Page 1

2008

10

O Piotr Wojoczek

sobowość miesiąca:

DATy grANICZNE ZAOlZIA


ilustrowana kronika Miesiąca kWrzesień 2008 1

Teatr Lalek „Bajka“ został jako Scena Bajka trzecim zespołem Teatru Cieszyńskiego w Cz. Cieszynie. Przez 60 lat TL pracował przy ZG PZKO.

2

W Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach odbył się wernisaż wystawy„60-lecie Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Republice Czeskiej”. Organizatorami byli: ZG PZKO, Muzeum Archidiecezjalne i Klub Inteligencji Katolickiej w Katowicach. Wystawa czynna była do 5.10.

7 8

Z tygodniowej wycieczki w Bieszczady powrócili członkowie PTTS „Beskid Śląski”.

tragedia i pamięć”, odbyła się prelekcja nt. „Skrzydło Kasprzyka”.

Gmina Sucha Górna i MK PZKO zaprosiły na wernisaż wystawy obrazów suskiego rodaka, zamieszkałego w Niemczech lekarza stomatologa i malarza Józefa Mackowskiego.

12

9

Ponad 120 uczestników liczył X Rajd do Źródeł Olzy. Pod Gańczorkę przybyli m.in. poeta z Wisły Kazimierz Józef Węgrzyn z wierszem okolicznościowym oraz śpiewak operowy rodem ze Stonawy Klemens Słowioczek, który zaintonował pieśń „Płyniesz Olzo”. Turyści wysłuchali gawędy pomysłodawcy wypraw do źródeł Olzy Władysława Kristena.

13

11

13 14

Do zielonej szkoły nad polski Bałtyk wyjechali na dwa tygodnie uczniowie klas 7 zaolziańskich PSP. Zamieszkali w Karwi, zwiedzali Pomorze i Kaszuby.

W Klubie Dziupla w Cz. Cieszynie otwarto pod hasłem „Po raz pierwszy w Dziupli” wystawę obrazów Ewy SłowikS

2

W Miejskim Domu Kultury w Karwinie zainau­gurowana została wystawa „Ekslibris” Zbigniewa Kubeczki. Czynna jest do 29.10.

3-30

 marian siedlaczek

W karwińskiej Bibliotece Regionalnej przy Rynku Masaryka czynna była wystawa poświęcona pamięci Józefa Ondrusza (1918-1996), darkowskiego nauczyciela, folklorysty i kolekcjonera. Organizatorem wystawy była Biblioteka Regionalna w Karwinie oraz Ośrodek Dokumentacji Kongresu Polaków w RC z siedzibą w Cz. Cieszynie.

3

W karwińskiej Galerii „Pod Wieżą” odbył się wernisaż wystawy rysunków, malarstwa i grafiki plastyka Józefa Dronga, członka SAP, nazwanej „Letnie impresje”.

4

„Stawianie granicy” to tytuł pierwszego po wakacjach wykładu na Międzygeneracyjnym Uniwersytecie Regionalnym przy ZG PZKO w Cz. Cieszynie. Zajęcia prowadził dr Grzegorz Gąsior, historyk z Warszawy, rodem z Zaolzia.

6

W Koszarzyskach odbył się 10. Babski Festyn, zorganizowany przez Sekcję Kobiet ZG PZKO i koła PZKO w Koszarzyskach i Milikowie. W programie zaprezentowali się przedszkolacy i uczniowie PSP w Koszarzyskach i Milikowie, zatańczył zespół taneczny Rytmik, zagrała kapela Oldrzychowice.

6

Koła PZKO obwodu orłowskiego zorganizowały w ogrodzie przy Domu PZKO w Orłowej Porębie Festyn Chłopski. W programie wystąpiła Biesiada Olziańska z Olzy w Polsce, zespół Rychwałdzianie, chór Lutnia.

6

Festyn Jesienny odbył się w Domu PZKO w Boguminie. W imprezie zorganizowanej przez MK PZKO w Boguminie wystąpiły tancerki z Zabłocia.

7

Podczas uroczystego zebrania w Domu PZKO w Mostach k. Jabłonkowa podsumowano 60-letnią działalność Miejscowego Koła PZKO. W programie kulturalnym zaprezentował się chór Przełęcz, zespół Górole, wystąpili uczniowie PSP i członkowie kółka teatralnego.

Na posiedzeniu Rady Przedstawicieli Kongresu Polaków wybrano członków Prezydium. Prezesem już przed wakacjami został Rudolf Moliński, wiceprezesem jest Małgorzata Rakowska, pozostali członkowie to Zygmunt Stopa, Jacek Sikora i Radomir Sztwiertnia.

11

W Trzyńcu koncertowała pochodząca z Zaolzia aktorka i piosenkarka Renata Drössler.

12

Na Żwirkowisku w Cierlicku Kościelcu obchodzono 76. rocznicę tragicznej śmierci polskich lotników Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury. W uroczystości wzięli udział m.in. konsul generalny RP w Ostrawie Jerzy Kronhold, który wręczył przyznany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złoty Krzyż Zasługi byłemu prezesowi MK PZKO Władysławowi Mikuli, i prezes ZG PZKO Zygmunt Stopa. W Domu Polskim im. Żwirki i Wigury otwarto wystawę „Triumf,

Podczas II Festiwalu Kultur Narodowych w Orłowej oprócz miejscowego chóru Zaolzie i zespołu Nowa Skotniczka wystąpiły zespoły Oldrzychowice z Oldrzychowic oraz Zaolzi z kapelą Nowina z Jabłonkowa. ZG Macierzy Szkolnej zorganizował Górski Wyścig Rowerowy na Baginiec.

14

II Rajd Kolarski do Ujścia Olzy zorganizowała sekcja kolarska Olza PTTS Beskid Śląski oraz PTTS KK Ondraszek. Trasa (30 km) prowadziła z Dziećmorowic przez Lutynię Dolną, Szonychel, Kopytów do Wierzniowic.

14

Na „Festyn po chłopsku” zaprosiło MK PZKO w Karwinie Frysztacie. Oprócz chórów miejscowych, żeńskiego Kalina i męskiego Hejnał-Echo, zaśpiewał chór męski Piast z polskiego Żyglina.

14-20

Uczniowie starszych klas PSP im. J. Kubisza w Gnojniku wyjechali na Mazury do Kętrzyna. W czerwcu gościli w Gnojniku uczniów z Kętrzyna.


ilustrowana kronika Miesiąca kWrzesień 2008 15

Osiemdziesiąte urodziny obchodziła malarka Alicja Bartulec z Orłowej, członkini

SAP.

15

Zwycięstwem Dolan nad Gorolami 2:1 zakończył się w Olbrachcicach tradycyjny mecz piłkarski oldboyów, organizowany przez Klub 99.

18

Nowym członkiem Prezydium ZG PZKO został Daniel Kadłubiec, przewodniczący Rady Kultury.

18-21

W obu Cieszynach po raz ósmy przebiegały imprezy, koncerty, wystawy, warsztaty, spektakle, wycieczki, jarmark i in., w ramach „Skarbów z cieszyńskiej trówły”.

20

Ponad 30 reprezentantów Zaolzia wzięło udział w Wiśle w X Konkursie Pieśni Ludowej im. Stanisława Hadyny, zorganizowanym przez Wiślańskie Centrum Kultury, ZPiT Śląsk i PTA Ars Musica. Wyróżnienie w kategorii zespołów instrumentalno-wokalnych otrzymała kapela góralska Zorómbek z Cz. Cieszyna, w kategorii solistów Nicol Kur, Martyna Franek i Katarzyna Stonawska z PSP Cz. Cieszyn.

20

Wśród gości uroczystości 25-lecia Warmińsko-Mazurskiego Koła Macierzy Ziemi Cieszyńskiej w Olsztynie nie zabrakło delegacji organizacji zaolziańskich. Wystąpił zespół Lipka z Jabłonkowa. Koło liczy 115 członków, założycielem i prezesem jest pochodzący z Zaolzia Janusz Guziur.

wińskiej Bibliotece Regionalnej w ramach akcji „Cała Polska czyta dzieciom”. O sensie czytania dzieciom opowiedziała Ewa Katrušák, główna organizatorka tej kampanii na gruncie czeskim.

24-27

W nagrodę za dobre wyniki w nauce do Warszawy pojechali najlepsi absolwenci zaolziańskich PSP.

24-28

Doroczny plener Zaolziańskiego Towarzystwa Fotograficznego z udziałem ponad 30 osób odbył się w Gutach. Gośćmi byli miejscowy nestor fotografiki ks. Kazimierz Suchanek oraz Inez i Andrzej Baturowie z Bielska-Białej. Do ZTF przyjęto 7 nowych członkówS

19

W Klubie SMP Dziupla w Cz. Cieszynie w ramach spotkań w „Kawiarni Avion, której nie ma” odbył się benefis Władysława Sikory z okazji jego tegorocznych 75. urodzin pod hasłem „Dinozaury wracają do Dziupli”. Program przygotowała i prowadziła Renata Putzlacher, fragmenty utworów W. Sikory czytał Karol Suszka, piosenki śpiewali aktorzy Sceny Polskiej TC, na pianinie grał Bronisław Liberda.

19

 wiesław przeczek

W ramach imprezy „Skarby z cieszyńskiej trówły“ prezes KP Józef Szymeczek przedstawił uczniom czeskocieszyńskich szkół podstawowych (polskiej i czeskiej) historię Śląska Cieszyńskiego, jego wielokulturowość i tradycje tolerancjiS

20

Na tradycyjne „Wykopki, czyli Kobzol Szoł” zaprosiło MK PZKO w Cz. Cieszynie

25

ZŚM Przyjaźń (dyr. Józef Wierzgoń) wziął udział w Hawierzowie Suchej w koncercie charytatywnym na pomoc dzieciom Czernobyla.

26

Sibicy.

 ewa sikora

21 22

20

W Suchej Górnej miała miejsce trzecia edycja „Fedrowania z folklorym”, zorganizowanego przez ZPiT Suszanie z MK PZKO wraz z gminą Sucha Górna. Przegląd zespołów folklorystycznych rozpoczęli Suszanie, wystąpił Slezan z Cz. Cieszyna, Dudoski z Bielska-Białej, Zaolzi z Jabłonkowa, Šmykňa z Ostrawy oraz gawędziarz Tadeusz Filipczyk. Gwiazdą imprezy, prowadzonej przez Agatę Rzyman i Wojciecha Kadłubca, był Wojskowy Zespół Artystyczny Ondráš z Brna.

W COK Dom Narodowy w Cieszynie odbyło się spotkanie informacyjne na temat warsztatów teatralnych „W stronę jakości, czyli teatr w szkole”, których współorganizatorem jest ZG PZKO.

24

Sekcja Kobiet przy ZG PZKO zorganizowała dla członkiń Klubów Kobiet PZKO wycieczkę do Muzeum Serków Ołomunieckich w Loszticach i zamku w Namieszti na Hanej.

24

Marcin Pałasz, autor książek dla dzieci, spotkał się ze swoimi czytelnikami w kar-

W Galerii Kropka w Cz. Cieszynie otwarto wystawę „Pastel i olej”, swoje prace zaprezentowali uczestnicy młodzieżowego pleneru malarskiego Ligotka Kameralna 2008. Filmy amatorskie pod wspólną nazwą „Filmowe Podlasie atakuje” obejrzeli oraz koncertu grupy Blue Machine z Krakowa wysłuchali uczestnicy imprezy w Klubie Dziupla w Cz. Cieszynie, zorganizowanej w ramach projektu Independent.pl.

26

Na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie Sceny Polska TC w Cz. Cieszynie zagrała „Makbeta” W. Szekspira w reż. Bogdana Kokotka.

27

MK PZKO w Hawierzowie Błędowicach zorganizowało wraz z PTTS Beskid Śląski 4. turniej tenisa stołowego Memoriał Jasia Nierostka o Puchar Przechodni MK PZKO Błędowice.


Konkursy z atrakcyjnymi nagrodami Redakcja „Zwrotu” ogłosiła na rok 2008 konkursy dla dotychczasowych i nowych prenumeratorów. Wśród uczestników w każdej kategorii są rozlosowywane nagrody rzeczowe wartości minimum 1500 Kc. We wrześniu sponsorem nagród jest ENWICO-DATA. Dodatkowo w grudniu 2008 wszyscy uczestnicy konkursów miesięcznych wezmą udział w losowaniu nagrody głównej – weekendowego pobytu w jednym z ośrodków wczasowych w Polsce.

2 Podaj imię i nazwisko aktualnej dyrektorki PSP w Mostach k. Jabłonkowa.

3 W którym mieście znajduje się biuro firmy ENWICO-DATA, zajmujące się m. in. wirtualizacją serwerów?

Imię i nazwisko_ __________________________________________ Adres_ _________________________________________________ Telefon_________________________________________________ Prenumeruję „Zwrot” od roku__________________________________

NOWYCH Konkurs dla prenumeratorów „Zwrotu”

1 Podaj nazwę fundacji, która finansuje stypendia dla studentów ze środowisk polonijnych.

2 Jak nazywał się burmistrz Jabłonkowa przyjmujący w 1938 r. wojsko polskie?

3 Czym zajmuje się m.in. trzyniecka firma ENWICO-DATA: a) montażem komputerów, b) wirtualizacją serwerów, c) programowaniem procesów technologicznych?

Imię i nazwisko_ __________________________________________ Adres_ _________________________________________________ Telefon__________________________________________________ Zamawiam prenumeratę „Zwrotu” na rok___________________________

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 7. 11. 2008 pod adresem: Miesięcznik „Zwrot”, Střelniční 28, 737 01 Český Těšín lub pocztą elektroniczną: info@zwrot.cz

1 Która rocznica powrotu Zaolzia do Polski mija w październiku 2008 r.?

nr ewidencyjny MK ČR E 389 IČO 442771 Rok LIX, nr 707

dla dotychczasowych prenumeratorów „Zwrotu”

Odpowiedzi prosimy przesyłać do 7. 11. 2008 pod adresem: Miesięcznik „Zwrot”, Střelniční 28, 737 01 Český Těšín lub pocztą elektroniczną: info@zwrot.cz

Konkurs

miesięcznik regionalny

Rozstrzygnięcie edycji sierpniowej I Konkurs dla dotychczasowych prenumeratorów II Konkurs dla nowych prenumeratorów Prawidłowe odpowiedzi: Prawidłowe odpowiedzi: 1. Pod Teatr Cieszyński w Cz. Cieszynie. 1.16. 2.Polonia 2. Kazimierz Jaworski. 3. W Cieszynie. 3. a) wymianą okien. Zwycięzcą został Henryk Josiek z Trzyńca Końskiej. Zwyciężczynią została Helena Kotula z Karwiny.

Wydawca: Polski Związek Kulturalno-Oświatowy w Republice Czeskiej przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury Republiki Czeskiej oraz Senatu Rzeczpospolitej Polskiej, za pośrednictwem Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie Redakcja: Kazimierz Kaszper redaktor naczelny kkaszper@zwrot.cz Czesława Rudnik redaktor redakcja@zwrot.cz Anna Ludwin sekretariat info@zwrot.cz Rada Redakcyjna: Wanda Cejnar, Ewa Gołębiowska, Ireneusz Hyrnik, Kazimierz Jaworski, Daniel Kadłubiec, Danuta Koenig, Bronisław Ondraszek, Władysław Owczarzy, Kinga Iwanek-Riess, Wojciech Riess, Jan Ryłko, Otylia Toboła, Mariusz Wałach Adres redakcji: ul. Strzelnicza 28, P. O. BOX 97 737 01 Český Těšín (Czeski Cieszyn) tel. i faks: 558 711 582 www.zwrot.cz Redakcja obrazu i skład: Marian Siedlaczek foto@zwrot.cz Druk: FINIDR, sp. z o. o. Czeski Cieszyn Redakcja zastrzega sobie prawo skracania tekstów, zmiany tytułów, nie zwraca materiałów niezamówionych. Cena prenumeraty rocznej 360 Kc, do uiszczenia przekazem pocztowym lub bezpośrednio w redakcji. Wysyłka pocztowa na podstawie umowy nr 701 001/02 z Przedsiębiorstwem Państwowym POCZTA CZESKA, oddział Morawy Północne. Cena egzemplarza 30 Kc Numer zamknięto 14. 10.  2008 Zdjęcie na stronie tytułowej Marian Siedlaczek ISSN 0139-6277

Losowanie odbyło się 14. 10. 2008 w redakcji „Zwrotu” z udziałem red. red. Czesławy Rudnik i Kazimierza Kaszpera.

4

10

2008


P

euforia wiary i smutek rachunku

2 4

przełomy tożsamości

wydarzenia

9 10 schengen i co dalej? 11

dziedzictwo przodków semper znaczy zawsze

historie ze smakiem jabłka

12

osobowość miesiąca piotr wojoczek

józef szymeczek zastanawia się nad rolą prze

13

łomów historycznych w kształtowaniu tożsamości Polaków na Zaolziu– na str. 13.

horyzonty

• zagrożony 16 awantura o „silesię“

polska wiara świerk

N

a początku szły przede wszystkim wiatrówki i śrut. Zdarzali się goście, którzy byli w stanie ukryć pod płaszczem siedem, osiem wiatrówek. Ale to byli amatorzy. Prawdziwi znawcy broni palnej pojawili się niedługo po nich. I nie robili już hurtowych zakupów. Stawiali na jakość.

• kryzys i odpowiedzialność • nielubiany sojusznik 17 reportaż duża klasa! psp mosty k. jabłonkowa

22

szlakiem kół pzko mosty k. jabłonkowa

24

poznajmy się! oferta artystyczna kół pzko

– chóry 28

polskie ślady przyjezdni i osadnicy

30

 marian siedlaczek

18

kraj kontrastów

piotr wojoczek – nasza osobowość miesiąca, 

opowiada o swoich pasjach: fotografika, przedsiębiorcy i kolekcjonera – na str. 13.

S

łowińcy nie uważają się za składnik Bałkanów, ale naród środkowoeuropejski. Doskonała organizacja i precyzyjność z jaką zrekonstruowane są miejscowe zabytki niezbyt pasują do południowych charakterów. Język włoski używany jest tutaj z zadziwiającą naturalnością, a dwujęzyczne napisy są rzeczą oczywistą.

inspiracje

• między32 piękno pod mikroskopem • rajd młodych • legenda kina 33

warsztaty teatralne narodowy festiwal

tomasz pustówka wraz z przyjaciółmi wyruszył  na wyprawę do Słowenii. Jego relacja na str. 18.

salon sztuki zbigniew kubeczka

34

liberdiana

ztf przedstawia jan myrdacz

 władysław owczarzy

raport daty graniczne zaolzia

erypetie dziejowe Polaków na Zaolziu spowodowały, że tożsamość Zaolziaków jest dzisiaj wielowarstwowa i wielopoziomowa, przy czym warstwy te i poziomy mogą się nawet wzajemnie wykluczać. Ktoś może się czuć równocześnie Polakiem, Ślązakiem, komunistą, ewangelikiem i pezetkaowcem. Jego śląskość kłóci się z polskością, ta zaś kłóci się z komunizmem, ten z kolei z ewangelicyzmem, ten z pezetkaowstwem, a to na koniec z… polskością. Żyjemy w czasach swoistej schizofrenii społeczno-narodowej. Ci sami ludzi w Kongresie po nowemu myślą, ale w PZKO po staremu działają.

 maciej szewczyk

spis tre´ sci

36

cieszyńskie panoptikum

38 40

przędziwo pamięci jabłonków

1938 42

półka z książkami śląsk cieszyński. granice

– przynależność – tożsamość • karta nr 55: stawianie granicy 44 trybuna czytelników

• roman • wilhelm franek 45

stanisław gawlik chowaniec

krzyżówka • konkursy

N

asz region posiada specyficzny rodzaj zbiorowych miejsc pamięci – mogiły i pomniki upamiętniające ofiary katastrof górniczych. Tradycja nakazywała chowanie ofiar we wspólnych mogiłach.

władysław owczarzy w swoim Panopticum  wędruje po nekropoliach, w których spoczywają ofiary katastrof górniczych – na str. 38.

Gdzieś się nam zapodziało „K“ i „O“!

© bronisław liberda

aneks poeta z potoków

 władysław owczarzy

górnicze mogiły


raport

Euforia wiary i smutek rachunku W roku bieżącym przypominamy sobie dwie okrągłe rocznice: przyłączenia Zaolzia do Polski w 1938 r. oraz stłumienia Praskiej Wiosny w 1968 r.

Wkroczenie oddziałów Wojska Polskiego na terytorium czechosłowackiej

części Śląska Cieszyńskiego dnia 2.10.1938 r. zostało poprzedzone złożeniem 30.9.1938 r. ultimatum rządu polskiego rządowi Republiki Czechosłowackiej

zawierające żądanie zwrotu Zaolzia. Natomiast inwazji pięciu armii Układu

Warszawskiego, w tym i polskiej, na Czechosłowację w nocy z 20 na 21.8.1968 r. nie poprzedzały żadne dyplomatyczne ostrzeżenia. Operacja została przeprowadzona w głębokim utajnieniu i została odebrana przez mieszkańców republiki jako pogwałcenie wszystkich możliwych norm.

spRaWiedliWy odWet czy zdRadziecka napaść?

Obydwa wydarzenia odcisnęły głęboki ślad w psychice obywateli Czechosłowacji, w tym zwłaszcza zamieszkałych na Zaolziu Polaków i Czechów. O ile jednak październik 1938 r. był początkowo postrzegany przez stronę polską jako wyraz sprawiedliwości dziejowej („słuszny” odwet za zbrojną napaść Czechów na Śląsk Cieszyński w 1919 r. i za „zmanipulowaną” przez tychże decyzję Rady Ambasadorów o podziale regionu między Polskę i Czechosłowację w 1920), o tyle strona czeska zwracała już wtedy uwagę na niezręczność kontekstu monachijskiego (o podłości mówiono również) cieszyńskiego „zaboru”. Polacy długo kategorycznie odrzucali tę argumentację, wskazując, że gdyby nie zajęli Śląska Cieszyńskiego, to zajęłyby go hitlerowskie Niemcy. Prawda o związkach cieszyńskiego incydentu z monachijską grabieżą (idzie o podpisany 30.9.1938 r. w Monachium układ, na mocy którego Czechosłowacja utraciła na rzecz Niemiec m.in. 1/5 terytorium państwa) długo torowała sobie drogę do polskiej świadomości. Pomijając komunistyczne opracowania, które w ramach dyskredytowania przedwojennej polityki polskich władz sanacyjnych chętnie podkreślały monachijski kontekst „wyprawy cieszyńskiej”, jego rzeczywistą, katastrofalną dla Polski rolę odsłonił dopiero Adam Kożuchowski na łamach „Polityki” (nr 40, 4.10.2008): 6

„Państwem, które (poza Czechosłowacją) straciło w Monachium najwięcej, była Polska. Popierała ona rozbiór Czechosłowacji, a gdy do niego doszło, przyjęto to nad Wisłą z szalonym entuzjazmem. (…) W istocie Polska, wspierając pretensje Hitlera do Czech i kwestionując granice ustalone w 1919 r., przygotowała własną zgubę. (…) Z dzisiejszej perspektywy przyzwolenie na zabór Czechosłowacji w 1938 r. wydaje się wszystkim Europejczykom, a zwłaszcza samym Czechom, hańbiące. Współcześni polscy historycy zdają się nie dostrzegać, że to samo odnosi się w dwójnasób do aktywnego współudziału Polski w tym wydarzeniu. Być może bierze się to stąd, że ponieważ w PRL pisano o II RP tylko źle, to w III RP wypada pisać tylko dobrze. Podręczniki więc notorycznie bagatelizują to wydarzenie, a zwłaszcza fakt jawnej współpracy z Hitlerem – co jest o tyle ułatwione, że ówczesny rząd polski w swym zaślepieniu rzeczywiście uważał, że zajmując węzeł kolejowy w Boguminie pokrzyżował niemieckie plany. Trudno jest natomiast przyznać, że zemsta na Czechosłowacji za jej wrogą wobec Polski postawę z lat 1919-1920 była jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej przez całe międzywojnie, a aneksja Zaolzia była tej polityki ukoronowaniem – w najgorszym możliwym momencie i w najgorszym możliwym towarzystwie.” Wychodzi więc na to, że po 70 latach wypada przyznać rację czeskiej argumentacji…

blaski i cienie Wspólnoty idei

Wydarzenia roku 1938 oraz ich odmienna interpretacja umocniły istniejące na Zaolziu uprzedzenia między żywiołami polskim i czeskim a wzajemne stosunki naznaczyły niebezpiecznym elementem wrogości. Zupełnie inaczej natomiast rzutowały na relacje między obu narodowościami wydarzenia roku 1968. Ponadnarodowy, etyczny i wolnościowy wymiar przemian demokratyzacyjnych Praskiej Wiosny zepchnął na głęboki margines nacjonalistyczne uprzedzenia, łącząc żyjących na Zaolziu Polaków i Czechów we wspólnym froncie walki o lepszy, bardziej sprawiedliwy, ludzki ustrój społeczno-polityczny. Zrodzone wtedy poczucie wspólnoty wyznawanych idei miało jednak i swą drugą, mroczną stronę. Uruchamiało otóż w Polakach niebezpieczny z punktu widzenia interesu każdej mniejszości etnicznej proces relatywizacji własnej przynależności narodowej. Wydaje się, że te dwa tak różne w swych przesłankach ideowych i przebiegu wydarzenia przyniosły w ostatecznym rachunku więcej szkody niż pożytku żywiołowi polskiemu. A skoro tak, to może warto byłoby się zastanowić nad możliwościami wyposażenia naszej tkanki kulturowej w zapory chroniące poczucie tożsamości w latach historycznych przełomów? kazimierz kaszper

10

2008


1938

daty graniczne zaolzia

Aneksji Zaolzia w 1938 r. towarzyszyła intensywna kampania propagandowa, w której zręcznie manipulowano faktami i operowano demogagogią pobożnych życzeń. Jej celem było przedstawienie Polski jako dobroczyńcy przynoszącego uciskanemu ludowi dary wolności, sprawiedliwości i harmonijnego rozwoju. Ten sielski obrazek miał być z kolei przeciwieństwem karykatury wszelkich cnót, czyli wrażej i podstępnej Czechosłowacji. W roli bohatera-męczennika występował oczywiście zaolziański Polak. Wszystkie składniki tego modelu propagandowego trafiły wkrótce do literatury pięknej, czego jednym z dowodów jest publikowany wiersz Janiny Kozłowskiej.

Janina Kozłowska I dziwiły się drzewa nad Olzą rosnące…

I dziwiły się drzewa nad Olzą rosnące, Czemu wciąż płynie smutna, gdy ziemię tę kocha?… Czemu nie cieszą ją kwiaty wokół kwitnące? Czemu fala jej w noc bezgwiezdną cichym pluskiem szlocha?… I dziwiły się ptaki wracające wiosną Że na pieśń o powrocie z dalekiego morza, Pieśń stęsknioną, gorącą i taką radosną, Że się promiennym szczęściem różowiła zorza – Nasypała wokół perlistymi łzami, Które chyliły główki ziół rosnących blisko… Olzo! Ty się nie cieszysz? Nie radujesz z nami? Pytały nad falami przelatując nisko… Hej, Olzo, smutna rzeko, czemuś nie mówiła, Że ci srebrzystą duszę na dwoje rozdarto? Że gdy się jedna fala do brzegu tuliła, Druga brzeg swój witała rozpaczą otwartą? Ty, dumna, śląska rzeko, czekałaś wytrwale I nikt nie słyszał jęku i nie słyszał skargi, I tylko jedna fala drugą pocieszała falę, Gdy jej wody dotknęły czyjeś obce wargi…

Aż tu kiedyś, nareszcie, posłyszała szumy – I brzęk groźny szablami i szept: „Czuwaj, druhu!”… I widziała nad swoim polskim brzegiem tłumy, A falami szły wieści radosne i słuchy. Olza czuwa!… Na rozkaz polskiego harcerza Do dna się tuli cała – jak najniżej chyli – To znowu burzy swe fale i o brzeg uderza, Gdy się na drugą stronę nasi przeprawili… Olza czuwa!… Kiedy rankiem pobudkę rozdzwoni Niesie apel od Wodza: „Na nasz Śląsk idziemy”. Olza słucha!… Czy już tętni most od polskich koni?… I pyta: „Czy dziś sztandar Polski rozwiniemy?” Aż przyszedł dzień dla Olzy wielki i radosny, Gdy pod polskim żołnierzem mosty zahuczały I pobudziły wszystkie z lat niewoli wiosny, By pod żołnierskie buty z kwiatów drogę słały!… I buchnął hymn potężny, do samego nieba Dziękczynny hymn za wolność i radosne łkanie: „Boże dobry i wielki! Już nam nic nie trzeba, Tylko Śląsk nasz przy Polsce racz zachować Panie!…” Już nie dziwią się drzewa nad Olzą rosnące, Że choć się zakończyło jej życie tułacze, Na zioła i na kwiaty sypie łzy perlące One wiedzą: to Olza tak z radości płacze!…

1968

I kiedyż znów połączę kraj, co dzielić muszę? I jedną pieśń posłyszę od brzegu do brzega? Olza ma przecież tylko jedną, polską duszę – I tylko jedna polska myśl fale obiega…

(Druk w: „Dziennik Polski” nr 303 z 24-26.12.1938)

Zdjęcia przedstawiające wkroczenie oddziałów Wojska Polskiego do Cieszyna, Orłowej i Karwiny pochodzą z prywatnego archiwum Wandy Cejnar. Zdjęcia ilustrujące osobliwy klimat zaolziańskich miast i wsi po inwazji armii Układu Warszawskiego na Czechosłowację udostępnił redakcji Władysław Owczarzy. 10

2008

7


raport

Przełomy tożsamości

K

westia tożsamości najsilniej daje znać o sobie w chwilach głębokich przemian społeczno-politycznych. W takich momentach nie można oprzeć się naciskowi, jaki zmusza każdego osobnika do określenia się wobec rzeczywistości aktualnie doświadczanej oraz mglisto przeczuwanej w przyszłości. Na poczucie tożsamości składa się jednak również świadomość przeszłości – stopień jej uwzględnienia w teraźniejszości i w przyszłości. Na początku określania własnej tożsamości pojawia się swoisty rodzaj autorefleksji, kiedy opinię o samym sobie uzupełnia się wyobrażeniami o innych: swoich lub obcych (przyjaciół i nieprzyjaciół). Zahamowanie lub przerwanie procesu ciągłości historycznej – w kontekście Zaolzia można tu przywołać lata 1920, 1938, 1948, 1968 i 1989 – prowadzi zazwyczaj do rewizji pierwotnych wyobrażeń: do ich absolutyzacji, czyli umocnienia i wydźwignięcia do rangi wartości najwyższych, bądź ich deprecjacji – z zanegowaniem włącznie. Np. w 1918 r. Czesi z dnia na dzień byli zdolni wymienić „staruszka monarchę Franza Josefa” za „tatíčka Masaryka” i nazwać Austro-Węgry, tę swoją „szeroką ojczyznę narodów”, imieniem „więzienia narodów”. Proces ten nie omija także i nas, Polaków na Zaolziu. Wielkie wydarzenia miały istotny wpływ również na utwarzanie naszej tożsamości, czyli tożsamości Polaków na Zaolziu. Z pierwotnego poczucia polskości w 1920 r. niewiele przetrwało do dnia dzisiejszego. W kluczowych momentach dziejowych nie tylko umacnialiśmy swoje poczucie polskości, lecz również je rozmywaliśmy i zaprzeczaliśmy mu.

1920: Polskie myślenie po czeskiej stronie

Na Śląsku Cieszyńskim uformował się naród polski (przynajmniej w kręgach elit społecznych) jeszcze przed powstaniem państwa polskiego. Dowodów można szukać cho8

ciażby w entuzjastycznym zgłaszaniu się Cieszyniaków do legionów Piłsudskiego, co było równoznaczne z gotowością uczestniczenia w walce o zmartwychwstanie Polski. Można je także znaleźć w działaniach Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, która powstała już 19.10.1918, czyli wcześniej niż proklamowano powstanie państwa polskiego. Rada Narodowa jest pięknym przykładem samostanowienia ludu cieszyńskiego, który jej ustami proklamował chęć połączenia z nieistniejącą jeszcze Polską. Potem nadszedł jednak najazd czeski, nieudana próba plebiscytu i podział Śląska Cieszyńskiego 28.7.1920. Po stronie czechosłowackiej zostało ok. 120-150 tys. Polaków. A zatem, pomimo iż zaolziańscy Polacy zdali egzamin wobec Polski, nie otrzymali świadectwa dojrzałości. Nie zmieścili się w jej granicach, sprawa narodowców polskich w tej rundzie dziejowej została więc przegrana. Rozczarowanie wodzów polskich było ogromne. „Gwiazdka Cieszyńska” wyrażając opinię większości elit polskich pisała: „Cóż nam czynić wypada? Czy rozpaczać? Bynajmniej nie! Zaprotestować energicznie i oświadczyć głośno przed całym światem, że z losem się nie godzimy, że lojalnymi obywatelami Czechosłowacji nie będziemy nigdy i za żadną cenę!”. Pomimo wszystko duch polski nie malał: „Spróbujemy się, choćby najgorsze chwile przyszły, to przetrzymamy je wierząc w Polskę i oczekując od niej rychłej odsieczy” – czytamy w tym samym artykule.

W latach międzywojennych Polacy na Zaolziu niewątpliwie byli częścią narodu polskiego. Subiektywnie poczuwali się do polskości, jak również wykazywali obiektywne atrybuty przynależności do narodu polskiego. Żyli w świecie kultury polskiej. Ich znajomość literackiego języka polskiego była na tyle dobra, że mogli posługiwać się tym językiem biegle w urzędach i w miejscach publicznych. Ich ojczyzną duchową była Polska. Więzi z Polską jako państwem ojczyźnianym nie stracili i jako synowie narodu polskiego wyczekiwali jego pomocy.

1938: Polska chciana i niechciana

Dnia 2.10.1938 r. polskie wojska wkroczyły na Zaolzie. Marszałek Polski Edward RydzŚmigły w odezwie do Zaolziaków apelował: „Wracacie do Polski, która zawsze była waszą najdroższą Ojczyzną i nigdy o Was nie zapomniała. (…) Żołnierz polski przychodzi do Was jako herold nowej epoki, jako przedstawiciel siły i majestatu Rzeczpospolitej i jako gwarant przyszłego, spokojnego i godnego życia”. Wiele ludzi polskiego pochodzenia, którzy wcześniej ulegli czechizacji, stało się znowu Polakami. W szeregu miejscowości nie otwarto czeskich szkół, bo nikt się do nich nie zapisał. Ale nadzieje były większe niż fakty, które przyniosła rzeczywistość. Nieopłacalny kurs wymiany koron czeskich na złotówki, obniżenie płac w kopalniach i hutach, atak agresywnego katolicyzmu oraz wielkopańskie traktowanie plebejskiej kultury ludu zaolziańskiego wywoływały wielkie rozczarowanie wśród Zaolziaków. Odczuwano, że Polska ma głównie siebie na względzie, a Zaolzie jest tylko narzędziem jej polityki, z którą znaczna część elit zaolziańskich nie identyfikowała się bezkrytycznie. Już w grudniu 1938 r. Józef Berger, jeden z wodzów zaolziańskich Polaków, uspokajał swoich rodaków: „Dla wielu już się popra10

2008


daty graniczne zaolzia wiło! Wielu naszych ludzi znalazło to, czego potrzebowali, a czego nie mieli w czasach czeskich. Wielu z naszej młodzieży znalazło i posady, i spokojny byt. Inni jeszcze czekają. Lecz jak nas zapewnianio z poważnych stron, przyjdzie czas, gdy dla wszystkich znajdzie się i praca i chleb”. Nic takiego się jednak nie stało. Polska nie była gwarantem spokojnego życia i bezpieczeństwa. A poza wszystkim innym, zabrakło czasu na urzeczywistnienie szlachetnych zamiarów. Doświadczenie tego okresu było jednak tak mocne, że wiele osób zwątpiło zarówno w Polskę, jak i w polskość. Natomiast część zaolziańskiej populacji umocniła się w swych patriotycznych przekonaniach i w czasie wojny była w stanie ponieść w obronie Polski ofiarę najwyższą.

1939: Śląska narodowość i niemiecka ojczyzna

W 1939 r. Zaolzie zostało okupowane przez wojska niemieckie. Poczucie tożsamości Zaolziaków ponownie uległo zachwianiu. Tym razem na kształtowanie ich poczucia tożsamości miał ogromny wpływ lęk z nadchodzącej przyszłości. Wielu chwiejnych Polaków skłonnych było związać swój los z żywiołem niemieckim udrapowanym w śląską szatę. Już od pierwszych dni okupacji był wyraźnie odczuwalny klimat hitlerowskiego terroru. Doszło do pierwszych rozstrzeliwań i aresztowań znanych działaczy polskich, zwłaszcza spośród inteligencji. Szczególne nasilenie aresztowań nastąpiło wiosną 1940 r., w ramach przyjętego przez Niemców kursu na rozprawienie się z inteligencją polską, znanym pod kryptonimem akcji „AB”. W rezultacie wywieziono do obozów koncentracyjnych ok. 1500 osób. Na liście ofiar tej akcji znaleźli się nauczyciele, lekarze, inżynierowie, księża oraz inni przedstawiciele inteligencji polskiej. Ograniczanie, a następnie likwidacja wszelkich przejawów życia polskiego były podstawowymi składnikami polityki władz hitlerowskich na obszarze całej rejencji katowickiej, i to aż do 1945 r. Poczucie polskości poniosło w tym okresie ogromne straty. Najbardziej uświadomione pod względem narodowym elity zostały fizycznie zlikwidowane, a pozbawio10

2008

ny swoich przywódców lud skłonny był do wielorakich przemian. Swoją rolę odegrała również propaganda hitlerowska, która twierdziła, że Ślązacy są spolonizowanym szczepem niemieckim. Jeden z ideologów cieszyńskich, ksiądz Paul Zahradnik, odprawił dnia 10. 9. 1939 r. w Cieszynie dwa nabożeństwa dziękczynne – pierwsze w intencji powitania wojsk nie-

mieckich, drugie w intencji „wyzwolenia“ Śląska Cieszyńskiego. Przy okazji wygłosił „słynną“ mowę „An die Befreier“, w której bombastycznymi frazesami witał „wyzwalających niemieckich rycerzy”: „Jeszcze przed chwilą dławiła szatańska zmora bicie naszych serc – szczerzyły się do nas chciwe mordu pyski, pazury polskiego sępa darły czującą po niemiecku pierś, tysiące opuściło swą ojczyznę, my którzyśmy zostali, byliśmy przeklęci, by ginąc w śmierci rozpaczy, w nędzy

i w hańbie! Teraz jesteście! Synowie lśniącego Baldura! Żołnierze wodza, zwycięzcy wolność przynoszący, wybawcy od śmierci! Od miesięcy wyglądaliśmy waszego przybycia, w rozpaczy wlepialiśmy oczy na zachód i północ, gorące modlitwy szły wam naprzeciwko: Ratujcie niemieckie życie przed zbrodniczym mordem! Powoli sączyły się dni, godziny, cedziła się nadzieja, pozostało omdlenie i strach. Nareszcie jesteście! Nareszcie jesteście! Niesiecie życie, przynosicie wolność dla ducha i słowa, wolność i sprawiedliwość, porządek i pokój nam i ojczyźnie, która najdłużej cierpiała w przemocy wroga. Cośmy znosili, wy nam pozwalacie zapomnieć; cośmy postradali, wy nam wracacie: radość życia, uśmiech warg, uniesienie serca, wielkie niemieckie szczęście! Jak mamy wam dziękować, jak wysłowić, jak śpiewać – wszystko dziś mamy: światło słońca, zieleń lasów, miłość pracy, upojenie krwi. Co serca czują, co usta bełkoczą, co tylko duch wymyślił – jedno wypowiada słowo: Dzięki temu jednemu, który was do nas posłał, dzięki wam, którzy przynosicie wolność. Heil Hitler! Sieg Heil!” Większość prostych ludzi dała pierwszeństwo poczuciu bezpieczeństwa. Podczas spisu ludności, który przeprowadzili Niemcy zaraz po zajęciu Zaolzia w 1939 r. (tzw. palcówka), 78 285 obywateli Zaolzia (36,6 proc) zadeklarowało narodowość śląską w nadziei, że w ten sposób przechytrzy okupanta i zapewni sobie względny poziom bezpieczeństwa. Prędzej czy później przyjęli oni volkslistę (niemiecka lista narodowa, czyli obywatelstwo niemieckie na okres przejściowy 10 lat). Uratowało ich to przed prześladowaniami, ale z drugiej strony nałożyło obowiązek służby wojskowej w wojsku niemieckim. Jak proces ten przebiegał w życiu prostego Zaolziaka pokazał w swych wspomnieniach jeden z mieszkańców Milikowa, których kopia zachowana jest w Ośrodku Dokumentacyjnym Kongresu Polaków w RC: „Pracowałem w gospodarstwie na roli. Gdy zaczęła wojna światowa (ta druga z Niemcami), były też zaraz na początku spisy narodowości. Ja dałem się pisać Polakiem. Nie bywało to długo zaś były odezwy, aby przyjąć volksliste. Odwlekałem do roku 1943, ale potem w miesiącu marcu tegoż 9


raport roku przyszło zawezwanie z amtskomisariatu z Jabłonkowa i gdy się tam odstawiłem, powiedzieli mi, czy przyjmuję folkslistę i do pół godziny kazali się namyślić, a jak się nie podpiszę, to zaraz do jednego dnia, na moje gospodarstwo nasadzą bauera z Besarabii a nas wypędzą. Miołech mame sędziwą i małe dzieci z żoną i myślałem, że sie bedymy wszyscy kansi po cudzym kraju potłókać, więc żem już to rozmyślił. Pójdę raczyj jo sóm w daliki świat, a może mnie Pan Bóg wszechmocny będzie ostrzygoł od wszystkigo złego, że wróce może do dómu zdrowy. Potem do miesiąca dostałem pozwanie ku asentu, byłem uznany zdolny do boju. I znowu do miesiąca dostałem powołanie do niemieckiego wojska.”

1945: Raczej Czechem niż zdrajcą

Zmiana narodowości w latach 1939-49 była zmianą wymuszoną lub często wynikającą z nieświadomości. Chociaż byli i tacy – a wśród nich wielu nauczycieli uczących w polskich szkołach – którzy dominację niemczyzny rozumieli jako powrót do starych czasów austriackich. Dotkliwe konsekwencje ponosili „folksliściarze” po II wojnie światowej. Euforia ze zwycięstwa nad faszyzmem wyzwoliła w społeczeń­stwa czeskim potrzebę odwetu na „wrogach narodu czeskiego”, do których obok Niemców i Węgrów zaliczano również Polaków. Ważną dla społeczności zaolziańskiej sprawą było rozwią­zanie ciążącego na sumieniach wielu ludzi balastu

w postaci złożenia podpisu na wspominanej volks­liście. Władze czeskie ogłosiły po wojnie zakrojoną na szeroką skalę akcję rehabilitacyjną. W istocie była ona okazją do zadania ko­lejnego ciosu społeczności polskiej.

Postępowanie nacjonalistów czes­kich podczas procedury wydawania oświadczeń rehabilitacyjnych było wręcz skandaliczne. Tych, którzy zgłaszali narodowość czeską, re­habilito­wano bardzo szybko, bez komplikacji i często bez względu na to, że w czasie okupacji zachowywali się niepoprawnie. Polakom natomiast odmawiano wydania oświadczenia, i to nawet w przypadkach ich aktywnego udziału w ruchu antyhitlerowskim. Proces rehabilitacji w znacznym stopniu zmienił skład narodo­woś­ciowy Zaolzia. Obywatele narodowości polskiej, którzy podczas oku­pacji nie­mieckiej przyjęli volkslistę, teraz zaczęli się obawiać, że deklarując naro­ do­wość polską, albo w ogóle nie otrzymają oświadczenia o lojalności wobec państwa, albo uzyskają je z wielkimi trudnościami. Dlatego wielu z nich deklarowało podczas reha­bi­litacji narodowość czeską. Znawca historii Zaolzia, Stanisław Zahradnik, uważa, że postąpiło tak ok. 30 000 przedwojennych Polaków.

1948: Internacjonalistyczne braterstwo

Reżim komunistyczny zwalczał objawy myślenia w kategoriach narodowych i znacznie ograniczył życie narodowe Polaków na Zaolziu. Narzucił im taki model życia narodo10

wego, w którym nie miało być miejsca dla prawdziwego, rozumianego w kategoriach przedwojennych, patriotyzmu. Współistnienie między narodami miało się opierać się na zasadach „internacjonalistycznych”, zasadach organizowanego braterstwa. Funkcją nowych, koncesjonowanych organizacji polskich w Czechosłowacji – PZKO i SMP – miała być „transmisja polityki Partii”. Czołowe stanowiska zaczęto obsadzać dyspozycyjnymi Polakami. W myśl polityki państwa polskość przestawała być życiem i stawała się deklaracją. Większość działaczy polskich na Zaolziu pogodziła się z panującą po lutym 1948 sytuacją i zadowoliła się koncesjami, jakie polska mniejszość otrzymała. Nie ośmielała się wysuwać żadnego własnego programu politycznego i tworzyć jakiejkolwiek wizji przyszłości polskiej społeczności w Czechosłowacji. Także większość ludności zadowoliła się tym, co zostało osiągnięte. Jedyny program uporządkowania życia narodowościowego na Śląsku Cieszyńskim wysunął na początku lat 50. Paweł Cieślar, wpływowy członek KPCz na terenie Zaolzia, narodowości polskiej. Program ten, którego naczelnym postulatem było wprowadzenie autonomii na terenie powiatów czeskocieszyńskiego i karwińskiego, opatrzony naklejką „platforma Cieślara”, spotkał się z brutalną reakcją władz partyjnych. Partia starała się przekonać Polaków na Zaolziu, że Czechosłowacja jest ich ojczyzną.

1956: Nie ma dwóch ojczyzn

Po II wojnie światowej między Polakami na Zaolziu a Polską istniały jeszcze silne więzi emocjonalne. Ich wyrazem była teoria „dwóch ojczyzn”, która pojawiła się jako swoista odpowiedź mniejszości zaolziańskiej na jej powojenne położenie, a której sens polegał na uznaniu Czechosłowacji za ojczyznę materialną, Polski zaś za ojczyznę duchową. Przeciwko tej koncepcji rozpętano kampanię propagandową: „Stanowisko Polaków w Czechosłowacji, którzy uważają Republikę Czechosłowacką za swoją ojczyznę materialną a Polskę za swoją ojczyznę duchową, jest zasadniczo błędne i reakcyjne. Pojęcie ojczyzny jest konkretne i oznacza to wszystko, co wytworzyliśmy własną pracą. 10

2008


i r e n e u s z a

h y r n i k a

s łow n i k w y r a zów p ot r z e b n yc h

Pojęcie ojczyzny duchowej jest abstrakcyjne, oderwane od ojczyzny materialnej i dlatego niemożliwe. Według Marksa proletariusze nie mają ojczyzny, ponieważ cała produkcja towarowa należała do burżuazji. ZSRR jest ojczyzną proletariuszy całego świata. Poglądy Stalina w kwestii narodowościowej są zupełnie słuszne i miarodajne.” Antypolska propaganda tego typu przybrała na sile zwłaszcza w drugiej połowie lat 50., w związku z przemianami październikowymi w Polsce w 1956 r. Obiektywnym ogniwem więziotwórczym między Polakami na Zaolziu a Polską pozostawał język polski. Dlatego Polacy dążyli w połowie lat 50. do uwzględnienia w prawie czeskim kwestii dwujęzyczności. Ważny moment nastąpił po ogłoszeniu rozporządzenia ORN w Ostrawie w dniu 11.12.1962 r. Zostało ono przyjęte po przeprowadzeniu reformy administracyjnej kraju w 1960 r., w wyniku której doszło m.in. do likwidacji powiatu czeskocieszyńskiego. Na mocy tegoż rozporządzenia można było wprowadzić dwujęzyczność w 46 gminach i miastach nowych powiatów – karwińskiego i frydeckomisteckiego. Dwujęzyczne napisy miały zostać umieszczone na budynkach urzędów państwowych i samorządowych oraz sklepów. Decyzja ta nie pomogła jednak wyhamować postępującego wśród Zaolziaków procesu utraty polskiej tożsamości.

1968: Polskość prywatna, czeskość publiczna

W czasach socjalistycznych Polacy na Zaolziu stali się lojalnymi obywatelami państwa czechosłowackiego. Nowe pokolenie Polaków wyrastało już w tej atmosferze lojalności i traktowało ją jako oczywistość. A rutyna i przyzwyczajenie dały systemowi oraz tym, którzy z niego korzystali, złudzenie praworządności i prawomyślności. Jedynym głosicielem i nosicielem „polskiego ducha narodowego” mogło być opanowane przez komunistów PZKO. Tradycja historyczna skurczyła się do wybranych faktów, a synowie i córki Polaków na Zaolziu pod pojęciem pełni polskiego życia zaczęli rozumieć to, co stworzyli ich ojcowie z surogatu wykrojonego przez totalitarną władzą. Zaczęły się pogłębiać różnice między „naszym” i „obcym”, przy czym szybko do szuflady „nasz” trafił „zawsze o nas dobrze dbający” czeski komunista, a do szufladki „obcy” Polak z Polski. Sytuacja ta urosła do niepokojących rozmiarów w 1968 r., po 10

2008

Tożsamość

Okazywanie innym jednostkom i samemu sobie identyfikacji (utożsamiania się) z jakimiś elementami rzeczywistości społecznej, kulturowej. Tożsamość to rzeczownik od przymiotnika tożsamy oznaczającego „ten sam, identyczny”, będącego złożeniem zaimków toż i sam.

Ojczyzna

Dla pojedynczego człowieka wyznaczona jest zwłaszcza miejscem jego urodzenia, zamieszkiwaniem przez istotną część życia, czy miejscem pochodzenia jego przodków. Mocno związaną znaczeniowo z ojczyzną jednostki jest termin mała ojczyzna. Ojczyzna jest dokładnym tłumaczeniem łacińskiego patria.

Macierz

W dawnym języku polskim nazywano tak matkę (zauważ podobieństwo wyrazów macierzyński, macierzyństwo), w czasach obecnych używana zwłaszcza w znaczeniu ojczyzna.

Patriotyzm

Miłość ojczyzny i własnego narodu, połączona z gotowością niesienia dla nich ofiar, stawianie dobra ojczyzny ponad własne. Patriotyzm używany jest również w znaczeniu umiłowania i pielęgnowania tradycji narodowej, kultury czy języka. Wyraz patriotyzm utworzony został na gruncie języka francuskiego (patriotisme) z łacińskiego patria w znaczeniu „ojczyzna”, do którego przejęty został z greki.

Nacjonalizm

Ideologia i polityka postulująca nadrzędność interesów własnego narodu, żądająca dla niego specjalnych przywilejów, dyskryminująca inne narody i mniejszości narodowe, wyrażana również nietolerancją i wrogim stosunkiem wobec tych narodów. Za skrajną, agresywną formę nacjonalizmu uważany jest szowinizm. Wyraz nacjonalizm powstał na gruncie języka francuskiego (nationalisme) z łacińskiego natio oznaczającego „naród”.

Szowinizm

Na ogół traktowany jest jako skrajna i wynaturzona postać nacjonalizmu. W szerszym kontekście pojęcie to oznacza też wyolbrzymione i bezkrytyczne przywiązanie do własnej grupy oraz wyolbrzymianie jej zalet, a pomniejszanie lub negowanie jej wad. Wyraz szowinizm pochodzi od nazwiska Chauvin, postaci z XIX-wiecznej komedii francuskiej.

Ksenofobia

Niechęć, wrogość, lęk w stosunku do obcych lub innych, do ich kultury, zwyczajów itp. Wyraz ksenofobia jest złożeniem dwóch wyrazów greckich ξένος (ksenós) oznaczającego „obcy, cudzy” oraz φόβος (phóbos) – „strach”.

Obywatelstwo

Przynależność państwowa łącząca się z pewnymi uprawnieniami i obowiązkami określonymi przez prawo danego państwa. Wyraz obywaciel został wprowadzony do języka polskiego z języka czeskiego jako tłumaczenie łacińskiego de cive.

Narodowość

„Jest deklaratywną (opartą na subiektywnym odczuciu) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny (uczuciowy), kulturowy lub genealogiczny (ze względu na pochodzenie rodziców) z określonym narodem”. Taka jest definicja narodowości Głównego Urzędu Statystycznego. W ogólnym rozumieniu narodowością nazywana jest przynależność do narodu albo związek z nim.

Asymilacja

Proces upodobniania, przyswojenia, wchłonięcia. Używana zwłaszcza w znaczeniu przystosowania się imigrantów do norm życia społecznego kraju nowego osiedlenia lub przedstawicieli mniejszości etnicznej do norm zbiorowości, która w danym kraju stanowi większość. Zjawisko to może mieć naturalny, niewymuszony charakter; niekiedy państwa prowadzą aktywną politykę asymilacyjną, która ma prowadzić do wykorzenienia innych wartości kulturowych i narzucenia norm narodu panującego. Słowo asymilacja pochodzi z łacińskiego assimilatio, gdzie similis znaczy „podobny”. 11


raport Struktura narodowościowa czechosłowackiego Śląska Cieszyńskiego wg Stanisława Zahradnika

Rok

Ogółem (%)

Polacy (%)

Czesi (%)

Niemcy (%)

Słowacy (%)

Inni (%)

1890

176 920 (100)

91 608 (51,8)

72 696 (41,1)

12 576 (7,1)

40 (0,0)

1900

324 739 (100)

129 686 (55,2)

84 026 (35,8)

20 964 (8,9)

263 (0,1)

1910

286 704 (100)

139 016 (48,5)

113 319 (39,5)

34 249 (12.0)

120 (0,0)

1921

272 972 (100)

69 360 (25,4)

177 626 (65,1)

23 005 (8,4)

2 981 (1,1)

1930

327 475 (100)

77 309 (23,6)

225 426 (68,8)

22 013 (6,7)

2 727 (0,9)

1939

213 867 (100)

51 499 (24,1)

44 597 (10,9)

38 408 (18,0)

79 363 (37,1)°

1950

219 811 (100)

59 005 (26,8)

155 146 (70,6)

4 388 (2,0)

1 272 (0,6)

1970

350 825 (100)

56 075 (16)

263 047 (75)

26 806 (7,6)

4 897 (1,4)

1980

366 559 (100)

51 586 (14,1)

181 548 (76,8)

28 719 (7,8)

4 706 (1,3)

1991

368 355 (100)

43 479 (11,8)

263 941 (71,1)

706 (0,2)

26 629 (7,2)

33 600 (9,1)°°

2001

509 085 (100)

36 576 (7,2)

421 592 (82,8)

707 (0,1)

22 169 (4,4)

12 217 (2,4)°°°

° W tym narodowość śląska: 78 285 (36,6%) °° W tym narodowość morawska: 16 992 (4,6%) i narodowość śląska: 10 858 (2,9%) ° ° ° W tym narodowość morawska: 8 106 (1,6), narodowość śląska: 3 610 (0,6), narodowość romska: 501 (0,1). Dane z 2001 r. obejmują całe powiaty karwiński i frydecko-mistecki, a nie tylko obszar czeskiego Śląska Cieszyńskiego.

inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Wszak „złe” wojska polskie przekreśliły nadzieje na demokratyzację życia, jakie mieli również Polacy na Zaolziu. W 1968 r. Zaolziacy przestali zatem definitywnie wierzyć w „dobrą” Polskę. Władza komunistyczna przez cały czas wmawiała im, że ich ojczyzną jest Czechosłowacja. Teraz wszyscy w to uwierzyli – również elity. Polacy wycofali się na pozycje obronne do swych grodów warownych: polskich szkół i domów PZKO. Znawca problematyki, Tadeusz Siwek, określił ten stan mniej więcej tak: Język polski, polskie formy imion i nazw miejscowo12

ści były jeszcze stosowane, ale zostały jakoby przeznaczone wyłącznie na użytek sfery prywatnej; w sferze publicznej sami Polacy przyzwyczaili się do używania języka czeskiego, w tym i czeskich form własnych imion. W rezultacie tożsamość zaolziańskich Polaków przestała być polską a stała się tożsamością pezetkaowską. Wraz z podważeniem praworządności reżimu komunistycznego w 1989 r. podważona została również wiarygodność działalności kulturalnej wspieranej przez reżim komunistyczny. I znów nastąpiła wspominana już kwestia wyborów. Cześć Polaków odrzuciła tradycję socjalistyczną, część ją zaakceptowała i pozostała jej wierna. Perypetie dziejowe Polaków na Zaolziu spowodowały, że tożsamość Zaolziaków jest dzisiaj wielowarstwowa i wielopoziomowa, przy czym warstwy te i poziomy mogą się nawet wzajemnie wykluczać. Ktoś może się czuć równocześnie Polakiem, Ślązakiem,

komunistą, ewangelikiem i pezetkaowcem. Jego śląskość kłóci się z polskością, ta zaś kłóci się z komunizmem, ten z kolei z ewangelicyzmem, ten z pezetkaowstwem, a to na koniec z… polskością. Paradoksalnie więc niektórzy pezetkaowcy są w stanie kategorycznie występować przeciwko wprowadzaniu podwójnego nazewnictwa, zachowywać czeskie formy swych imion i nie mówić w miejscach publicznych po polsku. Żyjemy w czasach swoistej schizofrenii społeczno-narodowej. Najlepiej widać to w pracy naszych organizacji, szczególnie na linii Kongres Polaków – PZKO. Ci sami ludzi w Kongresie po nowemu myślą, ale w PZKO po staremu działają. józef szymeczek

10

2008


wydarzenia

Dziedzictwo przodków O

d kilkunastu lat w środowisku polskich protestantów organizowane są sesje popularno-naukowe poświęcone udziałowi przedstawicieli tej konfesji w kształtowaniu oblicza kulturowego Polski i Polaków. Ostatnie spotkanie z tego cyklu odbyło się w Wiśle w dniach 11-14.9. pod nazwą XIV Forum Inteligencji Ewangelickiej. Jego temat przewodni brzmiał: „Dziedzictwo przodków – skarbnica czy ślady pamięci?”. Ideę tegorocznego spotkania celnie sformułował prof. Paweł Puczek, z Akademii Muzycznej w Katowicach, który wraz z bratem Janem należy do grona inicjatorów i współorganizatorów tego przedsięwzięcia. – Mamy wielu wybitnych intelektualistów, którzy na Forum rzetelnie prezentują wykłady związane z jego tematyką. Zawsze szukamy najlepszych znawców w danej dziedzinie, dlatego wykłady i dyskusje odbywają się na poziomie uniwersyteckim – powiedział. – Chcemy uwrażliwiać nasze środowiska, parafie i duchownych, by mieli na uwadze edukację naszej młodzieży, bo to jest przyszłość. Profesor Szczepański głosił, że „o przyszłości narodów i społeczeństw zadecydują wykształcone kadry”. Wydaje nam się, że nasi duchowni za mało inspirują rodziny i młodzież do ambitnej pracy i edukacji na najwyższym poziomie, dlatego chcemy zwrócić uwagę na ten problem. Podczas sesji referaty wygłosili (kolejność rzeczywista): prof. D. Kadłubiec („Chłopskie piśmiennictwo na Śląsku Cieszyńskim”), dr R. Czyż („Biblioteka Jana Śniegonia w Wiśle”), dr W. Gojniczek („Archiwum i biblioteka Parafii EwangelickoAugsburskiej w Cieszynie”), dr J. Szymeczek („Relacje religijne na Zaolziu po I wojnie światowej i stan współczesny”), S. Kubicius („Losy absolwentów szkół ewangelickich”), prof. D. Drljač („Próba periodyzacji procesów etnicznych u wiślan w Ostojićevie”), prof. J. Gardawski („Współczesny etos pracy”), prof. J. Świderski („Masmedia a prawda obiektywna w naszych oczach”). Uczestnicy wzięli ponadto udział w wycieczce studyjnej 10

2008

na Zaolzie (Cierlicko, wizyta w Kongresie Polaków) i zwiedzili Bibliotekę Tschammera w Cieszynie. Wysłuchali też koncertu chóru i orkiestry GTE i LOTE, prowadzonego przez pochodzącego z Francji dyrygenta J. C. Hauptmana. W spotkaniach inteligencji ewangelickiej z reguły bierze udział również Jerzy Pilch, pochodzący z Wisły wybitny polski pisarz współczesny. Tym razem nie dojechał, nadesłał jednak pozdrowienie do uczestników. Ten finezyjny, przekorny, wypełniony dystansem intelektualnym tekst mamy dziś możliwość – za zgodą organizatorów i autora (dziękujemy!) – opublikować.

Perspektywa Jóniczka

Dla człowieka piszącego pamięć jest podstawową domeną, pierwszym warunkiem pracy czyli istnienia. Bez względu jaki rodzaj literatury przyjdzie mu uprawiać, jakie pisanie wybierze czy przez jakie zostanie wybrany. Pamięć rozstrzyga zarówno o kształcie powieści korzennej jak i podróżniczej. Bez zasługi obdarzony luterskimi przodkami, luterskim domem rodzinnym, luterską pamięcią – dość jednak rychło, jako pisarz, zrozumiałem wagę tego daru. Nigdy nie przyszło mi, na przykład, do głowy, że by opisać świat, trzeba ruszyć dookoła świata. Dość wcześnie natomiast zrozumiałem, że by opisać świat, trzeba wyruszyć na wyprawę dookoła starej chałupy u Chlebka. Nigdy nie miałem też specjalnego temperamentu do turystyki duchowej, na przykład do studiowania – tak modnych w moim pokoleniu – tajemniczych ksiąg dalekowschodnich – zawsze miałem pewność że w „Ewangeliach” jest wystarczająca ilość tajemniczych zdań – że o reszcie „Pisma” nie wspomnę. Nie muszę dodawać, że w tych paru słowach, jako literat, o literze mówię, w ducha nie wchodzę. Próbuję oczywiście różnych rzeczy, tematów, gatunków, ale sedno obrazu jest mniej więcej takie: gonię dookoła starej chałupy, opędzam się przed demonami, przywołuję

duchy moich przodków, moi zmarli przychodzą we śnie, mój język jest naznaczony językiem starych pieśniczek ze starego kancjonału i starymi tłumaczeniami biblijnymi – moja podróż dookoła mojego świata pełna jest przygód. Zawodowe zajmowanie się pamięcią bierze się pewnie z niesprawności w praktycznym życiu codziennym, czy jest to jakaś cena? – nie wiem. Wiem, że pisarz faktycznie jest trochę jak Jóniczek z starej wiślańskiej piosenki: „trowę siecze, kosa mu kosić nie chce, trowa się łogibo, Jóniczek się dziwo”. Otóż mnie kosa nigdy nie chciała kosić, trowa zawsze się łogibała, a dziwóm się do dziś. Dziwóm się na łogibającą się trowę, dziwię się jej łogibaniu – i próbuję moje „dziwani” i moje zdziwienie opisać. Niewiele więcej mam do powiedzenia w sprawie mechaniki mojej pamięci, śladów mojej pamięci i skarbnicy mojej pamięci. Moja perspektywa jest perspektywą Jóniczka. Mój Jóniczek jest pisarzem. Dalszy ciąg piosenki w całej zresztą pełni potwierdza taką biografię. Panie i Panowie! – zechciejcie mi wybaczyć cielesną nieobecność. Jak mówi Tadeusz Różewicz: „ciało poety nie jest ciekawe”. Jeden z moich czytelników zainteresowany, a może nawet trochę poruszony, obecnymi w moim pisaniu wątkami ewangelickimi przysłał mi hasło, które zanim wypiszemy na naszych sztandarach, przyświecać może – jeśli zechcecie – waszym obradom. Brzmi ono: „Polski jutro – w rękach lutrów”. Jeśli zda się nieco idealistyczne, wystarczy je poszerzyć: „Świata jutro – w rękach lutrów”, a zabrzmi całkiem prawdopodobnie. Bądźcie tedy – Bracia i Siostry – precyzyjni, bezkompromisowi i pełni intelektualnego wigoru – niechaj wszakże nasza luterska zapalczywość w jakich takich ryzach zostanie utrzymana – owszem, katolicy są okropni, ale przynajmniej w systemach demokratycznych powinni być tolerowani. Tak czy tak: Lutrów – jutro”. Pozdrawiam Was z całego serca – Żyjcie w pokoju! jerzy pilch 13


wydarzenia

Semper znaczy zawsze Fundacja Semper Polonia znana jest przede wszystkim studentom, którzy ubiegali się bądź ubiegają o jej stypendium. Spośród Zaolzian z jej wsparcia finansowego korzysta ponad 200 osób. Zgodnie z obowiązującymi wymo­gami, wszyscy oni muszą aktywnie działać na rzecz polskości oraz spełniać kilka dalszych warunków. Fundowanie stypendium nie jest jednak jedynym programem Fundacji. Współfinansuje ona również projekty klubów stypendystów – nieformalnych grup studenckich organizujących imprezy promujące Polskę za granicą. Ponadto Fundacja urządza kursy dla młodzieży polonijnej, mające wspierać jej aktywność i świadomość. Latem br. odbyły się w Warszawie warsztaty ekonomiczne, historyczne oraz Szkoła Liderów.

Stypendium i jego rola

Intencją fundatora stypendium jest wspieranie Polaków i ludzi polskiego pochodzenia za granicą w zakresie edukacji, promowania polskiej kultury w świecie i tworzenia pomostu pomiędzy Polską a krajem zamieszkania stypendystów. Podczas tegorocznej Szkoły Liderów prezes Fundacji Marek Hauszyld tłumaczył, że jego wizją jest stworzenie siatki dobrze wykształconych ludzi polskiego pochodzenia, o wysokim poziomie kultury osobistej i dobrych pozycjach zawodowych, którzy współpracowaliby zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak towarzyskiej i społecznej. Taka siatka mogłaby powstać nie tylko na gruncie jednego kraju, ale w ramach ca14

łej Polonii zagranicznej, tworząc chociażby ułatwiające życie zaplecze towarzyskie i kulturowe w czasach, kiedy migracja ludności się natęża a świat globalizuje. Umowa stypendialna nie zobowiązuje co prawda do konkretnych zadań lub czynności, stwarza jednak moralny obowiązek wykazywania dobrej woli, która może przejawić się w uczestniczeniu w opisanej siatce polonijnej, w aktywności społecznej lub w manifestowaniu pozytywnego stosunku do języka i kultury polskiej. Wybór należy do stypendysty – jest sprawą indywidualnego sumienia sposób, w jaki dana osoba zechce się realizować i odwzajemność fundatorowi za otrzymane środki finansowe. Semper Polonia zachowuje bazę danych swych byłych stypendystów i również po promocji może zwrócić się do nich z prośbą o pomoc w realizacji któregoś ze swoich projektów.

Zaolziański klub

U nas działa już od pewnego czasu klub stypendystów. Jest to grupa nieformalna, nie posiadająca określonej struktury i statusu prawnego, która realizuje najróżniejsze projekty przy wsparciu Fundacji. Z jej działalnością można się zapoznać na stronach internetowych www.klubstypendystow.cz. Klub jest prowadzony przez abiturientów karwińskiego gimnazjum, Romana Wałoszka i Tomasza Milerskiego. Właśnie studenci pochodzący z okolic Karwiny są, jak dotąd, jego najbardziej aktywnymi animatorami. Z powodu m.in. istnienia na Zaolziu wielu organizacji młodzieżowych, działalność Klubu nie została jeszcze w pełni dostrzeżona przez zaolziańskich studentów, zapewniam jednak, że działa on aktywnie i jest otwarty dla wszystkich stypendystów. Ktokolwiek może w nim zaistnieć ze swoimi pomysłami i projektami. Największym dotychczasowym atutem Klubu są jego kontakty z Polonią z kresów wschodnich. Zawarte na szkoleniach Fundacji znajomości i przyjaźnie owocują licznymi imprezami, takimi jak zeszłoroczna wycieczka do Lwowa lub warsztaty ekonomiczne zorganizo-

wane w pierwszym tygodniu października, na których pojawiło się ponad 20 Polaków z Litwy, Łotwy, Białorusi i Ukrainy.

Poszerzanie horyzontów

W sierpniu udało mi się wyjechać do Szkoły Liderów w Warszawie. Ośmiodniowy pobyt w stolicy rzeczywiście mocno się przydał w pracy nad własnym rozwojem. Jego głównym celem było poprawienie umiejętności w zakresie prowadzenia grupy, komunikacji, pracy nad własną prezentacją, stwarzania wizji i jej realizacji oraz myślenia strategicznego. Zajęcia były prowadzone nad wyraz profesjonalnie i atrakcyjnie. Zamiast nudnych wykładów zawodowi trenerzy stosowali gry i ćwiczenia praktyczne, na podstawie których można było sprawdzić własne zachowania w różnych sytuacjach. Dodatkową atrakcją było międzynarodowe towarzystwo, gdyż oprócz pięcioosobowej delegacji z Czech w zajęciach brała udział mocna jedenastoosobowa delegacja z Białorusi, przedstawiciele Litwy, Łotwy, Ukrainy i Mołdawii. Wzajemna współpraca okazała się bardzo wzbogacająca, zwłaszcza jeśli chodzi o wymianę doświadczeń między różnymi środowiskami polonijnymi. Np. porównanie warunków panujących na Białorusi, gdzie środowiska polonijne zmuszone są działać niemal w konspiracji, pozwoliło docenić spokój naszego demokratycznego państwa. A także zastanowić się nad tym, dlaczego nie zawsze potrafimy wykorzystać tych korzystnych warunków dla swego dalszego rozwoju. Tymczasem mogliśmy jedynie podziwiać przywiązanie naszych wschodnich przyjaciół do polskiej kultury i języka, odważnie manifestowane na co dzień, i to pomimo ograniczeń, jakich doświadczają od niesprzyjającego im reżimu. Inna rzecz, że ta wschodnia odmiana polskości może nam się niekiedy wydawać nazbyt sienkiewiczowska i patetyczna.

Niezapomniany tydzień

Pobyt w Warszawie dał mi okazję do pooddychania atmosferą stolicy. Chociaż nie wszystko układało się idealnie (np. organizacja transportu publicznego doprowadzała 10

2008


wydarzenia

Pryzmat doświadczenia

Nie ulega wątpliwości, że nasz stosunek do Polski jest nieco inny od tego, jaki mają nasi przyjaciele ze wschodu. Żyjemy w atmosferze nowoczesnego pragmatyzmu, właściwego dla Unii Europejskiej, w której argumenty patriotyczne nie odgrywają już tak wielkiej roli. Również wpływ Kościoła katolickiego na naszą polskość jest nieporównywalnie mniejszy niż na wschodzie. Nie znaczy to jednak, że dla polskości nie można znaleźć innych niż sienkiewiczowskie argumentów. Wystarczy rozpoznać wartości, które składają się na naszą tożsamość i kulturę. To nasze podwójne niejako spojrzenie na rzeczywistość, uświadamianie sobie i doświadczanie polskiej i czeskiej perspektywy kulturowej, historycznej, literackiej, politycznej etc. jest prawdziwym bogactwem. Składa się bowiem na horyzont poznawczy, dzięki któremu łatwiej nam zrozumieć świat i prawdziwie w nim zaistnieć. A nieobcy jest nam również duch toleracji. Cieszę się więc, że wspierając te wszystkie wartości Fundacja Semper Polonia pomaga utrzymywać na Zaolziu niebanalną atmosferę stykających się kultur. tomasz pustówka tompust@gmail.com 10

2008

Schengen i co dalej? Dnia 21. 9. w Śląskim Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie odbyło się spotkanie przedstawicieli obu części miasta – reprezentantów władz, działaczy społecznych, animatorów kultury, bibliotekarzy, kupców, przedsiębiorców, właścicieli biur turystycznych i dziennikarzy. Dyskusja dotyczyła przemian, jakie zaszły w regionie po zlikwidowaniu granic, czyli wejściu w ubiegłym roku m.in. Czech i Polski do strefy Schengen. Zdaniem większości uczestników, sytuacja na pograniczu nie uległa zmianie. Poszczególne instytucje, zwłaszcza kulturalne i oświatowe, jak współpracowały wcześniej, tak nadal współpracują, nadal muszą jednak miesiącami, a nawet latami czekać na zatwierdzenie swoich projektów przez państwowe bądź europejskie centrale decyzyjne. Decyzję o wejściu do strefy Schengen najbardziej sobie chwalili operatorzy biur podróży oraz przedstawiciele władz miejskich, których zdaniem likwidacja przejść granicznych usprawniła poruszanie się między obu organizmami miejskimi oraz zintensyfikowała ruch turystyczny i kontakty międzyludzkie. Nie miało to jednak żadnego wpływu na przekraczanie linii granicznej przez… psy. Okazuje się, że aby móc sobie pospacerować z czworonożnym przyjacielem po drugiej stronie stronie Olzy, należy dysponować pokaźnym plikiem wymaganych zaświadczeń, np. o szczepieniu. W przeciwnym wypadku właścicielowi grozi kara. Również dobrze rozwijająca się współpraca szkół napotyka na szereg przeszkód administracyjnych. Np. chcąc doprowadzić do spotkania uczniów za granicą, nauczyciele muszą uzyskać zgodę władz miejskich, kuratora oraz rodziców. Niewiele zmieniło się także w życiu zamieszkałych na Zaolziu Polaków. Referując ten temat, Bronisław Walicki zwrócił m.in. uwagę na kłopoty w zakresie zatrudniania abiturientów polskich klas czeskocie-

szyńskiej Akademii Handlowej w Polsce i w czeskich instytucjach działających m.in. na rynku polskim. Władysław Cybulski stwierdzał z kolei, że największą przeszkodą w kontaktach i porozumiewaniu się mieszkańców są bariery psychologiczne i kulturowe, jakie nadal w nich tkwią. Niejako w nawiązaniu do tego wątku zauważono, że po zlikwidowaniu granic nie pojawił się żaden projekt wydawania dwu-

języcznego pisma, gdy tymczasem po 1989 r. tego rodzaju inicjatywy pojawiały się wcale często. Zwracano także uwagę na próby… przywracania szlabanów. Przypadek taki miał miejsce na przejściu między Bukowcem a Jaworzynką, wykorzystywanym masowo przez handlarzy drewnem. Na protest mieszkańców, władze Bukowca zatarasowały przejazd. Z dyskusji wynikało zatem, że aby móc wykorzystać wejście do strefy Schengen z rzeczywistym pożytkiem dla mieszkańców, trzeba przede wszystkim dostosować do tego faktu przepisy administracyjne. A na to, jak się wydaje, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Dykusję prowadziła dyrektor Zamku Ewa Gołębiowska, władze obu administracji miejskich reprezentowali burmistrz Vít Slováček i wiceburmistrz Władysław Cybulski. kk 15

 kazimierz branny

mnie do szału), cieszyłem się choćby z tego, że nadarzyła mi się okazja do intensywnego kontaktu z językiem polskim. Niezapomniane wrażenia pozostawiła wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego. W tym bardzo nowoczesnym obiekcie zainstalowano szereg urządzeń multimedialnych, dzięki którym została w miarę wiernie odtworzona atmosfera dni powstańczych. Można było np. przejść przez sztuczny kanał i posłuchać wielu autentycznych nagrań i filmów z czasów powstania – wszystko to w akustycznej scenerii spadających bomb. Zasmakowanie tego klimatu okazało się bardzo przydatne w odbiorze Warszawy; wszak na tę silnie modernizującą się stolicę Europy środkowowschodniej nadal należy patrzeć przez pryzmat powstańczego heroizmu. Połączenie zwiedzania Warszawy z intensywną pracą na warsztatach i wieczornymi spotkaniami w ramach programu integracji międzykulturowej prowadziło do stworzenia sympatycznego, twórczego klimatu. I jeszcze jedno – zacząłem uczyć się rosyjskiego! Ten po mistrzowsku opanowany słowiański język w ustach koleżanek ze wchodu brzmiał tak zachęcająco, że wzbudził we mnie sympatie, których przedtem mi brakowało.


historie ze smakiem

W

Rzymianie, wielcy amatorzy owoców, nawet dzikich, zaczęli pasjonować się hodowlą drzew owocowych – i to, co początkowo było tylko uzupełnieniem posiłku, stało się luksusem: wszyscy chcieli mieć owoce wczesne i ogromne. Jeżeli chodzi o przechowywanie owoców, to najbardziej wyszukaną metodą konserwacji było powlekanie ich woskiem lub gliną, bądź też parzenie w gotującej wodzie morskiej a następnie suszenie ich na wolnym powietrzu. W średniowieczu jabłka były bardzo cenione – łatwo dostępne i niedrogie. Kontynuując tradycję rzymską, podawano je jako „jarzynę” a nawet robiono z nich zupy. W dziele z XIV w. Tractatus de modo preparandi et condiendi omnia cibaria podany jest następujący przepis: pokrojone na drobno jabłka gotujemy w bulionie z mięsa, później przecieramy, przyprawiamy szafranem i innymi mielonymi przyprawami a następnie zagęszczamy mąką i dowolnym tłuszczem. W średniowiecznej Katalonii jabłka służyły też jako farsz do mięsa, drobiu i ryb i co ważne, miały byś agres, czyli kwaśne. Warto też przypomnieć, że w tamtych czasach jabłka spełniały jeszcze inną funkcję – szczoteczki do zębów.

Oczywiście jabłka można nie tylko jeść, można z nich robić sok, z soku cydr a z niego calvados, czyli jedną z najszlachetniejszych naturalnych wódek owocowych, która we Francji ceniona jest na równi z koniakiem i traktowana jako lekarstwo na trawienie i pobudzenie apetytu (stąd nazwa trou normand, czyli normandzka jama – calvados powoduje wrażenie tworzenia się w żołądku miejsca na posiłek). Początki calvadosu sięgają połowy XVI w., kiedy to pewien agronom nazwiskiem de Gouberville zaczął destylować moszcz z jabłek na terenie swojej posiadłości w Mensil-au-Val. A jak zrobić dobry calvados? Lekkie, nieklarowne wino jabłkowe poddajmy destylacji, która powinna być przeprowadzona w okresie od 1 października do 30 września następnego roku. Podobno im później odbędzie się destylacja, tym lepsza wódka powstanie. Spirytus powinien leżakować w starych dębowych beczkach przez kilka lat, ale nie krócej niż 24 miesiące. Potem mieszamy dwa lub trzy destylaty, dodajemy wody żeby zredukować alkohol do 40-50% i taki zestaw powinien leżakować kilka kolejnych miesięcy. A efekt końcowy możemy np. wykorzystać tak, jak Francuzi – zaserwować sobie z rana tzw. café-calva, czyli kawę z calvadosem.  izabela kraus–żur

 hala sikora

szystkie grzechy świata miały zacząć się od jabłka, co swoją drogą jest dla niego bardzo krzywdzące. W historii kuszenia Ewy przez węża nie ma w ogóle mowy o jabłku, tylko o „owocu drzewa, który jest w środku raju”. Również islam pozostawia kwestię nierozstrzygniętą, z tym, że niektórzy interpretatorzy Koranu sądzą, iż mogła to być figa, winne grono czy nawet kłos pszenicy. I chociaż jabłko w roli owocu zakazanego pojawiło się stosunkowo późno, nie przeszkadzało to mnichom średniowiecznym często powtarzać Mala mali malo mala contulit omnia mundo, czyli że jabłko sprowadziło wszystko zło świata. Jabłko w ogóle ma bogatą symbolikę – przedstawia nie tylko grzech, ale także wieczność, życie, zdrowie, nieśmiertelność, władzę królewską, miłość. Jednak to nie wszystko – kiedy przekroimy jabłko poziomo, torebki nasienne wraz z pestkami ułożone są w kształt pentagramu – znaku wiedzy i wtajemniczenia. Oczywiście nie można zapomnieć o jabłku jako o symbolu niezgody. Wystarczy sięgnąć po mitologię grecką, gdzie bogini Eris na weselu Peleusa i Tetydy rzuciła między obecne tam boginie Herę, Afrodytę i Atenę jabłko z napisem „dla najpiękniejszej”, co wywołało, używając współczesnych słów, „niezłą aferę”. Jabłka już od dawna były znane na Środkowym Wschodzie. Do Europy dotarły wraz z ludnością napływającą z Azji Środkowej a wypluwane przez podróżników pestki przeobrażały się stopniowo w dzikie jabłonie o małych czerwonych i cierpkich owocach, które do dzisiaj można spotkać przy drogach.

Natchnienie Newtona 16

10

2008


osobowość miesiąca

Między sztuką a biznesem Czasami można zobaczyć, jak wysiada z samochodu na rynku i szybkim krokiem zmierza w kierunku sklepu ze sprzętem myśliwskim i punktem usług fotograficznych. Po chwili wraca, włącza silnik i wyjeżdża. Nie rozgląda się po okolicy, nie zatrzymuje przed detalami architektonicznymi kamienic, nie kontempluje pejzażu. Żyje w biegu.

Kusiciel Gabriel

 marian siedlaczek

Należał kiedyś do ekskluzywnego grona świetnie zapowiadających się fotografików. Regularnie uczestniczył w spotkaniach i warsztatach pionu fotofilmowego Sekcji Literacko-Artystycznej ZG PZKO, brał udział w plenerach i wystawach, podtrzymywał kontakty z twórcami w Polsce. Czuło się, że trafił na złotą żyłę swego życia. Miała nią być – i przez wiele lat rzeczywiście była – fotografia artystyczna. – O tak, pamiętam te czasy doskonale. Koniec lat 70. i początek 80.! Złota era – chyba mogę tak powiedzieć? – pezetkaowskiej fotografiki. Starsze pokolenie powoli zaczęło się wycofywać z działalności społecznej, a stery pionu objął bardzo rzutki wtenczas Franciszek Bałon. To on wprowadzał naszą grupę młodych-gniewnych w tajniki rzemiosła. Chcieliście zostać rzemieślnikami? Kierownictwo SLA było przekonane, że zamierzacie po swojemu opisywać świat. – To prawda, byliśmy wtedy wielkimi zapaleńcami. Myśleliśmy, że za pomocą aparatu stworzymy nową rzeczywistość. Ale to nie takie proste. Nie wystarczy kupić dobry i drogi aparat, trzeba jeszcze umieć patrzeć. To po pierwsze. A po drugie, trzeba znać technikę opracowywania zdjęć w ciemni. Wtedy przecież nie było aparatów cyfrowych! Wszystko robiło się własnoręcznie u siebie w domu. SLA było dobrą szkołą rzemiosła? – I tak, i nie. Podstawy wiedzy fotograficznej na pewno szybko opanowaliśmy, ale jeśli się chciało naprawdę wniknąć w arkana sztuki, trzeba było podjąć dodatkowe studia. Ja poszedłem do konserwatorium fotograficznego w Ostrawie. To była znakomita szkoła. Bardzo dużo skorzystałem. 10

2008

17


Na przykład? – Na przykład zrozumiałem, jaki gatunek i jaka technika najbardziej mi odpowiadają. Początkowo zajmowałem się reportażem i krajobrazem, próbowałem koloru i fotografii czarno-białej, później zostałem już tylko przy czarno-białym reportażu. Ale niezbyt długo, o ile mi wiadomo. – Rzeczywiście. Na jednym z wernisaży wystawy malarstwa – malarstwa, nie fotografii! – poznałem pewnego reportera z BielskaBiałej. Gabriel miał na imię. Zaprzyjaźniliśmy się i on w ramach tej przyjaźni postanowił przestawić mnie na kolor. – Udało mu się? – Nawet tak. Chodzi o to, że ja w poszukiwaniu tematów często wyjeżdżałem na imprezy. Robiłem zdjęcia dzieci, rejestrowałem występy artystyczne i w ogóle podglądałem ludzi w różnych sytuacjach. Gabriel wiedział o tym i zaczął mi tłumaczyć, że to może być całkiem niezły interes. Ale pod warunkiem, że będę robił zdjęcia w kolorze. Wtedy niewielu fotografików pracowało z kolorem, więc to miał być mój znak rozpoznawczy. I przeszedłeś z reportażu na usługi? – Nie ma co ukrywać, chyba jednak dzięki Gabrielowi poszedłem w tym kierunku.

Handlowanie bronią

Czołówkę grupy młodych-gniewnych tworzyli Radek Krygiel, Bogdan Krzywoń, Wiesław Przeczek, Adam Szop i właśnie on, Piotr Wojoczek z Trzanowic. Zdjęcia, które przynosili na zebrania pionu SLA, miały w sobie nieuchwytną aurę gloryfikacji ruchu i przestrzeni. Intuicja młodości kazała im odrzucić poetykę „świata zatrzymanego w kadrze”, tego znieruchomiałego na papierze wycinka mijającego życia, i wprowadzić zamiast niej poetykę napęczniałego sokami biologii szczegółu. Zaczęły się pojawiać elementy groteski i pastiszu – swoistego rodzaju polemika z rzeczywistością i komentarz do niej. Każda redakcja chciała je mieć. Tymczasem za Olzą zaczęły nasilać się sygnały o nadchodzącym końcu naszego świata. Z prowokacyjną, ciągle jeszcze u nas niezrozumiałą jawnością działały Komitet Obrony Robotników, Niezależna Oficyna Wydawnicza Nowa oraz Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, a w 1980 r. uformował się zabójczy dla komunizmu front Niezależnych Samo­ rządnych Związków Zawodowych Solidarność. Stan wojenny z grudnia 1982 i rozwiązanie Solidarności w 1982 nie były już zdolne uchronić reżimu przed bankructwem. 18

 marian siedlaczek

osobowość miesiąca

Zamiast o sztuce, trzeba było zacząć myśleć o sobie. Z wymienionej piątki fotografię artystyczną uprawia do dziś tylko Wiesław Przeczek, pozostali zajęli się biznesem. Piotr uruchomił prywatne atelier na Rozwoju w Cz. Cieszynie w 1987 r., w czasach ciągle jeszcze zdelegalizowanej, ale żwawo działającej w podziemiu Solidarności. Był jednym z pierwszych w mieście, którzy na zamówienie wykonywali zdjęcia kolorowe. – Świetnie mi się powodziło. Ludziom tak się to podobało, że aby obsłużyć wszystkich, musiałem zatrudnić czterech pracowników. W 1991 r. zacząłem nawet myśleć o otwarciu ekskluzywnego etelier fotograficznego w centrum miasta. Ale szybko wytrzeźwiałem. Kredyt, jaki musiałbym zaciągnąć, był nie do spłacenia. Ekskluzywne atelier zamierzał umieścić w sklepie myśliwskim, zakupionym w ramach tzw. małej prywatyzacji. Na rezygnację z pomysłu również jednak miała wpływ Polska i Polacy. Okazało się, że za Olzą nie zdążył się jeszcze rozwinąć rynek z bronią palną i sklep Wojoczka stał się w pewnym momencie istną Mekką polskich myśliwych. – Na początku szły przede wszystkim wiatrówki i śrut. Zdarzali się goście, którzy byli w stanie ukryć pod płaszczem siedem, osiem wiatrówek. Nie zapominajmy, że kontrola na granicy ciągle jeszcze obowiązywała. Ale to byli amatorzy. Prawdziwi znawcy broni palnej pojawili się niedługo po nich. I nie robili już hurtowych zakupów. Stawiali na jakość.

Nisza pamięci

Sklep ma dwie sale handlowe. Z pierwszej, tej myśliwskiej właśnie, przechodzi się wąskim korytarzem do fotograficznej. Po drodze mija się jedno ze skrzydeł ogromnej przeszklonej gabloty, w której wystawione są stare aparaty fotograficzne. To własność Piotra. Bo niezależnie od wszystkich zakrętów życiowych, pozostał jednak wierny fotografii. Bywa, że z powodu zdjęć legitymacyjnych robionych na zamówienie osób niepełnosprawnych, często musi wyjeżdżać w teren. Chociaż wolałby siedzieć tutaj. W tej ukrytej przed handlem z bronią niszy pamięci o latach burzy i naporu. W tym czymś, co równocześnie pełni rolę placówki handlowej, punktu przyjęć zdjęć do obróbki i muzeum sprzętu fotograficznego. Aparaty zaczął zbierać 10 lat temu, od trzech lat jest aktywnym kolekcjonerem. Systematycznie wyjeżdża na giełdy do Pragi i Ostrawy, bierze udział w aukcjach krajowych i zagranicznych, oczywiście jest również stałym bywalcem giełd staroci w Cieszynie. Korzysta też z Internetu. Dzięki zamieszczanym tam informacjom orientuje się doskonale w światowym rynku starych aparatów. A o tym, że gdzieś znajduje się wyjątkowy egzemplarz dowiaduje się z literatury i od kolekcjonerów. Dlatego sporo czyta i jest w stałym kontakcie z około 10 kolekcjonerami – w Niemczech, Czechach, Grecji, Polsce. Łącznie posiada grubo ponad 300 sztuk, w tym 280 produkcji czechosłowackiej, 30 polskiej, 10 węgierskiej. Pozostałe reprezentują producentów z całego świata. 10

2008


– To nie jest największa kolekcja w republice, widziałem większe – mówi – ale w tym hobby wcale nie chodzi o ilość. Liczy się wyjątkowość. Albo całe serie danej marki. Albo – i właśnie w tym zacząłem się specjalizować – produkcja wybranego kraju. Wyjątkowy w jego kolekcji jest na przykład aparat szpiegowski Milox TI-246 Meopty Przerow z 1968 r. Wielkości połowy paczki papierosów, łatwo mieścił się w dłoni i można nim było robić zdjęcia ukradkiem lub przez lustro. Wyprodukowano tylko 50 sztuk, dostęp do niego mieli wyłącznie czołowi funkcjonariusze StB. Ile osób dzięki niemu trafiło za kratki, tego się już nikt nigdy nie dowie.

Każdy kradnie jak może

10

2008

Czy zdarzyło się, że jakaś firma podkradła czeski pomysł? – Tak, mam w swoich zbiorach Contaxa, aparat praskiej firmy Eta, który został w całości skopiowany przez japońską firmę Monte. Jej wytwór też zresztą posiadam. Nie do odróżnienia! Ale to są sporadyczne wypadki. Masowo kopiowali natomiast Rosjanie. Fedy czy Zorki są zerżnięte prawie że do śrubki. Nawet Ljubitiel, na którym każde dziecko w Czechosłowacji uczyło się fotografować? – Z tym Ljubitielem było akurat trochę inaczej. „Nasi bracia” nie mieli podpisanych żadnych umów licencyjnych i jakoś zaraz po wojnie „pożyczyli” sobie – oczywiście bez pytania o zgodę – konstrukcję Brilanta. Tak powstał aparat o nazwie Komsomolec. Dopiero po zmodyfikowaniu tego modelu na przełomie lat 40. i 50. urodziło się całkiem udane dziecko techniki radzieckiej – Ljubitiel. Przed wojną działało w Czechosłowacji co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście, prywatnych firm projektujących i wytwarzających aparaty fotograficzne. Przepraszam za pytanie, ale… to byli hobbyści, czy prawdziwi przedsiębiorcy? Przecież w tak małym kraju nie mogli liczyć na sprzedaż całej produkcji? – To byli bardzo dobrze zorganizowani przedsiębiorcy. Wiedzieli, że aby wyżyć, muszą stworzyć modę na fotografowanie. I to

im się udało. Wychodziło mnóstwo broszur na temat sztuki fotografowania, różnego rodzaju poradniki i pomoce „dydaktyczne”, na przykład tabelki z danymi na temat wielkości przysłony i czasu naświetlania. Dzięki tego rodzaju akcjom doprowadzili do tego, że w republice kto nie miał aparatu, ten się nie liczył w towarzystwie.

 marian siedlaczek

Produkcję czechosłowacką postanowił kolekcjonować nie tylko dlatego, że była najłatwiej dostępna, ale że swego czasu z niemałym powodzeniem konkurowała zagranicznej, zwłaszcza niemieckiej, angielskiej i amerykańskiej. Pod względem wielkości plasowała się przed wojną na 10 miejscu na świecie. – I co ciekawe – mówi – pod względem jakości wcale nie ustępowała zagranicznej. Po prostu dlatego, że z reguły migawki i obiektywy sprowadzano z Niemiec, a na miejscu firmy stolarskie wykonywały pudła, do których je montowano. Bo najpierw aparat fotograficzny to był niewielki boks drewniany, dopiero później pojawiły się mieszkowe i wreszcie metalowe. Ale zaraz, jeśli najważniejsza rzecz w aparacie, czyli optyka, była niemiecka, to jak można mówić o produkcji czechosłowackiej? – Można, wtedy sobie jeszcze nikt nie zawracał głowy patentami. Jeśli handlowano licencjami, to na poszczególne składniki, nie na cały wyrób. Podkradano sobie technologie? – Na potęgę! Z tym, że trzeba rozróżnić między plagiatem, czyli dokładną kopią aparatu, a wykorzystaniem jednego, dwóch obcych składników do konstrukcji własnego pomysłu. Czechosłowaccy producenci na pewno nie kopiowali całych aparatów. A polscy? – Zdarzało im się. W połowie lat 30. bracia Pawelscy zaczęli produkować w Warszawie plastikowy aparat boksowy marki Korona, a identyczny był od lat sprzedawany w Niemczech. – Może kupili licencję? – Nie wiem, w każdym razie niedługo go produkowali.

Wystawiona kolekcja Wojoczka tym się różni od muzealnej, że każdy eksponat można wyjąć i sprawdzić jego mechanizm. Podoba się to zwłaszcza młodzieży szkolnej, która często przychodzi tu na lekcje fizyki czy historii. Większość aparatów nadal działa. A niektóre tak dobrze rysują, że Piotr woli z nimi jeździć na plenery, niż z nowoczesną lustrzanką cyfrową. Budzisz wtedy sensację? – Ogromną! Jak raz ustawiłem taki aparat na łące, to wszyscy młodzi fotograficy się zbiegli. Bo to jest naprawdę wielka frajda, dotknąć czegoś, co ma 50-80 lat. Jakbyś dotykał dłoni, które to cacko wytwarzały. kazimierz kaszper

Piotr Wojoczek urodził się w 1960 r. w Ostrawie, od dziecka mieszka w Trzanowicach. Ukończył przyzakładową Szkołę Przysposobienia Zawodowego w Trzyńcu Kanadzie. 19


hwywiad o religia

r

y

region

z

o

n

t

y

polska wiara zagrożony świerk Ponad 80 proc. Polaków deklaruje wiarę w Boga, a co drugi deklaruje cotygodniowe uczestnictwo w praktykach religijnych – wynika z sondażu CBOS. Sondaż wskazuje, że co trzeci respondent (35 proc.) uczestniczy w życiu religijnym sporadycznie lub rzadko, a co ósmy badany (13 proc.) w ogóle nie uczestniczy w życiu religijnym i sakramentalnym Kościoła katolickiego. Eksperci zwracają jednak uwagę na postępującą sekularyzację. – W Polsce nie ma mowy o ateizacji, ale dostrzegamy nowe zjawisko, określane mianem dezinstytucjonalizacji wiary – powiedział socjolog społeczny Kazimierz Krzysztofek. – Oznacza to, że silna jest w Polakach potrzeba kontaktu z Bogiem, ale znacznie słabsza potrzeba przeżywania sacrum we wspólnocie Kościoła.  Bl Źródło: „Dziennik”

Z powodu braku m.in. wody rosnące w Beskidach świerki zostały zaatakowane przez korniki. Ponieważ jeden chory świerk może zarazić nawet kilkadziesiąt rosnących w sąsiedztiwe, jedynym, choć radykalnym sposobem uratowania lasu jest wycinka zarażonych drzew. W rezultacie znikają całe połacie lasów. Najgorzej jest w rejonie Wisły, Węgierskiej Górki, Ujsół oraz Szczyrku. Efektem masowej wycinki jest nadmiar drewna na rynku. Przetrzymywane jest w szczelnych, pozbawionych tlenu namiotach. Zajmują one obecnie cały wielki plac przy głównej drodze w Szczyrku. Pocięte w kawałki pnie zostały ułożone na folii i specjalnej mocnej siatce. Folię szczelnie zamknięto i za pomocą specjalistycznej aparatury wypompowano ze środka tlen, pozostawiając tylko wysokie stężenie dwutlenku

węgla. To niemiecka metoda zastosowana w Beskidach przez specjalistów z Czech. W ten sposób zabezpiecza się drewno nie tylko przed zniszczeniem. – Tak zwalczamy też korniki, które znajdują się jeszcze w korze ściętych drzew. Dzięki temu nie przedostaną się one na rosnące drzewa – wyjaśnia Hubert Kobarski, nadleśniczy z Bielska-Białej. W miejscu świerków leśnicy sadzą drzewa, jakie rosły tutaj lata temu, m. in. buki i jodły. Leśnicy przyznają jednak, że nawet najlepsze sposoby nie pomogą lasom, jeśli wycinką nie zajmą się też liczni właściciele prywatnych lasów. Niestety, wielu z nich nawet nie odpowiada na doręczane pocztą wezwania nadleśnictw.  MAC Źródło: „gazeta Wyborcza”, Internet

lasoM na Ratunek

Na dachu warszawskiego biurowca pojawiło się gigantyczne malowidło, które nawołuje do ratowania beskidzkich lasów. Zajmujące powierzchnię 125 m kw. graffiti to część kampanii „ratujmy beskidzkie lasy” prowadzonej przez bielską fundację Ekologiczną Arka. Jego autorami są Dariusz Paczkowski i Wiesław łysakowski. Warszawa jest kolejnym po Bielsku-Białej miastem, w którym powstało to „leśne” malowidło. Kampania Arki ma uświadomić właścicielom lasów prywatnych, że muszą włączyć się do akcji ratowniczej, by lasy nie  fE przestały istnieć. Źródło: „gazeta Wyborcza“, Internet

20

10

2008


h

o

przemysł

r

y

z

bankowość

o

n

t

y

Awantura Kryzys o „Silesię“ i odpowiedzialność Kopalnia węgla kamiennego „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach jest od niedawna przedmiotem polsko-szkocko-czeskiego sporu własnościowego. Po tym jak w czerwcu unieważniono umowę na jej sprzedaż szkockiej grupie Gibson Group International, eksperci zastanawiali się, co zrobić z zakładem. Decyzja miała zapaść do końca września, ale sprawa okazała się trudniejsza, niż się wydawało. „Silesia”, która miała być pierwszą czynną kopalnią sprzedaną prywatnemu inwestorowi, przynosi straty, wciąż jednak posiada duże pokłady węgla. I duży problem: zero pieniędzy na jego wydobycie. Kompania Węglowa, właściciel Silesii, postanowiła, że decyzja o losach kopalni zapadnie pod koniec października. Tymczasem pojawiła się informacja, że kopalnią jest zainteresowany Zdeněk Bakala, współwłaściciel czeskiego koncernu węglowego OKD. O Bakali jest ostatnio głośno, bo należąca do niego spółka NWR (kontrolująca OKD) jako pierwsza z branży górniczej zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Był to jednak fałszywy alarm – „Silesia” nie jest przedmiotem pożądania Bakali. – W Polsce mamy teraz inne priorytety, głównie wznowienie wydobycia w kopalniach Dębieńsko i Morcinek, gdzie jest węgiel koksujący. A takiego nie ma w „Silesii” – rozwiał wszelkie wątpliwości Jiří Polák, doradca Bakali. Nieoficjalnie mówi się, że „Silesia” mogłaby zostać przekształcona w spółkę prawa handlowego, której głównym udziałowcem byłaby Kompania Węglowa. To w przyszłości miałoby ułatwić sprzedaż udziałów prywatnemu inwestorowi, pod warunkiem że się taki znajdzie. Tymczasem niedoszły nabywca, czyli szkocka firma Gibson Group International, pozwał solidarnie Skarb Państwa, Ministerstwo Gospodarki i Kompanię Węglową, żądając sądownego nakazu zawarcia umowy sprzedaży kopalni. Sprawą zajmie się sąd.  TG Źródło: „Gazeta Wyborcza” 10

2008

Kryzys na rynku finansowym USA zatacza coraz szersze kręgi, wstrząsając m. in. giełdami papierów wartościowych w Europie i Azji. Po długim wahaniu Kongres wyraził wreszcie zgodę na silnie promowany przez prezydenta Busha plan Paulsona, dając zielone światło na wpompowanie w finansowy krwiobieg USA gigantycznej sumy 700 mld dolarów. Nikt jednak nie gwarantuje, że na tym się skończy. Eksperci szacują, że na zażegnanie kryzysu trzeba będzie przeznaczyć w sumie bilion, a może nawet dwa bilony dolarów. Jak dotąd ofiarą krachu finansowego spowodowanego zbyt pochopnym udzielaniem kredytów padło 12 banków. Zniknęła jedna z największych firm inwestycyjnych

Wytchnienie na parę godzin

Od roku banki centralne Ameryki, Europy i Azji pchają na rynek setki miliardów dolarów. Państwa interweniują w obronie kapitalizmu, porzucając wszelką wolnorynkową ortodoksję – monetarystyczną, neoliberalną… Zniknęli nawet teoretycy trzeciej drogi, którzy państwową interwencję rezerwowali na użytek społecznej redystrybucji, globalne finanse pozostawiając samoregulacji. Jednak ten „komunizm dla bogaczy” też nie działa. Obietnica kolejnych 700 mld dolarów z i tak już pustego amerykańskiego skarbca daje rynkom wytchnienie na parę godzin.  CEZARY MICHALSKI komentator „Dziennika”

opinie Nielubiany sojusznik 34 proc. Polaków uważa, że wpływ Stanów Zjednoczonych na świat jest negatywny; przeciwnego zdania jest 25 proc. 74 proc. twierdzi, że USA nadużywają siły, aby podporządkować sobie Polskę, 9 proc., że postępują uczciwie, 17 proc. nie ma zdania.

świata – Lehman Brothers. A bank Merrill Lynch uniknął bankructwa tylko dlatego, że znalazł się chętny na jego przejęie. Inna z ikon świata finansów, Morgan Stanley, najpewniej uratuje skórę dzięki fuzji z bankiem Wachovia. Jeśli plan Paulsona upadnie, amerykańskie firmy nie będą mogły zaciągać kredytów, a rodzin nie będzie stać na pokrycie rosnących wydatków. Tymczasem życie w USA jest coraz droższe z powodu słabnącego dolara o coraz wyższych cen surowców.

Nagrody dla menedżmentu

We Francji, w komentarzach o kryzysie finansowym, prasa zadaje takie pytania: jak usprawiedliwić to, że w 2007 r., w czasie kryzysu kredytów hipotecznych – pierwsze 5 banków amerykańskich wypłaciło nagrody dla menedżmentu w wysokości 66 mld dolarów? Ludzie zapewne zrozumieją, że dziś trzeba ratować system kosztem podatnika, ale dlaczego zawsze powtarza się prywatyzacja zysków i nacjonalizacja strat? A Jacques Attali stwierdza wprost: „Wszyscy bankierzy, którzy porobili fortuny, powinni dziś odważnie wziąć na siebie odpowiedzialność: jeśli doszło do bankructw bankowych – niech oddadzą pieniądze, poczynając od akcji, którymi byli wynagradzani”.  JACQUES ATTALI francuski pisarz, b. bankowiec i doradca prezydenta

Wizerunek USA w Polsce systematycznie się pogarsza. Przez lata to prezydenci Stanów Zjednoczonych byli ulubionymi zagranicznymi politykami Polaków, w niedawnym sondażu CBOS George W. Bush znalazł się nie tylko za Dalajlamą, lecz także m.in. za kanclerz Niemiec Angelą Merkel.  WBS Źródło: „Gazeta Wyborcza” 21


reportaż Kiedy grupa przyjaciół zaproponowała mi tygodniowy wyjazd do Słowenii, długo się nie zastanawiałem. W drogę wyruszyliśmy rano po gorolskim Święcie, w Jabłonkowie akurat formował się niedzielny korowód, kiedy nasze samochody zmierzały w kierunku granicy. Słowenia to kraj kontrastów, gdzie góry spotykają się z morzem, bogata Austria styka się z ognistym Bałkanem, a w nadmorskich regionach słowiańska kultura przeplata się z romańską. Właśnie góry są prawdziwym klejnotem tego państwa. granicę austro-słoweńską przekraczaliśmy na wysokości ponad 1000 metrów i licznymi serpentynami wspinaliśmy się dalej w kierunku przełęczy Vršič na wysokości 1611 m , która ze swoimi widokami tworzy jeden z cudów Julijskich Alp.

na pRisojnik po Via FeRRata

Właśnie z tego miejsca wychodziliśmy nazajutrz na pierwszą pieszą wspinaczkę na szczyt Prisojnik (2547 m). Z wyglądu jest to góra trudna do zdobycia i napełniająca pokorą. Na szczyt prowadzi zabezpieczona trasa nazywana via ferrata – dosłownie po włosku droga okuta. Via ferrata to rodzaj tras turystycznych spotykanych w Alpach, które w miejscach niebezpiecznych asekurowane są poprzez stalowe liny i żelazne uchwyty pomagające turystom przejść przez miejsca, które byłyby dostępne tylko dla alpinistów. Stalowe liny w miejscach mniej trudnych służą jako balustrada, zaś nad przepaściami można przypiąć się do nich liną. Na trasach via ferrata zalecane jest zakładanie kasków, bowiem podczas wspinania się po stromych urwiskach z kruchego podłoża łatwo odry-

wają się kamienie i nierzadko można dostać kamyczkiem w głowę. Turystyka po via ferrata stwarza wrażenie prawdziwej górskiej przygody, w której także zwykły turysta może poczuć się alpinistą. Również trasa na Prisojnik prowadziła niekiedy przez prawie pionowe ściany i wciągała nas nad głębokie przepaście, co mnie osobiście dodawało jakże potrzebnej i lubianej adrenaliny. I pomimo przejść przez groźnie wyglądające miejsca, wpięty w żelazną linę, czułem się bezpieczny jak w mosteckim centrum linowym. Szczyt zdobyliśmy później, niż planowaliśmy. Miejscowe drogowskazy z opisem długości trasy są bowiem normowane dla bardzo sprawnych turystów, żeby zmieścić się w podanym czasie trzeba się śpieszyć. Z góry rozciągał się piękny widok na całą

Wspinaczka po via ferrata wymaga zręczności, nie warto też oglądać się za siebie. okolicę, zaś na blaszanej skrytce przechowującej księgę wpisów widniała naklejka z czerwono przekreślonym napisem Radio Maryja – dowód, że rodacy wcześniej już tu dotarli. Trzeba przyznać, że miejscowi turyści należą do bardzo zdyscyplinowanych. Najczęściej można spotkać Niemców i Słowińców. Trzymają się wyznaczonych tras i dbają o potrzebny ekwipunek. Wyjątki stanowiły niektóre grupki z Czech zabawiające się w stada kozic górskich, które bez zabezpieczającego sprzętu popisywały się skakaniem nad przepaściami. Ale górskie pogotowie też musi na kimś poćwiczyć… W ogóle to język czeski w Słowenii słychać nierzadko, widocznie nasi współobywatele polubili Alpy Julijskie już prawie tak, jak wybrzeże Chorwacji.

Kraj kontrastów 22

zdjĘcia: maciej szewczyk i tomasz pustówka 10

2008


celeM tRiglaW

Wycieczka na Prisojnik miała być tylko rozgrzewką w naszych górskich wojażach. Od początku za główny cel naszej wyprawy uważaliśmy Triglaw, najwyższą górę Słowenii. Ten majestatyczny szczyt ma dla Słowińców wprost kultowe znaczenie. Trzygłowa góra od dawna owiana jest licznymi legendami – uważano ją za siedzibę trzygłowego boga i obdarzano nabożną czcią. Dzisiaj dla każdego Słowińca jest sprawą honoru, by szczyt ten choć raz w życiu zdobyć. Na górę prowadzą trzy trasy: via ferrata i dwie turystyczne. Wszystkie trudne, ale bardzo widowiskowe. Rano przywitała nas niezbyt korzystna pogoda i od razu skreśliła plany zdobycia Triglawu w jeden dzień. Nisko zawieszone chmury i potężny wiatr od początku napełniały mnie pokorą. Powszechnie bowiem wiadomo, że pogoda jest największym

Uczestnicy Ekspedycji Słowenia 2008 w komplecie na szczycie Prisojnik. Z prawej Macio Szewczyk, Kasia Martynek, Kuba Gleta, Aneta Hudeczek, Beata Batorek, Jacek Rybicki i Tomasz Pustówka. niebezpieczeństwem Julijskich Alp. Niespodziewane zmiany i gwałtowne burze są przyczyną największej liczby miejscowych tragedii. Trudno się dziwić – żelazne liny asekuracyjne łatwo przewodzą błyskawice.

nocleg W schRonisku

Po krótkiej naradzie wyruszyliśmy w drogę w kierunku Tržaška koča na Doliču (schroniska na wysokości 2151 m), droga mijała bardzo szybko i wkrótce pokonaliśmy przewyższenie 1600 m. Tutejsze szlaki turystyczne są węższe i bardziej niebezpieczne od tatrzańskich, często prowadzą bezpośrednio nad przepaściami. Po drodze łatwo można się natknąć na kozice górskie. Sami byliśmy zaskoczeni, jak blisko pozwoliły się do siebie zbliżyć. Z lekkością motyli przeskakiwały one nad przepaściami o kilka metrów od nas i z pew-

Na trasie na Triglaw spotykaliśmy wielu turystów różnego wieku i narodowości.

nością nie odczuwały lęku wysokości. Do schroniska dotarliśmy wczesnym popołudniem, kiedy pogoda znacznie się pogorszyła – wiał tak potężny wiatr, że czasami zastanawiałem się, czy wraz z drewnianym budynkiem nie wzniesiemy się w przestworza. Skazani na program towarzyski, graliśmy w karty i kosztowali miejscowej herbaty z rumem, która w tego rodzaju przybytkach zazwyczaj wspaniale smakuje. Nocleg spędziliśmy w zaimprowizowanych warunkach we wspólnym pomieszczeniu z przypadkowo napotkanymi czeskimi przyjaciółmi. Przez całą noc towarzyszyło mi mlaskające chrapanie obok lewego ucha i wycie wiatru, więc odetchnąłem z ulgą, kiedy wreszcie nadszedł poranek.

kąpiel W chMuRach

Pogoda trochę się poprawiła, chmury nieco podniosły i wiatr zelżał. Moje początkowe wątpliwości co do możliwości zdobywania szczytu szybko zostały rozwiane, zacząłem bowiem odczuwać kuszenie Triglawu. Również dzięki zdecydowaniu moich towarzyszy wkrótce już podążaliśmy w kierunku szczytu. Byliśmy przecież tak blisko… Z czasem, jak altimetr w mym zegarku pokazywał kolejne pokonywane metry, wiatr się wzmagał i chmury gęstły. Podejście pod sam szczyt w kilku miejscach jest dosyć nieprzyjemne, prowadzi po wąskich przejściach nad gwałtownymi urwiskami. Dodatkowo wiatr i gęsta mgła nie bardzo dodawały pewności siebie. Kiedy jednak po raz pierwszy wyszliśmy nad chmury, poczułem uderzającą euforię, wiedziałem, że warto było wytrzymać. Poczucie nieograniczonej wolności stojącego nad chmurami człowieka można porównać do uczuć towarzyszących mknącemu na pełnych żaglach 23


reportaż

Wszystkie zapasy dostarczane są do schronisk helikopterami, które przylatują nawet kilka razy dziennie. żeglarza, o czym pisałem w zeszłym roku. Na szczycie nastąpiła prawdziwa kąpiel w chmurach, których nabrzmiałe wodą kłęby przewalały się przez masywy skalne. Droga w dół zazwyczaj bywa trudniejsza, tak było i w naszym wypadku, bo schodziliśmy w dół ostrym urwiskiem w kierunku Triglavskiego domu. Po drodze mijaliśmy rzesze turystów idące w przeciwnym kierunku. Triglavski dom na Kredarici na wysokości 2515 m przywitał nas przepełnioną restauracją, w której rogu szerokokątna telewizja transmitowała Igrzyska Olimpijskie. Nawet tutaj dotarła nowoczesna cywilizacja. Słowińskie schroniska górskie są świetnie wyposażone. Wszystkie zapasy dostarczane są helikopterami, brakuje jednak niestety romantycznych tatrzańskich szerpów.

kliMat julijskich jezioR

Następnego dnia pogoda zaczęła się dramatycznie pogarszać, byliśmy więc zmuszeni zamienić górski program na relaksacje nad

braz. Okołojeziorny klimat najlepiej można wysmakować z kawiarni Belweder, chociaż i ona ma swoje osobliwości. Jest częścią budynku, który dawniej funkcjonował w charakterze letniej rezydencji Josipa Broz Tito. Jako jedyni goście piliśmy kawę otoczeni zabytkami socrealizmu i obsługiwani przez sędziwego kelnera jak wyciętego z psychologicznego horroru. Snując rozważania o ważnych rozgrywkach politycznych, czułem się ważny jak sam dyktator Josip. Bardziej od Bledu wolę jednak julijskie jezioro Bohinj. Leży ono u samego podnóża najwyższych słowińskich szczytów. Kąpiel

Kanion Vindgar niedaleko Bledu jest świetną propozycją na pochmurną pogodę. brzegami alpejskich jezior i przechadzki po miejscowych kanionach. Słowenii nie brakuje malowniczych krajobrazów. Jezioro Bled czaruje atmosferą uzdrowiska, a klasztor na wyspie dotwarza nieco kiczowaty krajo-

w otoczeniu potężnego masywu górskiego dostarcza niezastąpionych przyjemności.

lubljana

Deszcz wyganiał nas z gór w kierunku morza. Po drodze wypadało zahaczyć o stolicę. Jest to nieduże, żwawo rozwijające się miasto. Eleganckie ulice z barokowymi i secesyjnymi budynkami sprzyjają romantycznym spacerom. Zwłaszcza mosty nad rzeką Ljubljanicą uważane są za architektoniczny klejnot. Wszędzie odczuwa się obecność ducha architekta Josipa Plečnika, który tchnął w miasto klimat dzieła sztuki. Przejawy artyzmu na różny sposób widać tu na każdym kroku – także za pośrednictwem licznych galerii i wystaw promujących nowoczesną sztukę.

podzieMne kaniony

Jezioro Bled jest wyszukiwanym miejscem turystycznym. W tamtejszym kempingu niemal nie znaleźliśmy miejsca. Widocznie pocztówkowe krajobrazy przyciągają widownię.

W drodze do morza natknęliśmy się na kolejny słowiński klejnot. Jaskinie Postojna i Škocjan należą do najcenniejszych tego rodzaju okazów w Europie. Przewodnik książkowy zalecał zwiedzenie Škocjanskiej Jaskini. Usłuchaliśmy. Widziałem już wiele 10

2008


jaskiń i trochę się zastanawiałem nad wydaniem 10 euro za wejście do podziemi, w których, być może, nic więcej poza kilkoma złamanymi stalagtytami nie będzie do zobaczenia. Tym większe wywarł na mnie wrażenie podziemny kanion wyżłobiony rzeką Reka, znikającą w tutejszych podziemiach i wypływającą dopiero w odległości ponad 50 km na terenie Włoch. No i te gigantyczne podziemne komnaty oraz mostki prowadzące nad podziemnymi przepaściami… Trudno się dziwić, że to arcydzieło przyrody wpisano na listę Unesco.

Piran – nadmorska perła

Długość słowińskiego wybrzeża wynosi zaledwie 40 kilometrów i z pewnością nie jest idealnym celem podróży miłośników Makarskiej Riwiery, brakuje na nim bowiem typowych atrybutów południowej Chorwacji, takich jak: piekielna spiekota, plaże usiane drobnymi kamykami oraz… czeskimi turystami. Pomimo to słowińska riwiera warta jest odwiedzenia z powodu swej wyjątkowej atmosfery pachnącej już Włochami. Język włoski używany jest tutaj z zadziwiającą naturalnością, a dwujęzyczne napisy są rzeczą oczywistą. Dostrzega się, że Słowińcy nie uważają się za składnik Bałkanów, ale naród środkowoeuropejski. Doskonała organizacja i precyzyjność z jaką zrekonstruowane są miejscowe zabytki niezbyt pasują do południowych charakterów. Najlepszym przykładem jest Piran, piękne historyczne miasteczko, które stało się ostatnim przystankiem naszego Tour de Slowenia. Włoska architektura w weneckim stylu jest pięknie odrestaurowana, w centrum miasta każdy kamień leży na swoim miejscu. Można jeszcze dodać piękne morskie widoki, liczne kościoły, mury obronne a otrzymamy jedno z najpiękniejszych nadmorskich miasteczek, jakie dotychczas odwiedziłem. Trzeba przyznać, że to niewielkie dwumilionowe państewko miało wiele szczęścia. Najsilniejszy ekonomicznie region byłej Jugosławii usamodzielnił się już w 1991 r., „salonowa wojna” przyniosła mu niezależność bez większych strat. Obecnie Słowenia jest wymarzonym do życia bogatym krajem, który posiada góry, morze i cenne historyczne zabytki. Podczas samochodowej podróży w kierunku Bałkanów warto sobie tu zrobić dłuższą przerwę. tomasz pustówka tompust@gmail.com

10

2008

Nad zamkiem góry, pod nim jezioro. Kolejna atrakcja Bledu. Nastrojowe miasteczko Piran – prawdziwa wizytówka i powód do dumy Słowińców.


duża klasa!

Szkoła Podstawowa Mosty k. Jabłonkowa www.pspmosty.estranky.cz

z kaRt histoRii

Tam, gdzie dziś znajduje się centrum Mostów k. Jabłonkowa, koło 1690 r. rosły lasy. Pierwsza szkoła powstała w rejonie Szańców. W obecnym centrum gminy wybudowano szkołę w 1798 r. Drewniany budynek szkoły kościelnej obok gospody gminnej miał jedną izbę lekcyjną i mieszkanie dla nauczyciela. Z tamtych czasów zachowało się tylko nazwisko nauczyciela Szypuły. W 1916 r. budynek spłonął. Murowana szkoła, która mogła pomieścić większą ilość uczniów, wybudowana została w latach 1870-73 obok kościoła przy głównej, tzw. cesarskiej drodze. Początkowo uczono w niej po polsku i po niemiecku. W okresie międzywojennym odgrywała ważną rolę ośrodka kultury i oświaty. Oprócz niej istniały we wsi jeszcze dwie inne polskie szkoły. W 1926 r. otwarto szkołę na Szańcach. Mieściła się w prywatnym domu szewca Józefa Kufy.

26

W 1937 r. Macierz Szkolna rozpoczęła budowę nowej szkoły. Uczono w niej dopiero po okupacji w latach 1945-73, ostatnim kierownikiem była Halina Niedoba. W 1930 r. Macierz Szkolna wybudowała też szkołę w Dolnych Mostach. Nauka przebiegała w niej do 1973 r., a kierował nią wtedy Józef Szkandera. Budynek szkoły w centrum Mostów służył uczniom do 1963 r. Kiedy w 1973 r. obchodzono jego stulecie, korzystali z niego już tylko przedszkolacy, uczniowie polskiej szkoły natomiast sławili już także dziesięciolecie nowego budynku szkoły, która została założona przez Miejscową Radę Narodową również dla dzieci czeskich. Polska szkoła stała się szkołą zbiorczą, oprócz dzieci mosteckich dojeżdżali do niej uczniowie z Łomnej Górnej i Dolnej, Jabłonkowa czy nawet Nawsia. Od 1.1.2003 PSP w Mostach k. Jabłonkowa wraz z Polskim Przedszkolem (jeden oddział,

w br. 13 uczniów, kierownik Bronisława Wojnar) stanowi jeden podmiot prawny.

na scenie i na boisku

Nauka przebiega w bardzo dobrze wyposażonych lokalach, uczniowie mają do dyspozycji dwie pracownie komputerowe, jedną własną, a drugą wspólnie z czeską szkołą, dwie tablice interaktywne, z których jedna znajduje się w bibiotece szkolnej. Do dyspozycji jest też świetlica szkolna, w br. korzysta z niej 19 uczniów. Już w przedszkolu zaczynają dzieci naukę języka angielskiego, lekcje angielskiego przebiegają we wszystkich klasach szkoły podstawowej, przedmiotem wybieralnym jest język niemiecki. Wysoki poziom nauczania potwierdzają wyniki corocznych testów Cermat i Scio. Szkoła rozwija wszechstronną działalność. Szczególny nacisk kładzie na wychowanie muzyczno-dramatyczne i wychowanie fizyczne. Uczniowie śpiewają

liczba ucznióW (wybór): 359 386 350 168 118 127 122 148 188 161 161 128 110 96 83 66 89 76 57 48 41

1884/85 1918/19 1923/24 1931/32 1936/37 1945/46 1952/53 1959/60 1963/64 1968/69 1973/74 1976/77 1979/80 1985/86 1989/90 1992/93 1996/97 2000/01 2005/06 2007/08 2008/09

w chórze szkolnym. Co roku dzieci prezentują swe umiejętności dramatyczno-wokalne na scenie, szkoła wystawia musical („Królowa Śniegu”, „Wiosna radosna”), obrazek folklorystyczny („U ciotki w drugij izbie”, „Na miedzy”, „W cugu”) albo rewię szkolną. Szkoła jest organizatorem Zjazdu Gwiaździstego, uczniowie zajmują czołowe miejsca w biegach na nartach, zjeździe czy slalomie. Przed dwoma laty szkoła włączyła się do programu unijnego Comenius i otrzymała grant na sfinansowanie projektu współpracy szkół państw UE pod nazwą „Mission Colourful”. Projekt pomaga uczniom w wieku 8-12 lat zrozumieć problematykę tożsamości narodowej, uczy tolerancji i poszanowania wobec innych narodów. PSP współpracowała ze szkołami w Belgii i Hiszpanii, w br. jej partnerem będzie szkoła z Wielkiej Brytanii. W br. wezmą też uczniowie klasy 6 udział wspólnie ze SP z Częstochowy w projekcie „Bohaterowie naszych legend”, na podstawie literatury swojego regionu. 10

2008


p e R ły W k o R o n i e Paweł Kufa – rzeźbiarz ludowy. Franciszek Kowolowski – artysta malarz. Andrzej Niedoba – założyciel i długoletni kierownik zespołu Górole, pomysłodawca Balu Gorolskigo.

d y R e k t o R z y s z k o ły Kucharczyk Antoni Kupka Karol Konieczny Antoni Kluz Franciszek Gęsior Adamczyk Franciszek Rzehaczek Antoni Paździora Pindur Jan Lasota Alfred Kocur Józef Szkandera Rudolf Fryda Eugeniusz Ciahotny Antoni Pieknik Stefan Mamoń Gustaw Pyszko Jan Sikora Gustaw Sajdok Aurelia Śliż

1871-1876 1876-1877 1877-1909 1909-1916 1916-1918 1918-1921 1921-1926 1926-1939 1945-1946 1946 1946 1946 1946-1947 1947-1948 1948-1953 1953-1957 1957-1977 1977- 1995 1995 od 1.9.1995

SuKCESy (wybór) Język polski 2002/2003 Konkurs czytelniczy – kat. 2 st. – 2 m. Konkurs literacki „Nie pisz do szuflady” – Teresa Dedek – 3 m.

Język angielski 2005/2006 Konwersacja w języku angielskim (eliminacje powiatowe) – Marcin Czudek – 4 m.

Matematyka 2002/2003 Pitagoriada (Cz. Cieszyn) – Michał Czudek – 2 m.

2003/2004

Olimpiada matematyczna kl. 9 (eliminacje okręgowe) – Michał Czudek – 1 m. Pikomat (powiatowe koło kl. 7) – Marcin Czudek – 3 m.

2004/2005

Olimpiada matematyczna kl. 5 – Jakub Bocek – 1 m.

Geografia 2002/2003 Konkurs geograficzny (Bystrzyca) – drużyna kl. 8 – 1 m.

10

2008

Wychowanie muzyczne 2002/2003 Śląskie Śpiewanie – zespół taneczny Gróniczek – 1 m., solistka Dorota Martynek – 1 m.

2007/2008

Śląskie Śpiewanie – zespół śpiewaczy 1 st. – wyróżnienie w finale

Wychowanie fizyczne 2003/2004 Mistrzostwa powiatu w biegu na nartach – drużyna chłopców kat. III – 1 m.

2004/2005

Tenis stołowy (Cz. Cieszyn) – Jakub Martynek – 2 m. Mistrzostwa powiatu w biegu na nartach – drużyna chłopców kat. III – 1 m. Narta Beskidzka – biegi na nartach – Anna Onderek, Magdalena Kluz – 1 m.

2005/2006

Puchar Beskidzki – Magdalena Martynek – 1 m.

2007/2008

Memoriał J. Konderli (Bystrzyca) – bieg przełajowy – Barbora Niedoba – 1 m. Puchar Beskidzki – Olga Kluz – 3 m.

27


szlakiem kół pzko

Na rubieżach W centrum Mostów koło Jabłonkowa, niedaleko tunelu wyprowadza­

Wytyczne na wakacje Nauczyciele mają prawo do urlopu jedynie w takim samym zakresie jak inne kategorie zatrudnionych, z tym ograniczeniem, że swój urlop winni wyczerpać w czasie od 7 lipca do 24 sierpnia. Ministerstwo Szkolnictwa opracowało już wytyczne, jak winni być zatrudnieni nauczyciele podczas wakacji po wyczerpaniu ustawowego urlopu. W rachubę przychodzi prowadzenie drużyn młodzieży i akcji rekreacyjnej, kursy dla nauczycieli studiujących zaocznie, kursy fachowe, brygady i praktyka w zakładach przemysłowych, w rolnictwie itp., zaś nauczyciele pracujący naukowo, autorowie podręczników, nauczycielki-matki oraz niezdolni do pracy fizycznej będą mogli spełnić swój obowiązek przez studium dzieł pedagogicznych. (Zatrudnienie nauczycieli podczas wakacji. GL nr 48, 24.4.1952)

Pod sztandarami kultury W niedzielę 27 kwietnia obchodzi chór „Lira”, obecnie chór CzZM Karwina Henryk, 25-lecie swego istnienia. Uroczystość odbędzie się w „Pracy” w Karwinie o godz. 19 w formie akademii, urozmaiconej występami licznych zespołów z całego naszego terenu. Chór „Lira” powstał w trudnych warunkach w roku 1927 i dzięki niestrudzonej pracy oraz zmaganiom z wszelkiego rodzaju przeszkodami osiągnął przed drugą wojną światową szereg sukcesów na polu artystycznym, o czym świadczą liczne wyjazdy chóru za granicę do Polski oraz uzyskane tam nagrody wraz z zdobytymi zaszczytnymi miejscami. Druga wojna światowa przytłumiła pracę zespołów, nie pozwalając się zbierać, ćwiczyć ani też występować. Lecz umilkły armaty i zespoły kulturalne podniosły znowu wysoko nad głowę sztandary kultury socjalistycznej. Podniosła się i „Lira”, gromadząc w swoich szeregach członków starych i nowych. Wiele dało pracy, zanim chór stał się zdolnym do występów. Praca 28

jącego szlak kolejowy na Słowację, stoi jeden z najbardziej znanych domów PZKO, przed wojną Dom Kasowy, w którym corocznie w styczniu odbywa się Bal Gorolski, przyciągający liczne rzesze amatorów zabawy ludowej z szerokiej okolicy. Główny organizator Balu – zespół Górole, choć niezależny, swe początki bierze w Miejscowym Kole PZKO. Chlubą Koła jest też chór mieszany Przełęcz, jeden z zespołów śpiewających corocznie podczas inauguracji Gorolskich Świąt w Jabłonkowie.

Przemiany Domu Kasowego

Polski Dom Kasowy wybudowany został w Mostach w latach 1936-38. Po II wojnie światowej przejęło go, jak wszystkie tego typu obiekty, państwo. Ale już w latach 50. szczęśliwie zakończyły się zabiegi miejscowych Polaków o jego odzyskanie. Wśród osób najbardziej zasłużonych w staraniach o zwrócenie budynku do dyspozycji Koła PZKO wymieniane są nazwiska Alojzego Martynka, Jana Lachety, Antoniego Wacławka, Jana Szpaka.

Z dokumentów sporządzonych na początku lat 90. wynika, że własnością Koła został Dom PZKO i otaczający go ogród. Do sali ze sceną i kuchni z zapleczem w 1991 r. dobudowano lokal gastronomiczny, tzw. Kasa-Bar. W 2001 r. dokonano przeróbki pomieszczeń sanitarnych tak, by odpowiadały współczesnym wymogom higieny. Długo planowany remont kapitalny, którego inicjatorami byli Andrzej Niedoba, Bolesław Martynek i Alojzy Martynek, przebiegał od września do grudnia 2007 r.

Bal Gorolski, 2007 r. 10

2008


mosty k/jabłonkowa Dokonano wymiany instalacji elektrycznej i gazowej, podłączono budynek do sieci kanalizacyjnej. Poszerzono i unowocześniono kuchnię. Wymieniono okna, drzwi i podłogi. W jadalni, salce i na scenie dominują drewno i kamień. Pierwszą po remoncie imprezą był 5.1. br. Bal Gorolski, a tydzień później bal szkolny. Koło współpracuje z miejscową szkołą właściwie od lat sześćdziesięciu, czyli od momentu swego powstania, i te wzajemne kontakty przynoszą obopólne korzyści.

Współpraca ze szkołą

Koło założone zostało w styczniu 1948 r. Młodzież spotykała się już wtedy w ramach SMP. Założycielami Koła PZKO było 14 osób, wybrano pięcioosobowy zarząd, na czele stanął Jan Kufa. Jego następcami w funkcji prezesa byli: Franciszek Kawulok, Franciszek Kowolowski, Leopold Kluz, Ferdynand Niedoba, Karol Matloch, Paweł Kluz, Anna Nagy i do niedawna Józef Kluz. Obecnie liczącym 300 członków Kołem kieruje Andrzej Niedoba. Od początku postawiono na współpracę ze szkołą, upatrując w niej matecznik kandydatów na członków PZKO. Pierwszym zadaniem była koordynacja imprez, balów, festynów, przedstawień. MK organizowało dla dzieci wycieczki, świetlice, pomagało finansowo przy zakupie sprzętu sportowego. Założona w Kole komisja sportowa pomagała w wychowaniu młodej kadry sportowej. Mosteczanie zwyciężali w lek-

kiej atletyce, narciarstwie, koszykówce, siatkówce. W latach 1974-87 rozgrywano turnieje siatkówki Memoriał im. Alojzego Ferenca. W 1966 r. powstał Klub Młodych, którego członkami byli absolwenci PSP. Pod kierunkiem nauczyciela Jana Sikory pezetkaowska młodzież spotykała się w kółku sportowym, istniał zespół instrumentalny, kółko teatralne wystawiało skecze i poważniejsze spektakle. Od początku w działalność teatralną Koła zaangażowani byli nauczyciele. Zespół teatralny powstał już w 1948 r. Próby odbywały się w domach prywatnych lub w warsztacie stolarskim A. Wacławka. Zespół zagrał „Zaczarowane koło” L. Rydla w reżyserii dyrektora szkoły Antoniego Pieknika. Wystawiono je również w jabłonkowskiej Czytelni. Oprócz wyżej wymienionych przedstawienia teatralne przygotowywali nauczyciel Franciszek Kowolowski oraz Adam Wawrosz. Zespół teatralny przestał działać, ale od końca lat 70. pezetkaowy udostępniali swoją scenę szkole. Natomiast w PSP ciągle z powodzeniem bawią się w teatr i corocznie młodzież prezentuje na scenie swoje umiejętności dramatyczne, wokalne i taneczne.

Śpiewają, bo lubią

Koło jest dobrze znane miłośnikom śpiewu chóralnego. Chór Macierzy Szkolnej śpiewał tu od 1929 r. Zespół śpiewaczo-taneczny Przełęcz powstał w 1954 r., liczył 80 członków, jego założycielem i pierwszym

wszystkich członków nie poszła jednak na marne i już niejeden raz została uwieńczona dobrymi wynikami w współzawodnictwach artystycznych. (25-lecie chóru „Lira” w Karwinie. GL nr 48, 24.4.1952)

Niepokorny zbór W naszej wiosce Milikowie leży parcela w samym środku gminy, którą kiedyś nasi przodkowie darowali pod budowę szkoły tak zwanej ewangelickiej, ponieważ wtenczas rozwijające się szkolnictwo było pod wpływem religijnym. Szkoła była wtedy drewniana. Później wybudowana została nowa, ładna szkoła, w której dzisiaj się uczą wszystkie dzieci, ewangelickie i katolickie, polskie i czeskie – przy najlepszej zgodzie. Ze starej drewnianej szkoły utworzono dom zajezdny czyli gospodę, w której niejeden z naszych przodków utracił swoje skromne gospodarstwo. Przed 40 laty gospoda się spaliła, a zostały tylko przybudowania, których do dziś dnia używa nasza gmina, między innymi także jako „strażnicy” dla sikawki strażackiej. Po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną obywatele naszej wioski z nowym zapałem puścili się do pracy, a pierwszym ich zadaniem było wybudowanie domu strażackiego. Żeby móc przystąpić do budowy, zwrócił się Miejscowy Komitet Narodowy do zboru ewangelickiego o sprzedanie pozostałej parceli o wymiarze 14 arów, która by najlepiej odpowiadała na budowę strażnicy.Niestety,zbór ew. odmówił. Obywatele Milikowa słusznie są niezadowoleni z takiego stanowiska zboru. Czyż mało daje dzisiaj ludowa demokracja, kiedy płaci księży i utrzymuje kościoły? Albo już niektórzy zapomnieli o okupacji? Czyż mogliby nasi obywatele modlić się dziś swobodnie w swoim języku, gdyby nie było wyzwolenia i zwycięskiego lutego 1948 r.? (Aby było Milikowianom jasno. GL nr 49, 27.4.1952)

Chór Przełęcz 10

2008

29


szlakiem kół pzko

Nauka piosenki o 1 maju Na wieczór świetlicowy w Karwinie N. Yorku przyszliśmy punktualnie, lecz zdziwiliśmy się, że program rozpocznie się z opóźnieniem. I to nie może z powodu małej ilości karwińskich obywateli, ale niestety dlatego, że pani gospodzka z Domu Kultury UZK (Doleżal) nie chciała organizatorom otworzyć drzwi i wpuścić obywateli do środka. Dobra i wczesna propaganda wieczoru świetlicowego i również miłe wspomnienia z ostatniej świetlicy ściągnęły 196 obywateli. Program składał się z zasadniczych trzech części: naukowej, artystycznej i wesołej. Obywatele dowiedzieli się z referatu o G. Morcinku i jego „Pokładzie Joanny”. (Referat pięknie wygłosił ob. Sembol E.) Nie brakło i recytacji Broniewskiego i Asnyka w wykonaniu młodych chłopców i dziewcząt. Z okazji 1 Maja młodzież zobowiązała się gremialnie wziąć udział w pochodzie pierwszomajowym i właśnie na tej świetlicy nauczono się piosenki o 1 maju, którą wspólnie będziemy śpiewali w tym dniu. W artystycznej części programu świetlicowego wystąpił chór Przyjaźń, składający się wyłącznie z młodzieży. Szkoda, że starsi obywatele i obywatelki nie śpiewają razem z CzZM! Koleżanka Wiacka udanie zaśpiewała arię z „Halki” Moniuszki z akompaniamentem fortepianu. Punktem kulminacyjnym programu był występ małż. Pribulów z Łąk, którzy za swoje wesołe i miłe piosenki byli nagradzani burzą oklasków. (196 obywateli na świetlicy w Karwinie N. Yorku. GL nr 49, 27.4.1952)

Sport fotograficzny Jednym z najprzyjemniejszych „sportów” jest fotografowanie, które wymaga od swego miłośnika dużych umiejętności. Fotografowanie uprawiają liczni zwolennicy tego miłego sportu. Tak samo spośród członków PZKO. Miejscowe Koło PZKO w Trzyńcu pragnie tym wszystkim fotografom-amatorom przyjść z pomocą. W tym celu organizuje osobną sekcję fotograficzną. Na czele tej sekcji stanął znany powszechnie w Trzyńcu 30

kierownikiem był Józef Mazur. Nestorzy śpiewactwa świetnie pamiętają sukces, jaki odniósł w 1955 r. w Pradze podczas występu na Festiwalu Twórczości Ludowej (czyli I Spartakiadzie). W latach 1956-58 pałeczkę dyrygencką trzymał Józef Firla. Okres świetności przeżywał chór w latach 1959-62, kiedy prowadził go Karol Wronka. Potem nastąpiło kilka lat przerwy, istniał tylko tercet żeński i oktet męski. W latach 1973-95 śpiewały w Mostach Przełęczanki, pod batutą Haliny Niedoby, która prowadziła też chór szkolny. Do odrodzenia Przełęczy doszło w 1974 r., pod kierownictwem właśnie H. Niedoby. Najpierw był to chór żeński (do 1986 r.), w listopadzie 1983 r. odbyła się pierwsza próba chóru mieszanego. Dobra passa zespołu trwa do dziś. Tylko przez rok (1997-98) w czasie nieobecności dyrygentki w kraju prowadził chór Alojzy Kaleta. Na pytanie, dlaczego chórzyści chcą śpiewać, pani Niedoba odpowiada: „Bo lubią, ale także dlatego, że traktują to jako swój obowiązek dla zachowania tradycji

i podtrzymania polskości”. Do najważniejszych osiągnięć Przełęczy należy wprowadzenie na rynek muzyczny „Mszy Wielkanocnej” Stanisława Boguni, którą chór wykonał m. in. w kościele św. Krzyża w Warszawie (1996, 1997 – transmisja radiowa), w Kahlenbergu pod Wiedniem (1998 – z udziałem kompozytora), Pradze (2001), Zabrzu (2002), Brnie (2003), Żylinie (2004)… W maju 2004 r. zespół zaprezentował się własnej publiczności podczas uroczystego Koncertu Jubileuszowego z okazji 50-lecia chóru i 30-lecia pracy dyrygentki. W 2005 r. wziął udział w ogólnopolskim Zlocie Chórów i Orkiestr w Licheniu. Śpiew chóru rozbrzmiewał także na Trojoku Śląskim, podczas Święta Pieśni „Gaude Cantem”, na Gorolskich Świętach w Jabłonkowie i wielu innych imprezach, we własnym Kole i poza nim. W Mostach chór organizuje Koncerty Świąteczne czy Koncerty Jesienne. W ciągu ostatniego dziesięciolecia wystąpił prawie 150 razy, z tego ponad połowę stanowiły koncerty o tematyce sakralnej. 10

2008


mosty k/jabłonkowa

i ceniony fachowiec w dziedzinie artystycznej fotografii ob. Bardoń, który zorganizuje później spośród zaawansowanych kadrę instruktorów dla fotografów-amatorów początkujących i zaawansowanych. Pracownia zostanie zainstalowana w Domu Robotniczym, do której zostaną zakupione wszelkie potrzebne przyrządy. (Powstaje nowa sekcja PZKO w Trzyńcu. GL nr 50, 29.4.1952)

Kultura u Kosa

Zespół Górole w pełnej krasie

Po gorolsku

Koło organizuje festyny, spotkania towarzyskie, różnorodne akcje, przy których niezastąpiona jest rola pań z Klubu Kobiet. Panie spotykają się też we własnym gronie i organizują wystawy. Największą coroczną imprezą, o randze międzynarodowej, która wymaga ogromnego wysiłku, ale przynosi też wiele satysfakcji, jest Bal Gorolski. Zjeżdżają się wtedy goście z całego Zaolzia i spoza regionu a „Kasowy” wydaje się za ciasny. Bal poprzedza Przegląd Kapel Ludowych oraz Zespołów Folklorystycznych, wśród wykonawców przeważają zespoły z krajów ościennych. W br. po raz pierwszy sam Przegląd odbył się w trzynieckim domu kultury. Bal Gorolski organizowany jest wspólnie z zespołem regionalnym Górole. Zespół został założony w 1980 r., kiedy to działający przy jabłonkowskim chórze Gorol zespół taneczny postanowił się usamodzielnić. Pierwszym kierownikiem 10

2008

Góroli został Andrzej Niedoba, choreografem Adam Palowski. Zespół pracował przy MK PZKO w Mostach k. Jabłonkowa, członkami byli przede wszystkim młodzi ludzie z tutejszego Klubu Młodych oraz miłośnicy folkloru z innych miejscowości. Od 1990 r. zespół prowadził Alojzy Martynek, ale w 2005 r., podczas Koncertu Jubileuszowego z okazji 25-lecia zespołu przekazał kierownictwo na ręce choreografa Mariana Sikory. Górole odnieśli wiele sukcesów i zdobyli wiele nagród, prezentując widowiska folklorystyczne „Na pasiónku”, „Przi muzyce”, „Gorolski wiesieli”, „Zabawa ostatkowa”, „Śmiergust”, „Cugym z Kóński do Mostów”, „Miyszani owiec na Kozubowej”, „Tłoczyni kapusty”, „Gospoda” i inne. Od 1992 r. są zespołem samodzielnym, ale współpracują z mosteckim Kołem i rozsławiają swoją miejscowość i folklor góralski. czesława rudnik

W niedzielę dnia 27 kwietnia odbywała się w Nawsiu bardzo piękna impreza kulturalna w tutejszym lokalu ob. Kosa, zorganizowana przez Zespół Kobiet miejscowej grupy PZKO. Wieczór nawsiański obesłany był bardzo licznie przez publiczność. Na program złożyło się przemówienie prezesa MK PZKO Heczki. Następnie przemawiał Paweł Kubisz oraz przedstawicielka Głównego Zarządu PZKO (Sekcji Zespołów Kobiet) H. Zoniowa, która ostatnio została wybrana jako członek Centralnego Komitetu ogólnopaństwowego Związku Kobiet Czechosłowackich. Po przemówieniach rozpoczął się program artystyczny. Paweł Kubisz recytował poszczególne fragmenty nowego poematu, które przeplatane były muzyką akordeonisty i występami tanecznymi zespołu Ferdynanda Króla oraz wystąpieniami chórowymi miejscowej młodzieży. Na zakończenie członkinie miejscowego Zespołu Kobiet PZKO odegrały dwie jednoaktówki, których tematyka dotyczyła społecznych obowiązków kobiety. Jest bardzo charakterystyczne, że mimo, iż w sztukach tych swe role odtwórcze spełniają mężczyźni i kobiety, to w przedstawieniach nawsiańskich wszystkie role odegrane zostały wyłącznie przez kobiety, z których kilka „przebranych” było na scenie za mężczyzn. Na tym wieczorze także wyróżniono obyw. Samcową, ofiarując jej piękny dar w dowód uznania jej pracy społecznej, prowadzonej z pełnym poświęceniem. Brawo, nawsianie! (Piękna impreza kulturalna w Nawsiu. GL nr 50, 29.4.1952) 31


poznajmy się!

Oferta artystyczna kół PZKO Przy kołach Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego działają różnego rodzaju zespoły śpiewacze, muzyczne, taneczne czy teatralne, które zarówno pod względem poziomu artystycznego, jak skali repertuaru mogą zado­ wolić nie tylko odbiorców lokalnych. Niezależnie jednak od tego, większość z nich pozostaje anonimowa: nie jest znana szerszemu szerszemu ogółowi, a swoje programy prezentuje praktycznie raz w roku i to przed rodzimą publicznością. Dlatego dążąc do zapewnienia im większej satysfak­ cji, a także kierując się potrzebą zintegrowania naszego środowiska artystycznego, Rada Kultury przy ZG PZKO postanowiła uruchomić projekt „Poznajmy się!”. Zakłada on, że koła będą zapraszać na swoje imprezy kulturalne zespoły z innych miejscowości. Tytułem zachęty w poszczególnych numerach „Zwrotu” jest publikowana aktualna lista działających przy kołach zespołów. To pierwszy krok, reszta należy do Państwa.

ch

ó

r

PRZEŁĘCZ – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Waleria Wawrosz Dyrygent Halina Niedoba Stan osobowy średnio 40 Repertuar utwory klasyczne, świeckie, ludowe, a ostatnio także sakralne Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Waleria Wawrosz, 739 98 Mosty k. Jabłonkowa 545 tel. 558 367 132

GODULAN – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Franciszek Kowalczyk Dyrygent Alojzy Kaleta Stan osobowy 25 Repertuar opracowania pieśni ludowych, żołnierskich Kontakt Franciszek Kowalczyk, tel. 775 021 821 Alojzy Kaleta, tel. 739 377 233

32

y

CHÓR NAUCZYCIELI POLSKICH – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Gustaw Walek Kierownik artystyczny Alojzy Suchanek Dyrygent Alojzy Suchanek, Władysław Rusek Stan osobowy 18 panów i 2 panie Repertuar pieśni sakralne, pieśni ludowe, pieśni chóralistyki poważnej różnych kompozytorów, w tym zaolziańskich (Fierla, Kaleta, Sztwiertnia), polskich (Kołaczkowski, Wallek-Walewski, Moniuszko, Lachman…), czeskich (Smetana, Janáček), popularne pieśni i arie operowe (Beethoven, Verdi, Weber…) Kontakt Gustaw Walek, Górne Cierlicko 400, 732 42 Cierlicko tel. 596 423 120

CHÓR GOROL – CHÓR MĘSKIl Kierownik chóru Grzegorz Skupień Dyrygent Katarzyna Siwiec Stan osobowy 52 Repertuar pieśni ludowe, kościelne, sakralne, patriotyczne Kontakt tel. 558 358 249, gorol@email.cz, www.gorol.cz

ZGODA – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Roman Szczuka Dyrygent Irena Małysz Stan osobowy 21 Repertuar muzyka ludowa, patriotyczna, żołnierska, artystyczna i sakralna Kontakt Irena Małysz, ul. Míru 20, 739 61 Trzyniec Kanada tel. 558 333 502

SUCHA – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Oto Rzyman Dyrygent Anna Kiszka Stan osobowy 29 Repertuar utwory klasyczne, ludowe, religijne i popularne kompozytorów polskich i obcych Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Oto Rzyman, Volontérská 1/915, 735 35 Sucha Górna tel.: +420604112042, chor.sucha@seznam.cz

LUTNIA – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Maria Sztwiertnia Dyrygent Władysław Rusek Stan osobowy 25 Repertuar pieśni kompozytorów zaolziańskich, polskich i czeskich, pieśni świeckie i sakralne Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Maria Sztwiertnia, Okaly 828, 735 53 Lutynia Dolna tel.: 596 544 871, sztwir@volny.cz

10

2008


HEJNAŁ-ECHO – CHÓR MĘSKI

KALINA – CHÓR ŻEŃSKI

Kierownik chóru Janusz Raszyk Dyrygent Andrzej Szyja Stan osobowy 29 Repertuar muzyka sakralna i rozrywkowa Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Andrzej Szyja, ul. CSA 2859, Karwina-Granice 733 01 tel.: 731 625 665, Andrzej.S@seznam.cz

Kierownik chóru Janina Przybyła Dyrygent Otokar Winkler Stan osobowy 28 Repertuar pieśni świeckie, sakralne, artystyczne, ludowe, kolędy Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Janina Przybyła, Na kopci 2059, 734 01 Karwina Mizerów tel. 597 584 650

HASŁO – CHÓR MIESZANY

STONAWA – CHÓR MIESZANY

Kierownik chóru Halina Szeliga Dyrygent Irena Szeliga Stan osobowy 29 Repertuar pieśni sakralne, popularne, rozrywkowe Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Úvozní 618, Bogumín Skrzeczoń 735 31 Halina.Szeligova@seznam.cz

Kierownik chóru Bogusław Wróbel Dyrygent Marta Orszulik Repertuar pieśni artystyczne, pieśni sakralne, opracowania pieśni ludowych Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Bogusław Wróbel, 735 34 Stonawa 803 chmstonawa@seznam.cz

MELODIA – CHÓR ŻEŃSKI

RYCHWAŁDZIANIE – ZESPÓŁ ŚPIEWACZY

Kierownik chóru Lýdie Lisztwanová Dyrygent Aleksandra Zeman Stan osobowy 30 Repertuar od Renesansu po muzykę współczesną, nie pomijając artystycznych stylizacji muzyki ludowej polskiej, czeskiej i innych narodów Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Melodia, 739 92 Nawsie; Lidia Lisztwan: 739 92 Nawsie 112 tel. 558 357 713

Kierownik zespołu Halina Gawlas Dyrygent Władysław Rusek Repertuar pieśni popularne, ludowe, biesiadne, sakralne, kolędy Kontakt Halina Gawlas, Rychwałd, Na Fojství 1550, tel. 596 572 532

DŹWIĘK – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Antoni Tomanek Dyrygent Halina Goniewicz-Urbaś Stan osobowy 27 Repertuar pieśni ludowe, sakralne, popularne, patriotyczne (polskie, łacińskie, czeskie) Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Antoni Tomanek, Polská 49/241, 734 01 Karwina Raj karlik.t@email.cz

ZAOLZIE – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Maria Stec Dyrygent Urszula Odstrčil Stan osobowy 24 Repertuar pieśni artystyczne, pieśni sakralne, opracowania pieśni ludowych (wykonywane w językach: polskim, łacińskim, starocerkiewnym, czeskim, słowackim, włoskim) Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Maria Stec, tel. 736 702 123, stecova@karimpstroj.cz

OLBRACHCICE – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Gustaw Guńka Dyrygent Bruno Kalina, Jadwiga Czap Stan osobowy 12 pań i 9 panów Repertuar folklor i opracowane pieśni ludowe Chór należy do Zrzeszenia Śpiewaczo-Muzycznego Kontakt Gustaw Guńka, Hlavní 73, 735 43 Olbrachcice hpribula@quick.cz, http://olbrach.zpivame.cz

10

2008

LIRA – CHÓR MIESZANY Kierownik chóru Czesława Lipka Dyrygent Beata Pilśniak-Hojka Stan osobowy 31 Repertuar pieśni ludowe, kolędy, muzyka sakralna, muzyka okolicznościowa, poważna Kontakt Czesława Lipka, Slovenská 2896/36, 733 01 Karwina Granice

P

onadto działają na Zaolziu i wchodzą w skład ZŚM chóry: Ad Dei Gloriam (prezes Szymon Ciahotny, dyrygent Beata Brzóska), Alaudae (prezes Beata Bednar, dyrygent Leszek Kalina), Amici Cantionis Antiquae (prezes Ryszard Wania, dyrygent Leszek Kalina), Canticum Novum (prezes Roman Kaszper, dyrygent Leszek Kalina), Collegium Canticorum (prezes Roman Najder, dyrygent Halina Goniewicz-Urbaś), Collegium Iuvenum (prezes Władysław Walek, dyrygent Leszek Kalina), Polski Zespół Śpiewaczy Hutnik (prezes Jan Hławiczka, dyrygent Cezary Drzewiecki), Musicae Amantes (prezes Bogdan Szmek, dyrygent Bogdan Szmek), Przyjaźń ( prezes Tadeusz Bizoń, dyrygent Józef Wierzgoń), Trallala (prezes Beata Brzóska, dyrygent Beata Brzóska). 33


polskie ślady

Przyjezdni i osadnicy W Pradze mieszka wielu Zaolziaków, którzy zostają tam po studiach, zakładają rodziny, a często nie wiedzą o istnieniu polskiej szkoły, do której mogliby zapisać swoje dzieci. Ale są i tacy, którzy znaleźli do niej drogę, i szkoła ma już wśród swoich absolwentów także osoby z rodowodem zaolziańskim. Czasami zdarzają się w szkole sytuacje komiczne. Bohaterem jednej z nich był nowy uczeń, który do Pragi przybył z rodzicami z Zaolzia. Nauczycielki z Polski nie potrafiły się z nim dogadać ani po polsku, ani po czesku. Ostatnią deską ratunku okazała się pochodząca z Zaolzia polonistka, która władała gwarą cieszyńską.

Lekcje i konsultacje

Szkolny Punkt Konsultacyjny im. św. Jadwigi przy Ambasadzie RP w Pradze, bo tak brzmi oficjalna nazwa polskiej szkoły, jest jedną z placówek Zespołu Szkół dla Dzieci Obywateli Polskich Czasowo Przebywających za Granicą, spadających pod polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej i finansowanych przez Polskę. Osobowość prawną zapewnia szkole Ambasada RP w Pradze. – Nie mamy nauczycieli delegowanych z Polski, jak np. w Londynie, Paryżu czy Wiedniu – tłumaczy kierownik szkoły Agata Vlasáková. – Tam są szkoły polskie liczące po kilkaset uczniów, dyrektor zostaje wybrany w konkursie w Polsce i jest wysyłany za granicę na czas określony, najczęściej na cztery lata. My jesteśmy zbyt małą szkołą i nie mamy ani jednego pełnego etatu. Większość nauczycielek to żony Czechów, tu wyszły za mąż i tu mieszkają na stałe, ale są też osoby, które przebywają w RC czasowo. W polskiej szkole w sercu Czech realizowany jest program nauczania zgodny z polskim systemem edukacyjnym, dzieci korzystają z podręczników sprowadzonych z Polski. Notabene podręczniki do języka polskiego znają także czeskocieszyńscy gimnazjaliści, bo uczą się z takich samych. Zajęcia odbywają się w niewielkich grupach, co umożliwia nauczycielom indywidualne podejście do każdego ucznia. Są w szkole lekcje angielskiego, informatyki, religii. Dodatkowo dzieci uczą się języka czeskiego. – Wywalczyliśmy lekcje języka czeskiego – wyjaśnia pani Agata – bo uważam, że skandaliczne jest, jeśli ktoś stąd wyjeżdża 34

i nie zna w ogóle czeskiego, co też się często zdarza. Ludzie przyjeżdżają na kontrakt, pracują w jakiejś amerykańskiej firmie, dzieci posyłają do amerykańskiej szkoły, wracają do Polski i nie znają ani słowa po czesku. A czasami są tu po cztery, pięć lat. Tym, co odróżnia tę szkołę od innych podstawówek w Polsce, jest możliwość kształcenia w programie uzupełniającym i tzw. nauczanie na odległość. Uzupełniający program nauczania przeznaczony jest dla dzieci, które chodzą do szkół czeskich, amerykańskich, niemieckich, angielskich itp., a do polskiej szkoły przyjeżdżają raz w tygodniu na zajęcia popołudniowe. Nauczanie na odległość polega na konsultacjach raz w miesiącu. Bardzo ważna jest wtedy rola nauczyciela, ogromne zadanie mają do spełnienia też i rodzice. Na razie nie ma specjalnych podręczników z uzupełniającym planem nauczania, czyli tym, co najważniejsze z języka polskiego, geografii i historii Polski. Nauczyciel sam musi wybierać tematy. Konsultacje służą przygotowaniu podopiecznych do prac kontrolnych, do egzaminów klasyfikacyjnych i do udzielenia rad, co jest najważniejsze i najciekawsze, a uczyć muszą się dzieci same w domu.

Edukacyjny ośrodek polskości

Do szkoły zapisanych jest obecnie ponad 90 uczniów, wraz z zerówką, która została otwarta dodatkowo, lecz liczba ta zmienia się bez przerwy. Zdarza się, że ktoś nagle wyjeżdża, ktoś inny przyjeżdża. Ale jeszcze dwa lata temu było zapisanych ponad stu uczniów.

– Teraz jest regres – wyjaśnia pani kierownik – dzieci ubywa, nie tylko w Pradze, także w polskiej szkole w Bratysławie czy Budapeszcie. Polacy nie wyjeżdżają już do Czech, ale do Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Wielu Polaków, którym kończą się kontrakty, nie przedłuża pobytu w Czechach, ale wraca do Polski, a jeszcze częściej jedzie dalej. Do Czech przyjeżdżają robotnicy, np. do Mladej Boleslavi, ale sami, nie z rodzinami. W Pradze mieszka też wielu Polaków, którzy po podjęciu decyzji, że zostają na zawsze, nie czują potrzeby posyłania dziecka do polskiej szkoły. Po co – mówią – jak tu będę mieszkał całe życie. Cała rodzina przechodzi na język czeski i traci kontakt z tym, co polskie. Najgorzej jednak jest, jeśli osoby, które przyjechały do Czech szerzyć polską kulturę, odcinają od niej własne dziecko. W szkole dziennej, czyli z pełnym planem nauczania, większość uczniów stanowią dzieci, które mają stałe zameldowanie w Polsce, ale rodzice jeżdżą z konktraktu na kontrakt, do RC przyjeżdżają na dwa, trzy, cztery lata. Na zajęciach uzupełniających połowa to dzieci z małżeństw mieszanych, na co dzień chodzą do czeskiej szkoły. Obecnie jest wśród nich dwójka uczniów wywodzących się z Zaolzia. – Do nas przychodzą po południu – uzupełnia pani Agata – bo rodzicom zależy. Maluchy przyjeżdżają chętnie, starszym nie zawsze się chce. Ale często po kilku latach wracają i mówią, że są bardzo wdzięczni rodzicom i nauczycielom, bo dzięki znajomości języka łatwiej znaleźli pracę lub mają partnera z Polski, wiele osób idzie do Polski na studia. Polska szkoła żyje nie tylko nauką, to ośrodek polskości, w którym spotykają się całe rodziny. Tu zawierane są przyjaźnie, wszyscy znają się nawzajem. Okazję do spotkań stanowią liczne imprezy i uroczystości szkolne. Wielkie znaczenie ma współpraca z innymi polskimi instytucjami na terenie miasta. – Staramy się – mówi pani kierownik – uczestniczyć w życiu tutejszej Polonii. W ciągu roku jest bardzo dużo spotkań, ciągle coś się dzieje. Cieszą takie momenty jak np. jasełka w Ambasadzie, gdzie nasze dzieci występowały dwa razy pod rząd. W Ambasadzie odbywa się też opłatek wigilijny organizowany dla całej Polonii i bal, w Instytucie Polskim Dzień Dziecka, Europejski Dzień Języków. Młodzież występuje również 10

2008


w Klubie Polskim. Natomiast we współpracy ze słowackim dziecięcym zespołem folklorystycznym z Pragi i czeską szkołą zrealizowany został projekt wychowania wielokulturowego „Razem w sercu Europy”, którego efektem był kalendarz słowacko-czeskopolski o porach roku. Zależy nam bardzo, żeby dzieci nauczyły się tolerancji, żeby szanowały i Polskę, i Czechy. O Zaolziu usłyszały dzieci na lekacjach przy okazji omawiania jednego z regionów Polski – Śląska.

Gdzie ich dom

– Przysłano nam z Polski konkurs pod hasłem „Jestem dumny, bo jestem Polakiem” – wspomina pani kierownik – a młodzież powiedziała, że nie wie, co ma tam napisać. Przeraziło nas to. Nie chcieliśmy im tego kazać robić na siłę, bo podstawową sprawą jest, żeby nie zrażać, ale zachęcić. Dla wielu uczniów tej szkoły nie jest sprawą prostą określenie własnej tożsamości na-

Zespół Szkół dla Dzieci Obywateli Polskich Czasowo Przebywających za Granicą Powołany został do życia w 1973 r. na mocy zarządzenia ministra oświaty i wychowania. W pierwszym etapie rozpoczęto uruchamianie szkół przy polskich przedstawicielstwach dyplomatycznych w krajach, gdzie liczba skierowanych z Polski pracowników wraz z rodzinami była najliczniejsza. Z czasem liczba szkół rosła, a korzystanie z ich świadczeń umożliwiono również młodzieży wywodzącej się z Polonii. Dziś szkoły mają swoje siedziby w 35 krajach, są to zespoły szkół, szkolne punkty konsultacyjne czy ich filie przy placówkach dyplomatycznych. Realizują ramowy i uzupełniający plan nauczania oraz kształcenie na odległość. O utworzeniu danej szkoły decyduje minister edukacji narodowej. Zespołem Szkół kieruje dyrektor.

rodowej czy nawet sprecyzowanie swojej przynależności do konkretnego kraju i regionu. Szkoła ma za zadanie uzmysłowienie młodzieży, że Polska, polski język i polska kultura to jest to, co wszystkich łączy. Dzieciom Polaków, którzy jeżdżą z miejsca na miejsce, Polska często kojarzy się z babcią i dziadkiem, z wakacjami. Kiedy jednak w trzeciej klasie omawiany był temat „Gdzie jest twój dom”, dzieci nie potrafiły odpowiedzieć na to pytanie. Dzieci mieszkające w Pradze na stałe W związku z dużym zainteresowaniem nauką w języku polskim w 1987 r. szkoła zmieniła charakter i stała się placówką z pełnym programem nauczania. Uczęszczało do niej 150 uczniów. Po reformie systemu edukacji w 1999 r. szkołę przekształcono w Zespół Szkół przy Ambasadzie RP w Pradze. Powstała sześcioletnia Szkoła Podstawowa, trzyletnie Gimnazjum i trzyletnie Liceum. W 2001 r. szkole nadano imię św. Jadwigi. Zmniejszająca się liczba uczniów stała się przyczyną cofnięcia w 2002 r. etatu dyrektora szkoły. Utworzono stanowisko kierownika, a szkoła zmieniła nazwę na Szkolny Punkt Konsultacyjny im. św. Jadwigi przy Ambasadzie RP w Pradze. Niezmienne pozostały program, cele i zadania placówki. Obecnie kierownikiem szkoły jest Agata Vlasáková, szkoła realizuje ramowy i uzupełniający plan nauczania oraz kształcenie na odległość. Językiem wykładowym jest język polski. Nauka jest bezpłatna.

Szkolny Punkt Konsultacyjny im. św. Jadwigi przy Ambasadzie RP w Pradze www.szkolapolskawpradze.com

System nauczania

Szkoła Polska w Pradze powstała w 1970 r. dla dzieci Polaków tymczasowo przebywających w Czechosłowacji. Przez 17 lat zajęcia odbywały się w systemie uzupełniającym i konsultacyjnym.

W skład szkoły wchodzą: 1) Publiczna Sześcioletnia Szkoła Podstawowa, 2) Publiczne Gimnazjum, 3) Liceum Ogólnokształcące.

10

2008

najczęściej pochodzą z rodzin mieszanych czesko-polskich. W wielu z nich każde z rodziców uczy dziecko swojego języka, młodzi ludzie mają wiedzę na temat obydwu krajów, potrafią się porozumieć tu i tam, mogą porównywać, są bogatsi. Z drugiej strony w czeskim środowisku często nie chcą się wyróżniać, boją się odrzucenia przez rówieśników, wstydzą się, że są inne, czują się samotne i zagubione. Jedną z metod,które pozwalają uświadomić dzieciom, że być Polakiem za granicą, to nic dziwnego, że w innych krajach też tak jest, są spotkania z innymi szkołami polskimi. Przed rokiem prascy Polacy byli w Budapeszcie, w br. gościli w Pradze uczniów, nauczycieli i rodziców z polskich szkół w Budapeszcie i Bratysławie. Punktem kulminacyjnym spotkania była prezentacja pt. „Kraj, w którym mieszkam”. Dzieci zobaczyły, że udaje im się porozumieć po polsku z dziećmi z innych krajów. olga gorgol

Do szkoły przyjmowane są dzieci: 1) obywateli polskich czasowo przebywających bądź stale zamieszkujących za granicą, 2) osób pochodzenia polskiego niebędących obywatelami polskimi.

Szkoła realizuje: 1) ramowy plan nauczania (zajęcia od poniedziałku do piątku od ósmej rano): realizacja obowiązku szkolnego w pełnym zakresie programu nauczania obowiązującego w Polsce; 2) uzupełniający plan nauczania (wtorki i czwartki po południu): wspomaganie nauczania języka polskiego, historii i geografii Polski poprzez zajęcia konsultacyjne, uczeń realizuje obowiązek szkolny w innej szkole (czeskiej, amerykańskiej itp.); 3) plan nauczania na odległość (konsultacje w soboty raz w miesiącu, uczniowie oceniani i klasyfikowani są na podstawie zaliczenia prac kontrolnych i egzaminów klasyfikacyjnych): a) ramowy: realizacja pełnych programów nauczania w domu pod opieką rodziców, szkoła wspomaga kształcenie poprzez udzielanie konsultacji z poszczególnych przedmiotów, b) uzupełniający: wspomaganie nauczania języka polskiego, historii i geografii Polski poprzez zajęcia konsultacyjne. 35


i

n

edukacja

s

p

i

r

a

Warsztaty teatralne W Domu Narodowym w Cieszynie trwają od października warsztaty teatralne „W stronę jakości, czyli teatr szkole”. Odbywające się w piątki i soboty zajęcia przeznaczone są dla nauczycieli i instruktorów szkolnego ruchu teatralnego, a prowadzą je znani polscy teatrolodzy, instruktorzy, pedagodzy i aktorzy. Warsztaty obejmują zagadnienia z zakresu: emisji głosu i techniki mowy, elementarnych zadań aktorskich, sztuki tworzenia scenariuszy i doboru repertuaru, alternatywnych metod pracy z dziećmi oraz interpretacji tekstu literackiego. Łącznie wykłady obejmują 48 godzin. W listopadzie poprowadzą je: Aneta Wi-

śniewska i Izabela Bednarczyk (7-8.11.), wychowawczynie w Środowiskowej Świetlicy Socjoterapeutycznej i Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Łodzi, oraz Janusz Stolarski (21-22.11.), aktor Teatru Studio w Warszawie i Teatru Ósmego Dnia. Natomiast zajęcia grudniowe poprowadzą: Sławomir Woźniak (5-6.12.), teatrolog z Sanoka, absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie, oraz Bogusław Słupczyński 12-13.12.), kierownik artystyczny teatru Cieszyńskie Studio Teatralne. Warsztaty są organizowane przez Zarząd Główny PZKO w Cz. Cieszynie oraz Cieszyń KK ski Ośrodek Kultury.

36

 wojciech trzcionka

Bogusław Słupczyński

Jeden ze współorganizatow i wykładowców tegorocznych warsztatów teatralnych urodził się w 1965 r. w Bielsku-Białej. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. A. Zelwerowicza w Warszawie, jako aktor pracował m.in. w Teatrze Polskim w Warszawie. Był organizatorem jednego z pierwszych prywatnych studiów aktorskich w Polsce – Studia Aktorskiego AS w Warszawie (1990-92), później twórcą Teatru Studio Aktorskie w Puławach. Od 1996 r. związany z nurtem etnicznym i antropologicznym w teatrze. Za spektakl „Historia Konia” wg Lwa Tołstoja nagrodzony przez Telewizję Polską na Ogólnopolskim Festiwalu Małych Form Teatralnych w Szczecinie w 1997 r. W 1999 r. przeniósł się do Cieszyna, gdzie wspólnie z żoną Katarzyną stworzył Cieszyńskie Studio Teatralne. Jednocześnie założył, uzupełniające teatralną i aktorską aktywność, Stowarzyszenie Na Rzecz Odnowy i Współistnienia Kultur „Sałasz”. Inspirując się m.in. koncepcjami Jerzego Grotowskiego i Tadeusza Kantora, stworzył w Cieszynie spektakle: „Consummatum est!” (na motywach „Tragicznych Dziejów Doktora Fausta” Christophera Marlowe’a), „Wschodzenie” (na motywach „Dziadów” Adama Mickiewicza) i „Drogę Żywiecką” (wg własnego „życiowego” scenariusza). Te trzy spektakle silnie manifestują konieczność odnajdywania tożsamości indywidualnej i zbiorowej, kulturowej, społecznej i głęboko ludzkiej. Mieszają się tu motywy różnych kultur narodowych i etnicznych, grup społecznych. Aktorzy Słupczyńskiego od kilku lat realizują w kilku

bieszczadzkich wioskach projekty edukacyjnoartystyczne dla dzieci i młodzieży. Działają na pograniczu kulturowym i wyznaniowym. Pod opieką artystyczną B. Słupczyńskiego od dwóch lat działa w Cieszyńskim Ośrodku Kultury dziecięcy zespół teatralny Kameleon. Jego zespół CST otrzymał m.in. nagrody: na Międzynarodowym Festiwalu Malta w Poznaniu (Offeusz 2003), Grand Prix na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowie Wielkopolskim (2003), I Nagrodę na Festiwalu Teatrów Małych Form w Chodzieży. Spektakl „Wschodzenie” reprezentował kulturę polską na Międzynarodowej Konferencji „Europa Forum” w Szwajcarii oraz na Festiwalu Szkół Teatralnych w Preszowie na Słowacji.

c

teatr

j

e

Międzynarodowy

festiwal

Już po raz ósmy w dniach 4-8.11. odbędzie się w Teatrze Cieszyńskim w Cz. Cieszynie Festiwal Teatrów Moraw i Śląska. Publiczności zaprezentują się wybrane zespoły makroregionu, z Polski i Słowacji, a także – po raz pierwszy w historii festiwalu – z Pragi. Oto szczegółowy program.

4.11., godz. 10.00 P. Barz: „Viva Verdi” (Scena Polska TC) 4.11., godz. 19.00 M. Viewegh: „Anjeli všedného dnia” (Komorné divadla Martin) 5.11., godz. 9.00 K. J. Erben: „Kytice” (Janáčkova konzervatoř Ostrawa) 5.11., godz. 19.00 M. Kowalewski: „Obywatel M. – Historyja” (Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego Płock) 6.11., godz. 10.00 A. Saramonowicz „Testosteron” (Slezské divadlo Opawa) 6.11., godz. 19.00 W. Szekspir: „Hamlet” (Divadelní společnost, Divadlo v Celetné Praga) 7.11., godz. 10.00 O’Casey, J. Krejčí: „Pension pro svobodné pány” (Komorní scéna Aréna Ostrawa) 7.11., godz. 17.00 W. Przeczek: „Pluskacz i Mąciwoda” (Teatr Lalek Bajka) 7.11., godz. 19.00 A. i V. Mrštíkové: „Maryša” (Scena Czeska TC) 7.11., godz. 21.30 M. Stieber: „Bláha a Vrchlická” (Scena Czeska TC) 8.11., godz. 10.00 J. Drda, Z. Barták, P. Markov: „Hrátky s čertem” (Scena Czeska TC) 8.11., godz. 17.30 A. Puszkin: „Evžen Oněgin” (Divadlo P. Bezruče Ostrawa)

10

2008


i

n

nauka

s

p

i

r

a

c

pzko

j

e

Piękno pod mikroskopem Rajd młodych Nauka to nie tylko opasłe tomy napisane niezrozumiałym językiem czy karty pokryte wyliczeniami i hieroglificznymi wzorami. Nauka to także piękno, sztuka i pasja. Dowodzą tego prace, które zwyciężyły w tegorocznej edycji konkursu na najlepsze wizualizacje naukowe, zorganizowanego przez prestiżowe pismo naukowe „Science” oraz amerykańską National Science Foundation (NSF). Wśród nadesłanych zgłoszeń znalazły się m. in. mikroskopowe fotografie jednokomórkowych glonów, grafika przedstawiająca budowę ludzkiego układu krwionośnego oraz schemat treści Biblii. Nie zabrakło komputerowych animacji oraz komiksowych infografik. Wszystkie charakteryzował nie tylko wysoki poziom artystyczny, ale także badawcza precyzja i rzetelność. Oto kilka najlepszych zdjęć, ilustracji i grafik, które pomagają zrozumieć najtrudniejsze zagadnienia i odkrycia naukowe. Więcej zwycięskich prac można oglądać na stronie: http:/www.nsf.gov/news/special_  BO reports/scivis/ Źródło: „Rzeczpospolita”, Internet

film

Legenda kina Był legendarnym aktorem, reżyserem i filantropem. Zmarł 26. 9. 2008 r. w rodzinnym domu w Connecticut w wieku 83 lat. Mowa o Paulu Newmanie, który w historii kina zapisał się kreacjami w takich filmach jak: „Cool Hand Luke”, „Butch Cassidy i Sundance Kid” czy „Żądło”. Rozpoczęta w latach 50. XX w. kariera filmowa szybko przyniosła młodemu aktorowi uznanie krytyki. Przełomem okazał się być występ w dramacie „Między linami ringu” w 1956 r. Już dwa lata później rola w obrazie „Kotka na gorącym, blaszanym dachu” przyniosła gwiazdorowi pierwszą nominację do Oscara. Łącznie Newman nominowany był do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej dziesięciokrotnie. Otrzymał statuetkę tylko raz, w 1987 r., za główną rolę w filmie „Kolor pieniędzy”. Rok wcześniej Akademia przyznała aktorowi wyróżnienie honorowe za całokształt twórczych osiągnięć. 10

2008

„Szklany las” autorstwa Mario De Stefano z University of Naples uznano za najlepszą fotografię, „Ciąg wibracji” zdobył honorowe wyróżnienie… źródło: Science

Nowi członkowie Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego będą mieli okazję bliższego poznania się we wtorek 28.10., podczas Rajdu Młodych, którego główny blok programowy zlokalizowano w Mostach k. Jabłonkowa. W programie przewidziano m. in.: rozdanie plakietek członkom PZKO, obejrzenie wystawy w drewnianej chacie w centrum wsi, zwiedzenie Szańców, zjeżdżanie na torze saneczkowym k. hotelu Groń, udział w konkursach wiedzy i sprawnościowych oraz wysłuchanie koncertu dziecięcych zespołów folklorystycznych w Domu PZKO. Jak informuje Daria Ronchetti, menedżer programowy ZG PZKO, impreza ma na celu zintegrowanie i zaktywizowanie najmłodszych członków Związku. – Przewidujemy, że w imprezie weźmie udział większość nowo pozyskanych członków PZKO od Bogumina po Mosty – powiedziała. – Pojadą zapewne pociągami, z Bogumina o 8.50, z Ostrawy przez Hawierzów o 8.33, a po przesiadce o godz. 9.33 w Cz. Cieszynie, dotrą do Mostów o 10.17. Dlatego nazwaliśmy  KP tę inicjatywę rajdem.

Jego – drugie – małżeństwo z aktorką Joanne Woodward, zawarte w 1958 r., należało do najbardziej trwałych w Hollywood. W 1978 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarł syn Newmana z pierwszego małżeństwa, Scott. Tragedia skłoniła aktora do założenia ośrodka Scott Neman Center, zajmującego się leczeniem uzależnień oraz mającą im zapobiegać działalnością dydaktyczną. Gwiazdor był inicjatorem linii produktów spożywczych „Newman’s Own”, zyski z ich sprzedaży przekazywane były na cele charytatywne. Powołał również do życia ideę bezpłatnych obozów dla poważnie chorych dzieci, które do dziś obywają się w kilku krajach pod hasłem „Hole in the Wall”. W ostatnich latach życia Newman zmagał się z chorobą nowotworową. Dopiero w ostatnich miesiącach życia oświadczył, że ze względu na znaczne pogorszenie kondycji postanowił zakończyć karierę zawodową. Odszedł otoczony rodziną i przyjaciółmi, pozostawiwszy po sobie żonę, pięcioro dzieci i troje wnucząt.   JS Źródło: „Gazeta Wyborcza”, Internet 37


salon sztuki

38

10

2008


 marian siedlaczek

zbigniew kubeczka

Z

bigniew Kubeczka urodził się w 1938 r. w Orłowej. Ukończył slynne orłowskie Polskie Gimnazjum Realne im. J. Słowackiego a potem szkołę budowlaną w Ostrawie. Z zawodu budowlaniec, wcześnie odkrył w sobie zainteresowania artystyczne, próbując swoich sił w malarstwie, fotografii i różnych formach graficznych. W końcu znalazł formę i technikę, w której, jak widać czuje się najlepiej, skoro poświęca jej już ponad czterdzieści lat. To jedna z małych form graficznych, ekslibris, a techniką, w jakiej go wykonuje, jest linoryt. Ekslibris, znak własnościowy umieszczany w książce, już dawno przestał być jedynie podpisem właściciela biblioteki i, prawdę mówiąc, mało kto umieszcza go dziś tam, gdzie jego pierwotne miejsce na wewnętrznych stronach okladek książek z własnej biblioteki. Od początku XX wieku, w miarę jak jego wykonywaniem zaczęli zajmować się co znakomitsi graficy, tworząc specyficzny, całkowicie odrębny gatunek graficzny, stał się przedmiotem kolecjonerskim, pożądanym przez licznych zbieraczy specjalizujących się w gromadzeniu ekslibrisów. Odtąd żyje własnym życiem, ze swoja pierwotną funkcją powiązany już tylko nazwą właściciela, dla którego jest przeznaczony i wyrażeniem „ex libris” czyli „z książek” , który pozostał elementem jego kompozycji. Z wielu technik graficznych Zbigniew Kubeczka wybrał jedną - technikę druku wypukłego, bliską krewną drzeworytu, a mianowicie linoryt. Ta pozornie łatwa technika (rysunek wycina się w stosunkowo miękkim materiale) wymaga jednak nie tylko pewnej ręki, ale też pomysłowości, wielkiej wyobraźni, a przede wszystkim ogromnej precyzji i dyscypliny. Poza tym wszystkim, już niezależnie od obranej techniki, autor ekslibrisu musi być obdarzony empatią, życzliwością i ciekawością ludzi. W wymienione cechy Zbigniew Kubeczka został obficie wyposażony, co znajduje wyraz w tworzonych przezeń małych dziełkach: bezbłędnie skomponowanych z niezwykle trafnie wybranych znaków, symboli, atrybutów charakteryzujących właściciela ekslibrisu, zarysowanych mistrzowsko dobraną i poprowadzoną kreską. Osobowość właściciela ekslibrisu w każdym z nich jest spuentowana, często z uśmiechem i przymrużeniem oka, czasem lirycznie, ale zawsze z życzliwością właściwą mędrcom i tylko niektórym artystom.  anna maria rusnok

10

2008

39


zaolziańskie towarzystwo fotograficzne

 marian siedlaczek

wywiad

janmyrdacz U rodził się w 1951 r. w Czeskim Cieszynie, ukończył Polską Szkołę Podstawową i szkołę zawodową w Trzyńcu, jest pracownikiem Huty Trzynieckiej, mieszka w Gutach. Fotografować zaczął już jako uczeń, w 1987 r. zdobył wyróżnienie w konkursie fotograficznym ogłoszonym przez ZG PZKO z okazji 40-lecia Związku, uczestniczył w konkursie fotograficznym Urzędu Miasta Trzyńca w Domu Kultury Trisia. Inicjator i organizator wystaw w Kole PZKO w Gutach, od lat dokumentuje życie polskiej społeczności i działalność Koła PZKO w tej podgórskiej wiosce. Znana i doceniana jest niewątpliwie właśnie ta, dokumentalna część jego twórczości, natomiast fotografia portretowa, stanowiąca drugi krąg tematyczny zainteresowań Jana Myrdacza, chyba dopiero czeka na odkrycie. Portrety Myrdacza, to bezpretensjonalne czarno-białe zdjęcia mieszkańców wsi zatrzymanych w ich codziennym życiu. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą tych obrazów jest ich zwyczajność. Nie ma tu epatowania zaskakującym tematem, niezwykłym otoczeniem, kompozycją, ani techniczną wirtuozerią. Portretowane osoby rzadko są zaskakiwane, najczęściej pozują do zdjęć z powagą i w skupieniu albo z uśmiechem, przy swoich domach, w ogrodach, na łące, na drodze, oderwawszy się na chwilę od swoich zajęć, bo tak przecież trzeba, bo ta chwila skupienia, powagi, wytchnienia jest także częścią ich pracowitego życia. Wiele jest wśród tych zdjęć portretów dzieci i ludzi starych, należących zawsze do wdzięcznych obiektów wszelkiej sztuki wizualnej. Poprzez te portrety artysta nie tylko utrwala ulotne chwile z życia swoich modeli, ale jednocześnie zatrzymuje obraz bliskiego mu świata – spokojnej i cichej, nieco na uboczu położonej wsi.   anna maria rusnok

40


p

r

z

e

d

s

t

a

w

i

a

41


cieszyńskie panoptikum

Górnicze mogiły

Nadchodzące Święto Zmarłych skłania do przypominania sobie swoich przodków oraz do refleksji nad przemijaniem życia. Tego dnia na grobach swoich bliskich będziemy zapalać świece i lampki, kłaść wieńce i kwiaty. Taki jest wymóg tradycji. Ale taki jest również efekt pielęgnowania więzi rodzinnych z pokolenia na pokolenie – bo tam, gdzie są one podtrzymywane, zmarli mogą liczyć na pamięć potomnych. Gorzej ma się rzecz z osobami złożonymi w mogiłach zbiorowych – im dłuższy czas minął od ich zgonu, tym częściej znikają ze zbiorowej pamięci społeczeństw. Przykładem mogą służyć zaniedbane groby, pomniki czy tablice upamiętniające ofiary I wojny światowej. Podobnie dzieje się z mogiłami i pomnikami poległych w II wojnie światowej, zwłaszcza żołnierzy radzieckich, sprawa jednak nie we wszystkich miejscowościach wygląda jednakowo. Nasz region posiada dodatkowo specyficzny rodzaj zbiorowych miejsc pamięci – mogiły i pomniki upamiętniające ofiary większych i mniejszych katastrof górniczych. Zachodzi jednak pytanie, czy rzeczywiście są one znakiem trwania tej pamięci. Żeby to sprawdzić, zajrzeliśmy najpierw na stary cmentarz w Karwinie Kopalniach (dawnej Karwinie, samodzielnym mieście), gdzie powinno być najwięcej pomników i mogił, gdyż tu zdarzyły się jedne z największych katastrof górniczych w historii górnictwa węglowego.

„Głęboki” w ogniu

Cmentarz (nadal komunalny) jest zadbany, podobnie jak większość grobów. Tu i ówdzie można jednak napotkać na ślady wandalizmu i złodziejstwa – powyłamywane lub w całości skradzione metalowe części nagrobków. Cmentarz leży bowiem obecnie na odludziu, w sąsiedztwie ruchliwej drogi w kierunku Hawierzowa i Ostrawy, co sprzyja bezkarności rabusiów. Bezpowrotnie 42

zniknęły nawet kamienne rzeźby zdobiące nagrobki, a także cały nagrobek młodego polskiego inżyniera Celestyna Racka, który zginął w 1894 r. ruszając na ratunek swoich kolegów do podziemi szybu „Głęboki”. Była to druga co do liczby ofiar katastrofa na terenie dzisiejszej Republiki Czeskiej (największą był pożar w kopalni „Maria” w Przybramiu 31.5.1892 r., podczas którego zginęło 310 górników). Rozpoczęła się

14.6.1894 r. na szybie „Jan”, który był częścią składową kopalni „Jan-Karol”. Ponieważ owa kopania była połączona tzw. przekopami z kopalniami „Głęboki” i „Franciszka”, pożar szybko rozprzestrzenił się do podziemnych wyrobisk wspomnianych szybów. Ogień w zagazowanych podziemiach powoduje ogromne wybuchy, podczas których szanse na przeżycie są równe zeru. Tak było i w tym przypadku. O godz. 21.30 nastąpił pierwszy wybuch na „Franciszce”, a pożar szybko rozprzestrzenił się na inne pola wydobywcze. O godz. 22.00 nastąpił drugi wybuch – na „Janie”. Po nim na ratunek zagrożonych kolegów wyruszyła licząca 37 górników „drużyna ratowników” (wtedy nie działali jeszcze ratownicy w dzisiejszym tego słowa znaczeniu), na czele z inż. Celestynem Rackiem, do kopalni „Głęboki”. Niestety nastąpił kolejny wybuch, pozbawiając życia ludzi niosących ratunek. Na szczęście jeszcze rano 15 czerwca odwołano na powierzchnię wszystkie „drużyny ratownicze” uznając, że w podziemiach nie ma szans znalezienia kogoś żywego. Na „Głębokim” nastąpiło jeszcze kilka kolejnych wybuchów. W sumie w owym nieszczęściu zginęło 235 górników(!), a wielu z nich na zawsze pozostało w podziemiach, gdyż nie można było dotrzeć do wszystkich miejsc objętych pożarem i wybuchami. Szyby musiały być na długo „zakorkowane”, by brakiem tlenu „udusić” ogień. Dla uczczenia pamięci ofiar katastrofy właściciel hrabia Larisch-Monnich kazał wybudować w miejcu pierwszego wybuchu kapliczkę (dziś już zniszczona), a na miejscowym cmentarzu masowy grób z nagrobkiem, na którym wypisano imiona i nazwiska wszystkich ofiar. Z okazji 100. rocznicy katastrofy w 1994 r. odbyła się dzięki Sekcji Historii Regionu ZG PZKO, a zwłaszcza Józefa Chmiela, przy współpracy Urzędu Miejskiego i dyrekcji kopalni „ACS” sesja naukowa poświęcona dziejom górnictwa i katastrof górniczych w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim, a także okolicznościowa msza św. w kościele p.w. św. Piotra z Alkantary z pochodem na pobliski cmentarz do mogiły upamiętniającej ową katastrofę. Niedaleko tej mogiły znajduje się wspomniany grób inż. Celestyna Racka – dziś w miejscu, gdzie stała rzeźba przymocowano kamienną płytkę z napisem: „Z tego miejsca został skradziony przez hieny cmentarne pomnik upamiętniający tragiczne wydarze10

2008


mnik-mogiła, upamiętniający dwie inne katastrofy – z lat 1949 i 1985. W pierwszej zginęło 19 górników, a w drugiej 25. Na usypanym kopcu nad grobami ograniczonym ścianami z kamiennych bloków znajdziemy dużą rzeźbę górników (z 1950-51 r.) autorstwa Jindřicha Wielgusa, artysty pochodzącego z Karwiny. W zakratowanej wnęce znajdują się dwie tablice z wykutymi nazwiskami. Wstęp (klucze) do wnęki mają wszystkie rodziny wymienionych tu ofiar. Powyżej odnajdziemy skromny samodzielny potrójny grób, gdzie pochowani są trzej dąbrowscy górnicy z katastrofy na kopani „Barbara”, o czym informuje napis na nagrobku. Wspólna mogiła w Dąbrowej z rzeźbą Jindřicha Wielgusa. nie z 14.6.1894 roku. Przetrwał ponad 100 lat. MS”. Niedaleko stoi kolejny nagrobek – krzyż upamiętniający katastrofę z 16.3.1895 r. Napis w języku niemieckim i polskim oznajmia: „Tu spoczywają zmarli przy wykonywaniu swego powołania dnia 16 marca 1895 arcyks. górnicy”. I wymienione są z imienia i nazwiska wszystkie 34 ofiary.

Tragedie na „Gabrieli”, „Bettinie”, „Dukli”

10

2008

Ułomna pamięć administracyjna

Dziś zauważalna jest tendencja do grzebania ofiar katastrof górniczych w pojedynczych grobach, tymczasem tradycja nakazywała chowanie ofiar we wspólnych mogiłach. Tuż po zakończeniu II wojny światowej dbałość o wspólne mogiły wykazywały poszczególne kopalnie, obecnie, po prywatyzacji, opieka nad tymi grobami przeszła na urzędy gminne i miejskie. Pamięć o zmarłych w katastrofach kolegach starają się jeszcze podtrzymywać członkowie Klubu Przyjaciół Muzeum Górniczego w Ostrawie. Wydaje się jednak, że obowiązek podtrzymywania pamięci wzięła na siebie już tylko rzeźba górnika z bryłą węgla autorstwa Jindřicha Wielgusa, umieszczona przed budynkiem filii Uniwersytetu Śląskiego w Karwinie. Tam przy okazji górniczych świąt składane są wieńce i wiązanki kwiatów. Na cokole znajduje się tabliczka z czesko-polskim napisem: „Všem obětem hornické práce – Ofiarom trudu górniczego”. Pomimo tego pozwalamy sobie wyrazić nadzieję, że znajdzie się więcej takich ludzi, jakich skupia wspomniany Klub Przyjaciół Muzeum Górniczego – i że w rezultacie wspólne mogiły ofiar katastrof górniczych będą nie tylko zadbane, ale że zaczną pojawiać się na nich wiązanki kwiatów i palące się znicze.  władysław owczarzy

Nagrobek Celestyna Racka na starym cmentarzu w Karwinie Kopalniach. Pomnik upamiętniający katastrofę na kopalni „Dukla”, która pochłonęła 108 ludzkich istnień, znajduje się obecnie na terenie zlikwidowanej kopalni, gdzie grozi mu też likwidacja lub zniszczenie przez wandali. Dawni pracownicy kopalni i członkowie hawierzowskiej filii Klubu Przyjaciół Muzeum Górniczego w Ostrawie usiłują przenieść go do Hawierzowa, żeby zachować pamięć o ofiarach z 7.7.1961 r. Na razie prowadzona jest na ten temat ankieta w Internecie, której przebieg wskazuje, że większość wypowiada się za zachowaniem pomnika i przeniesieniem go do miasta. Nadal otwarta pozostaje kwestia lokalizacji pomnika. W Suchej Górnej natomiast odnaleźliśmy grób z rzeźbą autorstwa Franciszka

Zdjęcia autorstwa i z archiwum autora

Na karwińskim cmentarzu odnajdziemy jeszcze jedną wspólną górniczą mogiłę. Chodzi o katastrofę, która wydarzyła się w 1924 r. na kopalni „Gabriela” w Karwinie. Najpierw w podziemiach kopalni 11 kwietnia wybuchł pożar, a w trakcie prowadzonych prac ratunkowych 12 kwietnia nastąpił wybuch. Zginęło wówczas 12 ratowników. Wtedy to runęła jedna z dwu wieży wyciągowych. Na cmentarzu znajduje się wspólna mogiła z czesko-polskim napisem i nagrobkami poszczególnych ofiar. Tutaj można również znaleźć kilka pojedynczych grobów, na których symbole górnicze – skrzyżowane młotki, lampki czy też postacie górnicze – informują o przynależności do górniczej braci, czy też o tragicznej śmierci w podziemiach kopalni. Do największych katastrof górniczych zaliczyć trzeba jeszcze wybuch w 1885 r. na kopalni „Bettina” w Dąbrowej, podczas którego zginęło 108 górników. Niestety nie pozostał po tej katastrofie żaden pomnik, do dyspozycji są tylko zapisy historyczne. W Dąbrowej znajduje się jednak duży po-

Świdra przedstawiającą postać w górniczym mundurze z napisem: „Józef Waleczek, szychmistrz, * 18.9.1889 † 14.9.1949. Poległ na posterunku pracy. Górnicy czuwajcie”.

Karwińska mogiła upamiętniająca największą katastrofę z 1894 r. 43


aneks

Poeta z Potoków Jak już informowaliśmy, 31 sierpnia zmarł ceniony poeta, nauczyciel i działacz społeczny Jan Pyszko. Wspomnienie pośmiertne,

wybór wierszy i poetycki nekrolog Harrego Dudy opublikowali-

śmy w nr. 9/2008. Dziś ocenia twórczość poetycką Pyszki dr Libor

Martinek, pracownik naukowy Uniwersytetu Śląskiego w Opawie, tłumacz i popularyzator literatury polskiej w Czechach.

J

an Pyszko urodził się 17.9.1925 r. w Nawsiu k. Jabłonkowa. Po ukończeniu Średniej Szkoły Pedagogicznej w Cieszynie w 1949 r. został nauczycielem w Nawsiu, od 1956 r. studiował zaocznie w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Bratysławie (absolutorium w 1961 r.) i w jej filii w Trnawie. Pracował jako nauczyciel matematyki i fizyki w Bystrzycy n. Olzą, Jabłonkowie, był dyrektorem PSP w Gnojniku. Śpiewał w Chórze Nauczycieli Polskich i zespole Gorol, pracował w amatorskim ruchu teatralnym w MK PZKO w Nawsiu, był przewodniczącym Komisji Teatralnej i Żywego Słowa przy ZG PZKO. Przez kilka lat prowadził sekcję literacką SLA PZKO. Był członkiem ZLP w RC, opolskiego oddziału ZLP, Gminy Pisarzy Czeskich. Został laureatem warszawskiej Nagrody „Białego pióra“ Dariusza Stolarskiego (2001), otrzymał Medal Komisji Edukacji Narodowej (1998), Medal Opolskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego, odznakę „Zasłużony dla kultury polskiej”, Medal ZG PZKO „Zasłużony dla Związku”. Zmarł 31. 8. 2008 w szpitalu na Podlesiu w następstwie nagłego udaru mózgu. Współpracę z Grupą Literacką ’63 nawiązał najpierw jako tłumacz poezji słowackiej, później tłumaczył także wiersze i teksty naukowe z czeskiego na polski i vice versa. Stosunkowo późno sam zaczął pisać wiersze, m. in. do almanachów, antologii i zbiorów „Z tej ziemi” (1983), „Zaproszenie do źródła” (1987), „Penetracje” (Instytut Wydawniczy ZZ, 1987), „Punkt zwrotny” (1988), „Samosiewy” (1988), „Przemijanie dni” (1990), „Nocny list z Krakowa” (1990), „Z biegiem Olzy” (1990), „Pojednanie” (1993), „Metafora” (1995), „I–VII Najazd Poetów na Zamek Piastów Śląskich w Brzegu” (1991-1997), „Więcej słońca w sercach” 44

(ZLP, Poznań, 1997), „Odnajdywanie siebie” (2003). Jego przekłady i własne wiersze przeczytać można było na łamach periodyków „Alternativa” („Alternativa nova”, „Alternativa plus”), „Aluze”, „Głos Ludu”, „Kalendarz Śląski”, „Metafora”, „Naprzód”, „Nasza Gazetka”, „Ogniwo”, „Ozvěny-Echo”, „PAL”, „Těšínsko”, „Zwrot” i in.

Pod wpływem Przeczka

Zadebiutował tomikiem „Pęknięta pieczęć” (Kielce, 1988), który ukazał się jako pokłosie warsztatów twórczych w Kielcach 20-24.5.1988 w redakcji poety, redaktora, po 1989 r. wydawcy Stanisława Nyczaja (*1943). Debiut poetycki Pyszki odegrał się pod wpływem jego bardziej doświadczonego doradcy Wilhelma Przeczka. Świadczą o tym podobieństwa w poetyce, w formie charakterystycznych tropów poetyckich (liczne Przeczkowskie metafory: „w polu / skrzydłaty koń /…/ na ugorach błysk / znaczeń / pióronośnych“ i in.), w typie wiersza, u J. Pyszki jeszcze o wiele bardziej sprozaizowanego niż u Przeczka (pojawiają się urywki rozmów, nieraz w gwarze jabłonkowskiej), w całym szeregu podobnych sytuacji lirycznych (np. skrzyżowanie w wierszu „Stary człowiek” przypomina wiersz Przeczka „Ruch uliczny”), w symbolach i motywach (garbate kopce, ostry róg księżyca, kości przodków, klucz do otwarcia świtu), ale i w panteistycznym, u J. Pyszki nawet pogańskim stosunku do przyrody: „potok rozmowy pachnie zbożem / w obejściu lipy / dąb do kiszenia kapusty // a żywe kolumny kasztanów / lśnią / wilgotnym brązem wróżby druidów /…/“ („Potoki”); „a ty / zadufany w macierzankę / odurzony / wyjesz na łańcuchu do kości / jeszcze nie wygrzebanej // macierzanko / i dobra wróżko“ („Zapis macierzanki”).

Piewca przyrody

Nie zgadzamy się do końca z poglądem W. Przeczka, że „wiersze Jana Pyszki mieszczą się w modnym dziś nurcie tzw. »poezji ekologicznej«“. Poezja ekologiczna jest bowiem o wiele wyraźniej niż u Pyszki związana z ruchem na rzecz ochrony przyrody, z którego postulatów autorzy korzystają i na które konkretnie reagują. Do „kierunku ekologicznego” z czystym sumieniem zaszeregujemy, pozostając w regionie Śląska Cieszyńskiego, wiersze Jerzego Oszeldy (*1950) z Cieszyna, którego jeden tomik wierszy poświęcony jest roślinie endemicznej miodokwiatowi krzyżowemu (łac. herminium monorchis). W poezji Pyszki chodzi nie tyle o ochronę przyrody (chociaż ten pierwiastek również jest tu obecny), dominuje raczej pochwała przyrody. Ody i poematy Pyszki zainspirowane Beskidami („Zbuntowana wrażliwość” i „W kopcach uśpiewanej rzeki”) nawiązują do twórczości H. Jasiczka i W. Przeczka, któremu zostały zadedykowane. Innemu koledze z GL ’63 J. Gaudynowi zadedykował wiersz „Dotknięcie czasu zatrzymanego”. Nowym gatunkowo i stylowo elementem jest kolaż urywków z prasy z komentarzem lirycznym poety w poemacie „Wycinki z prasy Julio Cortazara”. W 1993 r. ukazują się dwa wybory wierszy Pyszki – „Potoki” (Opole, Oddział ZLP w Opolu, 1993), do którego edytor, poeta Harry Duda (*1944) z Opola, włączył wiersze z lat 1969-93, i „Słowa jak kamienie” (Warszawa, 1993) zawierające wiersze z lat 1971-92 w wyborze autora i z posłowiem W. Przeczka.

„Ileż człowieka w człowieku”

J. Pyszko potrafił też napisać wiersz w gwarze, ale w odróżnieniu od np. W. Młynka, który tworzył gwarą niemal całą swoją poezję, używał wiersza nieregularnie rymowanego, częściej nawet wolnego, nierymowanego i mocno sprozaizowanego; J. Pyszko w o wiele większym zakresie niż cieszyńscy poeci ludowi wykorzystywał charakterystyczne zawołania i inwokacje („hej“ w wierszach o tematyce świeckiej, „alleluja“, „hosanna“ w wierszach o charakterze religijnym itp.), które kierują uwagę czytelnika czy słuchacza w stronę wyraźnej melodii wiersza, niewątpliwie wzorowanej na góralskim folklorze pieśniowym. Po dwóch wymienionych wyborach przychodzi J. Pyszko w zbiorze „Żarna” (Tar10

2008


nów, 1998), w redakcji poety i prozaika Andrzeja Grabowskiego (*1947), z wierszami z lat 1994-98. W centrum zainteresowania jest ponownie człowiek i jego kartezjańskie cogito ergo sum („Niebo / garby ziemi / i / ty / myślę więc jestem“; „Stale”), podmiot liryczny wyraża zdziwienie nad tym, „ileż / w człowieku człowieka / ognia / serca w porywach serc / rycerzy woli / dobrej / Boga / co na ustach umiera / katharsis / żniwo zbiera / człowiecze…“ („Ileż w człowieku człowieka”). Wrocławski malarz, poeta i krytyk sztuki Zbigniew Kresowaty (*1951) ma rację, że „Żarna” to w pewien sposób traktat moralny, przejście do innego światła, krok w XXI wiek. W „ziarnach czasu” wszystko się zmienia, dlatego trzeba poczekać, aż ziarno oddzieli się od plew, a potem wziąć na drogę to, co najwartościowsze. Poeta niesie z sobą również radość, która zawiera nadzieję, jak wynika z wiersza „Uśmiech” dedykowanego przyjacielowi A. Grabowskiemu, laureatowi rycerskiego Orderu Uśmiechu, który został

temu pisarzowi przyznany przez polskie dzieci: „Na podorędziu / tuż pod ręką / gotowość / piękniejszej strony świata /…/ Broń / biała rycerzy słowa / siła / co darzy / co ostrzem mądrości / uzdrawia…“

Twórca doceniony

J. Pyszko doczekał się polsko-czeskiego wyboru poetyckiego „Pęknięta pieczęć pocałunku – Puklá pečeť polibku” (1999, Ołomuniec, Votobia) w przekładzie Františka Všetički. Książka pozytywnie przyjęta została przez krytykę literacką, jakość poezji Pyszki wydawała się bezsporna. Jiří Urbanec już wcześniej pisał o poezji J. Pyszki: „Jana Pyszki nie dosięgła nowoczesna technika i pragnienie dali, to poeta rodu, piewca małej skiby ziemi, którą wznosi aż pod niebiosa. Ale jego wyraz poetycki jest nowoczesny, pisze wolnym wierszem, a jego obrazowanie cechuje zwięzłość i błyskotliwość. Mocno lgnie do kultury polskiej i jest zachwycony i wzruszony, kiedy podczas pobytu w Polsce styka się z symboliką narodową. To poeta

twardy, twórca poetycznego słowa, któremu naprawdę możemy zaufać.“ Po „Żarnach” następuje wybór z poezji Pyszki „Strzałą zieloną po…” (Kraków – Jabłonków, 2003). Książce towarzyszyło obszerne, bardzo kompetentne, a z punktu widzenia metody interpretacji strukturalistycznie ujęte studium o poezji Pyszki autorstwa D. Šajtara. Nawiązuje do niego objaśniający esej Mieczysława Czajkowskiego z Białegostoku. Ostatnim tomem wierszy J. Pyszki były „Kamyki światła” (Nawsie, Urząd Gminy w Nawsiu, 2005); zawiera wiersze z lat 2000-05, a oprócz wierszy w języku polskim przynosi także dwa czeskie przekłady pióra Stanisława Gawlika, I. Pyszki a F. Všetički. Janek Pyszko był góralem, wydawało mi się, że pewnie jest nieśmiertelny, podobno nigdy nie chorował i nawet w podeszłym wieku miał mnóstwo energii. Przed dwoma laty życzyłem mu z okazji jego 80. urodzin, by miał stale swój „kałamarz /…/ pełen snów“ („Oczy gór”). libor martinek

O pinie o tw ó r czości Sumienie czasu

Poeta Pyszko jest „sumieniem czasu” czy tego chce, czy nie, oczy jego patrzą na zjawiska przyrastania dnia do dnia, nocy do nocy… Jakby światło, ostrze światła cięło non stop tę samą kamienną materię od światła chleba do ziarna popiołów. zbyszek kresowaty

Pointa jako wykrzyknik

Jeśli panuje u Pyszki kult słowa, panuje u niego eo ipso nie tylko wybiórcza polszczyzna, ale polszczyzna wręcz wyszukana. Oczywiście to logiczne. Mniej logiczne natomiast są niektóre jego neologizmy („srebrnopajęczy” etc.), rzadkie zresztą, tu i ówdzie odezwie się eufoniczny wydźwięk zamiast rytmu, choć nawet on nie jest mu obcy, potrafi uchwycić melodię wypowiedzi językowej, wie co to akcent, tempo, intonacja, timbre. W szczególności jednak podkreśliłbym jego wyczucie pointy. Pointa jest dla Pyszki nieodzowna dlatego, że często jest raczej wykrzyknikiem niż kropką. Pyszko pointą wiersza zamyka. Często wkłada do niej przesłanie: w wier-

10

2008

szu „Zaduma” ze zbioru „Żarna” w taki oto nieoczekiwany sposób zamyka utwór: Nadziejo Nie Nie odchodź nawet ostatnia

drahomír šajtar

Granie podtekstami

Poeta unika wszystkiego, co trąci efekciarstwem. Traktuje czytelnika poważnie, dążąc do porozumienia się z nim przy pomocy zwykłych, dostępnych wszystkim słów; oszczędnie nimi szafuje, stawiając je obok siebie tak, aby „dziwiły się jedne drugim”. Pisać tak nie jest łatwo. Wymaga to niezwykłej dyscypliny w pracy. Korzysta przy tym poeta z niedopowiedzeń, czyli mówiąc inaczej, wypowiada się najpełniej w podtekstach. Tym samym daje szansę czytelnikowi, aby z biernego konsumenta słowa stał się niejako współautorem poetyckiego tekstu. mieczysław czajkowski

Pamięć i pokora

Tę poezję należałoby przepisywać na receptę wszystkim, którym obecna pogoń „za dobrem doczesnym” dała w kość. Rozpędzonym i niecierpliwym, wykonującym lot ćmy, tracącym rozum i pamięć. Nie ma przyszłości bez przeszłości przypomina poeta. O tym mówi nieomal każdy wiersz, bo w tej poezji młyny Boże mielą nieustannie nasze tu i teraz… Nie poszukujemy tam wyrafinowanych metafor, chociaż „nad ziemią zimne ognie drzemią” i „zielona strzała po słońce sięga”, co świadczy o tym, że i te arkana autorowi nie są obce. Jednak forma schodzi tu na plan dalszy. Poeta ujmuje nas wielką mądrością i kolosalnym doświadczeniem, którym towarzyszy wartość dla każdego człowieka najważniejsza: p amię ć i p okora. A kto z nimi za pan brat, ten i moim bratem najserdeczniejszym. Ten tylko uczciwie kocha niebo, ziemię, ludzi i każde stworzenie, kto nigdy nie zapomina, jak głosi poeta Jan Pyszko: „W dolinie (…) po groniach (…) wszędzie Twoja wola…”. andrzej grabowski

45


przędziwo pamięci

Jabłonków 1938 Okres międzywojenny w Jabłonkowie nie był naznaczony

poważniejszymi konfliktami, które by w szczególnie negatywnym stopniu zaważyły na lokalnych stosunkach polsko-czeskich. Trzeba jednak zaznaczyć, że od 1920 r. stosunki te charakteryzowała silna rywalizacja polegająca na walce o wpływy i władzę w mieście.

Ratusz w polskich rękach

Według spisu ludności z 1930 r. Jabłonków zamieszkiwało 2431 Polaków, 1430 Czechów, 292 Niemców i 43 obywateli innej narodowości (prawdopodobnie Żydzi). Polskie stronnictwa rywalizowały nadto z ugrupowaniem niemieckim, które często wchodziło w koalicję ze stronnictwami czeskimi. Pomimo trudności Polacy trzykrotnie zdobywali władzę w ratuszu. Po raz pierwszy podczas kadencji burmistrza Izydora Kopeckiego (1924-28), a dwukrotnie w czasach, gdy burmistrzem został wybrany dyrektor Polskiej Szkoły Wydziałowej Rudolf Paszek (1932-36, 1936-1938). Ugrupowaniu czeskiemu zwalczającemu polskie wpływy w Jabłonkowie przewodniczył dyrektor Czeskiej Szkoły Wydziałowej Karel Smyczek, rodem z Ochab na Śląsku Cieszyńskim, nauczyciel J. Hubeňák, właściciel piły na Białej Franz Leflík i in. O tym, jak ostra była walka o wpływy w mieście, świadczy fakt, iż za pośrednictwem K. Smyczka i innych osób ze społeczności czeskiej wytoczono R. Paszkowi od 1928 r. aż 11 procesów sądowych, które w większości bądź wygrał, bądź zostały umorzone jako bezpodstawne. Swoją twardą i zdecydowaną postawą R. Paszek skutecznie bronił interesów polskich, sam Leflík miał podobno stwierdzić: „Niechby Polacy mieli swego burmistrza, ale tylko ne toho zatraceného Paszka“. Kiedy nadszedł burzliwy okres roku 1938, Rudolf Paszek swymi obiektywnymi i sprawiedliwymi decyzjami starał się łagodzić narastające napięcie w stosunkach polsko-czeskich. Nie miał jednak wpływu na to, co zaczęło się dziać w całym regionie jabłonkowskim i na granicy. 46

Organizacja Bojowa kontra placówki SOS

We wrześniu lub październiku 1937 r., na polecenie polskich władz wojskowych doszło do utworzenia Organizacji Bojowej, której bazę członkowską miała tworzyć przede wszystkim patriotycznie nastawiona młodzież z terenu Zaolzia. Celem OB było przyłączenie Zaolzia do Polski. Aby go osiągnąć, członkowie OB mieli prowadzić różne akcje propagandowe,dywersyjne i bojowe. Szkolenie bojowców, którzy nielegalnie przekraczali granicę, odbywało się na terenie Polski. OB została podzielona na okręgi, region jabłonkowski znalazł się w zasięgu działań okręgu czwartego. Polskiej działalności dywersyjnej strona czeska przeciwstawiła utworzoną w Jabłonkowie w 1937 r. placówkę Policji Państwowej kierowaną przez komisarza dr. Měrkę, oddziały żandarmerii oraz działające od 1936 r. placówki SOS (Stráž obrany státu). W regionie jabłonkowskim działały następujące placówki SOS: nr 105 Piosek-Bagieniec, nr 106 Urząd Celny Bukowiec, nr 107 wieś Bukowiec (dowódca praporčík František Novák), nr 108 leśniczówka Herczawa i nr 109 góra Girowa. Dnia 21.9.1938 zostały one uzupełnione żandarmami z Jabłonkowa i Nawsia i zajęły wyznaczone odcinki nad samą granicą, która stała się miejscem niekontrolowanego przepływu osób, przerzutu broni i utarczek z bojowcami polskimi. Po obu stronach byli ranni i zabici. Wydarzeniom nad granicą towarzyszyły też liczne incydenty w okolicy Jabłonkowa. W niektórych miejscach doszło do pospolitego wybijania szyb przez grupy bojowców polskich. Celem ich ataków byli tzw. czecho-

file, czyli osoby manifestujące swą czeską narodowość i biorące udział w wynaradawianiu ludności polskiej, albo osoby niekrzywdzące ludności polskiej, będące jednak symbolem panowania czeskiego na Zaolziu. Większość ataków, aczkolwiek organizowana z pobudek patriotycznych, prowadzona była z pozycji szowinistycznych, które zostały rozbudzone tak po stronie polskiej, jak czeskiej. Zatruły one polsko-czeskie współżycie na długie lata. Większość ludności polskiej regionu jabłonkowskiego z nadzieją i pewną euforią oczekiwała na rozwiązanie kwestii przynależności Zaolzia, czyli wejścia Wojska Polskiego. Odczucia społeczności czeskiej były natomiast zupełnie odmienne.Nie podzielając polskich racji, odbierała dążenia rządu polskiego jako niczym nieuzasadniony atak na suwerenność państwa czeskiego. Część napływowej ludności czeskiej świadoma zbliżających się zmian i stale pogarszających się stosunków z ludnością polską zaczęła z nieukrywanym przygnębieniem opuszczać region jabłonkowski.

Relacja byłego burmistrza

Panującą w mieście atmosferę opisał we wspomnieniach Rudolf Paszek. Jego relacja przedstawia ówczesne wydarzenia nie tylko z pozycji Polaka, ale także z pozycji człowieka odpowiedzialnego za utrzymanie spokoju w całym mieście. „Już cały wrzesień był niespokojny. ČSR 21.9. mobilizowała wojsko. Miałem wtedy dużo do pracy. Trzeba było wysyłać ludzi i podwody do wojska. Całe dni do późnej nocy spędziłem przy pracy w kancelarii Urzędu Miejskiego. W nocy było miasto zaciemnione. Na granicy czesko-polskiej pojawiły się bojówki polskie. Młodzież uciekała na drugą stronę zamiast iść do wojska. Mój sekretarz Niesłanik musiał odejść do wojska, a tak mi był potrzebny właśnie w tym czasie. Komisarz Měrka prosił mnie, abym uspokoił ludność, by nie dała się porwać do czynów nierozważnych przez bojówki z Istebnej. Żądał w tym celu zwołania rady miejskiej. Strach ma wielkie oczy, a miał go głównie Smyczek. W Jabłonkowie było cicho i nie było trzeba zwoływać posiedzenia rady i dolewać oliwy do ognia. W całej Polsce odbywały się wiece domagające się zbrojnego wystąpienia. O godzinie 14 pierwszego października 1938 oddaje ČSR Zaolzie Polsce. Koło godz 17 w sobotę 1.10. 1938 przy pracy w sadzie przychodzi do naszego mieszka10

2008


nia Czech, członek zastępstwa miejskiego Leflík, i pyta mnie czy wszyscy Czesi muszą uciekać. Byłem zdziwiony takim pytaniem i zaskoczony, bo o niczym nie wiedziałem. Tłumaczył mi, co zaszło i że wielu Czechów już uciekło z Jabłonkowa. Natychmiast udaję się do magistratu, łączę się z policją, skąd oficjał Kociołek donosi, że policja ma już skrzynie spakowane i czeka na przybycie komisarza Měrki, który wyszedł na Herczawę celem zbadania sprawy zastrzelenia harcmistrza z Pol. Cieszyna Regera. Reger został ugodzony kulą z karabinu straży czeskiej i zmarł. Ruch wielki powstał w mieście, Czesi, naturalnie i Smyczek, uciekali z miasta. Rodzina Smyczka z walizami w rękach szła przez góry na Frydek. Urzędnik z Urzędu Podatkowego porwał żonę Měrki i odjechał do Ostrawy samochodem ciężarowym, zabierając ze sobą karabiny pogotowia granicznego. Pod wieczór przyjeżdża z Czeskiego Cieszyna Trudka Poloczkowa i donosi, że Cieszyn tonie już w barwach narodowych. Natychmiast wydałem dyspozycje bez wszelkich posiedzień i narad. O godzinie 21-ej mają się zebrać obywatele przed ratuszem. Przygotowałem naprędce chorągiew polską. Słowami: „Jeszcze Polska nie zginęła” rozpocząłem przemówienie ze schodów ratusza. Ludność podchwyciła słowa pieśni i zabrzmiał hymn narodowy, a ratusz równocześnie cały oświetlono, zaś na balkonie wetknięto sztandar polski. W przemówieniu podkreśliłem, iż warto było tyle przecierpieć dla sprawy polskiej, aby teraz te chwile uroczyste przeżywać. Wezwałem obywateli, aby okazali się godni naszego hasła Związku Katolików Śląskich „Miłuj bliźniego jak siebie samego” i Czechów nie prześladowali i nie krzywdzili, aby jeden włos Czechom nie spadł z głowy. Nie będę cierpieć obrachunków osobistych. W ciągu przemówienia żołnierze czescy w szyku bojowym biegiem przeszli obok ratusza, aż zatkało mi na moment oddech. Po przemówieniu obecni na boku Měrka i naczelnik żandarmerii gratulowali mi i do łez wzruszeni dziękowali, że tak szlachetne stanowisko zająłem wobec nich. Wydałem zarządzenia co do dnia następnego. Poprosiłem wikarego ks. Józefa Gałuszkę, aby wygłosił w kościele okolicznościowe kazanie na nabożeństwie o godzinie 7 i na sumie. Były przewidziane nabożeństwa dziękczynne za żniwa, więc za podwójne żniwa. Po mszy „Te Deum” i „Boże coś Polskę”. 10

2008

O godz 10 suma dla gmin okolicznych z muzyką, po nabożeństwie manifestacja na rynku. Gospodzki Paduch ofiarował się, że ściągnie muzyków z okolicznych gmin, gdyż jabłonkowian z powodu mobilizacji było mało. Wieczorem 1.10. oczekiwaliśmy przyjścia wojska polskiego, bo tak nas ktoś informował. Wyszedłem z kilkoma obywatelami w kierunku Szygły. Wtem przed gospodą Płoszka wstrzymali nam auto bojówkarze z Istebnej, ukryci w przykopie. Był to weterynarz i jeszcze kilku innych. Też bohaterstwo? Chcieli mieć zasługi na przyszłość albo pretensje do parady? Takim bohaterem był też Marszałek, wówczas nauczyciel z Piosku. Tam właśnie bojówka z Marszałkiem rozbroiła patrol czeski i zabrano do niewoli kierownika szkoły czeskiej Procházkę i jego ojca. Karabiny tych dwu obywateli zabrano do Istebnej. Niedziela 2.10.1938. W niedzielę, gdy szedłem na nabożeństwo o godz 7 proboszcz Hanzlik czekał już na mnie przed kościołem (także uprzejmy naraz) i prosił o dyspozycje. Manifestacja udała się wspaniale. Przed hotelem Stańko zebrała się ludność, która wyszła z kościoła i ta, która przyszła w małych pochodach ze sąsiednich gmin (Straże Ogniowe). Harcerze i Sokół trzymali wieńce pod tablicą Piłsudskiego i grobem legionistów. W swoim zagajeniu wspomniałem wszystkich pracowników zasłużonych miejscowych i krajowych i z czasów dawniejszych, którzy pracowali nad uzyskaniem wolności ludu śląskiego. Obecny był jeszcze Měrka, który sam od siebie przyszedł. Właściwie miał jeszcze moc urzędową, bo wojska polskiego w Jabłonkowie jeszcze nie było. Wojsko miało etapami zajmować Zaolzie przez 10 dni. Właściwie miałem Měrkę prosić o pozwolenie na manifestację. I znów auto ciężarowe z żołnierzami czeskimi przejechało przez rynek jakoby chcieli mi powiedzieć: „Ještě jsme tady, jen opatrně”. Po odśpiewaniu hymnu państwowego, „Boże coś Polskę” i „Roty” pochód z wieńcami na czele szedł pod sztandar na środku rynku. Ogłosiłem światu, że Jabłonków został przyłączony do Polski. Jabłonków wytrwał i wygrał. Ciekawy był jednak zbieg okoliczności. Przy wciąganiu sztandaru w jednym miejscu utkwił i nie chciał iść w górę. Musiał dopiero gospodarz miejski Śniegoń, który maszt sporządził, mechanizm naprawić. To zły znak, pomyślałem, i nie myliłem się.

Czy może była to zła umyślna robota? Podczas mojego przemówienia przed ratuszem, dzień przedtem stał za mną trochę wyżej na schodach syn Alojzego Kucheidy z wyciągniętą ręką jak hitlerowiec w wysokich butach, czarnych spodniach i zielonkawej czy brunatnej koszuli. Kiedy się tam postawił i kiedy go zauważyłem, nie wiem. Zrobił to dla podchlebienia się, czy aby dać nam do zrozumienia: „Czekajcie, nadejdzie chwila dla nas”? W każdym razie złym aniołem stróżem był. Z rynku poszliśmy w pochodzie pod tablicę Piłsudskiego przed dom Lorenczukowej, gdzie złożyłem wieńce i zameldowałem Marszałkowi tak samo jak na rynku, że Jabłonków wytrwał i wygrał. Dalej na cmentarzu wygłosiłem krótkie przemówienie przy pomniku Legionów, poświęcone pamięci zmarłych Polaków. Nastąpiła krótka cisza i modlitwa. Po południu o godzinie 14 słyszeliśmy przez radio, jak wojsko polskie na rozkaz marszałka Rydza-Śmigłego „Maszerować!” weszło do ulic Cieszyna Zachodniego. O godzinie 16 odczytałem z balkonu u Stańka pierwszy rozkaz Bortnowskiego, generała obejmującego Śląsk, nawołującego ludność do zachowania spokoju i rycerskiego odnoszenia się względem Czechów. Pewną awanturę urządził sobie chorąży Wolf z Wisły: Jako wywiadowca miał zbadać teren w stronę Morawki. Już w niedzielę 2.10. awanturował się z żandarmerią czeską, odebrał oficerowi czeskiemu lornetkę i na drugi dzień w ratuszu nie chciał się poddać policji względnie oficerom czeskim, gdy chciano go rozbroić. Wszystko szło błyskawicznie, jak w kinie. Naraz zjawił się w mundurze chorążego polskiego. Miał bowiem mundur w przechowaniu u p. Lipki. Kazał go sobie przynieść do ratusza, przebrał się w innym pokoju i przychodzi do mojego gabinetu i przedstawia się nam, tj. mnie i Měrce, jako polski chorąży. Chciał bronić się bowiem granatami tak, iż nasze życie było zagrożone. Najładniejsza rzecz przy tym była ta, że granaty te były u nas w przechowaniu przez kilka godzin. Wreszcie Czesi dali mu spokój, nie chciał jednak opuścić ratusza i nikt niepowołany nie miał prawa wstępu do ratusza. Ratusz był otoczony czeskimi żołnierzami. Wolf wysłał list przez Bednarza do Istebnej z prośbą o odsiecz, ale pomoc mu nie nadeszła. Następnego dnia, tj. 4.10., wyjechał do Cieszyna. Później dowiedziałem się, że został przez władze wojskowe surowo ukarany, gdyż postępował niewłaściwie. [ 47


półka z książkami [ Dnia 3.10.1938 wcześnie rano, ledwie dniało, zbudził mnie nauczyciel Gmuzdek z Istebnej, że ponoć nie możemy sobie dać rady z utrzymaniem porządku. Měrka chciał całą bojówkę aresztować. Wojsko czeskie było na „Kałuży“ w tyralierze w pogotowiu bojowym i chciało już strzelać do bojówkarzy, którym kazałem autobusem Blendowskiego odjechać do Istebnej. Na to przychodzi Měrka i powstrzymuje wykonanie tego zamiaru. Měrce chodziło o karabiny czeskie, które były w Istebnej od soboty 1.10.1938. Załadował bojówkę do autobusu i on sam z Jeżowiczem pojechał z bojówką do Istebnej. Tam nic nie załatwiono, ponieważ dwa karabiny i dwaj jeńcy (Procházkowie) byli już w Cieszynie. Dnia 4.10., we wtorek o godzinie 14 generał Bortnowski z generałem Malinowskim zajęli Jabłonków i okolicę. Co za porywający moment. Były łzy radości. Powitałem generała Bortnowskiego jako burmistrz. Witały Wojsko Polskie dzwony w Jabłonkowie i Nawsiu i moździerze na Kępie Goblowej. Witali generała Bortnowskiego i ksiądz Hanzlik i ksiądz Krzywoń. Ksiądz Hanzlik ze wszystkimi wikarymi przyszedł już po południu do magistratu i prosił mnie żeby porozmawiać. Po przemówieniu objął gen. Bortnowski płaczącą ze wzruszenia Hamroziną z Dolnej Łomnej i spytał się: „Dlaczego tak płaczecie?”. Scenę tę uchwycił fotograf i tak dzięki Bortnowskiemu dostałem się do gazet, nawet zagranicznych. W Jabłonkowie pozostał pułk nr 56 z Krotoszyna, którego nazwę nadałem ulicy Młyńskiej. Dowódcą był pułkownik Wojciech Tyczyński. Najulubieńszym oficerem był Menclowski, wielki społecznik. W czwartek 6.10. przyjechał do mnie starosta cieszyński Plackowski ze swym sekretarzem i w mojej kancelarii odebrano ode mnie przysięgę na komisarza rządowego miasta Jabłonkowa.” Rudolf Paszek pozostał na stanowisku burmistrza Jabłonkowa do 1. 9. 1939 r. antoni szpyrc 48

Śląsk Cieszyński. Granice – przynależność – tożsamość.

Praca zbiorowa. Wydawca: Muzeum Śląska Cieszyńskiego, Cieszyn 2008, s. 84. Książka powstała z inicjatywy Związku Komunalnego Ziemi Cieszyńskiej i trzynieckiej Rady Regionalnej, dzięki wsparciu finansowemu Euroregionu Śląsk Cieszyński. Zdaję sobie sprawę, że tego rodzaju informacja może zniechęcać do lektury, wiadomo wszak, że zrodzone w wysokich strukturach decyzyjnych pomysły wydawnicze nie zawsze zaspokajają czytelnicze oczekiwania. Tym razem jednak reguła ta absolutnie się nie sprawdza. Poimo iż chodzi w zasadzie o pracę naukową, książkę czyta się z zapartym tchem. W czym tkwi tajemnica sukcesu? Najogólniej rzecz biorąc – w sformułowaniu zakresu tematycznego i w jego ujęciu. Dotychczas przy podejmowaniu tematyki cieszyńskiej obowiązywał niepisany schemat kompozycyjno-intepretacyjny: chronologiczny opis wydarzenia lub zjawiska, interpretacja faktów zgodna z interesem narodowym, wprowadzenie wątków ubocznych tylko pod warunkiem, że będą wspierać przyjętą linię dowodową. W istocie rzeczy szło zawsze o to samo: o przedstawienie procesu historycznego zgodnie z obowiązującą – choć nie zawsze zwerbalizowaną – dyrektywą polityczną. Niechcianym, ale przeczuwanym przecież przez autorów i łatwo dostrzeganym przez czytelników, efektem tej metody były… białe plamy – liczne niedomówienia, przemilczenia i zafałszowania. Tymczasem lektura „Śląska Cieszyńskiego…” sprawia wrażenie, jakby autorzy postanowili właśnie te białe plamy poodkrywać. Na tom składają się artykuły: Dana Gawreckiego „Granice i zmiany przynależności Śląska Cieszyńskiego do 1918 r.”, Janusza Spyry „Rozwój świadomości regionalnej i narodowej mieszkańców Śląska Cieszyńskiego przed

pierwszą wojną światową”, Miłosza Skrzypka „Integracja i dezintegracja Śląska Cieszyńskiego w świetle zmian przynależności państwowej po 1918 roku”, Józefa Szymeczka „Polacy na Zaolziu” i Jakuba Grygara „Wymiary pamięci i tożsamości mieszkańców Śląska Cieszyńskiego”. Już same tytuły wskazują, z jakiego rodzaju oglądem zjawisk historycznych mamy do czynienia. Autorów interesuje nie tyle polityczny, co społeczny, osobowy – ludzki, chciałoby się rzec – wymiar procesu historycznego. Dlatego pochylają się z wnikliwą uwagą nad postawami mieszkańców, analizują ich życiowe wybory i określają obrany przez nich kierunek orientacji ideowej, w tym oczywiście również i narodowej. A przy okazji niejako dają świadectwo niezwykle skomplikowanego losu regionu i jego ludu. Świetna książka.

Grzegorz Gąsior: Stawianie granicy.

Wybór dokumentów i wspomnień z lat 1918-20 na Śląsku Cieszyńskim. Materiał opublikowany w kwartalniku „Karta”, nr 5/2008, ss. 2-63. O polskoczechosłowackim sporze z lat 1918-20 na temat przynależności państwowej Śląska Cieszyńskiego pisał obsz e r nie na łamach „Głosu Ziemi Cieszyńskiej” Robert Danel w latach 80. ub. wieku. Dla czytelników tamtych tekstów wybór Gąsiora nie posiada rangi porażającej rewelacji poznawczej, stanowi natomiast intrygującą i atrakcyjną, bo opartą wyłącznie na materiale źródłowym, okazję do zrozumienia klimatu politycznego i duchowego tego wyjątkowo burzliwego w dziejach regionu okresu. Zgromadzony przez Gąsiora obszerny materiał tekstowy został ponadto zilustrowany pokaźnym zestawem zdjęć archiwalnych, co w sposób znaczący podnosi jego wymowę. Polecam każdemu, komu polskość Zaolzia nie jest obojętna. kazimierz kaszper 10

2008


Reguła – nie incydent Bardzo ciekawy artykuł Józefa Szymeczka „Incydent na boisku“ („Zwrot” nr 9/2008) sprowokował mnie do przekazania kilku spostrzeżeń na opisywany temat, tj. na mecz piłkarski rozegrany w październiku 1948 r. między Polonią Karwina a Meteorem Orłowa. Sędzia J. Varkoček był bardzo nieobiektywny, gdyż nie tylko Eda Schneider był przez niego od początku meczu szykanowany (każde jego wejście odgwizdywał jako faul), ale każdy inny gracz Polonii starający się odebrać piłkę graczom Meteoru (ta sama metoda odgwizdywania faulu). Do tego trzeba jeszcze dodać fakt, że w drugiej połowie meczu sędzia kazał powtórzyć obroniony przez bramkarza Surówkę rzut karny, a tego już Surówka nie obronił. Zresztą dalszy karny też został sprokurowany przez sędziego. Po odgwizdaniu końca meczu sędzia nakazał graczom i porządkowym utworzenie szpaleru, by mógł on bez

szwanku przejść do szatni. Z północnego lewego rogu boiska (patrząc na północną bramkę) do szatni było ok. 10-15 metrów. I tam dopiero zaczęło się kotłowanie. Widziałem na własne oczy ręce w białym swetrze (byłem na tym meczu wraz z moją mamą, podtrzymywany przez nią, stałem na balustradzie trybuny; Surówka bronił bramki w białym swetrze) wymachujące nad głowami tego zbiegowiska. Byłem przekonany, że zamierza uderzyć sędziego, ale podczas późniejszych ustaleń rodzinnych (spotykaliśmy się w niedziele u mojego starzika Józefa Suchanka – my, czyli m. in. Zeflik Foltyn, Lopa Przybyła, Tadek Geiger, bracia i kuzyni starzika – wszyscy byli działaczami lub piłkarzami Polonii) stwierdziliśmy, że Surówka chciał bronić sędziego przed napastnikami. Z relacji krewnych wcale nie wynikało, że sędzia został pobity do nieprzytomności, lecz tylko lekko poturbowany. Dowiedziałem się też, że po wejściu do kabiny

sędziowskiej wyskoczył przez okno i schował sie w chlewiku nieopodal boiska. Ukrywał się tam do wieczora, kiedy dr Kubok na jego żądanie odwiózł go do szpitala. Podczas tej familijnej narady dowiedziałem się również, że mecz ten miał zadecydować albo o awansie Polonii do wyższej klasy, albo spadku do niższej – tego już dokładnie nie pamiętam. W każdym razie z tego powodu był to bardzo ważny, wyzwalający wielkie emocje, mecz. Myślę, że autor artykułu mógł poszerzyć swoją wersję o spostrzeżenia naocznych świadków, którzy jeszcze żyją i dobrze pamiętają ten niegodziwy mecz. A czy w październiku 1948 r. chodziło o incydent? Raczej nie, ponieważ piłkarze Polonii doznawali szykan prawie w każdym meczu, a najgorszych podczas spotkań z SK Karvina na ich boisku położonym tuż za płotem boiska Polonii. STANISŁAW GAWLIK Nawsie

Dziedzictwo Karpat

10

2008

Bardzo żałuję, że na seminarium w Jabłonkowie nie zostali zaproszeni organizatorzy seminarium „Czadecka Ojcowizna” w 2000 r. w Wiśle (mgr Małgorzata Kiereś, dr Krzysztof Nowak, Roman Chowaniec), w którym brała m. in.udział delegacja Sekcji Ludoznawczej z Janem Szymikiem na czele. Ufam jednak, że kolejne spotkanie poświęcone temu tematowi odbędzie się z udziałem przedstawicieli SL w ramach międzynarodowego sympozjum, które będzie organizowane przez Radę Oświaty i Sekcję Historyczną ZG PZKO w Międzygeneracyjnym Uniwersy-

tecie Regionalnym. Jego temat będzie brzmiał: „Wpływ warunków przygranicznych w Beskidzie Śląskim na świadomość narodową jego mieszkańców, z uwzględnieniem migracji górali czadeckich ducha polskiego i kisuckich ducha słowackiego wywodzących się ze wspólnego matecznika”. Seminarium to zaplanowano na pierwszy kwartał 2009 r. Wezmą w nim udział naukowcy i goście z Polski, Czech, Słowacji, Rumunii i Ukrainy. ROMAN CHOWANIEC Katowice (Odkrywca górali czadeckich dla kultury polskiej w czasie komunistycznym)

śmiechu warta Pan Karol opowiada kolegom: – Wyobraźcie sobie, wczoraj był pożar w naszym domu, sąsiad rzucił w ogień i uratował teściową. – To się zdarza – mówią. – Przy pożarze ludzie zazwyczaj tracą głowę. – Moja żona jest z bliźniaków. – A nie przytrafiło się wam, że doszło do pomyłki? – Gdzie tam! Jej brat nosi brodę. Mąż wraca nad ranem do domu, żona wita go w drzwiach: – Gdzie byłeś?! – Na zebraniu. – Nie kłam! – Dobrze, byłem w burdelu. – Brawo! Bo już myślałam, że nas na to nie stać. Po rozprawie prokurator zataczając się ze śmiechu wpada do pokoju, w którym siedzą jego koledzy po fachu. – Co cię tak rozbawiło? – Genialny kawał polityczny! – Opowiedz. – Nie mogę, przed chwilę zażądałem za ten dowcip pięciu lat. – Mam nadzieję, panie Husarek, że na tym wieczorku sylwestrowskim zatańczy pan również z moją żoną. – Oczywiście, panie dyrektorze, przecież nie pójdę tam tylko dla zabawy. Sekretarz partii podchodzi do proboszcza. – Pożyczcie, proboszczu, trochę ławek na zebranie partii. – Nie pożyczę. – Nie pożyczycie? Dobrze, w takim razie nie będziemy nieśli baldachimu na procesji. – Nie poniesiecie? To ja nie napiszę wam przemówienia na 1 maja. – Nie napiszecie nam? To my nie będziemy chodzić do spowiedzi i g… będziecie wiedzieli, co się dzieje w partii. Nadesłał WILHELM FRANEK Czeski Cieszyn 49

trybuna czytelników

We wrześniowym numerze „Zwrotu” przeczytałem z mieszanymi uczuciami recenzję książki „Wołoskie dziedzictwo Karpat” (praca zbiorowa pod redakcją Jana Szymika i Leszka Richtera), którą wydała Sekcja Ludoznawcza przy ZG PZKO. Zawarte w niej materiały to pokłosie pierwszego seminarium na „Zaolziu” na temat „Wołoskie dziedzictwo Karpat”, które odbyło się w Jabłonkowie w 2007 r. Moim skromnym zdaniem, książka ta jest bardzo potrzebna, lecz spełnia tylko częściowo swe zadanie. Pominięto w niej fakty historyczne, które m.in. opisuję w Kalendarzu Śląskim na 2008 r.

Szpalta


konkurs polska h

i

s

t

o

r

i

a

Dnia 18. 2. 1846 r. w Tarnowie, w domu starosty Józefa Breinla, odbyła się tajna narada. W zebraniu wziął udział gospodarz ze wsi Smarzowa k. Jasła, Jakub Szela. Po powrocie do rodzinnej wioski, 19. 2. zebrał chłopów, nakazując im zbroić się przeciwko panom. Zaraz ruszyli też na szlacheckie dwory, dochodzić kosą i cepem swych praw. Pierwszą ofiarę dopadli w karczmie we wsi Kamienica; tak rozpoczęła się rzeź dzierżawców, ziemian i szlachty. Szlachtę zakłuwano widłami, tłuczono cepami i siekierami. Szela planował wycięcie wszystkich „panów” i podział gruntów pomiędzy kmieci. Po Galicji przetoczyła się fala straszliwych buntów. Spalono wraz z aktami i splądrowano 470 dworów, wycięto 1000 „panów”, głównie w Tarnowskiem.

Bunty chłopskie, zwane rabacją, ogarnęły głównie Galicję, lecz nie tylko. Choć wystąpienia zakończyły się klęską rebeliantów, w konsekwencji jednak doprowadziły do zmian społecznych, oddziałały na chłopstwo w innych krajach, w tym w zaborze rosyjskim, w Czechach i na Węgrzech. Rabacja skompromitowała system polityczny cesarskiego kanclerza Klemensa Metternicha i wpłynęła na załamanie się systemu feudalnego w Galicji. W tym samym czasie wybuchła rewolucja krakowska. W wyniku walk, 22. 2. 1846 r., Kraków znalazł się w rękach Rządu Tymczasowego Rzeczypospolitej Polskiej; jego „Manifest” m.in. nadawał chłopom użytkowaną ziemię. Rewolucja upadła, jednakże powstanie w Krakowie zapoczątkowało potężną falę rewolucyjną w Europie. 50

t

u

r

y

s

t

y

k

a

„Dzikie wino zwiesza się wszędzie. Powój pachnie. Pszczoły miód biorą. A w górze las. A w dole jezioro” – tak opisywał to miejsce, czyli leśniczówkę Pranie, poeta. Leśniczówka stoi nad brzegiem Jeziora Nidzkiego, na niewielkiej polanie otoczonej przez gęsty las. To niewielki, poniemiecki ceglany budynek z drewnianą werandą, obrośnięty dzikim winem. Powstał ok. 1880 r., a przed 1945 r. miał niemiecką nazwę Seehorst. W leśniczówce od 1980 r. jest muzeum poety, który spędzał tu wiele czasu, począwszy od 1950 r. Tutaj powstały ważne utwory: „Kronika Olsztyńska”, „Niobe”, „Wit Stwosz”, „Pieśni”, „Ezop świeży malowany”, „Rozmowa liryczna” i in. Wewnątrz został odtworzony gabinet poety. W gablotach eksponowane są zdjęcia, listy do ukochanej żony Natalii, rękopisyutworów, m.in. „Zaczarowanej dorożki”, a także jednego z przedstawień Teatrzyku „Zielona Gęś”.

Zakres tematyczny konkursu dotyczy zjawisk związanych z Polską, jej historią, kulturą, nauką, literaturą, sztuką, sportem itp. Co miesiąc publikujemy trzy pytania. Żeby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy poprawnie odpowiedzieć: a) na jedno z nich – zwycięzca otrzymuje książkę wartości ok. 200 Kc; b) na dwa z nich – zwycięzca otrzymuje książkę wartości ok. 600 Kc; c) na wszystkie trzy – zwycięzca otrzymuje prenumeratę „Zwrotu” na 2008 r. (dla siebie lub wskazanej osoby) oraz nagrodę rzeczową wartości 1000 Kc. Nagrody książkowe sfinansowało Stowarzyszenie „Wspólnota Polska“. Rozwiązanie edyc ji wrześniowe j Pytanie nr 1: Powstanie Listopadowe Pytanie nr 2: Na Mazurach Pytanie nr 3: 3, 6, 1 Nadesłano 1 poprawną odpowiedź na dwa pytania oraz 12 poprawnych odpowiedzi na trzy pytania. W kategorii b) nagrodę otrzymuje Maria Pařík z Olbrachcic, w kategorii c) Bronisława Ciencia­ łowa z Wędryni. Losowanie z udziałem red. red. Czesławy Rudnik i Kazimierza Kaszpera odbyło się 5. 10. 2008 r. Nagrody zostaną wręczone podczas powakacyjnego spotkania Szyndzielni „Zwrotu”. Uczestników konkursów prosimy o podawanie wraz z rozwiązaniem swojego nr. telefonu.

k

a

b

a

r

e

t

Pod wieloma względami do wyjątkowych należał rok 1976. Intelektualiści wystąpili przeciwko wprowadzeniu przez sejm poprawek do konstytucji (tzw. List 101), doszło do utworzenia Socjalistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a przez kraj przetoczyły się protesty robotników (Radom, Warszawa, Płock). Jednocześnie w Warszawie powstał Komitet Obrony Robotników (KOR), który dał początek zorganizowanej opozycji. Rozpoczął się kryzys ekonomiczny, którego wyrazem było m.in. wprowadzenie kartek na cukier (później na większość artykułów spożywczych, częściowo też przemysłowych). W takim klimacie powstała najsłynniejsza piosenka kabaretowa „Żeby Polska była Polską”, funkcjonująca niebawem w charakterze hymnu walczących o wolność Polaków.

Pytanie 1 Pod jaką nazwą przeszła do historii rewolucja, które przetoczyła się przez Europę w 1848 r.?

Pytanie 2 Podaj imiona i nazwisko

poety (1905-53), który spędzał wiele czasu w leśniczówce Pranie na Mazurach.

Pytanie 3 Kto był autorem i wykonawcą piosenki „Żeby Polska była Polską”?

Odpowiedzi z zaznaczeniem konkurs polska można przesyłać pocztą i w formie elektronicznej na info@zwrot.cz. Termin ich nadsyłania mija 7. 11. 2008. 10

2008


Wśród autorów prawidłowych rozwiązań rozlosowane zostaną nagrody książkowe. Rozwiązanie dodatkowe prosimy przesyłać na adres pocztowy lub info@zwrot.cz do 7 listopada. Rozwiązanie krzyżówki z nr 9/2008: UCZYMY SIĘ NIE DLA SZKOŁY, LECZ DLA ŻYCIA Nagrody książkowe wylosowali: Anna Zmełta z Karpętnej i Terezie Hůlková z Chebu. Gratulujemy!

Poziomo: 1 pospólstwo 7 sznur do chwytania koni 10 ojciec ojca 11 usługiwała magnatom 12 karty do wróżb 13 z Białą do pary 14 czwarta część roku 18 ugoda spadkobierców 19 współlokator 23 szwajcarski mineralog i petrograf 24 presja 27 obiektyw złożony z dwóch symetrycznych achromatów 28 Tomasz – żużlowiec 29 wydaje dzieła drukiem 10

2008

30 rozstrzyga spory 31 niezrozumiała mowa 34 ptak z rodziny alk 35 opiekunka 39 robotnik portowy 40 placówka dyploma­ tyczna 44 bez tlenu wyżyje 45 drewienko do mieszania płynów 46 choroba stawu 47 tatarski oddział zbrojny 48 Malawi, jezioro w Afryce 49 sypialnia prababki Pionowo: 1 owadożerny nietoperz 2 krzywa w Pizie

3 imię męskie pochodzenia biblijnego 4 walcowata łodyga zbóż 5 obrońca w siatkówce 6 amery­kański wynalazca 7 BB, CC czy MM 8 największe miasto Pakistanu 9 kieszonkowy pamiętnik 15 opłata manipulacyjna 16 „księżycowe” pieczywo 17 wykres przemiany termodynamicznej 20 100 Pa 21 Churchill 22 akademik dla młodzieży szkół średnich 25 osoba przebiegła

26 kapustę okrasi 31 miasto z Muzeum Hymnu Narodowego 32 włóknista, chrząstka w kolanie 33 siepacz 36 cesarz rzymski 37 odpady z przemiału ziarna na mąkę 38 wróżenie z kart 41 prekolumbijski Indianin 42 warstwa kopaliny 43 oblicze Podpowiedź do rozwiązania dodatkowego: sentencja mikołaja gogola opr. Biki 51


WODA DLA REGIONU

Pod koniec XIX w. mieszkańcy Śląska skarżyli się na brak wody. Pruskie władze wybudowały więc Karchowicką Studnię Głębinową. Do dziś produkuje się tu wodę. Zabytkowa Stacja Wodociągowa Zawada w Karchowicach jest jednym z miejsc, które można znaleźć na Szlaku Zabytków Techniki, który stworzył tu urząd marszałkowski w Katowicach. Choć Karchowice nie są w centrum aglomeracji, to warto się tu wybrać. Przy ul. Bytomskiej 6 uwagę przykuwają modernistyczne budynki stacji, którą wybudowano w XIX w. To wtedy dał o sobie znać brak wody w przydomowych studniach w śląskich obejściach i gospodarstwach. Woda spływała do górniczych wyrobisk, przez co w studniach było jej coraz mniej. Mieszkańcy Śląska zaczęli protestować. Wody było za mało na potrzeby miast. Co gorsza, wody gruntowe nie nadawały się do picia. Ludzie chorowali m.in. na cholerę.

Pruskie władze zaczęły więc szukać wody. Wreszcie przeznaczono 50 tys. marek na prace wiertnicze w Karchowicach i w 1882 r. była już gotowa Karchowicka Studnia Głębinowa. Miała ona 215 m głębokości. Wkrótce potem zaczęto budować wodociągi. Woda z Karchowic płynęła m. in. do Zabrza i Gliwic, a wokół stacji powstawały kolejne budynki. Wybudowano więc stację pomp, kotłownię parową i budynek administracji. Pod koniec lat 20. zeszłego stulecia przebudowano halę maszyn i zainstalowano w niej nowe pompy i sprężarki parowe. – Dziś te urządzenia są już nieczynne. Ruch parowy został wstrzymany w 1967 r. Zakończyła się u nas era pary. Maszyny od tej pory są na prąd – mówi Aleksander Trzęsicki, szef Zakładu Produkcji Wody Zawada, który działa dziś w Karchowicach. Nadal pompuje się stąd wodę, m. in. dla Pyskowic, Zabrza, Gliwic. ZAByTKOWA STACJA WODOCIĄgOWA ZAWADA w Karchowicach, ul. Bytomska 6 www.gpw.katowice.pl

W hali produkcyjnej zachowały się jednak stare parowe urządzenia. Można tu oglądać m.in. zespoły pompowe, turbinę wysokiego ciśnienia z 1928 r. i sprężarki parowe. – Było na nie miejsce w hali, więc nikt ich nie usunął. Początkowo stały jako rezerwa, potem pracownicy stacji uznali, że warto zachować zabytki. Karchowice to mała miejsowość, tutaj pracują ludzie z pokolenia na pokolenie. Sentyment do urządzeń jest naturalny – mówi Trzęsicki. Starych parowych maszyn nie można już uruchomić, bo brakuje i pary, i fachowców. Urządzenia cieszą jednak oko. – Każdy na nie patrzy, jest pełen podziwu. W nich jest artyzm. Nowoczesnym maszynom tego brakuje. Teraz jest sztampa. W przeszłości nawet takie proste urządzenia jak woltomierz tablicowy były arcydziełami – dodaje Trzęsicki. przemysław jedlecki


Zwrot 10/2008  

Magazyn regionalny. Wychodzi w Czeskim Cieszynie, Rep. Czeska

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you