Page 1


od redakcji

Sezon wakacyjny w pełni, ale numer, który macie Państwo przed sobą, traktuje nie tylko o wypoczynku. foto:Natalia Wierzbicka

Na okładce magazynu – Prezes największego zakładu przemysłowego na Lubelszczyźnie, spółki Grupa Azoty Zakłady Azotowe „Puławy” SA w Puławach. Zakład obchodzi w tym roku jubileusz 60-lecia powstania i 55-lecia rozpoczęcia produkcji. Kombinat, kiedyś kojarzony ze wszystkim tylko nie z ekologią, teraz jest pionierem inwestycji ekologicznych, zmierzających docelowo do całkowitego wyeliminowania wpływu skomplikowanych procesów produkcyjnych na środowisko naturalne. Wakacyjnie też będzie. Odwiedzamy Pomorze, pełne zabytków i atrakcji. Tym razem wyruszamy z lubelskiego lotniska w Świdniku i po niecałej godzinie lotu jesteśmy w Gdańsku. A jeśli ktoś ma ochotę na Morze Czarne, są też loty do Burgas, bułgarskiego kurortu wypoczynkowego położonego nad piękną Zatoką Burgaską. Dla tych, którzy wolą sprawdzone lokalne atrakcje, ale w nowej odsłonie, polecamy nocne zwiedzanie Kazimierza Dolnego. Natomiast jeśli ktoś ma ochotę poczuć atmosferę życia swoich pradziadów, powinien odwiedzić lubelski skansen. W taką pogodę idealnie smakuje też zimne piwo, a tego na słynącej z chmielu Lubelszczyźnie nie brak. Zwłaszcza podczas 50tych jubileuszowych „Chmielaków” w Krasnymstawie, gdzie na odwiedzających czeka również wiele atrakcji kulturalnych. Ci, którzy zamierzają w najbliższym czasie zakupić mieszkanie dla siebie lub jako lokatę kapitału, na pewno docenią porady dobrego doradcy finansowego, który podpowie, jak można zaoszczędzić przy wyborze kredytu hipotecznego. I najważniejsze – korzystajmy ze świetnej pogody, wypoczywajmy, zwiedzajmy, wybierzmy się do restauracji, cieszmy się sobą nawzajem.

Redaktor naczelny


#KierunekLubelskie

www.lubelskie.travel.pl www.lubelskietravel.pl


z okładki

społeczeństwo

10 Konsolidacja dla przyszłości tekst Piotr Nowacki, foto Arkadiusz Zawadzki

16 Nie dajmy się COVIDOVI foto Paweł Kaniuk

felieton

biznes

26 Zlewka w codziennych doświadczeniach tekst Maciej Wijatkowski foto Beata Wijatkowska, freepik

28 Koszty kredytu hipotecznego dlaczego warto je porównywać z doradcą kredytowym tekst Donata Langa-Mitrus, foto Marcin Kańtoch

od redakcji 4  Sezon wakacyjny w pełni, ale numer który… Piotr Nowacki

8 tygiel

społeczeństwo

społeczeństwo

18 50 lat Chmielaków Krasnystawskich tekst Anna Ignasiak, foto autorka, Urząd Miasta Krasnystaw

22 Wszyscy jesteśmy ze wsi tekst i foto Agata Witkowska

biznes

biznes

32 Siła innowacji Wywiad z Edwardem Bąkiem prezesem Edbak Sp. zo.o. i Grzegorzem Bąkiem – wiceprezesem

36 Wyzwania zielonej rewolucji tekst Anna Ignasiak foto Adam Stępień

39 biz-njus motoryzacja 40 Przejmij kontrolę tekst Ada Górna, foto BMW Motorrad Best Auto Lublin

turystyka

50 okruchy kultury

42 Kto podróżuje, żyje dwa razy tekst Ada Górna, foto Nocne Zwiedzanie Kazimierza

turystyka 44 Kierunek Pomorze tekst Filip Sawicki, foto Piotr Nowacki

turystyka 48 Burgas...Pod słońcem Bułgarii foto LUZ

historia

natura

design

kuchnia

52Urojona zdrada tekst Mariusz Gadomski, foto Narodowe Archiwum Cyfrowe, WBP im. H. Łopacińskiego w Lublinie

56 Bezproblemowa komunikacja tekst Magdalena Świątkowska, foto Jaclyn Adamowicz Reding, autorka, ann, Sqrab

60 Kolory magii tekst Magdalena Krut, foto Aleksandra Kaliszan

64 Degustacyjna opwieść kucharza… tekst Sylwia Stachyra – Top Chef, foto Brick Media

moda 62 Sezon na len tekst I foto Olga Bronisz

taki LAJF

winna końcówka 66 Powroty tekst Łukasz Kubiak, foto Krisztina Papp/ Unsplash


Roczna prenumerata we jdź na

lajf.info/prenumerata/ i z a pis z s ię na pre num e ra tę LA J F m a ga z yn lube ls k i Cena prenumeraty rocznej to 79zł Opłata pokrywa koszty pakowania i wysyłki Liczba egzemplarzy w prenumeracie: 11 egzemplarzy

LAJF magazyn lubelski 2021/4/77

Nie możesz tego przegapić!

Burmistrz Krasnegostawu zaprasza na

Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 3 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info

KRASNYSTAW

20-21-22 SIERPNIA 2021 R.

50. Ogólnopolskie Świeto , Chmielarzy i Piwowarów „Chmielaki Krasnostawskie 2021”

LADY PANK

Wystąpią gwiazdy takie jak:

MAŁGORZATA OSTROWSKA

CLEO

VIKI GABOR

BARTEK KRÓLIK

Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, KRS 0000416313 e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com .

ISSN 2299–1689

C H M I E L A K I . PL

Odwiedź nas na:

WYBORY MISS CHMIELAKÓW

Imprezy towarzyszące:

KONSUMENCKI KONKURS PIW

SESJA CHMIELARSKA

WYCIECZKA Z PIANKA,

KRASNOSTAWSKI PIKNIK PARALOTNIOWY „CHMIELOTY”

PÓŁMARATON CHMIELAKOWY

KIERMASZ TWÓRCZOSCI LUDOWEJ

CHMIELAKOWY MARATON ROWEROWY MTB

CHMIELAKOWY ZLOT WETERANÓW SZOS

Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosi wyłącznie reklamodawca. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów tekstów, nadawania śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałów niezamówionych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny. CHMIELAKOWY TURNIEJ TANCA TOWARZYSKIEGO

Informacje o prenumeracie w zakładce: o nas na www.lajf.info

JACK MOORE FT. GARY MOORE TRIBUTE BAND

Sekretarz redakcji: Anna Ignasiak (ann) a.ignasiak@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Michał Fujcik (fó), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Boguta (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro), Anna Viljanen (av) Skład: Irek Winnicki Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor) Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Olga Michlec-Chlebik (mich).

REKLAMA i MARKETING: reklama@lajf.info | praca@lajf.info SŁAWOMIR

LAJF magazyn lubelski Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604 Redaktor naczelny: Piotr Nowacki, p.nowacki@lajf.info

Okładka: Marcin Pietrusza

Reklama

www.lajf.info


tygiel

Inaczej „po” mieście pisarzy i artystów „Nieoczywisty Przewodnik po Nałęczowie” to książka w pełni samodzielnie stworzona przez młodzież. Uczniowie i uczennice Szkoły Podstawowej w Wojciechowie, Państwowego Liceum Plastycznego i Zespołu Szkół nr 2 byli odpowiedzialni za każdy etap projektu. Zaczęli od zebrania informacji o historii miasteczka, następnie stworzyli teksty i ilustracje oraz zajęli się składem i szatą graficzną. Pozyskali także licznych sponsorów i partnerów medialnych. Ich celem było przedstawienie, w oryginalnej formie, historii miasta wraz z jego niezwykłą atmosferą. Wydano 200 egzemplarzy przewodnika. Publikacja pełna jest ciekawostek o miasteczku, łącznie z informacjami na temat roślinności, jaką można spotkać w uzdrowisku, o sanatoriach oraz willach i pensjonatach, znajdziemy tu również różnorodne ilustracje i zadania dla czytelników. Dzięki „Nieoczywistemu Przewodnikowi” możemy zobaczyć Nałęczów przez pryzmat wrażliwości artystycznej młodych ludzi i odkryć wiele niezwykłych miejsc. 26 czerwca na placu przed Nałęczowskim Ośrodkiem Kultury została otwarta wystawa plenerowa, prezentująca wybrane karty z przewodnika. Samą książkę można również obejrzeć w formie online oraz pobrać jako PDF na stronie NOK. (ann)

(NOK) (Muzeum Badań Polarnych w Puławach)

Polarnictwo w Puławach Muzeum Badań Polarnych powstało w październiku 2020 roku. Do tej pory jednak trwały prace przygotowawcze, polegające m.in. na pozyskiwaniu zbiorów. Są wśród nich: ogromna ilość zdjęć, książek i map terenów arktycznych, zbiory prof. Aleksandra Kosiby z jego wypraw na Grenlandię, w tym kości morsa i elementy odzieży używanej przez Eskimosów, a także sanie, książki, kalendarze, skamieniałości z Sachalinu i Wysp Kurylskich, bursztyny, kopie podpisanych przez Polskę traktatów polarnych oraz obrazy związane z polarnym światem. Muzeum posiada też skuter śnieżny, który był wykorzystywany przez polskich polarników. Prowadzone są również rozmowy o zakupie i sprowadzeniu śmigłowca Mi-2, który latał na Antarktydzie. Po pełnym otwarciu muzeum zwiedzający obejrzą także model budowanej obecnie na Wyspie Króla Jerzego nowej polskiej stacji polarnej. Dzięki współpracy z Muzeum Narodowym w Szczecinie, puławskie muzeum wzbogaci się o zbiory z polskich stacji badawczych. Obecnie ruszyło już „Letnie Kino Polarne” – projekcja pierwszego seansu odbyła się 5 lipca. W tym miesiącu mają też zostać otwarte dwie wystawy plenerowe. Pierwsza z nich to niezwykle piękne „Krajobrazy Polarne”, a druga zatytułowana „Dlaczego Puławy” ma pokazać związki Puław z polarnictwem, odpowiadając tym samym na pytanie, dlaczego muzeum powstało właśnie tutaj. (ann)

(pod)

Niezwykłe drzewa

8

(Muzeum Skamieniałych Drzew w Siedliskach)

Muzeum Skamieniałych Drzew w Siedliskach powstało w 2003 r. w budynku byłej szkoły podstawowej. Mieszkańcy w czynie społecznym przebudowali go i odnowili wnętrze, przystosowując do prezentacji eksponatów. Oddali też do muzeum własne zbiory drzewa skamieniałego, a także trofeów myśliwskich oraz starego sprzętu gospodarskiego. Muzeum składa się więc z trzech izb tematycznych. Najważniejszą jednak i największą, zajmującą kilka pomieszczeń, jest izba drzew skamieniałych. Muzeum dysponuje około 500 eksponatami o różnych kształtach, od małych odłamków do 500-kilogramowych skał o różnych barwach: białawożółtawej, piaskowo-beżowej, czerwonawej, szarej, szarobrunatnej. Warto też wiedzieć, że od 1995 roku skamieniałe drzewa są objęte ochroną prawną, żeby je zbierać, należy uzyskać stosowne zezwolenia. Okazy w Siedliskach to szczątki gatunku Taxodioxylon taxodii. Rosły w tych stronach kilkanaście milionów lat temu, w neogenie. Uległy niezwykle rzadko odnotowywanemu w geologii zjawisku krzemienienia, polegającemu na zamianie organicznej substancji drzewnej w nieorganiczną krzemionkę. W sprzyjających chemicznie warunkach, w gorącym morzu, zastępowała ona komórki roślinne, w niesamowity sposób, z najdrobniejszymi detalami, odtwarzając wygląd drzew. Skamieniałe drzewo tylko czasami można odróżnić od naturalnego przez dotyk i ocenę temperatury. Te szczególne muzealia są wyjątkowo cenne, ponieważ tego typu zbiór jest największy w Polsce i jeden z większych w Europie. W okresie wakacyjnym, i nie tylko, na (maks) pewno warto poznać tę wyjątkową atrakcję Roztocza. (ann)


(ann)

Па-за межамi | Poza granicami / PORTAL W Międzynarodowym Dniu Uchodźcy, 20 czerwca 2021 r., białoruska społeczność Lublina i Wilna otrzymała możliwość dialogu w ramach wydarzenia „Па-замежамі | Poza granicami”. W obu miastach stanęły identyczne konstrukcje – wysokie na ponad trzy metry betonowe kręgi, wewnątrz których znajdują się ogromne lustra. Nie odbijają jednak wizerunku przechodniów, lecz wyświetlają obraz z „drugiej strony” portalu. W dniu inauguracji PORTALU połączeni zostali ludzie z odległych miejsc, którzy z różnych powodów nie mogą spotkać się bezpośrednio. Była to wspaniała okazja, aby poznać naszych wschodnich sąsiadów, wysłuchać ich historii, rozmawiać i zacieśniać więzi społeczne. Należy pamiętać, jak ważne jest stworzenie osobom „oderwanym od korzeni” warunków do tego, by mogli poznać nas, Polki i Polaków, i jak najlepiej odnaleźli się w nowym miejscu. PORTAL połączył społeczności obu miast również dzięki organizowanym wspólnie polsko-litewskim koncertom i happeningom. Pomysłodawcą PORTALU jest Benediktas Gylys, prezes Fundacji Benediktas Gylys. Lubelskie wydarzenie zostało zorganizowane przez Stowarzyszenie Homo Faber i Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” we współpracy z Urzędem Miasta Lublin. Jeśli ktoś nie pozdrowił jeszcze sąsiadów z Wilna, powinien się pospieszyć, ponieważ PORTAL zostanie w Lublinie tylko do 6 sierpnia 2021 r., by potem odwiedzić i łączyć inne miasta. (ann)

Rowerowo po Roztoczu W dniach 14–28 sierpnia 2021 r. odbędzie się „Festiwal Turystyki Rowerowej – Roztocze bez granic”. Szykują się dwie główne imprezy oraz pięć towarzyszących. Największe atrakcje, które czekają miłośników cichych jednośladów, to dwa rajdy: Lubaczów – Tomaszów Lubelski (14 sierpnia 2021) i Janów Lubelski – Horyniec-Zdrój (27-28 sierpnia 2021). Organizatorami wydarzenia są Powiat Lubaczowski, Lubelska Regionalna Organizacja Turystyczna oraz Podkarpacka Regionalna Organizacja Turystyczna. Podczas konferencji w dniu 21 czerwca 2021 r. zostało podpisane oficjalne porozumienie dotyczące współpracy przy wydarzeniu. „Festiwal Turystyki Rowerowej – Roztocze bez granic” jest kolejną inicjatywą dwóch województw: podkarpackiego i lubelskiego na rzecz budowania wspólnej marki turystycznej „Roztocze”. Pierwszym międzyregionalnym działaniem była współpraca przy realizacji projektu Marka Roztocze. Scertyfikowano wówczas konkretne miejsca, czyli obiekty noclegowe, gastronomiczne, agroturystyczne i atrakcje turystyczne z terenu województwa lubelskiego i podkarpackiego. Turystom da to większe możliwości realizacji rowerowej pasji. Trwają też prace nad opracowaniem i wdrożeniem dokumentu strategicznego „Program dla Rozwoju Roztocza”. Miejmy więc nadzieję, że kwestią niedalekiej przyszłości są kolejne propozycje atrakcyjnego wypoczynku na terenie tej pięknej krainy. (ann)

(roztoczebezgranic.pl)

Hakuna Matata W Galerii Sztuki Nieprofesjonalnej „U Lekarzy”, przy ul. Chmielnej 4, można od 12 czerwca br. oglądać fotografie autorstwa dr. Marka Stolarczuka i dr. Andrzeja Skrzyńskiego. Wystawa nosi tytuł „Zanzibar – Hakuna Matata”. Zanzibar to miejsce, które przyciąga historią, egzotyką, wyjątkowym klimatem, plażami o białym piasku i szmaragdowymi wodami oceanu. Pozdrowienie „Hakuna Matata” kierowane do turystów oznacza „nie martw się”, a inne słowo często tu słyszane to „pole pole”, czyli powoli, spokojnie. Turyści, w codziennym życiu ciągle gdzieś pędzący, na pewno powinni posłuchać tej rady, także dlatego, że temu miejscu należy się szacunek i uwaga. Jest wyjątkowe, gdyż jako wyspa odseparowane jest od głównego lądu pełnego niestety zbrojnych konfliktów. Tu życie toczy się spokojnie, choć to, że widzimy najczęściej uśmiechy na twarzach mieszkańców, nie oznacza, że ich życie wolne jest od trosk, co można dostrzec i dowiedzieć się, zbaczając z głównych szlaków turystycznych i po prostu rozmawiając z mieszkańcami wyspy. To czynili nasi podróżnicy, absolwenci Wydziału Lekarskiego AM w Lublinie, na co dzień mieszkający i pracujący w Łukowie. Spełnili swoje wieloletnie marzenie o podróży na Zanzibar, gdzie mogli również realizować fotograficzną pasję. Warto dodać, że niejeden Polak pojechawszy tam, postanowił zostać. Na Zanzibarze powstała już niewielka polska kolonia. Miejmy nadzieję, że mimo pandemii, przetrwa, a nawet będzie się rozrastała. Wystawę „Zanzibar – Hakuna Matata” można oglądać do 3 września 2021 r. (ann)

(ann)

magazyn lubelski (77) 2021

9


wywiad

konsolidacja dla przyszłości Ponad pół wieku pracy, konsekwentnego rozwoju i sukcesów rynkowych o randze europejskiej. Długa tradycja i doświadczenie są dla Grupy Azoty PUŁAWY mocną podstawą do transformacji technologicznej na rzecz osiągnięcia neutralności klimatycznej. Na potrzeby kontrahentów odpowiada w sposób odpowiedzialny. Krajowi i europejscy odbiorcy mogą być pewni jakości towarów, natomiast lokalna społeczność cieszyć się rosnącymi na nowo lasami. O dniu dzisiejszym i planach na kolejne lata z Tomaszem Hryniewiczem, wiceprezesem zarządu Grupy Azoty i prezesem zarządu Grupy Azoty PUŁAWY, rozmawiał Piotr Nowacki, foto Arkadiusz Zawadzki.

10

magazyn lubelski (77) 2021


60 lat temu rozpoczęła się budowa fabryki produkującej nawozy azotowe w Puławach. Na przestrzeni sześciu dekad puławskie zakłady zmieniły się nie do poznania. Jaka jest dzisiaj Grupa Azoty PUŁAWY? W tym roku świętujemy 60-lecie powstania puławskich zakładów oraz 55-lecie rozpoczęcia przez nie produkcji. To piękny jubileusz, a dla nas wyjątkowy czas – z jednej strony okazja do wspomnień i podsumowań, z drugiej zaś do odważnego myślenia o przyszłości. Dziś Grupa Azoty PUŁAWY jest częścią Grupy Kapitałowej Grupa Azoty i jednocześnie największą spółką wchodzącą w jej skład. Jesteśmy nowoczesnym zakładem, krajowym i europejskim liderem produkcji nawozów azotowych, a także chemikaliów, takich jak m.in. melamina, kaprolaktam czy nadtlenek wodoru. Spółka stale się rozwija. Realizowane są kolejne inwestycje – wspomnę, że w czerwcu tego roku, podczas obchodów jubileuszu i Dni Chemika, wicepremier Jacek Sasin osobiście uruchomił nową instalację mechanicznej granulacji saletry o możliwościach produkcyjnych wynoszących 820 tys. ton rocznie! Inwestycja ta stanowi odpowiedź na potrzeby rynku, zwłaszcza rolnictwa wielkopowierzchniowego, bo duże granule pozwalają rolnikom ograniczyć liczbę przejazdów podczas zasiewu i dają możliwość zasiewu na zdecydowanie większym obszarze, a tym samym pojawia się wymierna korzyść w postaci zmniejszenia tzw. śladu węglowego, czyli ograniczenia emisji CO2. Jeśli już jesteśmy przy kwestiach ograniczenia emisji, to warto dodać, że nasza spółka zależna, tj. Grupa Azoty FOSFORY, wprowadziła w ostatnim czasie na rynek nową linię nawozów wieloskładnikowych Fosfarm, produkowanych zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, w tym gospodarki o obiegu zamkniętym. Ponadto zawarte w tym nawozie fosfor, wapń, magnez i mikroskładniki w całości pochodzą z zasobów odnawialnych. Dodam także, że do naszych nawozów na bazie mocznika dodajemy inhibitor ureazy, co stanowi odpowiedź na zmieniające się regulacje prawne, w tym m.in. dyrektywę NEC w sprawie redukcji emisji niektórych zanieczyszczeń atmosferycznych. Te wszystkie działania wpisują się w zieloną strategię realizowaną przez Grupę Azoty.

Czy Pana zdaniem dobrą decyzją było łączenie polskich spółek chemicznych w jedną grupę kapitałową, czy też dla Puław korzystniejsze byłoby „granie do własnej bramki”? Uważam, że połączenie było bardzo dobrą i jedyną słuszną decyzją. Grupa Azoty PUŁAWY czerpie z tego wymierne korzyści. Przykładowo – dwa zakłady w grupie kapitałowej Grupa Azoty, tj. Puławy i Tarnów, produkują kaprolaktam. Obecnie rynek chiński, będący w przeszłości naszym głównym odbiorcą tego produktu, praktycznie zamknął się,

ponieważ kraje azjatyckie uruchomiły w międzyczasie swoje fabryki kaprolaktamu. Nie bylibyśmy w stanie z nimi konkurować i w takiej sytuacji nasze instalacje trzeba by było najprawdopodobniej zamknąć, likwidując kilkaset miejsc pracy w Puławach. Tymczasem w ramach Grupy Kapitałowej Grupa Azoty zagospodarowujemy kaprolaktam w niemal 95% – część produkcji trafia do Tarnowa, a część do spółki zależnej w Guben, czyli ATT Polymers. Dzięki temu możemy się dalej rozwijać i przede wszystkim obroniliśmy miejsca pracy w naszych zakładach. Podobnie jest, jeśli chodzi o nawozy. Mechaniczna granulacja saletry jest technologią, która powstała w ramach Grupy Azoty, w zakładach w Kędzierzynie-Koźlu. Teraz wykorzystujmy ją w Puławach. Zatem dzięki zarządzaniu z poziomu tak dużej grupy kapitałowej nasze zakłady w różnych lokalizacjach mogą nie tylko współistnieć na rynku, ale też układać ten rynek. Przypomnę, że w rynku polskim mamy blisko 60-procentowy udział i to tu w większości lokujemy nasze produkty. Podsumowując, obserwujemy pozytywny wpływ synergii w wielu obszarach – od zarządzania kapitałowego poprzez sprzedaż naszych produktów po wewnątrzgrupowe wsparcie finansowe, którego mogą sobie nawzajem udzielać spółki wypracowujące zysk. Poza tym, wykorzystując efekt skali naszej grupowej działalności, mamy zdecydowanie lepszą pozycję negocjacyjną przy pozyskiwaniu środków na kolejne inwestycje i uzyskujemy zdecydowanie lepsze warunki finansowania niż by to było w przypadku pojedynczych spółek. Podobnie jest w logistyce i usługach transportowych.

Czy macie Państwo plany, by w ramach Grupy Azoty przejmować jeszcze jakieś zakłady chemiczne, np. produkujące środki ochrony roślin? Na dziś podstawowymi rynkami dla nas są rynki polski i europejski. Wynika to z prostej zależności – transport nawozów na odległość powyżej 1000 km po prostu się nie opłaca. Ponadto dyrektywy, które Unia Europejska wprowadza w ramach Europejskiego Zielonego Ładu, dotyczące m.in. ograniczenia emisji tlenków azotu czy też dwutlenku węgla, powodują, że zapotrzebowanie na nawozy niestety maleje z roku na rok. W tej sytuacji uważam, że dużym sukcesem jest to, że 100% naszej produkcji znajduje odbiorców. Taka sytuacja zmusza nas jednak w ramach grupy kapitałowej do dywersyfikacji działalności. Przykładem może być tu realizowana obecnie w Policach potężna inwestycja – jest to obecnie jeden z największych projektów branży chemicznej w całej Europie Centralnej pod nazwą „Polimery Police”. Jego rezultatem będzie nowoczesny kompleks infrastrukturalny umożliwiający produkcję blisko pół miliona ton polipropylenu rocznie. Wspominałem też, że odpowiadając na potrzeby rynku, systematycznie odchodzimy od starych

magazyn lubelski (77) 2021

11


technologii produkcji nawozów, unowocześniamy je i dzięki temu uzyskujemy produkt, który jest pożądany na rynku. Szczegółowe plany rozwojowe Grupy Azoty i kierunki działania przedstawimy w trzecim lub czwartym kwartale tego roku, ogłaszając strategię na lata 2021–2030.

Pamiętam, że jeszcze pięć lat temu mówiło się o budowie w Puławach elektrowni zasilanej gazem ziemnym. Ostatecznie w puławskich zakładach powstaje blok węglowy. Jak ta zmieniona decyzja przekłada się na ogólne trendy dążenia do ograniczania emisji CO2 oraz szerokie plany dekarbonizacji? Czy rozważana jest zmiana sposobu zasilania nowego kotła?

Odpowiadając na to pytanie, trzeba przede wszystkim rozróżnić elektrownie zawodowe, zajmujące się produkcją prądu (np. pobliskie Kozienice), od tego, co budujemy w Puławach. Dla nas podstawowym celem jest produkcja pary technologicznej niezbędnej do prawidłowego przebiegu procesów chemicznych. Nowy blok energetyczny zastąpi wyeksploatowane kotły nr 1 i 3. Będzie miał też zupełnie inną, dużo wyższą sprawność, dlatego mimo że paliwo pozostanie takie samo, tj. węgiel, to i tak znacząco obniżymy emisję CO2. Pragnę podkreślić, że decyzja o budowie nowego bloku węglowego poprzedzona była szerokimi analizami, prowadzonymi przez niezależnych ekspertów. Porównywaliśmy m.in. opłacalność

12

magazyn lubelski (77) 2021

budowy bloku węglowego i gazowego. Dla nas na dziś głównym problemem jest brak możliwości przesyłu do Puław wystarczającej ilości gazu. Mam nadzieję, że Gaz-System zapewni nam je poprzez budowę gazociągu Gustorzyn–Wronów. Poza tym pamiętajmy, że gaz jest surowcem, na który bardzo duży wpływ ma geopolityka, a jego ceny bardzo się wahają. Z budową nowego bloku energetycznego musimy zdążyć przed końcem 2023 r. – ze względu na uzyskane odstępstwa od BAT dla kotłów nr 1 i 3 do 31 grudnia 2023 r. (czas na spełnienie wymagań środowiskowych). W dalszej kolejności będziemy modernizować bloki nr 4 i 5. Mam nadzieję, że do tego czasu będziemy mieli też możliwość budowy bloków gazowych. Mało tego, także dla budowanego bloku węglowego prowadzimy analizy i nie wykluczamy możliwości dodania pewnych urządzeń, by instalacja mogła pracować jako duoblok, a więc zamiennie na gaz lub węgiel w zależności od tego, co będzie bardziej opłacalne.

Czy będziecie Państwo modernizować zakład pod kątem OZE, by zmienić źródło jego zasilania? Rozważamy wykorzystanie w naszej działalności zarówno fotowoltaiki, jak i farm wiatrowych. Możliwości tu jest kilka. Gorącym tematem jest też wykorzystywanie tzw. zielonego wodoru. Wszystkie te działania zostaną przedstawione w strategii Grupy Azoty już w najbliższym czasie.


Wicepremier Jacek Sasin uruchomia nową instalację mechanicznej granulacji saletry, foto Sławomir Kłak, Grupa Azoty PUŁAWY

60-letnia fabryka i prezes, który… jest od niej młodszy. Jak się zarządza puławskim zakładem, ale też Grupą Azoty, w której pełni Pan funkcję wiceprezesa? Może Pana zaskoczę, ale ten dualizm funkcji bardzo pomaga. Przez pierwsze półtora roku byłem członkiem zarządu Grupy Azoty – wiceprezesem odpowiedzialnym m.in. za logistykę, inwestycje, infrastrukturę, kontroling i finanse, relacje inwestorskie. Dzięki temu miałem możliwość poznania funkcjonowania całej grupy kapitałowej w wielu obszarach. W kwietniu 2020 r. zacząłem dodatkowo pełnić funkcję prezesa Grupy Azoty PUŁAWY. Dziś mogę stwierdzić, że szerszy ogląd sytuacji, jaki dała mi praca w Grupie Azoty, gwarantuje lepsze dopilnowanie spraw zakładu puławskiego. Przypomnę, że w tym roku pierwszy raz od wielu lat Puławy nie wypłaciły dywidendy. Zdecydował o tym m.in. mój głos – głośny głos Puław w zarządzie Grupy Azoty pod przewodnictwem prezesa Tomasza Hinca, który przyjął nasze argumenty, mówiące m.in. o tym, że rozbudowujemy moce produkcyjne oraz intensywnie dostosowujemy naszą produkcję do potrzeb i wytycznych Europejskiego Zielonego Ładu, zatem te środki finansowe są nam potrzebne na inwestycje. Jeśli chodzi o zarządzanie, to najważniejsze dla mnie jest to, że kieruję zgranym zespołem – począwszy od członków zarządu, przez kadrę dyrektorską, po zaangażowanych i profesjonalnych pracowników. Praca z takimi ludźmi to wielka przyjemność.

Czy fakt, że zarządza Pan zakładem z ogromnymi tradycjami, największym na Lubelszczyźnie, nie jest dla Pana obciążeniem? To duża odpowiedzialność kierować takim zakładem, mając świadomość pozostawienia go w jak najlepszym stanie dla przyszłych pokoleń. Bezsprzecznie jest to duże wyzwanie, któremu staram się sprostać jak najlepiej. Mam doświadczonych członków zarządu, dwóch z nich wywodzi się z Puław. Ich wiedza merytoryczna, ale też znajomość zakładu, jego historii i zachodzących tu procesów, jest bezcenna i ułatwia pracę. Natomiast dzięki mojej funkcji w zarządzie Grupy Azoty Puławy mają mocny głos w grupie kapitałowej. Wspieramy też kolegów z pozostałych spółek. To wszystko potwierdza, że jesteśmy w stanie w ramach Grupy Kapitałowej Grupa Azoty dużo sprawniej zarządzać naszym zakładem, mitygować ryzyka oraz odpowiadać na wyzwania rynkowe. I to traktuję jako wartość dodaną.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kwestii Europejskiego Zielonego Ładu. Starsi pamiętają, jak wyglądały Puławy pod koniec lat 80. Jak dziś zakłady działają w obszarze ekologii? O działaniach na rzecz ekologii podjętych i realizowanych w naszej spółce na przestrzeni lat można by mówić długo. Wspomnę tylko, że puławskie zakłady jako jedne z pierwszych w Polsce wdrożyły i zrealizowały kompleksowy program ochrony środowiska. Dziś każda nowa inwestycja jest dogłębnie analizowana pod kątem jej potencjalnego wpływu na środowisko. Mało tego!

magazyn lubelski (77) 2021

13


Przyjmowane przez nas normy środowiskowe do spełnienia są bardziej restrykcyjne niż wynikałoby to z przepisów prawa. W Grupie Azoty PUŁAWY bezwzględnym standardem jest bieżąca kontrola eksploatacji urządzeń mogących mieć niekorzystne oddziaływanie na środowisko. Monitorowane są substancje emitowane do otoczenia, nadzorowany jest stan bezpieczeństwa technicznego poszczególnych instalacji czy obiektów. Dodatkowo w ramach międzynarodowego programu „Odpowiedzialność i Troska” zrealizowanych zostało szereg inicjatyw na rzecz środowiska, bezpieczeństwa procesowego i poprawy warunków pracy, takich jak chociażby zmniejszenie emisji spalin na parkingu tirów, montaż odpylania dla urządzeń pakujących, akcje szczepień przeciw grypie dla pracowników. Naszą podstawową zasadą jest ciągłe doskonalenie we wszystkich obszarach, a to oznacza, że spółka na bieżąco identyfikuje i monitoruje wpływ swojej działalności na otoczenie, ale też stale pracuje nad podniesieniem wiedzy i świadomości ekologicznej swojej załogi. W ubiegłym roku rozpoczęliśmy kampanię wizerunkową GRAMY CZYSTO. Ale to nie jest tylko hasło. To przede wszystkim idea obejmująca działania z obszaru ochrony środowiska, ale także – w ramach odpowiedzialności społecznej biznesu – wpisujących się w wiele innych obszarów działalności grupy naszych spółek. Gramy czysto, bo troszczymy się o naszych pracowników i ich rodziny, dbamy o otoczenie, w którym funkcjonuje nasza spółka – współpracujemy z samorządami, z klubami sportowymi, instytucjami kultury oraz organizacjami podejmującymi inicjatywy na rzecz lokalnej społeczności, jesteśmy fair wobec naszych klientów i partnerów biznesowych. Gramy czysto, bo pomagamy, a przykładem mogą być tu działania podjęte przez naszą spółkę w czasie pandemii. Jesteśmy jedną z największych firm w regionie. Jest to z jednej strony wyzwanie, z drugiej zaś odpowiedzialność. I z tej odpowiedzialności wywiązujemy się jak najlepiej. Z takich ostatnich pozaprodukcyjnych działań wspomnę, że w maju br. oddany został do użytku fragment ścieżki rowerowej, dzięki czemu poprawiło się bezpieczeństwo osób dojeżdżających do pracy rowerami. Teraz planujemy budowę trzech parkingów, na których zainstalujemy m.in. stacje do ładowania samochodów elektrycznych.

Jak wygląda pozycja Grupy Azoty PUŁAWY na tle innych tego rodzaju producentów w Polsce i w Europie? Grupa Azoty PUŁAWY jest największym w Polsce producentem jednoskładnikowych nawozów azotowych i drugim co do wielkości producentem w Unii Europejskiej. Jesteśmy jedynym w Polsce i trzecim w Europie producentem melaminy oraz znaczącym producentem kaprolaktamu. Jeste-

14

magazyn lubelski (77) 2021

śmy jedynym w Polsce producentem nadtlenku wodoru. Systematycznie zwiększamy sprzedaż i potencjał wytwórczy w obszarze RedNOx®, tj. linii produktowej oferowanej do redukcji emisji szkodliwych substancji. Grupa Azoty PUŁAWY od 60 lat daje początek produktom otaczającego nas świata. Łączy naukę i nowoczesne technologie z odpowiedzialnym biznesem. Spółka zatrudnia dziś ponad 3,6 tys. pracowników, a przychody na ten tok szacujemy na ponad 3 mld złotych. To czyni nas jednym z filarów gospodarczych województwa lubelskiego.

Czy rynki wschodnie są pozamykane? Na rynkach wschodnich jest zapotrzebowanie na nawozy, ale trzeba pamiętać, że eksport na większe odległości jest raczej mniej opłacalny. Obecnie wysoki kurs złotego stanowi naturalne zabezpieczenie i import do Polski jest mniej opłacalny. Również inne uregulowania zewnętrzne nam sprzyjają – np. embargo nałożone na Białoruś obejmujące sól potasową i nawozy wieloskładnikowe czy generalnie samofinansowanie białoruskich firm. Podobnie jest z unijną dyrektywą nakazującą ograniczenie emisji azotu poprzez zastosowanie inhibitora ureazy. To są szanse, które powinniśmy wykorzystywać, trzymamy więc rękę na pulsie. Oczywiście prowadzimy też długofalowe działania, ponieważ mamy świadomość, że na Wschodzie ślad węglowy nie istnieje, a gaz jest za przysłowiową kopiejkę. Z kolei nasza zachodnia konkurencja, czyli norweska YARA, ma elektrownie wodne, więc tu o większej „zieloności” nie muszę przekonywać.


Również koszt przesyłu gazu w zachodniej Europie jest o 1 euro niższy niż w Polsce. Tych zależności jest bardzo dużo i musimy je wszystkie uwzględniać w swojej działalności. Dlatego najlepszą drogą dla nas jest dywersyfikowanie przychodów chociażby poprzez poszerzanie palety nawozów. Zmieniamy technologię i tu jeszcze raz przywołam naszą mechaniczną granulację saletry. Wsłuchujemy się w potrzeby rynku, a najlepszą wizytówką naszej firmy jest to, że 100% naszej produkcji kolejny rok z rzędu udaje się nam lokować na rynku. To jest duży sukces handlowy.

Praca pracą, a chcielibyśmy dowiedzieć się, co prezes Tomasz Hryniewicz lubi robić w wolnym czasie. Jestem jednym z założycieli oraz – w ramach działalności wolontaryjnej – prezesem Klubu Judo Mizuka. Jest to obecnie jeden z większych klubów sportowych w Opolu. Samo judo jest dziś dyscypliną olimpijską i sportem, który niesie ze sobą szereg walorów prozdrowotnych, wychowawczych oraz ogólnorozwojowych. Dzięki temu cieszy się dużą popularnością na całym świecie.

Czy Pan uprawiał tę dyscyplinę sportu? Moje dziecko trenuje judo od kilku lat. Natomiast ja, jako rodzic, widząc wiele niuansów, których nie dostrzegały osoby odpowiedzialne za

rozwój tej dyscypliny sportowej, postanowiłem zbudować klub od podstaw, według zupełnie innej formuły. Znalazłem pasjonatów, którzy uwierzyli w mój projekt i udało się! Podczas gdy klub judo skupia średnio 60-80 członków, nasz przed pandemią liczył 720 osób trenujących w aż 25 lokalizacjach na terenie Opola. Na czym polegał sukces? Przede wszystkim wyszliśmy do klienta. I tak np. dzieci kończą zwykle zajęcia w szkole w godzinach 12-13, później spędzają czas w świetlicy. Dyrektorzy zgodzili się, by w ramach zajęć świetlicowych odbywały się zajęcia judo, co w naturalny sposób odciąża i nauczycieli, i rodziców. Uczniowie uczestniczą też w zajęciach w ramach tzw. piramidy szkoleniowej. Ponadto prowadzimy klub wyczynowy dla tych osób, które złapały już bakcyla i judo stało się ich pasją. Dajemy im szansę rozwoju sportowego, w tym również rywalizacji na zawodach krajowych i zagranicznych. Oprócz działalności w klubie judo, bardzo lubię jazdę na rowerze. Na co dzień prawie nie korzystam z samochodu i dziesiątki kilometrów pokonuję moim jednośladem. Mam też duży ogród oraz kawałek sadu, gdzie uwielbiam spędzać czas przy pracy fizycznej.

Czy w swoim ogrodzie używa Pan nawozów Grupy Azoty? Oczywiście!

magazyn lubelski (77) 2021

15


(FOTO PAWEŁ KANIUK/ MUP W LUBLINIE)

społeczeństwo

NIE DAJMY SIĘ

COVIDOWI Wywiad z Panią Katarzyną Kępą – Dyrektorem Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie

Rynek pracy ostatnim czasie zmienił się pod wpływem pandemii. Jak COVID-19 wpłynął na rynek pracy naszym mieście? Miniony rok był bez wątpienia trudnym okresem dla rynku pracy. Stopa bezrobocia dla miasta Lublin uległa nieznacznej zmianie. Oczywiście wszyscy życzylibyśmy sobie, aby bezrobocie naszym mieście było jak najniższe, jednak biorąc pod uwagę wynikającą pandemii trudną sytuację wielu sektorach gospodarki, wzrost stopy bezrobocia niespełna 0,5 punktu procentowego ciągu 12 miesięcy jest relatywnie niewielki. drugiej strony można powiedzieć, że mamy zarejestrowane 462 osoby więcej niż rok temu. Pamiętajmy przy tym, że kilkuprocentowe bezrobocie jest określane jako „naturalne”. Na szczęście zarówno pozyskane środki finansowe na aktywizację zawodową, jak możliwość udzielenia wsparcia finansowego ramach sześciu instrumentów tarczy antykryzysowej pozwoliły ochronić miejsca pracy nie dopuścić do licznych zwolnień grupowych. Warto podkreślić, że wsparliśmy dotychczas ponad 32 tys. przedsiębiorców, pracodawców organizacji pozarządowych poprzez przyznanie im niemal 206 mln zł dostępnych 265 mln zł. Połowa rozdysponowanych środków trafiła do mikroprzedsiębiorców – postaci pożyczek na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Podobny instrument obejmujący dodatkowo „małych przedsiębiorców” – czyli dotacja na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności – jest nieprzerwanie realizowany od lutego 2021 roku, nabór wniosków potrwa do 31 sierpnia 2021 roku. Aktualnie obserwujemy, że sytuacja na rynku pracy powoli się normuje,

16

magazyn lubelski (77) 2021

niektóre sektory odczuły nawet większe zainteresowanie świadczonymi przez siebie usługami, co zmusiło je do zwiększenia zatrudnienia zgłaszania ofert pracy. Duża liczba przedsiębiorców korzystających tym trudnym okresie ze wsparcia Miejskiego Urzędu Pracy Lublinie, udzielanego zarówno ramach ustawy promocji zatrudnienia instytucjach rynku pracy, jak dodatkowo ramach tarczy antykryzysowej, spowodowała na pewno konieczność wprowadzenia zmian organizacyjnych. Jak wygląda obsługa wniosków? Proces obsługi wniosków jest wieloetapowy złożony. Wciąż realizujemy rozpatrzone pozytywnie wnioski oraz współuczestniczymy finalnym rozliczaniu się pracodawców otrzymanych środków. Pracownicy ramach uruchomionej infolinii codziennie udzielają odpowiedzi na liczne zapytania przedsiębiorców, pracodawców organizacji pozarządowych oraz pomagają im krok po kroku przejść przez cały proces składania dokumentów. okresie wzmożonego napływu wniosków praca Miejskim Urzędzie Pracy Lublinie odbywała się także nadgodzinach, co pozwoliło przyśpieszyć proces wypłat dla przedsiębiorców. okresie zwiększonej liczby zachorowań na COVID-19 pracowaliśmy systemie dwuzmianowym celu zapewnienia ciągłości działania urzędu. Sprawna obsługa wniosków wypłata środków nie byłaby możliwa bez wsparcia otrzymanego ze strony Pana Prezydenta Krzysztofa Żuka Pani Prezydent Moniki Lipińskiej, dzięki którym mogliśmy m.in. zatrudnić sześciu dodatkowych pracowników do obsługi tarczy antykryzysowej. Na co dzień otrzymujemy podzię-


nego bezrobotnego wieku 50+ oraz szkoleń. To właśnie te ostatnie są dla nas obecnie priorytetem. Tylko ciągu ostatniego miesiąca liczba gotowych do podjęcia pracy osób, które ukończyły szkolenia zawodowe – większości egzaminem czeladniczym – powiększyła się ponad 80 osób! Są wśród nich absolwenci rozmaitych kierunków: począwszy od kucharzy, kelnerów, cukierników piekarzy, przez kadry płace, kosmetyczki, wizażystki, fryzjerów, florystów krawców, aż po operatorów wózków jezdniowych koparko-ładowarek, spawaczy, kierowców ciężarówek, mechaników stolarzy. Mimo tego, iż nie zauważamy spadku zainteresowania aktywizacją zawodową ze strony pracodawców osób bezrobotnych, to tak duże środki, jakimi dysponuje Miejski Urząd Pracy Lublinie, wymagają od nas intensywnego promowania staży, szkoleń indywidualnych organizowanych na zapotrzebowanie pracodawcy oraz zatrudniania wspomnianych wcześniej specjalistów. To tylko mały wycinek obrazu naszej działalności, która po ostatnich zawirowaniach gospodarce życiu społecznym wraca stopniowo do normalnego trybu. imieniu Pana Prezydenta Krzysztofa Żuka Pani Prezydent Moniki Lipińskiej oraz swoim, składam podziękowania pracodawcom za ich wysiłek włożony rozwój naszego miasta. Życzę wszystkim dużo zdrowia niech te trudne doświadczenia umocnią nas na przyszłość.

(FOTO FREEPIK)

kowania od przedsiębiorców za udzieloną pomoc merytoryczną, jak również techniczną. Rozmawiamy głównie pozytywnych aspektach udzielanego wsparcia. Czy przedsiębiorcy zgłaszali jakieś kłopoty przy składaniu wniosków? Niewątpliwie problemem było nauczenie się korzystania ze specjalnie tym celu wprowadzonych narzędzi elektronicznych postaci interaktywnych formularzy, cyfrowego sposobu opisania wnioskodawcy oraz platform internetowych służących do komunikacji. Sytuacja wymagała od beneficjentów sprawnych natychmiastowych działań, nie każdy posiada kompetencje cyfrowe na takim poziomie, by szybko przyswoić sobie nowe rozwiązania teleinformatyczne. Można już śmiało stwierdzić, że sytuacji nadzwyczajnej, jaką jest pandemia COVID-19, systemy informatyczne, którymi na co dzień posługują się urzędy pracy, zdecydowanie zdały egzamin. Zostały one przystosowane do nowych instrumentów wsparcia, kadra szybko opanowała ich obsługę stanęła na wysokości zadania, za co jeszcze raz dziękuję wszystkim pracownikom. Urzędy pracy oprócz wsparcia udzielanego ramach tarczy antykryzysowej realizują też zadania ustawowe skierowane do pracodawców oraz do osób bezrobotnych. Czy te zadania są realizowane bez zakłóceń? Należy podkreślić, że 2021 roku urząd wydatkuje rekordową kwotę, bo około 30 mln zł na realizację programów na rzecz promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia aktywizacji zawodowej ze środków Funduszu Pracy oraz Europejskiego Funduszu Społecznego. Aktualnie prowadzimy nabory wniosków zorganizowanie następujących usług instrumentów rynku pracy: staży, jednorazowych środków na podjęcie działalności gospodarczej, bonów na zasiedlenie, dofinansowania wynagrodzenia za zatrudnienie skierowa-

magazyn lubelski (77) 2021

17


społeczeństwo

50

l at CHMIELAKÓW

KRASNOSTAWSKICH Foto-Sarzyńscy

tekst: Anna Ignasiak, foto: autorka, Urząd Miasta Krasnystaw

W 2020 r. ogólnopolskie Święto Chmielarzy i Piwowarów „Chmielaki Krasnostawskie” świętowało jubileusz 50-lecia. Jednak ze względu na pandemię koronawirusa obchody jubileuszu przeniesione zostały na rok 2021. Festiwal jest wydarzeniem rozpoznawalnym nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Przyjeżdżają tu goście z różnych zakątków globu. „Chmielaki” to już marka Miasta Krasnystaw.

Czarny pas w walce o piwo? Historia „Chmielaków Krasnostawskich” rozpoczęła się 11 września 1971 r. Na początku wydarzenie miało formułę lokalnych dożynek chmielowych, których nierozłącznym elementem było piwo. Z czasem charakter imprezy ewaluował, przekształcając się w ogólnopolskie święto chmielu i piwa. Obecne „Chmielaki Krasnostawskie” to impreza nieporównywalnie większa. Corocznie, podczas tego trzydniowego wydarzenia, kilkadziesiąt browarów oferuje kilkaset marek piwa w przeróżnych piwnych stylach. Browary wystawiają swoje produkty w karczmach, które są rozstawiane wśród zabytkowych kamienic na rynku miejskim oraz na terenie Dworku Starościńskiego. Wielu miłośników piwa i dobrej zabawy docenia „Chmielaki” nie tylko za piwo i występujące tu zespoły, ale także za panującą atmosferę olbrzymiego piwnego pikniku na świeżym powietrzu. Dla organizatorów priorytetem zawsze było i jest do

18

magazyn lubelski (77) 2021

dzisiaj zapewnienie wysokiego poziomu wydarzenia, tj. organizacja wielu imprez towarzyszących, które mają wpływ na jakość imprezy. – W każdym roku trwania imprezy zapraszani są artyści z pierwszych miejsc list przebojów. Jest wiele imprez towarzyszących – koncertów, wystaw, konkursów czy warsztatów. Poprzednie władze również dbały o dodatkowe atrakcje, zapraszano wielu znanych artystów, jednak najwięcej entuzjazmu wzbudzał oczywiście przyjazd samochodu z piwem. Ustawiały się wówczas długie kolejki, dochodziło też do przepychanek. Sam byłem świadkiem przezabawnej sceny, kiedy to jeden z mężczyzn z taką determinacją starał się dotrzeć do celu, że odciągając innego, niechcący wyciągnął mu pasek ze spodni, co wszystkich zgromadzonych bardzo rozbawiło. Warto dodać, że już wówczas piwo nie pochodziło jedynie z Lubelszczyzny, zjeżdżali się producenci z browarów z całej Polski – mówi Burmistrz Krasnegostawu Robert Kościuk.

„Chmielaki Krasnostawskie” pomimo pandemii Jedną z kluczowych atrakcji „Chmielaków Krasnostawskich” jest „Konsumencki Konkurs Piw”, do którego przystępują zarówno małe browary rzemieślnicze, jak i największe piwne giganty należące do międzynarodowych koncernów. Podczas „Chmielaków Krasnostawskich” w 2019 roku pojawił się pomysł, by w tej rywalizacji mogły wziąć


udział browary zagraniczne, zarówno z Europy, jak i świata. Burmistrz Krasnegostawu rozpoczął rozmowy na ten temat z pasjonatami sztuki piwowarskiej spoza Polski. Jednak ubiegłoroczna pandemia wstrzymała te działania. Pierwszy kwartał 2020 r. niezwykle zmienił świat, który dotąd znaliśmy. Dlatego też w 2020 r. „Chmielaki” odbyły się w bardzo odmienionej i okrojonej formule. Nie było to wydarzenie festiwalowe. Udało się zrealizować „Galę Chmielakową”, którą poprzedził „Konsumencki Konkurs Piw”, Półmaraton Chmielakowy oraz kilka mniejszych wydarzeń kojarzonych z „Chmielakami”. Ponadto przygotowana i udostępniona do zwiedzania została Wystawa Chmielakowa w Muzeum Regionalnym. W maratonie ograniczono liczbę osób startujących. Wszystkie imprezy odbywały się z zachowaniem reżimu sanitarnego. W tym roku organizatorzy również nie byli i nie są pewni, czy uda się zrealizować wydarzenie w jego dotychczasowej formule. Przyrost zachorowań na COVID-19 na początku roku i późną wiosną stawiał pod znakiem zapytania możliwość realizacji jubileuszowego wydarzenia. Obserwując jednak w maju i w czerwcu wskaźniki zachorowań, organizatorzy podjęli decyzję o przystąpieniu do prac nad realizacją wydarzenia. W chwili obecnej prace przy organizacji imprezy idą pełną parą. – Choć coraz częściej pojawiają się głosy na temat wariantu delta, którego pierwsze przypadki niestety odnotowano już na Lubelszczyźnie, mam nadzieję, że do 20 sierpnia nie wydarzy się nic, co mogłoby uniemożliwić realizację tego sztandarowego dla Krasnegostawu wydarzenia w dotychczasowej konwencji. „Chmielaki Krasnostawskie” są imprezą masową i w związku z tym co roku są wprowadzane odpowiednie zasady bezpieczeństwa. W sytuacji gdy rząd wprowadzi nowe obostrzenia związane z trwającą pandemią, zostaną one również uwzględnione podczas organizacji imprezy – zapewnia Burmistrz Krasnegostawu. Warto zaznaczyć, że tegoroczne „Chmielaki Krasnostawskie” będą okazją nie tylko do delektowania się piwem i dobrej zabawy, ale też do zaszczepienia się przeciwko COVID-19. Czynione są bowiem intensywne starania o uruchomienie podczas wydarzenia mobilnego punktu szczepień.

Mały może lepiej W ostatnich latach organizatorzy zauważyli, że wśród wystawców, obok popularnych piwnych marek, coraz częściej pojawiają się małe browary rzemieślnicze, hotelarskie, restauracyjne i rodzinne. Na „Chmielakach” odnajdują oni swoich zwolenników, gdyż miłośnicy piwa coraz częściej szukają niepowtarzalnych smaków. To tutaj mogą udać się w podróż po świecie browarów i oryginalnych gatunków piwa. Dlatego w ostatnich latach coraz liczniej przybywają do Krasnegostawu. Tu mogą także zakupić piwo, które na co dzień nie jest do-

magazyn lubelski (77) 2021

19


stępne w większości sklepów. Konsumenci są coraz bardziej wymagający, dlatego organizatorzy dbają o to, by znaleźli tutaj unikatowe smaki i za rok wrócili po kolejne. Trwająca od ponad roku pandemia oraz wprowadzane ograniczenia spowodowały, że wiele wydarzeń zarówno w 2020, jak i do połowy 2021 r. nie mogło się odbyć. Życie kulturalne zostało podporządkowane ogłoszonemu stanowi pandemii COVID-19. Wiele imprez, w tym m.in. i „Chmielaki”, zostało odwołanych. Dlatego też organizatorzy mają nadzieję, że pomimo istniejących ograniczeń, przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa, w dniach 20–22 sierpnia 2021 r. Krasnystaw stanie się prawdziwą stolicą chmielarzy i piwowarów. – W latach 80. natknąłem się na wzmiankę w nowojorskiej gazecie skierowanej do amerykańskiej Polonii, że przy obecnym tempie rozwoju „Chmielaków” w Krasnymstawie miasto może niedługo stać się niekoronowaną stolicą światowego chmielarstwa. Te słowa, napisane wówczas nieco na wyrost, były dla mnie, jako osoby znającej to wydarzenie, bardzo budujące. Trudno nam równać się z Oktoberfestem monachijskim, mającym kilkusetletnią tradycję, ale nasz festiwal ma już pół wieku i to zobowiązuje. Stworzyliśmy markę rozpoznawalną nie tylko na Lubelszczyźnie czy w Polsce, ale także i na świecie – z dumą stwierdza Burmistrz Krasnegostawu.

Najpierw piwo, potem browar W latach 90. ubiegłego wieku podjęto próbę utworzenia browaru w Krasnymstawie. Uruchomiono produkcję, jednak nie udało się jej utrzymać. Obecnie sektor piwowarstwa przeżywa kryzys

20

magazyn lubelski (77) 2021

z powodu pandemii. Z dnia na dzień branży piwowarskiej przyszło mierzyć się ze skutkami pandemii COVID-19 i gospodarczego lockdownu. Browarnicy i ich partnerzy z jeszcze większym niepokojem patrzą w przyszłość – pogorszenie nastrojów konsumenckich oraz spadek produkcji spowodowany nieodbywaniem się imprez, na długie miesiące zamknięte bary, restauracje i hotele postawiły wiele z tych firm w bardzo trudnym położeniu, a niekiedy na skraju przepaści. Władze miasta mają jednak nadzieję, że podjęte w 2019, a przerwane przez wybuch pandemii rozmowy na temat usytuowania w Krasnymstawie browaru zostaną podjęte ponownie. Warto dodać, że na Lubelszczyźnie, obok dobrze znanego Browaru Perła, prężnie rozwijają się także: Browar Jagiełło, który może poszczycić się ponad 25-letnią tradycją, oraz Browar Incognito z pobliskiego Kraśniczyna, prowadzony przez młodych ludzi, którzy dynamicznie rozwijają się i wchodzą na rynek. Przedsiębiorcy ci w rozmowach z organizatorami „Chmielaków”, prowadzonymi na przełomie 2019 i 2020 r., przejawiali duże zainteresowanie dla pomysłu założenia browaru w Krasnymstawie.

„Chmielaki” dalej rosną Organizatorzy Ogólnopolskiego Święta Chmielarzy i Piwowarów „Chmielaki Krasnostawskie” co roku dokładają wielu starań, aby impreza ta była dużym wydarzeniem kulturalnym. Wzorem lat ubiegłych miasto kusi szerokim wachlarzem imprez towarzyszących. Dla osób uprawiających sport organizowany jest Półmaraton Chmielakowy oraz Krasnostawski Piknik Paralotniowy „Chmieloty”. Fani zabytkowych samochodów spędzą miło czas podczas „Chmielakowego zlotu weteranów szos”. Wielbicieli płci pięknej organizatorzy za-


praszają na Wybory Miss Chmielaków. Dla pasjonatów chmielu i piwa, a także dla chmielarzy organizowana jest „Wycieczka z pianką” oraz Sesja Chmielarska. Podczas „Kiermaszu twórczości ludowej” twórcy ludowi zaprezentują swoje prace na stoiskach zlokalizowanych wokół pięknego Dworku Starościńskiego, który tworzy wyjątkowy klimat. Odwiedzając kiermasz, ma się niepowtarzalną okazję, aby stać się właścicielem oryginalnego rękodzieła, którego na co dzień się nie spotyka. Warto też pospacerować po Krasnymstawie, by poznać jego zabytki, m.in. zabytkowy rynek, kościół św. Franciszka Ksawerego, Ogrody Papieskie czy kolegium pojezuickie.

50. Jubileuszowe „Chmielaki Krasnostawskie” uświetnią występy m.in. Lady Pank, Małgorzaty Ostrowskiej, Cleo, Sławomira oraz Viki Gabor, co na pewno ucieszy młodzież. Widzieliśmy już album, jaki został wydany w związku z jubileuszem, który jest nie tylko bogato ilustrowanym podsumowaniem 50 lat „Chmielaków”, ale także prawdziwym kompendium wiedzy na temat historii „Chmielaków” i warzenia piwa. Zapraszamy do ciekawej lektury w cieniu drzew uroczego krasnostawskiego rynku, na którym chmiel pnie się z donic pod samo niebo.

magazyn lubelski (77) 2021

21


społeczeństwo

ze wsi... jesteśmy wszyscy

tekst i foto Agata Witkowska

W jednym z wywiadów udzielonych polskiej prasie David Lynch powiedział, że lubi przyjeżdżać do Polski. Wśród wymienionych przezeń powodów jeden był dość zaskakujący. Otóż, Polacy są bardzo wymieszanym narodem. Kiedy p. David jest w Łodzi i wsiada do tramwaju, widzi tam ludzi, których aparycja mogłaby świadczyć o ich pochodzeniu z wielu różnych stron, czasem bardzo odległych. Jednak wszyscy oni są Polakami. Najczęściej z dziada pradziada… Tyle Lynch. Ktoś może powiedzieć, że przesadził. Przecież nie tylko do naszego kraju przybywały kolejne migracyjne fale i nie tylko nasze ziemie były przez wieki bezpiecznym azylem dla wielu osób zagrożonych prześladowaniem. I nie tylko naród polski jest istnym genowym koktajlem. A jednak! Popatrzmy na osoby chociażby z grona naszych znajomych. Myślę, że uświadomimy sobie prawdziwość słów słynnego reżysera. Czy można powiedzieć, że istnieje stereotypowy polski wygląd, tak jak można mówić o stereotypowym wyglądzie południowym czy skandynawskim (kłania się Erling Haaland)? Idę o zakład, że wiele osób wypiera myśl, że

22

magazyn lubelski (77) 2021

mogą być potomkami przybyszy z obcych stron. Wszak wzrośli w przekonaniu o swej odwiecznej polskości. A skoro mowa o polskości – to również o nieodłącznym jej składniku, czyli tożsamości sarmackiej. Każdy z nas ma przodka, który walczył pod Wiedniem, mieszkał w dworku i wychodził każdego ranka na podparty kolumnami ganek, by, oparłszy ręce na biodrach przepasanych pasem słuckim, podziwiać wschód słońca. Tymczasem, wedle przedwojennych badań statystycznych, jeszcze w latach 30. zdecydowana większość ludności II RP mieszkała na wsi. Chłopi stanowili ponad połowę społeczeństwa. Co z tego wynika? Każdy z nas nosi w sobie chłopskie geny. Wszyscy jesteśmy chłopami z pochodzenia, tyle że ciężko nam się do tego przyznać. Nasz dyskurs na wielu płaszczyznach, przede wszystkim historycznej, zdominowała narracja szlachecko-ziemiańska, a polskie serce zostało owinięte we wspomniany pas słucki. Na dodatek przyspawano doń na trwałe husarskie skrzydła, i tak sobie to polskie serce funkcjonuje, w sztucznie wykreowanej atmosferze wyjątkowości. Przesadzam? Bynajmniej. Do takich wniosków do-


prowadziła mnie wieloletnia obecność na różnych forach i grupach dyskusyjnych. Chłopska narracja jest czymś na kształt tzw. herstorii. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że termin ten jest grą słowną, wywodzącą się z języka angielskiego, gdzie zaimek „his” oznacza „jego”, a „her” – jej. Pojęcie to ukuto w latach 70. na fali feminizmu i oznacza ono dzieje opisywane z perspektywy kobiecej, która to, jak dowodzono, była w dotychczasowej nauce traktowana po macoszemu. Niezależnie od tego, jaki jest nasz stosunek do feminizmu (który sam w sobie jest niejednolity i podzielony na wiele nurtów), to nie sposób odmówić słuszności zwolennikom (zwolenniczkom) narracji herstorycznej. Ile osób wie, że w czasie bitwy pod Trafalgarem wiele dział na brytyjskich okrętach było obsługiwanych przez kobiety? No właśnie. Także i na lubelskim gruncie jest sporo do nadrobienia. Tyle wspaniałych postaci kobiecych, ważnych dla naszego miasta, dopiero czeka na odkrycie! Podobnie rzecz się ma z narracją chłopską. Ona aż prosi się o chłopstorię, by w końcu wyjść z cienia wąsatego Sarmaty. Polska wieś i jej kultura, jeśli się dotychczas pojawiała, to raczej w wersji przestylizowanej, ocierającej się czasem o mimowolną karykaturę. Weselne „chłopskie stoły” zastawia się obficie tłustym bigosem, smalcem i kiełbasami, które to frykasy większość chłopów widziała od wielkiego dzwonu, jeśli w ogóle. Z kolei folklor jako inspiracja dla artystów też nie jest niczym nowym.

24

magazyn lubelski (77) 2021

Co więcej, polska ludowość jest bardzo doceniana za granicą. Znajoma z Włoch, skrzypaczka, opowiadała mi, jaki entuzjazm wywołał „Oberek” Grażyny Bacewicz, zagrany przez nią na końcowym egzaminie w mediolańskim konserwatorium. David Bowie, znalazłszy się w roku 1976 w Warszawie, kupił płytę „Śląska”. Inspiracje „Helokanami”, autorską kompozycją Hadyny, słychać na nagranym rok później albumie „Low”. Inny przykład: pochodząca z 1972 roku płyta Skaldów „Krywań, Krywań”, pod względem artystycznym bywa stawiana na równi ze słynnym, wcześniejszym o trzy lata debiutanckim krążkiem King Crimson „In the Court of the Crimson King”. I to bynajmniej nie przez polskich znawców tematu! Obecnie zaś Kapela ze Wsi Warszawa, już od prawie ćwierćwiecza gra koncerty na wszystkich kontynentach, z wyjątkiem Antarktydy, będąc multum razy oklaskiwaną na stojąco przez wielotysięczną publiczność, mentalnie i kulturowo odległą od naszej ludowości. Podobnych przykładów można przytoczyć wiele. Powiedzmy jednak szczerze. Za artystyczną inspiracją naszym folklorem, z jego całą unikatowością i pięknem, nie kryje się przeważnie głębszy zamysł nad polskim chłopstwem jako warstwą społeczną. Ono dopiero czeka na odkrycie w swoim wymiarze historycznym i społecznym. Pierwszy krok każdy może wykonać już dziś. Zapraszamy do Muzeum Wsi Lubelskiej.


felieton

Lubię wiedzieć

ZLEWKA

W CODZIENNYCH

DOŚWIADCZENIACH tekst: Maciej Wijatkowski foto: Beata Wijatkowska, serwis freepik

Lubię wiedzieć, dlaczego coś się dzieje. To nie rozbuchane wścibstwo czy patologiczna podejrzliwość, tylko prosta zależność; jeśli wiadomo, dlaczego coś ma miejsce, można uniknąć sytuacji niepotrzebnych i niewygodnych. Pracuję z dziećmi autystycznymi i wiem, że ich nierzadko wybuchowe zachowania to nie kaprysy, lecz reakcje na nagłą zmianę sytuacji w stosunku do zwykłego porządku. Bardzo prosta zależność: reaguję, gdy coś idzie nie tak, jak powinno. Zlewka była dla mnie zawsze naczyniem laboratoryjnym o płaskim dnie, wykorzystywanym przeważnie do zlewania resztek płynu po doświadczeniu lub do trzymania płynu-składnika przed doświadczeniem. Służy do wielu celów, ale niespodziewanie jej nazwa zrobiła karierę we współczesnej mowie potocznej, otrzymując nowe znaczenie. „Zlewka” weszła do powszechnego użytku, określając lekceważenie czegoś lub kogoś. Początek takiemu zastosowaniu dało prawdopodobnie skojarzenie z czynnościami psów, które co jakiś czas „olewają” fragmenty rzeczywistości. To podstawowy błąd, bo pies, wykonując „mikcję demarkacyjną”, znaczy teren jako swój, czyli tworzy wartość dodaną, a nie wykazuje lekceważenie. Dobrze, że uczymy się od psów, bo to mądre zwierzęta, ja jednak wolę równać w górę ewolucyjnej drabiny. Lekceważenie wydaje się nieodrodną cechą Polaków. W skrócie rzecz ujmując: „Prawo i porządek mają obowiązywać wszystkich, ale mnie – tylko wtedy, kiedy jest mi to wygodne”. Nie ma sensu rozdrabnianie się w przykładach kompletnego lekceważenia podstawowych przepisów ruchu drogowego, zwłaszcza przez łysomózgich (chodzi o gładkość kory) „władców pierścieni”. Widziałem panią, która stanęła na jedynym pasie ruchu w danym kierunku, włączyła „awaryjne” i... weszła do sklepu! A także kierowcę

„smartfonowej” taksówki, który spokojnie czekał na pasażera na buspasie. Nieco wyżej w hierarchii stosowania zlewki plasują się niektórzy urzędnicy. Należne ci zaświadczenie dostaniesz w ostatnim możliwym terminie lub już po nim, ale jeśli to ty spóźnisz się z zapłatą czy dokumentem choćby o minutę, kara będzie najsurowsza. Przykładem z najwyższej półki niech będą, od dziesięcioleci, zachowania rządzących, bez względu na kolejne zmiany u żłobu. Mizdrzą się oni z wyborczych billboardów i audycji, obiecują działki na Marsie, a kiedy już naiwny suweren ich wybierze, biorą, co się da – i w krzaki. Zlewką traktują niezmiennie służbę zdrowia, oświatę i górnictwo, bo to za trudne dla harcowników w krótkich spodenkach. Może by tak suweren wreszcie uczynił za trudnym wejście do zabawy? Czy suweren też stosuje zlewkę? Obserwujmy uważnie to wszystko, co się wokół nas dzieje, bo jeśli nawet nie będziemy mogli zapobiec jakiejś nieprawidłowej, niedobrej sytuacji, już samo to, że ją zauważyliśmy, może dać do myślenia nie tylko nam. Wobec niektórych zdarzeń wręcz nie wolno pozostać obojętnym. Bardzo smutne są wyniki badań wiedzy rodaków o bieżącej sytuacji. Zdecydowana większość nie tylko nie zna i nie kojarzy faktów, ale nawet nie próbuje tego robić. Wiedza o kształcie otaczających nas realiów podawana jest już wprost do oczu i uszu, ale dla większości to i tak za trudne. Poznawanie faktów i ich porównywanie to podstawa w ciągłym procesie wyznaczania życiowej drogi. Miejsce zlewek jest w ścieku. Chyba że chcemy dołączyć. Maciej Wijatkowski – ur. w 1962 r. w Lublinie. Filolog angielski, publicysta lotniczy, autor wielu tekstów, w tym felietonów, reżyser i autor programów tv, aktor estradowy. Były członek „Bractwa Satyrycznego LOŻA 44”.

magazyn lubelski (77) 2021

25


(Marcin Kańtoch)

biznes

Koszty kredytu hipotecznego

dlaczego warto je porównać z doradcą kredytowym? Moje doświadczenie zawodowe pokazuje, że zawsze należy porównywać oferty kredytów hipotecznych w co najmniej kilku bankach. Dlaczego? Przede wszystkim, w celu zaoszczędzenia własnych pieniędzy. Różnica pomiędzy najdroższym a najtańszym kredytem hipotecznym może wynieść w całym okresie kredytowania nawet o 50% więcej!

Donata Langa-Mitrus Kredyt netto a kredyt brutto Analizując koszty kredytu hipotecznego, warto zacząć od wyjaśnienia dwóch zasadniczych terminów, mianowicie co to jest kredyt netto, a co to kredyt brutto. KREDYT BRUTTO = KWOTA NETTO + FINANSOWANE KOSZTY KREDYTU Jak wynika z powyższego równania, na kredyt brutto składa się suma: kredytu netto (jest to kwota, jaka została udzielona kredytobiorcy do dyspozycji) i finansowanych kosztów kredytu. Na koszt kredytu brutto składają się np.: • różnego typu ubezpieczenia; • prowizja banku; • opłaty administracyjne; • opłaty brokerskie. Należy pamiętać, że w kwocie kredytu brutto nie uwzględnia się oprocentowania! Sumaryczny koszt kredytu wraz z oprocentowaniem nazywa się kwotą całkowitą kredytu, która pozostaje do spłaty. Poniżej przykład, który pokazuje, że warto jest porównywać dostępne na rynku oferty kredytów hipotecznych. Na wykresie 1 zaprezentowano, jak kształtowały się koszty kredytu w całym okresie kredytowania na przykładzie ofert pięciu wybranych banków. We wszystkich bankach przyjęte zostały te same parametry: • Cena zakupu nieruchomości (mieszkanie rynek wtórny): 500 000,00 PLN • Wkład własny: 20% wartości zakupu, czyli 100 000,00 PLN • Kwota kredytu: 400 000,00 PLN • Okres kredytowania: 360 m-cy (30 lat) • Rodzaj rat: równe • Oprocentowanie: zmienne

28

magazyn lubelski (77) 2021


Wykres 1. Porównanie całkowitych kosztów kredytu hipotecznego na przykładzie wybranych banków Źródło: opracowane na podstawie losowo wybranych ofert banków (stan na: 8.07.2021 r.)

Jak pokazuje wykres, różnica w całkowitych kosztach kredytu pomiędzy bankiem „A” a bankiem „E” wynosi aż 59 348,00 PLN, czyli blisko o 37% więcej.

BANK E

220324

BANK D

199957

BANK C

181853

BANK B

177699

BANK A

160976

0

50000 100000 150000 200000 250000

Na kolejnym wykresie wskazano, co składało się na koszty kredytu w Banku „A”.

Poszczególne koszty

Wykres 2. Poszczególne koszty stanowiące całkowity koszt kredytu hipotecznego w banku „A” Źródło: opracowane na podstawie losowo wybranej oferty banku (stan na: 8.07.2021 r.)

Poza odsetkami od udzielonej kwoty kredytu, bank wymaga od klienta ubezpieczenia na życie, którego wartość w całym okresie kredytowania wyniesie 10 065,60 PLN, a także ubezpieczenia nieruchomości, którego koszt w całym okresie kredytowania wyniesie 13 500,00 PLN. Dodatkowo na koszt kredytu składa się wycena nieruchomości, która ma miejsce w trakcie procesu kredytowego, oraz ubezpieczenie pomostowe (obowiązuje w czasie od wypłaty kredytu do dokonania wpisu hipoteki banku w księdze wieczystej nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie kredytu).

Od

se

tk

i:

13

65

83

,6

a 84 ni 6, ze 62 c e : pi we ez to Ub mos po

Prowizja: 0 Ubezpieczenie od utraty pracy: 0

magazyn lubelski (77) 2021

29


Odsetki To podstawowy i największy koszt kredytu. Za odsetki, najprościej ujmując, uważa się kwotę, jaką bank zarabia na tym, że udzielił kredytu. Na wielkość odsetek od kredytu hipotecznego wpływ ma kilka czynników: • marża – ustalana przez bank, stanowi główny dochód banku; • stopa referencyjna – określana zgodnie ze wskaźnikiem WIBOR dla kredytów udzielonych w walucie PLN; • typ rat (równe czy malejące).

Najczęściej stosowanymi ubezpieczeniami do kredytu hipotecznego są: • ubezpieczenie na życie, • ubezpieczenie od utraty pracy, • ubezpieczenie na wypadek choroby i trwałego inwalidztwa, • ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków, • ubezpieczenie pomostowe, • ubezpieczenie niskiego wkładu własnego (poniżej 20% wartości nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie).

Prowizja

Oprocentowanie stałe a oprocentowanie zmienne

Jest to jednorazowo pobierana opłata za udzielenie kredytu. Zazwyczaj stanowi ona procent udzielonej kwoty kredytu. Przykładowo, gdy czytamy, że oferta kredytowa obejmuje prowizję w wysokości 2%, oznacza to, że należy liczyć się z opłatą stanowiącą 2% kwoty udzielanego kredytu (np. kwota kredytu 400 000,00 PLN to prowizja wyniesie 8 000,00 PLN). Prowizja może zostać doliczona do kwoty kredytu, jeśli pozwala na to zdolność kredytowa kredytobiorcy lub należy ją uiścić na rachunek banku. Regulowana jest jednorazowo, w dniu podpisania umowy kredytowej. Prowizja nie zawsze jest obowiązkowym kosztem kredytu, często jest ona zamieniana przez banki np. na ubezpieczenie.

Typ wybranego oprocentowania również wywiera wpływ na koszty kredytu hipotecznego. Kredytobiorcy mają do wyboru oprocentowanie stałe i oprocentowanie zmienne. Dla polskiego rynku charakterystyczne jest stosowanie oprocentowania zmiennego. Moje doświadczenie pokazuje, że 99% klientów wybiera oprocentowanie zmienne. Kredyt ze zmiennym oprocentowaniem bazuje na aktualnie obowiązujących stopach procentowych. Oznacza to, że jeżeli Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na obniżenie lub podwyższenie stawki, pociągnie to za sobą zmianę wysokości raty (spadnie lub wzrośnie jej wielkość analogicznie do zmian stóp procentowych). Oprocentowanie stałe opiera się o stałą stopę bazową. Oznacza to, że bez względu na zmiany stóp procentowych rata kredytu nie ulegnie zmianie przez czas określony w umowie kredytowej. Umowa o stałej stopie procentowej jest zawierana na okres 5 lat. Po ich upływie kredytobiorca może po raz kolejny zawrzeć umowę o stałą stopę bądź skorzystać z oprocentowania opartego na stawce WIBOR. Rodzaj wyboru oprocentowania też ma znaczenie przy ocenie kosztów kredytu. Poniżej zaprezentowano, jaka byłaby różnica w całkowitych kosztach kredytu hipotecznego w takiej samej wysokości, w tym samym banku przy założeniu skorzystania z oferty ze stałym i ze zmiennym oprocentowaniem. Symulacja zakłada wysokość oprocentowania zmiennego na dzień analizy (WIBOR-6m 0,25%).

Ubezpieczenia Są one jednym z najczęściej stosowanych zabezpieczeń kredytu hipotecznego, które ma na celu zmniejszenie ryzyka kredytowego. Warto podkreślić, że ubezpieczenia mają za zadanie dać poczucie bezpieczeństwa nie tylko kredytobiorcy, ale i bankowi. Z punktu widzenia banku udzielenie kredytu hipotecznego obarczone jest dużym ryzykiem, zaś dzięki ubezpieczeniu takiego zobowiązania zmniejsza niebezpieczeństwo sytuacji, kiedy to kredytobiorca zaniechałby jego spłaty. Wynika z tego, że zadaniem tego typu ubezpieczeń jest zabezpieczenie spłaty kredytu w razie wystąpienia określonego w umowie zdarzenia losowego, które uniemożliwiłoby terminową spłatę zobowiązania. Bardzo często wykupienie ubezpieczenia wiąże się z uzyskaniem lepszej oferty kredytowej (np. niższa marża banku).

30

magazyn lubelski (77) 2021


Tabela 1. Całkowity koszt kredytu hipotecznego przy oprocentowaniu zmiennym i oprocentowaniu stałym Parametry kredytu:

Oprocentowanie zmienne

Oprocentowanie stałe

Cena zakupu nieruchomości

500 000,00 PLN

500 000,00 PLN

Wkład własny w PLN

100 000,00 PLN

100 000,00 PLN

Kwota kredytu

400 000,00 PLN

400 000,00 PLN

Okres kredytowania

360 m-cy

360 m-cy

Rodzaj rat

Równe

Równe

Całkowity koszt kredytu

179 684,00 PLN

200 885,00 PLN

Źródło: opracowane na podstawie losowo wybranej oferty banku (stan na: 8.07.2021 r.)

Z powyższego wynika, że całkowity koszt kredytu jest znacząco niższy przy wybraniu oferty kredytu hipotecznego ze zmiennym oprocentowaniem. Warto podkreślić, że koszt ten nie jest jednoznaczny, gdyż nikt w chwili zaciągania kredytu hipotecznego nie jest w stanie przewidzieć, na jakim poziomie będą za jakiś czas stopy procentowe.

Koszt kredytu a wysokość wkładu własnego Kolejnym czynnikiem, który wywiera wpływ na koszt kredytu hipotecznego, jest wysokość wkładu

własnego wnoszonego przez kredytobiorcę. Zgodnie z zaleceniami KNF kredytobiorcy powinni wykazać się posiadaniem minimum 20% wartości nieruchomości. Jednak niektóre banki oferują możliwość uzyskania kredytu przy 10% wkładzie własnym (niestety wiąże się to z dodatkowymi kosztami). Przeanalizujmy to na przykładzie. W tabeli 2 wskazano, jak kształtuje się koszt kredytu w tym samym banku (wybrany losowo) w przypadku, gdy posiadamy 20% wkładu własnego i 10% wkładu własnego.

Tabela 2. Całkowite koszty kredytu ze względu na wysokość wkładu własnego Parametry kredytu:

Koszty przy 20% wkładzie własnym

Koszty przy 10% wkładzie własnym

Cena zakupu nieruchomości

500 000,00 PLN

500 000,00 PLN

Wkład własny w PLN

100 000,00 PLN

50 000,00 PLN

Kwota kredytu

400 000,00 PLN

450 000,00 PLN

Okres kredytowania

360 m-cy

360 m-cy

Rodzaj rat

Równe

Równe

Całkowity koszt kredytu

164 315,00 PLN

243 998,00 PLN

Źródło: opracowane na podstawie losowo wybranej oferty banku (stan na: 8.07.2021 r.)

Bardzo często koszt kredytu hipotecznego stanowią inne produkty oferowane przez bank w zamian za udzielenie kredytu hipotecznego, np. otwarcie konta w banku (opłaty za konto), skorzystanie z oferty karty kredytowej banku itp. Powyższe pokazuje, że analizowanie i porównywanie kosztów kredytu jest bardzo ważne. Dzię-

ki skorzystaniu z pomocy pośrednika kredytowego możliwe jest porównanie ofert wielu banków. Pozwala to przyszłemu kredytobiorcy zaoszczędzić nie tylko pieniądze, ale i czas związany z wizytą w wielu bankach, zebraniem ich ofert oraz porównaniem.

Mitrus Finance ul. Bursaki 15 lok.16 | 20 – 150 Lublin tel. 793 368 479 | email: donata.mitrus@mitrusfinance.pl

magazyn lubelski (77) 2021

31


biznes

siła innowacji Firma Edbak Sp. z o.o. to szeroka produkcja i działalność usługowa, nieustająca kreatywność, również w obliczu pandemii. Asortyment firmy jest imponujący, od uchwytów do monitorów przez wielomonitorowe ściany wideo po systemy transportu poziomego dla lotnisk i systemy linii montażowych dla przemysłu motoryzacyjnego, a to tylko część działalności. Firma nadal rozwija się, zapewne dlatego, że to firma rodzinna, w której pracują dwa pokolenia. Jej marka obecna jest na rynku międzynarodowym. Wywiad z Edwardem Bąkiem prezesem zarządu i Grzegorzem Bąkiem - wiceprezesem, foto Edbak Sp. z o.o.

Działacie Państwo na rynku od 1992 roku, więc już blisko 30 lat. Skąd pomysł na taką firmę i jak zmieniała się ona przez kolejne lata? Edward Bąk: Dziś trudno sobie wyobrazić, że kiedyś nasza firma to był mały warsztat, który powstał z myślą o kooperacji z Ursusem. Z tej współpracy nic nie wyszło, zaczęliśmy więc wykonywać różne części spawane, a zakład produkcyjny to była jedna nowa i dwie używane tokarki oraz spawarka. Wtedy również, aby móc podnosić poziom techniczny wykonawstwa, w oparciu o przygotowywaną dokumentację, postawiłem na zorganizowanie własnego biura konstrukcyjnego. I tak to wszystko się zaczęło. W początkowych latach nasza działalność była mocno zróżnicowana, produkowaliśmy m.in. oświetlenie rastrowe do sufitów podwieszanych, elementy osprzętu światłowodowego oraz zaawansowane technicznie systemy wag elektronicznych dla przemysłu cukrowniczego. Trwało to do około 2000 roku, kiedy postanowiłem zacząć pracować pod własną marką. W tym okresie na rynku pojawiły się płaskie monitory LCD. Nasze biuro konstrukcyjne

32

magazyn lubelski (77) 2021

opracowało innowacyjne uchwyty do monitorów dla amsterdamskiego lotniska Schiphol w Holandii i tak zaczęliśmy budować własną markę Edbak i tworzyć ofertę dla branży AV i Digital Signage. Dziś produkty Edbak znajdują zastosowanie w centrach handlowych, na lotniskach, dworcach, metrze oraz wielu innych miejscach użyteczności publicznej.

Jednym z obszarów działalności firmy jest produkcja i sprzedaż wyrobów gotowych dla branży AV. Jakie to są produkty? Grzegorz Bąk: Jesteśmy liderem na rynku polskim i znaną marką na rynku europejskim w zakresie produkcji systemów mocowań do ekranów oraz projektorów. Sprzedajemy nie tylko gotowe wyroby, ale również realizujemy indywidualne, innowacyjne rozwiązania dla branży AV i Digital Signage. W ofercie posiadamy wózki i standy wideokonferencyjne, wielomonitorowe ściany wideo, uchwyty ścienne i biurkowe, uchwyty do projektorów, infokioski oraz wiele atrakcyjnych rozwiązań dla branży retail.


EDBAK Sp. z o.o. Piotrowice 186 23-107 Strzyżewice tel.: +48 81 562 81 19 sales@edbak.com

Wasze portfolio zawiera wiele zaawansowanych technologicznie produktów i innowacyjnych rozwiązań. Czy projekty powstają również w firmie? GB: Posiadamy własne biuro badawczo-rozwojowe, w którym powstają projekty, oraz nowoczesny park maszynowy, dzięki któremu dany produkt możemy sami wykonać. Nasi projektanci pracują na programach 3D, takich jak AutoDesk Inventor czy Solidworks, które umożliwiają szybkie zaprojektowanie i pokazanie klientowi wizualizacji danego produktu. Wszystkie innowacyjne rozwiązania naszych produktów zgłaszamy do ochrony patentowej czy wzorów użytkowych. Ochrona własności przemysłowej daje nam poczucie pewności, że nasze wyroby są technicznie czyste oraz nie naruszają niczyjej własności intelektualnej. Pozwala nam również dalej udoskonalać produkty i rozwijać się.

Państwa marka jest znana nie tylko na rynku polskim, jaką część sprzedaży stanowi eksport?

GB: Rzeczywiście eksportujemy nasze produkty gotowe i indywidualne rozwiązania mocowań do ekranów do wielu krajów w Europie, m.in. do Wielkiej Brytanii, Austrii, Belgii, Szwajcarii, Francji, Portugalii czy Norwegii. Nasze produkty dostępne są również w Stanach Zjednoczonych, kilku krajach afrykańskich oraz na rynkach azjatyckich. Obecnie eksport stanowi blisko 30 proc. naszej sprzedaży. Zdobyliśmy zaufanie klientów, stale rozwijamy się i dopasowujemy naszą ofertę do zmieniających się trendów w dynamicznie rozwijającej się branży AV. Stosujemy innowacyjne rozwiązania, stawiając przede wszystkim na solidne wykonanie oraz wysoką jakość naszych produktów. W związku z tym pewne jest, że będziemy eksportować znacznie więcej. Mamy też

nadzieję na powrót międzynarodowych wydarzeń targowych, które są doskonałą platformą do rozwoju kontaktów oraz śledzenia trendów w branży AV i Digital Signage na świecie.

Drugi obszar działalności firmy stanowi produkcja podzespołów metalowych dla różnych gałęzi przemysłu. Proszę powiedzieć, jakie branże wykorzystują Wasze produkty?

EB: Mamy w swoim portfolio systemy transportu poziomego dla lotnisk, wyposażenie dla stref bezpieczeństwa czy kontroli bagażu. Ponadto produkujemy systemy linii montażowych dla przemysłu motoryzacyjnego. Te ostatnie realizujemy w kooperacji z firmą niemiecką dla znanych marek samochodów osobowych. Świadczymy również usługi kooperacyjne w zakresie obróbki plastycznej blach, cięcia laserem rur i profili, obróbki skrawaniem na maszynach CNC oraz usługi spawania. W naszym parku maszynowym znajdują się między innymi najnowocześniejsze frezarki i obrabiarki CNC firmy TOS i Haas oraz roboty spawalnicze firmy Cloos.

A czy wyprodukowane wyroby oraz podzespoły poddajecie testom lub kontroli?

GB: Oczywiście, najpierw wykonujemy prototyp, następnie badamy w naszej izbie pomiarowej, czy wszystkie parametry odpowiadają obowiązującym wymaganiom technicznym. Gwarantuje to najwyższą jakość naszych wyrobów na każdym etapie produkcji. Nasz dział jakości wyposażony jest w zaawansowane urządzenia sterowane numerycznie. Posiadamy współrzędnościową maszynę pomiarową Nikon Altera oraz ramię pomiarowe NikonMCAx25+ do precyzyjnych pomiarów. Mając na uwadze podnoszenie poziomu jakości produkowanych wyrobów i świadczonych usług, wdrożyliśmy

magazyn lubelski (77) 2021

33


system zarządzania jakością potwierdzony certyfikatem ISO 9001:2015. W chwili obecnej trwają prace przygotowawcze do wdrożenia normy środowiskowej i BHP. Ponadto firma posiada certyfikowany proces spawania i liczne certyfikaty bezpieczeństwa produktów, np. certyfikat TÜV wydany przez jedną z czołowych firm certyfikacyjnych i badawczych w Polsce, TÜV Rheinland Polska.

W jaki sposób pandemia wpłynęła na działalność firmy? Czy spadł popyt na oferowane przez Państwa produkty, a jeśli tak, to czy w związku z tym musieliście Państwo zredukować zatrudnienie?

EB: To był trudny rok dla wielu firm, również dla naszej. Na skutek pandemii zamknięte zostały galerie handlowe, w biurach wprowadzony został zdalny system pracy, w związku z tym zmniejszyło się zapotrzebowanie na nasze produkty. My jednak, utrzymując standardową ofertę, wyszliśmy jednocześnie naprzeciw potrzebom rynku, projektując i wprowadzając do sprzedaży nowe produkty: automaty do dezynfekcji rąk oraz ekrany ochronne. Produkty te wypełniły ogromne wówczas zapotrzebowanie na rynku. Równocześnie cały czas staraliśmy się rozwijać, projektując nowe wyroby. Nie tylko nie redukowaliśmy zatrudnienia, ale je zwiększyliśmy. Warto podkreślić, że

34

magazyn lubelski (77) 2021

w ramach tarczy antykryzysowej nie otrzymaliśmy żadnych środków finansowych na funkcjonowanie firmy czy utrzymanie zatrudnienia. Dziś z optymizmem patrzymy w przyszłość.

Firma to ludzie. Jaki zespół pracowników Państwo zatrudniacie?

EB: Ludzie to największy kapitał firmy. Obecnie zatrudniamy blisko 130 osób, z czego 70 proc. stanowią pracownicy produkcyjni, a pozostałe 30 proc. to kadra zarządzająca oraz pracownicy biurowi. Firmę tworzy zróżnicowany i kreatywny zespół. Są to zarówno młodzi ludzie zaraz po szkołach lub studiach, jak również posiadający wieloletnie doświadczenie. Bardziej doświadczeni pracownicy zaangażowani są we wdrożenie młodych pracowników w procesy produkcji, przyuczają do zawodu, przekazują swoją wiedzę. Szkolimy pracowników w zakresie obsługi maszyn i oprogramowania, dofinansowujemy studia w zakresie zarządzania produkcją. Pracownicy mają szansę na podnoszenie kwalifikacji i rozwój zawodowy.

Edbak jest firmą rodzinną. Jak godzicie Państwo te role?

EB: Jestem założycielem firmy, więc działam w niej od samego początku. W sprawne funkcjo-


nowanie firmy zaangażowana jest również moja żona Maria oraz syn Grzegorz, który jest wiceprezesem odpowiedzialnym za handel i marketing. Wszyscy razem jesteśmy odpowiedzialni za pracowników oraz stały rozwój firmy. Przyznaję,

że praca z rodziną nie jest łatwa i jest dużym wyzwaniem. Aby nasza współpraca układała się harmonijnie, potrzebna jest merytoryczna dyskusja, która pozwala rozwiązywać problemy oraz wypracowywać dalsze kierunki rozwoju.

magazyn lubelski (77) 2021

35


biznes

WYZWANIA

ZIELONEJ REWOLUCJI Wywiad z Krzysztofem Szydłowskim, Prezesem Zarządu SIS, twórcą i koordynatorem certyfikowanego przez ministra energii (z wyróżnieniem) Włodawskiego Klastra Energii i OZE – przeprowadziła Anna Ignasiak, foto Adam Stępień Stoimy wobec nowej perspektywy Unii Europejskiej. Budżet unijny 2021–2027 jest silnie powiązany z ochroną klimatu. Do tego m.in. obszaru odnoszą się też zapisy Krajowego Programu Odbudowy. Jakie, Pana zdaniem, konieczne są zmiany w regulaminie konkursów o dotacje z funduszy europejskich dla działań skierowanych na modernizację i rozwój energetyki? Z uwagi na różny charakter i specyfikę sektorów, przedsiębiorców, samorządów, firm państwowych i organizacji pozarządowych, wyrażający się m.in. różnym sposobem finansowania i zarządzania, różnymi celami czy poziomem ryzyka finansowego, konieczne jest w tym obszarze stworzenie oddzielnych pul środków i zróżnicowanie celów i zakresów konkursów w trzech obszarach – dedykowanych sektorowi publicznemu i pozarządowemu, przedsiębiorcom, podobnie jak było to w perspektywie 2014-20, oraz trzeci – dla „społeczności energetycznych”, czyli klastrów energetycznych, spółdzielni energetycznych, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych oraz wspólnot samorządowych.

Do tych wspólnot skierowane są założenia Krajowego Programu Odbudowy (KPO). Tak, ze względu na wymóg prowadzenia przez nie działań na o wiele wyższym poziomie technologicznym niż tylko dotychczasowy wskaźnik oceny przez LAWP, tj. ceny do ilości mocy zainstalowanej wytwórczej. W tej chwili mówimy już o systemach hybrydowych, magazynach energii, wewnętrznych systemach dystrybucyjnych, dedykowanych systemach do zarządzania i bilansowania obszarami wyspowymi i półwyspowymi, opartymi o technologię inteligentnych liczników i innych cyfrowych systemów, a także zarządzanych przy pomocy technologii blockchain i systemu zielonej tokenizacji. Poza tym inne zadania i sposób finansowania ma samorząd czy też państwowy koncern, który będąc monopolistą na danym rynku, jak np. PGE Dystrybucja

36

magazyn lubelski (77) 2021

S.A., ma nieograniczone zasoby, a inne zwykłe firmy, które muszą konkurować na rynku z gigantami państwowymi (ryzykując przy tym własnym majątkiem przedsiębiorców i nie posiadając zazwyczaj tak dużych rezerw finansowych, jak firmy państwowe), a jeszcze inne zadania i koszty społeczności energetyczne. Dlatego muszą mieć – podobnie jak w KPO – odrębne konkursy o dotacje unijne, a w tym odpowiednie zasady i oddzielny budżet. Bez specjalnego wsparcia i dedykowanych konkursów te społeczności nie będą w stanie zbudować skomplikowanej, wielopoziomowej infrastruktury, a tym samym cała ta „zielona idea” nie powstanie.

Co, jeśli tak się nie stanie? Zielona inteligentna rewolucja po prostu nigdy nie zaistnieje, a pieniądze pójdą wyłącznie na pierwszy z pięciu szczebli tej zmiany, czyli na panele, które jako takie właściwie nie potrzebują już wsparcia wobec cen ich samych oraz cen energii na rynku hurtowym. Poza tym pieniądze pójdą na miliardowe projekty infrastrukturalne, np. PGE, co tylko utrwali istniejące monopolistyczne pozycje i praktyki.

Jak ważne są wspólnoty energetyczne na tle innych podmiotów z obszaru OZE? Wspólnoty energetyczne są niezbędnym elementem do dokonania skokowej i koniecznej zmiany (dla realizacji Strategii Polski do 2030, 40 i 50 w zakresie transformacji energetycznej) z systemu totalnie centralnego i wysokoemisyjnego, opartego o wielkie bloki węglowe, będące przyczyną ogromnych emisji m.in. CO2 – na system maksymalnie zdecentralizowany, półwyspowy, inteligentny i prosumencki, gdzie produkcja i konsumpcja odbywają się w pobliżu siebie, odciążając systemy dystrybucyjne i przesyłowe i stanowiąc o zwiększeniu trwałości, stabilności i pewności dostaw energii oraz jej jakości, tym samym likwidując obszary peryferyjne energetycznie, czyli nierozwojowe, zapóźnione gospodarczo i wykluczone społecznie oraz zawodowo, przez co stopniowo wyludniające się. Wspomniana emisja CO2 jest powodem o 30–40% wyższych cen energii dla konsumentów


prywatnych i przemysłowych, wprost przekładając się na poziom wydatków każdego z nas, a długofalowo w wymiarze globalnym w sposób ujemny na konkurencyjność polskiej gospodarki i miejsca pracy dla Polaków.

W jakich zasadniczych obszarach działają obecnie wytwórcy energii? Domeną państwowych operatorów sieci, którzy są posiadaczami potężnych sieci dystrybucyjnych i infrastruktury towarzyszącej, dysponentami ogromnych budżetów i zysków w postaci dziesiątków miliardów złotych rocznie, jest budowa sieci przesyłowych i dystrybucyjnych czy budowa lub modernizacja infrastruktury przyłączeniowej dla instalacji OZE (np. GPZ) – zwłaszcza w tych obszarach o niskim obecnie poziomie uprzemysłowienia, właśnie z powodu braku odpowiednio rozwiniętej sieci energetycznej. Rolę wspomagającą w tym zadaniu odgrywać mogą np. klastry energetyczne, pod warunkiem otrzymania odpowiedniego wsparcia na ich rozwój w fazie początkowej – w wymiarze kadrowo-organizacyjnym, jak i inwestycyjnym w szeroko rozumianą infrastrukturę wytwórczą (zieloną) oraz towarzyszącą, w tym magazyny energii, a także inteligentne systemy do zarządzania i bilansowania. Na ten obszar rynku energetycznego nie będą

w stanie wkraczać firmy mikro, małe i średnie – bez wsparcia na stworzenie tych systemów. MŚP nie będą też wkraczać w obszary będące domeną samorządów, takie jak np. modernizacja infrastruktury ciepłowniczej w kierunku skorelowanej z produkcją ciepła produkcji prądu elektrycznego, np. zmiana nieefektywnych systemów ciepłowniczych na miał węglowy, wykorzystywanych niemal wyłącznie zimą, na systemy w pełni efektywne, pracujące cały rok, produkujące obok energii cieplnej również elektryczną (zwłaszcza w okresie letnim szczytowego zapotrzebowania) w postaci elektrociepłowni, ale w technologiach czystych, np. biomasowych, co znacząco wzmacnia budowę tych samowystarczalnych systemów lokalnych społeczności energetycznych.

Są jeszcze organizacje pozarządowe. Oczywiście, ich rola jest bardzo ważna, stają się często liderami lokalnego ruchu prosumenckiego czy liderami lokalnych klastrów energii. Ich zadaniem jest budowa porozumień międzysektorowych, tworzenie strategii rozwojowych, realizacja projektów innowacyjnych (łączących ww. sektory ze środowiskiem nauki), projektów promocyjnych i edukacyjnych. W warstwie inwestycyjnej natomiast mogą pomóc w budowie np. systemów inteligentnego opomiarowania i zarządzania energią.


Powinny również promować postawy proenergetyczne w ramach klastra. Pełniłyby więc niezmiernie istotną rolę w obszarach nieprzynoszących często zysku, a mających charakter edukacyjny, ucząc właściwych zachowań oraz pozwalając na rozwój energetycznego klasteringu czy innych form w ramach społeczności energetycznych.

Czy koordynatorzy i przedsiębiorcy w ramach tych społeczności energetycznych będą koncentrować się wyłącznie na budowie źródeł wytwórczych, m.in. w celu autokonsumpcji energii oraz dostarczania energii do systemu? Ich zakres działania jest dużo szerszy, obejmuje np. optymalizację wykorzystania energii przez konsumentów prywatnych, jak i w firmach czy przez odbiorców publicznych i zbiorowych – w tym np. poprzez zastosowanie zarówno źródeł OZE, jak i magazynów energii, rozwiązań hybrydowych, sieci dystrybucyjnych, efektywnego zarządzania systemem i postawami konsumentów itd. Podmioty takie mają za zadanie także tworzyć nowe innowacyjne modele biznesowe na dynamicznie rozwijającym się rynku energetycznym, budować wirtualne elektrownie, systemy DSR czy platformy do obrotu energią dla prosumentów. To zróżnicowanie celów i zadań sprawia, że różne też powinny być pule środków i różne typy konkursów dla poszczególnych trzech sektorów. Jeden budżet i jeden konkurs na tak różne obszary, podmioty i zadania to nieporozumienie. Według jakich kryteriów miałyby być te tak zróżnicowane obszary inwestycyjne i zadania oceniane? Jak równolegle ocenić i punktować zadanie z zakresu inteligentnych narzędzi do zarządzania i bilansowania, linię dystrybucyjną – ze wskaźnikiem – moc zainstalowana, która tu w ogóle nie zaistnieje? To niemożliwe. Podobnie jak uczciwa rywalizacja w konkursie i na rynku energetycznym nowo tworzonych inicjatyw energetycznych (bez wielkich kapitałów) z wielomiliardowymi monopolami energetycznymi…

Jakie konkretnie warunki należałoby stworzyć klastrom energii, ich liderom i członkom? Te warunki powinny dotyczyć budowy z jednej strony ich potencjału ludzkiego i organizacyjnego, z drugiej budowy wielopłaszczyznowej infrastruktury, której bez specjalnego wsparcia nie będą w stanie stworzyć poszczególne firmy, społeczności czy samorządy. A bez niej nie powstaną nowoczesne klastry energii czy inne obszary samowystarczalne, bez których nie ma szans dokonać się ta jakościowa zmiana, wynikająca z ogólnoświatowej walki z niszczycielskimi dla człowieka skutkami zmian klimatu i co wprost wynika ze Strategii UE i Polski do 2050 w tych obszarach. Mówimy tu nie tylko o obszarach wymienionych wyżej, ale ponadto m.in. o inteligentnej infrastrukturze pomiarowej, elementach smart grid, systemach do

38

magazyn lubelski (77) 2021

prognozowania produkcji i zużycia oraz predykcji pogodowych i predykcji uszkodzeń, systemach do obsługi producentów i odbiorców energii (monitorowanie, zawieranie i rozliczanie transakcji), narzędziach do tworzenia usług zagregowanych (np. DSR, wirtualna elektrownia, wirtualny magazyn) czy np. systemach do zarządzania bilansowaniem energii w ramach klastra.

Potrzebna jest więc taka linia finansowa łącząca wszystkie te zadania i wszystkich interesariuszy tego procesu? Jest konieczna, ponieważ ten proces jest wieloelementowy i wielopoziomowy, kosztowny w fazie startowej, jak wszystko, co nowe. Ta linia to odpowiednia infrastruktura, niezbędna do wdrażania nowoczesnych rozwiązań, w tym klastrowych i innych społeczności energetycznych, oraz ich budowy, a na tej bazie tworzenia nowych usług i produktów, które przyczynią się do osiągnięcia założonych wskaźników, w tym w ww. strategiach energetyczno-klimatycznych, niezbędnych do osiągnięcia tych ogromnych wyzwań, jakie są przed naszym pokoleniem w wymiarze regionalnym, narodowym, europejskim i światowym.


biz-njus Rzemiosło górą „Polski Inkubator Rzemiosła” to program rządowy skierowany do organizacji rzemieślniczych, przewidziany do realizacji w latach 2021–2030. Jego celem jest rozwój przedsiębiorczości i kształcenia dualnego. Koordynuje go Minister Rozwoju, Pracy i Technologii Olga Semeniuk, wykonawcą jest Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. 30 czerwca 2021 r. odbyła się w Lublinie konferencja prasowa promująca go. – Przygotowaliśmy program, dzięki któremu, mam nadzieję, w kolejnych latach rzemiosło będzie miało stałą rubrykę w budżecie państwa, gdyż nie wyobrażam sobie, aby polska firma nie mogła dostać krajowej dotacji na swój rozwój czy rozwój młodocianych pracowników. Stąd również decyzja o podpisaniu nowej ustawy o rzemiośle, którą będziemy procedować w tym roku w parlamencie polskim, i stworzeniu nowego katalogu zawodów rzemieślniczych. Program „Inkubator Rzemiosła” został opracowany dzięki dużemu wkładowi pracy prezesów poszczególnych Izb Rzemieślniczych, jak również dyrektorów regionalnych cechów – powiedziała Minister Olga Semeniuk. Podkreśliła wyjątkowe zaangażowanie Lubelskiej Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości w prace programowe w związku z planowanymi zmianami oraz samorządu i wojewody lubelskiego w kształtowanie pozytywnego wizerunku rzemiosła. W tym roku środki w ramach programu przeznaczone są głównie na transformację cyfrową, szkolenia z zakresu rozwoju sprzedaży towarów i usług za pośrednictwem Internetu oraz promocję dualnego systemu kształcenia. (ann) foto: Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie

Lubelszczyzna dla Trójmorza W dniach 29–30 czerwca 2021 r. w Lublinie odbył się Samorządowy Kongres Gospodarczy II Forum Regionów Trójmorza, w celu wzmocnienia spójności regionów Unii Europejskiej przez zacieśnienie współpracy społeczno-gospodarczej i naukowej samorządów z 12 państw Europy Środkowo-Wschodniej, biorących udział w Inicjatywie Trójmorza. Kluczowym momentem wydarzenia było podpisanie Deklaracji Lubelskiej, do której przystąpili przedstawiciele samorządów: Polski, Bułgarii, Litwy, Rumunii, Słowacji i Węgier. Inicjatorem jej powstania jest Samorząd Województwa Lubelskiego na czele z marszałkiem Jarosławem Stawiarskim. Zdecydowało węzłowe położenie Lubelszczyzny na trasie Via Carpatia – jednego z flagowych projektów infrastrukturalnych Inicjatywy Trójmorza. Na kongresie poruszono tematy dotyczące sektorów kluczowych dla rozwoju polskiej i zagranicznej gospodarki. W wydarzeniu, które odbywało się w formule hybrydowej, uczestniczyło łącznie ok. 1000 osób ze świata polityki, nauki i biznesu z Polski, z krajów Inicjatywy Trójmorza oraz spoza tego obszaru, m.in. USA i Kanady. (ann) foto Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego w Lublinie

Długoletnia inwestycja XX edycja Konkursu „O Kryształową Cegłę na najlepszą inwestycję budowlaną po obu stronach wschodniej granicy Unii Europejskiej – na Szlaku Słońca i Śniegu” była szczególna z uwagi na ubiegłoroczny jubileusz. Pandemia spowodowała, że świętowano teraz, 25 czerwca b. r. Specjalne słowa uznania usłyszał inż. Kazimierz Widysiewicz, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Konkursu i prezesa PTM Lublin, pomysłodawca przedsięwzięcia, dbający o jego konsekwentny rozwój. Otrzymał Medal Pamiątkowy Województwa Lubelskiego. Uhonorowano też wielu innych osób działających na rzecz poprawy infrastruktury mieszkaniowej miasta. Sam konkurs rządzi się prostą regułą – tylko obiekty, które są doskonale zaprojektowane, zrealizowane przez wykonawcę w sposób bezusterkowy, dający perspektywę ich funkcjonowania przez długie lata, zasługują na „Kryształową Cegłę”. W obecnej edycji konkursu oceniano 37 obiektów z Polski, 5 z Białorusi i 3 z Ukrainy. Nagrodzono bądź wyróżniono 12 obiektów z Lublina, m.in. Budynek Wydziału Politologii i Dziennikarstwa oraz Instytutu Psychologii UMCS w kategorii „Obiekty oświatowe” (Kryształowa Cegła miejsce I) oraz Park Ludowy w kategorii „Obiekty przestrzeni publicznej” (Kryształowa Cegła miejsce II). (ann) foto Polskie Towarzystwo Mieszkaniowe

magazyn lubelski (77) 2021

39


motoryzacja

Lubelski salon sprzedaży i serwis motocykli BMW Motorrad Best Auto Lublin wprowadził swoich klientów w nowy sezon propozycją szkolenia techniki jazdy. Z niebagatelnego gestu skorzystało ponad sześćdziesięciu miłośników jednośladów.

PRZEJMIJ K

O

N

T

R

O

L

Ę

tekst: Ada Górna | foto: BMW Motorrad Best Auto Lublin

Propozycja odbycia szkolenia i podniesienia kwalifikacji nie jest wynikiem braku zaufania. To racjonalna, chłodnym okiem robiona ocena sytuacji. Za nami kilka miesięcy zimy, która w tym roku nie pozwoliła wiośnie na wczesne nadejście, i kilkanaście miesięcy epidemii, która utrudniała wszelką aktywność, w tym sportową i motocyklową. Niejednemu przybyło kilka dodatkowych kilogramów, wielu z nas dokucza brak ogólnego „rozruszania”. To są okoliczności, które wpływają negatywnie na kondycję, refleks i pogarszają nasze kompetencje na drodze. – Nasz salon sprzedaży motocykli BMW uzyskał tytuł dealera roku 2020. Nie byłoby tego wyróżnienia, gdyby nie nasi klienci. Stąd pomysł, by podziękować im za zaufanie do marki i okazaną lojalność – mówi Tomasz Mazurek, Doradca ds. sprzedaży motocykli w lubelskim salonie BMW Motorrad Best Auto. – Zaproszenie do wzięcia udziału otrzymały od nas osoby, które w ostatnich latach zostały właścicielami naszych motocykli. Wśród osób, które skorzystały z zaproszenia i wzięły udział w szkoleniu, spotkać można było takie, które od lat wybierają tylko tę markę i są właścicielami trzeciego czy czwartego modelu. Inni w motocykle niemieckiego koncernu wyposażają nie tylko siebie, ale także żonę czy dorastające dziecko. Pytani o powody przywiązania do tej marki w pierwszej kolejności wymieniają jakość. Podkreślają też komfort jazdy, który, jak mówią, wynika z doskonałego zawieszenia. Do tego chwalą bogate wyposażenie motocykli we

40

magazyn lubelski (77) 2021

wszystkie możliwe systemy zapewniające komfort jazdy i bezpieczeństwo. – Dostałem telefon od doradców z lubelskiego salonu, w którym kupiłem i serwisuję swój motocykl, z propozycją darmowego szkolenia. To dobry pomysł, miły gest, który zacieśnia relacje. Marki nie zmienię, to, co ją wyróżnia, to jakość – mówi Robert, który w tym roku zamierza objechać wybrzeże Morza Śródziemnego od Włoch po Hiszpanię.

Uczyć się od najlepszych BMW Motorrad Best Auto Lublin z propozycją przeprowadzenia szkolenia zgłosiło się pod najlepszy adres, do trenera Artura Lisa z Motocyklowego Klubu Sportowego – Moto-Sekcji. To marka szkoleń motocyklowych znana już w całej Polsce, z którą BMW Motorrad Best Auto Lublin współpracuje od wielu lat. Klub powstał z myślą o szkoleniu młodych zawodników sportów motocyklowych. Rzeczywistość pokazała, że odbiorcami cennej wiedzy i praktycznych umiejętności stała się inna grupa. W ostatnich latach na drogach zaczęło pojawiać się coraz więcej kierowców jednośladów, a za ich zamiłowaniem do tego środka transportu szły umiejętności wystarczające do zdania egzaminu na prawo jazdy, ale niewystarczające do zachowania zdrowia i życia. Artur Lis to były zawodnik wyścigów motocyklowych, motocrossu oraz reprezentant kraju w rajdach enduro, w których kilkakrotnie zdobywał mistrzostwo Polski


zarówno indywidualne, jak i drużynowe. Ma za sobą trudne doświadczenie poważnej kontuzji. Stąd jego misją stało się uświadamianie motocyklistom zagrożeń, otwieranie im oczu na braki w umiejętnościach i podnoszenie tych umiejętności. – Chodzi o profilaktykę motocyklową – żeby uświadamiać ludzi, że warto się szkolić. Zwłaszcza na początku sezonu. Ale nie tylko, bo poziom umiejętności nigdy nie jest wystarczający. Zawsze jest coś, co można zrobić lepiej. Zawsze są elementy jazdy, które wychodzą gorzej. Skoro Valentino Rossi, 9-krotny mistrz świata, cały czas się szkoli, to inni motocykliści również powinni to robić – przekonuje Artur Lis.

Zdrowy rozsądek… Motocykle BMW z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Rośnie grono motocyklistów, którzy utożsamiają tę markę z bezpieczeństwem, wygodą i prestiżem. Okrągłe logo w niebiesko-białą szachow-

nicę działa jak magnes. Widać to również w Lublinie. Zaangażowana ekipa od lat, dzieląc się pasją do jednośladów z klientami, buduje pozycję salonu, promując nie tylko swoje motocykle, ale także bezpieczeństwo jazdy. W pewnym stopniu zapewniają je oczywiście najbardziej zaawansowane systemy bezpieczeństwa. Ale nic nie da nafaszerowanie pojazdu elektroniką, jeśli za kierownicą siądzie kierowca bez znajomości techniki jazdy. Już podczas najbliższych wakacji zdarzyć się może ostre hamowanie przed stadem kóz, dzieciaki bawiące się na szosie, gdy wychodzisz z ostrego zakrętu, manewry na miejskich ulicach pełnych rowerów, tuk-tuków czy innych tubylczych pojazdów. Nigdy się nie jest na to w pełni gotowym, ale można ćwiczyć techniki, które z czasem wejdą w krew. Powtarzanie takich elementów jak slalom, awaryjne hamowanie, poprawne wejście w zakręt z balansem ciała, utrwala nawyki.

…i trochę furii

Ale nie udawajmy, że tym, co kusi w jeździe motocyklem, jest komfort i bezpieczeństwo. Na pewno nie tylko! Prędkość, przyspieszenie, moc to są parametry, które wyzwalają zainteresowanie jednośladami. Uczestnicy szkolenia mieli okazję spotkać taką „maszynę”, która służy właśnie do podnoszenia poziomu adrenaliny. Zaprezentowany i udostępniony do jazd testowych był nowy model motocykla w rodzinie BMW S1000 R, który w tym dniu miał swoją oficjalną premierę rynkową. Już pierwszy rzut oka na ten motocykl nie pozostawia złudzeń. To bezkompromisowy naked bike z zuchwale zadartym do góry „ogonem” i opuszczonym nisko przodem. Zewnętrzny design mówi jasno – na drodze nie ma sobie równych. Silnik i podwozie mają w sobie geny poprzedniego modelu – S1000RR, klasycznego superbike’a. Motocykl napędzany jest czterocylindrowym, rzędowym silnikiem o pojemności skokowej 999 ccm, osiągającym moc 160 KM

przy 11 tys. obrotów na minutę. Charakteryzuje go płynne, równomierne przyspieszenie w całym zakresie obrotów. Z zatankowanym bakiem nie przekracza wagi 200 kg. To dynamiczny i precyzyjny motocykl dający gwarancję dreszczyku emocji. BMW Motorrad Best Auto Lublin nie kończy na tym ukłonów w kierunku swoich obecnych i przyszłych klientów i miłośników marki. W dniu szkolenia na torze prezentowane były, i również udostępnione do jazd próbnych, motocykle F750GS, F850GS, R1250GS ADV, S 1000 XR, S 1000RR, F900R, R1250RT, R 1250GS, R nineT, R18, G 310R, G310GS, F 900 XR. Przez cały sezon podczas jazd wolnych na torze organizowanych przez Moto-Sekcję dostępne będą motocykle demonstracyjne lubelskiego salonu Motorrad Best Auto Lublin. Daje to możliwość zapoznania się z innym motocyklem, poznania charakterystyki jazdy. Można będzie je przetestować pod okiem instruktorów z Moto-Sekcji i skorzystać z porad przedstawicieli salonu, którzy pomogą na przykład w doborze odpowiedniego modelu.

magazyn lubelski (77) 2021

41


turystyka

KTO PODRÓŻUJE,

ŻYJE DWA RAZY Tekst Ada Górna | foto Nocne Zwiedzanie Kazimierza

Było gorące letnie popołudnie, kiedy trafiliśmy na ogłoszenie wiszące obok Małego Rynku w Kazimierzu. Tuż obok kłębił się tłum zainteresowany smażoną rybą i zimnym piwem i w tych delicjach, zagryzanych gofrem, upatrujący głównej atrakcji pobytu w Kazimierzu Dolnym. Zmęczeni zadeptanym rynkiem, muzeami i potrącaniem przez zapatrzonych w siebie na tle baszty miłośników selfie, postanowiliśmy przekonać się na własnej skórze, co niesie ze sobą oferta Nocnego zwiedzania Kazimierza. Tak trafiliśmy na Elę Skoczylas i jej pomysł na turystykę. Związana z branżą turystyczną od dwóch dekad, przeszła drogę od przewodnika z doskoku do właścicielki marki i organizatorki eventów dla klientów korporacyjnych. Studnia na rynku kazimierskim to łatwo rozpoznawalny punkt orientacyjny w nadwiślańskim miasteczku. Stąd ruszają uczestnicy Nocnego zwiedzania Kazimierza. – Zaczynamy o zmierzchu – zaczyna Ela – który w środku lata rozpoczyna się około 21:30, a w najkrótsze zimowe dni już około 15:30. Nocą miasteczko wygląda inaczej, zauważyć można więcej, chłonąć atmosferę pustych zakamarków. Jest tajemniczo, więc historie, które przywołujemy, wywołują więcej emocji. Wreszcie noc pozwala przymknąć oko, opowiedzieć o Kazimierzu anegdotami, nie rezygnując oczywiście z istoty rzeczy, jaką jest historia tego unikatowego miejsca. W 2015 Nocne zwiedzanie Kazimierza zostało zauważone przez branżę i wyróżnione w konkursie Najlepszy Produkt Turystyczny Województwa Lubelskiego organizowanym przez Lubelską Regionalną Organizację Turystyczną. Konkurowało z ofertą instytucji kultury, muzeami, dużymi przedsiębiorstwami. Dwa lata później, w 2017 roku, zdobyło 1. miejsce na Tourism Trends Awards w Gdańsku, w kategorii Nowa Oferta Turystyczna.

42

magazyn lubelski (77) 2021

– Nagrody pomagają w promocji i są potwierdzeniem dla mnie, że idę w dobrym kierunku. W konkursie dotyczącym nowych trendów w turystyce mój produkt walczył z ogromną konkurencją, około setką innych firm. Konkurs miał kilka etapów, z których ostatni to wystąpienie przed publicznością i trzyminutowa prezentacja produktu – podkreśla Ela. Dodaje ze śmiechem, że kiedy minął jej czas, chciała zejść ze sceny jak inni uczestnicy, ale zatrzymał ją prowadzący wydarzenie Jarosław Kuźniar, żeby zadać z ciekawości dodatkowe pytania. Natomiast na schodach zaczepił ją sympatyczny człowiek, który gratulował pomysłu i wystąpienia. Był to Mateusz Kuśnierewicz. Ela Skoczylas pochodzi z Lublina. Z czasem życie osobiste rzuciło ją do Puław. Tam któregoś dnia, który pewnie był jednym z najważniejszych w jej życiu, przeczytała ogłoszenie o kursie na przewodnika turystycznego. Początkowo oprowadzała wtedy, kiedy pozwalały jej na to inne obowiązki. Tego, jak być dobrym przewodnikiem, nauczyła się z czasem, bo jak mówi, nikt nie rodzi się mistrzem. – A potem okazało się, że ten świat jest dla mnie za ciasny i praca dla kogoś mnie ogranicza. Miałam swoje pomysły i na tyle dużo doświadczenia, by wiedzieć, jak je realizować. Założyłam swoją firmę. Obsługiwałam głównie wycieczki szkolne, których wtedy było dużo. Puławy, Kazimierz, Nałęczów, trójkąt turystyczny. Stopniowo przyszła refleksja, że kręcąc się po tej trajektorii, nie idę do przodu – opowiada Ela. Została organizatorem turystyki i zajęła kompleksową organizacją wycieczek, skupiając zaangażowanie na obsłudze klienta przyjeżdżającego do Kazimierza, głównie tzw. klienta biznesowego. Integracja, rekreacja, szkolenia, warsztaty. Loty śmigłowcem, przejażdżka motorówką po Wiśle. Relaks, rękodzieło, zwiększanie kompetencji biz-


w tworzeniu marki. Charakterystyczne „R w kółeczku” chroni wieloletnią pracę nad kreowaniem, udoskonalaniem usługi. Także przed tymi, którzy chętnie ogrzaliby się przy ogniu z pochodni, a teraz muszą zwrócić uwagę na to, czy mają do tego prawo. – Poprzez stworzenie marki mam teraz pole do tego, aby nie skupiać się na udowadnianiu swojej pozycji, bo jest ona ugruntowana i potwierdzona. Jest to też punkt wyjścia do rozszerzenia działalności poprzez np. udzielanie franczyzy. To jedna z kilku dróg i sposób na dywersyfikację źródeł dochodu – ocenia Ela Skoczylas. W jej planach na przyszłość jest też powrót do podróżowania, bo kto podróżuje, żyje dwa razy.

Elżbieta Skoczylas

nesowych – w ofercie znaleźć się może niemal wszystko. Ale prośba o zorganizowanie czasu wolego po całodniowym szkoleniu to było coś nowego. Zapadał zmierzch… – Pamiętam tę grupę do dziś, choć było to osiem lat temu. Chcieli wycieczki nocą. Dobrze. Zamówiłam pochodnie. Weszliśmy do wąwozu. Podobało się, było tym, czego oczekiwali – swobodna atmosfera, żywy ogień, lekko opowiedziana historia Kazimierza, natura – wspomina Ela i podsumowuje – to musiało się wydarzyć, nocne zwiedzanie pojawiło się jako odpowiedź na zapotrzebowanie rynku. Od tej pory ewoluowało, zmieniało formę, a za tym postępowały intensywne działania marketingowe. – Stworzyliśmy kilka wariantów tej usługi, która dzięki temu jest dość elastyczna – dodaje Oskar Kosowski, partner oraz wspólnik biznesowy Eli. – To pozwoliło nam przejść dość bezboleśnie przez okres pandemii. Uruchomiliśmy wtedy wariant pozbawiony elementów wykluczonych przez obostrzenia. Nie było w nim transportu publicznego, degustacji w restauracji. Z wyjątkiem kwietnia 2020, cały czas byliśmy na rynku. Chcąc przypominać turystom o Kazimierzu Dolnym w czasie epidemii, Oskar rzucił hasło „Wbijaj do Kazimierza” i stworzył cykl „Bliższe i dalsze okolice Kazimierza” oraz „Magazyn kazimierski”. Publikowane na Facebooku kierowały uwagę na potencjał turystyczny okolicznych miasteczek, o których opowiadali współpracujący z Elą przewodnicy. „Magazyn” koncentrował się na tym, co ciekawego, a mniej oczywistego można obejrzeć w Kazimierzu. To forma integracji z wieloma lokalnymi podmiotami branży turystycznej, która pomagała w czasie ekstremalnie dla nich trudnym. Od kilku tygodni Nocne zwiedzanie Kazimierza jest znakiem zastrzeżonym. To naturalna kolej

magazyn lubelski (77) 2021

43


turystyka

Wylot w sobotę o 8.20. Niewiele ponad godzinę podróży z lubelskiego lotniska, lądowanie w Gdańsku i jesteśmy w rzeczywistości ukształtowanej przez tradycję domów z czerwonej cegły i pruskiego muru, spichlerzy nad Motławą, mieszaniny języków, zapachów morza, portu i rzeki, wyśmienitej gastronomii i nieograniczonej przestrzeni. To również świetny punkt wypadowy w głąb Kaszub, na Kociewie i Dolne Powiśle. Przy dobrze zaplanowanym czasie cztery dni urlopu to całkiem sporo, aby poznać tak różnorodne lokalizacje. Przy czym pierwszy dzień połączony z relaksem gastronomiczno-widokowym koniecznie należy spędzić w sercu gdańskiej starówki. Co ciekawe, w Lublinie za określenie starówka jest się upomnianym (absolutne pierwszeństwo ma Stare Miasto), podczas gdy w Gdańsku zniszczona podczas ostatniej wojny tkanka zabytkowego miasta to po prostu starówka.

Plan obowiązkowy Tu wszystko jest inne niż gdzie indziej, poza miastami należącymi do założonego już w średniowie-

44

magazyn lubelski (77) 2021

czu związku hanzeatyckiego, do którego należały miasta portowe położone nad Bałtykiem i Morzem Północnym – stąd wiele wspólnych elementów architektonicznych, m.in. Lubeki, Bremy, Hamburga, Visby, Rygi, Kaliningradu i Gdańska właśnie. Tu znajduje się jeden z najdłuższych rynków w Europie – Długi Targ z fontanną Neptuna, Złotą Kamienicą, Dworem Artusa, w którym obradowali rajcy miejscy, z jednej strony z Bramą Zieloną (jedna z licznych bram w przedwojennym mieście) wychodzącą na Motławę, z drugiej strony z okazałam ratuszem, dziś główną siedzibą Muzeum Gdańska, którego początki sięgają budownictwa w stylistyce gotyku, z tarasem widokowym na wysokości 50 m i pejzażem miasta zapierającym dech w piersiach. Po sąsiedzku znajduje się najbardziej malownicza z gdańskich ulic – Mariacka, należąca do jubilerów tworzących w bursztynie, galerii sztuki i kameralnych knajpek, z których patrzymy na potężną bryłę gotyckiego kościoła Mariackiego, największego ceglanego kościoła średniowiecznej Europy. To również tu spotykamy się z przykładem dekoracji kościołów protestanckich, a tak naprawdę ich bra-


Pomorze kierunek

tekst Filip Sawicki, foto Piotr Nowacki

ku. Protestantyzm, który w Gdańsku obowiązywał od połowy XVI wieku do zakończenia II wojny światowej, zakazywał zbędnej dekoracji wnętrz (przeciwieństwem jest niemal ociekające złotem wnętrze barokowego kościoła św. Mikołaja). Ale to również w kościele Mariackim przez długi czas można było podziwiać monumentalne dzieło malarskie Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny” z około 1470 roku, obraz porwany przez kapra Pawła Beneke i przywieziony do Gdańska (w późniejszym czasie ostrzył sobie na niego zęby i car Piotr Wielki, i Napoleon Bonaparte). Obraz można podziwiać w Muzeum Narodowym w Gdańsku, którego siedziba znajduje się w budynkach dawnego zakonu franciszkanów. Gdańsk szczyci się licznymi tradycjami sięgającymi czasów Wolnego Miasta, np. restauracją u Kubickiego nad Motławą, która do dziś słynie z podawania Goldwasser w kieliszkach bez nóżek, w tzw. kulawkach. Oprócz kuchni całego świata w menu licznych restauracji znajdziemy smaki typowo kaszubskie – poza śledziami serwowanymi na różne sposoby i przeżywającym swój renesans turbotem (jest to również tytuł jednej z powieści


Güntera Grassa, który w latach 70. XX w. rozsławił miasto nad Motławą epopeją „Blaszany Bębenek”, znakomicie zekranizowaną przez Volkera Schlöndorffa, nagrodzoną Oscarem i Złotą Palmą), można zamówić pieczone ziemniaki z sałatką i wiejską wędliną, okraszone śmietaną. A jeśli podczas wędrówki po mieście przyjdzie nam ochota na świeże owoce, koniecznie trzeba zajrzeć do hali targowej, która funkcjonuje na placu Dominikańskim nieprzerwanie od końca XIX wieku, i kupić tam tańsze niż w Lublinie truskawki kaszubskie, w tym roku po 5.50 zł za kilogram, lub zajrzeć do jednej z licznych cukierni należących do kilku znakomitych rodów piekarsko-cukierniczych, ze zniewalającymi smakowo drożdżówkami z nadzieniem z marmolady, kruszonką i polanymi lukrem oraz innymi cukierniczymi specjałami.

W nowej odsłonie Koniec II wojny światowej miał dla Gdańska nieodwracalne skutki. Wraz ze zniszczeniem 98% zabytkowego śródmieścia miasto straciło dziedzictwo jednego z najpiękniejszych renesansowo-barokowych zespołów miejskich w Europie. Jednak metropolia nad Motławą nie tylko została odbudowana, wskrzeszając historię minionych

46

magazyn lubelski (77) 2021

wieków, ale i stała się przykładem miasta anektującego historyczne przestrzenie i kreującego perły nowoczesnej architektury. Przez blisko 70 lat po wojnie najbardziej trwałą ruiną była Wyspa Spichrzów – dziś zabudowana architekturą usługowo-mieszkalną, wzorowaną na gdańskich kamieniczkach i otoczona mariną. Jej interesującą, acz dla niektórych kontrowersyjną zabudowę można analizować, spędzając czas w jednej z restauracji wzdłuż Długiego Pobrzeża. Z kolei otoczony lapidarium kościół św. Jana z fenomenalnym ołtarzem autorstwa rzeźbiarza Abrahama van den Blocke’a, w którego wnętrzu nagrywano sceny powstania warszawskiego do filmu „Kolumbowie”, został udostępniony turystom dopiero w 2012 roku. Jego surowe, wysokie gotyckie wnętrze jest inspiracją dla wielu artystów. Tutaj nieżyjący Mirek Olszówka z Lublina, menadżer zespołu Voo Voo, zorganizował produkcję jednego z teledysków zespołu Wojciecha Waglewskiego. Lata temu filolog angielski prof. Jerzy Limon, entuzjasta teatru elżbietańskiego, postanowił zbudować w miejscu XVII-wiecznej szkoły fechtunku teatr szekspirowski. Tak jak postanowił, tak zrobił. Dziś jest to miejsce, gdzie odbywa się festiwal o międzynarodowej randze, a bryła teatru zapro-


jektowana przez Włocha Renato Rizziego to łącznie 12 tys. mkw. i połączenie drewnianego wnętrza z ciężką, acz interesującą ceglaną bryłą. Ale Gdańsk to również muzea, w tym te najnowsze – Muzeum II Wojny Światowej i Europejskie Centrum Solidarności. Trudno o bilety, trzeba je rezerwować z dużym wyprzedzeniem. A do listy muzeów w lipcu dołączyło kolejne – Muzeum Bursztynu, które zostało zorganizowane w odremontowanym Wielkim Młynie w samym centrum miasta. Młyn wodny, wzniesiony jeszcze przez Krzyżaków, już po wojnie pełnił wiele funkcji. To również tutaj odbyła się premiera spektaklu „Sprawa Dantona” w reżyserii Andrzeja Wajdy jesienią 1980 roku. I jeszcze tereny postoczniowe i wyjątkowa idea zagospodarowania tego obszaru na potrzeby nowej dzielnicy miasta. Miejsce uosabiające historię Solidarności. Tu odbyło się kilka koncertów upamiętniających wydarzenia Sierpnia 1980 roku – wystąpił m.in. David Gilmour, Jean-Michel Jarre czy Rod Steward. Tu również widoczne są duże zmiany w funkcjonowaniu tego terenu. To tutaj między innymi działa popularny nocny klub muzyczny, jeden z najbardziej obleganych w Trójmieście. Tu znajdziemy trasy turystyczne i taras widokowy na wysokości 40 metrów, umieszczony na zabytkowym stoczniowym dźwigu.

Śladami białych płaszczy z czarnymi krzyżami Jeśli ktoś poczuł się zmęczony ilością doznań, które oferuje Gdańsk, powinien udać się na wycieczkę do Malborka. Okazałe założenie gotyckiego zamku nad Nogatem znakomicie widać przez okna kursujących tędy pociągów, ale można tu dotrzeć też drogą, z centrum Gdańska to niewiele ponad 60 km. Wznoszony przez prawie 200 lat przez Zakon Krzyżacki zamek obronny z wysokimi murami i fosą był siedzibą kolejnych wielkich mistrzów zakonnych. Po bitwie pod Grunwaldem zamek był oblegany przez króla Kazimierza Jagiellończyka. Ale tryumfalny wjazd na teren zamku udał się dopiero 47 lat później królowi polskiemu Kazimierzowi Jagiellończykowi, który kupił zamek za równowartość 660 kg złota. Zespół budowli zamkowych składa się z trzech zasadniczych części – zamku wysokiego, średniego i niskiego. Założenie zwiedza się jak kameralne miasto, zdumiewa prostotą gotyckiej bryły i tak charakterystycznym dla tych terenów budulcem – czerwoną cegłą. Na zamku warto zajrzeć między innymi do Wielkiego Refektarza czy Pałacu Mistrzów, ale też do licznych pomieszczeń gospodarczych, aby poczuć, jak toczyło się tu życie w średnich wiekach. Podczas II wojny światowej było to

jedno z ulubionych miejsc zgromadzeń nazistów, które stało się twierdzą podczas natarcia Armii Czerwonej. Zniszczony w 50%, był odbudowywany przez kolejne lata, aby w 1961 roku stać się siedzibą Muzeum Zamkowego. W 1997 roku zamek w Malborku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na zwiedzanie powinniśmy przeznaczyć cały dzień, ale z małą przerwą. Jak nic smakuje śniadanie na trawie nad brzegiem Nogatu, z wysokimi zamkowymi murami za plecami. Ale zamków pokrzyżackich w okolicach Malborka jest więcej. Warto zwiedzić założenia zamkowe w Kwidzynie, które powstało wraz z katedrą w XIV wieku, oraz nieco bardziej kameralny zamek warowny w Sztumie, wznoszony w tym samym czasie. Zamki z natury swojej są imponujące, ale założenie zamkowe, które należy z pewnością zobaczyć choć raz w życiu, to zamek w Gniewie, usytuowany przy ujściu Wierzycy do Wisły w odległości 75 km od Gdańska. Zbudowany na planie kwadratu robi wrażenie imponującą kubaturą i widowiskowymi turniejami rycerskimi. Co roku odbywa się tu inscenizacja historyczna przywołująca bitwę pod Gniewem w 1626 roku. To jedno z tych miejsc, które na bazie historii potrafi budować marketing miejsca – godne polecenia są hotel, restauracja i kompleks, na który składają się basen i spa.

Różne oblicza Pomorza Gdańskiego Podróż dziennikarzy z Lublina do Gdańska zorganizowała Lubelska Regionalna Organizacja Turystyczna we współpracy z Pomorską Regionalną Organizacją Turystyczną i Portem Lotniczym Lublin. Wędrowcy szybko znaleźli się na miejscu, by ruszyć w długą, ale i niezwykle atrakcyjną trasę zwiedzania. Organizatorzy zadbali o to, aby chociaż „dotknąć” tej przebogatej różnorodności, na którą składają się Kaszuby, Kociewie czy Wielkie Żuławy Malborskie, o których trudno nie wspomnieć, chociażby z powodu zabytkowych domów podcieniowych, niestety dziś niezwykle rzadkich, a które można zobaczyć m.in. we wsi Marynowy w pobliżu Nowego Dworu Gdańskiego. Jeśli do tego dodamy wielowiekową tradycję wielokulturowości i wielości wyznań, zobaczymy obraz Pomorza Gdańskiego, którego historię trudno jednoznacznie zakwalifikować. Pozostają malownicze, bogato zróżnicowane tereny, od depresji po najwyższe wzniesienie Wieżyca (326 m n.p.m.) na Pojezierzu Kaszubskim nazywanym Szwajcarią Kaszubską. Jeśli do tego dodamy Zatokę Gdańską z pięknymi plażami, którymi nie mogą pochwalić się najlepsze europejskie kurorty, i malowniczo usytuowanymi miejscowościami nadmorskimi oraz bajecznym widokowo Półwyspem Helskim, to ta wycieczka powinna trwać co najmniej 10 dni.

magazyn lubelski (77) 2021

47


turystyka

BURGAS POD SŁOŃCEM… BUŁGARII

FOTO LUZ

Tekst Ada Górna |foto Nocne Zwiedzanie Kazimierza h

zior objęty jest ochroną, ze względu na występujące Położone na bułgarskim wybrzeżu Burgas nie tu rzadkie gatunki ptaków i zwierząt. bez powodu jest nazywane Bramą do bułgarskiej Burgas jest idealnym celem krótkiego, nawet jedriwiery. Miasto jest idealną bazą wypadową do ponodniowego, pobytu połączonego z plażowaniem. bliskich kurortów nad Morzem Czarnym dla osób Oprócz zwiedzania muzeów czy zabytków sakrallubiących aktywnie spędzać czas oraz chcących wynych, warto wybrać się na spacer po Parku Nadmorpocząć. skim. Jest on położony na lekkim wzniesieniu i rozBułgarskie wybrzeże rozciąga się na długości pościera się z niego przepiękny widok na morze oraz blisko 400 km i jest wyjątkowo urozmaicone. Znajokoliczne plaże. W jego górnej części znajduje się orydują się tu zarówno skalne klify, z których można ginalna wystawa figur z piasku, podziwiać morskie pejzaże, jak tj. Sand Fest. Co roku powstają i rozległe wydmy i ciche zatoczki. Rezerwat przyrodniczy Pobiti Kamani tam nowe rzeźby artystów z caW większości piaszczyste plaże niedaleko Warny to niesamowite miejłego świata. Do ich powstania mają w sumie 130 km długości. sce, gdzie rzeczywistość miesza się ze Wypoczynkowi sprzyja umiarko- snem. Na piaszczystej wydmie znajdują zużywane jest za każdym razem ponad 2500 ton piasku! wany klimat – średnia temperatu- się setki kamiennych kolumn. Część Z parku warto jest wybrać ra powietrza w miesiącach letnich z nich leży bezładnie w piasku, część się na dłuższy spacer do porwynosi ok. 26°C, а temperatura wznosi się i nawet na 5 metrów. Jesztu. To właśnie stąd odpływają w Morzu Czarnym kształtuje się cze w XIX wieku artyści myśleli, że to łodzie na pobliską wyspę św. na poziomie około 22°C. ukryta świątynia rzymska lub grecka. Zanim wyruszymy na okolicz- Ten geologiczny cud natury jest jednym Anastazji. Od 2001 roku ma ona status rezerwatu przyne plaże, warto wybrać się nad z najciekawszych plenerów krajobrarodniczo-archeologicznego, jeziora w Burgas. Są one jedną zowych w Bułgarii. Rezerwat najlepiej z głównych atrakcji, którą ko- prezentuje się w pochmurny dzień lub o a dopiero w 2014 roku została udostępniona do zwiedzania, niecznie trzeba zobaczyć. Miasto zachodzie słońca, gdy miękkie światło stając się niecodzienną atrakcją otoczone jest trzema jeziorami oświetla skały. turystyczną w okolicy. Jest to lagunowymi: Atanasowskim, Manmalutka wysepka, na której znajduje się zabytkowy dreńskim i Burgaskim. Chętni mogą się skusić na kąpiel monastyr z XIV wieku oraz latarnia morska. Chętni w tzw. panwiach solnych. W małych basenikach mogą nawet przenocować w średniowiecznej celi można nałożyć na ciało... błoto. Ma ono właściwości klasztornej. lecznicze i kosmetyczne, ale przed taką kąpielą warto Wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego zachowały wcześniej skonsultować się z lekarzem, szczególnie się ślady wielowiekowej historii i starożytnej kultury jeżeli ma się problemy sercowe lub z ciśnieniem tętkraju. Kilkanaście kroków od słonecznych i piaszczyniczym. Takie darmowe SPA jest bardzo popularną stych plaż znajdują się pozostałości cennych staroformą spędzania czasu wśród miejscowych, a ostatżytnych obiektów. Zaledwie 35 km od Burgas znajnio także wśród turystów. Dodatkowo cały teren je-

48

magazyn lubelski (77) 2021


Kuchnia bułgarska jest jak barwny patchwork, uszyty z wpływów tureckich i bałkańskich. Jest to przede wszystkim kuchnia sezonowa. Chociażby dobrze znana, również poza granicami Bułgarii, szopska sałatka, czyli kompozycja świeżych warzyw i sera. Bułgaria to również doskonałe wina i rakija, z którymi związany jest styl życia mieszkańców. Bułgarzy uwielbiają spędzać czas na wspólnym biesiadowaniu. Pobili nawet rekord świata w tej dziedzinie. 3000 mieszkańców Sofii ucztowało przy najdłuższym stole na świecie, o długości prawie 400 metrów, wypijając 500 litrów rakii. Co sprawia, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie! Loty z lotniska Portu Lotniczego Lublin do Burgas realizowane są dwa razy w tygodniu: w środy i niedziele. Pierwszy lot już 13 czerwca. Samolot startuje o godzinie 19:30, by o 22:25 wylądować w Burgas. W drogę powrotną samolot startuje o godz. 18:05. Rejs w Parku Narodowym Ropotamo W trakcie rejsu katamaranem można obserwować wylegujące się na brzegach żółwie, kormorany czy żurawie. Idealnym tematem do fotografowania będą również lasy namorzynowe i lilie wodne. Wszechobecna dzika przyroda to niepowtarzalna okazja do relaksu w otoczeniu natury. Tuż przy ujściu rzeki do Morza Czarnego znajduje się mały port rybacki i teren sporych wydm. Wycieczka trwa godzinę i jest świetną atrakcją zarówno dla dzieci, jak i dorosłych miłośników przyrody.

Elżbieta Skoczylas

duje się miasteczko Nessebar. Zdaniem wielu jest to najpiękniejsze miasto Bułgarii. O jego wyjątkowości świadczą nadawane mu określenia Rawenna Wschodu czy Dubrownik Wschodu. Miasto zamieszkuje obecnie 11 tysięcy osób, a od 1983 roku starożytna część w całości została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zwiedzanie Nessebaru warto rozpocząć od przesmyku, który łączy część nowoczesną miasta ze starożytną. Stąd rozpościera się piękny widok na wybrzeże Słonecznego Brzegu. Znajduje się także tutaj zabytkowy młyn, który jest symbolem miasta. Miasto urzeka turystów różnorodnością architektoniczną. Mieszają się tu wpływy rzymskie, tureckie, rosyjskie, greckie, bizantyjskie i wiele innych. Część starożytna Nessebaru zdominowana jest przez cerkwie – stąd określenie Miasto 40 cerkwi. Po wyczerpującym zwiedzaniu warto odpocząć na jednej z okolicznych plaż. Plaże w samym Nessebarze są bardziej intymne niż te w najpopularniejszych kurortach wybrzeża. Jeśli jednak jesteśmy entuzjastami kurortowego życia, warto wybrać się do Słonecznego Brzegu. Jest on jedną z najważniejszych i najpopularniejszych destynacji Bułgarii. Swoją nazwę zawdzięcza ponad trzystu słonecznym dniom w ciągu roku, dzięki czemu praktycznie zawsze ma się gwarancję dobrej pogody. Jego atutem jest również ponad 6-kilometrowa piaszczysta plaża, a także doskonała baza noclegowa. Sporo dzieje się tu zarówno za dnia, jak i w nocy. Bułgarskie wybrzeże oferuje niezapomniane przeżycia i emocje. Z jednej strony czeka na nas relaksujący wypoczynek na plaży, spacer po pięknych, zalesionych okolicach i rezerwatach przyrody. Z drugiej zachwyca turystów fascynującą wielowiekową historią, sięgającą czasów bizantyjskich i rzymskich.

INNE POŁĄCZENIA WAKACYJNE Gdańsk | Split

POŁĄCZENIA REGULARNE Z LUBELSKIEGO LOTNISKA Doncaster| Dublin |Eindhoven| Londyn |Oslo|Warszawa

więcej na www.airport.lublin.pl


okruchy kultury

(Towarzystwo Kultury Teatralnej)

Poetycki dialog Ten rok jest wyjątkowy dla miłośników poezji, ponieważ uchwałą Sejmu RP poetyckimi patronami 2021 roku zostali: Cyprian Kamil Norwid, Krzysztof Kamil Baczyński i Tadeusz Różewicz. Dlatego 66. Ogólnopolski Konkurs Recytatorski odbył się pod hasłem „Rok poetów – rok poezji”. Jego organizatorem jest Towarzystwo Kultury Teatralnej we współpracy z domami i ośrodkami kultury. W Lublinie jest to Wojewódzki Ośrodek Kultury. Istotą ruchu recytatorskiego jest żywe słowo, które rodzi się i bogaci w sensy oraz barwy w bezpośrednim spotkaniu. Tylko wtedy można nawiązać rozmowę – początek budowania przestrzeni międzyludzkiej. Konkurs jest imprezą dla amatorów, otwartą dla uczniów szkół ponadpodstawowych, studentów i osób dorosłych. Prowadzony jest w drodze wielostopniowych eliminacji – środowiskowych, miejskich, powiatowych i wojewódzkich. Jednak w tym roku, z uwagi na pandemię, zorganizowano jedynie turniej wojewódzki dla wszystkich chętnych z całego województwa. W dniach 24–26 czerwca 2021 roku w Ostrołęckim Centrum Kultury odbył się Finał Turnieju Recytatorskiego oraz Turnieju „Wywiedzione ze słowa” 66. Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego. Miło nam poinformować, że I nagrodę w Turnieju Recytatorskim w kategorii osób dorosłych otrzymała Marta Łaska z Bialskiego Centrum Kultury, której instruktorem jest Roman Uściński. – Wybrałam utwór dramatyczny autorstwa Stanisława Ignacego Witkiewicza W małym dworku oraz wiersz Anny Świrszczyńskiej Drzwi są zawsze otwarte. Stworzyłam z nich rodzaj kolażu, ponieważ bardzo ważna jest dla mnie ciągłość wypowiedzi. Pomimo że była ona krótka, to wystarczająca, by nawiązać rozmowę z widzem, co z uznaniem przyjęli jurorzy. W przygotowaniu do tego wystąpienia istotna dla mnie była możliwość wzięcia udziału w warsztatach mówienia wierszem Grzegorza Szlangi. Przywróciły one moją wiarę w to, że słowo nadal żyje. Było to tym ważniejsze, że udział w Ogólnopolskim Konkursie Recytatorskim, prawdziwym święcie kultury słowa, był moim pierwszym od czterech lat tego rodzaju wystąpieniem – powiedziała nam laureatka. (ann)

(Centrum Kultury w Lublinie)

Gorący Jazz

50

magazyn lubelski (77) 2021

W dniach 12–18 lipca 2021 roku nasze miasto należało do Lublin Jazz Festiwal. Większość koncertów odbyła się w urokliwym wirydarzu Centrum Kultury w Lublinie. Zaprezentowali się najciekawsi przedstawiciele polskiej i światowej sceny jazzowej, m.in. legendarny perkusista Billy Hart, który współpracował m.in. z Milesem Davisem i Herbie Hancockiem. W programie znalazł się także projekt pod kuratelą Piotra Damasiewicza, z gościnnym udziałem amerykańskiego saksofonisty Davida Murray’a. Były też występy finalistów konkursu JAZZiNSPIRACJE, nowej propozycji festiwalu, mającej na celu promocję wartościowych projektów muzycznych inspirowanych jazzem i umożliwienie muzykom wydania debiutanckiego albumu i wideoklipu. W tym roku nagrodę główną otrzymał zespół Aga Gruczek Trio w składzie: Aga Gruczek – piano, Michał Aftyka – double bass i Kacper Majewski – drums (na zdjęciu), za spójny i przemyślany program muzyczny, swobodę w eksplorowaniu uniwersalnego języka jazzu oraz umiejętność trafnego przekazywania emocji. Duet Jopek/Klemensiewicz, czyli Anna Jopek – piano i Jakub Klemensiewicz – soprano sax, otrzymał wyróżnienie za inspirującą i wyjątkową atmosferę wykreowaną na improwizacyjno-klasycystycznej kanwie. Festiwalowi towarzyszyła wystawa „Jazz Tyrmanda” przygotowana z okazji 100. rocznicy urodzin pisarza (2020), wielkiego miłośnika jazzu. Fotografie eksponowano w Galerii OKNA Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie. (ann)


Jubileuszowy konkurs fotograficzny

Hartwig

(ITP KUL)

W tym roku Lubelskie Towarzystwo Fotograficzne obchodzi jubileusz 85-lecia istnienia. W ramach obchodów zorganizowany został konkurs fotograficzny pt. „Zainspirowani Hartwigiem”. Należy wspomnieć, że Edward Hartwig był wybitnym fotografikiem, który wywarł duży wpływ na rozwój polskiej fotografii w latach 60. i 70. Do Lublina przyjechał w 1917 roku, mając 8 lat, i choć większość życia spędził w Warszawie, wiele razy powracał do naszego miasta, by portretować je w niezwykle subtelnych i nastrojowych fotografiach. Konkurs LTF rozpoczął się 15 czerwca i potrwa do 15 września 2021 r. Nad wyborem zdjęć będzie pracowało Jury w składzie: Tomasz Tomaszewski, Ewa Fijałkowska-Hartwig, Tomasz Sikora oraz Stefan Ciechan. Organizatorów konkursu interesuje twórcza koncepcja uczestników. Oczekują nie tylko pejzaży i portretów, ale także fotografii street, architektury, fotografii industrialnej, teatralnej, piktorialnej kolorowej i monochromatycznej, fotografii tradycyjnej i cyfrowej. Zachęcani są do eksperymentowania w ciemni, podobnie jak robił to paMoc słowa tron LTF. Wydarzenie zwieńczy wystawa 40. edycja Małego Konkursu Recytatorskiego odbyła się w dniach 7–9 czerwca 2021 nagrodzonych i wyróżnionych prac. Werroku w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Lublinie. Organizatorką konkursu jest Anna nisaż zaplanowany jest na 4 listopada 2021 Kistelska – polonistka, instruktor ds. literatury i recytacji WOK w Lublinie. Wystąpier. w Centrum Spotkania Kultur. Organizania uczestników, uczniów szkół podstawowych z Lubelszczyzny, to efekty pracy ich torzy mają nadzieję, że konkurs na stałe samych oraz instruktorów, nauczycieli i rodziców, którzy pomagali najpierw wybrać wpisze się w coroczny kalendarz wydarzeń repertuar z poezji lub prozy, a następnie czuwali nad budową interpretacji. I nagrodę Turnieju Wojewódzkiego 40. edycji Małego Konkursu Recytatorskiego otrzymali ex Lubelskiego Towarzystwa Fotograficznego aequo Filip Książek ze Szkoły Podstawowej w Żółkiewce (instruktor: Ewa Sobótka) i im. Edwarda Hartwiga. (ann) Maja Sobota z Zespołu Oświatowego w Brzozowicy Dużej (instruktor: Anna Bryńczak). Uczestnicy cieszyli się nie tylko z udziału w samym konkursie, ale również ze spotkania z rówieśnikami, z którymi na skutek pandemii, przez dłuższy czas mieli bardzo ograniczony kontakt. Anna Kistelska przypomniała przy okazji konkursu, że piękne mówienie to wartość ceniona nie tylko w przypadku konkursów recytatorskich. Staranna mowa dodaje pewności w życiu codziennym i sprawia, że publiczne wystąpienia, a także codzienny kontakt z ludźmi zyskują dodatkowy walor. Doświadczenie recytacji na scenie oraz uwagi znawcy przedmiotu na pewno były ważną lekcją dla młodych ludzi i pomogą im w kolejnych małych, a potem może i w „dużych” konkursach recytatorskich. (ann)

Muzyka poważna pod chmurką Fundacja Krajobrazy przy współpracy z Browarem Perła zorganizowała cykl letnich koncertów fortepianowych „Miasto Słucha”. To bardzo dobra okazja, by posłuchać utworów Chopina, Moniuszki czy Wieniawskiego, siedząc na trawie, na zielonych terenach zabytkowego browaru przy ul. Bernardyńskiej 15. Wykonawcami są artyści związani przede wszystkim z lubelską sceną muzyczną. Pierwsze dwa koncerty odbyły się: 27 czerwca 2021 w wykonaniu Karoliny Hordyjewicz (na zdjęciu) i 18 lipca 2021 w wykonaniu Karoliny Tomaszewskiej. Natomiast kolejnych muzycznych wrażeń dostarczą nam: Michał Iwanek (22 sierpnia 2021) oraz Tomasz Krawczyk (5 września 2021). Miejmy nadzieję, że pogoda nie pokrzyżuje planów organizatorów i będzie można odpocząć na łonie natury, słuchając muzyki mistrzów. (ann)

magazyn lubelski (77) 2021

51


historia

UROJONA

ZDRADA

tekst: MARIUSZ GADOMSKI foto Narodowe Archiwum Cyfrowe, WBP im. H. Łopacińskiego w Lublinie

52

magazyn lubelski (77) 2021


Ostatkiem sił dowlókł się do kuchni. Nakazał chłopcu ostrzec matkę. W przeciwnym razie szaleniec ją dopadnie i zrobi z nią to samo, co z nim. Może nawet wybić całą rodzinę. Dwunastolatek, przezwyciężając strach, przemknął do sieni. Niestety, ojciec zamknął drzwi na klucz. Byli w pułapce.

Szczęścia u nich nie było Dramatyczne zdarzenia rozegrały się na początku stycznia 1935 roku w Białej pod Radzyniem Podlaskim. W miejscowości tej zamieszkiwali małżonkowie Franciszek i Janina Buchajowie. Byli zamożnymi gospodarzami. Mieli trójkę dzieci w wieku czternastu, dwunastu i ośmiu lat. Mieszkali w obszernym domu z wygodami. Do pracy w polu zatrudniali parobków. Można by powiedzieć, że niczego im do szczęścia nie brakowało. Byli bogaci, dzieci chowały się zdrowo, sąsiedzi z podziwem, a niektórzy nawet z lekką zazdrością, spoglądali na ich okazałe gospodarstwo. A jednak szczęścia w ich domu próżno było szukać. Franciszek Buchaj był bardzo zazdrosnym mężem. Podejrzewał, że żona go zdradza. Na tym tle robił jej wymówki, groził, że przepędzi ją z domu, jeśli jego podejrzenia się potwierdzą. Janina nigdy nie pomyślała o zdradzie małżeńskiej. Kochała tylko Franciszka i dzieci, żyła przykładnie i skromnie. Owszem, była kobietą ładną, mężczyźni oglądali się za nią, gdy z wdziękiem szła przez wieś, ale to przecież nic nie znaczyło. Cóż mogła poradzić na to, że się im podobała? Patrzeć każdemu wolno. Tłumaczyła to wielokrotnie mężowi, jednak z równym skutkiem mogłaby rozmawiać ze ścianą. Żadne słowa nie były w stanie go przekonać. – Ty mi tu się nie przysięgaj. Po twoich oczach poznaję, że łżesz! – wykrzykiwał i obrzucał żonę wyzwiskami. Zaczął też posuwać się do rękoczynów. Zaciągał ją do izby, zamykał drzwi na klucz i spuszczał jej lanie. Chodziła potem przez kilka dni posiniaczona. Mówiła, że się poślizgnęła i upadła. Wszyscy jednak wiedzieli, skąd ma siniaki. Rodzina radziła jej, żeby gdzieś to zgłosiła. Choćby na policję. Jak nic nie zrobi, dojdzie kiedyś do tragedii. Janina nie odważyła się na taki krok. Wprawdzie byli zamożni, ale większość gruntów odziedziczył po rodzicach Franek. Prawie wszystko należało do niego. Gdyby poszedł siedzieć, mogliby popaść w nędzę. Dwójka starszych dzieci, na tyle już duża, wiedziała, co ojciec robi ich mamie. Próbowały stawać w jej obronie, ale rozszalały z zazdrości furiat i na nie podnosił rękę.

Muchy bierze się miodem, nie octem W 1934 r. w gospodarstwie Buchajów zatrudnił się jako parobek 25-letni Czesław Gajda. Był przy-

magazyn lubelski (77) 2021

53


stojnym mężczyzną. Od pierwszej chwili wzbudził nienawiść Franciszka Buchaja, który podejrzewał go o romans z Janiną. Zaczął ich śledzić. Nic nie wykrył, bo nic do wykrycia nie było. Gajda pracował solidnie, wykonywał wszystkie polecenia pryncypałów, a w wolnym czasie, którego miał tyle, co na lekarstwo, spotykał się we wsi ze swoimi rówieśnikami. Natomiast Janina, nie chcąc dawać mężowi pretekstu do urządzania kolejnych scen zazdrości, traktowała parobka jak powietrze. Lubiła go, ale dla dobra ich obojga, unikała z nim kontaktów. Jednakże od czasu do czasu zamieniali kilka słów w zwyczajnych gospodarskich sprawach. Mieszkali pod jednym dachem, więc to było nieuniknione. Franciszek notował w pamięci każdy taki przypadek. Uważał, że ich krótkie rozmowy dotyczące np. naprawy płotu czy wykoszenia łąki za domem, mają inne, ukryte znaczenie. Ubzdurał sobie, że po-

54

magazyn lubelski (77) 2021

sługują się jakimś sobie tylko znanym szyfrem, by nikt, a zwłaszcza on, Franciszek, nie poznał ich zamiarów. Był przekonany, że Janina zmawia się z parobkiem, by się z nim po kryjomu gdzieś spotykać. Nie mógł żyć z tą myślą. Korciło go, żeby przywalić Gajdzie kamieniem w głowę lub przejechać go kosą po żebrach, gdy we dwóch szli na pole. Jednak pilnował się, żeby nerwy go nie poniosły. Z parobka był kawał chłopa. I był dość bystry. Mógł przejrzeć jego zamiary. W bezpośrednim starciu Buchaj nie miałby z nim szans. Nie wyobrażał sobie większego blamażu niż łomot od kochanka żony. Stałby się pośmiewiskiem, o ile już nim nie był. Postanowił inaczej to rozegrać. Babcia kiedyś mu mówiła, że muchy bierze się nie octem, lecz miodem. Obmyślił więc straszliwy podstęp. Udał, że jest przyjaźnie nastawiony do Gajdy, żeby uśpić jego czujność. – Pojechałbyś ze mną do Radzynia na targ? –


spytał. – Potem wstąpimy do gospody coś przekąsić. – Ale ja mam tutaj robotę. Drzwi do komory powinienem naoliwić – próbował wymówić się parobek. Buchaj odparł, że potrzebuje go w miasteczku, drzwi mogą poczekać. Pojechali furmanką. Po sprzedaniu na targu ziemniaków Buchaj zgodnie z daną obietnicą zaprosił Gajdę do restauracji przy rynku. Był tego dnia niezwykle hojny. Zamówił dwudaniowy obiad i dużą karafkę wódki. Regularnie napełniał kielichy. – Pij, Czesiu, co sobie będziesz żałował, raz się żyje. Spokojnie, ja za wszystko płacę – zachęcał parobka. Mówił bełkotliwym głosem, jak człowiek, który ma sporo w czubie. Ale tylko udawał pijanego. Chciał upić Gajdę. Nie minęły dwie godziny, jak młodszy z mężczyzn zaczął się sennie kiwać nad stołem. Buchaj zapłacił rachunek, wziął Gajdę pod ramię i po wyjściu z gospody usadził go na wozie. Miał zamiar roztrzaskać mu głowę siekierą, gdy tylko wyjadą z miasteczka. A potem rzucić zwłoki w krzaki. Było ciemno, mało ludzi. Powinno się udać. Ale nie udało się. W pewnym momencie parobek ocknął się z drzemki. Chociaż minęli już Radzyń, Buchaj nie zaryzykował ataku. Przyszło mu do głowy coś innego.

W szale zazdrości Wrócili do domu. Buchaj, wciąż udając, że jest z parobkiem w przyjaznej komitywie, poczęstował go kolacją, a następnie zaproponował grę w karty. Wyciągnął też butelkę i znowu namawiał go do picia. Sam tylko moczył usta w kieliszku. Siekiera stała w sieni, oparta o ścianę. Nie chciał, żeby żona była świadkiem zbrodni. Wysłał ją więc z najstarszą córką na drugi koniec wsi do sąsiadów, gdzie kobiety przędły wełnę. Niech się dziewczyna przyucza do pożytecznego zajęcia – powiedział. A Janina, nie podejrzewając podstępu, bez słowa sprzeciwu wypełniła jego polecenie. Gdy Gajdę ponownie zaczął morzyć sen, podprowadził go do łóżka, na którym spało dwoje młodszych dzieci. Ułożył go obok nich i odczekał kilka minut aż parobek na dobre uśnie. Następnie przyniósł siekierę. Uniósł ją wysoko, po czym z ogromną siłą opuścił ją na głowę śpiącego mężczyzny. Po pierwszym uderzeniu parobek straszliwie jęknął. Buchaj zadał mu jeszcze trzy ciosy, jeden po drugim. Dzieci zbudziły się ze snu. Widząc potworny czyn ojca, przerażone zaczęły krzyczeć. Syn próbował odebrać mu siekierę. Córka prosiła Gajdę, żeby wstał i bronił jej przed szaleńcem. – Zamknijcie się! Wynocha do kuchni. Siedźcie tam, dopóki nie pozwolę wam wyjść! A jak które wyjrzy, to zatłukę jak psa! – ryknął rozwścieczony ojciec. Gdy dzieci posłusznie wyszły, Buchaj pochy-

lił się nad zalanym krwią Gajdą, który nie dawał znaku życia. Jego głowa była zmasakrowana. Na ustach oprawcy wykwitł okrutny, mściwy uśmiech. Z nim już koniec. Połowa planu wykonana, teraz pora na drugą część – mruknął zadowolony. Nawet na chwilę nie zajrzał do kuchni do dzieci. Wyszedł z domu, zamykając na klucz drzwi do mieszkania i do sieni. Wziął ze sobą siekierę, z której wciąż kapała krew parobka.

Sam wymierzył sobie sprawiedliwość Gajda nie był jednak martwy. Udawał nieżywego, żeby Buchaj go nie dobił. Słyszał jego słowa i wiedział, co one oznaczają. Gospodarz zabije teraz żonę. Janina mówiła mu, że Franek jest bardzo o nią zazdrosny. Parobek nie miał jednak pojęcia, że Buchaj popadł w paranoję i chce wszystkich wymordować. Powinien mu w tym przeszkodzić. A gdyby tak ją ostrzec przed rozszalałym mężem? Dotrzeć do sąsiadów przed nim i powiedzieć, że idzie do niej z siekierą. Ale to było niemożliwe. Ciężko ranny nie pobiegnie, zresztą Buchaj wyszedł z domu kilka minut temu. Jednak cień szansy wciąż był. Przecież Franciszek nie wtargnie do domu sąsiadów, bo zostałby przez nich obezwładniony. Raczej poczeka, aż żona od nich wyjdzie. Zaczai się gdzieś przy drodze. Może już gdzieś czekał. Gdy Janina będzie wracać, zabije ją i zapewne nie oszczędzi także córki. Trzeba je ratować. Ale w jaki sposób? Sam nie da rady. W kuchni były jednak dzieci. Ostatkiem sił doczołgał się do nich i powiedział do syna gospodarzy, żeby natychmiast biegł po matkę i starszą siostrę. Chłopiec zrozumiał grozę sytuacji. Jednak nie mógł wydostać się z domu, bo ojciec zamknął drzwi na klucz. Dwunastolatek kawałkiem żelaza rozbił zamek, po czym pognał przez pole, skracając sobie w ten sposób drogę. Zastukał w okno, a gdy ktoś je otworzył, powiedział, co się stało. Ludzie natychmiast udali się do Buchajów. W mieszkaniu zastali konającego Czesława Gajdę i nieprzytomną z przerażenia młodszą córkę gospodarzy. Ranny parobek trafił do szpitala w Białej Podlaskiej. Lekarze przez kilka godzin walczyli o jego życie, niestety nad ranem mężczyzna zmarł na skutek odniesionych obrażeń powstałych w wyniku ciosów zadanych obuchem siekiery. O morderstwie powiadomiono policję, która wszczęła poszukiwania Franciszka Buchaja. Mieszkańcy wsi widzieli go, jak uciekał do lasu. I tam kilka dni później został odnaleziony. Wisiał na gałęzi sosny. Okrutny zbrodniarz sam wymierzył sobie karę, popełniając samobójstwo.

magazyn lubelski (77) 2021

55


K natura

BEZPROBLEMOWA OMUNIKACJA

foto Jaclyn Adamowicz Reding, ann, Sqrab | tekst Magdalena Świątkowska

Znajomość wzajemnej komunikacji jest podstawą do uniknięcia wielu problemów W życiu codziennym komunikacja międzyludzka nie jest prosta, a co dopiero jeśli chcemy zrozumieć inny gatunek lub oczekujemy zrozumienia ze strony naszego zwierzęcia. Często błędnie interpretujemy mowę ciała psa czy kota, w następstwie czego rodzi się konflikt międzygatunkowy. Zwierzęta towarzyszące nie tylko wysyłają sygnały, ale też na nie odpowiadają. Obserwacja mowy obcego gatunku jest fascynująca i pełna zagadek, a dodatkowo nie w pełni jeszcze zbadana. Zdarza nam się, że wymagamy czegoś od naszego psa, kiedy nawet nie wysililiśmy się nauczenia go, o co nam chodzi, czego oczekujemy od niego, co mamy na myśli, wypowiadając dany komunikat. To tak, jakby ktoś nauczył nas jednego zdania po chińsku i oczekiwał zrozumienia całych wykładów w tym języku.

56

magazyn lubelski (77) 2021

Komunikowanie interpersonalne to podejmowana w określonym kontekście wymiana werbalnych, wokalnych i niewerbalnych sygnałów-symboli w celu osiągnięcia lepszego poziomu współdziałania lub pogłębienia więzi w grupie. Komunikację można podzielić najprościej na wewnątrzgatunkową i zewnątrzgatunkową. Liczne badania dowodzą, że zwierzęta takie jak szympansy, psy, delfiny, ptaki czy nawet owady są w stanie stworzyć mniej lub bardziej złożone formy własnego języka. W 1973 roku austriacki etolog Karl von Frisch otrzymał Nagrodę Nobla za szczegółowy opis sposobu komunikowania się pszczół. Odkrył, że niektóre osobniki wyspecjalizowały się w informowaniu innych o dokładnej lokalizacji pożywienia poprzez swój charakterystyczny taniec. Do zaistnienia procesu komunikacji niezależnie


od gatunku konieczne są cztery podstawowe ogniwa: nadawca, odbiorca, kanał sensoryczny oraz zbiór sygnałów, kontekstów, które tworzą dany kod. Na komunikację zwierząt towarzyszących nam nie możemy patrzeć przez pryzmat komunikacji ludzkiej, która w dużej mierze opiera się na sygnałach werbalnych. Psy potrafią się komunikować z ludźmi zarówno w sferze emocjonalnej i społecznej, jak i w sferze potrzeb i pragnień. W komunikacji pomiędzy psem a człowiekiem bardzo ważną rolę odgrywa kontakt wzrokowy. Dodatkowo na podstawie eksperymentu przeprowadzonego przez badaczy z University of Portsmouth w Wielkiej Brytanii pod kierownictwem Juliane Kaminski wykazano, że psy domowe używają mimiki w bezpośredniej odpowiedzi na ludzką uwagę. Mimika nie jest jedynie mimowolną manifestacją przez psa jego stanu emocjonalnego, a raczej aktywną próbą nawiązania komunikacji z człowiekiem. Okazało się, że psy nie tylko próbują się z nami komunikować, ale też rozumieją nasze zachowania i w pewnym stopniu nas oceniają. Do głównych funkcji komunikacji pomiędzy zwierzętami należy przekazywanie informacji, budowanie więzi czy unikanie konfliktów. Zwierzęta komunikują się za pomocą: zapachów (sygnały chemiczne), dźwięków (sygnały wokalne) oraz mowy ciała. Na co dzień możemy spotkać się z zaburzeniami komunikacji w wyniku modyfikacji morfologicznych i behawioralnych zwierząt towarzyszących (rasa, wielkość, sposób poruszania się) czy kopiowania ogona i uszu, fryzur i ubierania naszych pupili. Poszczególne rasy częściej używają niektórych sygnałów, bo lepiej to pasuje do ich wyglądu, np. pies z długą, gęstą sierścią na głowie najprawdopodobniej wybierze komunikację poprzez oblizanie się czy odwrócenie się tyłem do drugiego psa, a nie komuni-

kację wzrokową. Oczywiście będzie on w pełni rozumiał komunikację drugiego osobnika. Różnice międzygatunkowe sprawiają również, że komunikacja na kilku poziomach może być utrudniona. W przypadku komunikacji zapachowej, dźwiękowej i mowy ciała mogą pojawić się różnice, które będą przeszkodą w nawiązaniu relacji. Najbardziej przez nas dostrzegana komunikacja dźwiękowa, czyli w przypadku psa szczeknięcia czy warknięcia w różnych tonacjach i z różną częstotliwością, ukazujące różne stany emocjonalne psa, dla większości kotów jest tylko hałasem, który budzi niepokój i strach. W przypadku mowy ciała, a w niej pozycji posturalnych, ewidentną, powodującą najwięcej nieporozumień, jest pozycja, w której zwierzę kładzie się na grzbiecie. U psów jest to przede wszystkim submisja, czyli sygnał uległości. Kot w takiej pozycji, w kontakcie z innym osobnikiem, przygotowuje się do czynnej obrony – cztery łapy uzbrojone w pazury plus pysk w mgnieniu oka dosięgną psa, który źle odczyta taki komunikat. Obecnie coraz większy nacisk kładzie się na wzmocnienie komunikacji międzygatunkowej poprzez zabawę. Oprócz tego, że zabawa odgrywa bardzo dużą rolę w rozwoju fizycznym psa, wpływa także na rozwój zdolności poznawczych zwierzęcia. Jednak przede wszystkim wspólna zabawa opiekuna ze swoim czworonożnym podopiecznym jest cudownym sposobem na formowanie więzi społecznych i lepsze wzajemne zrozumienie. Wzmacniamy w ten sposób u psa poczucia bezpieczeństwa poprzez pokazanie, jaką frajdę sprawia mu człowiek – wszystko, co blisko człowieka, jest super. Dlatego tak często behawioryści zalecają rezygnację ze standardowego karmienia psa z miski, a wykorzystanie chociaż jednego posiłku do zabawy, np. szukanie smaczków w trawie blisko opiekuna czy tzw. ósemki dookoła nóg człowieka w podążaniu za smakołykiem. Oprócz tego, że zaspokoimy u psa potrzebę zaspokojenia głodu, to jeszcze, poprzez wspólną zabawę, potrzebę zaspokojenia

magazyn lubelski (77) 2021

57


więzi społecznych, a tym samym zakomunikujemy mu, że rozumiemy jego potrzeby i rozpoznajemy nastrój, w jakim jest. Budujemy wzajemne zaufanie i zacieśniamy więzi, tworząc wzajemną relację. W obcowaniu ze zwierzętami coraz częściej kładzie się nacisk na trening kooperacyjny, inaczej zwany medycznym. Trening ten jest oparty na pewnym dialogu między nami a psem. Oznacza to, że my możemy dać psu pewien sygnał, że zaczynamy jakąś czynność, a pies odpowiada nam, czy jest na to gotowy. A teraz przyjrzyjmy się w skrócie kilku sygnałom prezentowanym przez psy. Oczywiście pamiętajmy, że do analizy danego zachowania psa ważny jest cały kontekst sytuacji. Ziewanie, mrużenie oczu czy kładzenie uszu do tyłu – psy ziewają, gdy są zestresowane lub gdy są podekscytowane (na przykład, kiedy opiekun bierze smycz do ręki i szykuje się na spacer). Mrużenie oczu może występować, gdy pies jest senny albo spokojny, natomiast często jest również objawem stresu. Kulenie uszu może świadczyć nie tylko o tym, że pies czuje się niekomfortowo, ale i o tym, że się boi. Marszczenie kufy (często powiązane z pokazaniem zębów) – prośba o dystans. Warczenie – „Warczenie ma na celu zahamowanie agresji, a nie doprowadzenie do niej” (Nicole Wilde). Tak więc warknięcie również jest prośbą o zwiększenie dystansu. Zazwyczaj psy korzystają z niego, gdy inne, delikatniejsze sygnały nie przyniosły efektu. Oblizywanie nosa czy fafli i/lub podnoszenie łapki – kolejny sygnał, który może świadczyć o tym, że pies jest zestresowany. Odwracanie się psa – jednym z pierwszych komunikatów, jakie prezentują psy, które nie czują się dobrze w danej sytuacji, jest próba odejścia lub oddalenia się. Jeżeli nie mają możliwości zwiększenia dystansu, bo są np. w małym pomieszczeniu, na smyczy albo ktoś je

58

magazyn lubelski (77) 2021

przytrzymuje, to szybko mogą eskalować do prezentacji wyraźniejszych sygnałów. Często te psie sygnały pozostają niezauważone lub zlekceważone przez człowieka, w następstwie czego psie poczucie bezpieczeństwa maleje, a poziom stresu wzrasta. Dalej w kolejności może pojawić się frustracja i zachowania agresywne zakończone ulgą, gdy bodziec stresujący naszego psa się oddali. Ograniczenie przestrzeni na siłę przez obcą osobę może bardzo szybko wprowadzić psa w poczucie zagrożenia. Większość psów nie lubi być dotykana przez nieznane im osoby. Nasz pies może zinterpretować jako sygnał grożący, gdy obca osoba zbliża się na wprost do niego, obejmie go za szyję czy pokaże zęby w uśmiechu. Czas posiłku – dotykanie psa podczas jedzenia może być dla niego bardzo stresującą sytuacją. Zachowania, które mogą świadczyć o stresie, to między innymi: zesztywnienie, widoczne białko oka, przyśpieszenie jedzenia, zastygnięcie w bezruchu, warczenie, pokazywanie zębów. Psia komunikacja podczas „zabawy” – psy, które się nie znają, bardzo rzadko się bawią. Podczas pierwszego spotkania psy się testują, sprawdzają, który jest silniejszy, zwinniejszy, kto może na co sobie pozwolić. Jest to naturalna część komunikacji, natomiast takie poznawanie się zazwyczaj nie trwa długo. Psy po krótkim zapoznaniu często najchętniej by od siebie odeszły. Stojąc z innymi opiekunami, rozmawiając i nie zwracając uwagi na psy, zmuszamy je do przeciągniętego kontaktu, który może stać się niekomfortowy dla jednej lub obydwu stron.

Elementy psich zabaw: Gonitwa – role podczas prawdziwej zabawy powinny się zmieniać – raz goni jeden pies, raz drugi. Warto też co jakiś czas psy zatrzymać i zrobić im przerwę lub nawet zakończyć spotkanie. Zwracajmy


uwagę czy mają rozluźnione ciała i przewracają się dużo na plecy lub na bok, czy też cały czas są spięte i skaczą na siebie, odrywając przednie łapy od ziemi. Podczas takich spotkań często dochodzi do dręczycielstwa. Zabawa piłeczką – nie należy rzucać kilku psom jednej piłeczki lub patyka. Jest to najszybszy krok do konfliktu pomiędzy psami. Dodatkowo rzucanie piłeczki obciąża stawy, mięśnie i powięzi. Pamiętać należy, że wtedy organizm psa wydziela bardzo dużo kortyzolu, który utrzymuje się przez długi czas, na skutek czego pies może stać się bardziej reaktywny. Skok na opiekuna, chowanie się za nogi – pies ewidentnie prosi o odejście lub pomoc. Ukłon – najczęściej błędnie interpretowana pozycja jako zaproszenie do zabawy, a nie każdy ukłon nim jest, chociaż z pozoru wyglądają podobnie – kuper w górze, przednie łapy na ziemi najczęściej mniej lub bardziej rozstawione. W większości przypadków służy on jako sygnał demonstracyjny lub jako prośba o zwiększenie dystansu. Ważnym jest cała postawa – czy ciało psa jest napięte czy rozluźnione. Znajomość języka naszych czworonogów znacznie ułatwia życie z nimi i zmniejsza ryzyko pogryzień,

podrapań oraz innych nieprzyjemnych doświadczeń. Wzajemna komunikacja jest podstawą wspólnej egzystencji. Jeśli mamy jakieś wątpliwości w zakresie zachowań naszego zwierzęcia, najlepiej porozmawiać o tym z behawiorystą, który pomoże rozszyfrować język naszego pupila. Magdalena Świątkowska Behawiorysta Centre of Applied Pet Ethology (COAPE). Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Współpracuje z Wyższą Szkołą Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie oraz Centrum Rozwoju Personalnego we Wrocławiu w zakresie prowadzenia kursów i szkoleń z tematyki behawioru zwierząt towarzyszących. Ukończyła wiele kursów z zakresu behawiorystyki zwierząt towarzyszących. Była Gospodarzem i Sekretarzem na ringach podczas Euro Dog Show w Nadarzynie w 2018 roku oraz IV Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych w Lublinie w 2019 roku. Wspiera stowarzyszenia i fundacje oraz schroniska działające na rzecz zwierząt. Miłośniczka kolosów, a prywatnie właścicielka 5-letniej bokserki Tosi.

tel.+48 604 37 25 85 e-mail: magdalena.swiatkowska@strefapsa.pl http://facebook.com/StrefaPsaPL

magazyn lubelski (77) 2021

59


design

KO LO RY MAGII tekst Magdalena Krut | foto Aleksandra Kaliszan

Ola mieszka we Wrocławiu ale pochodzi z Aleksandrii. Poznałyśmy się dzięki Instagramowi. Sposób w jaki Ola mi się przedstawiła: „Aleksandra Kaliszan z Aleksandrii koło Kalisza” rozbawił mnie i uznałam go za żart, mimo, że żartem nie był, ale skojarzył mi się z „my name is Bond, James Bond”. Prawdę mówiąc Ola jest trochę takim wnętrzarskim Bondem. Wrażliwa i empatyczna specjalistka do zadań specjalnych, poszukiwaczka unikatowych mebli i dekoracji, miłośniczka zwierząt i podróżowania, malarka. Swoje mieszkanie w kamienicy na wrocławskim Nadodrzu urządziła sama, zgodnie z tym co podpowiadało jej serce. Patrząc na jej wnętrza od razu można zauważyć, że serce ma kolorowe, że nie boi się odważnych barw i eksperymentowania. Trafiłam na konto Aleksandry dzięki przepięknemu, landrynkowemu żyrandolowi, który wisi w jej salonie. Skrolowałam Insta, gdy nagle moim oczom ukazało się to kolorowe cudo. Oho, to jest czadowe, wchodzę! Weszłam i zostałam. Żyrandol zaprowadził mnie do miejsca, w którym śmiało mogłabym zamieszkać. Wnętrza Oli są kolorowe, przytulne i mówią „zapraszamy!”. To taka trochę bajkowa kraina, w której oprócz właścicielki mieszka Lusia, adopcyjna kotka Oli, która dzielnie znosi pomysły swojej pani, a tych Oli nie brakuje. Nie brakuje jej również konsekwencji w urządzaniu swoich czterech kątów. Każdy element dekoracji jest starannie przemyślany i dobrany. Ola nie jest zwolenniczką pochopnego podejmowania decyzji. Jeżeli chce kupić np. nową lam-

60

magazyn lubelski (77) 2021

pę to długo będzie rozważała czy ta, którą wybrała jest tą jedyną. Dzięki takiemu podejściu mieszkanie Aleksandry nie tonie w stercie niepotrzebnych mebli i dekoracji. Jest lekkie, świeże i zawsze napawa mnie radością. Ola chętnie odwiedza sklepy z rzeczami vintage i korzysta z dobrodziejstw portali internetowych, na których znajduje prawdziwe perełki designu. W swojej kolekcji ma stare komody, stoliki i krzesła. Absolutnie zazdroszczę jej „barankowego” podnóżka, który Aleksandra upolowała na wrocławskim targu staroci. Zaprojektowany dla IKEA przez duńskiego projektanta Nicholaia Wiig Hansena to rarytas bo nie był dostępny w Polsce. Przynajmniej moje własne śledztwo tego nie wykazało, ale wiadomo nie jestem agentem z CSI kryminalne zagadki Lublina, więc mogę się mylić. Ola natomiast nie pomyliła się kiedy wybierała tapetę do swojej sypialni. Przecudnej urody ptaki siedzące na kwiatach to widok, który Ola widzi zaraz po przebudzeniu. Patrząc na ten wzór można się domyślić, że Ola jest romantyczką. W sumie pewnie sama bym nią była gdybym spała w takim entourage. Ola uwielbia kolorowe wnętrza, nie boi się odważnych barw. W jej mieszkaniu dominują odcienie niebieskiego, różu i żółtego, które przełamywane są pomarańczowym, czerwonym i różnymi nutami zieleni. Bardzo umiejętnie potrafi zestawić ze sobą wszystkie odcienie tęczy, nie robiąc przy tym wnętrzarskiego chaosu. Robi natomiast, co poniedziałek na Instagramie, małe zamieszanie. Sprytnie połączy-


ła miłość do wnętrz i zwierząt i zorganizowała super akcję, która stała się jej znakiem rozpoznawczym. Stworzyła hasztag „zwierzakiwewnetrzach”, za pomocą którego właściciele oznaczają kadry, na których uwiecznili swoich pupili na tle pięknych wnętrz. Ola posyła te kadry dalej w świat, udostępniając je na swoim profilu. Dzięki tej akcji odkryłam wiele wspaniałych profili nie tylko wnętrzarskich, poznałam pięknych ludzi, no i oczywiście zakochałam się w masie cudownych, słodkich jak miód, zwierzaków, których widok daje ukojenie i radość. Tak się rozmarzyłam nad zwierzakową akcją, że zapomniałabym o Oli malarskim talencie. I nie mam tu na myśli talentu do malowania pokojowego, chociaż i z tym Ola sobie świetnie radzi. Ja mówię o prawdziwej sztuce, bo Ola maluje obrazy, prawdziwe obrazy. Mimo, że na sztuce się nie znam, malować też nie potrafię, bo malując np. psa wychodzi mi coś pomiędzy szczurem, koniem a bakłażanem, to jednak umiem amatorskim okiem ocenić czy coś jest dobre. Oli obrazy są ładne, kolorowe, namalowane z sercem, są takie jak Ona i jej sweet home. Jak macie niedosyt to lećcie na insta do @ola_sweethome zobaczyć tę magię na własne oczy.

magazyn lubelski (77) 2021

61


moda

SEZON NA

L E N tekst i foto Olga Bronisz

62

magazyn lubelski (77) 2021

Słońce, wysokie temperatury, wakacyjna aura – nie ma lepszej pory na len niż okres od maja do września. Nawet jeśli nie wybieramy się na urlop, nasze ciało domaga się innego, lepszego traktowania. Lniana tkanina jest idealna na ten czas. Dlaczego? Po pierwsze, z powodu swoich chłodzących właściwości. Wyprany, wysuszony na świeżym powietrzu i wyprasowany materiał wchłania nadmiar wody wydzielany przez nasz organizm. Po drugie, len – w przeciwieństwie do syntetycznych tkanin – ma bardzo dobrą przepuszczalność, przez luźniejszy splot nitek. Dzięki temu nasza skóra oddycha, a my mamy większy komfort, gdziekolwiek się znajdujemy. Odpowiednio dobrana garderoba z lnu znakomicie sprawdza się w różnych okolicznościach. Ma swoje zasłużone miejsce również w biznesowym dress codzie. W zależności od stylizacji, lniane ubrania można nosić od rana do wieczora i dotyczy to zarówno damskiej, jak i męskiej garderoby. W jednym i w drugim przypadku lniane koszule, marynarki oraz spodnie i spódnice lub sukienki podkreślą elegancki, acz nieco bardziej swobodny styl. Kobieta w lnianej, jednolitej kolorystycznie szmizjerce, sandałach i delikatnej biżuterii czy mężczyzna w granatowych spodniach, niebieskiej marynarce i białej koszuli to wyjątkowo przyjemny widok – przy czym kolorystyka jest absolutnie dowolna. Jedni wola écru, inni czystą biel, jeszcze inni tak popularne w tym sezonie intensywne barwy – róż, żywą wiosenna zieleń, lazur, pomarańcz czy czerwień. Łączenie kilku mocno kontrastowych kolorów lub wzorów – jak najbardziej, choć na okazje bardziej towarzyskie, a zdecydowanie mniej oficjalne. Jeśli chodzi o stroje biznesowe, oprócz bieli, granatów czy czerwieni dobrze sprawdza się w letnim anturażu kolor piaskowy połączony ze złotem i podbity ponadczasową bielą. Absolutnym must have tegorocznych stylizacji jest lniany garnitur, a najlepiej dwa, na przykład biały i szary, co daje nam możliwość stworzenia zamiast dwóch – kilku stylizacji. Na plażę czy na wycieczkę – szorty i luźne koszule. Albo duże koszule noszone jako sukienki – schłodzą i jeszcze ochronią nasze ramiona przed zbyt intensywną opalenizną. Dodatkowo kombinezony, szerokie spodnie i ciągle modne sukienki z bufiastymi rękawami. I koniecznie dodatki, a zwłaszcza lniane kapelusze – nie dość, że ładne, to jeszcze zapewniają komfort również naszym włosom. Szale – idealne na wieczór lub chroniące przed słońcem. Chusty – na głowę, ramiona, jako spódnice lub pareo. I na koniec – pościel! W upalną noc nie ma nic lepszego od spania w lnianej pościeli. Bo żeby dobrze w lnach wyglądać, przede wszystkim należy się dobrze wyspać!


kuchnia

Degustacyjna opowieść

kucharza… tekst Sylwia Stachyra - Top Chef

64

magazyn lubelski (77) 2021

foto Brick Media


Gdy zacznę mówić o jedzeniu, mogę bez końca opowiadać o smakach, szczegółach przyrządzania, wplatać anegdoty w podawane moim gościom dania, zachęcać do spróbowania tego, czego sami by nie wybrali. Tak właśnie wygląda spotkanie z kucharzem w restauracji. Jednak mało kto o tym wie, rzadko się o tym wspomina. Dlaczego? Statystyczny mieszkaniec dużego miasta, którego populacja przekracza 300 tysięcy, żyje w biegu. Spieszymy się, by zdążyć do pracy, na spotkanie, odebrać dziecko ze szkoły, zawieźć na zajęcia dodatkowe i... za chwilę jest już wieczór. Lodówka na pewno nie jest pusta, bo zakupy zostały zrobione na początku tygodnia. Jednak my padamy z nóg. Wówczas zaczyna się – wyjmujemy telefon i w internecie lub w ulubionej aplikacji wyszukujemy coś na kolację. Jeszcze bardziej stresująca jest myśl, że dzieci, już głodne, potem mogą nie zechcieć zjeść tego, co chcemy zamówić, więc posiłkujemy się kolejnymi miejscami, które obiecują, że w niepełną godzinę przywiozą jeszcze ciepłe jedzenie pod same drzwi. Sprawa jest prosta – płacimy, jemy, przy tym nie trzeba za dużo sprzątać. Dzieci wracają do swoich obowiązków, a my możemy spokojnie zająć się kolejnymi sprawami lub zrelaksować, oglądając ulubiony serial. Gdzie w tym wszystkim jednak czas np. na siłownię, którą sobie obiecywaliśmy, spacer, a tym bardziej naprawdę dobre jedzenie? Sytuacja zmienia się, gdy nadchodzi upragniony weekend, czas dla rodziny i przyjaciół. Czas na zabawę. Wówczas gotujemy coś z rodzinnego menu lub robimy grilla, sami idziemy w gości, obiecując sobie, że od poniedziałku na naszym talerzu będą już wyłącznie sałatki. Jeśli jest okazja, np. urodziny kolegi, kupujemy butelkę jego ulubionego trunku, nie będziemy oszczędzać. Możemy też poczytać książkę – jeszcze ciepłą, dopiero co odebraną z paczkomatu. Trzeba też koniecznie znaleźć czas na koncert, ma u nas zagrać nasz ulubiony artysta i już za miesiąc na żywo usłyszymy te wszystkie utwory, które do tej pory przesłuchiwaliśmy na nowym błękitnym winylu, bo przecież wspieramy artystów. A jest jeszcze kino, teatr czy wernisaż wystawy, bo to przecież bliskość sztuki daje nam poczucie wolności. Zgłodnieliśmy od tego planowania – więc może burger z sieciówki, ten, co zawsze, bo smak będzie taki sam. Mmm… wystrzał endorfin, o to chodziło, więc teraz, zadowoleni, spokojni, możemy dalej czytać, słuchać ulubionej muzyki. A co gdybym powiedziała, że gotowanie i jedzenie to również sztuka? Że kucharz to artysta, który

wraz ze swoim zespołem tworzy dania, wymagające wielu dni przygotowań, od koncepcji po gotowe dzieło na talerzu? Latami uczył się wielu technik u różnych kucharzy, by zapewnić gościom najlepsze dania. Przychodząc do restauracji, udajemy się do miejsca, gdzie wiele osób pracuje nad tym, byśmy mogli spędzić nasz wolny czas w wyjątkowy sposób, wynieśli z niego niezapomniane wrażenia, nie tylko smakowe, ale i estetyczne. Ktoś kilka godzin wcześniej chodził po lesie, aby zebrać świeże zioła, którymi udekorowany jest talerz. Talerz, który wykonała własnoręcznie pani Ania, poświęcając wiele czasu, by był oryginalny i podane na nim danie nie tylko smakowało, ale również wyglądało. Ser, który jest na tym talerzu, dojrzewał pięć tygodni i zużyto na niego całe cztery litry koziego mleka, a potem pan Waldek, który tak o niego dbał, pokonał 50 km, by go bezpośrednio dostarczyć. Chleb podany na początku kolacji był produkowany przez trzy dni przez trzy osoby, które sprawnie musiały się komunikować, aby na końcu był tak pyszny, że godny zapamiętania na bardzo długo. Osoby, przygotowujące dania, pracują w kuchni, w której jest 40 C, bo zależy im, aby finalnie były najlepsze, jak to tylko jest możliwe. Wina podane do kolacji to wina nietypowe. Zanim znalazły się w karcie, grupa wybitnych sommelierów i importerów siedziała przy jednym stole i starannie je dobierała, próbując jedzenia, by potem gość restauracji czerpał jak najwięcej przyjemności z odpowiedniej kompozycji smaków. Przygotowane jedzenie już po dwóch dniach traci swoje walory smakowe, a po trzech dniach psuje się. Co wówczas? Co, gdy nasz wybór po raz kolejny pada na burgera czy pizzę z sieciówki? Bo tu mają lepsze promocje. Poza tym tam na pewno trzeba czekać... No cóż, potem to jedzenie z bólem serca musi być wyrzucone, bo dobry kucharz i restaurator czują się jak lekarze, nie podadzą niczego, co nie jest zgodne z ich etyką. Ty natomiast przypomnij sobie te zakupy zrobione na początku tygodnia z myślą o zdrowym gotowaniu i zaoszczędzeniu czasu i pieniędzy. Skoro potrafimy doceniać sztukę ad litteram, może warto spojrzeć inaczej na jedzenie, ponieważ w końcu jesteśmy tym, co jemy. Jedzenie zbliża, daje zapomnienie i nadaje sens. Podczas naszej kolacji, przy stoliku obok, ktoś się zaręcza. Przy wspólnym stole świętujemy wesela, chrzciny, komunie, urodziny. Łączymy biesiadę z muzyką. Celebrujmy też zwykłe dni. Szanujmy sztukę także na talerzu… I cieszmy się nią, pamiętając, że to wielki przywilej móc dobrze zjeść.

magazyn lubelski (77) 2021

65


winna końcówka

tekst Łukasz Kubiak | foto Krisztina Papp/ Unsplash

POWROTY W małżeńskich terapiach (podobno, bo jeszcze nie przechodziłem i daj Boże nie będę musiał) wraca się do początku związku, szuka się źródła, tak by znów z niego zaczerpnąć i odnowić miłość. Mówiąc zupełnie szczerze, psychoterapeuci nie odkrywają tu Ameryki, już Jan Apostoł w Apokalipsie pisał: Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij! (Ap 2,5). Co prawda Jan pisze tu o chrześcijańskim nawróceniu, dość łatwo można to jednak aplikować. I teraz – tadam – także do wina. Ostatecznie św. Jan jest patronem winiarzy. Nie zapomnę tego początku w Marche, w środkowych Włoszech, dokąd udaliśmy się razem z bratem mocno rozklekotanym Peugeotem boxerem. Wybór padł właśnie na ten mało znany region, bo Piemonty i Toskanie mieli już wszyscy, a Marche to była prawdziwa terra incognita, w dodatku, jak zaręczali nieliczni świadkowie, płynąca świetnym niedrogim winem. Idealnie, by zacząć z nim w Polsce. Po dwudniowej telepce, z duszą na ramieniu, bo nasz pojazd wydawał się mieć jednak znacznie większy przebieg niż zapewniali sprzedający, znaleźliśmy się na kempingu w Numanie – na hotel nie było nas stać. Obudziło mnie mocne, gorące, prawdziwe włoskie słońce i pierwsza myśl, jaka mi zaświtała, była dość prosta – co ja tu robię. Gwoli prawdy, między “tu” i “robię” było jeszcze jedno słowo, którego nie wypada przytoczyć, choć mam dziwne wrażenie, że jakoś wszyscy wiemy, jakie ono było. Klamka jednak zapadła – po przejechaniu 2000 kilometrów i zainwestowaniu swoich i cudzych zaskórniaków, trudno się było wycofać. Numana kusiła adriatyckim lazurem, my musieliśmy przebrać się i pojechać na pierwszą degustację u Garofoli, jednego z czołowych lokalnych producentów. Ułożyliśmy sobie nawet zgrabną odpowiedź na grzecznościowe pytanie, gdzie się zatrzymaliśmy. Uroczy przytulny francuski hotelik – ostatecznie Peugeot to Francuz. Ten kilkudniowy wyjazd obfitował w degustacje,

66

magazyn lubelski (77) 2021

podczas których udawaliśmy, że jesteśmy poważnymi importerami, a winiarze udawali, że w to wierzą. Właściwe od samego początku wiedzieliśmy jednak, że cel wyprawy nie okazał się mirażem, ale prawdziwą ziemią obiecaną. Mnóstwo charakternego, złożonego, niesztampowego wina, w bardzo dobrych cenach. Z każdym kieliszkiem od “co ja tu robię” przechodziłem w kierunku “może jednak, może warto”. Jednym z naszych największych odkryć było Verdicchio – lokalny szczep dający świeże, często mineralne, a zarazem dość strukturalne, oleiste biele, obfitujące w nuty grejpfruta, dojrzałego jabłka, kwiatów i migdałów. Genialne do wszędobylskich ryb i owoców morza, ale doskonale grające solo, bez obficie zastawionego stołu. Verdicchio mające wiele twarzy – zwłaszcza wtedy, gdy dotknięte jest beczką albo pochodzi z późnego zbioru – idzie wtedy w nuty miodu i dojrzałej pomarańczy. Przypomniałem sobie to moje pierwsze spotkanie z Verdicchio całkiem niedawno, sprowadzając do Polski wina od wschodzącej gwiazdy Marche – Leo Feliciego. Gambero Rosso, jeden z najważniejszych winiarskich przewodników w Italii, uznał go w 2020 za winiarza roku. Wygląda na to, że za ten tytuł nie zapłacił, jego biele to prawdziwa stratosfera Verdicchio – wszystko, co da się z tego szczepu wycisnąć. Długo czekałem na jego wina – Leo nie jest najprostszy w negocjacjach, zaczęliśmy rozmawiać ponad rok temu, w końcu udało się ułożyć relacje. Być może pomogła chińska zaraza, być może moja nieustępliwość. Gdy tylko paleta zajechała do magazynu, dość niecierpliwie i nieprofesjonalnie (wino powinno odpocząć po transporcie) otworzyłem butelkę. Z pierwszym niuchem i z pierwszym łykiem, bezbłędnie, w lot, przebyłem dzielący nas szmat drogi i znalazłem się w małym francuskim hoteliku. Piętnaście lat młodszy. Jednak było warto.


Y KURSY ZAWODOWE Z UPRAWNIENIAMI KOSMETYCZKA FRYZJER FLORYSTA HYDRAULIK KOMINIARZ KUCHARZ

CUKIERNIK PIEKARZ LAKIERNIK BLACHARZ MECHANIK I WIELE INNYCH IZBA RZEMIOSŁA I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI W L U B L I N I E ul . R y n e k 2 TEL. 81 532 80 11 WWW.IZBA.LUBLIN.PL


Nie możesz tego przegapić!

KRASNYSTAW

20-21-22 SIERPNIA 2021 R.

.

Odwiedź nas na:

C H M I E L A K I . PL

Burmistrz Krasnegostawu zaprasza na

50. Ogólnopolskie Świeto , Chmielarzy i Piwowarów „Chmielaki Krasnostawskie 2021”

KONSUMENCKI KONKURS PIW

WYCIECZKA Z PIANKA,

WYBORY MISS CHMIELAKÓW

Imprezy towarzyszące:

LADY PANK

PÓŁMARATON CHMIELAKOWY

Wystąpią gwiazdy takie jak:

MAŁGORZATA OSTROWSKA VIKI GABOR

KIERMASZ TWÓRCZOSCI LUDOWEJ

CHMIELAKOWY ZLOT WETERANÓW SZOS

KRASNOSTAWSKI PIKNIK PARALOTNIOWY „CHMIELOTY”

SŁAWOMIR

CHMIELAKOWY MARATON ROWEROWY MTB

CLEO

JACK MOORE FT. GARY MOORE TRIBUTE BAND

CHMIELAKOWY TURNIEJ TANCA TOWARZYSKIEGO

SESJA CHMIELARSKA

BARTEK KRÓLIK

68

Profile for LAJF Magazyn Lubelski

LAJF Magazyn Lubelski #77  

Advertisement
Advertisement
Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded