LAJF Magazyn Lubelski #83

Page 1

2022/83/4

75 latTeatru Muzycznego w Lublinie


www.safebox24.pl www.mennica.online tel. +48 22 122 52 35 kom. +48 600 977 207

Safebox24 to pierwszy, ogólnopolski, niezależny operator depozytowo-skarbcowy. W 2019 roku Safebox24, wybudował od podstaw nowoczesny, bezpieczny, certyfikowany skarbiec w Warszawie, z dostępem do skrytek depozytowych 24/7. W 2020 roku Safebox24 wybudował kolejny obiekt w centrum Krakowa - najbardziej nowoczesny, automatyczny obiekt skarbcowo-depozytowy w Polsce, również z dostępem do skrytek depozytowych 24/7. W 2022 roku Safebox24 przejął najstarszy prywatny skarbiec w Polsce – obiekt skarbcowo-depozytowy w Lublinie oraz obiekt skarbcowo-depozytowy w Szczecinie. Obecnie Safebox24 rozpoczął pracę nad nowoczesnym skarbcem w centrum Łodzi. Docelowo Safebox24 planuje otwarcie kilkunastu obiektów skarbcowo-depozytowych na terenie Polski i za granicą.

SKARBCE SAFEBOX24: •

SKARBIEC WARSZAWA - UL. KOSZYKOWA 49A, LU4, 00-659 WARSZAWA

SKARBIEC KRAKÓW - UL. ŚW. SEBASTIANA 16, LU2, 31-049 KRAKÓW

SKARBIEC LUBLIN - UL. KOWALSKA 5, 20-115 LUBLIN

SKARBIEC SZCZECIN - UL. ŚLĄSKA 43A, 70-431 SZCZECIN

SKARBIEC ŁÓDŹ (WKRÓTCE) - OGRODY GEYERA, UL. PIOTRKOWSKA 293/305, 90-369 ŁÓDŹ

UBEZPIECZENIE I PRZECHOWYWANIE W skarbcach Safebox24 każda skrytka depozytowa jest ubezpieczona od wszelkich ryzyk w Lloyd’s Insurance Company S.A., światowego lidera w ubezpieczeniach wysokiej klasy obiektów skarbcowo-depozytowych. Każdy klient ma możliwość ubezpieczenia skrytki depozytowej w wybranym przez siebie limicie do 1 miliona złotych, bez ujawniania zawartości. W skrytce depozytowej można przechowywać m.in. ważne dokumenty, oszczędności, metale szlachetne, diamenty, broń bez amunicji, dyski i archiwa danych czy też pamiątki o wartości sentymentalnej. Skrytka depozytowa może być wynajęta i ubezpieczona przez osobę fizyczną lub na firmę. Do każdej skrytki można ustanowić pełnomocników.

METALE SZLACHETNE Mennica.Online to nowoczesny dealer złota i innych metali szlachetnych w postaci sztabek oraz monet inwestycyjnych. Oferujemy produkty najwyższej jakości, konkurencyjne ceny i profesjonalną obsługę Klienta. Mennica. Online oferuje sprzedaż i dostawę metali szlachetnych na terenie całej Polski oraz przechowywanie sztabek i monet inwestycyjnych w skarbcach Safebox24.

Idealbox Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, 00-545 Warszawa, ul. Marszałkowska 58, wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy, XIII Wydział Gospodarczy pod numerem KRS:0000657685, NIP:951-242-67-29, REGON:366307249, Kapitał zakładowy: 93.000 zł, w całości wpłacony.


od redakcji

J foto Emil Zięba

akie miejsce na polskiej scenie zajmuje Teatr Muzyczny w Lublinie? Odpowiedzi poszukaliśmy u źródła – dyrektor Kamili Lendzion, śpiewaczki operowej i operetkowej występującej na wielu prestiżowych scenach polskich i zagranicznych, a przez wiele lat związanej m.in. z Teatrem Muzycznym w Lublinie. W nim w 2018 roku zadebiutowała w roli dyrektora. Znając świat opery i operetki od podszewki, wzbogaciła repertuar, przyciągając nowe grupy publiczności. Teatr Muzyczny w Lublinie, świętujący właśnie 75-lecie istnienia, stał się rozpoznawalną marką. Na czas drugiej już kadencji Kamila Lendzion ma wiele planów dla lubelskiego teatru, nie tylko muzycznych. Minęły już dwa lata, odkąd Białorusini upomnieli się o swoje prawa po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Pokojowe demonstracje spotkały się z przemocą ze strony władz. O gorących ludzkich sercach i lodowatych powiewach geopolityki. O przemocy i represjach. Ale też o miłości i sztuce. O ojczystej Białorusi i o „nowym domu” – Lublinie. O tym wszystkim można przeczytać w rozmowie Grzegorza Zawistowskiego ze Zmicerem Waynowskim w drugą rocznicę białoruskiej „aksamitnej rewolucji”. W dziale kultury piszemy o Malwinie Masternak, wokalistce oraz kompozytorce jazzowej i premierze jej debiutanckiego albumu „Perspektywa”, który został nagrany z międzynarodową grupą muzyków. Dawna i odległa sztuka zawitała do nas – w Muzeum Narodowym w Lublinie zostanie otwarta wystawa „Magia starożytnego Egiptu”, przedstawiająca historię, religię, kulturę oraz życie codzienne tego czasu. Przedstawiamy również temat zdrowia w wywiadzie „Zdrowe nerki to podstawa” z dr hab. Anną Steć, superinternistką i nefrolożką, która opowiedziała Klaudii Olender, jak dbać o ten cenny organ. Dla Seniorów mamy jeszcze artykuł „Opaska ratująca życie – SOS dla Seniora”. Wszyscy czujemy, że przyszedł czas, aby spoważnieć. Zadbać zarówno o własny dobrostan, jak i planety, stanąć zdecydowanie w obronie podstawowych praw człowieka, znaleźć autorytety, które byłyby wyznacznikiem naszego postępowania. To konieczne w dynamicznie zmieniającym się świecie, w którym cierpimy na „chroniczne zaabsorbowanie”.

Redaktor naczelny magazyn lubelski 4(83) 2022

3


3 od redakcji 3 Jakie miejsce na polskiej scenie zajmuje

6 tygiel 6 Marsz z uśmiechem… Zbiory polarne…

Teatr Muzyczny w Lublinie?… Piotr Nowacki

Oczyszczanie… Umiemy celebrować… Czytanie Narodowego… Dla kochających…

8 z okładki 8 Teatr to życie w 75 lat Teatru Muzycznego

16 fotorelacja 14 Festiwal kaszy i żurawiny – GRYCZAKI 2022

8

14

w Lublinie | rozmawiali z Kamilą Lendzion Anna Ignasiak i Piotr Nowacki

6

3

6–7 sierpnia Janów Lubelski foto Rafał Wrona

18 społeczeństwo 16 Opaska ratująca życie – SOS dla Seniora

22 biz-nius 24 Chleb, bułeczki, rogale...

28 historia 26 W okowach geopolityki | rozmowa

38 społeczeństwo 35 Stanisław Kieroński – „Aforyzmy,

18 Pod … lubelska gmina Głusk

społeczeństwo 25 Wojewódzkie Święto Plonów za nami

kultura 32 Przepowiednie | tekst i foto

40 Rozbudzić ciekawość

tekst Justyna Kloc

Eksport w trudnych czasach Przyszłość pieniądza w kolekcji

Grzegorza Zawistowskiego z Zmicerem Waynowskim

zamyślone pytania i sentencje” | tekst Alicja Lejcyk-Kamińskai „Magia starożytnego Egiptu” | tekst Anna Ignasiak

Robert Pranagal

zdrowie 0 20 Zdrowe nerki to podstawa

tekst Klaudia Olender, foto Robert Pranagal

kultura 32 Przepowiednie | tekst i foto Robert Pranagal

16

48 felieton 43 Lubię wiedzieć | Pytania człowieka w ruchu tekst Maciej Wijatkowski | foto Hanna Skok

kultura 44 Wewnętrzne obrazy świata

Album „Perspektywa” Malwiny Masternak

26

50 okruchy kultury 46 Hieronim Łopaciński (30 IX 1860–25 VIII 1906) Barwne wejście w inny wymiar Sztuka ponad wszystko, czyli… Redaktorów trzeba doceniać EXODUS – stygmaty czasu 46 Bluesowe brzmienie w Lublinie Odpowiedzialność za słowo

magazyn lubelski 4(83) 2022 4 …taki LAJF

66 felieton 54 Kobieta w…

natura 50 Kocie emocje |

57 Z dziennika coacha

tekst i foto Mariusz Gadomski

Najlepszy czas na zmiany jest teraz! Chcesz zmiany, bądź zmianą | tekst Bea Furmaniak – ODWAGA droga do szczęścia tekst Dorota Piwońska

68 winna końcówka 58 Prawa podstawowe | tekst Łukasz Kubiak

50

48

35

52 historia 48 Skok na docenta

tekst Magdalena Świątkowska foto Gabriela Świątkowska

88

40

32

foto Paul Hanaoka | Unsplash

50

58


Roczna prenumerata we jdź na

lajf.info/prenumerata/ i z a pis z s ię na pre num e ra tę LA J F m a ga z yn lube ls k i Cena prenumeraty rocznej to 79zł Opłata pokrywa koszty pakowania i wysyłki Liczba egzemplarzy w prenumeracie: 11 egzemplarzy

REKLAMA

Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604

Redaktor naczelny: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info Sekretarz redakcji: Anna Ignasiak (ann) a.ignasiak@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Michał Fujcik (fó), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Boguta (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro), Anna Viljanen (av), Łukasz Kubiak (kub), Grzegorz Zawistowski (greg) Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Olga Michalec-Chlebik (mich), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor), Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Skład & DTP: logos@typolino.pl

L

5 7890 22 77

REKLAMA i MARKETING: reklama@lajf.info i praca@lajf.info

Soliści baletu Teatru Muzycznego w Lublinie Sofiya Kiykovska i Filip Krzyżelewski – foto Grzegorz Winnicki

LAJF magazyn lubelski

Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 5 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, KRS 0000416313 e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosi wyłącznie reklamodawca. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów tekstów, nadawania śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałów niezamówionych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny.

LAJF magazyn lubelski 2022/4/83 ISSN 2299–1689

magazyn lubelski 4(83) 2022

5


tygiel

foto Fundacja BezMiar

Marsz z uśmiechem na ustach Najbliższe spotkania uczestników Nordikiady 2022 odbędą się 9 października w Dęblinie i 6 listopada w Tomaszowie gm. Puławy. Organizatorzy, czyli Fundacja BezMiar, jak co roku zachęcają do aktywności fizycznej, kontaktu z naturą i przyłączania się do społeczności ludzi o pozytywnym nastawieniu do życia. Każdy rajd ma swoje odrębne wydarzenie i na każdy z nich są oddzielne zapisy. Uczestnicy pokonują trasy pod opieką wykwalifikowanych instruktorów. Uczą się prawidłowej techniki nordic walking, ćwiczą i maszerują, pokonując trasy biegnące przez piękne tereny województwa lubelskiego. Pasjonaci tego sportu przeszli w tym roku wiele kilometrów, spotkali się już bowiem w Kraśniku, Annopolu, Krasnobrodzie, Lublinie, Radzyniu Podlaskim, Janowcu n/Wisłą, Nałęczowie, Kodniu i Puławach. Na każdym rajdzie było prawie 200 uczestników! Dodatkową atrakcją był udział znanej w środowisku osobistości ze świata nordic walking. Przybyły całe grupy walkerów m.in. z Białej Podlaskiej, Puław, Ryk, Dęblina, Annopola, Kraśnika, Świdnika, Otwocka, Kozienic i wielu innych miejsc. Cały cykl rajdów pod wspólną nazwą NORDIKIADA 2022 jest współfinansowany przez województwo lubelskie. Więcej informacji i zapisy na poszczególne rajdy na www.bezmiar.org. (ann)

Zbiory polarne w nowej siedzibie Muzeum Badań Polarnych powstało w październiku 2020 roku z inicjatywy fundacji „Zupełnie Inny Świat” oraz Andrzeja Piotrowskiego, który w przeszłości pracował m.in. w Instytucie Paleobiologii PAN, Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym i Muzeum Ewolucji w Ogrodzie Botanicznym PAN. Celem działania tej instytucji jest upamiętnianie i gromadzenie dorobku polskich badaczy Arktyki i Antarktydy. O powstanie takiej placówki od lat zabiegał też Komitet Badań Polarnych Polskiej Akademii Nauk, ponieważ polska działalność naukowa prowadzona w Arktyce i Antarktydzie plasuje nasz kraj w czołówce państw podejmujących badania na tych terenach. Wśród zbiorów placówki są ogromne ilości zdjęć, książek i map terenów arktycznych, zbiory prof. Aleksandra Kosiby z jego wypraw na Grenlandię, w tym kości morsa i elementy odzieży używanej przez Eskimosów, a także sanie, książki, kalendarze, skamieniałości z Sachalinu i Wysp Kurylskich, bursztyny, kopie podpisanych przez Polskę traktatów polarnych oraz obrazy związane z polarnym światem. Teraz Puławskie Muzeum Badań Polarnych zostanie przeniesione do filii UMCS przy ul. 4. Pułku Piechoty Wojska Polskiego 18 w Puławach. 8 września br. w siedzibie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego w Lublinie przedstawiciele trzech stron podpisali porozumienie dotyczące nabycia budynku. (ann)

foto Ekopak Sp. z o.o.

6

magazyn lubelski 4(83) 2022

foto UMWL w Lublinie

Oczyszczanie przez malowanie Już niebawem będzie można zobaczyć końcowy efekt prac nad ekologicznym muralem, powstającym na zewnętrznej ścianie Centrum Recyklingu Ekopak w Lublinie przy ul. Metalurgicznej 9b w Lublinie. Inicjatorem projektu jest firma Ekopak, wchodząca w skład Grupy Kom-Eko. Mural zajmie powierzchnię 1200 m² i będzie prawdopodobnie największą taką realizacją graficzną w województwie lubelskim. Zamierzeniem firmy było w przystępnej, komiksowej formie pokazać rolę segregacji i przetwarzania odpadów w realizacji idei zrównoważonego rozwoju przez spółki Grupy Kom-Eko na Lubelszczyźnie. Mural ilustruje wędrówkę odpadów od odzysku i recyklingu po produkcję energii. Do jego powstania użyto specjalnego lakieru pochłaniającego zanieczyszczenia. Innowacyjna samoczyszcząca powłoka fotokatalityczna pozwala utrzymać budynek nie tylko w czystości i zmniejszyć znacząco koszty utrzymania i konserwacji, ale również jest elementem odpowiedzialnego, ekologicznego myślenia o nieruchomościach. Pełni też bardzo istotną funkcję oczyszczania powietrza ze smogu i spalin. Tylko 100 m² powierzchni muralu na hali Ekopaku pokrytych lakierem fotokatalitycznym oczyszcza tyle powietrza, co 30 dużych drzew liściastych. Autorem projektu jest lubelska agencja reklamowa Ansza, zaś wykonawcą AeroMat. (ann)


foto Maria Kowalczyk | Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”

Umiemy celebrować tradycję 30. edycja Europejskich Dni Dziedzictwa pod hasłem „Połączeni dziedzictwem” odbyła się w drugi i trzeci weekend września. Nie zabrakło tematycznego zwiedzania, na które zaprosiło Muzeum Czartoryskich w Puławach, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, Piwnica Pod Fortuną, Kockie Stowarzyszenie Oświatowo-Regionalne oraz Państwowe Muzeum na Majdanku. W Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Romanowie obchody EDD przebiegały pod hasłem „Połączeni słowem”. Tutaj przygotowano sesję naukową i wystawę pt. „Józef Ignacy Kraszewski – dziennikarz, redaktor, wydawca, drukarz”. W wydarzeniu wzięli udział zarówno znawcy twórczości pisarza, jak i specjaliści w dziedzinie dziennikarstwa. „Połączeni w tańcu od średniowiecza po lata 20.” było propozycją Fundacji Belriguardo. Warsztaty oraz spektakl odbyły się w Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. W Gołębiu centralnym punktem obchodów EDD pod hasłem „Wymalowane dziedzictwem” było odsłonięcie muralu upamiętniającego postać hetmana Stefana Czarnieckiego oraz bitwę stoczoną pod Gołębiem w 1656 r. Wśród przygotowanych wydarzeń znalazło się także coś dla miłośników rękodzieła. Na warsztaty ze zdobienia kafli motywami huculskimi zaprosił Dom Kuncewiczów – Oddział Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym, natomiast piękno i symbolikę ikon można było wspólnie odkrywać w Muzeum Wsi Lubelskiej podczas przygotowanych warsztatów z malarstwa ikonowego, a była to jedynie część wydarzeń w ramach tegorocznych Europejskich Dni Dziedzictwa w naszym województwie. (ann)

Czytanie Narodowego Wieszcza Lekturą w ramach „Narodowego Czytania” w roku 2022 – Roku Romantyzmu Polskiego były „Ballady i romanse” Adama Mickiewicza. W Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego utwór czytali m.in. Bartłomiej Bałaban – Członek Zarządu Województwa Lubelskiego, Iwona Hofman – Dyrektor Instytutu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach UMCS w Lublinie i Kierownik Pracowni Badań nad Instytutem Literackim w Paryżu UMCS oraz Tadeusz Sławecki – Dyrektor WBP im. H. Łopacińskiego w Lublinie. Niespodzianką okazały się dwie dodatkowe atrakcje – znakomite wykonanie przez Dorotę Mościbrodzką utworu Mariana Hemara pt. „Maryla”, pokazującego, jak żywe są tradycje romantyzmu w literaturze współczesnej, oraz „Potańcówka z Marianem Hemarem”, która odbyła się w Pałacu Lubomirskich, a przygotowana została przez Muzeum Narodowe w Lublinie. Na koniec wydarzenia w WBP wystąpiła „Trupa z szafy bibliotecznej” – amatorski zespół teatralny złożony z pracowników WBP w Lublinie. Dla uczestników „Narodowego Czytania” Dyskusyjny Klub Książki przygotował książkowe niespodzianki – zawinięte w szary papier kryły swoją tematykę. Wydarzeniu towarzyszyła też wystawa „Nasi romantyczni Mistrzowie” w Autorskiej Galerii Hol Biblioteki. W bibliotecznej Księgarni „U Hieronima” natomiast można było nabyć okolicznościowe wydania „Ballad i romansów” Adama Mickiewicza. (ann)

foto Mikołaj Bała

(ann)

Dla kochających muzykę Za nami 55. Festiwal im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju, wydarzenie organizowane nieprzerwanie od 1967 roku. Światowej sławy polscy artyści spotkali się w Pijalni Głównej, by oddać hołd twórczości Jana Kiepury – znanego polskiego śpiewaka i aktora występującego na najbardziej zaszczytnych scenach operowych świata. W 2022 roku przypada 120. rocznica urodzin tego wybitnego tenora. Podczas całego festiwalu wystąpiły liczne gwiazdy operowe, można było posłuchać koncertów z udziałem najlepszej orkiestry oraz obejrzeć spektakle baletowe i teatralne. Do gwiazd festiwalu należały Aleksandra Kurzak, Grażyna Brodzińska, Rafał Bartmiński, Tomasz i Agnieszka Kuk, Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny oraz artyści Baletu Opery Lwowskiej. Na wszystkich melomanów oraz fanów kultury czekały różnorodne występy, między innymi – „Podróż ze Śląskiem”, balet „Giselle” czy wreszcie „Koncert galowy – magiczny świat operetki”. Po raz trzeci swoim udziałem w Festiwalu im. Jana Kiepury wszystkich fanów fortepianowego brzmienia zaszczyciła Beata Szałwińska, polska pianistka na co dzień mieszkająca w Luksemburgu, z prapremierowym wykonaniem „Concerto de Paris op 32 nr 2”. W ramach koncertu „Wieczór przebojów – hiszpańskie zarzuele i nie tylko” wystąpili jedni z najlepszych polskich śpiewaków operowych – Iwona Sobotka i Arnold Rutkowski, a towarzyszyła im Orkiestra Filharmonii im. K. Szymanowskiego w Krakowie pod kierunkiem znakomitego dyrygenta Zbigniewa Gracy. (ann) magazyn lubelski 4(83) 2022

7


wywiad

75

foto Grzegorz Winnicki

lat Teatru Muzycznego w Lublinie

Teatr to życie 8

magazyn lubelski 4(83) 2022


Operetka i komedia muzyczna zawsze miały w Lublinie swoją wierną publiczność, w kilka miesięcy po Wiedniu czy Paryżu Lublin oglądał najnowsze spektakle. Teatr Muzyczny w Lublinie, działający od 1947 roku, godnie kontynuuje te świetne tradycje. W bogatym dorobku posiada najznakomitsze pozycje muzyki operowej, operetkowej, baletowej i musicalowej, takie jak „La Traviata” Giuseppe Verdiego, „Baron cygański” Johanna Straussa, „Księżniczka czardasza” Imre Kálmána, „Kraina uśmiechu” Franza Lehára, „Czajkowski – Taniec miłości”, a także „Skrzypek na dachu” Jerry’ego Bocka, grany już od 1994 roku, i „Hallo Szpicbródka” na podstawie legendarnego filmu Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody. Ostatnią dużą produkcją była operetka „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa w reżyserii Artura Barcisia. Realizację ambitnego programu umożliwia niezwykle zdolny zespół artystyczny, w skład którego wchodzą soliści, chór, balet i orkiestra. Teatr współpracuje też ze znakomitymi solistami operowymi z całej Polski oraz znanymi i cenionymi reżyserami, scenografami i dyrygentami. Instytucja przewiduje propozycje dla wszystkich grup wiekowych, dla młodszych widzów wystawiając m.in. bajki i spektakle edukacyjne. Teatr Muzyczny w Lublinie wciąż się rozwija i buduje coraz silniejszą pozycję na muzycznej mapie Polski. O tym, jak naprawdę szeroka jest jego oferta i co przygotowuje dla publiczności w najbliższym czasie z Dyrektor Teatru – Kamilą Lendzion rozmawiali Anna Ignasiak i Piotr Nowacki, foto Grzegorz Winnicki, Karolina Deptuś i Aneta Sobiesiak. Gdy w roku 2018 przyszła Pani do Teatru Muzycznego jako zupełnie nowa osoba, jak wyglądała sytuacja w tej instytucji?

Z Teatrem Muzycznym w Lublinie związana jestem od drugiego roku studiów, już wówczas wykonując główne partie sopranowe w spektaklach wchodzących w skład repertuaru Teatru, zatem nasza wspólna historia toczy się od prawie dwudziestu lat… Instytucję tę znam można powiedzieć od podszewki, chociaż w tamtym czasie moimi macierzystymi teatrami były Teatr Muzyczny w Łodzi i Warszawska Opera Kameralna. W 2018 roku pojawiłam się ponownie w lubelskim środowisku artystycznym, ale w zupełnie innym charakterze niż dotąd, bowiem jako kandydat na stanowisko dyrektora tejże instytucji. To stanowisko mam zaszczyt piastować już piąty sezon, rozpoczynający moją drugą kadencję w Teatrze. Zanim jednak pochłonął mnie Teatr, w najlepszym tego słowa znaczeniu, podkreślam to z pełną świadomością, dzieliłam swoją drogę artystyczną między scenę operową, operetkową a impresariat, który sprawiał mi nie mniej, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że więcej satysfakcji i spełnienia niż zawód, do którego zostałam przygotowana i wykształcona. Agencja artystyczna, którą wtedy prowadziłam, nauczyła mnie publiczności w każdym tego słowa znaczeniu: szacunku do niej, odpowiedniego doboru repertuaru, a co najważniejsze – satysfakcji obopólnej, zarówno publiczności, jak i wykonawców… Lublin zawsze był w moim sercu mocno zakorzeniony, występy na rodzimej scenie za każdym razem niosły za sobą mnóstwo emocji… Emocji związanych nie tylko z radością występowania w rodzinnym mieście, ale głównie z oczekiwaniami, jakie w głębi duszy stawiałam tej instytucji z racji regionalnej solidarności. Zawsze uważałam, że Operetka Lubelska jest absolutnie niedocenianą sceną muzyczną w Polsce. Widząc pewne niewykorzystane sfery potencjału Teatru Muzycznego, zarówno artystów, jak i samego miejsca, mając już też koncepcję działania, zdecydowałam się startować na stanowisko dyrektora tej instytucji. Wśród wielu kandydatów do

objęcia tej funkcji pojawiły się tak już doświadczone i uznane postaci, jak Kazimierz Kowalski, były dyrektor Krzysztof Kutarski, Iwona Sawulska czy Sylwester Kostecki, zatem zadanie było o tyle trudniejsze, gdyż stawałam w szranki z osobami, które posiadały już doświadczenie w zarządzaniu takimi instytucjami jak teatr. Niemniej jednak udało mi się wygrać konkurs, co zapewne było niemałym zaskoczeniem w środowisku artystycznym, bo przecież do tej pory moje nazwisko kojarzyło się wyłącznie ze sceną. I tak oto 1 września 2018 roku zostałam powołana na stanowisko dyrektora Teatru Muzycznego w Lublinie i od tego momentu zaczęłam wdrażać swój plan zmiany instytucji.

W jaki sposób potencjał Teatru Muzycznego był niewykorzystany i co Pani zaproponowała w ramach swojego programu?

Jestem rodowitą lublinianką, jednak czas studiów i częściowo pracy spędziłam poza rodzinnym miastem, koncertując właściwie na wszystkich scenach muzycznych i operowych w Polsce, co dawało przestrzeń do obserwacji i refleksji. To, co mnie bolało najbardziej i zastanawiało to fakt, że lubelski Teatr Muzyczny z tak fantastycznie wypracowaną historią i renomą przez poprzednich dyrektorów i dyrygentów od pewnego czasu nie miał swojego miejsca na muzycznej mapie Polski i popadł niejako w niebyt artystyczny. Brakowało spektakularnych premier, artystów gościnnych, którzy wraz z solistami rodzimymi Teatru podnosiliby rangę tej instytucji. Może to tylko moje subiektywne obserwacje, bo przecież każdy z dyrektorów realizował swoje plany repertuarowe tak, jak mu w duszy grało i chciał dla swojej instytucji jak najlepiej. Trudno zatem mówić o niewykorzystanym potencjale, a raczej o różnej optyce spojrzenia na teatr i jego artystyczny kształt i przyszłość. Każdy z dyrektorów budował to miejsce na swój unikatowy sposób, zostawił w nim część siebie, to poniekąd dzięki nim jestem tu dziś i mogę kontynuować 75-letnią tradycję Operetki Lubelskiej i za to jestem ogromnie wdzięczna.

magazyn lubelski 4(83) 2022

9


Jestem osobą bardzo wymagającą w stosunku do sztuki, jej wykonywania, jak i zarządzania nią. I takie wymagania stawiam głównie przed sobą jako dyrektorem instytucji, którą dane mi jest kierować. Według moich skromnych kryteriów – co podkreślę – ten Teatr stać na miano najlepszej sceny operetkowej w Polsce! Moim marzeniem, a właściwie celem było przywrócić lata świetności tej instytucji z czasów znakomitego dyrektora Andrzeja Chmielarczyka czy Jacka Bonieckiego. Dowodem na to, że mi się to udało, jest decyzja (sprzed dosłownie kilkunastu dni!) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego o przyznaniu Teatrowi Muzycznemu w Lublinie Brązowego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Jaka była Pani wizja tej instytucji?

Teatr Muzyczny w Lublinie zasługuje, by być marką samą w sobie. Zasługuje na renomę, na którą pracuje już 75 lat. Posiada niezwykle bogatą tradycję operetkową, którą pochwalić się mogą właściwie już nieliczne siostrzane instytucje w Polsce. Dlatego też uważałam, że należy wykorzystywać maksymalnie każde, nawet najmniejsze szanse, jakie dają takim instytucjom jak nasza projekty ministerialne. Dzięki nim możemy realizować szereg ciekawych wydarzeń, nie tylko premier muzycznych, ale i warsztatów różnego rodzaju. Ponadto, współpraca z fundacjami i stowarzyszeniami umożliwia realizację projektów, które otwierają Teatr na szerszą widownię, dzięki którym Teatr staje się miejscem otwartym i przyjaznym, pokazując swoje inne oblicze, zauważane w środowisku, budując dzięki temu swoją nową pozycję wśród teatrów muzycznych w Polsce. Dzięki takim projektom rozkwitają artyści, którzy mogą realizować swoje najskrytsze marzenia artystyczne, ale i talenty pedagogiczne czy wręcz terapeutyczne! To przecież ludzie tworzą teatr! Jego niepowtarzalną atmosferę… I to oni są zarówno jego historią, jak i przyszłością. Wszystkie nasze zespoły artystyczne reprezentują bardzo wysoki poziom wykonawczy, czego dowodem jest współpraca z wyśmienitymi dyrygentami, reżyserami, choreografami czy śpiewakami najważniejszych scen operowych w Polsce. I każdy z tych zespołów jest autonomiczną grupą artystów, docenianą na scenie. Bardzo mi zależało np. na tym, aby balet Teatru Muzycznego w Lublinie był odrębną grupą artystów, która ma nie tylko za zadanie towarzyszyć solistom na scenie, być dla nich tłem podczas spektakli, ale jest równorzędnym partnerem, ponieważ reprezentują bardzo wysoki poziom absolutnie zasługujący na docenie-

10

magazyn lubelski 4(83) 2022

nie. Uważam Teatr Muzyczny w Lublinie za jeden z ostatnich bastionów klasycznej operetki i obiecuję być temu wierna. Natomiast od początku kierowania tą instytucją pragnęłam rozszerzyć grupę jej publiczności. Teatr ma oczywiście swoją wierną publiczność, kochającą przede wszystkim wspomnianą operetkę, ja jednak pragnęłam nowej grupy widzów – ludzi młodych, osób z niepełnosprawnościami; chciałam uczynić tę instytucję miejscem spotkań poświęconych różnego rodzaju muzyce, a także innym dyscyplinom sztuki.

Co wobec tego pojawiło się na scenie Teatru pod Pani dyrekcją?

Obok operetki – musical, monodram, koncerty, bajki, ale i spotkania artystów Fundacji Nieprzetartego Szlaku, warsztaty dla młodzieży, również dla młodych ludzi ze spektrum autyzmu. W miarę możliwości zapraszamy tych artystów pod dach Teatru, udostępniając im sale, a nasi artyści czynnie biorą udział w organizowanych przez nich warsztatach. Pragnęłam uczynić ten Teatr miejscem spotkań otwartym dla każdego. Obecnie włączyliśmy się także w działania pomocowe poświęcone psychiatrii dzieci i młodzieży w Lublinie i ich efektami już niedługo będziemy mogli się pochwalić. Uważam, że udało mi się w ciągu tych czterech lat kierowania Teatrem wydobyć potencjał tego miejsca i jego zespołu, choć wiele wyzwań jeszcze przed nami! Może także dzięki temu, że sama jestem artystką, potrafię lepiej zrozumieć ambicje i oczekiwania artystów, nie tylko solistów, ale też muzyków. Jestem dyrektorem, który pozwala rozwijać się artystom poza miejscem swojego stałego zatrudnienia, ponieważ to procentuje. Procentuje poziomem, doświadczeniem i spełnieniem artystycznym – artyści wracają do naszego Teatru bogatsi o nowe doświadczenia współpracy z innymi solistami czy dyrygentami. Dzięki temu wzrasta poziom instytucji, bo przecież dobry teatr to przede wszystkim szczęśliwy i spełniony artysta!


Dla nas przeciwnie. Teatr uaktywnił się bardzo w mediach społecznościowych. W ten sposób ogromnie poszerzyliśmy grupę naszych fanów. Teatr Muzyczny w Lublinie pierwszy raz w historii zdobył nagrody teatralne, m.in. Nagrodę im. Jana Kiepury. Od dwóch lat zapraszani jesteśmy jako instytucja na wszystkie prestiżowe festiwale odbywające się na terenie całej Polski (Festiwal im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju, Festiwal im. Bogusława Kaczyńskiego w Białej Podlaskiej czy Przestrzenie Sztuki w Lublinie). Nasz Teatr zawsze albo inauguruje powyższe wydarzenia, albo je kończy uroczystą galą muzyczną, co jest dowodem na bezsprzecznie wysoki poziom Teatru Muzycznego w Lublinie. Kolejny sukces to ponowne pozyskanie utraconych w poprzednich kadencjach sponsorów, takich jak Bogdanka, która zniknęła przecież na wiele lat jako sponsor strategiczny, a wróciła dwa lata temu, z czego bardzo się cieszymy. Inni sponsorzy, których

udało nam się pozyskać, to PKO BP, Toyota, Azoty Puławy. Z powodzeniem piszemy projekty ministerialne, co wcześniej zdarzało się rzadko. Obecnie przynajmniej dwa, a czasem trzy projekty na cztery przechodzą, co zapewnia nam dofinansowanie. Ogromnym sukcesem są premiery, co nie było łatwe do zrealizowania w obecnej rzeczywistości, gdy sytuacja finansowa instytucji kultury jest niełatwa. Nie zmniejszyliśmy też zatrudnienia – artystycz-

nego, technicznego czy administracyjnego, ponieważ wszyscy tworzymy tę instytucję i nie wyobrażam sobie, by z ludźmi niezbędnymi do prawidłowego funkcjonowania teatru można było się pożegnać. Udało nam się przebudować pensje artystów z dwuskładnikowej na jednoskładnikową, co wśród teatrów muzycznych jest dużym wyczynem i bardzo ważną zmianą dla artystów. W czasie pandemii nie grali, dostawali wówczas podstawowe wynagrodzenie, bez tzw. nadgrań. Obecnie, jeśli podobna sytuacja się powtórzy, ich zarobki nie zmniejszą się, nadal będą zarabiać godnie, ponieważ podstawa ich wynagrodzenia wzrosła. Ponadto w czasie pandemii tworzyliśmy wydarzenia na potrzeby mediów społecznościowych. Były to koncerty małoobsadowe z uwagi na obostrzenia, które jednak tak się spodobały, że gdy wróciliśmy już do tradycyjnego grania, kontynuowaliśmy je – „Gwiazdka z Muzycznym”, „W duecie z Muzycznym”, „Po polsku z Muzycznym”. Czas pandemii utwierdził nas jeszcze w przekonaniu, że Teatr Muzyczny jest potrzebny – był odskocznią od trudnej rzeczywistości. Spotkania w sieci były niezwykłe, zarówno dla publiczności, jak i artystów.

Czym przyciągnęliście Państwo młodą publiczność?

W pewnym stopniu zmieniliśmy repertuar. Obok wspominanej już przeze mnie operetki, która ma swoich fanów w różnym wieku, również młodych, musieliśmy zaproponować coś nowego i świeżego, stąd cykl „Po polsku z Muzycznym”, gdzie pojawiły się rockowe przeboje, znane młodszej publiczności. Bardzo istotnym w budowaniu nowej grupy publiczności był też projekt „Nie gniewaj się na mnie Polsko” z okazji Święta Niepodległości, którym chciałam pokazać inny sposób podchodzenia do uczczenia tego rodzaju świąt, nie ocierając się o patos. Udało nam się to, co zaowocowało obecnością młodych twarzy na naszych koncertach, a premiera „Zemsty nietoperza” w reżyserii Artura Barcisia była najlepszym dowodem na to, że wciąż z sukcesem otwieramy się na młodego widza.

Na czym polega zaangażowanie Teatru w działania na rzecz psychiatrii dzieci i młodzieży?

Od zawsze był to dla mnie ważny temat, bolał mnie fakt zaniedbania tego obszaru, a w sercu tliła się chęć działania na jego rzecz. W Polsce odczuwalny jest brak specjalistów, którzy chcieliby się zająć tą dziedziną i nie ma się co dziwić, ponieważ jest ona bardzo trudna i wymagająca. Doskonale też

foto Karolina Deptuś

Co udało się zrealizować z działań, których wcześniej w lubelskim Teatrze Muzycznym nie było? Czas był raczej mało stabilny i mało płodny dla instytucji kultury z uwagi na pandemię.

magazyn lubelski 4(83) 2022

11


zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest w odpowiednim stopniu finansowana. Naszym zadaniem jest kształcenie przyszłych pokoleń publiczności poprzez sztukę i teatr; nie możemy zapominać, że chcąc mieć widza w przyszłości, musimy wychowywać go już od dziecka. Jeżeli dziecko wychowuje się w rodzinie, która dba o jego psychiczny i emocjonalny rozwój, to w sposób naturalny poznaje teatr razem z rodzicami czy placówkami edukacyjnymi. Inaczej jest, gdy rodzina, w której przyszło mu dorastać, dojrzewać, jest pełna deficytów wszelkiego rodzaju, uniemożliwiających zdrowe funkcjonowanie w społeczeństwie, zniekształcając funkcje poznawcze. Całkiem niedawno, bo zaledwie dwa lata temu, powstał Oddział Psychiatrii dla Dzieci i Młodzieży przy Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie. Jako instytucja Samorządu Województwa Lubelskiego pomagamy im w każdy możliwy sposób, od zbierania rzeczy, takich jak zeszyty, długopisy, kredki, farby, papier kolorowy itp., przez wykonywanie pięknych grafik, które ozdobią ściany szpitalnych sal, by młodym pacjentom choć trochę ułatwić powrót do zdrowia, po udział naszych artystów, którzy zadeklarowali swoją pomoc w postaci prowadzonych tam warsztatów. W pomoc włączył się również Areszt Śledczy w Lublinie, konkretnie osadzeni i osadzone, którzy wykonywali własnoręcznie przepiękne maskotki na Dzień Dziecka. Należy pamiętać, że dzieci, które mają problemy natury psychicznej, są często bardzo wrażliwymi i utalentowanymi osobami i nawet w takim miejscu, a może nawet przede wszystkim w takim miejscu, należy im stworzyć przestrzeń do kontaktu z muzyką czy sztuką wszelakich dyscyplin, bowiem terapia poprzez sztukę jest bardzo ważnym elementem na drodze powrotu do zdrowia. Pragniemy również wprowadzić cykl spotkań ze sztuką w siedzibie naszej instytucji, by atmosfera Teatru także pomagała w budowaniu być może muzycznych marzeń tych młodych osób. Co więcej, już niebawem, bo 7 października, odbędzie się organizowany przez Teatr Muzyczny w Lublinie wyjątkowy koncert charytatywny na rzecz dzieci i młodzieży z I Kliniki Psychiatrii, Psychoterapii i Wczesnej Interwencji przy SPSK nr 1 w Lublinie, podczas którego wystąpią Kayah i Viki Gabor. Odbędzie się również krótka konferencja na temat zdrowia psychicznego dzieci, podczas której wykład wygłosi dr n. med. Agata Makarewicz, pracująca w tym oddziale. Chciałabym, aby to wydarzenie przyjęło charakter cykliczny i uświadamiało mieszkańcom wagę zagadnienia zdrowia psychicznego.

Czy młodzi ludzie interesują się również tradycyjnymi widowiskami Teatru Muzycznego? Sztuka, by pozostać atrakcyjna, musi się trochę zmieniać, a my musimy być czujni i gotowi na

12

magazyn lubelski 4(83) 2022

te zmiany. Nie może być zadufana i zapatrzona w siebie, tkwiąc w ustalonych, bezpiecznych, lecz mało atrakcyjnych ramach. Teatr ma misję i tą misją jest edukowanie, skłanianie do refleksji, ale i rozbawianie publiczności, i tylko zdrowa równowaga jest w stanie zarówno utrzymać stałego widza, jak i pozyskać młodą, bardzo wymagającą publiczność. Wydaje mi się, a nawet jestem tego pewna, że Teatr Muzyczny w Lublinie wychodzi z tej batalii o młodzież z tarczą, czego dowodem są grupy młodzieży na naszych produkcjach, przyjeżdżające do nas z całej Polski. Dostajemy maile z podziękowaniami i recenzjami naszych spektakli. W mediach społecznościowych – które, jak wiadomo, są mekką młodego widza – pojawia się szereg opinii, i to sprawia, że przekonujemy się, że trzeba zmieniać się dla naszych widzów, bo dzięki temu oni wierzą w to, że warto chodzić do teatru.

Teatr Muzyczny jest rzeczywiście bardzo widoczny, zarówno w Lublinie, jak i w kraju. Co planuje Pani w nadchodzącym okresie?

Przez ostatnie cztery lata skupiliśmy się na powrocie Teatru Muzycznego w Lublinie do peletonu muzycznego w Polsce. Skoncentrowaliśmy się na szlifowaniu poziomu artystycznego, m.in. poprzez takie przedstawienia, jak „Zemsta nietoperza”, „Kraina uśmiechu” czy „Hallo Szpicbródka”, a także przedstawienia baletowe, bajki dla najmłodszych czy widowiska patriotyczne. Teraz nadszedł nareszcie czas, by przypomnieć publiczności lubelskiej, i nie tylko, że teatr muzyczny to – oprócz operetki, musicalu czy koncertów – również opera. Dlatego też w tym sezonie wznawiamy dobrze znany naszej publiczności spektakl „La Traviata” w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, ale pokusimy się również o premierę, stanowiącą mam nadzieję początek ogromnego festiwalu, który chciałabym stworzyć w naszym województwie, bo kto jak nie województwo lubelskie na to najbardziej zasługuje? Nie zdradzę jeszcze szczegółów samego festiwalu, otworzy go natomiast musical „Jesus Christ Superstar” w reż. Tomasza Mana. W główne role wcielą się nie tylko wspaniali śpiewacy, ale i znani aktorzy. Szczegóły tych projektów będą się pojawiały sukcesywnie na naszej stronie teatralnej oraz w mediach społecznościowych. To są plany na ten sezon. Mam oczywiście wiele planów na kolejne pięć lat, gdyż moja głowa jest pełna pomysłów, a i zespół, którym mam zaszczyt zarządzać, wnosi do naszych planów repertuarowych wiele świeżego powiewu. Na sto procent po Teatrze Muzycznym w Lublinie można spodziewać się zaangażowania w pomoc tam, gdzie okaże się ona niezbędna, ponieważ czujemy to głęboko w naszych sercach i jesteśmy przekonani, że również tego rodzaju misję powinna spełniać taka instytucja kultury jak nasz Teatr!


foto Aneta Sobiesiak Jakie jeszcze wydarzenia w związku z 75-leciem Teatru Muzycznego Pani przewiduje?

Odbędzie się cykl comiesięcznych koncertów jubileuszowych, pierwszy już we wrześniu: „Operetka na poważnie, opera na wesoło” z udziałem oczywiście naszych artystów, w reż. Anny Barańskiej-Wróblewskiej. W październiku będzie można wysłuchać genialnego koncertu Klezmafour, zespołu łączącego muzykę bałkańską z klezmerską, który wystąpi w towarzystwie naszej orkiestry. Warto podkreślić, że jego liderem jest Andrzej Czapliński, muzyk związany z naszym teatrem od wielu lat. Zespół fantastycznie zadebiutował w „Mam Talent”. Trzeci z cyklu koncertów będzie hołdował muzyce musicalowej. A już w styczniu zaprosimy wszystkich wielbicieli operetki

na przepiękny koncert pt. „Uśmiechnij się z Kiepurą”, a przez tę operetkową podróż przeprowadzi naszych widzów Łukasz Lech. Z okazji naszego jubileuszu znajdzie się również coś dla kolekcjonerów i pasjonatów sztuki fotografii teatralnej, przygotowujemy bowiem wyjątkowo piękny album ze zdjęciami, ukazujący Teatr Muzyczny od momentu powstania po dzień dzisiejszy i mam nadzieję, że publiczność pokocha tę publikację. Pamiętamy także o każdym z dyrektorów, którzy na przestrzeni lat tworzyli ten Teatr, zostawiając część swojej duszy – wszyscy zostaną uhonorowani. Dzięki tym wszystkim postaciom mogę być tu, gdzie jestem, i z zaszczytem prowadzić ten Teatr niełatwą, ale satysfakcjonującą drogą do sukcesu.

magazyn lubelski 4(83) 2022

13


fotorelacja

FESTIWAL

KASZY I ŻURAWINY

– GRYCZAKI 2022 |

6–7 sierpnia Janów Lubelski | foto Rafał Wrona

14

magazyn lubelski 4(83) 2022


magazyn lubelski 4(83) 2022

15


społeczeństwo

Opaska ratująca życie

– SOS dla Seniora tekst Justyna Kloc Dział Lubelskiej Opaski Medycznej w Zespole Ośrodków Wsparcia foto Dział Lubelskiej Opaski Medycznej w Zespole Ośrodków Wsparcia

Program „SOS dla Seniora”, który obejmuje usługę teleopieki świadczoną przez wyspecjalizowane Centrum Tele-

opieki wraz z opaską telemetryczną przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii realizowany jest przez Zespół Ośrodków Wsparcia w imieniu Gminy Lublin już od września 2019 roku. Seniorzy biorący udział w programie, otrzymują opaskę na nadgarstek, dzięki której mogą wezwać pomoc. Opaska umożliwia także monitorowanie funkcji życiowych. Każda z nich posiada jeden przycisk SOS do bezpośredniego połączenia się z Centrum Teleopieki. Dodatkowo ma ona możliwość wykonania pomiaru parametrów życiowych takich jak pomiar tętna. Wyposażona jest też w detektor upadku, czujnik zdjęcia i założenia opaski, lokalizator GPS oraz pomiar poziomu ładowania baterii. Centrum Teleopieki, z którym łączy się opaska życia pełni opiekę nad podopiecznymi 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Ratownicy medyczni zatrudnieni w Centrum Teleopieki odbierają alarmy wysyłane przez opaskę, nawiązują i utrzymują kontakt z użytkownikiem. Kontakt ten utrzymywany jest od chwili odebrania takiego alarmu, aż do momentu przybycia pomocy. Dodatkowo monitorują stan techniczny opasek oraz poziom ich naładowania. Użytkownik opaski może również sam połączyć się z Centrum Teleopieki, wciskając przycisk SOS. W sytuacji upadku połączonego z omdleniem, opaska łączy się z Centrum Teleopieki automatycznie, przesyłając informację o zaistniałym zdarzeniu oraz lokalizacji osoby potrzebującej pomocy, nawet jeśli taka osoba jest nieprzytomna. Usługa teleopieki jest całkowicie bezpłatna. Wszystkie koszty pokrywa Gmina Lublin, a bezpośrednim realizatorem jest Zespół Ośrodków Wsparcia w Lublinie przy ul. Lwowskiej 28. Dbając o potrzeby lubelskich Seniorów, a także kontynuując działania na rzecz ich bezpieczeństwa, Gmina przystąpiła do ogłoszonego przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej programu „Korpus Wsparcia Seniorów” na rok 2022, w ramach którego kolejne osoby otrzymały opaski bezpieczeństwa. W programie bierze udział 200 seniorów, korzystając z usługi teleopieki do 31 grudnia 2022 roku. Usługa, tak jak przy poprzednich programach realizowanych przez Gminę Lublin, jest całkowicie bezpłatna. Obecny projekt jest finansowany z Funduszu przeciwdziałania „Covid-19”. Aby skorzystać z usługi teleopieki i otrzymać opaskę życia należy spełnić następujące kryteria: • mieć ukończone 65 lat, • być mieszkańcem Lublina,wyrazić zgodę na udział w programie, przestrzeganie regulaminu i na przetwarzanie danych osobowych niezbędnych podczas rekrutacji i realizacji usługi teleopieki.

16

magazyn lubelski 4(83) 2022


„Opaski życia” pozwalają Seniorom czuć się bezpiecznie. Są oni świadomi tego, że w każdej sytuacji mogą otrzymać natychmiastową pomoc. Wielu z nich obawiając się o swoje zdrowie, pozostaje w domu nie uczestnicząc w życiu społecznym. Dzięki bezpieczeństwu jakie dają opaski, otwierają się na nowe możliwości: podniesienie sprawności fizycznej, udział w różnych wydarzeniach kulturalnych. W coraz mniejszym stopniu odczuwają samotność czy też wykluczenie społeczne. Seniorzy, którzy zgłaszają się do projektów to w większości osoby samotne, z niepełnosprawnościami, prowadzące zazwyczaj jednoosobowe gospodarstwo. W wielu przypadkach to dzieci lub wnuki seniorów składają wnioski w imieniu swoich rodziców czy dziadków. W obawie o ich zdrowie oraz niejednokrotnie ze względu na brak możliwości sprawowania stałej opieki, posiadanie takiego urządzenia jak opaska wraz z usługą całodobowej teleopieki dla ich rodziców czy dziadków jest rozwiązaniem, które zapewnia wszystkim komfort, a przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, a także stałą opiekę. Jak pokazują przykłady, Seniorzy dostrzegają wiele zalet korzystania z „opasek życia”. Jedną z takich osób, która niejednokrotnie podkreśla, że opaska uratowała życie, jest Pan Henryk Pietrzak mieszkaniec Lublina. Wystarczy jeden przycisk, żeby uratować życie – powtarza Pan Henryk. Główną i najważniejszą zdecydowanie zaletą posiadania takiej opaski, jest to, że jeżeli senior źle się poczuje, to w każdej chwili może nacisnąć przycisk i połączyć z Telecentrum. Miałem taką sytuację, będąc na zajęciach w Ośrodku, że poczułem się źle. Jednak nie dałem tego po sobie poznać i wróciłem do domu. Zacząłem się czuć coraz gorzej, nie wiedziałem co się ze mną dzieje, dlatego nacisnąłem przycisk SOS na opasce. Opaska nawiązała połączenie z Telecentrum. Dzięki szybkiej interwencji, została wezwana do mnie pomoc. Zostałem zabrany do szpitala, gdzie przeszedłem operację i spędziłem tam aż dwa tygodnie. Lekarze powiedzieli, że dzięki posiadaniu opaski uratowałem sobie życie. Jestem już bardzo przyzwyczajony do tego, że opaskę mam zawsze założoną na nadgarstek i zdejmuję ją jedynie do naładowania. Pan Henryk jest uczestnikiem Centrum Usług Socjalnych przy ul. Lwowskiej 28 w Lublinie, gdzie Seniorzy mogą pokonywać trudności życia codziennego, podtrzymywać swoją sprawność psychoaktywną poprzez trening umysłu oraz podtrzymywać więzi społeczne. Dzięki takim działaniom osoby starsze mogą jak najdłużej samodzielnie i sprawnie funkcjonować, jednocześnie aktywnie uczestnicząc w życiu. Pan Bolesław Mazur mieszka w Lublinie sam. Ma rodzinę, jednak dzieci mieszkają poza naszym miastem. Pan Bolesław uczęszcza do jednego z naszych najstarszych ośrodków – Centrum Dziennego Pobytu nr 3, który mieści się w samym sercu miasta Lublin, przy ulicy Niecałej 16. Jest to miejsce, gdzie lubelscy Seniorzy aktywizują się fizycznie, psychicznie oraz

społecznie. Mają możliwość uczestniczyć w zajęciach terapeutycznych: plastycznych, muzycznych, literackich, psychologicznych oraz ruchowych. Jak mówi Pan Bolesław, lubi tu przychodzić, ponieważ panuje tu niezwykle rodzinna atmosfera. W związku z tym, że mieszka sam, zgłosił się do programu, aby otrzymać opaskę życia. Opaska ta daje mi poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że zawsze jestem pilnowany – mówi Pan Bolesław. Zdarzyło mi się kilka razy użyć przycisku SOS. Zawsze było to w sytuacji, gdy czułem, że coś się ze mną zaczyna złego dziać. W każdej z tych sytuacji, otrzymałem natychmiastową pomoc. Wszyscy, którzy tam pracują, są bardzo mili i bardzo pomocni. Czasem sobie porozmawiamy o tym jak mija nam dzień. Opaska jest dla mnie dość prosta w użytkowaniu. Już tak się przyzwyczaiłem, że ją mam na ręku. Jak zdejmuję do ładowania, to czuję jakby czegoś mi brakowało. Nie boję się wyjść z domu, bo wiem, że w każdej chwili mogę otrzymać natychmiastową pomoc. Teleopieka jest przyszłością, co zwłaszcza pokazał czas pandemii, dlatego Lublin tak chętnie bierze udział w programach korzystających z jej dobrodziejstw, a ułatwiających funkcjonowanie oraz czuwanie nad życiem i zdrowiem seniorów. Więcej informacji na temat „opasek życia” można uzyskać pod numerem telefonu +48 539 867 635, (81) 466 55 60 oraz na stronie internetowej Zespołu Ośrodków Wsparcia w Lublinie www.zow.lublin.eu Artykuł finansowany ze środków z Programu „Korpus Wsparcia Seniorów” na rok 2022.

KORPUS WSPARCIA SENIORÓW 212 340,84 zł 212 340,84 zł


Pod … lubelska gmina głusk

foto Gmina Głusk

Gmina Głusk położona jest blisko Lublina i Świdnika. Jest gminą wiejską z elementami bardzo dynamicznie rozwijającej się zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Podmiejski charakter miejscowości wchodzących w skład gminy sprawia, że są one idealnym miejscem do zamieszkania dla osób pracujących w Lublinie, ceniących spokój i ciszę wiejskiego środowiska. Przez gminę przebiega ważny szlak komunikacyjny – droga wojewódzka Lublin–Biłgoraj. Wójtem gminy jest Jacek Anasiewicz. Na terenie gminy znajduje się doskonała baza dydaktyczna, kulturalna, sportowa i rekreacyjna, liczne place zabaw dla najmłodszych, a także tereny zielone, lasy i aleje spacerowe. Przez gminę przebiega szlak rowerowy o długości ok. 37 kilometrów, łączący się ze szlakiem lubelskim. W skład gminy wchodzi 16 sołectw. Ważnym ośrodkiem jest miejscowość Dominów, gdzie od 2013 roku mieści się siedziba urzędu gminy. Jest to nowoczesny, trzykondygnacyjny obiekt przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, wyposażony w windę i skupiający wszystkie referaty służące mieszkańcom podczas załatwiania wszelkich spraw administracyjnych. W budynku urzędu funkcjonuje przedszkole, Gminny Zakład Komunalny Głusk Spółka z o.o., Biblioteka-Centrum Kultury oraz filia banku. Gmina rozwija się i jest chętnie wybierana jako dobra lokalizacja na budowę domu jednorodzinnego. Atutem pobudzającym ruch inwestycyjny na terenie gminy są aktualne plany zagospodarowania przestrzennego umożliwiające budowę nowych domów. W ciągu roku na pobyt stały w gminie melduje się średnio 400 osób, a ilość wydawanych pozwoleń na budowę przez Starostwo Powiatowe w Lublinie plasuje gminę w czołówce powiatu lubelskiego. Na obecną chwilę gminę Głusk zamieszkuje ok. 12 600 osób. Mieszkańcy cenią gminę za spokój, bezpieczeństwo, czyste powietrze i dobry dojazd do Lublina. Samorząd jest przyjazny mieszkańcom, troszczy się o stan środowiska naturalnego, dobry dostęp komunikacyjny, tereny rekreacyjne oraz dba o wszelkie usługi poprawiające ich komfort życia. To wszystko możliwe jest dzięki licznym przedsięwzięciom dofinansowanym ze środków m.in. Unii Europejskiej. Realizowane są inwestycje w obszarze oświaty, sportu i rekreacji, dróg lokalnych i powiatowych, gospodarki wodno-ściekowej, ochrony środowiska oraz odnawialnych źródeł energii. Gmina od wielu lat bardzo skutecznie pozyskuje dotacje z zewnętrznych źródeł finansowania. Gmina może się pochwalić m.in. ponad 50 km sieci kanalizacyjnej wykonanej w ostatnich latach za kwotę blisko 27 mln złotych, w tym prawie 14 mln zł środków zewnętrznych. Jako jeden z nielicznych samorządów gmina Głusk w 2019 roku oddała do użytku nowy budynek szkoły w Kalinówce z salą gimnastyczną wybudowany w technologii pasywnej wraz z modernizacją istniejącej części za ponad 18 mln złotych, z czego ponad 10 mln zostało pozyskane ze środków unijnych. Aktualnie rozpoczyna się rozbudowa szkoły podstawowej w Prawiednikach, na którą pozyskano środki z Rządowego Funduszu: Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych, a w planach jest rozbudowa kolejnych szkół i przedszkoli. W ciągu ostatnich dwóch lat oddano do dyspozycji mieszkańców ponad 500 instalacji fotowoltaicznych, wykonanych na ich domach za kwotę ponad 9 mln zł. W realizacji jest projekt modernizacji oświetlenia polegający na wymianie ponad 913 opraw oświe-


tleniowych na energooszczędne ledowe z inteligentnym sterowaniem za kwotę 3 mln zł. W ubiegłym roku zakończyła się realizacja projektu partnerskiego 11 gmin z Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego „Mobilny LOF”, którego gmina Głusk była Liderem. To jeden z największych projektów zrealizowanych w ramach ZIT. Na swoje inwestycje związane z budową punktów przesiadkowych, chodników, ścieżek rowerowych czy zakupu autobusu elektrycznego gminy otrzymały dofinansowanie ponad 96 mln złotych, z czego gmina Głusk ponad 17 milionów. Potwierdzeniem aktywności samorządu jest ostatni rok, gdzie pomimo pandemii udało się zrealizować wszystkie zaplanowane na 2021 rok inwestycje, a wydatki inwestycyjne opiewały na kwotę ok. 17,5 mln zł. Nie bez znaczenia jest tu dobra współpraca Wójta i Rady Gminy. Samorząd gminny w ciągu ostatnich lat uczestniczy w rankingach publikowanych przez wiele instytucji zajmujących się analizą inwestycji, czy kondycji finansowej samorządów, w tym sprawności w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. W jednym z bardziej miarodajnych rankingów, gdzie dane opracowywane są na podstawie danych GUS, gmina Głusk niezmiennie odbiera statuetki za zajęcie czołowych miejsc jako gmina prorozwojowa, prośrodowiskowa i przyjazna mieszkańcom. Ostatni okres, a szczególnie rok 2022 jest ważny dla jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych z terenu gminy Głusk. Oddano do użytku rozbudowaną remizę OSP Wilczopole. Trwają prace przy przebudowie remizy OSP Mętów oraz OSP Ćmiłów, które również będą pełniły funkcje świetlic środowiskowych w ramach projektu rewitalizacji gminy Głusk. Ponadto samorząd aktywnie uczestniczy w inicjatywach pomocy walczącej Ukrainie przekazując sprzęt gaśniczy, tak bardzo potrzebny naszym sąsiadom.

Wójt gminy głusk jacek anasieWicz

Na terenie gminy prężnie działają instytucje kultury: Biblioteka – Centrum Kultury, świetlice środowiskowe ( Głuszczyzna, Kazimierzówka, Kliny, Majdan Mętowski, Abramowice Prywatne), które organizują liczne imprezy skierowane do szerokiego grona odbiorców od najmłodszych po seniorów, np. plenerowy Dzień Dziecka, Noc Świętojańska, Dożynki Gminne. W gminie działa wiele grup artystycznych, takich jak Orkiestra Dęta Gminy Głusk, Zespół Tańca Ludowego „Mały Głusk”, Zespół Śpiewaczy „Głuskowianki”, grupa teatralna dla dorosłych „Być kobietą”. Gmina jak i jej jednostki wspierane są przez aktywnie działające na jej terenie stowarzyszenia oraz Koła Gospodyń Wiejskich, których jest aż 11 na 16 miejscowości. Władze samorządowe z wójtem gminy Jackiem Anasiewiczem są otwarte na różnego rodzaju inicjatywy. Przykładem takiego działania jest utworzenie w Dominowie Filii Wydziału Komunikacji, Transportu i Drogownictwa Starostwa Powiatowego w Lublinie. Samorząd zdecydował się na takie rozwiązanie, by ułatwić życie mieszkańcom. Do tej pory ci, którzy starali się o dowód rejestracyjny czy prawo jazdy albo chcieli załatwić inne sprawy z zakresu komunikacji, musieli jeździć do Lublina. Kolejnym przykładem aktywności osób zarządzających gminą są projekty, dzięki którym pozyskiwanie są środki na sfinansowanie kosztów usuwania wyrobów zawierających azbest. Organizowane są zbiórki odpadów z tzw. wystawki odpadów wielkogabarytowych z gospodarstw i posesji z terenu gminy. Przed samorządem gminnym kolejne wyzwania, w tym nowa perspektywa funduszy unijnych czy konkursy na środki rządowe, które z pewnością dzięki doświadczonej kadrze i sprawności władz gminy wpłyną na dalszy rozwój podlubelskiej gminy Głusk.


zdrowie

Zdrowe nerki to podstawa

tekst Klaudia Olender foto Robert Pranagal

Rozmowa z dr hab. n. med. Anną Steć, prof. UM, superinternistką i nefrolożką z Katedry i Kliniki Nefrologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. Podobno Chińczycy mawiają, że „jak ktoś ma silne nerki, to ma szczęśliwe życie”. Według medycyny chińskiej w nerkach mieści się energia, kwintesencja życia. Z kolei w symbolice judaistycznej nerki są siedzibą duszy. My jednak przypisujemy im bardziej przyziemną rolę i zaczynamy doceniać je dopiero wtedy, kiedy przestają poprawnie funkcjonować. Dlaczego nerki są takie ważne?

Nerki pełnią kluczową rolę w organizmie, są narządem, bez którego nie możemy żyć. Przede wszystkim regulują naszą gospodarkę kwasowo-zasadową, elektrolitową, pomagają usunąć nadmiar wody z organizmu, działają też oczyszczająco, bo usuwają wszelkie toksyny. Nerki są także cennym narządem endokrynnym, który produkuje wiele ważnych, wręcz niezbędnych dla życia substancji, takich jak witamina D czy erytropoetyna, potrzebna do produkcji czerwonych ciałek krwi.

Z jakimi problemami pacjenci najczęściej zgłaszają się do poradni? Ich wizyty wynikają z zaniedbania czy może bardziej z profilaktyki?

Spectrum pacjentów, którzy przychodzą do poradni, jest bardzo szerokie. To zarówno osoby skierowane przez lekarza rodzinnego z powodu nieprawidłowych wyników analizy moczu, ale i osoby z ciężkimi chorobami nerek, które zgłosiły się ze względu na objawy np. typowe dla chorych kłębusz-

20

magazyn lubelski 4(83) 2022

ków nerkowych. Odwiedzają nas także pacjenci z infekcjami dróg moczowych, przewlekłymi chorobami nerek, którzy kontrolują poziom kreatyniny i innych marketów nerkowych, a także ci, którzy są przygotowywani do zabiegów dializ. Wśród pacjentów naszej poradni dominują osoby powyżej 60. roku życia, które zgłaszają się ze współistniejącymi chorobami przewlekłymi. Z kolei u młodszych pacjentów najczęściej diagnozuje się kłębuszkowe choroby nerek.

Choroby przewlekłe to zmora naszych czasów – rozwijają się latami, bardzo długo pozostając niezauważone. Które z nich wpływają na pracę nerek, sprawiają, że te narządy przestają działać?

Najczęstszymi przyczynami przewlekłej choroby nerek są choroby cywilizacyjne, w tym cukrzyca, nadciśnienie tętnicze i miażdżyca, poza tym należy wspomnieć o różnych typach kłębuszkowych zapaleń nerek, zwykle o charakterze autoimmunologicznym. Wpływ na nerki mają również choroby tkanki łącznej i schorzenia reumatologiczne. Oprócz tego jest jeszcze cały panel chorób genetycznych, do których należy zaliczyć w pierwszej kolejności wielotorbielowatość nerek i chorobę Alporta. Niewydolność nerek mogą powodować także nawracające zakażenia układu moczowego. Szacuje się, że w Polsce blisko 4,5 mln osób cierpi na przewlekłą chorobę nerek, a 80 tys. osób z jej powodu umiera przedwcześnie.


Być może to tylko wierzchołek góry lodowej i tych osób jest więcej, bo w początkowej fazie przewlekła choroba nerek przebiega dyskretnie, nie przeszkadza w codziennym życiu, przez co nie skłania potencjalnych chorych do wykonywania badań. Dopiero w momencie, kiedy objawy nasilają się i uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, pacjenci zgłaszają się do lekarza. I wtedy najczęściej okazuje się, że jedyną możliwością leczenia jest już tylko to nerkozastępcze, czyli dializy albo przeszczep nerki.

Mówi się, że wczesna diagnostyka ratuje życie. A jak jest w przypadku nerek – czy wczesne rozpoznanie chorób nerkowych daje szansę na ich całkowite wyleczenie?

Przewlekła choroba nerek to cichy zabójca. To przebiegła i progresywna choroba, początkowo jest niezauważalna, a w momencie jej wykrycia często jest już zbyt późno, aby ją cofnąć. Często powtarzam moim studentom na zajęciach, że nerka po wielu latach choroby staje się niczym suszona rodzynka – nie powróci już nigdy do wcześniejszej formy, nie stanie się z powrotem jędrnym winogronem. Przewlekła choroba nerek to postępujący, nieodwracalny proces, który można spowolnić, jeśli wcześniej wykona się podstawowe badania diagnostyczne. Musimy o tym pamiętać, bo nerki w większości ich przewlekłych chorób nie bolą.

Skoro nerki nie bolą, to skąd możemy wiedzieć, że są chore? Jakiego typu objawy mogą sugerować, że dzieje się z nimi coś złego?

Żeby narząd bolał, musi mieć unerwienie czuciowe, czyli zakończenia bólowe. W przypadku nerek takie zakończenia występują tylko w torebce, miąższ jest ich pozbawiony. Przewlekłe choroby nerek o podłożu cukrzycowym czy nadciśnieniowym związane są właśnie początkowo ze zmianami w miąższu, zupełnie bezbólowymi. To, co powinno nas skłonić do wizyty u lekarza i zrobienia badań w kierunku chorób nerek, to przede wszystkim pojawiające się obrzęki, czyli gromadzenie się nadmiaru wody w organizmie. Takie obrzęki w godzinach porannych mogą pojawić się wokół oczu i okolic lędźwiowych, natomiast w godzinach wieczornych zwykle wokół kostek, kończyn dolnych. Kolejną kwestią, która powinna nas zaniepokoić, to zespół przewlekłego zmęczenia, brak sił i spadek energii życiowej. Ten stan może świadczyć o rozwijającej się anemii albo o nadmiarze toksyn, które niewydalone z ciała, gromadzą się, powodując stopniowe wyniszczenie i zatrucie organizmu. Taką sytuację możemy porównać do garażu, w którym stoi samochód z włączonym silnikiem i wydobywające się spaliny stopniowo zatruwają osobę, która znajduje się w aucie. Analogicznie, to zatrucie dzieje się wewnątrz organizmu, powoduje zmęczenie, wkrótce rozpad mięśniowy, osłabienie serca. Do badań powinny zmotywować nas także

wahania ciśnienia tętniczego. Problem jednak w tym, że większość z nas go nie mierzy. W pierwszej fazie chorób nerek mogą także wystąpić np. bóle głowy, wynikające z nadciśnienia tętniczego, zmiany skórne, zaburzenia regularności oddawania stolca czy zmiany w objętości wydalanego moczu, a nawet w jego kolorze czy strukturze, np. pienisty mocz może świadczyć o dużej zawartości białka.

Jakie zatem należy wykonać badania, aby sprawdzić stan nerek? Na jakie parametry powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?

W kierunku chorób nerek tak naprawdę wystarczą dwa badania: analiza moczu i badanie krwi, oznaczenie w niej poziomu kreatyniny i wskaźnika GFR, czyli przesączania kłębuszkowego, na podstawie którego możemy ocenić wydolność naszych narządów. Te dwa podstawowe badania są refundowane przez NFZ. Jeśli jednak chcielibyśmy wykonać je samodzielnie, to zapłacimy za nie ok. 20 zł. To niewielka kwota, ale jeśli choroba jest wykryta wcześniej, to jest jeszcze dużo do zrobienia. Możemy oczywiście poszerzyć naszą profilaktykę o podstawową morfologię, żeby sprawdzić czy np. nie mamy anemii, która może być objawem przewlekłej choroby nerek, czy o panel elektrolitów.

I jak często należy wykonywać takie badania?

Wszystko zależy od tego, czy mamy w wywiadzie rodzinnym genetyczne obciążenia – jeśli tak, to trzeba badać się częściej. Częściej badać powinny się również osoby, które cierpią na przewlekłe choroby, które z kolei sprzyjają przewlekłej chorobie nerek, tj. cukrzyca, nadciśnienie czy choroby reumatologiczne oraz osoby po 60. roku życia. Pozostali wystarczy, że zbadają się raz w roku.

Istnieje wiele „teorii” związanych z nerkami. Czy to prawda, że piwo oczyszcza nerki i pomaga pozbyć się kamieni nerkowych, a twarda woda z kranu powoduje ich tworzenie?

Oczywiście piwo nie jest zdrowe dla nerek i nie wiąże się z nim żadne terapeutyczne działanie. Natomiast zdrowe jest przyjmowanie dużej ilości płynów i pewnie stąd wziął się ten mit dotyczący korzystnego picia piwa, bo kiedy się je spożywa, to zazwyczaj w dużych objętościach. Poza tym piwo zawiera alkohol, a alkohol jest toksyną, która może upośledzać funkcję nerek, a przy okazji wątroby i innych narządów. Zatem, jeśli zamiast piwa wypijemy dwa litry wody, to na pewno bardziej wyjdzie nam to na zdrowie.

Gdy nerki przestają funkcjonować, pierwszą i niekiedy ostatnią deską ratunku są dializy. Czy dializa zawsze może oznaczać śmierć nerki?

Jeśli mówimy o pacjentach, którzy mają przewlekłą chorobę nerek, to zwykle rozpoczęcie dializ oznacza u nich fazę schyłkową choroby, czyli fazę,

magazyn lubelski 4(83) 2022

21


kiedy nie ma już odwrotu i szansy na poprawę. Ale zdarzają się też sytuacje, gdy u pacjentów dializowanych w przypadku ostrego uszkodzenia, stan nerek ulegał poprawie. Pamiętam pacjenta, który miał chorobę reumatologiczną i był leczony immunosupresyjnie. Po kilku miesiącach dializoterapii, mimo że odbył wiele takich zabiegów, udało się przywrócić funkcję nerek. W przypadku pacjentów, którzy chorują już kilkanaście lat, przewlekła choroba nerek leczona hemodializoterapią zwykle oznacza dializę do końca życia. Drugą opcją jest przeszczep, ale też nie każdy pacjent do tego przeszczepu się kwalifikuje.

Jak pacjenci reagują na taką diagnozę? Właściwie w przypadku dializ jedyną alternatywą jest śmierć.

Rzeczywiście dla niektórych osób, zwłaszcza tych starszych, dializy są równoznaczne z końcem życia i początkowo nie chcą się na nie zgodzić. Jednak wraz z postępem choroby, gdy pacjenci zaczynają się czuć coraz gorzej i stopniowo dołączają się kolejne, bardzo nieprzyjemne objawy, takie jak osłabienie, duszność, ból głowy, dezorientacja, ból brzucha czy krwawienie z przewodu pokarmowego, decydują się na rozpoczęcie zabiegów dializ, gdyż nie są już w stanie dłużej znieść tak bardzo dokuczliwych objawów. Myślę, że dla każdego, niezależnie od wieku, rozpoczęcie dializ jest szokiem i ogromną traumą. Dializy zmieniają codzienne funkcjonowanie pacjentów. Zarówno hemodializa, która odbywa się w szpitalu trzy razy w tygodniu, średnio po cztery godziny, i wiąże się z koniecznością przyjeżdżania na zabiegi, jak i dializa metodą otrzewnową, tzw. domowa, zmieniają dotychczasowy rytm życia pacjentów. Niektórzy pacjenci mówią mi, że czują się, jakby „sufit spadł im na głowę”, bo ich życie zmienia się o 180 stopni. Opowiadają, że tracą wolność, że nie mogą przemieszczać się bez ograniczeń, ponieważ muszą wrócić do domu lub szpitala i wykonać dializy, które przedłużają im życie. Pamiętam młodego pacjenta, który właściwie nie miał żadnych objawów, poza nadciśnieniem tętniczym, którego nie kontrolował. Zjawił się w szpitalu praktycznie już w fazie schyłkowej, z małymi marskimi nerkami, zakwalifikowany od razu do dializoterapii, która była jedyną opcją przedłużenia mu życia. Nie mógł uwierzyć w diagnozę, to było dla niego bardzo traumatyczne przeżycie. Z czasem jednak pacjenci akceptują stan, w którym się znajdują, odnajdują się w nim, przyzwyczajają do nowej rzeczywistości. Jednak najtrudniejsza jest ta decyzja, którą muszą podjąć na początku. Nie jest łatwo namówić pacjentów do dializ.

Pewnie jeszcze trudniej namówić pacjentów do przeszczepu nerki?

Właśnie nie, pacjenci zdecydowanie chętniej zgłaszają się na przeszczep, bo widzą w nim szansę na zupełnie nową jakość życia, wolność od dializ. Niestety, zwłaszcza w okresie pandemii, czas ocze-

22

magazyn lubelski 4(83) 2022

kiwania na przeszczep wydłużył się. I choć średnio mamy około tysiąca osób na liście oczekujących na przeszczep nerki, to nasze obecne możliwości nie pokrywają w pełni tych potrzeb.

No właśnie – pandemia. Czy COVID-19 miał wpływ na choroby nerek?

Najgorzej COVID-19 przeszły osoby ze zdiagnozowaną wcześniej chorobą nerek. Mam tu na myśli pacjentów po przeszczepie na immunosupresji, czyli na takich lekach, które zmniejszają ryzyko odrzucenia organu kosztem zwiększonego ryzyka infekcji, oraz pacjentów hemodializowanych, którzy odbywali zabiegi w szpitalu. W tej grupie odsetek śmiertelności spowodowany zakażeniem koronawirusem wyniósł około 25 procent. Nieco lepiej sprawa wyglądała w przypadku pacjentów dializowanych otrzewnowo, ponieważ oni wykonywali zabiegi w swoich domach, przez co nie byli narażeni na kontakt z innymi, potencjalnie zakażonymi SARS-CoV-2 pacjentami. U osób wcześniej niezdiagnozowanych sam COVID-19 bardzo często powodował ostre uszkodzenie nerek. W przebiegu ciężkiego zakażenia koronawirusem obserwowaliśmy na oddziałach intensywnej terapii ostrą niewydolność nerek, która istotnie pogarszała rokowania u tych pacjentów. Na Oddziale Nefrologii SPSK4 również obecnie obserwujemy zwiększony odsetek pacjentów z różnego typu problemami nerkowymi, które prawdopodobnie wiążą się z przechorowaną infekcją, wywołaną przez SARS-CoV-2.

Można zatem powiedzieć, że COVID-19 jest nowym czynnikiem ryzyka chorób nerek, obok tych genetycznych czy tych związanych ze współchorobowością. Co jeszcze może mieć wpływ na pojawienie się chorób nerek?

Na pewno czynniki toksyczne mają bardzo duży wpływ na pojawienie się chorób nerek. Pamiętam młodego pacjenta, mechanika samochodowego, który trafił do nas z ostrym uszkodzeniem nerek przez nasilony, długotrwały kontakt z lakierem samochodowym. Zaobserwowaliśmy także powikłania nerkowe u pracowników fabryk, zwłaszcza tam, gdzie np. przy produkcji baterii korzysta się z ołowiu czy innych metali ciężkich, bo intensywny kontakt z tymi pierwiastkami często prowadzi do tzw. nefropatii. Co jeszcze? Chciałabym wymienić tu przede wszystkim nadużywanie leków, zwłaszcza tych przeciwbólowych, typu ketoprofen czy ibuprofen. Są powszechnie dostępne, co daje mylne złudzenie, że są bezpieczne. A niestety te leki często mogą prowadzić do upośledzenia funkcji nerek. Już Paracelsus, ojciec medycyny nowożytnej, mówił, że o tym, co jest trucizną, decyduje dawka, bo „wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę”. Dlatego nie rozumiem na przykład, skąd wzięła się moda na przyjmowanie witaminy D w dużych, weterynaryjnych dawkach. Oczywiście wszyscy wiemy,


że witamina D jest potrzebna do życia, ale przyjmowanie takich końskich dawek może dla niektórych skończyć się uszkodzeniem nerek.

A oczyszczające diety ketogenne, w których spożywa się duże ilości białka kosztem tłuszczów i węglowodanów?

To kolejny czynnik ryzyka. Diety ketogenne, jak sama nazwa wskazuje, wprowadzają organizm w stan ketozy, czyli dokładnie taki sam stan, jak przy niewyrównanej cukrzycy. Dochodzi do spalania wolnych kwasów tłuszczowych na tzw. drodze alternatywnej, z wytworzeniem bardzo niebezpiecznych ciał ketonowych. Ich nadmiar w organizmie może prowadzić nawet do śpiączki. Można powiedzieć, że ketoza to stan kacheksji, w którym organizm stopniowo zmniejsza swoją masę, ale jest to chudnięcie bardzo niezdrowe. W mojej opinii żadna „dieta cud” nie zastąpi dobrze zbilansowanego, codziennego odżywiania i wysiłku fizycznego. Poza tym warto przy okazji wspomnieć, że otyłość jest także czynnikiem ryzyka niewydolności nerek. Osoba, która rozpoczyna dietę ketogenną powinna dokładnie przebadać się, bo rozpoczynanie diety wysokobiałkowej przy współistnieniu choroby nerek może skutkować nasilonym białkomoczem, a w konsekwencji nawet schyłkową niewydolnością nerek. Chciałabym jeszcze przestrzec przed nadużywaniem leków moczopędnych i przeczyszczających, bo odwodnienie to również jedna z najczęstszych przyczyn ostrego uszkodzenia nerek.

Pacjenci i studenci mówią o Pani w samych superlatywach, porównują do polskiej Doktor House. Co sprawiło, że zainteresowała się Pani tą dziedziną medycyny? Nefrolog to taki superinternista, „detektyw medycyny”, pewnie w dzieciństwie lubiła Pani czytać kryminały?

Ojej, nie spodziewałam się, że tak mówią, ale zaszczyt i duża przyjemność to słyszeć. Nie czytałam w dzieciństwie kryminałów (uśmiech). W zasadzie mój pomysł na nefrologię narodził się dopiero na stażu, kiedy miałam do czynienia z dializoterapią, przeszczepami nerek, z pacjentami, którym wszczepialiśmy cewniki do dializ otrzewnowych. Kiedy przyjrzałam się z bliska pracy nefrologa, to dostrzegłam, że to taki internista, który nie tylko zajmuje się nerkami, ale i sercem, wątrobą i wszystkimi innymi narządami. Patrzy na człowieka holistycznie. Żeby być dobrym lekarzem, trzeba przede wszystkim być dobrym, empatycznym człowiekiem, tego nie da się wyuczyć. Myślę, że o tym, jak postrzegają nas pacjenci, decyduje, jak ich traktujemy, np. czy podchodzimy do nich z sercem, wyrozumiałością, empatią, czy potrafimy postawić się w ich sytuacji.

I na koniec, co zrobić, żeby nerki nie chorowały? Jak temu zapobiegać?

Przede wszystkim warto prowadzić zdrowy styl życia, dbać o wystarczającą ilość ruchu, bo siedzący tryb bardziej sprzyja otyłości, która z kolei może prowadzić do przewlekłych chorób nerek. Musimy także pamiętać o przyjmowaniu odpowiedniej ilości płynów, czyli pić dużo wody. Unikajmy za to alkoholu, palenia tytoniu i innych używek oraz nadużywania leków. Osoby, które mają choroby nerek w rodzinie, oraz te, które cierpią na przewlekłe choroby cywilizacyjne, powinny częściej przeprowadzać badania profilaktyczne, żeby na wczesnym etapie spowolnić progresję chorób nerek. Dbajmy o nasze nerki, bo zdrowe nerki to podstawa.

magazyn lubelski 4(83) 2022

23


biz-nius Chleb, bułeczki, rogale... Lubelskie Święto Chleba, organizowane przez Cech Rzemiosł Spożywczych w Lublinie, w ciągu ponad 20 lat zyskało renomę nie tylko lokalną, ale również ogólnopolską. Ukoronowaniem tego faktu było podniesienie rangi lubelskiego święta w 2012 roku do Ogólnopolskiego Święta Chleba. Do tej pory wydarzenie przyciągnęło blisko 50 wystawców i ponad 20 tys. gości. Tegoroczne XXIV Lubelskie Święto Chleba pod hasłem „Wpływ dobrego jedzenia na jakość widzenia” odbyło się w gościnnych plenerach Muzeum Wsi Lubelskiej. Większość stoisk i atrakcji zostało umieszczonych na terenie ekspozycji pt. „Miasteczko Prowincjonalne”, nawiązującej do tradycji, bardzo ważnej dla lubelskich rzemieślników piekarstwa. Chleb, bułeczki, rogale i słynne Lubelskie Cebularze ChoG nabrały tu podwójnie dobrego smaku. Lubelskie Święto Chleba to jak co roku przede wszystkim spotkanie rzemieślników piekarstwa i cukiernictwa z Lubelszczyzny z konsumentami. Było też doskonałą okazją do popularyzacji ginącego zawodu piekarza poprzez udział młodzieży ze szkół zawodowych z województwa lubelskiego. Nie zabrakło warsztatów piekarsko-kulinarnych i konkursów wiedzy. W trakcie trwania imprezy można było zbadać sobie wzrok, zasięgnąć porad wykwalifikowanych optyków na temat doboru okularów i wziąć udział w konsultacjach dotyczących wpływu żywności na jakość naszego wzroku. Wydarzenie promuje również postawy racjonalnych zakupów zdrowych produktów i niemarnowania chleba. (ann)

foto Wyższa Szkoła Ekonomii i Innowacji w Lublinie

Eksport w trudnych czasach Kongres Eksportu 2022, organizowany przez Krajowe Stowarzyszenie Eksporterzy Rzeczypospolitej Polskiej, to spotkanie gospodarcze poświęcone kluczowym problemom polskiego eksportu, skierowane do przedstawicieli firm zajmujących się handlem zagranicznym, nauki oraz przedstawicieli administracji rządowej i samorządowej. Tegoroczna edycja pn. „Współczesne wyzwania eksportu a bezpieczeństwo Polski” odbędzie się 24 listopada w Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Celem Kongresu jest inicjowanie, prowadzenie i wspieranie działań na rzecz polskiego eksportu oraz ochrony interesów gospodarczych przedsiębiorców trudniących się handlem zagranicznym. Kongres eksportu będzie jak co roku dobrą okazją do rozpowszechniania informacji o działalności prowadzonej przez polskie przedsiębiorstwa poza granicami kraju. Dla przedsiębiorców zajmujących się handlem zagranicznym i firm, które planują rozpoczęcie takiej działalności, przewidziana jest pomoc organizacyjno-prawna oraz w nawiązaniu kontaktów handlowych. Wykład inauguracyjny pt. „Współczesne wyzwania eksportu w warunkach destabilizacji międzynarodowej” wygłosi prof. dr hab. Andrzej Podraza z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, Kierownik Katedry Stosunków Międzynarodowych i Bezpieczeństwa. Sesje poświęcone będą „Zmianom czynników makroekonomicznych w eksporcie” oraz „Destabilizacji eksportu żywności i jej wpływu na gospodarkę światową”. (ann)

Przyszłość pieniądza w kolekcji Walletmor Ltd. to jedyny na świecie producent implantów płatniczych. Prezes i założyciel firmy Wojciech Paprota niedawno mógł cieszyć się ze sprzedaży tysięcznego implantu, a już pojawiła się kolejna okazja do satysfakcji – jego produkt trafił do kolekcji Centrum Pieniądza NBP, gromadzącego przeróżne eksponaty związane z historią pieniądza i popularyzującego wiedzę ekonomiczną przy użyciu najnowocześniejszych technik multimedialnych. Nowy nabytek jest wszczepianym pod skórę mikroprocesorem z anteną umieszczonym w bezpiecznym biopolimerze. Działa jak zwykła karta, co oznacza, że z implantu można korzystać niemal na całym świecie. Przedmiot waży mniej niż jeden gram, a jego wymiary to ok. 0,5 mm × 7 mm × 28 mm. Wykorzystuje bezprzewodową i bezdotykową technologię bliskiego zasięgu Near Field Communication (NFC), podobnie jak telefony komórkowe. Dokonując zapłaty, posiadacz musi po prostu przyłożyć go do terminala płatniczego. Na ten moment sprzedaż prowadzona jest w Europejskim Obszarze Gospodarczym oraz Stanach Zjednoczonych. Tegoroczne plany ekspansji firmy dotyczą także krajów Bliskiego Wschodu. Centrum Pieniądza NBP, dzięki nabyciu implantu płatniczego, pragnie zachęcić zwiedzających do dyskusji o przyszłości pieniądza. (ann)

24

magazyn lubelski 4(83) 2022

foto Muzeum Wsi Lubelskiej

foto Walletmor Ltd.


Wojewódzkie Święto Plonów za nami foto Starostwo Powiatowe w Lublinie

11 września na Lotnisku Aeroklubu Lubelskiego w Radawcu Dużym, gm. Konopnica, odbyły się Dożynki Wojewódzkie 2022,

organizowane przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego, Starostwo Powiatowe w Lublinie i Centrum Spotkania Kultur. Święto rozpoczęło się tradycyjnym korowodem dożynkowym, w którym Gospodarze, czyli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Lubelski Zdzisław Antoń, witali delegacje dożynkowe z poszczególnych gmin powiatu lubelskiego, a później z województwa lubelskiego. Podczas wydarzenia rozstrzygnięty został konkurs pt. „Najpiękniejsza Posesja Powiatu Lubelskiego”. W kategorii „Zagroda wiejska (gospodarstwo rolne)” laureatami zostali: I miejsce – posesja pana Roberta Słowińskiego, m. Piotrowice, gm. Strzyżewice, II miejsce – posesja państwa Marianny i Henryka Wieprzowskich, m. Walentynów, gm. Krzczonów i III miejsce – posesja pani Ireny Jasielskiej, m. Gałęzów Kolonia Druga, gm. Bychawa. Natomiast w kategorii „Zabudowa mieszkaniowa jednorodzinna” laureatami ogłoszono: I miejsce – posesja pani Lidii Gromek, m. Dys, gm. Niemce, II miejsce – posesja pani Marty Budziak, m. Marysin, gm. Jastków i III miejsce – posesja pani Ewy Bukała, m. Wandzin, gm. Bychawa. Poznaliśmy również laureatów Powiatowego Konkursu Wieńców Dożynkowych. Zostali nimi – w kategorii „Wieniec Tradycyjny”: I miejsce – Koło Gospodyń Wiejskich Lawenda ze Stasina, gm. Wojciechów, II miejsce – Koło Gospodyń Wiejskich w Pawlinie, gm. Konopnica i III miejsce – Koło Gospodyń Wiejskich z Karolina, gm. Garbów. Natomiast w Kategorii „Wieniec Nowoczesny” laureatami ogłoszono: I miejsce – Koło Gospodyń Wiejskich w Łuszczowie Pierwszym i Drugim, gm. Wólka, II miejsce – Koło Gospodyń Wiejskich „Bychawczanki" z Bychawy i III miejsce – Koło Gospodyń Wiejskich w Czerniejowie, gm. Jabłonna. W trakcie wydarzenia nie zabrakło tańców i śpiewów. O dobry nastrój zgromadzonej publiczności zadbali Cookies Band, DEJW oraz Dawid Kwiatkowski. Gwiazdą wieczoru był Zespół Wilki. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych uczestnikom wydarzenia dopisywały humory, a sielska atmosfera pozwoliła zarówno świętować, jak i odpocząć od trudów dnia codziennego.

magazyn lubelski 4(83) 2022

25


historia

W okowach geopolityki Minęły właśnie dwa lata gdy Białorusini masowo zaprotestowali przeciwko sfałszowanym przez władze wyborom. To wystarczający dystans czasowy żeby do tych zdarzeń powrócić. O gorących ludzkich sercach i lodowatych powiewach geopolityki. O przemocy i represjach. Ale też o wolności, miłości i sztuce. O ojczystej Białorusi i o „nowym domu” – Lublinie. O tym wszystkim w rozmowie Grzegorza Zawistowskiego z fotografem, aktorem, człowiekiem pióra, Zmicerem Waynowskim. Zapewne Zmicer pamiętasz, że po zamachu na World Trade Center, w geście solidarności, wielu ludzi na całym świecie poczuło się nowojorczykami. Podobnie po krwawej strzelaninie w paryskiej redakcji tygodnika „Charlie Hebdo”. Wówczas wielu z nas współodczuwając dramat zaatakowanych symbolicznie chciało być Francuzami. Z kolei dwa lata temu, w sierpniu 2020 roku, pod wpływem waszej „aksamitnej rewolucji”, miliony ludzi na całym świecie w swych sercach poczuło się Białorusinami. Mnie także, jak wielu innych, poniosła wówczas potężna fala empatii i wsparcia dla protestujących. Czy tam gdzie wówczas byłeś, na placach i ulicach Mińska, czuliście choć trochę to nasze wsparcie?

Czuliśmy wyjątkowość tego co się wówczas działo w nas i na naszych ulicach. Czuliśmy też autentyczne zainteresowanie świata. Oczywiście, momentami dawało się też wyczuć niedowierzanie, że to się może udać. Ale fakt pozostaje faktem – przez pewien czas Białoruś przebiła się na czołówki światowych serwisów.

26

magazyn lubelski 4(83) 2022

A czy potrafisz powiedzieć dlaczego obie te fale – fala protestów i fala poparcia dla protestujących – po kilku miesiącach opadły?

Odpowiedzi na tak postawione pytanie nie da się zawrzeć w kilku zdaniach. Przyczyn takiego stanu rzeczy było naprawdę wiele.

To może zacznę od bardziej szczegółowej kwestii. Po stłumieniu waszych wolnościowych protestów miałem przez chwilę z tyłu głowy taką myśl: czy aby Bracia Białorusini nie przesadzili z aksamitnością swojej rewolucji? Może zamiast zdejmować buty i wchodzić w czystych skarpetkach na ławki trzeba było rzucać kamieniami i butelkami z benzyną?

Nie sądzę by taka strategia skończyła się czymś więcej niż rozlew krwi. Strażnikiem obecnego porządku w moim kraju jest Rosja. Jeśli ktoś wcześniej w to wątpił, musi to przyjąć po 24 lutego 2022 roku. Choć formalnie państwo to ma ustrój demokratyczny i federacyjny, tak naprawdę jest scentralizowaną azjatycką satrapią. Analogicznie przywódcy Rosji. Choć formalnie mają tytuł prezydenta zachowują


się według azjatyckich wzorców, niczym chan albo satrapa. Zaś pozycję chana wyznaczają nowe podboje oraz trzymanie w twardych ryzach ziem już wcześniej podbitych. Zmiękczenie kursu wobec uciemiężonych jest w tym systemie odbierane jako oznaka słabości chana. Tak wygląda sytuacja od strony naszego wschodniego sąsiada. A od strony Zachodu? Od strony Europy wolnych narodów? Kilka lat temu białoruski pisarz Alhierd Zacharewicz napisał dramat „Psy Europy”. Kiedy zapytano go dlaczego tak swoją sztukę zatytułował odpowiedział, że dla niego Białorusini są właśnie psami Europy. Wszyscy je słyszą ale nikt nie rozumie o co im chodzi. Wszyscy je słyszą ale nikt tak do końca nie wie co chcą innym przekazać.

Czyli z jednej strony mamy tutaj groźne pomruki ze wschodu. Zaś z tej drugiej, życzliwe niezrozumienie Zachodu. To jeśli chodzi o konteksty geopolityczne, zewnętrzne. A te wewnętrzne?

Gdy spojrzymy na czynniki wewnętrzne zauważymy, że mieszkańcy Białorusi są bardziej zróżnicowani niż Polacy. Również w swoim stosunku do obecnej władzy i do ulicznych protestów. Żeby to zrozumieć musimy sobie kilka rzeczy wyjaśnić. Zacznijmy od przyjrzenia się białoruskiemu społeczeństwu. To swoista mozaika. Daleko jej do monolitu. To również społeczna piramida. Na jej wierzchołku mamy bardzo wąską grupę osób dzierżących władzę. Poniżej widzimy grupę, do której mnie można zaliczyć. To tak zwana klasa kreatywna. Zwykle są to ludzie dobrze wykształceni, ludzie biznesu, artyści, przedstawiciele wolnych zawodów, osoby na kierowniczych stanowiskach. Wszyscy oni mogą się bogacić albo rozwijać w swoich dziedzinach. Muszą jednak spełnić jeden ważny warunek. Nie mogą w jakikolwiek sposób angażować się politycznie przeciwko władzy.

Rozumiem ten mechanizm, bo sam urodziłem się i wzrastałem w podobnej rzeczywistości – w PRL. A jak wygląda podstawa tej społecznej piramidy?

Podstawę piramidy tworzą dwie grupy stanowiące zdecydowaną większość białoruskiego społeczeństwa. Pierwsza z nich to odpowiednicy waszych Nowaków i Kowalskich. Zwyczajni ludzie. Mają mniej niż klasa kreatywna, nie są tak wyraziści, nie są tak aktywni społecznie. Mają jednak pracę, mają mieszkanie lub dom. Mają emeryturę, mają kartofelki i pomidorki na działce pod miastem. Mają zagraniczne wyjazdy zarobkowe. Jak dobrze pójdzie, również zagraniczne wakacje. Innymi słowy, mają małą stabilizację.

Domyślam się, że podobnie jak u nas, ludziom tym niekiedy trudno jest związać koniec z końcem. Zarobki w Twoim kraju nie należą do wysokich a ceny niektórych produktów są wyższe niż w Polsce. Pewnie są szczęśliwi mogąc wówczas dorobić parę rubli do pensji czy też do emerytury. magazyn lubelski 4(83) 2022

27


Dokładnie tak. Ostatnim elementem piramidy jest grupa, której chyba u was nie było nawet w PRL-u. To osoby, które mentalnie nie wyszły (i raczej już nie wyjdą) ze Związku Radzieckiego. Bo chociaż samo imperium runęło 30 lat temu, to w głowach i sercach milionów ludzi ono żyje sobie spokojnie do dziś. Ludzie z tej grupy wobec protestujących najczęściej przyjmowali postawę agresywnej obojętności lub nawet otwartej wrogości. Możemy ich znaleźć na niektórych moich zdjęciach z protestów, choć starałem się na nich za bardzo nie skupiać

Rozumiem, że ludzie ci to wielki hamulcowy dla osób takich jak Ty. Dla osób chcących się rozwijać. Chcących żyć w wolnej i demokratycznej Białorusi. Domyślam się też, że grupa homo sovieticus stanowi naturalną podporę dla autorytarnej władzy i jej niedemokratycznych metod rządzenia. Co zatem pękło w tym społecznym układzie lojalnościowym, że dwa lata temu tak wielu Białorusinów odważyło się zaprotestować przeciwko fałszerstwom wyborczym?

W powszechnym odczuciu przełomem była epidemia covid-19.

Rozwiń to proszę.

Nawet w kraju autorytarnym, takim jak Białoruś,

28

magazyn lubelski 4(83) 2022

istnieje pewien rodzaj konsensusu społecznego. Obywatele deklarują, że będą posłuszni wobec władzy. Władza w nagrodę „za dobre sprawowanie” zapewnia ludziom w miarę spokojną i bezpieczną egzystencję.

To taka wykoślawiona wersja państwa opiekuńczego.

Coś w tym rodzaju. Problem w tym, że mieszkańcy Białorusi nie czuli w najtrudniejszym okresie pandemii by władza coś dla nich robiła. By się o nich troszczyła. Zamiast tego oficjalne media nadawały kompromitujące wypowiedzi „przywódcy narodu”, który najzwyczajniej kpił z rzeczywistego zagrożenia. A o tym, że takie zagrożenie wówczas istniało społeczeństwo wiedziało z internetu i z zagranicznych mediów. Białoruś należała do tych wyjątkowych miejsc na mapie świata, w których covidowe ograniczenia wprowadzane były oddolnie lub zostały na władzy w jakiś sposób wymuszone. W większości krajów było dokładnie odwrotnie.

Innymi słowy, człowiek, którego imienia wolisz nie wymieniać, był już nie tylko ekscentrycznym dyktatorem. Dla wielu Białorusinów stał się w tym czasie odklejonym od rzeczywistości błaznem, niebezpiecznym szaleńcem. Kimś, kto może na wszystkich ściągnąć poważne kłopoty.


Dokładnie. Takie lekceważące traktowanie realnego niebezpieczeństwa i realnych ludzkich lęków o siebie i o zdrowie najbliższych, skumulowało olbrzymi ocean społecznej frustracji i gniewu. Takie emocje muszą prędzej czy później znaleźć jakiejś ujście. I znalazły. Wybory w 2020 roku nie były przecież pierwszymi, które władza sfałszowała. Ta władza, w ten czy inny sposób, manipulowała czy oszukiwała przy wszystkich wyborach. A jednak tama społecznej cierpliwości przelała się dopiero dwa lata temu. To nie znaczy, że wcześniej nie było protestów czy nie było opozycji. Wszystko to było i wcześniej. Nigdy jednak manifestacje niezadowolenia nie osiągnęły tak dużej skali, tak dużego rezonansu społecznego. Nigdy w historii Białorusi tak wielu protestujących nie wyszło na ulicę. Nigdy wcześniej tylu ludzi nie przełamało lęku przed represjami.

Jeśli mógłbym to wszystko o czym mówisz do czegoś porównać, to chyba tylko do polskiej rewolucji Solidarności z początku lat osiemdziesiątych. Skala i doniosłość tego co się wówczas w Polakach zadziało jest chyba podobna. Ale zejdźmy na poziom mikro-opowieści. Zejdźmy na poziom Twojego życia i Twojego udziału w tym co się wówczas wydarzyło. Przez cały ten czas chodziłeś na protesty. Co więcej, fotografowałeś je. Te zdjęcia to rodzaj zapisu dokumentalnego. Nie chodzi w nich o wy-

studiowane kadry a o „gorący”, pełen emocji przekaz z miejsca zdarzeń.

To prawda. Znalazłem się tam bo nie mogło mnie tam nie być. Gdy tylko mogłem chodziłem na wszelkie protesty. Fotografowałem niejako przy okazji. Są to zdjęcia wykonane przez świadomego uczestnika, a nie tylko obserwatora zdarzeń. To bardzo ważna okoliczność ich powstania. Dodam, że chodząc przez niemal cztery miesiące na demonstracje celowo nie zakładałem kamizelki prasowej. Nie chciałem zanadto rzucać się w oczy „czarnym”. Nie chciałem też zanadto różnić się od innych demonstrantów. Chciałem wtopić się w tłum. Być jak najbliżej ludzi i zdarzeń by uchwycić i sfotografować DUSZĘ białoruskiego protestu. Nie fotografowałem aparatem cyfrowym a analogowym. Zakładałem czarno-białą kliszę o nieco mniejszej czułości niż matryca w lustrzance cyfrowej. Wszystko dlatego by wyeliminować kolory i inne zbędne szczegóły. Bo żeby uchwycić istotę tego na czym ci zależy musisz zredukować do minimum niepotrzebne szczegóły. One są jak zgiełk, jak szum zagłuszający to, co jest dla nas najistotniejsze.

Twoja opowieść o masowych protestach pokazuje jeszcze jeden ich wymiar. Nie geopolityczny, nie socjologiczny, nie psychologiczny a duchowy. W bardzo poruszający sposób mówisz o tym w wy-

magazyn lubelski 4(83) 2022

29


reżyserowanym przez Pawła Passiniego spektaklu „Najpiękniejszy wschód… Pamięć fotograficzna”.

To prawda. Gdzieś na głębszym poziomie moje zdjęcia nie są prostą opowieścią o protestach. To nie jest też typowa opowieść o walce dobra ze złem. Gdzieś na najgłębszym poziomie jest to opowieść o MIŁOŚCI. Jest to opowieść o naszym PRZEBUDZENIU. Tym osobistym, indywidualnym. I tym społecznym, wspólnotowym. Niektórzy mogą to odebrać jako swoisty paradoks. Pomimo całego dramatyzmu sytuacji, a może właśnie dzięki temu dramatyzmowi, na wielu moich zdjęciach z protestów można dostrzec tą najjaśniejszą, najszlachetniejszą i najpiękniejszą stronę ludzkiej natury.

Zauważyłem to. Oglądając te fotografie nietrudno o wzruszenie, a nawet łzy. Ale chciałbym Cię jeszcze zapytać o sferę symboli. Protestujący Białorusini budując swoją tożsamość, po raz kolejny sięgnęli do przepastnego worka genealogii. I co z niego wyciągnęli? Drzewiec z biało-czerwono -białą chorągwią i Pogoń. Nie zrobiliście tego jako koło miłośników historii. Zrobiliście to z silnej potrzeby autoidentyfikacji. Z potrzeby znalezienia oparcia w kanonie realnych społecznych wartości. O tym, że wybraliście właściwe symbole świadczą histeryczne reakcje władzy. Jej irytacja i ogromna

30

magazyn lubelski 4(83) 2022

determinacja w zwalczaniu opozycyjnej, niepodległościowej symboliki.

To prawda. Sam tego doświadczyłem. Na szczęście niegroźnie. Po moim aresztowaniu i przewiezieniu wraz z innymi demonstrantami do więzienia poddano mnie swoistemu „testowi flagi”. Pojedynczo wzywano nas do naczelnika. Gdy nadeszła moja kolej otworzyłem drzwi do jego gabinetu. Na podłodze, tuż za drzwiami leżała biało-czerwono-biała flaga. Przeskoczyłem przez nią by jej nie podeptać. Następnie podszedłem do biurka by podpisać jakiś dokument. Naczelnik widząc jak wszedłem do gabinetu zrobił się cały czerwony na twarzy. To był naprawdę wielki chłop, z bardzo grubą szyją. Cały purpurowy i sapiący ze złości. W pewnym momencie zaczął na mnie wykrzykiwać: „zaraz wywlekę Cię przed budynek i pokarzę Ci prawdziwą flagę państwową a nie to coś co ma leżeć pod onucami”. Do dziś nie wiem jak to się stało, ale spłynął na mnie wówczas jakiś niewzruszony spokój i siła. Pozwolono mi wrócić do współwięźniów i jakimś cudem wyszedłem z tej sytuacji bez szwanku.

Miałeś dużo szczęścia. Ale wszystko co dobre też musi się kiedyś skończyć. Po jakimś czasie panowie w czerni znów sobie o Tobie przypomnieli.


To prawda. Żeby uniknąć ponownego aresztowania podjąłem decyzję o opuszczeniu kraju. Miałem na to tak naprawdę godzinę. Szybki kurs na mińskie lotnisko i lot do Warszawy. Tam poradzono mi żebym jechał do Lublina.

No i przyjechałeś. Powiedzieć, że żyjesz obok nas to tak, jakby nic nie powiedzieć. Gdzie bym nie poszedł trafiam na Ciebie. Przede wszystkim fotografujesz. Masz już za sobą dwie wystawy the REM sleep oraz Głosy Lublina. Lada dzień, już w październiku, możemy spodziewać się trzeciej. Piszesz (Portal Rozstaje), współtworzysz spektakle i grasz w nich jako aktor (Wygnańcy, Najpiękniejszy Wschód… Pamięć fotograficzna). Bierzesz udział w panelach dyskusyjnych (min. Wschodni Ekspres). Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać. Skąd na to wszystko znajdujesz czas i energię? Zawsze taki byłeś, czy jest to jakiś rodzaj ucieczki do przodu? Swoiste panaceum na smutny los białoruskiego wygnańca.

W spektaklu Wygnańcy, inspirowanym Emigrantami Sławomira Mrożka, padają słowa: „Między emi-

grantem a uchodźcą przycupnął wygnaniec. Między krajem ojczystym gdzie czeka na niego więzienie, a krajem docelowym gdzie nikt na niego nie czeka, przycupnął wygnaniec. Między utraconą przeszłością a niedostępną przyszłością przycupnął wygnaniec”. Powodów do smutku na pewno nie brakuje. Ale pamiętajmy, że życiowe trudności to nie tylko negatywy. To także, gdy właściwie do tego podejdziemy, potężny motor naszego rozwoju. Również na tym najgłębszym, duchowym poziomie. W zasadzie zaraz po przyjeździe stało się dla mnie jasne, że zostanę tutaj raczej na dłużej. Podjąłem wówczas ważne postanowienie, którego się trzymam do dziś: wszystkiemu co nowe będę mówić TAK.

Piękne postanowienie. I piękna puenta całej naszej rozmowy. Dziękuję Ci serdecznie. To ja dziękuję.

*** Zamieszczone w tekście fotografie pochodzą z projektu Zmicera Wajnowskiego „Głosy Lublina”.

magazyn lubelski 4(83) 2022

31


kultura

32

magazyn lubelski 4(83) 2022


PRZEPOWIEDNIE tekst i foto Robert Pranagal Czy zdarzyło Ci się kiedyś zobaczyć coś niezwykłego, czego nie można było natychmiast zrozumieć albo jednoznacznie wytłumaczyć? Nie wiesz, skąd to się wzięło, nie rozumiesz, po co jest ani dlaczego się tu znalazło. Jest jak znak, którego sensu nie potrafisz odgadnąć. Wkrótce o tym zapominasz, jednak obraz tkwi gdzieś głęboko w podświadomości. Mija czas i wreszcie wydarza się coś, co przywołuje ten zapomniany widok i sprawia, że poznajesz jego ukryte znaczenie. Masz odczucie jak w déjà vu – nagle dociera do Ciebie, że ten pogrzebany w pamięci, pozornie pozbawiony znaczenia obraz był niczym zapowiedź bieżących wydarzeń. Trudno w to uwierzyć, a jednocześnie nie da się tak po prostu odrzucić, składając na karb zwykłego przypadku. Zastanawiasz się, jak to jest możliwe i nie znajdujesz żadnego logicznego ani realistycznego wytłumaczenia.

PRZEPOWIEDNIE to cykl montaży pierwotnie inspirowany niezwykłymi motywami dostrzeżonymi w ogólnie dostępnej przestrzeni. Do motywów tych dobudowano kontekst w sposób potęgujący surrealizm sytuacyjny. Powstałe obrazy nie ukrywają, że są montażami, jednak ich natura uniemożliwia jednoznaczne określenie, które fragmenty są czystą manipulacją, a które stanowią obraz zastanej rzeczywistości. Stawia to przed widzem trudną do rozwikłania zagadkę i skłania do refleksji nad naszą percepcją rzeczywistości. To, co pierwotnie było formą zabawy w wykreowanie wizualnie atrakcyjnego obrazu, z biegiem czasu okazało się czymś więcej. Poszczególne montaże nabrały nowych znaczeń w kontekście ostatnich dramatycznych zmian dotykających współczesnego człowieka. Wydają się wręcz profetyczne i niestety nie napawają optymizmem.

magazyn lubelski 4(83) 2022

33


34

magazyn lubelski 4(83) 2022


kultura

Stanisław Kieroński

foto Marek Dybek

– „Aforyzmy, zamyślone pytania i sentencje”

Dawno na naszych łamach nie pisaliśmy o poezji. Teraz mamy przyjemność zaprezentować utwory z najnowszego tomiku Stanisława Kierońskiego pt. „Aforyzmy, zamyślone pytania i sentencje”. Autor to absolwent filologii polskiej UMCS, nauczyciel, księgarz, animator kultury, autor tomów wierszy i artykułów publicystycznych oraz działacz związkowy i polityczny. Wstęp do tomiku, zamieszczony poniżej napisała Alicja Lejcyk-Kamińska, artystka, reportażystka radiowa i telewizyjna, pisarka oraz animatorka życia kulturalnego Lublina. Stanisława Kierońskiego i Alicję Lejcyk-Kamińską łączy licząca sobie pół wieku przyjaźń, oparta na powinowactwie dusz, a trwająca od czasów „polonistycznej ławy” poprzez wspólny udział w wielu wydarzeniach o charakterze artystycznym i literackim. A. Lejcyk-Kamińska śledzi twórczość poety od czasu późnego acz dojrzałego debiutu w 2016 roku, odbierając ją zarówno jako odbicie jego drogi życiowej, jak i poetyckiego widzenia świata oraz starannie wypracowanego warsztatu, dzięki któremu w minimum formy potrafi zawrzeć maksimum przekazu – prawdziwe abstrakcje liryczne. (red)

Rzadki to przywilej móc towarzyszyć artyście w jego drodze twórczej, miałam i mam to szczęście w przypadku Stanisława Kierońskiego. Od pół wieku nasze „losy” są powiązane. Najpierw jako studenci polonistyki z ostatniej ławki na wykładach, ćwiczeniach z poetyki czy łaciny, często przeciwnicy w zażartych dyskusjach nad literaturą piękną, ale zawsze wspierający się w czasie kolejnych sesji egzaminacyjnych. Na studiach nasze wybory też były podobne, spełnialiśmy się jako aktorzy w teatrze „DREN 59”, potem dzieliliśmy się marzeniami o dziennikarstwie. Staszek pracował w Radiu Akademickim, ja zdobywałam szlify w Redakcji Młodzieżowej Radia LUBLIN.

W dorosłym życiu nasze losy wciąż biegną podobną drogą, mieszkamy nawet obok siebie. No i na świat przyszliśmy tego samego dnia – 18 stycznia, wprawdzie Staszek z rocznym wyprzedzeniem, ale On już ma to w genach, zawsze musi być pierwszy. Przez pół wieku wspieraliśmy się radami w działalności na rzecz lubelskiej kultury, przeżywali wspólne niepowodzenia, ale i cieszyli się z naszych osiągnięć. Myślę więc, że nie będzie nadużyciem nazwanie go moim Przyjacielem. Przyjacielem, który dość późno postanowił ujawnić się czytelnikowi. Jego debiutancki tomik Włóczę się po życiu, wydany w roku 2016, nie tylko dla mnie

magazyn lubelski 4(83) 2022

35


był zaskoczeniem. Autor, Stanisław Kieroński, objawił się jako dojrzały poeta. Włóczę się po życiu jest zapisem jego peregrynacji życiowych, od młodzieńczego buntu i niezgody na brak wolności po piętnowanie obłudy i kłamstwa. Dla nas, pokolenia powojennego, wychowującego się na literaturze romantycznej, wolność, miłość, honor to nie były puste słowa. Staszek zawsze powtarzał, że najważniejsza jest prawda i wolność myślenia. Może dlatego, choć bardzo dziwiłam się, że oddaje swe talenty polityce, popierałam go i głosowałam, wierząc, tak jak pewnie większość z nas, że uczciwość w polityce jest możliwa. Od wydania pierwszego tomu poezji Stanisława Kierońskiego minęło 5 lat, a ja wciąż wracam do wierszy z tego pierwszego tomu, bo tam właśnie znajduje się wiele odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, wiersze te są również zapowiedzią drogi poetyckiej w przyszłości. jak trudno znaleźć gwiazdę przewodnią w przesycie samego siebie całopaliłem się w ogrodzie życia rąbałem drewno nie patrząc gdzie lecą wióry kłamałem i płakałem grałem o siebie znaczonymi kartami kochałem i przeklinałem szydziłem i przepraszałem klękałem przed ołtarzami i odwracałem się do nich plecami stawałem sobą koło siebie przychodziłem i odchodziłem wojny wypowiadałem z nadzieją na pokój rozejmy zawierałem z konieczności maszerowałem w czwórce wedle rozkazu mięśnie naprężałem na musztrze paradnej upadałem i wstawałem dawałem siebie i zabierałem a ty pytasz mnie czy jestem niewinny (Włóczę się po życiu) I jeszcze jeden wiersz jesteśmy tylko dzisiaj, który zapowiada przyszłe zmiany: ciążenie w kierunku liryki filozoficznej oraz ograniczenia rozbudowanej formy wypowiedzi: jesteśmy tylko dzisiaj wczoraj tylko byliśmy spłaciwszy daninę nieszczęść może będziemy jutro

(Włóczę się po życiu)

Te wiersze stają się dla mnie „gwiazdą przewodnią” w zrozumieniu jego zmagania z życiem i poezją. Mam przed sobą najnowsze dzieło Staszka, jego przemyślenia zawarte w ostatnim siódmym tomie Aforyzmy, zamyślone pytania i sentencje. Znałam je w większości z „telefonów”, bowiem każdą naszą rozmowę kończył przeważnie jakąś złotą myślą,

36

magazyn lubelski 4(83) 2022

część tych aforyzmów znałam też z poprzednich tomików. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam nazywać je abstrakcjami lirycznymi i coraz częściej skupiałam się na tych skrótach myślowych Staszka, które już wcześniej pojawiły się w jego tomikach poetyckich, a te zostały poddane szczegółowej analizie przez moich znakomitych kolegów z roku, zajmujących się zawodowo oceną literatury. Twórczość Staszka Kierońskiego odkryła się dla czytelników późno, choć moi koledzy, poeci z naszego roku, twórcy grupy poetyckiej Samsara – Zbyszek Fronczek, Staszek Królik, Józek Osmoła, Andrzej Pawluczuk (przedwcześnie zmarły nasz znakomity kolega) – znacznie wcześniej cieszyli się wierszami Staszka, tak jak i publikacjami własnych tomików wierszy. Staszek Kieroński, wciąż zajęty polityką czy „ratowaniem” kultury, zwyczajnie nie miał czasu. Ale poezja, jak rozpalona lawa, buzowała, by w końcu wybuchnąć szerokim strumieniem. I to, że wydaje od 2016 roku już siódmy tom swoich wierszy, świadczy o gorejącym płomieniu poezji w jego głowie. W sercu. W jego trzewiach. Trudno nie zacytować niektórych sformułowań Zbyszka Fronczka – prezesa lubelskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, redaktora naczelnego dwumiesięcznika „LUBLIN. Kultura i Społeczeństwo”, który ocenia swego kolegę po „fachu”: W swych tekstach Stanisław Kieroński jest poetą, nie politykiem. Nie każdy tekst jest poezją, nie każde wystąpienie poruszającym przemówieniem. Teksty zawarte w omawianym tomie (Włóczę się po życiu) to prawdziwa kunsztowna poezja. Nasz autor posiada niebywałą sprawność warsztatową, wrażliwość, ale i intuicję… Anna Łukowska (dr filozofii) zwraca uwagę na pasję autora: Po pierwsze lubi pisać, tworzyć. Autor lubi ludzi, co jest pierwszoplanową cechą jego poezji. Interesuje go wyłącznie człowiek i jego kondycja w świecie, zwłaszcza przemijanie chwil ulotnych, zdarzeń i sytuacji uniwersalizowanych na doświadczeniach innych ludzi. Staszek konstruuje własną filozofię życia. Wiele wierszy ma charakter filozoficzno-refleksyjny, są swoistym credo człowieka jako „trzciny myślącej”, że użyję spopularyzowanego przez stulecia określenia Błażeja Pascala… (posłowie do: Włóczę się po życiu) Profesor dr hab. Janina Szczęśniak, we wstępach do czwartego i piątego tomu wierszy, podkreśla symbolikę zawartą w wierszach Staszka: Symboliści twierdzili, że poezja wcale nie musi być rozumiana, ona powinna być przede wszystkim przeżywana! (podkreślenie J. Sz.) Zobowiązywać czytelników do głębokich emocji, antycypować kompleks uczuć i repertuar sytuacji poetyckich ujęć, być stymulatorem sygnałów i przeżyć. (…) Twórczość Stanisława Kierońskiego scala symboliczne przeżywania z zachętą do wyborów etycznych, zapraszając czytelników do egzystencjalnej przygody. Czwarty tom poezji »Między piętrami wyobraźni« łączy wielki temat


o ontologicznym charakterze, który dotyczy poszukiwań przez twórcę istoty rzeczywistości, osi świata oraz sensu istnienia (wstęp do: Między piętrami wyobraźni). Z kolei we wstępie do tomu piątego Rozplątuję węzły Janina Szczęśniak zauważa: Warstwę liryczną utworów wzbogacają również konfrontacje intelektualne z motywami sztuki (np. muzyki Chopina, literatury Owidiusza, Kochanowskiego czy Norwida). Tom »Rozplątuję węzły« przykuwa uwagę odbiorcy także oryginalnymi środkami ekspresji artystycznej… Cytowane zdania na temat konfrontacji intelektualnej z innymi sztukami utwierdziły mnie w przekonaniu, że podświadomie nazwanie jego aforyzmów abstraktami jest słuszne. Termin abstrakcja liryczna, wymyślony przez Georgesa Mathieu w roku 1949, odnosił się do sztuki niefiguralnej, do obrazu jako piękna nieprzemijającego. Stwierdzenie to z powodzeniem możemy przeszczepić na grunt poezji. Abstrakcyjność w literaturze rozumie się poprzez odwołanie właśnie do innych sztuk pięknych: plastyki, muzyki. Najwięcej podobieństw dostrzec można pomiędzy malarstwem a literaturą. Mam świadomość, że podobieństwa te nie są relacjami prostymi, gdyż konwencje i sposoby uprawiania znacznie je komplikują. Literatura – poetyckość dzieła od zawsze fascynuje plastyków, muzyków. Malarze często przejmują, parafrazując, całe tematy do swoich obrazów. Wyrazem genialnej syntezy i wzajemnego przenikania jest twórczość Stanisława Wyspiańskiego. Muzyczność dzieła najbardziej zbliża do sztuki abstrakcyjnej. To uproszczenie kompozycji – „konieczność wewnętrzna” twórcy, zapis jego zmagań z tworzywem, które poddaje „obróbce”. Przecież ilustracje muzyczne to nic innego jak zapis poetyckiej myśli autora – nutami. Abstrakcja wedle Wasyla Kandinsky'ego (jednego z twórców tego kierunku w sztuce) nie miała być oderwana od wszelkiej rzeczywistości, lecz miała odpowiadać „treści wewnętrznej”, czyli prezentować „duszę” twórcy i właśnie jego zmagania z tworzywem, miała przemawiać tak jak malarstwo przedstawiające. U Stanisława Kierońskiego piękno to: piękno uniesiona zgoda zmysłów ponad czasem i przestrzenią (piękno, z tomu Rozplątuję węzły) albo między białymi plamami a czarnymi między nieobecnością a trwogą między przejściami a rozdrożami

stajemy się w niezgłębionych tajnikach stworzenia (między białymi, z tomu Rozplątuję węzły) Jestem przekonana, że abstrakcja w każdym rodzaju sztuki: muzyce, plastyce czy poezji to wyżej zorganizowana forma wypowiedzi, daleko wykraczająca poza jej ramy. W literaturze tę formę przejmuje symbol czy metafora, będąca kluczem odmykającym wrota wyobraźni. Poeta bowiem ma wiele możliwości wydobywania ze słowa jego znaczeń utajonych bądź tworzenia znaczeń całkiem nowych. Takie zestawienia nazywamy tropami i właściwość ta nie ogranicza się do języka literatury. Niezliczona ilość tropów istnieje dziś w mowie potocznej, ale czy ktoś zastanawia się nad „drapaczem chmur”, „dzieckiem szczęścia”, czy analizuje epitety, metafory, porównania, symbole jako figury stylistyczne? Oczywiście, nie. Czytelnik, biorąc do ręki tomik poezji czy powieść, nawet nie zastanawia się nad „zabiegami” stylistycznymi twórcy. Dla czytelnika równie ważne jest jego własne przeżycie artystyczne. Twórca – według francuskiego filozofa i pisarza (o polskich korzeniach) Henryka Bergsona – kieruje się intuicją, poznaje świat najgłębiej i najpełniej, staje się dzięki temu objawicielem jedynej prawdy. Bergson degraduje intelekt jako instrument poznawczy, sądzi, że kieruje nim ciasny praktycyzm. Motorem twórczego działania jest „pęd życiowy”, usytuowany w głębi żywego świata, i tylko artysta jest kompetentny ocenić jego wewnętrzne bogactwo, ową żywą jaźń, tym samym tylko sztuka jest zdolna do poznania prawd absolutnych, którymi dotąd zajmowała się filozofia… życie ludzkie toczy się pod dyktando kolorów czerwonego żółtego zielonego białego czarnego niebieski i różowy walczą o uśmiech pokoju (życie ludzkie, z tomu Rozplątuję węzły) Liryka jest pierwotnym, najstarszym rodzajem literackim, w niej zachodzą najbardziej elementarne zjawiska psychologiczne. Okoliczność, że obraz poetycki może stać się postacią formy wewnętrznej, jest możliwa dzięki samej istocie liryki, jej spontaniczności, pociągającej za sobą krótkość utworu. Istotę liryki stanowi liryzm, pojęcie trudne do sprecyzowania, rodzaj fluidu „wydzielanego” przez obraz czy słowo, powodujący w psychice odbiorcy falę wzruszeń. A jednak każdy utwór literacki, czy szerzej: każde dzieło sztuki, jest związane z jakimiś przeświadczeniem, problemem filozoficznym.

magazyn lubelski 4(83) 2022

37


budujemy i czcimy w dobrej wierze burzymy i osądzamy w dobrej wierze co z tą wiarą (budujemy i czcimy, z tomu Aforyzmy...)

może to mną mierzy ktoś chwilę może ja to miara a jednak dotykam przecież całym sobą to wszystko (może to mną mierzy ktoś chwilę, z tomu Aforyzmy...)

Literatura jest rezonansem życia społecznego. Wszelkie kataklizmy i przewroty dziejowe zmieniają człowieka, jego postawę wobec rzeczywistości. Poeta jako organizm nadwrażliwy reaguje pierwszy. Znamieniem wysokiej kultury artystycznej jest dyskrecja, a nie narzucanie myśli, uczuć czy przeżyć, by te nie odciskały się od razu, lecz stawały się katalizatorem dla naszych już indywidualnych odczuć.

Aforystyka jest sztuką trudną do „zrecenzowania”, wymaga ciągłej uwagi, pewnej „czujności” estetycznej i często coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się znajome i oczywiste, wcale takie być nie musi. Aforyzmy Stanisława Kierońskiego są dla mnie znakiem, wskazówką, może nawet impresją, która zarejestrowała przelotny moment uchwycony przez twórcę, a który ja właśnie, czytając, powinnam odtworzyć.

wszędzie gubimy klucze do szczęścia wszędzie też możemy je odnaleźć

nie ma pożegnań w chwilach przemijania na granicy istnienia nie ma powrotów a jest rozpacz i żal bezbrzeżny (nie ma pożegnań w chwilach przemijania, z tomu Aforyzmy...)

(wszędzie gubimy, z tomu Między piętrami wyobraźni)

Poezja Stanisława Kierońskiego wymyka się prostym ocenom, autor często miesza różne formy, figury stylistyczne i wciąż zaskakuje różnorodnością, tym samym tworząc własny kanon poetycki. Mam wrażenie, że Staszek jest poetyckim impresjonistą, zajmującym się rejestrowaniem niezwykłych, często ulotnych momentów przeżyć. Często wracam do jego wierszy i wciąż zachwyca mnie Staszka wrażliwość na otaczającą rzeczywistość, a pytania, które stawia, zmuszają do sięgnięcia w głąb własnych przeżyć estetycznych.

Stanisław Kieroński stworzył coś jeszcze, co nazywam „spiętrzonym” aforyzmem. W tych swoich przemyśleniach łamie podstawową zasadę klasycznego aforyzmu – jako zwięzłego sformułowania, przeważnie jednozdaniowego. A jednak jego aforyzmy wciąż pozostają prawdami ogólnymi o charakterze filozoficznym, psychologicznym czy moralnym i odznaczają się specyficzną, jemu tylko daną, stylistyczną wyrazistością i błyskotliwością.

jeśli nie słuchasz serca pogubisz się w układzie krążenia jeśli nie słuchasz rozumu bywasz własnością groźnego tłumu jeśli nie zapalasz światła innym potkniesz się o własne nogi jeśli nie umiesz słuchać nie bądź spowiednikiem innych bo ukradniesz im rozgrzeszenie zagrodzisz drogę do nieba

jeśli nie słuchasz serca pogubisz się w układzie krążenia jeśli nie słuchasz rozumu bywasz własnością groźnego tłumu jeśli nie zapalasz światła innym potkniesz się o własne nogi jeśli nie umiesz słuchać nie bądź spowiednikiem innych bo ukradniesz im rozgrzeszenie zagrodzisz drogę do nieba

(jeśli nie słuchasz serca, z tomu Aforyzmy…) W oryginalnym zapisie wiersz jest scalony, chcąc jednak pokazać „wielopiętrowość” aforyzmu, podzieliłam go, pokazując jego istotę. jeśli nie chcesz pomóc Sentencje, maksymy, złote myśli, aforyzmy czy włącz światła postojowe przestrogi moralne Stanisława Kierońskiego, jak bynie przeszkadzaj śmy ich nie nazwali, „rozrzucone” w pięciu tomikach inni wyciągną kasztany z ognia jego poezji, intrygują, ale dopiero scalone i zaprezenale czy ty towane w jednym tomie stają się nie tylko zapisem będziesz mógł się modlić czasów, w których przyszło żyć i tworzyć autorowi, (jeśli nie chcesz, z tomu Zbieram słowa) a dla nas, czytelników, stają się cenną wskazówką, i być może przestrogą dla kolejnych pokoleń. tekst Alicja Lejcyk-Kamińska, Lublin, 16 kwietnia 2021 r.


Stanisław Kieroński – urodzony 18 stycznia 1947 roku w Łodzi. Absolwent filologii polskiej UMCS w Lublinie. Nauczyciel, księgarz, animator kultury, działacz związkowy, spółdzielczy i polityczny. W latach studenckich członek teatru „Dren 59”, dziennikarz Radia Akademickiego, przewodniczący Koła Naukowego Polonistów i Koła Naukowego Aksjologicznego. Instruktor teatralny, zrealizował wiele spektakli z udziałem dzieci, młodzieży i studentów. Jeden z organizatorów Marca ’68 w Lublinie. Pełnił wiele funkcji, m.in.: wiceprzewodniczącego Okręgowej Komisji Związku Zawodowego Pracowników Książki, Prasy, Radia i Telewizji, wiceprzewodniczącego ZG Stowarzyszenia Animatorów Kultury w Polsce, członka Rady Krajowej i wiceprzewodniczącego Rady Wojewódzkiej SLD, członka Rady Nadzorczej i przewodniczącego Rady Programowej Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej oraz Rady Programowej TVP Lublin. Pracował m.in. w PP Dom Książki, Zespole Szkół Ekonomicznych im. Augusta i Juliusza Vetterów oraz jako nauczyciel akademicki UMCS w Lublinie. Był współtwórcą i pierwszym dyrektorem Młodzieżowego Domu Kultury im. Vetterów, dyrektorem Wojewódzkiego Domu Kultury i Państwowego Zaocznego Studium Oświaty i Kultury Dorosłych w Lublinie. Prowadził własną działalność gospodarczą. Posiada odznaczenia państwowe, wiele wyróżnień i odznak honorowych. Zasłużony Działacz Kultury, laureat nagród Ministra Kultury i Sztuki oraz Ministra Oświaty i Wychowania. Wyróżniony Medalem Prezydenta Miasta Lublin. W 2020 r. uhonorowany Medalem Mickiewicz-Puszkin. Obecnie pełni funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miasta Lublin i przewodniczącego Rady Miejskiej SLD w Lublinie. Jest autorem artykułów publicystycznych dotyczących edukacji, wychowania i upowszechniania kultury, publikowanych m.in. w „Lubelskim Roczniku Pedagogicznym”, „Kurierze Lubelskim”, „Inspiracjach”, „Kwartalniku WDK” oraz dwumiesięczniku „Lublin. Kultura i społeczeństwo”. Jest współredaktorem – obok Zbigniewa Włodzimierza Fronczka i Stanisława Rogali – książki „Marzec’68 w Lublinie” opublikowanej w 2019 r. przez Wydawnictwo POLIHYMNIA, którego nakładem ukazały się również zbiory jego wierszy „Włóczę się po życiu” (2016 r.), „Zbieram słowa” (2017 r.), „Zamyślenia” (2018 r.), „Między piętrami wyobraźni”

(2019 r.) oraz „Rozplątuję węzły” (2020 r.). W 2020 roku brał udział w międzynarodowym festiwalu poezji w Wilnie – Poezijos tiltai (Mosty poetyckie). W 2021 roku nakładem Wydawnictwa Lubelskiego AZ ukazał się kolejny zbiór jego wierszy pt. „Zagubione sumienie”. Wiersze autorstwa Stanisława Kierońskiego zostały również zamieszczone w publikacji zbiorowej „Spacer z Minerwą po słowach...” wydanej przez Towarzystwo Przyjaciół Nałęczowa w 2018 r., drukowane były także w kwartalnikach „Akcent”, „Lublin. Kultura i Społeczeństwo”, w „Tygodniku Powszechnym” oraz w Piśmie Artystyczno-Literackim Stowarzyszenia Twórczego POLART – „HYBRYDA”. W 2021 roku opublikowany został obszerny wybór wierszy „Bosy i bogaty” pod auspicjami Oddziału Lubelskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i krakowskiego Instytutu Literatury.

magazyn lubelski 4(83) 2022

39


kultura

ROZBUDZIĆ CIEKAWOŚĆ

„Magia starożytnego Egiptu” tekst Anna Ignasiak foto Muzeum Narodowe w Lublinie Pierwsza wystawa zabytków starożytnego Egiptu w Muzeum Narodowym w Lublinie, ówczesnym Muzeum Lubelskim na Zamku, miała miejsce w 1995 roku. Nosiła tytuł „Religia starożytnego Egiptu” i była organizowana głównie przez Muzeum Narodowe w Warszawie we współpracy z lubelską placówką. Obecna ekspozycja przybliżająca dawną kulturę i cywilizację kraju nad Nilem, zatytułowana „Magia starożytnego Egiptu”, planowana była już od kilku lat, a dobrym momentem na jej otwarcie było zbiegnięcie się w czasie dwóch rocznic: 200-lecia odczytania hieroglifów i 100-lecia odkrycia grobowca Tutenchamona. Zabytki prezentowane na wystawie pochodzą ze zbiorów Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Muzeum Archeologii w Krakowie, Muzeum Narodowego w Warszawie oraz Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego. Ekspozycję można będzie oglądać od 30 września 2022 do 5 marca 2023. Sama koncepcja wystawy narodziła się już około ośmiu lat temu. Pomysłodawca i kurator Maciej Drewniak wykonał wówczas jej pierwsze wizualizacje. Należy pamiętać, że to przede wszystkim rodzaj eksponatów definiuje aranżację wystawy, a zabytki archeologiczne są szczególnie trudne do pokazania. Zamykanie ich po prostu w gablotach mijało się z celem. Autorka aranżacji ekspozycji Karolina Fandrejewska dokonała swego rodzaju rewolucji w pierwotnej wizji kuratora po to, by jak najlepiej pogodzić jego zamysł z dostępnymi artefaktami i przestrzenią muzeum przeznaczoną na wystawę. Wystawa dzieli się na zasadnicze strefy odnoszące się do historii, kultury, religii i życia codziennego oraz obrzędów pogrzebowych, ukazując najistotniejsze aspekty świata starożytnych Egipcjan.

40

Podróż w czasie Gdy myślimy o starożytnym Egipcie, nieodmiennie przychodzą nam na myśl faraonowie i piramidy. Nie zapominajmy jednak również o innych mieszkańcach tego państwa. Na lubelskiej wystawie ich życie pokazane zostało pokazane przede wszystkim za pomocą sugestywnych malowideł, na potrzeby wystawy wykonanych na ścianach muzealnego wnętrza, a wzorowanych na wyobrażeniach z egipskich grobów i świątyń. Odzwierciedlają strefy

Fragment bloku granitowego z pozostałością tekstu w znakach klinowych i hieroglifach, Okres Późny, ok. 664–332 r. p.n.e., kamień, wym. 22 × 19 × 8 cm, Instytut Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego

magazyn lubelski 4(83) 2022


Waza, Nowe Państwo, XVIII dynastia, ok. 1550–1295 r. p.n.e., alabaster egipski, wym. 15,5 × 14,5 cm, Instytut Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego

wystawy i ilustrują najważniejsze zagadnienia. Dzięki nim możemy zobaczyć m.in. prace, jakie jeszcze za życia wykonywali zmarli, np. urzędnik czy jego robotnicy. Stanowią jednocześnie kontekst dla zabytków umieszczonych na ekspozycji, np. w tle wzornika do malowania – niewielkiego fragmentu skały z wyrzeźbioną kratownicą, pochodzącego z Okresu Ptolemejskiego, II w. p.n.e., znajduje się malowidło ze Świątyni Hatszepsut ilustrujące, jak używano takiego przedmiotu. W starożytnym Egipcie wykonawca malowidła ściennego trzymał w ręku wzornik, na którym była np. postać podzielona kratownicą na sekcje. Podobną kratownicę, ale odpowiednio większą, malowano na ścianie, dzięki czemu wiadomo było, który fragment postaci w danym polu odwzorować. Zabytki ekspozycji opatrzone są podpisami, nie ma jednak żadnych plansz z dodatkowymi informacjami do czytania. W zamian są audioguidy. Używając ich, dowiemy się np. do czego służyła alabastrowa waza o płaskim wylewie czy też jakie było przeznaczenie kompletu dwóch naczyń. Aspekt estetyczny tych oraz pozostałych eksponatów wystawy jest na pewno godny uwagi, ponieważ nawet najmniejszy przedmiot znamionuje wielki kunszt. W cywilizacji starożytnego Egiptu fundamentalną rolę odgrywała rzeka Nil, ponieważ stanowiła źródło płodności tamtejszej ziemi. Na naszą wyobraźnię na pewno podziałają dodane do ekspozycji dźwięki wody oraz życia toczącego się przy niej. Ekspozycja ma postać sal połączonych krętymi przejściami, stopniowo budującymi wrażenie przebywania we wnętrzu piramidy grobowej. Z korytarza trzeba wejść do jakiegoś zakamarka, wycofać się i pójść dalej po to, by napotkać kolejny. Atmosfera zbudowana została również odpowiednio dobranym oświetleniem. Audioguide pozwala swobodnie iść przez wystawę, obcując z tym co najważniejsze,

czyli z zabytkiem. W części poświęconej religii, pokazującej w formie malowidła ściennego Sąd Ozyrysa, na którym ma miejsce ważenie serca zmarłego i prezentującej trzy arkusze „Księgi Umarłych”, słyszymy jej tekst czytany przez profesjonalnego lektora. Są to sentencje, które zmarły miał wypowiadać, by móc kontynuować swą podróż w zaświatach. Największe emocje na zwiedzających czekają w kluczowym miejscu wystawy – zaaranżowanej komorze grobowej, w której prezentowany będzie wyjątkowy zabytek – Sarkofag Neferiit z okresu Nowego Państwa, ok. 1400 – ok. 1295 r. p.n.e.

Trwałość natury ludzkiej Starożytny Egipt jest jedną z niewielu cywilizacji tak nam bliskich, pomimo znacznego dystansu czasowego. Wspomniana w tytule wystawy „magia” nie odnosi się jedynie do religii tego państwa, ale również do faktu, że tak długo pamiętamy o tej kulturze. To silne poczucie wspólnoty z ówcześnie żyjącymi ludźmi ma swoje uzasadnienie.

Rzeźba siedzącej postaci męskiej na tronie, Okres Późny ok. 664–332 r. p.n.e., kamień, wym. 25 × 14 × 6 cm, Instytut Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego

magazyn lubelski 4(83) 2022

41


Wynika ze stałości podstawowych elementów ludzkiej egzystencji, a te z kondycji człowieka – narodziny i śmierć, przemijanie, lęk i nadzieja na życie pozagrobowe. W kulturze starożytnych Egipcjan są one wyraźnie zaznaczone. Jednym z eksponatów wystawy jest figurka Izydy z Horusem na kolanach z Okresu Późnego, XXVI dynastia, 664–525 r. p.n.e. – archetyp przywodzący nam na myśl wizerunki Matki Boskiej karmiącej Dzieciątko w religii chrześcijańskiej. W grobach starożytnych Egipcjan, wierzących, że po spełnieniu określonych warunków będą mogli żyć wiecznie w egipskim raju, składano dary, mające przydać się w podróży przez zaświaty, a także figurki służebne, tzw. uszebti, wytwarzane z drewna, szkła, gliny, wosku, brązu czy fajansu, dzięki którym zarówno faraonowie, jak i zwykli śmiertelnicy stwarzali sobie możliwość zwolnienia własnej duszy z pracy. Tradycja starożytnego Egiptu silnie przeniknęła nawet do popkultury. Ukazana została w filmie „Faraon” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Projekcja tego dzieła będzie miała miejsce w Muzeum Narodowym w Lublinie 1 października br. Zaplanowane zostały też pokazy innych filmów – z nieco lżejszego repertuaru będzie to „Operacja mumia”, po obejrzeniu którego można podjąć dyskusję m.in. o tym, co jest faktem, a co fikcją w przedstawionym obrazie. Na dorosłych i dzieci czekają warsztaty, dla najmłodszych opracowany został zeszyt edukacyjny. Bogata tradycja starożytnego Egiptu dostarcza aż nadto tematów, choćby ówczesny makijaż, do którego wykonywania służyły piękne alabastrowe naczynia, prezentowane na wystawie. Co miesiąc będą odbywały się wykłady m.in. autorstwa pracowników z instytucji, z których pochodzą zabytki, przekazujące sporą dawkę wiedzy merytorycznej. Kurator wystawy Maciej Drewniak podkreśla, że nie jest możliwe opowiedzenie o państwie, które istniało trzy tysiące lat za pomocą wystawy, nawet dużo większej niż ta. Nie taka jest zresztą rola muzealnej placówki. Celem realizacji takiej wystawy jak „Magia starożytnego Egiptu” jest przekazanie pewnej dozy wiedzy, jednak w taki sposób, by jednocześnie zachęcić do sięgnięcia do innych źródeł informacji. Dlatego polecamy odwiedziny w Muzeum Narodowym w Lublinie i zwiedzenie najnowszej wystawy czasowej, która rozbudzi apetyt na więcej. Zdradzimy jeszcze tylko, że należy spodziewać się prawdziwego piasku, a przejść przez plątaninę korytarzy ekspozycji i bezpiecznie wyjść pomogą skarabeusze. Wystawie towarzyszy bogato ilustrowany katalog w wersji polskiej i angielskiej, stanowiący zbiór informacji o najciekawszych zabytkach wystawy z krótkimi notami opisowymi o charakterze popularnonaukowym. Figura klęczącego mężczyzny, Okres Późny, XXVI dynastia, ok. 650–600 r. p.n.e., granit, wym. 32,6 × 12,5 × 15 cm, Instytut Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego

42

magazyn lubelski 4(83) 2022


felieton

PYTANIA CZŁOWIEKA

W RUCHU tekst Maciej Wijatkowski foto Hanna Skok | Unsplash Lubię wiedzieć, że płacąc podatki, mogę zaufać ludziom powołanym do wydatkowania moich pieniędzy. Że ustanowione prawa i porządek społeczny dotyczą wszystkich. Że uchybienia i przestępstwa będą rozliczone i ewentualnie – ukarane. Lubię to wiedzieć, tyle że nie wiem, bo rzeczywistość sugeruje zgoła coś innego. Sierpień, wakacje, to i ludzi w mieście mniej, bo wyjechali wypoczywać. Ja wypoczywam zwyczajowo jesienią, kiedy tłumy oblegające najbliższe prawdziwe morze – Śródziemne – pojadą do domów. Zażenowanie brakiem patriotyzmu w stosunku do Bałtyku skutecznie, od lat, tłumi we mnie rachunek zysków i strat, nie tylko finansowych. Ponieważ chwilowo nie wypoczywam, zatem pracuję. Jako współuczestnik ruchu miejskiego mogę być znakomitym i wyczerpującym temat źródłem rzetelnej informacji o kondycji naszych kierowców i dróg. Pracownie socjologiczne i inżynieryjno-drogowe, zapraszam do kontaktu! Nie będę pisał o bezmyślności i zwykłej głupocie kierowców, bez względu na płeć, choć ze wskazaniem. To temat bez dna, podobnie jak wspomniana głupota, a w dzisiejszych czasach trzeba rozważnie dawkować energię potrzebną do zasilania komputera, zanim przejdziemy na gęsie pióra. Napiszę dziś kilka pytań do powodujących naszą jazdą zza biurek. Nie wierzę, że są kierowcami. Kierowcy nie wydawaliby zelowanych bezmyślnością rozporządzeń i nie sygnowaliby protokołów odbioru spartaczonych inwestycji. Któż, do ciężkiego grzyba, wydaje zezwolenia na zarobkowy przewóz ludzi dwudziestokilkuletnim Matizem?! Za jego kierownicą siedzi młodszy od samochodu kierowca, bez wątpienia pochodzący zza mórz i oceanów, dysponujący umiejętnościami zawodowymi, które zanikają po wyczerpaniu baterii smartfona! Nie wymyśliłbym tego, choć wyobraźnię mam bujną. Nie tak dawno spotkałem się z takim „maska w maskę” na ulicy jednokierunkowej, znakomicie, wręcz – nachalnie oznakowanej! „Why, mister?!” – jak płaczliwie

Lubię

wied

zieć

pytał mojego kolegę odpędzany sprzedawca na bagdadzkim suku. Kto podpisał odbiór sygnalizacji świetlnej, która włącza zielone światło do skrętu w lewo na pięć sekund?! Jeśli wiadomo kto, zapraszam do ustawienia się na lewym pasie z Alei Józefa Piłsudskiego w ul. Narutowicza. Są olbrzymie szanse na spotkanie tam pani, której samochód gasł trzykrotnie przy próbie ruszenia w lewo, w związku z czym my, kierowcy stojący za nią, weszliśmy na wyżyny słowotwórstwa wulgarnego. Takich skrzyżowań jest wiele. Dlaczego na łuku wiaduktu „nad Krochmalną” obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km/h? Ha! Wiemy dlaczego! Łuk wiodący w prawo pochylony jest w lewo! Dlaczego ograniczono nas, kierowców, a nie wypłatę lub wolność projektantów i wykonawców drogi?! Dlaczego nadal aprobuje się fuszerkę i bylejakość, szermując jednocześnie europejskością?! To samo dotyczy wyjazdu ekspresówką z Lublina w kierunku Warszawy: dlaczego nagle ogranicza się prędkość do 60 km/h?! Nie ma tam żadnego zjazdu, przejścia dla pieszych, niczego, co mogłoby stwarzać zagrożenie. A co jest? Niewłaściwe pochylenie zakrętu! Gotcha! Bardzo mi się podoba kierunek, w którym podąża moje miasto. Tym bardziej chciałbym, by podążało z rozumem. Może jeszcze doczekam usunięcia z przestrzeni miejskiej grządek marchewki i krzaków porzeczek (działek!)? Może dożyję widoku policjantów drogówki wlepiających mandaty za gapienie się w smartfon i wstręt do kierunkowskazów? Może inżynierię ruchu miejskiego da się kiedyś sparować z zawodowymi, doświadczonymi kierowcami, a nie tylko z prawymi czy lewymi budżetami inwestycji? Może...

Maciej Wijatkowski - ur. 1962 r. w Lublinie. Filolog angielski, publicysta lotniczy, autor wielu tekstów, w tym felietonów, reżyser i autor programów tv, aktor estradowy. Były członek „Bractwa Satyrycznego LOŻA 44”.

magazyn lubelski 4(83) 2022

43


kultura

WeWnętrzne obrazy śWiata Album „Perspektywa” Malwiny Masternak uka-

zał się 7 września nakładem SJRecords . Jest owocem ostatnich kilku lat Jej życia. Został nagrany w Hiszpanii z międzynarodową grupą muzyków, których artystka poznała studiując w Berklee College of Music oraz Berklee Global Jazz Institute w Bostonie – Iñigo Ruiz de Gordejuela (fortepian), Jort Terwijn (kontrabas), Dani Lizarraga (perkusja). Na jednym z utworów gościnnie zagrała perkusistka Terri Lyne Carrington (6-krotna zdobywczyni Grammy Awards). Nagranie go według wokalistki zajęło tylko kilka dni, jednak historia, którą opowiada, rozciąga się na przestrzeni znacznie dłuższego okresu. Podróżowanie po wielu krajach, spotkania z różnorodnymi kulturami muzycznymi, mierzenie się z wieloma odmiennymi sposobami myślenia, zostanie żoną i mamą – te doświadczenia ukształtowały jej obecną, niepowtarzalną perspektywę: sposób, w jaki widzi i słyszy świat. I z tej perspektywy jak mówi Malwina Masternak śpiewa na swoim debiutanckim albumie. Album doskonale odzwierciedla globalności sceny jazzowej. Wokalistka śpiewa na nim polsku i angielsku, towarzyszy jej para Hiszpanów i Holender, a gościnnie gwiazda amerykańskiego jazzu Terri Lyne Carington. Utwory na albumie są skomponowane w większości przez Malwinę Masternak, kilka skomponowa-

44

magazyn lubelski 4(83) 2022

foto SJRecords

ła wspólnie z pianistą Iñigo Ruiz de Gordejuela, który jest także producentem muzycznym albumu. Na płycie słychać, że wokalistka czerpie inspiracje zarówno z tradycyjnego jak i współczesnego jazzu. Obok własnych kompozycji wykonała również trzy standardy jazzowe. Utworom pulsującym szybszym rytmem np. dnia codziennego „Farmer’s Market”, towarzyszą kompozycje spokojniejsze, bardziej refleksyjne jak „Oczekiwanie” o naturze miłości. W utworze „Nadia” poświęconym niedawno narodzonej córce w jazzowej linii melodycznej słychać chwilami echo polskiej kolędy, co wzrusza jeszcze bardziej. „A kto patrzy z góry, najłatwiej się myli” – fragment tekstu tytułowego utworu „Perspektywa” – to zawsze aktualna myśl i przestroga, podana oczywiście w miękkiej, stonowanej formie. (ann)

Malwina Masternak – wokalistka, kompozytorka,

zajmująca się wszystkimi odcieniami wokalistyki jazzowej i jej pokrewnymi – od standardów w ich klasycznym brzmieniu po współczesne formy muzyczne. Malwina ukończyła prestiżowy Berklee Global Jazz Institute w Bostonie, gdzie jej wykładowcami byli między innymi Terry Lyne Carrington, George Garzone, Danilo Perez, Luciana Souza, Joe Lovano oraz John Patitucci. Wokalistka brała udział w licz-


nych koncertach w Polsce i za granicą. Występowała m.in. w USA i Kanadzie, Azji, Europie i Ameryce Południowej. Masternak wystąpiła w wielu znanych klubach jazzowych m.in. Birdland, Rockwood Music Hall, Ryles Jazz Club, Scullers Jazz Club, Regatta Bar, Cornelia St. Café, Smalls oraz Coca-Cola Dizzy Jazz Club w Nowym Jorku, w którym wystąpiła wraz z John Patitucci. Malwina jest także pasjonatką edukacji. Już jako studentka założyła wokalny zespół jazzowy, pisząc do niego aranże i czerpiąc inspiracje zarówno z jazzu, jak i muzyki klasycznej, z którą to właśnie zaczęła swoją przygodę z muzyką. Podczas pobytu w Bostonie prowadziła klub „Kobiety w Jazzie” – tętniącą życiem organizację promującą kobiety – kompozytorki. W 2019 wokalistka wykładała wokal na Uniwersytecie, Musikene w San Sebastian (Hiszpania), a aktualnie wykłada w programie online w Conservatorio de Chile (Santiago), gdzie uczy wokalu i improwizacji.

Iñigo Ruiz de Gordejuela – pianista jazzowy, kompozytor oraz pedagog urodzony w Hiszpanii. Po ukończeniu Konserwatorium Jesus Guridi w Vitorii otrzymał stypendium na studia w Berklee College of Music, gdzie uczył się m.in. u JoAnne Brackeen, Alaina Malleta, Vadima Neselovskyi'ego, George'a Garzone'a, Laszlo Gardony'ego, Dave'a Santoro. Na ostatnim roku w Berklee uzyskał specjalizację z teorii jazzu i muzyki popularnej. W 2016 roku Iñigo otrzymał pełne stypendium na studia magisterskie w New England Conservatory, gdzie Jego wykładowcami byli m.in Miguel Zenon, Ethan Iverson, Jason Moran, John McNeil, Ken Schaphorst i Frank Carlberg. Dzielił scenę m.in. z Guillermo Kleinem, Donnym McCaslinem, Miguelem Zenonem, Davem Hollandem, Fredem Herschem, Ran Blake, Darcy James Argue, Carmen Lundy. W 2014 roku założył grupę Amalur, z którą nagrał swój pierwszy album. Jego drugi album Urjauzia, wspólnie z gitarzystą Adriánem Fernándezem, ukazał się w 2017 roku, a w 2018 roku otrzymał nagrodę Best Album Award na BBK JAZZ Awards. W 2019 roku wydał album Surrogate Activities Nonet, nagrany w Bostonie w USA. Projekt ten łączy baskijską muzykę ludową z odd-time grooves. Od 2020 roku wykłada w Conservatorio Superior de Navarra w Pamplonie.

Jort Terwijn – holenderski kontrabasista, kompozytor.

Jort studiował na ArtEZ University of Arts (Arnhem), L’ESMUC (Barcelona) oraz Conservatorium van Amsterdam. Uczęszczał na lekcje z wieloma światowej sławy basistami m.in. Ernst Glerum, Horacio Fumero, Joe Martin i Joe Sanders. Można Go posłuchać na albumach takich artystów jak: BAZGA (Unity Records), Lucas Martinez Project (FreshSounds) i Teis Semey Quintet (Triptekk). Jort wydał swoją pierwszą płytę jako lider w marcu 2021 r.

Daniel Lizarraga – hiszpański perkusista jazzowy. Ukończył studia licencjackie w Conservatorio Superior de Musica de Navarra oraz magisterskie w Conservatorio Superior Musikene. Od tego czasu występował z uznanymi na świecie muzykami, takimi jak Robin Eubanks, Masa Kamaguchi, Bruce Saunders, Chris Kase, Federico Lechner itp. Wystąpił m.in na Jazzaldi, Jazzfermín, Restless Culture, Festival of Monzón Jazz czy Getxo Jazz Festival. Gościnnie: Terri Lyne Carrington – amerykańska perkusist-

ka jazzowa, kompozytorka, producentka i pedagog. Występowała z Dizzym Gillespie, Stanem Getzem, Clarkiem Terrym, Herbie Hancockiem, Wayne Shorterem, Joe Sample, Al Jarreau, Yellowjackets i wieloma innymi. Zdobyła trzy nagrody Grammy, w tym nagrodę 2013 za najlepszy album instrumentalny jazzowy. Carrington jest założycielem i dyrektorem artystycznym Berklee Institute for Jazz and Justice oraz Carr Center w Detroit, MI. Zasiada również w Radzie Dyrektorów Akademii Nagraniowej, Radzie Dyrektorów Międzynarodowego Stowarzyszenia Kompozytorów i Kompozytorów Jazzowych oraz Radzie Doradczej The History Makers and New Music w Stanach Zjednoczonych.

Płyta CD jest dostępna w sprzedaży www.sjrecords.eu (http://www.sjrecords.eu/?fbclid=IwAR1BrmRqLt3zA8gv8-A0Bl02Qv_EfJcHZxMQ6ImCWSGJvjcpU4AhznNNS10) magazyn lubelski 4(83) 2022

45


foto WBP im. Hieronima Łopacińskiego

Hieronim Łopaciński (30 IX 1860–25 VIII 1906) 25 sierpnia 2022 roku przypada 116. rocznica śmierci Hieronima Łopacińskiego, lubelskiego uczonego, językoznawcy, bibliofila, etnografa, regionalisty. W latach 1879–1883 studiował filologię na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Był profesorem filologii i historii w gimnazjum w Lublinie. W 1900 roku został powołany na członka korespondenta krakowskiej Akademii Umiejętności (późniejszej PAU). Był odznaczony Orderami św. Anny (1896) i św. Stanisława (1888). Zajmował się słownictwem gwarowym, obrzędami ludowymi, historią Lublina, bibliologią i latynistyką. Prowadził badania nad rękopisami i inkunabułami w archiwach prowincjonalnych. Gromadził pamiątki historyczne związane z Lublinem z XVII-XIX w. Zmarł przedwcześnie w wyniku obrażeń odniesionych w nieszczęśliwym wypadku, który miał miejsce 24 sierpnia 1906 roku. Rok po śmierci wybitnego profesora lubelskiego gimnazjum powstała Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego, a jej kontynuatorką i spadkobierczynią jest Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego, która w roku 2022 świętuje 115. rocznicę działalności. W przeddzień rocznicy śmierci Patrona Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, 24 sierpnia, zostały złożone kwiaty na jego grobie na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie. (ann)

Barwne wejście w inny wymiar 16 września 2022 roku w Galerii Wirydarz w Lublinie miało miejsce otwarcie wystawy Józefa Panfila, autora cyklów obrazów, takich jak widoki z pracowni, portrety, martwe natury, pejzaże polskie i pejzaże śródziemnomorskie, architektura i wnętrza świątyń. Ekspozycja pt. „Porta” składa się z najnowszych dzieł malarza. „Rok 1994, plener malarski na Santorini. Uliczka w Karterados i pomalowana na zielono furtka w zaułku, kontrastująca z bielą odrapanych ścian, czerwienią kwiatów i skrawkiem ostrego błękitu nieba. Tak wyglądał pierwszy motyw z drzwiami w moim malarstwie. Jest coś tajemniczego i przykuwającego uwagę w tych wejściach, prostych furteczkach, bogatych w detale bramach czy wspaniałych portalach kościołów Południa, skąpanych w słońcu. Światło podkreśla urodę architektury, wydobywając fakturę ścian, kamieni, odpadających tynków, przebarwień i zacieków. Na takim tle drzwi, często niebieskie lub cynobrowe. To jest temat malarski, uwodzący mnie i zachwycający od lat” – napisał artysta w tekście programowym do wystawy. Józef Panfil uprawia malarstwo olejne i rysunek (pejzaż, portret, martwa natura). Prowadzi też seminaria z malarstwa i rysunku na Wydziale Malarstwa Europejskiej Akademii Sztuk. Jego wystawa potrwa do 24 października br. (ann)

foto Festiwal Stolica Języka Polskiego

magazyn lubelski 4(83) 2022

Sztuka ponad wszystko, czyli nowy album Beaty Szałwińskiej i Aleksandra Anisimova Od kilku lat Beata Szałwińska i Aleksander Anisimov pracowali nad płytą „Rachmaninoff Romances”, której oficjalna premiera odbyła się w czerwcu. W albumie melomani znajdą nie tylko duety, ale także fortepianowe wykonania solowe – łącznie 28 pieśni Sergiusza Rachmaninowa. Artyści planują już kolejne wspólne projekty. „Rachmaninoff Romances” to efekt współpracy dwóch wyjątkowych artystów, którzy po raz pierwszy wystąpili razem podczas koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy 8 lat temu. Aleksander Anisimov z natury bardziej ekspresyjny na co dzień, tę część swojego charakteru z łatwością przenosi na twórczość. Sprawia to, że interpretacje pieśni, które wykonuje, tchną ogromną żywością i zapewniają intensywność wrażeń. Występy tego wybitnego basa zabierają słuchaczy w podróż do innego wymiaru. Kontrastuje to wyraźnie z filigranową wrażliwością gry Beaty Szałwińskiej, która w swoich występach zawiera zawsze ogromne pokłady muzycznej poezji. Potrafi zachować intymność swojej interpretacji poprzez pozostawanie w harmonii z samą sobą i otaczającym światem, a wirtuozeria jej gry zachwyca każdą publiczność. (ann)

foto Galeria Sztuki Wirydarz

Redaktorów trzeba doceniać Od kilku lat Beata Szałwińska i Aleksander Anisimov pracowali nad płytą „Rachmaninoff Romances”, której oficjalna premiera odbyła się w czerwcu. W albumie melomani znajdą nie tylko duety, ale także fortepianowe wykonania solowe – łącznie 28 pieśni Sergiusza Rachmaninowa. Artyści planują już kolejne wspólne projekty. „Rachmaninoff Romances” to efekt współpracy dwóch wyjątkowych artystów, którzy po raz pierwszy wystąpili razem podczas koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy 8 lat temu. Aleksander Anisimov z natury bardziej ekspresyjny na co dzień, tę część swojego charakteru z łatwością przenosi na twórczość. Sprawia to, że interpretacje pieśni, które wykonuje, tchną ogromną żywością i zapewniają intensywność wrażeń. Występy tego wybitnego basa zabierają słuchaczy w podróż do innego wymiaru. Kontrastuje to wyraźnie z filigranową wrażliwością gry Beaty Szałwińskiej, która w swoich występach zawiera zawsze ogromne pokłady muzycznej poezji. Potrafi zachować intymność swojej interpretacji poprzez pozostawanie w harmonii z samą sobą i otaczającym światem, a wirtuozeria jej gry zachwyca każdą publiczność. (ann)

46

foto FACE IT

okruchy kultury


foto Festiwal Stolica Języka Polskiego

foto Grzegorz Zawistowski

okruchy kultury

foto Festiwal Stolica Języka Polskiego

towany, dojrzały artysta podjął bardzo odważną próbę wyartykułowania oraz zuniwersalizowania swoich dziecięcych doświadczeń i wspomnień. A najwcześniejsze jego wspomnienia to prawdziwe antypody dziecięcej sielanki i beztroski. Przepełniony schron, płacz dzieci, bombardowania. Marsz wypędzonych pośród zgliszczy i ludzkich zwłok. Na koniec obóz przejściowy w Pruszkowie, selekcja i długa tułaczka w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. W czasie powstania warszawskiego podobny los spotkał ponad pół miliona mieszkańców stolicy. Tych oczywiście, którzy mieli szczęście przeżyć. Można więc przyjąć, że wystawa Lustyka jest artystycznie przetworzonym dziennikiem podróży, w którą wyruszył z doszczętnie spalonej powstańczej Warszawy przerażony Boguś, czteroletni wygnaniec. Nietrudno się domyślić, że w pamięci i wnętrzu dorosłego już Bogusława podróż ta trwała dalej. W tej czy innej formie trwa zapewne do dziś. Zatem nie tylko poziom artystyczny ekspozycji, ale również jej wymiar edukacyjny, terapeutyczny czy egzystencjalny przemawia za tym, byśmy i my, wspólnie z artystą, w tę podróż mogli wyruszyć. Zwłaszcza że po latach względnego pokoju koszmar wojen, masowych ucieczek i przesiedleń niebezpiecznie się do nas przybliżył. Wystawę możemy odwiedzać do 2 października. (greg)

foto Fundacja Obszar Działań Artystycznych

EXODUS – stygmaty czasu 18 sierpnia w lubelskim Centrum Spotkania Kultur odbył się wernisaż wystawy Bogusława Lustyka EXODUS – stygmaty czasu. Od połowy lat 60., gdy artysta z wyróżnieniem ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych, nieprzerwanie wyraża się poprzez malarstwo, rzeźbę, grafikę użytkową oraz performans. Dodajmy, że w różnych okresach swojej twórczości zdobył także wiele prestiżowych nagród jako twórca plakatu. Łącznie ma na swoim koncie ponad 60 autorskich wystaw i projektów realizowanych w kraju oraz za granicą (m.in. w USA, Niemczech, Szwecji i Francji). Zaprezentowane w CSK prace to pokłosie realizowanego od czterech lat projektu poświęconego wypędzeniom oraz ucieczkom przed prześladowaniami. Artysta wykonał je w kilku różnych technikach. W tym w oryginalnej, autorskiej technice CrushArtu. W wersji Lustyka sprowadza się ona do tworzenia antropoidalnych, płaskich figur oraz powiązanych z nimi przedmiotów poprzez zgniatanie sztywnych, nieelastycznych materiałów. Zazwyczaj jest to karton lub tektura. Swoboda operowania różnymi technikami, sprawność warsztatowa oraz spójność artystycznego przekazu to bez wątpienia mocne strony warszawskiego artysty. Jednakże wyjątkowość prezentowanej ekspozycji wyraża się dla mnie w czymś jeszcze. Oto w pełni ukształ-

Bluesowe brzmienie w Lublinie Przed nami 12. edycja Chatka Blues Festival. Lubelskie święto bluesa odbędzie się w tym roku w dniach 23–24 września 2022 r. w Akademickim Centrum Kultury i Mediów UMCS Chatka Żaka oraz w nowym miejscu – Centrum Handlowym Vivo! Lublin. Podobnie jak w latach ubiegłych, do Lublina zawitają wyjątkowi artyści, prezentujący różne odcienie bluesa. Impreza odbywa się cyklicznie od 2010 roku, to jeden z najciekawszych bluesowych festiwali we wschodniej Polsce. W tym roku koncerty festiwalowe rozpocznie legenda polskiego bluesa – Kasa Chorych. Zespół po latach powraca do Lublina i ponownie zagra na scenie CHBF. Na drugi dzień imprezy organizatorzy zapraszają do Chatki Żaka, gdzie wystąpi w formule akustycznej Arek Zawiliński – autor muzyki, tekściarz, wokalista, gitarzysta posługujący się technikami fingerpicking slide i bottelneck. Gwiazdą tego wieczoru i 12. edycji CHBF będzie mieszkający w Los Angeles wokalista i gitarzysta Daryl Strodes, który uraczy widzów doskonałą mieszanką Blues/R&B/Funk/ Jazz. Organizatorem przedsięwzięcia jest Fundacja Obszar Działań Artystycznych (ODA). Współorganizatorami są Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Akademickie Centrum Kultury i Mediów UMCS Chatka Żaka. Pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym festiwalu jest Adam Bartoś. (ann)

Odpowiedzialność za słowo Znany jest już laureat Nagrody „Człowiek Słowa” 8. edycji Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. Został nim Marian Turski, polski historyk, dziennikarz i działacz społeczny. W rozmowie z Iwoną Hofman po wręczeniu nagrody powiedział: „Moi drodzy słuchacze – od 24 lutego – wy jesteście świadkami historii – to rzecz niezmiernie ważna. Czuję, że moja rola się totalnie zmienia. To jest tak, jak wtedy, kiedy opowiadali mi moi rodzice o swoich przeżyciach z pierwszej wojny – byli jej świadkami, brali w tym udział i ja to miałem wniesione w siebie, może i w geny – nie wiem. Ale liczyło się to, co ja sam widziałem, przeżyłem. Otóż moim zdaniem od czasów Buczy, od czasów tego, co się działo w Ukrainie – od tego czasu wy jesteście również świadkami historii, wy będziecie to przekazywać bardziej niż to, co ja wam przekazuję. I w tym sensie moja rola jest już inna”. Nagroda „Człowiek Słowa” przyznawana jest od 2017 roku przez Radę Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. Uhonorowani do tej pory to: Wiesław Myśliwski, Maja Komorowska, Urszula Kozioł, Tadeusz Sobolewski i rok temu ks. prof. Michał Heller. Laudację o nagrodzonym Marianie Turskim wygłosiła prof. Iwona Hofman, która powiedziała m.in.: „W osobie Mariana Turskiego honorujemy odpowiedzialny stosunek do języka, słowa i mowy. Języka czystego i klarownego, słowa rzeczowego i dobrego, mowy szlachetnej i prawej. Jeśli język jest muzyką słów, to w mowie Mariana Turskiego brzmi harmonia, wynikająca ze spójności jego postawy wobec ludzi, spraw i wartości. Najważniejsze spośród tych wartości to: empatia i współczucie”. (ann) magazyn lubelski 4(83) 2022 47


historia

SKOK NA DOCENTA tekst i foto Mariusz Gadomski

Napad na znanego lubelskiego lekarza w 1971 roku odbił się w mieście głośnym echem. Sprawcy zostali schwytani, sąd ich osądził, poszli do więzienia. Ale ta historia miała ciąg dalszy. W środę 10 listopada 1971 roku Polska Agencja Prasowa przekazała informację o przekroczeniu z nadwyżką przez przemysł uspołeczniony październikowego planu sprzedaży wyrobów i usług. Szczególnie korzystne wskaźniki odnotowano na odcinku skupu żywca. W całym kraju odbywały się konferencje aktywu partyjnego przed VI zjazdem PZPR. Milion w używanych banknotach!

W Lublinie było chłodno, od rana wiał silny wiatr, spodziewano się pierwszych w tym roku opadów śniegu. Około godziny 11.30 z akademika przy szpitalu im. Jaczewskiego wyszła para młodych ludzi. Jedno z nich miało na sobie płaszcz w kratę, bardzo szerokie spodnie, na głowie kapelusz, a na nogach buty na koturnie. Kapelusz i długi do ziemi płaszcz nosił także drugi młody człowiek. W szalonych i kolorowych latach 60. i 70. taka była moda. Dzwony na lubelskich kościołach wybijały południe, gdy wspomniana dwójka dotarła do kamienicy na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Wieniawskiej. Weszli po schodach na drugie piętro i zadzwonili do drzwi mieszkania znanego lubelskiego lekarza chirurga, wówczas docenta Mieczysława Zakrysia. O jego bogactwie krążyły po Lublinie legendy. Otworzyła pani docentowa. – Dzień dobry. My do pana docenta w pilnej sprawie. Moja siostra jest poważnie chora i potrzebuje pomocy – powiedział jeden z niespodziewanych gości, wskazując stojącą za nim drobną postać w kraciastym płaszczu. Gospodyni odparła, że męża nie ma, zresztą nie przyjmuje w domu pacjentów. W pewnej chwili mężczyzna popchnął ją w głąb mieszkania i obezwładnił silnym chwytem. Do środ-

48

magazyn lubelski 4(83) 2022

ka weszła jego siostra. Zamknęła za sobą drzwi i odezwała się zupełnie niekobiecym głosem. – Milion albo życie! Natychmiast dawaj forsę, bo inaczej cię zakatrupię! Rzekoma dziewczyna okazała się mężczyzną. Jej długie włosy były peruką. Przebieraniec sięgnął po nóż i przystawił ostrze do szyi ledwie żywej ze strachu żony docenta. Uderzył ją na odlew w twarz. Jego wspólnik przetrząsał w tym czasie mieszkanie. Nie wiedział, gdzie szukać. Przebieraniec znowu groził docentowej. Uznała, że musi ustąpić. Wskazała miejsce, gdzie z mężem przechowywali pieniądze, przeznaczone na najpilniejsze wydatki. 9 tysięcy zł, 10 dolarów USA i niewielka ilość bonów PKO nie zadowoliło rabusiów. Nakazali jej zebrać do wieczora resztę pieniędzy, czyli różnicę brakującą do miliona i dostarczyć go-


tówkę pod ławkę na placu Litewskim. Milion miał być w używanych banknotach, najlepiej tysiączłotowych. Studenci rabusie Zaraz po ich wyjściu Lucyna Zakrysiowa zatelefonowała do męża i o wszystkim mu opowiedziała. Docent zdecydował, że trzeba zwrócić się o pomoc do milicji. W komendzie wojewódzkiej od razu po przyjęciu zgłoszenia przestępstwa utworzono grupę operacyjną, której zadaniem było schwytanie bandytów i ustalenie wszelkich okoliczności tej sprawy. O umówionej godzinie do ławki podszedł drobny niewysoki mężczyzna. Został błyskawicznie otoczony i powalony na ziemię przez milicjantów. Skuli go kajdankami i zaprowadzili na komendę. Był to 21-letni Benedykt K., student Wydziału Lekarskiego IV roku Akademii Medycznej w Lublinie. Urodzony w Leżajsku. Mieszkał w akademiku przy szpitalu Jaczewskiego. W trakcie przeszukania zajmowanego przez niego pokoju milicja znalazła cały zrabowany u Zakrysiów łup, a także kilka damskich peruk i kompletny strój kobiecy, w którym mężczyzna wystąpił podczas napadu rabunkowego. W kilka godzin później ujęto drugiego napastnika. Był to 22-letni Ryszard S., również student medycyny. Obaj zatrzymani przyznali się do napadu i zostali aresztowani. Napad na żonę znanego lekarza stanowił nie lada sensację dla mieszkańców Lublina. Mieczysław Zakryś był nie tylko wybitnym chirurgiem, do którego ustawiały się kolejki pacjentów, ale barwną, nietuzinkową postacią. Uchodził za perfekcjonistę. Słynął z ciętego języka i potrafił w dosadnych słowach skrytykować błąd pielęgniarki czy lekarza. Ale lubił też pożartować. Gdy na korytarzach Kliniki Chirurgicznej przy ul. Staszica rozlegał się jego głos o charakterystycznym nosowym brzmieniu, podwładni mogli być pewni, że „będzie się działo”. Na drugi dzień prasa poinformowała o zdarzeniu i o zatrzymaniu podejrzanych studentów. Potem na blisko miesiąc zapadła cisza. Jeden ze sprawców, Benedykt K., był bowiem nie tylko wzorowym studentem, dwukrotnym laureatem nagrody rektorskiej, ale również przewodniczącym Rady Wydziałowej Związku Studentów Polskich, organizacji uchodzącej za akademicką przybudówkę PZPR. Trudno więc się dziwić, że gazety nie rozpisywały się o sprawie. Prokuratura Powiatowa dla Miasta Lublina zakończyła postępowanie przygotowawcze w niespełna miesiąc po napadzie. Akt oskarżenia przeciwko Benedyktowi K. i Ryszardowi S. wpłynął do Sądu Wojewódzkiego w Lublinie 3 grudnia 1971 r. Ustalono, że „mózgiem” akcji był Benedykt K. To on wpadł na pomysł napadu na mieszkanie znanego chirurga, z którym de facto miał wykłady na uczelni. Starannie przygotował się do skoku. Z teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie wypożyczył kilka dam-

skich peruk. Dokupił poszczególne części kobiecego stroju. W pierwszych dniach listopada przeprowadził w mieszkaniu docenta rozpoznanie. Udając zatroskanego o chorą matkę syna, bacznie się rozglądał, chcąc poznać rozkład poszczególnych pomieszczeń i miejsce, w którym znajdował się telefon. W plan napadu wtajemniczył Ryszarda S., kolegę ze studiów. Wspólnik, zdaniem biegłych, był jedynie posłusznym wykonawcą poleceń kolegi. Obaj kierowali się pobudkami materialnymi. Aczkolwiek Benedykt K. twierdził, że impulsem była też kradzież roweru, popełniona na jego szkodę przed kilkoma miesiącami. – Właśnie od tego się zaczęło... Jakiś bunt wewnętrzny, potrzeba rewanżu – wyjaśniał. Wyroki zapadły 1 lutego 1972 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie uznał oskarżonych winnymi. Skazał Benedykta K. na 10 lat więzienia. Ryszard S. został potraktowany nieco łagodniej. Usłyszał wyrok 7 lat pozbawienia wolności. Ucieczka jak w filmie Benedykt K. trafił do zakładu karnego we Włodawie. Pracował tam społecznie, redagował więzienną gazetkę, malował propagandowe plakaty. Miał pozytywny wpływ na współwięźniów. Cieszył się zaufaniem strażników. Ale nie zamierzał odsiedzieć całego wyroku. 11 listopada 1972 roku, dokładnie w rocznicę napadu, uciekł z więzienia. Tego dnia samochód z zakładu oczyszczania miasta przyjechał do zakładu karnego po odbiór śmieci. Benedykt K., który kręcił się po dziedzińcu więziennym, wykorzystał nieuwagę strażników i wskoczył do bębna śmieciarki. Była to ucieczka jak w sensacyjnym filmie. Personel zakładu karnego powiadomił milicję, która zorganizowała pościg za zbiegiem. Nie przyniósł on rezultatu. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że Benedykt K. wydostał się ze śmieciarki wkrótce po wyjeździe samochodu poza teren więzienia; najprawdopodobniej, gdy kierowca zatrzymał się na światłach. Były obawy, że będzie chciał się zemścić na oskarżycielu i sędziach, którzy wydali na niego wyrok. Ale trzymał się z daleka od Lublina. Wiadomo, że odwiedził rodzinę w Leżajsku. W marcu 1973 r. został wraz z dziewczyną zatrzymany przez milicję na Wybrzeżu podczas próby nielegalnego przekroczenia granicy. Ponoć chcieli przedostać się do Szwecji. Za ucieczkę z więzienia dołożono mu 2 lata do odsiadki. W całości odbył karę. Po wyjściu na wolność dokończył studia medyczne. Praktykował na prowincji, prawdopodobnie pod zmienionym nazwiskiem. Zmarł na początku XXI wieku. Profesor Mieczysław Zakryś kierował lubelską Kliniką Chirurgiczną do 1981 roku. Zmarł 26 kwietnia 2001 r. w wieku 91 lat. Jego żona Lucyna odeszła w 1979 r.

magazyn lubelski 4(83) 2022

49


natura

Kocie emocje tekst Magdalena Świątkowska

foto Gabriela Świątkowska

Często emocje regulują zachowanie zarówno u nas, ludzi, jak i u zwierząt. Są one przyczyną różnego rodzaju zachowań naszych czworonogów, od radości do agresji. Dzisiaj skupimy się na najczęstszym problemie behawioralnym, z jakim zgłaszają się opiekunowie kotów – na agresji ich kocich podopiecznych. Dla przypomnienia, agresywność kotów i psów jest to, najprościej ujmując, prezentowanie zachowań agresywnych w nieodpowiednich sytuacjach i wobec nieodpowiednich obiektów, gdzie klasyfikacja, czy sytuacja jest odpowiednia czy nie, należy już do ludzkiego opiekuna. Możemy przede wszystkim wyróżnić trzy kategorie emocjonalne kociej agresji:

50

magazyn lubelski 4(83) 2022

1. Agresja motywowana popędem łowieckim, bazująca na naturalnych wzorcach zachowania drapieżnika związanych ze zdobywaniem pożywienia (wypatrywanie, podkradanie się, pogoń, chwycenie, zabicie, zjedzenie). Zachowania łowieckie są nagradzane emocjami satysfakcji i radości i są prezentowane przez koty często bez związku ze zdobywaniem pokarmu, będąc także elementami zabawy. Są motywowane frustracją i zwykle są skuteczne w sensie uzyskania wzmocnienia, dlatego są odporne na niepowodzenia, a ich taktyka jest modyfikowana i doskonalona na podstawie rezultatów.


2. Agresja motywowana strachem. Aby przeżyć, trzeba zmierzyć się z wszelkiego rodzaju zagrożeniami. Czy to wynikającymi ze strony innych przedstawicieli własnego gatunku, czy ze strony innych gatunków. Strach jest bardzo pierwotną ewolucyjnie emocją, której zadaniem jest mobilizacja organizmu i uruchomienie jednej ze strategii przetrwania 5F (F – pierwsze litery od angielskich słów: flight, fight, freeze, faint, flirt) – ucieczki, walki, zastygnięcia w bezruchu, omdlenia lub załagodzenia. Strategie zachowania w sytuacji zagrożenia są właściwe gatunkowo, a koty stosują zwykle ucieczkę. Jednakże koty, decydując się na jakieś zachowanie w konkretnej sytuacji, uczą się, jaki skutek ono przyniesie. Jeśli kot nie będzie miał możliwości ucieczki, a walka okaże się skuteczna, będzie ją stosował w podobnych okolicznościach. Agresja motywowana strachem jest zwykle nacechowana wysokim ładunkiem emocjonalnym, a przynosząc zwierzęciu natychmiastową ulgę i odsunięcie zagrożenia, jest potencjalnie uzależniająca. Najlepiej zaobserwować taki rodzaj zachowania w gabinetach weterynaryjnych, gdzie kot przy najprostszym zabiegu, np. obcinania pazurów, nie ma możliwości ucieczki, czasem jest wręcz unieruchomiony w objęciach opiekuna. 3. Agresja ofensywna motywowana złością. Celem tego zachowania jest utrzymanie, zdobycie lub rywalizacja o cenne zasoby, takie jak terytorium, pożywienie czy dostęp do reprodukcji. W tym przypadku również zachowanie w konkretnej sytuacji jest wybierane i doskonalone przez uczenie się. Agresja ofensywna dotyczy zwłaszcza samców i jest uruchamiana w okresie dojrzewania, bowiem testosteron chroni zwierzę przed uczuciem lęku. Emocje związane z rywalizacją oscylują między strachem i uczuciem satysfakcji, są więc w dużej mierze pozytywne i jeśli zachowanie jest skuteczne, jest ono potencjalnie uzależniające, co powoduje, że kot (inne gatunki zwierząt również) chętnie je powtarza. Zawsze agresja, czy będzie ją pokazywał kot czy pies, zakłóca relacje czworonoga z domownikami. Ludzie, biorąc zwierzę pod swój dach, oczekują od czworonoga (psa lub kota) bezpośredniego, fizycznego kontaktu z nim bez koncentrowania się na emocjach, uczuciach czy nastroju zwierzęcia. Dodatkowo charakter kociej agresji jest zupełnie inny niż psi, gdzie kot od razu w niekomfortowej dla niego sytuacji, np. wzięcie na ręce, atakuje z wbiciem zębów i pazurów praktycznie bez sygnałów ostrzegawczych. Pies, jeśli nie jest karcony za warczenie, najczęściej ostrzega warczeniem. Agresja obejmuje zachowania powiązane z chęcią zwiększenia dystansu społecznego wobec obiektu agresji, obrony lub uzyskania dostę-

magazyn lubelski 4(83) 2022

51


pu do cennych zasobów czy zdobycia pożywienia w przypadku drapieżników. James O’Heare definiuje agresję jako „atak, zamierzony atak lub groźbę ataku na innego osobnika”. Definicja ta podkreśla, że agresja jest zachowaniem żywej istoty wobec innej żywej istoty oraz że zachowanie to niekoniecznie musi wiązać się z chęcią wyrządzenia krzywdy, a więc także atak motywowany popędem łowieckim jest według tej definicji agresją. Zwierzęta są ewolucyjnie i biologicznie przygotowane do zachowań agresywnych, które wyewoluowały, dając im określone korzyści i w konsekwencji umożliwiając sukces reprodukcyjny. Agresja służy obronie w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia, zdobyciu lepszych możliwości reprodukcyjnych, obronie potomstwa czy ważnych z punktu widzenia przetrwania zasobów, takich jak pożywienie czy terytorium – ma więc z natury charakter adaptacyjny. Zwierzęta dziedziczą właściwe gatunkowo wzorce zachowań agresywnych. Pamiętać należy jednak, że agresja podlega procesom uczenia się. Zwierzę, używając taktyk ataku lub grożenia – prychanie, syczenie, doskonali zachowanie na podstawie jego efektów (warunkowanie instrumentalne). Koty z natury asocjalne nie mają tak bogatego sposobu komunikowania agresji jak psy, stąd też ich ataki są niemal natychmiastowe i skutkujące zranieniami. Psy natomiast jako zwierzęta społeczne wypracowały system zrytualizowanej komunikacji, składający się z agresywnych sygnałów grożących.

52

magazyn lubelski 4(83) 2022

Zapobiega to otwartym konfliktom, walce i związanymi z tym zranieniami czy uszczerbku na zdrowiu. Badania ostatnich kilkudziesięciu lat pokazują, jak istotną rolę w regulacji zachowania ssaków odgrywają emocje i zawiadujący nimi układ limbiczny. Najprościej można zdefiniować emocje jako impulsy do działania, stany pobudzenia psychicznego (subiektywne odczucia) i fizjologicznego. W życiu zwierząt innych niż człowiek emocje pełnią szczególną rolę regulacji zachowania, umożliwiając przetrwanie w świecie obfitującym w nagłe wyzwania i niebezpieczeństwa. Ważną cechą emocji u kotów jest ich natychmiastowość i zmienność, dzięki czemu zwierzę potrafi błyskawicznie zareagować w sytuacji, gdy poczuje się zagrożone bez możliwości ucieczki czy wybrania innej strategii niż walka. Klasyfikacji podstawowych emocji dokonał już Karol Darwin w pracy „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt”, wyróżniając 6 podstawowych emocji: radość, strach, złość, smutek, zdziwienie, obrzydzenie. Natomiast współczesny amerykański neurolog i psychobiolog estońskiego pochodzenia Jaak Panksepp, będący twórcą pojęcia neurobiologii afektywnej, określającego dziedzinę nauki zajmującą się neurobiologicznymi mechanizmami emocji, sklasyfikował podstawowe emocje ssaków w oparciu o badania pobudzenia w różnych obszarach mózgu, wyróżniając siedem podstawowych systemów emocjonalnych. Są to: poszukiwanie, strach, wściekłość, pożądanie, opieka, panika i zabawa.


Można pokusić się o stwierdzenie, że emocje są czynnikami wzmacniającymi zachowanie, sprawiającymi, że zwierzę uczy się i powtarza zachowanie w podobnych okolicznościach. Obecnie duży nacisk kładzie się na stosowanie pozytywnych wzmocnień pierwotnych (jedzenie) i wtórnych (komenda słowna), co uruchamia pozytywne emocje i umożliwia nauczenie kota lub psa danego zachowania. W naszym otoczeniu coraz więcej osób zajmujących się behawiorystyką zwierząt towarzyszących czy treningiem czworonogów podkreśla, że swoją pracę opiera na pozytywnym szkoleniu. Pamiętać należy, że jeśli efektem danego zachowania jest odczucie przez zwierzę ulgi, stanowić będzie ono dla niego silne wzmocnienie zarówno dla zachowań lękowych, jak i dla agresji. Wartym podkreślenia jest to, że agresja nie jest stanem choroby, a jest naturalnym zachowaniem przystosowawczym potrzebnym do przetrwania, które jest wyzwalane i regulowane przez emocje. W niektórych jednak sytuacjach agresja nie zapewnia dobrego funkcjonowania, a jej prezentowanie jest podejmowane przez zwierzę jako jedyna możliwa strategia poradzenia sobie z jakąś trudną sytuacją. Oczywiście różne czynniki chorobowe mogą nasilać lub w niektórych przypadkach wręcz wywoływać agresję. Pracując z naszymi zwierzętami towarzyszącymi, pamiętajmy, aby brać pod uwagę ich emocje, które są przyczyną agresywnych zachowań. Celem naszej pracy z podopiecznym/naszym współdomownikiem powinna być w pierwszej kolejności zmiana jego emocji lub umożliwienie ich ekspresji w sposób inny niż poprzez zachowania agresywne. Równolegle zastanówmy się, czy nasz kot/pies ma zapewniony dobrostan i spełnione potrzeby wynikające z gatunku czy rasy.

Magdalena Świątkowska

Behawiorysta Centre of Applied Pet Ethology (COAPE). Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Trener psów. Współpracuje z Wyższą Szkołą Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie oraz Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu w zakresie prowadzenia kursów i szkoleń z tematyki behawioru zwierząt towarzyszących. Ukończyła wiele kursów z zakresu behawiorystyki zwierząt towarzyszących. Była Gospodarzem i Sekretarzem na ringach podczas Euro Dog Show w Nadarzynie w 2018 roku oraz IV Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych w Lublinie w 2019 roku. Wspiera stowarzyszenia i fundacje oraz schroniska działające na rzecz zwierząt. Miłośniczka molosów, a prywatnie właścicielka dwóch bokserek: 6-letniej Tosi i 15-miesięcznej Whoopi. Tel.+48 604 37 25 85 e-mail: magdalena.swiatkowska@strefapsa.pl http://facebook.com/StrefaPsaPL magazyn lubelski 4(83) 2022

53


felieton

tekst Bea Furmaniak foto archiwum prywatne

KO B I E TA W… NAJLEPSZY CZAS NA ZMIANY JEST TERAZ! C H C E S Z Z M I A N Y, BĄDŹ ZMIANĄ

Układam się od nowa... Nie tak zupełnie od zera... Czy Świat poczeka na Mnie? Czy zdążę zobaczyć go całego, jeśli tylko zechcę? W moim obecnym, który tworzę wokół swojego domu, zrobiłam miejsce na siebie, na swoją drogę, odwagę i wybory, na przyzwolenie, by być nieidealnym Rodzicem, Kobietą i Człowiekiem. Idealny obraz Mnie po prostu nie istnieje, a bycie perfekcyjną w oczach innych jest czymś zupełnie niemożliwym. Niedługo czas zamknie cicho drzwi, a ja na swojej linii życia znajdę inne miejsce, rzeczywistość i ludzi. Pragnę i nie mogę się doczekać, by ubrać się w najpiękniejszy uśmiech spełnienia, okryć swoimi celami, zarzucić wiarę, nadzieję i miłość w drodze do nowego miejsca dla siebie. Nie chcę żałować, że nie stać mnie było na życie, jakie miałam w zasięgu ręki i wystarczyło tylko po nie sięgnąć z myślą, że cena jest tego warta. Dlatego jedyne, co mogę jeszcze zrobić, to ustawić się w różnych kolejkach po szczęście i wlewać w siebie wdzięczność za to, co mnie spotkało, czego doświadczam i co jeszcze na mnie czeka. Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Ufamy pozorom, własnym domysłom, usprawiedliwiamy fikcję i puszczamy w niepamięć autentyczność, dlatego ja w zgodzie ze sobą opowiadam Wam własne historie, a nie pod dyktando innych. Pokazuję swoją autentyczność, własne przekonania i we współpracy z samą sobą manifestuję poziom wolności w wyrażaniu siebie. Nie jest to łatwe, szczególnie wtedy, gdy przychodzą dni, które mi szepczą:

54

magazyn lubelski 4(83) 2022


– jesteś beznadziejna i nie jesteś fajna, – niczego konkretnego nie osiągnęłaś i straciłaś tyle szans, – nieraz zawiodłaś swoje dzieci, nie byłaś wystarczająco dobrą Matką i nie dałaś im dobrego startu, ciekawych perspektyw, – nie umiesz stworzyć stabilnego, trwałego związku, – MultiDziewczyna po 50 prowadzi IG, pokazuje siebie, a nawet porwała się na felietony, myśląc, że jej to wychodzi, – kogo to interesuje? – czym Ty się zaczęłaś zajmować na stare lata? – praca online i co jeszcze? – weź się do konkretnej pracy i przestań bujać w obłokach. Słowa, które burzą wiarę we własne szanse, możliwości i perspektywy. Nie mam pojęcia, skąd i dlaczego je wykopuję, nie umiem ich zlokalizować na mapie konkretnych wydarzeń, a w połączeniu z zabójcami marzeń niweczą moją perspektywę, atakują ze zdwojoną siłą, zaciskają, zamykają i wypierają.

SZAMPAN i PERŁY O Celebracji Życia

Manifestowaniu Siebie

Okazywaniu Własnych Pragnień

Kryzys następuje, gdy przestaję akceptować siebie, gdy życie próbuje mnie zmienić, a ja uparcie każdego dnia odtwarzam się taką, jaka jestem. Kiedy chcę osiągnąć wysokie standardy życia dla siebie i bliskich, a są one nieosiągalne lub okupione zbyt wysokim wysiłkiem, wpływa to na moje samopoczucie, a w konsekwencji wywołuje negatywne emocje. Kiedy zapach smutku i żalu nie pozwala niczemu odejść, a w obawie przed krytyką czy zlepkiem opinii innych odsuwam szanse i możliwości, by wydarzyło się coś wspaniałego. Po kilkumiesięcznej pracy z poziomu wysokiej świadomości, pracy nad uwalnianiem i uświadomieniem, uczę się mówić: – spójrz na siebie, masz 51 lat i świetnie się trzymasz, – ludzie Cię lubią, bo jesteś szczera, prawdziwa i przyjacielska, – osiągnęłaś tak wiele, sama, w pojedynkę, a każda stracona szansa zbliżyła Cię do tego, kim jesteś, – masz cudowne córki, a Twoja miłość jest dla Nich najwyższą siłą i największą wartością, – aby doznać prawdziwego uczucia, trzeba utracić jakichś mężczyzn po drodze, – nigdy nie jest za późno, żeby pójść inną drogą, zacząć wszystko od nowa i raz jeszcze spróbować, – są dwie rzeczy, które można podarować drugiemu człowiekowi: słowo i czas. Wystarczy się tylko rozejrzeć, by dostrzec, że komuś jesteś bliska i potrzebna, – rób to, co Ci sprawia przyjemność, i żyj według własnych zasad, – stawiaj na ciągły rozwój i nowe projekty, które będą Cię kształtować i czynić jeszcze ciekawszą.

magazyn lubelski 4(83) 2022

55


Najlepszą rzeczą na żal, który jeszcze do mnie powraca, jest przyzwolenie, że nie muszę szukać siebie, tylko tworzyć od nowa. Bo trudne sytuacje nie przydarzają się mnie tylko dla mnie, a rany to miejsca, przez które dociera światło.

Nie zaczynaj od planu. Ustal cele, które będą mierzalne, na które będziesz miała wpływ i które będziesz mogła kontrolować. Najważniejsza jest WYTRWAŁOŚĆ w ich dążeniu i droga, jaką obrałaś, by je osiągnąć.

Zapragnęłam podróży, która przełamie moją codzienność, zainspiruje do dalszego działania, zdobywania nowych doświadczeń, poznawania ludzi i manifestowania marzeń. Zatem kiedy powinnam zacząć? Natychmiast, bo moje pragnienie jest silniejsze niż wątpliwości. Ile czasu potrzebuję na jego realizację? Nigdy nie mam wystarczającej ilości czasu, bym mogła zrobić wszystko, ale mam wystarczającą ilość, by zrobić to, co dla mnie najważniejsze teraz. Co powinnam zrobić, by osiągnąć swój cel? Każdego dnia przełamuję ograniczające mnie blokady i obowiązujące zasady. Bo to nie rzeczywistość mnie rozczarowuje, tylko fakt, że nie jest ona taka, jak moje oczekiwania. Dlatego każdego dnia pracuję nad moimi oczekiwaniami, a nawet chcę się ich pozbyć, by z dużą otwartością i nastawieniem przyjąć to, co nieznane, zauważyć te najmniej oczekiwane zdarzenia.

Ja każdego dnia robię kolejny krok w pracy nad sobą, kształtowaniu wizerunku swojego i swojej marki, jej rozpoznawalności, budowaniu relacji międzyludzkich, godzeniu roli Mamy i Kobiety, która chce żyć na własnych zasadach. To wszystko okupione jest błędami, jakie popełniam, próbami, jakie podejmuję i pokonywaniem własnych słabości, które mnożą się po drodze. Jak wyróżnić się z tłumu, pokazać wartości, którymi się kieruję i w które wierzę, wzbudzać zaufanie, wiarygodność i być autentyczną? Bo z jednej strony stoją za tym słowa, zdjęcia i treści, a z drugiej prawda, jaka mi przyświeca w tym medialnym tłumie. Szacunek to podstawa dla mnie i moich odbiorców, bo przytłoczeni informacjami i ofertami, chcemy zachować prywatność zgodnie z rzeczywistością w naszym realnym życiu. Nie zaczęłam od zera, a od doświadczenia. Stworzyłam wizerunek stylisty, w który uwierzyło wiele Kobiet. Odkryłam przed Nimi, w co i jak się ubrać, by podobały się swojemu odbiciu w lustrze. Sprawiłam tym samym, że ubrania Je cieszą, a zakupy są przyjemnością. Prawda o mnie, moim stylu życia, przemianach, pracy ma bezpośredni wpływ na jakość relacji z Nimi i zaufaniu, jakim mnie obdarzyły. Dlatego swoją markę osobistą opieram na korelacji, a biznes online na sprawdzonych i godnych polecenia markach kosmetycznych. Moje propozycje świeżych kosmetyków i urządzeń do domowego SPA konsekwentnie testuję na sobie i każdego dnia podziwiam efekty na mojej skórze, która jest w znakomitej kondycji i witalności. Nie chcę być bezczynna w swoich postanowieniach sukcesu i gotowości do jego osiągnięcia, dlatego jestem w nieprzerwanym ruchu, bo życie jest płynne, a ja stanowię jego ciągły rytm. Nie mam już czasu bać się porażek czy oceny innych, dlatego nie zrezygnuję z szans, które mogą pomóc mi zawalczyć o swoje marzenia. Ale i one nie zrealizują się z dnia na dzień, przypadkiem, może kiedyś, z kimś, bo cena sukcesu jest większa. Myślisz, że mnie nie stać, że nie zasługuję, że są lepsi? Lepszość polega na determinacji, treningu, silnej woli i pracy, a ja jestem gotowa do podróży w przyszłość. Czym w nią pojadę? Content z marką Ford pomógł mi wybrać pojazd, który na każdej płaszczyźnie spełnia moje oczekiwania, a szczególnie że nie przejadę przez życie NIEZAUWAŻONA.

Wiem, że jeśli chcę zobaczyć, jak zmienia się świat, muszę sama dla siebie stać się zmianą. Dano mi skrzydła, ale jak miałam latać, skoro nauczono mnie, że mam klęczeć i bić się w pierś „Moja wina”. Moje przebudzenie to decyzja, że mogę inaczej niż mnie nauczono i że obwinianie rodzi przekonanie o własnej małości i poczuciu winy. Dlatego wstałam z kolan, gdy zrozumiałam, że nie ma żadnego oddzielania pomiędzy Stwórcą a Moją kreacją. Bowiem moja wielkość nie tkwi w tym, że jestem w stanie zmienić świat, ale w tym, że jestem w stanie zmienić samą siebie. Rok temu mówiłam, że za rok. Miesiąc temu obiecałam, że za miesiąc. Wczoraj zapewniałam, że jutro. Dziś jestem gotowa na zmianę, która choć prosta, wcale nie jest łatwa Nie zawsze uda się za pierwszym razem. Wszyscy popełniamy błędy i ponosimy ich konsekwencje. Nie warto porównywać się do innych. Lepiej wzorować się na ludziach, którzy szukają drogi do osiągnięcia założonych celów. Nie myśl, ile jest jeszcze do zrobienia. Skup się na pierwszym kroku, jaki masz przed oczami, a kiedy do niego dojdziesz, wyznacz sobie kolejny. Nie szukaj wymówek. Z góry zaplanuj dla nich odpowiednie rozwiązania.

56

magazyn lubelski 4(83) 2022

BEA MultiDziewczyna po 50. Inspiratorka do bycia piękną na zewnątrz i od wewnątrz info.beaconcept@gmail.com Instagram beafurmaniak


felieton Z Dziennika Coacha – ODWAGA droga do szczęścia Czym jest ODWAGA? Znaczenie tego słowa zwykle traktujemy z dystansem, myśląc, że to nas nie dotyczy. Tak naprawdę każdy z nas ma z odwagą do czynienia na co dzień. Tylko czy mamy tego świadomość? Patrzymy na alpinistów zdobywających K2, przyspiesza nam tętno i czujemy podziw. Och! Oni mają odwagę! Nie tylko oni. Ty też możesz ją mieć.

Dorota Piwońska Moją pasją są ludzie Od 14 lat pełnię funkcję zarządzającego zespołami ludzi w sektorze finansowym – ING Bank, wcześniej Bank Milennium. Moją pasją są ludzie. Inspirują mnie swoją wyjątkowością i talentami.

Ktoś sprawdził, że w Biblii słowa „nie bój się” i „nie lękaj się” padają 365 razy. Tak jakbyśmy to zadanie mieli wpisane na każdy dzień. Przychodzą do mnie takie refleksje: Czy wyrażenie przez nas własnego zdania czasami nie jest naszym aktem odwagi? Czy powiedzenie tak banalnego, a jak niezwykłego i często mocnego słowa TAK – chcę lub NIE – nie zgadzam się, nie jest w niektórych sytuacjach dla nas aktem odwagi? Kiedy ostatnio poprosiłeś o podwyżkę, awans? NIE to piękne, magiczne i bardzo pozytywne słowo. Nie bój się go. Przez nie tworzysz i wyznaczasz własne granice. Musisz zadać sobie jednak pytanie: czy masz je wyznaczone w zgodzie ze sobą? Czy powiedzenie NIE to jest Twój akt odwagi? Pokazania innym, kim naprawdę jesteś? Ile razy tkwiło w gardle, nie zostało wypowiedziane, chociaż tak bardzo chciałeś to zrobić? Czy wyrażanie otwarcie własnych opinii nie jest czasem aktem odwagi? Czy kochanie siebie lub kogoś bez lęku, ograniczeń, nie jest aktem odwagi? Czy ufanie sobie, swoim wyborom przy podejmowaniu decyzji nie jest aktem odwagi? Zmiana pracy, miejsca zamieszkania? Wyjście na scenę i wystąpienie publiczne – czy dla niektórych ludzi nie jest aktem odwagi? Otworzenie firmy po latach pracy w korporacji, czyż nie jest to akt odwagi? Przykładów może być mnóstwo. Każdy z nas ma swój własny akt odwagi. Możesz być alpinistą własnego życia. Wiem, bo doświadczam tego na co dzień. Nasze życie jest aktem odwagi. Jeżeli tylko potrafimy stanąć za sobą. Przełamać własny strach , obawę, tkwiące w nas ograniczenia. Żyć odważnie – to są te chwile, w których możemy poczuć dumę z samych siebie. Czy widzisz te momenty? Czy potrafisz za nie docenić samego siebie? Czym zatem jest ta ODWAGA? Po pierwsze ZAUFANIEM sobie, że cokolwiek się stanie, dam sobie radę. Po drugie wyjściem ze strefy komfortu – możesz poczuć, że masz do czynienia z jakimś ryzykiem, coś zyskasz, lecz możesz też stracić. Kolejny czynnik to pojawienie się impulsu, czucia tego, czego naprawdę pragniesz. I decydujący ostatni krok – decyzja… Just do it! Stajesz za sobą pomimo wszystkich obaw i lęków. Tak, inni będą Cię od tego odwodzić. Będziesz słyszał też głos własnego Ego, które wrzuci Ci wątpliwości, lecz pomimo tego idziesz do przodu, działasz! I to jest ODWAGA, życie z pasją do samego siebie. Bądź zaangażowany, żyj z pasją, płyń za tym, co mówi Ci serce, ufaj sobie, doświadczaj. Bo czeka na Ciebie SZCZĘŚCIE. Zadam ostatnie pytanie. Czy bycie szczęśliwym nie jest Twoim osobistym aktem odwagi?…

Mentor, Life and Business Coach, Mediator dorota piwońska.k@gmail.com magazyn lubelski 4(83) 2022

57


winna końcówka

Prawa podstawowe tekst Łukasz Kubiak foto Paul Hanaoka | Unsplash

nie

można dać czeGoś, czeGo się nie ma.

To prawda pachnąca tautologią. A jednak! Wiele życiowych mielizn wynika z zapoznania tego fundamentalnego prawa. Żyjemy nie tylko na kredyt bankowy – nieustannie wystawiamy czeki, deklarując miłość, przyjaźń i bliskość, którą, i owszem, bardzo chcielibyśmy przeżywać. Możliwość realizacji tych czeków, z iście bankową bezwzględnością, dość szybko weryfikuje rzeczywistość. Promieniujemy radością rodem z taniej reklamy, pokazując całemu światu naszą prywatność na facebooku. Radość zaraża radością, tutaj jednak, jak można się tego spodziewać, fałszywy uśmiech odwzajemniany jest fałszywym polubieniem. Pozujemy na inteligentnych, kalkując cudze poglądy, wchłaniając je jak papkę, bez trudu przeżucia i przetrawienia. Za fasadą kategorycznych sądów wypowiadanych tonem mędrca kryje się jednak kompletny kretyn. Tym mocniej wykrzykujemy nie swoje frazy, im większy w nas lęk, że fasada popęka i dokona się wielka demaskacja. Z braku skłonności do masochizmu używam tu liczby mnogiej – żyjemy, promieniujemy, pokazujemy, pozujemy. Tak naprawdę jednak znam to wszystko z doświadczenia – bo to przecież ja żyję, promieniuję, pokazuję i pozuję. Ten w lustrze to niestety ja. Nie można dać czegoś, czego się nie ma. Ponieważ rodzimy się nadzy, wszystko co mamy zostało nam dane. Jeśli są w naszym życiu blask prawdy, bliskość, szczery uśmiech i mądrość, jeśli jest w naszym życiu życie – to zawsze jest darowane, nigdy wykreowane. Istnieją wina będące płynną ikoną obdarowania. Muscadet z okolic Nantes na zachodzie Francji, książkowo nazywany Melon de Bourgogne, jest

58

magazyn lubelski 4(83) 2022

szczepem dającym wina o nutach cytrusowych i słonych. W winnicy wymaga dużo pracy, tak by nie tchnął pustką i bezbarwnością. Więcej – aby Muscadet naprawdę pociągał i fascynował, potrzebuje dość specyficznego winiarskiego zabiegu, który nazywany jest leżakowaniem sur lie, czyli nad osadem. Najogólniej rzecz ujmując, polega on na długim (od kilku miesięcy do lat) kontakcie wina z osadem drożdżowym, powstającym po fermentacji. Taka interakcja wzbogaca wino, powoduje, że nabiera kremowości, intensywności, oleistości, aromaty stają się cięższe, wielowymiarowe. Wina długo leżakowane sur lie pięknie rozwijają się w kontakcie z tlenem, dlatego po otwarciu butelki dobrze jest je przelać do dekantera i nie za bardzo schładzać. Dostajemy wtedy bonus, zamiast jednej butelki – kilka, bo z biegiem czasu degustacji doznania smakowe potrafią bardzo się zmieniać. Oczywiście rynek pełen jest tanich, supermarketowych Muscadetów, które są pijalne, dobrze grają z gorącym latem i owocami morza. To dla nich program minimum. Są jednak Muscadety, po wieloletnim dojrzewaniu w podziemnych kadziach, z wybranych siedlisk, jak Clisson, Château-Thébaud, Goulaine, Mouzillon-Tillières czy Vallet, które swoim bogactwem powalają na kolana. Uwodzą nutami pomarańczy, grejpfrutów, ziół, pieprzu, soli, uwodzą paradoksem, bo są i tłuste, i świeże, i kremowe, i ostre jak brzytwa, i soczyste, i taniczne. Oto nieskomplikowany, prostoduszny, szczery młokos, dojrzewa, intrygując oryginalnością, nieprzewidywalnością, tajemniczością bez utraty kwantu swej młodości. Świeci światłem, które otrzymał, jednak nie za darmo, nie lekką ręką. Okupem był przecież czas, największy z darów. Bo nie można dać czegoś, czego się nie ma, i nie można mieć czegoś, czego się nie otrzymało.


W pierwszym półroczu 2021 roku Port Lotniczy Lublin wprowadził do swojej oferty usług obsługę przesyłek towarowych cargo. Wydarzenie to zapoczątkowało współpracę z firmami spedycyjnymi obsługującymi importerów oraz, w pierwszej kolejności, eksporterów z Lubelskiego. Szczególną aktywność wykazują przedsiębiorstwa z branży motoryzacyjnej, które w dwojaki sposób wykorzystują działalność terminala cargo. Wysyłka towarów odbywa się zarówno drogą lotniczą, jak i kołową – w systemie RFS (ang. Road Feeder Service). Obsługa transportów lotniczych pozwala na utrzymanie ciągłości produkcji poprzez sprawne dostarczenie komponentów wprost na linie montażowe lubelskich fabryk. Rola usługi cargo jest w tym wypadku nie do przecenienia w łańcuchach dostaw lokalnych przedsiębiorstw. Bez wątpienia działalność cargo lotniska pomaga uatrakcyjnić potencjał gospodarczy i wzmacnia znaczenie regionu lubelskiego. Przesyłki przed nadaniem są mierzone i ważone, a także poddawane kontroli bezpieczeństwa. Następnie, po sporządzeniu niezbędnej dokumentacji, przeprowadzana jest odprawa celna. Warto podkreślić, że usługi cargo są świadczone przez Port Lotniczy Lublin 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. W takim samym systemie działa na lotnisku oddział celny, co gwarantuje eksporterowi szybką realizację niezbędnych procedur celnych. Ostatnim etapem obsługi przesyłek towarowych jest ich załadunek na samolot lub samochód ciężarowy. W tym drugim przypadku przesyłka dostarczana jest transportem kołowym na inne europejskie lotnisko, skąd transportowana jest samolotem szerokokadłubowym do odbiorcy na innym kontynencie. Bardzo ważne jest, że głównymi odbiorcami usługi cargo, oferowanej przez Port Lotniczy Lublin, są lokalni przedsiębiorcy. Port jest jednak otwarty i liczy

na współpracę oraz nawiązywanie nowych relacji biznesowych z różnymi podmiotami. Port Lotniczy Lublin od początku uruchomienia obsługi cargo podjął współpracę z bezpośrednim sąsiadem, PZL Świdnik. Każdego miesiąca za pośrednictwem lubelskiego lotniska wysyłane są elementy konstrukcyjne śmigłowców AW 119 i AW 139 do odbiorców w USA. Warto wspomnieć, że przy tej okazji lubelski port lotniczy odwiedzany jest przez rzadko spotykane statki powietrzne, które obsługują terminal cargo. W sierpniu 2021 roku na płycie lotniska gościł IŁ76 z Azerbejdżanu, na pokładzie którego znajdowało się niemal 14 ton ładunku dla odbiorcy z południowej Polski. Lublin Airport Cargo od początku działalności dąży do rozwoju oraz poszerzenia portfolio świadczonych usług. Dotyczy to dodatkowych obszarów zwiększających atrakcyjność i poszerzających możliwości lotniska. Obecnie Port Lotniczy Lublin stara się o certyfikację AHAC, po otrzymaniu której będzie mógł obsługiwać również materiały specjalnego przeznaczenia, jak akumulatory, ogniwa, zasady, kwasy, farby itp. Wypracowywana jest także strategia zmian w ramach infrastruktury w kontekście świadczenia usług przechowywania i obsługi towarów specjalnych. Działalność w zakresie obsługi cargo pozwala przenieść akcenty z dotychczas wyłącznie pasażerskiej obsługi, a także dywersyfikować źródła przychodów, co jest tym bardziej istotne w czasie szczególnie trudnym dla całej branży transportowej.


FORD MUSTANG MACH-E

MOŻESZ MIEĆ ELEKTRYKA, A MOŻESZ MIEĆ IKONĘ

W 100% elektryczny Ford Mustang Mach-E łączy ponad 50 lat dziedzictwa Mustanga z najnowocześniejszą technologią elektryczną. Piękny, innowacyjny i ikoniczny. Zapewnia zasięg zeroemisyjny nawet do 610 km. Wybierz nowego Forda Mustanga Mach-E i odkryj przyjemność podróżowania samochodem elektrycznym.

Carrara Lublin 20-230 Lublin, ul. Turystyczna 45 www.ford-lublin.pl (81) 746 11 44, www.sampleford.com W zależności od wariantu i wersji zużycie energii elektrycznej wynosi od 16,5 do 19,5 kWh/100 km, emisja CO2 0 g/km, zasięg od 400 km do 610 km (dane na podstawie świadectw homologacji typu). Zużycie energii elektrycznej i emisja CO 2 zostały określone zgodnie ze Światową Zharmonizowaną Procedurą Testów Pojazdów Lekkich (WLTP). Na zdjęciu Ford Mustang Mach-E w wersji AWD.