Page 1


Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek pod redakcją Ewy Furgał

t.II

Fundacja Przestrzeń Kobiet

Kraków 2010


Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek Copyright © Fundacja Przestrzeń Kobiet 2010 Wydawczyni: Fundacja Przestrzeń Kobiet ul. św. Krzyża 34 34-460 Szczawnica www.przestrzenkobiet.pl fundacja@przestrzenkobiet.pl Kraków 2010 Wydanie i

Mojej Mamie, najważniejszej Przewodniczce, która odeszła zupełnie niespodziewanie i dużo za wcześnie – Olga M. Andrynowska

Konsultacja naukowa: dr Dobrochna Kałwa Redakcja i korekta: Ewa Furgał Projekt okładki, opracowanie graficzne, skład i łamanie: Zuzanna Łazarewicz, Dodo Design 1. Teresa Andrynowska

Książka Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek. Tom ii została wydana w ramach projektu Krakowski Szlak Kobiet Fundacji Przestrzeń Kobiet, realizowanego w partnerstwie z Żydowskim Stowarzyszeniem Czulent. Projekt zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych. Publikacja bezpłatna, nie może być sprzedawana. isbn 978-83-928639-1-5


spis treści

9... Wstęp Ewa Furgał

21... Konteksty 23... Odzyskiwanie historii kobiet. Literatura dokumentu osobistego jako świadectwo Anna Pekaniec

39... Przyjaźnie i związki kobiece w ruchu kobiecym przełomu xix i xx wieku Iwona Dadej

51... O miłości między Innymi Justyna Struzik

61... Gender w mieście. Jak perspektywa urbanistyczna zmienia myślenie o płci? Joanna Erbel

83... Ruch kobiecy – miasto – przestrzeń ruchu w Europie środkowej na przełomie xix i xx wieku na podstawie wybranych przykładów Iwona Dadej

103... Kobiety 105... Diana Reiter. Wymazywanie życia Monika Świerkosz

7


Ewa Furgał

123... Maria Leśniewska. W labiryncie słów i znaczeń Anna Berestecka

Emancypujemy Kraków. Wstęp do drugiego tomu Przewodniczki

131... Wielobarwna przestrzeń kobiet w nieznanym kraju Anieli Gruszeckiej Marta Struzik

147... Władysława Habichtówna. Solidarność albo śmierć! Agnieszka Brożkowska

175... Zofia Daszyńska-Golińska. Aktywność na wszystkich frontach Ola Migalska

193... Helena Donhaiser-Sikorska. Pierwsza krakowska lekarka

Minął rok od wydania przez Fundację Przestrzeń Kobiet pierwszego tomu książki Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek. Publikacja spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem, zarówno w samym Krakowie, jak i w innych miejscowościach. Fundacja regularnie otrzymuje kolejne prośby od osób fizycznych, bibliotek czy organizacji pozarządowych o nadesłanie Przewodniczki; nakład został już niemal wyczerpany. Recenzje pierwszego tomu Przewodniczki ukazały się m.in. w  „Lampie”1, „Krytyce Politycznej”2 oraz na stronach portali: Wirtualna Polska3, Turystyka Małopolska 4 i wKrakowie.pl5. Pisała o  nas także krakowska „Gazeta Wyborcza”, zapowiadając

Agnieszka Misina

201... Jadwiga Sikorska-Klemensiewiczowa. Droga do świątyni wiedzy Magdalena Petryna

213... Ilona Karmel. Obszar pamięci Katarzyna Czerwonogóra

229... Nie ma jasnych sukien… Jest książka. O Gizeli Reicher-Thonowej Piotr Oczko

245... Odczarowany język, zaczarowany świat. Danuta Wesołowska z domu Jodłowska Łucja Iwanczewska

1 A. Marchewka, Niewidzialne, „Lampa”, nr 7–8 (64–65), 2009, s. 93. 2 J. Erbel, Płeć miasta, http://www.krytykapolityczna.pl/Recenzje/ErbelPlecmiasta/ menuid-94.html, dostęp 03.07.2009. 3 A. Kozak, Feministyczny przewodnik po Krakowie, http://kobieta.wp.pl/kat,87314,sort,0, title,Feministyczny-przewodnik-po-Krakowie,wid,11474182,wiadomosc.html, dostęp 22.06.2010. 4 J. Jałowiec, Krakowski Szlak Kobiet, http://turystykamalopolska.pl/247/krakowski_szlak_ kobiet,1022.html, dostęp 07.01.2010. 5 A. Berestecka, Kraków – miasto kobiet, http://www.wkrakowie.pl/article/krakow-miastokobiet.html, dostęp 08.12.2009.

253... Przez lornetkę. Wspomnienia Marii z Mohrów Kietlińskiej Anna Pekaniec

265... Kraków Spis ilustracji

8

9


tom niniejszy6 oraz krakowski magazyn „Miasto kobiet”7. Z informacji zawartych w Przewodniczce korzystała Ewa Zamorska-Przyłuska, poszukując na potrzeby Przewodnika literackiego po Krakowie i Małopolsce miejsc związanych z Zuzanną Ginczanką i Anną Świrszczyńską8. Dużym echem odbiła się premiera Przewodniczki w  środowisku akademickim, związanym z  wdrażaniem perspektywy genderowej w różne dziedziny nauki. Prezentacja książki oraz projektu, w ramach którego została wydana, odbyła się m.in. podczas Akademickiego Kongresu Feministycznego w Słubicach, konferencji Kontrola współczesności: wokół międzywojnia literackiego organizowanej przez Krakowską Akademię im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, a także w ramach zajęć na studiach podyplomowych Społeczno-kulturowa tożsamość płci w  Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W lutym 2010 roku, w ramach cyklu społeczno-literackich dyskusji „Feminaria”, uczestniczyłyśmy w  Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w Warszawie w dyskusji pt. Płeć w  wielkim mieście. Wokół Krakowskiego Szlaku Kobiet, zorganizowanej przez Podyplomowe Gender Studies im. Marii Konopnickiej i  Marii Dulębianki oraz Podyplomowe Studia Judaistyczne Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Spotkania z  Autorkami i  Wydawczyniami Przewodniczki odbywały się również w  ramach inicjatyw społeczno-kulturalnych. W  lipcu 2009 roku Przewodniczka gościła na „PreLimudzie” – cyklu otwartych wykładów i  warsztatów organizowanych w  czasie Festiwalu Kultury Żydowskiej przez Żydowską Ogólnopolską Organizację Młodzieżową, Centrum Społeczności Żydowskiej (jcc) w  Krakowie i  The American Jewish Joint Distribution Committee. W październiku 2009 roku spotkanie z Autorkami Przewodniczki stanowiło jeden z punktów programu literackiego festiwalu Pora Prozy w Krakowie. Z kolei w grudniu 2009 roku promocję Przewodniczki w  Sądeckiej Bibliotece Publicznej zorganizowały: Stowarzyszenie Sądeckie Forum Kobiet oraz Stowarzyszenie Kobiet do Walki z Rakiem Piersi „Europa

Donna”. W lutym 2010 roku na zaproszenie Anny Zawadzkiej opowiedziałyśmy o Przewodniczce w audycji Lepiej późno niż wcale w radiu tok fm. * Tak znaczne zainteresowanie historią kobiet świadczy o ogromnej potrzebie jej odzyskiwania, przywracania i  popularyzowania. Przewodniczka rozbudziła apetyt na historię kobiet nie tylko w  Krakowie, ale zainspirowała również kobiety z innych miast do badania herstorii na lokalnym gruncie. Stowarzyszenie Klub Kobiet Kreatywnych zainicjowało Cieszyński szlak kobiet, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Radomiu dzięki staraniom Agaty Morgan przygotowuje publikację prezentującą sylwetki kobiet zasłużonych dla rozwoju Radomia, w  Gdańsku Stowarzyszenie Kultura Miejska we współpracy z  Trójmiejską Akcją Kobiecą zrealizowało projekt Być kobietą we Wrzeszczu. W efekcie coraz gęstsza sieć szlaków kobiet pokrywa polskie miasta, tym bardziej że w Warszawie od stycznia 2008 roku Fundacja Feminoteka prowadzi wirtualne Muzeum Historii Kobiet, które również nieprzerwanie inspiruje polskie badaczki i  działaczki. Wreszcie sama Wydawczyni Przewodniczki – Fundacja Przestrzeń Kobiet – dzięki sukcesowi książki oraz całego programu Krakowski Szlak Kobiet otrzymała dotację ze środków Województwa Małopolskiego na projekt upamiętniający 100. rocznicę śmierci Marceliny Kulikowskiej, jednej z bohaterek pierwszego tomu Przewodniczki. Projekt jest realizowany w ramach programu „Warto Pamiętać” koordynowanego przez Małopolski Instytut Kultury9. W ramach tego projektu Fundacja Przestrzeń Kobiet m.in. otworzyła Czytelnię dla Kobiet, która powstała jako spadkobierczyni i kontynuatorka krakowskiej instytucji edukacyjnej dla kobiet, działającej na przełomie xix i xx wieku pod tą samą nazwą. Patronką współczesnej Czytelni dla Kobiet jest Marcelina Kulikowska, zaś restytucja Czytelni jest niewątpliwie jednym z najważniejszych efektów pracy nad Przewodniczką. Kolejnym efektem badania historii krakowskich emancypantek w  ramach

6 B. Suchy, Jedna scena z życia pierwszej krakowskiej architektki, „Gazeta Wyborcza Kraków” z dn. 11.06.2010. 7 O. Soboń-Smyk, Szlakiem emancypantek, „Miasto kobiet”, nr 4/2010 (36), lipiec – sierpień, s. 23. 8 E. Zamorska-Przyłuska, Przewodnik literacki po Krakowie i województwie małopolskim, wyd. wam, Kraków 2010.

9 Więcej o projekcie Reporterka, pedagożka, emancypantka – 100. rocznica śmierci Marceliny Kulikowskiej można przeczytać na stronie programu „Warto Pamiętać”: http:// wartopamietac.info/category/reporterka-kulikowska/, dostęp 07.07.2010.

10

11


projektów Fundacji Przestrzeń Kobiet (Polki, Żydówki – krakowskie emancypantki. Historia i współczesność dla równości i różnorodności – projekt realizowany wraz z Żydowskim Stowarzyszeniem Czulent i Centrum Społeczności Żydowskiej w latach 2008–2009 oraz Krakowski Szlak Kobiet – projekt realizowany wraz z Żydowskim Stowarzyszeniem Czulent w latach 2009–2010) jest coraz większa popularność wycieczek trasami Krakowskiego Szlaku Kobiet. Opisy i  wizualizacje tras umieszczamy w końcowym rozdziale niniejszego tomu. Autorka tras i przewodniczka, Anna Kiesell, zdołała również wprowadzić Spacer śladami żydowskich kobiet (prowadzony równolegle z Agnieszką Legutko) do programu Festiwalu Kultury Żydowskiej w  Krakowie. Okazuje się, że historia kobiet ma także spory potencjał komercyjny. W tym roku ukaże się nakładem Korporacji Ha!art przewodnik turystyczny Kraków kobiet, w  którym wśród proponowanych tras znajdziemy trasy emancypantek oraz Żydówek…

* Pierwszy tom Przewodniczki otworzył w Krakowie przestrzeń dla historii kobiet, dla snucia narracji, dla dzielenia się opowieściami o zapomnianych postaciach, miejscach, związkach, również o zapomnianym mieście. Chcemy kontynuować tę opowieść na wiele głosów, na wiele różnorodnych tekstów, na wiele różnych perspektyw. Dlatego nie przerywamy naszej pracy nad przywracaniem pamięci o  kobietach związanych z  Krakowem, dlatego też powstał drugi tom Przewodniczki. Nowa odsłona Przewodniczki ma strukturę podobną do tomu pierwszego. Składa się z trzech rozdziałów, z których dwa zawartość mają podobną i te same tytuły co w tomie pierwszym: Konteksty i Kobiety. Trzeci rozdział tym razem zawiera nie Konspekty, ale opisy tras wycieczkowych po Krakowie, które powstały w ramach projektu Krakowski Szlak Kobiet. Nowością są wizualizacje opisywanych miejsc w formie oznaczeń na mapach Krakowa. W jeszcze większym wymiarze niż w poprzednim tomie zajmujemy się miastem. Oprócz wyróżnionych adresów miejsc związanych z bohaterkami tomu, map i opisów tras wycieczkowych, w rozdziale Konteksty proponujemy dwa teksty analizujące przestrzeń miasta z  perspektywy płci kulturowej: tekst Joanny Erbel Gender w  mieście. Jak perspektywa urbanistyczna zmienia myślenie o płci? oraz tekst Iwony Dadej Ruch kobiecy – miasto – przestrzeń ruchu w Europie środkowej na przełomie xix i  xx wieku na podstawie wybranych przykładów. Teksty te są próbą odpowiedzi na pytania: czy kobiety interesują miasto, ale też czy i ewentualnie w jaki sposób miasto interesuje kobiety? W doborze bohaterek ponownie stawiamy na różnorodność. W drugim tomie Przewodniczki znaleźć można teksty o: Polkach i  Żydówkach, katoliczkach i  ateistkach, arystokratkach i  robotnicach, kobietach hetero- i  nieheteroseksualnych oraz o  kobietach wykraczających poza wszystkie wymienione dualizmy. Ukazywanie różnorodności traktujemy jako obowiązek i oddanie sprawiedliwości wszystkim kobietom, które budowały dziedzictwo Krakowa. To nie były tylko Polki, katoliczki, kobiety zamożne, wykształcone, heteroseksualne, czyli należące do grupy dominującej. Spotkanie z różnorodnością osłabia uprzedzenia ze strony osób przynależących do grupy dominującej w stosunku do „innych”, ale po pierwszym tomie Przewodniczki wiemy też,

* W sposób niezamierzony pierwszy tom Przewodniczki udokumentował jedno z ważnych dla krakowskiego ruchu emancypacyjnego miejsc tuż przed zniknięciem budynku z powierzchni ziemi, a tym samym – z mapy miasta. Mowa o Ujeżdżalni przy ul. Rajskiej 12, gdzie na początku xx wieku odbywały się wiece i spotkania krakowskich emancypantek i skąd wyruszały na Rynek demonstracje, m.in. na rzecz praw wyborczych dla kobiet. Na miejscu Ujeżdżalni powstaje Małopolski Ogród Sztuki wg projektu Krzysztofa Ingardena. Projekt pierwotnie zakładał przebudowę Ujeżdżalni, jednak ostatecznie budynek został wyburzony w trakcie prac budowlanych w maju 2010 roku. Nie możemy zapomnieć o tym miejscu. Skoro miasto nie dba o naszą historię, my same nie pozwólmy jej znów wymazać. Spotkajmy się pod Ujeżdżalnią w marcu 2011 roku, w  100. rocznicę pierwszych obchodów Dnia Kobiet w  Krakowie. Rozpocznijmy właśnie tam krakowską Manifę, w  miejscu, skąd wyruszały kilkutysięczne demonstracje kobiet żądających praw wyborczych.

12

13


2. Ujeżdżalnia, ul. Rajska 12, Kraków, czerwiec 2009


że różnorodność może być traktowana przez osoby z grupy dominującej jako zagrożenie. Spotkałyśmy się z zarzutem, że pierwszy tom Przewodniczki opisywał tylko i wyłącznie panie pochodzenia żydowskiego. Był to dla nas wyraźny sygnał, że historia kobiet może pełnić tę samą funkcję co historia powszechna – być gwarantką, strażniczką tożsamości (zarówno narodowej, jak i płciowej). A  budowanie tożsamości nieodzownie wiąże się z  minimalizowaniem różnic wewnątrz grupy budującej tożsamość, w konsekwencji – z wykluczeniem osób różniących się od grupy dominującej. W Przewodniczce nie zakładamy, że istnieje jedna historia wszystkich kobiet, nie zakładamy, że mamy wszystkie tę samą opowieść. Odnajdujemy różne historie, mamy mnóstwo różnych opowieści. Chcemy wszystkich wysłuchać, chcemy wszystkie opowiedzieć. Nie zakładając, że są obiektywnymi, bezstronnymi narracjami, bo nigdy nie są. Historia jest w istocie historio-grafią, jest tym, co o niej piszemy, a nie przeszłością samą w sobie10 – stwierdza Hayden White, amerykański historyk idei, którego teorie popularyzuje w Polsce prof. Ewa Domańska. W  niniejszym tomie ważne są dla nas również związki między kobietami, relacje, które przynoszą wsparcie, akceptację, motywację, bezpieczeństwo. Związki, tak jak same bohaterki, również są różnorodne, czasem nie sposób te relacje określić, skategoryzować, nazwać. Próbę taką podejmuje Iwona Dadej w tekście Przyjaźnie i związki kobiece w ruchu kobiecym przełomu xix i xx wieku. Z kolei o strategiach politycznych oraz potrzebie nazywania relacji między kobietami żyjącymi wspólnie pisze Justyna Struzik w tekście O miłości między Innymi. W tekstach o poszczególnych bohaterkach Przewodniczki z łatwością odnajdziemy ważne dla bohaterek kobiety – przyjaciółki, matki, siostry, córki. Są też relacje niedopowiedziane, o których niewiele wiadomo, na temat których można snuć jedynie domysły. Barierą zazwyczaj okazywał się brak źródeł, natomiast w dwóch przypadkach Autorki zmuszone były borykać się z brakiem dostępu do źródeł. Tutaj ponownie na scenę wkraczają strażniczki tożsamości, strażniczki pamięci, jak tytułuje jeden z rozdziałów w swoim tekście Agnieszka Brożkowska. Otóż tekst o Władysławie Habichtównie powstał w znacznym stopniu na podstawie

materiałów archiwalnych Spółdzielni Mieszkaniowej, którą Habichtówna założyła, a której obecnie jest patronką. Dostęp do wyselekcjonowanych materiałów Autorka uzyskała po złożeniu wymaganego przez Spółdzielnię oświadczenia, że przed publikacją odda Zarządowi Spółdzielni tekst do autoryzacji. Chodziło o  to, aby w  tekście nie znalazła się nawet najmniejsza sugestia związku między Habichtówną a  Elżbietą Ciechanowską. Autorka sugestii nie uczyniła, natomiast poinformowała w przypisie o wcześniejszej publikacji, w  której owa sugestia się znalazła. Zarząd Spółdzielni zarzucił Autorce naruszenie dobrego imienia Habichtówny. Drugi przypadek cenzurowania dostępu do źródeł wiąże się z  przygotowaniem tekstu o Anieli Gruszeckiej przez Martę Struzik. Mimo wielokrotnych prób i  próśb, formalnych i  nieformalnych, Autorka nie uzyskała zgody dyrekcji Archiwum Nauki pan i  pau w  Krakowie na dostęp do materiałów biograficznych Anieli Gruszeckiej, składających się m.in. ze wspomnień i korespondencji. Formalna przyczyna odmowy dostępu brzmiała: materiały są w porządkowaniu. Nieformalnie Autorka usłyszała od pracowniczek Archiwum m.in., że: jest za młoda, nie posiada tytułu naukowego, nie poradzi sobie z analizą materiałów, materiały są specyficzne. Jakaż tajemnica kryje się we wspomnieniach czy w korespondencji Anieli Gruszeckiej? Czy chodzi ponownie o dobre imię bohaterki? A może o dobre imię jej męża, Kazimierza Nitscha? Opowieści o  bohaterkach nie są więc pełne, ale też podkreślić należy, że w żadnym wypadku, nawet pełnego dostępu do źródeł, pełne nie mogłyby być. Są bowiem przefiltrowane przez piszące o bohaterkach Autorki oraz Autora – osoby z konkretnymi poglądami, zainteresowaniami, z różnym wykształceniem, perspektywą, spojrzeniem na rzeczywistość i historię. Różnorodność Autorek i  Autora przejawia się nie tylko w  sposobie odtwarzania postaci, w formie i zawartości opowieści, ale również w warstwie edytorskiej tekstów. Zdecydowałam się nie ujednolicać tekstów, dlatego nie w  każdym można znaleźć przypisy i bibliografię, teksty nie posiadają również jednolitych wyróżników, śródtytuły oraz tytuły nadawane były przez Autorki i Autora, nie przez redaktorkę. Korzystajmy zatem z  różnorodności, zarówno bohaterek Przewodniczki, jak i Autorek.

10 Cyt za: E. Domańska, Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2005, s. 88 i 90.

16

17


*

*

Drugi tom Przewodniczki dedykujemy pamięci Teresy Andrynowskiej, Mamy Olgi – Autorki tekstu o Zuzannie Ginczance, opublikowanego w pierwszym tomie. Olgo, jesteśmy z Tobą.

Za cenne wskazówki i jak zwykle trafne uwagi i  spostrzeżenia ogromne podziękowania składamy dr Dobrochnie Kałwie, która ponownie konsultowała naukowo Przewodniczkę. Dziękujemy Autorkom i Autorowi za pracę i zaangażowanie. Dziękujemy sponsorowi, Funduszowi dla Organizacji Pozarządowych, za ponowne zaufanie i docenienie naszych starań. Dziękujemy również patronom medialnym projektu Krakowski Szlak Kobiet: Fundacji Feminoteka, Muzeum Historii Kobiet, redakcji pisma Historia Pol(s)ki oraz rozgłośni Radiofonia. Nie zamierzamy kończyć naszej pracy. Z chwilą, kiedy drugi tom Przewodniczki trafi do rąk Czytelniczek i Czytelników, rozpoczynamy przygotowania do opublikowania trzeciego tomu. Z radością powitamy merytoryczne, finansowe lub promocyjne wsparcie naszego projektu. Zapraszamy do kontaktu z nami.

Ewa Furgał

Redaktorka obydwu tomów Przewodniczki po Krakowie emancypantek, współautorka programu Krakowski Szlak Kobiet, trenerka warsztatów herstorii. Współzałożycielka i członkini Zarządu Fundacji Przestrzeń Kobiet.

* Na koniec kilka osobistych akcentów. Odzyskiwanie historii kobiet często oznacza emocjonalny kontakt z bohaterką, często też jest pracą nad własną przeszłością, genealogią (lub gynealogią), pamięcią, relacjami z  bliskimi osobami. Podczas pracy nad drugim tomem Przewodniczki dla mnie osobiście szczególnie ważna okazała się pamięć o mojej Babci – Janinie z Miecznikowskich Furgał. Babcia odeszła siedem lat temu. Pamiętam każdy szczegół związany z Jej postacią: ton głosu, dotyk dłoni, charakter pisma, numer telefonu, zapach mieszkania. Ale dzięki pracy nad Przewodniczką wiem, że jestem Jej winna również pamięć o ważnej dla Niej kobiecie – o przyjaciółce Jance, która podczas wojny trafiła do Auschwitz. Mam tylko Jej zdjęcie, chciałabym wiedzieć o Niej więcej. Może któraś z Czytelniczek lub któryś z Czytelników rozpozna Jankę? Chcę podziękować mojej Mamie za wsparcie w odzyskiwaniu rodzinnej historii. Dziękuję innym ważnym dla mnie kobietom za akceptację tego, kim jestem: mojej Partnerce Natalii, mojej Siostrze Asi, mojej Przyjaciółce Karolinie oraz Izie, którą straciłam, ale o której zachowam Pamięć.

3. Janka, przyjaciółka Janiny z Miecznikowskich Furgał

18


konteksty


Anna Pekaniec

Odzyskiwanie historii kobiet. Literatura dokumentu osobistego jako świadectwo […] a life whose story cannot be told as there is no story. (S. Gilbert, S. Gubar, The Madwoman in the Attic, s. 22) becoming visible (J. W. Scott, Experience [w:] Women, Autobiography, Theory, s. 57)

Białe plamy na mapie historii kobiet stopniowo są wypełniane, niemniej jeszcze wiele zostaje do zrobienia. Najważniejszymi zadaniami wydają się być: odzyskanie historii kobiet (o czym będzie traktował niniejszy tekst) oraz uświadomienie, iż jest ona niezwykle istotną składową historii jako takiej. Inaczej mówiąc, warto nieustannie przypominać, iż opowieści o przeszłości, przeszłość sama w sobie, powinny być postrzegane przez pryzmat płci (tu płci kobiecej), ponieważ uwzględnienie tej optyki pozwala na weryfikację sądów, umożliwia dostrzeganie niuansów, mechanizmów władzy, opresyjnych praktyk kulturowych, obyczajowych, politycznych. Historia z kobiecą sygnaturą stanowi nie tylko alternatywę dla wielowiekowych, męskocentrycznych relacji, gdyż przede wszystkim jest równoważna wobec nich. Często skoncentrowane na pomijanych przez historiografów faktach, szczegółach, aspektach życia, kobiece historie uzupełniają narracje oficjalne. Bardzo ważnym celem odzyskiwanej kobiecej historii jest skierowanie uwagi na historyczki, ale i artystki, literatki, publicystki, działaczki społeczne, emancypantki, czyli, krótko mówiąc – uczestniczki, twórczynie, komentatorki wydarzeń z przeszłości, zarówno tej prywatnej, jak i tej publicznej, by pozostać przy najbardziej ogólnym, ale i szczególnie istotnym dla dyskursu feministycznego, rozróżnieniu. Zanim przejdę do meritum, małe dopowiedzenie – historię w  poniższych rozważaniach będę rozumieć jako narracje o przeszłych wydarzeniach, rozgrywających się zarówno w przestrzeni prywatnej, jak i publicznej. Kobiety żyły i żyją w historii, swojej własnej, bliskich, kraju, w którym przebywały 23


choćby tymczasowo. Ponadto intymne narracje są gotowymi historiami, opowiedzianymi wersjami konkretnych zdarzeń. W niniejszym tekście medium umożliwiającym odzyskanie historii kobiet będzie szeroko rozumiana autobiografistyka. Autobiografie, dzienniki, pamiętniki, listy, wspomnienia, relacje z podróży, notatniki, wspomnieniowe eseje i szkice, napisane przez kobiety, zawodowo związane z literaturą, ale i nie-literatki, parające się innymi zawodami, są niezastąpionymi źródłami informacji o historii i o kobietach, spisujących ją, a także biorących bezpośredni udział w  rozmaitych wydarzeniach. Jednakowoż należy pamiętać, iż kobieca literatura dokumentu osobistego (termin „literatura dokumentu osobistego” rozpropagowany przez Romana Zimanda, podkreśla zarówno literacki, jak i  dokumentarny charakter wchodzących w  jej skład tekstów1) rządzi się własnymi specyficznymi prawami, które koniecznie należy mieć na uwadze, by nie popaść w nadmierny nad nią zachwyt, ale też, by jej nie deprecjonować jako mało użyteczny, aczkolwiek uroczy, bibelot. Życie kobiet nieczęsto uznawano godnym opowieści, ich uczestniczenie w historii pomijano, toteż zatrzymywanie go w narracjach stało się dla nich ocaleniem. Na czym zasadza się kobieca historia? Otóż, u  jej podstaw leży kobiece doświadczanie świata2, aktywne działania, przekształcające rzeczywistość, choćby tę najbliższą. Z uwzględnieniem kobiecości3 doświadczenia, budulca historii, związana była również propozycja Adele Aldridge, by słowo historia (ang. „history”, his-story, „jego historia”) zostało zastąpione słowem „mystory” („moja historia), podkreślającym jednostkowość doświadczenia, ale wymazującym płeć. Aby uniknąć swoistej androgynizacji historii, wprowadzono

słowo „herstory” („jej historia”), jednoznacznie określające płeć tej odmiany dyskursu historycznego4. Kobiece autobiografistyka i epistolografia przynależą zarówno do literatury, jak i  historii, socjologii, równocześnie będąc ich przedmiotami badań. Od dziedziny, w  której rozpatrywany jest dany tekst, uzależnione są metody badawcze. Dzisiejsza szeroko pojęta humanistyka, na szczęście, pozwala na elastyczne dopasowanie narzędzi i przedmiotów badań, dodatkowo kierując uwagę na autorów, tu autorki, tym samym wprowadzając tak potrzebny subiektywizm, indywidualne rysy, rozluźnienie sztywnych rygorów. I tu kryją się cechy kobiecego odzyskiwania historii: nakierowanie na jednostkowe doświadczenie, uwzględnienie podmiotowego punktu widzenia, brak pretensji do prawomocności wygłaszanych sądów. Podmiotowe nacechowanie, nieustannie uwzględniające płeć kobiet-autobiografek-historyczek (mniej lub bardziej świadomych swojego zadania) czyni ich narracje o przeszłości świadectwami uczestnictwa. Jakie są tego konsekwencje? O  tym poniżej, tymczasem chcę przypomnieć o ambiwalentnym statucie kobiecej literatury dokumentu osobistego. Owa ambiwalencja wpływa bowiem na kształt wyłaniającej się z nich historii kobiet. Autobiograficzność (w sensie gatunkowym i tematycznym) uznana została za wyróżnik kobiecej literatury5. Idąc dalej, autobiografie pozytywnie waloryzowane jako doskonałe pole ekspresji, ujawniania tego, o czym mówić głośno nie wypadało lub nie można było, przełamywania milczenia, a  także starań o wypracowanie własnego, osobniczego i osobnego kobiecego języka (nie poddającego się fallogocentrycznym regułom), równocześnie były deprecjonowane za błahość, nieistotność, „nadmierną” emocjonalność. Intymne narracje autobiograficzne były wręcz uważane za jedne z niewielu dostępnych kobietom przestrzeni twórczości, nie wymagającej szczególnych uzdolnień,

1 Zob. R. Zimand, Diarysta Stefan Ż., Wrocław 1990. 2 Podzielam tu zdanie Ewy Domańskiej, formującej taką tezę w artykule przybliżającym kulisy historii feminizmu, jak również feministycznie rozumianej historii. Por. E. Domańska, Historia feminizmu i feministyczna historia, „Odra” 1994, nr 7–8, s. 27. 3 Zdaję sobie sprawę, iż próba zdefiniowania kobiecości znacznie wykracza poza ramy niniejszego tekstu (swoją drogą, czy taka definicja w ogóle jest możliwa?), lecz dla potrzeb moich rozważań, kobiecość doświadczeń oraz wyłuskiwanej z niej historii, będę określać jako sposób odbierania świata, zestaw wyznawanych przez konkretną autorkę poglądów w tym temacie. Kobiecość jest kategorią wysoce subiektywną, labilną, modyfikowaną w zależności od jej, by tak rzec, właścicielki i nosicielki.

4 Zob. E. Domańska, Historia feminizmu…, s. 26–27. 5 Pomijam tu beletrystykę; kobieca powieść, poezja, dramat, stanowią obszar nader zajmujący, niemniej ich użyteczność w odniesieniu do rekonstruowania historii kobiecej jest inna niż tekstów dokumentalnych, co nie oznacza, iż literatura piękna jest tu całkowicie nieprzydatna. Stanowi ona budulec historii kobiecej twórczości, a więc również kobiecego doświadczania świata.

24

25


predyspozycji ani też uwagi ze strony osób postronnych. Inaczej przedstawiała się sytuacja korespondencji. Kobieca epistolografia prymarnie pełniła funkcje informacyjne i komunikacyjne, dopiero po ich wygaśnięciu zmieniała status z dokumentalnego na literacki. Wymagające interakcji listy, mogły być pisane zawsze i wszędzie:

światopoglądowych. Opisy codziennych zatrudnień, zmagań z niesfornymi dziećmi, trudności finansowych, projektów sukien, sąsiadują z uwagami o powstaniach, działalności konspiracyjnej, emancypacyjnej9. Pozornie ograniczany przez konwencje list staje się przestrzenią, w której obok opowieści o robieniu konfitur pojawiają się np. tezy o polityce państw walczących ze sobą podczas i wojny światowej10. Zebrane w zbiory korespondencji, listy zamieniają się w powieści epistolarne, w których historia stanowi stale obecne tło, jednocześnie ową historię kształtują, a także stają się jej elementami. Kobiece listy dodatkowo wymazują pominięcia, przemilczenia, wielowiekową ignorancję dotykającą kobiety, obecne, a wyciszane, ukazujące pomijane aspekty dyskursu historycznego. Podczas prób odzyskiwania historii z kobiecych narracji autobiograficznych warto pamiętać o przewrotnej przestrodze Ingi Iwasiów:

[…] skromnej i rozumnej kobiecie żadną miarą nie wypadało pisać książek. […] listy, to całkiem co innego. Kobieta mogła pisać listy, na przykład czuwając przy łóżku chorego ojca. Albo siedząc cichutko przy kominku, kiedy mężczyźni zabawiali się rozmową6.

Nie pozbawiona ironii, uwaga Virginii Woolf uwypukla nieważność kobiecej aktywności pisarskiej, opresyjność konwenansów, ale także, paradoksalnie, dowartościowuje je, silnie akcentując ich prywatność, intymność. Kto wie, o czym pisały milczące korespondentki? Nie do pominięcia jest, podkreślone już przez Stefanię Skwarczyńską, powiązanie listu z życiem, a więc i z historią. Ponad siedemdziesiąt lat temu Skwarczyńska dowodziła:

Kobiece autobiografie miały być, według badaczek ii fali feminizmu, tym szczególnym rezerwuarem wiedzy o kobietach, ich życiu, jego przymusach, intymnych odczuciach, które mógłby stanowić wstęp do alternatywnej historii społeczeństwa, obyczajów, literatury. Opisywany po wielokroć gest wiktoriańskiej diarystki, notującej przebieg dnia w kajecie chowanym pod serwetą okrywającą stół w bawialni – okazał się jednak o wiele bardziej złożony, choć może mniej tajemniczy niż wydawało się Wirginii Woolf. Dziś teoretyczka intymnej narracji zwróci uwagę raczej na to, jak odbija ona patriarchat, jak jest konwencjonalna, skonstruowana, porzucając nadzieję na objawienie „kobiecego losu”, a może raczej przeformułowując sens tego banalnego hasła. Kobiecy los? Owszem, ale zawsze w ramie patriarchatu, wewnątrz jego języka. To, co kobiece, to raczej szczególne miejsca ekspozycji braku, implikowana przez tekst nieciągłość egzystencji, której nie zaradzi hipoteza kobiecej semiotyki, objawionej w narracji prywatnej. W tej sytuacji przełomowe będą te narracje, które zostały napisane jako autobiografie feministyczne, ale równie ważne takie, które w ogóle nie brały pod uwagę tożsamości kobiecej, zredefiniowanej w ramach feminizmu11.

List może być wyraźnym fragmentem życia, a k t e m ż y c i a. Wtedy posuwa je, kształtuje, jest momentem akcji, którą życie posuwa swoich bohaterów: autora i adresata listu7. Każdy list jest jednoznaczny ze zdarzeniem życiowym, czynem, pociąga za sobą czyn, stwarza zdarzenie […]8.

Zatem listowna narracja okazuje się być performatywem, słowa powodują konkretne zmiany w rzeczywistości, ustanawiają pewne stany rzeczy, relacjonują już istniejące, zapowiadają pojawienie się kolejnych. Listy jako źródła odzyskiwania (kobiecej) historii charakteryzuje przynależność do dwóch sfer jednocześnie – prywatnej i publicznej; wymieszane ze sobą w rozmaitych proporcjach, odsłaniają kulisy wydarzeń historycznych, dostarczają wielu cennych informacji o historii życia codziennego, przemian kobiecych ról społecznych, zmian

9 Odsyłam do listów np. Elizy z Branickich Krasińskiej, Dionizy Poniatowskiej, Narcyzy Żmichowskiej, Anny Iwaszkiewiczowej. Warto też podjąć trud rewindykacyjnej lektury listów Elizy Orzeszkowej; zebrana w dziewięciu tomach korespondencja kryje w sobie portret pisarki odbiegający od utartych o niej wyobrażeń; Orzeszkowa w listach jawi się jako kobieta pełna pasji, o skomplikowanym i bogatym życiu uczuciowym. 10 Co ma miejsce w listach Marii Dąbrowskiej pisanych do męża, Mariana Dąbrowskiego. 11 I. Iwasiów, Powtórzenia, odbicia, przekroczenia. Pisarki w polskiej historii literatury i dzisiaj, adres internetowy artykułu: http://secesja.info/iwasiow-pl.html, dostęp 15.02.2010.

6 V. Woolf, Własny pokój. Trzy gwinee, przeł. E. Krasińska, wyd. ii popr., Warszawa 2002, s. 80. 7 S. Skwarczyńska, Teoria listu, Lwów 1937, s. 303. 8 Ibidem, s. 313.

26

27


Przywołując zawiedzione nadzieje drugofalowych badaczek, Iwasiów wydaje się deprecjonować prywatne narracje, a tym samym wyłaniającą się z nich możliwą historię kobiet. Negatywne wrażenie jest mylne, gdyż w powyższym passusie zamaskowana jest propozycja nowatorskiego odczytania kobiecych autobiografii, jak również pośrednie potwierdzenie przypuszczeń feministek drugofalowych. Trudno nie zgodzić się z  tezą o  uwikłaniu w  patriarchat, w końcu był on jedyną dostępną wersją rzeczywistości, stąd też ukrywanie się autobiografek za/w  opowieściami/-ach o  rodzinie, genealogii, polityce, życiu codziennym. W tekstach pisanych albo z wyraźnym feministycznym zacięciem, lub z  całkowitym jego pominięciem, zawarte są nie odkryte do tej pory historie. Myślę, iż są one obecne także w tekstach, które mieszczą się w przestrzeni pomiędzy wymienionymi biegunami kobiecych autobiografii. Teksty spisywane przez kobiety pochodzące z rozmaitych środowisk, ze świadomością różnorakich i wielopłaszczyznowych ograniczeń kulturowych, politycznych, często poddawane mniej lub bardziej nasilonej autocenzurze, stają się materiałem do kreowania historii kobiet, w żadnym wypadku nie mogącej być określaną w mocnych kategoriach. Potencjalność, liczne inwarianty, zmienność, dynamiczność, niegotowość i otwartość na przekształcenia i uzupełnienia, oto cechy historii kobiet, kobiecej historii. W wielu przypadkach dzięki lekturze podejrzliwej, wyczulonej na pęknięcia, szczeliny, załamania możliwe jest uchylenie rąbka kobiecej autobiograficznej narracji, choćby silnie „męskojęzycznej”, oraz dostrzeżenie zawartego w niej żeńskiego doświadczenia historii, w którym istotny jest nie tyle jego zasięg, co sam fakt uczestnictwa, realne działania, poświadczone zapisem. „Historiogenne” świadectwo było nie tylko relacją z uczestnictwa, na pierwszy plan wysuwającą wydarzenia, lecz przede wszystkim odsyłało do samej świadczącej, która opowiadała zarówno o tym, co zaobserwowała, ale co przeżyła i czuła12. Wyłaniająca się z  prywatnych narracji historia kobiet i  kobieca wersja historii oddaje głos nie słuchanym i przez tak długi czas nie słyszanym, mówiącym / piszącym, a  traktowanym jak milczące. Nieogarniony ładunek

faktograficzny zapowiada bogactwo oraz różnorodność wyłaniających się opowieści. Starając się nakreślić drogi odzyskiwania historii kobiet z literatury dokumentu osobistego z żeńską sygnaturą, powinno się nieustannie mieć na uwadze specyfikę polskiego dyskursu emancypacyjnego (we  wszelkich jego odmianach, nakierowaniach, dążnościach), ale i hegemonię mitu Matki Polki, obowiązek przedkładania interesów patriotycznych nad osobiste, przypisanie kobiet do sfery domowej13, represje popowstaniowe oraz konsekwencje wojen, w dużej mierze ponoszone przez kobiety. Dlatego też należy ostrożnie przekładać obcojęzyczne teorie dotyczące kobiecych autobiografii i historii na rodzime teksty. Zajmująco przedstawia się historia codzienności14, tym bardziej, iż piszące kobiety pochodziły z różnych warstw społecznych: arystokracji, szlachty, mieszczaństwa, stąd też codzienne zatrudnienia były dla każdej z autobiografek odmienne15, dodatkowo są one odsyłaczami do kolejnych odmian historii, np. traktujących o  przemianach ról społecznych16 i związanymi z nimi kanonami zachowań. Historię kobiet budują także życiorysy sławnych, słynnych, znanych, wyróżniających się na tle swojej epoki (i nie tylko): aktorek (np. Heleny Modrzejewskiej, Ireny Solskiej, Zofii Ordyńskiej, Jadwigi Mrozowskiej-Toeplitz, Marii Mrozowicz-Szczepkowskiej), lekarek (np. Reginy Salomei z Rusieckich Pilsztynowej, Teodory z Krajewskich Kosmowskiej), malarek (np. Zofii z Fredrów Szeptyckiej, Pii Górskiej), pisarek (np. Elizy Orzeszkowej, Stanisławy Przybyszewskiej, Marii Dąbrowskiej, Zofii Nałkowskiej, Ireny Krzywickiej, Zuzanny Rabskiej, Marii Konopnickiej, Ewy

13 Przy czym pamiętać należy, iż w Polsce owa sfera nigdy nie była tylko domeną ściśle prywatną, lecz również była przestrzenią ścierania się funkcji publicznych i politycznych, co przypomniała m. in. Danuta Dąbrowska w Udomowionym świecie. 14 Odwołuję się tu do propozycji Sławomiry Walczewskiej z jej tekstu Historia kobiet i jej różne postaci, „Katedra” 2001, nr 1, s. 242–246. 15 Życie arystokratek i szlachcianek różniło się od egzystencji mieszczanek. Tym, co łączyło wszystkie kobiety, były wymogi, konwenanse, obwarowania obyczajowe, w znaczny sposób ograniczające swobodę, możliwość działań, autoekspresji. 16 Sztandarowym przykładem jest tu Historia miłości macierzyńskiej Elisabeth Badinter (wyd. pol. 1998, przekł. K. Choiński); jej polską odpowiedniczką jest publikacja Anety Bołdyrew pt. Matka i dziecko w rodzinie polskiej. Ewolucja modelu życia rodzinnego w latach 1795–1918, Warszawa 2008.

12 Kobiece doświadczanie historii nie musi zatem wcale polegać na bezpośrednim udziale, historii można doświadczać również emocjonalnie. D. Dąbrowska, Udomowiony świat. O kobiecym doświadczaniu historii, Szczecin 2004, s. 40.

28

29


Szelburg-Zarembiny), uczonych (np. Marii Skłodowskiej-Curie). Każda z przywołanych kobiet pozostawiła po sobie narracje autobiograficzne i epistolarne, w różnym stopniu skonwencjonalizowane, lecz zawsze stanowiące zajmującą lekturę, umożliwiającą wgląd w życie kobiet epok minionych. Integralną częścią kobiecej przeszłości są powstanie oraz rozwój tendencji emancypacyjnych, narodziny, kształtowanie, ewolucja koncepcji feministycznych; wielu cennych spostrzeżeń dostarczają tu listy Orzeszkowej, Narcyzy Żmichowskiej, Gabrieli Zapolskiej, autobiograficzne opowieści Romany Pachuckiej, Jadwigi Klemensiewiczowej, Ireny Krzywickiej. Co ciekawe, kwestie emancypacyjne pojawiają się też w  tekstach autobiografek niekoniecznie bezpośrednio w nie zaangażowanych lub wręcz im niechętnych, np. w pamiętniku Anny z Działyńskich Potockiej, we wspomnieniach Anny Iwaszkiewiczowej. Rekonstruowanie opowieści o  kobiecej egzystencji, tradycji, działalności uświadamia pozornie banalną, lecz brzemienną w  konsekwencje prawdę – nie ma ucieczki od historii, zawsze żyje się w niej, choć niekiedy jej tętno jest mniej wyczuwalne. Jednakowoż zdarzały / zdarzają się takie momenty (powstania, rewolucje, strajki, wojny), gdy historia gwałtownie wdziera się w egzystencję i nie można od niej uciec. Zaangażowanie zostaje niejako wymuszone, odmowa nie wchodzi w rachubę, przeciwnie, traktowana jest jako czyn niemoralny, karygodny, spychający na margines. Przysłowiowe już „darcie szarpi” dla powstańców, noszenie żałoby po klęskach zrywów narodowowyzwoleńczych są tego dobitnymi przykładami. Głęboko zakorzeniony patriotyzm przenikał życie codzienne, poza tym niekiedy można odnieść wrażenie, iż dawał autobiografkom poczucie uczestnictwa w czymś ważnym. Ponadto opowiadanie o wydarzeniach historycznych, a więc dziejących się poza odgórnie przypisaną kobietom sferą domowo-rodzinną, dawało autorkom sposobność do wyjścia poza ową sferę, choć w piśmie i drobnych gestach. Po raz kolejny powraca motyw chęci pozostawienia świadectwa, co potwierdziła np. Helena z Mieroszewskich Darowska:

Może się też ja lepszych doczekam czasów, wtedy poczytam sobie za zasługę cierpienia, których świadkiem byłam, które sercem odczuwałam, bo dzięki Bogu osobiście ich nie doświadczam, ale jako gorąco kochająca swój kraj cierpię nad niedolą jego. Potem też i wspomnienia, czyli przypomnienia lat młodych, lat szczęśliwych, zawsze miłymi będą w każdym czasie17.

Podkreślić należy nie tyle deklarowaną miłość do uciemiężonej ojczyzny, co płynne przejście pomiędzy patriotycznymi inklinacjami a wspomnieniami z lat młodości. To, co narodowe, okazuje się tak samo ważne, jak to, co prywatne, osobiste. Istotnym aspektem odzyskiwania kobiecej historii jest skupienie się na elementach pomijanych w historii pisanej z punktu widzenia mężczyzny. Na dalszy plan zostają usunięte polityka, wojny, dzieje narodów, natomiast faworyzowane są historia przemian obyczajowości, mody, ewolucji kultury, wszelkich dziedzin sztuki. Ważne stają się mikrohistorie18, życie codzienne wybranej wspólnoty, rodziny, ich pasje, zainteresowania, zapatrywania. Anulowane zostają męskocentryczne hierarchie na rzecz odmiennego, gdyż kształtowanego z  innego miejsca w  społeczeństwie, kulturze, historii, kobiecego sposobu postrzegania świata, waloryzującego to, co jednostkowe, ale niekoniecznie uniwersalne. Swoisty zwrot ku codzienności umożliwia także uniknięcie koncentracji jedynie na projektach emancypacyjnych. Aczkolwiek niezwykle ważne, mogą stać się hegemonami, wykluczającymi, pomijającymi, czy wręcz anihilującymi historie nie-emancypacyjne. Niekiedy głównym powodem spisywania kobiecych wspomnień było dążenie do zdania relacji z określonych działań, ocalenia przed zapomnieniem lub przypomnienie ewentualnym pokoleniom czytelniczek i  czytelników o  rolach, jakie odgrywały kobiety w wielu dziedzinach. Dobrym przykładem jest 17 H. z Mieroszewskich Darowska, Dwa lata moich wspomnień z życia krakowskiego 1836–1837, [w:] Kapitan i dwie panny. Krakowskie pamiętniki z xix wieku, przyg. do druku I. Homola i B. Łopuszański, Kraków 1980, s. 28. Helena Mieroszewska urodzona w 1819 roku w Krakowie, była córką Jacka Piotra Mieroszewskiego i Barbary Wilczkówny, jako młoda dziewczyna mieszkała z rodzicami na ul. Grodzkiej 59, będąc matką, wraz z córkami rezydowała w kamienicy przy ul. Solskiego 33. 18 Zob. na ten temat publikację Ewy Domańskiej, Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach, Poznań 1999.

Przeleciawszy więc myślą kilkunastoletnią epokę życia mojego, zatrzymuję się dzisiaj i odtąd wolnym krokiem dzień każden przechodzić będę, zapisując jego wypadki. Żyjemy w czasach tak ważnych, tak ważących się dla kraju naszego, że w późniejszym wieku trudno by mi było przypomnieć sobie szczegóły ciągłych zdarzeń, teraźniejszej historii polskiej. 30

31


tu tłumaczenie motywów podjęcia paktu autobiograficznego przez Jadwigę z Sikorskich Klemensiewiczową:

siłą rzeczy subiektywnych, selektywnych, a także muśniętych fikcjonalnością (wymienione przeze mnie teksty są zarówno dokumentami, jak i literaturą – wprawdzie z założenia niefikcjonalną, jednakże nie są one całkowicie pozbawione elementów kreacyjnych), która jako kryterium prawdy wskazuje tu prawdę indywidualnego doświadczenia. Po drugie – większość autobiografek i korespondentek pochodzi z klasy co najmniej średniej, jeśli nie z arystokracji. Toteż wyłaniająca się z kobiecej autobiografistyki historia jest tylko i aż historią konkretnej klasy społecznej. Pozostałe grupy społeczne nie są tu reprezentowane np. ze względu na brak zachowanych źródeł – pamiętników, listów itp., co w  oczywisty sposób zubaża odzyskiwane historie. Niemniej można tę sytuację nieco zmienić poprzez skupienie się na obrazie kobiet z niższych warstw społecznych wyłaniającym się z tekstów przedstawicielek klas wyższych. Historie kobiet dotyczą nie tylko ich samych, są również opowieściami o miastach, instytucjach, miejscach, rzeczach. Wraz z  autorkami spacerujemy ulicami np. dziewiętnastowiecznego Krakowa20, odwiedzamy szkoły, pensje, teatry, uniwersytety, redakcje czasopism. Zostaje dzięki temu naszkicowana mapa kobiecej aktywności w miastach, państwach, ale i na niewielkich terytoriach, niekiedy ograniczonych do przestrzeni domu, dworku. Dla kobiet możliwość symbolicznego, ale i realnego wyjścia (dzięki zaangażowaniu się w  działalność charytatywną, naukową, kulturalną, społeczną i  publiczną) poza domowe terytorium była czynnikiem motywującym oraz potwierdzającym ich udział w historycznych przemianach. Zarówno autobiografie, jak i listy kobiece, przyczyniają się do uzupełnienia i rewizji dyskursu historycznego, stają się asumptem do napisania historii alternatywnych, potrzebnych, oświetlających dotąd niedostatecznie rozpatrywane aspekty życia (nie)codziennego. Historia widziana kobiecymi oczami,

Dlatego, że los pozwolił mi żyć w epoce różnorodnych i coraz głębiej sięgających przemian w życiu społeczeństw; że mogłam przyglądać się początkom ruchów społecznych, które w ciągu mego długiego żywota kolejno stawały się potężne a nieodwracalne i coraz to głębiej przeobrażały warstwy społeczne – aż do obecnej rzeczywistości. […] W dodatku będą to obserwacje, przeżycia i wrażenia kobiece – a w młodości mojej kobieta nie była uważana za „prawdziwego” człowieka… O tym nie wiedzą przeważnie lub nie pamiętają obecne pełnoprawne kobiety, więc może je zajmie historia tych, które walczyły o ich prawa do swobody, nauki, wyboru zawodu i innych uprawnień, które dziś są ich chlebem powszednim19.

Wspomnienia spisywane ze świadomością rekonstruowania kobiecej historii są nacechowane płciowo. Klemensiewiczowa mówi nie tylko w swoim imieniu, staje się reprezentantką pewnej grupy, tak jak autobiografki i epistolografki pochodzące z  arystokracji lub szlachty, np. Eliza z  Branickich Krasińska, Jadwiga z Działyńskich Zamoyska, Dioniza Poniatowska. Narracje przywołanych autorek oscylują pomiędzy pojedynczością, intymnością, partykularnością, a  pewnego rodzaju uniwersalnością, typowością. Stąd też budują one nie tylko poszczególne historie, lecz także przyczyniają się do uzupełnień globalnej historii kobiet. Doniosłe znaczenie dla herstorii mają autobiografie pisane przez matki dla córek, adresowane do innych kobiet, rekonstruujące kobiece linie genealogiczne (np. wspomnienia duetu Maryla Wolska – Beata Obertyńska, opowieści Henrietty z Działyńskich Błędowskiej spisywane dla córki, Wincenty). Kobiety piszące o kobietach (i nie tylko) dla kobiet – wspólnota doświadczeń, chęć uratowania od zapomnienia pocztów przodkiń, czynią owe narracje wyjątkowo przydatnymi elementami rekonstruowanej przeszłości, której autobiografki były czynnymi kreatorkami. Podkreślam, iż podjęta tu próba wskazania dróg odzyskania kobiecych historii nie rości sobie pretensji do ujęć globalnych. Przede wszystkim dlatego, iż jest ona oparta na autobiografiach, dziennikach, listach, wspomnieniach,

20 Doskonałym przykładem jest tu pamiętnik Zofii Ordyńskiej, aktorki m.in. krakowskiego Teatru Ludowego, Teatru im. J. Słowackiego, dziennikarki, recytatorki poezji pierwszych futurystów polskich, np. Tytusa Czyżewskiego. Potoczysta narracja, skrząca się humorem, pełna szczegółów, interesujących spostrzeżeń obyczajowych, stanowi swoisty przewodnik po aktorsko-dziennikarskim Krakowie przełomu xix i xx wieku. Zob. Z. Ordyńska, To już prawie sto lat… Pamiętnik aktorki, Wrocław–Kraków–Warszawa 1970.

19 J. Klemensiewiczowa, Przebojem ku wiedzy. Wspomnienia jednej z pierwszych studentek krakowskich z xix wieku, Wrocław–Warszawa–Kraków 1960, s. 5.

32

33


spisana kobiecą ręką przyczynia się do uczynienia widocznym kobiecego doświadczenia i doświadczania świata. Ich uwzględnienie umożliwia stworzenie nowej, bogatszej, zauważającej różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami, ale i pomiędzy poszczególnymi kobietami, mapy historii, nie tylko kobiet21. Pamiętać należy, iż kobiece narracje historyczne niezwykle często nie są kompatybilne z obowiązującymi wykładniami (jak również są czymś więcej niż przypisami do nich; chociaż niekiedy przypisy są najciekawsze i to w nich pojawiają się najistotniejsze fakty, uwagi, spostrzeżenia), pisane z wnętrza patriarchalnego dyskursu rozsadzają go od środka, a przynajmniej próbują zdobyć miejsce w jego obrębie, niejednokrotnie ze sporym powodzeniem. Z  perspektywy radykalnie feministycznej trudno o  przypadek bardziej beznadziejny niż kobiece narracje pisane na męskocentryczną modłę (tj. wyraźnie antyfeministyczne, skupiające się na zagadnieniach politycznospołecznych, hołdujące zachowaniu patriarchalnych hierarchii oraz takiż kryteriów oceny faktów, czynów, poglądów), aczkolwiek sytuacja nie jest tak patowa, jakby się wydało, ponieważ stale należy mieć na uwadze konteksty właściwe dla epoki, w/o  której powstał / opowiadał konkretny tekst. Przy niskim potencjale subwersywnym teksty „niewolnic patriarchatu” zachowują wartość dokumentarną, ale i  literacką. Są wartościowymi źródłami dla

historyczek i historyków22 zajmujących się historią życia codziennego, kultury, sztuki, obyczajów, przemian ról społecznych, działań konspiracyjnych, edukacyjnych i  wojennych, ponadto są niezwykle cennymi świadectwami przemian mentalności, światopoglądów czy sposobów postrzegania świata. Literatura dokumentu kobiecego przypomina o płci historii, uwzględnienie tej perspektywy ma niebagatelne znaczenie. Sądzę też, że jest niezwykle cenne dla czytelniczek, badaczek, ponieważ daje im sposobność śledzenia kobiecej tradycji, a przede wszystkim uświadamia, iż dotychczasowa historia była uprawiana z męskiego punktu widzenia. Dzięki autobiografistyce i epistolografii, a zatem wyłaniającej się z nich kobiecej przeszłości, czytelniczki, a kiedyś autorki, mogły poczuć, iż historia była i jest także ich domem.

Anna Pekaniec

21 Tu zgadzam się w pełni z postulatami Danuty Dąbrowskiej: Nie chodzi tu jednak o tępienie patriarchatu, pomniejszanie czy deprecjonowanie owego męskiego uniwersum. Chodzi o odkrywanie i opisywanie, na czym owa inność kobiet polegała i polega i jakie miejsce jej wyznaczyć w dziejącej się rzeczywistości. Miejsce autonomiczne, równoległe, które nie byłoby ustawicznie odnoszone do tego, co męskie, i ustawicznie wartościowane. O to miejsce kobiety nie tylko powinny się upominać, one przede wszystkim powinny je same tworzyć. Odrzucić sposób patrzenia na siebie, który jest męskim sposobem. Wtedy będzie możliwe napisanie historii z perspektywy kobiet. Nie takiej, w której będzie się podnosiło ich zasługi jako wyjątkowe i wykraczające poza rolę płciową. Nie takiej, w której miarą kobiecych zasług będzie męskie uznanie. I nie takiej, której autorki będą gorliwie zapewniać, że działalność publiczna kobiet nie przeszkadza im w obowiązkach domowych i nie wpływa na ich urodę, wdzięk i cnotę. D. Dąbrowska, Udomowiony świat…, s. 189.

Jestem absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, w styczniu obroniłam pracę doktorską zatytułowaną Czy jest kobieta w tej autobiografii? Kobieca literatura dokumentu osobistego od początku xix wieku do wybuchu ii wojny  światowej. Moją Promotorką była Prof. dr hab. Marta Wyka. Ukończyłam też podyplomowe studia na Wydziale Filozofii (uj) – wiedza o kulturze i filozofia. Moje zainteresowania naukowe koncentrują się wokół zagadnień autobiografizmu,  literatury dokumentu kobiecego, narracyjnych koncepcji tożsamości, a także literatury młodopolskiej. W wolnych chwilach fotografuję, głównie zwierzęta i rośliny.

22 Na polskim gruncie użyteczność kobiecych pamiętnikowych narracji w nauczaniu historii została dostrzeżona już jakiś czas temu, choć perspektywa genderowa nie była wtedy uznana za dominującą, a jedynie akcesoryczną, nadto była rozumiana dość stereotypowo. Aczkolwiek, sam fakt potraktowania kobiecej autobiografistyki jako dogodnego narzędzia, przydatnego w edukacji, zasługuje na podkreślenie. Zob. B. Kubis, Pamiętniki kobiet polskich w procesie nauczania historii, „Wiadomości Historyczne” 1999, nr 2, s. 98–110.

34

35


bibliografia

Kubica G. Kubis B. Lejeune P. 

Meducka M.

Darowska z Mieroszewskich H.

Klemensiewiczowa J. Modrzejewska H. Ordyńska Z. Banot A. E. Borkowska G. Czermińska M. Czerska T. Dąbrowska D. Domańska E. Gilbert S., Gubar S. Iwasiów I.

Dwa lata moich wspomnień z życia krakowskiego 1836–1837, [w:] Kapitan i dwie panny. Krakowskie pamiętniki z xix wieku, przyg. do druku I. Homola i B. Łopuszański, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980. Przebojem ku wiedzy. Wspomnienia jednej z pierwszych studentek krakowskich z xix wieku, wyd. Ossolineum, Wrocław–Warszawa–Kraków 1960. Wspomnienia i wrażenia, przekł. M. Romińskiego, Kraków 1957. To już prawie sto lat… Pamiętnik aktorki, wyd. piw, Wrocław–Kraków–Warszawa 1970. Kobiety w historii – Historia kobiet. Dyskurs feministyczny w Polsce, [w:] W kręgu gender, red. E. Mandal, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2007. Solidarne i samotne, „Res Publica Nowa” 1993, nr 10. Autobiograficzny trójkąt. Świadectwo, wyznanie, wyzwanie, wyd. Universitas, Kraków 2000. Miejsce autobiografii kobiecych w polskiej literaturze współczesnej, [w:] Dwudziestowieczność, red. M. Dąbrowski i T. Wójcik, Warszawa 2004. Udomowiony świat. O kobiecym doświadczaniu historii, Szczecin 2004. Historia feminizmu i feministyczna historia, „Odra” 1994, nr 7–8. The Madwoman in the attic, New Heaven 1980. Feminizm dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie, Warszawa 2004; Intymność i rynek, „Dekada Literacka” 2004, nr 3; Powtórzenia, odbicia, przekroczenia. Pisarki w polskiej historii literatury i dzisiaj, adres internetowy artykułu: http://secesja. info/iwasiow-pl.html.

36

Rybicka E. Scott J. W. Serkowska H. Skwarczyńska S. Ubertowska A. Walczewska S. Woolf V. Zębala A. Zimand R.

37

Siostry Malinowskiego, czyli kobiety nowoczesne na początku xx wieku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006. Pamiętniki kobiet polskich w procesie nauczania historii, „Wiadomości Historyczne” 1999, nr 2. Wariacje na temat pewnego paktu. O autobiografii, red. R. Lubas-Bartoszyńska, Kraków 2001; Koronka. Dziennik jako seria datowanych śladów, „Pamiętnik Literacki” 2006, z. 4. Artystki o sobie. Pamiętniki polskich artystek sprzed 1939 roku [w:] Kobieta i kultura. Kobiety wśród twórców kultury intelektualnej i artystycznej w dobie rozbiorów i w niepodległym państwie polskim, red. A. Żarnowska i A. Szwarc, Warszawa 1996. Opowieści dziewczęce. Ustępy z pamiętników młodych panien (1776–1866), oprac. S. Wasylewski, Kraków 1957. Antropologiczne i komunikacyjne aspekty dyskursu epistolograficznego, „Teksty Drugie” 2004, nr 4. Experience [w:] Women, Autobiography, Theory. A Reader, red. S. Smith, J. Watson, The University of Wisconsin Press, 1998. Podmiot, tożsamość, narracja. Polemika Adriany Cavarero z Rossi Braidotti, „Pamiętnik Literacki” 2000, z. 1. Teoria listu, Lwów 1937. „Pisałam sercem i krwią”. Poetyka kobiecych autobiografii Holokaustowych, „Ruch Literacki” 2008, z. 6. Historia kobiet i jej różne postacie, „Katedra” 2001, nr 1. Własny pokój. Trzy gwinee, przeł. E. Krasińska, wyd. Sic!, Warszawa 2002. Problemy autobiografii kobiecej w studiach genderowych, „Ruch Literacki” 2005, z. 6. Diarysta Stefan Ż., wyd. Ossolineum, Wrocław 1990.


Iwona Dadej

Przyjaźnie i związki kobiece w ruchu kobiecym przełomu xix i xx wieku Dziewczęce i kobiece przyjaźnie, miejmy nadzieję, nigdy nie znikną z życia, ale przybierać będą zróżnicowane formy wraz z przeobrażeniami kulturowymi epoki1. Najlepsze i najwyższe elementy życia rozkwitają tylko we współżyciu dwojga ludzi2.

1Artykuł o przyjaźniach kobiecych i pożytkach z nich dla samych kobiet wynikających, z którego zaczerpnięty jest powyższy cytat, opublikowała w 1890 roku nestorka niemieckiego ruchu kobiecego, Luiza Otto Peters, na łamach poczytnego czasopisma dla kobiet Nowe tory. Z  kolei drugie sformułowanie pochodzi z opublikowanej w 1908 roku książki Miłość i kobiety Heleny Stöcker o  roli emocji i  miłości w  życiu kobiet, cytat niebezpośrednio wskazuje na drugą kategorię szkicowaną w niniejszym tekście: pary kobiece. Oba cytaty uczynić można mottem tego tekstu o dwóch kategoriach poznawczych: przyjaźniach oraz parach i związkach tworzonych przez kobiety w ramach ruchu emancypacyjnego na przełomie xix i xx wieku. Jak definiujemy przyjaźń między kobietami? Czym różni się ona od tej „męskiej”, która znalazła już w xix wieku swoich apologetów i badaczy2? Jaka jest definicja pary kobiecej i jakie pierwiastki i wyobrażenia w sobie zawiera? Gdzie ustawić można granicę między głęboką przyjaźnią a związkiem kobiet i dlaczego takie granice są płynne i niejednoznaczne? Na te kompleksowe pytania L. Otto-Peters, Weibliche Freundschaften, [w:] Neue Bahnen, R.25, 1890, z. 18, s. 137–140; cytaty – o ile nie zaznaczono, w tłumaczeniu autorki tekstu. 2 Żeby wymienić jedynie ostatnią tylko publikację o przyjaźni niemieckich wieszczów (W. Goethego i F. Schillera) Rüdigera Safranskiego, Goethe und Schiller. Geschichte einer Freundschaft, München 2009 lub stylizację przyjaźni między A. Mickiewiczem a A. Puszkinem, m.in. W. Kosny, Die Kanonisierung der Dichterfreundschaft zwischen Aleksandr Puskin und Adam Mickiewicz, [w:] Russian Literature 2003 z. 1–3 s. 211–225. 1

39


nie sposób odpowiedzieć w jednym krótkim artykule, warto jednak problem naszkicować, podając konkretne przykłady, zachęcając do debaty oraz do badań historycznych nad fenomenem przyjaźni oraz związków między kobietami, nie tylko w xix wieku i nie tylko w ramach ruchu kobiecego.

Niniejszy cytat pochodzi z 1971 roku i odnosi się do anglosaskiego kręgu badawczego. W  polskim krajobrazie badawczym wydaje się jednak nadal aktualny. Niewiele jest bowiem przykładów na uznanie fenomenu przyjaźni kobiecych za „godny” badań oraz empirycznie udokumentowanych case study z tego obszaru poznania historycznego i kulturoznawczego4. Najprostsze, ale zarazem najtrudniejsze do zdefiniowania, pojęcie pary (związku) kobiecego, otwarte na wszelkiego rodzaju konstelacje, definiuję jako wspólne życie dwóch kobiet, będących dla siebie towarzyszkami życia, zarówno na płaszczyźnie zawodowej i  ideologicznej, jak i  towarzyszkami wspólnego, prywatnego życia (czasem aż do śmierci jednej z nich). Związki takie, nazywane także family like, tworzyły zazwyczaj kobiety „samotne”, to znaczy nie posiadające męskiego opiekuna czy towarzysza. Te najczęściej niezamężne, rzadziej owdowiałe lub rozwiedzione kobiety, samodzielnie utrzymywały się finansowo, pracując zawodowo w  wyuczonym zawodzie. Więź i wspólnotę family like niekoniecznie musiała charakteryzować relacja seksualna między obiema partnerkami. Zdefiniowanie kobiecych par napotyka na trudności stworzone zróżnicowanymi interpretacjami z homoseksualnej lub heteroseksualnej perspektywy. Tradycyjne bowiem dziejopisarstwo, reprezentujące pozytywistyczne paradygmaty i zainteresowania badawcze, przez długie lata w  związku dwóch przyjaciółek widziało zależność na przykład ekonomiczną, przedstawiając i interpretując rolę jednej z kobiet jako rolę pomocnicy, gospodyni, pozostającej w stosunku pracy do drugiej, bez wzmiankowania o  wspólnej pracy ideowej w  stowarzyszeniu lub miejscu pracy zawodowej. Z kolei „homoseksualna perspektywa”, dużo bardziej współczesna, teraźniejsza, z każdej pary kobiecej czyniła automatycznie parę lesbijską.

Definicje i typologia własna Obszar poszukiwań i dociekań zawęziłam do europejskiego ruchu kobiecego na przełomie xix i xx wieku. Ruch kobiecy był matecznikiem kształtowania się zarówno długoletnich przyjaźni między aktywistkami ruchu, jak i  powstawania wieloletnich związków między nimi. Powstała w ramach kultury ruchu kobiecego wspólnota ideałów i rytuałów scalała działaczki ze sobą. Przyjaźń rozumiem jako immanentny składnik kobiecego doświadczenia, emocjonalną więź dwóch kobiet, nacechowaną głęboką sympatią, wzajemnym oparciem, wrażliwym i  pełnym zrozumienia obchodzeniem się ze sobą. Warto postrzegać przyjaźnie kobiece umocowane w  kulturowych i społecznych kontekstach epoki, to znaczy jako jeden z aspektów związków międzyludzkich i konstelacji powiązań między kobietami, nie tylko relacji matka-córka, siostry, kuzynki itp. Nie istnieje zasadnicza różnica w jakości „kobiecej” i „męskiej” przyjaźni. Panująca powszechnie opinia o pośledniości tej „kobiecej” wynika z roli i znaczenia, jakie przypisuje się kobietom w społeczeństwie: drugorzędne, mniej znaczące – poślednie właśnie. Przydawanie wszystkiemu, co odnosi się do kobiet jako kategorii poznawczej, stempla mniejszej wartości, znalazło swoje odbicie także w naukach historycznych, uznających przez długi czas historię tworzoną i opisywaną przez mężczyzn oraz męskocentryczne doświadczenie za obowiązującą matrycę badań i jedynie słuszny paradygmat naukowy.

Przyjmując zatem, że do stworzenia wspólnoty kobiecej niezbędne były emocje (uczucie przyjaźni lub / i miłości), można pokusić się o charakterystykę

Przyjaźnie kobiece w xix i xx wieku, te długoletnie i długotrwałe, serdeczne i czułe, są świetnym przykładem na fenomeny, o których każdy historyk coś wie, ale o których rzadko ktoś więcej pomyślał i faktycznie nikt o tym nie pisał3.

4

3 C. S. Rosenberg, «Meine innig geliebte Freundin!» Beziehungen zwischen Frauen im 19. Jahrhundert, [w:] Listen der Ohnmacht. Zur Sozialgeschichte weiblicher Widerstandsformen, red. C. Honegger,

40

41

B. Heintz, M. Perrot. J. Scott, Frankfurt am Main 1981, s. 357– 392. Wyjątek stanowić mogą szkice odnoszące się do życia i działalności Narcyzy Żmichowskiej oraz jej relacji i związków z uczennicami, pozycja Barbary Winklowej, Narcyza Żmichowska i Wanda Żeleńska, wydana w serii Pary i niezwykłe przyjaźnie, Kraków 2004 oraz praca Ursuli Phillips, Narcyza Żmichowska: feminizm i religia, Warszawa 2009.


„Serdecznie ukochana przyjaciółko”5 „i wtedy zaczęło się nasze wspólne życie”6 w „cudownej harmonii”7, czyli przyjaciółki, partnerki agitacji i towarzyszki życia. Przykłady par kobiecych w perspektywie europejskiej.

takich par kobiecych, poszukać czynników i doświadczeń, które te pary ze sobą zespalały i pozwalały długie lata funkcjonować. Do czynników takich zaliczam: –– wspólny czas nauki lub studiów, –– wspólne ideały, cele i projekty emancypacyjne, –– wspólne zainteresowania i wykonywana praca zawodowa, –– dążenie do uniezależnienia finansowego i społecznego od rodziny, –– doświadczenie przewlekłej choroby lub mechanizmów wykluczenia, –– orientacja seksualna.

Istnieje bardzo wiele konkretnych przykładów na przyjaźń między kobietami, działaczkami ruchu, podobnie jak obszerny jest materiał źródłowy, dokumentujący to doświadczenie. W niniejszym tekście ograniczę się do jednego przykładu ukazującego wielką sympatię oraz głęboką więź, jaką żywiły do siebie działaczki kobiece. Emocje znalazły odbicie w  słanych do siebie listach. Ta forma listownego pielęgnowania i podtrzymywania zadzierzgniętej w realnym kontakcie przyjaźni była wśród działaczek kobiecych najbardziej popularną. Stanowiła doskonałą formę komunikowania się z  partnerkami agitacji, jak i  wzajemnego informowania się o  postępach ruchu kobiecego w poszczególnych krajach lub regionach. Początkiem takich przyjaźni były zazwyczaj spotkania i interakcje prywatne, osobiste podczas pobytów studyjnych na zagranicznych uniwersytetach lub podczas działalności w ruchu kobiecym, jak spotkania na kongresie kobiecym, podczas podróży z odczytami, itp. Działaczki kobiece szybko zaadaptowały tę formę komunikacji i sztukę epistolarną do rozwijania i podtrzymywania przyjaźni ideowych8. I  do takiego rodzaju przyjaźni korespondencyjnej zalicza się między innymi długoletnia wymiana listów między Marią Wysłouchową oraz Vilmą Sokolovą-Seidlową. Pierwsza z  nich, Wysłouchowa, była działaczką galicyjskiego ruchu kobiecego oraz aktywną uczestniczką ruchu oświatowego wśród chłopów. Sokolova-Seidlova była czeską działaczką kobiecą, nauczycielką,

Związki były wypadkową wielu tych czynników, przenikały się wzajemnie i uzupełniały, niemniej jednak, były dla każdej pary kobiecej inne, bo zależne od przebiegu obu kobiecych biografii. Charakter, jaki mogły przybrać, jest również wieloaspektowy i zależny od wielu czynników. W ruchu kobiecym najczęściej związki miały charakter: –– ideowy, –– zawodowy, –– ekonomiczny, –– erotyczny. Granice między jednym a drugim rodzajem są płynne, zacierają się i zależne są również od konkretnych biografii, tworząc niepowtarzalną konstelację.

5 C. S. Rosenberg, „Meine innig geliebte Freundin”…, s. 357. 6 M. Göttert, Macht und Eros. Frauenbeziehungen und weibliche Kultur um 1900-eine neue Perspektive auf Helene Lange und Gertrud Bäumer, Königstein bei Taunus 2000, s. 122. 7 A. Augspurg, L. G. Heymann, Erlebtes-Erschautes. Deutsche Frauen kämpfen für Freiheit, Recht und Frieden 1850–1940, Frankfurt am Main, s. 77. 8 Por. m.in. zeszyt czasopisma L´Homme poświęcony kulturze epistolarnej od 16 wieku po współczesność: L´Homme: Reihe zur Feministischen Geschichtswissenschfat: temat: Briefkulturen und ihr Geschlecht. Zur Geschichte der privaten Korrespondenz vom 16 Jahrhundert bis heute, Wien 2003.

42

43


pisarką9. Obie kobiety wyznawały ideę emancypacji kobiet oraz wspierały ruchy narodowościowo-wyzwoleńcze w monarchii habsburskiej. Symbolicznym miejscem, gdzie ich przyjaźń mogła się rozwijać, były listy. W korespondencji między nimi znajdziemy doniesienia o wydarzeniach w ruchu kobiecym, relacje o własnej lub cudzej twórczości publicystycznej lub literackiej10. Pojawiają się jednakże w tych listach również bardzo osobiste akcenty, słowa i wyrażenia świadczące o  głębokiej emocjonalnej bliskości interlokutorek listownych i partnerek w pracy na rzecz ruchu kobiecego. Emocjonalny styl, pełen emfazy i patosu, był po części charakterystyczny dla epoki, niemniej jednak można postawić tezę o głębokim uczuciu szacunku, przyjaźni, wspólnoty ideowej, jakie łączyło obie te kobiety. Pisała w roku 1893 przebywająca na Śląsku cieszyńskim Wysłouchowa między innymi takie słowa: Tysiące uściśnień i pozdrowień, a z niemi całe serce Wam zasyłam, najlepsza, najdroższa!. Innym razem, już schorowana, u kresu życia, napisała do swojej przyjaciółki serdeczne słowa podzięki za trud propagowania jej pracy wśród czeskiego społeczeństwa: Ukochana moja, Żadne słowa nie zdołają wyrazić, jak bardzo wdzięczna Wam jestem za tyle dobroci i pamięci. Nie piszę, bo sił nie mam. Cierpię bardzo – nie tylko serce chore lecz i krwionośne naczynia i aorta, tętnice, żyły. Ale skrzydła ducha jeszcze się nie złamały i kochać jeszcze umiem i kocham bardzo, bardzo moją Vilmę – siostrzyczkę, taką dobrą, że druga taka ani w bajce się nie znajdzie. Wiem, co zamierzaliście uczynić w swej dobroci dla mnie, ale nie chcę – sto razy nie chcę tego zaszczytu w życiu mojem nie ma nic, o czem by warto było pisać. Całą duszą Wam oddana. M.

Listy między Wysłouchową a Sokolovą stanowią jeden z licznych przykładów na zjawisko kultury emocji w ruchu kobiecym, o której Leila J. Rupp i Verta Tylor piszą jako o zjawisku, które będąc genderową kulturą emocji międzynarodowego ruchu kobiecego (gendered emotion culture of the international women´s movement), wspiera tę wspólnotę, która przekracza granice narodowościowych

rywalizacji i wyraża się intensywnymi więziami przyjaźni lub emocjonalnych relacji11. Ten „czuły internacjonalizm” tworzyły zarówno wszelkie formy solidarności między działaczkami, wyrażające się m.in. w publicznych rytuałach ideowego zespolenia, porozumienia i  nierzadko pojednania, jak i  więzi przyjacielskie lub relacje osobiste (erotyczne), przybierające formę związków family-like. Wśród konstelacji pozostających w  stałych i  głębokich relacjach, zarówno zawodowych, jak i przyjacielskich, korespondujących ze sobą przez lata, wymienić można między innymi: Jane Addams i Alice Salomon, Arlettę Jacobs, Charrie Chapmann Catt i  Rosikę Swimmer12. Również Polki, działaczki kobiece, utrzymywały długoletnie przyjaźnie ze swoimi koleżankami z ruchu kobiecego. Zaliczyć do nich można, oprócz Wysłouchowej, także przyjaźniącą się z austriackimi i niemieckimi działaczkami Augustą Fickert czy Lily Braun Zofię Daszyńską-Golińską13. Na podstawie analizy korespondencji między działaczkami można stworzyć model przyjacielskich kontaktów o  charakterze między- i wewnątrznarodowym. Bezsprzecznie takie graficzne ujęcie uplastyczniłoby kompleksowość i wielowymiarowość tych kontaktów, ale czy oddałoby ich stopień zażyłości i przyjaźni? Pisząc o kulturze emocji, warto pamiętać, iż nie tylko serdeczne i przyjacielskie relacje panowały wsród protagonistek ruchu. Swoje miejsce znalazły także animozje, nieporozumienia, wręcz wrogie stosunki między ideologicznymi partnerkami oraz personalne rozgrywki i  podjazdy. Zatem jako drugi biegun emocji, opozycyjny w  stosunku do przyjaznych relacji, ciekawym byłoby zbadanie, na ile założenie siostrzeństwa było przez działaczki rzeczywiście wyznawane, a na ile pozostawało pustym hasłem. Jakie zatem strony, oprócz tej jasnej i przyjacielskiej, miała kultura emocji w ramach ruchu kobiecego?

11 V. Taylor, L. J. Rupp, Loving Internationalism: The Emotion Culture of Transnational Women´s Organisations 1888–1945, [w:] Mobilisation: An International Journal R.7 2002 z. 2 s. 142. 12 Por. m.in. M. Bosch, A. Kloosterman, Politics and Friendship. Letters from the International Woman Suffrage Alliance, 1902–1942, Columbus 1990. 13 G. Krzywiec, Zofia Daszyńska-Golińska, [w:] A Biographical Dictionary of Women´s Movements and Feminisms. Central, Eastern, and South Eastern Europe 19th and 20th Centuries, red. F. de Haan, K. Draskalova, A. Loufti, Budapest-New York 2006, s. 102–105.

9 por. m.in: I. Bryll, Maria Wysłouchowa. Pisarstwo dla ludu i zainteresowania ludoznawcze, Opole 1984; http://www.pamatniknarodnihopisemnictvi.cz/cs/pruvodce-po-fondech-laseznamy.php?id=1584&hl, dostęp 22.03.2010. 10 Bardzo dziekuję dr Dietlind Hüchtker za udostępnienie mi zebranego i opracowanego przez nią korpusu korespondencji Marii Wysłouchowej.

44

45


prowadzonego czasopisma Ster, w rubryce poświęconej kontaktom redakcji z czytelniczkami, w tzw. Odpowiedziach redakcji, pisały między innymi:

Wspólne życie w „cudownej harmonii”, cytat przywołany w śródtytule, jest połączeniem dwóch wypowiedzi odnoszących się do koncepcji par kobiecych w niemieckim ruchu emancypacyjnym: o początku wspólnego życia z Heleną Lange pisała po latach jej partnerka Gertrud Bäumer. Z  kolei o  harmonijnym wspólnym przeżyciu ponad 40 lat pisały w  swoich memuarach Anita Augspurg i Lida Gustava Heyman14. Zróżnicowane konstelacje zilustruję dwoma przykładami z obszaru polskiego i szwajcarskiego ruchu kobiecego.

Pani Róży Mon. Dotąd nikt ze znajomych nie wybiera się na kongres [kobiet w Wiedniu i Budapeszcie w 1913 roku – przyp. I.D.], jak się coś zarysuje doniesiemy. U nas w domu znów cięższa choroba. Pozdrowienia przyjazne17.

Same zatem zdefiniowały swoją więź, jako połączenie interesów i celów, nazywając je bardzo prywatnym określeniem domu. Głębokie przywiązanie i wzajemne uzupełnianie się opisują we wspomnieniach ich dalsze współpracownice, wyrażające się z emfazą, ale i pozytywną emocją o obu kobietach, jako o „sercu i mózgu” ruchu kobiecego, jako o teoretyczce i praktyczce ruchu, jego przywódczyni i adiutantce18. Teodora Męczkowska tak scharakteryzowała po latach ich obopólną pracę i wzajemny stosunek:

Impulsem do stworzenia w końcu lat 90. xix wieku związku dwóch działaczek warszawskiego ruchu kobiecego, Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit i Józefy Bojanowskiej, była niewątpliwie kwestia wspólnoty ideałów emancypacyjnych, wspólne i  jednakie zapatrywanie się na kwestie oświatowe w  społeczeństwie, zwłaszcza szerzenie oświaty i poglądów emancypacyjnych wśród kobiet. Znalazło to ujście we wspólnych projektach, między innymi powołania do życia kolejnej Czytelni dla kobiet oraz nieformalnego salonu ogniskującego feministyczne środowiska Warszawy. Być może w grę wchodziła także kwestia ekonomiczna: wspólnie prowadzony dom był tańszy w utrzymaniu, może także kwestia norm społecznych, które nie zezwalały kobietom na samotne i  samodzielne mieszkanie15. Możliwe, że obie kobiety łączyła także emocjonalna i erotyczna więź16. Kuczalska i Bojanowska poznały się w końcowych latach 80. xix wieku, rozpoczęły wspólną pracę w  ramach konspiracyjnego ruchu kobiecego, zaś po powrocie Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit ze Lwowa do Warszawy po 1896 roku wspólnie zamieszkały, prowadząc prace edukacyjno-propagandowe. Kuczalska-Reinschmit z Bojanowską na łamach

[Bojanowska – przyp. I.D.] stała się pomocnicą, doskonałą realizatorką wysoko sięgających zamierzeń swej współtowarzyszki i przyjaciółki. Ta przyjaźń trwała przez całe życie. Te dwie kobiety łączył nie tylko sentyment, ale i nieustający czyn19.

W innym miejscu zaś zanotowała: te dwie indywidualności tworzyły doskonałą ciągłość, co sprawiało, że wynik ich pracy był nader wartościowy. W tej symbiozie P.K.M. reprezentowała myśl a J. B. czyn20.

Podobną wspólnotę opartą na silnej więzi emocjonalnej stworzyły dla siebie na długie lata Emma Reichenbach-Pieczyńska i Helena von Mülinen. Emma Reichenbach-Pieczyńska, szwajcarska działaczka kobieca, nauczycielka i teoretyczka ruchu „uobywatelnienia kobiety”, poprzez krótkotrwałe małżeństwo

14 M. Göttert, Macht und Eros, s. 121; A. Augspurg, L. G. Heymann, Erlebtes… s.77; por. także I. Dadej, Wspólne życie jako „cudowna harmonia”. AniLid: Anita Augspurg i Lida Gustava Heymann – feministki i pacyfistki z przełomu wieków jako patronki współczesnego ruchu lesbijskiego w Niemczech, [w:] www.interalia.org.pl. 15 Por. R. Pachucka, Pamiętniki 1886–1914, Wrocław 1958, s. 129 i dalej, w których autorka szczegółowo opisuje mieszkanie obu działaczek przy Nowym Świecie 4. 16 Nie istnieje jakakolwiek biografia Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit ani Józefy Bojanowskiej, która naświetlałaby wszystkie aspekty ich wspólnego życia lub agitacji feministycznej, opierając się na zachowanych źródłach z epoki, bardzo syntetyczne wkłady do biografii samej Kuczalskiej, m.in. w Biographical Dictionary…, s. 274–278.

17 „Ster“, nr 7–8, 1913, s. 55. 18 por. m.in. R. Pachucka, Pamiętniki …, s. 160. 19 rękopisy wspomnień Teodory Męczkowskiej, Pamiętnik pisany w Zakopanem na wygnaniu, bn oddział rękopisów. 20 Ibidem.

46

47


Podsumowanie

ze Stanisławem Pieczyńskim zetknęła się z polskim ruchem narodowościowo-wyzwoleńczym na emigracji oraz w kraju męża. Po rozstaniu z mężem i po powrocie do Szwajcarii rozpoczęła studia medyczne, pracując i angażując się na rzecz szwajcarskiego ruchu kobiecego, w szczególności na rzecz wychowania seksualnego młodzieży. Helena von Mülinen była inicjatorką i długoletnią przewodniczącą Związku Szwajcarskich Stowarzyszeń Kobiecych oraz szeregu innych stowarzyszeń o charakterze emancypacyjnym. Obie kobiety stworzyły trwającą ponad trzydzieści lat wspólnotę opartą na wzajemnym uzupełnianiu się w pracach ruchu oraz na wspólnej i jednakowej wizji roli kobiety w społeczeństwie. Zarówno Pieczyńska, jak i Mülinen cierpiały na przewlekłe choroby, powodujące stopniowe pogarszanie się ich stanu zdrowia. Stworzyły zatem także „wspólnotę w cierpieniu” – były dla siebie towarzyszkami cierpienia (Leidensgenossinen), jak je określiła autorka biografii Reichenbach-Pieczyńskiej, Emilia Serment, pisząc: obie towarzyszki niedoli związały się ze sobą wspólnotą pracy w służbie użyteczności publicznej, która przyniosła im – oprócz walki także czystą radość. Ich życie prywatne i ich praca były przez te trzy dziesięciolecia tak mocno ze sobą splecione, ze nie można było rozróżnić, co dokonywało i wpływało na które21.

Para Reichenbach-Pieczyńska i von Mülinen została przybliżona polskim czytelniczkom przez Helenę Witkowską, która, omawiając trajektorie aktywności społecznej i politycznej oraz życie prywatne Reichenbach-Pieczyńskiej, przetłumaczyła fragment nekrologu, jaki zamieściła Pieczyńska po śmierci swojej przyjaciółki i towarzyszki Heleny von Mülinen w 1924 roku: Życie to było cudowne! Z połączenia dusz naszych, wyrastała twórczość potężna. Wszelkie głębsze związki miedzy ludźmi, czy to małżeńskie, czy przyjacielskie, nie tylko zdwajają, ale wielokrotnie potęgują siły uczuciowe, umysłowe i moralne, co przejawia się we wzmożonej działalności życiowej22.

Różnorodność konstelacji kobiecych, nakładanie się na siebie czynników zespalających ze sobą w przyjaźniach i związkach ich protagonistki, jest niewyczerpana. Zależna jest zarówno od kontekstu epoki, kulturowego i społecznego umiejscowienia obu partnerek, jak i od poszczególnych biografii. Ich rola w kształtowaniu się nowych norm zachowań społecznych, wpływu na proces emancypowania się kobiet od normatywnych form zachowań i  tzw. heteronormatywnego przymusu jest nie do przecenienia: one wprowadzały nowe, alternatywne konstrukty współżycia społecznego, niosły ze sobą subwersywny potencjał do zmiany norm obowiązujących obie płcie. Dzięki przyjaźniom oraz emocjonalnym relacjom z podobnie myślącymi i działającymi zyskiwały kobiety ogromny potencjał poparcia, zrozumienia, wsparcia emocjonalnego, intelektualnego i nierzadko także finansowego. Dzięki takim przyjaźniom powstawało poczucie wspólnoty celów i dążeń ruchu kobiecego. Również w  Krakowie, również wśród krakowskich działaczek, emancypantek, ale także nie związanych ściśle z ruchem zwykłych kobiet. Byłoby rzeczą niezmiernie wartościową, móc dyskutować tak o przyjaźniach kobiecych, jak i  o  związkach między nimi na podstawie solidnie opracowanych biografii lub publikacji tematycznych. W krakowskich mrokach pamięci giną te nieuchwycone sieci przyjacielskich powiązań między działaczkami oraz ich homoerotycznych fascynacji sprzed wieku. Czy uda się po niemal stu latach odtworzyć ich wykres, marszrutę i scieżki? Grażyna Plebanek w swojej książce Dziewczyny z Portofino opisała dziewczęcą a potem kobiecą przyjaźń, która nie jest karykaturą wymyśloną przez tkwiących w  stereotypach ludzi, nie jest zapisem „babskiej” (czyli niepoważnej i gorszej) kłótni i konkurencji, ale źródłem siły: Kiedy zaczęłam pisać historię czterech dziewczyn, nie pozwoliłam im nosić różowych sukienek, paplać i plotkować. Zabroniłam intrygować i obmawiać, zakazałam mysleć o sobie nawzajem jak o wrogach. Odwdzięczyły mi się i wyrosły na mądre i silne kobiety. Odkryły, że ich świat nie kręci się wokół mężczyzn. Same wybierają, co dla nich dobre, szukają w sobie, nie na zewnątrz. No i wciąż trzyma je mocna przyjaźń, źródło

21 E. Serment, Emma Reichenbach-Pieczynska in ihren Werken 1854–1927, Zürich 1940. 22 H. Witkowska, Emma Pieczyńska. Wychowawczyni z powołania, Kraków 1931, s. 7.

48

49


niewyczerpanej siły. Bo nawet gdy wokół są ludzie, którym w dybach stereotypów łatwiej żyć, dziewczyny – na osiedlu czy gdziekolwiek indziej – żyją po swojemu23.

Iwona Dadej

Historyczka, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorantka na Wolnym Uniwersytecie – Freie Universität (fu) i w Centrum Badań Społecznych – Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung (wzb) w Berlinie, współzałożycielka Feministycznego Salonu Historycznego. W pracy doktorskiej zajmuje się ruchem kobiecym w Polsce i Niemczech na przełomie xix i xx wieku, szczególnie transnarodową walką kobiet o uznanie w świecie akademickim, ich drogami zdobywania wykształcenia, aktywnością feministyczną, aspiracjami akademickimi oraz przestrzeniami do dialogu feministek-akademiczek. Prywatnie admiratorka krakowskiej maczanki, warszawskiej wuzetki i berlińskiej Currywurst.

23 G. Plebanek, Dziewczyny z Portofino, Warszawa 2007.

50


Justyna Struzik

O miłości między Innymi1 Lesbijki czuć siarką, a do rzadkości należą historycy, którzy są na tyle odważni, by nie wyrzucić ich z historii2.

1Relacje między kobietami, które nie wpisują się w model heteroseksualny, które wymykają się przypisanym kobietom rolom bycia matką, żoną, kochanką mężczyzny, zostają skazane na niewidoczność, infantylizację i traktowanie „z  przymrużeniem oka”. Zapewne dlatego, że uznane są za mniej „kontrowersyjne” niż te, które dzieją się między nieheteroseksualnymi mężczyznami. To właśnie mężczyźnie przypisano wyższy status i większy wpływ w sprawowaniu władzy. Przemilczanie seksualnych i uczuciowych więzi między kobietami i zepchnięcie ich na pomiotowy2 margines poprzez nieobecność w języku czyni lesbianizm nieistniejącym lub niezasługującym na poważne traktowanie. Joanna Mizielińska ujmuje ten problem w następujący sposób:

1

Tytuł ten został zaczerpnięty z nazwy festiwalu filmowego, poświęconego tematyce związanej z mniejszościami seksualnymi. Festiwal ma miejsce w Krakowie, organizatorem jest Kino pod Baranami. 2 Pomiot odnosi się do francuskiego pojęcia abject, które oznacza m.in. to, co odrzucone, pogardzane, wstrętne. Takie tłumaczenia na język polski dokonała Ewa Mikina. Szerzej o pomiocie pisze Joanna Mizielińska w rozdziale Pomiędzy pomiotem a przedmiotem w książce Płeć, ciało seksualność. Od feminizmu do teorii queer.

51


A jednak odzyskiwanie historii kobiet-kochających-kobiety jest nieuniknione i konieczne. Potwierdzają to słowa Marie-Jo Bonnet, historyczki badającej związki miłosne między kobietami:

lesbianizm czy też szerzej relacje między kobietami są tolerowane tylko dlatego, że dla znacznej większości społeczeństwa tak naprawdę miłość (duchowa i cielesna), która tkwi u źródła owych relacji, nie istnieje i nie ma prawa zaistnieć3.

Bliskość cielesna między kobietami spotyka się z większą tolerancją niż między mężczyznami, ale wpisuje się raczej w strategię wzmacniania przekazywanych w  procesie socjalizacji norm dotyczących kobiecości, które budują w dziewczynce przekonanie, że jest emocjonalna i czuła, że jest swoim ciałem. Współcześnie wiele polskich aktywistek, teoretyczek i badaczek wskazuje na nieobecność, a raczej niewidzialność kobiet nieheteroseksualnych w dyskursie publicznym, w tym także w działaniach ruchu lgbt4. Dlatego szczególnie istotne wydaje się uwidacznianie nieheteroseksualnych relacji między kobietami, nawet jeśli proces ten zawsze pozostanie niedokończony, a n a z y w a n i e owych związków opatrzone będzie błędem5. Odkrywanie i wydobywanie na światło dzienne tego, co niewidzialne i zepchnięte na margines nie-pamięci, odgrywa ważną rolę w tworzeniu historii kobiet. Przedsięwzięciem niemal niemożliwym i  nieosiągalnym zdaje się być opisanie przeszłych relacji między nieheteroseksualnymi kobietami, historii osób queer, odmieńców. Choć w xix wieku odmienność seksualna i płciowa stała się przedmiotem publicznych dyskusji, to jednak, poza opisami dokonanymi przez nowoczesnych ekspertów (psychiatrów, medyków, prawników), niewiele wiemy o tym, jak oni i one sami definiowali swoje pożądanie, płeć i relacje6.

Historia związków miłosnych między kobietami jest m o ż l i w a [wyróżnienie – J.S.]. Jest ona nawet nieodzowna, aby historia kobiet odegrała dynamiczną rolę w walce z rzekomym „fatalizmem” kobiecej kondycji, łącząc nas w czasie i przestrzeni z jednostkowymi świadomościami kobiet7.

Owa dynamiczna rola w przeciwstawianiu się opresji i przedstawianiu kobiet jako ofiar ma także w moim przekonaniu polegać na odrzuceniu stabilnych i  oczywistych kategorii, poszukiwaniu „szczelin” w  biografiach kobiet, czy w końcu na uczynieniu historii jak najbardziej inkluzywną i otwartą, a co za tym idzie – płynną i nieskończoną. Czy potrafimy odpowiedzieć na pytanie o obecność lesbijek, biseksualistek, heteroseksualnych przyjaciółek „od serca” wśród krakowskich emancypantek, pisarek, artystek? Kiedy możemy uznać parę przyjaciółek za parę partnerską? Czy możemy interpretować relację między dwiema kobietami żyjącymi ze sobą jako relację przyjacielską, lesbijską, a może umowę gospodarczą? I w końcu, jakie źródła uznać możemy za dowód potwierdzający przyjaźń, pożądanie czy partnerstwo? Czy brak źródeł nie jest wynikiem wymazania egzystencji lesbijskiej, która, zdaniem Adrienne Rich, w ramach kontinuum lesbijskiego stanowi erotyczno-emocjonalne relacje między kobietami8? Czy uprawnione jest n a z y w a n i e relacji między kobietami, kategoryzowanie ich, jeśli one same uciekały od określania i definiowania siebie? I czy taka definicja była w ogóle możliwa w innych niż współczesne warunkach społeczno-kulturowych, oczywiście poza światem eksperckim, który stosunkowo wcześnie poradził sobie z „odmienną miłością” między kobietami, podporządkowując ją medycznym klasyfikacjom takim jak trybadyzm, klitoryzm, histeryczka9. Z  drugiej strony jednak Judith Butler

3 J. Mizielińska, Płeć, ciało, seksualność. Od feminizmu do teorii queer, Universitas, Kraków 2006,s. 98. 4 Ruch lgbt oznacza ruch na rzecz osób nieheteroseksualnych, gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transseksualnych. Wprowadzenie takiej nazwy w miejsce ruchu gejowsko-lesbijskiego miało na celu otwarcie ruchu, uczynienie go bardziej inkluzywnym dla innych niż gejowska tożsamości nieheteroseksualnych. 5 Błąd ten wiąże się ściśle z procesem produkowania tożsamości przez włączenie Innej do języka. 6 Por. M. Foucault, Historia seksualności, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2000. G. S. Rubin, Rozmyślając o seksie: zapiski w sprawie radykalnej teorii polityki seksualności, „Lewą Nogą”, nr 16, 2004.

7 Marie-Jo Bonnet, op. cit., s. 15–16. 8 A. Rich, Przymusowa heteroseksualność a egzystencja lesbijska, „Furia Pierwsza”, 2000, nr 4⁄5, s. 91–127. 9 Por. Marie-Jo Bonnet, Związki miłosne…

52

53


wskazuje na pominięcie w analizach Michela Foucaulta10 podmiotowości kobiet nieheteroseksualnych, które w  przeciwieństwie do xix-wiecznych homoseksualistów nie stały się punktem oddziaływania władzy dyskursywnej – ich tożsamość nie mogła zostać skonstruowana11. To spowodowało zepchnięcie takich relacji, jakkolwiek byśmy ich nie nazwali, na margines-bez-słów, margines-nie-historii.

Do najbardziej znanych par kobiecych w Polsce z okresu przełomu xix i xx w. zaliczyć możemy z pewnością „Hetmankę” – Paulinę Kuczalską-Reinschmit13, założycielkę czasopisma „Ster”, poświęconego prawom kobiet i  Józefę Bojanowską oraz Marię Konopnicką i Marię Dulębiankę14, których relacja trwała około 20 lat i skończyła się wraz ze śmiercią autorki „Roty”. Relacje między tymi kobietami, jak i wieloma innymi, wciąż pozostają niejasne, nieokreślone i w pewien sposób nieczytelne. Wśród par kobiecych ściśle związanych z  Krakowem nie można pominąć Władysławy Habicht i  Elżbiety Ciechanowskiej. Habichtówna (1867–1963, ur. w Odporyszowie koło Dąbrowy Tarnowskiej) była współzałożycielką i przewodniczącą Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich, działaczką na rzecz poprawy jakości pracy i  życia kobiet zatrudnionych na poczcie15. Po śmierci swojej matki, Wandy z Filhauserów, opiekowała się czworgiem swojego rodzeństwa. W roku 1901, w wieku 31 lat podjęła pracę na poczcie. Stowarzyszenie wybudowało dwa domy, funkcjonujące jako spółdzielnie dla kobiet – pracownic poczty: przy ulicy Sołtyka 4 w 1913 roku oraz przy ulicy Syrokomli 19B w 1934 roku16. W roku 1919 działaczka startowała w wyborach do Sejmu, jednak, jak podaje Janina Jasicka17, w wyniku „intryg zakulisowych” otrzymała ostatnie miejsce na liście kandydatów na posłów i mimo oddanych na nią głosów, nie została posłanką. W przeciwieństwie do Elżbiety, która uchodziła za osobę zamkniętą w sobie, Habichtówna słynęła ze swej nieugiętości i zdolności krasomówczych. Była także głęboko przekonana o konieczności podejmowania działań na rzecz kobiet. W roku 1906 podczas jednego ze swoich wystąpień powiedziała:

Historie niemodne Gdzie nie ma idei, tam i przyszłości nie ma. Mózg i serce ludzkie potrzebuje tej ożywnej rosy, inaczej wyschnie12. Władysława Habichtówna, 18.08.1957

Bostońskie małżeństwa to termin odnoszący się do fenomenu wspólnego życia dwu kobiet pod koniec xix i na początku xx wieku. Prowadzenie domu, dzielenie obowiązków i  pracy przez dwie przyjaciółki, być może kochanki, to temat przewodni powieści Bostończycy Henry’ego Jamesa. Ówczesną „nową kobietę” cechowała niezależność finansowa, samodzielność, odrzucenie roli żony, zaangażowanie w ruch sufrażystek. Współcześnie bostońskie małżeństwa to często pary lesbijskie, życiowe partnerki, kochanki. Czy krakowskie emancypantki tworzyły bostońskie małżeństwa? Czy wśród nich znajdziemy te, które na życiowe partnerki wybierały kobiety? Jaka relacja łączyła dwie niezależne, dobrze wykształcone kobiety, które mieszkały ze sobą przez trzydzieści lat? Jak one same definiowały swoje relacje, swoją tożsamość?

13 K. Mróz, Hetmanka ruchu kobiecego, http://www.feminoteka.pl/muzeum/readarticle. php?article_id=1, dostęp 22.03.2010; Por. S. Walczewska, Damy, rycerze i feministki, Wydawnictwo efka, Kraków 2006, s.151. 14 L. Magnone, Maria Konopnicka i Maria Dulębianka, http://genderstudies.pl/index.php/ maria-konopnicka-i-maria-dulebianka/, dostęp 22.03.2010. 15 Informację uzyskano z broszury Spółdzielnia Mieszkaniowa Urzędniczek Pocztowych im. Władysławy Habicht w Krakowie. Pierwsza Kobieca Spółdzielnia Mieszkaniowa wydanej przez Spółdzielnię, tekst opracowała Sławomira Walczewska. 16 Ibidem. 17 Spuściźna po Janinie Jasickiej znajduje się w Archiwum Państwowym w Krakowie przy ul. Siennej.

10 W tym miejscu warto przypomnieć, że wiele feministycznych teoretyczek zarzuciło Michelowi Foucaultowi „genderową ślepotę”, która polegała m.in. na analizowaniu Innego, odmieńca w odniesieniu do podmiotu męskiego. Por. Feminist Interpretations of Michel Foucault, red. S. J. Hekman, The Pennsylvania State University Press, Pennsylvania 1996. 11 J. Butler, Imitation and Gender Insubordination, [w:] „The Lesbian and Gay Studies

Reader”, red. H. Abelove, M. A. Barale, D. M. Halperin, Routledge, New YorkLondon 1993, s. 307–320. 12 Materiały opracowane przez Janinę Solecką stanowiące spuściznę po Janinie Jasickiej, znajdujące się w Achiwum Państwowym w Krakowie.

54

55


Łączyć się musimy, by wywalczyć lepszą dolę. Nie popiera nas ani społeczeństwo, ani rząd. Jesteśmy tak licho płatne, że jeżeli która nie ma pomocy od rodziny, to nie co dzień starczy jej na obiad. Nasi zawodowi koledzy – z wyjątkami – są nam nieprzychylni. Uważają nas jako rywalki, obniżające wartość pracy. Chcąc sprostać w tej nierównej walce, trzeba wytrwałości i solidarności18.

Tej wytrwałości Władysławie nigdy nie brakowało, o czym wielokrotnie wspomina jej bliska towarzyszka Ciechanowska, która właśnie za ową nieugiętość i konsekwencję szczególnie ceniła Habichtównę. Elżbieta urodziła się 18 listopada 1875 roku w Bochni, zmarła 29 kwietnia 1948 roku. W roku 1883 przeprowadziła się na stałe do Krakowa. O Elżbiecie wiemy, że uzyskała dyplom z Konserwatorium Muzycznego w Krakowie i była pierwszą uczennicą w klasie harmonii u prof. Władysława Żeleńskiego, który, doceniając jej talent muzyczny, nazywał ją Bachem. Pisała również poezję, wydała m.in. tomik Wiersze niemodne (1935), dramat Antrakt oraz Kilka prostych uwag o  Wyspiańskim (1938). Publikowała często pod pseudonimami: E.C.,  EC. Dulska, E.Cedulska. Ciechanowska zdecydowała się podjąć pracę oficjantki pocztowej, gdyż

Z kolei Łukasiewiczowa, koleżanka z czasów Konserwatorium, wspomina ich przyjaźń jako szczególną więź: Mnie obdarzyła szczególną przyjaźnią. Nie zapomnę nigdy naszych nie kończących się rozmów, gdyśmy z lekcji w Konserwatorium wychodziły i nie mogąc się rozstać, okrążały wiele razy pomnik Mickiewicza na Rynku. O czym mówiłyśmy? O tym, co nas to bardzo interesowało. Muzyka nade wszystko. Życie, ludzie, wszystko to, czym Kraków był wtedy przepojony – wszak to początek xx wieku. A gdy z Krakowa wyjechałam, nasza korespondencja i te długie, mądre, a takie zawsze entuzjastyczne dla wszystkiego, co piękne, co szlachetne – listy Elżuni22.

Kraków był dla niej ukochanym miastem, przestrzenią, w której tworzyła, działała i do której była niezwykle przywiązana. Zaś spółdzielnia stanowiła mikroświat, była jej domem: Przychodząc tu, wiem, że przychodzę do siebie. Nie mówiąc o tym, że z dawna już naprawdę tę instytucję błogosławię 10 razy na dzień23.

Bliskość obu kobiet zostaje wyrażona w słowach Elżbiety, która pisze o Władysławie w następujący sposób:

będąc nieśmiałą i skromną, nie myślała o karierze pianistycznej. Nie odpowiadała jej także praca pedagogiczna. Wobec tego, że miała maturę państwową, zdecydowała się pracować na poczcie19.

[…] Jeśli nie mówię, że cenię Habichtównę na wagę złota, to tylko dlatego, że wobec jej drobnej postaci ta waga wyniosłaby znacznie za mało. Znając ją tyle lat tak blisko nie tylko trwam w mym podziwie, ale jeszcze on urasta. Takiego serca i charakteru, takich uzdolnień, że prawdzwie wielki człowiek, żeby nim być, nie potrzebuje być ani dowódcą wojsk, ani twórcąartystą, ani mężem stanu, ani… m ę ż c z y z n ą [wyróżnienie – J.S.]24.

Była mocno zaangażowana w życie stowarzyszenia, w swoich wspomnieniach pisze o długich, nocnych rozmowach z Habichtówną dotyczących polityki i sytuacji kobiet20. Jedna z jej przyjaciółek scharakteryzowała ją następująco: Zamknięta w sobie, nieśmiała, rzadko się wypowiadająca, lecz w dyskusji druzgocąca krytykę. Niepozorna i niedbająca o zewnętrzne pozory. Myślicielka i marzycielka. Etycznie niezłomna21.

Niezmiernie trudno jest pokusić się o jakąś interpretację tych szczątkowych informacji o relacji między Ciechanowską a Habichtówną. Być może niemożliwe jest nazwanie tej relacji. Możemy zamknąć ją w  terminie przyjaźni, miłości, oddania, współpracy, możemy odnieść ją do zjawiska małżeństw

18 Cytaty spisane przez Janinę Solecką i włączone w spuściznę Janiny Jasickiej. 19 Materiały opracowane przez Janinę Solecką stanowiące spuściznę po Janinie Jasickiej, znajdujące się w Achiwum Państwowym w Krakowie. 20 Fragmenty wspomnień dostępne są w Archiwum Państwowym w Krakowie. 21 Spuścizna po Janinie Jasickiej.

22 Ibidem. 23 Ibidem. 24 Ibidem.

56

57


Smok wawelski była lesbijką

bostońskich. Jednak zawsze pozostaje pewna doza niepewności, poczucia nieskończenia historii. Brak źródeł może oznaczać po prostu nieistnienie tych elementów relacji, o których często możemy jedynie spekulować. Brak źródeł może oznaczać także, że źródła te nie mogły powstać, nie było języka, by mówić o pożądaniu, tożsamości i relacjach. Ta mikro-historia, historia Innych, wypychana sukcesywnie poza marginesy Historii Prawdziwej, nie pozostawia po sobie zbyt wielu śladów. Każda etykieta współcześnie nadana przeszłym zdarzeniom, relacjom i osobom, o których wiemy tak niewiele, zdaje się być ograniczająca, choć ten proces nazywania jest w jakimś sensie nieuchronny. Konieczny, jeśli chcemy patrzeć na historię jak na kalejdoskop różnorodności, w którym zapisane są nie tylko hegemoniczne znaczenia, symbole, postacie, ale także różne, niedopowiedziane, fragmentaryczne, ale niezmiernie ważne, narracje, w tym także te dotyczące miłości między Innymi. Podobna, bo łącząca dwie kobiety – krakowskie emancypantki, relacja związała ze sobą Marcelinę Kulikowską i Helenę Witkowską. Tu także trudno jest jednoznacznie określić, jaki był ich związek. Ale właśnie być może owa niejednoznaczność, która nie wiąże się z  przemilczaniem, pomijaniem, wymazywaniem, może stać się początkiem polityki widzialności tych, które do tej pory pozostawały i pozostają niewidoczne. Przykładem takiego odczytania dzieł, ale także biografii polskich pisarek / pisarzy xix i  xx wieku jest z  pewnością książka Krzysztofa Tomasika Homobiografie25. I choć możemy się nie zgadzać z niektórymi interpretacjami przeprowadzonymi przez autora czy też z przyjętą przez niego metodologią, to jednak wydaje się, że publikacja ta jest ważnym krokiem w kierunku odczytania (czy raczej odczytywania jako pewnego procesu) historii tych, którzy nie wpisywali się, choć zapewne wpisywani byli, w sztywne ramy tożsamości Polaka i Polki. Być może takie rysowanie wizji historii, a co za tym idzie, budowanie współcześnie społeczeństwa różnorodności, brzmi zbyt postulatywnie, zbyt fantazmatycznie, myślę jednak, że, chcąc odrzucić procesy wykluczania i dyskryminacji, konieczne jest rozbicie tych właśnie sztywnych tożsamości, ciągłe szukanie w ich obrębie „pęknięć” i niedopowiedzeń. Bo gdzie nie ma idei, tam i przyszłości nie ma.

W roku 2007 w  Krakowie obok figury Smoka Wawelskiego znajdującej się w  pobliżu Zamku Królewskiego na Wawelu pojawił się napis Smok wawelski była lesbijką. Słowa te, oprócz swojego żartobliwego wymiaru, wskazywały na konieczność wydobywania na światło dzienne historii miłosnych, romansów, przyjaźni między kobietami – mieszkankami Krakowa. Historii, które miały miejsce zarówno w przeszłości, jak i tych, które dzieją się dzisiaj, a których obecność i widoczność uczynią krakowskie ulice otwartymi na odmienność, otwartymi dla kobiet-kochających-kobiety, które będą pisać historię tego miasta swoim własnym językiem.

Justyna Struzik

25 K. Tomasik, Homobiografie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

58

Socjolożka, feministyczna i queerowa aktywistka, doktorantka Instytutu Socjologii uj. Od czterech lat związana z sektorem pozarządowym. Obecnie członkini krakowskiej grupy Miłość bez Granic oraz członkini zespołu Fundacji Przestrzeń Kobiet. Jest współreżyserką i współautorką filmu dokumentalnego Trans-misja, dotyczącego prawnych problemów transseksualizmu w Polsce. Kocia mama.


bibliografia

Bonnet M-J. Butler J. Foucault M. Magnone L. Mizielińska J. Mróz K. Rich A. Rubin G. S. Tomasik K. Walczewska S.

Związki miłosne między kobietami od xvi do xx wieku, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 1997. Imitation and Gender Insubordination, [w:] „The Lesbian and Gay Studies Reader”, red. H. Abelove, M .A. Barale, D .M. Halperin, Routledge, New York-London 1993. Feminist Interpretations of Michel Foucault, red. S. J. Hekman, The Pennsylvania State University Press, Pennsylvania 1996. Historia seksualności, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2000. Maria Konopnicka i Maria Dulębianka, http://genderstudies.pl/index.phpt mariakonopnicka-i-maria-dulebianka, dostęp 22.03.2010. Płeć, ciało, seksualność. Od feminizmu do teorii queer, Universitas, Kraków 2006. Hetmanka ruchu kobiecego, http://www.feminoteka.pl/ muzeum/readarticle. php?article_id=1, dostęp 22.03.2010. Przymusowa heteroseksualność a egzystencja lesbijska, „Furia Pierwsza”, 2000, nr 4/5, s. 91–127. Rozmyślając o seksie: zapiski w sprawie radykalnej teorii polityki seksualności, „Lewą Nogą”, nr 16, 2004. Spuścizna po Janinie Jasickiej, Archiwum Państwowe w Krakowie. Homobiografie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008. Damy, rycerze i feministki, Wydawnictwo efka, Kraków 2006.

60


Joanna Erbel

Gender w mieście. Jak perspektywa urbanistyczna zmienia myślenie o płci?

Kwestia prawa do obecności w przestrzeni miejskiej coraz częściej staje się  przedmiotem zarówno refleksji teoretycznej, jak i działań miejskich ruchów społecznych. Jednym z istotniejszych zagadnień staje się pytanie o to, kto ma największe prawo do decydowania o przemianie miast: deweloperzy, urzędnicy, mieszkańcy? Kto jest wykluczony/a z przestrzeni miejskiej i jakie mechanizmy to wykluczenie wzmacniają? Diagnozę różnych wymiarów wykluczenia z przestrzeni miejskiej znajdujemy zarówno w pracach badaczy i badaczek społecznych, jak i w akcjach artystycznych czy politycznych manifestacjach. Odpowiedzi na pytanie o  prawo do miasta opierane są zazwyczaj na przeciwstawieniu grupy uprzywilejowanej w  przestrzeni miejskiej grupie wykluczonej: konsumentów – obywatelom1, deweloperów – mieszkańcom2, władz miasta – lokalnym kupcom3, globalK. Nawratek, Miasto jako idea polityczna, wyd. ha!art, Kraków 2008; D. Harvey, The Right to the City, „New Left Review” 53, September–October 2008, s. 23–40. 2 M. Smętkowski, Miasto deweloperów, [w:] Warszawa. Czyje jest miasto?, red. B. Jałowiecki, E. Sekuła, M. Smętkowski, A. Tucholska, Wydawnictwo Naukowe scholar, Warszawa 2009, s. 8–88; M. Ferreri, Self-Organises Spatial Practices and Desires in Conflicting Urban Development, [w:] Critical Cities. Ideas, Knowledge and Agitation from Emerging Urbanists, vol. 1, red. D. Naik i T. Oldfield, s. 40–53. 3 A. Żmijewski, Wyrzucenie kupców z Kupieckich Domów Towarowych, Warszawa, Pl. Defilad, 21 lipca 2009. msn, Warszawa 2010. 1

61


nych korporacji – lokalnym inicjatywom4, konserwatywnej klasy średniej – ruchom alternatywnym5, klasy średniej – bezdomnym6, heteroseksualnej większości – osobom homoseksualnym7, białej większości – mniejszościom etnicznym8, osób pełnosprawnych – osobom poruszających się na wózkach inwalidzkich, bądź z wózkami dziecięcymi9, grup pracujących – korzystającym z bezinteresownego odpoczynku10. Takie binarne opozycje, które są wygodnym narzędziem, pozwalającym uwypuklić dane zjawisko i opisać jego specyfikę, wymagają skonstruowania w  miarę spójnego podmiotu wykluczanego. Jego role pełnią najczęściej różnego rodzaju mniejszości: etniczne, seksualne, osoby bezdomne, niepełnosprawne, starsze. Trudności z  wyznaczeniem charakterystyki grupy wykluczonej z przestrzeni miejskiej oraz wielowymiarowość tego wykluczenia sprawia, że niektóre wymiary wykluczenia nie tylko nie trafiają na sztandary protestujących, ale również rzadziej stają się przedmiotem refleksji teoretycznej. Dzieje się  tak między innymi w przypadku wykluczenia kobiet z przestrzeni miejskiej, którego nie sposób sprowadzić  do jednej kategorii pozwalającej określić wspólny mianownik różnych praktyk usuwania kobiet z przestrzeni miejskiej. Odpowiedź na pytanie, w  jaki sposób kobiety są wykluczone z  przestrzeni miejskiej, jest o  tyle trudne, że zarówno pojęcie „kobiecości”, jak i  pojęcie „przestrzeni miejskiej” pociągają za sobą problemy definicyjne. W zależności od tego, czy płeć będziemy rozumieć jako płeć biologiczną czy płeć kulturową, 4 5 6 7 8 9 10

co innego zwróci naszą uwagę. Obraz skomplikuje się jeszcze bardziej, kiedy uwzględnimy takie wymiary jak klasa, rasa czy wiek. Staniemy tutaj przed wyzwaniem, na które wskazuje Donna Haraway w swojej definicji „płci” do Słownika marksistowskiego11, kiedy zauważa, że

teorii feministycznej niezmiernie rzadko udaje się powiązać analitycznie rasę, sex/gender i klasę. Ponadto feministki mają równie dobre powody do zajmowania się systemem rasa/gender co systemem sex/gender, a nie są to posunięcia analityczne tego samego typu. I znowu – co się stało z klasą?12. Haraway pisze o potrzebie jakiejś teorii „różnicy”, której geometrie, paradygmaty i logiki wyłamywałyby się z wszelkiego sortu binaryzmów, dialektyk i modeli natura/kultura. W przeciwnym razie trójki zawsze redukują się w końcu do dwójek, które rychło zmieniają się w samotne jedynki stojące na czele. I nikt się nie uczy liczyć do czterech13.

Ta konieczność operowania na czterech i  więcej wymiarach teoretycznych multiplikuje się, kiedy mamy do czynienia z  przestrzenią miejską, gdzie w  jednym obiekcie przestrzennym skupiają się różne wymiary interpretacyjne. Miasto jako przestrzenna forma, której elementy odnoszą do kulturowych reprezentacji męskości i kobiecości, znacznie różni się od miasta jako pola realizacji polityki historycznej czy obszaru praktyk życia codziennego jego mieszkańców. W zależności od wyboru perspektywy, mamy do czynienia z inną definicją płci, która wyklucza włączenie innych wymiarów wykluczenia kobiet niż ten, na podstawie którego została skonstruowana. W moim tekście wskażę specyfikę przestrzeni miejskiej jako obszaru badawczego. Opiszę różne wymiary wykluczenia kobiet oraz związane z  nimi definicje płci. Pokażę również, w jaki sposób spojrzenie na płeć z perspektywy socjologii miasta może być punktem wyjścia do przedefiniowania kategorii płci, opartej nie na binarnych opozycjach, ale na wielowymiarowej matrycy obejmującej szeroki wachlarz społecznych praktyk.

D. Lesage, Global Cities and Anti-Globalist Resistance, [w:] Urban Politics Now. Re- Imagening Democracy in the Neoliberal City, s. 94–109. „69”, reż. N. Viborg, Dania 2008. D. Mitchell, The Right to the City. Social Justice and the Fight for Public Space, New York-London: Guilford Press 2003. Odbywająca się corocznie od 1998 roku w Warszawie Parada Równości – Warsaw Pride czy parady oraz marsze równości w Krakowie, Poznaniu i innych miastach. P. Goodwin, J. Oduroe, Re-Visioning Black Urbanism and the Production of Space, [w:] Critical Cities. Ideas, Knowledge and Agitation from Emerging Urbanists, vol. 1, s. 138–143. O mamma mia! Tu wózkiem nie przejadę!, kampania Fundacji MaMa, czerwiec-wrzesień 2006, Warszawa. A. Szreder, J. Szreder, Pamiętaj, kryzys nie zwalnia Cię od odpoczynku!, miejski piknik, Chłodna 25, 26 kwietnia 2009, Warszawa; Park(ing), 17–18 i 21–22 września 2009, Warszawa.

11 D. Haraway, Płeć do marksistowskiego słownika, Think Tank Feministyczny – biblioteka online (www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny), s. 4. 12 Ibidem. 13 Ibidem.

62

63


w obywatela-konsumenta16. Architektura ma długą historię wzmacniania mechanizmów wykluczania i reprodukowania nierówności społecznych. Jednocześnie przestrzeń miasta, mimo iż wielu teoretyków głosi jej upadek17, wciąż jest istotnym obszarem politycznej artykulacji. W przeciwieństwie do innych mediów – takich jak Internet, telewizja czy papierowe publikacje – jej rozrost jest ograniczony. Stworzenie nowego placu czy nowej dzielnicy, równie dostępnej jak ta, do której nie jesteśmy dopuszczeni, jest znacznie mniej oczywiste niż założenie nowego portalu czy czasopisma. Ekspansja, z którą mamy do czynienia w miastach, odbywa się nie przez zagęszczenie przestrzeni, ale głównie przez rozrost przedmieść i  zwiększenie dystansu między dzielnicami pełniącymi rolę centrów a  będącymi na społecznych peryferiach. W  wyniku tego procesu przestrzeń miejska jest naznaczona konfliktem. Obecne w mieście obiekty i grupy zawsze zajmują miejsce komuś innemu. Wprowadzając swoje symbole, ciała i środki komunikacji, wypychają z niej innych. Mimo poszerzania się granic miasta i rozrostu przedmieść, liczba ulic, które mogą zyskać swoich patronów i patronki, jest ograniczona. Dotyczy to również terenów zielonych czy innych otwartych przestrzeni w centrach miast konkurujących z różnymi inwestycjami budowlanymi, jak i  określenia uprzywilejowanego środka komunikacji, bowiem o  ile metro i  tramwaje w  miarę płynnie wchodzą w  tkankę miasta, to decyzja o  tym, czy miasto będzie wygodne dla pieszych i rowerzystów czy łatwo przejezdne samochodem, zawsze odbywa się kosztem jednej ze stron. Wielość potencjalnych napięć wynika również z tego, że przestrzeń miasta jest znacznie silniej nasycona znaczeniami niż jakakolwiek inna. Każdy skrawek miasta ma swoją historię zapisaną w ścianach budynków oraz ciałach mieszkańców i mieszkanek. W mieście ideologiczne walki o kształt społeczeństwa materializują się pod postacią siatek ulic, nazw placów, liczbie pomników, treści tablic pamiątkowych, obecności przestrzeni zielonych (lub ich braku) czy typie osiedli mieszkalnych. Kształt tkanki miejskiej jest ściśle związany z tym, jakie grupy społeczne są brane pod uwagę jako potencjalni

Kształt miasta oddaje społeczno-ekonomiczną strukturę społeczności miejskiej. Miasto – jak stwierdza Aleksander Wallis – jest tworem stratyfikowanym. To znaczy, że architektoniczne zróżnicowanie poszczególnych budowli i zespołów urbanistycznych odpowiada hierarchiom prestiżu społecznego poszczególnych jednostek, grup i  klas społecznych14. Struktura miasta nie tylko odtwarza podziały społeczne, ale może również wytwarzać społeczeństwo, jak to się dzieje zwłaszcza w  przypadku architektury modernistycznej czy socrealistycznej służącej inżynierii społecznej. Jednym z  bardziej znanych przykładów takiego planowania jest Nowa Huta, powstała w celu wytworzenia „nowego człowieka”. W przypadku Nowej Huty, zamysłem urbanistów było zniesienie nierówności i  stworzenie egalitarnego społeczeństwa. Taki równościowy projekt, nakierowany na wspólnotę, jest jednak współcześnie czymś prawie nieobecnym. Presja, którą wywiera w  swojej większości architektura, to nie zmuszanie mieszkańców do tworzenia sieci relacji międzyludzkich poprzez stwarzanie przestrzeni wspólnych, ale ekskluzywna polityka mająca za cel usunięcie niechcianych podmiotów i wzmacniająca wykluczenie różnych grup. W tkance miejskiej materializują się podziały społeczne, a co za tym idzie, uobecniają mechanizmy wykluczenia całych grup albo konkretnych rodzajów praktyk. Praktyka planistyczna Paryża miała na celu powstrzymanie działań rewolucyjnych: zarówno bulwary Haussmanna, tak szerokie, żeby niemożliwe było ich barykadowanie, jak i  wyasfaltowanie chodników, aby uniemożliwić rzucanie brukiem. Z  kolei grodzenie osiedli i  dzielnic służy zazwyczaj oddzieleniu się grup dominujących i wykluczeniu innych, według linii podziału etnicznych, rasowych bądź klasowych15. Również prywatyzacja przestrzeni wokół centrów handlowych i likwidowanie alternatywnych przestrzeni spędzania wolnego czasu wyklucza wszystkich tych, którzy nie chcą bądź nie mogą wejść w rolę konsumenta. Mieszkaniec miasta przestaje być wtedy obywatelem w sensie politycznym, angażującym się w lokalne inicjatywy służące poprawie jakości życia członków wspólnoty, i zamienia się

16 Więcej o konsekwencjach pojawienia się obywatela-konsumenta jako jedynego prawomocnego mieszkańca miast zobacz: K. Nawratek, Miasto jako idea polityczna. 17 Por. R. Sennett, Upadek człowieka publicznego oraz K. Nawratek, Miasto jako idea polityczna, s. 74.

14 A. Wallis, Socjologia wielkiego miasta, s. 36. 15 S. Bollens, City and Soul; L. Wacquant, Parias urbains oraz wiele innych publikacji.

64

65


użytkownicy, a kogo się wyklucza. Z tym, kto ma prawo być obecny, zarówno poprzez swoje ciało i sposób bycia, jak i przez swoją historię zapisaną w nazwach ulic czy reprezentowaną przez pomniki i  muzea. Miasto jest areną, na której ścierają przeciwstawne interesy i gdzie toczona jest walka o formę wspólnoty politycznej. Konflikty wokół przestrzeni miejskiej często wynikają nie tylko z  chęci symbolicznego zawłaszczenia przez konkurujące narracje, ale również z tego powodu, że to, co dla jednych jest sferą reprezentacji, dla innych jest najbliższym sąsiedztwem, czyli przestrzenią codziennego doświadczenia. Obecność monumentalnego pomnika albo krzyża silnie naznacza przestrzeń, uwzniośla ją i często uniemożliwia korzystanie z niej jako miejsca rekreacji i  bezinteresownego odpoczynku. Nieraz więcej prawa do danej przestrzeni przyznaje się umarłym niż żyjącym w niej mieszkańcom. Tkanka miejska jest wielowymiarową strukturą, która wpływa na zachowania i komfort życia mieszkańców, dlatego też konflikty miejskie są elementem codziennego doświadczenia mieszkańców, nawet jeśli często nie są oni ich świadomi. Martina Löw wskazuje na specyfikę relacji pomiędzy mieszkańcami i tkanką miasta, w której zakorzenione jest codzienne doświadczenie. Löw opisuje miasta jako struktury strukturyzujące, które ucieleśniają się w habitusach mieszkańców i jednocześnie są przez zachowania tych mieszkańców kształtowane18. Löw kładzie nacisk na istnienie cech wspólnych mieszkańcom danego miasta, odróżniających ich od mieszkańców innych miast, które są niezależne od ich rasy, płci i klasy. Mimo podkreślania wspólnego rysu obecnego w zachowaniach i strukturach poznawczych wszystkich mieszkańców, wskazanie na relację między przestrzenią miejską a ciałami mieszkańców, których habitusy są kształtowane również przez inne czynniki, zakłada również, że na tym polu mamy do czynienia ze społeczną dystynkcją. Zmaterializowane w tkance miejskiej oczekiwania, mimo iż rozpoznawane przez mieszkańców, a często funkcjonujące jako obiegowe opinie (np. że postawienie ławki sprawi, że będą na niej siedzieć pijacy, albo że bezpieczeństwo zapewnia się przez monitoring i grodzenie) mogą być również odczuwane jako opresyjne i wykluczające. Praktyki, które nie pasują do tożsamości danego miasta i przeciwstawiają się dominującej logice są tymi, dla których

nie ma miejsca na placach ani na ulicach. Dotyczyć to będzie działań zwłaszcza tych jednostek, które przyjechały do miasta później (imigrantów), żyją w innym rytmie niż większość mieszkańców (kobiety, bezrobotni) albo nie brali udziału w procesie współtworzenia miasta. Architektura, wchodząc w relacje z naszymi habitusami, silnie na nas oddziałuje. Każde spotkanie z tkanką miasta jest rodzajem testu na prawo naszej przynależności – jeśli czujemy się dobrze, to jest to przestrzeń przeznaczona dla nas; jeśli czujemy się wyobcowani, zazwyczaj mamy ku temu powody: nasza obecność w danym miejscu jest źle widziana albo przynajmniej nieprzewidziana. Zapomniano nas włączyć do grona potencjalnych użytkowników albo nasza obecność jest uznawana za zagrożenie dla uporządkowanej, czystej przestrzeni. Wiedzą o tym dobrze wszyscy ci, którzy próbowali znaleźć w centrum miasta wygodne miejsce, żeby usiąść i odpocząć, a jednocześnie nie musieć płacić za kawę czy posiłek w kawiarni. Tak jak i te, które na obcasach próbowały spacerować po wysypanych piachem alejkach, śliskiej kostce brukowej czy wypolerowanych płytach obecnych w wielu centrach handlowych. Lub rodzice z dzieckiem w wózku czy posiadacze rowerów, korzystający z windy w bloku z lat 70. Kimkolwiek jesteśmy, co jakiś czas trafiamy na przestrzenie, gdzie czujemy się, jakbyśmy weszli w butach na lodowisko albo przez przypadek pomylili budynek mieszkalny z domkiem dla lalek. Im mniej pasujemy do ram wyznaczonych przez miejską strukturę, tym częściej nam się to zdarza. Wszystkie spotkania z twardą materią pokazują nam granice tego, co w danej przestrzeni jest uznawane za normę. Mimo iż pułapek architektonicznych jest wiele, zwykle nie odczuwamy zbyt silnie ich obecności. Po części dzieje się tak dlatego, że z czasem uczymy się omijać pewne fragmenty miasta i zapominamy o ich istnieniu. Albo traktujemy miasto nie jako przestrzeń, która powinna służyć zwiększeniu naszego komfortu życia, ale jako tor przeszkód, miejską dżunglę, przez którą przedarcie się stanowi dla nas codzienne wyzwanie. Zdarza się również, że bariery architektoniczne są tak uciążliwe, że decydujemy się ograniczyć naszą mobilność i zamiast przebywać w przestrzeni publicznej stanowiącej dla nas zagrożenie albo wywołującej dyskomfort, decydujemy się pozostać tam, gdzie czujemy się bezpiecznie – we własnym mieszkaniu. W takich sytuacjach mamy do czynienia z ukrytym wymiarem

18 M. Löw, Soziologie der Städte, s. 74.

66

67


ucieleśnione, jest kwestia różnic płci20. To męskie ciało, ze swoimi proporcjami, jest punktem odniesienia, a falliczność staje się głównym motywem w  architekturze. Ucieleśnienie męskiego punktu widzenia w  formie architektonicznej przejawia się w  postaci dominacji fallicznych obiektów oraz przez traktowanie męskiego ciała jako uniwersalnego punktu odniesienia. Najbardziej wyrazistym przykładem takiego podejścia jest schemat proporcji autorstwa Le Corbusiera umieszczony w formie płaskorzeźby na froncie Jednostki Mieszkaniowej w Marsylii, który miał być podstawą do projektowania optymalnych przestrzeni mieszkalnych. Miał on stanowić esencję harmonii, która leżała u  podstaw wszystkich proporcji zastosowanych w  tym budynku21. Punktem odniesienia dla architekta były proporcje męskiego ciała. Pierwotnie Le Corbusier ustalił średni wzrost człowieka na 175 cm, ale gdy dowiedział się, że przeciętny wzrost angielskiego policjanta wynosi sześć stóp, uczynił 183 cm wzrostem, z którego wywodził dalsze proporcje. W ten sposób wzrost angielskiego policjanta zyskał rangę uniwersalnego punktu odniesienia i stał się miarą do określenia standardu wysokości stołu, krzeseł czy różnych innych sprzętów domowych, ale również mebli związanych z pełnieniem funkcji publicznych, takich jak mównica. Tworzenie przestrzeni na miarę mężczyzny (stosunkowo wysokiego) nabiera szczególnego znaczenia w przypadku mównicy oraz innych elementów wyposażenia przestrzeni związanych z aktywnością publiczną. Określenie, jakie i czyje ciało będzie idealnie wpasowywało się w  przestrzeń, wskazuje na oczekiwania wobec przyszłych użytkowników i może wpływać na społeczne interakcje. Z jednej strony, ma to znaczenie dla odbioru mówczyń bądź mówców, niższych bądź wyższych niż przewiduje designerska norma. Z  drugiej strony, może wpływać na komfort osoby przemawiającej, która czuje, że przestrzeń, w której przebywa, nie została skrojona na jej lub jego miarę. Z kolei na falliczność jako dominujący motyw w architekturze wskazuje Jackie Craven na portalu About.com: Architekture. Podaje przykłady „męskich” i „żeńskich” budynków22. Męskie cechuje strzelistość, siła, przysadzistość, zwykle

wykluczenia społecznego, które nie wynika z otwarcie sformułowanego zakazu wstępu, ale wiąże się z obecnością mikrobarier albo odpychającej niektórych estetyki, skutecznie zniechęcających jednostki do obecności w różnych miejscach. Cielesne poczucie niestosowności, przytłoczenia, niepokój, fizyczne zmęczenie podczas poruszania się po mieście czy inne objawy somatyczne to sposoby, w jakie jednostki odczuwają niedostosowanie swoich habitusów do struktury miejskiej. Mimo iż relacje między jednostkowymi habitusami a nasyconą znaczeniami tkanką miejską są bardzo złożone, można wyróżnić trzy wymiary, w  których działają mechanizmy wykluczenia kobiet z  przestrzeni publicznej. Pierwszy związany jest z kształtem budynków, elementów wyposażenia wnętrz i fragmentów małej architektury i odnosi się do esencjalistycznego rozumienia „męskości” oraz „kobiecości”. Drugi dotyczy miasta jako przestrzeni definiowanej przez hegemoniczne narracje historyczne, które materializują się w tkance miejskiej. Trzeci natomiast dotyczy miasta jako przestrzeni praktyk życia codziennego, pomija kwestie płci biologicznej i  wskazuje na czynności, które kulturowo uznawane są za męskie albo za kobiece. Te trzy wymiary nieraz występują jednocześnie, a stopień doświadczania ich opresyjności jest silnie związany z  usytuowaniem społecznym danej jednostki. Brak czystych publicznych toalet i wysokie krawężniki, stanowiące poważne utrudnienie dla kobiet ciężarnych i kobiet z dziećmi, mogą być niedostrzegalne przez młode kobiety, z których część bardziej skłonna byłaby skupić się na wymiarze symbolicznym miasta. Aby zrozumieć specyfikę przestrzennego wykluczenia kobiet, konieczne jest odniesienie się do więcej niż jednego z wymiarów. Opisując powyższe wymiary, pokażę również strategie różnych aktorów społecznych (najczęściej członkiń i członków ruchu feministycznego) przeciwstawiające się danemu wymiarowi przestrzennego wykluczenia. Na pierwszy z wymienionych wymiarów, związany ze zdominowaniem architektury przez męską perspektywę, wskazuje Elizabeth Grosz. Twierdzi ona, że architektura jako dyscyplina jest fallocentryczna w  samej swojej strukturze19 i, o ile jest świadoma uwikłania w cielesność, to jednak tym, co nie jest

20 Ibidem, s. 13. 21 S. E. Rasmussen, Odczuwanie architektury, s. 114. 22 Źródło: http://architecture.about.com/od/architectureandsex/sstgender.html.

19 E. Grosz, Architecture from the Outside, mit Press, Cambridge 2001, s. 14.

68

69


posiadają też regularną, surową formę oraz gładką powierzchnię, widoczną w większości wieżowców czy budynków przypominających kształtem Pałac Kultury i Nauki. Kobiece zaś są oparte na nieregularnych krzywych i mają kształt zbliżony do kobiecego ciała. Są bardziej miękkie na poziomie formy, przypominają łono (jak Esplanada w  Singapurze) albo muszlę (jak Opera w  Sidney), w  której można się schronić, jak w  brzuchu matki. Podział na męskie i żeńskie budynki pokrywa się z podziałem zrekonstruowanym przez Pierre’a  Bourdieu w  Męskiej dominacji. Męskość jest tam związana z  takimi cechami jak: suchość, otwartość, pustość, górowanie, ostrość. Kobiecość to wszystko to, co wilgotne, ciemne, brzuchopodobne, napęczniałe, leżące, bliskie ziemi23. W tym kontekście znaczące wydaje się, że mieszkańcy Singapuru nazywają Esplanadę, ze względu na jej kształt, „durianem” – kolczastym, soczystym owocem podobnym do granatu, który w podziale przywoływanym przez Bourdieu leży po stronie tego, co kobiece. Tak rozumiane męskość i kobiecość związane są z funkcjami reprodukcyjnymi i z płcią biologiczną. Sprowadzają nasze myślenie o architekturze do kategorii esencjalistycznych i przekonania, że w mieście da się oddzielić to, co męskie od tego, co kobiece. Co więcej, głosy wskazujące na falliczność obiektów, które utożsamia się z męską dominacją, często są formułowane w innej sprawie niż realna obrona praw kobiet. Widać to zwłaszcza podczas dyskusji dotyczącej obecności minaretów w europejskich miastach, gdzie ksenofobia i niechęć do innych religii kryje się za feministyczną emancypacyjną retoryką24. Falliczność jako argument za usunięciem minaretów chętnie bywa podejmowana przez skrajną prawicę, która w innych kwestiach jest daleka od wspierania emancypacyjnej walki kobiet i  całkowicie pomija falliczny charakter innych budynków, zarówno kościołów, jak i wieżowców.

Drugim wymiarem, w którym dochodzi do wykluczenia kobiet z przestrzeni miejskiej, jest wymiar historycznych narracji. Zapisana w miastach historia kobiet jest skrzętnie ukryta, prawie nieobecna. Chodząc po mieście, można przeczytać, na jakich ulicach toczyły się walki narodowowyzwoleńcze i mieściły komitety strajkowe, ale trudno jest zlokalizować miejsca kluczowe dla rozwoju ruchu feministycznego czy alternatywne wobec męskich klubów przestrzenie, w  których spotykały się kobiety. Pamięć o  nich ginie wraz z tymi, które w danych wydarzeniach uczestniczyły albo w trudno dostępnych archiwach, a my, podejmując kolejne akcje, nie jesteśmy świadome, że nie działamy w pustce, tylko wpisujemy się w historię lokalnych walk o emancypację. Tworzenie własnej przestrzeni jest szczególnie ważne ze względu na symboliczną władzę, jaką daje możliwość zaznaczenia swojej obecności w materialnej tkance miasta. Próbę przywrócenia pamięci o miejscach ważnych w historii ruchów emancypacyjnych podejmują takie teoretyczki jak: Dolores Hayden, Lynne Walker, Despina Stratigakos. Dolores Hayden wskazuje na pamięć miejsca jako na wymiar pamięci społecznej, który materializuje się w przestrzeni miejskiej. Pamięć miejsca pozwala jednostkom zakorzenić się w danym otoczeniu włączonym w kulturowy krajobraz, zarówno tym zbudowanym przez człowieka, jak i stworzonym przez naturę. Pozwala mieszkańcom zrozumieć historyczne miejsca i zdefiniować ich społeczne przeszłości (public pasts): miejsca wywołują wspomnienia dla wtajemniczonych, którzy podzielają wspólną przeszłość, a jednocześnie przedstawiają tę podzielaną przeszłość postronnym osobom, które mogą być nią zainteresowane25.

Przestrzeń miasta ma siłę wzmacniania jednych narracji historycznych i osłabiania innych. Jest wizualną reprezentacją  uspołecznionej historii. Pamiętanie albo powtórne rozpoznanie miejsc, w których toczyły się istotne dla danej grupy wydarzenia, jest elementem istotnej dla ruchów emancypacyjnych polityki historycznej. Miejsca do tej pory utożsamiane ze zmaskulinizowaną wizją polityki i sfery publicznej mogą zyskać nowe znaczenie i wskazać na nową warstwę znaczeń obecnych w  zróżnicowanej przestrzeni miast. Takiego przemapowania Londynu, Berlina i Krakowa dokonują odpowiednio

23 P. Bourdieu, Męska dominacja, s. 20. 24 Por. dyskusja wokół projektu Joanny Rajkowskiej „Minaretu” w Poznaniu, http://www.indeks73.pl, Debata wokół Minaretu Rajkowskiej, 12.08.2009 oraz wokół zakazu stawiania minaretów w szwajcarskich miastach zgłoszenego przez Szwajcarską Partię Ludową, np. Alex Dibranco, Swiss Ban Minarets: Is This About Women’s Rights or Wronging Religion? http://womensrights.change.org, 02.12.2009; Melanie McDonagh, As the Swiss say no to minarets, I vote we have many more referendums, http://www.telegraph.co.uk, 30.11.2009.

25 D. Hayden, The Power of Place, s. 46.

70

71


Lynne Walker26, Despina Stratigakos27 oraz autorki Krakowskiego Szlaku Kobiet. Przewodniczki po Krakowie emancypantek28. Walker opisuje wiktoriański Londyn z perspektywy niezależnych kobiet z klasy średniej tworzących Ruch Kobiet, które w xix wieku budowały sieci sojuszy i tworzyły organizacje walczące o  emancypację kobiet. Jednocześnie wskazuje na przeszkody, jakie napotykały kobiety przy próbie wyjścia z przestrzeni prywatnej związanej z przekonaniem, że miejscem dla szanującej się kobiety z klasy średniej jest dom. Ulica i przestrzeń publiczna były uznawane za zagrożenie dla cnoty kobiet, a samotne kobiety pojawiające się poza sferą domową, nazywane „kobietami publicznymi” narażały się na podejrzenie o prostytucję29. Walka o miejsca spotkań, jakimi były kobiece kluby, biblioteki czy prywatne salony, była walką o prawo do wymiany myśli z innymi kobietami, niezbędnej do uzyskania politycznej tożsamości. Stworzenie mapy miejsc istotnych dla xix-wiecznego ruchu emancypacyjnego w Londynie, na której znajdują się zarówno prywatne, jak i publiczne budynki oraz inne miejsca, pozwala nam również inaczej spojrzeć na relację między przestrzenią miejską a politycznością. Po pierwsze, dowartościowuje polityczne inicjatywy, które odbywały się w przestrzeniach prywatnych i włącza je do mapy istotnych miejsc dla ruchów kobiecych na tej samej zasadzie, co miejsca publicznie dostępne. Po drugie, pokazuje na rosnącą świadomość ruchów kobiecych co do konieczności cielesnej obecności w przestrzeni publicznej jako jednej z ważniejszych strategii emancypacji. Despina Stratigakos, opisując przemiany Berlina na początku xx wieku, podkreśla, że wkroczenie kobiet do przestrzeni publicznej jako niezależnych podmiotów wymagało nie tylko społecznego przyzwolenia na ich obecność i rozluźnienia gorsetów utrudniających poruszanie się, ale przede wszystkim

nowych przestrzeni: biur, klubów, wystaw, gdzie czułyby się swobodnie30. Wskazuje na znaczenie kapitału przestrzennego, który jest formą reprezentacji kobiecej obecności w mieście, wraz z  ich praktykami i  estetyką. Samo zaangażowanie w  przekraczanie granic na poziomie dyskursów i  własnej subiektywności nie jest wystarczające; jednocześnie konieczne jest przekształcanie tkanki miejskiej. Stratigakos pokazuje zbiorowy wysiłek wielu kobiet z klasy średniej, w tym wielu architektek w budowanie nowej rzeczywistości. Podkreśla, że w stosunku do powszechnych wyobrażeń berlińskie kobiety z klasy średniej były znacznie śmielsze i wyraźnie konfrontacyjne. One również używały cegieł, żeby walczyć z wykluczeniem, ale łącząc je ze sobą zaprawą, a nie rozbijając nimi okna31.

Przywołanie tej zmaterializowanej w ścianach berlińskich budynków historii emancypacji kobiet jest również koniecznym elementem walki przeciwko współczesnym formom przestrzennego wykluczenia. Tworzenie nowych map miast, które pokazują historię kobiet jako niezależnych politycznych podmiotów, przeciwstawia się dominującemu spojrzeniu na historię miast z perspektywy męskiego doświadczenia. Jak podkreśla Natalia Sarata, autorka tekstu otwierającego Krakowski Szlak Kobiet, w większości miejskich opowieści kobiety odgrywają rolę przykładnych żon i matek, cnotliwych królowych lub awanturujących się mieszczańskich żon, czasami muz wybitnych artystów – mężczyzn32. Sarata wskazuje na związek nieobecności kobiet w zapisanej historii miast z rzeczywistą i  symboliczną nieobecnością kobiet w  przestrzeni publicznej. Odtworzenie historii obecności krakowskich emancypantek ma również na celu pokazanie szerokiego spektrum praktyk kobiet, które wywodziły się z różnych środowisk, warstw społecznych, posiadały różne wykształcenie, światopoglądy i  działały na rzecz emancypacji kobiet na różnych polach. Przywrócenie

26 L. Walker, Home and away. The feminist remapping of public and private spaces in Victorian London, [w:] New Frontiers of Space, Body and Gender. 27 D. Stratigakos, Women’s Berlin. Walka o prawo do obecności dotyczyła przede wszystkim kobiet z klasy średniej zmagających się z utożsamieniem miejsca kobiety z przestrzenią domową, narzuconym przez mieszczański model rodziny. 28 Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek, red. E. Furgał, wyd. Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009. 29 L. Walker, ibidem, s. 65.

30 D. Stratigakos, Women’s Berlin, s. xi oraz s. 8. 31 Ibidem, s. xvii. 32 N. Sarata, Historia kobiet czy historyjki o kobietach? Zamiast wstępu, [w:] Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek, red. E. Furgał, wyd. Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009, s. 7.

72

73


Krakowi pamięci o działaniach emancypantek pozwala również zakorzenić współczesne działania ruchu feministycznego w historii i pokazać na ciągłość walki przeciwko wykluczeniu kobiet z przestrzeni miasta i sfery publicznej. Inną propozycję przepisania miejskiej historii kobiet proponuje Sylwia Chutnik w  Kieszonkowym atlasie kobiet oraz na pierwszych stronach Dzidzi. Chutnik opisuje historię Warszawy i daje nam do ręki alternatywną mapę miasta. Nie skupia się jednak na śladach działania ruchów emancypacyjnych, sukcesach samoorganizacji, nie śledzi dawnych miejsc spotkań, ale opisuje to, co wyparte, wstydliwe, niechciane. Nie pisze o  budowaniu, ale o rozpadzie budynków i ciał; nie o salonach emancypantek z klasy średniej, ale o  bazarach, przychodniach, pustych mieszkaniach, brudnych klatkach i innych przestrzeniach, w których toczy się życie wielu kobiet i gdzie tworzą się różne formy wspólnoty, o których często nie pamiętamy, odtwarzając mapę obecności kobiet w mieście. Chutnik wskazuje na przestrzenie silnie zorganizowane, gdzie tworzą się relacje tworzące życie miasta, a  na które nie ma miejsca w oficjalnych narracjach, bo są marginalne, uznane za nieciekawe albo wyparte jako wstydliwe i niegodne pamiętania. Takim miejscem jest bazar, wokół którego toczy się życie bohaterek Kieszonkowego atlasu kobiet. To w jego budach i wąskich przejściach zapisana jest historia dzielnicy i jej mieszkańców oraz mieszkanek. Tam też tworzy się i reprodukuje wiedza niezbędna do sprawnego funkcjonowania w dzielnicy.

Pani Maria robi codziennie zakupy na „Zieleniaku”. To nie pielgrzymka do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie w baraku składa się kilka świeżych kwiatów. To pojedyncze mierzenie się z rzeźnią, gdzie w rolach głównych występowała ona sama, jej matka, jej koleżanki, sąsiedzi. […] Wizyty na bazarze mają dziwny posmak zdrapywania strupa, kłucia się szpilką, niby niechcący34.

Chutnik męskiej narracji o bohaterstwie nie przeciwstawia heroicznych czynów kobiet, ale gwałty, kalectwo, choroby psychiczne: Można spróbować rozglądać się uważnie po swoim mieście. Co chwila tablica, kwiaty, znicz. Zastrzelono, zginęło, pomordowano, zabito. Nie ma tylko „zgwałcono”, ale o tym się nie pamięta. To takie fizjologiczne, nieczyste jak załatwianie się. Gwałt nie kojarzy się z wojną trututu, padnij, czołgaj się, do okopów. Gwałt to podwinięta sukienka, rozerwane majtki, gwałtowne ruchy. I ofiara często ma szansę przeżyć, więc nie liczy się w skali wojennej35.

Powiązanie codziennego doświadczenia prostych kobiet oraz traumatycznych doświadczeń wielu Warszawianek z konkretnymi miejscami sprawia, że takie miejsca jak bazary stają się nośnikami treści, które nie znajdują reprezentacji na oficjalnych tablicach. Bazar odnosi nas do historii zapomnianych albo wypartych, daje oparcie narracjom, które funkcjonowały wcześniej jedynie w postaci indywidualnych doświadczeń. Przestrzeń miasta jest tutaj przedłużeniem pamięci ciała, która, jak podkreśla Dolores Hayden,

Bazar to nie magiel. Tutaj rozmowy są na poziomie. To świątynia, jedyna w kraju, gdzie kobiety są kapłankami. Na równi z mężczyznami mogą dokonywać wyborów produktów, komentować i obserwować. Tu trzeba bywać codziennie i na bieżąco włączać się do jedynego w swoim rodzaju podziemnego uniwersytetu. Teorie znajdą się na każdą możliwą sprawę z zakresu medycyny, polityki i moralności33.

jest trudna do zapisania w postaci książek albo wystaw. [Pamięć ciała] spojona jest z miejscami, ponieważ podzielane doświadczenie mieszkania, przestrzeni publicznych, miejsc pracy, tras łączących dom i pracę, dodają pamięci społeczny komponent, zależny również od klasy, płci i rasy36.

Przywracanie przestrzeni miasta jej lokalnych historii pozwala znaleźć materialne odniesienie dla szeregu indywidualnych historii kobiet, niezależnie od ich pochodzenia społecznego. Praca z historią miejsc i przywracanie miastu kobiecych narracji zawiesza uwspólnienie definicji kobiecego doświadczenia,

Bazar jest przestrzenią emancypacji i budowania miejskich tożsamości. Jest również historycznym świadkiem, zachowuje historię przeszłych zdarzeń, jest jednym z miejsc pamięci o wydarzeniach historycznych, ale wypartych.

34 Ibidem, s. 95–96. 35 S. Chutnik, Kieszonkowy atlas kobiet, s. 94. 36 D. Hayden, op. cit., s. 48.

33 Ibidem., s. 8.

74

75


które odróżniałoby je od innego rodzaju doświadczeń. Przemapowywanie przestrzeni miejskiej nie polega na podmienieniu narracji, ale raczej na wpleceniu do tej obowiązującej wielu sprzecznych z nią i ze sobą nawzajem narracji. Kolejnym wymiarem, w którym mamy do czynienia z przestrzennym wykluczeniem kobiet, jest sama materialność miasta, ale rozumiana nie jako symboliczna reprezentacja „męskości” albo „kobiecości”, ale jako fizyczna bariera utrudniająca poruszanie się po mieście kobietom (albo mężczyznom pełniącym role zwyczajowo uznawane za kobiece). Jest to wymiar, który w jeszcze większym stopniu niż wymiar obecnych w  mieście historycznych narracji pozwala nam nie wpadać w pułapkę ograniczania pojęcia „kobiecości” do jasno określonej definicji. Narzędziem pozwalającym zdiagnozować przestrzenne wykluczenie kobiet nie jest intelektualna praca nad pojęciami, ale obserwacja codziennych praktyk jednostek, ich strategii poruszania się po mieście, fizycznej obecności na ulicach albo przeciwnie – nieobecności. Gdy patrzymy na wykluczenie kobiet z perspektywy fizycznego doświadczenia materialności miasta, pułapka redukcji do dwóch czy wręcz jednego wymiaru opresji często pojawiająca się w teoriach feministycznych, przed którą ostrzega Haraway, jest możliwa do uniknięcia. Bariery architektoniczne – w  przeciwieństwie do barier instytucjonalnych czy wynikających z dostosowania habitusu jednostek do danego pola – nie dają się łatwo sprowadzić do jednej przyczyny (rasizm, klasizm, seksizm), nie można ich również przetłumaczyć na brak kompetencji czy motywacji jednostki. Ciało w kontakcie z przestrzenią miejską silniej przy spotkaniu z innymi strukturami wskazuje na opresyjne momenty. Wprawdzie można wnosić wózek po schodach i wykonywać akrobacje w windzie (co dla wielu osób jest elementem codziennego doświadczenia), ale jednocześnie trudno twierdzić, że tym, co przede wszystkim powinno ulec zmianie, jest kondycja fizyczna rodzica czy też uzależnienie od zewnętrznych ograniczeń w postaci dziecka. Nikt nie oczekuje od drobnej matki chodzenia na siłownię, aby zyskać kondycję i siłę sportowca ani nie namawia się do zerwania relacji z dzieckiem. Tak, jak mało kto próbuje przekonać rowerzystkę, że to, iż ścieżka kończy się schodami, wynika ze specyfiki danego miejsca i lokalnej tradycji.

Bariery wynikające ze złego zaplanowania przestrzeni nie dają się redukować ani ignorować. Jednocześnie oczywiste jest, że dotyczą one więcej niż jednej kategorii osób. Na pewnych udogodnieniach, takich jak parki, niskopodłogowe autobusy, wygodne ławki w parkach, jak i  wiele innych, zależy różnym grupom społecznym: rodzicom z  dziećmi, osobom starszym, niepełnosprawnym, osobom z  ciężkimi bagażami. Takich przykładów można podawać bez liku – wszystkie one pokazują, że w mieście rodzaj wspólnoty i typ opresji, jakiemu podlega jednostka, nie tylko jest wielowymiarowy, ale często również łatwo rozpoznawalny przez proksemiczną bliskość z innymi opresjonowanymi. Nieprzyjazna tkanka miejska często prowadzi do samowykluczenia jednostek z uczestnictwa z przestrzeni publicznej i ograniczenia wychodzenia z domu do koniecznego minimum, ale może być również impulsem do zawarcia sojuszy i wspólnej walki przeciwko barierom architektonicznym. Wystarczy się uważnie rozejrzeć, by znaleźć potencjalnych sojuszników w walce o lepsze miasto. Przykładem takich akcji są działania inicjowane przez Fundację MaMa. W czerwcu 2006 roku MaMa zorganizowała akcję O Mamma Mia, tu wózkiem nie przejadę!, której celem było uświadomienie istnienia barier architektonicznych, z jakimi muszą się zmagać matki z wózkami i przekonanie mza, żeby nie kupowało autobusów nieprzystosowanych do wózków. Rok później razem z grupą Działam.pl i Urzędem Warszawa Śródmieście Fundacja zorganizowała drugą edycję tej kampanii, która dotyczyła źle zaparkowanych samochodów blokujących przejazd wózkiem oraz przystosowywania urzędów do potrzeb rodziców. Działania te są szczególnie ciekawe, gdyż impulsem było najpierw uświadomienie sobie wspólnego interesu wszystkich matek, a następnie zawarcie sojuszu z  innymi użytkownikami wózków. Julia Kubisa z  Fundacji MaMa mówi o początkach, wskazując na obecność barier architektonicznych, które dotykają każdą matkę: rozmawiałyśmy o tym i doszłyśmy do wniosku, że jest to doświadczenie, które dotyka matki właściwie niezależnie od poziomu zamożności czy miejsca zamieszkania – jeśli nie codziennie, to w którymś momencie nawet te mamy, które wszędzie poruszają sie samochodem, natkną sie na nieprzyjazny urząd, schodki do sklepu czy apteki37. 37 J. Kubisa, korespondencja z 24 maja 2008 r.

76

77


Dalszy rozwój projektów pokazuje, że nie ograniczały się one tylko do doświadczenia matek, ale zostały rozszerzone, z jednej strony na wszystkie wózki, z  drugiej zaś na wszystkich rodziców (również tych nie korzystających z wózków). Przedmiotem uwagi Fundacji MaMa jest nie tylko brak podjazdów, niedostępne schody i wąskie przejścia, ale również czystość wind w metrze, szerokość odśnieżania ścieżek w  zimie, szerokie toalety z  miejscem do przewijania, większa liczba autobusów niskopodłogowych czy inne udogodnienia służące wszystkim mieszkańcom. Kubisa, pytana o inne bariery niż te związane głównie z  wózkami, na które napotykają kobiety, również odwołuje się do sojuszy nie związanych z płcią:

przestrzeni miejskiej może być w różnym stopniu odczuwany przez każdą mieszkankę miasta. Jednocześnie patrzenie na społeczeństwo z  perspektywy miasta pozwala uniknąć błędu popełnianego przez wielu teoretyków i teoretyczki, polegającego na zbyt szybkim redukowaniu obszaru badawczego, co prowadzi do zapoznania złożoności interesów różnych aktorów społecznych i ignorowania istotnych sojuszy, które nawet jeśli są tymczasowe i zakorzenione w praktycznych działaniach, są istotnym wymiarem relacji społecznych. Poziom praktyk, silnie obecny w mieście, podważa też pewne kategorie, takie jak płeć, która w mieście niewiele ma wspólnego z biologią ciała, ale dużo więcej z mobilnością i uwikłaniem w różnego rodzaju praktyki. Można wyraźnie zobaczyć to, co dla urbanisty jest oczywistością, a dla teoretyczki wyzwaniem intelektualnym: że mężczyzna na wózku jest matką z dzieckiem.

zawsze przychodzi mi do głowy przykład podawany przy gender mainstreamingu – żeby brać pod uwagę płeć i wiek przy planowaniu urbanistycznym i np. dbać o równe chodniki, by łatwiej było po nim chodzić i osobom starszym i osobom na szpilkach38.

Joanna Erbel

Akcje podejmowane przez Fundację mama pokazują, że jeśli chodzi o współpracę między różnymi grupami, miasto jest przestrzenią uprzywilejowaną pod względem aktywizacji mieszkańców i mieszkanek. Szereg wyraźnie odczuwalnych barier sprawia, że istnieje duży potencjał sojuszy, między znacznie różniącymi się od siebie aktorami, reprezentującymi często walczące ze sobą opcje ideologiczne: rowerzystami, feministkami, matkami (i  ojcami), władzami miasta, starszymi ludźmi, jak i wieloma innymi. Poprzez odwołanie się do postulatów związanych z praktyką przemieszczania się w mieście możliwe jest również uniknięcie wikłania się w  spory dotyczące strategii długoterminowych, które niejednokrotnie zmuszają aktorów do opowiedzenia się silniej za jedną z tożsamości (np. kobiecą albo niższoklasową, związaną z wiekiem czy pochodzeniem). Spojrzenie na wykluczenie kobiet z przestrzeni miejskiej z perspektywy tych trzech wymiarów pozwala na włączenie do myślenia o przestrzeni miejskiej szerokiego spektrum doświadczeń kobiet niezależnie od ich pochodzenia społecznego, etnicznego, wyznawanej religii czy wieku. Stopień opresyjności 38 Ibidem.

78

Socjolożka, fotografka, współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis, członkini zespołu Krytyki Politycznej. Pisze doktorat o roli aktorów nie-ludzkich w przemianie przestrzeni miejskiej w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Mieszka w Warszawie i Berlinie.


bibliografia

Odeleye J. A. Rasmussen S. E. Sennett R. Stratigakos D.

Bollens S. Bourdieu P. Chutnik S. Grosz E. Haraway D. Harvey D. Hauden D. Löw M. Mitchell D. Naik D. Nawratek K.

City and Soul. Sarajevo, Johannesburg, Jerusalem, Nicosia, [w:] city: Analysis of Urban Trends, Culture, Theory, Policy, Action. 5, 2: 169–87. 2001. Męska dominacja, przeł. L. Kopcewicz, Oficyna Naukowa, Warszawa 2004. Kieszonkowy atlas kobiet, wyd. korporacja ha!art, Kraków 2008. Architecture from Outside, The mit Press Cambridge, Massachusetts, London, England 2001. Płeć do marksistowskiego słownika, przeł. A. Ostolski, Fundacja Ekologia i Sztuka, http://www.ekologiasztuka.pl. The Right to the City, „New Left Review” 53, September–October 2008, s. 23–40. The Power of Place. Urban Landscape as Public History, The mit Press, Cambridge, Massachusetts, London, England 1996. Warszawa. Czyje jest miasto?, red. B. Jałowiecki, E. A. Sekuła, M. Smętkowski, A. Tucholska, Wydawnictwo Naukowe scholar, Warszawa 2009. Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek, red. E. Furgał, wyd. Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009. Soziologie der Städte, Suhrkamp, Franfurt am Main 2008. The Right to the City. Social Justice and the Fight for Public Space, The Guilford Press, New York–London 2003. Oldfield Trenton, Critical Cities. Ideas, Knowledge and Agitation from Emerging Urbanists, vol. 1, London 2009. Miasto jako idea polityczna, wyd. korporacja ha!art, Kraków 2008.

80

Wacquant L. Wallis A.

New Frontiers of Space, Body and Gender, red. R. Ainley, Routledge, London–New York 1998. Towards Gender Sensitive Urban Transport Planning And Operations In Metropolitan Lagos, Nigeria, tekst zgłoszony na iv Kongres ifup, Marrech, Morocco, październik 2001. Odczuwanie architektury, tłum. Barbara Gadomska, Wydawnictwo Murator, Warszawa 1999. Upadek człowieka publicznego, przeł. Hanna Jankowska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie muza sa, Warszawa 2009. Women’s Berlin. Building the Modern City, University of Minnesota Press, London– Minneapolis 2008. Urban Politics Now. Re-Imagening Democracy in the Neoliberal City, red. bavo, nai Publishers, Rotterdam 2007. Parias urbains. Ghetto, banlieues, Etat, przeł. S. Chauvin, Editions La Découverte, Paris 2006. Socjologia wielkiego miasta, wyd. pwn, Warszawa 1967. About.com: Architecture, http://architecture.about.com.

Filmy: Viborg N. Żmijewski A.

81

69, Dania 2008. Wyrzucenie kupców z Kupieckich Domów Towarowych, Warszawa, Pl. Defilad, 21 lipca 2009. msn, Warszawa 2010.


Iwona Dadej

Ruch kobiecy – miasto – przestrzeń ruchu w Europie środkowej na przełomie xix i xx wieku na podstawie wybranych przykładów

Wyszczególniona w tytule triada: ruch kobiecy – miasto – przestrzeń ruchu jest splotem fenomenów społecznych i  modernizacyjnych charakterystycznych dla społeczeństw Europy końca xix i  początku xx wieku. Niniejszy szkic, poparty wybranymi przykładami z  konkretnych miast, koncentruje się na pytaniu: jak ruch kobiecy w Europie środkowej, rozwijający i „dziejący” się w zurbanizowanej przestrzeni, przyswoił sobie infrastrukturę miasta na własne potrzeby i jak z niej korzystał? Definicje Ruch kobiecy rozumiem jako dążenia wszystkich grup, sieci formalnych, nieformalnych oraz pojedynczych osób do przyznania kobietom pełnych praw w  sferze publicznej oraz do wywalczenia uznania dla kobiet, wykluczonych z powodu płci z partycypacji w kształtowaniu państwa, społeczeństwa i prawa1. Emancypacyjne dążenia i postulaty kobiet miały różny stopień nasilenia, 1

83

Pojęcia „ruch kobiecy” używam w liczbie pojedynczej, zdając sobie sprawę z wieloaspektowości i złożoności fenomenu ruchu spolecznego. W kilku miejscach używam również liczby mnogiej, dla podkreślenia różnorodności narodowej lub etnicznej ruchu emancypacyjnego. O teoretycznym dyskursie na temat używania liczby pojedynczej lub mnogiej w odniesieniu do ruchu kobiecego lub ruchów kobiecych por. m.in.: Ute Gerhard, Frauenbewegung, [w:] R. Roth, D. Rucht, Die sozialen Bewegungen in Deutschland seit 1945. Ein Handbuch, Frankfurt am Main 2008, s. 188–189 oraz I. Lenz, Frauenbewegungen: Zu den


w ramach ruchu kobiecego funkcjonowały zróżnicowane pod względem organizacyjnym i ideologicznym frakcje i obozy, także tematyczne zainteresowania lub konfesyjne oddzielanie się i last but not least, narodowe różnice, wpływały na dynamikę oraz na silną heterogeniczność ruchu kobiecego2. Zaproponowana przez zachodnioeuropejskie badaczki definicja ruchu kobiecego ma przełożenie na obszar Europy środkowej: tu także funkcjonowały i istniały sieci nieformalne, emancypacyjne stowarzyszenia kobiece, wydawane były periodyki o charakterze feministycznym, organizowano spotkania i  kongresy kobiet, zatem pojęcie ruchu kobiecego jest definicją opisującą fenomen social movements, który sam siebie takim mianem określał3. Szczególna rola dla kształtowania ruchu kobiecego przypadła stowarzyszeniom i organizacjom kobiecym o charakterze emancypacyjnym, które określić można mianem nośników feministycznych idei w  poszczególnych miastach oraz producentów własnej (autonomicznej) przestrzeni publicznej i miejsc fizycznych w strukturze miejskiej. Miasto jest miejscem działania określonych protagonistów, miejscem rozgrywania się określonych wydarzeń, miejscem przestrzennie zdeterminowanego lokalnego działania4. Jako zurbanizowana, zabudowana i technicznie zmodernizowana przestrzeń, skupiająca w sobie przedstawicieli wszystkich klas społecznych, stwarzała dla instytucji ruchu kobiecego możliwości wpisania się w tkankę i krajobraz miejski. Miasta stanowiły atrakcyjny punkt docelowy dla kobiet żyjących „samotnie”, w pojedynkę i samodzielnie zarabiających na swoje utrzymanie, przyciągając je możliwościami nie tylko pracy, ale

i różnorodnością grup i kategorii społecznych, w których kategoria zbędnych kobiet (redundant women) mogła znaleźć swoje miejsce i swoje odpowiedniczki5. Również dla działaczek kobiecych, przestrzeń miejska stanowiła optymalne miejsce do pracy i agitacji na rzecz ruchu6. Warto również w tym miejscu zasygnalizować zróżnicowaną recepcję fin de siecle´owskich miast przez ich mieszkańców i społeczeństwo. O ile takie miasta jak Paryż, Londyn czy Berlin już wówczas mialy status metropolitarny, to znaczy byly milionowymi skupiskami, podlegającymi przemianom modernizacyjnym oraz globalizacyjnym przełomu wieków, o  tyle miasta na ziemiach polskich, takie jak Warszawa, Kraków, Lwów oraz miasta krajów korony habsburskiej jak Praga, Budapeszt czy Zagrzeb stanowią w globalnym ujęciu raczej semi-peryferie i odblaski wielkości metropolii. Nie znaczy to jednak, że nie były one centrami lokalnego (narodowego) ruchu kobiecego. Każde z nich, dysponując infrastrukturą oraz siecią stowarzyszeń kobiecych, odgrywało rolę centrum dla ruchu kobiecego w skali narodowej. W każdym z miast funkcjonowały stowarzyszenia kobiece, dysponujące siedzibami, biurami, miejscami spotkań i obrad, wydawane były czasopisma. Bezsprzecznie miasta środkowoeuropejskie były w czasie trwania pierwszej fali ruchu kobiecego centrami: jedne w znaczeniu uniwersalnym i ujęciu globalnym dla ruchu kobiecego – jak Berlin, inne w znaczeniu lokalnym lub narodowym – jak Zagrzeb, Kraków czy Budapeszt. Ilustrację tworzenia się sieci powiązań dla placówek i zdobyczy ruchu kobiecego w centrum i ich oddziaływania programowego na prowincję może stanowić przykład instytucji Czytelni dla kobiet, powołanej do życia najpierw w mieście stołecznym Galicji, Lwowie, po kilku latach w Krakowie, z czasem zaś posiadającej oddziały w  miastach i  miasteczkach Galicji, między innymi w  Jaśle, Gorlicach, Nowym Sączu, Stanisławowie, Przemyślu.

Anliegen und Verlaufsformen von Frauenbewegungen als sozialen Bewegungen, [w:] Handbuch Frauenund Geschlechterforschung. Theorie, Methoden, Empirie, red. R. Becker, B. Kortendiek, Wiesbaden 2004, s. 665–675. 2 Por m.in. S. Paletschek, B. Pietrow-Ennker, Women’s Emancipation Movements in The 19th Century. A European Perspective, Stanford 2004. 3 C. Kraft, Gab/ Gibt es eine Frauenbewegung in Osteuropa? [w:] Wie Frauenbewegung geschrieben wird. Historiographie. Dokumentation. Stellungnahmen. Biographien, red. J. Gehmacher, N. Vittorelli, Wien 2009, s. 252–255. 4 P. Marcuse, Die Stadt-Begriff und Bedeutung, [w:] Die Macht des Lokalen, s. 210–211; Georg Simmel, Die Stadt und das Geistesleben, [w:] Die Großstadt. Vorträge und Aufsätze zu Städteausstellung, Dresden 1903, http://gutenberg.spiegel.de/?id=5&xid=2650&kapitel=2&cHash=efe16b7c6fg rosstad#gb_found, dostęp 13.03.2010; A. Majer, Socjologia miasta, Łódź 2007.

5 C. Dauphin, Alleinstehende Frauen,[w:] G. Duby, M. Perrot, Geschichte der Frauen. Das 19. Jahrhundert, Frankfurt am Main 1997, s. 485. 6 Kategorii kobiet jako kategorii poznawczej, funkcjonującej w mieście, poświęcono wiele tekstów, zaproponowane trzy odnoszą się stricte do relacji i funkcjonowania kobiet w wielkim mieście, jakim był Berlin: por. m.in. D. Stratigakos, A Women´s Berlin. Building the Modern City, Minnesota 2009; H. Hülsbegen, Stadbild und Frauenleben. Berlin im Spiegel von 16 Frauenporträts, Berlin 1997 oraz opisująca doświadczenia wielkomiejskie kobiet K. von Ankum, Women in the Metropolis, California 1997.

84

85


Wybrane przykłady miast środkowoeuropejskich Trzeci element przyjętej przeze mnie triady – przestrzeń – rozumiany może być również wieloznacznie: jako publiczna sfera aktywności obywateli, płaszczyzna komunikacji czy przestrzeń konstytuująca władze. Założeniem tekstu jest ukazanie tych płaszczyzn przestrzeni publicznej, które były stricte produktami ruchu kobiecego. Jeśli za Hartmudem Häußermannem przyjmiemy typologizację miejskiej przestrzeni publicznej na: przestrzeń reprezentacyjną (gdzie instytucje i urzędy stanowią główny czynnik konstytuujący tę przestrzeń), przestrzeń inicjatyw obywatelskich (w której do głosu dochodzą zorganizowane inicjatywy obywateli, citizens, Bürger będące inicjatywami oddolnymi) oraz przestrzeń kulinarną (jako miejsce konsumpcji oraz interakcji widzieć i być widzianym)7, to najwłaściwszym zaklasyfikowaniem sieci i inicjatyw oraz z czasem także instytucji ruchu kobiecego jest właśnie płaszczyzna inicjatyw obywatelskich, podlegająca regułom samoorganizujących się grup społecznych. Warto wprowadzić kategorię analityczną przestrzeni publicznej ruchu kobiecego (Frauenbewegungsöffentlichkeit), która jest wynikiem działalności oddolnych kobiecych inicjatyw obywatelskich w  sferze publicznej. Przestrzeń publiczną ruchu kobiecego definiuję jako sferę, która jest produktem ruchu społecznego i stanowi dlań miejsca, w których społeczne tożsamości są konstruowane, dekonstruowane i  rekonstruowane8. Przestrzeń publiczna ruchu kobiecego stanowiła bazę i motor ruchu. Poprzez intensywny system spotkań, podróże z  wykładami, oferty edukacyjne i  rozrywkowe oraz poprzez alternatywne media (tzn. czasopisma ruchu kobiecego) dochodziło do rozprzestrzeniania tematów emancypacyjnych, założeń i celów ruchu oraz potrzebnych do dyskusji argumentów9.

Warszawa: konspiratorki i emancypantki Mimo utrudnionych warunków dla działalności publicznej i  politycznej pierwsze zakonspirowane stowarzyszenia kobiece w  Warszawie zaczęły powstawać w latach 80. xix wieku. Wielką rolę w tworzeniu kobiecych przestrzeni odegrały twórczynie czytelń dla kobiet. Czytelnie adresowane były do określonej kategorii odbiorców, w tym wypadku były to głównie odbiorczynie. Inicjatywy czytelnicze Kasyldy Kulikowskiej czy Marii Chojeckiej wymienić należy na pierwszym miejscu10. Prowadzone przez nie biblioteki oraz czytelnie dla kobiet upowszechniały, oprócz treści stricte rozrywkowych lub edukacyjnych, także informacje i literaturę oraz uniwersalne wartości równouprawnieniowe i emancypacyjne. Przejawiało się to głównie w doborze księgozbioru, gdzie dominowały pozycje ruchu kobiecego europejskiego lub w organizowaniu kółek samokształceniowych dla kobiet oraz wieczorów dyskusyjnych. Charakter zdecydowanie edukacyjny i nowatorski miała stworzona przez warszawską inteligencję inicjatywa kursów uniwersyteckich, znana jako Uniwersytet Latający. Ideą przewodnią jego twórców było umożliwienie rownież kobietom dostępu do wiedzy uniwersyteckiej, zabronionej w  oficjalnych warunkach. Ten konspiracyjno-edukacyjny eksperyment zaadaptowania przez kobiety dla swoich oświatowych celów akademickiej przestrzeni społecznej, przetrwał jednakże ponad dwie dekady xix wieku, aż po rok 1906, by w  okresie istnienia ii Rzeczpospolitej zostać przekształconym w legalną instytucję edukacyjną11. Mimo utrudnionych warunków politycznych funkcjonowało w latach 80. i 90. w  Warszawie między innymi Koło Kobiet Korony i  Litwy, Stowarzyszenie Zjednoczonych Ziemianek, powstałe z  inicjatywy kobiet warstwy szlacheckiej (ziemiańskiej) czy Związek Zawodowy Kobiet Pracujących w  Handlu

H. Häußermann, Topographie der Macht: Der öffentliche Raum im Wandel der Gesellschaftssysteme im Zentrum Berlins, [w:] Stadt und Öffentlichkeit in Ostmitteleuropa 1900–1939, Stuttgart 2002, s. 82. 8 N. Fraser, Die halbierte Gerechtigkeit. Schlüsselbegriffe des postindustriellen Sozialstaats, Frankfurt am Main 2001, s.132; zobacz także: E. Klaus, Öffentlichkeit und Privatheit: Frauenöffentlichkeiten und feministische Öffentlichkeiten, [w:] Handbuch Frauen-und Geschlechterforschung…, s. 209–216. 9 E. Klaus, Öffentlichkeit…, s. 214. 7

10 D. Wawrzykowska-Wierciochowa, Udział kobiet w tajnym i jawnym ruchu oświatowym, [w:] Z dziejów książki i biblioteki w Warszawie, red. S. Tazbir, Warszawa 1961. 11 J. Mackiewicz-Wojciechowska, Uniwersytet „latający”. Karta z dziejów tajnej pracy oświatowej, Warszawa 1933 oraz M. Nietyksza, Kobiety w ruchu oświatowym, [w:] Kobieta i edukacja, t. ii, s. 105–107.

86

87


i Biurowości oraz szereg stowarzyszeń charytatywnych do opieki i pomocy kobietom12. Wydaje się, że najbardziej znanym miejscem aktywności politycznej kobiet stał się stworzony w  kręgu Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit i  Józefy Bojanowskiej nieformalny salon, a  od roku 1907 również siedziba Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich i od tego samego roku jednocześnie biuro redakcji czasopisma Ster. To początkowo nieformalne centrum warszawskiego ruchu kobiecego mieściło się przy ulicy ks. Boduena nr 2, a od 1908 roku funkcjonowało pod adresem na Nowym Świecie nr 4. Warszawa była postrzegana jako centrum wydarzeń, podejmowania decyzji i aktywizacji ruchu kobiecego w Królestwie Kongresowym. Jeśli przyjrzeć się sieci oddziałów lokalnych Związku Równouprawnienia funkcjonujących w Płocku, Lublinie, Sieradzu, Białymstoku, Radomiu oraz funkcjonujących poza granicami Królestwa, w Kijowie i Petersburgu, da się zauważyć centralną rolę Warszawy jako siedziby Zarządu Głównego Związku13. Legalny Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich, powstały na fali odwilży po rewolucji lutowej, zatwierdzony przez władze carskie wiosną 1907 roku, był – jak pisze Katarzyna Sierakowska – najbardziej radykalnym w warszawskim krajobrazie stowarzyszeń kobiecych, domagającym się w swoich programach równych praw dla kobiet, niezależnie od klasy społecznej, orientacji politycznej czy majątku14. Było zatem środowisko skupione wokół Kuczalskiej i Bojanowskiej zarówno miejscem spotkań i  dyskusji w  salonie, miejscem podejmowania decyzji o  działalności ruchu kobiecego, jak i  miejscem, gdzie spotykały się postępowe żywioły i elita intelektualna Warszawy z Ludwikiem Krzywickim na czele15. Przestrzenią medialną dla ruchu kobiecego i jednocześnie organem prasowym Związku stało się reaktywowane w  Warszawie czasopismo Ster, wydawane

krótko we Lwowie w latach 1896–189816. Obowiązki redaktorki i wydawczyni sprawowały razem Kuczalska i  Bojanowska, które prowadziły periodyk od połowy roku 1907 do lipca 1914 roku. Warszawa była kilkukrotnie miejscem zjazdów polskich emancypantek. Spotkania te ze względów politycznych nosiły nie wzbudzające u zaborcy podejrzeń nazwy, jak Jubileusze lub spotkania gospodyń. W gruncie rzeczy takie zjazdy jubileuszowe, dla uczczenia twórczości pisarskiej Elizy Orzeszkowej lub Marii Konopnickiej, były zakonspirowanymi zjazdami, kongresami trójzaborowego ruchu kobiecego, na których debatowano o kondycji ruchu17. Postępowe działaczki galicyjskie W  Galicji pod koniec xix wieku splotły się ze sobą strategie działania ruchu ludowego, socjalistycznego oraz kobiecego. Ruch kobiecy miał w Galicji charakter multikulturowy, czego przykładem może być Lwów, stanowiący centrum ukraińskiego, żydowskiego i polskiego ruchu kobiecego. Miasto to bylo wielokulturową przestrzenią, w której obok siebie, nie zawsze zgodnie, swoją politykę emancypacyjną starały się prowadzić narodowe ruchy kobiece. Funkcjonowały tu między innymi: Związek Równouprawnienia Kobiet we Lwowie założony w 1908 roku, Koło Kobiet Żydowskich założone w tym samym roku oraz powołane do życia rok później ukraińskie Towarzystwo Kobiece (Жіноча громада Лъвів)18. Stefania Wechslerowa, Maria Dulębianka, Jadwiga Petrażycka-Tomicka przewodniczyły polskiemu ruchowi kobiecemu19. Ukrainki zrzeszały się pod egidą m.in. Natalii Kobrynskiej i Olgi Kobylianskiej, z kolei żydowskie 16 Ster. Dwutygodnik dla spraw wychowania i pracy kobiet, Lwów 1896, źródło: http://www. adrianzandberg.pl/drogidoemancypacji/ster/ oraz Ster. Organ równouprawnienia kobiet, Warszawa 1907, rocznik pierwszy i dalsze. 17 Pamiętnik Zjazdu Kobiet w Warszawie w roku 1917, red. J. Budzińska-Tylicka, Warszawa 1918. 18 A. Leszczawski-Schwerk, Frauenbewegungen in Galizien um 1900. Raum zwischen Kooperation und Konfrontation? [w:] Galizien. Fragmente eines diskursiven Raums, red. Doktoratskolleg Galizien, Innsbruck–Wien–Bozen 2009, s. 63–82; J. Gehmaher, N. Vittorelli, Wie wird… s. 413. 19 Por. m.in. A. Habrat, Zwiazek Rownouprawnienia Kobiet we Lwowie, [w:] Działaczki społeczne, feministki, obywatelki… Samoorganizowanie się kobiet na ziemiach polskich do 1918 roku (na tle porównawczym), red. A. Janiak-Jasińska, K. Sierakowska, Warszawa 2008, s. 97–112.

12 Por. m.in. J. Bełcikowski, Warszawa kobieca, Warszawa 1930. 13 Por. Zestawienie filii zrkp, Ster 1913, Nr 5–6, s. 33 i następne. 14 K. Sierakowska, Aspiracje polityczne Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich, [w:] A. Żarnowska, A. Szwarc, Kobieta i świat polityki. Polska na tle porównawczym w xix i w początkach xx wieku, Warszawa 1994, s. 247. 15 I. Dadej, Jest takie miejsce w Warszawie… czyli o adresie Nowy Świat 4 i jego mieszkankach sprzed wieku, źródło: http://www.feminoteka.pl/muzeum/readarticle.php?article_id=53.

88

89


koła emancypacyjne reprezentowała Rosa Pomeranz20. Stowarzyszenia starały się podnieść poziom świadomosci równouprawnieniowej oraz narodowej wśród swoich sympatyczek, zakładając między innymi czasopisma. Emancypantkom lwowskim znane były gazety takie jak: Przedświt, Ster, Наша доля oraz tzw. kobiece dodatki w czasopismach żydowskich. Lwów był także areną zjazdów i konferencji, posiadających w części swojego programu także kwestie równouprawnieniowe: Kongres Pedagogiczny z  1894 roku uznawany jest przez niektóre badaczki za zjazd kobiecy, na którym do głosu doszły postulaty emancypacyjne i  którego efektem były liczne petycje i  postulaty działaczek kobiecych kierowane do Urzędu Namiestnikowskiego czy parlamentu krajowego. Galicyjski ruch kobiecy funkcjonował w ramach jednego organizmu państwowego i politycznego, a przepływ informacji, projektów oraz samych protagonistek między Lwowem a Krakowem był płynny. Dokumentacja działalności krakowskiej Czytelni dla kobiet wskazuje na częste spotkania i  dyskusje na tematy wspólne, w lokalu krakowskiej czytelni z przybyłymi ze Lwowa aktywistkami. Zapewne podobne spotkania i dyskusje odbywały się we lwowskich lokalach ruchu kobiecego. Płaszczyzną wspólną, w której uczestniczyły działaczki galicyjskie, były formułowane i podpisywane petycje z kobiecymi postulatami, gdzie podpisy składały zarówno mieszkanki Lwowa, Krakowa oraz Stryja, Przemyśla czy Jasła. Na ile była to jednak homogeniczna narodowo akcja, a na ile wspólna platforma działań przedstawicielek wszystkich etnicznych grup i nacji zamieszkujących Galicję? W Krakowie od połowy lat 90. swoją działalność rozwinęła Czytelnia dla kobiet. Było to jedno z ważniejszych miejsc emancypacyjnego Krakowa, skupiające krakowską postępową inteligencję, inicjatywa, która przetrwała ponad dwie dekady21.

Progresywne poglądy i idee na emancypację kobiet, zbliżone do kręgów Czytelni, głosił powstały w 1904 roku Związek Kobiet pod kierownictwem Marii Turzymy. Związek skupił w swojej strukturze krakowskie działaczki, wśród nich Cecylię Gumplowicz, pełniącą obowiązki sekretarki, Marię Siedlecką, Kazimierę Bujwidową i inne22. Naddunajski wielonarodowy feminizm Monarchia austro-węgierska była konglomeratem politycznych interesów narodów wchodzących w skład korony habsburskiej. Ruch kobiecy w monarchii habsburskiej miał charakter wielonarodowy i zrzeszał przedstawicielki krajów koronnych, ktorych politycznym centrum był Wiedeń. Austriacki ruch kobiecy koncentrował się wokół wiedeńskiego Powszechnego Austriackiego Stowarzyszenia Kobiet (Allgemeiner Österreichischer Frauenverein) założonego w  1893 roku, progresywnego stowarzyszenia, prowadzonego przez Augustę Fickert23 oraz wokół utworzonego w  1902 roku Związku Austriackich Stowarzyszeń Kobiecych (Bund Österreichischer Frauenvereine). Stowarzyszenia kobiece zgłaszały postulaty i propozycje zmian w ustawodawstwie o  stowarzyszeniach zakazującym kobietom zgromadzeń publicznych i wstępowania w szeregi partii politycznych. Augusta Fickert wraz z Marianne Heinisch, Rosą Mayreder oraz Leopoldyną Kulką stanowiły awangardę ruchu, wydając periodyk Nowe życie kobiet (Neues Frauenleben) oraz Dokumenty kobiet (Dokumente der Frauen). Wiedeń był kilkakrotnie miastem goszczącym narodowe organizacje kobiece wchodzące w skład imperium habsburskiego oraz działaczki transnarodowych organizacji. Jedno z wydarzeń kongresowych zjazdów przypadło na czerwiec 1913 roku, kiedy odbyło się w Wiedniu przedkongresowe spotkanie członkiń organizacji International Woman Suffrage Alliance (iwsa) bezpośrednio przed obradami w Budapeszcie24.

20 D. Hüchtker, Rückständigkeit als Strategie oder Galizien als Zentrum europäischer Frauenpolitik, http://hsozkult.geschichte.hu-berlin.de/forum/id=1215&type=diskussionen, dostęp 2.06.2010. 21 zob. I. Dadej, Czytelnia dla kobiet jako miejsce i przestrzeń krakowskiego ruchu kobiecego. Salon czy własny pokój? [w:] Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek, red. E. Furgał, wyd. Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009, s. 32 –38.

22 K. Dormus, Galicyjskie stowarzyszenia i organizacje kobiece doby autonomicznej jako wyraz kobiecych dążeń do samoorganizacji, [w:] Działaczki społeczne…, s. 324–348. 23 B. Bader-Zaar, Bürgerrechte und Geschlecht, [w:] Gerhard, Frauen in der Geschichte des Rechts, s. 557. 24 Por. G. Dudekova, Międzynarodowa działalność kobiet w Austro-Węgrzech i vii Kongres Międzynarodowego Stowarzyszenia na rzecz Praw Wyborczych Kobiet w Budapeszcie, [w:] Działaczki społeczne…, s. 147– 169; B. Bader Zaar, Bürgerrechte…, s. 559.

90

91


Berlińska metropolia i niemieckie peryferie? W  ogólnym krajobrazie stowarzyszeń kobiecych, mających siedzibę w  Berlinie i  posiadających zasięg ogólnoniemiecki, wyróżniłam radykalne Stowarzyszenie Dobro Kobiet (Frauenwohl Verein). Berliński Frauenwohl Verein, to tylko niewielki wycinek rzeczywistości emancypacyjno-stowarzyszeniowej miasta. Imponująca po dziś dzień liczba stowarzyszeń, związków, klubów i innych instytucji stworzonych i wypracowanych przez trzy skrzydła ruchu kobiecego, ujęta została w przewodnikach po Berlinie „kobiecym” i poradnikach dla kobiet z epoki. I tak pochodzący z 1907 roku Przewodnik dla kobiet, czyli informacja o związkach, sposobnościach edukacyjnych oraz organizacjach dobroczynnych w  Berlinie wyszczególnia 261 organizacji i  instytucji o  zasięgu lokalnym, narodowym i  transnarodowym, mających siedzibę lub centralę w Berlinie29. Frauenwohl Verein założony w 1888 roku stał się stowarzyszeniem i instytucjonalnym instrumentem tzw. radykalnego ruchu kobiecego30. Na czele stowarzyszenia stanęły Minna Cauer, sprawująca ponad dwie dekady obowiązki przewodniczącej oraz Anita Augspurg, Lida Gustava Heymann, Adelheid von Welczeck i Else Lüders. Głównymi założeniami była reforma kodeksu prawa cywilnego (bgb) i stopniowe uznanie kobiet za równorzędne jednostki i obywatelki w  prawodawstwie cywilnym, przyznanie kobietom prawa do zrzeszania się i partycypacji w strukturach partii politycznych. Stowarzyszenie posiadało swoje filie zarówno w centrum milionowego miasta, w dzielnicach peryferyjnych, jak i na terenie całych Niemiec: od Frankfurtu nad Menem, poprzez Bonn aż po Gdańsk i  Królewiec. Organem prasowym stało się pismo Ruch kobiecy. Przegląd interesów kobiety (Die Frauenbewegung. Revue für Interessen der Frau) pod redakcyjnym nadzorem członkiń zarządu stowarzyszenia: Cauer i Augspurg. Pismo wydawane przez ponad 24 lata (1895–1919),

W ramach dualistycznej monarchii działał węgierski ruch kobiecy. W  Budapeszcie powstał w  1897 roku Ogólnopaństwowy Krajowy Związek Urzędniczek (Nőtisztviselők Országos Egyesülete), w 1904 zaś Stowarzyszenie Feministyczne (Feministák egyesülete). W  obu stowarzyszeniach jedną z  głównych ról odgrywała Rosika Schwimmer25. Wydawany po wegiersku przez Schwimmer periodyk Kobieta i  społeczeństwo (A  Nő és a  Társadalom), przekształcony później w  Kobieta. Periodyk feministyczny (A  Nő. Feminista Folyóirat), kierował się podobnymi emancypacyjnymi założeniami, jak i wiedeński Neues Frauenleben, którego Schwimmer była również publicystką. Wspomniany budapesztański kongres dla spraw kobiecych latem 1913 roku zgromadził ponad 2800 uczestniczek, reprezentujących ponad 23 narodowości. Czerwcowe spotkanie było okazją do zaprezentowania szerokiej publiczności ruchu kobiecego nie tylko dorobku madziarskiego ruchu, ale także całej kompleksowości habsburskich emancypacyjnych ruchów i dyskursów26. Zagrzeb miał również swoje miejsca i przestrzenie działalności feministycznej, której postulaty zawierały powszechne żądanie dostępu do edukacji i równych praw politycznych. Przykład stowarzyszeń zagrzebskich stanowi Klub dam (Gospojinski klub u Zagrebu ) czy Klub nauczycielek zagrzebskich (Klub zagrebačkich učitieljica) wydający periodyk edukacyjno-emancypacyjny Domowe ognisko (Domaće ognjište)27. Jedną z animatorek ruchu kobiecego w Zagrzebiu była Zofka Kveder, redaktorka pisma Ženski svet28. Oprócz Kveder aktywne w Zagrzebiu były m.in. Marija Jambrišak, Marija Jurić Zagorka.

25 S. Zimmermann, Schwimmer Roza, [w:] A Biographical Dictionary of Women’s Movements and Feminisms. Central, Eastern, and South Eastern Europe, 19th and 20th Centuries, red. F. de Haan, K. Drasskalova, Budapest–New York 2005, s. 484–490; S. Zimmermann, Die bessere Hälfte? Frauenbewegung und Frauen Bestrebungen im Ungarn der Habsburger Monarchie 1848 bis 1918, Wien–Budapest 1999. 26 Dudekova, Międzynarodowa…, s. 153. 27 N. Vittorelli, Frauenbewegung um 1900. Über Triest nach Zagreb, Wien 2007, s.127. 28 K. Poniž, Kveder Zofka, [w:] Biographical… 282–285. Sama Kveder nie pozostawala aktywna jedynie w Zagrzebiu: od 1897 roku wydawala w Trieście czasopismo Slovenka, por. N. Vittorelli, Slovenka. Erste Slowenische Frauenzeitschrift, [w:] Ariadne. Forum für Frauenund Geschlechtergeschichte, 2006, z. 50, s. 38–43.

29 Frauen-Führer. Auskunftsbuch über Vereine, Ausbildungsgelegenheiten und Wohlfahrtseinrichtungen in Berlin, Berlin 1907, wówczas było to już wydanie szóste. 30 O ideologicznych dyferencjach w ruchu niemieckim patrz m.in. U. Gerhard, Unerhört. Die Geschichte der deutschen Frauenbewegung, Reinbeck bei Hamburg 1990, także E. Czerwińska, Początki ruchu kobiecego w Niemczech. Trudny dialog: Lily Braun – Klara Zetkin, [w:] Humanistyka i płeć. Publiczna przestrzeń kobiet. Obrazy dawne i nowe, red. E. Pakszys, W. Heller, Poznań 1999, s. 53–78.

92

93


uznane za radykalne, nieustraszone i polemiczne31, stanowiło jeden z najważniejszych periodyków feministycznych Niemiec. Berlin kilkakrotnie był miejscem spotkań wielonarodowej, kilkutysięcznej grupy działaczek kobiecych: kongresy tu odbyte zaklasyfikować można do wydarzeń transnarodowych, krystalizujących nie tylko niemiecki, ale także ogólnoeuropejski ruch kobiecy. Pierwszym z takich spotkań był współorganizowany przez Frauenwohl Verein Międzynarodowy Kongres Kobiecy Pracy i Dążeń Kobiet32 we wrześniu 1896 roku, który zgromadził blisko 2000 uczestniczek z ponad 16 państw Europy i usa. Kolejnym wydarzeniem był obradujący w lecie 1904 roku Międzynarodowy Kongres Kobiet, zwołany jako Zgromadzenie Generalne organizacji International Council of Women (icw). Kongres stanowił także zgromadzenie inicjujące działalność International Women Suffrage Alliance, powołanej do życia bezpośrednio podczas berlińskiego zjazdu, do czego niewspółmiernie przyczyniły się również działaczki radykalnego ruchu kobiecego. Kolejny z wielkich kongresów kobiecych w Berlinie odbył się w 1929 roku i był zjazdem członkiń i przedstawicielstw narodowych iwsa33. Pozostałe miasta Rzeszy Niemieckiej, uznając metropolitarność Berlina i wiodącą rolę tamtejszych organizacji kobiecych, prowadziły własne (lokalne) strategie rozwojowe i politykę emancypacyjną. Na północy, w Hamburgu, powstawały centra kobiece i  ośrodki pomocowe dla kobiet oraz instytucje kształceniowe34. Finansowego, solidnego wsparcia udzielała hamburskim stowarzyszeniom Lida Gustava Heymann, która stała się „milionową dziedziczką” w wyniku wygranego procesu sądowego. Jej ojciec uczynił ją spadkobierczynią fortuny, ale testament został zakwestionowany ze względu na płeć dziedziczącej osoby. Heymann wspierała wszelkie inicjatywy kobiece, w tym Hamburskie Stowarzyszenie dla Wspierania Wyksztacenia i Studiów

dla Kobiet (Hamburgischer Verien zur Förderung von Frauenbildung und Frauenstudium) oraz stowarzyszenia utworzone do walki z reglamentowaną przez państwo prostytucją. Z kolei na południu, w Monachium, jeden z nieformalnych ośrodków myśli emancypacyjnej tworzyły pracownice atelier fotograficznego Elvira oraz skupione wokół pracowni działaczki kobiece. Zawód fotografki był pod koniec xix wieku na tyle popularny, że funkcjonowanie pracowni fotograficznej prowadzonej wyłącznie przez kobiety nie spotkało się z  większym potępieniem „opinii publicznej”, co więcej Elvira szybko awansowała do rangi ekskluzywnego atelier, obsługującego arystokratyczne rodziny bawarskie. Sophie Goudstikker i  Anita Augspurg, właścicielki pracowni, stanowiły nie tylko zawodową awangardę wśród fotografek, Augspurg poprzez swoje zaangażowanie w ogólnoniemieckim ruchu kobiecym doprowadzila do tego, iż nazwę Hof-Atelier (atelier nadworne) możemy dziś, z perspektywy czasu, podwójnie tłumaczyć: jako atelier będące w służbie każdorazowego bawarskiego władcy oraz pracujące „w służbie”, względnie „dla” ruchu kobiecego35. Wspólna płaszczyzna działania. Wybrane przykłady Mimo zróżnicowanych kontekstów politycznych oraz odmiennych kulturowo okoliczności, każde z wymienionych powyżej miast spełniało rolę centrum dla ruchu kobiecego. Było lokalną metropolią, dysponującą infrastrukturą oraz siecią stowarzyszeń, bez względu na liczbę mieszkańców oraz stopień modernizacji technicznej miasta. Ruch kobiecy mógł się rozwijać dzięki poszczególnym jednostkom, protagonistkom ruchu, które pozostając w  kontekście lokalnego ruchu, doskonale orientowały się i znały dokonania europejskie. Postawy takie określić można mianem zakorzenionych kosmopolitek (rooted cosmopolitans), czyli feministek znanych i aktywnych w mieście zamieszkania, utrzymujących jednakże bardzo ożywione kontakty z działaczkami za granicą36. Ruch kobiecy,

31 M. Golling, Radikal, furchtlos und polemisch. Die Frauenbewegung 1895–1919, [w:] Ariadne. Almanach des Archivs der deutschen Frauenbewegung, z. 28 1995, s. 23. 32 R. Schoenefliess, Der Internationale Frauenkongress für Frauenwerke und Frauenbestrebungen in Berlin 1896, Berlin 1897. 33 L. Rupp, Words of Women. The Making of an International Women’s Movement, Princeton New Jersey 1997, s.74, tabela 4. 34 K. Heinsohn, Gleichheit und Differenz im Bürgertum: Hamburger Frauenvereine, [w:] R. Huber-Sperl, Organisiert und engagiert, s. 242–243.

35 R. Herz, B. Burns, Hof-Atelier Elvira 1887–1928. Ästheten, Emanzen, Aristokraten, München 1986. 36 S. Tarrow, The New Transnational Activism, New York–Melbourne 2005, s.14; do takich działaczek zaliczyć można m.in. w Krakowie Kazimierę Bujwidową, w Zagrzebiu Zofkę Kveder.

94

95


posiadając wspólne cele i podobne założenia ideowe, wypracował również podobne strategie i platformy działania. Czynniki, będące konstytuantami ruchu kobiecego, które niezależnie od statusu politycznego regionu geograficznego i kulturowych uwarunkowań rozwijały się podobnie, to przede wszystkim stowarzyszenia i medialna sfera publiczna ruchu oraz spotkania i zjazdy kobiece.

Różnorodne pola działania i agitacji stowarzyszeń kobiecych, pojemność i  zróżnicowanie tematyczne problematyki tzw. kwestii kobiecej wpłynęły na heterogeniczność ruchu kobiecego40. Różnice zaznaczały się również w  ideologicznych i  politycznych upodobaniach protagonistek: wystarczy nadmienić, że stowarzyszenia kobiece miały charakter zarówno laicki, jak i stricte konfesyjny (katolickie, protestanckie i żydowskie organizacje kobiece). Mieszczański czy socjalistyczny przymiotnik w nazwie stowarzyszenia określał docelową grupę swoich adresatek i beneficjentek41. Stowarzyszenia, nierzadko o podobnym profilu, różniły się przyjętymi nazwami, co z kolei spowodowane było kulturowymi uwarunkowaniami i specyfiką lokalną lub koniecznością obchodzenia zakazów prawnych, którym podlegały kobiety. Stąd względnie duża liczba stowarzyszeń, która w  warstwie językowej (nazewniczej) akcentowała swoją rolę nośnika powszechnych zdobyczy kultury (jak klub czy czytelnia), spełniając de facto znacznie bardziej niż by na to wskazywała jego nazwa rolę stowarzyszenia zaangażowanego i  agitującego na rzecz politycznych praw kobiet. Strategie stowarzyszeń kobiecych w pozyskiwaniu coraz większej liczby członkiń i sympatyczek były podobne: tworzono filie organizacji w mniejszych miastach, powoływano wzajemnie się wspierające sieci stowarzyszeniowe i tworzono tzw. organizacje parasolowe (umbrella organization) o zasięgu narodowym lub transnarodowym dla łączenia walki na szczeblu narodowym z lobbingiem transnarodowych organizacji.

Stowarzyszenia kobiece Jednostka cywilizowana należy do wielu zrzeszeń, wiele ma potrzeb. Każde zrzeszenie odpowiada jakiejś ważnej potrzebie37.

Stowarzyszenia uznaję za jeden z najważniejszych elementów ruchu kobiecego. Stowarzyszenie kobiece jest dobrowolnym aktem zrzeszenia się określonej liczby kobiet, które chcą systematycznie dążyć do wyznaczonych statutem związku celów. Jest jednym z najważniejszych konstytutywnych elementów ruchu kobiecego, gwarantującym zrzeszonym w  nim kobietom (mniej lub bardziej) demokratyczne reguły uczestnictwa i  funkcjonowania w  nim, zapewniający stowarzyszonym osobom poczucie przynależności do grupy podobnie myślących i działających osób oraz w sensie fizycznym zapewniający przestrzeń do wymiany myśli i poglądów38. W monarchii habsburskiej oraz Niemczech wilhelmińskich zrzeszanie sie kobiet w celach politycznych oraz ich przynależność do partii politycznych były ustawowo zabronione i zniesione dopiero z początkiem xx wieku, na fali petycji i protestów kobiecych stowarzyszeń (w Niemczech w 1908 roku, w Austro-Węgrzech w 1913)39.

aktywności kobiet, ujęty w § 30 ustawy o zrzeszeniach, zniesiony ostatecznie wysiłkami działaczek kobiecych w 1913 roku, był przestrzegany w początkowych latach xx wieku z mniejszą konsekwencją. Odmienna sytuacja panowała w Królestwie Kongresowym, które nie posiadało do wybuchu i wojny światowej żadnych regulacji w tej kwestii. 40 Najważniejsze zagadnienia, z którymi zmagał się ruch kobiecy, to m.in.: polityczne równouprawnienie kobiet, dopuszczenie kobiet do studiów uniwersyteckich, walka z reglamentowaną przez państwo prostytucją oraz tzw. podwójną moralnością, starania pacyfistyczne, narodowa agenda setting, por. m.in. artykuły do poszczególnych krajów europejskich [w:] Paletschek, Pietrow-Ennker, Women´s …, s. 77 i następne. 41 Por. Ebenda, s. 116; U. Gerhardt, Unerhört…, s. 170.

37 J. Kurnatowski, Jednostka w zrzeszeniu, [w:] Ster 1907 s. 132. 38 K. Heinsohn, Politik und Geschlecht. Zur politischen Kultur bürgerlicher Frauenvereine in Hamburg, Hamburg 1997, s. 27. 39 Por. m.in. opracowania odnoszące się do stanu prawnego w Niemczech i Austro Wegrzech, m.in. U. Gerhard i B. Bader-Zaar w tomie pod. red. U. Gerhart, Frauen in der Geschichte des Rechts, München 1997, s. 509–562. W Niemczech § 8 zbioru praw o kształtowaniu sfery politycznej zabraniający kobietom zrzeszania się w celach politycznych, był do 1908 roku przestrzegany, kobiety niemieckie nie mogły być członkiniami partii politycznych ani też zakładać samodzielnych politycznych stowarzyszeń kobiecych. Z kolei w Austro-Węgrzech zakaz zrzeszania się i politycznej

96

97


Czasopisma Czasopisma lub periodyki o tematyce równouprawnieniowej stanowiły medialną przestrzeń publiczną ruchu kobiecego i  były niejednokrotnie organem prasowym konkretnego związku lub stowarzyszenia kobiecego. Tak jak Die Frauenbewegung określić można mianem trybuny prasowej niemieckich radykałek, Ster tubą warszawskich (polskich) feministek, tak jus suffragii stanowi przykład na czasopismo feministyczne o  zasięgu ogólnoeuropejskim, wydawane w trzech językach, na którego łamach publikowały swoje artykuły Holenderki, Ukrainki, Niemki czy Amerykanki lub Polki. Rolą czasopism było informowanie, edukowanie, mobilizowanie i komunikowanie się z feministyczną wspolnotą w mieście stołecznym oraz na prowincji. Stanowią one również przykład zarządzania czasopismem alternatywnej i podległej sfery publicznej, a  co za tym idzie, są przykładem na mniejszą lub większą operatywność ich redaktorek i wydawczyń w pozyskiwaniu środków na utrzymanie42. Gazety wydawane przez organizacje kobiece były również forami, na których doskonaliły swoje umiejętności publicystyczne i dziennikarskie działaczki ruchu, wykorzystywane także poza przestrzenią medialną ruchu kobiecego. Publicystki wykorzystywały potem zdobyte w  pracy dla feministycznych periodyków dziennikarskie szlify do pracy w mediach publicznych lub partyjnych.

Kongresy Międzynarodowe kongresy były i są ulubionym środkiem transnarodowo działających ruchów społecznych, ponieważ stanowią dla nich możliwość przedstawienia się opinii publicznej jak i wewnętrznego umocnienia się43.

Zjazdy i spotkania działaczek kobiecych, przyjmujące oficjalną nazwę kongresu, czyli spotkania o ściśle wyznaczonym programie, temacie oraz z uprzednio wyznaczonymi mówczyniami do paneli lub komisji, wpisały się na trwałe w  krajobraz feministyczny. Międzynarowe kongresy kobiece, obradujące w określonym mieście, były zjazdami najważniejszych przedstawicielek narodowych ruchów kobiecych oraz przewodniczących organizacji i stowarzyszeń kobiecych skupionych w ramach icw lub iwsa. Obradując w większych miastach europejskich lub amerykańskich, adaptowały na kilka dni dla swoich potrzeb reprezentacyjną przestrzeń miasta, jak ratusz miejski, filharmonia czy siedziby towarzystw dobroczynnych lub naukowych. Zachodziły zatem podczas tych kongresów fenomeny zwane czasową adaptacją przestrzeni fizycznej i stworzenia w niej własnej przestrzeni społecznej44. W Krakowie kongres kobiet z 1905 roku obradował w budynku magistratu, berlińskie międzynarodowe mityngi odbywały się w salach ratusza czy filharmonii. Kongresy były areną dla spotkań działaczek i nawiązywania kontaktów zagranicznych, krystalizacji postulatów ruchu kobiecego, miejscem podejmowania decyzji odnoszących się do strategii ruchu oraz do poznania zdobyczy kulturowych, oświatowych czy technicznych miasta goszczącego oraz jego oferty rozrywkowej. Działaczki spotykały się zarówno na płaszczyźnie narodowej lub transnarodowej: polskie zjazdy i kongresy dążące do konsolidowania ruchu kobiecego z trzech zaborów nigdy nie wyszły poza regionalny (tzn. narodowy) zasięg i  znaczenie. Berlin, Wiedeń, Budapeszt, Londyn, Paryż 43 D. Rucht, Transnationale Öffentlichkeiten und Identitäten in neuen sozialen Bewegungen, [w:] Transnationale Öffentlichkeiten und Identitäten im 20. Jahrhundert, red. H. Kaelble, M. Kirsch, Frankfurt am Main 2002, s. 327–355. 44 P. Bourdieu, Physischer, sozialer und angeeigneter physischer Raum, [w:] M. Wentz, Stadt–Räume, Frankfurt am Main 1991, s. 25–34.

42 A Voice of Their Own: The Woman Suffrage Press, 1840–1910, red. M. M. Solomon, Alabama 1991; K. Wolff, Ein ungewöhnlicher Schreib-Ort? [w:] Frauen in der literarischen Öffentlichkeit 1780–1918, wyd. C. Bland, E. Müller-Adams, Bielefeld 2007, s. 121–142; J. Franke, Polska prasa kobieca w latach 1820–1918. W kręgu ofiary i poświęcenia, Warszawa 1999, s. 225–250.

98

99


czy Amsterdam przeżyły jednorazowo spotkanie tysiąca sufrażystek, stając się na krótko światowym centrum feministycznych dążeń i postulatów oraz spotkań osobistych. Na czas trwania kongresów kobiecych stwarzano w powszechnej przestrzeni publicznej miejsca na relacje ze spotkań z wynikami obrad, starano się zapewnić rozrywkę dla kilkutysięcznego tłumu przybyłych, organizując odwiedziny w teatrach, filharmonii, przez co dochodziło do interakcji uczestniczek kongresu kobiecego z mieszkańcami miasta a organizowane audiencje u cesarzowych lub u małżonek dostojników państwowych podnosiły rangę feministycznego spotkania w oczach tzw. opinii publicznej.

Byłoby jednak daleko idącą przesadą twierdzenie, że Czytelnia dla kobiet lub Frauenwohl Verein miały realny i duży wpływ na decyzje polityczne w swoich krajach. Takiej siły oddziaływania nie miały, mimo bliskich kontaktów z politykami liberalnymi lub socjalistycznymi47. Oswajały one jednak decydentów politycznych z widokiem kobiet w życiu publicznym i politycznym, urządzając na przykład posiedzenia stowarzyszenia w  parlamencie (sesja Frauenwohl Verein w Reichstagu w 1899), organizując wiece polityczne i demonstracje uliczne, wysyłając petycje itp.48 Stowarzyszenia i  organizacje kobiece z przełomu wieków były również jedną z  konstytuant społeczeństwa obywatelskiego. Ich wkład w  tworzenie demokratycznego społeczeństwa jest nie do przecenienia. Stowarzyszenia kobiece były miejscami, gdzie każda grupa społeczna cieszyła się uznaniem (recognition), widoczne jest to szczególnie w statutach stowarzyszeniowych, z których większość nie miała klauzul dotyczących zapisów o pochodzeniu, nie wykluczała sympatyczek ze swoich kręgów ze względu na narodowość, konfesję itp. Co nie oznacza jednak, że stowarzyszenia były – w dzisiejszym tego słowa rozumieniu – egalitarne, przeciwnie – skupiały zazwyczaj przedstawicielki konkretnej klasy społecznej: w  Polsce najczęściej inteligentki, w Niemczech przedstawicielki mieszczaństwa. W  wymiarze fizycznym pozostawił po sobie ruch kobiecy i  jego stowarzyszenia między innymi infrastrukturę oświatową: szkoły koedukacyjne lub

Podsumowanie Przyjmując za Alexisem Tocquevillem tezę, że stowarzyszenia są szkołą wolności i demokracji45, można w  odniesieniu do stowarzyszeń kobiecych wysnuć wniosek, że były one szkołą uczenia się wolności, miejscem ćwiczenia się kobiet do pełnego udziału w  życiu społecznym i  politycznym. Umożliwiały swoim członkiniom korzystanie z infrastruktury i programów edukacyjnych, polegających między innymi na organizowaniu kursów dla kobiet, uczących je poprzez umiejętne korzystanie z zasad retoryki i siły własnego głosu, „wychodzenia” do sfery publicznej. Uczyły podstaw funkcjonowania w sferze publicznej i przestrzeni politycznej, ale również wspólnego wysiłku na rzecz stowarzyszenia, scalając i  budując wśród kobiet poczucie wspólnoty ze stowarzyszeniem i jego należącymi do niego osobami oraz odpowiedzialności za współtworzoną instytucję. Wszystkie wymienione w tekście organizacje i  stowarzyszenia uznaję za kuźnię politycznej aktywności dla kobiet. Nierzadko droga ze stowarzyszenia kobiecego przed 1918 rokiem wiodła do polityki samorządowej lub państwowej po przyznaniu kobietom praw wyborczych i politycznych, w wyniku czego działaczki kobiece łączyły aktywność feministyczną z pracami w strukturach władzy ustawodawczej46.

Budzińską- Tylicką, wieloletnią radną samorządu warszawskiego, por. M. Kondracka, Aktywność parlamentarna posłanek i senatorek Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1919–1927, [w:] A. Janiak-Jasińska, K. Sierakowska, Działaczki społeczne…, s. 49–74 oraz Gertrud Bäumer, Marie Elisabeth Lüders, Marie Juchacz, niemieckie działaczki kobiece, w Republice Weimarskiej lub po ii wojnie członkinie parlamentu niemieckiego, por. m.in. G. Notz, Der Kampf um das Frauenwahlrecht in Deutschland, [w:] Mit Macht zur Wahl. 100 Jahre Frauenwahlrecht in Europa. (Katalog z wystawy pod tym samym tytułem), Bonn 2006, s. 104–105. 47 F. Naumann i jego przyjaźń z A. Augspurg i G. Bäumer, Ignacy Daszyński szwagrem Zofii Daszyńskiej itp. 48 Por. U. Gerhard, Unerhört…, s. 244, szczególnie zdjęcie radykałek wykonane w sali posiedzeń Reichstagu, s. 247 oraz galicyjska walka o prawa kobiet i ich strategie polityczne.

45 A. de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, Warszawa 2005. 46 Konkretnych przykładów biograficznych w perspektywie europejskiej jest wiele, wystarczy wymienić polskie działaczki: Zofię Moraczewską, Zofię Daszyńską-Golińską, Dorę Kłuszyńską – pierwsze posłanki i senatorki w ii rp lub Justynę

100

101


gimnazja dla dziewcząt, o których ustanowienie walczył, a  które potem utrzymywał49. Pozostawił po sobie kliniki dla kobiet oraz lecznice i apteki, gdzie pracowały pierwsze lekarki lub farmaceutki50. Zdobycze i  pozostałości stanowią również kobiece banki spółdzielcze, siedziby kooperatyw oraz spółdzielni mieszkaniowych, zakładanych przez pracujące telefonistki, robotnice, biuralistki czy przedstawicielki wolnych zawodów. W każdym z wymienionych miast można stworzyć „mapę emancypacyjną”, czyli oznaczyć na planie miasta te miejsca, które szczególnie związane są z  funkcjonowaniem organizacji kobiecych lub miały miejsce wydarzenia z ruchu kobiecego (np. kongres, redakcja czasopisma, siedziba stowarzyszenia). Proces re-mappingu, prze-konstruowania pamięci o przestrzeniach miejskich w perspektywie historycznej, uwzględniający również feministyczną krytykę, może być żmudny, jednakże nie niewykonalny.

Iwona Dadej

Historyczka, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorantka na Wolnym Uniwersytecie – Freie Universität (fu) i w Centrum Badań Społecznych – Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung (wzb) w Berlinie, współzałożycielka Feministycznego Salonu Historycznego. W pracy doktorskiej zajmuje się ruchem kobiecym w Polsce i Niemczech na przełomie xix i xx wieku, szczególnie transnarodową walką kobiet o uznanie w świecie akademickim, ich drogami zdobywania wykształcenia, aktywnością feministyczną, aspiracjami akademickimi oraz przestrzeniami do dialogu feministek-akademiczek. Prywatnie admiratorka krakowskiej maczanki, warszawskiej wuzetki i berlińskiej Currywurst.

49 Por. krakowskie starania o utworzenie adekwatnej dla gimnazjum męskiego placówki oświatowej dla dziewcząt, gwarantującej egzamin maturalny, tzw. żeńskiej szkoły gimnazjalnej; szerzej m.in. [w:] B. Czajecka, „Z domu w szeroki świat…” Droga kobiet do niezależności w zaborze austriackim w latach 1890–1914, Kraków 1990, s. 112; A. Klaßen, Mädchen-und Frauenbildung im Kaiserreich 1871–1918. Emanzipatorische Konzepte bei Helene Lange und Clara Zetkin, Würzburg 2003, s. 96–106. 50 Por. Z. Filar, Anna Tomaszewicz Dobrska. Karta z dziejów polskich lekarek, Warszawa 1959; B. Zigeler, Weibliche Ärzte und Krankenkassen. Anfänge ärztlicher Berufstätigkeit von Frauen in Berlin 1893–1935, Weinheim 1993.

102


kobiety


Monika Świerkosz

Diana Reiter. Wymazywanie życia

Reiter

Podoficer Albert Hujar zdał sprawozdanie służbiście, że zapadły się fundamenty jednego z budynków koszar. W  tej właśnie chwili przechadzał się tamtędy komendant obozu Amon Göth. Zauważył kobietę, która chodziła wokół nie dokończonego budynku i mówiła coś do robotników. Inżynier Diana Reiter przydzielona do budowy koszar, twierdziła, że fundament wykopano niestarannie i należy budowę zacząć od początku, bo inaczej nie tylko jedna ściana, ale i  druga może się zawalić. Dyskusję z  nadzorującym budowę Hujarem, przerwał Göth, przywołując kobietę do siebie. Szła w kierunku Amona z tą sztuczną elegancją, którą zawdzięczała mieszczańskim rodzicom i ich ambicjom kształcenia jej – gdy uczciwi Polacy nie chcieli jej przyjąć na swoje uniwersytety – w Wiedniu czy Mediolanie, by zdobyła zawód i skuteczniejsze barwy ochronne. Szła ku niemu, jakby jej i jego wykształcenie łączyło ich w bitwie z głupimi podoficerami i słabą fachowością esesowskiego inżyniera, który nadzorował kopanie fundamentów. […] Podobno pokłóciła się pani z oberscharführerem Hujarem – powiedział Goth. Potwierdziła stanowczym skinieniem głowy. Herr Kommandant, sugerował ten gest, na pewno zrozumie to, czego ten idiota Hujar nijak pojąć nie potrafi. – Trzeba ponownie wykopać cały fundament po tej stronie – powiedziała energicznie. […] Argumentowała dalej, a Amon, przekonany, że ona kłamie, kiwał głową. Uczono go, że nie wolno słuchać specjalisty – Żyda. Specjalista – Żyd jest z tej samej gliny co Marks, którego teorie godzą w moralność rządu, i Freud, który podważał moralność aryjskiego umysłu. Amonowi wydawało się, że nalegania tej kobiety stanowią groźbę dla jego osobistej moralności. […] 105


moja praca, która okazała się cofaniem po śladach, od momentu śmierci aż do wskrzeszenia tego życia, które zostało w tak brutalny sposób unieważnione. I tak właśnie chciałabym opowiedzieć historię o Dianie Reiter – od końca do początku, próbując odwrócić bezlitosną logikę przemijania. Nie wiem dokładnie, kiedy Diana Reiter została zastrzelona. Było to w obozie pracy (jeszcze wówczas nie koncentracyjnym) w Płaszowie w 1943 roku. Z  pojawiających się we wspomnieniach2 opisów pogody wynika, że był to prawdopodobnie początek roku: Józef Bau pisze o mrozie, wiatrach, padającym śniegu z deszczem, Keneally o odwilży, „puszczających mrozach”. Reiter kierowała budową Wachkasserne – koszarów dla strażników i wartowników, budynku strategicznego dla funkcjonowania obozu, ale fatalnie położonego na terenie nierównym, grząskim. Do Płaszowa mogła ona trafić w lutym 1943 roku wraz z grupą inżynierów i budowniczych zatrudnionych w utworzonej tuż po kolejnej akcji wysiedleńczej w getcie, 28 października 1942 roku, jednostce Barackenbau3. Czy jednak Diana Reiter od razu została do tej nowej placówki przydzielona? Bieberstein pisze, że początkowo Barackenbau liczyło 150 mężczyzn, zaś Katarzyna Zimmerer wymienia jako kierujących pracami Bergera, Chabera, Zimmeta, Wohlfeilera oraz Zygmunta Grünberga i Jakuba Stendiga. Ponieważ jednak liczba zatrudnionych w  placówce szybko wzrastała (najpierw do 500, potem nawet 1500 osób), myślę, że Reiter wkrótce potem dołączyła do nich. Jej wykształcenie, kwalifikacje i  doświadczenie

Wezwał Hujara […] – Zastrzel ją […] Hujar wziął dziewczynę za łokieć, by ją odprowadzić gdzieś w ustronne miejsce. – Tutaj! – powiedział Amon. – Zastrzel ją tutaj! Na moją odpowiedzialność. Hujar wiedział, jak to się robi. Chwycił ją za łokieć, pchnął nieco przed siebie, wyjął z kabury mauzera i strzelił jej w kark. Huk przeraził wszystkich, z wyjątkiem może samych oprawców i umierającej Diany Reiter. Padła na kolana i podniosła wzrok. To nie wystarczy, zdawała się mówić. Wiedzące spojrzenie w jej oczach przestraszyło Amona i jednocześnie usprawiedliwiło go […] Poza tym unieważnienie zachodnioeuropejskiego dyplomu Diany Reiter miało swą wartość praktyczną: żaden budowniczy baraków czy dróg w Płaszowie nie będzie odtąd uważał się za niezbędnego przy wykonywaniu zadania; jeśli Diana Reiter przy całej swojej fachowości nie potrafiła się uratować, to dla pozostałych jedyną szansą jest szybka, anonimowa praca1.

Ta scena przedstawiona w książce Thomasa Keneally’ego, a następnie w filmie Spielberga Lista Schindlera, zapadła mi głęboko w pamięć i często wracała do mnie w różnych okolicznościach. Okazało się, że nie tylko mnie tak bardzo ona poruszyła. W czasie poszukiwań informacji o Dianie Reiter, zaledwie wzmianka o okolicznościach śmierci architektki, powodowała, że następował moment jakiegoś dziwacznego, tragicznego rozpoznania – jakbyśmy mówili o kimś doskonale nam znanym, bliskim. Pomyślałam, że to paradoksalne, że istnienie człowieka może sprowadzić się w pamięci innych wyłącznie do tego jednego, brutalnego momentu śmierci tak, jakby całe wcześniejsze życie przestawało mieć już jakiekolwiek znaczenie. Biografia może stać się miejscem niepamięci – obszarem nie tyle zapomnienia, co raczej pamięci czegoś, o czym wiemy, że było tu wcześniej, ale teraz zniknęło. Takim miejscem opustoszałym, opuszczonym przez wszystkich, choć nadal jakoś dziwnie obecnym. Jak odzyskać ową „treść” wspomnienia? W tym właśnie miejscu rozpoczęła się 1

2 Sam (i tylko) moment śmierci Reiter, oprócz Listy Schindlera, pojawia się także w książkach Józefa Baua Czas zbezczeszczenia. Wspomnienia z czasów drugiej wojny światowej, Wydawnictwo wam, Kraków 2006, Aleksandra Biebersteina, Zagłada Żydów w Krakowie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985 oraz w zeznaniach Jakuba Stendiga przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, Archiwum Muzeum Gross Rosen, ntn, proces Josefa Buhlera, t. 79, sygn. mf–39–79. Materiały te otrzymałam dzięki uprzejmości pani Moniki Bednarek, kierownik muzeum Fabryki Schindlera, oddziału Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. 3 A. Bieberstein, op.cit., s. 104–105. Bieberstein pisze, że od listopada 1942 roku do lutego 1943 grupy budowniczych wychodziły codziennie z getta, by stawiać fundamenty pod budujący się wówczas obóz w Płaszowie. Por. K. Zimmerer, Zamordowany świat. Losy Żydów w Krakowie 1939–1945, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, s. 160, 167–168, gdzie autorka pisze, że część pracowników Barackenbau była skoszarowana w Płaszowie już końcem listopada 1942 roku.

T. Keneally, Lista Schindlera, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1993, s. 240–243. Oczywiście książka Keneallego nie jest traktowana przeze mnie jak źródło historycznej wiedzy w ścisłym, naukowym tego słowa znaczeniu, lecz jako mocno fabularyzowane źródło określonych wyobrażeń składających się na pamięć zbiorową o getcie krakowskim i obozie w Płaszowie.

106

107

4. Diana Reiter


jako byłej architektki wydziału budowlanego krakowskiego urzędu wojewódzkiego, musiały zostać szybko zauważone: Niemcy prowadzili dokładną ewidencję ludności żydowskiej zgromadzonej w getcie ze względu na profesję i płeć. Według spisu z 10 maja 1942 roku, wyspecjalizowanych pracowników budowlanych było 305 (w tym 10 kobiet), zaś techników 77 (w tym 6 kobiet)4. Czy jednak w istocie Reiter dostała tam „przydział” i jako specjalistka została tam odgórnie skierowana, czy też raczej sama zgłosiła się do pracy przy budowie baraków, mając nadzieję, że jej profesjonalizm i fachowość ochronią ją przed eksterminacją? Czy mieszkając na ulicy Limanowskiego 19⁄6, widziała z bliska październikową akcję wysiedleńczą? A czy wcześniej, z mieszkania na ulicy Lwowskiej 6⁄7 w  pobliżu Placu Zgody, mogła obserwować czerwcową masakrę Żydów wywożonych na śmierć?5 Tego nie wiem, jednak inna rzecz zwróciła moją uwagę: oba te adresy znajdowały się w niewielkiej odległości lub wręcz tuż przy granicy getta i strefy aryjskiej, w pobliżu jego murów lub bramy wjazdowej. O Limanowskiego, gdzie Reiter przeniosła się 19 czerwca 1942 roku, Bieberstein pisze tak:

Zaś o Lwowskiej, gdzie mieszkała wcześniej: Stąd granica przebiegała krótkim odcinkiem ulicy Lwowskiej do wylotu ulicy Józefińskiej, gdzie od ostatniego nieparzystego domu tej ulicy biegła szeroka brama nr iii do narożnego domu ul. Lwowskiej i ul. Dąbrowskiego. Dom przy ulicy Dąbrowskiego 1 należał do getta, jednak i jego brama wejściowa była zamknięta, a wejście znajdowało się od strony ul. Lwowskiej. Wzdłuż tego domu, będącego również narożnikiem z ul. Traugutta, granica biegła nieparzystą stroną tejże ulicy6.

Oczywiście trzeba pamiętać, że Żydzi rzadko mieli możliwość decydowania o miejscu zameldowania, jednak i takie przypadki się zdarzały. A jeśli była to jej świadoma decyzja, to czy chodziło o to, by trzymać się na uboczu, by nie dostać się w samo centrum tego piekła, jakby z obrzeży getta bliżej było na wolność? A może, podobnie jak wielu innych wyemancypowanych Żydów, nie czuła się tam jak u siebie, jak na swoim miejscu? Czy to dlatego w karcie meldunkowej określiła zarówno swoją przynależność państwową, jak i narodową jako polską, nie zaś żydowską?7 A może lokalizacja jej mieszkania w getcie miała coś wspólnego z miejscem zatrudnienia? Część Żydów w początkach istnienia getta, zatrudniana w warsztatach, firmach niemieckich lub własnych sklepach, dostawała przepustki na wyjście. Z podania Reiter o kenkartę z końca lutego 1941 roku wynika, że od sierpnia 1940 roku pracowała ona jako architekt w biurze projektowym inżyniera Kazimierza Kulczyńskiego, mieszczącym się na ulicy Pomorskiej 1, tuż obok siedziby Komendy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa Dystryktu Kraków, której wydział iv stanowiła Tajna Policja Państwowa (Geheime Staatspolizei) – Gestapo. Zarabiała tam 250 złotych miesięcznie, co nie pozwalało jej co prawda na osiągnięcie samodzielności finansowej (tak zaznacza w kwestionariuszu załączonym do podania o kenkartę), ale dawało

20 czerwca 1942 roku wydzielono z getta ulice: Limanowskiego strona numerów parzystych, Rękawka, Parkowa 1, Braci Dudzińskich, część Węgierskiej, część Krakusa, Benedykta i Czarneckiego. Wzdłuż chodnika nieparzystej strony ul. Limanowskiego ustawiono ogrodzenie z drutu kolczastego oddzielające chodnik od jezdni. Bramę wejściową zrobiono na skrzyżowaniu ulic Limanowskiego i Węgierskiej.

4

ap kr, Starosta Miasta Krakowa 1939–1945, Ludność Dzielnicy Żydowskiej w Krakowie według grup zawodowych i płci, stan z 10 iv 1942 roku, sygn. sp kr 774, nr mikrofilmu J 13871. Dla porównania: dane z 1 maja 1941 roku mówią o jednej kobiecie w grupie 188 budowniczych i również 1 kobiecie w grupie techników, co wskazuje jednocześnie na dwie rzeczy: na wyjątkowość posiadanego przez Reiter dyplomu inżyniera architekta wśród kobiet oraz na zjawisko stopniowej „profesjonalizacji” getta. To drugie zwłaszcza obrazowało przekonanie Żydów, że dobry, praktyczny zawód pozwoli na uniknięcie wysiedlenia, śmierci. 5 Oba adresy zameldowania ustaliłam na podstawie: ap kr, sm kr, Karty meldunkowe Polaków i Żydów, sygn. sp kr 793, nr mikrofilmu j 13 890. Nie znam dokładnej daty przybycia Reiter do getta, nie wiem też, czy ul. Lwowska 6⁄7 była jej pierwszym miejscem pobytu w getcie.

6 A. Bieberstein, op.cit., s. 67, 46–47. 7 ap kr, sp kr 793, op.cit. W innych kartach meldunkowych Żydów w miejscu przynależności narodowej znajdowałam zawsze przymiotnik „żydowska” (nie, jak w tym przypadku, „polska”). Czy jednak ten wpis był wynikiem błędu urzędnika, niedopatrzeniem czy faktycznie politycznym aktem protestu spolonizowanej, w pełni zasymilowanej Żydówki?

108

109


pewne poczucie bezpieczeństwa – pracowała ona bowiem dla Aryjczyka, który oprócz niej na 45 osób zatrudniał tylko jednego Żyda8. W dodatku na Pomorskiej 2 znajdowały się również warsztaty rzemieślnicze gestapo. Czy jest możliwe, aby Reiter wykonywała jakieś zlecenia dla Niemców? Nie znalazłam żadnej informacji na ten temat, wiem jednak, że codziennie musiała ona przechodzić obok budynku, w którym odbywały się brutalne przesłuchania, najwymyślniejsze tortury, egzekucje Żydów i Polaków i który od czasów okupacji niemieckiej stał się symbolem ludzkiego cierpienia, upokorzenia i okrucieństwa. Czy kiedy 3 marca 1941 roku ukazał się dekret gubernatora dystryktu krakowskiego, dr Otto Wächtera, dotyczący utworzenia w Krakowie żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej, Diana Reiter mogła przypuszczać, że wkrótce getto stanie się również symbolem nienawiści wobec Żydów, w konsekwencji przystankiem w  drodze do śmierci? Pewnie nie i, jak wielu świetnie wykształconych żydowskich fachowców, sądziła, że Niemcom nie przyjdzie do głowy zabijać młodych, zdrowych, aktywnych zawodowo i „niezbędnych gospodarczo” obywateli. Choć może zaniepokoił ją fakt tworzenia sztucznej, narzuconej przez okupanta strefy żydowskiej. Przecież zdobyte jeszcze w xix wieku prawo do mieszkania Żydów poza Kazimierzem było jednym z największych osiągnięć emancypacji, oznaką ich faktycznej asymilacji kulturowej, obywatelskiej, a  często i  narodowej. Jednak, jak sądzę, nie to było największym zmartwieniem Diany w tamtym momencie.

W 1941 roku Diana mieszkała przy Reichstrasse (dziś ulica Królewska) 48⁄3 ze swoją matką Zofią z  domu Heimberg9, pochodzącą z  Drohobycza 68letnią wdową po doktorze Adolfie Reiterze, znanym i cenionym adwokacie, wieloletnim wiceburmistrzu Drohobycza i  zasłużonym oficerze z  czasów i  wojny światowej10. Ostatnim dokumentem zachowującym ślad istnienia Zofii Reiter jest podanie o kenkartę wraz z jego zatwierdzeniem z 25 lutego 1941 roku11. Ponieważ sama nie posiadała wykształcenia zawodowego, swoje podanie o pozwolenie zostania w Krakowie Zofia motywowała dwojako. Z jednej strony powoływała się na zasługi swojego nieżyjącego już męża, z drugiej zaś na ciężką chorobę serca – angina pectoris – i uniemożliwiającą jej podróżowanie operację, którą przeszła prawdopodobnie jesienią 1940 roku. Do swojego podania dołączyła Zofia (a  raczej Diana, matka nie była w  stanie, jak sądzę, zajmować się tymi formalnościami) dwa dokumenty: zaświadczenia lekarskie dr med. Erny Höllender, specjalistki chorób wewnętrznych (przyjmującej w gabinecie na ulicy Karmelickiej 48), potwierdzone następnie przez drugiego lekarza oraz przetłumaczony na niemiecki przez tłumacza przysięgłego list uwierzytelniający jej męża, Adolfa Reitera, napisany 20 maja 1918 roku przez jego wojskowych zwierzchników. W  całej tej skrupulatnie zebranej, opatrzonej wszelkimi możliwymi pieczątkami dokumentacji, widać doskonałą znajomość machiny biurokratycznej, która nikomu i niczemu nie wierzy „na słowo”. Może też jakieś nieprawdopodobne, desperackie zaufanie do władzy urzędniczej i  jej szacunku wobec godności zmarłego wiceburmistrza dalekiego Drohobycza, która miałaby ocalić dziś jego krewnych, a może 9 Istnieje w bazach danych Krakowskiego oddziału Archiwum Państwowego na ulicy Grodzkiej inna forma nazwiska panieńskiego matki – Weinberg, odczytana z podania Reiter o wydanie dowodu osobistego z 1935 roku. Wpis w podaniu o kenkartę jest czytelniejszy i wyraźniejszy, dlatego na niego się powołuję. Ponadto w bazach internetowych Shoreshim oraz Jewish Records Indexing Poland potwierdziła się forma nazwiska panieńskiego matki Zofii z domu Heimberg. 10 ap kr, sp kr, Kwestionariusze na wydanie dowodów osobistych (Kennkarten) dla Żydów – załatwione pozytywnie, sygn. sp kr 538, nr mikrofilmu J 13715. 11 Nie wiem, kiedy dokładnie zmarła matka Reiter, przypuszczam, że zanim obie przeniosły się do getta: w kartach meldunkowych z 1942 roku przy nazwisku Diana Reiter nigdzie już nie pojawia się informacja o matce.

8 ap kr, sp kr, Kwestionariusze na wydanie dowodów osobistych (Kennkarten) dla Żydów – załatwione pozytywnie, sygn. sp kr 538, nr mikrofilmu J 13715. Czy Reiter pracowała jednak już w czasie istnienia getta na Pomorskiej? Kenkarta, która potwierdzała jej zatrudnienie, została wydana dnia 27 lutego 1941 roku, a więc na około miesiąc przed utworzeniem żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej. Nie dotarłam do żadnych innych dokumentów wskazujących na późniejsze miejsca pracy Reiter.

110

111


5. D. Reiter, projekt Biblioteki Jagiellońskiej

niepokój, związany z niewiedzą, co jeszcze okaże się istotne, by uzyskać pozwolenie na pozostanie w Krakowie? Czy niemieccy urzędnicy, pozwalając pozostać w Krakowie starej, schorowanej, nie posiadającej żadnego zawodowego wykształcenia wdowie, wykazali się tu szacunkiem dla zasług zmarłego i  wyrozumiałością względem fatalnego stanu zdrowia wdowy? Nie sądzę, prawdziwą przepustką do pozostania w Krakowie był bardzo wówczas praktyczny fach jej córki, zatrudnionej u  Aryjczyka – tylko Żydom „gospodarczo niezbędnym” i  ich najbliższym krewnym zezwalano na pozostanie w Krakowie. I znowu można zapytać: czy to, że obie Reiter mieszkały aż do czasu utworzenia getta na Reichstrasse, w uznawanej za nie-żydowską, co więcej, przeznaczonej dla niemieckich osadników części miasta, a Diana pracowała u nie-Żyda, świadczy o tym, że próbowała ona celowo organizować życie gdzieś poza centrum tradycyjnego krakowskiego świata żydowskiego? Czy przeczuwając zbliżającą się katastrofę, próbowała przed nią uciec lub chociaż ją odroczyć? A może na przekór „złym czasom”, rasistowskim definicjom tożsamości narodowej (ale i samym oczekiwaniom Niemców, dla których rozproszenie Żydów było największym problemem logistycznym przed Zagładą) nie czuła tego rodzaju solidarności, która kazałaby jej szukać oparcia i ratunku w innych Żydach, wspólnej kulturze, tradycji, religii? Może powód był bardziej prozaiczny – matka, która od marca 1940 roku nie mogła już liczyć na publiczną specjalistyczną opiekę zdrowotną, leczyła się przecież na Karmelickiej. Zaś sama Reiter niedaleko, bo na Pomorską, chodziła do pracy. Skracanie zaś odległości miało na co dzień niebagatelne znaczenie w sytuacji, gdy Żydom od 1940 roku pozwalano korzystać z tramwajów jedynie w bardzo ograniczonym wymiarze. Życie wojenne dwóch samotnych żydowskich kobiet, pozbawionych wsparcia rodziny (ale może nie przyjaciół?), nękanych chorobami i żyjących tylko z jednej pensji (renty wdowie i emerytury zostały wstrzymane już w grudniu 1939 roku), musiało być organizacyjnie szczególnie trudne, coraz trudniejsze. Jak i czy obie Reiter ominęły wydany 7 stycznia 1941 nakaz przepracowania w ciągu miesiąca 12 dniówek przy obowiązkowym dla Żydów powyżej 16 roku życia odśnieżaniu miasta, jeśli tylko oficjalne potwierdzenie tego faktu dawało prawo do pozostania w mieście? 18 maja 1940 roku wyznaczono po raz 113


pierwszy Żydom termin na podjęcie ostatecznej decyzji o pozostaniu bądź wyjeździe z Krakowa. Z pewnością w tym czasie Diana i Zofia musiały się bardzo zmobilizować, żeby do 15 sierpnia zorganizować wszystkie potrzebne dokumenty zezwalające na pozostanie w mieście. Najprawdopodobniej to również wtedy właśnie, w sierpniu, udało się Reiter otrzymać „dobrą” (zwłaszcza w sensie politycznym) posadę u polskiego architekta inżyniera. Wówczas Diana z matką mieszkały w domu na ulicy Dunin-Wąsowicza 8⁄612 i  to właśnie tam, w  niewielkiej odległości od krakowskich Błoń, tuż przy reprezentacyjnym bulwarze międzywojennego Krakowa, dobiegła je zapewne wiadomość o wybuchu ii wojny światowej. Jak bardzo zmienił się świat Diany w momencie wejścia wojsk niemieckich do Krakowa? W 1939 roku, już od roku, trwały prace przy budowie zaprojektowanej przez Reiter kamienicy przy Pawlikowskiego 16, znajdującej się w eleganckiej, drogiej dzielnicy Krakowa w pobliżu reprezentacyjnych Alei Trzech Wieszczów, gdzie już wcześniej żydowscy architekci, Henryk Jakubowicz i Saul Wexner, zrealizowali swoje projekty.13 Praca ta jest rzadkim w Krakowie przykładem funkcjonalizmu w budownictwie mieszkaniowym. Rzadkim, ale nie przypadkowym, zwłaszcza w  pokoleniu zafascynowanych wiedeńskim Bauhausem młodych żydowskich architektów awangardystów. W tej grupie obok nazwisk męskich: między innymi Leopolda Bachnera, Alfreda Düntucha, Zygmunta Grünberga, Jakuba Spiry, Jakuba Stendiga pojawiają się też trzy nazwiska kobiece: Ireny Bertig, Diany Reiterówny i  Reli Schmeidler – trzech pierwszych krakowskich kobiet architektek14. Czy w Krakowie łatwo było zaczynać młodym inżynierom-projektantom karierę?

Motorem środowiska był wówczas głównie potencjał twórczy pojedynczych indywidualności, przede wszystkim Wacława Krzyżanowskiego i Adolfa Szyszko-Bohusza pisze Jacek Purchla, przyznając, że: Swoista samowystarczalność środowiska krakowskiego, jego konserwatyzm i wyizolowanie w latach trzydziestych objawić się więc musiały dominacją „umiarkowanego modernizmu”, ciągle poszukującego związku z tradycją Krakowa i jego historycznym kontekstem. Stąd dążenie do umiarkowanego rozwoju architektury funkcjonalnej, naturalna skłonność do stylizacji, przy większych zadaniach projektowych także do nowoczesnego monumentalizmu, czego najlepszym przykładem stał się gmach Biblioteki Jagiellońskiej Wacława Krzyżanowskiego15.

O ile trudniej było przebić się w  tym środowisku Żydom, kobietom i  tym wszystkim, którzy przekraczali zarówno ówczesne kulturowe granice ról społecznych, jak i wyznaczone tradycją sztuki granice stylów? To w  tym czasie Diana Reiter opracowała nigdy niezrealizowany projekt kamienicy przy ulicy Lea 19. Myślę, że traktowała siebie jak profesjonalistkę i że tak też była postrzegana przez innych. Kiedy 15 stycznia 1937 roku zaczął funkcjonować wzorowany na lwowskim Związek Inżynierów Żydów, Diana, obok Alfreda Düntucha, Saula Wexnera i Issera Harbanda znalazła się w jego komitecie organizacyjnym. Nie było to jednak pierwsze stowarzyszenie, do którego przynależała Reiter. W latach 1931–1934 była członkinią Związku Architektów Województwa Krakowskiego, którego Prezesem był dr Adolf Szyszko-Bohusz, zaś jego zastępcą Kazimierz Kulczyński16, u którego zresztą w tym samym czasie Reiter pracowała17. To najpewniej w  tym biurze wykonała i  zrealizowała w latach 1933–1935 projekt kamienicy przy ulicy Beliny-Prażmowskiego 26. Dlaczego interesowało ją uczestnictwo w tego typu związkach? Czego deklaracją było wówczas przynależenie do tego typu organizacji i co ono dawało młodej żydowskiej architektce w  praktyce? Jeśli się przyjrzeć założeniom statutowym obu tych towarzystw, okaże się, że ich idea była podobna. Ten

12 ap kr, sp kr, Kwestionariusze, op.cit. Z ausweisu wystawionego 19 listopada 1940 wiem, że mieszkały jeszcze na Dunin-Wąsowicza, ale już w kwestionariuszu do podania o kenkartę, datowanym na 28 listopada 1940 roku, pojawia się adres Reichsstrasse. Zatem w przeciągu tych kilku dni Diana i Zofia Reiter musiały się przeprowadzić. 13 B. Zbroja, Miasto umarłych. Architektura publiczna Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Krakowie w latach 1868–1939, wyd. wam, Kraków 2005, s. 133, 167. Wszystkie pozostałe informacje o projektach Reiter pochodzą z książki Barbary Zbroi. 14 Ibidem, s. 132.

15 J. Purchla, Urbanistyka, architektura i budownictwo [w:] Dzieje Krakowa. Kraków w latach 1918–1939, t. iv, red. J. Bieniarzówna, J. M. Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 188. 16 Księga Adresowa Miasta Krakowa i Województwa Krakowskiego w latach 1931–33 oraz Księga Adresowa Miasta Krakowa i Województwa Krakowskiego z Informatorem Miasta Stołecznego Warszawy, Województwem Kieleckim i Śląskim w latach 1933–34. Sekretarzem tego Związku była Rela Schmeidler. 17 Wspomina o tym znowu w kwestionariuszu dołączonym do podania o kenkartę.

114

115


pierwszy akcentował co prawda swój żydowski charakter, ale robił to w odniesieniu do rynku pracy, kwalifikacji, umiejętności. Chciał dbać o  jakość żydowskiego kształcenia zawodowego, jego pełną profesjonalizację widoczną nie tylko w pracy, ale i określonym stylu życia, dzięki budowaniu przestrzeni, będącej miejscem spotkań specjalistów, a więc: organizowaniu wystaw, bibliotek, czytelni, wydawaniu czasopism, książek. Ale nie tylko: stowarzyszeniu chodziło też o stworzenie systemu poradnictwa zawodowego, które podniesie wśród Żydów poziom fachowości i  jednocześnie ochroni ich interesy zawodowe na rynku pracy18. Dążenie do profesjonalizacji budownictwa oraz obrona praw swoich członków należały również do celów Związku Architektów Województwa Krakowskiego. Polsko-żydowski charakter tej organizacji może świadczyć o dużym stopniu asymilacji i emancypacji Żydów (oraz kobiet) w początkach lat 30. xx wieku, której profesjonalizacja tylko sprzyjała. Diana mogła być tego żywym przykładem. Zarówno przed, jak i w czasie wojny, mieszkała z matką w dzielnicach nie-żydowskich – najpierw w 1931 roku na Syrokomli 7, potem w 1934 pod numerem 16 na tej samej ulicy w pobliżu ruchliwej, modnej i nowoczesnej alei Krasińskiego. Tylko przez krótki czas, zaraz po przyjeździe owdowiałej matki z Drohobycza w końcu sierpnia 1930 roku, zamieszkały razem na Starowiślnej 6 u pani Eugenii Singerowej19. Z  pewnością wynajem mieszkania w  okolicy alei Krasińskiego musiał być kosztowny – czy praca u  inż. Kulczyńskiego była jedynym źródłem dochodu Reiter? W Księgach Adresowych Miasta Krakowa z lat 1931–33, przy jej nazwisku jako członkini związku, widnieje adres Rynek Główny 6 wraz z dopiskiem: „Dyrekcja Okręgowa Robót Publicznych”. Tam Reiter pracowała jako urzędniczka Urzędu Wojewódzkiego, najpewniej w biurze konstrukcyjnym, działającym tam od 1928 do 1932 roku. Jej kolegą z pracy, choć wyższym rangą, był wówczas inż. Kazimierz Kulczyński, jedenaście lat starszy od niej absolwent Wydziału

Architektury Politechniki Lwowskiej, którą ukończyła w 1927 roku również Diana20. Czy ta praca była jej marzeniem? Czy dawała jej satysfakcję zawodową? W owym czasie rozwój urbanistyczny miast był zadaniem pierwszorzędnym z  punktu widzenia interesu państwa. Urzędy Wojewódzkie kontrolowały przebieg konkursów architektonicznych, a  następnie sposób realizacji projektów. Praca w  Dyrekcji Robót Publicznych dawała więc nie tylko prestiż, ale również otwierała drzwi do kariery dla ludzi odważnych i  ambitnych. Być może dlatego w tych nielicznych zachowanych wspomnieniach o Reiter zawsze pojawia się informacja o tym, że była urzędniczką wydziału budowlanego, zupełnie jakby był to jej tytuł, nie zaś po prostu zawód. Z pewnością więc kwestia prestiżu przyciągała młodych wykształconych ludzi do pracy w urzędach państwowych, ale też i konkretne możliwości rozwoju zawodowego. O tym najlepiej może świadczyć fakt, że Diana Reiter, od kwietnia 1928 roku zatrudniona w Dyrekcji Robót Publicznych, już we wrześniu tego samego roku, czyli w niecały rok od ukończenia studiów, wraz z kolegą z  biura Adamem Moschenim oraz inż. Zdzisławem Kowalskim (przyszłym budowniczym Gdyni), stanęła do jednego z  najciekawszych i  najpoważniejszych w dwudziestoleciu międzywojennym konkursu architektonicznego na projekt nowego gmachu Biblioteki Jagiellońskiej. Wokół tego wydarzenia narosło mnóstwo nieporozumień na linii: Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego, wojewoda, Ministerstwo Robót Publicznych, a dotyczyły one głównie finansowania całej inwestycji i związanej z nim skali przedsięwzięcia. Dużą rolę odegrała tu też postać prof. Wacława Krzyżanowskiego, preferowanego od początku przed Senat uj na projektanta i koordynatora prac budowlanych, którego z jakichś względów nie popierało Ministerstwo. Ostatecznie w konkursie przyznano pięć wyróżnień: i i ii nagrodę, w sumie 18 tysięcy złotych, otrzymał wspomniany już Wacław Krzyżanowski, iii i  5 tysięcy złotych

18 B. Zbroja, op.cit., s. 144. 19 Informacja z Księgi Adresowej Miasta Krakowa oraz ap kr, Zbiór Kart Meldunkowych Ludności Niestałej Krakowa 1911–1930, sygn. km 373.

20 ap kr, Spis Urzędników i funkcjonariuszy niższych etatu Dyrekcji Robót Publicznych w Krakowie według stanu z r. 1928–1932 Dyrekcja Robót Publicznych, sygn. Drp 50–53.

116

117


przyznano projektowi Kowalskiego, Moscheni i Reiterówny21. To, co znowu mnie zainteresowało, to nazwisko jednego z sędziów konkursowych: był nim Kazimierz Kulczyński22. Przyglądając się kuluarom organizacji tego konkursu, można zaobserwować, jak realne decyzje dotyczące przestrzeni miejskiej i wyglądu miasta, uzależnione były (ale czy dziś nie są?) od sfery różnorakich wpływów, tarć, walk o władzę. Widać też, ile determinacji trzeba było mieć, by móc realizować wówczas swoje ambicje, plany zawodowe. Być może zwłaszcza, jeśli się było kobietą. Krakowski „Czas”, donosząc o  zakończeniu konkursu, obwieszcza przyznanie iii nagrody spółce złożonej z Z. Kowalskiego, A. Moscheni i D. Reitera23. Może to być oczywiście zwykły lapsus językowy, ale taki, który jednocześnie zaświadcza o tym, że udział kobiet architektek w liczących się konkursach należał zdecydowanie do rzadkości. Kim więc była Diana Reiter, która jako jedna z pierwszych kobiet zdecydowała się na studia inżynierskie, zdołała je ukończyć i podjęła się następnie praktyki zawodowej? Kim byli jej rodzice, że pozwolili jej na wybór niezbyt tradycyjnej dla młodej Żydówki drogi życiowej? Pochodziła z drohobyckiej rodziny żydowskiej o sporych zasługach dla miasta i kraju. Ojciec Abraham (Adolf) Reiter i matka Zofia Heimberg ślub wzięli w 1894 roku, mając lat 28 i 20. Mogli być dalekimi kuzynami, ich matki Rywka (Abrahama) i Perla (Zosi) nosiły obie nazwisko panieńskie Oberländer24. W  1895 urodziła się Elżbieta, dwa lata później Bronisława (która nie widnieje w  aktach drohobyckich, tylko

samborskich), w 1900 urodziła się Maria, a dwa lata później Diana. Na ślad sióstr Reiter natrafiłam najpóźniej: w  bazie Shoreshim pojawia się nazwisko Bronisławy Reiter urodzonej w Samborze (sic!), urzędniczki biura podatkowego [Tax Office clerk], która w 1919 roku wyszła za mąż w Krakowie za pochodzącego z Drohobycza Meyera Silberschlaga25. Z kolei w prywatnym archiwum pana Jerzego Pileckiego z wrocławskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej znajduje się informacja o Marii Reiter (urodzonej w 1900), która w 1927 roku zdobyła dyplom lekarski i prowadziła praktykę pediatryczną w Drohobyczu na ulicy Mickiewicza 8. To, co uderza, to fakt istnienia ogromnej dysproporcji między wykształceniem i pozycją społeczną ojca: doktora praw, uznanego adwokata, w czasie i  wojny światowej najpierw żołnierza frontowego, komendanta kompanii przy 77 Pułku Piechoty wojska austro-węgierskiego, następnie oficera w służbie sprawiedliwości (w „Offizierskorps für den Justizdient”), po wojnie wiceburmistrza Drohobycza26 i matki, nie posiadającej żadnego zawodowego wykształcenia i pełniącej najpewniej bardzo tradycyjne role matki i żony. Jak widać, żydowskie kobiety musiały, tak jak w tym przypadku, poczekać jedno pokolenie dłużej niż mężczyźni, aby emancypacja mogła stać się również ich udziałem. Urodziła się 6 listopada 1902 roku w Drohobyczu. Zarówno Steven Spielberg, jak i  Thomas Keneally w  Liście Schindlera uczynili ze śmierci Diany Reiter rodzaj pomnika czy też okrutnego symbolu losu postępowej i wyemancypowanej żydowskiej inteligencji, mordowanej przez przedstawicieli zachodnioeuropejskiej kultury, z którą pragnęła się zasymilować. Być może dlatego Keneally błędnie sugeruje, że Reiter została wykształcona w Austrii lub Włoszech. Nie chodziło mu wszak o historyczną ścisłość, lecz o  pokazanie moralnego zwycięstwa reprezentującej wszystkich Żydów

21 „Monitor” nr 227 (z dnia 2 października 1928). Pozostałe nagrody przyznano: iv – Wacławowi Nowakowskiemu, v – Maksymilianowi Bustinowi i Fryderykowi Tadanierowi. Ponadto czasopismo donosi, iż prace konkursowe można zobaczyć do 5 października na otwartej wystawie w gmachu Muzeum Przemysłowego w Krakowie, na ulicy Smoleńsk 9. Obszerniejszy komentarz do przebiegu konkursu i prac, biorących w nim udział, zamieściło czasopismo „Architekt”, nr 2–3, 1929. 22 „Program i warunki konkursu”, Akta Archiwum uj, Budowa nowego gmachu bibliotecznego przy Al. Mickiewicza 1919–1939, syg. s ii 910 (a). 23 Rozstrzygnięcie konkursu na gmach bj, „Czas” r. lxxx, nr 228 (4 października). 24 Wszystkie dane dotyczące rodziny Reiterów (Heimbergów) pochodzą z bazy Jewish Records Indexing, dostęp z dnia 11.05.2010, http://data.jewishgen.org/wconnect/ wc.dll?jg~jgsys~jripllat2.

25 Baza Shoreshim, źródło: http://www.shoreshim.org/en/dbSearchKrakow.asp?search=si lberschlag&Text1=Soundex%3A+&DMResult=487948&KrakowM=on&Kataster=on&Searc hType=normSearch, dostęp z dnia: 11.05.2010. Pojawia się też informacja, że Bronisława Silberschlag mieszkała na ul. Smoleńsk 34. 26 ap kr, sp kr, Kwestionariusze, op.cit.

118

119


bibliografia

żydowskiej architektki i… antysemityzmu polskich uczelni, który stał się faktem, ale dekadę później, a nie w latach 20., kiedy studiowała Diana. W  taki sposób Diana Reiter stała się w  pewnym sensie żydowskim „everyman’em” czasu Zagłady, rodzajem egzemplum, figurą umierającego anonimowego Żyda. Czy to nie przypadek, że żadna ze współcześnie żyjących osób, rozpoznających scenę śmierci, nie pamiętała jednak nazwiska Diany Reiter? Józef Bau inaczej pisze o momencie śmierci Diany Reiter: Esesman Hujar, który był nadzorcą budowy, oskarżył inżyniera Dianę Reiter, że spowodowała katastrofę… i zaczął ją biczować. Reiterówna była małą i szczupłą kobietą — po pierwszych uderzeniach zemdlała… ale esesman nie przestał siekać ją pejczem. Ze zwierzęcą namiętnością tłukł rozpadające się ciało. Słyszałem tylko świst bicza i widziałem czerwony pysk szwaba pokryty śliną i potem, jak się pochylał i unosił w sadystycznej ekstazie. Na zakończenie, wystrzelił serię kul w stertę kości, szmat i krwi, jak gdyby chciał się upewnić, że inżynier Diana Reiter już więcej nie wstanie27.

Opracowania Bieberstein A. Purchla J.

Znika patos, znika obietnica triumfu, heroizm, wiara w ostateczne zwycięstwo. Tej wersji, trochę wbrew sobie samej, uwierzyłam jednak bardziej, bo przyjmując i akceptując nagą prawdę o okrucieństwie tej zbrodni, paradoksalnie pozwoliłam sobie dostrzec osobę, jednostkę, człowieka, nie zaś symbol. A dzięki temu zobaczyłam też to, co zostało wymazane, ale okazałe się możliwe do odzyskania: życie, które, wróciwszy do swoich początków, może stać się znów znaczące.

Zbroja B. Zimmerer K.

Zagłada Żydów w Krakowie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985. Urbanistyka, architektura i budownictwo [w:] Dzieje Krakowa. Kraków w latach 1918–1939. t. iv red. Janina Bieniarzówna, Jan M. Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997. Świat przed katastrofą. Żydzi krakowscy w dwudziestoleciu międzywojennym. Katalog z wystawy, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2007. Miasto umarłych. Architektura publiczna Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Krakowie w latach 1868–1939, Wydaw. wam, Kraków 2005. Zamordowany świat. Losy Żydów w Krakowie 1939–1945, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004.

Wspomnienia Bau J. Monika Świerkosz

Feministka, doktorantka Wydziału Polonistyki w Katedrze Teorii Literatury. Odszukiwanie śladów przeszłości i opowiadanie historii jest wytchnieniem dla jej teoretycznego umysłu, zajętego na co dzień spekulacjami, budowaniem modeli teoretycznych, prowadzeniem dyskusji o abstraktach, słowem wytwarzaniem wiedzy. Pisanie tekstu o Dianie Reiter jest jej największą, najbardziej angażującą jak dotąd przygodą (nie tylko intelektualną).

Keneally T. Pankiewicz T.

27 J.Bau, op.cit., s. 133–134.

120

121

Czas zbezczeszczenia. Wspomnienia z czasów drugiej wojny światowej, Wydawnictwo wam, Kraków 2006. Lista Schindlera, przeł. Tadeusz Stanek, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1993. Apteka w getcie krakowskim, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1995.


Źródła Archiwum Państwowe Kraków – ap kr: – Starosta Miasta Krakowa 1939–1945. – Ludność Dzielnicy Żydowskiej w Krakowie według grup zawodowych i płci, stan z 10 iv 1942 roku, sygn. sp kr 774, nr mikrofilmu: j 13871. – Karty meldunkowe Polaków i Żydów, sygn. sp kr 793, nr mikrofilmu: J 13 890. – Kwestionariusze na wydanie dowodów osobistych (Kennkarten) dla Żydów – załatwione pozytywnie, sygn. sp kr 538, nr mikrofilmu: j 13715. – Zbiór Kart Meldunkowych Ludności Niestałej Krakowa 1911–1930, sygn. km 373. – Spis Urzędników i funkcjonariuszy niższych etatu Dyrekcji Robót Publicznych w Krakowie według stanu z r. 1928– 1932, Dyrekcja Robót Publicznych, sygn. drp 50–53. – Starostwo Grodzkie Krakowskie, st gkr 997, nr wniosku 273 (wnioski o wydanie dowodu osobistego). Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego: – Budowa nowego gmachu bibliotecznego przy Al. Mickiewicza 1919–1939, sygn. s ii 910 (a), „Program i warunki konkursu”. Księgi adresowe: – Księga Adresowa Miasta Krakowa i Województwa Krakowskiego w latach 1931–33. – Księga Adresowa Miasta Krakowa i Województwa Krakowskiego z Informatorem Miasta Stołecznego Warszawy, Województwem Kieleckim i Śląskim w latach 1933–34. Czasopisma: – „Monitor” nr 227, z dnia 2 października 1928. – „Architekt”, R. 22, 1929, nr 2–3. – Rozstrzygnięcie konkursu na gmach bj, [w:] „Czas”, r. lxxx, nr 228 (4 października). Bazy internetowe: – Jewish Recors Indexing Poland, http://www.jewishgen.org/jri-pl/jriplweb.htm. – Shoreshim, http://www.shoreshim.org/en/default.asp.

122


Anna Berestecka

Leśnie

Maria Leśniewska. W labiryncie słów i znaczeń

Moja przygoda z Marią Leśniewską rozpoczęła się w  2007 roku. Zbieg okoliczności sprawił, że przeprowadzając się do mieszkania pozbawionego mebli (nota bene położonego w tej samej bramie, w której przez lata mieszkali Anna i Jerzy Turowiczowie), odpowiedziałam na zamieszczone w Internecie ogłoszenie: Oddam w dobre ręce meble i książki. Nie spodziewając się białych kruków, a jedynie kilku użytecznych sprzętów, które wybawiłyby mnie od konieczności kupowania w trakcie studiów szaf, krzeseł, stołu, czy innych równie prozaicznych przedmiotów codziennego użytku, stanęłam przed bramą na ul. św. Agnieszki. W  ten sposób poznałam Panią Annę, która likwidowała mieszkanie po swoich dziadkach. Książki, które przykuły moją uwagę, nie były stosem bezwartościowych publikacji, a tomami Tołstoja, Gombrowicza, Dostojewskiego, Becketta, Rilkego, Mandelsztama… Z  ustawionych na podłodze kartonów wyglądały stosy słowników, tomiki kanonu poezji rosyjskiej i francuskiej. Niemal wszystkie tytuły powtarzały się w kilku egzemplarzach i jak się okazało, były jedynie ułamkiem cennej biblioteki należącej do Marii Leśniewskiej, wybitnej tłumaczki; wiele z  nich stanowiło egzemplarze autorskie. Pani Anna chciała przekazać część zbioru którejś z krakowskich bibliotek, nigdzie nie było jednak wolnych półek. Wróciłam wówczas do domu z  kilkunastoma książkami, szafą i  stosem pożółkłych kartek (archiwalnymi numerami „Życia Literackiego”, które z racji

123


moich studiów stanowiły dla mnie cenny materiał i garścią pożółkłych maszynopisów). Maria Leśniewska stała się mi w pewien sposób bliska poprzez przedmioty, które kiedyś do niej należały. Ustawione na półce, stały się materialnym śladem jej obecności i osobistej historii, która pozostawała dla mnie nieznana. Choć jej nazwisko zapisano na kartach książek, nigdzie nie znalazłam informacji o niej samej. Losy tłumaczy giną często w cieniu wielkich tytułów, a przecież sami pisarze przyznają, że:

Maria Leśniewska przyszła na świat w 1914 roku. Pochodziła z  Kresów Wschodnich. Jej ojciec był Rosjaninem, matka Polką – właśnie swoim korzeniom zawdzięczała doskonałą znajomość języka rosyjskiego (w  domu mówiono zarówno po rosyjsku, jak i  po polsku). Niewiele wiadomo o  tym, w jaki sposób spędziła młodość, jak toczyły się jej losy w czasach historycznych kataklizmów i zawirowań. Studiowała romanistykę, być może właśnie wtedy poznała swojego przyszłego męża, Władysława Leśniewskiego. Druga wojna światowa zastała ją w Warszawie – Marcin Leśniewski pamięta jedynie szczątkowe relacje mamy, opowieści o tym, jak trudno było jej przetrwać i zaspokoić podstawowe potrzeby dzieci. Miała ich trójkę: Marcina, Henrykę i Piotra.

Światowa literatura tylko w połowie pisana jest przez autorów. W pozostałej części tworzą ją tłumacze1.

Dalsza historia jej życia wpisuje się w adres św. Agnieszki 2/19. Z Krakowem i  środowiskiem literackim tego miasta związana była do 1990 roku (choć ostatnie dwa lata przed śmiercią, naznaczone ciężką chorobą, spędziła w Zakopanem). Znała osiem języków, tłumaczyła z  czterech (rosyjskiego, francuskiego, angielskiego i  niemieckiego). Lista jej prac translatorskich jest imponująca. Mając siedemdziesiąt kilka lat, u  schyłku swojego życia uczyła się białoruskiego czy serbskiego. Choć była tytanem pracy, nieustannie czuła niedosyt, wierząc, że zawsze może przetłumaczyć jeden tekst więcej, przyswoić sobie zawiłości gramatyki i składni jeszcze jednego języka.

Ich opowieści o pracy z tekstem, spotkaniach z pisarzami, o tym, jak literackie światy splatają się z ich osobistymi losami, są często równie fascynujące jak sama literatura, którą decydują się przekładać. Historie te mogłyby posłużyć za kanwę niejednej powieści – mogłyby, gdyby tylko oddano im głos. Być może dlatego brakowało mi zapisu prywatnej historii Marii Leśniewskiej – jak żyła, jak pracowała kobieta, która wprowadziła do kanonu literatury tak wiele cennych pozycji, dzięki której wytężonej pracy przez lata studiów mogłam przedzierać się przez zapis myśli Dostojewskiego, Baudelaire’a, Camus, Cwietajewej? Na jednym z pożółkłych maszynopisów znajduję zdanie:

Jaka była atmosfera domu, w którym ścierały się dwie wybitne osobowości? Mąż Leśniewskiej pochodził z artystycznej rodziny – jego siostra (Zofia po mężu Jarema) przez wiele lat była związana z  Teatrem Cricot Tadeusza Kantora, jako dyrektorka, scenografka i reżyserka współtworzyła Teatr Lalki, Maski i Aktora Groteska. Sam Władysław Leśniewski od 1945 do 1980 roku jako redaktor odpowiadał za dział sztuki w  Wydawnictwie Literackim. Wygląd Jacquesa Tati. Typ zmęczonego intelektualisty. To dzięki Marii Leśniewskiej opublikował Odejście Arkadii – zbiór felietonów o filmie – mistrzowskich pod względem literackim.

Ciężko jest mówić o kimś, kto był nam bliski, ale któż ma mówić o tym, co odszedł, jeżeli nie ludzie bliscy, nie przyjaciele?

Słowa te Maria Leśniewska zapisuje po śmierci Anny Świrszczyńskiej – poetki, z którą łączyła ją długoletnia przyjaźń. Idąc tym tropem, postanowiłam odtworzyć narrację jej życia z  głosów ludzi, którzy ją znali, z  którymi wymieniała na co dzień myśli, poglądy, uśmiechy, którzy zachowali jej obraz w swojej pamięci. 1

Ryszard Kapuściński podczas Międzynarodowego Kongresu Tłumaczy w Krakowie w 2005 roku.

124

125

6. Maria Leśniewska


Szafa

Codzienność na Świętej Agnieszki? Była przesycona rozmowami o literaturze i  poezji. Marcin Leśniewski opowiada, że ojciec parodiował często działalność mamy, parafrazując słowa przedwojennego szlagieru: Noce takie są upalne a słowniki spać nie dają. Leśniewska pracowała w nocy. Zmrok zapadający nad dachami Krakowa był dla niej sygnałem do rozpoczęcia literackich podróży, niekończących się poszukiwań w  labiryncie znaczeń i  brzmieniowych subtelności słowa. We wspomnieniach syna pozostał obraz małej tlącej się lampki, przy której mama wpadała na swoje najlepsze translatorskie pomysły. Perfekcjonistka. Czasami godzinami celebrowała tłumaczenie jednego słowa.

Maria Leśniewska – inaczej niż ja – nie przyzwyczajała się do rzeczy. Największą wartość stanowiły dla niej książki. Jej syn, pytany o ulubione przedmioty mamy, z  którymi szczególnie trudno byłoby jej się rozstać, odpowiada, że nie było takich rzeczy. Dla mnie przeciwnie – choć dziś już nie mieszkam w tamtym mieszkaniu, wciąż mam tę starą szafę ze św. Agnieszki. Duża, drewniana, pomalowana częściowo olejną farbą, wymagająca renowacji, czeka na lepsze czasy. Zawsze patrzyłam na nią tak, jakby kryła w sobie ślady niezwykłych historii. Gdy dzieci zostawały w domu (symulując jakąś chorobę, by tylko nie pójść do przedszkola), rodzice, którzy chcieli pracować, czasem zamykali się w pokoju i zastawiali drzwi szafą. Choć nie mam żadnej pewności (prawdopodobieństwo jest nikłe), lubię sobie wyobrażać, że to właśnie ta szafa…

Każdy kolejny dzień zaczynała o godz. 10, czy 11, zawsze niezmiennie z poczuciem winy, że życie przecieka jej przez palce, że narusza słynne powiedzenie Carpe Diem. Martwił ją fakt, że w chwili, gdy ona otwiera oczy, przeważająca część społeczeństwa już od dawna spełnia się w różnych skomplikowanych, mniej lub bardziej pożytecznych dla świata czynnościach. Leśniewska nade wszystko kochała poezję, choć wiele swojego czasu poświęcała prozie. Także prozie życia. Nieustannie zajęta – to ona w przeważającej części odpowiadała za finanse domu. Chociaż na co dzień w wielu prozaicznych czynnościach wyręczała ją gosposia (Leśniewska bardzo często jeździła z odczytami, pracowała także jako lektorka języka francuskiego i rosyjskiego na Politechnice), lubiła gotowanie, nie zrażając się faktem, że los obdarzył ją wyjątkowym antytalentem kulinarnym. Nikt nigdy głośno nie demaskował tego faktu. Marcin Leśniewski wspomina:

Literackie światy

Tata zawsze mówił, że to wspaniałe i znakomite, my jako dzieci też to powtarzaliśmy, bo nauczyliśmy się od taty… Mama chciała pokazać, że może świetnie tłumaczyć, znać osiem języków i być dobra także w tej sferze życia. Uważała, że to, co inne kobiety przygotowują w kuchni przez dwie godziny, ona zrobi w 15 minut. Celebrowanie kulinarnych czynności było w jej przekonaniu stratą czasu, więc wszystko się przypalało. Mimo to chwaliliśmy ją, a ona odpowiadała – no widzicie! Była tak rozpieszczona przez swojego męża, że nie zauważała cienia ironii.

126

Na odwrocie zaproszenia na dyskusję organizowaną w październiku 1978 roku w Klubie Literatów przy ul. Krupniczej 22, Leśniewska zapisuje: Tołstoj i/czy Dostojewski. Czy można jednocześnie podziwiać ich obu?. W  materii literatury tłumaczka miała w sobie szczególne upodobanie do sprzeczności, z jednej strony uwielbiała Tołstoja ze względu na prostotę tekstu i jasność wyrażania myśli, z drugiej strony pociągała ją pewna perwersyjność autora Zbrodni i kary. Obu pisarzom poświęciła ogromną część swojej pracy. Dzienniki, dwa tomy Listów, opowiadania i nowele Tołstoja… Dopełnieniem tego obrazu miał być także przetłumaczony przez nią Pamiętnik Zofii Tołstojowej i posłowie do Wspomnień Tatiany Suchotiny-Tołstoj (córki pisarza). Z  drugiej strony eseje O  sztuce Dostojewskiego, Opowieści fantastyczne, Dziennik twórcy Braci Karamazow. Pytany o fascynacje literackie mamy, Marcin Leśniewski jednym tchem wymienia Bunina, Gogola, Mandelsztama. W jej dorobku translatorskim znalazły się też Kwiaty zła Baudelaire’a, utwory Alfreda Camus, Samuela Becketta, Andre Gide’a. To jednak nie wszystkie tropy.

127


To dzięki Marii Leśniewskiej na mojej półce stoi Druga płeć Simone de Beauvoir (przetłumaczyła drugi tom, translacja pierwszego należała do Gabrieli Mycielskiej). Leśniewska w swojej pracy bardzo często sama proponowała nowe przekłady, zabiegała o publikację ważnych w jej przekonaniu pozycji. Choć książka Simone de Beauvoir ukazała się we Francji w 1949 roku, w Polsce miała szansę trafić do rąk czytelników dopiero w 1972, wzbudzając falę protestów i kontrowersji. Feminizm w czasach prl-u był zakazaną odległą wyspą. W oczach władzy programowy socjalizm wzorowo wypełniał postulaty równości kobiet we wszystkich sferach życia. Dzięki takim osobom jak Leśniewska, polski feminizm miał szansę skonfrontować się z myślą zachodnią.

podzielali oni literackich zainteresowań córki, sytuując je w sferze zajęć nieistotnych i  mało poważnych w  obliczu prozy życia. Kobieta w  ich przekonaniu powinna poszukiwać innych rozwiązań – znaleźć męża, który swoją ugruntowaną pozycją społeczną (lekarz, adwokat, inżynier), zapewniłby jej dostatnie życie. W  żadnym wypadku gwarantem szczęścia nie był zatem w ich oczach związek z literatem. Chodzenie po śladach Choć jej marzeniem była ucieczka od miejskiego zgiełku (w  przeciwieństwie do męża, który najchętniej zamieniłby zaułki Krakowa na Paryż i Champs-Élysées), Leśniewska przez większość swojego życia związana była z Krakowem. Jakie miejsca w topografii miasta były jej szczególnie bliskie? Poza adresem św. Agnieszki 2⁄19, ulica Krupnicza 22. Tłumaczka przez lata była członkinią Związku Literatów Polskich. Wiele razy korzystała także z Domu Pracy Twórczej „Astoria” w Zakopanem – ulubionego miejsca krakowskich literatów, słynnego ze względu na fakt, że to właśnie w nim Wisławę Szymborską zastała wiadomość o przyznanej w 1996 roku Nagrodzie Nobla. Z  Krupniczą związany jest jeszcze jeden obraz – gdy tłumaczka miała ponad 60 lat, mąż zwykle wieczorem przyjeżdżał po nią do Klubu Literatów. Te wspólne powroty były jak rytuał, świadczący o tym, jak bardzo byli ze sobą zespoleni przez wszystkie lata małżeństwa. Potem miejscem odwiedzanym szczególnie często stała się Kanonicza 7, gdzie do dzisiaj mieści się Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, będące kontynuacją Związku Literatów Polskich po zdelegalizowaniu organizacji w 1981 roku. Leśniewska, zwłaszcza w  późniejszym okresie życia, wiele czasu spędzała, pomagając młodym poetom i  poetkom, uczestnicząc w  spotkaniach, obradach jury organizowanych w  Krakowie konkursów dla tłumaczy, poetów, prozaików. W jednym z listów adresowanych do Wydawnictwa Literackiego w 1984 roku pisała:

Co czuła, tłumacząc słynne zdanie Nie rodzimy się kobietami, stajemy się nimi? Czy nadal była pod wrażeniem spotkania z Simone de Beauvoir, która u boku Jean-Paula Sartre’a odwiedziła Kraków na początku lat 70.? Sala Klubu Literatów na Krupniczej 22 pękała w szwach. Wśród tłumu była także Leśniewska. Syn tłumaczki wspomina ją jako osobę bardzo otwartą i postępową. Lista tłumaczeń najlepiej odsłania ślady jej fascynacji i lektur. Przekłady Virginii Wolf, opowiadania Colette pozostające w duchu wydanego w 2009 roku tomu Czyste nieczyste opatrzonego wstępem Marii Janion. Wśród pożółkłych kartek znajduję katalog ii Światowej Wystawy Fotografiki zorganizowanej pod hasłem „Kobieta” w  1968 roku. Kilkaset zdjęć z  osiemdziesięciu pięciu krajów. Kilkaset rozpisanych w  obrazach głosów, ukazujących różne aspekty życia. Już sama lektura działów pokazuje, że układają się one w świadectwo różnorodności kobiecych doświadczeń i losów, m.in.: Dozwolone Czarnym, zabronione Białym, Żołnierka, Choroba, Kobieta i śmierć, Intymność w czterech ścianach, Godne i niegodziwe, Kobieta ozdobiona, W zawodach intelektualnych, Wszystkie są siostrami… Choć fotografie (a przynajmniej ich odbitki w albumie) są czarno-białe, tworzą niezwykle barwny i zarazem prawdziwy zapis tamtego czasu. Który z  rozdziałów książki de Beauvoir najlepiej opisywał Leśniewską? Z pewnością wykraczała ona poza swoją społeczną rolę – choć niezależność, jaką osiągnęła i  fakt, że wybrała niełatwą drogę realizowania swoich pasji, niewątpliwie miały swoją cenę. Właśnie dlatego tak niewiele wiadomo o jej rodzicach. Sama Leśniewska wspominała o nich bardzo niechętnie. Nie 128

129


Swoim zwyczajem pracuję nad pasjonującymi mnie pozycjami bez umowy, ufając bez reszty wydawnictwu, z którym łączą mnie od tak dawna ścisłe kontakty.

Kilka linijek dalej znajduję frazę: Nie jest to sprawa dochodowa, wyłącznie efekt zamiłowań edytorskich, kierujących mnie często na drogę, gdzie jest o wiele więcej cierni niż róż.

Te kilka zdań to kwintesencja tego, w jaki sposób myślała o  swojej pracy. Najważniejsza była w niej pasja. Możliwość przekładania i przelewania na papier słów, które dla innych stawały się kluczem do błądzenia w labiryntach fikcji, penetrowania niezmierzonych obszarów ludzkiej wyobraźni i wrażliwości, których ślady zapisano na kartach książek. Patrzę na stare fotografie – ciemne włosy, czarne oprawki okularów i pogodna twarz, w której znajduję jednocześnie siłę i spokój. Ot teraz, kiedy otwieram książkę sygnowaną jej nazwiskiem, ponad szelestem kartek słyszę jej cichy głos, gdy nad dachami uśpionego Krakowa szuka tego jednego odpowiedniego słowa.

Anna Berestecka

Absolwentka dramatologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracuje w Małopolskim Instytucie Kultury nad projektem Wirtualnych Muzeów Małopolski. Od czasu spotkania z Fundacją Przestrzeń Kobiet zafascynowana ideą odkrywania i dokumentowania prywatnych historii.

130


Marta Struzik

Wielobarwna przestrzeń kobiet w nieznanym kraju Anieli Gruszeckiej

Grusz

Pomaluj mój świat

Czasem sięga się do tych możliwości ludzkich i budzi je niespodziany obrót życia: wielka miłość, wielkie cierpienie, wielki wybuch energii albo np. surogat tych istotnych, mocnych motorów czucia, podróż w nieznane kraje. […] Mogłoby upłynąć całe nasze życie i nigdy byśmy nie doznali pewnych wstrząśnień pięknem, nie przeżyli pewnych wzruszeń, nie odebrali pewnych wrażeń, nie poczuli pewnych nawiązań między nami a światem, nie dojrzeli różnych wiązadeł dziania się rzeczy. Ale dostajemy powieść: i przez jej zaklęcie otwierają się nam nasze nie używane zasoby, nieznane możności, nieuświadomione spostrzeżenia.1 Aniela Gruszecka, O powieści

Powieść Anieli Gruszeckiej Przygoda w nieznanym kraju uhonorowana w roku 1935 Nagrodą literacką miasta Krakowa stanowi w dorobku pisarki pozycję wyjątkową i, jak stwierdza Ewa Kraskowska, w pewnym sensie czyni ją autorką jednej książki2. Już wtedy spotkała się ona z żywym zainteresowaniem krytyki literackiej. Kazimierz Czachowski widział w niej głównie platońskie zagadnienie A. Gruszecka, O powieści, [w:] Problemy teorii literatury w Polsce międzywojennej, wybór H. Markiewicz, Wrocław 1982, s. 129. 2 E. Kraskowska, Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej dwudziestolecia międzywojennego, Poznań 1999, s. 116. 1

131


Erosa, w zasadniczym wątku powieściowym przedstawione na płaszczyźnie tęsknoty do doskonałej przyjaźni czy miłości duchowej między dwiema kobietami3, a Leon Piwiński podkreślał nowatorskie sposoby ekspresji przypominające stopniem subtelności i odkrywczości takie autorki jak Virginia Woolf lub Dorothy Richardson4, nazywając dzieło może najwyższym wzniesieniem, jakie dotychczas osiągnięto w powieści polskiej. Obecnie proponowane interpretacje, wciąż często wobec siebie polemiczne, potwierdzają wieloznaczność oraz wieloaspektowość Przygody, a nieumyślnie zdradzają, jak wiele książek możemy w niej wyczytać, znacznie przy tym pomnażając lekturowe doświadczenie. Sama jej bohaterka w jednym ze swych licznych monologów wewnętrznych upomina:

do przełamania principium individuationis, odnotowując równocześnie „niezwykły […] motyw przyjaźni – z inną kobietą, dodatkowo przy tym podkreślający pewien mizoandryzm tej powieści: zjawisko nierzadkie w ówczesnej feminizującej się literaturze10. Zdecydowanie trafniejszy byłby tu termin Kazimierza Wyki, który dla określenia charakteru wielu dzieł autorstwa kobiet przynależących do literatury międzywojennej używa pojęcia feminocentryzmu11. Istotnie, pożądane przez Klarę, którą poznajemy jako introwertyczną i melancholijną projektantkę kilimów, asocjacje barw i  kształtów, długo nie znajdują zrozumienia poza jej wewnętrznym światem własnych wyobrażeń o nim. Pochopnie zinterpretowana przez brata Zygmunta reakcja artystki na propozycję sprzedaży domu zmarłych rodziców zostanie przez nią skwitowana: Już to jego rozróżnianie kolorów! Skromnie żyjąca, owdowiała, czterdziestoletnia Klara długo czuje się osamotniona, także w najbliższym sobie środowisku, jest, jak czytamy, cofnięta w milczenie. Dręczy ją niemoc spowodowana śmiercią rodziców wyrażona ironicznym, szorstkim stosunkiem do innych (obojga płci) i permanentną kontemplacją. Dlatego wszystkie osoby, z którymi związana jest ze względu na konwencję – rodzinną lub zawodową – zostają przerysowane, skarykaturyzowane. Sama kilkakrotnie powraca w myślach do refleksji nad szczególną instytucją „bycia znajomym”, a także protestuje przeciwko nonsensownej opresji związania formą w relacjach:

„Zawładnięcie, czy posiadanie jest, zdaje się, praformą wszelkiego ludzkiego stosunku do świata zewnętrznego”. „No a badanie?” „Badanie? – też: wprowadzanie ładu w chaos, osiąganie przeglądu, robienie nieuchwytnego uchwytnem”…5

Klara Lubomska, której przeżycia wyczerpują bogactwo fabularne powieści, podporządkowując sobie większość jej elementów, w owych komentarzach zostaje przedstawiona ze względu na: swe impresjonistyczne wizje6, pozycję artystki7, swój status w powieści o odkrywaniu siebie8 lub rolę w twórczej przestrzeni kobiet, możliwej poza patriarchalnym porządkiem symbolicznym9. Jerzy Kwiatkowski dostrzega główny problem egzystencjalny Przygody, czyli dążenie

7. Aniela Gruszecka

– Ty jako kobieta, nie możesz widać zrozumieć tego, co – No więc mnie, jako kobiecie, tego nie mów. – Logika istotnie kobieca, Ale zawsze przecież chciałaś być męskim umysłem. – Chciałam? No, to dawno przestałam chcieć. – Pierwszy raz słyszę o tej rezygnacji na rzecz uczucia – ale owszem – – O żadnej rezygnacji ani uczuciu nic nie było. Jest mi prostu wszystko jedno, jaką etykietę się nalepi na mnie, na tobie, czy na kim bądź: że to mężczyzna, to kobieta, ten taki, ten owaki – a pod tem pozostaje, jak było, żywe stworzenie i niewiadomo, taksamo jak przedtem, jaki ma charakter, jakie komplikacje i możliwości.

3 K. Czachowski, Powieść Anieli Gruszeckiej, „Czas” 1933, nr 274. 4 L. Piwiński, Przygoda w nieznanym kraju, „Wiadomości Literackie” 1934, nr 15. 5 A. Gruszecka, Przygoda w nieznanym kraju, Warszawa 1933, s. 149. Powieść drukowana była w odcinkach w „Kobiecie Współczesnej” w latach 1932–1933; w postaci książkowej ukazała się w 1933 roku. Wszystkie cytowane dalej jej fragmenty są zaczerpnięte z tego wydania. Książka była wznowiona w 1957 roku. 6 Najpełniej technikę powieści skomentowała Barbara Sienkiewicz. Zob. B. Sienkiewicz, Świat – barwny kilim, [w:] Literackie „teorie widzenia” w prozie dwudziestolecia międzywojennego, Poznań 1999. 7 Zob. D. Wachna, Sposoby widzenia sztuki w „Wężach i różach” Zofii Nałkowskiej oraz „Przygodzie w nieznanym kraju” Anieli Gruszeckiej, „Ruch literacki” 2001, z. 5. 8 Zob. E. Kraskowska, op. cit., s. 116. 9 Zob. A. Araszkiewicz., Dotknięcie ciała. Literacka strategia Anieli Gruszeckiej, [w:] Krytyka feministyczna. Siostra teorii i historii literatury, red.G. Borkowska, L. Sikorska, Warszawa 2000.

10 J. Kwiatkowski, Dwudziestolecie międzywojenne, Warszawa 2000, s. 317. 11 K. Wyka, Stara szuflada, za: D. Kałwa, Kobieta aktywna w Polsce międzywojennej, Kraków 2001, s. 23.

132

133


padł na serce, wyzwala w artystce tłumione pragnienie realizacji niczym nieskrępowanej, prawdziwej twórczości, podyktowane niezrozumiałym smakiem lotu, błyśnięciem potęgi, rozkoszą. Malarka długo nie umie znaleźć odpowiedniej nazwy dla zależności swego odmiennego od dotychczasowego marazmu stanu twórczej erupcji a  obecnością drugiej kobiety. Jednocześnie jest przekonana, że wyłącznie pani Bielska miała tę […] możność dostępu, prawo obywatelstwa na tamtych terenach. Więź między kobietami przez samą bohaterkę określona zostaje jako relacja matki – córki, gdy Klara pociesza się: Nie mam dziecka, tylko ją!, córki – matki i sióstr, gdy komentuje się jej niepokój jak o matkę, jak o siostrę. Największe jednak obawy budzi w Klarze podejrzenie własnego lesbianizmu:

Gruszecka z przejęciem czytała Virginię Woolf, o  twórczości której napisała, że nowością jest wyrażanie rzeczy, których się dotąd nie umiało wyrazić, bo się nie umiało spostrzec12 i z tej lektury wyciągnęła wnioski, pozostawiając liczne ślady swej inspiratorki w postaci własnej teorii powieści i jej realizacji. Jeżeli pisarstwo kobiet jest prawdziwym tłumaczeniem z nieznanego, jest raczej jakąś nową formą komunikacji niż wcześniej ukształtowanym językiem13, to autorka, wprowadzając Klarę w nieznany kraj, szukając odpowiedniego dla niej języka barw przeciw dotychczasowej ciemności, przeciw sprofanowanej strukturą konwencji znajomości, próbuje zbliżyć nas wraz z nią do kobiecego centrum, w którym mówi się innym językiem / językiem Innej. W  tym sensie nie tylko sztuka jest poznaniem, ale i poznanie okazuje się prawdziwą sztuką. Narrator ujmuje to w ten sposób:

„A jeżeli” – pomyślało cudzo w Klarze – „to moje odnoszenie się do niej ma w sobie coś nienormalnego, coś erotycznego?” Jakby piorun w nią uderzył: to wydało się tak potworne, że wszystko stanęło sparaliżowane. Przełknęła suchem gardłem. „Ach Boże, przecież to niemożliwe, niemożliwe!” – broniło się coś rozpaczliwie wśród huku w głowie. „Dlaczego?” – odpowiadał surowy obserwator wewnętrzny, sam jeszcze skamieniały od wstrząsu, ale na włos nieustępujący przed lękiem czy grozą. Odwaga badania, zaprawiona od dzieciństwa na katolickiej dyscyplinie rachunku sumienia i spowiedzi, potem doostrzona na analizie freudowskiej; bezkompromisowa, niecofająca się przed żadnym podejrzeniem, choćby jak strasznem. W imię nowej wiedzy o człowieku: człowiek nie wie, co w nim być może, zna tylko drobną, i powierzchu, część swojej psychiki. „O ile jest, to zapewne właśnie tak wygląda” – rozumował obserwator, ale dodał dla objektywności: „Spoczątku.” Bo splątane wspomnienia jakichś lektur w tym przedmiocie zupełnie narazie do tego nie pasowały. „Ależ ja nigdy!… ależ mnie nigdy nic takiego przez myśl!…” – wołała obrona. – „Anormalność nieraz długo może się nie objawiać”. Miała wrażenie, że warjat skrada się, aby ją chwycić za gardło. – Ależ ja nie jestem nienormalna!” – krzyknęło jej w głowie, jak o ratunek. – „Właśnie to trzeba zanalizować”.

Uboczny obserwator tych rzeczy mógł się zastanawiać, skąd taka niezmordowana czujność zmysłu widzenia, nieustannie się wymieniające z sobą rozbiór i scalenie plam barwnych: stwierdzać zaciekłą rzetelność względem tonu odcieni (tak ważnego chyba spowodu jakichś akcentów psychicznych na nich), widzieć i rozumieć użycie tych elementów kolorowych, ich rolę w znaczeniu takiej czy innej całości. Budził się czasem i w Klarze. Ale był zawsze tylko na marginesie w stosunku do tego, co przeżywało te barwy. „To” było zasadniczym prymitywem, który nie wchodził w żadne określenie swego stosunku do barw, ani nie miał żadnego kodeksu postępowania z niemi. Miał wrażenia żółte, niebieskie, zielone czy czerwone w nieprzebranych stonowaniach; a raczej żył żółto, niebiesko, buro, popielato i t. d., w bezimiennej jakości takiej czy owakiej odmiany odcienia, doznawanej z bezimiennym a niechybnym posmakiem psychicznym, tak samo wprost i bezpośrednio, jak własny oddech, ruch, ból czy radość. „Ja” i „nie-ja” nie było tu rozgrodzone ani nazwane. Nieujmowalny prymityw. Może tak doznawano w archaicznym stanie przed rozwinięciem mowy?

Jak u Woolf „Chloe lubiła Oliwię”, tak u  Gruszeckiej zdarzyło się, że Klara „polubiła” Julię. Młodszą od siebie Julię Bielską, sekretarkę Towarzystwa Przyjaciół Krakowa, Klara spotyka po raz drugi na krakowskich plantach, gdy czuje, że samotność wchłonęła wszystko aż do zatraty. Moment, w którym czar

Bohaterka w bogatych, częstych i  wielogłosowych monologach wewnętrznych obserwuje siebie, aby szybko zarzucić możliwość erotycznej fascynacji Julią. Rozstaje się z nią, jak z każdą inną próbą „zdiagnozowania” charakteru źródła inspiracji, które w niej znajduje, wyrażającego się poza porządkiem regulujących norm. Widzi w tym szansę na przezwyciężenie metafizycznego lęku i przerażającego wyobcowania, które postrzega jako milczącą pułapkę

12 A. Gruszecka, Stare i nowe w powieści współczesnej, „Przegląd Współczesny” nr 132, s. 71. 13 M. Duras w wywiadzie udzielonym S. Husserl-Kapit, „Sings”, cyt. za: T. Bilczewski Tłumione, wyparte, ciemne: przekład i ciało, [w:] (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach xx wieku, red. H. Gosk, B. Karwowska, Warszawa 2008, s. 66–67.

134

135


swoich zwierciadeł. Sztuka jest bowiem według niej wtedy możliwa, gdy jest stwarzaniem sobie tej komunikacji, aby się wydobyć poza siebie. Gruszecka w powieści Przygoda w  nieznanym kraju odważyła się zapisać doświadczenie, które szuka wyrazu poza lacanowskim patriarchalnym Prawem Ojca, poza obowiązującą normą, w którym kobiety nie tylko mają sobie coś ważnego do powiedzenia, ale czerpią ze swej współ-obecności, współ-czucia niekontrolowaną nim jouissance14. Są to związki nierozerwalne, ale nie wyrażające się w  dominacji jednej ze stron, jak zauważa Agata Araszkiewicz, dotyczą także innych kobiet – bohaterek powieści:

tereny własnego zamknięcia, otwierając na potencjalną intersubiektywność, ale Klara musi zmierzyć się z nim w końcu sama. Nie byłabym w stanie podejmować się jeszcze jednej roli – stwierdza w pewnym momencie Bielska, a słowa te przywołane będą raz jeszcze we śnie przez matkę. Julia, która mówi artystce, że zrozumiała ją lepiej niż ona sama siebie, była nie tylko medium, katalizatorem służącym odnalezieniu mowy w  świecie barwnych jakości i  ożywieniu niewykorzystanych, bo uśpionych instynktów twórczych, ale także tą, której świat ciągle pozostawał poza uwewnętrznieniem, przyswojeniem. Jeszcze w ostatnich scenach Klara usiłuje pojąć postępowanie swej przyjaciółki zdefiniowane jako moralność wobec natury okoliczności, która zrezygnowała z  wielkiego planu pracy opisania historii kultury literackiej w  Polsce, aby potem opiekować się swą chorą psychicznie teściową i niewidomą szwagierką. Najpierw porównuje je do wielkich poświęceń zapamiętanych z dzieciństwa, do opowieści o  powstańcach i  Sybirze, ponieważ nie znajduje właściwych asocjacji dla decyzji Julii. Mamy tu szczególny moment napięcia między osobowościowym typem estetycznym, który, jak zauważał Kierkegaard, żywi się możliwościami bardziej niż rzeczywistością i etycznym – pochłoniętym przez nią. Najlepiej obrazuje to taka wymiana zdań:

symbiotyczne diady: starsza, prawie obłąkana pani Bielska – teściowa Julii i jej niewidoma córka Iza „ciągle odruchowo trzymały się obok siebie, razem siadały, razem wstawały”. Podobnie jak emblematyczna wręcz para, tworzona przez panny Merlówny, sąsiadki Klary, terroryzowane przez swego stryja. Gruszecka przedstawia je, wpisując w trudną tradycję relacji między kobietami, ale także z niej wychodzi, otwierając możliwość innych wzorów15.

Warto zauważyć, że Klara to artystka na wskroś romantyczna: jej twórczością kieruje wiedzenie zzewnątrz, kiedy maluje, jak się dowiadujemy, po prostu jej nie ma, jest wrażliwa na krytykę i nieustannie czuje się nie rozumiana przez odbiorców, ale jej „Muza” nie jest bierną, podporządkowaną, uprzedmiotowioną inspiracją. Wobec artystycznej deizacji i fetyszyzacji potrafi powiedzieć stanowcze „nie”, które zapoczątkowuje proces umacniania dojrzałej bliskości, wymagającej od Klary wsłuchania się nie tylko we własną solipsystyczną ciszę, ale i język nieznanego kraju Julii. Jest on także niesprzecznie nieznanym krajem obrazów, które rządzą wyobraźnią malarki. Istnieje doświadczenie czyste, które nie jest ani subiektywne, ani obiektywne; ja używam słowa ‘obraz’ by oznaczyć rzeczywistość tego rodzaju16 – pisał Bergson. To ono rozszczelnia duszne

– Więc pod jakim względem, w takim razie, moja przyjaźń ma być dla pani cenna, jeśli pani nic z tego nie chce, co ja mogę pani dać? – Daje mi pani swoje towarzystwo. – Towarzystwo. To tak jakbym chciała komuś dać całe morze, a on powiada: owszem: proszę o szklankę wody. („Ona powie, jednak przecież chce czerpać z tego morza, z tych kolorów”) – Bo szklanka wody jest dla mnie dosyć – odpowiedziała Julja.

Następnie, kiedy artystka zrozumie, co chce jej powiedzieć życiorys drugiej kobiety, ostatecznie pożegna historiozoficzne symbole:

14 Lacan rozróżnia pożądanie, które identyfikuje z męskością i jouissance, którą identyfikuje z kobiecością. Jouissance istnieje poza normami porządku symbolicznego (fallogocentrycznego). Wyraz ma wiele konotacji. Najbardziej podstawowym tłumaczeniem tego słowa jest „przyjemność” lub „rozkosz”. 15 A. Araszkiewicz, op. cit., s. 127. 16 Bergson w liście do Wiliama Jamesa, cyt. za: B. Sienkiewicz, op. cit., s. 142–143.

Pomyślała, jak rażona prądem, w skrócie ściskającym w jedną błyskawicę całe długie, dawne, mozolne i gorzkie drogi patrzenia i myślenia: Oparcie się złu – to ludzkie „nie”, dające miejsce duchowi w człowieku, przeciw łatwemu „tak”, zgodzie na wszystko dla miłej wygody. Ta myśl specjalnie nowa, miała w tej chwili niesłychaną energię plastyczną.

136

137


Prezentowany bratu Stanisławowi w końcowej scenie szkic „Narcyz”, przedstawiający kwiat i odwróconą białą sylwetkę, eksplikuje właściwe znaczenie procesu, który dokonał się w Klarze Lubomskiej. Julia Bielska, druga kobieta, być może nie była tylko fantazmatem, ale jej rola polegała na próbie ukonstytuowania podmiotowości bohaterki w narcystycznej miłości do samej siebie. Przez jej zrozumienie, Klara spotkała siebie, bowiem zawsze się wyciąga rękę i  dotyka ściany. Albo lustra. Pożądała jej wzroku, aby zobaczyć swoje odbicie. Pisała o tym inna Julia: kochaj siebie za pośrednictwem trzeciego17. Trzeciej.

głównym tematem. Marzy się Klarze artystyczna synteza zabytkowego wyglądu miasta, której centrum stanowiłyby krakowskie mury i na tem wszystkiem kolor gorących i cichych godzin południowych. I sen – jakby przedłużony z nocy na dzień przez przeszłość, za dawną, za kamienną, aby się mogła z tych szkarpiastych, kolistych a niewysokich ulic wycofać pod naciskiem światła i gwaru dziennego, i zostawała w swem spaniu, złocona słońcem na nieruchomej twarzy.

Aniela Gruszecka niewątpliwie pozostawała pod wielkim wrażeniem urody miasta i czuła się jego integralną częścią. Jej urzeczenie nim widoczne jest bowiem także w opisie, który zamieściła w książce poświęconej swemu mężowi, Kazimierzowi Nitschowi. Również Artur Gruszecki, ojciec Anieli, w powieści Cygarniczka (1906) zobrazował naturalistycznie pracę robotnic krakowskiej cygarfabryki, w której przedstawił upokorzenie pracownic oraz molestowanie seksualne ze strony urzędników fabrycznych18. Wspomniany już urokliwy opis Gruszeckiej kończy refleksja, która uwydatnia zakorzenione w niej poczucie ciągłości i współuczestnictwa w namalowanej przed momentem przestrzeni:

Pomaluj mój Kraków Klara lubiła Julię, Julia Klarę, obie zaś kochały Kraków. Gruszecka zobrazowała go w powieści na dwa sposoby. Wszystkie zdarzenia rozgrywają się w jego przestrzeniach publicznych i prywatnych. Wraz z główną bohaterką spacerujemy jego ulicami w okolicach krakowskiego Rynku, na Błoniach, rozpoznając podziwiane przez nią zabytki czy smakując bliską atmosferę deszczowej, śnieżnej i w końcu wiosennej jego aury. Jest to Kraków wielobarwny, jego ulicami przechadzają się intelektualiści – pasjonaci, którzy zmierzają na licytację bibliofilów, przedstawione są dysputy krytyków sztuki w salonie pani Godziemby-Nowickiej, dla której Julia projektuje kilimy. Autorka wplata nawet w spotkanie Stanisława i Klary z Grossem, literaturoznawcą i znajomym brata artystki, cały wykład o analizie statystycznej rymów, zdradzając tym samym swoje językoznawcze zainteresowania. Bielska wyznaje Klarze swoje oczarowanie miastem w ten sposób:

Z takich, jak i z wielu innych doznań, niezliczonych spamiętanych i niezliczonych nieuświadamianych, zasnuwa się dwustronna rola, tkanka równowagi, suma przeżyć od dzieciństwa do dojrzałości, do starości: bycie wytworem tego minionego i współtwórcą, chwilowym dyspozytorem tego, co właśnie mija. […] Reformy czy ich konkretne plany bywają takim kwiatem na wątku bieżącej chwili, przejawem, jaki jest rodzaj elementu-dyspozytora, który tym zakwitł19.

Przecież jeśli mamy te mury czy zaułki ciągle przed oczami, mieszkające wśród nas, to chyba wchodzą w jakiś bardzo bezpośredni sposób w nasz najaktualniejszy, najosobistszy stosunek do świata, biorą w nim udział.

Drugim sposobem mówienia o fascynacji kobiet Krakowem są impresjonistyczne obrazy, które artystka maluje pod wpływem Julii, a  jest on ich

18 Zob. H. Markiewicz, Krakowskie tematy w powieści i noweli polskiej, „Dekada literacka” 2001 nr 11⁄12. 19 A. Gruszecka-Nitschowa, Całe życie nad przyrodą mowy polskiej. Kazimierz Nitsch i jego prace, Kraków 1977, s. 82.

17 Chodzi oczywiście o Julię Kristevą. Zob. T. Kitliński, Obcy jest w nas. Kochać według Julii Kristevej, Kraków 2001, s. 78.

138

139


Jej portret

oddziaływaniem oraz przemianami, które się w nich dokonują, czyniąc z niej przenikliwą obserwatorkę współczesnych sobie procesów i barwną ich komentatorkę. Jej nietypowe usposobienie i  skłonność do uwielbienia tego, co niebanalne, potwierdza powtarzana w kręgu znajomych anegdota, która mówi o tym, iż Gruszecka wybrała na męża Kazimierza Nitscha (1874–1958), ponieważ ten szukał z artystycznym wdziękiem oryginalnych określeń barw i tak jak ona, daleki był od powielania utartych schematów21. Wydaje się, że pisarka nie tylko za pomocą słowa, ale i artystycznego przywiązania do koloru wraz ze wszystkimi jego odcieniami, odkrywała swoje przestrzenie. Gdy zaś 30 vii 1913 roku wychodziła za mąż za Nitscha (ślub zawarto w parafii St. Helier Ile de Jersey), wówczas już profesora filologii słowiańskiej, w swoich wspomnieniach zanotowała:

Ale to obce życie, idące przez oczy, patrzyło ze swojej skompleksowanej, żyjącej treści, ze swojej masy podświadomej i swego nieświadomego bycia i dziania się, i nie dochodziła go jej sugestja. „Jeżeli jest między nami ta jakaś wspólność – ten teren spotkania – toś powinna móc mnie posłyszeć. Słyszysz? Powiedz, co zaczęłaś…”

Moja bohaterka, Aniela z Gruszeckich herbu Lubicz, urodziła się 18 maja 1884 w Warszawie, ale szkołę gimnazjalną ukończyła już w Krakowie, w którym spędziła resztę swego życia. Była jedną z trzech córek Józefy z Certowiczów i  Artura Gruszeckiego (powieściopisarza i publicysty, wydawcy „Wędrowca” i „Wisły”), które otrzymały gruntowne wykształcenie. Anna studiowała medycynę i kontynuowała swą pracę naukową na Uniwersytecie Poznańskim, a Teofila przez rok uczęszczała na wykłady z fizyki i chemii. Aniela natomiast, odebrawszy świadectwo dojrzałości 10 vi 1903 roku w  Gimnazjum Św. Anny w Krakowie, znalazła się w gronie sześćdziesięcioosobowej grupy studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego z lat 1894–1939, które poświęciły się pracy literackiej. Z krakowskiego gimnazjum – pierwszego w Krakowie dającego kobietom możliwość uzyskania matury, a co za tym idzie – kontynuacji nauki na uniwersytecie, Aniela wyniosła także gorącą przyjaźń z Cezarią Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczową, która miała przetrwać aż do ostatnich dni życia. To właśnie Gruszeckiej Cezaria zwierzyła się z postanowienia zostania profesorką etnologii i etnografii. Z innymi literatkami tego okresu łączył ją częsty wówczas przypadek ukończenia studiów z  dziedziny nauk ścisłych zdecydowanie nie idących w parze z humanistycznym zacięciem20. Zanim po debiucie powieścią W Słońcu, literatura zagościła w jej życiu na dobre, studiowała na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (studium rolnicze) w latach 1903–1907, a 28 x 1911 otrzymała dyplom ukończenia chemii na paryskiej Sorbonie. Jej późniejsze komentarze krytyczne zdradzają zainteresowanie relacją nauk ścisłych i humanistycznych, ich wzajemnym

A przede mną było nieznane życie na Salwatorze w domu K[azimierza], gdzie na parterze mieszkała jego matka i dwie siostry. […] No więc przyjechaliśmy i poszliśmy do siebie na górę. Mieliśmy trzy pokoje […]. Od ogrodu pokój K[azimierza] z balkonem, ten znałam bywając u niego w jesieni 1912 r. I świeżo połączony „mój” pokój, przez zrobienie drzwi w ścianie pokoju K[azimierza]. Ten mój miał dwa okna i jeszcze dwoje innych, jedne naprzeciw drzwi do K[azimierza], te były do czwartego pokoju, odnajętego Lenartowi, artystycznemu introligatorowi, drugie naprzeciw okien, te były do przedpokoju nie naszego tylko bliźniaczego, obsługującego pokój mój, Lenarta i trzeci od ulicy, tak jak nasz sypialny, symetrycznie. Był on najmniejszy z naszych trzech i bardzo nieustawny z powodu trojga drzwi i dwu okien. […] Z sypialnego K[azimierza] trzeba było usunąć ogromny stół architekty, ojca K[azimierza], który służył Kaziowi do rozkładania map22.

Prawie trzydziestoletnia Aniela wkroczyła więc w rodzinę Nitschów, zamieszkawszy w willi przy ul. Gontyny 12 na krakowskim Salwatorze, łącząc swe dalsze losy z losami wybitnego slawisty, dialektologa i historyka języka 21 Komentarze charakterologiczne, które nie mają źródła bezpośrednio w mojej refleksji, czerpię z informacji, które uzyskałam w rozmowie z krakowską historyczką. Pamięta ona Nitschów jako gości swego domu, gdy sama była jeszcze kilkuletnią dziewczynką, dlatego prosiła o to, aby zachować jej nazwisko wyłącznie do wiadomości redakcji. 22 A. Gruszecka-Nitschowa, Wspomnienia, rkp., cyt. za: M. Mrówka, B. Wilk, Pigmalion z Gontyny. Kazimierz Nitsch (1874–1958) językoznawca i twórca polskiej dialektologii: w 50. rocznicę śmierci. Katalog wystawy. Kraków 20 vi 2008 – 17 x 2008, Kraków 2008.

20 O tym zjawisku szerzej zob. U. Perkowska, Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894–1939. W stulecie immatrykulacji pierwszych studentek, Kraków 1994, s. 171.

140

141


polskiego, którego pracy poświęciła niezwykle ciekawą i barwnie napisaną książkę Całe życie nad przyrodą mowy polskiej, wydaną tuż po jej śmierci. W domu wypełnionym po brzegi książkami, materiałami niezbędnymi Kazimierzowi do badań, który nierzadko gościł tu swych studentów23, pracowała i  tworzyła, pisząc powieści oraz teksty krytyczne prezentowane w  różnych czasopismach. W  latach 1922–1924 publikowała mianowicie w  „Przeglądzie Warszawskim”, 1925–1934 z  przerwami – w  „Przeglądzie Współczesnym” (tu ogłosiła kilka studiów literackich: O powieści, Stare i nowe w powieści współczesnej, Klasyfikacja a życie na terenie powieści oraz recenzje głośnych debiutów, m. in.: Witolda Gombrowicza, Adolfa Rudnickiego, Zbigniewa Uniłowskiego), 1929–1930 – „Slavische Rundschau” (tu przeglądy z życia literackiego Krakowa) i w „Kobiecie Współczesnej” (1932, 1933). W jej dorobku ważną pozycję zajmują również powieści popularne dla młodzieży z  dziejów polskiego średniowiecza: Król (1913), W  grodzie żaków (1913), „sielanka wielkopolska” Nad jeziorem (1921) Od Karpat nad Bałtyk (1946) oraz rozległy cykl Powieść o kronice Galla (t. 1–6, 1960–70) ukazujący dzieje powstania Kroniki, jej rolę historyczną i spory naukowe, które budziła w kolejnych pokoleniach. Nitschowie zostali zapamiętani jako dobre, kochające się małżeństwo. Dzieci nie mieli, czuli się natomiast przywiązani do swego psa zwanego Azą. Wspomniana przeze mnie uczona24 w pamięci zachowała obraz Gruszeckiej jako nieugiętej zdobywczyni tego, czego pragnęła, obraz indywidualistki, która budziła respekt, ale również tej z naręczem kwiatów, którymi wszystkich wokół obdarowywała. W jej pamiętniku zanotowała pisarka wierszyk w zmienionej, przewrotnej wersji popularnego Na górze róże / na dole fiołki / kochajmy się razem / jak dwa aniołki, dedykując odświeżony frazes dla zrozumienia stosunków koleżeńskich. Była pewną siebie intelektualistką o rozległych zainteresowaniach, która dbała o  to, aby nie być postrzegana jedynie jako „Pani Profesorowa”. Być może dlatego używała pseudonimu literackiego o  nieznanej genezie: Jan Powalski. Wiele podróżowała, często wyjeżdżała za granicę, szczególnie w latach 1926–1936. Odważnie współtworzyła krakowskie życie intelektualne

i kulturalne. Znalazła się obok Karola Huberta Rostworowskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Magdaleny Samozwaniec, Marii MorstinGórskiej, Anny Świderskiej, Jana Wiktora, Zygmunta Nowakowskiego i Jalu Kurka wśród literatów, którzy 10 i 1931 przyłączyli się do protestu w sprawie procesu brzeskiego, podpisując stosowny list. W czasie okupacji niemieckiej, po 1939 roku i po śmierci męża (1958) nadal mieszkała w Krakowie. Aniela Gruszecka-Nitschowa została uhonorowana Nagrodą literacką miasta Krakowa za powieść Przygoda w nieznanym kraju (1935), Nagrodą Fundacji Alfreda Jurzykowskiego w New York za uznanie wybitnych zasług w dziedzinie literatury (1968) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1933). Zmarła 18 kwietnia 1976, przeżywszy 92 lata. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim.

23 Zob. E. Ostrowska, Wspomnienie o Kazimierzu Nitschu (1 lutego 1874 – 26 września 1958), „Pamiętnik literacki” 1959, z. 2. 24 Patrz: przypis 21.

25 Materiały biograficzne Anieli Gruszeckiej-Nitsch zgromadzone w Archiwum pan i pau w Krakowie obejmują m.in. jej wspomnienia, fotografie, dokumenty, notatki literackie oraz obszerną korespondencję.

„Jeżeli jest między nami ta jakaś wspólność – ten teren spotkania – toś powinna móc mnie posłyszeć. Słyszysz? Powiedz, co zaczęłaś…”

I tak ja polubiłam ją. Jest wiele pytań, które chciałabym zadać Anieli Gruszeckiej wprowadzającej mnie stopniowo do swego nieznanego kraju. Jak ona, kocham obrazy, a najbardziej portrety. Pozwalają bowiem na niezawodne obserwowanie twarzy rysa po rysie, kiedy litery milczą i  nie ma odpowiedzi wśród słów. Niestety, o Gruszeckiej wiemy niewiele, choć nie wątpię, że na to zasługuje. Czytam to w jej spojrzeniu. Istnieje taki moment, kiedy przygoda staje się zobo-wiązaniem. W marcu 2010 roku odmówiono mi udostępnienia materiałów biograficznych Anieli Gruszeckiej25, które stanowią część spuścizny Kazimierza Nitscha przechowywanej w  Archiwum Nauki pan i pau w Krakowie. Dlatego też ten tekst jest przede wszystkim zobo-wiązaniem podróżnej. Jest dopiero za-rysem miast życio-rysu.

142

143


Marta Struzik

Absolwentka v Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie oczekująca obecnie na rozpoczęcie studiów; autorka tekstu o Marii Turzymie znajdującego się w i tomie książki Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie Emancypantek; wolontariuszka Fundacji Przestrzeń Kobiet w ramach projektu Krakowski Szlak Kobiet. W wolnych i zniewalających chwilach wędruje między słowami.

bibliografia

Araszkiewicz A. Gruszecka A. Gruszecka-Nitschowa A. Kałwa D.

Krakowska E. Kwiatkowski J. Markiewicz H. Markiewicz H. Mrówka M., Wilk B.

Ostrowska E.

145

Dotknięcie ciała. Literacka strategia Anieli Gruszeckiej, [w:] Krytyka feministyczna. Siostra teorii i historii literatury, red. G. Borkowska, L. Sikorska, Warszawa 2000. Corpus Studiosorum Universitatis iagellonicae 1850⁄51–1917⁄18 e-j, red. K. Stopka, Kraków 2006. Przygoda w nieznanym kraju, Warszawa 1933. Całe życie nad przyrodą mowy polskiej. Kazimierz Nitsch i jego prace, Kraków 1977. Kobieta aktywna w Polsce międzywojennej. Dylematy środowisk kobiecych, Kraków 2001. Kobieta i kultura. Kobiety wśród twórców kultury intelektualnej i artystycznej w dobie rozbiorów i w niepodległym pastwie polskim, t. iv, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, Warszawa 1996. Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej dwudziestolecia międzywojennego, Poznań 1999. Kronika Krakowa, red. M. B. Michalik, Warszawa 1996. Dwudziestolecie międzywojenne, Warszawa 2000. Krakowskie tematy w powieści i noweli polskiej, „Dekada literacka” 2001, nr 11⁄12. Krakowskie tematy w powieści i noweli polskiej, „Dekada literacka” 2002, nr 1–2. Pigmalion z Gontyny. Kazimierz Nitsch (1874–1958) językoznawca i twórca polskiej dialektologii: w 50. rocznicę śmierci. Katalog wystawy. Kraków 20 vi 2008 – 17 x 2008, Kraków 2008. Wspomnienie o Kazimierzu Nitschu (1 lutego 1874 – 26 września 1958), „Pamiętnik literacki” 1959, z. 2.


Perkowska U. Sienkiewicz B. Wachna D.

Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894 – 1939: w stulecie immatrykulacji pierwszych studentek, Kraków 1994. Problemy teorii literatury w Polsce międzywojennej, wybór H. Markiewicz, Wrocław 1982. Literackie „teorie widzenia” w prozie dwudziestolecia międzywojennego, Poznań 1992. Sposoby widzenia sztuki w „Wężach i różach” Zofii Nałkowskiej oraz „Przygodzie w nieznanym kraju” Anieli Gruszeckiej, „Ruch literacki” 2001, z. 5.


Agnieszka Brożkowska

Habic

Władysława Habichtówna. Solidarność albo śmierć!

Władysława Habichtówna – rodzinnie, prywatnie Władysława Habichtówna urodziła się 1 czerwca 1867 roku w Odporyszowie (koło Dąbrowy Tarnowskiej)1. Jej ojciec, Wilhelm Habicht, agronom (w 1859 roku ukończył Akademię Georgiana2, uzyskując dyplom agronoma), był Niemcem. Zamieszany w  młodzieżowe ruchy wolnościowe, Wilhelm zmuszony był uciekać z Niemiec i można domniemywać, że dlatego na miejsce studiowania wybrał Węgry. Po ukończeniu studiów nie wrócił do Niemiec, wyjechał do Galicji. Po przyjeździe do Polski wybrał się w  odwiedziny do swojego uniwersyteckiego kolegi – i zakochawszy się w Polce, z nią się ożenił3.

1

Książka meldunkowa Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 2 Akademia Georgiana była wyższą szkołą rolniczą, założoną około 1795 roku przez magnata węgierskiego Jerzego (od imienia założyciela szkoła wzięła swoją nazwę) Festetisca w Keszthely nad Balatonem na Węgrzech. Zob. Biografia Władysławy Habichtówny wybitnej działaczki społecznej i założycielki Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie, opracowana przez Jerzego Lisickiego, Kraków, październik 1987 r., Komisja Historyczna Rady Wojewódzkiego Związku Spółdzielni Mieszkaniowych w Krakowie, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 3 Rodzice Władysławy zawarli związek małżeński 28 listopada 1861 roku w Odporyszowie. Biografia Władysławy Habichtówny … Por. także: H. Witkowska, Władysława Habichtówna (założycielka domów dla urzędniczek pocztowych), seria „Życiorysy zasłużonych kobiet”, Wydawnictwo Stowarzyszenia „Służba Obywatelska”, Kraków 1937.

147


Matka Władysławy, Wanda z domu Fihauserówna, także była niemieckiego pochodzenia, jej przodkowie osiedlili się w  Polsce za czasów Zygmunta iii, a od Władysława iv otrzymali indygenat4, przyznający im prawa i przywileje szlacheckie. Wilhelm Habicht był najwyraźniej głęboko przywiązany do przybranej ojczyzny, skoro w 1863 roku wziął udział w powstaniu styczniowym, był nawet jakiś czas członkiem Rządu Narodowego, najwyższego organu wykonawczego podczas powstania styczniowego. Władysława miała czwórkę rodzeństwa: siostrę Henrykę (urodzoną w  1864 roku) i trzech braci – Augusta (który zmarł krótko po ukończeniu studiów, a  skończył polską Wyższą Szkołę w  Dublanach koło Lwowa w  1889 roku), Kazimierza (urodzonego w  roku 1868 roku, skończył studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego) i Ernesta (urodzonego w 1874 roku, ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego). Po upadku powstania Wilhelm Habicht wrócił do Galicji i wraz z żoną osiadł na krótko w Gdowie (tam przyszła na świat Henryka i – prawdopodobnie – także August), potem rodzina przeniosła się z  powrotem do Odporyszowa, gdzie Wilhelm objął zarząd majątku hrabiego Szeptyckiego (w Odporyszowie urodzili się Władysława i  Kazimierz). Ernest, najmłodszy brat Władysławy, urodził się już w Niedomicach. Tuż przed jego urodzeniem zdarzył się wypadek, który zakończył się dramatem rodzinnym. W czasie przekraczania granicy rosyjskoaustriackiej, przy matce Wandzie znaleziono rożek z  prochem strzelniczym. Dochodzenie w tej sprawie tak dalece odbiło się na zdrowiu Wandy Habicht, że zapadła na nieuleczalną chorobę i po kilkuletnim leczeniu klinicznym zmarła 1 sierpnia 1880 r. Spoczywa w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Rakowickim5. Ernest urodził się przed czasem i jego pielęgnowanie spadło na Henrykę6.

Władysława, podobnie jak starsza siostra Henryka, uczęszczała do szkoły przyklasztornej Opactwa Św. Wojciecha SS. Benedyktynek w Staniątkach. W  klasie czwartej Władysława została wyróżniona w  księdze honorowej uczennic. Wilhelm Habicht w  tym okresie (1875–1879) objął zarząd dóbr księcia Eustachego Sanguszki, a  potem jego syna Romana w  Gumniskach. Prawdopodobnie około roku 1890 ojciec z córkami: Henryką (której nieudane małżeństwo się rozpadło) i Władysławą przeniósł się do Krakowa, gdzie zamieszkali przy ulicy Bonerowskiej. Po tej przeprowadzce ojciec został dyrektorem dóbr hrabiego Tarnowskiego. Umarł 5 listopada 1898 roku w Krakowie i jest pochowany w grobowcu rodzinnym, który wybudowano po jego śmierci na Cmentarzu Rakowickim. W  tym samym zresztą grobowcu zostali pochowani (wszyscy mieszkający w  Krakowie): dr Kazimierz Habicht (w  1943 roku), Henryka po mężu Starzewska (w 1955 roku), dr Ernest Habicht (w 1957 roku). Spoczęła w nim także sama Władysława7. Życie prywatne dzieliła Habichtówna między rozmaite prace społeczne – już przed i wojną była czynną członkinią Towarzystwa Szkoły Ludowej, Związku Niewiast Katolickich, w  okresie wojennym (1914–1918) włączyła się w  działalność Ligi Kobiet, Obrony Narodowej i Kresów Zachodnich. Po odzyskaniu niepodległości wspierała swym talentem mówczyni prace plebiscytowe, budząc świadomość narodową wśród Górnoślązaczek, licznie przybywających do Krakowa. Na przedmieściach Krakowa i  w  dalszych okolicach prowadziła dla kobiet pracowniczek akcję odczytową w  duchu niepodległościowym. Prowadziła także podobną akcję, uświadamiającą politycznie kobiety w  pierwszym okresie wyborów do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Swoje

4

Indygenat – przyznanie cudzoziemcowi polskiego szlachectwa wraz z przywilejami szlachty polskiej. 5 Wg autora Biografii Władysławy Habichtówny wybitnej działaczki społecznej i założycielki Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie Wanda Habicht zmarła w szpitalu we Lwowie i tam została pochowana. Ten sam autor pisze, że grobowiec na Cmentarzu Rakowickim został wybudowany po śmierci Wilhelma Habichta w 1898 roku, czyżby więc rodzina przeniosła Wandę Habicht na krakowski cmentarz? 6 Wg Heleny Witkowskiej, autorki książeczki Władysława Habichtówna (założycielka domów dla urzędniczek pocztowych), która przygotowując swą publikację, osobiście rozmawiała

7

148

149

z Habichtówną (rozmowa miała miejsca 14 grudnia 1936 roku) Wilhelm Habicht został ranny pod Igołomią, schronił się na jakiś czas w Szwajcarii, gdzie organizował pomoc dla polskiej emigracji i wydawał pismo „Biały Orzeł” („Der weisse Adler”). Majątek rodzinny został skonfiskowany, a matka Władysławy narażona na niedostatek i prześladowania, zachorowała i przedwcześnie zmarła. Wilhelm Habicht po ogłoszeniu amnestii powrócił do Galicji i osiadł na wsi w Gumniskach, jako administrator i dyrektor dóbr księcia Sanguszki. A Władysława prowadziła wtedy gospodarstwo domowe i wychowywała młodszych braci. Biografia Władysławy Habichtówny…

8. Władysława Habichtówna


zdolności organizacyjne spożytkowywała na zbieranie pieniędzy i kosztowności na cele legionowe, plebiscytowe, obronne i państwowe. W uznaniu zasług otrzymała „Śląską Odznakę Plebistytową” oraz „Srebrny krzyż zasługi”. Przyznano jej także Złotą Odznakę Spółdzielczą8. Była osobą o  niezwykłej wrażliwości na potrzeby innych i  najmniejszą nierówność. W  archiwach Spółdzielni znajduje się telegram, jaki wysłała Habichtówna do części członkiń – starszych, mających większe pensje, odwołując się do wcześniejszej dyskusji na posiedzeniu, z  wnioskiem „samo opodatkowania się” na rzecz wynajęcia pokoju najbiedniejszym koleżankom po zniżonej cenie. Habichtówna zachęca w nim do datków w wysokości choćby kilkunastu halerzy miesięcznie (sama w telegramie deklaruje 2 korony), zobowiązując jednocześnie adresatki do utrzymania całości przedsięwzięcia w tajemnicy i zapowiadając starania o uzyskanie subwencji w ministerstwie i utworzenia z niej stosownego funduszu – dlatego prosi o datki w przeciągu najbliższego roku. Niewiele wiadomo o  prywatnym życiu Władysławy Habichtówny – jej bliskich, ważnych relacjach, pasjach (poza pracą społeczną), pewnym jest jednak, że kobiety stanowiące skład pierwszej dyrekcji: Władysławę Habichtównę, Elżbietę Ciechanowską i  Zofię Kolpy (Kolpiównę), łączyła szczera przyjaźń. Elżbieta Ciechanowska, napisała o Habichtównie taką fraszkę:

nieuświadomiony politycznie „element” kobiecy. Związek stowarzyszeń kobiecych uchwalił jednomyślnie jej kandydaturę do Sejmu i polecił wyborczyniom, by głosowały na listę, na której widniało jej nazwisko. Kobiety jednak nie zdawały sobie sprawy z zakulisowych intryg, z osobistych interesów, wskutek których ich kandydatka, umieszczona na ostatnim (niemandatowym) miejscu listy, przepadła w wyborach, mimo, że masowo głosowały wedle udzielonych im wskazówek. Władysława Habichtówna wspominała: Z żalem przychodziły do mnie i pytały niespokojnie, dlaczego tak się stało?10. Władysława Habichtówna zmarła 2 kwietnia 1963 roku, mając 96 lat. U schyłku jej życia opiekowały się nią, pełniąc na zmianę dzienne i nocne dyżury, prawie wszystkie mieszkanki domu przy ulicy Sołtyka. Została pochowana w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Rakowickim. Habichtówna zawodowo Władysława Habichtówna objęła posadę na poczcie w Krakowie w charakterze cesarsko-królewskiej manipulantki i telegrafistki w 1901 roku, jako urzędniczka pocztowa przepracowała 30 lat (przechodząc na emeryturę w wieku 64 lat). Była więc na pewno związana zawodowo z budynkiem Poczty Głównej przy ulicy Wielopole 2 (co ciekawe, tam też adresowana jest część korespondencji w sprawie działalności Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych, chociażby ze „świetnego” Magistratu stołecznego królewskiego miasta Krakowa). W czasie wojny służba pocztowa była szczególnie ciężka – czasem i po 18 godzin na dobę spędzała Habichtówna przy telegrafie (co spowodowało późniejsze zapalenie nerwów ręki), przyjmując wieści z wojennych frontów. Zbliżanie się działań wojennych w trakcie i wojny do Krakowa oznaczało dla pracy urzędniczek pocztowych tysiące depesz i ogromny pośpiech. W czasie wojny urzędniczki pracowały zarówno w dzień, jak i w nocy, z początku po służbie nocnej trzeba było bezwarunkowo trwać na stanowisku także w dzień. Służba dzienna zaczynała się od godziny 6.00 rano, służba nocna początkowo co piątą, potem co trzecią noc. Urlopy były praktycznie wykluczone, zniesiono skrócony czas pracy w niedzielę. Od początku wojny twierdza Kraków była niejako punktem

Już powtórnie – wśród nieszczęść i burz Europy Płynie jak Łódź Noego ponad krwi potopy I przenosi nas z życiem wśród śmiertelnych toni… Dzieło to wielkiej duszy, A malutkich dłoni9

Habichtówna była gorliwą zwolenniczką równouprawnienia kobiet, wierzyła, że kobiety wniosą w politykę etykę, oczyszczą „z chwastów”. W okresie pierwszych wyborów do Sejmu, w  1919 roku organizowała w  Krakowie 8 Władysława Habichtówna… 9 Wybór zagadek wierszowanych i fraszek Elżbiety Ciechanowskiej, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht.

10 Władysława Habichtówna…

150

151

9. Członkinie Spółdzielni Mieszkaniowej na wycieczce do Tenczynka i ruin zamku w Rudnie


zbornym wojsk dla całej Galicji. Przejeżdżały tędy niezliczone oddziały, zatrzymując się na dłuższy lub chwilowy pobyt, tutaj więc kierowano całą korespondencję, a poczta i telegraf w Krakowie były główną arterią nieprzebranej rzeki przesyłek. Pracowano w  otwartym zewsząd, nieopalanym lokalu. Nadmiar materiału sprawiał, że trzeba było nieraz zostawać 2–3 godziny ponad wyznaczone godziny urzędowe (bez żadnego wynagrodzenia). Prócz tego nieraz całymi godzinami trzeba było stać przy okienku i udzielać informacji żołnierzom różnych narodowości. Mimo to urzędniczki trwały dzielnie na swoich posterunkach – docenił to cesarz Franciszek Józef I, który w „Najwyższym rozkazie” z 7 lutego 1915 roku poczuł się w obowiązku napisać: Na szczególniejsze podniesienie zasługuje wprost bezprzykładnie ofiarne zachowanie się żeńskiego personelu pocztowego, monarcha wyraził też wszystkim funkcyonaryuszom zakładów pocztowych podziękowanie i najzupełniejsze zadowolenie11.

w urzędach państwowych miały tylko kobiety niezamężne. Pracujące członkinie Stowarzyszenia były więc zmuszone wybierać samotność i – najczęściej – borykać się z  trudnościami mieszkaniowymi. Urzędniczki, pochodzące przeważnie ze względnie zamożnych domów, ze względu na skromne pobory nie mogły sobie najczęściej pozwolić na utrzymanie poziomu życia znanego z domu rodzinnego – nie było je stać na własne mieszkanie i służącą. Tym, które mogły sobie na to pozwolić, dokuczała samotność i kłopoty gospodarcze. Mieszkanie przy obcych rodzinach, w pojedynczych pokojach, bywało nieraz przykre czy wręcz uciążliwe. Celami Stowarzyszenia zostały ustanowione: –– wzajemna pomoc i popieranie ekonomicznych i moralnych interesów członkiń i członków (zarówno kobiety, jak i mężczyźni13 byli dopuszczeni do członkostwa w Stowarzyszeniu) przez udzielanie pożyczek z funduszów Stowarzyszenia oraz założenie schroniska dla chorych i osamotnionych członkiń, –– wydawanie pism poświęconych interesom urzędniczek pocztowych, –– podawanie petycji do władz, –– urządzanie odczytów, koncertów, wieczorków itp., –– założenie biblioteki, –– wspólna akcja ze Stowarzyszeniami innych krajów austriackich dla popierania interesów zawodowych urzędniczek pocztowych14.

Historia domów dla samotnych kobiet. Odsłona I. Stowarzyszenie Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich Cele Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich Inicjatywa stworzenia własnym wysiłkiem domów dla urzędniczek zrodziła się w 1905 roku. Władysława Habichtówna zorganizowała wtedy Stowarzyszenie Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich. Zebranie założycielskie Stowarzyszenia odbyło się 12 maja 1905 roku. Siedzibą Stowarzyszenia był Kraków. Początkowo jego działalność obejmowała Kraków i okolice, szybko jednak ogarnęła całą ówczesną Galicję. Liczba członkiń i  członków już w  1906 roku wyniosła 80 osób, w  1919 roku stowarzyszenie osiągnęło 300 członkiń i  członków, w  połowie zamiejscowych (m. in. z  Jasła, Przemyśla, Szczakowej, Drohobycza, Jarosławia, Krosna, Nowego i  Starego Sącza, Kołomyi, Oświęcimia, Rzeszowa, Tarnowa)12. W tych czasach prawo do pracy

W 1913 roku do celów Stowarzyszenia dopisano: budowę lub kupno domu […] dla podnajęcia w nim mieszkań członkiniom Stowarzyszenia. Znikł jednocześnie zapis o założeniu schroniska dla chorych i osamotnionych członkiń15.

13 Mężczyźni mogli być członkami założycielami lub członkami nadzwyczajnymi – np. w 1912 roku wśród członków nadzwyczajnych było 8 mężczyzn, sympatyzujących ze Stowarzyszeniem, płacących składki i działających w jego interesie. Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej… 14 Statut Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich, Kraków 1905, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 15 Ibidem.

11 Sprawozdanie Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich w Krakowie za lata 1914 i 1915, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 12 Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych im. Władysławy Habicht w Krakowie 1913–1988, opracowane na zlecenie spółdzielni przez Jana Brzeskiego, Kraków, 1989, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht.

152

153


Stowarzyszenie miało więc dwa podstawowe cele: zapewnienie godziwych warunków bytowania oraz walkę o równouprawnienie urzędniczek.

za ciężką, 12-godzinną pracę, zaliczanie do emerytury stażu w prywatnych towarzystwach telegraficznych i telefonicznych (w 1912 roku)18. Nie udała się natomiast próba ustawowego zrównania urzędniczek pocztowych z urzędnikami, zadecydowała tu niechęć i  uprzedzenia większości posłów wobec publicznej pracy kobiet19. Stowarzyszenie, prócz wyżej opisanej działalności, włączyło się także do organizowanego przez związki kobiece natarcia na tradycyjną domenę mężczyzn – władzę. Powstały w  1911 roku „komitet” reprezentantek z  różnych stowarzyszeń kobiecych (Stowarzyszenie Urzędniczek reprezentowała w komitecie Władysława Habichtówna) miał na celu wywalczenie czynnego i biernego prawa wyborczego20.

Walka o równouprawnienie urzędniczek i kobiet Do głównych postulatów, stawianych przez Stowarzyszenie, należały żądania: stabilizacji pracy po 3 latach, awansu co 3, a potem co 2 lata, 35 letniej służby, maksymalnej pensji po 32 latach pracy (od 1910 roku urzędniczki domagały się najwyższej pensji po 27 latach służby), wzrostu pensji, obliczania emerytury od ostatniej najwyższej płacy, całych poborów w czasie choroby oraz wypłaty całej kwartalnej pensji zmarłej urzędniczki na koszty jej pogrzebu. Domagano się również uregulowania urlopów: 14 dni do 10 lat pracy, 3 tygodni po 10 latach i  miesiąca po 20 latach służby (w  1912 roku żądano 28 dni po 8 latach), zagwarantowania odpoczynku niedzielnego, unormowania dziennego czasu pracy (wobec przeciążenia urzędniczek pracą). Żądania dotyczyły także zaszeregowania urzędniczek w odpowiednie klasy i kategorie urzędników państwowych, zgodne z wykształceniem i stażem pracy, co wiązało się z awansem i wysokością uposażenia (w 1908 roku funkcjonowało 12 klas awansów) lub stworzenia równorzędnych kategorii dla urzędniczek. Związane z  tym było żądanie dopuszczenia urzędniczek do urzędów pocztowych i i ii klasy, zastrzeżonych dotychczas dla mężczyzn. Postulaty dotyczyły też zatrudniania kandydatek przy zachowaniu pierwszeństwa sierot po urzędnikach pocztowych, od 18 roku życia, posiadających szkołę średnią oraz stałych i  zwiększających się dodatków drożyźnianych (inflacyjnych). Poruszano też kwestię zniesienia zakazu zawierania małżeństw przez urzędniczki16. Domagano się – bez skutku – zniżkowych legitymacji kolejowych na 5 lat (przywilej ten posiadali urzędnicy pocztowi oraz inni urzędnicy państwowi) i wynagrodzenia za nadgodziny dzienne i nocne17. Stowarzyszenie doprowadziło do złagodzenia dyskryminujących kobiety przepisów – uzyskano dla nich prawo do urlopu, a także lepsze wynagrodzenie

Poglądy przewodniczącej Stowarzyszenia – wyjątki z przemówień Niezwykle wymowne wydają się fragmenty przemówień przewodniczącej Stowarzyszenia, Władysławy Habichtówny, wygłaszane na walnych zgromadzeniach:

18 Petycje i żądania, adresowane do władz, wiążące wszystkie urzędniczki pocztowe państwa, były wypracowywane we współpracy z powstałym w 1906 roku ogólnopaństwowym stowarzyszeniem oficjantek pocztowych w Wiedniu (tzw. Reichsvereinem), kierowanym przez panią Schrade. Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej… 19 Kobiety-pracowniczki uzyskały dostęp do urzędów telegraficznych od 1872 roku (po połączeniu urzędów telegraficznych z pocztowymi w 1874 roku kobiety uzyskały dostęp także i do tych ostatnich). Fundusz pensyjny dla telegrafistek, utworzony w 1875 roku, w 1903 roku został przyjęty przez rząd jako jedyne i pierwsze tego rodzaju zabezpieczenie w razie niezdolności do pracy – za nieobecność w pracy urząd potrącał z pensji. Od 1881 roku zaczęto płacić kobietom pensje miesięcznie (dotąd płacono dniówki). Prawo do pełnych poborów w razie choroby uzyskały urzędniczki w 1895 roku. W 1906 roku kobiety pracujące jako urzędniczki uzyskują prawo do 14 dniowego, płatnego urlopu; w 1908 roku „dostają” już 28 dni urlopu. W tym samym 1908 roku przyznano urzędnikom pocztowym 35 lat służby, pozostawiając dla kobiet 40 lat. Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej… 20 Ibidem.

16 Przepis, który pozbawiał kobietę pracy w momencie zamążpójścia, anulowano w Austrii dopiero w 1927 roku. „Łączność, tygodnik społeczno-zawodowy pracowników łączności”, marzec 1985, nr 10, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 17 Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej…

154

155


12 maja 1905 roku: My kobiety pracujące powinnyśmy się jednoczyć. Zaprzągnięte do jednej taczki życia, wspólnymi siłami łatwiej pociągniemy. […] Niech wszelki rozdział między nami ustanie. Los rzucając nas w pogoń za chlebem, zrównał nas.

27 lutego 1910 roku: Często słyszymy zdanie: te kobiety wszędzie się pchają. Tak, ale my mamy takie samo prawo bytu, jak i mężczyźni; niczyjego miejsca nie zabieramy, tylko swoje. […] Jeżeli obniżamy wartość pracy, to nie nasza wina; my nie mamy wpływu na ukształtowanie warunków płacy; to wina pracodawców, to wina po części naszych kolegów, którzy zamiast podać nam rękę koleżeńską i dopomóc w staraniach, występują przeciwko nam. […] 15 lutego bieżącego roku byłam wezwana do Lwowa jako przewodnicząca stowarzyszenia na wiec urządzony przez stowarzyszenie równouprawnienia kobiet. W referacie swoim zestawiłam warunki służbowe z ogólnourzędniczymi i w ogóle z pracą zawodową kobiet zajętych przy urzędach. Uchwalone rezolucje wręczono posłom. Wiec ten miał dla naszej kategorii to znaczenie, że we Lwowie po raz pierwszy nasza sprawa została publicznie przedstawiona.

3 lutego 1907 roku: Stowarzyszenie nie obejmuje dotychczas wszystkich kobiet pracujących przy poczcie. Jest to smutny objaw w naszym społeczeństwie a szczególniej u kobiet, ten brak poczucia solidarności. […] Każda powinna uważać się za jedno z tych kółek obracających maszynę życiową21. 31 stycznia 1908 roku: Chciałabym stworzyć ognisko, w którym każdy członek znalazłby pomoc w potrzebie, by każda czuła się jednostką tej wielkiej rodziny stworzonej wspólną pracą, wspólną niedolą. Wszelkie różnice niech ustąpią, łącznikiem naszym to praca, to krzywdy wyrządzane czy to jednostkom czy ogółowi. To wyzysk pracy kobiecej w ogóle! Za pracę żądamy płacy odpowiedniej. Praw należących się człowiekowi, wolnemu obywatelowi. Praw, któreby nam dały poniekąd przywileje obywatelskie przez co i społeczeństwo musiałoby się z nami liczyć! […] Rząd stara się naszą kategoryę obniżyć żądając od nas coraz to niższych kwalifikacji, ale w naszej mocy leży, by mimo tych trudności, podnieść poziom umysłowy i dążyć coraz wyżej. Nie odsuwać się od spraw społecznych, ale z wytężeniem ducha i sił, wszędzie zaznaczyć swą działalność. […] My kobiety jesteśmy zawsze podwładne. Dlatego my kobiety jesteśmy bardziej pokrzywdzone niż mężczyźni, którzy awansują i dostają więcej niezależne posady. Nam wolno pracować na równi z urzędnikami, ale władzy nigdy nie mamy i w 40. roku służby możemy być podporządkowane i najmłodszym. […] Jak co roku tak i dziś kończę gorącemi słowami zachęty do zjednoczenia się. I jak Kato w Rzymie każdą przemowę kończył sławami: Kartagina musi być zburzona tak i ja na wzór jego zawsze mówię: Organizacja silna musi być stworzona!22

1 marca 1911 roku: I znów przychodzą mi na myśl słowa Miecznikowa: Przyroda zostawia ludziom do wyboru: solidarność albo śmierć! Te słowa powinny być na każdym domu wyryte, ja bym kazała je powtarzać przy pacierzu i szczególniej w naszym narodzie, który brakiem solidarności zginął politycznie, a i dziś moralnie marnieje! […] Gdzie nie ma miejsca dla idei, tam i przyszłości nie ma. Mózg i serce ludzkie potrzebuje tej ożywczej rosy, inaczej wyschnie! Sama myśl, że bodaj kiedyś w przyszłości niejedna skorzysta z naszej pracy, niejedna łza się osuszy, to już ta nadzieja powinna nam być zachętą, bodźcem do pracy, do walki! Dziś nie wolno nam siedzieć z założonymi rękami, my jesteśmy dłużne przyszłości i tej odpowiedzialności społecznej, której nikt nie ma prawa zrzucać z siebie. 11 lutego 1912 roku: Po wielu staraniach gmina miasta Kraków odstąpiła nam parcelę pod budowę domu […] Chciałybyśmy stworzyć w nim takie ognisko, przy którym niejedna znalazłaby podporę moralną w ciężkich okolicznościach życia, by samotnym i osieroconym zastąpić choć w części rodzinę23. 26 stycznia 1913 roku: Wiele kobiet narzeka, że czują się samotnymi, że nie mają punktu oparcia. […] Jeżeli wychowanie i przesądy dotychczasowe zrobiły nas lalkami, dbającymi

21 Referat jubileuszowy na 50-lecie istnienia Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie oraz wyjątki z przemówień Władysławy Habichtówny, opracowane przez Janinę Solecką (referat został wygłoszony 26 maja 1963 roku), archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 22 Sprawozdanie Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich za 1908 rok, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht.

23 Referat jubileuszowy na 50-lecie istnienia Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie oraz wyjątki z przemówień Władysławy Habichtówny, opracowane przez Janinę Solecką.

156

157


i wojna światowa

tylko o zewnętrzny wygląd, o błahostki, zrzućmy te powierzchowne łachmany, a weźmy się do pracy społecznej, do pracy nad naszym odrodzeniem24. 1 kwietnia 1917 roku: Cała kwestya polepszenia naszego bytu i zrównania płac naszych z płacami mężczyzn dopiero wtenczas przyjdzie do skutku, jak będziemy miały nie tylko jak obecnie równe obowiązki, ale i równe prawa z mężczyznami, jak będziemy wyborcami, bo wtedy będą się musieli z nami liczyć, nie będzie można ustanawiać praw dla nas, bez nas. Stowarzyszenie nasze, jako takie, bierze udział we wszystkich staraniach i zabiegach stowarzyszeń kobiecych, dążących do równouprawnienia25. 10 lutego 1918 roku: Dziś tembardziej niż kiedykolwiek powinniśmy dążyć do ogólnego zrównania praw naszych z prawami mężczyzn, ponieważ mamy równe z nimi obowiązki. Stowarzyszenie nasze wniosło w tej sprawie razem z innemi krakowskiemi stowarzyszeniami kobiecymi petycję do Koła polskiego i do Parlamentu o prawa wyborcze i o pozwolenie należenia kobietom do związków politycznych. Wyrobienie polityczne jest nam koniecznie potrzebne26.

Zebrania kierownictwa Stowarzyszenia jak też spotkania towarzyskie, z braku własnego lokalu odbywały się przeważnie w  mieszkaniach prywatnych członków, głównie przewodniczącej (ul. Długa 16 czy ul. Bonerowska  6). Zebrania ogólne natomiast zwoływane były w  lokalach Głównej Poczty (ul. Wielopole 2), Stowarzyszenia Nauczycielek (ul. Karmelicka 36), w Czytelni Kobiet im. Słowackiego (Rynek Główny, Szara Kamienica) czy w sali Rady Powiatowej. Od 1914 roku wszystkie zebrania odbywały się już w domu przy ul. Sołtyka 4.

24 Sprawozdanie Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich z Krakowie za rok 1912, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 25 Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich z Krakowie za rok 1916, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 26 Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich w Krakowie za rok 1917, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht.

W czasie i wojny urzędniczki pocztowe pod przewodnictwem Habichtówny, z  poparciem Reichsvereinu, występują z  petycjami do Dyrekcji Poczt krakowskich i  do Ministerstwa Handlu i  Wojny – o  pomoc dla przeciążonych pracą pracowników pocztowych, zwłaszcza pracowników telefonu i telegrafu (to głównie były urzędniczki) poprzez przyznanie im chociaż krótkoterminowych, wstrzymanych w  ogóle, urlopów, zagwarantowania niedzielnego wypoczynku, zwiększenie personelu, przyznanie ulg dla pracujących w nocy czy dodatkowe gratyfikacje za nadgodziny, pracę nocną i pracę w pocztach polowych. Władze obiecywały, ale przyrzeczeń nie spełniały, tłumacząc się brakiem instrukcji, niesprzyjającymi okolicznościami czy… brakiem personelu. Jednocześnie domagano się dodatków drożyźnianych i zrównania pod tym względem Galicji, która najbardziej ucierpiała podczas działań wojennych, z innymi krajami monarchii. Po wielu miesiącach walki wreszcie uzyskano przyznanie zapomóg drożyźnianych. Pomimo niechęci urzędników, a  nawet torpedowania przez nich różnych akcji urzędniczek, niedoręczania odezw czy wstrzymywania korespondencji z koleżankami na prowincji, krakowskie (i nie tylko) urzędniczki pocztowe w 1917 roku uzyskują zrównanie i podwojenie płac, wyższy dodatek drożyźniany, dodatek na ubranie, obietnicę na zniżkę tramwajową oraz warunkowe dopuszczenie mężatek do urzędów pocztowych27. Urzędniczki pocztowe w czasie i wojny światowej wspierały akcje społecznohumanitarne i narodowe. Po wybuchu wojny zgłosiły się do pracy w komitecie dla ewakuowanych, w  parafialnych komitetach opieki nad ludnością, w Samarytaninie czy akcjach Ligi Kobiet. W 1914 roku opodatkowały się na rzecz Legionów, szyły bieliznę, robiły wełniane kominiarki, rękawiczki, szale, skarpety, owijacze; wysyłały dary walczącym. W swoim domu na Sołtyka urzędniczki żegnały obiadem legionistów wyruszających na front (oddział z  Nowego Targu, liczący 35 strzelców). Po bolesnym pokoju brzeskim, gdy legioniści rozproszyli się i  ukrywali przed policją austriacką, kilku z  nich znalazło schronienie… w  domu urzędniczek pocztowych, które wystarały się dla nich o cywilne ubrania i ułatwiły ucieczkę. Dostarczały też żywność 27 Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej…

158

159


W kierunku własnego domu Urzeczywistnianie planu budowy własnego domu zaczęło się od zbierania odpowiednich funduszy. Każda członkini Stowarzyszenia składała, ze względu na niewysoką pensję, początkowo 20, później 50 halerzy miesięcznie. Z tych wpływów pokrywano wydatki Stowarzyszenia, resztę odkładano na fundusz domu, zasilany też drobnymi datkami, dochodami z  odczytów, koncertów, zabaw, w  organizowaniu których członkinie wykazywały godną podziwu pomysłowość i gorliwość. Decyzją Rady Miejskiej Krakowa z  dnia 9 września 1911 roku odstąpiono Stowarzyszeniu Urzędniczek, po wielu staraniach, parcelę przy ulicy Sołtyka po „zniżonej cenie”30 – za 6 450 koron31. W tym czasie, z okazji jubileuszu cesarza Franciszka Józefa, utworzono specjalny fundusz budowlany, z którego mogły jednak korzystać wyłącznie spółdzielnie mieszkaniowe pod nazwą „towarzystw budowlanych”. Bezzwłocznie opracowano więc statut i utworzono taką właśnie spółdzielnię, przekazując jej zakupioną parcelę na Sołtyka32. Władysława Habichtówna była założycielką i  jedyną przewodniczącą Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich przez cały czas jego funkcjonowania w latach 1905–1923. A także twórczynią i pierwszą dyrektorką (w latach 1913–1935) Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych w Krakowie.

do zakonspirowanych schronisk w Krakowie, opiekowały się chorymi i rannymi w  szpitalach, prowadziły biblioteki, kursy dla analfabetów. Dla żołnierzy-rekonwalescentów organizowały wycieczki po muzeach i  zabytkach Krakowa oraz Świętego Mikołaja czy Gwiazdkę na Boże Narodzenie. Włączyły się w zbieranie składek na dom dla dzieci, sierot po legionistach, organizując w tym celu różne imprezy, prowadziły akcję na rzecz schroniska dla weteranów powstania styczniowego. Urzędniczki pocztowe datki te i pracę uważały za służbę narodową, obywatelską. Nie zapominały przy tym o swoich koleżankach z coraz bardziej odległego Wiednia, przesyłając wkład finansowy na dom dla chorych koleżanek28. Czasy powojenne Wobec proklamacji Królestwa Polskiego (manifest Rady Regencyjnej) zwołano uroczyste zebranie kierownictwa Stowarzyszenia, na którym Władysława Habichtówna mówiła: My Polki zmuszone służyć dla chleba obcemu państwu, odczuwamy stokroć goręcej tę radość, że odtąd będziemy urzędniczkami własnej ojczyzny i słuchać będziemy rozkazów własnego rządu. Po i wojnie światowej Stowarzyszenie, wznawiając swą działalność, przystępuje do nowego Związku Wszystkich Stowarzyszeń Pocztowych w Galicji, kontynuuje też zabiegi o poszerzenie praw oraz równouprawnienie kobiet i urzędniczek. Powstanie Związku Pracowników Poczt, Telegrafów i Telefonów w Warszawie, w  pracach którego przedstawicielki krakowskich urzędniczek pocztowych brały czynny udział, ograniczyło zakres działalności Stowarzyszenia do prowadzenia biblioteki i kasy koleżeńskiej, jedynie sporadycznie występując od tej pory na zewnątrz (np. poparcie odezwy stowarzyszeń kobiecych w sprawie Śląska – w ramach walki o południową granicę Polski, udział w wyborach do Sejmu i władz lokalnych czy publiczne występowanie w obronie spraw swojej grupy zawodowej). Ostatecznie Stowarzyszenie Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich rozwiązało się decyzją swojego ostatniego walnego zgromadzenia 8 kwietnia 1923 roku, przekazując cały majątek oraz bibliotekę Towarzystwu Budowlanemu Urzędniczek Pocztowych29.

Historia domów dla samotnych kobiet. Odsłona ii. Towarzystwo Budowlane Urzędniczek Pocztowych Statut Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych Spółdzielnia pod nazwą Towarzystwo Budowlane Urzędniczek Pocztowych – Stowarzyszenie z ograniczoną poręką w Krakowie została zarejestrowana 30 Cena wynosiła 50 koron za sążeń kwadratowy, przy ówczesnych cenach około 200 koron za sążeń kw. Biografia Władysławy Habichtówny… 31 Prócz 6 450 koron za parcelę trzeba było jeszcze zapłacić 930 koron tytułem kaucji za ewentualne uszkodzenie chodnika i ulicy w czasie budowy. Sprawozdanie Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich w Krakowie za rok 1912, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 32 Władysława Habichtówna…

28 Władysława Habichtówna… 29 Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej…

160

161


uchwałą c.k. sądu krajowego w Krakowie w dniu 18 kwietnia 1913 roku33. W skład pierwszej (tymczasowej) dyrekcji, podpisanej pod statutem Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych, weszły oprócz Habichtówny Zofia Kolpy i Elżbieta Ciechanowska34. Celem Towarzystwa było dostarczać przez najem tym członkom, którzy zaliczają się do klasy ludności niezamożnej tanich i zdrowych małych pomieszkań, a  to za pomocą budowy lub zakupu domów mieszkalnych z  małemi pomieszkaniami. Fundusze do urzeczywistnienia powyższych celów miały pochodzić ze składek, opłat i  udziałów członków, z  pożyczek zaciąganych z zabezpieczeniem hipotecznym lub bez niego, z ewentualnych pożyczek obrotowych, darowizn i  innych dochodów. O  przyjęciu członkiń rozstrzygać miała dyrekcja (składająca się z  6 osób: dyrektorki, zastępczyni dyrektorki, kasjerki, buchalterki i dwóch dalszych członkiń35, wybierana na 3-letni okres przez walne zgromadzenie36). Członkiniami mogły być urzędniczki w najogólniejszym tego słowa znaczeniu tj. osoby utrzymujące się ze stałych poborów służbowych, wdowy po takich osobach, stowarzyszenia urzędnicze jako osoby prawne, wreszcie osoby prawne lub fizyczne, które jako „służbodawcy” zatrudniają u siebie przynajmniej kilku urzędników. Do praw członkini należało żądanie w  najem mieszkania – pierwszeństwo miały jednak urzędniczki pocztowe, a między nimi te, które należały do Stowarzyszenia

Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich, będące oczywiście jednocześnie członkiniami Towarzystwa. Członkinie były obowiązane wpłacić udział (wysokość udziału ustalał statut na 20 koron, co było wówczas kwotą na tyle dużą, że urzędniczki wpłacały ją w miesięcznych ratach po 1 koronie; podobną kwotą opodatkowały się urzędniczki pocztowe, które nie zamierzały się ubiegać o mieszkanie, ale chciały wesprzeć finansowo swoje koleżanki), uiścić wpisowe, a  w  razie najmu pomieszkania lub domu – ponosić w  zamian za to ciężary oznaczone uchwałami walnego zgromadzenia37. W rejestrze Członków Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych od roku 1913 w  latach 1913–1924 znajdujemy, obok urzędniczek pocztowych, m. in. kancelistkę przy Uniwersytecie Jagiellońskim, nauczycielkę, urzędniczkę kolejową, urzędniczkę bankową, urzędniczki prywatne, wdowy, a  nawet żonę urzędnika ministerstwa czy żonę dyrektora poczty38. Pierwszy dom Habichtówna wspomina szereg podjętych w  celu pozyskania funduszy na budowę domu starań: podanie przesłane do Ministerstwa w  Wiedniu, zabiegi mające na celu uzyskanie poparcia posłów, swoją podróż do Wiednia, audiencję u  ministra, któremu przedstawiła cele i  zadania Towarzystwa. Jubileuszowy fundusz cesarski39, w sumie 120.000 koron, został jej przydzielony jako pożyczka, którą należało spłacić po wybudowaniu domu. Podanie do Ministerstwa zostało pozytywnie załatwione dzięki poparciu polskich posłów,

33 Biografia Władysławy Habichtówny… 34 Referat jubileuszowy na 70-lecia istnienia Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie, opracowany przez Janinę Solecką (listopad 1983 roku), archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 35 5 października 1913 roku, na pierwszym zwyczajnym walnym zgromadzeniu Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych wybrano stałą dyrekcję w składzie: – Władysława Habichtówna – dyrektorka, – Zofia Kolpy – zastępczyni, – Maria Steczkowska – kasjerka, – Albertyna Christophori – buchalterka, – Stanisława Grabowska – członkini dyrekcji, – Emilia Rychlówna – członkini dyrekcji. W składzie rady nadzorczej znalazła się Henryka Starzewska, siostra Władysławy. Biografia Władysławy Habichtówny… 36 Corocznie ustępuje trzecia część członkiń dyrekcji, a na opróżnione przez to miejsca odbywają się nowe wybory. Ustępujące członkinie mogą być ponownie wybrane.

37 Pierwszy statut Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych, uchwalony w dniu 12 kwietnia 1913 roku, podpisany przez Władysławę Habicht, Elżbietę Ciechanowską, Zofię Kolpy przez notariuszem Edmundem Klemensiewiczem w Krakowie, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 38 Rejestr Członków Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych od roku 1913 (przepisany na podstawie uchwały zarządu i rady z dnia 18 stycznia 1965 roku). Archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 39 Fundusz ten uzyskano najprawdopodobniej w oparciu o ustawę z dnia 22 grudnia 1910 roku dotyczącej utworzenia funduszu pieczy nad mieszkaniami, a nazwę jubileuszowy przyjęto z okazji 80. rocznicy urodzin cesarza Franciszka Józefa (1830–1916), przypadającej w roku wydania ustawy. Biografia Władysławy Habichtówny…

162

163


głównie doktora Adolfa Grossa40, który był wnioskodawcą i twórcą funduszu tanich domów41. Kolejnych zabiegów wymagało pozyskanie na spłatę pożyczki z funduszu jubileuszowego środków z Kasy Oszczędności Miasta Krakowa, którą także (w kwocie 75.000 koron) zdołała Habichtówna uzyskać. Wreszcie przystąpiono do budowy42 i już 1 kwietnia 1914 roku, kilka miesięcy przed wybuchem i wojny światowej, dom został zamieszkany43. Regulamin domowy określał obowiązki mieszkanek: czystość, porządek, oszczędność w gospodarowaniu, termin płatności czynszu, a także zakres świadczeń spółdzielni, dodatkowe usługi (np. czynsz z utrzymaniem, tj. posiłki do pokoju, codzienne sprzątanie) i opłaty (jak np. dodatkowa opłata za korzystanie z łazienki), godziny otwarcia domu (nocne wyjścia należało zgłaszać), zasady korzystania z łazienki, prania, trzepania dywanów, gry na instrumentach. Zabronione było gotowanie w pokojach (za wyjątkiem tych lokatorek, które miały kuchnie), trzymanie zwierząt, hałasowanie, rozmowy na korytarzach, wynajmowanie pokoi osobom trzecim. Czynsze dla poszczególnych mieszkań ustalono

w zależności od położenia (front, tył, piętro, parter) i wielkości (jedno lub dwupokojowe, z  kuchnią lub bez)44. Władysława Habichtówna zamieszkała w domu przy ulicy Sołtyka 4 na iii piętrze, pod numerem 2645. Obok, pod numerem 25 zamieszkała Henryka Starzewska, siostra Władysławy. Członkiń Towarzystwa stale przybywało, zbierano więc fundusze na budowę drugiego domu. W 1917 roku w domu na ulicy Sołtyka w wielu pokojach mieszkało po dwie urzędniczki, a na jeden pokój przypadało 3–4 zgłoszenia. Samych urzędniczek pocztowych pracowało wtedy w Krakowie około 150, a zgłaszały się do Towarzystwa z podaniem o mieszkanie także nauczycielki, urzędniczki miejskich zakładów i inne kobiety pracujące46. Tym bardziej ciekawy jest fakt, że początkowo wynajmowanie mieszkań w domu na ulicy Sołtyka szło opornie. Powodami były: niepewność co do przetrwania Towarzystwa, ograniczenie możliwości wynajmu tylko dla samotnych kobiet, zawężenie ich grona do mieszkanek Krakowa oraz zbliżająca się wojna. Dyrekcja i rada nadzorcza Towarzystwa przez pewien okres po oddaniu domu do użytku apelowały do urzędniczek pocztowych, by wstępowały w szeregi Towarzystwa i brały mieszkania. Zwracano się pisemnie do koleżanek z  filii Dworzec, Bracka, Podwale, Piasek z  zachęceniem do mieszkania w  domu, aby możliwie najwięcej pracowniczek poczty było jego mieszkankami. Ogłoszenia o wolnych pokojach skierowano też do Stowarzyszenia Nauczycielek, Związku Niewiast Katolickich, Ogniska Nauczycielskiego i pokrewnych organizacji47. Pod koniec i wojny światowej Władysława Habichtówna jako przewodnicząca Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych jeździła z  radami, jak zorganizować podobne towarzystwo i przeprowadzić budowę domu, do koleżanek z Tarnowa, Przemyśla i Rzeszowa.

40 Adolf Gross – radca miejski, poseł, adwokat krakowski, założyciel Powszechnego Towarzystwa Budowy Tanich Domów Mieszkalnych i Domów Robotniczych w Krakowie (w którym Habichtówna stawiała pierwsze kroki jako spółdzielczyni), doradzał Stowarzyszeniu Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich w kwestiach finansowych i prawnych. Biografia Władysławy Habichtówny… 41 Referat jubileuszowy… 42 Wmurowanie kamienia węgielnego odbyło się 31 lipca 1913 roku, a kierownictwo budowy objął architekt Józef Chmielewski, z którym spisano umowę 24 maja 1913 roku w kancelarii dra Grossa (zobowiązał się wybudować dom za 125 000 koron). Referat Jubileuszowy na 70-lecie… oraz Dzieje Spółdzielni… 43 Uroczystość poświęcenia domu, którego dokonał ks. biskup Anatol Nowak, odbyła się 31 marca 1914 roku. Wzięli w niej udział prezydent miasta Juliusz Leo, reprezentanci rady miasta, poseł Adolf Gross, inspektor pocztowy baron Dormus von Kilianhauser, dyrektor Nikodemowicz oraz kilku jeszcze urzędników pocztowych, delegaci i reprezentanci poszczególnych stowarzyszeń pocztowych, prowincjonalnych urzędów, stowarzyszeń i związków kobiecych w Krakowie jak: hrabina Maria Wodzicka ze Związku Niewiast Katolickich, Maria Świderska z Koła Pań Towarzystwa Szkoły Ludowej, Józefa Barańska ze Stowarzyszenia Nauczycielek oraz znaczna liczba pracowników i pracowniczek pocztowych ze wszystkich krakowskich urzędów. Poza tym nadeszło sto kilkanaście telegramów gratulacyjnych z urzędów „miejscowych i pozamiejscowych”, np. z Grazu, Insbruku czy Wiednia. Referat jubileuszowy na 50-lecie …

44 Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej… 45 Książka meldunkowa Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 46 Pismo do Świetnej Rady Miejskiej w Krakowie z 1917, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht. 47 Dzieje Spółdzielni Mieszkaniowej…

164

165


Drugi dom Po wojnie Towarzystwo liczyło 122 członkinie. Starania o kupno kolejnej parceli budowlanej podjęto już w 1916 roku, wbrew ogólnej sytuacji. W 1918 r. zakupiona została większa parcela od gminy Kraków (po raz kolejny po „zniżonej cenie”). Jednocześnie z ustaleniem warunków transakcji z władzami miasta Krakowa, wystąpiono o  pożyczkę do władz austriackich. Powstanie państwa polskiego przeniosło zabiegi finansowe na banki polskie. W  roku 1922 uzyskano pożyczkę z Zakładu Kredytowego Miast Małopolskich i rozpoczęto kładzenie fundamentów pod obszerny, obliczony na 100 pokoi, dom. Niebawem jednak dewaluacja spowodowała znaczne obniżenie wartości z takim trudem zebranych kapitałów i prace przerwano. Pod koniec 1928 roku, wobec kłopotów ze zdobyciem funduszy na budowę (podstawowym problemem Towarzystwa było zapewnienie wymaganego przez banki kapitału własnego na poziomie 10% kosztów budowy) postanowiono sprzedać połowę parceli, a wymiary drugiego domu ograniczyć do znacznie mniejszej liczby mieszkań. Konieczne okazało się też pozyskanie za pośrednictwem Komitetu Rozbudowy Miasta Krakowa nowych pożyczek z Banku Gospodarstwa Krajowego i z Kasy Oszczędności Miasta Krakowa. Budowę nowego domu rozpoczęto wreszcie 12 czerwca 1933 roku. Jeszcze w trakcie prac budowlanych przygotowano jego zasiedlenie, ustalając czynsze (w zależności od wielkości i położenia mieszkania), dodatkowe opłaty (opał, służba) oraz przeprowadzając przydział mieszkań. Uroczyste otwarcie nowego domu48 i oddanie go do użytku mieszkanek nastąpiło w październiku 1934 roku. Władysława Habichtówna przemawiając na tej uroczystości mówiła:

rzecz drugich. Niechaj Wam przyświecają wyższe ideały miłości ojczyzny i bliźnich, pomoc wzajemna niech będzie waszym obowiązkiem, a przy dobrej woli osiągniecie zadowolenie49.

I tak w ciągu 20 lat Towarzystwo wzniosło dwa domy: przy ulicy Sołtyka 4 oraz Syrokomli 19B. Obydwa czterokondygnacyjne50, zostały wybudowane „na sposób hotelowy”, z osobnym wejściem z korytarza do każdego z pokoi. Przy ulicy Sołtyka w budynku frontowym i bocznym skrzydle pierwotnie znajdowało się 26 pokoi i cztery mieszkania składające się z 2 pokoi, przedpokoju i kuchni. Dom przy ulicy Syrokomli ma podwórko i ogródek, liczył 20 pojedynczych pokoi i trzy mieszkania złożone z pokoju, przedpokoju i kuchenki. W obydwu na każdym piętrze znajdowała się łazienka i  kuchenki gazowe. Na parterze domu na ulicy Syrokomli mieściły się wspólna jadalnia, kuchnia, pomieszczenie dla służby, w domu na ulicy Sołtyka na parterze znajdowała się jadalnia, a kuchnia i pomieszczenia dla służby w suterenie. Na strychach zlokalizowano pralnie, budynki miały centralne ogrzewanie i  elektryczne oświetlenie. Czynsz za pokój, w zależności od domu, w 1937 roku, wynosił od 18 (lub 22) do 28 zł miesięcznie51. Domy są ciepłe, jasne, zapewniają mieszkankom swobodę

49 Słowa te traktowane są w obecnych władzach spółdzielni jako swoisty testament Władysławy Habichtówny. 50 Aktualnie ostatnia, piąta kondygnacja domu przy ulicy Syrokomli, pełniąca niegdyś rolę strychu, pralni i suszarni, jest zaadaptowana na mieszkania. 51 W publikacji H. Witkowskiej w rozdziale „Domy w Polsce” autorka podaje następujące kwoty za miesięczny najem: – w Ognisku dla kobiet pracujących w Warszawie (1–4 osobowe pokoje) – 65–100 zł z utrzymaniem, – w zespole domów SS. Urszulanek w Warszawie – około 150 zł, – w Przytułku Św. Franciszka Salezego w Warszawie – 100–200 zł, – w zakładzie dla starców w Warszawie – 100 zł, – w Towarzystwie pomocy dla inteligencji w Sulejówku – 100–200 zł, – w fundacji małżonków Komtadtów dla podupadłej inteligencji żydowskiej w Łodzi – 100–150 zł z utrzymaniem i opieką lekarską, – w zakładzie im. Bergera w Poznaniu – przyjmują dożywotnio za jednorazową opłatą 550 zł.

Gdy spojrzymy wstecz, zdaje się nie do wiary, że garstka kobiet bez znaczenia, ekonomicznie słabo stojąca, potrafiła stworzyć taką placówkę. Osiągnęła ten cel z pomocą Bożą, siłą woli, solidarnym wysiłkiem z myślą o drugich, nie zasklepiając się w egoizmie. Oddajemy ten dom wam, przyszłe mieszkanki, z przeświadczeniem, że nie zmarnujecie naszej pracy, będziecie ją dalej prowadzić i przekażecie następnym pokoleniom. […] Życzymy Wam, abyście stworzyły ognisko domowe – każda w tem środowisku musi trochę zapomnieć o sobie na 48 Dom został wybudowany według projektu Struszkiewicza i Burstina, jego ogólny koszt wyniósł 119 729,82 zł.

166

167


we własnym pokoju i jednocześnie możliwość spotkań i rozmów w szerszym gronie we wspólnych salach52. Cały zarząd Towarzystwa pracował bez wynagrodzenia, z pełnym poświęceniem sprawie. W 1938 roku, przy okazji jubileuszu 25-lecia zasiedlenia domu przy ulicy Sołtyka, utworzono z  nadwyżek budżetowych i  darów fundusz zapomogowy im. Władysławy Habicht, przeznaczony na pomoc biednym mieszkankom obu domów. Władysława Habichtówna, inicjatorka i dusza organizacji, po wybudowaniu obu domów, w 1934 roku, usunęła się dobrowolnie z  kierownictwa i  przekazała je Zofii Kolpy53, która zajęła się sprawami zarządu domami (Habichtówna objęła wtedy stanowisko przewodniczącej Rady Nadzorczej, które pełniła do 1949 roku).

pozostawionych w budynku przy ulicy Sołtyka, założycielka spółdzielni nie została wymeldowana i  mieszkała w  innym mieszkaniu55. Często też przebywała wraz z siostrą Henryką w Dworku Gdowskim w Gdowie, u swej bratanicy Wandy Bednarskiej56. Pod koniec wojny, w 1945 roku, dom przy ulicy Syrokomli czasowo zajęli żołnierze radzieccy, został on jednak dzięki staraniom Zofii Kolpy natychmiast odzyskany i niezwłocznie po tym zamieszkany przez dotychczasowe (po części rozproszone) członkinie. Po koniecznych pracach adaptacyjno-porządkowych (w domu były wybite szyby, uszkodzone sufity i dach, liczne nieodpowiednie przeróbki, został on poza tym ogołocony z mebli) Towarzystwo udostępniło go byłym mieszkankom 1 marca 1945 roku. Z domu przy ulicy Sołtyka udało się, nie bez uciążliwości, wyeksmitować narzuconych czasie wojennym lokatorów57. Zubożenie członkiń w czasie wojny i po wojnie, kiedy to znaczna ich część przeszła na emeryturę z tak zwanego „starego portfela” uniemożliwiło odbudowanie i wznowienie działania zaplecza gospodarczego (funkcjonowanie kuchni z opłacaną kucharką i członkiniami, które społecznie, zmieniając się co 3 miesiące, zajmowały się zaopatrzeniem i  administracją kuchni). Mieszkanki domów musiały odtąd korzystać bądź ze stołówek bądź przygotowywać sobie posiłki we własnym zakresie. Ponowne uruchomienie stołówki planowano np. w 1961 roku, kiedy to kupiono nawet kuchnię gazową i przez jakiś czas gotowano obiady dla chorych i starszych. Niestety nie udało się już reaktywować prowadzenia kuchni dla wszystkich członkiń spółdzielni58.

ii wojna światowa Okres okupacji niemieckiej był jednym z najtrudniejszych okresów dla Towarzystwa. Dom przy ulicy Syrokomli zajęli w  1942 roku Niemcy – jego hotelowe urządzenie predestynowało go do ulokowania w  nim niższych urzędników generalnego gubernatorstwa. Eksmitowane mieszkanki przyjęte zostały przez koleżanki z domu na Sołtyka; zamieszkana została wtedy nawet świetlica, na której poszczególne „lokale” oddzielono przepierzeniem54. Niemcy wydali także nakaz wysiedlenia najstarszych mieszkanek (członkiń-emerytek) domu przy ulicy Sołtyka, który obejmował także Władysławę Habichtównę, by na ich miejsce przydzielić obcych lokatorów. Delegacja Spółdzielni udała się do naczelnika Miejskiego Urzędu Mieszkaniowego z prośbą o cofnięcie, przynajmniej dla Habichtówny, wypowiedzenia mieszkania, ale bezskutecznie. Dzięki pomocy i „zmowie milczenia” współlokatorek

Spółdzielnia Mieszkaniowa im. Władysławy Habicht – dzień dzisiejszy Aktualny Statut Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht, traktującej się jako spadkobierczyni Stowarzyszenia Urzędniczek Pocztowych Galicyjskich oraz Towarzystwa Budowlanego Urzędniczek Pocztowych,

52 Władysława Habichtówna… 53 Właśnie Zofia Kolpy odsłoniła upamiętniającą 50-lecie Spółdzielni tablicę, która została wmurowana w przedsionku domu przy ulicy Sołtyka, z napisem: 1913–1963 Towarzystwo Budowlane Urzędniczek Pocztowych i Kobieca Spółdzielnia Mieszkaniowa założona przez Władysławę Habicht. 54 Ze względu na krótki termin wysiedlenia i trudności w uzyskaniu mieszkań zarząd wyraził zgodę na czasowe ulokowanie mieszkańców na świetlicy przy ulicy Sołtyka 4 w dniu 26 sierpnia 1942 roku; lokatorki domu na ulicy Syrokomli 19B dostały imienne wypowiedzenie mieszkań z dniem 31 sierpnia 1942 roku. Biografia Władysławy Habichtówny…

55 Z Referatu jubileuszowego na 70-lecie Spółdzielni wynika, że Habichtówna została wysiedlona. 56 Biografia Władysławy Habichtówny… 57 Referat jubileuszowy na 50-lecie istnienia.. 58 Referat wydrukowany w miesięczniku „Domy Spółdzielcze” w kwietniu 1973 roku, na 60. Jubileusz Spółdzielni Mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie, archiwum Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht.

168

169


podkreśla kontynuowanie idei pierwszej w Krakowie kobiecej spółdzielni mieszkaniowej. Zgodnie z  zapisami statutu, domy Spółdzielni są domami o specjalnym przeznaczeniu dla kobiet samotnych, co wyklucza możliwość przekształcenia znajdujących się w tych domach lokali w spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu lub prawo odrębnej własności lokalu oraz przenoszenia przez Spółdzielnię własności lokali mieszkalnych na inne osoby. Organy Spółdzielni (dokładnie jak od początku jej istnienia) wykonują swą pracę społecznie. W poczet członkiń przyjmowane są wyłącznie kobiety samotne, nie posiadające tytułu prawnego do innego lokalu. Członkini spółdzielni ma prawo, za zgodą Zarządu, do zameldowania innej osoby, pozostającej z  nią w stosunku pokrewieństwa lub powinowactwa. Wyzwaniem dnia dzisiejszego Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht, ciągle borykającej się z problemami finansowymi, jest utrzymanie w  dobrym stanie posiadanej substancji mieszkaniowej oraz dokończenie rozpoczętej w  latach 90. modernizacji. Modernizacja polega na dostosowywaniu lokali do współczesnych standardów mieszkaniowych poprzez łączenie pojedynczych dotychczas pokoi i wyposażanie powstałych w ten sposób mieszkań w  osobne kuchnie i  łazienki. W  domu na ulicy Syrokomli tylko dwa lokale są jeszcze jednopokojowe, na ulicy Sołtyka pozostało ich siedem. Brak wyobcowania mieszkanek domów nadal jest cechą wyróżniającą spółdzielnię, choć życie towarzyskie członkiń, ze względu chociażby na zmianę wzorców społecznych, organizowane jest w inny sposób niż te „tradycyjne” – okolicznościowe wspólne herbatki czy gromadne wyjścia do kina, teatru, kawiarni. Spółdzielnia liczy aktualnie 49 członkiń (w  tym cztery członkinie oczekujące), dysponuje 47 lokalami, z których dwa są zajęte przez osoby nie będące już członkiniami – zgodnie ze statutem spółdzielni osoby przestające być „kobietami samotnymi” podlegają wykluczeniu z grona członkiń. Spółdzielnia nosi imię swej założycielki od 1988 roku. W  roku 1962, przy zmianie nazwy Towarzystwa na „Spółdzielnię Mieszkaniową Urzędniczek Pocztowych” Centralny Związek Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego (czsbm) w Warszawie kategorycznie odmówił zgody na uchwaloną już przez walne zgromadzenie nową nazwę spółdzielni (smup im. Władysławy Habicht). Wobec takiego stanowiska zwierzchnich władz spółdzielczych (prośby, apele, odwoływania się nie przyniosły skutku) zrezygnowano z  członu „im.

Władysławy Habicht” z krzywdą dla samej Habichtówny, wtedy już 95-letniej. Gorycz odmowy miały osłodzić dyplom uznania i nagroda (dwie froterki) dla spółdzielni od czsbm. Strażniczki pamięci Nie udało mi się dotrzeć do prywatnej spuścizny Władysławy Habichtówny (listów, zapisków, notatek…); wśród żyjących członkiń spółdzielni nie ma już tych, które znały i  pamiętały założycielkę. Udostępnione mi przez Spółdzielnię materiały wiązały się wyłącznie z obowiązkami Habichtówny, pełnionymi w  ramach Stowarzyszenia Urzędniczek oraz Towarzystwa Budowlanego; nie było wśród nich żadnych materiałów o charakterze osobistym, mimo że Habichtówna mieszkała w zarządzanym przez Spółdzielnię domu przy ul. Sołtyka 4 do końca życia i brak takich materiałów w zasobach archiwum wydaje się być nieprawdopodobny. Dostęp do życia prywatnego Habichtówny wydaje się być ściśle „chroniony”. Reprezentantki Zarządu Spółdzielni, z  którymi się kontaktowałam, prowadząc pracę nad tekstem, podkreśliły, że możliwość uzyskania jakichkolwiek dokumentów z  archiwum Spółdzielni obwarowana jest zobowiązaniem się przeze mnie do nieporuszenia w tekście zagadnienia (ewentualnego) związku miłosnego między Habichtówną a  Ciechanowską59. W  przedstawionym Zarządowi piśmie zobowiązałam się zatem do udostępnienia całości tekstu o Władysławie Habichtównie zarządowi Spółdzielni, z prawem autoryzacji wszelkich informacji (historycznych, aktualnych) dotyczących s p ó ł d z i e l n i. Na podstawie tego pisma, Zarząd Spółdzielni wyraził zgodę na udostępnienie mi materiałów archiwalnych. Wyobrażałam sobie, że archiwum Spółdzielni, znajdujące się przy ul. Sołtyka, będzie pomieszczeniem wypełnionym po brzegi dokumentami dotyczącymi prawie 100-letniej historii spółdzielni. Miast tego czekało na mnie kilka „odpisów z  oryginału”, czyli przepisane na maszynie dokumenty: odpis z  wydrukowanego w  1914 roku egzemplarza W  naszym domu, Referat jubileuszowy na 70-lecie istnienia Spółdzielni 59 Prawdopodobieństwo takiej relacji, przekraczającej wyłącznie przyjacielski wymiar, rozważała Sławomira Walczewska w swojej książce Damy, rycerze i feministki, Wydawnictwo efka, Kraków 2000.

170

171


mieszkaniowej Urzędniczek Pocztowych w Krakowie oraz Referat wygłoszony z okazji 50-lecia Spółdzielni. Nie uzyskałam dostępu do tych dokumentów w kształcie oryginalnym. W trakcie spotkania z przedstawicielkami zarządu, na którym miały mi one udostępnić materiały archiwalne, zorientowałam się, że archiwum w  powszechnym rozumieniu (uporządkowanego, całościowego zbioru dokumentów zlokalizowanego w jednym, ściśle określonym miejscu) nie istnieje. Okazało się, że znaczną część archiwalnych dokumentów Spółdzielni przechowuje w swoich prywatnych zbiorach jedna z członkiń spółdzielni, zaangażowana niegdyś w prace Zarządu i Rady. Udało mi się umówić z nią na spotkanie i to jej przede wszystkim zawdzięczam dostęp do dokumentów, na których opiera się niniejszy tekst. Zgodnie z moim zobowiązaniem wobec Spółdzielni, przed publikacją przesłałam przygotowany tekst o Władysławie Habichtównie Zarządowi do „autoryzacji” treści związanych ze Spółdzielnią. Tekst zawierał wtedy jedynie krótki przypis o  okolicznościach udzielenia mi zgody na dostęp do materiałów archiwalnych Spółdzielni, w  tym o  roszczeniu nieujmowania zagadnienia związku Habichtówny i Ciechanowskiej w tekście. W odpowiedzi Zarząd i Rada Nadzorcza Spółdzielni kategorycznie nie wyrażają zgody na zamieszczenie w tym przypisie słów: „w kontekście informacji o relacji, jaka wg publikacji Sławomiry Walczewskiej łączyła Habichtównę z Ciechanowską”. Zarząd i Rada Nadzorcza Spółdzielni, wyrażając wolę zdecydowanej większości członkiń, nie wyrażają zgody na powoływanie się na publikacje Sławomiry Walczewskiej, które Zarząd oraz Rada Nadzorcza Spółdzielni uznaje za zwykłą fikcję literacką60.

Agnieszka Brożkowska

60 Po lekturze tekstu w ostatecznym kształcie reprezentantki Spółdzielni przesłały Autorce następującą wiadomość: Zarząd i Rada Spółdzielni nie wyrażają zgody na umieszczenie w opracowanym przez Panią tekście wizerunku Władysławy Habichtówny oraz innych zdjęć dokumentacji archiwalnej Spółdzielni wykonanych przez Panią, ponieważ w rozdziale pod tytułem „Strażniczki przeszłości” naruszyła Pani dobre imię naszej założycielki. Informacja powyższa powinna zostać umieszczona w przypisach pod tekstem lub w wyżej wymienionym rozdziale. Równocześnie informujemy że fotokopie udostępnionych Pani materiałów nie mogą być wykorzystane w innych publikacjach – przyp. red.

172

Zawodowo zajmująca się zarządzaniem strategicznym, zarządzaniem zmianą, (współ) autorka kilkudziesięciu strategii rozwoju – ogólnych i branżowych – dla jednostek samorządu terytorialnego; miłośniczka szeroko pojętej eksploracji, podróży w kierunku wschodnim, fotografii. Nie wyobraża sobie życia bez przyjaciół, czytania książek i wyznaczania sobie celów.


Ola Migalska

Zofia Daszyńska-Golińska. Aktywność na wszystkich frontach

Daszy

Kiedy zaczynałam odkrywać „moją emancypantkę” – polską ekonomistkę, socjolożkę i działaczkę społeczną – moim zamiarem było nie tyle zgłębienie jej spuścizny naukowej i działalności w przestrzeni publicznej, ile raczej poznanie jej samej, tego, jaka była prywatnie, co lubiła i jaka była na co dzień. Szybko jednak okazało się, że to nie takie proste, bowiem w przypadku Zofii, niezwykle trudno oddzielić życie prywatne od działalności publicznej, to co lubiła najbardziej od tego, czym zajmowała się zawodowo. Czytając jej teksty, można odnieść wrażenie, że to właśnie praca była jej życiem, żywiołem, dzięki któremu realizowała swoje najgłębsze „ja”. Jaka więc była? Na pewno niesamowicie ambitna, pracowita i pełna energii, zawsze gotowa do działania i  podejmowania nowych wyzwań, zaangażowania się gdzieś jeszcze. Sama o sobie pisała: Pomyślne wyniki swych wielostronnych poczynań zawdzięcza Dr Zofja Daszyńska-Golińska wrodzonym swym niepowszednim zdolnościom, a także umiłowaniu pracy i przedziwnej umiejętności użycia czasu. Pracownica to niezmordowana, wytrwała, sumienna, nieustająca w wysiłkach – nie odpoczywa prawie – z każdej podjętej pracy wysnuwa wątek do wielu następnych; skoro ukończy jedno zadanie, wnet zeń wyrastają inne, różniczkują się lub też uzupełniają wzajemnie; jedne zajęcia są jakoby wytchnieniem, wypoczynkiem po drugich, wymagających większego natężenia myśli i woli, przeplatają się i następują po

175


podaje), gdzie Zofia, jej siostra Wanda oraz brat Michał spędzili dzieciństwo. Jej ojciec, Damian Poznański, był zarządcą ziemskim, pozbawionym własnych dóbr w poprzednim pokoleniu, zaś matka – Aniela z Puternickich, była córką lekarza z Warszawy. Porządkująca rzeczywistość i naukowo zdyscyplinowana natura Zofii każe jej zakwalifikować ojca jako typ „wiejskiego szlachcica”, który zachował przywiązanie do ziemi, zaś matkę jako typ „specjalnie miejski”, nie mogący pogodzić się z życiem na wsi. Taka typologia własnych rodziców w pierwszym akapicie autobiograficznych notatek sygnalizuje już na wstępie, że perspektywa naukowa i  widzenie świata przez jej pryzmat były dla Zofii charakterystyczne. Przy rozległości zajęć i  działalności, które w  życiu podejmowała, Zofia Daszyńska-Golińska była bowiem przede wszystkim naukowczynią – ekonomistką i socjolożką. Potwierdza to dalszy ciąg jej relacji o  dzieciństwie, kiedy pisząc o  artystycznych uzdolnieniach i  sukcesach swego rodzeństwa: brata – lekarza homeopaty, z  zamiłowania autora poezji i siostry, aktorki i śpiewaczki, podkreśla, że ona sama jeszcze przed dwunastym rokiem życia postanowiła zostać doktorem filozofii i tego postanowienia się trzymała. Choć rodzina nie należała do zamożnych, Zofia wspomina, że rodzice bardzo dbali o  edukację wszystkich dzieci, oprócz ukończenia gimnazjum rządowego (rozpoczętego w Warszawie a ukończonego w Lublinie), uczęszczała na prywatne lekcje z wielu dziedzin u wybitnych profesorów, znała również kilka języków obcych. Podkreśla, że od najmłodszych lat wpajano jej i jej siostrze, że powinny umieć na siebie zapracować. Prawdopodobnie taka baza pozwoliła jej powziąć śmiały plan wyjazdu na studia filozoficzne do Zurychu, gdzie odkryła swe pasje dla ekonomii politycznej i historii gospodarczej, które stały się głównym przedmiotem jej naukowych zainteresowań. Warunki materialne i niewystarczająca pomoc rodziny zmuszały Zofię do zarabiania pisaniem artykułów do niemieckojęzycznych pism, co jednak nie przeszkodziło jej w intensywnym zaangażowaniu się w działalność społeczną i aktywność pozanaukową. Była bardzo rzutką działaczką ruchu socjalistycznego, która nie opuściła niemal ani jednego zgromadzenia robotniczego. W tym środowisku poznała swego pierwszego męża, Feliksa Daszyńskiego (brata Ignacego), jednego z najwybitniejszych i najbardziej zaangażowanych działaczy socjalistycznych końca xix wieku w  Szwajcarii. Choć trwający zaledwie dwa lata związek wywarł ogromny wpływ na ukształtowanie się

sobie w różnych porach dnia i roku… i tak dalej, coraz dalej, szerzej, wyżej, jakoby pod naciskiem jakiejś konieczności bezwzględnej, jakiegoś wewnętrznego nakazu…1

Ten cytat nasuwa jednak kolejną cechę, charakterystyczną dla Zofii, która mnie szczególnie w niej urzekła, choć… nie od razu. Początkowo oczywiście pomyślałam o braku skromności… Potem uświadomiłam sobie, jak wyjątkowa była Zofia ze swą wiarą we własne możliwości! Jakim zwiastunem zmian musiała być dla całej rzeszy kobiet przełomu xix i  xx wieku osoba, która była w stanie skonstatować, jakim skokiem cywilizacyjnym dla kraju byłaby możliwość zwielokrotnienia równie jak ona wybitnych jednostek, skoro nawet ja w sto lat później uznałam w pierwszej chwili, że nie wypada się tak chwalić. Ale kiedy dotarło do mnie, że Zofia była jedną z najwybitniejszych ekonomistek europejskich swoich czasów, że oprócz poświęcania się nauce zrobiła jeszcze w życiu tyle innych rzeczy, uświadomiłam sobie, że przecież ona po prostu pisała o sobie prawdę. Taką, jaką chciała przekazać następnym pokoleniom. I w toku jej opowieści autobiograficznej, potem już tylko urzekało mnie to, że ta kobieta sprzed stu lat nie miała przykrej skłonności do szukania winy w sobie, kiedy odmówiono jej habilitacji albo gdy nie chciano wydawać jej książek. Dlatego, chociaż w biografii Zofii odkryłam także ciemniejsze karty jej działalności, to uznanie jej za jedną z pionierek polskiego feminizmu uważam za oczywiste. Mimo, że z  pewnością była wielką ekonomistką i  przyczyniła się do rozwoju polskiej nauki, mimo jej rozległego zaangażowania społecznego, to właśnie ta zdrowa ocena własnej wartości i afirmacja samej siebie okazała się tym, co było w niej dla mnie najistotniejsze i czego mogę się wciąż dziś od niej uczyć. Na froncie życia Zofia urodziła się 6 sierpnia 1866 roku w  Warszawie, jednak, jak sama pisze: był to jedynie chwilowy pobyt matki w stolicy, rodzina mieszkała bowiem na wsi (której nazwy ani lokalizacji w swoich notatkach autobiograficznych nie 1

Z. Daszyńska-Golińska, Dr Zofia Daszyńska-Golińska. Pionierka wiedzy gospodarczo-społecznej w Polsce, [w:] Życiorysy zasłużonych kobiet, Kraków 1932, s. 5.

176

177

10. Zofia Daszyńska-Golińska


światopoglądu Zofii i jej wierność ideologii socjalistycznej, to wspomina ona Feliksa raczej w lakonicznych słowach:

tamtejszy uniwersytet. Po roku spędzonym w Wiedniu wróciła do Warszawy, gdzie spędziła cztery lata. W trakcie tego pobytu znajdowała się pod dozorem policyjnym, prawdopodobnie za działalność i  wypowiedzi antypaństwowe i socjalistyczne. W Warszawie wykładała na Uniwersytecie Latającym, pracowała w redakcjach kilku pism, m.in. „Prawdzie”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Głosie”, „Ateneum”. Cały czas zmagała się jednak z cenzurą. Ostatecznie, ten okres aktywnej działalności warszawskiej (jak sama twierdzi: nie było prawie pisma, do któregobym nie pisała) zakończyło jej wydalenie z Królestwa Polskiego bez prawa powrotu za udział w  patriotycznej manifestacji ku czci Jana Kilińskiego, w  setną rocznicę insurekcji warszawskiej. Postanowiła zatem wyjechać do Berlina, aby kontynuować karierę naukową. Od 1894 roku pracowała jako docentka Uniwersytetu Humboldta, gdzie brała udział w seminariach najwybitniejszych ekonomistów i socjologów tego okresu, m.in. Seringa, Simmla, Wagnera, co miało niebagatelne znaczenie dla jej późniejszej pracy popularyzatorskiej i  nieustannych prób przenoszenia na polski grunt osiągnięcia ówczesnych nauk społecznych z  całego świata. Okres studiów w Niemczech Zofia wspomina bardzo dobrze. Podkreśla, jak wiele skorzystała z zetknięcia się z kulturą i nauką niemiecką oraz jak doceniano tam jej pracę i zdolności. W notatkach wspomina, że choć teraz żałuje, iż nie przyjęła wielu propozycji pozostania w Niemczech i kontynuowania tam kariery naukowej (m.in. zaproponowano jej kierowanie instytutem zajmującym się pracą kobiet, co szczególnie ją interesowało), to tęsknota za krajem kazała jej wrócić na ziemie polskie. Nie mogąc osiedlić się w ukochanej Warszawie, zamieszkała w Krakowie. Jak sama przyznaje, był to nowy dla niej etap, w Krakowie poznała bowiem swego drugiego męża, botanika pomologa – Stanisława Golińskiego. Według Wielkiej Księgi Adresowej Miasta Krakowa i Podgórza z 1910 roku, Stanisław Goliński, krajowy instruktor ogrodnictwa, zamieszkiwał w  Półwsiach Zwierzyniec, przy ul. Kościuszki 48. Zapewne tam również mieszkała jego żona, Zofia oraz okresowo, jej przybrany syn, z  wcześniejszego związku Stanisława Golińskiego. Choć okres krakowski w życiu Zofii również był bardzo aktywny, angażowała się zarówno w działalność naukowo-dydaktyczną, jak i społeczną, choć spędziła w Krakowie dwadzieścia lat życia, wypowiada się o tych latach

Był to człowiek niezwykle zdolny, wybitny mówca, agitator, natura wulkaniczna, a jednocześnie człowiek łagodny i dla ludzi życzliwy. Rokował wielkie nadzieje jako polityk i pisarz2.

Na tym kończy Zofia swoje wspomnienie o pierwszym mężu i przechodzi do swej dalszej kariery naukowej. Dlaczego? Czy dlatego, że małżeństwo trwało tak krótko i z perspektywy czasu wydawało się Zofii mało istotne w jej biografii, czy wręcz przeciwnie, utrata w tak młodym wieku i tak szybko ukochanego człowieka była dla niej zbyt bolesnym doświadczeniem, aby do niego wracać czy też, co wydaje mi się najbardziej przekonujące, powściągliwość, zdyscyplinowanie i budowanie wizerunku poważnego naukowca nie pozwalały Zofii na pisanie o  intymnych sprawach. O  drugim mężu (Stanisławie Golińskim), z którym spędziła kilkadziesiąt lat życia, pisze nieco więcej i nieco cieplej, ale również stosunkowo niewiele: Mąż mój był kierownikiem Wydziału Ogrodniczego w Puławach. […] Był to zawsze mój właściwy dom, gdzie miałam obszerne mieszkanie, męża, bez którego rady nigdy nie przedsiębrałam żadnych ważniejszych postanowień, człowieka, przed którym nie miałam nic ukrytego, ani on przede mną żadnych tajemnic3.

Wiadomo jednak, że Feliks miał na Zofię wielki wpływ, był również dla niej partnerem intelektualnym, łączyła ich wspólna idea socjalistyczna, której w młodych latach Zofia była w  pełni oddana. Oboje byli bardzo aktywni w kołach socjalistycznych i marksistowskich w Szwajcarii, Zofia tłumaczyła również artykuły niezwykle dużo publikującego Feliksa. Jeszcze w Zurychu, w 1891 roku, Zofia Daszyńska obroniła doktorat z zakresu demografii. Dalszą naukę kontynuowała w  Wiedniu, pod kierunkiem wybitnego ekonomisty Inama Sternegga, jednak, jak wspomina, korzystała z  jego wskazówek prywatnie, ponieważ jako kobieta nie miała wstępu na 2 Ibidem, s. 9. 3 Ibidem, s. 16.

178

179


z nutką żalu i rozczarowania. Kraków nie był dla Zofii Daszyńskiej- Golińskiej przyjaznym miastem:

zawodowym, pozostała w niej już na zawsze. Czuła się rozczarowana tym, że w ojczyźnie, do której wróciła – choć nie musiała, mając tyle propozycji zagranicą – wiedziona tęsknotą, nie przyjęto jej w sposób, na jaki zasługiwała i na jaki liczyła. Mimo poczucia porażki, Daszyńska prowadziła w Krakowie bardzo aktywne życie zawodowe. Pracowała na Uniwersytecie Ludowym im. Adama Mickiewicza (z  siedzibą przy ul. Szewskiej 16), wykładała również w  Szkole Gospodarstwa Domowego we Lwowie, na kursach Baranieckiego (ul. Karmelicka 32, wcześniej Franciszkańska 4), zorganizowała Szkołę Nauk Politycznych i  Społecznych, gdzie wykładał m.in. Józef Piłsudski. Udzielała się również społecznie, angażując się w prace Czytelni dla Kobiet, w której nie tylko prowadziła spotkania i odczyty, ale również czuwała nad prawno-ekonomicznym funkcjonowaniem instytucji. Poza tym, w 1914 roku, współtworzyła Ligę Kobiet Galicji i Śląska (z siedzibą przy ul. Gołębiej 20), niepodległościową organizację kobiecą, której misją było szerzenie idei niepodległości Polski, ale również opieka nad rannymi, sierotami i wdowami wojennymi. Działała również w Lidze Kobiet Pogotowia Wojennego, w ramach której w latach 1917–1919 była redaktorką pisma „Na Posterunku”, tygodnika kobiecego poświęconego sprawom społecznym, ekonomicznym, pedagogicznym i etycznym, który w swej biografii określa jako organ polityczny kobiet stojących na stanowisku ideologii komendanta J. Piłsudskiego9. Tygodnik, jak podkreśla Aneta Górnicka-Boratyńska, oprócz zagadnień odzyskania niepodległości, bardzo mocno akcentował również kwestie równouprawnienia kobiet oraz ogromnej roli, jaką miała odgrywać praca kobiet w sferze publicznej w odrodzonej Polsce10. Redakcja „Na Posterunku” mieściła się najpierw przy ul. Kremerowskiej 10, następnie przy Al. Słowackiego 23, zaś w 1918 roku przeniosła się, już pod kierunkiem Heleny Witkowskiej, na ul. Szpitalną 7. Zaangażowanie w sprawy kobiet nie było jedyną domeną Zofii na płaszczyźnie działalności społecznej. Zdecydowanie jej to nie wystarczało. Z równie wielkim zapałem organizowała też ruch walki z  alkoholizmem. Z  jednej strony, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie występowała z referatami,

[…] nie mogę powiedzieć, aby nas tam pieszczono. Wprawdzie ja i mój mąż mieliśmy dużo uznania, a może i pewien wpływ na bieg życia, ale takie tylko dochody, które z trudem wystarczały na utrzymanie4.

W nieprzychylnej ocenie Krakowa utwierdziło Zofię także odmowne rozpatrzenie jej podania o habilitację, o którą zwróciła się do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego, co argumentowano faktem, iż jej dorobek naukowy nie zaznaczył się wybitnie w nauce europejskiej5. Jak jednak ironicznie stwierdza Zofia, wybitnie oziębiały się stosunki z profesorami krakowskiemi za każdą nową wydaną przeze mnie książką6. Co więcej, niemal wszystkie książki i artykuły wydawała w Warszawie, ponieważ wydawnictwa oraz czasopisma krakowskie nie były nimi zainteresowane. Choć, jak sugeruje Natali Stegmann7, zarówno to lekceważenie dla jej pracy, jak i odmowa habilitacji, która jako habilitacja kobiety w dziedzinie ekonomii, byłaby w Krakowie sensacją, w dużym stopniu wynikały z barier związanych z jej płcią, to Zofia nie rozpatrywała ich w ten sposób. Chociaż dużo miejsca poświęcała kwestii kobiecej, właściwie nigdzie w swej biografii nie wspomina, że ona sama jako kobieta doświadczyła jakiejś formy dyskryminacji, a swoją deprecjację w akademickim świecie Krakowa wiązała raczej ze swą działalnością polityczną i etykietą socjalistki. Wspomina nawet, że w Krakowie sugerowano jej, żeby dyplom doktorski, wydany pod nazwiskiem Daszyńska, zamienić na inny, na nazwisko Golińska, gdyż to pierwsze źle się kojarzyło w konserwatywnym Krakowie. Odmówiłam ze śmiechem, a goryczą w duszy8. Zdaniem Natali Stegmann, ta gorycz, związana z pewnym zahamowaniem jej kariery po powrocie do Polski, z  poczuciem degradacji w  życiu 4 5 6 7

Ibidem, s. 11. Ibidem, s. 12. Ibidem, s. 12. N. Stegmann, Die Töchter der geschlagenen Helden. „Frauenfrage”, Feminismus und Frauenbewegung in Polen 1863–1919, Quellen und Studien 11, Harrassovitz Verlag, Wiesbaden 2000, s. 118–120. 8 Z. Daszyńska-Golińska, op.cit., s. 12.

9 Ibidem, s. 15. 10 A. Górnicka-Boratyńska, Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1879–1939, Warszawa 1999, s. 265.

180

181


pisała artykuły do pism i książek na temat alkoholizmu, z drugiej budowała oddolnie towarzystwa abstynenckie. W  Krakowie założyła robotnicze zrzeszenie abstynentów „Trzeźwość” (ul. Wiślna 5), w działalność dwóch kolejnych stowarzyszeń: „Eleuteria” i „Przyszłość” aktywnie się włączała, pisząc broszury i  artykuły, organizując kongresy i  wiece czy redagując pismo poświęcone problematyce przeciwdziałania alkoholizmowi „Wyzwolenie”. Po wojnie i odzyskaniu niepodległości Zofia wraz z mężem przeniosła się do Warszawy. Fakt, że zrobiła to natychmiast, gdy było to możliwe, potwierdza tylko jej złe samopoczucie związane z pobytem w Krakowie i tęsknotę za Warszawą, którą nazywała swym rodzinnym miastem. W  stolicy kontynuowała pracę naukową oraz pedagogiczną. Od 1919 roku pracowała na etacie profesorskim na Wydziale Nauk Politycznych i  Społecznych Wolnej Wszechnicy Polskiej – instytucji, z którą czuła się mocno związana, i na której, jak się wydaje, czuła się wreszcie doceniana. Wykładała m.in. ekonomię społeczną, historię doktryn ekonomicznych, ochronę pracy, politykę populacyjną. Podkreśla również, że jako pierwsza wprowadziła tam jako formę pracy ze studentami seminaria i ćwiczenia seminaryjne, które od początku okazały się wielkim sukcesem i cieszyły się szczególnym umiłowaniem profesorów i frekwencją studentów. Jednocześnie z pracą naukową, Zofia ponownie zaangażowała się w działalność polityczną. Jeszcze w czasie wojny związała się z obozem Piłsudskiego, którego darzyła wielkim sentymentem i zaufaniem politycznym, zaś po osiedleniu się w Warszawie pracowała w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, zajmując się sprawami pracy kobiet i młodocianych. W 1921 roku Zofia zrezygnowała jednak z  pracy w  Ministerstwie, ponieważ trudno jej było pogodzić obowiązki urzędniczki z  profesurą, a  jak podkreślała, była przecież także żoną i gospodynią domową. Do polityki powróciła jeszcze w 1928 roku, kiedy z ramienia Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem została senatorką. Co jednak podkreśla, zgodziła się wziąć udział w wyborach dlatego, że jej kandydaturę wysunęły kobiety, a co więcej, popierał ją Piłsudski. W Senacie zajmowała się sprawami polityki społecznej, mieszkaniowej, emigracyjnej i walki z alkoholizmem, współpracowała również ze Związkiem Pracy Obywatelskiej Kobiet, w którego zjazdach brała aktywny udział i pisała artykuły do jego pisma „Praca Obywatelska”. Z polityki wycofała się w 1930 roku, z własnego

wyboru, nie przystępując do kolejnych wyborów. W tym czasie zachorował i zmarł jej drugi mąż, w związku z czym w większym stopniu poświęciła się sprawom prywatnym. W  1932 roku, w  ramach cyklu Życiorysy zasłużonych kobiet, Zofia Daszyńska-Golińska opublikowała swój szkic autobiograficzny, w  którym podkreślała, że nie wyklucza ponownego zaangażowania w życie polityczne w przyszłości, jak również aktywnej pracy społecznej w ruchu przeciwdziałania alkoholizmowi czy pracy na rzecz kobiet. Zmarła jednak 2 lata później, 19 lutego 1934 roku w Warszawie. Czytając jej notatki autobiograficzne, odniosłam wrażenie, że dla Daszyńskiej-Golińskiej życiem była praca. To przedstawieniu rozległości swych zajęć, działalności, osiągnięć na tak różnych płaszczyznach poświęca najwięcej miejsca. O sprawach prywatnych wspomina tylko czasem, sprawiając wrażenie, że pisze o tym z uwagi na formę życiorysu, w której takie podstawowe informacje powinny się znaleźć. O jej ogromnej ambicji świadczy nie tylko różnorodność i skala jej działalności, ale także sposób, w jaki o samej sobie pisała. Nie ma tu miejsca na fałszywą skromność. Bez ogródek pisze o tym, co uważa za swoje największe sukcesy, o tym, że po prostu była zdolna i utalentowana, a także o tym, że w swoim przekonaniu, nie była doceniana na tyle, na ile należało jej się to ze względu na jej bogaty dorobek i osiągnięcia. Na froncie naukowym Warto podkreślić, że Zofia Daszyńska-Golińska należy dziś do grona klasyków polskiej ekonomii. W każdym podręczniku do tego przedmiotu znaleźć można jej nazwisko, chociaż, jak zaznaczyłam wcześniej, sama uważała, że nie osiągnęła tyle, na ile było ją stać, jej kariera naukowa nie rozwinęła się w  taki sposób, by mogła czuć się całkowicie spełniona. Zofia zakładała, że z powodu powrotu do Polski po studiach i krakowskiego okresu niepowodzeń w  środowisku akademickim, jej możliwości zostały zaprzepaszczone. Choć była jedną z nie tak wielu kobiet z doktoratem na ziemiach polskich na przełomie xix i xx wieku, choć jako kobieta stanowiła wręcz wyjątek w ekonomicznym środowisku akademickim i  to wyjątek wybitny, choć była autorką wielkiej ilości publikacji, których spora część stała się klasyką w swojej 182

183


dziedzinie, Zofia Daszyńska-Golińska wierzyła, że to, czego dokonała, to tylko część jej możliwości. Głównym przedmiotem jej zainteresowań naukowych była ekonomia polityczna, historia gospodarcza, demografia i związana z  nią polityka populacyjna, ale poruszała się po bardzo różnych obszarach nauk społecznych. Sporo prac poświęciła socjologii pracy – szczególnie interesowały ją zagadnienia warunków pracy i życia robotników czy ochrony i higieny pracy – socjologii rodziny i małżeństwa czy kwestii równouprawnienia kobiet w życiu publicznym. Interesowała ją również teoria ekonomii; chociaż sama raczej nie była teoretyczką, polska ekonomia właśnie dzięki jej ogromnej pracy syntetyzującej dorobek europejskiej i  światowej myśli ekonomicznej, który starała się przekładać na grunt polski, mogła rozwijać się, czerpiąc z  osiągnięć najwybitniejszych ówczesnych umysłów. Daszyńska-Golińska zapisała się w historii myśli ekonomicznej także jako niezwykle pracowita edytorka. Redagowała Biblioteczkę Dzieł Społeczno-Ekonomicznych, która w  kilkunastu opasłych tomach przywróciła nauce polskiej dzieła zapomnianych już wtedy ekonomistów, była też inicjatorką powstania serii Biblioteki Wyższej Szkoły Handlowej.

religijnych11. Jednak nawet u schyłku życia zachowała sympatię i pozytywny stosunek do socjalizmu, ponieważ jego świat krytyki ustroju obecnego, nastawienie na współczucie z szerokiemi masami, idealizacja pracy, to wszystko czyni mi socjalizm szczególnie bliskim i pokrewnym12. Wydaje się, że to przede wszystkim szczególna wrażliwość Zofii na krzywdę ludzką, nędzę i  solidaryzowanie się z  najbardziej wykluczonymi nie pozwoliły ekonomistce wyrzec się socjalistycznej ideologii. Natali Stegmann sugeruje, że nie bez znaczenia był fakt wychowania się Zofii w niezbyt zamożnej rodzinie, konieczność zapewnienia sobie bytu oraz wpajanie wartości pracy od najmłodszych lat. Bardzo aktywnie wpisywała się również w polskie i międzynarodowe ruchy kobiece i feministyczne. Od połowy lat 80. xix wieku była związana z Kołem Pracy Kobiet. W  1896 roku, uczestnicząc w  Międzynarodowym Kongresie Kobiet w  Berlinie, poznała wiele działaczek ruchów kobiecych z  całego świata, m.in. Lilly Braun i  Linę Morgenstern, z  którymi nawiązała współpracę, publikując później w niemieckim czasopiśmie Die Gleichheit [Równość]. Tam również zetknęła się z  prężnie rozwijającą się myślą feministyczną Europy Zachodniej, z czego często potem korzystała w swoich tekstach przeznaczonych dla polskich czytelniczek. Kilkakrotnie brała aktywny udział w Zjazdach Kobiet Polskich w Zakopanem (1899), Krakowie (1905) i Warszawie (1907, 1917). W  1907 roku wraz z  Pauliną Kuczalską-Reinschmit utworzyła Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich. W  okresie międzywojennym angażowała się w działania kilku kobiecych organizacji, jak: Klub Polityczny Kobiet Postępowych, Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet czy wspomniane już Stowarzyszenie Kobiet z Wyższym Wykształceniem. Prowadziła również polską sekcję Women’s International League for Peace and Freedom. O swoim zaangażowaniu w walkę o równouprawnienie kobiet Zofia pisze:

Na froncie społecznym Pisząc o Zofii jako o działaczce społecznej, podkreślić trzeba jej zaangażowanie w ruchy antyalkoholowe, w walkę o prawa kobiet w przestrzeni publicznej, udzielanie się w licznych stowarzyszeniach, jak m.in: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej, Klub Polityczny Kobiet Postępowych, Towarzystwo Kobiet z Wyższem Wykształceniem, jednak nie można pominąć jej zaangażowania jako socjalistki. Najaktywniejsza działalność w kołach marksistowskich i socjalistycznych przypada na lata jej studiów, a szczególnie związku z Feliksem Daszyńskim. Z upływem lat Zofia nabierała coraz większego dystansu do ideologii socjalistycznej, zwłaszcza do takich jej aspektów jak: socjalistyczna teoria wartości i  koncentracji kapitału, wiara w  moc rewolucji społecznej, ponad którą Daszyńska przedkładała ewolucję indywidualności ludzkich, uczuć i przekonań oraz brak pierwiastków etycznych czy

11. Sufrażystki w Krakowie. Dzień Kobiet, 1911 r.

Stosunek mój do kwestji kobiecej jest żywy i serdeczny od wczesnej młodości. Pierwszą moją mistrzynią była p. Reinschmit Kuczalska, jakkolwiek nigdy nie mogłam dojść do tak wysokiego jak u niej napięcia uczuć w tym kierunku. Zajmowałam się kwestją pracy 11 M. Śliwa, Sylwetki polskich socjalistów: studia i szkice, Wydawnictwo Naukowe ap, Kraków 2000. 12 Z. Daszyńska-Golińska, op.cit., s. 24.

184

185


zapewnienia, że nigdy żadna kobieta nie była zwolenniczką wojny czy też, że tylko kobiety, które dają życie i są jego strażniczkami, są w stanie przebudować życie społeczne od podstaw16, to jednak siła jej argumentów była ogromna. W bardzo racjonalny, a jednocześnie nieco podniosły sposób, przekonywała swe czytelniczki i czytelników do zwiększenia udziału kobiet w polityce. Posługując się statystykami i przykładami z całego świata, pokazując dobre praktyki i sukcesy kobiet w państwach, w których doprowadziły do reform społecznych czy konstruowały i uchwalały ustawy, pisząc zawsze o konkretnych sprawach, w bardzo sprytny sposób wykorzystywała swój naukowy autorytet do budowania zaufania wokół tzw. „kwestii kobiecej”. Nietrudno wyobrazić sobie wypieki na twarzy, z jakimi pełne nadziei i wiary we własne możliwości dziewczyny czytały sugestywne i płomienne słowa profesor Zofii Daszyńskiej-Golińskiej – kobiety, która nie mogła się mylić. Nie do przecenienia jest jej rola w budzeniu świadomości, zapału i przekonania o własnym sprawstwie całych rzesz polskich dziewcząt i kobiet, ale także w wyposażaniu je w wiedzę i argumenty, pozwalające im być partnerkami w dyskusjach z  przeciwnikami kobiet w  przestrzeni publicznej, którym mogły zamykać usta choćby niepodważalnymi danymi liczbowymi dotyczącymi sukcesów parlamentarnej pracy kobiet w Finlandii, Australii, Norwegii czy w Polsce.

kobiet, zawodów kobiecych, wykształcenia, wreszcie praw politycznych […]. Całkowite równouprawnienie, dostęp do każdego zawodu i na każde stanowisko jest postulatem demokracji społecznej, oraz jedyną drogą wiodącą do tego, aby cywilizacja skorzystała z walorów duszy kobiecej, które w reformach społecznych najważniejszą spełniają rolę13.

Rzeczywiście bowiem, feminizm Zofii Daszyńskiej był nieco inny od zachodniego nurtu, ku jakiemu skłaniała się Kuczalska-Reinschmit. Zdaniem Natali Stegmann, u Daszyńskiej-Golińskiej zaważyła o  tym kwestia jej wielkiego oddania „sprawie narodowej”, w związku z czym Zofia szczególną wagę przykładała do obowiązków obywatelskich kobiet w sferze publicznej i wynikających z nich również praw. Ekonomistka ta widziała w kobietach, przenoszących cnoty niezbędne w życiu publicznym na teren sejmowy, siłę napędową nowej cywilizacji przyszłości14. Na takie poglądy Zofii Daszyńskiej-Golińskiej ogromnie wpłynęło oczywiście świeże doświadczenie wojny, którą uważała za kwintesencję i wykwit dotychczasowej męskiej kultury, dla której mało istotne były podstawowe wartości humanitaryzmu, które kobiety mają niejako w naturze: Polityka kobiet nawet wśród szalejącej burzy wojennej była polityką pokoju, a cywilizacja przyszłości, o ile dopuszczone w niej będą do trwałego udziału kobiety, musi wesprzeć się na elementach humanitaryzmu, musi dążyć w każdym kraju do tworzenia ludowego państwa pracy, którego celem nie będzie wojna, zabór i rozszerzanie rynków zbytu, ale zdrowie, zadowolenie i rozwój intelektualny jak najszerszych mas. Nowe wartości, jakie wnoszą kobiety już obecnie do życia politycznego, mówią wyraźnie o tym kierunku polityki15.

Żeby nie było laurki… O ile jednak swym zaangażowaniem dla walki o prawa kobiet, Zofia wzbudziła mój podziw, szacunek i wdzięczność, to jednak nie chciałabym przemilczeć spraw, które wiążąc się z jej nazwiskiem, wpisały ją również w mocno kontrowersyjne nurty umysłowe pierwszej połowy xx wieku. Obok działalności w wymienionych wcześniej wielu innych organizacjach, Zofia Daszyńska-Golińska była także aktywną członkinią Polskiego Towarzystwa Eugenicznego, dla którego pisała artykuły, brała udział w zjazdach i wygłaszała odczyty. Muszę przyznać, że z dość dużą przykrością przeczytałam, że odkryta dopiero dla mnie

Uświadamianiu i edukowaniu społeczeństwa (często na łamach redagowanego przez siebie pisma „Na Posterunku”), jak zbawienny wpływ na rządy i rozwój państw na całym świecie, mają kobiety tam, gdzie zostały dopuszczone do władzy, poświęciła Daszyńska-Golińska niezliczoną ilość artykułów, wykładów czy wystąpień publicznych. I  choć dziś nieco naiwnie brzmią 13 Ibidem. 14 Z. Daszyńska-Golińska, Kwestia kobieca a małżeństwo, [w:] A. Górnicka-Boratyńska, op.cit., s. 280. 15 Ibidem, s. 279.

16 Z. Daszyńska-Golińska, Kobiety we współczesnym życiu publicznym, [w:] A.Górnicka-Boratyńska, op.cit., s. 269–270.

186

187


jedna z matek polskiego feminizmu, z którą właśnie poczułam się związana i jej jednocześnie zobowiązana, pisała m. in. o tym, że

eugenicznej kontroli, zaangażowanie Daszyńskiej-Golińskiej w ten ruch nabiera bardzo dramatycznego wydźwięku. Chociaż z  pewnością nie była w  mainstreamie tej ideologii, wielokrotnie polemizowała z  jej największymi piewcami i odrzucała wiele z jej założeń19, to jednak w pewnym sensie nie mogę i nie chcę usprawiedliwiać tej części jej działalności. Z pewnością Zofia Daszyńska-Golińska nie zgodziłaby się z kierunkiem, w jakim eugenika poszła już w  kilka lat po jej śmierci i  jaką ideologię wspierała, jednak wysoko ceniąc jej szerokie horyzonty, możliwości intelektualne i wrażliwość społeczną, nie mogę pogodzić się z tym, że swoim autorytetem wzmacniała politykę rasową (choć oczywiście wtedy jeszcze sformułowanie to nie wiązało się z rasizmem w dzisiejszym rozumieniu, ale z ideą ulepszania ludzkości poprzez stymulowanie jej do zmian) i w pewnym sensie, uprzedmiotowienia człowieka. Jestem zresztą pewna, że Zofia Daszyńska-Golińska sama również życzyłaby sobie być ocenianą według najwyższych standardów. Na zakończenie chciałabym dodać, że Zofia Daszyńska-Golińska była kobietą z krwi i kości, taką, której zdarzało się również błądzić. Na pewno jednak była jednostką wybitną, o wyjątkowej energii, która chciała zmieniać świat na lepsze na takie sposoby, jakie wydawały jej się najwłaściwsze. Ma niepodważalne zasługi dla polskich nauk społecznych, ale także na płaszczyźnie społecznej. Walczyła o prawa pracy, prawa kobiet, prawo do wolności i rozwoju każdego człowieka, zwalczała alkoholizm20, który był w jej czasach plagą wśród uboższych warstw społecznych. Ma również ogromne zasługi w popularyzowaniu wiedzy i kształtowaniu świadomości społecznej. Była niezwykle płodną publicystką, redaktorką wielu pism, w których tłumaczyła, argumentowała i przekonywała na bardzo różnych poziomach i w takich słowach, by dotrzeć do tych, do których dotrzeć chciała. Przede wszystkim jednak, nigdy nie traciła sprzed oczu idei doskonalenia siebie i świata:

[…] iluzja, że wytworzyć się da rasa wyższych ludzi należy niewątpliwie do szlachetnych złudzeń, które pokonywać każą obecnemu pokoleniu trudności doskonalenia. Piękniejszym jest wszak cel udoskonalenia rasy, niż doskonałości osobniczej. […] Wchodzimy w okres walki ze zwyrodnieniem rasy, walki o lepszy, wyższy materiał ludzki, a walkę tę nadmierny przyrost ludności utrudnia i hamuje17.

Co prawda nawet z tych słów można wywnioskować, że oddanie eugenice wynikało u Daszyńskiej-Golińskiej z jej wiary w postęp, w doskonalenie ludzkości i  dążenie do zbudowania szczęśliwego społeczeństwa, jednak trudno pogodzić się z tym, że tak wykształcona i zorientowana w świecie osoba nie zauważała niebezpieczeństw i ciemnych stron eugeniki. W  dość niesprawiedliwy i  jednostronny sposób zaangażowanie w  walkę o równouprawnienie kobiet Zofii Daszyńskiej-Golińskiej interpretuje Maria Jonczyk-Rosół: Szybkie postępy równouprawnienia kobiet jako rezultaty działań prawno-publicznych zmierzają ku stworzeniu ras lepszych, podobnie jak walka o prawa polityczne, walka z alkoholizmem, prostytucją, chorobami wenerycznymi, usuwa zwyrodnienie rasy. Kwestię kobiecą sytuowała w kontekście interesu gatunku, gdyż wzrost indywidualności kobiet wpływa na rozrodczość18.

Choć poglądy feministyczne Daszyńskiej-Golińskiej z pewnością miały bogatą genezę, przede wszystkim związaną również z jej socjalistycznym światopoglądem, to jednak nie da się zaprzeczyć, że eugenika była formą uprzedmiotowienia człowieka. Zwłaszcza dziś, z perspektywy historycznej i w dobie, kiedy nauka dostarcza coraz doskonalszych narzędzi tak rozumianej

19 Zob. M. Jonczyk-Rosół, Poglądy Zofii Daszyńskiej-Golińskiej… 20 Daszyńska-Golińska organizowała m.in. ii Zjazd Abstynentów Polskich w czerwcu 1905 roku w Krakowie, na którym wygłosiła referat pt. Czem zastąpić alkohol w życiu jednostki i narodu. W „Nowym Słowie” ukazała się zapowiedź zjazdu wraz z adresem Zofii Daszyńskiej-Golińskiej, na który można było przesyłać propozycje referatów: ul. Felicjanek 27, ii p. Kronika społeczna, „Nowe Słowo”, 1905, nr 11, s. 253 – przyp. red.

17 M. Jonczyk-Rosół, Poglądy Zofii Daszyńskiej-Golińskiej na temat eugeniki, „Dianoia. Internetowe czasopismopismo filozoficzne Zakładu Filozofii Akademii im. J. Długosza w Częstochowie”, http://www.wns.ajd.czest.pl/ifsp/zfi/aktualnosci/doc/2007_acta_f. pdf, dostęp 10.03.2010. 18 Ibidem, s. 13.

188

189


bibliografia

Tylko mieć w sobie trzeba nieprzeparte pragnienie dostrojenia życia do wyższej miary, zdobywania wartości idealnych i materjalnych, niezależnie od zajmowanego stanowiska, od ciężkich nieraz warunków, od trudów i przeszkód. Boć przeznaczeniem najwyższem człowieka na ziemi jest stworzenie samego siebie” i przejawienie się w czynie społecznym21.

Ola Migalska

Z pochodzenia Częstochowianka, z zasiedzenia Krakowianka. Socjolożka oraz absolwentka podyplomowych studiów z zakresu zarządzania organizacjami pozarządowym. Obecnie pracuje w trzecim sektorze, interesuje się gender/queer studies, antropologią społeczną i socjologią religii oraz jeszcze wieloma innymi sprawami.

Daszyńska-Golińska Z. Górnicka-Boratyńska A. Jonczyk-Rosół M.

Stegmann N. Śliwa M.

21 Z. Daszyńska-Golińska, Dr Zofia…, s. 5.

190

191

A biographical dictionary of women’s movements and feminism. Central, Eastern, and South Eastern Europe 19th and 20th centuries, red. F. de Haan, K. Daskalova, A. Loufti, Central European University Press, Budapeszt 2006. Dr Zofia Daszyńska-Golińska. Pionierka wiedzy gospodarczo-społecznej w Polsce, [w:] Życiorysy zasłużonych kobiet, Kraków 1932. Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1879–1939, Warszawa 1999. Poglądy Zofii Daszyńskiej-Golińskiej na temat eugeniki, „Dianoia. Internetowe czasopismopismo filozoficzne Zakładu Filozofii Akademii im. J. Długosza w Częstochowie”, http://www.wns.ajd.czest.pl/ifsp/zfi/aktualnosci/doc/2007_ acta_f.pdf, dostęp 10.03.2010. Polski Słownik Biograficzny, T. 8, Instytut Historii pan, Wrocław–Kraków– Warszawa 1959–1960. Die Töchter der geschlagenen Helden. „Frauenfrage”, Feminismus und Frauenbewegung in Polen 1863–1919, Quellen und Studien 11, Harrassovitz Verlag, Wiesbaden 2000. Sylwetki polskich socjalistów: studia i szkice, Wydawnictwo Naukowe ap, Kraków 2000.


Donha

Agnieszka Misina

Helena Donhaiser-Sikorska. Pierwsza krakowska lekarka

15.12 […] Helena z Donhaiserów Sikorska jako pierwsza kobieta uzyskała na polskim uniwersytecie doktorat medycyny. Promował ją profesor Henryk Jordan1 – taką informację podaje „Kronika Krakowa” na stronie poświęconej wydarzeniom 1906 roku. I  jest to w  zasadzie wszystko, co można na temat Heleny Donhaiser-Sikorskiej przeczytać w najważniejszych i najbardziej poczytnych opracowaniach na temat dziejów Krakowa. Osoba poszukująca informacji o Helenie Donhaiser nie ma łatwego zadania, gdyż jest to postać nie tyle zapomniana, co jak się wydaje, przez historię zupełnie pominięta. W  niniejszym artykule postaram się przybliżyć postać oraz działalność pierwszej dyplomowanej w Polsce lekarki. * Helena Donhaiser urodziła się 25 kwietnia 1873 roku w Krakowie, w  rodzinie niezamożnej inteligencji. Ojciec Heleny, Józef Donhaiser, był budowniczym, a  matka, której panieńskie nazwisko to Kulawska (niestety imienia nie udało mi się odszukać), zajmowała się domem. Kilkakrotnie natrafiłam na informację o  trudnych warunkach materialnych rodziny Donhaiserów, które spowodowały, iż Helena przez cały okres zdobywania wykształcenia 1

193

Kronika Krakowa, Wydawnictwo Kronika 1996.


pracowała zarobkowo (głównie jako nauczycielka w szkołach im. Św. Floriana oraz Św. Rodziny, w  szkole ewangelickiej, w  prywatnym zakładzie Heleny Strażyńskiej2). Jednak prawdopodobnie nie finanse były największą przeszkodą w zdobywaniu wiedzy, ale mentalność rodziny i środowiska, w którym Helena Donhaiser wzrastała. Jadwiga Klemensiewiczowa3, jedna z  pierwszych studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego, wspomina Helenę Donhaiser:

* W Krakowie dopiero od 1897 roku kobiety uzyskują pełne prawo studiowania na uniwersytecie. Natomiast możliwość podjęcia studiów medycznych nastąpiła jeszcze dwa lata później. Helena Donhaiser nie czekała biernie na ten moment. Trudno wymienić wszystkie szkoły i kursy, jakie ukończyła, zanim możliwym stało się zapisanie na upragnioną medycynę. Wykorzystując wszystkie dostępne możliwości, zdobywała coraz to nowe stopnie wykształcenia. Wśród najważniejszych należy wymienić: cztery klasy szkoły ludowej, dwa lata szkoły wydziałowej im. Św. Scholastyki oraz seminarium nauczycielskie żeńskie (dyplom ukończenia z wyróżnieniem). W roku szkolnym 1895⁄1896 ukończyła kurs Wydziału Przyrodniczego Wyższego Zakładu Naukowego dla Kobiet im. dra Adriana Baranieckiego. Helena Donhaiser kształciła się również prywatnie, a 5 czerwca 1899 roku zdała, jako eksternistka, egzamin dojrzałości w gimnazjum męskim Św. Anny. Była to pierwsza matura zdana przez kobietę w Galicji. W  roku 1897 marzenie o  studiowaniu na uniwersytecie staje się rzeczywistością. Wspierana przez Kazimierę i  Odona Bujwidów oraz Napoleona Cybulskiego, Helena Donhaiser zostaje słuchaczką nadzwyczajną Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Następnie, w roku 1899 zostaje przyjęta na wydział medyczny. 2 czerwca 1906 roku to moment historyczny. Helena Donhaiser-Sikorska uzyskuje doktorat medycyny, z honorowym wyróżnieniem sub auspicis imperatoris. Promotorem pracy był Henryk Jordan, znany ze swojego sceptycyzmu w kwestii obecności kobiet na uniwersytecie. Czy było to dzieło przypadku czy też osobowość Heleny Donhaiser wywarła takie wrażenie na doktorze, że zmienił zdanie w tej kwestii?

Pochodziła z mieszczańskiej inteligencji Krakowa, pogrążonej w tradycji klerykalizmu. Atmosfera, w jakiej spędziła dzieciństwo i pierwszą młodość, nie sprzyjała dążeniom do wyższego kształcenia kobiet4.

Jeśli dodamy do tego fakt, iż edukacja uniwersytecka kobiet jest w tym okresie historii zjawiskiem całkowicie prekursorskim, jasnym staje się, ile determinacji kosztować musiało zdobycie upragnionego dyplomu. Do problemów rodzinnych oraz finansowych dołącza się kwestia słabego zdrowia. Większość źródeł wspomina o  tajemniczej chorobie Heleny Donhaiser i związanych z tym problemach. Wspomniana już Jadwiga Klemensiewiczowa pisze o utrudnieniach w pracy spowodowanych słabym zdrowiem5. Artykuł Bogusławy Czajeckiej i Janiny Jasickiej6 precyzuje te informacje w następujący sposób: W dniu 11 czerwca 1927 r. Została Helena Donhaiser-Sikorska – orzeczeniem Wojskowej Komisji Inwalidzkiej – uznana inwalidką wojskową (60% utraty zdolności zarobkowej), w wyniku kontuzji i choroby przez nią przebytej w okresie i wojny światowej.

2 B. Czajecka, J. Jasicka, Pierwsza kobieta-lekarz, absolwentka uj – Helena Donhaiser-Sikorska (1873–1945), „Przegląd Lekarski”, nr 10⁄1971, s. 673. 3 J. Klemensiewiczowa, Przebojem ku wiedzy, Ossolineum 1961. 4 Należy zwrócić uwagę na fakt, iż wspomnienia Jadwigi Klemensiewiczowej zostały wydane w latach 60., co może mieć wpływ na jej stanowisko wobec klerykalizmu i mieszczaństwa, a także sposób ich prezentowania. 5 Ibidem, s. 316. 6 B. Czajecka, J. Jasicka, op. cit., „Przegląd Lekarski”, nr 10⁄1971, s. 674.

* Wymienienie wszystkich miejsc pracy Heleny Donhaiser-Sikorskiej jest jeszcze trudniejsze niż wyliczenie szkół, które ukończyła. Zwłaszcza, że jej droga zawodowa zaczęła się długo, zanim została lekarką.

194

195

12. Helena Donhaiser (z tyłu, pierwsza z lewej)


Po ukończeniu studiów, w latach 1906–1911 pracuje jako zastępca dyrektora w  Zakładzie Szczepień Ochronnych przeciwko Wodowstrętowi profesora Odona Bujwida. Jednocześnie pracuje jako praktykantka w  Krajowym Powszechnym Szpitalu im. Św. Łazarza w Krakowie. Od 1913 roku pełni funkcję lekarza szkolnego. Podczas i wojny światowej sprawuje opiekę medyczną nad legionistami. Już na uniwersytecie Helena Donhaiser brała także czynny udział w życiu studenckim. Była jedną z  założycielek „Biura Informacyjnego Słuchaczek Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Przez pierwszy rok pełniła nawet funkcję przewodniczącej tej organizacji, która pomagała kobietom takim jak ona sama – kobietom, które chciały studiować. Jako lekarka była bardzo zaangażowana w  misję Samarytanina Polskiego oraz Czerwonego Krzyża, szczególnie w  nauczanie o  higienie oraz profilaktykę chorób. Była osobą niezwykle aktywną, należącą do niemal wszystkich możliwych towarzystw i stowarzyszeń lekarskich.

z ubogich rodzin. Uczniów kierowała do niego jego żona, która jako lekarz szkolny zwracała uwagę nie tylko na stan zdrowia podopiecznych, ale też ich warunki bytowe8.

Jedyny adres zamieszkania Heleny Donhaiser-Sikorskiej i Stanisława Sikorskiego, który udało mi się odnaleźć, to ul. Karmelicka 289. Helena Donhaiser-Sikorska była osobą szanowaną i lubianą. Świadczą o tym słowa Jadwigi Klemensiewiczowej: Odznaczała się niewyczerpanym humorem, pogodą i radością życia, promieniując nimi na otoczenie. […] Dobroć jej zresztą dla wszystkich była niewyczerpana. Z grupą koleżanek uniwersyteckich żyła jak z najbliższymi, a uczennice swe i młode adeptki medycyny otaczała zawsze serdeczną opieką. Niejedna z lekarek zawdzięcza dr Sikorskiej możliwość ukończenia studiów. W pracę zawodową wkładała całą duszę10.

Helena Donhaiser-Sikorska zmarła w Krakowie 5 czerwca 1945 roku. Została pochowana na Cmentarzu Rakowickim. Przypuszczalnie ze względu na burzliwą sytuację polityczną Polski, jej śmierć oraz pogrzeb przeszły bez większego echa.

* Prywatność jest tą sferą życia Heleny Donhaiser, o której wiemy najmniej. W  1902 roku, jeszcze podczas studiów, wyszła za mąż za starszego brata gen. Władysława Sikorskiego – Stanisława Szczęsnego. Wszystko wskazuje na to, iż było to małżeństwo udane i szczęśliwe. Ze wspomnień Jadwigi Klemensiewiczowej dowiadujemy się o adopcji przez Sikorskich dwóch dziewcząt: Nie mając dzieci, [Helena] adoptowała i wychowała dwie krewne męża7. Stanisław Sikorski podzielał zainteresowania żony i wspierał ją w jej działaniach i niesieniu pomocy, zwłaszcza młodzieży.

* Helena Donhaiser-Sikorska jest niewątpliwie jedną z najważniejszych kobiet w historii naszego miasta. Według B. Czajeckiej i J. Jasickiej, była w całym tego słowa znaczeniu pionierem11. Nie znajduję porównania dla jej naukowych osiągnięć oraz działalności dobroczynnej. Tym bardziej godnym ubolewania wydaje się fakt zapomnienia tej postaci przez historię Krakowa.

W czasie i wojny światowej przygotowywał legionistów do matury i egzaminów uzupełniających. Dosłużył się stopnia majora, a po wcześniejszym przejściu w stan spoczynku (ze względu na zły stan zdrowia), bezinteresownie przygotowywał do egzaminów dojrzałości młodzież

7

8 http://sikorskich.republika.pl, dostęp 28.04.2010. 9 adres ten pojawia się między innymi [w:] Wielka Księga Adresowa 1933–34, Skorowidz rp 1926, Kalendarz Krakowski Józefa Czecha na rok 1917. 10 J. Klemensiewiczowa, op. cit., s. 317. 11 B. Czajecka, J. Jasicka, op. cit., „Przegląd lekarski” nr 10⁄1971, s. 674.

Ibidem, s. 317.

196

197


Agnieszka Misina

Zadowolona z życia i optymistycznie nastawiona do świata Krakowianka. Absolwentka filologii romańskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z zawodu przewodniczka po Krakowie, pilot wycieczek i tłumaczka. Od zawsze fascynują ją ludzie i ich „wytwory”: literatura, muzyka, kuchnia… Od jakiegoś czasu interesuje się herstorią i chciałaby, aby postaci dzielnych kobiet zostały raz na zawsze „odpomniane”.

bibliografia

Czajecka B., Jasicka J. Klemensiewiczowa J. Perkowska U.

Ach, te uparte filozofki, „AlmaMater”, http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/65/01/08. html, dostęp 28.04.2010. Pierwsza kobieta-lekarz, absolwentka uj – Helena Donhaiser-Sikorska (1873–1945), „Przegląd lekarski”, nr 10/1971, s. 671–674. Przebojem ku wiedzy, Ossolineum 1961. Kronika Krakowa, Wydawnictwo Kronika 1996. Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894–1939, Wydawnictwo i Drukarnia Secesja, Kraków 1994.


Magdalena Petryna

Jadwiga Sikorska-Klemensiewiczowa. Droga do świątyni wiedzy

Sikors

W 1934 roku sześćdziesięciotrzyletnia Jadwiga Sikorska napisała, że jedną z jej najsilniejszych cech charakteru jest zmienność upodobań. Przedstawiła jasny dowód: Od dzieciństwa poczynając, entuzjazmowałam się kolejno dla botaniki, chemji, mineralogii, farmacji, anatomji, medycyny, psychologii, pracy na roli, ogrodnictwa i charakterologii. […] Byłam kolejno nauczycielką, praktykantką aptekarską, studentką, pielęgniarką, fabrykantką kefiru i kwasu, redaktorką trzech pism […], droguistką, w czasie wojny żywicielką licznych rzesz ludzi (Kuchnia Jarska „Przyroda”), aptekarką, rolniczką, ogrodniczką, retaksatorką recept, pedologiem i charakterologiem. A przy tem wszystkim żoną, matką i babką1.

A obawiała się, że jedyną drogą, jaką może obrać, będzie nauczycielstwo… Czuła się niejako predestynowana do objęcia posady przełożonej prywatnej szkoły dla dziewcząt, ponieważ jej ciotka prowadziła znaną w  Warszawie pensję żeńską i  z  nadzieją upatrywała w  bratanicy swoją następczynię. Zawód nauczycielki był poza tym jednym z  nielicznych zawodów „umysłowych” dostępnych wówczas kobietom. Jadwiga urodziła się w 1871 roku. Pochodziła z rodziny o intelektualnej i wysoce kulturalnej atmosferze2. Dziadek Józef Sikorski, krytyk muzyczny i redaktor 1 „Gazeta rodzinna” 1934, s.15. 2 J. Klemensiewiczowa, Przebojem ku wiedzy, Wrocław–Warszawa–Kraków, 1961, s. 9.

201


naczelny „Gazety Polskiej”, przyjaźnił się z wieloma osobistościami świata literatury i muzyki, zabierał Jadwigę na wakacje do Zakopanego, gdzie spędzali czas ze Stanisławem Witkiewiczem, Tytusem Chałubińskim, Henrykiem Sienkiewiczem. Ojciec Jadwigi, Stanisław, inżynier, kształcił się za granicą i był osobą o otwartym i krytycznym umyśle (z zainteresowaniem śledził nowe ruchy społeczne, także kobiecy). Matka natomiast ukończyła tzw.  Instytut Maryjski w Puławach3. Było zatem oczywiste, że także ich córki – Jadwiga i Helena – będą się kształcić.

Pierwszą nauczycielką Jadwigi była matka, która uczyła ją muzyki (gra na fortepianie nie była ulubionym zajęciem naszej bohaterki), francuskiego oraz przedmiotów szkolnych (lekcje, zawsze rano odbywane, należały do najprzyjemniejszych godzin w dniu4). W kształcenie córki zaangażowany był również ojciec: wymagał od Jadwigi rozwiązywania zadań geometrycznych, tłumaczył trudne do zrozumienia dla małej dziewczynki teorie i zadawał zmuszające do refleksji pytania (Skąd wiesz, że to, co niby widzisz, jest tym, co sądzisz, że nim jest?5). Zapewne ta wczesna rodzinna edukacja rozbudziła w Jadwidze zainteresowanie różnorodnymi dziedzinami wiedzy i dążenie do nieustannego rozwoju, które stały się później motorem jej działań. Mając 11 lat, Sikorska została uczennicą pensji prowadzonej w  Warszawie przez jej ciotkę, również Jadwigę Sikorską. Jak łatwo się domyślić, nauka nie sprawiała dziewczynce żadnych trudności, a nawet czystą przyjemność – w szczególności matematyka: uskrzydlała moje myśli i wyobraźnię, a jednocześnie odczuwałam błogą pewność i stałość, jaką mi dawały te operacje myślowe, uważałam je za trwałą podstawę istnienia6. Pierwszy rok pobytu na pensji był trudny z  innego względu: Jadwiga, nieprzyzwyczajona do sztywnych reguł obowiązujących w „zakładzie naukowym”, często łamała zasady i otrzymywała nagany

publiczne oraz nagany w cztery oczy od przełożonej. Poza tym czuła się zagubiona w  dużej grupie dzieci i  bardzo tęskniła za domem. To wszystko sprawiło, że pierwsze miesiące pobytu w szkole wpędziły Jadwigę w poczucie niższości, które – choć zmalało później – nie opuściło jej przez długie lata. Nie wpłynęło jednak na zaangażowanie, z jakim pochłaniała wiedzę. Warto wspomnieć, że szkoła prowadzona przez Jadwigę Sikorską wyróżniała się na tle innych pensji żeńskich. Przełożona była kobietą bardzo postępową i odważną. Dowodem niech będzie fakt, że jako pierwsza zezwoliła wprowadzić legalnie w krąg tematów biologicznych nie tylko kiszki, ale też narządy rozmnażania7, co zachęciło inne szkoły do przychylnego przyjęcia tych edukacyjnych innowacji. Po pięciu latach nauki na pensji Jadwiga zdała egzamin do vii klasy żeńskiego gimnazjum rządowego (było to konieczne, by uzyskać patent nauczycielski). Poznała wówczas środowisko diametralnie różne od tego, w którym dorastała – po raz pierwszy, odwiedzając koleżanki, zobaczyła biedę i trudne warunki życia. Wtedy też poznała Różę Luksemburg (wspólnie uczyły się niemieckiego). Uczestniczyła również w spotkaniach kółka konspiracyjnego, przybliżającego uczennicom młody ruch socjalistyczny oraz niepodległościowy. Patriotyzm i zaangażowanie społeczne, dobrze znane Jadwidze i z domu rodzinnego, i z pensji, zyskały tutaj bardziej praktyczny wymiar i stały się jej bliższe. Surowe realia rosyjskiej szkoły, gdzie nieprzychylnie odnoszono się do Polek, a jeszcze bardziej niechętnie do absolwentek prywatnych pensji, wykształciły, a może raczej wzmocniły, siłę i determinację Jadwigi oraz zdolność działania, pomimo nie zawsze sprzyjających okoliczności. Nielubiana przez nauczyciela rosyjskiego (paradoksalnie z powodu świetnej znajomości języka), Jadwiga uzyskała na egzaminie końcowym czwórkę, co dawało jej prawo jedynie do nauczania prywatnego. Za namową ciotki przełożonej przystąpiła jednak do dodatkowego egzaminu i w 1887 roku uzyskała wyższy patent nauczycielski.

3 4 5 6

7

Utartym torem

Była to szkoła dla dziewcząt ze szlacheckich rodów. J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 76. Ibidem, s. 76. Ibidem, s. 91.

202

203

Ibidem, s. 98.

13. Jadwiga Sikorska-Klemensiewiczowa


Zmiana scenariusza

stała się dla niej wówczas bardzo ważna za sprawą zaprzyjaźnionej z rodziną Pauliny Sieroszewskiej. Miała ona zresztą wpływ nie tylko na Jadwigę, ale również na jej matkę. Julia Sikorska bardzo zaangażowała się w działalność tajnego kółka oświatowego i, wiele ryzykując, prowadziła konspiracyjną drukarnię książek dla dzieci wiejskich. Założyła też Księgarnię Ludową. Tymczasem Jadwiga, zainspirowana planami koleżanki z  Uniwersytetu Latającego, Stanisławy Dowgiałło, postanowiła zostać aptekarką. Pierwszym i  niezbędnym krokiem do osiągnięcia tego celu było ukończenie praktyki w aptece. Znalezienie aptekarza chętnego do przyjęcia uczennic nie udałoby się bez pomocy wuja Jadwigi, Edmunda Jankowskiego, który wziął na siebie osobistą odpowiedzialność za obydwie chętne. I tak w 1891 roku zaczęły one praktykę w aptece sukcesorów K. Iwańskiego12. Pracowały około 16 godzin na dobę, z dwugodzinną przerwą na obiad. Przysługiwały im dwa wolne popołudnia w tygodniu oraz co druga niedziela. Za pracę nie dostawały żadnego wynagrodzenia, a praktyka trwała trzy lata. Jadwiga dzielnie radziła sobie z często żmudnymi obowiązkami, zadaniami ciężkimi fizycznie, znosiła też nietaktowne zachowania szefa. Trudne stało się dla niej odcięcie od pracy umysłowej, ale pewnym pocieszeniem była perspektywa wstąpienia na uniwersytet. Najpierw czekał ją jednak egzamin na pomocnika aptekarskiego. Przygotowywała się do niego, uczęszczając na specjalny kurs. Zazwyczaj aptekarze zwalniali uczniów z praktyk na czas trwania takiego kursu, ale szef Jadwigi wymusił na niej kontynuowanie pracy, grożąc że nie wyda świadectwa praktyki uczniowskiej. Sikorska pracowała zatem od rana do południa, a potem biegła na wykłady. W drodze z wykładów powtarzała koleżance treść zajęć, by ją dokładnie zapamiętać. Więcej czasu na naukę nie miała, ponieważ wieczory wolała spędzać z przyjaciółmi:

Zgodnie z planem rodziny (a właściwie jej części) Jadwiga powinna teraz rozpocząć pracę u swojej ciotki. Nastąpiła jednak zmiana scenariusza. Ważną rolę odegrał tu ojciec bohaterki. Stanisław Sikorski chciał, by Jadwiga kształciła się dalej i zapisał ją na zajęcia tajnego Uniwersytetu Latającego8. Zależało mu na rozwoju intelektualnym córki (przypomnijmy lekcje abstrakcyjnego myślenia dla dziewięciolatki), uważał też, że wyższe wykształcenie powinno być dostępne kobietom (zdaniem Jadwigi wyprzedzał swoimi poglądami epokę, co dawało mu etykietkę socjalisty lub dziwaka). Sikorska rozpoczęła naukę z wielką radością, ale też obawami. Wspominając pierwszy wykład, zanotowała: W głębokim poczuciu swej małowartościowości, gnębiona nieśmiałością, poczułam się źle w tym otoczeniu i wydało mi się, że jest to poziom o wiele dla mnie za wysoki9. Ulubione przedmioty przyrodnicze szybko przyniosły jej jednak prawdziwą rozkosz uczenia się10, a zdolności i pracowitość – uznanie profesorów. Jadwiga uczestniczyła w  kursach botaniki, chemii, mineralogii, zoologii i geologii. Każdą wolną chwilę poświęcała na poszerzanie wiedzy, w poszukiwaniu interesujących okazów jeździła na wycieczki przyrodnicze. Kiedy udało jej się pożyczyć mikroskop, wpadła w istne szaleństwo mikroskopowe11. Razem z  przyjaciółką, Marią Dydyńską, by uzupełnić luki w  wiedzy wynikające z braku dostępu do porządnej pracowni, przekupiły woźnego na Uniwersytecie Warszawskim, po czym zdołały przekonać uczonego Józefa Morozewicza, by wpuścił je do gabinetu mineralogicznego (zachwycony ich wiedzą i entuzjazmem, zezwolił później na wielokrotne korzystanie z pracowni). Drugim zajęciem Sikorskiej w  tym okresie, obok studiów we wszechnicy, było nauczanie. Praca ta nigdy jej nie pociągała, ale w grę wchodził „nakaz społeczny”: Jadwiga została poproszona o  prowadzenie tajnych kompletów dla dzieci z rodzin robotniczych. Nie odmówiła, ponieważ praca społeczna 8 9 10 11

14. Reklama składu aptecznego

szczęśliwa i wolna na cały wieczór, biegłam na górę, wpadając w młode, miłe i wesołe grono, w którym nieraz i do północy się zabawiałam13.

Konspiracyjne kursy edukacji wyższej. J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 145. Ibidem, s. 145. Ibidem, s. 149.

12 Ibidem, s. 195. 13 Ibidem, s. 219.

204

205


22 marca 1894 roku Jadwiga i jej koleżanki, Stanisława Dowgiałło oraz Janina Kosmowska, zdały egzamin na pomocnika aptekarskiego i zaczęły planować studia wyższe. Ponieważ władze Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego odrzuciły podania kobiet ubiegających się o przyjęcie na tę uczelnię, w grę wchodziły jedynie ośrodki za granicą. Kraków był miastem najbliższym. Do Uniwersytetu Jagiellońskiego namawiali też profesor Odon Bujwid oraz jego żona Kazimiera Bujwidowa, których Jadwiga poznała podczas zajęć na Uniwersytecie Latającym. Krakowska Alma Mater nie dopuszczała co prawda do studiów kobiet, ale Jadwiga, wraz ze swoimi dwiema koleżankami, złożyła podanie do Senatu Akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego (nie były jedyne – podania indywidualne lub zbiorowe złożyło w sumie ponad pięćdziesiąt kobiet14). Cała trójka otrzymała przychylną odpowiedź. Pozytywne rozstrzygnięcie miało jednak pewne warunki: kandydatki musiały uzyskać od każdego profesora pozwolenie na uczestnictwo w jego wykładach, poza tym zostały przyjęte jako hospitantki, to znaczy z prawem zdawania kolokwiów, ale bez prawa otrzymania dyplomu po ukończeniu studiów15. Wymarzony cel został zatem osiągnięty. Jadwiga mogła wkroczyć do upragnionej świątyni wiedzy16. Opuściła ukochaną Warszawę i przeniosła się, jak się potem okazało, na zawsze do Krakowa.

przyjmowałyśmy [je] z humorem, jako dowód niezwykłości naszego położenia i naszej popularności. Szłyśmy przecież nową, nie utartą drogą17.

Nadzwyczajne zainteresowanie miało swoje dobre strony – dzięki sławie „pierwszych kobiet na uj” dziewczęta szybko wkroczyły w życie towarzyskie Krakowa: wszędzie nas chciano mieć, więc wciągano nas do najrozmaitszych stowarzyszeń, imprez, do uczestnictwa w zabawach, wycieczkach, balach urządzanych na cele dobroczynne, ale także i datkach i składkach rozmaitych18.

Bywały w domu swoich protektorów, profesorostwa Bujwidów, i tam poznały szersze grono akademickie. Dzięki Bujwidom Jadwiga została też przedstawiona Marii Siedleckiej – działaczce edukacyjnej, twórczyni krakowskiej Czytelni dla kobiet – i stała się częstą bywalczynią słynnej kamienicy pod Rakiem na ul. Szpitalnej 719. Sikorska bardzo ceniła pracę Siedleckiej, tym bardziej, że uważała kobiety krakowskie za mało aktywne (z zadowoleniem obserwowała potem stopniowy rozwój ruchu kobiecego w Krakowie). Jadwiga chętnie zaangażowała się w działania społeczne, robiła to już w Warszawie, ale teraz miała na taką aktywność więcej czasu. Pomagała Kazimierze Bujwidowej w  reaktywowaniu Stowarzyszenia Pomocy Naukowej dla Polek im. J .I. Kraszewskiego20. Pracowała w  pierwszej bezpłatnej wypożyczalni książek Towarzystwa Szkoły Ludowej w  Krakowie. Najbardziej aktywnie działała natomiast w Stowarzyszeniu Postępowej Kształcącej się Młodzieży – „Zjednoczenie” (należał do niego m.in. Ignacy Daszyński). Pełniła tam funkcję opiekunki biblioteki, brała udział w  samokształceniowych posiedzeniach kółkowych, dyskusjach i  referatach. Siedzibę Stowarzyszenia na

W Krakowie Studia rozpoczęła z charakterystycznym dla siebie entuzjazmem, ale również z  pewnymi obawami. Okazało się jednak, że były one niesłuszne. Pierwsze kobiety na uj nie spotkały się z prawie żadnymi przykrościami, wzbudzając jedynie ciekawość. Na pierwszy wykład, na którym sławna trójka miała się pojawić, przyszły tłumy. To nadmierne zainteresowanie nie przeszkadzało studentkom:

17 Ibidem, s. 234. 18 Ibidem, s. 276. 19 E. Furgał, Emancypacyjny Kraków, [w:] Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie Emancypantek, red. E. Furgał, wyd. Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009, s.25. 20 O działalności Stowarzyszenia zob. A. Kiesell, Kazimiera Bujwidowa. Człowiekiem się czuję, więc ludzkich praw żądam!, [w:] Krakowski Szlak Kobiet…, s. 44.

14 U. Perkowska, Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894–1939, Kraków 1994, s.13. 15 225 lat farmacji na Uniwersytecie Jagiellońskim, red. Z. Bela, Kraków 2008, s.159. 16 J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 232.

206

207


ul. Szewskiej 25 odwiedzała niemal każdego dnia21. Bardzo ważna była dla niej silna więź, jaka wytworzyła się w Stowarzyszeniu:

Po ukończeniu dwóch lat studiów Sikorska wciąż nie mogła uzyskać dyplomu. Postanowiła więc, czekając na decyzję władz uczelni, przygotować się do studiów medycznych, które miała nadzieję w przyszłości rozpocząć. Zapisała się w związku z tym na kurs opatrywania i leczenia ran w ambulatorium, a także do Szkoły Położnych przy Szpitalu Św. Łazarza (ul. Kopernika). To drugie posunięcie było bardzo odważną decyzją. Akuszerią zajmowały się wyłącznie kobiety z niższych sfer i w oczach warszawskiej inteligencji krok Jadwigi prowadził do „zdeklasowania się”. Najlepszym dowodem na to, że Sikorska znacznie przekroczyła tu normy ówczesnego społeczeństwa, jest fakt, że jej ojciec – wspierający przecież dotychczasową edukację córki – nie zgodził się na położnictwo i przyjechał do Krakowa, aby odwieść ją od tego zamiaru. Jadwiga jednak nie zmieniła decyzji i rozpoczęła naukę akuszerii. Dodatkowo uczęszczała na wykłady z  anatomii, a  wieczorami – dzięki specjalnemu pozwoleniu od profesora – chodziła do prosektorium. Sikorska nigdy nie studiowała medycyny. W 1898 roku została dopuszczona do farmaceutycznego egzaminu magisterskiego, który zdała na ocenę celującą. Nie poczytywała sobie jednak tego za sukces. W  liście do Stanisławy Dowgiałło napisała:

wszyscy byliśmy serdecznie, szczerze i głęboko przywiązani do „Zjednoczenia” […]. Panowała tam przedziwna atmosfera wzajemnego zaufania, szczerości i tolerancji, mimo że poglądy i przekonania członków różniły się i ścierały nieraz ze sobą22.

Intensywne życie towarzyskie i działalność społeczną Jadwiga bez problemu łączyła z życiem akademickim. Z zadowoleniem wspominała jednak o typowo krakowskich krótkich dystansach, dzięki którym nie traciła czasu na przemieszczanie się ze stancji na Uniwersytet, do siedziby „Zjednoczenia” czy na spotkania towarzyskie. Przyjechawszy do Krakowa, Jadwiga zamieszkała razem z koleżankami w dwóch pokojach przy pensji żeńskiej na ul. Gołębiej 523. Zajęcia uniwersyteckie, na które uczęszczała, odbywały się natomiast w  Collegium Minus (ul. Gołębia 11), Collegium Chemicum (dziś Collegium Olszewskiego, ul. Olszewskiego 2) oraz Collegium Physicum (dziś Collegium Kołłątaja, ul. św. Anny 6)24. Spacer z jednego miejsca do drugiego nie zajmował więc dłużej niż dziesięć minut. Sikorska uczyła się jak zawsze świetnie i  jak zawsze „chciwie”, szybko zyskując uznanie profesorów i  wywołując niedowierzanie u  wielu kolegów (warto wspomnieć, że w większości wypadków nie było żadnych trudności z uzyskaniem zgody na uczęszczanie na zajęcia, jedynie profesor Wierzejski przyjął kobiety na swój wykład dopiero za trzecim razem). Najwyższe oceny na kolokwiach i egzaminach nie zapewniały jednak hospitantkom szansy na dyplom magistra farmacji. Podania o dopuszczenie do najważniejszego egzaminu magisterskiego pozostawały bez odpowiedzi.

Podobno to od trzech lat dopiero drugi wypadek, żeby który farmaceuta zdał celująco – to dowód jakie to są idyjoty te farmaki; aż mi wstyd było za te wszelkie powinszowania, bo co to za sztuka zdać ten egzamin celująco?25.

I tak Jadwiga ukończyła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ukończyła je już jako Jadwiga Sikorska-Klemensiewiczowa – tuż po zakończeniu szkoły położniczej wyszła bowiem za mąż za Zygmunta Klemensiewicza, działacza „Zjednoczenia”. Ślub odbył się w  kościele św. Floriana na Kleparzu26. Pierwsze wspólne mieszkanie pary znajdowało się na rogu ulic Brackiej i Franciszkańskiej27.

21 W 1898 roku w Galicji wprowadzono stan wyjątkowy i działalność „Zjednoczenia” została zawieszona. Stowarzyszenie wznowiło prace już w listopadzie tego samego roku, w nowej siedzibie (Rynek 22). B. Bobrowska, „Zjednoczenie”. Dzieje pewnego stowarzyszenia [w:] „Przegląd Historyczno-Oświatowy”, 2(20) 1963, s. 231. 22 J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 286. 23 Ibidem, s. 234. 24 225 lat farmacji…, s. 31 i n.

25 Archiwum Muzeum Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego, teka 114. 26 J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 305. 27 „Gazeta rodzinna” 1961, nr 101, s.32.

208

209


Magister farmacji

za pozostawionymi w kraju córkami, wnukami, prawnukami. A także zaczęło mię ogarniać niepokojące uczucie, że oto jestem jak dezerter w krainę bajki od tego wszystkiego złego, jakie powinnam była przeżywać wraz ze współziomkami i z pozostawioną w nieszczęśliwej Polsce rodziną…29

Życie Jadwigi – absolwentki uj nie straciło na intensywności. Nadal pracowała społecznie, pracowała zawodowo, zajmowała się rodziną. Wygłaszała pogadanki dla robotników z zakresu nauk przyrodniczych i nauki o człowieku. Uczestniczyła w działaniach partii socjalno-demokratycznej (ppsd – Polska Partia Socjalno-Demokatyczna Galicji i Śląska Cieszyńskiego), do której należał jej mąż. Pomagała Klemensiewiczowi w prowadzeniu pisma „Prawo Ludu” – zajmowała się korespondencją z kraju i ze świata. Tłumaczyła i streszczała artykuły do „Latarni” i  „Kalendarzy robotniczych”. Redagowała też przez dwa lata pismo dla dzieci „Promyk”, upowszechniające idee socjaldemokratyczne. Wszystko to wynikało z  jej głębokiego przekonania o  konieczności edukowania niższych sfer społecznych i wpływania na wyższe, które się od biednych izolują. Dyplom magistra farmacji Jadwiga wykorzystała właściwie tylko na początku swojego życia zawodowego. W  1903 roku, mając już małe dzieci, założyła na ul. Karmelickiej 15 pierwszą kobiecą drogerię (drogerie były wówczas „składami materiałów aptecznych” i  mogli je prowadzić tylko magistrowie farmacji). Poza tym przez całą pierwszą wojnę światową pracowała w aptece sukcesorów K. Wiszniewskiego na Floriańskiej (ul. Floriańska 1528). W  1920 roku, w Sygneczowie pod Wieliczką, gdzie Zygmunt Klemensiewicz kupił dwór, prowadziła hodowlę roślin lekarskich. Kiedy gospodarstwo przejął jej zięć, pracowała jako retaksatorka recept w Okręgowym Związku Kasy Chorych. W 1932 roku zrezygnowała z pracy i zajęła się studiami nad rozwojem dziecka, którym poświęciła potem długie lata (przygotowała 7 tomów maszynopisu). Podczas ii wojny światowej pomagała, żywiąc ludzi w jadłodajni „Przyroda” (przypomnijmy, że miała wtedy 68 lat). Jej mąż, trzykrotnie aresztowany przez Niemców, mocno podupadł na zdrowiu i zmarł w 1948 roku. Jadwiga postanowiła wówczas wyjechać do swojej córki mieszkającej w  Hiszpanii. Spędziła u niej siedem lat, podczas których zajmowała się spisywaniem swoich wspomnień oraz wspomnień o mężu. Już po pierwszych miesiącach zaczęła jednak tęsknić za Polską:

W 1956 roku wróciła więc do kraju – do Krakowa. Zamieszkała ze swoją córką, Jadwigą Beaupré, przy ulicy Basztowej 23⁄430. Jako repatriantka otrzymała od państwa 1000 zł, które z  radością wydała na podróż okólną po Polsce31. Odwiedziła m.in. Warszawę, Górę Kalwarię i  Wrocław. Swoją wyprawę zakończyła wcześniej niż planowała, ponieważ – jak napisała – rozpoczynały się październikowe polskie cuda32. Sikorska cały czas interesowała się bowiem wydarzeniami politycznymi i  kulturalnymi. Regularnie czytała „Tygodnik Powszechny”. Kontynuowała też prace nad wspomnieniami o  Zygmuncie Klemensiewiczu. W  1961 roku Ossolineum opublikowało jej wspomnienia z czasów studenckich, co przyniosło jej mnóstwo radości i satysfakcji. Liczyła, że uda się opublikować drugą część jej prac, nigdy jednak do tego nie doszło. Wiele czasu poświęcała również na korespondencję oraz spotkania z bliższą i dalszą rodziną (Sikorska miała trzy córki, syn zmarł jako dziecko). Zmarła 1 maja 1963 roku, przekonana o  tym, że jest zwykłym szarym człowiekiem33. Jest pochowana na krakowskim cmentarzu na Salwatorze.

Magdalena Petryna

29 30 31 32 33

28 A. Chmiel, Domy krakowskie: ulica Floryańska. Cz. 1., Kraków 1917, s. 67.

210

211

Absolwentka filologii polskiej oraz kulturoznawstwa ze specjalnością stosunki etniczne i migracje międzynarodowe uj. Urodzona na tzw. Ziemiach Odzyskanych, chwilowo mieszka w Krakowie. Była redaktorką kwartalnika „Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni”, obecnie pracuje w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie.

„Gazeta rodzinna” 1957, nr 100, s.252. Ibidem, s. 178. J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 258. Ibidem, s. 259. J. Klemensiewiczowa, op.cit., s. 5.


bibliografia

Chmiel A. Klemensiewiczowa J. Perkowska U.

225 lat farmacji na Uniwersytecie Jagiellońskim, red. Z. Bela, Kraków 2008. Domy krakowskie: ulica Floryańska. Cz.1, Kraków 1917. „Gazeta rodzinna” 1934, numer jubileuszowy. „Gazeta rodzinna” 1957, nr 100. „Gazeta rodzinna” 1961, nr 101. Przebojem ku wiedzy, Wrocław–Warszawa–Kraków, 1961. Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894–1939, Kraków 1994. Polski Słownik Biograficzny, t. 12, Warszawa–Kraków 1966, s.600–601. Słownik Biograficzny Działaczy Polskiego Ruchu Robotniczego, t. 3, Warszawa 1992, s.182.


Katarzyna Czerwonogóra

Ilona Karmel. Obszar pamięci

Karme

Emanuel Ringelblum, który w 1941 r. zlecił Cecylii Ślepak przeprowadzenie wywiadów z  warszawskimi Żydówkami1, zauważył, pisząc swoją Kronikę z getta warszawskiego, że przyszli historycy będą musieli poświęcić stosowną uwagę żydowskim kobietom w czasie wojny2. Wbrew tym prognozom, kobiece narracje nie stanowiły ważnego nurtu wspomnień o Holocauście w Polsce. Próba zapomnienia i milczenie, które według Krzysztofa Szwajcy, psychiatry współpracującego z  prof. Marią Orwid, najlepiej określa kondycję osób ocalałych3, w  przypadku kobiet ma moim zdaniem cechy szczególne. Wpisuje 1

Celem badania było prześledzenie metamorfozy kobiet od pierwszych dni wojny, poprzez kolejne etapy życia w getcie. Wywiady uwzględniały przedwojenne życie respondentek, skupiając się na zderzeniu z codziennością getta i strategiach przetrwania. 2 Women in the Holocaust, red. L. J. Weitzman, D. Ofer, Yale University Press 1998, s. 14. 3 K. Szwajca, Tortura i nakaz pamięci. Drugie pokolenie Ocalonych z Holocaustu [w:] Pamięć wędrówki. Wędrówka pamięci, red. A. Lipowska-Teutsch, E. Ryłko, Kraków 2008, s. 14–15. Osoby Ocalałe nie chciały i nie potrafiły po wojnie przekazywać bliskim ciężaru Holocaustowej traumy, wojenne wspomnienia nie stały się więc elementem rodzinnej historii, tak jak w przypadku wielu polskich rodzin. Wskazana tu powojenna nieobecność narracji o Holocauście, która wiązała się ze zdiagnozowanym w psychiatrii syndromem postholocaustowym (por. M. Orwid, Przeżyć… i co dalej?, wyd. wl, Kraków 2006), korespondowała z obrazem Holocaustu obecnym w polskim dyskursie publicznym. Po wojnie oficjalna działalność upamiętniająca wydarzenia wojny, a więc i Holocaust, odbywała się w duchu komunistycznego zwycięstwa

213


się bowiem w długą tradycję nieobecności kobiecego doświadczenia w historycznej narracji. Zarówno w oficjalnej historiografii, jak i w pamięci kolektywnej, pamięć o kobietach jest raczej nie-pamięcią. To jedna z tych nieprzyswojonych zbiorowo treści, które mogłyby zaburzyć równowagę we wspólnej tożsamości grupy. Halbwachs, socjolog, zwracał uwagę na istnienie pamięci

indywidualnych, które są pochodną zbiorowych, ale nie zawsze są analogiczne. Pojęcie nie-pamięci, które często odpowiada indywidualnym wspomnieniom, oznacza te treści, które są wyłączone z dominującej opowieści. Te kategorie wydają się adekwatne w analizie kobiecych wspomnień. Specyficznie kobiece doświadczenie ­jest tym, które ląduje w szufladzie „nienazwane, zapomniane”, kiedy przeprowadzana jest selekcja wydarzeń, które powinny być upamiętniane i nazywane.

nad „faszystowskim barbarzyństwem”. Walka z antysemityzmem stała się jednym z elementów zerwania z reakcyjnym dziedzictwem ii rp, a równocześnie wykorzystana w politycznej rozprawie z ak i nsz. Holocaust nie został przez władze prl-owskie zdefiniowany jako Zagłada narodu żydowskiego. W takiej wersji historii nie było miejsca na tworzenie swoistej żydowskiej narracji. Po roku 1968 pamięć o żydowskiej historii znikła także z oficjalnej propagandy. Także w światowej opinii Polska przestała pojawiać się w kontekście żydowskim; rok 1968 uznano niejednokrotnie za koniec żydowskiej historii w Polsce. Na nowo kwestia żydowska zaistniała publicznie w latach 80. jako element rewizji polskiej historii dokonywanej przez Solidarność. Wizyta Jana Pawła ii w Auschwitz, publikacja „Żydzi i Polacy” w czterdziestą rocznicę zamknięcia gett, działalność Żydowskiego Uniwersytetu Latającego, zwiastowały zmianę w publicznym podejściu do żydowskiej przeszłości w Polsce. Na przełomie lat 80. i 90. nastąpiła eksplozja publikacji na tematy żydowskie, kontrowersyjnych debat wzywających do rewizji historii, wreszcie odszukiwania żydowskiego dziedzictwa w kulturze i żydowskich korzeni w indywidualnych drzewach genealogicznych. Lata 90. obfitowały także w wydarzenia upamiętniające żydowską Zagładę, spośród których najbardziej spektakularnymi były obchody 50. rocznicy powstania w getcie warszawskim i wyzwolenia obozu Auschwitz, a później uroczystości w Jedwabnem. Wszystkie wiązały się z rewizją dotychczas propagowanego obrazu wojny i Holocaustu i wzbudzały burzliwe dyskusje, które tylko potwierdzają, jak trudnym i złożonym tematem jest uzgadnianie wspólnej historii i formy jej upamiętniania. Faktem jest, że w konsekwencji mamy do czynienia od 2 dekad z coraz większą ilością wspomnień i narracji o Holocauście publikowanych przez polskich Żydów. Pojedyncze historie zaczęły oglądać światło dzienne, tematyka Holocaustu zaistniała także w dyskursie publicznym i wciąż jest żywym tematem. W naszym kraju ukazały się po 1989 r. teksty przedstawicielek i przedstawicieli drugiego pokolenia, m.in.: Anny Bikont, Jana Hartmana, Bożeny Keff-Umińskiej, Ewy Kuryluk, Moniki Rakusy, Agaty Tuszyńskiej, Katarzyny Zimmerer. Milczenie zostało przerwane także za sprawą rozpoznania problematyki w psychiatrii i rozpoczętej przez zespół pod kierunkiem prof. Marii Orwid terapii, która Ofiarom pozwoliła zmierzyć się z doświadczeniem Holocaustu, a ich dzieciom odpowiedzieć na bolesne zagadki post-pamięci. W ramach terapii osoby Ocalałe uczą się przełamywać milczenie. Jak dotąd przełamanie milczenia nie objęło doświadczeń kobiet.

Nieobecność kobiet w Historii – stwierdza Anna Lipowska-Teutsch – wiąże się […] z podziałem na przestrzeń publiczną, gdzie podejmowane są decyzje, ustanawiane prawa i definiowane doświadczenia i przestrzeń prywatną – przestrzeń zdarzeń drugorzędnych, przestrzeń zawieszenia obowiązującego w imię dobra wspólnoty / rodziny, przestrzeń doświadczeń z trudem torujących sobie drogę do nazwania, do wypowiedzenia4.

Zainteresowanie odtworzeniem kobiecej narracji w historii Holocaustu odnaleźć możemy wśród Żydówek zaangażowanych w  nurt badań feministycznych w Stanach Zjednoczonych, Izraelu i Niemczech. Jak piszą Lenore Weitzman i Dalia Ofer, redaktorki klasycznego w tym temacie zbioru Women in the Holocaust: dyskusja nad wyjątkowym, kobiecym doświadczeniem zapewnia brakujący element tego, co musimy odczytywać jako niekompletny obraz życia żydowskiego w czasie Holocaustu5.

Dla socjolożki Weitzman, kluczową kwestią są różne strategie przeżycia Holocaustu w odniesieniu do tego wszystkiego, co składało się na gender, jakim dysponowali żydowscy mężczyźni i kobiety przed wojną. Drugą ważną sprawą, jaką porusza Weitzman, jest udział kobiet w ruchu oporu. Badaczka próbuje przenieść środek ciężkości z  tradycyjnego pojmowania kobiet jako

A. Lipowska-Teutsch, Nieodbyta żałoba, [w:] Pamięć wędrówki.Wędrówka pamięci, red. A. Lipowska-Teutsch, E. Ryłko, wyd. Towarzystwo Inicjatyw Kryzysowych, Kraków 2008, s. 37. 5 Women…, s. 1.

4

214

215


pomocniczek mężczyzn podejmujących walkę do podejścia uwzględniającego autonomię i indywidualność żydowskich bojowniczek. Ofer i Weitzman, wzywając do wprowadzenia kategorii gender do analizy żydowskiej społeczności, podają następujące argumenty, które mają znaczenie w dążeniu do obiektywnego i pełnego zrozumienia historii Holocaustu6: –– kulturowo definiowane role kobiet i mężczyzn przed wojną, które skutkowały różnymi dla obu płci umiejętnościami, wiedzą i doświadczeniem7, –– popularne wśród Żydów przeświadczenie, że naziści będą kierowali swoje działania przeciwko żydowskim mężczyznom, ale nie przeciwko kobietom i dzieciom, –– rzeczywiste różnice w traktowaniu kobiet i mężczyzn przez nazistów (przed ostatecznie takim samym losem), –– różne reakcje i strategie przetrwania w czasie wojny (w gettach, lasach, miastach, obozach).

osobistej wędrówce po Holocauście historie kobiet są obecne w postaci pytań. Jeśli uznać, że w dużej mierze doświadczenie Holocaustu jest determinujące dla osób żydowskiego pochodzenia w  Polsce, jaka ma być tożsamość współczesnych Żydówek w naszym kraju bez wypełnienia białych plam w historii kobiet żydowskich? To pytanie zaczęło być dla mnie istotne stosunkowo niedawno. Choć kobiece doświadczenie jest ważnym elementem moich zainteresowań, w odniesieniu do Holocaustu pojawiło się dopiero jakiś czas temu. Po czasie zaciekawienia tematem wojny w okresie liceum, długo nie byłam gotowa na ponowne zmierzenie się z  tym zagadnieniem. W  wakacje 2009 roku, dzięki inicjatywie Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej, miałam szansę spotykać się przez kilka dni z najstarszymi członkami i członkiniami żydowskiej społeczności w  Polsce. We Wrocławiu i  Dzierżoniowie wysłuchałam opowieści między innymi trzech kobiet, urodzonych przed wojną Żydówek, które portretowały swoje przedwojenne dzieciństwo nam – reprezentującym trzecie pokolenie osobom, próbującym zbudować więź z tą najstarszą generacją. Janek i Jakub, pomysłodawcy nakręcenia filmu o przedholocaustowych wspomnieniach najstarszych polskich Żydów i  Żydówek, razem z osobami zaangażowanymi w realizację obrazu, wyciągnęli ze mnie tę już jakiś czas kiełkującą potrzebę zmierzenia się z  tematem Holocaustu. Paradoksalnie, bo chcieli, by ich inicjatywa dotyczyła wszystkiego, ale nie Holocaustu, by Żydów i Żydówki pokazać inaczej, zapytać ich o inne rzeczy niż doświadczenia wojenne, o które pytani są zazwyczaj. Dla mnie okazało się to niemożliwe. W miarę snucia się kobiecych wspomnień sprzed wojny, coraz bardziej chciałam, by te opowieści nie urywały się na 39 roku, by mówiły także o tym, jak przeżywały wojnę kobiety. Próbując odpamiętać specyficznie kobiece narracje o Holocauście spośród wspomnień, jakie w liceum czytałam, miałam pustkę w  głowie. Słuchając historii dzieciństwa, w  którym już obecne były różnice między chłopakami a dziewczynami, coraz bardziej chciałam zapytać bohaterki filmu o ich przeżywanie Shoah, o kobiece doświadczenia wojenne, które najwyraźniej umykają gdzieś w  żydowskiej martyrologii. Z tej potrzeby zrodził się pomysł pracy badawczej, poprzedzonej szperaniem, co na ten temat się mówi, jak ta sprawa jest obecna w nauce i literaturze, w rezultacie którego odkryłam kobietę, która stała się bohaterką tego tekstu.

Nade wszystko, na doświadczenia wojenne kobiet miało wpływ zagrożenie przemocą seksualną. W patriarchalnie tworzonej historii specyficznie doświadczenia, związane z  powyższymi różnicami, są często nieobecne. Narracje kobiet – niewypowiedziane, a  jednak obecne właśnie przez ich przemilczenie, nienazwane traumy i przeżycia, przemieszczają się w stronę kolejnych pokoleń. W mojej

6 Na te uwarunkowania zwraca uwagę, omawiając swoje badania, Nechama Tec, znana w Polsce przede wszystkim jako autorka prac poświęconym żydowskim partyzantom. Tec podkreśla, że obozowe warunki wymuszały zdecydowanie bardziej typowe dla kobiecego gender zachowania (współpracę, wzajemną troskę). Nie podejmuje kuszącej tezy o tym, jakoby kobiety były lepiej przystosowane do przeżycia Holocaustu niż mężczyźni ze względu na swoją przedwojenną socjalizację, ale przygląda się dziejom Żydów w czasie wojny wskazując na ciekawe prawidłowości wynikające z płci. Ciekawie przedstawia się w tym kontekście także praca Diane Wolf, która w analizie męskich zachowań obozowych dostrzegła przekraczanie obowiązujących norm genderowych dla mężczyzn (Sociology confronts Holocaust. Memories and Identities in Jewish diasporas, red. J. M. Gerson., D. L. Wolf, Duke University Press 2007). 7 O obecnych w społeczności żydowskiej przed wojną uwarunkowaniach związanych z płcią więcej piszę w tekście w i tomie Przewodniczki.

216

217


Przeglądając dostępną literaturę i publikacje na ten temat, trafiłam na nazwisko Ilony Karmel, amerykańskiej Żydówki, autorki pierwszej książki opartej na kobiecym doświadczeniu Holocaustu. An Estate of Memory, powieść opisująca walkę o przetrwanie czterech kobiet uwięzionych w nazistowskim obozie na terenie Polski, opublikowana została w Stanach Zjednoczonych już w 1969 r., a więc zanim perspektywa genderowa zaistniała w badaniach na Holocaustem. Karmel analizuje w  książce relacje między kobietami, które w specyficznych obozowych warunkach stworzyły coś na kształt rodzinnej struktury wspierającej się nawzajem. Każda z  czterech bohaterek: bystra Tola, altruistyczna Barbara, poświęcająca się Aurelia i nieśmiała Alinka, obrazują w powieści Karmel inną odpowiedź na obozową rzeczywistość, a tym samym, odmienne role przyjmowane przez kobiety w obozie. Mimo różnic w postawach poszczególnych kobiet, wszystkie są gotowe na odrzucenie swoich indywidualnych poglądów na rzecz grupowej solidarności. Szczególnie widoczne staje się to, gdy jedna z kobiet zachodzi w ciążę, a pozostałe wspierają ją w ukrywaniu ciąży, oddając racje jedzenia, pomagając unikać ciężkiej pracy, by wreszcie asystować przy porodzie i zorganizować przeszmuglowanie noworodka na zewnątrz obozu8. Książka spotkała się w momencie wydania z ambiwalencją krytyki; zarzucano jej nadmierny realizm i  zbytnie skupienie na kobiecym doświadczeniu (sic!). Elizabeth Janeway w  The New York Times Book Review porównała jednak opartą na autobiograficznych faktach powieść Karmel do pisarstwa Sołżenicyna i Hemingwaya9. Po pierwszym wydaniu książka długo nie mogła doczekać się kolejnych, do czasu gdy zainteresowały się nią feministyczne badaczki i doceniły ten pierwszy w usa kobiecy głos na temat Holocaustu. Choć sama autorka nie uznawała swojej powieści za stricte feministyczną, krytyczki dostrzegły wnikliwość w przedstawieniu specyficznie kobiecych strategii fizycznego i emocjonalnego przetrwania, w których najważniejsza była więź z innymi osobami10.

Zaintrygowana postacią Ilony Karmel, sięgnęłam do amerykańskiego portalu Jewish Women’s Archive, który służył mi niejednokrotnie za bogate źródło inspirujących wiadomości na temat wybitnych Żydówek, często pochodzących z mojego regionu, ale całkowicie tutaj zapomnianych. I oto siedząc w swoim pokoju w mieszkaniu przy placu Bohaterów Getta w Krakowie i  przeglądając biogram Karmel w  encyklopedii jwa, odkryłam, że kobieta, która jako pierwsza wprowadziła temat kobiecego doświadczenia Holocaustu do literatury, urodziła się przed ponad 80 laty w moim mieście i mieszkała najprawdopodobniej 10 minut drogi piechotą od miejsca, gdzie piszę te słowa. Oszołomiona i wzruszona, zaczęłam przeglądać Internet w poszukiwaniu kolejnych śladów Karmel. Po wpisaniu nazwiska w Google, pojawiły się dziesiątki odnośników do biogramów, informacji o pracy naukowej i literackiej Ilony Karmel. Wszystkie w języku angielskim, żadnych linków do stron polskich. Nie dotarłam też do żadnych publikacji na jej temat ani informacji w przewodnikach. W Stanach uznana i  ceniona Krakowianka, w  Krakowie jest nikomu nieznaną amerykańską Żydówką. Według biogramu z jwa, Karmel urodziła się 14 sierpnia 1925 roku w Krakowie w rodzinie Hirscha i Mity z domu Rosenbaum, jako druga po Heni córka pary, a jej szczęśliwe dzieciństwo zakończyło się wraz z wkroczeniem Niemców do Polski. Enigmatyczna informacja o tym, że wśród jej krewnych znajdowały się osoby zarówno ortodoksyjne, jak i niewierzące, kończy akapit poświęcony polskiemu okresowi życia Karmel, o którym więcej dowiaduję się po opłaceniu dostępu do biogramu na stronie bookrags.com. Tam napotykam pierwszy raz informację o bliskiej relacji ze starszą siostrą Henią i znowu odniesienie do różnorodności cechującej członków i członkinie krakowskiej rodziny Karmel. Dziadkowie Ilony reprezentowali chasydów Ger, liczną i wpływową grupę ultraortodoksyjnych Żydów. Abraham Mordechaj Alter, ostatni przedwojenny przywódca sekty, był gorącym zwolennikiem rozwoju szkolnictwa żydowskiego, także żeńskiego. Współzałożona przez niego partia Agudat Israel wspierała ekspansję szkół Bejs Jaakov Sary Szenirer11, które kształciły żydowskie

8 Twórczość Karmel wpisuje się w powstającą już wówczas kobiecą literaturę obozową, która jednak nie była jeszcze wtedy włączona do żydowskiej narracji. 9 Zob. Dictionary of Literary Biography on Ilona Karmel, źródło: http://www.bookrags.com/ biography/ilona-karmel-dlb. 10 Ibidem.

11 Więcej o Sarze Szenirer można przeczytać w pierwszej części Przewodniczki w tekście Joanny Fabijańczuk.

218

219


dziewczęta, nie tylko uświadamiając je w temacie żydowskiego prawa, ale także dając zawodowe umiejętności, które pozwalały im na utrzymanie się. Dziadkowie Karmel należeli więc do chasydów, w  młodszych pokoleniach rodziny panowały już z kolei tendencje do sekularyzacji, o czym świadczyć miał nieortodoksyjny wygląd i przynależność do Bundu. Sama Karmel miała postrzegać rodziców jako zakorzenionych zarówno w modernizmie, jak i religijnej tradycji, a więc typowych przedstawicieli emancypujących się krakowskich Żydów, którzy identyfikowali się jako polscy patrioci, odczuwając wciąż więź z  jakimiś wymiarami żydowskiej tożsamości. Tę wersję potwierdza informacja odnaleziona w wierszu Karmel, wedle którego jej rodzinny dom mieścił się przy ul. Długiej 16, a więc w dzielnicy asymilujących się Żydów reprezentujących klasę średnią. Te wszystkie informacje to wciąż Internet i  amerykańskie strony, najwyższa pora więc odwołać się do tego, co przecież teoretycznie mi bliższe. Skoro Karmel miała urodzić się w  Krakowie, może uda mi się odnaleźć jej akt urodzenia? W archiwum państwowym na Grodzkiej wspólnie z pracownicą czytelni dajemy się ponieść ekscytacji poszukiwań. Początkowo w katalogu nie pojawia się osoba o  takich danych, ale kiedy sięgamy po wielką i  ciężką księgę aktów urodzenia, trafiamy na dokument pasujący we wszystkich szczegółach do zebranych na amerykańskich portalach informacji, poza jedną – imieniem. A więc Karmel urodziła się jako Baila, córka Hirscha i Simchy Mindli (a nie, jak podają Amerykanie, Mity) Rosenbaum, w Krakowie przy ul. Józefa  1 – w  samym sercu żydowskiego Kazimierza. Można domniemywać, że emancypując się, rodzina zmieniła nie tylko adres z żydowskiej, ortodoksyjnej dzielnicy na mieszczańską, ale podobnie postąpiła z imieniem. Tego jednak nie wiem na pewno, amerykańskie biogramy nie wspominają o tej zmianie, być może sama Karmel nie mówiła o niej, a nikt z amerykańskich biografów nie trafił do krakowskiego archiwum. Możliwe więc, że imię zmieniła dopiero po wojnie, w usa, gdzie znana i publikowana była już wyłącznie jako Ilona Karmel. Z aktu urodzenia dowiaduję się jeszcze, ze ojciec Karmel był kupcem, rodzice zaś pobrali się w 1921 r. w Warszawie, skąd pochodziła matka Ilony. Mindla urodziła się w rodzinie Szaji Wolfa Rozenbauma i Frajdli z Engelmanów. Świadkami urodzenia Ilony byli Samuel Nachman Horowitz i Gusta Langer.

Nie wiadomo, kiedy rodzina Karmel przeniosła się na Długą ani do jakiej szkoły chodziły Ilona i jej siostra Henia. W momencie wybuchu wojny Ilona miała 14 lat i była najprawdopodobniej w gimnazjum. Według amerykańskich biogramów rodzina nie przeniosła się do getta, jak większość krakowskich Żydów po 1941 roku; wybrała ucieczkę do jakiejś mniejszej podkrakowskiej miejscowości, gdzie liczyli zapewne na zachowanie anonimowości. Już w 1942 r. znaleźli się jednak w krakowskim getcie razem z licznymi krewnymi. Większość z nich zginęła wywieziona do obozów zagłady. Ilona, która pracowała w getcie, sprzątając niemieckie baraki, trafiła do obozu w Płaszowie razem z matką i siostrą w 1942 roku. Rok później wszystkie trzy kobiety zostały przeniesione do obozu w Skarżysku-Kamiennej funkcjonującego przy dawnej Państwowej Fabryce Amunicji, pozostającej w latach okupacji pod zarządem niemieckiego koncernu „Hasag”. Bezpośrednią relacją z obozu w Skarżysku, który w 1944 r. funkcjonował jako obóz kobiecy, jest wydana po wojnie książka Przy pikrycie i trotylu Róży Bauminger, która podobnie jak Karmel i jej bliskie trafiła do obozu z Płaszowa:

15. Ilona Karmel (na wózku) z siostrą Henią

Największa groza i nędza panowała w hali 13-tej osławionej na wszystkich trzech werkach. Fabrykowano tam miny podwodne napełniane pikryną, proszkiem bardzo szkodliwym dla organizmu, od którego wszystko żółknie i gorzknieje. Od pikryny i trotylu powietrze w Hasagu było zatrute. Robotnicy stanowili tu jakby wyspę w obrębie obozu. Odziani w papierowe peleryny, powiązane sznurkami i drutami. Spodnie – łachman łatany papierami. Jedna noga w połamanym holendrze, druga owinięta w papier. Na twarzach tępa rezygnacja. Do tej pracy wybierano młodych i zdrowych mężczyzn i zdrowe dziewczęta, blondynki o pięknych nieraz rękach. Przy tej pracy żółkły jak kanarki, a ręce ich pokrywały się wrzodami. Na hali unosił się żółty pył, zabójczy dla organizmu, tak ostry, że przeżerał ubranie. Żółkło całe ciało, czerwieniały paznokcie u rąk i nóg. Po pierwszym dniu pobytu na hali robotnicy byli nie do poznania. Pikryna wyciskała od razu na nich piętno. Włosy stawały się zielonkawo żółte, twarz pokrywała się żółtymi plamami, dłonie były spalone, czerwone, poranione. Skóra schła i marszczyła się. Przyrządy smarowane były oliwą, która w połączeniu z pikryną spalała skórę, tak, że powstawały rany na rękach. Zatrucie pikryną wywoływał wymioty i skurcze w kolanach. […] Na pikrynie nie wolno było chorować. Gdy ktoś zasłabł lub padł przy pracy, nikt się nad nim nie pochylił, bo nie wolno było przerwać normy. Podczas gdy przy lżejszej pracy panowały znośniejsze warunki i pewna solidarność, przy pikrynie wytworzyło się bezwzględne wzajemne 220

221


„Nasza krew” Posłuchaj! Ty krwi naszej młodej, spienionej, czerwonej Ty krwi purpurowej, dzikiej, roztętnionej Co bucha Płomieniem, wszechmocna, przemożna Nie zamkniesz w kajdanach, nie skujesz w łańcuchach Nie można! Pamiętaj! Gdy myślisz że wreszcie zamarła w uśpieniu To ona zastygła, omdlała w olśnieniu Słońca żarem, spojrzeniem jasnej twarzy zaklęta I marzy I będzie Tak pienić się, burzyć, łomotać I drwić z twych rozkazów i z losem szamotać W obłędzie Mocarnych swych dwudziestu lat I będzie nam śpiewać i zawsze i wszędzie Choćby zza krat!

traktowanie. Nikogo nie wzruszały łzy towarzyszy, nikt nikomu nie pomógł, nie zastąpił przy pracy. Sami cierpiący ponad miarę, zatracali zdolność wczuwania się w cudzy ból; zobojętniali, mając przed oczyma własną śmierć, gruźlicę i powolne konanie. Otępiali, doprowadzeni do stanu ostatecznej apatii, nie rozbierali się, nie myli, nie byli już podobni do ludzi. W skrajnym pesymizmie, w głębokiej depresji psychicznej, nie snuli więcej marzeń o lepszej przyszłości i z determinacją czekali na śmierć; nie wierzyli, by ich los mógł ulec zmianie na lepsze; wiedzieli, że gdyby nawet cudem przeżyli wojnę, wyjdą z obozu z gruźlicą12.

Po roku spędzonym w obozie w  Skarżysku, Ilona została przeniesiona do Lipska, gdzie panowały znacznie lepsze warunki. Już pod koniec wojny, w  czasie marszu śmierci, niemiecki samochód potrącił Ilonę i  zmiażdżył jej nogi. Matka Karmel, która już kilkakrotnie ratowała córkę, ukrywając ją w  czasie selekcji czy wykradając ze szpitala zakaźnego w  obozie w  obawie przed skazaniem jej na śmierć, także tym razem – choć sama ciężko ranna, przeciągnęła córkę na pobocze. Karmel trafiła po tym wypadku do niemieckiego szpitala, gdzie była „zażenowana” współczującą opieką niedawnych oprawców. Po zakończeniu wojny znalazła się pod opieką szwedzkiego Czerwonego Krzyża, który zapewnił jej dwuletnie leczenie i  rehabilitację w szpitalu w  Sztokholmie. Matka Ilony zmarła w 1945 r. w  wyniku chorób i  obrażeń spowodowanych pracą w  obozach, ona sama zaś po zakończeniu leczenia dołączyła do swojej ukochanej siostry Heni, która przeżywszy marsz śmierci, wyemigrowała po wojnie do Stanów i tam wyszła za mąż. Już w 1947 r. w Nowym Jorku ukazał się pod tytułem Śpiew za drutami zbiór wierszy, które Henia i Ilona pisały w czasie pobytów w obozach na kradzionym papierze. Wszyscy przeżywali te straty. Nie potrafiłam o tym opowiadać, więc zaczęłam pisać poezję – mówiła Ilona w wywiadzie w 1951 r. Z czasem to stał się sposób na zachowanie siebie, dowód dla mnie samej, że jestem jeszcze człowiekiem, nie tylko numerem13. Z młodzieńczych strof możemy odczytać proste emocje; tęsknotę za dzieciństwem, nadzieje na poprawę sytuacji, także pragnienie zemsty na oprawcach, wreszcie relacje z życia w obozie.

„Strach w barakach” A o północy w barakach strach. Ślepia wytrzeszczone z każdego kąta Wkrąg zakamarków ciemnych się pląta Koszmarnym cieniem jawi w snach A o północy w barakach…strach. Deszcz jego ślady łzami znaczy Drogę oświetla blask księżyca Wicher mu wyje pieśń rozpaczy W oddali wita szubienica. Na szubienicy krwawy łach. A o północy w barakach…strach… Do okien zwolna się zakrada

12 Cyt. za: http://www.skarzysko.org/modules.php?name=Content&file=print&pid=605. 13 Cyt. za: Dictionary of Literary Biography on Ilona Karmel, źródło: http://www.bookrags. com/biography/ilona-karmel-dlb.

222

223


Matczyne ukochane dłonie A świat był wtedy taki wielki. Posłuchaj! Był dziecinny pokój Niebieskie ściany i powała A gdy za oknem dzień się walał Łączyło niebo się z sufitem I wszystko było wkrąg błękitem […] Dzień był pogodny, uśmiechnięty A cudów mieścił w sobie tyle Po prostu trudno je spamiętać. Matyczny pokój (blado lila) Kraj skrywał znów odmiennych czarów Schowany w głębi wielkich szuflad Wśród wstążek, tiulow i woalów Koronek żołtych (ecri), słowo Pachnące walcem i fiołkami W wachlarzu (mocno połamanym) Zdobnym, wierzajcie mi! piórami Strusia. W jedwabiach taftach, aksamitach Ach, słowo tego nie wyraził! […]

Wokół czeluści błądzi czarnej I na barłogach śpiących siada Widziadłem darzy ich koszmarnym Niby pies czujny staje w drzwiach A o północy w barakach…strach… Zaduch się łączy z ciężką ciszą I umęczone ciała dręczy. Śpią niespokojnie, ledwo dyszą Ktoś się obudził, ktoś cicho jęczy Ktoś się poderwał i twarz we łzach A o północy w barakach…strach… Noc jest męczarnią, miast ukojeniem Ból ostrym rylcem duszę orze Mozolnie walczą ze snu kamieniem I budzą się, nikt spać nie może Tak jakoś dziwnie…spójrz…tam we drzwiach… A o północy w barakach…strach.

Oprócz obrazu wewnętrznego świata nastoletniej Ilony, wiersze stanowią także źródło wiedzy o jej dzieciństwie, które jawi się jako dostatnie i  bezpieczne. Jak już wspominałam, także ze strof jej autorstwa dowiedziałam się, gdzie mieszkała przed wojną. „Życiorys” I. Dzieciństwo Opowieść zacznie się banalnie Dzieciństwem prostym i zwyczajnym Pachnącym mlekiem i kwiatami Gdy świat był jeszcze taki mały Zamknięty między cztery ściany. Opowieść zacznie się przeciwnie Dzieciństwem jasnym, słodkim, cichym Gdy świat był jeszcze taki wielki Kiedy nad światem mi jaśniały

* Ja wiem, na Długiej pod szesnastym Wtłoczony między inne domy Stoi wciąż jeszcze nie wzruszony Dzieciństwa dom. Na plantach klony Kwitną i znowu opadają I tylko nie wiem jak się stało Dzieciństwo nagle przeminęło I nie wiadomo gdzie zniknęło Świat wokół skurczył się i zmalał I nic jest już tajemnicą 224

225


Ciekawe z perspektywy procesu tworzenia amerykańskiej narracji o Holocauście, że choć Karmel już wówczas pisała o kobiecym doświadczeniu, dopiero An Estate of Memory zostało uznane za przykład takiej perspektywy. To jednak Stephanię należy uznać za pierwszą tego typu opowieść. Po opublikowaniu Stephanii, która przyniosła Karmel uznanie krytyków, Ilona zaczęła pracę nad powieścią skupiającą się na doświadczeniu imigrantów przybyłych do usa po drugiej wojnie światowej, jednak nigdy nie dokończyła tej pracy. Od lat 60. podróżowała sporo do Niemiec, towarzysząc swojemu mężowi Francisowi Zuckerowi, fizykowi i filozofowi. W ciągu w sumie 10-letnich pobytów w Niemczech Zucker udzielał wykładów, Karmel zaś pracowała w sierocińcu. Po powrocie podjęła pracę na Massachusetts Institute of Technology, gdzie była cenioną wykładowczynią, nagradzaną za zaangażowanie w pracę ze studentami i  studentkami oraz umiejętności nauczania. W  1994 r. otrzymała Dean’s Award for Distinguished Service, wewnętrzne wyróżnienie profesorskie mit. Po jej odejściu na emeryturę w 1995 r. mit ufundował Nagrodę imienia Ilony Karmel, oddając jej hołd. Do końca życia mieszkała w Belmont. Zmarła na zapalenie płuc 30 paździenika 2000 roku. Nie wiem, czy kiedykolwiek po wojnie wracała do Krakowa. Dla mnie wraca wraz z możliwością opublikowania tego tekstu w Przewodniczce.

Z pogromu czasu nie ocalał Rusałek ludek bladolicy Krasnole, elfy, a szuflada Już nie jest czarow źrodłem, Zwolna legendy kwiat opada I coraz ciężej, coraz trudniej.[…]

Poza tomikiem wierszy obozowych Ilona nie wydawała poezji, realizując swoje ambicje literackie w prozie. Po przyjeździe do usa zapisała się do Hunter College na Uniwersytecie Nowojorskim. W ciągu czterech lat uzyskała licencjat, wygrała uczelniany konkurs pisarski i  przygotowała plan napisania pierwszej powieści. Od początku jej teksty były budowane wokół doświadczeń wojennych; opisywała walkę zwykłych ludzi o godność w trudnych życiowo sytuacjach, niecodzienną solidarność, jaka wtedy się tworzy, wreszcie przemiany ról mężczyzn i kobiet, które z czasem stały się przedmiotem badań socjologicznych. Po ukończeniu studiów licencjackich Ilona przeniosła się do Collegu Radcliffe w  Cambridge, gdzie znany poeta Archibald MacLeish zdecydował się objąć ją opieką naukową, dostrzegając w niej niecodzienny talent. To dzięki jego protekcji Karmel wydała pierwszą powieść Stephania, której bohaterką jest ocalała z  Holocaustu dziewczyna walcząca po wojnie z  uszkodzeniami kręgosłupa. Choć Karmel twierdziła, że zbudowała tę historię na postaci dziewczyny, którą poznała w szpitalu w Szwecji, to bez trudu można w bohaterce dostrzec wątki autobiograficzne. Poza protagonistką pozostałymi bohaterkami książki są także kobiety, które zmagają się z chorobami fizycznymi, przedstawiona fabuła jest więc opowieścią o ich walce z ograniczeniami cielesnymi i pytaniem o to, do jakiego stopnia ciało nas określa. Ruth Kluger, ocalała z Holocaustu pisarka, pisała o tej książce:

Katarzyna Czerwonogóra

Ograniczenia fizyczne i wymuszona wspólnota zniewoliły te kobiety; ich walka zawsze dotyczy wolności, definiowanej przez jej brak14. 14 Cyt. za: Dictionary of Literary Biography on Ilona Karmel, źródło: http://www.bookrags. com/biography/ilona-karmel-dlb.

226

227

Socjolożka, badaczka ruchów kobiet żydowskich, członkini Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej. Koordynowała pierwszą edycję projektu Polki, Żydówki – krakowskie emancypantki. Historia i współczesność dla równości i różnorodności. Od niedawna na tropach emancypantek warszawskich.


bibliografia

Dalliga C. Halbwachs M. Lipowska-Teutsch A. Orwid M. Steinlauf M. C. Szwajca K.

Ilona Karmel [w:] Jewish Women. A Comprehensive Historical Encyclopedia., http://jwa. org/encyclopedia/article/karmel-ilona. Dictionary of Literary Biography on Ilona Karmel, źródło: http://www.bookrags. com/biography/ilona-karmel-dlb, dostęp 6 marca 2010. Sociology confronts Holocaust. Memories and Identities in Jewish diasporas, red. J. M. Gerson., D. L. Wolf, Duke University Press 2007. Społeczne ramy pamięci, przeł. M. Król, wyd. pwn, Warszawa 1969. Niedobyta żałoba, [w:] Pamięć wędrówki.Wędrówka pamięci, red. A. Lipowska-Teutsch, E. Ryłko, wyd. Towarzystwo Inicjatyw Kryzysowych, Kraków 2008. Przeżyć… i co dalej?, wyd. wl, Kraków 2006. Pamięć nieprzyswojona, Warszawa 2001. Tortura i nakaz pamięci. Drugie pokolenie Ocalonych z Holocaustu [w:] Pamięć wędrówki. Wędrówka pamięci, red. A. Lipowska-Teutsch, E. Ryłko, Kraków 2008. Women in the Holocaust, red. L. J. Weitzman, D. Ofer, Yale University Press 1998. http://www.skarzysko.org/modules.php?name=Content&file=print&pid=605; dostęp 8 marca 2010.

228


Piotr Oczko

Nie ma jasnych sukien… Jest książka. O Gizeli Reicher-Thonowej

Reich

Non omnis moriar – moje dumne włości, Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych, Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie1. 1

W roku 1933 ukazała się w Krakowie monografia wybitna, do której badacze twórczości Słowackiego zaczęli jednak sięgać dopiero stosunkowo niedawno – mowa o Ironii Juliusza Słowackiego w świetle badań estetyczno-porównawczych Gizeli Reicher-Thonowej. Z  rozprawą tą, będącą pierwszym całościowym i nowatorskim opracowaniem ironii Słowackiego, zetknąłem się 15 lat temu i już wtedy zaczęło nurtować mnie pytanie: kim była Autorka i jakie były jej losy? Nie figurowała ona bowiem w  żadnym słowniku biograficznym, a  krótka wzmianka zamieszczona w  Zagładzie Żydów w  Krakowie Aleksandra Biebersteina2, wspominająca jej opiekę nad sierotami żydowskimi, pozwalała domyślać się najgorszego – wywózki do Bełżca, kominów krematoryjnych Auschwitz lub śmierci w obozie w Płaszowie. Kiedy wreszcie zacząłem szukać informacji na jej temat, zrozumiałem, jak trudno będzie mi o niej pisać. Gdy bowiem w krakowskim archiwum natrafiłem w końcu na zdjęcie Gizeli Reicher-Thonowej, zamieszczone na mikrofilmie wśród tysięcy innych podań o kenkartę złożonych przez krakowskich Żydów, dotarło do mnie w pełni, co miała na myśli Katarzyna Zimmerer, badaczka krakowskiego getta, która pisała:

Z. Ginczanka, Non omnis moriar…, [w:] Od Staffa do Wojaczka. Poezja polska 1939–1988. Antologia, wybór B. Urbankowski, B. Drozdowski, t. 1. Łódź 1991, s. 612. 2 A. Bieberstein, Zagłada Żydów w Krakowie, Kraków 1985, s. 217. 1

229


Na ekranie monitora pojawiają się przede mną kolejne twarze – stare i młode, brzydkie i ładne. Jeden ruch prawej ręki, którą przesuwam mikrofilm, wystarczy, by zniknęły z pola mojego widzenia. Czuję się tak, jakbym tych ludzi ponownie wysyłała do szeolu – krainy zmarłych, miejsca milczenia i zapomnienia3.

Brałam udział w ćwiczeniach proseminaryjnych p. prof. Chrzanowskiego, pracowałam w seminarium p. prof. Kallenbacha przez cztery lata, gdzie prócz pracy wstępnej o Krasińskim i szeregu referatów drobnych złożyłam pracę p.tyt. Ironia Słowackiego w świetle badań estetyczno-porównawczych. Brałam czynny udział w ćwiczeniach seminarium polskiego p. prof. Łosia w ciągu trzeciego roku mych studiów, gdzie złożyłam pracę i zdałam końcowe kolokwium, oraz w tymże roku byłam czynnym członkiem seminarium językoznawczego słowiańskiego p. prof. Nitscha. Brałam też udział w ćwiczeniach proseminarium i seminarium angielskiego u p. prof. Dyboskiego przez dwa lata. Na seminarium angielskim złożyłam pracę Byron’s irony. Na ćwiczeniach proseminarium filozoficznego złożyłam referat proseminaryjny w roku szkolnym 1924⁄54.

Będzie to więc opowieść o wyrwaniu z  szeolu milczenia i  niepamięci, opowieść zbudowana ze strzępków pożółkłych kart, pełna luk, zagadek i pytań, na które już nikt nie potrafi odpowiedzieć. Nie sposób bowiem z oficjalnych dokumentów wydobyć twierdzy szaf niezłomnych, prześcieradeł rozległych i jasnych sukien wspomnianych w wierszu Ginczanki, czyli całej ulotnej materii życia; trudno jest znaleźć w nich odbicie studentki Gizeli Reicherówny i jej marzeń, dowiedzieć się, dlaczego przeczytała całego Słowackiego i go zrozumiała. Pozwólmy jednak na chwilę przemówić samej bohaterce niniejszego szkicu. W archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego zachował się jej pisany odręcznie życiorys z 1927 r., Curriculum vitae Reicherówny Gizeli:

Życiorys ten uzupełnijmy wiadomościami z bezcennej wręcz, internetowej bazy danych – Jewish Records Indexing, w której znajdziemy informacje dotyczące rodziców Gizeli Reicherówny. Była ona córką Wolfa Reichera, zamieszkałego w Nowym Sączu a urodzonego w Rudnej Małej niedaleko Rzeszowa, syna Dawida i Gizeli, po której wnuczka zapewne otrzymała imię. Jej matka, Leonora Kamm, pochodziła ze Lwowa i była córką Julii i Adolfa. Rodzice Gizeli pobrali się w 1902 r. we Lwowie5. Nieco więcej informacji o  jej studiach znajdziemy w  kartach immatrykulacyjnych wypełnianych każdego roku przez studentów. Dowiadujemy się z nich m.in., że opiekunką Gizeli Reicherówny była Leonora Reicherowa, nauczycielka, zamieszkała w Nowym Sączu (brak wymienienia w tym miejscu ojca pozwala sądzić, że nie żył już wtedy), a językiem ojczystym studentki był polski – nieliczni studenci wpisywali „żydowski” lub „hebrajski”, czyli

Urodziłam się 23 maja w 1904 r. w Nowym Sączu. Jestem wyznania mojżeszowego, przynależność mam do Nowego Sącza, obywatelstwo polskie. W 1910 r. wstąpiłam do pierwszej klasy szkoły powszechnej w Nowym Sączu, gdzie też ukończyłam klasę czwartą w 1914 r. Po zdaniu egzaminu wstępnego do ii-giej klasy gimnazjalnej w roku szkolnym 1915–16 wstąpiłam do klasy ii-giej prywatnego gimnazjum żeńskiego z prawem publiczności w Nowym Sączu. Studia moje w ciągu nauki gimnazjalnej nie uległy żadnej przerwie – w tym gimnazjum ukończyłam klasę viiimą i zdałam egzamin dojrzałości 24 maja 1922 r. We wrześniu roku szkolnego 1922⁄3 zapisałam się na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, i tu bez przerw oddawałam się studiom przez lat cztery. Słuchałam wykładów filologii polskiej –, i to literatury i gramatyki, słowiańskiej, angielskiej, językoznawstwa indoeuropejskiego, filologii niemieckiej i filozofii ścisłej u pp. profesorów: Kallenbacha, Chrzanowskiego, Windakiewicza, Łosia, Nitscha, Dyboskiego, Rozwadowskiego, Wukadinoviča, Rubczyńskiego, Heinricha i Garbowskiego. Obecnie uczęszczam też na studium pedagogiczne. W ciągu studiów zdałam też szereg kolokwiów z zakresu kultury i gramatyki polskiej i literatury i gramatyki angielskiej.

4 Archiwum uj, rkps wf ii 504, teczki akt doktoratów, materiały z lat 1860–1945. 5 U. Perkowska w pracy Studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1894–1939. W stulecie immatrykulacji pierwszych studentek (Kraków 1994), zamieszcza Wykaz studentek poległych w latach 1939–1945, w którym na s. 222 podaje: Reicher-Thon Gizela, ur. w Warszawie 1898, c. Natana, przemysłowca, 1917 [data immatrykulacji na uj], asystentka Wolnej Wszechnicy Polskiej, zginęła podczas ii wojny światowej. Informacje te nie znajdują jednak potwierdzenia w żadnym z podanych źródeł będących podstawą wykazu, a poza nazwiskiem nie zgadzają się żadne fakty i daty. Gizela Reicher-Thonowa nie figuruje też w spisach osobowych Wolnej Wszechnicy Polskiej.

3 K. Zimmerer, Twarze, „Gazeta Wyborcza”, dodatek „Gazeta w Krakowie”, 2008, nr 63, z 14 iii, str. 11.

230

231


jidysz6. W kolejnych rubrykach, na przestrzeni 4 lat, podawała niezmiennie: religia – mojżeszowa, przynależność państwowa – polska, pochodziła więc zapewne z rodziny zasymilowanej. Od roku akademickiego 1923⁄24 karty wpisowe są ponadto dodatkowo opatrzone wielką, wyraźną pieczęcią oznaczającą narodowość. W przypadku Gizeli Reicherówny jest to narodowość polska, nie żydowska7. W  czasie studiów, w  latach 1922–1927, mieszkała kolejno na stancjach przy ulicy Sołtyka 11, Długiej 51 i  Poselskiej 17. W  roku 1925⁄26 starała się o zwolnienie z czesnego, które ostatecznie zostało decyzją dziekana rozłożone na 3 raty, a jego spłata odroczona do 10 lat. W kolejnym roku nie została już zwolniona z opłat, choć o to prosiła. Nie była prawdopodobnie zamożna i jako córka nowosądeckiej nauczycielki musiała z pewnością udzielać korepetycji i prowadzić życie skromne. Wybór przedmiotów, które deklarowała na początku każdego roku (dzielącego się na 10-tygodniowe trymestry), wprawia w  osłupienie, zwłaszcza jeśli porównamy go z zajęciami, na które uczęszczali pozostali studenci. Otóż w ciągu 4 lat studiów Gizela Reicherówna nie tylko zaliczyła gruntowne kursy literatury i językoznawstwa polskiego oraz angielskiego i historii filozofii, ale także sporo specjalistycznych cyklów wykładów z filozofii (interesowała ją przede wszystkim estetyka i aksjologia), literatury amerykańskiej, historii architektury w Polsce, kurs literatury francuskiej od w. xvi, specjalistyczne kursy angielskiej, polskiej i niemieckiej literatury romantycznej, dziejów teatru polskiego, niemieckiej gramatyki historycznej, historii teatru hiszpańskiego, gramatyki historycznej języka portugalskiego i ogólnie-romańskiego obszaru językowego, wersologii, stylistyki i  gramatyki historyczno-porównawczej języków słowiańskich. Uczęszczała na lektoraty języka angielskiego, roczny, intensywny lektorat języka czeskiego, zaawansowany lektorat języka

francuskiego i lektorat języka niemieckiego – o poziomie tego ostatniego może świadczyć fakt, że ćwiczenia konwersacyjne opierały się na dyskusjach na temat Hermana i Doroty Goethego oraz Dramaturgii hamburskiej Lessinga. Ponadto wszystkie przedmioty germanistyczne wykładane były po niemiecku. Owe imponujące wykazy, sporządzane corocznie pismem nerwowym, o charakterze brzydkim i z licznymi skreśleniami (tylko w dokumentach złożonych przed doktoratem Reicherówna postara się, żeby można było ją odczytać – ale i  tak jakże różnią się one od wykaligrafowanych, wycyzelowanych podań innych studentek) budzą podziw dla jej szerokich zainteresowań naukowych, znajomości języków (angielskim, francuskim i  niemieckim władała biegle), a  także powagi, z  jaką traktowała studia – słuchając wykładów profesora Nitscha z gramatyki czeskiej i słowackiej, zapisała się od razu na intensywny kurs czeskiego, aby wiedzę teoretyczną oprzeć na praktyce. Wybór przedmiotów zdradza też krystalizujący się od iv roku pomysł pracy doktorskiej: coraz więcej w  nim romantyków i  dramatu. Zresztą zainteresowanie Słowackim towarzyszy Gizeli Reicherównie od samego początku studiów, kiedy to zapisuje się ona na wykład Życie i twórczość Słowackiego prof. Chrzanowskiego. Przemyślany i  konsekwentny dobór seminariów i  odczytów zwraca także uwagę na jej wybitnie komparatystyczne zainteresowania, obejmujące filologię polską, angielską, germańską, romańską i  słowiańską. Należy przy tym pamiętać, że ówczesny Wydział Filozoficzny uj stanowił niespójny i  chaotyczny konglomerat seminariów i  katedr, od matematyki począwszy, na filologii orientalnej skończywszy, a obowiązywała na nim pełna wolność studiowania – studenci sami wybierali wykłady, kursy i fakultatywne kolokwia, kierując się jedynie sugestiami pracowników uczelni. Gizela Reicherówna, sądząc po wykazach zajęć, najsilniej związana była naukowo z  profesorami polonistyki Józefem Kallenbachem, Janem Łosiem i  Stanisławem Windakiewiczem (stosunkowo mało wybierała zajęć prof. Chrzanowskiego, znanego skądinąd z ostrych, endeckich przekonań – choć jak wspominał Wiktor Weintraub – do „zdolnych Żydów” miał on stosunek przychylny) oraz ojcem polskiej anglistyki, prof. Romanem Dyboskim. Wybór Kallenbacha na mistrza naukowego świadczyć może też o pewnym nonkonformizmie. O  ile na seminaria Chrzanowskiego studenci walili drzwiami

6 Jidysz nazywano wtedy językiem „hebrajskim” lub „żydowskim”, język hebrajski w swej nowoczesnej wersji odradzał się dopiero w Palestynie. 7 W roku 1922⁄23, kiedy Gizela Reicherówna rozpoczyna naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiuje na nim 5379 osób (z czego 1213 stanowią kobiety), wyznanie rzymsko-katolickie deklaruje 3350 osób, mojżeszowe zaś 1716, a jako język ojczysty „żydowski” lub „hebrajski” podają 32 osoby. Zob. też U. Perkowska, op. cit., s. 98–103.

232

233

16. Gizela Reicher-Thon


17. Życiorys Gizeli Reicherówny

18. Strona tytułowa książki Gizeli Reicher-Thonowej


i oknami, był on bowiem członkiem komisji egzaminacyjnej i warto było zaskarbić sobie jego przychylność, o tyle wykłady Kallenbacha nie pociągały słuchaczy ani formą, ani tematyką – ubrązowianiem Romantyków i środkach wyrazu wybieranych przez autorów8. Gizelę Reicherównę do Chrzanowskiego mogły też z pewnością zniechęcać głoszone przez niego antysemickie poglądy. Na ostatnim roku studiów Reicherówna, przygotowując się do zawodu nauczycielki, zapisała się ponadto do Studium Pedagogicznego. W  tym czasie jednak szkoła średnia była startem dla wielu późniejszych profesorów uniwersytetu, tzw. docentów prywatnych, a uczeni ze stopniem doktora mogli starać się o zniżki godzin, urlopy czy zasiłki9. Karty wpisów pokazują także, że Gizela niewątpliwie miała poczucie humoru. Otóż gdy w formularzu na pytanie: Na jakiej zasadzie żąda student immatrykulacji?, większość odpowiada: na podstawie indeksu, książeczki legitymacyjnej, wizy dziekańskiej, wpisująca się na ii rok Gizela Reicherówna bezceremonialnie gryzmoli swoim chaotycznym, nigdy nie trzymającym linii prostej pismem: Na tej, że w zeszłym roku byłam wpisana na rok 1szy. Sam doktorat uzyskała wyjątkowo wcześnie, jako jedna z  trzech najmłodszych kobiet-doktorów na uj w okresie międzywojennym10. W owym czasie nie istniały bowiem egzaminy magisterskie, a  studia kończyło się uzyskaniem absolutorium, tzn. niższym stopniem naukowym. Egzamin doktorski na Wydziale Filozoficznym uj uchodził ponadto za trudny i  mało przydatny w dalszej karierze zawodowej, nic dziwnego też, że 90% absolwentów kończyło studia bez stopnia naukowego i konkretnych kwalifikacji zawodowych11. Gizela Reicherówna doktorat obroniła jeszcze jako studentka iv roku, choć zwykle odbywało się to kilka lat po ukończeniu studiów. Zachowane w teczce dwa podania o dopuszczenie do rygorozum już w trakcie xii trymestru nauki pozwalają sądzić, że nie była to praktyka częsta, pierwsze z  nich spotkało

się też z odmową władz uczelni. Recenzje pracy rozwiewały jednak wszelkie wątpliwości. Po zdaniu egzaminów doktorskich, 18 ii 1927 r. odbyła się uroczysta promocja (jako promotor występował prof. Dyboski). Można spytać, dlaczego Reicherówna nie myślała od razu o kontynuacji kariery naukowej. Etatów na uczelniach było jednak wtedy niewiele i nawet badacze z wybitnymi doktoratami pracowali z reguły jako nauczyciele gimnazjalni, a po ewentualnej habilitacji jako nie opłacani docenci czekali na zwolnienie się katedry. Być może wyjaśnienia należy też szukać w panującej w owym czasie konserwatywnej i niechętnej kobietom (a zwłaszcza tym żydowskiego pochodzenia) atmosferze krakowskiego uniwersytetu. Byłby to więc przypadek zaprzepaszczonych możliwości, talentu, który mimo napisania wybitnej książki, nie rozbłysnął do końca? Jednak szanse Gizeli na asystenturę były minimalne, przede wszystkim ze względu na fakt, że była Żydówką – a chodziło wszak o  polonistykę – „filologię narodową” (Chrzanowski, którego zdanie wiele w Krakowie znaczyło, miał powiedzieć do Wiktora Weintrauba, którego lubił i cenił: a jednak nie chciałbym, żebyś pan uczył moje dzieci12). Praca doktorska Gizeli Reicher-Thonowej została wydana w  1933 roku w  Krakowie13. Thonowa z  pewnością musiała zabiegać o  publikację – większość doktoratów z tamtego czasu nigdy nie została wydana. Trudno też odpowiedzieć na pytanie, jakim cudem tak konserwatywna instytucja jak pau, na dodatek nie darząca Żydów sympatią, zdecydowała się opublikować książkę nie znanej nikomu „starozakonnej” badaczki. Można się tylko domyślać inicjatywy któregoś z profesorów uj, np. Kallenbacha. I  tutaj zaczynają się problemy. Książka przeszła właściwie bez echa. W  zachowanym archiwum korespondencji Kazimierza Czachowskiego znajdujemy cztery rozpaczliwe listy Gizeli Thonowej, która błaga o  recenzję. Zacytuję jeden z nich:

8 Dzieje Katedry Historii Literatury Polskiej w Uniwersytecie Jagiellońskim, red. T. Ulewicz, Kraków 1996, s. 185. 9 Ibidem, s. 179. 10 J. Suchmiel, Udział kobiet w nauce do 1939 roku w Uniwersytecie Jagiellońskim, Częstochowa 1994, s. 152. 11 K. Michalewska, Wydział Filologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego, [w:] Inwentarz akt wydziałów i studiów uj 1850–1939, red. J. Michalewicz, Kraków 1997, s. 235–236.

12 Informacja od prof. Henryka Markiewicza. 13 G. Reicher-Thonowa, Ironia Juliusza Słowackiego w świetle badań estetyczno-porównawczych, Kraków 1933 (stron 216).

236

237


wciąż cytują, w momencie wydania spotkała się z  milczeniem, niedocenieniem i absolutnym niezrozumieniem ze strony środowiska naukowego. Ironia Juliusza Słowackiego w świetle badań estetyczno-porównawczych była jednak książką prekursorską, powstałą w czasach, gdy polski romantyzm i jego wieszczów traktowano ze śmiertelną, „bogoojczyźnianą” powagą – nie było w niej miejsca dla humoru i ironii. Korespondencja Gizeli z Czachowskim mówi nam też coś o jej życiu osobistym. Wyszła za mąż, o  czym świadczy zmiana nazwiska na Thon, a  listy pisze z Łodzi, gdzie mieszka przy ulicy Cegielnianej 9. Fakt ten ma, być może, związek z pierwszą recenzją książki Thonowej, pióra łódzkiego polonisty i  krytyka literackiego pochodzenia żydowskiego, Wilhelma Falleka, z  którym autorkę łączyły zapewne więzi towarzyskie. Recenzja ta ukazała się w r. 1933 w krakowskim „Nowym Dzienniku”, polskojęzycznej gazecie żydowskiej, i stanowiła całkowite przeciwieństwo późniejszej opinii Szyjkowskiego:

List z 19 kwietnia 1934 roku Pozwalam sobie powołać się na kartkę WPana z 9 iii b.r., w której WPan przyrzekł mi łaskawie omówić moją pracę o Słowackim (Ironia Juliusza Słowackiego w świetle badań estetyczno-porównawczych), (Pol. Ak. Umiej., 1933) w ciągu najbliższych tygodni. Uprzejmie przypominam łaskawe przyrzeczenie i bardzo proszę o powiadomienie mnie, kiedy (mniej więcej) i gdzie pojawi się recenzja, bo chciałabym się postarać później o odpowiednie zeszyty pisma (czy pism), w których będzie recenzja. Praca ta jest owocem dłuższych mych studiów i włożyłam w nią bardzo wiele trudu i serca, zależy mi więc bardzo na ocenie krytyka tak poważnego i sumiennego jak WPan14.

Recenzja nigdy nie powstała. Thonowa wysyłała egzemplarze książki, w którą włożyła bardzo wiele trudu i  serca, zabiegała o  zainteresowanie, pisała też do Jana Gwalberta Pawlikowskiego i  Juliusza Kadena-Bandrowskiego (a  przypuszczam, że podobnych listów musiała wysłać o wiele więcej). Doczekała się za to krytycznej recenzji Mariana Szyjkowskiego w „Nowej Książce”: Omawiana praca jest typem pracy seminaryjnej, sumiennością przeprowadzonej tezy, systematycznością w rozkładzie materiału, dokładnością jego rozwarstwowienia podniesionej – i słusznie – do godności pracy akademickiej. Niemniej pozostaje na niej ów ślad scholastycznego pochodzenia – właśnie w nadmiarze dokładności drobiazgów i kategoryzowania, które są tak typowe dla fabrykantów doktorskich dysertacyj niemieckich uniwersytetów – gdzie przed laty 20-tu studia stylometryczne cieszyły się szczególną predylekcją. […] Rezultaty nie są jednak proporcjonalne do podjętego trudu15.

Autorka przeorała wzdłuż i wszerz całą bogatą twórczość Słowackiego. Przebrnęła przez całą historyczno-literacką krytykę o tym wieszczu. Znalazła szerokie pole porównawcze między ironią Słowackiego a ironią Szekspira i Byrona. Uzbroiła się w sumiennie zdobytą wiedzę, aby oświetlić ironię, ten najbardziej zasadniczy składnik twórczości tak umiłowanego przez nią poety. Nauczyła niejedno dzieło Słowackiego inaczej czytać, inaczej rozumieć. Śmiało dociera do istoty Beniowskiego i Króla-Ducha i wręcz rewelacyjne i rewolucyjne, a trafne i piękne myśli z tych arcydzieł wyprowadziła16.

Słowa Szyjkowskiego świadczą o zupełnym niezrozumieniu zamysłu książki, a – niewykluczone – są też dowodem urazy, którą recenzent żywić mógł w stosunku do mistrza Autorki, Kallenbacha, bowiem to on, a nie Szyjkowski, otrzymał upragnioną profesurę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dla Gizeli Reicher-Thonowej, która musiała mieć świadomość, że napisała dzieło wybitne (dodajmy, predysponujące ją dziś do miana matki polskiej komparatystyki), musiał to być zapewne cios. Rozprawa, którą badacze Słowackiego od 20 lat

Opinia Falleka przyznawała w dużej mierze słuszność dokonaniom Thonowej, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że stanowiła rodzaj przysługi dla znajomej krytyka (o czym świadczą osobiste wątki recenzji – tak umiłowanego przez nią poety). Ukazała się ona ponadto nie w specjalistycznym czasopiśmie naukowym, a w poczytnej gazecie codziennej o nastawieniu syjonistycznym, w sąsiedztwie reklamy szamponu do włosów dla blondynek. Mimo pozytywnego wydźwięku popularne zapoznanie czytelników z tezami i wynikami pracy nie zadowalało z pewnością ambicji Autorki, która przez dwa lata jeszcze prosiła

14 Bibl. Jagiellońska, rkps 8981 iii, k. 249–256. 15 M. Szyjkowski, „Nowa książka” 1935, z. 1, s. 13–14.

16 W. Fallek, Nowa książka o Juliuszu Słowackim, „Nasz Dziennik” 1933, nr 257, s. 9.

238

239


Kazimierza Czachowskiego o recenzję będącą wyrazem poważnej i umiejętnej krytyki naukowej, a zamiast tego została przez Szyjkowskiego zaliczona w poczet fabrykantów doktorskich dysertacyj. Po raz kolejny w  dokumentach Gizela Thonowa pojawia się w  listopadzie 1940 r. Z zachowanego w Archiwum Miasta Krakowa podania o kenkartę dowiadujemy się, że przyjechała do miasta 25 v 1940 r. wraz z 10-letnią córeczką Hanną Thon (ur. 2 ix 1930 r.), jest nauczycielką gimnazjalną i wynajmuje pokój przy ul. Dietla 66⁄11, a w trakcie składania papierów przenosi się na ul. Dajwór 21. Być może przybyła do Krakowa, miasta swych studiów, z liczną falą uchodźców – wygnanych Żydów łódzkich? Jest zamężna, ale nic nie wiadomo na temat jej małżonka. Akt urodzenia Hanny Miriam Thon, który zdobyłem w  łódzkim Urzędzie Stanu Cywilnego, dodatkowo te kwestie komplikuje. Otóż wynika z niego, że Hanna Miriam Thon urodziła się 2 ix 1930 r. jako córka Alberta Teitelbauma i  26-letniej Gizeli Teitelbaum z  domu Reicher, a  w  r. 1933 decyzją wojewody łódzkiego (która się nie zachowała) zmieniono zaś jej nazwisko na Thon. Czyżby Gizela Reicher-Teitelbaum owdowiała lub rozwiodła się i wyszła ponownie za mąż? Jeśliby bowiem wraz z  rodziną miała zmieniać nazwisko, zmieniłaby je raczej na polsko brzmiące, jak czyniło wtedy wielu Żydów. Formularz wypełniony jest w  bezbłędnej niemczyźnie i  podpisany: Gisela Thon, nie: Gizela, Nowy Sącz to Neu Sandez, wszędzie też pojawia się skrót „dr”, jakby liczyła, że stopień naukowy zapewni jej życzliwsze spojrzenie okupanta. Dowiadujemy się również, że występująca o  kenkartę jest zdrowa, należy do kasy chorych i zatrudniona jest od 20 v 1940 r. jako sekretarz wszystkich sekcji w  dystrykcie krakowskim w  Centosie – charytatywnej Centrali Towarzystw Opieki nad Sierotami przy Podbrzeziegasse 3 (obecnie ul. Podbrzezie), które opiekuje się około 3050 sierotami i porzuconymi dziećmi. Pracuje 7 godzin dziennie i zarabia 300 złotych miesięcznie (dla porównania, w 1939 r. opaska z gwiazdą Dawida kosztowała 10 złotych, a Gmina Żydowska wypłacała w  tymże roku kierowanym do pracy przymusowej Żydom ze specjalnego funduszu 2,50–6 złotych dziennie)17. Nie były to więc pieniądze pozwalające na utrzymanie się.

Aleksander Bieberstein nadmienia, że Gizela Thonowa pracowała w Centosie z ramienia Żydowskiej Samopomocy Społecznej, sam Centos zaś wznowił po wrześniowej klęsce działalność w Krakowie w maju r. 1940. Jest to również data przyjazdu Gizeli do miasta. Pod koniec r. 1940 zorganizowano także placówkę opieki nad 25 sierotami przy ulicy Dajwór 21, dokładnie ten sam adres podaje Gizela Thonowa jako miejsce swego zameldowania18. Również jej pierwszy krakowski adres, ul. Dietla 66, to bezpośrednie sąsiedztwo Zakładu Sierot Żydowskich im. Róży Rockowej. Pozwala to przypuszczać, że jej przyjazd do Krakowa mógł mieć związek z działalnością w Centosie, w którym szybko zresztą otrzymała odpowiedzialną funkcję. Michał Weichert pisał: Z czasem działalność prezydium wydziału opieki nad dziećmi tak się rozrosła, iż musieliśmy powołać specjalnego sekretarza fachowego w osobie dr Gizeli Thonowej19.

W formularzach Gizela Thonowa stwierdza, że 4 viii 1940 r. dopełniła obowiązku zgłaszania przez Żydów całego posiadanego majątku przez swoją matkę, Leonorę Reicher (dotyczyło to nawet mebli i  mało wartościowych przedmiotów). Tu też pojawia się po raz pierwszy nowosądecki adres matki – ul. Narutowicza 6, prawdopodobnie kiedyś również rodzinny dom Gizeli. To niedaleko ul. Szwedzkiej, przy której przed wojną mieściło się żydowskie gimnazjum, być może, miejsce pracy jej matki20. W archiwum jest też najważniejsza rzecz, mianowicie zdjęcie, najprawdopodobniej jedyne zachowane zdjęcie Gizeli Thonowej. 36-letnia Gizela ubrana jest w ciemny, elegancki kostium, ma klasyczne, lekko pociągłe rysy twarzy, delikatny makijaż, wysokie czoło, zaczesane do tyłu ciemne włosy, prosty nos i piwne, wyjątkowo duże, piękne oczy, zdające się nostalgicznie patrzeć w obiektyw. Nie ma tak zwanego „złego wyglądu”, ale nie jest to też uroda bezsprzecznie „aryjska” – może budzić niebezpieczne pytania o pochodzenie,

18 Ibidem, s. 216–217. 19 M. Weichert, Pamiętniki, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, rkps 302⁄25, s. 134. 20 Zob. Archiwum Miasta Krakowa, sm kr 561, s. 1009, 1018–1020.

17 Zob. A. Bieberstein, op.cit., s. 21–22.

240

241


choć przy pewnej dozie szczęścia pozwalałaby na przeżycie21. Ale Thonowa na razie chyba nie chce na fałszywych papierach wtopić się w tłum. Pracuje przecież w żydowskiej organizacji i najprawdopodobniej, jak wielu krakowskich Żydów, przejdzie do getta przez iii Most na Wiśle (to raptem kilka kroków od ul. Dajwór, gdzie mieszka). Tutaj ślad się urywa. Gizela nie pojawia się w żadnych wspomnieniach z krakowskiego getta, nie piszą o niej Tadeusz Pankiewicz, Henryk Zvi Zimmermann ani Halina Nelken, pracująca w Centosie jako wolontariuszka22. Jeżeli trafiła do getta, można się domyślać najgorszych rzeczy. Pracy w  „Kinderheimie”, bycia świadkiem wymordowania swych podopiecznych, rozdzielenia z  córką lub też dołączenia do niej w  drodze do komór gazowych Bełżca. Obozu w Płaszowie, którym kierował psychopatyczny Goeth wraz ze swymi dwoma psami-ludojadami, „apelu zdrowotnego” i rampy w Auschwitz. Nic nie znajdziemy w  słowniku biograficznym Żydzi dawnej Łodzi23 ani w  Almanachu Szkolnictwa Żydowskiego. Nie ma jej ani jej rodziny w  bazach danych Polskiego Czerwonego Krzyża – wiadomo jednak, że nikt jej już po wojnie nie szukał. Milczą archiwa Yad Vashem i  Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Bad Arolsen. Zamieściłem apele w „Gazecie Wyborczej” i izraelskich „Nowinach Krakowskich”, kontaktowałem się z  ziomkostwem krakowskim i nowosądeckim w Izraelu – na próżno… Dopiero odpowiedź na moje drugie zapytanie wysłane do Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Bad Arolsen, dotyczące tym razem córki Gizeli, Hanny Miriam Thon przyniosła nowe odkrycia. Otóż w archiwach Bad Arolsen zachowało się pismo w sprawie czterech osób z rodziny Thonów/Teitelbaumów. Nieznany jest jednak jego kontekst, nie wiadomo, kto pytał i  dlaczego.

Z pisma tego wynika, że w  1942 r. 12-letnia Hanna24 wraz ze swym ojcem, Albertem Thonem (vel Teitelbaumem, urodzonym we Lwowie w  1899 r.) i  Julianem Thonem (vel Teitelbaumem) trafiła do Obozu Janowskiego we Lwowie. Wymieniona w  tym samym dokumencie 73-letnia Henryka Huss z domu Thon zmarła we lwowskim getcie w 1941 r. Pozwala to wysunąć wniosek, że zmiana nazwiska z „Teitelbaum”25 na „Thon” obejmowała całą rodzinę, tym bardziej że dotyczyła ona również Juliana, najprawdopodobniej szwagra Gizeli, młodszego brata Alberta. Wymienienie zaś w jednym piśmie również Henryki Huss z domu Thon może świadczyć, że zmiana nazwiska spowodowana była jakimiś szczególnymi związkami pomiędzy rodzinami Teitelbaumów i Thonów, których, niestety, nie udało mi się ustalić. W tym samym, 1942 roku Hanna, Albert i Julian Thonowie zostali deportowani z Obozu Janowskiego do komór gazowych Bełżca. Gizeli już z nimi nie było. Czyżby jednak nie trafiła do krakowskiego getta (o  tym świadczyłby brak wzmianek o niej w pamiętnikach z epoki) i jeszcze przed rozpoczęciem przesiedleń uciekła wraz z córką z Krakowa? Czy może udało jej się tylko przemycić dziecko z getta na stronę aryjską, sama zaś zginęła? Czy też dołączyła z córką do reszty rodziny i została zamordowana gdzieś po drodze do Lwowa? Ślad się urywa, nie ma jasnych sukien, są listy, zakurzone karty w archiwach i książka młodej dziewczyny, która lubiła i rozumiała Słowackiego…

21 Ibidem, pnn 35 nr 111 80. 22 T. Pankiewicz, Apteka w getcie krakowskim, Kraków 2007; H. Zvi Zimmermann, Przeżyłem, pamiętam, świadczę, Kraków-Haifa 1997; H. Nelken, And Yet, I Am Here!, trans. H. Nelken, A. Nitecki, Amherst 1999. 23 A. Kempa, M. Szukalak, Żydzi dawnej Łodzi. Słownik biograficzny, t. 1–4, Łódź 2001–2004. Nie wymienia też Gizeli Reicher-Thonowej Imienny wykaz nauczycieli poległych, zamordowanych oraz zmarłych wskutek prześladowań w okresie okupacji hitlerowskiej 1939–1945 w monografii M. Walczaka Działalność oświatowa i martyrologiczna nauczycielstwa polskiego 1939–1945 (Wrocław 1987).

24 Pismo wystosowane przez United Restitution Organization jako datę urodzenia Hanny Thon podaje rok 1931, a nie 1930, chodzi jednak z pewnością o tę samą osobę. 25 Nazwisko „Teitelbaum” nosił też wcześniej wybitny filozof i matematyk Alfred Tarski, którego matka pochodziła ze znanych łódzkich przemysłowców żydowskich, Prussaków. Pokrewieństwa pomiędzy rodzinami nie udało mi się jednak ustalić. Nie natrafiłem również na jakiekolwiek związki z rodziną wybitnego krakowskiego rabina i posła na sejm, Ozjasza Thona, ani z fundatorami łódzkiej Synagogi Reicherów.

242

243


Piotr Oczko

Ukończył anglistykę i polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, tam również uzyskał stopień doktora. Autor artykułów historycznoliterackich i trzech książek: Mit Lucyfera. Literackie dzieje Upadłego Anioła od starożytności po wiek xvii; W najdroższej Holandyjej… Szkice o siedemnastowiecznym dramacie i kulturze niderlandzkiej oraz Życie i śmierć doktora Fausta… Redaktor książki campania. Zjawisko campu we współczesnej kulturze. Tłumacz literatury angielskiej i niderlandzkiej. Wykładał literaturę polską na Uniwersytecie Karola w Pradze. Jego zainteresowania badawcze obejmują literaturę porównawczą, kulturę i piśmiennictwo krajów niderlandzkojęzycznych oraz gender studies. Jest adiunktem na Wydziale Polonistyki uj. Jak mówi, w trakcie dwuletnich badań i setek godzin spędzonych w archiwach, Gizela z nieznanej ‘badaczki Słowackiego’ stawała się dla mnie coraz bliższą osobą, z którą rozmawiałem w myślach, i której śmierć zaczęła być postrzegana jako własna trauma, a badanie jej biografii jako doświadczenie bardzo osobiste i bolesne.


Wesoł

Łucja Iwanczewska

Odczarowany język, zaczarowany świat. Danuta Wesołowska z domu Jodłowska (1932–2001)

[…] To są nazwy puste i jednoznaczne: człowiek i zwierzę miłość i nienawiść wróg i przyjaciel ciemność i światło. […] Pojęcia są tylko wyrazami: cnota i występek prawda i kłamstwo piękno i brzydota męstwo i tchórzostwo Jednako waży cnota i występek widziałem: człowieka, który był jeden występny i cnotliwy. Szukam nauczyciela i mistrza niech przywróci mi wzrok słuch i mowę niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia niech oddzieli światło od ciemności1

1

245

T. Różewicz, Ocalony, Poezja, t. 1, Kraków 1988, s. 21–22.


był wieloletnim współpracownikiem profesora Taszyckiego przy opracowywaniu słowników ortograficznych i zasad pisowni. Ojciec był zresztą jednym ze współtwórców zasad polskiej ortografii, ponieważ jako młody asystent został oddelegowany przez prof. Kazimierza Nitscha do pracy nad reformą polskiej ortografii. Reforma ta, przygotowana jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, była ostatnią większą reformą zasad polskiej pisowni. Z tym się wiąże pewien, powiedziałabym, legat pośmiertny, bo kiedy obaj panowie profesorowie zmarli w 1979 r. (najpierw profesor Jodłowski, a pół roku po nim profesor Taszycki), stałam się w pewnym sensie kontynuatorką ich dzieła i rzeczywiście do dziś zajmuję się ortografią i interpunkcją. Trzeba przecież – jak inne firmy, choćby cukiernicze czy samochodowe – podtrzymywać tradycję. A tu jest rodzinna firma ortograficzna i to działa od dwudziestolecia międzywojennego3.

To, co nie do powiedzenia, powtarzano raz za razem przez dwanaście lat. To, co nie do pomyślenia, było zapisywane, indeksowane, wciągane w akta. […] Język używany do zarządzania piekłem wchłonął w swą składnię obyczaje piekła. Używany był, aby zniszczyć to, co jest z człowieka w człowieku i by przebudzić w nim to, co bestialskie. Stopniowo słowa zatraciły swoje właściwe znaczenie i zdobyły nowe, koszmarne definicje. Jude, Pole, Russe zaczęły oznaczać dwunożne wszy, obrzydliwe robactwo, które dobry Aryjczyk musi rozgnieść, jak pouczał partyjny podręcznik, „jak karaluchy na brudnej ścianie”. „Ostateczne rozwiązanie”, endgültige Lösung, zaczęło oznaczać śmierć sześciu milionów istot ludzkich w gazowych piecach2.

Dom w języku

Profesor Wesołowska była związana z Instytutem Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego od 1966 roku, od września 1975 roku do 13 grudnia 1981 roku kierowała Pracownią Poprawności i  Kultury Języka Polskiego w  Instytucie Filologii Polskiej uj (przy ulicy Gołębiej 16), radziła, jak poprawnie używać języka w cotygodniowej rubryce Kłopoty z językiem w „Dzienniku Polskim” (od 1975 do 1999 roku). Ale najważniejszy był dla niej osobisty kontakt z nauczycielami, uczniami szkół średnich, dziennikarzami, miłośnikami języka, adeptami lingwistyki – w Instytucie Filologii Polskiej, w Szkole Retoryki, w jej mieszkaniu przy ulicy Nowowiejskiej. Z ogromną cierpliwością, niegasnącym uśmiechem, prawdziwą pasją nauczała poprawności językowej, tłumaczyła mechanizmy powstawania błędów, a przede wszystkim przestrzegała i ukazywała, że w tym naszym językowym domu nigdy nie możemy czuć się bezpiecznie, bo to właśnie język nas stwarza, tak jak stwarza pogardę dla drugiego człowieka, manipulację nim, a często dyskryminuje go i wyklucza z  tego domu dla wszystkich, jakim powinno być społeczeństwo. Językowy dom jest czasem domem słów z piekła rodem, dlatego prof. Wesołowska z tak wielką wiarą w  człowieka uczyła odpowiedzialności za język, jakiego człowiek używa, bo wiedziała, że w języku czai się przemoc zdolna do ucieleśnienia. Uczyła młodzież, była autorką podręcznika do nauki o języku polskim

Panią Profesor Danutę Wesołowską poznałam, będąc na pierwszym roku studiów teatrologicznych na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczęszczałam wtedy na prowadzony przez nią przedmiot Język polityki, zajęcia przerwała śmierć Pani Profesor. Wówczas nie wiedziałam jeszcze, że nauka odebrana na tamtych zajęciach będzie mi towarzyszyła po dziś dzień w tej uwewnętrznionej przeze mnie prawdzie, że język to świat, uniwersum zbrodni i ocalenia, pogardy i uwznioślenia, to rzeczywistość człowieka z jego wielkością i  małością, podłością i  szlachetnością. Niby słowa, a  świat cały, opowieść o życiu i dom. Także dom rodzinny – Pani Profesor Danuta Wesołowska była córką Państwa Matyldy i  Stanisława Jodłowskich. Tak wspomina dom rodzinny, dom języka: […] mój tatuś, profesor Stanisław Jodłowski [ojciec – Stanisław Jodłowski – przeniósł się ze Lwowa do Krakowa w 1946 roku, pracował kolejno: w pwsp w  Katowicach, w  pwsp i  wsp w  Krakowie (1947–1969), na Uniwersytecie Jagiellońskim (od 1961 r. do śmierci jako kierownik Zakładu Metodyki Nauczania Języka Polskiego i Literatury Polskiej), gdzie pełnił funkcję kierownika Katedry Języka Polskiego (1955–1969), dziekana Wydziału FilologicznoHistorycznego (1950–1956), prorektora (1956–1962) – przyp. Ł. I.],

3 D. Wesołowska, Jestem pogodna, bo zbieram smutki świata, „Alma Mater” 2001, nr 34, cyt. za: D. Wesołowska Ocalić od zapomnienia, Uniwersytet Jagielloński. Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki Krakowskiej, Kraków 2004, s. 16.

2 G. Steiner, Language and Silence: Essays on Language, Literature, and the Inhuman, New York: Atheneum, 1967, s. 99–100.

246

247

19. Danuta Wesołowska


oraz czytanek dla uczniów w podręcznikach szkolnych, żywo interesowała się językiem współczesnej młodzieży. Twierdziła, że uczyć odpowiedzialności, tolerancji, szacunku dla drugiego człowieka w jego inności można tylko w języku i poprzez język i najlepiej od najmłodszych lat, ponieważ w języku widziała nadzieję na opór przeciw niegodziwości ludzi i rzeczywistości. Język ma wielką moc ocalania, daje siłę do pozytywnych przeobrażeń relacji międzyludzkich nawet w najtrudniejszych i najbardziej upokarzających warunkach egzystencji. Język bywa także narzędziem oporu wobec przemocy, narzuconych siłą regulacji prawnych, wszelkich mechanizmów ujarzmiania. Jawny lub zakodowany może być bronią przeciwko złu i agresji, by w końcu stać się ubraną w słowa nadzieją na afirmację świata.

na więźniach uczył się dawania zastrzyków. Wypatrywał ofiarę przyszłych zabiegów i na niej eksperymentował. […] Przez wiele lat uważano, że ten język, choć bardzo ciekawy, nie jest godny badań. […] Ja znalazłam np. funkcję destrukcyjną języka, która pomagała jednym niszczyć drugich. Ta funkcja destrukcyjna nie musi ujawniać się wcale w obozie hitlerowskim, ale wszędzie tam, gdzie jeden człowiek całkowicie uzależni drugiego od siebie i w każdej chwili może go zabić. […] I tutaj rodzi się pytanie językoznawcze, pragmalingwistyczne: to po co on go jeszcze miesza z błotem na moment przed zastrzeleniem? Po co łzy człowieka, zanim go zabije? Po to, by swój image podnieść, uzasadnić ten czyn wobec siebie samego. […] W każdym razie jest to bardzo trudna praca w tym sensie, że nie jest łatwo ciągle zapoznawać się z tak tragicznymi przeżyciami. Szczególnie komuś, kto ma raczej naturę pogodną, jak ja. A może dlatego jestem pogodna, że zbieram smutki świata? A może to jest kwestia równowagi?4

Piekło słów

Profesor Wesołowska badała również frazeologię łagrową i zajmowała się językiem obozów stalinowskich oraz językiem polityki totalitaryzmów5. W  tej opowieści o języku obozów odsłania się jakaś głęboka prawda o języku i mowie, a także geneza językowej komunikacji. Nawet tam, gdzie między podmiotem a światem następuje rozłam, gdzie językowy przekład omija rzeczywistość, nawet tam jest mowa. W  najtragiczniejszych sytuacjach życia nie przestajemy używać języka. Językowa jest sama chęć utrzymania się przy życiu, a to zagwarantować może tylko mowa, nierozstrzygnięta ostatecznie opowieść, zawieszona w czasie trwania opowiadania. Granica śmierci wyznacza przecież tę nie kończącą się przestrzeń języka, bezkresnego opowiadania, wypowiedzenia się, wygadania, zanim śmierć przerwie opowieść. Nie mylił się Michel Foucault, pisząc o tym, że język ucieka w pośpiechu przed śmiercią, że wciąż od początku zaczyna sam siebie opowiadać. W obliczu śmierci język zwraca się ku sobie i, by powstrzymać śmierć, może zrobić tylko jedno: zrodzić w głębi siebie swój własny obraz w nieskończonej grze luster. Język musi się obrócić przeciwko śmierci i stać się językiem powtórzeń nie skierowanym do nikogo6. Potwierdza to raz jeszcze, że mówiąc językiem nie skierowanym do nikogo, źródeł mowy musimy szukać w jednostkowej podmiotowości i odpowiedzialności. Ta podmiotowość

Przygotowała liczne hasła do Słownika Oświęcimskiego, opracowanego przy współpracy byłych więźniów i opublikowanego w  Przeglądzie Lekarskim – Oświęcim, napisała także pierwszą w  Polsce i  na świecie monografię języka hitlerowskich obozów koncentracyjnych (słownictwo i frazeologia hitlerowskich obozów koncentracyjnych; trzeba pamiętać, że język obozów hitlerowskich powstał na fundamencie obowiązującego w obozie języka niemieckiego): Słowa z piekieł rodem. Lagerszpracha. Totalitaryzm i język. Profesor Wesołowska tak opowiadała o swoich badaniach nad językiem obozu oświęcimskiego: Badania tego języka zaczęły się w krakowskim środowisku psychiatrycznym. Pod koniec lat 50. dr Stanisław Kłodziński, były wieloletni więzień Oświęcimia, zaproponował prof. Antoniemu Kępińskiemu przeprowadzenie obserwacji i analizy psychiki i osobowości byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Propozycja ta, choć z jednej strony bardzo się spodobała, napotkała jednak trochę oporów. Obawiano się, że byli więźniowie nie zechcą opowiadać o swoich straszliwych przeżyciach nie-więźniom. Ale pojawiła się też inna trudność: więźniowie używali języka, którego nie rozumiano. Na przykład, jeżeli więzień opowiadał, że coś się wydarzyło koło „kapliczki doktora Kaduka”, to zaraz rodziło się pytanie, o jakiej kapliczce on mówił, skoro w obozie nie można było uprawiać żadnego kultu religijnego. Okazywało się, że to nie była żadna kapliczka, tylko budka, w której był gong apelowy. A dlaczego doktora Kaduka? Kaduk to był esesman, bardzo zresztą prymitywny. A dlaczego nazywano go doktorem? Bo

4 D. Wesołowska, Jestem pogodna, bo zbieram smutki świata, s. 18–19. 5 D. Wesołowska, Słowa jak kamienie, Kraków 1991. 6 Zob. M. Foucault, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, Aletheia, Warszawa 1999, s. 25.

248

249


języka i odpowiedzialność za język powodują, że możemy dać odpór dominacji, fikcjonalności, niesprawiedliwości i przemocy w symbolicznej przestrzeni rzeczywistości. Profesor Wesołowska całe swe życie poświęciła językowi, a dużą część życia językowi szczególnie trudnemu, w którym metaforyczne bogactwo zostało sprowadzone do poziomu brutalnej dosłowności. Untergang der Sprache. Być może zgodziłaby się z Karlem Krausem, gdy pisał:

że wnętrze człowieka łatwo ulega zniszczeniu8

Ta destrukcyjna funkcja języka, o której pisała i nauczała Profesor Wesołowska, powinna na zawsze pozostać dla nas najważniejszą lekcją, trwałą i niepodważalną, którą odbierać trzeba w każdym momencie historycznym, w  każdych uwarunkowaniach społeczno-politycznych, w  każdym czasie i  miejscu naszego życia. Być może w  życiu mamy wielu nauczycieli i  mistrzów, ale tylko nieliczni oddzielają światło od ciemności, tylko nieliczni uczą odpowiedzialności za bycie człowiekiem, za tworzenie językowej przestrzeni naszych mikrohistorii, naszych relacji z innymi, naszej otwartości na to, co różne od nas. Tam, przy ulicy Gołębiej 16, gdzie mieści się Instytut Polonistyki, gdzie słuchałam wykładów Pani Profesor Wesołowskiej, wciąż pali się światło. Mówmy słowami, które zbliżą nasze światy gestem szacunku i wzajemnego zrozumienia: człowieka i  człowieka, kobietę, mężczyznę, dziecko, Ciebie, mnie i wszystkich mieszkańców języka.

Gdy będący u władzy politycy wciąż mówią o „przykładaniu noża do gardła przeciwnika”, o „zamykaniu mu ust”, o „grożeniu mu pięścią”, kiedy nieustannie grożą „podjęciem twardych kroków”, jedno pozostaje zaskakujące: to, że wciąż wykorzystują językowe figury, ale już nie w metaforyczny sposób. Rząd, który chce „brutalnie zniszczyć każdego, kto mu się sprzeciwia” – robi to. […] Odrzucenie figuratywnego użycia języka jest zupełne w tej oto obietnicy złożonej przez regionalnego przedstawiciela władz: „Nie mówimy: oko za oko, ząb za ząb. Nie, jeśli ktoś wyłupi nam oko, my roztrzaskamy mu głowę, jeżeli ktokolwiek wybije nam ząb, my zmiażdżymy mu szczękę7.

Ta świadomość, że słowo może stać się ciałem, gestem, czynem uwrażliwia na szczególną uwagę i odpowiedzialność za to, co się mówi, gdyż słowo ma moc tworzenia, ale i niszczenia człowieka i rzeczywistości. Język jest darem, ale może także stać się przekleństwem. Tak jak w tym wierszu Różewicza:

Łucja Iwanczewska

Ty przyprawiłeś sobie rogi kły i pazury ja język długi i ostry […] Kaleczą się i dręczą milczeniem i słowami […] czynią tak jakby zapomnieli że ich ciała są skłonne do śmierci

7

Cyt. za: A. H. Rosenfeld, Podwójna śmierć. Rozważania o literaturze Holocaustu, przeł. B. Krawcowicz, Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2003, s. 187.

Absolwentka krakowskiej teatrologii i podyplomowych studiów z zakresu Gender w Instytucie Sztuk Audiowizualnych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autorka książki Muszę się odrodzić. Inne spotkania z dramatami S. I. Witkiewicza. Doktor nauk humanistycznych, na Wydziale Polonistyki uj przygotowała i obroniła doktorat Samoprezentacje. Sade i Witkacy – rozbieranie z fantazmatów.

8 T. Różewicz, Ludzie ludzie, Poezja, t. 1, s. 362–363.

250

251


bibliografia ważniejszych prac prof. danuty wesołowskiej

Od słowa do słowa, Warszawa 1966. Nauka o języku w szkole średniej: książka przedmiotowo-metodyczna, Warszawa 1977. Słowa jak kamienie, Kraków 1991. Słowa z piekieł rodem. Lagerszpracha. Totalitaryzm i język, Kraków 1996. Słownik ortograficzny z zasadami pisowni i interpunkcji polskiej (wraz z Izabellą Wesołowską-Jaremą i Przemysławem Wesołowskim), wydania różne.


Anna Pekaniec

Przez lornetkę. Wspomnienia Marii z Mohrów Kietlińskiej Pojawiamy się na scenie życia, którą nie myśmy wznieśli i dane jest nam uczestniczyć w historii, którą nie myśmy wymyślili Barbara Hardy

1 Autobiograficzne narracje pisarek, aktorek, uczonych od pewnego czasu goszczą w feministycznym (i nie tylko) kanonie i wiele wskazuje na to, że ich reprezentacja stanie się coraz liczniejsza. Obok Elizy Orzeszkowej, Narcyzy Żmichowskiej, Zofii Nałkowskiej, Marii Dąbrowskiej (by wymienić autorki najbardziej znane) coraz częściej obecne są autobiografki, które nie były zawodowymi pisarkami, lecz odważyły się spisać wspomnienia, z  myślą o ewentualnej publikacji lub bez takowej perspektywy. Niekiedy, po wielu latach pierwotnie intymne i samozwrotne teksty zostają wydane, stając się, co najmniej, źródłem informacji dla historyków, ale i kolejną cegiełką budującą gmach kobiecej literatury dokumentu osobistego. Bohaterką niniejszego tekstu będzie Krakowianka, córka, żona, matka, siostra, przyjaciółka. Postaram się zrekonstruować jej biografię, posiłkując się jej Wspomnieniami, czyniąc ów tekst źródłem informacji, ale i  dezinformacji. Filtrem będzie tu subiektywizm testymonialnej narracji. Motywy podjęcia paktu autobiograficznego przez nie-pisarki są przeróżne, wspólnym ich mianownikiem jest pragnienie opowiedzenia o swoim życiu, ocalenie go przed niszczącym działaniem czasu i pamięci, pozostawienie po sobie narracyjnego śladu, danie świadectwa. Maria z Mohrów Kietlińska tak wyjaśniała, dlaczego postanowiła spisywać wspomnienia: 1

253

Cyt. za: D. Demetrio, Autobiografia. Terapeutyczny wymiar pisania o sobie, wyd. Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2000, s. 93.


Od kilkunastu lat nawiedzana kalectwem postępującej ślepoty, wreszcie od 8 lat przykuta do łóżka, znosiłam srogie bóle fizyczne względnie dość wytrwale, ale gdy mnie począł nawiedzać gość, dotąd w moim życiu nie znany, szara nuda, zatrwożyłam się niemało. […] Zachęcona przez kuzyna i przyjaciela mojej rodziny, Jana Kucharzewskiego, do spisywania wspomnień z lat przeżytych, w 76 roku życia schwyciłam się tej myśli z ochotą. […] Życie nie poskąpiło mi momentów szarpiących duszę i nerwy, tych jednak – choć właśnie one tylko mogłyby zająć czytelnika – opisywać nie zamierzam, nie chcąc przy schyłku życia poić się goryczą. Wolę pisać o jaśniejszych dniach dzieciństwa i młodości i wspomnieniami tymi opędzić wiedźmę – nudę […] Na styl się nie sądzę bo czas życia już skąpy, piszę więc nie po literacku, ot tak, jak mi się coś nasunie pod ołówek. Niech to będzie obrazek z epoki mojej, skromny i bezpretensjonalny, ale za to prawdziwy2.

zaledwie w jednym zdaniu uderza w ton skargi, podważa uśmiechniętą maskę tylko na krótki moment. Można potraktować powyższy cytat także jako swego rodzaju rekapitulację strategii narracyjnej przyjętej we wspomnieniach. Co symptomatyczne, we wspomnieniach Kietlińska rzadko skupia się tylko i wyłącznie na sobie, na próbach nakreślenia własnego portretu4; opowiadając o rodzinie, Krakowie, znajomych, wydarzeniach historycznych, o modzie, kulturze, obyczajowości, podróżach, ukrywa się w narracjach o innych. Ale autorka wspomnień przecież nie ma obowiązku zgłębiania tajemnic własnej osobowości, ponadto dzięki takiemu ukształtowaniu opowieści, oddaje głos tym, o których mówi, pozwala im zaistnieć na nowo, próbuje nakreślić, kim i jacy / jakie byli / były. Tym samym potwierdza spostrzeżenie Adriany Cavarero:

Pisała, by walczyć z postępującą chorobą, na przekór upływającemu czasowi; szybko, pozornie niedbale, a w rzeczywistości pieczołowicie oddzielając to, co było bolesne, nieprzyjemne, ograniczające, upokarzające od wydarzeń i wspomnień radosnych, pozytywnych, wywołujących radość. Owa strategia została scharakteryzowana przez Kietlińską w następujący sposób:

Na pytanie „kim jestem”? nie odpowiada właściwie autobiografia, lecz moja historia opowiadana przez kogoś innego. „Poznaj siebie samego” – dla „ja”, któremu z założenia zostaje zamknięta droga do samopoznania, może tylko przełożyć się na pełną pre-dyspozycję do wysłuchania własnej biografii5.

Kietlińska nie stara się zatem opowiedzieć tylko i wyłącznie o sobie i swoim życiu, przytacza historie innych, zasłyszane, zapamiętane, obserwowane, ponieważ poprzez nie otrzymuje pewną dawkę informacji o sobie i udostępnia je czytelniczkom6. Wiele szczegółów o  matce przekazuje córka, Elżbieta.

[…] przypomina mi się odpowiedź matki, dana mi we wczesnym dzieciństwie, na zapytanie moje, dlaczego patrząc przez lornetkę, widzi się z jednej strony wszystko bliższe, a z drugiej dalsze i mniejsze, matka odpowiedziała żartobliwie: „Dlatego żebyśmy przez szkła przybliżające i powiększające patrzyli na ludzkie wady i zalety, a przez oddalające i pomniejszające na ludzkie wady…”. Tę swego rodzaju naukę optyki pojęłam później, stosując ją w życiu, i sądzę, że niniejsze pamiętniki z tej przyczyny wypadły nadto optymistycznie, a co za tym idzie, nieco mdło jak na czasy i smak obecny. Widocznie nauka zawarta w słowach matki, wzięła w duszy mojej górę nad rozczarowaniami, których w życiu moim długim nie brakło3.

4

Ale i tak dowiadujemy się, iż lubiła ubierać się na biało, jako dziecko chętnie bawiła się w ogrodzie, z przyjemnością spędzała wolny czas w dworku w Szczepanowicach, przepadała za jazdą konną, miała zdolności krawieckie, bardzo dużo czytała – ceniła pisarstwo Narcyzy Żmichowskiej, Elizy Orzeszkowej, Jadwigi Łuszczewskiej (Deotymy), Józefa Ignacego Kraszewskiego. Poczytywała również dzieła Jana Kochanowskiego, Zygmunta Kaczkowskiego, Victora Hugo. Literacką ulubienicą Kietlińskiej była Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, nadto: Nęciły mnie też ogromnie Mickiewiczowskie „Dziady”, których część trzecia, jako zakazana i Sybirem grożąca, schowana była w sprężynach kanapy w salonie, niby w wielkiej tajemnicy… Umiałam się dostać do tej skrytki i z moją zdobyczą pomykałam cichaczem w gęstwinę ogrodową (Ibidem, s. 139). 5 A. Cavarero, Opowiedz mi moją historię, przeł. A. Klimczak, „Pamiętnik Literacki” 2004, z. 3, s. 41. 6 Kietlińska zaznaczała: Dotychczasowe czytelniczki niniejszego pamiętnika, zwłaszcza rówieśniczki moje (ach! jakże ich już mało), a nawet i młodsze, zrobiły uwagę, że za mało mówię o sobie. Zarzut ten

Wzrokocentryczna metafora przynależy raczej do dyskursu męskiego, jednakowoż w tym przypadku nie chodzi o porządek, do którego przynależy, lecz o sposób doświadczania świata (a następnie jego zapisania), kreowania konkretnej postawy życiowej. Kietlińska unika trudnych dla niej wspomnień, 2 M. z Mohrów Kietlińska, Wspomnienia, oprac. I. Homola-Skąpska, wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1986, s. 19–20. 3 Ibidem, s. 119.

254

255


W krótkim szkicu uzupełnia rodzinną opowieść. Równocześnie spełnia jeden z feministycznych postulatów – narracje matki i jej stają się budulcami rodzinnej (w dużej mierze kobiecej) genealogii, są elementami historii7 z kobiecą sygnaturą, której autorki jawią się jako depozytariuszki pamięci. Można rzec, iż Wspomnienia, choć mają jedną niezwykle drobiazgową, acz paradoksalnie dyskretną, narratorkę, mają trzy bohaterki. Matkę autorki – Marię z Lemańskich Mohr (ur. 1818, córkę właściciela ziemskiego z województwa radomskiego i Karoliny Zakrzewskiej – potomkini prezydenta Warszawy8), autorkę – Marię (czyli zgodnie z zapisem z aktu ślubu, Mariannę Walerię Mohr, która przyszła na świat 12 kwietnia 1843 w Krakowie9), oraz jej córkę, Elżbietę10

7

8 9 10

(ur. 26 czerwca 1881). Babka, matka i wnuczka – jako bohaterki narracji i jako jej kreatorki budują kobiecą historię, odtwarzają matrylinearną genealogię. Nie oznacza to nieobecności mężczyzn w opowieściach Kietlińskiej (nota bene autorka miała bardzo dobry kontakt z ojcem, Michałem Mohrem, oraz wujem, Piotrem Steinkellerem11), przodkowie, bliscy mężczyźni, nierzadko pojawiają się na kartach wspomnień. Zaskakuje śladowa ilość uwag o mężu. Starając się przywołać jak największą ilość szczegółów, Kietlińska często nadaje swojej opowieści anegdotyczny charakter, np. przypomina dziecięce zabawy, hodowane w domu zwierzęta, wiele miejsca zajmują relacje z balów i spotkań towarzyskich, w których nie brakuje humorystycznych akcentów.

wydaje mi się nie całkiem słuszny, gdyż rzeczą kronikarza jest opisywać ludzi i fakta pod kątem widzenia owych czasów, no i wrażenia osobiste, a nie opisywanie własnej chwały […] (Wspomnienia, s. 238). Kietlińska jako dziecko była świadkiem bombardowania Krakowa, dokonanego przez Austriaków z Wawelu w roku 1848, Zob. Wspomnienia, s. 55–57. Szczegółowo opowiada o pożarze Krakowa z roku 1850. Pożar rozpoczął się 18 lipca, trudny do opanowania przez prawie dwa tygodnie był dogaszany. Zaczął się na ul. Dolnych Młynów, by ostatecznie strawić wiele budynków usytuowanych na Grodzkiej, Wiślnej, Gołębiej, Brackiej, Stolarskiej, przy Rynku Głównym i na Małym Rynku. Zob. M. Frančić, Kalendarz dziejów Krakowa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1964, s. 134–135. Maria po wielu latach zanotowała: Do chwili obecnej (mam lat 75) pamiętam wrażenia, którego doznałam, wyszedłszy z matką po 2 tygodniach z domu. Stanęłyśmy u wylotu ul. Floriańskiej w Rynku. Okropny widok przedstawił się oczom naszym. Ul Grodzka zawalona gruzem, jeszcze miejscami dymiącymi. Poszłyśmy ul. Mikołajską, przez planty, w stronę kościoła Dominikanów, gdzie w całej grozie przedstawiały się nam sterczące, nagie mury przepięknego kościoła, klasztoru i biblioteki. […] Zwróciłyśmy się tą samą drogą na planty od strony ul. Zwierzynieckiej. I tu żałosny widok! Wypalony w środku kościół Franciszkanów i zgliszcza pałacu Biskupiego! Nagie pnie kasztanowych drzew sterczały jeszcze miejscami… (Wspomnienia, s. 71–72. Pałac Steinkellera, w którym wtedy mieszkała, nie ucierpiał w pożarze. Zob. I. Homola, Przedmowa, [w:] M. z Mohrów Kietlińska, Wspomnienia, s. 10. Zob. Ibidem, s. 12. Elżbieta Kietlińska była miłośniczką teatru, wielbicielką twórczości Juliusza Słowackiego, bystrą recenzentką, która w pełnych pasji relacjach z obejrzanych przedstawień zwracała uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Utalentowana pisarsko, pozostawiła po sobie rękopiśmienne pamiętniki, Ze wspomnień młodej teatromanki, szczególnie intensywnie prowadzone w latach 1893–1913, nadto kontynuowała intymne zapiski w czasie i i ii wojny światowej. Niestety znaczną część zapisków zniszczyła, ocalały zaledwie ułamki narracji z lata 1939–1943. Rękopisy wspomnieniowych narracji

Marii i Elżbiety znajdują się w Bibliotece Jagiellońskiej, oznaczone odpowiednio Akc. 54⁄58 oraz Akc. 55⁄58 i 56⁄58, Fragmenty Ze wspomnień… zostały opublikowane w niemalże dwadzieścia lat temu w „Pamiętniku Teatralnym”, poprzedzone wprowadzeniem Jana Michalika. Historyk teatru wybrał poszczególne notatki z lat 1894–1909, traktujące o inscenizacjach dzieł Słowackiego. Zob. E. Kietlińska, Ze wspomnień młodej teatromanki. O przedstawieniach Słowackiego – fragmenty dziennika (1894– 1909), „Pamiętnik Teatralny” 1991, z. 3–4, s. 407–442. Elżbieta chodziła do teatru albo w towarzystwie matki, albo (znacznie częściej) z przyjaciółką, dawną nauczycielką, p. Anielą. Wydawać by się mogło, iż ze wspomnień skoncentrowanych wokół przedstawień teatralnych, ciężko będzie wybrać uwagi charakteryzujące samą piszącą. Otóż, nic bardziej mylnego. Admiratorka teatru za pośrednictwem sprawozdań z wrażeń, jakie dostarczało jej ulubione hobby, kreśli portret niezwykle wrażliwej, uczuciowej kobiety, która w pewnym stopniu szukała schronienia w sztuce. Niewykluczone, iż przyjaźń łącząca ją z p. Anielą miała lekki odcień homoerotyczny. W każdym razie, jej wspomnienia zasługują na dogłębną, rewindykacyjną lekturę, ponieważ są nie tylko świetnym materiałem do historii teatru (gł. krakowskiego), ale i zapisem życia konkretnej kobiety, dynamicznej i wrażliwej. 11 Piotr Steinkeller, bankier, przemysłowiec, po stracie pierwszej żony, poślubił stryjeczną siostrę matki Marii, Marię Lemańską. Swego czasu, a dokładniej w 1847 roku, odstąpił rodzicom przyszłej pani Kietlińskiej część pomieszczeń w pałacu, który był usytuowany na ul. św. Tomasza 32–34 (wtedy ul. Różana); Mohrowie zajęli pawilon od strony południowej, z którego wychodziło się bezpośrednio do ogrodu. Nieco narzuconymi współdzielącymi pałac byli austriaccy oficerowie, gdyż wuj środkową część pałacu pozwolił zaadaptować na kasyno oficerskie. Por. I. Homola, Przedmowa, s. 11 oraz Wspomnienia, s. 72–73. Obecnie na miejscu dawnego pałacu stoi hotel „Campanile”. Zob. także http://idacdonikad2.blox.pl/2009/09/Ul-sw-Tomasza.html.

256

257


Dygresyjny tok wspomnień kształtowany jest przez rytm pamięci, niekiedy sprzeczny z chronologią. Skoro pojawiła się chronologia – może warto na chwilę poddać się jej biegowi, po to, by z grubsza uporządkować poszczególne etapy życia Kietlińskiej. Marynia dzieciństwo spędziła w Krakowie i w Niemczech. Wraz z rodzicami i  dwoma starszymi braćmi, Michałem i  Edwardem, początkowo mieszkała na ulicy św. Ducha12, by przenieść się do pałacu wuja. W  międzyczasie Mohrowie mieszkali w odziedziczonym po dziadku ze strony ojca domu przy ulicy Krakowskiej. Dopóki żyła matka (pracowita, zaradna, patriotka – uczyła dzieci historii Polski, działająca w  Towarzystwie Dobroczynności13), dom Mohrów tętnił życiem, jakkolwiek stroniono w  nim od wystawności. Z końcem lat pięćdziesiątych xix wieku ojciec Marii przystąpił do budowy domu, który został usytuowany na styku ulic Wiślnej i Gołębiej. Kamienica przy ul. Gołębiej nr 5 była schronieniem dla Marii (i jej owdowiałego ojca) z  przerwami od roku 1861, od roku 1879 stanowiła własność autobiografki14. Duży budynek, oprócz rodziny Mohrów, Kietlińskich zamieszkiwali też inni, zacni lokatorzy, np. Władysław Żeleński (kompozytor, pedagog, mąż Wandy Grabowskiej, wielbicielki i przyjaciółki Narcyzy Żmichowskiej), hrabia Stanisław Tarnowski (profesor uj, ożeniony z Różą Branicką) i jego brat Jan, hrabia Jerzy Mycielski (profesor, historyk sztuki, mecenas), Alfred i  Maria Stojowscy (ona była utalentowaną pianistką)15. We wspomnieniach Kietlińskiej co rusz pojawiają się opowieści o dokazujących dzieciach

lokatorów16, ich celne charakterystyki, dziś dające wgląd w prywatne życie przywołanych postaci ważnych nie tylko dla Krakowa. Warto podkreślić, iż Maria niezwykle często wskazywała na stopniowe zacieranie się granic pomiędzy arystokracją a  mieszczaństwem, równocześnie z  szacunkiem wyrażając się o np. o Katarzynie z Branickich Potockiej, żonie Adama Potockiego, siostrze Elizy z Branickich Krasińskiej, niefortunnej żonie Zygmunta. Na Gołębiej Maria mieszkała do roku 1910, gdy jako wdowa przeniosła się wraz z  córką do mieszkania na pierwszym piętrze kamienicy przy ul. św. Marka  2517. Kolejnym miejscem związanym z  Kietlińską była pensja panny Szarłowskiej (ul. Szczepańska 5, piętro pierwsze), dokąd została oddana po śmierci matki. Marysia, żywiołowa, mądra jak na swój wiek, nie nauczyła się tam zbyt wiele, ponieważ już w domu odebrała solidną dawkę wiedzy; znajomość języków obcych, w  tym lubianego niemieckiego, nabyła dzięki pobytowi w  Niemczech (zwiedziła m. in. Lipsk, Weimar, Erfurt). Przetrwała część przyjaźni zawartych przez Marię na pensji. Pytanie: czy Kietlińska była emancypantką? Jeśli pod pojęciem emancypacji rozumieć działania podejmowane w  kierunku przewartościowania postrzegania kobiet, dążenia do uzyskania dla nich równych z mężczyznami praw, zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej, to odpowiedź na zadane pytanie musiałaby być negatywna. Jednakowoż czyny emancypacyjne nie muszą być spektakularne, np. mogą być pojmowane jako próby przekształcenia zastanej rzeczywistości do własnych potrzeb, delikatnego podważenia norm, sprzeciwu wobec konwenansów, podkreślania samodzielności i  swoistej niezależności intelektualno-emocjonalnej. W  tej perspektywie Kietlińska z  powodzeniem może być nazwana emancypantką. Często podkreślała, iż starała się postępować, działać, aby być odbieraną „nieco inaczej”18. Owo

12 Dzisiejsza ul. Lubelska, nazwę św. Ducha utrzymywała do początku xx wieku. Por. E. Supranowicz, Nazwy ulic Krakowa, wyd. Instytut Języka Polskiego pan, Kraków 1995, s. 94. 13 Dobra matka moja wielce była dobroczynną, lecz dobroczynność jej nie była zdawkową; nie należała oprócz Tow. Dobroczynności (działającego od 1816 r., wspomagającego ubogich dzięki środkom finansowym pochodzących z organizowanych na ten cel bali – przyp. A.P.) do żadnych komitetów, składek i przedstawień na cele dobroczynne, lecz sama z własnej kieszeni wspomagała potrzebujących, leczyła ubogich chorych, własną ręką opatrując nieraz wstrętne ich rany (Wspomnienia, s. 28). 14 Por. Wspomnienia, s. 264 i I. Homola, Przedmowa…, s. 13. 15 Zob. Wspomnienia, s. 254–275.

16 Np. obiektem złośliwych żartów młodych hrabiów Tarnowskich, synów Jana, były dziewczęta zatrudniane przez modystkę, Aurelię Zawadzką, której pracownia znajdowała się dokładnie naprzeciw mieszkania Tarnowskich, w kamienicy „Pod zającem” (ul. Wiślna 8). 17 Por. I. Homola, Przedmowa…, s. 13. 18 Unikałam zbyt wielkiej krynoliny, zbyt długich trenów u sukni, zbyt modnych fryzur, lubiłam wyglądać trochę inaczej niż ogół – słowem trzymałam się złotej miary (Wspomnienia, s. 244). Tendencja do zaznaczenia indywidualności przenika cały tekst wspomnień, stąd też

258

259


Po czasie smutku nastał czas zabawy20, Kraków ożywiały liczne bale, lecz zabawę w znacznej mierze utrudniał kobietom potwór ówczesnej mody, narzucony despotycznie całemu prawie światu przez wszechwładną cesarzową Eugenię – krynolina

albo klatka „cage”21. Taniec w ciężkiej i niewygodnej sukni z pewnością nie był rozrywką. Pewnego razu, na kolejnym już w sezonie balu, jedna ze znajomych nie chciała zgodzić się, by tańczyć w  jednym kole z  Heleną Modrzejewską, jako że aktorki nie cieszyły się dobrą reputacją, jednocześnie podziwiane i wykpiwane, postrzegane były w dwuznaczny sposób. Niezręczną sytuację uratowała Maria, zajmując miejsce przewrażliwionej koleżanki22, co było odważnym gestem, ponieważ tym samym narażała się przynajmniej na obmowę, co dla panny było wysoce niekorzystne, psuło jej reputację, a więc obniżyło szanse na małżeńskim rynku. Zwyciężyła kobieca solidarność. Innymi aspektami szeroko pojętej kwestii kobiecej, poruszanymi przez Kietlińską, były zagadnienia związane z małżeństwem23 i przemocą domową wobec kobiet. Przypominała, iż w xix wieku wiele związków było kojarzonych przez rodziny przyszłych małżonków, przy czym ewentualna panna młoda rzadko mogła wypowiedzieć się w sprawie, która dotyczyła przecież jej życia. Ze wspomnień Krakowianki jasno wynika, iż z  największą akceptacją społeczną spotykały się żony i  najlepiej matki; wdowy (także ze względu na ówczesne prawo), jeśli były jeszcze młode, dość szybko ponownie wychodziły za mąż. Bale i liczne spotkania towarzyskie traktowane były jako doskonałe okazje do poszukiwań ewentualnych żon lub mężów. O swoim małżeństwie Kietlińska wspomina niejako przy okazji – jej mężem był Aleksander Kietliński, starszy od niej o trzy lata, pochodzący z Politowa koło

Kietlińska jawi się jako kobietą sprawnie i sprytnie radząca sobie z konwenansami. Naginając je do własnych potrzeb, jednocześnie pozostawała w ich zasięgu, tym samym nie narażając się na wykluczenie, krytykę itp. Śmiało można potraktować ją także jako reprezentantkę tych kobiet, których strategia emancypacyjna polegała na świadomym uczestnictwie w życiu, kulturze, historii. Znając normy, reguły, ograniczenia, dostrzegając ich opresyjny i unifikujący wydźwięk, starały się go złagodzić, ale nie zlikwidować. Skoro, jak w motcie, scena, na której pojawiały się kobiety, nie należała do nich, należało ją zaadaptować do własnych potrzeb. 19 Wspomnienia, s. 240. 20 Tu polecam ciekawy artykuł Anny Straszewskiej pt. Powstańcza panna młoda. O romantycznym charakterze strojów ślubnych w czasie powstań 1863 i 1944 roku, „Przegląd Humanistyczny” 2007, nr 6. Jedną z jego bohaterek jest Kietlińska.

21 Wspomnienia, s. 243. 22 […] panna Helena Zieleniewska dowiedziawszy się, że ma za vis-à-vis p. Modrzejewską, oświadczyła stanowczo, że z aktorką w jednym kole tańczyć nie chce. […] W moim kółku, oprócz uroczej Modrzejewskiej, tańczyła Witoldowa z Florkiewiczów Potocka i Helena Moszyńska (późniejsza Rostworowski), miały więc moje oczy o mój zmysł estetyczny istną biesiadę. Dotąd znałam Modrzejewską tylko ze sceny i jak większość kobiet liczyłam się do najzagorzalszych wielbicielek tej genialnej i uroczej artystki. Pierwszy to raz zetknęłam się z moim ideałem i wrażenia jakiego doznałam, kiedy podając mi w tańcu rękę spojrzała na mnie ślicznymi i dobrymi oczami, nigdy nie zapomnę; całe życie pozostałam pod czarem jej nieopisanego wdzięku (Ibidem, s. 246–247). 23 Odsyłam do niezwykle przydatnej publikacji Bogusławy Czajeckiej pt. „Z domu w szeroki świat”. Droga kobiet do niezależności w zaborze austriackim w latach 1890–1914, wyd. Universitas, Kraków 1990, rozdział i Prawa i obyczaje, a sytuacja kobiet.

„inaczej” polegało np. na noszeniu sukien o nieco swobodniejszym kroju niż obowiązujący, na buntowaniu się przeciwko niesprawiedliwym karom, jakie wymierzano na pensji koleżankom autobiografki, na płataniu rozmaitych figli, które choć na chwilę pozwalały „wyjść z formy”. Pozornie drobne gesty nabierają znaczenia, jeśli mieć na uwadze ówczesną obyczajowość, konieczność liczenia się z konwenansami. Dla kobiet przestrzenią wolności (ale i wielu ograniczeń) była wspomniana wyżej moda, Kietlińska poświęca jej sporo uwagi, ponieważ nie była ona jedynie kwestią, że tak powiem, estetyczną, ale i obyczajową, a nawet patriotyczną. Krakowianka zanotowała: Wypadki warszawskie (Kietlińska prawdopodobnie miała na myśli pogrzeb generałowej Sowińskiej, przekształcony w patriotyczną manifestację, rozpędzenie kolejnej, która odbyła się w trzydziestą rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską, śmierć i pogrzeby pięciu demonstrantów zabitych w dwa dni później, tj. 27. 02. 1861, czy w końcu tragiczny bilans kwietniowej manifestacji, kiedy kilkaset osób zostało rannych, a setka została zabita. Tragiczne wydarzenia były preludium powstania styczniowego – przyp. A.P.), krajowa żałoba, powstanie w r. 1863 następowały po sobie szeregiem, kierując umysły do spraw poważnych. Poszły do szaf barwne fioki, kwiaty i świecidła na lat kilka a ich miejsce zastąpiła czarna suknia i krzyż duży, czarny, jako jedyna ozdoba19.

260

261

20. Maria z Mohrów Kietlińska


Szydłowca (zatem z Królestwa Polskiego), pracownik Komisji Skarbu. Ślub odbył się 28 sierpnia 1869 roku w kościele Mariackim, dawna panna Mohr na ponad dziesięć lat wyprowadziła się z Krakowa, jednakże często odwiedzała rodzinne miasto, by po narodzinach córki, osiąść w nim ponownie. Trudno orzec, czy Maria i Aleksander byli dobraną parą, ale też nie można stwierdzić, aby związek był nieudany. Zbyt mała ilość danych nie pozwala na wysnucie jednoznacznych wniosków. Z drugiej strony – milczenie bywa bardziej nośne znaczeniowo niż rozbudowana narracja. Co do kwestii przemocy, Kietlińska przytacza zasłyszaną od ojca historię o żonie senatora M., która była przez niego bita i poniżana. Wezwany przez pokojową do poturbowanej pani doktor Kietliński, gdy zorientował się (a dokładniej, gdy został uświadomiony przez odważną służącą24), czym są spowodowane obrażenia młodej żony, doradził jej, aby odpłaciła mężowi pięknym za nadobne, co też się stało. Opowieść przytoczona na prawach anegdoty (!) w rzeczywistości stanowi sygnał niepokojącego zjawiska społecznego. Podkreślam, iż lekarzowi nie przyszło na myśl, że kobieta była bita, dopiero interwencja innej kobiety przyczyniła się do (prowizorycznego) rozwiązania problemu. Maria z Mohrów Kietlińska była dynamiczna, zaradna, bystra. Dzięki dobrej pamięci i niezłemu stylowi pisarskiemu udało się jej nakreślić panoramiczny obraz historii Krakowa, jego mieszkańców, jej bliższej i dalszej rodziny, a  w  końcu jej samej. Razem z  nią spacerujemy po dziewiętnastowiecznym Krakowie, podglądamy życie mieszczan, inteligencji, arystokracji. Narracje Kietlińskiej dają sposobność do nakreślenia prywatnej mapy Krakowa, widzianej przez pryzmat kobiecego pisma. Odzyskanie miejsc związanych z kobietami, tymi zapomnianymi, lub po prostu nieznanymi, stało się niezamierzonym, ale jakże ważnym, celem wspomnień Marii z Mohrów Kietlińskiej, spoglądającej w przeszłość przez „optymistyczną” lornetkę, nawet gdy było to równoznaczne z przemilczeniami i (samo)oszukiwaniem. Życiowa i narracyjna strategia dziś nie przeszkadza w odtworzeniu kolei losu autobiografki, niemniej nie pozwala zapomnieć, iż jest to obraz niepełny. Najważniejsze, że jest. Dzieciństwo, edukacja, lata młodości, małżeństwo, macierzyństwo,

starzenie się. Radości i smutki, zawirowania historyczne, podróże, mniej lub bardziej zabawne wydarzenia, bale, rauty. „Standardowe” życie dziewiętnastowiecznej mieszczanki, spowinowaconej z właścicielami ziemskimi, zaprzyjaźnionej z arystokracją? Tak, ale także egzystencja wyjątkowa, niepowtarzalna, zapośredniczona przez wartko płynąca narrację, zasługująca na przypomnienie.

Anna Pekaniec

24 Zob. Wspomnienia, s. 84–85.

262

Jestem absolwentką polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, w styczniu obroniłam pracę doktorską zatytułowaną Czy jest kobieta w tej autobiografii? Kobieca literatura dokumentu osobistego od początku xix wieku do wybuchu ii wojny  światowej. Moją Promotorką była Prof. dr hab. Marta Wyka. Ukończyłam też podyplomowe studia na Wydziale Filozofii (uj) – wiedza o kulturze i filozofia. Moje zainteresowania naukowe koncentrują się wokół zagadnień autobiografizmu,  literatury dokumentu kobiecego, narracyjnych koncepcji tożsamości, a także literatury młodopolskiej. W wolnych chwilach fotografuję, głównie zwierzęta i rośliny.


bibliografia

Cavarero A. Czajecka B. Demetrio D. Frančić M. Gabryś A. Kietlińska E. Kietlińska M. Kowalska M.

Pochłódka A. Straszewska A. Supranowicz E. Tomkowicz S. Walczewska S.

Opowiedz mi moją historię, „Pamiętnik Literacki” 2004, z. 3. „Z domu w szeroki świat”. Droga kobiet do niezależności w zaborze austriackim w latach 1890–1914, wyd. Universitas, Kraków 1990. Autobiografia. Terapeutyczny wymiar pisania o sobie, Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2000. Kalendarz dziejów Krakowa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1964. Krakowskie salony, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006. Ze wspomnień młodej teatromanki, „Pamiętnik Teatralny”1991, z. 3–4. Wspomnienia, oprac. I. Homola-Skąpska, wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1986. W świecie „błyszczącej nędzy”. Wizerunek aktorki w polskim dramacie i powieści drugiej połowy xix wieku, [w:] Gender-Dramat-Teatr, red. A. Kuligowska-Korzeniewska, M. Kowalska, wyd. Rabid, Kraków 2001. Życie kulturalne krakowskich mieszczan przełomu xix i xx wieku w zapiskach autobiograficznych – zarys problematyki, „Teksty Drugie” 2008, nr 3. Powstańcza panna młoda. O romantycznym charakterze strojów ślubnych w czasie powstań 1863 i 1944 roku, „Przegląd Humanistyczny” 2007, nr 6. Nazwy ulic Krakowa, wyd. Instytut Języka Polskiego pan, Kraków 1995. Ulice i place Krakowa w ciągu dziejów. Ich nazwy i zmiany postaci, Kraków 1926. Damy, rycerze i feministki. Kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce, wyd. efka, Kraków 2000.

264


12

le

6

9 kiego iłsuds P ałka 7 4

zy ier nie

Zw

8

c ka

ska

ello ń

Krupnicza

Jag i

a Podw

h Dolnyc 6 2

Stras

ja

ec en W

a

w Młynó

Szujskiego

5

iego zewsk

iń Kras

Alej

wicz

ckie e Mi

Rajska

lach

11

go skie

mlii

ko Syro

za

n-W ąso wic

10

3

Grob

uni

11

na jew

4 7 Du

o

ski eg

r Ka

a k lic me

ik wl Pa

o i eg sk ow

1

1 2

B

3

1 13

3 9

8

27

Sze

Marsz

Fra nci s

15

ws ka 5 ś w. 14 Ann y 11 6

10 Goł ębia 12

24 ska 23

n zka pl. Wszy Św


Plac

Mate

Rakowic ka

jki

wo Kro

d e rs

Długa

ka

2

Basztowa

4

Pi

12

jar

sk

20

a Lubicz 5 16

św.

Ma

rka

19

latte

na Szp

ital

ska Flor

18

Rynek Główny

Weste rp

7

iań

a Jan św.

5

17

9 łajsk

Miko

a

21

22

267 14

na Św. Gertrudy

26

Grzegórzecka

iśl

10

Poselska

zka

25

Dominikańska

row Sta

ystkich 13 więtych


14

p l. N a Gr

Dun in

11

Grodzka

obla ch

us

wa sła

St

Ka św.

16

a Józef

św.

m. Powstańców Śląskich

ińska

Skaw

pl. Bohaterów 24 Getta

19

18

tora Wie

Limanowskiego

m. Piłsudskiego

a

jsk

y ar w l a

25 26

Krakusa

Mo

je Ale

o

ssin

ej

20

Ca nte

a n iśl Dajwór

23

17 yny tarz

ni Sta

m. Grunwaldzki

w aro

15

wska

ek

et Kol

Wisła

Krako

je Ale

13

22

a

21

ok er z S

m do

owa

Miod

ra St

ick opn n o K

iej

16

Die tla

14

icki opn n o K

ci Koś

15

Wawel

m. Dębnicki

zki

szki gnie św. A

-Wą so

10

27

Rękawka


Trasa: śladami krakowskich emancypantek

6 ul. Krupnicza 22 – na parterze tej kamienicy – Domu Literatów, znajdował się Klub Literatów, w którym na początku lat 70. xx wieku gościła z wizytą Simone de Beauvoir w towarzystwie Jean-Paul’a Sartre’a. Obecnie w miejscu Klubu znajduje się Bar Vega.

Autorka tras: Anna Kiesell Opracowanie tras: Natalia Sarata Wsparcie: Jolanta Jaworska, Justyna Struzik

7 ul. Karmelicka 15 – tutaj mieścił się „skład apteczny” Jadwigi Sikorskiej-Klemensiewiczowej, jednej z trzech pierwszych studentek uj. W tej drogerii-aptece Sikorska-Klemensiewiczowa zatrudniała swoje koleżanki, pierwsze kobiety-absolwentki uj, była to także pierwsza w Krakowie apteka, której właścicielką była kobieta.

1 ul. Karmelicka 28 – pod tym adresem mieszkała Helena Donhaiser-Sikorska (1873–1945), pierwsza kobieta, która uzyskała maturę w Galicji, pierwsza kobieta z dyplomem lekarskim, pierwsza kobieta-lekarka prowadząca w Krakowie swoją praktykę.

8 ul. Piłsudskiego 13 – jedna z siedzib I  Prywatnego Gimnazjum Żenskiego. Nauczycielką geografii była w nim Stefania Sempołowska (1869–1944), działaczka oświatowa, dziennikarka, pisarka. Historii uczyła Helena Witkowska (1879–1938), pracowały w nim także Marcelina Kulikowska i Ewelina Wróblewska. W latach 2005–2008 odbywały się tutaj zajęcia Podyplomowych Studiów z zakresu Gender, prowadzonych w Instytucie Sztuk Audiowizualnych uj.

2 ul. Karmelicka 32 – siedziba Wyższych Kursów dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego, przeniesionych tutaj w 1895 r. z ulicy Franciszkańskiej 4. Kursy realizowane były aż do 1924 r. 3 ul. Dolnych Młynów 10 – dawna C.K. Fabryka Tytoniu, tzw. cygarfabryka. Uruchomiona w 1871 r., na początku xx w. zatrudniała 1000 osób, w tym ok. 900 kobiet i dziewcząt. W 1896 r. miał tutaj miejsce pierwszy strajk krakowskich robotnic, w 1907 r. utworzyły one swój pierwszy związek zawodowy, w 1911 r. powstał tutaj pierwszy przyzakładowy żłobek.

9 ul. Piłsudskiego 27 (dawniej Wolska) – tutaj, w sali Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, rozpoczął się w 1902 r. jubileusz 25-lecia twórczości Marii Konopnickiej, która wraz ze swoją partnerką, malarką i działaczką polityczną Marią Dulębianką, walczyła o prawa kobiet. 10 ul. Syrokomli 21 – siedziba Miejskiej Szkoły Przemysłowej Żeńskiej, kontynuującej tradycje edukacji zawodowej dla kobiet po szkole wydziałowej im. św. Scholastyki. Obecnie w tym miejscu działa Zespół Szkół Odzieżowych nr 1.

4 ul. Rajska 12 – do maja 2010 r. istniał tutaj budynek Ujeżdżalni koni przy znajdujących sie naprzeciwko c.k.  koszarach (obecnie Wojewódzka Biblioteka Publiczna). Na początku xx w. odbywały się tutaj regularne wiece krakowskich emancypantek, stąd wyruszały demonstracje na rzecz równouprawnienia, które obchodziły Rynek Główny i kierowały się pod Magistrat przy Placu Wszystkich Świętych. Po wyburzeniu Ujeżdżalni powstaje w tym miejscu Małopolski Ogród Sztuk.

11 ul. Syrokomli 19B – jeden z dwóch domów wybudowanych przez Towarzystwo Budowlane Urzędniczek Pocztowych, powołane przez Władysławę Habichtównę, Zofię Kolpy i  Elżbietę Ciechanowską. Dom przy ul. Syrokomli wybudowany został w 1913 r. Drugi dom znajduje się przy ul. Sołtyka 4. Ich budowa była próbą rozwiązania problemów mieszkaniowych urzędniczek pocztowych, które zgodnie z ówczesnym prawem nie mogły wychodzić za mąż. Idea spółdzielczości

5 ul. Szujskiego 7 – jedna z redakcji „Nowego Słowa. Dwutygodnika społeczno-literackiego poświęconego sprawom kobiet”.

270

271


kobiet przetrwała do dziś, oba domy znajdują się obecnie w zarządzie Spółdzielni Mieszkaniowej im. Władysławy Habicht.

17 ul. Floriańska 25 – w Muzeum Farmacji znajduje się dyplom ukończenia studiów przez jedną z pierwszych studentek uj, Jadwigę Sikorską-Klemensiewiczową.

12 ul.Pijarska 3 – tu aż do śmierci mieszkała Marcelina Kulikowska (1872– 1910), poetka, nauczycielka i Gimnazjum Żeńskiego, działaczka oświatowa, jedna z pierwszych kobiet-reporterek. Otwarcie deklarowała swoją bezwyznaniowość w tradycyjnym Krakowie. W 1910 r. w wieku 38 lat popełniła samobójstwo, strzelając sobie w  serce. Jej grób znajduje się na Cmentarzu Rakowickim, kw. xvi, rząd północny, grób nr 7.

18 ul.Szpitalna 7 – tzw. kamienica Pod Rakiem, na I piętrze mieściła się tu od 1897 r. w mieszkaniu Marii Siedleckiej, działaczki oświatowej i emancypacyjnej, jedna z siedzib Czytelni dla Kobiet. Maria Siedlecka była jedną z założycielek i wieloletnią przewodniczącą Czytelni – miejsca spotkań, organizowania się i wymiany doświadczeń w  ruchu kobiecym. Od 1918  r. znajdowała się tutaj siedziba tygodnika „Na Posterunku” pod redakcją Zofii Daszyńskiej-Golińskiej, a  następnie Heleny Witkowskiej.

13 ul. Szewska 21 – tu mieściła się redakcja „Nowego Słowa” tworzonego przez Marię Turzymę w latach 1902–1907. Pismo miało charakter socjalistyczny. Pisały do niego najwybitniejsze emancypantki tego okresu. Redakcja kilkakrotnie zmieniała siedzibę, inne jej adresy to m.in. Rynek Główny 13 i Szujskiego 7.

19 ul. Św. Marka 34 – siedziba pierwszej państwowej szkoły dla dziewcząt, Miejskiej Szkoły Wydziałowej Żeńskiej im. Św. Scholastyki, utworzonej w 1871  r. Szkoła prowadziła edukację zawodową, w ramach tzw. „kursów fachowych” dostarczając umiejętności w ramach „praktycznych robót kobiecych” związanych przede wszystkim z krawiectwem i szyciem. W 1912 r. stała się Miejską Szkołą Przemysłową Żeńską, a po kilku latach uzyskała budynek przy ul. Syrokomli 21. Kursy ogólne, jako dodatkowe do edukacji zawodowej, szkoła wprowadziła dopiero w latach 50. xx wieku.

14 ul. Jagiellońska 15 – Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jadwiga Sikorska (1871–1963), Stanisława Dowgiałło (1865–1933) i Janina Kosmowska (1864–1951) rozpoczęły tutaj w 1894 r. jako hospitantki (z prawem do zdawania egzaminów, bez prawa do dyplomu) naukę na Wydziale Filozoficznym uj. Jako studentki zwyczajne, kobiety mogły ubiegać się o przyjęcie na studia od 1897 r.

20 ul. Lubicz 34 – tu mieszkała Kazimiera Bujwidowa (1867–1932), jedna z czołowych emancypantek walczących o równouprawnienie kobiet i ich dostęp do edukacji wyższej. Na ścianie budynku znajduje się pamiątkowa tablica poświęcona Kazimierze i jej mężowi, Odonowi Bujwidowi.

15 Rynek Główny 34 – tu po rozłamie w środowisku związanym z  i  Prywatnym Gimnazjum Żeńskim w 1905 r. powstało drugie gimnazjum – Prywatne Wyższe Gimnazjum Żeńskie im. Królowej Jadwigi. Miało ono profil konserwatywny, prowadzone było w duchu katolickim, większość uczennic stanowiły katoliczki.

21 Rynek Główny 13 – siedziba Stowarzyszenia Związek Kobiet, utworzonego z inicjatywy Marii Turzymy w 1904 r. Jego celem była walka o „równe dla wszystkich prawa człowieka”. Znajdowała się tutaj również redakcja „Nowego Słowa”, a od roku 1905 mieściła się także Czytelnia dla Kobiet.

16 ul. Św. Jana 11 – pierwsza siedziba I Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego utworzonego w 1896 r. staraniami m.in. Kazimiery Bujwidowej. Gimnazjum było pierwszą szkołą przygotowującą kobiety do ubiegania się o  wstęp na studia wyższe, jego program był analogiczny do programu męskich gimnazjów kończących się maturą uprawniającą do edukacji uniwersyteckiej. Gimnazjum to programowo wspierało emancypacyjne dążenia kobiet, różnorodność wśród uczennic i  kadry, dużą część uczennic stanowiły Żydówki i  dziewczęta wyznań innych niż katolickie.

22 ul. Gertrudy 6 – w Hotelu Kleina (obecnie Hotel Monopol) 19 października 1905 r. rozpoczął się I  Zjazd Kobiet Polskich (pierszy legalny, czwarty w  kolejności), a jego głównym postulatem był apel do stronnictw politycznych o włączenie kwestii równouprawnienia do programów politycznych. 272

273


23 ul. Franciszkańska 4 – pierwsza siedziba Wyższych Kursów dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego, utworzonych jego staraniem w 1868 r. jako substytut edukacji wyższej dla kobiet (regularnie dostępnej dopiero od 1897 r.). Oferowano w nich kobietom trzy kierunki kształcenia: humanistyczny, przyrodniczy i artystyczny. Wykładowczynią była tu m. in. Zofia Daszyńska-Golińska (1866–1934), ekonomistka, socjolożka i socjalistka, Kursy ukończyła m.in. Helena Donhaiser-Sikorska, pierwsza kobieta-lekarka w Krakowie.

Trasa: śladami krakowskich Żydówek

24 ul. Franciszkańska 1 – siedziba Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego Heleny Strażyńskiej, trzecie gimnazjum żeńskie w Krakowie, tworzone od 1902  r., prawa publiczne uzyskało w 1905 r. Jego powstanie motywowane było popytem na edukację gimnazjalną kobiet, nie miało podłoża emancypacyjnego. Jego ideowy profil był narodowo-religijny, przyjmowało wyłącznie chrześcijanki. Przez pewien czas nauczycielką była tu Helena Donhaiser-Sikorska. Obecnie mieści się tu Uniwersytet Teologiczny.

1 ul. Pawlikowskiego 16 – jeden z dwóch budynków zrealizowanych na podstawie projektu architektki Diany Reiter. Jej projekty nawiązywały do architektury Bauhausu. Drugi budynek znajduje się przy ul. Beliny-Prażmowskiego 26.

Autorka tras: Anna Kiesell Opracowanie tras: Natalia Sarata Wsparcie: Jolanta Jaworska, Justyna Struzik

2 ul. Długa 16 – rodzinny dom Ilony Karmel (1925–2000), pisarki i poetki, autorki, która jako pierwsza wprowadziła temat kobiecego doświadczenia Holocaustu do literatury. Urodziła się w Krakowie jako Baila Karmel w rodzinie asymilujących się Żydów, przeżyła Zagładę, w 1947 r. wyemigrowała do usa, przez wiele lat wykładała kreatywne pisanie na prestiżowej uczelni mit w Bostonie.

25 ul. Poselska 8 – pierwsza siedziba Czytelni dla Kobiet, jednej z najważniejszych instytucji emancypacyjnych Krakowa. Inne siedziby Czytelni to m.in. Szpitalna 7 i Rynek Główny 13.

3 ul. Szpitalna 38 – na parterze od lat 30. do początku lat 90. xx w. mieścił się ekskluzywny nocny lokal „Cyganeria”, w czasie ii wojny światowej lokal dla niemieckich oficerów. 24 grudnia 1942 r. miał tu miejsce zamach bombowy współorganizowany przez Gustę Dawidson-Dranger (?–1943), pseudonim Justyna, działaczkę Żydowskiej Organizacji Bojowej Młodzieży Chalucowej, przed ii wojną aktywistkę syjonistycznej organizacji „Akiba”, żonę Szymszona Drangera, także członka ruchu oporu. Gusta zginęła rozstrzelana przez nazistów w Krakowie w listopadzie 1943 r.

26 ul. Grodzka 52 – tutaj w Instytucie Socjologii Wydziału Filozoficznego uj znajduje się sala wykładowa zadedykowana pierwszym trzem studentkom uj – Jadwidze Sikorskiej-Klemensiewiczowej, Janinie Kosmowskiej i Stanisławie Dowgiałło. i piętro, sala 60. 27 Plac Na Groblach 9 – tutaj od 1898 r. znajdowała się siedziba męskiego Gimnazjum im. św. Anny, które było uprawnione do organizowania eksternistycznej matury dla kobiet. Tutaj maturę zdawała 5 czerwca 1899 r. jako pierwsza maturzystka Helena Donhaiser, w 1900 r. do matury przystąpiło tu 21 absolwentek i Gimnazjum Żeńskiego. Matury takie były tu organizowane do 1907 r. Obecnie mieści się tu Liceum nr 1 im. B. Nowodworskiego.

4 ul. Mikołajska 26 – w tym domu, ukrywając się przed nazistami po wyjeździe z Warszawy latem 1939 r. i ucieczce ze Lwowa w 1942 r., wynajmowała w 1944 r. pokój Zuzanna Ginczanka (1917–1944), wł. Zuzanna Polina Gincburg, poetka, współpracowniczka „Szpilek”, autorka tomiku wierszy „O centaurach”. W Krakowie została rozstrzelana przez nazistów.

274

275


5 róg Rynku Głównego 42 i ul. św. Jana – Kamienica Bonerowska. Tutaj mieściła się pracownia krakowskiego fotografa Ignacego Kriegera. Po jego śmierci pracownię (nadal pod nazwiskiem ojca) do 1926  r. prowadziła jego córka Amalia Krieger (1846–1928) z bratem Natanem (zm. 1903). Zakład Kriegerów słynął z fotografii krajobrazu, budynków, okolic Krakowa i samych Krakowian. Amalia była jedną z pierwszych polskich fotografek. Wykonała (prawdopodobnie w pracowni artysty) dokumentację dzieł Jacka Malczewskiego, m. in. częściowo później zaginionych autoportretów. W  1926  r. założyła fundację na rzecz edukacji fotografów oraz zachowania dorobku fotograficznego rodziny Kriegerów. Przekazała wtedy zbiory klisz i wyposażenie pracowni Miastu Kraków, niestety część zbiorów uległa zniszczeniu, a  wyposażenie pracowni rozproszeniu. Zachowane materiały znajdują się obecnie w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.

8 ul. Piłsudskiego 13 (dawniej Wolska) – i Prywatne Gimnazjum Żeńskie, utworzone staraniami krakowskiego ruchu emancypacyjnego. Gimnazjum nie miało profilu religijnego, szanowało różnorodność uczennic, inaczej niż w dwóch pozostałych gimnazjach, które powstały w Krakowie do 1918r., dużą grupę (czasem większość) stanowiły w nim Żydówki. 9 al. Mickiewicza 22 – od 1940 r. mieści się tutaj Biblioteka Jagiellońska, w której pracowała prof. Zofia Ameisen. W konkursie na projekt budynku Biblioteki ogłoszonym w 1928 roku wzięła udział architektka Diana Reiter, zgłaszając wspólny projekt z architektami Z. Kowalskim i A. Moschenim. Zajęli iii miejsce. 10 ul. Dunin-Wąsowicza 8 – jeden z adresów, pod którymi mieszkała Diana Reiter (1902–1943), absolwentka Politechniki Lwowskiej pochodząca z Drohobycza, jedna z pierwszych kobiet-architektek wykonujących ten zawód w Krakowie, członkini Związku Inżynierów Żydów oraz Związku Architektów Województwa Krakowskiego, zamordowana przez nazistów w obozie w Płaszowie.

6 ul. Św. Anny 12 – Collegium Medicum uj to instytucja, z którym związana była zawodowo prof. Maria Orwid (1930–2009). Urodziła się w  Przemyślu, Zagładę przetrwała ukrywając się z matką we Lwowie. Wybitna psychiatrka, inicjatorka projektu terapeutycznego dla Dzieci Holocaustu i Drugiego Pokolenia, twórczyni pierwszej w Polsce akademickiej Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży. Pochowana na cmentarzu żydowskim przy ul. Miodowej.

11 al. Krasińskiego 5 – tutaj aż do wysiedlenia do getta mieszkała dr Paulina Wasserberg (1882–1943). Lekarka w szpitalu Św. Łazarza, zatrudniona później w Ubezpieczalni Społecznej.

7 ul. Jagiellońska 15 – Collegium Maius, dawna siedziba Uniwersytetu Jagiellońskiego, do 1940 r. siedziba Biblioteki Jagiellońskiej. Od 1894 r. studiowało na czterech wydziałach uj więcej Żydówek, niż Żydów; stanowiły one do 1918 r. ok. 30% wszystkich studentek, w tym prawie 60% wszystkich kobiet studiujących na Wydziale Lekarskim i 40% kobiet na Farmacji. Po 1918 r. (kobiety uzyskały wtedy możliwość studiowania prawa na uj) długo stanowiły 40% kobiet na Wydziale Prawa. Jedną ze studentek uj z drugiej dekady xx ww. była pochodząca z Nowego Sącza prof. Zofia Ameisen (1897–1967), która pracowała w Bibliotece Jagiellońskiej. Była wybitną badaczką zbiorów graficznych bj, które skatalogowała i rozbudowała. Odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za swoje zasługi, w Bibliotece pracowała do końca życia. Jej grób znajduje się na Cmentarzu Nowym.

12 ul. Poselska 17 – jeden z adresów, pod jakimi mieszkała w trakcie studiów na uj Gizela Reicher-Thonowa (1904–1941?), wybitna badaczka literatury, nazywana matką polskiej komparatystyki literackiej, autorka przełomowej pracy „Ironia Juliusza Słowackiego w świetle badań estetyczno-porównawczych” (1933). 13 ul. Dietla 66 – mieszkała tutaj Gizela Reicher-Thonowa po powrocie z  Łodzi w 1940 r., gdy podjęła pracę w krakowskim oddziale Centosu, czyli Centralnego Towarzystwa Opieki nad Sierotami, w sąsiedztwie zakładu im. Róży Rock. Mieszkała także przy ul. Dajwór 21, w budynku jednego z sierocińców Centosu. 14 ul. Dietla 64 – tu mieścił się Dom Sierot Żydowskich (Beth Jegadle Mesonim), do 1926 r. prowadzony przez Różę Rock (1871–1926), społeczniczkę i „matkę sierot żydowskich”, wywodzącą się z ortodoksyjnej społecznosci żydowskiej. Dzięki 276

277


jej staraniom istniejąca placówka została przekształcona w nowoczesny zakład wychowawczy, przygotowujący wychowanków i wychowanki do samodzielnego życia. W 1941 r. zakład musiał przenieść się do getta, na ul. Krakusa 8.

19 ul. Dajwór 21 – Gizela Reicher-Thonowa mieszkała tutaj przez pewien czas, w budynku jednej z placówek opiekuńczych dla sierot żydowskich Centosu, w którym pracowała w roli „specjalnego sekretarza fachowego”.

15 ul. Miodowa 55 – Cmentarz Nowy – Tutaj znajdują się m.in. grób prof. Marii Orwid, grób prof. Zofii Ameisen, symboliczny grób Pauliny i Dory Wasserberg.

20 ul. Św. Katarzyny 1 – tutaj, pod numerem 7, Sara Szenirer mieszkała i prowadziła swoją pracownię krawiecką, także tutaj w 1917 r. powstała z jej inicjatywy pierwsza na świecie szkoła Bejs Jakow – prowadząca edukację religijną dla dziewcząt z ortodoksyjnych domów żydowskich (wcześniej dziewczęta nie mogły pobierać tego rodzaju edukacji). Był to początek wielkiej sieci takich szkół. W 1922 r. powstało seminarium nauczycielskie, a w 1939 r. na świecie działało już ponad 300 szkół Bejs Jakow. Obecnie szkoły Bejs Jakow znajdują się głównie w usa i Izraelu. Sara Szenirer była czołową przedstawicielką ruchu odrodzenia religijnego żydowskich kobiet, nazywana jest „Matką Izraela”.

16 ul. Szeroka 42 – Cmentarz Remuh przechowuje pamięć o kobietach z otoczenia najsławniejszego rabina xvi w. Kazimierza, Mojżesza Isserlessa zwanego Remuh. Gitteł (?–1552), babka rabina Remuh, „Porządna. Wszystkie jej czyny były sumienne. Była szlachetna dla biednych przez całe swoje życie. Do synagogi (szła) wcześnie rano i wieczorem”, czytamy na jej nagrobku. Dina Małka Isserl (?–1552): „Okrycie z bisioru i purpury sporządzała. Nie boi się śniegu w swoim domu, bowiem kierowała swoją dłoń do ubogiego. Była jak okręty handlowe od swej młodości.” Gołda ( 1532–1552) – pierwsza żona Remuh, córka rabina Salomona Szachne z Lublina. Nagrobek: „Rabinowa pani Gołda, błogosławionej pamięci! Córka naszego nauczyciela, pana i mistrza Szachy […]. We wszystkich swych czynach i cechach była młoda, dwudziestu lat, lecz jakby była o stu. Nie znajdziesz w niej nieprawości”. Miriam (?–1617), siostra Remuh. Drezel (1520–1560) – córka Remuh. „Córka gaona naszego, pana i mistrza Mosze Isserlesa […]. I zmarła w młodym wieku a z mądrością starej kobiety. Jej dni były krótkie, 40 lat”.

21 ul. Krakowska 35 – mieszkanie rodziny Wasserbergów, asymilujących się krakowskich Żydów, w której wychowały się siostry Dora i Paulina Wasserberg, lekarki. Dora Wasserberg (1885–1943), absolwentka Wyższych Kursów dla Kobiet im. A. Baranieckiego i Wydziału Lekarskiego uj. Lekarka. Paulina Wasserberg (1882–1943), absolwentka i  Żeńskiego Gimnazjum, studiowała na Wydziale Filozoficznym i Wydziale Lekarskim uj. Ceniona krakowska lekarka i działaczka społeczna. Przez lata członkini zarządu Towarzystwa Lekarskiego oraz Związku Lekarzy Państwa Polskiego (jako jedyna kobieta w zarządzie). W 1941 r. obie siostry znalazły się w  gettcie, zamieszkały przy ul. Krakusa 5. Od swoich przedwojennych znajomych Paulina dostała propozycję wyprowadzenia z  getta na aryjską stronę – Paulina odmówiła, nie chcąc opuszczać siostry, która miała „zły wygląd”. Razem trafiły do obozu Płaszów, a następnie do obozu w Szebniach koło Jasła, gdzie najprawdopodobniej w drodze na miejsce egzekucji popełniły samobójstwo, połykając cyjanek.

17 ul. Koletek – tu mieścił się stadion Żydowskiego Klubu Sportowego Makkabi Kraków, w którym trenowała Maryla Freiwald (1911–1962), lekkoatletka – skoczkini w  dal, płotkarka, sprinterka, piętnastokrotnie reprezentowała Polskę na międzynarodowych zawodach lekkoatletycznych. Zdobywczyni brązowego medalu podczas Światowych Igrzysk Kobiet w Pradze 1930 r. 18 ul. Św. Stanisława 10 – Sara Szenirer (1883–1935), ortodoksyjna Żydówka, córka chasyda cadyka z Bełza, krawcowa, pedagożka, działaczka oświatowa, twórczyni systemu szkół Bejs Jakow. W 1922 r. założyła dwuletnie Seminarium dla nauczycielek szkół Bejs Jakow, które w latach 1927–1939 mieściło się w tym budynku.

22 ul. Skawińska 8 – szpital żydowski budowany od 1861 r. do lat 80. xix w. Znajduje się w  nim ambulatorium im. Amalii (Małki) Wasserberger (1869–1936), znanej krakowskiej filantropki. Amalia ofiarowała Stowarzyszeniu „Dom Sierot Żydowskich” kamienicę przy ul. Krakusa 8. W barakach na terenie szpitala ukrywali

278

279


Trasa: śladami wybitnych Krakowianek

się młodzi konspiratorzy Bojowej Organizacji Żydowskiej Młodzieży Chalucowej. Obecnie mieszczą się tutaj oddziały Szpitala Uniwersyteckiego.

Autorka tras: Anna Kiesell Opracowanie tras: Natalia Sarata Wsparcie: Jolanta Jaworska, Justyna Struzik

23 ul. Wietora 7 (dawniej Skawińska Boczna) – Prywatna Średnia Szkoła Zawodowa dla Dziewcząt Żydowskich Towarzystwa „Ognisko Pracy”. Powstała w 1916 r. z inicjatywy Heleny Bergrunowej, Gustawy Lindenbaumówny i  Jadwigi Walter. Jej profil był praktyczny. „Zamiłowania do czystości i porządku” uczyło się w niej 80 dziewcząt. Dyrektorką szkoły była Eliza Frankel (1882–1957), absolwentka krakowskich Wyższych Kursów dla Kobiet im. A. Baranieckiego, nadzwyczajna słuchaczka Wydziału Filozoficznego uj. Dzięki donacji jej męża Henryka Fraenkla, przedsiębiorcy i społecznika, powstał ten budynek, do którego Ognisko wprowadziło się w 1936 r. Obok (po prawej stronie) miał stanąć budynek internatu dla uczennic, zaprojektowany w 1939 r. przez jedną z pierwszych krakowskich architektek – Relę Schmeidler, absolwentkę asp z 1929 r. Projekt został zatwierdzony przez władze miasta 29 sierpnia 1939 r., z powodu wybuchu wojny budynek nie powstał.

1 ul. Skarbowa 2 – Teatr Groteska, gdzie pracowała Zofia Jarema (1919–2008), absolwentka historii sztuki, rzeźby i scenografii, scenografka, reżyserka oraz współzałożycielka Teatru Lalki, Maski i Aktora „Groteska”, który prowadziła do 1975 r. Do tej pory Groteska pozostaje jednym z największych teatrów dla dzieci w Polsce. Odznaczona Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

24 Plac Bohaterów Getta (dawniej Plac Zgody) – po zmniejszeniu obszaru getta w czerwcu 1942 r. został tutaj przeniesiony z ul. Rękawka Żydowski Szpital Zakaźny, w którym pracowała dr Paulina Wasserberg w czasie pobytu w getcie. Budynek dzisiaj już nie istnieje.

2 ul. Krupnicza 22 – tutaj w Domu Literatów mieszkała Anna Świrszczyńska (1909– 1984), wybitna poetka, dramatopisarka, autorka audycji i  słuchowisk nadawanych przez Radio Kraków, scenarzystka filmów animowanych. Autorka tomiku „Jestem baba”, nazywała siebie feministką. Została pochowana na Cmentarzu Rakowickim.

25 ul.Krakusa 8 – tu mieścił się Dom Sierot Żydowskich po przeniesieniu w 1941 r. z ul. Dietla 64. Anna Feuerstein, przez 17 lat dyrektorka zakładu, oraz jej mąż podjęli decyzję o pozostaniu ze swoimi wychowankami i w 1942 r. zostali wywiezieni do obozu zagłady w Bełżcu.

3 ul. Karmelicka 6 – Teatr Bagatela, w którym pracowała Maria Biliżanka (1903– 1988), krakowska aktorka, autorka sztuk, reżyserka i  dyrektorka Państwowego Teatru Młodego Widza. Za swoją pracę na rzecz teatru dla dzieci odznaczona Orderem Uśmiechu.

26 ul. Krakusa 5 – Dom, w którym w latach 1941–42 mieszkały Paulina i Dora Wasserberg. Nie wiadomo, gdzie mieszkały po zmniejszeniu obszaru getta w 1942 r. Obie siostry po likwidacji getta trafiły do obozu Płaszów, a następnie do obozu Szebniach koło Jasła, gdzie zginęły w 1943 r.

4 Plac Matejki 13 – Akademia Sztuk Pięknych, w której studiowała Teresa Rudowicz (1928–1994), malarka. Dyplom uzyskała w 1954 r. w pracowni Hanny RudzkiejCybis, w 1957 r. współtworzyła Grupę Krakowską. Znana jest przede wszystkim ze swych kolaży, ale również z charakterystycznego, wielkoformatowego malarstwa olejnego.

27 ul. Rękawka – Dawny budynek Żydowskiego Szpitala Zakaźnego, w którym dr  Paulina Wasserberg pracowała w  zespole dr Aleksandra Biebersteina od 1940 r., w czerwcu szpital przeniesiony na Plac Zgody. 280

281


5 Plac Św. Ducha 1 – Teatr im. Juliusza Słowackiego (do 1909 r. Teatr Miejski). W latach 1902–1907 grała w nim wybitna aktorka Jadwiga Mrozowska-Toeplitz (1880– 1966), która przerwała karierę aktorską i po osiedleniu się we Włoszech została podróżniczką i odkrywczynią. Prowadziła wyprawy badawcze m.in. w Hindukusz, do Indii, Iranu, Tybetu, Kaszmiru oraz na Cejlon. Jako pierwsza kobieta przeszła przez Dach Świata. Członkini Włoskiego Towarzystwa Geograficznego, za swoje odkrycia nagrodzona jako pierwsza kobieta złotym medalem.

Uniwersytet Ekonomiczny). Wybitna znawczyni historii Krakowa, członkini honorowa Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. 10 ul. Św. Anny 2 – tutaj mieścił się Instytut Muzyczny, współzałożony przez Klarę Czop-Umlaufową (1872–1924), pianistkę, pedagożkę, absolwentkę Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego w Krakowie. Jako pierwsza pianistka publicznie wykonywała w Krakowie utwory Karola Szymanowskiego. W 1908 roku założyła wraz ze skrzypkiem Stanisławem Giebułtowskim Instytut Muzyczny kształcący dzieci od siódmego roku życia oraz nauczycieli muzyki, który działał do 1939 r. Na początku lat 20. XX w. kierowała także Instytutem Muzycznym w Zakopanem.

6 ul. Wenecja 1 – tutaj mieszkała Karolina Lanckorońska (1898–2002), historyczka sztuki, badaczka nowożytnej sztuki włoskiej. W Krakowie w czasie II wojny światowej zaangażowana w  prace Rady Głównej Opiekuńczej, służyła również w  Związku Walki Zbrojnej oraz w  Armii Krajowej w  stopniu porucznika. Od 1990  r. członkini Polskiej Akademii Umiejętności, w  1994  r. przekazała Polsce znaczną część kolekcji sztuki Lanckorońskich. Część zbiorów znajduje się na Wawelu.

11 ul. Gołębia 16 – Instytut Polonistyki uj, w którym wykładała prof. Danuta Wesołowska (1932–2001), badaczka języka totalitaryzmów, autorka licznych haseł do Słownika Oświęcimskiego, autorka pierwszej w  Polsce i  na świecie monografii języka hitlerowskich obozów koncentracyjnych Słowa z piekieł rodem. Lagerszpracha. Totalitaryzm i język.

7 ul. Piłsudskiego 21 – tutaj znajdowała się pracownia Olgi Boznańskiej, wybitnej polskiej malarki. Boznańska była absolwentką Kursów Wyższych dla Kobiet Adriana Baranieckiego, studiowała w Monachium. Portrecistka, autorka jedynego portretu Marii Siedleckiej, wybitnej działaczki krakowskiego ruchu emancypacyjnego. Odznaczona francuską Legią Honorową oraz polskim orderem Polonia Restituta.

12 ul. Gołębia 5 – tu mieszkała Maria z Mohrów Kietlińska (1843–1927), autobiografistka, pamiętnikarka, autorka Wspomnień, które przechowują obrazy XIXwiecznego Krakowa i sytuacji kobiet w tym mieście. 13 Plac Dominikański 1 – w  tym domu urodziła się Helena Modrzejewska (1840– 1909), wybitna aktorka, wystąpiła łącznie w ok. 260 rolach. Przebyła długą drogę od scen prowincjonalnych do światowych. Debiutowała w Bochni w 1861 r., występowała na scenach krakowskich, w 1876 r. wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie po nieudanej próbie prowadzenia farmy odniosła wielki sukces aktorski, występując jako Helena Modjeska. Zmarła w Kalifornii, pochowana na Cmentarzu Rakowickim. Jej życie stało się kanwą powieści Susan Sontag W Ameryce.

8 ul. Gołębia 24 – Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którym związana była Maria Stefania Estreicherówna (1876–1966), pisarka, tłumaczka, nauczycielka. Absolwentka seminarium nauczycielskiego, egzamin nauczycielski złożyła w  1901  r. Jako jedna z  pierwszych kobiet w  Polsce uzyskała doktorat z filozofii i jako pierwsza – doktorat z anglistyki. Autorka przekładów poezji angielskiej.

14 ul. Grodzka 58 – kościół ewangelicki Św. Marcina. Z tym zborem związana była Wanda Bobkowska (1880–1948), pedagożka i  nauczycielka. W  latach 1901–1903 słuchaczka Seminarium Nauczycielskiego Żeńskiego F. Preisendanza, w  latach 1901–1904 studentka historii na uj. Jako jedna z pierwszych polskich ewangeliczek zdobyła w 1925 r. tytuł doktorski z zakresu pedagogiki oraz tytuł magistra

9 ul. Św. Anny 11 – tutaj urodziła się Janina Bieniarzówna (1916–1997), wybitna badaczka i historyczka, pracownica naukowa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wyższej Szkoły Pedagogicznej (obecnie Uniwersytet Pedagogiczny), profesorka i kierowniczka Zakładu Historii Gospodarczej Akademii Ekonomicznej (obecnie 282

283


filozofii w 1934 r. Współorganizatorka Państwowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Pedagogiczny). Aktywna działaczka społeczności ewangelickiej, miała swój udział w emancypacji kobiet wewnątrz krakowskiego kościoła ewangelickiego; za jej sprawą kobiety weszły w 1927 r. do Rady Parafialnej, w której zasiadała ona sama jako jedna z trzech pierwszych kobiet.

Spis ilustracji

15 ul. Św. Agnieszki 2 m. 19 – tutaj mieszkała Maria Leśniewska (1914–1990), wybitna tłumaczka literatury pięknej z rosyjskiego, francuskiego, niemieckiego i  angielskiego. Tłumaczyła Tołstoja, Dostojewskiego, Baudelaire’a, Cwietajewą, autorka tłumaczenia ii tomu Drugiej płci Simone de Beauvoir, która po raz pierwszy ukazała się w Polsce w 1972 r. Przyjaciółka Anny Świrszczyńskiej, szwagierka Zofii Jaremy. 16 ul. Gontyny 12 – na krakowskim Salwatorze mieszkała pisarka Aniela Gruszecka (1884–1976), wraz z mężem prof. Kazimierzem Nitschem. Absolwentka i Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego, w  latach 1903–1907 studiowała na uj, absolwentka paryskiej Sorbony w  1911  r. Laureatka Nagrody literackiej miasta Krakowa w 1935 r. za powieść Przygoda w nieznanym kraju.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 285

Teresa Andrynowska, fot. z archiwum rodzinnego Olgi M. Andrynowskiej. Ujeżdzalnia, ul. Rajska 12, czerwiec 2009, fot. Natalia Sarata. Janka, przyjaciółka Janiny z Miecznikowskich Furgał, fot. z archiwum rodzinnego Ewy Furgał. Diana Reiter, Archiwum Państwowe w Krakowie, sygn. stgkr 977. Projekt Biblioteki Jagiellońskiej, czasopismo „Architekt”, 1929 r., nr 2–3, s. 31–32, sygn. 7602 iv czasop. Maria Leśniewska, fot. z archiwum rodzinnego Marcina Leśniewskiego. Aniela Gruszecka, Archiwum Nauki pan i pau w Krakowie, sygn. k iii-51, fot. nr 6300. Władysława Habichtówna, Archiwum Państwowe w Krakowie, zespół „Spuścizna Janiny Jasickiej”, sygn. sj 76, s. 101. Członkinie Spółdzielni Mieszkaniowej na wycieczce do Tenczynka i ruin zamku w Rudnie, Archiwum Państwowe w Krakowie, zespół „Spuścizna Janiny Jasickiej”, sygn. sj 76, s. 89. Zofia Daszyńska-Golińska, Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-n-114, http://www.audiovis.nac.gov.pl/ obraz/96904/. Sufrażystki w Krakowie. Dzień Kobiet w roku 1911, Wikimedia Commons, http://commons.wikimedia.org/wiki/ File:1911_poch%C3%B3d_w_Dzie%C5%84_Kobiet.jpg. Helena Donhaiser (z tyłu, pierwsza z lewej), zdjęcie grupowe, przedruk z „Przeglądu Lekarskiego”, nr 10/1971. Jadwiga Sikorska-Klemensiewiczowa, Muzeum Farmacji cm uj, sygn. Kgz 114/2/2. Reklama składu aptecznego, Małopolska Biblioteka Cyfrowa, http://mbc.malopolska.pl/Content/15542/images/10.jpg. Ilona Karmel (na wózku) z siostrą Henią, fot. Eilat Gordin Levitan, http://www.eilatgordinlevitan.com/krakow/ krakow.html. Gizela Reicher-Thonowa, Archiwum Miasta Krakowa, zespół ”Akta poniemieckie”, pnn 35, kenkarta nr 111-80. Życiorys Gizeli Reicherówny, Archiwum uj, rkps wf 11 504, teczki akt doktoratów, materiały z lat 1860–1945. Strona tytułowa książki Gizeli Reicher-Thonowej, fot. Piotr Oczko.


19 20

Danuta Wesołowska, fot. ze zbiorów Alma Mater, http://www3.uj.edu.pl/alma/alma/36/01/07.html. Maria z Mohrów Kietlińska, Biblioteka Jagiellońska, zasób Oddziału Zbiorów Graficznych i Kartograficznych, sygn. if 6568.


Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek. Tom II  

Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek. Tom II, pod red. Ewy Furgał, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2010

Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek. Tom II  

Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek. Tom II, pod red. Ewy Furgał, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2010

Advertisement