Page 1

LIBERTA numer 27

marzec 2014

Pismo uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach


Wstępniak

Spis treści Obrońcy uciśnionych ........................................3 „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” .................. 4 Quo vadis Polonia?! ......................................... 4 Pierwsza = Ostatnia? ....................................... 5 Jak wygląda Bóg? ............................................ 5 Za Siedmiogórogrodem .................................. 6 Samoakceptacja ............................................... 7 Zero stresów ................................................... 8 Nawet na to jesteś zbyt głupi! ........................... 9 Staram się jak najlepiej wykorzystać każdy dzień ........................................................ 10 Na przerwach... .............................................. 12

Redaktor naczelna: Żaneta Kurowska

Redakcj@ Joanna Halka, Ania Kurowska, Julia Jęch, Aleksandra Majewska, Tomasz Kolanoś, Jagoda Milińska, Aleksandra Smoleń, Anna Stróżyk, Aneta Maria Trynda, Izabela Mizgajska

Opieka merytoryczna: p. Ewa Genge-Korpik

Skład: p. Kamil Kiereta

Wydawca: Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach

2

LIBERTA marzec 2014

Drodzy Czytelnicy!


Okiem krytyka

Obrońcy uciśnionych

Ostatnio zauważyłem ciekawe zjawisko. Podczas otrzymywania mandatu ludzie obiecują, że nigdy więcej taka sytuacja się nie powtórzy, że tylko raz się zdarzyło, a później pokazują mandaty znajomym i krytykują policję. Nie ukrywam, że policja, która naraża życie na łapaniu pijanych wariatów na drogach lub nietrzeźwych rowerzystów jest czymś najgorszym, co może istnieć dla przeciętnego młodego człowieka. Jestem jednak przekonany, że wszyscy przyrzekliby z ręką na sercu, że gdyby do naszych domów włamaliby się okrutni mordercy lub złodzieje, każdy normalny obywatel zadzwoniłby po policję. Zawsze bowiem kiedy potrzeba pomocy numer 997 sam jawi się na ekranach naszych komórek. Oczywiście trzeba postawić sprawę jasno: nie wszystko jest w porządku z naszymi służbami. Istnieje korupcja, różnego rodzaju przekręty, zdemoralizowanie na różnych szczeblach, używanie przemocy wobec cywilów. Wystarczy poczytać gazety. Tylko jak można temu zaradzić? Nowa reforma? Absurdy w policji również rzadko się nie zdarzają. Włamanie do domu staruszki, machlojki finansowe, umorzone przestępstwa to tylko niektóre przewinienia policji, za które rzecz jasna normalny obywatel siedziałby w więzieniu. Straż miejska to kompletnie inna bajka. Prawo jest prawem i trzeba je przestrzegać, lecz to w jaki sposób jest owe prawo egzekwowane jest z pewnością niedopracowane. Ciężko stwierdzić, jakie testy sprawnościowe przejść musi straż miejska, lecz podejrzewam, że każdy dałby radę uciec, nawet staruszki. W szeregi straży bardzo często idą ludzie, którzy nie chcą się przemęczać, ponieważ ich praca nie jest na poziomie tej z policji. Czepianie się wszystkiego mają wpisane w geny. Jeżeli policja czasami przymknie oko, odstąpi od procedur, tak straż miejska nie ma litości. Doczepią się wszystkiego. Najlepiej, gdy ma się 15 lat i siedzi się w parku na ławce – wtedy jest się podejrzanym o wszystko. Najgorsi są niestety Ci, których zżera od środka ambicja. Kiedy dzieje się coś poważnego – patrolu brak. Natomiast, gdy popełniamy najdrobniejsze nawet wykroczenie, wyrasta patrol dwóch funkcjonariuszy. Wiem, że brak straży miejskiej zarzuciłby policję papierkową robotą i wierzę, że zdarzają się strażnicy, którzy wykonują swoje obowiązki tak jak należy. Tylko dlaczego większość z nas natrafia na tych drugich? O ile rola policji, jako służby porządkowej jest niepodważalna, wydaje się jasna i klarowna, o tyle rola straży miejskiej już nie. Dlaczego obowiązków tej drugiej nie mogłaby przejąć prywatna firma ochroniarska? Pojawiła się nawet propozycja, aby zlikwidować straż miejską, lecz po krótkim czasie stwierdzono, że jest jednak niezbędna. Wiadomym jest, że wielu ludzi ma pracę i może spokojnie doczekać do emerytury. Dlaczego jednak ofiarą tego systemu ma być każdy z nas? TOMEK KOLANOŚ

LIBERTA marzec 2014

3


Bez ograniczeń / Opinia

„Jeśli nie otrzymujesz cudu, stań się nim”

„Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”

Nick Vujicic cierpi na fokomelię - rzadkie schorzenie objawiające się brakiem kończyn. Po narodzinach nawet własna matka nie chciała wziąć go na ręce. Od dziecka musiał zmagać się ze swoją innością. Wyśmiewany przez kolegów, stopniowo tracił wiarę w siebie. W wieku 8 lat próbował popełnić samobójstwo. Kiedy w gazecie przeczytał artykuł o niepełnosprawnych, jego życie odmieniło się diametralnie. Nick uświadomił sobie, że nie jest jedyny. Dzisiaj Nick jest szczęśliwym mężem i ojcem. Przemierza tysiące kilometrów, aby spotkać się z ludźmi, by opowiedzieć im swoją historię. Jest chrześcijaninem, który ukazuje jak piękne jest życie, gdy zaufa się Bogu. Założył własną organizację, by inspirować do działania nie tylko niepełnosprawnych. Jednak przede wszystkim realizuje plan, który Bóg dla niego przygotował. W roku 2009 zagrał w krótkometrażowym filmie Cyrk motyli, który rozsławił go na całym świecie. Ja zakochałam się w Nicku od pierwszego wejrzenia. Spróbuj i Ty! SEROTONINA

Quo vadis Polonia?!

Aż 80% posłów zasiadających w Sejmie deklaruje, że jest katolikami. Dlaczego więc zdecydowana większość z nich głosowała za aborcją dzieci z zespołem Downa? Nie rozumiem dlaczego mielibyśmy zabijać chorych ludzi. Przecież aborcja eugeniczna to zabijanie. Nie mogę nie wspomnieć o ideologii Gender. Dzieci, którym zabiera się niewinne dzieciństwo są zagrożone. Czy naprawdę w przedszkolu istnieje konieczność pogadanek o seksie i homoseksualizmie? Pozwólmy dzieciom na miłość do Kubusia Puchatka, Reksia, Kopciuszka itp. Nie odbierajmy im prawa do cudownego świata bajek. Może i jestem staroświecka, ale moim zdaniem każdy człowiek zasługuje na to by godnie żyć. Nie potrafię odnaleźć się w świecie, który chce, by było na odwrót. Będę podpisywać wszystkie petycje i apele, jakie tylko znajdę, by świat się w tej kwestii za bardzo nie zmienił. PARADISVOGEL 4

LIBERTA marzec 2014


Esej

Pierwsza = Ostatnia?

Gdy myślę o pierwszym ujęciu naszych dłoni nadal drżę. Kiedy przypominam sobie nasze „w osobowościach rozeznanie” czuje napięcie i tak samo niepewne bicie serca. Mimo to na ustach pojawia mi się uśmiech. Ja - zakochana w moim prywatnym, wyidealizowanym obrazie wybranka. Ja - niczym Julia gotowa mimo przeciwności losu (czyt. rodziców i problemów logistycznych) przeżyć swój romans rodem z harlekinów lub (bardziej współcześnie) produkcji o wampirach. Potrafiłam spędzać godziny patrząc na nasze wspólne zdjęcia jak uroczo-żałosne ciele na malowane wrota. Szczeniacka, platoniczna miłość jest piękna. Taka czysta, lojalna i wierna. To, co dzieje się w nas po raz pierwszy zostawia na nas piętno i w jakiś sposób determinuje dalsze życie. Podobno wyidealizowany obraz pierwszego związku rzuca cień na kolejne. Istotne jest również to, iż najczęściej pierwsza miłość jest nieszczęśliwa, bo nieodwzajemniona. Wtedy bardzo cierpimy i obiecujemy sobie, że już nigdy nikogo nie pokochamy. Często nawet wypowiadamy walkę płci przeciwnej. Wpływ, jaki wywiera na nas pierwsza miłość przypisuje się teorii znanej w psychologii pod hasłem imprinting, co można nazwać samoświadomością. Według tej teorii przywiązujemy się bardzo silnie do pierwszych osób, z którymi łączą nas jakiekolwiek stosunki. Z tego samego powodu mężczyźni pamiętają numer rejestracyjny swojego pierwszego samochodu (wywarł na nich większy wpływ niż ich kolejne samochody). Nie należy się więc dziwić temu, że te silne uczucie może odrodzić się po latach jak Feniks z popiołów dzięki najmniejszemu bodźcowi. JULIA JĘCH

Jak wygląda Bóg?

Czasem wyobrażamy sobie Boga jako światło. Może nie jak te, które zapalamy wieczorem w swoim pokoju, ale takie, które jest oślepiające. Jako grzeszni ludzie nie jesteśmy zdolni oglądać Bożego oblicza w całej jego pełni. Jest też napisane: stworzył Bóg człowieka na swoje podobieństwo. Skoro Bóg jest więc podobny do człowieka, to tym razem pojawia się nam obraz taty w koszuli, jeansach i z potarganymi włosami. Nie oszukujmy się. Wszystkie te obrazy to tylko religijne stereotypy. Wyobraźmy sobie jednak, że Bóg tak naprawdę jest kobietą i to w dodatku Murzynką. Taki obraz Boga ukazany jest w książce Williama P. Younga. Główny bohater powieści spotyka Boga i nie wierzy własnym oczom: Mam uwierzyć, że Bóg jest wielką czarną kobietą z osobliwym poczuciem humoru”? Oczywiście ten obraz Boga jest wymysłem samego autora, ale skąd możemy wiedzieć, że nie jest tak naprawdę? W końcu Bóg może być każdym – Murzynką, Chińczykiem, Arabem… Prawda jest jednak taka, że nie dopuszczamy do naszej świadomości takich obrazów. Zresztą sama nie miałam takiego obrazu w głowie, dopóki nie przeczytałam tej książki. Wierzyłam, że Bóg jest Duchem – ani mężczyzną, ani kobietą – jest biały i raczej męski. Bez względu na to jak Bóg będzie wyglądał i tak będziemy sprawiedliwie osądzeni. Pytanie tylko czy będzie nas sądził starzec z siwą brodą czy wielka czarna kobieta? JAGODA MILIŃSKA

LIBERTA marzec 2014

5


Esej

Za Siedmiogórogrodem

Jednak Śnieżka heroicznie zdecydowała się czekać. Gdyby nie fakt, że spała, z pewnością mogłaby być przyjaciółką Izabeli Łęckiej (bohaterki powieści Prusa Lalka), która odrzucała wszystkich mężczyzn, czekając na tego jedynego. Te słowa brzmią równie absurdalnie jak wyglądają na papierze. Dlaczego więc Królewna czekała? Z jakiego powodu Izabela odrzucała miłość przeciętnych mężczyzn? (Dlaczego odrzuciła Wokulskiego wiemy – miał zbyt czerwone ręce). Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu widzę tylko jeden powód. Obie chciały miłości idealnej, zapierającej dech w piersiach i nadającej życiu sens. Ostatecznie Śnieżka ją znalazła, Izabela – niekoniecznie, dlatego to właśnie historia Izabeli nie jest czytana małym dziewczynkom na dobranoc. Dziś również dorastamy ze świadomością, że gdzieś czeka nasz Książę, ma białego konia i zamek, w którym spędzimy szczęśliwe życie. Kiedy stajemy się starsi pamiętamy o Śnieżce do czasu przeczytania o równie pięknej jak ona Izabeli, również pragnącej miłości. Wtedy to dostajemy pierwszą prawdziwą lekcje życia: właściwi mężczyźni przychodzą zawsze w niewłaściwym momencie. Szansa, że ich dostrzeżemy i zatrzymamy jest taka, jak szansa na równowagę rynkową. Wracając do tych Niewłaściwych. Cóż, ich jest na pęczki. Pojawiają się na każdym rogu, na każdym zakręcie naszego życia, by wprowadzić chaos, a ostatecznie złamać serce. I tak stojąc na rozdrożu, podejmując decyzję kogo wpuścić do naszego życia podświadomie wiemy, że będzie to ten Niewłaściwy. W życiu trudno jest znaleźć mężczyznę, który spełni nasze oczekiwania. Nie jest to jednak niemożliwe lecz granica pomiędzy Właściwym a Niewłaściwym z biegiem czasu staje się relatywna. Im częściej nasze serce jest łamane i deptane, tym głębiej musimy zastanowić się kim jesteśmy, musimy odkryć w sobie Śnieżkę, a cynicznej Izabeli pomachać na pożegnanie z uśmiechem na ustach. Tylko pytanie wciąż pozostaje takie samo: czy nam się to opłaca? IZABELA MIZGAJSKA

6

LIBERTA marzec 2014


Felieton

Samoakceptacja

Coraz więcej słyszymy o zakompleksionych dziewczynach popadających w depresję z powodu swego wyglądu. Coraz więcej pojawia się programów telewizyjnych, które uczą jak skutecznie się odchudzać lub kiedy, jak i gdzie dokonywać operacji plastycznych. Niedorzeczne jest likwidowanie na nosie skrzywienia, którego nie ma. Niedorzeczne jest powiększanie biustu, gdy ma się rozmiar D lub stosowanie drastycznej diety przy wadze 50 kg. Przez takie programy i słabą psychikę wiele kobiet popada w anoreksję, bulimię oraz inne choroby mające związek z fizjologią i psychiką człowieka. Jesteśmy Bożym arcydziełem. Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę. A Bóg wiedział, że wszystko co uczynił, było bardzo dobre”(Rdz 1,27-31). Jeśli odrzucam siebie takiego, jakim stworzył mnie Bóg – błądzę. Obrażamy Boga mówiąc Mu, że jest absolutnym bezguściem. Poza tym ranimy samych siebie i zamiast iść przez życie z uśmiechem na twarzy, upadamy tak nisko, że często trudno jest się nam później podnieść. Szkoda, że większość ludzi, którzy planują kolejną operację upiększania swojego ciała nie zwraca uwagi na tych, którzy są sparaliżowani, nie mają rak i/lub nóg. Takim ludziom trudno cieszyć się każdą sekundą życia. Nie potrafią być w pełni szczęśliwi. Zatem, aby pokochać siebie trzeba zaakceptować swoje szeroko rozumiane ograniczenia i być dla siebie troskliwym opiekunem, a nie katem. ALEKSANDRA SMOLEŃ

LIBERTA marzec 2014

7


Felieton

Zero stresów

Gdy myślę o różnych sposobach wychowywania dzieci od razu mam przed oczami Wandę. Wandzia przekonana była o swojej wyższości nad innymi dziećmi, chociaż żadne z nas nie widziało w niej kogoś specjalnego. Mało które z nas – dzieciaków z klasy 5. i 6. - w ogóle lubiło Wandę. Ale ona miała coś, czego nie miał nikt lub nie miała tego, co miało każde z nas. Nie miała STRESU. Złego, paskudnego przekonania, że życie nie jest kolorowe, że przyjdzie czas, gdy będzie trzeba sobie radzić samemu. Pamiętam czas wystawienie ocen przed końcem roku szkolnego. Bieganie za nauczycielami, przekonywanie ich, że to właśnie ich przedmiot jest naszym ulubionym. Jednak nie każdy prosił i nie każdy był miły. Panna W. dowiedziawszy się, że nie dostanie na koniec szkoły podstawowej oceny celującej z religii poskarżyła się swemu tacie. A on postanowił w tej sprawie zadzwonić do biskupa. Nie wiem co spowodował ów telefon. Czy biskup się ugiął i zmył głowę księdzu, który uczył w naszej szkole. Jedno jest pewne. Rodzice są gotowi zrobić wiele dla swoich pociech, by te przypadkiem nie doznały jakiegokolwiek dyskomfortu psychicznego. Kim będzie panna W. gdy dorośnie i odkryje, że od Stresu uciec się nie da? Może to, że nie doświadczyła go zbyt wiele da jej więcej swobody, bo nie będzie myślała o konsekwencjach swoich czynów. Może to reszta społeczeństwa tkwi w błędnym przekonaniu, że dziecko musi wiedzieć co mu wolno a czego nie. Tylko czy jeśli dziecko tego nie wie, to czy będzie wiedzieć to późniejszy dorosły? Wiele mówi się w mediach o upadku wszelkich autorytetów. Polemizowałabym z każdym kto twierdzi, że to wina młodzieży. Może pokolenie ludzi, którzy Stres odczuli powinno mieć do swoich rodziców pretensje o to, że nie są świadomi tego jak wygląda prawdziwe życie? Nie wiem co stanie się za lat dziesięć, gdy moje dzieci będą usiłowały wystawić na próbę cierpliwość mamusi. Nie umiem też przewidzieć swoich reakcji ani tego, jakie będą wówczas realia. Możliwe jest, że tendencje w wychowaniu najmłodszych pogłębią się. Już teraz w wielu krajach dzieci dzwonią na infolinię, gdy „zły” rodzic czegoś zabroni lub za coś ukaże. Myślę natomiast, że powtórzę dzieciakom swoją rozmowę z tatą, gdy miałam lat 5. – Tato, czemu mnie bijesz? (moja reakcja na klapsa, plus oczywiście płacz o głośności 110 dB). – Bo cię kocham. MARIA TRYNDA 8

LIBERTA marzec 2014


Felieton

Nawet na to jesteś zbyt głupi!

Nie mając nic innego do roboty zaczęłam im się przysłuchiwać, choć nie oszukujmy się, słyszeli ich chyba wszyscy. Wypadające z ust kobiety słowa ,, Nawet na to jesteś zbyt głupi” były tak głośne, że na miejscu tego mężczyzny na pewno zapadłabym się pod ziemię. Przez pewien czas było mi go żal, a ponieważ kasa naszej kochanej kasjerce się zacięła (a w tym sklepie jest tylko jedna), wiedziałam, że będę miała przyjemność być świadkiem ich dalszej rozmowy. Nie ukrywam, że zaczęłam zastanawiać się, czym ów męczennik zawinił, jednak gdy odezwał się i on stwierdziłam, że wcale taki biedny nie jest. Gorzej! Był taki sam jak ona. Czy naprawdę pod wpływem emocji szukamy już najgorszych argumentów wobec drugiej osoby? Czy właśnie wtedy otwieramy się na szczerość? Nie mam pojęcia jaki „rodzaj” argumentów przypisywali sobie owi krzykacze, ale jestem przekonana, że kłótnia ta trwała jeszcze długo po tym jak wyszli ze sklepu. Kłótniami jesteśmy otoczeni dosłownie wszędzie – w domu, w szkole, w pracy, w miejscach publicznych, w mediach i tak można wyliczać i wyliczać. Jednak każdy z nas powinien zadać sobie pytanie, gdzie leży przyczyna sporu. Często zapominamy, że niewinna sprzeczka może doprowadzić do strasznych konsekwencji. Człowiek od początku swego istnienia ma w naturze zdolność do kłócenia się. Wielu nazywa to formą obrony swojej godności, jednak niewielu z nas myśli o tym, że w ten sposób ranimy drugą osobę. Człowiek jest istotą porywczą, skorą do gniewu, a postawienie siebie w sytuacji drugiego człowieka zdobyło niewielu ludzi na planecie. Ostra wymiana zdań w historii świata zebrała wiele plonów. Pamiętamy przecież, że niektóre bitwy były spowodowane drobną sprzeczką. Każdy człowiek chce być panem samego siebie, dlatego też nie potrafi przyjąć krytyki drugiej osoby, która czasami wyrażana jest bardziej doniosłym głosem. Wystarczyłoby tylko odnaleźć w sobie spokój, poszukać złotego środka, kompromisu. Fakt, współczesny świat zachęca ludzi do niezgody i wiem, że nie jesteśmy w stanie zmienić tego, by na świecie ich nie było. I co z tego, że wszyscy marzą o World Peace, (zwłaszcza kandydatki na Miss Universe), skoro niemożnością wydaje się wyjście z błędnego koła niezgody. Aby uniknąć kłótni jest wiele sposobów. Drobne kroki w modernizacji nikomu nigdy nie zaszkodziły, a czasami nawet zmieniały świat. Jeżeli zaczniemy patrzeć na siebie a potem na innych, może unikniemy sytuacji, w której za kilka lat za pojęciem rozmowa będziemy rozumieli obecną kłótnię, a nasze dzieci i wnuki będą tylko znały z naszych opowiadań czym kiedyś była rozmowa, o ile dożyjemy takich chwil. Jak już mówiłam – drobna sprzeczka prowadzi do ogromnych konsekwencji. ANNA STRÓŻYK

LIBERTA marzec 2014

9


Wywiad

Staram się jak najlepiej wykorzystać każdy dzień Wywiad z ks. Maciejem Stawskim

Szczęść Boże. Dziękuję, że zgodził się Ksiądz na spotkanie. Proszę nam opowiedzieć, jak Ksiądz poznał swoje powołanie? Powołanie zrodziło się w mojej rodzinnej parafii w Środzie Wlkp. Powstawała wtedy tam nowa parafia, nowy kościół, więc razem z kolegami w moim wieku chodziliśmy tam pomagać. Dosyć późno zostałem ministrantem, bo dopiero w VIII klasie szkoły podstawowej. O powołaniu myślałem, kiedy poszedłem do technikum rolniczego, ale w III klasie odeszła ode mnie ta myśl. W klasie maturalnej na nowo do mnie wróciła i zaraz po zdanej maturze wstąpiłem do seminarium. Wcześniej pracował ksiądz w kościele parafialnym. Czy mógłby Ksiądz porównać pracę w parafii i w klasztorze? W klasztorze jest wszystko bardzo dobrze poukładane, dlatego przypominają mi się czasy seminaryjne. W parafii trudno jest skoordynować czas np. godziny posiłków, ponieważ jest dużo więcej zajęć wieczorami. Rzeczywiście praca w Pniewach jest dla mnie nowym doświadczeniem. Szczerze mówiąc obawiałem się, że będzie mniej pracy niż w parafii, ale cieszę się, że jest możliwość pracy na płaszczyźnie przedszkola czy szkoły średniej, że mam kontakt z różnymi ludźmi. Poznałem też trochę zgromadzenie i mogę śmiało powiedzieć, że jest to zgromadzenie wychodzące do ludzi. Myślę, że w dzisiejszych czasach jest to niezwykle potrzebne. Co o Pniewach wiedział Ksiądz przed podjęciem pracy kapelana? Pniewy były mi znane zarówno z nazwy jak i z samego miejsca. Przyjeżdżałem tu na zakończenie roku formacyjnego dzieci i zawsze, gdy jechaliśmy na pielgrzymkę autokarową, a na trasie były Pniewy, staraliśmy się tutaj wstąpić. Nie jest więc to dla mnie całkowite nowe środowisko. Może nie było nigdy zażyłości między mną a siostrami urszulankami, ale miałem z nimi kontakt. Zresztą z tego co wiem, siostry urszulanki pracują też w Kurii, są związane z działalnością archidiecezji. Wiemy już, że lubi Ksiądz grać w piłkę nożną. Czy uprawia Ksiądz jeszcze inne sporty? Tak. Oprócz piłki nożnej uprawiam tenis ziemny, lubię jeździć na rowerze, grać w siatkówkę. Poza tym zawsze byłem zwolennikiem prowadzenia aktywnego trybu życia. Kiedy uczyłem w szkole, w dzień sportu zawsze stawałem do rywalizacji z uczniami. Skakałem w dal, kiedyś nawet próbowałem wzwyż, ale mi to nie wychodziło (uśmiech). Przez 10 lat trenowałem koreańską sztukę walki TAEKWONDO. Mogę się pochwalić, że trenowałem z mistrzem świata Soo Kwang Lee, który obecnie ma na świecie najwyższy stopień mistrzowski, czyli 9 dan. Czy te treningi nie wpłynęły na Księdza sferę duchową? Nie, choć przyznam, że bałem się, iż jest to niebezpieczne. Niebezpieczeństwo płynie jednak nie z trenowania sztuk walki lecz z medytacji. Mogę otwarcie powiedzieć, że nie było żadnego medytowania, tylko rozgrzewka i konkretny trening. Jeśli już mówimy o aktywnym trybie życia, to gdzie wypoczywa Ksiądz najchętniej? Lubię i góry, i morze. Ważne, że odpoczywam w kraju. Może 5% mojego wolnego czasu spędziłem poza granicami. Kocham Polskę i lubię ją zwiedzać. Ostatnie wakacje spędziłem w Trójmieście. 10

LIBERTA marzec 2014


Wywiad A ulubiona książka, film? (śmiech) Dla mnie najpiękniejszym dziełem literackim jest Pismo Święte. Szczerze mówiąc przez ostatnie 4 lata, natłok pracy w parafii był tak duży, że naprawdę bardzo ciężko było znaleźć chwilę wolnego na książkę. Ostatnia książka jaką czytałem była związana z kard. Wyszyńskim pt. „List do moich kapłanów”. Wiem, że to typowo formacyjna lektura dla kapłanów, ale ostatnio rzadko sięgam do typowych powieści. Co do filmów… lubię filmy przygodowe, fantastyczne mniej. W takim razie jak spędza Ksiądz czas wolny? Lubię słuchać muzyki. Oprócz heavy metalu i disco polo słucham praktycznie każdego rodzaju muzyki. I polską, i zagraniczną. Bardzo lubię zespół WILKI. Z tego co już o Księdzu wiemy, humanistą raczej Ksiądz nie jest?(śmiech) Mam umysł ścisły, dlatego też zdawałem maturę z matematyki (wtedy był to jeszcze przedmiot dodatkowy). Skoro na dobrą książkę nie ma Ksiądz czasu, to pewnie na rozwijanie swoich pasji również brakuje czasu? Dokładnie. Kiedyś moją pasją była filatelistyką. Dziś nie mam konkretnego hobby i musze to przyznać z czystą uczciwością. Nie mam jednolitej mega pasji. Lubię za to dreszczyk emocji. Lubię czuć w moich żyłach adrenalinę. Na przykład kiedyś jako pasażer miałem możliwość latania szybowcem. Brałem też udział w rajdach samochodowych (znów jako pasażer) związanych z firmą Toyota, gdzie mam serdecznych przyjaciół. Niestety są to wydarzenia, które pojawiają się od czasu do czasu, ale za to potrafią dostarczyć mi adrenaliny. Na co dzień preferuję ruch. Lubię wsiąść na rower i chyba właśnie to mógłbym określić mianem hobby. Jestem człowiekiem, któremu powiedzenie „w zdrowym ciele zdrowy duch” jest bardzo bliskie. Wspomniał Ksiądz o przyjaźniach. Ma Ksiądz sporo przyjaciół? Bardzo cenię przyjaźń i moich przyjaciół, których mam zarówno wśród księży jak i wśród osób świeckich. Uważam, że w dzisiejszym świecie człowiekowi trudno jest żyć bez przyjaciela. Nikt przecież nie chce być samotną wyspą. Jakie są Księdza autorytety? Nie mam jednego autorytetu, ale wiele postaci jest mi bliskie. O. Pio, św. Idzi, ks. Jerzy Popiełuszko … Są to postacie, które twardo stąpały po świecie i ja też tak żyję. Żaden z nich się nie bał, a jednocześnie byli tacy prawdziwi, mieli swoje wady i słabości jak każdy człowiek. W nauczaniu bardzo mocno przychyliłbym się do bł. Jana Pawła II. Co do postaci niezwiązanych z Kościołem…tu miałbym większy problem (śmiech). W takim razie jak każdy człowiek twardo stąpający po ziemi, mający swoje wady i słabości, ma Ksiądz swoje marzenia. Zdradzi je nam Ksiądz? Nie jestem człowiekiem, który kreśli swoją przyszłość marzeniami. Powiem szczerze, że nie mam marzeń, które by się zrealizowały w moim życiu. Jestem człowiekiem, który raczej życie rzeczywistością, niż takim, który stwarza sobie jakieś iluzje. W marzeniach może pojawić się niebezpieczeństwo, że człowiek będzie robił wszystko i za wszelką cenę, żeby jakieś marzenie zrealizować. Być może dlatego ja nie mam marzeń, żyje codziennością i staram się jak najlepiej wykorzystać każdy dzień. Dziękuję za rozmowę.

LIBERTA marzec 2014

11


Na co dzień...

Na przerwach...

12

LIBERTA marzec 2014

Liberta 27  

marzec 2014

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you