Page 1

Nr 48

Grudzień 2014

ISSN 2082-7679

Cena 1,50 zł

www.poniec.eu

Pierwsza sesja nowej Rady

W piątek, 28 listopada, odbyła się pierwsza sesja nowej Rady Miejskiej. Obrady rozpoczęły się od wystąpienia Andrzeja Mireckiego, przewodniczącego Miejskiej Komisji Wyborczej, który złożył sprawozdanie z prac komisji i wręczył zaświadczenia o wyborze na samorządowe funkcje. Potem burmistrz Ponieca Jacek Widyński oraz wszyscy radni złożyli ślubowanie. Od tego momentu objęli swoje mandaty. Radni nowej kadencji wybrali prezydium Rady. Przewodniczącym Rady na najbliższe cztery lata pozostał Jerzy Kusz. Na zastępców przewodniczącego wybrano Anetę Wrotyńską oraz Dariusza Kielisia. Ukonstytuowały się również komisje Rady. W Komisji Rewizyjnej pracować będą: Andrzej Zieliński - prze-

wodniczący, Barbara Mendyka zastępczyni przewodniczącego oraz członkowie - Ewa Kończak, Ryszard Sikorski, Zdzisław Zdęga. Do Komisji Rozwoju Gospodarczego, Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, Budżetu i Rolnictwa wybrano: Tadeusza Twardego - przewodniczący, Stanisława Machowskiego - zastępca przewodniczącego i członków - Je-

rzego Kusza, Marcina Stróżyńskiego i Łucję Markowską. Komisję Oświaty, Kultury, Kultury Fizycznej i Zdrowia, Spraw Socjalnych i Obywatelskich tworzą: Piotr Jańczak - przewodniczący, Ewa Kończak - zastępczyni przewodniczącego oraz członkowie - Dariusz Kieliś, Mariusz Nowak, Aneta Wrotyńska. Burmistrz Ponieca Jacek Wi-

dyński podziękował mieszkańcom za udział w wyborach. Podkreślił, że mają oni prawo oczekiwać od swoich przedstawicieli w samorządzie ambitnych pomysłów oraz tego, by gmina była nowoczesna i zasobna. Władze samorządowe muszą więc stawiać sobie śmiałe, ale i realne cele. Muszą budować i realizować wieloletnią wizję rozwoju gminy.


[2]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Bardzo miłe klasowe spotkanie zorganizowali absolwenci Szkoły Podstawowej w Poniecu z rocznika 1994. Na dwudziestolecie zakończenia szkoły zaprosili wychowawczynię Aldonę Gościniak i Wiesławę Maroń. Lampki zapalili na grobie Krystyny Kic-Grylewicz. A potem wspólnie bawili się w restauracji Kryształowa.

Mikołajkowe bieganie

Przeszło 500 biegaczy wzięło udział w tegorocznym Biegu Mikołajkowym, który odbył się 7 grudnia we Wrocławiu. Wśród uczestników, którzy w biegu głównym mieli do pokonania 10-kilometrową trasę, znalazła się reprezentantka sekcji biegowej GCKSTiR w Poniecu Jolanta

Adamczak. Organizator biegu - Wrocławski Klub Biegacza Piast - zadbał o świąteczny nastrój i każdego uczestnika biegu obdarowano mikołajkową czapką. Pokonanie trasy zajęło naszej uczestniczce niecałą godzinę. Serdecznie gratulujemy. GCKSTiR


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Tydzień Edukacji Globalnej

Tydzień Edukacji Globalnej to coroczna akcja realizowana pod patronatem Centrum Północ – Południe Rady Europy. Odbywa się w listopadzie od 15 od 23. Jest to akcja edukacyjna, podczas której różne podmioty ( szkoły, biblioteki, ośrodki kultury) angażują się w działania z zakresu edukacji globalnej. Biblioteka w Poniecu, włączając się w tę akcję, zorganizowała wystawę książek o tematyce globalnej oraz zorganizowała prelekcję dla uczniów klasy I gimnazjum o Gruzji. Organizatorzy zaprosili instruktorkę z Biblioteki Publicznej

Miasta i Gminy w Gostyniu Halinę Radołę, która bardzo lubi podróżować. Z ostatniej wycieczki pokazała prezentację multimedialną poświęconą Gruzji. W prelekcji wzięło udział 20 osób. Poznali położenie, gospodarkę, ludność, kulturę, obyczaje, język, religię oraz klimat, florę i faunę tego państwa. Opowiadając młodzieży o Gruzji, prelegentka przedstawiała zdjęcia i filmy ukazujące niezwykłą przyrodę tego górzystego, kaukaskiego kraju leżącego na pograniczu Azji i Europy. GCKSTiR

[3]

Stowarzyszenie Teodozja z Teodozewa zorganizowało andrzejkowy wieczór, w sobotę, 22 listopada. Były tańce, lanie wosku i mnóstwo radości. Organizatorzy dziękują wszystkim, którzy wsparli imprezę. Agnieszka Karpińska

W poniedziałek, 24 listopada, w Szkole Podstawowej w Sarbinowie odbyło się pasowanie uczniów z klasy I na czytelników biblioteki szkolnej. Apel przygotowali uczniowie z klas: II, V i VI, którzy zaprezentowali wiersze Jana Brzechwy i Aleksandra Fredry. Pierwszoklasiści złożyli przyrzeczenie oraz otrzymali pamiątkowy dyplom.

4 grudnia 50 uczestników wzięło udział w zorganizowanym przez Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu wyjeździe na gostyńskie lodowisko. Mikołajkowy okres i czynne od kilku dni w nowym sezonie lodowisko było dla zdecydowanej większości uczestników pierwszą okazją, aby założyć łyżwy. Godzinny pobyt w Gostyniu dostarczył wielu wrażeń. Tym, którzy dopiero zaczynali swoją przygodę z łyżwami, liczne upadki i zachwiania nie przeszkodziły w doskonałej zabawie. Przed godz. 19. wszyscy w świetnych humorach wrócili do Ponieca. Kolejny wyjazd już w styczniu. GCKSTiR


[4]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

ANDRZEJKi W ŁĘCE WiELKiEJ

W świetlicy środowiskowej w Łęce Wielkiej urządzono tradycyjne andrzejki. W środę, 26 listopada, dzieci z opiekunką bawiły się przy muzyce, tańcach, konkursach i andrzejkowych wróżbach. Było naprawdę wesoło.

Bajka o szczęściu

We wtorek, 9 grudnia, Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu zorganizowało dla dzieci z Przedszkola Samorządowego w Poniecu oraz w Łęce Wielkiej występ teatrzyku kukiełkowego „Tomcio” z Nowego Sącza. Specjalnie przygotowany repertuar dla najmłodszych pt. „Bajka o szczęściu” cieszył się dużym zainteresowaniem. Tematem przedstawienia była niezwykła przyjaźń i przywiązanie staruszka do zwie-

rząt, które sprzedał dla mało znaczących przedmiotów. Aby ich odzyskać wyruszył w drogę, gotów oddać nawet własne życie... Na uwagę zasługują szczególnie bogate treści dydaktyczne, wartka akcja i dialogi pełne humoru, piękne dekoracje oraz duże oryginalne kukiełki jak również oprawa muzyczna. Po zakończonym spektaklu dzieci miały możliwość rozmowy z aktorami oraz obejrzenia profesjonalnych kukiełek. GCKSTiR

Z bukietem kwiatów do... Honoraty - 11 i

W dosłownym tłumaczeniu znaczy „uczona, szanowana i wielbiona”. Jest kobietą o stałych poglądach, wrodzonej pewności siebie i przykładnej lojalności. Nade wszystko ceni sobie swobodę myśli, a w działaniu nie lubi krępujących więzów. Miewa takie okresy, kiedy staje się skryta i niedostępna. Wtedy najlepiej pozostawić ją w spokoju. Jej kolorem jest pomarańczowy, zwierzęciem nietoperz, rośliną werbena, liczbą dwójka, a znakiem Zodiaku Panna. Imieniny obchodzi również 16 maja i 22 grudnia. W naszej gminie jest tylko 10 pań o imieniu Honorata. W Poniecu mieszkają 4 Honoratki a w Śmiłowie, Dzięczynie, Rokosowie, Bogdankach, Miechcinie i Wydawach - po jednej. Ta najstarsza - ze Śmiłowa - ma 49 lat, a najmłodsza z Ponieca - 17 lat. Wszystkim Ho-

Honorata Nowacka z Wydaw z dwumiesięcznym synkiem Kacprem

noratom życzymy szczęścia. A także tego, aby zawsze miały powody do radości.

Feliksa - 11 i

Feliks był u nas obecny już w XIII wieku. To pan zmienny i ruchliwy, ale także szczęśliwy, życzliwy i łaskawy. Doskonały znawca ludzkiej natury i jej słabości. Zawsze kieruje się uczuciami. Jest marzycielem, codzienność go nudzi. Jego kolorem jest pomarańczowy, rośliną buk, zwierzęciem tuńczyk, liczbą ósemka, a znakiem Zodiaku Wodnik. Imieniny obchodzi także: 13 i 30 stycznia, 21 lutego, 1, 23 i 26 marca, 21 kwietnia, 18, 19, 30 i 31 maja, 11 czerwca, 12 lipca, 11 września oraz 6 i 20 listopada. W naszej gminie mieszka tylko 8 panów Feliksów. Najstarszy żyje w Rokosowie i ma 85 lat. Natomiast najmłodszy Feliks mieszka w Łęce Małej i ma 57 lat. Nie ma więc w naszej gminie małych Feliksów, choć przecież to bardzo ładne imię. Nasi Feliksowie mieszkają w Poniecu - 2 i w Rokosowie,

Feliks Skorupka z Rokosowa

Żytowiecku, Szurkowie, Dzięczynie, Czarkowie i Łęce Małej - po jednym. Wszystkim życzymy samych dobrych dni i zdrowia.

POŻEGNANiE

W listopadzie na zawsze odeszli od nas :

2. 11 - Piskorz Marian (1927), Poniec 3. 11 - Drożdżyńska Ewa (1951), Poniec 7. 11 - Jakubczak Józef (1923), Poniec 8. 11 - Nowicki Henryk (1925), Poniec 14. 11 - Dudzińska Helena (1925), Śmiłowo 18. 11 - Fornalik Barbara (1960), Szurkowo 21. 11 - Grodzka Stanisława (1922), Poniec 24. 11 - Glonek Stanisława (1948), Poniec


60 lat razem WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Anna Wozich pochodzi z Sikorzyna. Urodziła się 21 lipca 1931. Gdy miała osiem lat, hitlerowcy całą jej rodzinę wyrzucili z rodzinnej, dużej gospodarki i wywieźli na Lubelszczyznę, a później na roboty w głąb Niemiec. ich gospodarstwo zostało przekazane Niemcom, sprowadzonym z terenu Związku Radzieckiego. Na szczęście, gdy pani Anna wróciła do Sikorzyna, zastała je w dobrym stanie. Z kolei pan Władysław to rodowity mieszkaniec Łęki Małej, na świat przyszedł 26 czerwca 1926 r. Jego rodzina w czasie wojny miała znacznie więcej szczęścia, była bowiem jedną z dwóch w Łęce Małej, których Niemcy w czasie wojny nie wyrzucili z domów. Można powiedzieć, że poznali się standardowo, bo na tanecznej

zabawie. Przed kościelnym ołtarzem stanęli 24 listopada 1954 r. w Krobi, miesiąc później odbył się ich ślub cywilny w Poniecu.

[5]

Zamieszkali w Łęce Małej, gdzie - jak się miało okazać mieszkają do dziś. Przez całe życie wspólnie prowadzili gospo-

darstwo rolne. A nie była to lekka praca. W ich przypadku jednak bardzo owocna i udana. Na miejscu starej, krytej strzechą chałupy stoi nowy, duży dom. Budynki gospodarcze też w najmniejszym stopniu nie przypominają tych, które przed laty przejmowali. To wszystko ich dzieło. Anna i Władysław Wozichowie mają czworo dzieci. Córki - Bożena, Jolanta i Krystyna - mieszkają w Gostyniu. Natomiast syn Jacek przejął gospodarstwo i on wraz z żoną oraz swymi dziećmi mieszka z rodzicami. Dochowali się ośmiorga dorosłych już wnuków oraz ośmiorga prawnucząt, z których najstarsze również niedługo będą już pełnoletnie. Słowem, w czasie świąt czy przy okazji różnych uroczystości w ich domu jest bardzo gwarno i wesoło. Państwo Wozichowie czują się dobrze. Szczególnie pani Anna, która przed południem, w czasie gdy synowa jest w pracy, zajmuje się domem. I tak ma być jak najdłużej, czyli przede wszystkim ma dopisywać zdrowie, bo humoru i radości nie brakuje.

Edmund Naskrent urodził się 24 października 1941 r. w Gościejewicach. Jego żona Janina 29 marca 1934 r. w Trzeboszu. Po wojnie mieszkali i pracowali na Ziemiach Zachodnich, choć od swych rodzinnych stron nie wyjechali zbyt daleko. Trafili bowiem do powiatu górowskiego, konkretnie do Ligoty, gdzie funkcjonował PGR. Pan Edmund mieszkał w samej wsi, pani Janina w znajdującym się w pobliżu majątku. Oboje poznali się w pracy. Związek małżeński zawarli 13 grudnia 1964 r., obchodzą więc 50. rocznicę ślubu. Przed kościelnym ołtarzem stanęli w Czerninie. Rok później w Górze zawarli ślub cywilny. Przez kolejne trzy lata

mieszkali w Ligocie, lecz gdy nadarzyła się okazja, wrócili w rodzinne strony. W 1967 r. zamieszkali w Janiszewie. Akurat tam bowiem dostali mieszkanie w nowo wówczas wybudowanym bloku pegeerowskim. I tutaj mieszkają już cały czas. Razem pracowali także w Janiszewie. W PGR, którego siedziba znajdowała się w Gościejewicach. Dochowali się trójki dzieci: Andrzeja, Zofii i Bernarda. Teraz, co oczywiste, oboje są już na emeryturze. Niestety, zdrowie pani Janinie nie dopisuje. Mąż opiekuje się nią troskliwie, mimo iż sam jest po operacji żołądka. Mimo to stara się nie tracić dobrego ducha i samopoczucia.

Złote gody

Spotkanie z pasjami

Było to już piętnaste, a zarazem ostatnie spotkanie z pasjami, realizowane w ramach projektu Fundacji Orange. Gościem spotkania była Katarzyna Grochola. Celem imprezy było przedstawienie pasji do poznawania i ciekawości na małe i wielkie opowieści, które dzieją się w naszym otoczeniu. Spotkanie to było o radości i o tym, że chwile warte uwagi mają miejsce każ-

dego dnia, a wszystkie historie, które sami w swoim życiu „piszemy”, zasługują na tytuł dzieła bestsellerowego. Bardzo dziękujemy seniorom za udział w projekcie „Spotkania z pasjami”. Było wspaniale! Mamy nadzieję, że uczestnicy zaprzyjaźnili się z pasjami i ze sobą! Niech te przyjaźnie trwają nieskończenie długo. GCKSTiR


Najlepszy dziennikarz w Polsce [6]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Norbert Konieczny, uczeń Publicznego Gimnazjum w Poniecu, zwyciężył w Ogólnopolskim Konkursie Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka w kategorii inicjatywa roku. Co to za inicjatywa? To blog poświęcony szkole. Wymyślił go, a teraz prowadzi wraz z koleżankami z młodszych klas.

Norbert, który mieszka w Poniecu, w przyszłości chce być dziennikarzem. I konsekwentnie zmierza do tego celu. Między innymi uczestniczy w dzienni-

karskich warsztatach w Młodzieżowym Centrum Profilaktyki Alternatywa w Lesznie. W wakacje uczy się przyszłego zawodu w Telewizji Gosat Leszno, gdzie prowadzi autorski program „Przepytywanki Norberta.” Jest też bardzo aktywny w swej szkole, między innymi wchodzi w skład Samorządu Szkolnego. Niedawno swe dziennikarskie pasje postanowił zrealizować w gimnazjum. Blog szkolny, blog prywatny - Zaproponowałem panu dyrektorowi, że stworzę i poprowadzę szkolnego bloga - opowiada. Hieronim Kuźma od razu uznał, że to dobry pomysł i Norbert mógł przystąpić do pracy. Blog ruszył 1 października tego roku. Są tam między innymi rozmowy z uczniami o ich pasjach, informacje o nauczycielach, komunikaty, aktualny plan lekcji, relacje z ważnych szkolnych wydarzeń, z wycieczek. Oczywiście jest też dużo zdjęć. Słowem, można się z tej strony dowiedzieć o szkole praktycznie wszystkiego. Nie mogło również i tam zabraknąć działu „Przepytywanki Norberta”. Na początku bloga prowadził sam. To jednak wyczerpujące i czasochłonne zajęcie. Dlatego wraz z nim opracowaniem materiałów zajęły się trzy uczennice drugiej klasy: Justyna Dutkowiak, Karolina Borowiec oraz Natalia Wilamowitz. - Ustalamy, co każde z nas

pisze, jakim wydarzeniem się zajmie, czyli jaki materiał zrealizuje, dzięki temu nie jest to takie męczące - mówi Norbert. Wejść na stronę jest dużo, ich

liczba przekroczyła już osiem tysięcy. Do tego warto dodać, że Norbert Konieczny prowadzi jeszcze własnego, indywidualnego bloga „Świat oczami zwykłego chłopaka.” Przyjadą krakowscy dziennikarze Co roku Krakowski Klub Dziennikarza Pod Gruszą organizuje Konkurs Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka. To konkurs ogólnopolski. W tym roku zgłosiło się do niego kilkudziesięciu dziennikarzy z całego kraju, w tym Norbert Konieczny. Najpierw oceniano dokonania

zgłoszonych osób. Później najlepsi zaproszeni byli na galę do Krakowa, która odbyła się 26 listopada. W kategorii inicjatywa roku jechało tam trzech finalistów, w tym właśnie młody uczeń z Ponieca. Jak się okazało, był jedynym nieletnim uczestnikiem finału. Dwaj rywale w jego kategorii to studenci Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Podczas gali jeden z tych trzech miał się dowiedzieć, że jego dokonania oceniono najwyżej. Okazał się nim właśnie Norbert. W nagrodę otrzymał czek, dyplom, kwiaty. Była też nagroda specjalna dla szkoły, którą reprezentował. Jej uczniowie mogli dojeżdżać do Krakowa na dziennikarskie warsztaty. Przy czym istnieje drugie rozwiązanie dziennikarze z Krakowa mogą przyjechać do Ponieca. A ponieważ do dawnej polskiej stolicy stąd daleko, to Norbert zaprosił ich do swego gimnazjum. Nie ustalono

jeszcze terminu przyjazdu. Różne opcje do wyboru Bohater tego tekstu jest uczniem trzeciej klasy. Wkrótce więc czeka go zmiana szkoły. Nie jest jeszcze pewien, na jaką. W każdym razie w Lesznie do wyboru są dwie opcje. Pierwsza i bardziej prawdopodobna to IV Liceum Ogólnokształcące, gdzie funkcjonują klasy o profilu dziennikarskim. Ewentualnie jeszcze klasa o profilu humanistycznym w III Liceum Ogólnokształcącym. Ma trochę czasu, by wybrać. W ogóle z Lesznem wiąże plany na najbliższych kilka lat. W wakacje chciałby odbyć staż w gazecie oraz telewizji. Czy mu się uda, czas pokaże. - W każdym razie zostanę dziennikarzem, tak postanowiłem i na pewno ten cel zrealizuję - kończy. DAMiAN SZyMCZAK

20 listopada po raz pierwszy w Polsce obchodzono Ogólnopolski Dzień Praw Dziecka. Z tej okazji uczniowie Szkoły Podstawowej w Sarbinowie uczestniczyli w szkolnym projekcie edukacyjnym. Grupy otrzymały materiały informacyjne dotyczące praw dziecka. Pod opieką wychowawców uczniowie wykonali plakat, na którym przedstawili wybrane prawa. Prace zostały zaprezentowane całej społeczności szkolnej, a każda z klas otrzymała certyfikat udziału w projekcie.


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[7]

W tym roku na zawsze pożegnaliśmy

Co roku odchodzą od nas ludzie, których kochaliśmy, szanowaliśmy, którzy byli dla nas wzorem do naśladowania. Żegnamy ich z wielkim żalem, ale też z wdzięcznością za to, czego nas nauczyli i co zostawili w naszej pamięci i w naszych sercach. W Poniecu pożegnaliśmy wielu takich ludzi. Trzech z nich chcielibyśmy przywołać w krótkich wspomnieniach. To Weronika Dudek, Jan Więcławski i Feliks Musiałowski. Jan Więcławski urodził się 13 czerwca 1922 r. w Dębach Szlacheckich. Gdy wybuchła wojna, miał 17 lat. Powołano go do wojska, gdzie walczył na froncie blisko zachodniej granicy. Za tę walkę i utratę zdrowia uzyskał status kombatanta. Po wojnie ukończył kursy pożarnicze i wyjechał na Ziemie Zachodnie. W zakładach pracy organizował struktury zawodowych straży pożarnych. Do Ponieca przyjechał w 1963 r. W latach 1964 - 1972 był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej. Przez cztery kadencje pełnił funkcję naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej. Ostatnie zawodowe lata pracował jako kierownik administracyjny szpitala. W wieku 60 lat przeszedł na emeryturę. Był prezesem Zarządu Koła Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Poniecu. Miał żonę, z którą wychował córkę i syna. Zmarł 12 kwietnia bieżącego roku.

Feliks Musiałowski urodził się 11 października 1923 r. W Poniecu znali go niemal wszyscy mieszkańcy. Pracował w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska, gdzie przez kilka lat był prezesem. Społecznie działał do 79. roku życia. Przez 30 lat pełnił funkcję prezesa OSP w Poniecu. Nawiązał kontakty z partnerską gminą Punitz w Austrii i podjął współpracę z tamtejszą strażą pożarną. Inicjował rozbudowę szpitala w Gostyniu i w Poniecu. Był tłumaczem języka niemieckiego dla Urzędu. Za swoją społeczną pracę otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Gminy Poniec. W młodości czynnie uprawiał sport. Interesował się boksem i siatkówką, ale najczęściej grał w piłkę nożną. Ożenił się w 1952 r. Wychował córkę i syna, doczekał się troje wnucząt i jednego prawnuka. Do ostatnich dni interesował się zmianami w mieście i gminie. Śledził wszystko, czym mógł się cieszyć i wspierać swoim autorytetem. Odszedł na zawsze 25 maja bieżącego roku.

Zbierali baterie

Weronika Dudek urodziła się 25 stycznia 1912 r. w Robczysku. Pracowała w gospodarstwie rolnym, zajmowała się szyciem. W 1936 r. przywędrowała do Ponieca. Zamieszkała w jednej z kamienic na rynku. Wyszła za mąż za Ignacego Dudka. Z mężem przeżyła 41 lat. Wychowali dwóch synów - Stanisława i Edwarda. Pani Weronika doczekała się gromady wnuków i prawnuków. Do 80. roku życia sprzedawała w sklepie pasmanteryjno galanteryjnym. Potem spędzała czas z bliskimi i co roku świętowała swoje urodziny. W setną rocznicę urodzin panią Weronikę odwiedzili przedstawiciele władz gminy. Życzyli jej spokoju, zdrowia i kolejnych jubileuszy. Kwiaty przekazali także jubilatce w 101. i 102. urodziny. Pani Weronika była spokojna i pogodna. Otaczali ją bliscy, czuła, że jest kochana. Zmarła 2 sierpnia bieżącego roku. Była najstarszą mieszkanką gminy.

W dniu, 4 grudnia, w sali Urzędu Miejskiego w Poniecu odbyło się podsumowanie kolejnego konkursu "Bądź przyjacielem środowiska" w kategorii zbiórki zużytych baterii i akumulatorów małogabarytowych za rok szkolny 2013/2014. W konkursie tym tradycyjnie uczestniczyły wszystkie placówki oświatowe z terenu gminy.

W ramach konkursu łącznie zebrano 969,2 kg baterii co daje 1,02 kg na jednego ucznia. Zgodnie z regulaminem konkursu najbardziej aktywni uczniowie otrzymali upominki. Natomiast placówki oświatowe, otrzymały nagrody rzeczowe za zajęcie 1-3 miejsca. Pierwsze miejsce zajęła tradycyjnie Szkoła Podstawowa w Sarbinowie z wynikiem 5,55 kg na jednego ucznia, drugie miejsce Szkoła Podstawowa w Poniecu z wynikiem 1,69 kg a trzecie miejsce Samorządowe Przedszkole w Poniecu z wynikiem 0,72 kg. Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymali dyplomy za udział w konkursie. Należy zauważyć, że ilość zebranych baterii w ramach konkursu systematycznie wzrasta.

Wydawca i redakcja: Gminne Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu, ul. Szkolna 3, tel. 65 5731169 Wieści z gminy Poniec Redaktor naczelny: Paweł Klak Przesyłanie materiałów do gazety i archiwum PDF: www.poniec.eu Druk: Drukarnia HAF LESZNO Skład: HALPRESS, Leszno - www.halpress.eu


[8]

MiKOŁAJKi W CZARKOWiE

Tradycją stało się, że Koło Gospodyń Wiejskich "Czarkowianki" wraz z sołtysem i Radą Sołecką organizują dla najmłodszych mieszkańców Czarkowa i Franciszkowa spotkanie mikołajkowe. Trzecie z rzędu Mikołajki upłynęły dzieciom pod znakiem legendy o Św. Mikołaju. Poznawali jego świat, dowiedzieli się skąd tak naprawdę pochodzi, dlaczego rozdaje prezenty. Dzieci podczas czytania siedziały na wielkich i miękkich kolorowych poduszkach, które otrzymały w prezencie. Kolejno wszystkie dzieci i te starsze, i te młodsze pisały listy do świętego z prośbą o prezenty. Listy odebrał sam Mikołaj, który przybył zaraz po napisaniu przez

dzieci listów. Dzieciom przybliżono także znaczenie i symbolikę "choinki" oraz "bombki”. Poznały odpowiedzi na pytania dlaczego podczas Świąt Bożego Narodzenia każdy z nas posiada w domu zielone drzewko, i dlaczego zawieszamy na niej piękne bombki. Po wszystkich atrakcjach Mikołaj tradycyjnie kolejno wywoływał do siebie dzieci, dając im mikołajkową paczkę ze słodyczami, oraz bombkę na choinkę z własnym imieniem. Mikołaj podziękował również panom: Kazimierzowi Jakubowskiemu, Ryszardowi Gierze oraz Zdzisławowi Zdędze, za wspaniałą współpracę z Kołem Czarkowianki, dzięki czemu mógł się pojawić na tegorocznym spotkaniu.

Tu są dobrzy

WIEŚCI Z G

15 grudnia minęła pierwsza rocznica od dnia, kiedy ksiąd tał proboszczem parafii pod wezwaniem Narodzenia Na niecu. Rok to dobra okazja do pierwszych podsumow księdza proboszcza, jak ocenia ten czas, jak czuje się jego plany na przyszłość.

- Na początek może ksiądz przypomni, skąd pochodzi i w jakich parafiach sprawował wcześniej posługę? - Urodziłem się w Jarocinie, ale większość życia spędziłem w Poznaniu. Przez trzynaście lat byłem księdzem w kilku parafiach w Poznaniu. Jako ciekawostkę podam, że kościołów jest tam ponad siedemdziesiąt. Poza Poznaniem funkcję wikarego pełniłem tylko w jednej parafii - w Mosinie. Tam spędziłem dwa lata. Przed probostwem pracowałem także w parafii w Czerwonaku. - Posługa kapłańska w dużych miastach bardzo różni się od tej w małych ośrodkach? - W małych miastach praktycznie wszyscy się znają, w dużych często sąsiedzi z jednej klatki schodowej nie mają o sobie pojęcia. Natomiast jeśli chodzi o wiernych, to tam było trochę jak na wsi. Znałem wielu z nich, przede wszystkim tych, którzy angażowali się w życie i działalność parafii. Jedno, czym różniły się moje parafie od tej ponieckiej, to fakt, że tu ludzie mieszkają od pokoleń. Oczywiście też się wyprowadzają, przeprowadzają, ale jednak znacznie rzadziej. W Poznaniu co roku wymienia się około dziesięciu do piętnastu procent parafian. - Czyli można zażartować, że rok temu trafił ksiądz daleko od domu. - Nie ukrywam, że nominacja do Ponieca była dla mnie zaskoczeniem. Dla parafian również, ta zmiana proboszcza była przecież nagła i niespodziewana. Tym bardziej że dostali młodego proboszcza, najmłodszego, jaki pełni tę funkcję w parafii od co najmniej stu lat. Na szczęście dla mnie, od pierwszego dnia polubiłem to miejsce. I tak jest cały czas. Naprawdę doskonale się czuję w Poniecu i marzę, by zostać tu do emerytury. To po prostu fajne miejsce i są tu otwarci, życzliwi, dobrzy ludzie. - Niemniej jednak funkcja proboszcza to duża odpowiedzialność i zapewne jeszcze więcej pracy. - Bez wątpienia, to prawdziwy skok na głęboką wodę. Pomijając już sprawy duchowe parafian, to proboszcz musi zajmować się ad-

ministracją, sprawami prawnymi, a przede wszystkim dbać o budowle i budynki sakralne. One mają trwać i prezentować się dobrze, gdy nas już nie będzie. - Jeśli chodzi o budowle, to na terenie ponieckiej parafii jest dużo do zrobienia? - Zawsze i wszędzie są budynki, które wymagają remontów. W Poniecu znajdują się dwa kościoły, a cała parafia oprócz miasta obejmuje jeszcze dziewiętnaście wiosek, z czego w pięciu z nich są duże kaplice. Przez miniony rok udało się wyremontować kapliczkę przy probostwie. To zasługa parafian, za co serdecznie im dziękuję. Natomiast w kaplicy w Gościejewicach wymieniliśmy dach, a nie jest on mały, ma trzysta trzydzieści metrów kwadratowych. Z czasem przeprowadzimy niezbędne remonty również w kościołach w Poniecu i kaplicach na terenie gminy Poniec. - Podsumowując, pierwszy rok w Poniecu ocenia ksiądz dobrze. - Bardzo dobrze, jak mówiłem czuję się tu znakomicie i obym mógł pozostać jak najdłużej. Przy czym zdaję sobie sprawę, że to jeszcze niezbyt wiele czasu, przede wszystkim dla parafian, którzy przyglądają się proboszczowi i go oceniają. - Zmieniając temat, wkrótce Święta Bożego Narodzenia. Dlaczego dla katolików są one tak ważne? - Przede wszystkim dlatego, że narodził się wtedy Syn Boży, przyszedł na ziemię do nas, do ludzi, po to by nas zbawić. Przy czym powinniśmy zdać sobie sprawę, że narodził się na kre-


y ludzie Prawdziwe historie [9]

GMINY PONIEC

dz Krzysztof Szymandera zosajświętszej Maryi Panny w Powań. Postanowiliśmy zapytać wśród swych parafian oraz o

sach ówczesnego świata. I tak naprawdę świat, poza garstką ludzi o tym nie wiedział. To świadczy o tym, że dobro może narodzić się absolutnie wszędzie. Także w ustronnej stajence na głębokiej prowincji. Nie potrzebuje blichtru i świateł tak zwanego wielkiego świata. A niestety dziś ludzie zbyt często tego pragną. Właśnie tej złudnej sławy, wielkich świateł, kariery, zapominając o tym, co w życiu powinno być najważniejsze. - Jak powinniśmy spędzać święta? - Przede wszystkim w miłości do siebie, do bliźnich i całego świata. To powinien być czas pojednania. Powinniśmy przebaczyć innym i sami też prosić o przebaczenie za nasze grzechy. Oczywiście to wspaniała okazja, by spotkać się z rodziną, krewnymi, najbliższymi, z którymi widzimy się bardzo rzadko, zazwyczaj bowiem nie mamy na to czasu. Tym razem czas na to jest i warto wykorzystać go jak najlepiej. To także okres wyciszenia, spokoju oraz zadumy. I tego właśnie wszystkim parafianom i mieszkańcom gminy Poniec życzę. - A jak w tym roku odbywać się będzie pasterka w parafii? - Będą dwie pasterki, obie w kościele pod wezwaniem Chrystusa Króla w Poniecu. Pierwsza rozpocznie się o godzinie 22 druga o 24. Na wsiach pasterek nie będzie. Za to w tamtejszych kapliczkach zarówno w pierwsze jak i w drugie święto odbędą się msze święte.

ROZMAWiAŁ DAMiAN SZyMCZAK

Lubię wracać wspomnieniami do dni, kiedy miałam siedemnaście lat. To wtedy zaczęło się moje dorosłe życie. Mogło potoczyć się inaczej, gdybym wówczas nie przyjęła zaproszenia na ślub dalekiej krewnej. Ale przyjęłam i pojechałam na małą wieś, niedaleko mojego miasteczka.

Nie znałam tych krewnych. To byli kuzynowie mojej cioci ze strony ojca. Ciocia utrzymywała z nimi kontakty. Chodziłam do maturalnej klasy, kiedy ciocia powiedziała mi, że młoda dziewczyna z tamtej rodziny będzie miała ślub i że chcą, abym została gościem. Od razu powiem, że miałam być najważniejszym gościem, ponieważ przypisano mnie bratu panny młodej. Pewnie dziś niewiele osób pamięta, ale w latach sześćdziesiątych na wsi na każdym weselu musiało być kilka młodych par. Dobierano dziewczęta i chłopców, i to oni towarzyszyli parze młodej w ich drodze do ołtarza. Na tamtym weselu było osiem takich par. I to ja byłam tą pierwszą. Do dziś przechowuję zdjęcie, które zrobiliśmy przed domem weselnym. Stoję tuż obok panny młodej i jej brata. Tyle lat minęło, a ja doskonale pamiętam tamto wesele. Poznałam mnóstwo ludzi, tańczyłam przez całą noc, z każdym o czymś rozmawiałam, opowiadałam o swojej rodzinie, dowiadywałam się o dalekich kuzynach, ciociach. Nie czułam, że jestem tam po raz pierwszy. A że miałam dopiero siedemnaście lat wszystko mnie cieszyło i bawiło Kiedy zamykałam oczy wydaje mi się, że mogłabym tam być także teraz. Ta rodzina przyjęła mnie jak żadna inna. Pamiętałam to przez całe moje życie. Ślub był pod koniec lata, a ja już na Gwiazdkę dostałam zaproszenie o d Witka, brata panny młodej, abym przyjechała do nich na święta. Mieli dużą gospodarkę, w domu jeszcze czwórkę dzieci, była babcia, dziadek. Do wigilijnego stołu zasiadało tam dziewięć osób. Ja miałam być dziesiąta, a pisali że przyjedzie też młoda para ze swoimi rodzicami. Takiego wigilijnego stołu nie mogłam sobie wyobrazić. U mnie zawsze było nas tylko czworo. Mama przekonała mnie abym pojechała. Już nigdy potem nie przeżyłam takich świąt. One były jakieś magiczne. Zapewne wspominam je z taką radością, bo byłam młoda, szczęśliwa, bo wszystko było jeszcze przede mną. Ale także dlatego, że wtedy jedyny raz w życiu jechałam saniami na pasterkę drogą zasypaną śniegiem. Ten obraz zatrzymałam na zawsze. Widzę też tamten kościółek, w którym było pełno ludzi i wielu musiało

stać na zewnątrz. Pamiętam latarki i lampiony na saniach i powózkach I pamiętam Witka. W jeden z grudniowych wieczorów powiedział mi, że chce bym została jego żoną. Ja chodziłam do szkoły, miałam zdawać maturę, nawet nie byłam pełnoletnia. Nie umiałam jeszcze rozmawiać o małżeństwie, a już miałam podjąć decyzję o założeniu rodziny. Witek chciał, abym przeprowadziła się na wieś, prowadziła z nim gospodarstwo, pokochała jego rodzinę. Przestraszyłam się. Ze spokojem ustaliliśmy, że będę do nich przyjeżdżać. Miałam być na Wielkanoc, potem latem już po maturze, później na żniwach. Chcieliśmy porozmawiać, trochę spędzić czasu ze sobą. Przecież dotąd widzieliśmy się zaledwie dwa razy. Było możliwe, że się polubimy, pokochamy. Ja rzeczywiście jeździłam na tę wieś, do mojej nowej rodziny. Jeździłam coraz częściej. Niestety, nie dla Witka. Jeszcze wtedy na weselu siostry Witek przedstawił mi swojego kolegę. Mieszkał z babcią kilka domów dalej. Wtedy zwyczajnie ze sobą tańczyliśmy. Ale już w tamten piękny grudzień patrzyliśmy na siebie inaczej. Ja oczywiście nie zdawałam sobie sprawy, że tak może zaczynać się miłość, ale on wiedział. Na początek uczestniczył w tych moich wizytach na wsi jakby z daleka. Czasem spotkaliśmy się na drodze, czasem wpadał do Witka. Coraz więcej rozmawialiśmy, bywaliśmy w tych samych miejscach. Później, niby przypadkiem zaprosił mnie do babci, pokazał swój dom, mówił o swoich planach. Zrozumiałam, że lubię z nim być. Gdybym wtedy nie przyjęła za-

proszenia na ślub, nie pojechała na wieś, nie poznała nowej rodziny, nie zatańczyła z Ryśkiem... Tak po prostu miało być. Czy policzyliście, ile minęło lat od tamtego grudniowego wieczoru? Dokładnie czterdzieści sześć. Te pierwsze dwa były trudne, bo przecież musiałam w końcu powiedzieć Witkowi, że pokochałam jego kolegę. I że to z Ryśkiem, a nie z nim założę kiedyś rodzinę. Nie mógł się z tym pogodzić. Jego rodzice zrozumieli sytuację, dziadkowie mimo wszystko życzyli mi szczęścia, nawet siostra Witka przekonywała mnie, że trzeba iść za głosem serca. Ale on sam czuł się opuszczony, zdradzony, nawet oszukany. A przecież nigdy nie obiecywałam mu wspólnego życia. Wiem, że tak bardzo przeżywał rozstanie, bo naprawdę mnie kochał. Z Ryśkiem wzięliśmy ślub dopiero pięć lat później. Już odeszła jego babcia, a on sprzedał domek i przeniósł się do mnie do miasta. Jeszcze kilka razy jeździliśmy do tamtej wsi, ale to już nie było to samo. Moja rodzina oczywiście zapraszała mnie do siebie i jak zawsze serdecznie sadzała do stołu, jednak Witek unikał tych spotkań. Na szczęście znalazł później swoje szczęście. Też się ożenił, ma trójkę dzieci, dziś jest dziadkiem. Zastanawiam się, czy tak jak ja ma w pamięci tamte zimowe tygodnie, tamtą pasterkę, sanie… Z takich wspomnień nie można przecież rezygnować. Są zbyt piękne, aby je wymazywać z pamięci. I dają siłę. SPiSAŁA HALiNA SiECińSKA


Wieś o nietypowej nazwie [ 10 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Bączylas to spokojna wioska, leżąca trochę na uboczu. Co zresztą okazało się dla niej wyjątkowo niekorzystne kilkadziesiąt lat temu. Lecz ostatnie lata to już stały i stabilny rozwój tej miejscowości. Po raz pierwszy informacje o Bączylesie pojawiły się w kronikach w 1395 r. Jako ciekawostkę warto podać, że Leszno wzmiankowane jest zaledwie dwa lata wcześniej. Związani z Rokosowem

darczym w Bączylesie urządził owczarnię. Dziś ten obiekt należy do prywatnej osoby. Wówczas to był luksus Bączylas położony jest między Rokosowem a Żytowieckiem, czyli dość sporymi miejscowo-

Na temat nazwy wsi krążą różne legendy. Oficjalna historia podaje jednak, że to od nieco zniekształconej formy nazwy rodu Bełczywlasów, pierwszych właścicieli wsi. Lecz już w 1420 r. przeszła ona na własność Rokossowskich. Jak się okazało, z tym rodem związana była nieprzerwanie przez całe wieki, bo aż do wybuchu II wojny światowej. A kolejni dziedzice Rokossowscy przekazywali ją sobie z pokolenia na pokolenie. Tutejszy majątek był spory, bowiem w 1881 r. obejmował obszar 314 hektarów. W 1900 r. we wsi było 87 mieszkańców. Po tych czasach został niewielki zespół folwarczny z połowy XIX wieku. Wówczas znajdowały się tu zabudowania gospodarcze, tak zwana rządcówka oraz kolonia domów robotniczych. Część z nich przebudowano jeszcze przed II wojną światową, w powojennych latach dokonano dalszych zmian. Teraz jest tam duży budynek gospodarczy oraz mieszkalny. Za poprzedniego ustroju, podobnie jak i we wcześniejszych wiekach, majątek ściśle związany był z Rokosowem. W tym przypadku ze znajdującym się tam PGR-em, który w budynku gospo-

ściami, co nie wpływało na rozwój wsi. Szczególnie uwidoczniło się to po wojnie. Wtedy w okolicznych miejscowościach podłączano prąd elektryczny. Konkretnie w latach 50. Z wyjątkiem właśnie Bączylasu, który tonął w ciemnościach. - Stwierdzono, że nasza wieś jest nierozwojowa - mówi Stanisław Dworzyński, sołtys wsi. Ponieważ leżeliśmy trochę w bok od drogi między tymi większymi wsiami, to nie zamierzano do nas ciągnąć linii energetycznej. Wówczas prądu w domach czy oświetlonych ulic nie uważano za coś oczywistego, tylko za luksus. Tyle że miejscowi mieli inne zdanie. Ostatecznie władz nie dało się jednak przekonać. Choć oczywiście prąd podciągnięto, ale mieszkańcy musieli sami za to płacić. W efekcie tych wszystkich przepychanek elektryczne światło nad wsią rozbłysło dopiero w 1961 r. Zupełnie inna rzeczywistość Mimo to jednak położenie Bączylasu można uznać za niezłe, przynajmniej jeśli chodzi o transport. Ci mieszkańcy, którzy nie mają samochodów, wciąż mogą się stąd wydostać autobusami. Przejeżdża ich tu kilka dziennie.

Choć oczywiście znacznie mniej niż kiedyś. Sołtys Dworzyński wspomina, że był czas, gdy jeździły przez wieś co godzinę. Można stąd było dojechać bezpośrednio nawet do Leszna. - To były z dzisiejszej perspektywy pojazdy o bardzo dziwnym kształcie, wszyscy nazywali je stonkami - dodaje. Nie ma tu kościoła, wieś podlega pod parafię w Żytowiecku. „Za czasów” sołtysa młodsze dzieci uczyły się w szkole w Rokosowie, starsze w Żytowiecku. Teraz wszystkie uczęszczają do szkoły w Żytowiecku. Obecnie Bączylas ma około 140 mieszkańców. Ciągle się rozrasta. - Mój ojciec, który pochodził z Szurkowa, przeżył tu wiele lat wspomina sołtys. - Zmarł w 1979 r. Gdyby zobaczył obecny Bączylas, to na pewno by mu się spodobał. Wtedy były tu jeszcze ostatnie budynki kryte strzechą. Słowem - to już zupełnie inna rzeczywistość.

Społeczne działania mieszkańców Przejeżdżając przez wieś od strony Rokosowa, mijamy po lewej stronie urokliwą, zadbaną kapliczkę. To dzieło mieszkańców wsi. Cały czas opiekuje się nią Stanisława Andrzejewska, właścicielka ogrodu, w którym kapliczka stoi. Co należałoby w Bączylesie zmienić i poprawić? Sołtys mówi, że zawsze może być lepiej. Generalnie jednak jeszcze raz podkreśla, że jest zadowolony ze zmian, jakie tu zachodzą. - Choć marzę o rekultywacji tutejszego stawu. Nawet orientowałem się, czy jest szansa, by otrzymać na to fundusze unijne. Jak się jednak okazuje, zbiorniki wodne, na które takie środki są przyznawane, muszą mieć powierzchnię minimum pół hektara. Ten jest trochę za mały. Trudno, jednak wierzę, że z czasem i tutaj zadziałamy - kończy Stanisław Dworzyński. DAMiAN SZyMCZAK

W sobotę, 6 grudnia, odbył się Mikołajkowy Turniej Tenisa Stołowego Ochotniczych Straży Pożarnych w kat. do lat 16. Z każdej gminy została wytypowana jedna drużyna. Turniej odbył się na zasadzie „każdy z każdym”. Zawody wygrał zespół, który zwyciężył w największej ilości pojedynków. Z uwagi na wysoki i wyrównany poziom gry, rywalizacja trwała przeszło 5 godzin. I miejsce zajęli zawodnicy z Ponieca: Dominik Szczepaniak i Dominik Urbaniak, II miejsce: Start Gostyń, III miejsce: Pogorzela. Młodzi zawodnicy zostali obdarowani pucharami i nagrodami rzeczowymi. W niedzielę, 7 grudnia, w Poniecu rozegrano mecz Piast Poniec - UKS Rawicz. Faworytem spotkania byli goście. Jednak po blisko 4 godzinach rywalizacji zwycięzcą została drużyna z Ponieca w składzie: Adrian Olejniczak, Arkadiusz Płoszajczak, Dominik Szczepaniak, Dominik Urbaniak, Mateusz Wojciechowski. WOJCiECH WALENCKi


Przydrożne kapliczki i krzyże WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[ 11 ]

To już ostatnia wizyta na ponieckich wsiach, poświęcona poszukiwaniu przydrożnych kapliczek i krzyży. Jesteśmy w Grodzisku i Wydawach. Tutaj stoją piękne figury Matki Boskiej. W Grodzisku jest jedna figura mająca okrągły wysoki postument. Na jego zwieńczeniu umieszczono postać Matki Boskiej. Figura znajduje się przy skrzyżowaniu dróg na niewielkim skrawku gruntu obsadzonego chryzantemami i krzewami. Mieszkańcy zapewniają, że od wiosny do jesieni jest przy niej kolorowo i czysto. Zawsze stoją tam też żywe kwiaty i znicze. Szczególnie pięknie jest w czasie kościelnych uroczystości - na Boże Ciało, na Wielkanoc, tuż przed Wszystkimi Świętymi. Kiedyś przy tej figurze odprawiano majowe nabożeństwa, a jeszcze do ubiegłego roku ksiądz święcił przy niej pokarmy w Wielką Sobotę. Figurka otoczona jest siatką, a u jej podnóża położono schodki z płytek. O figurce opowiedziała nam Stefania Nowak. Pani Stefania ma 82 lata i doskonale pamięta, jak figurę budowano. To było około 1950 r. Przed wojną w Grodzisku stał krzyż i kapliczka. Ponieważ Niemcy kazali ją zburzyć, zniknęły z pejzażu wsi. Mieszkańcy bardzo chcieli mieć swoją figurkę tuż po odzyskaniu niepodległości. Sami zebrali na to pieniądze i zlecili budowę. Figurę zbudował murarz Ignacy Kruszka. Prawie ćwierć wieku temu to miejsce odwiedził biskup, który w parafii udzielał sakramentu bierzmowania. Cztery lata temu mieszkańcy figurkę odnowili. Właśnie wtedy pojawiła się siatka i płytki. To pięknie, że o figurę w Grodzisku dbają wszyscy.

Ta figura stoi tuż przy tablicy z nazwą miejscowości Wydawy. Niektórzy mówią, że tak naprawdę jest w Poniecu, ale mieszkańcy Wydaw wiedzą, że zawsze należała do nich. Figurę zbudował jeszcze hrabia Józef Mycielski, o czym świadczą inicjały pozostawione na postumencie. Poza tym jest tam też napis SALVE REGINA oraz data MDCCCXCII. A to znaczy, że figura została zbudowana w 1892 r. W takim stanie przetrwała do wojny. Kiedy Niemcy kazali kapliczki i figurki niszczyć, ktoś z mieszkańców zdjął postać Matki Boskiej i przechował w domu przy ul. Bojanowskiej w Poniecu. Postument przetrwał wojnę, a po odzyskaniu niepodległości na swoje miejsce wróciła figurka Matki Boskiej. W latach 70. zarówno postument, jak i figurkę odnowili panowie Jaworski i Kędzierski. Niestety, to była ostatnia naprawa i ostatnie malowanie figury. Dziś jest ona nieco zniszczona i wymaga renowacji. Sołtys wsi Andrzej Maćkowiak mówi, że mieszkańcy na ten cel chętnie przeznaczyliby część Funduszu Sołeckiego. Być może to się uda, choć figura stoi na gruncie Agencji Rolnej. Póki co opiekują się nią panie Danuta Giera i Kazimiera Sobkowiak. Pamiętają, by zawsze przy figurze były kwiaty.

Przez ponad dwa lata jeździliśmy do kolejnych wsi w poszukiwaniu przydrożnych krzyży, kapliczek i figur. Odwiedziliśmy wiele domów, rozmawialiśmy z sołtysami, pytaliśmy o szczegóły najstarszych mieszkańców poszczególnych miejscowości. W ten sposób przywróciliśmy historię tych pięknych obiektów. Dzięki tym poszukiwaniom stworzyliśmy swego rodzaju przewodnik prowadzący szlakami wyznaczonymi przez krzyże i kapliczki. Warto nieraz przejechać przez gminę, zatrzymując się przy każdej z nich. Przy kapliczce lub przydrożnym krzyżu można się wyciszyć, zadumać, pomodlić. We wsiach gminy Poniec jest 17 krzyży, 17 kapliczek i 11 figur. W Janiszewie, Waszkowie, Łęce Wielkiej, Kopaniu, Teodozewie, Bączylesie, Grodzisku i Wydawach jest tylko jedna figura lub krzyż. W pozostałych miejscowościach jest ich więcej. Najbogatsze pod tym względem jest Rokosowo, gdzie mieszkańcy przed laty postawili trzy krzyże i dwie figury oraz Szurkowo, gdzie są dwa krzyże i trzy figury. Żadnej kapliczki ani krzyża nie ma tylko w jednej miejscowości, w Zawadzie. Warto powiedzieć, że wiele kapliczek i krzyży zniszczyli w czasie wojny okupanci i niektóre z nich nie zostały już odbudowane. Większość albo przetrwała, albo została przez mieszkańców postawiona na nowo, zawsze w tych samych miejscach i z tymi samymi figurkami. A stawiane były w różnych intencjach: w podziękowaniu za odzyskane zdrowie, za szczęśliwy powrót z wojny, w intencji osób i rocznic kościelnych, z prośbą o opiekę nad mieszkańcami wsi. Łącznie jest więc 45 krzyży, figur i kapliczek. Do osób prywatnych należą 23 z nich, natomiast 22 są po prostu wiejskie. O wszystkie dbają albo właściciele, albo mieszkańcy wsi. O kapliczkach w samym Poniecu napiszemy wkrótce.


Zwyczaje bożonarodzeniowe [ 12 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Dwa lata temu, w grudniu 2012 roku, na łamach „Wieści...” omówiłem niektóre z wielkopolskich tradycji świątecznych. Prezentowany niżej artykuł jest rozwinięciem i uzupełnieniem podanych wówczas informacji. Nadchodzące święta Bożego Narodzenia są bowiem doskonałą okazją do chwili refleksji nad zmiennością świata, w tym również zwyczajów, które wydają się bardzo trwałe i dawne.

Jak wiadomo z poprzedniego artykułu, zwyczaj strojenia choinki przywędrował do Polski z Niemiec za sprawą napływających z tego kraju osadników. Polacy, którzy w większości byli katolikami, nie akceptowali tego zwyczaju, uważając go za protestancki. Ale nawet wśród protestantów początkowo choinka budziła sprzeciwy, gdyż w rzeczywistości zwyczaj jej strojenia wywodził się z czasów pogańskich, kiedy uważano ją za „drzewo życia”. Dawni Germanie już kilka tysięcy lat temu dekorowali wiecznie zielone drzewa iglaste, będące symbolem wiecznego życia. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa wiele zapożyczono z pogańskich zwyczajów i tradycji, adaptując je

raz pierwszy stanęła dopiero w 1982 r, czyli za pontyfikatu Jana Pawła II. Ze względu na te opory zwyczaj strojenia choinki zaczął upowszechniać się w Wielkopolsce dopiero w XIX i pierwszej połowie XX wieku. W naszym regionie święta Bożego Narodzenia zwane są Gwiazdką. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od momentu rozpoczęcia kolacji wigilijnej, tj. po pojawieniu się na niebie pierwszej gwiazdy. Kolacja rozpoczyna się łamania opłatkiem. Obyczaj ten pojawił się w Polsce stosunkowo niedawno tj. w XVIII wieku. Początkowo znany był tylko wśród szlachty, mieszczaństwa i arystokracji. Potem powoli zaczął roz-

mógł dzielić chlebem. Dzielenie się opłatkiem symbolizowało więc wróżbę szczęścia, pomyślności i dobrobytu osób uczestniczących w kolacji wigilijnej. W Wielkopolsce znane są dwa rodzaje opłatka. Białym opłatkiem dzielą się ludzie, natomiast opłatek zabarwiony na kolor czerwony dawany był zwierzętom gospodarskim”. Przy kolacji wigilijnej praktykowano wiele obyczajów magicznych. Okres od Bożego Narodzenia do Trzech Króli traktowano jako czas duchów, które w różny sposób dają dowód swej obecności. Trzeba tylko umieć je odczytać. Opublikowana w 1884 r. praca pt. „Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego” podaje, że: ( pi-

do religii chrześcijańskiej. Dla niektórych protestantów choinka była świętokradztwem bluźniącym przeciwko pierwszemu przykazaniu – „Jest jeden Bóg”. Dopiero Marcin Luter rozstrzygnął ten spór, ogłaszając choinkę symbolem narodzin Chrystusa. Kościół katolicki sprzeciwiał się temu zwyczajowi jeszcze dłużej niż protestanci. Uważał ustrojoną choinkę nie do pogodzenia z katolickim charakterem świąt. Warto zaznaczyć, że w Watykanie choinka po

powszechniać się wśród mieszkańców wsi. Opłatek, jak podaje Oskar Kolberg: „…jest wyrobem ludzi kościelnych, którzy przywozili z parafii jako sługi proboszcza i dawali każdemu w podarunku. Dzielono się nim przed wieczerzą. Każdy łamał sobie kawałek, gospodarz przełamywał się nim najpierw z gospodynią, a potem z pozostałymi uczestnikami kolacji wigilijnej. Wierzono, że kto opłatkiem z innymi w Wigilię się przełamie, ten przez cały rok będzie się

sownia oryginalna) „(…)Czas kolędowy, a ztąd i uroczystość ta, była u Słowian pełna tajemniczości. Przypadała bowiem podczas zimy, kiedy człowiek bardziej na wewnątrz żyje;— w zimie bowiem bierze przewagę życie ziemskie w człowieku, a jego pojawy najbardziej dać się czuć mogły około przesilenia zimowego. U magików katolickich czas od Bożego Narodzenia do Trzech Króli jest czasem duchów. Dziś ledwo cień okazałości i tajemniczości tej pozostał.

Wszystko wypaczone innemi, wzniośłejszemi wyobrażeniami, tuła się jeszcze przy Chrystyjanizmie.(…)” Autor pracy zdołał odnotować jeszcze niektóre zwyczaje, wówczas już zanikające, a dzisiaj nieznane zupełnie: „(…)Dodać tu mi jeszcze wypada słowo o niektórych gusłach i przechowywanych między ludem a połączonych z tym obrzędem. I tak, obwięzują drzewa owocowe, aby rodziły, powrósełkiem; odbywa się to bez żadnych zamówień. W innych atoli stronach Polski przychodzi parobek ze siekierą i dziewka; parobek mówi zamierzywszy siekierą: zetnę cię, dziewka odpowiada miasto drzewa: nie zetniesz, i to po trzykroć, poczem dopiero następuje obwiązywanie drzewa. U stołu przy wieczerzy liczą siedzące osoby, jeżeli ich nie do pary, to jedna z nich w następnym roku ma umrzeć. Pod stołem jest naczynie, gdzie gospodarz z każdej potrawy trzy łyżki wrzuca, co potem bydłu zanoszą. Dają bydłu śledzia i placków z rutą, a za czasów słowiańskich zapewne dawano chleb z rutą, zielem tyle sławionem w pieśniach naszych, aby się bydło darzyło. Tamto zaś może dla odegnania czarów jakich, bo i to nadmienić wypada, że lud wielkopolski był i jest więcej od innych ziem naszych zabobonnym, i że tu było główne siedlisko czarownic za czasów kiedy te istniały na świecie(…)”. Przy wigilijnym stole pozostawiano wolne nakrycie. Dzisiaj uznaje się, że to nakrycie przeznaczone jest dla „strudzonego” wędrowca. Dawniej miejsce pozostawiano dla zmarłych członków rodziny, dawnych mieszkańców domostw. Wierzono, że dobre duszki domowe w dzień wigilijny przychodzą do gospodarzy. Dlatego przed zajęciem wolnego krzesła należało sprawdzić, czy miejsce to nie zostało już zajęte przez duszka. Po zakończeniu wieczerzy resztki potraw wynoszono zwierzętom lub pozostawiano nietknięte na stole. Sprzątnąć stół można było dopiero po pasterce. W okresie od świąt Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli po wielkopolskich miejscowościach chodzili kolędnicy zwani Herodami. Zadaniem grup kolędników było

dok. na str. 13


dok. ze str. 12

odtwarzanie scenek z narodzin Jezusa, pokłonem Trzech Króli, rzezią niewiniątek i porwaniem króla Heroda do piekła za prześladowanie Jezusa. W skład wielkopolskich grup kolędniczych wchodzili: Herod, Diabeł, Anioł, Śmierć, Żyd, Turek, kominiarz, marszałek i żołnierz. Za odegranie scenek z narodzin Jezusa kolędnicy otrzymywali poczęstunek lub pieniądze. Oskar Kolberg odnotował śpiewane przez kolędników utwory. Ogłaszały one radosną nowinę o narodzeniu Zbawiciela, jak np. Trzej królowie od wschodu, Gdy gwiazdę ujrzeli, Zaraz do Betlejem Czym prędzy bieżeli.. A my na tę pamiątkę Z gwiazdą obchodziemy, Oraz narodzonego Jezusa głosiemy Życzę, by ten Jezus, wielki pomyślności, Życzę państwu zdrowia, szczęśliwości.

Niektóre przyśpiewki były humorystyczne, dość śmiałe, żartobliwie traktowały nawet postacie biblijne: Gdy tańcowali, Winem częstowali, Dobrego tu takiego. Dla Józefa starego Trzeba wina dobrego, By się stary napił. Napił się wina Stary dziadowina I tak smacznie zasnął Spar się na żłobie, Kazał zagrać sobie, Pan Jezus się rozśmiał. A pastuszki ślicznie grali, Aż im się strony porwali, Po inneć je posłał.

Bogactwo kultury ludowej jest tak olbrzymie, że zaprezentowane informacje są jedynie jej drobną cząstką.

Oprac. na podstawie: Zwyczaje i pieśni ludu wielkopolskiego. wielkopolskiego rękopisu pozostałego po śp. Józefie Lipskim, Kraków 1884 Portal: Moje miasto Bydgoszczhttp://www. mmbydgoszcz. pl/433600/wielkopolskie-zwyczaje-swiateczne (dostęp 6. 12. 2014) Ale Wielkopolska. Odkrywamy Wielkopolskę. http://alewielkopolska. blox. pl/2012/12/Wielkopolskie-Boze-Narodzenie. html (dostęp 6. 12. 2014) Ilustracja ze strony: Poznańska Wiki. Wszystko o Poznaniu. http://poznan. wikia. com/wiki/Gwiazdor (dostęp 6. 12. 2014)

GRZEGORZ WOJCiECHOWSKi

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Kalendarium ponieckie

[ 13 ]

Działo się w Rokosowie część 9:

1921 - Po Zygmuncie Czartoryskim majątek przejął jego syn Jan. 1925 – W Rokosowie zamieszkiwało 9 osób narodowości niemieckiej, wyznania ewangelickiego. Należały one do parafii ewangelickiej w Poniecu. 1926 – Według oficjalnych źródeł urzędowych w majątku działała cegielnia, tartak i gorzelnia oraz zarejestrowana hodowla konia szlachetnego półkrwi. 1927 - W majątku, którego właścicielem był Jan Czartoryski, zatrudnionych na stałe było 30 osób, a pracowników sezonowych 51 (29 mężczyzn i 22 kobiety). 1929 - Liczba uczniów w szkole wynosiła 74. Nauczycielami byli Stanisław Beissert (był tu nauczycielem przez 30 lat, zmarł w 1933 r.) i Wojciech Dymarski. W latach II wojny światowej szkoła była zamknięta 1932 - Majątek Rokosowo włączył się w akcję niesienia pomocy bezrobotnym. Na apel Lokalnego Komitetu Niesienia Pomocy Bezrobotnym przekazał mu platformę ziemniaków. Lata 30. - We wsi duże wpływy miało Polskie Stronnictwo Ludowe „Piast”. Do najaktywniejszych działaczy należeli Marcin Olejnik, Bolesław Maćkowiak, Franciszek Śmierzchała. Działało też gniazdo ponieckiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" i koło Robotniczego Zjednoczenia Zawodowego Polskiego. 20 sierpnia 1941 - W budynku szkoły założony został obóz dla Żydów, którzy wykonywali roboty melioracyjne. Lata 50. - Działalność rozpoczął sklep spożywczy Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, a pod opieką Państwowego Gospodarstwa Rolnego otwarto zakładowe przedszkole. 1973-1974 - we wsi położono nową nawierzchnię bitumiczną. Państwowe Gospodarstwo Rolne wybudowało mieszkania dla swoich pracowników. 1976 -Szkołę przekształcono w punkt filialny Zbiorczej Szkoły Gminnej w Poniecu. Lata 70. – W przedszkolu działającym przy Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Rokosowie istniał zespół folklorystyczny maluchów, kierowany przez Marię Sławińską _ Brodziak. Zaczął funkcjonować punkt biblioteczny (pod opieką filii Miejskiej Biblioteki w Żytowiecku) i Ludowy Zespół Sportowy, a w 1976 r. klub „Ruchu”. 1984-1986 – Odrestaurowanie pałacu. 1997 – Podłączenie wsi Rokosowo i Drzewce do oczyszczalni mechaniczno – biologicznej prowadzonej przez zakład Pudliszki S.A. 1998 – Likwidacja szkoły w Rokosowie, mimo sprzeciwów mieszkańców. 1999 - 1 grudnia liczba mieszkańców Rokosowa wynosiła 361. źródła: Informator Wojewódzkiego Ośrodka Doskonalenia Kadr Administracji Państwowej Rokosowo, tekst. Z. Kryś, Z. Smoluchowski, zdjęcia B. Ludowicz A.Bitner- Nowak, Z.Wojciechowska, G.Wojciechowski, Dzieje Ponieca, Poniec 2000

GRZEGORZ WOJCiECHOWSKi

Lekarz weterynarii Roman Szymański radzi... Jak przygotować  psa do zimy?

Nadchodzą coraz chłodniejsze dni – deszcze i niska temperatura dają się we znaki nie tylko nam – cierpią też nasi czworonożni przyjaciele. Jeśli twój pies stale przebywa na zewnątrz upewnij się, że schronienie, które mu zapewniasz, dostatecznie chroni go przed wiatrem i niskimi temperaturami. Jesienią i zimą psy potrzebują wygodnego i komfortowego miejsca, by uciec od deszczu, śniegu i zimnego wiatru. Zapewnia to duża psia buda wyścielona słomą. Oto kilka podstawowych zasad, jakimi należy się kierować przy wyborze (lub budowie) budy, aby spełniała ona swoje zadanie. BUDA MUSi: • być ocieplona styropianem lub wełną mineralną • mieć podwójne ściany • być nieprzemakalna • mieć przedsionek, prowadzący do części legowiskowej • mieć uchylny dach i podest

przed budą, na stałe z nią związany i zadaszony (dach wystający do przodu ponad i poza podest). PONADTO: Woda do picia jest równie ważna w lecie, jak i w zimie. Dawaj psu codziennie świeżą wodę, aby nie było w niej śniegu czy lodu. Sprawdzaj też, czy nie zamarza. ZAPAMiĘTAJ ! • Psu nie może nigdy zabraknąć czystej i świeżej wody do picia • Pies musi być regularnie (codziennie) i właściwie karmiony, stosownie do pory roku i warunków atmosferycznych (np. zimą – dwa razy dziennie, wysokokalorycznym jedzeniem) oraz jego stanu fizjologicznego (np. choroba) i wieku. Trzymając psa na zewnątrz regularnie pielęgnuj jego sierść, aby utrzymywała zdrowy wygląd i dostarczała psu właściwej izolacji. Dla psów z krótką sierścią zima to najgorszy czas i nie poleca się, aby psy tych ras trzymać na dworze. Długa sierść zapewnia dobrą izola-

cję, ale poplątane i martwe włosy mogą zmniejszać izolację, dlatego szczotkuj psa regularnie i usuwaj martwe włosy. W zimie psy są podatniejsze na choroby. Obserwuj psa, by wcześnie wyłapać objawy choroby. Odmrożenie jest potencjalnym zagrożeniem, zwłaszcza dla psów bez odpowiedniego schronienia. Końcówki uszu, ogon i łapy są szczególnie podatne na odmrożenia. Dla starych psów jesień i zima to wyjątkowo ciężki okres – z racji swojego wieku są to często zwierzęta cierpiące na wiele dolegliwości – dlatego też powinny być one otoczone szczególnie czułą opieką !!! Na nadchodzące święta Bożego Narodzenia pragnę złożyć życzenia radosnych, pełnych ciepła i nadziei świąt w gronie najbliższych. A kolejny zaś Nowy Rok 2015 niech będzie czasem spokoju oraz realizacji osobistych zamierzeń.


[ 14 ]

Baran 21.03-19.04 Dopiero w drugiej połowie miesiąca będziesz mieć więcej czasu dla siebie. Na razie czeka Cię sporo zadań w pracy i mnóstwo świątecznych przygotowań. Oczekuj miłego spotkania. Byk 20.04-20.05 Zacieśnią się więzi między Tobą a bliskimi. Wyjaśnicie sobie parę trudnych spraw. Tuż przed świętami dotrze do Ciebie dobra wiadomość dotycząca pracy. Ostrożnie w interesach. Bliźnięta 21.05-21.06 Czas skończyć z niepotrzebną skromnością. Możesz otwarcie mówić, w czym jesteś dobra. W pracy możesz nawet zabiegać o podwyżkę. W czasie świąt oczekuj miłych spotkań. Rak 22.06-22.07 W tym miesiącu oderwiesz się trochę od spraw zawodowych. Będziesz potrzebna bliskim. Czeka Cię też ciekawy wyjazd lub spotkanie z grupą znajomych. Uwaga na zdrowie. Lew 23.07-22.08 W Twoim domu zapanuje harmonia. Będziesz cieszyła się sukcesami bliskich, a i dawni znajomi sprawią Ci niespodziankę. Spodziewaj się zaskakujących prezentów na święta. Panna 23.08-22.09 Gwiazdy mówią o szczęściu w miłości. Single mogą liczyć na spotkanie swojej połówki, a stałe pary na dużo więcej uniesień. Nie przesadź ze świątecznymi porządkami. Waga 23.09-22.10 Zapragniesz zmian, a gwiazdy będą Ci w tym sprzyjać. Możesz zmienić pracę, rozpocząć naukę, wyremontować mieszkanie. Cokolwiek rozpoczniesz, na pewno uda Ci się to zrealizować. Przed świętami spodziewaj się ważnej wiadomości. Skorpion 23.10-21.11 Przed Tobą trochę zabieganych dni - i to zarówno w pracy, jak i w domu. Pamiętaj, że o pomoc zawsze możesz prosić bliskich. Zaraz po świętach zafunduj sobie kilka dni urlopu. Strzelec 22.11-21.12 Gwiazdy wróżą Ci nowe znajomości. Może spotkasz kogoś, z kim pójdziesz przez życie. Nie przesadzaj z zakupami i porządkami. Odpocznij, wybierz się na spacer, pomyśl o sobie. Koziorożec 22.12-19.01 Święta mogą być okazją do spotkania się z kimś, kogo długo nie widziałaś. Odżyją dawne uczucia. W pracy więcej obowiązków. Oczekuj dobrej wiadomości związanej z finansami. Może podwyżka? Wodnik 20.01-18.02 Będziesz miała sporo okazji do rozrywki i towarzyskich spotkań. Mądrze wybieraj zaproszenia. W święta spodziewaj się wielu gości. Uważaj na wydatki, bo pieniądze będę Ci wkrótce bardzo potrzebne. Ryby 19.02-20.03 Masz wspaniałą passę, mało do stracenia, dużo do zyskania. Warto realizować wcześniejsze plany, nawet jeśli wydawały Ci się zbyt trudne. W drugiej połowie miesiąca jest szansa na nową znajomość.

Świąteczne

KRZyŻÓWKA Z NAGRODĄ

HOROSKOP

Aby odczytać hasło, trzeba najpierw wpisać do diagramu znaczenie kolejnych słów, a potem oznaczone litery umieścić w kratkach pod krzyżówką. Prawidłowe rozwiązanie należy przepisać na kartkę i wysłać lub dostarczyć do Gminnego Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji w Poniecu. Rozwiązanie można też przesłać e-mailem na adres krzyzowka@gck.poniec.eu. Termin nadsyłania odpowiedzi mija 5 stycznia 2015r. Wśród nadawców rozlosujemy nagrodę. Hasło krzyżówki umieszczonej w listopadowym numerze brzmiało: ZA MIESIĄC ŚWIĘTA. Nagrodę otrzymuje Hanna Sylwestrzak z Dzięczyny Po jej odbiór trzeba się  zgłosić do Gminnego Centrum Kultury Sportu Turystyki i Rekreacji.

1. Pocztowy lub pokojowy

2. Zabezpieczenie spłaty długu 19

3. Fotograficzny

4. Choroba oczu

1

5. Świąteczne drzewko

6. W tym, aby dwoje chciało naraz 7. Zewnętrzna rama drzwiowa 8. Odmiana czerwieni

15

9. Mnich

10. Anna z Tołstoja

1

2

3

4

5

6

10

7

5 17

4

16

21

11 7

6 9

22

11. Imieniny obchodzi 4.11 i 20.11

12. Książka dla turysty

18

3 2

8

10 11 12 13 14 15 16 17 18

13

9

8

20

12

14

19 20 21 22

Dwa przepisy na pyszne ryby

DORSZ POD JARZyNKĄ Składniki: 70 dag filetu z dorsza, 2 marchewki, 1 pietruszka, 1/4 kapusty pekińskiej, 1/3 pora, 1 cebula, 3 liście selera naciowego, 1 łyżka masła, sól morska, pieprz, przyprawa do ryb, 6 ziaren pieprzu, 4 kulki ziela angielskiego. Przygotowanie: Marchewkę i pietruszkę obieramy, opłukujemy, kroimy w słupki. Por i seler po umyciu kroimy w cienkie paseczki. Rozgrzewamy masło, wrzucamy warzywa i dusimy je przez około 15 minut. Kapustę drobno szatkujemy i dodajemy do podduszonych warzyw. Dorzucamy ziarna pieprzu i ziele angielskie. Podlewamy wodą, doprawiamy solą i pieprzem, dusimy 10 minut, często mieszając. Rybę posypujemy solą i przyprawą do ryb. Kładziemy ją na patelnię i pokrywamy warstwą duszonych warzyw. Całość dusimy jeszcze przez około 15 minut

na wolnym ogniu pod przykryciem. RyBA W CiEŚCiE Składniki: 1 kg filetów rybnych (panga, mintaj, morszczuk), 3 cebule, 1 słoik ogórków konserwowych, 1 słoik papryki. Zalewa: 2 szklanki wody, 1/2 szklanki oleju, 6 łyżek octu, 3 łyżki kopru, mały przecier pomidorowy, 3 łyżki cukru, sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy. Ciasto naleśnikowe: 1 szklanka mąki, 1/2 szklanki wody, 1 jajko. Przygotowanie: Godzinę przed smażeniem doprawiamy rybę solą i pieprzem. Cebulę kroimy w talarki i smażymy. Ogórki i paprykę kroimy w paski. Zalewę zagotowujemy i studzimy. Robimy ciasto naleśnikowe, obtaczamy rybę i smażymy. Układamy warstwowo: ryba - cebula ogórki - papryka. Każdą warstwę zalewamy ciepłą zalewą. Ryba najlepsza jest następnego dnia.

dobre rady

* Przed dodaniem maku do ciasta trzeba go wypłukać zimną wodą, odsączyć i zalać ciepłym mlekiem (2 szklanki mleka na szklankę maku). Odstawić na 15 minut, a później gotować na małym ogniu przez 25 minut. Przed dodaniem do ciasta mak trzeba bardzo dokładnie odsączyć i trzy razy przepuścić przez maszynkę do mięsa. * Pieczona gęś albo kaczka będą miały apetyczną, chrupiącą i pięknie przyrumienioną skórkę, jeśli 15 minut przed końcem pieczenia spryskamy ją bardzo zimną wodą. * Aby bakalie dodane do ciasta nie opadły na dno, należy je obtoczyć w mące i dodać do ciasta na samym końcu. Rodzynki trzeba namoczyć w rumie albo w gorącej wodzie, a suszone śliwki w herbacie. Z orzechów laskowych łatwo zdejmiemy skórkę, gdy na 10 minut włożymy je do gorącego piekarnika. * Przygotowując dziczyznę należy zalać mięso maślanką, przykryć naczynie i wstawić na noc albo nawet na całą dobę do lodówki, a później opłukać i upiec. * Barszcz czerwony będzie miał wspaniały smak i wyjątkowy aromat oraz piękny kolor, gdy przed rozlaniem do talerzy przelejemy go przez sito razem z utartym surowym burakiem. * Drożdże dłużej będą świeże, gdy fabrycznie zapakowane włożymy do woreczka foliowego i umieścimy w torebce z mąką. Nie stracą smaku ani świeżości. * Ciasto drożdżowe będzie miało wspaniałą pulchną konsystencję, jeśli na czas pieczenia włożymy do piekarnika naczynie żaroodporne z wodą.

(: HUMOR :)

Tylko Chuck Norris obejrzał ostatni odcinek " Mody na sukces". *** Rozmowa podczas przyjmowania do pracy: - Ile ma pani lat? - Bliżej mi do trzydziestki niż do dwudziestki. - To znaczy ile? - Pięćdziesiąt. *** Zapłakany Jaś wraca do domu: - Synku, co się stało? - Spóźniłem się na zakończenie roku i dla mnie zostało najgorsze świadectwo.


WIEŚCI Z GMINY PONIEC

[ 15 ]


Kubusiowe urodziny [ 16 ]

WIEŚCI Z GMINY PONIEC

Ten dzień w Przedszkolu w Poniecu był niezwykle barwny i wesoły. Wszystkie dzieci uczestniczyły w urodzinach misiów, a ponieważ najmłodsza grupa przyjęła nazwę Kubusie, to właśnie oni obchodzili swoje święto. Zaprosili oczywiście wszystkich przedszkolaków, a więc Biedronki, Smerfy, Muminki, Krasnale, Motylki i Żabki. Bawiło się około 170 szczęśliwych maluchów, ich rodzice, a także nauczycielki i personel przedszkola. Przy tym przedsięwzięciu pomagali bowiem wszyscy. A zaczęło się od tego, że nauczycielka kubusiowej grupy Alicja Szenajch zaproponowała rodzicom wspólne przygotowanie urodzin dla dzieci, które w tym roku przyszły do przedszkola. Rodziców nie trzeba było długo namawiać. Nie tylko, że przygotowali dekoracje, wspólnie stroili salę, ale też napisali scenariusz przedstawienia i sami wystąpili na scenie. Radości było naprawdę sporo, tym bardziej że rodzice także przebrali się za postacie z bajek. A były jeszcze konkursy, tańce, piosenki i wesołe życzenia. Nie zabrakło oczywiście urodzinowego tortu, który w pewnym momencie wjechał na salę. Urodziny Kubusiów zaszczycili, goście, wśród których byli: burmistrz, zastępca burmistrza, pracownicy biblioteki, ksiądz. Był też fotoreporter, który uwiecznił wszystko na zdjęciach. Mamy więc dowód, że urodziny naprawdę się udały i że stroje przedszkolaków mogą zachwycić każdego. — Jesteśmy szczęśliwe, że dzieci dostały tak piękne przedszkole - powiedziała nam Romualda Maćkowiak, dyrektorka placówki. - Mamy nie tylko przestronne sale, ale także wspaniałe wyposażenie, nowoczesną kuchnię, duży teren rekreacyjny. W takim miejscu można realizować każde marzenie. A kiedy jeszcze jest dobra kadra, oddani dzieciom rodzice i życzliwe władze, o uśmiech dzieci nie może być trudno.

Wieści z Gminy Poniec - nr 48 - Grudzień 2014  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you