Page 1


od redakcji

Piotr Nowacki

Wyjątkowy czas za nami, równie wyjątkowy przed nami. Świętujemy jubileusz Unii Polsko-Litewskiej i Unii Europejskiej, do której przynależymy od 2004 roku. Piętnaście lat, w ciągu których

foto Bożena Rożek

staliśmy się Europejczykami w całym słowa tego znaczeniu. Mamy nowoczesne drogi, instytucje, programy badawcze. Mamy wolność i przyszłość. Predysponuje nas do tego dziedzictwo intelektualne i materialne. Tylko mentalnie jeszcze musimy nad sobą popracować. Przed nami, 4 czerwca, rocznica pierwszych po zakończeniu II wojny światowej wolnych wyborów do polskiego parlamentu. Jak smakuje demokracja? Odpowiedź zawiera się w owych trzydziestu latach. Smakuje gorzko i słodko na zmianę. Historia na wyciągnięcie ręki, ale to nasze doświadczenie w całym jego spectrum.

Grażyna Stankiewicz

Pięknego rocznicowego czasu z „LAJF – magazyn lubelski”.

Wydawca

Redaktor naczelna


od redakcji 4  Wyjątkowy czas za nami, równie wyjątkowy przed nami. Grażyna Stankiewicz, Piotr Nowacki

8  Spektakl „Unia Narodów” i „Anioły Lubelskie”. foto Tomasz Bosiacki

z okładki

społeczeństwo

ludzie

12  Wirydarz ogród sztuk tekst Grażyna Stankiewicz, Patrycja Chyżyńska foto Krzysztof Stanek

18  Przy Lubertowskiej w Lublinie foto Maksym Kashenkov

22  Z miłości do mebli tekst Magda Zabłocka foto Marcin Pietrusza

moto 30 Renault ZOE - motoryzacja przyszłości tekst Piotr Nowacki foto Piotr Nowacki/Renault

turystyka 32  Śladami historycznych postaci tekst Dorota Lachowska foto Arch. LROT

za horyzontem 34  Pałac nad Bystrą tekst i foto Magda Mazurek

10 tygiel

28 biz-njus

moto 38 BMW. Porzuć błędny stereotyp tekst Izolda Boguta foto Marcin Steć

ludzie 40  Cwalinowie tekst Grażyna Stankiewicz foto Marcin Pietrusza

42 okruchy kultury

galeria 46 okruchy kultury

taki LAJF

48 Skolimowski tekst Magda Mazurek foto Viktoriia Berezniak

52 zaprosili nas

58 kalendarium maj/czerwiec


Powiatowy Urząd Pracy w Lublinie zaprasza do udziału w programie finansowanym ze środków rezerwy Ministra skierowanym do osób bezrobotnych będących dłużnikami alimentacyjnymi. Osoby bezrobotne będące dłużnikami alimentacyjnymi, zarejestrowane w naszym Urzędzie, które mają pomysł na własny biznes i chcą otworzyć własną firmę mogą otrzymać jednorazowe środki na rozpoczęcie działalności gospodarczej do 20 000,00 zł. Dodatkowo dla każdego uczestnika zostało przewidziane kompleksowe wsparcie umożliwiające reintegrację społeczną i zawodową, w postaci: • pośrednictwa pracy, • indywidualnego planu działania, • jednorazowych środków na podjęcie działalności gospodarczej, • warsztatów „Bo Ty tatusiu jesteś”, których celem jest wzmocnienie i pogłębienie więzi między ojcem, a dzieckiem, • możliwości nawiązana współpracy z biurem rachunkowym, które oprócz standardowych usług, będą mogły świadczyć uczestnikom programu bezkosztowe doradztwo biznesowe, • możliwości skorzystania z bezpłatnej pomocy prawnika (m.in. pracownika urzędu), • współpracy urzędu z kancelarią komorniczą. Kontakt: Anna Mazur Powiatowy Urząd Pracy w Lublinie ul. Mełgiewska 11c; 20-209 Lublin | tel. (81)745-18-16 w. 259, pok. 208 | e-mail: a.mazur@puplublin.pl

Sekretarz redakcji: Patrycja Chyżyńska (pat) p.chyzynska@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Izabella Kimak (izk), Michał Fujcik (fó), Katarzyna Kawka (kk), Maciej Skarga (ms), Monika Murat (mur), Marta Zawiślak (mar), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Wołoszyńska (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro) Skład: Irek Winnicki Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Anna Floryszek-Kosińska (flo), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor) Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Olga Michlec-Chlebik (mich). Informacje o prenumeracie w zakładce: o nas na www.lajf.ingo

Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 5 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, KRS 0000416313 e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosi wyłącznie reklamodawca. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów tekstów, nadawania śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałów niezamówionych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny.

ISSN 2299–1689

Redaktor naczelna: Grażyna Stankiewicz (gras), g.stankiewicz@lajf.info

REKLAMA i MARKETING: Wojciech Mościbrodzki w.moscibrodzki@lajf.info reklama@lajf.info | praca@lajf.info

LAJF magazyn lubelski 2019/3/62

LAJF magazyn lubelski Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604

Okładka: Krzysztof Stanek

Reklama

www.lajf.info


SPEKTAKL „UNIA NARODÓW” I „ANIOŁY LUBELSKIE”

z okazji jubileuszu 450-lecia zawarcia Unii Lubelskiej. Plac Litewski w Lublinie, 3 maja 2019 r. foto Tomasz Bosiacki


tygiel Bramą do pałacu To jedna z najciekawszych bram parkowych na terenie Lubelszczyzny. Została zbudowana na terenie otaczającym wzniesiony w 1802 r. pałac Prażmowskich w Gościeradowie koło Kraśnika, w którym obecnie znajduje się Dom Pomocy Społecznej.Ta neogotycka brama z czerwonej cegły została zbudowana według pomysłu hrabiego Eligiusza Suchodolskiego, kolekcjonera sztuki, porcelany, ins-trumentów muzycznych i mebli, posiadacza imponującego księgozbioru. Uważany za ekscentryka, niepotrafiący nawiązać stałych relacji z kobietami, nigdy nie założył rodziny, za to dobra w Gościeradowie doprowadził do rozkwitu. Zmarł bezpotomnie w 1894 r. Warty 2,5 mln rubli majątek ostatecznie otrzymało w spadku Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. (gras) (pod)

Na wzgórzu W ZAWIEPRZYCACH

To idealne miejsce na krótki wypad za miasto. Ruiny zamku usytuowane są na wzgórzu nad zakolem Wieprza. Zamek obronny był tu już w XVI w., a na barokowy pałac przebudował go Atanazy Miączyński herbu Suchekomnaty, uczestnik bitwy pod Wiedniem i przyjaciel Jana III Sobieskiego. Do dziś fragmentarycznie zachował się zespół pałacowo-parkowy, na który składają się m.in. okazała brama wjazdowa, barokowa kaplica, oficyna, lamus i kaplica, a także wiekowe lipy. W 1883 r. 16-letnia Maria Skłodowska, przyszła noblistka, spędzała tu wakacje u wuja, który był zarządcą majątku. Dziś jest to ulubione miejsce pasjonatów historii XVII w., słynące z pokazów grup rekonstrukcyjnych, warsztatów rycerskich i niewielkiego muzeum. (gras)

(pod)

(pod)

Kobietom Lubelszczyzny

10

magazyn lubelski (62) 2019

(pod)

Na rynku w Annopolu, który przecina droga Lublin – Kielce, wznosi się pomnik upamiętniający trud kobiet Lubelszczyzny. Na jednej z umieszczonych na nim pamiątkowych tablic wyryto fragment wiersza Marii Konopnickiej pt. „Na cmentarzu”, na drugiej zaś dedykację: Kobietom i dzieciom Lubelszczyzny poległym i wymordowanym przez najeźdźców w czasie drugiej wojny światowej – Społeczeństwo gminy Annopol. Annopol 1997. W rzeczywistości pomnik powstał w 1966 roku i początkowo poświęcony był kobietom pracującym i matkom z Lubelszczyzny, ale w roku 1997 zmieniono jego intencję. Jednak obelisk nie jest jedynym w centrum niewielkiego Annopola. Po drugiej stronie ulicy stoi sylwetka Józefa Piłsudskiego. Rzeźba marszałka z buławą w ręku została umieszczona na cokole i została wzniesiona w 2006 roku. (maz)


Kazimierz Dolny w rankingu CNN

Serwis CNN Travel przygotował listę 15 najbardziej romantycznych miast w Europie Środkowej, spośród których aż cztery znajdują się w Polsce. Na liście znalazł się m.in. Kazimierz Dolny. Amerykanie chwalą nadwiślańskie miasteczko za zabytkowe budownictwo, urozmaicone trasy do spacerowania, niezapomniane widoki i smaki lokalnej gastronomii. Kazimierz Dolny ma bardzo dobre towarzystwo takich polskich miast, jak Sopot, Sandomierz i Krynica-Zdrój. W Czechach wybór Amerykanów padł na Mariańskie Łaźnie, Telč, Mikulov, Kutná Hora i Český Krumlov. Na liście węgierskiej są Balatonfüred, Eger, Tokaj i Szentendre, a na słowackiej - Banská Štiavnica i Trenčín. (maz) (mich)

(maz)

Sezon na magnolie ( Ivan Kysloshchuk)

Haiwki w skansenie

To dawny zwyczaj, który jest obecny do dziś w różnych regionach Ukrainy i Białorusi. Haiwki, jahiłki, hahiłky – tradycyjne wiosenne pieśni i zabawy, które były wykonywane w pobliżu cerkwi w drugą niedzielę po Wielkanocy. W Lublinie po raz kolejny haiwki miały miejsce w cerkwi greckokatolickiej, która znajduje się na terenie Muzeum Wsi Lubelskiej. Na tę wiosenno-wielkanocną zabawę składają się tradycyjne pieśni opowiadające o sile budzącej się przyrody. Jedną z najbardziej znanych haiwek jest Werbowaja doszczeczka, czyli Wierzbna deseczka, którą w XIX wieku na Pokuciu spisał Oskar Kolberg, a która w XX wieku zabrzmiała w filmie Serhija Paradżanowa „Cienie zapomnianych przodków”. I jak co roku pod cerkwią w Lublinie pieśni towarzyszyła gra, polegająca na przechodzeniu przez mostek utworzony z rąk. Dawniej był to zwyczaj panien, który symbolizował przejście ze stanu panieńskiego do życia rodzinnego. (Mariana Kril)

Niestety sezon nie tylko już się skończył, ale i krótko trwał. Tegoroczna chimeryczna wiosna nie pozwoliła kwiatom tego jednego z najbardziej widowiskowych drzew – zbyt długo kwitnąć. W przyrodzie występuje około 250 gatunków. W Polsce kwitną zazwyczaj w kwietniu. Nazwa została nadana dla upamiętnienia francuskiego botanika Pierre’a Magnola. Cechą charakterystyczną jest najpierw obsypanie się kwiatami, dopiero później liśćmi. Ze względu na klimat magnolie rosnące na wschodzie Polski mają skłonność do przemarzania. W Ogrodzie Botanicznym UMCS w Lublinie rośnie ponad 90 gatunków i odmian magnolii, jedne z najbardziej okazałych znajdują się na dziedzińcu KUL. (maz) magazyn lubelski (62) 2019

11


z okładki

Wirydarz ogród sztuk O tym, kogo warto mieć w domu na ścianie, o młodopolskiej atmosferze Bochni i Krakowa, wielkim sercu do Lublina oraz o sztuce dokonywania przełomów z Piotrem Zielińskim, lubelskim marszandem, w 20-lecie istnienia Galerii Sztuki Współczesnej Wirydarz rozmawiają Grażyna Stankiewicz i Patrycja Chyżyńska, foto Krzysztof Stanek.

– Wirydarz to dawny ogród klasztorny. – Zgadza się, ale drugie znaczenie to ogród sztuk. Przy ogrodzie klasztornym urodziliśmy się, a ogrodem sztuk zawsze chcieliśmy być. Logo naszej galerii powstało z połączenia okna gotyckiego z Zakonu Sióstr Urszulanek w Lublinie, gdzie przez 10 lat mieściła się pierwsza siedziba galerii, oraz kolumny z sali kolumnowej w tym klasztorze, połączonych graficznie przez Ewę Białecką-Kwiatkowską. Uważam, że logo świetne, mówi o harmonii… – Skąd ta pasja do sztuki? – Najpierw był dom rodzinny w Bochni, potem znakomite liceum im. Króla Kazimierza Wielkiego,

12

magazyn lubelski (62) 2019

które kończyło wiele zacnych osobistości, np. artyści malarze Karol Frycz i Władysław Skoczylas czy aktorzy Jerzy Schejbal i Wiesław Komasa. Zresztą teatr był w moim życiu od zawsze. Moja mama i wujek grali w teatrach amatorskich. Duże znaczenie dla moich wyborów miał Stary Teatr w Krakowie, do którego rodzice zabierali mnie na każdą premierę. W ten sposób poznałem Krzysztofa Kieślowskiego, Sławomira Mrożka czy Andrzeja Wajdę. Sam też miałem zapędy aktorskie. Dwa lata stażu w Teatrze STU, potem próba dostania się na PWST, ale na egzaminie zostałem oblany przez Jerzego Stuhra, któremu do tej pory na kolanach za to dziękuję. I tak od strony teatru wszedłem do plastyki.


– Urocze młodopolskie klimaty, ale wybór padł na Lublin. Dlaczego? – Spośród wszystkich uczelni wyższych w Polsce na początku lat 80. to Katolicki Uniwersytet Lubelski promieniał. Tworzyli go wspaniali ludzie i miał bardzo dużo do zaoferowania. Poza tym mimo panującej komuny była to znakomita uczelnia. Kiedy tu przyjechałem w 1983 roku, to od razu zakochałem się w Lublinie. Studiując polonistykę i teatrologię, natychmiast związałem się ze Sceną Plastyczną KUL, gdzie byłem aktorem i menadżerem, a w ciągu 15 lat zorganizowałem też szereg wystaw. Tematem pierwszej z nich były rysunki Andrzeja Wajdy (później zorganizowałem jeszcze dwie wystawy Wajdzie

w Wirydarzu). Mało kto wie, że Wajda zaczął studia na ASP w Krakowie. Gdyby Roman Polański nie zadzwonił kiedyś do niego i nie powiedział, że w łódzkiej filmówce są darmowe obiady, a to były trudne czasy, to jak sam artysta mówił – zostałby malarzem, a nie filmowcem. A wtedy, w mojej pracy, wszystko działo się równolegle. Wyjeżdżaliśmy z teatrem wiele razy na festiwale w Polsce i za granicą. Byliśmy m.in. w Japonii, USA, Meksyku. Koordynowałem wszystkie działania teatru od zdobywania sponsorów, organizowania wyjazdów, transportu gigantycznych scenografii do układania grafika na rok naprzód. Na nic innego nie miałem czasu, a moje życie osobiste po prostu nie istniało. magazyn lubelski (62) 2019

13


– Co spowodowało, że odszedłeś ze Sceny Plastycznej KUL? – Zmęczenie materiału. Ale też chciałem już pójść na swoje. Zostałem dyrektorem w Lubelskiej Szkole Biznesu, która mieściła się u sióstr urszulanek przy placu Kochanowskiego. Oczywiście, jak to u mnie – pracy było za mało, więc w ramach uczelni powstała Galeria Wirydarz. – W życiu ważne są przełomy. Przełom, który u Ciebie wydarzył się 20 lat temu, całkowicie odmienił Twoje życie. – Najpierw poznałem Małgosię. To był 16 lipca 1999 r. – my tę datę pielęgnujemy bardziej niż datę ślubu. Małgosia siedziała na ławeczce pod pomnikiem Kochanowskiego, a ja zauważyłem ją z okna galerii. Postanowiłem pójść do kiosku po gazetę i podszedłem do niej. Zaprosiłem ją na kawę. Ludzie na przystanku zaczęli na nas patrzeć, zaległa głucha cisza. W końcu kiedy już zaczęliśmy rozmawiać, dała mi swój numer telefonu. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Przez następne trzy miesiące nie widzieliśmy się, ale dzwoniłem dzień w dzień, rozmawiałem z nią i całą jej rodziną. Kropla drąży skałę. W końcu w październiku zaprosiłem ją do siebie na kolację. Przygotowałem moją specjalność – pstrąga. Nie było możliwości, żeby po tej kolacji coś potoczyło się nie tak.

14

magazyn lubelski (62) 2019

– Jaką jakość Małgosia wniosła do Twojego życia? – Przede wszystkim porządkującą. Kobieta zawsze nadaje mężczyźnie kierunek. Ja, zawadiaka teatralny, wydający wszystkie zarobione pieniądze, z terminami w kalendarzu na kilka lat do przodu. I nagle stabilizacja. Najpierw małżeństwo, potem narodziny naszej córki Marcysi. I okazało się, że jest wspaniale. No i Małgosia pojawiła się w galerii. Dość szybko zaczęła mi pomagać, skończyła dodatkowe studia. To także dzięki niej Wirydarz jest dziś na tak wysokiej pozycji. – Pierwsi bohaterowie wystaw w Wirydarzu? – Od początku była idea, aby co jakiś czas pokazywać w galerii nasze związki z Lublinem i Lubelszczyzną, więc zaczęliśmy od Zofi Kopel-Szulc. Wspaniała postać, wybitna artystka lubelska. Ale już jesienią 2000 r. pokazaliśmy prace Andrzeja Wajdy i jego żony Krystyny Zachwatowicz. To była genialna wystawa, poświęciłem jej dużo czasu, szperając w przepastnych archiwach Muzeum Starego Teatru w Krakowie, odnajdując wiele ciekawych szkiców, rysunków i projektów artystów, a także rarytas, obraz olejny Wajdy, namalowany do słynnych „Biesów” w jego reżyserii. – Jaki jest klucz w doborze artystów?  – To wszystko wynika z mojego subiektywnego wyboru, z pewnej wrażliwości i poszukiwań. Założenie jest takie, by pokazywać wybitnych polskich artystów, a więc już tych uznanych, którzy nigdy nie byli prezentowani w Lublinie. Po drugie, po-


Piotr Zieliński, rocznik 1964, pochodzi z Bochni, absolwent KUL. Przez 15 lat menadżer i aktor Sceny Plastycznej KUL. Od 20 lat wraz z żoną Małgorzatą prowadzi w Lublinie autorską Galerię Sztuki Wirydarz, która ma na swoim koncie realizacje ponad 200 projektów artystycznych. Honorowy ambasador Bochni. Laureat wielu nagród i wyróżnień, m.in. nagrodzony odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Miłośnik podróżowania i dobrej kuchni. Pasjonat lotnictwa, astronautyki i kosmosu. Ojciec 15-letniej Marceliny i właściciel uroczej maltanki Lutki.

szukiwać nowych artystów. Chcemy, żeby galeria była na tych wodach, więc jeśli nam ktoś ciekawy wpada w oko, to go wystawiamy, ale generalnie opieramy się na tym, co w polskiej plastyce jest najważniejsze. Każda wystawa jest przygotowywana autorsko pod przestrzeń naszej galerii. Reagujemy też na różne wydarzenia, np. z okazji 700-lecia Lublina zrealizowaliśmy projekt, w którym wzięło udział 24 malarzy. – Jak rodzą się pomysły na wystawy?  – Wszystko, co robimy, wynika autentycznie z pasji. Jesteśmy bodaj jedyną w Polsce prywatną galerią sztuki, która zorganizowała tak wiele wystaw muzealnych. Jedną z najważniejszych w mojej karierze była wystawa „Jacek Malczewski i inni” w 2003 r. Z muzeum Fischera w Bochni przywieźliśmy do Lublina dzieła, na których wypożyczenie musiał zgodzić się minister kultury i dziedzictwa narodowego. Pokazaliśmy wtedy m.in. genialne płótna Jacka Malczewskiego i Olgi Boznańskiej. Tą wystawą pobiliśmy własny rekord frekwencji. 23 marca 2003 odwiedziło galerię 865 osób! W sumie obejrzało tę wystawę prawie 10 tys. zwiedzających. Zdarza się, że przyjaźń i sentyment do sztuki lub do samego artysty decydują o podjęciu współpracy, tak jak to miało miejsce z Pablo Caviedesem, nowojorskim genialnym artystą ekwadorskiego pochodzenia, który przypadkiem trafił do nas. Zorganizowaliśmy mu wystawę, a przyjaźń pielęgnujemy od 6 lat, odwiedzając się w Lublinie i Nowym Jorku. Nowy Jork to w ogó-

le osobna sprawa. Latamy tam często, mamy świetne kontakty, przesiadujemy w muzeach i zaprzyjaźnionych galeriach (m.in. Allouche Gallery) oraz w Domu Aukcyjnym Christie’s – gdzie są kapitalne, przedaukcyjne wystawy sztuki. – A co z konkurencją? To jest dobry czas dla galerii komercyjnych? – Konkurencja w Polsce jest duża, ale każdy znalazł swoją niszę. To, co dla nas jest ważne, to dokładanie swojej cegiełki do kultury i sztuki Lublina. W dobie internetowej sprzedaży pojawiły się także galerie internetowe. Ale przecież galeria sztuki musi być żywa: to właśnie galerie zajmują się promocją sztuki, kompletowaniem dzieł, organizacją wystaw, realizacją katalogów, niosą cały ten sztandar obowiązku. Trzeba się zmęczyć, spocić. Galeria sztuki musi mieć lokal, w którym publiczność może obcować ze sztuką, poznawać artystów. Oczywiście prowadzimy stronę www, która pomaga ściągnąć do Lublina kolekcjonerów z Polski i ze świata, ale nadal najważniejszy jest dla nas bezpośredni kontakt z nabywcą. Bywa, że klienci opowiadają nam o tym, jak żyją, po to, by te dzieła sztuki rzeczywiście do nich pasowały. – A jaki jest rynek sztuki obecnie, co go kształtuje?  – On cały czas ewoluuje. Świadomość kolekcjonerów bardzo wzrosła, poszukują obrazów wybitnych twórców. Wzrosła też zamożność tzw. średniej klasy, magazyn lubelski (62) 2019

15


która znajduje nowe możliwości inwestycji w sztukę. Teraz w dobrym tonie jest kupić coś unikatowego i wartościowego do domu, a nie tylko obrazek z IKEA. Coraz głośniej mówi się o aukcjach polskiej sztuki, na których nie dziwią kwoty rzędu kilkuset tysięcy zł za obraz współczesnego artysty. Przez pierwsze lata działalności nie przypuszczaliśmy, że będziemy żyć z galerii. – Na czym polega owa wyjątkowość galerii sztuki? Trywializując – to również sklep, tyle że z obrazami. – To jest nie tylko sklep z dziełami sztuki. Aktywność Galerii Wirydarz przejawia się na różnych płaszczyznach: coroczną realizacją plenerów malarskich (Kazimierz Dolny, Księży Dwór, Nałęczów), organizowaniem charytatywnych aukcji sztuki, promocją sztuki poprzez wydawnictwa: katalogi, kalendarze i albumy. Przygotowujemy również wystawy w innych galeriach i ośrodkach sztuki w Polsce oraz za granicą. Najważniejsza jednak jest realizacja wystaw w siedzibie galerii. Dodam, że nasze wystawy od lat odwiedzają liczne stałe grupy, np. z Uniwersytetu Trzeciego Wieku czy artterapii szpitala neuropsychiatrycznego oraz uczniowie i studenci, a nawet grupy przedszkolne – czy w takim razie możemy mówić o galerii jako sklepie? – A jak się trafia na hity artystyczne? – Można trafić na twórców już uznanych, tak jak w przypadku Tadeusza Dominika, jednego z najwybitniejszych polskich kolorystów, malarza światowego formatu. Kiedy się poznaliśmy, był już wybitnym, uznanym artystą, a kiedy zostałem jego marszandem, otworzyliśmy przed nim nowe możliwości poprzez

16

magazyn lubelski (62) 2019

współpracujących z nami kolekcjonerów. Dzięki temu powstały nowe, wyjątkowe cykle obrazów Profesora. To dla nas jako marszandów ogromna satysfakcja, że mamy czasem wpływ na dalszy rozwój artystów, nawet tych najwybitniejszych. – Dzięki Galerii Wirydarz świat dowiedział się o pochodzącym z Lubartowa Rafale Erecie. W ciągu kilku lat stał się jednym z „najmodniejszych” polskich malarzy młodego pokolenia. – Spotkaliśmy się siedem lat temu pomiędzy stoiskami z kiełbasami i serami na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie. Okazało się, że to artysta, długie włosy, sztaluga. Zaczęliśmy rozmawiać. Rafał skończył akademię sztuki w Amsterdamie, niedawno wrócił z Holandii, ma poruszające obrazy. Jakiś cud! A w internecie cisza. Nie istnieje. Natychmiast wzięliśmy go pod swoje skrzydła. W 2013 roku zorganizowaliśmy mu wystawę, która została nominowana przez lubelski oddział „Gazety Wyborczej” do nagrody Strzały Kultury. Rafał Eret sam o sobie mówi, że jest malarzem małomiasteczkowym. Ale przecież to jego malarstwo jest zachwycające! Ono jest w pewnym sensie holenderskie, bo widać tu odniesienia do flamandzkich mistrzów. Eret maluje cyklami i te kolejne cykle pokazują pewną fazę wtajemniczenia. Rafał nie lubi wokół siebie szumu, a i tak jego obrazy przebojem znalazły się w znakomitych kolekcjach sztuki. I nie tylko. Mieliśmy klienta, który urządził swoją sypialnię na wzór obrazu Ereta. – Czy to nadal jest ważne, w jakim otoczeniu się wychowujemy? – Bardzo ważne. Sztuka edukuje i uwrażliwia, to ważne szczególnie w domu, gdzie są dzieci. Nie


wiem, gdzie ja bym był, gdyby nie mój dom w Bochni. Wspaniały dwór, który wybudował mój dziadek, fortepian, olbrzymia biblioteka, obrazy ze szkoły krakowskiej Ludwika Stasiaka, Franciszka Mollo czy Nikifora. Sztuka buduje środowiska inteligenckie. Jeśli inteligencja nie ma pieniędzy, to biznes inwestuje w sztukę. A dla nas najważniejsze jest, że sztuka trafia do ludzi, do ich domów. – Inwestycja w kolekcjonowanie sztuki bardziej bierze się ze snobizmu czy potrzeby otaczania się tym, co uważamy za piękne? – To zależy od indywidualnego podejścia. Bywa tak, że przychodzi do galerii ktoś, kto zna się na sztuce, i mówi np. że za darmo nie chciałby tego obrazu. Za kilka godzin przychodzi ktoś równie kompetentny i mówi, że za ten sam obraz oddałby wszystkie pieniądze. Dwie tak skrajne oceny tego samego dzieła! Jedni chcą wybitnych nazwisk, młodzi obiecujący artyści w ogóle ich nie interesują. Liczy się tylko prestiż. Inni są ciekawi tego, co dzieje się w pracowniach młodych artystów, a inwestowanie w ich twórczość niekiedy ma w sobie coś z hazardu. Są też tacy nabywcy, którym obraz po prostu się podoba i chcą go u siebie powiesić. – Tymczasem na ścianach Wirydarza widzimy całą plejadę polskiego malarstwa powojennego. – Rzeczywiście mamy w swoich zbiorach szalenie różnorodnych twórców, w tym tak wybitnych, jak Maśluszczak, Bereźnicki, Baj, Stasys czy Dwurnik. Nasza galeria od początku idzie szeroko rozumianym torem akademickim, wywodzącym się z pnia malarstwa młodopolskiego, z którego współczesne polskie malarstwo wyrasta. Natomiast nie śledzimy obrzeży sztuki, które są ważne, ale od tego są wyspecjalizo-

wane galerie, jak Zamek Ujazdowski w Warszawie czy Galeria Biała w Lublinie. Oni pewnie myślą o nas, że trącimy myszką, bo my mamy tzw. klasykę. – Macie dobrze prosperującą galerię, styczność z fantastycznymi osobowościami, zwiedzacie świat, kreujecie wydarzenia, które są ważne dla krajobrazu kulturalnego Lublina. Co jeszcze jest dla Was ważne w życiu?  – Przede wszystkim rozwój. Lubię czerpać z artystów i się nimi inspirować. To arcyciekawe środowisko, wcale nie tak hermetyczne, jakby się wydawało. Dzięki temu my też inaczej spędzamy czas. Nawet bure listopadowe dni spędzamy w kolorze. Idziesz rano do galerii, a tu przyjeżdżają wspaniali niezapowiedziani goście, wchodzą do nas, zachwycają się sztuką. Poza tym ta praca wymaga symultanicznego myślenia do przodu i myślenia określonym harmonogramem spotkań i wystaw przez siedem dni w tygodniu. Cieszymy się bardzo, że Galeria Wirydarz od początku istnienia ma wspaniałych sponsorów, mecenasów sztuki. Wspiera nas także Miasto Lublin. Cieszymy się z tego i dziękujemy bardzo za zaufanie. Prowadzenie galerii to poczucie pewnej misji. My chcemy zarażać ludzi sztuką. Sami staramy się nadążać za tym, co się dzieje w świecie, planujemy rok tak, aby znaleźć czas na podróże związane ze sztuką, odwiedzać muzea, galerie i domy aukcyjne w różnych częściach świata. Stanowimy zespół wraz z naszą córką, która tak samo lubi poznawać świat i coraz śmielej wypowiada się na tematy związane ze sztuką. Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje – tymczasem trzeba ten temat ująć szerzej – sztuka łagodzi obyczaje. Na co dzień pracujemy w pięknie. I właśnie to jest fascynujące!


społeczeństwo

Przy Lubartowskiej w Lublinie

foto Maksym Kashenkov


ludzie

Z miłości

do mebli

W domu zawsze były zwierzaki, więc nie wzruszały mnie nadgryzione kwiaty (kociska), odgryzione kopyta od dziczej skóry (suka Buba), parę nadjedzonych książek, bo akurat leżały właśnie w tym miejscu, w którym jaśniepan chciał się wylegiwać (Łachudra – kot czarny), pokąsane stołki (a takie ładne były, niebieskie…), ale fotele?! Moje wypieszczone przedwojenne fotele z rattanowymi poręczami, za które na starociach zapłaciłam miliony monet. A jednak rattan został pożarty, a fotelowe poręcze utraciły połączenie ze szkieletem siedziska. Rozpacz w biały dzień, trzeba ratować te pożary i zgliszcza. Hejkum kejkum, panie Kaziu, ratuj! tekst Magdalena Zabłocka foto Marcin Pietrusza

Kazamaty pana Kazimierza Klimka pełne są skarbów… Przekraczając próg zakładu przy Lubartowskiej, wchodzimy do innego świata, który staje się nagle sezamem z baśni o czarodziejskiej lampie Aladyna. Szkielety krzeseł, foteli, kanap, sof i sofek pozornie straszą zionącym z nich smutkiem. A przecież te wszystkie sprzęty to kawałek czyjegoś domu, czyjegoś życia. I Tuwim przed oczami, „cudze meble postawiono”. Te, tam pod ścianą, to taka pani starsza przyniosła. Koty jej trochę zniszczyły (skąd ja to znam…), ale po mężu zostały, dobry człek był z niego, na tym fotelu lubił siadać, gazetę czytał. Umarł w nim. Męża nie ma, fotel został. Wspomnienia też są, lecz wspomnienia to tylko ułomna ludzka pamięć, a fotel – niemy świadek przemijającego czasu. Zawód wartościowy, taki prawdziwy, męski.

22

magazyn lubelski (62) 2019

Tamtą sofkę taka młoda dziewczyna przyniosła, fajna dziewucha, ale obicie jakieś takie kolorowe sobie wymyśliła, ci młodzi to teraz pomysły mają, że hej, pani Magdo! Mówiła, że lubi tę sofę, ale po co takie pstrokate, ten materiał, o tu, ten zielony by się nadał. Zielony jest taki ładny, jak wiosna, radość daje, oczy cieszy. Nie każdy jednak lubi zielony, ja, panie Kaziu, jakoś tak nie za bardzo za tymi zieleniami, ale wie pan, może ja to bym sobie aksamit na te moje fotele? Ależ oczywiście, jak królowa pani będzie na aksamitnych fotelach siadywać, tylko co z kotami pani zrobi? Znowu wydrapią, trzeba będzie obicie zmieniać… Oglądamy więc próbki materiałów. Pan Kazio opowiada, a opowiadacz z niego pierwszej wody. Pan Kazio ma marzenia, chciałby pokazać światu nie tylko


swoje królestwo, bo jako dobry fachowiec jest znany i ceniony, ale rzemiosło chciałby pokazać, niech ludzie wiedzą, że zawód tapicera to zawód wartościowy, taki prawdziwy, męski. Dla mnie jest to zawód z pogranicza. Łączy w sobie nostalgię pozornie zanikającego zawodu i rosnące ostatnio zapotrzebowanie na tego typu usługi. Każdy z nas jest w jakimś sensie sybarytą, lubi się otaczać ładnymi przedmiotami, ładnie mieszkać, ładnie żyć. I wygodnie siedzieć, a już właśnie najlepiej w ładnym, wygodnym fotelu. Kuszą nas, zwłaszcza ekonomicznie, oferty wielkich producentów, u których meble robi się taśmowo, ale są i tacy, którzy potrzebują przedmiotów z duszą, będą swoistą formą ich personifikacji. Ja przywiązuję się do przedmiotów, jestem typowym przykładem zbieracza, dlatego staram się

zachować stoicki spokój, kiedy pokazuję ogrom nędzy i rozpaczy, jaki obecnie przedstawiają sobą moje przedwojenne fotele. Chociaż serce mi się kraje. Ale będzie dobrze, przyszłam do właściwego lekarza.

Wiedzy, pani Magdo, wiedzy! Pan Kazio dziś urzęduje na swoich włościach przesiąkniętych zapachem klejów sam. Bo, pani Magdo, wszyscy myślą, że ja już jestem niepotrzebny, że moja praca to tylko psu na budę… A niech pani popatrzy! Sam tych gratów tu nie naznosiłem, ktoś musiał je przynieść osobiście. Pan Kazio ma bowiem uczennicę, którą uczy tajników zawodu, którą uczy magazyn lubelski (62) 2019

23


24

magazyn lubelski (62) 2019


miłości do mebli. Dobra jest, pani Magdo, w waszym konkursie brała udział, taka cicha jest i grzeczna, ale dobra jest. Tyle jeszcze przed nią, mówi pan Kazio, gładząc ręką poręcz starego krzesła. Kto je przyniósł? A była tu taka jedna, remont w domu robi, trzeba obicia zmienić, bo krzesła porządne, drewniane, nie z żadnej sklejki, fachowa rzemieślnicza stolarka, to wyrzucić szkoda. A pan Kazio przecież jest czarodziejem, jego sprawne dłonie każdemu rupieciowi przywrócą splendor i blask. Moim fotelom też, chociaż z tym diabelskim rattanem, pani Magdo, to trudno będzie… Był swego czasu taki jeden, co to tym się zajmował, ale umarł, a to wymaga wprawy, wiedzy, pani Magdo, wiedzy! Trzeba umieć to wszystko umiejętnie naciągnąć, trochę zabawy, rozebrać, żeby drewna nie uszkodzić, stare jest przecież, już spracowane. Obicia to nie problem, kolor tylko sobie pani wybierze, fakturę, żeby fotele zachowały to brzemię czasu, co?

Fotele nieszczęsne naprawić Ta dziewczyna, co się u pana Kazia uczy, wybrała trudny zawód, przecież to nie tylko te domowe meble, ale i fotele samochodowe, z autobusów. Ja to akurat, to niezbyt lubię, czegoś tam brakuje, wie

pani. Wiem, panie Kaziu, wiem. Mogłabym tu w tej pańskiej pracowni zamieszkać, tyle tu ciekawych rzeczy, młotków, dłutek, pinezek, taśm, szmatek, sznurków, pędzli. A, te pinezki to do pikowania, taśmy ładnie wyglądają przy zabytkowych meblach, ale i jak kto młody przyjdzie, to się zachwyca, i nie raz bywało, że koncepcja mu się zmienia, ja tak lubię ludziom doradzać. A tu, pani Magdo, to ja mam takie różne stare rzeczy, co ja mam z nimi zrobić? Muzeum, panie Kaziu, zróbmy muzeum. Tak! Pan Kazio pokazuje mi stareńkie narzędzia, maszyny, które z pietyzmem przez tyle lat przechowywał, żeby potem ktoś pamiętał, jak się kiedyś pracowało, jak wyglądał świat, który odchodzi w zapomnienie. Może nie zapomną, co? Ta dziewczynka moja przecież się uczy, teraz w telewizji dużo jest programów, gdzie ludzie pokazują, jak samemu zrobić sobie ładnie mieszkanie. Tylko ja tobym jeszcze tych prezenterów poduczył, oj, brakuje im trochę, brakuje… Ludzie pewnie zaczną się interesować, a gdzie się lepiej nauczą, jak nie w zakładzie rzemieślniczym? Jak umrę, to coś zostanie. Pan Kazio nie umiera, na szczęście. Dziewczynę musi wyszkolić, kursy poprowadzić, moje fotele nieszczęsne naprawić. I przecież będziemy robić muzeum! Kamienica jest na Starym Mieście, Dom Rzemiosła, który rzemieślnicy kupili z własnych pieniędzy. Obecnie właścicielami jest pięć cechów, pan Kazio

magazyn lubelski (62) 2019

25


26

magazyn lubelski (62) 2019


należy do Cechu Rzemieślników i Przedsiębiorców Branży Budowlanej i Drzewnej. Chociaż, jak mówi, czasami czuje się i krawcem, to przecież po sąsiedzku, zaraz obok. Tapicer jest zawodem z pogranicza, prawda?

Zobaczą, docenią, zrozumieją Więc robimy muzeum, każdy coś ma w domu, pani Magdo, może coś przynieść, oddać, pokazać, ja ich znam, gdzieś po zakładach się to przewraca, a tak

ludzie przyjdą, zobaczą, docenią, zrozumieją. Zrozumieją? Ano zrozumieją, że rzemiosło wciąż jest mocno obecne w strukturach miasta, tylko my teraz jesteśmy też przedsiębiorcami, ale czy każdy przedsiębiorca ma taki dyplom jak ja? Jestem marzycielem, pani Magdo, ale z drugiej strony stąpam mocno po ziemi, bo jestem rzemieślnikiem. Pan Kazio jest artystą. Sprawnie wydłubuje pinezki i odpruwa taśmę obiciową. Szuka wśród swoich skarbów właściwego materiału, mruży oczy, mierzy, szepcze do siebie pod sumiastym wąsem, zaklinając rzeczywistość. Ale żeś się pani uparła na ten aksamit…


28

magazyn lubelski (62) 2019


magazyn lubelski (62) 2019

29


biz-njus Nowa fabryka na Felinie

Polska i Lubelszczyzna 2019 Pracodawcy Lubelszczyzny “Lewiatan” wspólnie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Lubelskiego w Lublinie zorganizowali konferencję “Polska i Lubelszczyzna 2019 – Perspektywy dla gospodarki i biznesu”. Jednym z zaproszonych gości była Henryka Bochniarz, była minister przemysłu i handlu, obecnie Prezydent Konfederacji Lewiatan. Głównym przesłaniem konferencji była dyskusja nad promocją walorów województwa lubelskiego jako potencjalnego miejsca do prowadzenia działalności gospodarczej. Konferencja była również przyczynkiem do dyskusji na temat perspektyw rozwoju Lubelszczyzny w kontekście rozwoju gospodarczego Polski w latach 2020 – 2030. (pod)

Firma Elpes to nowy inwestor na terenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej przy ul. Braci Krausse 5 w Lublinie. Firma zajmuje się produkcją opakowań, a jej specjalnością są tuby laminatowe stosowane głównie w branży kosmetycznej.Na terenie zakładu mieszczą się pomieszczenia biurowe i nowoczesna hala produkcyjna z magazynem wysokiego składowania. Budynek o powierzchni ok. 2500 m2 jest zaprojektowany tak, aby umożliwić dalszą jego rozbudowę. Hala produkcyjna o wielkości 1000 m2 mieści najnowocześniejszy szwajcarski park maszynowy na potrzeby dwóch linii produkcyjnych. Docelowo w lubelskiej fabryce ma znaleźć zatrudnienie około 40 osób. W 70 firmach działających w podstrefie ekonomicznej na Felinie obecnie pracuje ok. 5 tys. osób. (pat)

(PTLL)

Dwumilionowy pasażer Port Lotniczy Lublin po sześciu latach funkcjonowania lotniska obsłużył dwumilionowego pasażera. Jest nim Pani Weronika Sawa, która przyleciała 24 kwietnia z Eindhoven w Holandii na pokładzie samolotu linii lotniczych Wizz Air. Był to jej pierwszy lot samolotem w życiu. Wyjątkową pasażerkę osobiście przywitali przedstawiciele Portu Lotniczego Lublin. – To odpowiedni moment, aby podziękować pasażerom za zaufanie, jakim każdego dnia obdarzają nas i linie lotnicze, operujące z lubelskiego lotniska. Cieszymy się, że możemy świętować już dwa miliony pasażerów odprawionych w Porcie Lotniczym Lublin. Pamiętajmy, że sprawne funkcjonowanie naszego portu nie byłoby możliwe bez ludzi, którzy codziennie dbają o bezpieczeństwo i komfort podróżujących. Śmigłowce dla MON To sukces nas wszystkich – powiedział Krzysztof Wójtowicz, prezes Portu Lotniczego Podczas oficjalnej uroczystości w ŚwidniLublin. Linie Wizz Air od pierwszego lotu do Lublina w kwietniu 2012 r. przewiozły ku, w obecności Premiera RP Mateusza do i z Lublina ponad 1,3 miliona pasażerów. Morawieckiego, Ministra Obrony Narodowej RP Mariusza Błaszczaka oraz CEO LeArche Hotel Lublin onardo – Alessandro Profumo, nastąpiło To nowy biznesowy obiekt hotelowy w Lublinie, którego otwarcie odbyło się w grud- podpisanie umowy o wartości około 1,65 niu 2018 r. Atutem jest usytuowanie przy ulicy Zamojskiej w sąsiedztwie Mostu mld zł (380 mln euro), która ma na celu Kultury, w pobliżu Starego Miasta, dworca PKP oraz lubelskich obiektów sportowych wzmocnienie zdolności śmigłowcowych i Targów Lublin. Na powierzchni 7 tys. m2 mieszczą się 132 pokoje w tym 3 apar- Marynarki Wojennej RP. Firma Leonardo tamenty oraz 5 sal konferencyjnych z największa powierzchnią eventową w Lublinie. za pośrednictwem swojej polskiej spółki Hotel zaprasza do restauracji „kulturalna” serwującej dania kuchni międzynarodowej zależnej i głównego filaru przemysłowego z lokalnymi akcentami. Do dyspozycji są również dwa bary, siłownia i sauna. Hotel koncernu w Polsce, czyli PZL-Świdnik, jest pierwszym obiektem w mieście oferującym sprzedaż pokoi w systemie CONDO, dostarczy Ministerstwu Obrony Narodow którym właściciel podpisuje z zarządcą hotelu wieloletnią umowę najmu pokoju, co wej RP cztery śmigłowce AW101 wraz ze zapewnia comiesięczne zyski. Kompleksowe zarządzanie obiektem przejmuje na siebie zintegrowanym pakietem logistycznym i grupa Arche. Arche Hotel Lublin aktywnie angażuje się w lubelską kulturę - patro- szkoleniowym. Dostawy śmigłowców zanował Kozienaliom, bierze udział w Nocy Kultury, podczas której w swoich wnętrzach kończą się w 2022 r. Maszyny będą realizaprezentuje wystawę malarstwa „Wrażenia” Damiana Czerwińskiego. Artysta jest zowały misje zwalczania okrętów podwodosobą niepełnosprawną, reprezentującą nurt sztuki naiwnej. Swoją wizję świata przed- nych (ZOP) oraz bojowego poszukiwania i ratownictwa (CSAR). stawia za pomocą pasteli olejnych. (pat)

30

magazyn lubelski (62) 2019


magazyn lubelski (60) 2019

31


moto

Renault ZOE

– motoryzacja przyszłości tekst i foto Piotr Nowacki

Kolejne nasze spotkanie z nowym modelem samochodu. Podczas rozmowy z lubelskim dealerem marki Renault Nazaruk Servis pada propozycja przetestowania Renault ZOE. Całkowicie elektryczne auto? Mam wątpliwości, też elektryczne, jak i gdzie go doładować? Z pełnym „bakiem” mogę nim przejechać do 300 km. A jeśli zechcę pojechać nieco dalej?

32

magazyn lubelski (62) 2019

NAZARUK SERVICE- Salon Renault

Abramowicka 45, 20-442 Lublin tel.: 81 748 68 68 www.nazaruk.pl


moto Zaczynam myśleć, gdzie się doładuję. Nie „dotankuję” tego samochodu w pierwszej lepszej stacji paliw, ale podejmuję ryzyko. Ruszamy. Cisza, jaka panuje w aucie, wręcz zachwyca. Słychać jedynie delikatny szum opon i charakterystyczny dźwięk, jaki wydają silniki elektryczne w czasie jazdy. Start z czerwonych świateł daje nam przewagę nad innymi kierowcami, przynajmniej do prędkości 50 km/h. Jedziemy, wciąż mając z tyłu głowy problem doładowania. Pierwsza myśl – Lubelski Park Naukowo-Technologiczny, gdzie znajduje się stacja dla samochodów elektrycznych. Dojeżdżam, podpinam ZOE pod stację fotowoltaiczną i co widzę? Czas ładowania do maksimum to ponad 14 godzin. Trochę długo. Po minimalnym doładowaniu rezygnuję i jadę do domu, aby tam poczekać, aż ZOE zwiększy swój zasięg. Dojeżdżam, wpinam kabel w czoło renówki, wtyczkę w gniazdko i dostaję komunikat, że nie ładuje się. System sam dokonuje analizy sieci domowej i stwierdza, że mogę ją uszkodzić (brak uziemienia, zbyt duży opór na przewodach doprowadzających prąd do gniazda). No i jest problem. Zostałem uprzedzony przez dealera Renault Nazaruk Serwis, że sieć domowa powinna być sprawdzona przez elektryka. W takiej sytuacji dobrze jest mieć sąsiadów, których sieć jest w stanie naładować ZOE. Przy okazji sąsiedzi dokonują oceny wizualnej ZOE. Zarówno w odczuciu kobiet, jak i mężczyzn wypada bardzo pomyślnie. Paniom podobała się stylistyka i łatwość prowadzenia. Panowie, prowadząc, pokusili się o stwierdzenie: – To przyszłość motoryzacji! Po całonocnym ładowaniu z instalacji domowej ZOE było w stanie pokonać 220 km. Dużo i niedużo. Dalej szukam stacji ładowania o większej mocy, aby „zatankować” w krótszym czasie. CH Felicity w Lublinie posiada taką stację, ale konieczna jest aplikacja na telefon. Jedziemy do VIVO. Miła pani z ochrony otwiera stację dokującą, podpinamy kabel i ładujemy. Poziom naładowania auta pozwala nam przejechać 100 km. Czas naładowania do 100% to jedynie 1 godzina 40 minut! Drobne zakupy, kawa i samochód mamy naładowany do zasięgu 230 km. I jeszcze niespodzianka – w Vivo można ładować za darmo. Wkrótce takich miejsc będzie więcej. Lublin jako uczestnik konkursu Eco-Miasto właśnie wdraża program budowy stacji ładowania samochodów elektrycznych. Warto poczekać. Renault ZOE to kompaktowy samochód w 100% elektryczny, o największym realnym zasięgu w swojej klasie, nawet 300 km. Auto oferuje komfortową, niezwykle płynną jazdę. Nie emituje spalin ani nie hałasuje. ZOE wyposażone jest w system multimedialny z 7-calowym ekranem dotykowym Renault R-LINK Evolution. Umożliwia on planowanie tras przejazdu, przeglądanie e-maili, słuchanie ulubionej muzyki i pobieranie aplikacji z R-LINK Store. Auto posiada również m.in. automatyczną klimatyzację, system kontroli ciśnienia w oponach oraz układ kontroli toru jazdy ESC. Podsumowując naszą przygodę z ZOE, bez wątpienia mówimy „tak” elektromobilności. Auto zadowoliło się, jak wynika ze wskazań komputera – 17,2 kWh/100 km. Wynik jest przyzwoity. Ile to będzie nas kosztować? A to jest kwestia indywidualna, ponieważ zależy to od taryfy, jaką mamy u dostawcy energii elektrycznej. magazyn lubelski (62) 2019

33


Śladami historycznych postaci Wielowiekowa historia Lublina została zapisana w zbiorowej pamięci dzięki ważnym wydarzeniom oraz osobom, które poprzez twórczość i działalność wniosły wyjątkową wartość w losy miasta. By pełniej zrozumieć i docenić jego współczesność, warto się udać na spacer szlakiem historycznych postaci Lublina. Początki literatury polskiej wiążą się z Lublinem dzięki postaci Biernata z Lublina, który żył na przełomie XV i XVI w. Jego wizerunek odnajdziemy na frontonie kamienicy Klonowica przy Rynku Starego Miasta. Został także uhonorowany tablicą pamiątkową w budynku Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego przy ul. Narutowicza. Urodzony w Lublinie poeta, bajkopisarz, tłumacz i lekarz był autorem jednej z pierwszych wydanych w języku polskim książek, zyskując miano „ojca literatury polskiej”. Na frontonie Kamienicy Muzyków pod numerem 16 odnajdziemy medalion z wizerunkiem zmarłego w 1552 roku Jana z Lublina. Niestety o kompozytorze nie wiadomo zbyt wiele, tymczasem jest on autorem księgi, organowej Tabulatury liczącej 350 utworów muzycznych, która uchodzi za jedno z najważniejszych źródeł wiedzy o muzyce renesansowej w Europie. Z Lublinem związany był najwybitniejszy polski poeta renesansu Jan Kochanowski, o czym świadczą dokumenty oraz utwory literackie, takie jak fraszka „Do Doktora Montana”, poemat „Proporzec” czy „Hołd Pruski”. Kochanowski zmarł nagle w 1584 roku, prawdopodobnie na zawał serca lub udar spowodowany upałami, najpewniej w kamienicy Klonowica przy Rynku 2. Na frontonie budynku odnaleźć można wizerunek Jana Kochanowskiego. Plac oraz pomnik poświęcony poecie znajdują się obok kościoła powi-

34

magazyn lubelski (62) 2019

(LROT)

turystyka

zytkowskiego przy ulicy Narutowicza. Ulice Lublina przemierzała również urodzona w 1921 roku w kamienicy na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Staszica Julia Hartwig. Wybitna poetka, eseistka i tłumaczka mieszkała tutaj do ukończenia liceum, a także po wojnie, kiedy studiowała na KUL. Lublin często pojawiał się w jej twórczości, utrwalony jako miejsce spotkania kultur i religii. Bratem poetki był Edward Hartwig, wybitny fotografik, który pozostawił wiele niezwykłych zdjęć dawnego miasta. Jedno z najbardziej urokliwych miejsc w obrębie Starego Miasta, schody łączące plac Rybny i ulicę Kowalską, w 2004 roku zyskało nazwę Zaułek Hartwigów. Przechodząc przez plac Po Farze i udając się w kierunku ulicy Podwale, natkniemy się na ślad Władysława Panasa. Zaułek jego imienia przywołuje pamięć o wybitnym badaczu Brunona Schulza, Zbigniewa Herberta, kultury i literatury żydowskiej, który tutaj przyjechał na studia w 1968 roku. To jemu miasto zawdzięcza przywołanie postaci Jakuba Horowitza – Widzącego z Lublina, odkrycie niezwykłego znaczenia Bramy Grodzkiej, która łączyła chrześcijańską i żydowską część miasta, oraz dostrzeżenie kształtu oka na placu Zamkowym, które dzisiaj jest wykorzystywane jako część identyfikacji wizualnej miasta. Lublin tętni życiem przez cały rok. I przez cały rok nad ulicą Grodzką balansuje na linie postać sztukmistrza. Być może to Jasza Mazur, magik i akrobata, bohater powieści Isaaca Bashevisa Singera „Sztukmistrz z Lublina”, który inspiruje wiele inicjatyw związanych z Nowym Cyrkiem, a przede wszystkim twórców festiwalu Carnaval Sztukmistrzów, który w tym roku odbędzie się w dniach 25–28 lipca.


za horyzontem

Pałac nad Bystrą tekst i foto Magdalena Mazurek

36

magazyn lubelski (62) 2019


Ruiny dawnej papierni przy trasie Lublin – Nałęczów zwracają na siebie uwagę nie tylko zacną kubaturą, ale i położeniem. Stawy rybne, grobla, pokładające się na wietrze drzewa są obietnicą czegoś jeszcze bardziej zaskakującego. I rzeczywiście. Odnoga asfaltowej drogi prowadzi do pałacu w Celejowie. Majątek ziemski w 1930 r. liczył 833 ha i należał do potomków Marcina Klemensowskiego – pułkownika powstania listopadowego i radcy stanu Królestwa Polskiego. Do wybuchu II wojny światowej tworzyły go m.in. pałac, ze względu na swoją historię i wysoką wieżę często nazywany zamkiem, oficyna, stawy, papiernia zamieniona na młyn, mur oporowy i park z aleją dojazdową z 1802 r., obsadzoną topolami. Do dziś zachowały się pałac, staw, ruiny młyna i park. Miejsce wyjątkowe jak każde, którego historię tworzyli nietuzinkowi ludzie i historyczne wydarzenia.

Celejowskie rody Historia Celejowa sięga średniowiecza. Przez wieki, wraz ze zmianami kolejnych właścicieli, zmieniał się charakter budowli – najpierw było tu grodzisko, później siedziba rycerska, jeszcze później wzniesiono tu dwór obronny, który następnie został przebudowany przez Lubomirskich na rezydencję pałacową w stylistyce barokowej. Cechy klasycystyczne pałacowi nadała kolejna właścicielka Celejowa Anna Teofila z Sapiehów Sanguszkowa Potocka, zachwycona zmianami, jakich dokonała Izabela Czartoryska w Puławach. W myśl obowiązującej wówczas mody budynek został otoczony parkiem angielskim, który malowniczo rozciągał się wokół doliny rzeki Bystrej i założonymi wokół niej stawami. Jednak księżna przeinwestowała, a jej majątek został zlicytowany i w ten sposób dobra na początku lat 20. XIX w. przeszły w ręce księcia Adama Czartoryskiego. Wraz ze zmianą właściciela wnętrza zyskały nowe sztukaterie, marmurowe kominki i parkiety. Z tego okresu pochodzi też neogotycka, „średniowieczna” wieża. Wtedy została również urządzona oranżeria oraz rozbudowano park w iście królewskim stylu. Na zboczu wzgórza ukształtowano cztery tarasy oraz kopiec widokowy. Nie mogło obyć się bez minikaskad na Bystrej i romantycznych mostków. Niestety, imponujący budynek spłonął w 1847 r. Po tym, kiedy nowym właścicielem został Marcin Klemensowski, odbudowany po pożarze w 1870 r. pałac zyskał nowy, eklektyczny wygląd, którym szczyci się do dziś.

Bohater na włościach Kolejni właściciele Celejowa mieli nie tylko zacne nazwiska, ale i zasługi dla Polski. Jednak to Klemensowcy najbardziej wpłynęli na rozwój wsi, plasując się wśród najbardziej majętnych ziemian na Lubelszczyźnie.

Marcin Klemensowski urodził się w 1791 r. w Lachowicach w Galicji. Był inżynierem, uczestnikiem wojen napoleońskich (walczył pod Lipskiem, Hanau, Meaux). Był też jednym ze świadków śmierci księcia Józefa Poniatowskiego. W 1820 r. pracował w komisji demarkacyjnej, która wytyczała granicę rosyjsko-austriacką. W powstaniu listopadowym walczył pod Wawrem i Ostrołęką, został odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, awansował na pułkownika. Po powstaniu kupił dobra nad Bystrą, na które składały się wsie Celejów, Karmanowice, Strychów, Stok, Bochotnica, Wierzchoniów, Witoszyn i Wrąbków. Do kompletu nabył Klementowice koło Puław i dobra Gruszczyn koło Radomska. Oprócz zarządzania sporym majątkiem pełnił funkcje publiczne – m.in. był inspektorem generalnym komunikacji lądowej i wodnej w Królestwie Polskim oraz radcą stanu, wykładał rysunek dla aplikantów budowlanych. W 1860 r., w wieku 69 lat, przeszedł na emeryturę, ale nie zwolnił tempa życia. Kolekcjonował mapy i dokumenty z okresu powstania listopadowego, interesował się inżynierią, archeologią i hodowlą ziemniaków.

Zabójstwo na zlecenie Kiedy dziewięć lat później Marcin Klemensowski zmarł, dobra odziedziczył jego syn Ludwik (1830– 1885), który ukończył Szkołę Sztuk Pięknych oraz Instytut Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie. Ostatnim dziedzicem dóbr celejowskich był syn Ludwika – Józef, który ożenił się z Agnieszką z Pawłocików. Za ich sprawą zrobiło się głośno – kiedy zostali postrzeleni w lipcu 1932 r. Sprawcami byli dwaj miejscowi chłopi, a do zbrodni namówił ich syn dziedziców Marian (głównie chodziło o sprawy majątkowe), z kolei pośrednikiem był Żyd Lejba Federmasser, pokątny handlarz. Klemensowcy przeżyli próbę zabójstwa, a czwórka napastników w kilka miesięcy później została skazana przez sąd w Lublinie na kary po 15 lat więzienia. Rodzina Klemensowskich rezydowała w Celejowie do 1945 r. O dalszych losach Mariana Klemensowskiego niewiele wiadomo. Plamę na honorze ojca zapewne zmazał jego syn Artur, pseudonim „Błyskawica”, uczestnik powstania warszawskiego, który cztery lata temu w wieku 90 lat zmarł w Sopocie.

Wokół papierni

Najbliżej drogi łączącej Nałęczów z Kazimierzem Dolnym, tuż nad brzegiem jednego ze znajdujących się tu stawów, usytuowany jest budynek dawnej papierni, jednej z pierwszych na ziemiach polskich. To inwestycja z roku 1828, kiedy właścicielami Celejowa byli Czartoryscy. Z produkcją trzech tysięcy ryz rocznie był to wtedy jeden z najnowocześniejszych i największych zakładów tego typu w Królestwie Polskim. W ciągu magazyn lubelski (62) 2019

37


ponad dwóch dekad zakład zaopatrywał w papier między innymi książęcą rezydencję w Puławach. Papiernia pracowała do czasu konfiskaty przez rząd carski. Decyzję o przekształceniu papierni w młyn podjął nowy właściciel Celejowa Marcin Klemensowski. Inwestycja opłaciła się. Młyn działał z powodzeniem do lat 40. XX w. W czasie okupacji niemieckiej z powodu nielegalnego przemiału mąki młyn kilkakrotnie był zamykany Po wyzwoleniu został upaństwowiony i nie wznowiono już tu produkcji mąki. Historia dawnej papierni zakończyła się w 1953 r., kiedy zdemontowano maszyny. Do lat 70. obiekt częściowo był jeszcze zadaszony. Obecnie zabytkowa ruina wraz z usytuowanymi wokół stawami należy do prywatnych właścicieli. Nie da się ukryć, że jest to jedno z bardziej malowniczych miejsc przy trasie z Lublina do Kazimierza Dolnego.

Przeszłość dla przyszłości Zdewastowany po wojnie pałacowy park jest dziś miejscem spacerów pensjonariuszy mieszczącego się tutaj

38

magazyn lubelski (62) 2019

Samodzielnego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla Psychicznie i Nerwowo Chorych. Cały kompleks pałacowo-parkowy znalazł się na terenie utworzonego w 1979 r. Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Od połowy lat 90. były zakusy na zagospodarowanie pozostałych terenów Celejowa, m.in. na zbudowanie szpitala kardiologicznego. Do inwestycji nie doszło, ale być może w najbliższych latach w okolicy powstanie kompleks leczniczo-rekreacyjny z wykorzystaniem znajdujących się tu wód geotermalnych. Cokolwiek nada temu miejscu nową energię będzie spójne z zamieszczonym wysoko na ścianie pałacowej wieży cytatem:

W Nadzieje Lepszych Czasów 1802 W tejże nadziei 1890 r. odbudował Józef Klemensowski Korzystałam z materiałów opracowanych przez Jadwigę Teodorowicz-Czerepińską i Mariusza Gadomskiego.


magazyn lubelski (62) 2019

39


moto

BMW

Porzuć błędny stereotyp

tekst Izolda Boguta, foto Marcin Steć

Pojazdy bawarskiego koncernu motoryzacyjnego BMW są już na tyle znane, że aż obrosły w pewne stereotypy. Po polskich drogach od dziesięcioleci jeżdżą słynne „rekiny” i inne coraz to nowsze modele samochodów z charakterystycznym okrągłym logo w niebiesko-białą szachownicę. Kojarzenie tej marki wyłącznie z samochodami jest błędne. Przed ponad stu laty raczkująca bawarska fabryka produkowała silniki samolotowe. A i dziś jej oferta jest dużo szersza...

40

magazyn lubelski (62) 2019


moto – BMW, marka kojarzona z mężczyznami, motocykle wciąż uważane za domenę mężczyzn, a w lubelskim salonie BMW Motorrad Best Auto wita klientów Twoja uśmiechnięta twarz i łagodny głos. Czy to chwyt marketingowy?

– Funkcjonują różne stereotypowe skojarzenia dotyczące naszej marki, chociażby taki, że oferujemy wyłącznie samochody. Podobnie zawody –przyporządkowuje się je określonym płciom. Możemy tu łatwo pokazać, że czas kończyć z takimi podziałami i odrzucić obiegowe opinie.

– Jesteś młodą kobietą, matką dwóch dziewczynek. Salon sprzedaży BMW to twoje miejsce pracy. Praca, dom... I to wypełnia twoje życie?

– To częściowo prawda. Ale niepełna. Po urodzeniu pierwszej córki, osiem lat temu, poczułam, że brakuje mi czegoś w życiu, czegoś swojego, w czym się odnajdę. Przejechałam się motocyklem kolegi, szybko poczułam, że dobrze mi z tym, że rozumiem się z tą maszyną. Miałam kolejno różne motocykle o coraz większych pojemnościach silnika, aż doszłam do tysiąca. I wtedy kupiłam BMW. – Dlaczego?

– Nie przez przypadek. Zastanawiałam się nad innymi markami, rozmawiałam z motocyklistami, słuchałam opinii, wreszcie odbyłam jazdę testową. Przekonałam się, jak działają użyte w nim systemy np. Dynamic ESA, jak działa ABS w zakręcie. Zakochałam się w tym motocyklu. – Co ważniejsze – bezpieczeństwo czy dzikość w sercu?

– Użytkownik pojazdu nie może tak patrzeć na te kwestie. Jedno nie może wykluczać drugiego. Dla motocyklisty zrezygnowanie z zasad bezpieczeństwa może oznaczać śmierć lub utratę zdrowia. Dlatego BMW kładzie duży nacisk na kwestie bezpieczeństwa. Aby nasze starania miały wymiar praktyczny, rozpoczęliśmy współpracę z lubelskim klubem Moto-Sekcja, organizującym szkolenia dla motocyklistów. W lutym byliśmy partnerem największego w Polsce szkolenia dla użytkowników jednośladów, wzięło w nim udział ponad 400 osób. Szkolenie było bezpłatne, odbyło się w auli Parku Naukowo-Technologicznego w Lublinie. W planach mamy analogiczne szkolenia, których adresatami będą nasi klienci. Poruszone tam zostaną takie kwestie, jak pierwsza pomoc w wypadkach z udziałem motocyklistów, dobór odpowiedniego ubrania i zabezpieczeń, przygotowanie pojazdu do jazdy oraz oczywiście szlifowanie techniki jazdy. Chcemy, aby nasi klienci mogli w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach, „na sucho” spotkać się z sytuacjami, które mogą ich zaskoczyć na szosie. Aby umieli np. awaryjnie zahamować, wyminąć przedmiot przy dużej prędkości, poprawnie wejść w zakręt. Natomiast w sobotę 18 maja wszystkie nasze motocykle demonstracyjne pojechały na tor Ośrodka Doskonalenia Techniki Jazdy i zostały udostępnione osobom szkolącym się tam, w tym kobietom odbywającym szkolenie w ramach inicjatywy MotoKobiece. – Kobiety zjawiają się w salonie BMW na zakupach?

– Oczywiście, że naszymi klientkami są również kobiety! Jest ich coraz więcej, co mnie bardzo cieszy.

– Co im oferujesz?

– W BMW Motorrad Best Auto od przeszło jedenastu lat prowadzimy autoryzowany salon sprzedaży i serwis mechaniczny. W sprzedaży mamy także specjalistyczną odzież motocyklową. Jest możliwość odbycia jazdy testowej. A jeśli chodzi o motocykle, to oferuję im bezpieczne, solidnie wykonane motocykle, wyposażone w najnowsze systemy poprawiające bezpieczeństwo i podnoszące komfort jazdy, takie jak ABS czy kontrola trakcji, tempomat, system RDC czyli kontrola ciśnienia w oponach. – A konkretnie? Jakiś model?

– Tu musimy rozprawić się z kolejnym stereotypowym myśleniem. Nie ma czegoś takiego jak „motocykl dla kobiety”. Nie ma również motocykli „dla mężczyzn”. Każdy z nas ma swoje upodobania, predyspozycje fizyczne, różne doświadczenie w prowadzeniu pojazdów, różne oczekiwania co do sposobu jazdy. – Jesteśmy tego najlepszym przykładem.

– Dokładnie. Ja jeżdżę ścigaczem o pojemności 1000 cm sześciennych, ważącym 200 kg, rozpędzającym się do 300 km/h, ty motocyklem typu enduro, ważącym 100 kg, ja po torze i szosie, ty po lesie, kamieniach i błocie. Same różnice! Inne przykłady z ostatnich miesięcy – nasz salon odwiedziła młoda dziewczyna w trakcie kursu na prawo jazdy. Przyszła z tatą, wybrali model G 310 R. Jako pierwszy w życiu motocykl – świetny wybór – mała pojemność, niska moc, kierowca siedzi stabilnie, bez problemów dotyka stopami do ziemi. Inna klientka to kobieta już jeżdżąca, która szukała motocykla o większej niż dotychczas pojemności. Wybrała model GS 750, podobnie jak jej mąż. Kolejna – dla mnie mistrzostwo świata – to pani, która wsiadała na GS 1250, czyli największego, i powiedziała: bierzemy! Od razu dodam, że wielu mężczyzn ma przy tym modelu obawy! Ona trzaska kilometry, jeździ nim do pracy, niezależnie, czy deszcz, czy słońce. Każda kobieta znajdzie w naszym salonie coś dla siebie! A ja pomogę spośród bardzo wielu modeli dobrać ten najlepiej odpowiadający umiejętnościom, preferencjom, portfelowi... – No właśnie, portfel trzeba mieć gruby?

– Takie są skojarzenia, że za jakością BMW idzie wysoka cena. Ale tak nie jest. Mamy modele za 20 tysięcy, 40 tysięcy i oczywiście droższe również, ale te ceny nie odbiegają od cen motocykli innych marek. Jeśli więc ktoś planuje w tym sezonie zakup nowego jednośladu, niezależnie czy jest nowicjuszem, czy motocyklistą z siwą brodą, czy jeździ sportowo, czy dojeżdża motorem do pracy, czy lubi klasykę w stylu cafe racer lub scrambler, czy też stawia na nowoczesność i szuka elektrycznego skutera, powinien do nas zajrzeć. – Wszystkim tym, o których mówisz, życzę udanego sezonu!

– Ja również. Życzę dużo adrenaliny i jak najmniej kontuzji!

Izolda Boguta - uzależniona od motocyklowego enduro, jak sama mówi - nie gardzi turystyką, a jako „plecak” objechała kawał Europy, zahaczyła też o Afrykę, góry Kaukazu i Pamir. magazyn lubelski (62) 2019

41


kultura Barwna historia ludzi, którzy odmienili kulturalny pejzaż miasta. Stanęli w kontrze do trudnych czasów końca PRL, integrując inteligencję i pokazując, że moda na kulturę zawsze jest obowiązkowa. Po trzydziestu latach działalności są jak znak towarowy najwyższej jakości. Elżbieta i Lech Cwalinowie.

Cwalinowie tekst Grażyna Stankiewicz foto Marcin Pietrusza

Głośno o Hadesie było już od lat 90. Podziemia dzisiejszego Centrum Kultury w Lublinie, pięć tysięcy wydanych kart członkowskich, koncerty jazzowe, wernisaże. Intensywnie. Dużo nietuzinkowych postaci. Rozmowy do rana i często improwizowane występy. A nade wszystko znakomita kuchnia. Wówczas – najlepsza w Lublinie. Kawiarnia Artystyczna Hades szybko stała się najważniejszą kulturalną instytucją po tej stronie Wisły. Obowiązkowym punktem na mapie miasta. I żywą legendą.

Historia rodzinna Elżbieta niedawno wróciła do fotografowania. Wprawdzie aparatem telefonicznym, ale dla kogoś, kto miał w rodzinie fotografa i operatora filmowego w jednym, wyczucie kompozycji nie może sprawiać

42

magazyn lubelski (62) 2019

większej trudności. – Ogromny wpływ na moje postrzeganie życia miał mój ojciec – pracownik banku, który do jesieni 1939 r. mieszkał we Lwowie ze swoją pierwszą żoną. Do chwili, kiedy sowieci dali im godzinę na wzięcie najpotrzebniejszych rzeczy i opuszczenie mieszkania, w którym była najbliższa rodzina i przez przypadek ciotka z dzieckiem, która przyjechała do Lwowa w odwiedziny. Wszystkich ich wywieźli do Kazachstanu. Kobiety wyszły z domu w tym, co miały na sobie, i z torebkami. Babcia wzięła jeszcze kołdrę obszytą adamaszkiem. I całe szczęście, bo ten adamaszek później przydał się w handlu wymiennym z Kazachami – opowiada. Z rodziną ojca została zatrzymana znajoma pielęgniarka. Miała ze sobą tylko kuferek z biżuterią. To była ich polisa na życie. Po trzech tygodniach podróży w bydlęcych wagonach sowieci wysadzili ich w stepie i kazali wykopać sobie zie-


mianki. W takich warunkach spędzili prawie siedem lat. Ojciec Elżbiety nie dostał się do armii Andersa, trafił za to do armii Berlinga, zdobywał Berlin. Kobiety zostały same, przeniesiono je do Semipałatyńska. Dzieci poszły do szkoły, a one zarabiały, robiąc na drutach. Jadły owies, grzały krowim łajnem, wszyscy cierpieli na szkorbut. Najgorsze były burze piaskowe i śnieżne i 50-stopniowy mróz. Ojciec Elżbiety przeżył wojnę, osiadł w Jeleniej Górze, usiłował ściągnąć rodzinę. Udało się w 1946. Potem był nakaz pracy i przeniesienie do Lublina. W 1952 zmarła jego żona, idąc na bal karnawałowy, w miejscu, w którym dziś wznosi się CSK. Niedługo potem Zbigniew ożenił się z mamą Elżbiety – Wandą. Ślub u oo. kapucynów, mieszkanie przy Biernackiego, 17-letni syn z pierwszego małżeństwa i przyjście na świat Elżbiety. – Ojciec miał niebywale interesujące życie. Przeżył rewolucję październikową, I i II wojnę światową. Jego babcie chodziły w gorsetach i kapeluszach z piórami. Pracował do 85. roku życia. W jego sercu zawsze był ważny Lwów Semper Fidelis. Po wojnie pojechał tam tylko raz. Odżyły wspomnienia po jego ojcu, a moim dziadku, który był lwowskim aptekarzem w stopniu pułkownika. Zginął w Starobielsku.

Z Lublina od zawsze Dlaczego zwróciła na niego uwagę? – Chodził ubrany w różowe spodnie, które sam sobie uszył, nosił żółte skarpetki i okulary lenonki. Miał długie włosy, był wysoki, szczupły, inteligentny i miał poczucie humoru – wspomina swoje zakochanie się w Leszku Elżbieta. Był 1973 r. Na zachodzie ukazał się album „The Dark Side of the Moon” brytyjskiej grupy Pink Floyd, w Sydney odbył się pierwszy koncert australijskiego zespołu AC/DC, polscy piłkarze zremisowali z Anglią na Wembley, w Nowej Hucie odsłonięto pomnik Włodzimierza Lenina, a ich uczucie narodziło się podczas prywatki sylwestrowej. Jak się zostaje parą na ponad 40 lat? Lubili to samo. Byli otwarci na innych, tworzyli wokół siebie środowisko. Jeździli na koncerty jazzowe, wagarowali w mieszkaniu Janka Bryłowskiego, gdzie czytali na głos poezję Maldensztama i innych dysydentów. Potem doszły wyjazdy latem na Mazury i oglądane wspólnie zachody słońca. Ona zakochana też w tym, co francuskie, słuchała Brela, Brassensa, Adamo, Piaf. Poznała nawet Juliette Gréco. Z drugiej strony ważna była dla niej twórczość Okudżawy, Wysockiego, Kleyffa, lubiła Ellę Fitzgerald. Francuskiego uczyła się od podstawówki. Jeden z jej przodków, Józef Łazowski, był w armii Napoleona, a jego nazwisko jest wyryte na Łuku Tryumfalnym. Jego brat Franciszek został zamordowany przez rojalistów i też jest pochowany w Paryżu. Nic więc dziwnego, że Elżbieta zaczęła studia na romanistyce na KUL. – To było wyjątkowe miejsce, wyjątkowi ludzie, było nas na roku dziesięć osób. Wśród wykładowców byli sami światli ludzie, większość przymagazyn lubelski (62) 2019

43


jeżdżała do nas z Krakowa i Warszawy. Np. historię literatury wykładała Ewa Bieńkowska, a wśród prowadzących zajęcia był późniejszy minister Krzysztof Kozłowski. Lektoraty mieliśmy z rodowitymi Belgami i Francuzami – wspomina. Obroniła się z Sartre’a. Po dyplomie był kłopot z otrzymaniem i paszportu, i pracy. Imała się różnych zajęć – uczyła francuskiego w liceum plastycznym, prowadziła lektorat na KUL, robiła tłumaczenia i pisała dla „Nowego Dziennika” w Nowym Jorku. Pracowała w EMPIK-u przy ul. Grażyny i w szkole podstawowej. – Kiedyś dostałam polecenie zorganizowania akademii z okazji święta Służby Bezpieczeństwa. Uratował mnie jeden z ojców, który był milicjantem. Przywiózł znaki drogowe do szkoły i zrobiliśmy dzieciom pogadankę ze znajomości znaków – śmieje się.

44

magazyn lubelski (62) 2019

Elżbieta i Leszek pierwszy raz pojechali do Paryża w 1979 r. Oprócz całego bagażu smaków i kultury z Francji przywieźli też pasję do windsurfingu.

Leszek Dlaczego on ją wypatrzył w tłumie innych dziewczyn na korytarzu w lubelskim liceum Staszica? – Była bardzo ładna, ubierała się w mini, miała fenomenalnie zgrabne nogi, piękne długie włosy i śmiejące się oczy. Rocznik 1952, urodził się w Łomży podczas letnich wakacji. – Tata Antoni był po wrocławskim AWF, trenował ręcznych piłkarzy i pracował w technikum łączności. Z mamą Aldoną poznali się w 1948 r., niedługo później wzięli ślub. Potem tata dostał nakaz pracy i rodzice przeprowadzili się do Lublina. Dzieciństwo


spędziłem w mieszkaniu służbowym przy ul. Spokojnej, a potem, w 1955, zamieszkaliśmy przy ul. Legionowej. To były osiedla ZOR-owskie. Więc były dwie bandy dzieciaków – dolne ZOR-y i górne ZOR-y. Jedni byli Krzyżakami, drudzy Polakami. Mieliśmy tarcze z tektury i miecze z gałęzi bzu. Ja oczywiście zawsze byłem Polakiem – śmieje się. Kiedy Leszek Cwalina walczył w bitwie pod Grunwaldem, dzielnica od strony jego domu kończyła się na Struzikowej Górze (tam, gdzie dziś są sklepy i bloki), z której zjeżdżali na nartach (lub na tym, co przypominało narty) i na sankach. Jeszcze dalej były stawy, które zamarzały zimą. Ten lód kroili, układali w piramidy, przesypywali trocinami i zawozili do magazynów, które pełniły funkcje chłodni. Z dolnych ZOR-ów Leszek wszędzie miał blisko – do szkoły podstawowej nr 21 – 70 kroków, ale do Staszica już 5 minut.

Był pierwszym rocznikiem reformy koedukacyjnej, w przeciwieństwie np. do Romualda Lipki z Budki Suflera, który kończył jeszcze szkołę 11-klasową. Niektóre przyjaźnie ze szkoły przetrwały do dziś, jak ta z poetą Janem Bryłowskim. – Prawie wszyscy dostaliśmy się na studia, ja na chemię na UMCS, potem przeniosłem się na wychowanie techniczne, ale i tak capnęli mnie do wojska do Rzeszowa na prawie dwa lata. W wojsku byłem pisarzem – opowiada. Na studiach Lech Cwalina działał w klubach studenckich Arcus i Szprycha, w 1973 r. miał przyjemność poznać kabaret Salon Niezależnych z Jackiem Kleyffem, Januszem Weissem i Michałem Tarkowskim. Zresztą Jacek Kleyff przyjeżdżał później do Lublina jeszcze kilka razy. Po powrocie na uczelnię Leszek spotkał Jana Orzechowskiego, który właśnie wrócił z Niemiec, a z którym chodził do równoległej klasy magazyn lubelski (62) 2019

45


w Staszicu, absolwenta łódzkiej filmówki i wydziału prawa UMCS. I to spotkanie zmieniło życie Elżbiety i Lecha na ponad 30 lat.

Kennedy czy bosonoga contessa Cesaria Evora, na której występ w Hali Globus zjechali się wielbiciele z całej Polski.

Bar kategorii III

Pudła ze wspomnieniami

– Zaproponował nam rozkręcenie wspólnego interesu. Pomyśleliśmy, czemu nie. I tak w 1984 r. założyliśmy w piwnicy Lubelskiego Domu Kultury przy ul. Peowiaków (wtedy Pstrowskiego) bar kategorii III. Wcześniej była tu miodosytnia, potem ktoś robił lody, u nas były zwyczajowo kawa i herbata, i fasolka po bretońsku – opowiada Leszek. Po jakimś czasie w menu znalazł się bigos, barszcz czerwony i flaki, na które roczny przydział wynosił wówczas 100 kg. Długo nie mogli dostać pozwolenia na sprzedaż alkoholu, bo po sąsiedzku działało ognisko baletowe. W tym czasie otworzyli też salon gier zręcznościowych. Jako pierwsi w Lublinie mieli flippery, które Leszek przywiózł z Francji. W końcu otrzymali pozwolenie w 1989 r. Zdecydowanie alkohol przyciągnął konsumentów, tak jak stół bilardowy, kupiony w 1990 r. z ogłoszenia, od komendy policji, na którym potrafiło grać zaledwie kilka osób. Od początku było artystycznie, a pierwszą cykliczną imprezą były fiesty. Przestrzeń baru powiększyła się, kiedy wynajęli wszystkie piwnice. W podziemiach działały Disco Bar Hades, potem Restauracja – Klub Towarzyski Hades i w końcu Kawiarnia Artystyczna. W 1986 dołączył do nich nowy współwłaściciel, Włodek Orzechowski, brat Jana. Mogli rozwinąć skrzydła. Był rok 1992. Oficjalne otwarcie Kawiarni Artystycznej uświetnił koncert Ewy Bem.

Artyści Hadesu W tym czasie powstał w Lublinie ośrodek Alliance Française, z którym współpracują do dziś, a w Hadesie oprócz fiest zaczęły odbywać się koncerty muzyki francuskiej. Podziemia dawały duże możliwości. Długie korytarze służyły plastykom – w sumie odbyło się około 150 wernisaży, jednym z pierwszych z nich był autorstwa Leszka Mądzika. Gospodarze zainwestowali w profesjonalną scenę i fortepian YAMAHA (po wizycie Adama Makowicza, który nie chciał grać na rozstrojonym pianinie). Przez 17 lat odbywał się tu Hades Jazz Festiwal, z takimi gwiazdami jak Tomasz Stańko, Michał Urbaniak, Jarek Śmietana i wielu innych znanych jazzmanów. Hadesowi swoją pierwszą płytę zadedykowała Lubelska Federacja Bardów w 1999 r., która miała tu swoją estradową przystań. Zadomowił się też w Hadesie Borys Somerschaf – wykonawca rosyjskich romansów. W międzyczasie Hades stał się impresariatem. Razem z Krzysztofem Bielewiczem zorganizowali wiele prestiżowych koncertów. W Lublinie parokrotnie gościł światowej sławy akordeonista Richard Galliano, znakomici muzycy flamenco z Hiszpanii, wirtuoz skrzypiec Nigel

46

magazyn lubelski (62) 2019

W wolnym czasie, którego nie ma wcale, Elżbieta przegląda pudła z pamiątkami po rodzicach. Tata Zbigniew zawsze chciał zostać dyrygentem. Pomimo że jego kariera potoczyła się inaczej, zostało mu zamiłowanie do sztuki. Do opery, operetki, fotografii i filmu. Zainwestował w dobry sprzęt. – Tata pracował po godzinach, ale w wolnym czasie ciągle fotografował. W mieszkaniu przy ul. Biernackiego, a później przy ul. Szarych Szeregów nie było czym oddychać, bo wszędzie były rozwieszone sznurki, na których suszyły się klisze i zdjęcia. Ciągle była zajęta łazienka i stoły. Tata założył też jednoosobową wytwórnię filmową „Filip” od imienia szczeniaka – bokserowilka, jakiego dostałam od Leszka. Kręcił na super ósemce. Fotografie i filmy były o tematyce okolicznościowej, służbowej i rodzinnej. Z kolei Mama lubiła muzykę. Rytuałem były regularne próby w lubelskim chórze Echo dwa razy w tygodniu, a potem występy. Śpiewały razem z siostrą. Dom był zawsze otwarty dla przyjaciół i pełen muzyki. Mama w czasie wojny była harcerką, działała w konspiracji. Następnie, gdy powstało Stowarzyszenie Szarych Szeregów, udzielała się do ostatnich chwil życia. Mądra, skromna, twarda, z poczuciem humoru, kochała młodzież racjonalnym spojrzeniem na rzeczywistość, nie poddawała się i była wielką podporą dla Elżbiety. Ojciec Elżbiety zmarł w 1997 r., mama dwa lata temu. Obydwoje dożyli pięknego wieku. W mieszkaniu Cwalinów z widokiem na rozłożyste kasztany, modrzewie i katalpy zostały niezliczone pudła ze wspomnieniami. Elżbieta powoli oswaja się z ich zawartością – fotografiami, filmami, pamiątkami ze wspólnych podróży i dzieciństwa. Dokumentuje, co znalazła, i opowiada znajomym wirtualnie i w rzeczywistym świecie. Elżbieta i Leszek nieustannie chwalą się córką Marysią, która odziedziczyła po rodzicach niezależność, otwarcie na świat i wierność w przyjaźniach.

Kuchnia pachnąca Prowansją Francję Elżbieta ma we krwi. W końcu rodowód (Elżbieta Łazowska herbu Krzywda) i napoleońscy przodkowie zobowiązują. Kiedy inni słuchali Beatlesów, ją ciągnęło do Francji. Lektorzy, którzy prowadzili zajęcia na romanistyce, nauczyli ją piec tarty. – Mieliśmy też dostęp do fachowej literatury i magazynów ściąganych z zagranicy, ale Polacy i tak woleli pizzę – podkreśla Elżbieta, której tarty obecnie podbijają najbardziej wybredne gusta


kulinarne. Za to znakomicie od początku w klimaty Hadesu wpisała się golonka à la Grześkowiak, wernisażowe słone ciasteczka i Festiwal Śledzia. Prawdziwym rarytasem są różne warianty tatara. Dziś kuchnia przy Grodzkiej oferuje smaki typowo polskie, klasycznie lubelskie i wybrane międzynarodowe. Przepisów szukają w starych książkach kucharskich. Z efektami smakowych poszukiwań dzielą się podczas konkursów na Europejskim Festiwalu Smaków w Lublinie. W kuchni Elżbieta i Leszek idą ramię w ramię – to on opracował recepturę na zielone pomidory w zalewie korzennej, wędzony biały ser i pigwówkę. Specjalnością Szerokiej są też kolacje tematyczne. Tak więc Europa, a nawet cały świat goszczą tu na talerzu. Jednak zapytana o ulubioną kuchnię Elżbieta zawsze odpowiada tak samo – Prowansja – pachnąca ziołami, morzem, słońcem i winem.

Przy Grodzkiej To ich adres od dziesięciu lat. Restauracja na piętrach, z malowniczymi drewnianymi drzwiami i tarasem z widokiem na Błonia, ulicę Podwale i bazylikę Dominikanów. Z przedwojennymi kredensami i stołami, grafikami Andrzeja Kota na ścianach i zawsze świeżymi bukietami na parapetach. Bukiety, które Elżbieta układa ze wszystkiego zielonego, z czego można je ułożyć – gałązek, kopru, nawet rabarbaru.

Ze stałymi gośćmi, którzy wpadają na poranną kawę z gazetą w chwilę po otwarciu i którym nie przeszkadza rwetes porządków z początku dnia. Z Tomaszem Pietrasiewiczem, który kieruje znajdującym się po sąsiedzku Ośrodkiem „Brama Grodzka – Teatr NN”, a który spotyka się tu z częścią swoich gości. Z niespodziewanymi muzycznymi posiadówkami w ciągu dnia, jak ostatnio, kiedy do Szerokiej zajrzała część ekipy Bardów z dawno tu niewidzianym gitarzystą i aranżerem Vidasem Svagzdysem. Cukry i ciasto, cukry i ciasto – powtarzały się w refrenie piosenki. Vidas wyjechał do USA w 2002 r., spotkanie po latach było wzruszające. Ze względu na przestrzeń działalność Hades-Szeroka nieco się różni od tego, co działo się przed laty w pierwszej siedzibie. Nie ma spektakularnych koncertów, ale są projekty muzyczno-literacko-artystyczne realizowane we współpracy z red. Grzegorzem Józefczukiem i zapraszanymi przez niego gośćmi z Ukrainy, Białorusi i Litwy, jak np. „Salon ludzi ciekawych”. Co roku obchodzone są urodziny literackiego bohatera Jaszy Mazura, w którego alter ego wciela się Witek Dąbrowski, popularyzator prozy Singera. Ale przecież to również tu, w Szerokiej, znajduje się słynny „korzeń miasta”, magiczne połączenie różnych światów – axis mundi – świat na pograniczu dwóch przedwojennych części miasta, pełen symboliki, dobrych ludzi i energii.

magazyn lubelski (62) 2019

47


kultura – okruchy

(PMM)

Komiks o więźniach z Majdanka Z okazji 75-lecia powstania Państwowego Muzeum na Majdanku ukazał się komiks opowiadający o obozowej codzienności na podstawie relacji jedenastu byłych więźniów nazistowskiego Konzentrationslager Lublin. Tytuł publikacji „Chleb wolnościowy” nawiązuje do sformułowania używanego przez osadzonych w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej. W komiksie znalazły się również krótkie posłowia historyczne, słownik terminów oraz biogramy więźniów, których historie stały się podstawą narracji. Premiera publikacji odbyła się 11 maja podczas Lubelskich Spotkań z Komiksem w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie. Wydarzeniu towarzyszy wystawa plenerowa ustawiona w piętnastu punktach Lublina. Paweł Piechnik – ukończył studia na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej, studiował również na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Od 2005 r. zajmuje się zawodowo komiksem, ilustracją, współtworzy filmy animowane, filmy do gier komputerowych oraz maluje murale. (pat)

(Maksym Kashenkov)

48

Muzeum od kuchni! Muzeum KUL przygotowało kolejną prezentację dzieł sztuki z własnej kolekcji. Tytuł wystawy jest tyle intrygujący, co i prawdziwy. Nie tylko dlatego, że siedziba muzeum mieści się w miejscu, w którym przez kilkadziesiąt lat funkcjonowała uczelniana stołówka, ale również dlatego, że magazyn z dziełami sztuki niejako sam tworzy ekspozycję. Jak podkreśla dyrektor placówki dr Krzysztof Przylicki: – Nie tylko ściany są gęsto zawieszone obrazami, ale znajduje się tu również duża ilość rzeźb po konserwacji i przed konserwacją. Jak na magazyn muzealny przystało, zamiast podpisów pod eksponatami są numery inwentarzowe, a jeżeli chcemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat oglądanego dzieła, informacji musimy poszukać na stronach inwentarza. Wystawa została przygotowana wraz ze studentami, którzy przy doborze eksponatów kierowali się dużą rozmaitością – obok barokowych dzieł znajdziemy tu również współczesne meble, które były projektowane dla KUL m.in. przez Marię Chomentowską. Wystawę można zwiedzać do 24 maja. (maz)

Nagrodzone zabytki Po raz 20. zostały przyznane Laury Konserwatorskie – nagrody przyznawane administratorom obiektów zabytkowych i sakralnych. Ideą konkursu jest wyłonienie wyróżniających się realizacji konserwatorskich, a także promocja wzorców realizacji prac przy zabytkach. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się w Teatrze Starym w Lublinie. W tegorocznej edycji kapituła pod przewodnictwem Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Dariusza Kopciowskiego przyznała cztery Laury Konserwatorskie, które otrzymały: Muzeum Lubelskie, bazylika oo. Dominikanów, parafia rzymskokatolicka pw. Trójcy Świętej w Janowie Podlaskim, parafia pw. św. Bartłomieja Apostoła w Goraju. (pat) magazyn lubelski (62) 2019


Młody Piłsudski Po raz kolejny Lublin zamienił się w plan filmowy, tym razem za sprawą serialu TVP „Ziuk. Młody Piłsudski” w reżyserii Jarosława Marszewskiego. Lublin odgrywa Warszawę, Kraków oraz Wilno z przełomu XIX i XX wieku, a poszczególne sceny były kręcone na ulicach Archidiakońskiej, Jezuickiej, Grodzkiej, na placu Ku Farze oraz placu Rybnym. Historia ma charakter sensacyjno-przygodowy, której bohaterami jest grupa spiskowców walczących z caratem – młody Józef Piłsudski oraz jego przyjaciele. Akcja rozpoczyna się zamachem na cara Aleksandra II w Petersburgu w 1881 roku, a kończy napadem Piłsudskiego na pociąg w podwileńskich Bezdanach 27 lat później. W roli głównej zobaczymy Grzegorza Otrębskiego, a u jego boku zagrają m.in. Ewa Wencel, Sebastian Cybulski, Marek Kalita, Jan Englert oraz Urszula Grabowska. Pilotażowy odcinek serialu został wyemitowany 11 listopada 2018 r. (pat)

(Viktoriia Berezniak)

Finał Unia Film Festival 2019 W Lublinie odbyła się 9. edycja Ogólnopolskiego Młodzieżowego Konkursu Filmowego Unia Film Festival. Do finału konkursu trafiły 24 krótkometrażowe filmy fabularne, dokumentalne oraz animowane zrealizowane przez uczniów z całej Polski w wieku 13–19 lat w dowolnej konwencji i tematyce. Co roku różnorodność zaskakuje, a to, co zobaczyliśmy podczas finałowej gali, utwierdza nas w przekonaniu, że mamy bardzo utalentowaną młodzież. Jury stanęło przed trudnym wyborem. Ostatecznie Grand Prix za film „Dworzec 5:15” trafił do Kingi Tuźnik z VII LO im. Juliusza Słowackiego w Warszawie. W finałowej trójce na drugim miejscu znalazł się film „Dwa słowa za dużo” w reżyserii Ewy i Miriam Japoli z III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Lubelskiej w Lublinie. Bez dwóch zdań – wygląda to obiecująco. (maz)

Lublin Jazz Festival Wydarzenie jest jednym z największych festiwali jazzowych w Polsce i najważniejszych na Lubelszczyźnie. Organizatorowi przedsięwzięcia – Centrum Kultury w Lublinie – zależy na prezentowaniu nietuzinkowych polskich i zagranicznych muzycznych projektów jazzowych, zaczynając od nurtu głównego po muzykę improwizowaną, a także twórczość młodych początkujących artystów. W tegorocznej XI już edycji mieliśmy okazję ponieść się jazzowi między innymi dzięki takim artystom, jak Enrico Rava, Portico Quartet, Mammal Hands, Gnigler Sextett oraz polskim muzykom: Janowi Małkowskiemu, Jerzemu Mączyńskiemu, Irkowi Wojtczakowi czy Wojciechowi Jachnie. Urozmaiceniem były bezpłatne występy w przestrzeniach miasta w ramach cyklu „Jazz w mieście”. Tradycyjnie trudno odmówić festiwalowi dobrej energii, wysokiego poziomu i doborowej publiczności. (pat)

(Olga Zimowska)

Kojarz KOLAŻ W Galerii Białej w Centrum Kultury w Lublinie odbyło się otwarcie zbiorowej wystawy „KOJARZ KOLAŻ”. Gra słów w tytule zwraca uwagę na istotę kolażu, który powstaje dzięki nieoczywistym, wręcz surrealistycznym zestawieniom materiałów, fotografii, znaków lub przedmiotów. – Dlaczego kolaż? Żyjemy w erze internetu i mediów społecznościowych, stale otoczeni urywkami obrazów z różnych źródeł, które często docierają do nas szybciej niż informacja tekstowa. W tym świecie fake newsów i zagubienia się w masie przekazów medialnych, kolaże wydają się przewrotnie prawdziwe i realistyczne  – tłumaczy Anna Nawrot, dyrektorka galerii i jedna z kuratorek wystawy. Historycy przypuszczają, że pierwsze kolaże powstały już w starożytnych Chinach, jednak technika ta została spopularyzowana dopiero w XX wieku przez kubistów. Pionierami kolażu, jako odrębnej dziedziny sztuki byli Pablo Picasso i Georges Braque. Są oni także autorami nazwy nurtu. Wystawa „KOJARZ KOLAŻ” w Galerii Białej przedstawia szerokie spektrum tej techniki artystycznej. W przestrzeni galerii znajdują się kompozycje tworzone analogowo (fotomontaże, asamblaże), jak i cyfrowo (animacje filmowe, grafiki komputerowe). Galeria Biała prezentuje także znane na całym świecie wyklejanki Wisławy Szymborskiej, poetki i laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Wystawa otwarta jest do 19 czerwca. (Olga Zimowska) magazyn lubelski (62) 2019

49


galeria

To niezwykła postać i równie niezwykły dorobek twórczy. Jerzy Skolimowski, jedno z najbardziej rozpoznawalnych polskich nazwisk w światowej popkulturze ostatnich sześciu dekad, pokazał w Lublinie najpierw w Centrum Spotkania Kultur swoje malarstwo, a następnie w Galerii Sceny Plastycznej KUL na Starym Mieście prace graficzne.

Skolimowski tekst Magda Mazurek | foto Viktoriia Berezniak

50

magazyn lubelski (62) 2019


magazyn lubelski (62) 2019

51


Ma 81 lat i za sobą życie rodzinne, twórcze i towarzyskie, które jednocześnie mogłoby być kroniką najważniejszych wydarzeń od lat 60. ubiegłego wieku. Wychowywał się w Pradze, gdzie jego matka była attaché kulturalnym, tam chodził do szkoły razem z przyszłym autorem oscarowego „Lotu nad kukułczym gniazdem” Milošem Formanem oraz z Vaclavem Havlem – przyszłym dramatopisarzem i prezydentem Czech. Po powrocie do Polski skończył Wydział Etnografii na Uniwersytecie Warszawskim, ale bliżej mu było do łódzkiej filmówki, którą ukończył w 1963 r. i od razu wypłynął na szerokie wody. Razem z Jerzym Andrzejewskim napisali scenariusz do filmu „Niewinni czarodzieje” Andrzeja Wajdy. Z kolei dla Romana Polańskiego napisał scenariusz filmu „Nóż w wodzie”, za który Polański był nominowany do nagrody Oscara.

52

magazyn lubelski (62) 2019

W 1964 r. przyszła pora na debiut reżyserski Skolimowskiego. „Rysopis” był pierwszym z trzech jego pierwszych filmów tworzących rodzaj jedności poprzez głównego bohatera, którego zresztą Jerzy Skolimowski sam zagrał. Przez krytyków debiutujący reżyser został zaliczony do twórców tzw. „trzeciego kina polskiego” razem z Januszem Majewskim i Henrykiem Klubą, twórcami młodego pokolenia z charakterystycznym, indywidualnym stylem narracji filmowej. W 1969 wyjechał z Polski – najpierw na zachód Europy, później do Hollywood. Twórczość filmowa, reżyserska i aktorska, zaowocowała ponad 20 produkcjami, a także prestiżowymi nagrodami festiwalowymi m.in. w Berlinie, Cannes i Wenecji, gdzie w 2016 r. otrzymał Honorowego Złotego Lwa za całokształt twórczości.


Ale reżyser Jerzy Skolimowski to również utalentowany malarz i grafik. Debiutował w 1996 r. w Webber Gallery w Turynie, pięć lat później brał udział w Biennale Sztuki w Wenecji, prezentował swoje prace w licznych galeriach w Europie i USA. Cztery lata temu otrzymał tytuł doktora honoris causa Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Natomiast w tym roku gościł w Lublinie, gdzie przez cały kwiecień w Centrum Spotkania Kultur mogliśmy oglądać wystawę jego prac malarskich w ramach festiwalu Scena w Budowie – monochromatycznych, niefiguratywnych, zdarza się, że niejako atakujących kolorem. Jerzy Skolimowski podkreśla w swoich wypowiedziach, że malowanie to rodzaj impulsu, często bez konkretnej wstępnej koncepcji. Inspiracją bywa pierwsza plama farby, jaka pojawi się na płótnie, i wokół której artysta buduje kompozycję.

Natomiast do początku czerwca w Galerii Sceny Plastycznej KUL na Starym Mieście w Lublinie możemy oglądać prace graficzne reżysera, utrzymane w podobnej kolorystyce, co uprawiane przez niego malarstwo. W grafice podobnie jak w malarstwie inspiruje się m.in. kaligrafią japońską. Zarówno jego prace malarskie, jak i graficzne pełne są niedopowiedzeń, pozornie przypadkowych kształtów i równoważącej różne stany napięcia emocjonalnego – kolorystyki. Pochodzący z Łodzi niedoszły bokser, reżyser filmowy, scenarzysta, poeta, aktor, malarz i grafik Jerzy Skolimowski, jedna z najważniejszych postaci międzynarodowego środowiska filmowego. Jowialny, szarmancki, otwarty na kontakty z innymi, z charakterystyczną sylwetką i niezwykle fotograficzną twarzą. Piękna artystyczna sytuacja w Lublinie. magazyn lubelski (62) 2019

53


zaprosili nas

Najlepsi z najlepszych

(Maksym Kashenkov)

Już po raz dwunasty zostały wręczone Żurawie – Lubelskie Wyróżnienia Kulturalne. Nagroda ma za zadanie zintegrować zdolnych i prężnie działających młodych twórców kultury oraz promować ich działania. W tegorocznej edycji nominacje otrzymało dwunastu artystów. Zwycięzców poznaliśmy podczas uroczystej gali, która miała miejsce w studiu muzycznym Polskiego Radia Lublin. Statuetki przyznawane są w czterech kategoriach. Tegoroczni laureaci to: Grzegorz Ignaciuk vel GrzVideos (kategoria obraz), Przemek Golden Adach (kategoria dźwięk), Justyna Kulikowska (kategoria słowo) oraz Tymoteusz Wojna (kategoria animacje).Laureatów wybrało 16-osobowe jury składające się z osób pracujących w dziedzinie kultury. Wśród nich znaleźli się m.in.: Agnieszka Krawiec, Piotr Celiński, Karolina Rozwód, Andrzej Rusin. Organizatorem wydarzenia było Polskie Radio Lublin oraz Fundacja Kultury Audiowizualnej Beetle. „LAJF magazyn lubelski” patronował wydarzeniu. (pat)

Niezależnie o wieku - razem 54

magazyn lubelski (62) 2019

(Maksym Kashenkov)

Akcentowanie więzi łączących pokolenia oraz promowanie Lublina jako miejsca przyjaznego wszystkim grupom wiekowym to idea przyświecająca organizowaniu Dzień Solidarności Międzypokoleniowej, które co roku skupia zarówno najmłodszych, jak i najstarszych mieszkańców. Na problematykę więzi łączących osoby w różnym wieku mają zwracać uwagę barwny korowód oraz Most Pokoleń. 25 kwietnia po mszy świętej w archikatedrze lubelskiej mieszkańcy utworzyli korowód międzypokoleniowy, który wyruszył z placu Katedralnego na plac Litewski. Akcji towarzyszyły występy artystyczne z udziałem Dariusza Tokarzewskiego, Andrzeja Pawki, Dawida Kowalskiego, Karoliny Martyny i Agnieszki Bieleckiej. Wydarzenie jest organizowane od 2012 r. (maz)


Emocjonujący Czajkowski

(Piotr Jaruga)

Z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca Teatr Muzyczny w Lublinie przygotował wydarzenie „Czajkowski – Taniec miłości”. Po prezentacji technik tańca klasycznego autorzy spektaklu zaprosili do emocjonującej opowieści o życiu Piotra Czajkowskiego, jednego z najwybitniejszych kompozytorów XIX wieku, który skomponował muzykę do takich widowisk baletowych, jak „Jezioro łabędzie”, „Dziadek do orzechów” czy „Śpiąca królewna”. To bardzo udane przedsięwzięcie nowej dyrektor teatru – Kamili Lendzion. Nad całością czuwał kierownik muzyczny Przemysław Fiugajski. Za przygotowanie baletu odpowiadał Roman Kamiński – w rolę Czajkowskiego sugestywnie wcielił się Filip Krzyżelewski. Z kolei kostiumy to zasługa Agnieszki Wójtowicz. Duże brawa za choreografię i inscenizację dla Zuzanny Dinter – za plastyczne operowanie symbolem i skrótem myślowym. Bez dwóch zdań zaczarowała scenę swoimi pomysłami. (pat)

(Viktoriia Berezniak)

Z okazji 15. rocznicy wejścia Polski do Unii Europejskiej i 450. rocznicy zawarcia Unii Lubelskiej w Lublinie bieżący rok przemija pod hasłem „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Z tej okazji w dniach 13–15 maja odbył się Kongres Dwóch Unii, w ramach którego spotkali się intelektualiści oraz naukowcy, polscy i europejscy (Litwa, Białoruś, Ukraina, Wielka Brytania). Celem debaty była przyszłość Unii Europejskiej i to, w jakim kierunku zmierza. Wydarzenie zostało zainaugurowane panelem „Polityka zagraniczna. Czy Rzeczpospolita Obojga Narodów jest obciążeniem czy zobowiązaniem” i wykładem wprowadzającym prof. Mirosława Filipowicza z KUL. W kolejnych dniach mieliśmy możliwość uczestniczyć w sesjach naukowych dotyczących Europejskiego Znaku Dziedzictwa „Święto dwóch unii – od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”, „Wspólnotowość i samorządność” oraz „Lublin z czasów Unii Lubelskiej”. Gośćmi kongresu byli m.in. była ambasador Polski w Federacji Rosyjskiej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz brytyjski historyk Robert Frost. (pat)

Kongres dwóch unii magazyn lubelski (62) 2019

55


zaprosili nas W dniu Święta Konstytucji 3 maja Lublin zatańczył poloneza. Barwny korowód, składający się m.in. z polityków, samorządowców, lubelskich VIP-ów i przechodniów poprowadził prezydent Lublina Krzysztof Żuk, tańczący w parze z tancerką z Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Lubelskiej. W drugiej parze tańczyli wojewoda lubelski Przemysław Czarnek z wicemarszałek Sejmu Beatą Mazurek, a dalej m.in. wiceprezydent Beata Stepaniuk-Kuśmierzak, Joanna Mucha, a także artyści z Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Lubelskiej im. Wandy Kaniorowej, Pieśni i Tańca UMCS i zespołów młodzieżowych. Autorem tegorocznych polonezów był Stanisław Moniuszko. Polonez rozpoczął się przed lubelskim magistratem i prowadził przez deptak do placu Litewskiego. Można śmiało powiedzieć, że ta nowa trzeciomajowa tradycja jednoczy tańczących – nieważny jest wiek, pochodzenie, poglądy czy wykształcenie. Polonez nie wymaga słów, tylko otwartego serca. (Viktoriia Berezniak)

(Viktoriia Berezniak)

Polonez w Święto Konstytucji

Restaurant Week 2019 – #SzanujJedzenie 56

magazyn lubelski (62) 2019

(Materiały organizatorów)

Zakończyła się kolejna edycja festiwalu Restaurant Week. Przez blisko dwa tygodnie kwietnia mieliśmy okazję kosztować potraw najlepszych szefów kuchni z 35 polskich miast. Restaurant Week to dobra okazja do zapoznania się nie tylko z menu prestiżowych restauracji. Motywem przewodnim akcji było hasło #SzanujJedzenie, wspierające walkę z marnowaniem żywności. W całej Polsce w wydarzeniu wzięło udział ponad 90 tysięcy gości, z czego blisko 4 tysiące osób na samej Lubelszczyźnie. W tej edycji nastąpiła również inauguracja Lubelskie Restaurant Week, pierwszej tak szerokiej i łączącej restauracje z całego regionu odsłony festiwalu, podczas której do lubelskich dołączyły restauracje z Kazimierza Dolnego oraz Nałęczowa. W sumie podczas lubelskiego Restaurant Week gościliśmy w 29 restauracjach z całego regionu. (pat)


Spotkanie z synem rotmistrza Pileckiego

(Dawid Florczak/IPN Lublin)

Andrzej Pilecki, syn rotmistrza Witolda Pileckiego, wziął udział w spotkaniu zorganizowanym w siedzibie lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Pan Andrzej jest gościem licznych spotkań organizowanych w całej Polsce, podczas których przybliża postać bohaterskiego rotmistrza, który sprowokował Niemców do umieszczenia go w obozie zagłady w Auschwitz, aby relacjonować akty ludobójstwa. Wspominał jego ucieczkę z obozu, udział w powstaniu warszawskim, pobyt w niewoli, z której został wyzwolony, a w końcu powrót do okupowanej przez sowietów Polski, gdzie został aresztowany i po pokazowym procesie stracony w maju 1948 r. Tragiczna historia rodziny nie pozostała bez wpływu na życiorys Andrzeja Pileckiego. Studia na Politechnice Warszawskiej mógł ukończyć dopiero jako dojrzały człowiek. Do emerytury zajmował się maszynami cyfrowymi, był związany m.in. z Instytutem Chemii Przemysłowej i Ministerstwem Przemysłu Chemicznego i Lekkiego. (maz)

()

(Viktoriia Berezniak)

Dnia 13 maja 1953 r. Uchwałą Rady Ministrów Nr 341 utworzona została w Lublinie Wieczorowa Szkoła Inżynierska, która 1 sierpnia 1977 r. została przekształcona w Politechnikę Lubelską. Dla uczczenia tych wydarzeń Senat uczelni ustanowił dzień 13 maja Świętem Politechniki Lubelskiej. Z tej okazji 15 maja w auli im. Rektora Stanisława Podkowy odbyło się uroczyste nadanie tytułu profesora honorowego Politechniki Lubelskiej, które otrzymało trzech zagranicznych naukowców – prof. Tatiana Corejova z Uniwersytetu Żylińskiego na Słowacji, prof. Guomo Zhou z Uniwersytetu Zhejiang w Chinach oraz prof. Maksat Kalimoldayev z Komitetu Nauki Ministerstwa Oświaty i Nauki Republiki Kazachstanu. Wydarzeniu towarzyszyła tradycyjnie promocja doktorów i doktorów habilitowanych oraz otwarcie nowo wybudowanych obiektów centrum sportowego. Placówka kształci obecnie około 8 tysięcy studentów na 21 kierunkach. (pat)

Święto Politechniki Lubelskiej magazyn lubelski (62) 2019

57


maj/czerwiec 2019 23-26 maja CHEŁM 51. Ogólnopolskie Spotkania Lalkarzy Chełmski Dom Kultury plac Tysiąclecia 1

23 – 27 maja LUBLIN Maisto Poezji

23 maja – 11 czerwca LUBLIN Mistrzostwa Świata FIFA U-20 Polska 2019 w Lublinie Arena Lublin, ul. Stadionowa 1

25 maja JANOWIEC Święto Wina na Zamku w Janowcu

Zamek Firlejów w Janowcu ul. Lubelska 20, godz. 12:00-19:00

30-31 maja LUBLIN Kraina Uśmiechu

Teatr Muzyczny w Lublinie ul. Marii Curie Skłodowskiej 5 godz. 18:00

12 czerwca LUBLIN Gala Business Excellence

Lubelskie Centrum Konferencyjne ul. Artura Grottgera 2

12 czerwca

LUBLIN Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Od dźwięku do słowa – rola Moniuszki w kulturze polskiej XIX i XX wieku”

Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego ul. Narutowicza 4, godz. 9:00

13-16 czerwca

LUBLIN Dźwięki Słów - 6. Prezentacje Form MuzycznoTeatralnych Centrum Spotkania Kultur plac Teatralny 1, godz. 15:00

16 czerwca

KRĘŻNICA JARA Inscenizacja „Przed świtem. Krężnica Jara 1939 – 1947” godz. 15:00

21-23 czerwca LUBLIN III Międzynarodowy Festiwal Renesansu plac Litewski/Stare Miasto

21-23 czerwca

1 czerwca LUBLIN Festiwal Kolorów w Lublinie 2019! Perła ul. Bernardyńska 15 godz. 15:00

1-2 czerwca LUBLIN Noc Kultury

Stare Miasto/Śródmieście godz. 19:00 – 02:00

4 czerwca LUBLIN Lublin 4 VI 1989 – 4 VI 2019

Brama Grodzka „Teatr NN” ul. Grodzka 21

CHEŁM Festiwal Niezła Sztuka plac Łuczkowskiego

27-30 czerwca LUBLIN Wschód Kultury – Inne Brzmienia Art’n’Music Festival 2019 Błonia pod Zamkiem Stare Miasto godz. 15:00

29 czerwca – 4 lipca JANÓW LUBELSKI XV Festiwal Artystów Filmu i Telewizji „Fart” Janowski Ośrodek Kultury ul. Jana Pawła II

8 – 9 czerwca ŚWIDNIK II Świdnik Air Festival Lotnisko trawiaste ul. Sportowa

29-30 czerwca BIŁGORAJ IX Biłgorajski Ogólnopolski Zlot Pojazdów Zabytkowych Autodrom Biłgoraj ul. Motorowa

58

magazyn lubelski (62) 2019

godz. 17:00


Profile for LAJF Magazyn Lubelski

LAJF Magazyn Lubelski #62  

Jedyne na Lubelszczyźnie pismo pozwalające dotrzeć do tak dużej liczby wpływowych i opiniotwórczych osób w tym regionie. Nowoczesny layout,...

LAJF Magazyn Lubelski #62  

Jedyne na Lubelszczyźnie pismo pozwalające dotrzeć do tak dużej liczby wpływowych i opiniotwórczych osób w tym regionie. Nowoczesny layout,...

Advertisement