Page 1

20

lat PWSZ CHEŁM


Piotr Nowacki

LUBLIN BETTER SHOPPING BETTER LIFE


foto:Natalia Wierzbicka

od redakcji Dzieci wróciły do szkoły, studenci mają jeszcze chwilę oddechu. My pracujemy pełną parą – nasz najnowszy numer jest jak zwykle pełen ciekawych tematów. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie obchodzi w tym roku 20-lecie powstania. Jej bramy opuszczają świetnie wykształceni lotnicy, inżynierowie, informatycy, lingwiści. W ostatnim czasie pojawiły się nowe samoloty szkoleniowe, a teraz pas startowy. Szkoła postawiła na lotnictwo, które ma długie tradycje w naszym regionie – kształci zarówno pilotów, jak i personel naziemny lotnisk. Arkadiusz Tofil, rektor PWSZ w Chełmie, opowiada o historii jej powstania i dniu dzisiejszym. Praca jest jego pasją. Można bez kozery stwierdzić, że jest przykładem człowieka, który udaje się do swoich obowiązków jak na skrzydłach. W Lublinie natomiast miała miejsce premiera instalacji lameli – łamaczy światła z ogniwami perowskitowymi i jest to pierwsze komercyjne wdrożenie tej technologii na świecie. Tu zdradzimy tylko, że ich zastosowanie w sposób ekonomiczny chroni budynek przed przegrzaniem bądź wychłodzeniem, jednocześnie umożliwiając produkcję czystej energii z promieniowania słonecznego. Więcej w wywiadzie z Janem Kidajem, Prezesem Zarządu Aliplast Sp. z o.o. Magdalena Zabłocka, która wiele razy gościła na łamach naszego pisma, w tym numerze debiutuje jako felietonistka, proszę spodziewać się ostrego pióra. Z tematami modowymi wraca do nas Jola Szala, zwolenniczka Mody Nowej Generacji. Zdecydowanie odchudzi naszą szafę. To ważne. Pamiętajmy, że umiejętne wykorzystywanie ubrań nie tylko ułatwia życie na co dzień, ale chroni środowisko naturalne przed zalewem rzeczy. Nasz nowy autor, Dariusz Klimek, zachęca do kucharzenia w domu, przekonując, że gotować każdy może. Starajmy się o wspólne domowe posiłki, bo relacje międzyludzkie są najważniejsze. My, w oczekiwaniu na polską złotą jesień, życzymy Państwu pogody ducha i wzajemnego ciepła. PS. W poprzednim numerze (2021/4/77) „LAJF magazyn lubelski” w stopkę redakcyjną wkradł się błąd. Autorem zdjęcia widniejącego na okładce jest pan Arkadiusz Zawadzki, a nie, jak podaliśmy, pan Marcin Pietrusza. Przepraszamy obu panów oraz naszych czytelników za tę pomyłkę.

KURSY ZAWODOWE Z UPRAWNIENIAMI

KOSMETYCZKA FRYZJER FLORYSTA HYDRAULIK KOMINIARZ KUCHARZ

CUKIERNIK PIEKARZ LAKIERNIK BLACHARZ MECHANIK I WIELE INNYCH

IZBA RZEMIOSŁA I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI W L U B L I N I E ul . R y n e k 2 Redaktor naczelny TEL. 81 532 80 11 WWW.IZBA.LUBLIN.PL


www.lubelskie.travel.pl


z okładki

społeczeństwo

10 Mam szczęście do ludzi tekst Tomasz Moskal, foto Paweł Klajnert

18 Ambasadorzy Województwa Lubelskiego tekst Natalia Dzyr, foto Anna Ignasiak

felieton

biznes

26 Proszę Pani, Proszę Pana… tekst Magdalena Zabłocka, foto Marcin Pietrusza 27 Kwestia gustu z cyklu Lubię wiedzieć tekst Maciej Wijatkowski, foto Beata Wijatkowska, Jo Round/ Unsplash

28 Papier przyjmie wszystko... tekst Donata Langa-Mitrus, Marcin Mitrus, foto Igor Lisowski

od redakcji 3  Dzieci wróciły do szkoły, studenci mają jeszcze chwilę oddechu. My pracujemy pełną parą... Piotr Nowacki

8 tygiel

społeczeństwo

ludzie

20 W harmonii z naturą tekst Anna Ignasiak, foto Bartosz Kuna

22 Nigdy nic innego nie robiłem tekst Anna Ignasiak, foto Marcin Pietrusza

biznes

motoryzacja

32Mądra strategia Wywiad z Janem Kidajem – Prezesem Zarządu Aliplast Sp. zo.o. tekst Piotr Nowacki, foto Aliplast

38 Król dróg i bezdroży tekst Piotr Nowacki, foto Beata Flor, FORD

36 biz-njus 40 okruchy kultury

historia

design

42 Terroryści w Rozkopaczewie tekst Mariusz Gadomski foto Grażyna Rutowska/ Narodowe Archiwum Cyfrowe

52 Galeria Radości tekst i foto Magdalena Krut

natura 46 Drugi koniec smyczy, tekst Magdalena Świątkowska, foto Michał Świątkowski, Alumbrante Boxerkennel hodowla bokserów FCI

moda 56 Dodatki – sól i pieprz każdej stylizacji z cyklu Moda Nowej Generacji by Jola Szala tekst i foto Jola Szala

kuchnia 60 Gotować każdy może… tekst Dariusz Klimek, foto Krzysztof Fabisiak

winna końcówka 62 Najpierw pogadajmy o winie tekst Łukasz Kubiak, foto Nadin Mario/ Unsplash

taki LAJF


Roczna prenumerata we jdź na

lajf.info/prenumerata/ i z a pis z s ię na pre num e ra tę LA J F m a ga z yn lube ls k i Cena prenumeraty rocznej to 79zł Opłata pokrywa koszty pakowania i wysyłki Liczba egzemplarzy w prenumeracie: 11 egzemplarzy

Informacje o prenumeracie w zakładce: o nas na www.lajf.info

Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 3 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, KRS 0000416313 e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosi wyłącznie reklamodawca. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów tekstów, nadawania śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałów niezamówionych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny.

20

lat PWSZ CHEŁM

www.lajf.info

ISSN 2299–1689

Sekretarz redakcji: Anna Ignasiak (ann) a.ignasiak@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Michał Fujcik (fó), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Boguta (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro), Anna Viljanen (av), Łukasz Kubiak Skład: Irek Winnicki Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor) Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Olga Michlec-Chlebik (mich).

REKLAMA i MARKETING: reklama@lajf.info | praca@lajf.info

LAJF magazyn lubelski 2021/5/78

LAJF magazyn lubelski Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604 Redaktor naczelny: Piotr Nowacki, p.nowacki@lajf.info

Okładka: Paweł Klajnert

Reklama


tygiel

Folklor z Polski Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym to coroczne wydarzenie. 55. edycja odbyła się w dniach 27-29 sierpnia 2021 r. Wytypowano i nagrodzono najlepszych artystów tworzących tradycyjny folklor muzyczny. Można było uczestniczyć w Targach Sztuki Ludowej, Seminarium Folklorystycznym, wernisażu wystawy jubileuszowej 55 lat Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych oraz widowisku pt.: „Wesele Sonińskie”. Atrakcjami były również ognisko w ruinach zamku oraz widowisko pt.: „U Łubiarza”. W trakcie trzydniowych przesłuchań zaprezentowało się 26 kapel, 27 zespołów śpiewaczych, 13 instrumentalistów, 25 solistów śpiewaków oraz 24 grupy w konkursie „Mistrz i Uczeń”. Główną Basztę przyznano Kapeli imienia Tadeusza Kubiaka z Leśmierza z województwa łódzkiego. Spośród zespołów śpiewaczych wygrał Zespół Śpiewaczy z Grodziszowa, a Zbigniew Butryn z Janowa Lubelskiego był najlepszy w kategorii solistów. Basztę wśród solistów śpiewaków zdobył Tomasz Słodyczka z podhalańskiego Zębu. W konkursie „Mistrz i Uczeń” nagrodę otrzymali Stanisław Ptasiński z Jakubem i Filipem Laszkowskimi z Mazowsza i Eugeniusz Kopera z Justyną Piętą z Podkarpacia. (nat)

(ann)

Kazimierskie Skrzydła Po dwuletniej przerwie do Kazimierza powróciła impreza „Skrzydła nad Kazimierzem”. Jest to IV edycja projektu artystyczno-lotniczego. Odbyła się w dniach 11-12 września 2021 r. w Kazimierzu Dolnym. Wydarzenie przeniosło się z rynku głównego nad Wisłę. Można było oglądać liczne pokazy lotnicze i festiwal piosenki lotniczej. Jedną z wielu atrakcji był kiermasz. Na sobotę zaplanowano Dzień Dowództwa Generalnego, na niedzielę Dzień Wojskowego Szkolnictwa Lotniczego. Nad miastem pojawiły się śmigłowce SW4 Puszczyk, formacja Aerobatic Team Orlik, Biało Czerwone Iskry i Bieliki, samoloty MiG 29 i wiele więcej wspaniałych maszyn Można było porozmawiać z fachowcami – pilotami oraz historykami z Muzeum Sił Powietrznych z Dęblina czy IPN. Jednym z elementów przygotowań do wydarzenia były eliminacje do Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Lotniczej „Skrzydła nad Kazimierzem”, w którym występują zespoły wokalne, wokalno-instrumentalne i wokaliści. Kulminacyjnym punktem muzycznej części „Skrzydeł nad Kazimierzem” był koncert „Romuald Lipko in memoriam” w wykonaniu artystów amatorów reprezentujących ośrodki kultury Wojska Polskiego z całego kraju. Organizatorem projektu jest Andrzej Królikowski. (nat)

(pod) (Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie)

Kredowa wyprawa

8

(Podziemia Kredowe w Chełmie)

W Chełmie przez cały rok otwarta jest wiekowa kopalnia kredy piszącej. Należy ona do bardzo rzadkich obiektów zabytkowych w Europie. To labirynt kilkukondygnacyjnych chodników – rezultat pozyskiwania kredy pod powierzchnią miasta. Kopalnie powstawały w średniowieczu, mieszkańcy miasta wysyłali kredę do innych miast i krain. Jaskinie często przeznaczone były na schronienie podczas oblężeń, zwad i konfliktów zbrojnych. Dynamizacja i wzmożenie wydobycia kredy miało miejsce w XVII i XVIII wieku. Podziemia przypomniały o sobie w roku 1965, gdy zapadła się część ulicy Lubelskiej, oraz w latach 70., gdy korytarz zawalił się pod naciskiem ciężarówki. Wtedy również zaczęto bardziej interesować się tym miejscem pod względem historycznym. Rozpoczęły się prace wykopaliskowe, podczas których odkrywano coraz więcej korytarzy. Legendarnym opiekunem Podziemi Kredowych w Chełmie jest Duch Bieluch, strażnik ukrytych skarbów. Mity i legendy wskazują, że jest on duchem białego niedźwiedzia figurującego w herbie miasta. Propagatorem legendy jest Longin Jan Okoń – polski poeta (1927-2020). (nat)


Nie tylko bursztyn

(Stellarium Sp. z o.o.)

Bursztyn, amber, jantar, złoto Bałtyku – minerał ten ma wiele różnych imion, po niemiecku Bernstein oznacza „kamień, który się pali”. Wiadomo, że po uzyskaniu koncesji w 2018 r. całkiem nieźle prosperuje kopalnia bursztynu na terenie Lubelszczyzny. Dostarcza bursztyn do celów nie tylko jubilerskich (bursztynniczych), ale również spożywczych i kosmetycznych. Na Lubelszczyźnie jest około 1100 ton tego surowca, od Parczewa do Lubartowa. W powiecie lubartowskim jest go najwięcej, bo 1088 ton. Z jantaru można produkować nalewki, produkty lecznicze, szampony, odżywki, maseczki i wiele innych produktów. Bursztyn z tego złoża występuje w szerokiej gamie kolorystycznej, a jego wiek to około 40 milionów lat. Żywiczny minerał z drzew iglastych pozyskiwany jest metodą odkrywkową. Otrzymuje się dostęp do nadzwyczajnej jakości bursztynu. Przechowywany jest tu inaczej niż nad Bałtykiem, nie w piasku i wodzie morskiej, lecz w zielonej glince. Równie ważne są też obecne tu złoża glaukonitu. Przed spółką Stellarium etap wydobywania tego niezwykłego minerału. Może on zawierać do 60 pierwiastków i nawet do 30 minerałów, a ma zastosowanie m.in. w filtracji wody pitnej, wiążąc metale ciężkie czy produkcji nietoksycznych farb. Eksploatacja zaplanowana jest na kilkadziesiąt lat. Niedługo na terenach pokopalnianych powstaną również tereny rekreacyjne, na razie jest to ciekawostka dla wielbicieli podziemnej żywicy. (ann)

Śladami ziemi Festiwal Landart’u i Sztuki Ludowej „EtnoMłyn” odbył się 11 września 2021 r. Organizatorem jest Fundacja Krajobrazy. Temat nie jest szeroko znany, dodatkowo tym razem występuje w oryginalnym ujęciu. Sam land art, czyli sztuka ziemi, to działalność artystyczna, której dziedziną zainteresowania jest ziemia, środowisko naturalne, przyroda, a formą artystyczną – integracja w pejzaż. Artyści wykorzystują w procesie twórczym zjawiska naturalne, jak erozja powodowana przez żywioły czy atmosferę. W latach 60. XX w. w Dawn Gallery w Nowym Jorku pojawiła się pierwsza wystawa pt.: Earthworks, której pokłosiem była pogłębiona refleksja na temat krajobrazu. Lubelska odsłona tej sztuki miała miejsce w miejscowości Dorohucza, na terenach zielonych przy starym młynie. Tematem przewodnim wydarzenia była kultura ludowa i tradycyjna Lubelszczyzny – regionu przenikania wielu kultur. Główną atrakcją wydarzenia były instalacje land art, stworzone na potrzeby festiwalu przez wybitnych twórców: Jarosława Koziarę, Mirosława Maszlanki, Ryszarda Litwiniuka. Dla dzieci przygotowano „Gry i zabawy dzieci Lubelszczyzny sprzed 100 lat”, warsztaty muzyczne – tworzenie instrumentów muzycznych z naturalnych materiałów. Dorośli natomiast mogli uczestniczyć w warsztatach „Dziczejemy” poświęconych ziołolecznictwu, potrawom z roślinności lasu i łąk. (nat)

(Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego)

(Fundacja Krajobrazy)

Kulinarne porozumienie Trzy województwa: lubelskie, podkarpackie i podlaskie zorganizowały festiwal „Na kulinarnym szlaku wschodniej Polski”. Lubelska odsłona odbędzie się w dniach 4-5 września 2021 r. na placu Teatralnym przed Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Natomiast pierwsza część tego wydarzenia miała miejsce w województwie podkarpackim, w sierpniu br., w miejscowości Basznia. Kusiła rozmaitość i okazałość potraw, zaskakiwała tradycja i kultura stołu. Festyn plenerowy oferował rękodzieło lub inne formy tradycyjnej aktywności kultury regionalnej. Zaproszeni goście mogli skosztować i nabyć produkty lokalnych producentów i twórców. Wspólne biesiadowanie było edukacją w praktyce na temat kulinarnej historii. Obecny był między innymi Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski. Zorganizowano też konkursy na: „Najciekawsze stoisko wschodnich ziem Polski” oraz „Najlepszy smak wschodnich ziem Polski”. Głównym celem konkursów było zaszczepienie miłości do regionalnych potraw i poszerzanie wiedzy na ich temat, jak również poznanie miejscowych surowców i produktów. Podczas takich wydarzeń można na pewno wzmocnić więź z regionem, a także budować produkt turystyczny i markę regionu. (nat)

(ann)

magazyn lubelski (78) 2021

9


wywiad

Arkadiusz Tofil

mam szczęście

do ludzi tekst Tomasz Moskal | foto Paweł Klajnert

Początki Do Chełma przyjechałem w styczniu 2002 roku, posiadając niewielkie doświadczenie w pracy na uczelni w Rzeszowie oraz prawie dwuletnie w firmie handlowej w Warszawie. Już pierwszego lutego rozpocząłem pracę w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Z tego co pamiętam, byłem jedną z dwunastu osób, którym wówczas profesor Józef Zając złożył ofertę pracy przy projekcie uruchomienia i startu nowej uczelni. Do tego dream te-

10

magazyn lubelski (78) 2021

amu wnosiłem swoje doświadczenie pracy w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz odrobinę umiejętności organizacyjnych nabytych w handlu. Byłem więc osobą przyzwyczajoną do specyfiki pracy uczelni prywatnej, a tu budowaliśmy przecież dużą, państwową, z założenia nastawioną na zmianę wizerunku miasta i regionu poprzez wpływ nowo tworzonego środowiska i społeczności akademickiej. Dziś moje pierwsze doświadczenia postrzegam jako atut, który pozwolił nam dobrze wystartować. Wszelkie przed-


sięwzięcia prywatne jako cel nadrzędny obierają sobie odpowiedzialność finansową. Muszą wykazywać się rynkową sprawnością i umiejętnościami. Myślę, że te dobre wzorce i zwyczaje udało mi się przenieść na chełmski grunt, a w pierwszych latach pracy w chełmskiej PWSZ mogłem również przyczynić się do właściwego rozwoju naszej uczelni. Czynnik finansowy jest dosyć istotny, bo determinuje późniejsze zamierzenia i działania. Moją początkową rolą było stworzenie i prowadzenie działu kadr z jednoczesnym pełnym nadzorem

nad finansową stroną tej części budżetu uczelni, tak byśmy mogli spokojnie realizować założone sobie cele. Sądzę, że to zadanie realizowałem z zadowoleniem ówczesnego rektora uczelni, tym samym zdobywając jego zaufanie. Od 2008 roku, gdy jako prorektor zostałem odpowiedzialny za rozwój uczelni, zobaczyłem naprawdę wielką szansę na stworzenie w Chełmie wyjątkowego ośrodka bazującego na nowoczesnych laboratoriach i jednocześnie korzystającego z rosnącego zapotrzebowania gospodarki na absolwentów kie-

magazyn lubelski (78) 2021

11


runków technicznych. To był okres podejmowania trudnych i wielkich decyzji inwestycyjnych związanych również z dużymi wyzwaniami finansowymi, a zawsze staram się, by realizując projekty, mieć wszystko dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Nie powinno się improwizować w obszarze z budżetu, tu dokładnie musieliśmy wiedzieć, na co nas stać, a na co nie. Nie mogliśmy liczyć na to, że jakoś to będzie, może się uda. Moim zadaniem było, i tak robię do dziś, chłodno i rzetelnie oceniać wartość i koszt projektów, postarać się zbudować solidne zaplecze i bazę finansową. To, czego się wówczas nauczyłem, procentuje do chwili obecnej. Jako rektor uczelni staram się ocenić wartość i zasadność planowanych inwestycji oraz dobrze i solidnie się do nich przygotować. Po to, by w jak najwyższym stopniu zmaksymalizować korzyści dla naszych studentów i samej uczelni.

12

magazyn lubelski (78) 2021

Wyzwanie W życiu często jest tak, że pomaga przypadek. Tutaj też tak było. Pewien splot wydarzeń spowodował, że myślałem o nowych wyzwaniach zawodowych i nagle na horyzoncie pojawiła się właśnie propozycja z Chełma. Nie wahałem się nawet przez moment, bo uznałem, że dla tego projektu warto przeorganizować własne życie, zmienić środowisko, a nawet miasto. Chełm oferował mi ogromną szansę nowych zawodowych wyzwań w postaci członkostwa w zespole, który kreował coś od podstaw, można wręcz powiedzieć, że z niczego. Chyba należę do osób, które nie unikają odpowiedzialności i wyzwań, nie lubię chować się za niczyimi plecami, dużo bardziej odpowiada mi pierwsza linia działania, stąd uznałem to za niezwykle fascynujące. Mieć realny wpływ na współtworzenie nowej instytucji, organizować i dopilnować działania dużej uczelni o dominującym technicz-


nym charakterze, która będzie dla niewielkiego miasta na wschodzie Polski szansą na rozwój edukacyjny, społeczny i ekonomiczny. Wiedziałem też, że po krótkim, ale intensywnym epizodzie z branżą handlową, potrafię wnieść umiejętności, zapał do pracy i zaangażowanie. Nigdy nie bałem się wyzwań, a początek pracy tutaj był takim wyzwaniem. Mówiąc wprost, lubię to i jestem osobą, która chce motywować współpracowników, wołając „za mną!”, by wspólnie też móc odczuwać radość z realizacji nowych projektów. Dołączenie do PWSZ w Chełmie do ambitnego, kreatywnego zespołu osób, które myślały podobnie jak ja, było prawdziwą przyjemnością. Chcieliśmy rozwijać i zmieniać Chełm w taki sposób, by tworzona uczelnia mogła być powodem do dumy dla jego mieszkańców. A dla młodych ludzi, którzy od lat stąd uciekali po skończeniu szkoły średniej, propozycją, która ich tu zatrzyma i da szansę na lepszą przyszłość. By w tym mieście chcieli zdobywać dalsze wykształcenie, tu pracować. Byliśmy zespołem, w którym panowała naprawdę fajna, twórcza atmosfera. Nikt z nas nie patrzył na zegarek, bo wiedzieliśmy, że mamy zadania do wykonania i to nas nakręcało. Tak jak dużo było wtedy pracy i obszarów do zagospodarowania, tak nie było pomiędzy nami najmniejszej konkurencji. Tylko współpraca w naprawdę pozytywnym klimacie. Dobry czas. Spektrum tematów, którymi się wówczas zajmowałem, było bardzo szerokie. Bywało tak, że naprawdę nie miałem chwili wytchnienia, bo dziś to, co wów-

czas należało do moich obowiązków, stanowi pracę dla kilku osób. Mimo to nie odczuwałem zmęczenia i nie skarżyłem się. Taka była potrzeba chwili i konieczność, trzeba było więc zamiast narzekania przyłożyć się do pracy. To wszystko zresztą dziś procentuje. Dzięki ówczesnemu doświadczeniu w kwestii inwestycji, zamówień, finansów czy nawet kadr, dziś jako rektorowi uczelni łatwiej mi jest nad tym wszystkim sprawować nadzór. Uważam zresztą, że wspinając się po szczeblach kariery, dobrze jest poznawać poszczególne jej etapy. To wszystko bardzo się potem przydaje. Z perspektywy tych kilkunastu lat na uczelni mogę więc powiedzieć, że decyzja o przyjeździe do Chełma była jedną z lepszych w moim życiu.

Budowa Największym wyzwaniem była budowa zaplecza kadrowego i bazy edukacyjnej. Duże ośrodki akademickie od lat już to miały, oferując nauczycielom akademickim atrakcyjne warunki zatrudnienia czy też nierzadko dodatkowe bonusy, jak mieszkania i pochodne. My dopiero musieliśmy to wszystko stworzyć i zapewnić. A jednak się udało. Duża w tym zasługa stworzonej bazy i warunków, ale na pewno również dobrej naukowej atmosfery, którą chełmska PWSZ kreowała i oferowała. Propozycję pełnienia obowiązków prorektora do spraw rozwoju PWSZ dostałem tuż po obronie mojej pracy doktorskiej. To bardzo rzadka i nietypowa sytuacja w dużych miastach i na dużych uczelniach. Chełm od początku oferował zaufanie tym, którzy chcieli rozwijać siebie

magazyn lubelski (78) 2021

13


i uczelnię jednocześnie. I to naprawdę działa do dziś. Ja sam, mogąc mieć wpływ na rozwój obszaru pod nazwą „nauki techniczne”, dosłownie cieszyłem się jak dziecko z wpływu na budowę, konfigurację, zaplecza i dobór aparatury oraz urządzeń w laboratoriach Centrum Studiów Inżynierskich. Sprawiało mi to ogromną radość, a dziś jestem dumny, że właśnie o tych laboratoriach mówi się w kontekście najnowocześniejszych nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Nawet w tych bardziej zacnych i renomowanych uczelniach. Stało się tak dlatego, że ten projekt był dla nas priorytetem. W Depułtyczach Królewskich, gdzie mieszczą się nasze laboratoria, było przysłowiowe „ściernisko”. A teraz stoi tam nowoczesny kompleks laboratoriów wyposażony w nowoczesną infrastrukturę naukową. Dzięki umiejętnej absorbcji środków unijnych przeznaczonych na rozwój Polski wschodniej, udało się nam w krótkim czasie stworzyć prawdziwą perełkę, która dzisiaj działa jak magnes przyciągający firmy, przedsiębiorców oraz chętną do studiowania tu młodzież z całej Polski, Ukrainy i kilku jeszcze krajów Europy.

Niewiara Myślę, że nie wszyscy wierzyli w powodzenie naszych planów. To, co zamierzaliśmy stworzyć, miało być przecież ewidentnym zaprzeczeniem dotychczasowej, swoistej dewizy miasta, mówiącej o tym,

14

magazyn lubelski (78) 2021

że tu nic się nie uda. Pewnie też wielu osobom przeszkadzaliśmy. Standardowa odpowiedź na większość ówczesnych naszych pytań i próśb brzmiała: nie, tego się nie da zrobić. Zawsze wychodziłem z założenia, że aby móc tak stwierdzić, najpierw trzeba się o tym przekonać. I na pewno bardzo trudno jest udowodnić, że czegoś nie da się zrobić. Wiele więc rzeczy i spraw postanowiłem na tym założeniu zbudować. I systematycznie zamieniałem to „nie” na „tak”. My tu, na Lubelszczyźnie, wciąż jeszcze lubimy twierdzić, że w innych regionach Polski łatwiej o sukces niż u nas. A przecież warunki mamy podobne. Rzecz więc chyba w liczbie osób, które mocno wierzą i pracują na to, żeby się udało. My bardzo chcieliśmy, byliśmy zdeterminowani, dobrze przygotowani. Wkładaliśmy w to siebie, swoje umiejętności i ciężką pracę. I dlatego się udało, niemożliwe nie istnieje. Ten głód obecny jest we mnie zresztą cały czas. Przy tym jak dziś funkcjonuje uczelnia, po tych wszystkich inwestycjach i projektach mógłbym pewnie wygodnie rozsiąść się w rektorskim fotelu i tylko prowadzić spokojne, przewidywalne bieżące rzeczy. Uważam jednak, że rozwój wymusza progres i że nie wolno się nam zatrzymać. I chociaż ilość nowych projektów i zadań sprawia, że urlop pozostaje w sferze marzeń, to uważam, że tak trzeba. Nie narzekam, tylko staram się wciąż mieć plany. A potem, razem z grupą fachowców z PWSZ, skutecznie je realizować. Wciąż bowiem mamy w sobie ten pierwotny entuzjazm, który wpływa na rozwój. Kilkanaście dni temu


otworzyliśmy na naszym lotnisku nowy betonowy pas startowy, myślimy już o otwarciu nowych obiektów Instytutu Nauk Medycznych, a w perspektywie są kolejne wyzwania. Endorfiny, które się przy tym wytwarzają, rekompensują problemy, brak snu czy czasu. Tak postrzegam swoją pracę, a zadowolenie studentów i zachwyty niezależnych osób, gości, ekspertów nad tym, co udało się nam tu stworzyć, przynoszą mi satysfakcję i dają… paliwo do dalszej pracy. To, że uczelnia stworzyła nowoczesną bazę, zbudowała potencjał, szkoli tak dużą liczbę studentów rocznie, a zespół entuzjastów pracuje jak w szwajcarskim zegarku, współpracując idealnie ze sobą, daje mi ogromną osobistą satysfakcję. Myślę i jednocześnie jestem za to wdzięczny, że w życiu mam szczęście do ludzi, których spotykam na swojej drodze. Z każdym staram się rozmawiać. Nigdy nie stawiam barier. Mimo masy obowiązków i wypełnionego kalendarza zawsze staram się być dostępny. Bo wsparcie, współpraca i radość przy ewentualnym sukcesie zawsze są wspólne. A w niemiłych czy wręcz trudnych sytuacjach, które czasem niestety serwuje nam życie, też warto jest być razem. Razem stawić im czoło i próbować rozwiązać. Każdy, kto mnie zna, wie, że nigdy nie uciekam od problemów i nie zamykam się w rektorskiej wieży. Rozmowa gwarantuje znalezienie rozwiązania.

Nauki ścisłe – na przekór rynkowi Kiedy budowaliśmy uczelnię, trzeźwo stąpaliśmy po ziemi. I dlatego wiedzieliśmy, że edukacyjny przesyt kierunkami humanistycznymi musi nastąpić. Sam jestem absolwentem uczelni technicznej i jako taki wiedziałem, że rynek w końcu upomni się o fachowców. Ludzi, którzy będą mieć wpływ na los i sukces firm, budowanie gospodarki. A kształtowanie jej bez odpowiedniej kadry technicznej na wyższym poziomie jest po prostu niemożliwe. Informatyzacja, rozwój technologiczny i postęp także wymagały nowych, często technicznych kwalifikacji. Dlatego też postanowiliśmy postawić właśnie na nie. I my te kwalifikacje dajemy, a nasi absolwenci są przez to bardzo pożądani na rynku pracy. Kierunkowe kształcenie ze znajomością języków obcych włącznie sprawiają, że nasi inżynierowie naprawdę nie narzekają na brak świetnych ofert pracy. Otrzymują je często jeszcze na etapie studiów. Ważnym, decydującym o konkurencyjności elementem poza umiejętnościami projektowania czy też znajomością technologii produkcji jest także kształtowanie swego rodzaju inżynierskiego sposobu myślenia. Tylko przy odpowiednim systemie kształcenia możemy go zagwarantować. A tylko wtedy możemy mówić o tym, że nasz absolwent będzie na tyle atrakcyjny na rynku pracy, że będzie wręcz traktowany jako cenne dobro rzadkie, pożądane przez wszystkich pracodawców.

Lotnictwo, czyli strzał w dziesiątkę Niewątpliwie powołanie tego kierunku nim było. Pomysłodawcą lotniczej przygody chełmskiej PWSZ był pierwszy rektor profesor Józef Zając i zawsze podkreślam, że to był bardzo dobry krok. Dziś nasi piloci idą w świat, pracując w międzynarodowych korporacjach i są świetnymi ambasadorami wciąż rozwijającej się uczelni. Kształcimy coraz lepiej, doskonalimy kierunek, nasza baza szkoleniowa wciąż się dynamicznie rozwija, a wszystko to jest z kolei świetną reklamą przyciągającą kolejnych adeptów lotnictwa do Chełma. Lotnisko, symulatory, statki powietrzne, wszystko to sprawia, że do Chełma przyjeżdżają kandydaci z Poznania, Wrocławia, Katowic czy Warszawy, ale też wielu innych europejskich miast. Jestem dumny z faktu, że kandydaci, oceniając obecnie uczelnie, nie mają wątpliwości, że jesteśmy dla nich najlepszym wyborem. W tym roku udało się nam w PWSZ uzyskać uprawnienia do przeprowadzania egzaminów teoretycznych dla pilotów pod nadzorem Urzędu lotnictwa Cywilnego. To efekt niezwykle ciężkiej pracy i długich starań zespołu Centrum Lotniczego i jesteśmy jedyną tego typu placówką w kraju. W naszym akademickim ośrodku zaczynaliśmy od szkolenia kilku osób, dziś tylko do zawodu pilota kształci się ponad 170, a łącznie, wraz z personelem lotniczym w postaci mechaników lotniczych, dyspozytorów itp., jest ich ponad trzystu. Na pewno więc mamy powody do satysfakcji, a może wręcz szerokiego uśmiechu. A tak na poważnie, śmiało mogę stwierdzić, że pod tym względem jesteśmy jednym z największych tego typu ośrodków w Europie. To wszystko jest konsekwencją bardzo dużej liczby trwających przez wiele lat rozmów, spotkań z zarządami i przedstawicielami poszczególnych linii lotniczych i instytucji lotniczych, które przygotowują kadry pilotów. Optymalizacja naszych programów kształcenia, wzbogacanie go o wizyty fachowców i autorytetów lotniczych, praktyka w nowoczesnej bazie. Przy takiej konfiguracji uzyskaliśmy coś, co pozwala naszym studentom na komfort. Nasze szkolenia są też audytowane przez linie lotnicze, które zapraszamy do współpracy. Zyskujemy tym samym dużo większy poziom zaufania z ich strony, a nauka procedur w ten sposób sprawia, że piloci z PWSZ stanowią potem o sile kadr takich linii lotniczych, jak Polskie Linie Lotnicze LOT, Wizzair czy Enter Air. Dla mnie jako rektora ważne jest także, że w oficjalnych wypowiedziach osoby, które widziały, jak wygląda nasz sposób kształcenia, zdecydowanie pozytywnie oceniają nasz ośrodek, zaplecze czy in-

magazyn lubelski (78) 2021

15


frastrukturę. Dziś nasze loty wykonywane są na 14 samolotach i dwóch śmigłowcach. To w większości nowa, niedawno zakupiona flota, która nie ma praktycznie żadnych przestojów. Samoloty są optymalnie eksploatowane, co pewnie widzą na niebie mieszkańcy i odwiedzający Chełm. O ich serwis dba nasz własny zespół mechaników posiadający wymagane uprawnienia i kwalifikacje. W lotnictwie często odnosimy się do statystki zdarzeń. Dzięki naszemu zespołowi pracowników Centrum Lotniczego jak dotychczas nasze są pozytywne. Mam też nadzieję, że los nie będzie chciał nas doświadczyć zdarzeniami, które skutkami dotykają życia i zdrowia pilotów. Priorytetem ponad wszystko jest dla nas bezpieczeństwo i o to zawsze będę dbał.

Instytut Medyczny To ogromna inwestycja i ogromny projekt, ale też ogromne nadzieje, że znów uda się nam zrobić coś, co wpłynie na rozwój uczelni. Jedną z myśli, która zawsze mi przyświecała, było stawianie na kierunki, które mają przyszłość. Wystarczy włączyć jakiekolwiek media, żeby się zorientować, że profesjonalnej, dobrze wykształconej kadry medycznej za moment może nam brakować. My chcemy tych ludzi znaleźć, wykształcić i przekonać do pracy. Inwestujemy w kierunek, który stwarza możliwości. Skala wymagań związanych z ilością personelu medycznego będzie rosła, ostatni etap pandemii bardzo mocno to pokazał, chcemy więc pomóc. Uważam, że nie ma możliwości, aby kształceniem kadr medycznych w Polsce zajmowały się wyłącznie duże uczelnie w miastach wojewódzkich. To kształcenie musi się rozwinąć, rozszerzyć i stąd pomysł na Instytut Medyczny PWSZ w Chełmie. Chcemy oferować naukę, zaczynając od pielęgniarstwa aż po rozwój innych zawodów personelu medycznego. Rozwój wymaga oczywiście przygotowania odpowiednich kadr, odpowiedniego zaplecza, laboratorium naukowego itp. To jest bardzo długi i żmudny proces, wymagający ogromnych inwestycji nie tylko w infrastrukturę, budynki i laboratoria, ale przede wszystkim w kadrę. Jesteśmy jednak gotowi na to wyzwanie, co więcej, inwestycja jest już w toku. Pielęgniarstwo już jest zarówno I, jak i II stopnia, czyli studia magisterskie, a młodzież jest zainteresowana studiowaniem na tym kierunku. To jest właśnie jednym z elementów, używając znowu języka ekonomicznego, dywersyfikacji obszarów działania naszej uczelni. Pozwala ona na stabilność, bo posiadając kilka atrakcyjnych kierunków, przetrwamy ewentualne zachwiania czy tąpnięcia. Jestem pełen nadziei i optymizmu, bo badania i zainteresowanie medyczną ofertą PWSZ stale rośnie i daje takie podstawy.

16

magazyn lubelski (78) 2021

Rola uczelni Myślę, że dziś już nikt nie wyobraża sobie Chełma bez PWSZ. Wraz ze studentami, którzy tworzą przecież koloryt miasta, wpisaliśmy się w jego strukturę. Jesteśmy ważną placówką edukacyjno-naukową, która pozwala młodzieży na rozwój w miejscu jej zamieszkania, dajemy zatrudnienie dużej części mieszkańców, angażujemy się w życie społeczne, naukowe i kulturalne miasta. W ostatnim, pandemicznym roku ze względu na ograniczenia nasz akademik stał prawie pusty, a studenci po prostu wrócili do swoich domów, ponieważ zajęcia prowadzone były w systemie zdalnym. Ulice Chełma były trochę mniej kolorowe, ale ten początek roku, będący zarazem dwudziestoleciem uczelni, znów zaczyna być kolorowy!

20 lat Na dwudziestolatka patrzymy już niemal jak na osobę w pełni ukształtowaną. Ale żeby dwudziestolatek był samodzielny i pewny siebie, to jeszcze kilka lat trzeba popracować nad tym, żeby w pełni i z odwagą wszedł w życie. Na uczelni również jest jeszcze dużo do zrobienia. Pozytywne wyniki, opinie i reakcje oczywiście nas cieszą, ale będąc tu na co dzień, widzę, gdzie jeszcze trzeba się bardziej postarać. Ważne są stabilność i stabilizacja, a dobre wyniki nie mogą usypiać i powodować, że się zatrzymamy. Chcę przygotować uczelnię na cięższe czasy, rywalizację rynkową, nowe wyzwania, które przyniesie cywilizacja i rozwój. Wraz ze swoim zespołem analizujemy, co da się poprawić, usprawnić, podnieść. W których obszarach potrzeba więcej naszej atencji, troski i aktywności. Gdzie drzwi są jeszcze zamknięte lub tylko uchylone. Chciałbym też jeszcze bardziej przybliżyć uczelnię mieszkańcom. Już dziś dobrze na nią patrzą, dostrzegają jej rolę i znaczenie, zdając sobie sprawę z faktu, że jest częścią miasta i środowiska. Chciałbym jednak, by jeszcze bardziej się z nią utożsamiali i by traktowali nas jako instytucję, która realnie może polepszyć warunki życia w naszym regionie i że warto wspólnie o to zadbać.

Prywatność Wiele osób podkreśla, jak ważny jest odpoczynek po pracy. Ja jestem zwolennikiem teorii, że jeśli postrzegamy ją jako coś, co musimy zrobić za karę, to taki odpoczynek jest wręcz niezbędny. Jeśli natomiast znajdziemy sobie zajęcie, które jest naszą pasją, pracuje się łatwiej i lżej. Jako entuzjasta technicznych urządzeń, skomplikowanych maszyn i zakochany w nowoczesnych rozwiązaniach, poszukujący nowinek technicznych, lubię… spędzać czas przy nowoczesnych urządzeniach. Sprawdzić, jak funkcjonuje, jakie ma możliwości i co zrobić, żeby w pełni ją wykorzystać. Chyba wręcz tak odpoczywam najchętniej.


W ramach tzw. „wolnego czasu” podjąłem się więc wyzwania związanego ze stworzeniem firmy produkcyjnej, która zajmuje się specjalistyczną obróbką CNC i produkcją części i przyrządów montażowych wykorzystywanych w branży lotniczej i motoryzacji. W ciągu dwóch i pół roku udało mi się stworzyć miejsca pracy dla ponad 20 osób w obszarze produkcyjnym. Co ważne, moją kadrę stanowią w dużej mierze wysoko wykwalifikowani studenci i absolwenci PWSZ, którzy swoje życie zawodowe postanowili związać z Chełmem. To naprawdę powód do dumy i satysfakcji, zwłaszcza że już niebawem będziemy mogli przenieść się do nowego, właśnie budowanego zakładu. Widok naszych absolwentów w firmie, osób, które rozpoczynają pacę zawodową bezpośrednio po studiach, sprawnie poruszających się w środowisku CAD/CAM czy też obsługujących specjalistyczny sprzęt jest naprawdę krzepiący, a ich uśmiechy i zadowolenie to dla mnie największa satysfakcja.

Przyszłość Mam nadzieję, że działalność uczelni i jej zaplecza już wkrótce przyczyni się do tego, że w Chełmie pojawią się firmy, które dostrzegą właśnie tu swój produkcyjny potencjał. Uczelnia kształcąca we właściwy sposób inżynierów mechaników, posiadająca własne, profesjonalne lotnisko, w pewnym momencie staje się zazwyczaj swego rodzaju inicjatorem strefy przemysłowej. A to jak magnes przyciąga inwestycje, pieniądze i duży biznes. Mam więc nadzieję, że zarówno miasto, jak i PWSZ będą na tym zyskiwać. A ja, w przerwie w pisaniu kolejnej naukowej pracy lub projektowaniu następnych rozwiązań dla przemysłu, wsiądę sobie w niedzielne popołudnie na rower i będę patrzył, jak to pięknie rośnie.

Arkadiusz Tofil – dr hab. inż., profesor Politechniki Lubelskiej, profesor PWSZ w Chełmie. Rektor PWSZ w Chełmie w kadencjach 2016–2020 i 2020–2024. Jest absolwentem Politechniki Lubelskiej (2000 r.), gdzie uzyskiwał kolejne stopnie naukowe, oraz Instytutu Ekonomii Polskiej Akademii Nauk (2020–2021). Od 2002 r. do chwili obecnej pracuje w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie, kolejno na stanowiskach: asystent, wykładowca, docent, profesor nadzwyczajny, profesor uczelni. W latach 2008–2016 pełnił funkcję Prorektora ds. rozwoju i współpracy z zagranicą. Od 1 września 2016r. jest Rektorem PWSZ w Chełmie. Pracuje również, począwszy od 2008 r., w Politechnice Lubelskiej na Wydziale Mechanicznym w Katedrze Obróbki Plastycznej Metali, na stanowisku profesora. Jest autorem lub współautorem 17 zgłoszeń patentowych i patentów krajowych, np.: „Dwuwalcowa klatka walcownicza, zwłaszcza do walcowania poprzecznego, wzdłużnego oraz dzielenia bezodpadowego” oraz „System zawieszenia elewacji”, a także ponad 80 publikacji z zakresu obróbki plastycznej metali, obróbki skrawaniem oraz lotnictwa. Brał udział w wielu projektach badawczych, np.: „Nowoczesne technologie materiałowe stosowane w przemyśle lotniczym” oraz „Teoretyczne i technologiczne aspekty innowacyjnego procesu przepychania obrotowego – kształtowanie wyrobów wielostopniowych, uzębionych, typu osie i wały pełne i drążone”. Od 2012 r. jest Prezesem Zarządu w ETD Investment sp. z o.o., prowadząc publiczną Szkołę Podstawową w Brzeźnie. W l. 2013–2014 jako Wiceprezes Zarządu w JT-Edu sp. z o.o. prowadził Ośrodek Kształcenia Nauczycieli w Chełmie. Od 2016 roku pełni funkcję Prezesa Zarządu w AzaTech sp. z o.o., w której rozpoczął produkcję części i przyrządów dla motoryzacji i lotnictwa. Interesuje się lotnictwem, nowymi technologiami produkcji oraz motoryzacją. Znajduje czas na hobby, którymi są podróże i fotografia, oraz sport – uprawia siatkówkę i tenis stołowy.

magazyn lubelski (78) 2021

17


społeczeństwo

Ambasadorzy Województwa Lubelskiego tekst Natalia Dzyr | foto Anna Ignasiak Dnia 28 sierpnia 2021 r. w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie odbyła się uroczysta gala XXII edycji honorowego tytułu „Ambasador Województwa Lubelskiego” oraz certyfikatów „Marka Lubelskie”. Tytuły i statuetki „Ambasadora” przyznawane są wybitnym osobom, instytucjom i firmom, które miały wpływ na promowanie województwa lubelskiego w kraju lub poza jego granicami. Do tej chwili uroczyście uhonorowano ponad 60 ambasadorów. Tytuł ten mogą uzyskać: artyści, sportowcy, naukowcy, instytuty naukowe, szkoły wyższe, szpitale, muzea, a także przedsiębiorstwa regionu osiągające sukcesy w swoich branżach czy ich liderzy. Podczas tego wydarzenia poznaliśmy laureatów tytułu „Ambasador Województwa Lubelskiego” za rok 2020 oraz certyfikat „Marka Lubelskie”. „Marka Lubelskie” jest symbolem jakości, innowacyjności i troski o środowisko. Firmy, które działają od co najmniej dwóch lat, wyróżnia ona certyfikatem mającym charakter promocyjnego godła i znaku towarowego. W trakcie 15 lat trwania programu doceniono około 80 przedsiębiorców. Laureatów tytułu „Ambasador Województwa Lubelskiego” i certyfikatów „Marka Lubelskie” wybrała kapituła pod kierunkiem Marszałka Województwa Lubelskiego, w skład której weszli: Przewodniczący Sejmiku Województwa Lubelskiego, Członkowie Zarządu Województwa Lubelskiego oraz redaktorzy naczelni lubelskich mediów. W kategorii FIRMA laureatem została Fabryka Cukierków PSZCZÓŁKA Sp. z o.o. w Lublinie, w kategorii INSTYTUCJA wygrała Organizacja Środowiska Akademickiego Związku Sportowego Województwa Lubelskiego. AZS powstał w 1922 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim jako piąty AZS w Polsce. Koncentruje się on głównie w klubach uczelnianych, przykładem może być klub uczelniany UMCS, który rozwinął się niezwykle dynamicznie. W kategorii OSOBA – prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz – Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 w Lublinie. On sam wyróżnienie potraktował jako podziękowanie dla całej rzeszy lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, wszystkich, którzy byli zaangażowani w pracę i walkę z COVID-19. „Ambasadorem Specjalnym” w kategorii SPORTOWCY zostały uhonorowane: Małgorzata Hołub-Kowalik (lekkoatletka, sztafeta 4x400 m, mistrzyni olimpijska z Tokio), Malwina Kopron (rzut młotem, brązowa medalistka igrzysk olimpijskich Tokio) oraz Aleksandra Miro-

18

magazyn lubelski (78) 2021

sław (wspinaczka sportowa, mistrzyni i rekordzistka świata). W XV edycji „Marka Lubelskie” wyróżniono m.in.: CARGOTOR, Blachy Ziemiński z Zamościa, Spółdzielnia Inwalidów ELREMET z Białej Podlaskiej, Winnica Dwa Wzgórza z Modliborzyc, Destylarnia Kamień, GRAB ze Słotwin, Piekarnia Halina i Tadeusz Pęzioł z Lublina, Krawpak z Tomaszowa Lubelskiego, AQUA EAST POLSKA (Ruda-Huta). Gwiazdą muzyczną tegorocznej gali był zespół Pectus – polski zespół pop-rockowy utworzony w 2005 roku w Rzeszowie. Imprezę prowadziła prezenterka telewizyjna Karolina Pajączkowska. W gali uczestniczył minister Jacek Sasin. W kategorii firma do tytułu „Ambasadora” nominowani byli jeszcze ERKADO z Gościeradowa i GEOMAX z Opola Lubelskiego. W kategorii instytucja nominowani byli również: Speedway Lublin i Litewsko-Polsko-Ukraińska Brygada im. Wielkiego Hetmana Konstantego Ostrogskiego. W kategorii osoba kapituła oprócz prof. Krzysztofa Tomasiewicza nominowała jeszcze dr. hab. Tomasza Nasiłowskiego, prezesa grupy InPhoTech, oraz prof. Konrada Rejdaka, szefa Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.


magazyn lubelski (78) 2021

19


społeczeństwo

W harmonii z naturą tekst Anna Ignasiak | foto Bartosz Kuna

Dożynki to święto ludowe niezwykle mocno zakorzenione w polskiej tradycji. Jego forma i cel to obrzędy dziękczynne za ukończenie żniw i prac polowych. Wśród zauważalnych w różnych obszarach prób powrotu do korzeni, Święto Plonów, z oczywistych względów, zajmuje miejsce szczególne. Bardziej niż kiedyś doceniamy to, co daje nam natura w połączeniu z pracą człowieka. Dożynki w województwie lubelskim były radosnym spotkaniem ludzi, którzy przez dłuższy czas nie mieli często okazji do bezpośrednich kontaktów, zwłaszcza w tak pozytywnej atmosferze. – Rolnik bardziej niż kto inny zdaje sobie sprawę, że ziemia, którą uprawia, nierozłącznie związana jest z dziedzictwem ojców. Ma świadomość ciągłości, obejmującej minione i przyszłe pokolenia. Dziękujemy Wam – rolnicy, ogrodnicy, sadownicy, hodowcy – mieszkańcy naszego regionu – za całe bogactwo upraw, za Waszą pracę, Wasz trud, ale również za umiłowanie ziemi i przekazywanie kolejnym pokoleniom naszego chlubnego dziedzictwa narodowego – kultury polskiej wsi, tradycji zakorzenionych w rodzinie (najczęściej wielopokoleniowej), zwyczajów religijnych i patriotycznych – dodał marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski. Tym razem to ważne święto odbyło się w Lubyczy Królewskiej. W niedzielę, 12 września 2021 r., spotkały się prawdziwe tłumy, a wśród nich delegacje wielu sołectw i organizacji z całego województwa lubelskiego. Wydarzenie rozpoczął barwny korowód delegacji dożynkowych. Przed specjalną bramą witali je marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz członkowie lubelskich samorządów. Nieco później na dożynkach pojawił się również wicepremier Jacek Sa-

20

magazyn lubelski (78) 2021

sin. Na polach Lubyczy Królewskiej, gdzie miała miejsce cała impreza, odprawiono mszę w intencji rolników. Autorzy wieńców dożynkowych zebrali zasłużone pochwały. Ogromne wrażenie na zebranych zrobił wieniec będący odwzorowaniem postaci papieża Jana Pawła II. Jego szaty liturgiczne wykonane zostały m.in. z kłosów zbóż, suszonych zbóż itp. Ten wyjątkowy wieniec przygotowali mieszkańcy miejscowości Marynin z gm. Konopnica. Większość dożynkowych wieńców miała tradycyjną postać, choć znalazły się też wyjątki – w formie samochodu, parasolki czy kwiatu. Zadziwiały też rozmiary tych dzieł natury i człowieka. Rozstrzygnięto konkurs na tradycyjny wieniec dożynkowy, którego sposób wykonania był zgodny z tradycją dawnych wieńców dożynkowych występujących na terenie województwa lubelskiego, który wygrali na czele z panią sołtys mieszkańcy sołectwa Dębów, gm. Sosnówka, powiat bialski, oraz konkurs na współczesny wieniec dożynkowy, którego sposób wykonania był zgodny ze współczesnymi trendami, z wykorzystaniem dostępnych technik i materiałów, którego zwycięzcą okazało się Koło Gospodyń Wiejskich w Maryninie, gm. Konopnica, powiat lubelski. Wszystkim nagrodzonym oraz wyróżnionym serdecznie gratulujemy. Atrakcjami końcowymi imprezy były m.in. „Obrzęd Dożynkowy” w wykonaniu Chóru „Tarna-Vox” z Tarnawatki oraz Zespołu Folklorystycznego „Roztocze”. Można było też posłuchać popularnych zespołów, jak Jarczowianki z Jarczowa, Julii Stepaniuk, Milano, Top Girls oraz grup De Mono i Golec uOrkiestra. Dostępny był również punkt szczepień przeciwko Covid-19 zorganizowany w ramach akcji #szczepimysięzkgw.


magazyn lubelski (78) 2021

21


ludzie Przy stolnicy i w szkole Od dziecka, gdy mama Tadeusza Pęzioła coś piekła czy gotowała, zawsze chciał przy tym być, pomagać. Nie można go było odgonić. W VIII klasie nadszedł czas, by zastanowić się na wyborem szkoły – to miał być konkretny fach. W tym czasie bardzo podobał mu się zawód kelnera, z uwagi na ubiór, jednak po złożeniu dokumentów do szkoły okazało się, że nie ma miejsc na tę specjalność. Rodzicielka, pamiętając zainteresowanie syna gotowaniem, zaproponowała zawód kucharza. On jednak wolał piekarza. Cóż, zawsze lubił, jak mawiała mama, „męczyć” ciasto. W jego rodzinie wcześniej nie było piekarzy. Dziadkowie i rodzice byli z krwi i kości rolnikami. W 1972 roku Tadeusz Pęzioł, jako uczeń, poszedł na praktykę. Poznawał przyszły zawód w trzech piekarniach – na Podwalu, przy ul. Nałęczowskiej i Kunickiego, już niestety nie istnieją. Potem uczył się w Technikum Przemysłu Spożywczego w Lublinie, specjalność piekarnictwo.

W branży rzemieślniczej od 25 lat

NIGDY n i c

i n n e g o

NIE ROBIŁEM tekst Anna Ignasiak | foto Marcin Pietrusza

22

magazyn lubelski (78) 2021

Pierwszą własną piekarnię Tadeusz Pęzioł prowadził w Goraju. Odkupił ją od gminnej spółdzielni w 1995 roku. Teraz jest już w innych rękach, nadal działa. Swoją największą dumę, czyli piekarnię w Lublinie przy ul. Jana Sawy 3, prowadzi od 2001 roku. Jego wspólniczką jest żona, Halina Pęzioł. Wyrabiają pieczywo żytnie, mieszane, pszenne, w tym wyroby regionalne. Tak jak nauczył się wyrabiać pieczywo tradycyjnymi metodami – na podmłodzie i naturalnym zakwasie, tak Tadeusz Pęzioł robi to do dzisiaj. Nie stosuje żadnych polepszaczy. Ludzie od pewnego czasu zaczęli wracać do pieczywa wyrabianego w sposób tradycyjny. Obok piekarni Tadeusza i Haliny Pęzioł jest kilka sklepów oraz hipermarket, oferujących pieczywo. Gdy powstała piekarnia przy Jana Sawy, Halina Pęzioł sama prowadziła sklep. Pierwszego dnia utargowała niecałe 100 zł. Teraz, w sklepie, pracują na pełnym etacie cztery panie. Dziennie jest około 500 klientów. To w większości są klienci miejscowi, czyli z LSM-u. A trzeba dodać, że to była upadła piekarnia. Tadeusz Pęzioł przez pięć lat walczył o klienta, współpracując ze szpitalami i szkołami. Na początku w piekarni pracowało dwóch ludzi przez 6 godzin na dobę na nocnej zmianie. Teraz zatrudnionych jest dziewiętnaście osób na trzy zmiany. Od 15 lat ma już dobrą koniunkturę, dobrą sprzedaż. Ludzie docenili jego wyroby.

Zapoznane smakołyki Piekarnia Tadeusza Pęzioła regionalnymi wyrobami stoi. Największy popyt jest na pierogi z kaszy gryczanej i pierogi z kaszy jaglanej oraz oczywiście


na cebularze. Cebularze to duży procent produkcji. Są mile widziane przez klientów detalicznych. Jest też bardzo dużo zamówień z małych barów, niewielkich restauracji w całym Lublinie. Te wyroby cenią też restauratorzy i zamawiają pierogi np. na wesela. Tadeusz Pęzioł stara się również być na wszelkich festynach na Lubelszczyźnie, prezentując regionalne wyroby. Robi jeszcze kulebiaki z kapusty. Daje prawdziwą kapustę, odrobinę grzybów czy pieczarek. To też jest znany wyrób w regionie. Mało natomiast produkuje białego pieczywa – chleba, bułek. Niektórzy jego koledzy dziwią się, że tak niewiele wyrabia tego asortymentu, ale nie ma już na nie takiego popytu. Produkuje przede wszystkim pieczywo żytnie i żytnio-pszenne oraz lubelskie specjały.

Będzie w Jabłonnej Teraz w piekarni Tadeusza Pęzioła powstają chleby z dodatkiem prozdrowotnych ziaren. Nasi pradziadowie mało stosowali tego rodzaju składników. W piekarni dodawane są miejscowe ziarna czy nasiona – siemię lniane, mak, słonecznik, otręby. Jeśli chodzi o podstawowe składniki z pszenicy czy żyta, poza mąką, dawane jest pszenne czy żytnie ziarno łamane. Do środka pieczywa lub jako posypka. Inaczej sprawa ma się z pieczywem bezglutenowym. Zakład na razie jest mały, natomiast produkcja takiego pieczywa wymaga większej powierzchni, gdyż jest bardziej złożona. Prowadzi się innego rodzaju fermentację, produkcję ciasta i sam wypiek. W ofercie piekarni jest natomiast bułka oraz chleb w 100% procentach orkiszowe. Nie możemy ich zaliczyć do pieczywa bezglutenowego, natomiast gluten, który znajduje się w mące orkiszowej tych wyrobów, jest tolerowany przez większość klientów, którzy generalnie stosują pieczywo bezglutenowe. Piekarnia poleca im te produkty. Tadeusz Pęzioł teraz remontuje swój nowy nabytek – piekarnię w Jabłonnej. Uruchomi ją na wiosnę 2022 roku. Tam będą bardzo dobre warunki do poszerzenia asortymentu. Wówczas na pewno zajmie się produkcją pieczywa bezglutenowego. Ale nie tylko. Chce produkować prozdrowotny chleb z mąki gryczanej. Tego produktu w podaży w naszym regionie jest bardzo mało. Podobnie produktów z mąki ryżowej, jaglanej i płatków jaglanych. Zamierza przekonać klientów, by nie bali się np. tego, że utyją, jedząc pieczywo – żytnie, żytnio-pszenne, zwłaszcza dobrze ukwaszone, ma dobry wpływ na naszą formę.

Pieczywo to zdrowie W tradycyjnie poprowadzonej produkcji pieczywa żytniego zachodzi fermentacja mlekowa. Tadeusz Pęzioł podkreśla jej zbawienne działanie. Produkty tej fermentacji są bogate w witaminy i niezbędne składniki odżywcze, jak np. sole mineralne. Bakterie kwasu mlekowego są ważne dla organizmu po przebytych infekcjach, leczonych antybiotykami, chronią jelita podczas samej kuracji. Wspierają też

trawienie tłuszczów, a także obniżają poziom cholesterolu. Jest mnóstwo zalet. Tadeusz Pęzioł przypomina trudną historię naszych rodaków, którzy swego czasu zostali wywiezieni na Syberię. Byli żywieni polewką i czarnym chlebem, ponieważ wiadomo było, że to da im jakąś siłę roboczą. Inny przykład z historii zaświadczający o dobroczynnym wpływie piekarniczego wyrobu to połączenie pieczywa z cebulą, przez wieki sprawdzone przez naszych braci starszych, którzy z nami mieszkali i mieszkają. Obok piekarni polskich były żydowskie. Żydzi preferowali cebulę, my przejęliśmy ten pomysł od nich i mamy cebularz. Cebula jest bardzo zdrowa, szczególnie w okresie infekcji.

Tajemnica dobrego pieca W piekarni w Lublinie przy ul. Jana Sawy Tadeusz Pęzioł ma nowoczesny piec na bazie sprawdzonego starego pieca ceramicznego. Jego komory w przeciwieństwie do pieca cyklotermicznego nie są ogrzewane spalinami, tylko za pomocą rurek Perkinsa, w których płynie wyłącznie woda destylowana. Samo źródło grzewcze jest poza piecem. Dla ogrzania tej wody zużywa się mniej gazu niż w piecach cyklotermicznych, w które większość piekarni jest wyposażona. Co więcej – niewykorzystane spaliny przekazują ciepło wodzie grzewczej. Emisja szkodliwych substancji do atmosfery jest mniejsza. Ten tradycjonalista nie pozostaje w tyle jeśli chodzi o źródła energii odnawialnej. W sprawie zastosowania fotowoltaiki w piekarni w Lublinie jest już umówiony z przedstawicielem jednej z firm.

Ludzie i wiedza Tadeusz Pęzioł ma bardzo dobrych pracowników, o gruntownym wykształceniu. Dzięki temu może wytwarzać nie tylko powszednie pieczywo, ale też produkty regionalne. Niektórzy pracują z nim już ponad dwadzieścia lat. Najkrócej pracująca osoba jest w zespole od 3 lat. Piekarz przyjmuje kogoś do pracy właściwie tylko dlatego, że ktoś z załogi odchodzi na emeryturę. Od 30 lat praktykują u niego uczniowie ze szkół zawodowych z Lublina i Biłgoraja. Praktyka trwa 3 lata, następnie jest egzamin czeladniczy. W sumie do tej pory wykształcił 100 uczniów. Trzech z nich zostało jego pracownikami. Od 15 lat jest w komisji egzaminacyjnej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie. Przed pandemią przychodziły do niego regularnie przedszkola, by maluchy mogły zobaczyć, jak robi się chleb, bułki, same spróbować powyrabiać ciasto.

Niełatwe czasy, kolejne plany W pierwszych 4–5 miesiącach pandemii Tadeusz Pęzioł odczuł znacznie jej skutki z uwagi na brak zamówień ze strony restauracji, szkół, przedszkoli. Jednak dzięki dofinansowaniu nie zwolnił ani jednej osoby. Później, gdy wróciła działalność

magazyn lubelski (78) 2021

23


24

magazyn lubelski (78) 2021


restauracji w postaci cateringów, sytuacja zaczęła się poprawiać. W tej chwili piekarnia i sklep działają już normalnie. Planuje otwarcie sklepów firmowych w Lublinie. Od wiosny przyszłego roku, po uruchomieniu piekarni w Jabłonnej, będzie się starał je stworzyć. Koledzy z branży wyprzedzili go w tym zakresie. Piekarnia Tadeusza Pęzioła bazuje na około 80 odbiorcach takich jak sklepy, bary, puby. Wśród nich jest kilkanaście sklepów, dla których jest jedynym dostawcą, nie współpracuje z sieciami.

Może się pochwalić Miał przyjemność, w ramach realizacji programów telewizyjnych, piec razem z Robertem Makłowiczem pierogi gryczane i jaglane, a z Maciejem Nowakiem – cebularze. Znany krytyk kulinarny bardzo dziwił się, że łączy się w nich mak z cebulą. Kilka lat temu Robert Makłowicz powiedział, że tak dobrego chleba jak Tadeusza Pęzioła jeszcze nie jadł, a miał okazję spróbować podczas jednego z turniejów nalewek. Podczas otwarcia, po remoncie, Hotelu Europa w Lublinie poznał Kurta Schellera. Tadeusz Pęzioł miał tam stanowisko ze swoimi pierogami i cebularzami. Scheller bardzo zachęcał go wówczas, by kontynuował pracę nad pierogami. Docenił tradycyjne wyroby piekarni. Podczas jednego z festynów na pl. Litewskim w Lublinie poznał Karola Okrasę – on gotował, Tadeusz Pęzioł prezentował swoje popisowe tradycyjne wyroby.

Piekarnia z certyfikatem „Marka Lubelskie” to dowód uznania dla szerokiej gamy produktów wyrabianych w tradycyjny sposób, a także obecności na wszelkiego rodzaju

targach, gdzie piekarnia Tadeusza Pęzioła reprezentuje lubelskie pieczywo, także na dożynkach. Dużo instytucji, będących jego klientami, zabiera wyroby piekarni na różnego rodzaju eventy poza Lubelszczyzną, a nawet Polską. Cebularze i pierogi wyjeżdżały kilkakrotnie do Paryża z Urzędem Wojewódzkim, jak również do Brukseli. W to pieczywo, jako uzupełnienie swojej oferty, zaopatruje się np. Stowarzyszenie Kucharzy Polskich, jadąc na swoje targi. Podobnie lubelscy myśliwi biorą kilkaset sztuk cebularzy i pierogów, wybierając się na targi myśliwskie np. w Warszawie, Kielcach. Restauratorzy, jadąc na konkursy w swojej branży, również chętnie biorą regionalne wyroby Tadeusza Pęzioła. Piekarnia jest rozpoznawalna i ceniona.

Trzeba pomagać Tadeusz Pęzioł, przekazując pieczywo, wspiera Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia, Fundację Szczęśliwe Dzieciństwo, Stowarzyszenie Brata Alberta, Stowarzyszenie Misericordia, kościół św. Rodziny, kościół Niepokalanego Serca Maryi i św. Franciszka na Poczekajce. Nie tylko. Przed pandemią w Fundacji Misericordia prowadził warsztaty piekarnicze dla niepełnosprawnych. Ze wzruszeniem wspomina te spotkania. W 2017 r. otrzymał, czego naprawdę nie spodziewał się, nagrodę Angelus Lubelski.

Czas wolny? Zajmuje się gospodarstwem w Łosieniu, które ma po rodzicach. Ze śmiechem nazywa je małym ranczem, są konie. Kury i inny drób biega po podwórku. Tadeusza Pęzioła pochłania praca. Zawsze był piekarzem.

magazyn lubelski (78) 2021

25


felieton

Proszę Pani, Proszę Pana...

Magdalena Zabłocka | foto Marcin Pietrusza

Nie lubię Warszawy. Nie znoszę wręcz Warszawy, ale ostatni wyjazd – po rocznym niebycie, wypuszczona z pandemicznego buszu – potraktowałam z należnym pietyzmem, niemal jak wyprawę do Nowego Jorku. Bladym świtem, który przywitał mnie z przytupem i melodyjką (grzmiało, błyskało i jeszcze na okrasę lunęło tak od serca) władowałam się do taksówki chyżo i zwinnie jak gazela i pomknęłam z pieśnią na ustach na Dworzec Główny PKP. Pokonałam po drodze milion pięćset przeszkód – rozkopy, przekopy, wykopy, odkopy, perony, dezinformację totalną, ogólny cyrk na kółkach – po czym namierzyłam wreszcie swój wagon, zziajana wycieczką wlazłam i zasiadłam. W maseczce jak prawo nakazuje. I zamarłam. Siedziałam sobie tak cichutko w kątku koło okienka, zaliczając dzwon nr 1. Maseczki?! Ale o co chodzi! W przedziale jechali ze mną państwo pracujący w PKP (pokazali konduktorowi legitymacje, to działa lepiej niż legitymacja partyjna), zrobił się lekki tłok. Na dzień dobry, a pandemia trwa w najlepsze, w sześcioosobowym przedziale było nas czworo. Teoretycznie miało być chyba wesoło, chociaż nie bardzo interesowały mnie anegdoty z firmowych imprez, kto bardziej, kto mniej, kto z kim i w jakiej konfiguracji. Oko, na wszelki wypadek, zaczęłam trenować już w okolicach Miłocina, nie zdążyłam nawet zobaczyć tabliczki z napisem „Nałęczów”. Obudziłam się gdzieś koło Anina. O zgrozo. O tempora. I o mores. Gość naprzeciwko śpi snem sprawiedliwego, pochrapując z cicha, a na lewym uchu smętnie dynda mu maseczka, smyrając go po policzku. Ale przynajmniej się pokusił o jej zainstalowanie, plus dla gościa. Łypnęłam dookoła. Upchani byliśmy już w szóstkę jak sardynki, jak za starych, dobrych czasów, które pamiętają tylko ci, co w latach osiemdziesiątych wieku ubiegłego podejmowali się przemieszczania po kraju naszym cudnym transportem kolejowym. Dzwon nr 2. Przepisy pandemiczne w PKP to mit i pomówienia. Albo plotki. W każdym razie fikcja to i farsa, drodzy Państwo. Pani obok pana z maseczką na uchu (lewym) swoją miała na brodzie. W teorii może gustownie, w praktyce dramat modowy, kolorek sinawy jest lekko nietwarzowy, poza tym świeżość maseczki raczej pozostawiała wiele do życzenia. Przy drzwiach, w pozie smętnej topielicy, zaległo dziewczę zupełnie bez systemu ochrony, toż samo chłopięta (sztuk dwie), którzy siedzieli po mojej stronie. Poczułam się jak zakonserwowany dinozaur, każdy ma w zadniej części ciała przepisy, pandemia nie istnieje, no po prostu bawmy się i kochajmy! Nic to.

26

magazyn lubelski (78) 2021

Wygramoliłam się z pociągu na Centralnej. Żwawym krokiem wypadam na słońce, na ten żar, na ten huk. Warszawa. Pozałatwiałam, co miałam załatwić, byłam, gdzie miałam być, wróciłam na dworzec. Sprawdziwszy trzy razy (dla świętego spokoju, niejedna niespodzianka mnie zastała z ogarnianiem pokrętnej logistyki przez PKP), przy którym to peronie zatrzyma się pociąg, zahaczając jeszcze o księgarnię (polecam, przy zakupie czterech książek czwarta gratis!), dźwigając tobół z literaturą, zainstalowałam się na peronie. Nudy. Telebim wyświetla jakiś kosmos modowy za miliony monet, książkę jest trudno utrzymać w ręku, balansując z siatą, zerkam zatem dookoła. Wtem do śmietników ustawionych na peronie podszedł pan z wieeeeelkim jak słoń wózkiem i zajął się ogarnianiem śmieci. Wszystko pięknie, wszystko cacy. Jest podział na frakcje taką, siaką i owaką. Ekologia, te sprawy, walka o planetę. A cóż ów pan uczynił? Ku mojemu przerażeniu pan wyjmował worki z kontenerków i płynnym ruchem wywalał zawartość każdego do wózka, wszystko razem, ponad podziałami. Dzwon nr 3. W sumie powinnam jeszcze wspomnieć o dzwonie nr 4, czyli opóźnieniu pociągu, jednakże opóźnienia stały się już takim standardem, że nikogo nie dziwią. Wyjechaliśmy za Warszawę. Lunęło. Nawłocie chyliły swoje złote grona, nabrzmiałe i ciężkie od deszczu, wrzosy mrugały fioletowym okiem gdzieś spośród drzew. Lato już mija i czuć cierpkość jesieni w ustach.

Magdalena Zabłocka jest dyrektorem ds. programowych Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie. W pracy, będącej jej największą pasją, zaangażowana jest w działania na rzecz promocji rzemiosła. W książce „Rzemiosło w przestrzeni kulturowej” ze znawstwem i temperamentnie opowiada historie, legendy i mity tej gałęzi działania, poczynając od antyku. Prywatnie uwielbia literaturę luzofońską i iberoamerykańską, a najbardziej lubi „trupy”, czyli kryminały. Kocha swoje dwa psy i dwa koty.


Kwestia gustu

Lubię w iedzieć

tekst: Maciej Wijatkowski foto: Beata Wijatkowska , Jo Round/ Unsplash

Lubię wiedzieć. Na przykład: dlaczego komuś może się podobać coś, co podobać się nie może? Chwilę później już rozumiem, że jeśli coś nie może podobać się mnie, to nie znaczy, że w ogóle nie może się podobać. Moja znajoma mawiała w takich chwilach: „O guście się nie dyskutuje, tylko się ma lub nie”. No właśnie, czym jest ów: „gust”? Podprogową sugestią, przemycaną nam do mózgów reklamami przez podstępne anteny i portale czy też wyniesioną z domu i życia akceptacją rzeczy i zjawisk, subiektywnie i obiektywnie pięknych? Moda jest dla mnie prawem usankcjonowaną hochsztaplerką. Kiedyś sprzedawcy w salonach samochodowych, na pytanie o dostępność modelu w kolorze białym, odpowiadali: „Biały? To nie kolor!”, albo: „Białe tylko firmy zamawiają, bo reklamy lepiej widać!”. Od kilku lat biały króluje na samochodowym rynku, od Porsche po Pandę. Bliski mi człowiek nabył niedawno nowy samochód. Mniejsza o markę i model, bo to nie miejsce na wspominaną tu już reklamę, i mniejsza o to, że był to tzw. SUV, czyli formuła pojazdu mechanicznego, której istnienia kompletnie nie rozumiem (imponowanie na bulwarach oznacza spełnienie?), ale której posiadanie dyktuje moda. Odwiedziłem przyjaciela i na podjeździe powitały mnie otwarte na oścież wszystkie drzwi pojazdu i zadane z uśmiechem tryumfu pytanie: „No i jak?”. To jest dobry, drogi samochód, ale upstrzony w środku i na zewnątrz miriadem błyskotek, posrebrzeń, światełek i gadżetów. Przyjaciel jest znakomitym kierowcą, człowiekiem wielkiej erudycji i wiedzy, fachowcem w tym, czym zajmuje się zawodowo, oraz – po prostu – wspaniałym, dobrym, uczciwym człowiekiem. Dlatego właśnie jest moim Przyjacielem. Nie zachowałem się najlepiej. Zachowałem się, według współczesnej, modnej nomenklatury, zapewne: asertywnie, seksistowsko i totalnie – kompromi-

tująco. Zapytałem: „Męskich nie było?”. Spąsowiał i zagonił mnie do stołu. Kiedy już minęły przewidziane mililitry szlachetnych napojów i dekagramy jeszcze szlachetniejszych serów i marynat, pociągnął mnie za rękaw i półgłosem zapytał: „Aż tak źle? Mówią, że to najlepszy model...”. „Mówią”. Jesteśmy bombardowani terabajtami wytworów wyobraźni tych, którzy chcą nam coś sprzedać, by utrzymać rodzinę, zapłacić za prywatną szkołę dzieci i wysłać żonę na Malediwy. Jasne, przesadzam, ale niewiele. Dobry gust to pojęcie bardzo względne, ale nie stracone. Dowody na tę tezę krzyczą dokoła: ludzie masowo zaczynają szukać rzeczy i przeżyć, które nie są „modne”, tylko takich, które im odpowiadają. Nie wielkoseryjnych, tylko wytworzonych przez „pana Józia” czy „panią Mariannę”. To jest zew gustu. Tak było, jest i będzie, bo każda owca w stadzie ma jednak swoje indywidualne upodobania. Odrzucić reklamy? Odciąć się od świata? Zamknąć się w kręgu swoich upodobań? W życiu! Wręcz przeciwnie! Poznawać, odrzucać, akceptować, wiedzieć i bywać! Inaczej nasz gust nie ma szans się ukształtować. A ma być nasz, bo to nasze prawo. Jeszcze jedno: narzucanie naszego gustu komuś nie jest złem. Może być nawet dobrem. Tyle że: nie wystawiajmy na parapety głośników, transmitujących pracę kruszarki żwiru, co uważamy za muzykę, i nie zamawiajmy billboardów, na widok których powieki od wewnątrz rogowacieją. Może lepiej zapytać kogoś, a jeszcze lepiej – kilku „kogosiów”, co jest „w dobrym guście”? Tylko – kogo? „Dobre pytanie...”, jak mawiają politycy, którzy nie wiedzą, co odpowiedzieć... Maciej Wijatkowski – ur. w 1962 r. w Lublinie. Filolog angielski, publicysta lotniczy, autor wielu tekstów, w tym felietonów, reżyser i autor programów tv, aktor estradowy. Były członek „Bractwa Satyrycznego LOŻA 44”.

magazyn lubelski (78) 2021

27


biznes

PAPIER

PRZYJMIE WSZYSTKO…

…podobno, ale w sytuacji, gdy firma chce pozyskać środki na inwestycje, biznesplan oraz prognozy finansowe stanowią kluczowy załącznik do wniosku o kredyt. Dobrze opracowany biznesplan oraz dokładnie zaplanowane prognozy finansowe pomogą przekonać bank do udzielenia finansowania.

Donata Langa-Mitrus| Marcin Mitrus foto Igor Lisowski


W swoim życiu zawodowym mieliśmy styczność z wieloma doskonałymi pomysłami na biznes i rozwój przedsiębiorstwa, które legły w gruzach, gdyż pomysłodawcy nie potrafili ich „opakować w papier”. Nie pomogły im w tym wiedza, doświadczenie, liczne kontakty itp. Bank, udzielając kredytu pod inwestycje, oczekuje od kredytobiorcy, aby jego pomysł został dokładnie opisany w biznesplanie i dodatkowo uzupełniony o prognozy finansowe, które będą uwzględniać przyszłe przychody, koszty, a zwłaszcza zysk.

Po co biznesplan Często się słyszy, że biznesplan to przestarzałe narzędzie, które ma się nijak do rzeczywistości, a tym bardziej do przyszłości. Jednak nic bardziej mylnego. Biznesplan to dokument, który wymagany jest przez większość instytucji udzielających jakiekolwiek finansowania na inwestycje, ale również i na rozpoczęcie działalności, a także jej rozwój. Zadaniem biznesplanu jest dokładne i szczegółowe scharakteryzowanie planowanej inwestycji, w tym również dokonanie analizy własnego biznesu, otoczenia oraz konkurencji. W przypadku gdy stanowi on załącznik do wniosku o kredyt, ma on na celu pokazanie bankowi, że inwestor dokładnie przemyślał zaplanowane przedsięwzięcie, a także ma świadomość ewentualnych trudności. Dobrze opracowany biznesplan powinien poruszać co najmniej następujące punkty: Wprowadzenie, które będzie uwzględniać m.in. cel i strukturę transakcji; Dane wnioskodawcy/firmy – należy tu odnieść się do doświadczenia zawodowego/historii firmy, misji, wizji, charakterystyki branży; Opis inwestycji – to, co zostanie w tej części uwzględnione, zależy od planowanej inwestycji. W szczególności należy opisać planowane działania, wskazać przyczyny, dla których warto jest podjąć daną inwestycję, a także opisać jej wpływ na rozwój firmy, dokonać analizy konkurencji/rynku, a ponadto dokonać analizy SWOT/ 5 sił Portera itp.; Opis zarządzania firmą/inwestycją – powinien zawierać m.in. planowane działania marketingowe oraz zmiany w zarządzaniu wynikające ze wzrostu sprzedaży/zrealizowania inwestycji itp.; Analiza finansowa – uwzględnia takie aspekty inwestycji, jak nakłady konieczne do poniesienia, źródła finansowania, a także stanowi streszczenie stanowiących załącznik do biznesplanu prognoz finansowych; Podsumowanie i wnioski odnośnie do planowanej inwestycji; Wykaz załączników – np. prognozy finansowe, operat szacunkowy kupowanej nieruchomości i inne. Należy podkreślić, że pomimo iż biznesplany mają pewne wspólne elementy, to mogą one wyglądać różnie. Przede wszystkim różnice te będą wynikać z samej inwestycji, a także instytucji, do

której jest on skierowany, gdyż te ostatnie mogą wymagać, aby znalazły się w nim inne elementy. Przygotowując biznesplan, należy mieć na uwadze również jego odbiorcę (należy zorientować się na oczekiwania tej instytucji).

Co to są prognozy finansowe Do wniosku o kredyt inwestycyjny należy dołączyć prognozy finansowe, które są integralną częścią biznesplanu. Za prognozy finansowe uważa się projekcję przyszłych wyników finansowych firmy, które uwzględniają zwłaszcza prognozowanie przychodów, kosztów, nakładów inwestycyjnych, a także źródeł finansowania. Osiągane do tej pory dochody będą stanowić główne źródło spłaty kredytu, jednak w sytuacji, gdy firma działa zbyt krótko czy podjęta inwestycja da zupełnie nowe źródła przychodów, to na etapie analizy kredytowej prognozy finansowe będą dokumentować zabezpieczenie planowanej inwestycji. Prognozy finansowe uwzględniają w szczególności rachunek zysków i strat, rachunek przepływów pieniężnych, bilans, analizę wskaźnikową. Prognozy finansowe, które zostaną załączone do biznesplanu dla banku, powinny obejmować cały okres kredytowania, czyli od pierwszego uruchomienia kredytu i realizację projektu przez poszczególne miesiące czy lata spłaty zobowiązania.

Na co zwraca uwagę bank Biznesplan oraz prognozy finansowe pozwolą bankowi na określenie zdolności kredytobiorcy do spłaty kredytu inwestycyjnego. Konieczność przedłożenia prognoz i biznesplanu zachodzi zawsze, gdy mówimy o średnio- lub długoterminowym finansowaniu kredytem inwestycyjnym.


foto Ośrodek Rehabilitacyjno-Opiekuńczy VETERIS

Przede wszystkim biznesplan oraz prognozy finansowe służą do oceny zdolności kredytobiorcy do spłaty kredytu. Nie tylko analizowane są wyniki firmy za poprzednie lata, ale również planowane zyski z inwestycji, która prezentowana jest w biznesplanie i prognozach. Bank w szczególności sprawdzi, czy dana firma ma potencjał do generowania przepływów finansowych umożliwiających spłatę zobowiązania przy niezakłóconej pracy podmiotu. Bank będzie analizował posiadany wkład własny na inwestycje, co należy udokumentować. Banki zwracają również uwagę na tzw. politykę cenową, w tym zwłaszcza na sposób szacowania realności poziomu spodziewanego popytu. Plusem dobrego biznesplanu jest przedstawienie kilku scenariuszy zdarzeń (oczywiście optymistycznych mniej lub bardziej). Istotne jest, aby biznesplan i prognozy finansowe były zwięzłe i konkretne. Nie należy niczego koloryzować, gdyż doświadczony analityk szybko to wychwyci i może to spowodować przyznanie negatywnej decyzji lub (w najlepszym przypadku) lawinę dodatkowych pytań.

Nasze doświadczenie Stoimy za opracowaniem dziesiątek biznesplanów i prognoz finansowych. Zawsze wymaga to od nas dużego nakładu pracy od zapoznania się z historią inwestora, dotychczasową jego działal-

nością, wiedzą i umiejętnościami, aż po dokładne przeanalizowanie planowanej inwestycji. Na proces przygotowania ich składają się dziesiątki godzin rozmów z inwestorem, setki wymienionych maili, a także wiele godzin poświęconych na zapoznanie się z wieloma aspektami inwestycji. Wśród przygotowanych przez nas biznesplanów i prognoz finansowych znaleźć można m.in.: • projekty dla deweloperów, zarówno budujących wielkie apartamentowce, jak i budujących małe osiedla domków jednorodzinnych; • projekty dotyczące zakupu i budowy obiektów hotelarskich; • projekt zakupu i rozwoju jednego z najlepszych ośrodków rehabilitacji na Lubelszczyźnie – Ośrodka Rehabilitacyjno-Opiekuńczego VETERIS. To tylko nieliczne przykłady zrealizowanych przez nas projektów. Bardzo często inwestorzy próbowali samodzielnie pozyskać finansowanie i dostawali odmowne decyzje. Jednak dzięki odpowiedniemu „ubraniu w papier” inwestycji udawało się pozyskać środki na podjęte inwestycje. Biznesplan i prognozy finansowe mają po prostu pokazać, że na pewno dasz radę.

Mitrus Finance ul. Bursaki 15 lok.16 | 20 – 150 Lublin tel. 793 368 479 | email: donata.mitrus@mitrusfinance.pl


społeczeństwo

Mądra strategia

32

magazyn lubelski (78) 2021


Spółka Aliplast z wielką uwagą śledzi wszelkie zmiany na rynku, dzięki temu nie tylko dotrzymuje kroku liderom w swojej branży, ale uczestniczy też w pionierskim rozwiązaniu w zakresie technologii fotowoltaicznej. Instalacja lameli – łamaczy światła z ogniwami perowskitowymi jest rewolucyjna m.in. z uwagi na aspekt proekologiczny. Firma Aliplast rozwija również swoją produkcję w kierunku ograniczenia dostaw komponentów, w ten sposób minimalizując koszty i ujemny wpływ na środowisko. Integruje się wewnętrznie, będąc jednocześnie otwartą na efektywną współpracę, co zapewnia jej niepodważalną pozycję w branży. Z Janem Kidajem, Prezesem Zarządu Aliplast Sp. z o.o., rozmawiał Piotr Nowacki, foto Aliplast.

Aliplast istnieje na rynku już 20 lat. Co teraz dzieje się w firmie? Ostatnio w mediach pojawiły się informacje, że spółka wchodzi w nowego typu rozwiązania? Rzeczywiście, te 20 lat minęły bardzo szybko. Samą historię firmy oceniam bardzo pozytywnie. Jednocześnie ta historia zobowiązuje, aby za kolejnych kilkanaście lat nie można było powiedzieć, że w pewnym momencie nastąpiło załamanie. Wokół nas zmieniło się bardzo dużo. Staramy się dotrzymać kroku, reagować na te zmiany i trendy. Zauważyliśmy bardzo silny od kilkunastu lat trend proekologiczny i w związku z tym nawiązaliśmy współpracę z dostawcą – Saule Technologies, w pewnym sensie rewolucyjnego technologicznie materiału fotowoltaicznego, by zastosować go na naszych konstrukcjach. Stworzyliśmy taki system, można powiedzieć pilotażowy, z wykorzystaniem nośnika perowskitowego do generowania energii. Połączyliśmy ten nośnik z naszymi systemami paneli Sun Protection, które mamy już przetestowane i sprawdzone w działaniu. W ten sposób powstały lamele – łamacze światła. Za automatykę odpowiedzialna jest firma Somfy.

Czy tworzyli Państwo nową linię produkcyjną czy też dostosowywaliście swoje produkty do perowskitów, czyli paneli naklejanych? Mówiąc w skrócie, jest to adaptacja systemu. Nie jest on nowością, funkcjonuje na świecie od kilkudziesięciu lat. Jednakże obecnie, w dobie dużego postępu tzw. „motion technique”, czyli wyposażania konstrukcji w automatykę regulującą jej działanie, bardzo dobrym pomysłem okazało się wykorzystanie perowskitów w naszych rozwiązaniach w zakresie wykorzystania energii słonecznej.

Ale to niejedyne pole, na którym spółka poczyniła postępy. Z tego co wiem, nabyliście Państwo dodatkowe tereny z myślą o dalszym rozwoju produkcji. Czy wobec tego asortyment się zwiększył? W ciągu ostatnich kilku lat wiedzieliśmy, że zbliża się kres możliwości dalszego rozwoju na dotychczas

posiadanym terenie. Dlatego podjęliśmy rozmowy z sąsiadami i udało nam się odkupić od nich około 3,5 ha, jak również wykupić istniejące i działające do dzisiaj przedsiębiorstwo piekarnicze. Teren, na którym ono stoi, został kiedyś sprzedany, teraz wykupiliśmy go z powrotem i stopniowo integrujemy te tereny, czego rezultatem jest łączny areał około 16 ha, czyli 160 tys. mkw., co pozwoli nam na zabudowę produkcyjną o powierzchni prawie 120 tys. mkw.

Rozumiem, że planujecie Państwo zbudować dodatkowo halę o powierzchni 10 ha. Co będzie się działo w tym nowym obiekcie? Na początek muszę podkreślić, że gospodarka światowa zmienia się w sposób niesamowity. Sądzę, że postpandemiczna rzeczywistość zweryfikowała pewne trendy oraz teorie rozwoju na świecie. Odniosę się do bardzo popularnego kiedyś trendu, jakim była globalizacja. W poszukiwaniu obniżenia kosztów produkcji wszyscy uznali, że jedyną szansą na to jest Daleki Wschód i uzależnili się od tego. Nagle pandemia pokazała, a także inne wydarzenia, jak np. blokada Kanału Sueskiego czy przestrzeni powietrznej Białorusi oraz Ukrainy, że z logistyką bywa różnie. Nie można być pewnym raz przyjętych rozwiązań w tym obszarze. Poza tym logistyka jest gigantycznym emitentem gazów, jak i innych czynników szkodliwych dla środowiska. Logika nakazała, że należy wrócić do takiego staroświeckiego modelu gospodarczego typu „Zosia Samosia”, czyli takiego działania, że sama sobie wytworzy mąkę, sama upiecze z niej bułkę i sama ją zje, a nadwyżki sprzeda na zewnątrz. Ująłem to oczywiście w sposób uproszczony i nieco humorystyczny, ale taki właśnie model zaczyna dominować. My w swoich podstawowych produktach, jakimi są systemy paneli, używamy bardzo dużej liczby komponentów. Przeliczając na pieniądze, to jest dwadzieścia kilka milionów euro w skali roku. Nabywając je, napotykamy na duże problemy, zarówno logistyczne, jak i techniczne. Niektóre komponenty potrafimy sami wytworzyć i w tym celu integrujemy się wewnętrznie i zdecydowanie będziemy iść w tym kierunku, czyli produkcji samych komponentów na własny użytek. Ma to po pierwsze pozytywny wpływ na mobilność naszej logistyki oraz koszty. Kolejnym ważnym rezultatem takiego działania jest eliminacja śladu węglowego w postaci transportu, jaki byłby w innym przypadku konieczny dla pozyskania tych komponentów. Jednocześnie też wartość dodana, czyli marża producenta i jego zyski, zostaje tutaj.

Czy uważa Pan w związku z tym, że z kolei eksport będzie mniej opłacalny, bo producenci będą starali się tworzyć zakłady o podobnym profilu w innych miejscach? To trudno przewidzieć. Dzisiaj o umiejscowieniu jakiejś produkcji w danym rejonie decydują koszty. Jak dotychczas, większość producentów decyduje się założyć przedsiębiorstwo w miejscu,

magazyn lubelski (78) 2021

33


gdzie koszty pracy są niższe. To powoli ulega zmianie, ponieważ koszty się wyrównują. W obrocie niektórymi towarami jest tzw. logiczne koło logistyczne, co oznacza, że poza jakąś odległość wożenie towaru jest nieopłacalne. Nie jest się przecież monopolistą. W związku z tym nie ma sensu wozić niektórych naszych produktów, jak np. profili aluminiowych, do miejsca położonego w odległości 2 tys. km od nas, ze względu na koszty logistyczne, które rosną codziennie na skutek regulacji prawnych oraz np. obciążeń za korzystanie z drogi itp. Te sumy są naprawdę duże i lepiej wykorzystać je w inny sposób.

Czy uważa Pan, że większość dostawców będzie postrzegało teraz rynek bardziej w sensie kontynentalnym, a nie globalnym? Zdecydowanie nie. Jest duża gama produktów, które w dalszym ciągu będą eksportowane do najodleglejszych miejsc, jednakże komponenty do nich będą produkowane na miejscu, gdyż ma to bezpośredni wpływ na koszty.

Wracając do Lublina i nabycia tej nieruchomości, co konkretnie zamierzacie Państwo tam robić? Wspominał Pan również o redukcji śladu węglowego. W tym roku na inwestycje przeznaczyliśmy 90 mln zł. To jest prognoza całego roku. Część inwestycji jest już w takiej fazie, że możemy realnie przewidywać ich całkowite koszty. Nastawiamy się przede wszystkim na rozwój potencjału produkcyjnego, wzrost liczby wytwarzanych profili o około 12 tys. ton. W związku z tym przewidujemy, że w roku 2023 będziemy mieli potencjał produkcyjny na poziomie około 50 tys. ton profili rocznie. Kilka lat temu rozpo-

34

magazyn lubelski (78) 2021

częliśmy proces rozbudowy naszej gamy produktów o produkty outdoorowe, czyli wykorzystywane na zewnątrz budynku. Naszym produktem podstawowym są profile aluminiowe, czyli produkt wbudowywany w ścianę. Natomiast nasza uwaga zwróciła się ku elementom zewnętrznym, takie jak bramy, drzwi, ogrodzenia oraz niewielkie budowle, jak ogrody zimowe czy pergole. Trzy lata temu zaczęliśmy rozszerzać naszą produkcję o tego typu produkty, przeznaczając na to duże nakłady. Obecnie jesteśmy już na poziomie znaczącego wzrostu tego sektora. Powstała gama produktów w postaci uzupełnień ściennych, np. przeciwsłonecznych, czyli różnego typu żaluzji, rolet. Koncentrujemy się też, jak już wspomniałem, na tworzeniu wewnętrznego łańcucha dostaw. Można to też nazwać „antyzakupową” produkcją. To też wymaga dużych inwestycji. Jednakże taka zaistniała potrzeba, choćby z powodu kryzysu, który nastąpił na rynku komponentów, jeżeli chodzi o włókno szklane. W ostatnich dwóch latach z tego powodu doświadczyliśmy bardzo dużo perturbacji natury logistycznej, powodujących znaczące braki magazynowe.

Czy pandemia wpłynęła negatywnie na działanie spółki? Po głębszej analizie doszedłem do wniosku, że „przeszliśmy” lekko tę pandemię. Niemniej jednak spustoszenie, jakie pandemia spowodowała w rzeczywistości rynku pracy, jest przez nas odczuwalne.

W jakim sensie? Zwiększyły się oczywiście problemy na rynku pracy, a jednocześnie upadł etos pracy. Pracownicy dzwonią do lekarzy i dostają zwolnienia, nikt nie analizuje, czy dana osoba jest rzeczywiście chora. Korzy-


sta ze swojego prawa, które dali jej rządzący. O tym trzeba wspomnieć, ponieważ to jest bardzo duży problem, który rozwija się z szybkością nowotworu w naszym kraju.

Ma to duży wpływ na pracę w zakładzie? Tak, bywają dni, najczęściej poniedziałki, kiedy absencja chorobowa, która przecież destabilizuje produkcję, bywa kilkunastoprocentowa.

Pandemia obeszła się z Państwa firmą łagodnie, ale jakie były wyniki finansowe w 2020 roku? Wyniki były dobre, nawet lepsze niż prognozowane w 2019 roku, niemniej jednak, jak już wcześniej wspomniałem, zawsze trzeba myśleć o czymś lepszym, większym, dalszym i to rzecz naturalna. My spełniliśmy oczekiwania, które wobec siebie mieliśmy. Idąc jednak dalej, rezultaty pocovidowe czy raczej reakcje antycovidowe polityczne i gospodarcze mają na nas wpływ. Tzw. impuls pocovidowy będący reakcją świata, czyli rozmaite działania w celu ratowania gospodarki spowodowały, że na rynek wpłynęły gigantyczne pieniądze, wywołujące bardzo dobrą koniunkturę, z której my również korzystamy. Z drugiej strony doszło do tego, że ceny aluminium, czyli naszego podstawowego materiału, w ciągu roku wzrosły już o 100%, podobnie jak ceny stali. Wszyscy patrzymy na coraz wyższe liczby, każdy zauważa większą sprzedaż, większe wartości, ale trzeba też myśleć, że rosną też koszty. Nakręcanie konsumpcji jest jak medal – ma dwie strony. Pamiętajmy, że po tłustych latach zawsze przychodzą chude. Tego się obawiam.

Na koniec poproszę o optymistyczny akcent – porozmawiajmy jeszcze trochę o ostatnim wielkim sukcesie firmy Aliplast, jakim są lamele – łamacze światła, ponieważ dla naszych czytelników zabrzmi to tajemniczo.

przed zbyt ostrym światłem użytkownikom budynku. W Polsce budynki generują około 38 procent emisji gazów cieplarnianych. Perowskitowe ogniwa słoneczne z automatyką Somfy, która gwarantuje im efektywność, są uniwersalnym źródłem energii, a z kolei łamacze światła to kolejny etap na drodze do budownictwa zrównoważonego, tak ważnego w obliczu ewidentnych już zmian klimatycznych.

Przyszłość firmy rysuje się optymistycznie. Tak, i podkreślę jeszcze raz, jak ważny tu jest aspekt proekologiczny. Same ogniwa perowskitowe są elastyczne, lekkie, ultracienkie i półprzezroczyste. Ich produkcja nie wymaga wysokich temperatur, co przekłada się w sposób znaczący na mniejsze zużycie energii, niższe koszty produkcji i możliwość wykorzystywania jako podłoża rozmaitych powierzchni, nawet folii lub tekstyliów. W przeciwieństwie do paneli krzemowych – są wydajne nawet wówczas, gdy promienie słoneczne padają pod innym kątem niż 90 stopni. Z kolei łamacze światła Sun Protection z perowskitowymi ogniwami słonecznymi dają szerokie możliwości w wykorzystaniu istniejących struktur budowlanych do instalacji tego rodzaju urządzeń, a więc nie potrzebujemy nowo wznoszonych obiektów. Implementacja systemu możliwa jest na każdym rodzaju budynku. Dlatego uważam, że jest to początek rewolucji w świecie fotowoltaiki. Cieszę się bardzo, że nasze profile posłużyły do tak przełomowego wynalazku. Nie zapomnijmy, że do zagospodarowania są jeszcze kolejne rodziny produktów, gdzie folie perowskitowe będą mogły być wykorzystywane. Pergole, wiaty, carporty to tylko niektóre z nich. Przed nami dużo pracy.

Łamacze światła to niezwykły produkt i czujemy wielką satysfakcję, że wykorzystane zostały u nas, przy użyciu naszych profili, po raz pierwszy komercyjnie na świecie. Premiera tego produktu odbyła się 24 sierpnia w Lublinie. Lamele systemowe Sun Protection po pierwsze chronią budynek przed przegrzaniem bądź wychłodzeniem, w ten sposób znacząco redukując koszt eksploatacji klimatyzacji i ogrzewania, a jednocześnie produkują czystą energię ze światła słonecznego.

W jaki sposób mogą „śledzić” słońce i dostosowywać swoje położenie względem niego? Łamacze światła współpracują ze stacją pogodową, instalowaną na dachach. Wykorzystują aktualizowane na bieżąco dane meteorologiczne oraz funkcję „śledzenia słońca” (suntracking) i automatycznie zmieniają swoje ustawienie względem pozycji słońca. Dzięki temu zapewniają efektywność energetyczną obiektu oraz gwarantują komfort cieplny i ochronę

magazyn lubelski (78) 2021

35


biz-njus Ekosystem innowacji Konferencja „LubTech-Digital Health 2021” odbyła się 8 września 2021 r. z inicjatywy Klastra Lubelska Medycyna, największego klastra w obszarze zdrowia i medycyny w Polsce. W jego obszarze współpracują uczelnie wyższe, jednostki naukowo-badawcze, podmioty lecznicze, przedsiębiorcy, instytucje otoczenia biznesu i jednostki samorządu terytorialnego. Jest to środowisko eksperckie w zakresie wielu specjalizacji medycznych, w którym wsparcie otrzymują zarówno innowatorzy, jak i startupy z branży, a także dojrzałe firmy. To również platforma dla innowacyjnych projektów w obszarze e-zdrowia oraz współpracy międzynarodowej z najbardziej innowacyjnymi, eksperckimi ośrodkami z Europy. Konferencja „LubTech-Digital Health 2021” skierowana była do m.in. samodzielnych zakładów opieki zdrowotnej, przedsiębiorców, instytutów badawczych, uniwersytetów, firm, branży ICT, startupów, ośrodków innowacji, parków naukowo-technologicznych, klastrów, fundacji świadczących usługi medyczne, organizacji zrzeszających osoby o szczególnych potrzebach – w tym działających na rzecz pacjentów, seniorów i osób niepełnosprawnych. Omówiono rolę użytkownika końcowego, a także technologiczne, prawne i ekonomiczno-społeczne bariery wdrożeń i komercjalizacji. Konferencja była bardzo dobrą okazją dla osób zarządzających i innowatorów do poznania instytucji kluczowych dla rozwoju systemu wsparcia w obszarze innowacji w e-zdrowiu zarówno na poziomie krajowym, jak i regionalnym, zrozumienia ich roli i oferty. (ann)

foto Urząd Miasta Lublin

Eksport nabiera rozpędu Po raz kolejny temat biznesu i zdrowia pojawia się razem. W tym przypadku w kontekście sytuacji ekonomicznej i pandemii. 12 października 2021 r. odbędzie się Kongres Eksportu 2021 „Innowacyjność i konkurencyjność gospodarki po pandemii COVID-19”. Organizatorem przedsięwzięcia jest Zarząd Krajowego Stowarzyszenia Eksporterzy Rzeczpospolitej Polskiej. Kongres skierowany jest do przedstawicieli firm zajmujących się handlem zagranicznym, przedstawicieli nauki oraz administracji rządowej i samorządowej. Cele spotkania to m.in. inicjowanie, prowadzenie i wspieranie działań na rzecz polskiego eksportu i ochrony interesów gospodarczych przedsiębiorców trudniących się handlem zagranicznym, promocja firm, ich produktów i usług, a także nawiązanie współpracy ze stowarzyszeniami o podobnym profilu działalności funkcjonującymi w innych krajach oraz rozpowszechnianie informacji o działalności prowadzonej przez polskie przedsiębiorstwa poza granicami kraju. Równie ważnym tematem będzie pomoc organizacyjno-prawna, jak również pomoc w nawiązaniu kontaktów handlowych, skierowana do przedsiębiorców zajmujących się handlem zagranicznym oraz do firm, które planują rozpoczęcie tego rodzaju działalności. (ann)

foto Marcin Jozwiak | Unsplash

W trosce o konsumenta 2 września 2021 roku Spółka „Laboratoria Natury” otworzyła nową fabrykę w Lublinie o powierzchni 7 tys. mkw. na potrzeby innowacyjnej linii do produkcji suplementów diety. Ukończono badania i testy, zakład usprzętowiono w linie produkcji syropów, kropli, żelków pektynowych oraz form czekoladowych. Oprócz hal produkcyjnych powstała przestrzeń do prac badawczych i rozwojowych, laboratorium, magazyn wysokiego składowania i biura. Produkty nie zawierają żadnych konserwantów, sztucznych barwników i aromatów, należą do typu clean label (tzw. czysta etykieta). Spółka posiada specjalną strefę produkcji wyrobów zawierających żywe kultury bakterii – probiotyki. Obecnie firma świętuje jubileusz 10-lecia wejścia w struktury międzynarodowej grupy Maabarot Products Ltd. Sylwia Tandejko, prezes zarządu spółki, podkreśla, że rozbudowany zakład to kolejny krok w rozwoju – wzbogacenie produkcji np. o czekoladki bezcukrowe dla dzieci. Ta inwestycja jest odpowiedzią na rosnący światowy popyt na suplementy. (nat)

foto K. Paździor, Cumulus PR

36

magazyn lubelski (78) 2021


motoryzacja

KRÓL DRÓG I BEZDROŻY

tekst Piotr Nowacki| foto Beata Flor, FORD

Zapowiada się piękny, słoneczny wrześniowy weekend. Telefon od szefa działu sprzedaży lubelskiego dealera marki FORD wzbudza ciekawość. Może po okresie suszy w branży motoryzacyjnej coś zaczyna się dziać? Spotkajmy się, mam fajny samochód do pokazania – tak brzmi pokrótce rozmowa. Jadę. Zobaczę, co mają ciekawego. Po przybyciu na miejsce od razu zauważam, że najbardziej wyróżniającym się z całej gamy aut tej marki stojących na placu jest on – FORD Ranger. Auto typu pickup, we flagowym kolorze Saber Orange, robi wrażenie. Tylko patrząc na nie, czuję skok adrenaliny. Wersja Wildtrak, którą będą mógł się cieszyć, jest jedną z najlepiej wyposażonych wersji Rangera. Wyższa jest tylko wersja Raptor. Otwarcie samochodu w systemie bezkluczykowym zapowiada przyzwoite wyposażenie auta. Duża skrzynia ładunkowa, mogąca pomieścić dwie palety, daje duże możliwości ładunkowe, nie tylko w przypadku zastosowania Rangera w pracy, ale i przy okazji rodzinnego wyjazdu. Przy posiadaniu takiego auta już nie musimy się martwić, czy zmieści się dodatkowa walizka w bagażniku, nie jest kwestią sporną, czy brać hulajnogę, deskorolkę czy inny sprzęt „niezbędny” dla dzieci czy nas samych – rodziców. Bierzemy wszystko. Dodatkowym atutem opisywanej wersji samochodu są relingi dachowe, które też mogą być wykorzystane do montażu elementów transportowych, np. boxu dachowego. Choć przy takiej ładowności wykorzystanie tej funkcji będzie raczej ostatecznością. Bardzo dobrym rozwiązaniem

38

magazyn lubelski (78) 2021

stworzonym przez FORDA jest sposób zamykania skrzyni ładunkowej. Wcześniejsze wersje były wyposażone tylko w roletę aluminiową zaciąganą ręcznie, trochę problematyczne rozwiązanie, szczególnie w przypadku brudnego auta – cierpiało przy tym nasze ubranie. Obecnie producent wyposażył roletę w napęd elektryczny sterowany z kabiny i pilota. Naprawdę przydatne rozwiązanie. Czas zająć miejsce w kabinie. Pięcioosobowa kabina jest przestronna – zmieści się tu pięć dorosłych osób bez żadnego problemu dla komfortu podróży. Podobnie bez kłopotu poradzi sobie rodzina 2+3, w pełnym rynsztunku fotelikowym dla dzieci. Jakość wykonania, przeszycia w kolorze orange oraz użyte materiały dają poczucie komfortu. Odpalamy i w drogę. Auto wyróżnia się na miejskich drogach, budzi zainteresowanie, mam wrażenie, że pozostali użytkownicy drogi odnoszą się do niego z pewnym respektem. Poruszanie się tą ponad 2,5-tonową „półciężarówką” w ruchu miejskim wcale nie jest problematyczne. Wildtrak przy dwulitrowej 213-konnej jednostce napędowej daje sobie dobrze radę nawet ze startu zatrzymanego, przyspieszając do 100 km/h w 10 s. 10-biegowa skrzynia daje poczucie pełnej kontroli nad drogą. Imponujące. A teraz sprawdźmy, jak będzie, gdy zjedziemy z drogi. Weekendowy wyjazd poza miasto to okazja, by poznać kolejne możliwości FORDA. Początkowo, w trybie napędu na przednią oś, nie odczuwa się wcale jazdy po polnej drodze. Mam wrażenie, że auto nawet lepiej czuje się, jadąc po bezdrożach. Co więcej, mo-


żemy przyspieszać do prędkości dopuszczonych na normalnych drogach publicznych bez większej utraty komfortu podróżowania. Zachęcony tymi polnymi przeżyciami, choć z pewną obawą wynikającą z niewielkiego doświadczenia z poruszania się w terenie, pozwalam sobie na jazdę po bardziej grząskim gruncie. No i tu zaczyna się trochę dziać. Opony, które ma Ranger, są mało terenowe, a wręcz szosowe. Trudno więc wymagać, by po zaklejeniu bieżnika błotem tak ciężki samochód z napędem na przód zachowywał się bez problemów na gliniastym podłożu. I tu zbawienne jest przejście na tryb napędu 4x4. Auto jakby na nowo ożyło. Zebranie się do jazdy nie sprawia mu większej trudności. Wrażenie niemal takie, jakby jechało się czołgiem, któremu tak dobrze się jedzie, że wcale nie ma ochoty się zatrzymać. Świetna zabawa. Prowadząc go, nawet po tak trudnym terenie, czuję pełną kontrolę nad autem, jednocześnie ciesząc się, że mogę zobaczyć więcej niż zwykle – z perspektywy auta, na polu, w wodzie czy też błocie. Podsumowując przygodę z FORD-em Rangerem, wcale nie jestem zdziwiony, że jest to najchętniej kupowany pickup w Polsce i Europie. Bez wątpienia można mu nadać przydomek „Króla dróg i bezdroży”.

magazyn lubelski (78) 2021

39


(Centrum Kultury w Lublinie )

okruchy kultury

Widzieć chcę więcej W dniach 23-25 września 2021 r. wystartuje 26. Edycja Festiwalu Konfrontacje Teatralne. W programie znalazło się 10 spektakli, 2 wydarzenia muzyczne i 5 spotkań. Konfrontacje Teatralne są uznawane za jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych w regionie i główne wydarzenie tego typu w Polsce wschodniej. Festiwal jest jak zawsze wspaniałą okazją do spotkania z międzynarodowymi artystami i twórcami teatralnymi. Ideą tej edycji, pod hasłem „Widzieć chcę więcej”, jest odrodzenie „starego ducha”, dlatego wybór padł na wielkie dzieła literackie i ponadczasowe kreacje aktorskie. W programie głównym będziemy mogli zobaczyć przedstawicieli tradycji polskiego teatru oraz najważniejsze tematy współczesności – powstanie przestrzeń dialogu międzypokoleniowego, kulturowego, społecznego. Młodzi twórcy, jak i niezależne produkcje teatralne mogą się sprawdzić w podjętych już kierunkach, ale w performatywnej formule. Organizatorzy, Centrum Kultury w Lublinie, mają nadzieję, że festiwal przyczyni się do zmiany kulturowej w mieście. Poza wydarzeniem przewodnim będzie można również zobaczyć imprezy z innych dziedzin sztuki. Dodatkowo odbędą się pokazy kinowe i koncerty. (nat)

Książkę w dłoń

( OPT „Gardzienice”)

(Teatr Muzyczny w Lublinie )

Jubileuszowa, dziesiąta odsłona Narodowego Czytania odbyła się 4 września 2021 r. Akcja organizowana przez Prezydenta RP od 2012 roku zainicjowana została publicznym czytaniem „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Kolejnymi lekturami były: dzieła Aleksandra Fredry, „Trylogia” Henryka Sienkiewicza, „Lalka” Bolesława Prusa, „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza, „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego, „Balladyna” Juliusza Słowackiego oraz nowele polskie. W tym roku sięgnięto po „Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej. Słuchacze, którzy przybyli na plac Litewski, mieli okazję posłuchać fragmentów tego wyjątkowego utworu w interpretacji solistów Teatru Muzycznego w Lublinie. Do czytania zaproszeni zostali: Anna Barska, Paulina Janczaruk, Agnieszka Piekaroś-Padzińska i Patrycjusz Sokołowski. (ann)

40

magazyn lubelski (78) 2021

Norweska podróż do korzeni W Lublinie prezentowana jest niezwykle oryginalna wystawa – Stella Polaris: „Podróż” // „the Journey”. Jej twórcy, Per Spildra Borg i Merete Klingen, w 1985 r. założyli teatr Stella Polaris, oparty na mitologii, ekspresji fizycznej, pieśniach i muzyce. Cała twórczość artystów bazuje na powrocie do natury, rytmie, improwizacji. Spektakle odwołują się do mitologii nordyckiej i szamańskich tradycji. Forma, czyli połączenie materiałów filmowych, kostiumowych, rekwizytów i fotografii ułatwia przesłanie artystów – miłość do ziemi. Reżyserem teatru jest Per Spildra Borg, jednocześnie aktor, instruktor i muzyk. Swoją ścieżkę artystyczną rozpoczął w 1979 r., jest współzałożycielem Saltkompaniet, współpracował też z Teater Beljash. Uhonorowany został nagrodami Norwegian Stage Instructors i Norwegian State Artist Allowance. Norweska wystawa jest wyjątkowa również dlatego, że po raz pierwszy jest prezentowana w Lublinie. Oglądać ją można w CSK do 17 października 2021 r. Ekspozycja jest częścią przedsięwzięcia „Praktykowanie historii, Norwegia i Polska – odnajdywanie w czasie i przestrzeni”. Organizatorem wydarzenia jest Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. (nat)


Osterwa w drodze

Zatrzymać pamięć

Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie po 20 latach wraca do tradycji spektakli objazdowych za sprawą nowego projektu – Scena Reduta. Wspólną przestrzeń dla teatru stworzyły ośrodki kultury z całej Lubelszczyzny. Do końca tego roku zespół teatralny przemierzy ponad 2000 kilometrów, aby dotrzeć do widzów z 9 miast naszego regionu. Projekt swą nazwą nawiązuje do idei pierwszego w Polsce teatru-laboratorium Reduta, który w 1919 r. założyli Juliusz Osterwa i Mieczysław Limanowski. Patron lubelskiego teatru pragnął pokazać profesjonalną sztukę tym, którzy nie mieli do niej dostępu. Scena Reduta stanie się trzecią, zamiejscową sceną Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie i na stałe wpisze się w jego działalność. Jako teatr wojewódzki chcemy jak najpełniej spełniać swoją misję i prezentować sztukę wszystkim mieszkańcom naszego regionu – zapewnia dyrektor instytucji Redbad Klynstra-Komarnicki. Lubelska publiczność będzie miała okazję zobaczyć m.in. „Psie serce”, „Małe zbrodnie małżeńskie” czy „Antygona w Nowym Jorku”. (ann) (Teatr im. J. Osterwy w Lublinie)

(Muzeum Narodowe w Lublinie))

Ogólnopolski konkurs „Ludzie Kresów: opowieści nieznane” to okazja, by dowiedzieć się więcej o historii przesiedleń i wiedzę tę uchronić od zapomnienia. Kresy Wschodnie to dawne wschodnie pogranicze Polski, w okresie międzywojnia i dawniej będące częścią państwa polskiego, obecnie zaś – fragmenty Ukrainy, Białorusi i Litwy. Kresowiacy musieli odejść z ziem zamieszkanych przez nich od wielu stuleci, boleśnie naruszyć więzi uczuciowe i historyczne. Konkurs organizowany jest w ramach akcji „Z Kresów ocalone: zbiórka pamiątek i opowieści kresowych”. Organizatorzy proszą o rozmowy z babcią i dziadkiem, sąsiadem lub krewnym i dogłębne poznanie ich losów. Najdrobniejszy fakt czy pamiątka materialna z tamtego czasu są bezcenne. Efekt poszukiwań można przedstawić w formie plastycznej, cyfrowej, wizualnej. Prace należy przesyłać do 31 października 2021 r. na adres organizatora: Muzeum Narodowe w Lublinie, ul. Zamkowa 9, 20-117 Lublin, z dopiskiem „Konkurs Ludzie Kresów”. (ann)

Stare Miasto, bloki, pola, łąki...

Wrażliwość jest kluczem

(Jan Magierski | Warsztaty Kultury w Lublinie)

W tym miesiącu należy koniecznie wstąpić do Zaułku Hartwigów, by zobaczyć wystawę „Lublin w fotografiach Jana Magierskiego”. Autor uwiecznił kilkunastopiętrowe blokowiska wyrastające pośród pól i łąk oraz nostalgiczne panoramy Starego Miasta widziane z lotu ptaka. Tak na przełomie lat 60. i 70. prezentował się Lublin. Fotografie Jana Magierskiego to bezcenny materiał historyczny, obrazujący, jak zmieniło się miasto w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Jan Magierski urodził się w 1936 r. w Lublinie; tu również zmarł w marcu 2021 roku. Był nauczycielem akademickim, fotografem, znawcą historii fotografii lubelskiej i autorem tekstów o fotografii. Jego ojciec Stanisław Jacek Magierski, przed wojną właściciel składu aptecznego, był jedną z czołowych postaci międzywojennej fotografii lubelskiej. Jan Magierski swoją przygodę z fotografią rozpoczął w 1960 roku, jako student UMCS w Lublinie. W 1961 roku został członkiem Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego. W latach 1966–1972 był prezesem lubelskiego fotoklubu Zamek. W latach 70. organizował Ogólnopolskie Wystawy „Konfrontacje” w Lublinie. Wystawa „Lublin w fotografiach Jana Magierskiego” została przygotowana przez Warsztaty Kultury w Lublinie we współpracy z Narodowym Archiwum Cyfrowym, z którego zbiorów pochodzą niepublikowane dotąd fotografie składające się na ekspozycję. Oglądać ją można do końca września. (ann)

Przez cały wrzesień będą odbywały się wydarzenia i warsztaty przyjazne autyzmowi pod hasłem „Sztuka wrażliwości we wrześniu”. Są to zajęcia integracyjne i edukacyjne skierowane do dzieci i młodzieży w spektrum autyzmu oraz ich rodzin i bliskich. Program przewiduje spacer ornitologiczny w poszukiwaniu ptasich przyjaciół. Będzie również okazja, by uspokoić swój umysł oraz dowiedzieć się, z czego składa się dieta odżywcza dla mózgu. Zobaczymy spektakl teatralny „Elling” w Teatrze Starym, prezentowany przez aktorów z Teatru Barakah z Krakowa. Zabawa Inspirująca Rozwój oraz przyjazny sensorycznie koncert zespołu Jerzlgor uspokoją i rozbawią. Można będzie dać upust swoim emocjom, lepiąc małe figurki z gliny. Opiekunowie dzieci staną się uczestnikami zajęć, podczas których uszyją swoją własną huśtawkę. Czeka jeszcze bębnogranie, gdzie różne instrumenty perkusyjne, harmonia, rytm i dynamika pozwolą dzieciom ze spektrum autyzmu uwolnić emocje. Głównym organizatorem wydarzenia jest Fundacja Kultura Enter. (nat)

magazyn lubelski (78) 2021

41


historia

TERRORYŚCI W ROZKOPACZEWIE

tekst: MARIUSZ GADOMSKI | foto Grażyna Rutowska/ Narodowe Archiwum Cyfrowe

Przed atakiem naciągnęli na twarze damskie pończochy. – Co to za cudaki, może cyrkowcy – zastanawiali się miejscowi. Zapewne oglądali filmy sensacyjne, ale tej sceny chyba nie widzieli… Rozkopaczew, powiat Lubartów. 3 września 1959 r. godzina dziesiąta. Żółte liście na drzewach, szkolne tornistry na plecach dzieci, ktoś idzie załatwić urzędową sprawę do Gromadzkiej Rady Narodowej, znajdującej się w tym samym budynku, co poczta. Jest to mały drewniany dom przy głównej ulicy. Za chwilę zrobi się w nim bardzo gorąco.

To jest napad! Było ich trzech, zamaskowane twarze, w rękach pistolety. Wycelowali z nich do kilkunastu osób, które stały przed okienkiem w urzędzie pocztowym. – To jest napad. Wszyscy na ziemię, bo będziemy strzelać – nakazali. Tym, którzy nie dość szybko wykonali polecenie, „pomogli” kopniakami. Potem jeden z nich urwał słuchawkę telefonu, przerywając łączność.

42

magazyn lubelski (78) 2021

Zapędzili pracowników poczty i interesantów do jednego z pomieszczeń GRN. Powiedzieli do uwięzionych, że biorą ich na zakładników. Po czym kazali im wyciągać portfele, a kobietom dodatkowo oddać biżuterię. W razie oporu zagrozili, że będą zabijać. Zabrali także utarg z kasetek. Zrabowana kwota – było tego kilkaset złotych – nie zadowoliła ich. Postanowili pójść za ciosem. Zostawili zakładników w pokoju, zamknęli drzwi na klucz. Potem wybiegli z poczty i udali się do sklepu spożywczego, który znajdował się w pobliżu. Sprzedawał w nim starszy mężczyzna. Widząc przez witrynę podejrzanie wyglądających mężczyzn, chciał zamknąć drzwi. Niestety, nie zdążył. Odepchnęli go i weszli do środka. – Ręce do góry! Forsa albo życie! – zawołali, kierując lufy pistoletów w stojących przy ladzie ludzi. Młoda nauczycielka z tutejszej szkoły podstawowej zaczęła krzyczeć. Jeden z opryszków kazał jej się uciszyć, ale nauczycielka nie potrafiła opanować przerażenia. Uciszył ją uderzeniem kolby w głowę. Dziewczyna na chwilę straciła przytomność.


Ukradli gotówkę oraz wiktuały, m.in. kiełbasę i alkohol. Ale i tego było im mało. Następną „wizytę” złożyli w sklepie tekstylnym. Na tym zakończyli „występ”. Wyszli objuczeni łupami ponad miarę. Żeby ich nie dźwigać i żeby szybko opuścić wieś, ukradli stojącą nieopodal furmankę. Wyładowali na nią towary, opryszek, który zajął miejsce na koźle, smagnął batem konia, po chwili wóz odjechał w kierunku lasu.

Striptiz opryszka Uwięzionym na poczcie udało się wyłamać drzwi. Jeden z mężczyzn wsiadł na motocykl i pojechał do Lubartowa powiadomić milicję o napadzie. Początkowo uznano to za żart. Kiedy jednak zaczęły dzwonić telefony z tą samą informacją, powiadomiono komendę wojewódzką w Lublinie. Po błyskawicznej naradzie ustalono plan działania. W niecałą godzinę po napadzie do Rozkopaczewa wyruszyły na sygnale samochody milicyjne. W akcji wzięły udział trzy grupy funkcjonariuszy, w tym oddział specjalny, uzbrojony w karabiny maszynowe i wyposażony w tarcze ochronne.

Obstawiono drogi na terenie kilku powiatów. Na ślad bandytów natrafiono w miejscowości Nowa Wólka Kijańska, 10 kilometrów od Lublina. Zaledwie kilka minut przed pojawieniem się we wsi milicji widziano trzech nieznajomych mężczyzn, dźwigających ciężkie worki. Na widok miejscowych zaczęli uciekać. Bandyci porzucili część łupów i skierowali się na pobliskie pole tytoniowe. To nie ułatwiało pościgu. Łodygi tytoniu rosły bardzo gęsto i osiągały wysokość człowieka. Pole przypominało labirynt. Wysiłki opryszków, żeby się tam ukryć, były jednak bezcelowe. Zostali wytropieni dzięki użytym w akcji psom. Jeden z mężczyzn poddał się, natomiast dwaj jego kompani wciąż nie rezygnowali z ucieczki, mimo iż ścigający ich milicjanci z każdą sekundą zmniejszali dzielący dystans, jaki ich od nich dzielił. – Stać! Ręce do góry! – wołali do bandytów. Jeden z nich potknął się i upadł. Wiedział, że przegrał, ale nie stracił fantazji i dobrego humoru. Zanim milicja dopadła go i zakuła w kajdanki, mężczyzna zaczął się... rozbierać. Zdjął wszystko, co miał

magazyn lubelski (78) 2021

43


na sobie. Striptiz bandyty rozśmieszył nie tylko gapiów, którzy z oddali obserwowali pościg, ale także niektórych milicjantów. Zatrzymano tylko dwóch sprawców. Do późnych godzin trwały poszukiwania trzeciego bandyty. Ten jednak jakby rozpłynął się w powietrzu.

Bliźniacze życiorysy sprawców Dwaj zatrzymani bandyci byli doświadczonymi recydywistami. Tadeusz P. (ten, który się rozebrał) nie potrafił się doliczyć, ile razy i za co siedział. W 1953 r. został skazany dwukrotnie na dożywocie za napady rabunkowe z bronią w ręku. Objęła go jednak amnestia. Najpierw skrócono mu karę do 12 lat, a wiosną 1959 r. darowano resztę. Tadeusz P. po opuszczeniu więzienia w Strzelcach Opolskich przyjechał do Lublina, żeby – jak wyjaśniał na przesłuchaniu – rozpocząć nowe życie. W jego życiu nic się jednak nie zmieniło. Mógł pójść do pracy w FSC lub w WSK Świdnik, gdzie obiecywano atrakcyjne zarobki i dawano szansę na mieszkanie zakładowe, ale nie skorzystał z tej

44

magazyn lubelski (78) 2021

szansy. Wrócił do bandyckiego „rzemiosła”. Drugi z zatrzymanych, 27-letni Tadeusz Sz., też miał bogate doświadczenia jako kryminalista. Napady, oszustwa, kradzieże „na wyrwę” i kilka lat wyjętych z życiorysu. Po ostatniej odsiadce, w przeciwieństwie do swego imiennika, poszedł do pracy. Zatrudnił się jako kierowca w PKS. Ale miejsca tam nie zagrzał. Prowadził po pijanemu, kradł paliwo i chodliwe na rynku części samochodowe. Został zwolniony dyscyplinarnie. Trzeci, który uciekł milicji i wszelki ślad po nim zaginął, Józef J., miał na koncie podobne przestępstwa jak koledzy. Z Tadeuszem P. przebywał w tym samym zakładzie karnym. Tam się poznali i zaczęli planować kolejne skoki po wyjściu na wolność. Śledztwo w sprawie wydarzeń, które rozegrały się w Rozkopaczewie, trwało raptem siedem tygodni. Pod koniec października 1959 r. prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko Tadeuszowi P. i Tadeuszowi Sz. do Sądu Wojewódzkiego w Lublinie. Zarzucono im dokonanie napadów na pocztę, siedzibę GRN i na dwa sklepy, rabunek na ogólną kwotę ponad 5 tysięcy zł (to była wówczas suma odpowiadająca trzem średnim pensjom miesięcznym) oraz nielegalne posiadanie broni palnej i posługiwanie się nią.


Rozprawa odbyła się w trybie doraźnym. Oskarżeni umniejszali swój udział w przestępstwach. Twierdzili, że pomysłodawcą i głównym sprawcą był Józef J. Utrzymywali, że zgodzili się uczestniczyć w napadach, bo im groził. Takie tłumaczenia sąd włożył między bajki. 5 listopada 1959 r. po dwudniowym procesie Tadeusz P. i Tadeusz Sz. zostali uznani winni zarzutom i skazani na kary dożywotniego pozbawienia wolności oraz na utratę praw obywatelskich i honorowych na zawsze.

Mamy i trzeciego! Wydawało się, że Józef J. umknął sprawiedliwości. Miejsce pobytu poszukiwanego opryszka było nieznane, minęło 10 lat. Śledztwo dawno zostało umorzone. I nagle pojawił się trop. Wiosną 1969 r. lubelska milicja prowadziła dochodzenie w sprawie serii napadów dokonywanych przez nieustalonych sprawców w okolicy Bełżyc i na terenie powiatu kraśnickiego. Rolnikowi z miejscowości Kępa Borzechowska zrabowali znaczną sumę w gotówce i broń myśliwską. Kilka tygodni później mieszkaniec Urzędowa w wyniku napadu stracił 12,5 tys. zł. Poszkodowani zeznali, że rabusie byli brutalni,

bili ich i grozili im zastrzeleniem. W kolejnych tygodniach odnotowano jeszcze kilka takich przypadków. Najciekawsze, że podany przez świadków rysopis jednego z bandytów do złudzenia przypominał wygląd poszukiwanego od lat sprawcy napadów w Rozkopaczewie! Dalsze czynności śledcze ponad wszelką wątpliwość potwierdziły, że był to Józef J. Jednak został on aresztowany dopiero pod koniec 1970 r. Na światło dzienne wyszły zdumiewające fakty. Okazało się, że po napadach w Rozkopaczewie bandyta uciekł do lasu. Potem przemieszczał się po różnych częściach województwa lubelskiego. W lasach praktycznie zamieszkał. Przez 10 lat ukrywał się w sprytnie zamaskowanych ziemiankach. Opuszczał je tylko wtedy, gdy popełniał kolejne przestępstwa. W 1971 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał Józefa J. na karę 10 lat więzienia i utratę praw publicznych na 5 lat. MARIUSZ GADOMSKI foto Grażyna Rutowska | Narodowe Archiwum Cyfrowe

magazyn lubelski (78) 2021

45


foto Michał Świątkowski

natura

Drugi koniec smyczy tekst Magdalena Świątkowska

46

magazyn lubelski (78) 2021


foto Alumbrante Boxerkennel, hodowla bokserów FCI.

Posiadanie czworonoga w domu to ciągłe budowanie relacji pomiędzy nami a zwierzęciem. W skrócie można ująć, że jest ona przede wszystkim spójnością umysłów. Powinna być oparta na zrozumiałych przez obie strony zasadach i układem na równych warunkach. Jak w każdej bliskiej relacji, relacja pies – człowiek powinna cechować się empatycznym dzieleniem tej samej przestrzeni, a poświęcenie po-

winno być nakierowane na dobro obu stron. Przede wszystkim musi być pozbawiona agresji. Jedną z pierwszych umiejętności, jakie uczymy psa, gdy zamieszka w naszym domu, niezależnie czy jest to pies ze schroniska, czy z hodowli, jest nauka chodzenia na smyczy. Pracujemy nad spacerem na tzw. luźnej smyczy oraz chodzeniem przy nodze, wykorzystując komendę „równaj”. Oprócz

magazyn lubelski (78) 2021

47


foto Alumbrante Boxerkennel hodowla bokserów FCI

nauki posłuszeństwa starajmy się jednak poznać komunikaty, jakie wysyła do nas pies poprzez swoje postawy lub wokalizację. Obserwujmy, jak komunikuje się z innymi psami i jakich strategii używa. Poznajmy też i uszanujmy dystans krytyczny psa, który jest zmienny i zależny od jego nastroju, ilości stresorów, z jakimi pies się spotkał podczas spaceru, siły bodźca, ograniczeń przestrzeni (w tym smyczy, na której spaceruje). W sposób neutralny zacznijmy obserwować psa – co tak naprawdę on robi, prezentując dane zachowania, bez etykietowania i słuchania opinii innych. Najlepiej zrobić z tego notatki – to naprawdę pomaga. Poznajmy świat komunikacji między psami. Pamiętajmy, aby dać psu możliwość wyboru i obserwujmy, jak próbuje sobie radzić ze stresem (np. przez zastosowanie biegania, kopania dołka, węszenia, noszenia piłki czy zabawy). Trening posłuszeństwa zastosować należy jako dalszy etap wspólnej pracy i budowania relacji. Kluczowymi dla postawy naszego czworonoga są czynniki zewnętrzne, takie jak: zachowanie opiekuna, innych ludzi, innego psa, miejsca, innych stresorów. Bodźce najbardziej pobudzające, na jakie należy zwrócić uwagę, spacerując z psem, to: • zbliżająca się osoba – różna postura, tempo poruszania się; • zbliżający się pies lub kilka psów; • przejeżdżający samochód czy rower; • różne dźwięki.

48

magazyn lubelski (78) 2021

W takich sytuacjach pies może prezentować m.in. zachowania: • skakanie, warczenie, wokalizacja, nadbieganie (przesadne zbliżanie się do bodźca); • chowanie się za opiekuna, „norki”, uciekanie (przesadne oddalanie się od bodźca); • szukanie wsparcia u właściciela. Przekaźnikiem emocji pomiędzy psem i opiekunem jest na spacerze smycz. I to właśnie od jej ułożenia, napięcia bardzo dużo zależy, jak pies odczyta nasz sygnał czy nasze nastawienie. Doskonale odbiera nasz stres. Smycz jako łącznik pomiędzy psem i opiekunem przekazuje emocje z obu jej stron. Dzięki smyczy mamy możliwość kontroli psa, ale jeśli nie możemy na ten moment kontrolować naszego czworonoga, to musimy kontrolować środowisko. Luźna smycz to podstawa pracy z psem nie tylko reaktywnym. W przypadku gdy smycz nie jest napięta, pies ma świadomość możliwości odejścia ze stresującej sytuacji. Często możemy spotkać się z określeniem agresja smyczowa. Pies w momencie poczucia, zauważenia czy natknięcia się na bodziec wywołujący u niego stres doskonale obserwuje naszą postawę, sposób patrzenia, skierowania ciała czy samej głowy. Odbiera komunikaty, jakie mu przekazujemy m.in. poprzez łącznik – smycz czy linkę. Jeśli jest ona napięta, pies dostaje jednoznaczny komunikat, że nie ma możliwości odejścia i wybrania innej strategii niż agresja wobec bodźca, jaki się pojawił, co jeszcze potęguje jego stres. Trzymając smycz, mamy możliwość manipulacji nią, np. zaproponowania zwrotów lub odejścia od bodźca. Dodatkowo możemy wykorzystać zabawkę jako ujście emocji, jakie nagromadziły się w naszym czworonogu w obliczu zbliżającego się stresora. Pamiętać należy, że w takich sytuacjach krzykami i szarpaniem smyczą wywołuje się odwrotny efekt. Gniew nie wpływa pozytywnie na wzajemne relacje i zachowanie psa. Jeśli dopiero zaczynamy pracę z psiakiem, to rozpocznijmy ją w małych rozproszeniach, tak aby stres nie hamował procesu uczenia się i zaangażowania. Nawet talent wrodzony trzeba rozwijać, aby być w czymś dobrym, tak więc korzystać należy z cyklu praktyki, a przez to wzrostu pewności siebie, co również pomoże psu odczytującemu nasze komunikaty. Smycz, niezależnie jakiej jest firmy, powinna służyć przede wszystkim harmonizowaniu z psem, zaspokajaniu jego potrzeb oraz zapewnieniu bezpieczeństwa. Oprócz odpowiedniej korekcji smyczą możemy wesprzeć psa w nauce radzenia sobie przez niego w trudnych i stresujących sytuacjach poprzez kucnięcie, harmonizowanie z psem, czyli zaoferowanie mu wsparcia socjalnego. Niezależnie od tego, czy spacer jest bez czy na smyczy bądź lince zadbać należy o zapewnienie psu zaspokojenia potrzeb, takich jak: kontakt socjalny, węszenie, nauka zachowań oraz nabieranie zaufania do człowieka.


foto Alumbrante Boxerkennel, hodowla bokserów FCI.

Często w swojej pracy spotykam się z brakiem kreatywności u opiekunów, a w przypadku psów reaktywnych z bezsilnością i załamaniem nerwowym. Spacery z psem często są określane jako katorga i stają się nieprzyjemnym przymusem. Proponuję zatem przede wszystkim skończyć

z rutyną, a w efekcie „otrzymamy” bardziej „plastycznego” psa. Pamiętajmy o zerwaniu ze schematami i zastosowaniu tzw. thinking outside the box i tu wykorzystajmy różne przeszkody, smaczki w trawie, nosework, matę węchową, grę w chowanego. Wyzwólmy w sobie dziecko. Zacznijmy od określa-

magazyn lubelski (78) 2021

49


foto Michał Świątkowski

nia małych celów i dostrzeżenia pobitych wspólnie z psem własnych rekordów. Cieszmy się sztuką zabawy: jako opiekun psa – bądź obecny, czerp radość z zabawy, baw się dla energii, ciesz się z czasu spędzonego z psiakiem i świadomości wpływu na jego nastrój, emocje i zachowanie. Bardzo pomocne w budowie relacji z psiakiem jest nagrywanie filmików swojej pracy z podopiecznym i ich analiza. Dostrzeganie małych sukcesów daje mega satysfakcję. Smycz ma dwa końce: na jednym jest pies, na pracy z którym się skupiamy, ale nie można zapomnieć o drugim końcu, czyli o nas. To, jak ja myślę o psie, wpływa na niego – dlatego nie pozwólmy kierować się opiniami innych i przyklejaniu etykiet nam i naszemu psu. Etykiety ograniczają postrzeganie siebie i swojego psa, i tego, jakie oczekiwania stawia, utrudniają pracę nad zmianą i czerpaniu przyjemności ze spaceru. Zamiast tracić czas na

50

magazyn lubelski (78) 2021

edukowanie innych niewyedukowanych, zajmijmy się sobą i swoim psem. Ludzie mają tendencję do obwiniania siebie i innych np. za nieudolność kontroli nad psem. Pomocne może być wypisanie sobie zachowań psa, jakie wzbudzają w nas, jako opiekunów, emocje i jakie one są, a to pozwoli na uzmysłowienie ich sobie, co pomoże w staraniach w ich zminimalizowaniu. Obserwujmy zatem, jak zmienia się nasza komunikacja z psem poprzez smycz oraz wspólne relacje i cieszmy się z małych sukcesów. Będąc na spacerze z psem, ćwiczmy własną postawę pewności siebie (lekko ściągnięte łopatki, kość łonowa, staw biodrowy w jednej linii, elastyczny krok). Przede wszystkim popracujmy nad wzrostem stanu spokoju. Dla poprawy własnego nastroju i dostrzeżenia sukcesów proponuję wykorzystać poniższe: Zabawa w scenariusze – czy na pewno znamy


prawdziwy? Przykład: nasz pies szczeka, a mijająca kobieta patrzy na psa. Nasze myślenie od razu jest w takim kierunku, że osoba ta, patrząc na naszego psa, ocenia nas jako nieudolnego opiekuna. Prawda może być zupełnie inna – patrzy, bo lubi tę rasę, zainteresowała ją obroża czy szelki naszego psa. Postarajmy się dlatego zrezygnować z rozszyfrowywania, co ktoś myśli i dlaczego. To nie pomoże ani nam, ani naszemu psu, a możemy bardzo minąć się z prawdą. Spacer bez używania telefonu komórkowego – niech to będzie twój czas spędzony tylko z psem. Telefon wykorzystaj tylko do utrwalenia na fotografii niezapomnianych chwil z psem czy nagranie filmiku, aby przeanalizować komunikację i zachowanie swojego podopiecznego. Gra w Bingo dla optymistów – opracowujemy kwadrat 9 pól: co może się zdarzyć pozytywnego na spacerze – skreślamy te pola. Możemy dzięki temu uświadomić sobie, jak dużo pozytywnych sytuacji mamy na spacerze, których nie dostrzegamy. Gra w Bingo dla pesymistów – opracowujemy kwadrat 9 pól: co może się zdarzyć negatywnego na spacerze – skreślamy te pola i tu możemy się mile rozczarować, jak mało jest rzeczy negatywnych i jak z każdym kolejnym spacerem eliminujemy problematyczne sytuacje i negatywne bodźce. Wpadki zdarzają się każdemu, tak więc musimy nauczyć się zarządzać nimi. I tu proponuję wykorzystanie takich metod: Techniki relaksacyjne TTouch. To prosty sposób na zrelaksowanie psychiczne i fizyczne psa. Propagatorką i twórczynią specjalnego masażu dla psa jest Lindy Tellington-Jones. Swoją metodę nazwała TTouch. Polega ona na umiejętnym dotykaniu psa w różnych miejscach jego ciała. Metoda Lindy Tellington-Jones ma również działanie terapeutyczne. Terapia manualna o nazwie TTouch, poza względami czysto relaksacyjnymi, pomaga zapanować nad psimi fobiami, stresem, a nawet agresją. W metodzie TTouch każdy ruch robimy bardzo spokojnie, powoli i zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Przykładamy kciuk do jednego miejsca, a resztą palców, które trzymamy razem, zataczamy na ciele psa kółka. Protokół relaksacyjny to metoda, dzięki której można nauczyć psa, jak relaksować się w przeróżnych sytuacjach. Małymi krokami wyćwiczone zostają w psie możliwości znalezienia relaksu nawet w najbardziej stresujących go miejscach. Protokół relaksacyjny dla psów został opracowany kilka-

dziesiąt lat temu przez dr Karen L. Overall. Zakłada on, że nagradzając psa za stan spokoju i relaksacji, jesteśmy w stanie stopniowo wzmocnić w nim to zachowanie, tak by przejawiało się w innych obszarach jego życia. Czyli jesteśmy w stanie ćwiczyć spokój u psa, tak samo jak każdą inną komendę czy sztuczkę. Podstawą jest „złapanie” psa w momencie, w którym jest zupełnie spokojny. Najlepiej, by nie spodziewał się nagrody, bo już sama perspektywa jej otrzymania może psa pobudzić. Wychwycenie odpowiedniego momentu to również wyzwanie dla opiekuna psa. Dr Overall opracowała ustrukturyzowany program szkoleniowy, dzięki któremu możemy stopniowo podwyższać poprzeczkę psu. Po ukończeniu treningu otrzymujemy narzędzie w postaci maty relaksacyjnej, którą możemy wyciągnąć w dowolnej sytuacji. Celem szkolenia jest to, by pies wybrał położenie się na niej, zamiast reagować i stresować się otoczeniem. Take a breath – zafundowanie sobie odpoczynku i relaksacji przed kolejnymi zadaniami. Box breathing – kontrola oddechu – każdy etap to 4 sekundy, czyli wdech, przytrzymanie powietrza w płucach, wydech, wstrzymanie kolejnego wdechu. Zabawa w zmysły – 4, 3, 2, 1 – poszukaj 4 rzeczy, które możesz zobaczyć, 3 rzeczy, które możesz usłyszeć, 2 rzeczy, które możesz poczuć i 1 rzecz, którą możesz posmakować. Najważniejsze to pamiętać, że efektywna praca polega na szukaniu rozwiązań, które będą pasowały do nas i naszego psiaka.

Magdalena Świątkowska Behawiorysta Centre of Applied Pet Ethology (COAPE). Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Współpracuje z Wyższą Szkołą Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie oraz Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu w zakresie prowadzenia kursów i szkoleń z tematyki behawioru zwierząt towarzyszących. Ukończyła wiele kursów z zakresu behawiorystyki zwierząt towarzyszących. Była Gospodarzem i Sekretarzem na ringach podczas Euro Dog Show w Nadarzynie w 2018 roku oraz IV Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych w Lublinie w 2019 roku. Wspiera stowarzyszenia i fundacje oraz schroniska działające na rzecz zwierząt. Miłośniczka molosów, a prywatnie właścicielka dwóch bokserek: 5-letniej Tosi i 3,5-miesięcznej Whoopi.

tel.+48 604 37 25 85 e-mail: magdalena.swiatkowska@strefapsa.pl http://facebook.com/StrefaPsaPL

magazyn lubelski (78) 2021

51


design

GALERIA RADOŚCI tekst i foto Magdalena Krut

52

magazyn lubelski (78) 2021


Dziury. Małe i duże, dziura na dziurze. Te dobrze zaplanowane i te, które nigdy nie spełniły swojej roli, bo ponoć źle mierzę. Szpachla, duuużo szpachli, bo trzeba te moje błędne pomiary i złe wybory zatuszować. Tyle poświęcenia w słusznej sprawie, aby ściany nie straszyły pustką. Absolutnie kocham „ubrane” ściany, golasy mnie nie kręcą. Plakaty, obrazy, talerze, rękodzieło. Wieszam wszystko, ale zawsze według jakiegoś klucza. Zapewne niejedna osoba, zobaczywszy moją ścienną galerię, pomyślała „o matko i córko, co to za bałagan?!”, „ale sobie nawieszała”. No, nawieszała, a ile się przy tym napracowała. W gruncie rzeczy stworzenie takiej galerii to nie jest bułka z masłem. O ile powieszenie dwóch dzieł nie stanowi większego problemu, o tyle stworzenie całości może być męczące. Męczące podwójnie, kiedy taka galeria zmienia się kilka razy w roku. Tak, jest to możliwe, w moim przypadku nawet koniecznie. Powodów może być wiele, np. zmieniające się pory roku, okazje, no i oczywiście nuda. Jak mi się coś opatrzy (dzieje się to szybko i często), jedyne co mi pozostaje, to zakasać

magazyn lubelski (78) 2021

53


rękawy, chwycić młotek, wziąć przybornik z gwoździami i jazda! Przy okazji popełnię jeszcze jakieś przemeblowanie i w zaledwie kilka godzin siedzę w nowym pomieszczeniu pełnym sztuki. No właśnie, czym jest lub czym może być ta sztuka. Tutaj ogranicza nas jedynie wyobraźnia, bo tak naprawdę wszystko, co można powiesić, może pięknie stanowić bądź uzupełniać naszą domową galerię. Jestem zwolenniczką dużych plakatów, preferowana tematyka to fauna i flora, Nowy Jork, napisy. Chętnie wieszam też plakaty o tematyce humorystycznej. Tworzenie galerii zaczynam od wieszania największych dzieł i mam na myśli tu ich rozmiar, bo niestety nie dorobiłam się jeszcze Picassa czy Moneta. Tymi najmniejszymi uzupełniam puste miejsca i gotowe. Najważniejszym elementem w utworzeniu takiej galerii jest określenie tego, co byśmy chcieli, żeby się w niej znalazło, czyli co lubimy, patrzenie na co sprawia nam ogromną przyjemność. To powinno być coś, co nas w jakimś stopniu charakteryzuje, określa nasze zainteresowania, pokazuje, jakimi ludźmi jesteśmy. Wtedy ta gale-

54

magazyn lubelski (78) 2021


ria będzie naprawdę nasza, prawdziwa. Tak sobie myślę, że może do tematu zwykłej galerii ściennej doprawiam za dużo ideologii, ale połowę życia spędzamy w domu. Milej wraca się do miejsca, które daje spokój i ukojenie. Mnie pozytywnie nastrajają oczy lamy, uśmiecham się do żyrafy z gumą balonową i wspomnieniami wracam do NY, patrząc na schody jednej z brooklyńskich kamienic. To bardzo ważne, by taka galeria wzbudzała w nas pozytywne emocje, kojarzyła się z dobrymi rzeczami. Mój pierwszy plakat przedstawia czarno-czerwony alfabet. Przywiozłam go z warszawskiej Ikei w czasach, kiedy Ikea była dla mnie odległym kontynentem, a nie drugim domem, do którego jadę 7 minut. Wcześniej ten plakat widziałam jedynie w katalogach i nie wiedząc czemu, kilkadziesiąt literek tak mnie kręciło. Dziś już literki wyblakły, plakat lekko pożółkł, ale już zawsze będzie mi przypominał o tym, jak jechałam z tym kolosem 200 km i całą drogę cieszyłam się, że w końcu go mam. Wyjąt-

kowe miejsce w mojej galerii zajmują rzeczy, które podarowały mi insta koleżanki, dobre dusze. Portugalskie talerzyki dostałam od wspaniałej Moni (zajrzyjcie do niej na insta, warto: @mvo.interior), która jak tylko je zobaczyła, pomyślała o mnie. Napis BAR zrobił dla mnie mąż Martyny (@martyna_ nas_urządzi), mojej bratniej duszy, insta bliźniaczki (urodziłyśmy się w tym samym roku, tego samego dnia). No i oczy, piękne oczy (@na_ha_ku) wykonane przez Agę (@na_czwartym), z którą miałam przyjemność spotkać się fejs tu fejs przy okazji jej wizyty w Lublinie. Właśnie takie historie, ludzie czy przedmioty przyczyniają się do tworzenia moich galerii, nadając im charakter i niepowtarzalny wygląd. Wyjątkowość takiej galerii podkreśla fakt, że nie da się stworzyć drugiej identycznej, bo tak jak każdy człowiek jest inny, tak jego wspomnienia, pragnienia i radości też będą inne. Do dzieła!

magazyn lubelski (78) 2021

55


D O D A T K I s ól i pi e pr z k a ż d ej s t yl i z a c j i 56

magazyn lubelski (78) 2021

Moda Nowej Generacji by Jola Szala

moda


Moda jest zjawiskiem bardzo złożonym. W cyklu artykułów pokażę, że bywa też praktyczna, odpowiada społecznym potrzebom. Sięga również po inspirację do różnych źródeł, np. sztuki. Zacznę jednak od strony praktycznej, ponieważ jestem zwolenniczką kształtującego się obecnie trendu o nazwie Moda Nowej Generacji. Co go określa? Otóż u jego podstaw leży przekonanie, że szafa nie musi być wypełniona po brzegi, byśmy były pewne, że mamy coś na każdą okazję. Nie musimy też obawiać się, że nasz ubiór okaże się niestosowny. Od tego chroni nas wiedza na swój temat. Ona podpowiada nam, jak robić trafne zakupy. Nasz portfel nie chudnie nadmiernie, a my nie kupujemy ubrań, których potem nie będziemy nosić. Stop impulsywnym zakupom – bo koleżanka to kupiła, była akurat wyprzedaż itd. Koniec z frustracją, gdy już zdamy sobie sprawę, że zakup był błędem. Takie grzeszki popełnia mnóstwo kobiet, o ile nie wszystkie. Dlatego stopniowo uporządkujemy wiedzę, dzięki której będziecie pewne, robiąc zakupy, a Wasza garderoba – będzie właściwie skomponowana. Moje pierwsze propozycje to dwie sukienki, które powinny znaleźć się w szafie każdej kobiety praktycznej, świadomej swojego wizerunku. Umiejącej wybrać właściwy strój na każdą okazję. Jedna sukienka jest długa i czarna, druga – krótsza i granatowa. To

dwie sukienki bazowe. Chyba każda kobieta słyszała o „małej czarnej”, autorstwa niezwykłej projektantki – Coco Chanel. Klasyka. Jednak niektóre kobiety nie lubią siebie w czerni lub rzeczywiście nie wyglądają w niej dobrze. Wówczas proponuję im „małą czarną” granatową. Granat naprawdę potrafi zastąpić mnóstwo kolorów, a nosząca go kobieta wygląda świetnie. Ten kolor sprawdza się przy różnych okazjach. Ma wiele odcieni, pamiętajmy o tym. Granat klasyczny jest niezwykle twarzowy. Jest przyjaciółką każdej kobiety. Nawet, gdy jest zmęczona, nie podkreśli tego, przeciwnie – nawet rozświetli nieco twarz. Granatowa sukienka świetnie wygląda zarówno w świetle dziennym, wieczornym, jak i sztucznym. Co natomiast należy wiedzieć na swój temat? Podstawą jest poznanie sylwetki. Niejedna z Was wie, że istnieją jej typy: gruszka, jabłko, klepsydra, odwrócony trójkąt, prostokąt itd. Mam do tej kwestii lekki dystans. Wynika on z braku konsekwencji w tej systematyzacji. Niektórzy definiują znacznie więcej typów – nawet ponad czterdzieści. Dlatego ważne jest po prostu wiedzieć coś na temat swoich piersi, wielkości bioder, pupy, talii, nóg, długości szyi itp. Potem należy zastanowić się, w jakich materiałach jest nam dobrze. W tkaninach czy dzianinach? W materiałach gładkich czy pokrytych deseniami, wzorkami, printami, haftami? Nie znaczy to, że jeden wzór jest

magazyn lubelski (78) 2021

57


przypisany jednemu typowi sylwetki. Dopasować można kilka, bierzmy tylko pod uwagę warunki figury. Kolejna kwestia – tryb życia. Jeżeli pracujecie np. w banku, tam nadal obowiązuje ścisły dress code. W firmie reklamowej jest on zupełnie inny. Nie powierzymy swoich pieniędzy instytucji, którą będzie reprezentowała osoba w glanach i żółtych włosach – stąd wymóg rygorystycznego dress codu. Natomiast od osób pracujących w firmach reklamowych oczekuje się kreatywności, stąd strój może być swobodniejszy, nawet nonszalancki. Zauważyłam jednak,

58

magazyn lubelski (78) 2021

że wspomniane konserwatywne zasady zaczynają się powoli rozluźniać, ale to już temat na kolejny artykuł. Przy wyborze ubrania – swój głos ma nasza osobowość. Osoba dynamiczna, ceniąca aktywność fizyczną, nie będzie się dobrze czuła w powłóczystych spódnicach czy falbaniastych sukienkach z bufiastymi rękawami. Natomiast założy je chętnie kobieta o romantycznym usposobieniu. Kobieta dynamiczna sięgnie po spodnie, dobre żakiety i marynarki, może garnitur. Ubranie ma Wam służyć, nie odwrotnie. Kolejna niezwykle ważna kwestia – jakość ma-


teriału i uszycia. Jeśli są dobre, żywotność ubrania powinna być długa. Jakiś czas temu gościłam w mojej pracowni dwóch Włochów, z którymi współpracowałam. Jeden z gości siedział ze mną przy stole, drugi oglądał wiszące wokół ubrania. Jedynie zerkał na zewnętrzną stronę ubrań, natomiast z dużą uwagą oglądał ich lewą stronę. Tak ocenia się ubrania. Chcąc kupić ubranie dobrej jakości, przewróćcie je na lewą stronę, sprawdźcie, czy nie wystają nitki, a szwy są równe, czy nie ma przetarć. Sposób, w jaki uszyte są ubrania, decyduje o ich estetyce. Ich wewnętrzna strona odpowie Wam na pytanie, czy warto je kupić. Do wspomnianych sukienek – czarnej i granatowej – przygotowałam różne dodatki, które w spektakularny sposób zmieniają ubranie. Dzięki nim z sukienki bazy można wykreować niemalże wszystko. Dzięki dodatkom dyskretnym – ubranie pasuje do sytuacji codziennych, ta sama sukienka noszona z naszyjnikiem, narzutkami, bluzeczkami, dodatkami większymi – to już kreacja na specjalne wyjścia. Obie sukienki mają mocno wycięte plecy. Zaprojektowałam narzutki tak, aby ich nie zasłaniały. Dekolt przylega do dekoltu, można też założyć je odwrotnie. Podobnym pomysłem jest zaprojektowanie bluzki tak, by można ją było nosić zarówno przodem, jak i tyłem. Podkreślam ponownie – wartość praktycznego patrzenia na ubranie. Pracując nad dodatkami, sięgam

do rzemiosła i wyrobów artystycznych. Współpracuję z twórcami. Sama też, wraz ze współpracownikami, wykonuję takie elementy. Unikatowość, jakość, klasa tych przedmiotów powodują, że istnieją one poza modą, są uniwersalne. Dodatki, których używam do swoich projektów, mają klasyczną formę, choć zawsze z pazurem. Znajdą zastosowanie wielokrotnie, w różnych konfiguracjach. Uważam, że detal w bardzo dużym stopniu określa posiadaczkę ubrania. Naszyjniki, pierścionki, bransolety, guziki są w nieskończonych formach i materiałach. Ja uwielbiam guziki od artystów lub antykwariuszy, którzy przywożą mi je z całego świata, bądź od rzemieślników, posiadających manufaktury – robią tam nie tylko guziki, ale też ozdoby do ubrań. Bardzo bliska jest mi również klasyka, choć jest ona niezwykle wymagająca. W powszechnej opinii uważa się, że jeśli ubranie jest proste, znaczy to, że jest proste do uszycia. Nic bardziej mylnego. Wszystkie linie – cięcia, szwy muszą się zgadzać. O tego rodzaju ubraniu świadczy tylko materiał, forma i właśnie wykonanie. Przywiązujcie wagę do jakości tych elementów. Doceniajcie również dodatki. Tak odkrywamy i charakteryzujemy siebie. Starajcie się, by w szafie nie było nadmiaru, a ubrania kupujcie, kierując się konsekwencją jakościową, kolorystyczną, pamiętając o stylu, który reprezentujecie, i stylu Waszego życia na co dzień.

magazyn lubelski (78) 2021

59


kuchnia

gotować każdy 60

może…

magazyn lubelski (78) 2021

foto Krzysztof Fabisiak


“Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej” śpiewał przed laty Jerzy Stuhr. Parafrazując słowa piosenki, mogę powiedzieć, że gotować może każdy. Pewnie z różnymi efektami, ale “przecież nie o to chodzi, jak co komu wychodzi” – jak dalej pisze poeta w tekście :) Bo w gotowaniu nie liczy się tylko jedzenie, tylko efekt, na przykład w postaci kotleta. Gotowanie to również frajda, miłe spędzanie czasu, zrobienie czegoś dla siebie i bliskich. Przy stole toczą się najprzyjemniejsze rozmowy, płyną barwne opowieści. Bez uczty nie obędzie się żadna ważna uroczystość, jak ślub, chrzest, urodziny, święta. Do restauracji chłopak zabiera dziewczynę na randkę. A przecież nie idą tam, by tylko jeść. Jedzenie więc to nie tylko zaspokojenie głodu, to również głęboko zakorzeniona w nas potrzeba relacji międzyludzkich. Nie jestem antropologiem, ale wyobrażam sobie, że tysiące lat temu, gdy ludzie zjedli pierwszy posiłek przy ognisku, to pogadali, i tak zaczęła się nasza cywilizacja. I tak było przez następne tysiąclecia. Stół łączył ludzi. Niestety w obecnych czasach z tym wspólnym jedzeniem jest coraz gorzej. Często sytuacja wygląda tak, że mama się odchudza, dzieci zjedzą obiad w szkole, a tata hot doga na stacji benzynowej. Coraz mniej czasu poświęcamy na gotowanie w domu, a co za tym idzie, na wspólne jedzenie. Efektem są gorsze relacje, brak wspólnego czasu, oddalanie się od siebie. Znajoma Polka z Londynu opowiedziała mi taką historię. Do jej syna przyszli koledzy Anglicy. Gotowała właśnie obiad. - Co tak pachnie? - zapytali. - No jak to co? Mama gotuje. Dla niego to było oczywiste, dla nich już nie. Tam jada się w restauracjach, a w domu najczęściej odgrzewa gotowe dania. Często jadając w samotności lub w towarzystwie monitora. I tak jak cywilizacja zaczęła się od wspólnego przygotowywania posiłków i jedzenia, tak być może się skończy przez brak wspólnego zasiadania przy stole. Zatem ratujmy naszą cywilizację. Gotujmy w domu, spędzajmy jak najwięcej czasu razem przy stole. I nie wykręcajmy się brakiem umiejętności. Jest naprawdę cała masa pysznych dań, które można przygotować w przysłowiowe 5 minut. Szczególnie z kuchni włoskiej.

Prosto i szybko, ze świeżych lokalnych składników. Na przykład, wykorzystując świeże grzyby, które właśnie obrodziły w lubelskich lasach. Poniżej jeden z prostych, ale wykwintnych przepisów. Świeży makaron tagliatelle z borowikami i krewetkami w śmietankowym sosie

Co potrzebujemy na danie dla 2 osób?

250 g świeżego makaronu tagliatelle, do

kupienia w Giuseppe, gotuje się tylko 2 minuty. ■

100 g świeżych borowików lub podgrzybków (mogą być mrożone)

kilka krewetek

odrobina pepperoncino

150 ml śmietanki 18%

łyżka masła

ząbek czosnku

oliwa

natka z pietruszki

białe wino

sól, pieprz do smaku

50 ml

2 l wody

Grzyby kroimy w grubą kostkę. Siekamy natkę. Zgniatamy ząbek czosnku. Na rozgrzaną patelnię wlewamy oliwę i masło. Lekko podsmażamy grzyby do złocistego koloru. Gdy poczujemy aromat smażonych grzybów, dodajemy czosnek. Podlewamy białym winem. Redukujemy sos, czyli smażymy aż odparuje wino. W tym momencie możemy wrzucić makaron do wrzącej i posolonej wody. Pamietajmy, że świeży makaron gotuje się tylko 2 minuty. Powinniśmy go przełożyć z garnka do gotowego sosu. Jest zasada, że sos czeka na pastę, a nie odwrotnie. Następnie śmietanka i krewetki przekrojone wzdłuż. Na koniec sól, pieprz, natka. Wymieszany sos z makaronem przekładamy na talerze. I gotowe! I oczywiście kieliszek wina. Dla przyjemniejszej rozmowy i trawienia.

polecam

Dariusz Klimek magazyn lubelski (78) 2021

61


winna końcówka

o winie

Najpierw pogadajmy

tekst Łukasz Kubiak | foto Nadin Mario/ Unsplash

Cały problem polega na złapaniu równowagi. Jestem przekonany, że prawda istnieje i jest poznawalna – zarówno ta prawda przez duże „P”, ta o tym, po co i dokąd to wszystko, prawda przez nieco mniejsze „p” o sensie więzi, które tworzymy, i prawda przez zupełnie małe „p”, czyli o tym, jak uczynić życie przyjemnym. Jeśli nie ma prawdy, jeśli nie ma odpowiedzi na pytanie „jak jest i jak powinno być”, to wszystko, co powiemy o którymkolwiek z wymiarów naszego istnienia, jest tylko bełkotem, zabawą, grą, chwilami śmieszną, ale ostatecznie beznadziejną. Moje przekonanie o istnieniu prawdy przez wszystkie wielkości „P” jest niezachwiane, rodzi jednak niebezpieczeństwo dogmatyzmu i absolutyzacji własnego mniemania. Rzecz polega na tym, że poznanie z natury swojej jest „moje” i nie wolno mi o tym zapominać. Wino jest jedną z najskuteczniejszych odtrutek dla przemądrzałych, gubiących inne perspektywy. Dla mnie. Jestem na świeżo po kilku dość dużych degustacjach, takich w towarzystwie nieco nadętych profesjonalistów. Karty degustacyjne, idealne temperatury, fachowe słownictwo, spluwaczki, nikt nie chce wyjść na idiotę, powiedzieć za dużo, wykazać się niekompetencją. Kompendium wiedzy o winie to trochę encyklopedia, trochę książka telefoniczna, więc głupotę łatwo palnąć. A jednak nawet ci najbardziej ostrożni, wycofani i stremowani czują to, co czują, i w ferworze rozmowy dają świadectwo swoim wrażeniom. A tu: różnorodność, zaskakujące zwroty akcji, nowe przestrzenie, skojarzenia, o których trudno byłoby nawet pomyśleć. Jednocześnie wszystko znajdujące jakoś wspólny mianownik, bo to nie jest bełkot,

62

magazyn lubelski (78) 2021

to nie tak, że każdy gada swoje, bez ładu, składu i kontaktu z tym, co w kieliszku. Tworzy to złożony, ale niepozbawiony sensu obraz. Oto okazuje się, że zderzenie wielu perspektyw nie oddala nas od prawdy, ale do niej przybliża. Nie staje się punktem zapalnym, ale buduje nową zgodę. Niczego nie odbiera, ale czyni bogatszym. Jest tylko jeden warunek – trzeba lubić słuchać innych ludzi i nie bać się do ludzi mówić. Trzeba mówić prosto i nie udawać kogoś, kim się nie jest. Dialog nie jest wtedy nakładaniem się narracji, jest wspólnym odkrywaniem i polifonicznym pięknem. Z winem jest zapewne łatwiej, bo to materia lekka, nie jest gardłowa, niewiele od niej zależy. A jednak — mechanizm jest ten sam. Pamiętają Państwo piosenkę autorstwa Wojciecha Żółtego z albumu „Pomarańcza”? Nuciła ją kiedyś cała Polska. Kiedy z serca płyną słowa Uderzają z wielką mocą Krążą blisko wśród nas ot tak Dając chętnym szczere złoto I dlatego lubię mówić z Tobą I dlatego lubię mówić z Tobą Każdy myśli to co myśli Myśli sobie moja głowa Może w końcu mi się uda Wypowiedzieć proste słowa I dlatego lubię mówić z Tobą I dlatego lubię mówić z Tobą Z którejkolwiek strony byśmy nie przychodzili, nie możemy przestać rozmawiać. Nawet jeśli na początek będzie to rozmowa o niczym istotnym. Choćby o winie.


KURSY ZAWODOWE Z UPRAWNIENIAMI KOSMETYCZKA FRYZJER FLORYSTA HYDRAULIK KOMINIARZ KUCHARZ

CUKIERNIK PIEKARZ LAKIERNIK BLACHARZ MECHANIK I WIELE INNYCH IZBA RZEMIOSŁA I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI W L U B L I N I E ul . R y n e k 2 TEL. 81 532 80 11 WWW.IZBA.LUBLIN.PL


64

Profile for LAJF Magazyn Lubelski

LAJF Magazyn Lubelski #78  

Advertisement
Advertisement
Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded