LAJF Magazyn Lubelski #74

Page 1


LUBLIN BETTER SHOPPING BETTER LIFE


Atrakcyjne

działki do sprzedania oferuje Fabryka Cukierków „Pszczółka”. Chodzi o nieruchomości w Lublinie i Opolu Lubelskim. Tereny są bardzo dobrze zlokalizowane, a obowiązujący plan zagospodarowania pozwala na budowę mieszkań i obiektów usługowych. W Lublinie „Pszczółka” zamierza pozbyć się dwóch działek. Na pierwszej z nich, o powierzchni prawie 2 hektarów, przez lata działała fabryka cukierków. Druga jest znacznie mniejsza, bo tylko 0,07 ha, znajduje się w dzielnicy Za Cukrownią. – Chcemy wystawić na sprzedaż obie te działki, ponieważ od 2017 roku przenieśliśmy się do strefy ekonomicznej, gdzie powstała nasza nowa fabryka. Działki przy Krochmalnej, w kontekście rozpoczętej właśnie w pobliżu budowy Dworca Metropolitarnego i zapowiadanego programu rewitalizacji tej części miasta, mogą być bardzo atrakcyjną propozycją dla inwestorów – mówi Andrzej Łopacki, prezes zarządu Fabryki Cukierków „Pszczółka” Sp. z o.o. Działka przy ul. Krochmalnej 13 zajmuje teren liczący 1,92 hektara. Część powierzchni zajmuje kompleks budynków o charakterze produkcyjno-magazynowym. Plan zagospodarowania przestrzennego przeznacza te grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. Oprócz mieszkań nowy inwestor będzie mógł rozwinąć przy ul. Krochmalnej 13 usługi. Druga działka, niezabudowana, znajduje się przy ul. Krochmalnej 13a. Plan dla tego terenu przewiduje zabudowę mieszkaniową wielorodzinną z dopuszczeniem usług. Fabryka Cukierków „Pszczółka” chce także sprzedać nieruchomości w Opolu Lubelskim. Działki po byłym zakładzie produkcyjnym zajmują powierzchnię prawie 2 ha. Są bardzo dobrze zlokalizowane, przy drodze wylotowej na Lublin, w sąsiedztwie rewitalizujących się obiektów dawnej Cukrowni Opole Lubelskie i Galerii Stokrotka. Miejscowy plan przeznacza te tereny pod zabudowę produkcyjną, magazynową i miejsce składowania. Wartość rynkowa nieruchomości „Pszczółki” w Lublinie przy ul. Krochmalnej 13 została oszacowana na ok. 20,6 mln zł netto, a mniejszej, przy ul. Krochmalnej 13a, na 269 tys. zł netto. Z kolei wartość nieruchomości w Opolu Lub. znajdująca się przy ul. Fabrycznej wyceniono na 4 136 tys. zł.

„Pszczółka” sprzedaje dawne fabryki w Lublinie i Opolu Lubelskim


od redakcji

foto:Natalia Wierzbicka

Piotr Nowacki Sercem poszczególnych części Polski są jej regiony, a Lubelszczyzna to szczególna mozaika lokalnych kultur, tradycji i ludzi. Nieustannie kultywujemy na naszych łamach dobre praktyki tego, co na tę wyjątkowość się składa. Stąd bohaterami naszego wywiadu okładkowego są Zdzisław Antoń ze współpracownikami, którzy stoją na czele starostwa powiatowego i którzy przybliżają nam potrzebę funkcjonowania tego typu instytucji samorządowej, której korzenie sięgają XIII wieku. To również dlatego w najnowszym LAJFie opowieść o wolności przeżywanej w koszu balonu, pionierach

foto Natalia Wierzbicka

fotowoltaiki i czerni wiodącej prym w modzie.

Wydawca



od redakcji 4  Sercem poszczególnych części

8  Fotogaleria, Ogród Saski w Lublinie, foto Natalia Wierzbicka

10 tygiel

Polski są jej rejony, a … Piotr Nowacki

z okładki

społeczeństwo

ludzie

społeczeństwo

12  Jesteśmy potrzebni tekst Piotr Nowacki, Anna Ignasiak foto Natalia Wierzbicka

22  Szansa na lepsze jutro foto Marcin Pietrusza

24  Czytający z wiatru tekst Marta Mazurek foto Jakub Sagan, Vincent Lamort de Gail

30  Każdy z nas zostanie seniorem

biznes

35 biz-njus

biznes

natura

36  Grupa SIS – strategii inwestycji w OZE foto SiS

44 Zanim w naszym domu zamieszka pies tekst Magdalena Świątkowska foto Michał Świątkowski

32  Ogrzani słońcem tekst Anna Ignasiak foto Filip Sawicki, archiwum

podróże 40 Bergamo – brama do Mediolanu tekst i foto Marta Mazurek

moda 54 Czarny zawsze numerem 1 tekst Olga Bronisz foto Pinterest

46 o kruchy kultury

48 Niepewność, nadzieja i wdzięczność foto Aneta Sobiesiak

historia 50 Morderca z hotelu Victoria tekst Mariusz Gadomski foto WBP im. H. Łopacińskiego w Lublinie

design 54 Z miłości do niedoskonałości tekst i foto Magdalena Krut

taki LAJF

kuchnia 57 Ciasto drożdżowe bez wyrabiania? tekst i foto Marta Mazurek

winna końcówka 58 Grzaniec, czyli kultura wyższa niż się wydaje tekst Łukasz Kubiak, foto Pinterest


PROJEKTUJEMY I WYKONUJEMY FARMY PV Obsługujemy wszystkie

etapy procesu inwestycyjnego – pozwolenia, warunki przyłączenia, koncesje, dokumentacja środowiskowa.

Projektujemy instalacje PV, które są wysoce efektywne i bezawaryjne przy zachowaniu niskich kosztów budowy. Dostarczamy wszystkie komponenty

instalacji w wyjątkowo korzystnych cenach: panele PV różnych producentów i w różnych technologiach (w tym najnowocześniejsze z powłokami grafenowymi i dwustronne), inwertery, stacje transformatorowe i konstrukcje wsporcze.

Zajmujemy się profesjonalnym wykonawstwem

w oparciu o najlepsze praktyki i własne doświadczenia.

Obsługujemy realizację projektów dotacyjnych

rozliczania, obsługa przetargów, sprawozdawczość.

GRUPA SIS ul. Długa 5, 20-346 Lublin www.OZE-Invest.pl | www.klasterwlodawa.pl www.sis-dotacje.pl biznes@op.pl 81/5343200 | 507-195-785

KUPIMY GOTOWE PROJEKTY FARM PV z dotacją, z aukcją, a także bez wsparcia. KUPIMY UDZIAŁY W SPÓŁKACH m.in. w zamian za wsparcie finansowania projektów. WYDZIERŻAWIMY ZIEMIĘ grunty od 0,8 ha do 200 ha.

Reklama

Informacje o prenumeracie w zakładce: o nas na www.lajf.info

Okładka: Natalia Wierzbicka

Sekretarz redakcji: Anna Ignasiak (ann) a.ignasiak@lajf.info Korekta: Magdalena Grela-Tokarczyk Współpracownicy i korespondenci: Michał Fujcik (fó), Marek Podsiadło (pod), Marta Mazurek (maz), Izolda Boguta (izo), Klaudia Olender (kol), Filip Sawicki (sawi), Paweł Chromcewicz (chro), Anna Viljanen (av) Skład: Irek Winnicki Foto: Marcin Pietrusza (qz), Maks Skrzeczkowski (maks), Michał Patroń (moc), Olga Bronisz (obro), Krzysztof Stanek (sta), Robert Pranagal (gal), Jakub Borkowski (bor) Natalia Wierzbicka (nat), Łukasz Parol (parol), Andrzej Mikulski (mik) Olga Michlec-Chlebik (mich).

REKLAMA i MARKETING: reklama@lajf.info | praca@lajf.info Wydawca: KONO media sp. z o.o, 20-010 Lublin ul. Dolna Panny Marii 3 Prezes Zarządu: Piotr Nowacki (now) p.nowacki@lajf.info Regon 061397085, NIP 946 26 38 658, KRS 0000416313 e-mail: kono.media.sp.zoo@gmail.com Treści zawarte w czasopiśmie „LAJF magazyn lubelski” chronione są prawem autorskim. Wszelkie przedruki całości lub fragmentów artykułów możliwe są wyłącznie za zgodą wydawcy. Odpowiedzialność za treści reklam ponosi wyłącznie reklamodawca. Redakcja zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów tekstów, nadawania śródtytułów i zmiany tytułów. Nie identyfikujemy się ze wszystkimi poglądami wyrażanymi przez autorów na naszych łamach. Nie odsyłamy i nie przechowujemy materiałów niezamówionych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawnictwo ma prawo odmówić zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową bądź charakterem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego) oraz interesem wydawnictwa KONO media sp. z o.o. Egzemplarz bezpłatny.

ISSN 2299–1689

LAJF magazyn lubelski Lublin 20-010 ul. Dolna Panny Marii 3 e-mail: redakcja@lajf.info tel. 81 440-67-64, 887-090-604

www.lajf.info


Park Saski w Lublinie | foto Natalia Wierzbicka



tygiel Jeśli styczeń, to WOŚP Po raz 29. tysiące serc wolontariuszy, wykonawców oraz darczyńców zjednoczyło się w imię idei, jaką jest pomoc potrzebującym. W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała, by zapewnić sprzęt dla oddziałów dziecięcych laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy. Z powodu reżimu sanitarnego większość wydarzeń została przeniesiona do internetu. Tradycyjnie pojawiły się propozycje do wylicytowania, tym razem były to m.in. mecz tenisa z senatorem Jackiem Burym, trening z piłkarkami ręcznymi MKS Perła Lublin czy spacer po Lublinie z ks. Alfredem Wierzbickim. Wzruszającą akcją było wejście do wody Grupy Morsującej Firlej – do przerębli wykutej w kształcie serca. W samym Lublinie zebrano ponad 350 tysięcy złotych. Kwota wpłat w całym kraju kształtuje się w granicach 127 mln złotych. (ann)

Pamięć zapisana na kamieniu Na skraju placu przez ośrodkiem kultury w Nałęczowie znajduje się okazały kamień z tablicą poświęconą pamięci autorki książek dla dzieci i dorosłych Ewy Szelburg-Zarembiny. Kamień został tu umieszczony jesienią 1996 roku, w 10. rocznicę śmierci pisarki, z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Nałęczowa. Pisarka, która urodziła się w 1899 roku, spędziła tu dzieciństwo, czego liczne ślady znajdujemy w jej twórczości. Również tutaj chodziła do szkoły, zanim wyjechała na dalszą edukację do Lublina, a następnie na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie. Mieszkając w Lublinie, nastoletnia przyszła pisarka zasłynęła jako założycielka III Żeńskiej Lubelskiej Drużyny Skautowej, z kolei pod koniec lat 60. XX została pierwszym przewodniczącym kapituły nagrody Order Uśmiechu. (maz)

(pod) (pod)

Nowe miasta Pierwszego stycznia tego roku na mapie Polski znalazło się 10 nowych miast, w tym dwa kolejne ośrodki miejskie na Lubelszczyźnie. Są to Goraj z powiatu biłgorajskiego, który uzyskał prawa miejskie utracone po powstaniu styczniowym. W Goraju mieszka mniej niż 1 tys. mieszkańców, w związku z czym miejscowość może stać się jednym z najmniejszych miast w Polsce. Z pewnością warto przybliżyć historię Goraja, w którą wpisana jest tradycja uprawy cebuli. To stąd podchodzi słynny gorajski placek cebulowy wpisany na listę produktów regionalnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Nowym miastem została również Kamionka, znajdująca się na terenie powiatu lubartowskiego, którą zamieszkuje 2 tysiące osób i która posiadała prawa miejskie już w latach 1458–1869. (ann)

10

magazyn lubelski (74) 2021

(maks)


Cerkiew w Tomaszowie Lubelskim

(pod)

Budynkiem, na który nie można nie zwrócić uwagi, będąc w okolicach tomaszowskiego rynku, jest malownicza cerkiew pw. Świętego Mikołaja Cudotwórcy. Murowana budowla łączy elementy architektury klasycyzmu i bizantyjsko-rosyjskiej. Jej cechą charakterystyczną jest pięć ośmiobocznych latarni umieszczonych na poszczególnych polach dachu. Obecna cerkiew została wzniesiona pod koniec XIX wieku, choć historia parafii prawosławnej w Tomaszowie sięga XVI wieku. Cerkiew przetrwała obie wojny światowe, jej funkcjonowanie przerwała akcja „Wisła”, kiedy w latach 1947–1950 polskie władze komunistyczne wysiedliły z terenów południowo-wschodnich blisko 140 tys. osób pochodzenia ukraińskiego. Przez 10 lat niszczejąca cerkiew pełniła rolę magazynu dla mleczarni. Remont zabytku zakończył się dopiero na początku XXI wieku. Patronem świątyni jest Mikołaj Cudotwórca, arcybiskup Mir Licyjskich, który należy do grona najbardziej czczonych w cerkwi prawosławnej. (maz)

Robić coś na jedno kopyto To powiedzenie narodziło się w Tyszowcach na Zamojszczyźnie i jest związane z produkowaniem tu butów „tyszowiaków”, które mogły być noszone zarówno na prawej, jak i na lewej nodze. Jak niesie wieść, u słynących z szewstwa mieszkańców Władysław Jagiełło zamówił na potrzeby armii walczącej w bitwie pod Grunwaldem aż 10 tysięcy par butów. Nic dziwnego, miały one wyjątkową jakość – żeby były miękkie, robiono je ze skóry garbowanej korą dębu oraz zaprawiono je dziegciem, aby nie przemakały. Były ocieplane słomą, a na obcasie miały metalową podkówkę. Nosili je zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Tradycja miejscowego rzemiosła umarła, ale przypomina o niej m.in. pomnik zaprojektowany przez Cezarego Sienkiela, który dwa lata temu został odsłonięty na placu Konfederacji Tyszowieckiej z okazji 600-lecia uzyskania praw miejskich. (maz)

(Marzena Prokop)

Na trasie Momoty – Szklarnia

(qz)

Lasy Janowskie to ciągle nieodkryte możliwości spędzenia wolnego czasu w otoczeniu przyrody. Są tu dostępne trzy ścieżki dydaktyczne, które można pokonać spacerując, maszerując, jadąc rowerem albo zbierając grzyby. Jedną z nich jest ścieżka w rezerwacie Szklarnia, która liczy 3,5 km. Zaczyna się w Momotach i jest częścią rezerwatu, który został wytyczony na powierzchni prawie 280 ha. Nieoceniony jest krajobraz leśny, na który składają się starodrzewia sosnowe i jodłowe, bagienne skupiska olszy czy lasy łęgowe. To również ostoja ptactwa – można tu spotkać głuszca, bociana czarnego, bączka oraz lelka zwyczajnego. Ścieżkę wytycza 20 stacji z tablicami edukacyjnymi i informacyjnymi i można ją przejść w ciągu dwóch godzin. Na koniec wycieczki w Szklarni warto zarezerwować czas na zobaczenie hodowli koników biłgorajskich. Znakomita lekcja przyrody w naturze niezależnie od kondycji i pory roku. (maz)

magazyn lubelski (74) 2021

11


z okładki

potrzebni Jesteśmy

Powiat Lubelski ma swoją specyfikę. Otacza Lublin. Granice nadały mu oryginalny kształt, ale co najważniejsze, tworzące go gminy znajdują się w bardzo różnych odległościach od jego centrum – siedziby. Z tego i wielu innych względów potrzeby mieszkańców tworzą wyjątkową mozaikę. O skuteczności dialogu i roli powiatu jako ważnego szczebla samorządu funkcjonującego w strukturze administracji publicznej z Zarządem Powiatu Lubelskiego: starostą Zdzisławem Antoniem, wicestarostą Andrzejem Chrząstowskim oraz Grzegorzem Kozłem – etatowym członkiem Zarządu rozmawiają Piotr Nowacki i Anna Ignasiak, foto Natalia Wierzbicka

12

magazyn lubelski (74) 2021



– Początki kształtowania powiatów w Polsce rozpoczęły się w już w XIII wieku, a proces ich tworzenia miał na celu usprawnienie funkcjonowania państwa. Z biegiem czasu następował ich rozwój, a następnie traciły swoją rolę. Ich model funkcjonowania podlegał wielu zmianom i ewolucjom. Szczególnie burzliwe koleje losu przechodziły w latach 1945-1975. W obecnej formie samorząd powiatowy funkcjonuje od 1999 roku, kiedy to ponownie został powołany do życia. Jak Panowie widzicie rolę tej instytucji obecnie? Zdzisław Antoń – W PRL-u powiaty istniały do 1975 r. Następnie je zlikwidowano na rzecz utworzonych 49 województw. Reforma samorządowa przeprowadzona w 1990 r. była, można by rzec, zmianą połowiczną – powstały wówczas tylko gminy tworzące szczebel podstawowy samorządu, natomiast w miejscu, w którym obecnie prowadzimy rozmowę, istniał urząd rejonowy, pełniący w formule rządowej administracji ogólnej rolę wyłącznie administracyjną, obsługując interesantów m.in. w zakresie geodezji, budownictwa oraz spraw komunikacyjnych.

– W 1999 r. w ramach reformy administracyjnej zmniejszono liczbę województw z 49 do 16. Wtedy też powołano 308 powiatów samorządowych, w tym lubelski. Zdzisław Antoń – Również wówczas poszerzono ich działalność o zarządzanie drogami, które uzyskały status powiatowych, a wcześniej były drogami wojewódzkimi. Do zadań powiatu wyodrębniono sferę edukacji na poziomie ponadpodstawowym, czyli organizowanie nauki w liceach, technikach i szkołach branżowych I i II stopnia. Nieco później została nam powierzona opieka zdrowotna, a także cała sfera opieki społecznej, włącznie z domami pomocy społecznej i ośrodkami wychowawczo-opiekuńczymi. Powiat Lubelski prowadzi i nadzoruje sześć zespołów szkół: w Bychawie, Bełżycach, Niemcach, Piotrowicach i w Pszczelej Woli oraz trzy

14

magazyn lubelski (74) 2021

placówki kształcenia specjalnego Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Bystrzycy, Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Załuczu i Zespół Szkół Specjalnych przy DPS w Matczynie. Kolejne nasze jednostki organizacyjne mają za zadanie rozwiązywanie problemów społecznych. Odpowiadają za to Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Lublinie, Powiatowy Urząd Pracy w Lublinie, dwa domy dziecka oraz Domy Pomocy Społecznej w Matczynie i Kiełczewicach. Ten drugi prowadzony jest na zlecenie Powiatu Lubelskiego przez Zgromadzenie Sług Jezusa.

– Jaki obszar prac należy do kompetencji starosty stojącego na czele powiatu? Z kim na co dzień Pan współpracuje i na jakim poziomie odbywa się owa współpraca? Zdzisław Antoń – Przestrzeń realizowanych zadań jest niezwykle bogata i zróżnicowana. Stanowi zarówno misję, jak i pasję. Stojąc na czele Zarządu, organu wykonawczego powiatu, odpowiadam wraz z kolegami za bieżące zarządzanie i nadzór nad wszystkimi wcześniej wymienionymi instytucjami. Współpracując z członkami Zarządu i kadrą urzędniczą, kieruję pracami wykonywanymi przez podległe Starostwo Powiatowe w Lublinie, stanowiące, jak to mówią w administracji – aparat pomocniczy. Wyznacznikiem naszych działań jest współpraca z Radą Powiatu Lubelskiego jako organem stanowiącym. Kształtowanie tej współpracy odbywa się poprzez debatę i realizację podejmowanych uchwał. Muszę przyznać, że w bieżącej kadencji funkcjonowanie naszego samorządu można uznać jako modelowe. Do najbliższego grona partnerów należy zaliczyć Wojewodę Lubelskiego, Marszałka i Zarząd Województwa Lubelskiego. Ważną rolę we współpracy odgrywają wójtowie, burmistrzowie oraz przewodniczący rad gmin z terenu powiatu, kierownicy służb, inspekcji i straży oraz dyrektorzy podległych jednostek organizacyjnych, a także naczelnicy i pracow-


nicy wydziałów Starostwa Powiatowego w Lublinie. Współpraca dotyczy wspólnych inicjatyw w zakresie bezpieczeństwa oraz realizacji strategii rozwoju Powiatu Lubelskiego.

– Z czym jest związana Pańska rola w Konwencie Powiatów Województwa Lubelskiego? – Swoją rolę traktuję jako duże wyróżnienie i odpowiedzialność za złożone w moje ręce zaufanie ze strony lubelskich powiatów. Mam zaszczyt przewodniczyć temu gremium, będąc jednocześnie jego przedstawicielem na forum Związku Powiatów Polskich. Ta praca daje możliwość aktywnego uczestniczenia w życiu powiatów, województwa i kraju. Pozwala szerzej patrzeć na współczesne problemy i osiągnięcia samorządów.

– Pojawiają się głosy, że powiat jako samorząd wykonujący zadania administracji publicznej jest czymś archaicznym. Zdzisław Antoń – Archaicznym na pewno nie, ponieważ funkcjonuje w sprawnej i ciągle unowocześnianej formie. Można natomiast dyskutować o podziale i przypisaniu konkretnych kompetencji odpowiednim szczeblom samorządowym. Wydaje się, że obecnie przypisany powiatom zakres kompetencji jest do zaakceptowania. Sprawdza się on na przykład w obecnym czasie zagrożenia pandemią. Rola powiatu jest wkomponowana pomiędzy funkcje samorządowe wypełniane przez gminy i województwo. Wyjęcie jakichkolwiek kompetencji powiatowi będzie powodowało konieczność ich przekazania innym jednostkom samorządowym. Inaczej się nie da. Muszę jednak przyznać, że temat likwidacji powiatów w różnej formie powraca. Przykład z ostatniej chwili – minister zdrowia 23 grudnia powołał zespół, który ma zająć się reformą służby zdrowia, m.in. z sygnalizowanym podtekstem przekazania szpitali powiatowych innym podmiotom. W reakcji na tę informację Związek Powiatów Polskich wszczął alarm, deklarując, że nie wyrazi zgody na zmianę modelu funkcjonowania szpitali powiatowych. W moim odczuciu w pierwszej kolejności należy podejmować skuteczne działania polegające na usprawnieniu, optymalizowaniu kosztów leczenia pacjentów i finansowania służby zdrowia oraz maksymalnego przybliżania usług medycznych do pacjenta wraz z podnoszeniem poziomu tych usług. Który samorząd będzie zarządzał służbą zdrowia jest sprawą drugorzędną. System opieki zdrowotnej powinien być sprawny i efektywny. Andrzej Chrząstowski – Wykonujemy takie zadania, jak piecza zastępcza czy pomoc społeczna, które powinny być nadzorowane przez powiat. Są też jednak i takie, które dla poprawy obsługi mieszkańców powinny być może zostać przekazane na niższy szczebel samorządu. W ramach usprawniania obsługi interesantów Pan

Starosta zapoczątkował przekazywanie części zadań prowadzonych dotychczas przez powiat w siedzibie starostwa do gmin. Powstały dzięki temu nowe, uzupełniające już działające filie Wydziału Komunikacji, Transportu i Drogownictwa. Starostwo dysponuje w terenie również jednostkami filialnymi Powiatowego Urzędu Pracy czy filiami Wydziału Geodezji. Pamiętajmy, że powiat lubelski liczy już ponad 153 tys. mieszkańców, a sieć dróg na jego terenie przekracza długość ponad 800 km. Siłą rzeczy korzystanie z usług urzędu w centrum Lublina bywa czasem utrudnione. Dlatego ważne jest, aby mieszkańcy dalej położonych gmin byli obsługiwani na miejscu. Pamiętajmy, że wiedza o niektórych zagadnieniach ważnych dla mieszkańców jest pełniejsza w gminie. Tym samym wychodzimy naprzeciw potrzebom mieszkańców powiatu. W ostatnim czasie w ramach współpracy z Miastem Lublin przekazana została w jego zasób biblioteka powiatowa. To posunięcie ma na celu podniesienie poziomu w obszarach: dostępności oferty, obsługi merytorycznej i edukacyjnej bibliotek gminnych z terenu naszego powiatu. Staramy się patrzeć szeroko na potrzeby naszych mieszkańców.

– Czy takie rozwiązania stosują również inne powiaty? Andrzej Chrząstowski – Powiat, który obejmuje kilka gmin, nie musi tego robić, ponieważ znajduje się w pobliżu swoich interesantów. Natomiast my jesteśmy największym lubelskim powiatem posiadającym dużą dynamikę rozwoju i potrzeb. Takim „pierścieniem” wokół stolicy regionu Miasta Lublin, siedziby województwa. Patrząc na charakterystykę naszych gmin, widzimy zróżnicowane potrzeby ich mieszkańców. Priorytety i cele społeczności takich gmin, jak np. Wysokie, Krzczonów czy Zakrzew, biorąc pod uwagę ich typowo rolniczy charakter, są nieco inne aniżeli gmin Jastków, Niemce, Głusk, Konopnica czy Niedrzwica Duża, które w większości stanowią bezpośrednie zaplecze dla Lublina. Trzeba również brać pod uwagę to, czy są one typowo wiejskie czy też miejsko-wiejskie, jak Bełżyce i Bychawa. W takich samorządach potrzeby są jeszcze inne. Zdzisław Antoń – W 1999 roku tworzona koncepcja zasad funkcjonowania powiatów zmieniała się do ostatniej chwili. Jako alternatywne rozwiązanie, dotyczące zarządzania drogami powiatowymi, zdrowiem czy oświatą ponadpodstawową, było brane pod uwagę tworzenie związków międzygminnych, ale tego pomysłu nie udało się sfinalizować. Które rozwiązanie byłoby korzystniejsze, trudno powiedzieć.

– Wspomniane wcześniej wyjście naprzeciw potrzebom mieszkańców próbujecie Państwo realizować wielokierunkowo, np. poprzez utworzone magazyn lubelski (74) 2021

15


z początkiem tego roku Centrum Usług Wspólnych Powiatu Lubelskiego w Lublinie, czyli formę spójnego zarządzania majątkami podległych jednostek, czy budowanie Centrum Usług Społecznych w Bełżycach. Grzegorz Kozioł – Nieustannie szukamy efektywnych rozwiązań realizacji naszych potrzeb. Centrum Usług Wspólnych powstało z potrzeby racjonalnego zarządzania środkami, jakimi dysponują jednostki oświatowe i pomocy społecznej. Dotyczy to zarówno finansów, jak i majątku trwałego. Centrum Usług Społecznych to z kolei modelowe, na skalę krajową, rozwiązanie podnoszące poziom usług społecznych z jednoczesnym zbliżeniem do osób z nich korzystających. Po jego uruchomieniu będzie możliwość szerokiego zaprezentowania tego projektu. Jakość naszych usług podnosimy również po to, aby nie ulegać konkurencji Miasta Lublin. Jest ona szczególnie widoczna w sferze oferty edukacyjnej, komunikacji, służby zdrowia itd. Duże aglomeracje mają to do siebie, że są ekspansywne, a ich oferta pozornie atrakcyjna niestety jest często zbyt droga dla osób spoza ich terenu. Zauważono w Polsce, że sytuacja szpitali leczących pacjentów w niedalekiej odległości od dużych miast jest wyjątkowo skomplikowana. Poddawane są one wyjątkowo trudnym warunkom konkurencji. Na tę sytuację nakłada się problem związany ze zróżnicowaniem wyceny procedur medycznych.

– Może jest to następstwem przyjęcia różnych poziomów opłat za punkty medyczne przez jednostki rozliczające świadczenia medyczne. W województwie lubelskim stawka kształtuje się na poziomie ok. 12 zł za punkt, gdzie średnia krajowa wynosi 15,50 zł. Andrzej Chrząstowski – Kontrakty NFZ-owskie zazwyczaj nie odróżniają, czy „pacjent jest obsługiwany w Hiltonie czy w przydrożnym Motelu”. Natomiast dopłaty, związane z lokalizacją, są uzależnione też od tego, czy szpital prowadzony jest przez marszałka, czy szpital uznawany jest jako kliniczny podlegający pod władze uczelni, czy też jest to szpital powiatowy. I znowu naszym problemem jest sąsiedztwo metropolii. Każdy woli być leczony w wielkiej klinice, gdzie pracują znani specjaliści, uzbrojeni w nowoczesne wyposażenie, o którym szpitale powiatowe mogą zazwyczaj pomarzyć. Kiedy zachoruje dziecko, matka przyjedzie np. do Bychawy tylko po to, by dostać skierowanie do doskonale wyposażonego szpitala dziecięcego w Lublinie. I trudno się dziwić. To samo dotyczy szkolnictwa. Tu też musimy konkurować z dużą aglomeracją, jaką jest Miasto Lublin. Jednak w tym przypadku możemy pochwalić się trzema specjalistycznymi szkołami i wieloma sukcesami. Pierwsza to Zespół Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Zawodowego w Pszczelej Woli z kierunkiem wiodącym – technik pszczelarz, jedynym takim w Europie, następnie Zespół Szkół im. M. Kopernika w Bełżycach z kierun-

16

magazyn lubelski (74) 2021

kiem technik informatyk z innowacją – „Programowanie 3D i robotyka” czy też Zespół Szkół Techniki Rolniczej im. W. Witosa w Piotrowicach. Prowadzimy również trzy szkoły specjalne udostępnione dla dzieci i młodzieży ze szczególnymi potrzebami kształcenia, m.in. Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Załuczu wyposażony w internat, gdzie można zarówno uczyć się, jak i zamieszkać. W planach mamy również przekazanie budynku w Woli Przybysławskiej na potrzeby ośrodka dla dzieci autystycznych.

– Takich ośrodków brakuje w województwie lubelskim. Andrzej Chrząstowski – Zdajemy sobie z tego sprawę i dlatego dążymy do utworzenia tego typu placówki, która w sposób kompleksowy przygotuje dzieci, młodzież, a nawet osoby dorosłe dotknięte tą dysfunkcją do realizowania się w życiu codziennym. Tego typu placówka będzie dawała również możliwość niezwykle potrzebnego odpoczynku rodzicom i opiekunom. Podstawą pracy ośrodka będzie maksymalne przystosowanie do życiowej samowystarczalności jego podopiecznych. Pragniemy, aby w tym miejscu dzieci, młodzież i ludzie dorośli stawali się samodzielni i nie liczyli tylko na swoich opiekunów, których kiedyś przecież może zabraknąć.

– Jaki był cel powołania Centrum Usług Wspólnych? Andrzej Chrząstowski – Jeszcze w niedalekiej przeszłości każda szkoła miała swoje indywidualne podejście do kwestii wydatkowania i rozliczania pieniędzy, których ciągle brakuje. Gdy rozpoczęliśmy pracę dla powiatu, zwróciliśmy szczególną uwagę na problemy finansowania oświaty, która pochłania znaczne środki, a otrzymywane subwencje są takie, jakie są. Dbałość o finanse publiczne wymaga skrupulatnego postępowania. Łatwiej i skuteczniej jest zarządzać finansami oraz majątkiem, stosując jednolity i sprawny model. W naszym przekonaniu takie rozwiązanie gwarantuje uruchomione Centrum Usług Wspólnych. Materia zarządzania w oświacie jest niezwykle skomplikowana.

– Wydatki na szkoły powiatowe kształtują się na poziomie 50 mln przy 170 mln budżetu, z czego subwencja to niecałe 40 mln. Grzegorz Kozioł – Jak łatwo policzyć – sporo dokładamy. Jednocześnie toczy się dyskusja na temat, czy w gminach jest za dużo, a może za mało szkół. Przecież prowadzimy klasy zgodnie z wytycznymi ministerstwa i nie tutaj leży problem. Przede wszystkim chodzi o faktyczne koszty kształcenia i racjonalne wydatkowanie pieniędzy na ten cel. I właśnie m.in. dlatego powstało Centrum Usług Wspólnych. Cały obszar księgowości i finansów został scalony w jednym miejscu i prowadzony w usystematyzowany sposób przez kompetentne osoby. To nowe rozwiązanie wdrożono od 1 stycznia 2021 roku. Kiedy spotkamy się za rok, bę-


dziemy mogli powiedzieć, czy nasze oczekiwania wobec CUW sprawdziły się. Nie chodzi o to, że zaoszczędzimy nagle 10 mln zł, ale będziemy mieli pogląd na to, co faktycznie dzieje się w podległych nam szkołach. To są duże jednostki, jak np. Zespół Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Zawodowego w Pszczelej Woli, gdzie oprócz wydatków na naukę, koszty generują też stuhektarowe gospodarstwo, park i zabytki.

– Czy planujecie Państwo rozszerzyć działalność tej jednostki na inne obszary obsługiwane przez powiat? Andrzej Chrząstowski – Obecnie jest to obsługa finansowo-księgowa, ale planujemy te działania rozszerzyć. CUW będzie sukcesywnie obejmował swoją działalnością coraz szerszy obszar funkcjonowania powiatowych jednostek budżetowych. Będzie przejmował nadzór i prowadził sprawy w obszarach obejmujących np. zarządzanie majątkiem, wspólne zakupy, rozliczenia bieżące, rozliczenia płac, wdrażanie rozwiązań informatycznych i inne. W perspektywie mamy obejmowanie zarządzaniem CUW kolejnych jednostek. Dzięki CUW dyrektorzy poszczególnych placówek będą mieli poprawiony komfort pracy i więcej czasu na zajęcie się bieżącymi sprawami, co pozwoli na budowanie wysokiej marki podległych im jednostek. Wdrażając model CUW, korzystaliśmy z doświadczeń uruchomionego jako pierwsze tego typu w Polsce Centrum funkcjonującego w Powiecie Kętrzyńskim. Obecnie, po kilku latach jego działalności, można powiedzieć, że dobrze zdało egzamin i przynosi zamierzone efekty. Jeśli chodzi o tego typu rozwiązania w województwie lubelskim, to jako powiat jesteśmy liderem tego typu rozwiązań.

– Taka sytuacja „odciążenia” daje pole dla kreatywności. Zdzisław Antoń – Tak. Inaczej nie utrzymamy tych szkół, konkuru-

jąc z Lublinem. Potrzeba wielu, może nawet 20-30 lat, aby dorównać poziomowi kształcenia w Zamojskim, Unii czy Staszicu, w przedmiotach będących ich domeną. Postanowiliśmy jednak rozpocząć proces podnoszenia poziomu kształcenia w naszych szkołach. Dzięki unikalnym kierunkom i metodom kształcenia oraz ciekawym lokalizacjom i dobrej bazie dydaktycznej naszych placówek możemy nawiązać zdrową konkurencję. Obecnie pracujemy nad wyodrębnianiem naszych unikalnych specjalizacji. Jeśli natomiast chodzi o pozostałe zadania oraz inwestycje, to tak naprawdę koncentrujemy się na komunikacji. Ze względu na fakt, iż w naszych warunkach klimatycznych i geologicznych, po ok. 20 latach użytkowania, drogi należy remontować, stanowią one niekończący się front inwestycyjny. Do zakresu inwestycyjnego dochodzi również obszar ich konserwacji i całorocznego utrzymania. Drogi powiatowe są ważnym elementem tkanki komunikacyjnej łączącej ośrodki gminne. W tym zakresie ściśle współpracujemy z samorządami poszczególnych gmin. Realizujemy wspólne inicjatywy, np. uzgadniamy i uruchamiamy nowe połączenia komunikacyjne, często dzielimy się również kosztami wspólnych inwestycji.

– Z naszej rozmowy wynika, że drogi w Powiecie Lubelskim to najbardziej istotny problem. Zdzisław Antoń – Jeden z ważniejszych. Fundusze unijne na infrastrukturę drogową wkrótce się skończą. Chcemy maksymalnie wykorzystać nową (2021-2027) perspektywę finansową UE i znaleźć sobie pole do współpracy w tym zakresie, czynimy to, wchodząc do Lubelskiego Obszaru Metropolitalnego. W ramach tego aliansu spodziewamy się rozwiązać wiele potrzeb związanych z integrowaniem funkcjonujących systemów drogowych i komunikacyjnych w powiązaniu z elementami już zrealizowanymi przez Miasto Lublin i Lubelski Obszar Funkcjonalny. Takie są nasze plany co do najbliższej przyszłości i naszego funkcjonowania.

magazyn lubelski (74) 2021

17


– Dotacje unijne to w dalszym ciągu, obok dotacji rządowych, mocne oparcie dla Państwa działalności. Zdzisław Antoń – Największym i najtrudniejszym zadaniem, które kończymy w tym roku, jest geodezyjny projekt partnerski pt. „e-Geodezja” o wartości przekraczającej 187 mln zł. Realizujemy go od czterech lat, a jego zasięgiem obejmujemy wszystkie powiaty ziemskie naszego województwa (20). Jesteśmy jego liderem, koordynujemy wykonywanie dokumentacji, przetargi, wykonanie, rozliczenia kosztów i projektu. Chcąc kontynuować jego realizację w kolejnych latach, złożyliśmy wniosek o finansowanie w ramach nowej (2021-2027) perspektywy unijnej. Dzięki tym pracom chcemy nadrobić wieloletnie zapóźnienia w cyfryzacji zasobów geodezyjnych i tym samym podnieść poziom i tempo obsługi naszych interesantów.

– Dotyczy to powiatu lubelskiego czy całego województwa? Zdzisław Antoń – Województwo lubelskie jest jednym z najbardziej zapóźnionych w kraju, jeśli chodzi o ucyfrowienie zasobów geodezyjnych. Kiedy dwa lata temu, po rozpoczęciu urzędowania, odbyłem rozmowę w tej kwestii z Geodetą Krajowym, to w jej trakcie wręcz „łapał się za głowę”. Taki niestety zastaliśmy stan wykorzystywanych zasobów. Trudno jest się więc dziwić, że wykorzystując zbiory analogowe, mamy kłopoty z zapewnieniem pilnych potrzeb naszych mieszkańców i inwestorów. Pracujemy, aby zmienić tę sytuację.

– Jakie kluczowe projekty mógłby Pan jeszcze wymienić? Zdzisław Antoń – Jeżeli chodzi o inne projekty z wykorzystaniem funduszy unijnych, to był jeszcze zrealizowany kosztowny, za kwotę 20 mln zł, i bardzo potrzebny projekt drogowy „Wygodniej, szybciej, bezpieczniej”, w którym wzięło udział kilkanaście powiatów. Zaletą takich megaprojektów było to, że ich dofinansowanie realizowano w drodze pozakonkursowej. Dzięki temu projektowi zbudowaliśmy drogę powiatową nr 2219L (odcinek S17 Węzeł Nałęczów – droga powiatowa Nr 1524L) oraz rozbudowaliśmy drogę powiatową Nr 2259L Bełżyce ul. Lubelska – Strzeszkowice – Krężnica Jara – Lublin (ul. Krężnicka – ul. Żeglarska) z wyłączeniem odcinka pod budowę S19.

– A szkolenia kadry urzędniczej? Bez wyszkolonego zespołu trudno o planowane zmiany. Zdzisław Antoń – Jesteśmy w trakcie dokonywania pewnych zmian. We współpracy z wyspecjalizowaną zewnętrzną firmą w ubiegłym roku wykonaliśmy prace polegające na optymalizacji zatrudnienia w Starostwie Powiatowym w Lublinie. Dzięki temu

18

magazyn lubelski (74) 2021

posiadamy pełną wiedzę na temat zasobów kadrowych i kompetencji pracowników. Wykonaliśmy szczegółowe opisy stanowisk, ich wartościowanie, opracowaliśmy też na bazie nowoczesnego systemu informatycznego cały profesjonalny system oceny pracowników. Jesteśmy w trakcie wdrażania uzyskanych rozwiązań. Kompetentne zarządzanie zasobami ludzkimi w podległym starostwie jest dla nas jednym z priorytetów. Doceniamy rzetelną pracę naszych pracowników na wszystkich zajmowanych stanowiskach. Zamierzamy ciągle podnosić kulturę organizacyjną starostwa i podległych Powiatowi Lubelskiemu jednostek.

– Jakie cele postawiliście sobie Panowie w najbliższym czasie? Zdzisław Antoń – W obszarze usług administracyjnych. Powiat stawia na permanentne podnoszenie poziomu usług architektoniczno-budowlanych, związanych z komunikacją i obsługą geodezyjną. Naszym zadaniem jest, by dostęp do tych usług dla mieszkańców był coraz lepszy, wygodniejszy bardziej intuicyjny. Dotyczy to również sfery udogodnień związanych z otrzymaniem dowodu rejestracyjnego czy prawa jazdy. Podniesienie poziomu edukacji, świadczeń medycznych, rozwój gospodarczy.

– W nowej perspektywie unijnej powstaną m.in. szlaki turystyczne, które pokażą nie tylko potencjał krajoznawczy powiatu, ale także skomunikują nas z jednej strony z Kazimierzem Dolnym i Nałęczowem, z drugiej zaś pokierują nas wzdłuż Bystrzycy na tereny gmin Zakrzew, Bychawa lub Strzyżewice. Grzegorz Kozioł – Aby to umożliwić, planujemy rozwój sieci dróg, ścieżek i tras rowerowych, budowę chodników i tras spacerowych wzdłuż infrastruktury drogowej powiatu. Chcemy przez to umożliwić i uaktywnić ruch turystyczny do wielu atrakcyjnych miejsc na terenie powiatu i pobliskich atrakcji turystycznych. Z zaciekawieniem obserwujemy inicjatywy Gminy Kamionka związane z przystąpieniem do LOM. Oprócz wykorzystywania tradycyjnych, konwencjonalnych pojazdów bardzo ważnym dla nas tematem jest również wdrażanie i wykorzystywanie na terenie powiatu lubelskiego systemu komunikacji opartego na wykorzystaniu efektów elektromobilności. Zdzisław Antoń – Obecnie powstaje Lubelski Obszar Metropolitalny, poszerzony w stosunku do Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego. LOF tworzyły wyłącznie gminy, teraz dołączają również powiaty sąsiadujące z Lublinem jako stolicą regionu. Nasze cele są proste: musimy usiąść z władzami miasta i wspólnie pracować. Bez Lublina nie ma komunikacji między nami. Jeśli ktoś z gminy Niemce ma dojechać do Niedrzwicy


Dużej, musi przejechać lub tylko „otrzeć” się o Lublin. Synergia zaspokajania codziennych potrzeb mieszkańców i gości Lubelskiego Obszaru Metropolitalnego jest nieunikniona. Trzeba więc wspólnie rozwiązywać wiele problemów nie tylko komunikacyjnych, ale również w obszarze lecznictwa, oświaty, pomocy społecznej, gospodarki wodno-ściekowej, gospodarki odpadami, ochrony środowiska i zasobów naturalnych gmin wokół Lublina. To nie zawsze są zadania przypisane bezpośrednio powiatom, ale uważamy, że rola powiatów polega również na integrowaniu tworzących go gmin w kierunku zrównoważonego i dynamicznego rozwoju. W tym celu należy wsłuchiwać się również w głosy lokalnych środowisk, a także w zdanie wójtów i burmistrzów i wraz z nimi rozmawiać o tym, jakie są ich najważniejsze problemy, co chcieliby zrobić, na czym im zależy. W takiej koalicji łatwiej będzie zadbać o gminne i wspólne interesy, ponieważ indywidualne ustalenia często nie dają gwarancji obopólnych profitów. Zwłaszcza duże miasta mają swoje ważne interesy i dla nich taka pojedyncza gmina jest „słabym” partnerem. Dotyczy to zwłaszcza kwestii rozwojowych oraz inwestycyjnych. Natomiast nasz powiat zamieszkuje już prawie 155 tys. mieszkańców, dlatego razem możemy stanowić liczącego się w tych rozmowach partnera. Spraw, którymi należy się zająć, jest sporo – tworzenie inteligentnego lubelskiego hubu gospodarczego, zagospodarowanie Doliny Bystrzycy czy wdrażanie gospodarki neutralnej dla klimatu, wykorzystanie zielonej energii itd. Przygotowujemy się np. do przeprowadzenia audytów energetycznych dla wszystkich naszych obiektów, aby przygotować się do jednego dużego projektu, który zmniejszałby zużycie energii (zwłaszcza tej konwencjonalnej) w naszym powiecie.

nia szkód gospodarczych i społecznych wyrządzonych przez pandemię koronawirusa – Europejski Plan Odbudowy, który ma uczynić Europę bardziej przyjazną dla środowiska, bardziej cyfrową i odporniejszą na kryzysy. Musimy być przygotowani, by z tego skorzystać.

Andrzej Chrząstowski – Przypomnę, że Komisja Europejska, Parlament Europejski oraz szefowie państw i rządów UE zatwierdzili w zeszłym roku, w celu naprawie-

Zdzisław Antoń – Tego również mieszkańcom naszego powiatu i sobie – życzymy.

Zdzisław Antoń – Jak widać, mamy ambitne plany. Cieszymy się, że dotychczas udało się nam zrealizować wszystkie zamierzenia organizacyjne i inwestycyjne przewidywane na lata 2019-2020. W ten rok wchodzimy ze sporym optymizmem. Dotychczas przeprowadzone przetargi na wyłonienie wykonawców dla zaplanowanych inwestycji pokazują znaczne oszczędności w odniesieniu do wcześniej planowanych nakładów. Jeśli dalej taka tendencja zostanie utrzymana, to oszczędności pozwolą na uruchomienie kolejnych zadań. Na dzisiaj jest dobrze, oby uzyskane tempo prac udało się utrzymać dalej. W ciągu dwóch lat bieżącej kadencji udało się dodatkowo z budżetu państwa pozyskać ponad 30 mln zł. Te środki skierowane zostały w większości na infrastrukturę drogową. Ogromna w tym zasługa tzw. programów rządowych, ale również władz województwa.

– Miejmy nadzieję, że Państwa plany ziszczą się w całości, czego też życzyłbym sobie jako mieszkaniec Lublina co prawda, ale korzystający również z jego pięknych okolic. Andrzej Chrząstowski – Czyli będzie Pan mógł spędzić miło czas, jadąc bezpiecznie na rowerze szlakiem rowerowym przez Dys, Majdan Krasieniński, Piotrawin, do Nałęczowa lub w inną stronę…

magazyn lubelski (74) 2021

19


Wojewódzki Konkurs

Szanowni Państwo! Jednym ze sztandarowych haseł Unii Europejskiej są słowa „Zjednoczeni w różnorodności”. To piękne motto odnosi się głównie do naszych narodowych i regionalnych tożsamości kulturowych. Polską tożsamość kulturową bardzo mocno definiuje chrześcijańska wiara i przywiązanie do tradycji, zwłaszcza tych związanych z najważniejszymi świętami. Niebawem przeżywać będziemy Wielki Tydzień, zwieńczony Wielkanocną Niedzielą i z tej przyczyny chciałabym bardzo gorąco zachęcić Państwa do udziału w II edycji Wojewódzkiego Konkursu na Palmę i Pisankę Wielkanocną. Wspólnie z Wojewódzkim Ośrodkiem Kultury, przy wsparciu Urzędu Marszałkowskiego i Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie pragniemy upowszechniać i popularyzować wśród mieszkańców województwa lubelskiego nasze regionalne obrzędy i tradycje związane z okresem wielkanocnym. Zachęcamy absolutnie wszystkich – tych dużych i tych małych, artystów profesjonalnych i amatorów, osoby pragnące kultywować rodzime dziedzictwo kulturowe jak i te, które mają pomysły na nowe, współczesne dekoracje. Możecie Państwo tworzyć indywidualnie i przygotowywać prace zespołowe. Niezwykle ważna jest bowiem nasza tradycja, lecz równie istotna jest integracja międzypokoleniowa i atmosfera jedności wokół wielkanocnego stołu. Zapewniamy Państwu opiekę organizacyjną doświadczonych specjalistów, wysokie kwalifikacje członków jury oraz bardzo atrakcyjne nagrody. Wspólnie z Panem Marszałkiem Jarosławem Stawiarskim mamy nadzieję, że dzięki Państwa zaangażowaniu tegoroczna edycja konkursu będzie znakomitą okazją do kultywowania i zaprezentowania naszych regionalnych tradycji, a także artystycznego „wyrażenia siebie” w przepięknych nowych aranżacjach wielkanocnych palm i pisanek.


na Palmę i Pisankę Wielkanocną

Pisanka – popularna w Polsce, ogólna nazwa jajka (kurzego, gęsiego czy kaczego) zdobionego różnymi technikami. Zdobienia wykonywano na ugotowanym jajku lub wydmuszce. Jajka jako symbol odradzającego się życia i jego cykliczności zdobiono z wielu powodów. Przede wszystkim były elementem święconki wielkanocnej i stołu wielkanocnego. Pisanki były również elementem flirtu – panny, w ramach wyznania uczuć, „obdarowywały” pisankami wybranych kawalerów. Pełniły również funkcję daru jako prezent wielkanocny – rodzice chrzestni obdarowywali pisankami chrześniaków. Pisanki były również rekwizytem zabawy. Najpopularniejszą było kumanie, zwana wybitką lub walatką, czyli stukanie o siebie jaj. Wygrywał gracz, którego jajko pozostało nie uszkodzone. Zdobione jajka pełniły również funkcje magiczne, jako amulety przeciwko złym mocom. Poświęcone pisanki chroniły od chorób, klęsk żywiołowych i różnych chorób. Na Lubelszczyźnie pisanki nazywano także pisękami, pisami oraz kraszankami i krasankami. Te ostatnie nazwy zarezerwowane były dla jaj jednobarwnych bez wzorów. Takie jajka nazywano też bykami, a pisanki w kilku kolorach jałóweczkami. Na określenie jednobarwnych czarnych jaj często używano określenia byczki. Jedną z technik zdobniczych, która pojawiła się w Polsce w poł. XIX w., było wydrapywanie ornamentów na wcześniej ubarwionym jajku. Wykorzystywano do niej drobne, ostre narzędzia dostępne w gospodarstwie. Pisanka lubelska jest oceniana jako jedna z najpiękniejszych ze względu na swoje charakterystyczne wzory i żywą barwę Wsi Lubelskiej. Pisanki lubelskie powstawały głównie metodą batikową. Batik to dalekowschodnia bardzo archaiczna technika stosowana w dekoracji tkanin, mająca swoje źródła w I-II w. p.n.e. W Polsce pierwsze pisanki, wykonane tą techniką a dotychczas odnalezione, datowane są na wiek X i pochodzą ze Śląska. Obecność pisanek zaznaczona jest w kulturze chrześcijańskiej i jej legendach. Technika polega na pisaniu wzorów woskiem pszczelim na skorupie jajka bądź wydmuszki przy użyciu narzędzia zwanego pisakiem, w niektórych regionach szpilki lub stalówki, a następnie barwieniu białego jajka najczęściej kurzego, w barwnikach, dawniej wyłącznie naturalnych, pochodzenia roślinnego, obecnie również syntetycznych. Kolejnym etapem jest starcie warstwy wosku. Technika daje efekt wielobarwnej kompozycji. Motywy zdobnicze charakterystyczne dla Lubelszczyzny mają wiele podobieństwa z wzornictwem ceramiki kopalnej, np. spirale, powielają również wzory spotykane w haftach, dekoracji mebli i innych wyrobach rękodzieła ludowego. Typowe dla regionów Lubelszczyzny motywy to: swastyka, grabie, wiatraczki, krzyż, trikwetr, drzewo życia, linie, opaski, słońce i gwiazdy.

Palma wielkanocna – najważniejszy atrybut Niedzieli Palmowej. Jest to najczęściej wiązanka z gałązek wierzbowych z baziami, przybranych kitami trzciny wodnej, świeżymi lub suszonymi kwiatami i wstążeczkami. Do palmy wkładało się także rośliny „wiecznie zielone” np. cisinę, gałązki borówek, bukszpanu, tuję, barwinek. Palmie przypisywano właściwości magiczne, ochronne, życiodajne, zdrowotne i dobroczynne. Pojawiały się nie tylko w obrzędowości wielkanocnej, ale w innych momentach cyklu rocznego i w wielu praktykach ludowych. Niezwykłą moc nadawała palmie włożona w nią gałązka wierzby – drzewa „miłującego życie”, okrywającego się zielenią wcześniej niż inne rośliny. Moc palmy potęgowało jej poświęcenie w kościele. Po powrocie z kościoła dla zdrowia, siły, dostatku i urody uderzano się lub chociaż dotykano palmą. Robiły to przede wszystkim dzieci i młodzież, wołając: „Palma bije, nie ja biję, za tydzień wielki dzień, za sześć noc Wielkanoc”. Palmy używano w wielu zabiegach hodowlanych, pasterskich i rolniczych, aby strzegła domu i obejścia od wszelkiego zła i użyczała mu błogosławieństwa Bożego.

Zapraszamy do wzięcia udziału w II Wojewódzkim Konkursie na Palmę i Pisankę Wielkanocną Konkurs rozpoczyna się 15 lutego 2021 r. a rozstrzygnięty zostanie 28 marca 2021 r. Regulamin konkursu i szczegółowe warunki uczestnictwa znajdziecie Państwo na stronie Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Lublinie:

www.wok.lublin.pl

materiały informacyjne WOK w Lublinie, dot. II Wojewódzkiego Konkursu na Palmę i Pisankę Wielkanocną

Pisanki to nieodłączny element i symbol Świąt Wielkanocnych. Jajko to symbol początku, Wszechświata, zmartwychwstania i życia. Poświęcona pisanka chroniła dom od nieszczęść, używana była powszechnie jako środek leczniczy, była symbolem pomyślności i urodzaju jak również darem.


społeczeństwo

na lepsze Szansa

jutro

Powiatowy Urząd Pracy w Lublinie we współpracy z Ośrodkami Pomocy Społecznej w 2020 r. prowadził drugą już edycję programu specjalnego pod nazwą „Pakiet na start II”. Program ten polegał na pomocy w aktywizacji 16 uczestników będących jednocześnie beneficjentami Ośrodków Pomocy Społecznej. Były to osoby znajdujące się w szczególnie trudnej sytuacji na rynku pracy, tj. długotrwale bezrobotne, niepełnosprawne lub po 50. roku życia, borykające się jednocześnie z problemami natury społecznej i zdrowotnej, a przede wszystkim zawodowej. W ramach programu specjalnego każdy z uczestników otrzymał tzw. element specyficzny pomagający usunąć barierę w aktywizacji, którego wartość sięgała nawet 1200 zł w zależności od potrzeb uczestnika. Ponadto wszyscy zostali objęci narzędziem diagnostycznym, jakim jest WKP – Wielowymiarowy Kwestionariusz Preferencji Zawodowych, po to, aby w sposób indywidualny wskazać predyspozycje, kompetencje oraz zainteresowania związane z przyszłą pracą. Kolejnym etapem programu były spotkania z psychologiem oraz psychoterapeutą, mające na celu zdiagnozowanie problemów oraz barier uniemożliwiających zatrudnienie. Nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, ale brak pracy jest jednym z najbardziej stresujących

czynników wpływających na człowieka. Bardzo często doprowadza do takich emocji, jak brak poczucia własnej wartości, smutek, żal czy złość. Rynek pracy jest dynamiczny i wymagający, często wydaje nam się, że nie będziemy w stanie sprostać oczekiwaniom, jakie przed nami stawia. Należy jednak pamiętać, że nieważne, jak szybko idziemy, ważne, że zmierzamy do przodu. Czasem te małe kroki, których musimy postawić bardzo wiele, pokonując po drodze własne słabości, doprowadzają nas do osiągnięć, które dają nam szanse na lepsze jutro. Najlepszym na to przykładem jest jedna z uczestniczek programu specjalnego. Pani Lidka posiada wykształcenie wyższe oraz może pochwalić się biegłą znajomością języka angielskiego. W Wielkiej Brytanii pracowała jako laborant w fabryce sałatek. Niestety pomimo swego młodego wieku ma duże problemy zdrowotne, które uniemożliwiają jej robienie tego, co jest dla niej nie tylko pracą, ale również pasją. Trzykrotne próby samobójcze doprowadziły do uszkodzenia układu nerwowego, co wywołało u niej parkinsonizm – chorobę polegającą na drżeniu mięśni. Pani Lidka decyzją lekarza orzecznika ZUS jest całkowicie niezdolna do pracy. Przystępując do programu, była osobą zrezygnowaną, o bardzo niskim poczuciu własnej wartości. Trudne relacje rodzinne pogłębiały jej zły stan psychiczny oraz demotywowały do


jakichkolwiek działań. Podczas udziału w programie „Pakiet na start II” Pani Lidka mogła skorzystać z porady doradcy zawodowego, psychologa oraz terapeuty, którzy pomagali jej nabrać wiatru w żagle. Umacniali w niej wiarę we własne możliwości, zachęcali do działania oraz podali pomocną dłoń, bo nikt nie jest tak potrzebny człowiekowi jak drugi człowiek. Pani Lidka za zgodą lekarza medycyny pracy została dopuszczona do pracy, dzięki czemu w ramach programu odbywa staż w jednej z lubelskich spółdzielni, jako pracownik administracyjno-biurowy. A wszystko to dzięki życzliwemu i przyjaznemu pracodawcy, który zaoferował jej możliwość rozwoju z szansą na zatrudnienie docelowo w laboratorium. Spełnia się zawodowo, a praca jest dla niej nie tylko pracą, ale również terapią. Aby mogła poczuć się pewnie i nabrać wiary w siebie, w ramach elementu specyficznego dokonano dla niej zakupu odzieży. Ze względu na długi czas pozostawania bez pracy oraz brak pieniędzy nie było jej stać na buty zimowe, kurtkę czy podstawową odzież. Kolejnym uczestnikiem jest Pan Stanisław, zamieszkały w gminie Konopnica. Osoba długotrwale bezrobotna po 50. roku życia. Podczas jednej z wizyt w Urzędzie Pracy dał do zrozumienia, że ma myśli samobójcze ze względu na swoją sytuację życiową. Pan Stanisław jest osobą walczącą z uzależnieniem od alkoholu. W wyniku niefortunnego wypadku, jakiego doznał podczas prac przydomowych, stracił oko, z czym do tej pory nie może się pogodzić. Ponadto jego pole widzenia w drugim oku również jest ograniczone ze względu na postępującą zaćmę. Z wykształcenia mechanik maszyn rolniczych, ze względu na drżenie rąk nie ma możliwości wykonywania ww. zawodu. W ramach programu specjalnego odbył szkolenie pracownik ochrony. Uczestnicząc w nim, każdego dnia walczył z przeciwnościami oraz własnymi ograniczeniami. Ponieważ szkolenie odbywało się w mieście Lublinie, dojazd do niego wymagał samodyscypliny i organizacji. Zdrowemu człowiekowi wydaje się to proste do zrealizowania, jednak dla osoby niedowidzącej każda czynność okazuje się dużym wyzwaniem. Powiatowy Urząd Pracy we współpracy z Ośrodkiem Pomocy Społecznej dowoził Pana Stanisława na wizyty lekarskie do okulisty oraz neurologa, dzięki czemu polepszył się stan jego zdrowia. Został zakwalifikowany na zabieg zaćmy. Obecnie Pan Stanisław nie podjął jeszcze zatrudnienia, ale priorytetem było poprawić stan jego zdrowia oraz jakość życia, a kolejnym etapem jest praca. Ze względu na bardzo złą sytuację materialną w okresie przedświątecznym, pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy w Lublinie zrobili dla Pana Stanisława paczkę świąteczną z żywnością długoterminową oraz środkami czystości. W ramach elementu specyficznego otrzymał telefon komórkowy umożliwiający kontakt m.in. z doradcą oraz bilety MPK. Zakup telefonu był dla Pana Stanisława momentem przełomowym, gdyż otworzyło mu to okno na świat.

Sprawy, które dotychczas wymagały jego obecności, aktualnie może zrealizować za pomocą rozmowy telefonicznej, co w jego przypadku poprawia jakość życia oraz ułatwia codzienne funkcjonowanie. Ponadto Powiatowy Urząd Pracy opłacił przejazd na trasie z Lublina do miejsca zamieszkania, tak by mógł dojeżdżać na szkolenie oraz wizyty w urzędzie. Po zakończeniu procesu leczenia oraz odbytym szkoleniu jest duża szansa na zatrudnienie. Każdy z nas jako człowiek potrzebuje wsparcia. Czasem wystarczy dobry gest, aby pojawiła się iskra w oku, która sprowadza dobrą lawinę zdarzeń. Przywołany program specjalny pokazuje nam, z jak licznymi i poważnymi problemami borykają się nasi klienci. Jak często nie mają z kim porozmawiać o swoich barierach, lękach, odczuciach. Mając świadomość potrzeby i chęć pomocy Powiatowy Urząd Pracy w Lublinie we współpracy z Ośrodkami Pomocy Społecznej od 01.02.2021 r. rozpoczyna kolejną już edycję programu specjalnego pod nazwą „Pakiet na start III”, w ramach którego uczestnicy otrzymają wsparcie doradcze oraz psychologiczne. Będą mieli możliwość skorzystania ze stażu, szkolenia czy prac interwencyjnych oraz zniwelowania choć części barier przy pomocy elementu specyficznego. Wszelkie informacje dotyczące programu są dostępne na stronie internetowej PUP w Lublinie oraz fanpage’u na Facebooku. Dyrektor PUP w Lublinie Grażyna Gwiazda Koordynator programu Ewelina Piondło Zgłoś się do programu specjalnego „Pakiet na start III”! Powiatowy Urząd Pracy w Lublinie prowadzi nabór uczestników do kolejnej edycji programu specjalnego „Pakiet na start III”. Jeżeli jesteś osobą w szczególnie trudnej sytuacji życiowej lub zawodowej, a jednocześnie długotrwale bezrobotną, po 50. roku życia lub posiadasz orzeczenie o stopniu niepełnosprawności i korzystasz z pomocy OPS zgłoś się do nas już dziś! Naszym celem jest pomoc w znalezieniu pracy! Jesteśmy tu dla Ciebie!

Szczegółowe informacje odnośnie programu uzyskasz w siedzibie Powiatowego Urzędu Pracy w Lublinie przy ul. Mełgiewskiej 11 c (pok. 200) lub pod numerem tel. 81 745 18 16 (wew. 264). ZAPRASZAMY!


ludzie

Czytający z wiatru

tekst Marta Mazurek | foto Jakub Sagan, Vincent Lamort de Gail

Jego życie jest wynikową kilku krzyżujących się punktów wyjścia. Jednym z nich był aparat fotograficzny analogowa Smiena 8M produkcji radzieckiej, innym spotkanie z wokalistą Januszem Panasewiczem z zespołu Lady Pank, jeszcze innym pierwszy lot balonem na ogrzane powietrze. Spory rozstrzał. I równie interesujące inspiracje i życie. Przed Państwem – Jakub Sagan. Pochodzi z Lublina, choć urodził się w Janowie Lubelskim, a po drodze był również Stary Kraśnik, gdzie na początku lat 80. uczył się w podstawówce i liceum „na Górce”. To również w Kraśniku rozpoczęły się jego pierwsze eksperymenty z fotografowaniem. Słynny radziecki kompakt, pierwsze narzędzie wielu fotografujących, którzy zaczynali w tej wymagającej jak na tamte czasy dziedzinie, nauczył go szacunku dla każdej klatki na kliszy filmowej, której kupno graniczyło z cudem. Jakub dobrze pamięta narodziny swojego pierwszego zdjęcia w ciemni fotograficznej zainstalowanej w łazience kolegi w bloku, eksperymenty z projektorem do bajek, który przerobił na powiększalnik, czy pierwszą wystawę zorganizowaną w II klasie liceum w Domu Harcerza. Potem były studia w Lublinie i członkostwo w Studenckim Towarzystwie Fotograficznym, którego siedziba mieściła się w akademiku Ikar na Miasteczku Akademickim. – To tam moje wyobrażenie o fotografii zweryfikowali moi starsi koledzy, którzy nauczyli mnie myślenia kompozycją i większego przywiązywania wagi do światła. To wtedy uczestniczyłem w plenerach fotograficznych,

24

magazyn lubelski (74) 2021

m.in. w zrujnowanym wówczas Domu Parysów w Lublinie – wspomina. Ze swoich miejsc dzieciństwa i młodości największy sentyment ma do Lublina, stara się jak najczęściej odwiedzać mieszkających tu rodziców. Lubi spacerować po starych kątach, najbardziej po LSM-ie i Miasteczku Akademickim.

Kraśnik, Lublin, Warszawa – Bochotnica

Na wybór drogi życiowej duży wpływ miał jego ojciec, dziś sędzia w stanie spoczynku. Jakub do Kraśnika już nie wrócił. Ze śmiechem, ale i z sentymentem opowiada, że na tę decyzję wielki wpływ miało spotkanie z Januszem Panasewiczem – frontmenem Lady Pank. Podczas spotkania po koncercie wokalista w dosadnych słowach doradził mu zmianę miejsca zamieszkania. Jakub studiował prawo na UMCS, wielokrotnie otrzymał stypendium za dobre wyniki w nauce. Potem został przyjęty na aplikację sędziowską. Przez jakiś czas pracował w Sądzie Rejonowym w Puławach, gdzie orzekał w sprawach karnych. Jednak ciążyły mu opinie osoby, która rzekomo dzięki swojemu ojcu – prezesowi Sądu Apelacyjnego w Lublinie zawdzięcza możliwość pięcia się po szczeblach kariery zawodowej. Razem z żoną Agatą podjęli decyzję o przeprowadzce do Warszawy. Jakub związał się z firmą konsultingową Deloitte, należącą do czwórki największych firm na świecie zajmujących się m.in.


audytem finansowym. – To był początek transformacji ustrojowej w Polsce i rodzenia się kapitalizmu. Było dużo pracy z adoptowaniem zagranicznych przedsiębiorstw na dość specyficzny polski rynek. Nowością były spółki handlowe, nie mówiąc o używaniu kodeksu handlowego – wspomina. Potem była międzynarodowa firma komunikacyjna Alcatel, w której przeszedł wszystkie szczeble z funkcją prezesa zarządu włącznie, a od 13 lat jest związany z Europejskim Centrum Inwestycyjnym. Jakub uważa, że stolica jest idealnym miejscem do realizowania się zawodowego, mniej do życia w ogóle. Nieustająco w planach ma osiedlenie się gdzieś nad Wisłą, w okolicach Kazimierza Dolnego, najchętniej w pobliżu Bochotnicy lub Nałęczowa. Ale to kiedyś. Tymczasem to jednak Warszawa dostarcza mu niezliczonych bodźców – artyści, wydarzenia, spotkania i rozmowy, jak sam mówi – można z tego kociołka czerpać dużą chochlą.

Na piwie z lotnikami z RAF i Luftwaffe

Mieszkając już w Warszawie, po dłuższej przerwie wrócił do fotografowania. W międzyczasie technologia poszła mocno do przodu. Niechętnie, ale zamienił aparat analogowy na cyfrowy. O pomoc poprosił Karola Bagińskiego – wykładowcę Warszawskiej Szkoły Fotografii i Grafiki Projektowej założonej przez Mariana Schmidta. To była dla niego

„trudna przesiadka” – raczej z powodów mentalnych niż technicznych. W każdym razie udało się i od 15 lat pracuje wyłącznie na aparatach cyfrowych, preferując przy tym całkowitą osobistą kontrolę nad powstawaniem fotografii od tzw. postprocessingu poprzez wydruk i oprawę pracy. Zanim zaczął swoją przygodę z lataniem balonami na ogrzane powietrze, uczestniczył w kilku projektach dotyczących lotnictwa i historii latania. Jednym z nich był film dokumentalny „Podniebni weterani” w reżyserii Tadeusza Arciucha, nakręcony w ramach cyku „Skrzydła nad Polską”. Podczas realizacji fotografował bohaterów filmu, pilotów weteranów również walczących w lotnictwie Ludowego Wojska Polskiego, a wśród nich Jadwigę Piłsudską-Jaraczewską, córkę marszałka Józefa Piłsudskiego, która w czasie wojny, w ramach formacji ATA (Air Transport Auxiliary – służby pomocniczej RAF), pilotowała myśliwce i bombowce, latając nimi z fabryk na lotniska bojowe oraz transportując uszkodzone samoloty do remontu. Niektóre były w tak złym stanie technicznym, że dostawały pozwolenie tylko na jeden lot. Historia i fotografowanie okazały się dobrym sposobem na odreagowanie napięcia w pracy zawodowej. Jakub ceni sobie możliwość korzystania ze swojego wolnego czasu w ściśle określony sposób. Można powiedzieć – tematycznie. Stąd jego wycieczki na dwudniowe Flying Legends Air Show, które przez 30 lat odbywały się na lotnisku Duxford w Cambridgeshire w Wielkiej Brytanii, największą w Europie imprezę

magazyn lubelski (74) 2021

25


z udziałem rekonstruktorów lotnictwa z czasów II wojny światowej. W Duxford był kilka razy. – Uczestnictwo w tych imprezach to absolutnie niezapomniane przeżycie. W typowo brytyjskich klimatach, pełnych lek-

26

magazyn lubelski (74) 2021

kiego dystansu i wspaniałego poczucia humoru można z łatwością spotkać przy jednym stoliku pilotów z RAF i Luftwaffe wolno sączących stouta. – opowiada. – Doznania, zwłaszcza w pierwszym moim pokazie, były


niezwykle dojmujące, gdy całym ciałem odczuwało się dźwięk wydawany przez przelatujące „kosiakiem” zgrupowanie myśliwców P-51 Mustang czy też wibracje pracującego w odległości 3-5 metrów pokazowego silnika Rolls-Royce Merlin – jednego z najlepszych silników lotniczych okresu II wojny światowej. Osiągnięcie szczytów lotniczej finezji i estetyki zapewniało obserwowanie podniebnych ewolucji najpiękniejszych myśliwców – Supermarine Spitfire. Apogeum przeżyć osiągnąłem podczas lotu jako pasażer aeroplanu De Havilland DH-89 „Dragon Rapide”, odczuwając niemal każdy podmuch wiatru o jego płócienne poszycie. To było tuż przed tym, zanim poleciał balonem.

Latanie jest jak wszystko, co kocham naprawdę

– Niektórzy faceci nie wyrastają z krótkich spodenek i ja zdecydowanie do nich należę – podkreśla na początku rozmowy. Jakuba od zawsze fascynowała przygoda, to, co ulotne, nic dziwnego, że ewoluowało to w stronę latania. Przez długi czas współpracował z siłami powietrznymi, fotografował samoloty. Odwiedził wszystkie bazy wojskowe na terenie Polski, latał jako pasażer niemal wszystkimi rodzajami statków powietrznych, oczywiście za wyjątkiem myśliwców, które są objęte specjalnymi procedurami. Dzięki relacjom w lotniczym światku został zapro-

szony do Gdowa pod Krakowem, gdzie niemal każdego roku w czerwcu odbywa się Festiwal Balonowy o Puchar Wójta Gminy Gdów. – To był ten pierwszy raz. Mirek i Marek Kalinowscy – fenomenalni krakowscy piloci zabrali mnie do swojego kosza na pierwszy lot. Poleciałem oczywiście z aparatami. Od początku było wspaniale, ale kiedy pilot obniżył pułap lotu, dotykając delikatnie dnem kosza najpierw czubków koron drzew, a później powierzchni Raby, przepływającej tam rzeczki, i lecąc wzdłuż jej nurtu, to już wiedziałem, że zrobię naprawdę bardzo dużo, aby w takim koszu gościć częściej – wspomina. Najlepsza pora na latanie balonem? To najlepsza pora na robienie fotografii. To tzw. złote godziny – dwie godziny przed wschodem i dwie godziny przed zachodem słońca. –To fenomenalna kombinacja dla tych wszystkich, którzy kochają latanie oraz fotografowanie. Dodatkowo, żaden inny statek powietrzny nie zapewnia tak pełnego kontaktu z przestrzenią i przyrodą. Bez jakichkolwiek przeszkód masz pełen kontakt z otoczeniem. Widzisz wszystko dookoła, czujesz zapachy, no i ta cisza lotu połączona z jego majestatycznością. Kiedy przelatujemy blisko budynków mieszkalnych, ludzie wychodzą na balkony i możemy z nimi po prostu krótko porozmawiać. Kiedyś podczas latania na Mazurach byłem w obsłudze naziemnej jako kierowca auta z przyczepą do transportu sprzętu. Balon, z którym straciłem jakikolwiek kontakt radiowy, wylądował w miejscu, o którym nie miałem zielonego pojęcia. Po samodzielnych, długotrwałych próbach jazdy po

magazyn lubelski (74) 2021

27


polnych drogach, wśród pagórków i lasów przysłaniających widoczność, pomógł mi wreszcie gospodarz, który akurat widział lądujący balon. Wsiadł do swojej rozklekotanej Skody i eskortował mnie przez prawe pół godziny. A co najciekawsze, cała ta dość przydługa eskapada skończyła się degustacją bimbru wyprodukowanego z kiwi zafundowanego przez właściciela łąki, na której wylądował balon. W powrotnej drodze kierownicę przejął pilot… Są dwa rodzaje wydarzeń balonowych. Pierwsze to zawody sportowe, w których biorą udział piloci z licencją sportową, w których zdobywa się punkty w klasyfikacji pucharowej. Jedną z najczęściej odbywanych konkurencji jest nadlatywanie nad cel będący krzyżem ułożonym z dwóch wstęg o szerokości ok. 1 m i długości 10 m, na który pilot wyrzuca marker, czyli szeroką wstążkę z obciążnikiem. Im marker trafi bliżej środka, tym zdobywa się większą punktację. Druga kategoria to tzw. fiesty balonowe, podczas których również organizowane są konkurencje, choć w większości gromadzą pilotów preferujących latanie rekreacyjne, które nie tworzy dużego ciśnienia, dając nakarmić wszystkie zmysły pięknem podniebnej żeglugi. Sezon na latanie trwa cały rok, choć panująca pandemia spowodowała, że społeczność balonowa jest na ostrym głodzie latania, ale piloci i pasjonaci tego sportu to ciągle jest niezbyt liczne grono. Do tej pory wydano w Polsce niewiele ponad 200 licencji pilota balonu na ogrzane powietrze, podczas, gdy np. we Francji czy w Wielkiej Brytanii jest ich kilka

28

magazyn lubelski (74) 2021

tysięcy. Pomimo wyjątkowych zimowych warunków Jakub dopiero co wrócił z Nowego Targu, gdzie jest prężnie działający aeroklub i gdzie organizowane są nowotarskie zimowe zawody balonowe. Tym razem latał w załodze uznanego pilota Piotra Lubaczewskiego, którego powłoka należącego do niego balonu wyróżnia się bardzo charakterystycznym i wszystko wyjaśniającym logotypem: „Happy People”. Latanie w zimowych warunkach ma wiele zalet – również ekonomicznych. Dzięki niskiej temperaturze jest zdecydowanie mniejsze zużycie gazu, a wcale nie jest zimno. Niezależnie od wysokości grzeje palnik, więc w koszu bywają komfortowe warunki. Wtedy właśnie biel śniegu jeszcze bardziej wzmacnia inspirację do tworzenia czarno-białych kompozycji.

Start, lot, lądowanie

Album „Czytający z wiatru” jest kwintesencją tego, w jaki sposób Jakub myśli i działa. Traktowanie wiatru jako synonimu wolności, czegoś, co jest nieograniczone, nie ma wymiarów i zajmuje bliżej nieokreśloną czasoprzestrzeń, zobowiązuje do niestandardowego myślenia również w kategoriach wydawniczych. Ile stron ma album? – Hmm, nie wiem. Publikacja nie ma ani paginacji, ani spisu treści, w całości jest czarno-biała i zawiera 86 fotografii, które powstały w ciągu czterech lat przed wybuchem pandemii koronawirusa. Zanim zaczęło się myślenie o publikacji, były dwie wystawy prac Jakuba poświęcone balonom – pierwsza w Starej Prochowni w warszawskim śródmieściu, druga w ramach imprezy Noc w Instytucie


Lotnictwa. Potem miała powstać strona internetowa, a dopiero później ewentualnie publikacja. Ale ostatecznie kolejność została zmieniona. Album ukazał się w nakładzie pół tysiąca egzemplarzy. Wstęp i rys historyczny napisał Jacek Bogdański, zdobywca Pucharu Gordon Bennetta w 2018 roku, zaś komentarze w formie esejów dodał Lech Kołtun – pochodzący z Lublina filozof i pilot. Przedsięwzięcie sfinansował Jakub z dwoma pilotami, projektu i przygotowania druku podjęła się renomowana warszawska firma filmowo-fotograficzna F-11 Studio. Już wiadomo, że będzie dodruk. Z powodu pandemii niestety nie było uroczystej premiery, zastąpiło ją wydarzenie w mediach społecznościowych, a także ostatnio coraz bardziej popularne spotkanie typu on-line zrealizowane przez Dom Kultury Śródmieście w Warszawie, które można jeszcze zobaczyć w sieci na kanale YouTube lub na Facebook. Programowy minimalizm wybrzmiał również w sposobie prezentacji. Publikowanie poszczególnych zdjęć budujących atmosferę tej szczególnej książki jest jak kolejna wizyta w galerii i obcowanie z dziełem sztuki. Bo i ów minimalizm to nie tylko myślenie o albumie jako całości, ale również o poszczególnych fotografiach – sposobie ich kadrowana, kompozycji, świetle. Dzięki temu ta fotograficzno-balonowa podróż tworzy nierozerwalnie związaną ze sobą narrację. No ale tego może dokonać tylko ktoś, kto jednocześnie lata, fotografuje, pisze, czuje, spostrzega. I jeszcze ma nieprawdopodobną umie-

jętność dzielenia się tym z innymi. – „Czytający z wiatru” – to było nieuniknione. Fotografuję, aby podzielić się z innymi pięknem tego, co widzę, ale i chęcią upowszechnienia baloniarstwa.

Mniej, czyli więcej

Z czasów, kiedy sklejał modele samolotów i zaczytywał się książkami Arkadego Fiedlera, zostało mu dążenie do wyznaczonych celów. Kolejne etapy – podróże fotograficzne, historyczne i balonowe są jak następujące po sobie rozdziały książki, w której jednak ciągle daleko do finału. To, co najbliższe do zrealizowania, to nauka pisania ikon. – W Białymstoku jest aktywne środowisko baloniarzy. Dzięki nim trafiłem do Muzeum Ikon w Supraślu, gdzie odbywają się warsztaty pisania ikon. Ale mnie interesuje pozostanie tam na dłużej, wracanie tam, dopóki całkowicie nie spenetruję i nie zaanektuję tego obszaru dla siebie. Drugi projekt to balet. Ale nie finalne piękno ukazane w układzie doskonale tańczących, tylko pot, krew i łzy. Trud, zwątpienie, grymas i ból. Bo w balecie dla fotografa właśnie to jest najbardziej fascynujące. I jeszcze to trzecie. TO, bo najmniej zdefiniowane przez swoją formę. Fotografia abstrakcyjna. Jakub Sagan w tym roku będzie obchodzić swoje 55. urodziny. Dużo czy mało? Trudno wypośrodkować, zwłaszcza że jedno się kończy, drugie się zaczyna. Swoiste perpetuum mobile.

magazyn lubelski (74) 2021

29


Każdy z nas

zostanie seniorem W województwie lubelskim odsetek osób powyżej 60. roku życia wynosi około 22%. Osoby starsze są grupą społeczną zagrożoną wykluczeniem społecznym, poczuciem wyobcowania, a także borykające się z poczuciem braku przynależności, poczucia użyteczności. Starzenie się społeczeństwa jest współczesnym procesem demograficznym występującym zarówno w Polsce, jak i Europie. Wyzwanie, przed którym stoimy, to sprawienie, aby seniorzy nie czuli się wyobcowani. Przed takim wyzwaniem stoi również Fundacja na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE”, która działa w Polsce od 2013 r. jako organizacja charytatywna, działająca na rzecz emerytów, rencistów, osób z niepełnosprawnościami, osób starszych i potrzebujących wsparcia. Powstała z myślą o niesieniu pomocy oraz działaniu na rzecz poprawy sytuacji życiowej osób starszych i potrzebujących. Misją organizacji jest Dobre Życie Seniorów. Działalność Fundacji na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE” opiera się na szerokiej współpracy partnerskiej i międzysektorowej. Fundacja została trzykrotnie wyróżniona Certyfikatem Miejsce Przyjazne Seniorom, przyznawanym przez Prezydenta Miasta Lublin oraz Społeczną Radę ds. Seniorów.

Obecnie Fundacja na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE” w partnerstwie z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Lublinie realizuje projekt skierowany do mieszkańców województwa lubelskiego pt. „Lubelska Akademia Aktywności”. Celem głównym projektu jest podniesiona aktywność społeczno-zawodowa i zdolność do zatrudnienia wśród 60 osób z niepełnosprawnościami, wykluczonych, zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym poprzez kompleksowy proces wsparcia z wykorzystaniem usług aktywnej integracji o charakterze społecznym i zawodowym, w oparciu o ścieżkę integracji stworzoną indywidualnie dla każdej osoby, z uwzględnieniem diagnozy sytuacji problemowej, zasobów, potencjału, predyspozycji i potrzeb, a także poprzez poradnictwo psychologiczne, trening umiejętności społeczno-zawodowych, szkolenia zawodowe, pośrednictwo pracy oraz staże zawodowe. Projekt przyczyni się do rozwoju społeczno-zawodowego osób z niepełnosprawnościami z województwa lubelskiego. Projekt jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020, Oś Priorytetowa 11 Włączenie spo-


łeczne, Działanie 11.1 Aktywne włączenie. – Realizacja projektu przyczyni się do poprawy sytuacji osób z niepełnosprawnościami w województwie lubelskim poprzez wsparcie ich bezpłatnymi poradnictwami psychologicznymi, szkoleniami i stażami zawodowymi, co z kolei przyczyni się do rozwiązania ich konkretnych problemów – podkreśla Piotr Nakonieczny, Prezes Fundacji na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE”. Główne cele działania Fundacji na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE”, na które wskazuje Piotr Nakonieczny, to nie tylko pomoc bezpośrednia kierowana do osób fizycznych, konkretnych osób potrzebujących wsparcia. – Również stawiamy sobie za cel zmianę prawa. Naszym konikiem jest współpraca z samorządami na szczeblu wojewódzkim, miejskim. Nasze trzy filary działania to współpraca z samorządami, pomoc, jaką świadczymy (podam przykład, w województwie śląskim mamy 2 projekty, gdzie możemy wesprzeć osoby starsze w ramach usług społecznych, w tym usług opiekuńczych) oraz edukacja osób dorosłych. Samorządy bardzo chętnie witają nas jako podmiot, który przychodzi im z pomocą i który w partnerstwie oferuje im swoją współpracę w ramach projektów. Z naszych doświadczeń wynika bardzo jasno, że samorządy nie tylko dostrzegają kwestie starzenia się społeczeństwa, ale jest to dla nich bardzo ważne przedsięwzięcie, problem, który przed nimi stoi. Jeżeli w tej chwili około 20-25% społeczeństwa są to osoby starsze, to za 20 lat co 3 mieszkaniec Polski będzie emerytem. Dlatego staramy się skierować ofertę na miarę potrzeb. Mamy duże zainteresowanie kursami komputerowymi, niemniej jednak musimy poczekać na nową perspektywę środków unijnych, które mają szansę być skierowane również dla osób starszych, osób z niepełnosprawnościami, potrzebujących wsparcia. Chcemy też jasno powiedzieć, że nie czekamy z działaniami. Widzimy, że potrzeby są niezmiennie każdego dnia i również nie czekamy wyłącznie na środki finansowe. Teraz naszą nową inicjatywą powstałą na bazie obserwacji potrzeb osób starszych jest projekt Nieruchomości Seniora. Wiele osób starszych boryka się z kwestiami finansowymi, mają np. za duże mieszkanie, chciałyby je zmniejszyć, zamienić, sprzedać, bywa, że oferta agencji pośrednictwa jest zbyt kosztowna. My chcemy zaoferować bezpłatne poradnictwo. Wychodzimy z taką propozycją na początek do mieszkańców Lublina i to nie będzie seniorów nic kosztować – zaznacza Piotr Nakonieczny. Fundacja na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE” wyrosła z Lublina, ale jest to fundacja ogólnopolska, która swoim zasięgiem wychodzi również poza granice Polski. Aktualnie są to dwa projekty w województwie śląskim, w Gminie Ciasna i Gminie Gierałtowice. – Są to projekty typowo opiekuńcze wraz z usługą teleopieki, mieliśmy moż-

liwość pracy w województwie świętokrzyskim. Staramy się również wspierać nasze samorządy oraz władze rozwiązaniami, które pozyskujemy we współpracy ponadnarodowej. Od zeszłego roku jesteśmy członkiem Age Platform, jest to taka organizacja europejska z siedzibą w Brukseli i finansowana również przez Komisję Europejską, gdzie w dużej mierze wymieniamy się dobrymi praktykami z organizacjami w innych krajach i to jest również nasz cel, żeby prawo w Polsce zmieniać, aby życie Seniorów było lepsze. Jesteśmy też pierwszą polską fundacją, która wstąpiła w szeregi międzynarodowej organizacji Help Age – podkreśla Piotr Nakonieczny, Prezes Zarządu Fundacji. Zapraszamy do kontaktu z Fundacją na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE”. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.bonumvitae.org.pl.

Piotr Nakonieczny

Prezes Zarządu Fundacji na Rzecz Seniorów

„BONUM VITAE”

Fundacja na Rzecz Seniorów „BONUM VITAE” ul. Frezerów 3, 20-209 Lublin T.: +48 884 188 966 E-mail: fundacja@bonumvitae.org.pl www.bonumvitae.org.pl


biznes

Zasileni słońcem Sposoby korzystania z energii w naszych domach nie zmieniły się od dziesiątków lat, więc kiedy słyszymy „system fotowoltaiczny” – brzmi to nieco zagadkowo. Spotykamy się też z różnymi opiniami na temat opłacalności takiego rozwiązania. O tym, jak działa system fotowoltaiczny, czy się nam opłaci i jak podejść do tego tematu z prezesem firmy Voltmax Michałem Purcem rozmawia Anna Ignasiak | foto Filip Sawicki

Systemy fotowoltaiczne to źródło energii, z którego od dłuższego czasu czerpią państwa wysoko rozwinięte, a od początku tego wieku i Polska, nadal jednak wielu Polaków podchodzi do tej technologii z dużym dystansem. Proszę wyjaśnić przeciętnemu „zjadaczowi” energii, czym jest system fotowoltaiczny? Początkowo technologia fotowoltaiki była po prostu kosztowną ciekawostką. Teraz jest popularnym i naprawdę opłacalnym rozwiązaniem. Jeśli chodzi o sam sposób działania, to mówiąc najprościej, w systemie paneli słonecznych, zbudowanych z ogniw fotowoltaicznych, energia słoneczna zostaje zamieniona na prąd stały. Następnie dzięki falownikowi prąd stały zamieniany jest na zmienny o parametrach elektrycznych zgodnych z parametrami sieci publicznej, czyli na taki, który mamy w gniazdkach elektrycznych.

Kraje wysoko rozwinięte pokazały kierunek. Tak, z uwagi na wysokie zaplecze technologiczne i finansowe. Wypracowanie nowych technologii stało się istotną kwestią dla bezpieczeństwa środowiska na Ziemi. Konieczne było sięgnięcie po alternatywne źródła energii, których zasoby są odnawialne. W przeciwieństwie do tradycyjnych, jak np. ropa naftowa, węgiel czy gaz ziemny. W Polsce ostatnia kopalnia węgla kamiennego ma zakończyć działalność w 2049 r. To, co obecnie się dzieje, jest konieczną adaptacją do życia bez elektrowni węglowych – ogromna większość z nas nie wyobraża sobie świata

Aleja Wincentego Witosa 16 20-315 Lublin tel. 533 375 735 e-mail: biuro@voltmaxlublin.pl www.zasilenisloncem.pl www.facebook.com/VoltmaxLublin bez elektryczności. Obecnie węgiel stanowi około 80% miksu energetycznego kraju, przy czym przewidywany jego udział w 2040 roku to 11%. Zmiany, które zachodzą, są tu i teraz – dlatego tak ważna jest świadomość naszego udziału w nich.

Warto wspomnieć, że słońce to niejedyne źródło energii odnawialnej. Oczywiście, oprócz słońca należy wymienić również wiatr i wodę. Te trzy źródła są wykorzystywane najczęściej. Innym surowcem odnawialnym jest biomasa, którą wykorzystuje się do produkcji ciepła, energii elektrycznej i biopaliw.

Te rozwiązania nie stały się jednak tak popularne w powszechnym użytkowaniu, jak fotowoltaika czy wykorzystanie kolektorów słonecznych? Rzeczywiście, wykorzystanie pozostałych źródeł energii wiąże się ze spełnieniem większej ilości wymogów. Wysokie koszty instalacji, mniejsza dostępność dotacji, a także czynniki, takie jak uciążliwość dla otoczenia czy walory estetyczne – to wszystko składa się na mniejszą skalę wykorzystania pozostałych źródeł energii w powszechnym użytkowaniu. Instalacje fotowoltaiczne możemy indywidualnie dostosować do własnych potrzeb w zależności od terenu i zaplecza technicznego. Ceny systemów fotowoltaicznych spadły i pojawiło się wiele dotacji, co dało zdecydowanie większą dostępność dla klientów indywidualnych oraz firm. Obecnie elektrownie słoneczne i wiatrowe to najtańsze źródła energii


elektrycznej. Ale np. Indie zrobiły swego rodzaju technologiczny przeskok, stawiając na energetykę odnawialną zamiast budować elektrownie węglowe.

Czy w Polsce też rośnie zaufanie do wykorzystywania źródeł energii odnawialnej? Tak, choć wymagało to uregulowania prawnego. Jednym z kluczowych była tzw. ustawa prosumencka z 2015 roku, zapewniająca wsparcie dla prosumentów, czyli jednoczesnych producentów i konsumentów energii z mikroźródeł odnawialnych. Dzięki niej możliwe stało się wykorzystanie wyprodukowanej energii na własne potrzeby oraz na bilansowanie nadwyżek, a w określonych przypadkach ich sprzedawanie.

Zamiast tradycyjnych elektrowni, mamy teraz elektrownie fotowoltaiczne. W Polsce coraz bardziej popularnym rozwiązaniem wśród większych inwestorów są tzw. farmy fotowoltaiczne, czyli duże elektrownie usadowione na gruncie. Mają zwykle moc od kilkudziesięciu kilowatów do kilku megawatów. Buduje się je na polach, na których ziemia jest słabej jakości, czyli o klasie IV oraz gorszej. Wykonanie takiej farmy jest o wiele szybsze i tańsze w budowie od innych elektrowni.

Jak wygląda opłacalność systemu fotowoltaicznego? Montując fotowoltaikę, możemy obniżyć rachunki nawet o 90%, a także stać się niezależnym od podwyżek cen energii elektrycznej. Pamiętajmy, że w 2019 r. nastąpił koniec ich „mrożenia”, a od 1 stycznia tego roku wprowadzona została „opłata mocowa”.

Mamy więc nową pozycję na rachunku? Zgadza się, dlatego najwyższy czas pomyśleć o alternatywnym rozwiązaniu. Produkujemy własny prąd, który na bieżąco zużywamy, a jego nadwyżki przesyłamy do sieci publicznej. Z kolei, gdy wytworzymy za mało prądu, z tej samej sieci pobieramy jego niedobór. Nadwyżki przechodzą na następny okres rozliczeniowy.

Wiele osób obawia się, czy wybierając system fotowoltaiczny jako źródło energii, nie poniesie później dużych kosztów, z uwagi na jego małą wydajność w okresie jesienno-zimowym. W całej koncepcji chodzi głównie o sensowną autokonsumpcję, czyli umiejętne korzystanie z energii. Produkujemy ją latem i nadmiar oddajemy do sieci, by później dzięki bilansowaniu korzystać z nadwyżek w miesiącach o mniejszej produkcji z systemu. Dobrym pomysłem jest zainwestowanie w pompę ciepła w celu ogrzewania budynku zimą, a całe zużycie energii elektrycznej zostanie zbilansowane z produkcji prawidłowo dobranej instalacji fotowoltaicznej. Taki zabieg można zrobić z każdym urządzeniem

elektrycznym, którego roczne zużycie energii znamy. Może to być klimatyzacja, rekuperacja, ładowanie samochodu elektrycznego, a także urządzenia-maszyny używane w firmach.

Co oferuje pańska firma? Oferta fotowoltaiczna Voltmaxu jest kompleksowa. Zajmujemy się montażem systemów fotowoltaicznych na potrzeby domów jednorodzinnych, spółdzielni mieszkaniowych, biur, firm produkcyjnych czy gospodarstw rolnych. Tak naprawdę wszędzie, gdzie jest zużywana energia elektryczna, a klient chciałby obniżyć swoje rachunki.

Wyżyna Lubelska ma korzystne warunki klimatyczne dla fotowoltaiki. Na Roztoczu jest ponad 100 dni słonecznych w roku, najwięcej w całej Polsce. W Polsce ogólnie warunki są optymalne. Trzeba jednak wiedzieć, że nie jest potrzebne pełne nasłonecznienie ogniw fotowoltaicznych, by to rozwiązanie się opłacało. Nie potrzebują pełnego słońca przez przeważającą ilość dni w roku. Ważna jest ilość wyprodukowanej energii w skali roku, aby wystarczyła na potrzeby budynku, biorąc pod uwagę bilansowanie.

Jakie wymagania muszą być spełnione w przypadku instalacji systemu fotowoltaicznego w domu? Zazwyczaj zależy ona jedynie od warunków technicznych, miejsca montażu, sposobu montażu i ilości zapotrzebowania na energię elektryczną, od której zależy moc instalacji. Instalację można montować na dachach, gruntach, a nieraz dostawiamy altanki lub carporty – zadaszenia nad samochodami. W niektórych przypadkach są bardziej skomplikowane warunki, ale uważam, że z naszym zespołem w firmie Voltmax z większością ciekawych sytuacji już się spotkaliśmy i znaleźliśmy na nie rozwiązania.

A jeśli dopiero zamierzamy budować dom i planujemy zainstalowanie w nim paneli słonecznych? Sprawą zasadniczą przy wyborze źródła energii dla nowo budowanego domu jest zapoznanie się z przepisami nowego prawa budowlanego z 2021, z którego dowiemy się o wymogach zmniejszenia zapotrzebowania budynków na energię cieplną, czyli ogrzewania, wentylacji, chłodzenia i podgrzewania wody użytkowej. Energia pierwotna, dla której maleje dopuszczalny próg zużycia, musi być wspierana przez kotły na biomasę, moduły fotowoltaiczne, kolektory słoneczne czy pompy ciepła. Jeśli w projekcie nie uwzględnimy żadnego z powyższych źródeł energii odnawialnej (OZE), nie otrzymamy pozwolenia na budowę. Co więcej, nowe standardy będą dotyczyć wszystkich projektów, których formalności nie zostały jeszcze sfinalizowane, oraz każdego modernizowanego lub rozbudowywanego budynku.


Jakie formalności muszą być spełnione przed zainstalowaniem fotowoltaiki w mieszkaniu w bloku? Wystarczy uzyskać jedynie zgodę spółdzielni czy wspólnoty mieszkaniowej. W mieszkaniach swoje zastosowanie znajduje technologia „plug and play”, czyli niewielkie systemy fotowoltaiczne. Inne nazwy, z jakimi możemy się spotkać, to moduły fotowoltaiczne gniazdkowe, mini instalacja solarna czy słoneczne panele balkonowe. Częściej wykonujemy instalację dla całego bloku i fotowoltaikę podłączamy pod licznik administracyjny, aby zmniejszyć opłaty stałe dla wszystkich mieszkańców.

Wybór firmy, która ma coś zainstalować w naszym domu, może wywołać niepokój u klienta. Jak w takiej sytuacji zabezpieczyć się przed brakiem fachowości? Wybierając instalatora, warto zwrócić uwagę nie tylko na cenę, ale przede wszystkim na zakres i jakość jego usług. Cały system powinien być dopasowany do potrzeb klienta, czyli ilość i rodzaj modułów fotowoltaicznych o odpowiedniej mocy, a także falownik, który jest sercem instalacji. Należy upewnić się, że instalator ma wystarczające kompetencje oraz doświadczenie w tej dziedzinie, zapytać o referencje lub sprawdzić opinie w internecie. Dodatkowym atutem będzie lokalizacja firmy. Dobrze, jeśli znajduje się w naszej okolicy i utrzymuje stały kontakt z dystrybutorem oraz producentem sprzętu, który oferuje.

Czy wszystko to można powiedzieć o pana firmie? Tak, świadczą o tym setki zadowolonych klientów i rekomendacje, jakie od nich otrzymujemy. Myślę, że niewątpliwym plusem jest to, że nie polegamy na podwykonawcach, mamy własne ekipy przeszkolonych pracowników. Stawiamy na wiedzę, dlatego wciąż podnosimy swoje kwalifikacje, śledząc nowości na rynku i biorąc udział w licznych szkoleniach i prelekcjach związanych z naszą branżą. Ważne jest również doświadczenie, a to zdobywamy z każdym nowym zleceniem już od siedmiu lat. Nasi pracownicy mają również wiedzę w temacie dofinansowań do wykonania systemów fotowoltaicznych i z pewnością doradzą i poprowadzą taki proces od samego początku aż do otrzymania dotacji. Firma Voltmax należy do organizacji biznesowej ,,BMI”, która zrzesza rzetelnych, lubelskich przedsiębiorców i bazuje na wzajemnych poleceniach między firmami.

O jakich formach dofinansowania mówimy? W pierwszej połowie tego roku rozpocznie się III nabór wniosków do Programu „Mój prąd”, z przeznaczeniem dla klientów prywatnych. Warunki naboru nie zostały jednak do końca określone, w tym wysokość dofinansowania. Jak podaje wiceprezes NFOŚiGW, kolejne nabory będą kładły nacisk na zwiększoną autokonsumpcję energii i będą dodatkowo „premiowane” – większymi kwotami dotacji. Kolejna możliwość to Program „Czyste powietrze”, gdzie można wymienić źródło ciepła w domu oraz ocieplić dom i wykonać fotowoltaikę z dotacją w wysokości 5000 zł. W obu przypadkach końcowy koszt można odpisać od podstawy opodatkowania, w związku z ulgą termomodernizacyjną.

Wobec tego, jeśli ktoś zdecyduje się na korzystanie z systemu fotowoltaicznego, na co konkretnie może liczyć ze strony Pana firmy? Voltmax pomaga dobrać instalację od A do Z, czyli od audytu na miejscu i przeprowadzenia symulacji po odpowiedni dobór komponentów, projekt z wizualizacją i przygotowanie całej dokumentacji. Zgłoszenie do zakładu energetycznego oraz w przypadku instalacji powyżej 6,5 kWp uzgodnienie projektu z rzeczoznawcą ds. ppoż. oraz oczywiście montaż w terminie pasującym klientowi. Ponadto oferujemy pomoc w otrzymaniu dotacji do instalacji.

Czy na tym kończy się współpraca? Ta współpraca trwa, ponieważ monitorujemy pracę instalacji każdego naszego klienta na aplikacji dedykowanej danemu falownikowi i szybko reagujemy w razie potrzeby serwisu.

Jakie państwo dajecie gwarancje na swoje instalacje? Dajemy gwarancję zarówno na sprzęt, jak i na samą usługę instalacji fotowoltaicznej, czyli w razie jakichkolwiek problemów od razu reagujemy. W zależności od producentów podzespołów, gwarancja może się różnić. Wszystko dokładnie omawiamy na spotkaniu z każdym klientem, tak aby dobrać najlepiej dopasowaną ofertę w zależności od potrzeb.


biz-njus Szybciej do Chełma

(gal)

Lubelskie lotnisko z lotami towarowymi

To nowa funkcja Portu Lotniczego Lublin. Z początkiem roku został uruchomiony magazyn cargo, a jeszcze w tym roku spółka planuje otworzyć nowoczesny terminal cargo. Oznacza to stworzenie nowych możliwości do rozwoju i aktywizacji gospodarczej województwa lubelskiego. To także szansa dla PLL, w trudnym dla branży okresie pandemii, na pozyskanie nowych źródeł przychodu. – Pandemia pokazała, że brak pasażerów paraliżuje całkowicie lotniska, pozbawiając je przychodów, natomiast aktywność, i to rosnąca, notowana była w obsłudze towarów – mówi Andrzej Hawryluk, prezes Portu Lotniczego Lublin. Lubelskie lotnisko ma status lotniska międzynarodowego, dostępnego przez 24 godziny na dobę. Wyposażony jest w urządzenia nawigacyjne umożliwiające wykonywanie operacji lotniczych w ograniczonych warunkach pogodowych. Atutem jest również lokalizacja przy wschodniej granicy Unii Europejskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie najważniejszych przejść granicznych i terminali przeładunkowych do Białorusi, Rosji i Ukrainy. Lotnisko będzie oferowało kompleksową obsługę ładunków lotniczych w zakresie przesyłek importowanych i eksportowanych z i do Portu Lotniczego Lublin. Dominującym elementem obsługi będzie transport towaru lotniczego ciężarówkami do samolotu na innym lotnisku. (Port Lotniczy Lublin)

W tym roku lubelski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad planuje ogłosić i rozstrzygnąć przetarg na budowę trasy ekspresowej prowadzącej z Chełma na obrzeża Lublina. Nie tylko skróci się czas przejazdu, ale i poprawi bezpieczeństwo na krajowej 12, zwłaszcza na odcinku z Chełma do Piask. Bliska ukończenia jest koncepcja programowa budowy S12 Piaski – Dorohusk. Trasa będzie przebiegać przez gminy: Piaski i (pod) Trawniki w powiecie świdnickim oraz Siedliszcze, gm. Chełm, Kamień i Dorohusk w powiecie chełmskim. Przygotowanie pełnej dokumentacji technicznej wymaga dwóch lat. Po uzyskaniu zezwolenia na prowadzenie inwestycji drogowej budowa ruszy w drugiej połowie 2023 roku, a zakończy się jesienią 2025 roku. Jednocześnie ma być budowana północna obwodnica Chełma. Ekspresówka będzie budowana metodą „projektuj i buduj”, czyli systemem pozwalającym dopasowywać plany budowy do zmieniających się warunków oraz możliwości technicznych bez konieczności aneksowania umowy. W efekcie powstanie 60-kilometrowa trasa, a dystans z Lublina do Chełma pokonamy w ciągu około pół godziny. (ann)

Fabryka globalnego koncernu w Lublinie

(UM Terespol)

Kluczowy punk Nowego Jedwabnego Szlaku Park Logistyczny Małaszewicze powstanie na terenach gmin Terespol, Zalesie i Piszczac, na powierzchni liczącej ponad 30 km2. Celem inwestycji jest zbudowanie najnowocześniejszego i największego centralnego miejsca przeładunku w Europie, gdzie odbywać się będzie wymiana towarów pomiędzy różnymi typami transportu. Odpowiedzialna za inwestycję jest spółka CARGOTOR. Inwestycja zostanie zrealizowana ze środków unijnych i budżetu państwa. Obecnie Małaszewicze to jeden z największych w Europie tzw. „suchych” portów przeładunkowych PKP, gdzie przeładowuje się 90 procent towarów sprowadzanych koleją z Chin do Europy, a tym samym kluczowe miejsce na trasie Nowego Jedwabnego Szlaku łączącego Azję ze Starym Kontynentem. Ten potencjał był w Małaszewiczach od lat 70. XX w., jednak przełom nastąpił, kiedy Chińczycy zainteresowali się tym miejscem po odnowieniu przez Polskę porozumienia o strategicznej współpracy. Obecnie spółka CARGOTOR czeka na decyzję Wojewody Lubelskiego w sprawie pozwolenia na budowę. Prace budowlane powinny ruszyć w połowie 2022 roku, i będą trwać 4 lata. Powodzenie inwestycji zależeć też będzie od efektywnego działania przewoźników, właścicieli terminali i spedytorów. Dla lokalnej społeczności udogodnieniami wynikającymi z inwestycji ma być „wchłonięcie” wzmożonego transportu kołowego przez nowy układ drogowy oraz ponad 300 nowych stanowisk pracy w samej spółce CARGOTOR. (ann)

Grupa Turck to niemiecka globalna grupa kapitałowa, składająca z Hans Turck GmbH & Co. KG – spółki handlowej i promującej produkty oraz Werner Turck GmbH & Co – spółki badawczo-rozwojowej. Specjalizuje się w produkcji elementów automatyki przemysłowej. Jej klientami są głównie producenci maszyn, urządzeń i pojazdów. Uruchomiona w ubiegłym roku Lubelska Fabryka Grupy Turck koncentruje się na systemach informatycznych i zarządzaniu przepływem informacji w procesie produkcyjnym. Firma dysponuje profesjonalną kadrą, rekrutując pracowników z grona absolwentów lubelskich uczelni, wyróżniających się kreatywnością oraz zdolnością w dziedzinie optymalizacji procesów produkcyjno-usługowych. Kryzysowy dla gospodarki czas pandemii pokazał, że wyjściem z sytuacji jest wysoki stopień jej automatyzacji. Lubelski oddział Grupy Turck tworzy około 40 osób. Obecnie trwa uruchomianie linii produkcyjnej – konfekcjonowanych kabli połączeniowych ze złączami M8 i M12. (ann)


biznes

GRUPA SIS - Strategia inwestycji w OZE

Od 2015 r. konsekwentnie rozwijamy naszą działalność w obszarze OZE i szeroko rozumianej energetyki. Każdego roku powiększamy portfolio własnych instalacji fotowoltaicznych i rozwijamy wachlarz oferowanych usług. Rozumiejąc dokonujące się przemiany w tej sferze przewidzieliśmy obecny boom w fotowoltaice i nieunikniony rozwój klastrów energii. Dziś gdy otwierają się przed nami ogromne środki UE na inwestycje we wspólnoty energetyczne już jesteśmy przygotowani, dysponując bazą inwestycyjną, szczegółową strategią i certyfikatem Pilotażowego Klastra Energii Ministerstwa Energii. Prowadzimy także rozmowy o współpracy inwestycyjnej z największymi graczami na rynku energii jak np. COLUMBUS SA, który jest zainteresowany produkcją wodoru w naszym klastrze.

PROJEKTUJEMY I WYKONUJEMY FARMY PV

Zapraszamy do współpracy wszystkich, którzy będą budować własne instalacje - z aukcji, z dotacji, ze środków własnych. Nasza pomoc zapewni, iż proces inwestycyjny przebiegnie sprawnie i szybko, bezpiecznie, pozwoli uniknąć wielu błędów i kosztów, a jednocześnie obniżyć cenę instalacji przy wzroście jej efektywności – a to dodatkowe zyski przez lata. Dysponując silnym zapleczem inwestycyjnym i eksperckim, a także już 5 letnim doświadczeniem w realizacji własnych farm PV zapewniamy obsługę inwestycji od A do Z:

OBSŁUGUJEMY WSZYSTKIE ETAPY PROCESU INWESTYCYJNEGO – pozwolenia, warunki przyłączenia, koncesje, dokumentacja środowiskowa.

PROJEKTUJEMY INSTALACJE PV, które są wysoce efektywne i bezawaryjne przy zachowaniu niskich kosztów budowy.

DOSTARCZAMY WSZYSTKIE KOMPONENTY INSTALACJI W WYJĄTKOWO KORZYSTNYCH CENACH: panele PV różnych producentów i w różnych technologiach (w tym najnowocześniejsze z powłokami grafenowymi i dwustronne), inwertery, stacje transformatorowe i konstrukcje wsporcze.

ZAJMUJEMY SIĘ PROFESJONALNYM WYKONAWSTWEM w oparciu o najlepsze praktyki i własne doświadczenia.

OBSŁUGUJEMY REALIZACJĘ PROJEKTÓW DOTACYJNYCH – rozliczania, obsługa przetargów, sprawozdawczość.

Wiemy dziś, że każdy detal ma znaczenie, a system jest tak mocny jak najsłabsze jego ogniwo. Dobrze zaprojektowana i wykonana farma to wyższe przychody i redukcja strat wynikających z awarii czy braku optymalnego wykorzystania możliwości naszej farmy – różnica w produkcji przy tych samych „nominalnych” parametrach może sięgać 10% a to w skali 25 lat znacząca suma utraconego zysku. Projektujemy i wykonujemy na bazie własnych doświadczeń instalacje PV, które są wysoce efektywne i bezawaryjne - przy zachowaniu niskich kosztów budowy.


KUPIMY GOTOWE PROJEKTY FARM PV – z dotacją, z aukcją, a także bez wsparcia. KUPIMY UDZIAŁY W SPÓŁKACH – m.in. w zamian za wsparcie finansowania projektów. WYDZIERŻAWIMY ZIEMIĘ - grunty od 0,8 ha do 200 ha. Zapraszamy też tych, którzy dopiero myślą o własnej instalacji PV – zwłaszcza przedsiębiorców posiadających energochłonne biznesy, a którzy tak jak my wiedzą zapewne, że koszty energii będą rosły (chociażby za sprawą cen praw emisji CO2). Warto szybko się zabezpieczyć budując własną instalację PV by zachować konkurencyjność na rynku. Współpraca przy tworzeniu klastrów i wspólnot energetycznych – warunek aby sięgnąć po środki na OZE w nowej perspektywie finansowej UE.

WKRÓTCE PIERWSZE KONKURSY, FINANSOWANIE DO 100%, ALE …

Nowy budżet UE przewiduje skierowanie ogromnych środków – aż 37% nowej perspektywy finansowej 2021-2027 - na obszary tematyczne związane z klimatem. Głównie na OZE. Tym razem jednak wsparcie nie będzie kierowane na budowę „prostych” instalacji, a tworzenie i rozwijanie większych „ekosystemów” energetycznych, pozwalających na inteligentne zarządzanie produkcją i zużyciem energii, magazynowanie i obracanie tą energią w ramach różnego typu samobilansujących się wspólnot energetycznych. Takie systemy to koszt ok. 100-200 mln zł. Nie stać dziś naszych samorządów i firm na ich budowę bez zewnętrznego wsparcia. Środki te potrzebne są na budowę infrastruktury wytwórczej (PV, biogaz, wodór) jak i poza wytwórczej; inteligentnego opomiarowania, magazynów energii, infrastruktury IT, elementów smart grid. System taki może być uzupełniony o własne linie dystrybucyjne, stacje ładowania pojazdów czy narzędzia do oferowania odbiorcom nowych usług i produktów (np. udziału w wirtualnej elektrowni, usłudze DSR polegającej na powstrzymaniu się od zużycia energii na żądanie, dostępu do lokalnej giełdy energii). Są dobre wiadomości – już wkrótce znajdą się na to środki w ramach Krajowego Planu Odbudowy i jego podprogramu „Instalacje OZE realizowane przez społeczności energetyczne”. Do podziału wśród samorządów i firm jest aż 3 miliardy złotych,

a dotacje pokryją do 100% kosztów projektów. W pierwszej kolejności Program sfinansuje kompleksowe doradztwo i wsparcie przedinwestycyjne mające na celu opracowania optymalnej formuły prawnoorganizacyjnej i modelu biznesowego na potrzeby uruchomienia lub rozwoju wybranego typu społeczności energetycznej oraz przygotowanie niezbędnych analiz i dokumentacji pod kątem przygotowania inwestycji. GRUPA SIS jako twórca jednego z pierwszych w kraju klastrów energii wyróżnionych za swoją strategię rozwoju certyfikatem Pilotażowego Klastra Ministerstwa Energii oferuje tu wszystkim pomoc w założeniu klastra, przygotowaniu aplikacji i opracowaniu niezbędnych dokumentów takich jak: • analizy prawne, biznesowe i techniczne, • inwentaryzacje zasobów i analizy potencjałów • studia wykonalności, programy funkcjonalnoużytkowe, • dokumentacja techniczna, projekty budowlane, • strategie rozwoju, bilanse energetyczne i inne. Po tej fazie Program sfinansuje inwestycje „klastrowe” oraz wydatki okołoinwestycyjne - niezbędne do przeprowadzenia inwestycji takich jak: źródła OZE, infrastruktura towarzysząca, magazyny energii, oprogramowanie IT.

UPRAWNIENI DO SKORZYSTANIA ZE ŚRODKÓW:

JST, ich związki i stowarzyszenia, jednostki orga­nizacyjne JST, przedsiębiorstwa, spółdzielnie mieszkaniowe/wspólnoty mieszkaniowe, inne podmioty posiadające osobowość prawną, państwowe jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej. Zapraszamy do kontaktu wszystkie firmy, osoby i samorządy zainteresowane OZE – zarówno inwestorów na etapie wyboru wykonawcy jak i podmioty planujące budowę.

GRUPA SIS ul. Długa 5, 20-346 Lublin www.OZE-Invest.pl | www.klasterwlodawa.pl | www.sis-dotacje.pl biznes@op.pl 81/5343200 | 507-195-785


biznes

RZE MIO SŁO

AXIS MUNDI

tekst Magdalena Zabłocka | foto Marcin Pietrusza

Global combo

W listopadzie 2019 roku świat po raz pierwszy usłyszał o wirusie COVID-19. Globalne combo rozpoczęło się w Wuhan, błyskawicznie lepkimi mackami oplatając coraz większe połacie, od bieguna do bieguna. Pandemia. Wówczas mało kto uświadamiał sobie zagrożenia, jakie niósł ze sobą wirus, nikt też nie przypuszczał, że dotychczasowa rzeczywistość straci rację bytu, a mikroskopijny zlepek kwasów nukleinowych wywoła strach i spustoszenie. Pandemia, przynosząc zagrożenie epidemiologiczne, wpłynęła również na ludzkie umysły, rewolucjonizując nasz sposób myślenia. Co dalej? Niektórzy już wiedzą, niektórzy zdążyli podjąć decyzję wcześniej.

D’où venons nous? Que sommes nous? Où allons nous?

Kiedy Gauguin malował ten obraz w latach 1897–1898, przechodził przez osobisty kryzys. Szukał prostego, prawdziwego życia, które byłoby wolne od sztywno wykrochmalonych ram konwenansów, które dawałoby nadzieję na to, że porzucenie dobrze znanej przestrzeni, uwierającej jak kamień w bucie, poszerzy wrota percepcji i da poczucie szczęścia. Bez ograniczeń, bez przymusu, bez nakazu. Postawił na niezależność. – Ja stawiam na niezależność – mówi Agnieszka. – Pracowałaś kiedyś w korpo? Nie? To nie pracuj. Na początku może jest i fajnie, bo masz pracę, masz co miesiąc kasę, masz też nowych znajomych, z którymi idziesz do knajpy. Każdy cię podziwia. A potem zaczynają się schody – sztywny palec twojego kierasa, normy – jak socjalistyczne plany pięcioletnie,

38

magazyn lubelski (74) 2021


reżim, wyścig szczurów i wrzody. W zasadzie, przy dobrych dawkach środków wspomagających, można to przetrwać. Są jeszcze lekarze od myśli. Tylko wiesz co? Ja zawsze chciałam być krawcową. Zaskoczona? No tak, krawcową! Uwielbiałam szyć ubrania lalkom, cięłam namiętnie kiecki mojej mamy, przerabiając je w zgodzie z własnym wyobrażeniem o modzie. Ale zamiast tego, pięłam się po szczeblach kariery. W końcu przyszła pandemia i na chwilę świat się zatrzymał. A ja wysiadłam. Przez przypadek trafiłam na kursy, bo ktoś tam miał kogoś i było fajnie, zdał egzamin czeladniczy. Zrobiłam kurs, rzuciłam pracę w korpo, zdałam egzamin, od kilku miesięcy pracuję na swój pierwszy milion. I wiesz co? Ja go zarobię. Jest ciężko, ale zaczęłam już sprzedawać ciuchy na kilku portalach. Mam pierwsze sukcesy. Jestem niezależną i świadomą swojej wartości poczatkującą bizneswoman. Jestem szczęśliwa.

Don’t panic! Don’t panic! OK, panic…

Wszystko płynie. Przez ostatni rok w naszym sposobie myślenia dokonała się rewolucja. Zaczęły zanikać stereotypy, podziały, które towarzyszą nam od zarania dziejów. Coraz bardziej zaciera się granica pomiędzy tym, co żeńskie, a tym, co męskie. Teraz ważne jest „ja” i realizacja własnego „ja”. – Czy leci z nami pilot?! Wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie! Zepsuł się kran, prosiłam starego pół roku, żeby wymienił uszczelkę. Mówił, że zaraz, ZARAZ. Kot skoczył na karnisz, był trochę za ciężki, więc karnisz niebezpiecznie obluzował się z jednej strony, co groziło, że w końcu spadnie komuś na łeb. Znowu słyszałam ZARAZ. Myślę sobie, że jak ci na ten łeb spadnie, dziadu jeden, to w końcu cię ubije i będę mieć spokój. Niestety nie, karnisz dalej dzielnie tkwił w ścianie, moje poczucie estetyki cierpiało, a sytuacja doprowadzała mnie do szału. Jakoś dawałam radę. Aż w końcu kot postanowił zmasakrować fotel odziedziczony po babce starego. Mąż zareagował standardowym ZARAZ. Akurat święta, przyjechała jego mamusia, nie przepadamy za sobą, więc usłyszałam tylko: Ewelinko, jak możesz jako kobieta tak nie dbać o dom? Ulało mi się. Racjonalne argumenty do kochanej mamusi nie docierały, że ten obiecał, a nie zrobił, że nie miał czasu, że ciągle ZARAZ i ZARAZ. Do tego jeszcze straciłam pracę. Poprosiłam swoich rodziców o pomoc finansową. Zrobiłam kurs, zdałam egzamin w Izbie przy Rynku, z zawodu jestem tapicerem. Kiedyś skończyłam studia, ale od dwóch lat mam swoją małą pracownię, tapiceruję i odnawiam stare meble, ozdabiając je portretami osób ze świata kultury albo postaciami z bajek. Jestem na etapie budowania własnej marki, moje wyroby zyskują coraz większą renomę. Mamusi nadal nie lubię, ale ona już nie ośmiela się mnie krytykować. Stary nie mówi już zaraz, nawet nauczył się robić gołąbki. Teraz chcę

skończyć kurs stolarza, będę poszerzać zakres swojej działalności.

Pieniądze nie rosną na drzewie, ale mogą wyrosnąć w drzewie

Czasy, w jakich przyszło nam żyć, zaskakują coraz bardziej. Chcemy zwolnić, osiąść, żyć w porządku z otaczającym nas światem, odnaleźć równowagę, dawno utraconą więź z naturą. Tworzyć, nie odtwarzać. – Ja też chcę zostać stolarzem. Mam 22 lata. Skończyłam liceum plastyczne. Teraz studiuję, bo u nas w rodzinie po prostu tak jest i dziadek, patriarcha rodu, nie wyobraża sobie, żeby ktoś nie skończył studiów. Moja mama skończyła prawo, Michał, jej brat, jest nawet radcą prawnym. Dziadek nie pozwolił pójść mojej matusi do liceum plastycznego, ale na szczęście mama stwierdziła, że ja mogę. Uczyłam się snycerstwa. Wiesz, jak drzewo pachnie? Wiesz, jak potem pachnie drewno? Wiele osób z naszej rodziny skończyło Akademię Sztuk Pięknych lub konserwację zabytków. Myślę, że ja też mam talent. Dziadek tak uważa, babcia, mama. Ona wychowywała mnie sama, z kasą bywało kiedyś różnie, teraz jest bardzo dobrze, ale wiesz… Życie to życie, raz na wozie, raz pod wozem. Dziadek mnie bardzo wspiera, on mnie rozumie, mówi, że dobrze wybrałam. W wakacje zrobię kurs stolarza, mam gdzie ćwiczyć, u mamy w garażu. Studiuję grafikę, uczę się wykorzystywać nowoczesne programy komputerowe do tworzenia oryginalnego dizajnu. Teraz bez tego ani rusz! Poza tym tak jest łatwiej, ale pamiętaj, ja już umiem trzymać hebel i dłuto. Swoje umiejętności, talent wykorzystam do tworzenia pięknych mebli, z drewna, takich na lata. Będę rzemieślnikiem, będę kimś. Agnieszka, Ewelina i Ola. Jest jeszcze Dorota, Emilia, Sebastian, Maciek, Tomek i wielu innych. Każdy, kto trafia na kursy zawodowe w centrum Szkolenia Młodzieży i Dorosłych przy Chopina 28, trafia tam z własnego wyboru, ma określone cele, priorytety. Stawia na rozwój, na zaspokojenie swojej ciekawości świata. Chce być kowalem własnego losu, tworzyć, wyróżnić się z tłumu. Być kimś. Być sobą. Magdalena Zabłocka Dyrektor ds. programowych Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Lublinie

magazyn lubelski (74) 2021

39


podróże

Bergamo brama do Mediolanu tekst i foto Marta Mazurek

40

magazyn lubelski (74) 2021


Ktoś zawyrokował: to taki większy Kazimierz Dolny. Poniekąd tak, ale tylko poniekąd. Po pierwsze to miasto, a nie miasteczko, po drugie dużo starsze, po trzecie usytuowane na okazałym wzgórzu, a po czwarte jest częścią sporej aglomeracji. No i jeszcze słynny południk na głównym placu zabytkowego miasta. Bergamo leży w Lombardii, u podnóża Alp Bergamskich i znany jest z portu lotniczego i malowniczo położonej zabytkowej części miasta. Idealne miejsce na kilkudniowy wyjazd towarzyski lub parogodzinną wycieczkę przy okazji czekania na lot. Przejazd serpentyną z bajecznymi widokami z lotniska Orio al Serio na wzgórze to zaledwie kilkanaście minut i koszt kilku euro. Serpentyna kończy się wraz z parkingiem tuż przed jedną z bram znajdujących się w ciągu murów obronnych okalających wzgórze, za których wzniesienie w XVI wieku byli odpowiedzialni Wenecjanie. Bram jest kilka, niegdyś ich zamknięcie na czas nocy obwieszczały kościelne dzwony. Bergamo to jedno z nielicznych włoskich miast, gdzie miejskie mury zachowały się do dziś w całości. Od 2017 roku znajdują się one na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Niewątpliwie życie toczy się tu swoim rytmem, z dala od obleganego przez turystów, położonego 50 km dalej Mediolanu.

rza – San Vigilio, miejscowość z małymi domkami, niezliczoną ilością trawników i ławek, gdzie można bez końca oglądać widoki, czytać książki i się opalać.

W labiryncie uliczek

Meridiana, czyli zegar słoneczny

Najstarsza część Bergamo nazywana jest Górne Miasto (Bergamo Alta), a ślady osadnictwa w tym miejscu datują się na XII wiek przed naszą erą. Założenie miasta przypisuje się Celtom osiem wieków później, ale nadal sporo wcześniej niż Kazimierz Wielki założył miasteczko nad Wisłą. Na górę można wjechać koleją linową, autobusem lub po prostu się przespacerować. Na wysokości ponad 300 m n.p.m. znajduje się zabytkowa zabudowa uzupełniona o późniejsze budynki – im niżej, tym ta zabudowa jest młodsza. Spacer w wyżej położonych częściach przypomina chodzenie wewnątrz labiryntu, którego korytarze wyznacza wysoka zabudowa kamiennych fasad, na tyle wysoka, że ledwo docierają tu promienie słoneczne. Idealnie sprawdza się to latem, kiedy cień rzucany przez wysokie ściany daje przyjemny chłód. Głównymi traktami Górnego Miasta są Via Gombito i Via Colleoni, ale i bez nich trudno byłoby się tu zgubić. Infrastruktura tego miejsca jest idealnie skrojona na potrzeby jego mieszkańców i turystów – kameralne butiki, antykwariaty i księgarnie oraz podłużne kafejki, restauracje i piekarnie, które często sięgają pierwszego piętra. I bodaj tylko jeden sklep spożywczy! W witrynach sporo kwiatów i kolorowych łakoci, przed wejściami niewielkie schodki, poręcze i iglaki w doniczkach. Dla tych, którzy są spragnieni jeszcze piękniejszych widoków, czeka wycieczka na położony 90 m wyżej szczyt wzgó-

Plac z fontanną z lwami Wybudowany w latach 1440–1493 plac Piazza Vecchia jest sercem Bergamo Alta, który łączy najlepsze tradycje architektury średniowiecza i renesansu, choć gołym okiem widać, że otoczenie placu znacznie wyprzedza architekturę swojego czasu. Pijąc kawę w ogródku, jak na dłoni widzimy poszczególne elementy architektoniczne tworzące niepowtarzalny klimat tego miejsca – bodaj najczęściej fotografowaną XVIII-wieczną fontannę z kamiennymi lwami, otoczony okazałym portykiem Palazzo Nuovo – siedziba jednej z najważniejszych bibliotek historycznych we Włoszech, katedrę z XVII-wieczną fasadą, romańską bazylikę Santa Maria Maggiore (XII–XIV w.) oraz liczącą dziesięć wieków wieżę miejską. Torre Civica to 53-metrowa kampanila, wieża zegarowa i dzwonnica w jednym. Wejście na wieżę kosztuje od 1 do 5 euro. Warto przeznaczyć te pieniądze nie tylko na możliwość podziwiania niezapomnianych widoków, ale również na możliwość poznania zbiorów mieszczącego się tu oddziału Muzeum Historii Miasta Bergamo.

Jednym z elementów głównego placu miasta jest również najstarszy na terenie Włoch ratusz – pochodzący z XII wieku Palazzo della Ragione. W ciągu swojego długiego życia obiekt był kilkakrotnie niszczony i odbudowywany z przeznaczeniem do różnych celów, pełnił funkcje m.in. teatru i biblioteki. Ma interesujące rozwiązanie architektoniczne – w parterze otoczonym portykiem znajduje się loggia wsparta na XVI-wiecznych kolumnach z bogato dekorowanymi kapitelami. Na ścianie znajdują się płaskorzeźby, zaś w1796 roku na chodniku został umieszczony zegar słoneczny, dzieło opata Giovanniego Albriciego, wskazujący astronomiczne południe i współrzędne punktu, w którym się znajduje (długość geograficzna 27° 29’ i szerokość geograficzna 45° 43›) oraz wysokość nad poziomem morza (360, 85 m). Obsrwacja przejścia słońca przez lokalny południk od początku wzbudza duże zainteresowanie niezależnie od pogody i pory roku. Wskaźnikiem czasu jest promień słońca przechodzący przez otwór w okrągłej tarczy znajdującej się na krawędzi Palazzo della Ragione. Kiedyś loggię zakrywano drewnianymi parawanami, dzięki czemu przejście słońca przez południk zyskało rangę spektaklu czasu i światła.

magazyn lubelski (74) 2021

41


42

magazyn lubelski (74) 2021


Kuchnia sercem regionu W kwestii kulinariów tej części Włoch należy zwrócić się w kierunku historii, zwłaszcza tej z początku XIX wieku, kiedy Bergamo na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego znalazło się pod władaniem Austrii. Wprawdzie ten okres trwał niespełna pół wieku, jednak elementy tradycyjnej kuchni austro-węgierskiej zadomowiły się tu na dobre. Stąd smaki Lombardii, poza pizzą i makaronem, w dużej mierze opierają się na daniach mięsnych, w tym na mięsie z królika. Na zabytkowym wzgórzu nietrudno o różnego rodzaju kawiarnie, kafejki, bistra, piekarnie i restauracyjki. Nawet w grudniu na zewnątrz wystawione są stoliki, choć goście korzystają z nich głównie, kiedy jest spore nasłonecz-

nie. Lombardia specjalizuje się w produkcji serów, wędlin i pasztetów, które podawane są jako przystawka. Charakterystycznym smakołykiem regionu są smażone kulki z mąki gryczanej nadziewane serem. Będąc w Lombardii, warto skosztować risotto, zwłaszcza szafranowego alla milanese. Na szybko można zjeść różnego rodzaju pizze. Najlepszym miejscem na szybką pizzę w kawałkach, która kusi bogactwem dodatków, jest ta wystawiona na szerokim stole w witrynie Il Fornaio przy Via Colleoni. Dla wielbicieli słodkich wypieków polecam panettone – w dosłownym sensie słodki chleb pieczony w foremce o kształcie gwiazdy, pełen kandyzowanych owoców i orzechów, sprzedawany w ozdobnych pudełkach.

magazyn lubelski (74) 2021

43


Zanim

(Michał Świątkowski)

natura

w naszym zamieszka domu pies Jakże często słyszymy: – Chcę psa! – Chcę takiego jak w filmie! – Chcę takiego misiaczka! – Dostanę pod choinkę?! Obecnie w dobie pandemii COVID-19 zauważa się trend większej ilości osób poszukujących psy czy to w schroniskach, czy w hodowlach zarejestrowanych w Związku Kynologicznym w Polsce, niestety też i w pseudohodowlach. Słuszna wydaje się decyzja niektórych hodowców oraz schronisk o wstrzymaniu sprzedaży czy wydawania psów w okresie świątecznym. Wola wzięcia psa pod własny dach jest to decyzja o powiększeniu rodziny o kolejnego członka, tak więc powinna być ona świadoma i po zapoznaniu się ze wszystkimi obowiązkami, jakie na nas spadną, od wizyt u lekarza weterynarii poprzez socjalizację i habituację psa, oraz kosztami, jakie się wiążą z zapewnieniem właściwej opieki naszemu pupilowi. Zastanowić też się należy, jaki tryb życia prowadzimy i ile czasu pochłaniają nam sprawy zawodowe. Decyzja nie powinna być podjęta na podstawie emocji, bez zgłębienia tematu. I nie chodzi tu o przeczytanie w Internecie charakterystyk ras psów z uwzględnieniem tego, czy np. pies lubi dzieci czy nie, w jakim zakresie konieczne są zabiegi pielęgnacyjne, jakie są jego potrzeby, poznania jego etogramu i historii danej rasy.

Ewolucja

Historia relacji człowieka i psa obejmuje okres od 10 000 do 14 000 lat (niektóre źródła podają jeszcze dłuższy okres). W ciągu ostatnich dziesięcioleci nastąpiły radykalne zmiany w ewolucji psa domowego. Człowiek wywiera presję na psy domowe, nie uwzględniając ich naturalnych wzorców zachowań. Przez wiele lat kolejne pokolenia psów były selekcjonowane ze względu na specyficzne dla nich wzorce zachowania, doprowadzając do wyodrębnienia przez

44

magazyn lubelski (74) 2021

Raymonda Coppingera, profesora kognitywistyki i biologii w Hampshire College oraz eksperta w zachowaniu psów i pochodzeniu psa domowego, czterech typów psów: adolescentów (inaczej nazywane psami stróżującymi – typu owczarek podhalański, kaukaski, których główną cechą jest skupianie i bycie czujnym), psów skupionych na obiektach (głównie są to psy myśliwskie – typu pointer, wyżeł, beagle, a także retriever – psy, których zadaniem było wytropienie i przyniesienie ofiary. Musiały mieć wzmacniane ogniwa odpowiedzialne za tropienie, namierzanie a także chwycenie, tzw. miękki pysk), psów pasących przy głowie (jako przedstawiciela tej grupy border collie, który wpatrując się w zwierzę, zagania je) i psów pasących przy nodze (bokser, owczarek belgijski, corgi, pracują one poprzez podgryzanie pęcin). Dla każdej z tych grup w toku ewolucji zostały wzmocnione inne elementy łańcucha łowieckiego. Jako przykład niech posłuży łańcuch łowiecki wilka – drapieżnika – mającego silnie zakodowany w mózgu i dziedziczny wzorzec zachowań. Ta sekwencja zachowań wyzwalana jest u głodnego wilka przez widok zdobyczy, jest wykonywana automatycznie i składają się na nią następujące elementy: TROPIENIE -> WYPATRYWANIE -> PODCHODZENIE -> POGOŃ -> CHWYCENIE-ZABICIE -> ROZSZARPANIE -> ZJEDZENIE. Brak świadomości, jakiego psa bierze opiekun do domu, a przede wszystkim znajomości jego potrzeb, może skutkować rozczarowaniem właściciela oraz frustracją psa, w skrajnych przypadkach prowadzącą do agresji. Często można zaobserwować border collie biegającego dookoła bawiących się dzieci, a ich piski jeszcze bardziej motywują go do pracy (zaganiania ich) i nie wynika to z jego chęci ugryzienia czy zabawy – genetycznie ma „wdrukowany” i wzmocniony ten etap łańcucha łowieckiego. Człowiek odpowiedzialny


powinien zapewnić takiemu psu w zastępstwie zabawy/ćwiczenia, aby psiak mógł się zrealizować, a nie frustrować i przerzucać zachowania na niedozwolone obiekty. Tak więc zanim zdecydujesz się na wzięcie psa, dowiedz się, do jakiej grupy psów on należy i co się z tym wiąże, jakie ma potrzeby, które nie powinny być obojętne przyszłemu właścicielowi.

Dopóki czworonóg jest szczeniakiem

Kolejną kwestią, na jaką warto zwrócić uwagę, to uwzględnienie przy wzięciu psa do domu, w jakim okresie rozwoju osobniczego się on znajduje. Pamiętać należy, że przełomowym dla procesu uczenia się psa oraz jego rozwoju emocjonalnego i psychicznego jest pojawienie się około 49 dnia życia naturalnego lęku przed nowymi sytuacjami (w tym rodzajami hałasów), przy czym niektóre rasy mogą mieć ten kluczowy moment życia ciut wcześniej lub później. Warto ze szczeniakiem odwiedzić dworzec kolejowy, przejechać się autobusem i windą, pospacerować pod marketem czy po parkingu. Zapoznać psa z różnymi typami powierzchni, np.: rozłożyć matę bąbelkową czy szeleszcząca torbę. Zaniedbanie socjalizacji i habituacji w wieku szczenięcym grozi potęgowaniem lęków u starszego psa, następnie frustracją i agresją. Przyszli właściciele czworonogów często mylą dwa określenia – socjalizacja i habituacja. Socjalizacja oznacza uczenie się prawidłowych relacji społecznych z innymi żywymi stworzeniami, podczas gdy habituacja ma na celu naukę ignorowania przez zwierzę nieistotnych bodźców z otoczenia. Przykładem habituacji może być brak reakcji psa (szczekania i rzucania się na drzwi) na dzwonek do drzwi wejściowych do domu czy kładzenia się na chodniku, w momencie gdy przejeżdża obok samochód.

Ile kosztuje zdrowie psa

W przeciwieństwie do wielu krajów zachodnich w Polsce opieka zdrowotna psów nie jest refundowana i wszystkie koszty leczenia ponosi właściciel. Warto też zgłębić temat obowiązków związanych ze zdrowiem psiaka – wizyty weterynaryjne i obowiązkowe szczepienia czy zabiegi, w tym też groomerskie. Szczepienia, o jakie w Polsce powinno się zadbać, to przede wszystkim te przeciwko parwowirozie i nosówce. Warto przy tym pamiętać, że szczeniak do 12 – 14 tygodnia życia nie powinien kontaktować się z innymi psami (niektórzy weterynarze bardzo restrykcyjnie podchodzą do tego i zezwalają na kontakty naszego czworonoga z innymi psami dopiero po zakończeniu kompletu szczepień i kwarantanny poszczepiennej). Ważnym też jest szczepienie przeciwko wściekliźnie nie tylko ze względów zdrowotnych, ale też wymogów stawianych przed właścicielami podróżującymi ze swoimi czworonogami. Nie należy zapomnieć o konieczności zabezpieczenia zwierzęcia przed pasożytami – jakże ważnym jest systematyczne odrobaczanie psa oraz stosowanie

preparatów przeciwko pchłom i kleszczom. Miejmy świadomość, że cena leków aplikowanych naszemu psu zależy od jego wagi. Przykładowo tabletka chroniąca przed kleszczami dla psa o wadze powyżej 40 kg to koszt ponad stu złotych – wydatek, który musi ponieść opiekun psa cztery razy w roku. Do tego jeszcze suplementy, np. dla zachowania w dobrej kondycji stawów czy sierści. Nie można też pominąć tematu żywienia. Niezależnie od tego, czy karmimy naszego psa samym mięsem (dieta BARF), jedzeniem gotowanym (np. wołowina z ryżem i warzywami) czy suchą karmą – zwłaszcza w przypadku suchej karmy powinny to być produkty wysokiej jakości – to powinniśmy liczyć się z kosztem ponad 100 zł/miesiąc dla średniej wielkości psa. Pamiętajmy też o zapewnieniu bezpieczeństwa naszemu psiakowi – wszczepienie mikroczipa (w większości gabinetów weterynaryjnych), pasów bezpieczeństwa podczas jazdy samochodem czy nauczeniu go awaryjnego przywołania. Ważny jest również rodzaj smyczy, obroży lub szelek, legowiska i bezpiecznych zabawek.

Wzajemna komunikacja

W przypadku decyzji o adopcji dodatkowo należy pamiętać, że psiak ma już za sobą jakieś doświadczenia, lęki czy prezentuje zachowania kompulsywne, takie jak nagminne lizanie łap czy wygryzanie ogona. Nie zawsze przed wzięciem zwierzaka do domu poznamy je wszystkie. Możemy najpierw zdecydować o staniu się domem tymczasowym dla wybranego czworonoga, gdzie podczas wspólnie spędzonego czasu poznamy jego potrzeby, osobowość, to, jaki ma bagaż doświadczeń, czego się boi, a co lubi. Jednak pamiętajmy, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia ze szczeniakiem, psem dorosłym, psem z hodowli czy ze schroniska najważniejszym jest nawiązanie z nim relacji i pozyskanie jego zaufania, nauczenie się wzajemnej komunikacji i kooperacji. W przypadku problemów, wątpliwości czy chęci zgłębienia wiedzy zawsze należy skontaktować się z behawiorystą. Magdalena Świątkowska

Behawiorysta Centre of Applied Pet Ethology (COAPE). Członek Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE. Ukończyła wiele kursów z zakresu behawiorystyki zwierząt towarzyszących, m.in.: Terapia psów agresywnych, Analiza komunikacji psów, Trening kooperacyjny. Była Gospodarzem i Sekretarzem na ringach podczas Euro Dog Show w Nadarzynie w 2018 roku oraz podczas IV Międzynarodowej Wystawy Psów Rasowych w Lublinie w 2019 roku. Wspiera stowarzyszenia i fundacje oraz schroniska działające na rzecz zwierząt. Miłośniczka molosów, a prywatnie właścicielka 5,5-letniej bokserki Tosi.

tel.+48 604 37 25 85 e-mail: magdalena.swiatkowska@strefapsa.pl http://facebook.com/StrefaPsaPL


(Tomasz Młynarczyk)

okruchy kultury

Nowy szef KOKPiT

Józef Maksymilian Skrzeczkowski, wieloletni współpracownik „LAJF magazyn lubelski”, został nowym dyrektorem Kazimierskiego Ośrodka Kultury, Promocji i Turystyki. Nowo powołany szef ośrodka zastąpi Mariusza Płoszaja-Mazurka, który został dyrektorem Centrum Kultury i Inicjatyw Obywatelskich w Podkowie Leśnej. Józef Maksymilian Skrzeczkowski znany jako Maks Skrzeczkowski to utalentowany fotografik i animator kultury związany od urodzenia z Kazimierzem Dolnym. Ma na swoim koncie m.in. współpracę z Fundacją Ochrony i Promocji Dóbr Kultury NIKE oraz z Centrum Kultury w Lublinie, gdzie przez wiele lat realizował projekt Akademia Odkryć Fotograficznych. Od początku ukazywania się „LAJF magazyn lubelski” publikuje tu swoje zdjęcia, wśród których znalazła się również obszerna relacja z wydarzeń na Majdanie w Kijowie.

(MNKD)

„Znaczenie miejsca. Strzemiński, Stażewski, Łunkiewicz-Rogoyska”

Wystawa w Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym, Rynek 19, przedstawia legendy polskiej awangardy artystycznej lat 20. i 30. XX wieku: Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego, Marię Ewę Łunkiewicz-Rogoyską, zaangażowanych też w tworzenie wielu ugrupowań artystycznych. Kuratorka wystawy, Dorota Seweryn-Puchalska, pokazała Kazimierz Dolny jako jedno z miejsc, z którym artyści sympatyzowali. Tropiła ślady jego znaczenia w ich biografii, by otworzyć szerszy wątek – znaczenia różnych przestrzeni w twórczości i życiu artystów. Wystawa w Muzeum Nadwiślańskim prezentuje również dzieła klasyków mniej znanych szerszej publiczności, jak Aleksander Rafałowski czy Karol Hiller. Co ciekawe, wprowadzono je w dialog z pracami kolejnego pokolenia: Stanisława Fijałkowskiego, Andrzeja Gieragi, Aleksandra Jachtomy, Koji Kamoji czy Anny Strumińskiej. Dopełnieniem ekspozycji są fotografie ukazujące Henryka Stażewskiego z jego pobytów w Kazimierzu Dolnym, autorstwa Tadeusza Rolke, polskiego artysty fotografika, prekursora polskiej fotografii reportażowej. (ann)

PEN Club uhonorował ks. Wierzbickiego

(?)

46

magazyn lubelski (74) 2021

Ks. prof. Alfred Wierzbicki został laureatem Nagrody Polskiego PEN Clubu im. Ksawerego, Mieczysława i Erazma Pruszyńskich. Nagroda przyznawana jest od ponad trzydziestu lat w dziedzinie publicystyki, reportażu, eseistyki i pisarstwa historycznego. W uzasadnieniu napisano m.in.: „Filozof, publicysta i poeta ks. prof. Alfred Marek Wierzbicki został uhonorowany przez Polski PEN Club za wagę i odwagę postawy i słowa w nauczaniu, w publicystyce, w poezji – i w życiu”. Tegoroczny laureat jest filozofem, publicystą i poetą. Przez wiele lat pełnił funkcję kierownika Katedry Etyki KUL, w latach 2006–2014 był dyrektorem Instytutu Jana Pawła II KUL i redaktorem kwartalnika „Ethos”; od 2006 r. jest członkiem Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Konferencji Episkopatu Polski. Opublikował m.in. kilka zbiorów esejów i felietonów społeczno-kulturalnych. Transmisję z uroczystości wręczenia nagrody można było obejrzeć 8 lutego na facebookowych profilach Polskiego PEN Clubu, Kraków Miasto Literatury UNESCO oraz partnerskich instytucji. (ann)


Muzeum Lubelskie wśród „narodowych”

(Biuro prasowe UM Lublin)

Biblioteka w dawnym „Fafiku”

Na parterze budynku u zbiegu Alei Racławickich i ulicy Sowińskiego w Lublinie kiedyś była restauracja Pod Fafikiem, później Karczma Słupska, a ostatnio została otwarta prawdziwa enklawa na mapie lubelskich bibliotek – Bioteka. Niewątpliwym atutem nowej lokalizacji biblioteki jest jej wyjątkowa architektura (projekt GK-Atelier Grzegorz Kłoda). Projektanci postawili na naturalność oraz surowość zastosowanych materiałów. W całej przestrzeni dominuje chrobotek – zielony porost, który przełamuje surowość wnętrza. Całość wypełnia bogaty księgozbiór i zbiory multimedialne. – To właśnie mieszkańcy naszego miasta mają stać się gospodarzami tego miejsca, które ma służyć ich potrzebom i zainteresowaniom. Wszyscy użytkownicy, również osoby z niepełnosprawnościami, będą mogli nie tylko skorzystać z bogatej oferty przygotowanej przez bibliotekarzy, ale również ją kreować i realizować, korzystając z przyjaznych i dostępnych przestrzeni – zaznacza Piotr Tokarczuk, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie. Co istotne, część zbiorów przeznaczona jest dla osób z dysfunkcjami wzroku. Z Bioteki mogą korzystać również osoby z niepełnosprawnościami ruchowymi.

Muzeum Narodowe w Lublinie zostało utworzone 15 maja 2020 roku. Natomiast od pierwszego dnia tego roku ma już tylko jednego organizatora, którym jest Minister Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Obecnie naczelnym celem instytucji jest ochrona wartości historycznych i artystycznych kultury polskiej i światowej, w tym w szczególności dziedzictwa Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. Akt ten zwieńczył wysiłki prowadzone od wiosny 2020 roku, by podnieść rangę Muzeum Lubelskiego w Lublinie. Oznacza to nie tylko większy prestiż, ale również znacznie większe fundusze na działalność. Dyrektorką Muzeum jest Katarzyna Mieczkowska, kierująca placówką od pięciu lat. Muzeum Narodowemu w Lublinie podlegają oddziały: Muzeum Historii Miasta Lublina, Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem” i Muzeum Regionalne w Kraśniku oraz filie: Muzeum Józefa Czechowicza, Muzeum Dworek Wincentego Pola, Muzeum Stefana Żeromskiego, Muzeum Bolesława Prusa. Najmłodszy oddział, pozostający na etapie organizacji, czyli Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej z siedzibą w Pałacu Lubomirskich, będzie badał i popularyzował dorobek pokoleń Polaków zamieszkujących, pośród innych narodów, ziemie wschodnie dawnej Rzeczypospolitej ze szczególnym uwzględnieniem historii tych ziem w czasie istnienia I Rzeczypospolitej. (ann)

Jest !

Lublin, jako pierwsze miasto w Polsce, zdobył tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży. Międzynarodowe jury uznało, że to właśnie Lublin wraz ze swoją niepowtarzalną energią i inspirującymi pomysłami młodych ludzi stworzył najciekawszy w Europie program działań. Ilość zaplanowanych Siostry Szydłowskie na debiutanckim krążku w nim wydarzeń oraz wartość środków przeznaKrystyna, Elżbieta i Jolanta Szydłowskie to utalentowane siostrzane trio, uczestniczki czonych na ich realizację, pokazują skalę przedi zwyciężczynie pierwszej edycji programu telewizyjnego „Voice of Senior” w 2019 sięwzięcia. Miasta, które startowały w konkursie roku. Panie, które wydały właśnie debiutancki krążek, doskonaliły swój talent w drudo tytułu Europejskiej Stolicy Młodzieży 2023 to żynie Urszuli Dudziak, przenosząc widzów w swingujące lata 30. i 40. Panie pochodzą Baia Mare (Rumunia), Izmir (Turcja), Kazań (Roz Łodzi i są po 60. Elżbieta, emerytowana nauczycielka chemii, i Jolanta, śpiewająsja), Lublin (Polska), Poznań (Polska) oraz Lwów ca niegdyś w zespołach Pro Contra i Primo Voto, przed laty pojawiały się razem na (Ukraina). Finałowa multimedialna prezentacja znanych festiwalach, m.in. Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu w 1976 r., przedstawiająca kandydaturę Lublina w konkurgdzie wystąpiły jako amatorki. Krystyna nie mogła im towarzyszyć, ponieważ była już sie o tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży 2023 zawodową śpiewaczką. Karierę zaczynała w Operetce Warszawskiej, w 1980 roku na przygotowana w oparciu o złożoną wcześniej stałe związała się z lubelskim Teatrem Muzycznym, w którym pracuje do dziś. Zagrała aplikację konkursową, została zaprezentowana tu ponad 100 ról pierwszoplanowych, m.in. Arseny w „Baronie cygańskim” i tytułowej przed Panelem Ekspertów w listopadzie 2020r. bohaterki w „Hello, Dolly”. Debiutancki album „Siostry Szydłowskie” ukazał się na po(Biuro prasowe UM Lublin) czątku lutego i zawiera osiem coverów, m.in. utwory znane z repertuaru Alibabek, The Andrews Sister czy Dolly Parton. Promuje ją singiel „Sing, Sing, Sing”. (ann)

magazyn lubelski (74) 2021

47


kultura

niepewność,

nadzieja

i wdzięczność

foto Aneta Sobiesiak

Paulina Janczaruk i Patryk Pawlak

Kamila Lendzion, Paulina Janczaruk, Dorota Szostak-Gąska, Anna Barska

48

magazyn lubelski (74) 2021

5 lutego 2021 r. – rząd ogłasza, że od 12 lutego teatry, opery i filharmonie mogą znowu otworzyć się dla publiczności – na 2 tygodnie i przy maks. 50-proc. zapełnieniu widowni. Większość instytucji kultury dopiero zastanawia się, jak na tę sytuację zareagować: czy kontynuować działania online, jak zaplanować repertuar? A Teatr Muzyczny w Lublinie jeszcze tego samego dnia ogłasza program premierowego koncertu „W duecie z Muzycznym” i rozpoczyna sprzedaż biletów... Mimo pandemii w Teatrze dzieje się tak dużo, że jesteśmy przygotowani na każdą okoliczność. Ale czy gotowa będzie publiczność, czy nie będzie się bała przyjść na koncert, czy bilety sprzedadzą się tak szybko, czy ludzie nie mają teraz innych priorytetów niż kultura? Takie obawy towarzyszyły pracownikom wszystkich instytucji. W przypadku Teatru Muzycznego w Lublinie okazały się nieuzasadnione: bilety zostały wyprzedane w kilka dni i musieliśmy zorganizować dodatkowy koncert. Widzowie ze zrozumieniem przyjęli wszystkie zasady związane z reżimem sanitarnym: przynosili wypełnione oświadczenia dot. stanu zdrowia, zakrywali usta i nos, zachowywali dystans i, chociaż były to koncerty w walentynkowy weekend, nie nalegali, żeby siedzieć obok siebie. To tak, jakbyśmy zawarli – organizatorzy i goście – niepisane porozumienie: skoro dano nam szansę, warunkowo, musimy udowodnić, że instytucje kultury są miejscami bezpiecznymi.


Kamila Lendzion Koncerty „W duecie z Muzycznym” pokazały, jak bardzo obie strony tęskniły za tymi spotkaniami na żywo. Artyści nie istnieją bez publiczności – i chociaż pod wszystkimi projektami, które udostępniamy online, pojawia się mnóstwo komentarzy i wzbudzają one ogromne zainteresowanie, to nic nie może się równać z żywą, natychmiastową reakcją widowni. Kiedy stoi się na scenie i czuje, że emocje, które się przekazuje, są odbierane, rozumiane i potęgowane przez publiczność, rodzi się magia, której nie da się odtworzyć w świecie wirtualnym. Podobne uczucia towarzyszą widzom: ich radość, pięciokrotne wywoływanie artystów na bis, owacje na stojąco i głośne okrzyki „Dziękujemy!” były dowodem na to, że nawet, jeśli bez sztuki da się żyć, to jest to życie niepełne, pozbawione piękna i niedające wytchnienia. Mamy nadzieję, że nasz przykład będzie wskazówką dla tych, którzy podejmują decyzje – warto dać kulturze kolejną szansę. Zrobimy wszystko – my, artyści, i my, widzowie – żeby jej nie zmarnować. W koncertach „W duecie z Muzycznym” wystąpili soliści Teatru Muzycznego w Lublinie: Kamila Lendzion, Anna Barska, Paulina Janczaruk, Dorota Szostak-Gąska, Jakub Gąska i Patryk Pawlak. Towarzyszył im zespół muzyczny – Małgorzata Papiewska, Joanna Wróblewska, Stanisław Błach, Wojciech Durak, Adrian Wilga i Piotr Wróblewski – który, mimo nielicznego składu, brzmiał jak cała orkiestra, dzięki aranżacjom Wojciecha Duraka i Bogusława Wróblewskiego. Podczas koncertów publiczność wysłuchała najpiękniejszych piosenek o miłości – od Elvisa Presleya, Whitney Houston i Barbry Streisand po przeboje z filmowych musicali.

Dorota Szostak-Gąska i Jakub Gąska

Jakub Gąska i Anna Barska

dziękujemy Wam, że jesteście z nami


historia

z hotelu Victoria

tekst Mariusz Gadomski foto Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie

Na stole stała butelka drogiego, francuskiego szampana. Nie mieli już okazji jej wypić. Zostali skuci przez policjantów kajdankami i wyprowadzeni z hotelu. W dwudziestoleciu międzywojennym lubelski hotel Victoria przy Krakowskim Przedmieściu 40 gościł m.in. Helenę Modrzejewską i Józefa Piłsudskiego. W 1918 r. w budynku hotelowym utworzono rząd Ignacego Daszyńskiego. Ale zatrzymywały się w nim nie tylko wybitne osobistości. Swego czasu w Victorii ukrywał się poszukiwany przez policję morderca.

Kto strzelał ?

10 grudnia 1930 r. Abram Lindenbaum, właściciel składu drzewnego w Zaklikowie, wybrał się w interesach do wsi Irena. Zamierzał kupić las. Zabrał ze sobą 1500 zł. Nie wrócił do domu i nie dał znaku życia. Rodzina zgłosiła na policji zaginięcie Lindenbauma. Ekipa śledcza pod kierownictwem komendanta posterunku w Zaklikowie udała się do Ireny na poszukiwania kupca. Ustalono, że Lindenbaum

50

magazyn lubelski (74) 2021

chodził po lesie, pytając, do kogo on należy. Poinformowany, że jest to własność zamożnego gospodarza Głuchowskiego, powiedział, że pójdzie do niego. Wiedział, gdzie tamten mieszkał, bo już wcześniej się z nim kontaktował. Jednak Głuchowski zaprzeczył, że odwiedzał go żydowski kupiec. Stwierdził to z całą stanowczością. Nie można było wykluczyć, że Lindenbaum z jakichś powodów zrezygnował z kupna lasu, ale wydawało się to mało prawdopodobne. Przecież przyjechał z pieniędzmi, oglądał las i mówił, że idzie do Głuchowskiego. Kilka godzin później policja znalazła zmasakrowane ciało Abrama Lindenbauma na terenie działki leśnej, należącej do Głuchowskiego. Sprowadzono lekarza, który przeprowadził badanie pośmiertne zwłok. Okazało się, że przedsiębiorca drzewny zginął na skutek postrzału oddanego z broni myśliwskiej z bliskiej odległości. Kula trafiła go w szyję, a następnie rozsadziła głowę i część kręgosłupa. W portfelu Lindenbauma znaleziono większą część gotówki, którą wziął z myślą o transakcji. Brakowało jednak kilkudziesięciu złotych.


Smak prawdziwego szampana

Tego samego dnia, kiedy Lindenbaum pojechał w interesach do Ireny i nie wrócił do domu, w lobby lubelskiego hotelu Victoria zjawiła się para młodych ludzi: mężczyzna i kobieta. Mieli niewielki bagaż. Wyglądali na przybyszów z prowincji, szukających taniego noclegu. Zapytali recepcjonistę, ile kosztuje hotelowa doba. Jednak cena nie wypłoszyła ich na ulicę. Mężczyzna oświadczył, że chce wynająć pokój na kilka dni. Gdy recepcjonista zapytał: „a czy szanowny pan ma pieniążki?”, po wielkopańsku rzucił na ladę plik banknotów. Zażyczył sobie do numeru butelkę szampana. – A jakiego szampana pan sobie winszuje? – Jak to jakiego? Francuskiego, rzecz jasna – odpowiedział, po czym objął dziewczynę i udał się z nią do numeru. W kolejnych dniach zamawiali najdroższe trunki i potrawy. I to było trochę dziwne. Obsługa hotelu była przyzwyczajona do nieliczących się z groszem gości, jednak rozrzutni byli przede wszystkim oficerowie, dyrektorzy, znani artyści, zamożni przedsiębiorcy – słowem elity. Natomiast ci sprawiali wrażenie chłopa i chłopki, którzy pierwszy raz znaleźli się w większym mieście. Nawet jeśli mieli pieniądze ze sprzedaży krowy lub wieprzka, to czy nie było zastanawiające, że tak bezmyślnie je trwonili? Śledczy postanowili ponownie przesłuchać Głuchowskiego. Wszak to na jego ziemi znaleziono zwłoki. Zapytali go między innymi o najstarszego syna, Tomasza. Gospodarz zmieszał się i pobladł. Odparł, że syn kilka dni temu wyjechał. Ojciec nie wiedział gdzie, bo też nie dopytywał. Tomasz był dorosłym mężczyzną, mógł robić, co chciał, nie pytając rodziców o zgodę. Okazało się, że po raz ostatni widziano go we wsi 10 grudnia, a więc w dniu morderstwa Abrama Lindenbauma. Policja uznała ten zbieg okoliczności za podejrzany. Wszczęto poszukiwania Tomasza Głuchowskiego. Informacja dotycząca przypuszczalnego miejsca jego pobytu nadeszła z kolei. Zawiadowca pociągu do Lublina zeznał, że mężczyzna łudząco podobny do poszukiwanego podróżował tym składem. Był z dziewczyną. Wysiedli w Lublinie na Dworcu Głównym.

Za biedna, żeby być kochana

Policja przypuszczała, że zatrzymali się w jakimś niedrogim domu noclegowym. Sprawdzano te miejsca, jednak Głuchowskiego i jego towarzyszki w nich nie było. W związku z tym wywiadowcy policyjni zaczęli rozpytywać w lepszych

hotelach w śródmieściu. Recepcjonista z Victorii powiedział o dziwnej parze, która przez dwa dni przepuściła na szampana i raki w sosie koperkowym ponad 50 zł. Uzbrojona ekipa policji weszła do zajmowanego przez nich pokoju, gdzie zatrzymała 25-letniego Tomasza Głuchowskiego i 19-letnią Helenę Kamińską. Odstawiono ich do aresztu. Podczas przesłuchania Głuchowski przyznał się do zastrzelenia Abrama Lindenbauma. Kochał Helenę, ona jego też. Niestety, starzy Głuchowscy nie akceptowali dziewczyny. Była dla nich za biedna. Nie zgodzili się na ślub syna, nawet gdy powiedział im, że Kamińska jest z nim w ciąży. Powiedzieli, żeby radzili sobie sami. 10 grudnia Tomasz Głuchowski wziął strzelbę i poszedł do lasu. Tłumaczył, że chciał ustrzelić sarnę. Na leśnej drodze zobaczył żydowskiego kupca, który namawiał jego ojca, by sprzedał mu część lasu. Wywnioskował, że Lindenbaum ma przy sobie sporo gotówki. Postanowił go zabić i obrabować. Dzięki temu będzie mógł uniezależnić się od rodziców, a to pozwoli mu poślubić Helenę. Ruszył za kupcem, w pewnym momencie strzelił mu w głowę. Mężczyzna zginął na miejscu. Głuchowski znalazł w portfelu Lindenbauma znaczną kwotę. Ale zabrał tylko 80 zł. Spieszył się i nie zajrzał do drugiej przegródki, gdzie było o wiele więcej pieniędzy. Spakował się i poszedł po Helenę. Nie powiedział jej, co zrobił. Oznajmił jedynie, że zdobył pieniądze i prosił, żeby pojechała z nim do Lublina. Zamieszkają gdzieś kątem, a on poszuka pracy. Do domu już nie wrócą.

Kara za grzechy

Zanim skończyła się podróż pociągiem, jego zapał wyparował. Podczas przesłuchania Głuchowski wyznał, że domyślał się, że policja jest na jego tropie i pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy go dopadną i wtrącą za kraty. – Zapragnąłem bodaj przez dzień albo dwa zakosztować wolności i cieszyć się nią z ukochaną kobietą – zeznał. Dlatego wynajął pokój w Victorii. Słyszał, że to najelegantszy hotel w mieście. Tomasz Głuchowski odpowiedział za morderstwo przez Sądem Okręgowym w Lublinie. Przed procesem wziął w areszcie ślub z Heleną Kamińską. Zawarcie małżeństwa nie uchroniło go przed surową karą. Pod koniec maja 1931 r. zbrodniarz został skazany na 15 lat ciężkiego więzienia z pozbawieniem praw obywatelskich. 9 września 1939 hotel Victoria został zbombardowany przez Luftwaffe w trakcie nalotu na Lublin. W okresie PRL, w miejscu, gdzie stał, zbudowano Państwowy Dom Towarowy. W 2016 r. w czasie przebudowy placu Litewskiego odkryto fundamenty hotelu.

magazyn lubelski (74) 2021

51


design

NIEDO SKONA Z miłości do

OŚCI

Ł

52

magazyn lubelski (74) 2021

tekst i foto Magdalena Krut Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, no dobra, tak naprawdę w roku 2013 w Lublinie, powstało moje pierwsze wnętrzarskie zdjęcie, którym chciałam się podzielić z całym światem. Zaczynałam dopiero swoją przygodę z Instagramem, uzbrojona w telefon z aparatem odpowiednim dla tamtej epoki, myślałam, że zawojuję świat. Ani jakość zdjęć (albo i jej brak), ani brak aprobaty u internautów nie zniechęciły mnie do tego, by kontynuować swoją wnętrzarską przygodę.


Byłam świeżo po wprowadzonych w moim mieszkaniu zmianach i w końcu pozbyłam się największej wnętrzarskiej wpadki. Mebli w kolorze wenge. Urządzanie mieszkania zaczęłam w 2012 roku i nie było to łatwe zadanie, bo jedyny styl, na jaki mogłam sobie wtedy pozwolić, to ten oferowany przez lubelskie salony meblowe, a główny trend, jaki wówczas panował, to meble we wspomnianym kolorze. Płyty wiórowe oklejone ciemnym fornirem lub laminatem wengepodobnym tworzyły toporne, ciężkie konstrukcje. Nieczęsto można było spotkać meble z prawdziwego drewna wenge, bo ten tropikalny surowiec o ciemnej barwie i deseniu przypominającym upierzenie kuropatwy był drogi, a fornir i laminat z mniejszym lub większym powodzeniem go zastępowały. Pamiętam ten czas, że gdzie człowiek nie poszedł, tam wszystko ociekało ciemnoczekoladowym przepychem z płyty meblowej. Niestety, mimo że już wtedy moje serce skradła laminowana biel, ugięłam się pod naciskiem rodziny i przyjaciół, skazując się na życie w fabryce czekolady. Gorzkiej czekolady. Wszystkie pomieszczenia zlewały się w jedną całość, tworząc coś na kształt czekoladowej fontanny. Nie wiem, jak to się stało, bo jedyny brąz, jaki akceptuję do dziś, to ten przywieziony na skórze z egzotycznych wakacji. Wracając do pamiętnego 2013 roku i wspomnianego na początku zdjęcia, to jedynym dowodem popełnionych w 2012 roku dekoratorskich zbrodni jest uwieczniona na owej fotografii przecudnej urody brązowa! tapeta w różowe kwiaty. Po zestawie meblowym nie ma już śladu, a na tle miękkiego winylu stoi biała drewniana konsola (pamiątka po babci) i biała szafa z warszawskiej Ikei. Biały to był kolor! Biały to było złoto! „Biały to idealne tło”, pomyślałam. Zaczęłam meble traktować jak płótno, które kolorowałam dodatkami. Nie rozmieniałam się na drobne, od razu zaczęłam używać mocnych, soczystych kolorów. To był strzał w 10. Kolory dały wnętrzom nowe życie, właściwie ożywiły je. Wracałam już nie do fabryki czekolady czy krainy lodu, wracałam do wesołego miasteczka! W takim domu chciało się jeszcze bardziej mieszkać. To był mój cyrk i moje małpy. A nie, małp jeszcze wtedy nie było. O małpach opowiem kiedy indziej. I tak oto małymi kroczkami, kolor po kolorze, zaczęłam urządzać dom sercem. Stopniowo odkrywałam swoje zamiłowanie do eklektyzmu, zaczęłam poznawać wnętrzarskie przodowniczki Instagramu i całkowicie wkręciłam się w ten świat. W ciągu tych prawie 8 lat nabrałam większej odwagi do eksperymentowania, wyobraźnia przestała mnie ograniczać, a po gorzkiej czekoladzie pozostał jedynie smak.

/@magmuasel/

magazyn lubelski (74) 2021

53


moda

Czarny

zawsze numerem 1 tekst Olga Bronisz | foto Pinterest Przez wieki czerń była kolorem żałoby. Na piedestale ustawiła ją często tu wspominana Coco Chanel, która w dwudziestoleciu międzywojennym wykreowała małą czarną – niezbyt długą, o mało skomplikowanym kroju sukienkę, nazywaną też „Fordem” od nazwiska amerykańskiego potentata samochodowego, który masowo produkował popularne auta właśnie w czarnym kolorze. Sukienka szybko stała się synonimem elegancji, dziś trudno wyobrazić sobie naszą szafę bez jej obecności. Mała czarna, niezależnie od dodatków, ratuje nas w każdej wyjściowej sytuacji. Jest też znakomitą bazą do żakietu, swetra, płaszcza czy kardiganu. Ale czerń ewoluowała niezależnie od małej czarnej, choć w dużej mierze również dzięki Coco Chanel. W końcu to właśnie ona ubrała kobiety w garnitury, w chwili kiedy były one zarezerwowane wyłącznie dla męskiej części populacji. Dodajmy – w dużej mierze w czarne garnitury. Czym dziś jest czerń? Wszystkim. Ponadczasowa i opierająca się modzie na kolor. Uniwersalna, z jednej strony powściągliwa, z drugiej strony – dająca ogromne możliwości naszej wyobraźni. Ascetyczna, ale i szalona, i awangardowa jednocześnie. Jednak chodzenie w czerniach to spora umiejętność, tak aby wyglądać stylowo, bez przerysowania, a jednocześnie, aby nie robić wrażenia osoby w żałobie. Mocną stroną garderoby w tym kolorze jest fakt, że dobrze wygląda na każdej sylwetce. Doskonałym dodatkiem poza biżuterią jest biel lub écru w postaci bluzki, topu, żakietu, pantofli czy apaszki. Czarna spódnica to doskonały punkt wyjścia do reszty wyglądu, zwłaszcza kiedy chodzi o elegancką spódnicę do pracy. Sam żakiet w tym kolorze nadaje ton całej kreacji. Miłośnicy czarnego koloru często bywają ortodoksyjni w swoim postrzeganiu mody i łączą bez końca czerń z czernią, dla czerni i w czerni. Jednolitą czarną plamę rozbijają fakturą, krojem, lakierowanymi butami czy torebką, a także różnicowaniem odcieni. Zawartość ich szafy bez wyjątku jest czarna, każde ubranie powinno wisieć na osobnym wieszaku, bowiem trudno połapać się, co w którym miejscu się znajduje. Bez dwóch zdań ci, którzy postawili na czerń, są ponadczasowi, w dobrym guście, eleganccy i wyróżniają się z tłumu. Hołdując powiedzeniu, że czerń to nie kolor, tylko styl życia, można czerpać inspirację, podglądając takie postaci, jak Greta Garbo, Yoko Ono, Trinity z Matrixa czy nieustannie obecna w naszych rozważaniach nieśmiertelna mademoiselle Coco.



moda

Ciasto drożdżowe bez wyrabiania?

56

magazyn lubelski (74) 2021


Tak! Rzecz dziwna, ale możliwa. W sieci są tysiące przepisów kulinarnych, ale te najcenniejsze to te, które niespodziewanie ułatwiają nam życie i zaskakują nas samych. Mając kolejny krzyżyk na karku, nagle odkryłam, że nie tylko upieczenie ciasta drożdżowego jest możliwe, ale dodatkowo wyrasta ono wysoko i posiada absolutnie cudowne walory smakowe. Taki przepis niespodziankę, który wywrócił moje dotychczasowe myślenie o udanym cieście drożdżowym, po wszystkich nieudanych próbach na przestrzeni dobrych 20 lat, znalazłam na jednym z blogów kulinarnych. I odtąd moje życie nabrało nowego wymiaru, a drożdże zajęły w mojej kuchni specjalne miejsce. Do dużej miski wrzucamy 5 szklanek mąki pszennej i robimy dołek, w którym umieszczamy po kolei 5 rozbełtanych jajek, szklankę cukru, pół kostki rozdrobnionych świeżych drożdży, szklankę mleka i szklankę oleju. Co ważne, wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 2,5 godziny. Po upływie tego czasu mieszamy składniki drewnianą łyżką, a kiedy już się zespolą w jednolitą masę, przenosimy ją na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Na wierzch można dodać kruszonkę (masło, cukier i mąka) albo owoce sezonowe. Blaszkę z ciastem wkładamy do zimnego piekarnika i pieczemy w temperaturze około 200 stopni C przez około 40 minut. Wystygnięte ciasto, niezależnie czy z kruszonką, czy z owocami, polewamy lukrem (cukier puder i sok z cytryny). No i gotowe! Nie mówiąc o dobrym samopoczuciu i naszym drożdżówkowym ego! Marta Mazurek

magazyn lubelski (74) 2021

57


winna końcówka

Grzaniec

czyli kultura wyższa niż się wydaje Pozornie zgrzyta. Grzaniec to trochę profanacja. Pomijam wersje przemysłowe, produkowane w milionach butelek, na zasadzie chińskich zupek – wlewasz do garnka, podgrzewasz i gotowe. Nawet jeśli robimy grzańca sami, od podstaw, to wydaje się kłócić z całą opowieścią o winie jako świadku miejsca, który znaczony jest siedliskiem, tradycjami winiarskimi, rocznikiem. Gdy dodajesz miodu, goździków i owoców, to cała górnolotna narracja bierze w łeb. Niech bierze, kogo to obchodzi, kiedy zimno i człowiek ma ochotę właśnie na grzańca. Poza wszystkim, to wspaniała odtrutka na snobizm i memento, że wino, oprócz wysokiego C, jest też po prostu napojem, który ma cieszyć. Nie zawsze chodzi przecież o degustację i głębię doznań – czasem trzeba smacznej prostoty, która się nie nadyma, nie ma do niczego pretensji, po prostu jest i dobrze, że jest. Jeśli jednak wnikliwie się sprawie przyjrzeć, okazuje się, że nasz grzaniec nie jest znowu takim pustakiem, a jego historia i związane z nim tradycje to temat na całkiem poważną rozprawę historyczną. Grzaniec może inspirować! Prawdziwy przebój na rzymskich stołach, zwłaszcza w czasie świąt słońca niezwyciężonego. Wino z miodem, korzennymi przyprawami, ziołami, trawą cytrynową, olejkiem różanym uchodziło za przysmak. Jak poważnie podchodzono do grzańca, ilustruje przepis Apicjusza, starożytnego masterchefa, który w swojej książce De re coquinaria pisze tak: “Do odpowiednio dużego naczynia należy wlać dwie sestercje (ok. 1 litra) wina, podgrzewać je na małym ogniu i dodawać stopniowo 15 funtów (ok. 5 kilogramów) miodu, dobrze mieszając. Gdy na powierzchni mikstury zacznie tworzyć się piana, należy

58

magazyn lubelski (74) 2021

zestawić naczynie z ognia i poczekać, aż jego zawartość wystygnie. W ten sposób należy podgrzać i ochłodzić miksturę drugi i trzeci raz, po czym pozostawić na cały dzień do odstania. Następnie dodać 4 uncje (ok. 110 gramów) pieprzu, 3 skrypule (ok. 3,5 grama) zmielonego mastyksu (wysuszona żywica pistacji kleistej Pistacia lentiscus), po jednej drachmie (ok. 3,5 grama) liścia laurowego i szafranu i pięć owoców daktyli, z których pestki należy wcześniej przypiec, a miąższ namoczyć w winie i rozetrzeć w palcach, całość delikatnie wymieszać. Dodać 18 sestercji (ok. 9 litrów) łagodnego wina i podgrzać. Mętny płyn łatwiej się sklaruje, jeśli dodamy do niego węgiel drzewny”. (podaję za Wojciechem Bosakiem) A zatem, proszę Państwa, nie jakiś tam grzańczyk robiony na szybko, ale poważna mikstura, która potrzebuje czasu i atencji. Jest w tym niezwykłe podobieństwo do naszego bigosu – rzecz wydaje się banalna i prostacka, ale jeśli poświęcić uwagę i nie przyspieszać, może być rajem smakosza. Bywało, że grzaniec traktowano jako lek – od średniowiecza nazywano go nawet hypokras, na cześć Hipokratesa, ojca medycyny. Szlachetne zastosowanie medyczne nigdy nie przeszkadzało jednak zażywać grzanego wina dla czystej przyjemności. W tamtym czasie, ze względu na bardzo drogie składniki, była to zresztą przyjemność dla elit. Im łatwiej i taniej było go przyrządzić, tym bardziej stawał się powszechny, stąd ile krajów, tyle przepisów. Mamy więc niemiecki glühwein, skandynawski glögg i całą, chyba najbardziej na świecie rozwiniętą, brytyjską kulturę picia grzańca. Łukasz Kubiak


KURSY ZAWODOWE Z UPRAWNIENIAMI KOSMETYCZKA FRYZJER FLORYSTA HYDRAULIK KOMINIARZ KUCHARZ

CUKIERNIK PIEKARZ LAKIERNIK BLACHARZ MECHANIK I WIELE INNYCH IZBA RZEMIOSŁA I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI W L U B L I N I E ul . R y n e k 2 TEL. 81 532 80 11 WWW.IZBA.LUBLIN.PL