LAJF Magazyn Lubelski #82

Page 1


DOM OTWARTY NA OTACZAJĄCY CIĘ ŚWIAT


foto:Natalia Wierzbicka

od redakcji W piękne, słoneczne dni łatwiej jest wierzyć w słowa gitarzysty i wokalisty zespołu Ankh, że nawet jeśli nie osiągnie się celu, warto iść jasną stroną życia. O przesłaniu twórczości, a także muzycznych inspiracjach i nowej płycie z Piotrem Krzemińskim w wywiadzie okładkowym rozmawiała Klaudia Olender. Eksperymentujący klasyk, czyli kilka refleksji na marginesie ostatniej wystawy Leszka Mądzika – tak najkrócej można streścić artykuł Grzegorza Zawistowskiego o fotograficznym podsumowaniu 35 lat działalności Galerii Sceny Plastycznej KUL. Artysta świętował jak na mistrza teatru przystało. Gratulujemy Grupie Aliplast, która otrzymała trzy certyfikaty potwierdzające jej pozycję na rynku PV w Polsce za 2021 rok. Słowa uznania również dla dwójki młodych kucharzy z Branżowej Szkoły Rzemieślniczej I Stopnia w Lublinie, którzy wyjechali na konkurs kulinarny do Francji i wrócili z niemałym sukcesem. Świat się zmienia, miłośnicy motoryzacji z żalem odnotują, że Ford Mustang z silnikiem spalinowym ustępuje pola elektrycznemu. Ekologiczny następca ma jednak wiele zalet. Kolejną omawianą przez nas nowością, tym razem z dziedziny natury, jest ziołoterapia dla zwierząt, która wspiera leczenie i pomaga uśmierzyć ból. Na koniec artykuł Łukasza Kubiaka, tym ciekawszy, że nawiązuje do wystawy Leszka Mądzika i przedstawia pogląd, że winiarski świat rządzi się podobnymi prawami, co sztuka.

Redaktor naczelny


od redakcji 3 W piękne, słoneczne dni

6 tygiel

łatwiej jest wierzyć w słowa... Piotr Nowacki

felieton 18  Małomiasteczkowy spleen tekst Magdalena Zabłocka, foto Marcin Pietrusza, James Sutton | Unsplash

felieton 21  Społeczeństwo paranormalne tekst Maciej Wijatkowski, Beata Wijatkowska, Lucian Alexe | Unsplash

turystyka 32 E kologiczna ścieżka turystyczna w Gminie Wólka tekst Referat Promocji Urzędu Gminy Wólka, foto Urząd Gminy Wólka

20 biz-njus biznes 22 GRUPA SIS. Uhonorowanie dotychczasowych osiągnięć, plany na przyszłość tekst Krzysztof Szydłowski, foto GRUPA SIS Sp. z o.o.

kultura 36  Piętno przemijania tekst Grzegorz Zawistowski, foto Andrzej Rożek, Intrograf

8  Iść jasną stroną życia tekst Klaudia Olender, foto Robert Pranagal

biznes 24 Praktyka czyni mistrza tekst Anna Ignasiak, foto Anna Ignasiak, Małgorzata Barnaś

40 okruchy kultury

42  Jedni zabijali, drudzy kibicowali tekst i foto Mariusz Gadomski

44  Medycyna niekonwencjonalna wsparciem terapii behawioralnej zwierząt tekst Magdalena Świątkowska, foto Magdalena Świątkowska, Martyna Żarnoch

design 52 Dla M. tekst i foto Magdalena Krut

taki LAJF

społeczeństwo 14  Fundacja Grupy Aliplast - gotowi, by pomagać tekst Anna Ignasiak i Piotr Nowacki, foto A. Ignasiak, Fundacja Grupy Aliplast

motoryzacja 30  Elektryczny koń z prerii Mustang Mach-E tekst Piotr Nowacki, foto Anna Ignasiak, Ford Polska

historia

natura

turystyka 34 S amolotem z Lublina do Antalyi foto Adobe Stock

z okładki

felieton 48  Kobieta w… Zacznij, zanim będziesz gotowa z cyklu Szampan i Perły: O Celebracji życia, Manifestowaniu siebie, Odkrywaniu Własnych Pragnień tekst Bea Furmaniak, foto Magda Madej

winna końcówka 54 Sztuka zdzierania masek tekst Łukasz Kubiak, foto Maja Petric | Unsplash


Informacje o prenumeracie w zakładce: o nas na www.lajf.info

Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosiwyłączniereklamodawca. Redakcja sobie MOŻESZ MIEĆzastrzega ELEKTRYKA, A MOŻESZ MIEĆnadawania IKONĘ prawo do dokonywania skrótów tekstów, śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałówniezamówionych.Wszelkieprawazastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny.

W 100% elektryczny Ford Mustang Mach-E łączy ponad 50 lat dziedzictwa Mustanga z najnowocześniejszą technologią elektryczną. Piękny, innowacyjny i ikoniczny. Zapewnia zasięg zeroemisyjny nawet do 610 km. Wybierz nowego Forda Mustanga Mach-E i odkryj przyjemność podróżowania samochodem elektrycznym.

Carrara Lublin 20-230 Lublin, ul. Turystyczna 45 www.ford-lublin.pl (81) 746 11 44, www.sampleford.com

W zależności od wariantu i wersji zużycie energii elektrycznej wynosi od 16,5 do 19,5 kWh/100 km, emisja CO2 0 g/km, zasięg od 400 km do 610 km (dane na podstawie świadectw homologacji typu). Zużycie energii elektrycznej i emisja CO 2 zostały określone zgodnie ze Światową Zharmonizowaną Procedurą Testów Pojazdów Lekkich (WLTP). Na zdjęciu Ford Mustang Mach-E w wersji AWD.

ISSN 2299–1689

FORD MUSTANG Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, MACH KRS 0000416313 -E e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 3 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info

LAJF magazyn lubelski 2022/3/82

Sekretarz redakcji: Anna Ignasiak (ann) a.ignasiak@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Michał Fujcik (fó), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Boguta (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro), Anna Viljanen (av), Łukasz Kubiak, Grzegorz Zawistowski Skład: Irek Winnicki Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor) Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Olga Michlec-Chlebik (mich).

REKLAMA i MARKETING: reklama@lajf.info | praca@lajf.info

foto Robert Pranagal

LAJF magazyn lubelski Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604 Redaktor naczelny: Piotr Nowacki, p.nowacki@lajf.info

Okładka: Emil Zięba

Reklama

LAJF magazyn lubelski 2022/2/81

www.lajf.i


Historia małej ojczyzny

tygiel

Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Niedrzwicy Dużej (GOKSiR) wraz z mieszkańcami gminy Niedrzwica Duża przygotowuje inscenizację historyczną pt. „Na jednej ziemi. Sobieszczany 1939 – 1945”. Inscenizacja zaprezentowana zostanie 26 czerwca 2022 roku w Sobieszczanach. Prezentowane będą wydarzenia, które miały miejsce w gminie Niedrzwica Duża we wsi Sobieszczany i okolicach. Ukazane zostanie życie codzienne mieszkańców Sobieszczan w czasie okupacji. Rekonstrukcja ukaże m.in. postać Jana Warzochy – ówczesnego kierownika szkoły w Sobieszczanach. Zobaczyć będzie można również akcję partyzancką oddziałów „Nerwy”, która miała miejsce w pobliskiej Kłodnicy Dolnej. Celem całego przedsięwzięcia jest wzmocnienie poczucia identyfikacji z „małą ojczyzną”, promowanie działań służących pielęgnowaniu i ochronie dziedzictwa historycznego regionu, budowanie społecznej integracji, w tym również integracji międzypokoleniowej. Współorganizatorami wydarzenia są: Szkoła Podstawowa w Niedrzwicy Dużej oraz Szkoła Podstawowa w Sobieszczanach. W przedsięwzięcie zaangażowani są również mieszkańcy gminy Niedrzwica Duża (w tym Grupa Rekonstrukcji Historycznej Ludności Cywilnej „Irma” działającej przy GOKSiR) i gmin sąsiednich, którzy pomagają w przygotowaniu strojów, rekwizytów, scenografii. W inscenizacji łącznie weźmie udział ok. 100 osób. (ann)

(GOKSiR)

Marsz z uśmiechem na ustach Najbliższe, piąte już w tym roku, spotkanie uczestników Nordikiady 2022 odbędzie się 25 czerwca w Radzyniu Podlaskim. Organizatorzy, czyli Fundacja BezMiar, jak co roku zachęcają do aktywności fizycznej, kontaktu z naturą i przyłączania się do społeczności ludzi o pozytywnym nastawieniu do życia. Każdy rajd ma swoje odrębne wydarzenie i na każdy z nich są oddzielne zapisy. Uczestnicy pokonują trasy pod opieką wykwalifikowanych instruktorów. Uczą się prawidłowej techniki nordic walking, ćwiczą i maszerują, pokonując trasy biegnące przez piękne tereny województwa lubelskiego. Pasjonaci tego sportu spotkali się już w Kraśniku, Annopolu, Krasnobrodzie i Lublinie. Na każdym rajdzie było prawie 200 uczestników! Przybyły całe grupy Walkerów m.in. z Białej Podlaskiej, Puław, Ryk, Dęblina, Annopola, Kraśnika, Świdnika, Otwocka, Kozienic i wielu innych miejsc. Dodatkowa atrakcja to udział znanej w środowisku osobistości ze świata nordic walking - w Lublinie była Mariola Pasikowska w Radzyniu Podlaskim będzie Krzysztof Człapski. Cały cykl rajdów pod wspólną nazwą NORDIKIADA 2022 jest współfinansowany przez województwo lubelskie. Więcej informacji i zapisy na poszczególne rajdy na www.bezmiar.org. (ann)

(Krasnobrodzki Dom Kultury)

Polska kuchnia twarogiem stoi (Fundacja Regionalia Lubelszczyzny)

Na dzień 18 czerwca br. zaplanowana była pierwsza edycja Święta Lubelskiego Twarogu. w Restauracji Koncertowa przy ul. Kaprysowej 4 w Lublinie. Zainaugurowana miała zostać impreza o charakterze cyklicznym, corocznym. Organizator, Fundacja Regionalia Lubelszczyzny, za cel postawiła sobie promocję gatunku sera typowego dla naszego regionu oraz wytwórców – serowarów lokalnych i lubelskich mleczarni. Z powodów niezależnych od organizatora wydarzenie nie odbędzie się w podanym terminie. Nie tracimy jednak nadziei na pomyślny obrót spawy, stąd kilka słów o planowanej imprezie. Święto Lubelskiego Twarogu skierowane zostało do wszystkich mieszkańców Lublina i Lubelszczyzny, obywateli Ukrainy i studentów zagranicznych studiujących w Lublinie.. Ten tak doceniony teraz wyrób mleczarski, o wielowiekowej tradycji, jest charakterystyczny dla Polski oraz naszego regionu. 2 czerwca, z inicjatywy Giena Mientkiewicza, został ustanowiony Dniem Twarogu. Poszczególne rodzaje wyrobów mleczarskich na świecie to ważne kulinarne wizytówki, np. wspominając camembert i Brie, myślimy o Francji, gouda kojarzy się z Holandią, mozzarella z południem Włoch. To skuteczne narzędzie marketingowe służy promocji danego kraju. Program lubelskiego wydarzenia zakładał prezentację serowarów zagrodowych Lubelszczyzny i lubelskich mleczarni oraz stoiska z ich produktami, wykład prof. Marioli Tymochowicz na temat historii twarogu na Lubelszczyźnie, warsztaty-prezentację z Gieno Mientkiewiczem – omówienie rodzajów twarogu i jego genezy, degustację, konkurs kulinarny z udziałem Kół Gospodyń Wiejskich na najlepszy deser z twarogu i pierogi z twarogiem oraz wybór najlepszego twarogu z mleczarni i od lokalnego serowara. Nowy termin Święta Lubelskiego Twarogu planowany jest na październik. Trzymamy kciuki za powodzenie tak smacznie zapowiadającego się wydarzenia! (ann)

6

magazyn lubelski (82) 2022


(iStock) (Ogród Botaniczny UMCS)

Prawdziwe bogactwo świata W maju po 2-letniej przerwie do Ogrodu Botanicznego UMCS wrócił niedzielny spacer z przewodnikiem. 12 czerwca dr Michał Czernecki opowiadał na pytanie: „Jak długo żyją rośliny?”. Można było dowiedzieć się, że długość życia roślin, podobnie jak ludzi, to sprawa „genów” oraz „stylu życia” w konkretnym środowisku. Różnorodne formy życiowe roślin spotykane w przyrodzie ukształtowały się pod wpływem warunków środowiskowych. Dlatego przedstawiciele jednych gatunków żyją kilka tygodni, innych natomiast kilka lat, jeszcze innych rozwijają się na przestrzeni dziesiątek, setek, a nawet tysięcy lat. Można było dowiedzieć się również, jakie czynniki wpływają na występowanie w określonym środowisku różnych form życiowych, a tym samym na długość życia roślin, oraz jak niektóre czynniki abiotyczne i biotyczne kształtują życie poszczególnych gatunków. Kolejna okazja do spaceru alejkami Ogrodu Botanicznego i poznawania bogactwa oraz różnorodności flory świata będzie 10 lipca, a temat spotkania to „Nazwy róż i historie ich powstawania”. (ann)

Straż ogniowa z Wilkowa

(K. Wasilczyk)

1 maja 2022 roku miało miejsce uroczyste otwarcie ekspozycji remizy Ochotniczej Straży Pożarnej z Wilkowa w Muzeum Wsi Lubelskiej. Ochotnicza Straż Pożarna z Wilkowa została założona w 1888 r., natomiast remizę zbudowano w 1915 r. Wilkowska straż pożarna należała do najstarszych w powiecie puławskim. Inicjatorem powstania straży ogniowej był właściciel ziemski Jan Kleniewski. Ochotnicze Straże Pożarne to najstarsze, a zarazem najbardziej zasłużone dla społeczeństwa organizacje społeczne. Często jako jedyne organizacje we wsiach i miasteczkach pełniły rolę czynnika inspirującego i organizującego środowisko w zakresie działalności politycznej, społecznej i kulturalno-oświatowej. Dla masowo powstających w latach 20. i 30. ubiegłego wieku straży ogniowych najważniejszym celem było wzniesienie własnej remizy. Przynależność do tej lokalnej korporacji była zawsze uznawana za przywilej. Skupiała wokół siebie liczną inteligencję. Podczas otwarcia ekspozycji w Muzealnym Miasteczku miały miejsce wystąpienia przedstawicieli Ochotniczej Straży Pożarnej z Wilkowa i wspomnienia o historii tamtejszej OSP, a także zwiedzanie ekspozycji remizy z kustoszem i pokazy sprzętu pożarniczego. Uroczystości towarzyszył występ orkiestry Ochotniczej Straży Pożarnej z Ostrowa Lubelskiego. (ann)

(Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN)

Ulubione pnącza Lublina Poznaliśmy już finalistów plebiscytu Skarby Kultury Przestrzeni. Jest to już trzecia edycja poświęcona tematowi „Pnącza w krajobrazie Lublina”. Organizatorem plebiscytu jest Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” w ramach programu Forum Kultury Przestrzeni prowadzonego przez Marcina Skrzypka. Tym razem wszystkich propozycji było 48. Do finału przeszło 12. W II rundzie głosowanie odbywa się w prasie. Można głosować zarówno za pośrednictwem Wyborcza.pl Lublin https://bit.ly/głosowanie1 jak i Dziennika Wschodniego https://bit.ly/ głosowanie2. Pnącza są coraz popularniejszą odmianą miejskiej i ogrodowej zieleni o wysokich walorach dekoracyjnych i ekologicznych. Mają one niewielkie wymagania i występują w licznych gatunkach. Plebiscyt Skarby Kultury Przestrzeni jest dobrą zabawą, ale ma za zadanie przede wszystkim popularyzować urokliwe, choć na pierwszy rzut oka niepozorne zakątki Lublina. Te „skarby” są bezcenne, dostarczają niezwykłych przeżyć, nie tylko estetycznych. Należy je zauważać i jak podkreślają organizatorzy, w przyszłości mają pomóc urzędnikom i projektantom tworzyć lepsze miasta. Głosowanie w II turze plebiscytu trwa do 19 czerwca br. (ann)

magazyn lubelski (82) 2022

7


wywiad

JASNĄ

8

magazyn lubelski (82) 2022

PIOTR KRZEMIŃSKI - GITARA, WOKAL


Działający od ponad trzydziestu lat zespół Ankh to legenda polskiej alternatywnej sceny muzycznej. 17 czerwca grupa odwiedziła studio im. Budki Suflera w Radio Lublin z repertuarem zapowiadającym nowy materiał. Czego możemy spodziewać się po nowym albumie „Z wiatrem” i skąd wzięła się jego nazwa? O eksperymentach, muzycznych inspiracjach, wciąż obecnej twórczości Krzysztofa Baczyńskiego i magii Lublina rozmawia z Piotrem Krzemińskim, wokalistą i gitarzystą grupy Ankh, Klaudia Olender, foto Robert Pranagal. Może zacznijmy od początku. Ankh to inaczej krzyż egipski, skąd pomysł na taką nazwę zespołu? Nie bez przyczyny nazwą i symbolem wiodącym w zespole jest krzyż Ankh, egipski hieroglif oznaczający życie i jednocześnie pierwszy krzyż chrześcijański, używany w Egipcie przez koptyjskich chrześcijan. Ankh to zespół, który stoi po stronie życia i szeroko pojętego humanizmu. Uważamy, że nawet jeśli świat, w którym żyjemy, nie jest idealny, to symbolika idealistyczna jest dobrą, rozwojową drogą. Nawet jeśli nie osiągamy celu, a tylko próbujemy iść jasną stroną życia, to ma to sens. Brzmi jak muzyka z przesłaniem. Interesują nas przede wszystkim tematy ogólnoludzkie, ponadczasowe, dotykające człowieka w całym spectrum jego istnienia i myśli, które są pewnym drogowskazem na przyszłość. Cały czas przekazujemy pałeczkę życia kolejnym pokoleniom. Myślę, że warto kultywować to, co w świecie jest piękne, to, co ludzkość osiągnęła jako do-

bro. Warto pielęgnować idee związane z życiem. Twórczość Ankh wykracza poza standardowe ramy stylów muzycznych. Jak określić kierunek, którym podążacie? Myślę, że najlepsze określenie to muzyka crossoverowa albo po prostu rock eklektyczny. Łączy się też nas z nurtem art rocka, być może ze względu na obecność skrzypiec. Rzeczywiście nasze kompozycje nie są prostymi utworami. Są eksperymentalne, bardzo zróżnicowane. My nie lubimy zamykać się w jednej stylistyce, bo za dużo rzeczy kręci nas w muzyce. Taki eklektyzm artystyczny nie jest zły, nie nudzi. Zamykając się w jednej stylistyce, można popaść w monotonię brzmienia. A u nas ciągle coś się dzieje, zostawiamy otwartą przestrzeń do różnych działań i w ten sposób w pełni wyrażamy siebie. Wychodzę z założenia, że w muzyce musi być trochę punka, bo jeśli go nie ma, to przestaje mieć siłę. Musi być ten pazur, trochę brudu, wtedy jest głębia. Naprawdę według Ciebie ludzkość osiągnęła pełnię muzyczną w baroku? To dość szeroki temat. Do pewnego momentu ludzkość rozwijała się według pewnych prawideł, klasycznych zasad. Nie wolno było rysować w inny niż określony sposób, podobnie było z muzyką. Później mamy okres rewolucji francuskiej i zwycięstwo modernizmu. I nagle okazuje się, że nie ma oceniania, oceniającego, hierarchii, nie ma systemu wartości. Z jednej strony jest to błogosławieństwem, z drugiej przekleństwem. Jeżeli zainspirujemy ludzi tym, co tworzymy, to znaczy, że jest okej. Ale też zostawia

JANEK RUSIN - PERKUSJA magazyn lubelski (82 2022

9


JOANNA CHUDYBA - SKRZYPCE, SMYCZKI nam to totalną wolność i swobodę, przez co ciężko ocenić wartość dzieła. A w baroku były pewne zasady, według których trzeba było komponować. I one wbrew pozorom zostawiały bardzo dużo przestrzeni. Wyobraźmy sobie, że wspinamy się na górę, na której szczycie jest barok. Ale z drugiej strony tej góry mamy zejście w dół, które też jest ciekawe. Sztuka to odwieczny dialog z innymi artystami, rzeczywistością, odbiorcami. Artysta, komponując dzieło, odwołuje się do tego, co już było, i jednocześnie może stać się inspiracją do tego, co będzie. Chodzi mi o świadomość tego. Jak byśmy nie oceniali, to w tamtym okresie ludzie osiągnęli maksimum. Dziś muzykolodzy zastanawiają się, co by było, gdyby Johann Sebastian Bach mógł wykorzystać współczesne syntezatory. Co on by z nimi zrobił? Niestety, tego już się nie dowiemy… A gdyby żył Krzysztof Baczyński, to o czym by teraz pisał? Myślę, że pisałby przede wszystkim o miłości… On w ogóle pisał świetne erotyki. Wydaje mi się, że jego twórczość poszłaby właśnie w tę stronę i byłyby to naprawdę znakomite rzeczy. Dziś możemy tylko żałować, że nie przeżył II wojny światowej. Ale jego wiersze powracają. Kiedy gram np. „Świat sen”, to ten utwór jest nadal aktualny. Jak już jesteśmy przy Baczyńskim, to w ogóle skąd wziął się pomysł, żeby to właśnie jego twórczość wziąć na warsztat i uczynić z niej muzykę?

10

magazyn lubelski (82) 2022

To był trochę zbieg okoliczności, choć ta poezja podobała mi się od dawna. Twórczość Krzysztofa Baczyńskiego poznałem w szkole średniej. Nawet na maturze wybrałem temat związany z jego poezją, co akurat było przypadkiem. Krzysztof Baczyński to fantastyczny poeta. Każda fraza w jego wierszach to coś, co jest warte głębszego przemyślenia, jego wiersze to obrazy. Zresztą on był też malarzem, rysownikiem, grafikiem, pozostawił po sobie wiele prac plastycznych. Widać w jego twórczości, zwłaszcza wojennej, że on absolutnie nie był w stanie pogodzić się z masakrą, która działa się wokół niego. On liczył na to, że ta rzeczywistość jest tylko marą senną, która po prostu któregoś dnia może prysnąć, ale nie prysnęła. Artyści podczas tworzenia dzieła myślą o swoim odbiorcy. Każda płyta Ankh jest jednak inna. Do kogo zatem adresujecie swoją muzykę? To bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że naszą twórczość kierujemy do takiej grupy ludzi, którzy zastanawiają się nad sensem życia, zadają pytania: kim jestem, co się dzieje. Wydaje mi się, że jeśli są osoby, które są wrażliwe na sztukę, poszukują odpowiedzi, to właśnie im zespół Ankh może podpasować. Po dość długiej przerwie wydajecie płytę „Z wiatrem”. Czego możemy się na niej spodziewać? Przede wszystkim zależy nam na byciu sobą, nie pójściu za modami. Jej tytuł zaczerpnięty jest z wiersza Krzysztofa Baczyńskiego. Płyta nawiązuje do „Czarnego albumu”, są na niej nowe utwory, które


MICHAŁ PASTUSZKA - GITARA magazyn lubelski (82 2022

11


KRZYSZTOF SZMIDT - BAS

12

magazyn lubelski (82) 2022


stanowią drugą odsłonę tych, które powstały już wcześniej. Np. do utworu „Krew i chleb” napisałem piosenkę „Ciało i wino”, która jest w pewnym sensie kontynuacją wcześniejszej myśli, ale równocześnie zupełnie nowym utworem. Podobny odpowiednik będzie miała piosenka „Hate and love”. W tamtym okresie uważałem, że przeciwieństwem nienawiści jest miłość, a teraz jestem świadomy, że to strach jest przeciwieństwem miłości, a nienawiść tylko i wyłączne atrybutem strachu. Wszystko, co odsuwa nas od prawdy, to strach przed nią. Nowa płyta to z jednej strony pewien dialog z wcześniej powstałymi utworami, a z drugiej, pójście do przodu w kwestii zupełnie nowych kompozycji. Myślę, że ta płyta w jakiś sposób zadowoli tych fanów Ankh, którzy czekają na granie z czasu pierwszej płyty. Będzie dużo rocka i energicznego grania. I to w nieco zmienionym składzie, bo do niskopiennych górali świętokrzyskich dołączył lubelski duch. Dołączyła do nas skrzypaczka Joanna Chudyba, uczennica naszego skrzypka Dominika Bieńczyckego, i bębniarz Janek Rusin, prywatnie chłopak Joanny. Janek pochodzi z Lublina, jest fantastycznym muzykiem, potrafi odnaleźć się w każdej konwencji. W ogóle zespół Ankh jest dość specyficzną grupą dla bębniarzy. Z jednej strony wymaga bardzo dużo myślenia i precyzji, z drugiej: ten eklektyzm sprawia, że musimy grać różnie, odnajdywać się w każdej stylistyce. Perkusja to bardzo ważny element w zespole, zwłaszcza rockowym. Tak naprawdę 80 procent sukcesu to dobry bębniarz. To na koniec zapytam jeszcze o Lublin. Jak Wam się grało w Lublinie, lubicie to miasto? Lublin cały czas przewija się w naszej historii. Występowaliśmy tu już kilka razy i za każdym grało się nam dobrze. Pamiętam też jak grałem reggae w lubelskim squacie, w Tekturze. Kręciliśmy też w tym mieście klip do utworu „Wiara” w Muszli Koncertowej. Były wtedy juwenalia, mnóstwo młodzieży, pewnie jakiś 1994 lub 1995 rok. Lublin to w ogóle piękne miasto, lubię panującą w nim atmosferę. Najbardziej podoba mi się Stare Miasto i ten wschodni klimat. To miasto, które czuć, w którym fajnie się żyje. Plusem jest też to, że to miasto studentów, skupia dużą grupę młodych ludzi. Na co dzień jestem pedagogiem, pracuję z młodzieżą i widzę w tym siłę. To wielki potencjał Lublina, które zresztą nie bez powodu za rok stanie się Europejską Stolicą Młodzieży.

magazyn lubelski (82 2022

13


biznes

FUNDACJA GRUPY ALIPLAST - GOTOWI, BY POMAGAĆ foto Anna Ignasiak, Fundacja Grupy Aliplast Potrzeba chwili przyspieszyła decyzję o powstaniu Fundacji Grupy Aliplast. Ze sprawnie zorganizowaną pomocą wyszła naprzeciw potrzebom ofiar rosyjskiego ataku na Ukrainę – uchodźców oraz tych, którzy zostali, by bronić swojego kraju. Ten pierwszy okres działalności był trudny, ale i pouczający. Głównym celem działań w kolejnych latach będzie pomoc najbardziej potrzebującym – dzieciom oraz osobom społecznie wykluczonym. Fundacja jest młoda, lecz kolejne plany już czekają na realizację, która będzie sprawdzianem dla woli działania, pomysłowości i konsekwencji. Z Wiceprezesem Zarządu Fundacji Aliplast Mateuszem Malczarskim rozmawiali Anna Ignasiak i Piotr Nowacki.

14

magazyn lubelski (82) 2022

Fundacja Aliplast powstała 29 marca tego roku. Jaka była idea jej powołania?

Sam pomysł powołania Fundacji kiełkował już od roku, natomiast z uwagi na sytuację międzynarodową związaną z wojną w Ukrainie i zaangażowaniem naszych partnerów z Grupy Corialis w pomoc naszym sąsiadom stało się oczywiste, że już teraz należy założyć Fundację.

Jakie podmioty wchodzą w skład Grupy Corialis?

Tworzą ją firmy: Aliplast Sp. z o.o. oraz Aliplast Extrusion Sp. z o.o. oddziały w Polsce, Aliplast NV i Aliplast Extrusion NV w Belgii, Profils Systèmes we Francji, Smart Extrusion LTD w Wielkiej Brytanii, Lingote-Aluminios SA w Portugalii, H-Systems w Republice Południowej Afryki, JMD Systems na wyspie La Réunion, Centroalum z Hiszpanii oraz Aliplast aluminium systems d.o.o w Serbii.


Kto znalazł się we władzach Państwa Fundacji?

Prezesem jest p. Tomasz Ćwiek, Mateusz Malczarski, jestem Wiceprezesem. Natomiast członkowie Zarządu to: Jan Kidaj – Prezes Spółki Aliplast, Ewa Ciołek i Piotr Kutrzepa.

Jakie od początku były podstawowe cele statutowe?

Szeroko pojęta działalność społeczna – wsparcie dzieci z Domów Dziecka, osób wykluczonych społecznie. Jeszcze przed założeniem Fundacji, w zeszłym roku, podjęliśmy współpracę z Centrum Administracyjnym „Pogodny Dom”, obsługującym placówki opiekuńczo-wychowawcze Rodzina I-VI. Zrealizowaliśmy kilka projektów, m.in. „Żegluj z Aliplast”, podczas którego, przy naszym wsparciu, dzieci mogły uczestniczyć w kursie na patent żeglarza jachtowego. Żeglarstwo to wspaniałe hobby, które rozwija fizycznie i intelektualnie, uczy współdziałania i pracy w grupie. Uczestnicy naszego projektu mieli okazję nabyć wiele kompetencji miękkich – otwartość, nawiązywanie nowych relacji, a także mieli możliwość rozwijania wrodzonych predyspozycji. Współpraca z „Pogodnym Domem” nie zakończyła się na tym projekcie, „Pogodny Dom” jest zapraszany do wszystkich organizowanych przez nas akcji i projektów.

Jakiego rodzaju są to wydarzenia?

Dzień Dziecka czy święta Bożego Narodzenia są okazjami do spotkania i wręczenia podarunków. Przykładem większego przedsięwzięcia jest, zorganizowana w ubiegłym roku, „Sobota z samolotem”. Zorganizowaliśmy to wydarzenie we współpracy z Aeroklubem Świdnik. Udział wzięły zarówno dzieci naszych pracowników, jak i dzieci z Domu Dziecka. Mogły wsiąść do samolotu, „poćwiczyć” kierowanie maszyną. Ogromne wrażenie zrobiły pokazy lotnicze. Dodatkowo były gry, zabawy i poczęstunek. To był duży sukces, dlatego powtórzyliśmy ten dzień w tym roku. Były przeloty samolotem, konkursy plastyczne, słodki poczęstunek – w spotkaniu uczestniczyło około 160 uczestników, w tym oczywiście dzieci z „Pogodnego Domu”.

Proszę powiedzieć o działaniach podejmowanych przez Państwa na rzecz Ukrainy w związku z wybuchem konfliktu zbrojnego.

Od początku bardzo mocno zaangażowaliśmy się – zarówno nasza Spółka w Polsce, jak i partnerzy z Grupy Aliplast. Przyjeżdżały do nas transporty z darami z Francji, Hiszpanii, Belgii. Zajmowaliśmy się segregacją i dystrybucją wśród uchodźców, którzy trafili do Polski, a medykamenty, dzięki zaangażowaniu innych osób, z sukcesem transportowaliśmy na front. Swoim patronatem objęliśmy punkt recepcyjny dla uchodźców w Szkole Podstawowej na Rzeckiego. Przez cały okres działania nasi pracownicy jako wolontariusze pomagali w

funkcjonowaniu ośrodka. Braliśmy udział w akcji plecaczek, przygotowywaliśmy worki z pierwszą pomocą i na punkty graniczne.

Czy organizacja tej pomocy była skomplikowana logistycznie?

Odbywała się na kilku poziomach. Z jednej strony nawiązywaliśmy współpracę z partnerami ukraińskimi działającymi w Polsce, a z drugiej z pojedynczymi osobami, które chciały pomagać z potrzeby serca, ale były też świetnie zorganizowane. Warto dodać, że na początku organizacja tej pomocy rozwijała się niejako „organicznie”. Ludzie sami wozili rzeczy potrzebne w Ukrainie za granicę. Natomiast udało nam się nawiązać współpracę ze Zrzeszeniem Ukraińskiego Biznesu w Polsce. My zajmowaliśmy się segregacją darów otrzymywanych od partnerów z Grupy Corialis, natomiast oni logistyką transportu. Do Ukrainy, bezpośrednio do szpitali, pojechało wówczas kilka tirów z artykułami medycznymi, spożywczymi.

A pierwsza akcja jako Fundacja Grupy Aliplast?

Było nią partnerstwo przy organizacji biegu „Chęć na pięć” razem z Lubelską Fundacją Sportu. Ktoś mógłby powiedzieć, że wystarczyłoby samo przekazanie pieniędzy Ukraińcom, ale ideą naszej Fundacji jest również pobudzenie w innych ludziach chęci zaangażowania się w pomoc. My finansujemy częściowo ten bieg, a już wpłaty uczestników biegu są bezpośrednio przekazywane na rzecz wsparcia kobiet – uchodźczyń z Ukrainy. Dodatkowo osoba, która zapisuje się na bieg, nie musi ograniczać się tylko do kwoty wpisowej, może ją dowolnie zwiększyć, dlatego wierzymy, że suma, którą uda się zebrać, będzie znacznie wyższa. Przy pomocy wolontariuszy wspieraliśmy też wiele punktów dla uchodźców, m.in. w Ośrodku Wypoczynkowym w Leśnej Rybie, gdzie w szczytowym momencie przebywało ponad 140 osób – kobiet z dziećmi. Z tego co wiem nasza pomoc trafiła do 46 punktów dla uchodźców zarówno w Lublinie, jak i województwie. Teraz współpracujemy najściślej z Domem Studenckim „Helios”, gdzie również przebywają kobiety z dziećmi. Na 1 czerwca, czyli Dzień Dziecka, przygotowaliśmy Piknik Ekologiczny: konkursy, gry, zabawy, dmuchane zamki, jazda na kucyku. Co istotne, wydarzenie to połączone było z finałem kilku naszych akcji ekologicznych, m.in. akcji „Drzewa za butelki”. Zaproszenie do wzięcia udziału w akcji wysyłaliśmy do przedszkoli, szkół podstawowych i liceów. Największy odzew był z przedszkoli. Cieszymy się, że już od najmłodszych lat możemy kształtować postawy proekologiczne. Były też dzieci z okolicznych osiedli. Spotkanie zorganizowane zostało we współpracy z Lubelską Agencją Ochrony Środowiska, pod patronatem medialnym TVP3 Lublin. Przyszli nasi pracownicy z dziećmi, dzieci ze szkół. Zapro-

magazyn lubelski (82) 2022

15


siliśmy również uchodźców z Ukrainy – matki z dziećmi, ze wspomnianego Domu Studenckiego „Helios”. Mamy nadzieję, że w dramacie i traumie, które przeżywają z powodu wojny, zwłaszcza dzieci oddzielone od ojców już od dłuższego czasu, takie wydarzenia choć na chwilę odrywają ich uwagę od przykrych wspomnień i pozwalają dzieciom być dziećmi.

Obecnie pomoc Fundacji Grupy Aliplast jest skierowana do uchodźców znajdujących się w naszym mieście. Czy wspierają ich Państwo również poprzez zatrudnianie w firmie?

W początkowym okresie wojny wyraziliśmy chęć zatrudnienia obywateli Ukrainy, jednak wbrew pozorom nie jest to takie proste, ponieważ wszystkie procedury, np. BHP, które musi znać przyszły pracownik, mieliśmy opisane w języku polskim. Musiały zostać przetłumaczone na język ukraiński. Poświęciliśmy trochę czasu na przygotowanie tej dokumentacji. Obecnie wedle mojej wiedzy mamy zatrudnionych 15 Ukraińców i Ukrainek. Myślę, że z biegiem czasu będziemy zatrudniać ich więcej, ponieważ jako firma rozwijamy się i potrzebujemy cały czas nowych pracowników.

Cały czas zmieniają się potrzeby uchodźców z Ukrainy. Która jest teraz najważniejsza?

Obecnie taką potrzebą, którą nam sygnalizują zarówno nasi pracownicy, u których mieszkają uchodźcy, jak i partnerzy, z którymi współpracujemy, jest woda butelkowana. Wydawało by się, że to tylko woda, ale okazuje się, że „aż”. Najprawdopodobniej wynika to z tego, że sieć wodociągowa w Ukrainie nie jest w najlepszym stanie, w związku z tym spożywa się jedynie wodę butelkowaną. Woda z kranu kojarzy się uchodźcom z problemami żołądkowymi, dlatego proszą o wodę butelkowaną. Ponadto, gdy pytamy Ukraińców i Ukrainek, czego potrzebują, zarzekają się, że obecnie niczego, nawet jeśli można domyślać się, iż jest inaczej. Domyślam się, że nie chcą być jedynie osobami, którym trzeba pomagać, jest to chyba sprawa honoru.

Prawdopodobnie pragną odzyskać swoją godność. Rezultatem inwazji rosyjskiej była nie tylko często utrata bliskich czy obrażenia fizyczne. Wypędzenie z domu było poniżające. Mówię tak na podstawie wypowiedzi jednego z uchodźców, w której znalazło się zdanie – „Uciekaliśmy z domu jak szczury”.

Widzieliśmy uchodźców na granicy, ponieważ jedna z naszych akcji polegała na tym, że zawieźliśmy do Dorohuska zestawy podstawowych rzeczy, wiedząc już, że ludzie uciekają. „Szczęśliwi” byli ci, którym udało się zabrać plecaki, nierzadko jednak ktoś uciekał tylko z jakimś workiem czy wręcz siatką. To był zatrważający widok.

16

magazyn lubelski (82) 2022

O ile mi wiadomo 1/3 uchodźców z Ukrainy pragnie pozostać w Polsce przez przynajmniej trzy lata. Na pewno wiążą się z tym poważne zadania dla władz państwowych i samorządowych. A czy Państwo w takiej perspektywie czasu będziecie mogli pomagać?

Nasza firma nieustanie rośnie, cały czas zwiększamy zatrudnienie – w ubiegłym roku było to ponad sto osób, w tym roku szykuje się podobna liczba. Bardzo chętnie będziemy zatrudniać Ukrainki i Ukraińców. Z naszego doświadczenia wynika, że są to dobrzy pracownicy. Będą również znajdować pracę w firmach, które z nami współpracują, m.in. ogrodniczych.

Czy organizują Państwo jakieś akcje zbierania dodatkowych funduszy dla Fundacji?

Nie i na razie nie planujemy tego. Posiadamy własne fundusze z racji tego, że Aliplast wyłożył kapitał zakładowy. Swój wkład finansowy w organizowanie pomocy mają również nasi partnerzy z Grupy Coralis. Uwagę poświęcamy na to, by te pieniądze mądrze spożytkować.

Jakie Państwo planują dalsze działania, służące pomocy uchodźcom ukraińskim?

W najbliższym czasie chcemy zorganizować kursy językowe dla Ukrainek, by nie czuły się wykluczone zawodowo. Zrobiliśmy mały wywiad w ośrodkach, z którymi współpracowaliśmy już wcześniej, by dowiedzieć się, jak wiele kobiet chciałoby nauczyć się języka polskiego. Wkrótce będziemy mieli wyniki i przystąpimy do realizacji tego projektu. Po pokonaniu bariery językowej Ukrainki będą mogły podjąć lepiej płatną pracę, co tym samym ułatwi im życie w Polsce.

Czy Fundacja Aliplast poszerzy pole działania o naukę, kulturę, sport?

Pracujemy obecnie nad kilkoma projektami – ale jeszcze nie chwalimy się konkretnymi planami, ponieważ nie chcemy zapeszać. Na sezon wakacyjny szykujemy niespodziankę dla naszych najmłodszych ukraińskich, obecnych, mieszkańców Lublina. Inne dziedziny, w których chcemy działać, to jak już wcześniej wspomniałem, ekologia oraz wspieranie osób wykluczonych. W statucie mamy ujętych wiele celów, które zapewniają nam dużą elastyczność działania, ale każda nasza inicjatywa musi być dobrze przemyślana, by efekty były jak najlepsze.

Na czym obecnie skupiona jest uwaga i działanie Fundacji?

Na razie na pomocy uchodźcom ukraińskim. Jesteśmy młodą Fundacją, cały czas się uczymy. Zgłaszają się jednak do nas powoli różne podmioty o wsparcie czy nawiązanie współpracy. Pierwszy rok traktujemy jako swego rodzaju „rozbieganie się” przed naprawdę długim biegiem. Nasze czy-


ny w kolejnych latach pokażą siłę Fundacji Grupy Aliplast. Natomiast dzięki przyjętej formie działalności będziemy całkowicie transparentni – sprawozdania finansowe są jawne, więc każdy będzie mógł mieć w nie wgląd.

Czy zamierzają Państwo udzielać się przy odbudowie Ukrainy po zakończeniu wojny, co miejmy nadzieję nastąpi jak najszybciej?

Jesteśmy firmą działającą w branży budowlanej, więc oczywiste, że nasze działania skierujemy również w tym kierunku. Myślimy o pomocy w odbudowie jakiejś szkoły – będzie to już poważny projekt m.in. pod względem logistycznym. Chcielibyśmy również bezpośrednio włączyć się w odbudowę in-

frastruktury w kraju naszych sąsiadów. Na pewno rozważymy wsparcie w postaci surowców do odbudowy, np. stolarki okiennej i ewentualnie dodatkowo jej montaż. Na co dzień współpracujemy z architektami, producentami – myślę, że chętnie dołączą jako Partnerzy do naszego projektu i również pomogą. Jako firma produkcyjna mamy szerokie pole do działania. Odbudowa zniszczeń w Ukrainie potrwa kilka lat: przewidywanie, planowanie i konsekwencja są kluczowe, by pomoc przyniosła wymierne efekty. Są to zresztą wyznaczniki całej działalności jako Fundacji Grupy Aliplast. Natomiast naszym głównym celem na pewno pozostanie wspieranie najbardziej bezbronnych i wrażliwych, czyli dzieci.

magazyn lubelski (82) 2022

17


felieton Leniwa, duszna niedziela. Miasteczko gdzieś na rubieżach, o którym sam diabeł zapomniał, odkąd zbudowali obwodnicę. Bo wszyscy w miasteczku chcieli mieć obwodnicę, to takie nowoczesne! Tiry pod oknami nie jeżdżą, cisza, spokój, staruszki na przejściach są bezpieczne. I dzieci są bezpieczne, jak któreś za piłką wyskoczy, i psy hasające są bezpieczne, i matki z wózkami pośrodku chodnika są bezpieczne. Wszyscy są bezpieczni. Więc poszły petycje do burmistrza, do wojewody, do samego premiera nawet. Powstał komitet, jakieś oferty, jakieś przetargi, potem pół miasta tonęło w błocie dość długo, ale wreszcie tę cholerną obwodnicę zbudowali. Obwodnicę na miarę naszych czasów. Obwodnicę piękną, lśniącą, z estakadą. Ekrany nawet dostawili. Otwarcie było z pompą przynależną nowoczesnej i lśniącej obwodnicy, ktoś przeciął wstęgę, ktoś przemawiał. Tańce, hulanki, swawole, pierogi i wata cukrowa, wstrętna jak zwykle. Wszyscy są bezpieczni. Wszyscy są gotowi na zmiany. Nowocześni. Otwarci. Leniwa, duszna niedziela, miasteczko gdzieś na rubieżach. Odkąd zbudowali obwodnicę, nikt już tędy nie jeździ, bo po co. Wokół snują się jacyś ludzie – smutni ludzie w małym, smutnym miasteczku. Takich miasteczek jest bez liku, to niczym nie odbiega od standardów. Snują się ludzie ukradkiem pod niebem zaciągniętym chmurami, sinym, skwarnym, wcale nie błękitnym. Wychodzą na balkony, żeby zapalić papierosa, bo w domu ciasno i żona gania. Stoją na swoich malutkich balkonikach, smętnie przewieszeni przez identyczne balustrady w otoczeniu pastelowych, bladych tynków, a ich twarze – gdyby nie iskrzący się co chwila żar – stapiałyby się z kolorystyczną prostotą elewacji. Stoją albo kiwają się na piętach, w rozciągniętych podkoszulkach, szarych, wręcz ziemistych, jeszcze bardziej podkreślających bladość ich twarzy. Gaszą pety w rzadko opróżnianych słoikach, potem żółtawymi palcami nieporadnie, acz delikatnie, odsuwają firany i zasłony. Delikatnie, żeby nie naruszyć misternej konstrukcji nabrzmiałej od koronek i zmarszczeń materii z takim pietyzmem utkanych tuż przed Wielkanocą. Delikatnie, żeby żona nie darła się, że poszarpane, że krzywo, że niedziela, że co ludzie powiedzą, jak to zobaczą. Jeden umyka, to innych wychodzi na czaty na balkon. Wrastają więc na przemian w te balkony, zamierają na kilka sekund, potem kiwają się na piętach, przewieszają się przez balustrady, smutni ludzie na maleńkich balkonikach. I tak w kółko, aż do obiadu. Potem na ten obiad jedzą rosół, bo niedziela, już spokojna i cicha, bo umilkła kanonada werbli tłuczków do mięsa, już po sumie. Werble przed sumą niosą się echem po całym miasteczku – ze wschodu na zachód, z północy na południe. Miasteczko na chwilę ożywa, tonie w dobiegających zewsząd łup-stuk-łup! Łup. Stuk. Po-

18

magazyn lubelski (82) 2022

sp MAŁOMIASTECZKOWY

tem smutni ludzie jedzą schabowego, obitego w ten zamaszysty, coniedzielny takt na drewnianej desce. Wszyscy jedzą schabowego. Z mizerią, nowalijki już są na rynku. Po obiedzie wypijają oni tanie piwo, jedno albo dwa, obowiązkowo z puszki. Potem na złom się te puszki odda, można trochę zarobić. Leniwa, duszna niedziela, miasteczko gdzieś na rubieżach. Miasteczko kiedyś tętniło życiem. Park miał być i rozrywka, plac zabaw i klomby pełne purpurowych i białych róż. Nawet to wszystko było, ten park, trochę w nim betonu, ale co tam, drzewa przecież jakieś są, to co to komu przeszkadza. Nawet ta rozrywka była i te róże posadzili, białe i purpurowe. Tylko potem hajs się skończył i zapał się skończył. I nikt już o nic nie dba. Śmieci zalegają po kątach, pod wypieszczonymi kiedyś różami kłębowiska chwastów, perz ma się świetnie. Takie piękne były te róże, obsypane korą, a jakże, sadzone na włókninie. Teraz


foto Marcin Pietrusza

pleen Magdalena Zabłocka jest dyrektorem ds. programowych Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie. W pracy, będącej jej największą pasją, zaangażowana jest w działania na rzecz promocji rzemiosła. W książce „Rzemiosło w przestrzeni kulturowej” ze znawstwem i temperamentnie opowiada historie, legendy i mity tej gałęzi działania, poczynając od antyku. Prywatnie uwielbia literaturę luzofońską i iberoamerykańską, a najbardziej lubi „trupy”, czyli kryminały. Kocha swoje dwa psy i dwa koty.

Magdalena Zabłocka

foto James Sutton | Unsplash

i róże są smutne, rosną z przyzwyczajenia, zdziczałe, na przekór zdrowemu rozsądkowi. Puste butelki przy ławkach, które – o dziwo – ocalały, chociaż widać, że obowiązuje tu nowoczesny sposób siadania – na oparciu, trzymając stopy na siedzisku. Można i tak… Cóż, smutne miasteczko widocznie rządzi się swoimi prawami. Tu wszystko ma swój własny rytm i swój własny sens w codziennym bezsensie. Tu nie obowiązują reguły reszty świata, tu jest koniec świata. Leniwa, duszna niedziela, smutne, ciche miasteczko gdzieś na rubieżach. Takich miasteczek jest bez liku, to wcale nie odbiega od standardów. Ale obwodnica jest piękna i lśniąca, chociaż teraz jakoś trochę mniej. Wszyscy są bezpieczni. Staruszki na przejściach są bezpieczne. I dzieci są bezpieczne, jak któreś za piłką wyskoczy, i psy hasające są bezpieczne, i matki z wózkami pośrodku chodnika są

bezpieczne. Wszyscy są bezpieczni. Bo nikogo tu nie ma. Nie ma sunących staruszek, nie ma hasających psów i hałasujących dzieci, nie ma nawet dumnie uzurpujących sobie pierwszeństwo na chodniku wózkowych matek z dzieciakami, umorusanymi od taśmowych ciastek z podróbą czekolady. Czasem tylko na balkon wyjdzie jakiś smutny człowiek, spuszczony z czujnego spojrzenia żony, żeby w pośpiechu, przewieszony przez balustradę albo kiwając się na palcach, zapalić ukradkiem papierosa, bo potem rosół i schabowy lepiej smakują. Pastelowe, blade elewacje, zarośnięty park i smętne klomby róż. Białych i purpurowych. Leniwa, duszna niedziela, smutne miasteczko gdzieś na rubieżach. Przytłacza ta bezkresna cisza, szumu od obwodnicy nie słychać. Chmury wiszą nad miasteczkiem, może wreszcie lunie, uciekajmy stąd.

magazyn lubelski (82) 2022

19


felieton

EC Ł O P

Z

TW S Ń E

O

E N L A RM

O N A PAR

S

ski tkow plash a j i W s aciej lexe | Un M : t s A tek Lucian foto:

Lubię wiedzieć, dlaczego denerwuję się na tak wiele otaczających mnie zjawisk. Dlaczego po kilkunastu zaledwie minutach pięknego, słonecznego poranka osłabia mnie to, co widzę. Całkiem ostatnio wpadłem na choćby częściowe ślady odpowiedzi na pytania, które zasypują mnie z każdej strony i składają się na jedno, ogólne: dlaczego ludzie mają tak bardzo gdzieś innych ludzi? Pracuję w duecie ze sporo młodszym kolegą, historykiem z wykształcenia, a z wychowania – porządnym człowiekiem, o oczywistym systemie wartości. Spędzamy osiem godzin w nieustannym ruchu, napotykając setki, jeśli nie tysiące ludzi. Niby to nic wielkiego, ale ostatnio umożliwiło nam to dostrzeżenie niepokojącej prawidłowości. Zbliżając się samochodem do przejścia dla pieszych, zauważyliśmy zbliżającą się także do niego chodnikiem rowerzystkę. Przed przejściem dziewczyna zatrzymała się, zeszła z roweru i przeprowadziła go po pasach na drugą stronę ulicy. Brawo! Dokładnie tak, jak mówią przepisy. Niedaleko po trawniku buszował pies; na smyczy, w kagańcu, jak należy. W pewnej chwili zakręcił się, przykucnął i... wiadomo. Już kiedy piesek zaczął się nerwowo obracać, jego pan sięgnął do kieszeni i wyjął: foliową rękawicę jednorazową i torebkę. Ha, można! Dojechaliśmy do następnego skrzyżowania, a tu – czerwone. Grzecznie stanąłem za trzema już stojącymi samochodami, by po chwili skonstatować, że wszyscy trzej kierowcy, jak ja skręcający w lewo, mają włączone kierunkowskazy, sygnalizując swój zamiar. Rzadkość! Spojrzeliśmy na siebie z kolegą prawie równocześnie; przecież właśnie wychwalamy i dajemy aplauz czynnościom, które wyglądają dokładnie tak, jak powinny wyglądać! Patrzymy z uznaniem na wyjątkowość normalności! Po dłuższym namyśle, zaczyna to z lekka przerażać. Czy normalność i porządek przestają być normą? Czy postępujący

20

magazyn lubelski (82) 2022

Lubię w iedzieć zgodnie z zasadami życia w społeczeństwie to wyjątek? Czy to zjawisko charakterystyczne tylko dla nas, Polaków? Niestety, nie. Wydarzenia ostatnich miesięcy bardzo dobitnie to podkreślają. Bandycka agresja Rosji na Ukrainę to nic innego, jak właśnie kompletne lekceważenie zasad. Prawie cała reszta świata (znowu – „prawie”...) stara się trzymać porozumień, zasad międzynarodowego współżycia i podpisanych umów. Rosja – nie. Tu, z kolei, my Polacy od stuleci wiemy, że tak jest. Wiemy doskonale, że Rosji nie należy wierzyć w ani jedno słowo i że jeśli Rosja czegoś zechce, weźmie to sobie siłą. Polska do znudzenia to powtarzała na międzynarodowych forach, przestrzegając choćby przed paliwowym szantażem czy kłamstwami o „rutynowych ćwiczeniach”. Dobrze wychowani, zagraniczni decydenci, mający o Rosji takie pojęcie jak my o Wanuatu, postępowali według zasad i obudzili się z ręką w... mniejsza. Czy to znaczy, że powinni zmienić zasady i działać tak jak przeciwnik? Nie. Powinni pokazać, że system wartości, od tysiącleci przekazywany w kodeksach, przykazaniach (dowolnych wyznań) i pouczeniach rodziców, ma obowiązywać wszystkich. Jeśli ktoś uważa inaczej, niech żyje w izolacji. Oczywisty system wartości powinien być oczywistym dla wszystkich, ale to niestety mrzonka. Jeśli przyjmiemy do tego systemu: uczciwość, przestrzeganie reguł życia w społeczności, empatię, chęć pomocy drugiemu, to okaże się, że systemem zawartym w kodeksach, przykazaniach i zwyczajach zajmuje się ledwie część, a nie całość społeczności. I to właśnie boli i denerwuje. Maciej Wijatkowski – ur. w 1962 r. w Lublinie. Filolog angielski, publicysta lotniczy, autor wielu tekstów, w tym felietonów, reżyser i autor programów tv, aktor estradowy. Były członek „Bractwa Satyrycznego LOŻA 44”.


biz-njus Inicjatywa Trójmorza w cieniu konfliktu zbrojnego

Tegoroczny Samorządowy Kongres Trójmorza, który odbył się w dniach 6–7 czerwca, podjął tematy kluczowe dla współpracy regionów z obszaru Inicjatywy Trójmorza w obliczu konfliktu zbrojnego w Ukrainie. Na Kongres do Lubelskiego Centrum Konferencyjnego przyjechali przedstawiciele samorządów dwunastu państw członkowskich Inicjatywy Trójmorza oraz goście z Ukrainy. Pierwszy panel “Inicjatywa Trójmorza – Ukraina – Wyzwania Współpracy” przedstawiał konsekwencje agresji Rosji na Ukrainę dla funkcjonowania Inicjatywy oraz wyzwań dotyczących obecnej i przyszłej jej współpracy z Ukrainą. Pozostałe panele pierwszego dnia omawiały m.in. bezpieczeństwo energetyczne państw Inicjatywy Trójmorza w obliczu wojny w Ukrainie i budowę kapitału społecznego, kulturalnego i gospodarczego między Polską a Ukrainą. Drugi dzień Kongresu poświęcono m.in. kwestiom sytuacji na rynkach rolno-spożywczych po rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz biznesu i zdrowia regionu Trójmorza. Ponadto Minister Infrastruktury Andrzej Adamczyk oraz Minister Transportu i Komunikacji Republiki Bułgarii Nikołaj Sabev podpisali deklarację zakładającą współpracę na rzecz rozwoju Europejskich Korytarzy Transportowych „Bałtyk – Morze Czarne/Egejskie” i „Bałkany Zachodnie”. W tym roku Samorządowemu Kongresowi Trójmorza towarzyszyło Forum Gospodarcze poświęcone tematom cyfryzacji, gospodarki, nowoczesnej edukacji, branż targowo-wystawienniczych, rolnictwa i transformacji biznesu. (ann)

(Urząd Marszałkowski Województwa Województwa Lubelskiego w Lublinie)

Start-upy na start

15 czerwca br. nastąpiło uroczyste podpisanie porozumienia o współpracy między Gminą Lublin a Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Uniwersytetem Medycznym w Lublinie, Uniwersytetem Przyrodniczym w Lublinie, Politechniką Lubelską oraz Fundacją WeDo. W spotkaniu w ECOTECH-COMPLEX UMCS, integrującego lubelskie środowisko naukowe w zakresie badań stosowanych, udział wzięli: Prezydent Miasta Lublin – dr Krzysztof Żuk, Prorektor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej ds. Rozwoju i Współpracy z Gospodarką – prof. dr hab. Zbigniew Pastuszak, Prorektor Uniwersytetu Medycznego ds. Współpracy z Otoczeniem Społeczno-Gospodarczym – prof. dr hab. n. med. Jarosław Dudka, Prorektor Uniwersytetu Przyrodniczego ds. Rozwoju Uczelni – prof. dr hab. Adam Waśko, Prorektor Politechniki Lubelskiej ds. Ogólnych i Rozwoju – prof. dr hab. Dariusz Czerwiński, Prezes Zarządu Fundacji WeDo – Jeremi Zgierski. Celem nowej inicjatywy jest promocja potencjału gospodarczego i akademickiego miasta Lublin, budowanie ekosystemu startupowego oraz propagowanie kultury przedsiębiorczości i innowacyjności. Pierwszym efektem współpracy będzie uruchomienie międzyuczelnianego konkursu Lublin-up dla studenckich start-upów. (ann)

Nowoczesny eksponat muzealny

Centrum Pieniądza Narodowego Banku Polskiego w Warszawie od maja br. ma w swojej kolekcji nowy, ciekawy nabytek pochodzący z Lubelszczyzny. Jest nim podskórny implant płatniczy Walletmor, którego pomysłodawcą jest lublinianin Wojciech Paprota, założyciel firmy Walletmor. Implant umieszczono w gablocie wraz z opisem i zdjęciami, które wyjaśniają zasadę działania urządzenia. „Jest mi niezmiernie miło, że Centrum Pieniądza NBP zainteresowało się naszym implantem i postanowiło umieścić go w swoich zbiorach – mówi Wojciech Paprota. – Jestem przekonany, że wiele osób odwiedzających to nowoczesne muzeum, a zwłaszcza ci, którzy po raz pierwszy zetkną się z taką formą płatności, wyjdą z Centrum Pieniądza bogatsi o rzetelną wiedzę na temat implantów płatniczych. Gablota jest przygotowana bardzo merytorycznie a jednocześnie przystępnie, za co duże brawa dla zespołu muzeum”. Implant płatniczy Walletmor pojawił się w sprzedaży wiosną 2021 roku. Wykonany z biopolimeru implant umożliwia dokonywanie płatności wszędzie tam, gdzie wykorzystywana jest technologia NFC (Near Field Communication), czyli bezdotykowa metoda płatności. Co ciekawe, polskie rozwiązanie cieszy się dużą popularnością w Stanach Zjednoczonych, a także na rynkach blisko- i dalekowschodnich, czego efektem było m.in. zaproszenie Wojciecha Paproty jako prelegenta na lubelskie dni Expo 2022 w Dubaju. (ann)

(UMCS Lublin)

(Centrum Pieniądza NBP.)

magazyn lubelski (82) 2022

21


biznes

Ministerstwo Energii - wręczenie certyfikatów dla wyróżnionych Klastrów Energii. W imieniu wyróżnionych przemawia Krzysztof Szydłowski

U H O N O R O WA N I E

D OT YC H C Z A S O W YC H O S I ĄG N I Ę Ć, P L A N Y N A P R Z YS Z ŁO Ś Ć T E K S T K R Z Y S Z T O F S Z Y D Ł O W S K I | F O T O G R U PA S I S

Instytut Energetyki Odnawialnej właśnie przekazał GRUPIE SIS certyfikaty potwierdzające naszą pozycję na rynku PV w Polsce za 2021 rok, w trzech kategoriach. Zajęliśmy następujące miejsca: 5. pod względem dewelopmentu projektów fotowoltaicznych (dla projektów o mocy do 1 MW), 8. pod względem zainstalowanej mocy w instalacjach fotowoltaicznych powyżej 50 kW oraz 10. pod względem mocy sprzedawanych modułów fotowoltaicznych. Instytut Energetyki Odnawialnej to najbardziej prestiżowa i niezależna instytucja rynku OZE w Polsce, działająca od 20 lat. Co roku tworzy raporty rynków energetycznych, zwłaszcza rynku energetyki fotowoltaicznej, bada i ocenia jego rozwój, analizuje trendy, tworzy raporty i rankingi, prognozuje na przyszłość jego rozwój, tempo, ceny i wiele innych elementów. Otrzymane przez GRUPĘ SIS Certyfikaty za 2021 rok mobilizują do dalszego profesjonalnego zaangażowania w tworzenie Zielonej Energetyki i jeszcze lepszych wyników w przyszłości. Nasze plany na 2022 rok i następne lata obejmują zarówno dalszy rozwój zielonych mocy wytwórczych, jak i intensywny rozwój Klastra Energii, którego jesteśmy założycielem i liderem, a który otrzymał certyfikację Ministra Energii oraz wyróżnienie za stopień

22

magazyn lubelski (81) 2022

innowacyjności. To ogrom inwestycji i zadań, w związku z tym zamierzamy skorzystać m.in. z możliwości finansowania Klastrów i Społeczności Energetycznych z KPO, na co wstępnie przewidziane jest 97 mln euro. Środki mają być przeznaczane na ich wzmocnienie, funkcjonowanie, wszelką dokumentację potrzebną do gotowości inwestycyjnej, aby uzyskać finansowanie na inwestycje w następnych etapach; zarówno z KPO, jak i z perspektywy UE na lata 2021–27, Europejskiego Funduszu Modernizacji dla województw tzw. węglowych oraz krajowych z NFOŚiGW. Efektem tego będzie szybszy rozwój Włodawskiego Klastra Energii. Nasze obszary inwestycyjne to m.in. inwestycje w sieci dystrybucyjne, polegające na wymianie starych kabli i o niskiej przepustowości na nowe i grubsze – co da nowe możliwości włączenia nowych mocy PV i Wiatr po stronie zarówno Sn jak i WN, a także możliwość bezpośredniej sprzedaży zielonej energii odbiorcom. Ponadto inwestycje w inteligentne liczniki, magazyny energii, źródła wytwórcze energii i jej magazynowanie, wytwarzanie, magazynowanie i transport wodoru, stacje ładowania i zielony transport publiczny (elektryczny i wodorowy), w tym na jeziorach – przy współdziałaniu z PGE Dystrybucja SA w zakresie współdzielenia linii dystrybucyjnych.


Plany GRUPY SIS na następne 3 lata przewidują również współinwestowanie w moce wytwórcze OZE poza Klastrem wraz z infrastrukturą towarzyszącą (magazyny energii, wytwórnie wodoru), a także inwestycje w wiatr obok PV, czyli współdzielenia posiadanej mocy przyłączeniowej dla PV, a także budowę Farmy 30 MW PV z magazynem energii i wytwarzaniem oraz magazynowaniem wodoru w obrębie Klastra Energii. Całość planów zgłoszonych do Strategii Województwa Lubelskiego do 2030 roku przekraczają 400 mln zł. Plany Klastra są opracowane profesjonalnie, przy zaangażowaniu wielu specjalistycznych firm i instytucji branżowych, ponad 20 ekspertów i specjalistów z poszczególnych dziedzin i przy wsparciu i życzliwości decydentów na etapie ich realizacji i finansowania mogłyby przerodzić się w modelowe rozwiązanie do powielenia gotowych i sprawdzonych rozwiązań budowy bezpieczeństwa energetycznego w innych powiatach i wspólnotach w województwie i nie tylko. W Krajowym Planie Odbudowy, w ramach reformy B2.2. Poprawa warunków dla rozwoju odnawialnych źródeł energii w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, na zwiększenia efektywności przesyłu energii oraz stabilności sieci elektroenergetycznej planuje się wydać 300 mln euro, co przekłada się na inwestycje w 379 km sieci przesyłowych. Posłużą one do przyłączania nowych mocy OZE. Mamy nadzieję, że znaczna ich część zostanie przeznaczona na wsparcie niedoinwestowanych sieci w naszym województwie. KPO ma być też jednym z podstawowych źródeł finansowania inwestycji w wodór. Polska ma tu ambitne plany, ponieważ jako jeden z największych producentów wodoru w Europie, a nawet na świecie ma potencjał do wykorzystania wodoru w różnych sektorach, ale poza przemysłem rafineryjnym, nawozowym i petrochemicznym nie jest na to razie możliwe z powodu braku czystego wodoru. Zaplanowano więc wydanie 800 mln euro na dotacje dla sektora prywatnego na wytwarzanie, magazynowanie, przesył oraz wykorzystanie wodoru jako paliwa w transporcie, przemyśle, ciepłownictwie i energetyce zawodowej. Efektem mają być elektrolizery o mocy 320 MW oraz stacje tankowania, w tym bunkrowania wodoru. Chociaż teraz już są realizowane pojedyncze projekty, a przedsiębiorcy starają się o dotacje krajowe i unijne, to bez pieniędzy z KPO i innych z UE nie będzie możliwe osiągnięcie tu efektu skali. W komunikacie Komisji Europejskiej podkreślono, że wkład polskiego planu w zieloną transformację wynosi prawie 42,7 proc. planu, z alokacją 15,1 mld euro. W ramach KPO Warszawa poza zielonymi inwestycjami m.in. w sektor publiczny zobowiązała się, że do połowy 2026 r. łączna moc fotowoltaiki i

lądowych wiatraków sięgnie 23,5 GW. Do tego potrzebne jest poluzowanie przez rządzących tzw. zasady 10H (odległość od zabudowań z obecnych ok. 2 km do 500-800 m – odbywać się to będzie za zgodą gminy i mieszkańców), która to zasada blokuje od 6 lat inwestycje w farmy wiatrowe w Polsce, wbrew potrzebom i logice, i jest jedną z przyczyn obecnego stanu rzeczy na rynku energii w Polsce. Kolejne dobre decyzje w postaci wsparcia lub odblokowania możliwości rozwojowych na rynku PV, magazynów energii, wodoru, wspólnot energetycznych, w tym klastrów, bezpośredniej sprzedaży energii itd. będą warunkowały pomyślny rozwój odnawialnych źródeł energii, samowystarczalność energetyczną poszczególnych wspólnot i bezpieczeństwo energetyczne całego kraju, a także znaczne obniżenie cen nośników energii – co obecnie szczególnie jest ważne dla kraju, firm i obywateli. Miejmy nadzieję, że okres błędnych decyzji i szkodliwych działań mamy już za sobą.

 

 

 

  

      



        





GRUPA SIS ul. Długa 5 20-346 Lublin 815343200, k. 507 195 785 www.oze-invest.pl biznes@op.pl

magazyn lubelski (81) 2022

23


biznes

PRAKTYKA CZYNI MISTRZA tekst Anna Ignasiak foto Anna Ignasiak, Małgorzata Barnaś

Głównymi bohaterami tego artykułu są Natalia Kowalczyk i Paweł Skóra, uczniowie klasy III b i III d Branżowej Szkoły Rzemieślniczej I stopnia w Lublinie, kształcący się w zawodzie kucharz. Ich ostatnim, godnym pochwały, osiągnięciem był udział w konkursie Trophée Mille International we Francji (Szampania). O tym, dlaczego i jak się tam znaleźli oraz co przeżyli za chwilę, najpierw kilka słów o placówce, w której uczą się zawodu i która pozwala wykazać się w tak niecodzienny sposób. Do niedawna Branżowa Szkoła Rzemieślnicza I stopnia wchodziła w skład Zespołu Szkół Rzemiosła i Przedsiębiorczości im. Jana Kilińskiego w Lublinie, obok Rzemieślniczego Technikum Wielozawodo-

24

magazyn lubelski (82) 2022

wego. Od dwóch lat placówki działają niezależnie od siebie, choć nadal pod jednym adresem – przy ul. Chopina 28. Organem prowadzącym dla nich obu jest Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie. Historia całej szkoły ma swój początek w 1993 roku. Od tego momentu do 2018 roku dzisiejsza szkoła branżowa istniała pod nazwą Zasadnicza Szkoła Zawodowa nr 11 w Lublinie. Szkoła zajmowała jedynie kilka pomieszczeń i uczyła kilku zawodów: fryzjer, ciastkarz i mechanik pojazdów samochodowych. W ciągu niemal dwudziestu lat zmieniała swoje oblicze – strukturę i nazwę. Remontowano kolejne sale, wprowadzano nowe profesje. W 2020 roku wyodrębniła się Branżowa Szkoła Rzemieślnicza I stop-


nia i obecnie młodzież może kształcić się w ponad dwudziestu zawodach, m.in.: blacharz samochodowy, mechanik pojazdów samochodowych, lakiernik, monter zabudowy i robót wykończeniowych w budownictwie, monter sieci, instalacji i urządzeń sanitarnych, elektryk, stolarz, kucharz, piekarz, cukiernik, fryzjer, sprzedawca. Duża część młodzieży, głównie męskiej, jest teraz zainteresowana zawodami z branży budowlanej, w związku z czym w przyszłym roku oferta w tej dziedzinie zostanie uzupełniona o zawody: murarz-tynkarz i cieśla. – W większości lubelskich szkół zawodowych publicznych i niepublicznych zajęcia teoretyczne i praktyczne odbywają się w szkole – są sale lekcyjne i dodatkowo warsztaty. My jesteśmy jedną z nielicznych szkół na terenie Lublina, które mają dualny system kształcenia. Zajęcia teoretyczne odbywają się w szkole bądź na kursach zawodowych w Ośrodkach Doskonalenia Zawodowego, natomiast wszystkie zajęcia praktyczne – w prawdziwych miejscach pracy, czyli restauracjach, hotelach, piekarniach, cukierniach, zakładach fryzjerskich, zakładach mechanicznych itd., które funkcjonują na co dzień. Pracodawcy to mistrzowie w swoich zawodach, zrzeszeni w cechach rzemieślniczych. Dodatkowo w przypadku dwóch zawodów: kucharz i fryzjer, uczniowie mają również zajęcia warsztatowe w dwóch pracowniach w szkole – wyjaśniła Dyrektor Monika Burlewicz. W związku z praktykami pomiędzy pracodawcą a uczniem, jako pracownikiem młodocianym, zawierana jest umowa indywidualna, którą podpisują również jego rodzice lub prawni opiekunowie. Na jej podstawie uczeń dostaje wynagrodzenie. Przepracowany czas wlicza się do stażu pracy, a zatem

do emerytury. Jest to ważny atut dojrzałości. Pracodawcy uczą młodzież samodyscypliny, rzetelności i odpowiedzialności. Młodzi ludzie poznają zasady funkcjonowania miejsca pracy, budowania relacji w zespole, dowiadują się, czego może od nich wymagać szef. Stopniowo nabywają cech pracownika. Dzięki takiemu systemowi kształcenia uczniowie po ukończeniu szkoły, z marszu, bez oporu i lęku wkraczają na rynek pracy. Mogą też kształcić się dalej – w szkole branżowej II stopnia, na kursach zawodowych, a także w liceum ogólnokształcącym dla dorosłych.

Poznajmy bliżej Natalię i Pawła

Dla niektórych młodych ludzi wybrany zawód okazuje się pasją – tacy uczniowie biorą udział w konkursach, np. lokalnych, ogólnopolskich, a nawet, jak okazało się ostatnio, międzynarodowych. Natalia Kowalczyk i Paweł Skóra, kształcący się na kucharzy, wystąpili w konkursie Trophée Mille International we Francji. Byli nie tylko jedynym zespołem reprezentującym województwo lubelskie, ale też jako jedyni reprezentowali Polskę. Uczestników konkursu wytypowała nauczycielka Małgorzata Barnaś, która prowadzi ich od początku nauki i jest główną nauczycielką w zakresie przedmiotów gastronomicznych w szkole. Podejmując decyzję, brała pod uwagę zaangażowanie w przedmioty zawodowe, pasję do gotowania oraz ocenę z praktyk zawodowych. Natalia Kowalczyk od zawsze kochała gotować. Mieszka z babcią i mamą, i to im zawdzięcza pod-

magazyn lubelski (82) 2022

25


rzem, ale mój dziadek bardzo dobrze gotuje. Zdecydowałem się na naukę tego zawodu, ponieważ te umiejętności przydadzą mi się zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym – zaznaczył młody adept sztuki kulinarnej. Jak powiedziała nam Małgorzata Barnaś, Natalia jest dobrym przykładem przysłowiowego rozwinięcia skrzydeł. Stało się to po tym, gdy wzięła udział w pierwszym konkursie. To obudziło w niej apetyt na więcej. Nauczycielka doceniła to i jako nagrodę za włożony trud nominowała ją do stypendium Marszałka Województwa Lubelskiego. Natomiast o wyborze Pawła do udziału w konkursie we Francji zdecydowało to, że posiada tak istotne cechy charakteru, jak spokój i konsekwencja. Jest zaangażowany w naukę zawodu i rzetelnie wykonuje powierzone zadania. Razem odbywają praktyki, a to również jest ważne przy budowaniu zespołu.

Kucharze do dzieła

Od lewej: Natalia Kowalczyk, Paweł Skóra oraz Małgorzata Barnaś - nauczycielka Branżowej Szkoły Rzemieślniczej I stopnia W Lublinie stawową wiedzę o gastronomii. Gdy stanęła przed wyborem zawodu, zdecydowała się na kucharza, ponieważ chciała sprawdzić, czy odnajdzie się w tej profesji. Z czasem okazało się, że była to jedna z lepszych decyzji w jej życiu. – Praca wykonana własnymi rękoma daje przede wszystkim satysfakcję i dumę. Satysfakcję dlatego, że w gotowanie wkładam zawsze całe serce i przedstawiając danie, niejako przedstawiam siebie. To, co przygotowuję, jest zawsze dokładnie zaplanowane, dzięki czemu wyraża to, co czuję. Natomiast powód do dumy daje mi fakt, że ktoś może spróbować mojego dania i może mu posmakować – powiedziała Natalia. Natalia Kowalczyk zdobyła 2. miejsce w etapie okręgowym „Turnieju na Najlepszego Ucznia w Zawodzie Kucharza” w Radomiu w lutym 2022 roku podczas Ogólnopolskiego „Turnieju na Najlepszego Ucznia w Zawodzie Kucharza”. Natomiast w kwietniu 2022 roku, już w finale tego turnieju, zdobyła 6. miejsce na 12 uczestników i jako laureatka jest zwolniona z części teoretycznej egzaminu. Paweł Skóra zamiłowanie do gotowania również wyniósł z domu. – Co prawda u mnie w rodzinie nikt nie był kucha-

26

magazyn lubelski (82) 2022

Konkurs organizowany jest przez szefa kuchni Philippe Mille, którego restauracja zdobyła już dwie gwiazdki Michelin. Propozycja udziału w nim przyszła w 2020 roku z Regionu Grand Este, którego Dział Współpracy z Zagranicą współpracuje z Urzędem Marszałkowskim w Lublinie. Urząd kontaktował się ze szkołami na terenie województwa lubelskiego, proponując udział w tym konkursie w ramach programu „Lubelskie. Smakuj Życie!”. Małgorzata Barnaś uznała, że jest to wspaniała okazja do sprawdzenia się dla jej uczniów i podjęła wyzwanie. Jednak pandemia pokrzyżowała organizatorom plany. Konkurs był kilkukrotnie przekładany. Kolejna edycja odbyła się w tym roku 27 marca i szczęśliwie udało się wziąć w niej udział. Oboje uczniowie są wdzięczni swojej nauczycielce za determinację i skuteczne motywowanie ich do działania, a także dyrektor za to, że zgodziła się na wyjazd uczniów tak daleko. Przed wyjazdem do Francji nasz zespół, Natalię i Pawła, czekał kilkutygodniowy okres ćwiczeń wykonania dania głównego i deseru, przewidzianych przez regulamin konkursu, by na miejscu jak najlepiej sprostać zadaniu. Najpierw oczywiście musiała powstać koncepcja, a jedną z wytycznych były zasadnicze składniki. Danie główne musiało zawierać pstrąga i brunatne pieczarki, natomiast deser – mąkę gryczaną (bukową) oraz – z racji tego, że konkurs odbywał się w regionie Szampanii – szampana. Był to rodzaj promocji francuskich produktów regionalnych, które na miejscu zapewniał organizator konkursu. Według niepisanych zasad w gastronomii elementami dania głównego musiały być dwa dodatki główne, z których jednym obowiązkowo – warzywa oraz sos. Pozostałe składniki, które należało przywieźć ze sobą, można było dobrać dowolnie. Tutaj była okazja, by pochwalić się naszymi lokalnymi specjałami – serem kozim z Zagrody Amaltei spod


Piask, śmietankowym serem białym z Piask oraz konfiturą z płatków róży z Końskowoli. W przygotowaniach do konkursu, obok Małgorzaty Barnaś, duży udział miał Piotr Huszcz, który niegdyś był szefem kuchni znanych lubelskich restauracji, m.in. Restauracji Piano czy Restauracji w Hotelu Lwów. Służył swoim bogatym doświadczeniem, radą i pomocą na każdym etapie przygotowań. Daniami konkursowymi zaproponowanymi przez lubelską drużynę były: Pstrąg z duxelle z pieczarek, sosem z trybuli, krokietem ziemniaczanym i sałatką ze szparagów zielonych z szynką parmeńską i własnoręcznie robionym majonezem, natomiast jako deser – sernik z koziego sera na kruszonce z mąki gryczanej i karmelizowanych migdałów, czekoladową gałązką oraz sosem z truskawek i szampana w towarzystwie opalanej bezy. – Dania konkursowe muszą być małymi dziełami sztuki, grą różnych smaków i tekstur – coś musi się rozpływać w ustach, a coś innego chrupać, jeden składnik musi być świeży i delikatny, a inny po obróbce termicznej, ale nadal soczysty i wyrazisty w smaku. Danie powinno dostarczać konsumentowi całej palety doznań i być przykładem na oryginalne łączenia smaków. W

konkursie kulinarnym liczy się po pierwsze smak, a po drugie innowacyjność. Aby móc pokazać danie szerszej publiczności, musi być ono idealnie skomponowane. Należy wspomnieć, że obecnie głównym trendem w kuchni światowej, również polskiej, jest wykorzystywanie regionalnych, oryginalnych produktów, które są zdrowe oraz zaskakują smakiem. Ważna jest też sezonowość. Kuchnia wraca do korzeni. W trendach jest kuchnia molekularna, której substancje mają m.in. właściwości zagęszczające i utrzymujące strukturę, jak np. guma ksantanowa (E415) – wyjaśnia Małgorzata Barnaś. Przygotowując się do konkursu, Natalia i Paweł gotowali również pod okiem Pawła Gałeckiego, szefa kuchni w Bombardino Botanik w Lublinie, oraz w miejscu swoich praktyk, czyli w kuchni Hotelu Mercure pod okiem szefa kuchni Bartosza Buczyńskiego.

Sprawdzian we Francji

W konkursie brało udział siedem zespołów. Każdy zespół przyjechał ze swoim trenerem, który mógł być obok, doradzać, jednak bez czynnego

magazyn lubelski (82) 2022

27


Po prawej: Monika Burlewicz - Dyrektor Branżowej Szkoły Rzemieślniczej I stopnia w Lublinie

udziału. Na miejscu należało być już o 7.00 rano, by przygotować stoisko, sprawdzić, czy są wszystkie produkty i czy sprzęt działa. Zespoły występowały z dziesięciominutowymi przerwami. Należało przygotować po sześć talerzy dania głównego i deseru. Danie główne musiało zostać wydane po upływie trzech godzin, natomiast po kolejnych trzydziestu minutach – deser. Jeżeli wydanie dania nastąpiłoby wcześniej lub później niż wyznaczono, przewidziane były punkty karne. Oprócz Jury, obecnych było jeszcze ok. 150 gości. Polski zespół występował jako pierwszy. Dowiedzieli się o tym dopiero na miejscu, stąd stres był nieco większy. Naprzeciwko boksu naszej ekipy był japoński. Drużyny dzieliły ze sobą piec konwekcyjny, zlew i lodówkę, pozostałe urządzenia zespoły miały oddzielne. Organizator zapewnił większy sprzęt kuchenny, natomiast należało wziąć ze sobą wszystkie produkty z własnego kraju, z uwagi na to, że uczestnicy wiedzieli już, jak zachowuje się dany produkt, a także garnki i drobny sprzęt gastronomiczny. Warto wspomnieć, że prawdziwy kucharz zawsze korzysta ze swoich własnych noży, więc również one przyjechały z ekipą do Francji. W zachowaniu spokoju podczas pracy Natalii i Pawłowi pomogło m.in. to, że ze stresem oswajają się podczas praktyk – ich zadaniem w Hotelu Mercure bywa np. wydanie 60 obiadów w tym samym czasie. Ponadto Natalia miała już za sobą doświadczenie współzawodnictwa w konkursach w kraju. To ona kierowała pracą w zespole, natomiast Paweł, zachowując zimną

28

magazyn lubelski (82) 2022

krew, skutecznie działał tam, gdzie akurat była największa potrzeba – przygotowując poszczególne elementy składowe dania lub usuwając drobne awarie sprzętu. – Bardzo ważna była praca zespołowa i podział ról. Natalia przygotowywała danie główne, a Paweł deser. Danie główne, choć zaplanowane i przećwiczone wiele razy, nie było łatwe do wykonania. Trzeba było wyfiletować pstrąga, ugotować szparagi, ziemniaki do krokietów, które należało następnie uformować i obsmażyć. Paweł zaczął swoją pracę od zrobienia sernika z sera koziego, sera śmietankowego i białej czekolady. Następnie przygotowywał elementy, które mogły dłużej poleżeć, jak gałązki z czekolady czy kruszonka z mąki gryczanej i migdałów. Następnym krokiem było przygotowanie piany z truskawek i szampana. Przy jej wykonaniu do truskawek zmiksowanych z cukrem, konfitury z róży i szampana dodany został gram gumy ksantanowej, czyli substancji molekularnej – naturalnej gumy roślinnej z grupy wielocukrów. Wszystko to umieszczone zostało w syfonie z nabojem. Guma ksantanowa stosowana jest jako dodatek zagęszczający, emulgujący i utrwalający do emulsji oraz pianek, jednocześnie zapewniająca im jednolitą konsystencję. Gdy Paweł dostrzegał, że Natalii potrzebna jest pomoc, włączał się do działania przy daniu głównym. Miał przy nim też swoją ustaloną rolę. Do niego należało przygotowanie krokietów z fioletowych ziemniaków. Natalia przygotowywała duxelle z pieczarek, sos z trybuli i sałatkę ze szparagów zielonych z szynką parmeńską. Własnoręcznie ucierała też majonez, a na koniec usmażyła na


patelni filety z pstrąga. Pomimo stresu nasza ekipa starała się spokojnie i konsekwentnie wykonywać zaplanowane działania. Po trzech godzinach wydaliśmy sześć talerzy dania głównego. Przez następne pół godziny Natalia z kolei pomagała Pawłowi wydać deser – opisuje Małgorzata Barnaś. Jako trener Małgorzata Barnaś pilnowała m.in. czasu i jeśli widziała pewne opóźnienie, przypominała o tym, że trzeba już np. zacząć przygotowywać następny produkt. Natalia i Paweł nie napotkali większych przeszkód, wykonując zadania. Trzy godziny minęły bardzo szybko. Dostosowanie czynności potrzebnych do przygotowania dań do czasu, jakim dysponowali, również mieli przećwiczone – wydali deser w ciągu ostatnich trzech minut.

Smacznego dla Jury

Pięć talerzy było wydawanych Jury do degustacji, jeden talerz był przeznaczony jedynie do fotografowania. Jury liczyło 15 osób, głownie z Francji. Polskę reprezentował Przemysław Klima – właściciel Restauracji Bottiglieria 1881 w Krakowie, która ma gwiazdkę Michelin, oraz Jacek Krawczyk – Prezes Zarządu Bocuse d’Or Poland. Oceniano m.in. smak, różnorodność tekstur, kompozycję elementów składowych, właściwe wykorzystanie produktów regionalnych z danego kraju – również zgodnie z zasadą „zero waste”, a także estetykę i odpowiednią wielkość porcji. Jury zwracała też uwagę na dobrą komunikację i atmosferę w zespole. To właśnie, jak się później okazało, zostało w polskim zespole dostrzeżone i docenione. Wrażenie zrobiło też filetowanie całej ryby na miejscu, własnoręcznie robiony majonez oraz dobór składników obydwu sosów. Polski zespół podkreślił smak jednego z sosów trybulą, a pieczarek koniakiem. Juror techniczny, który podchodził do stanowisk w czasie pracy i próbował dań, bardzo pochwalił polski zespół za smak, ale zwrócił uwagę, że muszą bardziej doprawiać sosy, zwłaszcza że występują jako pierwsi, więc powinni postarać się, by zostać zapamiętani. Zarówno po wydaniu dania głównego, jak i deseru opiekun danej grupy, w naszym przypadku Małgorzata Barnaś, musiał podejść do komisji i w języku angielskim opowiedzieć o daniu. A na koniec współzawodnictwa... sprzątanie stanowiska pracy, tak jak to jest w każdej porządnej kuchni. Przed ogłoszeniem wyników podczas uroczystej gali uczestnicy konkursu mieli chwilę wytchnienia – wycieczkę po Reims. Polska ekipa otrzymała wyróżnienie za najlepszą pracę zespołową, tzw. „Team Spirit”. Konkurs wygrał zespół z Japonii. Po ogłoszeniu wyników do polskiego zespołu podszedł Przemysław Klima i skomentował jego działania – powiedział, co zrobili dobrze, co powinni byli zrobić inaczej, zwrócił uwagę, że trzeba popracować nad estetyką dania, uważać na porcje, które były nieco za duże, zwrócił też uwagę, że krokiety nie są już w trendach kulinarnych, modne są

inne formy. Pochwalił pomysłowość, grę smaków i wydanie dań na czas. Wyraził też uznanie, podobnie jak inne osoby, z którymi polski zespół miał okazję rozmawiać, że odważyli się wziąć udział w tym konkursie, nie mając do tej pory doświadczenia w międzynarodowej rywalizacji. Nagrodą z jego strony dla Natalii i Pawła okazał się weekendowy staż w jego restauracji – Restauracji Bottiglieria1881 w Krakowie. Cała trójka z Polski otrzymała oprócz dyplomów i słodkich upominków kitel z podpisami wszystkich członków Jury, który Małgorzata Barnaś zamierza oprawić w antyramę i ozdobić nim pracownię gastronomiczną w szkole. Młodym kucharzom oraz ich opiekunom gratulujemy osiągnięcia.

Ze świadectwem w ręku

Ukończenie szkoły branżowej najczęściej nie oznacza skończenia ścieżki edukacyjnej przez młodych ludzi. Nierzadko kontynuują edukację lub, już w miejscach pracy, zdobywają węższe specjalizacje. - Staramy się robić corocznie badania, by dowiedzieć się, jak nasi absolwenci układają sobie życie zawodowe. Okazuje się, że w większości przypadków dwutorowo: młodzież pracuje, jednocześnie kształcąc się dalej. Absolwenci naszej szkoły często też zakładają własne firmy, stają się pracodawcami i to oni z kolei przyjmują następne pokolenie naszych uczniów na zajęcia praktyczne. Ważne jest zainteresowanie daną dziedziną, to, czy młody człowiek wiąże z danym zawodem swoją przyszłość i wyobraża sobie siebie za 5–6 lat przy jego wykonywaniu – zaznacza Dyrektor Monika Burlewicz. Natalia Kowalczyk zamierza dalej się kształcić w zawodzie kucharza. Pod koniec maja dyrektor Monika Burlewicz złożyła wniosek o przyznanie uczennicy wyróżnienia w ramach „Programu wspierania na terenie Lublina edukacji uzdolnionych dzieci i młodzieży”, którego celem jest promowanie uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych z terenu Lublina, osiągających w różnych sferach edukacji rezultaty wykraczające poza wymagania szkolne. W bieżącym roku szkolnym Natalia spełniła wszystkie wymagane kryteria i otrzymała stypendium Prezydenta Miasta Lublin. Drugi z naszych bohaterów, Paweł Skóra, od razu po ukończeniu szkoły chce iść do pracy i już w praktyce zdobywać kolejne umiejętności i doświadczenie. Na zakończenie nauki otrzymają zresztą nie tylko świadectwo, ich dorobkiem jest również udział w konkursach, o czym będą mogli z satysfakcją napisać w swoich CV. W najbliższej przyszłości czeka ich jeszcze staż w restauracji Przemysława Klimy Bottiglieria1881 w lipcu tego roku. Będzie to świetna okazja, by popracować w kuchni zorganizowanej na bardzo wysokim poziomie, z wyjątkowymi profesjonalistami. Nasi młodzi kucharze dużo już osiągnęli, lecz muszą się jeszcze wiele nauczyć. Tak naprawdę jednak dobry kucharz nigdy nie zaprzestaje nauki. Dla prawdziwych pasjonatów

magazyn lubelski (82) 2022

29


Elektryczny koń z prerii

Mustang Mach-E tekst Piotr Nowacki foto Anna Ignasiak, Ford Polska

Kiedy w latach 60. ubiegłego wieku firma Ford tworzyła nowy model samochodu Mustanga, nikt nie myślał o ochronie środowiska, niskim zużyciu paliwa. Patrzono na osiągi techniczne – prędkość, moc silnika, przyśpieszenie, czyli parametry, które pozwalały wyprzedzić konkurencję. Ford, dzięki swojemu flagowemu modelowi, bez wątpienia osiągnął ten cel, produkując Mustanga na przestrzeni pięćdziesięciu lat aż w sześciu generacjach. W latach 70. XX wieku kryzys naftowy, wywołany przez embargo nałożone przez OPEC na USA i kraje Europy Zachodniej, zmusił producentów do zaprzestania produkcji silników o dużej pojemności skokowej na rzecz silników mniej wysilonych, konsumujących mniejsze ilości paliwa. I tak z dekady na dekadę, poprzez kolejne kryzysy, obecnie klimatyczny, producenci samochodów zmienili swoje nastawienie w zakresie systemów napędowych, wybierając napędy elektryczne. W tej sytuacji Ford, nie chcąc rezygnować ze swego kultowego modelu, zmienił go, całkowicie rezygnując z dotychczasowego typu nadwozia na rzecz popularnego SUV-a. Nowy model, Mustang Mach-E, bez wątpienia nie stracił nic na swej stylistyce, dalej wyróżnia się na tle pozostałych uczestników ruchu drogowego i wzbudza zainteresowanie przechodniów.

30

magazyn lubelski (82) 2022

Przekazany nam do jazdy testowej Mustang to wersja AWD wyposażona w dwa silniki elektryczne o łącznej mocy 351 KM i momencie obrotowym 580 Nm. Napęd robi wrażenie. Auto, które waży prawie 2,2 tony, przyspiesza od 0 do100 km/h w 5,8 s. Baterie o pojemności 98 KWh dają zasięg 540 km, jak deklaruje producent. Dynamiczna sylwetka Mustanga zachęca do zajęcia miejsca za kierownicą. Drzwi otwiera się za pomocą niewielkiego przycisku znajdującego się na ramie drzwiowej, który podświetla się, gdy podchodzimy z kluczykiem elektronicznym. Otworzyć samochód i uruchomić go można również przy pomocy naszego telefonu. Dzięki optymalnemu rozmieszczeniu dwóch silników i baterii kabina imponuje przestronnością. Duży 15,5-calowy wyświetlacz umieszczony pośrodku deski rozdzielczej i 10,2-calowy wyświetlacz za kierownicą robią wrażenie. Podobnie jak u przeważającej liczby wytwarzanych obecnie aut, i w tym również większość czynności związanych ze sterowaniem samochodem wykonujemy na centralnym ekranie dotykowym. Nie jest łatwo się do tego przyzwyczaić, uważam, że działania związane z obsługą klimatyzacji i głośności powinny zostać w postaci sterowników manualnych. Zapobiega to


odrywaniu wzroku od drogi w czasie prowadzenia samochodu. Sprzęt audio zamontowany na pokładzie Mustanga to 9 głośników i subwoofer, dostarczony przez kultową firmę Bang & Olufsen, jest też duże pokrętło do regulacji głośności, co razem zapewnia bardzo miły odsłuch w czasie podróży, dostarczając dodatkowej frajdy z jazdy tym cichym autem. Możliwościami załadunkowymi bagażu Mustang też nie musi się wstydzić, oferując 402-litrowy tylny bagażnik oraz 81-litrowy pod przednią maską. Jeżeli chodzi o właściwości jezdne, Mustang prowadzi się perfekcyjnie. Jest przewidywalny w zakrętach, a dobrze dobrane zawieszenie nie powoduje, że „chyboczemy” się w kabinie, jak to bywa w innych SUV-ach. Tu sportowy charakter Mustanga został zachowany. Deklarowany zasięg 540 km jest dość zadowalający jak na auto o tym napędzie. Musimy jednak pamiętać, że w elektryku, odwrotnie niż w autach z napędem spalino-

wym, zużyjemy więcej energii w trasie niż w ruchu miejskim. W ruchu miejskim możemy odzyskać nawet do 10% zużytej energii poprzez wykorzystanie ustawienia aktywnego pedału przyspieszenia. Przy włączonej tej funkcji możemy poruszać się, praktycznie zapominając o hamulcu. Podsumowując nasze spotkanie z Mustangiem, należy pokusić się o refleksję. Zmieniający się typ napędu obecnych aut wymagać będzie przede wszystkim od nas, kierowców, zmian w sposobie poruszania się nimi. Musimy nauczyć się nowego sposobu operowania przyśpieszeniem, hamowaniem, ale przede wszystkim inaczej planować podróż. Przygoda z Ikoną w nowoczesnym wydaniu, Fordem Mustangiem Mach-E, była jedną z przyjemniejszych w moim dziesięcioletnim okresie testowania aut różnych marek i modeli. Na pytanie, czy warto wybrać ten model, bez wątpienia odpowiem – tak.

magazyn lubelski (82) 2022

31


turystyka

EKOLOGICZNA

ŚCIEŻKA TURYSTYCZNA

W GMINIE WÓLKA TEKST REFERAT PROMOCJI URZĘDU GMINY WÓLKA FOTO URZĄD GMINY WÓLKA

Gmina Wólka to urokliwe miejsce w województwie lubelskim, położone nad rzeką Bystrzycą, w bezpośrednim sąsiedztwie dużych miast: Lublina, Świdnika i Łęcznej oraz gmin: Mełgiew, Spiczyn i Niemce. Posiada wiele walorów przyrodniczych, krajobrazowych i kulturowych, a w każdym jej zakątku można znaleźć ciekawe i niepowtarzalne miejsca, malownicze krajobrazy, a także piękne za-

32

magazyn lubelski (82) 2022

bytki, które choć na chwilę przeniosą nas w przeszłość. Ekologiczna ścieżka turystyczna o długości ponad 10 km rozpoczyna się na granicy z Lublinem, w Jakubowicach Murowanych, przebiegając następnie przez Łysaków, Turkę, Sobianowice oraz Bystrzycę i kończąc swoją trasę w miejscowości Charlęż na granicy z gminą Spiczyn.


Ścieżka w dużej części przebiega po starych kanałach melioracyjnych, przez kładkę na rzece Bystrzyca, tereny łąk i pastwisk w obszarze Natura 2000 i most na rzece Bystrzyca. W Łysakowie, na szczycie stromej skarpy nad doliną Bystrzycy, zlokalizowana jest dziesięciometrowa wieża widokowa, na której zamontowano lunetę, dzięki której turyści mogą zachwycać się piękną panoramą rozciągającej się poniżej doliny Bystrzycy. Wstęp na wieżę widokową jest bezpłatny, a obiekt dla zwiedzających dostępny jest przez cały tydzień. Dla turystów przygotowano również sprzęt do ćwiczeń i stoliki z ławeczkami, które sprzyjają odpoczynkowi na świeżym powietrzu. W obrębie gminy Wólka mieści się obszar Natura 2000 Bystrzyca Jakubowicka obejmujący miejscowości Łysaków, Turka, Sobianowice i Bystrzyca. Ekologiczna ścieżka turystyczna przebiega przez teren, który był wcześniej niedostępny dla zwiedzających. Obszar Natura 2000 to powierzchnia ponad 450 ha, położona na Wyżynie Lubelskiej, obejmująca fragment doliny rzeki Bystrzycy (lewy dopływ Wieprza) wraz z ujściowym odcinkiem doliny rzeki Ciemięgi oraz stoki obu dolin. W obszarze ostoi tworzy dosyć szeroką dolinę wysłaną cienkimi pokładami torfów ograniczoną stromymi skarpami. Na północy występują utwory lessowe, na południu margle kredowe. W lessie powstały głębokie wąwozy. Lewobrzeżne zbocza Bystrzycy i Ciemięgi porośnięte są murawami kserotermicznymi. Tereny, przez które przebiega ścieżka, są bardzo piękne, a miejscami swoją urodą nie ustępują tym położonym w najbardziej malowniczych częściach naszego regionu. Niewątpliwie duże wrażenie na turystach robi meandrująca rzeka Bystrzyca ze starorzeczami, wyjątkowo czysta rzeka Ciemięga, zaliczana przez wędkarzy do krainy pstrąga i lipienia, podmokłe łąki z różnorodną roślinnością, bogactwem ptaków i motyli oraz strome skarpy porośnięte ciepłolubną roślinnością stepową. Warto dodać, że znajdziemy tu rzadkie i chronione gatunki roślin, m.in. zagrożone wyginięciem, takie jak starodub łąkowy, goździk pyszny, miłek wiosenny i kosaciec bezlistny. O bogactwie nadrzecznych łąk stanowią, ważne w skali regionu, populacje rzadkich motyli (czerwończyk fioletek, czerwończyk nieparek, modraszek nausitous, modraszek telejus). W ostoi występują również cenne gatunki ptaków (zagrożony wyginięciem derkacz, czajka i dudek), ssaków wodnych (bóbr, wydra), płazów (rzadki kumak nizinny) i ryb (piskorz).

Ponadto w bliskiej lokalizacji ścieżki podziwiać można obiekty zabytkowe, takie jak dwór obronny oraz młyn gospodarczy w Jakubowicach Murowanych, ruiny młyna wodnego w Turce, późnobarokowy kościół oraz zespół dworsko-parkowy w Bystrzycy, dwór w Sobianowicach oraz liczne przydrożne kapliczki. Na trasie ścieżki zlokalizowane są również miejsca odpoczynku dla turystów oraz przystań kajakowa na rzece Bystrzyca w Sobianowicach. – Inwestycja w postaci ścieżki ekologiczno-turystycznej mogła zostać zrealizowana dzięki środkom zewnętrznym pozyskanym przez gminę Wólka z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego. W ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych mogliśmy uzyskać 85% dofinansowania, a pozostałe 15% to wkład własny z budżetu gminy i te pieniądze, moim zdaniem, zostały spożytkowane w sposób właściwy. Staramy się, aby nasza gmina była miejscem atrakcyjnym dla wszystkich, zarówno dla tych, którzy chcą tutaj zamieszkać, prowadzić działalność gospodarczą, jak również tych, którzy chcą nas odwiedzić wyłącznie w celach odpoczynku i rekreacji. Życzymy wszystkim korzystającym z naszej ścieżki wielu niezapomnianych wrażeń na szlaku rowerowej bądź pieszej wędrówki. Niech piękno krajobrazu, szum rzek, widok dzikiej przyrody i trzepot ptasich skrzydeł będą odpoczynkiem i odskocznią od codziennego zgiełku – Wójt Gminy Wólka Edwin Gortat. Ekologiczna ścieżka turystyczna powstała w ramach projektu „Zielony LOF”, Działania 7.4 Ochrona bioróżnorodności dla Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego, Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 20142020. Projekt jest przedsięwzięciem gmin partnerskich Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego (LOF) (Lubartów, Świdnik, Niemce, Spiczyn, Wólka) tworzących porozumienie w ramach wspólnej realizacji zadania, którego celem głównym jest poprawa jakości terenów zielonych LOF oraz wzmocnienie mechanizmów ochrony różnorodności biologicznej i krajobrazowej w regionie, a także przeciwdziałanie czynnikom powodującym spadek powierzchni obszarów cennych przyrodniczo. Wartość inwestycji zrealizowanej na terenie gminy Wólka to kwota 4 472 779,00 zł, z czego 3 801 862,15 zł to kwota pozyskanego dofinansowania ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

magazyn lubelski (82) 2022

33


natura

Tu słońce świeci ponad 300 dni w roku!

samolotem z Lublina

DO ANTALYI Antalya jest uznawana za jedną z najatrakcyjniejszych miejscowości turystycznych na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Z jednej strony jest to miasto pełne zabytkowej architektury, klimatycznych brukowanych uliczek, drewnianych domów i lokalnych sklepików. Z drugiej, znajdziecie tu nowoczesne hotele, przepiękne plaże i egzotyczne ogrody. To miasto jest prawdziwym rajem dla urlopowiczów w każdym wieku! Niewątpliwie Antalya to jedna z najciekawszych destynacji Riwiery Tureckiej. Miasto od strony lądu otoczone jest zielonym, porośniętym głównie sosną piniową i gajami oliwnymi przedgórzem Taurusu. W bezchmurny dzień warto wybrać się kolejką linową na znajdujące się tuż za granicami Antalyi wzgórze. Roztacza się stąd niesamowity widok na całą metropolię. Miasto może pochwalić się dużą ilością dobrze zachowanych starożytnych pozostałości. Spacer po zabytkowym centrum pozwala na odkrycie śladów historii z wielu okresów – począwszy od epoki hellenistycznej, przez rzymską, bizantyńską, osmańską, aż do współcze-

34

magazyn lubelski (82) 2022

sności. Zwiedzanie warto rozpocząć od jednej z najbardziej charakterystycznych budowli w mieście. Brama Hadriana została zbudowana w 130 r. na cześć rzymskiego cesarza. Najstarszą częścią miasta jest położona nad zabytkowym portem dzielnica Kaleiçi. Jest to obszar położony w samym centrum Antalyi, otoczony murami i sąsiadujący z morzem. Na terenie Kaleiçi znajdują się najważniejsze zabytki – malowniczo usytuowana na szczycie klifu wieża Hıdırlık, jeden z najstarszych islamskich obiektów w mieście – minaret Yivli zwany również Żłobkowanym. Tu tutaj podziwiać można również osmańskie domy, spośród których wiele pełni współcześnie funkcję unikatowych hoteli butikowych, pensjonatów oraz restauracji i sklepów. Warto wybrać się tu o poranku, żeby w ciszy delektować się turecką herbatą. Przyjemnie jest się zgubić w jednym z zaułków i podglądać miejskie życie tego tureckiego miasta. Jest to też doskonałe miejsce na zrobienie zakupów. Uliczki pełne są tutaj kolorowych tkanin i tureckich wyrobów. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie


Loty z lotniska w Świdniku do Antalyi będą realizowane trzy razy w tygodniu: w środy (dwa loty) i soboty. Pierwszy lot zaplanowano 11 czerwca br.

znajduje się 40 ogromnych, tematycznych zbiorników z ok. 20 tysiącami ryb z całego świata. Antalya to idealna baza wypadowa do okolicznych atrakcji. Warto wyruszyć stąd na wycieczkę do oddalonego o 60 km starożytnego miasta Side. Wielu turystów przyciągają tutaj długie i szerokie plaże z delikatnym piaskiem. Innych zaś antyczne zabytki. W Side zobaczyć można rzymski teatr na kilkanaście tysięcy osób, malowniczo położone nad morzem pozostałości świątyń Apollina i Ateny, a także dawne łaźnie przy agorze, gdzie obecnie znajduje się muzeum archeologiczne. A jeśli ktoś szuka niezapomnianych wrażeń z wakacji, to trzeba zanurkować w Podwodnym Muzeum w Side, pierwszym i jedynym tego typu muzeum w Europie. Obecnie w wodach Morza Śródziemnego wystawionych jest ponad 110 rzeźb. Jest to propozycja zarówno dla doświadczonych nurków, jak i dla początkujących. Niezapomnianych przeżyć dostarczy z pewnością lot balonem nad słynnymi wapiennymi tarasami Pamukkale. Ze względu na swoją wyjątkowość znalazły się one na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie można powiedzieć, że było się w Turcji bez wizyty w tym niesamowitym miejscu. W Pamukkale znajduje się także słynny basen Kleopatry. Wypełniony gorącą wodą źródlaną i ozdobiony antycznymi kolumnami przyciąga turystów spragnionych relaksu. Jak twierdzi legenda, woda w tym basenie odmładza o 10 lat… Warto przekonać się o tym na własnej skórze 😉. Turecka Riwiera oferuje niezapomniane przeżycia i emocje. Z jednej strony na turystów czeka tu relaksujący wypoczynek na plaży. Z drugiej można się zachwycić wielowiekową historią i fascynującą kulturą. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie!

magazyn lubelski (82) 2022

foto Adobe Stock

na popularnej ulicy İnönü Sokak, udekorowanej parasolkami, i można iść zwiedzać dalej. A teraz czas pomyśleć o marzeniu, które chcielibyśmy spełnić i udać się nad niezwykłe Wodospady Düden. To tutaj można podziwiać piękno przyrody w najczystszej postaci. Wodospady dzielą się na dwa obszary – górny i dolny. Pierwszy znajduje się w niewielkim parku. Za wodospadem znajduje się jaskinia, do której można wejść, podziwiając kaskady wody, zasłaniające jaskinię niczym kurtyna. Dolny Wodospad Düden najlepiej podziwiać z góry, z tarasów widokowych. Woda spada tu bezpośrednio do Morza Śródziemnego ze skalistych, blisko 40-metrowych klifów. Teren w pobliżu wodospadu jest popularnym miejscem wypoczynkowo-piknikowym. Po wyczerpującym zwiedzaniu możemy odpocząć na jednej z okolicznych plaż. W miejscowości znajduje się ich kilka, z których na pewno warto polecić słynną Konyaalti. Jest uznawana za jedną z najpiękniejszych plaż Riwiery Tureckiej. Rozciąga się na przestrzeni ponad 7 kilometrów, a jej szerokość to 50 metrów. Przeważają drobne, małe, jasne kamyczki. Zejście do błękitnego morza jest łagodne. Dodatkowo, plaża ma świetnie rozbudowaną infrastrukturę – znajdziemy tu liczne bary, restauracje, wypożyczalnie sprzętu wodnego. Na graniczącym z plażą terenie zielonym, wzdłuż promenady, znajdują się place zabaw i siłownie na świeżym powietrzu. Pasjonaci aktywnych form spędzania czasu mogą skorzystać z bogatej oferty sportów wodnych i ekstremalnych, takich jak paralotniarstwo czy nurkowanie. Zarówno dzieci, jak i osoby dorosłe będą zachwycone wizytą w położonym niedaleko plaży Konyaalti Aquarium, jednym z największych oceanariów na świecie, z imponującym 131-metrowym tunelem. Nad głowami przepływają rekiny i ogromne płaszczki. W obiekcie

35


PIĘTNO PRZ tekst Grzegorz Zawistowski | foto Andrzej Rożek

22 kwietnia, w dość nietypowym miejscu, bo w siedzibie lubelskiej firmy Intrograf Lublin S.A., odbył się wernisaż wystawy fotograficznej Leszka Mądzika „ManuFAKTURA Czasu”. Większość z kilkudziesięciu prezentowanych tam prac mogliśmy zobaczyć w różnych konfiguracjach już wcześniej. Ze względu na ich duży format najczęściej pokazywane były w ramach ekspozycji plenerowych. Gościły między innymi na dziedzińcu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w przypałacowych ogrodach Muzeum Zamku w Łańcucie, w Galerii Saskiej w Lublinie, w krużgankach klasztoru Cystersów w Pontigny, przed Pałacem Opatów w Gdańsku Oliwie czy w Galerii Plenerowej Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Chociaż Leszek Mądzik postrzegany jest jako twórca bardzo wszechstronny, rzadko bywa kojarzony z malarstwem, od którego rozpoczynał swoją przygodę ze sztuką. Nieco częściej łączymy jego nazwisko z fotografią czy działalnością naukową. Z upływem lat to właśnie te formy jego wypowiedzi zyskiwały na znaczeniu. Natomiast szerokie audytorium, już od lat, widzi w nim przede wszystkim założyciela i twórcę Sceny Plastycznej KUL (1969). W jej ramach lubelski artysta wyreżyserował oraz stworzył scenografię do ponad 20 autorskich spektakli. Najgłośniejsze z nich – Ikar (1974), Zielnik (1976), Wilgoć (1978) powstawały jeszcze w latach siedemdziesiątych. Pozostałe w ciągu czterech kolejnych dekad jego artystycznej aktywności. W okresie tym premie-

36

magazyn lubelski (82) 2022

rę ma Pętanie (1986), Szczelina (1994), Bruzda (2006) czy Kres (2020). Mądzik wypracował w nich własny, oryginalny język komunikowania się z widzem. Język ten opisywano już na wiele sposobów. Najbardziej nośne określenia to „teatr bezsłownej prawdy” czy „teatr wielkich metafor”. Cechuje go budowany światłem obraz, spleciony z estetyką typową dla konwencjonalnego teatru. Nie znajdziemy tu jednak wypowiadanego słowa. Przez spektakle prowadzą nas wydobywane z głębokiej ciemności statyczne sceny lub ruchome obrazy. Bowiem to właśnie obraz ma dla Mądzika największą moc oddziaływania na widza. Moc większą niż słowo. Zwłaszcza gdy przekaz wizualny zostanie wzmocniony muzyką czy dźwiękiem. Odrębnym, ważnym obszarem aktywności Leszka Mądzika jest prowadzenie Galerii Sceny Plastycznej KUL. Przestrzeń ta w ubiegłym roku obchodziła swoje 35-lecie. Ze względu na pandemię część jubileuszowych uroczystości przeniesiono na wiosnę bieżącego roku. W zamyśle pomysłodawcy Galerii powstała ona, by prezentować dorobek artystów, których twórczość odcisnęła na nim szczególnie silne piętno. Artystów, którym mniej lub więcej zawdzięcza. Którzy wpłynęli na jego sposób patrzenia i odczuwania. Spoglądając na listę goszczących w Galerii twórców, możemy odnieść wrażenie, że mamy przed sobą leksykon polskiej sztuki ostatniego stulecia. Andrzej Wajda, Tadeusz Kantor, Alina Szapocznikow, Jan Lebenstein, Magdalena Abakanowicz, Zdzisław


ZEMIJANIA foto Intrograf magazyn lubelski (82) 2022

37


38

magazyn lubelski (82) 2022


Beksiński – to tylko kilka z prawie 130 nazwisk artystów, których prace gościły w Lublinie. Wróćmy do wystawy. Fotografie prezentowane w ramach projektu „ManuFAKTURA Czasu” powstawały w okresie kilku dekad. To efekt wielu podróży Mądzika. Zarówno tych w przestrzeni, jak też tych wewnętrznych. Powstawały niespiesznie. Często w rytm teatralnych podróży i festiwali, na które był zapraszany. Łączy je, odciśnięte w fotografowanych obiektach, piętno przemijania. Twórca nieustannie widzi je wokół siebie – w świecie przyrody i w twarzach napotykanych ludzi. W umęczonym, zdeformowanym ciele i w poddanym erozji granitowym posągu. W tęsknocie za tym, co bezpowrotnie minęło, i w zastygłej ciszy nekropolii. W spękanej ścianie budynku i w bogactwie nagrobnej ikonografii. Moglibyśmy na tym wyrazistym przesłaniu Autora wystawy poprzestać. Jednakże on sam poprowadził nas o jeden krok dalej. Mądzik należy bowiem do tej grupy artystów wizualnych, którzy w poszukiwaniu nowych kontekstów przestrzennych dla swoich prac nie boją się podjąć ryzyka opuszczenia galerii. W nowym miejscu jego dzieła zyskują zazwyczaj nowe sensy i nowe znaczenia. Co ważne, również nowych odbiorców. To właśnie z tych powodów sztuka lubi wylewać się z typowych przestrzeni ekspozycyjnych, kolonizując lub wtapiając się w obiekty postindustrialne, w tkankę miejską, a nawet – jak w przypadku landartu – w obszary przyrodniczo dziewicze. Przywykliśmy już do obcowania ze sztuką w budynkach poprzemy-

słowych. Zwykle jednak są to obiekty już niedziałające, wygaszone, wycofane z normalnej eksploatacji. Zamienione po latach w lofty, galerie czy miejsca koncertowe. Reprezentują dobrze nam znaną stylistykę industrialną. Wyjątkowość opisywanej tutaj ekspozycji Mądzika polega jednak na tym, że swoje majestatyczne, wielkoformatowe fotografie tym razem postanowił zaprezentować w dość szczególnej przestrzeni. W nowo zbudowanej, nowoczesnej, tętniącej wartkim życiem fabryce opakowań. Fabryce, której ani godzinny wernisaż, ani kilkutygodniowa ekspozycja nie zdołały wybić z jej miarowego rytmu produkcji. Co najciekawsze, sam wernisaż wystawy okazał się być oddzielnym, samoistnym bytem. Czymś na kształt spektaklu. Sposób, w jaki artysta odsłaniał kolejne swoje fotografie, tworzył wręcz atmosferę tajemniczego misterium. Olbrzymia w tym zasługa Pawła Odorowicza, altowiolisty od lat współpracującego z Leszkiem Mądzikiem. To właśnie przejmujący dźwięk jego instrumentu obrysował grubą linią przestrzeń działań artystycznych i nadał jej autonomię. Od tego momentu, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wnętrze olbrzymiej hali produkcyjnej stało się scenografią teatralną. Pracownicy obsługujący pokaźnych rozmiarów maszyny – statystami. Zaproszeni goście – teatralną publicznością. Pośrodku zaś mistrz, reżyser, narrator, aktor. Nade wszystko zaś CZŁOWIEK. Jak my wszyscy – naznaczony piętnem przemijania.

magazyn lubelski (82) 2022

39


okruchy kultury

(Wioletta Winiarska)

Dialog z Basquiatem

13 maja w Lublinie, w należącej do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych Galerii „Przy Bramie”, odbył się wernisaż wystawy Wioletty Winiarskiej „Malarstwo”. To już kolejna ekspozycja jej twórczości w przestrzeni ulicy Grodzkiej 34. Tym razem lubelska malarka pokazała nam kilkanaście swoich prac z lat 2018-2022. Świat wyobraźni miesza się w nich z otaczającym artystkę światem gęstej materii. Możemy podejrzewać, że część z przeniesionych na płótno przedmiotów stanowić może nawet wyposażenie pracowni artystki. Tu i ówdzie przestrzeń tę zasiedlają kontury ludzkich postaci. Pewnym odstępstwem od tej reguły jest utrzymany w podobnej estetyce co reszta obrazów pejzaż, ukazujący nadbałtyckie klify. Jak trafnie zauważa w katalogu wystawy Piotr Majewski, prace Wioletty Winiarskiej zdają się wyrastać „z martwej natury i faktycznie są studiami przedmiotów w przestrzeni. Kolory nabierają w nich intensywności i tworzą efektowne kontrasty. Czasami wręcz jarzą się niczym graficiarskie spraye. Nie jest to przypadek, lecz rodzaj dialogu, który autorka podejmuje z Jeanem-Michelem Basquiatem”, którego twórczość od wielu lat podziwia. (greg)

(Jerzy Liniewicz)

Otwartość na tradycję

Wernisaż wystawy fotografii pt. „Jesziwas Chachmej Lublin – odrodzenie”, poświęconej jednemu z ważniejszych miejsc związanych z kulturą żydowską w Lublinie, odbył się 15 czerwca 2022 roku w Filii nr 30 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie. W czerwcu 2020 roku przypadła 90. rocznica uroczystego otwarcia znanej w całym (żydowskim) świecie wyższej szkoły religijnej – Jesziwas Chachmej Lublin. Jesziwa funkcjonowała od 1930 do 1939 roku, a jej działalność brutalnie przerwała wojna. Dziś budynek należy do Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. Choć służy innym celom niż dawniej, odbywają się tu wydarzenia religijne, a także artystyczne, edukacyjne. Można tu spotkać rabinów, kantorów, artystów, edukatorów, osoby prowadzące liczne warsztaty związane z kulturą żydowską. W budynku dawnej Jesziwy, w Hotelu Ilan, znaleźli także schronienie uchodźcy – ofiary wojny w Ukrainie – dzieci i dorośli. Zdjęcia prezentowane na wystawie pochodzą z lat 2008–2022, przy czym projekt jest nadal realizowany. Autor Jerzy Liniewicz jest członkiem rzeczywistym Związku Polskich Fotografów Przyrody Okręg Lubelski, niezależnym fotografem z zamiłowania, dawniej prasowym, filozofującym socjologiem z wykształcenia, fundatorem i prezesem promującej twórczość fotograficzną Fundacji „Czy Widzisz?”. (ann)

(Grzegorz Zawistowski)

Pomiędzy

40

„Na rewolucje hipisów byłem za młody, na rebelie punków za stary. Sikam więc pośrodku samotnie na te chrześcijańsko-mieszczańskie wartości, wspierając po drodze wszystkich napotkanych odmieńców”. Taką oto soczystą frazą wybitny polski trębacz Antoni Ziut Gralak wprowadza nas na karty swojej autobiografii. Zatytułował ją „Pomiędzy”. Zapewne dlatego, że w wielu obszarach życia tak właśnie sam siebie sytuował. W jakich? Mogliśmy go o to spytać osobiście w sobotę, 7 maja, na Wirydarzu Centrum Kultury w Lublinie, gdzie miała miejsce promocja jego książki. Spotkanie poprowadził znany dziennikarz muzyczny Piotr Metz. Inaczej niż w wielu autobiografiach, Gralak w swej debiutanckiej opowieści nie potyka się o własne ego. Pisze zwięźle, wartko i dowcipnie. O sobie i hultajskich latach dorastania w cieniu Jasnej Góry. O pierwszych fascynacjach muzycznych, pierwszych miłościach, pierwszych używkach i pierwszych bolesnych porażkach. O muzykach i muzycznych formacjach, z którymi grywał w latach 60., 70. i 80. (Tie Break, Yang Power, Free Cooperation, Śmierć Kliniczna). Opowiada o tym wszystkim z godnym pozazdroszczenia ciepłym dystansem. Odwołując się przy tym co i rusz do tąpnięć i rebelii kulturowych, które bezpowrotnie zmieniały oblicze naszego świata. Warto odnotować, że ukazanie się „Pomiędzy” dość mocno powiązane jest z Lublinem. Książka została wydana przez Wydawnictwo TARARARA Jarosław Koziara. Lubelski plastyk i wydawca obecny był na każdym etapie jej powstawania. Odpowiada za jej „koncepcję, typo dizajn, okładkę” oraz dystrybucję (www//koziara.art.pl/sklep). (greg)

magazyn lubelski (82) 2022


Quasi-komiks jako kompilacja wspomnień

(Zuzanna Zubek-Gańska)

23 kwietnia w Ośrodku Praktyk Teatralnych w Gardzienicach odbył się wernisaż wystawy malarskiej Andrzeja Bieńkowskiego „Sprzedana muzyka”. Malarstwo to zaledwie jedna z kilku aktywności warszawskiego artysty. Jest on także bardzo cenionym etnografem, dziennikarzem, fotografem, filmowym dokumentalistą, autorem książek, profesorem Akademii Sztuk Pięknych. W ciągu ponad czterdziestu lat zgromadził pokaźnych rozmiarów prywatne archiwum etnograficzne oraz założył wraz z żoną Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona. Wszystkie te działania zogniskowane są na tradycyjnej kulturze i muzyce wiejskiej, których dokumentowanie stanowi życiową pasję Andrzeja Bieńkowskiego. Zaprezentowana w gardzienickim pałacu wystawa to malarskie rozszerzenie wydanej przez artystę w 2007 roku książki „Sprzedana muzyka”. Książka składa się z wielu krótkich opowiadań oraz rozmów z wiejskimi muzykantami. Każdy z prezentowanych obrazów, wraz z kilkoma ponumerowanymi strofami tekstu, stanowi rodzaj syntezy jednej konkretnej książkowej opowieści. Forma tego „quasi-komiksu na płótnie” została podsunięta Bieńkowskiemu przez jednego z jego ulubionych wiejskich malarzy – Stanisława Kogutka z Podlasia. Obraz jest tutaj wizualnym ekwiwalentem, a zarazem wzmocnieniem słowa. Co ważne – użyta w tej „translacji” estetyka wywodzi się wprost z kultury, którą Bieńkowski z taką pasją i pietyzmem stara się nam przybliżać. (greg)

Walka przy użyciu słów

(Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie)

Spektakl „Gęsi – ludzie – łabędzie” Niezależnej Grupy Teatralnej „Kupałowcy”, w reżyserii Alexandra Garcueva, będzie miał swoją premierę 17 czerwca w Teatrze im. Juliusza Osterwy. Spektakl jest adaptacją powieści współczesnego białoruskiego pisarza Alhierda Bacharewicza „Psy Europy” – utworu w reżimowej Białorusi uznanego za dzieło ekstremistyczne i wpisanego na listę książek zakazanych. Dzieło ukazuje czarną wizję przyszłości kraju, który można porównać do Białorusi. Uwaga twórców spektaklu ogniskuje się wokół zjawisk degradacji języka, kultury, moralności i technologii. Ratunku przed nadchodzącą katastrofą upatrują w słowie. „Kupałowcy” to prześladowany zespół aktorów, który tworzył Narodowy Akademicki Teatr im. Janki Kupały w Mińsku, a dziś został zmuszony do tworzenia na uchodźstwie w Polsce. Grają w języku białoruskim, spektakle nagrywają i udostępniają w sieci, by mogli je zobaczyć także białoruscy widzowie. Teatr im. Juliusza Osterwy wspiera aktorów i twórców w przygotowaniach do premiery i nagraniu spektaklu w ramach programu: „Rezydencje Artystyczne. Białoruś i Ukraina” Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. (ann)

„W poprzednim numerze (2022/2/81) LAJF magazyn lubelski, w dziale - okruchy kultury nastąpił błąd. Autorką zdjęcia ilustrującego notkę pt. „Nieklasyczny wymiar klasyki” jest pani Natalia Tolochko, a nie, jak podaliśmy, pan Grzegorz Zawistowski. Przepraszamy obie wymienione osoby oraz naszych czytelników za tę pomyłkę.”

magazyn lubelski (82) 2022

41


historia

JEDNI DRUDZY KIBICOWALI

ZABIJALI tekst i foto Mariusz Gadomski

Zbrodnia, do której doszło w Suchowoli w powiecie Radzyń Podlaski ponad ćwierć wieku temu, została popełniona dlatego, że jedni zdecydowali, by zabić, a drudzy chcieli pokazać, że są z nimi. Nikt nie miał odwagi powiedzieć: nie, to złe, ogarnijcie się. Lato 1994 r. przeszło do historii jako rekordowe pod względem upałów. W poniedziałek 18 lipca 1994 r. temperatura już wczesnym rankiem zbliżała się do 30 stopni. W Suchowoli na poboczu drogi znaleziono zmasakrowane zwłoki młodego mężczyzny. Zwłoki leżały w kałuży krwi. Policyjny lekarz określił czas zgonu na wieczór bądź noc poprzedniego dnia. Ciało pokrywały sińce i zadrapania, a na wewnętrznej stronie przedramienia mężczyzny widniała głęboka do kości rana cięta, zadana ostrym przedmiotem. To było zabójstwo. Kilka osób rozpoznało zmarłego. Był to 23-letni Waldemar S., zamieszkały w Suchowoli. Widziano go poprzedniego dnia w pobliżu dyskoteki, odbywającej się w remizie strażackiej, kilkaset metrów od miejsca znalezienia zwłok.

...on z niejednym zadarł Cała wieś znała Waldemara S. i chyba nikt nie miał o nim dobrego zdania. Pijak, leser i bandyta – tak się o nim wyrażano. Waldemar S. nigdzie nie pracował, żył na garnuszku matki. Waldek – mówiono – nie ruszał palcem, żeby jej pomóc w robocie.

42

magazyn lubelski (82) 2022

Wyciągał od matki pieniądze i przeznaczał je na alkohol. Pił codziennie, przeważnie najtańsze jabole, a jak przesadził z piciem albo czuł niedosyt, to mu odbijało. Rzucał się na ludzi z pięściami. – On tu już z niejednym zadarł i wcale nie byłoby dziwne, gdyby ktoś w końcu nie wytrzymał i zrobił z nim porządek – powiedzieli policji mieszkańcy Suchowoli. Śledczy wzięli pod uwagę te opinie. Potwierdzała je policyjna kartoteka Waldemara S. Mężczyzna miał na swoim koncie wybryki chuligańskie i zgorszenia, wywołane w miejscach publicznych. W ciągu kilku dni policja zatrzymała sprawców zbrodni i ustaliła, w jaki sposób do niej doszło. Okazało się, że najbardziej zawiniła głupota i źle pojmowana lojalność tych, którzy brali udział w zabójstwie. Dyskoteka w remizie w Suchowoli rozpoczęła się pod wieczór w niedzielę. W tamtych czasach nie zawracano sobie głowy wygłuszaniem pomieszczeń, w których odbywały się głośne, muzyczne imprezy. Henryk W. prowadził o rzut beretem od remizy sklep spożywczy. Dobiegające dźwięki „Mydełka Fa” i innych hitów być może przeszkadzały mu w pracy, jednak nie narzekał. W czasie dyskoteki osiągał największe zyski. Co prawda, w remizie działał bufet, ale nie stanowił dla niego poważnej konkurencji. Alkohol – bo na nim głównie zarabiał – kończył się tam zwykle jeszcze przed północą, a poza tym u niego było taniej. W pewnym momencie pod sklep podjechał na


motocyklu człowiek, na widok którego właściciel zmiął w ustach przekleństwo. Tylko jego brakowało! Jak potem ustalono, Waldemar S. pożyczył ten motocykl od sąsiada kilka dni wcześniej i nie oddał go, jeździł nim jak swoim. Do sklepu przyjechał najwyraźniej wstawiony. Powiedział do Henryka W., żeby mu podał „drinka nadwiślańskiego” (jedno z win „patykiem pisanych”). Właściciela sklepu nie obchodziło, że klient prowadził po pijanemu i ma zamiar dalej pić i jeździć. Nie sprzedał Waldemarowi S. wina, bo tamten był bez grosza. Wywiązała się między nimi sprzeczka. – Dawaj, zapłacę ci jutro! Przecież mnie znasz – dopominał się 23-latek. – Właśnie dlatego, że cię znam, nie dostaniesz! Przyjdziesz z kasą, to ci sprzedam – zareplikował sklepikarz. Waldemar S. groził Henrykowi W. pobiciem i spaleniem sklepu. Awanturę usłyszał pasierb sklepikarza, 22-letni Emil C. Przegonił intruza, tamten jednak nie odjechał. Powiedział, że na zewnątrz wolno mu być. Wtedy Emil C. postanowił przemówić mu do rozumu, ale nie słowami.

wiecie, co z nim zrobić! Poszedł do remizy. Byli tam jego koledzy, z którymi wcześniej pił. Najbliżej stał 24-letni Michał L. Emil powiedział mu, że przypałętał się Waldemar S. i straszy mu ojczyma. Trzeba nauczyć go moresu. Michał L. jakby tyko na coś takiego czekał. Wypity alkohol jeszcze z niego nie wyparował. Buzowała w nim adrenalina. Na hasło „wiecie, co z nim zrobić” wyszło ich chyba z dziesięciu. Na zewnątrz Emil i Michał powtórzyli, co trzeba zrobić z Waldemarem S. Po minach chłopaków – a byli tam między innymi niepełnoletni uczniowie szkół podstawowych – widać było, że nie za bardzo leży im grupowe bicie pojedynczego człowieka. Żaden jednak nie zaprotestował i żaden nie zrezygnował. Nie chcieli zostać uznani za tchórzy, chociaż tchórzostwem było akurat to, że się nie sprzeciwili planowanemu samosądowi. Waldemar S. wciąż kręcił się koło sklepu, obrzucał wyzwiskami Henryka W. Tamten nie reagował, w nadziei, że pijak zmęczy się i sobie pójdzie. Na widok zbliżających się chłopaków, na czele których szedł Emil C., Waldemarowi S. zrzedła mina. Stracił cały zapał. Z tyloma sobie nie poradzi, więc postanowił się zmywać. Tamci byli blisko, ale on miał przecież motor. Podbiegł do maszyny, wskoczył na nią i chciał uruchomić silnik. Ten jednak, jak na złość, nie zaskoczył. „Grupa odwetowa” była tuż, tuż. Zepchnęli Waldemara S. z motocykla, obstąpili go i rozpoczęli regularną jatkę. Czterech czynnie uczestniczyło w katowaniu mężczyzny: Emil C., Michał L., Arkadiusz M. i nieletni Damian K. Pozostali ograniczyli się do kibicowania. Okrzyki aprobaty, gdy po którymś z kolei ciosie z nosa Waldemara S. pociekła krew, zachęcały

oprawców do aktywności. Emil C. przynajmniej dwukrotnie zdzielił go pięścią w głowę. Po tym drugim ciosie Waldemar S. upadł, ale zaraz wstał i chciał uciekać, ale wtedy dosięgnęły go kopniaki Arkadiusza M. Michał L. i Damian K. też nie próżnowali; bili go gdzie popadło. Kiedy mężczyzna upadł i nie miał siły się podnieść, doprawili go dodatkową serią „fleków”. – Wystarczy, chłopaki, zostawcie go i chodźcie do mnie, zasłużyliście na nagrodę – zawołał do nich Henryk W., który obserwował zajście, stojąc w progu sklepu. Skorzystali z zaproszenia. Przy winie, jak gdyby nigdy nic, rozmawiali z właścicielem o interesach. Henryk W. poprosił ich, żeby przenieśli gdzieś pobitego, bo „psuje mu widok”.

już nie żył, gdy dostał nożem Przeciągnęli Waldemara S., zepchnęli go do przydrożnego rowu. Po chwili podeszła do nich kobieta. Znali ją. To była Wiesława G. Cała wieś wiedziała, że nienawidziła Waldemara S. i całej jego rodziny. Miała do nich jakiś stary uraz. Spytała dla upewnienia, czy to właśnie jemu sprawili łomot. A gdy potwierdzili, powiedziała, że bardzo dobrze zrobili, bo mu się to od dawna należało. Ale to za mało – dodała. Rany mu się zagoją i znowu będzie robił, to co robi. Według jego wyjaśnień, złożonych na rozprawie w sądzie, Wiesława G. powiedziała mu, że trzeba z nim skończyć. Podeszli we dwoje do Waldemara S. – Ona przykucnęła nad nim i powiedziała do mnie, że Waldemar S. ciągle żyje. Wyciągnęła nóż i kazała mi go dźgnąć, ale odmówiłem – wyjaśniał Michał L. Wtedy – co potwierdzili pozostali uczestnicy bójki – kobieta sama zadała mu cios nożem. Powiedziała, że na tym koniec, tyle wystarczy, po czym się rozeszli. Zajścia nikt więcej nie widział. Przed Sądem Wojewódzkim w Lublinie stanęli Emil C., Michał L., Arkadiusz M., Damian K. i Wiesława G. Odpowiadali za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Sekcja zwłok Waldemara S. wykazała bowiem, że mężczyzna zmarł na skutek pobicia. Już nie żył, gdy Wiesława G. zadała mu cios nożem w przedramię. Nie udowodniono jej także nakłaniania do zabójstwa. Kobieta została uniewinniona. Najsurowszy wyrok usłyszał recydywista Arkadiusz M. Został skazany na pięć lat więzienia, mimo że nie on był prowodyrem i najaktywniejszym uczestnikiem zajścia. Po cztery lata do odsiadki dostali Emil C. i Michał L. Najmłodszemu z oskarżonych, Damianowi K., sąd wymierzył karę jednego roku pozbawienia wolności.

magazyn lubelski (82) 2022

43


natura

Medycyna

niekonwencjonalna wsparciem terapii behawioralnej zwierząt tekst Magdalena Świątkowska foto Magdalena Świątkowska, Martyna Żarnoch

Behawioryści, pracując z czworonogami, coraz częściej korzystają ze wsparcia medycyny niekonwencjonalnej. Najważniejsza jest oczywiście profilaktyka. Często sięgamy do ziół i suplementów. Zioła fascynują nas od wieków. Przede wszystkim są pochodzenia naturalnego, a historycznie były to pierwsze surowce używane w leczeniu ludzi i zwierząt. Pobieranie roślin przez dzikie zwierzęta pokazywało ludziom, które są bezpieczne, a które trujące. Na świecie poznano 2500 gatunków roślin leczniczych, w Polsce występuje ok. 400, a wykorzystywanych jest ok. 200. O tym, czy są toksyczne, czy lecznicze decyduje dawka, jaką podamy naszemu pupilowi. Zwierzętom domowym podawać należy 2–3 g surowca na kg masy ciała w przypadku produktów suchych, wyciągi wodne 1:10, czyli 1L wody na 100 g surowca. Ciężar surowca mieszczącego się w łyżce: • kwiaty i liście – 5g • ziele – 8g • korzenie, nasiona, owoce – 10–12g Zioła są stosowane w różnych postaciach, np. jako napar, odwar, okłady, kompresy i przymoczki, parówki ziołowe czy kąpiele ziołowe. Działania profilaktyczne wykazuje wiele popularnych substancji naturalnych: Kwiat nagietka – przede wszystkim ma właściwości oksydacyjne oraz łagodzi uszkodzenia skóry. Kwiat rumianku – stosowany doustnie jako

44

magazyn lubelski (81) 2021

środek przeciwzapalny czy przeciwalergiczny. Liść pokrzywy – stosowany w łagodzeniu objawów alergicznych, ma silne działanie przeciwzapalne, przeciwświądowe i przeciwbakteryjne, wpływa pozytywnie na procesy przemiany materii. Ziele przytuli – wykazuje działania przeciwzapalne i przeciwwysiękowe oraz wzmaga przemianę materii. Ziele czystka – antyoksydant – neutralizuje wolne rodniki, które mogą się przyczynić do powstania zmian w organizmie. Korzeń mniszka lekarskiego – wykazuje właściwości antyoksydacyjne. Kłącze perzu – zawiera krzemionkę rozpuszczalną w wodzie, dzięki czemu wchłania się bardzo dobrze z przewodu pokarmowego. Krzem i jego związki stanowią strukturalny budulec tkanki łącznej. Wchodzą w skład elastyny oraz kolagenu. Należy jednak pamiętać, że fitoterapia cały czas jest poznawana i jedno zioło może nie być szkodliwe dla psa, a natomiast dla kota już tak. Kolejną, znaną nie od dziś, jest terapia dr. Edwarda Bacha (receptury z lat 1928–35) stworzona na bazie ekstraktów kwiatowych. Według Bacha brak harmonii pomiędzy nieśmiertelnym duchem a śmiertelnym ciałem prowadził do choroby. Prawdziwe wyleczenie miało następować poprzez uleczenie ducha, dlatego ustalenie emocjonalnych problemów było podstawą.


Zdefiniował on 38 podstawowych stanów psychicznych, które następnie podzielił na siedem różnych grup, dla których skomponował odpowiednie esencje kwiatowe. Są one znane obecnie jako Oryginalne Esencje dr. Bacha. Takie podejście nazywamy medycyną holistyczną. Do ich wytworzenia Bach wykorzystywał dziko rosnące rośliny i drzewa oraz wodę skalną. Dzięki swoim dobroczynnym właściwościom Oryginalne Esencje dr. Bacha wspierają nas w trudach życia codziennego. Metoda dr. Bacha to znany na świecie system medycyny naturalnej. Oryginalne Esencje Kwiatowe dr. Bacha skutecznie redukują wewnętrzne napięcie, objawy nerwicy i bezsenności. Ekstrakty można zażywać samodzielnie lub w połączeniu z innymi środkami i metodami terapii. Nie wchodzą w interakcje z lekami. Są całkowicie bezpieczne, nie wywołują niepożądanych efektów ubocznych, nie powodują uzależnienia. Działają w łagodny sposób i wolno podawać je wszystkim, bez względu na wiek – począwszy od noworodków po osoby starsze. W latach trzydziestych ubiegłego stulecia Edward Bach stworzył również znaną kompozycję kwiatową RESCUE na bazie stworzonych przez siebie pięciu oryginalnych esencji kwiatowych. Oryginalna kompozycja RESCUE jest obecnie dostępna w różnych wariantach, np. jako krople w butelce z dołączoną pipetą, w formie owocowych pastylek, aromatycznych kulek żelowych i w postaci kremu. W składzie Rescue Remedy są: niecierpek, posłonek, śliwa wiśniowa, śniadek baldaszkowaty i powojnik. Ta kombinacja chroni nas i zwierzęta w chwilach silnego stresu, pomagając przywrócić harmonię i spokój. Ekstrakty dr. Bacha są dla osób, które przeżywają: lęk, niepewność, niedostateczne zainteresowanie bieżącymi sprawami, samotność, nadwrażliwość na wpływy środowiska i idei, przygnębienie i rozpacz, nadmierną troskę o dobro innych ludzi. Dr. Bacha zastanowiło, że różne grupy charakterologiczne mają różny skład mikroflory jelitowej, co sprawia, że we właściwy dla siebie sposób reagują na choroby. Obecnie jelita uważane są za drugi mózg. Można wyróżnić trzy filary zdrowego mikrobiomu jelitowego: PROBIOTYK – termin wprowadzony przez Daniela M. Lilly i Rosalie H. Stillwell w 1965 roku określa substancję lub organizm, który wpływa na równowagę mikroflory jelitowej. Koncepcja probiotyku zakłada wprowadzenie do diety żywych bakterii w takiej formie, by przetrwały w żołądku, dwunastnicy i były aktywne w okrężnicy. PREBIOTYKI – według definicji z 1995 roku w celu prawidłowego rozwoju flory probiotycznej konieczne jest dostarczenie substancji umożliwiających bądź wspomagających jej wzrost. Niezdolne do życia składniki pokarmowe wywierają korzystny wpływ na zdrowie gospodarza w związku z modulacją zespołu mikroorganizmów jelitowych.

POSTBIOTYKI – to inaczej metabolity bakterii probiotycznych. Po zjedzeniu żywność w naszych jelitach poddana jest procesom fermentacyjnym z udziałem bakterii probiotycznych. Produktem tych reakcji są właśnie postbiotyki. Działają one pozytywnie na cały organizm w sposób podobny do probiotyków. Wpływają na poprawę odporności, redukcję stanów zapalnych, poprawiają trawienie, mogą też pozytywnie oddziaływać na samopoczucie. Kolejne związki służące jako wsparcie terapii behawioralnej psów i kotów to: Feromony – czyli związki semiochemiczne. Zazwyczaj zawierają kilka składników, które występują w różnym natężeniu. Co ciekawe, przy normalnym poziomie feromony nie mają zapachu. Dopiero jeśli mamy do czynienia z dużym stężeniem substancji, ich woń jest bardzo delikatna. Feromony są wytwarzane przez rośliny i zwierzęta. Są sygnałem, który ma na celu przekazanie informacji lub wywołanie reakcji. Hydrolaty – naturalne, czyste esencje roślinne, nazywane także wodami kwiatowymi lub ziołowymi. Olej CBD – który może pomóc w wielu problemach zdrowotnych naszych psów, od alergii po raka. W ciele psa znajduje się system posłańców zwany układem endokannabinoidowym. Pomaga regulować sen, apetyt, ból, układ odpornościowy i nie tylko. CBD wpływa na aktywność przekaźników w tym układzie i stymuluje układ nerwowy, pokarmowy, odpornościowy oraz mózg. CBD jest jednym z kanabinoidów występujących w roślinach konopi. W odróżnieniu od THC, CBD nie posiada żadnych właściwości odurzających Główne zastosowanie CBD znajduje w przypadkach: – problemów ze stawami – CBD jest naturalnym środkiem przeciwzapalnym, który nie wiąże się z takim samym ryzykiem skutków ubocznych jak leki; – nowotworów – CBD było szeroko badane jako substancja zwalczająca raka. Badanie na myszach wykazało, że CBD spowalniało wzrost komórek raka sutka. W 2018 roku naukowcy odkryli, że CBD wydłuża czas przeżycia myszy z rakiem trzustki. Inne badania na zwierzętach pokazują, że olej CBD ma zdolność walki z rakiem i może spowolnić wzrost guzów. W badaniach komórki rakowe stały się bardziej wrażliwe na leczenie CBD. Oznacza to, że CBD może zwiększyć skuteczność konwencjonalnych metod leczenia raka. CBD zabija również komórki rakowe, blokując ich zdolność do wytwarzania energii; – epilepsji – CBD zmniejsza częstotliwość i nasilenie napadów; – lęku – badania na zwierzętach pokazują, że jego działanie przeciwdepresyjne nie dotyczy tylko ludzi.

magazyn lubelski (81) 2021

45


CBD może działać szybko, podawane bezpośrednio doustnie, gdy pies jest zestresowany. Zwykle czas działania to tylko od 5 do 20 minut. W przypadku lęku CBD jest najbardziej skuteczne w przypadku podawania przez pewien czas; – zwalczania bólu – CBD wiąże się z receptorami w mózgu i układzie nerwowym, co pomaga zmienić sposób, w jaki mózg psa postrzega ból. Ponadto CBD może pomóc w radzeniu sobie z innymi objawami towarzyszącymi bólowi, takimi jak bezsenność i nudności; – alergii – CBD może pomóc złagodzić suchą i swędzącą skórę, a także promować wzrost nowych zdrowych komórek skóry. CBD można podawać wewnętrznie na alergie lub używać go zewnętrznie na gorące punkty czy cysty międzypalcowe; Dawkowanie CBD nie zależy od wagi, ale od zapotrzebowania organizmu w danym momencie na kannabinoidy. Substancja utrzymuje się w organi-

46

magazyn lubelski (81) 2021

zmie od 5 do 6 godzin, dlatego istotne jest podawanie dawek właśnie w tym określonym czasie. Pozytywne oddziaływanie na organizm wykazuje też medycyna wibracyjna przy wykorzystaniu kamertonów. Terapia dźwiękiem kamertonów to naturalna metoda samouzdrawiania organizmu poprzez poprawę zdrowia psychicznego, fizycznego oraz na poziomie duchowym. Podczas seansu, w sferze ciała, następuje dostrojenie do częstotliwości balansu, czyli częstotliwości zdrowia narządów wewnętrznych i układów w organizmie, co skutkuje stanem równowagi i harmonii. Terapia ta dodatkowo oddziałuje na psychikę, przynosząc uspokojenie, wyciszenie, tym samym umożliwiając relaks. Inną metodą zbawienną dla zdrowia czworonogów jest coraz popularniejszy tzw. masaż TTouch, polegający na uspokajaniu oraz pobudzaniu dotykiem. Korzystajmy z dobrodziejstw natury w mądry sposób.


Magdalena Świątkowska Behawiorysta Centre of Applied Pet Ethology (COAPE). Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Trener psów. Dogoterapeuta. Współpracuje z Wyższą Szkołą Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie oraz Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu w zakresie prowadzenia kursów i szkoleń z tematyki behawioru zwierząt towarzyszących. Ukończyła wiele kursów z zakresu behawiorystyki zwierząt towarzyszących. Była Gospodarzem i Sekretarzem na ringach podczas Euro Dog Show w Nadarzynie w 2018 roku oraz IV Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych w Lublinie w 2019 roku. Wspiera stowarzyszenia i fundacje oraz schroniska działające na rzecz zwierząt. Miłośniczka molosów, a prywatnie właścicielka dwóch bokserek: 5,5-letniej Tosi i 5,5-miesięcznej Whoopi.

tel.+48 604 37 25 85 e-mail: magdalena.swiatkowska@strefapsa.pl http://facebook.com/StrefaPsaPL

magazyn lubelski (81) 2021

47


felieton

tekst Bea Furmaniak foto Magda Madej

KO B I E TA W... Z A N I M

B Ę DZ I E S Z

Z AC Z N I J , G OTOWA

Lepiej podążać bezpieczną, utartą drogą według sprawdzonych schematów czy podejmować ryzyko i zmieniać własne życie? Odpuścić, zrezygnować z siebie, bo wszyscy wkoło przekonują, że to bez sensu? Porzucić marzenia, odłożyć na nieznane jutro, bo teraz żyjemy i spełniamy się dla innych? To jest o Mnie: „Ucz się dobrze, zdobądź dobrą pracę i trzymaj się jej mocno”. To jest o Tobie: „Ucz się dobrze, zdobądź dobrą pracę i trzymaj się jej mocno”. To jest o naszych Sąsiadkach i Przyjaciółkach: „Uczcie się dobrze, zdobądźcie dobrą pracę i trzymajcie się jej mocno”. „Nikt nam nie mówił”: O naszych szansach, perspektywach i możliwościach. „Nikt nam nie mówił”: O naszym potencjale, mocy i sile. „Nikt nam nie mówił”: O naszej niezależności, wytrwałości i intuicji.

48

magazyn lubelski (81) 2022

„Nikt nas nie uczył”: Jak zostać Kobietą z wysokim i stabilnym poczuciem wartości, która zna swoje mocne i słabe strony i w pełni je akceptuje, dzięki czemu jest niepowtarzalna i wyjątkowa. „Nikt nas nie uczył”: Jak patrzeć na siebie z dystansem, stać się otwartą, towarzyską i pewną siebie. „Nikt Nas nie uczył”: Jak bronić swoich poglądów, mieć wgląd w siebie i w swoje potrzeby. Już jako dzieci stykałyśmy się z samooceną i poczuciem własnej wartości. Kiedy zostałyśmy skrytykowane w obliczu błędu, to oczywistym było, że będziemy go uważać za coś złego. Jeśli zaś w tej samej sytuacji usłyszałyśmy słowa wsparcia i wskazówki, to potrafimy


w dorosłym życiu poradzić sobie z tego typu doświadczeniem jako częścią rozwoju samej siebie. Dlaczego zajęło mi tyle czasu zrozumienie, że jestem wypadkową swoich wyborów, mądrością swoich doświadczeń i potencjałem własnych decyzji? Wszystko, czego doświadczyłam, co wydarzyło się przez ostatnie lata, zbliżyło mnie do zmian w moim życiu, odkrywania siebie i własnych pragnień. Wystarczył jeden gest, przyjacielskie słowo, zaproszenie, abym przekierowała swoje myśli na nowych ludzi, miejsca i odkryła marzenia, które nawet przed sobą sama skrzętnie ukryłam. Moje „dlaczego” to nowa przestrzeń do życia, zupełnie inna i do tej pory mi nieznana. Moje „dlaczego” to podróż do poznawania siebie w piękną i spełnioną przyszłość. Moje „dlaczego” to droga, przygoda, to moje miejsce na ziemi, MAJORKA. Ten, kto ma silne „dlaczego”, zniesie każde „jak”. Ten, kto ma wysoką samoocenę i poczucie własnej wartości, ma klucz do sukcesu i przekonań, że dąży w życiu we właściwym kierunku. Mimo niepowodzeń, błędów i upadków zawsze znajdzie w sobie siłę do prób w ich osiągnięciu. Poniesione porażki nie hamują go w nauce i możliwościach poprawiania własnych błędów, a przegrana jest dodatkową motywacją do aktywności, a nie karą za podjęte działania. Wyciąga wnioski i buduje kolejną część doświadczenia. Dlatego bardzo ważne jest, z jakimi emocjami łączymy nasze myśli, bo to jest energia, jaką wytwarzamy i ściągamy do siebie. Dzięki niej nasz ładunek emocjonalny, jaki emitujemy, ma bezpośrednie przełożenie na to, jakich ludzi przyciągamy, co nam się w życiu przytrafia, jakie rzeczy do nas wracają i czy są spójne z naszym pragnieniem stabilności i szczęścia. Nigdy nie jest późno na zmiany, wyzwania, podróż własnego życia. To historie, które nas określają, i póki żyjemy, możemy je pisać od nowa. My, Kobiety, wciąż się motamy między oczekiwaniami innych i społecznymi rolami a tym, co chcemy, czego pragniemy i co możemy osiągnąć. Z każdej możliwej strony słyszymy, co powinnyśmy, co nam wypada i czy okazywanie złości jest dozwolone, bo może to jednak tylko objaw histerii. W naszych głowach są te wszystkie utarte programy, schematy funkcjonowania, pokoleniowe przekonania i stereotypy. W zakamarkach świadomości szczęście i spełnienie innych, a nie własne. A gdyby tak zaakceptować siebie taką, jaka jestem i kim jestem, zaakceptować złożoność własnego życia, porażek i błędów, mówić NIE i wyrażać CHCĘ, mieć świadomość tego, co ważne.

SZAMPAN i PERŁY O Celebracji Życia Manifestowaniu Siebie Odkrywaniu Własnych Pragnień

Pokonywać własne słabości, lęki i obawy, kreując każdy dzień i własne życie, rozwijać pasje i pragnienia. Zostawić nielubianą pracę? Nie znosisz jej, a mimo to nadal w niej tkwisz? Karmiczny związek, najeżony trudami życia już od samego początku? Różnice w wartościach, światopoglądzie, sposobie życia i to wciąż irracjonalne przekonanie, że musimy być razem? Tak często tkwimy w sytuacjach, które na pozór bezpieczne i spełnione nie przynoszą satysfakcji osobistej i zawodowej, generują strach o niepewną i nieznaną przyszłość, sprawiają, że tracimy szanse na sukces i możliwość zdobywania nowych

magazyn lubelski (81) 2022

49


doświadczeń. Może warto ruszyć z miejsca, zaryzykować własne obawy, spróbować zawalczyć i otworzyć się na nowe. Porażka nas wzmacnia, jest częścią sukcesu, najlepszą lekcją do poznawania samej siebie. Dużo czasu minęło, kiedy sama zrozumiałam, że mam prawo do pomyłek, do błędów, do tego, że czasem nie daję rady, że nie jestem perfekcyjna. Że mam prawo do wybaczania sobie, otwierania się na kolejne szanse i lekcje płynące z trudnych doświadczeń. Pracę na etacie, którą z czasem przestałam lubić, zamieniłam na realizację marzeń w zakresie budowania concept store Górna 10 Studio. To czas ciężkiej pracy, wyrzeczeń i wyzwań. Czas rozwoju, szans i działań. Czas relacji, nowych ludzi, poznawania samej siebie. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że przed nami czas pandemii i wydarzeń, które pokazały mi, że idę pod rękę z niepewnością i obawą, co będzie jutro, że niczego nie mogę przyjąć jako pewnik. A kiedy obudziłam się w nowej, jak z najgorszego snu, rzeczywistości niechcianej wojny, zrozumiałam, że w moim na pozór bezpiecznym świecie nie ma już miejsca na czekanie. Że przypadkowość w moim życiu nie istnieje i nie mogę żyć w przeświadczeniu, że to, co zostało przeoczone lub odpuszczone, może nadejść raz jeszcze. Że nie mogę stracić uważności na kolejną szansę, a zdarzenia, które mają miejsce, są po to, by stymulować mnie do działania i dalszego rozwoju. Otrzepałam myśli, odkurzyłam przekonania, odświeżyłam własne marzenia i odkryłam siebie na nowo. Dlatego podjęłam niełatwą dla mnie decyzję o zamknięciu stacjonarnego biznesu na rzecz biznesu online, który daje mi wolność jego wykonywania z każdego miejsca na ziemi. Beauty e-commerce to nowa przestrzeń, która pozwala mi pracować na własnych warunkach, stawiać na siebie, inspirować inne Kobiety i świadomie zmierzać do nowego, lepszego życia. NIC NIE MUSZĘ, WSZYSTKO MOGĘ: - mogę pracować wszędzie, - mogę pracować kiedy i ile chcę, - mogę inspirować inne Kobiety, - mogę żyć na własnych zasadach, - mogę stawiać na rozwój osobisty, - mogę się realizować w nowych projektach. Świadome budowanie marki to nie tylko zamiana marzeń na cele, realizacja pasji i pomnażanie źródeł dochodu, to droga do jej rozpoznawalności, która skaluje nasze oczekiwania i pragnienia.

50

magazyn lubelski (81) 2022

To konieczność określenia własnych wartości, sprecyzowanie wizji rozwoju, konsekwencja i upór w dążeniu. To życie, w którym Ty stajesz się wybitna, sięgasz po najambitniejsze plany, spełniasz marzenia, uwalniasz swój potencjał i osiągasz spektakularny sukces. Zyskujesz wiarygodność, bo jesteś autentyczna, pokazujesz siebie, tworzysz tożsamość, wyróżniasz się, masz więcej możliwości. Budowanie marki to ciężka praca, której efekty są zauważalne w każdej sferze życia. To autorytet, wzrost wiarygodności, własny wizerunek, mocne strony, ale efekty nie są widoczne od razu. To wielomiesięczna praca i konsekwencja w realizacji. BEA CONCEPT to nie tylko własny projekt i firma, to najważniejsza w moim życiu marka osobista, dzięki której mogę wykazać się swoją kreatywnością, potencjałem, umacniać i spełniać własne cele. Chcę wziąć odpowiedzialność za swoje życie, za porażki i sukcesy, za to, co osiągnęłam i co jeszcze uda mi się osiągnąć.

BEA MultiDziewczyna po 50. Inspiratorka do bycia piękną od zewnątrz i na wewnątrz info.beaconcept@gmail.com Instagram beafurmaniak


Z Dziennika Coacha: Przypowieść o dwóch drzewach Pewnego dnia rolnik zasadził w ogrodzie dwa drzewa. Mijały pory roku... na drzewa padał deszcz, padały promienie słońca. Jedno drzewo wyciągało szeroko gałęzie niczym ramiona, nastawiało liście, aby chwytać każdy promyk słońca i krople deszczu. Drugie drzewo chowało liście, myśląc: „nie mogę brać wszystkiego”. Tak mijały lata. Jedno drzewo wyrosło na obfite, z zielonymi, gęstymi liśćmi i mocnymi konarami. Drugie było słabe, miało wątłe gałęzie i mało liści. Pod pierwszym zawsze panowało życie. Dorota Piwońska Mentor, Life and Business Coach, Mediator dorotapiwonska.k@gmail.com

Ludzie zbierali się posiedzieć, kryjąc się w cieniu jego gałęzi. W jego koronie śpiewały ptaki, wijące tam gniazda. Drugie drzewo było smutne, samotne. Myślało: „dlaczego tam, pod pierwszym drzewem, jest obfitość i tętni życie? Cały czas nie brałem wszystkiego dla siebie, to niesprawiedliwe...”. Morał z tej przypowieści jest taki, że dbając o siebie, pielęgnując swoje potrzeby, wzrastasz, a wtedy przyciągasz do siebie innych, dzieląc się z nimi swoim dobrodziejstwem. Pomnażasz to, co posiadasz... Czytając tę przypowieść, możesz poczuć sprzeciw, myśląc: nie wolno tak! To egoizm! Całe życie uczyli nas dzielić się z innymi. Tak, zgadza się, dzielmy się, ale będąc kompletnymi. Najpierw zadbaj o siebie. Daj sobie szansę na wzrost i rozwój, na zmianę, której być może potrzebujesz, aby spełnić swoje marzenia. Nie uwierzę, że nie marzysz! Każdy z nas czegoś pragnie. Wyobrażamy sobie te rzeczy, zdarzenia, relacje. Wizualizujemy, lecz nie wydarzy się nic, jeśli będziesz tylko marzyć. Niezbędne do pełnego spełnienia i sukcesu jest poczuć to w sobie, posiadanie i spełnienie naszego marzenia, wykreować działanie, pierwszy krok. Jeżeli chcesz to poczuć, ten dobrostan, chcesz wzrastać, możesz potrzebować coacha. Co kryje się za pojęciem coachingu? Jak może Cię wspierać? Istotą coachingu jest zaspokojenie potrzeb, znalezienie rozwiązania, drogi, odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Na sesji towarzyszą temu zaufanie i współpraca. Dlatego bardzo ważnym jest, aby wybierając osobę na wspierającego coacha, kierować się wyborem osoby, z którą jesteś w stanie zbudować taką atmosferę. Nie każdy coach będzie tym, z którym należy pracować, to kwestia indywidualna, dlatego należy znaleźć osobę odpowiednią dla siebie. To bardzo ważne. W zamian otrzymasz wiarę w swoje możliwości i wolność wyboru. Jak twierdzi David Rosengren – klient sam wie lepiej, dlaczego dotychczas tego nie robił. To Ty decydujesz. Rozwiązanie popłynie z Ciebie, wtedy da Ci to siłę, motywację, bo jest Twoje. Taka magia! Prawda? Lecz skuteczna – jest na to wiele dowodów. Jakich tematów mogą dotyczyć sesje? Relacji, life coachingu, biznesu – usprawnienia obecnego lub poszukiwania drogi, nowej zawodowej kreacji, finansów, zdrowia, duchowości, Zen itd. Możliwości jest bardzo wiele. Może się zdarzyć, że do zmiany przy coachingu potrzebujemy mentora. Te dwa pojęcia: coach i mentor są często mylone. Mentoring to oddzielny proces i nie należy go mylić z pojęciem coachingu. Więc najpierw sięgnij do swoich talentów, otwórz się na poznawanie oraz wiedzę innych i jak mówi Oprah Winfrey: Stwórz najwyższą, najwspanialszą wizję możliwą dla Twojego życia, ponieważ stajesz się tym, w co wierzysz. To my decydujemy, jakim drzewem chcemy być. Pamiętaj, zawsze masz wpływ na swoje życie. Ono jest w Twoich rękach i to Ty decydujesz, jak je przeżyjesz. Czy będzie w obfitości i dobrostanie? Odpowiedź należy do Ciebie...


design

52

magazyn lubelski (82) 2022


Bez wątpienia wszystkie swoje wnętrza urządzam z ogromną pasją i zaangażowaniem. Pomieszczenia aranżuję z myślą o naszej 3-osobowej rodzinie, starając się zaspokoić potrzeby każdego z jej członków. Dotyczy to dosłownie wszystkiego. Zaczynając od wymiany stolika kawowego dla M. na większy, bo stary był za mały na pady do konsoli, przekąski i różne sprawunki przy laptopie, poprzez kwiaty w wazonie, które uwielbiam, po miękkie poduszki i mięsiste koce, żeby bąbelek wygodnie mógł oglądać bajki. Zawsze gdy coś planuję, to nie podchodzę do tematu egoistycznie, bo to nasz dom i to nam wszystkim ma być w nim dobrze. Nie ukrywam, że w przypadku doboru dodatków kieruję się jedynie własnym zdaniem, bo nie mogę oczekiwać od faceta, żeby zachwycał się kocykiem, natomiast w kwestii ustawienia czy funkcjonalności to zawsze słucham zdania M., mojego głosu rozsądku. Jest jednak takie miejsce, w którym oprócz pasji i zaangażowania zostawiłam miłość. Balkon. Balkon dla M. Wcieliłam się w rolę mieszkańca dzielnicy willowej, którym był M., i zastanawiałam się, czego by mi brakowało, gdybym przeprowadziła się do bloku. Taras i ogród, to oczywiste. Niestety metrażu naszego mikrobalkonu nie byłam w stanie powiększyć, ale mogłam stworzyć na nim mikrotaras i mikroogród, namiastkę domu rodzinnego. Kiedy jeszcze byliśmy sami, bez bąbelka, na balkonie stały stół i dwa krzesła. Oczywiście w odpowiednim entourage’u. O ile same meble nie były niczym nadzwyczajnym, to dodatkami starałam się stworzyć niepowtarzalny klimat. Uwielbialiśmy te wspólne śniadanka, popołudniowe kawki i chilloutowe wieczory, które wielokrotnie kończyły się przywitaniem przez nas świtu. Nie twierdzę, że to zasługa tego, że położyłam chodnik na balkonie i ustawiłam kilka kwiatków, ale bez wątpienia miłe otoczenie pozytywnie nastrajało do balkonowych

tekst i foto Magdalena Krut

DLA

M. posiadówek. Kiedy bąbelek podrósł i stał się małym tornadem, musiałam, ze względów bezpieczeństwa, zrezygnować z wysokich mebli. Dziecko mamy rozumne, ale wypadki się zdarzają i lepiej unikać sytuacji, które mogłyby do takiego doprowadzić. Długo nie mogłam wymyślić czegoś, co sprawiłoby, że blokowy balkon stanie się dla M. idealnym miejscem relaksu i wyciszenia. Wiedziałam, że muszę się rozglądać za niskimi meblami, najlepiej z drugiej ręki. Nie jest tajemnicą, że szaleję za starą Ikeą, no i właśnie pewnego wrześniowego dnia 2021 roku oszalałam. Na jednym z portali sprzedażowych zobaczyłam jeden z piękniejszych foteli, jaki kiedykolwiek wyjechał z ikeowskiej fabryki. Był to dzień moich urodzin, więc bez wątpienia był to dla mnie znak. Wiedziałam, że muszę go mieć, ale nie wyobrażałam sobie transportu tego kolosa. Niby jest lekki, ale jednak gabaryty swoje ma i bałam się, że sprzedająca odmówi wysyłki. Nic z tych rzeczy. Po dwóch dniach fotel stał w naszym salonie, a ja nie mogłam doczekać się lata. Trzeba przyznać, że jego początek w tym roku nas nie rozpieszcza. Poranki i wieczory są chłodne, stąd nie było jeszcze okazji, żeby posiedzieć na naszym balkonie tak jak kiedyś. Ale wszystko jest gotowe i czeka tylko na nasze towarzystwo. Fotel sprawdził się znakomicie i wyznaczył kierunek, w którym poszłam. Ilościowy minimalizm z kolorystycznym maksymalizmem. Cały wystrój to rzeczy z drugiej ręki, a taboret do dziecięcego pianinka idealnie sprawdził się jako kwietnik. Kwiatów nie mam za dużo, bo wiadomo, że ogranicza mnie metraż, ale jest ich wystarczająca ilość, by poobcować z naturą. Czekam z utęsknieniem na ciepełko i wszystkie letnie, ciepłe, pachnące wieczory, bo wiem, że jak już się umościmy wygodnie na naszym minitarasie, to poczujemy powiew dawnych lat, w których zrodziła się nasza balkonowa tradycja.

magazyn lubelski (82) 2022

53


winna końcówka

tekst Łukasz Kubiak foto Maja Petric

sztuka

z d z i e r a n i a

Odsłonięcie (wystawy) Leszka Mądzika w hali Intrografu było wydarzeniem niezwykłym. Artysta to ktoś widzący dalej, transcendujący. Nie na sposób nudno-prowokujący, jak to się często dzieje w transgresywnych hockach-klockach. Artysta wprowadza w nową przestrzeń, nie gwałcąc wrażliwości, nawet gdy krzyczy, to nie wyje – crescendo – im delikatniejszych środków używa, tym bardziej atomowy efekt uzyskuje. Lecę właśnie samolotem i zerkam na skąpane w słońcu chmury. To, co w dole niesie cień, tu na górze odbija światło i oślepia. Takie właśnie było to odsłonięcie (się) Mądzika w Intrografie. Stary Mistrz drżącymi rękoma zdzierał z twarzy maski, nałożone jedna na drugą, by w końcu, patrząc wprost w nasze oczy, zdecydowanym męskim ruchem zdzierać czarne zasłony z prac rozwieszonych w produkcyjnej hali. Odsłaniając obrazy, kontynuował w istocie obnażanie siebie, pozwalał patrzeć na świat tak, jak on patrzy – świeżo, młodzieńczo, niesztampowo. Jego starość okazała się pozorna, bo prawda się nie starzeje. Wino i cały winiarski świat jest elementem materialnej kultury. Nigdy nie sięgnie przestrzeni, których dotyka kultura duchowa, z muzyką, poezją, prozą czy malarstwem – każdy, kto sądzi inaczej, jest albo kiepskim marketingowcem, albo głupcem. Tym niemniej jako element szeroko pojętej kultury rządzi się dokładnie tymi samymi prawami. Ich fundamentem jest prawda – tylko to, co prawdziwe, może przetrwać próbę czasu, próbę mód, próbę pozornych ułatwień, ciężką próbę komercji. Sytuacja komplikuje się z roku na rok, bo coraz łatwiej jest produkować wina poprawne, niby smaczne, ale tak naprawdę bez głębi i bez życia. Zupełnie jak masowe reprodukcje genialnych obrazów. Niby widzimy to samo, a jednak nikt nie zamieni prawdziwego Malczewskiego na plakat z Malczewskim. Czym jest zatem prawda w winie? Jak rozróżnić oryginały od kopii? Jest kilka wskazówek. Najpierw pochodzenie. Wino bez nazwy producenta, gdzie zastępuje ją ciąg liter i liczb oznaczających rozlewnię, jest co do zasady biednym przemysłowym klonem bez rodzica, biednym na tyle, że nikt nie chce się do niego przyznać. Warto też zwrócić uwagę na szczepy. Każde miejsce naznacza charakterem. Jeśli jesteś z Lublina, od małego znasz cebularz i forszmak. Wina

54

magazyn lubelski (82) 2022

m a s e k

mają podobnie. To oczywiście możliwe, by napić się dobrego cabernet sauvignon z okolic Werony, znacznie bardziej prawdopodobne będzie jednak znaleźć tam lokalną corvinę. Maska – to kolejny znak wina bez prawdy. Na naszej twarzy może być maska covidowa, maska makijażu, maska przeciwsłonecznych okularów noszonych w deszczowy dzień czy wreszcie najgorsza z masek, ta, której sami już nie widzimy, a która wpędza nas w samotność. Maską wina może być najpierw etykieta. Oczywiście sposób, w jaki opakowane jest wino, mówi coś o guście winiarza, coraz częściej jednak mówi raczej o budżecie, jaki winiarnia może wydać na marketing. Warto też zachowywać dobre nastawienie do tych win, które opakowaniem nie powalają, zwłaszcza wtedy, gdy pochodzą z małych winnic. Jedno z najlepszych greckich win na swojej półce ma zarazem absolutnie koszmarną etykietę. Jest to dla mnie ważne memento. Sam winny napój też ma swoje maski – najpierw maskę cukru. Tak uwielbiane przez wielu tanie pluszowe wina to często rozbełtane z cukrem napoje alkoholowe, które poza sztuczną słodyczą niosą pustkę. Słodkie idiotki. Dobre słodkie wino jest zazwyczaj drogie, bo drogie są metody jego produkcji, a jedną z najważniejszych jego cech, dość paradoksalnie, jest ożywcza kwasowość, która trzyma całość w równowadze. Maską może być również beczka. Intensywne beczkowanie może w pierwszym zetknięciu zaskakiwać intensywnością aromatów, by zaraz potem zmęczyć, odebrać winu indywidualność i pijalność. Wino może być również zakłamane przez nadmierne ambicje winiarza. Próby napinania się, udowadniania, porównywania z innymi zawsze prowadzą do karykatury. Prawdziwymi mistrzami pozostawiania przy swoim są dla mnie Francuzi, z małych, nieznanych nikomu apelacji, którzy robią swoje wina, tak jak robili je zawsze i cierpliwie czekają, by ktoś znudzony klonami, natrafiwszy na ich świat, zachwycił się prawdą. Pojedźcie do Jurancon albo Madiran, zrozumiecie, o czym piszę. Prawda w winie, prawda w sztuce, jest w istocie szkołą. Ostatecznie chodzi bowiem o to, byśmy sami byli prawdziwi, a w tej prawdzie piękni mimo upływu lat. Byśmy życia nie zmarnowali ułudą. Jak Mądzik.



FORD MUSTANG MACH-E

MOŻESZ MIEĆ ELEKTRYKA, A MOŻESZ MIEĆ IKONĘ

W 100% elektryczny Ford Mustang Mach-E łączy ponad 50 lat dziedzictwa Mustanga z najnowocześniejszą technologią elektryczną. Piękny, innowacyjny i ikoniczny. Zapewnia zasięg zeroemisyjny nawet do 610 km. Wybierz nowego Forda Mustanga Mach-E i odkryj przyjemność podróżowania samochodem elektrycznym.

Carrara Lublin 20-230 Lublin, ul. Turystyczna 45 www.ford-lublin.pl (81) 746 11 44, www.sampleford.com W zależności od wariantu i wersji zużycie energii elektrycznej wynosi od 16,5 do 19,5 kWh/100 km, emisja CO2 0 g/km, zasięg od 400 km do 610 km (dane na podstawie świadectw homologacji typu). Zużycie energii elektrycznej i emisja CO 2 zostały określone zgodnie ze Światową Zharmonizowaną Procedurą Testów Pojazdów Lekkich (WLTP). Na zdjęciu Ford Mustang Mach-E w wersji AWD.