Issuu on Google+


Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji Narodowa Agencja Programu MŁODZIEŻ ul. Mokotowska 43, 00-551 Warszawa T +48/22 622 37 06 F +48/22 622 37 08 E mlodziez@mlodziez.org.pl W www.mlodziez.org.pl

Niniejsza książka została opublikowana dzięki pomocy finansowej Unii Europejskiej. Za treść książki odpowiada Narodowa Agencja Programu MŁODZIEŻ, poglądy w niej zawarte nie odzwierciedlają w żadnym razie oficjalnego stanowiska Unii Europejskiej.


spis zaw arto ści 06

O PROGRAMIE MŁODZIEŻ OPOWIADA RENATA SOBOLEWSKA

07

ABC PROGRAMU MŁODZIEŻ

08

O WŁĄCZANIU W DZIAŁANIE OPOWIADA MILENA POŚNIK

09

rodział 1 « NIE!PEŁNOSPRAWNOŚĆ

11

komentarz « MAGDALENA SKIBA

12

ŚWIAT MAŁO ZNANY

20

SOMERSET COUNTY COUNCIL SOCIAL SERVICES DEPARTMENT — MINEHEAD

24

Z WIATREM POD WIATR

30

MOJA WOJNA Z TRZEMA SCHODAMI

34

ZAISTNIEĆ MIMO WSZYSTKO

41

rodział 2 « NO PROBLEM!

43

komentarz « RYSZARD MICHALSKI

44

ĆPANIE SZTUKI

54

AYUDANDO A QUIEN LO NECESITA — POMOC WSZYSTKIM POTRZEBUJĄCYM

58

DOM KULTURY NA KÓŁKACH

67

rodział 3 « MYŚLĘ — WIEŚ — JESTEM!

69

komentarz « MARZENA ŁOTYS

70

POMPEJE PODLASIA

76

HAUS PYRMONT

80

KOMPUTER — ŚWIAT BEZ OGRANICZEŃ

86

WIEJSKA LIGA SPORTOWA — WŁĄCZANIE SIÓDMEGO BIEGU

92

ZDJĘCIA Z PROJEKTÓW


ABC Programu MŁODZIEŻ Program MŁODZIEŻ powstał z inicjatywy Komisji Europejskiej, aby finansowo i merytorycznie wspierać ciekawe pomysły młodych ludzi. Zachęcanie do działania, promowanie tolerancji i równości, poznanie dziedzictwa Kulturowego Europy to nasze główne cele. Program obejmuje wszystkie kraje Unii Europejskiej oraz Bułgarię, Islandię, Lichtenstein, Norwegię, Rumunię oraz Turcję. Oprócz tego możliwe jest realizowanie pomysłów przy współpracy z młodzieżą spoza grupy krajów Programu. Koordynacją i promocją Programu na terenie Polski zajmuje się Narodowa Agencja Programu MŁODZIEŻ z siedzibą w Warszawie. Działalność Agencji wspierają Ośrodki Regionalne i Punkty Informacyjne w całej Polsce. W Programie może wziąć udział praktycznie każdy młody człowiek w wieku od 15 do 25 lat oraz osoby, które na co dzień pracują z młodzieżą lub są taką pracą poważnie zainteresowane. Należy jednak pamiętać, że do udziału w Programie szczególnie zachęcamy młodych ludzi z mniejszymi szansami czyli tych, którym żyje się trudniej ze względu na problemy finansowe, zdrowotne, rodzinne bądź związane z miejscem zamieszkania. Program MŁODZIEŻ składa się z 5 części zwanych Akcjami. Każda z Akcji wspiera inny rodzaj działań:

AKCJA 1 — Wymiana Młodzieży. Młodzież dla Europy. Akcja 1 wspiera międzynarodowe spotkania młodzieży. Są to spotkania trwające od 6 do 21 dni, w trakcie których grupa z Polski i grupa z innego kraju (tzw. grupa partnerska) wspólnie realizuje interesujący wszystkich pomysł. Program MŁODZIEŻ nie narzuca tematów. To młodzi ludzie decydują co, gdzie, jak i kiedy zorganizują.

AKCJA 3 — Inicjatywy Młodzieżowe Akcja 3 wspiera młodzież w realizacji samodzielnie przygotowanych projektów. Projekty te mają dotyczyć ich własnych społeczności lokalnych — mają odpowiadać na konkretne problemy ich środowiska. Młodym ludziom, którzy takie pomysły mają, pomagamy na trzy sposoby. Inicjatywy Grupowe: Inicjatywy lokalne realizowane przez młodzież w okresie od 3 do 12 miesięcy.

AKCJA 4 — Wspólne działania Akcja 4 ma na celu połączenie inicjatyw edukacyjnych, podejmowanych w ramach Programów: MŁODZIEŻ, Sokrates i Leonardo da Vinci.

Czy wszyscy mają takie same możliwości, aby wziąć udział w Programie MŁODZIEŻ? Tak, choć niektórym jest trudniej: ze względu na ich stan zdrowia, skomplikowaną sytuację materialną, miejsce zamieszkania, z dala od dużych miast — centrów informacji. I dlatego właśnie za szczególnie ważną grupę uznaje się młodzież, dla której możliwości uczestnictwa w życiu społecznym są mniejsze. Taki jest priorytet Komisji Europejskiej dla całego Programu. Jest on realizowany we wszystkich krajach. Celem Programu jest integracja młodych ludzi. W Polsce Komitet Programu uznał za grupę priorytetową: młodzież niepełnosprawną, zagrożoną patologiami; młodzież bezrobotną i pochodzącą z rodzin dotkniętych bezrobociem lub ubóstwem, oraz młodzież mieszkającą na wsi.

Współpraca w Sieci: Inicjatywy lokalne, w których bierze udział młodzież z przynajmniej 2 krajów Programu Kapitał Przyszłości: Przeznaczony dla byłych Wolontariuszy Europejskich. Dostają oni dofinansowanie na projekty wykorzystujące doświadczenia zdobyte podczas EVS. Dzięki temu mogą dalej rozwijać swoje zainteresowania i realizować pomysły na swoją przyszłość.

AKCJA 2 — Wolontariat Europejski — EVS Akcja 2 umożliwia młodym, pełnoletnim ludziom wyjazd za granicę w charakterze wolontariuszy do pracy społecznej. Wolontariat może odbyć się w najróżniejszych organizacjach — od ekologicznych, poprzez kulturalne, aż po socjalne. Dzięki temu zdobywają oni nowe doświadczenia, przyjaciół oraz poznają inne kultury.

l Program MŁODZIEŻ jest programem Wspólnoty Europejskiej z zakresu edukacji nieformalnej. Wspiera — finansowo i merytorycznie – ciekawe i oryginalne inicjatywy młodzieży. Umożliwia nawiązywanie kontaktów międzynarodowych i wymianę doświadczeń. Ułatwia realizację przedsięwzięć o charakterze lokalnym. Promuje indywidualny rozwój młodych ludzi. Program adresowany jest do osób w wieku 15-25 lat. Jest realizowany w 31 krajach. Zaplanowany został na lata 2000-2006. Wiemy już, że będzie jego następca, „Młodzież w Akcji”, od roku 2007 do roku 2013.

AKCJA 5 — Działania wspierające Akcja 5 wspiera osoby, grupy i organizacje, które angażują się w działania na rzecz młodzieży lub interesują się problematyką młodzieżową. Dzięki tej Akcji można zdobyć umiejętności i kontakty pomocne w realizacji projektów, które można prowadzić w ramach naszych pozostałych Akcji. Działania wspierające to m.in. staże zagraniczne, seminaria i kursy szkoleniowe. Akcja 5 to także wizyty studyjne, czyli międzynarodowe dyskusje, warsztaty i wizyty w lokalnych organizacjach zorientowanych na młodych ludzi. Podczas tych spotkań pracownicy młodzieżowi poznają warunki i metody pracy z młodzieżą w innych krajach oraz nawiązują kontakty z europejskimi organizacjami.

Renata Sobolewska Dyrektor Programu MŁODZIEŻ Chci ałab ym poje chać do Tosk anii , na Kret ę i do Norw egii. Lubi ę góry, mor ze, jezi ora i lasy. A kied yś chcę otw orzy ć pens jona t w góra ch. Bard zo lubi ę spac erow ać po góra ch, czyt ać ksią żki, posi edzi eć tak po pros tu z dzie ćmi i swo imi zwie rzak ami. Nie lubi ę obłu dy. Lubi ę pier ogi rusk ie i kuch nię włos ką (oj, tucz ące! ). Kolo ry mi się zmie niaj ą, osta tnio nieb iesk i i zielo ny. S t a r a m s i ę w ł ą c z a ć i n n y c h w d z i a ł a n i a , k t ó r e u w a ż a m z a w a ż n e , s e n s o w n e i p o t r z e b n e i n n y m l u d z i o m . Sam a lubi ę się włąc zać w inte resu jące rozm owy i grup y ciek awy ch ludz i.

Od początku swojego istnienia Narodowa Agencja Programu MŁODZIEŻ w Polsce oraz jej Ośrodki Regionalne i Punkty Informacyjne, starają się dotrzeć z informacją o Programie do wszystkich, a zwłaszcza do tych, którzy właśnie znajdują się w trudniejszym położeniu od swoich rówieśników. 6 marca 2003 roku zorganizowaliśmy Dzień Integracji w Programie MŁODZIEŻ w 15 polskich miastach. Każdego dnia informujemy i zachęcamy do działania w Programie. Z każdym kolejnym rokiem w Programie realizowanych jest coraz więcej projektów. Zrealizowano ich już ok. 3200, a wzięło w nich udział do grudnia 2004 roku ok. 85 000 młodych ludzi. Wśród nich jest młodzież niepełnosprawna, pochodząca z bardzo małych miejscowości, wsi i wiosek, młodzi bezrobotni i ci, którzy nie zawsze odnajdują się w systemie szkolnym i codziennym życiu. Edukacja nieformalna oznacza, że udział w Programie uczy. Można nauczyć się wiele — lub nabrać chęci do uczenia się. Można uczyć się fotografować, malować, pisać felietony, zdobyć czasem podstawową, a czasem bardzo pogłębioną wiedzę np. z zakresu pierwszej pomocy, ekologii i wielu innych dziedzin. W działaniu stajemy się bardziej pewni siebie, poznajemy swoją wartość. Uczymy się, jak być z innymi ludźmi, jak rozwiązywać problemy i konflikty. Uczymy się zarządzać swoim czasem, współpracować i organizować. To są umiejętności, które niekoniecznie i nie zawsze wyniesiemy ze szkoły, uczelni itp. Zobaczcie, że Program MŁODZIEŻ jest dla Was. Możecie poznać innych rówieśników, zaprzyjaźnić się, ale też i wiele się nauczyć. To, co znajdziecie w tej publikacji pokazuje, że — choć trudno — to jednak można. Żal, że nie starczyło miejsca, by opisać wszystkie projekty. I naprawdę warto! Spróbujcie. Zapraszamy l


Z WIATREM POD WIATR « 24

AKCJA 3 – Inicjatywy Grupowe

SOMERSET COUNTY COUNCIL SOCIAL SERVICES DEPARTMENT — MINEHEAD « 20 AKCJA 2 – Wolontariat Europejski AKCJA 5 – Działania Wspierające

rozdział 1 NIE!PEŁNOSPRAWNOŚĆ MOJA WOJNA Z TRZEMA SCHODAMI « 30

NIEĆ M IMO W SZYST K

O «3 4

AKCJA 3 – Kapitał Przyszłości

ŚWIAT MAŁO ZNANY « 12

AKCJA 2 – Wolontariat Europejski

AKCJA 3–

Inicjat ywy G rupow e

58 CH « ÓŁKA ULTUR Y NA K

LO NE QUIEN NDO A

rozdział 3 MYŚLĘ – WIEŚ – JESTEM

AYUD A

AKCJA 3 – Inicjatywy Grupowe

AKCJA 1 – Wymiana Młodzieży. Młodzież dla Europy

DOM K

CESIT A—P

ĆPAN

AKCJA 1 – Wymiana Młodzieży. Młodzież dla Europy

KA LIG WIEJS

STKIM OMOC

IE SZT

POMPEJE PODLASIA « 70

rozdział 2 NO PROBLEM!

AKCJA 3 – Inicjatywy Grupowe

WSZY

KOMPUTER - ŚWIAT BEZ OGRANICZEŃ « 80

UKI «

44

POTR

HAUS PYRMONT « 76

A SPO

ZEBU

JĄCY

RTOW A

M«5

« 86

4

ZAIST

AKCJA 1 – Wymiana Młodzieży. Młodzież dla Europy

AKCJA 2 – Wolontariat Europejski


l Włączanie w działanie młodych ludzi, którzy z powodów zdrowotnych, ekonomicznych, społecznych, geograficznych czy kulturowych mają utrudniony dostęp do działania, jest prawdziwym priorytetem Programu MŁODZIEŻ. Realizujemy go aktywnie od początku istnienia Programu, czyli od 2000 roku. Aby priorytet ten przekładał się na konkretne działania, wszystkie kraje członkowskie Programu przyjęły w 2001 roku Strategię Włączania, w której wyraźnie określono, w jaki sposób i za pomocą jakich narzędzi Program MŁODZIEŻ stanie się bardziej dostępny dla młodych ludzi z mniejszymi szansami. Realizacja tego priorytetu nie jest łatwa — z wielu powodów. Ograniczony dostęp do informacji, brak wiary w siebie i własne możliwości, nieufność, brak wiary w to, że można coś dostać za darmo, poczucie niskiej wartości, brak wsparcia we własnym środowisku — to tylko niektóre z przyczyn, które sprawiają, że młodzi ludzie, którzy mają mniejsze szanse, nie korzystają wystarczająco z oferty Programu MŁODZIEŻ. Pięcioletnie doświadczenie w realizacji Progra-

Milena Pośnik Koordynator Inicjatyw Młodzieżowych Akcja 3 Program MŁODZIEŻ Chci ałab ym poje chać do Izra ela, Mek syku i Port ugal ii. Inte resu ję się ludź mi i ich hist oria mi; filoz ofią i porz ądki em rzec zy. Co najb ardz iej lubi ę robi ć? Myśl eć. Czyt ać. Węd rowa ć. Prac owa ć. Rozm awia ć. Słuc hać. Patr zeć. Kadr owa ć rzec zyw istoś ć w zdję cia. Mój ulub iony kolo r to (akt ualn ie) pom arań czow y; dani e — zsia dłe mlek o z ziem niak ami, szpa ragi z mas łem na pier zync e ze świe żego szpi naku ; muz yka — Geo rge Wins ton. Nie lubi ę bezr adno ści i stra chu, hipo kryz ji, stag nacj i, leni stwa . W przy szło ści chci ałab ym rozw ijać się raze m z moim dzie ckie m; wróc ić na moj ą wieś (Wo jcie chów ka — bard zo mała i pięk na wios ka na Maz ows zu), zbud owa ć dom i prac owa ć nad otw iera niem świa ta dla młod ych ludz i z mały ch, wiej skic h środ owis k. B a r d z o l u b i ę w ł ą c z a ć s i e b i e . P o z a t y m l u b i ę w ł ą c z a ć z b i e g i o k o l i c z n o ś c i i t o , c o n i e m o ż l i w e . 08

mu nauczyło nas, że nie wystarczy dotrzeć z informacją. Trzeba ją jeszcze uwiarygodnić i przekonać młodych ludzi, że propozycja Programu MŁODZIEŻ jest również dla nich. Jest ona odpowiedzią na ich potrzeby, jest sposobem rozwijania ich pasji i życiowych umiejętności. Wszystkie Akcje Programu MŁODZIEŻ priorytetowo traktują projekty, przygotowane bądź realizowane przez młodzież niepełnosprawną, wiejską, zagrożoną wykluczeniem społecznym, bezrobotną, czy ubogą. W praktyce oznacza to, że projekty te mają pierwszeństwo w procesie selekcji, a także otrzymują więcej wsparcia, zarówno merytorycznego, jak i finansowego. Z każdym rokiem realizacji Programu widać coraz wyraźniejsze efekty włączania, szczególnie w projektach Wymiany Młodzieży (Akcja 1) i Inicjatyw Młodzieżowych (Akcja 3). Rośnie też liczba wolontariuszy Wolontariatu Europejskiego, zarówno tych, którzy wyjeżdżają zagranicę, jak i przyjeżdżających do Polski. Coraz więcej młodych niepełnosprawnych, mieszkańców wsi i małych miasteczek, młodzieży zagrożonej bezrobociem bądź różnymi uzależnieniami, szuka dla siebie perspektyw w Programie MŁODZIEŻ. Ci, którzy już wzięli udział w działaniach wspieranych w ramach programu, polecają go swoim znajomym. I tak „kula śniegowa” się toczy. W 2004 roku w co trzecim projekcie wymiany (Akcja 1) uczestniczyła młodzież, która z różnych powodów ma mniejsze szanse w dzisiejszym społeczeństwie. Również większość projektów Inicjatyw Grupowych jest przygotowana przez taką młodzież bądź z myślą o niej. Projekty przedstawione w tej publikacji to tylko mała próbka wielu dofinansowanych działań, które są realizowane przez tych, którym w życiu jest trudniej. Każdy taki projekt jest bardzo ważny i każdy z nich jest początkiem jakiejś zmiany w czyimś życiu. Głęboko wierzę w to, że jest to zmiana na lepsze l

09


Magdalena Skiba Przewodnicząca Zarządu Gdańskiego Koła Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, od 2000r także członek Zarządu Głównego tego Stowarzyszenia. Od 2001 r. członek Zarządu Europejskiego Ruchu na rzecz Różnorodności i Zrozumienia „Karawana 2000” z siedzibą w Brukseli. tam , gdzi e mnie jesz cze Najb ardz iej chci ałab ym poje chać nart ami, albo w podr óż z wiec lodo na lecie w : nie było h przy jaci ół, któr ych moic ów dom ą tras ta dook oła świa ale któr ych jesz cze h, scac miej ych spot ykam w różn ysty ch. Lubi ę kolo r ojcz ach nie odw iedz ałam w ich kraj ady we wszy stkic h nieb iesk i, sma żony ser, oraz ball , pych y i obłu dy. izmu snob a, rstw poze ę lubi odm iana ch. Nie ełno spra wny ch niep zać włąc się am W moj ej prac y star społ eczn ego. a życi m”) trea w tzw. głów ny nurt („m ains a ć s i ę , U w i e l b i a m w ł ą c z b a r d z o m a m e ż , m y t e j c o o w o c u i a i . . . n e z r a m a n u m a ł o c z a s e s i ę . i n e z c ą ł y w n a

l Czy może być coś bardziej radosnego i napawającego optymizmem niż cieszący się życiem młody człowiek, rozwijający zainteresowania, służący innym i pomagający słabszym, a jednocześnie pokonujący własne ograniczenia?

Wchodzenie w dorosły świat jest zawsze niezwykle trudne, a dojrzewanie z bagażem niepełnosprawności musi być po stokroć trudniejsze. Dlatego „serce roście”, gdy czyta się opowieści o tym, czego można dokonać mimo wózka inwalidzkiego, aparatu słuchowego, czy niepełnosprawności intelektualnej. O tym, kim można się stać pomimo braku perspektyw, pracy zarobkowej, przychylności władzy lokalnej i powszechnego zrozumienia. Okazuje się, że przy odpowiedniej dozie determinacji, samozaparcia i pozytywnego nastawienia do przeciwności losu oraz (co być może najważniejsze) aktywnego poszukiwania swojego miejsca w otaczającej rzeczywistości, da się nie tylko znaleźć to miejsce, ale i nadać swemu życiu sens. Także pomagać tym o jeszcze mniejszych możliwościach. Jak powiedziała prof. Małgorzata Kościelska „istotą niepełnosprawności jest zależność od innych”. Zależność ta nie musi jednak ograniczać osoby niepełnosprawnej w jej rozwoju własnym i w uczestnictwie w życiu społecznym, w dokonywaniu wyborów i podejmowaniu decyzji. Stanie się tak, gdy społeczeństwo zrozumie i stworzy warunki na wyrównanie szans tych osób oraz gdy pełno — i niepełnosprawni będą działać razem, ucząc się od siebie nawzajem, jak dawać i brać w sposób nie uzależniający, nie ograniczający i nie naruszający niczyjej godności. Ta publikacja jest znakomitym świadectwem, że tak dziać się może, że tak się dzieje i miejmy nadzieję dziać się będzie. I to na coraz szerszą skalę l

10

11


11-1 9 V 200 3

Świat mało znany

Przez ponad tydzień młodzież, skupiona w Gdańskim Kole Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, wraz z grupą niepełnosprawnych rówieśników z Niemiec i Włoch uczestniczyła w rozmaitych warsztatach artystycznych. Młodzi ludzie zaprezentowali swoje dokonania teatralne, muzyczne i plastyczne podczas wielkiej parady ulicami Gdańska.

Jarek Marciszewsk

i ve

l Dziadek jeden z organizatorów projektu. W stowarzyszeniu zajmuje się wolontariuszami, prowadzi zespół „Rem ont Pomp”. ow ani em . Ma rzę , ę się mu zyk ą i pod róż to zie lon y. Na jba rdz iej int ere suj ę. Mó j ulu bio ny kol or ię kas zy. by poj ech ać na Syb eri lub nie , we abo sch e e, pol ski bog aca ć wz Lub ię jeś ć tra dyc yjn ć, aga pom ać, ie mu zyk ow zy. :-) kas ć jeś W prz ysz łoś ci chc ę sob ę chc inn ych i sie bie . I nie m u z y k ę . ć a z c ą ł w ę L u b i

Iza Nadolna vel Ło

ker uczestniczka Świata Mało Znanego. Jest w stowarzyszeniu od ponad trzech lat, tańczy w zespo le „Remont Pomp”. łas zcz a ryt mi czn ą. Koc ham mu zyk ę, zw Mie szk am w Gd ańs ku. ać i gra ć w kos za. ow róż cho dzi ć na bal e, pod ć, czy tań m bia „Ka sia i Tom ek” . iel Uw , ow oce , piz zę, ser ial pol e cyg ańs kim Lub ię kol or cze rw ony zes w ć czy tań m aby W prz ysz łoś ci chc iał ł ą c z a ć ? w ę i b u l C o alb o zag rać w film ie. t a ń c a ! o d , y a b a w L u d z i d o z

Jarek opowiada o Izie:

Jak narodziła się idea projektu Świat Mało Znany? Młodzież z naszego stowarzyszenia« wraz z grupą wolontariuszy od wielu lat organizuje i uczestniczy w różnych przedsięwzięciach artystycznych w Polsce i zagranicą. Wielokrotnie braliśmy udział w międzynarodowych warsztatach twórczości artystycznej, organizowanych we współpracy z Programem MŁODZIEŻ w Norwegii, Niemczech i Francji. Chociaż sam nie byłem na zagranicznych wyjazdach, wiem z relacji moich kolegów, że tam — w dużej mierze — narodził się pomysł zorganizowania podobnego wydarzenia w Polsce. Adam Sternicki, który w Świecie Mało Znanym prowadził warsztaty trash music« przeniósł tę koncepcję do nas z Norwegii. Również inne osoby, realizujące nasz polski projekt, czerpały z doświadczeń zdobytych podczas wyjazdów. Tam również znaleźliśmy naszych zagranicznych partnerów — z Niemiec, Włoch i Francji.

« Trash music — muzyk a grana na bębnach i inn ych instrumentach, zrobionyc h z tak niezwykłych surowc ów, jak beczki, rury, felgi, itp.

Iza jest bardzo uzdolnion a muzycznie. Dzięki pro jektowi Świat Mało Znany talent Izy został odkryty. Iza ucz estniczyła w warsztatach teatralnyc h, a podczas happeningu ulicznego pokazała, że umie także świetnie tańczyć. To w ogó le jest dziewczyna z ikrą. Ma mnóstwo szalonych pom ysłów. Dzięki naszemu projektow i mogła po raz pierwszy w życiu publicznie zaprezentowa ć swoje umiejętności. Jak wiele osób niepełnosprawnych, Iza ma bardzo bogate życie em ocj onalne, dostrzega piękno w rzecza ch zwyczajnych i cieszy się nim. Kiedy jest na scenie i czu je, że może pozyskać pub liczność, to daje z siebie wszystk o i jest naprawdę świetn a — trzeba jej to przyznać!

« Koło Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledz eniem Umysłowym w Gdańsku

zrzesza około trzystu czło nków — pracowników i wol ontariuszy, którzy wspierają grupę blis ko 1 500 niepełnosprawny ch i ich rodzin mieszkających w gminie Gdańsk. Stowarzyszenie prowadzi placówki realizujące zad ania z zakresu edukacji, ochrony zdrowia, pomocy i rehabilitacji spo łecznej, medycznej i zaw odowej. Główny nacisk w swych działaniach kładzie na inte grację młodzieży niepełnosprawne j intelektualnie z pełnos prawnym społeczeństwem poprze z udzielanie jej pomocy w realizacji planów życiowych, rozwij aniu pasji, zainteresowań . Inicjatywy i wymiany, organizowane w ramach Programu MŁO DZIEŻ, pozwalają inaczej spojrzeć na prawa niepełnosprawnych do reh abilitacji, edukacji, pracy, rozrywki i aktywności. Stwarzają też doskonałą szansę swobodnej ekspre sji twórczej i prezentac ji dokonań. Przede wszystkim jednak umożliwiają przebywanie wśród rówieśników, zdobywani e nowych przyjaciół w kra ju i poza jego granicami. Wię cej informacji: www.psou u.gda.pl

JAREK:

CHCĘ SOBIE

12

MUZYKOWAĆ, POMAGAĆ, UBOGACAĆ INNYCH I SIEBIE (NIE CHCĘ JEŚĆ KASZY) 13


Czego – na tle doświadczeń z zagranicy – najbardziej brakowało w Polsce w dziedzinie terapii przez sztukę? Po pierwsze, jak to już wspominałem, w naszym stowarzyszeniu już wcześniej realizowaliśmy podobne akcje, ale nie w wymiarze międzynarodowym. Od około dziesięciu lat bardzo dynamicznie działa u nas orkiestra, złożona z niepełnosprawnych, z rodziców i z wolontariuszy. Koncertuje ona w Polsce i zagranicą. Poza tym w galerii „Promyk” artyści niepełnosprawni współpracują z profesjonalistami (teraz specjalizują się w witrażach). Myślę, że to dzięki tym inicjatywom, które wzbogacają życie niepełnosprawnych, powstała koncepcja Świata Mało Znanego. Różnica polegała jednak na tym, że poprzez bardziej „skondensowane” oraz otwarte akcje, wyszliśmy z naszą sztuką do ludzi — zarówno pełnosprawnych, jak i niepełnosprawnych. Zainteresowanie było ogromne,

Organizacja takich wydarzeń jest moim zdaniem niezwykle ważna i potrzebna. Oferta kulturalna dla osób niepełnosprawnych intelektualnie jest w Polsce, niestety, bardzo uboga. Prawda jest taka, że ci ludzie bardzo rzadko z własnej inicjatywy wychodzą na zewnątrz, w świat pełnosprawnych. Zresztą już sama nazwa projektu Świat Mało Znany sugeruje, że działalność, szczególnie artystyczna, osób niepełnosprawnych, pozostaje dla większości Polaków wciąż tajemnicza i niezbadana.

Jakie były główne cele waszego projektu?

Poprzez przeniesienie idei warsztatów art-terapii« do Polski chcieliśmy dać niepełnosprawnym możliwość zaprezentowania swoich talentów, a lokalnej społeczności szansę przyjrzenia się i bezpośredniego włączenia w te artystyczne, niecodzienne działania. Projekt był stworzony także z myślą o osobach ze znacznym stopniem niepełnosprawności intelektualnej. Chociaż mają one problemy z komunikacją werDZIĘKI BARDZIEJ „SKONDENSOWANYM” ORAZ OTWARTYM AKCJOM, balną, mogą porozumiewać WYSZLIŚMY Z NASZĄ SZTUKĄ DO LUDZI się inaczej, na przykład poprzez różne dziedziny sztuki.

zwłaszcza podczas naszej parady ulicami Gdańska lub akcji malowania na plaży w Sobieszowie. Plażowicze chętnie uczestniczyli w artystycznym przedsięwzięciu osób niepełnosprawnych i ich terapeutów. Razem odrysowywali sylwetki na wielkich, przezroczystych planszach foliowych. Tak jak w przypadku trash music, był to bardzo prosty pomysł. Po prostu duże formy i jaskrawe kolory. Nic więcej, a efekt był porażający!

14

Dla nas — inicjatorów i realizatorów tego projektu oraz naszych zagranicznych partnerów — była to wspaniała możliwość wzbogacenia teoretycznej wiedzy o praktykę. « Art-terapia = terapia

przez sztukę.

15


Jak włączaliście w przygotowania i realizację tego projektu osoby z waszego stowarzyszenia? Rozdawaliśmy ulotki na Wydziale Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego i w V Liceum Ogólnokształcącym. Chętnie przyłączyli się również wolontariusze z naszego stowarzyszenia, którzy w tym samym czasie uczestniczyli w projekcie innej Akcji Programu MŁODZIEŻ. Poza tym ich znajomi i znajomi tych znajomych, którzy pragnęli poznać „od podszewki” świat osób niepełnosprawnych intelektualnie. Bo to jest zupełnie co innego: tylko czytać o tym w mądrych książkach, a co innego: poznać bliżej taką konkretną osobę, często także jej rodzinę.

Jaka była rola wolontariuszy? Wolontariusze byli asystentami osób niepełnosprawnych, ale warsztaty prowadzili zarówno profesjonaliści, jak i same osoby niepełnosprawne. Udowodniły one, że także potrafią inicjować twórcze działania i dzielić się swoimi umiejętnościami, przekazywać wiedzę innym uczestnikom. Na przykład Ewa i Ola po warsztatach trash music w Norwegii były bardzo dużym wsparciem dla autora warsztatu i to one często pokazywały uczestnikom, jak mają grać.

16

TO JEST ZUPEŁNIE CO INNEGO: TYLKO CZYTAĆ O TYM W MĄDRYCH KSIĄŻKACH, A CO INNEGO:

POZNAĆ BLIŻEJ

TAKĄ KONKRETNĄ OSOBĘ

Jakim trudnościom musieliście sprostać? Na kilka dni przed rozpoczęciem wymiany prawie wszyscy członkowie grupy francuskiej, łącznie z jej opiekunem, zachorowali na grypę. Nie byli w stanie przyjechać do Gdańska. Oprócz tego polscy uczestnicy wracali na noc do swoich domów, co znacznie ograniczało możliwość pełnej integracji z zagranicznymi kolegami i koleżankami. Zwykle najfajniejsze spotkania integracyjne odbywają się wieczorami, a tu nie było takich codziennych kontaktów, poza warsztatami. Nie można jednak mówić o niedopatrzeniu z naszej strony. Chcieliśmy po prostu oszczędzić na kosztach zakwaterowania i spożytkować te pieniądze na coś innego. Teraz być może zadecydowalibyśmy inaczej. Wiemy już, że osoby niepełnosprawne intelektualnie potrzebują więcej czasu, aby się z kimś poznać, zintegrować.

17


Kto pomagał pomysłodawcom ze stowarzyszenia w przygotowaniach i realizacji projektu?

Co cię mile zaskoczyło podczas realizacji Świata Mało Znanego ? Podczas występów na ulicach Gdańska ludzie „z zewnątrz” spontanicznie podchodzili, włączali się do zabawy, nagradzali dużymi owacjami. Również wiele osób z innych ośrodków społecznych z zaciekawieniem obserwowało nasze warsztaty.

Na pewno podczas samej realizacji projektu dużą rolę odegrali wolontariusze, którzy spontanicznie przyłączali się do nas na różnych etapach. Ponadto ogromny wkład wnieśli profesjonaliści z różnych dziedzin sztuki, prowadzący warsztaty. Były to osoby z innych organizacji, zaprzyjaźnione z naszym stowarzyszeniem. Wszyscy podeszli do tego wydarzenia z sercem i ogromnie nam pomogli. Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to Program MŁODZIEŻ w pełni pokrył wydatki, związane z realizacją projektu. Nasze stowarzyszenie i instytucje z nami współpracujące wniosły wkład w postaci nieodpłatnego udostępnienia sal, biletów na atrakcje kulturalno-turystyczne, itp.

GRAMY MUZYKĘ RYTMICZNĄ, A IZA TAŃCZY, PEŁNA I RADOŚCI. ONA UMIE BŁYSKAWICZNIE NAWIĄZAĆ Z PUBLICZNOŚCIĄ. DZIĘKI TEMU WIDOWNIA STAJE SIĘ CZĘŚCIĄ SCENY, LUDZIE SIĘ DO ZABAWY

PASJI

KONTAKT

WŁĄCZAJĄ

Dla mnie osobiście najmilszą niespodzianką było to, że tak prosto można zaangażować osoby niepełnosprawne i efektywnie wykorzystać ich możliwości. To nie niepełnosprawni są w centrum zainteresowania. Ich sztuka — coś ważnego i pięknego — jest na tak wysokim poziomie, że to ona zwraca uwagę; nie wzbudza litości.

18

Jak ten projekt zmienił ciebie? Czego się nauczyłeś? Ja na pewno odkryłem ideę trash music. Dla mnie była to prawdziwa rewolucja w zakresie terapii poprzez muzykę. Wcześniej błądziłem po omac-

ku w poszukiwaniach najlepszego sposobu muzycznej ekspresji osób niepełnosprawnych intelektualnie, nie wiedząc, w jaką formę ją ubrać. A muzyka rytmiczna, nawet taka prosta, jest zarazem bardzo spektakularna i angażuje szerokie grono ludzi. Jeśli zaś chodzi o innych, to dzięki warsztatom zarówno uczestnicy, jak i wolontariusze mogli przekonać się, w jakiej dziedzinie sztuki czują się najlepiej i co im się najbardziej podoba.

W jakim stopniu Świat Mało Znany wpływa na obecną działalność stowarzyszenia? Choć od naszej wymiany minęło ponad półtora roku, jej pozytywne efekty odczuwa większość z nas. Osoby, które uczestniczyły w warsztatach plastycznych, zaangażowały się później w pracę galerii. Z muzycznej części projektu urodził się nasz zespół „Remont Pomp”. Cały czas się rozwijamy i świetnie sobie radzimy. Sami tworzymy nasze utwory oraz wymyślamy tytuły: „Laguna” albo „Nerwy do kieszeni”. Gramy muzykę rytmiczną, a Iza tańczy, pełna pasji i radości. Ona umie błyskawicznie nawiązać kontakt z publicznością. Dzięki temu widownia staje się częścią sceny, ludzie włączają się do zabawy.

Jakie macie plany na przyszłość? Obecnie chcemy połączyć elementy wymiany, jaką był Świat Mało Znany, z Inicjatywą Grupową Z Nimi, która również w ramach Programu MŁODZIEŻ (ale jako projekt długotrwały) jest związana z naszym stowarzyszeniem. Inicjatywa Z Nimi polega w skrócie na tym, że tworzy się związki na zasadzie przybranego rodzeństwa: wolontariusz z podopiecznym. W tej chwili jest trzydzieści pięć takich par. Spotykają się co najmniej raz w tygodniu. Podstawowym założeniem tej inicjatywy jest to, aby wolontariusze byli prawdziwymi przyjaciółmi osób niepełnosprawnych. One na ogół mają kontakty ograniczone tylko do ludzi z ośrodka i rodziny, nie spotykają się z nikim „z zewnątrz”. A z takim przyjacielem można pograć w piłkę, porozmawiać, potańczyć... Na przykład przyjaciółką Izy jest wolontariuszka Karolinka. Aktualnie trwa druga edycja tego projektu. Trzecią chcemy rozpocząć we współpracy z partnerami z zagranicy. Podobne programy istnieją już w innych państwach: np. w Irlandii projekt nazywa się „Saturday Club” i wszyscy spotykają się razem raz w tygodniu, a nie jak u nas — w parach. Chcemy wymieniać się doświadczeniami i za rok planujemy się wszyscy spotkać, aby porozmawiać o tym, co udało nam się osiągnąć i zainicjować wymianę międzynarodową.

19


Somerset County Council Social Services Department – Minehead

– praca w ośrodku pomocy społecznej w radzie Hrabstwa Somerset

w Anglii pomagała podczas Wolontariatu Europejskiego ośrodku dla osób w zajęć w realizacji różnorodnych i intelektualnie. znie fizyc ych rawn niepełnosp w uczestniczyła Wraz z wolontariuszami z innych krajó wyjazdach. oraz h w kursie językowym, szkoleniac

X 200 3 - IV 200 4

Byłam bezrobotna, więc pomagałam w Stowarzyszeniu Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Sopocie. Niedosłyszę, noszę aparat słuchowy. Umiem czytać z ruchu warg. Ukończyłam technikum budowlane oraz kursy: „Podstawy obsługi komputera”, „Zakładanie Działalności Gospodarczej”, „Informatyk — Programista”.

Dlaczego zdecydowałaś się pracować zagranicą jako wolontariuszka?

Iwona Makochoń

20

Czym zajmowałaś się przed wyjazdem na Wolontariat Europejski?

Ma m 24 la ta , So po ci e. m ie sz ka m w po dr óż am i, ę si ję In te re su i. ko m pu te ra m i, m kr zy żó w ka si ę ać yk ot sp ę bi Na jb ar dz ie j lu po dr óż ow ać . ii z pr zy ja ci ół m m ko lo re m Mo im ul ub io ny po tr aw ą a i, sk je st ni eb ie bi ę cz yt ać Lu k. za rc ku — do w e. ks ią żk i pr zy go ch ać je po ym ab Ch ci ał st ra lii . do Ka na dy i Au by że Ma rz ę o ty m , św ia t. zw ie dz ić ca ły

AMRASOWIBIEŁO PORADZIŁ BYŁAM ZASKOCZONA, ŻE FAKCJI SP

EJ SATYS ZE WSZYSTKIM. NAJWIĘC NYMI. OWAĆ Z NIEPEŁNOSPRAW MI TO, ŻE MOGŁAM PRAC

Chciałam pracować, pomagać innym, zdobyć nowe umiejętności, doświadczenie, nauczyć się języka, poznać inną kulturę, tradycje, obyczaje, innych ludzi, nawiązać kontakty. Pomysł wyjazdu na wolontariat podsunęła mi pani Urszula Hadrych z Centrum Kształcenia Ustawicznego w Sopocie«, które było moją Organizacją Wysyłającą na Wolontariat Europejski. O wyjeździe najpierw dowiedziała się mama, która jest „moimi uszami”. Ktoś zrezygnował z wolontariatu i mieliśmy bardzo mało czasu na podjęcie decyzji. To był szok, wielka szansa, radość i obawa, wyzwanie i strach. Ja chciałam i jednocześnie bałam się. Ostatecznie decyzję pomógł mi podjąć ojciec.

enia Ustawicznego

« Centrum Kształc

Kto wspierał cię przed i podczas realizacji projektu? Organizacja Wysyłająca przygotowała mnie do wyjazdu bardzo dobrze, załatwiono wszystkie niezbędne formalności. Podczas pobytu na wolontariacie cały czas miałam kontakt e-mailowy z Centrum Kształcenia Ustawicznego w Sopocie. Jego pracownicy troszczyli się o mnie, martwili, gdy coś mi nie szło i cieszyli moimi sukcesami. Po przyjedzie do Anglii miałam początkowo problemy z porozumiewaniem się. Ale byłam bardzo zdeterminowana: chciałam nauczyć się języka angielskiego. Pomagał mi mentor w każdej sytuacji, gdy tylko zwróciłam się o pomoc. W dniach wolnych od pracy Organizacja Goszcząca organizowała wiele spotkań z innymi wolontariuszami. Wspólnie bawiliśmy się, wymienialiśmy doświadczenia, miło spędzaliśmy czas.

w Sopocie

to dorośli, do 50 roku życia. Są szkoli osoby od 19 bezrobociem, dowisk zagrożonych pochodzący ze śro bądź zdobyć dnie wykształcenie chcący uzyskać śre stępne do są acje. Szkolenia dodatkowe kwalifik . ch ny aw pełnospr również dla osób nie

21


Na czym polegała twoja praca? Trzy dni w tygodniu w ośrodku „Seahorse Centre” zajmowałam się osobami niepełnosprawnymi. Byli to dorośli z porażeniem mózgowym, zespołem Downa, niewidomi, na wózkach. Zajęcia były bardzo urozmaicone: taneczne, muzyczne, plastyczne, sportowe. Pomagałam również w kuchni oraz we wspólnym robieniu zakupów. Dużo spacerowaliśmy, jeździliśmy na wycieczki. W pracy uczyłam się języka migowego po angielsku i porozumiewałam się dzięki temu z niektórymi osobami.

Co Wolontariat Europejski wniósł w twoje życie? Byłam zaskoczona, że poradziłam sobie ze wszystkim. Najwięcej satysfakcji sprawiło mi to, że mogłam pracować z niepełnosprawnymi. Czułam się potrzebna i spełniona. Byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam pomagać innym ludziom. Nauczyłam się języka angielskiego, zdobyłam wspaniałe życiowe doświadczenie. Jestem bardzo zadowolona, że mogłam uczestniczyć w tak dobrze zorganizowanym projekcie. Uważam, że jest godny polecenia wszystkim innym młodym ludziom, szczególnie osobom niepełnosprawnym. Pomoże im to nabrać pewności siebie i uwierzyć, że mogą być równie potrzebne, jak osoby pełnosprawne.

Co podobało ci się najbardziej? Cały pobyt na Wolontariacie Europejskim wspominam miło. Warunki mieszkaniowe były wspaniałe — miałam własny pokój z widokiem na morze, w domku jednorodzinnym. Właścicielka domu była dla mnie bardzo dobra i serdeczna. Traktowała mnie jak własną córkę. Wyżywienie było doskonałe, nie brakowało mi niczego. Jestem także bardzo zadowolona z kursu językowego (4,5 godziny dwa razy w tygodniu), w którym uczestniczyłam z wolontariuszami z innych krajów.

22

SZANSA

TO BYŁ SZOK, WIELKA , RADOŚĆ I OBAWA, WYZWANIE I STRACH. JA CHCIAŁAM I JEDNOCZEŚNIE BAŁAM SIĘ

Jakie są twoje plany na przyszłość? Obecnie nie mam pracy. Ciągle pomagam w Stowarzyszeniu Pomocy Osobom Niepełnosprawnym. Uczę także języka migowego kolegę niesłyszącego. Od powrotu z Anglii oczekiwałam na certyfikat, który otrzymałam dopiero po sześciu miesiącach. Mam nadzieję, że ułatwi mi on wyjazd i zatrudnienie zagranicą. Bardzo polubiłam swoją pracę w Anglii i chciałabym ją kontynuować.

23


VII 200 4 – VI 200 5

Z wiatrem pod wiatr

Zbigniew i Dawid Dubowscy — braci a odpowiedzialni za stworzenie strony internetowej i zaprojektowanie broszury. Organizatorzy regat żegla rskich.

Młodzi ludzie z Białegostoku żeglują łódkami po jeziorze. Nie liczy się to, że część członków załogi jest niepełnosprawna. Podczas dwutygodniowego obozu w Rajgrodzie wszyscy wspólnie poznawali zasady i techniki żeglowania, walczyli o uzyskanie patentu żeglarza jachtowego i fantastycznie się bawili. Teraz tworzą internetową „wizytówkę” [www.grzela.pl/zwiatrem] swojej żeglarskiej inicjatywy i powoli przygotowują się do organizacji majowych regat.

Dawid Dubowsk

i (Dragon84)

Prze d proj ekte m grałe m w kosz yków kę na wózk ach, jeźd ziłem na spar takia dy osób niep ełno spra I oczy wiśc ie zajm owa łem się dzie wny ch. wczy nam i. Tera z stud iuję , w dals zym ciąg u gram w kosz a, jeżd żę samo chod em i spot ykam się z dzie wczy ną. Lubi ę kolo r czar ny i nieb danc e, tech no oraz spok ojne pols iesk i, pols ką kuch nię, hip- hop, kie prze boje . Nie znos zę kłam stwa , obłu dy, obm awia nia za plec ami. Najb ardz iej chci ałby m poje chać na obóz w góry, spró bow ać wspi nacz ki. W przy szłoś ci prag nę zało rodz inę, mieć koch ając ą żonę oraz żyć dzie ci. Chcę po pros tu norm alnie funk cjon owa ć w społ ecze ństw ie. W nasz ym proj ekci e włąc zam y hum or. Poka zaliś my, że ludz ie na wózk ach też potr afią się baw ić i śmia ć — tak samo , jak pełn ospr awn i. J a l u b i ę w g ł o ś n o m u z y k ę , ł ą c z a ć p o n i e w a ż o n a m n i e r e l a k s u j e .

Zbyszek Dubowski, czyli Demon22

1

je mnie wszy stko , co jest zwią zane Poch odzę z Białe gost oku. Inte resu arstw em. Najb ardz iej chci ałby m żegl oraz ką yków z kom pute rami , kosz to nieb iesk i, a film y — kom edie r kolo iony poje chać do Włoc h. Mój ulub k bez pow odu. W przy szłoś ci ecze oraz sprz i sens acja . Nie lubię kłam stwa razie mam eźć prac ę, zało żyć rodz inę. Na chci ałby m skoń czyć stud ia, znal e. Do swoj ego proj ektu ęści szcz mi daje co i ję zebu wszy stko , czeg o potr w czym ś e po raz pier wszy mog ły wzią ć stara my się włąc zyć osob y, któr c z a ć ą ł w ę i b u l j e i a r d z takim udzi ał. A j a n a j b o r a z e n z c y r t k i a e l e r ó ż n e u r z ą d z e n p o m y s ł y. s w o j e z a b a w n e

Jak rozpoczęła się wasza przygoda z żaglami? Tomek: W sierpniu 2003 roku braliśmy udział w Europejskich Regatach Integracyjnych Młodzieży Niepełnosprawnej, organizowanych przez Marcina Lasotę w ramach jego Kapitału Przyszłości. rzycki

Tomasz Bied

y za dokumentację „kierownik zespołu”, odpowiedzialn cją Programu MŁODZIEŻ projektu, kontakty z Narodową Agen kursu żeglarskiego. r izato organ ic, bodz Świe ze ą i z grup

Mies zkam w Biały msto ku. Inte resu ję się spor tem (żeg larst wo, kosz yków ka na wózk ach) , film em i kom pute rami . Lubi ę kolo r nieb iesk i i rock a. Nie lubię agre sji i niet oler ancj i. Najb ardz iej chci ałby m poje chać do ciep łych kraj ów. Marz ę, by w przy szłoś ci robi ć to, co spra wia mi przy jemn ość. W n a s z y m p r o j e k c i e w ł ą c z a m y p o c z u c i e h u m o r u : )

24

To Marcin nas znalazł za pośrednictwem Stowarzyszenia Sportowców Niepełnosprawnych „Start”. Podczas pięciu dni regat w Rajgrodzie po raz pierwszy w życiu żeglowaliśmy i ogromnie nam się to spodobało. Dlatego szybko podchwyciliśmy pomysł Dawida, żeby zorganizować coś podobnego w przyszłym roku. Kiedy Marcin Lasota zaoferował nam swoją pomoc i doświadczenie, przystąpiliśmy do przygotowywania projektu. Do nas, trzech chłopaków na wózkach, dołączyły dwie pełnosprawne dziewczyny, które poznaliśmy na regatach, organizowanych przez Marcina.

Dawid: Regaty były integracyjne — brała w nich udział młodzież niepełnosprawna i pełnosprawna. To była naprawdę fajna sprawa.

Tomek: Dziewczyn nie trzeba było długo namawiać, chciały jeszcze raz przyjechać do Rajgrodu. I to na dłużej niż pięć dni. Oprócz żeglowania pod okiem instruktora, marzyliśmy o zdobyciu patentu, aby móc samodzielnie wypożyczyć sobie łódkę i wypłynąć na jezioro.

25


Kto wspierał was przy przygotowaniu regat?

« Skupiające około 60 czło

Stowarzyszenie Yacht Clu

b „Ar

nków

cus” istnieje już ponad 20 lat. Propaguje rekreację na wodzie, organizuje obozy, regaty i imprezy żeglars kie, a także szkolenia dla dzie ci, dorosłych i młodzieży. Od kilku lat wspiera żeg larstwo dla niepełnospra wnych, wykorzystując ośrodek ora z sprzęt całkowicie przystosowany do ich pot rzeb.

mówi Marcin Lasota: Nazywam się Marcin Las ota i trochę „zamieszałem ” w życiu pewnej grupy młodych ludzi. W 2000 roku byłem Wolontari uszem Europejskim w Niemczech. Po powroc ie do Polski zacząłem rea lizować swój Kapitał Przyszłości. Ponieważ żeg larstwo jest moją pasją, postanowiłem zorganizować regaty żeg larskie... dla osób porusz ają cych się na wózkach. Wspaniali ludzie, świetna atmosfera, no i prz ede wszystkim woda i wiatr. Regaty trw ały 4 dni i pozostawiły nie dosyt wśród młodych osób niepełnos prawnych. Dlatego następ nym krokiem było zorganizowanie — już prz ez nich — kursu żeglarskie go. Trochę im w tym pomogłem i byłem wie rnym „kibicem” tego prz edsięwzięcia. Dla mnie osobiście było to ciekawe doświadczeni e i wie lka lekcja: pokory i wiary w niemożliw e. Myślę, że nie jest to mo je ostatnie słowo w temacie żeglarstwa z osobami niepełnosprawny mi. Mam nadzieję że za jakiś czas znowu spo tkam ludzi na wózkach, którzy nigdy nie „poczuli” żeglarstwa i zac znę wszystko od nowa. Ahoj!

26

Tomek: Na początku Marcin dał nam namiary na Narodową Agencję Programu MŁODZIEŻ. Przyniósł też trochę ulotek, z których dowiedzieliśmy się, jak zorganizować inicjatywę grupową. I powolutku zaczęliśmy działać — z Marcinem jako naszym pomocnym duchem i ręką :-) Wspólnie wynegocjowaliśmy termin oraz warunki obozu ze „Stowarzyszeniem Yacht Club „Arcus” z Łomży«, które jest naszą Organizacją Wspierającą. Dawid: Gdy wyjeżdżamy na rozgrywki w kosza, czasem trafiamy do miejsc nieprzyjaznych dla niepełnosprawnych. A w ośrodku „Arcus”, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, nie ma żadnych barier. Do wszystkiego jest swobodny dostęp. Tomek: Sprzęt również jest przystosowany, zarówno łódki, jak i pomost. Poziom pomostu dostosowuje się do poziomu wody i nie mamy problemu z dostaniem się na pokład. A żaglówki — nawet przy największym wietrze — po chwili wracają do pionu i nie są w stanie się przewrócić. Zbyszek: Stowarzyszenie udostępniło nam konto bankowe, mamy także zniżki na wypożyczenie sprzętu.

27


Czego – oprócz udogodnień architektonicznych – brakowało wam w najbliższym otoczeniu? Tomek: Rok 2003 został ogłoszony Europejskim Rokiem Osób Niepełnosprawnych. Mimo to władze Białegostoku nie zrobiły nic w kierunku zaangażowania osób niepełnosprawnych w różnego rodzaju inicjatywy. Dlatego chcieliśmy udowodnić, że to, co wydaje się nieprawdopodobne — jak żeglarstwo ludzi poruszających się na wózkach — jest możliwe. Zainteresowały się nami media (telewizja, prasa) i to był nasz mały wkład w promocję aktywnej postawy osób niepełnosprawnych.

Jak przebiega wasz projekt? Dawid: W ciągu dwóch tygodni obozu żeglarskiego w sierpniu 2004 roku poznaliśmy budowę łódek, zasady i techniki żeglowania (całą teorię) oraz zdobyliśmy patent żeglarza jachtowego. Musieliśmy zdać sześć egzaminów: meteorologia, pierwsza pomoc... Marcin: Nie „pierwsza pomoc”, tylko ratownictwo! Dawid: Ale mówili na to też „pierwsza pomoc”.

Czego najbardziej się obawialiście? Zbyszek: Złej pogody na egzaminie! Dawid: I taka była. Zero wiatru, katastrofa, jeśli chodzi o wykonywanie manewrów! Było ciężko, ale udało się nam zdać. A poza tym ten projekt to dla nas wyzwanie. Podjęcie go było dla nas przyjemnością! Tomek: Wyzwanie to przede wszystkim załatwianie wszystkich „papierkowych” spraw: w banku i w innych instytucjach. W większości urzędów są tylko strome schody. W tych kwestiach pomagał nam więc Marcin. Zbyszek: Na samym początku poprosiliśmy Marcina o wsparcie duchowe. A on opowiadał historyjki o tonącym kole ratunkowym. Całe dwa tygodnie zestresowani kładliśmy się spać! :)

CHCIELIŚMY UDOWODNIĆ, ŻE TO, CO WYDAJE SIĘ NIEPRAWDOPODOBNE — JAK ŻEGLARSTWO LUDZI PORUSZAJĄCYCH SIĘ NA WÓZKACH — JEST

MOŻLIWE

Zbyszek: Ale jeśli źle jej udzielimy, to ostatnia! Tomek: Obóz był pierwszym etapem naszej inicjatywy. Kolejnym będą regaty pod koniec maja 2005 roku. Sprawdzą one wiedzę zdobytą przez całą naszą grupę podczas sierpniowego obozu. Teraz, w okresie jesienno — zimowym, przygotowujemy folder i stronę internetową, poświęconą naszemu przedsięwzięciu.

28

Czy dzięki waszej inicjatywie zmieniliście coś w sobie lub w otoczeniu?

Co najmilej wspominacie? Tomek: Nasz cały dwutygodniowy obóz! Ośrodek był fantastyczny, kadra również. Dawid: Szybko się z nią zintegrowaliśmy. Tomek: Kadra w bardzo ciekawy i humorystyczny sposób potrafiła nam przekazać całą wiedzę. Mieliśmy na przykład zajęcia teoretyczne na środku jeziora. Po prostu kadra „zakotwiczyła” tam fragment pomostu i przycumowała łódki. Kąpaliśmy się (w kapokach) na środku jeziora. Poza tym nie zapomnę żeglowania w czasie burzy z piorunami.

Tomek: Pokazaliśmy, że wbrew stereotypom, niepełnosprawna młodzież może być samodzielna. Sami trzymaliśmy ster, szoty grota — przy wietrze 3 stopni w skali Beauforta. Zbyszek: Pokazaliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych! Tomek: Znajomi, a także rodzina, z niedowierzaniem podchodzili do moich planów zrobienia patentu żeglarskiego. Kiedy po powrocie pokazałem im patent, byli ogromnie zaskoczeni. Dawid: Ale sam w to na początku nie wierzyłeś! Zbyszek: Mam nadzieję, że ci ludzie na wózkach, którzy siedzą zamknięci w domu, zobaczą, że jest wiele ciekawych sposobów spędzania czasu.

Jakie są wasze plany na najbliższą przyszłość? Tomek: Po zakończeniu regat chcielibyśmy się często spotykać w Rajgrodzie. Jest to stosunkowo blisko Białegostoku (około 100 km), jezioro jest spore... Zbyszek: Jest gdzie się wyszaleć! Tomek: Podczas wakacji będziemy mogli na własny patent wypożyczyć łódkę i sprawdzić swoje umiejętności.

DAWID:

NOWEJ OSOBY

POZNANIE KAŻDEJ OCZYWIŚCIE PRZYNOSI COŚ NOWEGO

29


Moja wojna z trzema schodami

Co do twojego życia wniósł Wolontariat Europejski?

IX 200 4 – VI 200 5

Poznałem nowe kultury, osoby z różnych krajów. To pomogło mi się otworzyć na innych ludzi. To doświadczenie jest ważne, ponieważ chcę pracować z ludźmi. Ja już przełamałem bariery w kontaktach międzyludzkich. Widzę, jak wiele to dla mnie znaczy. Spodobało mi się to i chcę to kontynuować.

Jak dowiedziałeś się o Programie MŁODZIEŻ? Adam Lewicki brał udział w wolontariacie krótkoterminowym w Niemczech, gdzie wraz z 20 wolontariuszami z całej Europy pomagał przy tworzeniu muzeum Adama von Trotta (związanego z niemieckim ruchem oporu). We wrześniu rozpoczął realizację swojego Kapitału Przyszłości. ko lor ać . Mó j ulu bio ny Uw iel bia m ma low iej ma rz ę o po dr óż y dz ar m to zie lon y. Na jb zy sz łoś ci ch cia łby do Ma dr yt u. W pr mł od ym i lud źm i. pr ac ow ać z

RADOŚCI

SPRAWIA TO, ŻE PO SKOŃCZONYCH SPOTKANIACH NAJWIĘCEJ MŁODZI LUDZIE PODCHODZĄ DO MNIE I MÓWIĄ: „FAJNIE TO PROWADZIŁEŚ, PODOBAŁO SIĘ NAM TO SZKOLENIE”. 30

Zostałem zaproszony do udziału w sztuce teatralnej „Historia pełna zawiłości o tym, jak Adam szukał miłości”, realizowanej przez Dom Spotkań im. Angeliusa Silesiusa.« Grałem główną rolę, dostałem oklaski. Rodzice byli zdumieni, że udało mi się coś takiego osiągnąć. W trakcie przygotowań do spektaklu dowiadywałem się o Programie MŁODZIEŻ, o różnych możliwościach, jakie otwiera on przed młodymi ludźmi. Ponieważ nie znam żadnego języka obcego, miałem ograniczony wybór spośród wielu projektów. Z pomocą przyszła organizacja niemiecka, która zaproponowała mi projekt krótkoterminowy (3-tygodniowy) i przydzieliła tłumacza — wolontariusza.

Dlaczego zdecydowałeś się na Kapitał Przyszłości? Chciałem zrobić coś ciekawego i sensownego. Mimo wielu prób ciężko mi było znaleźć jakieś zajęcie. Jednocześnie w Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa zacząłem współpracować przy realizowaniu projektów. Zapragnąłem samodzielnie spróbować je tworzyć i wprowadzać w życie, pracując z młodymi ludźmi. Chciałbym ich zachęcać do tego, aby byli aktywni, aby brali los w swoje ręce. Żeby to osiągnąć, potrzebuję odpowiedniego szkolenia.

sa

. Angelusa Silesiu

« Dom Spotkań im

ź ów, jako odpowied z inicjatywy jezuit r. 93 19 w a o tał bk ws zieży do nowej, szy — organizacja ta po ania polskiej młod tow ygo t prz jes ę eb ym trz ow na po Jej celem statut kraju i w Europie. w ę cji ac ua łpr syt pó się ws ej zmieniając ych, propagujących gramów edukacyjn która daje koordynowanie pro pracy pozaszkolnej, ą wk otkań jest placó Młodym m. lny wo sie w Europie. Dom Sp cza wiedzy i rozwoju w nia rze sze tatach po rsz ści możliwo spotkaniach, wa międzynarodowych w ł zia gólną ud ze je nu szc po ja ludziom pro kich. Organizac jektach wolontariac pro jest z e zn ora łec ych spo yjn ie ac życ eduk których wejście w dla by, oso te sko. wi troską otacza ukacji lub środo odzenie, braki w ed ch po na .pl du org glę us. wz www.silesi utrudnione ze Więcej informacji:

31


Jakich umiejętności najbardziej ci brakuje? Na pewno wiedzy, trochę opanowania… Także praktyki, doświadczenia. Chciałbym poprawić swoją umiejętność wysławiania się i nauczyć się lepiej panować nad emocjami.

Kto pomagał ci w przygotowaniu projektu? Dużego wsparcia duchowego i merytorycznego udzieliła mi była Wolontariuszka Europejska z Francji, Amandine Ferrier. Kiedy tworzyłem plan swojego przedsięwzięcia, ona już była w trakcie realizacji swojego Kapitału Przyszłości we Wrocławiu. Chętnie dzieliła się ze mną doświadczeniem i pomagała mi pisać mój projekt. Również ze strony Domu Spotkań mogłem liczyć na pomoc. Zresztą częścią mojego Kapitału Przyszłości są praktyki w tej organizacji.

KONTAKTU

KAŻDA MOŻLIWOŚĆ Z INNYMI NIESAMOWICIE ROZWIJA

Co sprawia ci najwięcej radości? To, że po skończonych spotkaniach młodzi ludzie podchodzą do mnie i mówią: „Fajnie to prowadziłeś, podobało się nam to szkolenie”. Mnie również każda możliwość kontaktu z innymi niesamowicie rozwija, nie siedzę w domu bezczynnie. Pokazuję im na swoim własnym przykładzie, że warto przełamywać wśród młodzieży uprzedzenia w stosunku do niepełnosprawnych rówieśników. Bardzo mi zależy, aby inni skupiali się na tym, co chcę im przekazać, a nie na mojej osobie.

Co dotychczas było dla ciebie najbardziej zaskakujące? Czego najbardziej się obawiasz w realizacji Kapitału Przyszłości? Zdaję sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności za projekt, odpowiedzialności za rozliczenia finansowe. Na początku przeraziła mnie umowa i formularz zgłoszeniowy. Ale w praktyce okazuje się to mniej groźne, niż mi się wcześniej wydawało.

32

Nie spodziewałem się, że organizacje pozarządowe są tak ciekawe, że pracują w nich tacy fajni ludzie. Spotykam się tam zwykle z bardzo miłym przyjęciem, nikt na mnie krzywo nie patrzy. Ja to czuję. Ż e o n i c i e s z ą s i ę , ż e jestem.

33


19 – 24 VIII 200 4

Zaistnieć mimo wszystko

Siostry ze Zgromadzenia św. Dominika, prowadzące Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Mielżynie, zorganizowały w swoim ośrodku międzynarodową wizytę studyjną. Podczas niej pracownicy społeczni z siedmiu europejskich krajów wymieniali się wiedzą, umiejętnościami oraz doświadczeniem związanym z pracą z niepełnosprawną młodzieżą. W projekcie bezpośrednio uczestniczyły również niepełnosprawne mieszkanki Domu Pomocy Społecznej w Mielżynie, a także cała społeczność gminy Witkowo.

Siostra Dariana (Agata

Jak zrodził się pomysł zorganizowania międzynarodowego spotkania w Domu Pomocy Społecznej (DPS) w Mielżynie? « Wszystko zaczęło się od szkolenia fundacji „Orator” gdzie rok temu po raz pierwszy usłyszałam o Programie MŁODZIEŻ. Odkryliśmy w nim szansę dla młodych osób, mieszkających w naszym Domu. Zaczęliśmy szukać najwłaściwszej dla nas formy uczestnictwa w tym Programie. Po konsultacji z panem Januszem Sokołem z OHP Lublin (który ma duże doświadczenie w realizacji projektów), zdecydowaliśmy się na wizytę studyjną w ramach Akcji 5-tej. Na kolejnym szkoleniu w styczniu już pisaliśmy ramy projektu. 1 kwietnia 2004 r. złożyliśmy wniosek.

« Dom Pomocy Społeczne j dla Dzieci i Młodzieży niepełnospra wnej intelektualnie w Mielży nie od prawie 50 lat

służy ponad sześćdziesiątc e kobiet w różnym wieku. Jego mie szkanki pochodzą często z ubogich rodzin. U wielu występuje niepełnosprawność ruchow a i różne choroby somatyczne. Dom zapewn ia całodobową opiekę socjalną i pielęgniarską oraz rehabilitację i terapię zajęciową. Dzi ewczęta tworzą grupę teatralną, biorą udz iał w olimpiadach specjalnych. Wielkim uzn aniem cieszą się wytwory z pracowni haf ciarskiej i szycia zabawe k oraz prace plastyczne.

Szczygiełek)

koordynatorka wymiany polsko-niemieckiej Samodzielni na swoją miarę — samodzielni razem.

Siostra Rafała (Zofia Barańska) Na co dzień jest wizyty studyjnej. główna inicjatorka w Mielżynie. Pomocy Społecznej Dyrektorką Domu

REAKCJA

NIESAMOWITA BYŁA ZAGRANICZNYCH GOŚCI... NA NAS. WIĘKSZOŚĆ Z NICH WCZEŚNIEJ NIE WIDZIAŁA SIOSTRY ZAKONNEJ, A JUŻ NA PEWNO NIE MIAŁA Z NIĄ BEZPOŚREDNIEGO .

Jak znaleźliście zagranicznych partnerów? Pan Sokół podał nam kilka adresów mailowych do swoich znajomych, z którymi wcześniej współorganizował projekty międzynarodowe. Chociaż oni bezpośrednio nie zajmowali się młodzieżą niesprawną intelektualnie, skontaktowali nas z organizacjami o profilu podobnym do naszego. Udało się nam zaprosić do Polski ludzi z sześciu krajów: Austrii, Danii, Niemiec, Łotwy, Słowenii i Szwajcarii. Jedna z tych organizacji, Austriacki Instytut Hartheim, zaprosiła mnie do wzięcia udziału w wizycie studyjnej w kwietniu, czyli przed naszym projektem. Dzięki nawiązanym znajomościom być może jedna z naszych podopiecznych, Karolinka, wyjedzie tam z opiekunem na krótkoterminowy Wolontariat Europejski.

W jaki sposób mieszkanki waszego domu uczestniczyły w projekcie? Specjalnie na tę okazję przygotowaliśmy przedstawienie „Dzban” na podstawie bajki Bruno Ferrero. Opowiada ono o tym, że rodzicom zamiast oczekiwanego dziecka urodził się Dzban. Rodzice go odrzucili, a książę odkrył w nim piękną księżniczkę. Jest to przekaz o tolerancji: „Jakkolwiek wygląda Wasze dziecko, nie odpychajcie go!”. Poza tym dziewczęta i chłopcy mieli okazję zaprezentować już wcześniej poznane tańce narodowe.

KONTAKTU

34

ynie, byli pe³ni 35podzi l¿ ie M w ê si ³o ba do rom ni e po Na szym pa rt nerom og


Czy napotkały siostry trudności podczas trwania wizyty? Jedynie małe problemy techniczne. Nawet pogoda nam dopisała. Oprócz tego same byłyśmy zaskoczone tym, ze odważyłyśmy się w Mielżynie zorganizować coś międzynarodowego, nowatorskiego. Do tej pory nikt niczego podobnego w tych okolicach nie robił. Oczywiście wymagało to dużych nakładów pracy i łączyło się z pewnymi obawami.

A jakie są najmilsze wspomnienia? Niesamowita była reakcja zagranicznych gości... na nas. Większość z nich wcześniej nie widziała siostry zakonnej, a już na pewno nie miała z nią bezpośredniego kontaktu. Niektórzy wręcz obawiali się trochę wizyty u nas. Wydawało im się nieprawdopodobne, że siostry mogą coś ciekawego zorganizować. A później nikt nie chciał wyjeżdżać. Zawiązały się bardzo serdeczne przyjaźnie. To było w pewnym sensie „ekumeniczne”. Bo religia była tutaj traktowana drugoplanowo, nikt nie próbował przecież nikogo nawracać. Zwłaszcza, że oprócz nas uczestnicy nie byli katolikami. Kalwini, protestanci, ateiści — to też mogło wydawać się trudne dla obu stron. Oni przyjechali do sióstr, które jednoznacznie wyznają swoją wiarę. Ale sami pytali o wiele rzeczy. Było to dla nas doświadczenie dzielenia się wiarą.

Kolejnym ważnym dla nas i sympatycznym spostrzeżeniem jest to, że my nie musimy się wcale Polski wstydzić. Naszym partnerom ogromnie podobało się w Mielżynie, byli pełni podziwu. Zwłaszcza, gdy porównaliśmy budżety, płace. Podkreślali, że oni mają więcej pieniędzy, ale mniej pomysłów. Nasze pracownie funkcjonują na zasadzie recyklingu — przynosimy do nich wszystkie rupiecie: pudełka, sznurki, skorupki, szmatki. Z tego powstają bardzo fajne rzeczy. W Instytucie w Austrii o wiele więcej pieniędzy przeznaczają na pracownie, a robią mniej ciekawe „dzieła sztuki”. I atmosfera bardzo się wszystkim podobała, dobrze się u nas czuli.

LUDZIE NIEPEŁNOSPRAWNI INTELEKTUALNIE MAJĄ COŚ TAKIEGO W SOBIE, ŻE NAWIĄZUJĄ KONTAKT. TAK JAK DZIECI — ONE W LOT ŁAPIĄ ROZMÓWCY, BEZ ZNAJOMOŚCI JĘZYKA.

INTENCJE

36

37


dc zeni e as ni ezwyk³e do œwia ajom oœci jêzyka, m iewania siê bez zn e bez m ówienia

DOŚWIADCZENIE

CZEKA NAS NIEZWYKŁE POROZUMIEWANIA SIĘ BEZ ZNAJOMOŚCI JĘZYKA, W OGÓLE BEZ MÓWIENIA

Kto pomagał siostrom w realizacji projektu? Bezpośrednio w wizycie brały udział tylko nasze przedstawicielki. Ale nasze siostry zajmowały się kuchnią, prowadziły warsztaty... Jako wolontariuszki — tłumaczki pomagały siostry z naszego zgromadzenia, które pracują w innych domach. Normalnie jest nas tu 19, a podczas projektu było ponad 30! Chociaż nie tylko siostry były zaangażowane, również zatrudnieni u nas świeccy pracownicy. I oczywiście wolontariusze. Współpracuje z nami około 40 młodych osób z Mielżyna oraz z okolicznych miejscowości — z Wrześni, Gniezna, Witkowa. Należą do Centrum Wolontariatu Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Oni się przy okazji też wiele dowiedzieli o Programie MŁODZIEŻ. Teraz myślimy nad zorganizowaniem w wakacje obozu integracyjnego (nasze podopieczne i wolontariusze) w ramach Inicjatyw Grupowych.

38

Czy przygotowujecie teraz nowy projekt? Tak. Razem z reprezentantką niemieckiej szkoły specjalnej „Rainbow” postanowiliśmy zorganizować wymianę. Ta pani już wcześniej miała kontakt z naszym Domem Pomocy Społecznej dla chłopców w Broniszewicach. Napisaliśmy projekt i 10 lutego przyjadą do nas na 10 dni Niemcy — trzech opiekunów z dziesiątką podopiecznych. Będą to młodzi ludzie z lekką niepełnosprawnością i zaburzeniami emocjonalnymi, czyli sprawniejsi intelektualnie od naszych dziewczyn. Projekt jest zatytułowany Samodzielni na swoją miarę — samodzielni razem. Chodzi zatem o rozwijanie samodzielności każdej osoby, ale równocześnie o wzajemną pomoc w grupie. Będą to proste rzeczy, ale bardzo integracyjne. Planujemy również spotkanie z chłopcami z pobliskiego Domu Poprawczego. Mieliśmy już wspólnie z nimi warsztaty plastyczne i chłopcy okazali się bardzo kulturalni i pomocni dla naszych dziewczyn. Oczywiście podchodzimy do tych kontaktów ze specjalną ostrożnością, ale mamy nadzieję, że zrodzi się coś na szerszą skalę. Oprócz tego w tę polsko-niemiecką wymianę zaangażowana jest także społeczność lokalna. Będą spotkania z gimnazjum w Witkowie, z Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym w Słupcy, ze szkołą w Mielżynie. Z kolei młodzi Niemcy będą mieli okazję pokazania swoich przedstawień przed polską publicznością.

39


Ale przede wszystkim czeka nas niezwykłe doświadczenie porozumiewania się bez znajomości języka, w ogóle bez mówienia. Bo w końcu część uczestniczek nie mówi. Żeby się spotykać i wymieniać uwagami, trzeba się jakoś porozumiewać. Nasze dziewczyny potrafią się dogadać z każdym. Na przykład Krysia mówi tylko jedno słowo: „lacha”, ale za pomocą tego słowa wytłumaczy wszystko, co tylko chce. I niezależnie od tego, czy ktoś rozumie po angielsku, niemiecku czy polsku, to i tak wszyscy wiedzą, o co jej chodzi. Ludzie niepełnosprawni intelektualnie mają coś takiego w sobie, że nawiązują kontakt. Tak jak dzieci — one w lot łapią intencje rozmówcy, bez znajomości języka. Postaramy się wypracować pewien kod, może słownik obrazkowy… Będzie to bardzo twórcze. Ale trudno coś takiego zaplanować, nie widząc konkretnych ludzi. Więc będziemy to na bieżąco tworzyć. Jest to tym bardziej ciekawe, że w grupie niemieckiej będą chłopcy. Nasze dziewczyny bardzo lubią chłopców, mają swoich kolegów z naszego drugiego domu, z Broniszewic.

Czy wizyta studyjna zaowocowała kolejnymi inicjatywami jej pozostałych uczestników? Duńczycy z Łotyszami postanowili zorganizować wspólnie wymianę. Reprezentowali oni organizacje pozarządowe o bardzo podobnym profilu działalności społecznej. Oprócz tego w naszej wizycie uczestniczyły siostry z dwóch innych domów — z Broniszewic i z Kielc. Mają plany, zwłaszcza w ramach Wolontariatu Europejskiego. Siostra z Broniszewic była już na szkoleniu i zamierza koordynować u siebie przyjmowanie wolontariuszy z zagranicy.

NASZE PRACOWNIE FUNKCJONUJĄ NA ZASADZIE RECYKLINGU — PRZYNOSIMY DO NICH WSZYSTKIE RUPIECIE: PUDEŁKA, SZNURKI, SKORUPKI, SZMATKI. Z TEGO

POWSTAJĄ BARDZO FAJNE RZECZY.

40

41


Ryszard Michalski z wykształcenia historyk sztuki, pracuje w Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie. Animator jednej z ważniejszych inicjatyw polskiej kultury alternatywnej w latach siedemdziesiatych — olsztyńsk iej „Pracowni’. Zajmuje się problematyką spontanicznych kultur młodzieżowych realizując liczne programy w środowiskach subkulturowych. W ich wyniku powstało Stowarzyszenie „Tratwa”, w którym jest pełnomocnikiem Zarządu d/s koordynacji i Realizacji Programów. na Kubę . Osta tnio szcz egól nie Najb ardz iej chci ałby m poje chać rieja Tark ows kieg o. Nie lubi e And y film się podo bają mi alne go. W sobi e leni stwa . cjon emo u bezm yśln ości i luna tyzm stkim włąc zyć sieb ie. wszy de W moj ej prac y star am się prze u, że czło wiek używ a życi w tak jest to częs ,że tym Myśl ę o poło wicz nie. To co tak ś jako cji emo gi, uwa sieb ie, swo jej , kied y robi ąc coś enty mom e taki to jest dla mnie istot ne, swo ich kaw ałkó w. ych różn nie mus isz ciąg le zbie rać do kupy ę w ł ą c z a ć t o , i b u l j e i z d r a b j N a ę a n e . W prac y z ludź mi widz c o n i e p r z e w i d z i alno ści. edur proc aju rodz ego różn nia cora z więc ej stos owa e wi i stru ktur om, ale mam taki Nie mam nic prze ciwk o porz ądko o czeg to, jest e żyw iej ardz wraż enie , że najc ieka wsze i najb yśle ć. nie da się z góry zało żyć, wym

l W tym krótkim wstępie do, jak mam nadzieję, ciekawej lektury, mam chęć podzielenia się

właściwie tylko jedną refleksją. Otóż z zamieszczonych poniżej rozmów odczytuję przede wszystkim to, że działania, które relacjonują młodzi ludzie są autentycznie innowacyjne i ważne społecznie i kulturowo. To, co zrobili i mam nadzieję robią w dalszym ciągu, jest nowe i interesujące w wielu kontekstach i odniesieniach. Z pewnością nie tylko z tego względu, że ich autorami, animatorami i odbiorcami byli ludzie, którzy mają w życiu bardziej „pod górkę” niż większość ich rówieśników. Nie mam wątpliwości, że motywy, którymi się kierowali, nie wynikały z poczucia gorszości czy chęci doganiania innych, naprawiania siebie etc., ale że brały się one z oczywistej, bardzo prostej i ludzkiej potrzeby — sensownego i osobistego czynienia. Wniosek jest prosty — kiedy się myśli o „włączaniu” innych, koniecznie trzeba pamiętać, że ten, z którym się w tym procesie spotkacie, ma własną godność, wiedzę, doświadczenia, pomysły.

Prawdziwe włączanie nie polega na wetknięciu wtyczki w gniazdko z prądem. Prądem, który jest przecież też zmienny – tak jak prawdziwa relacja, która się spełnia tylko wtedy, kiedy oba jej bieguny mają swój własny potencjał i potrafią go wymieniać i łączyć l 42

43


IX 200 3 i VI-V II 200 4

Ćpanie sztuki

Grupa młodzieży z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Stowarzyszenia MONAR w Babigoszczy zaprosiła swoich niemieckich rówieśników do wspólnego tworzenia sztuki — tańca butoh. W kolejnym roku inna polsko — niemiecka grupa nagrała płytę w stylu rap. Fascynacja tańcem i muzyką rozwija się, a jej owocem są rozmaite artystyczne przedsięwzięcia.

Malwina Gryckiewi

cz, czyli Kruszyna

uczestniczka warsztatów hip-hopowych Muzyka jest językiem wszechśw

iata.

i tech no. Mój ulub iony kolo r Koch am muz ykę — szcz egól nie rap i bura czka mi. Nien awid zę ami niak ziem z y bow to brąz , a dani e to scha d proj ekte m nie robi łam Prze i. rośc zcze kłam stwa , dwu licow ości, nies mnie kom pute r. Tera z wał reso nicz ego sens own ego, głów nie inte anie m now ej płyt y. nagr uję nad uczę się śpie wać, rapo wać i prac niały ch arty stów, wspa kraj to bo USA, do chać Chci ałab ym też poje i uzdo lnion ych ch czny asty fant u wiel tam rape rów. W ogól e mies zka bard ziej Miss y (naj ać pozn ym ałab ludz i, któr ych podz iwia m i chci c z a ł a m ą ł w i k t u Ellio t). W Ć p a n i e S z m d u s z ę . i k t s y z s w e d e z r p

Czy przed pobytem w ośrodku MONARu « byliście zainteresowani teatrem? Moją głów ną pasj ą jest muz yka (rap ), a poza tym reso cjali zacj a. Najb ardz iej lubię rozm awia ć z ludź mi, pozn awa ć otoc zeni e. Lubi ę kolo r czer won y, kotl et scha bow y z ziem niac zkam i i mize rią. Mnia m, mnia m :-) Uwie lbiam czyt ać i oglą dać „Mil czen ie owie c”, a słuc hać — ame ryka ński ego rapu . Nie lubię ludz i nies zcze rych oraz nudy — ona po pros tu zabi ja. Chci ałby m poje chać do Now ego Jork u — kole bki rapu , aby pozn ać korz enie tego , czym najb ardz iej się fasc ynuj ę. Marz ę o spot kani u z Nase m, ame ryka ński m rape rem. W przy szłoś ci chcę być zwią zany z muz yką, a późn iej zost ać tera peut ą. Co włąc załe m w nasz ym proj ekci e? Star ałem się, aby jak najw ięce j mnie było w tym, co robi liśm y. A j a l u b i ę w ł ą c z a ć m o j ą w i e ż ę , s t a r y p r e z e n t o d r o d z i c ó w .

Marcin Karpiński vel $zczyPior

Łukasz Owsieniecki, inaczej Pozioma

-hopowych.

uczestnik warsztatów hip

uczestnik warsztatów tańca butoh i hip-hopowych.

Najb ardz iej inte resu ję się muz yką, a dokł adni e jej twor zeni em: grą na gitar ze. No i płcią prze ciwn ą. Uwie lbiam grać konc erty i jeść (zwł aszc za pier ogi rusk ie). Poza tym lubię kolo r czar ny, „Wła dcę pier ście ni” i „Psy choz ę”. Nie lubię kłam stwa . Prze d Ćpan iem Sztu ki nie zajm owa łem się nicz ym sens own ym. Tera z nagr ywam płyt y, konc ertu ję. Marz ę o nagr aniu tele dysk u z Dr. Dre i Snoo p Dogg iem oraz płyt y solo wej, a takż e o zagr aniu na gitar ze z Kirki em Ham met em. Z kim najb ardz iej chci ałby m się spot kać? Z dzie wczy nam i z tele dysk ów Snoo p Doga ! W n a s z y m p r o j e k c i e w ł ą c z a l i ś m y w y o b r a ź n i ę . A ja najb ardz iej lubię włąc zać mikr ofon i wzm acni acz do gitar y.

44

Łukasz: Wcale! Jedynie, żeby pojechać na Woodstock i dobrze się pobawić. Żaden teatr mnie nie interesował. Muzyka — tak. Zawsze chciałem występować, ale bardziej na metalowej scenie. Malwina: Ja słuchałam techno. Czyli moim marzeniem była Parada Miłości i Mayday. Marcin: Ja słuchałem hip-hopu, wiec dzięki warsztatom muzycznym bardzo rozwinąłem swoje zainteresowania.

Jak powstał pomysł stworzenia warsztatów tańca butoh? Łukasz: Często jeździliśmy do teatru Kana do Szczecina, oglądaliśmy przedstawienia, rozmawialiśmy z aktorami i pomagaliśmy trochę w pracach technicznych. Teatr Kana to jedna wielka rodzina. Tam aktor sprząta, przygotowuje scenę — ludzie robią to, co akurat jest najbardziej potrzebne. Gdy dowiedzieliśmy się, że jest możliwość zorganizowania warsztatów, postanowiliśmy spróbować ją wykorzystać. To my wpadliśmy na pomysł wymiany. Jeśli coś nas interesuje, to możemy każde warsztaty sobie zorganizować. Piotrek, Marta «, czy inny opiekun mogą nam tylko powiedzieć, jak to zrobić, jak stworzyć do tego najlepsze warunki. Oprócz środków z Programu MŁODZIEŻ nasze działania finansowo wspiera miasto Szczecin oraz różne fundacje (Fundacja im. Stefana Batorego, Fundacja Pro Publico Bono, Fundacja im. Roberta Boscha). Marcin: Piotrek może nam na przykład dać numer telefonu do odpowiedniej osoby, a do nas już należy cała reszta. Wiele osób jest bardzo otwartych i chętnych do pomocy.

« Ośrodek MONAR prowadzi terapię uzależnienia od narkotyków dla młodzieży. Odbywa się ona metodą społeczności — młodzież zaangażowana jest we wszystkie prace ośrodka, w planowanie i realizację działań, a także w weryfikację postępów leczenia. Liderzy i opiekunowie pełnią funkcje doradcze. Realizowany jest także program prozdrowotny (spływy kajakowe, żeglarstwo, programy ekologiczne) i program art-terapii (współpraca ze Stowarzyszeniem Teatr Kana w Szczecinie).

45


46

Jak przygotowywaliście się do wymiany?

Jak przebiegał wasz projekt?

Łukasz: Od wiosny 2003 r. uczestniczyliśmy w projekcjach filmów, koncertach, a także spotkaniach z aktorami Kany oraz z innych grup teatralnych (np. Brama, UHURU). Część z nas brała także udział w ulicznej akcji artystycznej, realizowanej przez Teatr Strefa Ciszy podczas Międzynarodowego Festiwalu Artystów Ulicy w Szczecinie. Krótko przed wymianą mieliśmy spotkanie z reprezentantami grupy niemieckiej z ośrodka Poszukiwań Teatralnych Schloss Broellin. I z Atsushim Takenoushim. Wcześniej już widzieliśmy jego przedstawienie, z początku wydało się nam śmieszne, ale później to się całkowicie zmieniło. Miał do nas fantastyczne podejście, w ogóle niesamowity człowiek! Malwina: On od kilku lat występuje na całym świecie, czerpie inspirację z miejsc, ludzi, muzyki. Często odwiedza teatr Kana. Łukasz: Jest jakby japońskim hippisem, zbuntowanym przeciwko narodowej tradycji, otwartym na nowe formy ekspresji. Atsushi był tak szczery i miły, że trudno go było nie polubić.

Łukasz: Przez prawie dwa tygodnie poznawaliśmy się z Niemcami w ośrodku „Frajda” w Czarnocinie. Początkowo nasi goście wydawali nam się trochę ospali. Bo my mamy słowiański temperament, spontaniczne akcje to nasza specjalność. Ale wszystko dobrze się potoczyło, rozmawialiśmy po angielsku i na migi. Wszyscy byliśmy zaangażowani w warsztaty oraz sprawy organizacyjne (zakupy, gotowanie, sprzątanie). Wspólnie obchodziliśmy urodziny kilkorga uczestników projektu, każdego wieczora mieliśmy gry i zabawy. Na koniec powstało przedstawienie „DEAI”, czyli w języku japońskim „spotkanie”. Spotkanie niezwykłe — takie, które wnosi coś ważnego. Spotkanie ze sobą... poprzez spotkanie z innymi. Taki jest właśnie butoh — indywidualna ekspresja, wymagająca jednak perfekcyjnej współpracy całego zespołu.

« Piotr Pakuła

« Marta Mikuła

lider ośrodka MONAR w Babigoszczy, wnioskodawca, terapeuta. To on konsultował całość projektu, przygotowywał go merytorycznie, praktycznie i finansowo. Ponadto pracował terapeutycznie z grupą, przygotowując ją do realizacji międzynarodowej wymiany.

specjalista ds. projektów artystycznych Stowarzyszenia Teatr Kana, współpracownik stowarzyszenia MONAR, koordynator Ćpania Sztuki. Pomagała w pisaniu wniosku, zdobywaniu dodatkowych funduszy i środków rzeczowych. Odpowiedzialna m.in. za kontakty z organizatorami, artystami, Narodową Agencją Programu MŁODZIEŻ, prasą.

47


MALWINA:

MOIM NAJWIĘKSZYM MARZENIEM JEST TO, ŻEBY W KOŃCU NAUCZYĆ SIĘ DOBRZE

ŚPIEWAĆ

Czy zdarzały się nieporozumienia? Łukasz: Podczas wymiany grupa niemiecka stała się częścią naszej społeczności. U nas, jeśli ktoś mnie wkurza, to cała społeczność MONARU się schodzi. Ja i mój „przeciwnik” wyjaśniamy sobie wspólny problem i pytamy całą grupę o ocenę tej sytuacji, czyje zarzuty są, według nich, słuszne. Później to już pozostaje chęć do zmiany na lepsze. W trakcie projektu to wystarczyło.

Jak zareagowali wasi najbliżsi na udział w warsztatach, na efekty waszej pracy? Rodzice to są dumni!

Kiedy zrodziła się idea warsztatów muzycznych?

Łukasz: Mieliśmy to w planach już od dawna, a poważnie do pisania projektu zabraliśmy się pod koniec stycznia 2004 r. Warsztaty butoh w dużym stopniu zainspirowały nas do stworzenia kolejnego międzynarodowego przedsięwzięcia. Nawiązaliśmy kontakt z ośrodkiem niemieckim PARCEVAL (o podobnym profilu jak nasz), zaprosiliśmy ludzi... i ani się nie obejrzeliśmy, a już w sierpniu znaleźliśmy się razem na spływie kajakowym po Inie. Trzy dni w lesie. Spaliśmy we CHODZIŁO O TO, ŻEBY wspólnych namiotach. Chodziło W TRUDNYCH WARUNKACH. WIĘC RAMIĘ W RAMIĘ Z o to, żeby zintegrować się w trudNIEMCAMI BRNĘLIŚMY PO KOLANA W BŁOCIE! nych warunkach. Więc ramię w ramię z Niemcami brnęliśmy po kolana w błocie! Malwina: Taka „szkoła poznania”. Marcin: Zaczęło się od jazdy na rowerze, 50 km. Niemcy na początku trochę wymiękli, Poza tym, dla kilku osób z grupy ale chcieli nam dotrzymać kroku. W porównaniu niemieckiej trening aktorski wyz poprzednimi warsztatami, te polsko — niemieckie wydał się zbyt intensywny. Ale Atsudawały się nam bardziej naturalne, niewymuszone. Ten shi poświęcił im dodatkową, indyspływ naprawdę dużo dał. I to, że młodzież niemiecka widualną turę zajęć, co przełamało była z podobnego ośrodka, jak nasz. ich opór. Łukasz: Chociaż różnice w terapii były spore.

ZINTEGROWAĆ SIĘ

48

49


Na przykład?

Jak udało się przedstawienie?

Jak często macie próby?

Łukasz: Oni mają zupełnie inne warunki w ośrodku niż my. My wstajemy o 7.00, o 8.00 idziemy rąbać drewno. A oni... się wyciszają! My nie byliśmy przyzwyczajeni do wyciszania, więc zaciągnęliśmy ich do pracy. Poza tym inne było ich podejście do leczenia. Tam pobyt trwa do pięciu lat, a u nas maksymalnie rok. A później to już trzeba iść w życie. Chociaż ja nie mówię wszystkim, że

Łukasz: Coś niesamowitego unosiło się w powietrzu, wszystko pulsowało! Nawet nie wiem, skąd ludzie dowiedzieli się o naszym spektaklu. Publika później do nas zeszła, zaczęliśmy razem rapować. Kto chciał, brał mikrofon i improwizował. Po miesiącu mieliśmy kolejny pokaz. Wtedy poszliśmy troszeczkę w inną stronę, wykorzystaliśmy m.in. fosforyzujące elementy spławików wędkarskich. Jak się je przetnie nożyczkami, to ten płyn kapie i można robić fajne rzeczy. Wyobraź sobie: wszystko w teatrze jest ciemne, my malujemy się tym płynem. Ktoś ma pomalowaną rękę, inny nogę, a gdy się złączają, to tworzy się jedna postać. I ona świeci. Albo w różnych miejscach sceny otwieraliśmy usta, w których mieliśmy te świetliki. Do tego nastrojowa muzyczka. Wiesz, jak to fajnie wyglądało? Marcin: A to wszystko przeplatane zdjęciami. Bo mieliśmy też warsztaty fotograficzne, sami konstruowaliśmy aparaty. Z puszek, z butelek, z papieru. Nie wiedziałem, że można właściwie z niczego zrobić aparat! Łukasz: Do przedstawienia plenerowego na Festiwalu Artystów Ulicy przygotowywaliśmy się trzy miesiące. Sami robiliśmy stroje. Wszyscy ćwiczyliśmy i butoh, i rapowanie, ale na przedstawieniu robiliśmy tylko to, w czym byliśmy lepsi, żeby to naprawdę dobrze wyszło. Malwina: Łukasz z Marcinem rapowali, a ja tańczyłam. Dopiero później wkręciłam się w śpiewanie. My w ośrodku mamy studio nagrań, możemy ćwiczyć codziennie, mamy zespół.

Łukasz: Jak tylko mamy czas. Choć z Marcinem skończyliśmy już terapię, umawiamy się na dany termin, przyjeżdżamy do ośrodka, zajmujemy studio i... nagrywamy! Poza tym cały czas piszemy teksty.

WTEDY WSZYSCY ĆWICZYLIŚMY OSTRO, CAŁE DZIONKI. ALE SAMI TEGO

CHCIELIŚMY

byłem w ośrodku. Ludzie myślą, że tam trafiają tylko chorzy na AIDS, prostytutki. To stereotypy. Nie chwalę się więc, ale się też tego nie wstydzę. Jeśli ktoś jest ciekawy, to zawsze mogę opowiedzieć, jak tam było i jak wiele wniosło to w moje życie.

Jak zmieniło się więc wasze życie? Łukasz: Gdyby nie ośrodek, gdyby nie warsztaty, gdyby nie ten cały Program MŁODZIEŻ, gdyby nie warunki, żeby to wszystko robić... to przecież ja bym nigdy na scenie nie wystąpił! Marcin: Nic byśmy nie robili, tylko ledwo dychali gdzieś na dworcu... Łukasz: Tak by było. A tak to pogadaliśmy z Niemcami, popływaliśmy na kajakach, teraz tworzymy rap. Marcin: I organizujemy wymiany. Łukasz: Teraz już jestem pewien, że moją przyszłość chcę związać z rapem. Ale o butoh też nie zapominam. Zresztą — można to połączyć.

50

Połączyliście butoh z rapem??? Tak! Po warsztatach zorganizowaliśmy jeszcze jeden performance, a później od początku 2004 r. już myśleliśmy o następnych przedstawieniach. A że zaczęliśmy przygotowywać też rap, to powstał pomysł, żeby połączyć taniec butoh z rapem. Pierwsze przedstawienie było 7 marca, z naszą własną scenografią i choreografią. Łukasz: Więc ja na przykład tańczyłem i rapowałem. Wyszedłem z wielkiego kartonowego pudła, podświetlanego od środka, odstawiając różne figury. Potem przyszła kolej na innych. Każda z 40 osób aktualnie przebywających w MONARZE coś robiła na scenie. Marcin: Wtedy wszyscy ćwiczyliśmy ostro, całe dzionki. Ale sami tego chcieliśmy.

O czym mówią wasze teksty? Marcin: Pierwsze teksty były o tym, że było źle, że trzeba zapomnieć, zacząć nowe życie, że będzie lepiej. Łukasz: Teraz? Sam nie wiem. O życiu. O tym na przykład, że mamy wybór. Jeden stworzyliśmy na podstawie tekstu pani Jolanty Koczurowskiej, szefowej MONARU, następczyni Marka Kotańskiego. Żeby dorośli uświadomili sobie, że też są za nasze problemy odpowiedzialni, że komputer dla dziecka to nie wszystko.

NIESAMOWITEGO

UNOSIŁO SIĘ COŚ W POWIETRZU, WSZYSTKO PULSOWAŁO!

51


Czego się najbardziej obawialiście przed lub w trakcie projektów? Malwina: Tak jak większości z nas, mnie również na początku taniec butoh wydawał się śmieszny i miałam opory, żeby go tańczyć. Później się bałam, że nie wyjdzie. Ale wyszło rewelacyjnie. Łukasz: Przed pierwszym występem butoh Atsushi dał nam takie wsparcie, że ja się wcale nie stresowałem. Ale przed rapem strasznie się bałem! Zresztą do tej pory, jak mamy rapować, to zawsze jest pewien niepokój. Ale to jest lepsze niż ćpanie, no i o to chodzi. Adrenalina taka, że żaden narkotyk nie daje czegoś takiego! Niedawno występowaliśmy na Placu Defilad w Warszawie na „Dniach Kotana”. Oprócz nas grały Wilki, Sweet Noise. A ja pomiędzy nimi, przed blisko 10 000 widownią...

Jak nazywa się wasz zespół? „Rap aVaria”. To robocza nazwa, teraz myślimy nad nową.

Czego się nauczyliście podczas projektów? Czy coś w sobie zmieniliście? Łukasz: Obrót o 180 stopni! Nauczyłem się uczciwości, zwłaszcza wobec samego siebie. Już się nie oszukuję. Marcin: Że jak coś zaczynasz, to trzeba to skończyć. Nie tak, że sobie odpuszczasz: „Ach, nie wyjdzie mi”, dołujesz się. Jeśli coś ci nie wychodzi, to się zmuszasz i idziesz dalej. Łukasz: Wiem, jak jest zbudowany utwór, co to jest takt, fraza. Wcześniej nie miałem o tym pojęcia.

52

Marcin: Mieliśmy teorię połączoną z praktyką. Zaczęliśmy od wystukiwania rytmu sosnowymi pałeczkami. Czterdziestu pacjencików siedziało sobie i pukało pałeczkami. Dopiero później przystąpiliśmy do tekstów. Malwina: Przede wszystkim nauczyłam się śpiewać. Zainspirowały mnie warsztaty muzyczne, rap. Poza tym fascynuje mnie butoh, jest to niesamowita sztuka. Dzięki Atsushi poznałam tradycję tego tańca, on fantastycznie nas w to wciągnął. Łukasz: Szerokie kontakty i współpracę z muzykami zawdzięczamy Piotrkowi Pakule, który sam jest muzykiem. Gra na saksofonie. I na klawiszach... Zresztą: na wszystkim. A wychowawca jest naszym gitarzystą. Perkusista to syn Piotrka. Razem tworzymy, koncertujemy.

Co was zaskoczyło? Malwina: To, że połączenie rapu z butoh da takie świetne efekty. Marcin: Zachwyt odbiorców. Nie myślałem, że ktoś będzie kiedyś słuchał moich tekstów i że one się tak spodobają. Łukasz: A mnie zdziwiło to, że mam taki „cyrk w bani”. Czyli głowę pełną pomysłów, które chcę zrealizować. A co najważniejsze, że naprawdę staram się to zrobić. Zamiast myśleć: „Fajnie by było wystąpić” myślę, co zrobić, żeby wystąpić. I występuję. Marcin: Połączenie pomysłów jest czasem kosmiczne. Poza tym widzimy tę również kosmiczną odległość, która nas dzieli od naszych dawnych kolegów, którzy dalej ćpają i nic nie robią. Łukasz: Nie staramy się jednak ich namawiać, aby poszli do ośrodka. I tak wybór należy do nich samych.

53


Ayudando a quien lo necesita

XII 200 3 – VI 200 4

– pomoc wszystkim potrzebującym

Jak się przygotowywałeś?

Łukasz Szemlej przez pół roku zdobywał nowe doświadczenia w pracy z dziećmi i osobami starszymi na Wolontariacie Europejskim w ciepłej Hiszpanii.

Skąd dowiedziałeś się o Wolontariacie Europejskim?

Łukasz Szemlej Pochodzę z Wrocławia. Fascynuje mnie geografia świata, kultura i polityka innych narodów. Najbardziej lubię podróżować i nawiązywać nowe znajomości. Pragnę pojechać w najbardziej odległe miejsca. Bardzo chciałbym spotkać się z osobami, z którymi realizowałem mój projekt w Hiszpanii. Lubię kolor czerwony, muzykę dance i techno oraz kuchnię orientalną. Strasznie drażni mnie bezczelność i nietolerancja. Moje największe marzenie to być szczęśliwym w życiu.

Znalazłem ogłoszenie w „Gazecie Wyborczej” o możliwości wyjazdu na wolontariat zagranicę. Bardzo chciałem wyjechać, ponieważ wcześniej pracowałem pół roku w Niemczech i bardzo mi się tam podobało. Nie jestem osobą, która żyje według schematu dom — praca — dom. Nie chciałem popaść w rutynę, ale z drugiej strony nie jest łatwo żyć z dnia na dzień, utrzymać się samemu bez stałej pracy. Gdy pojawiła się szansa, bez zastanowienia postanowiłem z niej skorzystać.

Gdzie najbardziej chciałeś pojechać?

MOIM NAJWIĘKSZYM MARZENIEM JEST BYĆ 54

SZCZĘŚLIWYM

Fascynowała mnie właśnie Hiszpania. Dlaczego? Bo jest tam gorąco! A poza tym jest to kraj odległy, trochę egzotyczny. Z drugiej strony nie byłem zdeterminowany do tego stopnia, żeby nie zwracać uwagi na charakter projektu, który tam miałem realizować. Chciałem pracować z młodzieżą i udało mi się taki projekt znaleźć.

Przygotowania trwały pół roku. Co poniedziałek spotykaliśmy się z grupą dwudziestu osób planujących wyjazd na wolontariat w siedzibie Domu Spotkań im. Angelusa Silesiusa. [opis patrz str. 31] Mieliśmy zabawy integracyjne, rozmawialiśmy o polityce i kulturze innych krajów, o tym, jak możemy zostać odebrani poza Polską. Każdy miał możliwość wyboru projektu, który go interesował. Siadaliśmy z jednym z naszych koordynatorów przed komputerem i przeglądaliśmy poszczególne propozycje. Oprócz tego mogliśmy uczestniczyć w bezpłatnym kursie języka angielskiego (100 godzin), dofinansowanego z funduszy Unii Europejskiej. Wystarczyło tylko mieć chęci i uczyć się. Uważam, że byłem bardzo dobrze przygotowany do wyjazdu.

Jak wyglądał twój pobyt na wolontariacie? Organizacja była wspaniała, okazało się jednak, że muszę najpierw nauczyć się hiszpańskiego. Przez pierwsze dwa miesiące wraz z wolontariuszką z Norwegii uczęszczaliśmy na intensywny kurs językowy. Po tym czasie byliśmy już w stanie rozmawiać z ludźmi na ulicy, mogliśmy zatem zacząć pracę. Chociaż różniła się od planowanej, byłem zadowolony. Pomagaliśmy pielęgniarkom w domu spokojnej starości zajmować się podopiecznymi: wydawaliśmy posiłki, organizowaliśmy im wolny czas. Oprócz tego przez ostatnie dwa miesiące popołudniami opiekowaliśmy się czwórką dzieci peruwiańskich emigrantów. Miały one problemy w szkole, więc pomagaliśmy im w nauce i bawiliśmy się z nimi. Choć przed wyjazdem na wolontariat nie chciałem pracować z dziećmi, teraz bardzo mile to wspominam. Tak samo, jak cudne plaże w miejscowości, w której mieszkałem, czyli w San Vincente de la Barquera.

W ŻYCIU 55


A czym sam siebie zadziwiłeś? Tym, co robiłem w Hiszpanii podczas tych sześciu miesięcy. Wcześniej nie miałem kontaktu ze starszymi osobami wymagającymi opieki, ani nigdy nie pracowałem charytatywnie. Na początku było mi trudno przełamać barierę lęku przed ludźmi chorymi na Alzhaimera i niepełnosprawnymi. Wolontariat nauczył mnie podejścia do ludzi. Tego, że można inaczej żyć, lepiej.

WOLONTARIAT NAUCZYŁ MNIE PODEJŚCIA DO LUDZI. TEGO, ŻE MOŻNA

INACZEJ ŻYĆ, LEPIEJ Jak Wolontariat Europejski zmienił twoje życie?

Co najbardziej cię zaskoczyło? To, że ludzie związani w różny sposób z Wolontariatem Europejskim są po prostu przemili. Nie ma agresji, bezczelności. Jest za to duża tolerancja. Na szkoleniach, wśród wielu obcych ludzi, czułem się jak w gronie najlepszych przyjaciół. Wszyscy uśmiechnięci, życzliwi. Wcześniej — w życiu codziennym, w pracy — z czymś takim się nie spotkałem. Również mieszkańcy miejscowości, w której pracowaliśmy, darzyli nas, wolontariuszy, dużym szacunkiem. Gdy szliśmy ulicą, ludzie nas pozdrawiali, zapraszali na kawę. Byłem niezwykle zdumiony ich pozytywnym nastawieniem. Myślę, że większość naszego społeczeństwa powinna wyjechać na wolontariat. To by nas trochę „naprawiło”.

56

Pomógł mi w planowaniu mojej przyszłości. Utrzymuję kontakty z ludźmi poznanymi podczas wolontariatu, oni zapraszają mnie do siebie, chcą mi pomóc w znalezieniu pracy. Chciałbym do nich pojechać nie tylko w odwiedziny, ale podjąć pracę i zostać tam co najmniej na kilka miesięcy. Poznać ich kulturę, język, zobaczyć, jak myślą, jak żyją na co dzień.

Gdzie planujesz wyjechać? Najbardziej chciałbym na Teneryfę lub na Ibizę. Niestety, Hiszpania wprowadziła dla nowych członków Unii Europejskiej dwuletni okres przejściowy. Po zakończeniu projektu miałem interesujące propozycje pracy w restauracji i na budowie, ale zbyt długo musiałem czekać na załatwienie formalności i wróciłem. Teraz zarabiam na wyjazd, pracując w warsztacie samochodowym.

57


IX 200 3 – IX 200 4

Dom kultury na kółkach

Trzy dziewczyny wraz z koleżankami i kolegami z założonego przez nich stowarzyszenia „Stumilowy Las” sprawiają, że bydgoskie podwórka i blokowiska stają się bardziej przyjazne dla dzieci… i dla nich samych. Dzięki barakowozowi, czyli Domowi Kultury na Kółkach, dziewczyny mogą lepić z dziećmi w glinie, grać na bębnach i prowadzić zajęcia parateatralne (np. chodzenie na szczudłach) niezależnie od kaprysów pogody. Mogą się też swobodnie przemieszczać. Z raportu Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży wynika, ze tylko 1 % dzieci i młodzieży trafia do domów kultury. Reszcie pozostają klatki schodowe i zdewastowane place zabaw, zamienione przez okolicznych mieszkańców w parkingi.

Basia Grzybowska

Najb ardz iej lubię czyt ać i tańc zyć. Prze d proj ekte m Dom Kult ury na Kółk ach robi łam inne rzec zy w stow arzy szen iu: grała m na bębn ach, lepił am w glini e, baw iłam się ogni em. Uczy łam się w liceu m, późn iej w stud ium teat raln ym, tera z stud iuję peda gogi kę. Najb ardz iej chci ałab ym poje chać … na wak acje :-) Mój ulub iony kolo r to fiole towy . W przy szłoś ci chci ałab ym się tak dobr ze baw ić, jak tera z i mieć pien iądz e z tego , co robi ę, by móc robi ć to dale j. M y ś l ę , ż e w n a s z y m p r o j e k c i e w ł ą c z a l i ś m y s i e b i e n a w z a j e m . A ja nie znos zę wyłą czać budz ika!

Iza Urban

onie . Prze d nasz ym proj ekte m Mies zkam w Bydg oszc zy — Ford moż na by uzna ć za ciek awe . nie zajm owa łam się nicz ym, co cią osie dlow ą”. „cio ałam zost i gliny z Tera z lepię iony kolo r to zielo ny. ulub Mój . ycze Lubi ę spać i jeść słod Nie lubię prze moc y. ki. Afry i tu Marz ę o wyje ździ e do Tybe zaliś my nasz e pom ysły. włąc ach Kółk na ury Kult Dom W ć w o d ę J a l u b i ę w ł ą c z a ! ę n a h e r b a t

58

Jak powstał pomysł lepienia w glinie z dziećmi z podwórek oraz barakowozu, czyli Domu Kultury na Kółkach? Asia: Któregoś dnia z moim synkiem i innymi dziećmi lepiliśmy na podwórku z gliny. I dzieciom się to spodobało. Tak to się zaczęło i już trzeci rok się toczy. Lubię lepić z gliny, skończyłam różne kursy. Nie mogę bez tego żyć! Może chodzi o ten masaż dłoni? :-) Po drugie mam pewne „pedagogiczne zapędy” i chciałam się w tym kierunku rozwijać, nabywać nowe doświadczenia. Po trzecie wyszłam z założenia, że mój syn będzie się na podwórku bawił z tymi właśnie dziećmi i że warto tu dla nich zrobić coś konstruktywnego. Ich zainteresowanie było ogromne. Nic dziwnego — przez całe wakacje mogły jedynie bawić się w zrujnowanej piaskownicy. Zresztą nie tylko dzieci były zaciekawione, także ich rodzice oraz rodzeństwo (czyli młodzież, stojąca na klatkach schodowych).

Na zimę musieliśmy pomyśleć o lokalu — na szczęście udało się zorganizować zajęcia w pobliskim Młodzieżowym Domu Kultury. Przeżyliśmy wielki szok, gdy okazało się, że zapisała się na nie tylko jedna dziewczynka! Rodzice pozostałych dzieci albo zignorowali sprawę, albo nie mieli pieniędzy (25 zł za semestr).

Co chcieliście zmienić w swoim otoczeniu? Asia: Według nas polityka domów kultury jest już przestarzała i zapragnęliśmy stworzyć swój własny Dom Kultury. Taki, który rozwiązałby nasz problem z brakiem miejsca na zajęcia i magazynowanie materiałów. Taki, który byłby otwarty zawsze wtedy, kiedy dzieci i młodzież tego potrzebują. A tradycyjne ośrodki kulturalne są zwykle zamknięte w czasie, kiedy najbardziej aktywnie powinny działać. Czyli w ferie, wakacje lub niedziele. Basia: Wielu młodych ludzi, po zdaniu matury, wyjeżdża z Bydgoszczy na studia do innych miast. Poza tym wszyscy narzekają, że w tym mieście się nic się nie dzieje, bez sensu tu siedzieć. Więc wyjeżdżamy.

Joanna Babińska Uwielbiam animować wszystkich i wszystko — łącznie z sobą samą, lepić z dziećmi w glinie. Najbardziej chciałabym pojechać do Tybetu. Lubię kolor czerwony, gotowanie według Pięciu Przemian. Mój ulubiony film to „Tańcząc w ciemnościach”, książka — „Fragmenty nieznanego nauczania” Uspieńskiego , płyta — „Bella Terra” Arianny Savall. Nie lubię być nieświadoma i marzę o tym, aby być świadomą zawsze, wszędzie i wszystkiego. W przyszłości chciałabym lepić w glinie z dziećmi na całym świecie. W n a s z y m p r o j e k c i e w ł ą c z a l i ś m y s i ł y w y ż s z e . S a m a n a j b a r d z i e j l u b i ę w ł ą c z a ć „ n i e w ł ą c z o n y c h ” . 59


Czy przed Domem Kultury na Kółkach organizowałyście już jakieś projekty? Asia: Na początku, jako grupa przyjaciół, mieliśmy kontakty ze stowarzyszeniem „Tratwa” z Olsztyna, które uczyło, jak zakładać organizację, co ogromnie pomogło nam w naszej działalności. O „Tratwie” dowiedzieliśmy się, ponieważ Marcin (jeden z inicjatorów projektu) był punkiem, a „Tratwa” na początku zajmowała się punkami. Wiedzieliśmy, że tam uczą, jak robić koncerty, jak założyć bar, a jak stowarzyszenie. I tak wszystko się zaczęło. Jeszcze jako grupa inicjatywna robiliśmy dwukrotnie „Dzień Ziemi” i próbowaliśmy organizować różne wydarzenia. Aby uniezależnić się od domu kultury i samodzielnie realizować projekty zarejestrowaliśmy nasze stowarzyszenie w czerwcu 2002 r. Basia: Ja trafiłam do stowarzyszenia przy okazji jednej z takich imprez. Powoli zaczęłam się wkręcać, no i już prawie trzy lata tu jestem!

« Stowarzyszenie „Tratwa” powstało w wyniku podjętego w 1993 roku w Regionalnym Ośrodku Kultury w Olsztynie programu o tej samej nazwie. Od samego początku działalności „Tratwa” opierała swoją pracę na aktywności lokalnych grup i organizacji. Historia ostatnich lat działalności „Tratwy” to konsekwentna ewolucja od form typowych dla kultur młodzieżowych — organizacji koncertów, festiwali graffiti, ekologii itd. do rozwiniętych programów edukacji kulturowej i społecznej. Misją stowarzyszenia jest tworzenie przestrzeni, w której mogłyby spotkać się spychane na margines mniejszości kulturowe. Z jednej strony są to ludzie należący do zanikającej polskiej kultury tradycyjnej (jak śpiewacy z Kurpiów), czy przesiedleńcy z ukraińskich wiosek na Warmii, a z drugiej młodzi „tubylcy nowoczesności” — twórcy i animatorzy spontanicznych kultur młodzieżowych. Podstawowe programy, realizowane przez stowarzyszenie w ubiegłych dwóch latach, miały na celu stworzenie środowiska animatorów, potrafiących łączyć te przeróżne elementy w całość, a także wykorzystujących bogactwo kulturowe i etniczne dla zaktywizowania społeczności lokalnych. Więcej informacji: www.tratwa.pl

« Stowarzyszenie „Stumilowy Las” jest organizacją założoną przez młodzież, wywodzącą się z subkultur młodzieżowych. Trafiają do niej ludzie z pomysłami, które członkowie stowarzyszenia pomagają im realizować: uczą, jak poruszać się po świecie urzędów i instytucji kulturalnych. Stowarzyszenie organizuje także interesujące warsztaty (wykonywanie instrumentów, warsztaty teatralne itp.), jego członkowie mogą ćwiczyć nabyte umiejętności w praktyce, bawiąc się z dziećmi na podwórkach i w ośrodkach opiekuńczych. „Stumilowy Las” rozszerza też ofertę kulturalną miasta, organizując przedstawienia teatralne, koncerty, wykłady i pokazy filmowe. 60

61


Skąd dowiedzieliście się o Programie MŁODZIEŻ? Asia: Dowiedzieliśmy się o nim z „Tratwy” i już na samym początku naszego istnienia złożyliśmy wniosek. Ale on był bardzo słabo przygotowany (zwłaszcza budżet) i nie został zaakceptowany. Trochę się zniechęciliśmy. Przez rok nasza idea „dojrzała” i za drugim razem udało się!

Ile osób było bezpośrednio zaangażowanych w tworzenie i realizację projektu? Iza: Było nas kilkoro, ale skład tej grupy zmieniał się w trakcie realizacji projektu. Wiele osób się przewinęło, część zostawała dzień czy dwa, inni włączali się na stałe. Na dodatek, krótko po rozpoczęciu naszych działań okazało się, że aż trzech inicjatorów wyjeżdża do pracy zagranicę. Ale cały czas dochodzili nowi ludzie, zainteresowani projektem, którzy coś potrafili i chcieli to rozwijać. I przy okazji chcieli dzielić się tym z dzieciakami.

Jaki był plan tej rocznej akcji? Basia: W czasie trwania projektu zorganizowaliśmy i prowadziliśmy regularnie zajęcia dla dzieci na trzech podwórkach: Szwederowo, Fordon i ul. Przemysłowa, oraz w ośrodkach opiekuńczych: w pogotowiu opiekuńczym, świetlicy dla dzieci z rodzin alkoholowych „Przystań” oraz w świetlicy dla dzieci z rodzin patologicznych „Promyczek”.

Iza: Asia, Basia, Zosia, Ola, Justyna i ja lepiłyśmy z dziećmi w glinie i wypalałyśmy prace w piecu ceramicznym. Zafascynowana teatrem Basia organizowała zabawy parateatralne. Warsztaty gry na bębnach prowadził Radek, a Justyna w „Przystani” uczyła młodsze dzieci niemieckiego. Asia: Na Przemysłowej było bardzo trudno. Są to baraki, do których eksmitują ludzi — bardzo ponure miejsce, właściwie małe getto w lesie nad Brdą. Nie można tam tak po prostu sobie przyjść — „obcym wstęp wzbroniony”. Gdyby nie fakt, że od trzech lat mieszka tam moja była sąsiadka, z której córką Natalką lepiłam z gliny, nie miałabym pewnie żadnej szansy niczego zacząć. I tak trzeba bardzo ostrożnie tam się zachowywać, nie przychodzić zbyt często. Iza: Ja postanowiłam nie szukać daleko i spróbować u mnie pod blokiem. Mieszkam w Fordonie, czyli osiedlu — blokowisku, bardzo daleko od centrum miasta. Wyszłam pod blok, zaczęłam lepić… i od razu zebrała się grupa dzieci.

RODZICE MI DZIĘKUJĄ ZA TO, ŻE DZIECIOM

PODOBAJĄ SIĘ ZAJĘCIA. DOSTAŁAM ŚLIWKI, CZEKOLADĘ 62

Jak zareagowali rodzice dzieci? Asia: Bardzo się cieszą, że ich dzieci mają fajne zajęcie, niektórzy są tym wręcz zachwyceni. Dobrą ilustracją jest historia z suszarnią u mnie na podwórku. Walczyliśmy o nią z sąsiadami z góry. Suszarnia stała pusta, nikt z niej nie korzystał, więc zamieniliśmy ją w pracownię gliny: „Jaskinię”. Dzieci same zorganizowały farbę, pomalowały ściany, zawiesiły półki. Ale niektórym sąsiadom te „dzieciary” burzyły święty spokój. Dzieci biegały z petycjami, zbierały podpisy. Rodzice bardzo się zjednoczyli i wraz z naszymi sympatykami uregulowali tę sprawę w Administracji Domów Miejskich, która pozwoliła nam nieodpłatnie korzystać z suszarni do marca 2005 r. Rodzice zatrzymywali mnie na ulicy, życząc powodzenia, obiecując pomoc. Iza: Bardzo się zdziwiłam ich serdecznym podejściem. Rodzice mi dziękują za to, że dzieciom podobają się zajęcia. Dostałam śliwki, czekoladę.

Jakie przeszkody na swojej drodze napotkał Dom Kultury na Kółkach? Asia: Myślę, że w ciągu jednego roku chcieliśmy zrobić za dużo rzeczy. To było fizycznie niemożliwe. Nie mieliśmy wystarczającego doświadczenia, za to problemy ze znalezieniem barakowozu. Barakowozu w Bydgoszczy po prostu nie ma, bo wszystkie zostały sprzedane, spalone, a nowych już się nie produkuje. Oczami wyobraźni widziałam mnóstwo tych barakowozów na podwórkach, a my tu nawet jednego nie potrafimy znaleźć! Strasznie się załamałam. Dopiero pod koniec sierpnia udało się nam go zdobyć i na wiosnę zamierzamy ruszyć na podwórka w prawdziwym Domu Kultury na Kółkach. Poza tym w trakcie projektu musieliśmy zabiegać o dodatkowe dotacje na jego dokończenie, na opał pieca (udało nam się uzyskać dotację Grupy Energetycznej ENEA), na sale dla dzieci na jesień i zimę. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. 63


Co najmilej was zaskoczyło podczas waszych działań? Asia: Podczas mojej pracy z dziećmi przeżywałam czasem chwile zniechęcenia, bo one krzyczały, kłóciły się na zajęciach. Bardzo chciałam stworzyć inną atmosferę, uniknąć wzajemnych wyzwisk, prosiłam o ciszę. Opowiadałam o Buddzie, że my też tak możemy się skoncentrować, lepić w milczeniu, nie zwracając uwagi na zaczepki innych. Myślałam, że na to wcale

CZASAMI PODWÓRKO WYDAWAŁO SIĘ BYĆ PUSTE, A TU NAGLE WYCHODZIŁY, JAK SPOD ZIEMI

DZIECIAKI

nie zważają, że moje prośby nie będą przez dzieci wysłuchane, że moje starania spełzną na niczym. I nagle wczoraj napisały na ścianie „NASZYM CELEM JEST SPOKÓJ”. Uświadomiło mi to, że jednak też chcą czegoś ode mnie. Nie tylko tę glinę, ale coś, co mam w sobie… aż łzy mi się zakręciły, jak zobaczyłam ten napis. Iza: Ja robiłam zajęcia raz w tygodniu. Gdy się pojawiałam, dzieci się zwoływały: „Ciocia Glina jest na podwórku!”. Czasami podwórko wydawało się być puste, a tu nagle dzieciaki wychodziły, jak spod ziemi. Siadałam na zniszczonym murku piaskownicy na zdewastowanym placu zabaw, dzieciaki przychodziły i lepiły. Basia: Szalenie się cieszę, że organizowane przeze mnie przedstawienie doszło do skutku. Bo, prawdę mówiąc, wszyscy życzyli mi powodzenia, ale większość w to nie wierzyła. Okazało się, że mimo niewielkiej praktyki umiem poprowadzić zajęcia i doprowadzić je do końca. Ta część projektu była adresowana głównie do młodzieży, ponieważ zawierała elementy żonglowania ogniem. 64

Nie mogliśmy być pewni reakcji dzieci, czy któreś nie zechce samo spróbować takiej zabawy. Ale planujemy w najbliższym czasie przerobić to przedstawienie: zamienić ogień na przykład na fluorescencyjne lampki. Pojedynczo nastolatki mogą być już poważne, ale gdy są w grupie, to nigdy nic nie wiadomo!

Czego najbardziej się obawiałyście? Basia: Bałam się reakcji różnych „środowisk podwórkowych”, na przykład na moje dredy. Rodzice też się dziwią, gdy ich brzdąc na spacerze z nimi woła: „Dzień dobry, pani Basiu!”. Z barakowozem też trochę się boję… Asia: No właśnie. Bo na pewno (przecież zawsze coś się niespodziewanie okazuje!) trzeba będzie mocno myśleć, jak wjechać z naszym Domem Kultury na podwórka. Taką „furą” to przecież nie lada wyczyn! To się okaże dopiero na wiosnę, ale jestem już przygotowana. Nie mam złudzeń, że wszystko pójdzie gładko.

65


Czego nauczył was ten projekt?

Jakie macie plany na przyszłość?

Basia: Ja nauczyłam się pracy z dziećmi. I z ich opiekunami. Miałam straszny problem w „Promyczku”, w którym dzieci mają swoich starszych (około piętnastoletnich) opiekunów. Trzeba było każdemu z nich tłumaczyć, że nie można lepić za dziecko. Bo każde dziecko potrafi lepić. Przecież tu nie o to chodzi, żeby miska była idealna, tylko żeby dzieci się dobrze bawiły!

Asia: Mam nadzieję, że na podwórkach „młodzi” (najstarsi, z którymi lepimy) przejmą od nas pałeczkę i że będą prowadzić tam samodzielnie zajęcia. Uważam, że jest to możliwe. Kiedy patrzę na tych „moich”... To jeszcze niedawno były dzieci, ale teraz powoli zaczynają dorastać. Nie tylko w sensie dosłownym, ale też emocjonalnym — są bardziej odpowiedzialni. Cztery dziewczynki przyjeżdżają teraz do Młodzieżowego Domu Kultury, same biorą od nas klucze i pomagają przy przygotowywaniu wystawy prac.

Asia: Na początku zrobiłam błąd, pozwalając sobie mówić po imieniu wszystkim brzdącom na podwórku. Bardzo trudno było mi to odkręcić. Gdybym nagle kazała do siebie mówić „pani”, to byłby dla niektórych wielki wstrząs! Nauczyłam się, że nie trzeba za wszelką cenę dać się lubić, pozwalać na wszystko. Dzieci wcale tego od nas nie oczekują. One chcą kogoś dorosłego, nie koleżankę. A oprócz tego nauczyłam się organizacji. Wszyscy krok po kroku skupiali się na danej kwestii, na przykład poszukiwaniu barakowozu lub podłączaniu pieca. I to strasznie długo trwało. Pewnie byłoby szybciej i prościej podzielić się zadaniami. Basia: Ja nauczyłam się nie tylko uczestniczyć, ale także organizować projekty, kawałeczek po kawałeczku. Zrozumiałam również, jak ważna jest praca w grupie.

« Street worker = osoba, która stara się wpływać na ludzkie zachowania, stosunki międzyludzkie i warunki społeczne poszczególnych osób, rodzin, grup czy organizacji. Wiedzę, potrzebną do swojej pracy, zdobywa poprzez edukację w zakresie m.in. polityki socjalnej oraz metod związanych z zasobami ludzkimi w kontekście otoczenia społe cznego. 66

Basia: Gdy powstał pomysł Domu Kultury na Kółkach, to głównie chodziło o dzieci, ale także o młodzież. Niektórzy nie chcą, lub po prostu nie czują się na siłach pracować z dziećmi. I my tego nie wymagamy. Jesteśmy otwarci na innowacyjne pomysły. Asia: Uczymy też, jak pisać projekty. Chłopakowi, który chciał robić bębny, pomogliśmy napisać projekt do Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży. Dostał dotację, zebrał grupę i teraz dzielą się swoimi muzycznymi fascynacjami z dziećmi. Są też „Graficiarze”, formalnie działający przy Młodzieżowym Domu Kultury, ale część z nich też z nami współpracuje. Myślimy również o zrobieniu wymiany. Nasza koleżanka Justyna jest teraz w Niemczech, ale cały czas utrzymuje z nami kontakt i szuka niemieckich organizacji, które chciałyby z nami współpracować. Zbiera informacje, jak zostać „street workerem”.« „Street work” to coś, co bardzo chciałybyśmy robić w przyszłości, by nie patrzono na nas jak na jakieś wariatki, co tylko chodzą do dzieci lepić z gliny. Pragniemy, by „street workerzy” stali się widoczni na ulicach, bo naszym zdaniem w Polsce wciąż jest to zupełnie nieznana forma pracy z dziećmi i młodzieżą.

67


Marzena Łotys Doktor psychologii, doradca personalny, od wielu lat wolontariuszka ma wsi. ludź mi Najb ardz iej lubi ę rozm awia ć z zo Bard y. osob e now ć awa pozn i dę. chci ałby m poje chać na Anta rkty dani e Mój ulub iony kolo r to zielo ny, żę”, film Ksią ły „Ma żka ksią , acze kart to nosk ą. „Rai nma n”. Lubi ę muz ykę laty ięks zym Nie lubi ę szpi naku . Moim najw głab ym mar zeni em jest heli kopt er (mo o na zaos zczę dzić dużo czas u trac oneg c y a r p j e j o w s W prze jazd y). m z a j z u t n e m w ł ą c z a

l Każdy z nas ma do wyboru: siedzieć i czekać, co przyniesie los, lub próbować urządzać świat po swojemu.

Wybraliście aktywność. Ja dokonałam podobnego wyboru. Poznawanie innych ludzi, rzeczy, miejsc, zjawisk to bardzo ekscytujące. Nowe doświadczenia to nowe okulary, dzięki którym możemy dostrzec to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy: atrakcyjność miejsca, w którym mieszkamy (Pompeje Podlasia), inne kultury (Wolontariat Europejski), nowe pomysły na spędzanie wolnego czasu (z komputerami, sportowo). Gdy działamy, nie zawsze wszystko udaje się od razu. Zrobienie czegoś razem nie jest łatwe. Ludzie aktywni to ludzie, którym nie jest wszystko jedno, co i jak się robi. To czasem rodzi nieporozumienia. Czasami nowe działania to konieczność nauczenia się wielu trudnych rzeczy, a więc i obawa, czy się da radę. Na wsi, jak piszecie, często macie też problem z tym, że wielu kolegów wybrało inne sposoby na spędzanie wolnego czasu i nie zawsze podobają im się Wasze nowe pomysły. Trudno, niech każdy decyduje sam, co chce robić. Ja jednak trzymam z Wami l

68

69


11 – 26 VII 200 4

Pompeje Podlasia Przez dwa wakacyjne tygodnie 40-osobowa grupa młodzieży z Polski, Litwy, Łotwy i Czech prowadziła w okolicach Suraża badania archeologiczne oraz poznawała tajniki średniowiecznego rzemiosła.

Joanna Paczusko koordynatorka Pompejów Podlasia, wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Suraża i Okolic. Pochodz ę z Białegos toku, obecnie mieszka m we wsi Zawyki. Interesu je mnie archeolo gia, krawiect wo i przyroda . . Lubię sport i aktywną turystyk ę, kolor bordo i muzykę poważną ziej Uwielbia m truskaw ki z bitą śmietan ą. Nie lubię agresji. Najbard chciałab ym zobaczy ć Wielki Kanion, marzę o locie w kosmos. W projekci e włączali śmy naszą młodzie ż. A j a l u b i ę w ł ą c z a ć l u d z i d o a k t y w n o ś c i ! Mieszkam w Zawykac h. Jestem zafascyn owany filmem i historią, uwielbia m śnić. Najbard ziej chciałby m pojecha ć na Syberię, a spotkać się — z Federico Fellinim . Lubię kolor czerwon y, pierogi smażone i „Śniadan ie Mistrzów ”. Nie znoszę przemoc y i kłamstw a. Marzę o stworze niu najwięk szej grupy, kultywu jącej tradycje wczesne go średniow iecza na świecie, a w przyszło ści planuję zbudowa ć gród obronny. W p r o j e k c i e w ł ą c z a l i ś m y p i ą t y b i e g .

Dariusz Paczusko jeden z inicjatorów wymiany, koordynator Inicjatywy Młodzieżowej Wehikuł Czasu — Budowanie Osady. Prowadzi drużynę „Średniowiecznych Wojów”.

Katarzyna Laskowska uczestniczka Pompejów Podlasia kościeln ych Mieszkam w Surażu. Pasjonuj e mnie kabaret, gra na organac h i nuży mnie Męczy książki. Kocham owania. zaangaż ją wymaga które i zajęcia, ć nowych poznawa m mogłaby której w praca, jest em bezczyn ność. Moim marzeni do Warszaw y. ludzi i z nimi działać. Na razie chciałab ym dostać się na studia e potrzebn e były W Pompeja ch Podlasia włączyła m wszystki e swoje siły (fizyczn iej lubię najbardz ja A ludźmi). z w kontaktó do — ne psychicz do kopania, a c y , r p o d ę i s ć a z c ą ł w I r! włączać mój kompute a po niej dla relaksu włączać muzykę. 70

Jak młodzi ludzie w waszej gminie spędzają wolny czas? Joanna: W dużym mieście zawsze znajdą się młodzi ludzie zainteresowani podobnymi rzeczami, którzy mogą stworzyć grupę. Natomiast, jeśli u nas jest dwóch chłopaków słuchających rocka i jeden wyjechał do szkoły, to został jeden na całą gminę. Trudno jest znaleźć coś takiego, co łączy wszystkich. Kasia: Mieszkam teraz w internacie w Łapach, gdzie chodzę do liceum. Większość młodych ludzi, podobnie jak ja, wyjeżdża do szkoły średniej. Dla tych, którzy pozostają w Surażu, prawie nic ciekawego się nie dzieje. A ja mam wiele zainteresowań. Dariusz: Gmina Suraż ma 2000 mieszkańców, największą miejscowością jest Suraż, który ma ich 960. Dziewięć sołectw, tworzących gminę, jest rozrzuconych w promieniu 8 km. W Surażu jest tylko szkoła podstawowa, w Zawykach jest filia szkoły podstawowej i gimnazjum w Doktorcach. I to jest wszystko. Joanna: Niezupełnie. Jest też nasze Towarzystwo Przyjaciół Suraża i Okolic. Mimo, że nie jesteśmy w stanie spotykać się regularnie, co pewien czas organizujemy imprezy. Już sama świadomość tego, że należymy razem do organizacji, jest ważna. Działamy na zasadzie „poczty pantoflowej” — gdy dzieje się coś ciekawego, wszyscy są o tym poinformowani.

Kasia: W taki właśnie sposób od mojego wujka dowiedziałam się o Pompejach Podlasia. Początkowo pomyślałam: „Wykopaliska archeologiczne — tragedia! Co to będzie za nuda!?”. Gdy byłam dzieckiem, koło mojego domu prowadzone były badania wykopaliskowe, ale praca pana archeologa nie wzbudziła mojego zachwytu. Mając do wyboru na wakacje: dom kultury z zajęciami dla dzieci, Katolickie Centrum Duchowości albo stanie na przystanku PKS, doszłam jednak do wniosku, że może warto spróbować.

Dlaczego chcieliście poprowadzić badania archeologiczne? Darek: Początkowo nie mieliśmy pojęcia o wykopaliskach. Nie zdawaliśmy sobie również sprawy, że stanowiska archeologiczne na terenie naszej gminy dokumentują osadnictwo już od 8 000 lat p.n.e. Podczas Europejskich Dni Dziedzictwa Kultury w Surażu wraz z młodzieżą gimnazjalną uświadomiliśmy sobie, że nasz region jest bardzo cenny pod względem archeologicznym i historycznym. Zrozumieliśmy, że wykorzystanie tych walorów byłoby dla nas szansą wyrwania się z naszej pustyni kulturowej.

ł Suraża i Okolic

« Towarzystwo Przyjació

ą gruje społeczność lokaln zawiązało się w 2001 r. Inte e. czn ysty tur e, iczn turalne, ekolog oraz inicjuje działania kul Suraża ądowe na rzecz rozwoju orz sam ia łan dzia Wspiera różnych ach ram w ty jek pro e i okolic, koordynuj Akcji Programu MŁODZIEŻ.

71


Kasia: Wspólnie pracowaliśmy nad pomysłem. Każdy dokładał do niego swoją część — taka „burza mózgów” rozłożona w czasie. W końcu wszystko się skumulowało… i powstała koncepcja projektu. Nie wszyscy inicjatorzy mogli jednak wziąć udział w wymianie. Starsi uczyli się lub pracowali, dlatego rozwinięcie idei „przeszło” na młodszych. Joanna: Podczas szkolenia z Programu MŁODZIEŻ w siedzibie naszego towarzystwa dowiedzieliśmy się o możliwości zorganizowania wymiany. Bardzo istotne było to, że takie małe miejscowości, jak nasza, mają pierwszeństwo w przyznawaniu grantów.

Co sprawiło wam najwięcej trudności podczas przygotowań i realizacji projektu? Darek: Największą przeszkodą był mur biurokracji, związany z dokumentacją badań archeologicznych. Ale dzięki naszej wytrwałości i pomocy, udzielonej nam przez Pracownię Badań Archeologicznych z Białegostoku i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, udało się nam go w końcu pokonać.

Jak znaleźliście zagranicznych partnerów?

Jaka rolę w wykopaliskach mieli uczestnicy Pompejów Podlasia?

Głównie przez internet. Wysłaliśmy naszą ofertę do wszystkich krajów europejskich. Chęć wzięcia udziału wyraziły organizacje z Czech, Łotwy i Litwy. Skupiały one młodzież, pochodzącą z małych miejscowości. Dwa tygodnie przed projektem przyjechali do nas koordynatorzy grup zagranicznych. Ta wizyta przygotowawcza okazała się niezwykle owocna, pozwoliła na ustalenie ostatecznego planu Pompejów Podlasia i dogranie wszystkich szczegółów. Zresztą: sama możliwość zobaczenia miejsca wymiany jest ważna — dzięki temu młode Łotyszki zabrały ze sobą nie tylko buty na szpilkach!

Kasia: Już pierwszego dnia pod czujnym okiem archeologów zaczęliśmy kopać. Cel: 2 metry w głąb. Najpierw trzeba było usunąć krzewy, bardzo powoli i ostrożnie zdjąć warstwę mchu, nie ruszając ziemi. Uzbroić się nie tyle w łopaty, co w cierpliwość! Później im było głębiej, tym ciekawiej. W czasie, kiedy jedna grupa badała kurhan «, druga miała rozmaite warsztaty i wykłady, przybliżające wiedzę o ludach słowiańskich oraz naukę rzemiosła.

Czy jesteście zadowoleni ze współpracy ze swoimi gośćmi? Joanna: Jeżeli niektórzy chłopcy płakali przed wyjazdem… Kasia: Nie mogliśmy się pożegnać, pozwolić im wszystkim wyjechać! Przez te dwa tygodnie niesamowicie się zaprzyjaźniliśmy. 40 osób to przecież nie jest mało, na dodatek wcześniej się nie znaliśmy. Już pierwszego dnia stworzyliśmy zgraną paczkę. Do dziś wymieniamy się e-mailami i SMS-ami. Nawet archeologowie, którym praca z nami bardzo się podobała, utrzymują kontakt z polskimi i zagranicznymi uczestnikami. 72

oki robny kopiec ziemny, wys « Kurhan = mogiła, nag nt me ele y czn ysty ter rak do kilkunastu metrów, cha lasia Pod ów pej Pom nicy est Ucz podlaskiego krajobrazu. b nich kurhanach m.in. gró odkryli w badanych przez zu. brą ki epo z iane ciałopalny i naczynia glin

73


Czego jeszcze nauczyliście się podczas wymiany? KATARZYNA:

PRACA, MOIM NAJWIĘKSZYM MARZENIEM JEST YCH W KTÓREJ MOGŁABYM POZNAWAĆ NOW I ANGAŻOWAĆ SIĘ LUDZI,

DZIAŁAĆ

Jakie „słowiańskie” umiejętności zdobyliście? Kasia: Nauczyłam się tu wszystkiego: robić łyżki z drewna, biżuterię, lepić garnki, kuć żelazo, wiązać buty krajką, wytwarzać kremy z ziół. Jeśli chodzi o koraliki i ceramikę, to staraliśmy się, aby wzory były zgodne ze średniowieczną tradycją, ale było też wiele indywidualnych projektów. Czasem przez przypadek wychodziły nam wyjątkowe rzeczy. Batmanów ceramicznych trochę powstało, drewnianych fajek :-) Darek: Bardzo ciekawe było poznanie sposobu noszenia ozdób, które częściej niż kobiety zakładali mężczyźni! Poza tym, sami skonstruowaliśmy piec do wędzenia mięsa. Podczas wędzenia ten piec się wysuszył i później wypalaliśmy w nim garnki. Joanna: Próbowaliśmy „przemycać” tę wiedzę na różnorodne sposoby, aby nie było to nudne czy sztywne, ale znośne dla młodzieży na wakacjach. 74

Kasia: Tańczyć break-dance! Andrzej i Norbert, jedni z najlepszych tancerzy break’a na Łotwie, wieczorami uczyli nas różnych kroków. Na sam koniec daliśmy przedstawienie, nawet najstarszej pani archeolog się podobało. Oprócz tego poznałam wiele słówek w innych językach. Zwłaszcza po czesku, bo ze mną w pokoju mieszkała Czeszka. Porównywaliśmy życie nastolatków w naszych krajach — okazało się, że w niektórych miejscach różnice są dosyć spore. Nauczyliśmy się porozumiewać z ludźmi z innych krajów. Dla większości był to pierwszy kontakt z obcą kulturą. Zwykle najdalej wyjeżdżamy do Białegostoku, część z nas nigdy nie była nawet na koloniach. Kilka osób pochodziło z rodzin bardzo ubogich, wielodzietnych lub dotkniętych alkoholizmem. Joanna: Oprócz całej wiedzy archeologicznej i średniowiecznej (w teorii i praktyce), zrozumiałam, jak kolosalna przepaść dzieli miasto i wieś. Przeniosłam się tu z Białegostoku i wcześniej nie dostrzegałam problemów, które w mieście po prostu nie istnieją. Jak mówiliśmy wcześniej, część młodzieży, zainteresowanej projektem, nie mogła wziąć w nim udziału. Musiała pracować — pomagać rodzicom na polu, zarabiać na studia. Darek: To jest strasznie przykre, a często nawet graniczy z paradoksem. Bo to właśnie ci młodzi ludzie, którzy są aktywni, którzy mają chęć do działania i są odpowiedzialni, są „nie do wyrwania”. Zwłaszcza latem, kiedy jest najwięcej pracy w polu. Nie chodzi nawet o to, że rodzice im zabraniają: młodzi sami czują obowiązek pomocy rodzinie. Również podczas roku szkolnego dzielą czas pomiędzy pracę i szkołę. Czasem uczą się dopiero w nocy, przysypiają na lekcjach, opuszczają zajęcia.

W jaki sposób teraz wykorzystujecie doświadczenia, zdobyte podczas Pompejów Podlasia? Co najbardziej was zaskoczyło? Kasia: Byłam zdumiona słysząc, że młodym ludziom, którzy wyróżniają się z tłumu, w małych miejscowościach na Łotwie jest jeszcze trudniej niż w Polsce. U nas, niestety, też często się zdarza, że jeśli masz jakieś zajęcia dodatkowe, to już jesteś inny. Nie siedzisz pod blokiem, nie palisz papierosów czy nie pijesz piwa razem z kolegami, tylko chcesz spędzać swój wolny czas w inny sposób. Joanna: Na wsiach i w niewielkich miejscowościach wszystko jest bardzo zauważalne. Młodym ludziom jest najtrudniej się przebić. Jeśli szukują swojej własnej drogi w życiu, są często wytykani palcami.

Jak zostaliście odebrani przez mieszkańców gminy?

Darek: Już w trakcie wymiany realizowaliśmy inicjatywę w ramach Akcji 3-ciej Programu MŁODZIEŻ: Wehikuł czasu — Budowanie Osady. Budowaliśmy osadę wczesnośredniowieczną, dodatkowo założyliśmy wschodniosłowiańską drużynę wojów. Chociaż teraz projekt się zakończył, stał się on właściwie początkiem szerszej działalności. Nawiązaliśmy kontakty z innymi drużynami, odwiedzamy się. Poza tym część uczestników Pompejów włączyła się do realizacji Osady, a twórcy Osady zapragnęli wziąć udział w wymianie. Dlatego teraz planujemy połączyć ideę Pompejów Podlasia oraz Osady i zorganizować kolejne międzynarodowe przedsięwzięcie.

Kasia: Na początku wiele osób się śmiało: „Co tam jest w Zawykach do kopania?” Później jednak wszyscy byli bardzo zaciekawieni naszymi archeologicznymi „wyczynami”. Z ogromnym zainteresowaniem ze strony lokalnej społeczności spotkał się pokaz wyrabiania garnków ceramicznych. Myślę, że nasze działania zwróciły uwagę mieszkańców na szczególne bogactwo ich otoczenia.

CHOCIAŻ TERAZ PROJEKT SIĘ ZAKOŃCZYŁ, STAŁ SIĘ ON WŁAŚCIWIE POCZĄTKIEM

SZERSZEJ DZIAŁALNOŚCI.

75


IX 200 3 – IX 200 4

Haus Pyrmont Kamil Trościanka był Wolontariuszem Europejskim w organizacji Haus Pyrmont w Niemczech, gdzie pracował z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie w ośrodku opieki społecznej.

Kamil Trościanka Pochodzę z Wilkanowa, małej wsi, położonej niedaleko Bystrzycy Kłodzkiej, która znacznie ucierpiała podczas powodzi. Interesuję się muzyką, mechaniką i sportem motorowerowym. Kocham długo spać. Lubię kolor błękitny i zielony, jeść bigos i oglądać „Obcego”. Nie lubię nienawiści wśród ludzi. Najchętniej pojechałbym teraz tam, gdzie byłem na Wolontariacie Europejskim. W przyszłości pragnę pomagać ludziom, wykonując masaż. Chciałbym mieć rodzinę i duży dom na wsi.

Co skłoniło cię do wyjazdu? Chciałem poznać świat i zobaczyć, jak patrzą na niego inni ludzie. Szczególnie zainteresowany byłem wyjazdem do Niemiec. Nie wiem nawet, dlaczego akurat tam. Jeśli chodzi o znajomość języka, to umiałem tylko podstawowe zwroty. Ciekawili mnie ludzie żyjący w kraju, który jest blisko Polski, a który jest jednak tak odmienny kulturowo. Poza tym mój kolega Grzesiek (również z Wilkanowa) zaproponował mi, żebym wyjechał i poznał coś nowego. On sam był na Wolontariacie Europejskim we Francji i ogromnie mu się podobało. 76

Czy pracowali z tobą inni wolontariusze?

Czy przed wolontariatem brakowało ci czegoś w twoim najbliższym otoczeniu? Przed wyjazdem moje życie zamykało się praktycznie w mojej wiosce. Cały czas ci sami koledzy. Strasznie to wszystko było monotonne. Wyjazdy sprowadzały się do wizyt w Bystrzycy Kłodzkiej. Potrzebowałem zmiany, a wolontariat otworzył mi okno na świat.

Kto pomógł ci znaleźć organizację w Niemczech i koordynował przebieg twojego wolontariatu? Było to Europejskie Forum Młodzieży z Bystrzycy Kłodzkiej.«

Przed wyjazdem okazało się, że pojadę do Niemiec razem z koleżanką z Bystrzycy Kłodzkiej. Na początku to, że byliśmy tam razem, ułatwiło mi porozumiewanie się, poza tym było nam raźniej we dwójkę. Ale z drugiej strony, jeśli chce się naprawdę dobrze nauczyć języka, to lepiej być samemu. Wtedy jest się w pewnym sensie zmuszonym do mówienia po niemiecku. Ponadto zwiększa to możliwość głębszego poznania ludzi, z którymi się pracuje.

Czego obawiałeś się najbardziej przed wyjazdem? Na początku nie wiedziałem, czy oni mnie zaakceptują, czy ja ich zaakceptuję, czy wszystko będzie w porządku. Ale bardzo szybko mój niepokój minął. Zostałem bardzo dobrze przyjęty, moja Organizacja Goszcząca w razie potrzeby zawsze mi pomagała. Zorganizowali mi też trzy bardzo ciekawe wyjazdy.

Jak zareagowała twoja rodzina? Tata nakłaniał mnie do wyjazdu, chociaż mama z babcią bały się, że będą strasznie za mną tęsknić. Ale w trakcie mojego rocznego wolontariatu udało mi się przyjechać do domu na Święta Bożego Narodzenia i na Wielkanoc.

Na czym polegała twoja praca podczas wolontariatu? Przez rok zajmowałem się niepełnosprawnymi, zarówno fizycznie, jak i umysłowo, w wieku od 18 do około 50 lat. Chciałem robić właśnie coś takiego, poznać ludzi niepełnosprawnych „od drugiej strony”, chciałem ich zrozumieć. Teraz bardzo mi ich brakuje. Czasami pisujemy do siebie listy, staramy się utrzymywać kontakt.

dzieży

« Europejskie Forum Mło

Ziemi r. przez młodych ludzi z zostało założone w 1994 jską, ope eur cją gra inte ych Kłodzkiej, zainteresowan um For i demokracją lokalną. działalnością społeczną ży dzie mło ferencje oraz festyny dla organizuje szkolenia, kon ia zen zys war sto ość W działaln i mieszkańców regionu. a, ywn akt dzo bar o ówn ż zar zaangażowana jest młodzie za, mieszkająca w małych jak i mniej przedsiębiorc a utrudnione zarach wiejskich, mając miejscowościach i na obs ji i planów. bic am ich warunki do realizacji swo fm.org.pl w.e ww cji: rma Więcej info

77


Z jakimi problemami musiałeś się zmierzyć?

Jak wolontariat zmienił twoje życie?

Na początku musiałem przemóc się, aby poznać tych wszystkich nowych ludzi. Wcześniej tylko raz miałem kontakt z niepełnosprawnymi, a i to raczej „z daleka”. Pamiętam, że niełatwo mi było przełamać opór, aby nawiązać z nimi znajomość. Poza tym nie było większych problemów, jedynie błahostki.

Tak jak już wspomniałem, otworzył mi okno na nowe możliwości, umożliwił poznanie wspaniałych ludzi, ich kultury. Nauczył innego postrzegania świata. Dzisiaj również widzę, że pokierował w pewnym stopniu moim życiem. Przed wyjazdem skończyłem szkołę zawodową. Teraz uczę się w liceum ogólnokształcącym i po skończeniu szkoły pragnę zostać masażystą. Teraz inaczej myślę. Lepiej. Mam inne podejście do otoczenia, zwłaszcza do osób niepełnosprawnych. Wiem już, jak mogą zareagować, jak z nimi się porozumiewać, niekoniecznie w standardowy sposób. Mam też świadomość, że mogę znowu wyjechać zagranicę.

MAM INNE PODEJŚCIE DO OTOCZENIA, ZWŁASZCZA DO OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH. WIEM JUŻ, JAK MOGĄ

ZAREAGOWAĆ, JAK Z NIMI SIĘ POROZUMIEWAĆ. Co najmilej wspominasz? Osoby zajmujące się niepełnosprawnymi rozdzielały prace pomiędzy siebie (wikliniarskie, gliniarskie, prace w ogrodzie). Dla mnie najprzyjemniejsze były zajęcia na wolnym powietrzu — w parku oraz w ogrodzie. Najbardziej podobały mi się spacery z naszymi podopiecznymi.

Co zaskoczyło cię podczas pobytu na wolontariacie? Ludzie, którym pomagałem, właściwie cały czas mnie zaskakiwali. Bo jeśli przebywa się z nimi bardzo długo — tak, jak ja, przez rok — to człowiek dostrzega ich wady, zalety, jak oni się zmieniają, co potrafią. Osoby, które przez długi czas nic nie robiły, potrafiły nagle coś powiedzieć, uśmiechnąć się albo samodzielnie ubrać buty. Takie proste i zwyczajne czynności, ale były to dla mnie niezwykle miłe niespodzianki. I wydaje się to dziwne, ale te drobnostki sprawiały nam wszystkim dużo radości.

78

Dlaczego chcesz zostać masażystą? Do jednego z moich podopiecznych, który był na wózku inwalidzkim, przychodziła masażystka. Widząc, jaką ulgę mu to przynosiło pomyślałem, że ja również chciałbym pomagać innym w taki właśnie sposób. Jest taka szkoła we Wrocławiu, do której będę zdawał po skończeniu szkoły średniej.

Co chciałbyś poradzić młodym ludziom, którzy wybierają się na wolontariat? Żeby umieli przeżyć go jak najlepiej, te swoje chwile dobre i złe. Żeby cały czas byli zadowoleni z życia i cieszyli się nim.

79


II – VII 200 4

Komputer - świat bez ograniczeń

Sześciu studentów krakowskich uczelni z grupy nieformalnej Młodzi-Młodym postanowiło wykorzystać potencjał młodzieży mieszkającej, tak jak oni sami, na terenie gminy Zielonki. Otworzyli przed nimi drzwi nie tylko na wirtualny świat wiedzy, ale także na nowe przyjaźnie i fascynujące odkrycia w ich rodzinnych miejscowościach. W projekcie uczestniczyła blisko sześćdziesiątka dzieci i młodzieży z gminy Zielonki. Efekty można zobaczyć na stronie www.gminazielonki.prv.pl (klikajac w prawy dolny róg, w logo kuli ziemskiej).

Agnieszka Wojdał

a

jedna z inicjatorek i koordynatorka projektu Komputer — Świat bez Ograniczeń.

i rusy cyst yki na Akad emii Jest em stud entk ą germ anis tyki odzę z gmin y Zielo nki. Poch . owie Krak w j Peda gogi czne ojęz yczn ych, sztu ką ieck niem ów Inte resu ję się kult urą kraj zić na wyst awy, chod lbiam Uwie oraz kom unik acją niew erba lną. ami. Najb ardz iej osob ymi młod z się ykać spot a, żyć pełn ią życi Wiel kano cne lub do Egip tu. chci ałab ym poje chać na Wysp y „Ojc a Chrz estn ego” oraz dać oglą i Lubi ę kolo r czer won y, czyt ać fałsz u i kłam stwa u ludz i lubię Nie psy. am Koch gne. lasa jeść przy szłoś ci chci ałab ym W ch. lowy more ów dżem ię i nie cierp now e dośw iadc zeni a. na rta otwa m jeste zost ać tłum acze m, ale ł ą c z a l i ś m y w e i c k W n a s z y m p r o j e e l b i a m s i ę i w U k o m p u t e r y. a ć ! w ł ą c z a ć i d z i a ł

80

Ile osób tworzyło grupę inicjatywną i jak układała się wam współpraca podczas realizacji przedsięwzięcia?

Jak narodziła się idea tego projektu? Wszystko zaczęło się na szkoleniu w Piwnicznej, organizowanym przez Program MŁODZIEŻ, na które pojechałyśmy z dwoma koleżankami: Anną Banaś i Iwoną Dudek, jako reprezentantki Stowarzyszenia Rozwoju Gospodarczego i Intelektualnego Gminy Zielonki. Szkolenie to było poświęcone programom Unii Europejskiej, zwłaszcza wszystkim Akcjom Programu MŁODZIEŻ. Tam właśnie pojawił się pomysł, którego głównym celem było wykorzystanie Internetowego Centrum Edukacyjnego, znajdującego się w jednym z sołectw gminy Zielonki, w Bibicach. Bardzo zależało nam na tym, aby centrum było użytkowane we właściwy sposób, a nie służyło tylko do grania na komputerach. Oprócz tego miałyśmy świadomość potencjału, drzemiącego w młodych ludziach z naszej okolicy. Potencjału, który często pozostaje niewykorzystany. Dlatego podjęliśmy inicjatywę skupienia ich wokół realizacji jednego, dużego projektu.

Do nas, trzech inicjatorek, doszło trzech kolegów: Wojciech Bogal, Wojciech Franczak oraz Marcin Hołda. Bardzo pomocni byli również Grzegorz Nosalski i Maciej Trela. Część z nas znała się ze stowarzyszenia. Już na pierwszym spotkaniu organizacyjnym wyznaczone zostały wstępne zadania członkom grupy inicjatywnej. W późniejszym czasie, wraz z rosnącą ilością pracy, każdy z nas wybrał sobie obszar, który najbardziej go interesował.

POMIMO ODMIENNYCH CHARAKTERÓW I OSOBOWOŚCI, PRZY ODROBINIE CIERPLIWOŚCI

ZNAJDOWALIŚMY ZAWSZE KOMPROMIS

Pomimo odmiennych charakterów i osobowości, przy odrobinie cierpliwości znajdowaliśmy zawsze kompromis. Jesteśmy studentami, dlatego najwięcej trudności czyhało na nas podczas sesji egzaminacyjnych. Mimo to, dzięki takim sytuacjom poznaliśmy się lepiej i w przyszłości będziemy mądrzejsi i bogatsi o zdobyte podczas tego projektu doświadczenia. Myślę, że jest niesamowicie ważne, aby osoby, które pragną realizować razem projekt, naprawdę bardzo dobrze się między sobą rozumiały. Nie ma nic lepszego, niż zgrana i w pełni zaangażowana grupa! Wtedy wszystko jest możliwe.

81


Jak wybraliście uczestników do waszej inicjatywy?

Kto brał udział w projekcie? W sumie było 57 osób, w wieku 12 — 24 lata, w tym 19 liderów — dla każdego sołectwa po jednym. Jeśli chodzi o same kursy, to prowadzone one były przez specjalistów informatyków i trwały miesiąc, a tworzenie stron — kolejne cztery. W międzyczasie w grupie inicjatywnej wpadliśmy na pomysł oceniania postępów w tworzeniu stron internetowych (pod względem graficznym i merytorycznym) na poszczególnych etapach pracy. To bardzo zmotywowało młodzież do większego zaangażowania i kreatywności, wyzwoliło bardzo pozytywną rywalizację i spore emocje.

Promowaliśmy projekt w gminie, informowaliśmy poprzez plakaty, ogłoszenia w szkołach, na plebaniach, w domach kultury. Na początku było to w pewien sposób utrudnione, ponieważ byliśmy tylko w szóstkę. Bardzo pomocni byli nauczyciele, którym ogromnie podobał się nasz pomysł. Ponieważ był on skierowany głównie do tej młodzieży, która na co dzień nie ma dostępu do komputera, zwłaszcza z rodzin z problemami (alkoholizm, ubóstwo, rozbite rodziny), dyrekcja i grono pedagogiczne pomogli nam znaleźć takich właśnie uczniów. W projekcie brała udział również jedna osoba niepełnosprawna fizycznie i intelektualnie z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Miała ona autentyczny wkład w tworzenie strony, nie tylko formalny dowód uczestnictwa na papierku. Nawiązaliśmy także bliższą współpracę z tym ośrodkiem, a inne osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie wyrazili chęć uczestnictwa w przyszłości w tego rodzaju inicjatywach. Myślę, że nasz projekt uświadomił im znaczenie takich środków komunikacji międzyludzkiej, jak komputer czy internet. Ich rolę w pokonywaniu towarzyszącego niepełnosprawności braku pewności siebie.

MARZENIE:

UMIEĆ POGODZIĆ WSZYSTKO,

CO ROBIĘ, Z RESZTĄ, KTÓRA MNIE OTACZA

82

83


Kto pomagał wam przy organizacji projektu? Prawie wszyscy chętnie udzielali nam pomocy. Dużego wsparcia udzieliło nam Centrum Kultury, Promocji i Rekreacji w Zielonkach.« W trakcie trwania projektu sołtysi starali się (z różnym zapałem) przekazać nam informacje o danej gminie. Również wójt gminy Zielonki był bardzo pomocny, sam objął patronat nad projektem, a urząd gminy wspomógł nas finansowo. Raczej nie spotkałam się z żadnej strony z negatywnym stosunkiem do naszego przedsięwzięcia.

mocji i Rekreacji « Centrum Kultury, Pro stycznia 2001 r. w Zielonkach powstało 1

nianie kultury, Główne cele to upowszech czytelnictwa, turystyki i rekreacji oraz trum wydaje Cen a także promocja gminy. Zielonki”. iny Gm e aln „Wiadomości Lok

Co, twoim zdaniem – oprócz satysfakcji z gotowych stron internetowych – ten projekt dał młodzieży w nim uczestniczącej? Budowa strony internetowej dla kogoś, kto wcześniej tylko raz w tygodniu miał styczność z komputerem, mogła okazać się zbyt trudna. Mimo tego siła i chęć działania

TE SZEŚĆ MIESIĘCY WSPÓLNIE SPĘDZONEGO CZASU BYŁO DLA NAS WSZYSTKICH WIELKIM

PRZEŻYCIEM I PRZYGODĄ

Czego najbardziej się obawialiście?

Jakim trudnościom stawiliście czoła?

Na początku wszyscy trochę przeraziliśmy się tempem upływu czasu. Robiliśmy promocję, dawaliśmy ogłoszenia, nie mogąc ostatecznie skompletować grupy. Dni biegły nieubłaganie, więc etap przygotowawczy trochę się przedłużył. Później wszystko nabrało rozpędu, grupa się wykrystalizowała. Ale warto tydzień lub nawet dwa poświęcić na rozpowszechnianie informacji o projekcie, zwłaszcza, gdy rekrutuje się uczestników z lokalnej społeczności.

Musieliśmy zorganizować transport młodzieży z poszczególnych wiosek do naszego Centrum Internetowego. Nie było to łatwe, gdyż godziny zajęć nie zawsze wszystkim odpowiadały, poza tym obszar gminy jest dosyć rozległy. Ale dzięki konsekwencji i uporowi w działaniu (oraz świetnemu panu kierowcy) udało się nam to pomyślnie rozwiązać.

Oprócz tego niepokoiliśmy się, czy młodzież zechce nas słuchać, czy dostosuje się do naszych wymagań odnośnie stron internetowych, czy na proponowanych wycieczkach nie będzie stwarzać problemów? Wiem, że te nasze obawy były naturalne, ale zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni grzecznym zachowaniem uczestników, ich świadomością powagi projektu. Każdy z nich czuł się jak ktoś wyjątkowy, wyróżniony.

84

Jakie były miłe niespodzianki? Byłam niesamowicie zaskoczona tym, jak bardzo młodzi ludzie wciągali się w kursy i we wszystkie towarzyszące wydarzenia. Rodzice pewnego nastolatka wspominali nawet, że gdy nie mógł uczestniczyć w szkoleniu z powodu przeziębienia, to płakał — tak bardzo chciał iść. Inny, spóźniwszy się na autobus, wyciągnął chorych rodziców z łóżka i kazał się zawieźć na spotkanie.

młodych ludzi dała imponujący efekt. Radość z nowo zawartych znajomości, integracja pomiędzy młodzieżą z różnych stron gminy była dla nas wszystkich bardzo ważna. Wspólne spotkania w pracowni komputerowej oraz wycieczki (np. do planetarium i wesołego miasteczka w Chorzowie, do Jaskini Wierzchowskiej) dodatkowo wzmocniły więzi pomiędzy uczestnikami i dostarczyły mnóstwo atrakcji. Zgrali się ze sobą, wiem, że nawet potworzyły się pary… Ponadto mieli okazję poznania historii, tradycji, legend i ciekawostek, związanych z ich najbliższym otoczeniem, porozmawiania o tym wszystkim ze starszymi mieszkańcami sołectw. Była też możliwość korzystania z aparatu cyfrowego, utrwalenia najładniejszych miejsc na zdjęciach i umieszczania ich na stronie.

A co ty najmilej wspominasz z projektu? Ja byłam bardzo szczęśliwa, gdy pod koniec projektu pełni optymizmu uczestnicy pytali się o następne inicjatywy, o wycieczki, przedstawiali swoje własne pomysły na projekty. Słuchając tych wypowiedzi zarówno ja, jak i reszta grupy inicjatywnej mieliśmy wrażenie, że mimo tych wszystkich ciężkich momentów, ogromu pracy i energii włożonej w ten projekt, te sześć miesięcy wspólnie spędzonego czasu było dla nas wszystkich wielkim przeżyciem i przygodą.

W jaki sposób teraz to kontynuujecie? Projekt skończył się w lipcu, ale strony są wciąż aktualizowane (choć nie zawsze regularnie). Mam jednak nadzieję, że nie zgaśnie chęć ich uzupełniania. Nawiązaliśmy także bardziej intensywne kontakty z kilkoma otwartymi i pomysłowymi uczestnikami, którzy brali już udział w szkoleniu, promującym różne Akcje Programu MŁODZIEŻ. Przede wszystkim jednak przygotowujemy nowy projekt — Wirtualne Muzeum Regionalne — który w grudniu wkracza w fazę realizacji. Jest on próbą ocalenia od zapomnienia starych miejscowych pamiątek: przez umieszczenie ich w internecie. Na pewno zostaną tu wykorzystane kontakty, a także różne cuda (które każdy ma na strychu), odnalezione podczas tworzenia stron do projektu Komputer — świat bez ograniczeń. Zapraszamy wiec do włączenia się w nasz nowy projekt wszystkich, którzy maja zacięcie badacza, zamiłowanie do szperania i chęć przeżycia niezapomnianych chwil z komputerem… i z nami!

85


V-IX 200 4

Wiejska liga sportowa - włączanie siódmego biegu

Andrzej, Piotrek, Krzysztof i Grzesiek wraz z kilkunastoma koleżankami i kolegami ze wsi Łabędzie postanowili zorganizować Wiejską Ligę Sportową. Drużyny z sześciu wsi z gminy Drawsko Pomorskie rywalizowały ze sobą w piłce nożnej chłopców i siatkówce dziewcząt.

Krzysztof Smolarek Pochodz ę z Łabędzi, studiuję historię. Interesu ję się modelar stwem, ale najbardz iej grą w piłkę. Podoba mi się kolor błękitny, „Zbrodn ia i Kara”, „Killer” i rock. Przepad am za spaghett i. Nie lubię spóźniać się. W przyszło ści chciałby m pracowa ć w policji. Moje najwięk sze marzeni e to zostać do końca życia z moją dziewcz yną. C o j a l u b i ę w ł ą c z a ć ? M o j ą k o m ó r k ę :-)

Kto wpadł na pomysł zorganizowania rozgrywek Wiejskiej Ligi Sportowej ?

Kto pomagał wam przy przygotowaniu projektu?

Na spotkaniach w świetlicy wiejskiej postanowiliśmy zorganizować sobie czas wolny — zarówno nam, jak i naszym koleżankom i kolegom z pobliskich miejscowości. Pragnęliśmy poznać nowych ludzi, zaproponować im coś innego niż alkohol i wiejską nudę. Planowaliśmy zgłosić się na rozgrywki do najniższej ligi piłki nożnej, ale ze względu na wysokie koszty zaczęliśmy szukać innej możliwości. Zwróciliśmy się do Urzędu Miasta i Gminy w Drawsku Pomorskim. Jego pracownicy zapoznali nas z Akcjami Programu MŁODZIEŻ i pomogli wypełnić wniosek. Wcześniej to tak raz w miesiącu zagraliśmy sobie z ościenną wioską, ale regularnie nic się nie działo.

Bardzo dużego wsparcia udzielił nam pan Arkadiusz Niefiedowicz, który w Urzędzie Miasta i Gminy jest odpowiedzialny za wydarzenia sportowe. To on doradzał nam w wypełnianiu wniosku, podpowiadał niektóre rzeczy.

Andrzej Szatkowski, czyli Szatek Mieszkam w Drawsku Pomorskim. Interesuję się wędkarstwem, piłką nożną i ręczną, lubię słuchać muzyki. Moim ulubionym kolorem jest czarny, książką „Dżuma”, a filmem „Chłopaki nie płaczą”. Nie znoszę przemocy. Moim największym marzeniem jest prawdziwy stadion w Łabędziach. Byłem koordynatorem Wiejskiej Ligi Sportowej, a teraz myślę o rozpoczęciu nowego sportowego przedsięwzięcia. W n a s z p r o j e k t w ł ą c z a l i ś m y w s z y s t k o , c o b y ł o t y l k o m o ż l i w e …

Piotr Czarnecki pseudo Pepel Pasj onuj ę się muz yką i spor tem , zwła szcz a gran iem w piłkę nożn ą. Lubi ę kolo r piwn y, pizz ę i „Wła dcę Pier ście ni”. Nie lubię niet oler ancj i. Bard zo chci ałby m speł nić się w moim życi u. W n a s z y m p r o j e k c i e w ł ą c z a l i ś m y s i ł ę f i z y c z n ą !

Jak zachęcaliście do przyłączenia się do waszej ligi inne osoby? Na początku zainteresowanie nie było duże. Do naszej dwudziestki pomysłodawców (trzynastu chłopaków i siedmiu dziewczyn) dołączyły cztery wioski, a w momencie składania wniosku było już sześć wiosek, czyli około 140 uczestników. Ponadto w trakcie trwania ligi zgłaszały się kolejne wsie, kolejne osoby, które wcześniej sceptycznie patrzyły na nasze próby organizacji zajęć sportowych. Zazdrościły nam sprzętu sportowego, uczestnictwa w rozgrywkach oraz wesoło spędzanego czasu.

Grzegorz Szokalski w Tech niku m Sam ocho dow ym. Mies zkam w Łabę dzia ch. Uczę się itny, słod ycze i „Trz ynas ty błęk r kolo Koch am piłkę nożn ą. Lubi ę W przy szłoś ci chci ałby m tu. do Egip Post erun ek”. Marz ę o wyje ździ e e g o p r o j e k t u z s a n o D m. owy rajd być kiero wcą m p o m o c .U w i e l b i a w ł ą c z a ł e m m o j ą h ó d . c o m a s j ó m ć a z w ł ą c

86

PRAGNĘLIŚMY POZNAĆ NOWYCH LUDZI, ZAPROPONOWAĆ IM

COŚ INNEGO, NIŻ ALKOHOL I WIEJSKĄ NUDĘ

87


Czego – przed waszą inicjatywą – najbardziej brakowało w otoczeniu? Nam brakowało zarówno zmobilizowanych do gry ludzi, jak i sprzętu. Chcieliśmy grać i mieć potrzebny sprzęt. Dlatego postanowiliśmy sami coś zorganizować.

Jaki sprzęt dostaliście w ramach projektu? Kto zadbał o infrastrukturę? Ze środków Programu MŁODZIEŻ kupiliśmy kompletne stroje, siatki, piłki. Poza tym musieliśmy poszukać sponsorów. I tak na przykład Zakład Energetyczny w Drawsku Pomorskim ufundował nam pełnowymiarowe bramki. Jeśli chodzi o boisko, to było ono straszliwie stare, z piętnaście lat nieużywane. Nadleśnictwo zrobiło na nim skład drewna, gospodarz drogę przez środek sobie przeprowadził. Odnowiliśmy je we własnym zakresie. Organizując Sylwestra, zrobiliśmy niewielką składkę i z niej pokryliśmy koszt renowacji boiska. Sami nawieźliśmy ziemię, kupiliśmy trawę. Po akceptacji naszego wniosku przez Narodową Agencję, przedstawiciele Rady Sołectwa ofiarowali nam swoją pomoc.

WCZEŚNIEJ TO TAK RAZ W MIESIĄCU ZAGRALIŚMY SOBIE Z OŚCIENNĄ WIOSKĄ, ALE NIC SIĘ NIE DZIAŁO

REGULARNIE

Kto brał udział w rozgrywkach i jak one przebiegały? Było sześć drużyn piłki nożnej chłopców i sześć drużyn siatkówki dziewcząt. Bardzo aktywna postawa dziewczyn bardzo nas zaskoczyła, bo one wcześniej niezbyt interesowały się sportem i raczej biernie patrzyły na nasze przygotowania i plany. Nie było boiska do siatkówki, do tej pory uczyły się grać tylko w szkole. A gdy rozpoczęliśmy nasz projekt, to one codziennie chodziły na boisko — częściej trenowały niż my! A my przy okazji też trochę z nimi w siatkę pograliśmy. Ale one z nami w piłkę nożną nie.

Czego najbardziej się obawialiście przed realizacją waszego sportowego przedsięwzięcia? Chyba tego, że nasz projekt nie zostanie zaakceptowany przez Narodową Agencję. Był to dla nas prawdziwy szok, że się nam udało.

88

89


Jakie trudności organizacyjne stanęły na drodze do rozgrywek? Mieliśmy trochę kłopotów finansowych, ponieważ nasz projekt był rozliczany w euro, które w międzyczasie znacznie spadło. Poza tym podczas rozgrywek całe rodziny chciały z nami wszędzie jeździć na mecze. A autokar był za mały. Co my przeżyliśmy! Nie wszyscy kibice, pomimo wielkich chęci, mogli nam towarzyszyć. Było to oczywiście bardzo dla nas miłe, że rozgrywki stały się wielką frajdą nie tylko dla nas, ale również dla naszych rodzin i przyjaciół. Gdy dopisywała pogoda, to dwa autokary z samego Łabędzia (które liczy około 400 mieszkańców) byłyby wypełnione kibicami — całymi rodzinami z dziećmi, osobami starszymi...

Co was najmilej zaskoczyło? Po pierwsze akceptacja naszego projektu. No i oczywiście to, że to właśnie my, czyli drużyna z Łabędzia, wygraliśmy te rozgrywki. Byliśmy organizatorami i zwycięzcami tej ligi. Ostatni mecz to na zawsze pozostanie nam w pamięci. Graliśmy z Żółtym (Żółte to nazwa wsi, z której pochodzili drudzy finaliści — oczywiście mają żółte koszulki :-) Gdy strzeliliśmy zwycięską bramkę, to trener Żółtego położył się i zaczął płakać. W sumie nie wiemy, dlaczego wszystkie wioski uważały Łabędzie za faworytów, bo nawet ściągały do swoich drużyn zawodników z zawodowych lig. A my — amatorzy — dawaliśmy sobie z nimi radę! Niektóre zespoły miały swoich trenerów, ale my ćwiczyliśmy sami. Tym większa była radość ze zwycięstwa.

KRZYSZTOF:

CHCĘ PRACOWAĆ W POLICJI. JEDNAK NAJWIĘKSZYM MARZENIEM JEST ZOSTAĆ DO KOŃCA ŻYCIA Z MOJĄ DZIEWCZYNĄ

90

Czego się nauczyliście? Przede wszystkim sportowej rywalizacji i zasad fair play.

Czy zamierzacie kontynuować rozgrywki w przyszłym sezonie? Planujemy w wakacje zrobić tygodniowy turniej dla wsi z województwa zachodniopomorskiego, lub nawet z całego naszego kraju. Albo zagrać z miastami partnerskimi miasta Drawska. Oprócz tego mieliśmy już mecz sparingowy w Łabędziu. Graliśmy, można powiedzieć, z resztą świata. W drużynie naszych przeciwników byli i Holendrzy, i Niemiec, i Anglik. Oni kupili mieszkanie niedaleko Łabędzia i — dowiedziawszy się, że gramy w piłkę — bardzo chcieli z nami zagrać. Tak im się spodobało, że zaprosili nas za rok do Berlina na turniej. Zobaczymy, co z tego wyjdzie... może my ich tutaj zaprosimy? Gdyby tylko udało się nam zorganizować tygodniowe zawody pod namiotami, gdzieś nad jeziorem... Oprócz tego planujemy serię kolejnych rozgrywek na wiosnę. Urząd Miasta i Gminy ma nam zagwarantować autokar i ubezpieczenie, bo sprzęt to już praktycznie mamy — z naszego projektu.

91


ŚWIAT MAŁO ZNANY

92

KOMPUTER — ŚWIAT BEZ OGRANICZEŃ

93

Z WIATREM POD WIATR

ZAISTNIEĆ MIMO WSZYSTKO


ĆPANIE SZTUKI

94

95

DOM KULTURY NA KÓŁKACH

WIEJSKA LIGA SPORTOWA

POMPEJE PODLASIA


ezi ńsk a nie tek stu : Ma rta Brz kon cep cja i opr aco wa jni cza k fot ogr afi e: Paw eł Ole ad: Ma rci n Kam ińs ki skł i zny pro jek t gra fic Poś nik me ryt ory czn a: Mil ena pom ys�� i koo rdy nac ja er Kat arz yna Kop koo rdy nac ja cał ośc i: ow ska zan Kac kor ekt a: Jag na ESS PR dru k: CH RO MA pla rzy nak ład : 300 0 egz em lika cji tów opi san ych w pub i ucz est nik om pro jke Dzi eku jem y twó rco m ogr afii i ma ter iałó w. Ski bie za udo stę pni eni e fot ie Łot ys, Mag dal eni e z mło dzi eżą : Mar zen per tom pra cuj ący m eks y jem ęku dzi e i pas ją. Ser dec zni ie się doś wia dcz eni em skie mu za pod zie len i Rys zar dow i Mic hal

OD ZIE Ż ram ach Pro gra mu MŁ not y Eur ope jsk iej w pól Ws w dkó śro ze nan sow ana Pub lik acj a zos tał a sfi

ISBN 83- 600 58- 04- 0

Fun dac ja Roz wo ju Sys tem u Edu kac ji Na rod ow a Age ncj a Pro gra mu MŁ OD ZIE Ż ul. Mo kot ow ska 43, 00- 551 Wa rsz aw a T +48 /22 622 37 06 F +48 /22 622 37 08 E mlo dzi ez@ mlo dzi ez. org .pl W ww w.m lod zie z.o rg. pl

Nin iejs za ksią żka zos tał a opu blik owa na dzi ęki pom ocy fina nso wej Za tre ść ksią żki odp Uni i Eur ope jsk iej. owi ada Nar odo wa Age ncj a Pro gra mu MŁO DZI zaw art e nie odz wie rcie EŻ, pog ląd y w nie j dla ją w żad nym raz ie ofic jaln ego sta now iska Uni i Eur ope jsk iej.

96



Włączanie w działanie