Page 1

ŻYCIE

MIESIĘCZNIK SAMORZĄDOWY

Nr 156

ISSN 1733-4551

GMINY Sierpień 2017 KRZEMIENIEWO

www.gazeta.krzemieniewo.pl

Cena 2 zł

Rolnicy dziękowali za zbiory

Sierpień to miesiąc, w którym rolnicy kończą żniwa i organizują dożynki. Dziękują za zbiory i uczestniczą w mszach świętych dziękczynnych. Do świątyń zanoszą wieńce, a na dożynkowe imprezy chleb upieczony z tegorocznych zbiorów. W naszej gminie dożynki odbyły się w ponad dziesięciu wsiach. Mieszkańcy bawili się na festynach, organizowali okolicznościowe występy oraz konkursy i zabawy, tańczyli na świeżym powietrzu. Bawili się dorośli i dzieci. W Pawłowicach imprezę rozpoczął korowód dożynkowy przez wieś oraz wybór najładniej przystrojonego pojazdu. W tym roku nagrodę otrzymał Daniel Sobczak. Potem mieszkańcy uczestniczyli w mszy św. w intencji rolników i ich rodzin. Po nabożeństwie rozpoczął się festyn. Sołtys Tomasz Adamczak przywitał wszystkich, w tym gości: starostę leszczyńskiego Jarosława Wawrzyniaka oraz zastępcę wójta gminy Radosława Sobeckiego. Potem wystąpiła młodzież ze szkoły, a po części oficjalnej rozpoczęła się zabawa taneczna. Grał zespół KM Music. Były atrakcje dla najmłodszych i gastronomia. Dożynki organizowali: sołtys, Rada Sołecka i KGW Pawłowice. fot. Maciej Włodarczyk Pozostałe zdjęcia z wiejskich dożynek na str. 2


Rolnicy dziękowali za zbiory [2]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO Belęcin

Kociugi Garzyn

Kociugi

Drobin

Bojanice Belęcin


Fundusz Sołecki na rok 2018 ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

[3]

Już dziś wiadomo, ile pieniędzy otrzymają poszczególne wsie w ramach Funduszu Sołeckiego. Dla całej gminy jest to kwota 342. 726,99 zł. Ten Fundusz został podzielony na wszystkie sołectwa w zależności od liczby mieszkańców. Najwięcej, bo ponad 30. 000 zł otrzymają więc Garzyn, Pawłowice i Krzemieniewo. Pozostałe wsie dysponować będą nieco mniejszymi kwotami.

Fundusz Sołecki trafia do samorządów wiejskich. O jego przeznaczeniu decydują mieszańcy wsi na specjalnie zwołanym zebraniu. Decyzja w tej sprawie zapaść musi do końca września br. Ważne, by na

zebraniu było jak najwięcej uprawnionych do głosowania mieszkańców. Wspólnie łatwiej przedyskutować i wybrać zadania do realizacji. A mogą to być zarówno remonty sal, doposażenie, budowa

chodników, urządzanie placów rekreacyjnych, zwiększenie liczby punktów świetlnych i tak dalej. Ale część tych pieniędzy można przeznaczyć na imprezy integracyjne dla mieszkańców wsi, a więc dożynki,

festyny, zabawy. O tym, na jaki cel mieszkańcy wsi zdecydują się wydać pieniądze z Funduszu, postanowią właśnie na wrześniowym zebraniu. Sołtysi i Rady Sołeckie na te zebrania zapraszają.

A oto wykaz sołectw, liczba mieszkańców i kwoty, jakie trafią na Fundusz Sołecki w przyszłym roku:

Bielawy - 38 mieszkańców - 8. 234,31 zł Bojanice - 326 mieszkańców - 18. 198,51 zł Brylewo - 180 mieszkańców - 13. 147,21 zł Drobnin - 338 mieszkańców - 18. 613,69 zł Garzyn - 1080 mieszkańców - 34. 597,90 zł Górzno - 339 mieszkańców - 18. 648,28 zł Hersztupowo - 298 mieszkańców - 17. 229,77 zł Karchowo - 185 mieszkańców - 13. 320,20 zł Kociugi - 251 mieszkańców - 15. 603,67 zł Krzemieniewo - 1595 mieszkańców - 34. 597,90 zł

S P R O S T O W A N I E

W lipcowym wydaniu gazety wśród najlepszych uczniów Zespołu Szkół w Drobninie błędnie podano imię uczennicy. Powinno być Barbara Kasprzyk z klasy VI b. Za zaistniałą sytuację przepraszamy, a Basi gratulujemy wysokich wyników w nauce.

Szkoły tylko podstawowe

Rok szkolny w naszej gminie rozpoczęło 801 uczniów. Wszyscy chodzą do szkół podstawowych. W gminie są bowiem Publiczne Szkoły Podstawowe w Drobninie, Nowym Belęcinie i Pawłowicach. W Garzynie pozostał Zespół Szkół Gminy Krzemieniewo, Publiczna Szkoła Podstawowa i Przedszkole, a w Oporówku filia szkoły w Pawłowicach. Nie ma już gimnazjów, a klasy II i III tych placówek kończą naukę przy szkołach podstawowych. Gimnazja są bowiem wygaszane.

W trzech szkołach podstawowych uczniowie rozpoczęli naukę w klasach siódmych. Siódmoklasistów jest u nas 73. Natomiast do klas I poszło 85 dzieci. Przedstawimy ich jak co roku we wrześniowym numerze "Życia…". Powiedzmy jednak, że w Oporówku nie ma w tym roku klasy I. Trzech uczniów rozpoczynających naukę w szkole dojeżdża do Pawłowic. Wszystkich uczniom życzymy wielu sukcesów w nauce, a także satysfakcji z osiągnięć w sporcie, kulturze i działalności społecznej.

Prace kanalizacyjne w gminie trwają. To zdjęcie zrobiliśmy w Kociugach, gdzie pracownicy wykonywali przykanaliki do poszczególnych gospodarstw. Jeszcze przez kilka dni będą utrudnienia na drodze.

Lubonia - 384 mieszkańców - 20. 205,19 zł Mierzejewo - 296 mieszkańców - 17. 160,57 zł Nowy Belęcin - 356 mieszkańców - 19. 236,45 zł Oporowo - 346 mieszkańców - 18. 890,47 zł Oporówko - 291 mieszkańców - 16. 987,58 zł Pawłowice - 1863 mieszkańców - 34. 597,90 zł Stary Belęcin - 190 mieszkańców - 13. 493,19 zł Zbytki - 88 mieszkańców - 9. 964,20 zł

Łącznie - 18 wsi, 8. 444 mieszkańców - 342. 726,99 zł

Będą siłownie na świeżym powietrzu

Pod koniec lipca Urząd Gminy podpisał umowę z marszałkiem województwa na sfinansowanie dwóch siłowni na świeżym powietrzu. Staną one w Pawłowicach i Oporowie. Urząd Gminy złożył wniosek o unijne pieniądze przyznawane w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich. Dokument skierowano do Wielkopolskiej Lokalnej Grupy Działania Kraina Lasów i Jezior. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie i marszałek województwa przekaże na zewnętrzne siłownie 44.000 zł. W Oporowie siłownia urządzona będzie przy wiejskiej chacie, a w Pawłowicach obok sali

gimnastycznej. Będzie to kilka urządzeń, z których każdy będzie mógł dowolnie korzystać. Urządzenia będą atestowane i staną we wsiach jeszcze w tym roku.

Sołtys Mierzejewa Andrzej Chudziński przesłał nam ciekawe zdjęcie. Otóż na drodze do Luboni zobaczył rodzinkę łabędzi. Rodzice prowadzili maluchy i dbali, by czuły się bezpiecznie. To śliczny obrazek, który z przyjemnością pokazujemy czytelnikom.


[4]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

W niedzielę, 10 września, zapraszamy mieszkańców gminy na festyn "Pyra i bania - nasze kulinarne dziedzictwo". W programie m. in.: konkursy na największą dynię i przestrzenne owocowo - warzywne stworki, dawne zabawy dla dzieci, domowe jadło, występ kabaretu DZIURA. Początek o godz. 15 przed Salą Wiejską w Pawłowicach. Organizatorzy: Gminne Centrum Kultury, Rada Sołecka, KGW, Pawłowickie Rowerówki.

Obiecaliśmy czytelnikom, że systematycznie pokazywać będziemy postęp prac na budowie oczyszczalni ścieków w Luboni. Zamieszczamy więc zdjęcia zrobione 22 sierpnia. Na placu budowy już  zakończono stawianie drugiego reaktora. Inwestor przeprowadził pierwsze badanie szczelności zbiornika. Trwa też budowa kanalizacji prowadzącej do samej oczyszczalni. Te roboty prowadzi wykonawca głównego obiektu.

Jedyną kobietą, która wzięła udział w zawodach strażackich oldbojów 40+, była Izabela Dawidziak. Pani Izabela jest strażakiem OSP Mierzejewo i od lat uczestniczy w strażackich przedsięwzięciach. Na zawodach jest zawsze, odkąd Mierzejewo wystawia swoją drużynę. Ale pomaga też w organizacji imprez, reprezentuje OSP w gminie i powiecie, uczestniczy we wszystkich ważnych dla strażaków działaniach. Panowie strażacy bardzo jej za to dziękują.

+ + + + + POŻEGNANIE + + + + + W ostatnich tygodniach w naszej gminie na zawsze odeszli:

21.07 - Ryszard Rosadziński, Pawłowice 23.07 - Ryszard Ginter, Brylewo 31.07 - Jadwiga Katarzyńska, Garzyn 08.08 - Jarosław Dzik, Kociugi 13.08 - Władysław Cwojda, Krzemieniewo


Rowerzyści szukają skrzynek ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

[5]

Do naszego regionu dotarła ogólnoświatowa zabawa polegająca na szukaniu ukrytych w terenie skrzynek. Adresowana jest przede wszystkim do rowerzystów, którzy lubią odkrywać ciekawe zakątki i poznawać nowe miejsca. A zaproponowała ją firma Halpress, która na swojej stronie www.leszczynskie.net dokładnie opisuje zasady przyłączenia się do zabawy.

- Są one bardzo proste - mówi Natalia Fiebig z Halpress. - Na stronie internetowej wybieramy miejsce startu poszukiwań, numer skrzynki, jaką chcemy odnaleźć i klikamy w mapkę, na której widać miejsce jej ukrycia. Rowerzysta, który dotrze na miejsce, odnajdzie skarb w promieniu kilku metrów od wyznaczonego punktu. Na stronie znajdziemy również liczbę kilometrów, jaką musimy pokonać. W gminie Krzemieniewo na przykład rowerzyści będą mieli najdalej około 15 km do skarbu. Ale mogą też szukać skrzynek w sąsiednich gminach, a nawet poza nimi. Zabawa na świecie nazywa się Geocaching. Do Polski trafiła w 2001 roku. W jej lokalną odmianę możemy bawić się od lipca. Na swojej stronie internetowej Urząd Gminy ma już odpowienią zakładkę i pierwszych uczestników. A zacząć trzeba było od ukrycia skrzynek. Firma Halpress przygotowała kilkanaście skarbów i rozwiozła je po regionie. Są to

plastikowe butelki, w których znajduje się informacja z kodem. Ten kod po znalezieniu butelki trzeba wpisać na stronie www.leszczynskie. net. Butelki schowane są na drzewach, przy ogrodzeniach budynków, w okolicach ruin, w krzakach itp. Każdy, kto chce się bawić w szukanie skarbów, musi je po prostu znaleźć. Butelka najlepiej zastępuje skrzynkę, bo jest odporna na czynniki atmosferyczne. A poza tym można do niej włożyć dodatkową niespodziankę. Rowerzyści już znajdowali w nich liściki z informacją, jakie miejsca w okolicy zwiedzić, małe foldery, gadżety reklamowe, bilon, a ostatnio od redakcji “ABC” kwartalne prenumeraty na gazetę. Skrzynek przybywa. Rowerzyści, którzy je znajdują, czują się w obowiązku schować kolejne dla innych. Przygotowują swój skarb i zapisują jego lokalizacje na internetowej stronie. A inni ruszają, by go znaleźć.

Butelki oczywiście zabieramy ze sobą i wyrzucamy do pojemników ze śmieciami segregowanymi. Jeśli nikt ich nie znajdzie, rowerzysta, który je ukrył, ma obowiązek po kilku miesiącach usunąć je z ukrycia. Póki co większość skarbów już znaleziono, a rekordzista poszukiwań ma ich na swoim koncie ponad 50. W naszej gminie znaleziono przeszło 20 skrzynek. - Tak naprawdę nie chodzi o rywalizację, a o dobrą zabawę mówi Dominik Sieciński z Halpress. - Rowerzyści, których w naszym regionie jest bardzo wielu, uatrakcyjnili w ten sposób swoje wycieczki. Jeżdżą w miejsca, do których być może by nie trafili. Czasem wybierają się z rodzinami i wspólnie szukają skarbów. To

bardzo rodzinna zabawa. No i sami też muszą pomyśleć, gdzie ukryć swój skarb, aby nie był widoczny dla osób, które nie bawią się z leszczynskie. net. Dla rowerzystów jest to też okazja poszerzenia umiejętności odczytywania współrzędnych z mapy i obsługi rowerowej nawigacji w telefonie. W tej chwili na stronie jest spisanych prawie 300 skrzynek. Zabawa się rozkręca i zapewne trwać będzie nie tylko w lecie. Rowerem można bowiem jeździć także jesienią. A wiosną zapewne ruszą kolejne poszukiwania. Kto wie, może w skrzynkach znajdziemy nietypowe skarby? Na pewno zwiedzimy okolicę, być może spotkamy innych rowerzystów, pobędziemy częściej na świeżym powietrzu. Naprawdę warto.

W sobotę, 5 sierpnia, przez Nową Wieś i Pawłowice przechodziła 26. Salezjańska Pielgrzymka Ewangelicka do Częstochowy. Jest to pielgrzymka młodzieżowych wspólnot salezjańskich z całej Polski.


50 lat razem [6]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

Kazimierę i Stefana Machowiaków zastaliśmy przed domem w Pawłowicach. Odpoczywali w altance, którą zrobili dla siebie kilka lat temu. Mówią, że nigdy nie lubili wyjeżdżać i że zawsze najlepiej czuli się u siebie, z rodziną. W Pawłowicach spędzili całe wspólne życie.

A znali się od dziecka, bo chodzili do tej samej szkoły. Pani Kazimiera mieszkała w Robczysku, miała szóstkę rodzeństwa. Pan Stefan jest od niej rok młodszy, też pochodzi z licznej rodziny. W jego domu w Luboni wychowywała się piątka dzieci. Stefan był najmłodszy. Ojciec pani Kazimiery pracował w gospodarstwie, a ojciec pana Stefana był kolejarzem. Ich mamy po prostu wychowywały dzieci i prowadziły domy. Takie było dzieciństwo przyszłych małżonków. Pracę też zaczęli w tym samym zakładzie. Wiadomo, że w Pawłowicach trafiało się do Instytutu. Zaraz po szkole pani Kazimiera szła w pole dorywczo, ale jak tylko skończyła 18 lat, zatrudniła się na stałe. A pan Stefan został kowalem. W tym zawodzie przepracował w Instytucie wiele lat. Kiedy jednak koni było mniej, naprawiał maszyny rolnicze. Do dziś lubi majsterkować i niejeden rower naprawi znajomym. Zarówno pani Kazimiera, jak i pan Stefan pracowali tylko w tym jednym zakładzie. Z Instytutu przechodzili na renty, a potem na emerytury. Pan Stefan pracował ponad 40 lat. A pani Kazimiera miała kilka lat przerwy, gdy wychowywała dzieci. Kiedy dorosły, wróciła do pracy, sprzątała w Instytucie. Przepracowała łącznie 20 lat. Jubilaci z uśmiechem mówią,

że nie musieli się szukać. Spotykali się w szkole, potem w pracy. Poznali się, pokochali, założyli rodzinę. Ślub cywilny mieli 2 września 1967 r., a kościelny dwa tygodnie później. Oczywiście w kościele w Pawłowicach. Ale wcześniej pan Stefan odbył jeszcze służbę wojskową. Wspomina, że służył przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, pilnował Belwederu. Nigdy później nie odwiedził już Warszawy. Po ślubie młodzi mieszkali w koszarach. To były bardzo małe zakładowe mieszkania, zaledwie pokój z kuchnią. Tam urodziła się czwórka ich dzieci. Dziś trudno sobie wyobrazić, by na kilkunastu metrach wychowywać taką gromadkę. Ale tak żyło wiele rodzin. Dzieci chodziły do szkoły, rodzice pracowali, wszyscy uprawiali działki, dorabiali. Państwo Machowiakowie przeżyli na tych koszarach 11 lat. A w 1979 r. dostali nowe mieszkanie w ośmiorodzinnym bloku. Odtąd już zawsze mieli trzy pokoje i kuchnię, po latach można je było wykupić. Jubilaci wychowali dwie córki i dwóch synów. Każdemu dali zawód. Mają więc w rodzinie krawcową, kucharkę, malarza, ślusarza. Wszyscy mają rodziny, pracę. Synowie z bliskimi mieszkają w Lesznie i Śmiglu, jedna córka w Głogowie, a druga z nimi - w Pa-

włowicach. Zarówno pani Kazimiera, jak i pan Stefan nie wyobrażają sobie mieszkania tylko we dwoje. Są szczęśliwi, że została z nimi córka, zięć, że jest 17 - letnia wnuczka. Czują się bezpiecznie i rodzinnie. A pozostałe dzieci i wnuki często do nich przyjeżdżają. Dziadkowie doczekali się piątki wnucząt. Wszyscy są oczywiście

zaproszeni na jubileuszową uroczystość. Codzienność mają więc teraz państwo Machowiakowie spokojną. Latem odpoczywają w tej swojej altance, krzątają się w domu, pani Kazimiera gotuje obiady, pan Stefan czasem coś naprawi. Zdrowie nie zawsze jest najlepsze, ale i z tym muszą sobie poradzić. Przed laty pan Stefan miał wypadek i przez całe życie boryka się ze sztywną nogą. Teraz coraz częściej mu dokucza. Ale leczy się, dba, aby nie było gorzej. Dla nich najważniejsze więc jest zdrowie. Są pewni, że póki będą razem, póki mają opiekę, jesień życia da im jeszcze sporo radości. Chcieliby przecież doczekać ślubu wnuków, narodzin prawnuków, rodzinnych uroczystości. Życzymy więc zdrowia i sił. Na wszystkie kolejne miesiące i lata.

Życzenia dla Marianny i Sylwestra Janiszewskich

U państwa Janiszewskich w Górznie byliśmy już dwa razy. Najpierw, gdy w 2012 roku obchodzili 60. rocznicę ślubu. A potem w 2015 roku, kiedy pan Sylwester skończył 90 lat. Zawsze wtedy życzyliśmy jubilatom dużo zdrowia, radości i wspólnych spokojnych lat. Tak jest i tym razem. Właśnie teraz pani Marianna i pan Sylwester świętować będą 65. rocznicę ślubu. Dokładnie będzie to 28 września, ale my złożyliśmy im wizytę kilka dni wcześniej. Życzymy więc jubilatom, aby mogli być ze sobą jak najdłużej. Życzymy zdrowia i uśmiechu, z którymi zawsze nas witali. Życzymy miłości i troski bliskich. Pani Marianna pochodzi z Górzna, a pan Sylwester z Drobnina. Poznali się na statku, gdzie pan Marian odbywał służbę wojskowa, a jego przyszła żona przyjechała na wycieczkę. Zawsze

mieszkali w Górznie, w domu przy leśniczówce. Tam wychowali trzech synów i tam pozostali do dziś. Pan Sylwester całe zawodowe życie pracował w POHZ. Był ślusarzem, tokarzem, pracował w warsztacie. A pani Marianna prowadziła dom, pracowała w polu, uprawiała ogród. Razem hodowali też pszczoły. Mówią, że mieli praco-

wite, ale dobre życie. Jubilaci doczekali się wnuków i prawnuków. Synowie z bliskimi mieszkają w Garzynie i Górznie. Rodzice mają więc opiekę i wsparcie. Ale mieszkają sami, choć ostatnio nie dopisuje im już zdrowie. Coraz trudniej krzątać się im po domu, coraz częściej jeżdżą do lekarzy. Chętnie jednak wspominają wspólną drogę przez

życie. Od ćwierć wieku są już na emeryturze. Mogą sobie pomagać i się pocieszać, kiedy tego potrzeba. Najważniejsze, że bliscy są u nich na każde zawołanie. I że rodzice, i dziadkowie czują tę miłość codziennie. Życzymy, aby takich zwyczajnych, rodzinnych dni było jak najwięcej.

Wszystkie archiwalne wydania “Życia Gminy Krzemieniewo” znajdują  się na stronie www.gazeta.krzemieniewo.pl w wersji elektronicznej. Zachęcamy do lektury.


Urodziny pani Joanny ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

[7]

W domu, gdzie mieszka Joanna Patelka w Kociugach byliśmy już dwa razy. Odwiedzaliśmy wówczas siostrę pani Joanny - Władysławę Małychę. Panie od zawsze mieszkają razem, a że Władysława jest 7 lat starsza, byliśmy na jej 90. i 95. urodzinach. Dziś wizytę złożyliśmy młodszej z sióstr. Joanna Patelka 19 sierpnia skończyła 90 lat.

Pani Joanna ma taki życiorys, jak jej siostra. Obie urodziły się w Pawłowicach, podobnie jak dwie pozostałe siostry i dwaj bracia. Rodzice wychowali szóstkę dzieci. Joanna była najmłodsza. Wszyscy razem przeprowadzili się w 1929 r. do Kociug. Ojciec dostał tu pracę brygadzisty w majątku. Do szkoły chodziły do Pawłowic, trzy kilometry pieszo. Kiedy Joanna miała 12 lat, ojciec zmarł. A zaraz potem wybuchła wojna. To były bardzo trudne lata. Mama została sama z całą gromadką dzieci. Wszyscy musieli iść w pole. Joanna pracowała przy żniwach. Nikt nie pytał, ile miała lat. Dużo dzieci chodziło wtedy do pracy. A po wojnie nie było już warunków do nauki. Joanna została w gospodarstwie. Przez 20 lat pracowała w oborze, a potem drugie tyle w owczarni. Mówi, że jej życie to właściwie tylko praca. W latach

pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nie było jeszcze wiele maszyn i urządzeń. Większość robiło się w rolnictwie ręcznie, to była prawdziwa harówka. Ale wiele rodzin tak właśnie żyło. Praca, dom, rodzina. Pani Joanna zawsze mieszkała z siostrą Władysławą. Najpierw były razem z mamą, ale kiedy siostra wyszła za mąż i dostała mieszkanie, przeniosły się do niej. Zajmowały dwa pokoje z kuchnią. Pani Joanna pomagała w opiece nad córkami siostry, potem w wychowaniu jej wnuka. Mama po kilku latach zmarła, a siostry zostały razem. Pani Joanna nie wyszła za mąż. Dla niej najbliższą rodziną zawsze była siostra i jej bliscy. I tak jest do dziś. Ale kiedy przechodziła na emeryturę, dostała swoje mieszkanie na piętrze w tym samym domu. Siostry żyją więc tuż obok siebie, a opiekuje się

nimi córka pani Władysławy. Starszym paniom jest naprawdę dobrze. Nigdy nie są same, mają wsparcie, jak trzeba - opiekę lekarzy. Pani Joanna mówi, że siostrzenica o wszystko zadba, wszystko, co trzeba kupi, przyniesie do domu. O nic nie muszą się martwić. Joanna Patelka najbardziej lubi prace w ogrodzie. Do dziś potrafi przekopać grządki, nasadzić warzyw, pielić. Codziennie chodzi też zrywać pokrzywy dla kur. Razem z siostrą i siostrzenicą robią zaprawy, gotują, wspólnie prowadzą gospodarstwo. Tak naprawdę wszystkim zarządza pani Władysława, ale młodsza siostra cieszy się z takiego podziału obowiązków. Cały dzień jest u bliskich na dole. Z nimi je śniadania, obiady, kolacje. U siebie na górze śpi i słucha Radia Maryja. Nic więcej nie musi już robić. Nam powiedziała, że ni-

Zaproszenie na galę MMA Pisaliśmy przed miesiącem, że Klub Strefa Walki Oporówko razem z zaprzyjaźnionym klubem z Poznania, organizuje w Lesznie galę MMA. Patronat nad imprezą objęło miasto Leszno, a wiele firm, instytucji i osób prywatnych wspiera ten pomysł. Gala na pewno będzie dużym wydarzeniem sportowym, tym bardziej że sporty walki stają się ostatnio niezwykle popularne i atrakcyjne.

Gala odbędzie się 22 września w hali Trapez w Lesznie. Początek walk przewidziano na godz. 19, a zakończenie imprezy o północy. - Od ponad piętnastu lat prowadzimy w Oporówku klub, który jako jedyny w regionie ćwiczy brazylijskie jiu - jitsu i MMA - mówi Tomasz Nowacki. - Aktualnie mamy piętnastu zawodników, z których dziesięciu bije się na galach w całej Polsce. O sile klubu mówią wyniki zawodników. W ostatnich dwóch latach chłopacy z Oporówka stoczyli 23 pojedynki na galach MMA i 19 z nich wygrali. A Mariusz Mazur z klubu z Oporówka walczy dla największej federacji w Polsce KSW. - Nigdy nie pokazaliśmy się lokalnej społeczności - dodaje pan Tomasz. - Chcemy więc wypromować naszych zawodników, zaprezentować ich umiejętności. Nasz klub na leszczyńską galę wystawi

więc aż siedmiu zawodników w różnych kategoriach wagowych. Impreza nosi nazwę GALA MMA Leszczyńska Strefa Walki. Organizatorzy przewidują 11 pojedynków w sześciu kategoriach wagowych. Jeden pojedynek stoczą kobiety. Wszystkie odbędą się w formule MMA z piękną kolorową

oprawą. W klatce wystąpią zawodnicy z bardzo silnych klubów w Polsce. Poza Oporówkiem do walki staną zawodnicy z Poznania, Bydgoszczy, Olsztyna, Wrocławia, Ostrowa Wlkp i być może z Białorusi. - Do tych zawodów przygotowujemy się od kilku miesięcy mówi Tomasz Nowacki. - Chłopacy ciężko pracują, a ostatnio mają nawet po dziewięć treningów tygodniowo. Na sparingi przyjeżdżają do nas też zawodnicy z Poznania. W czasie gali nasi zawodnicy walczyć będą tylko z partnerami z innych klubów.

czego w życiu nie żałuje. Mimo że nie wyszła za mąż, miała rodzinę. Pamiętają o niej wnuki Władysławy, dzwonią, przyjeżdżają. Ma wielu krewnych. Zdrowie też jej dopisuje, więc nie ma na co narzekać. Teraz marzy tylko o tym, by jak najdłużej być z bliskimi. Chciałaby obchodzić setne urodziny siostry, a potem kolejne i kolejne. Wszystko wskazuje na to, że siostrom się to uda. My życzymy więc, aby tak właśnie się stało. Aby i pani Władysława, i pani Joanna wspólnie obchodziły jeszcze niejeden jubileusz.

Przygotowanie gali MMA to ogromne przedsięwzięcie zarówno organizacyjne, jak i finansowe. Widowisko ma być bowiem "z najwyższej półki". Będą więc wszystkie atrybuty sportów walki. Organizatorzy wynajęli profesjonalną klatkę i oprawę świetlną. Będzie prowadzący, a także lekarze, sędziowie, sanitariusze, ochrona itd. Zawodnicy mają zapewnione dojazdy, noclegi, wyżywienie i oczywiście nagrody finansowe. Bilety kosztują 55 zł. - Nie chcemy na imprezie zarobić, ale ją wypromować - dodaje pan Tomasz. - Liczymy na to, że gala zainteresuje wielu kibiców. Chciałbym, by nasi zawodnicy zwyciężyli w jak największej liczbie pojedynków. Ale liczy się walka, siła, odwaga. To będzie bardzo widowiskowa impreza. Zapraszam!


Złote gody jubilatów [8]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

Swoją 50. rocznicę ślubu obchodzili w sierpniu Helena i Kazimierz Nowakowie. Jubilaci nie są rodowitymi mieszkańcami naszej gminy, ale do Pawłowic przyjechali wkrótce po ślubie i mieszkają tu już pół wieku. Pawłowice są więc ich domem na całe życie i rodzinnym miejscem dla dzieci i wnuków.

Pani Helena urodziła się w Sarnowie w gminie Rawicz. Wychowywała się z młodszą siostrą. Kiedy na zawsze odeszła mama, dziewczynkami opiekowała się ciocia. Ojciec pracował, Helena ukończyła szkołę podstawową, a potem jeszcze rolniczą. Zanim podjęła pracę zawodową, bawiła dzieci. A do pracy poszła, gdy miała 18 lat. Zatrudniła się w rawickiej kartoniarni. Pan Kazimierz pochodzi z Roszkówka. Ojciec był kierownikiem gospodarstwa w miejscowości Żubrze koło Wąsosza. W domu była piątka dzieci - trzy siostry i dwaj bracia. Pan Kazimierz wspomina klasy łączone w szkole podstawowej, potem naukę w samochodowej szkole zawodowej we Wschowie, na końcu Technikum Samochodowe w Legnicy. No i swoją pierwszą pracę w POM Wąsosz. A potem przyszło wojsko. W 1964 r. pan Kazimierz trafił na półroczny kurs do Technicznej Szkoły Wojsk Lotniczych w Zamościu i stamtąd do jednostki wojskowej w Debrznie. Młodzi poznali się na zabawie w Szymanowie. Pani Helena mówi, że tam spotkała swojego lotnika. Kiedy się pobierali, miała 21 lat, a mąż 23 lata. Przez pierwsze miesiące po ślubie mieszkali u cioci w Sarnowie. Szczęśliwie w 1968 r. przeczytali w gazecie ogłoszenie Instytutu z Pawłowic, który potrzebował pracowników. Poszukiwano techników do naprawy sprzętu rolniczego i samochodów. Zakład obiecywał dobre zarobki i nowe mieszkania. Nie zastanawiali się długo. Przyje-

chali do Pawłowic i byli pierwszymi lokatorami zakładowego bloku. Później te mieszkania można było wykupić. Tak robili wszyscy pracownicy Instytutu. A zamieszkali wówczas z półroczną córeczką. W Pawłowcach urodził się jeszcze syn państwa Nowaków, a po 16 latach od jego urodzin na świat przyszła najmłodsza córka. W domu w Pawłowicach jubilaci wychowali więc trójkę dzieci. Praca była naprawdę dobra. Przede wszystkim na miejscu. Pan Kazimierz najpierw zatrudniony był jako mechanik, a później przez wiele lat pracował w magazynie. W tamtych latach magazyn był niezwykle ważnym miejscem zakładu. Od jego zaopatrzenia często zależała ciągłość produkcji. Bywało, że rozładowywano nawet pięć ton najróżniejszych części zamiennych. Praca była odpowiedzialna i stresująca. Ale pan Kazimierz dobrze ją wspomina. Przepracował w Instytucie 30 lat, a łącznie 35 lat.

Ze względu na kłopoty z sercem przeszedł na rentę, potem na emeryturę. W Instytucie pracowała też pani Helena. Kiedy dwójka dzieci poszła do przedszkola, przyjęła pracę portiera. W zakładzie mieli stołówkę, dostawali mleko, każda rodzina miała ogródek i kawałek pola. Po kilku latach pani Helena także trafiła do magazynu, pracowała tam razem z mężem. Również przepracowała 30 lat. We dwójkę są więc emerytami pawłowickiego Instytutu. Nigdy nie szukali innej pracy. W Pawłowicach małżonkowie wychowali trójkę dzieci. Każdemu dali zawód, pomogli założyć rodziny, po ich ślubach mieszkali z młodymi. Starsza córka i syn mają średnie wykształcenie, najmłodsza córka ma licencjat. Wszyscy pracują, są już na swoim. Mieszkają w Lesznie, Robczysku i pod Wrocławiem. A dziadkowie doczekali się trójki wnucząt. Najstarszy wnuk

ma 26 lat, wnuczka jest o rok młodsza, a najmłodszy wnuczek skończył 6 lat. I ten codziennie jest u dziadków. A mają państwo Nowakowie także dwójkę prawnucząt. Wszystkie wnuki i prawnuki dają im sporo radości. Pisząc o życiu państwa Nowaków nie sposób nie powiedzieć o społecznej działalności pana Kazimierza. Wszyscy znają go bowiem jako strażaka. Pan Kazimierz wstąpił do pawłowickiej straży zaraz po przyjeździe do wsi. Od 1990 r. był prezesem OSP i zastępcą prezesa Zarządu Gminnego OSP. Przez trzy kadencje pełnił funkcję prezesa. Od 1995 r. był też członkiem Zarządu Powiatowego OSP, a 5 lat później członkiem prezydium tego Zarządu. Dwa lata temu ze względu na zdrowie zrezygnował już ze wszystkich funkcji, choć oczywiście strażakiem pozostaje. Jest honorowym prezesem swojej organizacji. Chętnie wspomina pracę z młodzieżą, wiele strażackich akcji, wspólną ze strażakami i mieszkańcami wsi pracę przy remizie i wiele innych. Nam powiedział również, że przez 4 lata był ławnikiem Kolegium Orzekającego, a potem ławnikiem w sądzie oraz jedną kadencję radnym. Dziś państwo Nowakowie mieszkają sami. Pomagają w opiece nad wnukiem, prowadzą dom, uprawiają ogród. Tak naprawdę to w ogrodzie najczęściej pracuje pan Kazimierz, bo jak mówi, jest to jego pasja. Mają warzywa, owoce, robią zaprawy. Zimą pan Kazimierz dużo spaceruje, dowozi wnuka do przedszkola. Pani Helena gotuje, sprząta. Sa zadowoleni. Kiedyś często korzystali z zakładowych wycieczek i zwiedzali Polskę, dziś zdrowie już im na taką aktywność nie pozwala. Ale u siebie czują się dobrze. A o czym marzą? Wyłącznie o zdrowiu. Nie ukrywają, że chcieliby doczekać kolejnych jubileuszy. Razem i w dobrym zdrowiu. Tego więc państwu Nowakom szczerze życzymy.

W Światowej Nocnej Rowerówce w naszym regionie wzięło udział około 250 osób. Zorganizowała ją Organizacja Turystyczna Leszno - Region razem z gminami Krzemieniewo i Osieczna oraz Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej. Organizatorzy zaprosili do udziału mieszkańców wszystkich gmin w powiecie. A peleton ruszał z Pawłowic i w towarzyskim tempie dotarł do mety przy osieckich wiatrakach. Z naszej gminy w rowerówce udział wzięło ponad 60 osób. Na miejscu czekała na nich grochówka, a na szczęśliwców nagrody. Na całej trasie panowała rewelacyjna atmosfera. fot. JAC


ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

[9]

Pani Małgorzata już na emeryturze

Od 1 lipca Małgorzata Merta przeszła na emeryturę. Przez ponad 36 lat pracowała w bibliotece w Garzynie. Bardzo ciepło żegnali się z nią czytelnicy, nauczyciele współpracujący z placówką, koleżanki z pracy. Były podziękowania, laurki, kwiaty.

Tak naprawdę to pani Małgorzata miała być rolnikiem. Rodzice mieli w Garzynie gospodarstwo rolne, a ona ukończyła Technikum Rolnicze. Od dziecka wiedziała, co to znaczy praca na roli. Ale wybrała inną drogę. Właśnie wtedy w Garzynie powstał Dom Kultury. Biblioteka była pierwszym oddanym pomieszczeniem. Potrzebowano więc bibliotekarza. - Wówczas biblioteki nie były częścią Gminnego Centrum Kultury - wspomina pani Małgorzata. - Dyrektorką bibliotek w gminie była Anna Weber. I to ona zatrudniła mnie w grudniu 1980 roku. Przez kilka pierwszych miesięcy dojeżdżałam do Krzemieniewa i tam uczyłam się bibliotekarskiej pracy. Do Garzyna przyszłam w maju 1981 roku, zaraz po otwarciu placówki. A w 1987 roku ukończyłam Policealne Studium Bibliotekarstwa w Poznaniu. Aż nie chce się wierzyć, że minęło 36 lat. Biblioteka w Garzynie była ładna, nowa. Miała wypożyczalnię, czytelnię, magazyn. Dla mieszkańców wsi stała się ważnym miejscem. Młodzież przychodziła po lektury, dzieci wypożyczały bajki, bardzo dużo osób szukało na miejscu informacji. A nie było wtedy drukarek, ksero, internetu. Bibliotekarka znajdowała potrzebne informacje w encyklopediach, słownikach, gazetach. I pomagała je przepisać, streścić. Pani Małgorzata pamięta, że kiedy rozpoczynała pracę, w bibliotece w Garzynie było 1500 książek. Dziś jest ich 10. 000. Co roku dokupowało się kolejne. - Były lata, gdy otrzymywałam rocznie nawet 900 nowych pozycji - mówi pani Merta. - Każdą trzeba było wpisać do katalogu, opraco-

wać informacje o niej, owinąć, udostępnić czytelnikom. A wszystko bez pomocy komputera. Wypożyczenia też "odbywały się ręcznie". Po prostu zapisywało się je na kartach. Pani Małgorzata mówi, że zawsze bardzo lubiła dostawę nowych książek. Cieszyła się, gdy w wypożyczalni pachniało farbą drukarską. To znaczyło, że są nowości, że można zaproponować kolejne ciekawe pozycje. A czytelników było około 250. Przychodzili też na czytelnicze spotkania, na zajęcia plastyczne, na głośne czytanie bajek. Jeszcze przed rozpoczęciem pracy w bibliotece pani Małgorzata wyszła za mąż. Razem z mężem dobudowali drugą część do rodzinnego domu i pozostali w Garzynie. Pomagali rodzicom w gospodarstwie, ale każde z nich miało też pracę zawodową. Mama pomagała więc w opiece nad dziećmi. A było to naprawdę potrzebne, bo w bibliotece chodziło się do pracy także w godzinach popołudniowych. W środy i piątki biblioteka czynna była do godziny 20. A pani Małgorzata była jedynym pracownikiem placówki. Sama zatem musiała nie tylko wypożyczać książki i dbać o księgozbiór, ale też posprzątać i zadbać, by w pomieszczeniach było ładnie i kolorowo. - Biblioteka ma swój specyficzny klimat - mówi pani Małgorzata. - Kiedy przychodzi więcej czytelników, jest czasem gwarno. Ale na co dzień w bibliotece jest cicho, trochę tajemniczo, spokojnie. Bardzo lubiłam ten spokój. To naprawdę dobra praca dla osób, które lubią książki i które potrafią wykorzystać czas, by zaproponować coś innym. Dlatego stworzy-

liśmy Klub Miłośników Książki i prowadziliśmy cotygodniowe zajęcia dla dzieci. Pani Małgorzata mówi, że do garzyńskiej biblioteki przychodzą już mamy z dziećmi, które przed laty były jej czytelnikami. To drugie pokolenie czytelników tej placówki. A tak naprawdę to pani Małgorzata zna bardzo wielu mieszkańców wsi. Często z nimi rozmawia, nie tylko o książkach. Niektórzy przychodzą do Klubu Miłośników Książki, innych spotyka w sklepie, na ulicy, niektórzy korzystają z tak zwanych uwolnionych książek. Wtedy poleca te najciekawsze. A uwolnione książki to takie, które przynoszą czytelnicy i zostawiają na stoliku. Można je zabrać, przeczytać, przynieść inne. Te książki po prostu krążą wśród mieszkańców. To świetny pomysł, wszystkie biblioteki go prowadzą. Kiedy zapytaliśmy panią Małgorzatę, jakie wydarzenia z tylu lat pracy zapamiętała najbardziej, mówi, że były ich dziesiątki. Każda impreza to dla placówki wydarzenie. Na pewno pamięta pierwsze dożynki w nowym budynku Domu Kultury. Przyszła niemal cała wieś. Pamięta wizytę Wojciecha Jaruzelskiego, który wtedy był pierwszym prezydentem w wolnej Polsce. Ale pamięta też, jak któregoś ranka przyszła do pracy, a tu biblioteka zalana była wodą. Pękły kaloryfery. Pani dyrektor Weber na rowerze przyjechała z Krzemieniewa, by razem ratować pomieszczenie i książki. Przez lata biblioteka oczywiście się zmieniała. Przede wszystkim ma dużo więcej książek, można wypożyczać także gazety, jest informatyczny system korzystania z księgozbioru. To ogromne ułatwienie, choć komputerowe skatalogowanie wszystkich pozycji trwało

kilka miesięcy. Ale teraz jest łatwiej. W bibliotece jest też dużo więcej imprez, jak choćby cykl Cała Polska Czyta Dzieciom czy obchody Dnia Pluszowego Misia. Czytelnicy z Garzyna zapraszani są do konkursów, imprez gminnych, na wyjazdy, czy Nocne Bajania w bibliotece w Krzemieniewie. Pani Małgorzata w wielu tych przedsięwzięciach brała udział, podobnie jak wszystkie bibliotekarki w gminie. Wspólnie pracują dla kultury. - Będzie trochę smutno zostawić wszystko, czym żyłam ponad trzydzieści lat - dodaje pani Małgorzata. - Ale mam tu przyjaciół, będę do biblioteki przychodzić, pozostanę członkiem Klubu Miłośników Książki. Pani Małgorzata ma 61 lat. Mówi, że teraz trochę wolniej będzie żyła. Przede wszystkim czas poświęci rodzinie. Mieszka z mężem, córką, zięciem i dwoma ukochanymi wnukami. Z nimi chce spędzać jak najwięcej godzin. Starszy wnuk pójdzie do szkoły, więc pomoże mu w nauce, młodszy ma trzy latka i potrzebuje stałej opieki. A w domu jest przecież gospodarstwo rolne, córka i zięć pracują zawodowo - będzie co robić. - No i na pewno przeczytam jeszcze niejedną książkę - dodaje pani Małgorzata. - Z tego nie potrafiłabym zrezygnować. Małgorzatę Mertę pożegnała dyrektor Centrum Anna Weber i koleżanki z bibliotek. Były przede wszystkim podziękowania za pracę i życzenia radości, aktywności i zdrowia na wszystkie lata emerytury. Panią Małgosię zaprosiły też maluchy z przedszkola z nauczycielkami. Dla nich pani Małgorzata była po prostu "naszą panią". I tak już chyba zostanie.


Wakacyjne pomysły w Garzynie [ 10 ]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

Bardzo pracowite lato spędził Krystian Dutkiewicz, radny gminny z Garzyna. W połowie lipca zorganizował dla wszystkich miłośników ruchu na świeżym powietrzu Piknik Sportowy "Na Wesoło! Na Sportowo!", w trakcie którego do zabawy - która odbyła się na garzyńskim kompleksie sportowym Orlik - zaprosił zarówno najmłodszych, jak i starszych mieszkańców Garzyna i okolic.

Dla wszystkich przygotowano szereg konkurencji sportowych, które zaskakiwały pomysłowością i sprawiły wiele radości uczestnikom. Na każdego uczestnika czekały nagrody rzeczowe. Zadbano również o dobrze zaopatrzone stoisko gastronomiczne. Najmłodsi mogli mile spędzić czas na dmuchanym zamku i trampolinie, zrobić sobie fotkę na żużlowym motocyklu, a także z myszką i tygryskiem oraz skorzystać z okazji pomalowania twarzy. Zabawę bardzo sprawnie poprowadzili Małgorzata Dutkiewicz oraz Marek Garbacz. O podkład muzyczny zadbał DJ Jarosław Szczench. Na zakończenie imprezy odbył się mecz "Młodzi vs Starzy", w którym kibice mieli okazję zobaczyć piękną walkę i wiele goli. Nad prawidłowym przebiegiem spotkania czuwał sędzia piłkarski Krzysztof Parzy. Wszyscy piłkarze i arbiter otrzymali pamiątkowe medale, które będą fajną pamiątką tego mile spędzonego popołudnia na sportowo. - Serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które pomogły w organizacji naszego pikniku. Zarówno wolontariuszom, osobom z obsługi, jak i sponsorom - po-

wiedział Krystian Dutkiewicz, organizator imprezy. Niezwykle ciekawą propozycją dla młodzieży z Garzyna okazało się również kolejne wydarzenie, a mianowicie jednodniowy obóz przetrwania, który odbył się w sobotę, 12 sierpnia, w Niechłodzie w gminie Święciechowa. Na prośbę młodego mieszkańca Garzyna Jakuba Dutkiewicza jego wujek Tycjan Dutkiewicz - były komandos elitarnej jednostki GROM oraz tata Krystian zorganizowali wyprawę do lasu, na którą zaprosili jego i kolegów. Wspólny wypad rozpoczął się od nauki obsługi kompasu i czytania mapy. Każdy uczestnik musiał odnaleźć swoje położenie na mapie. Następnie odbyła się wyprawa do lasu. Trasa, na której napotykano wiele różnych przeszkód, wiodła przez ciekawe i malownicze miejsca. - Najważniejsza była praca w zespole, dlatego daliśmy radę i dotarliśmy do celu - podkreślają uczestnicy. Jak to na wyprawie bywa, nie mogło zabraknąć żołnierskich pompek. Kolejnym etapem było rozpalenie ogniska metodą żołnierską. Po lekcji pokazowej przeprowadzonej przez pana Tycjana

BOISKA WE WRZEŚNIU CZYNNE BĘDĄ

Orlik Pawłowice: poniedziałek - piątek 15:30-21:00, sobota 14:00 – 18:00, niedziela 15:00-18:00. Animator: Robert Kuczyk, tel. 691-473-392. Orlik Krzemieniewo: poniedziałek - czwartek 16:00 -20:00, piątek – sobota 15:00 – 20:00, niedziela 12:00 – 17:00. Animator: Sebastian Niedziela - tel. 782-956-941. Orlik Garzyn: poniedziałek - piątek 15:30-21:00, sobota 14:00 – 18:00, niedziela 15:00-18:00. Animator: Damian Marciniak – tel. 502-385-989. Boisko Wielofunkcyjne Oporówko: poniedziałek - czwartek 18:00 – 21:00, piątek 17:00 – 20:00, sobota 14:00 – 16:00, niedziela nieczynne. Animator: Szymon Drewniak - tel. 607-206-944

dzieci przystąpiły do wyznaczonego zadania. Musiały też same zorganizować sobie odpowiedni materiał do rozpalenia ogniska. Dzieci były zauroczone wyprawą i ciągle o coś pytały. Efektem finalnym było wspólne rozpalenie ogniska, przy którym odbyło się pieczenie kiełbasek i ziemniaków. Po tak wyczerpującym dniu wszystko smakowało wybornie. Późnym wieczorem, przy nocy spadających gwiazd, zmęczeni i szczęśliwi uczestnicy wyprawy udali się w drogę powrotną. - Cała akcja miała na celu zachęcić młodych ludzi do przebywania na świeżym powietrzu, w zgodzie z naturą, a nie w domu przy komputerach, tabletach i telefonach podkreśla Krystian Dutkiewicz DAMIAN MARCINIAK


Udane półkolonie ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

[ 11 ]

Przed miesiącem pisaliśmy o półkoloniach jakie organizowały wszystkie szkoły w gminie. Uczniowie wyjeżdżali na wycieczki do ciekawych miejsc w regionie. Każdy turnus trwał trzy dni, a łącznie w tych wyjazdach wzięło udział około 300 dzieci. Pokazaliśmy już na zdjęciach półkolonie szkoły w Garzynie, Nowym Belęcinie i Pawłowicach. Dziś zamieszczamy zdjęcia uczniów ze szkoły w Drobninie i Oporówku.

Uczniowie z Drobnina korzystali z bardzo atrakcyjnych propozycji. Między innymi byli w Starym Gostyniu, gdzie zwiedzili Krainę Legend Polskich. Zobaczyli mini muzeum poświęcone Biskupiźnie, bawili się w małpim gaju i odgadywali odgłosy ptaków. Wrócili zadowoleni i wypoczęci.

Dzieci ze szkoły w Oporówku wyjechały do Boszkowa, gdzie brały udział w warsztatach "Kraina Smaku". Były też w kinie w Lesznie, a także na Wyspie Piratów w Kościanie i Centrum Zabaw "Bajkolandia".


Kawalerowie pokonali żonatych [ 12 ]

W Kociugach rozegrano mecz piłkarski Kawalerowie kontra Żonaci. To już czwarty rok z rzędu, gdy mieszkańcy Kociug spotykają się na takim meczu. Tym razem, po raz pierwszy, wygrali Kawalerowie. W regulaminowym czasie gry było 4:4. a o losach meczu musiały rozstrzygnąć rzuty karne. Na zwycięską

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

drużynę czekał okazały puchar. Nad prawidłowym przebiegiem spotkania czuwał sędzia Ernest Chwaliszewski. Po zmaganiach piłkarskich wszystkich uczestników, kibiców i mieszkańców wsi zaproszono na poczęstunek przy grillu. Wspólnie spędzony czas umilała muzyka puszczana przez DJ - a

Impreza organizowana jest wspólnymi siłami, a przodują w tym: Damian Kubiak, Krystian Chwaliszewski, Szymon Nowak i Wojciech Płocharczyk - Myślę, że ta impreza już się u nas przyjęła. Chętni do organizacji są bardzo zgrani i jakoś to wszystko ogarniamy. Mecz był bardzo fajny i zacięty. Zapraszamy za rok! - po-

wiedział po meczu Wojciech Płocharczyk. Dodajmy, że mecz był znakomitą okazją do przetestowania nowych siatek na bramkach. Mieszkańcy Kociug dokonali ich zakupu w ramach nagrody przyznanej za tegoroczne zwycięstwo w Turnieju Wsi. Tekst i fot. Damian Marciniak

Memoriał piłkarski w Belęcinie

W Belęcinie rozegrano I Memoriał im. Andrzeja Piotrowiaka, Czesława Kwiatkowskiego i Bartka Hoszowskiego. W imprezie poświęconej pamięci osób związanych z Piastem Belęcin - trenerów, piłkarzy i działaczy - wzięło udział siedem zespołów: Krzemieniewo, Karchowo, Garzyn, Hersztupowo, TTJK Oldboys i dwie drużyny Piasta Belęcin. W poszczególnych zespołach można się było dopatrzyć wielu piłkarzy, którzy na co dzień grają w okolicznych klubach, co zwiastowało zacięty i dobry poziom rywalizacji. Mecze, które trwały po 15 minut, toczyły się na dwóch połowach pełnowymiarowego boiska piłkarskiego, co umożliwiło równoczesne rozgrywanie dwóch spotkań. Kilkugodzinne zawody przyniosły zaskakujące rozstrzygnięcie, gdyż najlepszą ekipą została zdecydowanie najstarsza drużyna TTJK Oldboys. Po raz kolejny okazało się, że doświadczenie i dobra taktyka to świetny sposób na wygraną. W wielkim finale, który trwał 2 x 8 minut, piłkarze TTJK Oldboys w starciu przeciwko ekipie z Krzemieniewa szybko objęli prowadzenie 1:0 i skutecznie bronili tego wyniku do końca spotkania. Na trzeciej po-

zycji uplasował się zespół Belęcin I. Dalsze miejsca zajęły: Hersztupowo, Belęcin II, Garzyn i Karchowo. Na wszystkie zespoły czekały pamiątkowe puchary, które wręczyły panie Joanna Hoszowska i Wiesława Kwiatkowska. Nie zabrakło też poczęstunku i wspólnych roz-

mów przy grillu. Pomysłodawcą i głównym organizatorem memoriału był Michał Chwaliszewski z Piasta Belęcin, który już zapowiedział, że impreza będzie kontynuowana w przyszłości. Organizatorzy serdecznie dziękują sponsorom: firmie TTJK Ja-

kuba Kaczmarka z Krzemieniewa i firmie MAKI Sielatyccy. Skład zwycięskiej ekipy TTJK Oldboys tworzyli: Ryszard Dajewski, Michał Chwaliszewski, Paweł Stachowiak, Tomasz Kaczmarek, Tomasz Stachowski, Mariusz Michalak i Krzysztof Krüger. Tekst i fot. Damian Marciniak


ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

HOROSKOP KRZYŻÓWKA Z NAGRODĄ

Baran 21.03-19.04 Wykorzystaj najbliższe dni na pozałatwianie spraw rodzinnych. Spokojnie możesz wiele rzeczy zaplanować. Wyjedź na kilka dni. Nie oszczędzaj na wydatkach na zdrowie. Byk 20.04-20.05 Gwiazdy zapewniają dobrą aurę w miłości. Single mogą więc liczyć na nowe, bliskie znajomości. A w stałych związkach zaiskrzy. Dobry czas na zdobycie drugiego zawodu. Bliźnięta 21.05-21.06 Nareszcie poczujesz się spokojnie i bezpiecznie. Staraj się jednak częściej przebywać na świeżym powietrzu. Ktoś z czasów dzieciństwa odezwie się w sprawach towarzyskich. Spotkaj się z nim. Rak 22.06-22.07 Spadnie na Ciebie grad nowych zajęć. Trzeba więc będzie zakasać rękawy i wziąć się do dodatkowej pracy. W miłości trochę zawirowań. Kogoś poznasz i to może być znajomość na lata. Lew 23.07-22.08 Upominaj się o swoje, bądź w tym konsekwentna i zdecydowana. To dotyczy także spraw finansowych. W związku uważaj na ostre słowa. I nie przenoś kłopotów zawodowych na łono rodziny. Panna 23.08-22.09 Doskonały czas, by pomyśleć o remoncie mieszkania. Nie masz gotówki? Zacznij planować dodatkowe zajęcia i poszukaj sprzymierzeńców do takich robót. Może dzieci? Skontroluj zdrowie. Waga 23.09-22.10 Wrócą stare, dobre czasy. Okazji dostarczą Ci spotkania ze znajomymi z młodości. W pracy nie przesadź z próbą naprawiania wszystkiego. Nie każda Twoja rada się spodoba. Skorpion 23.10-21.11 Możesz mieć szczęście związane z wyjazdem lub dobrą wiadomością. Czekaj więc na jakiś sygnał z daleka. W pracy drobne zmiany mogą mieć wpływ na Twoje finanse. Strzelec 22.11-21.12 Podtrzymaj dobre relacje ze znajomymi i dbaj o przyjaźnie. Życzliwość ludzi może pomóc Ci rozwiązać pewne problemy. Nie przesadzaj z wydatkami. Ktoś będzie potrzebował Twojego wsparcia. Koziorożec 22.12-19.01 Pierwsza połowa miesiąca będzie pasmem sukcesów i rodzinnych uroczystości. Zagrasz pierwsze skrzypce. W trzeciej dekadzie spadnie na Ciebie sporo obowiązków. Nie daj się wytrącić z równowagi. Wodnik 20.01-18.02 Będziesz radosna, z każdym się dogadasz. Wolny czas poświęć na czytanie, spacery, odpoczynek. W pracy wróć do pomysłów na pewne usprawnienia. Szefowie to docenią. Ryby 19.02-20.03 Niestety, gwiazdy zapowiadają spory i nieporozumienia. Postaraj się nad tym zapanować. Sprzymierzeńców szukaj wśród najbliższych. Ostatnio zbyt mało czasu im poświęciłaś. Finanse lepsze.

Aby rozwiązać krzyżówkę, trzeba wpisać w poziome rzędy znaczenie słów. Potem z oznaczonych liter ułożyć hasło. Prawidłowe hasło można wysłać e-mailem. Można też wysłać SMS o treści TC.ZYCIE.rozwiazanie+imie i nazwisko+adres na numer 71068 (opłata 1,22 zł, regulamin na www.dotpay.pl). Wśród nadawców prawidłowych odpowiedzi rozlosujemy nagrodę. Poprzednie hasło krzyżówki brzmiało: CZAS URLOPÓW I WCZASÓW. Nagrody wylosowała Maria Minkus z Brylewa. Zapraszamy po odbiór nagrody do GCK w Krzemieniewie.

1. Łączy łydkę z udem

G

2. Świeczka dla diabła 3. Lodowe warzywo

O

2

4. ... Księżycowa

5. Stała na nim Julia

L

8. "Spokojnie, to tylko ... "

9. Królewskie zarządzenie

10. Przy nim krzesełka

E

O

11. Miejsce w klasyfikacji 12. Rowerowa taksówka

13. Tam zatrzymuje się pociąg

1

2

3

4

5

11

12

9

6

7

8

A 5

6. W filmie szukał miliona

7. Może być do włosów

10

T

8

1

4

14

R

T 15

O 6 7

L 18

16

9

3

R

Z 13

17

10

11

Dania z brukselki 12

13

14

15

Te małe, pyszne kapustki można przyrządzić na wiele sposobów. Najpopularniejsza jest gotowana, polana masłem z bułką tartą. Ale można podać ją także jako zupę, sałatkę, babeczki. ZUPA Z GRZANKAMI Składniki: 500 g brukselki, 2 marchewki, 2 pietruszki, cebula, 100 g boczku wędzonego, 2 l bulionu warzywnego, śmietana, sól, pieprz, tymianek, grzanki. Przygotowanie: Obierz pietruszkę, marchew i cebulę. Pokrój na duże kawałki. Zalej bulionem i ugotuj. Dodaj brukselkę i gotuj jeszcze 15 minut, by zmiękła (kilka surowych listków możesz zostawić do dekoracji). Zdejmij z ognia, ostudź. Połowę brukselki wyjmij, resztę zupy zblenduj. Brukselkę ponownie dołóż. Dopraw, zabiel śmietaną i podaj z grzankami i podsmażonym, pokrojonym boczkiem. KOLOROWA SAŁATKA Składniki: po szklance obgotowanych z solą brukselek oraz marchewek, 1/4 czerwonej kapusty,

16

17

18

1/2 szklanki uprażonych orzechów nerkowca, sól, pieprz, oliwa, ocet winny. Przygotowanie: Brukselki i marchewki pokrój, kapustę poszatkuj. Wymieszaj z uprażonymi orzechami, dopraw do smaku solą, pieprzem, skrop oliwą, octem lub sosem i od razu podaj. BABKI JAJECZNE Składniki: 2 szklanki małych obgotowanych z solą brukselek, 100 g groszku z puszki, 6 jajek, cebula, 2 ząbki czosnku, 3 łyżki kwaśnej śmietany, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, olej, bazylia lub inne zioła do dekoracji. Przygotowanie: Brukselki pokrój na połówki. Cebulę i czosnek obierz, posiekaj, podduś na oleju na patelni. Dodaj groszek, dopraw do smaku. Jajka ubij na puszysto ze śmietaną, dodaj gałkę muszkatołową, posól. Do sześciu sylikonowych (lub ceramicznych natłuszczonych) foremek włóż warzywa i zalej masą jajeczną. Piecz w 180 stopniach około 20 minut (aż masa się zetnie). Podaj na ciepło.

[ 13 ]

Jak czyścić szkło?

* Ślady po kawie i herbacie można usunąć octem lub cytryną. Należy przetrzeć nimi pokryte osadem miejsca, a potem wypłukać i wypolerować naczynia. * Osad z wazonu zejdzie, gdy w brud wetrzemy pastę zrobioną z 1/2 łyżki soli i octu. Jeśli wazon jest głęboki, należy napełnić go ciepłą wodą z łyżką sody i octu. Wsypać piasek lub ryż i energicznie potrząsać. * Tłuste ślady palców i zaschnięte drobiny lakieru do włosów znikną z lustra, gdy delikatnie umyjemy je preparatem zrobionym ze szklanki wody i 1/4 szklanki denaturatu. Potem trzeba lustro osuszyć mikrofibrą i wypolerować starą pończochą. Pięknie je nabłyszczy. * Zmatowiałe kryształy czyścimy miałką solą z wodą lub denaturatem. Do wąskiej karafki wrzucamy obierki ziemniaków i zalewamy wodą. Po trzech godzinach energicznie wstrząsamy, a potem płuczemy naczynie w zimnej wodzie. * Szkiełko zegarka warto dokładnie przecierać płynem do czyszczenia obiektywów lub ściereczkami do czyszczenia okularów. * Jeśli w szklanym świeczniku pozostały resztki wosku, można usunąć je na kilka sposobów. Świecznik wkładamy do zamrażarki. Gdy wosk mocno zamarznie, zacznie pękać i schodzić. Potem myjemy go i polerujemy. Świecznik z grubego szkła można umyć w zmywarce. * Szklany blat stolika czyścimy z obu stron, najpierw z wierzchu potem pod spodem. Najlepiej nadaje się do tego spray do szyb. Ale można też przemyć blat wodą ze spirytusem (na litr wody 1/2 szklanki spirytusu). Po umyciu szklany blat polerujemy ściereczką z mikrofibry lub zgniecioną gazetą.

(: (: HUMOR :) :)

- Dlaczego śmietana ma siniaki? - Bo jest bita. xxx 5 rzeczy, których o mnie nie wiesz: 3) Jestem leniwy. 7) Jestem słaby z matematyki. xxx - Dlaczego w wojsku jest pobudka o 6.00? - Bo jedyne, co się chce o tej porze, to zabijać... xxx Główny dylemat: Optymista wierzy, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że może to być prawdą.


Prawdziwe historie [ 14 ]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

Zawsze lubiłam ciocię Karolę. Tak naprawdę to była ciocia Kazimiera, więc powinniśmy mówić Kazia, ale utarło się, że Karola. Ciocia mieszka na wsi, i jak to mówi moja mama, zawsze miała pod górkę. Przede wszystkim ciężko pracowała w swoim gospodarstwie. I bardzo wcześnie owdowiała, a w domu było dwoje małych chłopców. Sama wychowywała ich przez lata.

Pamiętam moje wakacje u cioci Karoli. Kiedy byłam już panienką, bardzo dużo ze sobą rozmawiałyśmy. Wtedy tłumaczyła mi, że kiedy chłopcy dorosną, będzie jej lżej. Pomogą, może przejmą gospodarstwo, na pewno dadzą jej wnuki. Na taką przyszłość, a potem starość czekała. Dziś wiemy, że nie będą to spokojne lata. Ciocia ma prawie sześćdziesiąt lat i ciągle wychowuje synów. Bo dorośli oni naprawdę nie są. Robert dobrze się uczył. Zrobił szkołę średnią i nawet myślał o studiach. Ale zakochał się. Rzucił więc wszystko, wyjechał do miasta i już za rok był mężem. Znam jego żonę, to fajna dziewczyna, ale to

szybkie małżeństwo chyba ją trochę przytłoczyło. Mając dwadzieścia lat, była już mamą dwójki dzieci. Miałam wrażenie, że to ona ciągle jest dzieckiem. A Robert czuł się w rodzinie jak ryba w wodzie. Ile razy ze sobą rozmawiajest że powtarzał, liśmy, szczęśliwy, zadowolony, że ma wspaniałe córki. Był tylko jeden problem. Robert ciągle szukał pracy. Zatrudniał się na miesiąc, dwa, potem rezygnował z firmy. Albo się zwalniał, albo jego zwalniali. Kilka razy zakładał swój biznes. A to handlował, to znów kupił samochód, aby dostarczać towary, w pewnym okresie wyjechał za granicę, bo tam miały

być lepsze zarobki. Nic mu nie wychodziło. Mało tego, zawsze tę swoją działalność kończył długami, a w najlepszym wypadku wychodziła na zero. Gdyby wtedy był sam, to pewnie nikt by się tym nie martwił. Ale przecież miał żonę i dzieci. A oni zwyczajnie nie mieli za co żyć. Kochana ciocia Karola dostała więc troje dodatkowych bliskich do wykarmienia. Najczęściej przyjeżdżali do niej na kilka dni, aby się najeść, pobiegać po ogrodzie, oderwać się od swojej biedy. Bo w mieście naprawdę skromnie żyli. Ale ciocia jeździła też do nich z wałówkami. Woziła jajka, owoce, warzywa, czasem mięso. Robert przyjmował tę pomoc jako coś naturalnego. Obiecywał, że nowa firma już się uda, że wymyślił sposób na duże pieniądze. Ciocia Karola zawsze powtarzała, że postępowanie Roberta to jedna wielka nieodpowiedzialność. Miała żal do siebie, że nie przygotowała go do dorosłego życia, nie nauczyła, jak być mężczyzną. Może brak ojca miał tu jakieś znaczenie, nie mieli wzorców prawdziwej odpowiedzialności, nie wiedzieli, co to wsparcie ojca. Dla nich to mama wszystko robiła, za każdego myślała. Ciocia Karola po prostu była niezastąpiona. Żona Roberta poszła w końcu do pracy. Nie dało się przecież żyć czekając codziennie na parę groszy na chleb. Ma swoje, niewielkie pieniądze, czasem Robert coś zarobi, ciocia Karola dołoży. I tak się to wszystko toczy. Ale przecież tak miało być. Ciocia Karola ciągle wychowuje swojego prawie czterdziestoletniego syna. A to on miał być jej podporą na stare lata. Drugi syn, Bartek, wybrał jeszcze trudniejszą drogę. Ukończył zawodówkę i zaraz poszedł do pracy. Zatrudniał się na budowach, czasem wyjeżdżał na kilka dni. Był bardzo młody, gdy trafił w to budowlane towarzystwo. Starzy wyjadacze niejednego go nauczyli. Najgorsze, że również zaglądania do kieliszka. Na początku to było tylko piwo albo wino. Jednak ciocia zauważyła, że lubi też wódkę. Coraz częściej całymi tygodniami nie wracał do domu. Nie martwiło go że mama sama została na gospodarstwie. Radził, by wszystko sprzedać albo wydzierżawić. W końcu zamieszkał u pewnej rodziny. Później okazało się, że u starszej pani, z którą po prostu żył w konkubinacie. Jak im było razem, nie wiadomo, bo Bartek nikomu się nie zwierzał. Nie kontaktował się z bratem, nie przyjeżdżał nawet na święta. Kilka razy spotkali się tylko na grobie ojca, ale nie chciał wpaść do domu. Jemu ciocia Karola nawet pomagać nie mogła. Bardzo z tego powodu cierpiała.

Ale dwa lata temu Bartek nagle przyjechał do mamy. Ciocia mówiła mi, że był opryskliwy, nieprzystępny, z niczego się nie zwierzał. Alkohol niestety dalej lubił. Jednak do pracy nie poszedł. Chodził na fuchy, a to, co zarobił zostawiał w barze. Bo we wsi był bar, ulubione miejsce Bartka. No a do spania i jedzenia był przecież dom rodzinny. Ciocia Karola - jak to ona karmiła i drugiego syna. Nieraz obydwaj równocześnie korzystali z pomocy mamy. Ale Bartek z miesiąca na miesiąc stawał się coraz słabszy. Wszyscy to zauważyli. W końcu powiedział, że jest chory. Stało się oczywiste, że zostawił tę swoją partnerkę, żeby w chorobie być wśród bliskich. A może ona nie chciała go chorego? Wrócił i chyba bardzo cierpiał, bo chodził do lekarzy i przywoził coraz silniejsze przeciwbólowe leki. Oczywiście ciocia za nie płaciła. To od lekarzy ciocia Karola dowiedziała się, że przed rokiem miał bardzo poważną operację. Powinien poddać się chemii, ale zrezygnował. Postanowił, że nie będzie się leczył. Bartek jest u cioci Karoli już od kilkunastu miesięcy. Teraz głównie leży, bardzo mało wychodzi na podwórze. Dalej jest zamknięty w sobie i trudno odgadnąć, czy w ten sposób żegna się ze światem. Na pewno ze swoją mamą. Ona też to rozumie. Niedawno ich odwiedziłam. Z ciocią jak zawsze przegadałam cały wieczór. Jest jakaś bezradna, mówi o swoich błędach w wychowaniu dzieci, o tym, że coś przegapiła. Usprawiedliwia tych swoich dorosłych synów. Jak to mama. Bartek niewiele chciał powiedzieć. A ja zastanawiam się, kto pomoże cioci Karoli. Ziemię rzeczywiście wydzierżawiła. Ale myślę o takiej zwykłej, ludzkiej pomocy. Ciocia Karola zasługuje na to, by ją kochać, przytulić, powiedzieć, jaka jest niezwykła. Może wnuki? SPISAŁA HALINA SIECIŃSKA


W Starej Chacie u Kowola ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

[ 15 ]

Na zakończenie tegorocznych wakacji Gminne Centrum Kultury w Krzemieniewie w ramach cyklu "Poznajemy nasz region" zorganizowało wycieczki do Kluczewa w gminie Przemęt, w pobliżu Przemęckiego Parku Krajobrazowego, a dokładnie do Starej Chaty u Kowola oraz do Krainy Orła Białego w Starym Gostyniu.

W czwartek, 17 sierpnia, byliśmy w Kluczewie. Celem wycieczki było zapoznanie uczestników z dawnym życiem na wsi. Gospodarzem tego miejsca jest wujek Krzysztof, który przywitał nas słodką niespodzianką: rogalikami, plackiem drożdżowym i napojami. Po niespodziance dzieci miały okazję pobawić się zabawkami, którymi bawili się ich dziadkowie, takimi jak: hulajnogi, rowerki, huśtawki oraz wózki. Największe zainteresowanie wzbudziła prezentacja prac gospodarskich jak np.: dojenie krowy i kozy, wyrabianie masła, przędzenie wełny, pokaz ręcznie wykonanych zabawek oraz opowieści wujka Krzysia o tym, jak to było, kiedy on był małym chłopcem. Dzieci świetnie się bawiły głaskając króliki, kozę, owce oraz krowę, co odważniejsi mieli okazję wydoić krowę i skosztować świeżego mleka. W kuźni zobaczyły, jak wujek Krzysiu potrafi wyczarować z kawałka metalu podkowę. Prasowały

starym żelazkiem na duszę, wysłuchały koncertu kowala na dwa młotki. Kolejną atrakcją było pieczenie kiełbasek w ognisku, skosztowanie wiejskich smakołyków. Po sutym posiłku wujek zorganizował przejażdżkę bryczką, zabawy na placu zabaw oraz wycieczkę traktorem do lasu, a dokładnie na wieżę widokową, z której szczytu można było podziwiać piękne widoki okolicy. Na zakończenie pobytu w chacie dzieci zakupiły pamiątki. Zmęczeni udaliśmy się w drogę powrotną, podczas której wstąpiliśmy na lody - to było wspaniałe orzeźwienie. Wycieczka udała się znakomicie, dzieci były zmęczone i pełne wrażeń. Spędziliśmy tam niezapomniane chwile. Wszyscy wrócili bogatsi o wiedzę i doświadczenie życia na dawnej wsi. Dziękujemy Urzędowi Gminy za możliwość skorzystania z autobusu oraz rodzicom za częściową odpłatność.

Uwaga czytelnicy! Informujemy, że we wrześniu Biblioteka w Garzynie czynna będzie w każdą środę od godziny 13.00 do 18.00

Gminne Centrum Kultury przyjmuje zapisy dzieci i młodzieży do grupy wokalnej i tanecznej. Zajęcia zaczynają się od października. Na zapisy czekamy do 15 września osobiście lub telefonicznie pod nr 605 567 878

Życie Gminy Krzemieniewo

Nakład 1.300 sztuk

Wydawca: Gminne Centrum Kultury w Krzemieniewie, ul. Zielona 6 Redakcja: GCK Krzemieniewo, ul. Zielona 6, tel. 65 536 06 77 Skład: HALPRESS, ul. Ostroroga, 64-100 Leszno - www.halpress.eu Druk: TRANSMAR Leszno Redaktor naczelny: Halina Siecińska Przesyłanie materiałów do gazety: www.gazeta.halpress.eu/dodaj


Strażackie zawody oldbojów [ 16 ]

ŻYCIE GMINY KRZEMIENIEWO

W Nowym Belęcinie po raz drugi odbyły się zawody strażackie oldbojów. Na imprezę zaprosiła belęcińska OSP w niedzielę, 13 sierpnia. Do rywalizacji stanęło osiem drużyn. Byli to seniorzy z Belęcina, Łoniewa, Krzemieniewa, Górzna, Kąkolewa, Garzyna, Mierzejewa i Pawłowic. Zawody rozpoczęły się przemarszem strażaków przez wioskę. Obserwowali ich mieszkańcy wsi i goście, m.in. z gminy Osieczna. Strażackie konkurencje cieszyły się dużym zainteresowaniem, gdyż odbywały się na zasadach starego regulaminu z musztrą. Ostatecznie wygrała sekcja strażacka z Belęcina. Drugie miejsce zajęła OSP Łoniewo, a trzecie OSP Krzemieniewo. Puchary dla zwycięzców ufundował wójt gminy Krzemieniewo, a wręczali je zastępca wójta Radosław Sobecki i burmistrz Osiecznej Stanisław Glapiak. Fot. Adam Borowski Jr

Życie gminy Krzemieniewo - nr 156 - Sierpień 2017  
Advertisement