7 minute read

Andrea Doria - Wspomnienia

Andrea Doria, wspomnienia

W rocznicę katastrofy, każdego roku, wspominała zawsze – „tego dnia, dwadzieścia lat temu, unosiłam się w zimnym morzu…”
Irena Kosowska w rozmowie z Davide Bastiani, Researcherem DAN Europe, Właścicielem Centrum Nurkowego Top One Diving we Włoszech https:// www.toponediving.it/

IK: W 1956 roku miała miejsce kolizja dwóch dużych statków. Jednym z nich był piękny liniowiec Andrea Doria, w tamtym czasie jeden z najbardziej luksusowych i funkcjonalnych statków zbudowanych wg szkoły włoskiej. Andrea Doria odbyła 101 rejsów, aż do 25.07.1956, kiedy zderzyła się z innym statkiem o nazwie Sztokholm. Ile miałeś wtedy lat?

DB: Nie było mnie jeszcze na świecie. Moja matka podróżowała statkiem Andrea Doria ze swoim ojcem, a moim dziadkiem. Miała wtedy 12 lat. To była jej pierwsza podróż do Stanów Zjednoczonych, z tatą, który był krawcem, a ich celem podróży był zakup specjalnego gatunku bawełny.

IK: A więc znasz całą historię od swojej mamy.

DB: Moja mama miała bardzo dużo szczęścia, ponieważ w momencie, w którym doszło do kolizji, była w restauracji na górnym pokładzie, a nie w kabinach sypialnianych. Jej kabina znajdowała się na dole, na prawej burcie, czyli dokładnie w miejscu, w które wbił się Sztokholm…

IK: Ohh…

DB: Pamiętam, że mama miała kabinę numer 54. Jej współpasażerki, dwie młode siostry, które podróżowały w kabinie numer 52, były na dole, kiedy doszło do katastrofy. Statek Sztokholm wbił się dokładnie w obszar ich kabin. Jedna z sióstr uratowała się wspinając się z Andrea Dorii na Sztokholm, który teraz wypełniał miejsce po jej kabinie. Niestety druga z sióstr zginęła na miejscu. Pamiętam, kiedy moja mama opowiadała tą historię, przepełniona emocjami, wspominając dwie siostry, tą, która cudem uratowała się zmieniając statek w momencie kolizji i tą, która zginęła…

IK: Zginęło wtedy około 50 osób…

DB: Pamiętam, że gazety podawały, że 46 osób zginęło na miejscu, ale liczba ofiar była wyższa, ze względu na ciężkie obrażenia. Nikt ze statku Sztokholm nie został ranny.

IK: Czy uważasz, że Twoja mama wciąż myśli o tamtym dniu? Opowiadasz historie, tak, jak ta z siostrami, ponieważ znasz je od mamy – czy ona do dziś o tym mówi, wspomina?

DB: Dla mojej mamy to był straszny okres, nie mówi o nim zbyt często. Opowiada tylko najbliższym członkom rodziny. W rocznicę katastrofy, każdego roku, wspominała zawsze – „tego dnia, dwadzieścia lat temu, unosiłam się w zimnym morzu…”

IK: To przerażające.

DB: Tak, to przerażające. Czasami zaczynała opowiadać coś o tamtym dniu, nagle robiła pauzę, jakby przypominając sobie obrazy, niemalże znów będąc w tamtym miejscu i czasie przez ułamek sekundy. Podczas kolizji moja mama została uderzona w głowę i na jakiś czas straciła przytomność, więc dla niej tamte wydarzenia są tym bardziej dezorientujące. Pamiętam historię opowiadaną przez mamę, o tym, jak 26.07.1956, po 11 godzinach od kolizji, Andrea Doria zatonęła. Moja mama została uratowana przez Il de France, francuski statek, który uczestniczył w akcji ratunkowej pasażerów. Jednak, kiedy już była w szpitalu, była mocno zdezorientowana co się właściwie wydarzyło.

IK: Twoja mama była wtedy dziewczynką. Podróżowała tylko ze swoim ojcem, czy z kimś jeszcze?

DB: Nie, tylko z ojcem, czyli moim dziadkiem.

IK: Co się z nim stało? Czy on ucierpiał w katastrofie?

DB: Nie, nie ucierpiał. Został uratowany bez żadnych problemów. Tylko moja mama była przewieziona do szpitala Św. Vincenta w Nowym Jorku, przez utratę przytomności z powodu uderzenia w głowę. Niestety nie znam szczegółów akcji ratunkowej mojego dziadka, ponieważ on zmarł zanim się urodziłem.

IK: To było bardzo emocjonalne przeżycie dla Twojej mamy. Czy po tej katastrofie bała się podróżować?

DB: Oczywiście wspomnienia katastrofy długo były bardzo żywe, ale nadal podróżowała. Przed podróżą można było zauważyć zmiany nastroju, czasami można było zauważyć kilka łez, kiedy wracały do niej wspomnienia. Również wtedy, kiedy sama nie podróżowała, ale oglądała w telewizji uchodźców z Afryki przybijających do nabrzeży Włoch w łodziach, była bardzo wzruszona i zdarzało jej się płakać. Myślę, że to również wywoływało w niej wspomnienia akcji ratunkowej prowadzonej w bardzo podobny sposób.

IK: Davide, jesteś nurkiem, prowadzisz własne Centrum Nurkowe, współpracujesz też z DAN – Divers Alert Network – aby przyczyniać się do zwiększania bezpieczeństwa nurkowania. Czy historia związana z Andrea Dorią miała wpływ na Twoją nurkową karierę?

DB: Nie, historia aż do dzisiaj była bardzo osobista i zarezerwowana tylko dla mojej rodziny. Nie miała wpływu na to, co robię w nurkowaniu.

IK: Ale nurkowałeś na wraku Andrea Dorii?

DB: Tak, to doświadczenie było dla mnie bardzo osobiste i emocjonalne.

IK: Chciałabym zapytać Cię o to doświadczenie – kiedy i jak wpadłeś na pomysł zorganizowania tego nurkowania? Czy pomysł był związany z wypadkiem?

DB: Tak i nie. Kiedy nurkowałem na tym wraku, musiałem mieć całkowicie czysty umysł, ponieważ koncentracja podczas nurkowania jest absolutnie niezbędna – szczególnie, podczas nurkowania tak głębokiego. Andrea Doria leży na mniej więcej 70 metrach głębokości, panują bardzo silne prądy oraz słaba widoczność. W pierwszym momencie, kiedy zanurzyłem się i zobaczyłem wrak, poczułem przypływ emocji, uroniłem łzę, przez kilka sekund myślałem o wszystkich historiach mojej mamy… To było przeżycie bardzo osobiste i emocjonalne, ale trwało zaledwie moment – musiałem odłożyć emocje na bok i skupić się na przeżywaniu nurkowania z całkowicie czystym umysłem, aby zrealizować je w bezpieczny sposób. Na osobiste emocje pozwoliłem sobie przez kilka chwil i tuż po tym pozostałem skupiony, tak jak zwykle, na nurkowaniu.

Źródło: www.alertdiver.com

IK: Czy Twoje emocje miały wpływ na zużycie gazu lub inne parametry nurkowania?

DB: Nie, byłem skupiony na swojej misji, którą było zobaczenie wraku, dotknięcie go, i zrealizowanie tego w całkowicie bezpieczny sposób.

IK: Jak obecnie wygląda wrak? Czy jest dobrze zachowany?

DB: Niestety nie. Nurkowałem na nim dwa razy w 2006 roku, już wtedy był w bardzo złym stanie. Część wraku jest całkowicie zapadnięta.

IK: Czyli nie wpływałeś do środka?

DB: Nie. Słyszałem wiele historii o tym, że można wpłynąć do środka, można zrealizować to nurkowanie ze skuterem, ale dla mnie nie było to ważne. Dla mnie najistotniejszy był kontakt z tym wrakiem. Chciałem po prostu się tam znaleźć, dotknąć tego statku. Wiedziałem, że drugi raz nie będę już w stanie tego zrobić, więc chciałem w pełni przeżyć ten moment.

IK: Czy chciałbyś tam jeszcze wrócić?

DB: Tak, ale to już nie będzie możliwe.

IK: Dlaczego?

DB: Czas, pieniądze i tym podobne…

IK: A jak przygotowywałeś się do zanurkowania tam pierwszy raz?

DB: Mój wujek, nurek zawodowy, pomógł mi w zorganizowaniu tych nurkowań. Skontaktowaliśmy się z nurkami w Nowym Jorku. Zarezerwowaliśmy łódkę, jedyną, która wtedy mogła pływać na Andrea Dorię.

IK: Czy do nurkowania na wraku jest potrzebne specjalne pozwolenie?

DB: Nie, po prostu płacisz i nurkujesz, bardzo proste. Logistyka również jest bardzo prosta, dwa twinsety z odpowiednimi trimixami, deco gazy nitrox 50 i tlen, 25 minut czasu dennego. Zapewniona jest asysta powierzchniowa i opustówka prosto na wrak. Planowanie tego nurkowania również było bardzo proste, ponieważ wszystkie nurkowania na tym wraku mają takie same wymagania i taki sam plan, są powtarzalne. Nie robiłem żadnych zdjęć czy filmów, ponieważ moja misja na tych nurkowaniach tak, jak mówiłem, była bardzo prosta – zanurkować na wraku, dotknąć go, doświadczyć, i powtórzyć to jeśli będzie to możliwe. Dla niektórych ludzi, jak na przykład dla mojego partnera nurkowego tamtego dnia, wrak to tylko kupa żelaza i stali, są obojętni emocjonalnie, zimni jak lód podczas nurkowania. Dla mnie – wręcz przeciwnie.

IK: Jeszcze jedno pytanie o samą katastrofę – ta katastrofa właściwie nie powinna się była wydarzyć. Były jakieś problemy z radarami, Sztokholm po prostu staranował Andrea Dorię i zupełnie nic mu się nie stało…

DB: Moja mama pamiętała sygnał Andrea Dorii, specyficzny dźwięk ostrzegawczy statku. To był bardzo mglisty dzień…

IK: Więc te dwa statki nie widziały się nawzajem?

DB: Tego nie wiem. Czytałem po latach w starych gazetach, że faktem jest, że było mgliście, i że Sztokholm nie wysłał ostrzegawczego dźwięku. Andrea Doria to zrobiła i moja mama to pamiętała. Pamiętała również dźwięk podczas zderzenia, odgłosy skręcania żelaza, niesamowitego zgrzytu, tłuczonego szkła, mnóstwo szkła i przerażająco hałaśliwy chaos, kiedy upadła, uderzyła się w głowę i straciła przytomność.

IK: Brzmi jak trzęsienie ziemi…

DB: Tak, tak jak przy trzęsieniu ziemi. Mama opowiadała również, jak tuż przed zapadnięciem się restauracji na środku został tylko jeden stolik z jedną butelką wody, która się nie zbiła. To dla mnie fascynujące jak w takich chwilach zapamiętujemy najdrobniejsze szczegóły, ale tak właśnie działa nasz mózg. Opowiadała, że czuła, jakby świat wokół przesuwał się w jakby zwolnionym tempie, wszystko działo się nienaturalnie powoli, aż w pewnym momencie „życie przeleciało jej przed oczyma” w szalonym tempie. Zjawiska te prawdopodobnie wywołał bardzo silny stres. Ale po latach, gdy opowiadała tą historię, była bardzo spokojna, tylko od czasu do czasu robiąc pauzy, jakby szukając czegoś w pamięci…

IK: Jesteś nurkiem, już wykonałeś to nurkowanie. Odkładając na bok emocje – czy poleciłbyś to nurkowanie innym nurkom technicznym? Jak pewnie wiesz, wielu nurków zginęło nurkując na tym wraku. Teraz, kiedy widziałeś ten wrak – czy jest wart podejmowania ryzyka?

DB: Kiedy ja nurkowałem na Andrea Dorii, w 2006 roku, do tamtego czasu na wraku zginęło 11 nurków. To jest nurkowanie dla doświadczonych nurków technicznych. Co więcej, trzeba opłacić dwa twinsety z trimixem, który jest dużo droższy niż w Europie. Jeśli chodzi o warunki trzeba uwzględnić silne prądy i słabą widoczność. Wynurzanie odbywa się tylko przy linie, trzeba się jej naprawdę mocno trzymać. To, co najbardziej mnie zaskoczyło, to spotkanie z rekinami.

Źródło: www.alertdiver.com

IK: Rekinami?

DB: Tak, ale była to jedyna stresująca sytuacja dla mnie, ponieważ jako jedyna była niespodziewana. Rekiny podpłynęły na około 3 metry, obejrzały mnie i odpłynęły.

IK: Na 3 metry? A jaka była widoczność?

DB: Widoczność na wraku wynosiła około 6 metrów. Woda jest zielonkawa, na wraku jest całkowicie ciemno, czarno.

IK: Kiedy rozmawialiśmy przed wywiadem, wspominałeś,że posiadasz jakieś dokumenty, list, gazety…?

DB: Tak, wszystkie te rzeczy są w domu mojej mamy. Bilet też.

IK: Oh, wciąż masz bilet z Andrea Dorii?

DB: Tak, I wciąż jest możliwe odczytanie z niego pięknie wykaligrafowanych szczegółów, mimo, że jest bardzo zniszczony. Mamy także brelok do klucza kabiny mojej mamy, z wytłoczoną flagą Włoską – Marina Italiana, formularze szpitalne mojej mamy, specjalne wydania gazet…

IK: Wspominałeś też o liście?

DB: List, tak, list napisany do mojej babci, bardzo prosty, że przeżyli i że wszystko jest dobrze. Mama napisała go podczas pobytu w szpitalu w Nowym Jorku. Ale zdążyła wrócić do domu zanim list dotarł. Jest piękny, szczególnie ze względu na wyjątkowe pieczęcie pocztowe z wizerunkiem Statuy Wolności. Jest również bardzo wyjątkowy dla mnie, ponieważ czytając go, stawiam się w sytuacji młodej dziewczyny, podczas wypadku na oceanie, następnie w szpitalu w całkowicie obcym kraju, i jestem tym bardzo poruszony. Czasami zastanawiam się, jak ja zachowałbym się w podobnej sytuacji, będąc na tamtym statku, tamtego dnia… Ale nigdy się tego nie dowiem.

IK: Davide, to fantastyczna historia!

DB: Dla mnie jest bardzo emocjonalna.

IK: Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się nią ze mną i z Czytelnikami.

DB: Ja również bardzo się cieszę, że mogłem pierwszy raz podzielić się tą osobistą historią.