Issuu on Google+


fot. Aneta Wojciechowska


Wstympniok

24

Elżbieta Korfantowa i jej ślub

46

Bombóny i zisty

3

Maszkety rychtujóm

4

Jodło na łobrozkach

26

Jodło do boroków

Bratkartofle z jajkiem Zupa maślankowa Parzybroda Prażucha Kluski na parze Ajerkuchy z bratruły

Tarta malinowa z musem czekoladowym Tarta z rabarbarem Tarta z lemon curd i bezą włoską Tarta pistacjowa z truskawkami Rustykalna tarta razowa Tarta z brzoskwiniami i pistacjami

56

Fizymatynta ło kafyju

Drip na lodzie

8

Majluft

Rogale francuskie z pulled pork Żytnie kanapki piknikowe Bajgle z pastą z bobu Wody owocowe Drożdżówki Serniczki w słoikach

32

Jadalne chwasty

Mniszek Pokrzywa Szczaw Podagrycznik

Jodło na hica

Tabbouleh Chłodnik szpinakowy Krem z pieczonych buraków i tymianku Truskawkowy Eton Mess z miętą Lody malinowe z rozmarynem Lody bazyliowe (bez jajek) Orzeźwiające lody z kiwi Sorbet rabarbarowy Ananasowo-miętowa granita z nutką rumu Truskoniada, czyli lemoniada truskawkowa

Jodło do duszy

Naga prawda o śniadaniu Jedzenie, które ma duszę

62

Dejcie na to pozór!

36

Ino gymizy

14

58

Zielony chłodnik z mniszkiem Pesto ze szczawiu Szczawiowa Poğaçe z pokrzywą i fetą Serowe scone’y z wodorostami Miodek z mniszka lekarskiego

Piknik, warsztaty, maszkety – nie z tej planety Konkurs plastyczny

66

Grajfka mom – poradza som

Suszarka na zioła

68

Po szychcie, czyli naszo inszo stróna

42

Ślónzoki rajzujóm

Czas na piknik! Rowerem przez Śląsk Maszkety

1

Magdalena Cielenga-Wiaterek

70

Recepisy za rajom

w numerze:

1


Maszkety rychtujóm:

Magdalena Cielenga-Wiaterek Redaktor naczelna zielenina.blogspot.com

Katarzyna Godlewska Sekretarz redakcji, opracowanie graficzne wedlug-lokatej.blogspot.com

Urszula Mazurowska Składmistrzyni, opracowanie graficzne eksperymentsobotni.blox.pl

Magdalena Kozłowska Projekt winiety www.rogalikblog.pl

Bernadeta Jarnot-Manecka mojkulinarnypamietnik.blogspot.com

Anna Poloczek namiotle.pl

Marta Borowiec pass-the-food.blogspot.com

Aneta Wojciechowska planeta-smaku.blogspot.com

Anna Łabońska ania-od-kuchni.blog.pl

Iwona Starzec decorate-a-cake.blogspot.com

Barbara Salamon-Szympruch podrozehani.blogspot.com

Agata Nastulak dreamytaste.blogspot.com

Józefina Hądz goodmoodfood-goodmoodfood.blogspot.com

Joanna Furgalińska www.furgaleria.pl/blog

Magdalena Ścibor worldonafork.blogspot.com

Dominika Zagrodzka foodie.blog.onet.pl

Ewa Siuda-Szymanowska gebawniebie.blogspot.com

Agnieszka Stanecka wyslownik.blogspot.com

Dagmara Gładysz-Raiwa pocztowkizirlandii.wordpress.com

www: magazynmaszkety.pl kontakt: magazynmaszkety@gmail.com

fot. Aneta Wojciechowska


Wstympniok Magdalena Cielenga-Wiaterek redaktor naczelna

Lato, lato. Mimo że rok szkolny mnie nie dotyczy od lat, a moje dzieci są w wieku przedszkolnym, mimo że na wakacje jeżdżę przed albo po sezonie, bo nie lubię tłumów i upałów, to i tak żyję w trybie wakacyjnym – czekam na upragnione wakacyjne miesiące, ciepłe wieczory, zimne piwko i to przyjemne poczucie luzu, nawet gdy moje życie gna swoim zwykłym tempem. To lato jest dla mnie podwójnie ekscytujące: w maju ukazała się moja pierwsza kulinarna książka „Zielenina na talerzu”, którą polecam Waszej życzliwej uwadze, a prawie równo rok temu, 30 czerwca, ukazał się pierwszy numer magazynu „Maszkety” – wprost nie mogę uwierzyć, że to już rok i właśnie publikujemy 6 numer! Pięknie dziękuję wszystkim osobom, które stale i wytrwale pracują nad naszym magazynem – tylko dzięki wytrwałości i profesjonalizmowi prawie dwudziestu blogerek nasz magazyn ma tak wysoki poziom! I oczywiście naszym nieocenionym czytelnikom, bez których ten cały wysiłek nie miałby sensu! Wasze ciepłe słowa dopingują nas niesamowicie! W tym numerze cieszymy się z naszymi dziołszkami latem, obchodzimy naszą rocznicę, piknikując uroczyście i pakując do koszyków pyszności, te słodkie i te wytrawne (nie zapominając o czymś na popitkę rzecz jasna), a potem w naszych kwiecistych spódnicach, z włosem rozwianym, pedałujemy na naszych pięknych kołach w jakąś cudną okolicę, których w naszym regionie – wbrew ciągle pokutujących o czarnym Śląsku stereotypach – nie brakuje. Oczywiście robia was trocha za błozna, ale zupełnie poważnie namawiam do korzystania z tego najpiękniejszego czasu roku, cieszenia się ciepłymi wieczorami i przyjęciami w ogrodzie w gronie miłych osób i przy suto zastawionym stole – i do częstowania gości chwastami! Sięgnijcie po stare rodzinne przepisy na kołocze z owocami, zjedzcie talyrz ajntopfu pełnego gymizów, na które nie będzie lepszego momentu w ciągu roku. Pojedźcie na wycieczkę rowerową, zróbcie piknik, jednym słowem – korzystajcie z lata pełnymi garściami, a wolny czas uprzyjemnijcie sobie lekturą naszego magazynu!

koło – rower robić za błozna – żartować sobie z kogoś talyrz – talerz gymizy – warzywa ajntopf – danie jednogrankowe majluft – piknik

Maszkety

3


Maszkety www.facebook.com/godejachim

4


Maszkety

5


Maszkety

6


Marta Borowiec

Szykujcie słomkowe kapelusze, szorty, klapki i okulary przeciwsłoneczne, bo ono nareszcie przyszło. Lato, bo o nim mowa, na dobre rozgościło się w naszych parkach, ogrodach i oby zostało z nami jak najdłużej. Szybki wzrost temperatur mocno uszczuplił naszą garderobę, odsłonił nieco ciała i jednocześnie wyostrzył apetyt na lekkie, wakacyjne jedzenie. A czy istnieje coś przyjemniejszego niż wspólne biesiadowanie ze znajomymi na świeżym powietrzu? W plenerze wszystko smakuje lepiej, więc latem warto z tego korzystać jak najczęściej. Opcji na piknikowanie mamy naprawdę wiele. Możemy wybrać się na wyprawę w góry i po pozytywnie wyczerpującej wspinaczce odpakować prowiant na górskiej polanie. Jeśli nie interesują nas górskie szczyty, aternatywą jest wycieczka rowerowa z metą nad jeziorem w towarzystwie tataraku i dryfujących kaczek. A jeśli nie przeszkadza nam piasek, to może być i plaża nad Bałtykiem. Ale żeby swobodnie popiknikować, nie trzeba jeździć w odległe miejsca. Recepta na udane spotkanie w przyjemnych okolicznościach przyrody jest banalnie prosta. Wystarczy przygotować kraciasty koc, schłodzone napoje, kilka smacznych przekąsek i uśmiech na twarzy. Tylko tyle i aż tyle, aby miło spędzić czas i schwytać trochę promieni słonecznych. Sprawdzi się nawet trawnik w pobliskim parku. Jeśli mamy już wybraną lokalizację i chętne towarzystwo, pozostaje nam wymyślić coś do jedzenia. Przygotowałyśmy dla Was kilka bezbłędnych przepisów na przekąski i desery, a także orzeźwiające wody owocowe, które ugaszą pragnienie. Wszystko w kompaktowej, wygodnej formie, która zmieści się do piknikowego koszyka. To co? Pakujemy koszyki, zwijamy koce i w drogę!

Maszkety

7


– M A JLUFT – przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Rogale francuskie z pulled pork ok. 1 ½ kg łopatki wieprzowej, 2 łyżki musztardy dijon, 2 łyżki keczupu, 6 ząbków czosnku, świeżo mielony czarny pieprz, 1 łyżka papryki wędzonej, 1 łyżeczka mielonego ziela angielskiego, ½ łyżeczki mielonego kminku, 1 łyżeczka tabasco, 2 łyżki oleju rzepakowego, sól wg smaku dodatki: ogórki konserwowe, pomidory, sałata, sos jogurtowy, miodowy lub inny ulubiony rogale: ciasto francuskie, jajko Mięso: Czosnek przeciskamy przez praskę. Wszystkie składniki marynaty mieszamy razem. Mięso myjemy, osuszamy, nacieramy marynatą i wstawiamy do lodówki na kilka godzin (najlepiej na całą noc). Możemy marynować w naczyniu żaroodpornym, w którym się potem będzie piekło. Następnie wyjmujemy mięso, przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 90°C i pieczemy przez 12 godzin. Dobrze piec mięso w nocy, bo nie potrzebujemy go pilnować. Pod koniec pieczenia możemy odkryć, żeby się przyrumieniło z wierzchu. Im dłużej mięso pieczemy, tym bardziej będzie soczyste. Po upieczeniu odstawiamy mięso na około godzinę, by odpoczęło, a następnie przy pomocy dwóch widelców dzielimy mięso na cienkie włókna. Rogaliki: Ciasto francuskie wyjmujemy z lodówki i kroimy na duże trójkąty. Zwijamy do środka w zwężającą się stronę. Wierzch smarujemy roztrzepanym jajkiem. Gotowe rogaliki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 20 min. w temp. 180°C. Studzimy. Rogale przekrawamy na pół, do środka wkładamy porcję mięsa, kawałki sałaty, plasterki ogórków, pomidory, polewamy ulubionym sosem.

Maszkety

8


– M A JLUFT –

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Żytnie kanapki piknikowe 4 duże kromki chleba żytniego, ½ awokado, 1 mała cebula czerwona, 4 plastry koziego sera, 4 łyżki pesto z rukoli, kawałek cukinii, 8 liści sałaty, 100 g wędzonego łososia, sól i pieprz, oliwa extra vergine, 20 g masła Za pomocą obieraczki do warzyw ścinamy kilka wstążek cukinii. Wstążki oprószamy solą i pieprzem, skrapiamy oliwą i odstawiamy na kilka minut. Awokado i cebulę kroimy w plastry, łososia rozdzielamy na mniejsze kawałki. Na dużej patelni rozgrzewamy kawałek masła, kładziemy kromki chleba i krótko smażymy z obu stron na złoty kolor. Następnie smarujemy wszystkie kromki z jednej strony łyżką pesto, układamy kolejno sałatę, kozi ser, awokado, łososia, cukinię, cebulę i ponownie sałatę. Całość zamykamy drugą kromką chleba. Kanapki szczelnie owijamy papierem śniadaniowym. Maszkety

9


– M A JLUFT –

przepis i zdjęcie: Józefina Hądz

Bajgle z pastą z bobu na 6 bajgli

50 g świeżych drożdży, 500 g mąki pszennej, 2 jajka, 1 łyżka cukru, 200 ml ciepłej wody, 15 ml oliwy, 6 g soli, 1 jajko do posmarowania przed pieczeniem oraz woda i cukier do gotowania Drożdże z cukrem rozpuszczamy w łyżce ciepłej wody i odstawiamy na 10 minut, aż drożdże zaczną bąbelkować. Mąkę, jajka, oliwę, sól i wodę łączymy, dodajemy drożdże. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 6 części, z każdej formujemy bajgiel. W dużym garnku gotujemy wodę z cukrem (na litr wody łyżka cukru). Bajgle wrzucamy do gotującej się wody, gotujemy 1 minutę (pół minuty każdą stronę). Ugotowane bajgle wyciągamy z wody łyżką cedzakową i odstawiamy do obcieknięcia. Piekarnik nagrzewamy do 200°C. Ugotowane bajgle układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, smarujemy roztrzepanym jajkiem, posypujemy sezamem i pieczemy 20-25 minut. pasta: 400 g ugotowanego i obranego bobu, 50 ml śmietanki 30%, 50 g serka śmietankowego, 30 ml oliwy, garśc posiekanego świeżego lubczyku, 1 ząbek czosnku, 1 łyżeczka czosnku niedźwiedziego, sól, pieprz Czosnek drobno siekamy. Wszystkie składniki razem blendujemy. Podajemy w bajglu z sałatą, młodą rzodkiewka i listkami bazylii. Maszkety

10


– M A JLUFT –

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Wody owocowe truskawkowo-malinowa z granatem: 500 ml wody, 200 g świeżych truskawek, 100 g malin, 50 g pestek granatu, listki mięty, pokruszony lód cytrusowo-rozmarynowa z imbirem: 500 ml wody, 2 cytryny, 1 limonka, 5 cm imbiru, gałązki rozmarynu, pokruszony lód ogórkowo-pietruszkowa z kiwi: 500 ml wody, 1 limonka, 1 ogórek, 2 kiwi, pęczek pietruszki, pokruszony lód W każdym wariancie smakowym składniki należy pokroić w cienkie plastry – oprócz malin, pestek granatu i ziół. Owoce wraz z ziołami należy przełożyć do słoika lub butelki i zalać zimną wodą. Następnie odstawić do lodówki na minimum dwie godziny, najlepiej na całą noc. Na chwilę przed podaniem do wody dodajemy kostki lodu i porządnie mieszamy.

Maszkety

11


– M A JLUFT – przepis i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Drożdżówki na drożdżówki: 500 g mąki pszennej, 40 g drożdży, 100 g cukru, 200 ml letniego mleka, 80 g rozpuszczonego masła, 2 jajka, szczypta soli, 300 g rabarbaru, 25 g cukru, 200-300 g truskawek na kruszonkę: 100 g mąki, 50 g cukru, 50 g masła Drożdże rozcieramy z łyżeczką cukru, mleka i mąki. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce, żeby zaczyn „ruszył”. Mąkę przesiewamy, dodajemy zaczyn, mleko, cukier, jedno jajko, masło i wyrabiamy ciasto (przez 10-15 minut). Odstawiamy na 2-3 godziny do wyrośnięcia przykryte czystą ściereczką. Truskawki myjemy i kroimy na połówki. Rabarbar obieramy i kroimy na centymetrowe kawałki. Rozgrzewamy patelnię, wrzucamy rabarbar, dodajemy 25 g cukru, kilka łyżek wody i dusimy chwilę, aż zmięknie. Kiedy ciasto podwoi objętość, wykładamy je na stolnicę i delikatnie wyrabiamy. Dzielimy na ok. 12 równych części i formujemy z nich okrągłe bułeczki. W środku każdej drożdżówki robimy wgłębienie i układmy w nim owoce. Odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na ok. 20 minut. Piekarnik rozgrzewamy do 200°C, a w międzyczasie wyrabiamy kruszonkę. Drożdżówki smarujemy roztrzepanym jajkiem, posypujemy kruszonką i pieczemy 20-25 minut do zezłocenia.

Maszkety

12


– M A JLUFT – przepis i zdjęcie: Aneta Wojciechowska

Serniczki w słoikach na 4 porcje

warstwa serowa: 250 g twarogu sernikowego, zmielonego przynajmniej dwukrotnie, 250 g gęstego jogurtu naturalnego, 3 łyżki cukru pudru, 1 łyżeczka cukru waniliowego. warstwa truskawkowa: 250 g truskawek, 2 łyżki cukru, ½ opakowania kisielu truskawkowego, 180 ml wody ponadto: 200 g kruchych ciastek, np. owsianych lub herbatników, kilka truskawek do dekoracji Zmielony twaróg miksujemy z cukrem pudrem i cukrem waniliowym, dodajemy jogurt i dokładnie mieszamy. Ciastka rozdrabniamy na okruszki, używając blendera lub tłuczka. Przygotowujemy mus truskawkowy: umyte i osuszone truskawki miksujemy z cukrem. Kisiel rozprowadzamy w 60 ml zimnej wody, pozostałą wodę zagotowujemy. Do gotującej się wody wlewamy proszek kisielowy i energicznie mieszamy. Studzimy i miksujemy z musem truskawkowym. Do każdego słoika wsypujemy 2 łyżki pokruszonych ciasteczek, wlewamy 2 łyżki musu truskawkowego, dopełniamy masą serową. Na wierzch do każdego słoiczka nakładamy jeszcze po łyżeczce musu, posypujemy pokruszonymi ciastkami i dekorujemy ćwiartkami truskawek. Tak przygotowane serniczki wstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny.

Maszkety

13


Katarzyna Godlewska

Wychodzę rano z domu i czuję przyjemny powiew wiatru. Dodatkowe kilka stopni na termometrze sprawia, że cieszę z przygotowanych wcześniej dań, które nie tylko są smaczne i pożywne, ale również świetnie się sprawdzają w upalne dni, kiedy apetyt nie dopisuje. W lecie znika ochota na pieczeń z kaczki, zupę pomidorową lub ciasto czekoladowe z gruszkami. Zamiast ciężkich dań warto sięgnąć po przepisy na lekką sałatkę z kaszy z warzywami, doprawianą orzeźwiającą cytryną i miętą, chłodniki – czy to klasyczny szpinakowy, czy z pieczonych buraków, a także po desery na zimno. Wśród nich nie może zabraknąć lodów: klasycznego sorbetu z rabarbaru lub oryginalnych lodów bazyliowych. W słoiku zabierzemy ze sobą Eton Mess, czyli połączenie bez z truskawkami i miętą. W upalny dzień trzeba także pamiętać o napojach – w ciągu dnia dobrze sprawdzi się lemoniada z truskawek, a wieczorem granita zabarwiona rumem. A przepisy na wszystkie te dobroci znajdziecie w naszym specjalnym, letnim dziale.

Maszkety

14


przepis i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Tabbouleh 170 g kaszy bulgur, 2-3 ogórki gruntowe, 2 średnie pomidory, nieduża cukinia, 2 szalotki, około ½ szklanki posiekanej pietruszki, 1 łyżka posiekanej mięty, 3 łyżki oliwy extra vergine, 1 łyżka soku z cytryny, ząbek czosnku, sól Przygotowujemy kaszę zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Wykładamy na talerz i studzimy. Cukinię obieramy, kroimy w kostkę i podsmażamy 10-15 minut do miękkości. Na koniec solimy i odstawiamy do ostygnięcia. Ogórki myjemy, osuszamy, obieramy i kroimy w kosteczkę. Dodajemy drobno pokrojone pomidory, cebulę, cukinię oraz natkę i miętę. Dodajemy oliwę, sok z cytryny, czosnek oraz sól. Na koniec dosypujemy ostudzoną kaszę i mieszamy.

Maszkety

15


– JODŁO NA HIC A – przepis i zdjęcie: Anna Łabońska

Chłodnik szpinakowy na 2-3 porcje

200 g mrożonego szpinaku lub 350 g świeżego, 450 ml schłodzonej maślanki, 150 g ogórka zielonego, 2-3 ząbki czosnku, 1 łyżka soku z cytryny, sól do smaku, bazylia lub koperek do dekoracji Mrożony szpinak wyjmujemy z zamrażarki na 20-30 minut przed planowanym podaniem zupy, aby się nieco rozmroził, świeży szpinak natomiast dokładnie płuczemy i odsączamy. Do wysokiego naczynia wlewamy maślankę. Ogórek płuczemy i obieramy ze skórki, czosnek obieramy z łupinek, wszystkie warzywa wrzucamy do maślanki, dodajemy sok z cytryny i sól, a następnie blendujemy na gładką masę. Ogórek możemy również zetrzeć na tarce na wiórki i wymieszać z musem przygotowanym z pozostałych składników. Tak przygotowany chłodnik przelewamy od bulionówek lub szerokich szklanek i dekorujemy koperkiem lub bazylią. Chłodnik możemy wzbogacić dodając jajko ugotowane na twardo, ser feta pokrojony w kosteczkę lub podając grzanki z masłem ziołowym jako side dish.

Maszkety

16


– JODŁO NA HIC A – przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Krem z pieczonych buraków i tymianku 600 ml wywaru warzywnego, 250 ml soku jabłkowego, 800 g niewielkich buraków (np. botwinki), liście z pęczka botwinki, szalotka, ½ jabłka, 2 ząbki czosnku, sok z ½ cytryny, sól, pieprz, 4 gałązki tymianku, 2 łyżeczki octu winnego z czerwonego wina, ser bałkański np. feta Piekarnik nagrzewmy do 180°C. Buraki myjemy, każdy zawijamy w folię aluminiową, układamy na blasze do pieczenia i wstawiamy do piekarnika na 1 godzinę. Upieczone wyjmujemy z folii i obieramy ze skórki. Przestudzone kroimy na mniejsze kawałki. Liście botwinki szatkujemy, dodajemy do wywaru razem z tymiankiem i gotujemy 10 minut. Szalotkę i czosnek drobno kroimy. Na patelni na łyżce oliwy szklimy czosnek i szalotkę. Całość dodajemy do bulionu, gotujemy razem 5 minut. Do miksera wkładamy buraczki, wlewamy stopniowo bulion z warzywami i miksujemy. Dodajemy obrane jabłko i sok jabłkowy. Ponownie miksujemy Przyprawiamy wg uznania sokiem z cytryny, octem, solą, pieprzem i tymiankiem. Wlewamy porcje do talerzy, na wierzch dajemy pokrojony w kostkę ser, listki botwinki i posypujemy tymiankiem. Możemy podawać na ciepło lub jako chłodnik.

Maszkety

17


– JODŁO NA HIC A –

przepis i zdjęcie: Magdalena Ścibor

Truskawkowy Eton Mess z miętą 4 białka z dużych jajek, 240 g cukru pudru, szczypta soli, garść świeżej mięty, 300 ml śmietany kremówki 30%, ¼ łyżeczki pasty z wanilii, 300 g truskawek Piekarnik nagrzewamy do 120°C. Białka oddzielamy od żółtek, wrzucamy do misy miksera i dodajemy szczyptę soli. Całość ubijamy na sztywną pianę, następnie stopniowo, po łyżce, kontynuując ubijanie, dodajemy cukier puder. Liście mięty myjemy. Wrzucamy je do moździerza i dokładnie ucieramy z odrobiną cukru, aż puszczą soki. Powstałą pastę mieszamy z ubitymi białkami, tak by powstały zielone okręgi. Pianę przekładamy łyżką na wyłożoną papierem do pieczenia blachę i pieczemy przez ok. 60 minut, aż spód bez będzie suchy. Wyciągamy z piekarnika i odstawiamy, by ostygły. Śmietanę kremówkę ubijamy na sztywną pianę z odrobiną pasty z wanilii. W szklance układamy na przemian warstwę ubitej kremówki, drobno pokruszoną bezę, kawałki pokrojonych truskawek, znów kremówkę itd. Deser najlepiej przygotować na krótko przed podaniem. Dokładnie mieszamy zawartość szklanki przed zjedzeniem.

Maszkety

18


– JODŁO NA HIC A – przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Lody malinowe z rozmarynem 125 ml śmietany kremówki, 70 g cukru, 2 żółtka, 350 g malin (mogą być mrożone), 3 małe gałązki świeżego rozmarynu, 250 ml śmietany kremówki 36%   Do rondelka wlewamy śmietanę (125 ml), dodajemy żółtka i cukier. Mieszamy, aby składniki dobrze się połączyły, dodajemy gałązki rozmarynu. Płyn podgrzewamy do temperatury 82°C. Możemy podgrzewać krem bez termometru: gdy krem jest bardzo gorący, zestawiamy na chwilę rondelek z ognia, mieszamy intensywnie i po chwili znowu stawiamy go na ogniu. Nie można zagotować kremu! Krem ogrzewamy około 15 minut, ciągle mieszając. Gdy krem zgęstnieje, odstawiamy go do zupełnego ostygnięcia. Najlepiej przygotować krem dzień wcześniej i wstawić na noc do lodówki. Aby w czasie studzenia kremu nie utworzyła się skorupka, całą powierzchnię kremu przykrywamy folią spożywczą (nie oklejamy folią miski, tylko kładziemy folię bezpośrednio na krem). Gdy krem jest zupełnie zimny, wyjmujemy z niego gałązki rozmarynu. Maliny przecieramy przez sitko lub rozgniatamy widelcem na papkę (jeżeli nie przeszkadzają nam drobne pestki z owoców). Śmietanę ubijamy na sztywno. Do kremu żółtkowego dodajemy maliny i ubitą śmietanę. Masę przekładamy do maszynki do lodów i kręcimy, aż masa się zmrozi. Lody możemy też przygotować bez maszynki. Masę przekładamy do pojemnika i umieszczamy w zamrażarce. W czasie zamrażania lodów trzeba kilka razy pomieszać masę, żeby lody nie zmroziły się „na kość”.

Maszkety

19


– JODŁO NA HIC A –

przepis i zdjęcie: Józefina Hądz

Lody bazyliowe (bez jajek)

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Orzeźwiające lody z kiwi

na 6 lodów

5 kiwi, 1 łyżka soku z cytryny, 50 g cukru, 1 łyżka miodu akacjowego, 200 ml maślanki

200 ml śmietanki 30%, 250 g jogurtu greckiego, 100 g syropu z agawy, ½ pęczka posiekanej bazylii rzymskiej Wszystkie składniki mieszamy w misce. Wkładamy do zamrażarki na ok. 15 minut. Po tym czasie masę dokładnie mieszamy i wkładamy do zamrażarki na kolejne 10 minut. Po 10 minutach masę dokładnie mieszamy, wlewamy do pojemniczków na lody, wkładamy patyczki i zostawiamy lody w zamrażarce najlepiej na całą noc.

Maszkety

20

Kiwi miksujemy na mus z cukrem i sokiem z cytryny. Dodajemy miód. Dokładnie mieszamy z maślanką. Przekładamy do foremek i wkładamy do zamrażarki.


– JODŁO NA HIC A – przepis i zdjęcie: Dagmara Gładysz-Raiwa

Sorbet rabarbarowy 500 g rabarbaru, 225 g miałkiego cukru, 1 łyżeczka posiekanego imbiru, sok z 1 cytryny, 150 ml wody Rabarbar myjemy, odcinamy końce i kroimy na centymetrowe kawałki. Wkładamy do rondla, wsypujemy cukier, dodajemy posiekany imbir, wlewamy wodę i sok z cytryny. Gotujemy na małym ogniu przez 15 minut, aż rabarbar zmięknie. Odstawiamy do wystudzenia. Dokładnie blendujemy, przelewamy do pojemnika odpornego na bardzo niską temperaturę, wstawiamy do zamrażalnika na 6-8 godzin. Co godzinę wyjmujemy i mieszamy sorbet, by rozbić grudy lodu. Sorbet przenosimy do lodówki na 15 minut przed podaniem.

Sorbet z rabarberu ½ kila rabarberu, 225 g cukru, 1 łeżyczka pokrotego zozworu, zaft z 1 citróny, 150 ml wody Rabarber myjymy, pajtómy łostatki łod sztyngli i krómy kónski na centimeter rube. Rabarber wciepujymy do tygla, sujymy cuker i zozwór, wlywómy ku niymu woda i zaft z citróny. Warzimy to na malućkim łógniu bez 15 minut. Łodstawiómy z łógnia skoro rabarber bydzie miyntki. Trza go łóchłódzić i niyskorzij utrzić akuratnie blenderym. Przelewómy ta ciaplyta do dzbónka, kery idzie wrazić do zamrożarki i mrożymy bez 6-8 godzin. Co godzina wyłónaczomy na aus i fyrlómy, co by roztrzaskać klómpy ze lodu.

Maszkety

21


– JODŁO NA HIC A –

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Ananasowo-miętowa granita z nutką rumu 1 duży ananas i kilka kawałków do dekoracji, 150 ml wody, 70 g cukru trzcinowego, 70 ml białego rumu, pęczek świeżej mięty Wodę i cukier doprowadzamy do wrzenia, gotujemy około 10 minut, aż syrop się zredukuje. Odstawiamy do wystudzenia. Ananas obieramy, wycinamy rdzeń i kroimy na mniejsze kawałki. Przekładamy je do kielicha blendera, dodajemy listki mięty, wystudzony syrop i rum. Miksujemy na wysokich obrotach przez 2-3 minuty. Gotową masę przekładamy do prostokątnego naczynia i wstawiamy do zamrażalnika. Co godzinę za pomocą widelca rozbijamy masę na kryształki. Powtarzamy tę czynność kilkakrotnie, do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Podajemy w szklankach udekorowane kawałkami ananasa i listkami mięty.

Maszkety

22


– JODŁO NA HIC A –

przepis i zdjęcie: Anna Łabońska

Truskoniada, czyli lemoniada truskawkowa na około 4-5 szklanek

750 ml schłodzonej wody mineralnej, 250 g truskawek, 30-40 g płynnego miodu np. mniszkowego lub lipowego, 1 cytryna, kostki lodu, liście mięty (według uznania) Truskawki dokładnie płuczemy, pozbawiamy szypułek i brzydkich fragmentów, a następnie miksujemy blenderem na jednolity mus. Dodajemy miód. Cytrynę szorujemy, a następnie kroimy wzdłuż na pół i z jednej połówki wyciskamy sok do truskawkowego musu. Drugą połówkę kroimy wzdłóż na 3-4 łódeczki. Mus truskawkowy wraz z miodem i sokiem z cytryny ponownie miskujemy. Do wysokiego dzbanka lub karafki wlewamy mus, wrzucamy cytrynowe łódeczki, kostki lodu i miętę, a następnie zalewamy całość mocno schłodzoną wodą mineralną. Przed rozlaniem do szklanek lemoniadę należy wymieszać. Maszkety

23


Jest 1903 rok. Młoda Elżbieta Sprott przygotowuje się do ślubu. Termin ślubu Elżbiety wyznaczono na 1 lipca 1903 roku. Jej narzeczony, Wojciech Korfany, jest 30-letnim działaczem politycznym, redaktorem „Górnoślązaka”. W 1902 roku (rok przed ślubem!) przebywał w więzieniu we Wronkach w Wielkopolsce za publikację artykułów pt. Do Niemców i Do moich braci Górnoślązaków. Narzeczony w więzieniu? Wiele kobiet by tego nie przeżyło. Ale nie Elżbieta. Zgodnie z pruskim prawem młoda para musiała najpierw zawrzeć ślub cywilny, a potem dopiero kościelny. Na jego miejsce narzeczeni wybrali parafię

Trójcy Przenajświętszej w Bytomiu, do którego należała panna młoda. Wygłoszono zapowiedzi w Bytomiu i w Katowicach, na początku wszystko przebiegało bez przeszkód. Ale koniec końców przed narzeczonymi zaczęły się piętrzyć przeszkody. Wojciech Korfanty został nakłoniony do podpisania oświadczenia o posłuszeństwie kardynałowi Koppowi. Oczywiście normalnie księża nie żądali od nikogo tego typu oświadczeń. Dla świętego spokoju Wojciech Korfanty podpisał to oświadczenie, dla tegoż samego świętego spokoju zgodził się, aby mszę ślubną wyznaczono na godzinę 6.00, co było czystą złośliwością.

Elżbieta Korfantowa i jej ślub Kto z Was kiedykolwiek przygotowywał się do ślubu, ten wie o czym mowa. Trzeba zająć się dokumentami, kościołem, przyjęciem, menu, gośćmi, zaproszeniami, zawiadomieniami, ubiorem… Przygotowania nawet do skromnego ślubu mogą doprowadzić wyjątkowo cierpliwego człowieka na skraj wyczerpania nerwowego. Bo przygotowania do tego dnia, przy całej swojej radości, są ogromnym przedsięwzięciem logistycznym i wymagają dopilnowania dziesiątek szczegółów tekst: Magdalena Niewiadomska, Odkrywając Śląsk W czerwcu 1903 roku wszystko było już dograne. Jakież było zdziwienie przyszłych państwa Korfantych, gdy na kilka dni przed wyznaczoną datą ślubu dowiedzieli się, że ślubu nie dostaną (inne źródła twierdzą, że odmówiono narzeczonym ślubu uroczystego). W każdym razie proboszcz Reinhold Schrimeisen uzależnił udzielenie ślubu (uroczystego ślubu?) od przeproszenia krytykowanych przez Wojciecha Korfantego proniemieckich księży (którzy m.in. odmawiali Polakom rozgrzeszenia za czytanie propolskiej prasy). Inspiratorem odmowy miał być władający diecezją wrocławską kardynał Georg Kopp. Bez względu na to, czy jak twierdzą biografowie, odmówiono narzeczonym sakramentu w ogóle, czy też zaproponowano im ślub bez ceremoniału (tzn. śpiewu Maszkety

24

i gry na organach), trudno się dziwić, że tego było po prostu już za wiele. Co robi się w takiej sytuacji? Normalną reakcją jest odwrócenie się na pięcie i poszukanie innego kościoła. Lecz na zebraniu księży w Bytomiu zapadła profilaktyczna uchwała, by Korfantemu nigdzie indziej ślubu nie udzielać. Korfanty odmówił przeprosin. 30 czerwca 1903 roku odbył się ślub cywilny niepokornych narzeczonych. Następnego dnia zamiast ślubu kościelnego odbyła się w domu narzeczonej uczta weselna, bo zaproszonych wcześniej gości nie sposób było nawet powiadomić o zaistniałej sytuacji. Pod koniec lipca 1903 roku Wojciech i Elżbieta wyjechali do Krakowa. Zamieszkali w dwóch osobnych mieszkaniach. Elżbieta pracowała tam jako nauczy-


cielka niemieckiego, z czego wynika jasno, że musiała przerwać pracę w domu towarowym w Bytomiu. I w grodzie Kraka nie obyło się bez trudności. Ślubu odmówili im jezuici, gdy otrzymali z Rzymu zakaz swojego generała. Potem kardynał Kopp zyskał poparcie krakowskiego kardynała Puzyny (którzy wspólnie obradowali na konklawe po śmierci papieża Leona XIII). Do Krakowa przyszła z Watykanu depesza: „Ślubu Korfantemu nie dawać”. Oburzyła ona wielu księży krakowskich, niektórzy byli gotowi wyłamać się z kościelnej dyscypliny. Wreszcie ksiądz Władysław Mikulski, proboszcz parafii Świętego Krzyża w centrum Krakowa zdecydował się udzielić ślubu, nie zważając na grożące mu konsekwencje. Datę wyznaczono na 5 października. W końcu i kardynał Puzyna machnął ręką i wycofał swój sprzeciw.

mnóstwo czasu i pieniędzy. W najgorszym ryzykowałby karierę lub wręcz cały majątek. Choć Elżbieta i Wojciech kojarzą się bardziej z XX-leciem międzywojennym, pamiętajmy, że pobierali się na początku wieku XX, właściwie na przełomie wieków. W epoce fin de siècle. Kraków żył jeszcze niedawno m. in. premierą Wesela Stanisława Wyspiańskiego (1901), która wywołała niemałe poruszenie za sprawą postaci dramatu, wzorowanych na prawdziwych, żyjących jeszcze osobach (patrz np.: Roman Brandstaetter, Ja jestem Żyd z „Wesela”, Poznań 1981). W poniedziałek, 5 października 1903 roku tłumy Krakowian wypełniły plac przy kościele św. Krzyża, aby uczestniczyć w ślubie tej niezmordowanej pary. Potem odbyło się przyjęcie, na którym zauważono m.in. malarza Włodzimierza Tetmajera, który zasłynął właśnie niedawno jako inspiracja dla postaci Gospodarza w Weselu Wyspiańskiego.

Wojciech i Elżbieta dopełnili obowiązku sześciu tygodni zamieszkania w monarchii habsburskiej, nie było także naturalnie żadnych przeszkód wynikających z prawa kanonicznego. Zakończyła się ich trzymiesięczne krakowskie starania o ślub.

Szczęśliwy koniec? Nic takiego. Po ślubie młodych małżonków męczono jeszcze odwołaniami do samego papieża! Korfantowie mieszkali Elżbieta Korfantowa z córką Marią Ullman W końcu jednak cała w Krakowie około 3 miesprawa znalazła szczęsięcy. Wyobraźmy sobie taką sytuację współcześśliwy koniec i Korfantowie żyli w małżeństwie… nie. Chcąc przeprowadzić się do innego miasta na 3 na pewno nie można powiedzieć, że spokojmiesiące, młody, pracujący już zazwyczaj człowiek nie, bo życie ich z całą pewnością do spokojmusiałby – pracując na etacie – poprosić szefa o urnych nie należało. Cała ta historia świadczy lop bezpłatny, a przy mniej sprzyjających okoliczjednak o wyjątkowo silnym charakterze żony nościach zwolnić się. Prowadząc przedsiębiorstwo jednego z bardziej znanych śląskich polityków. – musiałby kursować bez przerwy pomiędzy KrakoKobiety niezwykle aktywnie uczestniczącej (szczewem a – powiedzmy – Katowicami, nie odchodzić gólnie jak na swoje czasy) w życiu publicznym, w hiod laptopa, a ponadto znaleźć zaufanego człowieka storii jednak wciąż schowanej w cieniu męża. który przez – właściwie nie wiadomo przecież jak długi czas – interesu, jak to się mówi, „przypilnuje”. W najlepszym razie taki młody człowiek straciłby Na podstawie: Jan F. Lewandowski, Wojciech Korfanty, Katowice 2009. Maszkety

25


Bernadeta Jarnot-Manecka Kuchnia śląska zazwyczaj kojarzy sie z obfitym, bogatym obiadem, rosołem z domowym makaronem, śląską roladą, gumiklyzami i modrą kapustą. To standard jadany co niedzielę w naszych domach na obiad. Nie codzień tak jadano, w kuchni śląskiej znajdziemy wiele dań skromnych i oszczędnych. Najsłynniejszym synonimem ubogiej śląskiej potrawy jest zupa wodzionka, dziś uważana za danie godne najbogatszego stołu. Tymczasem lato obfitowało w biedne dania, w trakcie żniw, czy jesienią jadano skromnie, prosto, ale zawsze smacznie, nie tylko w chłopskich domach, ale i pańskich. Podstawą obiadu były ziemniaki, mogły być to smażone bratkarkofle z tłuszczem, koperkiem i kwaśnym mlekiem. Gościły ajntopfy, czyli dania z jednego garnka. To była strawa zapracowanych żniwiarzy, którzy wrzucali do naczynia to, co mieli pod ręką, co znajdowało się w spiżarni oraz akurat rosło w przydomowym warzywniaku. Na stołach gościły skromne parzybrody, kluski, drożdżowe bułeczki, czyli buchty, placki z sera i taką właśnie kuchnię chcemy Wam dzisiaj przybliżyć. Dania, które współcześnie nazwalibyśmy biednymi, a których smak wciąż cieszy domowników zebranych przy śląskich stołach.

Maszkety

26


przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Bratkartofle z jajkiem 1 kg ugotowanych w mundurkach ziemniaków (najlepiej dzień wcześniej), 2 cebule, 3 ząbki czosnku, 1 łyżka masła, 4 jajka, sól, pieprz, łyżeczka kminku, zielona część cebuli dymki lub szczypior Ziemniaki obieramy i kroimy w plasterki. Cebulę i czosnek obieramy, cebulę kroimy w kostkę, czosnek na plasterki. Rozgrzewamy patelnię, dajemy masło, następnie plastry ziemniaków, smażymy na złoty kolor około 5 minut, ostrożnie mieszając. Dodajemy cebulę i czosnek, smażymy przez kolejne 2 minuty, aż się zeszkli. Doprawiamy solą, pieprzem i kminkiem. Pomiędzy ziemniaki wbijamy jajka. Smażymy na średnim ogniu przez 2-3 minuty, aż białko się zetnie. Doprawiamy solą i pieprzem. Posypujemy posiekaną dymką lub szczypiorem. Podajemy z kwaśnym mlekiem.

Maszkety

27


– JODŁO DO BOROKÓW –

przepis: Józefina Hądz, zdjęcie: Magdalena Ścibor

Zupa maślankowa 750 ml wywaru warzywnego, 250 ml maślanki, 250 ml śmietanki 30%, 2 żółtka, 10 g mąki pszennej, 2 łyżki koperku (świeżego), 2 łyżki lubczyku (świeżego), sól, pieprz, do podania usmażone (mogą być wczorajsze) kartofle z masłem W garnuszku mieszamy maślankę, śmietankę, żółtka i łyżkę mąki. Wlewamy do gotującego się wywaru, zagotowujemy. Doprawiamy do smaku, podajemy z ziemniakami i smażoną cebulką.

Maszkety

28


– JODŁO DO BOROKÓW – przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Parzybroda ½ kg ziemniaków, mała główka białej kapusty, 1 marchew, 2 cebule, sól, świeżo mielony pieprz, liść laurowy, natka pietruszki, lubczyk, koperek, 2 ziarna ziela angielskiego, 1 łyżka smalcu, 1 łyżka mąki Kapustę płuczemy i szatkujemy. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. W garnku zagotowujemy 1 ½ litra wody. Do wrzącej wody wkładamy kapustę, ziemniaki, obraną marchew, liść laurowy, posiekany koperek, natkę pietruszki i lubczyk. Gotujemy, aż wszystko będzie miękkie. Na osobnej patelni na smalcu smażymy na złoty kolor posiekaną cebulę, dodajemy mąkę i robimy zasmażkę. Zagęszczamy nią zupę i doprawiamy do smaku.

Lyniwo kapusta ½ kila kartofli, mało bioło kapusta 1 marekwia, 2 cybule, sól, świyżo pemelane korzyni, listek bobkowy, astki pietruzielo i magiflancy, koperek, wóniónce korzyni (2 szt.), 1 łeżka tustego, 1 łeżka mónki Kapusta myjymy i krónżómy na rube kónski. Kartofle szkrobiymy i krómy w myńsze kónski. W gorku warzymy 1,5 litra wody. Do waru wciepujymy kapusta, kartofle, pokroto marekwia, ziela i gewyrce. W tygliku na tustym skwarzimy cybula, wciepujymy ku tymu mónka, łonaczymy ajnbryna i wciepujymy jóm do gorka z zupóm. Doprawiómy i fertig.

Maszkety

29


– JODŁO DO BOROKÓW –

przepis i zdjęcie: Urszula Mazurowska

Prażucha

przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Kluski na parze

1 kg ziemniaków, 100 g mąki pszennej, 200 g boczku lub słoniny, sól, maślanka Obrane ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie, gdy będą prawie miękkie, odlewamy połowę wody i wsypujemy mąkę. Przykrywamy garnek i na minimalnym ogniu dogotowujemy jeszcze 10 minut. Całość dokładnie tłuczemy na jednolitą masę. Boczek kroimy w drobną kostkę i smażymy na wolnym ogniu, aż się wytopi. Skwarki zdejmujemy z patelni, a namoczoną w tłuszczu łyżką nabieramy porcje ziemniaków. Możemy również po zdjęciu skwarek z patelni, nabrane porcje zrumienić na wytopionym tłuszczu. Podajemy posypane skwarkami, z maślanką do picia.

Maszkety

30

400 g mąki, 20 g drożdży świeżych, 2 żółtka, 60 g masła, 250 ml mleka, 60 g cukru, szczypta soli Mąkę z solą przesiewamy do miski. Wlewamy ciepłe (nie gorące!) mleko do miseczki i rozrabiamy w nim drożdże. Dodajemy łyżkę mąki i łyżkę cukru. Odstawiamy, aż zaczyn zacznie pracować. Gdy drożdże podrosną, łączymy je z mąką. Żółtka ucieramy z resztą cukru na jasną i puszystą masę. Dodajemy do mąki z drożdżami. Wyrabiamy ciasto, aż na jego powierzchni utworzą się pęcherzyki powietrza. Masło rozpuszczamy i studzimy. Letnie masło dodajemy do ciasta i ponownie wyrabiamy. Odstawiamy, aż ciasto podwoi swoją objętość, wtedy wykładamy je na blat posypany mąką. Szklanką wycinamy kluski. Gotowe kluski odstawiamy jeszcze na 20 minut do ponownego wyrośnięcia. Kluski gotujemy na parze, aż staną się lśniące i sprężyste.


– JODŁO DO BOROKÓW –

przepis i zdjęcie: Bernadeta Jarnot-Manecka

Ajerkuchy z bratruły 3 jajka, 5 łyżek mąki pszennej tortowej, 250 g sera półtłustego twarogu, 2 łyżki cukru, szczypta soli, ½ łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżka śmietany, olej do smażenia, cukier puder Twaróg dokładnie rozgniatamy na papkę. Białka ubijamy mikserem na sztywną pianę. Do miski dajemy cukier, sól, wbijamy po jednym żółtku i ubijamy mikserem przez kilka minut. Dodajemy mąkę i mieszamy łyżką. Dodajemy twaróg i śmietanę. Całość jeszcze raz mieszamy. Na koniec dodajemy pianę z białek i wszystko delikatnie jeszcze raz mieszamy. Ciasto kładziemy małymi porcjami na rozgrzany olej i smażymy na złoty kolor z obu stron placuszki. Usmażone placuszki wykładamy na papierowy ręcznik, aby usunąć nadmiar tłuszczu. Ciepłe, trzymamy w bratrule, czyli w piekarniku. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem. Maszkety

31


Jadalne chwasty

Myśląc o ziołach, mamy zazwyczaj na myśli bazylię, tymianek lub popularne i znane rośliny lecznicze, takie jak rumianek czy mięta. Jednak natura obdarzyła nas niezwykle hojnie w rośliny jadalne i lecznicze, więc nawet te, które zwyczajowo uznajemy za chwasty i z determinacją usuwamy je z naszych ogrodów, mogą gościć na naszych talerzach tekst: Anna Poloczek, zdjęcia: Anna Poloczek, Urszula Mazurowska

M

niszek Mniszek lekarski, którego kwiaty po zapyleniu przekształcają się w owoce wyposażone w aparat lotny, tworząc delikatne puszyste kulki, w wypielęgnowanych ogródkach nie jest mile widziany. Tymczasem mniszek lekarski, zwany popularnie mleczem, to miododajna roślina lecznicza, która oprócz zastosowań leczniczych doskonale sprawdzi się jako składnik wielu dań. Z liści mniszka można przygotować pesto, zupę lub dodać posiekane liście do sałatki lub twarożku. Z kwiatów przygotujemy aromatyczny miód mniszkowy, a także pyszne domowe wino. Mniszek ma działanie moczopędne. Zawiera także dużą ilość potasu, dlatego też nie dochodzi do obniżenia zawartości potasu we krwi w czasie zwiększonej diurezy, co zwykle dzieje się przy stosowaniu środków

Maszkety

32


– JADALNE CHWAST Y –

konwencjonalnych o właściwościach moczopędnych. Korzeń mniszka ma działanie oczyszczające. Działając głównie na wątrobę oraz pęcherzyk żółciowy, przyczynia się do wydalania zbędnych produktów przemiany materii. Kiedy i jak zbieramy mniszek? Liście wczesną wiosną, gdy są małe i delikatne. Zbiór korzeni rozpoczynamy dopiero późną jesienią, wówczas koncentrują się w korzeniu substancje czynne krążące w roślinie. Kwiaty (młode) zbieramy rano, tuż po zejściu rosy.

P

okrzywa Przez wielu działkowców uważana jest za uciążliwy chwast. Choć wygląda zupełnie niepozornie, potrafią rozpoznać ją nawet dzieci, bo identyfikacje ułatwiają pokrywające pokrzywę włoski wydzielnicze, które po bezpośrednim kontakcie ze skórą wywołują wysypkę nie pozwalającą długo o pokrzywie zapomnieć. Pokrzywa ma szerokie zastosowanie w ziołolecznictwie. Jest prawdziwym bogactwem aktywnych związków, które są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Jej niezwykłe właściwości docenili już starożytni Grecy, którzy stosowali pokrzywy, aby usunąć z rany jad węża po ukąszeniu. Dzisiaj mamy znacznie szerszą wiedzę na temat tej rośliny. Pokrzywa pomaga leczyć wypryski, stosuje się ją w chorobach układu pokarmowego, sercowo–naczyniowego, ma działanie moczopędne, oczyszczające, przeciwzapalne, regenerujące. Pomaga w zwalczaniu kataru siennego, łagodzi choroby skóry.

i wzmacniających włosy wchodzą ekstrakty z pokrzywy. Osoby mające problemy z łupieżem i wypadaniem włosów mogą samodzielnie przygotować płukankę z pokrzywy. Wystarczy zaparzyć susz z liści (może być pokrzywa w torebkach ekspresowych), ostudzić i płukać włosy. Właścicielki bardzo jasnych blond włosów powinny używać gotowych preparatów, bo może się zdarzyć tak, że napar z suszonych liści zabarwi włosy na zielonkawy odcień.

Warto pamiętać o sporej roli pokrzywy w pielęgnacji skóry i włosów. W skład preparatów przeznaczonych do pielęgnacji skóry tłustej, trądzikowej i podrażnionej, a także szamponów przeciwłupieżowych

W kuchni pokrzywa uważana jest za pożywne danie. Liście pokrzywy zawierają dużą ilość żelaza, witaminy C, mikroelementów oraz karotenoidy. W smaku pokrzywa przypomina szpinak. Maszkety

33


– JADALNE CHWAST Y –

jesienią. Oczyszczone korzenie suszymy (rozłożone pojedyncza warstwą) w ciepłym, suchym miejscu.

S

zczaw Wśród gatunków szczawiu, który należy do rodziny rdestowatych, na wyróżnienie zasługuje szczaw zwyczajny, którego użytkową częścią są młode liście, zbierane w okresie wiosennym. W stanie dzikim występuje w całej Europie i Azji Zachodniej. Szczaw zwyczajny został także wprowadzony do uprawy, którą można prowadzić na jednym stanowisku przez okres 3 do 4 lat. Szczaw to roślina często pomijana w diecie i traktowana jako uciążliwy chwast. Tymczasem szczaw jest bogaty w cenne dla zdrowia witaminy i substancje odżywcze, dlatego warto go spożywać jako dodatek do sałatek lub sosów albo w formie pysznej, kwaskowej zupy. Ze szczawiu można przygotować kremowy sos, który doskonale smakuje z jajkami ugotowanymi na twardo. Liście szczawiu dobrze komponują się ze smakiem ryb, cebuli, papryki, ziemniaków, wieprzowiny, cielęciny, jajek, sałatek, sosów na bazie śmietany i białych serów (także kozich).

Z młodych liści pokrzywy można przygotować sałatki, zupy, usmażyć je w cieście lub przygotować jak szpinak. Pokrzywa doskonale komponuje się smakowo z czosnkiem niedźwiedzim, więc warto łączyć te dwie rośliny w jednej potrawie. Pokrzywy zbieramy przed kwitnieniem w pogodne, słoneczne dni (od maja do września). Suszymy w zacienionym i przewiewnym miejscu. Liście oddzielamy od łodyg dopiero wtedy, gdy pokrzywa jest lekko zwiędła, wówczas pokrzywy są mniej parzące. Korzeń pokrzywy wykopujemy wczesną wiosną lub

Maszkety

34

Liście szczawiu, poza zastosowaniem kulinarnym, wykazują również właściwości lecznicze, dzięki którym można wspomagać leczenie wielu chorób. Korzeń szczawiu stosowany jest w zatruciach pokarmowych, biegunkach infekcyjnych lub wzdęciach. Pomaga także w leczeniu niedokrwistości. W medycynie ludowej sproszkowanego korzenia używa się jako zasypki na powierzchniowe rany i owrzodzenia. Przy spożywaniu szczawiu zalecane jest zachowanie ostrożności, gdyż nadużywany i przedawkowany staje się niebezpieczny. Szczawiany mogą odkładać


– JADALNE CHWAST Y –

się w nerkach i pęcherzu moczowym, sprzyjając powstawaniu kamicy moczowej (szczawian wapnia). Zbytnie absorbowanie wapnia przez związki szczawianowe może spowodować odwapnienie kości i zaburzenia kurczliwości mięśni (hipokalcemia). Nadmierne ilości antrachinonów i szczawianów wywołują ostrą, długotrwałą biegunkę, zaburzenia wodno-elektrolitowe i kwasowo-zasadowe organizmu. Szczawiu nie powinny spożywać osoby chore na dnę moczanową. Szczaw zbieramy od maja. Wykorzystywaną częścią rośliny są świeże liście, zwłaszcza młode. Liście szczawiu możemy mrozić.

zastosowanie podagrycznika jest niewielkie, a szkoda, bo potrawy przygotowane z tej rośliny są bardzo smaczne. W dziale „Jadalne chwasty” znajdziecie ciekawe przepisy z wykorzystaniem pokrzywy, mniszka i szczawiu. Bibliografia: Andrzej Skarżyński, Zioła czynią cuda Danuta Tyszyńska-Kownacka, Zioła w domu

P

odagrycznik Podagrycznik pospolity to utrapienie wszystkich ogrodników. Jest rośliną, która gdy tylko pojawi się w ogrodzie,  bardzo ekspansywnie się w nim panoszy. Pochodzi z rodziny selerowatych, a jego botaniczna nazwa wywodzi się od podagry, czyli bólów reumatycznych obejmujących stawy palców stopy, i związana jest z zastosowaniem leczniczym tej rośliny. Napary z podagrycznika wykazują słabe działanie uspokajające, moczopędne i przeciwzapalne, a także regulują przemianę materii. Natomiast świeże liście przykładane na rany przyspieszają ich gojenie, a wyciśnięty z nich sok jest stosowany zewnętrznie na oparzenia i bolące stawy, a także do nacierania miejsc po ukąszeniu przez owady. Historia podagrycznika pospolitego na ziemiach polskich sięga czasów średniowiecza, kiedy to jego wartości odżywcze były na tyle doceniane, że sprzedawany był na targach  jako powszechna zielenina. Wykorzystywano go do przyrządzania zup, sałatek, a młode liście z powodzeniem zastępowały szpinak. Dzisiaj kulinarne

Maszkety

35


Magdalena Cielenga-Wiaterek Tym razem w dziale wegetariańskim szalejemy – prezentujemy przepisy z chwastami! Zresztą, szczerze mówiąc, nie przepadam za tym określeniem – obrazuje dzisiejsze podejście człowieka do roślin, taki typowy brak szacunku do przyrody jako całości. To, co niekoniecznie jest nam potrzebne, jest uznawane za „chwast”, szkodnika, a to wcale nie zawsze prawda. I właśnie to pokazujemy tym razem w dziale „Ino gymizy” – że rośliny często uznawane za niepożądane, rosnące pod ręką w większości ogrodów są pyszne i mogą stanowić ciekawe urozmaicenie naszych posiłków! Wpisują się też świetnie w historyczną kuchnię śląską – tę ludową, biedną, która korzystała z tanich i łatwo dostępnych roślinnych źródeł pożywienia. Warto zaskoczyć rodzinę czy znajomych i tego lata podać sałatkę czy zupę z dziko rosnącymi roślinami jadalnymi, oddając im należny szacunek!

Maszkety

36


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Cielenga-Wiaterek

Zielony chłodnik z mniszkiem 2 porcje: 1 pęczek mniszka (ok. 100 g), 1 pęczek szpinaku (ok. 100 g), 125 ml jogurtu roślinnego (na przykład sojowego), 1 ząbek czosnku, ½ łyżeczki soli, sok z ½ cytryny, ½ l bulionu warzywnego, 50 g liści świeżej mięty Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze, miksujemy na gładki krem. Podajemy schłodzony.

Maszkety

37


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Cielenga-Wiaterek, przepis z książki „Zielenina na talerzu”

Pesto ze szczawiu na ok. 200 ml pesto

1 pęczek szczawiu (ok. 100 g), ⅓ szklanki migdałów, ½ pęczka natki pietruszki, ⅓ szklanki oliwy, 2 ząbki czosnku, ½ łyżeczki soli, ½ łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu Wszystkie składniki wkładamy do blendera i miksujemy na gładko. Szczaw i natkę możemy wcześniej grubo pokroić. Recepis z ksiónżki „Zielenina na talerzu”

Pesto z „babskich szczochów” na niecołko szklónka pesto

przepis i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Szczawiowa 2 nieduże marchewki, 1 pietruszka, 350 g szczawiu, 1 ½ l bulionu warzywnego, ½ szklanki kopru, 250 ml śmietany 18%, 1 łyżeczka mąki Marchewki i pietruszkę ścieramy na tarce, a następnie gotujemy w bulionie. Szczaw myjemy i siekamy, dodajemy do bulionu. Wszystkie warzywa gotujemy do miękkości przez kilka minut. Dodajemy śmietanę, posiekany koper oraz mąkę rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody. Mieszamy i zagotowujemy.

Zupa z „babskich szczochów” 2 myńsze marekwie, 1 petersyla, 350 g „babskich szczochów”, 1,5 litra bulionu z gymizy, pół szklónki kopru, szklónka śmietónki 18%, 1 łeżyczka mónki

1 kiczka „babskich szczochów”, ⅓ szklónki mandli, ½ kiczki pietruzielo, ⅓ szklónki prawygo łolyju, 2 zómbki czosku, ½ łeżyczki soli, ½ łeżyczki świyżo pomelanego korzynio Wszyjstko wrażómy do blyndera i uciyrómy akuratnie. „Babski szczochy” i pietruzieli trza najprzód pokroć na rube kónski. Sztyngle wyciepać.

Maszkety

38

Utrzite na tarle marekwie i petersyla warzymy w buiónie. „Babski szczochy” myjymy, krónżómy i dociepujymy do bulionu. Warzymy to do kupy do miyntkości bez pora minut. Dolywómy śmietónka, pokroty koper i mónka rozfyrlano z troszkóm wody. Fyrlomy i warzymy


– INO GYMIZY – przepis i zdjęcie: Urszula Mazurowska

Poğaçe z pokrzywą i fetą ciasto: 500 g mąki pszennej typ 650, 20 g świeżych drożdży, 1 łyżeczka cukru, 125 ml ciepłego mleka, 125 ml jogurtu naturalnego, 125 ml oleju, 1 jajko, 1 łyżeczka soli nadzienie: 100 g młodych liści pokrzywy, 100 g fety, ½ pęczka szczypiorku, sól, pieprz na wierzch: 1 jajko, 2 łyżki czarnego sezamu lub czarnuszki Pokruszone drożdże zasypujemy cukrem, polewamy 2 łyżkami mleka i odstawiamy na 15 minut. Mąkę przesiewamy i mieszamy z solą. Wlewamy drożdże, roztrzepane jajko i resztę mleka, jogurt i olej. Wyrabiamy, aż ciasto będzie gładkie. Ciasto powinno być miękkie, ale nie lepkie. Jeśli nie odchodzi od dłoni, podsypujemy je odrobiną mąki. Ciasto zagniatamy w kulę, wkładamy do dużej miski, przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy na 4-5 godzin do lodówki (lub na całą noc). Pół godziny przed przygotowaniem farszu ciasto wyjmujemy z lodówki, by się ogrzało. Pokrzywę myjemy, lekko osuszamy i wilgotny wrzucamy na patelnię. Podgrzewamy tyle, żeby zwiędła, następnie drobno siekamy i mieszamy z pokruszoną widelcem fetą oraz z posiekanym szczypiorkiem. Doprawiamy solą i pieprzem. Ciasto dzielimy na 10 kawałków. Każdy rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach ok. 10 cm x 15 cm. Wzdłuż krótkiego boku rozsmarowujemy farsz, a następnie ściśle zwijamy w rulonik. Odkładamy do wyrośnięcia na 30 minut na blachę wyłożoną papierem. Smarujemy rozmąconym jajkiem, posypujemy wierzch ziarnem i pieczemy w 200°C przez 20-30 minut, aż poğaçe będą porządnie zrumienione.

Maszkety

39


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Dagmara Gładysz-Raiwa

Serowe scone’y z wodorostami 75 g masła w temperaturze pokojowej oraz odrobina do nasmarowania formy, 225 g mąki samorosnącej (lub 225 g mąki pszennej z dodatkiem 2 ½ łyżeczki proszku do pieczenia), 200 g mąki pszennej graham, 1 łyżeczka soli, 1 łyżeczka sody oczyszczonej, 1 łyżeczka utłuczonych ziaren pieprzu, 30 g dojrzałego sera Cheddar, 1 garść suchych wodorostów „dillisk” (Palmaria palmata), 2 jajka, 250 ml maślanki Piekarnik rozgrzewamy do 220°C (200°C z włączonym termoobiegiem). Dużą tacę do pieczenia wykładamy papierem, który natłuszczamy odrobiną masła. Wodorosty siekamy na małe kawałki, ser ścieramy na tarce. Obie mąki mieszamy w sporej misce z solą, sodą oczyszczoną, pieprzem, serem i wodorostami. Dodajemy masło i wyrabiamy, aż dobrze się połączy z mąką. Do drugiej miski rozbijamy jedno jajko i rozbełtujemy je z maślanką. Wlewamy zawartość miski do miski z mąką. Mieszamy, aż mąka wchłonie cały płyn. Z powstałego ciasta wyciskamy foremką 8 bułek. Układamy je na przygotowanej wcześniej tacy do pieczenia. Drugie jajko rozbełtujemy z kilkoma kroplami wody i smarujemy nim każdą bułkę. Bułki wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 15 minut, następnie przekładamy na kratkę do przestygnięcia. Maszkety

40


– INO GYMIZY –

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Miodek z mniszka lekarskiego 500 kwiatostanów (bez łodyżek, ale z zielonymi szypułkami) mniszka lekarskiego, 1 l wody (źródlanej, mineralnej), 1 kg cukru, 1 cytryna dodatkowo: kawałek gazy Zbieramy na łące (położonej z dala od ulicy!) 500 kwiatków mniszka. Po powrocie do domu rozsypujemy je na arkuszu białego papieru i pozostawiamy na kilka godzin, żeby pozbyć się ewentualnych lokatorów. Następnie zalewamy kwiatki litrem wody (nie płuczemy ich), dodajemy umytą i pokrojoną w plastry cytrynę. Gotujemy około 20 minut pod przykryciem i odstawiamy na 24 godziny. Następnego dnia przecedzamy wywar, odciskając kwiatki przez gazę.  Kwiatki i cytrynę wyrzucamy, a do wywaru wsypujemy kilogram cukru. Gotujemy na małym ogniu przez 2 godziny, często mieszając. Odstawiamy. Trzeciego dnia ponownie podgrzewamy miodek i gorący przelewamy do wyparzonych wcześniej słoiczków. Zakręcamy i odwracamy do góry dnem.

Maszkety

41


– ŚLONZOK I R A JZUJOM –

Czas na piknik! Temperatury już prawie letnie, dzień jest coraz dłuższy i humory lepsze – czas więc na rodzinne wycieczki w plener. Miejsc piknikowych nie brakuje, zapraszam więc na nasze małe, całkowicie subiektywne, śląskie TOP 5

1.

tekst i zdjęcia: Barbara Salamon-Szympruch

Chorzów, Park Śląski To miejsce-legenda. Może nie przeżywa obecnie swoich lat świetności, ale i tak jest (i chyba pozostanie) jednym z ulubionych miejsc popołudniowego i weekendowego odpoczynku mieszkańców śląskiej aglomeracji. Z tego powodu jest tam tłoczno, wystarczy jednak zboczyć z najpopularniejszych ścieżek i można znaleźć bardziej ustronne miejsca. W sezonie letnim świetnym przyczynkiem do leniwego piknikowania są Śniadania na trawie. A gdy rodzinne nicnierobienie się znudzi, warto pójść do Rosarium, w którym kwitną dziesiątki tysięcy róż, czy do Kontenerów Kultury, w których zawsze dzieje się coś ciekawego.

2.

Maszkety

42

Mikołów, Śląski Ogród Botaniczny To miejsce uwielbiamy za świetne połączenie edukacji z zabawą. Odwiedzamy, kiedy tylko możemy, szczególnie w weekendy, w które organizowane są święta ekologiczne. Wtedy razem z Hanią możemy brać udział w grze terenowej i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o ptakach, roślinach czy zwyczajach zwierząt. A po przejściu trasy rozkładamy piknikowy koc przy tamtejszym ogromnym, drewnianym placu zabaw (z pewnością jednym z lepszych w okolicy). Gdy dorośli piknikują, dzieciaki szaleją na zjeżdżalni, huśtawkach lub bawią się w piasku, którym wysypany jest cały teren. W niedzielę przy


– ŚLONZOK I R A JZUJOM –

wejściu organizowany jest mały bazar ekologiczny (tamtejsze okrągłe „zdrowe ciastka” są przebojem).

3.

Pszczyna, Zabytkowy Park Pszczyński Do Pszczyny mogę jeździć co tydzień. Uwielbiam to miasteczko – jego urokliwą starówkę z Ławeczką Daisy, przepyszne jedzenie w wielu knajpkach, żubry, które zachwycają dzieciaki, no i ten park. Można w nim spędzić godziny. Park jest ogromny (ma 156 ha), podzielony na trzy części – Park Zamkowy, Dworcowy i Zwierzyniec, zwany też Dziką Promenadą. Na spacery polecam miejsca oddalone od najpopularniejszych ścieżek przy zamku. Jednak jeśli jedziemy na piknik, zawsze rozkładamy się na dużej polanie przed rezydencją – posiłek z takim widokiem to naprawdę przeżycie.

4.

Rudy, Pocysterski Zespół Klasztorno-Pałacowy Park w Rudach jest częścią Cysterskich Kompozycji Krajobrazowych Rud Wielkich, parku krajobrazowego, na terenie którego znajduje się też m. in. Rezerwat Łężczak (polecamy!). Przy nabierającym z roku na rok blasku klasztorze miło spędzić można niejedno popołudnie. Pod koniec pobytu (na początku nie ma sensu, bo się nie wyjdzie dalej…) warto zahaczyć

o plac zabaw, przy którym łączą się trasy rowerowe. Uwaga! Jadąc do Rud trzeba się przygotować i – oprócz piknikowego kosza i koca – zabrać również jakiś środek przeciwko owadom, bo kłują niemiłosiernie...

5.

Zbrosławice, Rodzinne Centrum Rozrywki W podtarnogórskich Wilkowicach, na terenie byłego PGR-u stworzono raj dla dzieci – jest plac zabaw, siłownia na świeżym powietrzu, park linowy (chyba największy z tych, które my odwiedziliśmy, ale jednocześnie nadający się i dla dość strachliwej 5-latki, jaką ostatnimi czasy jest Hania), boisko, miejsce na ognisko… Najważniejsze są jednak zwierzęta (kozy, owce, paw, króliki, gęsi, lamy, jelonki, surykatki i inne), niektóre z nich można karmić (jedynie zakupioną w kasie kukurydzą – koszt to 1 zł, radość dzieci – bezcenna). Do tego dużo trawy, na której można się rozłożyć i bez skrępowania piknikować. Dla tych, którzy przyjadą bez własnej wałówki, zorganizowano stanowisko z grillem, dla bardziej wymagających jest restauracja „Pod Platanami” z naprawdę dobrą kuchnią. To tylko niektóre z setek miejsc na Śląsku, w których można spędzić leniwe, weekendowe popołudnia. A wy gdzie najczęściej piknikujecie?

Maszkety

43


– ŚLONZOK I R A JZUJOM –

Zaczynając od podstaw: warto zwrócić uwagę na dobre przygotowanie. Na rowerze każdy jeździć może, ale nie każdy rower powinno się zabierać na 60-kilometrową trasę przez lasy. Warto pomyśleć o swoim komforcie i przyjemności z takiej wycieczki i wyremontować nieco swój rower. Nie sugeruję zakupu nowego, bo w moim co sezon wymieniane są jakieś części – korba, opony, siodełko, rama, amortyzator itd. Wybierając rower lub części, warto przemyśleć do czego sprzęt nam ma służyć – czy wolimy szybkie trasy po asfalcie, spokojną jazdę po mieście, a może wycieczki w teren. W przypadku tras, które proponuję, najlepiej sprawdzi się rower trekingowy – opony nieco szersze niż w przypadku kolarzówek lub rowerów miejskich, ale węższe niż terenowe górskie,

wygodne siodełko, przedni amortyzator, rama pozwalająca zachować w miarę wyprostowaną postawę, błotniki, światełka przednie i tylne oraz sprawne przerzutki i hamulce. Przydać się może bagażnik i torby rowerowe, ale na jednodniową wycieczkę spokojnie wystarczy też plecak. Ubiór powinien być wygodny i niekrępujący ruchów, obuwie sportowe, kończące się pod kostką. Na głowę czapka lub chustka, okulary przeciwsłoneczne lub przezroczyste, jeśli zamierzamy jechać wieczorem. Warto mieć także rękawiczki rowerowe, które pozwolą uniknąć odcisków na dłoniach. Do plecaka koniecznie trzeba zabrać dużą butelkę wody niegazowanej, prowiant, mapę rowerową regionu oraz krem z filtrem – pogoda lubi się zmieniać, a słońce potrafi mocno grzać na szosie.

Rowerem przez Śląsk Chowając narty do szafy i żegnąjąc się z nimi do kolejnego sezonu, myślami przemierzam już kilometry na rowerze. Szybki przegląd czy nie trzeba wymienić żadnych części i mogę śmigać – sama, z mężem, z rodziną. Kiedy brakuje czasu wybieramy 20-kilometrową trasę w okolicach gliwickiego lotniska i lasów, za to w weekendy jest czas na dłuższe, kilkugodzinne wypady. Tym razem chciałabym zaproponować kilka moich ulubionych tras, które można zrealizować całą rodziną w wolny dzień i urozmaicić tym wakacje spędzane w mieście tekst i zdjęcia: Katarzyna Godlewska Jestem z Gliwic, więc najczęściej moją bazą wypadową jest właśnie to miasto. Jedną z ciekawszych tras, którą po raz pierwszy przejechałam za nastoletnich czasów wraz z kolegami ze szkoły, jest trasa do Rud Raciborskich. Najczęściej miejscem zbiórki przy takich wyjazdach jest Gliwicki Teatr Muzyczny, spod którego łatwo trafić na pożądane ścieżki. Spod teatru możemy kierować się przez pola na Kozłów, skąd przez Rachowice dojedziemy do Sierakowic – niewielkiej miejscowości znanej ze swoich stawów i smażalni rybnych (można tędy również śmiało wracać i zatrzymać się na obiad). Z Sierakowic do Gajówki i leśnymi ścieżkami dotrzemy do Rud. Drugą możliwą trasą jest droga w kierunku Kędzierzyn, którą docieramy do Sośnicowic.

Maszkety

44

W centrum jest ładny kościół oraz charakterystyczny Rynek w postaci ronda, a w okolicy jest całkiem niezła lodziarnia. Z Sośnicowic odbijamy na Trachy i przez Bargłówkę dojeżdżamy do Rud. W Rudach przede wszystkim wart wspomnienia jest park krajobrazowy oraz zespół klasztorno-pałacowy. Ciekawym miejscem jest równie zabytkowa stacja kolejki wąskotorowej. Po zwiedzeniu Rud czas wracać. Do wyboru mamy albo jedną z dwóch wyżej opisanych tras albo drogę Stanica – Pilchowice – Smolnica. Wybierając ostatnią opcję, mamy okazję zobaczyć most w Leboszowicach oraz jedną z przyjemniejszych tras w okolicy do Smolnicy. W samej Smolnicy wart wspomnienia jest malutki drewniany kościół, za którym skręcamy na Wilcze Gardło i trasą


– ŚLONZOK I R A JZUJOM –

rowerową dojeżdżamy do autostrady A4, a następnie osiedla Sikornik w Gliwicach. Całość trasy to ok. 55-65 km, zależnie od wybranych wariantów trasy i tego, ile zjeździmy w samych Rudach. Innym pomysłem na wycieczkę z Gliwic jest kierunek północno-zachódni, czyli dwa (w porywach do trzech) jeziora doskonale znane fanom żagli czy weekendowego odpoczynku na plaży. Ponownie spod teatru wyruszamy w kierunku CH Arena i ulicy Kozielskiej. W tej okolicy możemy zdecydować – czy chcemy jechać w kierunku strefy ekonomicznej, przez Ligotę Łabędzką na Rzeczyce, czy wybieramy trasę biegnącą przy torach. Kiedy dojedziemy do Rzeczyc możemy zjechać nad Dzierżno Duże i spędzić chwilę nad wodą. Następnie kierujemy się na Taciszów i na Pławniowice, gdzie możemy obejrzeć zespół pałacowo-parkowy. Po przekroczeniu kanału możemy dojechać nad jezioro pławniowickie, które w upalne weekendy bywa zatłoczone, jednak może być kolejnym miłym przystankiem na chwilę relaksu. Drogę powrotną proponuję przez Niewiesze, Bycinę w kierunku miejscowości Dzierżno, do której dojeżdżamy pomiędzy Dużym i Małym jeziorem. Następnie wybieramy drogę przy Kanale Gliwickim i dojeżdżamy do Łabęd, skąd kierujemy się na osiedle Kopernik i Toszecką do centrum. Ta trasa to również ok. 55 kilometrów. Czasem jednak warto zapakować rowery do samochodu (lub na dach) i przejechać kawałek Śląska, by dotrzeć w bardziej oddalone, a interesujące okolice.

Jednym z takich miejsc jest Jura w okolicy Częstochowy, gdzie przy granicy Śląska, Małopolski i Świętokrzyskiego znajdują się piękne leśne ścieżki oraz ciekawe zabytki. Z okolic Podzamcza i zamku Ogrodzieniec możemy kierować się do Ryczowa, z którego łatwo dojechać do Żarnowca, z którego wracamy przez Biskupice pod zamek. W okolicach Żarek leży Park Krajobrazowy Orlich Gniazd pełen wysoko usytuowanych zamków z czasów Kazimierza Wielkiego. Oprócz wspomnianego już Ogrodzieńca znajdują się tu także słynne twierdze w Mirowie i Bobolicach. Przed wyruszeniem w te rejony warto zapoznać się z mapą szlaków rowerowych, bo często są one nieco trudniejsze – odcinki piaskowe lub wymagające nawet podprowadzenia roweru mogą męczyć, jednak uroki okolicy i widoki wynagradzają trud. Jedna z najdłuższych tras przez park liczy ok. 180 km rowerem, ale najlepiej zaplanować sobie trasę na 20-30 km, którą w razie potrzeby można wydłużyć. Jedną z propozycji jest droga ze Złotego Potoku przez Trzebiniów, przy Strażnicy Łutowiec (tutaj może być potrzeba prowadzenia roweru), skąd dojeżdżamy do Mirowa. Jeśli mamy siły, możemy skierować się dalej na Bobolice, a wrócić możemy nieco wygodniejszą asfaltową drogą przez Niegową. To tylko kilka propozycji, a pięknych ścieżek rowerowych na Śląsku jest o wiele więcej. Zachęcam do poczytania i poszukania, bo jest to bardzo przyjemny sposób na spędzenie weekendu z rodziną lub znajomymi.

Maszkety

45

fot. Marcin Mazurowski


Anna Poloczek Lato, lato, lato czeka... I my też czekamy na lato, na wakacje, na aromatyczne, wygrzane słońcem owoce. Pogodne dni to czas imprez ogródkowych, pikników i spotkań z przyjaciółmi, na których z chęcią każdy uraczy się kawałkiem dobrego, domowego ciasta. Zamiast walczyć w kuchni z babami i drożdżowcami, zachęcam Was do pieczenia letnich, kolorowych, owocowych tart. Spody na tartę możecie przygotować wcześniej, a „wnętrze” wypełnić w dowolnym momencie. W tym numerze magazynu znajdziecie przepisy na pyszne tarty: z rabarbarem, malinami, truskawkami, tartę rustykalną ze śliwkami, kwaśno – słodką z lemon curd i brzoskwiniową z pistacjami. Kolorowe, pachnące słońcem i owocami, dokładnie takie jakie powinno być lato!

Maszkety

47


– BOMBÓN Y I ZIST Y – przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Tarta malinowa z musem czekoladowym ciasto: 200 g mąki, 2 żółtka, szczypta soli, 100 g masła, w razie konieczności zimna woda (kilka łyżeczek) Wszystkie składniki ciasta szybko siekamy nożem. Kilkoma ruchami rąk zagniatamy ciasto, gdyby ciasto było zbyt sypkie możemy dodać 2-3 łyżeczki zimnej wody. Ciastem wyklejamy formę na tartę (15 cm x 30 cm) i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 190-200°C do chwili, aż górne brzegi zaczną się rumienić. Spód pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. mus czekoladowy: 100 g gorzkiej czekolady (70%), 200 ml śmietany 36%, 100 g brązowego cukru, 1 ½ łyżeczki żelatyny Śmietanę podgrzewamy z cukrem i czekoladą. Zestawiamy z ognia, gdy czekolada i cukier zupełnie się rozpuszczą. 1 ½ łyżeczki żelatyny rozpuszczamy w 30 ml zimnej wody. Gdy żelatyna napęcznieje, dodajemy do niej kilka łyżek masy śmietanowo-czekoladowej i mieszamy, aż żelatyna się rozpuści. Żelatynę wlewamy do zimnej masy czekoladowej i całość ubijamy mikserem do uzyskania konsystencji musu. mus malinowy: 400 g mrożonych malin, 65 g cukru brązowego, 1 ½ łyżeczki żelatyny Na patelni rozpuszczamy 65 g brązowego cukru z 3 łyżkami wody. Do gorącego syropu wrzucamy maliny i smażymy przez ok. 5 minut. Maliny powinny się rozmrozić i zmięknąć. Gorące maliny przecieramy przez sitko. 1 ½ łyżeczki żelatyny rozpuszczamy w 30 ml zimnej wody. Gdy żelatyna napęcznieje, dodajemy do niej kilka łyżek musu malinowego i łączymy z resztą malin. Wstawiamy do lodówki. Gdy masa malinowa zacznie tężeć, wykładamy ją na wystudzony spód z kruchego ciasta. Na wierzch wykładamy mus czekoladowy. Odstawiany tartę do lodówki. Gotową tartę dekorujemy świeżymi malinami i listkami melisy.

Maszkety

48


– BOMBÓN Y I ZIST Y – przepis i zdjęcie: Dagmara Gładysz-Raiwa

Tarta z rabarbarem ciasto: 100 g zimnego masła, 45 g cukru pudru, 2 żółtka, 160 g mąki pszennej krem waniliowy: ½ laski wanilii, 375 ml mleka, 3 żółtka, 100 g miałkiego cukru wierzch: 500 g rabarbaru, ½ laski wanilii, 150 g miałkiego cukru, 80 ml wody Ciasto: Masło kroimy w kostkę, przekładamy do miski, dodajemy przesiany cukier puder i żółtka. Ucieramy blenderem. Przesiewamy mąkę i dodajemy do masła, szybko wyrabiamy kruche ciasto. Zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 1 h. Piekarnik nagrzewamy do 180°C (160°C z termoobiegiem). Ciasto cienko rozwałkowujemy i wykładamy nim prostokątną formę (11 cm x 35 cm). Na cieście kładziemy papier do pieczenia, na który wysypujemy obciążniki (lub suchy groch). Wstawiamy do piekarnika na 25 min. Wyjmujemy, gdy ciasto się zezłoci. Krem waniliowy: Rozkrawamy wzdłuż pół laski wanilii i zeskrobujemy ziarenka do rondelka. Wlewamy mleko, podgrzewamy pomału. Gdy zacznie się gotować, zdejmujemy i odstawiamy na 15 min. Żółtka rozbełtujemy w misce, dodajemy cukier i mąkę, mieszamy. Dodajemy do mleka, ponownie ustawiamy na małym ogniu i podgrzewamy, aż zgęstnieje, cały czas mieszając. Zdejmujemy z palnika, przekładamy krem do miski, przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy do wystygnięcia. Rabarbar: Piekarnik nagrzewamy do 150°C. Rabarbar tniemy na 10-centymetrowe kawałki. Układamy luźno w głębokiej foremce. Pół laski wanilii rozcinamy wzdłuż, nożem zeskrobujemy ziarenka do miseczki, dosypujemy cukier i dokładnie mieszamy, posypujemy rabarbar. Wlewamy wodę i wstawiamy do piekarnika na 20 minut. Pilnujemy, by rabarbar się nie rozgotował. Wyjmujemy foremkę i przelewamy powstały sok do rondelka. Sok podgrzewamy, aż stanie się dość gęstym syropem. Na ciasto wykładamy wystudzony krem waniliowy, na wierzchu układamy upieczony i przestudzony rabarbar, skrapiamy syropem. Zanim podamy tartę, odczekujemy przynajmniej 30 minut.

Maszkety

49


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

Maszkety

50


mocno cytrynowa – BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Anna Poloczek

Tarta z lemon curd i bezą włoską lemon curd: 2 duże cytryny, 220 g brązowego cukru trzcinowego, 100 g masła, 4 duże żółtka, szczypta soli Z jednej cytryny ocieramy skórkę (tylko żółtą warstwę). Z obu cytryn wyciskamy sok – powinno go być ok. ½ szklanki. W niewielkim rondelku łączymy żółtka z cukrem i sokiem z cytryny. Dodajemy sól i skórkę cytrynową. Wszystko podgrzewamy na małym ogniu do chwili, gdy masa zacznie gęstnieć. Dodajemy masło (pokrojone w niewielką kostkę), mieszamy, aż masa będzie kremowa i gładka. Gdy krem zacznie się gotować od razu zdejmujemy rondelek z ognia, przecedzamy krem przez sitko i odstawiamy do ostudzenia. tarta: 200 g mąki, 2 żółtka, szczypta soli, 100g masła, dodatkowo w razie konieczności zimna woda (kilka łyżeczek) Wszystkie składniki ciasta szybko siekamy nożem. Kilkoma ruchami rąk zagniatamy ciasto, gdyby ciasto było zbyt sypkie można dodać 2-3 łyżeczki zimnej wody. Ciastem wyklejamy formę na tartę (15 cm x 30 cm) i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do temperatury 190-200°C do chwili, aż górne brzegi zaczną się rumienić. Spód pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Na upieczony spód wykładamy grubą warstwę kremu cytrynowego. beza włoska: 120 g cukru kryształu, 2 białka Białka ubijamy. Cukier umieszczamy w rondelku, dolewamy 40 ml wody i podgrzewamy na wolnym ogniu. Gotujemy syrop, aż osiągnie temperaturę 120°C. Wtedy zdejmujemy go z ognia i odstawiamy na kilkanaście sekund, aż przestanie się gotować. Gorący syrop wlewamy do białek, nie przerywając ubijania. Syrop wlewamy cienkim strumieniem i ciągle ubijamy, aż białka zrobią się białe i lśniące. Po dodaniu całego syropu białka ubijamy jeszcze około 15 minut, do chwili aż trochę ostygną. Ubitą bezę przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy na krem cytrynowy. Można wierzch tarty pokryć w całości bezą wyciskając małe różyczki lub jedynie umieścić je na brzegu. Krem jest dosyć kwaśny, a beza bardzo słodka, możemy więc dowolnie regulować poziom słodkości/kwaśności ciasta, dodając mniej lub więcej masy bezowej. Masę bezową rumienimy za pomocą planika kuchennego lub wkładamy tartę do piekarnika pod mocno rozgrzaną górną grzałkę (umieszczamy ciasto tuż pod grzałką) na kilkanaście sekund. Maszkety

51


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Marta Borowiec

Tarta pistacjowa z truskawkami 150 g ciastek digestive, 70 g masła, 300 g mascarpone, 150 g pistacji, 125 g białej czekolady, świeże truskawki, listki mięty Nastawiamy piekarnik na 180°C. Ciastka kruszymy na piasek, dodajemy roztopione masło i dokładnie mieszamy. Powstałą masę przekładamy do foremki na tartę o średnicy 20 cm i formujemy spód tarty. Ciasto dobrze dociskamy do dna i brzegów foremki. Podpiekamy w piekarniku przez 15 minut. Odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Białą czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej, studzimy. Wyłuskane pistacje mielimy w blenderze na gładką masę. W dużej misce, za pomocą miksera spulchniamy mascarpone, następnie partiami dodajemy czekoladę i zmielone pistacje. Gotową masę przekładamy na wystudzony spód z ciastek, wyrównujemy. Truskawki kroimy na cienkie plastry i dekorujemy nimi tartę. Przed podaniem schładzamy w lodówce przez 1-2 godziny. Wierzch posypujemy listkami mięty i posiekanymi pistacjami.

Maszkety

52


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

przepis i zdjęcie: Magdalena Kozłowska

Rustykalna tarta razowa 140 g razowej mąki orkiszowej, 80 g masła lub margaryny, 6 łyżek cukru trzcinowego, 1 jajko, 1 łyżka mąki ziemniaczanej, 6 dużych śliwek Mąkę razową wysypujemy na stolnicę, robimy dołek, wbijamy jajko, dodajemy 4 łyżki cukru i pokrojone w kostkę masło. Szybko zagniatamy, formujemy z ciasta kulę, owijamy folią spożywczą i wkładamy na godzinę do lodówki. Śliwki myjemy i osuszamy. Kroimy na ćwiartki lub plastry. Wyjmujemy ciasto z lodówki, wałkujemy na posypanej mąką stolnicy na grubość 4 milimetrów. Przekładamy rozwałkowane ciasto na blachę przykrytą papierem do pieczenia i układamy na nim pokrojone śliwki, zostawiając kilka centymetrów marginesu od brzegów ciasta. Oprószamy śliwki mąką ziemniaczaną i posypujemy pozostałymi 2 łyżkami cukru. Zawijamy brzegi ciasta do wewnątrz. Wkładamy ciasto do nagrzanego do 190°C piekarnika na 35-40 minut.

Maszkety

53


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

Maszkety

54


– BOMBÓN Y I ZIST Y –

pachnaca kardamonem przepis i zdjęcie: Magdalena Ścibor

Tarta z brzoskwiniami i pistacjami spód: 200 g mąki pszennej, 60 g cukru, 100 g zimnego masła, 1 jajko wypełnienie: 45 g miękkiego masła, 80 g brązowego cukru, 1 jajko, 1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia, ½ łyżeczki mielonego kardamonu, 90 g mąki pszennej, 4 małe brzoskwinie, 50 g niesolonych pistacji Zaczynamy od przygotowania kruchego spodu. Masło kroimy w kostkę i wrzucamy do miski razem z pozostałymi składnikami. Wyrabiamy ciasto rękami, aż wszystkie składniki się połączą. Staramy się wyrabiać jak najszybciej, zanim masło zacznie się topić pod wpływem ciepła rąk. Formujemy kulę i wykładamy ciasto na stolnicę, lekko podsypujemy mąką – zarówno blat, jak i wałek, by ciasto do niego nie przywierało. Rozwałkowujemy je na okrąg o średnicy większej niż nasza forma, żeby zakryć także brzegi. Delikatnie zawijamy ciasto na wałku i rozwijamy je na formie. Palcami przyklejamy ciasto do brzegów naczynia i odcinamy jego nadmiar z krawędzi. Wkładamy do zamrażarki na czas przygotowywania wypełnienia. Rozgrzewamy piekarnik do 160°C. Miękkie masło ucieramy z cukrem. Wbijamy całe jajko, dodajemy proszek do pieczenia, a następnie, miksując na niskich obrotach, dodajemy mąkę i kardamon. Wyjmujemy formę z zamrażalnika i równomiernie smarujemy jej dno maślanym ciastem. Na wierzchu układamy umyte, pokrojone w księżyce brzoskwinie i posypujemy drobno posiekanymi pistacjami. Pieczemy przez ok. 40 minut. Maszkety

55


tekst i zdjęcie: Katarzyna Godlewska

Drip na lodzie Zaczęło się! Coraz częściej wracając do domu lub wychodząc do kawiarni, nie mam nawet ochoty na myślenie o ciepłych napojach. Temperatura na dworze skutecznie zachęca mnie do wybierania pozycji z sekcji „zimne” i nawet popołudniowa kawa musi mieć niższą temperaturę. W zeszłym roku w letnim numerze „Maszketów” poleciłam Wam tzw. „cold brew”. Z czasem jednak odkryłam wadę tej metody – jeśli zapomnimy przygotować napar wcześniej, to musimy odczekać kilkanaście godzin zanim się zrobi. Zdecydowanie nie jest to dobra opcja dla osób zapominalskich i ciężko improwizować przy jej pomocy, gdy wpadają goście na kawę mrożoną. Na szczęście coraz częściej w lecie można spotkać w kawiarniach tzw. „Ice Brew” lub „Coffee on Rocks”. Podobieństwo w nazwie do znanego drinka nie bierze się przypadkiem, bo jest to kawa na lodzie. Powiem więcej – kawa parzona na lód, w kawiarniach najczęściej spotykana pod nazwą „drip na lodzie”.

sami jesteśmy w stanie kontrolować temperaturę wlewanej wody. Po drugie, jesteśmy w stanie skontrolować tempo wlewania wody i zarazem czas parzenia, a jak wiadomo zbyt długi kontakt kawy z wodą zaburza smak napoju. Po trzecie, możemy kontrolować, czy woda równomiernie przesącza się przez kawę.

Do tego typu naparu poleca się kawy lekkie, o owocowym posmaku. Jeśli nie wiecie jak znaleźć taki smak, to warto rozejrzeć się wśród ziaren pochodzących z Afryki. Zazwyczaj kawy pochodzenia kenijskiego, etiopskiego czy rwandyjskiego, jasno palone, charakteryzują się profilem dobrze nadającym się do ice brew.

A czym się różni metoda z lodem od klasycznej? Przede wszystkim część wlewanej wody zastępujemy lodem, który umieszczamy w kubku/dzbanku. Na ogół ⅓ użytej wody powinien stanowić lód, jednak nie bójcie się eksperymentować! Następnie proces parzenia przebiega podobnie jak w przypadku klasycznego dripa. Zależnie od rodzaju kawy może się okazać, że trzeba nieco zaburzyć proporcje i dodać więcej kawy, bo schłodzony napar będzie zbyt wodnisty (zwłaszcza, jeśli jesteście fanami espresso). W przypadku parzenia na lodzie w chemeksie lub przy użyciu aeropressu proporcje kawy i wody będą jeszcze inne – polecam samemu spróbować i znaleźć te, które najbardziej odpowiadają, dzięki temu zyskamy przepis na szybką, lekką i smaczną kawę na upalne dni.

Wybór urządzenia do parzenia kawy należy do Was. Może być to aeropress, chemex czy dripper. Ja jednak tym razem skupię się na ostatnim, czyli dripperze. Jest to urządzenie dość proste, używane coraz powszechniej i relatywnie tanie. Ma kształt lejka, zaś sposób parzenia w nim zalicza się do metod przelewowych. Jednak w porównaniu do zwykłego ekspresu przelewowego ma kilka zalet. Po pierwsze, Maszkety

56

Po ustawieniu drippera na kubku lub dzbanku umieszczamy w nim papierowy filtr, który przelewamy gorącą wodą w celu pozbycia się papierowego posmaku. Wsypujemy dość grubo zmieloną (jednak nieco drobniej niż do chemeksu) kawę (klasycznie stosuje się przelicznik 1 g kawy na 15 ml wody) i wodą o temperaturze 90-95 stopni zalewamy kawę. Na początek tylko tyle wody, żeby ledwo zakryła kawę. Po odczekaniu 30 sekund powoli i równomiernie wlewamy resztę wody tak, aby cały proces parzenia nie przekroczył 4 minut.


– FIZYM AT Y NTA ŁO K AFYJU –

Maszkety

57


– JODŁO DO DUSZY –

Z taką koncepcją z pewnością zgodziłby się XIX-wieczny francuski malarz, Édouard Manet. Jego obraz „Śniadanie na trawie” stanowi niezbity dowód na to, że poranny posiłek nie tylko może znacznie wykraczać poza przyjęte standardy, ale także stanowić źródło zmysłowej rozkoszy. I to nie tylko za sprawą jedzenia. Na obrazie Maneta uwagę odbiorcy przykuwa przede wszystkim centralna postać. Naga kobieta. Już samo przedstawienie kobiecego ciała i spojrzenie

skierowane w stronę patrzącego wystarczyłyby, żeby wywołać skandal. Ale dla malarza to za mało. Umieszcza kobietę wśród dwójki całkowicie ubranych mężczyzn, którzy zdają się traktować tę sytuację jako coś najzwyklejszego w świecie. Z ich min i gestów można wywnioskować, że prowadzą rozmowę. A może tylko rzucają sprośnymi dowcipami? Manet całą scenę osadza nie w buduarze czy wnętrzu domu publicznego, ale podczas absolutnie codziennej, zwyczajnej sytuacji – śniadania na świeżym powietrzu.

Naga prawda o śniadaniu Zjedliście dzisiaj śniadanie? Według naukowców to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Potwierdza to też stare przysłowie: Rano jedz jak król, w południe jak książę, a wieczorem jak żebrak tekst: Dominika Zagrodzka Ś n i a d a n i e

d a w n i e j

Pierwszy posiłek, jedzony wkrótce po przebudzeniu, od zawsze był ważnym elementem dnia. Miał być na tyle pożywny, żeby dawał siłę albo do ciężkiej pracy, albo do absorbujących zajęć towarzyskich. W XV wieku na dworze królewskim Jagiełły jedzono tylko dwa posiłki dziennie – śniadanie podawane w godzinach 9-12 oraz odpowiednik naszego obiadu w przedziale od godziny 15 do 18. Często później odbywały się jeszcze huczne uczty, ale nie codziennie. Sytuacja ta uległa zmianie dopiero w wieku XVIII, kiedy osoby zamożne do dwóch podstawowych posiłków dorzuciły jeszcze dwa, czyli podwieczorek i kolację. Tym samym śniadanie zaczęto podawać wcześniej, około godziny 8, natomiast obiad przesunął się na godzinę 12. Na luksus jedzenia czterech posiłków mogły sobie pozwolić jedynie warstwy

Maszkety

58

najbogatsze, chłopi nadal jedli mniej. Często też późny obiad był ich jedynym ciepłym posiłkiem. Co jedzono rano? Bogaci, o których rozpisują się źródła historyczne jadali obfite śniadania. Kobietom przyrządzano piwną polewkę z dodatkiem wina, cukru, jaj i przypraw, między innymi cynamonu, obok której nasze współczesne mleczne zupy wypadają dość blado. Mężczyźni jedli posiłek, który dziś podalibyśmy na kolację lub obiad, składający się z różnego rodzaju mięs i wędlin. Do tego nieodzowna była wódka (tak, do śniadania piły ją też kobiety). Dopiero w XVIII wieku poranną porcję wódki zaczęto zastępować upowszechniającą się kawą. Kawa musiała być gęsta i koniecznie zawierać dużą ilość gęstej śmietanki lub mleka. Pito ją właściwie po każdym posiłku, ale pierwszy łyk kobiety wypijały jeszcze przed śniadaniem, zwykle nie wychodząc spod pierzyny.


– JODŁO DO DUSZY –

Ś n i a d a n i e

ś w i ą t e c z n e

W polskiej kulturze dwa śniadania były szczególnie ważne. Pierwsze to śniadanie bożonarodzeniowe. Niektórzy od razu po pasterce siadali do stołu, a potem stopniowo dołączali do nich inni domownicy. Serwowano tradycyjne potrawy świąteczne, już nie ryby, tak jak podczas poprzedzającej śniadanie wieczerzy wigilijnej, ale głównie rozmaite przysmaki mięsne. Współcześnie poranny posiłek bożonarodzeniowy nie jest już aż tak uroczyście celebrowany. Zdecydowanie większą uwagę przykładamy do przygotowania potraw na wigilijną kolację i to ona stanowi główny punkt świąt. Drugie ważne śniadanie to śniadanie wielkanocne. To posiłek, który kończy Wielki Post, pierwszy od dłuższego czasu, podczas którego można jeść wcześniej zakazane pokarmy. Na stole stawiano sery, indyki, prosięta, pieczenie, jaja. Śniadanie zaczynało

się od podzielenia między biesiadników poświęconego jajka i złożenia sobie życzeń. Nieodzownymi elementami, które musiały znaleźć się na wielkanocnym stole były: baranek (np. z masła) oraz wypieki – mazurki i baby, popisowe dania pań domu. Tradycja uroczystego świętowania wielkanocnego śniadania przetrwała do dziś. Ś n i a d a n i e

w s p ó ł c z e s n e

Dzisiaj standardowe polskie śniadanie ulega zmianom. Rezygnujemy z bułki z szynką i serem na rzecz owsianki, owoców lub twarożku. Nadal jednak nie zawsze potrafimy celebrować pierwszy posiłek w ciągu dnia, często nie mamy lub wydaje nam się, że nie mamy na niego czasu. Rzućcie okiem na obraz Maneta. Powtarzając pytanie zadane na początku: Zjedliście dziś śniadanie? W ubraniu? No cóż. Jutro też jest dzień, wszystko przed Wami.

Maszkety

59


– JODŁO DO DUSZY –

Jedzenie,

które ma duszę Kiedyś kuchnia była sercem domu. Stół kuchenny był miejscem ważnych rozmów, dziecięcych zabaw, blatem do zagniatania drożdżowego ciasta tekst i zdjęcie: Ewa Siuda-Szymanowska Kiedyś kuchnia była sercem domu. Pamiętam, że przez ciemną, chłodną sień wchodziło się w gwar rozmów, przestrzeń wypełnioną tykaniem starego zegara, ciepłem trzaskającego w ogniu drewna, zapachem smażonej cebuli. Stół kuchenny był miejscem ważnych rozmów, dziecięcych zabaw, blatem do zagniatania drożdżowego ciasta. Przepisy kulinarne przekazywało się z pokolenia na pokolenie. Patrzyło się na poorane życiem ręce babci lepiącej pierogi. Szczęściem było uzyskać we własnej kuchni ten smak, który znało się z dzieciństwa.

Niebo w gębie / Materiały prasowe dystrybutora

Podróż na sto stóp / Monolith Films

Maszkety

60

Hassan Kadam, bohater filmu „Podróż na sto stóp” Lasse Hallströma, pamięta smak jeżowców gotowanych przez matkę w kociołku. Pytany o umiejętność gotowania, za swoje kwalifikacje uznaje fakt, że nauczyła go tego mama. Hassan przyjeżdża wraz z rodziną z Indii do Francji, by założyć rodzinną restaurację. Ich siłą jest tradycyjna kuchnia pachnąca przyprawami. Hortense Laborie, bohaterka filmu „Niebo w gębie” Christiana Vincenta nauczyła się prostej kuchni, obserwując matkę i babcię. Laborie zostaje kucharką prezydenta w Pałacu Elizejskim, polecona przez zaufane osoby. Na prośbę François Mitterranda gotuje nieskomplikowane potrawy z najwyższej jakości lokalnych składników, pomagając mu odnajdywać „smaki proste i prawdziwe”.


– JODŁO DO DUSZY –

Dla Hassana i Hortense ważna jest kuchnia, która przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Składniki, które skądś pochodzą (np. marchewka znad Loary), jedzenie, które ma duszę. Potrawy mające duszę kontrastują z tymi przygotowywanymi w niemal laboratoryjnych przestrzeniach kuchni restauracyjnych. Wymowne jest wzruszenie Hassana, który, zdobywszy sławę w Paryżu jako szef kuchni, kosztuje pewnego wieczoru potrawy ugotowanej na ogniu przez żonę kolegi. Jakże zgodne są spostrzeżenia cukiernika Nicolasa i pani Laborie na temat deseru z kuchni centralnej prezydenta – tort zostaje uznany za nudny, bez osobowości. Taki, który mógłby przygotować każdy. Dla Hortense najwyższym komplementem są słowa prezydenta, że przygotowała chowder, jaki jadano w jego rodzinie.

Tort Saint-Honoré z kremem babuni

Hortense Laborie oddaje hołd swojej babci. Babcia nauczyła ją robić tort Saint-Honoré na ptysiowym spodzie, z odrobinę zmodyfikowanym kremem chiboust. Ten przepis ma dla niej najwyższą wartość, bo zawiera w sobie rys ukochanej osoby.

Przygotowujemy krem: mleko wlewamy do rondla o grubym dnie, wrzucamy do niego przekrojoną wzdłuż laskę wanilii. Powoli doprowadzamy mleko do wrzenia, wyjmujemy wanilię. Ucieramy cukier z żółtkami, dodajemy mąkę i nieco ciepłego mleka, by rozrobić mieszankę. Wlewamy wszystko do pozostałego mleka, powoli doprowadzamy do wrzenia, bez przerwy mieszając. Gotujemy ok. 5 minut. Zestawiamy z ognia, do ciepłego kremu dodajemy pianę z białek, delikatnie mieszamy. Studzimy. Przygotowujemy ciasto: Wodę, mleko i masło umieszczamy w rondelku, dodajemy cukier i sól. Doprowadzamydo wrzenia. Wsypujemy mąkę, ucieramy ciasto szpatułką na wolnym ogniu, aż zrobi się gładkie i będzie odstawać od ścianek naczynia. Wówczas ucieramy jeszcze 2-3 minuty, aby odparował płyn. Zestawiamy z ognia, dodajemy po jednym jajku i ucieramy do połączenia wszystkich składników. Ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego i na blachę wyłożoną pergaminem wyciskamy ptysiowy spód z wyższymi brzegami. Na drugą blachę wyciskamy małe ptysie. Wstawiamy blachy do piekarnika nagrzanego do 200°C, pieczemy ok. 12 minut. Pozwalamy im ostygnąć w piekarniku po jego wyłączeniu. Śmietankę zagotowujemy i odstawiamy. Karmelizujemy cukier puder, dosypując go stopniowo, następnie dodajemy masło i śmietankę, dokładnie mieszając, aby sos był gładki i bez grudek. Studzimy. Ptysiowy spód wypełniamy kremem, wierzch ciasta ozdabiamy małymi ptysiami polanymi polewą karmelową.

ciasto ptysiowe (wg Pierre’a Hermé): 100 ml pełnotłustego mleka, 80 ml wody, 75 g masła, 1 niepełna łyżeczka soli, 1 niepełna łyżeczka cukru, 100 g mąki, 3 jajka krem babuni (wg Hortense Laborie): 500 ml pełnotłustego mleka, 1 laska wanilii, 60 g mąki, 100 g cukru, 3 jajka sos karmelowy: 125 g cukru pudru, 100 ml śmietanki 30%, 20 g masła

Maszkety

61


– DEJCIE NA TO POZÓR! –

Piknik, warsztaty, maszkety – nie z tej planety

tekst i zdjęcia: Marta Borowiec Drogi czytelniku, czy wiesz, że magazyn „Maszkety” właśnie obchodzi swoje pierwsze urodziny? Dokładnie rok temu wyszedł premierowy, letni numer, który zapoczątkował naszą wspólną przygodę. Przez ostatni rok wydałyśmy pięć numerów magazynu, w tym numer specjalny na święta Bożego Narodzenia. Cała redakcja ciężko pracowała, by merytorycznie i wizualne zadowolić naszych czytelników. Pewnie niewielu wie, że od kilku miesięcy działa także fundacja pod tą samą nazwą. Co jest naszym nadrzędnym celem? Oczywiście szeroko pojęta działalność promująca i wspierająca blogerów ze Śląska oraz nasz region. Chcemy upowszechniać wiedzę o Śląsku, jego kulturze i historii, a także fantastycznym jedzeniu. Nie bez kozery nazwa to „Maszkety”. Po pokonaniu barier biurokratycznych i bohaterskiej walce o dofinansowanie w końcu zabrałyśmy się do pracy. W kwietniu tego roku wraz z Urzędem Miasta Chorzów organizowałyśmy Piknik Rodzinny, który odbywał się pod Szybem Prezydent. Duża, masowa impreza, na którą miało przyjść wiele głodnych i żądnych wrażeń osób. Brzmiało jak idealne wyzwanie dla naszego zespołu. Miałyśmy tylko kilka tygodni na przygotowanie się do tego zadania, zaplanowanie harmonogramu warsztatów i menu. Z uwagi na lokalizację i niewielkie doświadczenie w takich wydarzeniach, postawiłyśmy wszystko na zdrowe słodkości. Czy się udało? Cóż, nie było łatwo, ale z pewnością było warto. Dla najmłodszych uczestników pikniku przygotowałyśmy moc kreatywnych warsztatów, które odbywały się w industrialnej hali kompleksu Sztygarka. Standardowo na dzieciaki czekały warsztaty kulinarne prowadzone przez Magdę „Zieleninę”. Tym razem zadaniem było przygotowanie słodkich, ciasteczkowych kwiatków. Dzieci z pomocą rodziców i rodzeństwa wyrabiały ciasto i tworzyły słodkie kompozycje. Było mnóstwo rozsypanej mąki, dużo śmiechu i oblizanych palców. Na warsztatach „coś z niczego” prowadzonych przez Ulę dzieci mogły się nauczyć, jak wykonać unikalne i funkcjonalne rzeczy z produktów pozornie

Maszkety

62


– DEJCIE NA TO POZÓR! –

niepotrzebnych. Tym razem miały przygotować własnej produkcji ołówki z makulatury. Z początku dosyć nieśmiało, ale z czasem pojawiali się nowi uczestnicy. Na starsze dzieci czekały warsztaty plastyczne, których celem było budowanie świadomości ekologicznej poprzez tworzenie fantazyjnych kolaży i asamblaży ze śmieci i odpadów domowych. Asia wspierała dzieci w tworzeniu własnych kompozycji, poprzedzając twórczą zabawę krótką prezentacją. Niektóre propozycje były zaskakujące, wyobraźnia dzieci jest jednak nieograniczona. Zaskakująco największą frekwencją cieszyły się warsztaty tworzenia biżuterii, czyli electro design. Gdy dzieciaki tworzyły swoje małe dzieła sztuki, rodzice (ale również młodzież) wykonywali biżuterię z wykorzystaniem zużytych kabli, części elektronicznych i drobnych elektrośmieci. Gdy część ekipy opiekowała się uczestnikami warsztatów, reszta zajmowała się obsługą obleganego stoiska ze słodkościami. Choć na naszej drodze stanęło kilka koncertowych zakalców i porażek w dekorowaniu wypieków, udało nam się przygotować kilkanaście ciast i ciasteczek, którymi częstowałyśmy uczestników. Największą popularnością cieszyły się ciasta na bazie warzyw, szczególnie czekoladowe ciasto fasolowe, które zaskakiwało niemal wszystkich. Oczywiście pozytywnie! Przez kilka godzin trwania pikniku naszych wypieków spróbowało kilkaset osób, rozdałyśmy wszystko, co do okruszka. Chyba nie ma lepszej rekomendacji. Do domu wróciłyśmy zmęczone, ale zadowolone. Z nadzieją, że każde kolejne wydarzenie będziemy organizować coraz lepiej. Trzymajcie kciuki!

Maszkety

63


S R y U n z K c N y t O K plas ażne cach i w w i l e G i w n i c m ś o a n l d d ą orz To –

m a s t 25 la regul

amin

ś wia oraz o

dcz

o po enie d

brani

tron a na s

partner

g

Fundacja „Maszkety” oraz Miasto Gliwice serdecznie zapraszają uczniów gliwickich szkół do udziału w konkursie plastycznym z okazji 25-lecia samorządności w Gliwicach, odbywającym się pod patronatem Prezydenta Miasta Gliwice.

k e t y.

pl

y t a m te kursowe kon

3

organizator

Projekt dofinansowany z budżetu Miasta Gliwice

ie: ma

asz azynm

Gliwice – miasto moich marzeń – dla uczniów szkół podstawowych

Gliwice – miasto przyszłości – dla uczniów gimnazjów

Gliwice – historia mieszka tuż obok

– dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych

Stwórzcie własne opowieści o otaczającym was świecie, swoich marzeniach i doświadczeniach. Poszukajcie śladów nieodległej historii miasta, w którym żyjecie!

patronat medialny

Maszkety

64

ac: r p a i dan a ł k s 15 0 n i 2 . m 9 r te 07. 0


Drodzy uczniowie,

Kategorie tematyczne:

Drodzy nauczyciele,

Gliwice – miasto przyszłości, kategoria dla uczniów szkół gimnazjalnych, polega na stworzeniu pracy malarskiej, rysunkowej, kolażu, grafiki, ukazującej wizję, wyobrażenie, jak miasto Gliwice będzie wyglądać w przyszłości. Format pracy jest dowolny, zachęcamy do poszukiwań i eksperymentów. Praca może być wykonana przez jednego autora lub w grupie.

Gliwice – miasto moich marzeń, kategoria dla uczniów szkół podstawowych, polega na stworzeniu pracy plastycznej ukazującej własną wizję, wyobrażenie autora, jak chciałby, żeby miasto Gliwice wyglądało. Praca ma być wykonana technikami malarskimi, tj. farbami akrylowymi, temperami, plakatówkami, gwaszem, kolorowym tuszem, akwarelą lub farbami olejnymi, pastelami suchymi lub olejnymi. Format pracy jest dowolny. Zachęcamy do stosowania różnych formatów. Możliwy jest również cykl kilku prac. Pracę można wykonać samemu lub w grupie.

zapraszamy Was do wzięcia udziału w konkursie plastycznym dla dzieci i młodzieży „To dla mnie ważne – 25 lat samorządności w Gliwicach”. 27 maja 1990 roku, po raz pierwszy w powojennej Polsce, obywatele mogli zdecydować, kto będzie ich reprezentantem w gminie. Odrodzona samorządność to jeden z największych sukcesów przemian w Polsce. Pozwoliła lokalnym wspólnotom współuczestniczyć i współdecydować w sprawach publicznych. To inicjatywy samorządów w znacznym stopniu zmieniają krajobraz Polski. wesprzyjcie waszych uczniów w spotkaniu z historią – wytłumaczcie na czym polega samorządność, pokazując przykłady inicjatyw w najbliższym otoczeniu, pomóżcie znaleźć świadków przemian sprzed 25 lat, nie tylko osoby, ale również i miejsca.

Najważniejsze informacje:

Szczegółowe informacje znajdują się w regulaminie; wraz z oświadczeniem można je pobrać ze strony: magazynmaszkety.pl Wszelkie wątpliwości wyjaśniają przedstawiciele Fundacji Maszkety, kontakt mailowy: magazynmaszkety@gmail.com Termin i miejsce składania prac – 07.09.2015 Gliwickie Centrum Organizacji Pozarządowych, ul. Kościuszki 35, 44-100 Gliwice, z dopiskiem na opakowaniu „Fundacja Maszkety Konkurs – To dla mnie ważne”

Gliwice – historia mieszka tuż obok, kategoria dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych, polega na stworzeniu pracy malarskiej lub projektu ukazującego miejsca lub osoby związane z historią miasta, które przetrwały do dziś. Projekt może być wykonany w jednej z podanych niżej technik: - w postaci płaskiej pracy malarskiej, rysunkowej, grafiki, kolażu; - w technice komputerowej, w dowolnym programie graficznym; - w innej formie wykreowanej przez autora.

Prace powinny być opisane zgodnie z regulaminem i przesłane razem z oświadczeniem.

Na zwycięzców czekają nagrody!

Maszkety

65

zenie c d a i w raz oś na stronie: o n i m a regul dostępne są aszkety.pl ynm magaz


Grajfka mom, poradza som

Suszarka na ziola Anna Poloczek

Maszkety

66


– GR A JFK A MÓM – POR ADZA SÓM –

Jeżeli używacie haczyków, to na sznurkach wiążecie pętelki (w równych odległościach) i w pętelki wkładacie haczyki.

Do zrobienia suszarki potrzebne będą: podwijamy i ponownie mocujemy do • ramki do obrazków (tyle ramek, ile ramki. chcecie pięter suszarki), • sznurek, tiul (ma spore dziurki i jest przewiewny), • wkręty zakończone haczykami Pamiętajcie, aby zostawić zapas sznur(lub wkrętarka z wiertłem do drewna), ka na górze, tak aby była możliwość za• sznurek, wieszenia suszarki np. na drzewie lub • zszywacz tapicerski (dostępne w innym przewiewnym i zacienionym w marketach budowlanych). miejscu. Ramki można przygotować na dwa sposoby. Wkręcając na rogach haczyki lub wiercąc w rogach ramek otwory, przez które przewlekamy sznurek. Przez otwory w ramce przewlekamy sznurek i wiążemy węzełki (w równych odległościach) w taki sposób, aby ramki wisiały jedna nad drugą.

Na spodniej stronie ramki rozkładamy równo tiul i lekko naciągając materiał mocujemy go zszywaczem tapicerskim do ramki. Nadmiar tiulu obcinamy lub

Maszkety

67


magdalenę cielengę-wiaterek,

redaktor naczelną magazynu „Maszkety”, autorkę bloga www.zielenina.blogspot.com rozpracowuje Iwona Starzec zdjęcie: Ida Kwietniowa Maszkety

68


Zaczyna się lato. Słońce, ciepło, przyroda w pełni obudzona do życia. Zatrzęsienie lokalnych warzyw, owoców. Dla Ciebie, autorki bloga wegetariańskiego, to „twój czas”?

Zachwyciła mnie strona wizualna Twojej książki. Czy sama zadbałaś o stylizację potraw i zdjęcia? Bardzo dziękuję! Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa, w tym stylizacje.

Tak, zdecydowanie, lato to dla wegetarian ulubiony czas w roku, ale myślę, że dotyczy to wszystkich, którzy lubią warzywa i owoce. Ciepłe pory roku zapewniają po prostu największy ich wybór.

Widząc coraz większy trend na zdrową żywność, zdrowe odżywianie, myślisz, że Twoja książka skłoni czytelników do odstąpienia czasami od mięsa?

Jaroszem zostaje się z wielu powodów: czasem to tylko efekt mody, czasami przyczyną jest alergia, a czasem jest to część życiowej filozofii. Co skłoniło Ciebie do rezygnacji ze spożywania mięsa?

Mam nadzieję. Myślę, że najlepszym sposobem przekonywania ludzi do wegetarianizmu jest pokazywanie, że to pyszna i prosta kuchnia, bo co jest lepszego niż smaczne, kolorowe jedzenie?

Jestem wegetarianką od wielu lat z powodów etycznych. Nigdy nie odpowiadało mi jedzenie mięsa, los zwierząt leży mi bardzo na sercu i nie pasuje mi świadomość, że mają tracić życie, gdy jedzenie mięsa nie jest dla mnie niezbędne. Dlatego, gdy tylko stało się to możliwe, przeszłam na wegetarianizm. W życiu codziennym zwracam dużą uwagę na wybory konsumpcyjne – staram się kupować lokalnie, sezonowo, co wspiera regionalną ekonomię, a także oszczędza środowisko – skraca się transport, ilość opakowań, a tym samym śmieci. Staram się żyć ekologicznie, szanować środowisko naturalne.

Prowadzisz popularny blog, publikujesz w gazetach, redagujesz „Maszkety”, prowadzisz warsztaty kulinarne dla dzieci i dorosłych, a teraz wydałaś książkę. Masz ochotę na więcej? Może planujesz już coś nowego?

W tym roku, a dokładnie w maju, ukazała się Twoja pierwsza książka „Zielenina na talerzu – wegetariańsko, sezonowo, lokalnie”. Zdradzisz nam o niej kilka słów? Książka to zbiór ponad 100 wegetariańskich przepisów podzielonych zgodnie z porami roku na śniadania, obiady, kolacje i desery. Zawiera nowe przepisy (z bloga jest dosłownie kilka, może 5) pełne owoców i warzyw, oparte na lokalnych składnikach. Zależało mi, aby w książce pokazać, że wegetarianizm to bardzo przyjazny i zdrowy sposób odżywiania, a gotowanie w ten sposób jest proste. Taką filozofię odzwierciedlają moje przepisy, a przy tym są kolorowe, bogate w warzywa, owoce i inne zdrowe składniki.

Myślę, że na razie mój grafik jest wypełniony w 100, a nawet 120 procentach. Prowadzę regularnie warsztaty na Śląsku w Katowicach i Gliwicach, planuję kilka warsztatów wyjazdowych. Nowe pomysły pchają mi się do głowy, ale trochę hamuje mnie rozsądek (śmiech). Ale przyznaję, że mam już trochę nowych planów, no i zawsze jestem otwarta na nowe, ciekawe propozycje! Od roku pełnisz funkcję redaktor naczelnej „Maszketów”. Jak się odnajdujesz w tej roli?

Zielenina na talerzu. Wegetariańsko, sezonowo, lokalnie, Wydawnictwo Druga Strona, Warszawa 2015

Maszkety

69

Aż trudno uwierzyć, że minął już rok. Jestem niesamowicie dumna z naszego osiągnięcia! Mamy już stały, sprawnie funckojnujący skład redakcji. To prawie 20 świetnych, kreatywnych i bardzo pracowitych dziewczyn – moja rola sprowadza się właściwie do nadzoru organizacyjnego i wspierania działań promocyjnych. Dziewczyny mają masę świetnych pomysłów, pracują bardzo profesjonalnie, myślę że niejeden „zawodowy” magazyn mógłby nam pozazdrościć.


Recepisy za rajom Ajerkuchy z bratruły  | 31 Ananasowo-miętowa granita z nutką rumu  | 22 Bajgle z pastą z bobu  | 10 Bratkartofle z jajkiem  | 27 Chłodnik szpinakowy  | 16 Drip na lodzie  | 56 Drożdżówki   | 12 Kluski na parze  | 30 Krem z pieczonych buraków i tymianku   | 17 Lody bazyliowe (bez jajek)  | 20 Lody malinowe z rozmarynem  | 19 Lyniwo kapusta  | 29 Miodek z mniszka lekarskiego  | 41 Orzeźwiające lody z kiwi  | 20 Parzybroda  | 29 Pesto z „babskich szczochów”   | 38 Pesto ze szczawiu  | 38 Poğaçe z pokrzywą i fetą  | 39 Prażucha  | 30 Rogale francuskie z pulled pork   | 8 Rustykalna tarta razowa  | 53 Serniczki w słoikach  | 13 Serowe scone’y z wodorostami  | 40 Sorbet rabarbarowy  | 21 Sorbet z rabarberu   | 21 Szczawiowa  | 38 Tabbouleh  | 15 Tarta malinowa z musem czekoladowym  | 48 Tarta pistacjowa z truskawkami  | 52 Tarta z brzoskwiniami i pistacjami  | 55 Tarta z lemon curd i bezą włoską  | 51 Tarta z rabarbarem  | 49 Tort Saint-Honoré z kremem babuni  | 61 Truskawkowy Eton Mess z miętą  | 18 Truskoniada, czyli lemoniada truskawkowa  | 23 Wody owocowe  | 11 Zielony chłodnik z mniszkiem  | 37 Zupa maślankowa  | 28 Zupa z „babskich szczochów”  | 38 Żytnie kanapki piknikowe  | 9 Maszkety

70


fot. Marta Borowiec



Magazyn Maszkety #6