www.redbullxfighters.com


ZDJĘCIE MIESIĄCA

W i e d e ń (Au st r i a)

DOBRA FIGURA Dlaczego ten młody człowiek tańczy na gigantycznej szachownicy? Ponieważ organizatorzy Red Bull Checkmate założyli, że eleganckie figury breakdance’owe dadzą się łatwo połączyć ze strategiczną grą planszową. Teoria w spektakularny sposób potwierdziła się w praktyce, co udowodniło jedenaście zespołów startujących w niezwykłych rozgrywkach w Wiedniu. Reguły? W każdej rundzie jeden b-boy tańczy naprzeciwko drugiego, przegrany decyzją jury musi zejść z szachownicy. „Król” i „królowa” każdej drużyny mogą wyzywać wybranych przeciwników do walki lub przywrócić do gry przegranych. Kto straci wszystkie ludzkie figury, dostaje szach mat. Objawienie wieczoru: dziwaczne kombinacje, które czasem doskonale się sprawdzają oraz najlepiej „tańczący w szachy” Rosjanie (zwyciężyli chłopcy z „Top 9”). Więcej zdjęć z bitwy: pl.redbulletin.com/checkmate

10


Print 2.0

Zdjęcie: Philipp Schuster/Red Bull Photofiles

pl.redbulletin.com/print2.0 Szach mat na parkiecie


ZDJĘCIE MIESIĄCA

V e r ac ruz (M e k sy k )

STUDIUM PRZYPADKU Wodospad Big Banana w górach Sierra Madre Oriental zawdzięcza swoją nazwę okolicznym plantacjom bananowców. Jednak profesjonalnego kajakarza, Rafaela Ortiza, o wiele bardziej niż botaniczna ciekawostka zainteresował fakt, że nikt do tej pory nie ośmielił się poskromić tego gigantycznego wodospadu. Do tej pory. 23-letni Meksykanin rzucił się 42 metrów w dół, licząc od progu wodospadu (tam, gdzie woda zaczyna spadać) aż do strefy spadku (tam, gdzie najbardziej boli). Wyszedł z tego bez większych obrażeń. Oznacza to zaledwie podbite oko i skaleczoną wargę. Więcej spektakularnych przypadków Rafaela Ortiza: pl.redbulletin.com/ortiz

12


Zdjęcie: LUCAS GILMAN


Bullwar Uskrzydla w małych dawkach

CAŁKIEM NOWE HORYZONTY Pionierskie zawody streetdance w Dubaju wyłoniły najlepszego b-boya Bliskiego Wschodu.

Na Nowy Rok Mamy dla Państwa coś szczególnego na Nowy Rok. W październiku wyłoniliśmy zwycięzców międzynarodowego konkursu fotograficznego Red Bull Illume. 13 zapierających dech w piersiach fotografii finałowych (w formacie 59,4 × 33,5 cm) znajdziecie Państwo w nowym kalendarzu fundacji Wings for Life 2011. Każdy zakup tego niezwykłego kalendarza wspiera dobry cel. Cały dochód z sprzedaży jest przeznaczony na naukowo-medyczne badania w leczeniu uszkodzonego rdzenia kręgowego. Kalendarz można zamówić za 29,90 euro na stronie: www.wingsforlife.com lub w Red Bull Shop. Bardzo polecamy! Zamów kalendarz Wings for Life na: www.redbullshop.com

Oto kolejny przykład wciąż rosnącej popularności b-boyingu – pod koniec października w Dubaju saudyjski b-boy zatriumfował nad tancerzami z różnych części Bliskiego Wschodu i wygrał zawody Red Bull BreaKing. B-boy Lazy pokonał 16 przeciwników z Libanu, Jordanii, Omanu, Kataru, Bahrajnu i Kuwejtu, i został nieoficjalnym mistrzem regionu. Spore osiągnięcie, zwłaszcza w królestwie, w którym zakazano wielu rodzajów muzyki i tańca. „Młodzi ludzie mają niewielki wybór rozrywek, a breakdance to świetny sposób na bycie w formie” – stwierdził Lazy w wywiadzie dla gazety „Khaleej Times”. „Najlepsze pomysły rodzą się z nudy”. Lazy wywalczył miejsce w Red Bull BC One w Tokio, najważniejszych zawodach breakdance’owych świata. Relacja z tego wydarzenia – w następnym numerze Red Bulletina. www.redbullbcone.com

B-boy Lazy z Dubaju pokonał podczas Red Bull BreaKing 16 rywali z Bliskiego Wschodu

Zdjęcie miesiąca

UŚMIECH, PROSZĘ!

Niezwykłe sceny z życia naszych czytelników dostępne są tu: www.redbulletin.pl

Wśród osób, które nadeślą nam najciekawsze zdjęcia związane ze światem Red Bulla, rozlosujemy bidony. Więcej gadżetów, ciuchów i pamiątek można zakupić w naszym sklepie internetowym:

14

www.redbullshop.com

Islamabad Trialowa podróż po Pakistanie

Wysyłaj zdjęcia na e-mail: redakcja@redbulletin.com

była dla Kenny’ego „Magika” Belaey’a jedną z najpiękniejszych przygód w życiu. Yasir Nisar


b u l lwa r

BLOGI HEROSÓW Cytaty z sieci

Legendarny surfer Andy Irons zmarł w wieku 32 lat

Zdjęcia: Alfredo Escobar/Red Bull Photofiles, Ari Michelson/Red Bull Photofiles, Crispin Cannon/Red Bull Photofiles, Garth Milan/Red Bull Photofiles, Kirstin Scholtz/Getty Images, Manuel Ferrigato, Naim Chidiac/Red Bull Photofiles, Predrag Vuckovic/Red Bull Photofiles

Niezapomniany 2 listopada świat surfingu na chwilę się zatrzymał. Jeden z największych zawodników, trzykrotny champion ASP World Tour – Andy Irons, zmarł w wieku 32 lat. Wracał do domu na Hawajach po rezygnacji z udziału w zawodach w Puerto Rico. Tego wieczora znaleziono go martwego w hotelowym łóżku. Przyczyna zgonu nie jest jeszcze znana. Dzień po jego śmierci surferzy zebrali się w Puerto Rico i wypłynęli wspólnie w morze, by złożyć Andy’emu ostatni hołd. Wśród nich był także champion z 2009 roku, Mick Fanning: „Jestem wdzięczny za to, że wypłynęliśmy wszyscy razem. Ostatecznie jesteśmy jedną wielką rodziną, która troszczy się o siebie. Poprzez śmierć Andy’ego czuję się, jakbym stracił brata”. W ceremonii uczestniczył także inny legendarny surfer, Kelly Slater, który był jednocześnie rywalem i przyjacielem Andy’ego. „Nawet jeśli kilka razy w przeszłości nie było nam po drodze, to mam z nim wiele dobrych wspomnień i ostatecznie staliśmy się przyjaciółmi”. Kilka dni po śmierci Ironsa Slater po raz dziesiąty został mistrzem ASP World Tour, dedykując zwycięstwo zmarłemu. „Bez wahania oddałbym tytuł, gdyby to tylko mogło przywrócić nam Andy’ego”. www.aspworldtour.com/andyirons

Kijów Gdy zrzuci się jajko z 15-metrowej wysokości, to… wcale nie musi się ono rozbić. Sergey Illin, Red Bull Gravity Challenge

Grete Eliasson (Ski Freestyle) „Moje mieszkanie ciągle wygląda tak, jakby przeszło przez nie tornado. Ja sama jestem jak tornado”.

Noworoczna Rewelacja Amerykański śmiałek, Levi LaVallee, ma szansę wejść w rok 2011 z rekordem świata w najdłuższym skoku na skuterze śnieżnym na koncie. 28-latek wystąpi w ramach czwartej edycji Red Bull New Year No Limits, idąc w ślady Robbiego Maddisona (motocykl), Rhysa Millena (terenówka) i Travisa Pastrany (samochód rajdowy). La Valle rozpędzi się do 160 km/h i przeleci 91,5 m nad wodami zatoki Print 2.0 San Diego, łącznie pokopl.redbulletin.com/print2.0 nując dystans W nowym roku lataj z Levim około 100 m. redbullnewyear-nolimits.com

Momo na linie Shaun White (Snowboarding) „Za kulisami u Davida Lettermana rozmawiałem z Michaelem J. Foxem. Fajny gość. Podobało mu się, że kiedyś na Halloween przebrałem się za wilkołaka”.

Najlepszy slackliner świata? Już oficjalnie został nim 15-letni Maurice „Momo” Wiese z Frankfurtu nad Menem. Na festiwalu bulderowym IMS w Brixen pokazał najlepsze tricki, miedzy innymi backflipa. Ośmiu sportowców z całego świata zakwalifikowało się do pierwszych w historii slickline’owych Mistrzostw Świata, które odbyły się w Południowym Tyrolu. W finale z Amerykaninem Andy’m Lewisem trzyosobowe jury uznało występ na linie młodego Niemca za mistrzowski. www.slackline.com

Sally Fitzgibbons (Surfing) „Wydaje się, że moje deski giną tylko po to, by ktoś nad ranem mógł odwieźć je limuzyną do domu. A kto odwiezie mnie?”.

Rio de Janeiro Te młode Brazylijki radzą sobie z piłką nie gorzej niż koledzy z męskiej drużyny. Fabio Piva, Red Bull Roda de Bola

Mistrz świata w slackliningu: „Momo” w akcji

Payerne Nadchodzi nowa generacja zawodników freestyle motocrossu. Mat Rebaud dał kilka rad szwajcarskim talentom. Christophe Margot 15


b u l lwa r

B-boy Kleju na topie

Sprawdź na www.redbullbcone.com

Gdzie jest hip-hop? W październikowy wieczór Powiększenie zapełniło się bywalcami dwóch cykli imprez. Nazwa Warsoul ściągnęła poszukujących, logo Rap History – ortodoksów. Połączył ich hip-hop i ksywa występującego artysty. Detroicki MC i producent, Black Milk, tworząc swe futurystyczne bity, nie zapomina o tradycji. Przemysłowe miasto, z którego pochodzi, najbardziej znane jest z wysokich wskaźników przestępczości i soulowych nagrań wytwórni Motown. W nagraniach Curtisa Crossa – jak naprawdę nazywa się muzyk – złość miesza się z ciepłem, a surowość z melodią. W asyście bębniarza i klawiszowca udowodnił on, że tytuł jego ostatniego albumu („Album of the Year”) nie jest czczą przechwałką. Jego koncert natomiast jest mocnym faworytem do tytułu „występu roku”. www.myspace.com/blackmk

Sydney Wynik był do przewidzenia: samochodem po prostu nie da się daleko latać. Mark Watson, Konkurs Lotów Red Bull 16

Modyfikacje miasta Skejci cały czas potrzebują nowych wyzwań i nowych miejsc, w których mogą ćwiczyć swoje triki. Najlepsze są miejscówki w centrach miast – pomniki lub place, gdzie można znaleźć schody, murki i poręcze. Jednym z takich kultowych miejsc jest warszawski pomnik Wincentego Witosa przy pl. Trzech Krzyży, który na dwa ostatnie tygodnie października zmienił się w legalny skatepark. Wszystko to dzięki festiwalowi „Warszawa w budowie”, zorganizowanemu przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i stowarzyszenie Artanimacje. Witos wziął udział w projekcie „Modyfikacje”, w którym główną rolę zagrały zabytki polskiej motoryzacji: fiaty 125, żuki i nysy oraz warszawscy skateboarderzy. Absolwenci wydziału wzornictwa warszawskiej ASP wzięli sprawy w swoje ręce i dawni królowie krajowych szos szybko zmienili swoje przeznaczenie. Jednym z etapów projektu była trans-

formacja pojazdów w deskorolkowe przeszkody. Tak oto klasyczny, kanciasty duży fiat stał się ulubioną przeszkodą warszawskich skejtów, postawione do tego drewniane elementy urozmaiciły jazdę, a dwa ostatnie tygodnie października stały się wyjątkowym okresem, w którym skateboarderzy mogli jeździć pod pomnikiem, nie martwiąc się policją czy strażą miejską. Warszawski skejt i fotograf, Modest Myśliwski, tak mówi o całej akcji: „Oby więcej było takich inicjatyw. Dzięki temu mieliśmy nowe przeszkody – grindowanie na dużym fiacie nie jest codziennym wydarzeniem w życiu skejtów, a pomimo stojącego w pobliżu znaku zakazu jazdy na desce nie było żadnych problemów ze strony władz. Szkoda, że tylko przez dwa tygodnie”. Facebook: Modyfikacje

Lima Pytanie o przepisy ruchu drogowego. Czy b-boy Cico musi Osaka Selektywny kurs podczas pierwszego japońsię zatrzymać na przejściu dla pieszych? skiego Enduro Cross przyciągnął ponad 2000 widzów. Renzo Giraldo, Red Bull BC One All Stars Naoyuki Shibata, Red Bull Rocks and Logs

Zdjęcia: Wojtek Antonow (2), Tomasz Bykowicz

„Wszyscy nazywają mnie Kleju. Pochodzę z Krakowa i tańczę osiem lat” – mówi dwudziestokilkulatek z burzą loków na głowie. Jego taniec przypomina jego włosy – jest niesforny, artystyczny i zakręcony. Kleju znalazł się na liście zaproszonych do Red Bull BC One, które w tym roku odbyło się 29 listopada w Tokio. W konkursie chodzi o pojedynki taneczne między zawodnikami, jeden na jednego. Kleju wiedział, że musi zmierzyć się z najlepszymi tancerzami świata. „Czuję respekt przed wielkim światem b-boyingu, ale również czuję wielką ekscytację, że sam mam szansę być jego częścią. Przed finałem jadę na miesiąc do USA, aby trenować z zawodnikami, którzy mają już doświadczenie w tak dużych imprezach, mam też ustawioną walkę pokazową z b-boy’em Machine. Do Tokio polecę nieźle rozgrzany i po prostu postaram się dać z siebie wszystko!”. Jak poradził sobie Kleju? – mówił Kleju przed zawodami.


B U L LWA R

MOJE CIAŁO I JA

Lindsey Vonn

Przepis najlepszej narciarki świata na karierę: trening w domu, tajemna wiedza piłkarzy, najwyższa tolerancja na ból i pomocna dłoń do otwierania zwycięskiego szampana. TRENIN G UMYSŁOWY Kiedy ścigasz się tyle co ja, siła psychiczna kształtuje się sama. A przynajmniej tak było w moim przypadku. Nie mam przy sobie specjalisty, który pomagałby mi radzić sobie z całą sytuacją. Moim „trenerem umysłowym” jest Thomas – mój mąż. Gdy jestem smutna lub brakuje mi energii, rozwesela mnie i pomaga wrócić do pozytywnego myślenia.

Tekst: Andreas Rottenschlager; Zdjęcie: Warwick Saint/Sports Illustrated/Contour by Getty Images

KAMIENNA TWARZ Największe gwiazdy sportu muszą umieć kontrolować swoje ciało. Ale nie zawsze się udaje. W maju brałam udział w kręceniu odcinka serialu „Prawo i porządek” i zupełnie nie mogłam się opanować. To mój ulubiony serial telewizyjny, więc byłam jednocześnie zdenerwowana i podekscytowana. Grana przeze mnie postać miała być poważna, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. POKONAĆ BÓL Podczas treningu do zjazdu na Olimpiadzie w Turynie w 2006 r. zaliczyłam najgorszy upadek w karierze. Myślałam wtedy, że to koniec. Od tamtej pory mam problemy z plecami, ale całkiem nieźle znoszę ból. Nigdy się nie poddaję. Moje motto brzmi: nadzieja umiera ostatnia, a co cię nie zabije, to cię wzmocni. DOMOWE SPOSOBY Najbardziej lubię ćwiczenia na mięśnie brzucha. Nie musisz chodzić na siłownię, by być w formie. Kiedy nie wykonuję pełnego treningu, staram się robić 100 brzuszków i 100 pompek dziennie. A najłatwiejszy sposób to zapomnieć o windzie i wszędzie wchodzić schodami.

MAŁE GRZESZKI Co roku dostaję nowy plan żywieniowy, opracowany specjalnie dla mnie. Sekret tkwi w kilku małych posiłkach dziennie – czasem może to być zwyczajny owoc. Tłuste pokarmy po 18.00 są zakazane. Od czasu do czasu skuszę się na czekoladę lub kawę. Czarna kawa nie stanowi żadnego problemu, ale ja lubię jej dziewczęcą wersję: z dużą ilością mleka i cukru.. KCIUKI W DÓŁ Cóż, w Val d’Isere zdarzył się pewien incydent z szampanem [na Mistrzostwach Świata 2009 Vonn przecięła ścięgno kciuka o butelkę szampana, świętując po wygraniu zjazdu]. Podczas slalomu musiałam założyć specjalną szynę – to niesamowite, jak bolesna może być taka mała kontuzja. Od tamtej pory mój mąż otwiera wszystkie butelki szampana, a mi pozostała blizna na prawym kciuku. Podczas slalomu giganta na Olimpiadzie 2010 w Vancouver złamałam mały palec, więc moja ręka nadal nie wygląda najlepiej. Na szczęście nie jestem modelką dłoni..

NARTY VS. PIŁKA NOŻNA Latem trenowałam w Austrii pod okiem specjalistów z Red Bull Athletes Special Projects w Taxham. Zawodnicy drużyny piłkarskiej Red Bull Salzburg też tam trenują, a jeden sportowiec zawsze może nauczyć się czegoś od drugiego. Piłkarze ciężko pracują nad zręcznością, by doskonalić najdrobniejsze manewry i szybko operować piłką. Spędziłam dużo czasu z drużyną na treningu siłowym z ciężarami. Piłkarze byli zaskoczeni, gdy zobaczyli, jak sobie dobrze radzę.. Życie Vonn krok po kroku na: www.lindseyvonn.com

17


b u l lwa r

EWOLUCJA SPRZĘTU

LATAJĄCY OWAL

Od czasu, gdy ponad 180 lat temu William Web Ellis „podniósł piłkę i zaczął z nią biec”, piłki do rugby przeszły wielką transformację.

SZYTE NA MIARĘ 1958 Gdy sport ten jeszcze raczkował, zanim w latach 20. XIX w. ustalono zasady, gra w rugby wymagała dwóch męskich drużyn oraz skórzanego owalnego pokrowca wypchanego odpadami z farm: piórami, słomą i napompowanymi pęcherzami zwierzęcymi. Nieco później, w Rugby School, chlopcy i ich mistrzowie treno18

wali już przy użyciu piłek ze świńskich pęcherzy pokrytych skórą, wykonanych przez Williama Gilberta – lokalnego szewca, który jako pierwszy uszył piłkę dla potrzeb nowej gry. W 1862 r. Richard Lindon skonstruował gumowy pęcherz (po tym, jak jego żona zmarła na skutek nadmuchiwania pęcherzy chorych

świń) oraz dopieścił jego owalny kształt. Piłka ze skórzanym pokryciem i gumowym pęcherzem pojawiła się w 1958 r. na meczu Anglia– –Australia w Twickenham; gospodarze wygrali 9–6. Tę piłkę i inne skarby rugby można zobaczyć w World Rugby Museum w Twickenham. www.rfu.com


Tekst: paul wilson. Zdjęcia: will thom

GILBERT SYNERGIE 2010 Biznes szybko się zmienił, gdy William Gilbert zaczął dostarczać piłki do Rugby School. W 1877 r. – po jego śmierci – bratanek James zrezygnował z naprawiania obuwia i ograniczył się do wytwarzania 2800 ręcznie szytych piłek rocznie. Firma Gilbert jest czołowym producentem piłek do rugby: ich owalne pro-

dukty wykorzystano podczas World Cup 2007 i używa ich większość międzynarodowych drużyn. Obecnie piłki posiadają panele z warstwy laminowanego polycottonu pokrytej gumą oraz gumowego pęcherza. W procesie formowania powierzchnia staje się chropowata, co zapewnia lepszy chwyt – brakowało tego

w starych skórzanych piłkach. Współczesne piłki są także nieco mniejsze i tylko wietrzne warunki często spotykane podczas Autumn Internationals – w tym miesiącu Irlandia gości RPA, Samoę, Nową Zelandię i Argentynę – utrudniają im lot prosto do celu. www.gilbertrugby.com

19


B u l lwa r

Co ma do powiedzenia

Monika pyrek Życie należy do ludzi zorganizowanych, takich jak Monika, która skończyła trudne studia, profesjonalnie uprawia sport i tańczy niczym gwiazda tanga!

20

Skoki wykorzystała jako trampolinę do życiowego sukcesu. Od dekady należy do najlepszych na świecie. Jest nie tylko znakomitą sportsmenką, 69-krotną rekordzistką Polski, laureatką licznych międzynarodowych nagród, uczestniczką mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich. Skończyła także studia na wydziale prawa i administracji Uniwersytetu Gdańskiego – i to ze średnią ocen 4,2! Powtarzała tylko jeden egzamin – z prawa rolnego. „Uczyłam się między treningami” – wspomina Monika. „Obozy planowałam tak, by nie kolidowały ze studiami. Wszystko było kwestią dobrej organizacji i poświęcenia. A sport ćwiczy te właśnie cechy”. Skoki o tyczce to dyscyplina ekstremalna, zwłaszcza dla tak filigranowej kobiety jak Monika. Wyznaje, że fruwanie zawsze ją pociągało. Wzbijała się coraz wyżej w powietrze – zaczynała od koszykówki, potem przeskoczyła na skoki wzwyż, a następnie chwyciła tyczkę. „Uwiodła mnie możliwość latania” – opowiada. „To fantastyczne uczucie”. Tyczka dodała jej skrzydeł. Szybko zaczęła osiągać znakomite wyniki. Zaledwie po pół roku startów była już trzecia w Polsce. A potem zaczęła sięgać po najwyższe trofea. Monika jest dziś prawdziwą gwiazdą, nie tylko sportu, ale również mediów. W świecie celebrytów odnajduje się z mistrzowskim dystansem. Nie okazuje zbędnych emocji, nie szuka nachalnie obiektywu, a mimo to zawsze znajduje się w centrum uwagi. Wywiad późnym wieczorem, bo gazeta ma akurat taki deadline? Nie ma problemu. Monika odbierze telefon, nawet jeśli zmęczenie odbiera jej głos. „Jestem osobą szalenie zorganizowaną” – przyznaje. „Wiem, co będę robiła za rok. Planuję precyzyjnie swoje życie. To najlepsza droga do osiągnięcia sukcesu”. Czy zatem występ w XII edycji „Tańca z gwiazdami” był również w pewien sposób zaprogramowany? „Oczywiście” – uśmiecha się Monika. O wszystkim zdecydował przypadek. Tak jak wiele lat temu, gdy przerzuciła się z koszykówki na lekkoatletykę. „W tym roku przydarzyła mi się kontuzja, więc postanowiłam skorzystać z propozycji i wziąć udział w programie” – opowiada. „Uznałam, że przyda mi się psychiczny odpoczynek”. Szybko okazało się, że nie ma co liczyć na relaks. Monika nigdy nie tańczyła profesjonalnie. Jej sceniczny partner – Robert Rowiński, narzucił ostre tempo treningów – nawet po 8 godzin dziennie. Sportsmenka była jednak przyzwyczajona do ciężkiej pracy, stresu i wysiłku. Z odcinka na odcinek poruszała się coraz bardziej płynnie, trafiała w rytm, nie popełniała błędów, a publiczność ujmowała częstym uśmiechem.

Dzięki występom w telewizji Monika nauczyła się okazywać emocje

Widzowie i jury to doceniali, a zawodniczka zyskiwała coraz lepsze oceny. „Ten program mnie pochłania” – wyznaje z uśmiechem. „Być może dlatego, że przypomina życie sportowca: trening, odpoczynek, zawody, potem znowu trening, itd.”. A stres? „Oczywiście go odczuwam, i to bardzo mocno. W skoku o tyczce mogę się pomylić dwa razy, a w tańcu mamy tylko jeden występ”. Jej marzeniem było zatańczyć tango. „To pragnienie każdej kobiety” – uważa Monika. Udało się w mistrzowskim stylu – Monika wygrała ten odcinek programu. A przecież nigdy nie występowała w roli wymagającej tak wielu aktorskich umiejętności. Do tego nie należy do osób szybko uzewnętrzniających emocje. Patrzy na świat chłodno, w skupieniu, emocje odkrywa dopiero przed najbliższymi. „Odbyłam walkę z samą sobą” – opowiada. „Podczas zawodów raczej się nie uśmiecham. Jestem skoncentrowana, zamykam się w sobie. Tymczasem w tańcu trzeba umieć pokazywać uczucia”. Mówi, że pomaga jej instynktowne wyczucie rytmu. To samo, które wykorzystuje podczas rozbiegu przed oddaniem skoku. Gdy wsłuchuje się w tętno klaszczącej publiczności. Monika nigdy nie liczy kroków – zdaje się na szósty zmysł. Zawodniczka ma jeszcze jeden atut – potrafi dodać sobie skrzydeł i przeskoczyć ponad ograniczeniami. Żeby uprawiać sport, musiała pokonać lęk wysokości. Odtąd fruwa bardzo wysoko – i to nie tylko skacząc o tyczce. Zdjęcia i filmy Moniki w tańcu i w locie na: www.monikapyrek.pl

Zdjęcia: Stu Forster/Getty Images, imago sportfotodienst

Imię i nazwisko Monika Pyrek Data i miejsce urodzenia 11 sierpnia 1980, Gdynia Zawód Lekkoatletka Klub MKL Szczecin Sukcesy Mistrzostwa Świata Berlin (2009) – 2. miejsce, Mistrzostwa Świata Helsinki (2005) – 2. miejsce, Mistrzostwa Świata Edmonton (2001) – 3. miejsce, Mistrzostwa Świata Paryż (2003) – 4. miejsce, Igrzyska Olimpijskie Pekin (2008) – 5. miejsce, Igrzyska Olimpijskie Ateny (2004) – 4. miejsce Sieć www.monikapyrek.pl


B u l lwa r

Monika umie przezwyciężać słabości. Chcąc skakać, musiała pokonać lęk wysokości

www.gorna-austria.pl

Snow & Fun na najlepszych terenach narciarskich w Górnej Austrii Bajeczne trasy zjazdowe jak daleko wzrok sięga, aktywny wypoczynek dla całej rodziny, tego na pewno nie zabraknie na siedmiu najlepszych terenach narciarskich w Górnej Austrii. Od położonego na północy ośrodka narciarskiego Hochficht, aż po południowy region Dachstein tereny narciarskie przyciągają pierwszorzędnymi urządzeniami dla dzieci i ciekawą ofertą usług. Łącznie 240 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych gwarantuje najwspanialszą zimową zabawę. Górna Austria udowadnia również we wszystkich swoich regionach narciarskich, że zimowy urlop może być niedrogi.

NOWOŚĆ: Zamów Prospekt Sportów Zimowych w Górnej Austrii 2011! Nowy prospekt zawierający najlepsze oferty urlopowe jest dostępny w języku polskim. Informacja turystyczna Górna Austria 4020 Linz, Austria Tel.: +43 (0)732/22 10 22 e-mail: info@oberoesterreich.at www.gorna-austria.pl


b u l lw e vaarr d

TRIKI FIZYKI

ANALIZA FLIPA

UŻYJ CIAŁA „Do wykręcenia backflipa potrzeba wyczucia” – mówi Levi Sherwood, 19-letni zawodnik FMX z Nowej Zelandii, który zakończył Światową Serię Red Bull X-Fighters 2010 na czwartym miejscu. „Podczas jednego dnia treningu wykonuję go mniej więcej 100 razy, więc weszło mi to w krew. Łatwo zapomnieć, jak ciężko tego dokonać. Podjeżdżasz do rampy nieco wolniej niż zazwyczaj, a przyśpieszasz dopiero na rampie. Gdy przednie koło opuszcza rampę, odchylasz się mocno w tył, jakbyś chciał pojechać na tylnym kole. Teraz jesteś już tylko pasażerem. Jeśli coś jest nie tak, niewiele możesz zrobić; jeśli jest OK, prawie ci się udało. Od tego momentu wszystko dzieje się tak szybko, że zanim się obejrzysz, patrzysz już na ziemię”. UŻYJ UMYSŁU „Co jest trudniejsze – backflip na rowerze czy na motocyklu?” – pyta dr Martin Apolin z Institute of Sports Science w Wiedniu. „Choć intuicja może podpowiadać inaczej, łatwiej jest na motocyklu”. „Moment pędu (L) zależy od momentu bezwładności (J) oraz prędkości kątowej (ω) : L = J*ω. Prędkość kątowa wskazuje, o ile stopni na sekundę obraca się dany przedmiot. Moment bezwładności informuje, jak ciężko jest wprawić dany przedmiot w ruch obrotowy lub zmniejszyć prędkość obracania. Poza tym, potrzebujesz jeszcze trzech informacji, by zrozumieć backflipa: 1. Całkowity moment pędu (Ltotal) wynikać może z wielu różnych częściowych momentów pędu. Sensowne wydaje się użycie momentu pędu każdego z kół oraz całkowitego momentu pędu motocykla i ridera. 2. Motocykl obraca się w jednym kierunku, a koła obracają się w przeciwnym. „Minus” we wzorze oznacza przeciwny kierunek. 3. Gdy motocykl i rider znajdą się już w powietrzu, moment pędu pozostaje stały. Oznacza to, że: Ltotal = Lmotocykla + ridera  + (–L przedniego koła) + (–L tylnego koła) = constant Na chwilę przed oderwaniem kół od ziemi rider rozpoczyna wykonywanie backflipa od odchylenia głowy i górnej części ciała – może to zmienić moment pędu. Ale jak już wspomniałem, w powietrzu całkowity moment pędu pozostaje stały. Jednak na motocyklu rider może przyspieszyć lub zahamować. W związku z przyspieszeniem wzór dla motocykla wygląda tak: Ltotal =|Lmotocykla + zawodnikaa + (–L przedniego koła) + (–|L tylnego koła) ) = constant Prędkość kątowa tylnego koła wzrasta, więc wartość jego momentu pędu też rośnie. Ponieważ moment pędu tylnego koła ma wartość ujemną, a całkowity moment pędu musi pozostać stały, cały motocykl i rider muszą się obracać szybciej. Podobnie, gdy jedno lub drugie koło zwalnia, motocykl obraca się wolniej. Oto jak rider może w powietrzu kontrolować swojego backflipa – luksus, na który nie stać kolegów wykonujących backflipy na rowerach”. Zobacz, jak robi to Levi Sherwood: www.redbullxfighters.com

22

Tekst: Ruth Morgan, Martin Apolin. Zdjęcia: Christian Pondella/Red Bull Photofiles, Marv Watson/Red Bull Photofiles. Ilustracje: mandy fischer

Aby obrócić motocykl lub rower w powietrzu o 360 stopni, potrzeba zarówno odwagi, jak i rozumu. Ale w którym przypadku jest trudniej?


Tor lotu: zawodnik BMX Ryan Guettler (po lewej) wykonuje pojedynczego flipa, a Red Bull X-Fighter, Cameron Sinclair, zalicza podw贸jnego na Plaza de Toros de las Ventas w Madrycie


b u l lwa r

CO CI SIEDZI W GŁOWIE

Bruce Springsteen To ważny miesiąc dla Bossa: zupełnie nowy, podwójny album, odświeżony klasyk oraz intrygujący film dokumentalny, który sprowadza go z powrotem na środek rockowej sceny

AUTOSTRADA DO SŁAW Y 23 września 1949 r. w Long Branch, New Jersey, Adele Springsteen wydała na świat jedynego syna – Bruce’a Fredericka. Pierwsze sześć lat życia chłopiec spędził w okolicach autostrady NJ Route 18, a dokładniej przy 87 Randolph Street, Freehold, NJ. Jako siedmiolatek, po przeprowadzce kilka przecznic dalej, na Institute Street, zobaczył w TV Elvisa i od tego wszystko się zaczęło.

ŻADNYC H ZDJĘĆ Choć jego piosenki wykorz ystano w ponad 100 filmach – z czego jedna, „St reets of Philadelphia”, przyniosła mu w 199 4 r. Oscara – sam Springsteen, w przeciwieństw ie do innych gwiazd rocka, nigdy nie marzył o kar ierze aktorskiej. Zaliczył tylko jeden epizod: w filmie „Pr zeboje i podboje” zagrał siebie sam Johnowi Cusackowi w sprawi ego, doradzając e byłych dziewczyn. KRÓLOWIE GITARY Boss znajduje się w czołówce najlepszych rock’n’rollowców wszechczasów, obok Boba Dylana. Bruce powiedział kiedyś: „Tak jak Elvis karmi twoje ciało, Bob karmi twój umysł”. W 2009 r. „ekscentr yczny mężczyzna” widziany był w okolicach domu, w którym Bruce mieszkał w latach 1974-75. Odwiedził on także byłe domy Johna Lennona i Neila Younga.

MAMINSYNEK Gdy miał 16 lat, wspierająca jego rock’n’rollowe marzenia matka podarowała mu pod choinkę gitarę Kent. Na płycie „Tracks” z 1998 r., wśród odrzutów i rzadkich utworów znalazła się piosenka „The Wish”, nagrana na jej cześć. W 1999 r., podczas wprowadzenia do Rock’N’Roll Hall of Fame, Bruce podziękował ojcu, który był sceptyczny wobec kariery syna: „Pewnie gdybyśmy się dobrze dogadywali, pisałbym tylko radosne utwory”.

„BOR N...” PO RAZ KOL EJNY Wydany w czerwcu 1984 r. album „Born in the U.S.A.” zaowocował siedmioma hitami i tournée trwającym aż do października 1985 r. Tytułowy utwór – dzięki fantastycznemu refrenowi – uznany został przez obie strony kampanii prezydenckiej w USA w 1984 r. za hymn patriotyczny. Treść zwrotek (np. „Skończysz jak pobity pies / Pół życia spędzisz, dochodząc do siebie”) to już zupełnie inna historia. 24

RADIO TO ZA MAŁO Żaden z muzyków popularnych w latach 80. nie doszedłby na szczyt bez pomocy MTV – Bruce nie był wyjątkiem. W tamtym czasie jego klipy kręcili hollywoodzcy reżyserzy: Brian De Palma i John Sayles. Były niebieskie jeansy i skórzane kurtki, a w teledysku do „Dancing in the Dark” z 1984 r. pojawiła się Courteney Cox – w roli dziewczyny wybranej z tłumu do tańca (10 lat przed jej udziałem w serialu „Przyjaciele”).

POWRÓT DO PRZESZŁOŚC I Po konfliktach z menedżerem, które miały miejsce po wydaniu „Born To Run” w 1975 r., pozostało rozgoryczenie, ale Bruce i jego zespół wrócili do studia z arsenałem nowych piosenek. Owocem ich pracy był pełen zadumy album „Darkness On The Edge Of Town” z 1978 r. Obecnie, 32 lata później, na światło dzienne wychodzi box-set zawierający utwór „The Promise”, odrzuty z „Darkness...” oraz film ukazujący kulisy nagrywania albumu. Wszystko, co chcecie wiedzieć o Bossie: www.brucespringsteen.net

Tekst: Paul Wilson; Ilustracja: Lie-Ins and Tigers

KAPELA WESELNA Springsteen jest mężem Patti Scialfy, która od 1984 r. śpiewa u niego w chórkach (pobrali się w 1991 r.). Para dba o to, by życie jej i trójki ich dzieci było tak normalne, jak to tylko możliwe, więc Scialfa – która nagrała trzy dobre solowe albumy – nie zawsze towarzyszy mężowi podczas koncertów. Niektóre opuszcza, by opiekować się dziećmi.

„BORN...” PO RAZ PIERWSZY Trzeci album Springsteena, „Born To Run” z 1975 r., odniósł wielki sukces – w dużej mierze dzięki tytułowemu utworowi. Jednak prawny konflikt z jego pierwszym menedżerem opóźnił nagranie kolejnego aż do września 1977 r. „Wszystko stanęło” – powiedział Bruce na łamach „The Guardian” – „musieliśmy zacząć od nowa w innym miejscu”. Podczas tej przerwy koncertował z zespołem E Street Band.


b u l lwa r

Zdjęcia: A. Rossignol/KTM Images, GEPA pictures, Getty Images, Noosa Triathlon

Zwycięzcy miesiąca Kto, co i gdzie wygrał w tym miesiącu – czyli mistrzowie Red Bulla na podium. zyk Już po raz trzeci z rzędu Australijc e zwycięsobi wnił zape nson Atki Courtney c czas gają osią sa Noo w stwo, w triatlonie 1:46,54 w dystansie olimpijskim.

Podczas tegorocznej edycji Marokko Rallye dla motocykli Cyril Despres (FR) zdobył dla Red Bulla trzykrotne zwycięstwo, wyprzedzając takich zawodników jak Rodrigues (POR) i Coma z Hiszpanii.

Wraz ze swoją drużyną San Francisco Giants pitcher Tim Lincecum, (USA) wygrał wielki finał ligi baseballowej World Series, pokonując drużynę Texas Rangers i kończąc mecz wynikiem 4:1.

Dzięki dziesięciu zwycię stwom w sezonie i 310 zdobytym punktom, 17-letni Hiszpan Marc Márquez zdobył po raz pierwszy tytuł mistrza świata w klasie 125ccm.

Moments for eternity.

Odkr yj zimę w Tyrolu

w koleciągów be z czekania narciarskich, 1.0 00 wy rciarna i ółk szk i rki Ponad 3.500 km tras pa gastronomia, fun , ch wy co ow darlod spo w go kó jce, 5 ośrod pry watne lub 5* hotelu po kw atery od rty ofe e olu Tyr stn w i rzy ec Ko skie. już po raz trz e. W styczniu 2012 r. klu! stw a agrot ury styczn zes tników tego spekta uc z m ny jed dź Bą ki! ijs mp oli zap łonie znicz

www.tyrol.pl Tirol. Heart of the Alps.


b u l LWa r

Mistrz dwóch kółek

Marc Marquez

Wygląda niewinnie jak jelonek Bambi, a jaki jest na torze? Hmm, jest zabójczy!

Podczas GP Australii na Phillip Island (na górze); jazda testowa MotoGP w Jerez, Hiszpania (na dole)

26

Przedostatni wyścig Mistrzostw Świata Moto Grand Prix 2010 klasy 125cc w Portugalii. Marc Márquez – lat 17, zdumiewający talent, przyszła międzyplanetarna gwiazda – zalicza kraksę na mokrym torze podczas okrążenia poprzedzającego wyścig. W garażu jego mechanicy są pewni, że tytuł mistrza świata jest zagrożony. Jeden z nich zaczyna nawet płakać. Po naprawach startuje z jednej z ostatnich pozycji. Jeszcze przed pierwszym zakrętem katapultuje się na piąte miejsce, a przed końcem pierwszego okrążenia jest już trzeci. Podczas ostatniego okrążenia, nie zważając na instrukcje menedżera, który próbuje trzymać w ryzach swojego protegowanego i jego zamiłowanie do ryzyka, na pełnym gazie sięga po słynne już zwycięstwo – 10. w tym sezonie. Tydzień później w Walencji zdobył tytuł klasy 125. Hiszpańscy fani całą noc wiwatowali na cześć swego bohatera. W typowym dla siebie, agresywnym stylu Márquez hamuje później, pochyla się mocniej i przyspiesza wcześniej niż jego rywale, ale poza torem jest powściągliwy. „To zaszczyt móc się ścigać na takim poziomie” – mówi. „W zamian za to osiągam dobre rezultaty”. W wieku trzech lat Márquez stracił zainteresowanie dziecięcymi quad bike’ami na baterie i w liście do Mikołaja zaczął prosić o „prawdziwy motocykl” – „taki na benzynę, na którym można skakać”. Kiedy miał cztery lata, podrobiona legitymacja pozwoliła mu rywalizować z pięciolatkami w zawodach enduro. Jako ośmiolatek ścigał się na motocyklach o pojemności

50cc z kierownicą dostosowaną tak, by mógł używać gazu i hamulców przy pełnym rozciągnięciu na baku. W zaledwie trzecim wyścigu zaliczył pierwsze pole position i od tamtej pory rozpoczęła się jego gwiazdorska kariera. W wieku 15 lat podpisał zawodowy kontrakt z KTM. „Sezon 2009 z KTM był dla mnie ważną lekcją, ponieważ technicznie pozostawaliśmy lekko w tyle za rywalami, ale zawsze starałem się prowadzić nas naprzód”. W tym roku w barwach Ajo Motorsport, na idealnie przystosowanym motocyklu Derbi, udowodnił, że jest niepokonany. „Praca z Markiem to dla nas czysta poezja” – mówi fiński szef jego zespołu, Aki Ajo. „U niego wszystko działa jak w zegarku i zapamiętuje wszystkie uwagi i rady”. Márquez ma opinię spokojnego chłopaka, woli pracować niż imprezować. Nie zależy mu na skupianiu na sobie uwagi. Jest mistrzem świata, ale rozdawanie autografów go krępuje. Tylko stojąc na podium, nie kontroluje rządzących nim emocji. Na tej scenie, jego scenie, z radości zaciska pięści i z zapałem strzela swym ulubionym napojem energetycznym. Ma dopiero 17 lat, więc nie pije alkoholu. „Zapytałem, czy mogliby na podium przygotować wyjątkowo dużą puszkę” – mówi Marquez. Marc nie musi się martwić. W przyszłym roku skończy 18 lat, zdobędzie licencję i będzie się ścigał w kategorii Moto2. Wtedy będzie mógł strzelać szampanem do woli. Bez wątpienia będzie mu to smakować.

Na torze Márquez zawsze prezentuje agresywny styl, ale poza torem jest powściągliwy, nie chce przyciągać niczyjej uwagi

Rok sukcesów i blog Marka: www.redbull.com

Zdjęcia: Gold & Goose/Red Bull Photofiles, Repsol Media Service/Red Bull Photofiles

Imię i nazwisko Marc Márquez Data i miejsce urodzenia 17 lutego 1993, Cervera, Hiszpania Wczesne początki Jako 3-latek jeździł na mini-crosserze, małym motocyklu, do którego jego ojciec dodał stateczniki Natepny Rossi? Márquezowi wróży się sukces na poziomie Valentino Rossiego (do tej pory – 9 tytułów mistrza). By zostać mistrzem świata 1997, Rossi wygrał 11 z 15 wyścigów klasy 125cc – zdobywając tytuł 2010, Márquez wygrał „tylko” 10 z 17 Web www.marcmarquez93.es


B U L LWA R

Liczby miesiąca

The Beatles

50 lat temu początkująca wówczas grupa z Liverpoolu, „The Silver Beatles” , skreśliła ze swojej nazwy słowo „Silver”. I w ciągu kolejnych dziesięciu lat awansowała do grona najważniejszych zespołów muzyki pop wszechczasów.

48

W sierpniu 1960 roku w spelunie „Indra” w dzielnicy rozrywek Reeperbahn w Hamburgu rozpoczęła się kariera Beatlesów. Publika: prostytutki i ich klienci. 48 koncertów każdego wieczoru. Sześć do ośmiu godzin na żywo. Zespół gnieździł się w pomieszczeniu na tyłach klubu obok męskiej toalety. „Dorastałem w Liverpoolu, ale dorosłem w Hamburgu” – powiedział później John Lennon.

Zdjęcia: GAB Archive/Redferns, Michael Ochs Archives/Getty Images, Central Press/Getty Images, Ullstein Bild/picturedesk

70

W czerwcu 1967 roku Beatlesi wydali „Sgt. Pepper’s Lonely Band Club Hearts”. Okładka płyty zjednoczyła na zmontowanym zdjęciu grupowym 70 osobistości ze świata – „nowych, wolnych ludzi”, jak nazwał ich baron LSD, Timothy Leary. Znaleźli się na nim m.in. Karol Marks, Marlena Dietrich, Albert Einstein. Wytwórnia płytowa nie zaakceptowała jedynie Jezusa i Hitlera – tego pierwszego głównie z powodu burzy, jaką Lennon wywołał stwierdzeniem: „Jesteśmy więksi niż Jezus”.

29 375 Akord otwierający utwór „Hard Day’s Night” jest jednym z najbardziej znanych w historii muzyki pop. Przez dziesięciolecia gitarzyści starali się rozwiązać jego tajemnicę. Profesor matematyki, Jason Brown, naukowo zbadał akord i wydzielił 29 375 częstotliwości. Wynik: człowiekiem ukrywającym się za tajemniczym akordem może być producent – George Martin. Prawdopodobnie dołożył pięć klawiszy na fortepianie.

1 300 000 000 The Beatles – zespół rekordów. Nikt nie dostał tak wiele platynowych płyt (33), nikt nie zgromadził tak wielu hitów na pierwszych miejscach list przebojów (USA: 20), nikt nie umieścił tak wielu albumów na pierwszych miejscach list przebojów (USA: 19), nikt nie przyciągnął do 1965 roku tak wielu widzów na koncert (Shea Stadium, Nowy Jork: 55 600). Do dzisiaj sprzedano aż 1,3 miliardów płyt Beatlesów – nawet sam król rock’n’rolla, Elvis, nie dorównuje im ze swoim miliardem.

3000

Melodia przeboju „Yesterday” przyszła do głowy Paulowi McCartney’owi podczas snu, dlatego uznał, że nie była jego. „Przez miesiąc grałem ją ludziom i pytałem ich, czy znają tę melodię” – wspomina McCartney. „Pomyślałem, że jeśli po miesiącu nikt nie będzie rościł sobie do niej praw autorskich, piosenka będzie moja”. Do „Yesterday” nagrano 3000 coverów – absolutny rekord w historii muzyki pop.

0

Paul McCartney nie jest jeszcze martwy, nawet jeśli twórcy teorii spiskowych uważają inaczej. Twierdzą, że w 1966 roku zginął w wypadku samochodowym i został zastąpiony sobowtórem. Wskazówek dopatrują się na okładce płyty „Abbey Road”: McCartney jest jednym, który przechodzi na słynnych pasach bez butów, a w Wielkiej Brytanii ludzi chowa się boso. Ponadto John Lennon pod koniec piosenki „Strawberry Fields Forever” miał według nich wymamrotać słowa: „I Buried Paul”. Sam McCartney reagował z humorem: swój album koncertowy z 1993 roku nazwał „Paul Is Live”. The Beatles na nowo: www.thebeatles.com

27


a kc ja

ŻYCIE JAKO WALKA Kushti to jedna z najstarszych sztuk walki na świecie. Zapaśnicy w szkołach kushti w Kolhapur ciężko trenują, aby zrealizować marzenia o lepszym życiu – tak samo jak trzy tysiące lat temu. Tekst i zdjęcia: Palani Mohan / Getty Images

28


Zapaśnicy kushti trenują w indyjskim Kolhapurze, ojczyźnie tej starożytnej, zagrożonej zapomnieniem sztuki walki


a kc ja

ĆWICZENIA Zapaśnicy kushti przygotowują do walki nie tylko swoje ciała, lecz także arenę. Czerwony piasek miesza się ze sklarowanym masłem i wodą. Zawodnicy nacierają ciała czerwonym piaskiem rzecznym z dwóch powodów: rytualnych oraz całkiem praktycznych. Błoto na skórze zapewnia przeciwnikowi stabilny chwyt.

31


NAUKA

Zapaśnicy trenują kushti w tzw. akhadach (tradycyjnych szkołach tego sportu). Kiedyś było kilkaset takich szkół w samym Kolhapur – zabytkowym mieście na południowy wschód od Mumbaju. Teraz jest ich tylko sześć.


a kc ja

33


Ac a kc t ijoa n

34


ŻYCIE

Przez trzy tysiąclecia w kulturze zapasów kushti zmieniło się niewiele. W akhadzie mieszka i trenuje do stu zapaśników. Najmłodsi uczniowie mają siedem, a najstarsi – dwadzieścia kilka lat.


a kc ja

Treningi, walki, posiłki, sen. Rozkład dnia w akhadach jest uporządkowany według znanych od tysiącleci reguł tego niezwykłego sportu. Centralną część każdej akhady tworzy arena, wysypana czerwonym piaskiem rzecznym, wymieszanym z wodą i sklarowanym indyjskim masłem (ghi). W tym miejscu odbywają się walki i modlitwy. Dzień adeptów kushti zaczyna się już o piątej rano od biegowego treningu wytrzymałościowego. Następnie trzeba godzinami podnosić ciężary i robić pompki. Po przybyciu nauczycieli zawodnicy dobierają się w pary, odmawiają modlitwy, przygotowują arenę, smarują ciała i twarze czerwoną ziemią. Potem zaczynają walki treningowe, po których przychodzi czas na posiłek i odpoczynek. Po południu cały poranny cykl powtarza się. Zapaśnicy mają nabrać masy mięśniowej, więc przestrzegają ścisłej diety, na którą składają się mielone migdały, mleko, ghi, kurczęta i jaja. Wieczorem piecze się na ogniu indyjskie placki ćapati. „Mój ojciec i dziadek byli mistrzami – znalazłem się tu, żeby pójść w ich ślady” – mówi Jathar Vaidbhav, 16-letni uczeń akhady w Kolhapur. „Jeżeli uda ci się zdobyć tytuł mistrza prowincji lub stanu, zyskujesz nie tylko pieniądze, lecz także szacunek. Nawet po twojej śmierci ludzie o tobie pamiętają. Każdy zapaśnik kushti marzy o zdobyciu jakiegoś ważnego tytułu. Aby to osiągnąć, jesteśmy gotowi na wyrzeczenia: nie pijemy, nie palimy, nie spotykamy się z dziewczynami. O dziewczynach nie możemy nawet marzyć – to zabronione. Tylko ten, kto prowadzi czyste życie, może być dobrym zapaśnikiem. Rodzinę można w końcu założyć później”. 36

Czy kushti po trzech tysiącach lat ma jeszcze przyszłość? Kushti wywodzi się z terenów dzisiejszego Iranu. W ciągu wieków zostało wyparte przez zapasy w stylu klasycznym. Pomimo to, kushti do dziś uprawia się w Indiach (głównie w Kolhapur), Pakistanie i Iranie. Tajemnicą waleczności zapaśników z Kolhapur są podobno bogata w żelazo i inne minerały woda oraz chłodny klimat regionu. Pierwszy maharadża

Kolhapur założył tu w okresie swojego panowania kilkaset akhad, z których do dziś przetrwało tylko sześć. Ich dalsze istnienie także wydaje się zagrożone: po zdobyciu medalu olimpijskiego przez Sushila Kumara władze indyjskie promują nowoczesne style zapasów na matach – kosztem tradycyjnej kushti. Pytanie brzmi: czy kushti przetrwa?

Delhi

INDIE

Mumbaj Kolhapur Bangalore


MARZENIA

Dla większości młodych zapaśników kushti, sport to jedyna szansa na lepsze życie. Walczą jednak nie tylko dla siebie, lecz także o podtrzymanie tradycji tego sportu – tradycji swoich ojców i dziadków.


a kc ja

I love “you, boys!”

Niezapomniane chwile fantastycznego sezonu Formuły 1 – z perspektywy członków zespołu Red Bull Racing. Tekst: Werner Jessner, Anthony Rowlinson

38


Print 2.0

Zdjęcia: Ker Robertson/Getty, Images/Red Bull Photofiles

pl.redbulletin.com/print2.0 Imprezuj razem ze zwycięzcami

14 listopada, o 18:47 czasu lokalnego w Abu Zabi Sebastian Vettel wychodzi ze swojego RB6 jako Mistrz Świata F1 2010


a kc ja

>Adrian Newey, dyrektor techniczny Kiedy pokonaliśmy grube ryby Na dodatek jesteśmy niewielkim prywatnym zespołem, który rywalizuje na równym poziomie z najlepszymi i pokonuje ich, a ja jestem częścią tego projektu niemal od samego początku. Gdy Red Bull kupił Jaguar Racing i powstał zespół Red Bull Racing, Jaguar stał się wiecznym pomocnikiem. Teraz jesteśmy podwójnymi mistrzami świata. Dużą rolę odgrywa tu też swego rodzaju osobista duma: miałem szansę stworzyć niewielki zespół i przygotować go do walki z legendami typu Ferrari czy McLaren. Miałem już kiedyś okazję dokonać czegoś podobnego z zespołem Leyton House. Był to bardzo obiecujący projekt, ale upadł z powodu problemów finansowych. To wspaniałe uczucie: dostać drugą szansę z młodym zespołem i zdobyć mistrzostwo świata. Wróciłem do punktu wyjścia.

RED BULL RACING TO WYJĄTKOWA GRUPA BLISKO ZWIĄZANYCH ZE SOBĄ LUDZI – PRAWDZIWY ZESPÓŁ

Newey (w środku) i dyrektor zespołu, Christian Horner (po prawej) zasłużyli na szampana w São Paulo

Krok po kroku Red Bull i Formuła 1 1987 Austriak Gerhard Berger z Ferrari – pierwszym sportowcem wspieranym przez Red Bulla 40

Słaby rok: wspierany przez Red Bulla zespół Arrows z Josem Verstappenem i Enrique Bernoldim zdobył tylko jeden punkt

1995

2001 Początek długiego związku ze szwajcarskim zespołem Sauber. Kierowcami są Jean Alesi (powyżej), Mika Salo i Kimi Räikkönen

Zdjęcia: Thomas Butler, Paul Gilham/Getty Images, Reuters/Action Images, Mark Thompson/Getty Images (2), Heinz Zeggl

Jeśli muszę wybrać jeden moment z minionego sezonu, to nie będzie to chwila, w której zrozumiałem, że RB6 to szybki bolid. Owszem, przeprowadzaliśmy testy w tunelu powietrznym, ale nigdy nie można być całkowicie pewnym. Nawet pole position w pierwszym grand prix nie gwarantuje sukcesu w ostatnim wyścigu. „Wyścig rozwojowy”, rozgrywany między zespołami przed cały sezon stał się bardzo trudny i bezwzględny, ale ludzie spoza świata Formuły 1 nie zdają sobie z tego sprawy. Tak więc moją „magiczną chwilą” będzie GP Brazylii, kiedy to odbiliśmy się od dna, po katastrofalnym GP w Korei dwa tygodnie wcześniej, gdzie straciliśmy dwa bolidy. W Brazylii pokazaliśmy, jak silnym jesteśmy zespołem i że nie brakuje nam charakteru. Był to moment szczególny.


RB6

okazał się najlepszym bolidem roku: obydwa tytuły, 15 pole position i dziewięć zwycięstw. Stworzony na bazie RB5 z 2009 r., był po prostu niedościgniony.

41


Action

Monte Carlo

Grand Prix marzeń, którego splendor jest niepowtarzalny. To także jeden z najtrudniejszych testów dla kierowców, więc 1 i 2 miejsce to wielki sukces.


a kc ja

Zdjęcia: Thomas Butler, Clive Rose/Getty Images (2), Vladimir Rys/Bongarts/Getty Images, Sutton Motorsport Images, Mark Thompson/Getty Images, Crispin Thruston/Action Images

>Mark Webber, kierowca Kiedy wygrałem w Monako

Wygranie GP Monako bez wątpienia było wyjątkowe. Było to moje najlepsze, najważniejsze i najprzyjemniejsze zwycięstwo w karierze. Tak wielu wyśmienitych kierowców tam wygrało, a ja dołączyłem do ich grona – jestem z tego niezwykle dumny. W Monako wszystko jest wyjątkowe, harmonogram też: pierwszy trening w czwartek, piątek wolny i powrót do rzeczywistości w sobotę. Oczywiście tor jest niepowtarzalny – sceneria, kibice. To legendarne wydarzenie i każdy chłopiec w gokarcie marzy o zwycięstwie na tym torze. W moim przypadku, marzenie się ziściło. Spotkanie z księciem Rainierem i odebranie trofeum z jego rąk – nie na zwykłym podium, ale na czerwonym dywanie, na którym stanęło tylu wspaniałych kierowców, atmosfera tego miejsca i świadomość, że na Energy Station czekają koledzy, którzy chcą razem z tobą świętować: o tak, to mój ulubiony tegoroczny moment. To zwycięstwo przyczyniło się do zdobycia mistrzostwa konstruktorów, a nie do zdobycia mistrzowskiego tytułu przeze mnie, ale i tak na zawsze zapamiętam tę wyjątkową majową niedzielę. Monako 2010 forever! A trofeum dla najlepszego kierowcy? Zdobędę je w przyszłym roku!

KAŻDY KIEROWCA MARZY, ŻE PEWNEGO DNIA PODEJDZIE DO KRÓLEWSKIEJ LOŻY JAKO ZWYCIĘZCA

Książę Albert z Monako gratuluje Markowi Webberowi zwycięstwa w księstwie

➜ Red Bull kupuje Jaguar Racing i staje się pełnoprawnym konstruktorem F1. Bolid RB1 finiszuje na siódmej pozycji w mistrzostwach zespołów

2004 Wsparcie kierowców: Marka Webbera i Christiana Kliena. Był to początek czegoś znacznie większego

2005 Powiew świeżości w F1 – zespół związany był z premierą filmu „Gwiezdne wojny: część III” RB1

43


a kc ja

>Helmut Marko, konsultant Red Bulla ds. sportów motorowych Kiedy szliśmy własną drogą

W tym roku było tak wiele ważnych momentów, że ciężko jest wybrać jeden. Ale oczywiście najlepszym było zdobycie mistrzostwa konstruktorów z 1. i 2. miejscem w Brazylii. To był niesamowity moment i wspaniałe osiągnięcie całego zespołu. Wiem, że dla pana Mateschitza było to spełnienie marzeń. Myślę, że obok osiągnięcia komercyjnego sukcesu Red Bulla, tytuł F1 był jego największym marzeniem. Dosłownie zabrakło mu słów. Najbardziej poruszający moment nastąpił w Monte Carlo – zajęcie dwóch pierwszych pozycji zawsze jest szczególne, a to był wyjątkowo trudny wyścig: samochód bezpieczeństwa wjeżdżał na tor aż cztery razy. Już rok 2008 zwiastował możliwość dokonania wielkich rzeczy: Mark podczas kwalifikacji dwa razy znalazł się w pierw-

szym rzędzie, a Sebastian w tym samym bolidzie wygrał dla Toro Rosso GP Włoch. Od tamtej pory wierzyłem, że możemy naprawdę wiele osiągnąć. Były też trudne chwile – w tym sezonie dwie. Turcja, gdzie zderzyli się nasi kierowcy i Silverstone, gdzie podjęto decyzję [by zamienić przednie skrzydła w naszych bolidach – red.], która została nieodpowiednio zakomunikowana. W rezultacie wywołało to sporo emocji, wygenerowało duży problem i rzuciło cień na weekend po fantastycznym zwycięstwie. Niepotrzebnie, ponieważ różnica pomiędzy skrzydłami była minimalna, a wywołało to spore zamieszanie. Cóż, takie problemy pojawiają się, gdy zespół ma dwóch szybkich kierowców i jeden szybki bolid. Nazwałbym je „szczęśliwymi problemami”.

” ”

WYGRANA W MISTRZOSTWACH KONSTRUKTORÓW TO SPEŁNIENIE MARZEŃ

Helmut Marko, Adrian Newey i Christian Horner (od lewej) założyli na cześć nowego mistrza specjalne koszulki

David Coulthard na podium w Monako

Wieczny zespół F1 Minardi zamienia się w Scuderia Toro Rosso – akademię dla młodych, utalentowanych kierowców

2006

RB2

44

Ścigaj się szybko i baluj mocno. Sukces w Monako zmusił szefa zespołu Christiana Hornera do skoku

RB3


a kc ja

>Fabrice Lom, szef Renault ds. działań na torze Jak skoczyłem do basenu portowego Moja magiczna chwila w tym sezonie... to nie takie proste. Chyba Monako. Dlaczego? Przede wszystkim rezultaty: 1, 2 i 3 miejsce zajęli kolejno Webber, Vettel i Kubica, także w kwalifikacjach zajęli pierwsze trzy pozycje. Był to dla nas idealny wyścig i prawdziwie wyjątkowa chwila. Także osobiście Monako było dla nas miejscem wyjątkowym. W 2004 roku Jarno Trulli wygrał tam dla zespołu Renault GP Monako – było to nasze pierwsze „współczesne” zwycięstwo, więc na zawsze będzie to dla mnie miejsce szczególne. Obiecałem wtedy zespołowi, że w ramach świętowania wskoczę do wody w porcie, ale nigdy tego nie zrobiłem. W tym roku w końcu dotrzymałem słowa i wraz z dwoma kierowcami skoczyłem z Energy Station. Wiedziałem, że oni to zrobią, więc krzyknąłem: „Poczekajcie!” i zrobiliśmy to razem. I tak byliśmy już mokrzy od szampana i skoków do basenu Energy Station. Było to zaledwie 5-6 metrów i nie było zbyt zimno. Tak właściwie to było bardzo miło – fantastyczne uczucie wolności i przyjemności, płynące ze spełnienia obietnicy. Pracuję z Red Bullem od samego początku i wspaniale jest mieć swój udział w rozwoju zespołu. Naprawdę czujemy, że dokonaliśmy tego własnymi rękami. Pamiętam pierwsze odpalenie silnika – to był koszmar, ale wspaniałe jest to, czego razem od tamtej pory dokonaliśmy. Nie był to zespół, który wygrał już wiele mistrzostw, a to były tylko kolejne. Zbudowaliśmy go wspólnymi siłami i czuję się jego częścią. Współpraca z tak świetną ekipą – facetami takimi, jak Adrian, który jest geniuszem i każdego dnia karmi twój mózg – jest niesamowita. Daje mi to mnóstwo satysfakcji.

” ”

Zdjęcia: Thomas Butler (2), Bildagentur Kraeling/GEPA pictures, Bryn Lennon/Getty Images (2), Clive Mason/Getty Images/Red Bull Photofiles, Franz Pammer/GEPA pictures, Vladimir Rys/Bongarts/Getty Images, Mark Thompson/Getty Images

BYŁ TO IDEALNY WYŚCIG I NAPRAWDĘ WYJĄTKOWA CHWILA

Fabrice Lom, Webber i Vettel skaczą z dachu Energy Station, by zażyć kąpieli w porcie Monako

➜ RB4

2007

2008

Vettel triumfuje z Toro Rosso podczas GP Włoch. Mark Webber łamie nogę w wypadku rowerowym

Podwozie RB3 jest pierwszym zaprojektowanym przez Adriana Neweya; Vettel zostaje kierowcą Toro Rosso; Coulthard ściga się na Silverstone

45


a kc ja

>Christian Horner, dyrektor zespołu Jeden to za mało

ZDOBYCIE MISTRZOSTWA KONSTRUKTORÓW ORAZ 1. I 2. MIEJSCA W BRAZYLII BYŁO FANTASTYCZNE

Vettel i Webber przeżywają wyjątkową chwilę na podium w Brazylii – 1. i 2. miejsce oraz mistrzostwo konstruktorów

➜ Pierwsze zwycięstwo Red Bull Racing w Chinach: Vettel – pierwsze, Webber – drugie miejsce

2009

RB5

46

GP Niemiec – pierwsza wygrana Webbera. Zespół zalicza w sezonie cztery podwójne zwycięstwa

2010 W zaledwie szóstym sezonie RBR zgarnia obydwa tytuły – bez poleceń zespołowych!

RB6

Zdjęcia: Thomas Butler, Clive Mason/Getty Images (2), Sutton Images, Mark Thompson/Getty Images/Red Bull Photofiles

Naprawdę trudno jest wybrać z całego sezonu tylko jedną magiczną chwilę, więc wymienię trzy: wygranie wyścigu i mistrzowskiego tytułu w Abu Zabi, mistrzostwo konstruktorów z 1. i 2. miejscem w Brazylii i podwójne zwycięstwo w Monako. To były niesamowite dni. Były też mroczne momenty – jak drinki Jagermeister-Red Bull przygotowane dla mnie przez mechaników w Abu Zabi. Nadal szumią mi w głowie. A tak poważnie – ciężko przeżyliśmy podwójne nieukończenie wyścigu w Korei, które oddało prowadzenie w klasyfikacji generalnej w ręce Fernanda Alonsa. Wcześniej także Australia przyniosła frustrację, kiedy to straciliśmy sporą przewagę. Teraz natychmiast musimy się skupić na obronie naszego tytułu – udaje się to niewielu zespołom, więc będzie to nasze wyzwanie na sezon 2011. Z determinacją będziemy walczyć o utrzymanie mistrzostwa i jestem pewien, że – z pomocą ogromnej liczby ludzi pracujących dla zespołu – nam się uda.


a kc ja

>Sebastian Vettel, Mistrz Świata Kiedy świat się zatrzymał Chyba nietrudno się domyślić, która chwila była dla mnie magiczna. Oczywiście moment, w którym dowiedziałem się, że zostałem Mistrzem Świata. Podczas wyścigu poprosiłem inżyniera wyścigu, by nie informował mnie o pozycjach pozostałych kierowców i nie mogłem ich dokładnie zobaczyć na ekranach przy torze. Było to dziwne, ponieważ Rocky [inżynier wyścigowy Vettela, Guillaume Rocquelin – red.] był bardzo rozmowny podczas 10 ostatnich okrążeń. To dość niezwykłe, gdy prowadzisz ze sporą przewagą, a twój bolid działa bez zarzutu. Po przekroczeniu mety podszedł do interkomu i powiedział: „Jest całkiem nieźle...”. Następnie wymienił nazwiska finiszujących kierowców: Hamilton... Button... Rosberg... Kubica. Wiedziałem, że powinien powiedzieć „Alonso”, ale zamiast tego powiedział po niemiecku: „Du bist Weltmeister!”. W tym momencie świat stanął w miejscu. Naprawdę, przyrzekam – na jedną sekundę cały świat stanął w miejscu. Nic się nie poruszało, nie było żadnych dźwięków, bicia serca, nic. Wszelkie emocje, łzy, radość – wszystko to przyszło dopiero później. Moja magiczna chwila to właśnie ta sekunda w Abu Zabi, kiedy to świat się zatrzymał.

GRA ZESPOŁOWA

To kierowcy zyskują sławę, ale jak widać na zdjęciu z ostatniego wyścigu tego sezonu, cały zespół tworzy tę magię zwycięstwa.

Memento: mechanicy Vettela przed wyścigiem w Abu Zabi przypomnieli mu o pierwszej wygranej 48


a kc ja

MOI MECHANICY ZAPYTALI MNIE O NAJBARDZIEJ PORUSZAJĄCY MOMENT W MOIM ŻYCIU. NASTĘPNEGO RANKA NAPISALI NA MOJEJ kominiarce „MONZA”

Zobacz, jak świętuje się zwycięstwo na: pl.redbulletin.com/print2.0

Zdjęcia: Thomas Butler, Vladimir Rys/Getty Images, Clive Mason/Getty Images/ Red Bull Photofiles

49


a kc ja

Puchar Ameryki 2013

Skrzydła na wodzie

Jimmy Spithill, skipper BMW Oracle – zwycięzcy Pucharu Ameryki w lutym 2010 roku – z krótką wizytą u dwukrotnych mistrzów olimpijskich, Romana Hagary i Hansa-Petera Steinachera: zapis luźnej rozmowy i pamiątkowe zdjęcia znad Zeller See. Notatki: Wolfgang Rafetseder, zdjęcia: Kurt Pinter

50

Ustalmy chronologię: spotkanie całej trójki odbyło się pod koniec lata raczej przypadkowo. Jimmy Spithill w przerwie między różnymi regatami chciał nadrobić to, co umknęło mu kilka miesięcy wcześniej, gdy na jeziorze Traunsee rozgrywano serię wyścigów matchracingowych. Ze względu na złą pogodę nie mógł wtedy razem z Hagarą i Steinacherem wziąć udziału w akrobacyjnym locie helikopterem na zaproszenie Flying Bulls. Nowe regulacje dotyczące Pucharu Ameryki miały zostać ogłoszone dopiero za kilka tygodni. Mimo to, rozmowa szybko zeszła na najważniejszy temat: łodzie jedno- czy wielokadłubowe? Po konferencji prasowej z 13 września w Walencji wiadomo już oficjalnie, że następny Puchar Ameryki (2013) będzie rozgrywany na 72-stopowych katamaranach z imponującym skrzydłem (rzeczywiście kojarzącym się z ustawionym pionowo skrzydłem samolotu). Wraz z pozostałymi innowacyjnymi zmianami w Pucharze Ameryki doprowadzi to przypuszczalnie do rewolucji w całym żeglarstwie. Dzięki zmianom w najwyższej lidze i wyścigach przygotowawczych World Series – które już w 2011 roku będą rozgrywane na 45-stopowych katamaranach – regaty mają być bardziej spektakularne i dopasowane do potrzeb widzów. Na molo przed Grand Hotelem Zell am See pojawia się w butach do biegania. Z ujmującym uśmiechem przeprasza, że się spóźnił. Jogging wokół jeziora trochę się przeciągnął.


Drugi biegun szerokiego spektrum: żeglowanie na drewnianym jachcie Lacustre z lat 60. na Zeller See. Przy sterze Roman Hagara, jako galion – Jimmy Spithill. Ze zdjęcia być może to nie wynika, ale w żeglarstwie zapowiada się więcej ożywienia i akcji


a kc ja

Właściciel wspaniałego drewnianego Lacustre’a wybacza Jimmy’emu czarne podeszwy (faux pas na wypolerowanym pokładzie). Spithill czuje jednak ukradkowe, zatroskane spojrzenia i po chwili zostaje w samych skarpetkach. Zwycięzcy Pucharu Ameryki wyglądają inaczej. Godniej. Należy pamiętać, że chodzi o najstarsze trofeum sportowe na świecie, a nakłady finansowe na zdobycie tego trofeum są wyższe niż budżety wielu zespołów w Formule 1. W krajach o długich tradycjach żeglarskich PA to przedmiot dumy narodowej. Dowodzenie jachtami biorącymi udział w takich wyścigach powierza się więc tradycyjnie „admirałom” żeglarstwa, a nie młodym, sprytnym „chorążym”. Ta zasada obowiązywała aż do Pucharu Ameryki 2010, gdy amerykański zespół BMW Oracle zaangażował jako skippera 30-letniego Jimmy’ego Spithilla z Australii, a ten zdobył tytuł i puchar dla Golden Gate Yacht Club w San Francisco i stał się najmłodszym zdobywcą PA w historii. Spithilla uważa się za największy talent match-racingu, czyli formy regat, w których o zwycięstwie decyduje bezpośredni pojedynek (jeden na jeden) dwóch jachtów. W regatach meczowych wielu emocji dostarczają już walka o lepszą pozycję na linii startu i próba sprowokowania przeciwnika do złamania reguł. Agresywna taktyka startowa zapewniła Spithillowi opinię prawdziwego „killera”. jimmy spithill: „Zaczynałem od klasycznych regat po trójkącie na jolach, ale moja rodzina stwierdziła, że ten sport robi się za drogi. Nie było nas stać na nową łódź. Match-racing ma tę zaletę, że to jachtkluby organizują łodzie, a po osiągnięciu pewnego poziomu można nieźle zarabiać na nagrodach w wyścigach”. Jeżeli zaczynasz w młodym wieku zajmować się żeglarstwem regatowym w Austrii, masz zwykle przed sobą standardową drogę, czyli klasy młodzieżowe i olimpijskie. No chyba, że nazywasz się Roman Hagara albo Hans-Peter Steinacher i pojawiasz się „w branży” jako bardzo utalentowany człowiek z zewnątrz (Roman był windsurferem i żeglował rekreacyjnie, a Hans-Peter uprawiał narciarstwo zjazdowe). „Nie mamy kultury match-racingowej, co w przypadku kariery w klasach olimpijskich, np. kiedyś w Tornado, niekoniecznie jest wadą” – ocenia sytuację w krajowym żeglarstwie Roman Hagara. Dodaje jednak, że w eXtreme 40 – od ubiegłego roku jego głównej klasie – ze względu na niewielką 52

Zwycięzca Pucharu Ameryki, Jimmy Spithill, w towarzystwie dwukrotnych mistrzów olimpijskich: Austriaków Hansa-Petera Steinachera (po lewej) i Romana Hagary

liczbę startujących łodzi, przydałyby się trochę doświadczenia z match-racingu. Roman Hagara i Hans-Peter Steinacher zdobywali doświadczenie podczas wyścigów, natomiast Jimmy Spithill otrzymał od obu Austriaków istotne wsparcie w fazie przygotowań do Pucharu Ameryki. Stąd ich bliskie kontakty. Gdy było już wiadomo, że BMW Oracle wystawi do walki o puchar trimaran, świetny matchracer Jimmy musiał sprostać szczególnemu wyzwaniu. W dotychczasowej karierze sterował prawie wszystkim, co pływa i jest napędzane żaglem, ale ograniczał się do łodzi jednokadłubowych.

Skrzydło, a nie żagiel: najfajniejsza rzecz w żeglarstwie Witamy w nowym żeglarskim świecie. Łodzie wielokadłubowe reagują zupełnie inaczej niż jednokadłubowe. Na prostych są wielokrotnie szybsze, jeżeli ma się odpowiednie umiejętności, mają za to większą bezwładność przy manewrach i są znacznie mniej stabilne przy jednym wynurzonym pływaku (albo – w przypadku trimaranu – nawet jednym bocznym pływaku i środkowym kadłubie). Z zewnątrz

wygląda to znacznie łatwiej niż z łodzi, ale taka pozycja pozwala osiągać wysokie prędkości. W teorii trimaran BMW Oracle ze skrzydłem o wysokości 68 metrów był lepszą łodzią (obrońca tytułu, Alinghi, wystawił w regatach katamaran z normalnymi żaglami), ale trzeba to było jeszcze potwierdzić w praktyce. roman hagara: „Nasza praca polegała na podniesieniu umiejętności załogi BMW-Oracle w zakresie żeglowania na sprzęcie wielokadłubowym. Wszyscy zawodnicy pływali wcześniej na monohullach, więc brakowało doświadczenia. Mieliśmy do dyspozycji dwa katamarany klasy eXtreme 40 i była możliwość porównania prędkości. Chłopcy szybko zrozumieli, na co trzeba uważać i jak wykorzystać potencjał szybkościowy łodzi”. Przestawienie się z jednokadłubowców na katamarany eXtreme 40, a potem na absolutnie nowatorski trimaran, mający wystąpić w PA, wymagało wiele pracy. „Roman i Hans-Peter wyjaśnili nam, że musimy dojść do granic możliwości – swoich i sprzętu, żeby osiągać lekkim trimaranem duże prędkości” – opisuje Jimmy Spithill ekstremalne szkolenie załogi BMW Oracle. Nawet nieznaczne przekroczenie tych granic (i uszkodzenie skrzydła albo wywrotka podczas krótkiej fazy trymowania czy treningu) oznaczałoby przedwczesny koniec całego przedstawienia. Wywrotka tak dużej łodzi wielokadłubowej spowodowałaby rozpadnięcie się jej na części.


a kc ja

W Pucharze Ameryki 2010 zespół BMW Oracle nie tylko zwyciężył, lecz także uzyskał olbrzymią przewagę w zakresie know-how łodzi wielokadłubowych ze skrzydłem. Dotyczy to nie tylko załogi, lecz także uczestników pozostałych faz tego przedsięwzięcia (od projektowania po budowę łodzi), ludzi siedzących przy komputerach i sztabu towarzyszącego łodziom na wodzie.

Zdjęcia: Kar Fai Tong/Red Bull Photofiles, JOSE JORDAN/AFP/Getty Images

jimmy spithill: „Niezależnie od tego, na jakim sprzęcie będzie rozgrywany następny Puchar Ameryki, najważniejsza jest świetna jakość transmisji telewizyjnych – to decyduje o komercyjnym sukcesie imprezy sportowej i o tym, jaki dana dyscyplina ma wizerunek. Obrazy muszą przykuwać uwagę widzów, którzy powinni móc powiązać twarze i nazwiska zawodników z emocjami. Przykład Tour de France: przyglądanie się jadącym przez pięć czy sześć godzin kolarzom nie jest zbyt fascynującym formatem programu telewizyjnego. Ale stworzono wspaniały pakiet towarzyszący, z fachowymi komentarzami, wyjaśnianiem strategii zespołów, pokazywaniem pulsu zawodników – to trzyma widzów w napięciu i musi się udać także w przypadku regat”. Przedsmak napięcia, jakiego mogą dostarczyć Puchar Ameryki 2013 i World Series od 2011 roku, można było odczuć już podczas tegorocznych wyścigów eXtreme 40. Niesamowita kombinacja dużych prędkości, manewrów na małej przestrzeni i czasem nieuchronnych kolizji – a w środku tego zamieszania Roman Hagara i Hans-Peter Steinacher z teamu Red Bull Extreme Sailing. Trasy wytyczono bardzo blisko brzegu, najczęściej w basenie portowym, który gwarantuje atmosferę podobną do stadionowej i zapewnia widzom możliwość śledzenia całego wyścigu. „Jak wyścigi F1 na torze gokartowym” – podsumowuje Steinacher niezwykłe odczucia zawodników.

Extreme 40

Miejsce zabaw najlepszych żeglarzy świata na łodziach wielokadłubowych i żeglarstwo w spektakularnym formacie. Gdy w 2008 roku klasa katamaranów Tornado wypadła z programu igrzysk olimpijskich, wielu zawodowych żeglarzy straciło nagle zajęcie. Potem pojawiło się kolejne wyzwanie: równolegle do (politycznych) sporów o to, które klasy zachowają lub uzyskają olimpijski status do 2012 roku (dziwnym trafem przeforsowano wiele przestarzałych konstrukcji), powstała nowa, atrakcyjna klasa katamaranów: eXtreme 40 – dwukrotnie dłuższa od Tornada, wykorzystująca najnowszą technikę i obsługiwana przez czteroosobową załogę (obowiązkowo z jednym pasażerem VIP na pokładzie każdej łodzi podczas wybranych regat). W 2010 roku rozegrano regaty w Europie i Azji.

Puchar Ameryki

Najstarsze trofeum sportowe świata i burzliwa historia: nierzadko kwestię zwycięstwa bądź porażki rozstrzygały sądy. Od 13 września 2010 roku wiadomo już oficjalnie, że ze starej formuły Pucharu Ameryki nie zostanie kamień na kamieniu. Zmiany dotyczą nie tylko samego PA. Po raz pierwszy powstanie ekstraklasa profesjonalnego żeglarstwa z jasnymi regułami. Na wspólnej

konferencji prasowej wiadomość tę podali obrońca tytułu, Golden Gate Yacht Club, oraz challenger, Club Nautico di Roma. Nie wdając się w szczegóły skomplikowanego protokołu oraz ról obrońcy i challengera, można stwierdzić, że podczas tej konferencji zapo-

wiedziano rewolucję w całym żeglarstwie i zerwanie z wieloma tradycjami – w celu „przystosowania Pucharu Ameryki do wymogów przyszłości”, jak stwierdził na początku swojego przemówienia szef zespołu BMW-Oracle, Russell Coutts.

jimmy spithill: „Jachty startujące w przyszłości w Pucharze Ameryki muszą dobrze pływać – niezależnie od siły wiatru. Telewizyjne transmisje na żywo są zapowiadane na określone godziny i nie można czekać na silniejszy albo słabszy wiatr. Pod tym względem skrzydło wypada bardzo dobrze. Ale chodzi też o fascynację widzów techniką. Sądzę, że skrzydło to najwspanialsza rzecz, jaką ludzie kiedykolwiek mogli oglądać w żeglarstwie”.

www.redbullextremesailing.com

53


Jaki ojciec, taki syn. Seun Kuti zawładnął mikrofonem podczas koncertu na cześć Feli Kutiego i celebruje żywą energię afrobeatu 54


a kc ja

CZAS NA FELABRACJĘ Nieustraszony korespondent i producent muzyczny, James Singleton alias James Pants, dzielnie pokonuje Lagos, by na własne oczy zobaczyć wspólne dokonania najlepszego perkusisty świata i legendarnego DJ-a z Detroit. Zdjęcia: Liam Lynch, tekst: James Pants


Ac a kc t ijoa n

Tony Allen grał z zespołem Kutiego przed dwie dekady i swymi złożonymi rytmami pomógł zdefiniować afrobeat. Obecnie dzieli scenę z artystami, takimi jak były lider Blur, a obecny Gorillaz, Damon Albarn czy Charlotte Gainsbourg

15 lat temu w Detroit Theo Parrish przerobił muzykę house. Tutaj grą na keyboardzie zapewnia niskie częstotliwości podczas festiwalowego występu Tony’ego Allena 56


Mały rynek tętni życiem, a parasole dają wytchnienie od upału panującego w dzielnicy Ikeja

Budynki często ozdabiane są graffiti z napisami, ostrzegającymi przed potencjalnymi złodziejami

Preferowany środek transportu w Lagos: motocykle świetnie oddają rytm ulic nigeryjskiej stolicy i służą jako taksówki tym, którzy są już spóźnieni na spotkania

Próba w hotelowym opuszczonym parku wodnym. Nie najlepsza akustyka dla Tony’ego Allena i Theo Parrisha chcących przećwiczyć listę setów przed festiwalem Felabration

O

d momentu lądowania wyróżniałem się tu niczym ryba na lądzie. Morze oczu uważnie śledziło mnie z rozbawieniem i nieufnością. Ulice opanowały ryki klaksonów, ludzkie krzyki i dezorientująca ilość pędzących mopedów, przywodzących na myśl plujące olejem ćmy. Podszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha mężczyzna w białym stroju. Widocznie wyglądałem na zagubionego. Nie przedstawił się, ale uścisnął moją dłoń i zasugerował, abym podążył za nim. Miałem co do tego pewne zastrzeżenia, ale spójrzmy prawdzie w oczy, w tym momencie nie wiedziałem co robić: gdzie się udać, z kim się spotkać. Chrzanić to. Zgodziłem się. Brnąc przez ocean ludzi, zostałem przekazany w ręce dwóch byłych nigeryjskich zapaśników – każdy z nich mierzył ponad dwa metry. Przedstawili się jako Machiavelli i Cosmos. Machiavelli miał na sobie koszulkę z podobizną Tupaca. Cosmos wykazał się większym konserwatyzmem i założył jasnoniebieskie polo, które najwyraźniej miało podkreślić jego imponujące bicepsy. Z tymi facetami zdecydowanie nie było żartów. Miałem dwie opcje. Pierwsza, prawdopodobnie bardziej rozsądna – uciekać. Druga – bardziej ryzykowna – oznaczała wiarę w ludzką dobroć i wdrapanie się do rozklekotanego busa marki Mazda. Wybrałem tę drugą. Powinienem jednak zacząć od wyjaśnienia raison d’être. Zostałem wysłany przez Red Bull Music Academy na specjalną misję, mającą na celu doprowadzenie do powtórki koncertu legendarnego nigeryjskiego perkusisty afro-beatowego, Tony’ego Allena i housowego maestro z Detroit, Theo Parrisha. Koncert ten był częścią festiwalu „Felabration”, upamiętniającego dziedzictwo, które zostawił po sobie twórca brzmienia afrobeat, piosenkarz polityczny i ikona muzyki – Fela Anikulapo Kuti (zmarł w 1997 roku). Afrobeat to lokalny styl 57


a kc ja

muzyczny, łączący tradycyjne afrykańskie rytmy z energią i mocą amerykańskiej muzyki funk. Fela to w zasadzie nigeryjski odpowiednik Jamesa Browna – z tym tylko, że jeszcze sławniejszy. Tak się składa, że Tony Allen był w latach 70. głównym perkusistą Feli – zagrał w setkach utworów. Przypisuje mu się stworzenie mocno synkopowanych wzorów perkusyjnych, które zapewniły gatunkowi afrobeat jego agresywne brzmienie. Przez wielu muzyków, takich jak Brian Eno, Tony uznawany jest za najlepszego perkusistę wszechczasów – zasłużenie... Dołączył do niego Theo Parrish – legenda muzyki z Detroit. To człowiek wielu talentów: kompozytor, producent i właściciel wytwórni, a także DJ występujący na całym świecie. Był i jest nadal jednym z najważniejszych innowatorów sceny techno i house w Detroit. Duet ten poznał się kilka lat temu, kiedy to czterotygodniowe międzynarodowe warsztaty muzyczne – Red Bull Music Academy – doprowadziły do ich spotkania w Toronto. Pozostali w kontakcie i na początku tego roku nagrali razem kilka utworów w londyńskim studiu Akademii. Wcześniej wspomniany koncert miał na celu prezentację współpracy artystów. Miało to być wydarzenie epickie. Wszystko już jasne. Więc na czym to skończyłem? A tak, wciąż siedzę w busie. Ruchliwą ulicę nieustannie przekraczał niekończący się potok pieszych trzymających kurczaki, sprzedających artykuły gospodarstwa domowego, niosących ogromne ilości przypadkowych przedmiotów. Nie robiło to żadnego wrażenia na siedzącym za kółkiem Cosmosie. Nigeryjczycy są bez wątpienia jednymi z najlepszych kierowców świata. Uroczyście oświadczam, że jeśli za mojego życia nastąpi koniec świata, wynajmę Nigeryjczyka, aby przewiózł mnie przez góry zwęglonych zwłok (pokrywających spaloną ogniem piekielnym ziemię).

Z

nacznie później, pokonując bramę, wtoczyliśmy się na teren konstrukcji przypominającej fortecę. Dzięki Bogu. Opłaciło się podjęte przeze mnie ryzyko i bezpiecznie znalazłem się w rękach odpowiedniej firmy. Hotel znajdujący się za bramą wyglądał jak odpicowany Travelodge lub inna sieć niby-średniowiecznych hoteli. Ale jedna znacząca rzecz przypomniała mi, że nie jestem w Kansas – teren patrolowali po zęby uzbrojeni strażnicy. Podekscytowany, zgasiłem światło z nadzieją na chwilę odpoczynku. W uszach zadźwięczało mi znajome bzyczenie. Komary. Na szczęście 58

Brak wolnych miejsc w legendarnym New African Shrine: wszyscy stawili się, by złożyć hołd wielkiemu mistrzowi afrobeatu. Tony Allen wystąpił w Nigerii na żywo po raz pierwszy od 30 lat

Za kulisami New African Shrine tancerki powtarzają swą koncertową choreografię

Muzycy, tancerze, artyści estradowi: na tej scenie każdy występ jest mile widziany


a kc ja

„Powietrze przesiąkło zapachem kadzideł, dymu i potu. Pojawił się muskularny, tańczący karzeł...”

27-letni James Singleton aka James Pants mieszka w Spokane w Waszyngtonie. Ten multiinstrumentalista nagrywający dla Stones Throw Records, gdy potrzeba, pracuje także jako wędrujący po świecie dziennikarz. A czasem może być to wyczerpujące zajęcie

każdy centymetr mojej skóry pokrywała warstwa OFFa, a w żyłach krążyła już dawka leku na malarię. Te dranie nic tu nie zdziałają. W kolejnych dniach odbyły się liczne próby jednoczące Tony’ego na perkusji, Theo na klawiszach, lokalną grupę około dwunastu perkusistów, waltornistów, gitarzystów oraz paryskiego basistę. Próby odbywały się w zardzewiałym, nieczynnym parku wodnym na terenie resortu o jakże trafnej nazwie „Aquatic Hotel”. Wokół krążyły gigantyczne ważki, a ciekawi obserwatorzy wyglądali przez okna apartamentów, by zobaczyć skąd płynie hałaśliwe, afro-funkowe brzmienie. Zespół zagrał kompozycje Tony’ego oraz kilka innych, autorstwa samego Feli. Seun Kuti, jego syn, pojawił się, by zagrać kilka utworów na saksofonie. Moją ulubioną rozrywką stało się wygrzewanie się na słońcu, jedzenie samosy nadziewanej korzeniami manioku i odpoczywanie na fotelu. Naprawdę nie miałem powodów do narzekań. W końcu jednak dopadło mnie poczucie winy, więc zdecydowałem się na wyprawę do miasta w towarzystwie Machiavelliego. Udaliśmy się na plażę, podążając przez kolorowy teren wypełniony jasnoróżowymi barakami, błyszczącymi motocyklami i kupcami zachwalającymi fioletowe korzenie kolokazji. Minęliśmy zalane delty, gdzie młodzi chłopcy łowili ryby, a domy stały na palach. Za każdym razem, gdy samochód się zatrzymał, uliczni handlarze pukali w okna, oferując dosłownie wszystko – od ołówków, przez skóropodobne portfele, aż do pirackich płyt R. Kelly’ego. Ceny mieli dobre. Po krótkim przystanku i wypełnieniu żołądka pikantnymi rybami, dotarliśmy na plażę. Podziwiając fale, głęboko wdychałem słone powietrze. Nie była to może najpiękniejsza plaża, jaką widziałem, ale na piasku leżało mnóstwo muszli, woda była ciepła, a morską bryzę przenikał zapach smażonych ryb. Delektowałem się tą chwilą. W czwartek przyszedł czas na wielkie wydarzenie. Koncert miał się odbyć w New Africa Shrine – legendarnym miejscu, w którym w latach 70. i 80. często występował Fela. Przez dekady było to najgo-

rętsze miejsce w Lagos. Tłumy ustawiły się na ulicy, próbując dostać się do środka. Budynek zamienił się w ul. Ochroniarze krzątali się wokół, wyposażeni w kije golfowe, baseballowe i deski. Gdy tylko kawalkada występów otwierających przemaszerowała przed tłumem, w całym budynku rozległ się ogłuszający aplauz publiczności. Powietrze przesiąkło zapachem kadzideł, dymu i potu. Czerwone ściany kleiły się od żywicy. Co jakiś czas pojawiał się niezwykle muskularny, tańczący karzeł. Jednym słowem – było wszystko, co potrzebne do zorganizowania imprezy. Na scenie rzesze tancerzy w kolorowych kostiumach wirowały w rytm muzyki. Wyglądało na to, że ich taniec opowiadał pewne historie (np. mężowie wracają z pracy i zostają pobici przez swoje żony). Wywoływało to gorący aplauz żeńskiej części publiczności, więc chyba miałem rację. Około 3 nad ranem sceną zawładnął Allen z zespołem. Zagrali piosenki z jego najnowszego albumu „Secret Agent” oraz utwory, które Allen przygotował wraz z Parrishem w Londynie. Rogi brzmiały naprawdę dziko. I jak na człowieka po siedemdziesiątce, Allen także brzmiał dziko. W finałowych momentach do zespołu dołączył Seun Kuti ze swoim saksofonem i wokalem. Razem odświeżyli kilka klasycznie burzliwych kompozycji Feli. Allen wykonał piosenki Kutiego w Lagos po raz pierwszy od 30 lat. Flesze rozbłyskiwały niczym fajerwerki, kilka starszych kobiet nawet wybuchnęło płaczem – pełen sukces! Zespół spakował manatki dopiero ok. 5. Słońce właśnie zaczęło się przebijać przez resztki dymu pochodzącego ze specjalnych maszyn, a kilku klientów siedziało jeszcze w fotelach. Ochroniarze odłożyli na bok kije i otworzyli piwo. Machiavelli dał znak, że jest gotowy, by mnie odstawić do fortecy. Miałem szczerą nadzieję, że jutro wszyscy mają dzień wolny. W drodze powrotnej, przemierzając opuszczone teraz ulice, rozmyślałem o żywiołowości nigeryjskiej kultury. Tu, w najludniejszym kraju Afryki, gdzie obok siebie bytują ekstremalne bogactwo i bieda, już od dawna powstaje szczera i piękna muzyka. Zdawać by się mogło, że złożone rytmy wprowadzone przez Tony’ego Allena odzwierciedlają labirynt widoków, dźwięków i zapachów tego afrykańskiego miasta. Oto właśnie piękna kakofonia, którą jest Lagos. Czymkolwiek jest lub czymkolwiek się stanie – szalone czy nie, to miasto to mój dom. Tony Allen Tony Allen, Seun Kuti i Theo Parrish, więcej informacji na: www.redbullmusicacademy.com

59


Trening na sucho

Zespół Volkswagen Motorsport przygotowywał się na Saharze do obrony zdobytego w rajdzie Dakar tytułu. Drużynie towarzyszył Red Bulletin. Tekst: Werner Jessner, zdjęcia: Bildagentur Kräling


a kc ja

Dakar to nie F1: warsztat w Maroku. Przy wejściu widzimy Eduarda Weidla – kierownika technicznego i ojca Race Touarega

K

Peru Bolivia

Arica Iquique

Brazylia

Calama

Antofagasta

San Salvador de Jujuy San Miguel de Tucumán

Copiapó Chilecito

Córdoba Victory

San Juan

Argentyna

BUENOS AIRES

Chile

W 2011 roku rajd Dakar po raz trzeci odbędzie się w Ameryce Południowej: początek i koniec tego klasycznego rajdu pustynnego znajduje się w Buenos Aires, w 14 etapach dziennych w Argentynie i Chile zostaną wyłonieni zwycięzcy. Punktami zwrotnymi zarówno pod względem sportowym, jak i krajobrazowym, są pustynia Atacama i przekroczenie Andów

Ilustracja: Andreas Posselt

N

ris Nissen, dyrektor sportów motorowych w VW, ma problem: od dwóch tygodni Giniel de Villiers i Mark Miller katują Race Touarega po marokańskiej pustyni, pokonując 800 kilometrów dziennie czasem w bardzo trudnym terenie, a wały napędowe nadal się trzymają. „Wytrzymały już 7000 kilometrów. A wystarczy, by wytrzymały 1500 do 2000 kilometrów, gdyż zmienia się je co drugi dzień”. W czym więc tkwi jego problem? „Mogłyby być lżejsze. W innej sytuacji tak stabilny pojazd ma oczywiście zalety: przy normalnym użytkowaniu samochód nie jest eksploatowany do granic wytrzymałości. Gdy więc trzeba przejechać ostro, bo wymaga tego sytuacja rajdowa, o wiele większe są szanse na to, że auto wyjdzie bez szwanku”. Witamy w piekle, a raczej w miejscu, które piekłu wydaje się najbliższe: termometr zewnętrzny pokazuje 46o C; powietrze stoi, całkowity brak wiatru. Nie jest jednak źle – wczoraj w takiej parnej aurze w ciągu pół godziny rozpętała się w burza piaskowa. Cały warsztat pokryty był lepkim piachem. Trzy zwinne gekony ukryły się pod pokrywą śmietnika, szukając odrobiny cienia. Oczywiście ludzie w granatowych koszulkach nie znaleźli się 61


a kc ja

Jak będzie w 2011? Po zwycięstwach ostatnich lat każdy oczekuje powtórki. BMW dołożyło starań i gdyby Robby Gordon nie miał problemów technicznych, mógłby wjechać na podium. Jesteśmy faworytami, ale wiemy, że nie będzie łatwo. Także z powodu trudniejszej trasy. Race Touareg lubi trudne odcinki. Można tak powiedzieć. Nasz samochód jest bardzo szybki i dopracowany. Tegoroczny Race Touareg jest najlepszym modelem, jaki kiedykolwiek powstał. Czy także załoga jest najlepsza? Najlepszy team mamy już od 2008 roku. Teraz jesteśmy jeszcze lepsi ze względu na stabilność. Wiemy, jak się wygrywa. Z pięciu najlepszych członków załogi, czterech siedzi w naszym samochodzie. Jedyny, który dla nas nie jeździ, to Peterhansel. Czy wystarczyłoby zwykłe zwycięstwo? Ależ oczywiście. Najpierw trzeba pokonać Dakar, a potem konkurentów. To zadanie jest wystarczająco trudne.

Markus Preuth Lekarz teamu VW Dakar

Co się dzieje, gdy ktoś z VW jest ranny? Organizator zapewnia opiekę 30 lekarzy pierwszego kontaktu i na czas transportu do szpitala. W szpitalu ja przejmuję opiekę i decyduję, czy potrzebujemy dodatkowej diagnostyki, organizuję też transport do domu. Poza tym kierowcy są zadowoleni, że widzą znajomą twarz. Najczęstsze problemy? Katar, ból gardła, chrypka, biegunka, drobne skaleczenia podczas naprawy samochodu. Podczas wyścigu każdy ze 100-osobowej ekipy prędzej czy później trafia do mnie. Co i w jakich ilościach piją zawodnicy? Od dwóch do pięciu litrów elektrolitu, który przygotowany został w klinice uniwersyteckiej Bad Nauheim pod kątem obciążeń w sporcie motorowym. Używamy do jego przechowywania specjalnych CamelBaków, które montujemy za siedzeniami. Kierowcyjedzą też batony i żelki energetyczne. Co się dzieje na biwaku? Na załogi czeka świetnie przygotowana przez kucharzy pasta, która ma uzupełnić zapas węglowodanów. Nie mamy planowej diety, nasi zawodnicy to profesjonaliści. Jedyna reguła: żadnych eksperymentów. Gdy kierowcy biorą udział w briefingu, piloci idą na masaż. Potem następuje zamiana.

62

dachu dwa wpusty powietrza). I sprzedaż także wykazuje podobieństwo do wyników samochodów seryjnych, czego wynikiem są nowe światła i dłuższy o 5 mm front. „Teraz nie mamy tak dobrego promienia skrętu, ale z etapu pustynnego auto i tak wraca z pokiereszowanym przodem” – uśmiecha się Eduard Weidl, techniczny guru od Race Touarega. Sprytnie…

A

ustriacki konstruktor pracował już dla Audi Rallye i Opel STW, konstruował wyścigowe samochody turystyczne, ale Race Touareg to jego majstersztyk: szkielet tworzy rama, która powstała ze 126 metrów stali samolotowej, sercem jest 5-cylindrowy silnik turbodiesel z podwójnym turbo, puste auto waży 1800 kg. To prototyp. „Z Touarega zostało niewiele” – zamyśla się Weidl – „choć oczywiście używamy wielu firmowych części, to logo pochodzi z projektu vana, klimatyzator z Porsche Boxstera, kompresor z VW Lupo”. Chwileczkę: klimatyzacja? „Niezwykle pomaga na pustyni” – mówi Timo Gottschalk, pilot kierowcy Nassera al-Attiyah (w ubiegłym roku zajął drugie miejsce tuż za duetem Carlos Sainz/Lucas Cruz). „Obniża temperaturę wewnętrzną o 15o C. To bardzo przyjemne. W pustynnych warunkach, przy tak dużej szybie przedniej i rozgrzanym silniku, co wyraźnie czuć w strefie nóg, pomaga załodze w koncentracji. W trasie robi się czasem tak gorąco, że siedzisz w aucie z uniesionymi nogami, gdyż upał jest nieznośny”. Zawód pilota, który pełni rolę nawigatora, mentalnie jest tak samo wyczerpujący, jak zawód kierowcy: musisz znać roadbook, orientować się, nieustannie kontrolować trasę. Prosta w GPSie nigdy nie pokryje się z prostą na piasku – trzeba znajdować punkty odniesienia i prowadzić jeszcze dokładniej niż dotąd (od 2011 roku trzeba jechać z dokładnością do 400 metrów, a nie do 2 km, jak było dotychczas). Trzeba obserwować konkurencję i szybko podejmować decyzje, z których każda może kosztować więcej czasu, niż kierowca mógłby nadrobić poprzez ryzykowną jazdę. Piloci siedzą na tzw. gorącym krześle i są rzadko opiewanymi bohaterami Dakaru. Bez twardego charakteru nie masz tu czego szukać. Pilot powinien też umieć wkręcać śrubki, gdy coś się zepsuje. Lucas Cruz, pilot Carlosa Sainza, uważany jest za najlepszego mechanika wśród nawigatorów. Timo Gottschalk jest dyplomowanym inżynierem budowy maszyn,

Zdjęcie: GABRIEL BOUYS/AFP/Getty Images (1)

Kris Nissen Dyrektor VW Motorsport

tu ze względu na marokańską faunę. Nie przyjechali tu też po to, by podziwiać niezwykły pustynny krajobraz – trudno wyobrazić sobie bardziej martwy sezon turystyczny niż początek sierpnia na skraju Sahary. Żaden koncept turystyczny nie ma tu szansy na powodzenie. Nawet poszukiwacze skamieniałości wybierają o tej porze roku raczej wschodnią część Maroka. To wielka zaleta z punktu widzenia sportów motorowych w Volkswagenie – można spokojnie, w realistycznych warunkach symulować trudność rajdu Dakar. Gorzej niż tutaj już nie będzie, nawet na początku stycznia na południowoamerykańskiej pustyni Atacama. Testowa trasa to jeden z etapów dawnego rajdu Paryż-Dakar. Pod względem nawigacji nie jest on specjalnie trudny. Za to wielkim problemem są zdradliwie wystające skały, które pojawiają się pod piaskowymi wydmami pośrodku pustyni. Prędkość, jaką rozwijają Mark Miller i jego zmiennik Ralph Pitchford, trzecie miejsce w rajdzie Dakar 2010, jest niewiarygodna. „This is a double caution” – w pokładowym radiu słychać jego zniekształcony głos – „but what the fuck!”. Jeszcze zanim pilot zdoła zidentyfikować zacienione miejsce na horyzoncie jako półmetrową dziurę, Mark postanawia nie brać jej na poważnie – prędkościomierz pokazuje jakieś śmieszne 176 km/h. Mark woli mówić dalej o kołach wyścigowych. Taka wyrwa nie oznaczałaby dla normalnego auta żadnej „double caution” – oznaczałaby jego koniec. Tu skończyło się na delikatnym szarpnięciu: silnik trochę głośniej zaryczał w chwili, gdy wszystkie cztery koła były w powietrzu, po czym niebieski volkswagen wrócił do swojego zwykłego stanu, jakby nic się nie stało. Czy było to pełne ugięcie sprężyny? Mark uspokaja: tak, poza tym cieszy się z dobrej pracy tłumików przy tak nagłej utracie gruntu. VW Race Touareg, zwycięzca ostatnich dwóch rajdów Dakar (w 2009 r. za kierownicą Giniel de Villiers, w 2010 r. – Carlos Sainz) to dowód najwyższego kunsztu mechaników. Gdy w ubiegłym roku BMW X3 z teamu X Raid Svena Quandtsa wyróżniało się przez chwilę prędkością, w Hanowerze w Volkswagen Motorsport wypunktowano: wyższy topspeed (zamiast 180 km/h auto rozwija 195 km/h – podobnie jak BMW); mniejszą utratę mocy w wyższym terenie (5-cylindrowy silnik diesla traci na wysokości 2700 m n.p.m. tylko 15–20 procent mocy, w porównaniu do 30 procent z ubiegłego roku); lepszą wymianę powietrza w agregatach (od tego roku wprowadzono na


action

Rzut oka do kokpitu daje wyobrażenie, jak bardzo skomplikowany jest zawód pilota

vw race touareg 3 Wojownik ulepszony

SZKIELET Centralnym punktem jest rama z rur, wykonanych z wytrzymałej blachy samolotowej. Szczególnie imponujące jest wrażenie, jakie wywołuje praca dwóch tłumików drgań ZF Sachs w każdym kole. Ograniczają one ugięcie sprężyny do 25 cm. Z tyłu: koło zapasowe, drabinka pustynna, części zapasowe. KAROSERIA Ulepszona pod względem aerodynamicznym i termicznym, bardzo zbliżona do samochodu seryjnego. Wada (jeśli już chce się jakąś znaleźć): nieco pogorszył się promień skrętu. NAPĘD W tym roku: 2,5-litrowy silnik diesla z dwustopniowym turbodoładowaniem, sekwencyjna 5-biegowa skrzynia, ograniczenie mocy do 310 koni mechanicznych. Imponujący moment obrotowy: 700 Nm. SERWIS Wytrzymały i łatwy w serwisowaniu – to zawsze były zalety Touarega. Wydłużona linia i większa moc silnika uczynią z niego najszybsze auto w swojej klasie.

63


a kc ja

CZY TO „NAJTRUDNIEJSZY RAJD ŚWIATA?”

Wojownik piasku: Giniel De Villiers już raz pokonał pustynię Atacama, ale nie oznacza to wcale, że Dakar 2011 będzie dla niego łatwiejszy

Red Bulletin: Jest gorąco. Giniel De Villiers: O, tak. Ale można się do tego przyzwyczaić. Temperatury są tutaj naprawdę ekstremalne –50º C w cieniu i 60º C na wydmach. Zobacz, mamy klimatyzację w samochodzie, co znacznie ułatwia sprawę i obniża temperaturę wewnątrz do 15º C. Co tak właściwie sprawia, że Dakar zasługuje na reputację najtrudniejszego wyścigu świata? Długość trasy. Do pokonania jest ponad dwa razy więcej kilometrów niż podczas jakiegokolwiek innego wyścigu. Musisz być skoncentrowany znacznie dłużej. A im dłużej to trwa, tym trudniej jest się skoncentrować. Oczywiście kluczem do sukcesu jest nawigacja. A w tym roku będzie dużo trudniej. Jak zwykle wyznaczono punkty GPS, przez które musimy przejechać, ale w tym roku zmniejszono ich promień z 3 km do 400 m. Możesz więc sobie wyobrazić, że jeśli nie istnieje droga prowadząca wprost do takiego punktu, będzie ciężko. Ale zabawę mamy gwarantowaną. Nie ma innego sposobu na rozpoznanie trasy? Żadnego. Nie możesz przejechać się po trasie przed wyścigiem. Oznacza to automatyczną dyskwalifikację.

64

A co z korzystaniem z Google Earth? Można. Podczas planowania codziennej trasy piloci, jak Dirk von Zitzewitz, patrzą na mapy Google Earth oraz inne mapy. Wieczorem, przed etapem, który ma się rozegrać następnego dnia, dostają także tzw. roadbooki i prawie całą noc spędzają, wertując ich strony. Mimo to i tak jedziemy praktycznie w ciemno. Jeździłeś w obu wersjach Dakaru – w Afryce i Ameryce Południowej. Który jest trudniejszy? To dwa zupełnie różne wyścigi. Myślę, że bardziej lubię ten w Ameryce Południowej – atmosfera jest niesamowita. Na starcie pojawia się prawie milion ludzi kibicujących kierowcom. Ale południowoamerykańskie etapy Dakaru są nieco trudniejsze. Duże wysokości utrudniają zadanie samochodom oraz kierowcom. Najwyższy punkt, do jakiego docieramy, znajduje się na wysokości 4700 m n.p.m., a powietrze jest tam dość rzadkie. Jeśli chodzi o sam teren, to niewiele różni się od tego w Afryce. Może wydmy są nieco większe w Ameryce Południowej, ale czasem łatwiej pokonać samochodem duże wydmy. Wysokość nie zmienia się tak gwałtownie, a na

małych wydmach łatwiej utknąć na dobre. Poza wszystkimi przeprowadzanymi tu testami, ty sam pewnie musisz być w świetnej formie. Odpowiednie przygotowanie fizyczne jest niezbędne. W domu uprawiam mountainbiking – cztery, pięć razy w tygodniu, a trzy razy w tygodniu odwiedzam siłownię. Prowadzenie tych samochodów wymaga sporego wysiłku: aby przejechać 400 lub 500 km, musisz być w szczytowej formie. Jeśli nie jesteś, tracisz koncentrację. A wtedy przegrywasz wyścig. W ciągu ostatnich trzech lat wraz z kolegami z zespołu zdominowałeś Rajd Dakar. Czy rywalizujecie też między sobą? W zespole też istnieje rywalizacja i tak powinno być. Co prawda w zeszłym roku w gorączce walki Carlos Sainz i Nasser Al-Attiyah wymienili dość ostre słowa, ale to normalne. Chwilę potem znów ze sobą rozmawiali. Wszyscy świetnie się dogadujemy. Głównym celem zespołu są kolejne zwycięstwa. Nie ma w zespole numeru jeden, dwa, trzy czy cztery. Oczywiście wszyscy kierowcy w naszym zespole są niezwykle szybcy, więc stoczymy między sobą zaciętą walkę. Czy zauważyłeś jakieś „czarne konie” poza zespołem VW RaceTouareg? Jasne. Rzuca się w oczy Stephane Peterhansel z BMW X3. Ma ogromne doświadczenie. Słyszałem, że Marcus Gronholm, były rajdowy mistrz świata, może dołączyć do szeregów BMW. Myślę, że byłby dobry na szybkich drogowych odcinkach, ale poza tym nie widzę w nim pretendenta do tytułu. Rzadko zdarza się, by ktoś od razu wygrał ten wyścig. Spójrzmy na Carlosa: ścigał się dobre kilka lat, zanim udało mu się zwyciężyć. W pierwszym roku musisz się dużo nauczyć. Musisz mieć najlepszy samochód i dużo szczęścia.

Zdjęcie: GABRIEL BOUYS/AFP/Getty Images (1)

Zwycięzca Rajdu Dakar 2009, Giniel De Villiers, robi sobie krótką przerwę między intensywnymi treningami na marokańskiej pustyni, by porozmawiać z nami o rajdzie.


a kc ja

Samotność prowadzącego: majestatyczne krajobrazy przetykane widokiem miast z rozentuzjazmowanym tłumem

tak samo jak Ralph Pitchford – prawa ręka Marka Millera. Czwarty w tej grupie, Dirk von Zitzewitz, latami ścigał się w Dakarze na motorze – każdy z nich poradzi sobie w trasie. Nawet w przypadku mistrzów obowiązuje zasada: mistrz musi się uczyć. Przed załadowaniem samochodów na statek załoganci przyjeżdżają na tydzień do Hanoweru, by nauczyć się swoich Touaregów na pamięć. Mechanicy rozgrzewają auta, tak by sceneria był bliska prawdziwej i wówczas pada polecenie: „Zmienić sprzęgło!” – wszystko oczywiście na czas. Zawsze jest przynajmniej jedno sprzęgło zapasowe – także półosie, wahacze i inne części, które mogą ulec zużyciu. Ten, który startuje jako ostatni, zabiera ze sobą pakiet części zamiennych – ta rola może nie jest wymarzona, ale konieczna, gdyż: „to finish first you first have to finish”. Kris Nissen sięga po znaną dewizę sportu motorowego – „najtrudniejszym przeciwnikiem jest sam Dakar”. Trudno w to uwierzyć, patrząc na trasę z powietrza. Helikopter Aérospatiale SA 330 Puma, pilotowany przez Kapitana

Basbousiego, który z wąsikiem, wysportowaną sylwetką i w szarym swetrze wygląda dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić marokańskiego pilota śmigłowca, podąża trasą Giniela de Villiersa w powietrzu. Wprawdzie w bazie dzięki GPSom zawsze wiadomo, w którym miejscu znajduje się pojazd, jednak na wszelki wypadek leci za nim także śmigłowiec z lekarzem na pokładzie. Z góry pustynia wygląda pięknie i majestatycznie. Od milionów lat wiatr rozwiewa piasek, który wciąż tam jest. Karawana dromaderów, Giniel mija je w odległości 20 metrów, żadne ze zwierząt nawet nie zastrzygło uchem: „a, znów ten niebieski samochód…”. Na pustyni trudno zrobić wrażenie. Wreszcie na horyzoncie pojawia się Race Touareg. Nie jedzie trasą w linii prostej, Giniel zawsze lekko skręca, w lewo, w prawo, w lewo. „To jak surfowanie” – tłumaczy. „Musisz czytać teren, tak jak surfer czyta fale. Zawsze trzeba próbować jechać grzbietem wydmy, nigdy nie trafiać w płytszą część”. To, co z górnej perspektywy wydaje się łatwe i logiczne, dla pilota może być irytujące. Wszystko

to kwestia punktu widzenia: Giniel dostrzega na horyzoncie górę, to jego punkt odniesienia. Tam trzeba się dostać. Reszta jest porównywalna z surfowaniem na sucho lub jazdą w głębokim śniegu – potrzeba lat, by zjednoczyć się z terenem. Wieczorem w warsztacie w Erfoud robi się głośno. Najpierw wraca śmigłowiec, 20 minut później niebieski samochód – jest niezwykle cichy, jak na swój kaliber. Oceniając go na oko, można by oczekiwać większego hałasu. Załoga mechaników rzuca się na niego jak na niebieskie zwierzę: rozpoczynają czyszczenie, odkręcają koła, podłączają diagnostyczny sprzęt. Rutynowe, szybkie ruchy; precyzja. Mechanicy rajdowi są przynajmniej tak samo kompetentni jak kierowcy, których autami się zajmują. Nie minęła nawet godzina, a auto jest już gotowe, choć wymieniono tłumiki i zamontowano kilka nowych części do przetestowania. Przy tym samochodzie nie ma już nic do zrobienia. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że podczas rajdu Dakar niewiele się zmieni. 33. Rajd Dakar: 1–16 stycznia 2011 Argentyna, Chile

65


A KC JA

Przedłużanie szybowania Gdy mistrzowie w skokach narciarskich dorośleją, czyli dawne orły jako wędkarze muchowi. Rozmowa z Tonim Innauerem i Walterem Steinerem Tekst: Herbert Völker, zdjęcia: Jürgen Skarwan

Przeciwieństwem wędkarstwa muchowego jest łowienie „na robaka”. Artyści-muszkarze zarzucają na wodę finezyjne dzieła sztuki, a „robaczarze moczą kije”. Jedni i drudzy pielęgnują cnotę cierpliwości i czasami udaje im się złowić rybę, którą potem wypuszcza się albo przyrządza. Przedtem jednak czule się ją ogląda i fotografuje. W takich chwilach wszyscy wędkarze są bardzo, ale to bardzo szczęśliwi, odprężeni i emanują życiową mądrością. Patrzycie na „robaczarzy” (co za paskudne słowo!) trochę z góry? Nie, twierdzi Toni Innauer. Wszystko zaczyna się od szacunku dla samej ryby. Toni wspomina jednak o amerykańskich statystykach, z których wynika, że ryba wypuszczona z powrotem do wody po połknięciu bezzadziorowej muszki ma dziesięciokrotnie większą szansę przeżycia niż po kontakcie z klasycznym haczykiem. Tak czy inaczej: ta pasja daje nam okazję do obserwowania z brzegu dwóch starych kumpli, brodzących w nurtach styryjskiej Salzy i próbujących przechytrzyć ryby. „Przechytrzyć” to odpowiednie określenie – nadaje wyczynom muszkarzy jeszcze bardziej szlachetny wydźwięk. Później – korzystając z euforii wędkarzy po udanym połowie – wysłuchamy filozoficznych wywodów obu dawnych mistrzów na temat skoków narciarskich i podrzucimy naszym rozmówcom kilka innych tematów (tak jak podrzuca się kolorową muszkę nieufnym kiełbiom). Szwajcar Walter Steiner (59) i Austriak Toni Innauer (52) to „orły” lat 70. – obaj byli mistrzami i rekordzistami świata oraz zdobywcami medali olimpijskich. Prawdziwą sławę zyskali dzięki nowatorskiemu podejściu do skoków, nagłośnionym w mediach refleksjom na temat tej dyscypliny i przełomowym dokonaniom. 66

Gdy obaj byli u szczytu sławy, występowali równolegle jako zawodnicy tylko przez cztery lata, ale to wystarczyło, aby nawiązać trwałą przyjaźń. A ponieważ już jako utalentowani młodzi mistrzowie razem relaksowali się w chłodnych nurtach Koppentraun, wędkarstwo muchowe stało się później okazją do licznych wspólnych wypraw – na austriacką Bregenzer Ache, norweską Renę czy słoweńską Soczę. Teraz celem stała się styryjska Salza. Walter Steiner był fenomenem z punktu widzenia fizyki, a ponadto takim oryginałem, że wielki reżyser Werner Herzog nakręcił z nim w 1974 roku „Wielką ekstazę snycerza Steinera”. W dużym uproszczeniu: w filmie chodziło o to, że człowiek osiąga zbyt wiele, co nie wychodzi mu na dobre. Skacze za daleko i nie mieści się w kryteriach swoich czasów. Drążymy kwestię tytułowej ekstazy. Jak można pogodzić z nią niesamowitą precyzję skoków? Steiner podchodzi do tego zagadnienia z rezerwą. „Ekstaza” to pomysł reżysera. Herzog chciał pokazać ekstremalne przeżycia: „Widać to na twarzach skoczków, gdy przejeżdżają przed kamerą – z otwartymi ustami i tym niesamowitym wyrazem twarzy”. Innauer odwołuje się raczej do uczuć: „Można to nazwać transem albo użyć angielskiego słowa flow – chodzi przecież o cudowną lekkość sukcesu. Obaj odczuwaliśmy to podczas skoków, a czasami ocieraliśmy się o to uczucie także w innych dyscyplinach. Niestety tylko ocieraliśmy się”. Dotyczy to także golfa i wędkarstwa muchowego? (Śmiech). „Jasne. A tak serio: udany skok, wykonany przy optymalnym wykorzystaniu całej siły mięśni, powietrza, prędkości i pod właściwym kątem, wywołuje ekstazę. Szukamy czegoś takiego w naszym drugim życiu – oczywiście z niezbędnym dystansem, bo w przeciwnym razie bylibyśmy śmieszni. Nie da się przecież tego powtórzyć, ale znamy ten smak”.


Dojrzali wyczynowcy nie tracą fantazji i są zawsze gotowi do skoku. Walter Steiner wzorcowo wychylony, Toni Innauer w postawie trochę bardziej zachowawczej


A KC JA

Jaki był Twój pierwszy kontakt z Walterem? „Siedzieliśmy razem z Aloisem Lipburgerem na drzewie w Oberstdorfie. Miałem wtedy 14 lat. Przez cztery godziny oglądaliśmy loty narciarskie. Zobaczyłem Waltera Steinera, który skoczył 179 metrów [dziesięć metrów dalej niż ówczesny rekord świata – red.], doleciał do płaskiej części zeskoku i upadł. Potem ten wysoki chudzielec wstał i odszedł chwiejnym krokiem z zakrwawionym nosem”. Od tamtego czasu minęło prawie 40 lat. Co mogło być powodem tego, że utalentowany skoczek naraził się wtedy na niebezpieczeństwo, którego chyba nie można było uniknąć? Walter Steiner: „Skocznie przestały być bezpieczne. Dotyczyło to potem także Toniego i innych zawodników. Ja byłem po prostu pierwszym, który ten fakt tak wyraźnie uwidocznił. Konstrukcja skoczni nie uwzględniała umiejętności nowego pokolenia zawodników”. Chodziło o kąty progów, promienie zeskoków i dojazdów oraz zmienną długość rozbiegu – wszystko można było zakwestionować. Ale dlaczego to właśnie Walter Steiner musiał wystąpić w roli królika doświadczalnego? Przyjaciel Innauer zauważa: „Walter był niesamowite wyczucie lotu, a dodatkowo reprezentował pod względem anatomii całkiem nowy typ skoczka. Był bardzo lekki i bardzo szczupły, więc mógł wychodzić z progu w sposób harmoniczno-rytmiczny, a jego wybicie nie zależało tak bardzo od siły mięśni. Osiągnął nowy wymiar, także w zakresie zarządzania prędkością – dlatego albo musiał hamować, albo narażać życie i lądować na płaskiej części zeskoku”. Zarządzanie prędkością to dość zabawne określenie w tym kontekście... Steiner: „Decyduje początkowa faza skoku. Trzeba powoli zacząć, osiągać coraz większą prędkość, a potem znowu zwolnić – to jest bardzo trudne. Jeżeli masz w podświadomości, że twoje ciało potrafi temu sprostać i pozwolisz mu to wykonać, oddajesz wspaniałe skoki. To wyjaśnia także niewiarygodne wahania formy zawodników z czołówki w kolejnych sezonach. Jeżeli zgubisz tę synchronizację czasową, to od początku łapiesz złą trajektorię, jesteś zbyt agresywny i zbyt szybki. Nie możesz wtedy wytworzyć odpowiedniego napięcia, a potem go rozładować. Ponieważ miałem słabe mięśnie, mogłem to nadrobić tylko odpowiednią synchronizacją czasową. Często przeciągałem skoki i nabierałem prędkości w powietrzu. To jest także mocna strona Simona

„Ekstaza... A zaraz potem mówią o zarządzaniu prędkością” 68

„Widać to na twarzach skoczków, gdy przejeżdżają przed kamerami – z otwartymi ustami i tym niesamowitym wyrazem twarzy” Ammanna. Jeżeli zeskok jest zbyt stromy, skutki mogą być oczywiście dramatyczne”. To może prowadzić do frustracji, gdy masz świadomość, że twój skok mógłby być dwieście metrów długi, a ty nie możesz go ukończyć, ponieważ skocznia nie jest dobrze przystosowana. Innauer: „Nabieranie prędkości w powietrzu jest możliwe tylko wtedy, gdy skoczek jest odpowiednio lekki i gdy siły w układzie narty – ciało są idealnie rozłożone. To tak, jak w windsurfingu. Jeżeli chcesz nabrać prędkości po wybraniu żagla, jego powierzchnia musi być odpowiednio dopasowana do masy deski i surfera. I tak dochodzimy do konstrukcji skoczni. Matematycy i architekci tworzą plany w oparciu o wartości sprawdzone doświadczalnie. A potem nagle pojawia się skoczek, którego trajektoria wygląda inaczej. Ma inną anatomię, więc wartości fizyczne są inne. Tak było wtedy w przypadku Waltera Steinera. Rozwalił cały system”. Przedstawiając tę niesamowicie skomplikowaną historię w wielkim uproszczeniu, można powiedzieć, że wyłamanie się Steinera z analitycznych norm oraz przenikliwość sformułowań Innauera doprowadziły pod koniec lat 80. do zmian architektury skoczni. Od tamtego czasu obaj uchodzą za filozofów swojego sportu. Filozof. Można tak powiedzieć, Toni? „W ramach studiów pedagogicznych uczyłem się z zainteresowaniem także filozofii. Wtedy przyklejono mi tę etykietkę. Ale zdaję sobie doskonale sprawę, że nie jestem żadnym filozofem. Jestem aktywnym człowiekiem, który lubi myśleć. Próbowałem znaleźć dystans do siebie oraz swojego sportu i z tej perspektywy sformułowałem kilka wypowiedzi – trochę bardziej oryginalnych niż zwykle w wykonaniu sportowców. I to tyle”. Czy jeżeli ciągle zadaje się zasadnicze pytania, nie pojawia się niebezpieczeństwo, że rozmyślania staną się uciążliwe? Walter Steiner: „Tak właśnie jest. Mój trener powiedział kiedyś: człowieku, po prostu skacz! Zwariujesz, jak będziesz tak wszystko dokładnie analizował”. Innauer: „Rzeczywiście było tak, że ktoś po raz pierwszy powiedział, że nie musimy dopasowywać się do istniejących warunków, tylko możemy pomyśleć – także perspektywicznie. W tym sensie ludzie pokroju Waltera Steinera są jak najbardziej na czasie”.


Telemark dla ryb: to, że Walter Steiner otrzymał lepsze noty za lądowanie w Salzie, niepokoi nienagannego pod względem stylu Toniego Innauera nawet po 30 latach od ostatniego pojedynku na skoczni. Ambicji człowiek nie wyzbywa się tak szybko


Credit

Zbiornik retencyjny na Salzie o poranku. Rozgrzewka przed dniem pełnym milczenia. Za to wieczorem ryby nabierają uroku


A KC JA

Zdjęcia: Frischauf-Bild, imago sportfotodienst

Życzliwy obserwator, stojąc na brzegu Salzy, zauważył zapewne, że obaj przyjaciele spędzili – w pewnej odległości od siebie – dwa dni po osiem godzin w zimnej (a właściwie bardzo zimnej) wodzie. Chociaż mamy świadomość, że śmiesznie wyglądające wodery powinny chronić obu panów przed wilgocią i chłodem, od samego patrzenia czujemy dreszcze na całym ciele. Skoki narciarskie są jednak chyba dla nich zdrowsze. To, co niewtajemniczeni rozumieją i doceniają najszybciej, to urok podejmowanych prób przechytrzenia ryby. Finezyjne ruchy wędziska i sznura mają jej przypominać lądowanie owada na powierzchni wody. Im smaczniej wygląda kolorowa muszka, tym chętniej pstrągi albo kiełbie rzucą się na przynętę. Ekspert Toni I.: „Technika zarzucania obejmuje nieskończenie wiele możliwości. To tak, jak w narciarstwie. Są ludzie, którzy pięknie jeżdżą na nartach i muszkarze, którzy pięknie zarzucają. Są też tacy, którzy wykazują się wyjątkową skutecznością w łowieniu. Wraz z jakością sprzętu wzrosły też wymagania. Różne kategorie sznurów, muszki o różnym momencie bezwładności, sprężystość i długość wędziska, sposób poruszania nim w powietrzu – naprawdę trzeba ćwiczyć całymi dniami, tygodniami, miesiącami, a właściwie latami, żeby być dobrym muszkarzem”. Walter Steiner nie może się powstrzymać: „Chodzi o pierwotny instynkt zdobywcy, o upór, o tolerancję w przypadku frustracji...”. Dobrze już, dobrze. Istnieje teoria, że normalny człowiek nie przeżyłby skoku z dużej skoczni, bo już na rozbiegu straciłby przytomność. Czy to prawda? Walter Steiner: „Nie sądzę. Nie jest to oczywiście sytuacja, która należałaby do kategorii przyjemnych snów. Myślę, że taki człowiek bez utraty świadomości znalazłby się w powietrzu. Następnie narty poszłyby w kierunku jego głowy z siłą 200–300 kG. A jak wyglądałoby potem nieuchronne salto, to już loteria – mogłoby się to skończyć lekkimi obrażeniami albo skręceniem karku”. Innauer: „Skoro już jesteśmy przy koszmarach sennych: lepiej byłoby wtedy mieć na nogach narty zjazdowe. Dwa razy większe narty do skoków z luźnymi wiązaniami są trudne do opanowania, ale jeżeli dobry zjazdowiec wykazałby się odwagą i nie wyprostował ciała, tylko utrzymał równowagę, mógłby ewentualnie wylądować bez obrażeń po jakichś 50 metrach”. Ostatnie pytanie do ekspertów tej dyscypliny. Tyle mówi się ostatnio o skoczniach, kombinezonach, BMI i obliczeniach uwzględniających siłę wiatru, że niedługo trudno będzie śledzić zmagania skoczków przed telewizorem i zrozumieć, kto i dlaczego wygrał. Co przemawia przeciwko temu, żeby wprowadzić pełną dowolność? Kto dalej skoczy, ten wygrywa, czy tak? Innauer: „Wtedy to przypominałoby paragliding albo coś podobnego. Skoczek stałby się pilotem jakiegoś zaawansowanego technicznie urządzenia, a przecież nie o to chodzi. Piękno skoków – i to, że dostarczają nam tylu tematów do rozmów – polega na tym, że używasz podczas lotu ciała i czujesz je. Dzięki swoim umiejętnościom tworzysz zdolny do lotu układ i możesz po wybiciu się szybować, chociaż nie masz skrzydeł ani spoilera. Wiadomo, że loty na wielkie odległości to nie problem, tylko kwestia wielkości skoczni. W tym roku uchylono obowiązującą dotąd normę dotyczącą konstrukcji skoczni – przepis, który sprawił, że rekord w lotach z Planicy trzyma się tak długo. Wkrótce będziemy świadkami nowych rekordów świata – powyżej 250 metrów. Ale mimo to, tylko ograniczenie możliwości wspomagania zapewni wielkie przeżycia i umożliwi wartościowanie w sportowej rywalizacji”. Puchar Świata FIS – początek 59. Turnieju Czterech Skoczni: 28–29 grudnia 2010, Oberstdorf, Niemcy

Toni Innauer

Walter Steiner

„Orły”

Walter Steiner i Toni Innauer występowali równolegle jako czołowi zawodnicy tylko w latach 1975–80, ale to wystarczyło, żeby wyczuli w sobie bratnie dusze, zadając zasadnicze pytania związane ze skokami. Nawiązali wtedy przyjaźń trwającą już 30 lat. Walter Steiner Urodzony w 1951 roku w Wildhaus, Szwajcaria Reżyser Werner Herzog dostrzegł wybitny talent i oryginalność Steinera na tyle wcześnie, że już przy okazji MŚ w Lotach Narciarskich w 1973 roku w Oberstdorfie nakręcił film „Wielka ekstaza snycerza Steinera”. Mistrz Świata w Lotach Narciarskich 1972 (Planica) i 1977 (Vikersund) Srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Sapporo 1972 (duża skocznia) Zwycięzca Pucharu Świata w Skokach Narciarskich (wtedy jeszcze nieoficjalnie) w latach 1973 i 1977 Rekord długości skoku 1974 (Planica): 169 m. Po zakończeniu kariery zawodniczej pracował dla reprezentacji Niemiec i Szwajcarii, potem jako trener w Steamboat Springs (USA). Walter Steiner mieszka w Falun (Szwecja). Toni Innauer Urodzony w 1958 roku w Bezau, Vorarlberg (Austria) W szkole narciarskiej w Stams uczeń Baldura Preimla, twórcy austriackiego „wunderteamu” w skokach narciarskich z lat 70. Mistrz olimpijski z Lake Placid (1980, średnia skocznia) Srebrny medal olimpijski w Innsbrucku (1976, duża skocznia) Srebro w lotach narciarskich (1977, Vikersund) Dwukrotny rekord świata w lotach w 1976 roku (odpowiednio – 174 i 176 m) Pierwszy skoczek w historii, który otrzymał pięć razy notę 20 punktów w lotach (1976, Oberstdorf). Koniec kariery zawodniczej: 1980. Potem studia i praca trenerska. Główny trener i dyrektor sportowy ds. skoków i kombinacji norweskiej w Austriackim Związku Narciarskim (ÖSV). 2010: odejście z ÖSV, obecnie przerwa na nabranie energii i rozmyślania o tym, co sensownego można by wkrótce robić zawodowo. Najnowsza książka Innauera, „Am Puls des Erfolgs”, stała się bestsellerem w kategorii „literatura faktu” w 2010 roku. Niedawno ukazało się także wznowienie jego książki „Der kritische Punkt” z 1992 roku.

71


a kc ja

MYDELNICZKI

Tysiące mieszkańców RPA spędza publiczne święto zwane Dniem Dziedzictwa, podziwiając Wyścig Mydelniczek Red Bull 2010, który po raz pierwszy odbywa się w Soweto Tekst: Steve Smith, zdjęcia: James Oatway

72

Credit

P

odobno po ziemi stąpają dwa typy ludzi – ci, którzy lubią Kurta Darrena i ci, którzy lubią muzykę. Są też dwa rodzaje podejścia do Wyścigu Mydelniczek Red Bulla – ci, którzy startują dla zabawy oraz ci, którzy (jak sami to określają) „startują, by wygrać”. Zasad pierwszej postawy pilnie przestrzega grupa o trafnej nazwie Soweto Poison. „Trafnej” nie z powodu aluzji do toksyczności, ale dlatego, że chłopcy ci pochodzą z miejsca, w którym odbywa się wyścig. Soweto to podmiejska dzielnica Johannesburga, ciesząca się wśród mieszkańców RPA wątpliwą reputacją. Dla tych, którzy nigdy tu nie dotarli, jest to „Bad Soweto” – miejsce, w którym króluje przemoc i którego lepiej nie odwiedzać za dnia, a tym bardziej w nocy. To opis pasujący do niektórych części tej okolicy (które znaleźć można w każdym większym mieście), ale jej mieszkańcy prezentują także drugą stronę medalu: „Good Soweto” – dumne, kolorowe i tętniące życiem przedmieścia, charakteryzujące się poczuciem jedności, jakiego brakuje w pozornie idealnych, wypielęgnowanych dzielnicach podmiejskich. I dokładnie to wita gości, dołączających do tłumu tubylców, zgromadzonego na stromym zboczu w Diepkloof (dzielnicy Soweto) w oczekiwaniu na tegoroczną edycję słynnego Wyścigu Mydelniczek Red Bulla.


DO BOJU


a kc ja

Soweto Poison, jak wiele innych drużyn w historii tego wydarzenia, gotowi są na wszystko, by doświadczenie to na długo pozostało w pamięci publiczności i ich samych. Jak zapewniają tubylcy, wyścigi mydelniczek – lub „sgirigiri”, jak się je tutaj nazywa – mają w Soweto długą historię. Na tydzień przed wyścigiem Soweto Poison wchodzą w swoją rolę. Ich mydelniczka w kształcie Conversa jest prawie gotowa, a telefon do lidera i kierowcy zespołu – Davida Chelopo – wykonany w poniedziałek poprzedzający piątkowy wyścig, potwierdza, że zabawa już się zaczęła. Jak na chwilę obecną wygląda sytuacja? Słyszę, że praca wre! „Jest OK, ale cały czas jesteśmy bardzo zapracowani” – potwierdza Chelopo. „Dwa dni temu zorganizowaliśmy imprezę w pobliskim parku, mającą na celu promocję naszej ekipy. Trwała od 18 do 6 rano i pojawiło się około 500 osób. Myślę, że większość z nich pojawi się na wyścigu. Sprzedawaliśmy nawet specjalne koszulki zespołu”. Zmagaliście się już z jakimiś problemami? „Taaak. Finanse były dla nas sporą przeszkodą, ale naprawdę chcieliśmy wystartować w wyścigu, więc przeszukiwaliśmy złomowiska w Soweto i w ten sposób zdobyliśmy stal do stworzenia podstawowej konstrukcji. Później znaleźliśmy jeszcze kilka osób, które zapewniły nam zastrzyk gotówki”.

W

środę sprawdzam ich postępy. Tym razem nie słyszę dźwięków świadczących o zmienianiu kształtu metalu. W słuchawce rozbrzmiewa coś innego – energetyczna muzyka kwaito, rodzaj afrykańskiego house’u. Słyszę, że dobrze się tam bawicie. „Hej! O tak, instalujemy właśnie nasz system nagłośnieniowy!” – przekrzykuje muzykę Chelopo. „To stacja dokująca do iPoda; słyszysz to?”. Muzyka rozbrzmiewa głośniej. Dyskutujemy, jaką muzykę powinniśmy wybrać na wyścig. Myślę, że będzie to typowy utwór kwaito – coś, co reprezentuje Soweto. Nie sądzę, by utrudniło mi to jazdę”. Zgodnie z zasadami, przed zjazdem ze wzgórza musicie zaprezentować małe show. Co zaplanowaliście? „Zorganizowaliśmy grupę cheerleaderek”. Cheerleaderek?! „Lokalne dziewczyny. Wyjaśniliśmy im, że mamy bardzo ograniczony budżet, a one odparły, że z chęcią wesprą lokalnych chłopaków. Daliśmy im darmowe koszulki”. Jak więc oceniacie swoje szanse? „Podchodzimy do tego bardzo poważnie. Jesteśmy zespołem. Pokonaliśmy wiele przeszkód, by dotrzeć do tego miejsca. Na początku pewien spawacz pomagał nam z konstrukcją, ale po pierwszym dniu dostał poważną pracę i odszedł. Przekonaliśmy go, by pożyczył nam spawarkę i sami nauczyliśmy się nią operować. Podobno na opanowanie tej sztuki potrzeba sporo czasu – ale nie w naszym przypadku. Nam zajęło to parę godzin! Soweto Poison to solidna marka. Chłopaki trenują nawet biegi! Jesteśmy gotowi do boju. Wierzymy, że mamy w sobie «to coś»”. 74

BRUMM BRUUM


BUUM BUUM

PIF PAFFFF

Pokaz przedpremierowy: wystarczyło kilka narzędzi, ciężka praca i pomysłowość, by David Chelopo (na górze, z lewej) i ekipa Soweto Poison opanowali umiejętności spawalnicze i stworzyli wyjątkową mydelniczkę w kształcie Conversa 75


a kc ja

Pozornie wygląda na to, że są doskonale zorganizowani. Świetnie się bawią, ale odrobili też zadanie domowe. Ci faceci mogą być prawdziwymi pretendentami do wygranej.

76

POOPALAJ SIĘ

Credit

ZATRĄB

W

dniu wyścigu ujawniają się także zwolennicy podejścia numer dwa, wspomnianego na początku. Ci faceci naprawdę porządnie odrobili pracę domową. A zdecydowanie najlepiej zrobili to członkowie Tri Hard R. Podczas przechadzki między mydelniczkami wzrok przyciąga nisko zawieszony, trzykołowy pojazd, którego wygląd świadczy o tym, że autorzy podchodzą do wyścigu bardzo serio. Zdecydowanie brakuje żartobliwej obudowy, mającej na celu zbliżenie pojazdu wyglądem do trampka lub – jak w przypadku mydelniczki sponsorowanej przez lokal ze striptizem – łóżka. Ten pojazd stworzono tylko do jednego – do bardzo szybkiego zjechania ze wzgórza. A Tri Hard R wiedzą jak to zrobić – nie jest to ich debiut w Wyścigu Mydelniczek Red Bulla. „Podczas naszego ostatniego startu” – mówi kierowca Charlie Repsold – „ten pojazd był drugi pod względem szybkości, ze stratą zaledwie dziewięć setnych sekundy do zwycięzcy. Tym razem myślimy, że będzie najszybszy. Uprościliśmy widełkowe zawieszenie tak, by podwozie nie pochylało się na zakrętach. Myśleliśmy, że to nam doda prędkości, ale było odwrotnie. Zamontowaliśmy więc stabilizator poprzeczny i nasza prędkość od razu wzrosła”. OK, wygląda na to, że ten facet zna się na rzeczy... „Budowałem kiedyś samochody – Lotusy Seven i Fordy GT40” – mówi Repsold. „Nauczyłem się, że rozkład wagi 60/40 (z 60 na przodzie) zapewnia idealną równowagę samochodu. Większa waga musi obciążać przednie koła – tam, gdzie sterujesz, ale nie wolno przekroczyć proporcji 60/40. Umieściliśmy 12,5-kilową sztangę z przodu i 10-kilową z tyłu. Zważyliśmy pojazd na każdym z trzech kół i jest idealnie. Dodaliśmy ten ciężar, by nie stracić rozpędu nawet po hamowaniu na zakręcie. Podczas debiutu w wyścigach pojazd ten wystąpił pod nazwą Tri Hard, ale po udoskonaleniu nadaliśmy mu imię Tri Hard R, bo staramy się jeszcze bardziej. By osiągnąć maksymalną prędkość na prostej, o popchnięcie poproszę dwóch byłych rugbistów, a siły zdecydowanie im nie brakuje. Podczas treningu na starcie licznik wskazywał 32,4 km/h, a było to na płaskiej drodze. Myślę, że jadąc z górki możemy dojść nawet do 70–75 km/h”. Jak wkrótce przekonają się zawodnicy, walka o prędkość na spadzistym odcinku trasy to jedno, a pokonanie trzech zakrętów na jej końcu to już zupełnie inna historia. Uczestnicy mają szansę odkryć to dopiero podczas poprzedzającego wyścig spaceru po 500-metrowym torze. Uśmiechy pojawiające się na twarzach przy pierwszym odcinku trasy szybko znikają, gdy ich oczom ukazują się złośliwe zawijasy. A to jeszcze nie koniec niespodzianek. Na szczycie zakrętu ustawiono niewielką rampę. Nie jest wystarczająco duża, by katapultować zawodników w powietrze, ale z pewnością przetestuje ich wytrzymałość. Słabe koła i osie na pewno nie zdadzą tego egzaminu.


a kc ja

JAZDA TESTOWA By lepiej zrozumieć kierowców zjeżdżających ze wzgórza Diepkloof, dziennikarz Red Bulletina przywdział kask, wskoczył do mydelniczki Red Bulla i zaczął się staczać...

BIEGNIJ, BIEGNIJ

dodatkowe Zdjęcie: kolesky/nikon/red bull (1)

Lądowanie w sianie: nieustraszony kierowca Steve instynktownie zrezygnował z hamowania na ostrym zakręcie – z wiadomym skutkiem i kilkoma siniakami, zwłaszcza na własnym ego

Zgodnie z ruchem wskazówek, od górnego lewego zdjęcia: wuwuzele sprawdzają się nie tylko na pucharach świata; publiczność zachwycona zwrotami i zakrętami akcji; trampek Soweto Poison startuje z nadzieją na zwycięstwo; kibice czekają na niesławną potrójną przeszkodę, a parasole chronią ich przed żarem lejącym się z nieba

Jak to często bywa – różni ludzie, różne opinie. „Nie zaprzątaj sobie głowy hamowaniem na zakrętach” – mówi kolega, który pomógł ustawić tor. „Nie rozwiniesz aż tak zawrotnej prędkości, a ponieważ nasza mydelniczka ma opony od gokarta, będzie się pięknie trzymała drogi i bez problemu pokonasz zakręty”. „Będę hamował” – mówi Charlie Repsold z ultraszybkiego pojazdu Tri Hard R. „Jeśli twoja mydelniczka jest szybka, rozwiniesz prędkość za dużą do pokonania zakrętów, nawet z tak cienkimi rowerowymi oponami, jak nasze, które są do tego najlepsze”. A więc... Hamuj-i-używaj-gokartowych-opon kontra nie-hamuj-i-najlepsze-będą-opony-rowerowe. Ktoś tu musi mieć rację. Debata ta wciąż odbijała się echem pod moim kaskiem, podczas gdy ekipa Red Bulla z entuzjazmem pchała swój pojazd. Pierwsza połowa toru – długi, spadzisty odcinek – to klucz do uzyskania dobrego

czasu. To właśnie tutaj ogromne korzyści przyniosły opony z małym oporem. Jedynym problemem była prędkość, jaką osiągnąłem, docierając do trzech zakrętów szykany. Na długiej prostej miałem czas na rozważania. Jak się okazało, wystarczająco dużo czasu, by podjąć złą decyzję. Z bezgłośnym hasłem „hamowanie jest dla bab” postanowiłem trzymać się daleko od hamulca i... cóż, na pierwszym zakręcie poszło nawet nieźle, przy drugim zrobiło się trochę nieciekawie, a trzeci zakończył się intensywnym deszczem z żółtej słomy. Rozwijając prędkość, z którą nie poradziły sobie szeroko profilowane, gokartowe opony, mydelniczka gwałtownie zaparkowała pomiędzy belami siana. Na szczęście za sprawą siana, które zamortyzowało uderzenie, a także łaskawego pobocza, w wypadku tym ucierpiała jedynie moja duma. HAMULCE - 1, STEVE - 0

77


78

Credit

Od góry zgodnie z ruchem wskazówek: ekipa Boere Cause That’s How We Roll (z pojazdem w kształcie lokalnego przysmaku) zaliczyli kraksę, zanim dotarli do mety; Tri Hard R byli trzeci z najlepszym czasem, ekipę Amavuvuzela zainspirował słynny stożek; Metal Heads preferowali monochromatyczny wygląd; Silly Buggers Chop Shop na drugim miejscu; na samym szczycie znalazła się aerodynamiczna wanna ekipy Zooma

GO! GO! GO!

WUMMM...


a kc ja

Ekipa Cool Runnings niestety przekonała się o tym na własnej skórze. Wzorując się na filmowej drużynie bobslejowej z Jamajki, skonstruowała pojazd mniej więcej (zdecydowanie mniej, niż więcej) przypominający pamiętną karaibską rakietę. Mydelniczka jest czarna i błyszcząca, wygląda równie świetnie, jak sama ekipa przyodziana w jednoczęściowe spandexowe kostiumy, ale wystarcza jedno spojrzenie, by dostrzec istotną usterkę w ich konstrukcji.

P

Credit

JUHUUU!!!

odczas gdy większość zespołów przewidziała pojawienie się na trasie kilku zakrętów i do projektów wprowadziła możliwość sterowania, Cool Runnings najwidoczniej zrezygnowali z nudnych prób przewidywania i zdecydowali się na coś z zupełnie innej półki: maleńkie kółka obrotowe. Takie, które spotyka się przy wózkach sklepowych. Cześć chłopaki, widziałem wasz pojazd i zastanawiam się, jakim cudem poradzi on sobie z zakrętami? „My też się nad tym zastanawiamy” – mówi beztrosko kapitan zespołu, Gregory Bean. „Daje sobie radę przy niewielkich zakrętach, ale rozczaruję się, jeśli ukończymy wyścig”. Liczycie więc na spektakularną wywrotkę i lądowanie w sianie? „Mamy nadzieję, że w sianie”. Zgodnie z oryginalnym scenariuszem, kierowca zalicza wywrotkę. Jego zespół natychmiast rusza w dół, by mu pomóc. Dźwigają w górę swój bobslej i na własnych ramionach zanoszą go do mety. Wspaniałe widowisko. I o to właśnie w tym wyścigu chodzi. I choć miło jest popatrzeć na błyskawiczne pojazdy typu Tri Hard R, uzyskujące czas o 10 sekund lepszy niż druga w kolejce mydelniczka, znacznie więcej radości sprawia toczący i rozbijający się Cool Runnings lub piosenka i układ choreograficzny kolegów z Soweto Poison. Niestety umiejętności inżynierskie Poisonów nie dorównały ich entuzjazmowi i bolid, choć fantastyczny, mógł jedynie powolutku stoczyć się na dół – w dużej mierze za sprawą przedniego koła, które wykrzywiło się tuż po starcie. Czy oznacza to, że Tri Hard R zwyciężyli? A właśnie, że nie. Poza prędkością sędziowie brali pod uwagę trzy inne czynniki: ogólną estetykę projektu, show zaprezentowany przez każdy zespół przed startem (od Idosi i Matchise Iskorokoro tańczących do piosenki Billy’ego Joela „We Didn’t Start The Fire”, do zespołu District 1459 odgrywającego scenę z filmu science fiction, „District 9”) oraz ostateczny czas przejazdu. Pod koniec długiego i upalnego popołudnia wyłoniony został zaskakujący zwycięzca. Zespół Zooma z Durbanu, startujący w wannie, zgarnął pierwsze miejsce. Na drugim miejscu znaleźli się Silly Buggers Chop Shop, a na trzecim – maniacy prędkości, Tri Hard R. „Jesteśmy zachwyceni pierwszą nagrodą” – cieszy się członek ekipy Zooma, Michael Webb. „Opłaciła się cała nasza ciężka praca i wysiłek, jaki włożyliśmy w budowanie naszej gigantycznej wanny”. Więcej informacji na www.redbullboxcartrace.co.za

79


“Możliwości chodzenia nie należy przyjmować za oczywistość.” David Coulthard.

Trzynastokrotny zwycięzca Grand Prix Formuły 1 i orędownik “Wings for Life”.

Postęp i nieustanny rozwój są cechą naszych czasów. Żyjemy w erze myślenia wizjonerskiego. Najnowsza historia ludzkości obtuje w kroki milowe w zakresie rozwoju techniki i medycyny. Najdłużej panowało przekonanie o niemożności leczenia urazów rdzenia kręgowego. Jednak w drodze badań laboratoryjnych udało się doprowadzić do regeneracji uszkodzonych komórek nerwowych. Najnowsze wyniki badań medycznych i naukowych dowodzą, że także w tej skomplikowanej dziedzinie postęp jest możliwy. Lekarze i naukowcy są zgodni, iż leczenie urazów rdzenia kręgowego stanie się kiedyś rzeczywistością. Właśnie ten cel przyświeca działalności Fundacji na Rzecz Badań nad Rdzeniem Kręgowym “Wings for Life”. Wspierając konkretne, najbardziej zaawansowane projekty badawcze, Fundacja “Wings for Life” inwestuje w postęp na rzecz przyszłości, w której leczenie porażeń spowodowanych urazami rdzenia kręgowego stanie się możliwe.

LECZENIA URAZÓW RDZENIA KRĘGOWEGO.

Twój wkład ma ogromne znaczenie. Przekaż go na

www.wingsforlife.com


Więcej dla Ciała i Umysłu Mroźne stoki i gorące kluby – o to właśnie chodzi w zimie.

Zdjęcie: miles holden/redbull-photofiles

82 NAJLEPSZE SNOWPARKI 84 BasebalLOWE GADŻETY PANA SAKAMOTO 86 wuja Z WROCŁAWIA 88 dzieŃ i noc 98 felieton lizuta

Złaź z kanapy i ruszaj w góry! Najlepsze snowparki tego sezonu – s. 82


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Gdzie brykać? Do wszystkich snowboarderów i narciarzy, którym płaskie nartostrady wydają się zbyt nudne: prezentujemy dziesięć najpiękniejszych, najrozleglejszych i najbardziej urozmaiconych spotów narciarskich świata.

1 Whistler Blackcomb (Kanada) Historia parku Whistler Blackcomb w Brytyjskiej Kolumbii niedaleko Vancouver jest jedną z najstarszych. Obecnie na całość składa się 8 części. By przedostać się z Easy Terrain Garden przez Habitat Park do Nintendo Terrain Park, trzeba wykazać się umiejętnościami na wszystkich poziomach, a i tak do najtrudniejszej grupy przeszkód, XL Park, docierają nieliczni. Na północnoamerykańskiej półkuli właśnie park Whistler wyznacza standardy i od lat wśród zawodników freestyle’u uważany jest za wzorcowe i prekursorskie miejsce. www.whistlerblackcomb.com 2 Bear Mountain (USA) Park All Mountain Terrain, który przed dziesięciu laty powstał z połączenia dwóch miejsc: Snow Summit i Bear Mountain, zdobył sobie renomę kreatywnego zaplecza dla kalifornijskiej sceny snowboardowej. W transporcie na jedną ze 150 tras pomagają kolejki o wszystkich możliwych konstrukcjach. Mała rada: wieczorami trenują tu znani zawodowcy, którzy pokonują trasy w błysku fleszy i przed kamerami w parku „The Scene”. Warto to choć raz zobaczyć. www.bearmountain.com 3 Mammoth Mountain (USA) Od połowy lat 90. Unbound Parks w kurorcie Mammoth Mountain w słonecznej Kalifornii zaliczany jest do najbardziej innowacyjnych i wyrafinowanych atrakcji, jakie Ameryka Północna może zaproponować zawodnikom freestyle’u. Przez wiele zim właśnie tu profesjonaliści podnosili swój poziom – na trzech pajpach, ponad 70 elementach typu jib, na odcinku leśnym, nie mówiąc już o niezliczonych i bardzo wymyślnych quarterach, funboxach i innych niespodziankach. Unbound Main, South Park i Family Park oferują perfekcyjne warunki do doskonalenia techniki. www.mammothmountain.com 82

1 2

3

6 5910 7 8

4


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

4 Snowpark NZ (Nowa Zelandia) Najbardziej znany snowpark na południowej półkuli znajduje się w odległości 35 km od Wanaki i 50 km od Queenstown. Snowpark NZ oferuje: dwa pajpy, duży quarterpipe, serie skoczni dla początkujących i zaawansowanych; należy także wymienić wyciągi i kolejki różnego rodzaju oraz dodatkowe atrakcje typu wallride itd. na całym stoku. Większość europejskich i amerykańskich zawodników spotyka się tu między czerwcem a wrześniem, aby z godnością przetrwać lato. www.snowparknz.com

Zachód słońca w Ischgl Snowpark

Przeszkody dla prosów na Kronplatz

5 Kronplatz (Włochy) W ciągu ostatnich trzech lat Kronplatz – region narciarski w znanych na całym świecie Dolomitach – obok Livigno zdobył sobie sławę parku z najlepszą profesjonalną trasą w Europie. Wszystkie elementy śnieżne są perfekcyjnie ukształtowane, a trasy na tyle kreatywne, że życzenia najbardziej wymagających zawodników zostają spełnione. Tu proponuje się „pure park evolution.” Centralne położenie góry i wyraźny podział tras według skali trudności to wystarczający argument, by wzbudzić podziw poza granicami Włoch. www.kronplatz.com

Gwarantowana rozrywka w Flachauwinkl

Zdjęcia: Alex Berger, simon van hal, Vitek Ludvik/Red Bull Photofiles, falco marten schmidt, Graeme Murray

Widok ogólny na Snowpark NZ

6 Flims Laax (Szwajcaria) Od dwóch dekad Flims Laax jest jednym z najbardziej znanych regionów narciarskich – nie tylko na samej górze, ale także u jej stóp, w dolinie z Riders Palace. W skład rozległego Swatch Snowpark wchodzą cztery parki. Oprócz Slopstyle na szczycie lodowca Vorabgletscher są jeszcze trzy tereny: część dla początkujących, No Name Park i Plaun Park, które znajdują się wokół szczytu Crap Sogn Gion. Najbardziej znana nartostrada w Alpach i duża liczba kolejek i wyciągów sprawia, że Films Laax jest największą konkurencją dla pozostałych ośrodków narciarskich w Alpach. www.laax.com 7 Avoriaz (Francja) Otwarty w 1996 roku ośrodek sportów zimowych Avoriaz w Górnej Sabaudii jest najważniejszym francuskim snowparkiem. Od 1993 roku do znanego resortu dołączyły także: park dla początkujących La Chapelle z wieloma atrakcjami oraz The Stash, Lil’ Stash i Burton Kids Parkway. To pierwszy „stash” w Europie z niezliczonymi elementami z drewna, który oferuje trasy dla początkujących, amatorów i profesjonalistów. Rozciąga się na odcinku ponad jednego kilometra w ręcznie przygotowanym terenie leśnym. www.avoriaz.com

8 Grandvalira (Andora) Trzy parki w największym regionie narciarskim w Pirenejach, w Grandvalira, są szczytem doskonałości – to najlepsze miejsce pomiędzy Hiszpanią i Francją. Najchętniej odwiedzany jest El Tartar – dzięki kompletnej ofercie, łącznie z częścią dla profesjonalistów. Zdominował pozostałe dwa parki: Isards Park i Snowpark Xavi. Pod koniec sezonu odbywa się tu Totally Fight Event, który zdobył sobie stałe miejsce w europejskim kalendarium freestyle’owym. Można tu wtedy spotkać cały angielski, francuski i hiszpański światek snowboardowy. www.grandvalira.com 9 Xperia Ischgl Snowpark (Austria) Mekka snowboarderów na poczatku lat 90. już wówczas miała zadatki, by stać się najważniejszym parkiem rozrywki w Alpach. Obecnie Xperia Ischgl Snowpark jest najdłuższą alpejską nartostradą dla profesjonalistów i debiutantów. Jednorazowe pokonanie trasy na obszarze Velill i Idalp, która rozciąga się na odcinku ponad 1,7 km, jest nie lada wyczynem nawet dla rajderów z dobrą kondycją. Nowoczesna konstrukcja skoczni oraz kilometrowa trasa Roller & Banked Course pozwala korzystać z tych samych miejsc osobom o różnym stopniu zaawansowania. Park ma także rozrywkowy i artystyczny charakter – zimą 2010/11 odbędzie się tu impreza „STYLEon-ART Weeks”. www.ischgl.com 10 Flachauwinkl (Austria) Flachauwinkl Shuttleberg – Absolutpark o długiej tradycji oraz park, który powstał jako drugi w Europie, prężnie działająca społeczność, jedna z największych ekip prosów oraz kryty skatepark na końcu najbardziej uniwersalnej nartostrady w Alpach – Flachauwinkl to niewątpliwie jedna z najlepszych ofert w Europie. Jej urozmaiceniem są half-pajpy, stepdownkickery, teren jib i ogromny wallride. W zestawie znajdują się także naturalne klify i trasy boardercross’owe wykorzystujące naturalne ukształtowanie terenu. www.absolutpark.com

Więcej o innych snowparkach na: www.snow-parks.com Darmowy katalog YEARBOOK dostępny w prawie wszystkich sklepach snowboardowych

83


WIĘCEJ DLA CIAŁA I UMYSŁU

1

2

7 84

8

Zdjęcia: Thomas Butler

5

4


WIĘCEJ DLA CIAŁA I UMYSŁU

Zdobądź sprzęt

Niezbędnik Hayata Sakamota 21-letnia gwiazda Nippon Professional Baseball (po lewej) w sezonie 2010 ma do wykonania trudne zadanie: jako pierwszy uderza kijem dla zespołu broniącego mistrzostwa. Potrzebuje więc najlepszego sprzętu oraz sporej dawki rapu.

3

1. Zegarek IceTek Master Chrono www.icetekwatch.com Szwajcarski chronograf: biały i stylowy. Kaliber kwarcowy, czterokaratowe białe diamenty w obudowie. 2. Kij baseballowy SSK Professional Edge www.ssksports.com Oto kije profesjonalne. Każdy gracz ma określone preferencje dotyczące kształtu, wagi, środka ciężkości i materiału oraz sam okleja swój kij.

6

3. Oficjalna piłka NPB www.npb.or.jp Każda z 12 drużyn Nippon Pro Baseball musi używać oficjalnej piłki. Sakamoto codziennie odbija setki takich piłek. 4. Baseballowe korki Adidas www.adidas.com/jp Metalowe ćwieki na butach graczy ułatwiają grę na sztucznej murawie. Sakamoto nosi rozmiar 43. Wewnątrz widnieje napis „BANE” – skrót od „Back Athletes to Natural Energy”.

9

10

5. Kask Rawlings Pro www.rawlings.com Sakamoto nie zmienia kasku tak długo, jak to tylko możliwe, dlatego wygląda on na zniszczony. Prawdopodobnie wymieni go na nowy dopiero wtedy, gdy się popsuje.

6. Rękawiczki i rękawica do chwytania Slugger www.slugger.com Firma Slugger specjalnie dla Sakamota produkuje rękawicę do chwytania z byczej skóry, upiększając ją podpisem oraz numerem, a także rękawiczki. 7. Rękawiczki do odbijania Adidas www.adidas.com/jp Amortyzują wibracje, przechodzące przez kij tuż po uderzeniu piłki. Dzięki nim piłka i kij nie ślizgają się w rękach. Adidas wypuścił serię rękawiczek z podpisem Sakamota. 8. iPod Touch apple.com Gdy rozgrywasz około 150 meczów rocznie (połowę z nich poza domem), dobra muzyka to podstawa. Obecnie ulubiony utwór Sakamota to „Whatever You Like” T.I. 9. Telefon komórkowy NTT N-09A www.nttdocomo.com Do komórki Sakamotao dołączone są diamentowe kajdanki, ale nie chce zdradzić, od kogo je dostał. 10. Ochraniacze na piszczele SSK www.ssksports.com Uderzenie piłką jest naprawdę bolesne, więc gracze noszą ochraniacze na goleniach. 85


WIĘCE J DLA CIAŁA I UMYSŁU

Audycja Broken Beats nadaje potężne basy

Magia głośnika Ósma rano. DJ-e, muzycy i promotorzy znają tę godzinę z afterów, nie pobudek. Pod mieszczącym się w klasztornych piwnicach klubem Lulu Belle Cafe, trzy osoby pakują głośniki i kable do furgonetki. Cała akcja trwa kilkanaście minut. Sprawności ekipie pozazdrościłby niejeden złodziej. Za włamywaczy wziąłby ich pewnie niejeden przechodzień. Natomiast każdy dolnośląski miłośnik basu rozpoznałby od razu skrytego pod daszkiem czapki Wuję. „Zdarza się, że ludzie skandują moją ksywę na imprezach. Oni wiedzą, że Pentagrid Sound oznacza jakość. Jesteśmy profesjonalistami i każda nasza impreza może służyć za dowód”. Pierwsze muzyczne szlify Wuja zdobywał w Domu Kultury w Zgorzelcu. „Kiedy jesteś młody i zaczynasz słuchać muzyki, zwykle chłoniesz to, co mówią i piszą inni. Później dorastasz i dochodzisz do wniosku, że przeważająca część tych osób opowiadała bzdury. Jeśli nadal chcesz zagłębiać się w dźwięku, musisz się cofnąć do jego źródła, do głośnika. A tych – do klubu Na dole – chłopaki z Joint Venture wstawiali całą ścianę. Jako małolat nosiłem Makenowi i Dziureksowi paczki, podglądałem ich ruchy, podsłuchiwałem rozmowy i puszczane płyty. To oni zaszczepili mi soundsystemową mentalność. Nauczyli 86

mnie szacunku do brzmienia i wytrwałości w pracy” – wspomina. W drodze do magazynu ze sprzętem mijamy miejsca, w których Wuja rozpoczął szkolenie następnego pokolenia, lecz opowieść o początkach rozpoczyna się wcześniej: „Dubstep usłyszałem po raz pierwszy w Brighton, bodajże w 2002 roku. Byłem znudzony klubową muzyką, ale znajomym udało się wyciągnąć mnie do Concorde na nikomu nie znany skład Digital Mystikz. Usłyszałem Malę i... to było to, czego od zawsze szukałem w muzyce. Od razu wiedziałem, że chcę tego więcej. Wiedziałem też, że nikt inny mi tego nie zorganizuje”. Zastawione głośnikami, wzmacniaczami i mikserami korytarze ukrytej w podwórku piwnicy to baza wypadowa wrocławskiej ekipy. Plakaty organizowanych przez wiele lat imprez to dowody zaangażowania, pomysłowości i gustu. „Zawsze miałem żyłkę organizatora” – opowiada. „Sam nie byłbym jednak w stanie ogarnąć wszystkiego. Dlatego właśnie założyliśmy My Head Is Dubby. Q600 zawsze siedział w techno, TLR lubi połamańce, S400 i P500 to fani UK garage, Ill1 to stary junglista, a Vester słucha wszystkiego. Zaplecze dźwiękowe ogarnia Marcel, a Fryta ma łatwość dogadywania się z ludźmi. Razem jesteśmy w stanie zrobić wszystko”.

Słowa Wuji potwierdza droga, jaką przeszli: od imprez organizowanych dla 30 osób, do występu Mali w Browarze Mieszczańskim, na który przyszło ponad tysiąc osób. Siedząc przed komputerem i dobierając numery do audycji w radiu Luz, wrocławski promotor sypie anegdotami zza kulis: „Właśnie obchodzimy 6. rocznicę naszego programu. W którymś z niedawnych wywiadów Rusko powiedział, że to my pierwsi zorganizowaliśmy mu występ poza granicami Anglii. Gość, który dziś przemyca dubstep do mainstreamu, grał u nas tylko za wspólne imprezowanie i nocleg. Natomiast Kromestar nigdy u nas nie zagra. Kiedy ktoś z wygodnickich powodów odwołuje swój występ w dniu koncertu, musi się liczyć z konsekwencjami”. Po udanym secie DJ-e przybijają piątki, po świetnie zorganizowanej imprezie promotorzy... zbierają sprzęt i rozliczają rachunki. Słów uznania Wuja słyszał wiele, i należy mu się – za setki godzin spędzonych w furgonetce i magazynie. Bo jak sam mówi: „Nieważne jest to, gdzie piję piwo, ważne są miejsca, w których coś udało mi się zrobić. Bo o pracę u podstaw w całym tym biznesie się rozchodzi”. Wuja i TVB w każdy poniedziałek od godz. 22.00 do 24.00 w Radiu Luz: www.radioluz.pwr.wroc.pl

Zdjęcia: Marcin Petkowicz/Red Bull Photofiles

Dolny Śląsk jest mekką eksperymentalnych brzmień i generujących je twórców. Szczególne miejsce na dźwiękowej mapie miasta zajmuje dubstep i jego ojciec chrzestny – Wuja.


PARTNER MEDIOWY

PARTNER MEDIOWY

WIELKA BITWA NA iPODY

9 GRUDNIA 2010, GODZ. 21:00 W KLUBOKAWIARNI ARCHIWUM UL. AKADEMICKA 4 , LUBLIN

POJEDYNKI W RINGU BOKSERSKIM NA KAWAŁKI Z iPODÓW. OS IEM DWUOSOBOWYCH TEAMÓW. OSIEM NUMERÓW W RUNDZIE. OSIEM POJEDYNKÓW O WSZYSTKO... I TYLKO JEDNA ZWYCI¢SKA DRU˚YNA. BÑDè KONIECZNIE. LICZY SI¢ SIŁA TWOJEGO GŁOSU! WWW.REDBULLIBATTLE.PL


Więce j dla Ciała i Umysłu Orlando Magic – Boston Celtics 25.12.2010

hot SPOTS

Była drużyna Shaquilla O’Neala uległa w ubiegłym roku w finale Konferencji Wschodniej Celticom 2:4. Amway Center, Orlando, USA

Najlepsze sportowe imprezy miesiąca na całym świecie.

SNOWBOARDOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA FIS 7–8.12.2010

Po odwołaniu zawodów w argentyńskim Chapelco, dla snowboarderów jeżdżących w crossie sezon zaczyna się w Lech am Arlberg. Poprzedni rok minął pod znakiem zwycięzcy PŚ, Maelle’a Rickera z Kanady i Pierre’a Vaultiera z Francji, którzy – z wyjątkiem Pierre’a w Valmalenco – machali z każdego podium. Lech am Arlberg, Austria

Zdjęcia: Nathaniel S. Butler/NBAE via Getty Images, Ray Demski/Red Bull Photofiles, Craig Kolesky/Red Bull Photofiles (2)

PŚ FIS w skokach narciarskich 10–12.12.2010

W zeszłym roku zawody na wielkim Certaku – skoczni z najbardziej płaskim rozbiegiem w kalendarzu PŚ – z powodu braku śniegu zostały odwołane. Harrachov, Czechy BIATLON – MŚ IBU 10–12.12.2010

W ubiegłym roku w zawodach indywidualnych w sprincie i biegu pościgowym, dzięki Björndalen i Svendson odnotowano dwa norweskie zwycięstwa. Wśród pań zwyciężają Szwedki – Oloffson-Zidek i Jonsson. Hochfilzen, Austria Red Bull Salzburg – SK Puntigamer Sturm Graz 11.12.2010

Szlagier 19. kolejki Bundesligi jest ostatnim meczem przed zimową pauzą. Red Bull Arena, Salzburg, Austria Red Bull Big Drop 11.12.2010

Około 50 skejterów na longboardach będzie pędzić w dół w narciarskim kurorcie Farellones w paśmie Andów. Podczas prawie 10-minutowej jazdy trzeba pokonać naturalne przeszkody i liczne ostre zakręty. Lo Barnechea, Santiago, Chile 88

Red Bull Lighthouse TO Leighton 11.12.2010

20-kilometrowy odcinek najdłuższych australijskich zawodów w kitesurfingu przebiega od dawnej wyspy-więzienia Rottnest Island do Leighton Beach u zachodniego wybrzeża Australii. Rottnest Island, Australia Red Bull Top Shelf 11.12.2010

Kanada jest kolebką hokeja. Podczas tych zawodów typu „jeden na jednego”, napastnicy próbują w zadanym czasie pokonać bramkarza strzałami, które trafiają w róg bramki pod poprzeczką. Toronto, Kanada SA Gravity Racing Series 10–12.12.2010

Rozgrywane już po raz ósmy Hot Heels Africa są finałami serii Pucharu Świata IGSA w downhillu skateboarderów i ulicznych saneczkarzy. Kogelberg, Kapsztad, RPA SNOWBOARDOWE MŚ FIS 15–18.12.2010

W programie zawodów w ośrodku narciarskim w Kolorado znajduje się sześć konkursów. Panie i panowie wezmą udział w slalomie gigancie równoległym, snowboardowym crossie indywidualnym, a także w drużynowych zawodach w snowboardowym crossie. Telluride, USA

ASP World Tour 8–20.12.2010

Jordi Smith albo Mick Fanning? Kto zdobędzie drugie miejsce za Championen ASP Kellym Slaterem? Banzai Pipeline, Oahu, Hawaje, USA


Więce j dla Ciała i Umysłu

PŚ FIS w skokach narciarskich 2–3.01.2011

W zeszłym roku Gregor Schlierenzauer triumfował, świętując pierwsze zwycięstwo na własnym terenie i na swej macierzystej skoczni. Innsbruck, Austria

FC Salzburg – Lech Poznań 16.12.2010

Szósty i ostatni mecz mistrza Austrii w fazie grupowej ligi europejskiej. W Polsce salzburczycy dali za wygraną z wynikiem 0:2. Red Bull Arena, Salzburg, Austria NARCIARSKI PŚ FIS kobiet 16–19.12.2010

Pierwszy wyścigowy weekend sezonu na europejskim śniegu ze zjazdem i superkombinacją. Rok temu zjazd stał się ofiarą złej pogody. W supergigancie odnotowano szwajcarskie podwójne zwycięstwo. Lindsey Vonn wylądowała na 3. miejscu. Val d’Isère, Francja PŚ W NARCIARSTWIE FREESTYLOWYM FIS 18–19.12.2010

PŚ Skicross FIS z dwoma konkursami dla pań i panów robi postój w Hochpustertal. Innichen, Włochy Red Bull Hüttenrallye 21–22.12.2010

Blisko 200 amatorów w narciarskim crossie otrzyma szansę na zakwalifikowanie się do biegów finałowych, gdzie będą walczyli z 24 zaproszonymi finalistami, takimi jak Daron Rahlves czy Tomáš Kraus. St. Anton, Austria EC Red Bull Salzburg – EC KAC 26.12.2010

W hicie 30. kolejki hokejowej ligi EBEL Czerwone Byki podejmują rekordzistę z Klagenfurtu. Eisarena Salzburg, Austria Narciarski PŚ FIS mężczyzn 27–29.12.2010

Nie ma czasu na bożonarodzeniowy urlop. Podczas wyścigu zjazdowego na panów czeka ekstremalnie wymagająca, stroma i kręta trasa Stelvio. Bormio, Włochy PŚ FIS w skokach narciarskich 28–29.12.2010 Ghetto Jam 19.12.2010

To największe w tym roku zawody BMX w RPA – na Beach Front w Durbanie. Buddy Chellan chciałby pojechać po zwycięstwo. Durban, RPA

Inauguracja 59. tradycyjnego Turnieju Czterech Skoczni. W zeszłym roku na skoczni Schattenberg – i ostatecznie w całym turnieju – zwyciężył Austriak Andreas Kofler. Oberstdorf, Niemcy

Biatlon – World Team Challenge 30.12.2010

Biatlonowy spektakl w hali do piłki nożnej. 50 000 widzów zatroszczy się o świetną atmosferę podczas niezaliczanych do PŚ sztafetowych zawodów drużyn mieszanych. Veltins-Arena, Gelsenkirchen, Niemcy PŚ FIS w biegach narciarskich mężczyzn 31.12.2010–1.01.2011

Inauguracja 5. Tour de Ski. W ostatnich dwóch latach Petter Northug (Norwegia) musiał się zadowolić drugim miejscem w klasyfikacji generalnej. W tym roku osiem etapów wyścigów odbywa się w Niemczech (Oberhof i Oberstdorf) i we Włoszech (Toblach i Val di Fiemme). Oberhof, Niemcy RAJD Dakar 1–16.01.2011

Trzeci raz z rzędu legendarny Rajd Dakar odbywa się w Ameryce Południowej. Wśród motocyklistów w zeszłym roku wygrał Francuz Cyril Despres, wśród kierowców aut zwyciężył Carlos Sainz. Argentyna, Chile Narciarski PŚ FIS 2.01.2011

Po raz pierwszy w slalomie równoległym pań i panów rywalizacja o punkty PŚ będzie się toczyła na terenie miejskim. Wjazd na metę powinien nastąpić w Jeziorze Olimpijskim (z wodą lub bez niej). Monachium, Niemcy New Orleans Saints – Tampa Bay Buccaneers 2.01.2011

„Bucs” z Florydy – tak jak zespół Saints z Południowej Dywizji NFC – wygrali w roku 2002 Super Bowl, jednak teraz czekają już od 2007 roku na wejście do play-offów. Superdome, Nowy Orlean, USA TTR World Snowboard Tour 2–8.01.2011

6 Star O’Neill Evolution 2010 w Jakobshorn, zawody w halfpipe i slopestyle’u zaliczane są do najwyższej kategorii TTR World Snowboard Tour. Davos, Szwajcaria 89


Więce j dla Ciała i Umysłu

NIGHT SPOTS Na zewnątrz może lać i wiać, ale tutaj impreza trwa non stop.

D25 10.12.2010

Przed 25 laty w Detroit narodziło się techno. Przyczynił się do tego Juan Atkins alias Model 500, którego kawałek „No UFOs” tchnął gorący funk w zimną maszynową muzykę. Jego następcy: Carl Craig, Theo Parrish i Moodymann, oddają hołd tej chwili i swojemu rodzinnemu miastu podczas DJ-Tour D25. Brown Alley, Melbourne, Australia

Zdjęcia: Naim Chidiac/Red Bull Photofiles, imago stock&people, Fred Massiot/Red Bull Photofiles, Mauritius

Craze 10.12.2010

„Gdy byłem dzieckiem, moja matka pytała mnie, co chciałbym zrobić z tymi gramofonami. Mówiłem: zostać najlepszym DJ-em świata” – wspomina Craze. Wraz ze zdobyciem trzech tytułów w DMC-World-Championship – to więcej niż zdobył którykolwiek inny DJ – marzenie amerykańskiego mistrza scratchu się spełniło. Loft Club, Lozanna, Szwajcaria Zoukout 2010 11.12.2010

Kto marznie, powinien ominąć te linijki: ZoukOut z wysokimi temperaturami i 26 000 tancerzy na plaży Singapuru jest największym festiwalem muzyki dance w Azji Południowo-Wschodniej, przy gramofonach będzie pląsać ekstraklasa DJ-ów: David Guetta, Booka Shade, Dubfire, Lindstrøm, Jazzy Jeff i inni. Siloso Beach, Sentosa, Singapur HOT CHIP 11.12.2010

Urodziny warszawskiej agencji bookingowej King of Kong swoim DJ-skim setem uświetni 90

Weezer 17. 12. 2010

Humor i indie-rock tworzą owocne przymierze – Weezer pokazuje to od prawie 20 lat. Nowy album amerykańskich rockmanów nosi tytuł „Hurley” (na cześć żartownisia z serialu „Lost”). Pasuje perfekcyjnie. Roseland Ballroom, Nowy Jork, USA

reprezentacja brytyjskiej formacji Hot Chip. Producenckie umiejętności Anglików idą w parze ze świetnym gustem i wyczuciem publiki. Ich eklektyczne miksy porywają nie gorzej niż największe hity macierzystego zespołu.. 1500m2 do wynajęcia, Warszawa, Polska Modeselektor 11.12.2010

Dwóch berlińskich nicponi stopiło w jedno techno i dubstep – istotą sprawy są basy masujące jelito grube. Dokładnie tak, jak tracki z ich nowego mikserskiego CD – „Modeselektion Vol. 1”. The Warehouse Project, Manchester, Wielka Brytania Matthew Dear 14.12.2010

Audion, Jabberjaw lub False – Matthew Dear ma wiele pseudonimów. W zależności od Red Bull BC One poletka, które uprawia teksaski Allstars on Tour twórca muzyki elektronicznej. 10 – 13. 12. 2010 Jego prawdziwe nazwisko znajLilou dopiero co siedział na ławce duje zastosowanie, gdy Dear oddaje się swemu upodobaniu jurorów Red Bull BC One, a teraz razem z Roxrite’m pokazuje młodym breakdo melancholijnego technodancerom jak pokonuje się sile ciążenia. -popu. Bogota, Kolumbia Trouw, Amsterdam, Holandia


Więce j dla Ciała i Umysłu

Red Bull Thre3 Style Finals 9. 12. 2010

Trzy muzyczne style w 15 minut – tak brzmi wyzwanie Red Bull Thre3Style dla młodych DJ-ów. Oceniana będzie przy tym ich kreatywność, wybór piosenek, miksowanie i ich walory jako floorkillers. W Paryżu zwycięzcy krajowych eliminacji spotkają się w finałowym starciu. Paryż, Francja

Numbers Label Night 17.12.2010

Najgorętszy dance’owy label roku nie znajduje się w Londynie czy Nowym Jorku. Nie – Numbers, czy raczej szef tej wytwórni, Jackmaster, żyje w Glasgow. Na północy wyspy, gdzie dialekt brzmi równie „cool”, jak garażowe bity i drżące brzmienia grime, które produkuje ten młodzieniec. Sneaky Pete’s, Edynburg, Szkocja, UK DâM-FunK 17.12.2010

W Kalifornii uchodzi za ambasadora boogie funku, jego imprezy „Funkmosphere” w LA są legendą. Najnowsza płyta DâM-FunK, „Adolescent Funk”, iskrzy nowoczesnym soulem i electro-funkiem. Radość dla wszystkich, którzy od czasu zmiany przez Prince’a imienia na TAFKAP czują się opuszczeni. One Eyed Jacks, Nowy Orlean, USA RED BULL MUSIC ACADEMY PREZENTUJE: THE HIT IT & QUIT IT REVUE END OF YEAR SHOWDOWN 17–18.12.2010

Prawdziwy król beatów i wykładowca Red Bull Music Academy łączy siły z DJ-em Dayem i ląduje w Nowej Zelandii, by zalać parkiet techno-housową mieszanką. Zacznie w Galatos, a następnie przeniesie się do Garden Club. Auckland i Wellington, Nowa Zelandia Soulwaxmas 23.12.2010

Aphex Twin 11. 12. 2010

Krążą o nim legendy. Brytyjski muzyk uchodzi za ekscentrycznego geniusza swojej generacji. Z okazji 10. urodzin klubu Razzmatazz Aphex zdecydował się znów wychynąć ze swojego acidowego bunkra. Razzmatazz, Barcelona, Hiszpania

Jak co roku, belgijscy electrorockerzy zamiast białych bród przypinają swoje gitary i kładą swoje dudniące rave’owe hymny hipsterskim dzieciakom jako prezent pod choinką – a właściwie pod dyskotekową kulą. Grande Halle De La Villette, Paryż, Francja MOTHER CITY QUEER PROJECT 18.12.10

Podczas największego w RPA festiwalu gejów zawsze obowiązuje pewna zasada: bez przebrania nie wchodzisz.

Tegoroczna 16. edycja nie będzie wyjątkiem. Jak zawsze pojawi się indywidualnie interpretowany motyw przewodni (The Toolbox Project), muzyka na żywo, DJ-e, bary i mnóstwo ludzi poszukujących matki wszystkich imprez. De Waterkant, Kapsztad, RPA CIVIL TWILIGHT 29.12.10

Mocne trio powraca do domu z muzycznej podróży po USA, gdzie zdobyli fanów z całego świata i do listy osiągnięć dodali soundtracki do najpopularniejszych seriali telewizyjnych – m.in. „Pogoda na miłość” i „Terminator: Kroniki Sary Connor”. The Assembly, Kapsztad, RPA Phatt11 Festival 31.12.2010

Festiwal muzyczny jako urlop pełen przygód: teren znajduje się w lesie deszczowym, najbliższe miasto jest oddalone o dwie godziny jazdy, stacji benzynowej nie ma. Na szczęście jest prąd, więc wykonawcy elektroniki, tacy jak Camo & Krooked, Electric Wire Hustle czy Dubstep-Pionier Loefah, mogą wypuszczać z głośników potężne basy. Inangahua Rainforest, West Coast, Nowa Zelandia MARY ANNE HOBBS 31.12.2010

Pierwsza dama zbasowanych, elektronicznych brzmień, odwiedzi Katowice w szczególnym terminie. Przez lata związana z BBC Radio One DJ-ka, promotorka i miłośniczka nowych gatunków, ma iście prorocze zdolności. Wypełniające jej sety niewydane jeszcze utwory, promosy i dubplate’y, pozwalają prognozować przyszłość muzyki. Przynajmniej na najbliższy rok. Kino CAPITOL, Katowice, Polska Warm NYE 31.12.2010

Jedni podczas zmiany roku potrzebują walca, inni euforycznego prysznica z disco. Londyńczykom zaserwują go wkrótce czterej topowi DJ-e najwyższej klasy: Âme, Move D, Mark E i Gerd Janson; wprawdzie nie odpalą rakiet, zrzucą za to bomby – od deep house’u po slow disco. CAMP, Londyn, Wielka Brytania 91


Green Room

Powrót na Błękitną Lagunę Wśród wikingów i między ścianami dźwięku, z przerwą na sałatkę cesarską i zupę z krabów, islandzki festiwal Airwaves gości brytyjskiego debiutanta ambient-dubstepu, Mount Kimbie. 92

Na zewnątrz mżawka. Niebo jest zupełnie szare, a zimny wiatr hula po wąskich uliczkach. Tak wygląda październik w Rejkiawiku. „Dzięki Bogu, dzisiaj nie jest źle” – mówi przechodząca kobieta. „W październiku zdarzają się zamiecie śnieżne”. Islandczycy są zabezpieczeni. Większość nosi kaptury i ciepłe palta; każda osoba, która mija nas na ulicy, ma twarz owiniętą szalem. A on stoi przed Hotelem Plaza w cienkiej wiatrówce i materiałowych sportowych butach, mocno zaciąga się papierosem. „Uważam, że tu jest świetnie” – mówi Kai Campos. „Niedawno graliśmy w Los Angeles. Było strasznie gorąco. Mówię ci, koszmar”.

Zdjęcia: Hörður Ellert Ólafsson (4)

Mount Kimbie ReJkIaWik


W i ę c e j d l a C i a ł a i Um y s ł u

Po koncercie Campos wygłupia się w garderobie z islandzką grupą Retro Stefson

24-letni Brytyjczyk to połowa duetu Mount Kimbie. Duetu, który swoim debiutanckim albumem „Crooks & Lovers” uchwycił ducha czasu, jak nikt inny na scenie elektronicznej w tym roku. Fani dubstepu, miłośnicy indie, fanatycy techno oraz takie magazyny muzyczne, jak FACT czy Pitchfork – wszyscy jednoznacznie wskazują na Mount Kimbie. Mają eksperymentalne brzmienie, które trafia w różne gusta. Łagodny ambientowy nastrój zderza się z połamanymi hip-hopowymi loopami, melodyjne nagrania przykrywają basy, a sferyczne dźwięki gubią się w sekwencjach echa. Przy tej muzyce myśli wędrują po nieznanych rewirach, brzmienie idealnie pasuje do Islandii. Podobne zdanie ma Dominic Maker, kolega Camposa. „Nasze brzmienia są bardzo przestrzenne, podobnie jak tutejsze krajobrazy” – mówi. „Gdy wczoraj jechaliśmy z lotniska do miasta, byłem zachwycony. Płaskie masywy skalne, mgła, intensywne kolory – bardzo dramatyczny nastrój. Tak jakby na horyzoncie miała się za chwilę ukazać horda Wikingów”. Chłopcy z Mount Kimbie nie mieli dotąd czasu, by zwiedzić okolice Rejkiawiku. Nic dziwnego, życie w ten weekend koncentruje się w centrum islandzkiej stolicy: 290 koncertów, 252 kapele w wypełnionych 40 lokalizacjach koncertowych. Oto Iceland Airwaves. Festiwal, który zamienia Rejkiawik na pięć dni w gotujący się melting pop, w którym biorą udział debiutujący muzycy z różnych stron świata. Organizatorzy uważają się za scoutów – tropicieli nowych talentów. Właśnie tu – w niewielkich barach czy sklepach muzycznych – występowały takie kapele, jak Bloc Party, The Rapture czy Hot Chip, zanim trafiły do sal koncertowych, skupiając

kilkutysięczną publiczność. Można tu spotkać zespół Modeselektor na popołudniowym spacerze po mieście, czy Toro Y Moi – debiutującego amerykańskiego artystę chillwave’owego – podczas kąpieli w Blue Lagoon. To naturalne kąpielisko znajduje się na wolnym powietrzu, w scenerii, która przypomina „Gwiezdne wojny” i „Władcę pierścieni”. Mija się dziesiątki muzyków, którzy z przewieszonymi na plecach gitarami przemieszczają się z jednej lokalizacji do drugiej. Bardzo dobrze opisał to magazyn Rolling Stones: „Iceland Airwaves to najmodniejszy weekend w festiwalowym kalendarzu”. Chłopcy z Mount Kimbie są po raz pierwszy na wyspie. Wczoraj poszli na koncert brytyjskiej kapeli Band Silver Columns, a potem pomogli przy odtwarzaczach eksczłonkowi ich kapeli, Jamesowi Blake’owi, w jego DJ-skim numerze. Wcześniej chcieli spróbować islandzkiej kuchni, ale skończyło się na sałatce cesarskiej. Maker: „Prawdopodobnie wylądowaliśmy w najgorszej restauracji na wyspie, w kawiarni bukmacherskiej. Wszystkie inne restauracje w pobliżu były pełne gości. A tam więcej było monitorów telewi-

Dominic Maker i Kai Campos podczas występu

Maker miksuje bębny z cyfrowymi dźwiękami

zyjnych niż klientów”. „How you guys doing? Alright? Jesteśmy Mount Kimbie. A to jest całkiem stary numer” – Maker pozdrawia publiczność wypełniającą klub NASA. Mount Kimbie – obok Hercules & Love Affair – jest jedną z dziewięciu kapel, które występują tu dzisiejszej nocy. 30 minut, nie więcej. Podczas gdy inni artyści grają jakby pod presją czasu, Mount Kimbie powoli rozbudowują swoje numery, z rozwagą sięgają po wyselekcjonowane instrumentarium – snare drum, gitarę i dwa komputery z bazami dźwięków. Bujające intro ich hitu „Maybe” zbudowane jest na bazie eterycznej melodii z syntezatora, która brzmi nieco islandzko. Maker stopniowo wpuszcza beaty. Programuje je w czasie rzeczywistym, jest skoncentrowany. Brak u niego rockowych gestów scenicznych: spojrzenie na klawisze, wciśnięte guziki, kiwanie do taktu. „Faktycznie nie jesteśmy zwierzętami scenicznymi” – powie później Maker. Nie szkodzi, ludzie na widowni mają zamknięte oczy. Ci, którzy słuchają Mount Kimbie, muszą się wczuć. Po koncercie do drzwi garderoby puka ich londyński kolega, James Blake. Gratuluje i pyta, czy chcą mu towarzyszyć przy stołach mikserskich jeszcze dziś o 3 nad ranem. Maker unosi do góry lewą brew, zastanawia się chwilę i zgadza się, nawet jeśli rano ich samolot do Glasgow wystartuje o czasie. „Z Blue Lagoon nic chyba nie wyjdzie” – mówi Campos. Nieważne, przecież to nie będzie ich ostatnia wycieczka do Islandii. Powrót do Błękitnej Laguny to tylko kwestia czasu. Najnowszy album: „Crooks & Lovers” (Hotflush); Daty koncertów, próbki brzmień i klipy dostępne są tu: myspace.com/mountkimbie 93


W i ę c e j d l a C i a ł a i Um y s ł u

Lasery i tancerze na głównym parkiecie w Razzmatazz

Razzmatazz Barcelona Najlepsze kluby świata

Macro Disco Razzmatazz to nie klub – to świątynia. Były magazyn w El Poblenou, przemysłowej okolicy Barcelony, ma pięć sal, w których międzynarodowi DJ-e i zespoły co noc występują przed 3500-osobową widownią. Brzmi jak kolosalny, pozbawiony ducha megaklub? Otóż nie. Macro Disco, jak nazywa to miejsce organizator i fan muzyki – Daniel Faidella, stworzone zostało 10 lat temu, by sprowadzić do Barcelony więcej indie rocka. Sónar Festival zapracował już na reputację miasta muzyki elektronicznej, ale nie było w nim dużego klubu prezentującego zarówno electro, jak i rock. Macro Disco już pierwszej nocy odniósł ogromny sukces. „The Flaming Lips wystąpili na żywo, było fantastycznie” – wspomina Faidella. „Na scenę wskakiwały Teletubisie, wszędzie było pełno konfetti i balonów”. Od tamtej pory chyba każdy szanujący się przedstawiciel techno i indie pojawił się 94

w Razzmatazz jako gwiazda lub gość. „Często widuje się tu Wendy James i Kate Moss. Legendy –jak Marky Ramone i Andy Rourke z The Smiths – pytały mnie, czy mogą wystąpić” – mówi Faidella. „Inni, jak Billy Corgan z The Smashing Pumpkins, imprezują tu po koncertach w Barcelonie”. Prawdopodobnie najdzikszą imprezę zapewnił brytyjski hedonista, Pete Doherty. „Za kulisami chwycił gaśnicę i niczym szaleniec zaczął pryskać nią, gdzie popadło” – mówi Daniel. „Wszystko było pokryte pianą. Co za noc!”. Artyści tacy, jak Ed Banger Crew, 2manydjs, Miss Kittin czy Paul Kalkbrenner, często pojawiają się na jednej z pięciu sal. Razz Club to ogromny rockowy parkiet, gdzie wyszaleć się może 1200 osób. Pierwsze piętro – Pop Bar – przyciąga bloggerów, dziennikarzy i trendsetterów. Rex Room balansuje między rockiem a techno, a The Loft oferuje techno, house lub dubstep. Mały, lecz uroczy

Lolita Bar prezentuje kompilacyjne występy elektroniczne. Gdy już wejdziesz w ten pięciopiętrowy przemysłowy labirynt, znalezienie danego artysty może być wyzwaniem. Ekrany w każdej z sal pokazują, kto gra danej nocy. Tej jesieni – by uczcić 10. urodziny klubu na wyjątkowej imprezie, która skończy się dopiero 22 grudnia – Faidella zaprezentuje artystów, którzy wyraźnie zapisali się w pamięci Razzmatazz oraz obiecujących debiutantów. Wystąpią: LCD Soundsystem i Jamaica, Suede i Two Door Cinema Club. Faidella najbardziej podekscytowany jest występem psychodelicznych rockerów – Primal Scream, którzy 20 listopada zaprezentują na scenie swój klasyczny album z 1991 roku, „Screamadelica”. Fani muzyki i hipsterzy z całej Europy po prostu muszą tam być. Sala Razzmatazz S.L. Pamplona, 88, 1er piso, 08018 Barcelona, Hiszpania: www.salarazzmatazz.com

Zdjęcia: Tobi Bauer (4)

Pięć pięter i 3500 imprezowiczów: Razzmatazz to największy klub Europy. Kate Moss, Billy Corgan i Florian Obkircher potwierdzają.


Śniadanie w Dizengoff

Marc Moore, jeden z założycieli nowozelandzkiej marki Stolen Girlfriends Club

MARC MOORE Auckland W Mondiale znajdziesz tapas

Resident Artist

Surferski szyk

Zrelaksuj się w SPQR

2 M Mww yy

CHELSEA NNoo rrtthh eerrnn

1 3

STANLEY BAY

NORTH HEAD

MECHANICS BAY

4 MMww yy

wyjątkowo, a tego właśnie chcesz w kawiarni. Świetnie się stąd obserwuje ludzi, a kawa jest wyśmienita. Moim zdaniem najlepsza. Auckland bardzo poważnie podchodzi do kwestii kawy – to prawdziwa kultura. Ciężko jest mi znaleźć dobrą kawę w innym kraju. Może po prostu jesteśmy przyzwyczajeni do naszej, więc każda inna smakuje jak pomyje. A może dla reszty świata nasza kawa to pomyje? Choć nie sądzę. Ludzie odwiedzający nasz kraj zazwyczaj zachwycają się nią. Gości zabieram do Takapuna Beach Café (2). Nie bywam tam zbyt często, ale po drodze przejeżdżamy przez imponujący Harbour Bridge. Kawiarnia znajduje się na wodzie, więc można się tu wyciszyć i zrelaksować. Jedzenie jest wyśmienite, a kawa dobra, ale bywam tam głównie dla zmiany scenerii. Mondial (3) w zakupowej okolicy Grey Lynn serwuje rewelacyjne tapas. Właścicielami są Francuz i Hiszpan, więc oferują wyjątkowy kulinarny mix. Przygotowują też świetną sangrię. Czasem ciężko dostać tam stolik, więc warto wcześniej zarezerwować miejsce. SPQR (4) to chyba moja ulubiona restauracja. Chodzę tam w każdy czwartek, by spotkać się ze znajomymi. Jedzenie jest wspaniałe. Menu nie jest wymyślne, raczej proste, ale wszystko jest pyszne – ich pizze są niesamowite, smażą świetne steki i serwują najlepsze desery. Jeśli masz ochotę na

Nor t h W e s t e r

n

S

t he rn

M

wwyy

Przeprowadziłem się z Raglan do Auckland w 2001 roku i przez pierwsze lata mieszkałem przy Piha Beach na zachodnim wybrzeżu – po prostu musiałem być w pobliżu fal. Nadal surfuję tam w weekendy, a czasem nawet w tygodniu, gdy nie mamy zbyt dużo pracy. Gdy fale są dobre, zaczynamy wcześnie rano. Wraz z moim partnerem biznesowym surfowaliśmy zawodowo przez osiem lat. Trochę się zestarzeliśmy, więc zajęliśmy się innymi rzeczami. Marka Stolen Girlfriends Club zaczynała jako wystawa – dopiero później zainteresowaliśmy się modą. Moi starzy przyjaciele surferzy krytykują mnie za to, że mieszkam w Ponsonby i zajmuję się modą, ale Ponsonby to najlepsze miejsce do spędzania wolnego czasu w Auckland. To smutne, ale większość ludzi kojarzy Auckland wyłącznie z portem Viaduct. Większość odwiedzających nie wie o Ponsonby, więc jest tu spokojnie. Ja sam rzadko odwiedzam centrum. Dzień zaczynam w Dizengoff (1), mojej ulubionej kafejce – zazwyczaj jestem tam dwa razy dziennie. Na śniadanie zamawiam „Przysmak Marca Moore’a”. Jest to półmisek owoców sezonowych z chlebem kokosowym i szklanką kremu cytrynowego. Właściciele nazwali ten specjał moim imieniem. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Poza jedzeniem świetni są także właściciele, Mark i Troy. Sprawiają, że czujesz się

oouu

Zdjęcia: Guy Coombes (4); Ilustracja: Andreas Posselt

Marc Moore dorastał w odosobnionym mieście, dwie godziny drogi na południe od Auckland. Obecnie projektant, jeden z „wielobarwnej ekipy surferów” stojącej za marką Stolen Girlfriends Club, sam przyznaje, że jest mieszczuchem.

1 Dizengoff, 256 Ponsonby Road, Freemans Bay 2 Takapuna Beach Café, Old Lake Road, Narrow Neck, North Shore 3 Mondial Bar Café, 549 Great North Road, Grey Lynn 4 SPQR, 150 Ponsonby Road, Ponsonby

1. Dizengoff deser, idź do SPQR. PrzygotowująBeach też dobre 2. Takapuna C espresso martini – iście męski napój! To świetny sposób na rozpoczęcie wieczoru 3. Mondial Bar Cafe – zwłaszcza, gdy jesteś nieco zmęczony. Po4. espresso martini od razu poczujesz przySPQR pływ energii. Później miejsce to praktycznie zamienia się w klub. To esencja Auckland.

Więcej informacji o Marku na: www.facebook.com/ stolenGFclub, www.stolengirlfriendsclub.com lub twister@stolengfclub 95


W i ę c e j d l a C i a ł a i Um y s ł u

Profil artysty

Władza dla ludu

aloe Blacc Los angeles

„Soulman z południowej Kalifornii, Aloe Blacc, znalazł swój rytm” – mówi Florian Obkircher, a jego nowy album udowadnia, że świadomość polityczna i miejsce na listach przebojów nie wykluczają się wzajemnie. Ma na sobie porządną białą koszulę, kamizelkę, eleganckie spodnie i skórzane buty. W dzisiejszych czasach nieczęsto widzi się taki styl na scenie koncertowej. Aloe Blacc interesuje się nie tylko stylem muzyki ikon, takich jak Al Green czy Marvin Gaye – 31-letni piosenkarz z L.A. pożycza od nich także pomysły na stroje. „Inspirują mnie stroje artystów z lat 60. i początku 70., tak samo jak ich muzyka była inspiracją do stworzenia mojego nowego albumu «Good Things»”. Najwyższa pora na odrodzenie soulu, który wykracza poza twórczość Amy Winehouse i jej podobnych. I choć Blacc okrzyknięty został nowym Johnem Legendem, a jego singiel „I Need A Dollar” króluje na listach przebojów i stał się piosenką przewodnią serialu HBO „Jak to się robi w Ameryce”, artysta ma na głowie inne rzeczy: kapitalizm, chciwość i niesprawiedliwość. Red Bulletin: Zajmujesz się muzyką od 15 lat, ale „I Need A Dollar” to Twój pierwszy wielki sukces. Wiedziałeś, że jest to wyjątkowa piosenka, gdy ją pisałeś? Aloe Blacc: Cały czas miałem dobre przeczucia, ale nawet nie śniłem, że stanie się ona tak wielkim hitem. Czy nadal pamiętasz okoliczności, w jakich ją napisałeś? 96

Elegancki wygląd i piosenki: Aloe Blacc zainspirowany jest stylem legend, takich jak Marvin Gaye

Byłem w samochodzie. Często przychodzą mi do głowy pomysły na piosenki, gdy jeżdżę po Los Angeles. Nic cię wtedy nie rozprasza. To jak gotowanie, spacerowanie lub sprzątanie – czynności związane z zamyśleniem. Najpierw powstał refren. Słuchałem wtedy sporo muzyki w stylu „I Need A Dollar”, muzyki chain-gang, starych nagrań skutych łańcuchami więźniów – pracujących i śpiewających piosenki. Chciałem napisać piosenkę, która oddawałaby klimat takiej sytuacji; piosenkę, którą ludzie mogliby śpiewać w kółku lub w grupie, a każdy miałby do odśpiewania jeden wers, w którym tłumaczyłby, dlaczego potrzebuje tego dolara. Czyli zupełnie jak w tekście: „Czy jeśli podzielę się z tobą moją historią, to podzielisz się ze mną swoim dolarem?”.

Dokładnie. To piosenka o sytuacjach, w których ludzie tracą domy, popadają w alkoholizm i potrzebują pieniędzy. Opowiada także o ludziach, którzy nigdy nie tracą nadziei na polepszenie sytuacji. Kilka lat temu pracowałem jako konsultant biznesowy i niespodziewanie zwolniono mnie. Ta piosenka to częściowo autobiografia, ale reprezentuje losy wielu ludzi. Soul z przesłaniem... Przypomina to lata 70., kiedy Marvin Gaye pytał „What’s Going On?”, a Curtis Mayfield domagał się „Power to the People”. Zarówno muzyka, jak i teksty na Twoim nowym albumie „Good Things”, przypominają o tej tradycji. Jak najbardziej! Największy wpływ mieli na mnie: Al Green, Donny Hathaway, Curtis Mayfield i Sly Stone. Ale album ten jest


W i ę c e j d l a C i a ł a i Um y s ł u

Czas na zmiany: nowy album Blacca nawołuje do pozytywnego myślenia

Zdjęcia: Elsa Okazaki (5)

Wielki plan: Blacc wraz z zespołem akompaniującym szturmem podbijają Wiedeń

także rezultatem faktu, że moi producenci, nowojorski zespół Truth & Soul, to wspaniali muzycy soulowi. A jeśli chodzi o teksty? Autorytety, o których wspomniałeś, pisały głównie o wojnie w Wietnamie i ruchu praw obywatelskich w USA. Z jakimi problemami borykamy się dzisiaj? Jak wygląda aktywizm polityczny z perspektywy muzyki soul? Obecnie głównym problemem jest kapitalizm. Musi zwiększyć się świadomość konsumpcyjna. Żyjemy w świecie chciwości: kupowania rzeczy, których nie potrzebujemy, a myślimy, że tak. Zawsze znajdzie się coś, czego chcemy. Myślę, że ludzie muszą sobie to uświadomić, bo za każdym razem, gdy czegoś chcesz – ziemia i ludzie żyjący

w krajach wykorzystujących surowe materiały muszą coś poświęcić. Musimy o tym myśleć i rozsądniej konsumować. Czy zgodnie z tym wypuścisz swoją muzykę tylko cyfrowo, a nie na płytach CD? Tak! Dokładnie to zamierzam zrobić. Niestety na chwilę obecną jestem związany kontraktem z wytwórnią płytową, która może zrobić z moją muzyką, co tylko zechce. Nic z tego co powiedziałeś, nie brzmi zbyt radośnie – a jednak nazwałeś album „Good Things”. Cóż, nazwa mojego zespołu to The Grand Scheme, ponieważ mój wielki plan to rozprzestrzenianie radości. By to osiągnąć, sam musisz myśleć pozytywnie. Oczywiście album porusza wiele problemów: śpiewam o politycznej, społecznej i ekonomicznej niespra-

wiedliwości. Ale na końcu usłyszeć można odpowiedź: musi nadejść koniec zniszczeń. Dlatego mój album jest o rozwiązaniach: myśl pozytywnie i kolekcjonuj dobre uczynki. Bono powiedział, że muzyka może zmienić świat, ponieważ może zmienić ludzi. Zgadzasz się? Całkowicie. Społeczeństwo składa się z jednostek i jeśli możesz zmienić jednostkę, osiągniesz coś. Wierzę, że moja muzyka to potrafi. Napisała do mnie ostatnio pewna nauczycielka. Nauczyła swoich uczniów mojej piosenki „I Am Beautiful” i kazała im zaśpiewać ją rodzicom. Czy to nie świadczy o tym, że muzyka może zmienić świat? Aloe Blacc: album Good Things (Stones Throw/Universal); daty koncertów, klipy i sample na: www.aloeblacc.com 97


D

zień dobry! Dodzwoniłeś się do automatycznego systemu obsługi klientów. By zapoznać się z naszą ofertą, wybierz jeden. W trosce o najwyższy poziom usług informujemy, że rozmowa może być nagrywana. Jeśli nie wrażasz na to zgody, rozłącz się. Obecnie wszyscy konsultanci są zajęci. Prosimy o dalsze oczekiwanie”. Tu włącza się irytująca muzyczka. Słucham jej od 15 minut, bo w domu nie działa mi internet. To nie jest mój najlepszy dzień roku. Za oknem pogoda taka, że lepiej nie wychodzić z wyra. I chyba spóźnię się do pracy. Po 20 minutach bębenek przeszywają mi piskliwe trzy sygnały. Rozłączyło. Próbuję jeszcze raz, ale dochodzę tylko do ostrzeżenia związanego z najwyższym poziomem usług. Mam dość. Wychodzę. Na głodniaka oczywiście. Strzelę kawkę na stacji, bo i tak już od wczoraj bieda mi się świeci i muszę zatankować. Muzyka w samochodzie odrobinę koi nerwy, w końcu to moje ukochane radio. Ale już po chwili słyszę reklamę: „nawet łagodne mydło może wywoływać podrażnienia okolic intymnych…” i od razu czuję to podrażnienie. Na stacji oczywiście kolejka. Pacan z plakietką z napisem „uczeń” pyta z głupkowatym uśmiechem: – Faktura czy rachunek? – Rachunek. – Płatność gotówką czy kartą? – Kartą. – Czy zbiera pan punkty? – Nie. – Czy chciałby pan przystąpić do naszego programu lojalnościowego? Wiele atrakcyjnych nagród… – Nie. – Czy może się pan skusi na napój energetyczny? Sto dodatkowych punktów. – Nie. Nie zbieram punktów. – Może chce pan zacząć? – Nie! – Proszę wprowadzić pin. A może płyn do spryskiwaczy?

Felieton Lizuta

Traffic Fury Czyli nasz felietonista o krok od upadku. – Panie!!! Deszcz leje, nie widzi pan? Na cholerę mi płyn do spryskiwaczy?! – Odmowa. Ma pan inną kartę? – Dobra, zapłacę gotówką. – Pani kierowniczko, jak cofnąć transakcję kartą? Bo klient jednak chce gotówką. Zapomniałem o kawie. Może wrócić? Nie, drugi raz już tego nie zniosę. W aucie dzwonię do banku, żeby sprawdzić, co z tą kartą. „Dzień dobry!” – słyszę. „Dodzwoniłeś się do automatycznego systemu obsługi klientów. Obecnie wszystkie linie są zajęte. W trosce o najwyższy poziom usług…”. Na ulicy korek. A przede mną zgasła „nauka jazdy”. Nie trąbię, bo nie jestem chamem. Próbuję ją wyminąć. Nikt przed siebie nie wpuści! Co za dzicz! Z pracy już dzwonią. A mnie trzęsie ze złości. Na skrzyżowaniu zepsute światła i już żaden baran nie wie, co robić. – No jedź gospodarzu, jak pragnę zdrowia! – krzyczę. – Albo się połóż i prześpij, bo najwyraźniej czas cię nie goni!

Nie wytrzymuję i trąbię. – Ryj cię swędzi? – pyta dryblas o twarzy Mussoliniego z samochodu przede mną. Po czym wymyśla mi od żeńskich okolic intymnych. A ja, niemal jak w tej radiowej reklamie, czuję się już podrażniony do czerwoności. Wykonuję wulgarny gest, na wszelki wypadek zamykam drzwi auta i próbuję cerować poszarpaną dumę kolejnym telefonem do banku. Dodzwaniam się do konsultantki. – Niech pani uważnie słucha, bo jestem na granicy szału. Dlaczego nie działa mi karta? – Chwileczkę… Karta jest aktywna. Nie ma pan środków na koncie. – Jak to?! Przecież jest ledwie połowa miesiąca. – Cóż, musi pan uważniej planować wydatki. – Niech mnie pani nie poucza! – Mamy dla pana specjalną ofertę lokaty długoterminowej i dobrze oprocentowanej. Chce się pan zapoznać? – Przecież nie mam pieniędzy!!! – Więcej szczegółów znajdzie pan na naszej stronie. – Nie działa mi internet, ku…!!!!! – Czy mogę jeszcze w czymś panu pomóc? – Niech mnie pani nie wnerwia!!!!! – Życzę miłego dnia. – Jest tak miły, że zaraz eksploduję z radości!!!! Aaaaaa!!!! I mam przed oczyma miliony takich nieszczęśników jak ja: Michaela Douglasa z filmu „Upadek” – zwykłego księgowego, który w ulicznym korku staje się psychopatą, Czabana króla Youtube, który dzwonił do Lebiedzia z TP SA, by wyłączyć numer, Adasia Miauczyńskiego z „Dnia Świra”, którego świat przytłacza, wykańcza i upokarza. Czy powinienem się leczyć? Mikołaj Lizut (l. 37), dyr. nacz. i programowy Radia Roxy, publicysta „Gazety Wyborczej”, dyr. art. Teatru Radia TOK FM

Polska, ISSN 2079-4266: Wydawca Red Bulletin GmbH Redaktor naczelny Szymon Gruszecki Redaktor naczelny wydania międzynarodowego Robert Sperl, Stefan Wagner (z-ca) Zarząd Alexander Koppel, Rudolf Theierl Dyrektor kreatywny Erik Turek Dyrektor artystyczny Markus Kietreiber Szef fotoedycji Susie Forman, Fritz Schuster (z-ca) Sekretarz redakcji Marion Wildmann Redaktorzy prowadzący Werner Jessner, Uschi Korda, Nadja Žele Redakcja Lisa Blazek, Ulrich Corazza, Florian Obkircher, Arkadiusz Piątek, Andreas Rottenschlager Graficy Miles English, Judit Fortelny, Esther Straganz, Dominik Uhl Fotoedycja Markus Kučera, Valerie Rosenburg, Catherine Shaw Starszy ilustrator Dietmar Kainrath Współpracownicy Alexander Lisetz, Palani Mohan, Ruth Morgan, Wolfgang Rafetseder, Anthony Rowlinson, Steve Smith, Andreas Tzortzis, Herbert Völker, Paul Wilson Ilustratorzy Mandy Fischer, Lie-Ins and Tigers PRINT 2.0 Martin Herz, www.imagination.at Korekta polskiej edycji Judyta Wajszczak, Katarzyna Wasilewska Litografia Clemens Ragotzky (Dyr.), Christian Graf-Simpson, Claudia Heis, Nenad Isailovic, Karsten Lehmann, Josef Mühlbacher, Thomas Posvanc, Thomas Safranek Przygotowanie do druku Michael Bergmeister Produkcja Wolfgang Stecher Druk Prinovis Ltd. & Co. KG, D-90471 Norymberga, Niemcy Kierownictwo projektu międzynarodowego Bernd Fisa Kierownictwo wydania polskiego Anna Czerniecka, Aleksandra Zarychta Projekty specjalne Boro Petric Finanse Siegmar Hofstetter Sprzedaż reklam Marcus Zinn (Dyr.), Bernadette Hochstätter, Thomas Hutterer Marketing Barbara Kaiser (Dyr.), Stefan Ebner, Christian Gruber, Sabine Gschwentner, Regina Köstler, Klaus Pleninger, Johanna Schöberl, Daniela Schwarz, Helga Strnad Zarząd biura Martina Bozecsky, Sabrina Pichl IT Michael Thaler Reklama w wydaniu polskim Biuro reklamy Agora SA, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa, Joanna Kmiecicka, tel.: +48 22 555 63 39, joanna.kmiecicka@agora.pl Siedziba redakcji wydania polskiego Al. Wyścigowa 8a, 02-681 Warszawa Telefon +48 22 331 95 50 Fax +48 22 331 95 60 E-mail: redakcja@redbulletin.com Siedziba firmy Red Bulletin GmbH, Am Brunnen 1, A-5330 Fuschl am See, FN 287869 m, ATU 63087028 Siedziba redakcji Wiedeń Heinrich-Collin-Straße 1, A-1140 Wien Biuro redakcji Londyn 155-171 Tooley Street, SE1 2JP, UK Internet www.redbulletin.pl Cykl wydawniczy The Red Bulletin ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek miesiąca jako wydanie niezależne lub we współpracy z następującymi gazetami partnerskimi – w Polsce: Gazeta Wyborcza; w Austrii: Kleine Zeitung, Kurier, Oberösterreichische Nachrichten, Die Presse, Salzburger Nachrichten, Tiroler Tageszeitung, Vorarlberger Nachrichten; Burgenländische Volkszeitung, Niederösterreichische Nachrichten; w Niemczech: Frankfurter Allgemeine Zeitung, Münchner Merkur; w Wielkiej Brytanii: The Independent; w Irlandii: Irish Independent; w Irlandii Północnej: Belfast Telegraph; w RPA: Cape Times, Capre Argus, Daily News, Pretoria News, The Star; w Nowej Zelandii: The New Zealand Herald; w Kuwejce: Kuwait Times Nakład łączny 3,8 miliona Listy czytelników: listy@redbulletin.com Wydanie 09 Warszawa, grudzień 2010.

NastępnY NUMER UKAŻe się we wtorek 4 STYCZNIA

Ilustracja: albert exergian

felieton


w w w. r e d b u l l m u s i c a c a d e m y r a d i o . c o m

WY˚SZA SZKOŁA MUZYCZNA

PONADDèWI¢KOWE

KAWAŁKI PROSTO Z

RED BULL MUSIC ACADEMY.

W ka˝dà niedziel´ od 16:00 do 18:00 na antenie Radia Roxy.


The Red Bulletin_12210_PL  

Mistrzowie! Magiczne chwile Sebastiana Vettela i ekipy Red Bull Racing w drodze po zwycięstwo Trening wojownika:Jak ekipa VW Motorsport prz...