Miejsce biznesu #2

Page 1

INFORMACJE AKTYWNI PRZEDSIĘBIORCY – Z KORZYŚCIĄ DLA WSZYSTKICH

NASZE FIRMY LUBIMY MOCNE WZORY W TKANINACH

LIFESTYLE DOMEM NA KOŁACH PRZEZ EUROPĘ

14 11

40

MIEJSCE

BIZNESU ISSN 2449-5948

#2/2 2015

PRACA JEST MOIM HOBBY TADEUSZ KAZIMIERUK ZAKŁADY MECHANICZNE KAZIMIERUK


W WYDANIU

MIEJSCE

BIZNESU

SPIS TREŚCI

TARNOWO PODGÓRNE

DODATEK SPECJALNY DO GŁOSU BIZNESU

WYDAWCA: SKIVAK CUSTOM PUBLISHING SC UL. WIENIAWSKIEGO 5/9 61-712 POZNAŃ

OSOBA Z OKŁADKI 4 Praca jest moim hobby

TEMAT NUMERU 6 Tarnowskie Termy – ciepło spotyka radość 8 Wysoka jakość, przystępna cena REDAKTOR PROWADZĄCY: MICHAŁ CIEŚLAK m.cieslak@skivak.pl C: 0, M: 75, Y: 100, K: 0

INFORMACJE 10 Spotkanie

samorządu i biznesu

C: 0, M: 0, Y: 0, K: 100

REDAKCJA: GRZEGORZ SURDYK JAKUB SZYMCZAK LAYOUT, SKŁAD: AGNIESZKA NOWICKA TOMASZ BOCZARSKI KOREKTA: SEBASTIAN SURENDRA REKLAMA: IWONA SZYMAŃSKA i.szymanska@skivak.pl ZDJĘCIA: ARCHIWUM GMINY, FIRM, AUTORÓW, SHUTTERSTOCK.COM ZDJĘCIE NA OKŁADCE ARCHIWUM FIRMY KAZIMIERUK DODATEK ZAMKNIĘTY DO DRUKU 22 WRZEŚNIA 2015 NAKŁAD: 2000 EGZ.

11 Aktywni przedsiębiorcy

– z korzyścią dla wszystkich

12 Z matematyką za pan brat 13 Centrum Muszkieterów w Swadzimiu

NASZE FIRMY 14 Lubimy mocne wzory w tkaninach 17 Klient naszym pracodawcą 20 Po sukces z duchem czasu 22 Każda żywność musi być zdrowa 24 Matryce do druku

PREZENTACJA 26 S posób na niewypłacalność kontrahenta

PRAWO 28 N owe prawo działalności gospodarczej

NAPISZ DO NAS: miejscebiznesu@skivak.pl

MIEJSCE BIZNESU

2

TA R N O W O P O DG Ó R N E


W WYDANIU

MĄDRE KORZYSTANIE

Z ZASOBÓW CZYTAJĄC ARTYKUŁY, ZWRÓĆCIE PAŃSTWO UWAGĘ NA KAPITAŁ WIEDZY I DOŚWIADCZENIA, KTÓREGO ZASOBY TWORZĄ I POMNAŻAJĄ WŁAŚCICIELE FIRM.

Jednym z głównych tematów rozmów w Tarnowie Podgórnym w ostatnim czasie było otwarcie Tarnowskich Term. Wykorzystanie źródła wód termalnych, naturalnego bogactwa gminy było od dawna marzeniem i planem władz. „Ciepło spotyka radość” – w tym haśle zawierają się dobre emocje, które będą udziałem nie tylko osób korzystających z Aquaparku. Wody termalne posłużą również do rehabilitacji i leczenia. W obecnym budynku już funkcjonuje Otimedica, znane są plany rozbudowy centrum medyczne, które wkrótce ma otworzyć swoje podwoje tuż obok. To dobra wiadomość również dla przedsiębiorców, którzy troszczą się o zdrowie swoich pracowników – będą mogli kompleksowo o nie zadbać na miejscu. Wody termalne to niejedyny zasób, którego w gminie Tarnowo Podgórne jest pod dostatkiem. Czytając artykuły w tym wydaniu, zwróćcie Państwo uwagę na kapitał wiedzy i doświadczenia, którego zasoby tworzą i pomnażają właściciele firm. Właściwie każda rozmowa z przedsiębiorcami zawiera takie same elementy. Entuzjazm z założenia własnego biznesu, kamienie milowe wyznaczające stopień rozwoju firmy, sukcesy i nieuchronne porażki, sposoby radzenia sobie z przeciwnościami, różne modele zarządzania oraz… sukcesja. W każdej z rodzinnych przedsiębiorstw (a to one stanowią przecież zdecydowaną większość naszych firm) nadszedł lub nadejdzie niedługo ten etap, kiedy firmę trzeba przekazać następcom. Budowane przez lata biznesy przekazywane są dzieciom, wraz z ogromną wiedzą i praktyką. Zmienne otoczenie, nowości technologiczne sprawiają, że młodsze pokolenie często odnajduje się lepiej w wirtualnej rzeczywistości, jednak – jak podkreślają przedstawiciele obu pokoleń – sukces tkwi w umiejętnym budowaniu mostów między tradycyjnym i nowoczesnym pojmowaniem biznesu. Te relacje, wiedza, doświadczenia to wartość, którą powoli zaczynamy doceniać. To ona, ze względu na niewielki stopień kumulacji kapitału finansowego, stanowi o dużej wartości polskiej przedsiębiorczości. Zatem warto tę przedsiębiorczość, opartą na zaufaniu, współpracy na rzecz lokalnej społeczności, rzetelności i chęci dzielenia się doświadczeniem promować. Co z wielką przyjemnością czynimy na łamach „Miejsca biznesu. Tarnowo Podgórne”.

CSR 30 Człowiek podstawą sukcesu

STRATEGIE 32 O robocie, która się w rękach paliła 34 Strategie rozwoju firm rodzinnych

LIFESTYLE 36 Pełny teatr to lepsze społeczeństwo 38 Biegacze, słońce i mnóstwo ludzi 40 Domem na kołach przez Europę

Owocnej lektury! Redakcja

MIEJSCE BIZNESU

3

TA R N O W O P O DG Ó R N E


OSOBA Z OKŁADKI Rozmawiał: Jakub Szymczak

PRACA JEST MOIM HOBBY O OBECNEJ DZIAŁALNOŚCI ZAKŁADÓW MECHANICZNYCH KAZIMIERUK, PLANACH NA PRZYSZŁOŚĆ ZWIĄZANYCH Z TARNOWEM PODGÓRNYM I BRANŻĄ OBRÓBKI SKRAWANIEM Z TADEUSZEM KAZIMIERUKIEM ROZMAWIA JAKUB SZYMCZAK. Czym zajmują się Zakłady Mechaniczne Kazimieruk? Skupiamy się na produkcji bardzo precyzycyjnych elementów. Działamy na rzecz podmiotów z różnych branż: medycznej, spożywczej czy motoryzacyjnej. Tworzymy oprzyrządowania technologiczne w postaci wykrojników, okrojników, tłoczników, stempli, matryc czy urządzeń optymalizujących procesy wytwórcze w przeróżnych gałęziach produkcji.

przekształciła się w duży zakład rzemieślniczy. Taką firmę, w obecnych czasach prowadzi się zupełnie inaczej, niż mały warsztat. W związku z tym moje dzieci uczestniczą w kursach, zjazdach firm rodzinnych i uczą się, w jaki sposób zarządzać firmą. Staramy się wszyscy rozwijać.

Struktura własnościowa pozostanie więc rodzinna? Tak, ale równocześnie staram się pozyskać specjalistyczną kadrę, bo przedsiębiorstwo musi być profesjonalnie zarządzane. Jeśli weźmiemy pod uwagę spółki akcyjne czy spółki Skarbu Państwa, to trudno powiedzieć, że firma rodzinna jest lepiej od

Firma skupia się na zleceniach krajowych czy jest również zainteresowana usługami eksportowymi? Działamy zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. Zlecenia otrzymujemy z całego świata. Współpracujemy z koncernami niemieckimi, angielskimi, amerykańskimi, a nawet zdarzyło się zamówienie na rynek indyjski. Kiedyś usługi eksportowe w naszej firmie stanowiły ułamek procenta. Teraz stanowią nawet 15-20% obrotów. Największy wzrost w tym zakresie zanotowaliśmy w ostatnich latach. Czy Zakłady Mechaniczne Kazimieruk można nazwać firmą rodzinną? Zdecydowanie. Prezesem firmy jest moja córka. Ja wraz z synem jesteśmy prokurentami. Firmę prowadzimy w trójkę, ale opieramy się na profesjonalnej kadrze inżynierskiej. Staramy się uciekać od sytuacji, w której decyzja szefa jest nieodwołalna i nieomylna. Dlatego tak dobieram pracowników, by oni sami mogli kierować własnym stanowiskiem i działem. Sztafeta pokoleń będzie trwała. Tak jak Pan przejął bakcyla od ojca, tak Pańskie dzieci pasją do firmy i branży zaraziły się od Pana? Ojciec prowadził mały zakład rzemieślniczy. Ja rozwinąłem go do firmy średniej wielkości, która potem

MIEJSCE BIZNESU

RYS. DARIUSZ ŁABĘDZKI WWW.KARYKATURY.EU

4

TA R N O W O P O DG Ó R N E


OSOBA Z OKŁADKI

pasjonuje. Poza tym w naszej branży to jest konieczność. Jeśli przynajmniej raz w roku nie zrobię przeglądu nowinek na rynku obróbki skrawaniem, to wypadam z obiegu.

nich zarządzana. Dlatego pewne wzorce od takich spółek warto czerpać. Firmę rodzinną wyróżniają za to pasja i szybsza decyzyjność. Połączenie tych wszystkich elementów jest niezwykle ważne. Jak bardzo zmieniła się działalność firmy w związku z przemianami ustrojowymi w Polsce? To były olbrzymie zmiany. Wcześniej nie było możliwości, by prywatna osoba mogła kupić tokarkę czy frezarkę. To było zarezerwowane dla firm państwowych. O kupnie obrabiarki z importu można było tylko pomarzyć. Transformacja spowodowała zniesienie embarg na dostawę urządzeń i mogliśmy zainwestować w maszyny. Najpierw sprowadzaliśmy je z Niemiec, potem ze Szwajcarii, a potem również z Japonii. To zaowocowało naszym dużym rozwojem

technologicznym. Dzięki temu dziś niczym nie różnimy się od firm zagranicznych. Mamy dostęp do najnowszych technologii cywilnych, programów oraz do szkoleń, dzięki którym szybko możemy wykwalifikować pracownika. Czy w związku z pochłaniającym mnóstwo czasu prowadzeniem firmy rodzinnej ma Pan jeszcze czas na jakieś hobby? Nie ukrywam, że mam z tym problem (śmiech). Tym hobby tak naprawdę jest moja praca. Zdobywanie nowych informacji na temat obróbki skrawaniem. Poznawanie nowych technik wytwarzania, drukowania. Kontakty z politechnikami w całej Europie. Rozmowy z naszymi kontrahentami na całym świecie. To pochłania mnóstwo czasu, ale również bardzo mnie

Jak po kilku latach ocenia Pan przeprowadzkę do Tarnowa Podgórnego? To była znakomita decyzja. Opór pracowników początkowo był duży, wskazywali na możliwość zwolnienia się z powodu konieczności dojazdów. Ostatecznie tak się nie stało. Tym bardziej, że dzięki drodze S11 dojazd paradoksalnie jest dużo lepszy i pracownicy szybciej dostają się do domów. Poza tym dzięki zmianie mogę pozyskiwać pracowników spoza Poznania. Jestem z tego bardzo zadowolony, a co najważniejsze – zadowolona jest moja załoga. Czy w planach firmy jest jeszcze rozbudowa siedziby w Tarnowie Podgórnym? Mamy jeszcze wolny teren do realizacji planu rozwoju. Gospodarka cały czas rośnie i pojawiają się nowe perspektywy. Rozwijają się takie firmy jak Volkswagen, co powoduje rozwój kolejnych branż związanych z koncernem. To jest także szansa dla nas. Możemy usługowo wykonywać dla tego typu firm oprzyrządowanie czy technologie przygotowujące do produkcji masowej od pierwszego montażu.

RODZINNA FIRMA Z TRADYCJAMI ZAKŁADY MECHANICZNE KAZIMIERUK W TYM ROKU OBCHODZIŁY JUŻ SWOJĄ 33. ROCZNICĘ URODZIN. WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ W 1982 ROKU W POZNANIU. DO TARNOWA PODGÓRNEGO FIRMA PRZENIOSŁA SIĘ W 2010 ROKU. OBECNIE ZATRUDNIA 180 PRACOWNIKÓW. Geneza Zakładów Mechanicznych Kazimieruk sięga jednak zdecydowanie wcześniejszego okresu. Choć sama firma powstała w 1982 roku, to bardzo ważne wydarzenia dla jej historii miały miejsce już 24 lata wcześniej.

ne Kazimieruk. Do dziś jest to osobny podmiot gospodarczy w stosunku do Zakładu Mechanicznego Kazimieruk prowadzonego przez ojca i brata Tomasza. PRZENOSINY I ROZROST Początkowo zakład zatrudniał 3 pracowników, którzy do dziś pracują w firmie. Z czasem rozrósł się do 15 osób i w 1985 Tadeusz Kazimieruk wraz z załogą i parkiem przenieśli się do nowo wybudowanego zakładu przy ulicy Dziewińskiej, również w Poznaniu. Firma prężnie się rozwijała i w 2001 roku podjęto decyzję o budowie kolejnej hali przy ulicy Dziewińskiej. To jednak nie był koniec inwestycji. Następne hale w tym miejscu powstawały kolejno w roku 2003 i 2006. W sumie w firmie zatrudnionych było już 160 pracowników.

TRAMWAJEM DO STAJNI W 1958 roku Józef Kazimieruk zdecydował się na stworzenie jednoosobowego zakładu rzemieślniczego. W ówczesnych zakładach Wiepofamy nabył jedną tokarkę. Wraz z żoną w częściach przewiózł ją tramwajem do stajni na ulicy Wszystkich Świętych w Poznaniu. Tam maszyna została złożona i zakład rozpoczął swoją działalność. Z czasem dokupione została frezarka oraz wiertarka i jednoosobowy zakład przerodził się w dwuosobowy. Firma istnieje do dziś, a Józef Kazimieruk zarządza nią wraz ze swoim synem Tomaszem.

WITAMY W TARNOWIE PODGÓRNYM W miarę swojego rozrostu firma stawała się coraz bardziej uciążliwa dla okolicznych mieszkańców. Zadecydowano więc o przenosinach poza miasto. Wybór padł na Tarnowo Podgórne, które ze względu na liczbę firm tu funkcjonujących było idealnym miejscem. Prace związane z umiejscowieniem i projektem nowej hali produkcyjnej w Tarnowie Podgórnym rozpoczęto w 2010 roku. Po przeprowadzce zatrudniono kolejnych 20 pracowników. Obecnie firma zajmuje 6000 metrów kwadratowych powierzchni i w sumie zatrudnia 180 osób.

POSZERZENIE DZIAŁALNOŚCI Józef Kazimieruk oprócz Tomasza ma również drugiego syna, Tadeusza, który w 1958 roku miał dopiero 4 lata. Mając kilkanaście lat, Tadeusz rozpoczął pracę w zakładach swojego ojca. Z czasem ukończył wydział budowy maszyn na Politechnice Poznańskiej, specjalizacja obróbka skrawaniem. W 1982 roku ojciec wydzielił mu małe pomieszczenie o powierzchni 150 metrów kwadratowych i tak powstały Zakłady Mechanicz-

MIEJSCE BIZNESU

5

TA R N O W O P O DG Ó R N E


T E M AT N U M E R U

TARNOWSKIE TERMY – CIEPŁO SPOTYKA RADOŚĆ

GMINA POSTANOWIŁA WYKORZYSTAĆ POSIADANE NA SWOIM TERENIE ZASOBY WODY: CIEPŁEJ (45,7°C) I ZDROWEJ, BOGATEJ W MINERAŁY. POWSTAŁY: PARK WODNY OFERUJĄCY AKTYWNE I PRZYJEMNE SPĘDZANIE CZASU, BEZPŁATNA AKADEMIA PŁYWANIA, TĘŻNIE SOLANKOWE. A TO JESZCZE NIE KONIEC – PLANOWANA JEST DALSZA ROZBUDOWA TERMALNEGO PARKU ZDROWIA. Tarnowskie Termy powstały w odpowiedzi na oczekiwania mieszkańców Gminy Tarnowo Podgórne, jak i mieszkańców zachodniej części Aglomeracji Poznańskiej. Park Wodny ma być miejscem, w którym możemy się spotkać z przyjaciółmi, spędzić aktywnie czas z rodziną lub po prostu zadbać o swoją kondycję i zdrowie. Termy nie były budowane wyłącznie ze względów komercyjnych. Bardzo ważne jest również to, aby dzieci mogły korzystać z nauki pływania. Dlatego priorytetowym zadaniem, które postawiła sobie Spółka, było utworzenie Akademii Pływania, profesjonalnej szkółki oferującej zajęcia na najwyższym poziomie. Razem z Gminą rozpoczęliśmy realizację programu powszechnej nauki pływania dla uczniów gminnych szkół. Za scenariusze zajęć odpowiadają absolwenci i wykładowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu oraz mistrzyni olimpijska Otylia Jędrzejczak.

a dzięki temperaturze 45,7 stopnia Celsjusza woda geotermalna może zostać wykorzystana w przyszłości również do wytwarzania energii. Obecnie tarnowskie wody termalne wykorzystywane są zarówno w basenach, jak i tężni solankowej.

CENNY ZASÓB: WODY TERMALNE Atutem Tarnowskich Term jest szerokie wykorzystanie wód termalnych. Planując budowę Parku Wodnego gmina Tarnowo Podgórne zleciła wykonanie specjalnego odwiertu, którego celowość poprzedzona została pomiarami geologicznymi. Badania właściwości wód geotermalnych pozwoliły na realizację inwestycji w obecnym kształcie. Wody, wydobywane z głębokości 1200 m, zawierają takie minerały, jak jod, bar, magnez wapń, fluorki oraz mikroelementy miedzi i żelaza. Skład źródła pozwala na wykorzystanie go w celach rekreacyjnych i zdrowotnych,

OBIEKT BUDOWANY BYŁ PRZEZ DWA LATA I KOSZTOWAŁ OK. 60 MLN ZŁOTYCH. TARNOWSKIE TERMY, KTÓRE ZNAJDUJĄ SIĘ PRZY OBWODNICY TARNOWA PODGÓRNEGO, ZALEDWIE 5 MINUT OD DROGI EKSPRESOWEJ S11, TO GŁÓWNIE TRZY STREFY: REKREACYJNA, SPORTOWA I SAUNY. NA CZĘŚCI REKREACYJNEJ DO DYSPOZYCJI GOŚCI SĄ TRZY BASENY, W TYM JEDEN WYCHODZĄCY NA ZEWNĄTRZ, 3 ZJEŻDŻALNIE, GEJZERY, BICZE WODNE, DWA JACUZZI I SZTUCZNA RZEKA. NA ZEWNĄTRZ OBIEKTU ZNAJDUJĄ SIĘ DUŻA PIASZCZYSTA PLAŻA O POWIERZCHNI 1500 M2 ORAZ TĘŻNIA.

MIEJSCE BIZNESU

tarnowskie termy

6

TA R N O W O P O DG Ó R N E


T E M AT N U M E R U

KOMERCJALIZACJA OBIEKTU Tarnowskie Termy powstawały jako część przemyślanej strategii utworzenia w przestrzeni Gminy Tarnowo Podgórne Termalnego Parku Zdrowia. Dlatego od samego początku wszystkie działania akwizycyjne były kierowane do określonych podmiotów związanych z branżą Wellness&Spa, Zdrowie i Sport oraz do podmiotów naturalnie uzupełniających ofertę Term, czyli np. do gastronomii. Obecnie większość przestrzeni w Termach została wyna-

jęta. Na obiekcie funkcjonują prywatna klinika Otimedica – specjalizująca się w medycynie sportu, rehabilitacji oraz w medycynie pracy, sklep sportowy Aqua-Sport, restauracja Prowent, kawiarnia oraz biuro podróży. Na obiekcie funkcjonują również maszyny vendingowe firmy Vemat – które jako pierwsze i jedyne w kraju realizują bezgotówkową obsługę klientów aquaparku. Już we wrześniu zostanie otwarty Salon Urody Gabrielle, który uzupełni ofertę całego kompleksu. ■

Rozmowa z Anitą Stellmaszyk PREZES ZARZĄDU TARNOWSKIE TERMY SP. Z O.O.

W jaki sposób Termy oddziałują na społeczność, mieszkańców, wpływają na podniesienie atrakcyjności miejscowości i gminy? Termy ruszyły wraz z początkiem wakacji i cały czas cieszą się dużym zainteresowaniem. Letnia oferta kąpieli w błękitnej ciepłej wodzie, pod palmami w iście afrykańskim klimacie jest dla mieszkańców alternatywą dla wyjazdów nad morze i w dalekie tropiki. W Tarnowskich Termach mamy to, co liczy się latem: plażę, wodne atrakcje i zawsze gwarantowaną pogodę – do tego blisko i bez konieczności wydawania dużych pieniędzy. Przyjeżdżają do nas całe rodziny nie tylko z Tarnowa, okolicznych gmin i Poznania. Po kilku miesiącach od otwarcia mogę powiedzieć, że odwiedzają nas klienci z całej Polski, a także zagranicy. To dla nas dodatkowe wyzwanie i sygnał, że taki obiekt był potrzebny i cieszy się dużym zainteresowaniem. W planach termalny kurort z placem dla kamperów… Wykorzystanie czystej wody termalnej do różnych zabiegów wodnych oraz gorących całorocznych kąpieli, wspomagających zdrowie i dobre samopoczucie daje nam duże możliwości. Oferujemy szeroki wachlarz zajęć w akademii pływania, wkrótce uruchomimy klub fitness i salon kosmetyczny.. Już teraz mamy gabinety rehabilitacyjne, a niebawem rozpocznie się budowa większego obiektu medycznego. Tarnowskie Termy są początkiem większego projektu pod nazwą Termalny Park Zdrowia – to kompleks obiektów, w których świadczone będą usługi z zakresu nowoczesnej medycyny i kosmetologii. Dzięki doskonałej lokalizacji dla mieszkańców aglomeracji poznańskiej będzie dostępny on w niespełna 20 min.

MIEJSCE BIZNESU

7

TA R N O W O P O DG Ó R N E


T E M AT N U M E R U Rozmawiał: Jakub Szymczak Zdjęcia: Archiwum Otimedica

WYSOKA JAKOŚĆ, PRZYSTĘPNA CENA WIOSNĄ 2017 ROKU PRZY TARNOWSKICH TERMACH POWSTANIE CENTRUM MEDYCZNO-REHABILITACYJNE OTIMEDICA. FIRMA DZIAŁA JEDNAK JUŻ DZIŚ NA TERENIE TARNOWSKICH TERM. Centrum Medyczno-Rehabilitacyjne Otimedicama opiera się na trzech filarach. Pierwszym z nich jest oczywiście rehabilitacja wraz z poradniami ambulatoryjnymi, drugim chirurgia jednego dnia, a trzecim zaplecze hotelowe. O obecnej działalności firmy i przyszłościowych celach w rozmowie z Jakubem Szymczakiem opowiada jeden z pomysłodawców projektu, Jarosław Wesołek. Skąd pomysł na stworzenie centrum medyczno-rehabilitacyjnego? Kilka lat temu zebraliśmy się w gronie znajomych. W trakcie dyskusji o różnych problemach medycznych i rehabilitacyjnych doszliśmy do wniosku, że problem rehabilitacji jest tematem zaniedbanym. Szczególnie koncentrowaliśmy się na rehabilitacji dzieci z porażeniem mózgowym. Tak narodził się pomysł, że warto coś w tym temacie zrobić. Dlaczego zdecydowaliście się na Tarnowo Podgórne? Jesteśmy powiązani biznesowo z tą gminą i uznaliśmy, że to dobre miejsce na powstanie takiej inwestycji. Cztery lata temu udaliśmy się z projektem do wójta Tadeusza Czajki. Już wtedy było wiadomo, że wokół źródeł geotermal-

nych powstaną Tarnowskie Termy. Okazało się, że nasze myślenie jest spójne z planami wójta i tak narodziła się koncepcja budowy Centrum Medyczno-Rehabilitacyjnego w „Termalnym Parku Zdrowia”.

W jaki sposób weszliście w posiadanie tych terenów? Wygraliśmy przetarg ogłoszony przez gminę na użytkowanie wieczyste działki o wielkości 13 000 metrów kwadratowych, umiejscowionej obok Tarnowskich Term. Do realizacji tego projektu potrzebowaliśmy dodatkowych środków finansowych. Dlatego do współpracy zdecydowaliśmy się zaprosić jeszcze jednego partnera finansowego i jednego partnera branżowego, który wspomógł nas wiedzą medyczną. Centrum jednak jeszcze nie powstało, a firma Otimedica już działa. Jak to się stało? Pojawił się pomysł, że warto rozpocząć działalność równocześnie z Termami. Dlatego wynajęliśmy 250 metrów kwadratowych na pierwszym piętrze

MIEJSCE BIZNESU

8

TA R N O W O P O DG Ó R N E


T E M AT N U M E R U

budynku Tarnowskich Term i rozpoczęliśmy działania od powołania przychodni lekarsko­-rehabiltacyjnej pod nazwą Otimedica. Taki wstęp do tego, czym chcemy zajmować się w szerszym wymiarze w projektowanym właśnie centrum medyczno-rehabilitacyjnym. Jak ono będzie wyglądało? Wstępny projekt zakłada obiekt o powierzchni 2500 metrów kwadratowych, który będzie spełniał trzy podstawowe dla nas funkcje. Będą to poradnia ambulatoryjna, czyli przychodnia z lekarzami różnych specjalności, centrum rehabilitacyjne oraz zaplecze hotelowe. Nie chcemy jednak otwierać hotelu przy Tarnowskich Termach. Naszym celem jest zbudowanie zaplecza potrzebnego do realizacji turnusów rehabilitacyjnych. Bo właśnie rehabilitacja będzie dla nas najważniejsza i w niej mamy zamiar się specjalizować. To centrum będzie ściśle połączone z Tarnowskimi Termami. Mamy zamiar korzystać z basenów oraz saun. Poza tym skupimy się także na chirurgii jednego dnia. Polega ona na wykonywaniu zabiegów, po których pacjent nie wymaga hospitalizacji. Po takim zabiegu wychodzi się do domu, a do nas wraca na rehabilitację. Kiedy to centrum będzie gotowe? Do końca roku chcemy uzyskać pozwolenie budowlane, a wiosną rozpocząć budowę. To jest jednak długotrwały proces. Musimy spełnić szereg wymogów sanepidu, by stać się placówką medyczną. Proces doboru sprzętu i wyposażenia centrum trwa i nie da się tego przyspieszyć. Dlatego, na spokojnie, szacujemy, że wszystko powinno być gotowe wiosną 2017 roku. A co Otimedica dziś oferuje swoim klientom? Podstawowe metody rehabilitacyjne poprzez kinezyterapię, fizykoterapię, magnetoterapię czy masaż lecznicy

już są w naszej ofercie. Mamy jednak świadomość, że jesteśmy w gminie, w której jest zarejestrowanych 5000 firm i blisko 40 tysięcy pracowników. Po rozmowach z przedsiębiorcami z Tarnowskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorców wiemy, że jest zapotrzebowanie na medycynę pracy. Dlatego już dziś świadczymy pełną usługę w tym zakresie. Mamy grono specjalistów potrzebnych do uzyskania stosownych zaświadczeń. W ofercie biznesowej przygotowaliśmy już dwa rodzaje usług abonamentowych związanych z medycyną pracy. Jedna z nich dotyczy tylko tego zagadnienia, a druga jest połączeniem medycyny pracy z rehabilitacją. Firmy mają możliwość wykupu zabiegów dla swoich pracowników. Na to silnie się ukierunkowujemy.

NASZYM CELEM JEST ZBUDOWANIE ZAPLECZA POTRZEBNEGO DO REALIZACJI TURNUSÓW REHABILITACYJNYCH. BO WŁAŚNIE REHABILITACJA BĘDZIE DLA NAS NAJWAŻNIEJSZA I W NIEJ MAMY ZAMIAR SIĘ SPECJALIZOWAĆ. Oprócz medycyny pracy zainteresowaliście się również sportem. Dlaczego? Sponsorowaliśmy Bieg Lwa oraz Triathlon Lwa. Wszystkim uczestnikom

MIEJSCE BIZNESU

9

zafundowaliśmy bezpłatny pakiet badań. Uprawianie wszelakich sportów jest obecnie bardzo modne w Polsce. Bieganie, rower, pływanie czy połączenie tych trzech elementów w formie triathlonu zyskują na popularności. Zajmujemy się medycyną sportową, ale z wykluczeniem poważnych operacji. Koncentrujemy się na ocenie sportowca-amatora pod kątem funkcjonalności jego ciała. Mamy wyspecjalizowanych i doświadczonych fizjoterapeutów, którzy w szybki i prosty sposób potrafią rozwiązać wiele problemów. Zaproponować odpowiedni dobór ćwiczeń czy zabiegów rehabilitacyjnych, które nie są tak drogie, jak mogłoby się wydawać. Cena pojedynczego zabiegu to około 15 złotych. Nawet przy kilku klient często ponosi koszt nie większy niż 100 złotych. Czy poradnia ambulatoryjna działa już dziś? Mamy zatrudnionych lekarzy specjalistów z różnych dziedzin. Obecnie przyjmują u nas już pediatra, otolaryngolog, okulista, ortopeda, neurolog, psychiatra oraz chirurg. Zamierzamy zamierzamy jednak poszerzyć ofertę o specjalistów z kolejnych dziedzin. Poza tym na stałe pracuje u nas dietetyk, którego głównym zadaniem jest układanie planów żywieniowych w połączeniu z procesami rehabilitacyjnymi. Czy Otimedica ma podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia? Na dziś jest to stricte komercyjna placówka. Zresztą taki jest nasz model biznesowy. Chcemy się oprzeć na komercyjnej placówce, która świadczy usługi na wysokim poziomie za przystępną cenę. Takie jest nasze założenie. W przyszłości będziemy jednak również szukali możliwości ubiegania się o kontrakt z NFZ-em w zakresie rehabilitacji. ■

TA R N O W O P O DG O R N E


INFORMACJE

SPOTKANIE SAMORZĄDU I BIZNESU PONAD STU PRZEDSTAWICIELI BIZNESU I SAMORZĄDU UCZESTNICZYŁO W II KONFERENCJI ODKODOWANY BIZNES – ODKODOWANY SAMORZĄD W TARNOWIE PODGÓRNYM, KTÓRĄ 22 KWIETNIA ORGANIZOWALI WSPÓLNIE GMINA TARNOWO PODGÓRNE I TARNOWSKIE STOWARZYSZENIE PRZEDSIĘBIORCÓW (TSP). Rozmawiano o zmianach na rynku pracy, jakie zachodzą po pojawieniu się nowych podmiotów, zwłaszcza dużych, o ograniczeniach i trudnościach, jakie napotykają przedsiębiorcy, oraz o czynnikach, jakie analizują izby handlowe przy ocenie terenów inwestycyjnych. ■

Partnerem biznesowym przedsięwzięcia był ING Bank Śląski, natomiast dziennik „Rzeczpospolita” objął wydarzenie patronatem medialnym. Ogólnopolski charakter konferencji podkreślał udział samorządowców z całego kraju, m.in. z województw pomorskiego czy warmińsko-mazurskiego. Stronę biznesową reprezentowali członkowie TSP. Konferencja rozpoczęła się od debaty gospodarczej w ramach cyklu „Śniadania z Rzeczpospolitą”. Dyskusję poprowadził red. Marcin Piasecki, a panelistami byli prof. Piotr Płoszajski i prof. Marek Góra z warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, prof. Tadeusz Kowalski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członek Rady Polityki Pieniężnej dr Andrzej Rzońca i Dorota Wolna z PwC. Punktem wyjścia dla debaty była ocena kondycji polskiej gospodarki i prognoza kierunków jej rozwoju. Skupiając się na relacji biznes – samorząd, wskazywano na potrzebę stałego wprowadzania innowacji w obu tych obszarach. Jednocześnie podkreślano konieczność stałego rozwoju i dokształcania zarówno instytucji, jak i jej członków. Rozmawiano o potrzebie zdefiniowania unikalnej niszy, czyli specjalności, która będzie kluczowym czynnikiem sukcesu organizacji. Co ważne, paneliści zgodzili

się, że ograniczenia, jakie posiada firma czy samorząd, powinny stać się inspiracją do poszukiwań nowych możliwości rozwoju. Dyskutowano także na temat współczesnej polskiej polityki fiskalnej i jej wpływu na działalność przedsiębiorstw, a co za tym idzie na budżety samorządów. STRATEGIE DOBRYCH RELACJI Witold Horowski, właściciel firmy STRATEX, zaprosił do debaty o strategii dobrych relacji m.in. Prezydenta Nowej Soli Wadima Tyszkiewicza i Prezesa Zarządu Strauss Cafe Poland Jacka Gunera. Paneliści zastanawiali się, jakie czynniki mają wpływ na zbudowanie i rozwijanie partnerskich relacji pomiędzy przedsiębiorcami a samorządowcami. Poruszono też rolę instytucji doradczych w procesie nawiązywania i zacieśniania wzajemnych kontaktów. PRZYCIĄGANIE INWESTORÓW Prowadzacy panel poświęcony przyciąganiu inwestorów Wojciech Ławniczak skoncentrował dyskusję wokół trzech obszarów: nastawienia samorządu do inwestora, obaw lokalnego biznesu przed inwestorem zagranicznym oraz zasad współpracy jednostek samorządu terytorialnego, inwestora i biznesu lokalnego.

MIEJSCE BIZNESU

10

WÓJT TADEUSZ CZAJKA: PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ PRIORYTETEM

– Rozwijanie klimatu przedsiębiorczości jest priorytetem rozwoju naszej Gminy, a konferencja „Odkodowany Biznes Odkodowany Samorząd” to jeden z najlepszych przykładów ścisłej współpracy samorządu i przedsiębiorców. Spektrum podejmowanych działań jest bardzo szerokie. Od lat razem realizujemy inwestycje infrastrukturalne. Przedsiębiorcy wnoszą wkład finansowy przy budowie i modernizacji wybranych dróg gminnych. Ponadto pomagają nam przy organizacji wielu przedsięwzięć kulturalnych i sportowych. Z kolei my zapewniamy wsparcie na każdym etapie prowadzenia biznesu – od przygotowywania terenów inwestycyjnych, poprzez pomoc merytoryczną i szkolenia biznesowe, do promocji firm z terenu Gminy, chociażby w ramach programu partnerskiego w ramach Karty Mieszkańca Gminy Tarnowo Podgórne.

TA R N O W O P O DG Ó R N E


INFORMACJE

AKTYWNI PRZEDSIĘBIORCY – Z KORZYŚCIĄ DLA WSZYSTKICH JAKO ORGANIZACJA STWARZAMY OKAZJĘ I MOŻLIWOŚCI DO INTEGRACJI CAŁEGO ŚRODOWISKA BIZNESOWEGO DZIAŁAJĄCEGO W NASZEJ GMINIE – MÓWI SZYMON HOROWSKI, PREZES ZARZĄDU TARNOWSKIEGO STOWARZYSZENIA PRZEDSIĘBIORCÓW. Jakie korzyści przynosi przedsiębiorcom zrzeszanie się w organizacji? Często zdarza się, że nagle potrzebujemy podwykonawców czy dostawców produktów lub usług. Niejednokrotnie znajdujemy ich w oddalonych miejscowościach, nie zdając sobie sprawy, że równie dobrze taką usługę możemy zamówić na miejscu… Staramy się rozpowszechniać zakresy usług naszych członków, pokazywać ich ofertę, nierzadko bardzo innowacyjną i nowoczesną, aby do transakcji dochodziło w naszej gminie. Poza tym rozpowszechniamy dobre praktyki w biznesie, aby wzajemnie się uczyć, dzielić wiedzą i doświadczeniami, a także budować pozytywny wizerunek przedsiębiorczości. Jako organizacja stwarzamy okazję i możliwości do integracji całego środowiska biznesowego działającego w naszej gminie. Umożliwiamy również kontakt z samorządem. Jak można ocenić aktywność i chęć integracji przedsiębiorców z gminy Tarnowo Podgórne? Pamiętajmy, że jesteśmy w wyjątkowym miejscu – nasza gmina słynie z aktywności w wielu obszarach także aktywności społecznej. Stąd prawie 12 lat temu zrodził się pomysł połączenia przedsiębiorców w Tarnowskim Stowarzyszeniu Przedsiębiorców TSP. Mimo że działamy wyłącznie na terenie gminy (wiejskiej!), mamy około 80 członków – firm i osób zarządzających – począwszy od małych działalności po duże fabryki. Osoby zrzeszone bardzo chętnie uczestniczą w naszych aktywnościach – spotkania robocze, integracyjne, dyskusyjne… Jako organizacja

zapraszamy też ciekawych i znanych ludzi, którzy wiele wnoszą w postrzeganie aktualnej sytuacji rynkowej i gospodarczej. Podsumowując, TSP ma tak wiele obszarów aktywności, że każdy przedsiębiorca znajdzie coś interesującego dla siebie. W jaki sposób przedsiębiorcy pomagają sobie w ramach TSP? Dyskusje, jakie prowadzimy na każdym spotkaniu, są niezwykłą okazją wymiany doświadczeń i wiedzy z firm o różnej wielkości i różnych branż. Czasem możemy usłyszeć o doskonałych przykładach rozwiązań w jednej z firm, które można wprowadzić także we własnym przedsiębiorstwie, czasem informacja o sytuacji w firmach budowlanej daje możliwość przygotowania się na podobne tendencje w innych branżach, np. meblarskich… Poza tym dzielimy się wiadomościami o dobrych i rzetelnych firmach albo tych, których lepiej unikać. W jakie działania włącza się TSP w gminie? Staramy się współpracować z różnymi środowiskami, wspierać tych, którzy chcieliby skorzystać z naszego doświadczenia i wiedzy, ale także tych, którzy z przyczyn losowych potrzebują pomocy. Bardzo dużo uwagi poświęcamy również szeroko pojętej edukacji – sami staramy się cały czas uczyć, ale chcemy też zarazić młodzież przedsiębiorczością. Od wielu już lat prowadzimy konkurs „Mój pomysł na biznes”, dla młodzieży szkół ponadpodstawowych z naszej gminy. Pokazujemy młodym ludziom, jak działają firmy i jak można planować własne przedsięwzięcia.

MIEJSCE BIZNESU

11

Często jesteśmy sami zaskoczeni ich kreatywnością i pomysłowością, kiedy prezentują nam swoje biznesplany. Wspólnie z Gminą organizujemy konferencje mające na celu pokazać, jak można współdziałać lokalnie w obszarze biznes – samorząd. Konferencja Odkodowany Biznes – Odkodowany Samorząd przyciąga do naszej gminy organizacje społeczne i przedstawicieli samorządu z całej Polski. Kolejnym wspólnym przedsięwzięciem jest magazyn „Miejsce biznesu”. Uznaliśmy, że mamy tak wiele wspaniałych firm i wyjątkowych przedsiębiorców, że trzeba to pokazywać i dzielić się tymi przykładami. Chcielibyśmy prezentować, jak różnorodne branże zlokalizowane są w naszej gminie, a także pokazywać innowacyjne rozwiązania w nich zastosowane, i to nie tylko jeśli chodzi o technologie, ale i sposób, w jaki są zarządzane. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


INFORMACJE

Z MATEMATYKĄ ZA PAN BRAT ZROZUMIENIE PRZEZ DZIECKO PODSTAWOWYCH ZAGADNIEŃ MATEMATYCZNYCH NA WCZESNYM ETAPIE (KL. I-III) GWARANTUJE, ŻE DZIECKO NIE BĘDZIE SIĘ COFAĆ PRZED KOLEJNYMI ETAPAMI EDUKACJI – MÓWI JOANNA CEBERNIK, WŁAŚCICIELKA I DYREKTORKA AKADEMII PITAGORASA W BARANOWIE, PIERWSZEJ W GMINIE PUBLICZNEJ SZKOŁY PODSTAWOWEJ PROWADZONEJ PRZEZ OPERATORA PRYWATNEGO. W tym modelu prowadzenia szkoły Pani przejmuje na siebie również ryzyko, np. braku dzieci w danym roczniku… Oczywiście ryzyko zawsze istnieje, natomiast jesteśmy na nie przygotowani. Po pierwsze, mamy już zapisane dzieci na przyszły rok. Planujemy „dostawienie” kolejnych trzech sal i dalszy rozwój szkoły. Po drugie: sama konstrukcja szkoły umożliwia, w razie potrzeby przeniesienie jej na inny teren lub dostosowanie do innych celów.

Utworzyła Pani szkołę publiczną Akademia Pitagorasa, z dużym naciskiem na naukę matematyki. Dlaczego? Moim marzeniem było wykorzystanie wieloletnich doświadczeń i obserwacji, żeby zaprezentować nowe podejście do nauk ścisłych. Wszyscy dookoła skarżą się na problemy z matematyką, jej znajomość jest potrzebna na co dzień, dodatkowo jest to przedmiot maturalny, a dzieci wciąż wskazują go jako jeden z najmniej lubianych. Stąd proponuję pewną receptę na zmianę podejścia do matematyki. Jaka to recepta? Od samego początku nauczania wczesnoszkolnego współpraca nauczycieli z matematykiem. U nas już w drugim półroczu pierwszej klasy, gdy dzieci znają już cyfry, wprowadzane są zadania z wykorzystaniem prostych działań. W drugiej i trzeciej klasie matematyk przychodzi na godzinne zajęcia w tygodniu, oswajając dzieci coraz bardziej z tym przedmiotem. Nauczyciele wczesnoszkolni na bieżąco monitorują rozwój umiejętności dzieci, żeby wyłonić z jednej strony te, które potrzebują dodatkowej pomocy jak i te,

które wykazują duże zainteresowanie matematyką. To jest ten czas, kiedy nauczyciel matematyki – tak jak u nas – jest dostępny dla dziecka popołudniami w świetlicy, żeby na spokojnie wszystko wytłumaczyć, pomóc w odrobieniu pracy domowej w swobodnej atmosferze bez presji forum klasy. Prowadzenie szkoły publicznej przez operatora prywatnego to spora innowacja… Jestem organem prowadzącym szkołę publiczną, czyli przejmuję wszystkie obowiązki, które w publicznych placówkach z reguły są w gestii gminy. Z otrzymywanej subwencji na dziecko – jak w każdej szkole publicznej – muszę wygospodarować fundusze na remonty i inne potrzeby placówki. W Akademii Pitagorasa cała realizacja programu szkolnego odbywa się bezpłatnie, dzieci mają zapewnioną bezpłatną opiekę świetlicową, poranną i popołudniową do godziny 17. Jak w każdej szkole oferujemy oczywiście dodatkowe zajęcia, odpłatne, prowadzone przez firmy zewnętrzne, np. karate, dżudo, koszykówkę czy Akademię Nauki.

MIEJSCE BIZNESU

12

Jak wyglądał proces tworzenia szkoły? Rozmowy podjęłam z gminą w listopadzie zeszłego roku. Przedstawiłam swoją propozycję i sposób funkcjonowania szkoły. Dużym impulsem dla mnie było zainteresowanie rodziców, rzeczywista potrzeba nowej szkoły podstawowej w Baranowie i pozytywny odbiór mojej propozycji: brak zmianowości, wielkość placówki i liczebność klas (do 20 dzieci). Cieszę się z pozytywnej i bardzo szybkiej reakcji gminy, udzielonego mi kredytu zaufania. Pierwsze zebranie z rodzicami odbyło się w lutym. Przeszkodą w szybkiej rekrutacji była „wirtualność” szkoły, przez pierwsze miesiące jedyne co mogłam pokazać to wcześniej prowadzona placówka niepubliczna. Dopiero na przełomie marca i kwietnia, mając informację o finalnej liczbie zapisanych uczniów i po otrzymaniu finansowania, mogłam podjąć decyzję o budowie placówki. Banki też początkowo odnosiły się z rezerwą do pomysłu, nie mając dotąd styczności z takim modelem usług edukacyjnych. Ale udało się i 7 września mogliśmy rozpocząć rok szkolny. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


INFORMACJE

CENTRUM MUSZKIETERÓW

W SWADZIMIU

GRUPA MUSZKIETERÓW JEST NAJWIĘKSZYM W POLSCE ZRZESZENIEM NIEZALEŻNYCH PRZEDSIĘBIORCÓW ZARZĄDZAJĄCYCH SUPERMARKETAMI SPOŻYWCZYMI INTERMARCHÉ ORAZ SUPERMARKETAMI TYPU „DOM I OGRÓD” BRICOMARCHÉ. Sieci handlowe Grupy Muszkieterów liczą obecnie 223 supermarkety Intermarché i 114 Bricomarché. Wyznaczaniem kierunków strategicznych obu sieci zajmuje się spółka ITM Polska. Muszkieterowie są obecni w 5 krajach Europy: Polsce, Francji, Belgii, Portugalii oraz Serbii. PLANOWANE DUŻE INWESTYCJE Zgodnie z zaprezentowaną w 2014 roku strategią „Polska CAP 2020”, Grupa Muszkieterów planuje do końca dekady otworzyć w Polsce blisko 500 nowych supermarketów. W 2015 r. Grupa wyda na inwestycje łącznie 485 mln złotych. Z kolei do końca 2020 r. przeznaczy na rozwój obu sieci, w tym na zakup terenów i budowę punktów sprzedaży, około 6 mld złotych. Obecnie cała Grupa Muszkieterów zatrudnia w Polsce ponad 14 tys. pracowników. Do 2020 r. liczba ta ma wzrosnąć do około 32,5 tys. osób. Plany intensywnego rozwoju Muszkieterów w Polsce potwierdza również otwarcie w czerwcu tego roku nowoczesnego kompleksu biurowo-magazynowego w Swadzimiu, do którego przeniesione została siedziba centrali Grupy oraz jeden z dwóch magazynów w Polsce. Łączna powierzchnia nowego centrum wynosi 83 tys. m kw., a zatrudnienie znajduje w nim niespełna 1 tys. pracowników.

JEDYNY TAKI W POLSCE MODEL BIZNESOWY Działalność biznesowa Grupy Muszkieterów opiera się na zasadach franczyzy, ale nie jest to zwykła, tradycyjna struktura franczyzowa. Model realizowany przez Muszkieterów jest jedynym tego typu funkcjonującym w Polsce. Bazuje na dwóch kluczowych zasadach: niezależności oraz współdecydowaniu o przyszłości organizacji. Każdy właściciel supermarketu Intermarché i Bricomarché spełnia bowiem podwójną funkcję kierowniczą: jest niezależnym szefem zarządzanego przez siebie przedsiębiorstwa oraz pełni funkcję zarządczą w ramach Grupy, odpowiadając za jeden z obszarów działania struktur centralnych (np. zakupową, marketing, logistykę). Tym samym, przedsiębiorcy mają wpływ na kształtowanie polityki Grupy oraz wyznaczanie jej kierunków rozwoju. Członkowstwo w Grupie Muszkieterów pozwala franczyzobiorcom na wymianę wiedzy i doświadczeń między sobą. PRACA DLA SPOŁECZNOŚCI Kolejnym wyróżnikiem formatu Muszkieterów jest prospołeczny i rodzinny charakter przedsiębiorstwa. Muszkieterowie przyczyniają się do budowania wspólnoty w obrębie społeczności lokalnych, w których funkcjonują ich punkty sprzedaży. W życie miejsco-

MIEJSCE BIZNESU

13

wości, których sami stają się częścią, włączają się poprzez realizację akcji społecznych. Budując place zabaw, promując honorowe krwiodawstwo oraz profilaktykę raka piersi, Muszkieterowie dbają o rozwój lokalnych społeczności. W ramach utworzonej przez siebie Fundacji Muszkieterów franczyzobiorcy wspierają finansowo osoby najbardziej potrzebujące i miejscowe organizacje. Inicjatywy społeczne Grupy Muszkieterów znalazły się jako przykłady dobrych praktyk w „Raporcie Odpowiedzialny Biznes w Polsce 2013”, przygotowywanym przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu. ■

KAŻDY WŁAŚCICIEL SUPERMARKETU INTERMARCHÉ I BRICOMARCHÉ SPEŁNIA PODWÓJNĄ FUNKCJĘ KIEROWNICZĄ: JEST NIEZALEŻNYM SZEFEM ZARZĄDZANEGO PRZEZ SIEBIE PRZEDSIĘBIORSTWA ORAZ PEŁNI FUNKCJĘ ZARZĄDCZĄ W RAMACH GRUPY.

TA R N O W O P O DG Ó R N E


Rozmawiał: Michał Cieślak

N A Z WA D Z I A Ł U

LUBIMY MOCNE WZORY W TKANINACH

NASZĄ „TAJNĄ” BRONIĄ SĄ: DUŻY I DOBRZE ZAOPATRZONY MAGAZYN, OBSŁUGUJĄCY WSZYSTKIE DZIAŁY I SZYBKO DOSTARCZAJĄCY ZAMÓWIENIA ORAZ SPORE DOŚWIADCZENIE. W PRZYSZŁYM ROKU BĘDZIEMY OBCHODZIĆ 25 LAT ISTNIENIA. OD CZTERECH LAT PREZESEM FIRMY JEST STEFAN, JA POZOSTAŁAM WŁAŚCICIELEM O TRADYCJI I TERAŹNIEJSZOŚCI FIRMY RIDEX OPOWIADAJĄ BARBARA KINGA CZARNOWSKA I STEFAN CZARNOWSKI. Wszystko zaczęło się od firanek? Barbara Kinga Czarnowska (B.C.): Ćwierć wieku temu każdy kto przychodził do mnie do domu pytał: „Skąd masz takie ładne firanki, takie ładne zasłony?”, a ja przywoziłam je z Francji. Gdy uznałam, że może ktoś w Poznaniu poza mną mógłby być nimi zainteresowany, kupiłam kilka wałków i poszłam z nimi

do jedynego wtedy eleganckiego sklepu w tej branży na Placu Wielkopolskim, do Salonu Jedwabiu. Pan spojrzał na mnie z powątpiewaniem – „Kto to kupi, taka cena” i… tego samego dnia zadzwonił, że potrzebuje dużo więcej. To był koniec lipca 1991 roku, wtedy postanowiłam, że założę firmę. Na początku sprzedawaliśmy w sklepach branżowych, powoli

MIEJSCE BIZNESU

14

zaczynaliśmy szyć – wymogły to na nas klientki, ponieważ tkaniny były piękne, delikatne i trudno było je szyć we własnym zakresie. Zaczęliśmy jeździć po Polsce, sprzedawać tkaniny wałkami w sklepach, które, podobnie jak my, szyją i proponują wystrój wnętrz. I właściwie wtedy pojawiły się dwie niezależne gałęzie naszej działalności – sprzedaż hurtowa i sprzedaż detaliczna. Obecnie syn Stefan bardzo rozwija gałąź hurtową, gałąź detaliczna utrzymuje się na stałym poziomie obrotów. W międzyczasie rozwinął się dział kontraktowy. Naszą „tajną” bronią są: duży i dobrze zaopatrzony magazyn, obsługujący wszystkie działy i szybko dostarczający zamówienia oraz spore doświadczenie.

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

KONCENTRUJEMY SIĘ NA PÓŁCE PREMIUM, MAMY PEŁEN WYBÓR WZORÓW NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI. PRODUKCJA TKANIN JEST GŁÓWNIE EUROPEJSKA, JEDWABIE I BAWEŁNĘ SPROWADZAMY Z INDII. W przyszłym roku będziemy obchodzić 25 lat istnienia. Od czterech lat prezesem firmy jest Stefan, ja pozostałam właścicielem. Jesteśmy w trakcie procesu sukcesji, który odbywa się dosyć sprawnie i naturalnie. Ja zajmuję się hotelami, administracją, księgowością, kluczowymi klientami indywidualnymi, a Stefan zajmuje się głównie działem hurtu i eksportu, wspomaga nas też w dziale hotelowym. Stefan Czarnowski (S.C.): Początek Ridex-u był powiązany z rynkiem detalicznym w Poznaniu i bardzo wielu klientów, zwłaszcza na rynku wielkopolskim, postrzega Ridex jako sklep z firankami. A my po prawie 25 latach mamy gigantyczny rynek sprzedaży: w tym momencie obsługujemy ponad 800 punktów w Polsce, obsługujemy prawie 800 punktów na rynkach zagranicznych, mamy klientów w Niemczech, Rosji, na Ukrainie, mamy dystrybutorów na Węgrzech, na Słowacji, agentów na rynkach zachodnich. Eksport naszych produktów jest coraz większy, do tego stopnia, że w tym roku przekroczył 30% udziału w obrocie. Jakie materiały i z jakich krajów Państwo mają w ofercie? S.C.: To jest cecha, która zdecydowanie nas wyróżnia na rynku: nie boimy się „szalonych” i mocnych wzorów, wzornictwa i designu w tkaninie. Część tkanin sami projektujemy, część adaptujemy do potrzeb. Nie pytamy klientów, jaki wzór by chcieli kupić, tylko sami podpowiadamy i doradzamy, co by pasowało do ich

wnętrz. Nasza konkurencja na rynku, rozmawiając z dostawcami, mówi, gdy coś jest za mocne, „To jest w stanie sprzedać tylko Ridex”. Koncentrujemy się na półce premium, mamy pełen wybór wzorów najwyższej jakości. Produkcja tkanin jest głównie europejska, jedwabie i bawełnę sprowadzamy z Indii. Jaki jest obecnie popyt na tkaniny w jakości premium? B.C.: Kwestia ceny w Poznaniu zawsze była kluczowa, jednak obecnie nie można kierować się tym, co było kiedyś, co było dawniej. Kiedyś były zupełnie inne realia – zyskały na znaczeniu jakość i design. Na początku naszej działalności ceny były inne, z uwagi na przykład na 50-proc. cła na sprowadzane materiały. Więc niektórym klientom mogło zostać błędne przekonanie z zamierzchłych czasów, że Ridex to droga firma. Dzisiaj wygląda to tak, że obsługujemy wielu klientów, którzy gdyby nie nasza firma, pojechaliby do Berlina czy do Włoch i tam zamówiliby sobie cały wystrój wnętrz. A ponieważ znają nas od lat, to zamawiają u nas. I są usatysfakcjonowani. S.C.: Cały czas mówimy o rynku detalicznym. Natomiast na rynku hurtowym od klientów w Paryżu czy w Berlinie, Kijowie czy w Moskwie, którzy porównują nasza ofertę z innymi, spływają z kolei pytania, co z tymi tkaninami jest nie tak, że są takie tanie. Mamy bardzo podobne produkty do firm włoskich, brytyjskich, które są w podobnym koncepcie designerskim, tylko nasze są o 40% tańsze. Dzięki temu eksport wzrasta nam o ponad 50% rocznie. Rynek hotelowy także się rozwinął? Kiedyś hoteli było mniej i była zupełnie inna jakość. B.C.: Przede wszystkim hotele dawniej nie przykładały tak wielkiej wagi do wystroju, klient był mniej wymagający. Dzisiaj, kiedy weszły zagraniczne marki hotelowe na polski rynek, wszyscy podnoszą swój standard. A jednocześnie nie było dawniej hoteli butikowych, nie było hoteli w strukturach historycznych. Dzisiaj mamy zupełnie inne możliwości działania. Możemy się pochwalić naszą ostatnią realizacją: pałacem w Rogalinie. Udało nam się, przy sporej konkurencji,


NASZE FIRMY

„Spróbuję z wami zostać przez cztery lata, gdy będę miał satysfakcję i pieniądze, to zostanę. Jak jednej z tych rzeczy nie będzie, to idę dalej”. S.C.: I tak już minęło 11 lat. Zaczynałem zupełnie od podstaw, czyli jako reprezentant handlowy, odwiedzałem klientów w całej Polsce, następnie przyszedłem do działu zakupów, potem zacząłem pracować w dziale sprzedaży na miejscu. W każdy dział byłem zaangażowany, całą firmę znam od podszewki. Nawet dwa lata temu się zdarzyło, że gdy w naszym magazynie w Tarnowie Podgórnym był jakiś wakat, to przez dwa tygodnie zastępowałem magazyniera. To daje takie świeże spojrzenie.

zrealizować trudny temat, dostarczyć tkaniny do oddziału Muzeum Narodowego w Rogalinie odrestaurowanego z wielką pieczołowitością. To jest nasz duży sukces, który otwiera nam drogę na rynki „historyczne”. Już wspominali Państwo trochę o sukcesji. Czy „od zawsze” był Pan przygotowywany do przejęcia obowiązków w firmie? S.C.: Pierwsze swoje pieniądze zarobiłem, pracując za granicą; Każde sześć tygodni wakacji od siódmej klasy podstawówki spędzałem, pracując we Francji. Nigdy nie byłem zobligowany do pracy w firmie ani nie czułem presji, że Ridex to będzie kiedyś moja firma. Mama bardzo fajnie do tego podchodziła, nigdy nie pchała mnie w tę stronę. Na targi zacząłem jeździć na samym początku działania firmy, ale wyłącznie jako tłumacz angielskiego. Nie widziałem się w Ridex-ie aż do czasu, kiedy pojechałem na trzecim roku studiów na dwumiesięczne praktyki do Niemiec, do firmy, która była powiązana z tkaninami,

DOSTARCZYLIŚMY TKANINY DO ODDZIAŁU MUZEUM NARODOWEGO W ROGALINIE ODRESTAUROWANEGO Z WIELKĄ PIECZOŁOWITOŚCIĄ. TO JEST NASZ DUŻY SUKCES, KTÓRY OTWIERA NAM DROGĘ NA RYNKI „HISTORYCZNE”. ale również z tapetami. Zobaczyłem wtedy inną skalę rynku tkaninowo-wnętrzarskiego. Przekonałem się, że to na pewno także w Polsce będzie silny rynek, że można będzie z firmy o solidnych podstawach stworzyć gracza będącego w polskiej czołówce, z perspektywami na stworzenie marki ogólnoeuropejskiej. W tej chwili, po kilku latach widzę, że ten scenariusz się realizuje. B.C.: Gdy Stefan zdecydował, że wejdzie do nas do firmy, to powiedział:

MIEJSCE BIZNESU

16

K.C: To jest najlepsza metoda, którą też stosowałam. Mamy firmę otwartą permanentnie, nie mamy przerwy wakacyjnej i kiedy dziewczyny z różnych działów były na urlopie, to ktoś musiał je zastępować. Ja bardzo to lubiłam, bo za każdym razem zauważałam wiele nowych możliwości usprawnienia działań. Wspomniana praca Stefana w magazynie również zaowocowała wtedy sporą rewolucją. A jakie mają Państwo plany? S.C.: W tym momencie mamy spory udział w rynku, firma się rozwija, cały czas poszerzamy zasięg. Teraz czas na szczegółowy podział kompetencji w firmie, dalszy etap sukcesji, kwestia rozwoju organizacyjnego, zwiększenia liczby miejsc pracy. W tej chwili jesteśmy organizacją zatrudniającą około 50 osób, w perspektywie pięciu lat, przy zakładanym tempie rozwoju, będziemy potrzebować kolejnych pracowników. Na pewno za trzy lata chcemy mieć eksport powyżej 50% wartości obrotu, chcemy stać się firmą europejską. Mówiąc Ridex, myślimy: tkaniny na wysokim poziomie. Na pewno chcemy też rozwijać rynek polski, bo ten rynek jest dla nas bardzo ważny i cały czas będzie podstawą działalności. Będziemy się skupiać na kwestii dostarczania tkanin jako półproduktów do producentów meblowych, do sklepów, do architektów, hoteli. Obecnie salon z gotowymi, szytymi produktami cały czas się rozwija, ale nie nadąża za rozwojem całej firmy, zmniejszając swoje procentowe udziały. Gdzie chcemy być za 10 lat? Chcemy być europejskim graczem tkanin, mieć dystrybucję we wszystkich krajach europejskich, mieć pracowników nie tylko w Polsce, ale i w ościennych krajach. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

KLIENT

Tekst: Grzegorz Surdyk Foto: Archiwum firmy

NASZYM PRACODAWCĄ PONAD DWADZIEŚCIA LAT TEMU TRZECH OTWARTYCH NA WYZWANIA INŻYNIERÓW POSTANOWIŁO ZAŁOŻYĆ SPÓŁKĘ VECTOR. WÓWCZAS W POLSCE BYLI JEDNYMI Z PIERWSZYCH SPECJALISTÓW ZAJMUJĄCYCH SIĘ SPRĘŻARKOWYMI AGREGATAMI ŚRUBOWYMI. OBECNIE FIRMĄ SAMODZIELNIE ZARZĄDZA PIOTR NOWAK. Doskonała marka, jaką posiada firma, sprawia, że dostarczane i serwisowane przez Vectora urządzenia pracują w setkach zakładów produkcyjnych, włącznie z największymi przedsiębiorstwami w Polsce. Jednak nie samą pracą człowiek żyje. Właściciel firmy sprawił, że Tarnowo Podgórne może poszczycić się także wielkimi sukcesami sportowymi. Spółka Vector funkcjonuje od 1993 roku. Początkowo siedziba firmy mieściła się na poznańskim Dębcu, natomiast magazyny znajdowały się w Luboniu. – W 1997 roku podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Tarnowa Podgórnego. Nadarzyła się okazja zakupu od jednego z banków terenu, wraz z budynkami, należącego wcześniej do Spółdzielczego Gospodarstwa Rolnego. Natychmiast zabraliśmy się za adaptację obiektu. Stworzyliśmy zaplecze biurowo-magazynowe oraz część hotelową. W kolejnym etapie przekształciliśmy halę widowiskową w kręgielnię. W 2010 roku dzięki dotacji unijnej powstała zupełnie nowa siedziba Vectora – wspomina właściciel firmy, Piotr Nowak. PIERWSZA LIGA INŻYNIERÓW Jednak to nie budynki stanowią o sile i mocnej pozycji na rynku. Historię Vectora tworzą ludzie. Firma zatrudnia bądź zatrudniała najbardziej doświadczonych inżynierów, którzy brali udział w konstruowaniu i produkcji pierwszych w Polsce sprężarkowych agregatów śrubowych. – To była technologia niemal nieznana, bo w naszym kraju stosowano wówczas powszechnie sprężarki tłokowe. Pod koniec lat 80. ubiegłego wieku przy zakładach Pomet powstała spółka innowacyjno-wdrożeniowa, która zatrudniała

grupę inżynierów zajmujących się tą, unikatową wówczas, technologią. Przygotowaliśmy dokumentację i zajęliśmy się produkcją wyspecjalizowanych urządzeń z przeznaczeniem dla górnictwa nawet z dopuszczeniem do pracy pod ziemią w zagrożeniu metanowym. Powstawały również specjalne agregaty dla kolejnictwa napędzane silnikami prądu stałego, które zasilały układy hamulcowe najszybszych lokomotyw. Przykład z życia wzięty: na peron w Poznaniu o godzinie 15.10 wjeżdżał „Lubuszanin”, w trakcie

MIEJSCE BIZNESU

17

postoju grupa inżynierów musiała dokonać szybkiego przeglądu serwisowego agregatu sprężarkowego. Mieliśmy szczęście, bo zdobyliśmy wówczas wiedzę, jakiej nikt w Polsce nie posiadał – tłumaczy Nowak. W 1989 roku spółka została rozwiązana głównie przez kłopoty z płatnościami ze strony kontrahentów. – Kopalnie chciały płacić węglem, a PKP biletami. To nie miało racji bytu. Później przez dwa lata pracowaliśmy dla spółki reprezentującej niemieckich producentów sprężarek, ale ta współpraca nie bardzo nam

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

odpowiadała. Postanowiliśmy działać samodzielnie. Wspólnie z dwoma kolegami: Marianem Kostenckim i Wojciechem Halkiewiczem założyliśmy spółkę Vector, do której udało nam się sprowadzić pozostałych kolegów pracujących wcześniej z nami przy wdrażaniu sprężarek śrubowych. W tej chwili firmę prowadzę sam – jeden ze wspólników jest już na emeryturze, a drugi, wykorzystując zdobytą wiedzę, rozpoczął działalność consultingową – dodaje twórca „powietrznej” firmy. WŁOSI BYLI ZASKOCZENI Mając doświadczenie w produkcji sprężarek śrubowych, a także niezbędną wiedzę, założyciele firmy wyruszyli w Europę, by znaleźć urządzenia spełniające wszystkie oczekiwania polskiego odbiorcy, również te cenowe. Na trasie znalazły się Włochy, Niemcy i kraje skandynawskie. – Najbardziej przebojowi okazali się Włosi. Ich produkty były stosunkowo tanie i w miarę dobrej jakości. Często tę jakość musieliśmy wymuszać na naszych dostawcach. Byli zdziwieni, skąd my, Polacy zza żelaznej kurtyny, cokolwiek wiemy na temat tych urządzeń. Początkowo rozmowy często były bardzo burzliwe, ale w końcu doszło nawet do tego, że gdy firma Bottarini, z którą współpracujemy do dziś, chciała wprowadzić do seryjnej produkcji jakiś typ sprężarki, to jej ówczesny właściciel Angelo Bottarini konsultował się z nami – mówi z uśmiechem Piotr Nowak. W ciągu ponad dwudziestu lat działalności Vector współpracował z firmami

z Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Holandii, Stanów Zjednoczonych czy Finlandii. Po latach większość producentów sprężarek została przejęta przez amerykańskiego potentata na rynku sprężonego powietrza, koncern Gardner Denver. – Tak się złożyło, że wszyscy, z którymi współpracowaliśmy, zostali wykupieni przez Amerykanów z Gardnera. Kilka lat temu GD wykupił też swojego dużego rywala na rynku, CompAir. Wykupił, ale nie wiedział za bardzo, co z tą marką zrobić, a stracili na tym dystrybutorzy, a w konsekwencji klienci. W ostatnich latach wojna cenowa dostawców urządzeń spowodowała spadek jakości sprężarek. Sprężarki z lat 90. nadal działają bez większych problemów, nowe agregaty nie są już tak trwałe. Dla inżyniera jest to bolesne doświadczenie, podobnie jak sztywne warunki

MIEJSCE BIZNESU

18

przetargów czy rozmowy i negocjacje z klientami, które ograniczają się już tylko do aspektów finansowych. W codziennej pracy rozwiązujemy już coraz mniej problemów technicznych, a w naszej działalności od początku najważniejszy był klient i jego problemy. Jak często przypomina nam nasza koleżanka, wiceprezes Iwona Majewska – „pamiętajcie, to klient jest naszym pracodawcą”. TURBOSPRĘŻANIE Kilka lat temu firma z Tarnowa Podgórnego nawiązała współpracę z Samsungiem. Koreański partner specjalizuje się w produkcji turbosprężarek. – W Polsce sprzedaliśmy ich kilkanaście. „Nasze” sprężarki pracują między innymi w hucie miedzi w Głogowie, gdzie największe z nich mają moc dwóch megawatów. Właśnie jesteśmy w trakcie montażu

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

kolejnych maszyn. Śmiało możemy powiedzieć, że bez nich nie byłoby tam produkcji, której dzienna wartość wynosi wiele milionów dolarów. To dotychczas nasz największy kontrakt i wielki sukces – przyznaje Piotr Nowak. Vector wraz z Samsungiem bierze też udział w innym wielkim projekcie. W Zielonce pod Warszawą powstaje laboratorium badania silników odrzutowych. – To projekt unijny. Obecnie uruchamiamy trzy turbosprężarki, każda o mocy 7,5 megawatów. To potężne przedsięwzięcie i kolejne wielkie wyzwanie – dodaje. CO ZROBIĆ Z HALĄ? Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku Vector kupił z całym obiektem również halę widowiskową, w której wcześniej działała dyskoteka o nie najlepszej w okolicy renomie. – Ówczesny wójt Waldy Dzikowski powiedział jasno: „Jeśli tu znów powstanie dyskoteka, to ja wam pokażę”. Pewnego razu przyjechali do nas kontrahenci z palarni kawy Prima, którzy często jeździli do Holandii… grać w kręgle. Gdy weszli na halę, od razu rzucili pomysł, żeby w tym miejscu powstała kręgielnia, bo po co jeździć tak daleko? Skontaktowałem się z prezesem Polskiego Związku Kręglarskiego, a ten natychmiast podchwycił temat. Obiecał, że załatwi na dobrych warunkach tory, które służyły podczas mistrzostw świata w „Arenie”. Impreza w Poznaniu jeszcze się nie zakończyła, a my już mieliśmy załatwione profesjonalne tory. Dostosowaliśmy obiekt, przyjęliśmy klub sportowy Alfa (obecnie AlfaVector), którego jestem prezesem, choć kulę pierwszy raz miałem w ręku… podczas otwarcia kręgielni – wspomina inżynier Nowak. W ciągu piętnastu lat działalności kręgielni w Tar-

ZAANGAŻOWANIE PIOTRA NOWAKA W DZIAŁALNOŚĆ SPORTOWĄ NIE UMKNĘŁO UWADZE WŁADZ GMINY. WŁAŚCICIEL VECTORA ZOSTAŁ PRZEWODNICZĄCYM RADY SPORTU, A PONADTO LAUREATEM NAGRODY „TARNOWSKIE LWY” ZA UMIEJĘTNE ŁĄCZENIE BIZNESU ZE SPORTEM.

MIEJSCE BIZNESU

19

nowie Podgórnym stworzono jeden z najbardziej znaczących ośrodków kręglarstwa klasycznego w kraju. – Mamy na koncie kilka tytułów drużynowego mistrza Polski, udziały w zawodach Pucharu Świata i Europy, wiele triumfów indywidualnych, a także wychowanków, którzy odnoszą sukcesy na wielkich imprezach. Dzięki pomocy Borisa Benedika, wielokrotnego mistrza świata, na naszej kręgielni odbyły się dwa turnieje Liga Vector Masters Cup. Pojawiły się na nim absolutne tuzy kręglarstwa, mistrzowie i rekordziści świata. Boris jest naszym wielkim ambasadorem – cieszy się właściciel Vectora. Wielkie imprezy, triumfy zawodników to nie wszystko. W Tarnowie nie zapomniano o amatorach sportu. – Nasza liga amatorska skupia ponad 30 drużyn podzielonych na trzy szczeble rozgrywkowe. Grają w nich zawodnicy w wieku od kilkunastu do ponad siedemdziesięciu lat. Mamy oczywiście reprezentację firmową. Teraz wszyscy ludzie interesujący się tym sportem znają Tarnowo Podgórne. NIE TYLKO KRĘGLE Zaangażowanie Piotra Nowaka w działalność sportową nie umknęło uwadze władz gminy. Właściciel Vectora został przewodniczącym Rady Sportu, a ponadto laureatem nagrody „Tarnowskie Lwy” za umiejętne łączenie biznesu ze sportem. Współpraca z władzami gminy, dyrektorem OSiR-u przynosi wymierne efekty. – W gminie postawiliśmy na kolarstwo, kręglarstwo, badminton, taekwondo, lekką atletykę oraz tańce towarzyskie. Mamy duże grono młodych piłkarzy. W planach jest powstanie szkółki pływackiej, której będzie patronować Otylia Jędrzejczak. Mamy bardzo silną pozycję w Polsce jeśli chodzi o sport młodzieżowy i to mnie bardzo cieszy – mówi szef Rady Sportu. Od kilku lat na terenie Gminy działa także szkółka triathlonowa. – Za ogromne talenty osobiście uważam braci Michała i Marcina Kutkowskich. Moim zdaniem, mają szanse zostać kiedyś wybitnymi zawodnikami. Jako że i ja lubię podejmować wyzwania, sam ostatnio zająłem się tym sportem. Wystartowałem już w kilku imprezach, między innymi w połówce Iron Mana w Poznaniu. Uprawianie tej dyscypliny sprawia mi ogromną radość. Robię to jednak dla własnej satysfakcji, a nie dla wielkich wyników. Kolejne wyzwanie to zaliczenie pełnego Iron Mana w roku 2016 – stwierdza na zakończenie zapalony triathlonista. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY Rozmawiał: Grzegorz Surdyk Zdjęcia: Archiwum firmy

PO SUKCES

Z DUCHEM CZASU

ADAM’S, CZYLI FABRYKA OPAKOWAŃ TEKTUROWYCH, POWSTAŁA W BARANOWIE W 1995 ROKU. - BYŁA ODPOWIEDZIĄ NA POTRZEBĘ FIRMY PROWADZONEJ PRZEZ RODZINĘ MĘŻA – WSPOMINA WSPÓŁWŁAŚCICIELKA PRZEDSIĘBIORSTWA, ANNA SKRZYNIARZ. Razem z firmą Bartex z Nowego Tomyśla, produkującą alkohole, wpadliśmy na pomysł, by otworzyć zakład, który będzie zajmował się wytwarzaniem potrzebnych tam opakowań, a jednocześnie spełniał nasze ambicje zawodowe Właśnie ta potrzeba zainicjowała powstanie jednej z najprężniej rozwijających się rodzinnych firm w branży opakowań z tektury w Polsce. Z jednym klientem, rodzinną firmą Bartex chyba trudno byłoby się utrzymać na rynku. Mieliśmy wtedy zapewniony mały, ale bardzo stabilny rynek zbytu. Duże wsparcie nie oznacza jednak, że było łatwo. To był czas, kiedy mój mąż właśnie skończył studia, a ja jeszcze byłam studentką. Ale wzięliśmy się ostro do pracy. Na początku w firmie zatrudniliśmy dwanaście osób. Cały czas trwały też poszukiwania nowych klientów i dość szybko ich liczba wzrosła do dziesięciu. Skupiliśmy się głównie na produkcji opakowań zbiorczych, tzw. american box. Kupiliśmy maszynę do nadruku dwukolorowego, ale już klejenie opakowań odbywało się ręcznie. Dopiero po dwóch latach w naszej hali zamontowaliśmy profesjonalną sklejarkę jednopunktową.

Jaki produkt uważa pani za sztandarowy? Trudno określić taki jeden sztandarowy produkt, ponieważ spełniamy przeróżne oczekiwania naszych klientów. W ostatnim czasie mocno rozwijamy produkty z nadrukiem „flexo HD”. Jest to innowacyjna technika flexograficznego zadruku opakowań. To właśnie dzięki wprowadzeniu innowacyjnej technologii możemy jakościowo zbliżyć się do jakości zadruku offsetowego. Efektem tych działań była nominacja w konkursie Flexo Tech Award w Anglii za opakowanie „Lady Istra”, które wykonaliśmy wspólnie z naszym klientem – firmą Bartex. Ostatnio również dużym zainteresowaniem cieszył się nasz stand zasypowy z tektury w kształcie… krowy, do którego wsypujemy cukierki. W tym akurat przypadku krówki. To projekt, który został zrealizowany wspólnie z Jeronimo Martins i powstał na potrzeby konkursu Art Of Packaging. Zyskał on uznanie i wygrał w dwóch kategoriach – „Opakowanie z szuflady” i „Opakowanie z tektury Aquila”.

Czy głównymi odbiorcami Państwa opakowań są, tak jak na początku działalności, kontrahenci z kraju? Jesteśmy nastawieni na odbiorców krajowych, ale oczywiście mamy klientów także w Unii Europejskiej, głównie z Holandii i Niemiec. Warto podkreślić, że rynek opakowań to rynek lokalny. Im bliżej od nas do odbiorcy, tym większe korzyści. My dostarczamy wyroby do firm z całej Polski, ale głównych odbiorców mamy w promieniu do trzystu kilometrów.

MIEJSCE BIZNESU

„Krowa – dozownik” to Państwa pomysł? Mamy w firmie dział „Rozwoju produktu”, który zajmuje się zarówno standardowymi opakowaniami, jak i tymi wyjątkowymi, projektowanymi pod konkretnych klientów. Nasza

20

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

branża ewoluuje, a odbiorcy poszukują coraz ciekawszych rozwiązań. Musimy cały czas trzymać rękę na pulsie i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom. Teraz opakowanie łączy w sobie wiele funkcji. Musi „sprzedawać” produkt. Być ładne, funkcjonalne, dostosowane do parametrów logistycznych i sieciowych. W tym ostatnim przypadku chodzi o to, by zapakowany produkt mieścił się na półkach, a po zerwaniu przeznaczonej do tego części tworzył z nim spójną całość i był dobrze wyeksponowany. My projektujemy cały proces, od produkcji opakowania do wystawienia go w sklepie, łącznie z transportem. Trzeba więc wziąć pod uwagę mnóstwo elementów i tym zajmuje się wspomniany wyżej dział.

Kto ma największy wpływ na to jak wygląda ostatecznie wyprodukowane przez Państwa opakowanie? Producent, choć podchodzimy do sprawy elastycznie. Jeśli wiemy, że dany towar ma się znaleźć w sieci marketów, to staramy się pewne szczegóły ustalać także z tymi, którzy będą go mieć na półce.

Przez lata wypracowaliśmy także pewien model współpracy oparty na wzajemnym zaufaniu, a pozwalający znacznie ułatwić pracę naszym kontrahentom. Polega on na tym, że nadzorujemy system producenta, bo jesteśmy do niego „podpięci”. Klient nie musi co chwilę zamawiać u nas opakowań, bo sami wiemy, które się w danym momencie skończą. Widzimy, jakie nasi odbiorcy mają stany magazynowe i jakie są plany produkcyjne. Gdy czegoś zaczyna brakować, wysyłamy opakowania. Aby tak pracować, trzeba mieć sprawną, wykwalifikowaną i odpowiednio zmotywowaną załogę. Czy mieliście Państwo zamówienie, które wywołało zdziwienie bądź uśmiech na twarzy? Kiedyś wykonaliśmy owijki tekturowe do dojarek, kolorowe małpki na Paradę Równości, Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy Rzeczypospolitej Polskiej zamówiło Świnkę, Kurę, Kaczkę, Byka w dużych wymiarach jako elementy scenograficzne na imprezy, projektowaliśmy również opakowanie na tabletki dla motocyklistów przeciw senności, ale chyba najdziwniejsze było to, jak nasz klient zażyczył sobie opakowania w kolorze naturalnego chruścika. Zapytałam wówczas, czy kolor ma być bardziej, czy mniej wypieczonego chruścika. Było śmiesznie, ale po tej sytuacji postanowiliśmy zainwestować w system mieszalni farb i recepturowania kolorów. Postawiliście Państwo na ekologię. Nasze opakowania z zasady są ekologiczne, bo wykorzystujemy surowce wtórne, a nadruki wykonujemy farbami wodnymi, nieszkodliwymi dla środowiska. Staramy się także optymalizować masę opakowań, a wszystkie odpady poprodukcyjne pakujemy i wysyłamy do ponownego przetworzenia. Taki obieg zamknięty. Czy jest jeden sposób na osiągnięcie sukcesu w Państwa branży? Na sukces nie ma jednej, konkretnej recepty. Myślę że bardzo ważna jest

MIEJSCE BIZNESU

21

codzienna praca, konsekwencja a przede wszystkim to, że się coś robi z pasją. Dlatego właśnie jako właściciele cały czas staramy się rozwijać, zarówno firmę jak i siebie. Dlatego właśnie jako właściciele cały czas staramy się rozwijać zarówno firmę, jak i siebie. Wprowadzamy innowacje technologiczne i teleinformatyczne, poprawiamy jakość i monitorujemy rynek tak, żeby zawsze zaprezentować klientowi coś nowego. Usprawniamy w firmie zarządzanie i motywujemy odpowiednio pracowników, a że robimy to skutecznie, może świadczyć fakt, że niektórzy z nich są u nas od początku działalności. Istotnym elementem jest również jest równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Czy pokusi się Pani o porównanie obecnej firmy i tej sprzed dwudziestu już lat? Najlepiej posłużyć się liczbami, bo one pokażą, jak udało się nam rozwinąć rodzinny biznes ze stuprocentowym polskim kapitałem. W tej chwili zatrudniamy 250 osób i mamy pół tysiąca stałych klientów, pod dachem 18 tysięcy metrów kwadratowych w dwóch lokalizacjach. W Baranowie 8 tysięcy metrów powierzchni produkcyjnej, a w Prologis Park w Sadach pozostałą przestrzeń przeznaczoną na magazyny. Naszym celem na najbliższe lata jest uruchomienie naszej produkcji w kolejnym miejscu. Nie ukrywam, że w pierwszej kolejności rozpatrywać będziemy Tarnowo Podgórne. Tu jest dobry klimat dla biznesu. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY Rozmawiał: Michał Cieślak

KAŻDA ŻYWNOŚĆ

MUSI BYĆ ZDROWA

JEDNI DIETĘ BEZGLUTENOWĄ WYBIERAJĄ DOBROWOLNIE, INNI Z PRZYCZYN ZDROWOTNYCH. DLA JEDNYCH I DRUGICH SZEROKĄ GAMĘ PRODUKTÓW JUŻ OD LAT PRZYGOTOWUJE FIRMA GLUTENEX. O FIRMIE OPOWIADAJĄ PANOWIE KAWA: ANDRZEJ – ZAŁOŻYCIEL – I PAWEŁ, OBECNY PREZES I KONTYNUATOR RODZINNEJ FIRMY. Jakie były początki działalności firmy? Firma rozpoczęła swoją działalność w 1987 r. Od początku powstania produkuje żywność bezglutenową, niskobiałkową i bez dodatku cukru. W roku 1995 firma uzyskała status Zakładu Pracy Chronionej. GLUTENEX zatrudnia osoby o różnym stopniu niepełnosprawności. Przy zakładzie powstało Centrum Rehabilitacji, z którego usług korzystają pracownicy oraz mieszkańcy naszej i okolicznych gmin. Działalność firmy na rzecz osób niepełnosprawnych to również wspomaganie stowarzyszenia ROKTAR, którego jestem członkiem zarządu. Dwa lata temu przedsiębiorstwo przekształciło się z firmy prywatnej w Spółkę z o.o. Podtrzymujemy tradycję rodzinną, mamy wspólny cel działania, a mianowicie niesienie pomocy chorym na celiakię, fenyloketonurię i inne schorzenia. Produkowana żywność skierowana jest także dla dzieci, a więc zobowiązuje do przestrzegania wysokich standardów jakościowych. Nasza żywność jak każda musi być zdrowa, bezpieczna, a jednocześnie spełniać wymagania produktów dietetycznych. Przed rozpoczęciem działalności pracowałem w restauracji jako szef kuchni.

Ukończyłem bowiem szkołę gastronomiczną, jestem mistrzem kucharskim, piekarniczym, cukierniczym. Pomysł otwarcia cukierni bezglutenowej podsunął mi dr Zenon Kosicki – właściciel firmy produkującej koncentraty bezglutenowe. Zauważył problem z dostępnością żywności bezglutenowej na polskim rynku. Z upływem lat moja firma z małej cukierni przekształciła się w zakład zatrudniający ok. 100 osób, produkujący szeroki asortyment ponad 200 produktów. Szerzej o celiakii mówi się od kilku lat. Jak było to postrzegane wcześniej? O problemach ze spożywaniem glutenu wiedziano od dawna. Będąc na misji gospodarczej w USA, dowiedziałem się, jak doszło do zdiagnozowania choroby celiakii, jednej z form nietolerancji glutenu. Naukowcy z NASA, przebywając z chorym dzieckiem na praktykach w Chinach, zauważyli znaczną poprawę jego stanu zdrowia od momentu zmiany żywienia. Głównym składnikiem diety dziecka był ryż, który z natury nie zawiera glutenu. W Polsce również problem był znany, jednak dostępność produktów bezglutenowych była mała, co wynikało m.in. z trudności zakupu bezpiecznych

MIEJSCE BIZNESU

22

surowców. Surowce były reglamentowane przez Ministerstwo Zdrowia. Zasadnicze pytanie osób na początku drogi, jaką było przejście na dietę bezglutenową, brzmiało „Gdzie szukać żywności dietetycznej?”. Dziś nie jest to problemem. W tej chwili można powiedzieć, że jest moda na produkty bezglutenowe, używają ich nie tylko osoby, które muszą, ale też osoby zdrowe. Rynek żywności bezglutenowej należy do najważniejszego i najszybciej rozwijającego się rynku w nietolerancjach pokarmowych. Osób poszukujących produktów bezglutenowych przybywa. Należą do nich osoby zmuszone do przestrzegania diety chorobą, jak również stosujące ją z wyboru. Celebryci promują dietę bezglutenową jako odchudzającą, co znacznie wpłynęło na wzrost jej popularności.

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

W WYROBACH BEZGLUTENOWYCH, ABY UTRZYMAĆ ODPOWIEDNIĄ STRUKTURĘ CIASTA I WYROBU GOTOWEGO, GLUTEN ZASTĘPUJE SIĘ SUBSTANCJAMI ZAGĘSZCZAJĄCYMI. WIELE SUROWCÓW SPROWADZAMY Z ZAGRANICY, Z POWODU ICH NIEDOSTĘPNOŚCI NA POLSKIM RYNKU. Czy produkcja żywności bezglutenowej jest trudna? Produkcja wyrobów bezglutenowych nie jest prosta i stwarza wiele problemów technologicznych. Celem firmy jest stworzenie produktu bezpiecznego, spełniającego kryteria żywności bezglutenowej, a jednocześnie nieodbiegającego pod względem walorów smakowych od wyrobu tradycyjnego. Specyfika produkcji polega głównie na dobraniu surowców naturalnych, bezglutenowych pozwalających na kształtowanie struktury – szkieletu pieczywa – oraz dostarczającej konsumentowi niezbędnych składników odżywczych. W wyrobach bezglutenowych, aby utrzymać odpowiednią strukturę ciasta wyrobu gotowego, gluten zastępuje się substancjami zagęszczającymi. Wiele surowców sprowadzamy z zagranicy, z powodu ich niedostępności na polskim rynku. Dodatkowym utrudnieniem jest brak gotowych receptur bezglutenowych. Wszystkie receptury opracowywane są

na podstawie licznych prób technologicznych w zakładzie firmy. W jakich produktach Państwo się specjalizują? Specjalizujemy się przede wszystkim w produkcji wyrobów piekarniczych oraz cukierniczych. W ofercie firmy można znaleźć też wyroby garmażeryjne, makarony, wyroby ekstrudowane oraz koncentraty do samodzielnego wypieku. Na jakie produkty jest największe zapotrzebowanie? Zdecydowanie największe zapotrzebowanie jest na pieczywo. Zainteresowaniem cieszą się również tradycyjne słodycze, takie jak biszkopty, herbatniki, pierniki oraz produkty śniadaniowe, typu musli. Jak duży jest rynek zbytu Państwa produktów? Firma dostarcza produkty na teren całej Polski. Produkty mniej trwałe pakowane są w atmosferze ochronnej, wydłużającej termin przydatności do spożycia, co umożliwia dystrybucję szerokiej gamy produktów za granicę – do Czech, Węgier, Belgii, Holandii, Słowacji. Polska żywność bezglutenowa jest coraz bardziej doceniana przez odbiorców zagranicznych, co otwiera nam nowe rynki zbytu. Mają Państwo dużą konkurencję? W tej chwili jest coraz większa. Moda na dietę bezglutenową spowodowała, iż w ostatnich latach powstało wiele firm deklarujących swoją żywność jako bezglutenową. Wiele z nich nie zdaje sobie sprawy, że wykorzystywane do produkcji surowce uważane za z natury bezglutenowe mogą być zanieczyszczone glutenem. Coraz bardziej świadomy klient wybiera produkty oznaczone licencjonowanym, międzynarodowym symbolem przekreślonego kłosa, który zapewnia bezpieczny, bezglutenowy produkt. Licencję na jego używanie posiada firma GLUTENEX.

MIEJSCE BIZNESU

23

Czy Państwo muszą prowadzić u siebie jakieś badania? Ze względu na specyfikę naszej produkcji oraz wdrożone standardy BRC i ISO 9001 jesteśmy zobowiązani do ciągłej kontroli bezpieczeństwa naszego wyrobu na wszystkich etapach jego powstawania. Badania zlecamy akredytowanym laboratoriom zewnętrznym. Produkcja żywności dietetycznej musi odbywać się według ustalonych procedur, standardów i norm. Cała produkcja mieści się na miejscu w firmie? Tak, cała produkcja odbywa się w zakładzie produkcyjnym w Sadach. Nie korzystamy z żadnych podwykonawców. Działalność firmy obejmuje projektowanie wyrobu w oparciu o próby technologiczne, jego wytworzenie oraz dystrybucję. Od czasu kiedy produkty bezglutenowe stały się modne, więcej jest miejsc, w których są one sprzedawane. Mają Państwo większą sieć dystrybucji? Największy udział w sprzedaży także produktów bezglutenowych posiadają duże sieci handlowe, do których również dostarczamy nasze produkty. Naszymi odbiorcami są też sklepy ze zdrową żywnością, hurtownie, apteki, przedszkola, żłobki, szpitale oraz osoby indywidualne. Sądzę, iż wciąż niezadowalająca, choć ciągle rosnąca, jest dostępność produktów bezglutenowych w punktach gastronomicznych. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

MATRYCE DO DRUKU TA PRACA WYMAGA WIELE PRECYZJI. OD JAKOŚCI WZORU GRAFICZNEGO, NANIESIONEGO GRAWEREM LUB LASEREM NA POWIERZCHNIĘ CYLINDRA, ZALEŻY BEZPOŚREDNIO WYGLĄD CZĘSTO WIELU MILIONÓW OPAKOWAŃ, NP. CHIPSÓW, PAPIEROSÓW CZY ETYKIET NA BUTELKI. O SPECYFICE DZIAŁALNOŚCI FIRMY SAUERESSIG POLSKA SP. Z O.O. OPOWIADA JEJ PROKURENT, RAFAŁ ZABOROWSKI. Czym zajmuje się Saueressig? Zajmujemy się produkcją cylindrów wykorzystywanych w technice wklęsłodrukowej, do tego wykonujemy bazy stalowe, też przeznaczone do dalszej obróbki oraz pliki graficzne w dziale repro oraz artworki. To bardzo specjalistyczna branża – w Polsce jest tylko kilka firm produkujących cylindry. Polska jest obecnie jednym z najbardziej chłonnych rynków w Europie, przemysł opakowaniowy rozwija się tutaj bardzo mocno i szybko. To dobra lokalizacja na przyszłość. Firma się rozwija w Polsce i za granicą. Mamy w Polsce dwie lokalizacje – pod Warszawą i tutaj, w Tarnowie. Mamy również firmę w Rosji – w Nowogrodzie, w Anglii – w Bristolu, dwie w Turcji – w Izmirze i Stambule oraz trzy lokalizacje, w tym siedzibę główną, w Niemczech. W tej chwili uruchamiany jest projekt Nigeria. Polska jest dobrym rynkiem, bo jeszcze nie dogoniła europejskiej czołówki, czy przez chłonny i duży rynek wewnętrzny? Zdecydowanie Polska jest dużym i chłonnym rynkiem wewnętrznym. Produkujemy też taniej niż firmy na zachodzie Europy. A wygrywamy tym, że jesteśmy bardziej elastyczni, bardziej dyspozycyjni. Jakość mamy wszędzie taką samą, czyli wysoką.

2-3 tysiące kilometrów do drukarni. Wzrost kosztów transportu byłby zupełnie nieadekwatny do potencjalnych oszczędności na np. kosztach personalnych. Poza tym rozwijamy się cały czas w kierunku działu reprograficznego – mamy tutaj dział, który tworzy pliki np. tylko dla Philipa Morrisa, i to jest przyszłość dla tej branży. Jaka jest specyfika pracy w takiej firmie produkcyjnej, droga rozwoju managera? Na pewno trzeba znać dobrze ten rynek oraz procesy produkcyjne. Osoba z zewnątrz potrzebuje więcej czasu na poznanie się na specyfice produkcji, sprzedaży, przyjmowania zamówień różnych niż w innych firmach produkcyjnych. To jest produkt, na który się składa wiele czynników – plik graficzny, dobór maszyn, produkcja cylindrów, wydruk próbny. Potrzebujemy zdecydowanie więcej czasu, żeby osobę wyspecjalizować i wprowadzić w firmę. Małymi krokami, przechodząc z jednego do drugiego stanowiska. Trudno

powiedzieć, jaki to powinien być czas, z mojego doświadczenia wynika jednak, że ludziom rozpoczynającym swoją karierę na produkcji w tej firmie łatwiej jest później „wskoczyć” na inne szczeble w organizacji niż tym, którzy przychodzą z zewnątrz, spoza branży. Jak wygląda poszukiwanie klientów w tak wąskiej specjalizacji? Jeżeli powstanie jakaś drukarnia, do której finalnie trafiają nasze produkty,

Nie obawia się pan, że wraz z poszerzaniem rynków i wychodzeniem na Europę Wschodnią i Południową za chwilę pojawi się argument, że tam jest taniej, w związku z czym nasza produkcja będzie zmniejszana? Wydaje mi się, że nie, z tego względu, że w naszej branży ważny jest czynnik ludzki, ale również bardzo ważną rolę odgrywa logistyka. Bardzo duże drukarnie znajdują się w odległości 300-400 kilometrów od Poznania. Jeśli firma uciekłaby na Wschód, to ważące ponad 200 kg cylindry musiałyby pokonywać

MIEJSCE BIZNESU

24

TA R N O W O P O DG Ó R N E


NASZE FIRMY

to my o tym wiemy – tutaj rynek jest mały i hermetyczny. Poszukujemy przede wszystkim brand ownerów, klientów końcowych, tych, którzy produkują dany wyrób i potrzebują do niego opakowania, które dostarcza drukarnia. Klientom końcowym mamy bardzo wiele do zaoferowania – pokazujemy, co robiliśmy dotąd, w czym się specjalizujemy, w jaki sposób rozwiązujemy aspekty techniczne, jak testujemy cylindry. Przewagi konkurencyjne budujemy na wiele sposobów. Jaka była Pana droga do obecnego stanowiska? Pracuję w firmie dwanaście lat, z czego pierwsze trzy lata spędziłem na produkcji jako operator lasera. Poznałem dział fleksografii (kiedyś produkowaliśmy też płyty do branży flekso), dział trawienia cylindrów, certyfikaty cylindrów. Po tych trzech latach mój ówczesny szef Artur Piotrowski, którego byłem również asystentem, zaproponował mi przejście do działu zajmującego się planowaniem produkcji. Wspólnie z kolegą z Niemiec wdrażałem ten dział od podstaw. Teraz ta jednostka jest w pełni samodzielna, z trzema osobami. Obecnie moja główna rola to przede wszystkim systemy ERP: wdrażanie ich w nowych lokalizacjach, kontrolowanie implementacji i przebiegu poszczególnych procesów. Dodatkowo od pięciu lat jestem prokurentem – to pełnomocnictwo zobowiązuje mnie do wielu dodatkowych działań w firmie. Wspólnie z moim obecnym dyrektorem, Gerritem van der Veenem, staramy się ciągle rozwijać naszą firmę i udoskonalać środowisko pracy. Łączę więc w tej chwili nurt wdrażania i zarządzania. W takiej firmie produkcyjnej, gdzie procesy i procedury są już ustalone, co sprawia, że organizacja się rozwija, zmienia? Musimy być otwarci na potrzeby rynku, klientów. Procesy i procedury to tylko baza, na której musimy się wzorować, ale nie możemy zapominać o ciągłych zmianach i wymaganiach klientów. Dobrym przykładem jest wdrożenie nowego systemu ERP – w przeszłości bazowaliśmy na starym systemie niemieckim, który został zaadaptowany z naszej firmy matki. To był system, który zarządzał tylko produkcją, działem obsługi klienta i repro. Nie miał on modułu łączącego z finansami, wszystko się odbywało na platformie excelow-

skiej. Kiedy przejęli nas Amerykanie, postanowili coś z tym zrobić. W tej chwili mamy wszystkie działy w jednym systemie. Raportowanie stanu prac dla Zarządu to teraz przysłowiowe wciśnięcie jednego guzika, które pozwala doskonale orientować się, gdzie i co się dzieje. Dodatkowo stworzyliśmy wiele raportów dla naszych klientów, które zdecydowanie ułatwiają nam pracę i komunikację. Czy Państwo tutaj mają wpływ na wdrażanie własnych pomysłów, narzędzi, procesów? Tak, mamy. Choć musimy mieć na względzie obowiązujące nas standardy. Uważam, że to dobry kierunek. Standard pozwala na to, by jednostka główna, którą są Niemcy, w każdej jednostce podrzędnej mogła coś skontrolować i ewentualnie skorygować, bo wie, jak odbywa się dany proces. W związku z tym, że mamy tutaj, w Tarnowie Podgórnym, bardzo kreatywny zespół, wspólnie z kolegami wdrażamy swoje projekty. Gdy widzimy np. że narzędzie, które mają koledzy z Niemiec, jest zbyt kosztowne, żeby wdrożyć je u nas, a po-

siadamy tańsze i łatwiejsze rozwiązanie, to je stosujemy. Następnie przekazujemy to niemieckiemu zespołowi do przetestowania, oni to akceptują, a potem promują w innych lokalizacjach. Są otwarci na nasze pomysły. Oczywiście to muszą być przemyślane wdrożenia. Jak pan, jako manager, czuje się w międzynarodowym środowisku? Czy praca w nim otworzyła Panu nowe perspektywy? Zdecydowanie. Odczuwam to przede wszystkim przez wdrażanie systemu ERP. Wiem, jak ten proces przebiegał w Niemczech oraz w Polsce, w Tarnowie Podgórnym. Teraz będę nadzorował jego implementację w Warszawie oraz wspomagał w Rosji. Widzę, jak ludzie różnie podchodzą do tego samego narzędzia, jak różne jest też prawo – skutki tego odczuwa głównie moduł finansowy systemu, który musimy dostosowywać do prawa obowiązującego w danym państwie. Dla mnie jest to bardzo ciekawe doświadczenie – wprowadzanie nowości wszędzie wiąże się ze stresem, częściowo też z oporem, bo ludzie z reguły nie lubią zmian. ■

cylindry

Z TARNOWA CYLINDER Z TYPOWĄ MATRYCĄ DO DRUKU WAŻY OD 30 DO 250 KILOGRAMÓW. WZÓR NA NIM UTRWALONY MOŻE BYĆ NADRUKOWYWANY NA MILIONACH KOPII, CYLINDER MOŻNA ZAKŁADAĆ I ZDEJMOWAĆ Z MASZYNY BEZ UTRATY JAKOŚCI. CYLINDRY, KTÓRE SAUERESSIG REGENERUJE DLA FIRMY SCHATTDECOR, POTRAFIĄ WAŻYĆ NAWET TONĘ. W TARNOWIE PODGÓRNYM JEST JEDYNY W POLSCE LASER AUTOTYPICZNY, SŁUŻĄCY DO PRODUKCJI CYLINDRÓW Z TŁOCZONYM DROBNYM TEKSTEM. MIEDZIANEMU CYLINDROWI FORMĘ NADAJE „TOKARKA”. POTEM „NAKŁADA SIĘ PLIK GRAFICZNY”: LASEREM ALBO GRAWEREM. NASTĘPNIE CYLINDER JEST CHROMOWANY (UTWARDZANY) ORAZ POLEROWANY, BY ZAPEWNIĆ CHROPOWATOŚĆ ODPOWIEDNIĄ DLA DRUKU. POTEM CYLINDER OTRZYMUJE CERTYFIKAT, ODBYWA SIĘ DRUK PRÓBNY I DOPIERO WTEDY JEDZIE DO KLIENTA.

MIEJSCE BIZNESU

25

TA R N O W O P O DG Ó R N E


P R E Z E N TA C J A

SPOSÓB NA

NIEWYPŁACALNOŚĆ

KONTRAHENTA

Tekst: Jerzy Dąbrowski dyrektor generalny Bibby Financial Services

WSPÓŁPRACA Z NIEZNANYM DOTYCHCZAS KONTRAHENTEM NIESIE ZA SOBĄ RYZYKO OPÓŹNIENIA W PŁATNOŚCIACH LUB WRĘCZ BRAKU ZAPŁATY. PONADTO PROCES DOCHODZENIA UTRACONYCH NALEŻNOŚCI W PRZYPADKU DZIAŁALNOŚCI EKSPORTOWEJ JEST Z REGUŁY ZDECYDOWANIE BARDZIEJ SKOMPLIKOWANY NIŻ NA RYNKU LOKALNYM. W takiej sytuacji dobrym rozwiązaniem jest skorzystanie z faktoringu bez regresu – w tym przypadku to firma faktoringowa przejmuje od przedsiębiorcy ryzyko niewypłacalności jego kontrahentów. Usługa ta pomaga w szybszym i bezpiecznym rozwoju firmy. Poprawiająca się kondycja polskiej gospodarki sprawia, że aktualnie skłonność instytucji finansowych do przejmowania ryzyka jest znacznie większa niż ma to miejsce w okresach spowolnienia. Warto więc w tych lepszych czasach pomyśleć o zabezpieczeniu się od niewypłacalności kontrahenta. NA CZYM POLEGA FAKTORING BEZ REGRESU? Faktoring bez regresu, czyli inaczej faktoring pełny, rozwiązuje szereg problemów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Największą zaletą tego typu finansowania jest to, że wypłaconą przez firmę faktoringową zaliczkę z tytułu finansowanej faktury przedsiębiorca może uznać de facto jako finalną zapłatę za fakturę. Ryzyko braku zapłaty zostało bowiem przejęte przez dostawcę faktoringu. Dodatkowo faktor, w imieniu klienta, prowadzi wszystkie działania związane z procesem inkasa i windykacji niezapłaconych kwot. Przedsiębiorca zyskuje czas – pieniądze pojawiają się na firmowym koncie nawet 24 godziny po sprzedaży towarów lub usług i po

przekazaniu faktur firmie faktoringowej. Dzięki temu ma on zdolność do regulowania bieżących i wymaganych prawnie zobowiązań, a co za tym idzie – także szansę na rabaty ze strony dostawców i dłuższe terminy płatności ze strony odbiorców. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca po przekazaniu faktury sprzedażowej i zainkasowaniu gotówki w ogóle przestaje się martwić kondycją ubezpieczonego odbiorcy. POPULARNOŚĆ FAKTORINGU BEZ REGRESU Obserwujemy, że wśród polskich przedsiębiorstw wciąż rośnie zainteresowanie faktoringiem bez regresu. Dotychczas ten popyt nie był wystarczająco zaspokajany z powodu słabości polis ubezpieczeniowych dostępnych na polskim rynku. Słabości zwłaszcza w obszarze szybkości, wielkości i skali przyznawalności limitów ubezpieczenia w ramach faktoringu bez regresu w stosunku do kwot wnioskowanych przez przedsiębiorstwo. Te problemy spowodowały, że dla wielu klientów faktoring bez regresu stał się rozwiązaniem nieatrakcyjnym, niespełniających swoich podstawowych założeń. Dlatego też Bibby Financial Services rozpoczęło współpracę z ubezpieczycielem amerykańskim, który – jak pokazuje nasza praktyka – udowodnił w krótkim czasie swoją efektywność i rzetelność w tym obszarze. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na fakt, że porównując faktoring bez

MIEJSCE BIZNESU

26

regresu z bezpośrednim ubezpieczeniem transakcji, koszty administrowania polisą są dla firmy dużo niższe, ponieważ stają się one zobowiązaniem firmy faktoringowej. Współpracując z faktorem, przedsiębiorca nie musi martwić się o terminy czy klauzule wyłączające w polisie, bo tymi – w ramach własnej polisy – administruje instytucja faktoringowa. FAKTORING A KONIUNKTURA GOSPODARCZA Poprzednie lata pokazały, że faktoring to rozwiązanie odporne na koniunkturę gospodarczą. Sprawdza się zarówno w czasach spowolnienia gospodarczego, jak i prosperity. Jest tak dlatego, że faktoring to rozwiązanie bazujące ściśle na zrealizowanej już sprzedaży, nie na prefinansowaniu zakupów czy inwestycji. Ponadto ryzyko spłaty w ramach linii faktoringowej rozprasza się w dużej mierze między wielu płatników. To wszystko sprawia, że z perspektywy instytucji finansowych faktoring jest o wiele bezpieczniejszy niż pozostałe rozwiązania finansowe. A to powoduje, że może być dostępny dla wszystkich w każdym czasie. Wbrew popularnej opinii, że faktoring to rozwiązanie tylko na złe czasy, przyrost liczby nowych klientów faktoringu jest większy w okresie dynamicznego wzrostu gospodarczego. Coraz więcej firm przekonuje się, że jest to narzędzie finansowania rozwoju z grupy pierwszego wyboru. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E



P RAWO Tekst: mec. Kamil Wasilewski Adwokat specjalizujący się w prawie gospodarczym

NOWE PRAWO

DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ PO PONADDZIESIĘCIOLETNIM OKRESIE OBOWIĄZYWANIA USTAWY Z DNIA 2 LIPCA 2004 R. O SWOBODZIE DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ USTAWODAWCA DOSZEDŁ DO WNIOSKU, ŻE NAJWYŻSZY CZAS NA NAPISANIE OD NOWA DOSTOSOWANEGO DO DZISIEJSZYCH REALIÓW RYNKOWYCH PRAWA DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ. Podstawowym celem regulacji w ocenie prawodawcy jest urzeczywistnienie konstytucyjnej zasady wolności gospodarczej i zagwarantowanie jej wykonywania w duchu społecznej gospodarki rynkowej, z uwzględnieniem aktualnej sytuacji społecznej i gospodarczej, poprzez ustanowienie norm prawnych o charakterze ogólnym, znajdujących zastosowanie dla każdego rodzaju działalności gospodarczej podejmowanej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Zmienione przepisy mają służyć przede wszystkim wzmocnieniu praw i gwarancji dla przedsiębiorców. PRZEDSIĘBIORCA WSZĘDZIE ZNACZY TO SAMO Nowością jest wprowadzenie wspólnego pojęcia „przedsiębiorcy”, obowiązującego na tle przepisów projektowanej ustawy oraz Kodeksu Cywilnego oraz zmiana pojęcia „działalności gospodar-

czej”. Według nowej definicji za przedsiębiorcę uważa się osobę fizyczną, osobę prawną i jednostkę organizacyjną, której ustawa przyznaje zdolność prawną, wykonującą działalność gospodarczą rozumianą jako zarobkową działalność

wykonywaną w sposób zorganizowany i ciągły. Istotnym novum jest także zezwolenie osobom fizycznym nieposiadającym pełnej zdolności do czynności prawnych na podjęcie i wykonywanie działalności gospodarczej. Kolejną

KATALOG PODSTAWOWYCH PRAW PRZEDSIĘBIORCY WEDŁUG NOWEJ USTAWY

a) zasada wolności działalności gospodarczej; b) zasada równości i niedyskryminacji; c) zasada „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”; d) zasada przyjaznej interpretacji przepisów; e) zasada „domniemania uczciwości przedsiębiorcy”; f) zasada proporcjonalności; g) zasada uprawnionych oczekiwań; h) z asada uczciwej konkurencji oraz poszanowania dobrych obyczajów i słusznych interesów innych przedsiębiorców i konsumentów; i) zasada profesjonalizmu i odpowiednich kwalifikacji; j) zasada udzielania informacji.

MIEJSCE BIZNESU

28

TA R N O W O P O DG Ó R N E


P R AWO

ważną zmianą jest wydłużenie z 24 do 36 miesięcy możliwości zawieszenia działalności gospodarczej. „MILCZĄCA ZGODA” W projektowanej ustawie wprowadza się również zasadę udzielenia „milczącej zgody” polegającej na tym, że jeżeli organ administracji publicznej nie rozpatrzy wniosku przedsiębiorcy w określonym terminie, uznaje się, że wydał rozstrzygnięcie zgodnie z wnioskiem. Po upływie terminu na wydanie decyzji przedsiębiorca będzie mógł żądać od organu administracji publicznej zaświadczenia o wydaniu rozstrzygnięcia w drodze „milczącej zgody”. Ustawodawca postuluje także zawarcie w ustawie reguł, zgodnie z którymi organ administracji publicznej, wyznaczając przedsiębiorcy termin na dokonanie określonej czynności, będzie uwzględniał czas niezbędny do jej wykonania, słuszny interes prywatny oraz interes publiczny. Powyższa zasada znajdzie zastosowanie wszędzie tam, gdzie termin nie jest wprost określony w przepisach prawa, przyczyniając się do ograniczenia dowolności działań organów administracji publicznej. W związku z tym, że nie jest możliwe abstrakcyjne wskazanie „rozsądnych terminów”, organ każdorazowo będzie musiał ocenić, jaki termin jest rozsądny. NIESPEŁNIONE PRZESŁANKI Kolejna propozycja dotyczy informowania przedsiębiorcy o niespełnionych przez niego przesłankach. W myśl przedmiotowej regulacji przed wydaniem decyzji w pierwszej instancji w sprawach wszczynanych na wniosek organ będzie wskazywać zależne od wnioskodawcy przesłanki, które nie zostały na dzień przesłania informacji spełnione, a których niespełnienie może stanowić podstawę wydania decyzji niezgodnej z wnioskiem przedsiębiorcy. Celem tej regulacji jest uniknięcie wydania rozstrzygnięcia negatywnego, gdy wydanie decyzji pozytywnej jest możliwe, choć dopiero po dokonaniu przez stronę określonych czynności faktycznych lub prawnych, które nie zostały dokonane lub ustalone w toku postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez organ. MEDIACJE Nowość stanowią przepisy, zgodnie z którymi organ administracji publicznej mógłby, w sprawach, w których charakter sprawy na to pozwala – przy udziale niezależnej (bezstronnej) osoby – mediatora, wyjaśnić motywy swoich zamierzeń, a także uzyskać stanowisko stron (strony) w tym względzie, co w efekcie mogłoby

doprowadzić do szybszego rozstrzygnięcia sprawy. Mediacja będzie mogła być przeprowadzona z inicjatywy strony lub organu administracji publicznej. Wszystkie strony postępowania administracyjnego oraz organ muszą wyrazić zgodę na mediację, co stanowić będzie wyraz dobrowolności mediacji. Funkcję mediatora będą pełnić osoby fizyczne wpisane na listę prowadzoną przez wojewodę. Koszty związane z udziałem mediatora ponosić będą uczestnicy spotkania mediacyjnego (strona albo organ) w równym stopniu.

ORGAN ADMINISTRACJI PUBLICZNEJ, WYZNACZAJĄC PRZEDSIĘBIORCY TERMIN NA DOKONANIE OKREŚLONEJ CZYNNOŚCI, BĘDZIE UWZGLĘDNIAŁ CZAS NIEZBĘDNY DO JEJ WYKONANIA, SŁUSZNY INTERES PRYWATNY ORAZ INTERES PUBLICZNY „ANALIZA RYZYKA” MOŻLIWYCH NARUSZEŃ PRAWA Postuluje się też zamieszczenie normy, zgodnie z którą organy administracji publicznej powinny planować i organizować kontrole po uprzednim przeprowadzeniu identyfikacji prawdopodobieństwa naruszenia prawa. Tzw. analiza ryzyka powinna wskazać, w jakim obszarze i u których przedsiębiorców ryzyko naruszenia przepisów jest największe. Sposób przeprowadzenia analizy ryzyka określi właściwy organ kontroli lub organ nadrzędny. W zakresie kontroli przedsiębiorcy autor ustawy wprowadził zakaz kontroli, w sytuacji gdy dotyczy ona sprawy, w której doszło do wydania przez ten organ ostatecznego rozstrzygnięcia, z wyłączeniem przypadków, kiedy organ prowadziłby kontrole, których celem byłoby sprawdzenie wykonania wspominanego rozstrzygnięcia. Zakaz nie będzie miał zastosowania, gdy ponowna kontrola jest niezbędna do przeprowadzenia postępowania w: 1) sprawie stwierdzenia nieważności, stwierdzenia wygaśnięcia, uchylenia lub zmiany decyzji ostatecznej lub wznowienia postępowania w sprawie zakończonej decyzją ostateczną; 2) związku z uchyleniem lub stwierdzeniem nieważności decyzji przez sąd administracyjny; 3) celu sprawdzenia wykonania zaleceń pokon-

MIEJSCE BIZNESU

29

trolnych organu, w związku z przeprowadzoną kontrolą. Celem ww. rozwiązania jest ograniczenie czasu trwania kontroli. Ustawodawca proponuje również umożliwienie przedsiębiorcom skorzystania z instytucji złożenia sprzeciwu na przedłużenie czasu kontroli oraz nadaje im uprawnienie do złożenia skargi do sądu na postanowienie organu kontroli. Obecnie projekt ustawy Prawo działalności gospodarczej został skierowany do prac Sejmu. ■

MEC. KAMIL WASILEWSKI

Adwokat specjalizujący się w prawie gospodarczym, prowadzi kancelarię adwokacką w Plewiskach z filią w Tarnowie Podgórnym oraz współpracuje z kancelarią JLSW Radcowie Prawni w Poznaniu

TA R N O W O P O DG Ó R N E


CSR Tekst: Danuta Pawlik Zdjęcia: Archiwum firmy

PODSTAWĄ SUKCESU SCHATTDECOR – PRODUCENT ZADRUKOWANYCH PAPIERÓW DEKORACYJNYCH I FOLII FINISH DLA BRANŻY DRZEWNEJ I MEBLARSKIEJ, Z SIEDZIBĄ W TARNOWIE PODGÓRNYM − ZA GŁÓWNY KAPITAŁ FIRMY UWAŻA LUDZI. KLUCZOWYM HASŁEM, KTÓRE WYZNACZA KIERUNEK WSZYSTKICH DZIAŁAŃ PODEJMOWANYCH W PRZEDSIĘBIORSTWIE AKTYWNOŚCI, SĄ SŁOWA „TRZEBA LUBIĆ LUDZI”. Dobra forma w zespole obejmuje naukę pracy w zespole, wszelkie umiejętności komunikacyjne oraz umiejętności szerszego widzenia: spoglądania poza własny obszar działania, zespół, dział, lokalizację. Tu prezentuje się m.in. sposoby działania Schattdecor w różnych kulturach, wskazując przykłady systemowego myślenia o organizacji. Dobra forma w zawodzie to szkolenia odpowiadające na indywidualne potrzeby pracowników i organizacji, odnoszące się zarówno do aktualnych potrzeb (uzupełnienie kompetencji potrzebnych na stanowisku), jak i przyszłych wyzwań i zadań (działania rozwojowe). W systemie kompetencji definiujących oczekiwania pracodawcy zawarte są kwalifikacje specjalistyczne oraz tzw. umiejętności miękkie. Dobra forma w pracy zawiera działania promujące rozwój osobisty i równowagę pomiędzy pracą i życiem prywatnym. W obszarze tym realizowane są: edukacja językowa (kursy języka niemieckiego, angielskiego, rosyjskiego), społeczna i kulturalna (bilety na koncerty, do teatru, na występy kabaretowe), imprezy integracyjne (m.in. festyny rodzinne, wycieczki, spotkania świąteczne, warsztaty gotowania), programy fitness (karnety na pływalnię, zajęcie fitness, tenis, lodowisko itp.) czy akcje prozdrowotne.

Schattdecor kształtuje swoje relacje ze współpracującymi z firmą podmiotami: pracownikami, klientami, dostawcami i społecznością lokalną, w oparciu o solidny fundament etyczny. Działania CSR-owe firmy podejmowane są ze szczególnym uwzględnieniem zawartych w Filozofii Schattdecor kluczowych wartości, takich jak wzajemny szacunek dla człowieka, uczciwość, zaufanie i życzliwość. DOBRA FORMA Podstawą dobrych relacji z interesariuszami zewnętrznymi są dobre relacje wewnątrz firmy. Stąd też pierwszy i najważniejszy aspekt wewnętrznego wymiaru CSR dotyczy kwestii zarządzania zasobami ludzkimi. Dbałość o pracowników przejawia się w różnego rodzaju działaniach, mających na celu nie tylko rozwijanie ich kompetencji zawodowych, ale również troskę o ich rozwój osobisty. Organizowane są zatem szkolenia podnoszące kompetencje pracowników zarówno w zakresie umiejętności twardych, jak i miękkich, działania integracyjne oraz prozdrowotne. Wszelkie działania nastawione na rozwój organizacji i pracowników, ujęto w programie Jobfit 2015, zawierającym trzy kluczowe filary: pracę zespołową, kompetencje, obszary aktywności życiowej.

„TRZEBA LUBIĆ LUDZI”. TA MYŚL UMIESZCZONA ZOSTAŁA W FILOZOFII SCHATTDECOR NIE TYLKO JAKO ISTOTNA ZASADA ZARZĄDZANIA, LECZ JAKO AUTENTYCZNIE ŻYWA FILOZOFIA FIRMY. Celem tych wszystkich inicjatyw jest, by Schattdecor był nie tylko miejscem pracy, ale także obszarem aktywności życiowej. ROZWIJANIE MOCNYCH STRON PRACOWNIKÓW Schattdecor postrzega pracowników jako odrębne, wyjątkowe jednostki, oferujące przedsiębiorstwu swoje zaangażowanie poprzez indywidualne kompetencje. Zadaniem

MIEJSCE BIZNESU

30

TA R N O W O P O DG Ó R N E


CSR

PRACA

ZYSK

REINWESTYCJA (W TYM W CSR)

Ryc. 1. Uproszczony proces związku pomiędzy pracą zatrudnionych a możliwościami zaangażowania się organizacji pozabiznesowo

organizacji jest nie tylko oszacowanie poziomu oraz zakresu umiejętności, lecz takie rozwijanie mocnych stron pracowników, aby przyczyniły się one do sukcesu organizacji i jej rozwoju, a samym pracownikom dały poczucie przynależności i satysfakcji z wykonywanej pracy. Schattdecor w Polsce wdrożył system rozmów okresowych, mających na celu nie tylko udzielenie pracownikowi informacji zwrotnej na temat dotychczasowych działań, ale również wspólne wyznaczenie dalszej drogi rozwoju każdego z nich, z uwzględnieniem celów organizacji oraz jego indywidualnych możliwości i potrzeb.

Dzięki postrzeganiu pracowników jako jednego z najważniejszych zasobów organizacji, Schattdecor kształtuje swój pozytywny wizerunek oraz podnosi poziom kultury organizacyjnej firmy. Działania firmy w tym obszarze CRS zostały dostrzeżone, docenione i uhonorowane prestiżowymi nagrodami: „Milestone” (2000 r.) w kategorii Human Resources Management, oraz Deloitte Axia-Award (2008 r.) w kategorii „Pielęgnowanie wartości”. ■

OTWARTOŚĆ NA INNOWACJE Siłą napędową firmy Schattdecor, warunkującą jej nieustanny rozwój, jest nie tylko fundament etyczny, ale i otwartość na innowacje. W celu promowania i zachęcania pracowników do przekazywania swoich pomysłów na innowacje stworzono program racjonalizatorski „Świat idei”. Innowacyjne pomysły pracowników dotyczą zmian i ulepszeń procesów, procedur, przebudowy maszyn oraz urządzeń itp. Przedstawiona propozycja zmiany może być zakwalifikowana jako cenna wskazówka lub dobry pomysł. W obu przypadkach pracownik otrzymuje nagrodę, odpowiednio: rzeczową lub pieniężną. Program ten funkcjonuje w Polsce od 2010 roku i wzmacnia motywację pracowników do obserwowania i analizowania swojego miejsca pracy, dzięki czemu współdecydują oni o swoim bezpośrednim i dalszym otoczeniu. Pracownicy, pytani o działania propracownicze firmy, w ramach przeprowadzonego badania (praca licencjacka Barbary Kryś) odnosili się do nich bardzo pozytywnie. Respondenci często powtarzali, że są dumni z tego, że pracują w Schattdecor, identyfikują się z organizacją i czują się jej częścią: „Człowiek czuje, że przynależy do rodziny”. Część z pracowników mówi o Schattdecor w formie „my”, np.: „Jesteśmy dobrą firmą; Moja firma; Nasz produkt; Nasza załoga”. Dobra reputacja ma istotny wpływ na satysfakcję i poczucie przynależności do Organizacji, co przyczynia się do wzrostu poziomu zaangażowania: „W moim przypadku jest to bardzo ważne, że o mojej firmie mówi się dobrze i że ja mogę mówić o mojej firmie dobrze” (wypowiedź z ankiety).

MIEJSCE BIZNESU

WŁAŚCICIEL GRUPY SCHATTDECOR AG WALTER SCHATT

„Kierownictwo naszej firmy traktuje pracowników nie jako siłę roboczą, lecz przede wszystkim jako ludzi, których potencjał twórczy jest właściwie wykorzystywany i ciągle doskonalony. W naszym pojęciu kierować ludźmi znaczy darzyć ich zaufaniem i przekonywać, aby wytężali wszystkie siły w celu wykonania stojących przed nimi zadań. Kierować ludźmi znaczy również darzyć ich sympatią i być otwartym na ich problemy i troski”. /Filozofia Schattdecor

31

TA R N O W O P O DG Ó R N E


S T R AT E G I E

O ROBOCIE, KTÓRA SIĘ W RĘKACH PALIŁA MOJE NAJLEPSZE DOŚWIADCZENIA W ZAKRESIE REKRUTACJI DOTYCZĄ PRACOWNIKÓW, KTÓRYM ROBOTA – JAK TO SIĘ MÓWI – PALI SIĘ W RĘKACH. WSZYSTKIE ZADANIA – ŁATWE I TRUDNIEJSZE – PRZEPŁYWAJĄ IM PRZEZ BIURKO/RĘCE/KOMPUTER Z PRĘDKOŚCIĄ ŚWIATŁA. LEDWO DAJESZ RADĘ WYZNACZAĆ IM KOLEJNE PRIORYTETY. NIE O TEMPO TU JEDNAK CHODZI, ALE O SYSTEMATYCZNOŚĆ I ZDOLNOŚĆ DO SAMOORGANIZACJI. Zacznijmy od tego, że zaprezentuję główne źródło inspiracji do poruszenia tego tematu. Jest to książka „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności” autorstwa Davida Allena. Przy okazji ciekawostka: książka ta, a właściwie podręcznik, nie tylko był wyróżniany przez wiele opiniotwórczych mediów biznesowych, ale trafił na pozycję nr 5 listy najbardziej użytecznych lektur wskazanych przez samych przedsiębiorców. Nie, prostuję już wątpiących sceptyków, nie chodzi tu o czytelników z Ameryki, tylko Waszych kolegów i koleżanek z Polski. Niezależnie od tego, jak ocenicie mój felieton, warto po tę pozycję sięgnąć. BY SPRAWY BYŁY ZAŁATWIONE Na początku zabierzmy się za dekodowanie wielce dla mnie podejrzanego

hasła tytułowego: „bezstresowa efektywność”. Hasło „bezstresowości” robi przecież w ostatnim czasie oszałamiającą karierę. U korzeni metody GTD (to utrwalony już powszechnie skrót od „Getting Things Done”, czyli „sprawianie, by sprawy były załatwione”) jest bowiem przekonanie autora, potwierdzone również badaniami psychologicznymi, że fundujemy sobie całą masę stresów nieco na własne życzenie. Pisze mianowicie o tym, jak bardzo skomplikowało nam się w ostatnich dekadach życie zawodowo-rodzinne na poziomie realizacji codziennych zadań. Coś, co bardzo często potocznie nazywamy tempem życia i pracy, jest nieco bardziej złożonym zjawiskiem. Allen przekonuje, że kluczowe znaczenie ma problem rosnącej wielowątkowości nasze-

MIEJSCE BIZNESU

32

go otoczenia i płynących zewsząd zobowiązań. To nie tyle (lub tylko) tempo życia odpowiada za nasz stres, ale ilość spraw, które – jak lubimy przecież narzekać – mamy „na głowie”. Autor metody GTD skwitowałby to krótko: nie na głowie, tylko w głowie, tak – dosłownie w środku. To mózg, przeskakujący z wątku na wątek, z jednego detalu na inny, powoduje w nas niepokój i wyjątkowo przykre przekonanie, że o czymś jeszcze musimy pamiętać, coś jeszcze zrobić. WYRZUĆ WSZYSTKO Z KĄTÓW Po pierwsze, David Allen zachęca nas, byśmy w radykalny i stanowczy sposób wyrzucili na wierzch wszystkie sprawy pochowane po kątach. Ma tu na myśli Waszą szufladę, stertę papierów na biurku, zapomniany segregator w szafie,

TA R N O W O P O DG Ó R N E


S T R AT E G I E

archiwum na strychu, a nawet omijany coraz częściej warsztacik przy garażu. Ale ma również na uwadze całą ogromną liczbę spraw, o których usiłujemy pamiętać i je kontrolować: niezapisaną datę urodzin najważniejszego dostawcy firmowego? Niewiarygodna wręcz teza, którą stawia Allen, jest dość prosta: zinwentaryzujmy wszystko co obciąża naszą psychikę jako potencjalne zadania lub działania, a poczujemy ulgę, a właściwie – nieprawdopodobną ulgę. Przyspieszymy niczym komputer, któremu odciążono pamięć RAM, zajętą wcześniej setkami niewielkich programów działających w tle. Allen twierdzi, że na początek warto poświęcić na to dwa pełne dni. Przyznaję, kiedy – parę lat temu – zabrałem się za tę metodę, poświęciłem na to 1 dzień. Warto zrozumieć, z czego się bierze to poczucie satysfakcji, o której piszę. Nasze umysły, wspierające nas w zachowaniu kontroli nad płynącą nieustannie zewsząd rzeką spraw do załatwienia lub zapamiętania, nie muszą rezygnować z tego kryterium. Po wykonaniu pierwszego kroku nie odrzucamy bowiem kwestii najbardziej pryncypialnej: pewności, że nieźle kontrolujemy to, co się dzieje, niezależnie od wielowątkowości i natężenia tempa pojawiania się kolejnych zadań. BRAK DECYZJI ŹRÓDŁEM STRESU Znów próbuję wyobrazić sobie, co pomyśleliście. „To nie może być aż tak proste. Poza tym co za sztuka zebrać wszystkie sprawy w jednym miejscu. Przecież z tą masą coś trzeba zrobić”. Docieramy tu do kolejnej korzyści płynącej z metody GTD. Jej twórca przekonuje, że obciąża nas nie to, że spraw jest zbyt dużo (prawdopodobnie tak będzie zawsze), tylko to, że stresują nasz umysł te, co do których nie podjęliśmy świadomej decyzji o eliminacji lub odłożeniu na termin odległy w czasie. I to w taki sposób, by nie utracić tego, o czym już pisałem: poczucia kontroli nad strumieniem przepływających spraw. Jest jasne, że musi się z tym wiązać kolejny warunek i etap porządkowania: nasz dopiero co urządzony wielki magazyn Spraw-Do-Załatwienia trzeba szybko przekształcić w małą, ale sprawną Fabrykę-Ich-Zamykania. Lektura podręcznika GTD dostarcza nam w tym zakresie bardzo konkretnych narzędzi. „Skrzynka spraw przychodzących”, jak nazywa naszą fabrykę Allen, musi bardzo praktycznie organizować procesy działania i klasyfikacji zadań. Do najważniejszych reguł należy zaliczyć kwestię systematyczności jej opróżniania, proponuje wręcz, by poświęcać na to regularnie kilka godzin w każdy piątek.

Oczywiście możemy zorganizować to kiedy indziej, ale piątek nie jest przypadkowy. Mamy okazję sprawdzić, jak kształtowały nam się sprawy przez cały tydzień, podsumować to, co pozostaje na kolejny, skontrolować dyspozycje wydane podwładnym. Możemy zrobić też plan na kolejny tydzień.

NASZ DOPIERO CO URZĄDZONY WIELKI MAGAZYN SPRAW-DOZAŁATWIENIA TRZEBA SZYBKO PRZEKSZTAŁCIĆ W MAŁĄ, ALE SPRAWNĄ FABRYKĘ-ICH-ZAMYKANIA. I SYSTEMATYCZNIE JĄ OPRÓŻNIAĆ, NAJLEPIEJ CO PIĄTEK. Ale – najważniejsze zostawiłem na koniec – rozpoczynamy weekend bez ciężaru spraw, które nas absorbują. David Allen opisuje wyczerpująco cały system, w jaki warto zorganizować naszą wewnętrzną „stację roboczą”:

jak zarządzać kalendarzem, formułować zadania, by jasno wynikały z nich kolejne działania, a nie wydumane idee (za które nie wiadomo jak się zabrać). Podpowiada wręcz, jak warto wyłonić te kwestie, do których trzeba kiedyś wrócić, zorganizować użyteczne i podręczne archiwum, ale także odrzucać działania, których tak naprawdę nigdy nie będziemy mogli wykonać – i lepiej od razu jasno to sobie powiedzieć. Zachęca nas do podejmowania decyzji, których dotąd – z jakichś powodów – unikaliśmy. Na koniec, jako praktyk różnych chwalonych na świecie metod zarządzania, chciałbym podzielić się pewnym doświadczeniem. Otóż najlepsze z nich nie biorą się znikąd, rzadko też są rezultatem teoretycznych rozważań tęgich profesorskich głów. Biorą się z bezczelnego podglądania tych, którym się udało, żmudnego obserwowania zachowania i działań najlepiej zorganizowanych osób i firm odnoszących sukcesy. Przyznaję, że nie wiem, jak pracował David Allen, przygotowując przed laty swoją książkę. Ale mam pewność, że szereg elementów jego „odkryć” podglądałem już wcześniej u tych pracowników, których z taką satysfakcją rekrutowałem. Wartością dodaną z lektury podręcznika GTD nie jest więc jedno cudowne odkrycie, ale świetnie urządzony cały system narzędzi pomagający menedżerowi na co dzień. Zachęcam więc do lektury tych, którzy lubią, gdy „robota pali się w rękach”. ■

WITOLD HOROWSKI PARTNER ZARZĄDZAJĄCY STRATEX

Doświadczony konsultant i coach. Jest architektem zmian w wielu polskich i międzynarodowych korporacjach, a także firmach rodzinnych. Definiował strategię i wspierał jej wdrażanie w takich firmach, jak m.in. Amica, Sodexho, Kler, arvato (Bertelsmann), Vattenfall, Impel, Pilkington Automotive Poland, ING Bank Śląski, PKO BP, Selena oraz w instytucjach: Politechnice Wrocławskiej, Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie i Narodowym Banku Polskim. Dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw realizuje projekty warsztatowe skokowo podnoszące ich sprawność rynkową i zdolność do konkurowania oraz odświeżając marki firm. Konsul honorowy Ukrainy.

MIEJSCE BIZNESU

33

TA R N O W O P O DG Ó R N E


S T R AT E G I E Tekst: dr Arianna Lewandowska Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

STRATEGIE ROZWOJU

FIRM RODZINNYCH

W MARCU ODBYŁ SIĘ MIĘDZYNARODOWY KONGRES FIRM RODZINNYCH. DO POZNANIA NA ZAPROSZENIE INSTYTUTU BIZNESU RODZINNEGO PRZYJECHAŁO 300 RODZIN BIZNESOWYCH I WIELU DOŚWIADCZONYCH EKSPERTÓW I MANAGERÓW ZWIĄZANYCH Z FIRMAMI RODZINNYMI. JEDNYM Z MÓWCÓW BYŁ SIEGFRIED GAENSSLEN, KTÓRY NA WIELE LAT PRZEJĄŁ OD WŁAŚCICIELA HANSA GROHEGO ZARZĄDZANIE JEGO FIRMĄ RODZINNĄ.

Firmę rodzinną wyróżniają wartości, którymi się ona kieruje, a te z kolei są spójne z wartościami rodziny. Takie firmy nastawione są na długowieczność. Większość firm z segmentu MSP to przedsiębiorstwa o charakterze rodzinnym, gdzie właściciele budowali firmę od podstaw i w dalszym ciągu zarządzają nią osobiście. Te z nich, które w ostatnich latach w znaczącym stopniu się rozrosły, w sposób naturalny musiały przejść przez zmianę sposobu zarządzania, wprowadzić planowanie strategiczne. Były to zmiany konieczne do tego, aby firma mogła przetrwać na rynku lub znaleźć w sobie niezbędny potencjał, który umożliwi jej dalszy rozwój. W ciągu swojej 114-letniej historii istnienia niemiecka firma Hansgrohe przeszła wiele takich zmian. Zaczynała jako niewielki zakład metalowy w Schwarzwaldzie. Dziś produkcja

odbywa się w 9 zakładach zlokalizowanych w różnych częściach świata, zatrudnia 3500 pracowników, a produkty są obecne w 140 krajach. Obrót firmy to 841,4 mln euro. 77% przychodu pochodzi z eksportu. Jak to się dzieje, że pomimo tak wielu zmian i tak szybkiego rozwoju, firmie udało się zachować charakter rodzinny? Odpowiedzią jest przemyślana strategia rozwoju uwzględniająca strategię biznesu i rodziny. Zarządzanie dwupokoleniowe daje szanse na płynne przejęcie sterów, na transfer wiedzy i wartości strategicznych. CO WPŁYNĘŁO NA TAK SPEKTAKULARNY ROZWÓJ FIRMY? Siegfried Gaensslen, wieloletni CEO firmy Hansgrohe, nienależący do rodziny założycieli, podkreśla kilka ważnych

MIEJSCE BIZNESU

34

aspektów rozwoju firmy rodzinnej. Rozrastająca się organizacja, podejmująca nowe wyzwania, takie jak wchodzenie na nowe rynki, musi pamiętać o wnętrzu – czyli pracownikach. Zbudowanie i ciągłe dbanie o kulturę organizacyjną połączone z polityką otwartych drzwi, daje swobodę oraz buduje przestrzeń dla kreatywności. To najprostsza droga do innowacji, dającej największe możliwości rozwoju. Hansgrohe jest na wysokim 11. miejscu wśród innowatorów, to sprawia, że firma co roku może zwiększać obroty i utrzymywać pozycję globalnego gracza. Ciekawe jest to, że firma zarządzana jest przez osoby spoza rodziny, większościowy pakiet ma amerykański koncern, a na rozwój firmy w dalszym ciągu kluczowy wpływ ma II i III pokolenie rodziny założycieli. Rodzina posiada 32 % udziałów, reszta należy do Masco Corporation ze stanu Michigan. DESIGN: PASJA TWORZENIA Firma Hansgrohe odnosi sukcesy dzięki pasji tworzenia jej właścicieli. Od samego początku jej istnienia Hans Grohe rozwijał produkty, wymyślał nowe rozwiązania techniczne i dbał o ich estetykę. Szczęśliwie jego potomkowie odziedziczyli po nim nie tylko majątek, ale i pasję. Firma Hansgrohe wypracowała swoją kulturą zarządzania projektami innowacyjnymi. Proces kreatywny jest

TA R N O W O P O DG Ó R N E


S T R AT E G I E

STRATEGIA FIRMY RODZINNEJ MOŻE BYĆ NIEPOWTARZALNIE CHARYZMATYCZNA. SKŁADA SIĘ NA TO INNOWACYJNOŚĆ WYPŁYWAJĄCA Z PASJI TWORZENIA, ALE TAKŻE ZAWIERA WARTOŚCI JEDYNE W SWOIM RODZAJU, GDYŻ ODNOSZĄ SIĘ ONE DO RODZINY.

optymalizowany. Od pomysłu do wyprodukowania gotowego wyrobu upływa zaledwie jeden do półtora roku, a około 30% obrotu pochodzi ze sprzedaży nowości! Nowe jest wypierane przez najnowsze, to strategia kosztowna, ale liczy się wynik końcowy. Najsłynniejsi projektanci na świecie – czołówka światowego designu – projektują dla Hansgrohe: Philippe Starck, Antonio Citterio, Jean-Marie Massaud, Patricia Urquiola oraz Ronan i Erwan Bouroullec. To oni są częścią sukcesu międzynarodowego firmy. Dzięki nim marka firmy zyskuje prestiż, to inwestycja, która przynosi wymierne korzyści.

przez członków rodziny. Historia zarządzania w tej firmie zatoczyła koło. Jest to dobry pomysł na rozwój przedsiębiorstwa w szybko zmieniających się realiach rynkowych, gdzie pojawiające się ryzyka biznesowe, nowe szanse wymuszają zmiany w stylu zarządzania. Znam kilku bardzo dobrych managerów zewnętrznych, którzy doskonale współpracują na rzecz firm rodzinnych. Ważne jest, aby doprecyzować wzajemne oczekiwania na samym początku współpracy. Ponieważ sięganie po zewnętrzną kadrę może rodzić konflikty (inny system wartości, inne zaangażowanie, inne kompetencje), ustalenie tego, co dla obu stron jest ważne, jest konieczne. ■

STRATEGIA ROZWOJU FIRMY RODZINNEJ Strategia firmy rodzinnej może być niepowtarzalnie charyzmatyczna. Składa się na to innowacyjność wypływająca z pasji tworzenia, ale także zawiera wartości jedyne w swoim rodzaju, gdyż odnoszą się one do rodziny. Strategia w końcu ma swoje odzwierciedlenie w konstytucji rodzinnej, obejmuje kwestie sukcesji, czyli przekazania wiedzy, władzy, własności a wszystko to w oparciu o wartości. Autentyczność wartości, wpisanych do strategii tworzy firmę wyjątkową, odporną na spekulacyjne zawirowania, długowieczną. Dzisiejsza organizacja potrzebuje także języka, w którym mogą przekazywać informacje na temat strategii, jak i procesów, systemów pomocnych we wdrażaniu strategii i zbieraniu informacji zwrotnych. Sukces przychodzi wtedy, gdy strategia staje się wspólną codzienną sprawą wszystkich pracowników. Właściciele firm rodzinnych odnoszący sukcesy, których spotkałam podczas Kongresu, podkreślali, że strategia tworzona z pasją, zamiłowaniem do swojego biznesu przynieść musi owoce. Niemniej jednak jedna strategia na dziesięć jest wdrażana skutecznie i trwale. Barier jest wiele, aby uniknąć błędów, przy jednoczesnym zarządzaniu firmą na różnych poziomach, jak bywa w niedużych organizacjach rodzinnych, potrzebny jest strateg, coach, mentor w jednej osobie, ktoś, kto z sukcesem i z całą odpowiedzialnością wypracuje wspólnie z właścicielem firmy strategię, a przede wszystkim weźmie odpowiedzialność za wdrożenie jej z sukcesem. Dobry manager z zewnątrz, jakim okazał się dla Hansgrohe Siegfried Gaensslen, rozwinął firmę, wdrożył wiele skutecznych procesów biznesowych. Nie do przecenienia była Informacja zarządcza w rozwoju firmy na wielu rynkach światowych. Dzisiaj firma Hansgrohe znów zarządzana jest

MIEJSCE BIZNESU

DR ADRIANNA LEWANDOWSKA / MBA

Ekspert ds. strategii i zarządzania w firmach rodzinnych. Założycielka i prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego oraz firmy doradczej Lewandowska i Partnerzy. Od wielu lat wspiera firmy rodzinne w zakresie strategii rozwoju, procesów sukcesyjnych oraz zarządzania zmianą. Absolwent zagranicznego MBA, stypendysta Uniwersytetu St.Gallen w Center for Family Business i Uniwersytetu Wiedeńskiego w Institut für Familienunternehmen. Członek Międzynarodowej Sieci Doradców Strategicznych w Berlinie, członek IFERA. Wykładowca MBA oraz licznych studiów podyplomowych. Autor napisanej wspólnie z prof. Peterem Mayem z Bonn, doradcą w procesach sukcesyjnych niemieckich wielopokoleniowych firm rodzinnych, książki „Stawka większa niż biznes. Strategie rozwoju firm rodzinnych”.

35

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE Rozmawiał: Michał Cieślak

PEŁNY TEATR

TO LEPSZE SPOŁECZEŃSTWO W NOWYM SEZONIE ARTYSTYCZNYM POZNAŃSKIEGO TEATRU MUZYCZNEGO SWOJĄ PREMIERĘ BĘDZIE MIAŁ MUSICAL „EVITA”. O NIM, A TAKŻE O ODDZIAŁYWANIU KULTURALNYM, SPOŁECZNYM I BIZNESOWYM TEATRU MÓWI DYREKTOR TEATRU MUZYCZNEGO DR PRZEMYSŁAW KIELISZEWSKI.

JEKYLL&HYDE, JANUSZ KRUCIŃSKI, TEATR MUZYCZNY W POZNANIU, FOT. R. LAK

Zacznijmy od pierwszej premiery w nowym sezonie… Cieszę się, że Teatr Muzyczny w Poznaniu oddziałuje nie tylko na samo miasto, ale też na metropolię, myślę, że taką funkcję pełni i chce pełnić. To, co łączy nas z gminą Tarnowo Podgórne, to współpraca z Gminnym Ośrodkiem Kultury „Sezam”. Sponsorem naszej najnowszej premiery została z kolei firma Noti sp. z o.o., która ufundowała piękny fotel, ubierany w specjalne przygotowane do tego spektaklu obicie. Fotele Noti są też przy kasie i w foyer Teatru. Cieszymy się, że 60-lecie teatru możemy świętować razem z 10-leciem firmy Noti. Mam też przyjemność bywać na spotkaniach Tarnowskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorców, ponieważ Prezes Stowarzyszenia Szymon Horowski, jest też bardzo aktywnym członkiem Rady Teatru. Jej przewodniczącym jest Andrzej Byrt, były prezes Targów Poznańskich, obecnie Ambasador RP w Paryżu. Są w niej też inni przedsiębiorcy, którzy wspierają mnie w misji przygotowania inwestycji budowy nowej siedziby Teatru. Natomiast jeśli chodzi o esencję Teatru, to są nią premiery i spektakle. Obecnie możemy kontynuować sukcesy, które osiągnęliśmy w ubiegłym sezonie, czyli

takie premiery, jak „Hello Dolly”, „Jekyll & Hyde”, „Nie ma jak lata 20., lata 30.” czy też premiera dla dzieci „Dookoła karuzeli, czyli dziecko potrafi”. To spektakle, które dość głośnym echem odbiły się w Poznaniu oraz Wielkopolsce i na które cały czas będziemy zapraszać również w tym sezonie. Były to bardzo udane premiery i tę dobrą passę chcemy kontynuować, grając od 26 września po raz pierwszy w Polsce musical „Evita”. To jeden z najpopularniejszych musicali na świecie. Jego autorem jest słynny Andrew Lloyd Webber. Ten musical mamy szczęście tworzyć z tymi samymi realizatorami, którzy przygotowywali dla nas hit musicalowy ubiegłego sezonu „Jekyll i Hyde”. Czy, sadząc po sukcesach poprzednich produkcji, musical wraca do łask? Wydaje się, że w ogóle rozrywka na wysokim poziomie jest bardzo oczekiwana. Potwierdza to fakt, że dwa lata temu zwiększyliśmy widownię Teatru o 30 miejsc, a mimo to nasza średnia frekwencja to 102 proc. Ciągle więc gramy w nadkompletach, mimo tego, że wzrosły ceny biletów, gdyż musical jest bardzo drogą produkcją. Czasem droższą niż opera. Żeby atrakcyjnie po-

MIEJSCE BIZNESU

36

P.KIEL ISZ EW SK I

EK JANKOWSKI AW . SL T O ,F

kazać opowieść potrzebne są „zabawki” techniczne, w które nie byliśmy wyposażeni, a w które staraliśmy się ostatnio zaopatrzyć. Mimo mankamentów, takich jak mała scena czy brak zaplecza, staramy się oczarować publiczność. I to się udaje. Oczywiście nie da się tego robić za każdym razem, bo teatr potrzebuje nowych warunków i nowej siedziby. Nie uda nam się na naszej małej scenie pokazać tłumu pod balkonem Evity, ale mamy znakomitych realizatorów, którzy potrafią metaforą, symbolem, umiejętnym ruchem scenicznym czy scenografią kreować w tak interesujący sposób, że – mam nadzieję – widzowie będą pozytywnie zaskoczeni. Czy w ślad za zainteresowaniem publiczności idzie np. zainteresowanie mecenasów? To jest dla nas bardzo ważne i w tym zakresie nastąpiła bardzo duża zmiana. Właściwie nie ma już dużej premiery w Teatrze Muzycznym, która nie miałaby

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE

sponsora czy mecenasa. Mieliśmy szczęście pracować w ostatnim sezonie z firmą PZU, która sponsorowała premierę dla dzieci, z Grażyną Kulczyk, która sponsorowała „Hello Dolly”, z firmą Nivea, która wsparła premierę „Nie ma jak lata 20., lata 30”. Aquanet jest głównym sponsorem „Evity”, którą sponsorują także firma Noti i Mercedes-Benz Duda-Cars. Wcześniej mieliśmy też szczęście, że mecenasem całego sezonu oraz koncertu Placido Domingo był dr Jan Kulczyk. Musical jest o tyle ciekawy, że dociera do wyobraźni szerszej publiczności lepiej niż teatr dramatyczny. „Evitę” zagramy przez trzy tygodnie dla siedmiu tysięcy widzów, co jest dużą zmianą w strategii sprzedaży Teatru. Kiedyś było tak, że co tydzień graliśmy inny tytuł. Teraz staramy się to powoli zmieniać. Koszt budowy scenografii, ale i zainteresowanie publiczności są na tyle duże, że warto dany tytuł grać przez dłuższy czas. Na pewno wielkim wyzwaniem dla nas wszystkich będzie produkcja, którą planujemy w 2016 r. poza siedzibą Teatru. Chodzi o premierę musicalu „Seksmisja”, Chcemy zrealizować to przedsięwzięcie w większej przestrzeni. Ten tytuł bardzo interesuje naszych partnerów biznesowych. W jaki sposób budowany jest repertuar? Powołałem mojego zastępcę ds. artystycznych, którym od 1 września został Piotr Deptuch. To wybitny muzyk, dyrygent, który był kierownikiem muzycznym spektaklu „Jekyll & Hyde”. W ten sposób poznał zespół i sprawdził się bardzo dobrze. Staramy się wspólnie myśleć o rozwoju Teatru, który przez wiele lat nazywał się Operetką. Zmienił nazwę na Teatr Muzyczny kilkadziesiąt lat temu, a cały czas poznaniacy mówią potocznie „Operetka”. Chcielibyśmy zachować pewną równowagę pod wspólnym szyldem. My jesteśmy teatrem rozrywki. Można przyjść do nas na operetkę, komedię muzyczną, musical. A musical to bardzo szerokie pojęcie. Operetka skończyła się w 1920 roku, a później wszystko, co się w teatrze muzycznym działo, to były już musicale. Chcemy, żeby ludzie przychodzili do tego Teatru dobrze się bawić. Oczywiście ma to być inteligentna rozrywka, na wysokim poziomie. Tym, co nas ogranicza, jest nieadekwatna do potrzeb siedziba. W maju planujemy premierę „Księżniczki czardasza”, bo wiemy, że publiczność uwielbia operetki i żaden inny teatr w Wielkopolsce tego gatunku nie podejmuje. Chcemy więc tę publiczność usatysfakcjonować. Teatr nasz będzie zawsze pełen różnorodności. Tę różnorodność chcemy zacho-

wać, od operetki, przez komedię, do musicalu. Od musicalu klasycznego do musicalu nowoczesnego, po superprodukcje musicalowe. Teatr rozrywki przyciąga bardzo różnorodną publiczność… Myślę, że teatr ma do odegrania wielką rolę społeczną. To, że ludzie chcą uczestniczyć w spektaklach, chcą się spotykać ze sobą, przeżywać dobre emocje, to jest wielka wartość. To są świadomi obywatele, ludzie, którzy dbają o coś więcej niż tylko swoje podstawowe potrzeby. To dobrze, że nie zanika ta potrzeba. A ponad 100-proc. frekwencja u nas powoduje, że czujemy się bardzo potrzebni. Dlatego chcemy rozszerzać swoje pole rażenia i planujemy kolejne projekty. Otrzymaliśmy zaproszenie do udziału w obchodach 1050-lecia Chrztu Polski, podczas których zrealizujemy dużą produkcję na Stadionie Miejskim w Poznaniu. I to z bardzo ambitnym repertuarem. 21 października organizujemy w Sali Ziemi koncert „Face to face – musical spotyka film” z największymi przebojami musicalowymi dla 1700 osób. Jest duże zapotrzebowanie na uczestnictwo w kulturze, Idziemy także w kierunku edukacyjnym, organizujemy salony poezji, czytanej przez znakomitych aktorów w sobotnie południe, w których udział bierze 300-400 osób. Organizujemy oprawę artystyczną do Targów „Aktywni 50+”. Mamy pomysł, jak

LUDZIE CZUJĄ WIELKĄ POTRZEBĘ, ŻEBY WSPÓLNIE COŚ ROBIĆ, ŻEBY NIE TYLKO BYĆ ODBIORCAMI, ALE TEŻ AKTYWNYMI WSPÓŁTWÓRCAMI WYDARZEŃ ARTYSTYCZNYCH. w przyszłym roku zachęcić do wspólnego zaśpiewania z nami. Ludzie mają wielką potrzebę, żeby się spotykać i żeby wspólnie coś robić, żeby nie tylko być odbiorcami, ale też aktywnymi współtwórcami wydarzeń i działań artystycznych. Misję publiczną pełnimy w ten sposób, że staramy się integrować ludzi i uaktywniać ich. Samo wyjście do teatru jest czymś niesłychanie ważnym dla wielu osób. Czasem są to osoby starsze, samotne, które idąc do teatru, mogą spotkać się ze swoimi rówieśnikami, ze znajomymi. To jest niesamowicie ważne. Wielkim zadaniem jest to, żeby teatr publiczny był pełny. Wtedy nasze społeczeństwo ma szansę być lepsze. ■

EVITA

Evita jest opartą na faktach muzyczną biografią Evy Perón-Duarte – drugiej żony prezydenta Argentyny, Juana Peróna. Jest to najbardziej znane i najczęściej wystawiane dzieło Andrew Lloyda Webbera. Premiera odbyła się w Prince Edward Theatre na londyńskim West Endzie w dniu 21 czerwca 1978 roku. Rok później to niezwykłe dzieło pokazano na Broadwayu, gdzie zagrano je 1584 razy! Ogromnym sukcesem okazała się również wersja filmowa w reżyserii Alana Parkera, nominowana do pięciu Oscarów, gdzie w głównej roli wystąpiła Madonna, a partnerował jej Antonio Banderas. 26 września, po raz pierwszy w Poznaniu, pokażemy musical najsłynniejszego kompozytora musicalowego na świecie – Andrew Lloyda Webbera. Będzie to najnowsza muzyczna wersja spektaklu Evita z 2010 roku. Zawiera ona piosenkę „You must Love me” skomponowaną dla Madonny na potrzeby filmu z 1996 roku.

MIEJSCE BIZNESU

37

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE

BIEGACZE,

SŁOŃCE

I MNÓSTWO LUDZI BIEG LWA WYPRZEDANY W 3 DNI, POGOŃ ZA LWEM W 5 DNI, BIEG LWIĄTEK W 15 MINUT. REKORDY W SZYBKOŚCI ZAPISÓW POBITE W NIEMAL WSZYSTKICH KONKURENCJACH. DO TEGO FENOMENALNA POGODA ORAZ MNÓSTWO MIESZKAŃCÓW TARNOWA PODGÓRNEGO, NIE TYLKO NA CAŁEJ TRASIE. JEDNYM SŁOWEM – SUKCES. Tak w telegraficznym skrócie można opisać tegoroczną, czwartą już edycję Biegu Lwa. 24 maja do Tarnowa Podgórnego znów ściągnęły tłumy biegaczy, których licznie dopingowali znakomicie przygotowani kibice. Kolejny raz ogromnym zainteresowaniem cieszyła się również strefa EXPO. REKORDOWE REZULTATY Znakomici biegacze z całego świata stanęli na starcie tegorocznego półmaratonu, co gwarantowało znakomite wyniki. Wśród mężczyzn rywalizację zdominowali Kenijczycy. Wygrał Hilary Kimaiyo przed rodakiem Davidem Metto. Najniższy stopień podium przypadł najlepszemu z Polaków, Błażejowi Brzezińskiemu, który na finiszu pokonał Emila Dobrowolskiego i Szymona Kulkę. Czas zwycięzcy to 1:03:52, co jest nowym rekordem trasy.

Rekord padł też wśród kobiet, gdzie z czasem 1:14:00 zwyciężyła Dominika Nowakowska. Wicemistrzyni Polski w półmaratonie z 2014 roku przez cały dystans biegła samotnie i jeszcze na drugim kółku wydawało się, że pobije rekord kraju. Niestety, na trzecim okrążeniu wpadła na ścianę zawodników i marzenia o rekordzie trzeba odłożyć na przyszły rok. Na drugim miejscu uplasowała się Ewa Kucharska, która do zwyciężczyni straciła prawie 5 minut. Na trzecim miejscu linię mety minęła Kenijka Magdaline Jepkorir Chemjor, która od Kucharskiej była wolniejsza o ponad 2 minuty. SPRINTERSKIE POJEDYNKI Bardzo udanym pomysłem okazała się setka Novol. W niej na dodatkową nagrodę pieniężną mogli liczyć także sprinterzy. Tu premiowani byli zawod-

nicy, którzy uzyskają najlepszy czas na ostatnich 100 metrach biegu. Już na stadionie przy żywiołowo reagującej publiczności najszybszy okazał się Cezary Czajka z Jankowic, który uzyskał czas 12,40. Wśród pań najlepsza był Dominika Nowakowska, która jako jedyna ostatnie 100 metrów pokonała poniżej 16 sekund. NAJMŁODSI BIEGACZE Lista startowa Biegu Lwiątek liczyła sobie 444 miejsca. Na jej skompletowanie organizatorzy potrzebowali tylko 15 minut. Zainteresowanie było tak ogromne, że przeciążeń nie wytrzymały serwery. – Niestety, liczby miejsc nie da się powiększyć. Chcemy, aby ten bieg nadal był integralną częścią imprezy. Dzieci mają się czuć jak pełnoprawni biegacze. Wraz z partnerem tego biegu, czyli firmą G. EN. GAZ, będziemy się jednak zastanawiać nad nowymi rozwiązaniami w przyszłym roku – mówi dyrektor zawodów Piotr Modzelewski. RODZINNE BIEGANIE Idealnie trafionym pomysłem okazała się sztafeta pokoleń. By wziąć w niej udział, rodzina musiała znaleźć trzech zawodników z trzech różnych pokoleń. W zespole musiała się też znajdować przynajmniej jedna przedstawicielka płci pięknej. – Wszyscy, którzy zapisali się do tego biegu, wzięli w nim udział, a uczestnicy zjechali do nas z całej Polski. Zaskoczyło nas zainteresowanie tą sztafetą, ale zabawa podczas niej była znakomita, bowiem całość odbywała

MIEJSCE BIZNESU

38

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE

się na stadionie. W przyszłym roku z pewnością rozwiniemy ten bieg – zapewnia P. Modzelewski. NAJLEPSI KIBICE W POLSCE Podczas Biegu Lwa dopisała pogoda i dopisali kibice. Na trasie było mnóstwo ludzi, którzy żywiołowym dopingiem wspierali biegaczy. – Miałem okazję rozmawiać z niektórymi zawodnikami na mecie. Każdy podkreślał, że kibice w Tarnowie Podgórnym są jednymi z najlepszych w Polsce. Jesteśmy bardzo dumni z takich opinii – podkreśla dyrektor zawodów. Na trasie niewiele było odcinków, na których nie było żadnych kibiców. Stadion zapełnił się w komplecie, ale jeszcze większe wrażenie robiły tłumy zgromadzone na trasie. Wśród nich mieszkańcy Tarnowa Podgórnego, którzy zachęceni przez organizatorów postanowili porozkładać stoliki i zorganizować sobie piknik. Nie mogło zabraknąć również dzieci z tarnowskich szkół, walczących o miano najlepiej zorganizowanej grupy dopingującej. WSZYSCY NA EXPO Podczas tegorocznego Biegu Lwa w strefie EXPO zaprezentowało się ponad 30 tarnowskich firm. W specjalnie utworzonych strefach tematycznych każdy z dzieciaków znalazł coś dla siebie. Oczywiście wszystko za darmo. Po prostu raj dla dzieci. Ogromne kolejki przy wszystkich stoiskach nikogo nie dziwiły. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że nasza oryginalna koncepcja „chwyta”. Podoba się to zarówno przedsiębiorcom, jak i mieszkańcom, co jest dla nas bardzo ważne. Firmy widzą w tym korzyść i niemal wszyscy uczestnicy tegorocznego EXPO są zainteresowani kontynuowaniem współpracy w kolejnych edycjach. To najlepiej pokazuje, że to, co robimy, ma sens – cieszy się Piotr Modzelewski. Drobnym problemem są dla organizatorów ograniczenia powierzchniowe, ale to również będzie poddawane dyskusji. Wszystko po to, by w przyszłym roku zaprezentować się mogło jeszcze więcej firm. Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w strefie EXPO oczywiście serdecznie zapraszamy. Na pewno warto budować wizerunek firmy w taki właśnie sposób. TRIATHLON LWA Niespełna miesiąc po Biegu Lwa odbył się Triathlon Lwa. 20 czerwca na trasie w Lusowie rywalizowało około 140 zawodników. Lista startowała miała 300 miejsc, jednak w tym samym czasie

w Polsce odbywało się sześć innych zawodów triathlonowych i głównie z tego powodu całej listy nie udało się zapełnić.

LISTA STARTOWA BIEGU LWIĄTEK LICZYŁA SOBIE 444 MIEJSCA. NA JEJ SKOMPLETOWANIE ORGANIZATORZY POTRZEBOWALI TYLKO 15 MINUT. ZAINTERESOWANIE BYŁO TAK OGROMNE, ŻE PRZECIĄŻEŃ NIE WYTRZYMAŁY SERWERY – Koncepcja tej imprezy jest inna niż Biegu Lwa. Rywalizujemy wprawdzie na dystansie olimpijskim, ale bardziej nastawiamy się na amatorów, a nie zawodowych triathlonistów. Zamknęliśmy za to listy sztafet, w których w każdej konkurencji startuje inny zawodnik i z tego powodu jesteśmy bardzo zadowoleni – dodaje Piotr Modzelewski. GALA WIEŃCZY DZIEŁO Zwieńczeniem obu imprez była uroczysta gala na sali widowiskowej w Tarnowie Podgórnym. Jej partnerem

MIEJSCE BIZNESU

39

była firma Mondelez Polska. Udział w gali wzięły wszystkie osoby zaangażowane w organizację imprezy, czyli partnerzy biznesowi, władze gminy, służby mundurowe czy przedstawiciele OSiR-u. Idealne podsumowanie imprezy, a zarazem doskonała możliwość, by przeanalizować najlepsze rozwiązania na kolejne edycje. Bieg Lwa i Triathlon Lwa znów nie zawiodły. Obie imprezy po raz kolejny potwierdziły, że warto wziąć w nich udział. Firmy, którym zależy na dobrych relacjach ze środowiskiem mieszkańców gminy, mają okazję opuścić swoje siedziby i pokazać, czym się zajmują. Na pewno warto zorganizować strefę tematyczną, związaną z profilem działalności lub promującą wartości firmy. ■

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE Rozmawiał: Grzegorz Surdyk Foto: Archiwum Ryszarda Balcerkiewicza

DOMEM NA KOŁACH

PRZEZ EUROPĘ

TROPEA

MAŁYMI DZI ÓŻ Z ECM DR IP PO OD

Wsiedliśmy wraz z żoną Ireną i dwójką dzieci w naszą ładę i w trasę. Tak to się zaczęło.

AM N

UŁGARII, SIERPIEŃ OB 1 98 TD 0R IO .

Kiedy przesiedliście się Państwo do profesjonalnego kampera? To była długa droga. Przez kilka lat podróżowaliśmy z naszą pierwszą przyczepą kampingową, popularną w Polsce N126. Nie było łatwo, bo ten pojazd nie imponował gabarytami, choć oczywiście spało się zdecydowanie wygodniej niż w namiocie. Kolejnym etapem było przerabianie używanych w przedsiębiorstwie samochodów dostawczych, na potrzeby turystyki kamperowej. Montowaliśmy w nich meble, a po powrocie były one usuwane z wnętrza. Takie samochody mieliśmy dwa – Volkswagena, a potem Peugeota. Pierwszego profesjonalnego kampera zakupiliśmy w 2001 roku. To był Burstner. Komfort podróży mocno się poprawił? Poprawił, choć pojazd ten nie posiadał imponujących gabarytów. Dodatkowo okazało się, że miał troszkę mały silnik,

MIEJSCE BIZNESU

40

IE TN

Z ŻO NĄ PR ZY

Skąd u Pana miłość do karawaningu? Kiedyś nie było nas stać na podróże samolotowe, a przede wszystkim to były zupełnie inne czasy. W latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych ubiegłego wieku, aby wybrać się gdzieś do Europy, trzeba było załatwiać paszporty, a także mnóstwo innych pozwoleń. My rozpoczynaliśmy od podróżowania z namiotem. Najpierw były to kampingi w Polsce, a po raz pierwszy za granicę wyjechaliśmy w sierpniu 1980 roku do Bułgarii. To było wielkie wydarzenie.

E

DLA WŁAŚCICIELA FIRM BALMA I NOTI RYSZARDA BALCERKIEWICZA I JEGO RODZINY SAMODZIELNE PODRÓŻOWANIE PO EUROPIE TO SPOSÓB NA UDANE WAKACJE. ROZPOCZĘŁO SIĘ OD NAMIOTU, POTEM BYŁA PRZYCZEPA KAMPINGOWA, PRZERABIANE NA KAMPERY SAMOCHODY DOSTAWCZE I W KOŃCU PROFESJONALNE POJAZDY DO DALEKICH PODRÓŻY. KARAWANING STAŁ SIĘ WIELKĄ PASJĄ BALCERKIEWICZÓW, A „DOMEM NA KOŁACH” PRZEJECHALI JUŻ PRAWIE CAŁĄ EUROPĘ.

bo tylko 1,9 TD. Gdy pojechaliśmy do Norwegii, okazało się, że nasz pojazd ma problemy w górach i po trzech latach postanowiliśmy zakupić inny pojazd. To był Hymer, samochód bardzo wygodny, za którym dodatkowo ciągnąłem przyczepę z „zaparkowanym” wewnątrz motocyklem. W 2010 roku przekazałem go mojej starszej

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE

w naszej podróży była Austria. Nasz karawan zatrzymał się na bezpiecznym i niedrogim Motorhome Parkings w Kufstein. Nie był to jedyny postój na długiej trasie na Sycylię. Minęliśmy Neapol i zanim wjechaliśmy na prom, postanowiliśmy jeszcze przenocować w niezwykle urokliwej miejscowości Tropea, położonej na wysokich skałach nad Morzem Tyreńskim. Na Sycylię przeprawiliśmy się promem z Villa San Giovanni do Mesyny. Podróż trwała zaledwie pół godziny. Naszą pierwszą bazą wypadową na wyspie był kamping w okolicach Taorminy. Ta miejscowość jest położona w niezwykłym miejscu na wy-

córce, która również połknęła bakcyla turystyki kamperowej. Ja przesiadłem się z kolei do kolejnego Hymera, którym wraz z żoną podróżujemy do dziś. Nie ciągniemy już przyczepy, bo postanowiłem zrezygnować z jazdy na motocyklu. Motocykl zastąpiliśmy rowerami, bo to też nasza wielka pasja. Nie wszędzie trzeba dojeżdżać samochodem. To w jakich krajach parkował już kamper Państwa Balcerkiewiczów? Zwiedziliśmy już prawie całą Europę. Objechaliśmy Francję, Hiszpanię, Niemcy, dwukrotnie byliśmy w Norwegii, a także we Włoszech, na Litwie, a ostatnio wraz z wnukami odwiedziliśmy Danię. O podróżach w Polsce nie wspominając. Mamy jednak kolejne plany, choćby wyprawę do Portugalii i po raz kolejny do Norwegii, bo to fascynujący kraj. Już w przyszłym roku wybierzemy się na północ tego państwa.

W

NA OK ID

ze szczytu zapierał dech w piersiach. Mieliśmy wrażenie, jakby zaraz z krateru miała się wydobyć lawa. Ile czasu spędziliście Państwo na Sycylii? Dwa tygodnie. Na naszej trasie znalazły się jeszcze Syrakuzy, Punta Bracetto i Mazara. Troszkę dłuższy postój mieliśmy w San Vito lo Capo, TAO RM IN A

RE DEL GOLFO AMNA ELL T S CA

W tym roku znów wybraliście się Państwo na południe Europy. Pojechaliśmy po raz kolejny do Włoch, ale tym razem głównym celem wyprawy były dwie wyspy: Sycylia

i Sardynia. W drodze powrotnej odwiedziliśmy też Rzym. Sycylia zawsze nas fascynowała, bo to połączenie wspaniałej architektury i sztuki z piękna przyrodą i oczywiście doskonałym jedzeniem. Za nami niesamowita podróż, którą jeszcze długo będziemy wspominali. Kiedy zaczęła się Państwa podróż? Wyjechaliśmy dokładnie w ostatnim dniu maja. Pierwszym przystankiem

sokości 204 metrów n.p.m. Miasteczko jest piękne. Wąskie uliczki, dużo placyków, a zewsząd można było podziwiać panoramę morza i gór. Tym razem po okolicy nie poruszaliśmy się rowerami, bo to dość trudna sprawa. Skorzystaliśmy z komunikacji autobusowej. Wybór Taorminy oczywiście nie był przypadkowy. Nie był, bo z tej miejscowości mieliśmy bardzo blisko do wulkanu Etna. Wjechaliśmy na ostatni parking od strony północno-wschodniej, później podróż kolejką górską i na zakończenie jazda jeepami na sam wierzchołek, pod kratery wulkanu. Warto było, bo widok

MIEJSCE BIZNESU

41

bo stamtąd było blisko do kolejnego cudownego miejsca na Sycylii, czyli rezerwatu Lo Zingaro. Nie omieszkaliśmy też obejrzeć Palermo, a stamtąd pewnej nocy przeprawiliśmy się promem do Cagliari… na Sardynii. A nie spotkaliście Państwo przypadkiem przedstawicieli sycylijskiej mafii? Nie i chyba dobrze. Potwierdziło się natomiast to, że w Palermo mają spore problemy z utrzymaniem porządku. Wszędzie „witały” nas góry śmieci. Pod tym względem włoscy wyspiarze mogliby się wiele nauczyć od Tarnowa Podgórnego.

TA R N O W O P O DG Ó R N E


LIFESTYLE

Troszkę inny charakter miała wizyta na Sardynii… Skupiliśmy się głównie na wypoczynku, choć oczywiście połączyliśmy go ze zwiedzaniem. Przejechaliśmy południową, zachodnią i północną część wyspy, zatrzymując się po drodze w Cagliari, San Antiopo, Torme del Poro, Alghero, Agrientu. Najdłużej, bo aż trzy dni, spędziliśmy w Isueleda Cannigione na przepięknie położonym kampingu Baia Blu la Tortura.

ZWIEDZILIŚMY JUŻ PRAWIE CAŁĄ EUROPĘ. OBJECHALIŚMY FRANCJĘ, HISZPANIĘ, NIEMCY, DWUKROTNIE BYLIŚMY W NORWEGII, A TAKŻE WE WŁOSZECH, NA LITWIE, A OSTATNIO WRAZ Z WNUKAMI ODWIEDZILIŚMY DANIĘ.

Nie żal było wracać na kontynent? Nie, bo ostatni etap podróży był równie ciekawy. Ponownie, aby nie tracić już czasu, na prom z Olbii do Civiatavecchia wjechaliśmy nocą. Przeprawiliśmy się na stały ląd, a stamtąd już prosta droga na kamping Roma… oczywiście w Rzymie. W tym miejscu byliśmy już po raz trzeci, ostatnio na pogrzebie naszego papieża Jana Pawła II. Jego zaletą jest dobre położenie i świetna komunikacja – z kampingu co godzinę odjeżdża autobus pod Watykan i stację metra Cipro. Na terenie ośrodka jest też basen, na którym można wypocząć po trudach zwiedzania stolicy Włoch.

Ile tym razem kilometrów Państwo przejechaliście? Licznik pokazał… 5800 kilometrów. Nie łatwiej byłoby zamieszkać w wygodnych pokojach hotelowych, a podróżować samolotami? Może i łatwiej, ale zdecydowanie bardziej lubimy kampery. Oczywiście nie wszyscy tak myślą, bo trzeba spełnić kilka warunków. Przede wszystkim być urodzonym kierowcą, któremu jazda sprawia przyjemność. Dla mnie już samo wejście do pojazdu to początek wakacji. Jestem wolny, bo po drodze mogę się zatrzymać gdzie chcę, kiedy chcę i na ile chcę.

Po drugie, tę pasje musi podzielać osoba towarzysząca w podróży, a moja żona właśnie jest taką osobą. Dla ludzi w naszym wieku podróżowanie kamperem bardzo aktywizuje. Trzeba być cały czas w ruchu. ■

BI

I

PR OM

ZO L

SCHODY HISZPAŃSKIE W RZYMIE

MIEJSCE BIZNESU

42

TA R N O W O P O DG Ó R N E


N A Z WA D Z I A Ł U

MIEJSCE BIZNESU

43

TA R N O W O P O DG Ó R N E


N A Z WA D Z I A Ł U

MIEJSCE BIZNESU

44

TA R N O W O P O DG Ó R N E