Page 1

projekt

Edukacja zawodowa i obywatelska na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu Szkolenie dla Lokalnych Liderów Klimatycznych „Strażnicy Klimatu”

Naukowe, etyczne i formalno-prawne aspekty ochrony klimatu Bystra, 12–14.09.2014

Zjazd I

Klimatyczne kontrowersje (Świat paliw kopalnych, Maszyna klimatyczna, Obserwacje i następstwa obecnej zmiany klimatu, Mity klimatyczne) Marcin Popkiewicz

Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

edukacja dla dobrego klimatu


Klimatyczne kontrowersje Jednym z odpadów naszego systemu gospodarczego jest dwutlenek węgla, którego emisja nieodłącznie towarzyszy spalaniu paliw kopalnych. o gaz cieplarniany, pochłaniający wypromieniowywane przez Ziemię promieniowanie podczerwone. Czy jednak jego emisja naprawdę jest tak poważnym problemem?

Klimat zmieniał się zawsze Zmiany klimatu to temat trudny i kontrowersyjny. Aby to sobie uświadomić, warto przetestować swoją wiedzę. Zastanów się, które z poniższych stwierdzeń są prawdziwe? • •

W XX wieku średnia temperatura Ziemi wzrosła jedynie o ułamek stopnia Celsjusza. Jeśli porównać ilość energii otrzymywanej przez Ziemię ze Słońca z temperaturą powierzchni Ziemi, to widać doskonałą korelację między nimi, trwającą tysiące, a nawet setki tysięcy lat – to energia Słońca sterowała klimatem Ziemi. • Aktywność Słońca w XX wieku była bardzo wysoka – lodowce na świecie zaczęły się cofać już w połowie XIX wieku, zanim jeszcze nasza emisja gazów cieplarnianych stała się znacząca. • Klimatem sterują nie tylko gazy cieplarniane, lecz także wiele różnorodnych czynników – m.in. słońce, wulkany, ułożenie kontynentów i aerozole. • Wybuch dużego wulkanu może znacząco obniżyć temperaturę na Ziemi. • Aktywność wulkaniczna sterowała klimatem Ziemi przez setki milionów lat. • Gazy cieplarniane to tylko ułamek procenta gazów w atmosferze, przy czym ponad 90% całości gazów cieplarnianych stanowią cząsteczki pary wodnej. • 96% emisji dwutlenku węgla jest naturalnego pochodzenia. • Według większości modeli klimatycznych podwojenie ilości dwutlenku węgla bez zmiany innych elementów systemu klimatycznego spowodowałoby ocieplenie tylko o 1°C. • Klimat zmieniał się zawsze, powodowały to czynniki naturalne, a zmiany klimatu bywały wielokrotnie większe niż w XX wieku. • Podczas tzw.„małej epoki lodowej” było tak zimno, że zimą na zamarzniętej Tamizie handlarze rozstawiali kramy. • Klika tysięcy lat temu klimat był znacznie łagodniejszy, a lasy dochodziły aż pod koło podbiegunowe. • 20 tysięcy lat temu lodowiec zajmował Kanadę, znaczną część obecnych terenów USA, Azji i Europy, średnia temperatura Ziemi była niższa o 5°C, a poziom oceanów był niższy o 120 metrów. • 120 tysięcy lat temu, podczas interglacjału eemskiego, było o 2°C cieplej niż w XX wieku – w Tamizie pławiły się nawet hipopotamy. • 35 milionów lat temu i wcześniej na Ziemi było o 4°C cieplej. Na Ziemi w ogóle nie było lodu, nawet na Antarktydzie, a poziom oceanów był wyższy o 75 metrów. • 55 milionów lat temu na Ziemi było tak ciepło, że na Alasce rosły bananowce, a w Oceanie Arktycznym pławiły się krokodyle. • W czasach dinozaurów temperatura Ziemi była o kilka stopni wyższa niż obecnie, a stężenie dwutlenku węgla było kilkukrotnie wyższe. Które z tych stwierdzeń są prawdziwe? Odpowiedzi znajdziesz na następnej stronie.


Otóż, wszystkie te stwierdzenia są prawdziwe. Chwila! – zawołasz – przecież z tego wynika, że zmiany klimatu to rzecz zupełnie normalna, mająca miejsce na długo wcześniej zanim pojawili się ludzie i na znacznie większą skalę. Podczas epok lodowcowych bywało znacznie zimniej, a w innych okresach znacznie cieplej i nie było problemu – życie miało się wtedy dobrze, a wręcz rozkwitało. A więc nie ma się co przejmować również tą obecną drobną i być może naturalną zmianą klimatu. W końcu od początku XX wieku temperatura wzrosła jedynie o około 0,8°C. Skoro klimat zmieniał się zawsze, to czy jest się czym przejmować? Żeby to ocenić, nie wystarczy powiedzieć, że klimat się zmieniał i były to wielkie zmiany, jak podczas epok lodowcowych czy w czasach dinozaurów. Należy zrozumieć,dlaczego klimat tak się zmieniał ijak działanie różnych czynników, takich jak aktywność słoneczna, zmiany orbity Ziemi, zmiany rozmiarów czap polarnych czy aktywność wulkanów wpływa na zmiany klimatu. Dopiero dysponując tą wiedzą, możemy porównać ówczesne zaburzenia z naszym obecnym wpływem i ocenić, jaki może być efekt naszych działań.

Kącik sceptyka Zrozumienie tego wszystkiego wymaga dużej wiedzy. Trudno powiedzieć, że klimatologia jest tylko gałęzią nauki – to całe drzewo, pełne konarów, gałęzi i gałązek. Na całe szczęście nie musisz badać go sam, możesz oprzeć się na wynikach badań wielu pokoleń naukowców. Jak sądzisz: jak wiele z setek instytucji naukowych o międzynarodowej renomie nie zgadza się z wnioskami Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC), że globalne ocieplenie zachodzi, jest powodowane przez ludzi i spowoduje bardzo poważne problemy? Sądząc po szumie medialnym wokół zmian klimatu, jest ich wiele. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna - żadna szanowana instytucja naukowa o międzynarodowej renomie w swoim oficjalnym stanowisku nie odrzuca wniosków IPCC; ostatnią taką organizacją było Amerykańskie Stowarzyszenie Geologów Naftowych, które w 2007 roku zmieniło swoje oświadczenie z 1999 r., odrzucające prawdopodobieństwo wpływu ludzi na obecną zmianę klimatu, zastępując je brakiem opinii w tej kwestii.


Skoro konsensus naukowy jest tak jednoznaczny, obserwacje jednoznacznie wskazuje na zachodzące zmiany klimatu, bardzo rozbudowana teoria jest spójna i przewiduje zdarzenia, które po jakimś czasie faktycznie zachodzą, to skąd tak wiele wątpliwości i tak ostre głosy krytyki? Przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości W miarę jak naukowcy ujawniali coraz więcej szkodliwych następstw działalności wielkiego przemysłu, ten zaczął postrzegać naukę jako zagrożenie dla swojej działalności. Pierwsza wielka bitwa została stoczona na polu szkodliwości palenia papierosów. Na początku latach ’50-tych XX wieku przemysł tytoniowy zorientował się, że ma poważny problem. Kolejne opracowania naukowe coraz mocniej wiązały raka płuc z paleniem. Wyniki badań były szeroko nagłaśniane w największych amerykańskich gazetach. W obliczu narastającego zaniepokojenia społecznego wpływem palenia na zdrowie, przemysł tytoniowy musiał podjąć zdecydowane działania, aby chronić swoje zyski i zatrzymać narastającą falę coraz bardziej niepokojących raportów naukowych. Koncerny tytoniowe zwróciły się o pomoc do jednej z największych firm public relations Hill and Knowlton. Ta zaś opracowała genialną kampanię PR mającą przekonać społeczeństwo, że palenie nie jest szkodliwe. Podstawą strategii było założenie, że społeczeństwo nie jest w stanie rozróżnić dobrej i złej nauki – należy więc dostarczyć alternatywnych „faktów naukowych”, świadczących na rzecz palenia. Specjaliści od PR zachęcili więc przemysł tytoniowy do założenia swojej własnej organizacji badawczej – Rady Badania Tytoniu (Council for Tobacco Research), która miała przedstawiać wyniki badań naukowych korzystne dla przemysłu, podkreślać wątpliwości w badaniach wiążących palenie z rakiem płuc i kwestionować wszelkie niezależne badania i naukowców, których wyniki nie odpowiadały interesom firm tytoniowych.

Społeczeństwo nie jest w stanie rozróżnić dobrej i złej nauki. Łatwo jest więc sfabrykować alternatywne „fakty naukowe”.

W 1969 roku jeden z dyrektorów firmy tytoniowej napisał: Naszym produktem są wątpliwości, bo jest to najskuteczniejszy sposób na konkurowanie z 'dowodami rzeczowymi', które istnieją w świadomości ogółu społeczeństwa. To także sposób na stworzenie kontrowersji. Strategia okazała się skuteczna. Rada Badania Tytoniu działała bardzo efektywnieprzez dziesięciolecia, znacząco opóźniając i ograniczając regulacje na rynku produktów tytoniowych. Przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości dorasta Gdy sukces kampanii Sfabrykowanych Wątpliwości stał się ewidentny, również inne gałęzie przemysłu wytwarzające niebezpieczne produkty sięgnęły po tę strategię. W 1967 roku Hill and Knowlton pomógł koncernowi Johns-Manville, gigantowi przemysłu azbestowego, założyć Związek Informacji o Azbeście (Asbestos Information Association). Wyglądające bardzo oficjalnie AIA produkowało „wiarygodną naukę”, kwestionującą powiązanie azbestu i chorób płuc (według Światowej Organizacji Zdrowia, azbest nawet dziś zabija 90 000 ludzi rocznie). Producenci ołowiu, chlorku winylu, berylu i dioksyn również wynajęli Hill and Knowlton, aby opracować strategie obrony swoich produktów i zwalczać liczne badania naukowe pokazujące, że ich produkty są szkodliwe dla zdrowia.


Do lat ’80-tych XX wieku przemysł Sfabrykowanych Wątpliwości został stopniowo zdominowany przez bardziej wyspecjalizowane firmy „obrony produktów”. Zatrudnieni w nich naukowcy walczą teraz z agencjami regulującymi użycie innych produktów – działająna rzecz producentów benzenu, berylu, chromu, MTBE, nadchloranów, ftalanów i praktycznie każdego innego toksycznego związku chemicznego, o którym możemy usłyszeć w wiadomościach.Kwestie zdrowia publicznego nie leżą w kręgu zainteresowania tych firm. To nauka do wynajęcia. Do tego jej uprawianie jest bardzo lukratywne. Do wyspecjalizowanych firm „obrony produktów” dołączyły niektóre „think tanki”, otrzymujące pieniądze od producentów niebezpiecznych produktów, a w zamian wytwarzające i rozpowszechniające „wiarygodną naukę” wspierającą produkty ich sponsorów, zwykle w imię wolności przedsiębiorstw i wolnego rynku. Fundacja George C. Marshalla, Competitive Enterprise Institute, Heartland Institute, czy SEPP (Science and Environmental Policy Project) i podobne im think tanki od dziesięcioleci są aktywnymi graczami w przemyśle Sfabrykowanych Wątpliwości, produkując dezinformującą naukę i fałszywe kontrowersje, aby chronić profity swoich klientów, którzy wytwarzają niebezpieczne produkty. Bitwa o dziurę ozonową W 1975roku przemysł chlorofluorowęglowodorów (CFC) zorientował się, że ma poważny problem. Rok wcześniej Sherwood Rowland i Mario Molina, chemicy z Uniwersytetu Kalifornijskiego, opublikowali raport naukowy ostrzegający, że wytwarzane przez ludzi freony, po przedostaniu się do stratosfery, zostaną rozłożone przez promieniowanie ultrafioletowe na związki chloru i fluoru, mogące poważnie zaszkodzić powłoce ozonowej Ziemi. Ostrzegli, że utrata ozonu może znacząco zwiększyć ilość docierającego do powierzchni Ziemi uszkadzającego komórki ultrafioletu UV-B, w szczególności znacząco zwiększając liczbę przypadków raka skóry i katarakt. Chociaż nie zaobserwowano jeszcze wtedy utraty ozonu stratosferycznego, naukowcy stwierdzili, że stosowanie freonów powinno zostać zakazane. Problem był tym pilniejszy, że już w roku 1970 brytyjski naukowiec James Lovelock wykazał, że praktycznie wszystkie wpuszczone przez nas do atmosfery związki CFC wciąż się w niej znajdują, nie ma więc żadnego skutecznego mechanizmu ich usuwania – a więc w końcu cyrkulacja atmosferyczna wprowadzi je do stratosfery. Co zrobił przemysł CFC? Wynajął Hill and Knowlton, aby przygotowało kontratak. Kluczowym krokiem w każdej kampanii Sfabrykowanych Wątpliwości jest znalezienie szanowanego naukowca, który miałby firmować te działania. Hill and Knowlton znalazło brytyjskiego naukowca Richarda Scorera, byłego redaktora International Journal of Air Pollution i autora kilku książek poświęconych zanieczyszczeniom. Jeszcze w 1975roku, za pieniądze Stowarzyszenia Wytwórców Związków Chemicznych (Chemical Specialties Manufacturer’s Association), Scorer ruszył w objazd po Stanach rzucając gromy na Molinę i Rowlanda, nazywając ich „prorokami zagłady”, i mówiąc, że „jedyne, co dotychczas zebraliśmy, to masa teorii.” Wspierając wysiłki Scorera, Hill and Knowlton uruchomiło swój standardowy pakiet trików wypracowanych przez dziesięciolecia pracy na rzecz przemysłu tytoniowego: • Uruchom kampanie PR podając w wątpliwość dowody. • Przewiduj poważne konsekwencje ekonomiczne, ignoruj korzyści gospodarcze.


• Wykorzystuj nierecenzowane publikacje naukowe i finansowanych przez przemysł naukowców, którzy nie publikują recenzowanych prac naukowych do wspierania swojego punktu widzenia. • Rozgłaszaj bezwartościowe badania i mity wspierające Twój punkt widzenia, jako fakty naukowe. • Wskazuj na znaczącą niepewność badań naukowych, a także pewność strat gospodarczych, jeśli podjęte zostaną zdecydowane działania. • Używaj wybranych lokalnych danych potwierdzających Twoje poglądy, ignoruj dowody światowe. • Dyskredytuj naukowców mówiąc, że przedstawiają wątpliwe prognozy zagłady po to, aby otrzymać pieniądze na badania. • Dyskredytuj organizacje ochrony środowiska mówiąc, że bezsensownie rozdymają problemy środowiskowe po to, aby realizować swoje cele ideologiczne. • Narzekaj, że to nie w porządku, aby podejmować działania regulacyjne tylko w kraju czy regionie, bo wywoła to spadek konkurencyjności względem reszty świata. • Upieraj się, że zanim zostaną podjęte jakieś działania, potrzeba więcej badań. • Twierdź, że życie z konsekwencjami jest tańsze niż przeciwdziałanie. Kampania zadziałała, a regulacje emisji freonów zostały opóźnione o wiele lat, czym Hill and Knowlton chwaliło się w swoich dokumentach wewnętrznych. Specjalistom od PR udało się ograniczyć do minimum negatywną opinię społeczeństwa o wykorzystywaniu freonów, a także wpłynąć na poglądy przedstawiane w materiałach redakcyjnych wielu gazet. W końcu zapowiadana przez naukowców dziura ozonowa stała się obserwowanym faktem, któremu nie dało się już dłużej zaprzeczać. Po wielu latach, w 1989 roku, w życie wszedł Protokół Montrealski zakazujący używania freonów, a Molina i Rowland w 1995 roku zostali nagrodzeni Nagrodą Nobla. W uzasadnieniu nagrody można było przeczytać, że „pomogli ocalić Ziemię przed potencjalną katastrofą środowiskową”. Bitwa o Zmianę Klimatu W latach 80. przemysł paliw kopalnych zorientował się, że ma poważny problem. Rosła liczba raportów naukowych ostrzegających przed zagrożeniami wywoływanymi przez spowodowane przez ludzi zmiany klimatu i konkludujących, że zużycie paliw kopalnych musi zwolnić. Rzecz jasna przemysł paliw kopalnych przeprowadził kontratak, rozpoczynając szeroko zakrojoną kampanią PR, trwającą po dziś dzień i prowadzoną przez te same „think tanki”, które ciężko pracowały nad zdyskredytowaniem teorii niszczenia warstwy ozonowej przez freony. Fundacja George C. Marshalla, Competitive Enterprise Institute, Heartland Institute oraz SEPP grały kluczową rolę w obu kampaniach. Wielu tych samych ekspertów, którzy trudzili się nad zdyskredytowaniem nauki wiążącej raka płuc z paleniem, zagrożenia powodowanego przez freony dla warstwy ozonowej oraz niebezpieczeństw dla zdrowia wynikających z używania masy toksycznych chemikaliów, zabrało się do dyskredytowania recenzowanej nauki zajmującej się wywoływanymi przez ludzi zmianami klimatu. Jak w każdym przypadku kampanii Sfabrykowanych Wątpliwości, potrzebni byli szanowani naukowcy, którzy firmowaliby kampanię. Jedną z takich osób był dr Frederick Seitz – fizyk, który w latach 60-tych XX wieku przewodniczył najbardziej prestiżowej organizacji naukowej na świecie – Akademii Nauk USA. Seitz w 1978 roku przyjął stanowisko płatnego konsultanta w koncernie tytoniowym


R.J.Reynolds, miał więc doświadczenie w sztuce Sfabrykowanych Wątpliwości. Przez 10 lat Seitz był odpowiedzialny za przekazanie 45 milionów dolarów z firm tytoniowych badaczom, którym nigdy nie udawało się znaleźć najmniejszego powiązania między paleniem a szkodami dla zdrowia. Za swoje wysiłki Seitz otrzymał ponad 900 000 dolarów. Później Seitz został założycielem Fundacji George C. Marshalla, używał też swoich dawnych powiązań z Akademią Nauk USA dla uwiarygadniania swoich ataków na naukę o zmianach klimatu, aż do śmierci w 2008roku. To właśnie Seitz uruchomił słynną Petycję Oregońską, zawierającą ponad 34 000 podpisów osób popierających twierdzenie, że globalne ocieplenie jest naturalne i nie stanowi problemu. Petycja była produktem kampanii Sfabrykowanych Wątpliwości podważającej teorię, że to człowiek jest przyczyną ocieplania się klimatu. W petycji znalazła się informacja, że organizacją macierzystą jest Oregoński Instytut Nauki i Medycyny (Oregon Institute of Science and Medicine). Instytut ten to w rzeczywistości stodoła znajdującą się jakieś trzy kilometry od Cave Junction w Oregonie. Nie prowadzi badań, nie ma studentów, a jak się okazuje, dwóch spośród siedmiu wymienianych przez nią członków już nie żyje. Petycja została przesłana do podpisu wraz z dwunastostronicowym opracowaniem wyglądającym łudząco podobnie do oficjalnych materiałów czasopisma „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Petycji i opracowaniu towarzyszył list Seitza, który jest wyraźnie określony jako były przewodniczący Akademii Nauk USA. Rzecz jasna wielu odbiorców tego zestawu pomyślało, że są to oficjalne dokumenty z Akademii Nauk i podpisało petycję. Akademia Nauk Stanów Zjednoczonych opublikowała oświadczenie wyjaśniające, że nie ma z tą petycją nic wspólnego, a jej stanowisko względem globalnego ocieplenia jest dokładnie przeciwne do tego, co znalazło się w petycji. Odezwa nie zawiera żadnych danych kontaktowych podpisujących ją osób, weryfikacja była więc bardzo utrudniona. Ale taka weryfikacja została przeprowadzona. Okazało się, że większość jej sygnatariuszy w ogóle nigdy nie miała nic wspólnego z badaniami klimatu, anawet nic wspólnego z jakimikolwiek badaniami – wśród sygnatariuszy byli pediatrzy, księgowi, stolarze i kręgarze. Co więcej, nawet według oficjalnych informacji autorów petycji zaledwie 40 – z 34 tysięcy osób – określiło się jako klimatolodzy. O kampanii Sfabrykowanych Wątpliwości toczonej przeciw klimatologii i globalnemu ociepleniu można napisać setki stron.To prawdopodobnie najszerzej zakrojone i najkosztowniejsze takie działanie w historii. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, przeczytaj np. Merchants of Doubt Naomi Oreskes oraz Climate Cover-up Jamesa Hogana. Niektóre korporacje w swoich działaniach są nadzwyczaj otwarte.Na przykład Western Fuels Association w swoich dorocznych raportach stwierdza, że należy dokładać wszelkich starań, aby opóźnić i osłabić związane z ochroną klimatu regulacje, które mogłyby negatywnie wpłynąć na jej działalność biznesową. Zazwyczaj padają jednak subtelniejsze argumenty. Jak powiedział wiceprezydent koncernu węglowego Peabody Energy Fred Palmer:Owszem, troska o zmiany klimatu jest uzasadniona. Jednak każdy, komu leży na sercu dobro ludzkie, powinien przyznać, że ograniczanie emisjijest niemożliwe, bo na świecie żyją miliardy ludzi nie mających dostępu do nowoczesnych źródeł energii, a eliminacja ubóstwa jest przecież dla wszystkich najwyższym priorytetem. Ze względu na dobro tych ludzi pozostawienie węgla pod ziemią byłoby w najwyższym stopniu niemoralne. Aż łza się w oku kręci, jacy to dobrzy ludzie.


I na pewno nie ma tu nic do rzeczy fakt, że jeśli chcemy zatrzymać wzrost temperatury poniżej progu 2°C, za którym zrobi się naprawdę nieprzyjemnie, koncerny kopalne powinny postawić kreskę na 80% posiadanych (i wpisanych do bilansów) rezerw. Historia przemysłu Sfabrykowanych Wątpliwości daje nam klarowną lekcję względem określenia poprawności merytorycznej takich ataków na recenzowane badania naukowe. Możemy mieć absolutną pewność, że takie „think tanki” i sprzymierzeni „sceptyczni” blogerzy nie będą przekazywać wiarygodnych naukowo faktów, lecz informacje odpowiednio spreparowane, by chronić interesy i zyski przemysłu paliw kopalnych. Owszem, są doświadczeni naukowcy ze znaczącym dorobkiem badawczym, których te „think tanki” wykorzystują do wspierania celów swojej działalności, jednak naukowcy ci porzucili obiektywizm i pracują jako lobbyści. Nie chcę nazywać ich sceptykami, bo wszyscy dobrzy naukowcy powinni być sceptyczni. Raczej należy ich określić mianem„zaprzeczaczy”, koncentrujących się na zdyskredytowaniu akceptowanego przez środowisko naukowe dorobku badawczego w imię korzyści najbogatszych i najbardziej wpływowych korporacji w historii. Praktycznie nic z tej „wiarygodnej nauki”, którą rozpowszechniają, nie miałoby szans na przejście sita recenzji rzetelnych czasopism naukowych – bo i też zaprzeczacze nie są badaczami. Są lobbystami. Wielu z nich uważa, że ich taktyka jest usprawiedliwiona, bo toczą słuszną wojnę przeciwko nadmiernym regulacjom i chcącym zniszczyć gospodarkęekooszołomom. Argumenty są niespójne. Czasem słyszymy, że wcale się nie ociepla. Czasem, że owszem, ale to nie przez nas. Innym razem usłyszymy, że owszem, działalność ludzka ma jakiś wpływ, ale to nie jest specjalny problem. Jest tylko jeden element wspólny przekazu: nic nie róbmy! Czekajmy! Potrzeba więcej badań. Naukowcom trudno jest temu przeciwdziałać. Jeśli nie wejdą w polemikę, oddają pole sceptykom. Jeśli spotkają się z nimi w studio telewizyjnym, też znajdują się w trudnej sytuacji. Metoda naukowa wymaga informowania o niepewnościach i czynienia właściwych zastrzeżeń uwzględniających stan wiedzy. Nauka stała się jednak tak złożona, że większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć argumentów merytorycznych, więc jeśli naukowiec zaczyna wyjaśniać mechanizmy, staje na przegranej pozycji, tracąc zainteresowanie większości słuchaczy. Sceptyk przeciwnie, jako adwokat bez cienia wątpliwości „broni swojego klienta” rzucając słuchaczom proste i chwytliwe stwierdzenia. Sceptycy to osoby medialne, po szkoleniach z wystąpień publicznych, mające opanowane techniki retoryczne, wyćwiczoną mowę ciała i swobodnie sterujące rozmową, co zapewnia im przewagę w dyskusji. Spotykając się z nieprawdziwymi stwierdzeniami czy manipulacjami jak te o wydychaniu dwutlenku węgla przez Chińczyków, czy znikomości naszych emisji w porównaniu z naturalnymi, trzeba się zastanowić dlaczego ludzie przedstawiający się jako eksperci, mówią takie rzeczy. Czy nie zadali sobie nawet nieco trudu, by zapoznać się z funkcjonowaniem cyklu węglowego i zrozumieć go? Czy też rozumieją, ale i tak świadomie posługują się fałszywą, lecz chwytliwą argumentacją? W pierwszym przypadku oznaczałoby to zupełny brak kompetencji, w drugimzaś celową dezinformację odbiorców. Pamiętasz może osławioną aferę Climategate, która trafiła do mediów w przeddzień konferencji klimatycznej w Kopenhadze? Sceptycy na podstawie wykradzionych przez hakerów maili zarzucili klimatologom kłamstwa i manipulowanie danymi. Szczególnie nagłośniony został cytat z maila klimatologa Phila Jonesa, szefa Jednostki Badania Klimatu Uniwersytetu Wschodniej Anglii: Właśnie skończyłem tę sztuczkę z danymi Mike'a dla Nature, o prawdziwej temperaturze za ostatnie 20 lat i z danymi od 1961 roku, (…) żeby ukryć spadek


(temperatury). Cytatowi towarzyszył soczysty komentarz sceptyków o oszustwach i manipulacjach klimatologów. Na tym kończyła się wiedza Kowalskiego, który oczywiście nie pofatygował się sprawdzić o co chodziło. A o co właściwie chodziło? Grubość słojów drzew zależy od temperatury, jest to jeden ze sposobów określania temperatury w dawnych czasach, kiedy jeszcze nie było stacji meteorologicznych i satelitów. Zależność pomiędzy temperaturą a grubością słojów kalibrujemy w oparciu o okres od połowy XIX wieku, dla którego mamy zapisy temperatury. Zgodność jest świetna, jednak psuje się w latach 70-tych XX wieku, kiedy to mierzone temperatury rosną, ale słoje drzew wcale nie stają się większe. Ta kwestia jest otwarcie dyskutowana w literaturze naukowej. Warunki środowiskowe w drugiej połowie XX wieku zmieniły się w wyniku naszej działalności i mogą wpływać na wzrost drzew. Mogą być za to odpowiedzialne zmiany koncentracji dwutlenku węgla, zmiany opadów, zaburzenie cyklu azotowego, aerozole siarkowe i szereg innych czynników związanych z naszą działalnością. Co więc takiego zrobił Phil Jones? Tworząc wykres temperatur zastosował „trik” innego klimatologa Michaela Manna, kończąc wykresy rekonstrukcji temperatur na podstawie danych o grubości słojów drzew w 1960 roku, a dalej ciągnąc wykres temperatur w oparciu o (niewątpliwie dokładniejsze) bezpośrednie pomiary instrumentalne. Owszem, powinien lepiej opisać wykres, ale żadnego oszustwa tu nie było. To najmocniejszy argument sceptyków z całej tzw. Climategate. Z serwerów mailowych wielkiego ośrodka badawczego wykradziono tysiące e-mali, pochodzące z 10 lat korespondencji klimatologów. Po ich przeczesaniu sceptycy nie znaleźli żadnych argumentów na spisek czy oszustwa klimatologów, podkolorowali więc co tylko się dało i wypuścili w świat wiedząc, że jak już się wrzuci błoto w medialny wentylator i odpowiednio go rozkręci, to błoto się przyklei, bo prawie nikt nie pofatyguje się sprawdzić doniesień mediów (łącznie z samymi mediami), że „klimatolodzy fałszowali pomiary”. Sceptykom wystarczyło jedno zdanie. Ja do jego wyjaśnienia potrzebowałem trzech paragrafów. Ilu telewidzów wysłuchałoby z uwagą takich wyjaśnień? A sceptycy rzucają tysiące takich grud błota. Aby ustalić czy doszło do jakichkolwiek wykroczeń ze strony oskarżanych w Climategate naukowców, sześć niezależnych komisji z Anglii i USA badało wykradzione e-maile. Wszystkie komisje oczyściły naukowców z zarzutów.

Skąd czerpać wiedzę Poeta Charles Baudelaire napisał kiedyś, że „największą sztuczką szatana było przekonanie ludzi o tym, że nie istnieje”. Z wiedzą na temat przyczyn, charakteru i tempa zmian klimatu jest podobnie. Mimo, iż z każdym rokiem przybywa danych pokazujących, że warunki panujące na Ziemi ulegają dynamicznym i radykalnym przemianom oraz, że nauka dysponuje licznymi dowodami na temat przyczyn tych zmian, spora część opinii publicznej wciąż uznaje zmiany klimatu za przedmiot nierozstrzygniętego sporu naukowego. Nauka o klimacie to nie jest gałąź wiedzy, to całe drzewo z licznymi konarami, gałęziami i gałązkami. Niewiele osób sprawnie się po nim porusza. Trudno też o dobre, przystępne i wiarygodne materiały.


Raporty naukowe (np. 5 Raport IPCC) nie dość, że są trudne w odbiorze i pisanie hermetycznym językiem, to na dodatek z reguły nie są dostępne po polsku. To, co jest po polsku, to często niewiarygodny i sprzeczny szum informacyjnyw Internecie i mediach.To co jest dostępne, to materiały albo organizacji ekologicznych (często z poważnymi błędami merytorycznymi), albo tekst skrajnie sceptyczne. Są dostępne dwie merytorycznie wartościowe książki poświęcone zmianie klimatu i jej mechanizmom (Globalne ocieplenie – zrozumieć prognozę D.Archera oraz Cieplejszy świat – Rzecz o zmianach klimatu Z.W.Kundzewicza). Tematyce globalnego ocieplenia jest też poświęcona część popularnej książki Świat na Rozdrożu M.Popkiewicza). Żadne z tych źródeł nie skupia się też na wyjaśnianiu mitów klimatycznych. Dlatego polscy naukowcy aktywnie uczestniczący w badaniach systemu klimatycznego i regularnie publikujący wyniki swoich prac w czasopismach naukowych o zasięgu międzynarodowym uznali, że należy upowszechniać informacje naukowe na ten temat, szczególnie wyjaśniając narosłe w społeczeństwie i mediach mity klimatyczne (z których wiele ma w sobie ziarno prawdy). Tak powstał portal Nauka o Klimacie, będący idealnym narzędziem do obalania mitów i dostarczenia w sposób przystępny i przejrzysty wiarygodnej, dobrze udokumentowanej wiedzy o systemie klimatycznym naszej planety. Portal naukaoklimacie.pl będzie Twoim głównym narzędziem służącym do prostowania powszechnie pojawiających się nieporozumień. W zasadzie mitów klimatycznych jest ich niewiele – kilkanaście, może kilkadziesiąt, są jednak w kółko powtarzane. Słyszymy, że zmiany klimatu były zawsze, że nasze emisje gazów cieplarnianych to tylko mały ułamek naturalnych, że największy wkład w efekt cieplarniany ma para wodna – to stwierdzenia formalnie poprawne, ale bez rozumienia szerszego kontekstu łatwo użyć ich jako manipulacji. Słyszymy też, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze rośnie z powodów naturalnych, że w czasach Wikingów Grenlandia była zielona, efekt cieplarniany nie istnieje, a naukowcy fałszują pomiary – te stwierdzenia są zupełnie oderwane od rzeczywistości. Kluczowym elementem portalu jest sekcja Fakty i Mity, gdzie znajdziesz wyjaśnienia i komentarz naukowy do wszystkich krążących w społeczeństwie i mediach mitów klimatycznych. Wszystkie są wygodnie zebrane na jednej stronie i łatwe do znalezienia. Przejrzyj sekcję „Fakty i mity”, żeby orientować się w argumentacji i wiedzieć, co można tam znaleźć. Jeśli spotkasz się z argumentem, który nie został wyjaśniony na portalu (co zdarza się bardzo rzadko), napisz do redakcji, a baza mitów zostanie rozszerzona. Przykładowo, kwestię konsensusu w środowisku naukowym możesz znaleźć w Mit: Nauka nie jest zgodna w temacie globalnego ocieplenia (w tym artykule możesz znaleźć m.in. informację o zgodności wśród instytucji naukowych), Mit: Globalnego ocieplenia nie ma, bo tak mówi Komitet Nauk Geologicznych [1], Mit: Ujawniona korespondencja pomiędzy klimatologami dowodzi spisku, Mit: Naukowcy z IPCC to alarmiści, Mit: Zgoda naukowców co do zmiany klimatu jest bez znaczenia, Mit: Petycja Oregońska podważa teorię antropogenicznej zmiany klimatu, Mit: Nauka nie jest pewna w kwestii zmian klimatu, Mit: Konsensus IPCC to lipa, Mit: Sceptycy klimatyczni to Galileusze naszych czasów.


Jeśli interesuje Cię kwestia Grenlandii i jej lądolodu, tego, jak zmienia się tam temperatura, czy topnieje i jak przekłada się to na poziom oceanów, wyszukaj po prostu tekst „Grenlandia”. Znajdzieszartykuły:Mit: Za czasów Eryka Rudego Grenlandia była zielona,Mit: Prognozy wzrostu poziomu oceanów w XXI w są przesadzone,Mit: Lód na Grenlandii przyrasta, Mit: Lądolód Grenlandii jest nieczuły na ocieplenie klimatu,Mit: Lądolód Grenlandii topnieje wolniej niż mówili naukowcy. Szybki przegląd artykułów pozwoli Ci wyrobić sobie opinię na interesujący Cię temat oraz dostarczy materiałów (wraz ze źródłami w literaturze naukowej) do dyskusji. Szybko zauważysz, że na przykład w dyskusjach internetowych do większości wątpliwości i argumentów osób sceptycznych możesz odnieść siępoprzez skopiowanie części tekstu (lub po prostu podanie linku). Bieżące komentarze do badań naukowych i wypowiedzi medialnych znajdziesz w sekcji Aktualności. Bardzo często artykuły w tej sekcji opierają się też na linkowaniu materiałów z sekcji „Fakty i Mity”, na przykład w artykułach Janusz Korwin Mikke: pseudonaukowcy będą siedzieć, Wójt gminy Jarocin: teoria globalnego ocieplenia to hucpa bez podstaw naukowych, Wiara czy wiedza? O wywiadzie z Marcinem Korolcem. Jako wprowadzenie do tematu mitów oraz sposobu przedstawiania argumentów mogą Ci posłużyć Przewodnik do Sceptycyzmu Globalnego Ocieplenia.


Profesjonalne obalanie mitów Obalanie mitów jest problematyczne. O ile nie zrobisz tego starannie, Twój wysiłek włożony w skorygowanie błędnej informacji może niezamierzenie wzmocnić mit, który chciałeś wyjaśnić. Uniknięcie tego „efektu potwierdzenia” i skuteczne obalanie mitów wymaga trzech kluczowych elementów. Po pierwsze, wyjaśnienie musi skupić się na kluczowych faktach, a nie na micie, by uniknąć jego utrwalenia. Po drugie, za każdym razem, kiedy wypowiadasz mit, uprzedź słuchacza, że mająca pojawić się informacja jest błędna. Po trzecie wreszcie, zdemaskowanie mitu powinno zawierać alternatywne wyjaśnienie faktów, na których bazuje obalany mit. Obalenie pierwszego mitu o obalaniu mitów Społeczeństwa demokratyczne powinny opierać swoje decyzje na faktach i dokładnej informacji. Jednak w wielu kwestiach w społeczeństwie mogą zakorzenić się błędne informacje i mity, szczególnie wtedy, gdy istnieją grupy interesu, którym zależy na dezinformacji, lub gdy indywidualny interes osoby lub grupy byłby zagrożony przez przyjęcie faktów do wiadomości. Zredukowanie wpływu błędnej informacji jest trudnym i złożonym wyzwaniem. Często spotykanym błędem jest pogląd, że aby skorygować mit, wystarczy po prostu przedstawić słuchaczom obalające go informacje. To podejście zakłada, że obecność mitu wynika po prostu z braku wiedzy, a rozwiązaniem jest przedstawienie faktów i włożenie do głów słuchaczy odpowiedniej informacji. W nauce o komunikacji podejście to określa się jako „model deficytu informacji”. Jednak model ten jest błędny: ludzki mózg nie przetwarza informacji tak jak komputer, któremu wystarczy wgrać na dysk poprawne dane. Obalenie błędnego mitu wymaga zmierzenia się ze złożonym procesem poznawczym. Aby skutecznie uzupełnić czyjąś wiedzę, osoba ją przekazująca musi nie tylko znać fakty, ale też rozumieć sposób, w jaki ludzie przetwarzają informację, jak modyfikują swoją wiedzę oraz jak ich poglądy na świat wpływają na zdolność racjonalnego myślenia. Nie chodzi tylko o to, co ludzie myślą, ale jak myślą. Po pierwsze, doprecyzujmy, co rozumiemy przez „mit”. Mianem tym będziemy określać każdą przyswojoną przez osobę informację, która jest nieprawdziwa, niezależnie od tego, dlaczego i jak informacja ta została przez nią przyswojona. Zajmiemy się procesem poznawczym, rządzącym tym, jak ludzie wprowadzają korekty do przyswojonych informacji – gdy dowiadujesz się, że coś w co wierzyłeś jest błędne, jak aktualizujesz swoją wiedzę i poglądy? Gdy ludzie już przyswoją sobie mit i zintegrują go ze swoim światopoglądem, jego wykorzenienie jest trudne. Zostało to zademonstrowane już w 1994 roku w eksperymencie, w którym uczestniczącym w nim osobom przedstawiono mit o fikcyjnym pożarze w magazynie, a następnie przedstawiono im informacje korygujące błędne fragmenty opowieści. Pomimo zapoznania się z informacjami korygującymi, uczestnicy eksperymentu pozostawali pod długotrwałym wpływem mitu, w odpowiedziach na pytania o przebieg zdarzenia przedstawiając (uprzednio przecież skorygowane) informacje z mitu.


Czy jest w ogóle możliwe zupełne wyeliminowanie wpływu mitu? Dowody eksperymentalne pokazują, że niezależnie od tego, z jakim zaangażowaniem i jak wiele razy będziemy korygować mit, jego wpływ wciąż będzie zauważalny. Jak mawia stare powiedzenie: „błoto się przykleja”. Jest też dodatkowa komplikacja. Nie tylko mit jest trudny do usunięcia, ale próba jego obalenia może go dodatkowo utrwalić. Obserwuje się wiele różnych przejawów „efektu potwierdzenia”, związanych z utrwalaniem mitu, przesadnym zasypywaniem odbiorcy wieloma argumentami, lub przedstawianiem argumentów zagrażających światopoglądowi odbiorcy. Ostatnią rzeczą, którą chcesz osiągnąć korygując mit, jest jego utrwalenie i pogorszenie sprawy. Ten poradnik koncentruje się więc na przekazaniu praktycznych wskazówek pozwalających obalić mit i zapobiec wystąpieniu efektu potwierdzenia tego mitu. Aby to osiągnąć, potrzebne jest zrozumienie powiązanych z tematem procesów poznawczych. Opowiemy więc o kilku interesujących badaniach psychologicznych w tym obszarze, a podsumujemy przykładem skutecznego obalenia powszechnie przyjmowanego mitu. Utrwalanie mitu Aby obalić mit, zwykle musisz go wspomnieć – no bo skąd odbiorca ma wiedzieć, o czym mówisz? Jednak powoduje to, że ludzie utrwalają sobie mit i tym bardziej mogą traktować go jak prawdę. Obalanie mitu, zamiast oczekiwanej zmiany poglądów, może więc prowadzić do jego utrwalenia. Aby przetestować to zjawisko, w eksperymencie pokazywano ludziom ulotkę obalającą mity dotyczące szczepionek na grypę. Następnie proszono uczestników o oddzielenie mitów od faktów. Gdy pytano ich o to bezpośrednio po przeczytaniu ulotki, ludzie bez problemu identyfikowali mity. Jednak niektórzy zapytani zaledwie 30 minut po przeczytaniu ulotki, mieli wynik gorszy od grupy, która w ogóle jej nie czytała. Okazało się, że efektem przeczytania ulotki było wzmocnienie mitu – co na pewno nie było celem jej autorów. Efekt potwierdzenia jest tu jak najbardziej rzeczywisty. Wynika to z tego, że znajomość twierdzenia zwiększa szanse, że uznamy je za prawdziwe. Bezpośrednio po przeczytaniu ulotki ludzie pamiętali szczegóły obalające mit, jednak wraz z upływem czasu zatarły się im one w pamięci, a jedyne co pozostało, to „nagłówek” w którym był wymieniony mit, dalej wyjaśniony jako fałszywy. Efekt ten jest szczególnie silny u osób starszych, które mają tendencje do zapominania szczegółów.


Jak można uniknąć efektu utrwalania mitu? Najlepiej, obalając go, po prostu o nim nie wspominać. Gdy zamierzamy obalić mit, najlepszym podejściem jest skupienie się na faktach, które chcemy zakomunikować.

Jednak zupełne przemilczenie mitu nie zawsze jest opcją dostępną w praktyce. W takim przypadku również kładziemy nacisk na fakty. Często spotykana technika umieszczania treści mitu w nagłówku, wielkimi, grubymi literami, to ostatnia rzecz, którą powinieneś robić. Zamiast tego, w nagłówku przedstaw kluczowy fakt. Twoim celem jest przecież utrwalanie znajomości faktu, a nie mitu. Możesz zastosować powszechnie wykorzystywaną technikę tzw. kanapki retorycznej, otaczając mit poprawnymi stwierdzeniami.

Przesada Jedną z zasad, o której zapominają popularyzatorzy nauki, jest podanie treści w sposób łatwy do przyswojenia. Oznacza to informację łatwą do przeczytania, łatwą do zrozumienia i wciągającą. Informacja łatwa do przyswojenia jest też chętniej przyjmowania jako prawdziwa. Nawet banalny zabieg podniesienia kontrastu koloru czcionek względem tła może zapewnić wzrost akceptacji dla przedstawianych faktów. Według wiedzy obiegowej, im więcej argumentów przedstawisz, tym większe będziesz mieć szanse na obalenie mitu. To nieprawda. Jest dokładnie odwrotnie. Gdy obalasz mity, mniej może dać więcej.


Przedstawienie trzech argumentów może skuteczniej wpłynąć na obalenie mitu, niż zasypanie rozmówcy lawiną informacji, co może się skończyć nawet wzmocnieniem mitu.

Efekt potwierdzenia przez przesadną argumentację występuje, gdyż przetworzenie takiej masy argumentów wymaga znacznego wysiłku umysłowego – znacznie większego, niż w przypadku niewielkiej ich liczby. Ponadto prosty mit jest dla umysłu znacznie bardziej atrakcyjny, niż jego bardzo skomplikowane wyjaśnienie. Rozwiązaniem jest przekazywanie faktów w sposób prosty, uporządkowany i łatwy do przyswojenia. Uczynienie swojego przekazu łatwym do zrozumienia i przyswojenia wymaga użycia wszelkich dostępnych narzędzi. Używaj prostego języka, krótkich zdań, nagłówków i paragrafów. Unikaj nadmiernie ekspresyjnego języka i obraźliwych komentarzy, odrzucających odbiorców przekazu. Trzymaj się faktów. Zakończ silnym i prostym stwierdzeniem, które ludzie będą mogli zapamiętać i przekazać dalej, jak np. „97 ze 100 zajmujących się klimatem naukowców jest zdania, że to ludzie powodują globalne ocieplenie” lub „Badania wykazują, że szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce są bezpieczne”. Gdzie tylko się da, korzystaj z grafik ilustrujących przedstawiane informacje. Naukowcy od lat przekazywali wiedzę w oparciu o „model deficytu informacji”, według którego ludzie mają błędne poglądy, bo nie mają kompletnej informacji. Jednak zbyt wiele informacji może dać efekt odwrotny od zamierzonego. Zamiast tego trzymaj się zasady KISS (Keep It Simple, Stupid! – Przedstaw to Prosto, Baranie). Jak zjeść ciastko i wciąż je mieć


Tworzenie argumentów uproszczonych i dostępnych dla osób bez przygotowania naukowego może skutkować utratą istotnych szczegółów i zależności, które chciałbyś przedstawić. Jak to pogodzić? Na portalu Nauka o klimacie łączymy zalety obu podejść, poprzez odniesienie się do mitu na zróżnicowanych poziomach zaawansowania. Wersja podstawowa jest napisana prostym językiem i wzbogacona o proste grafiki. Dostępna jest też wersja zaawansowana, napisana bardziej technicznym językiem i zawierająca bardziej szczegółowe wyjaśnienia i referencje.

Zagrożony światopogląd Trzeci i chyba najistotniejszy czynnik wpływający na efekt potwierdzenia występuje, gdy poruszany temat jest powiązany ze światopoglądem słuchacza i jego identyfikacją społeczno-kulturową. Wkracza wtedy do gry szereg procesów, które mogą skutkować wybiórczym przyswajaniem informacji. Osoby, które mają bardzo wyraziste poglądy w temacie, mocno zintegrowane z całością swojego światopoglądu, postawione w obliczu kontrargumentów wymagających zmiany światopoglądu, mogą mieć tendencję do okopania się na swoich pozycjach. Jednym z procesów poznawczych, który przyczynia się do tego efektu jest efekt potwierdzenia, czyli selektywne wyszukiwanie przez ludzi informacji, które wzmacniają ich pogląd. Przeprowadzono eksperyment, w którym grupie ludzi podsunięto informację w kontrowersyjnych (w USA) tematach, takich jak kwestia kontroli broni palnej lub akcji afirmatywnej. Do każdej informacji dołączono jej źródło, jasno wskazujące, czy informacja zawierała argumenty za czy przeciw (np. Stowarzyszenie Posiadaczy Broni [National Rifle Association] kontra Obywatele Przeciwko Broni Palnej [Citizens Against Handguns]). Mimo prośby o bezstronność, ludzie wybierali źródła, które pasowały do ich wcześniej wyrobionych poglądów. Eksperyment potwierdził, że nawet kiedy ludziom przedstawimy zrównoważony zestaw faktów, to i tak z reguły wzmacniają oni swoje istniejące poglądy poprzez wybieranie informacji, z którymi się zgadzają. Ta polaryzacja była największa wśród ludzi o najsilniejszych poglądach.


A co się dzieje, gdy usuniemy możliwość wyboru i podsuniemy komuś argumenty, które są sprzeczne z jego światopoglądem? W tym przypadku procesem poznawczym, który dochodzi do głosu jest efekt zaprzeczenia, będący odwrotnością efektu potwierdzenia. Ludzie w tym przypadku spędzają znacznie więcej czasu aktywnie kwestionując niepasujące do ich punktu widzenia argumenty. Zjawisko to potwierdzono eksperymentalnie. Republikanom wierzącym, że Saddam Hussein był wplątany w atak terrorystyczny 11 września 2001 roku, dostarczono dowody, że nie było takiego związku, włącznie z bezpośrednim cytatem prezydenta George’a Bush’a. Jedynie 2% uczestników zmieniło swoje przekonanie (chociaż, co jest bardzo interesujące, 14% zaprzeczało potem, że wcześniej wierzyli w ten związek). Znakomita większość uczestników wiązała Irak z atakiem 11 września, używając szeregu argumentów w celu odparcia przedstawionych im dowodów. Najczęściej używanym manewrem było wzmacnianie swojego nastawienia poprzez przytaczanie argumentów popierających dotychczasowy światopogląd, oraz ignorowanie faktów z nim niezgodnych. Ten proces powodował w końcowym efekcie dalsze wzmocnienie istniejących mylnych poglądów. Skoro fakty nie mogą odwieść ludzi od ich istniejących błędnych poglądów, a nawet czasem mogą je wzmocnić, w jaki sposób możemy zmniejszyć efekty dezinformacji? Istnieją dwa źródła nadziei, że jednak jest to możliwe. Po pierwsze, powyżej opisany efekt rykoszetu światopoglądowego jest najsilniejszy u osób o mocno zakorzenionych poglądach. Masz zatem większą szansę skorygowania błędnej informacji u ludzi, którzy nie mają jeszcze mocnej opinii w istotnych kwestiach. To sugeruje, że powinniśmy koncentrować się na niezdecydowanej większości, zamiast marnować czas na przekonywanie zatwardziałej w swoich poglądach mniejszości. Po drugie, informację można zaprezentować w sposób, który obniża zwykłą oporność psychiczną. Na przykład, informacja zagrażająca światopoglądowi danej osoby może być połączona z tzw. autoafirmacją. Ludzie reagują w bardziej zrównoważony sposób, gdy przedstawiona im informacja częściowo potwierdza ich poglądy i tylko częściowo im zaprzecza. Efekt autoafirmacji można osiągnąć prosząc ludzi, żeby napisali kilka zdań o okresie w swoim życiu, kiedy czuli się dobrze, ponieważ zrobili coś istotnego w ważnej dla siebie dziedzinie. Ludzie stają się wtedy bardziej otwarci na informacje sprzeczne z ich światopoglądem. Interesujące jest to, że ten „efekt autoafirmacji” jest mocniejszy u ludzi, których ideologia jest silniej związana z ich poczuciem własnej wartości. Innym sposobem, dzięki któremu informacja staje się łatwiejsza do przyswojenia, jest przedstawienie jej w sposób nie zagrażający bezpośrednio światopoglądowi rozmówcy. Na przykład Republikanie reagują bardziej pozytywnie na określenie „offset węglowy” niż na „podatek węglowy”. Z kolei dla Demokratów i Niezależnych te dwa określenia nie mają praktycznie różnicy, ponieważ słowo „podatek” nie jest sprzeczne z ich poglądami i nie zagraża ich poczuciu własnej wartości. Autoafirmacji i specyficznego przedstawienia informacji nie należy mylić z manipulowaniem ludźmi. Jest to raczej dawanie faktom szansy wygrania. Wypełnienie luki wyjaśnieniem alternatywnym


Zakładając, że skutecznie ominąłeś różne mechanizmy blokujące zmianę, jaka jest najbardziej efektywna metoda obalania mitów? Problem tkwi w tym, że kiedy błędna informacja już zagnieździ się w umyśle, to trudno jest ją z tego umysłu usunąć, nawet w przypadkach, kiedy ludzie pamiętają i akceptują korektę tej błędnej informacji. Zostało to zademonstrowane w eksperymencie, którego uczestnicy przeczytali fikcyjne sprawozdanie z pożaru magazynu. W sprawozdaniu wspomniano na początku o puszkach farby, kanistrach benzyny i o eksplozjach. W dalszej części opowiadania znajdowało się jednoznaczne wyjaśnienie, że ani farby ani benzyny w magazynie nie było. Ale nawet wtedy, gdy ludzie pamiętali i akceptowali tą poprawkę, to pytani o pożar wciąż wymieniali farbę i kanistry. Na pytanie: „dlaczego było tak dużo dymu?”, ludzie rutynowo wskazywali na farbę olejną, pomimo tego, że chwilę wcześniej potwierdzili, że farby tam nie było. Kiedy ludzie są poddani dezinformacji, budują sobie model myślowy, w którym mit służy jako wyjaśnienie. Kiedy mit zostaje obalony, w modelu myślowym powstaje luka. Aby poradzić sobie z tym problemem, ludzie wybiorą raczej model nieprawdziwy, niż model niekompletny. Przy braku lepszej opcji, wybierają błędne wyjaśnienie. Kiedy w eksperymencie z pożarem magazynu podsunięto ludziom alternatywne wyjaśnienie, w którym wystąpiły rozpuszczalniki i katalizatory, ludzie pytani o przyczynę pożaru znacznie rzadziej wymieniali farbę i benzynę. Najbardziej efektywnym sposobem zmniejszenia efektu dezinformacji jest więc podanie alternatywnego wyjaśnienia. Tę strategię najlepiej ilustrują fikcyjne rozprawy sądowe o morderstwo. Oskarżenie innego podejrzanego znacznie zmniejszało ilość werdyktów skazujących ze strony uczestników grających role ławników, w stosunku do sytuacji, gdzie obrona ograniczała się do wyjaśniania, dlaczego oskarżony jest niewinny.

Żeby alternatywy zostały zaakceptowane, muszą być one wiarygodne i muszą wyjaśniać wszystkie obserwowalne cechy danego wydarzenia. Kiedy obalasz mit – tworzysz lukę w czyimś umyśle. Żeby mit wykorzenić, musisz tę lukę wypełnić. Jedną luką, którą należy wypełnić jest wyjaśnienie, dlaczego mit jest nieprawdziwy. Można to osiągnąć poprzez ujawnienie retorycznych technik używanych w tworzeniu mitów. Poręczny wykaz


technik używanych przez wiele organizacji denialistycznychmożna znaleźć w Denializm, co to jest i jak naukowcy powinni na to reagować?(ang: Denialism: what is it and how should scientists respond?) Do takich technik należą m.in. „wybieranie wisienek”, teorie konspiracji i fałszywi eksperci. Inną alternatywą może być wyjaśnienie, dlaczego osoba siejąca dezinformację promowała dany mit. Wzbudzenie podejrzenia odnośnie źródła dezinformacji również pomaga zredukować jej wpływ. Następnym kluczowym elementem efektywnej polemiki jest używanie wyraźnego ostrzeżenia („uważaj, to będzie nieprawda”) – zanim nawet wspomnimy o micie. Eksperymenty z różnymi metodami polemiki pokazały, że najbardziej efektywna jest kombinacja alternatywnego wyjaśnienia i bezpośredniego ostrzeżenia. Doskonałą bronią w arsenale „obalacza” mitów jest grafika. Redukuje ona błędne przekonania znacznie efektywniej od tekstów. Kiedy ludzie stają wobec argumentów, które są w konflikcie z ich głęboko zakorzenionymi przekonaniami, podchwytują niejasności w celu zbudowania alternatywnej interpretacji faktów. Grafika daje większą jasność i mniej okazji do mylnej interpretacji. Kiedy zdeklarowanych Republikanów ankietowano na temat ich opinii o globalnym ociepleniu, znacznie większa liczba zgodziła się, że ma ono miejsce, kiedy pokazano im wykres rosnących trendów temperatury – w porównaniu z grupą, która otrzymała jedynie pisemne wyjaśnienie. Inna ankieta pokazała, że kiedy przedstawiono ludziom dane reprezentujące temperatury powierzchni Ziemi, ludzie prawidłowo ocenili trend ocieplenia – niezależnie od ich poglądów na ten temat. Jeśli sedno twojego argumentu może być zwizualizowane, w procesie obalania mitów koniecznie korzystaj z grafiki. Anatomia efektywnego obalania mitów Podsumowując, efektywne obalanie mitów wymaga: • • •

Kluczowych faktów - kontrargument powinien kłaść nacisk na fakty, a nie na mity. Aby uniknąć efektu nadmiaru informacji przedstaw jedynie kluczowe fakty; Bezpośredniego ostrzeżenia - zanim wspomnisz jakikolwiek mit, Twój tekst (lub elementy wizualne) powinny ostrzegać, że prezentowana za chwilę informacja będzie fałszywa; Alternatywnego wyjaśnienia - wszystkie luki pozostawione po obaleniu mitów muszą zostać wypełnione. Można to osiągnąć poprzez przedstawienie alternatywnego wyjaśnienia, potwierdzającego fałszywość mitu. Opcjonalnie można też dodać wyjaśnienie, dlaczego osoby siejące dezinformację promują swoje mity; Grafiki - o ile to tylko możliwe, kluczowe fakty powinny być przedstawione w formie graficznej.

Następujący przykład obala mit, że nie ma konsensusu naukowego w temacie antropogenicznego globalnego ocieplenia, ponieważ 31 000 naukowców podpisało petycję stwierdzającą, że nie ma dowodów na to, że ludzka działalność może zmienić klimat.


Całość Przewodnika obalania mitów włącznie z obszerną bibliografią można pobrać tutaj.

Klimatyczne kontrowersje (Świat paliw kopalnych, Mity klimatyczne i inne), Marcin Popkiewicz