Issuu on Google+

at a Ag

zAwA WARS

ka ws tko Du

Mechanizmy porozumienia

e& ath Ag déric Desme sur Fré e

Ale xis Em er y-d u fo u g Be

át a Ko lb ašo vsk Cristina Davi á

OW KRAK au

il d Edyta Mąsior Gu l

m d e u Boisb

au

dr

y Ja

kub

v

P

ek iš

kS ne Ja

c PLAve

a ow ław os J ar

v

oa z J nna Be dn owic arc Wójt zyk Jud

e KOSic

Mechanisms for an entente

it K urtá

g Ju

S na

ok

lie C á Ju olov

in hov

ek Kol

e Pa lc

Liza ć Lá szló

Milutinovits Lujza

a sz uk á Ł Magov

Jastrubcz

ak M ałgo rza

ta Dudek Marek Mardosewic z Mario Varga Mart

a

le

Jo nv il

& Tomas Matauko M

ie u

th

OcA

Le ric

q

lM

aq u

aire

dkiew m Ro an D zia icz

ou Grép

au N ils Clouzea P u

Seyd

NAP cLUj-

a

li a

tyw

PEST BUDA

ine t Si m on

Qu

d lar

éh eil

vo ser Le Sylvestre i si om Th er as a sm De i so n ie lér Va

o int-D

1

de Sa

i res, t BUcu


AWAZ SRAW

Redaktorzy / Editor - Marta Jonville & Tomas Matauko Przekład / Translations - Łukasz Białkowski, Tomasz Kaszubski, Tomas Matauko, Piotr Sikora and Valérie de Saint-Do Koordinacja publikacji / Publishing coordinator Tomas Matauko Projekt graficzny / Graphic designer - Ricky

woka rK

cevA v

LP

ECISO K v

TsEP ADUB

ACOP

AN-JU LC

2

its, er uCUB


5 7 8 9 16 18 20

25 28 29 35 36 38 39

Wstęp / Editorial Szliśmy / We walked Przecież lubimy granice / But we all like borders anyway Przekraczanie / The crossing Stacja do stacji / Station to station Podróż z szeroko otwartymi oczami / Travel wide-eyed Polska – tożsamość symulakryczna, tożsamość fantomowa / Poland – identity as a sham, identity as a phantasm Meta-Plaveč, infra-Plaveč Wolne Królestwo na granicy / Free Kingdom on the border Cętkowane futro czy beczka prochu? Groby i symbole / Graves and symbols Smrt Uczestnicy / Participants Organizatory i partnerzy / Organizers and partners

3


4


Linia wygina się i łamie. Przebija przez nierówności terenu. Wchodzi w grunt, przeszywa lasy, łąki i rzeki. Wreszcie dociera do punktu celowego. Wyznacza trasę, która z roku na The line is flexing and bending. It is breaking through the rok stanie się tranzytem łączącym miasta, państwa i kultury. terrain, it is falling into the soil, crossing forests, fields and Nad Europą Środkowo-Wschodnią pojawia się obietnica rivers. Finally, reaches its end, and designates a route which porozumienia. Porozumienia, które cały czas podlega will connect cities, countries and cultures. Over Central negocjacjom i przemianom. and Eastern Europe appears the promise of an entente. An Projekt Mechanizmy Porozumienia gościł w Małopolskim entente that will remain negotiable. Ogrodzie Sztuki przez bez mała 5 miesięcy skupiając The project Mechanisms for an Entente was hosted at wydarzenia artystyczne, wykłady, performans i pokazy Małopolska Garden of Art for five months. During that time filmowe. Był sprawdzianem dla nowopowstałej instytucji, we have seen several art events, lectures, performances and która jakby obok budowała swoje zręby programowe. film screenings. This project was sort Był też swojego rodzaju novum na gruncie krakowskim, of a test for the newly created cultural institution. wprowadzając międzynarodową i transkulturową jakość Mechanisms for an Entente was also a novelty in the city of w mury MOS-u. Krakow, introducing international and transcultural quality Dotarliśmy do końca – wystawy podsumowującej pracę in polish art world. w Open Studio i dwa miesiące podróży z Bukaresztu We have gotten to the end of the project – the exhibition do Warszawy. Trudno jednak określić, gdzie jest cel. that summarizes the work of the Open Studio and two Droga, która jest za nami, również rozpływa się i ginie months of travel from Bucharest to Warsaw. It is difficult w powidokach. Projekt dobiega końca, linia wygina się to point out the actual goal. The road behind also melts i wraca na wyznaczoną trasę, a obietnica porozumienia trwa. away and blurs in afterimages. The project comes to an end, the line bends and returns to the designated route, and a promise of an entente that has been given remains.

Piotr Sikora

5


The exhibition in MOS is the second step of a series of four exhibitions in Budapest, Krakow, Košice and Bordeaux. It traces back the experience of this crossing of Central-East Europe by a choice of artworks that compose a path across the reconnection issues approached symbolically, metaphysically, concretely, contextually or factually. 6

Szlismy

We walked

Marta Jonville &Tomas Matauko

We walked. Yes, we walked. We joined the myriad of stories that carried de train line Silesia Cracoviana Karpathy connecting Bucharest to Warsaw during nearly a whole century. We travelled for two months in trains, from city to city, across Central-East Europe, accompanied by stories of reunions, breakaways, migrations, black markets, common territories, fundamental changes. We brought with us the desire of thousands of people that knew this train line, from which remain essentially souvenirs of happiness and regrets. All this against the blind pragmatic efficiency, all this to give back a place to the lived lives and to disappeared times. That’s right, this train line doesn’t exist anymore. The path has been cut between Poland and Slovakia, and the train line suppressed for economical reasons. Thirty-seven people, from different countries, different generations and even different interests confronted the complexity of the European Condition all along this experience to recognise a common desire. What you can see here is the articulation of an ensemble of convictions. It’s born by our conviction: artistic processes can create concrete facts within the society. It has been extended by the convictions of the partners believing that the creation of affective and professional links is the key for a sustainable construction. In the end, it has been given a concrete expression by the conviction of the participants, for whom the individual is essential for any common construction.

Szliśmy. Tak, szliśmy. Dołączyliśmy do dziesiątek opowieści, które przez wiek cały łączyły Bukareszt i Warszawę linią kolejową Silesia Cracoviana Karpathy. Udaliśmy się w podróż przez miasta Europy ŚrodkowoWschodniej słuchając historii o zjednoczeniach i podziałach, migracjach, czarnym rynku, wspólnych terytoriach i zmianach. Spakowaliśmy ze sobą pragnienia ludzi, którzy poznali tę linię, z której pozostały zaledwie pamiątki szczęścia i żalu. To wszystko przeciw prymatowi ślepej i pragmatycznej wydajności. Wszystko, aby oddać miejsce przeżytym istnieniom i zaginionym czasom. Linia nie funkcjonuje już bowiem. Trakcja została zerwana na granicy pomiędzy Polską i Słowacja, a pociągi zawieszone z uwagi na opłacalność. Trzydzieści siedem osób z różnych krajów, różnych generacji i o różnych zainteresowaniach skonfrontowało się ze złożonością kondycji dzisiejszej Europy, aby rozpoznać wspólne pragnienie. To, co wynikło z tego spotkania jest próbą artykulacji całokształtu przekonań poszczególnych jednostek. U jej podstaw stoi nasza wiara, że działania artystyczne mogą doprowadzić do konkretnych zmian w społeczeństwie. To samo przekonanie dzielą nasi partnerzy przeświadczeni o tym, że kreacja sieci połączeń i relacji jest kluczem do stworzenia wytrzymałej konstrukcji. Koniec końców esencją tejże konstrukcji będzie jej podstawowa jednostka – indywiduum. Wystawa w Małopolskim Ogrodzie Sztuki jest drugą z serii czterech ekspozycji otwieranych przez nas w Budapeszcie, Krakowie, Koszycach i Bordeaux. Śledzi ona doświadczenie przekraczania Europy Środkowo-Wschodniej. Trasę odtwarza wybór dzieł, które przybliżają kwestie połączenia rozumianego symbolicznie, metafizycznie, kontekstualnie, faktograficznie czy konkretnie.


Przeciez lubimy granice

But We All Like Borders Anyway

All this mess about entente, pressure about Cała ta zabawa w porozumienie, presja na collectiveness of thought, struggle against wspólnotowość myśli, zmaganie się ze stereotypami stereotypes and attempt to cordon off from the i próby odgrodzenia się od myślenia o podziałach idea of divisions starts to resemble a very distant, zaczyna przypominać bardzo odległą, wygrzaną bathed in Central European’s sun, utopia. w środkowoeuropejskim słońcu, utopię. After a week of etymological researches of the Po tygodniu spędzonym na poszukiwaniach words „entente” and „comprehension”, after etymologii słów „porozumienie” oraz „rozumienie”, the attempts of decomposing the essence, “the po próbach zdekomponowania ich istoty, meaning”, on the first one, I imagine „znaczenia”, myślę teraz o procesie wspólnej a process of mutual communication as some kind komunikacji jako pewnym rodzaju fali. Wyobrażam of a wave. I imagine a drawing. A perfect sobie rysunek. Doskonałe porozumienie entente is determined by a steady graph. That’s przedstawia wykres stałej. To, co jest najbardziej what is the most interesting about the wave is interesujące w zjawisku fali, to nagłe dystrakcje. their sudden distractions. Collisions and crushes. Kolizje i zderzenia. Wszystko to, co odciąga Everything that puts us away from the utopia. nas od utopi. Jest taka gra, w której stawką jest There is a game where disorder is at stake. nieporządek. W grze chodzi o idiomatyczną The game is about idiomatic plays of words, zabawę słowami, niedorozumiany ton, trochę about unread tone, a little bit ironic, about all ironiczny, o wszystkie zmienne amplitudy. Nagle fluctuations of the amplitude. okazuje się, że w projekcie o porozumieniu, to MY Suddenly it occurs that in a project about jesteśmy (z nami samymi i relacjami wobec innych) entente, WE are (with ourselves and in relations tematem projektu. Znajdujemy się w środku koła. to the others) the subject of the project. We are Presja na tworzenie porozumienia w bardzo inside the circle. specyficznej grupie ludzi wywołuje jeszcze inne The pressure of creating an entente in a very pytania. Jak bardzo zorientowani na siebie są ci, specific group of people rises up other questions. którzy chcą budować porozumienie? Gdy tylko How much inward-oriented are those who want tworzymy silne „MY”, automatycznie pojawiają się to build an entente? As soon as we create a „INNI”, ci którzy nie są w środku, którzy „nie są strong “WE”, automatically the “OTHERS” appear, z nami”. Właśnie tak powstają granice. those who are not inside, those „not with us”. Wstyd to przyznać, ale większość ludzi silnie This is how the borders are made. potrzebuje granic. Czasem chcemy tylko zbudować It is a shame to admit, but most of people mury naszego domu, ale od czasu do czasu, strongly need borders. Sometimes we only want opierając się na granicach, budujemy naszą to build the walls of our house, from time to time, tożsamość, innym razem potrzebujmy po prostu basing on borders we build our identity, other ramy, przez którą wychodzimy na zewnątrz, w mniej time we just need a frame, through which we go lub bardziej szaleńczym geście. Jest taka gra, to the outside, as more or less frantic gesture. w  której stawką jest nieporządek. W grze chodzi There is a game where disorder is at stake. The o idiomatyczną zabawę słowami, niedorozumiany game is about the idiomatic plays of words, ton, trochę ironiczny, o wszystkie zmienne about the unread tone, a little bit ironic, about amplitudy. Chodzi o małe nieporozumienia. all fluctuations of the amplitude. About little Czemu dzieci lubią bawić się głuchy telefon? misunderstandings. Ponieważ nieporozumienia tworzą inne pokłady Why do kids like to play Chinese whispers? znaczeń, całkowicie nową rzeczywistość. Bo jest to Because in there, the misunderstanding creates dobra zabawa. other layers of meanings, a completely new reality. Because this is good fun. Barbara Nawrocka, Dominika Wilczyńska

7


Przekraczanie wywiad z Marta Jonville Valérie de Saint-Do

Performerka, w taki sposób najłatwiej zaklasyfikować działalność Marty Jonville jako artystki. Pasują do niej ponadto jeszcze inne określenia: nauczycielka, menadżerka stowarzyszenia, kierowniczka projektu… Takie klasyfikacje nie ułatwiają życia, a jeszcze trudniej uczynić je zrozumiałymi dla kogoś z zewnątrz. Mimo to, dla współzałożycielki Mechanizmów porozumienia, wszystkie te etykiety należą do tego samego artystycznego i politycznego procesu. Słowo performans, zastosowane wobec jej działań, być może należałoby rozumieć w sportowym znaczeniu! Określasz siebie jako performerkę? Ten projekt, ta podróż jest performansem; wymyśloną razem z Tomasem przestrzenią refleksji, która miała na celu zaproszenie artystów do podróży przez Europę Środkowo-Wschodnią. Obszar intelektualnie i politycznie bogaty, który wciąż pozostaje raczej nieznany dla Europejczyków z Zachodu. Z drugiej strony wierzę, że sztuka powinna być silnie związana ze społeczeństwem i ludźmi. W trakcie tej wędrówki, obok poezji i wtajemniczenia przez podróż, znaczenie polityczne tej linii kolejowej zapewniało nam kontakt z rzeczywistością. Artyści zostali zaproszeni do przemyślenia jej znaczenia. Moim zdaniem zniknięcie tej linii pokazuje, w jaki sposób współczesna polityka ekonomiczna niszczy wszystko to, co mogłoby posiadać prawdziwy sens. Czy performans jest czymś, co można powtarzać? Niektórzy artyści, tak jak baskijski performer Esther Ferrer, teraz 70 latek, mogą powtarzać swoje performansy przez 40 lat i pozostają one wciąż istotne i doskonałe. Nie można podporządkować performansu jednej definicji. Możesz znaleźć prawie tyle definicji tego słowa, ile jest performansów. Dla mnie, w ramach Mechanizmów porozumienia, performans znajduje się na samym szlaku kolejowym; to jest ścieżka tworząca projekt w przestrzeni i czasie. Skąd wzięła się potrzeba wykonania w Plaveczu i Warszawie performansu Mechanisms for a tent*? Myślę, że sama podróż z Bukaresztu do Warszawy jest dziełem sztuki. Każdy uczestnik był performerem albo projektantem tej podróży. Po jej rozpoczęciu, moją rolą i Tomasa było ułatwianie wielu rzeczy, jak tylko to możliwe. Byliśmy łącznikami i tworzyliśmy udogodnienia, wspomagaliśmy każdego, aby miał jak najlepsze warunki do pracy. Jednak niektórzy uczestnicy kwestionowali moją praktykę artystyczną i prosili, abym pokazała podczas wyprawy moje „dzieło sztuki”. Byłam zaskoczona tym żądaniem, dlatego Mechanisms for a tent było rodzajem ironicznej odpowiedzi, w formie dosłownego i formalnego żartu, na pytanie: „w jaki sposób możemy razem zbudować wspólny europejski dom?”. Przed oczami miałam obraz Los indignados („Oburzonych”) na La Plaza del Sol w Madrycie, ich próbę stworzenia rzeczywistej demokracji oraz ich obozowisko wypełnione tego rodzaju małymi namiotami. Poprosiłam uczestników z każdego kraju, aby pomogli mi w budowaniu tego nietrwałego schronienia. * Dosłownie „Mechanizmy dla namiotu”, gra słów możliwa w języku francuskim i angielskim, ze względu na wymowę, której nie można oddać w języku polskim – przyp. tłum.

8


I jestem bardzo zadowolona, że ludzie różnej narodowości wzięli w tym performansie udział. Tak jak kolejowe szyny dzielące wszystko na pół są metaforą katastrofy polityki neoliberalnej, tak namioty mogły być metaforą kruchości tej konstrukcji. Kubo Pišek pracował także nad instalacją interaktywną, zainspirowaną naszymi dyskusjami, używając dwóch umieszczonych naprzeciw siebie noży, które, gdy je się dotknęło, wydawały dźwięk brzęczącego ostrza. Rzekomo przedstawiało to nasze rozmowy, które Kubo uważał za bezproduktywne (w tej kwestii nie mogę się z nim zgodzić). Jednak użycie tej instalacji w trakcie performansu miało swoje znaczenie. Beáta Kolbašovská użyła jej jako muzycznego instrumentu, gdy my tańczyliśmy z namiotami. Dodam jeszcze, że stała za tym również chęć współpracy ze słowackimi artystami, których znam od siedmiu, pełnych twórczej wymiany, lat! Jest to pewnego rodzaju kontynuacja i mam nadzieję, że będą miały miejsca jeszcze inne… podczas tego projektu. W czasie projektu, który ty opisujesz jako performans, czasami czułam, że może on wyglądać jak sztuka chodzenia po linie! Projekt został przez Ciebie i Tomasa ściśle przemyślany i napisany już dawano temu. Aby przejść przez niego, zarazem nie zostać spętanym rolą dyrektora artystycznego projektu, w zamyśle sugeruje, że byłaś gotowa na przyjmowanie wszelkich ingerencji czy rozbieżności… Tak, ale także stawiało nas to w trudnej sytuacji. Naszym celem była inicjacja wspólnego myślenia i konstruowania. Musieliśmy skonfrontować się z różnymi typami wyzwań: nasza rola w projekcie jako artystów była podważana, podobnie jak nasza pozycja jako autorów samego projektu, czy zdolność do kuratorowania nadchodzącej wystawy. Domagaliśmy się uznania tych trzech ról i trzymaliśmy się ich, tak jak zostały na początku one opisane. Ale ta potrójna funkcja wywoła wiele pytań, często zasadnych, jak tylko mogliśmy, odpowiadaliśmy na nie w czasie trwania warsztatów. Kwestionowanie przestrzeni pracy, przestrzeni wspólnotowej, zarysowywanie pola gry, powiększanie go i ograniczanie, wytyczanie granic i ich przedefiniowywanie, wszystko to jest częścią procesu, który zapoczątkowaliśmy. Musieliśmy odpowiedzieć na te pytania, zarazem utrzymując samą oś projektu. Czasem czułam się jak w środku politycznej walki o władzę! Nasze umiejscowienie jest tak samo osobliwe dla instytucji, które rzadko mają do czynienia z  zarządzaniem projektami podobnym do tego, jak i dla samych artystów, którzy oczekują od nas konwencjonalnej i autorytatywnej formy profesjonalizmu, jakiej nie chcemy stosować. Ostatecznie wszystko poukładało się samo. Nasza potrójna funkcja koresponduje, w moim przypadku, z dwudziestoletnim doświadczeniem pracy w takich instytucjach jak Pola, Bruit de Frigo, Zébra 3 i PointBarre. W przypadku Tomasa, myślę, że jego doświadczenie pracy w filmie nauczyło go współzależności. Nie mogę postrzegać sztuki inaczej niż wymiany, obiegu, spotkania, łączenia. Przestrzeń, taka jak Mechanizmy porozumienia, daje możliwość wzajemnego oddziaływania z tym, co cię otacza. Lubię myśleć o tej przestrzeni kreacji, jako podobnej do niematerialnych form, poruszających się i autonomicznych. Cytując Foucault, powiedziałabym, że próbowaliśmy stworzyć przestrzeń zdeindywidualizowaną, „poprzez zwielokrotnianie i przemieszczanie urządzeń w różnych kombinacjach. Grupa nie musi być organicznym ogniwem jednoczącym zhierarchizowane jednostki, ale ciągłym wytwórcą deindywidualizacji”. Jestem artystką, zarazem nie wiem, czym jest bycie artystką. Myślę, że uczestnicy zostali skonfrontowani w tym samym czasie z pewnego rodzaju porządkiem – sam projekt jest dość sprecyzowany – zarazem z wielką wolnością wewnątrz tego porządku. Czasem jednak pragnienie subwersji jest kuszące… Każdy jako uczestnik patrzył na projekt ze swojej perspektywy. Różne punkty widzenia różnicują się, co powinno zostać wyrażone, ale często przybierały postać narzucania kierunku. W projekt zaangażowane było 45 osób o 5 różnych narodowościach, nie trudno więc było spotkać się ze sporami, rozbieżnościami czy nieporozumieniami. Niektórzy odeszli, inni powracali. My jednak nigdy nie postrzegaliśmy siebie 9


jako zwierzchniów nad grupy, ale jej część. Może inni uczestnicy nie nastawiali się od początku na tak sprecyzowany wątek jak ten, który zaproponowaliście? Polityczne, terytorialne i społeczne wątki zostały przedstawione uczestnikom przed i w trakcie rezydencji w Krakowie. Dwumiesięczny warsztat stworzył warunki do spotkania między uczestnikami i ludźmi, których poznawaliśmy w czasie podróży, w szczególności mieszkańców Plaveczu. Każdy z nas musiał znaleźć swoje miejsce i poszukać sposobów, w jaki może pracować. Trwało to chwilę, odbyło się wiele dyskusji o tym, „co my tu robimy?”, „czego od nas oczekujecie?”, pytania na które mogliśmy tylko odpowiedzieć: „rozejrzyjcie się wokół siebie, nie spieszcie się, poznajcie się nawzajem, nie oczekujcie od nas rozkazów, nie wydamy wam żadnych. My określiliśmy pole, teraz od was zależy, jakie gry stworzycie i jakie będą ich reguły”. Walczyliśmy o długość tego projektu, aby mógł trwać dwa lata, ponieważ uważaliśmy, że takie badania wymagają czasu. W końcu 5 tygodni w Plaveczu to dość krótki czas, aby odkryć i przejść się po terenie, porozmawiać z ludźmi. Obecnie artyście zazwyczaj są zapraszani do realizacji projektów, które powstały w White Cube’ach, takich samych jakie można znaleźć w Paryżu, Berlinie, Tokyo, Bordeaux, Montrealu czy Nowym Jorku. Te same księgarnie, te same wydawnictwa, te same wystawy i te same toalety. Z tej perspektywy, przestrzeń pracy stworzona w kinie Plaveczu wydaje mi się interesująca. Miejsce jest wypełnione historią. Żółte ściany mógłby być już samą wystawą. To miejsce, Kulturny Dom, było otwarte dla wszystkich. Dwa, trzy razy w tygodniu na próby przychodziły zespoły z Plaveczu. Dzieciaki z wioski przychodziły tam co wieczór, wahając się między sympatią i ciekawością, a nastoletnimi, niedojrzałymi prowokacjami. Pracowaliśmy tam, pokazywaliśmy nasze pracę, robiliśmy imprezy, graliśmy muzykę, śpiewaliśmy, tańczyliśmy, kłóciliśmy się, krzyczeliśmy i kochaliśmy się… Poza Kulturnym Domem była też cała miejscowość, w której angażowaliśmy się w różnego rodzaju działania i propozycje. Na stacji kolejowej, nad rzeką, jeziorem, w kafejkach, lesie, na polu, czy wzdłuż linii kolejowej do Muszyny, po polskiej stronie, prawie zawsze w związku z mieszkańcami Plaveczu. Uczestnicy projektu rozproszyli się po całej wiosce. Zderzenia i kolizje między nimi były interesujące. W tej pracy chcieliśmy połączyć sztukę z kulturą, historią, polityką i społecznością. Stworzyliśmy platformę dzięki której różne rzeczy mogły się wydarzyć. Wreszcie, Mechanizmy porozumienia to również rzeźbą społeczna. Możliwość otwarcia się na nowe związki ze światem nie istniałaby w ograniczonych przedziałach czasowych. Opuszczając to miejsce (mam na myśli projekt i Polskę) nie będę już taka sama, prawdopodobnie taka zmiana dotyczy też innych uczestników, co już samo w sobie jest sukcesem. Teraz zobaczymy, co stanie się z linią kolejową. Wciąż mamy osiem miesięcy przed zakończeniem projektu, przewidzianych jest osiem odrębnych wystaw, katalog i film. To jeszcze nie koniec!

10


The Crossing Interview with Marta Jonville by Valérie de Saint-Do

As an artist, Marta Jonville is easily labelled a performer. But she accumulates the labels: a teacher, an association manager, a project director... Not easy to live with and not very easy to make it understandable to the outside. Yet, for the cofounder of Mechanisms for an entente, all these labels belong to the same artistic and political process. The word performance applied to her is maybe to be taken by its sporty meaning! Do you call yourself a performer? This project, this journey is a performance; a reflection space imagined with Tomas, in order to invite artists to travel through a Central-East Europe, an intellectually and politically rich and interesting area, which remains rather unknown for western Europeans. On the other hand, my belief is that art should be strongly connected with society and people. In this journey, aside the poetry and the initiation by travelling, the link to reality comes from the political meaning of this train line. Artist are invited to think about its meaning. For me, the disappearance of this train line reveals how contemporary economical policy is destroying all that could make real sense. Is it possible to repeat a performance? Some artists like the Basque performer Esther Ferrer, aged 70 now, can repeat their performances during forty years and still remain relevant and excellent. Performances can’t obey a single definition. You can nearly find as many definitions of « performance » as there are performances. To me, in the frame of Mechanism for an entente, the performance is within the railway itself; its path creates a project in space and time. Where does the desire of the performance Mechanisms for a tent, showed in Plaveč and Warsaw, comes from? I think that the journey form Bucharest to Warsaw is an artwork by itself. Every participant was a performer or a designer in it. After having conceived this journey with Tomas, our personal part was to make things as easy as possible for everybody, to be facilitators and a link, to help everybody to work in the best possible conditions. But some participants questioned my own artistic practice and asked me to show a « piece of work » during the trip. I was surprised by this demand and Mechanisms for a tent is a kind of ironic answer, as a formal and literal joke: « how can we build our European house together? I got this picture of Los indignados on La Plaza del Sol in Madrid, their attempt of real democracy and there camp full of this kind of little tents. I ask participants form each country to help on the building of this precarious shelter. And I am very happy that people from each nationality took part in it. As the cut-in-two train line is metaphorical of the disaster of neoliberal politics, the tents could be metaphorical of the fragility of this building. Also, Kubo Pišek had worked on an interactive installation inspired by our discussions, using two knives face to face, which makes the noises of swords when you touch them. It was supposed to represent our 11


discussions, which he found unproductive (I don’t quite agree with him on this point). But to use this installation for this performance had a meaning. Beáta Kolbašovská used it as a musical tool while we were dancing with the tents. Lets add that I wanted to interact with the Slovak artists that I’ve known for seven full of productive exchanges years! It is continuity and I hope that there will be some other extensions in this project... In this project, which you’re describing as a performance, sometimes I feel that it could look like the art of the tightrope walker! The project was precisely thought of and written a long time ago by Tomas and you. To let it go through a performance and to refuse to be enclosed in the artistic director role suggests that you were ready to welcome interferences and deviations... Yes, and it put us in some difficult situations. Our goal was to initiate a collective thinking and building. We had to confront several types of challenges: our part as artists was questioned, as our position as authors of the project and our ability to be curators for the exhibitions to come. We asserted and we went on keeping our three parts as they were described from the beginning. But this triple function has raised many questions, which is justifiable, and we answered as we could during the whole workshop. To question the working space, the collective space, to draw the game field, to enlarge it, to reduce it, to draw some limits, to redefine those limits, all that is part of the process that we initiated. We had to answer to those questions while keeping the axis of the project. I often felt as shaken as a plum tree! Our position is unusual either way for the institutions, which don’t see very often artists managing projects like this, and for the artists themselves who expect from us a conventional and authoritarian form of professionalism that we don’t want to perform. Finally things set up by themselves. Our triple function corresponds to a 20 years experience within the organisations Pola, Bruit du Frigo, Zébra 3 and PointBarre for me. For Tomas, I guess his experience in cinema taught him to work in interdependence. I can’t conceive art otherwise than in exchange, circulation, encounter, linking. A space like Mechanisms for an entente gives the opportunity to interact with its environment. I like to think these creation spaces like immaterial forms, moving and autonomous forms. Quoting Foucault, I would say that we try to create spaces of deindividualization “by multiplication and displacement, the arrangement of different combinations. The group doesn’t have to be the organic link that unifies hierarchized individuals, but a constant generator of “deindividualization”. I am an artist and I don’t know what is to be an artist. I think that the participants have been confronted in the same time to some kind of an order –the project is precise– and to a big freedom inside the order. Sometimes the desire of subversion is tempting… We had points of view on the project, as participants. Different points of view differ, that should be expressible, but often it has been perceived as a direction directive. Within a project that involved 45 people of 5 different nationalities it is normal to find divergences, debates, misunderstandings. Some left, others came back. We never considered ourselves on the top of the group, but as a part of the group. Maybe the other participants didn’t set from the beginning a theme as precise as that? The political, territorial and social theme has been presented to all participants before and while their residency in Krakow. The two-month workshop has created encounters between the participants and with the people that we met during the trip, particularly with the inhabitants of Plaveč. Each one of us had to find his/her place and look for a way to work. It took a while, lots of debates, “what are we doing here?”, “what do you expect from us”, questions to which we could only answer by: “look around you, take your time, get to know each other, don’t wait directives from us, we won’t give any. We conceived a 12


field, to you now to create the games and their rules”. We fought for the length of this project, two years, because we consider that research needs time. Finally, five weeks in Plaveč is quite short to discover, walk around the territory and discuss with the people. These days, artists are usually invited to achieve projects conceived in advance in White Cubes, the same we find in Paris, Berlin, Tokyo, Bordeaux, Montréal or New York. Same bookshop, same selling publishing, same exhibitions, same artists, same toilets. The working space created in the cinema of Plaveč seems to me interesting from that perspective. The place is loaded of history. The yellow walls, it could be the exhibition itself. That place, the Kulturny Dom, was open to everybody. The singing bands from Plaveč came to rehearsal two to three times a week. The kids from the village were in front of the place every evening waving from friendship to curiosity and teenage prepubescent provocation. We worked in there, showed our works, made parties, played music, sung, danced, debated, yelled, loved… Beyond the Kulturny Dom is the whole village that we invested through different actions and propositions. The train station, the river, the lake, the fields, the cafes, the forests, the rails up to Muszyna in Poland, and nearly always in connexion with the villagers. The participants were spread all over the village. The collisions were interesting. With this work we try to link art with culture, history, politics and society. We have created a platteform were different things could happen. Finally Mechanisms for an entente is also a social sculpture. The possibility to open to new relationships to the world wouldn’t exist in a reduced laps of time. Departing from here (here I mean the project and Poland) I won’t be the same, it’s probably true for each participant, that would already be a succes by itself. Then, we will see what happens with the train line. We still have eight months work before the end of the project, there’s five different exhibitions previewed, a catalogue and a film. It’s not over!

13


za er ud ci i– śc noś o l k gó u ęd Pr zcze lęd h s c zg ki W e w m, z yb sk. z ta e ą S tni zni mię , ej c o a l l P łą nu Ko ich wy n). ndy , V, o n ta ach gn Lo , że TG ci h i owi Avi do m ś ta c w yc tk no ól imn pus ład jadą mię we g o a e , z na rzyk im, ). P olej cz sz ych ne k r p n az a a e ł w a or wa (na u, z rost acj – c m o t i m m , s ncj ię ud ast em Eu ie ąg zaje ły zb mi la t eń tach Fra ie s i z s e oc od ta ów ięć yc ąc ia oł ę p e: r zos ntr m yć w ozb cje p p d e h a e c b p c c ia r ja or e st ji śc zcz nny ało nie tó e z w a c e k i ń s d , , ś i z n e yn ła an h w tka a do j Fr owe jac owa wad dy j ielu acz w ągó c o a e t j c z c i d S ło w e sp e, y w ole sta yob żu wt k w ych i by poc h y wi c j r ed ę k na o w a r ł i y o c h j ó t a k i si ste cie P ,k kt sta nyc by tak ra ie i i m y i, ow ze stał zyw ow rd w (nie ch, udz acji noc am w K szc a k r s e y hl o ę s ie oc cał ow iej ar m ąt m N cj ai u Cal iesi nyc ren mn la n sta Buk dy czy być V, ż d d ka to, dz om ów az TG re do to na o w j ię nia Ga em ezd cel cor mi am Za ie s i ył m s a we ł n e a eb jo m daj ącze na gie h o la b m z jest ejsc i h e l n c ą c ł y d i ji ko m, wy po am oci lata em m zyje dob dn ał p w i r je anc mi y ie o r n p na P sp m . że Fr ity ie y tu wan k ała aux e , k i d n a ę by e z j ie as w ro ru wy ow am Va sz rde ow st m i. K w cz lér ch ięt ie, ru a m o a s t r ie f B m iśc ies ośc oz m a es de n r j i w  wały . Pa n w n y Sa n o ą j y i n j e n y z int c e s i z i ć e i c ą b e c c y n j c -D i n i e ś a b ę Rz u n d n i o o s e w e o i h g e w y o z . c ł r h n j z r i a e e c h e p t t t ł , a n s ic y a n r ę i m e -Z w ze si , et od owo dzo tore iest ędy pr ietr am m ł ł r k k n z N b u j. a e d i  cz e, Śro y b dyr h). że się po Clu iści , c , m i ą e ś o k d i w zyw opi ieli da e ul ńs teg r c j , m m C mu ć y O Eu m ac le Ru ewa liśm st i w czy i o i i że ad, le dz łn an o m (Ko spo ope o, kł  z E g zy te R cie y p pr mi F e C m czy a ta oż n nk a e m r u ć ó ą p dl , kt ikn i we un lejo aną ym i, t ow ludz ko zos zd po eja z h do pr cyc ob imi ry k ja po j te ły. by 14

ji

stac


on to Stati

in ta tim v e Ec fo th I sm sta str Sp (E ag s c to Ir fo in of It Bu ho th ca r ry at t’s ee ially tio uc r o, leep ity Fr ke e a is e e m ur n s k c C d an ha par ll, a be ns k in cen the th ’t h FR a c har pita sta eep mem hom an ost t h c f v b t g tio e , E ha ro el es tra lit I te TG e b ic Tr e T e ha y el y ci ar w fore be th st p i z t u r l y m a n – n e e in le wh s em r ra tie e ve h an . W la in GV V as e s ss n t ng op ano ng t )– , ( spe co en b rly no aki Gar (in an pe s, i be at aw hat e, d in he hav in e H i n A n l o n e n u e t t o o g d c hu ig g bv h C on ilt i Cl I o pl I w ce ay. d vig ne h a m tha uld f co ch me e r e the n u e tra u N non ctio in iou am en ase In an ur uj. tt se a e : w o a 8 s i n a – fa ft ns 0 se h d tt l he i k , o pl w p t o n i o ’ i c fo rd to t h , ay o –a m s, t hen ac m n t ai nd th o b t, w e g m es mis s in r in estr an the rp ). o C be he e of e e o ’ I s s of tak ode the a o a a r g a s ra ta h Pa tra es v rn n nge lan tat rts ilw we ave ls o un ailw rem lais r ize ery em ird ay ft ns we to ay on is t ce). d f ds, ion . l e it s h m be o s st st I r or th inte m we th a at at plac s a e s be em m nly io r th y w nty ey de e ra res io nd ta m e t n t n ti at fiv em he ay i ha wil le ion ore u in for e l b lwa ng i b ve an sed n B to Kr str ss n re ye er be e a y in dis L o n d a a a t i c o v r n gh ov en fr ko rs us oi de n m ob a w, ge t . de ast s o au don e ru ion I f me tra tion re d, a x i sh , a el in we an ctu w t t etin ns s d r Fr elte in as ak gs th e in had a p r en n F at r a w ec ra ce C ,f ye nd n i or en ith ar pr ce, sely . in tra the s e an st l ba ca an -Ea tec ck rio d st hn ce .A u ,r Eu ic si s ai n lw rop al d i ay e r st . Bu ect at or io t y ou ns wi ll

on

st ay

Stati

15


Podróz z szeroko otwartymi oczami

K

iedy podróżuję, mury miast, kościoły i  minarety, kawałki ostro ciosanych kamieni przemawiają do mnie i opowiadają swoje historie, gdziekolwiek znajdę się w Europie. Czułem się tak w chwili, gdy z wagonu metra pierwszy raz miałem okazję zobaczyć katedrę Notre-Dame w Paryżu czy też w Istambule w trakcie zwiedzania Hagia Sophia. W jakiś sposób wierzę, że jeśli ktoś nie dowiedział się o historii miejsca lub okolicy, którą zwiedza, to niemal pozbawiony jest wzroku i uwagi. To jak szukanie czegoś na ulicy po omacku. Rzućmy zatem okiem na okolicę. Na przykład, czy wiedzieliście, że sto lat temu moglibyście spacerować główną ulicą w Koszycach tylko po wybranej stronie, w zależności od waszego społecznego statusu? Albo to, że cudowna dolina, którą odwiedziliśmy, aby przejechać się kolejką parkową, była kiedyś popularnym miejscem na pikniki i wypady weekendowe dla bogatych rodzin z Koszyc? W tamtym czasie nazywano tę okolicę „Csermely” (Cermel), co po węgiersku oznacza mały strumyk. Ładne, naśladujące dźwięk słowo /ˈ͡tʃɛrmɛj/, nieprawdaż? Była to też ulubiona okolica dobrze znanej i  zamożnej rodziny Grosschmiedów, których przodkowie byli po części niemieckim Sasami i węgierską szlachtą. W 1900 roku, w ich rodzinie na świat przyszło dziecko: Sándor Grosschmied. Miał stać się później jednym z najważniejszych węgierskich pisarzy, znany raczej z przydomka artystycznego jako Sándor Márai (11 kwietnia 1900 – 21 lutego 1989). W Koszycach, nazywanych w jego książ-kach Kassa, miałem okazję odwiedzić muzeum jego pamięci, na nowo otwarte w ramach programu Koszyce 2013 Stolica Kultury. Jako pisarz reprezentował mieszczańską klasę średnią, z jej silną europejską i chrześcijańska tożsamością. (Nie zapomnijmy – „klasa średnia” oznaczała w tamtym czasie o wiele mniejszą i stosunkową bogatszą warstwę społeczną). Jego najsłynniejsza książka, 16

Wyznania patrycjusza, mówi bardzo wiele o codzienności, stylu życia i wykształceniu tej klasy, w szczególności mieszkającej w Koszycach. Co więcej, jego dzieło wykraczało poza jego własne pisarstwo. Był pierwszym tłumaczem Kafki na węgierski, wieloletnim przyjacielem Tomasza Manna. Będąc z  usposobienia kosmopolitą, bardzo wiele podróżował; mieszkał w Budapeszcie, Berlinie, Frankfurcie, Paryżu, we Włoszech, pod koniec życia w Stanach Zjednoczonych. Traktowany przez reżim komunistyczny jako pisarz dekadencki, został zmuszony do emigracji w 1948 roku. Nigdy już nie powrócił do Węgier i Koszyc.

Nazwiska i bracia Márai musiał zmienić swoje nazwisko, gdy jego ojcu, znanemu

prawnikowi

i

wysokiemu

państwowemu

urzędnikowi, nie spodobał się pomysł na to, aby jego syn został pisarzem lub dziennikarzem – czyli kimś z niższej klasy. Młodszy brat pisarza zmienił nazwisko również z tego powodu. Został reżyserem filmowym, znanym jako Géza Radványi: jego jednym z najbardziej rozpoznawalnych filmów jest Valahol Európában (Gdzieś

w Europie / Quelque part en Europe, 1948), opowieści o nieszczęściach dzieci porzuconych po II Wojnie Światowej.

László Milutinovits


Travel wide-eyed

W

hen travelling, city walls, churches and mosques, pieces of roughly carved stones talk to me and tell stories wherever I am in Europe. It felt like that in the moment when from a metro wagon I first had the chance to see Notre-Dame in Paris or also in Istanbul upon visiting the Hagia Sophia. If some way I believe that if one fails to learn about history of a place or landscape which he or she visits, he also fails to see and to notice. It’s like poking about for something in a street blindfold. Let’s have a look around, then. For example, did you know that hundred years ago in the main street of Kosiče you could only stroll along on certain side, depending on your social status? Or that the lovely valley we visited to take the children railway, used to be also a popular weekend and picnic site of the rich families from Kosice? That time they referred to it as ’Csermely’ (Cermel), which means a tiny watercourse in Hungarian. Nice, sound-imitative word/ˈ͡tʃɛrmɛj/, isn’t it? It was also the favourite site of the well-known and well-to-do Grosschmied family, whose ancestors were partly German Saxons and also ancient Hungarian nobles. In 1900, a new baby was born in the family: Sándor Grosschmied, who later became one of the most important writers of Hungary, rather known by his artist name Sándor Márai (April 11, 1900 – February 21, 1989). In Kosiče (called Kassa in his works) I had the chance to visit his memorial museum, which was reopened in the frame of the Kosice 2013 Capital of Culture program. As a writer he is a representative of the bourgeois middleclass, with a strong European and Christian identity. (Don’t forget – ‘middle class’ meant a much smaller and relatively rich and illustrious social class that time.) His most famous work, the ‘Confessions of a middleclass citizen’ tells a lot about the everyday life, lifestyle and education of this layer of

the society, with special regard to Kosiče. However, his work is much more than this. He was the first translator of Kafka to Hungarian, and was a friend of Thomas Mann. Being a cosmopolitan character, he travelled a lot, and lived in Budapest, Berlin, Frankfurt, Paris, Italy, and later on in the USA. As his works were considered decadent by the communist regime, he had to live in exile from 1948, never to return to Hungary or Kosice.

Names and brothers. Márai had to change his name as his father, a prominent lawyer and state officer did not like the idea of him becoming a writer and journalist – thus, low-class. His younger brother also changed his name for the same reason, and became well-known as a film director: Géza Radványi’s most famous piece is Valahol Európában (Somewhere in Europe / Quelque

part en Europe, 1948), which focuses on the misery of abandoned children after the World War II.

17


Polska – tozsamosc symulakryczna, tozsamosc fantomowa wywiad z Janem Sowa Valérie de Saint-Do

Będąc jednym z kilku głosów na nielicznej, radykalnej lewicy w Polsce, Jan Sowa, brał udział w wielu spotkaniach w ramach Mechanizmów Porozumienia. Zainspirowany między innymi marksistowskim dziedzictwem szkoły frankfurckiej, myślą Foucaulta, Deborda, Bourdieu, Fernanda Braudela, Immanuela Wallersteina i Slavoja Žižka, ten młody socjolog z Warszawy zajmuje się polityczną krytyką kultury (literatury i sztuk wizualnych) i badaniem współczesnych ruchów politycznych, takich jak Occupy Wall Street. Jego ostatnia książka Fantomowe ciało króla bada mroki zbiorowej nieświadomości. Z pasją dekonstruuje oficjalną historię Polski oraz – przy okazji – Europy Środkowej, burząc jej mity założycielskie. Rozkłada je na czynniki pierwsze, ryzykując ataki ze strony rojących sny o potędze prawicowych populistów i nacjonalistów. Pana książka dekonstruuje mit kraju wiecznie gnębionego przez Niemcy i Rosję. Czy kwestionowanie tego dominującego przekonania oznacza również podważanie tabu narodowej pamięci? Moim celem było krytyczne przepisanie polskiej historii, którą analizuję w kontekście wzajemnych wpływów między różnymi częściami kontynentu europejskiego. Próbuję pokazywać, jak rozwój wschodu kontynentu powiązany jest z jego zachodem, sięgam po teksty Fernanda Braudela i amerykańskiego socjologa Immanuela Wallersteina. Wykorzystuje również współczesne narzędzia teoretyczne, np. koncepcję „rozumu populistycznego” i Lacanowską psychoanalizę w interpretacji Slavoja Žižka. Począwszy od XV wieku Europa Środkowa zaczęła podążać w całkowicie odwrotnym kierunku niż Europa Zachodnia, a więc nie w stronę demokracji parlamentarnej i nowoczesnej organizacji państwa. W tamtym czasie Rzeczpospolita Obojga Narodów, złożona z Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, była największą potęgą i najbardziej rozległym krajem – poza Rosją – w tej części Europy. W późniejszym okresie popadła w ruinę, a przyczyn tego upadku przez długi czas dopatrywano się we wrogich działaniach Rosji i Niemiec (w ich pruskiej inkarnacji). Próbuję pokazywać, że de facto jest to wynik problemów wewnątrz kraju oraz struktury społecznej, która uniemożliwiała rozwój miast i utrzymywała niewolnictwo ludności wiejskiej. Pańszczyzna, zanikająca w krajach zachodnich, na Wschodzie się umacniała. Rzeczpospolita Obojga Narodów, niegdyś tak potężna, rozpadła się i zniknęła w XVIII wieku. Nadal jednak istnieje nostalgia za królestwem, które zdominowało tę część kontynentu. Pod tym względem Polska przypomina kraje Bliskiego Wschodu – nie może zdystansować się do własnej, nawet zamierzchłej przeszłości. Cała polityka wewnętrzna i zagraniczna prawicy opiera się na tym micie – zmierza do odzyskania hegemonii Polski w Europie Centralnej, wbrew idei Unii Europejskiej. Jej przedstawiciele mówią: „Po co ściślej integrować się z Unią, gdzie zawsze będziemy płotkami w stosunku do krajów takich jak Francja czy Niemcy, nie lepiej oprzeć się na naszej wspaniałej przeszłości w tej części kontynentu? Postarajmy się odbudować nasze wpływy w sąsiednich krajach!” Ten wpływ można określić mianem kolonialnego. W mojej książce staram się właśnie to pokazywać – relacje Polski z krajami takimi jak Ukraina czy dzisiejsza Białoruś oraz republiki nadbałtyckie okazują się 18


kolonialne. Ta dominacja była mniej brutalna niż relacja między Francją i np. Algierią, polska szlachta narzucała jednak swoją kulturę i materialnie wykorzystywała te kraje na drodze ekspansji militarnej i podporządkowywania sobie ziem uprawnych. Zamiarem polskiej prawicy, realizowanym przez Lecha Kaczyńskiego, jest więc odzyskanie owe sfery wpływów. Przejawiło się to w sposób karykaturalny podczas konfliktu rosyjsko-gruzińskiego w 2008 roku: samoloty Kaczyńskiego i Sarkozy’ego wystartowały w tym samym momencie, lecz Kaczyński bardzo chciał wylądować jako pierwszy, żeby zaznaczyć dominującą rolę Polski w tym regionie! Podkreślam jednak, że jeśli zajmuję się przeszłością, to tylko po to, żeby zrozumieć teraźniejszość. Książka ma pokazywać ciągły wpływ historii na nasze relacje z Unią Europejską, Ukrainą, na postrzeganie mniejszości i na naszą politykę zagraniczną. Czy można porównać tę sytuację do tego, co dzieje się na Węgrzech, gdzie stale odczuwa się nostalgię za czasami imperium habsburskiego i niezgodę na to, żeby uznać stratę niektórych ziem. Co doprowadziło zresztą do władzy reakcyjnego i nacjonalistycznego Viktora Orbána… Historia Węgier jest oczywiście odmienna, lecz pewne aspekty decydują, że Węgry są krajem najbliższym Polsce. Zresztą ważna postać w naszej historii, król Stefan Batory, był Węgrem. Moim zdaniem, kluczowe dla rozwoju nacjonalizmu było jednak skrajnie gwałtowne przejście na gospodarkę wolnorynkową, które dotknęło Europę Centralną na początku lat 90. Trudne były również lata 80., gdy rozpadł się system podtrzymywany przez Związek Radziecki – wolę nazywać go raczej w  ten sposób niż używać słowa „komunistyczny”, gdyż nie sądzę, żeby miał on cokolwiek wspólnego z komunizmem. Koszarowy komunizm, jak powiedziałby Badiou! Możemy nawet mówić o kapitalizmie państwowym. Rozpad tego reżimu okazał się bardzo bolesny i traumatyczny dla większości krajów Europy Centralnej. Jeśli zaś idzie o neoliberalizm, to Loïc Wacquant doskonale pokazuje, że przeciwny państwu dyskurs wolnego rynku, zgodnie z którym wolny rynek jest warunkiem zaistnienia społeczeństw wolnych od władzy, to bzdury. Neoliberalizm wykorzystuje instytucje publiczne jako narzędzie ucisku. Lewa ręka państwa – solidarność, wrażliwość społeczna, redystrybucja – zostawia miejsce ręce prawej – kontroli i utrzymaniu porządku. Dokładnie to wydarzyło się w Polsce i Europie Centralnej mniej więcej w latach 1989-1995. Pod wieloma względami ta sytuacja przypomina niedawne wydarzenia na południu Europy, szczególnie w Grecji. W strategii neoliberalizmu kraje Europy Centralnej zajmują szczególne miejsce – ten region stanowił pewne laboratorium. Doradcą ministra finansów w pierwszym polskim rządzie po 1989 roku był Jeffrey Sachs* (który dziś uważa, że popełnił błąd, do czego nie przyznali się nigdy jego polscy akolici!). Gdy sięgam pamięcią do mojego dzieciństwa, do lat 80., mam dziwne uczucie „déjà vu”. Byłem piętnastolatkiem, gdy system upadł, i mogłem oglądać na własne oczy odpowiednik tego, co dzieje się obecnie w Grecji i Hiszpanii. Chociaż nie wszystko było dla mnie jasne, to moje wspomnienia nadal pozostają żywe i, słysząc rozmowy o tych państwach – o oszczędnościach, cięciach wydatków publicznych i prywatyzacji – mam wrażenie, że historia się powtarza! Podobnie jak w anegdocie o Amerykaninie, który zapadł w śpiączkę na piętnaście lat i gdy obudził się około 2005 roku, orientował się w ogólnej sytuacji, ale nie mógł zrozumieć dwóch szczegółów: „Jak to możliwe, że Bush jest nadal prezydentem i ciągle toczymy wojnę z Irakiem???” [śmiech]. Cenę za tę politykę zapłacili pracownicy, robotnicy i chłopi, którzy utracili kapitał materialny, społeczny i kulturowy. Skutek jest taki, że pojawiły się ogromne napięcia społeczne i potrzeba znalezienia winnych: „Kto powinien za to odpowiedzieć?”. Najgorsze jest to, że w ramach ruchu Solidarność do upadku reżimu znaczniej bardziej niż intelektualiści przyczynili się robotnicy i chłopi, ale to własne oni ponieśli największe koszty. Wygrali ci, którzy, mówiąc kategoriami teorii Bourdieu, posiadali kapitał materialny lub symboliczny – bardzo dobrze poradziły sobie elity i partyjni prominenci! * Amerykański ekonomista, były doradca MFW, jeden z głównych propagatorów – choć nie zgadza się z tym określeniem – « terapii szokowej ».

19


W tej sytuacji może doskonale prosperować skrajna prawica i nacjonalizm… Jest to bardzo podatny grunt na pokusy ze strony populistycznych ideologii. Jednak populizm rozwinął się dlatego, że nie mogła przebić się myśl lewicowa. Każde napomknięcie o redystrybucji dóbr, sprawiedliwości społecznej, równości spotykało się natychmiast z odpowiedzią tego typu: „To już przerabialiśmy, a skończyło się Leninem, Stalinem i gułagami”. Slogan używany przez Thatcher: „There is no alternative” stał się mantrą w odpowiedzi na przekonania zdefiniowane jako choćby tylko „różowe”… Nacjonalizm, który istnieje dzisiaj, jest mieszanką dwóch elementów: nostalgii, fantazmatu wspaniałej przeszłości, gdy byliśmy panami i władcami oraz niedawnej traumy. Nie ma nic wspólnego z II wojną światową, ani z tak zwanym komunizmem. Wynika natomiast z gwałtowności przekształceń ekonomicznych. Cierpienie i napięcie powodują poszukiwanie kozła ofiarnego – tutaj ma swoje źródła komiczna rusofobia i germanofobia, chociaż nasze stosunki z Niemcami i Rosją są pokojowe. Czy obecny kryzys wpłynął na ten „tacheriański” stan umysłu? Kapitalizm pokazał tak barbarzyńską twarz, że trudno przeciwstawić się argumentom padającym z lewicy. Od jakiś 6-8 lat mentalność ludzi ewoluuje, również dzięki naszemu wstąpieniu do Unii Europejskiej. Mam bardzo krytyczne nastawienie do dzisiejszej politykę unijnej, lecz na pewno wykorzystuje ona mechanizmy redystrybucyjne. Ludzie zdali sobie sprawę, że to właśnie unijne pieniądze pozwoliły sfinansować budowę dróg, sprzęt i infrastrukturę. To nie wolny rynek i prywatni inwestorzy przyczynili się do odbudowy kraju, lecz kraje Unii. W efekcie ludzie zweryfikowali swoje poglądy i przekonują się, że państwo i publiczne pieniądze mają znaczenie dla utrzymania wspólnego dobra. A to stwierdzenie staje się coraz bardziej prawdziwe od momentu, gdy w 2008 roku wybuchł kryzys finansowy. Polska całkiem nieźle przeszła przez ten kryzys (mając ponad dwa punkty procentowe wzrostu gospodarczego) z bardzo prostej przyczyny: jesteśmy Chinami Europy. Niskie zarobki, coraz lepsza infrastruktura i bliskie sąsiedztwo Niemiec są atutami, które plasują nas między państwami o niskich kosztach pracy, lecz bez infrastruktury i wykwalifikowanej siły roboczej, a bardzo dobrze rozwiniętymi krajami, w których pensje są jednak zbyt wysokie. Jest to ironia historii: jesteśmy państwem mającym duży eksport, ale największymi producentami eksportowanych towarów są Volkswagen, LG, Fiat czy Philips. Byłoby dość śmieszne nazywać te towary polskimi. Naszym jedynym zasobem ekonomicznym na rynku jest tania siła robocza. Podczas jednego z wykładów opowiadał Pan o tym, że poczucie polskiej tożsamości jako ogółu mieszkańców było czymś niespotykanym w tym narodzie aż do XIX wieku i jedynie szlachta określała się Polakami. Jak powstała polska tożsamość i co jednoczyło kraj podczas okupacji i rozbiorów? Język? Sztuka? Literatura? Początkowo określenie „Polak” było przywilejem szlachty. Chłopi nie byli uznawani za Polaków, mimo że mówili w tym języku. W XIX wieku podjęto znaczny wysiłek, aby wypracować polską tożsamość, a język i literatura odgrywały tutaj oczywiście znaczącą rolę. Współczesna Polska wytworzyła się jednak po II wojnie światowej. Wtedy pojawia się cezura. Przed wojną niepolskie mniejszości stanowiły w sumie ok. 40% całej populacji. 80% Żydów aszkenazyjskich w mieszkało w Polsce. Również mniejszość romska była ofiarą zbrodni nazistowskich. Paradoksalnie istniała w Polsce także dobrze zorganizowana społeczność niemiecka, podobnie jak niewielka, lecz widoczna, społeczność holenderska. Ponadto Ukraińcy i Rosjanie… Wszystkie te nacje zniknęły. Jeśli Polska uniknęła konfliktów społecznych – takich jak na Bałkanach – to w dużej mierze na skutek zaniku pewnych grup etnicznych. W efekcie II wojny światowej kraj uzyskał nowy kształt i został ich całkowicie pozbawiony. Następnie, po wojnie, miał miejsce proces ogromnej migracji ze wsi do miast, przez co obraz kraju znów uległ przekształceniu. Współczesna polska tożsamość nie ma więc dosłownie nic wspólnego z polskimi tradycjami szlacheckimi. Na przykład „tradycyjna polska kuchnia” w naszych restauracjach całkowicie różni się od tego, co jadła 20


szlachta, która – żeby podkreślać swoją zamożność – używała tak wiele egzotycznych przypraw, jak to tylko możliwe. Ich kuchnia bliższa była Indonezji niż potrawom nazywanym „tradycyjnymi”, takimi jak sznycel lub pierogi! To szczegół, ale znaczący. Wszystko, co określamy „tradycyjnie polskim” pojawiło się w XIX i XX wieku. To po prostu symulakrum staropolskiej tożsamości. Zniknięcie mniejszości mogłoby tłumaczyć potrzebę znalezienie nowych kozłów ofiarnych – np. osób które przyjeżdżają do Warszawy ze wsi lub z przedmieść i są określane pejoratywnie mianem „słoików”, będąc przedmiotem prawdziwej kampanii nienawiści ze strony skrajnej prawicy. To jest problem lokalny, na skalę warszawską. Jest to niechęć wyrażana wobec tych, którzy nie są Warszawiakami z urodzenia i którzy przyjeżdżają ze wsi lub nawet z przedmieść, stanowiąc jednak większość mieszkańców miasta! Owszem, można by mówić o pewnym substytucie imigracji. Wymierzona przeciw nim retoryka często przypomina antyimigracyjne slogany: „zabiorą nam pracę, nie płacą lokalnych podatków, mają inne zwyczaje…”. Jaką rolę w kształtowaniu tożsamości odgrywał Kościół? W XIX wieku kościoły były jednymi z niewielu miejsc, gdzie można było żyć zgodnie z własną kulturą i mówić po polsku. Natomiast w szkołach prowadzono rusyfikację lub germanizację – przy czym Galicja, będąca częścią imperium austro-węgierskiego, była dużo bardziej tolerancyjna niż niezwykle represyjna Rosja. Kościół był więc schronieniem i pozostał nim aż do czasów PRL, szczególnie w latach 80. – ludzie wiedzieli, że milicja nie odważy się tam wejść. Wzmacniało to zdecydowanie pozycję Kościoła w społeczeństwie. Dzisiaj Kościół w sensie materialnym jest jednym z wielkich wygranych wejścia do Unii Europejskiej, gdyż jest posiadaczem ogromnych nieruchomości - ziemi i budynków. Otrzymuje więc dopłaty do ziemi uprawnej, a także na utrzymanie i odnawianie należących do niego zabytków. Unika płacenia podatków i zarządza swoim majątkiem w sposób całkowicie nieprzejrzysty. I – co zabawne – podpisany z Watykanem Konkordat pozwala Kościołowi plasować się ponad polskim prawem. W latach 90. nie można było podważyć tego stanu rzeczy, ale od kilku lat utrata wpływów przez Kościół powoduje, że jestem w tej materii optymistą. Osłabiły go liczne skandale seksualne i finansowe. W latach 90. powołano komisję, której zadaniem była odzyskanie mienia kościelnego, które skonfiskował „komunistyczny” rząd – okazało się, że niektórzy dygnitarze otrzymywali trzykrotnie rekompensaty za tę samą ziemię, a przedstawiciel Kościoła był agentem tajnych służb. W tym samym czasie powołano również komisję do sprawy restytucji mienia żydowskiego, ale nie zdziałała ona zbyt wiele. Czy lewica stanowi jakąś alternatywę dla żyjącej przeszłością skrajnej prawicy i dla prawicy ultraliberalnej? Czy społeczeństwo jest na nią otwarte? Istnieje ruch społeczny, który angażuje się w pewne problemy, szczególnie w obronę lokatorów wyrzucanych ze swoich domów w wyniku prywatyzacji nieruchomości… W związku z tym, że wielu nowych właścicieli nie ma prawa wyrzucić lokatorów, niektórzy z nich nie wahają się wzniecać pożary. Powstała silna organizacja, żeby przeciwstawić się temu zjawisku, ale nie ma ona reprezentacji politycznej. Zaangażowanie społeczeństwa jest również bardzo słabe. W niespokojnych i trudnych latach 80. ludzie masowo wychodzili na ulice, dzisiaj większość interesuje się swoimi prywatnymi sprawami i osiągnięciem osobistego sukcesu. Poza tym od 2004 roku w Polsce miała miejsce masowa emigracja, szczególnie do Wielkiej Brytanii i Irlandii. W samym Londynie żyje obecnie około 300.000 Polaków! Po co się angażować, walczyć, skoro wystarczy wyjechać, żeby poprawić (pozornie) warunki życia? Wyjeżdżali najbardziej aktywni, najbardziej energiczni – ci, którzy posiadali środki do zmiany życia. Teraz brakuje nam personelu medycznego i jest prawie niemożliwe znalezienie wykwalifikowanego fachowca, gdy trzeba zreperować kran.

21


Polski hydraulik!!! [śmiech] Tak! Ci, którzy tu pozostali, nie mają doświadczenia. Jeśli dzwonię do hydraulika w Warszawie, żąda ode mnie fortuny – jestem pewien, że zarabia więcej niż profesor uniwersytecki, co mi nie przeszkadza, ale jest ironią historii – a praca nie będzie dobrze wykonana, bo najlepsi fachowcy wyemigrowali. Ani wojna, ani komunizm nie wywołały tak masowej emigracji w całej polskiej historii. Wielka emigracja w XIX wieku dotyczyła zaledwie 8000 osób. Od 2004 roku natomiast wyjechało blisko 10% ludności, co sprawia, że każda zmiana społeczna jest trudna.

Poland: Identity as a phantasm, identity as a sham. interview with Jan Sowa by Valérie de Saint-Do

Un uncommon voice of a rather minority radical left in Poland. Jan Sowa was invited several times to give lectures for Mechanisms for an entente. A young sociologist, living in Warsaw, he is influenced by Marxism and Frankfurt School, as by the works of critical thinkers like Foucault, Debord, Bourdieu, Braudel, Wallerstein, Žižek... He works on cultural studies and is also specialized in the latest social and cultural movements, like the Arab Spring, Occupy Wall Street. His latest book, The Ghostly Body of the King, deals with shadows still remaining in the collective subconscious. It questions fiercely the official history of Poland, and further, the official history of Central Europe, and demonstrates how the myths on which Polish identity is built were artificially forged. Therefore he’s at risk to upset a nationalist Right that still hangs on its dreams of greatness. You wrote a book that deconstructs the myth of a kingdom oppressed both by Russia and Germany, its neighbours *. To question these myths, does it mean to undermine the shared memories? This book is a critical rewriting of Polish history, in a frame of a global paradigm of dependency theory, where I’m trying to see how the development of the East of the continent was linked to the development of the West. From the XVIth century, the history of Eastern part of the European continent took a quite different way of development than the West part (no parliamentary democracy, no modernization of the state’s organization). At that time, the so-called Polish-Lithuanian Commonwealth –The Kingdom of Poland and the Prince hood of Lithuania– used to be the most powerful state of the region and, if you don’t * for 123 years, Poland was divided and occupied by the Russian Empire, Prussia, and the Austro-Hungarian Empire in its southern part, Galicia.

22


consider Russia, the biggest country in Europe. Later it declined, and this decline was analysed in terms of hostile behaviour of powers in the region, especially Germany and Russia. I’m trying to show that it was actually due to internal problems and to the design of this system, which didn’t allow the cities to develop, and enslaved peasants in serfdom. In the west you saw the disappearing of this system, in the East it became stronger and stronger. This Polish-Lithuanian commonwealth, that used to be very powerful, declined and disappeared in the XVIIIth century. There is now a kind of nostalgia for the former hegemonic role that the Polish-Lithuanian commonwealth played in the region. In this respect, Poland resembles to the middle-eastern societies where history is extremely alive, and not treated as something distant. All the foreign and domestic policies of the Polish Right are based on this myth that we can recreate the position of Poland as the main power in the region. This enters in a sort of competition with the idea of European union. The Right leaders say: “there is no point to integrate the European union, because we always will appear as light weighs compared to big countries such as France and Germany; on the contrary, we could refer to the moment when we were really great and hegemonic in the region”. The relationship between Poland and neighbouring countries like what is today Ukraine, Belarus, parts of Romania, Moldova, the Baltic States –especially Lithuania– was a kind of colonial domination. You can’t compare it with the colonization of Algeria by France, for instance, but the true nature of the relationship was based on attempts to spread the culture, and also on a very material greed: the Polish nobles were exploiting these countries through military expansion but also through the appropriation of agricultural fields. Then, the idea of the Polish Right, embodied by Lech Kaczinsky**, was to recreate this sphere of influence. There was this ridiculous moment, during the short Russian-Georgian conflict, when Kaczinsky wanted to show that the main and most important player in the region was Poland. So he wanted to land in Georgia before Sarkozy! If I am writing about the past, it is an attempt to explain the present through the reading of history. This book is trying to show how much history is influencing our very contemporary situations, like, for instance, our relationship to European Union, to minorities, to migrations, to Ukraine, and our foreign policy. Is it possible in this respect, to compare Poland to Hungary where you can feel this remaining nostalgia of an Empire, and this resentment of having lost territories who used to be theirs. Hence the election of the nationalist government of Viktor Orban... The history of Hungary was somehow different, though, there are many similarities which makes it the closest country to Poland. Stephen Bathory***, who was a famous king of Poland in the XVIth century, an important figure, was Hungarian! But what I think is crucial in the rising of this nationalist feeling, is that all Central-East Europe went to a very violent neoliberal transformation in the early nineties. The eighties were horrible, with the collapse of the USSR sponsored regime – let’s call it like this: I don’t like to call it communism, because I don’t think it has something to do with communism. « Barracks communism », as would say Badiou? You could even talk about State capitalism! The collapse of this regime was very traumatic for all Central European societies. French sociologist Loïc Wacquant, a pupil of Bourdieu, made an analysis of neoliberal transformation and showed that the myth of market against the State, and of the sphere of free society not ruled by powers is complete bullshit. Neoliberalism uses state mechanisms in a ** President of Poland from 2005 to his death in a plane crash 2010. He was the founder of the Conservative Party Right and Justice, very reactionary and anti-Communist. *** from 1572, The Kings of Poland were elected by the nobility, who preferred often to put a foreign king on the throne to avoid a too powerful monarchist power. The 1st elected king was the French Henri III the Valois!

23


very oppressive way. The «  left hand  » of the State –caring, helping, solidary– gives way to its right hand –oppression, controlling, elimination–. All this happened in Poland and in all Central Europe between 1989 and 1993 or 1994. In many respects, it was very similar to what they are trying to do in Southern Europe, and especially in Greece, right now. Central-East Europe has a very unique and interesting place in the development of neoliberal issues. Actually, the first economic adviser to the Polish government was Jeffrey Sachs****. I have this very strong feeling of « déjà vu » when I remind my childhood in the eighties. I was 15 when the system collapsed and I’ve seen what they are trying to do in Southern Europe now. I can’t say that I understood everything, but I have vivid memories, so that I can interpret now when I hear «  there is a debt problem, government is bankrupt, foreign advisers come and reshape your economy ». It is the same scenario! It reminds me the anecdote of a guy who awoke from coma after more or less ten years in 2005 in the United States. He was explained what happened, he understood and could accept it, but for one thing: “Why is Bush still president and why is it still war in Irak?”  (Laughs) People who paid the price of theses policies were mostly workers, farmers, people who were deprived of their material, social or cultural capital. This created an incredible tension in society, and there was a need to find who was responsible for that: « who is guilty? » It’s ironic, because in Poland, in the 80’s, the government was overthrown, first of all and mainly, thanks to the workers, through the massive movement of Solidarnosc*****! The intellectuals joined the movement much later. The workers played a big role in overthrowing the system, and they were the ones to pay a big price for this. People who gained were people who had either money or social capital, like connexions. Elites and former Party Rulers did well! This is the kind of situation that lefts fields open for nationalism and the extreme right… It is a classical development for populist thinking and populist ideology. But this populism also grew because a critical left-wing attitude was impossible to express. If you tried to refer to social justice, redistribution, fighting poverty, equality, automatically the answer was: « Of course, we had it, and this is going to end in Gulag, so let’s forget it! » This famous slogan by Thatcher, « there is no alternative », was a kind of motto. What we see right now in the nationalism is the combination of two factors: historical imagination and nostalgia –once, we were rulers and masters– combined with a very recent trauma due the end of communism and transition to liberal capitalism. So those who suffer are looking for scapegoats and the Right wing plays on this anti-Russian phobia, and the same with Germany… When there is no real conflict between Poland and Germany now. Is it still true, with the crisis now? Capitalism has now showed its real and ugly face. And the mentalities are changing also since we entered the E.U. I’m sceptical and critical about a lot of European Union policies, but they still establish a kind of redistribution mechanism. People realized that money used to build the highways, to renovate the buildings, to build all kind of infrastructures does not come from private investors, neither from the market, it is the redistribution mechanism of the European Union: this is done by the states! So people reconsidered their attitude and thought that maybe the State has a role to play to preserve the common goods. ****An American economist, former adviser for the FMI and one of the main architects of the « shock strategy », even if he doesn’t accept this word. ***** If the main architects for the neoliberal « remedies » applied to Poland were former rulers of Solidarnosc, yet in its beginnings and during the 80’s fought for social rights and freedom of speech, before he turned to the Right during the 90’s.

24


However, Poland did relatively well in the crisis. We never went lower than 2% of growth. This is easy to explain: we are the China of Europe! Cheap labour, correct infrastructures and the fact that we are close to Germany set us between underdeveloped countries with very low wages, but without infrastructures and skilled workers, and the rich countries well organized but with high wages. It’s really ironic: we are an export-driven economy, but our top three exporters are Volkswagen, LG, Fiat or Philips. It’s perfectly ridiculous to consider them as Polish export! So the resource we put on the global market is only cheap labour. What were the basis on which the Polish identity was forged and the country united after its occupation and partition? What parts played language, arts, and literature? The term Polish, at first, referred only to nobility. Peasants were not regarded as Polish, even if they spoke a language quite similar. The XIXth century saw a very big effort to shape a Polish identity; literature and language played a great role in this of course. But it is mainly the Second World War that shaped contemporary Poland. This was the moment of rupture. Before the war, about 40% of the Polish society was constituted by non-Polish minorities. 80% of Ashkenazi Jews, before the war, lived in Poland. Ethnic cleansing by the Nazis also targeted Roma people. Paradoxically, we had a small but quite well established German minority in Poland before the war. There was also a very small, however present, Dutch minority in the North which is all gone. And Ukrainians, Russians… If Poland didn’t had problems like those of the Balkans, I won’t certainly say that it is thanks to the ethnic cleansing, however it reshaped Poland in a completely different society. Later after the war you had also huge migrations from country to cities because of the underdevelopment. And it reshaped the whole society again. So this contemporary Polish identity has nothing to do with traditional Polish noble identity. For instance, what we regard as traditional Polish dishes is completely different from what the nobles ate for themselves: they used a lot of spices imported from exotic countries, because it was a sign of social distinction. Traditional Polish cooking resembled much of Indonesian cooking than what now we regard as traditional, like schnitzels or pierogi! This is a small thing, but also an important one. All that we think traditionally Polish for ages was actually shaped in the XIXth and XXth century. It functions like a sort of a fiction. This absence of minorities could explain the search of new scapegoats, like these newcomers in Warsaw, arrived from the countryside or the suburbs, who are pejoratively called « jars »******… The question of the « jars » is a local case, it only applies to Warsaw. There is this phenomenon of hatred toward people who are from the outside, and come to Warsaw. But they constitute a majority of citizens! You could say that it is a sort of replacement for the lack of migrants. Rhetoric is very much the same, like « they are not civilised, they don’t have culture, they take our jobs, they don’t pay taxes here…» What part did play the church in this reshaped Polish identity? The Church, in the XIXth century, was one of the very few places where people could freely practice their culture and speak the language. In schools, it was either Russianization or what we call Germanization, except in Galicia: The Habsburg had much more open and tolerant policies but Russia was quite oppressive. So the Church was regarded as a kind of shelter, and remained one during the so-called communist period, especially in the 80’s: people knew that the police repression wouldn’t dare to enter them. This enhanced the role of the church in the society. The Church is now a great winner from our participation to European Union, because it is a great ****** Pejorative and insulting, the word was used to designate the workers who came daily to town to work, bringing their midday meal with them, and to those who came from the country with their « jars » of food. It applies now to the newcomers in Warsaw... which represent 60% of the population!

25


property owner. They receive a lot of subsidies for agricultural land, but also for conservation and renovation of agricultural monuments, monasteries… They are outside the tax system, their financial operations are completely opaque. And the Concordat that links us to the Vatican has precedence over the State laws in many cases. Fortunately in the long term, I am optimistic in diminishing influence of the Church. Ten years ago, their position was absolutely unquestioned, but it’s getting weaker and weaker, because of a lot of scandals. Between the nationalist and reactionary Right, and the neoliberalism, is there a political space for a critical Left Party, or at least for social movements? There are social movements that deal with particular issues. For instance there is an extremely strong tenants movements. People are put outside their apartments, sometimes legally, sometimes illegally, because of the privatization of the property. The new owners can’t just put people out of their apartments, so, sometimes, what they do is to put buildings on fire, deliberately! This gave birth to a strong organization of tenants to fight theses methods, but it was never translated into a political organization. From the time being, social mobilisation is quite weak. In the very troubled and turbulent 80’s, people made a great effort to mobilize; today, most people rather seek private solutions and look for individual success. And, also, after 2004, there was a massive emigration, especially to UK and Ireland. In London alone there are 300.000 Poles! Why waste your time, to engage, to go in the streets, when you can just emigrate to improve (so they say) your life condition? In many cases migration grasps the most active, the most energetic people which could really change something. We have a shortage of medical personal, and if you want to renew your bathroom, it’s very difficult to find a skilled worker! The Polish plumber!!! (Laughs) Yes, this is true! Those who stayed here have no skills. If I call a professional plumber in Warsaw, he will charge a lot. I’m sure that he is making more money than me as a University Professor! Not that I object this, I think it a funny paradox. And the job will be badly done, because the skilled ones left. Nor the war, neither communism made Poles run so much out of the country than this kind of capitalism. The Great emigration in XIXth century concerned 8000 people, but they were Elite. It’s making things really difficult for an evolution in society.

26


One of our most memorable moments is surely our performance-hike to a hidden, but famous corner of Slovakia and Poland. Yes. I mean both Jedną countries, as the Rysy Peak is located exactly on the border of the two z countries. Once called the “Tengerszem-csúcs”, it used to lie on the n a j b a rinternal border of the Kingdom of Hungary and the Austrian prodziej zapavince of Galicia within the Austro-Hungarian Monarchy. According dających w Wolne to the popular legend, even comrade Lenin climbed it once. pamięć chwil Królestwo Nowadays the border is easy to pass, and the area is called “the była na pewno free Kingdom of Rysy” (Slobodné kráľovstvo Rysy) by the staff nasza wędrówka- na granicy of the nearby cottage. Hikers and climbers from Slovakia, performens do Hungary, Poland, Germany and from all over Europe and the zapomnianego, world come here to enjoy the beauties of nature. ale słynnego rogu Our trip was in many ways symbolic – we started our walk at między SłowaŠtrbské Pleso, the well-known resort, where in 1930 the cją i Polską. Tak. Mam three countries of the Little Entente (Czechoslovakia, na myśli oba kraje, tam Free Romania and Yugoslavia) held their most important gdzie na ich granicy znajKingdom conference. Our trip connected this spot with the duje się szczyt Rysów. border. A border. A phenomenon that has been a Kiedyś miejsce to nazywano on the key issue of our project from the very beginning Tengerszem-csúcs, ze względu and throughout the whole summer workshop. Border na położenie wewnątrz KrólestLimits, borders of countries in past and wa Węgier i austriackiej prowinnowadays, separating and in the same cji Galicja, części Monarchii time connecting cultures and nations. Austro-Węgier. Według znanej legAfter the performance we can say that endy, miał się tu wspinać towarzysz borders are in our minds, but we can Lenin. Obecnie łatwo jest przekroczyć also take them into our hands, and granicę, a okolica nazywana jest przez act. Nevertheless, beside symbols, ludzi z okolic „Wolnym Królestwem Rysów” we can also admit that watching (Slobodné kráľovstvo Rysy). Turyści i the sunrise over the cloudalpiniści ze Słowacji, Węgier, Polski, Niemiec covered landscape from the i z całej Europy i świata przybywają tu, aby peak was an unforgettable cieszyć się urokami natury. moment for us. Or shall Nasza wyprawa była symboliczna na wiele spowe also think about the sobów – zaczęliśmy naszą wędrówkę w Štrbskim sunrise as a symbol? Plesie, znanym kurorcie, w którym miała miejsca w 1930 roku jedna z najważniejszych konferencji przedstawicieli krajów Małej Ententy (Czechosłowacji, Rumuni i Jugosławii). Nasza wyprawa połączyła to miejsce z granicą. Granica. Fenomen, który był kluczowym zaLászló Milutinovits gadnieniem naszego projektu, od jego samego początku i przez cały czas trwania letnich warsztatów. Linie demarkacyjne, przeszłe i dzisiejsze granice państw, oddzielające i zarazem łączące kultury i narody. Po tym performensie możemy powiedzieć, że granicę są w naszych głowach, ale pewnie również to, że możemy je wziąć w nasze ręce, działać. Niemniej poza symboliką tego wydarzenia, trzeba przyznać, że obserwowanie ze szczytu jak słońce wschodzi nad pokrytym chmurami krajobrazem, było dla nas jedną z najbardziej niezapomnianych chwil. Chyba, że też myślimy o wschodzie słońca jako symbolu? 27


<

meta-Plavec1* infra-Plavec <

Judit Kurtág, Edyta Mąsior

Uważaj! Rzeczywistość nigdy nie jest za daleko! wstęp

Prawdopodobnie zostałeś nauczony, że masz pięć palców. Co jest, w całości, błędne. Jest to sposób w jaki język przydziela rzeczy do rzeczy. Prawdopodobnie biologiczną prawdą jest, że w rozwoju owej rzeczy – w Twojej embriologii, którą ledwie pamiętasz- to, co było ważne, to nie pięć, ale cztery relacje między parami palców. Gregory Bateson. meta-Plaveč W ramach projektu Mechanizmy porozumienia Sylvestre Leservoisier pojawił się w Plaveč. Jego pojawienie się było czysto akustyczne. Zwinął tekturę w róg i zaczął chodzić po małej słowackiej wiosce powtarzając słowo Plaveč, Plaveč. W ten sposób zwrócił naszą uwagę na nie-widzialną stronę miasteczka, na strukturę miejsca, które uwidoczniło się w efekcie jego rezonansu z otoczeniem. Pojawienie się Sylvestre’a, poprzez rytm i akustyczne wibracje, spowodowało, że Plaveč stał się widoczny. „Szept skutkuje rozprzestrzenieniem odległości” co dla Edwarda T. Hall jest źródłem wyróżnienia zmiennej. p-początkowo l-lokowane a-akustyczne v-wibracje e-edytowały (c)-plaveč2 , który jako interface, przybliżał jakąś/jedną3 wersję rozbudowanej rzeczywistości4 . Ta rzeczywistość była zorganizowana poprzez określoną widoczność, którą Sylvestre „zbudował” dla nas za pomocą częstotliwości dźwięku, przez którą wskazał otoczenie i wpłynął na jego ukształtowanie5 . Tekturowy róg, pojawienie się osoby, która pracuje nad mówioną poezją i słowacka wioska były potrzebne, aby zauważyć istnienie połączeń pomiędzy lokalizacją, przestrzenią i naszą percepcją. Powstała (meta)fora pomiędzy (trans)lokacją, przemieszczeniem i przekładem widocznego miejsca w zrozumiałą przestrzeń. W taki sposób pojawił się meta6 -Plaveč. Audiosfera nadała znaczenia i przekształciła miejsce (jak plaveč7 ) poprzez wpływ niewidocznej sytuacji. Uwidocznienie się (Plaveczu i Sylvestre’a) było dostrzegalne, ale to dźwięk zwizualizował sytuację. Co więcej, Plaveč to jest miejsce gdzie powtarzalność rzeczywistości z Dnia Świstaka8 jest możliwa, gdyż **

***

****

*****

******

*******

********

1 Miasteczko, gdzie tory kolejowe łączą się z projektem artystycznym, nadając mu kierunek poszukiwań, badań i możliwych artystycznych rozwiązań 2 [Ang.]: p-primarily l-located a-acoustic v-vibration e-edited c- circumstances. 3 Jakaś/jedna rzeczywistość, (a/one) reality jak w książce Lynn Sygall, The Dream of the Reality, Heinz von Foerster’s Constructivism, Springer-Verlag, New York 2001. 4 Extended reality. 5 Sylvestre Leservoisier z wykształcenia jest architektem. 6 [Gr.] (μετά)φραση – tłumaczenie 7 Pisząc Plaveč z dużej litery mam na myśli nazwę konkretnego miasta na Słowacji, pisząc plaveč z małej litery mam na myśli jakiekolwiek znaczenie miasta, którym może być Plaveč, Chrzanów czy Marzeniowo – EM. 8 Dzień Świstaka, reż. Harold Ramis, 1993.

28


miasteczko (poza rzeką) jest otoczone siecią głośników zamontowanych dookoła, które są w codziennym użyciu dla wygody mieszkańców. Właściwie, pierwszą rzeczą, z której zdałam sobie sprawę (EM), był dualizm i rozróżnienie, którego musiałam dokonać pomiędzy informacjami z głośników, a informacjami jakie dotarły razem z pojawieniem się Sylvestre’a nawołującego przez papierowy róg. Doświadczalne przypadki jak lato z Plaveč, czy balony z Έξω Γυαλός 9 , pokazują w jaki sposób rezonans sytuacji wpłynął na naszą świadomość miejsca i poprzez otoczenie zmienił zastaną rzeczywistość. Fale (w)płynęły na sytuację i skierowały naszą uwagę na inne znaczenia. Pytanie, które się pojawia jest następujące: jak możemy potwierdzić doświadczalną rzeczywistość, skoro „oczy nie mogą słyszeć; uszy nie mogą widzieć. Możemy tylko korelować w pewnym sensie doświadczenie jednego zmysłu za pomocą innego”10 . ********

********

9 Tekst źródłowy: Edyta Mąsior & ASFA, Balon w sztuce, Ateny 2010. 10 Lynn Sygal, The Dream of the Reality, Heinz von Foerster’s Constructivism, Springer-Verlag, New York 2001, s. 13.

<

<

meta-Plavec Watch out! Reality is never too far! infra-Plavec1* preface

You have probably been taught that you have five fingers. That is, on the whole, incorrect. It is the way language subdivides things into things. Probably the biological truth is that in the growth of this thing –in your embryology, which you scarcely remember– what was important was not five, but four relations between pairs of fingers. Gregory Bateson. infra-Plaveč Within the framework of the project Mechanisms for an entente Sylvestre Leservoisier appeared in Plaveč. His appearance was clearly acoustic. He made a paper horn and started to walk in the small Slovak village using repetitively the word Plaveč, Plaveč. In this way he turned our attention to a non-visible side of the village, to a structure of space, which become visible due to its resonance with the environment. The appearance of Sylvestre, through the use of rhythm and acoustic vibrations made Plaveč visible. “A whisper has the effect of expanding the distance” which for Edward T. Hall stands for the source of the distinction of the difference. p-primarily l-located a-acoustic v-vibration e-edited c-circumstances which brought on the surface a/ one2 version of extended reality. This reality was organized by certain visibility, which Sylvestre build for us by sound frequencies, through which he pointed environment and shaped its physicality3 . **

***

1 The village where the train tracks are passing. 2 a/one reality as in The Dream of the Reality, Heinz von Foerster’s Constructivism, Lynn Sygall, Springer-Verlag, New York, 2001. 3 Sylvestre Leservoisier is educated as an architect.

29


A paper horn, an appearance of a person working on talking poetry and a Slovak village were needed to realize that there is a link between a location, its space and our perception. A metaphor between (trans) locating and (trans)lating visible space into a space of understanding was made. That’s how appeared meta4 -Plaveč. Audio sphere gave a meaning to a transferred place (like a plaveč5 ) by the (in)fluence of a (non)visual situation. The appearance (of Plaveč, and of Sylvestre) was visible, but it was the sound which visualized the situation. Furthermore, Plaveč it is a place where repetitiveness of reality of Groundhog Day6 is possible, since it’s surrounded (except by the river), by the loud speakers assembly all around the town, which are in daily use for the inhabitants convenience. So actually, at first, what I realized was a duality and a distinction I had to make between the loud speakers information and Sylvestre calling in a paper horn. The way waves interfere, within our own environment and influence our reality, are experience-based examples like a summer of Plaveč, or balloons of Έξω Γυαλός7 . The waves (in)fluence the situations and drive our attention to some other meanings. The question is, how can we confirm a/the reality, since “the eye cannot hear; the ear cannot see. We can only correlate one sense experience with another”8 . ****

*****

******

*******

********

4 gr. (μετά)φραση – translation. 5 Writing Plaveč with capital letter I mean name of the certain town in Slovakia, writing plaveč with small letter I mean any kind of town, which could Plaveč Chrzanów or a Dreamland. 6 Groundhog Day, dir. Harold Ramis, 1993. 7 Full text: Balloon in art, Edyta Mąsior & ASFA, Athens, 2010. 8 Lynn Sygal, The Dream of the Reality, Heinz von Foerster’s Constructivism, Springer-Verlag, New York, 2001, p. 13.

30


tk Ce o t-D ain

projekt

S de

w

cz

Mechanizmy Po ro z u m i e n i a *

ro ut

nie

ie lér Va

ef an ow Zaangażowa-

?

* Europejski projekt artystyczny realizowany w czterech krajach Europy Centralnej : na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii oraz w Polsce, w którym biorą udział artyści i naukowcy z wymienionych krajów, współpracując z grupą Francuzów. Zob. „Cassandre”, n°95

u ch ro

ap

zk

ec

yb

oznacza, że jest się skazaną na nieskończone zadawanie pytań o możliwość osiągania porozumienia – lub jej brak – w krajach „Europy Centralnej”. Przy czym ta redukująca etykietka nie pozwala dostrzec historycznej złożoności tego regionu, jak również jego nieskończonej różnorodności językowej i kulturowej. Jak osiąga się porozumienie w Rumunii, na Węgrzech lub na Słowacji pomiędzy dominującą większością, a starającymi się przetrwać mniejszościami? W jaki sposób można politycznie uznać istnienie danej wspólnoty bez budzenia tożsamościowych i  nacjonalistycznych demonów? Poniżej znajduje się kilka przykładów zebranych na trasie Bukareszt-Warszawa, kilka subiektywnie wybranych miejsc, gdzie dawniej żyło się i dziś żyje się w harmonii – choć nadal zagrożonej.

31


Gdy myślimy o narodowościowym rozproszeniu na wschodzie kontynentu europejskiego często przychodzi na myśl obraz „cętkowanego futra”. Granice państwowe powstałe tam w wyniku dwóch wojen światowych nadały byt polityczny i tożsamość narodową ludności, która, nie zmieniając miejsca zamieszkania, wielokrotnie zmuszona była zmieniać obywatelstwo. Stało się tak w przypadku rumuńskich i słowackich Węgrów, Rumunów oraz Serbów, węgierskich Niemców, słowiańskiej ludności Rumunii, słowackich Ukraińców i, przede wszystkim, Romów. Specyfika tych ostatnich polega na tym, że nigdy nie utworzyli Państwa (tłumaczą to sugestie, że sami Romowie uważają się za – jak opisuje to Morgan Garo – „naród bez ziemi”, w co można powątpiewać). Z wyjątkiem Polski, gwałtownie zjednoczonej tragediami historycznymi, prawie jednolitej pod względem językowym i etnicznym**, każdy region mijany na trasie z Bukaresztu do Warszawy okazuje się wielokulturowy. Mniej ze względu na imigrację (która istniała tam w skromnych rozmiarach), a bardziej ze względu na zmieniające się granice. Zaznaczmy, że mówimy jedynie o regionach istniejących dzisiaj. Podróżowanie po tej części kontynentu wiąże się jednak z napotykaniem ziem-duchów i nazw, które brzmią w naszych uszach jak znana z Tintina Syldawia: Galicja, pokrywająca niegdyś terytorium południa Polski, od Małopolski, następnie ziemie Łemków na dzisiejszym pograniczu polsko-ukraińsko-słowackim (gdzie urodzili się rodzice Andy’ego Warhola), aż po zachód Ukrainy, potem Transylwania, przyznana Rumunii traktatem z Trianon, by później, podczas II wojny światowej, ponownie stać się przedmiotem rozgrywek... Są to ziemie często dotknięte przemocą, kawałkowane, podbijane, skrywające wśród swoich mieszkańców ludność słowiańską, węgierską, turecką, germańską i żydowską. Tak jak w przypadku słowackich Rusinów, którzy nie mieli wyboru i podczas spisów ludności musieli określać się „Ukraińcami”. Rzecz jasna podobne statystyki etniczne są poddawane w wątpliwość tak samo pod względem ich metodologii, jak też rezultatów. W krajach takich jak Słowacja, gdzie konstytucja przyznaje pewne prawa mniejszościom, być może dano się uwieść pokusie poprawiania statystyki dla celów politycznych. Z drugiej strony – jak zobaczymy – możliwe są również wahania czy definiować się jako Rom. Współczesna historia zna najgorsze przykłady dzielenia narodów żyjąych na określonym terenie przypadkowymi rozstrzygnięciami decdującymi o kształcie granic – jak miało to miejsce po wojnie na Bałkanach. Nieco bardziej pokojowe i szanujące poczucie godności strategie polityczne realizowane w gorących latach 90. pozwoliły uniknąć podobnej sytuacji na Słowacji i w Rumunii. Nawet nacjonalistyczna, prawicowa gangrena rządu Wiktora Orbána na Węgrzech nie wydaje się budzić tych demonów – co prawda, w wyniku pewnego wpływu Unii Europejskiej. Czy stan taki może się utrzymać wobec kryzysu politycznego, który umacnia podobne tendencje ?

Osady, mozaiki i mieszanki Obraz wyprawionej skóry dzikiego zwierzęcia można zastąpić obrazem osadów... To właśnie robi Juliana Sokolová, młoda pisarka, która uczy filozofii w Koszycach i która ** Z wyjątkiem kilku mniejszości żyjących na granicach kraju oraz wyrazistej społeczności 100 000 Wietnamczyków w Warszawie, przybyłej tam w wyniku porozumień między byłymi krajami komunistycznymi.

32


podjęła badania nad językiem używanym przez mieszkańców tego drugiego pod względem wielkości miasta na Słowacji – przez długi czas węgierskiego i goszczącego różne mniejszości, od Żydów po nadal wyraziście tam obecnych Romów. Juliana podkreśla, że ciągle znajduje się pod wpływem sformułowania, którego użył kiedyś jej nauczyciel historii, mówiąc, że granice Polski przesunęły się na Zachód. „Jak państwo może się przesunąć?”, zastanawiała się jako dziecko. Ta młoda kobieta posługuje się metaforą rzeki, która zmienia bieg, pozostawiając po sobie osady. Sama stanowi tutaj najlepszy przykład – jej matka jest Węgierką, ojciec Słowakiem, urodziła się na terenie współczesnej Ukrainy i od dziecka posługiwała się dwoma językami. Sokolová pokazuje, że opierając się na węgierskim, ukraińskim i niemieckim słownictwie oraz rytmice zapożyczonej z języka romskiego, koszycka gwara stanowi „osad”. To samo odnosi się również do miasta, które położone jest zarówno blisko Polski, tak jak Węgier, jest zdecydowanie wielokulturowe, ma węgierski i romski teatr (co wcale nie znaczy, część Romów nie żyje w okropnych warunkach w dzielnicy Lunik IX, do czego jeszcze wrócimy). Trzeba stwierdzić, że Słowacja nie zaznała nigdy pokusy, by gwałtownie ujednolicić język. Represje komunistycznych reżimów nie sięgały kwestii językowych: dawna Czechosłowacja pozwalała zawsze na koegzystowanie języków czeskiego i słowackiego, zresztą bardzo do siebie podobnych. Gdy po I wojnie światowej ukonstytuowała się Republika Czechosłowacka, konstytucja z 1919 roku gwarantowała mniejszościom narodowym – dbając o podstawy – prawo kształcenia się we własnym języku oraz posługiwania się nim w kontaktach z administracją. Nowe rozstrzygnięcia prawne potwierdziły prawa mniejszości, choć słowacki pozostaje jedynym językiem używanym w parlamencie. „We Francji byłoby to nieprawdopodobne, potrzeba by również wiele czasu, żeby zaakceptować takie rozstrzygnięcia w Hiszpanii – zauważa Tomas Matauko, razem z Matą Jonville, współtwórca projektu Mechanizmy Porozumienia – zawsze pojawia się strach przed demonizowanym komunitaryzmem; tutaj myśli się inaczej. Wspólnoty istnieją tu jako takie od dawna”. Ten młody, posługujący się kilkoma językami artysta i filmowiec baskijski, żywo zainteresowany słowacką historią i polityką, wskazuje wiele podobieństw między sytuacją na Słowacji i w Kraju Basków. „Poznałem naród mieszkający w górach, będący przez wieki mniejszością i od niedawna mający niepodległość. Góry nie stanowią dogodnego obszaru do prowadzenia wojny, każdy, kto stara się je przekroczyć, może tam utkwić. Były terenem stawiania oporu wobec frankizacji oraz naporu Hiszpanii w Pirenejach, a tutaj wobec rusyfikacji, madziaryzacji i wpływów austriackich!”. Będąc pod wrażeniem praw przyznanym mniejszościom na Słowacji, Matauko świadomy jest jednak zagrożeń i stałego istnienia w tym regionie świata punktów zapalnych. „Węgry, na przykład, wciąż żywią nostalgię wobec swoich utraconych ziem. Sposób, w jaki państwo traktuje kwestię mniejszości, pozwala odróżnić dawne królestwa i potęgi od krajów przez długi czas zdominowanych. Jako Państwo, z wyjątkiem niewłaściwego wyboru podjętego za czasów nazistowskich Niemiec, Słowacja i Czechosłowacja były zawsze demokratyczne”. Stąd być może wynika niezwykła łatwość, z jaką zaakceptowano wielokulturowość, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że wątpliwa jest możliwość ekstrapolacji tego konkretnego modelu, który istnieje w Koszycach.

Wszyscy Europejczykami Młoda rumuńska artystka z Bukaresztu, Cristina David, podbija jeszcze stawkę: Rumunia była królestwem, wasalem wielkich mocarstw, natomiast sama nigdy nie 33


stanowiła potęgi militarnej lub kolonialnej. I chociaż dyktatura Ceauceşcu była tak despotyczna, jak to tylko możliwe, to praktycznie nie interesowała się mniejszościami. Trzeba jednak dodać ze względów na antyreligijną politykę prześladowała Kościół katolicki (który pozostawał zresztą impregnowany na kolaborację z reżimem, podczas gdy Kościół prawosławny dostarczał Securiatate całe plejady agentów), gdyż do niego właśnie w większości należeli Węgrzy. Cluj-Napoca w Translywanii może przypominać trochę słowackie Koszyce. Jest drugim miastem Rumunii, leży w centrum „ziem utraconych” przez Węgry decyzjami traktatu z Trianon w 1920 roku (o którym pamięć, podtrzymywana przez nacjonalistów, pozostaje na Węgrzech pewną raną) i stale dzielony między siebie przez dwie narodowości. Zamieszkują w nim od wieków Węgrzy (najliczniejsza i najlepiej zorganizowana mniejszość w kraju) i Rumuni w stosunkowo dobrych relacjach. Na cmentarzu miejskim znajduje się zresztą ważny kwartał, wyróżniający się ciekawą symboliką. Zmarli są oddzieleni, ale – jak się wydaje – żywi poprzestają w relatywnie dobrych stosunkach. Co więcej, w te wakacje Cluj gościł młodszego brata z Sziget, znany festiwal aktualnej węgierskiej muzyki rokowej, którego plakaty zdecydowanie przeciwstawiały się rasizmowi i nacjonalizmowi. Miasto, podobnie jak Koszyce, wydaje się nakierunkowane na politykę łagodzenia napięć. Dodajmy, że w  obu miastach – i całej Europie Centralnej – młodzi i wykształceni ludzie okazują się często władać trzema lub czterema językami, mówią płynnie po angielsku, a Erasmus pozwolił dodatkowo zintensyfikować wymianę doświadczeń. Niemniej Rumunii nie udało się całkowicie zwalczyć nacjonalistycznych tendencji w latach 90. Niegdysiejszy prezydent Cluju, Gheorge Funar, próbował narzucić przymusową rumunizację, co wobec tak silnej wielokulturowości skończyło się fiaskiem. Podobnie jak na Słowacji, mniejszości w Rumunii (węgierska, lecz również słowiańska w pewnych częściach kraju, turecka i romska) mogą załatwiać sprawy administracyjne w swoim własnym języku, korzystać z własnego szkolnictwa lub wysłać dzieci do dwujęzycznych szkół. Należy podchodzić z dystansem do tego typu ankiet, lecz według ostatnich sondaży Węgrzy w Rumunii uznają się za bardziej zadowolonych z życia niż ich rodacy na Węgrzech!

Romowie – wieczni odrzuceni Jest bardzo wątpliwe czy Romowie, gdybyśmy zaryzykowali postawienie im takiego pytania, uznaliby, że ich sytuacja się poprawia. Jeśli jest cokolwiek wspólnego dla całej Europy Środkowej, to jest to trwały resentyment i brak zaufania do Romów. Będąc elementem krajobrazu, stanowią 10% ludności Węgier i Rumuni, oraz prawdopodobnie tyle samo na Słowacji, choć szacunki zaniżają ich liczbę – niemniej w oczach dominującej ludności są grupą niepożądaną. Trudno nie uznać, że pierwsze skrzypce grają tu przywódcy tych krajów. Jeśli FIDESZ Viktora Orbána, sprawujący władzę na Węgrzech, otwarcie flirtuje ze skrajną prawicą i pozwala członkom partii wygłaszać rasistowskie poglądy w rządowych dziennikach, jeśli prezydent Rumunii, Traian Básescu, poza kamerami pozwolił sobie nazwać pewną dziennikarkę „brudną Cyganką” – co można porównać do wypowiedzi kilku naszych

34


deputowanych i ludzi polityki – ich postawę wyraża paradoks, zgodnie z którym prawo chroni Romów, lecz nie chroni ludzi. „W Rumunii – opowiada Ramona Srachinaru, Rumunka mieszkająca we Francji i mediatorka w sprawach romskich*** – przeszliśmy od «tomiwisizmu» do poprawności politycznej. Romowie korzystają z ustaw antydyskryminacyjnych, szkół nauczających w ich języku, a nawet do dyskryminacji pozytywnej – parytetów na uniwersytetach i w pewnych zawodach, co zresztą sami często kontestują”. Podobnie jest na Słowacji. I nawet na prowadzonych przez Victora Orbána na manowce Węgrzech, naciski Unii Europejskiej oraz obecność jedynej romskiej posłanki w parlamencie europejskim wymuszają tworzenie celowych programów pomocowych realizowanych później przez organizacje pozarządowe. Dla przykładu, dzieciom romskim w ramach pomocy szkolnej umożliwiono naukę w specjalnie przyznanych im do tego celu miejscach. Na poziomie lokalnym zaś Romowie mogą organizować rady gminne. Nie pozwala to jednak osobie odwiedzającej te kraje przeoczyć skali odseparowania tej ludności, która w znacznej części żyje na granicy ubóstwa, narażona jest na niekończącą się dyskryminację, czyli na ataki przestępcze, czego dowodem jest wiele skandalicznych wydarzeń na Węgrzech****. W Koszycach segregacja przybiera wręcz spektakularny rozmiar: przynajmniej 6000 Romów osiedlono w dzielnicy Lunik IX i oddzielono od miasta drogą szybkiego ruchu, co szybko przyczyni się do popadania przez tę ludność w coraz większą nędzę. „Ale przecież mieszkania, w których zostali osiedleni, było nowo zbudowane i mają wysoki standard!” odpowiadają mieszkańcy Koszyc, oburzeni uwagami przyjezdnych. Gdy mieszkańcy sąsiedniej dzielnicy Lunik VIII postawili mur mających chronić ich przed wizytami romskich dzieci, w Koszycach wybuchł skandal. Ten, tyleż absurdalny, co symboliczny mur, szybko stał się obiektem ingerencji pewnego artysty, który napisał na nim: „Przepraszamy”. Prezydent miasta ogłosił ostatnio plany zburzenia muru.

Prawdziwe pytania i fałszywe odpowiedzi Sugerowanie, że istnieje ostateczne, dające się opisać w kilku zdaniach rozwiązanie tak złożonego problemu, byłoby co najmniej niewłaściwe. Niemniej rozmowy z  młodymi Węgrami, Rumunami i Słowakami zainteresowanymi tą tematyką, często również działającymi na osiedlach romskich, pozwalają obalić wiele istniejących mitów. Zaczynając od kwestii nomadyzmu – nasz romantyczny gust może się na to oburzać, ale prawdą jest, że Romowie ze Wschodu od dwóch stuleci prowadzą osiadły tryb życia. Ci, którzy do nas przyjeżdżają, to biedni imigranci, a nie nomadzi. Mimo że może się to nie podobać szmatławcom takim jak „Valeurs actuelles” (które, grając na lękach i mitach, pozwalają sobie na wyśmiewanie romskiego symbolu koła) oraz francuskiemu ministrowi spraw wewnętrznych (który uznał, że Romowie są „kulturowo niechętni pracy”), to Romowie byli kiedyś zasymilowani i potrafili pracować. „Stanowili niewykwalifikowaną siłę roboczą w przemyśle ciężkim, budowanym przez system sowiecki”, stwierdza László Milutinovits, młody historyk węgierski, który bada ich historię w swojej pracy doktorskiej i który pracuje z nimi w ramach działalności organizacji Trin Pasura. Rzuca to światło na ich to odseparowanie w północno-wschodniej i południowo-zachodniej częściach kraju, obszarze industrialnym, który zaczął podupadać wraz z końcem reżimu nazywanego komunistycznym. „Od czasu gdy społeczeństwo mierzy się z masowym ***W tym roku bardzo aktywnie uczestniczyła w akcji PEROU w Ris-Orangis i Grigny. ****W latach 2008-2009 sądy w Budapeszcie skazały czterech mężczyzn za napaście, w których zginęło w sumie sześciu Romów.

35


bezrobociem, a dotyczy to już drugiego pokolenia – dodaje historyk – rodzice młodych Romów są bezrobotni”. Czy ta sytuacja tak bardzo różni się od położenia we Francji dzieci imigrantów z Maghrebu lub Afryki? Niemniej socjologiczne uzasadnienie dyskryminacji Romów – dokonywane z najlepszą intencją nawet przez tych, którzy niebezzasadnie wątpią w kulturowy determinizm jako taki – nie wystarczy, żeby wyjaśnić istnienie trwałych podziałów społe-cznych. Cechują się one zresztą zniuansowaniem, gdyż w każdym z tych krajów istnieje spora liczba pracujących, społecznie zintegrowanych Romów (szacuje się, że niemal połowa Romów na Słowacji jest społecznie zintegrowana, natomiast liczba romskich burmistrzów w wyborach lokalnych w 2010 roku zwiększyła się z 11 do 19). Mówienie o swoich korzeniach pozostaje jednak tabu – nie jest to proste w społeczeństwie, w którym obecna jest wciąż atmosfera antagonizmu. Nie są to łatwe deklaracje również dlatego, że społeczność Romska – przez stulecia prześladowań sytuująca się w defensywie – poruszanie kwestii pochodzenia uznaje za zdradę lub bratanie się z „gadziami”. Trzeba osiągnąć naprawdę wysoki poziom popularności, by móc mówić o swoich korzeniach – przywilej ten mają uznani i niekontestowani muzycy, jak na przykład Damian Dragi, doradca rumuńskiego premiera! Osiedlanie się i przymus pracy nie spowodowały jednak zaniku specyficznych cech kulturowych tej ludności, przyjmującej często z wielu uzasadnionych powodów pozycję obronną (reakcją na antyromską postawę Rumunów, Węgrów i Słowaków jest nieufność Romów wobec „gadziów”). Na przykład w Rumunii, wyjaśnia Cristina David, ich organizacja klanowa wciąż opiera się na wykonywanych zawodach, choć wiele z nich już zanikło: ursari – treserów niedźwiedzi, cáldári (lub Kaldarash) – kowali, aurari­ – specjalizujących się w obróbce złota, láutari – muzyków oraz gabori – liderów społeczności, rozpoznawanych po ich czarnych kapeluszach. Unika się mieszania i małżeństw między tymi społecznościami. László przyznaje, że istnieją one również na Węgrzech, i stwierdza, że społeczność romska to nie monolit i prowadzona jest w dwóch przeciwstawnych kierunkach przez tych, którzy chcą integracji, i tych, którzy pragną pielęgnować tradycję, często sprzeczną z aspiracjami edukacyjnymi. Los Romów byłby więc z jednej strony naznaczony cechami ludności marginalizowanej ze względu na biedę i bezrobocie, a z drugiej strony dyskryminowanej przez swoje przywiązanie do tradycji, która wyklucza pozostałą część społeczeństwa. „W tej sytuacji Unia Europejska postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zrobiła jedyną rzecz, do której jest zdolna: rozdała pieniądze”, mówi Tomas Matauko. Dokąd one wędrują? Nie oskarżając nikogo o ich defraudację, Ramona Strachinaru i Crisrina David uznają, że spora część ginie w biurokratycznej maszynerii lub w organizacjach pozarządowych rosnących jak grzyby po deszczu – z których jedne prowadzą bardzo skuteczną działalność, podczas gdy inne praktycznie nie istnieją. Dodajmy, że programy pomocowe dla Romów w krajach borykających się z biedą i poroblemami społecznymi nie powodują zanikania rasizmu. Jak zatem znaleźć rozwiązanie problemu (jesli w ogóle jakiekolwiek rozwiązanie jest możliwe)? Wydaje sie, że trzeba liczyć na zmiany w całym społeczeństwie, a szczególnie na to, że dyskryminacji Romów przeciwstawi się wykształcona młodzież, oraz że sami Romowie i ich reprezentanci z biegiem czasu przestaną myśleć o sobie jako o oblężonej twierdzy. Droga jest długa... Ale niejedną już przemierzyli i przemierzą ich jeszcze wiele. 36


T

ak zwana „kopjafa” jest tradycyjnym słupem nagrobnym, elementem kultury etnicznej grupy Węgrów nazywanych w Transylwanii „székely” (węg. : Erdély, niem. : Siebenbürgen). Szeklerzy (rum. Secui, niem. Szekler, łac. Siculi) w okresie średniowiecza i wczesnej nowożytności służyli jako strażnicy graniczni na Węgrzech, obecnie wciąż na pewnych obszarach południowozachodniej Transylwanii pozostają większością. Liczne „kopjafy” można spotkać na miejskim cmentarzu w centrum Cluj (węg.: Kolozsvár), gdzie zdjęcia zostały zrobione. Rzeźbione, drewniane słupy stawiane na grobach posiadają znaczenie symboliczne – sposób w jaki zostały wyrzeźbione odnosi się do osoby, która została pod nimi pochowana – sam kształt słupa symbolizuje ludzką postać, jego „głowę”, „tułów” itd. Gwiazda, na przykład, może odnosić się do mężczyzny, tulipan do kobiety, korona przedstawia osobowości przywódcze, zaś buzdygan (rodzaj broni) doświadczoną wojennie osobę. Płomienie mogą symbolizować mądrość mężczyzny lub kobiety, oczywiście istniały również pewne elementy oznaczeń religijnych – krzyże, turbany. Tekst poniżej został również specjalnie wyżłobiony, czasem przy użyciu starowęgieskiego pisma runicznego (rovásírás).

Graves and symbols

Groby i symbole

T

he so-called “kopjafa” is a traditional grave-sign of an ethnic group of Hungarians called the “székely” in Transylvania (Hungarian: Erdély or German: Siebenbürgen). Székelys (Romanian: Secui, German: Szekler, Latin: Siculi) used to serve as the border guards of Medieval and early modern Hungary, and they still form a majority in certain parts of South Eastern Transylvania. There are a number of “kopjafa” to be found in the cemetery in the center of Cluj (Hungarian: Kolozsvár), where the photos were taken. The carved wooden signs on graves have symbolic meaning – the way they are carved refer to the person who is buried there, and the column itself in tis shape symbolises a human, with a “head”, “body”, etc. E.g. a star can refer to a man, a tulip to a female, while a crown can refer to a leading personality, while a mace (weapon) to a person with a war experience. Flames can symbolise a wise man or woman, while there were of course religious elements as well – cross, turban, etc. Below, text was also occasionally carved, sometimes with ancient Hungarian “rovásírás” (runic writing).

László Milutinovits

37


J e s te m oso-bą, która ceni słowa, lubi je analizować, bawić się nimi. Rumuński to mój ojczysty język. Znam też kilka słów w innych niesłowiańskich językach. Moje uznanie dla komunikacji i języka sprawiał mi pewien rodzaj frustracji w Plaveczu, skoro nie byłam wstanie powiedzieć po słowacku więcej, niż „dziękuję” lub „cześć”. Czasem czułam się głupio, gdy chciałam powiedzieć prostą rzecz, np. „jak się masz?”, i móc porozumieć się z członkami cudownej rodziny, która była na tyle uprzejma, aby trójka z nas u nich mieszkała (dziadkowie Dominiki, Pani Ludmila oraz Dominika). Tylko dzięki niewerbalnej komunikacji mogłam poczuć jak sympatyczną są rodziną i ciężko pracującymi ludźmi. Chciałam sprawić komplement matce Veroniki, która robi najlepsze sznycle na świecie. Opowiedzenie Mario historii o plemieniu Dakota, które w tamtym czasie przeczytałam, sprawiłoby mi wielką radość, tak jak możliwość porozmawiania z Josefem o tajemnicy jego uśmiechu, który zawsze dla nas znajdował. Jeśli mogłabym mówić po słowacku, chciałabym spytać się członków grupy folklorystycznej z Pławiecu o ich piosenki i ich pragnienie zachowania dawnych obyczajów. Czas spędzony w Plaveczu przypominał okres, jaki spędziłam w Belgradzie kilka lat temu. Językowa bariera była podobna jak tutaj. Chodziłam do miasta, czytałam wszystkie reklamy i napisy na ulicach, wysilałam wyobraźnie, aby odnaleźć ich znaczenie. I tak w pewnym momencie spostrzegłam na jednym z murów słowo „smrt”. Łatwe słowo na tyle, aby wywołać połączenie neuronów w moim mózgu, zdecydowałam, że mogłoby znaczyć „sprytny, mądry”(smart). Pozytywne słowo na murze, nawet inspirujące. Miałam nawet podziw dla anonimowego autora, który napisał na ścianie „smrt”, musiałam uznać, że jest to jedno ze słów posiadających naprawdę głębokie znaczenie, umieszczenie go na murze dawało mu jeszcze więcej siły. Pozwoliłam mojemu umysłowi odpłynąć i wyobraziłam sobie historię osoby, która chce przekazać pasażerom przesłanie, że powinni być mądrzy. Nie powinni pozwalać sobie na uleganie jakiemuś negatywnemu językowi, który podżegałby do przemocy czy tego typu rzeczy. Dla mnie przesłanie słowa „mądry” oznaczało – bądź mądry, myśl samodzielnie, doceniaj i rozwijaj możliwości rozumienia rzeczy! Wszystkie te konstrukcja myślowe wprawiły mnie w tak dobry nastrój, że na ulicy zaczęłam podśpiewywać: smrt, smrt, smrt, tralalalalaaa. Byłam przekonana o słuszności moich przemyśleń. Potem, tej samej nocy spotkałam przyjaciół, którzy mieszkali w Belgradzie i opowiedziałam im o swoim odkryciu. Od nich dowiedziałam się, co rzeczywiście znaczy słowo „smrt”. Znaczy śmierć. Nawet jeśli znam teraz znaczenie tego słowa, dla mnie zawsze będzie powodem do żartów. W pewien sposób, nieznajomość jakiegoś języka może ujawniać pewne zalety, takie jak śmiech z wszechpotężnej śmierci, samej Pani z kosą. Wciąż szukam w słowackim takiego słowa, który miałby potencjał „smrt”. Teraz czytam słowackie opisy produktów ustawionych na sklepowych półkach.

SM Cristina David

38


I’m a person who appreciates words and likes to analyze and play with them. My mother tongue is Romanian. I also know a few of words in other non-Slavic languages. My appreciation of communication and language causes a kind of frustration for me here in Plaveč, since I am unable to say more than “thank you” and ���hello” in Slovak. I feel stupid sometimes as I would like to say simple things, such as “how are you?” and to communicate with the members of the wonderful family that is so kind to have 3 of us in their home (the grandparents of Dominika, Mrs. Ludmila, and Dominika). Only with non-verbal communication I can feel how nice hard working family they are. I would have liked to pay a compliment to the mother of Veronika who is making the best schnitzels of the world. To be able to speak with Mario about the stories I just read these days about Dakota Native-Americans would have made me happy, or with Josef about his secret of having always a smile for us. If I could speak Slovakian I would also ask the members of the folklore groups from Plaveč about their songs and their wish to preserve the heritage of the old customs. The time I spend in Plaveč reminds me a bit of the time I spent in Belgrade few years ago. The language barrier was the same as here. I used to walk in town, read all the commercials or street signs and then doing an effort of imagination to find a meaning. This is how at one point I saw on a wall the word “smrt”. It was an easy word to make some neurons connection in my brain, I decided it would mean “smart”. A positive word on a wall, inspirational even. I had admiration for the anonymous author who wrote smart on the wall, I had to recognize that is one of the words with a deep meaning, and positioning it on a wall brings even more power to the word itself. I let my mind flow and I imagined a story of a person that wants to send the message to the passengers that they should be smart. They should not let themselves influenced by some negative discourses that instigate to violence or to other things. For me the message smart on the wall meant, be smart, think for yourself, appreciate and develop your capacity of understanding things! All this thought construction gave me so good mood that I even quietly started to sing on the street smrt, smrt, smrt, smrt, tralalalalaaa. I was convinced by the correctness of my thoughts. Later that night I met my friends that are living in Belgrade and I told them about my discovery. From them I found out what “smrt” really means. It means death. Even if now I know the correct meaning of the word, for me “smrt” will always be a word to joke about it. In a way, not knowing a language can trigger advantages, such as laughing of the almighty-Death, the Lady-with-the-Scythe itself. I am still looking for the word in Slovak that has the potential of “smrt”. I’m currently reading the Slovakian texts from the labels of the products from the supermarket shelves.

RT

39


Pojęcie pociągu nie przewozi podróżników.

Guilla ume du B

oisbau dr y

ne transporte pas de voyageurs.

40

Le concept du train

The concept of train doesn’t carry travellers.


LISTA UCZESTNIKÓW LIST OF PARTICIPANTS Agata Dutkowska, Pl, Sociologist Agathe Tournier, Fr, Architect Alexis Emery-Dufoug, Fr, Artist Beáta Kolbašovská, Sk, Artist Cristina David, Ro, Artist Edyta Mąsior, Pl, Artist Frédéric Desmesure, Fr, Photographer Guillaume du Boisbaudry, Fr, Philosopher Jan Sowa, Pl, Sociologist Jarosław Wójtowicz, Pl, Artist Joanna Bednarczyk, Pl, Artist Judit Kurtág, Hu, Artist Julie Chovin, Fr, Graphic designer Jakub Pišek, Sk, Artist László Milutinovits, Hu, Historian Lujza Magová, Sk, Artist Łukasz Jastrubczak, Pl, Artist Małgorzata M. Dudek, Pl, Artist Marek Mardosewicz, Pl, Poet Mario Varga, Sk, Artist Marta Jonville, Fr, Artist Mathieu Lericq, Fr, Film curator Nils Clouzeau, Fr, Artist Palce Lizać - Barbara Nawrocka & Dominika Wilczyńska, Pl, Architects Paul Maquaire, Fr, Artist Roman Dziadkiewicz, Pl, Artist Seydou Grépinet, Fr, Film maker Simon Quéheillard, Fr, Artist Sylvestre Leservoisier, Fr, Poet Thomas Desmaison, Fr, Sociologist Tomas Matauko, Fr, Artist Valérie de Saint-Do, Fr, Journalist /writter 41


Exhibition : Kuratorzy / Curators: Marta Jonville & Tomas Matauko Koordynacja / Coordination: Piotr Sikora Komunikacja / Communication: Anna Szwajda Projekt graficzny / Graphic Design: Ricky Przekład / Translations: Łukasz Białkowski & Tomasz Kaszubski Stażyści / Interns: Mathilde Delanne, Maxime Boulanger, Jean-Marie Le Besq

Informacje Praktyczne / Practical informations Małopolski Ogród Sztuki ul. Rajska 12, 31-124 www.mos.art.pl info@mos.art.pl tel.: 12.424.45.25

Kontakt / Contact Mécanismes pour une entente - PointBarre Strona / Website: http://mecanismespourentente.eu/ e-mail:  mecaniques2013@gmail.com Facebook: www.facebook.com/MecanismesPourUneEntente

42


Organizator / Organizer PointBarre Asso, Bordeaux, Fr. Współorganizatorzy / Co-organizers L’EBABX, École d’Enseignement Superieur d’Art de Bordeaux, Fr. ASPK, Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, Pl. Tabačka Kulturfabrik, Košice, Sk. Bakelit Multi Art Center, Budapest, Hu. Partnerzy / Partners Małopolski Ogród Sztuki Institut Français de Pologne Institut Français de Budapest Institut Français de Bucharest Fabrique Pola Alliance Française de Košice Teatr im. Juliusza Słowackiego SNCF Grantodawcy / Funders European Commission Regional Council of Aquitaine European Cultural Foundation Institut Français Mairie de Bordeaux Conseil Général de Gironde Instytut Adama Mickiewicza Ministerstvo Kultury Slovensko

43


Jest to nasze ostatnie działanie w Polsce, z tego też powodu chcielibyśmy podziękować: Alainowi Scheiderowi i Magdzie Bozek za wielokrotne ratowanie tego projektu. Piotrowie Bożykowi, który wspierał “Mechanizmy” od samego początku z wielką pasją, wiarą tak iż prawie sprawił że uwierzyliśmy w Boga. Łukaszowi Białkowskiemu za przyjaźń, za to że nauczył nas tak wiele o Polsce i był naszym przewodnikiem przez ten rok. Piotrowi Sikorze, perfekcyjnemu, zawsze perfekcyjnemu, oraz bardzo miłym Magdzie i Dawidowi.

This was our last action in Poland so we want to make special thanks to : Alain Scheider and Magda Bozek who saved this project many times, to Piotr Bożyk who supported “Mechanisms” since the beginning with passion, faith and nearly made us believe in god. to Łukasz Białkowski for his friendship, who learned us about Poland so much and has been our guide since one year, to Piotr Sikora, perfect always perfect, and to the very nice Magda & David.

44


45


46


Booklet exhibition in MOS Krakow / November 2013