Issuu on Google+

CENA: 13zł w tym 8%VAT NR 69/01/2013 STYCZEŃ

TATTOO CONVENTION

INDEKS 233021

BRUSSELS

ISSN 1897-3655

KUDI CHICK

RICH PINEDA MARCIN ŁUKASIEWICZ FABIAN LANGES FRANCESCA DU DEMON 3RD. INTERNATIONAL


LUTY 2013

8

26

8

22nd International Tattoo Convention Berlin

18

Andrzej Lipa Lipczyński

26

Vincent Hocquet

32

Iban Maya

40

Inspiracje - Dmitry Vtorushyn

46

Tattoo Expo Zwickau 2013

52

Tattooexperiment by Tofi

54

Ivano Natale

62

Kudi Chick - Moni Black

66

18

32

REDAKTOR NACZELNA: Aleksandra Hałatek REDAKCJA: Radosław Błaszczyński, Krystyna Szymczyk, Karolina Skulska STALI WSPÓŁPRACOWNICY: Darek (3fala.art.pl), Raga, Dawid Karwowski OPRACOWANIE GRAFICZNE: Asia WYDAWCA: FHU Koalicja, ul. Szpitalna 20-22/s5, 31-024 Kraków www.tattoofest.pl tattoofest@gmail.com MARKETING I REKLAMA: tattoofest@gmail.com DRUK: IntroMax, www.intromax.com.pl ISSN 1897-3655 Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych tekstów i nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Ciekawe /Nadesłane


od redakcji

O

dwilż pod koniec stycznia napawa mnie optymizmem. To nic, że jako osobie nieprzystosowanej do tego, co dzieje się na zewnątrz łatwo przemoczyć buty, a woda kapie na głowę za każdym razem, gdy przechodzę wzdłuż jakiegoś budynku. Nie uważam tego za uciążliwe, a za ewentualny spadek formy obwiniam raczej mróz i brak promieni słonecznych, choć biorąc pod uwagę, że redakcja TF, jak wiele innych krakowskich biur czy raczej pubów, znajduje się pod ziemią, pora roku nie odgrywa tu znaczącej roli. Nieco martwi fakt, że warunki pogodowe panujące na zewnątrz niebawem ulegną zmianie i zima powróci, w końcu teoretycznie zostało jej jeszcze kilka dobrych tygodni panowania. Na szczęście śnieg właśnie tym różni się od tatuaży, że szybko znika i   nie pozostawia po sobie śladu. Chociaż zapewne znalazłaby się liczna grupa, która oczekiwałaby od tych drugich podobnych właściwości. „Bio tatuażom” nie udało się jednak zaistnieć na rynku, bo nie spełniły oczekiwań odbiorców. Mimo tego, raz na jakiś czas zdarza się, że ludzie pytają o możliwość ich wykonania, a w sieci nie brakuje informacji o barwnikach posiadających cudowne właściwości. Zwolennicy przekonali się jednak, że mimo obietnicy stopniowego wywabiania z biegiem czasu, kolory co

najwyżej tracą na intensywności. My w każdym razie cenimy tatuaże właśnie za to, że są trwałe i z uporem maniaka pokonujemy wiele kilometrów, aby je oglądać, fotografować i pokazywać na łamach TF. W tym celu udaliśmy się ostatnio do Berlina i Zwickau, więc lutowy numer obfituje w niemieckie akcenty. Podróże w lecie są oczywiście znacznie przyjemniejsze, ale ponieważ naszą strefę klimatyczną charakteryzują 4 pory roku, trzeba umieć funkcjonować w każdych warunkach. Kilka zimowych wyjazdów wciąż jeszcze przed nami, mam nadzieję, że sytuacja z autostrady za Wrocławiem, kiedy to w drodze do Zwickau szosa dosłownie zniknęła nam z oczu, więcej się nie powtórzy. Nienajlepsze warunki do prowadzenia auta panują też przeważnie na początku grudnia, kiedy spędzamy weekend w Berlinie. Być może, między innymi, był to powód, który doprowadził do podjęcia przez organizatorów tamtejszej konwencji bardzo istotnej decyzji. Jakiej? Tego dowiecie się od Radka, kilka stron dalej. Na szczęście, ósma edycja Tattoofestu tradycyjnie już odbędzie się w czerwcu, więc oblodzone drogi nikomu nie utrudnią dotarcia do nas, nie przeszkodzą w dobrej zabawie i spędzeniu weekendu w świetnej atmosferze. Oby do wiosny!

Krysia

prenumerata tattoofest! Prenumerata: • Koszt jednego magazynu to 13 zł • Za 78 zł dostajesz 6 numerów + 1 w prezencie • Istnieje możliwość zakupu archiwalnych numerów • Po wpłacie na konto przesyłka na terenie kraju gratis • Przy przesyłce pobraniowej i zagranicznej doliczamy jej koszty • Bez awizo w Twojej skrzynce pocztowej!! Zamówienia: 12 433 38 90 tattoofest@gmail.com

Przelewem na konto: Radosław Błaszczyński 02 1540 1115 2064 6060 0446 0001 • Dopisz od którego numeru zamawiasz prenumeratę. Jeśli chcesz otrzymać fakturę, koniecznie poinformuj nas o tym w trakcie zamówienia.

OKŁADKA - fot. Carsten

Wpłata: Przekazem pocztowym na adres: FHU Koalicja ul. Szpitalna 20-22/s5, 31-024 Kraków


Wszystkie zdjęcia sytuacyjne wykonał Arkadiusz Kera-Kerson

22nd International Tattoo Convention

BERLIN

To nie będzie zbyt obszerna relacja. Myślę drodzy czytelnicy, że nie jesteście z nami od niedawna i mieliście już okazję dowiedzieć się co nieco o tym festiwalu z wcześniejszych tekstów, tych sprzed roku, dwóch, a nawet i pięciu. Wielu z Was odwiedziło go osobiście, więc ma pewne wspomnienia i subiektywne odczucia. Na tej imprezie w zasadzie nic nie zmieniło się przez lata, czasami jedynie lokalizacja, czasem jest więcej Polaków, a czasem trochę mniej. Jednym razem zimno, a innym cieplej. Niuanse nie są generalnie wyczuwalne, liczba zadowolonych jak i narzekających zawsze podobna i nie ma ona wyraźnego wpływu na frekwencję w kolejnym roku.

Frekwencja, jak wspomniałem, jest co roku podobna - szacuję ją na kilkanaście tysięcy odwiedzających. Promocja festiwalu opiera się na sprawdzonych działaniach: stronie internetowej, poczcie pantoflowej i oblepieniu miasta plakatami (które swoją drogą częściej odstraszają niż zachęcają). Tylko tyle i aż tyle. Wystarczy, żeby nie polec. Całość przygotowana na poziomie, można ponarzekać, ale nie śmiertelnie się obrazić. Spora ilość pustych boksów, spóźnione odpowiedzi na maile czy

Radek Ps. Ważna zmiana! Od tego roku zimowa, międzynarodowa edycja zostaje przeniesiona na początek sierpnia, dokładnie na jego pierwszy weekend. Za to prawdopodobnie w grudniu będzie organizowana druga konwencja o nieco mniejszej skali, która od dwóch lat odbywała się w miesiącach letnich.

Pamiętacie Makani Terror?

Mam wrażenie, że tatuaż wdarł się z impetem do tabloidów, mediów, świata mody, sportu i show biznesu. Owszem, był tam już kilka lat temu, ale w sposób bardziej nieśmiały i towarzyszyło mu pytanie „czy przyciągnie nam klientów czy raczej ich odstraszy?”. Teraz jest wszędzie, nagłaśniany przez megafony. W naszym środowisku jest jakby spokojniej, mnóstwo klientów i konkurencji, jednak coraz mniej charakterystycznych i kreatywnych projektów, a więcej komercji i kiczu. Czekają nas ciekawe lata, liczę na to, bo tatuaż potrzebuje świeżości. Odpoczynek i stagnacja muszą wreszcie się znudzić i przerodzić w kolejną rewolucję. Jeśli jednak pominie ona konwencję w Berlinie, nie będę zawiedziony, bo czuję do niej sympatię za to właśnie, jaka jest!

Tofi w roli modela

Organizatorzy dbają o zgromadzenie osób posiadających jako taką znajomość sztuki tatuowania. Do tego zapraszają najbardziej rozpoznawalnych artystów, jak Robert Hernandez, Boris, Mike DeVries, Guil Zekri czy Nick Morte, jednak ich obecność już tylko na nielicznych robi wrażenie. Po raz kolejny podczas fotografowania prac pokazywanych w konkursach przekonałem się również, że poziom tatuowania bardzo się wyrównał i coraz trudniej jest czymś zaskoczyć. Nadchodzą dobre czasy dla artystów, którzy mają pojęcie o rysunku, plastyków, potrafiących przełożyć swoje umiejętności na skórę biorąc pod uwagę jej możliwości, ale także ograniczenia.

brak aktualnych informacji to utrudnienia świadczące o problemach na linii organizator - wystawca. Do tego jeden punkt gastronomiczny i prawie ten sam program artystyczny, ale mnie i tak się podoba!

Aneta na sesji u Andrzeja Lipy Lipczyńskiego

TATTOOFEST 8

Nieliczne, czyli np. lubiana przeze mnie Bruksela czy Gdańsk, giną w natłoku gniotów i pomyłek. Po co więc taki Berlin ma starać się jeszcze bardziej?

7-9.12.2012

Na tym mógłbym właściwie zakończyć, ewentualnie odesłać Was do lektury wspomnianych, archiwalnych numerów TF. Mogę Was również zanudzać suchymi faktami, kto był, kto nie dojechał, kto pokazał na scenie jakieś show, wymienić nagrodzonych artystów, kogoś ozłocić, a innego skarcić. Tylko kogo to obchodzi? Tak więc nie będzie to w zasadzie żadna relacja, raczej swego rodzaju felieton, moja kolejna próba zmierzenia się z tematem: „Co dobre a co złe? Co zmienne a co nie?”. Konwencja w Berlinie jest jedną z najstarszych na naszym kontynencie. Kiedy odbywała się jej pierwsza edycja nikt zapewne nie myślał, że w 2013 roku w Europie będzie podobnych imprez ponad 200! W samych tylko Niemczech, do końca grudnia zaplanowano ich około 50ciu. Zastanawiam się, dlaczego Berlin jest tak różnie oceniany? Plusem jest na pewno wspaniałe miasto, do którego wiele osób ma sentyment, najlepsi artyści z całego świata i dobry dojazd. Z drugiej strony zniechęca stagnacja, przewidywalność, organizacyjne potknięcia (które zdarzają się również na innych festiwalach, ale po tylu latach praktyki można by próbować je eliminować). Czy mamy zbyt duże oczekiwania? Możliwe. Ja jednak wolę tych kilka niedociągnięć i złoszczę się raczej na inne konwencje, które powstały w ostatnich latach - małe, nudne, rozczarowujące i pozbawione stylu. Każda nowa jest jedynie próbą powielenia tych samych schematów.

TATTOOFEST 9


Anabi, Anabi-Tattoo, Szczecin

Silvano Fiato, Włochy Manuel Mathow, Signs and Wonders, Niemcy

Cris Benkert, LebensArt Tattoo, Niemcy

Anabi, Anabi-Tattoo, Szczecin Bartosz Panas, Caffeine Tattoo, Warszawa

Pamiątki z konwentu

Wszystkie zdjęcia sytuacyjne wykonał Arkadiusz Kera-Kerson

TATTOOFEST 10 TATTOOFEST 11

Narady jury

Nagrodzeni artyści, ich modele i zdobyte trofea


TATTOOFEST 12 Silvano Fiato, Włochy

Silvano Fiato, Włochy

Florian Karg, Flo-Vicious Circle, Niemcy

Alexandr Pashkov, Tattoo X, Rosja

Karl, Kreuzstich Tattoo, Niemcy

Silvano Fiato, Włochy

Adriaan Machete, Machete Death Gallery, Niemcy

Henni, Careless Tattoo, Niemcy

22nd International Tattoo Convention

BERLIN

TATTOOFEST 13


TATTOOFEST 14 Julian Siebert, Corpsepainter Tattoo, Niemcy

Mattia Rivolta, Ueo Tattoo, WĹ‚ochy

Noi Siamese III, 1969 Tattoo, Norwegia

Alexandr Pashkov, Tattoo X, Rosja

Wu, Night Action Tattoo, Tajwan

22nd International Tattoo Convention

BERLIN

TATTOOFEST 15


Tofi, Ink-Ognito, Rybnik

Mattia Rivolta, Ueo Tattoo, Włochy

Roma Lis, Rosja

Wu, Night Action Tattoo, Tajwan

22nd International Tattoo Convention BERLIN

Kosa, Speak in Color, Wodzisław Śląski

Matias Colombatti, Argentyna

TATTOOFEST 16 TATTOOFEST 17


W drodze na

koncert

Po przeczytaniu tekstu nadesłanego przez ANDRZEJA LIPĘ LIPCZYŃSKIEGO stwierdzam, że jeden z polskich zespołów miał sporo racji śpiewając, że „koledzy są najważniejsi”. To oni motywowali go do pracy, towarzyszyli podczas powstawania pierwszego wzoru na jego skórze i załatwiali staże. Dziś Andrzej świetnie radzi sobie sam, a ten rok z pewnością będzie dla niego wyjątkowy, ponieważ już niebawem czeka go kilka dalekich podróży. O tym gdzie się wybiera i innych, ciekawych faktach z życia opowie poniżej.

TF: Z tego co wiemy, Pomorze nie jest twoim rodzinnym regionem. Kiedy zdecydowałeś się na przeprowadzkę oraz jakie okoliczności doprowadziły cię do wykonywania aktualnego zawodu? Lipa: Pochodzę z małej gminy Tułowice, która znajduje się w województwie opolskim. Tam się wychowywałem, uczyłem i rozrabiałem. Edukacja nie trwała zbyt długo, skończyłem tylko zawodówkę i zaraz potem poszedłem do wojska. Serio, byłem tam i nie żałuję. Już w czasach podstawówki moją mocną stroną był rysunek. Ozdabiałem zeszyty, brudnopisy i ławki. Malowałem po wszystkim, co tylko wchłaniało farbę. Nawet na ubraniach miałem surrealistyczne i śmieszne wzory. Oczywiście ten mój talent punktował tylko na plastyce… Przyznaję, nie lubiłem się uczyć. Kiedy wchodziłem w dorosłe życie, czyli skończyłem 18 lat, moje zainteresowanie tematem TATTOOFEST 18

tatuaży rozkwitło. Pewnego dnia doszły mnie słuchy o pewnym chłopaku wykonującym je w domu. Długo się nie zastanawiając, poszedłem do niego w towarzystwie kumpla. Umówiłem się na termin i zrobiłem sobie pierwszy tatuaż (który do dziś był przykrywany już 3 razy). Po tej dwugodzinnej sesji byłem tak zafascynowany całym procesem, że jeszcze tego samego dnia wraz z kolegą własnoręcznie skonstruowaliśmy maszynkę. W dwa miesiące zrobiłem ponad 60 „tatuaży”, po czym poszedłem do wojska, gdzie przez okrągły rok szlifowałem rysunek. Po zakończeniu służby pojechałem na koncert do Sopotu i tak jakoś wyszło, że zostałem do dziś. Na początku trudno było mi się odnaleźć. Czułem się jak biedny chłopczyk z prowincji w dużym mieście. Najpierw pracowałem na plaży gdzie robiłem tatuaże henną. Przyznam, że zarabiałem na tym całkiem nieźle!

Andrzej Lipa Lipczyński

TATTOOFEST 19


Niestety, po sezonie letnim musiałem szukać innego zajęcia. Jako wyspecjalizowany ślusarz znalazłem zatrudnienie w małej firmie w Pruszczu Gdańskim. Zabawiłem tam jednak tylko 3 miesiące, a potem sprzedawałem butelki po piwie. W tym czasie mój kolega namawiał mnie, abym kupił profesjonalną maszynkę i wrócił do tatuowania. Po namyśle pożyczyłem od babci pieniądze na sprzęt. Zaraz potem znajomy załatwił mi fuchę rysownika w sopockim studio Macieja Fludzińskiego, gdzie rysowałem wzory dla klientów. Po jakimś roku tatuowania w domu trafiłem do „Stoneheads Tattoo”, mieszczącego się na gdańskiej starówce i zostałem tam na jakieś 6 lat. TF: Co skłoniło cię do zmiany miejsca pracy? Lipa: Jednym z moich marzeń było dostanie się pod skrzydła kogoś posiadającego duże doświadczenie. Chciałem się rozwijać i poznawać świat tatuażu dzięki TATTOOFEST 20

ludziom mocno z nim związanym. Któregoś dnia spotkałem się z Zappą, który jest dla mnie taką właśnie osobą, chwilę porozmawialiśmy i tak trafiłem do super fajnej „Cykady”, gdzie pracuję od dwóch lat. Teraz właśnie zmieniliśmy lokal i mimo wygód jakie za tym idą, będę tęsknił za starym miejscem, ponieważ znajdowało się w idealnej części Sopotu - dookoła cisza i spokój. Teraz będziemy mieć 100 metrów kwadratowych strychu i 80 metrów studia, co znaczy, że znajdzie się przestrzeń na malowanie i imprezowanie. Często zapraszamy artystów, którzy tatuują gościnnie, nie ma więc obaw, że się nie pomieścimy.

to wciąż jeszcze sprawia mi dużo trudności, ale powoli idę do przodu. Cenię otwartych klientów, którzy potrafią słuchać, wiedzą po co i do kogo przyszli. Moją uwagę zwróci każdy tatuaż zrobiony przyzwoicie jak na dzisiejsze czasy, a wiadomo, że poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko. Podobają mi się zarówno te realistyczne jak i z mocnym konturem. Moje obrazy natomiast tematycznie zupełnie odbiegają od tego, co umieszczam w pracach na skórze. Na razie maluję akrylami, ale w tym roku planuję przejść na farby olejne. Z braku czasu rysuję rzadko, zdecydowanie częściej sięgam po pędzle, ale tylko zimą. Latem ciągnie mnie za miasto.

TF: Jakie tematy najchętniej poruszasz i z kim lubisz współpracować? Lipa: Z przyjemnością tatuuję motywy zwierzęce. Zwierzaki są ekstra. Kocham wszystkie, od robaków po dinozaury. Uczę się tatuować wszelkie postacie, bo

TF: Ostatnio spotykamy się na różnych imprezach poza granicami kraju. Zdaje się, że postanowiłeś dużo podróżować? Lipa: Tak, to prawda. Teraz chcę skupić się na wyjazdach. Lubię je, do tego coraz częściej gdzieś mnie zapraszają,

więc korzystam. Co do konwencji to myślę, że nie mam jeszcze dostatecznego doświadczenia, żeby je oceniać, ale szczerze mogę polecić te w Budapeszcie i w Brukseli, no i oczywiście nasze krajowe. One są najfajniejsze, bo wszyscy się znamy. W tym roku zaplanowałem też kilka guest spotów. W połowie lutego będę pracował w „Lowbrow Tattoo Parlour” w Berlinie, z początkiem marca wybieram się do Hong Kongu do „Freedom Tattoo” i do studia „STR Body Modifications” w Sydney. W maju odwiedzę „Human Fly” z Madrytu, a w czerwcu „Alte Liebe Tätowierungen” z Hamburga. To moje pierwsze tego typu wyprawy, więc jestem trochę zestresowany. Planuję jeszcze kilka innych, ale te niech na razie zostaną tajemnicą. To chyba tyle o mnie. Serdecznie pozdrawiam rodzinę, znajomych i czytelników! Tatuujcie się więcej! Peace. P.S. „Cykadę” znajdziecie teraz na ul. Niepodległości 821/1. TATTOOFEST 21


TATTOOFEST 22 TATTOOFEST 23

Andrzej Lipa Lipczyński

www.facebook.com/andrzej.l.lipczynski * www.cyk ada.org


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam oglądać dotworkowe tatuaże. Cenię je za delikatność, misterne wykonanie i efekt wizualny osiągany często przy użyciu samych kropek. Tworzeniem tego typu obrazów wciąż nie zajmuje się zbyt wiele osób, mimo tego, że mają one licznych zwolenników. Jednym z artystów, który się tego podejmuje, jest

Vincent Hocquet

z belgijskiego studia „Beautiful Freak Tattoo”, a  jego specjalnością są niestandardowe, odważne, geometryczne kompozycje. Kontakt udało mi się nawiązać w dość trudnym dla niego okresie, tym bardziej jestem wdzięczna za poświęcony mi czas. Krysia

TF: Od kiedy wykonujesz tatuaże? Vincent: Zacząłem je robić pod koniec ‘96 roku, a prace w stylu dotwork zainteresowały mnie jakieś 4 lata później. Lubię je za to, że świetnie wygląda na ciele, podoba mi się także sposób, w jaki te tatuaże się starzeją. TF: Co sprawia problemy w kreowaniu tego typu projektów? Pierwsze, co zawsze przychodzi do głowy, to zachowanie symetrii… Vincent: Myślę, że najtrudniejsze jest dopasowanie kompozycji w ten sposób, aby idealnie współgrała z ciałem. Każdy może umieścić odbitkę ze wzorem na skórze, ale nie każdy zrobi to tak, jak należy. Przede wszystkim nie tworzę wcześniej całego projektu na papierze, buduję go na człowieku, więc pracuję z czyimś konkretnym kształtem. Poszczególne fragmenty tatuażu mają jeszcze szansę ewoluować w miarę postępu sesji i często tak się dzieje. Do wykonywania takich TATTOOFEST 26

prac można używać tych samych maszyn czy igieł jak przy innych, ale ponieważ są one często monochromatyczne, kompozycja i flow są jeszcze bardziej istotne. TF: W jaki sposób należy się do ciebie zgłaszać? Vincent: Powiem szczerze, że niełatwo jest się ze mną umówić. Pracuję jedynie nad dużymi, zaczętymi już projektami. Nie przyjmowałem nowych osób przez 2,5 roku, dopiero ostatnio wpisałem kilka. Zawsze mam około czterdziestu stałych klientów i dopiero kiedy kończę jedną kompozycję, dodaję pierwszą osobę z listy oczekujących. Jest mi bardzo przykro, że musiałem odmówić wielu ludziom, ale każda praca wymaga licznych spotkań. Uważam, że gdy projekt zostanie rozpoczęty, należy dać jego właścicielowi szansę na w miarę szybkie ukończenie go. Nie byłoby to możliwe, gdybym miał więcej pozaczynanych tatuaży.

TF: Czy dotworkowe prace muszą ograniczać się do czerni i czerwieni? Vincent: Mogę użyć każdego koloru, nie sięgam tylko po te dwa wymienione, choć faktem jest, że to one są najbardziej widoczne w moich tatuażach z ostatnich lat. Aktualnie jestem w trakcie tworzenia kilku dużych, multikolorowych kompozycji. TF: Jak myślisz, czy twoi klienci koncentrują się bardziej na efekcie wizualnym, czy na znaczeniu tatuażu? Co jest ważniejsze dla ciebie? Vincent: Szczerze mówiąc, ich przesłanki niespecjalnie mnie interesują. Mogę wykonać coś bardzo symbolicznego, szukać porozumienia z człowiekiem i zobrazować jego historię. Ważne jest dla mnie bym mógł zrobić ciekawą pracę, z której będę zadowolony. TF: Podróże i guest spoty. Vincent: Wyjazdy zawsze są ekscytujące. Poznawanie nowych kultur i praca

z  innymi artystami to pasjonujące doświadczenia. Każdy tatuator ma swoje rozwiązania, które stosuje w technice, rysunku, zarządzaniu studiem, czy w znajdowaniu nowych inspiracji. Wszystkie one mogą być wciąż rozwijane i ulepszane, bo zawsze jest coś, czego jeszcze można się nauczyć. Ja lubię dzielić się moją wiedzą z innymi i uważam za bzdurę posiadanie tak zwanych „tajemnic zawodowych”. Artysta powinien być otwarty i dawać światu jeszcze więcej szans na powstawanie dobrych prac. W ciągu ostatnich lat sporo podróżowałem, ale w tym roku skupię się głównie na moim salonie w Belgii. Mam tutaj znakomity zespół, tworzy go Eva „Mpatshi” Vanrysselberghe i artyści przyjeżdżający regularnie na guest spoty - Lutz Lehman z Niemiec, Horitatsu z Japonii i Nazareno Tubaro z Argentyny. Do tego mam nowego ucznia, co jest dla mnie również dość emocjonujące. TF: Czy jest coś, co chciałbyś przekazać czytelnikom? Vincent: Wybierajcie tatuujących Was artystów rozsądnie, oglądajcie i porównujcie portfolio i nie bójcie się podróżować, aby uzyskać dobry tatuaż. TATTOOFEST 27


TATTOOFEST 28

TATTOOFEST 29


TATTOOFEST 30 TATTOOFEST 31

www.facebook.com/pages/Beautiful-Freak-Tattoo www.facebook.com/beautifulfreaktattoo www.beautifulfreaktattoo.com


WIELKI PLAC ZABAW

TF: Kiedy tatuaż stał się dla ciebie interesujący? Iban: Odkryłem go gdy miałem 15, może 16 lat, a zawdzięczam to skateboardingowi i punk rockowi. W obu tych środowiskach było sporo osób, które coś tworzyły - ulotki, plakaty czy grafiki na deskorolki. Wiele z nich miało na sobie po kilka tatuaży, więc to wszystko na mnie oddziaływało. Pewnego dnia zdarzyło mi się poznać ludzi, którzy jeździli na deskach w tym samym miejscu gdzie ja i co tydzień na ich ciałach pojawiały się nowe obrazki. Zainteresowałem się tym jak je robią i poprosiłem, żeby nieco mnie wtajemniczyli. Pozwolili spróbować mi pracy maszynką domowej roboty. Myślałem, że to będzie bardzo łatwe. Oczywiście okazało się, że potwornie się myliłem! W każdym razie pomogli mi na samym początku, a przede wszystkim zainspirowali do rozwijania tego zainteresowania. Na szczęście, osoby z mojego środowiska były głodne tatuaży, mogłem więc dużo ćwiczyć. Im bardziej moje zaangażowanie rosło, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, jak ważny jest rysunek, i że muszę się w nim podciągnąć. Jako dziecko niespecjalnie się tym interesowałem, dlatego zapisałem się do czteroletniej szkoły plastycznej. Wierzę, że jeśli stale się rysuje, jest się coraz lepszym. Trzeba również zrobić swego rodzaju rekonesans, zapoznać się z dokonaniami innych artystów - klasycznych i współczesnych malarzy, ilustratorów, ze wszystkim, co może nasunąć nowe rozwiązania. Kombinacji barw można uczyć się nawet od samej natury! TF: Czy Berlin to twoje rodzinne miasto? Iban: Nie. Pochodzę z Meksyku, ale gdy zainteresowałem się tatuażem, doskwierał mi brak wiedzy, chciałem poznać kraje, w których ta forma sztuki jest bardziej rozwinięta. W 2000 roku wyjechałem do Europy, podróżowałem przez rok, wróciłem do Meksyku na kolejny i w końcu w 2002 sprowadziłem się do Berlina, gdzie mieszkam już 10 lat. Znalazłem moje miejsce na ziemi. Jest tu wiele rzeczy, które zawsze mnie interesowały. Miasto jest jak wielki plac zabaw, na którym wciąż odkrywam coś nowego. To raj, gdzie można być sobą, czuć atmosferę wolności i postępowe myślenie ludzi. Miałem szczęście, że znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i spotkałem osoby, które bardzo mi pomogły.

Iban Maya to następny prezentowany

przez nas artysta mieszkający w Berlinie i szalenie cieszący się tym faktem. Przez lata pobytu w stolicy Niemiec zdążył się już świetnie zadomowić i wraz z przyjacielem doczekać własnego miejsca do pracy. Nazwa studia padła już na łamach TF przy okazji wywiadu z jego wspólnikiem, jednak aby dowiedzieć się z kim Iban dzieli przestrzeń, musicie przeczytać wywiad do końca. TATTOOFEST 32

TF: O czym myślisz zaczynając nowy tatuaż? Iban: Gdy rozmawiam z kimś podczas konsultacji, usiłuję uzyskać jak najwięcej informacji, żeby dobrze zrozumieć pomysł i mieć jakieś wyobrażenie o guście jego właściciela. Najważniejsze rzeczy, które staram się osiągnąć w tatuażu, to dopasowanie obrazu do ludzkiego ciała w taki sposób, aby po prostu dobrze tam wyglądał, a wiadomo, że każdy z nas zbudowany jest trochę inaczej. Często podczas pierwszego spotkania rysuję trochę na moich klientach, poznaję z grubsza ich budowę i dopasowuję rozmiar pracy. Następna jest kompozycja, musi być dynamiczna i wyważona, elementy powinny współgrać ze sobą i być czytelne. Za istotne uważam też dopasowanie wzoru do osobowości. Próbuję wydobyć to, co jest w kimś specyficzne. Gdy już wiem, co to takiego, mogę dodać pewne detale. Oczywiście, nie za każdym razem jest to konieczne. Nie chciałbym wkomponować do pracy symbolu czy czegoś, co nie reprezentuje danej osoby czy kłóci się z jej przekonaniami. TF: Preferujesz duże kompozycje czy prace możliwe do wykonania podczas jednej sesji? Iban: Powiedziałbym, że najbardziej lubię być proszony o zrobienie tatuażu średniej wielkości, a okazjonalnie o te większe. Z nimi jest dużo zabawy, wymagają ogromnego wkładu pracy, odpowiedniego przygotowania i czasami trzeba czekać bardzo długo, aż zobaczy się efekt końcowy. To oczywiście satysfakcjonujące, ale z drugiej strony cieszę się, gdy mogę dokończyć tatuaż podczas jednego posiedzenia. Zadowolenie przychodzi od razu i to działa relaksująco… Można poczuć się jak na wakacjach, ha, ha.

TF: Kolekcjonujesz maszyny? Masz jakieś doświadczenia w ich konstruowaniu? Iban: Nie, nie robię tego, poza tym, że posiadam w domu kilka, które są już na emeryturze. Niektóre z nich miały swoje dni chwały i były ze mną przez parę lat. Myślałem, że to najlepsze maszynki, jakie kiedykolwiek miałem, ale po jakimś czasie pracowało mi się niekomfortowo, próbowałem je przestawiać i uczynić odpowiednimi do danego typu pracy, ale to już nie pomagało. Mam też kilka takich, z których nigdy nie byłem zadowolony. Teraz, jeśli mam kupić nową, pytam przyjaciół, czy mogą jakąś polecić. Mam zaufanie do tych, w całości wykonanych ręcznie. Są trwałe i z dobrych materiałów. Według mnie, najlepsze maszyny robią sami tatuatorzy, bo wiedzą na co zwrócić uwagę. 4 moje ulubione, których aktualnie używam, są właśnie takiego autorstwa. Ludzie powinni inwestować w dobry sprzęt, bo to może mieć duże znaczenie dla ich pracy. Kilka lat temu starałem się zbudować jedną maszynę z drobną pomocą i instrukcjami znajomego. Było przy tym dużo zabawy, ale oczywiście mi się nie udało. Działała beznadziejnie! Na tym trzeba się po prostu znać. TF: Jakie dobre i nienajlepsze cechy posiadasz? Iban: Hmmm, zacznę od dobrych. Myślę, że jestem kimś, kto próbuje być w porządku wobec innych, nie wykorzystuję ludzi ani sytuacji, w jakich się znaleźli. Mam szacunek do naszej planety i innych form życia. Do tego jestem zabawny i przystojny ;). Teraz te złe… Dorastałem jako jedynak, więc byłem rozpieszczany i przekupywany. Do dzisiaj zostało we mnie coś z tamtych lat… Bywam leniwy, potrzebuję czasu na pozbieranie się i rozpoczęcie działania. Nieraz też należy przypomnieć mi o czymś kilka razy. TF: Myślałeś kiedyś o tym, aby mieć inną profesję? Iban: Miałem szczęście, że odkryłem tatuowanie we wczesnym etapie mojego życia. Skupiłem się na tej jednej rzeczy i próbowałem dowiedzieć na jej temat jak najwięcej. Moim marzeniem było, aby być w tym dobrym. Oczywiście, dziś to pragnienie cały czas zajmuje mój umysł, chociaż mam już wyśnione życie, takie, które kiedyś wydawało się nieosiągalne. Zanim zająłem się tatuowaniem, a zaznaczam, że byłem wtedy bardzo młody, ważne było dla mnie tylko jeżdżenie na deskorolce i muzyka. Potrzebowałem dorywczej pracy raz na jakiś czas, tylko po to, aby kupić sobie nową deskę. Nigdy nie uczyłem się żadnego, innego zawodu. Gdybym nie zajmował się tym co robię, chciałbym być zaangażowany w branżę skateboardową albo udzielać lekcji malarstwa. TF: Plany i dążenia? Iban: W tym momencie jedynym celem jest pchnięcie całej energii, którą posiadam w studio „Red Chapel Tattoo”, otworzone wraz z Björnem Liebnerem pół roku temu. Mamy ogromną motywacje do działania. Chcemy pokazać ludziom, jak ciężko pracujemy i zyskać ich szacunek. Jestem szczęśliwy, że wyruszyłem w tą podróż razem z Björnem, ponieważ jest on moim przyjacielem, a to bardzo ważne, aby mieć obok siebie kogoś takiego i móc dzielić się ważnymi przeżyciami. Co do tatuaży, niedawno odkryłem, że pociągają mnie te mniej kolorowe, skłaniam się nawet w stronę czerni i szarości. Nie jestem zbyt często proszony o wykonywanie takich prac, ale kiedy tylko mam okazję, sprawiają mi wiele radości. Być może będzie bardziej realistycznie, na pewno natomiast postaram się zmniejszyć ilość używanych kolorów. TF: Chcesz coś dodać? Iban: Jeśli udało Wam się dotrzeć do końca, to dziękuję za poświęcony mi czas!

TATTOOFEST 33


Iban Maya TATTOOFEST 34

TATTOOFEST 35


TATTOOFEST 36 TATTOOFEST 37

www.ibantattoo.com www.facebook.com/iban.maya www.facebook.com/RedChapelTattooStudio

Iban Maya


Dmitry Vtorushyn

www.facebook.com/vidarextremeart * www.vidarextremeart.tumblr.com TATTOOFEST 40

, tak nazywa się autor prac prezentowanych na tych stronach. Pochodzi z Zaporoża, miasta położonego nad Dnieprem, w południowo-wschodniej części Ukrainy. Do Krakowa przyjechał w poszukiwaniu pracy na początku lata ubiegłego roku. Jak mówi, był gotowy imać się różnych zajęć, ale na szczęście znalazł zatrudnienie w swoim zawodzie. Z językiem polskim nie miał problemu, bo na kurs uczęszczał już w Kijowie, gdzie uprzednio mieszkał. Od 15 lat wyraża się za pomocą wielu mediów - farb olejnych, akwareli, ołówków i wszystkiego, co wpada mu w ręce. Studiował na Akademii Sztuki i ukończył ją jako grafik. Aktualnie udziela się zarówno w krakowskim studiu tatuażu „TattooFamilia”, jak i podejmuje różnorodnych zleceń. Wykonuje projekty okładek płyt, nadruków na koszulki czy logotypów. Zdarzają się propozycje z zagranicy, ale głównie tworzy dla polskich odbiorców. Zrobienie jednej z widocznych tu prac zajmuje mu od 3-5 dni. Używa programów takich jak: Adobe Illustrator, Photoshop i 3ds Max. Inspiruje się życiem, muzyką, głównie rockiem i metalem, a sięgając po książkę, wybiera coś z literatury klasycznej. Ważnym momentem dla jego twórczości było trafienie przed laty na prace Seth Siro Antona (przyp. red. bohater działu „Inspiracje” z numeru 59) i nawiązanie z nim internetowej znajomości. Choć tatuaże pokrywają jego ciało i interesują już od jakiegoś czasu, naukę ich wykonywania rozpoczął niedawno. Marzy o przenoszeniu na skórę swoich pomysłów, ale nie zamierza porzucić dotychczasowego zajęcia. Rok 2012 był dla niego pełen sukcesów, za największy uważa po prostu to, co aktualnie dzieje się w jego życiu, wystawę prac w studiu, z którym współpracuje i liczne zlecenia. Na Ukrainie nie miał tylu możliwości, zapotrzebowanie na jego umiejętności nie było duże, mógł robić najwyżej ulotki, a jemu zależało na bardziej artystycznych działaniach. W Polsce udało mu się dołączyć do grupy grafików zrzeszonych pod nazwą „Goverdose”. Liczy, że dzięki temu łatwiej będzie mu dotrzeć do ludzi i otrzyma szansę uczestniczenia w różnych, ciekawych projektach. W tatuażu podoba mu się styl tradycyjny i właśnie prace w takim klimacie nosi na sobie. Odkąd przebywa u nas w kraju wzbogacił się tylko o jedną niewielkich rozmiarów, ale cały czas śledzi dokonania artystów i szuka czegoś odpowiedniego dla siebie. Więcej o Dmitrym niech powiedzą same jego prace. TATTOOFEST 41


TATTOOFEST 42

TATTOOFEST 43


Prezentacja prac przed jury

Nietypowy dla konwencji element wystroju nr 1

Dodatkowe nagrody ufundowane przez „Intenze”

W

TATTOOFEST 46

Występ „Demented Are Go”

Roman Abrego przy pracy

W mojej ubiegłorocznej relacji z imprezy w Zwickau nie brakowało goryczy. Cieszę się, że przypomniałam ją sobie będąc już na miejscu i siedząc zadowolona na stoisku, bo gdybym przeczytała ją przed wyjazdem, mój zapał na pewno by osłabł. Poza ciekawą, ozdobioną rzeźbami salą z antresolami, w której pracowali tatuatorzy, w mojej głowie nie zachowały się inne, pozytywne wspomnienia.

ostatnim czasie, po podsumowaniu naszych wypraw i wyciągnięciu wniosków, odpuściliśmy sobie bywanie na lokalnych niemieckich konwencjach odbywających się na wschodzie kraju. Poza tą obowiązkową w Berlinie, zdecydowaliśmy się jedynie na odwiedzenie Zwickau. Jak zawsze zachęciły nas nazwiska tatuatorów, których miałyśmy tam spotkać. Na kilka dni przed wyjazdem wiedziałyśmy już, że lista wystawców uległa znacznej modyfikacji, ale nie miałyśmy zamiaru zmieniać planów. Podróż Karoliny i moja rozpoczęła się późnym, piątkowym popołudniem. Warunki panujące na drodze zdecydowanie nie zachęcały do wyruszania w trasę, i choć zmieniały się znacznie wraz z upływem kilometrów, momentów grozy nie brakowało. Szczególne emocje towarzyszyły nam, gdy zostawiałyśmy pierwsze ślady na kompletnie zasypanej autostradzie. W końcu po 8 godzinach jazdy zaparkowałyśmy auto na hotelowym parkingu, sąsiadującym z budynkiem, w którym miałyśmy spędzić kolejne 2 dni. Tak jak wspomniałam, zabrakło kilku z zapowiadanych gości. Nie zawiedli jednak: niepozorny Dmitriy Samohin, Pavel Angel, Paul Acker, George Mavridis, czy będący największą atrakcją, uśmiechnięty i zagadujący na każdym kroku, przybyły aż z Kalifornii Roman Abrego. Organizatorom i wystawcom zimowych konwentów zawsze towarzyszy obawa, czy dojadą ludzie spoza miasta i czy lokalni mieszkańcy zdecydują się opuścić ciepłe mieszkania, by wziąć udział w danym wydarzeniu. Pogoda nie była na tyle straszna, aby zniechęcić kogokolwiek. Dzięki temu, uczestniczyłyśmy w całkiem przyjemnym evencie, w którym bardzo dbano o zaproszonych gości - wchodząc do sali z cateringiem, można było poczuć się naprawdę wyjątkowo. Niemcy oraz ich konwencje bywają specyficzne i rządzą się swoimi prawami, o czym poza ich niebanalnymi strojami i fryzurami świadczył między innymi sceniczny występ uwielbianego przez publiczność „Ski Kinga”. O ile ja od dawna jestem pogodzona z tym faktem, tak Karolinę posiadającą mniejszy staż, pewne rzeczy wciąż jeszcze szokują ;). Innymi atrakcjami były: występ zespołu „Demented Are Go” zaplanowany na sobotni wieczór, czy licytacja obrazu autorstwa austriackiej tatuatorki Moni Marino, z którego dochód został przeznaczony na lokalny dom dziecka. Prace w konkursach, poza samym organizatorem Randym, oceniali najznakomitsi z przybyłych artystów. Poziom prezentowanych tatuaży był całkiem przyzwoity, co po dużej frekwencji i pozytywnej atmosferze było kolejnym miłym zaskoczeniem. W niedzielny poranek, mimo początkowego skłaniania się do powrotu w poniedziałek, zdecydowałyśmy się wyruszyć do Krakowa zaraz po zakończeniu konwencji. Tym razem warunki były zdecydowanie bardziej sprzyjające, więc pokonałyśmy trasę bez większego stresu. W wiadomości otrzymanej po powrocie w odpowiedzi na moje podziękowania Randy zapewnia, że jego priorytetem jest podnoszenie artystycznego poziomu imprezy w Zwickau i zgromadzenie na niej jak największej ilości dobrych artystów. Mam nadzieję, że uda mu się osiągnąć ten cel, bo na takich właśnie konwencjach miło jest bywać. Krysia TATTOOFEST 47


Freak Mike, Niemcy

Marcin Soński, Zulu-Tattoo, Irlandia

Marcin Soński, Zulu-Tattoo, Irlandia

Xu Yi Lili, Skin Workshop Tattoo, Węgry

TATTOOFEST 48 TATTOOFEST 49

Paul Acker, USA

Richard Esterbauer, Este Tattoo, Niemcy

Co warto mieć na stole oprócz portfolio?

Licytowany obraz autorstwa Moni Marino

Nietypowy element nr 2


Bene Bader, Studio 22, Niemcy

Voller Kontrast, Niemcy

Dmitriy Samohin, Ukraina

J Tattoo, Taiwan

J Tattoo, Taiwan

Tommy Lee, Niemcy

TATTOOFEST 50 TATTOOFEST 51

André Zechmann, Austria

Christian Rudloff, Art of Aesthetics, Niemcy

Paul Acker, USA

Martin Tröger, Handwerk Tattoo, Germany

Broda, Stara Baba, Warszawa


się. Wybrany został ten szkic, na który zagłosowało najwięcej osób, czyli czaszka. Wielu uczestników wykonało już projekty wedle swojej interpretacji, a niektórzy nawet je wytatuowali. Efekty końcowe będą wydrukowane i pokazane w formie wystawy na czerwcowym Tattoofeście. Cieszę się, że wydarzenie to urosło do takich rozmiarów, ponieważ nikt wcześniej nie zorganizował tego typu akcji. Czas na realizację tatuaży artyści mają do końca lutego. Później wybierzemy kolejną osobę, która również narysuje trzy wzory, a ludzie zdecydują, który z nich zostanie wykorzystany w kolejnej odsłonie eksperymentu. Mam nadzieję,

www.facebook.com/Tattooexperiment

Więcej prac znajdziecie pod adresem:

osób okazało się jednak, że zainteresowanie znacznie przerasta moje oczekiwania. Po chwili miałem już kilkunastu tatuatorów zdecydowanych na wzięcie udziału w eksperymencie. Wtedy postanowiłem założyć profil na Facebooku, poszerzyć grono artystów o wszystkich, których znam oraz polecone przez nich osoby i zrobić z tego ogólnopolską akcję. Automatycznie musiałem zrezygnować z realizacji pomysłu na konwencie, bo przy tej ilości uczestników - obecnie jest ich około dziewięćdziesięciu - byłoby to niemożliwe. Bez względu na staż pracy oraz wcześniejsze osiągnięcia, wszyscy mają taką samą możliwość wykazania

Łukasz, Jawor Art, Opole

Szymon, Sauron, Ruda Śląska

Enzo, Ink-Ognito, Rybnik

Kosa, Speak in Color, Wodzisław Śląski

Motywy zaproponowane przez Tofiego

nie lada atrakcję na krakowskim Tattoofeście. Wymyśliłem, aby osoby biorące udział w tym przedsięwzięciu wybrały jeden z trzech rozrysowanych przeze mnie w formie linearnej wzorów i przedstawiły go na swój własny sposób. Postawiłem

Tofi, Ink-Ognito, Rybnik

TATTOOFEST 52

Sid, UK

Bam, Kult Tattoo Fest, Kraków

„Na pomysł przeprowadzenia eksperymentu wpadłem kilka miesięcy temu. Inspiracją było dla mnie „Tattoo Battle”, czyli zinterpretowanie jednego tematu przez dwóch tatuatorów na tym samym ciele, które przez kilka lat z rzędu stanowiło

na najbardziej popularne i jedne z najczęściej powtarzających się motywów, czyli czaszkę, kotwicę i serce. Założeniem było, że rysunek z niezmienionym kształtem, ubrany w indywidualną formę, ma zostać wytatuowany przez każdego z uczestników w rozmiarze nieprzekraczającym wielkości dłoni. Myślałem, że dobrze byłoby zaprosić do współpracy najbardziej charakterystyczne pod względem stylistyki postacie w Polsce i zakładałem, że będzie to około 10 osób. Tatuaże miałyby zostać wykonane w określonym czasie (około 2 godziny) na kolejnej odsłonie konwencji w Krakowie. Po zaproszeniu kilku pierwszych

Karolina Wilczewska, UK

T

omasz Tofi Torfiński przyzwyczaił nas do tego, że poza wykonywaniem tatuaży podejmuje się różnych, nie tylko artystycznych działań. W swój aktualny projekt udało mu się zaangażować niebagatelną ilość osób. Przeczytajcie, co wymyślił tym razem.

że unikniemy sytuacji, że ktoś się zdeklarował, a nie zrobił nic w tym kierunku. Liczę na to, że każdy zaprezentuje swój styl i skonfrontuje go z innymi. Wzmiankę o eksperymencie znajdziecie również na nowym portalu o nazwie „TA2 4U”, który tworzę wraz z dwoma znajomymi, a  o którym postaram się opowiedzieć więcej w relacji z zakończenia tego projektu w następnym numerze TF. Na koniec najważniejsze, czyli podziękowania dla wszystkich uczestników za szeroki odzew oraz za wsparcie fajnej idei. Cieszę się, że możemy wspólnie zrobić coś, czego jeszcze nie było i co pomoże nam scalić polską scenę tatuażu. Kto wie, czy o tym przedsięwzięciu nie usłyszy cała Europa.”

TATTOOFEST 53


California

UNDER SKIN

Ivano Natale,

podobnie jak inny bohater tego numeru, podążając za marzeniami przemierzył ocean. Swój drugi dom odnalazł na Wschodnim Wybrzeżu USA. W jego portfolio nie znajdziecie kolorowych tatuaży, gdyż jak mówi, stara się trzymać od nich z daleka. Serce tego Włocha skradły natomiast prace w szarościach, a autorzy tych, którymi inspirował się w przeszłości, dziś należą do grona przyjaciół. Poznajcie Ivano.

TF: Co zdecydowało o tym, że wyjechałeś do Stanów? Ivano: Nie myślałem o opuszczeniu mojego miasta, zanim nie zacząłem tatuować. Pochodzę z południowej części Włoch, gdzie rodzinne więzy są ważne a tradycje mocno zakorzenione. Obecność sztuki to dla mnie coś naturalnego, w Neapolu, jak i całych Włoszech jest jej pełno. Cieszę się, że wychowałem się w miejscu, gdzie można oglądać średniowieczne zamki i chodzić do muzeów, aby zobaczyć niektóre obrazy Caravaggio i Dalego. Ten rejon mnie ukształtował, ale czasami musimy podjąć trudne decyzje, jak ta, aby zostawić wszystko i ruszyć w nieznane. Zawsze lubiłem podróżować. Zanim wyjechałem do Stanów, zwiedziłem całą Europę, ale kiedy znalazłem się w Kalifornii, byłem nią oczarowany. Gdy się przeprowadzałem, zajmowałem się już wykonywaniem tatuaży, ale tam zaczynałem kompletnie od zera. W tym stanie ilość artystów, którzy wykonują cieniowane prace jest ogromna. Mieszka tu większość moich ulubionych, więc po prostu musiałem się przenieść. Przeszedłem długą drogę, od tatuowania w garażu do bycia częścią studia „Goodfellas Tattoo”. Znalazłem tutaj swoją rodzinę, z ojcem chrzestnym Stevem Soto na czele. Pozostali chłopcy to moi bracia, zarówno w pracy jak i poza nią. Czy trudno było opuścić Neapol? Tak. Czy wyszło mi to na dobre? Zdecydowanie tak! TF: Jak długi jest twój staż? Ivano: Zacząłem w 2005 roku. Przez pewien okres czasu dość sceptycznie podchodziłem do uczynienia tatuowania moim zawodem. Większość prac, które kiedyś miałem okazje oglądać, nie była najlepszej jakości. Myślałem, że tatuaż to najtrudniejsza rzecz do zrobienia dla artysty. Nie chciałem aby ktoś miał przeze mnie bałagan na skórze, ale ostatecznie było to nieuniknione. Pamiętam, że jechałem samochodem z moim tatą i czytałem artykuł o sportowcach i ich tatuażach. Powiedziałem, że: „życzyłbym sobie takiej profesji, ale chyba jest już za późno, aby się jej uczyć”. Usłyszałem: „synu, masz dopiero 22 lata, jeśli chcesz to robić, uczyń wszystko, żeby osiągnąć swój cel.” Dzięki tato!

Ivano i jego klient David Oropeza

TF: Czy od razu pociągał cię realizm? Ivano: Na początku nie miałem pojęcia, jaki będzie mój styl. Wszystko było dla mnie dobrą praktyką, cele były trudne do osiągnięcia, ale za to uczucie satysfakcji ogromne. Zawsze lubiłem graffiti, jednak ludzie w Neapolu nie chcieli tatuaży nim inspirowanych, więc starałem się iść w kierunku new schoolu. Robiłem też prace cartoonowe, aż któregoś dnia zetknąłem się z  twórczością Roberta Hernandeza. To zmieniło całe moje spojrzenie na to, TATTOOFEST 54

jak powinien wyglądać tatuaż. Wszystko było takie realistyczne, te detale… Zupełna odwrotność tego, co sam próbowałem wykonać. Nigdy nie chodziłem do szkoły artystycznej, więc musiałem kupić kilka książek i uczyć się rysowania portretów. Z czasem, każdy kolejny miał więcej szczegółów niż poprzedni. Kiedy tylko zacząłem tworzyć czarno-szare, realistyczne tatuaże, od razu czułem, że to coś dla mnie. Spędziłem wiele czasu patrząc na dzieła Roberta, Victora Portugala, Boba Tyrrella, Carlosa Torresa i innych po to, by poznać tajemnicę wyglądu ich prac, a nawet tatuowałem się u niektórych z nich. Gdy poznałem styl chicano, byłem zachwycony, ale chciałem dodawać do tego typu tatuaży więcej dramatyzmu, nadać im niebezpiecznego wyglądu i wyolbrzymić pewne cechy. Poszedłem w tym kierunku, a ludzie w Kalifornii od razu docenili

moje starania. Próbuję trzymać się z dala od kolorów, bo uważam się za artystę pracującego w szarościach i to jest to, co chcę robić. Nieważne co mam zobrazować, istotne bym mógł przedstawić to w odpowiedni dla mnie sposób. TF: Wiemy już o preferowanym stylu, a co powiesz o wielkości prac? Ivano: Staram się kończyć tatuaże w trakcie jednej sesji, kiedy tylko istnieje taka możliwość. Nie oznacza to, że się spieszę czy wolę mniejsze. Cierpliwość i wolność otrzymana od klienta są potrzebne, aby osiągnąć to, co obydwoje chcemy - solidny tatuaż. Stale pracuję nad kilkoma rękawami i innymi elementami tułowia. Jednymi z moich ulubionych kompozycji są te, które wykonuję na ciałach Steve’a Soto i Daniela Rocha. To zarówno dobrzy przyjaciele, jak i niesamowici artyści. TATTOOFEST 55


IVANO NATALE TATTOOFEST 56

TATTOOFEST 57


IVANO NATALE

Jestem zaszczycony, że zechcieli oddać się w moje ręce.

TF: Ostatnie inspiracje? Ivano: Niedawno byłem w Rzymie, skąd przywiozłem dużo zdjęć zabytków i rzeźb. Pokazałem je kilku moim klientom i wkrótce zaczęto prosić mnie, aby przenieść je na skórę w formie tatuażu. Aktualnie fascynują mnie religijne przedmioty i posągi. Patrząc na ich dramatyczny wyraz, samemu można poczuć smutek. To jest właśnie reakcja, którą chcę wzbudzić w ludziach oglądających moje prace. Nie staram się naprawiać niedoskonałości, gdy figury posiadają pęknięcia, brakuje im ręki czy fragmentu palca. Odwzorowuję je dokładnie tak, co czyni je bardziej autentycznymi. TF: Widujemy cię na konwencjach w Europie przynajmniej 2 razy w roku. Czy to znaczy, że tęsknisz za Starym Kontynentem? Ivano: Do Europy wracam z przyjemnością. Mam stąd wiele wspomnień i z każdymi odwiedzinami zyskuję kolejne. Poza Włochami, mieszkałem przez chwilę w Londynie i muszę powiedzieć, że jest to jedno z moich ulubionych miast. Barcelona również przywołuje uśmiech. Mógłbym długo wymienać, ale powiem tylko, że lubiłem tam żyć a teraz cieszę się, gdy wpadam na wakacje. Uwielbiam to, że każde europejskie państwo wygląda inaczej, posiada własny język i tradycje. Teraz jednak moim domem jest Ameryka, w której spędziłem ostatnie 5 lat. Odpowiada mi tutejszy styl życia i to, że ludzie są wyluzowani. Cały rok trwa lato, odbywają się samochodowe show, a na dodatek sztuka obecna jest wszędzie na ulicy. Nie wiem jak długo tu zostanę, ale póki co, to miejsce daje mi sporo radości. Znalazłem tu dużo przyjaciół i motywacji, rozwinąłem się jako artysta i człowiek. Dostałem szansę tatuować i być tatuowanym przez najlepszych. Miałem szczęście spotkać artystów, których zawsze podziwiałem i zobaczyć ich dzieła na żywo. Nieważne co się stanie w przyszłości, Kalifornia zawsze będzie pod moją skórą. TF: Kilka słów o studiu, w którym pracujesz. Ivano: Trafiłem tu na guest spot i po 3 miesiącach czułem, że to moje miejsce. Kiedy Steve zapytał czy chcę zostać, nie wahałem się ani przez chwilę. Nigdy wcześniej nie pracowałem z  kimś zbyt długo, a w  „Goodfellas” spędziłem ponad 2 lata i lubię każdą najmniejszą, przeżytą tam chwilę. Jak wszyscy, posiadamy swoje wzloty i upadki, ale mamy jedną wspólną cechę, kochamy tworzyć i napędzamy się do działania. Nie czułem czegoś takiego nigdy wcześniej. Steve wykonał przez lata świetną robotę

TATTOOFEST 58

gromadząc tyle talentów w jednym miejscu. To nie jest łatwe, kiedy jest się właścicielem firmy. Wielu niesamowitych artystów było tu przede mną, np. Carlos Torres czy Carlos Rojas. Kalifornia to doskonałe miejsce do życia, w szczególności dla tatuatorów, chociaż na początku nie było mi łatwo. Musiałem przyzwyczaić się, że wszystko jest przeciwieństwem tego, co do tej pory znałem, ale spodobało mi się, że ludzie byli dla mnie mili i starali się pokazać wszystko od dobrej strony. Najlepszą rzeczą tutaj jest na pewno fakt, że można wyrazić siebie w każdy sposób i nie być osądzonym. Większość moich tatuaży jest widoczna na pierwszy rzut oka, więc kiedyś ludzie na ulicy obracali za mną głowy. Tu nie jestem już „facetem z tatuażami���. Jeśli ktoś mnie zaczepi, to tylko po to, aby ocenić pracę i spytać gdzie ją wykonałem. TF: Poprosimy o krótką charakterystykę twojej osoby? Ivano: Jestem młodym, ambitnym człowiekiem, który dba o swoje sprawy. Chętnie pomagam przyjaciołom i   kolegom kiedy pytają o moją opinię. Mówię z serca i nie mam problemu z  przekazaniem tego, co myślę. Wkładam wiele energii i zaangażowania w to, co robię i wierzę, że dostajemy tyle, ile sami dajemy. TF: Wiemy, że jakiś czas temu byłeś w Kakowie! Niestety, zapomniałeś nas odwiedzić… Ivano: Jestem bardzo zadowolony ze spędzonego tam czasu. Architektura miasta jest bardzo imponująca, podziemne kluby ciekawe, ale najważniejsze było to, że wraz z dobrym przyjacielem i świetnym artystą Riccardo Cassese, wytatuowałem się u jednego z moich ulubieńców, Victora Portugala. Ta wizyta miała na nas niezaprzeczalnie wielki wpływ. Gdy wróciłem do domu, moje prace od razu zaczęły wyglądać inaczej. Nie odwiedziłem Was, ponieważ szczerze mówiąc nie wiedziałem, że mnie znacie. Na pewno naprawię to, gdy będę następnym razem. TF: Słowo na zakończenie? Ivano: Chciałbym podziękować Wam za zainteresowanie moją osobą i wysłanie pytań, na które odpowiadałem całe wieki ;). Dziękuję mojej rodzinie za wsparcie, zwłaszcza ojcu, który sprawił, że się przebudziłem, klientom za zaufanie, „Sullenowi” za to, że stałem się częścią jego rodziny, „Tatsoul” za dostarczanie igieł i  rur, a Franco Vescovi za maszyny, których używałem przez ostatnie 2 lata.

www.facebook.com/ivano.natale.3

TATTOOFEST 59


kudi chick

fot. Chris Dudek

fot. Marcel Weste

Moni Black Nigdy nie mów nigdy

TATTOOFEST 62

„Urodziłam się i wychowywałam w Poznaniu. Gdy skończyłam 9 lat, zamieszkałam z mamą za granicą, najpierw w Holandii, a potem już sama w Stanach. Po 8 latach pobytu tam wróciłam do kraju słynącego z upraw tulipanów, gdzie obecnie studiuję administrację na Uniwersytecie w Leiden, oraz zajmuję się fryzjerstwem i wizażem. Na studia tutaj zdecydowałam się ponieważ jestem absolwentką holenderskiego liceum, więc wszystkie moje dokumenty znajdowały się na miejscu. Zdobycie wykształcenia zawsze było dla mnie bardzo ważne, a edukacja w Holandii jest o wiele bardziej dostępna niż w USA. Dodatkowo mam tu rodzinę, mogę więc liczyć na jej wsparcie. Po ukończeniu szkoły zamierzam wrócić do Ameryki, bo tam są moi przyjaciele i partner. Właśnie po przeprowadzce za ocean, około 2002 roku zaczęłam przejawiać zainteresowanie tatuażem. Wpływ na to miało spotkanie pewnych wpływowych osób z branży. Na pierwsze małe wzory zdecydowałam się będąc jeszcze nastolatką, te większych rozmiarów pojawiły się kilka lat później. Preferuję styl tradycyjny, a kolory, które mnie pokrywają to głównie czernie, szarości i czerwienie. Większość prac została wykonana przez różnych artystów z USA, jak Casey Cokrlic, Mark Galvan, Adam Stewart i Patrick Carmack. Jak dotąd tatuowała mnie tylko jedna osoba z Europy, był to Andreas Coenen z niemieckiego „The Sinner and The Saint Tattoo”. Spora ilość moich tatuaży na pierwszy rzut oka kojarzy się z Polską, bo chociaż nie mieszkam w kraju już od prawie 20 lat, wciąż jestem zżyta z rodziną, a Wasza kultura nie jest mi obca. Uważam się za silną kobietę mającą pozytywne nastawienie do

świata, która jest dumna ze swoich tatuaży i zdeterminowana do reprezentowania społeczności posiadającej nasyconą tuszem skórę. Zawsze tłumaczę to w ten sposób, że mnóstwo osób kolekcjonuje dzieła sztuki, a ja zamiast ozdabiać nimi ściany, postanowiłam nosić je na sobie. Mam świadomość, że zawsze znajdzie się ktoś, komu się to nie spodoba, ale nie przejmuję się tym i cieszę swobodą robienia z moim ciałem tego, co chcę. Poza tym uwielbiam podróżować, staram się 2,3 razy w roku wygospodarować wolny czas i gdzieś pojechać. Fascynuje mnie przeszłość, nauka o różnych kulturach i stara architektura. Uwielbiam poznawać zakątki Ameryki, w tym kraju jest wszystko - góry, pustynie i oceany. Europa natomiast kryje w sobie wiele historii, których nie znajdzie się w Stanach. Dodatkowo, to stąd mam wspaniałe wspomnienia z czasów, kiedy byłam małą dziewczynką. Ostatni raz odwiedziłam Polskę w 2010 roku, ale ponieważ mieszkam teraz znacznie bliżej, planuję bywać tu częściej. Termin następnej wizyty wyznaczyłam właśnie na ten miesiąc. O powrocie do kraju myślałam wiele razy, bo chciałam być bliżej moich bliskich, teraz uważam jednak, że osiągnęłam już zbyt dużo poza granicami Polski i jestem przyzwyczajona do innego stylu życia. Z drugiej strony, nigdy nie mów nigdy! To, że pojawiłam się w polskim magazynie jest dla mnie wielkim zaszczytem. Czytelników chciałabym zachęcić do dalszego wspierania krajowej sceny tatuażu, przesuwajcie granice sztuki i odkrywajcie wszystkie jej aspekty.” www.facebook.com/OfficialMoniBlack TATTOOFEST 63


fot. Chris Dudek

fot. Chris Dudek

TATTOOFEST 64

fot. Marcel Weste

fot. Jean-Paul Kowitz

fot. Mark Meijering

kudi chick

TATTOOFEST 65 fot. Jean-Paul Kowitz


1

2

4

5

1. Igoryoshi, Slayer Tattoo, Lublin

2. Igoryoshi, Slayer Tattoo, Lublin

3. Igoryoshi, Slayer Tattoo, Lublin

4. Aldona, Szerytattoo, Warszawa

5. Aldona, Szerytattoo, Warszawa

6. Paweł Gawkowski,

Panteon, Białystok

7. Paweł Gawkowski,

Panteon, Białystok

3 TATTOOFEST 66

6

7 TATTOOFEST 67


1

2

5

6

7

10

3 TATTOOFEST 68

4

8

9

1. Anabi, Anabi-Tattoo, Szczecin 2. Sławomir Nitschke, Czaszka i Sztylet, Poznań 3. Krzysiek, Azazel, Milanówek 4. Krzysiek, Szerytattoo, Warszawa 5. Deadi, On the road 6. Deadi, On the road 7. Maciek, Tattoo Parlour, Wrocław 8. Mateusz, Kowal Tattoo, Tarnobrzeg 9. Tofi, Ink-Ognito, Rybnik 10. Łukasz, Totoototam, Żory TATTOOFEST 69


3 1

4

5

6

2

1. Maciek, Southmead Tattoo, UK 2. NOON, Boucherie Traditionelle, Francja 3. NOON, Boucherie Traditionelle, Francja 4. David Tevenal, Memento Tattoo & Gallery, USA 5. Patryk Komarenko, Michael

Da Bear Tattoo, UK 6. Miss Arianna, Skinwear Tattoo, Włochy 7. Roman Abrego, Artistic Element Tattoo, USA 8. Miss Arianna, Skinwear Tattoo, Włochy

TATTOOFEST 70

7

8

3

TATTOOFEST 71


3

5

6

1

1. Adriaan Machete, Machete Death Gallery, Niemcy

2. Chucky, Hell Yeah Tattoo, Niemcy 3. David Tevenal, Memento Tattoo & Gallery, USA

8

4. Richard Esterbauer, Este Tattoo, Niemcy 5. Smee Machts, Niemcy 6. Tom Lennert, Niemcy 7. Richard Esterbauer, Este Tattoo, Niemcy 8. Tibor Galiger, Woodpecker Tattoo, Austria

2 TATTOOFEST 72

4

7 TATTOOFEST 73



TF # 69