Page 1

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

PE£NE E-WYDANIE KURIERA W INTERNECIE: WWW.KURIERPLUS.COM

ER KURI

í í í í í

P L U S

P O L I S H NUMER 1227 (1527)

W E E K L Y

ROK ZA£O¯ENIA 1987

Sztuka w Instytucie – str. 3 Marzec 1968 - geneza, czêœæ 1 – str. 6 Ponad 5 milionów rekompensaty – str. 7 Nie ma piêkniejszej muzyki... – str. 13 Tropem wilczym... – str. 19

M A G A Z I N E

TYGODNIK

10 MARCA 2018

Tomasz Bagnowski

Kim chce rozmawiaæ Wys³annicy Korei Po³udniowej po rozmowach z dyktatorem Korei Pó³nocnej przywieŸli zaskakuj¹ce dla ca³ego œwiata oœwiadczenie. Kim Dzong Un wyrazi³ gotowoœæ rozpoczêcia rozmów o denuklearyzacji swojego kraju. W oœwiadczeniu oprócz obietnicy pozbycia siê broni nuklearnej czytamy równie¿, ¿e Korea Pó³nocna gotowa jest wstrzymaæ wszelkie próby atomowe na czas rozmów ze Stanami Zjednoczonymi. Kim Dzong Un wyrazi³ gotowoœæ szczerego dialogu i normalizacji stosunków z USA. Broñ nuklearna nie bêdzie Korei Pó³nocnej potrzebna jeœli „wyeliminowane zostanie” militarne zagro¿enie wobec tego kraju i jeœli otrzyma on od USA gwarancje bezpieczeñstwa – stwierdza oœwiadczenie. Oprócz tego przedstawiciele obu Korei uzgodnili, ¿e w niedalekiej przysz³oœci odbêdzie siê spotkanie przywódców obu pañstw poœwiêcone sporom dotycz¹cym przebiegu wspólnej granicy, uruchomione zostanie równie¿ sta³e po³¹czenie telefoniczne bezpoœrednio ³¹cz¹ce obu liderów.

Zaskakuj¹ce oœwiadczenie zrobi³o wra¿enie nawet na prezydencie Trumpie, który dot¹d powtarza³, ¿e rozmowy z Kim Dzong Unem nie maj¹ sensu i grozi³ zmiecieniem Korei Pó³nocnej z powierzchni ziemi. „Po raz pierwszy od wielu lat, pojawi³a siê powa¿na propozycja. Œwiat patrzy i czeka. Byæ mo¿e nadzieje siê nie spe³ni¹, ale tak czy inaczej USA s¹ gotowe na mocny ruch w ka¿d¹ ze stron” – napisa³ na Twitterze prezydent. Wed³ug wys³anników Korei Po³udniowej, którzy bezpoœrednio rozmawiali z Kim Dzong Unem, okaza³ siê on wyj¹tkowo otwarty na dialog. Nie robi³ problemu nawet z æwiczeñ wojskowych, które USA i Korea Po³udniowa maj¹ w kwietniu przeprowadziæ w regionie. „Kim powiedzia³, ¿e rozumie powody, í8

W œrodê w Nowym Jorku powia³o prawdziw¹ zim¹.

Pomniki – drogowskazy dla przysz³ych pokoleñ Rozmowa z mistrzem rzeŸby Andrzejem Pityñskim synem ¯o³nierzy Wyklêtych – porucznika Aleksandra Pityñskiego „Kuli” i podporucznik Stefanii Pityñskiej „Pere³ki”. – Kilka miesiêcy temu zosta³ pan uhonorowany najstarszym i najwy¿szym odznaczeniem pañstwowym Rzeczypospolitej Polskiej – Orderem Or³a Bia³ego. Jakie znaczenie ma dla pana to wyró¿nienie? Jest to w pewnym sensie „spe³nienie siê”. Jestem wdziêczny prezydentowi Andrzejowi Dudzie za to zaszczytne odznaczenie, które wrêczy³ mi w imieniu Polski i narodu polskiego, któremu moja twórczoœæ jest bliska. To mobilizuje i zobowi¹zuje. Jestem dumny, ¿e urodzi³em siê Polakiem.

Andrzej Pityñski – Moje pomniki w Ameryce krzycz¹ na ca³y œwiat prawdê o zak³amanej historii polskiego narodu. u

– Order ten otrzyma³ pan – jak podkreœli³ prezydent Duda – nie tylko za wybitne osi¹gniêcia artystyczne, ale tak¿e za zas³ugi w upowszechnianiu i popularyzowaniu historii polskiego czynu niepodleg³oœciowego. Pañska twórczoœæ to szereg pomników upamiêtniaj¹cych polsk¹ drogê do wolnoœci. Sk¹d taka misja? Czy czuje siê pan kontynuatorem drogi obranej przez pañskich rodziców, swoistym ¯o³nierzem Niez³omnym w czasie pokoju? „Walka o wolnoœæ gdy siê raz zaczyna, z krwi¹ ojca przechodzi dziedzictwem na syna” – pisa³ poeta. To los zadecydo-

wa³ kim dzisiaj jestem, to moje przeznaczenie i moja misja. Misja rzeŸbiarza, który swoj¹ sztuk¹ kontynuuje walkê o Polskê woln¹ i niepodleg³¹. Jej efektem s¹ moje pomniki w Ameryce, które krzycz¹ na ca³y œwiat prawdê o zak³amanej historii polskiego narodu. Narodu dumnego, walecznego i katolickiego, narodu dla którego has³o: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, by³o, jest i bêdzie kompasem ¿ycia. – 1 marca po raz ósmy obchodziliœmy Dzieñ Pamiêci ¯o³nierzy Wyklêtych, a skoro nawi¹zaliœmy do pañskich rodziców to prosi³bym, ¿eby pan przybli¿y³ ich sylwetki a tak¿e innych cz³onków pana rodziny zaanga¿owanych w walkê o niepodleg³oœæ. To prawda, od kilku lat dziêki œp. Lechowi Kaczyñskiemu, prezydentowi RP, 1 marca œwiêtujemy dzieñ ¯o³nierzy Wyklêtych. W tej intencji ufundowa³em doroczn¹ nagrodê im. Micha³a Krupy „Wierzby”, „Pu³kownika”, ostatniego partyzanta oddzia³u „Wo³yniaka” NZW, który 11 lutego 1959 r. zosta³ schwytany w ob³awie w Kulnie. Nagroda ta (500 dol.) jest przyznawana w dziedzinie literatury i sztuki przez redakcjê krakowskiego kwartalnika „Wyklêci”. í 16


2

KURIER PLUS 10 MARCA 2018

Radio RAMPA na fali 620 AM

Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w ka¿d¹ sobotê od godz.15:00 do 21:00. Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii

na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www. RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie. m

www.kurierplus.com


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

www.kurierplus.com

3

Sztuka w Instytucie

O portretach w Galerii Instytutu opowiada³a dzieciom Jolanta Szczepkowska. u

Janusz Skowron objaœnia jak powstaje portret. u

Warsztaty artystyczne w Instytucie Józefa Pi³sudskiego w Ameryce ciesz¹ siê od lat du¿ym powodzeniem i zawsze gromadz¹ liczn¹ grupê dzieci i m³odzie¿y. Wpisana w misjê Instytutu edukacja m³odych, to nie tylko ciekawe lekcje historii, projekcje filmów czy prezentacje sylwetek s³awnych Polaków, ale równie¿ kultywowanie zwyczajów wpisanych w nasz¹ polsk¹ tradycjê. Zajêcia plastyczne s¹ ró¿norodne. Uczestnicy wykonuj¹ m.in. kartki œwi¹teczne, kolorowe pisanki, ozdoby choinkowe, a tak¿e ucz¹ siê sztuki rysowania. Okazuje siê, ¿e w przestronnej galerii Instytutu, w otoczeniu piêknych obrazów polskich artystów, dzia³alnoœæ plastyczn¹ mo¿na doskonale po³¹czyæ z edukacj¹ historyczn¹. Tak by³o 23 lutego na warsztatach artystycznych „Sztuka w Instytucie”, których przedmiotem by³a nauka rysowania portretu w oparciu o prace Zdzis³awa Czermañskiego, które wyeksponowane s¹ w jednej z sal. Niegdyœ bardzo popularny rysownik, legionista, który portretowa³ Pi³sudskiego

w ró¿nych okresach jego ¿ycia, a swoj¹ kresk¹ podbi³ wszystkie znacz¹ce czasopisma na œwiecie, podczas II wojny œwiatowej, po ucieczce z Warszawy przez Wilno, Skandynawiê, Francjê, Portugaliê i Brazyliê, znalaz³ siê w 1941 roku w Nowym Jorku. Jego rysunki w Ameryce drukowano w wielomilionowych nak³adach, kupowali je ministrowie rz¹du Stanów Zjednoczonych, a nowojorska prasa okrzyknê³a go najwiêkszym karykaturzyst¹ naszych czasów. M³odzie¿ uczestnicz¹ca w pi¹tkowych warsztatach z zainteresowaniem wys³ucha³a opowieœci Jolanty Szczepkowskiej o tym niezwyk³ym artyœcie, a uwa¿ne przyjrzenie siê licznym portretom s³awnych osobistoœci, jego autorstwa, które zdobi¹ œciany Instytutu, by³o doskona³ym wstêpem do praktycznej nauki rysunku, któr¹ poprowadzi³ Janusz Skowron, znany polonijny malarz, rysownik, organizator wielu wystaw. Pod jego okiem powstawa³y portrety marsza³ka Józefa Pi³sudskiego, które m³odzi wykonywali z wielkim przejêciem, stosuj¹c siê do szczegó³owych wskazówek pana Skowrona. Zaczynaj¹c od szkicowania w³osów, krzaczastych brwi marsza³ka, poprzez sugestywnoœæ jego spojrzenia, kszta³t sumiastego w¹sa, do uzyskania œwiat³ocieni; z ka¿d¹ kresk¹ wizerunki nabiera³y wyrazistoœci i indywidualnego charakteru. Powsta³y piêkne prace, które oprawione na miejscu przez m³odych „artystów” w eleganckie ramki, „pozowa³y” razem z ich twórcami do zbiorowej pami¹tkowej fotografii.

Polonijna kandydatka na prezydenta stolicy Do walki o prezydenturê Warszawy postanowi³ w³¹czyæ siê tak¿e Œwiatowy Kongres Polaków, którego kandydatk¹ jest wyk³adowczyni w Katedrze Prawa Cywilnego na Uczelni £azarskiego oraz w niemieckich szko³ach wy¿szych doktor Krystyna Krzekotowska – poinformowa³a PAP. – Warszawa potrzebuje kandydata, który zamiast skupiæ siê na interesach partyjnych, bêdzie dba³ o interesy mieszkañców. Jestem zdeterminowana, aby staæ po stronie mieszkañców Warszawy. Wybór miêdzy PiS a opozycj¹ jest wyborem miêdzy mniejszym a wiêkszym z³em. Zmiana wymaga niestrudzonej pracy uzdolnionych, wra¿liwych i wolnych od urzêdniczej znieczulicy fachowców. To w³aœnie chcemy zapewniæ warszawiakom. Chcemy dzia³aj¹cej komunikacji, dostêpu do lekarzy i terenów zielonych, uwzglêdnienia potrzeb osób starszych i niepe³nosprawnych oraz przywrócenia

gminom ich dawnych uprawnieñ – powiedzia³a PAP kandydatka, która jako priorytety swojej kampanii wymieni³a walkê ze smogiem, przyjazne urzêdy oraz ochronê mieszkañców stolicy przed bezprawnym pozbawianiem ich w³asnoœci lub statusu lokatora komunalnego. Dr Krystyna Krzekotowska by³a stypendystka DAAD oraz Instytutu Maxa Plancka w Monachium. „W latach 1998-2001 by³a Radc¹ Ambasady Polskiej w Berlinie. Ekspertka parlamentarna w pracach nad reform¹ prawa mieszkaniowego. Wieloletni adiunkt i kierownik Zak³adu Prawa Cywilnego w Instytucie Badania Prawa S¹dowego Ministerstwa Sprawiedliwoœci. Ekspertka Urzêdu Polityki Mieszkaniowej Warszawy oraz wiceprzewodnicz¹ca Komisji Dialogu Spo³ecznego m. st. Warszawy. Autorka ksi¹¿ek i publikacji w dziedzinie prawa mieszkaniowego i spó³dzielczego” – przedstawi³a jej sylwetkê PAP. Jerzy Bukowski

Greenpoint Properties Inc. Real Estate Diane Danuta Wolska, broker Victor Wolski, associate broker

J. Szczepkowska

Polonijna Szko³a Podstawowa

Specjaliœci od sprzeda¿y nieruchomoœci Greenpoint, Williamsburg i okolice.

SZUKAMY DOMÓW NA SPRZEDA¯ POLONIJKA – POLONIJNA SZKO£A PODSTAWOWA TO: szko³a on-line dla polskich dzieci w wieku 5-15 lat mieszkaj¹cych poza granicami kraju. Nauka w Polonijce to namiastka Polski w Twoim domu. To wygodne i elastyczne rozwi¹zanie, które w przyjemny i ³atwy sposób pozwala Twojemu dziecku rozwijaæ znajomoœæ jêzyka polskiego oraz pog³êbiaæ wiedzê na temat ojczystego kraju. Polonijka jest pomostem, który ³¹czy pokolenia i zacieœnia rodzinne wiêzy. Aby uzyskaæ wiêcej informacji kliknij na banner na stronie www.kurierplus.com NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

sta³a wspó³praca

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Andrzej Józef D¹browski, Agata Galanis, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Katarzyna Zió³kowska

sk³ad komputerowy

korespondenci z Polski

KURIER P L U S

P O L I S H

W E E K L Y

M A G A Z I N E

redaktor naczelny Marek Rygielski

Jan Ró¿y³³o

* Diamond St - 2- rodzinny, ³adny ogród, bez lokatorów: $1,650.000 - sprzedany cell. 917-608-5344 WYCENA DOMÓW I MIESZKAÑ WYNAJMUJEMY MIESZKANIA NOTARIUSZ

* 6 rodzinny, murowany: $2,350.000 - sprzedany * 119 India Street - 2-rodzinny: $1,675.00 - sprzedany

933 Manhattan Ave. (pom. Kent St. & Java St. www.greenpointproperties.com tel. 718-609-1485 fotografia

Kurier Plus, Inc. Adres: 145 Java Street

wydawcy

Tel: (718) 389-3018 (718) 389-0134 Fax: (718) 389-3140 E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Zosia ¯eleska-Bobrowski John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Brooklyn, NY 11222

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

4

www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Prawdziwy obraz Boga i cz³owieka Jezus powiedzia³ do Nikodema: „Jak Moj¿esz wywy¿szy³ wê¿a na pustyni, KS. RYSZARD KOPER tak potrzeba, by wyWWW.RYSZARDKOPER.COM.PL wy¿szono Syna Cz³owieczego, aby ka¿dy, kto w Niego wierzy, mia³ ¿ycie wieczne. Tak bowiem Bóg umi³owa³ œwiat, ¿e Syna swego Jednorodzonego da³, aby ka¿dy, kto w Niego wierzy, nie zgin¹³, ale mia³ ¿ycie wieczne. Albowiem Bóg nie pos³a³ swego Syna na œwiat po to, aby œwiat potêpi³, ale po to, by œwiat zosta³ przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potêpieniu; a kto nie wierzy, ju¿ zosta³ potêpion, bo nie uwierzy³ w imiê Jednorodzonego Syna Bo¿ego. A s¹d polega na tym, ¿e œwiat³o przysz³o na œwiat, lecz ludzie bardziej umi³owali ciemnoœæ ani¿eli œwiat³o: bo z³e by³y ich uczynki. (J 3,14-19)

Maria uwa¿a³a, ¿e Bóg posk¹pi³ jej

urody. Kiedy przegl¹da³a magazyny mody, to czu³a siê jak osoba z innego, obcego œwiata. Unika³a lustra, bo nie mog³a patrzeæ na swoj¹ twarz pokryt¹ tr¹dzikowymi bliznami, na krzywy nos. Niski wzrost, nadmierna chudoœæ tak¿e wpêdza³y j¹ w kompleksy. Najbardziej mêczy³o j¹ przekonanie, ¿e ¿aden mê¿czyzna nie jest w stanie jej pokochaæ. Jednak powoli coœ zaczê³o siê zmieniaæ, gdy spotka³a Mariana, który lubi³ z ni¹ przebywaæ, rozmawiaæ. Zaprasza³ j¹ do restauracji i na wypady poza miasto. Nie dowierza³a jednak, ¿e to mo¿e byæ mi³oœæ, ¿e Marian siê w niej zakocha³. Nie wiedzia³a, ¿e urzek³a go uroczym uœmiechem, który rozjaœnia³ ca³¹ jej twarz, ciep³ym, kobiecym g³osem, który dawa³ poczucie spokoju i napawa³ otuch¹. Tego wczeœniej nie widzia³ w ¿adnej innej kobiecie. Maria dr¿a³a ze wzruszenia, gdy Marian j¹ przytula³, ca³owa³, niedowierzaj¹c, ¿e jest to mo¿liwe, prawdziwe. Gdy jednak ich zwi¹zek coraz bardziej siê umacnia³, coraz bardziej wi¹za³ ze sob¹, Maria zaczê³a myœleæ, ¿e mo¿e wcale nie jest taka brzydka. Po roku wiedzieli ju¿, ¿e s¹ stworzeni dla siebie, chocia¿ musieli wiele pracowaæ nad swoim zwi¹zkiem. Maria by³a wykszta³cona, inteligentna, oczytana, a Marian, bywa³o, ¿e za ni¹ nie nad¹¿a³. Myœla³ czasami, ¿e nie ma jej za wiele do zaoferowania. Ona myœla³a inaczej, zauwa¿y³a i doceni³a w swoim wybranku serca co innego. Ujê³o j¹ jego poczucie humoru, pokora, bogactwo duchowe, umiejêtnoœæ uwa¿nego s³uchania, gotowoœæ bezwarunkowego wspierania. Widzia³a jego otwartoœæ i serdecznoœæ w kontaktach z rodzin¹ i przyjació³mi, szczególnie z m³odszym rodzeñstwem. Takiej uczciwoœci i zdrowego rozs¹dku nie znalaz³a u mê¿czyzn wczeœniej spotkanych. Maria wiedzia³a, ¿e Marian ma tak wiele jej do zaoferowania, jak ¿aden inny mê¿czyzna. Powiedzia³a mu o tym, a to rozwia³o wszelkie w¹tpliwoœci Mariana co do w³asnych niedostatków. Gdy zdoby³ siê na odwagê i oœwiadczy³ siê, Maria poczu³a siê najszczêœliwsz¹ kobiet¹ na œwiecie.

u Spotkanie Nikodema z Chrystusem. P

rzez pryzmat powy¿szej historii spójrzmy na czytania biblijne z dzisiejszej niedzieli, które ukazuj¹ prawdziwe oblicze Boga i cz³owieka. Faryzeusz Nikodem przyszed³ do Jezusa, aby szukaæ œwiat³a na drodze poszukiwania pe³nej prawdy o Bogu. Przyszed³ z ca³ym baga¿em tradycji faryzejskiej, o której Jezus wczeœniej powiedzia³: „Uchyliliœcie przykazanie Bo¿e, a trzymacie siê ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”. Ta tradycja zawarta by³a w licznych nakazach i zakazach, z których wy³ania³ siê inny obraz Boga, ni¿ go przedstawia³ Jezus Chrystus.

J

ezus objawia Nikodemowi Boga, który wzywa do przemiany i odnowy ¿ycia, aby cz³owiek nie zatraci³ siê na wiecznoœæ. Bóg jest sprawiedliwy, ale nie poni¿a nas i nie drêczy, lecz pragnie odnowy i ¿ycia. Bóg nie szuka naszej kary, lecz naszego uzdrowienia i pojednania z Nim i miêdzy sob¹ nawzajem. Bóg objawia siê nie jako Bóg potêpienia i zniszczenia, lecz jako Bóg przebaczenia, mi³osierdzia i wspó³czucia. Przez pryzmat takiego obrazu Boga odnajdujemy nasz w³asny obraz. Mi³oœæ Bo¿a nas stworzy³a, to ona decyduje o naszej wartoœci; jesteœmy czymœ wiêcej ni¿ powierzchowny wygl¹d i zasobnoœæ naszej kieszeni, pozycja spo³eczna, czy nawet nasza inteligencja. W œwietle Chrystusa odkrywamy, ¿e jesteœmy dzieæmi Bo¿ymi. O naszej wartoœci decyduje mi³oœæ, która wype³nia nasze serca, a jest to mi³oœæ zrodzona z mi³oœci samego Boga, który umar³ za nas na krzy¿u. W tym œwietle odkrywamy dobro i w³asn¹ wartoœæ, których czêsto inni i my sami nie dostrzegamy. A to staje siê Ÿród³em radoœci i wdziêcznoœci za dobro jakie Bóg wnosi w nasze ¿ycie. Jezus wyjaœnia Nikodemowi, ¿e Bóg stworzy³ nas jako przed³u¿enie samego Siebie. Od momentu naszego stworzenia Jego ¿ycie i mi³oœæ s¹ istotn¹ czêœci¹ naszego ¿ycia. Ogarniêci Duchem Jego sprawiedliwoœci i mi³osierdzia, mamy na nowo stwarzaæ œwiat pe³en wspó³czucia, pokoju i mi³oœci, które przemieniaj¹ nasze ¿ycie i ¿ycie bliŸnich. Œw. Pawe³ w Liœcie do Efezjan ujmuje tê prawdê tymi s³owami: „Bóg, bêd¹c boga-

ty w mi³osierdzie, przez wielk¹ sw¹ mi³oœæ, jak¹ nas umi³owa³, i to nas, umar³ych na skutek wystêpków, razem z Chrystusem przywróci³ do ¿ycia – ³ask¹ bowiem jesteœcie zbawieni – razem te¿ wskrzesi³ i razem posadzi³ na wy¿ynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodz¹cych wiekach przeogromne bogactwo swej ³aski okazaæ przez dobroæ wzglêdem nas, w Chrystusie Jezusie. £ask¹ bowiem jesteœcie zbawieni przez wiarê. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby siê nikt nie chlubi³. Jesteœmy bowiem Jego dzie³em, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów, które Bóg z góry przygotowa³, abyœmy je pe³nili”. Jezus wyjaœnia Nikodemowi tê prawdê w s³owach: „Jak Moj¿esz wywy¿szy³ wê¿a na pustyni, tak potrzeba, by wywy¿szono Syna Cz³owieczego, aby ka¿dy, kto w Niego wierzy, mia³ ¿ycie wieczne”. Gdy Naród Wybrany buntowa³ siê przeciw Bogu, Ten zes³a³ karê opamiêtania – jadowite wê¿e. Nie odwróci³ jednak od nich Swojego Mi³osierdzia. Kaza³ Moj¿eszowi sporz¹dziæ miedzianego wê¿a i umieœciæ na palu. Ukoszony, spogl¹daj¹c na miedzianego wê¿a ratowa³ swoje ¿ycie. Miedziany w¹¿ jest zapowiedzi¹ Chrystusa. Spogl¹daj¹c z wiar¹ na krzy¿ Chrystusa zyskujemy odpuszczenie grzechów i ¿ycie wieczne.

Kilka dni temu, z grup¹ podró¿ników

z Nowojorskiego Klubu Podró¿nika wróci³em z Wietnamu. Naszym przewodnikiem by³ syn pilota z czasów wojny wietnamskiej, w której brali udzia³ Amerykanie. W czasie tego wyjazdu mieliœmy tak¿e okazjê zwiedzania niesamowitej sieci tuneli partyzantów wietnamskich w d¿ungli. W takiej d¿ungli ³atwo mo¿na siê zgu-

Krucjata Ró¿añcowa Grupa Pro - life Œw. M. Kolbe zaprasza do udzia³u w Krucjacie Ró¿añcowej M.B.F. w Obronie ¯ycia Poczêtego we wtorek 13 marca o godzinie 12:00, po³udnie, przed koœcio³em Œw. Antoniego i Alfonsa na Greenpoincie. Bêdziemy siê modliæ z transparentami o "Zaniechanie aborcji, eutanazji, ma³¿eñstw tej samej p³ci; Powrót Ameryki do Boga." Info: Brat Jan (347) 938 - 8362

biæ w dzieñ, nie mówi¹c ju¿ o nocy. Przewodnik przytoczy³ radê ojca, na wypadek zagubienia siê noc¹ w d¿ungli. Otó¿ powinien znaleŸæ najwy¿sze drzewo i wspi¹æ siê na nie. Wspinaczka jest trudna, ale konieczna, aby z wierzcho³ka drzewa zobaczyæ gwiazdê pó³nocn¹ i zorientowaæ siê, gdzie jesteœmy i w jakim kierunku wyruszyæ, aby trafiæ do celu. Nasze spojrzenie na krzy¿ jest zaproszeniem do wspinaczki, pod¹¿aniem za tym krzy¿em. Ta „wspinaczka” bywa nieraz trudna. Chrystus mówi: „Jeœli ktoœ chce iœæ za mn¹, niech siê zaprze samego siebie niech weŸmie swój krzy¿ i niech Mnie naœladuje”. Pójœcie za krzy¿em Chrystusa prowadzi nas do odkrycia w³aœciwego kierunku naszego ziemskiego pielgrzymowania oraz ukazuje prawdziwy obraz Boga i cz³owieka. Œwiêty Jan Pawe³ II powiedzia³: „Je¿eli Krzy¿ zostaje przyjêty, przynosi zbawienie i pokój. Bez Boga Krzy¿ nas przygniata; z Bogiem daje nam odkupienie i zbawienie. WeŸ Krzy¿! przyjmij go, nie pozwól, aby przygniot³y ciê wydarzenia, ale z Chrystusem zwyciê¿aj z³o i œmieræ! Je¿eli z Ewangelii Krzy¿a uczynisz program swojego ¿ycia, je¿eli pójdziesz za Chrystusem a¿ na Krzy¿, w pe³ni odnajdziesz samego siebie!” m

Klub Jana Paw³a II Katolicki Klub Dyskusyjny Œw. Jana Paw£a II i Stowarzyszenie Pamiêæ ma zaszczyt zaprosiæ na kolejny Przystanek Historia IPN, w niedzielê 11 marca b.r. o godz.12.15 po Mszy Œwiêtej. Temat spotkania - "¯o³nierze Niez³omni. Sylwetki - Poszukiwania - Upamiêtnienie". Zaprezentowana zostanie najnowsza wystawa IPN „£¹czka. Narodowy Panteon pod cmentarnym murem” dokumentuj¹ca prace poszukiwawcze ofiar komunistycznego re¿imu. Naszymi Goœæmi z Polski bêd¹ pracownicy Biura Poszukiwañ i Identyfikacji IPN: Kamila Sachnowska - autorka wystawy oraz Marcin Gawryszczak i Maciej Redziniak. Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Street. Info: facebook. com/KKDSJP2 oraz kkdsjp2@gmail.com


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 10 MARCA 2018

5

Chcê ci powiedzieæ...

Nadaj sens Twoim kamieniom Dobrze jest na chwilê o sobie zapomnieæ, ¿eby znaleŸæ odpowiedŸ na pytanie co posz³o nie tak, ¿e wolê ¿yæ oddzielony od MI£OŒCI ni¿ ni¹ ¿yæ?… Faryzeusze Ojciec PAWE£ BIELECKI chcieli byæ oddzielni od Jezusa bo Jego nauka wywo³ywa³a w nich wyrzuty sumienia skrzêtnie ukrywane pod p³aszczem ob³udy i chêci zemsty. Rzucaj¹cy dziœ kamieniami w innych chc¹ byæ oddzieleni od wspólnoty Koœcio³a, której misj¹ jest wspieranie siê nawzajem. A co wtedy robi Bóg? On próbuje nadaæ sens Twoim kamieniom. Pewnie myœlisz, ¿e kamienie ot tak le¿¹ bezu¿ytecznie przy drodze ale jak siê je pozbiera to mo¿na z nich coœ zbudowaæ. Tak, mo¿na nadaæ sens kamieniu jeœli chcesz. Co jest dziœ Twoim kamieniem? Brak cierpliwoœci? Wieczne os¹dzanie innych? Plotki? Bywanie na nic nie wnosz¹cych do Twego ¿ycia „salonach”? A mo¿e lenistwo? Ile tych kamieni nosisz w sobie od lat? Chrystus w rozmowie z Szymonem Piotrem, który Go zdradzi³ mówi „Ty jesteœ ska³¹”. Tak w³aœnie Chrystus nada³ sens marnej wierze Szymona Piotra. Tak w³aœnie Jezus nadaje sens naszym kamieniom-zw¹tpieniom gdy powierza nam siebie w chlebie, który przyj-

mujemy w czasie Eucharystii jeœli w ogóle przyjmujemy… Jeœli Twoim kamieniem jest trudna sytuacja w rodzinie albo brak ¿yczliwych ludzi wokó³ to w³aœnie tu i teraz jest czas by te kamienie oddaæ TEMU, KTÓRY CHCE DLA NAS DOBRA. Jeœli dziœ Twoim kamieniem jest brak chêci by walczyæ to w³aœnie jest teraz ten czas by zawo³aæ „Panie przymnó¿ mi wiary”. Osobist¹ modlitw¹ nadaj sens Twoim kamieniom. Nigdy nie jest doœæ prosiæ Tego, który jest MI£OŒCI¥… Proszê, rozejrzyj siê wokó³. Musi byæ jakieœ miejsce gdzie siê czujesz lepiej. Twój ulubiony park, droga, mo¿e ulubiona kafejka, albo Twój ulubiony pusty koœció³… W ró¿norodnej intymnoœci tych miejsc znajdŸ siebie, nie poddawaj siê, nie wmawiaj sobie ju¿ doœæ. Si³a ewangelii jest w Twoich „ok, spróbujê jeszcze raz”. Tu¿ przed komuni¹ œwiêt¹ w czasie Eucharystii s¹ takie piêkne s³owa: „Nie zwa¿aj na grzechy nasze lecz na wiarê swojego Koœcio³a”. Bóg patrzy na Twoj¹ wiarê bo jej szuka w Tobie za wszelk¹ cenê tak jak szuka³ jej w w¹tpi¹cym Szymonie Piotrze czy w niewiernym Tomaszu… Dobry Bóg nie patrzy ju¿ na Twoje i moje grzechy bo je ju¿ dawno przebaczy³. Tak w³aœnie Bóg nadaje sens Twoim kamieniom. Przebaczeniem i nadziej¹, ¿e warto, ¿e mo¿na, ¿e znajdziesz jednak si³y BO ON JEST BLISKO… Trzymaj siê dzielnie kimkolwiek jesteœ Drogi Czytelniku! m

Czytaj nas w internecie: www.kurierplus.com

Wyprawa do Peru, Boliwii i Chile Cena $ 4100 zawiera: miêdzynarodowe przeloty, trzy przeloty wewnêtrzne, hotele ***/****, œniadania i obiadokolacje, ubezpieczenie, opieka polskojêzycznego przewodnika, lokalni przewodnicy, przejazdy autokarami i jeepami, bilety wstêpu do zwiedzanych obiektów. Wiêcej informacji na stronie internetowej: nytravelclub.com.pl Tel. (347) 876-3738 / (347) 683-2630


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

6

Widziane z Providence…

Ho³d Niez³omnym

KAZIMIERZ WIERZBICKI

¯o³nierze Niez³omni nie zgadzali siê na Polskê, która nie bêdzie wolna prawdziwie. Stanêli z podniesion¹ g³ow¹, odwa¿nie przeciwko zdradzieckiemu porozumieniu z Ja³ty, które Polskê rzuci³o na Wschód i odda³o

w sowieck¹ zale¿noœæ. Andrzej Duda, Prezydent RP 1 marca przez ca³y dzieñ trwa³y uroczystoœci zwi¹zane z Narodowym Dniem Pamiêci ¯o³nierzy Wyklêtych. Przed po³udniem Prezydent Andrzej Duda z³o¿y³ wieñce w miejscach upamiêtniaj¹cych ofiary re¿imu komunistycznego. Spotka³ siê tak¿e z kombatantami, w których towarzystwie odwiedzi³ m.in. ekspozycjê Muzeum Powstania Warszawskiego: Cele bezpieki. Areszt Ministerstwa Bezpieczeñstwa Publicznego 1945-1954. Prezydent odwiedzi³ równie¿ miejsce uœwiêcone krwi¹ Polaków – by³¹ siedzibê NKWD/UB przy ul. Strzeleckiej. W okresie stalinowskim wiêziono, brutalnie przes³uchiwano i mordowano tam ¿o³nierzy pod-

ziemia antykomunistycznego. Na œcianach piwnic budynku zachowa³y siê ich podpisy: imiona, nazwiska, daty, has³a patriotyczne, rysunki oraz kalendarze. Prezydent z³o¿y³ te¿ wieniec przed tablic¹ umieszczon¹ na budynku Ministerstwa Sprawiedliwoœci, upamiêtniaj¹c¹ wiêzionych i zamêczonych w by³ym areszcie œledczym Ministerstwa Bezpieczeñstwa Publicznego. Ho³d Niez³omnym oddano równie¿ na pow¹zkowskiej „£¹czce”, gdzie potajemnie chowano straconych ¿o³nierzy podziemia niepodleg³oœciowego. Sk³adaj¹c wieniec w imieniu IPN prezes Instytutu Jaros³aw Szarek powiedzia³: „Tych ludzi (...) przed œmierci¹ torturowano. PóŸniej wrzucano w do³y, zasypywano wapnem.” W ubieg³ym tygodniu odby³a siê premiera filmu „Gurgacz. Kapelan Wyklêtych”. Ksi¹dz W³adys³aw Gurgacz przyj¹³ funkcjê kapelana w oddziale leœnym na Nowos¹decczyŸnie w maju 1948 r. Aresztowany rok póŸniej przez UB zosta³ stracony w Krakowie we wrzeœniu 1949 r. Uroczystoœci, imprezy i spotkania ku czci ¯o³nierzy Wyklêtych odbywa³y siê w ca³ej Polsce oraz w oœrodkach polonijnych na œwiecie. 4 marca mia³ miejsce Bieg Pamiêci ¯o³nierzy Wyklêtych „Wilczym Tropem”, któ-

www.kurierplus.com

ry odby³ siê w 330 miastach w Polsce i w kilku poza krajem, m.in. w USA, Australii, Anglii oraz na Litwie. Nowojorski bieg zosta³ zorganizowany przez Instytut Pi³sudskiego w Ameryce oraz grupê „Polska Running Team”. Pami¹tkowe medale uczestnikom biegu wrêczy³ profesor Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN. * Partyzantka antykomunistyczna dzia³a³a w Polsce w latach 1945-1948. Jej ugrupowania reprezentowa³y g³ównie formacje powsta³e na bazie Armii Krajowej – Wolnoœæ i Niezawis³oœæ (WiN) oraz organizacja „Nie”. Walkê prowadzi³a równie¿ du¿a czêœæ oddzia³ów Narodowych Si³ Zbrojnych (NSZ). Antykomunistyczny ruch oporu by³ najbardziej aktywny w Ma³opolsce i na Podkarpaciu oraz w Lubelskim, na Mazowszu i Podlasiu. Przez oddzia³y leœne przesz³o kilkadziesi¹t tysiêcy bojowników. Wielu historyków twierdzi, ¿e ich walka mia³a znamiona powstania narodowego podobnego do powstania styczniowego 1863 r. Do najbardziej spektakularnych akcji ¯o³nierzy Wyklêtych nale¿a³ atak na wiêzienia w Kielcach i w Rembertowie, gdzie zdobyto broñ i uwolniono zatrzymanych. Legendarnym partyzantem by³ Józef Kuraœ „Ogieñ”, którego oddzia³y kontrolowa³y przez prawie dwa lata niektóre rejony Podhala. * Re¿im komunistyczny skierowa³ do walki z niepodleg³oœciowym ruchem oporu dziesi¹tki tysiêcy funkcjonariuszy i ¿o³nie-

Marzec 1968 – geneza czêœæ 1

Mija pó³ wieku od studenckiego protestu 1968 r.. Dla pokolenia, które bra³o udzia³ w tamtych wydarzeniach by³ to w pewnym sensie „chrzest bojowy” – pierwszy bunt przeciw dyktatorskim metodom w³adzy. Marzec’68 nale¿y do ci¹gu zrywów wolnoœciowych powojennej Polski, takich jak Poznañski Czerwiec 1956, Wybrze¿e 1970 czy Radom 1976. Wszystkie te rewolty doprowadzi³y do powstania ruchu „Solidarnoœci” i w konsekwencji do odzyskania suwerennoœci w roku 1989. Przewrót paŸdziernikowy 1956 r. w Polsce wyzwoli³ w spo³eczeñstwie nadzieje na poprawê ¿ycia w kraju i mo¿liwoœci pewnych swobód w systemie spo³eczno-politycznym. Okaza³o siê jednak, ¿e przywódca PZPR W³adys³aw Gomu³ka nie ma zamiaru wype³niaæ obietnic z jesieni 1956. UW jako centrum opozycji Na pocz¹tku lat 60. praktycznie nie by³o zorganizowanej opozycji w Polsce. Dopiero w 1963 r. zaczê³a siê tworzyæ na Uniwersytecie Warszawskim nieformalna grupa studentów i m³odych pracowników naukowych, która krytykowa³a otaczaj¹c¹ rzeczywistoœæ. Z czasem warszawska uczelnia sta³a siê oœrodkiem niezale¿nej myœli i opozycji wobec rz¹dów PZPR a m³ode pokolenie studentów pozostawa³o w cieniu legendy roku 1956. Do najbardziej aktywnych dzia³aczy tego œrodowiska nale¿a³o dwóch asystentów UW – Jacek Kuroñ i Karol Modzelewski. Obaj przez pewien czas nale¿eli do PZPR. Pochodzili z rodzin o lewicowych tradycjach. Ojciec Jacka Kuronia by³ znanym dzia³aczem PPS we Lwowie, w okresie miêdzywojennym. Karol by³ adoptowanym synem Zygmunta Modzelewskiego, przedwojennego cz³onka KPP a po wojnie, przez kilka lat, ministra spraw zagranicznych.

Proces Kuronia i Modzelewskiego Krêgi opozycyjne na Uniwersytecie Warszawskim doprowadzi³y w r. 1963 do powstania Politycznego Klubu Dyskusyjnego, który organizowa³ prelekcje i spotkania na tematy zwi¹zane z zagadnieniami spo³eczno-politycznymi, historycznymi lub filozoficznymi. Mniej wiêcej w tym samym czasie Kuroñ i Modzelewski prowadzili prace nad memoria³em przedstawiaj¹cym w sposób krytyczny sytuacjê polityczn¹ i gospodarcz¹ w Polsce. Wiosn¹ 1964 r. zosta³ on opublikowany jako „List otwarty do cz³onków POP PZPR i do cz³onków uczelnianej organizacji ZMS przy Uniwersytecie Warszawskim”. List krytykowa³ rz¹dy PZPR z pozycji marksistowskich. Autorzy t³umaczyli, ¿e tak jak w kapitaliŸmie produkt pracy robotników jest przyw³aszczany przez prywatnych w³aœcicieli œrodków produkcji, podobnie w „socjalistycznej” Polsce jest on przyw³aszczany przez biurokracjê partyjn¹. Postulowali zmianê systemu przy zachowaniu spo³ecznej w³asnoœci œrodków produkcji. W³adza zdecydowa³a siê podj¹æ stanowcze dzia³ania. W marcu 1965 r. aresztowano Kuronia, Modzelewskiego oraz kilku ich wspó³pracowników.Kuroñ otrzyma³ trzy lata wiêzienia a Modzelewski trzy i pó³. Uzasadnienie wyroku mówi³o o „sporz¹dzeniu i rozpowszechnianiu opracowania zawieraj¹cego szkodliwe dla interesów pañstwa polskiego fa³szywe wiadomoœci”. By³ to pierwszy, powa¿ny proces polityczny w Polsce po 1956 r., który odbi³ siê doœæ szerokim echem za granic¹. Dzia³alnoœæ „komandosów” Aresztowanie i skazanie czo³owych postaci lewicowej opozycji intelektualnej w Polsce nie zakoñczy³o niezale¿nej dzia³alnoœci wœród studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Byli to m³odzi ludzie wychowani pod wp³ywem idea³ów autorów „Listu”. Niektórzy z nich nale¿eli do har-

cerskiego hufca „Walterowców”, którego instruktorem by³ Jacek Kuroñ. W grupie tej byli miêdzy innymi Adam Michnik, Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruñczyk oraz Antoni Macierewicz. Ich aktywnoœæ w warszawskiej uczelni by³a wyraŸnie widoczna w latach 1965-1967, a jej najbardziej popularn¹ form¹ by³o uczestnictwo w prelekcjach i spotkaniach z dziennikarzami, dzia³aczami PZPR lub przedstawicielami w³adz rz¹dowych. Mówiono, ¿e organizuj¹ oni „naloty” lub „desanty” na tego rodzaju zebrania i w zwi¹zku z tym zaczêto ich nazywaæ „komandosami”. Byli oni zwykle doskonale przygotowani do dyskusji. Czo³owym „komandosem” by³ Adam Michnik, student historii UW. Jesieni¹ 1966 r. w Instytucie Historii UW odby³o siê zebranie z okazji dziesi¹tej rocznicy Polskiego PaŸdziernika. Jednym z prelegentów by³ prof. Leszek Ko³akowski, który skrytykowa³ kierownictwo PZPR za z³amanie obietnic danych spo³eczeñstwu w 1956 r.. W dyskusji brali równie¿ udzia³ „komandosi” wyra¿aj¹c ostre opinie pod adresem w³adz. W konsekwencji Michnik i kilku jego kolegów zosta³o czasowo zawieszonych w prawach studentów. Niektórych wydalono z ZMS. W 1967 r. Kuroñ i Modzelewski zostali przedterminowo zwolnieni. Po wyjœciu na wolnoœæ nawi¹zali kontakt z „komandosami” oraz z liberalnie nastawionymi intelektualistami i pisarzami. Wobec zaostrzenia cenzury i nasilaj¹cych siê represji zastanawiano siê nad metodami i kierunkami dzia³añ. W paŸdzierniku na trzy lata wiêzienia skazano Ninê Karsow oskar¿on¹ o kolportowanie wydawnictw paryskiego Instytutu Literackiego. Aresztowano równie¿ Janusza Szpotañskiego za napisanie wodewilu „Cisi i gêgacze” przedstawiaj¹cego w sposób satyryczny stosunki spo³eczno-polityczne w PRL.

rzy milicji, UB, KBW a tak¿e regularne jednostki wojska. Si³y te by³y wspierane przez oddzia³y sowieckiego NKWD. Liczba ofiar terroru komunistycznego jest trudna do oszacowania. Przypuszcza siê, ¿e w latach 1944-1955 zginê³o w walkach i egzekucjach oraz zmar³o w wiêzieniach i obozach od 50 do 100 tysiêcy Polaków. Wiêksze zgrupowania antykomunistycznej partyzantki zosta³y rozbite do roku 1948. Niewielkie grupy dzia³a³y jeszcze na pocz¹tku lat 50. Ostatnim ¯o³nierzem Wyklêtym by³ Józef Franczak „Laluœ”, który poleg³ w paŸdzierniku 1963 r. W³adzy komunistycznej zale¿a³o aby partyzanci zginêli zarówno fizycznie jak i duchowo. Przez wiele lat po wojnie byli oni okreœlani jako „bandyci i faszyœci”. Mieli byæ zapomnieni i wymazani z historii na zawsze. Ich rodziny nie by³y informowane o miejscu pochówku straconych w ubowskich wiêzieniach. Jeszcze w koñcowym okresie PRL w podrêcznikach szkolnych pisano o „zbrojnym podziemiu” nie podaj¹c ¿adnych szczegó³owych informacji. Jak wiadomo prace przy ekshumacji i identyfikacji poleg³ych i straconych bohaterów prowadzi od d³u¿szego czasu IPN. * Partyzantka antykomunistyczna po II wojnie œwiatowej istnia³a w wielu rejonach Europy Wschodniej – w krajach ba³tyckich, na Bia³orusi i Ukrainie, w Rumunii i na Ba³kanach. Partyzanci na Litwie, £otwie i w Estonii znani byli jako „leœni bracia” a ich liczba wynosi³a oko³o 170 tysiêcy. Ostatni partyzant estoñski zgin¹³ w walce z si³ami KGB dopiero w roku 1978. m Sprawa „Dziadów” Wydarzeniem, które uzyska³o du¿y rozg³os i sta³o siê bezpoœredni¹ przyczyn¹ wyst¹pieñ studenckich w marcu 1968, by³o zdjêcie ze sceny spektaklu „Dziadów” Mickiewicza w warszawskim Teatrze Narodowym. Premiera widowiska w re¿yserii Kazimierza Dejmka odby³a siê 27 listopada. W³adze zaniepokoi³a reakcja publicznoœci na antyrosyjskie akcenty dramatu. Zdecydowano, ¿e ostatni spektakl odbêdzie siê 30 stycznia 1968 r. W tym dniu, przy wype³nionej do granic mo¿liwoœci sali teatralnej, dosz³o do otwartej manifestacji przeciwko polityce kulturalnej w³adz. Podczas przedstawienia wznoszono okrzyki: „Niepodleg³oœæ bez cenzury”. PóŸniej, uformowa³ siê kilkusetosobowy pochód (g³ównie studentów UW i PWST) zmierzaj¹cy w stronê pomnika Mickiewicza. Jeszcze przed zdjêciem „Dziadów” rozpoczêto zbieranie podpisów pod petycj¹ do sejmu protestuj¹c¹ przeciw decyzji o zakazie dalszych przedstawieñ. 16 lutego petycja z 3145 podpisami zosta³a wys³ana do sejmu na rêce marsza³ka. 13 lutego 1968 r. Adam Michnik i Henryk Szlajfer zostali zawieszeni w prawach studenta. Zarzucono im zbieranie podpisów pod petycj¹ w sprawie „Dziadów” oraz przekazywanie „oszczerczych” informacji korespondentowi dziennika „Le Monde” w Warszawie. 29 lutego odby³o siê nadzwyczajne zebranie warszawskiego oddzia³u Zwi¹zku Literatów Polskich. Znani pisarze, m.in. Jerzy Andrzejewski, Antoni S³onimski, Pawe³ Jasienica, podda³o ostrej krytyce samowolê cenzury i politykê kulturaln¹ w³adz. Do historii przesz³o wyst¹pienie Stefana Kisielewskiego o dyktaturze ciemniaków nad kultur¹ polsk¹. Zebrani uchwalili rezolucjê protestuj¹c¹ przeciw zdjêciu „Dziadów” ze sceny Teatru Narodowego. Wyra¿ono równie¿ zaniepokojenie ingerencjami w³adz w dzia³alnoœæ kulturaln¹ i artystyczn¹. Uchwa³a koñczy³a siê s³owami: „Powodowani trosk¹ obywatelsk¹ wzywamy w³adze PRL do przywrócenia, zgodnie z nasz¹ wiekow¹ tradycj¹ tolerancji i swobody twórczej”.

Kazimierz Wierzbicki


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

www.kurierplus.com

7

PONAD 5 MILIONÓW REKOMPENSATY Uderzenie w g³owê mo¿e prowadziæ do d³ugofalowych uszkodzeñ mózgu. W dzisiejszym artykule przedstawiê sprawê robotnika, który straci³ przytomnoœæ po tym jak zosta³ uderzony w g³owê przez ciê¿ki kawa³ek betonu. Do zdarzenia dosz³o na postoju dla taksówek przy terminalu St. George w Nowym Jorku. Natychmiast po wypadku mê¿czyzna zosta³ przewieziony do szpitala, gdzie zszyto mu g³owê. Lekarze stwierdzili powa¿ne naderwanie œciêgna w ramieniu. Ponadto, koœci ramienne naciska³y na œciêgna, powoduj¹c ostry i przenikliwy ból. Poszkodowany musia³ przejœæ niezw³ocznie operacjê, która nie gwarantowa³a przywrócenia pe³nej sprawnoœci barku. Tomografia komputerowa nie wykaza³a ¿adnych zmian w mózgu. W ci¹gu kilku pierwszych tygodni ¿ona poszkodowanego zaobserwowa³a jednak, ¿e m¹¿ mia³ zaniki pamiêci i problemy z koncentracj¹. Poszkodowany liczy³, ¿e objawy min¹. Skoncentrowa³ siê na leczeniu krêgos³upa i rehabilitacji prawego ramienia. W tym celu zosta³ skierowany na MRI krêgos³upa, które wykaza³o przepuklinê oraz wypuk³oœci dysków w odcinku szyjnym. Poszkodowany nie móg³ ju¿ wróciæ do pracy fizycznej. Jego mo¿liwoœci zarobkowe znacznie siê zmniejszy³y. Jako robotnik zarabia³ $50 za godzinê pracy, $100 za ka¿d¹ nadgodzinê oraz otrzymywa³ oko³o $30 dodatkowego œwiadczenia za ka¿d¹ godzinê pracy. Poszko-

dowany wszcz¹³ dwie procedury prawne. Pierwsz¹ z nich by³o postêpowanie przed Workers” Compensation, drug¹ natomiast sprawa cywilna o odszkodowanie. Podczas gdy z Workers” Compensation poszkodowany uzyska³ czêœciowy zwrot utraconych zarobków i niezbêdn¹ opiekê medyczn¹, odszkodowania za ból i cierpienie oraz straty ekonomiczne dochodzi³ w sprawie cywilnej wytoczonej przeciwko generalnemu wykonawcy oraz w³aœcicielowi budynku. Poszkodowany wniós³ o wydanie wyroku bezpoœredniego w zakresie odpowiedzialnoœci. Sêdzia przychyli³ siê do wniosku i orzek³, ¿e pozwani naruszyli przepisy Prawa Pracy i byli odpowiedzialni za wypadek. W tym momencie by³o wiadome, ¿e pozwani zap³ac¹ za wypadek. Jedyn¹ niewiadom¹ by³a tylko wysokoœæ odszkodowania. Ubezpieczalnia pozwanych nie chcia³a wyp³aciæ rozs¹dnej kwoty, w zwi¹zku z czym sprawa trafi³a do procesu. Poszkodowany wskaza³, ¿e w wyniku wypadku dozna³ obra¿eñ g³owy, w zwi¹zku z czym ma problemy z koncentracj¹, pamiêci¹ i widzeniem. Ponadto wskaza³, ¿e stan jego krêgos³upa szyjnego i lêdŸwiowego uleg³ znacznemu pogorszeniu. Fizykoterapia i zastrzyki nie poprawi³y jego stanu i poszkodowany musia³ tak¿e poddaæ siê operacji na szyjê. Poszkodowany przyzna³, ¿e po operacji czu³ siê lepiej, ale nie tak jak przed wypadkiem. Twierdzi³, ¿e ma znacznie ograniczony zakres ruchu i prawie ka¿dego dnia odczuwa ból. Poszko-

dowany wskaza³, ¿e ma trudnoœci w wykonywaniu codziennych obowi¹zków domowych i nigdy nie bêdzie ju¿ w pe³ni samodzielny. Zezna³, ¿e nie jest w stanie nosiæ ciê¿szych zakupów, wykonaæ drobnych napraw, czy nawet odkurzyæ lub wyrzuciæ œmieci. Oœwiadczy³, ¿e codziennie musi przyjmowaæ leki przeciwbólowe i pomimo chêci nie jest w stanie powróciæ do pracy. Twierdzi³, ¿e przez ca³e ¿ycie pracowa³ fizycznie i nic innego nie potrafi. Prawnicy pozwanych próbowali udowodniæ, ¿e obra¿enia krêgos³upa nie by³y zwi¹zane z wypadkiem. Ich zdaniem poszkodowany dozna³ jedynie wstrz¹œniêcia mózgu. Neurolog pozwanych uzna³, ¿e poszkodowany nie dozna³ trwa³ego

Jeœli Pañstwo sami stali siê ofiar¹ wypadku, lub znaj¹ kogoœ kto ma problem ze swoim wypadkiem, to zapraszamy do bezp³atnej konsultacji prawnej pod numerem telefonu 212 - 514 - 5100, emailowo pod adresem swp@plattalaw.com, lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Mo¿ecie Pañstwo równie¿ zadaæ nam pytania bezpoœrednio na stronie internetowej (www. plattalaw.com) u¿ywaj¹c emaila lub czatu który jest dostêpny dla Pañstwa 24 godziny na dobê. Zawsze udzielimy Pañstwu bezp³atnej porady w ka¿dej sprawie w której bêdziemy mogli Pañstwa reprezentowaæ. Na naszej stronie internetowej mog¹ Pañstwo (po lewej jej stronie) sami sprawdziæ status swojej sprawy s¹dowej

Dzia³ miejski Kiedyœ poz n a ³ e m w Nowym Jorku amerykañskiego JAN LATUS dziennikarza, jowialnego jegomoœcia, który uruchamia³ swój portal, czy te¿ agencjê informacyjn¹, o nazwie bodaj¿e onlygoodnews. Nie wiem jakie by³y dalsze losy projektu, mo¿e zreszt¹ by³a to tylko prowokacja, artystyczny happening. Nie da siê przecie¿, opisuj¹c œwiat, odnotowywaæ wy³¹cznie dobre rzeczy. Na czo³ówkach gazet i portali jest zawsze polityka, a ta generuje od zawsze z³oœæ i gniew. Od czasu œmierci Ojca ani razu nie w³¹czy³em telewizora na wiadomoœci, ani TVP, ani Polsat czy TVN. Za du¿o tam nienawiœci, propagandy, zaciek³oœci. Prenumerujê cyfrowo „Gazetê Wyborcz¹” (która od niedawna zamieszcza wybrane teksty „Wall Street Journal”), „New York Timesa” oraz „Tygodnik Powszechny”. Z poczucia obowi¹zku, by byæ na bie¿¹co w sprawach polskich i amerykañskich, przegl¹dam pierwsze wiadomoœci, nieodmiennie dominowane przez atak polityczny: na PiS (w przypadku „Wyborczej”) i Trumpa (w „NYT”). Nawet jeœli uznaæ, ¿e jest to krytyka uprawniona i merytoryczna, negatywizm tych newsów odstrêcza mnie coraz bardziej. Tak¿e „Tygodnik Powszechny”, niegdyœ szacowne czasopismo dla œwiat³ych katolików, czytane z upodobaniem przez moich Rodziców, bardzo wyostrzy³o siê politycznie, stawiaj¹c siê w opozy-

cji do rz¹dz¹cych Polsk¹. Znowu, mo¿e maj¹ racjê, lecz choæ wszystkie te teksty cechuje wysoka kultura wypowiedzi i kontrola nad emocjami, ich pesymistyczny ton mo¿e dobiæ czytelnika. Czy da siê uciec od takich wiadomoœci? Ale¿ tak. Wystarczy tylko wyt³umaczyæ sobie, ¿e polityka nie jest najwa¿niejsz¹ spraw¹, a problemy globalne niekoniecznie s¹ wa¿niejsze od lokalnych. Tak wiêc otwieraj¹c strony wymienionych gazet, idê sobie w kierunku innych dzia³ów, np. miejskiego. Sam kiedyœ redagowa³em dzia³ miejski wiêc mam sentyment do takiej reporterki, do informowania, pouczania, a czasem – zachwycania siê tym, co siê dzieje w naszej mietropolii. W skali miasta dostrzega siê pozytywne rezultaty ludzkiej dzia³alnoœci. Jeœli polityka jest nieustann¹ rywalizacj¹ z innymi pañstwami, a narzêdzami w tej rywalizacji bywa broñ: militarna, handlowa, ekonomiczna, psychologiczna, to w skali lokalnych wspólnot dostrzega siê zmiany materialne. Zmiany, na ogó³, na lepsze. Bo przecie¿ miasta nie zwijaj¹ siê (wyj¹tkiem jest Detroit) lecz rozwijaj¹. Wszystkiego przybywa: nowych domów, mostów, tuneli. Jako fascynat nowoczesnej architektury i urbanistyki wchodzê np. na stronê „Gazety Wyborczej” Warszawa. I tam jest trochê politycznego smrodku (afery prywatyzacyjne itd.) poza tym jednak jest to opowieœæ o tym, jak przez ostatnie 30 lat rozwija³ siê nasz kraj. Szczególnie dobrze jest to widoczne w zamo¿nej Warszawie. Przyzna to najbardziej gorzki krytyk

ostatnich trzech dekad w Polsce: infrastruktura bardzo siê poprawi³a. Du¿a tu zas³uga Unii Europejskiej, bo to jej dotacje pozwala³y nam fundowaæ sobie rzeczy, które wprawdzie bezpoœrednio nie zwiêksza³y tempa gospodarczego, ale nasze ¿ycie upiêksza³y i podnosi³y jego jakoœæ. Mamy wiêc w Warszawie kolejne mosty, bulwary nad Wis³¹, niemal zamkniêt¹ obwodnicê, przed³u¿an¹ drug¹ liniê metra, kostkê Polbruk, hybrydowe autobusy. Œwiadectwem dynamiki gospodarki s¹ dziesi¹tki nowych biurowców i las dŸwigów na budowach osiedli mieszkaniowych. W³aœnie w Warszawie widaæ by³o zafascynowanie Polaków, zw³aszcza m³odych, cywilizacj¹ zachodni¹. To co jest tam, musia³o prêdzej czy póŸniej pojawiæ siê tu. Food trucks, Asian food market, farmers market, œcie¿ki i wypo¿yczalnie rowerowe, sieci drogich kawiarñ, te same œwiatowe marki w centrach handlowych. Dla osoby myœl¹cej pozytywnie, dzia³ miejski mo¿e byæ Ÿród³em dobrych znajomoœci. Owszem, opisuje siê tam problemy i nadu¿ycia, ale te¿ pokazuje jak ludzka aktywnoœæ na szczeblu lokalnym przek³ada siê na konkretny efekt: now¹ k³adkê dla pieszych, skrzy¿owanie bezpieczniejsze po przebudowie, ³adniejsze wiaty na przystankach. Esteci mog¹ siê cieszyæ z kolejnych udanych budynków, a smakosze z powstania nowych restauracji. Jeszcze ciekawsze ni¿ wiadomoœci z Warszawy s¹ dla mnie doniesienia z Nowego Jorku. Wszak to by³o moje miasto, po którym nawet oprowadza³em turystów ze œwiata.

uszczerbku na zdrowiu i móg³ wróciæ do pracy spawacza. W odpowiedzi poszkodowany zezna³, ¿e nigdy wczeœniej nie mia³ ¿adnych problemów z pamiêci¹ i koncentracj¹. Eksperci poszkodowanego u¿yli modelu anatomicznego cz³owieka, na którym bardzo obrazowo wyjaœnili ³awnikom jak uderzenie w g³owê mog³o spowodowaæ obra¿enia krêgos³upa. £awnicy wydali werdykt na korzyœæ poszkodowanego, przyznaj¹c mu odszkodowanie w wysokoœci ponad piêciu milionów dolarów w tym a¿ milion dolarów za ból i cierpienie przez nastêpne 38 lat jego ¿ycia oraz dwa miliony dolarów za utracone zarobki. m (prowadzonej nawet przez inn¹ kancelariê), po wpisaniu numeru akt s¹dowych (index number) swojej sprawy w istniej¹ce tam pole. Ta czêœæ strony jest skonfigurowana bezpoœrednio z oficjalnym systemem s¹dowym stanu Nowy Jork, dziêki czemu wiadomoœci jakie uzyskaj¹ tam Pañstwo na temat swoich spraw s¹ oficjalnymi danymi s¹dowymi. Gdyby z jakiegokolwiek technicznego powodu nie uda³o siê Pañstwu odnaleŸæ swojej sprawy w tym systemie, to z przyjemnoœci¹ pomo¿emy j¹ odnaleŸæ telefonicznie.

The Platta Law Firm, PLLC 42 Broadway, Suite 1927, New York, NY 10004 www.plattalaw.com tel. 212 - 514 - 5100

Fascynuj¹ce s¹ opisy nowych projektów: niebotycznie wysokich wie¿owców przy 57 Ulicy, zagospodarowania nabrze¿y, budowy nowego centrum Brooklynu, kolejnych wie¿owców World Trade Center, gigantycznego projektu Hudson Yards. Ale przecie¿ nie pisze siê w rubrykach miejskich wy³¹cznie o nowych inwestycjach. Opisuje siê te¿ nowe trendy, nowe restauracje (ich otwieranie siê i zamykanie to nigdy niekoñcz¹cy siê proces). W przypadku Nowego Jorku, niezmiernie istotne s¹ opisy ¿ycia kulturalnego. Mimo ¿e mnie tam nie ma, mogê czytaæ o nowych spektaklach, wystawach, koncertach. Nie bêd¹c bogaty, mogê te¿ zagl¹daæ do rezydencji milionerów, pokazywanych w reklamach real estate. Oczywiœcie i w miastach mamy do czynienia z polityk¹. Jakieœ jednak ta polityka blada, wrêcz dziecinna: jacyœ radni dzielnicowi, jakieœ starania o posadki i s³u¿bowe samochody. Przemowy z okazji otwarcia szko³y i oddzia³u biblioteki publicznej, ostentacyjne pojawianie siê na teatralnej premierze, konferencje dla dziennikarzy prasy lokalnej, wypytuj¹cych o jakieœ zagmatwane i nikogo nieinteresuj¹ce sprawy finansowe. Dzia³ miejski. Municipal news. Jak to prozaicznie brzmi, jak jakieœ s³u¿by oczyszczania. Ale co z tego – to s¹ naprawdê wa¿ne sprawy, jak nowe wagony metra czy funkcjonowanie miasta w œwiêto lub w czasie klêski ¿ywio³owej. Zachêcam wszystkich do przelatywania wiadomoœci politycznych ze œwiata i kraju, a skupiania siê na sprawach lokalnych. Poprawi nam siê humor gdy¿ dostrze¿emy, ¿e ludzkoœæ jednak posuwa siê do przodu, ¿e wiêcej budujemy ni¿ burzymy. I ¿e ci¹gle udaje nam siê tworzyæ rzeczy konstruktywne, ciekawe i piêkne. m


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

8

Kartki z przemijania Szwendam siê i szwendam. To tu, to tam. Na Manhattanie, na Brooklynie, na Quensie, czasem te¿ na Bronksie. A to idê na Brooklyn Heights, a to na Washington Heights, a to na East Village. Po mostach i pod mostami, przy brzegach i na nabrze¿ach. Po dawnych portach i magazynowych zakamarkach. Szwendanie siê to ANDRZEJ JÓZEF D¥BROWSKI jedna z moich ulubionych czynnoœci. Nie tylko w Nowym Jorku, tak¿e w Bostonie, Filadelfii, Waszyngtonie i San Francisco. Onegdaj przeszed³em w Los Angeles wzgórzami ci¹gn¹cymi siê od Hollywood a¿ do Oceanu Spokojnego. I jeszcze mia³em si³ê, ¿eby w nim pop³ywaæ! Szwendam siê równie¿ w Europie wszêdzie, gdzie siê znajdê i rzecz jasna w Polsce. Tu szwendam siê godzinami, kiedy tylko mogê. Niekiedy pokonujê kilkanaœcie kilometrów dziennie. W Warszawie i Krakowie mam swoje ulubione trasy, m. in. na ¯oliborzu i na Salwatorze. W Trójmieœcie tradycyjnie idê brzegiem Zatoki Gdañskiej od Jelitkowa przez Sopot i Or³owo a¿ do Gdyni. W Szczecinie od Wa³ów Chrobrego do Jasnych B³oñ, we Wroc³awiu od Dworca Nadodrze do koñca Krzyków lub od Rynku G³ównego przez zabytkowe wyspy, plac Grunwaldzki na Sêpolno i Biskupin. Bywa, ¿e zachodzê na Kar³owice. W Lublinie rytualnie przechodzê od grobu mojego dziadka Juliana na cmentarzu przy ulicy Unickiej, przez Lubartowsk¹, Krakowskie Przedmieœcie a¿ do koñca Alei Rac³awickich. Zapuszczam siê tak¿e na Wieniawê i na Podzamcze. Zagl¹dam do Teatru im. Osterwy i do Biblioteki im. Henryka £opaciñskiego, które to placówki ten¿e dziadek Julian dofinansowywa³ w latach trzydziestych ub. wieku. W tej¿e Bibliotece moja mama pozna³a kapitana Józefa Milerta, który zakocha³ siê w niej na zabój. Niestety zgin¹³ w 1944 roku jako dowódca AK w okrêgu w³odawsko-che³mskim. Mam w archiwum jego piêkne listy, jakie pisa³ do mamy. Szukam œladów po nim w ró¿nych dokumentach. Latem zamierzam odnaleŸæ jego grób. Zapewne przy sposobnoœci poszwendam siê równie¿ po Pojezierzu W³odawskim i Lasach Parczewskich. Nigdy tam nie by³em. Dzisiaj szwendam siê coraz czêœciej po naszym Greenpoincie, zwanym te¿ Drinkpointem, lub Dreampointem. Niegdyœ nie lubi³em tej dzielnicy, teraz odkrywam tu sporo ciekawych miejsc. A to ³adn¹ uliczkê, a to ³adn¹ kamieniczkê, a to ciekawy detal architekto-niczny lub werandê. Mam te¿ tutaj swoje

ulubione drzewa, nie wy³¹czaj¹c tych najoryginalniejszych, które rosn¹ w Klubie Seniora „Amber”, prowadzonego wspaniale przez Janusza Skowrona. Z przyjemnoœci¹ zagl¹dam tak¿e do koœció³ka œwiêtego Damiana przy wlocie Nord 15 Street do Nassau Avenue. By³ czas, kiedy mog³em w nim uœcisn¹æ d³oñ wyrzeŸbionego Chrystusa naturalnej wielkoœci, który czeka³ na wiernych przy wejœciu. Jak przysta³o na prawdziwego wolnomyœliciela, zawsze by³o to dla mnie silnym prze¿yciem. Wczeœniej, w snach Chrystus jecha³ ku mnie na osio³ku lub czeka³ na morskiej wodzie. A kiedy siê doñ zbli¿aem, id¹c po falach, oddala³ siê nieco siê i znów mnie przywo³ywa³ kiwaj¹c rêk¹. Tu, w tym¿e koœció³ku mog³em w koñcu tê rekê wzi¹æ w swoje d³onie.

$

Nie mo¿emy Ciê zaprosiæ, bo jesteœ zbyt ma³o prawicowy – daj¹ mi do zrozumienia niektórzy znajomi PiSowcy, traktuj¹cy samych siebie jako depozytariuszy prawdziwej polskoœci i uosobienie najprawdziwszego patriotyzmu. Nie pasujesz do nas, bo jesteœ zbyt PiSowski i prawicowy – s³yszê niekiedy od lewicowców z postêpowych uczelni i z okolic „Gazety Wybiórczej” oraz „Polityki”. Kiedyœ owe niezaproszenia trochê mnie bola³y, dzisiaj ju¿ nie. Znam osoby, które lubuj¹ siê w takich uk³adankach towarzysko-œrodowiskowo-sekciarskich, na dnie których jest rozkoszne wykluczanie. Ochoczo podarowywujê im swoj¹ nieobecnoœæ. Równie¿ i tym, którzy mnie nie doceniaj¹. Narzekaæ jednak nie mam prawa, bo zaproszeñ otrzymujê bardzo wiele i czêsto nie mogê byæ tam, gdzie jestem oczekiwany, za co przepraszam. Z okazji niedawnych Walentynek otrzyma³em dwa wzruszajace listy mi³osne. I jak tu siê nie cieszyæ ¿yciem?!

$

Odwiedzi³ mnie Krzysztof Ziemiec, znany i przez wielu lubiany prezenter pierwszego programu polskiej telewizji. Tematów mieliœmy tyle, ¿e siedzielismy przy ojczystych wódecznoœcich do bia³ego rana. Nie obrazi³ siê, kiedy mówi³em, i¿ niektórzy postrzegaj¹ go teraz jako jedn¹ z twarzy TVPiS. Przyzna³ jednak, ¿e bol¹ go polityczne zaszufladkowania. Ujmowa³a mnie jego skromnoœæ, pokora wobec zawodu, g³êboki stosunek do elementarnych spraw, wiara i kultura osobista. ¯ycie ma tak ciekawe, zarówno zawodowe, jak i prywatne, ¿e namawia³em go na prowadzenie dziennika. Z dobrym skutkiem, jak wynika z jego listu, który przys³a³ mi z Warszawy. Chêtnie zajrzê przy pierwszej sposobnoœci do jego zapisków.

$

Piêædziesi¹ta rocznica Wydarzeñ Marcowych to tak¿e i moje swiêto. Bra³em w nich udzia³ a¿ do koñca. Udawa³o mi siê uciec przed pobiciem przez milicjê i ZOMO. Pamiêtam strach kolegów m.in. z Historii i Psychologii przed relegowaniem z uczelni. Pamiêtam strach ich i moich rodziców. Pamiêtam straszne k³amstwa w mediach. Pamiêtam te¿ napiêtnowanie ¯ydów, którzy znów „okazali siê” za wszystko odpowiedzialni. Pamiêtam ¯ydów, dla których przymusowe opuszczenie Polski by³o wtedy wielkim dramatem, ale tak¿e i tych, dla których by³o wyrwaniem siê z komunizmu i szans¹ na lepsze ¿ycie na Zachodzie. Wiêkszoœci z nich siê tam powiod³o.

$

Lubiê poznawaæ tajemnice zakonów i klasztorów. Znam ju¿ ich sporo, nie tylko z lektury, ale i podpytywañ samych braci i sióstr. Niektórzy wzbraniaj¹ siê o nich mówiæ, ale jakoœ tak prowadzê rozmowy, ¿eby wydobyæ to, co mnie interesuje. Onegdaj by³em w bliskich relacjach z jednym z asystentów prymasa Glempa, od którego dowiedzialem siê wielu bardzo interesuj¹cych rzeczy. Ale spoko, nie zdradzê ich. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Obecnie zg³êbiam tajemnice Zakonu Kawalerów Maltañskich. I zg³êbiê je dog³êbnie. Tak¿e na Malcie. Dyskrecja zapewniona.

$

Masoni? Ale¿ tak! Oni nadal mnie interesuj¹. I to bardzo. Tylu wœród nich wielkich ludzi i wielkich patriotów! Niestety moja spora biblioteka masoñska pad³a w Warszawie ³upem z³odzieja. Najcenniejsze zaœ tomy po¿yczy³ wczeœniej Stefan Korejwo – dzia³acz podziemny s³upskiej Solidarnoœci. Tak siê w nie wci¹gn¹³, ¿e przepad³ bez wieœci. Mo¿e masoni gdzieœ go ukryli wraz z tymi¿ ksiêgami. Kto wie…

$

Nie wystêpujê przeciwko ¿adnej religii i ¿adnemu koœcio³owi. Nie nale¿ê do ¿adnej partii ani do ¿adnej sekty. Staram siê utrzymywaæ swój umys³ w stanie jak najwiêkszej niezale¿noœci niemal od wszystkiego. Z ¿yciowych maksym powtarzam sobie najczêœciej – „nic nie jest takie, jakie siê wydaje” i kartezjañskie – „w¹tpiê, wiêc jestem”. Na religijne ostentacje oraz sojusze tronu z o³tarzem spogl¹dam z najwiêkszym zdumieniem. SnadŸ za ma³¹ mam g³owê.

$

Julian Tuwim – „Dla oszczêdnoœci zgaœcie œwiat³o wiekuiste, gdyby mia³o mi kiedyœ zaœwieciæ”. m

Kim chce rozmawiaæ 1í dla których æwiczenia przesuniête w czasie z powodu zimowej olimpiady musz¹ siê odbyæ” – powiedzia³ Chung Eui Yong, jeden z koreañskich wys³anników, który wkrótce ma pojawiæ siê w Waszyngtonie by osobiœcie zdaæ sprawozdanie Donaldowi Trumpowi z przeprowadzonych rozmów. Chung ma równie¿ przekazaæ prezydentowi USA osobist¹ wiadomoœæ od Kim Dzong Una, której treœci na razie nie ujawniono. Rozmowy z Kore¹ Pó³nocn¹ o zakoñczeniu jej programu nuklearnego toczy³y siê ju¿ wielokrotnie w przesz³oœci. Nigdy jednak nie doprowadzi³y do ¿adnego prze³omu. Przeciwnie komunistyczna Korea za ka¿dym razem posuwa³a swój program naprzód. „Oni u¿ywaj¹ negocjacji tylko po to by zyskaæ na czasie” – charakteryzuje postawê Korei Pó³nocnej Christopher Hill, który prowadzi³ rozmowy z tym krajem za administracji George’a W. Busha. Najbardziej zaawansowane negocjacje toczy³y siê w latach 90-tych kiedy prezydentem by³ Bill Clinton. Uzgodniono wówczas, ¿e Korea Pó³nocna wstrzyma budowê dwóch reaktorów atomowych, które wed³ug podejrzeñ USA mia³y produkowaæ

paliwo nuklearne, w zamian za co Ameryka mia³a dostarczyæ Korei inne reaktory, niezdolne do produkcji wzbogaconego uranu. Umowa nigdy jednak nie zosta³a zrealizowana. Okaza³o siê bowiem, ¿e Koreañczycy po cichu kupili urz¹dzenia do wzbogacania uranu od Abdula Qadeera Khana, „ojca” pakistañskiej bomby atomowej. Korea Pó³nocna po zerwaniu negocjacji wycofa³a siê te¿ z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej. Clinton próbowa³ wznowiæ rozmowy pod koniec swoich rz¹dów kiedy komunistyczna Korea rozpoczê³a testy rakiet balistycznych. Do Pjongjangu (dawniej Phenian) uda³a siê nawet ówczesna sekretarz stanu USA Madeleine Albright. Nie uda³o siê jednak wynegocjowaæ ¿adnego porozumienia zanim prezydentem zosta³ George W. Bush. Za jego administracji do rozmów z Kore¹ do³¹czy³y Chiny, Rosja i Japonia. Negocjacje trwa³y kilka lat, ale te¿ zakoñczy³y siê niczym w momencie kiedy negocjatorzy doszli do wniosku, ¿e nie sposób zweryfikowaæ obietnicy wycofania siê przez Koreê z programu nuklearnego. Równie¿ Barackowi Obamie nie uda³o siê doprowadziæ do porozumienia. Korea zgodzi³a siê wówczas na wpuszczenie inspek-

u

Kim Jong-un.

torów, którzy mieli sprawdziæ wstrzymanie prac w jednym z jej reaktorów atomowych. Zanim jednak do tego dosz³o kraj ten zapowiedzia³ wystrzelenie militarnego satelity w efekcie doprowadzaj¹c do zerwania porozumienia. Bior¹c pod uwagê to wszystko

nadzieje na now¹ ugodê tym razem równie¿ nie powinny byæ zbyt wielkie. USA nie mog¹ jednak ca³kiem zignorowaæ propozycji Kim Dzong Una. Zawsze jest przecie¿ szansa, ¿e tym razem siê uda.

Tomasz Bagnowski


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

www.kurierplus.com

Prywatne ¿ycie arcydzie³a

9

Czes³aw Karkowski

Bawmy siê! Pierwsza rzecz, jaka siê rzuca w oczy przy spojrzeniu na obraz Bronzino (przydomek od ciemnej karnacji skóry; artysta naprawdê nazywa³ siê Agnolo di Cosimo), w³oskiego malarza póŸnego renesansu, to teatralnoœæ przedstawionej sytuacji. T³ok postaci napakowanych w ma³¹ scenê, za t³o s³u¿y jedynie b³êkitna materia rzucona z ty³u, nagromadzenie rekwizytów i mitologicznych osób, co jedna to osobliwsza, jakby dobierane w ten sposób, aby nie pasowa³y do siebie. Centralnie, naga Wenus – rozpoznajemy j¹ po z³otym jab³ku trzymanym w rêce, nagrodzie dla najpiêkniejszej w starogreckim konkursie piêknoœci – oraz jej synek, Amor, tak¿e zwykle przedstawiany jako go³y uskrzydlony ch³opiec. Na plecach ma ko³czan; jedn¹ ze „strza³ Amora” trzyma Wenus wysoko w rêce. Spleceni w czu³ym uœcisku, egoistycznie zajêci sob¹, niepomni na to, co siê wokó³ nich, a dok³adnie – za ich plecami – dzieje. A dzieje siê du¿o, k³êbi¹ siê alegoryczne postaci, potwory. To nie rzeczywistoœæ, to teatr. Ale wszak i nie jest równie¿ rzeczywista sama g³ówna para. To przecie¿ alegorie, upostaciowane metafory, a nie prawdziwi ludzie: Wenus – starogrecka Afrodyta, bogini seksu, czyli uosobienie erotycznej mi³oœci; Amor, jej syn, pos³aniec, kieruje strza³y swego ³uku niemal na oœlep. Historycy sztuki trac¹ czas na próby rozszyfrowania znaczenia postaci. Wybitny uczony, Erwin Panofsky, poœwiêci³ sporo miejsca w swej „Ikonologii” na identyfikacjê postaci z obrazu Bronzina. Potem zmieni³ zdanie, wycofa³ siê z tego rozpoznania, zaproponowa³ inne. I nic z tego nie wynika. Sens obrazu jest ogólnie ³atwy do odczytania. Jest to alegoria mi³oœci: ów demoniczny starzec u góry to Czas; stara rozwœcieczona, czy zrozpaczona postaæ (kobieta? mê¿czyzna?) z lewej to w³aœnie ofiara Czasu. „Niegdysiejsze œniegi” trwaj¹ wiecznie tylko w œwiecie bogów, którzy nieustannie i na nowo odgrywaj¹ swe role. Zaœ w ¿yciu cz³owieka dokonuje siê jedynie nak³adanie i zrzucanie masek, czai siê za plecami potwór zdrady, podstêpu, chorobliwej zazdroœci, przewrotnoœci. Negatywne emocje towarzysz¹ce mi³oœci. Ehej, jak gwa³tem obrotne ob³oki I Tytan prêtki lotne czasy pêdz¹, A chciwa mo¿e odci¹æ rozkosz nêdz¹ Œmieræ – tu¿ za nami spore czyni kroki... ...pisa³ Miko³aj Sêp Szarzyñski, przejêty do g³êbi marnoœci¹ ludzkiego ¿ywota. Mniej wiêcej w tym samym czasie na wykwintnym dworze w³oskim przypomnieñ w rodzaju „memento mori”, wezwañ do pokuty w obliczu czaj¹cej siê wiecznoœci, maj¹ ju¿ do przesytu. Slogan sta³ siê wiêc zachêt¹ do gry, do zabawy, dworskiej przebieranki. Wezwanie do umiarkowania, przyzwoitoœci i pokuty przekszta³cono w jego odwrotnoœæ – w zabawê: skoro tak krótko przebywamy na tym œwiecie, a m³odoœæ i uroda ulatuj¹ niepostrze¿enie, to korzystajmy póki czas, póki mo¿emy. Jutro mo¿e byæ za póŸno, albo w ogóle nas mo¿e ju¿ nie byæ. Bronzino przedstawia nam karnawa³, zabawê, teatr, przyjemnoœæ, wiêc choæ rezultat, wynik owej gry w ¿ycie jest znany – dopadnie nas staroœæ, rozczarowanie, przygnêbienie – przeto bawmy siê, póki mo¿emy.

Agnolo di Cosimo - „Wenus, Kupidyn, Szaleñstwo i Czas“ u

Obraz powsta³ na dworze Kosmy Medyceusza we Florencji, poœród arystokracji pieni¹dza, w³adzy, urodzenia. Dla wyrafinowanych konsumentów ¿ycia, sybarytów rozkosznych wra¿eñ, zblazowanych, mocno dekadenckich, biesiadników, koneserów przyjemnoœci sto³u i seksu. Obraz Bronzina dostarcza³ towarzystwu eskapistycznej uciechy, prezentowa³ wizerunek w rodzaju ilustracji do tematyki platoñskiej „Uczty”. Nastêpnie dzie³o podarowane zosta³o królowi Francji, gdzie w monarszej kolekcji znajdowa³o siê przez kilka wieków, by z czasem staæ siê w³asnoœci¹ arystokratycznej, brytyjskiej rodziny Spencerów; tych Spencerów, z których w XX wieku wywodzi³ siê m.in. Winston Churchill i ksiê¿na Diana. Galeria Narodowa kupi³a ten obraz do swej kolekcji w 1860 r. Dzie³o Bronzina jest niezwykle kolorowe. Podobnie jak w poprzednio omawianym przypadku „Madonny z Dzieci¹t-

kiem” Jeana Fouqueta, równie¿ i tutaj reprodukcja nie w pe³ni oddaje barwy orygina³u. Mo¿e elektroniczna kopia nie ró¿ni siê tak ra¿¹co od autentyku, ale jednak od niego odbiega. Kiedy ogl¹da³em malowid³o Bronzina w londyñskiej National Gallery, w³aœnie przede wszystkim intensywne, nasycone kolory przyci¹gaj¹ wzrok. Poœród swoistej monochromii br¹zów dzie³ dawnych mistrzów, obraz Bronzina wyró¿nia siê rozmaitoœci¹ jaskrawych barw, niepokoi osobliwoœci¹ przedstawienia, przyci¹ga œmia³ym erotyzmem.

D

zie³o Bronzina zawieszam w swojej prywatnej galerii. Rozmaicie go tytu³uj¹ – „Wenus, Kupidyn, Szaleñstwo i Czas”, albo „Alegoria Wenus i Kupidyna”, czy „Triumf Wenus”. Znajdzie siê na œcianie obok dzie³a Fouqueta. Zbie¿noœæ sztuki obu twórców oczywista, mimo dziel¹cego ich stulecia. Manieryzm stylu, czyli przejaw

swoistej bezsilnoœci twórców, gdy s¹dz¹, ¿e dochodz¹ do kresu mo¿liwoœci przedstawieñ zawartych w danej stylistyce; gdy potencja³ tkwi¹cy w œredniowiecznych (Fouquet) i renesansowych (Bronzino) regu³ach wyra¿ania na desce/p³ótnie przekracza pewn¹ nieokreœlon¹ granicê dziel¹c¹ umiar i trafnoœæ œrodków wyrazu od przesady w stylizacji, nadmiernej treœci w stosunku do tego, co siê chce zakomunikowaæ przy pomocy dostêpnych œrodków, nieumiarkowania ornamentyki; jakby metody, które twórcy mieli dotychczas do dyspozycji, ju¿ im nie wystarcza³y; albo odwrotnie, gdy treœci, które twórcy chc¹ przekazaæ, rozsadzaj¹ ramy przyjêtych chwytów artystycznych. Poetyka czasu zwolna przeradza siê we w³asn¹ karykaturê. Fouquet mistyka, religijna ¿arliwoœæ granicz¹ca z erotyzmem; Bronzino – renesansowe nawi¹zanie do antyku przekszta³ca siê w grê, teatr i pikanteriê zmys³ów. m


NOWY JORK

NR 58

10 marca 2018

ADAM WOLANIN - PAMIÊTNIK KAPRALA (1)

Autor pamiêtnika, kapral Adam Wolanin.

W szko³ach nie uczono mnie o ¿adnej Polsce, bo urodzony i wychowany by³em w niewoli. Coœ niecoœ s³ysza³ cz³ek o dawnych polskich czasach od ojców, od ludzi. Resztê dowiedzia³ siê w Ameryce, dok¹d za chlebem przyby³. Tu dowiedzia³ siê, ¿e Polska mo¿e byæ, tylko trzeba j¹ wywalczyæ. Sokoli w tym celu istniej¹. W Sokole wiêc przygotowywa³em siê do walki o wolnoœæ Polski. Wojna œwiatowa ka¿demu z nas m³odych by³a i nadziej¹ i przepowiedni¹, ¿e zbli¿a siê, nie tylko upragniony czas wyst¹pienia orê¿nie o sprawê wielk¹ i œwiêt¹, ale równie¿, ¿e walka nie bêdzie bezowocna, jak bezowocnemi by³y walki naszych dziadów. Wiosn¹ 1917 roku nadszed³ do Gniazda w Youngstown, Ohio tajny rozkaz mobilizacyjny. Zapisa³o siê wtedy na ochotnika w gnieŸdzie 263 a¿ 36 ochotników. Lecz gdy przyszed³ powtórny rozkaz, ju¿ nie tajny, a jawny, w dniu 12-go paŸdziernika 1917 roku, zapisa³o siê nas tylko dziewiêciu, a to: £owczan S., Mudryk B., £ysikowski, M³ynarski, Roga, Koputo, Sajkiewicz, Be³czak i A. Wolanin. Gdy nadszed³ dzieñ odjazdu do obozu Koœciuszki w Niagara-on-the-Lake, w Kanadzie, Be³szak gdzieœ nam siê zapodzia³. Wyruszy³o nas zatem w dniu 25-go X. 1917 tylko oœmiu na polsk¹ wojnê, do Polskiej Armji we Francji. Dzieñ ten by³ uroczystym dla miejscowej Polonji, która wyprawi³a nam suty bankiet, obdarzy³a podarkami, jak papierosami, swetrami, ciep³¹ bielizn¹, skarpetkami, a ró¿ne towarzystwa odprowadzi³y nas, przy dŸwiêkach orkiestry, na stacjê kolejow¹. Patrzeli na tê uroczystoœæ i procesjê Amerykanie z podziwem. Rozumieli widocznie, ¿e gdy Polacy z Ameryki jad¹ za oceany biæ siê o Polskê, to ta Polska musi wolnoœæ i niepodleg³oœæ uzyskaæ. W Buffalo z³¹czyliœmy siê z ochotnikami, d¹¿¹cymi do Armji Polskiej z Pennsylvanji i ze stanów wschodnich Unji, tak, ¿e ju¿ z Buffalo do Kanady, do obozu, ca³y poci¹g zape³niony by³ ochotnikami.

W obozie zosta³em przydzielony z mymi kolegami do II Baonu. Dali mundur jakiœ krasny, buty zimowe, bieliznê podbiegunow¹ i zaczê³o siê to ¿ycie w Wojsku Polskiem. Mieszkaliœmy w namiotach, to te¿ œwie¿ego powietrza by³o dosyæ, wiêc nic dziwnego, ¿e i apetyt by³ znakomity, zw³aszcza, gdy cz³owiek pobiega³ po ogromnej p³aszczyŸnie, zwanej polem æwiczeñ. Przysz³y nied³ugo œniegi i silne mrozy kanadyjskie. Œnieg zasypywa³ nas w namiotach nieraz. Dostaliœmy wtedy piece naftowe do namiotów, lecz po kilku dniach zabrak³o nafty. „Zabija³o” siê wiêc rêce, nogi grza³o siê bieganiem, tak. ¿e ostatecznie nikt nie zmarz³. Tu w³aœnie piosenka wojskowa „Choæ ch³odno i g³odno, ¿yjem sobie swobodno” mia³a zupe³ne zastosowanie, szczególnie co do ch³odu, bo na jad³o nie mo¿na siê by³o skar¿yæ. Polska chocia¿ jeszcze nie istnia³a na mapie wolnych ludów œwiata, jednak ju¿ karmi³a swych ¿o³nierzy jako tako. Kompanj¹ nasz¹ w Baonie II dowodzi³ porucznik Józef Zygmunt Rowiñski, który przeszed³ w Ameryce szko³ê Naczelnika Zwi¹zku Soko³ów Polskich dha Bartmañskiego (Bartmañski poleg³ póŸniej w randze majora czy te¿ podpu³kownika w walkach z bolszewikami w r. 1920), a w Kanadzie æwiczy³ siê od pocz¹tku 1917 roku w obozie Borden, a potem przydzielony zosta³ jako instruktor do obozu Koœciuszki w Niagara on the Lake. Porucznik Rowiñski trzyma³ nas krótko i ostro. Nie by³y to æwiczenia wojenne jeszcze, a przygotowania do nich, a wiêc wolne obroty, gimnastyka, no i sk³adanie siê karabinem. Pamiêtam, ¿e na trzeci dzieñ po przybyciu do obozu nie zapi¹³em coœ dwu guzików u munduru i niezupe³nie zapiêty stan¹³em na zbiórce. Komendant mój, porucznik Rowiñski, gdy to zobaczy³, a¿ zblad³ z powodu takiego „lekcewa¿enia” przeze

mnie subordynacji i dyscypliny wojskowej. Wyj¹³ nó¿ i wszystkie guziki mi poobrzyna³. By³a to kara podwójna, bo po pierwsze ukarany zosta³em publicznie przed ca³ym oddzia³em, który by³ œwiadkiem mojej „hañby”, a powtóre, co by³o kar¹ dotkliwsz¹, musia³em wieczór w zimnym namiocie guziki zgrabia³ymi palcami przyszywaæ. Odt¹d siê ju¿ nigdy nie zapomnia³em i przez trzyletni czas mojej s³u¿by wojskowej zawsze mia³em wszystkie guziki pozapinane. Dnia 27-go listopada wyjechaliœmy do St. John, sk¹d mieliœmy jechaæ do Halifaxu, a stamt¹d do Francji. W St. John, tam dopiero mrozy siarczyste. Dobrze, ¿e cz³owiek by³ ob³adowany plecakami i workami, to przynajmniej grza³o. Tu, poniewa¿ ochotnicy ju¿ drugi miesi¹c nie otrzymywali ¿o³du, zrobili ma³¹ „awanturkê”. Nie wchodzili w powody, dla których „pejda” nie by³a wyp³acana, a w³aœciwie, by prawdê rzec, to w³aœnie wchodzili w powody a¿ za wiele, bo zdawa³o im siê, ¿e ktoœ ich ¿o³d chce sobie przyw³aszczyæ po ich odjeŸdzie do Francji. Gdy przysz³o do zbiórki i æwiczeñ, gdy wydano rozkaz: naprzód marsz! – wszyscy w szeregu odkrzyknêli: „pejda”! i ani jeden z miejsca nie ruszy³. Wezwano telegraficznie Prezesa Zwi¹zku Soko³ów i Przewodnicz¹cego Komisji Wojskowej, który te¿ natychmiast przyby³ z Nowego Jorku, lecz i jego przywitano okrzykiem: „pejda”! Lecz wypowiedziane przez prezesa, dra Starzyñskiego (póŸniej major 1. – 13 – Dywizji Wojsk Polskich) kilka s³ów prawdy, przypomnienie, ¿e ¿aden z nas nie szed³ s³u¿yæ dla „pejdy” a dla Polski, bi³y ka¿dego po twarzy i wszystko ucich³o. Lecz i ¿o³d zaleg³y zosta³ nam wkrótce wyp³acony. W tym mniej wiêcej czasie otrzymaliœmy (ósemka z Gniazda 262) prezenta gwiazdkowe od Polonji z Youngstown.

L¹dowanie we Francji, 28 grudnia 1917 r. Foto: Archiwum SWAP.

Dnia 12-go grudnia przyszed³ rozkaz odjazdu do Francji. W tym te¿ dniu ka¿dy zabra³ swe „folwarki na barki” i wyruszyliœmy na stacjê, gdzie oznajmiono nam, ¿e mamy siê wróciæ do obozu. Klnie ka¿dy ju¿ naprawdê po wojskowemu na dowódców, którzy „nie wiedz¹, co robi¹”, i jak struty wraca do obozu. Dopiero na drugi dzieñ wyczytaliœmy w pismach angielskich, ¿e okrêt, którym mieliœmy odjechaæ, zosta³ w porcie Halifax wysadzony w powietrze przez szwabów, którzy w ca³ym œwiecie w ci¹gu wojny œwiatowej mieli swych zaufanych ludzi. Przypuszczano potem, ¿e wiedzieli oni o odjeŸdzie okrêtu z polskimi ochotnikami w dniu 12go grudnia i st¹d ten zamach. Niestety pomylili siê co do daty naszego odjazdu. I ju¿ nie odje¿d¿aliœmy z Halifax, a z New Yorku. Nowy rok spêdziliœmy na morzu, a po 12 dniach podró¿y wyl¹dowaliœmy w Bordeaux, gdzie ludnoœæ francuska przyjê³a nas nadzwyczaj owacyjnie i mile. Przemaszerowaliœmy z okrêtu przez ca³e miasto do stacji kolejowej, sk¹d mieliœmy odjechaæ do jednego z obozów. Na stacji zamiast wygodnych poci¹gów osobowych, widzimy wagony towarowe, z których przed chwil¹ wyprowadzono konie, a nas wprowadzaj¹. Dusimy siê jak œledzie, i jedziemy, a w³aœciwie wleczemy siê jak ¿ó³wie w doœæ mroŸny dzieñ styczniowy. Dostaliœmy do ka¿dego wagonu po dwa piecyki ogrzewane lecz, ¿e s³abo grza³y, z naszego wagonu wyrzuciliœmy je. Na nastêpnej stacji wymieniano je na wiêcej ogrzewaj¹ce. Nam, nie wymieniono, bo my nie mieliœmy nic do wymiany. Po dwóch dniach jazdy stanêliœmy w mieœcie Mayenne, gdzie nas ulokowano w doœæ przyzwoitych koszarach. Tu ju¿ zaczê³o siê dla nas ¿ycie prawdziwie wojskowe, bo wszystkie zwroty, obroty, wszelkie formacje, æwi-


czenia karabinem rêcznym i maszynowym. A poniewa¿ w Kanadzie te¿ nas po trosze æwiczono i tam s¹dziliœmy, ¿e kanadyjskie æwiczenia stosowane bêd¹, we Francji, tu zaœ system by³ zupe³nie inny, przeto znów ten i ów kl¹³ na tak¹ zmianê, ale zawsze siê stara³ wszystko lepiej od drugiego wykonaæ. Oficerowie nasi po ca³ych nocach œlêczeli, by siê wyuczyæ i nowej komendy i nowego regulaminu. Jednak regulaminy te nie by³y dla nas ujednostajnione, dlatego i oficerowie ró¿nie je rozumieli, i ka¿dy prawie z nich inaczej nam je t³umaczy³, i na inn¹ modê swych ¿o³nierzy æwiczy³. Najgorsze, to by³o, ¿e „parlowaæ” prawie ¿aden jeszcze nie umia³. Trzeba siê by³o i jêzyka na gwa³t uczyæ, by siê porozumieæ jako tako z instruktorem Francuzem, przydzielonym do ka¿dej kompanji. Dodawano wiêc pocz¹tkowo t³umaczy dla oficerów i instruktorów. T³umaczami byli Polacy z Armji Francuskiej, wzglêdnie z Legii Zagranicznej. By³ tu równie¿ ma³y k³opot z tytu³ami wojskowymi. Bo dotychczas jeden do drugiego, szeregowiec do podoficera czy oficera zwraca³ siê przez „druhu”, tu zaœ trzeba by³o siê zwracaæ przez „panie”. Oficerowie nasi woleli byæ druhami, dlatego te¿ czêsto awans ich omija³. ¯o³nierzom to tytu³owanie „nie widzia³o” siê. Szemrali, ¿e nied³ugo ka¿¹ tytu³owaæ oficerów „Jaœnie Wielmo¿nymi”. Jakoœ jednak poma³u przyzwyczailiœmy siê i póŸniej mówi³o siê zawsze: Panie poruczniku, czy te¿ panie kapitanie. „Ulubion¹” rozrywk¹ dla naszych komendantów by³ tak zwany „kaczy krok”, nieznany ani w Sokole, ani w Kanadzie. Drobny kroczek, jakby w jakim kadrylu. Mêka to by³a z tym krokiem, i po pierwszych æwiczeniach ka¿dy ledwie ¿yw do baraków wraca³. ¯ywnoœæ we Francji by³a marna. Ja na przyk³ad na ¿aden „wiktunek” nie narzeka³em, a tu by³em wyprowadzony z cierpliwoœci. Na œniadanie czarna kawa z sacharyn¹, a zwykle bez sacharyny. Na obiad zupa „napoleoñska” z buraków lub z brukwi. Czasem znalaz³ siê w niej ziemniak, a czasem, co by³o chyba wielkiem œwiêtem; w zupie gotowa³ siê kawa³ miêsa. Chleba na dzieñ dostawa³: ka¿dy 600 gramów. Pocz¹tkowo ka¿dy sobie radzi³ niezgorzej, bo by³y „franciszki”, wiêc w mieœcie mo¿na by³o dostaæ wcale ³adnego chleba. Lecz tu Francuzi, mieszkañcy miasta, narobili krzyku, ¿e im siê krzywda dzieje, bo ¿o³nierze wyjadaj¹ chleb. A chleb by³ wtedy wydawany za kartkami, nam nie wolno by³o w sklepach chleba sprzedawaæ. Chleb otrzymywa³o siê w sklepie w ten sposób, ¿e taki „g³odomor” z Ameryki wchodzi³ do piekarni, rzuca³ franka na stó³, bra³ pó³metrowy chleb pod pachê i najspokojniej wychodzi³. Potem Francuzi strzegli siê nas i chleb chowali. Poci¹ga³o siê pasa i jakoœ siê ¿y³o. Po miesi¹cu pobytu we Francji, zostaliœmy ubrani w nowe mundury, no i ka¿dy otrzyma³ ekwipunek wojenny, 200 naboi i granaty. Z tem wyjechaliœmy na front. My, materja³ jeszcze surowy, na front. Pewnego razu por. Pi¹tkowski pokazuje nam kawa³ ¿elaza, podobnego kszta³-

Æwiczenia rekrutów do Armii Polskiej we Francji. Ze zbiorów MPA.

tem do flaszki. Pyta, co to i jest. Naturalnie nikt nie wie, bo takiej „flaszki” nie widzia³ nigdy w ¿yciu. Dowiadujemy siê, ¿e to po polsku nazywa siê gar³acz. Zak³ada siê ten gar³acz na lufê karabinu, wk³ada siê granat, poci¹ga siê za cyngiel i granat wyrzucony z gar³acza, pada o jakieœ 600 do 1000 metrów. I tak co dzieñ prawie poznawaliœmy nowy przedmiot nowej, wszechœwiatowej „zabawki” Dnia 18-go lutego 1918-go roku wyjechaliœmy z Mayenne, do St. Tans. Tam ju¿ s³ychaæ by³o doskonale muzykê wojenn¹. Tu przechodziliœmy now¹ i szko³ê w strzelaniu do tarczy, w rzucaniu granatów, kopaniu rowów, zak³adaniu drutów kolczastych, zdobywaliœmy za³o¿one przez siebie przeszkody. Rygor panowa³ wojenny. Bez specjalnego pozwolenia nie wolno by³o siê z obozu oddaliæ. Ale za to jedzenie by³o lepsze, bo i zupa z miêsem, i kawa z cukrem, ba, i wina dwa kubki na dzieñ. W chwilach wolnych od æwiczeñ urz¹dzane by³y odczyty, pogadanki naukowe, zawody jednostek i kompanji, i tak jakoœ czas up³ywa³. Tylko najgorsze by³y te nocne alarmy. Cz³owiek wyci¹gn¹³ siê pod ko³dr¹ po ca³odziennych skakaniach i marsz¹ch, chrapa³ smacznie, a tu tr¹bka budzi. Ubieraj siê na gwa³t, stawaj do szeregu, i co gorsza czêsto po alarmie – nie kazali iœæ spaæ z powrotem, a wysy³ali na jakiœ wywiad. W æwiczeniach by³o ró¿nie. Czasem l¿ej, czasem uci¹¿liwiej. Zale¿a³o od dowódcy plutonu, czy sekcji. Najlepiej by³o z sier¿antem Cebul¹. Ten po zrobieniu paru dobrych zwrotów na prawo i lewo, dawa³ komendê: odmarsz na lewo lub prawo, zale¿nie, gdzie, w której stronie by³a zaciszna polanka, tam znowu: spocznij – stawa³o dwóch do obserwacji, a reszta odpoczywa³a. Na dany sygna³, ¿e idzie

Armia polska we Francji - oœrodek wyszkolenia w Sille-le Guillaume. Przegl¹d wojsk w obozie polskim. Ze zbiorów NAC.

oficer, nasz Cebu³a szybko robi³ zbiórkê, znów zwroty, marsz ze œpiewem, i „wszystko w porz¹dku” by³o. By³oby mo¿e to ¿ycie obozowe, pod hukiem armat, p³ynê³o przyk³adniej, gdybyœmy nie mieli miêdzy sob¹ „czarnych kruków”. Przez nich ci¹g³e k³ótnie, kary za niepos³uszeñstwo, awantury. W mojej, 7ej kompanji trzech mia³em takich kole¿ków. A to £owczan, Wójcik i Szewczyk. Ten ostatni zwa³ siê nie inaczej, tylko: – Dru¿ku œcieñciuj nó¿kê. W innych kompanjach byli jeszcze „lepsi”, ale i ci im nieraz dorównywali w pijatyce, oraz w ró¿nego rodzaju а wanturach. Ale za to ¿o³nierze, w ¿o³nierskim s³owa znaczeniu, byli z nich naprawdê „morowi”. Aczkolwiek awanturnicy, uprzyjemniali nam wszystkim ¿ycie swemi awanturkami. Gdy ich czasem zabrak³o, to zaraz jakiœ nastrój grobowy tak w baraku jak i w marszu dawa³ siê odczuæ. W St. Tans dostaliœmy po raz pierwszy „premjê”. Wtedy te¿ nasi trzej koledzy u¿ywali sobie. Raport o godzinie 9-ej. Sprawdzenie obecnych. „wszyscy obecni” wo³a jakiœ zaspany g³os. Sier¿ant odszed³ do drugiego baraku. O pó³nocy prowadz¹ naszych zuchów „pod dobr¹ dat¹” z miasta. Na drugi dzieñ ca³a sekcja za g³os zaspanego kolegi dosta³a „koszarowego”. W czasie tej kary trzeba by³o wykonywaæ specjalne „czyszczenie” obozu. Trzej zaœ dru¿kowie dostali po osiem dni „paki”, o chlebie i wodzie. By³a to naturalnie kara na papierze, bo mieli przecie¿ Kolegów, i ci nie tylko jedzenia im dostarczyli, alle papierosów, a nawet wina. Raz sam omal za kraty przez £owczana siê nie dosta³em. Pe³ni³em s³u¿bê „kaprala tygodniowego”. Miêdzy innymi moimi obowi¹zkami by³o dostarczenie, wiêŸniom jedzenia, t. j. chleba i wody. Niosê chleb, patrzê, a £owczan za kratami. „Kole¿ko”, powiada, „na rany Chrystusa zaklinam ciê, bój siê Boga, zmi³uj siê nade mn¹. Od czterech dni papierosa „w tworzy” nie mia³em, a nie jad³em nic od dwóch dni. Szlag cholerê trafi³”... Ha, co by³o robiæ. Rzek³o siê wartownikowi na ucho, by jednem okiem tylko patrza³, kucharzowi da³o siê rozkaz, by w jedn¹ miskê da³ ¿arcia na dwóch, wziê³o siê bochenek chleba, wydr¹¿y³o dziurê, w³o¿y³o papierosów no i zanios³o siê mojemu £owczanowi. Robili to i inni poprzednio, a i ja nie chwal¹cy siê kilka razy ju¿ kolegom ¿ycie w ten sposób os³adza³em, dlaczego¿ dzisiaj £owczanowi nie mog³em daæ papierosów i jedzenia. A¿ tu przy drzwiach prawie wiêzienia nadszed³ por. Pi¹tkowski. O Jezu dobry, ratuj mnie grzesznego. Zaczê³a siê „krêtanina” na wszystkie strony, t³ómaczenie. Ale nie

³atwo by³o Pi¹tkowskiego wywieœæ w pole. Dowiedzia³ siê, ¿e dla £owczana nios³em jedzenie i papierosy. Poniewa¿ poprzednio nie by³em nigdy karany, usz³o mi to sucho. (zachowano pisowniê oryginaln¹). Ci¹g dalszy nast¹pi. Opr. J. Szczepkowska

KALENDARZ WETERANA 10 marca 1920 – Wojna polsko-bolszewicka: wojska bolszewickie rozpoczê³y ofensywê na zachód. 11 marca 1947 – Przed Najwy¿szym Trybuna³em Narodowym w Warszawie rozpocz¹³ siê proces Rudolfa Hoessa, komendanta by³ego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. 12 marca 1910 – urodzi³ siê Zygmunt Szendzielarz (ps. £upaszka). We wrzeœniu 1939 by³ dowódc¹ 2. szwadronu w 4 Pu³ku U³anów Zaniemeñskich w sk³adzie Wileñskiej Brygady Kawalerii. Od wrzeœnia 1943 roku dowódca V Wileñskiej Brygady AK (tzw. Brygady Œmierci), a nastêpnie oddzia³ów partyzanckich eksterytorialnego Wileñskiego Okrêgu AK. W 1948 r. aresztowany przez UB, nastêpnie skazany na karê œmierci. Stracony 8 lutego 1951 r. 1943 – Oddzia³ partyzancki „Jêdrusie” i miejscowa placówka AK rozbi³y wiêzienie w Opatowie i uwolni³y oko³o 80 wiêŸniów. 13 marca 1931 – Sejm RP uchwali³ ustawê o wygaœniêciu mocy prawnej przepisów wyj¹tkowych, zwi¹zanych z pochodzeniem, narodowoœci¹, jêzykiem, ras¹ lub religi¹ obywateli Rzeczypospolitej. 14 marca 1944 – Rozkaz Józefa Stalina o przeformowaniu 1. Korpusu w 1. Armiê WP. 15 marca 1923 – Podpisano dodatkowy protokó³ do Traktatu Wersalskiego zatwierdzaj¹cy ostatecznie wschodni¹ granicê II Rzeczypospolitej i uznaj¹cy tym samym przynale¿noœæ do niej Galicji Wschodniej i Wileñszczyzny. 16 marca 1944 – 1. Korpus Polskich Si³ Zbrojnych zosta³ przekszta³cony w 1. Armiê Polsk¹ w ZSRS; dowództwo nad ni¹ obj¹³ gen. Zygmunt Berling. Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 17 Irving Place, New York, NY 10003 e-mail: pava-swap@kurierplus.com tel. (212) 358-0306 www.pava-swap.org Redakcja: Jolanta Szczepkowska


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

12

GRUBE

RYBY

i

www.kurierplus.com

PLOTKI

Weronika Kwiatkowska

Prawdziwe ¿ycie zaczê³o siê po dyplomie”. Na szczêœcie ¿ycie zawodowe i prywatne Marcina Dorociñskiego u³o¿y³o siê pomyœlnie. Papierosy rzuci³, gdy zacz¹³ uprawiaæ triathlon. A alkohol „zostawia na wyj¹tkowe okazje – spotkania w gronie przyjació³, mecz Ligi Mistrzów lub bankiet po premierze”. Idea³? *

u

u

Gary Oldman.

Oscary rozdane. Ale nie ma o czym opowiadaæ. Jubileuszowa, 90. ceremonia wrêczenia najwa¿niejszych nagród filmowych by³a nudna i przewidywalna. Wed³ug powszechnej opinii, gospodarz wieczoru, Jimmy Kimmel, wypad³ s³abo. „Brakowa³o dynamiki, lekkoœci ¿artów”pisa³y nazajutrz czo³owe gazety. Wygra³ obraz „Kszta³t wody”, zgarniaj¹c ³¹cznie cztery statuetki w tym za re¿yseriê dla Guillermo Del Toro. Warto odnotowaæ, ¿e to pierwszy w historii obraz science-fiction, który zdoby³ to zaszczytne wyró¿nienie. W kategoriach aktorskich nie by³o niespodzianek. Za najlepsz¹ g³ówn¹ rolê ¿eñsk¹ uznano kreacjê Frances McDormand w filmie „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” Martina Mc Donagha. Nagrodê dla najlepszego aktora zgarn¹³ Gary Oldman, który w „Czasie mroku” wcieli³ siê w premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla. Za najlepszy scenariusz oryginalny uznano „Get out” (Jordan Peele), a w kategorii adaptacji uhonorowano legendarnego, prawie 90letniego James’a Ivory za film „Call me by your name” (w Polsce „Tamte dni, tamte noce”). Niestety, polsko-brytyjska produkcja „Twój Vincent” przegra³a z disneyowskim „Coco”. Najnowsze dzie³o Pixara zdoby³o Oscara za animacjê i najlepsz¹ piosenkê. * Ma 44 lata i uœmiech, za którym szalej¹ wszystkie Polki. Marcin Dorociñski debiutowa³ na ekranie w po³owie lat 90. w s³ynnej „Szamance” ¯u³awskigo. Potem by³y role w takich hitach jak „Pitbull”, „Ró¿a” czy „Jack Strong”. Na ekranach polskich kin w³aœnie pojawi³ siê „Plan B”, nowy film Kingi Dêbskiej,

u

Marcin Dorociñski.

w którym aktorowi partneruje pies. Choæ jak mawia³ klasyk – z dzieæmi i zwierzêtami lepiej nie wystêpowaæ – aktor udowadnia, ¿e nie boi siê ani jednych, ani drugich. „Ja po prostu staram siê podchodziæ do ka¿dego z szacunkiem. Niewa¿ne, czy jest to cz³owiek, czy pies albo kurczak. Nie musimy siê uwielbiaæ ani kochaæ, ale fajnie by by³o, gdybyœmy siê nie poró¿nili” – t³umaczy. „Psa Kotleta, z którym gram w „Planie B”, sam wybra³em. Re¿yserka zrzuci³a na mnie tê odpowiedzialnoœæ. Jak zobaczy³em Kotleta, to od razu stwierdzi³em, ¿e wygl¹da jak zbój. Potem siê okaza³o, ¿e to suczka i w dodatku rasowa. Te psy wypasaj¹ w Australii byd³o”- wyjaœnia Dorociñski. „Kotlet do tego ma charyzmê i oczy gwiazdy filmowej. Nie chcê u¿ywaæ wielkich s³ów, ale zyska³em przyjaciela”- ¿artuje. Na jednym z portali spo³ecznoœciowych aktora œledzi blisko æwieræ miliona osób, a lajki pod postami id¹ w tysi¹ce. Co wa¿ne, Dorociñski wystêpuje tam przede wszystkim w roli mi³oœnika zwierz¹t namawiaj¹cego do adopcji psów ze schroniska lub zbieraj¹c pieni¹dze dla fundacji wspieraj¹cych chore dzieci. „Staram siê propagowaæ wartoœciowe inicjatywy, edukowaæ, pomagaæ potrzebuj¹cym”- mówi aktor. „Promujê tam równie¿ swoj¹ pracê zawodow¹. Szanujê swoich widzów. Nie wciskam im kitu. To wczeœniej czy póŸniej przynosi rezultaty”- dodaje. Aktor coraz wiêcej gra za granic¹. Wyst¹pi³ m.in. w brytyjskim filmie wojennym „Operacja Anthropoid”, oraz w „Hurricane” opowieœci o Dywizjonie 303. „Siedzia³em za sterami tego legendarnego myœliwca”- opowiada Dorociñski. „Zrobi³ na mnie olbrzymie wra¿enie Dwa lata wczeœniej go odnowiono, wiêc wygl¹da³ jak nówka. Nie mia³ tylko

dzia³ na skrzyd³ach. Kokpit niczym siê nie ró¿ni³ od orygina³u z czasów II wojny œwiatowej. Jak siê w nim znalaz³em, by³em przera¿ony. Proszê sobie wyobraziæ: siedzieæ dzieñ w dzieñ zamkniêtym w metalowej puszce, braæ udzia³ w powietrznych bitwach, modliæ siê, ¿eby nie skoñczy³o siê paliwo. Jak ta s³u¿ba musia³a wp³yn¹æ na psychikê ¿o³nierzy? Wtedy nikt nie myœla³ o syndromie powojennym. Dzisiaj ludzie wracaj¹cy z misji maj¹ opiekê psychologiczn¹. A kiedyœ? Ci faceci naprawdê byli kamikadze”podsumowuje. Co ciekawe, aktor obsadzany g³ównie w rolach twardzieli i przez ¿eñsk¹ czêœæ widowni uznawany za jednego z najbardziej „mêskich” gwiazd polskiego kina, przyznaje, ¿e do 25 roku ¿ycia nie pali³ papierosów i w³aœciwie nie tyka³ alkoholu. Nawet w akademiku, w którym mieszka³ razem z Adamem Woronowiczem (znanym m.in. z ról ks. Popie³uszki czy œw. Maksymiliana Kolbego). „Woron” mieszka³ w innym pokoju, ale faktycznie by³ niedoœcignionym wzorem”- wspomina Marcin. „Wydawa³ siê wrêcz mnichem z t¹ swoj¹ siln¹ wiar¹”- dodaje. „Lubi³em wtedy chodziæ na imprezy i bawiæ siê bez tych wszystkich wspomagaczy. Paliæ zacz¹³em, gdy dopad³ mnie pierwszy porz¹dny stres, czyli po skoñczeniu studiów. Jak mawia³ profesor Skotnicki „Aktor po szkole teatralnej jest jak kosmonauta, który wyszed³ w przestrzeñ kosmiczn¹ i boi siê, ¿eby mu kombinezon nie pierdoln¹³”. Choæ na uczelni by³o strasznie du¿o zajêæ, mieliœmy tam cieplarniane warunki.

Barbara Streisand.

Tymczasem Barbra Streisand, legendarna piosenkarka i aktorka narazi³a siê obroñcom zwierz¹t. Gwiazda znana z mi³oœci do swojej suczki Sammie, która w ubieg³ym roku, w wieku 14 lat odesz³a za têczowy most, postanowi³a skorzystaæ z najnowszych osi¹gniêæ naukowych i... sklonowaæ ukochanego pupila. „Jeszcze za ¿ycia Samanthy, rasy Coton de Tulear, pobrano z jej pyszczka i brzucha komórki, które pos³u¿y³y jako materia³ do replikacji. W wyniku procesu klonowania powsta³y a¿ dwa szczeniaczki, które s¹ wiernymi genetycznymi kopiami zmar³ej suczki. Streisand da³a im na imiê Miss Scarlett i Miss Violet. Poniewa¿ wygl¹daj¹ identycznie, 75-latka zak³ada im ubranka w ró¿nych kolorach. Gwiazda twierdzi jednak, ¿e choæ wizualnie s¹ takie same, ich charaktery znacznie siê ró¿ni¹”- czytamy. „Nie mogê siê doczekaæ kiedy dorosn¹, ¿ebym mog³a zobaczyæ, czy maj¹ jej br¹zowe oczy oraz jej powagê” – mówi Barbra. Wyznanie gwiazdy poró¿ni³o internautów. Jedni uwa¿aj¹, ¿e to nieetyczne, drudzy rozumiej¹ wybór Streisand. Spraw¹ zainteresowa³a siê PETA (organizacja dzia³aj¹ca na rzecz etycznego traktowania zwierz¹t), która zwraca uwagê m.in. na problem przepe³nionych schronisk oraz podkreœla, ¿e wielu „braci mniejszych” jest obecnie przetrzymywanych i drêczonych po to, by mog³y zostaæ w przysz³oœci sklonowane. „Czujemy ból Barbry Streisand po stracie ukochanego zwierzaka, ale chcielibyœmy z ni¹ tak¿e omówiæ problem klonowania zwierz¹t” – mówi¹ dzia³acze organizacji. Co na to gwiazda? Na razie nic. Siedzi cicho. Jak mysz pod miot³¹. m

Aleksandra Karkowska i Barbara Caillot Dubus poszukuj¹ osób, które w latach 1936-1969 p³ynê³y na MS Batory. Cenne bêd¹ te¿ wszelkie zdjêcia, filmy, listy czy inne pami¹tki z rejsu. Wszystko to na potrzeby ich nowej ksi¹¿ki pod roboczym tytu³em „B jak Batory”, która zawieraæ bêdzie wspomnienia zwi¹zane ze s³ynnym gdyñskim transatlantykiem. kontakt: oryginaly@oryginaly.com.pl


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 10 MARCA 2018

Powtórka z historii

Polska Gomu³ki u

W³adys³aw Gomu³ka.

Przewrót polityczny jesieni¹ 1956 by³ jednym z najwa¿niejszych prze³omów w historii powojennej Polski. PaŸdziernik’56 by³ pod wieloma wzglêdami pokojow¹ rewolucj¹, tak jak 14 lat póŸniej by³ ni¹ Sierpieñ 80. Dogmatyczny marksizm przesta³ byæ wszechw³adn¹ ideologi¹ panuj¹c¹ w kraju. Widaæ to by³o szczególnie w ¿yciu spo³eczno-kulturalnym. Turyœci z ZSRS, Bu³garii, Rumunii i innych krajów bloku wschodniego odwiedzaj¹c Warszawê w latach 60. byli zaszokowani ubiorami polskiej m³odzie¿y, muzyk¹ jazzow¹ w klubach studenckich, nieŸle zaopatrzonymi sklepami i domami towarowymi. Inaczej wygl¹da³a sytuacja w ¿yciu politycznym. Próby tworzenia partii opozycyjnych lub niezale¿nych organizacji m³odzie¿owych zosta³y unicestwione w ci¹gu kilku miesiêcy po PaŸdzierniku. Gomu³ka zezwoli³ jedynie na istnienie w sejmie kilkuosobowej reprezentacji dzia³aczy katolickich zgrupowanych w klubie „Znak”. Przywrócono równie¿ wydawanie zlikwidowanego w roku 1953 Tygodnika Powszechnego, który wkrótce zyska³ sobie opiniê jedynego, niezale¿nego czasopisma w kraju. Szybko okaza³o siê, ¿e nowy przywódca nie zezwoli nawet na wiêksz¹ swobodê wydawnictw prasowych. Przygotowywany miesiêcznik literacki „Europa”, którego redaktorem naczelnym mia³ byæ Jerzy Andrzejewski, nigdy siê nie ukaza³. Jesieni¹ 1957 r. zlikwidowano liberalny tygodnik studencki „Po prostu”. Protestuj¹c¹ przeciwko tej decyzji m³odzie¿ warszawskich uczelni rozpêdzono pa³kami i gazami ³zawi¹cymi. Na pocz¹tku 1959 r. odby³ siê III Zjazd PZPR na którym Gomu³ka umocni³ swoj¹ pozycjê niekwestionowanego przywódcy. Pierwszy sekretarz zaatakowa³ zwolenników dalszych, liberalnych przemian nazywaj¹c ich rewizjonistami i oskar¿aj¹c o próby „demontowania socjalizmu”. Do w³adz partyjnych i rz¹dowych zaczêli wracaæ niektórzy stalinowcy odsuniêci po PaŸdzierniku. Sytuacja gospodarcza kraju przez kilka lat po roku 1956 wykazywa³a pewn¹ poprawê. Czêœciowo zmieniono system odgórnego zarz¹dzania polegaj¹cy na narzucaniu ustalonych wskaŸników. W celu opracowania reform systemu gospodarczego powo³ano Radê Ekonomiczn¹ z udzia³em tak wybitnych ekonomistów jak profesor Oskar Lange i profesor Czes³aw Bobrowski. W rolnictwie zrezygnowano z kolektywizacji i zaczêto popieraæ gospodarstwa indywidualne. Przyczyni³o siê to do lepszego zaopatrzenia rynku w artyku³y ¿ywnoœciowe. Du¿e znaczenie mia³y uzyskane w roku 1957 kredyty amerykañskie na zakup zbo¿a. Ju¿ jednak pod koniec lat 50. ograniczono produkcjê dóbr konsumpcyjnych a zaczêto k³aœæ wiêkszy nacisk na rozwój przemys³u ciê¿kiego – hutnictwa, górnictwa, przemys³u metalurgicznego. Zrezygnowano równie¿ z wiêkszoœci reform i eksperymentów ekonomicznych.

Jednym z niewielu sukcesów gospodarczych epoki Gomu³ki by³a budowa Fabryki Samochodów Ma³olitra¿owych w Bielsku Bia³ej, która produkowa³a s³ynne „ma³e Fiaty”. W warszawskim FSO uruchomiono produkcjê Fiatów 125. W polityce zagranicznej Polska stosowa³a siê ogólnie do wytycznych ustalonych w Moskwie. Haniebnym aktem by³ udzia³ wojsk polskich w zbrojnej interwencji w Czechos³owacji w roku 1968, która po³o¿y³a kres liberalnym reformom „praskiej wiosny”. Gomu³ka mia³ obsesjê na punkcie nieuznawania przez Niemcy Zachodnie polskiej granicy na Odrze i Nysie. Prawie w ka¿dym jego przemówieniu pojawia³y siê s³owa o „rewizjonistach i odwetowcach” z Bonn. Dopiero w grudniu 1970 r. nast¹pi³o podpisanie uk³adu z Republik¹ Federaln¹ potwierdzaj¹cego ostateczny charakter polskiej granicy zachodniej. By³ to pewien sukces polityki Gomu³ki, który zainicjowa³ rokowania z rz¹dem RFN. Dwa tygodnie po zawarciu uk³adu pierwszy sekretarz zosta³ odsuniêty od w³adzy w rezultacie strajków robotniczych na Wybrze¿u. Gomu³ka, który by³ samoukiem i nie posiada³ nawet matury, mia³ wrodzon¹ niechêæ w podejœciu do intelektualistów i ludzi kultury. Wiosn¹ 1964 r. grupa 34 pisarzy i naukowców wystosowa³a list do rz¹du PRL krytykuj¹cy dzia³ania cenzury i ograniczenia przydzia³u papieru na druk ksi¹¿ek i innych wydawnictw. List by³ bardzo krótki i ³agodny w treœci. Co niezwykle zirytowa³o Gomu³kê i jego otoczenie to lista osób, które podpisa³y list. By³y wœród nich takie s³awy literatury i nauki polskiej jak Maria D¹browska, Jan Parandowski, Melchior Wañkowicz, Tadeusz Kotarbinski czy Edward Lipiñski. Niektórzy z sygnatariuszy otrzymali zakaz publikacji i wyjazdów zagranicznych. W³adze zorganizowa³y kontr-list, który podpisa³o kilkuset literatów, dziennikarzy i artystów. W roku 1966, w dziesi¹t¹ rocznicê PaŸdziernika prof. Leszek Ko³akowski wyg³osi³ odczyt na Uniwersytecie Warszawskim, w którym ostro skrytykowa³ w³adze za niedotrzymanie obietnic danych spo³eczeñstwu w roku 1956. W konsekwencji Ko³akowski zosta³ usuniêty z partii. W obronie profesora stanê³o 22 pisarzy, którzy wystosowali list protestacyjny do KC PZPR. Niektórzy z nich zwrócili legitymacje partyjne. Nastroje antyinteligencje podgrzewa³a frakcja „partyzantów” skupiona wokó³ genera³a Mieczys³awa Moczara. Konflikt miêdzy partyjnymi aparatczykami i ludŸmi kultury polskiej zaostrza³ siê z miesi¹ca na miesi¹c. W czerwcu 1967 r. zjazd Zwi¹zku Literatów Polskich uchwali³ rezolucjê potêpiaj¹c¹ ograniczanie wolnoœci s³owa. Eskalacja konfliktu nast¹pi³a w zimie 1968 r. W styczniu w³adze zakaza³y dalszych przedstawieñ „Dziadów” Mickiewicza w Teatrze Narodowym w Warszawie. Sta³o siê to w rezultacie przyczyn¹ spontanicznych reakcji publicznoœci na antyrosyjskie akcenty dramatu. Zakaz wystawiania „Dziadów” by³ bezpoœredni¹ przyczyn¹ wydarzeñ marcowych – rewolty m³odzie¿y akademickiej na wiêkszoœci uczelni w Polsce. Rok 1968 mo¿na uwa¿aæ za ostateczny kres czasów wzglêdnej poprawy warunków ¿ycia ludnoœci oraz pewnej, ograniczonej swobody w ¿yciu kulturalnym. Okres ten jest równie¿ znany w najnowszej historii Polski pod nazw¹ „ma³ej stabilizacji”.

Kazimierz Wierzbicki

13

Nie ma piêkniejszej muzyki od granej przez w³asne dziecko

u

Uczniowie Kobo Music Studio po koncercie.

u

Zosia Ku³aga.

W ostatni¹ sobotê, w audytorium szko³y Œw. Stanis³awa Kostki odby³ siê czerdziesty siódmy z kolei koncert w wykonaniu m³odych muzyków na co dzieñ ucz¹cych siê w KOBO Music Studio na Greenpoincie. W koncercie wyst¹pi³o ponad czterdziestu m³odych adeptów muzyki oraz ich nauczyciele. W recitalu, który trwa³ grubo ponad dwie godziny s³uchacze mogli us³yszeæ nie tylko proste melodyjki zagrane przez najm³odszych, ale tak¿e utwory Chopina, Liszta, Bartoka, Beethovena i innych znanych kompozytorów. Klasa gitary zaprezentowa³a tak¿e ró¿norodny program od muzyki klasycznej do rokowej. Program uœwietni³ wystêp Kerri Thompson, która piêknie zaœpiewa³autór Claude Debussy’ego. Koncert prowadzi³a Paula Jankowski i Nicholas Kaponyas. KOBO Music Studio istnieje nieprzerwanie od dwudziestu trzech lat i pod kierunkiem Bo¿eny Konkiel prowadzi dzia³alnoœæ pedagogiczn¹ w kierunku muzyki. M³odzi uczniowie KOBO Music Studio znani s¹ w krêgu polonijnym w zwi¹zku z czêstymi wystêpami na ró¿nych imprezach organizowanych przez organizacje polonijne.

W ostatnim czasie muzycy z KOBO wystêpowali miêdzy innnymi w Centrum Polsko S³owiañskim, Konsulacie Generalnym RP, Fundacji Koœciuszkowskiej, Akademii Stanis³awa Kostki, Galerii Kuriera Plus, City Banku, czy Amber Club. Koncertowali tak¿e wiele razy w œrodowisku amerykañskim. W ka¿dym roku, uczniowie KOBO zdaj¹ z wielkim powodzeniem egzaminy do szkó³ muzycznych, konserwatoriów muzycznych, NYSMMA. Bior¹ udzia³ w klasach mistrzowskich. W tym roku jeden z nauczycieli szko³y, Robert Bronchard, dosta³ si¹ na studia doktoranckie z fortepianu. Ma³e sukcesy ma³ych dzieci buduj¹

u

Emilka Ponarski.

czêsto ich przysz³oœæ. A jeœli ich kariera w przysz³oœci nie bêdzie zwi¹zana z muzyk¹, to muzyka w nich zostanie na zawsze. Nie od dziœ wiadomo, ¿e muzyka odgrywa bardzo wa¿n¹ rolê w rozwoju dziecka; m.in. aktywuje czêœci mózgu, które s¹ odpowiedzialne za ruch, planowanie, uwagê, czy pamiêæ. Jest wa¿nym narzêdziem, które mo¿e pomóc dzieciom dojrzewaæ emocjonalnie i intelektualnie. Dajmy naszemu dziecku szansê aby mog³o rozwijaæ siê i dawa³o szczêœcie rodzicom graj¹c dla nich. Nie ma bowiem piêkniejszej muzyki od tej która grana jest przez nasze dziecko.

BK

Princess Manor Excellence in Catering Every Occasion Specjalizujemy siê w przyjêciach weselnych w stylu polskim.

PRZYJÊCIA OKOLICZNOŒCIOWE NA KA¯D¥ OKAZJÊ

Najwiêksza sala bankietowa na Greenpoincie Informacje i rezerwacje z Biurze Princess Manor: 92 Nassau Avenue, Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-389-6965 www.princessmanor.com


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

14

www.kurierplus.com

Nowa powieϾ w odcinkach

Tadeusz Do³êga Mostowicz

Pamiêtnik pani Hanki

odc. 29

Powieœæ pod powy¿szym tytu³em, to ostatnia i jak wielu krytyków uwa¿a, najlepsza ksi¹¿ka niezwykle popularnego w okresie miêdzywojennym pisarza Tadeusza Do³êgi Mostowicza. Napisana jest w formie dziennika. Autor œwietnie oddaje w niej klimat przedwojennej Warszawy i ¿ycie ówczesnych elit. G³ówna bohaterka – ¿ona polskiego dyplomaty wpl¹tuje siê w aferê... Mo¿na siê by³o domyœliæ, ¿e mia³o to jakiœ zwi¹zek z miss Normann. Przypuszczam, ¿e oznacza to, ¿e zamieszka³a w „Patrii” i ¿e mo¿na dzwoniæ do niej miêdzy szóst¹ a ósm¹. Powziê³am nie-z³omne postanowienie: natychmiast po wyzdrowieniu jadê do Krynicy i te¿ zatrzymam siê w „Patrii”. Czyta³am dziœ w gazetach, ¿e ma tam przyjechaæ Kiepura z ¿on¹. Jego ju¿ pozna³am przed dwoma laty w Pary¿u. Ale jej jestem bardzo ciekawa. Ma naprawdê przeœliczny g³os. Kilka osób nawet mi mówi³o, ¿e jesteœmy do siebie podobne, ale nie zgadzam siê z tym wcale. Wys³a³am wczoraj list do Mostowicza. Wiem, ¿e nie cierpi pisywania listów, ale przynajmniej depesz¹ mi odpowie na pewno. Jemu bêdê mog³a siê zwierzyæ z niektórych moich prze¿yæ i zapytaæ go, co o nich s¹dzi. Dziœ bêdê mia³a ciê¿ki pasztet: ojciec zapowiedzia³ siê na wieczór. By jakoœ ul¿yæ atmosferze, zaprosi³am jeszcze kilka osób. Rano by³a Danka. Organizuje teraz jakieœ nowe stowarzyszenie, które ma zaj¹æ siê Ÿle prowadz¹cymi siê dziewczêtami. To zabawne, ¿e Ÿle prowadz¹ce siê dziewczêta nie rewan¿uj¹ siê i nie zak³adaj¹ zwi¹zków opiekuj¹cych siê pannami, które siê dobrze prowadz¹. Nie rozumiem, dlaczego ludzie w ogóle wtr¹caj¹ siê do ¿ycia innych. Ka¿dy sobie organizuje ¿ycie, jak sam chce, i ponosi tego konsekwencje. Oczywiœcie zachowujê sobie prawo wypowiadania opinii, ale nie mam ¿adnego na usprawiedliwienie wœcibstwa. Czwartek Sama nie wiem, jak dosz³o do tej rozmowy. Zapamiêta³am z niej ka¿de s³owo. Nie umiem sobie tylko uprzytomniæ, co sk³oni³o Jacka do mówienia. Zdaje siê, ¿e sprowokowa³ go do tego ojciec, bardzo surowo potêpiaj¹c Toniê Potock¹ za jej stosunek do mê¿a. Gdy wieczorem wszyscy wyszli, Jacek usiad³ przy moim ³ó¿ku i powiedzia³: – Zastanawia mnie, dlaczego ludzie tak rzadko rozumiej¹ innych. Wydaje mi siê, ¿e na œwiecie by³oby znacznie mniej niesprawiedliwoœci, gdyby jedni zechcieli ujawniaæ motywy swoich dzia³añ, a drudzy wnikaæ w nie i oceniaæ wed³ug sumienia. Mówi³ jakby do siebie. By³ zamyœlony i smutny. Odezwa³am siê luŸno: – Ludzie s¹ zbyt zajêci sob¹... – Przeciwnie – potrz¹sn¹³ g³ow¹. – Zajmuj¹ siê swoimi bliŸnimi, ale zajmuj¹ siê powierzchownie. St¹d tyle fa³szywych opinii i tyle jadu. Jestem najbardziej przekonany, ¿e w niebie znajdzie siê znacznie wiêcej osób, ni¿ my przypuszczamy. Pomyœla³am o Robercie i przytaknê³am: – Naturalnie. Ca³kowicie podzielam twoje zdanie. Nigdy przecie¿ nie wiadomo, jakie straszliwe czy po prostu nieprzychylne okolicznoœci z³o¿¹ siê na czyjœ z³y postêpek. Spojrza³ na mnie uwa¿nie. – Na serio tak myœlisz? – Zupe³nie serio. Ka¿dy mo¿e pope³niæ b³¹d.

Jacek poca³owa³ mnie w rêkê. – Cieszê siê, ¿e myœlisz w ten sposób. Tym bardziej siê cieszê, Haneczko, ¿e wyrozumia³oœæ jest cech¹ tak rzadk¹, zw³aszcza u kobiet. Wiesz, miewa³em czasami ró¿ne myœli o tobie. I nigdy nie mia³em najmniejszej w¹tpliwoœci, ¿e jesteœ mi zupe³nie wierna. Ale zastanawia³em siê nad tym, co zrobi³bym, jak bym post¹pi³, co czu³bym, gdybym siê dowiedzia³, ¿e mnie zdradzasz. Zaœmia³am siê. – Nigdy siê o tym nie dowiesz. Je¿eli ciê zdradzê, zrobiê to tak przebiegle, ¿e nawet siê nie domyœlisz. Uœmiechn¹³ siê i zerkn¹³ z ukosa na mnie niezbyt pewnie. – Wiem, ¿e ¿artujesz, kochanie. Ale ja chcê pomówiæ o tym powa¿nie. Otó¿ przede wszystkim rozmówi³bym siê z tob¹. Musia³bym sprawdziæ, czy wina nie le¿y po mojej stronie. W ilu¿ wypadkach tak bywa. M¹¿ zaniedbuje ¿onê, poœwiêca jej zbyt ma³o czasu czy obojêtnieje na jej sprawy. Nie interesuje siê jej ¿yciem wewnêtrznym... Ach, istnieje przecie¿ wiele motywów... Na przyk³ad, mê¿owie czêsto lekcewa¿¹co wyra¿aj¹ siê o swoich ¿onach, czêsto pozwalaj¹ sobie na kokietowanie innych kobiet w ich obecnoœci. Zupe³nie dobrze zdajê sobie sprawê z tego, ¿e ka¿dy z tych motywów w znacznym stopniu usprawiedliwia³by zdradê ze strony ¿ony. Spojrza³am nañ zdziwiona. – Dlaczego o tym mówisz? – Ach, zupe³nie bez konkretnych powodów. Otó¿ w takim wypadku zacz¹³bym od poszukiwania winy w samym sobie. Nie potrafi³bym os¹dziæ ciebie, nie os¹dziwszy wprzód swego postêpowania. Zamyœli³ siê i doda³: – To samo dotyczy przesz³oœci. – W jakim sensie? – W tym, jak na przyk³ad by³o u Zdzisiostwa Jaworowskich. Nie znasz ich i pewno o tym nie s³ysza³aœ. Zdziœ o¿eni³ siê z ni¹ z prawdziwej mi³oœci. Lili by³a pod ka¿dym wzglêdem przyzwoit¹ pann¹. Kocha³a siê w nim bardzo. Mogli s³u¿yæ jako wzór dobranego ma³¿eñstwa. I w rok po œlubie Zdziœ przypadkowo dowiaduje siê o tym, ¿e Lili jeszcze za swoich pensjonarskich czasów mia³a romans... to jest w³aœciwie coœ w rodzaju romansu... s³owem, bywa³a w garsonierze u pewnego pana. – To ³adna historia... No i có¿ on zrobi³? – Moim zdaniem post¹pi³ brutalnie i niesprawiedliwie. Najpierw przez kilka miesiêcy drêczy³ j¹ indagacjami i urz¹dza³ codzienne sceny, chocia¿ mu od razu siê przyzna³a. By³a jeszcze prawie dzieckiem. Nie mia³a pojêcia o ¿yciu. Zdawa³o siê jej, ¿e pokocha³a owego pana. Nie mia³a do kogo zwróciæ siê o radê. Jej matka zajêta by³a w³asnym ¿yciem... Có¿ dziwnego?... W tych warunkach ka¿d¹ lub prawie ka¿d¹ dziewczynê mo¿e to spotkaæ. Gdy w kilka lat póŸniej wychodzi³a za Zdzisia, ju¿ wcale nie pamiêta³a o tamtym. Przerwa³am mu: – No, w to trudno uwierzyæ. – Nie upieram siê przy tym. Mo¿e pamiêta³a. Mo¿e nawet przywi¹zywa³a wiêksz¹ wagê do swego b³êdu m³odoœci...

– Dlaczego w takim razie nie wyzna³a wszystkiego mê¿owi przed œlubem? Jacek potrz¹sn¹³ g³ow¹. – O w³aœnie! Widzisz! Tu nie podzielam twego zdania. Mog³a przecie¿ wierzyæ, ¿e tamte jej prze¿ycia nigdy nie wyjd¹ na wierzch. Po có¿ mia³a zatruwaæ kochanemu cz³owiekowi myœli, po co mia³a mu psuæ wiarê we w³asn¹ czystoœæ i uczciwoœæ, skoro, zostaj¹c jego ¿on¹, we w³asnym sumieniu czu³a siê czysta i uczciwa. Zapewne, z rygorystycznego punktu widzenia ty masz s³usznoœæ. Ale ¿ycia nie mo¿na traktowaæ rygorystycznie. Nie mo¿na zmieniaæ ludzi w paragrafy. Gdyby przed œlubem wyzna³a Zdzisiowi wszystko, na pewno zerwa³by zarêczyny. – Nie wiadomo, mój drogi. Je¿eli j¹ tak bardzo kocha³... Jacek wzruszy³ ramionami. – Ale¿ kocha j¹ do dziœ. A jednak j¹ porzuci³. Zepsu³ szczêœcie swoje i jej, bo nie umia³ zdobyæ siê na wyrozumia³oœæ, bo podda³ siê egzaltacji, bo chcia³ widzieæ w niej anio³a, nie zaœ cz³owieka, który móg³ pob³¹dziæ. Zastanów siê tylko, kochanie, ile krzywdy wyrz¹dzi³ sobie i jej... – No, ale i tobie nie by³oby przyjemnie dowiedzieæ siê czegoœ podobnego na przyk³ad o mnie. – Zapewne – skin¹³ g³ow¹. – Ale nie rozdyma³bym tego do rozmiarów tragedii. Potrafi³bym zrozumieæ i przebaczyæ. Naprawdê przebaczyæ. Przebaczyæ w sobie. I b¹dŸ przekonana, ¿e nie zosta³oby we mnie najmniejszego ¿alu, najmniejszej goryczy. Zapanowa³a cisza i dopiero po d³u¿szej chwili odezwa³am siê: – Dlaczego, Jacku, mówisz o tym ze mn¹? Nic odpowiedzia³ od razu. Widzia³am, ile wewnêtrznego wysi³ku kosztuje go to, ¿e chce mi siê szczerze przyznaæ. Wreszcie powiedzia³: – Bo widzisz, zastanawia³em siê te¿ i nad odwrotn¹ sytuacj¹. – Jak to nad odwrotn¹? – No, na przyk³ad, gdybyœ siê ty dowiedzia³a o mnie czegoœ z³ego z mojej przesz³oœci... Serce uderzy³o mi mocniej. Wiêc jednak sam uzna³ za swój obowi¹zek dotkniêcie tego tematu. Postanowi³am nie wypuœciæ go z rêki. – Ach, mój drogi. Nigdy nie myœla³am, ¿e przed naszym œlubem by³eœ œwiêtoszkiem. Jestem przekonana, ¿e jak ogromna wiêkszoœæ mê¿czyzn, mia³eœ sporo przygód i na pewno niejeden powa¿niejszy romans. Ale nie mam ci tego za z³e. Jacek przygryz³ wargi. – Ach, pod tym wzglêdem oczywiœcie. Myœla³em wszak¿e o czymœ innym. Myœla³em, jak byœ przyjê³a wiadomoœæ o tym, ¿e kiedyœ pope³ni³em czyn nieetyczny. – To zale¿y, jakiego rodzaju – zauwa¿y³am bez nacisku. – Nie chodzi o rodzaj. – Mnie owszem. Powiedzmy, inaczej oceni³abym fakt, ¿e kogoœ zabi³eœ w gniewie, a inaczej, ¿eœ okrad³ kogo lub na przyk³ad, ¿eœ by³ na utrzymaniu u jakiejœ starej baby. Co innego obrabowaæ bank, a co innego uwieœæ dziewczynê i porzuciæ j¹ z dzieckiem. Nie mówiê o wiel-

koœci zbrodni, lecz o rodzaju jej smaku. Chcê, ¿ebyœ mnie dobrze zrozumia³. S¹ takie postêpki, które na zawsze zmieni³yby ciebie w moich oczach. S¹ takie, które umia³abym odczuæ i przebaczyæ. Jacek nie patrz¹c na mnie zapyta³: – Jak dzielisz je na te dwie kategorie? Zamyœli³am siê i powiedzia³am po d³u¿szej pauzie: – S¹dzê, ¿e umia³abym przejœæ do porz¹dku dziennego nad czynem nieetycznym pope³nionym pod wp³ywem jakichœ uczuæ. Mi³oœci, nienawiœci, nag³ego gniewu, zazdroœci. S¹dzê, ¿e nie znalaz³abym wyt³umaczenia dla wszelkiej premedytacji, dla przebieg³oœci, podstêpu i mo¿e jeszcze dla krzywdy wyrz¹dzonej s³abszym. Jacek znowu d³ugo nie odpowiada³. Jego piêkne brwi œci¹gnê³y siê w ³uk o jakimœ bolesnym wyrazie. Z lekka porusza³ wargami jakby zatrzymuj¹c s³owa, które siê same z ust wyrywa³y. W obawie, ¿e moja definicja mo¿e go powstrzymaæ od zwierzeñ, doda³am: – Zreszt¹ to tak trudno okreœliæ, gdy siê nie ma do czynienia z konkretnym faktem. Czy ja wiem?... Mo¿e to, co odepchnê³oby mnie zdecydowanie od jednego cz³owieka, u ciebie na przyk³ad pogodzi³oby siê z jakimiœ cechami twego charakteru i nie tworzy³oby tak ra¿¹cego obrazu. Zdawa³ siê nie s³yszeæ tego, co powiedzia³am, i wpatruj¹c siê w jeden punkt na œcianie powiedzia³: – Bywaj¹ czyny nieetyczne, których nie da siê uj¹æ w ramy takiego podzia³u. Przechyli³am siê ku niemu i serdecznie wziê³am go za rêkê. Drgn¹³ i na jeden moment, na króciutki moment podniós³ na mnie oczy. Wiedzia³am, ¿e t¹ ³agodn¹ pieszczot¹ u³atwiê mu mówienie. Pochyli³ jeszcze bardziej g³owê i zacz¹³. Nareszcie zacz¹³! – Widzisz, Haneczko, chcia³em ci coœ wyznaæ. Odgad³aœ od razu, ¿e nie bez powodu skierowa³em rozmowê na te sprawy. Chcia³em ci siê przyznaæ do czegoœ, co jak cierñ tkwi w moim sumieniu... – S³ucham ciê, Jacku – odezwa³am siê z zapartym tchem. – Kiedyœ, kiedy by³em jeszcze bardzo m³ody i niedoœwiadczony, pokocha³em pewn¹ dziewczynê. Pokocha³em j¹ tak bardzo, ¿e gdyby za¿¹da³a ode mnie dokonania najstraszniejszego czynu, zrobi³bym to bez wahania. Powiedzia³aœ, ¿e pos¹dzasz mnie o niejeden romans w owych czasach, gdyœmy jeszcze nie byli razem. Otó¿ jest to nies³uszne. Prze¿y³em tylko jeden romans, który w dodatku nie by³ romansem. Gdy szukam w myœli stosownej nazwy dla niego, przychodzi mi s³owo „farsa”, „dramat”, „tragedia”, „komedia pomy³ek”, co chcesz, tylko nie romans. Wspomina³em ci niedawno, ¿e pewne nad wyraz przykre sprawy odezwa³y siê teraz. U¿y³em wyra¿enia zbyt ³agodnego. Nie by³y to przykre sprawy, lecz wrêcz przybijaj¹ce. Teraz, gdy zarysowuj¹ siê przede mn¹ dwie wyraŸne alternatywy, kiedy wszystko uporz¹dkowa³em w sobie, mogê o tym z tob¹ mówiæ szczerze. Wiem, ¿e potrafisz mnie wys³uchaæ i ¿e bêdziesz siê stara³a nie s¹dziæ mnie zbyt surowo.


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

www.kurierplus.com

15

Podwójne ¿ycie Weroniki K.

Album Pusty pokój. I spokój. W ERONIKA K WIATKOWSKA Wewnêtrzny. Jest drugi dzieñ marca. „2 marzec”. Napisa³a znajoma. Poprawiam j¹. Bo inaczej nie umiem. Boli mnie niechlujnoœæ jêzyka. B³êdy ortograficzne i kulej¹ca gramatyka. Zwracam uwagê. Choæ mo¿e powinnam siê przymkn¹æ. Ludzie nie lubi¹, gdy wytyka im siê b³êdy. W telewizyjnych wiadomoœciach politycy, dziennikarze i eksperci szlachtuj¹ jêzyk ojczysty, za który przecie¿ gotowi s¹ umieraæ. Ich patriotyzm nie wyra¿a siê w ortodoksyjnym podejœciu do zasad poprawnego u¿ywania koñcówek dope³niacza liczby pojedynczej rzeczowników mêskich czy regu³ s³owotwórczych. „Kontynuuj¹ dalej”, ¿ycz¹ „mi³ego wieczora”, wygrywaj¹ wybory w „dwutysiêcznym osiemnastym” roku i zapewniaj¹ o „fakcie autentycznym”. Ich polszczyzna jest kulawa. I brzydka. Jak ich twarze. Bo s¹ enklawy, w których myœli siê inaczej. Nie mo¿ecie sobie na to pozwoliæ. Wolnoœæ s³owa tylko dla tych, którzy nie umiej¹ mówiæ. Polszczyzna tylko dla tych, którzy j¹ kalecz¹. Nieustanne obel¿ywe œwiêto. Pisze Marcin Œwietlicki w wierszu zatytu³owanym „Trzeciego maja”. Z tomu za-

tytu³owanego „POLSKA. Wi¹zanka pieœni patriotycznych”. Czarna, twarda oprawa, ze z³otymi t³oczonymi literami i czerwon¹ nitk¹ – zak³adk¹ przypomina ksi¹¿eczkê do nabo¿eñstwa. W œrodku stare i nowe kawa³ki. Z listy przebojów o kraju nad Wis³¹. Który poeta kocha i którego nie chce. Obœmiewaj¹c jego mieszkañców w mieszkañstwie zatwardzia³ych. Prezydentów, kiboli, obroñców ¿ycia, pielgrzymów i gejów. Wszystkim siê dostaje. Po równo. Miêdzy s³owami wycinanki Alicji Bia³ej. Jedna z prac przedstawia Jaruzelskiego w telewizorze, który og³asza stan wojenny. Na obudowie stoi wazon z kwiatami, œwiecznik, ró¿owa papuga. I p³ywa ryba o czerwonych ³uskach. Jest prezes Jaros³aw w ikonicznym p³aszczu przeciwdeszczowym, narodowym. Stoi na ³ódce, pod któr¹, w odmêtach pluska siê naga kobieta z p³etw¹ rekina na plecach. To 24-letnia autorka kola¿y. Na jednej z rozk³adówek posadzi³a sarmatê w stroju kibica. Z pilotem w rêce, zgrzewk¹ piwa, obrazem Jana Paw³a II za plecami, mebloœciank¹, paprotk¹ i kryszta³em. Jest kosmonauta z polsk¹ flag¹ wbit¹ w nadgryzion¹ gruszkê, kolejka do sklepu z wêdlinami, dzieciaki na trzepaku, bociany i œwiête obrazki. Polska melancholijna. Wyciêta z po¿ó³k³ych stron Filipinki i Przekroju. Graj¹cych pocztówek. I zdjêæ z archiwów IPN-

-u. Polska w cudzys³owie. W cudzym s³owie. Anegdocie. Kiepskim ¿arcie. Miliardy Polsk. Mrugaj¹ce kaprawym oczkiem. Ogl¹dam fotografie octu na pó³kach i pustych haków w miêsnym i wyœwietla mi siê w g³owie pierwszy album do zdjêæ, który dosta³am w prezencie. To musia³a byæ druga klasa szko³y podstawowej. Nie skoñczono jeszcze budowy naszej podstawówki i korzystaliœmy z sali w liceum ogólnokszta³c¹cym. Przedwojenne ³awki. Zielone, drewniane blaty z wg³êbieniem na pióro i butelkê z atramentem. Skrzypi¹ce pod³ogi. I okna, do których zagl¹da³y drzewa. Nasz¹ wychowawczyni¹ by³a Irena Aleksandrowicz. Prawdziwy pedagog – mówiono z szacunkiem. Niewysoka. Korpulentna. Nosi³a wielkie okulary i -jeœli dobrze pamiêtam – utyka³a lekko. Wydawa³a nam siê bardzo stara. Z perspektywy siedmiolatka ka¿dy doros³y powy¿ej trzydziestki by³ wapniakiem. Konfrontuj¹c wspomnienia z rzeczywistoœci¹, dowiadujê siê, ¿e w tamtych czasach nauczyciele mieli prawo przejœæ na emeryturê ju¿ w wieku 50 lat, wiêc pani Irena mog³a byæ niewiele starsza ode mnie dzisiaj. Zapamiêta³am j¹ jednak jako stateczn¹, powa¿n¹, budz¹c¹ respekt, ale serdeczn¹ wychowawczyniê, która niespodziewanie wrêczy³a mi prezent z okazji Pierwszej Komunii Œwiêtej, do której – z przyczyn ekonomicznych- przyst¹pi³am rok wczeœniej ze starszym bratem.

przek³adane pergaminem mo¿na by³o wklejaæ zdjêcia w dowolnej konfiguracji. Nigdy tego nie zrobi³am. Fotografie poniewiera³y siê luzem. A¿ w koñcu trafi³y do kolorowych, nowoczesnych albumów z foliowymi kieszonkami. Jednak prezent od profesor Aleksandrowicz przechowywa³am latami. Mo¿e zreszt¹ ci¹gle tam jest. W zakamarkach szafy. Na czwartym piêtrze wrzesiñskiego bloku. Obok wielkiego kartonu, w którym ojciec trzyma³ czarno-bia³e odbitki wywo³ywane w domowej ciemni, kiedy nas jeszcze nie by³o na œwiecie. Jedn¹ z nich, to zapamiêta³am dobrze, wklei³am do zeszytu od polskiego. Temat pracy domowej: mój tata. Wybra³am nietypowe zdjêcie. Ojciec by³ rozebrany do po³owy, mia³ s³oneczne okulary i ³obuzerski uœmiech. Wygrzewa³ siê w promieniach s³oñca. M³ody bóg. Nauczycielka musia³a mieæ niez³y ubaw. Ale pracê oceni³a na 5. Okr¹g³e litery, niebieski atrament. Mia³am piêkny charakter pisma. I zawsze „umia³am w s³owa”. Na dyktandzie kole¿anki k³óci³y siê, która ma usi¹œæ obok w ³awce. Mo¿e dlatego by³am ulubienic¹ pani Aleksandrowicz i wiêkszoœci polonistek, które nauczy³y mnie szacunku do jêzyka. I mo¿e dlatego dzisiaj, wbrew groŸbie nara¿enia siê na towarzyski ostracyzm, z uporem wytykam ortograficzne i stylistyczne wpadki znajomym. Mam syndrom belfra i mentalny czerwony d³ugopis, którego nie waham siê u¿yæ.

Przewi¹zany kolorowym sznurkiem, w nieefektownej, br¹zowej ok³adce ze skaju, by³ wielki i ciê¿ki. Na czarne karty

Napisz do autorki: podwojnezycieweronikik@gmail.com

El¿bieta Baumgartner radzi

IRA i kredyt emerytalny dla oszczêdnych Individual Retirement Account (IRA) mo¿e daæ korzyœæ wiêksz¹ ni¿ siê nam wydaje, a to dziêki ma³o znanemu kredytowi emerytalnemu, zwanemu saver's credit. Zalety IRA Uczestniczenie w programach emerytalnych jest jedyn¹ ucieczk¹ przed podatkami dla wiêkszoœci z nas. Wiemy, ¿e wp³ata jest odpisem podatkowym i ¿e odsetki bêd¹ ros³y z odroczeniem podatków. Nie wszyscy natomiast wiedz¹, ¿e uczestnictwo w programie emerytalnym mo¿e zaowocowaæ dodatkowo znacznym kredytem podatkowym, wynosz¹cym nawet tysi¹c dolarów dla niewiele zarabiaj¹cej osoby i dwa razy tyle dla ma³¿enstwa. Przypomnê, ¿e na konto IRA na dany rok mo¿na wp³aciæ do 15 kwietnia nastêpnego roku kwotê do $5,000 plus dodatkowe $1,000, je¿eli jest siê po piêædziesi¹tce. Wp³ata na konto IRA jest odpisem, je¿eli nie masz w pracy programu emerytalnego, a je¿eli masz, to twój przychód nie przekracza pewnych limitów. Wiêcej w mojej ksi¹¿ce - Amerykañskie emerytury. Ile oszczêdzimy Je¿eli wp³acimy na konto IRA $5,000 a jesteœmy w 25-procentowym przedziale podatkowym, to mo¿emy zaoszczêdziæ $1,250. Niemniej a¿eby byæ w 25-procentowym przedziale, osoby samotne musia³y zarobiæ w roku 2017 ponad $37,950, a ma³¿eñstwa ponad $75,900. Uwaga: Osoby zarabiaj¹ce mniej mog¹ zyskaæ nawet wiêcej dziêki kredytowi Re-

tirement Savings Contributions Credit. A kredyt, to odpis od podatku, nie od dochodu. Je¿eli dostaniemy tysi¹c dolarów kredytu, to zap³acimy tysi¹c dolarów mniej podatków. Gra warta œwieczki. Dla kogo kredyt emerytalny A¿eby dostaæ kredyt emerytalny, podatnik lub jego ma³¿onek musi wp³aciæ pieni¹dze na któryœ z programów: tradycyjne konto IRA, Roth IRA, program emerytalny 401 (k), 403 (b), rz¹dowy program 457, SEP albo SIMPLE IRA. Równie¿ trzeba legitymowaæ siê odpowiednio niskim dochodem. Im mniej zarabiasz, tym wy¿szy kredyt. Twój Adjusted Gross Income nie mo¿e na zeznaniu podatkowym z 2017r. przekroczaæ $31,000 dla osoby samotnej, albo $62,000 dla ma³¿eñstwa rozliczaj¹cego siê razem. Przy zarobkach na poziomie $18,500 rocznie (dwa razy tyle dla ma³¿eñstw) dostaæ mo¿esz do $2,000 kredytu podatkowego. Z kredytu nie mog¹ korzystaæ dzieci, które chodz¹ do szko³y i s¹ na utrzymaniu rodziców. Ile jest wart kredyt emerytalny Oto jak liczony jest kredyt emerytalny. Rozliczenia dokonuje siê na formularzu 8880, „Credit for Qualified Retirement Savings Contributions”, który nale¿y do³¹czyæ do g³ównego druku 1040. Niezale¿nie od wysokoœci wp³aty na konto emerytalne, IRS uwzglêdnia do obliczeñ tylko $2,000 na osobê. Kredyt podatkowy zale¿y od dochodu brutto Adjusted Gross Income i waha siê od 10% do50%. Kredyt dla oszczêdnych nie mo¿e obni¿yæ nale¿noœci podatkowej poni¿ej zera.

Je¿eli masz niedu¿y dochód i korzystasz z innych kredytów (na dziecko czy Earned Income Credit), kredyt emerytalny mo¿e ci przepaœæ. Powtórzmy, ¿e je¿eli w minionym roku zarabi³eœ poni¿ej $31,000 rocznie, to mo¿esz dostaæ od Wujka Sama za wp³atê na konto emerytalne od $200 do $1,000, a dwa razy tyle dla ma³¿eñstw, rozliczaj¹cych siê razem, gdzie dwie osoby wp³aci³y na IRA. Najwiêkszy kredyt w wysokoœci 50% wp³aty na IRA przys³uguje podatnikom zarabiaj¹cym poni¿ej $18,500, a ma³¿eñstwom – $37,000 w roku 2017. Daje to do 50% natychmiastowego zwrotu. Ile lat musia³byœ czekaæ na taki zwrot trzymaj¹c pieni¹dze w banku? Przyk³ad W roku ubieg³ym Jan i Maria zarobili $38,000. Jan chcia³by oszczêdzaæ pieni¹dze na przysz³oœæ, ale wydaje mu siê, ¿e go na to nie staæ. Ksiêgowy zaproponowa³ mu skorzystanie z „kredytu dla oszczêdnych”. Jan i Maria wp³acili po tysi¹c dolarów na IRA, co obni¿y³o ich dochód brutto (AGI) i uprawni³o ich do kretytu emerytalnego wartego tysi¹c dolarów. Kazimierz i Ewa zarabiaj¹ ponad sto tysiêcy dolarów, s¹ w 25-procentowym przedziale podatkowym. Nie s¹ uprawnieni do kredytu emerytalnego, ale wp³ata na IRA obni¿a im podatki o 25%, a nawet wiêcej, je¿eli uwzglêdnimy podatki stanowe. Kazimierz i Ewa przesunêli z konta oszczêdnoœciowego na konto IRA po $4,000 na osobê ($8,000), przez co obni¿yli swoje podatki o dwa tysi¹ce dolarów. Spytaj swego ksiêgowego, ile wp³ata na konto emerytalne jest warta dla ciebie.

Konkluzja Warto uczestniczyæ w programach emerytalnych. Dokonaj wstêpnego rozliczenia podatku. Je¿eli wynika z niego, ¿e kwalifikujesz siê do Retirement Savings Contributions Credit, wp³aæ na IRA jak najszybciej dla siebie i ma³¿onka przynajmniej po $2,000 na osobê. Zarabiasz du¿o? Tym bardziej wp³acaj na konta emerytalne, bo zyskasz procent wp³aty równy twemu przedzia³owi podatkowemu. Uczestnicz w programie 401 (k) w pracy. Teraz obni¿ysz podatki, a na starsze lata pieni¹dze siê przydadz¹. Gdy zeznanie podatkowe zosta³o ju¿ z³o¿one Co zrobiæ, je¿eli ktoœ ju¿ pos³a³ deklaracjê podatkow¹? Mo¿na nadal wp³aciæ na konto IRA do15 kwietnia oraz poprawiæ swoje zeznanie podatkowe przez pos³anie do IRS formularza 1040X, Ammended U.S. Individual Tax Return. Z ca³¹ pewnoœci¹ z dobrodziejstw kont emerytalnych nale¿y korzystaæ co roku. m

El¿bieta Baumgartner – autorka wielu ksi¹¿ek – poradników m.in. „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem” i „Jak oszczêdzaæ na podatkach”, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej”. S¹ one dostêpne w ksiêgarni Polonia, 882 Manhattan Ave., Greenpoint, albo u wydawcy: Poradnik Sukces, 255 Park Lane, Douglaston, NY 11363, tel. (718) 224-3492 www.PoradnikSukces.com.


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

16

www.kurierplus.com

1í Micha³ Krupa by³ starszym bratem mojej mamy, ostatnim ¿o³nierzem oddzia³u „Wo³yniaka” NZW. Jego losy s¹ opisane w ksi¹¿ce „Czas gor¹cych serc” napisanej ku czci uczestników walk w obronie w³adzy ludowej przez kapitana UB Adama Sochê, który poœwiêci³ mojemu wujkowi ca³y rozdzia³ „Pu³kownik Krupa w potrzasku”. Na cmentarzu w Tarnawcu, ko³o Le¿ajska ufundowa³em pomnik „Wo³yniaka”, kapitana Józefa Zadzierskiego, legendarnego dowódcy oddzia³ów leœnych na Zasaniu, który by³ postrachem band UPA, NKWD i UB. „Wo³yniak” ranny w potyczce z UB w prawe ramiê zaka¿one gangren¹ pope³ni³ samobójstwo w Szegdach w lutym 1947 roku. Ods³oniêcia pomnika „Wo³yniaka”, 29 czerwca 1997 r. dokona³a jego siostra Alina Gliñska, kapitan NOW-AK, NZW. Miejsce spoczynku „Wo³yniaka” by³o przez lata wielk¹ tajemnic¹, UB nigdy go nie odnalaz³o. Pierwszy pomnik ku czci ¯o³nierzy Wyklêtych – partyzantów walcz¹cych z komun¹, zosta³ ods³oniêty 10 listopada1983 r. w Bostonie. Z tej okazji burmistrz Bostonu Kevin H. White, proklamowa³ ten dzieñ „Dniem Polskich Partyzantów”. By³ to pierwszy na œwiecie pomnik poœwiêcony ¯o³nierzom Wyklêtym. Pomnik ma swoj¹ burzliw¹ historiê, ale to temat na odrêbny wywiad. Moi rodzice poznali siê w partyzantce, mój tatuœ Aleksander Pityñski ps. „Kula”, by³ ¿o³nierzem NOW-AK, oddzia³u „Ojca Jana”, a potem NZW oddzia³u „Wo³yniaka” kapitana Józefa Zadzierskiego. Po zbombardowaniu Ulanowa 17 wrzeœnia 1939 r. przez Luftwaffe, siostra ojca 16letnia Józia zosta³a zabita, a dwie jej m³odsze siostry, Tereska i Dania, zosta³y ranne. Ojciec w wieku 16 lat poszed³ do partyzantki. Bra³ udzia³ we wszystkich akcjach dywersyjnych, walczy³ z Niemcami, Armi¹ Czerwon¹, z bandami UPA i z Polskim UB, KBW, MO i ORMO. Zosta³ ranny 6 maja 1945 r. podczas najwiêkszej partyzanckiej bitwy z NKWD i Armi¹ Czerwon¹. Moja mama, sanitariuszka „Pere³ka” zosta³a ranna w tym samym starciu bêd¹c na pierwszej linii ognia, za co dosta³a Krzy¿ Walecznych. Po bitwie oboje zostali odwiezieni na tej samej furmance do szpitala w Jaros³awiu i tak siê poznali. Ja urodzi³em siê 15 marca 1947 roku w Ulanowie, w domu mojego dziadzia Andrzeja Marcina Pityñskiego pod opiek¹ mojej babci Marii. Tatuœ ujawni³ siê w kwietniu 1947 r. Mama nigdy siê nie ujawni³a, ukrywa³a siê wraz ze mn¹ u rodziny w Ulanowie. Kilka dni po ujawnieniu ojciec by³ aresztowany, przeszed³ ca³e stalinowskie piek³o przes³uchañ, bicia i tortur w Urzêdzie Bezpieczeñstwa w Nisku i na zamku w Rzeszowie. Najbardziej pastwi³ siê nad nim porucznik UB Roman Krawczyñski i prymitywny Ukrainiec Kendra. W czasie stanu wojennego, ojciec by³ internowany w Za³ê¿u. Straszy brat mojej mamy Micha³ Krupa „Pu³kownik”, zosta³ schwytany w ob³awie w Kulnie 11 lutego 1959 r. i otrzyma³ karê œmierci, dziêki amnestiom zamieniono j¹ na 15 lat wiêzienia, z czego po oœmiu latach odsiadki w Strzelcach Opolskich zmar³ i jest pochowany na cmentarzu w Ulanowie. M³odszy brat mamy Stanis³aw w wieku 17 lat zosta³ aresztowany przez UB za pomoc bratu i zosta³ skazany na 15 lat, jego wiezieniem by³a kopalnia w Bytomiu. Z kolei Tadeusz, m³odszy brat mojego ojca, maj¹c 18 lat wst¹pi³ na ochotnika do Marynarki Wojennej, ale kilka miesiêcy póŸniej zosta³ aresztowany i osadzony w wiêzieniu w Sztumie na 15 lat za próbê porwania niszczyciela min, i ucieczki nim przez Ba³tyk do Szwecji. Odsiedzia³ dziesiêæ lat. – Pañskie dzieciñstwo naznaczone by³o traumatycznymi prze¿yciami. Proszê opowiedzieæ jak ono wygl¹da³o i jak dosz³o do pañskiego wyjazdu z Polski. Okres mojego dzieciñstwa przypad³ na najbardziej stalinowski czas UB-eckiego

FOTO: SZYMON TOLAK

Pomniki – drogowskazy dla przysz³ych pokoleñ

"Partyzanci" w Bostonie to pierwszy pomnik ods³oniêty ku czci ¯o³nierzy Wyklêtych (10 listopada 1983 roku). u

terroru. Urodzi³em siê w rodzinie „bandytów”, na marginesie ¿ycia politycznego PRL. Ja równie¿ by³em uwa¿any za „bandytê”. Nauczyciel w mojej szkole, Micha³ Maziarz, komunista ze wsi Przêdzel, którego brat by³ UB-ekiem zlikwidowanym przez NZW, na konferencji nauczycielskiej krzycza³: „Komu chcecie daæ maturê? Bandycie?”. ¯yliœmy ca³y czas w niepewnoœci jutra. Od dziadzia na imieniny dosta³em scyzoryk, codziennie go ostrzy³em, ojciec mi mówi³: „Jak ciê bêd¹ na si³ê braæ, to tnij ich po ¿y³ach, po ³apach, po nadgarstkach i uciekaj. Nigdy siê nie poddawaj! Scyzoryk to twój najlepszy druh, nigdy ciê nie zawiedzie”. Nocne rewizje by³y czêste i brutalne, wówczas ca³y dom by³ obstawiony przez milicjê i ORMO, ludzi w he³mach uzbrojonych w pepesze. Podczas jednej z nich wywlekali nas na zaœnie¿one podwórko. Sta³em z dziadziem boso na œniegu i patrzy³em jak kilku UB-eków bije pa³kami i kolbami ojca skutego kajdankami. Jego bia³e kalesony oraz œnieg by³y czerwone od krwi, a ja dusi³em siê z bólu bo nie wolno by³o mi p³akaæ. Potem wrzucano ojca do milicyjnej „suki” i d³ugo go nie widzia³em. To wszystko odbi³o siê na mnie – jako dziecko zacz¹³em siê j¹kaæ, co trwa³o a¿ do liceum. Poza tym mieliœmy pods³uchy w domu i ci¹g³e prowokacje. Podczas jednej z nich w 1966 r., w obronie ojca pobi³em kilku pijanych ormowców, którym na ratunek pospieszyli milicjanci z psem. Za to UB zrobi³o mi s¹d pokazowy w kinie Hel na rynku w Ulanowie. Przyprowadzono mnie tam jak bandytê skutego kajdankami w obstawie milicjanta i ormowca z pepeszami na ramieniu, a do œrodka zgoniono mieszkañców Ulanowa i licealistów, tak ¿e kino pêka³o w szwach. To mia³o zniszczyæ moj¹ przysz³oœæ. Po tym przedstawieniu wyjecha³em z Ulanowa. Fama nios³a, ¿e siedzê w wiêzieniu, a ja ju¿ wtedy studiowa³em w Wy¿szej Szkole Plastycznej w Krakowie. Po roku zda³em egzaminy na Akademiê Sztuk Piêknych i dosta³em siê na Wydzia³ RzeŸby, oczywiœcie nie ujawniaj¹c mojej przesz³oœci. Najpierw studiowa³em u doc. Mariana Koniecznego, potem wybra³em pracowniê prof. Jerzego Bandury i u niego obroni³em pracê magistersk¹. W tym czasie pracowa³em dla prof. Karola Estreichera i na jego

zlecenie wykona³em popiersie Ignacego Paderewskiego w Krakowie. Za honorarium kupi³em bilet lotniczy w jedn¹ stronê do Nowego Jorku. Mama mi mówi³a: „JedŸ synu bo tak jak nas niszcz¹ tak i ciebie zniszcz¹, jedno co mog¹ ci daæ to kulê w plecy…”. 3 paŸdziernika 1974 roku by³em ju¿ w Ameryce, bez znajomoœci jêzyka angielskiego, bez kontaktów artystycznych, z trzydziestoma dolarami w kieszeni. Tak zacz¹³em moja przygodê z Ameryk¹, która trwa do dzisiaj. – Patrz¹c z perspektywy czasu, jak pan ocenia tê decyzjê o wyjeŸdzie? Czy by³a s³uszna? Jak pan siê czuje jako artysta-emigrant? Czujê siê jak polsko-amerykañski rzeŸbiarz. To, ¿e znalaz³em siê w Ameryce to by³o moje przeznaczenie i w odpowiednim czasie spotka³em tutaj w³aœciwych ludzi. Wyje¿d¿aj¹c mia³em tylko jeden cel – sprawdziæ siê jako rzeŸbiarz w Ameryce. By³em g³odny wiedzy, technologii odlewu br¹zu, a przedsmak tego mia³em ju¿ podczas praktyki podyplomowej odbytej w odlewni metali kolorowych w Gliwicach. Tutaj w Ameryce, na Manhattanie ogniskuj¹ siê kultury narodów z ca³ego œwiata. To kalejdoskop stylów, szkó³, galerii oraz wystaw, i ta œwiadomoœæ, ¿e jest siê w Nowym Jorku, w stolicy sztuki, daje motywacjê i si³ê do szukania siebie w tym kipi¹cym wulkanie sztuki oraz stwarza okazjê do sprawdzenia siê jako cz³owiek i rzeŸbiarz, poprzez wystawy i realizacje pomnikowe. RzeŸbiarz, który w swoim ¿yciu nie zrealizowa³ pomnika monumentalnego, po prostu siê nie sprawdzi³ jako artysta i twórca. Im wiêkszy pomnik, tym wiêksza si³a przebicia. Za tym stoj¹ pieni¹dze i s³awa. Ka¿dy rzeŸbiarz na œwiecie chce byæ monumentalist¹. To proste i logiczne. Tylko beztalencie, dyletant i tchórz boj¹cy siê odpowiedzialnoœci za realizacjê pomnika twierdzi inaczej. Ca³e moje ¿ycie to ci¹g³a nauka. Mistrzem nikt siê nie rodzi, do mistrzostwa dochodzi siê prac¹ i praktyk¹ w odlewaniu metali w odlewniach na ca³ym œwiecie, w Chinach, Tajlandii, Meksyku, Polsce, Ameryce, a tak¿e poprzez spotkania z zawodowcami i wspólne szukanie perfekcji w realizacji rzeŸby w br¹zie, aluminium

czy w stali nierdzewnej. To wszystko mnie fascynowa³o i fascynuje do dzisiaj. A najfajniejsze jest to, ze realizujê w³asne pomys³y i idee za pieni¹dze amerykañskich klientów. Moja decyzja wyjazdu do Ameryki graniczy³a z szaleñstwem, ale by³a logiczna i dobra w skutkach. ¯ycia nie zmarnowa³em. Jestem szczêœliwy, ¿e jestem lojalnym obywatelem tego wspania³ego kraju jakim jest Ameryka. – Wydaje mi siê, ¿e mimo up³ywu tylu lat, w Polsce nadal s¹ siê osoby (np. Piotr Sarzyñski z „Polityki”), dla których pan i pañska twórczoœæ jest sol¹ w oku. Myœlê m.in. o uszczypliwych komentarzach dotycz¹cych pañskiego monumentalnego stylu i zamieszania zwi¹zanego z pomnikiem poœwiêconym Rzezi Wo³yñskiej. Co pan s¹dzi o tego typu krytyce? Sztuka to polityka, to wachlarz pr¹dów i stylów, od antysztuki, abstrakcji do hiperrealizmu. Ameryka to kraj wolny, kraj wielu kultur i dlatego jest on wybitnie tolerancyjny. Tutaj nikt nikogo nie atakuje za to, ¿e tworzy coœ swojego, tak jak czuje, bo w sztuce najwa¿niejsza jest prawda i oryginalnoœæ. To co robiê to jest tylko moja sprawa, jak siê komuœ to nie podoba, niech sam tworzy jak chce oraz niech znajdzie na to czas i fundusze. Szkoda mojego czasu na ja³ow¹ dyskusjê z dyletantem. Ci w Polsce, którzy ho³duj¹ antysztuce, miedzynarodowemu bolszewizmowi, maj¹ problem z moj¹ twórczoœci¹. I to dobrze, bo maj¹ jakiœ punkt odniesienia do swojej zaœciankowej inteligencji. Przez lata drepcz¹ w miejscu i nic nowego nie wymyœlili, nie stworzyli. Dla tych ludzi talent wizualny nie istnieje, ich misj¹ jest sianie fermentu komunistycznego i niszczenie wszystko co reprezentuje kulturê i sztukê pañstw narodowych, opartych na talencie wizualnym i kulturach Grecji, Rzymu i chrzeœcijañstwa. Tutaj w Ameryce my Polacy musimy tworzyæ pomniki monumentalne tak silne ¿eby inne narody wyczu³y w nich temperaturê polskiej krwi, krwi która przechodzi z pokolenia na pokolenie, jest wieczna i niezniszczalna. Pomniki monumentalne to s³upy milowe w historii narodów, które


17

KURIER PLUS 10 MARCA2018

www.kurierplus.com

nie pozwalaj¹ innym systemom i filozofiom zniszczyæ waloru i rdzenia kultury narodowej. Pomniki milcz¹ lecz ucz¹ przez wieki, s¹ drogowskazami dla przysz³ych pokoleñ, pokazuj¹ sk¹d przyszliœmy, kim jesteœmy i dok¹d idziemy. Pomnik monumentalny to kamerton uczuæ i myœli rzeŸbiarza, a kto nie czuje rzeŸby, ten jej nie widzi. Dobry pomnik ogl¹dany przez chwilê pamiêta siê przez cale ¿ycie. Za Panem Jezusem powiem: „Po owocach jego, poznacie go...”. Tych, którzy mnie krytykuj¹ zapraszam do Nowego Jorku – stolicy sztuki wspó³czesnej, i zobaczymy jak siê sprawdz¹. A big mouth doesn’t make a big man. – Cieszy siê pan wielkim szacunkiem wœród Amerykanów i innych artystów-rzeŸbiarzy. Przyk³adem mo¿e byæ Matthew Reiley, zastêpca dyrektora ds. Konserwacji w Central Park Conservancy zajmuj¹cy siê renowacj¹ pomnika króla Jagie³³y, który z wielkim szacunkiem i estym¹ wypowiada³ siê o panu, pañskiej pracy artystycznej i akademickiej przy okazji spotkañ dotycz¹cych remontu pomnika Jagie³³y w Parku Centralnym. Jak pan odbiera takie pochwa³y? Mi³o mi to s³yszeæ. Matthew Reiley by³ moim studentem przez dwa lata w Johnson Atelier w Trenton, NJ, na Wydziale Modelowania, Powiêkszania i Form Gumowych. By³ bardzo zdolnym studentem czego dowodem jest to, ¿e otrzyma³ tak presti¿ow¹ pracê. Przez moje pracownie w Johnson Atelier przewinê³y siê setki rzeŸbiarzy z ca³ego œwiata. Przyje¿d¿ali ¿eby poznaæ amerykañsk¹ technologiê odlewu br¹zu na wosk tracony i realizacjê pomników monumentalnych. Moich studentów mo¿na spotkaæ w ró¿nych czêœciach œwiata, pracuj¹ jako rzeŸbiarze lub prowadz¹ w³asne odlewnie br¹zu. – Doczeka³ siê pan tak¿e w³asnego muzeum, które powsta³o w Ulanowie, w którym siê pan urodzi³ i wychowa³. To prawda w Ulanowie nad Sanem jest Muzeum Andrzeja Pityñskiego. Pierwszym pomys³em by³o przeniesienie mojego domku flisackiego, w którym siê urodzi³em nad San. Niestety domek siê rozsypa³ ze staroœci. W zwi¹zku z tym burmistrz Ulanowa Stanis³aw Garbacz zrealizowa³ kopie mojego rodzinnego domku, w którym znajduje siê kolekcja moich rzeŸb kameralnych, medali, rysunków wêglem i zdjêæ moich pomników monumentalnych. Kolekcjê t¹ podarowa³em miastu Ulanów z myœl¹, ¿e bêdzie siê ci¹gle rozrastaæ i zarówno dzieci, jak i m³odzie¿ szkolna bêdzie mieæ szansê obcowania z rzeŸb¹ w br¹zie. Takiej kolek-

cji nie bêdzie mia³o ¿adne muzeum w Polsce. Ju¿ teraz zaczyna brakowaæ miejsca na eksponaty w br¹zie. Wczeœniej, w 1989 roku, podarowa³em miastu pomnik Jana Paw³a II, który stoi na rynku. By³ to pierwszy pomnik papie¿a w Polsce w miejscu publicznym, postawiony bez zgody komunistycznych aparatczyków. Podarowa³em tak¿e pomnik œp. burmistrza Andrzeja B¹ka (2014) i p³askorzeŸbê „Tarcze Honoru” (2004), umieszczon¹ w Ratuszu. P³askorzeŸby Marii Konopnickiej (2004) i papie¿a (2004) znajduj¹ siê na szkole podstawowej, a Micha³a Janika (1990) na Liceum Ogólnokszta³c¹cym w Ulanowie. Z kolei na Ratuszu znajduje siê god³o Or³a Polskiego w br¹zie, które tak¿e podarowa³em Konsulatowi Generalnemu w Nowym Jorku (1998) i Ambasadzie RP w Waszyngtonie. God³o z Or³em Polskim znajduje siê równie¿ na Mauzoleum w Stalowej Woli. – Ma pan na swoim koncie wiele znacz¹cych rzeŸb-pomników, który z nich jest dla pana najwa¿niejszy? Proszê tak¿e powiedzieæ coœ o swoich planach i zdradziæ nad czym pan obecnie pracuje. Najbardziej znane moje pomniki to: pomnik Paderewskiego w Krakowie, „Partyzanci-1” w Bostonie, „Popie³uszko” w Trenton, pomnik Marii Sk³odowskiej-Curie w Bayonne, „Mœciciel” w Amerykañskiej Czêstochowie, papie¿ Jan Pawe³ II w Ulanowie, papie¿ Jan Pawe³ II w Nowym Jorku na Manhattanie, „Katyñ 1940” w Jersey City, „Anders” na Monte Cassino i w Amerykañskiej Czêstochowie, Reduta Matki Boskiej-AK w Warszawie, pomnik Armii B³êkitnej w Warszawie, „Partyzanci-2” w Hamilton, „P³omieñ Wolnoœci-Katyñ” w Baltimore, „Sarmata” w Hamilton, „Koœciuszko” w St. Petersburgu na Florydzie, „Juliusz Tarnowski” w Tarnobrzegu, pomnik Ksi¹¿ki w Lesku, „Patriota” w Stalowej Woli, pomnik Andrzeja B¹ka w Ulanowie, „Akcent Karskiego” w Izbicy i „RzeŸ Wo³yñska”. Jednak najwa¿niejszym pomnikiem dla mnie jest ten, nad którym obecnie pracujê, ale zgodnie z tradycj¹ i umow¹ z klientem, nie mogê o nim mówiæ – to tajemnica zawodowa. Ci¹gle intensywnie pracujê, bo wiem, ¿e czasu mam ma³o, a pomys³ów wiele. Chcia³bym jeszcze postawiæ pomnik ku czci „Bohaterów Narodu Polskiego-¯o³nierzom Wyklêtym”, zamordowanym przez NKWD, UB, KBW i PZPR w Polsce Ludowej. Jak do tej pory to temat tabu. To moja walka poprzez sztukê o honor narodu polskiego, o Polskê, któr¹ kocham.

Rozmawia³a Agnieszka Dworak

ANIA TRAVEL AGENCY 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653 3 Bilety Lotnicze 3 Wysy³ka pieniêdzy i paczek 3 T³umaczenia 3 Sprawy imigracyjne 3 Notariusz

Emilia’s Agency 574 Manhattan Avenue, Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-609-1675; 718-609-0222; Fax: 718-609-0555

3 ROZLICZENIA PODATKOWE 3 NUMER PODATNIKA - ITIN - posiadamy uprawnienia IRS do potwierdzania paszportów bez wizyty w konsulacie.

3 KOREKTA DANYCH W SSA 3 PE£NOMOCNICTWA - APOSTILLE 3 SPONSOROWANIE RODZINNE 3 OBYWATELSTWO i inne formy

3 T£UMACZENIA DOKUMENTÓW 3 ZASI£KI DLA BEZROBOTNYCH 3 BILETY LOTNICZE 3 WYSY£KA PIENIÊDZY I PACZEK 3 EMERYTURY AMERYKAÑSKIE 3 MIÊDZYNARODOWE PRAWO JAZDY 3 NOTARY PUBLIC (zawsze w agencji)

Zapraszamy od poniedzia³ku do soboty

Anna-Pol Travel ATRAKCYJNE CENY NA: Bilety lotnicze do Polski i na ca³y œwiat u

Pakiety wakacyjne: Karaiby, Hawaje, Floryda u

821 A Manhattan Ave. Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-349-2423 E-mail:annapoltravel@msn.com

All-inclusive: Punta Cana, Meksyk od $699 WWW.ANNAPOLTRAVEL.COM

promocyjne ceny przy zakupie biletu przez internet

v Rezerwacja hoteli v Wynajem samochodów v Notariusz v T³umaczenia v Klauzula “Apostille” v Zaproszenia v Wysy³ka pieniêdzy Vigo STOMATOLOGIA LASEROWA I ESTETYCZNA

DR WANDA ARDEN

tel. (718) 894 - 1516

NOWOROCZNE POSTANOWIENIE BOTOX I JUVADERM 15% zni¿ki DOKTOR MÓWI PO POLSKU – AKCEPTUJEMY WIÊKSZOŒÆ UBEZPIECZEÑ

59-77 58TH AVENUE, MASPETH NY 11378 www.queenslaserdentist.com

Pijawki Pijawki medyczne stawiane na wszelkie schorzenia Oczyœæ swoje cia³o, pozbêdziesz siê chorób. Pijawki z hodowli, stawiane tylko jeden raz.

(646) 460 4212

Gabinety znajduj¹ siê w Greenpoint, NY, Garfield, NJ


KURIER PLUS 10 MARCA 2018

18

Og³oszenia drobne

896 Manhattan Avenue Suite 27 (na piêtrze) - Brooklyn, NY 11222

Cena $10 za maksimum 30 s³ów

Tel: (718) 609-1560, (718) 383-6824, Fax: (718) 383-2412

MICHA£ PANKOWSKI

Nauka gry

TAX & CONSULTING EXPERT Us³ugi w zakresie: 3 Ksiêgowoœæ 3 Rozliczenia podatkowe indywidualne i biznesowe, w tym samochodów ciê¿arowych

www.kurierplus.com

na fortepianie, gitarze i skrzypcach oraz lekcje œpiewu

3 Rejestracja biznesu i licencje 3 Konsultacje 3 Bezpodatkowa zamiana domów 3 #SS - korekty danych

Kobo Sudio Bo¿ena Konkiel,

tel. 718-609-0088

PRACA ZA $13.20 Mo¿esz pomóc ludziom, których kochasz i otrzymywaæ za to dobre wynagrodzenie. Jeœli Twoi rodzice, krewni, przyjaciele, s¹siedzi otrzymuj¹ Medicaid lub Medicare, mo¿na zacz¹æ pracowaæ dla nich jako asystent lub gospodyni domowa. Nie wymagane certyfikaty. Nasza agencja pomo¿e Ci w tym. Wynagrodzenie $13.20 za godzinê.

Zadzwoñ: tel. 347-462-2610

Email: Info@mpankowski.com

663 Grandview Ave., Ridgewood, NY 11385, (718) 366-3200 www.mortonridgewood.com Pe³ne us³ugi pogrzebowe ju¿ od $3350. W tym wizytacje, trumna i wszystkie niezbêdne profesjonalne us³ugi. Przewóz zw³ok do Polski w konkurencyjnej cenie.

Acupuncture and Chinese Herbal Center Dr Shungui Cui, L.Ac, OMD, Ph.D – jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

Fortunato Brothers 289 MANHATTAN AVE. (blisko Metropolitan Ave.) BROOKLYN, N.Y. 11211; Tel. 718-387-2281 Fax: 718-387-7042 CAFFE - PASTICCERIA ESPRESSO - SPUMONI GELATI - CAKES

W³oska ciastkarnia czynna codziennie do 11:00 wieczorem, a w weekendy do 12:00 w nocy. Zapraszamy.

POLONEZ Z GREENPOINTU BIURO PONOWNIE OTWARTE ZAPRASZAMY WSZYSTKICH BY£YCH I NOWYCH KLIENTÓW

WYCIECZKI * paczki do Polski i Europy * transfer pieniêdzy USME * bilety 159 Nassau Avenue Brooklyn, NY 11222 Tel. 718 - 389 - 6001 polonez159@gmail.com

LECZY: l katar sienny l bóle pleców l rwê kulszow¹ l nerwobóle l impotencjê zapalenie cewki moczowej l bezp³odnoœæ l parali¿ l artretyzm l depresjê l nerwice l zespó³ przewlek³ego zmêczenia l na³ogi l objawy menopauzy l wylewy krwi do mózgu l alergie l zapalenie prostaty l rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp. l

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku 144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354 Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 7:00 pm; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223 Od wtorku do soboty: 12:00-7:00 pm, w niedziele 12:00 - 3:00 pm (718) 266-1018 www.drshuiguicui.com Akcetujemy ubezpieczenia: 1199, Aetna, BCBS, Cigna, Elder Plan, Liberty, Magnacare, Multiplan, Triad Health (VHS), UHC Empire Plan


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 10 MARCA 2018

19

Tropem Wilczym. Bieg Pamiêci ¯o³nierzy Wyklêtych Instytut Józefa Pi³sudskiego w Ameryce we wspó³pracy z organizacj¹ „Polska Running Team” zaprosi³ nowojorsk¹ Poloniê do udzia³u w III edycji,, Tropem Wilczym. Biegu Pamiêci ¯o³nierzy Wyklêtych”. Tegoroczny bieg odby³ siê z udzia³em specjalnych goœci z Polski, którzy przybyli do USA na zaproszenie Instytutu. Zaszczycili nas swoj¹ obecnoœci¹: prof. Krzysztof Szwagrzyk, zastêpca prezesa Instytutu Pamiêci Narodowej, mec. Anna Szel¹g, zastêpca dyrektora Biura Poszukiwañ i Identyfikacji oraz prof. S³awomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego. Niespodziankê swoj¹ obecnoœci¹ na biegu sprawi³a wszystkim naszym przyjacio³om, dr Magda Kapuœciñska, by³a prezes Instytutu, która specjalnie przylecia³a z Polski aby wspieraæ biegaczy. Bieg odby³ siê 4 marca 2018 r. na terenie Forest Park-Queens. Dystans wynosi³ 1963 metry, symboliczna trasa wskazuj¹ca datê œmierci ostatniego ¯o³nierza Wyklêtego, Józefa Franczaka ps. „Lalek”„. W biegu udzia³ wziê³o ponad 250 osób, ca³e rodziny, harcerze, uczniowie Polskich Sobotnich Szkó³ Dokszta³caj¹cych, osoby starsze i trenujacy na codzieñ biegacze. W pakiecie startowym znajdowa³y siê pami¹tkowe koszulki z podobiznami ¯o³nierzy Niez³omnych. Byli to: Hieronim Dekutowski, £ukasz Ciepliñski, Zbigniew Przybyszewski, Roman Groñski, Szczepan Œcibior, Dionizy Sosnowski, Czes³aw Ga³¹zka oraz rotmistrz Witold Pilecki. Miejsca pochówku wielu z nich zosta³y odnalezione przez zespó³ prof. Szwagrzyka w kwaterze „£”, tzw. £¹czce, na warszawskich Pow¹zkach ale miejsca pochówku niektórych, w tym rotmistrza Pileckiego nadal nie znamy. Na starcie przywita³a wszystkich prezes Instytutu dr Iwona Korga. Dziêkuj¹c zebranym za przybycie odczyta³a fragment listu prezydenta RP Andrzeja Dudy, który w tym roku skierowa³

do uczestników „Tropem Wilczym. Biegu Pamiêci ¯o³nierzy Wyklêtych”, w którym czytamy: „Wyklêci przez komunistów ¿o³nierze powstania antykomunistycznego otaczani s¹ dzisiaj czci¹ i szacunkiem w³adz pañstwowych i ca³ego narodu polskiego. Ich patriotyzm, odwaga i niez³omnoœæ stanowi¹ wzór, do którego spontnaicznie odwo³uje siê m³ode pokolenie. To wielki triumf tych szlachetnych, prawych, zawsze wiernych OjczyŸnie rodaków, którzy w imiê zasad najwy¿szych, konstytuuj¹cych nasza wspólnotê, podjêli bój ze z³em i zniewoleniem, chocia¿ nie mieli szans zwyciê¿yæ. To im potomnoœæ przyzna³a racjê”. Profesor Szwagrzyk otwieraj¹c bieg zwróci³ siê do jego polonijnych uczestników: „Polacy mieszkaj¹cy w USA s¹ wielkimi patriotami, co okazuj¹ w ró¿ny sposób. Dzisiaj przez osobiste uczestnictwo w biegu „Tropem Wilczym”. Mamy tu ludzi w ró¿nym wieku, mamy tych, którzy przyjechali z rodzicami w wózeczkach, mamy ludzi nie tylko z Nowego Jorku. (…) Zachowujemy polsk¹ tradycjê, coœ, co pozwoli³o nam przetrwaæ wieki. Dziœ stanowi to dla nas wartoœæ szczególn¹, któr¹ mamy w sobie my, Polacy”. Po odœpiewaniu polskiego hymnu wyszyscy uczestnicy ruszyli do biegu w koszulkach z podobiznami ¯o³nierzy Niez³omnych. Po kilku minutach pojawili siê na mecie zwyciêzcy biegu. Wœród mê¿czyzn I miejsce zaj¹³ Brian Koralewski, II miejsce, Artur Tyszuk, a III miejsce, Krzysztof Rz¹ca. Jeœli chodzi o panie, najszybsza by³a Karolina Niepokój, tu¿ za ni¹ na mecie zjawi³a siê Marta Wawrzusiak, a jako trzecia ukoñczy³a bieg Patrycja Lis. Gratulujemy! Zwyciêzcy biegu otrzymali statuetki ufundowane przez Instytut Pi³sudskiego, a wszyscy, którzy biegli, ¿eby uczciæ pamiêæ ¿o³nierzy podziemia antykomunistycznego – ci duzi i ci mali – otrzymali

u

Na mecie biegu.

piêkne pami¹tkowe medale zaprojektowane i wykonane przez IPN. Prezes Iwona Korga podziêkowa³a Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej, która by³a g³ównym sponsorem nowojorskiego biegu. Symboliczn¹ plakietê i podziêkowanie odebra³ przedstawiciel Unii, cz³onek Rady Dyrektorów- dr Pawe³ Maci¹g, który bra³ udzia³ w biegu wraz z ca³¹ swoj¹ rodzin¹. Podziêkowanie za wspó³pracê powêdrowa³o równie¿ na rêce szefa,, Polska Running Team””- Jaros³awa Miko³ajczyka. Na koniec, organizatorzy wydarzenia zaprosili wszystkich do pami¹tkowego zdjêcia i jeszcze raz podziêkowali za udzia³ w tegorocznym biegu.

Harcerki z prezes Instytutu Iwon¹ Korg¹ (w œrodku). u

By³ to bieg, którym czciliœmy równie¿ 100-lecie odzyskania przez Polskê niepodleg³oœci. Ju¿ dzisiaj zapraszamy do udzia³u w biegu w roku 2019. Ma³gorzata Skrodzki


20

KURIER PLUS 10 MARCA 2018

www.kurierplus.com

Kurier Plus - 10 marca 2018  
Kurier Plus - 10 marca 2018  
Advertisement