Page 1

Czata – MINI ontunuujemy obchody 35lecia szczepu. W tym numerze przygotowując się do jubileuszowego ogniska zamieszczamy kolejny z cyklu artykułów o nas.

K

Wydarzyło się... Zdecydowaną atrakcją kwietnia był wyjazd w Gorce (24-26 kwietnia). Spotkaliśmy się 18osobową grupką na dworcu PKP w Krakowie. Pociąg. Krajobrazy za oknem początkowo zupełnie zwyczajne, później zaczęły się robić coraz bardziej zielone, falowane, a w końcu górzyste. Pomimo tych widoków, jazda pociągiem zdawała się coraz nudniejsza. W końcu jednak pociąg zatrzymał się i naszym oczom ukazał się duży napis. Rabka Zdrój. Wysiadamy i idziemy. Najpierw przez miasto, kawałek asfaltem pomiędzy domami i wreszcie asfalt się kończy. Razem z asfaltem kończy się też codzienny widok a rozpoczynają się góry. Pod stopami polna kamienista droga, na horyzoncie widać jeszcze brązowo zielone pola, góry. Promienie słońca delikatnie pieką odsłonięte ręce, o twarz rozbija się górski wiatr, który jakby nie zauważył przeszkody na swojej drodze. Budząca się w górach wiosna, świeżo zielone liście i rozpęknięte pąki kwiatów na tle gorczańskich szczytów. Niesamowity widok. Kolejne kroki, trochę żartów ze znajomymi, kilka krótkich postojów i kierunkowskaz z napisem „schronisko 30 min”. Na polankę przy schronisku dotarliśmy wiele szybciej jednak później… zatrzymaliśmy się i zaniemówiliśmy. Tam na horyzoncie, na którym spodziewaliśmy się dojrzeć tylko niebo i jakieś beskidzkie górki, zobaczyliśmy Tatry. Majestatyczne, wystające jakby nad niebo turnie, częściowo pokryte śniegiem. Góry lekko zmywają się z

Nr (9) 3/09 –kwiecień- maj 2009 niebem, zamglone wydaja się być tylko majaką strudzonej wyobraźni. wszyscy widzimy jakby dwa horyzonty. Jeden tu blisko – zaznaczający granicę drzew z pobliskiego lasu i drugi – zupełnie nieprawdopodobny – postrzępiony, lekko rozmyty, magiczny… Po dłuższej chwili podziwiania iście alpejskiego krajobrazu polskich tatr, zaczynamy się rozglądać i…. znów słychać ten cichy szmer podziwu. Oto naszym oczom ukazał się kolejny szczyt- tym razem już bliższy, wyraźniejszy, a przez to wydawałoby się wyższy i masywniejszy. U dołu ciemny, grantowo czarny, a wyżej biały. Babia Góra. Wszędzie na około spokojne niebo, delikatne cumulusy, i nagle Ona – wyniosła i piękna. Krajobraz ten wszystkim nam skojarzył się z oglądanymi w Internecie zdjęciami afrykańskiego Kilimandżaro. Samotny szczyt poddawał wyobraźni najróżniejsze odczucia. A gdyby tak zawrócić, przejść ten kawałek drogi dzielący nas od niej i ruszyć na podbój nieba? Zanim poszliśmy spać w schronisku na Starych Wierchach nie ominęło nas jeszcze kilka emocji i wrażeń… zabawa na śniegu, śpiewy przy gitarze i ognisku, podziwianie usianego gwiazdami nieba a następnego dnia zawarcie nader miłej znajomości ze studentami z AGH. Te szczegóły niech jednak pozostaną w pamięci tych którzy Tam byli. A reszta? niech zazdrości ;) Pierwsze trzy dni maja upłynęły pod znakiem harcerstwa. Noc filmowa w harcówce, obchody święta narodowego a przede wszystkim szczepowe sprzątanie świata. Uzbrojeni w worki i rękawiczki ruszyliśmy oczyszczać Tenczynek. Podczas sprzątania zauważalne były efekty zeszłorocznej pracy. Śmieci było znacznie mniej. Oby tak dalej. 9 maja

wzięliśmy udział w akcji „Polska biega” (9 maja). Jak na 13 szczep przystało nie zabrakło sukcesów. Pierwsze dwa miejsca w trudniejszej – sportowej- trasie zdobyli dh Krzysiek i dh Grzesiek. Mamy też w szczepie najodważniejszą kobietę w hufcu. Dh Agnieszka jako jedyna reprezentantka płci pięknej pobiegła na trasie sportowej zajmując oczywiście pierwsze miejsce w swojej kategorii ;).

Smutna sprawa... - powódź Nasza harcówka została zalana przez piec z kotłowni... W związku z tym nasza siedziba jest w dość opłakanym stanie. Czeka nas sporo pracy przy suszeniu a później przy kolejnym generalnym remoncie. Musimy połączyć swe siły. Oto rusza wielka akcja zbierania płytek podłogowych. Kto ma jakieś płytki. niech pyta rodziców i przynosi. Zrobimy z nich wielką trzynastkową mozaikę ;)

Wydarzy się… A czego się spodziewamy?  Coroczne obchody dni hufca (2224.05) z tej okazji biwak w Miękini.  Najważniejsze! Podczas dni hufca odbędzie się jubileuszowe ognisko Trzynastego Szczepu! Wspólnie przy ogniu będziemy świętować 35 lat naszej działalności!  Wakacje się zbliżają a wraz nimi obóz hufca! Oto kilka szczegółów: -czas trwania: 10-24.07.2009r, miejsce: Nasiczne w Bieszczadach, koszt: 650zł, zgłoszenia do 15.06  Jeśli już mowa o wakacjach to czas na następne dobre informacje. Dla wszystkich szczepowych wędrowników szykuje się obóz na Ukrainie! Szczegóły: -czas trwania: 17 – 24.8.09 -miejsce: Województwo Lwowskie + Kijów, koszt: 400zł (kolumnę opracowała Natalia)

1


Czata – MINI Dział Bynajmniejnienajważniejszy Coś antyżenującego Co zrobić, kiedy ktoś potrafi zrobić tak, aby negatywne interpretacje wylewały się z ofiary bardzo intensywnie? Przede wszystkim nie można zadać pytania, co zrobić, ponieważ w razie skutecznych działań powodujących gniew nie za bardzo zastanawiamy się nad tym – mózg mamy zapchany intensywnym wylewaniem się:D. Trzeba zadać pytanie jak zrobić, aby wyrażenia w tym czasie nie były za intensywne. Jeżeli dalej nie rozumiesz, o co chodzi podam przykład: -Hej Janek miałeś umyć mój samochód, prosiłem Cię o to już milion razy, a ty dalej masz mnie w d… Stop! I co teraz? Nasuwa się myśl, która może budzić odrazę, wśród porządnych, prawych obywateli. Należy się wystrzegać tego sformułowania, ponieważ budzi ono grozę, i brak szacunku dla otoczenia. Dokończmy zatem: …użej mierze za mało rozwiniętego emocjonalnie człowieka. No i to jest kulturka☺. Tylko czy pomaga? Niestety z reguły tak jest, że im bardziej nieodpowiednie sformułowania, tym lepszą dają satysfakcję, mimo to da się to rozwiązać. Jeżeli nie ma potrzeby, czujesz że potrafisz wykwestionować swoją rację wzrokiem, lub innymi gestykulacjami, albo jeśli rozmówca ma rację:D, odpuść. Wiadomo jednak że czasem jest trudno. W takim wypadku oto kilka sformułowań, które mogą się czasem przydać: -Mandżurski kilof do wykopywania Afgańskich ziemniaków -Motyla noga! -Piernik!(bardzo polecam, szczególnie w skrajnych przypadkach, można używać w wielu odmianach np. mada piernika! Piernikowe ciasto! Itp.) -Szynka z chlebkiem -Do 100 tysięcy chodzących szczoteczek do zębów! -Co ciężkiego kaktusa! -Do Czaty, Feel’a, lata z radiem(tutaj dowolność) go zapisać! I tego właśnie typu☺ Nie przeklinajmy! Od tego zależy nasze przyszłe życie! Piernika!

Kawał - Janie! - Słucham Pana. - Czy możesz przysunąć tu fortepian? - Tak, Panie. Będzie Pan grał? - Nie, ale zostawiłem tam cygaro.

Nr (9) 3/09 –kwiecień- maj 2009 Ze świata nowinek kilka… Wywiad z… kioskarzem! Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda praca takiego kioskarza, przez którego palce non stop przelewają się pieniądze i ulgowe? My owszem☺.: Redaktor: Na początek zadamy może dosyć standardowe pytanie: czy lubi pani swoją pracę? Dorota Dąbek: Tak, lubię. R: A za co? Ojej… nie wiem… może za to ze mogę się spotykać z ludźmi, rozmawiać z nimi…. Hmm.. lubię po prostu to co robie, staram się lubić rzeczy które robie. R: Czy to prawda, że kioskarz potrafi w mgnieniu oka, z zawiązanymi rękami i oczami sprzedać rzecz, którą chce kupujący? D: (śmiech) z zawiązanymi oczami i rękami? Jak on to ma zrobić? ;) R: No.. kioskarz nie jest super, jak superman? (uśmiech) D: No jest super, ale żeby obsłużyć klienta musi użyć ręce, a żeby zobaczy towar, który ma podać musi mieć oczy. Po za tym dużo robi też nawiązanie kontaktu wzrokowego, (czego u mnie w kiosku niestety nie ma), ale jak się „tak o zrobi” [tu gest wychylenia się do okienka], to jest fajniej. Aczkolwiek z drugiej strony czasem się cieszę, że mnie klienci nie wiedzą, albo że ja ich nie wiedzę. R: dlaczego? D: Aa, czasem przejdzie taki „mękoła” [Ta Pani świetnie sobie radzi z emisją wyrażeń. Należy brać przykład.] zacznie - ‘ale pani jest piękna, ale jak bym się chciał z panią na kawę umówić, ale …” to robie takie miny, że on to by ich pewnie nie chciał zobaczyć. R: zdarzały się pani takie sytuacje? D: Taaak. Bo to raz. Mam takiego klienta, który co tydzień chciał się ze mną umówić na kawę. Jak mu powiedziałam, że nie, że mam męża, dzieci, to odpowiedział - ‘ale to nic nie szkodzi, przecież się tylko na kawę będziemy umawiać’, – ale panie ja nie mam czasu, ‘ale to nawet na 5 min pani nie ma czasu?’ – nie, nie mam czasu, zawsze pędzę do domu. ‘ale pani jest nieczuła’. A taki był brzydki, że łeee [śmiech] R: Czyli praca w kiosku nie jest z pozoru taka nudna jakby się wydawało? D: Nie! Skądże znowu, bo różne ciekawe przypadki się przydarzają. Kiedyś przyszła dziewczyna młoda, tak około 20 kilku lat, miła uśmiechnięta. Kupuje bilety, ma płacić i nagle ‘jejku, nie mam portfela!’ mówię – spokojnie niech się pani uspokoi, na pewno się znajdzie. ‘Nie mam! Rany! Muszę zadzwonić do ojca, niech pani odłoży te bilety’. No, więc odłożyłam na bok, obsłużyłam następnego klienta i słyszę jak ona rozmawia - ‘tato, nie zostawiłam u ciebie portfela?... jest! No to dobrzee!’ no i przychodzi i mówi - ‘Zostawiłam u ojca portfel, a muszę mieć bilet… nie sprzedałaby mi pani go na kreskę?’ No i tak od słówka do słówka– dobrze tylko… ‘Ja jutro tutaj będę i na pewno oddam!’. No wiec zawierzyłam dziewczynie, zresztą 2.50 to nie majątek nawet jakby nie oddała to się mówi trudno. Przyszła na drugi dzień i oddała. Znów kupowała bilet. Kupiła, wsiadła do tramwaju, gdy ten stał jeszcze na pętli, za chwilę znowu przychodzi i mówi ‘Wie pani co? Wsiadałam do tramwaju i zgubiłam bilet!’ Okazało się ze zostawiła sobie go u mnie na ladzie, a tam są niebieskie naklejki, wiec nie było widać. Także mam teraz nową, że tak powiem „przyjaciółkę” – stałą klientkę. Przez bilety. R: Ciekawa historia:D A wracając do poprzedniego tematu. Potrafiłaby pani w zamkniętymi oczami powiedzieć co gdzie jest w kiosku? D: tak. U siebie w kiosku – oczywiście. Już na odległość mogę wydać resztę z zamkniętymi oczami. ;) R: Nie obawia się pani, że źle pani wyda? D: Nie. Jeśli wiem, jaki pieniądz da mi klient. (Staram się obsługiwać klientów szybko, więc nie zwracam uwago na wyczuwanie, jaki zostaje pieniądz – od tego mam oczy). Ale jeżeli byście mi je zawiązali oczy i powiedzieli ‘to jest 5 zł’ i mam wydać 1,35zł to jestem w stanie wydać. R: Zdarzył się może kiedyś jakiś obcokrajowiec… D: Tak, tak! Przyszedł do mnie kiedyś taki młody mężczyzna i kupował ‘zwei ticket’. Na samym początku mojej pracy. Więc – zwei – no to wiedziałam, że to jest

2


Czata – MINI Śmiszne, niśmiszne, czyli ogół humoru Odpływamy, otwieramy wyobraźnie – sytuacja. Klasa. Miła atmosfera na dowolnym przedmiocie. Na tyłach, gdzie siedzisz, panuje zupełnie wyluzowany klimat. Ludzie z tej strony ignorują nauczycielkę od biologii, która z kolei ignoruje ich. Twoje sumienie z jednej strony nie pozwala rozpraszać twojej uwagi takim chamstwem, która jest prezentowana po twojej prawej stronie, a z drugiej to przecieş, do Piernika, 8 lekcja, a ona i tak gada o głupotach. Trwasz w niezdecydowaniu. Słyszysz urywki mieszające się z głosem nauczycielskim – kumpel opowiada niesamowicie śmieszny şart - W tym momencie czujesz napływające uczucie dławiącego śmiechu, którego juş wiesz, şe nie będzie moşna powstrzymać. Eksplozja następuje po 2 sekundach. Jest ona spotęgowana śmiechem 7 innych osób, które były w podobnym stadium. Ludzie, którzy nie wiedzą o co chodzi gapią się na Ciebie i innych prosząc o wyjaśnienie – oni teş chcieli by się pośmiać. Po chwili cała klasa, łącznie z nauczycielką ryje ze śmiechu. Po kilku sekundach emocje stopniowo opadają. Kiedy juş zblişają się do bazy zero, ktoś chce być fajny , a przynajmniej śmieszny, mówi coś co po pierwsze, odbiega od tematu, po drugie jest straszliwie, wręcz zaraşająco nie śmieszne. Cisza. W tym miejscu pasowałby pojedynczy płacz dziecka, pohukiwanie sowy, albo przetaczający się zwinięty w kulkę suchy krzaczek smagany wiatrem. Śmiech rodzi się w pojedynczych osobach, którzy nie mogą znieść świetnie rozwiniętej umiejętności antyhumoru kolegi. Poziom zabawy spadł powoli do -2 w skali na 10. Co zrobił tenşe kolega? Puścił suchara, zapodał chałę, odkrył Amerykę. Temat ten myślę, dotyka kaşdego z nas, bo kto choć raz w şyciu nie puścił şadnego suchara? :D Skąd to się bierze? Zdaje mi się, şe przede wszystkim z róşnic wynikających z poziomu poczucia humoru danego środowiska. Rozplanujmy myśl, która chce wyrazić şart. Początkowo rodzi się pomysł. Aklimatyzuje się ona w mózgu, dorasta i albo: zostaje wypowiedziana, albo najpierw oceniona. Jeşeli ktoś ją po prostu powie, i nie uzgodni ją z sytuacją powstaje antyhumor. Konsekwencje mogą być róşne. Od wyśmiania, do śmiechu z litości. Jeşeli ktoś robi to notorycznie – moşe być gorzej. Będzie wiązać się to ze stosunkami, a to

Nr (9) 3/09 –kwiecieĹ„- maj 2009 dwa – ale ticket nie miaĹ‚am pojÄ™cia co znaczy (nigdy nie uczyĹ‚am siÄ™ jÄ™zyka angielskiego). Zaczęłam mu pokazywać róşne rzeczy, ktĂłre mam na biurku, wreszcie doszliĹ›my do tego Ĺźe sÄ… to bilety. Innym razem przyszedĹ‚ obcokrajowiec, ktĂłry pytaĹ‚ siÄ™ mnie jak gdzieĹ› dojechać. Ja robiĹ‚am wielkie oczy, po czym on wyciÄ…gaĹ‚ kratkÄ™, ja wyciÄ…gaĹ‚am kartkÄ™, i metodÄ… gestykulacji, pisania itp. wytĹ‚umaczyĹ‚am mu, na jakim przystanku ma wysiąść Ĺźeby siÄ™ dostać na rynek. R: Czyli zdolnoĹ›ci „interpersonalneâ€? w kiosku moĹźna dobrze rozwinąć? ;) D: A i owszem. Róşnie to bywa, ale tak. R: Zna pani jakiĹ› Ĺźart kioskarski? D: Hmm‌ „czy sÄ… caĹ‚e bilety? – nie tylko potarganeâ€?. (‘caĹ‚y’ bilet klienci mĂłwiÄ… na normalne bilety, bez ulgi uczniowskiej czy studenckiej – stÄ…d caĹ‚y) R: DziÄ™kujemy w takim razie za wywiad. MiĹ‚o byĹ‚o dowiedzieć siÄ™ jak to dziaĹ‚aâ˜ş (wywiad przeprowadzili Natalia, Sprytny)

Trudno zrozumieć Motylek – po polsku Le PapilionacĂŠes - po francusku Po Niemiecku – Schmetterling z wymowÄ… SZMETERLING zaznaczajÄ…c kaĹźdÄ… sylabÄ™. Po prostu Ĺ›liczny, dĹşwiÄ™czny jÄ™zyk. SwojÄ… drogÄ… sĹ‚yszaĹ‚em, Ĺźe obcokrajowcy zainteresowani polskojÄ™zycznÄ… kulturÄ…, za najpiÄ™kniej brzmiÄ…ce sĹ‚owo uwaĹźajÄ… „kaszankaâ€?. No w sumie czyĹź nie jest piÄ™kne? MoĹźe i tak, ale polskie skojarzenia wiąşące siÄ™ raczej niezbytâ˜ş. Francuski za to jest piÄ™kny – Je veux que le jambon oznacza dosĹ‚ownie „chcÄ™ szynkÄ™â€? albo OĂš il a enterrĂŠ le corps? – „Gdzie pochować trupa?â€? I takie tam;), Co ciekawe wiÄ™kszość FrancuzĂłw uwaĹźa swĂłj jÄ™zyk za uniwersalny, i nie ma mowy, aby niektĂłrzy z nich uczyli siÄ™ nowego. SiedzÄ…c dĹ‚uĹźej i przeglÄ…dajÄ…c róşne jÄ™zyki na translatorze doszedĹ‚em do wniosku, Ĺźe niektĂłre sÄ… naprawdÄ™ ciekawe: ZĹ‚o – paha po FiĹ„sku(zagrzmiaĹ‚o grozÄ…) Dzieciak – insekt po Turecku MasĹ‚o – smør po DuĹ„sku Noga – Picior po RumuĹ„sku Sto pięćdziesiÄ…t tysiÄ™cy siedemset dziewięćdziesiÄ…t siedem – hundertfĂźnfzigtausendsiebenhundertsiebenundneunzig po Niemieckuâ˜ş Czata – ‍ ؊شدعدلا‏po Arabsku (wyobraĹźacie sobie obrazek tytuĹ‚owy?) Schabowy z kapustÄ… – 

    w jÄ™zyku Tajskim PomaraĹ„cz –  rĂłwnieĹź w Tajskim (przypomina trochÄ™ pomaraĹ„cz nie?) I róşne takie tamâ˜ş (Sprytny)

Zdjęcie(a) numeru

Na zdjęciach widać typowy przykład 2 zasady dynamiki - Akcja zawsze kończy się reakcją. Jednak jeşeli inaczej spojrzeć moşe być to teş typowe, bardzo ogólne odwzorowanie dzieła pt. "Zbrodnia i Kara" Akcja ta miała miejsce podczas ostatniej wyprawy w Gorce. (Sprytny)

3


Czata – MINI już jest nie śmieszne. Jeżeli ktoś jednak oceni ten żart w środowisku, i potrafi dobrze to zrobić – najczęściej jest nagradzany szczerym śmiechem innych osób, i hmm…. Błyska wyjątkowym poczuciem humoru, co jest odbierane pozytywnie☺. Co robić, aby temu zapobiec? Myśleć. Po prostu testować chociaż powierzchownie każdą wypowiedzianą myśl mającą na celu wydobycie śmiechu z innych. Jeżeli ktoś dalej nie wie o co chodzi zapraszam do lektury działu kawałów w „Metro” rozdawanym prawie codziennie w Krakowie rano. Przez 4 lata nauki w Krakowie prawie 3 razy natknąłem się na śmieszny żart. Podsumowując: Dość sucharów! Jedzmy tylko zdrowe żarty! Pamiętajmy, aby nie byłe niesmaczne dla innych! Smacznego :D Uuuu… Suchar…

Dość dobre kawały Żona mówi do męża. - Kochanie, co kupimy matce na urodziny? - Wiem, że chciała coś na prąd. Może krzesło? Trzech studentów opowiada sobie o wrażeniach z Sylwestra. - Ja chłopaki byłem na Majorce - mówi pierwszy - jaki wypas!!! Plaża, drinki, dziewczyny w bikini... - A ja byłem w Alpach - mówi drugi śnieg po pas, narty, a jakie panienki...mmmm - No stary a ty gdzie byłeś? pyta milczącego dotąd trzeciego żaka - Chłopaki ja byłem w tym samym pokoju co wy ale ja nie paliłem tego świństwa... - Mamo, nie wyobrażasz sobie co się stało! Strasznie się pokłóciliśmy! Coś okropnego... - Spokojnie, córeczko, nie denerwuj się. W każdej rodzinie od czasu do czasu zdarzają się konflikty. - No, wiem. Ale co zrobić z trupem? Zastanawiali się na Ukrainie, co posadzić wokół Czarnobyla: - Buraki. - Nie, bo krowy pozdychają. - No to może ziemniaki. - Nie, bo się ludzi potruje. - A co tam! Posadzimy tytoń, a na papierosach napiszemy - Minister Zdrowia ostrzega po raz ostatni. (kolumnę opracował – Sprytny)

Nr (9) 3/09 –kwiecień- maj 2009 Pierwszy Wilczy Rajd „...Dawno minął czas twych dziecięcych zabaw z krótkich spodni już wyrósł każdy z nas...” Coraz bardziej czas zaciera ślady tamtych „Wilczych Rajdów” Dlaczego wilczych? Otóż zawsze wilki kojarzyły nam się z jakimś bezmiarem wolności, i wierności (sam kiedyś miałem autentycznego dzikiego wilka- obserwacja jego zachowań zmuszała do refleksji a także wywoływała podziw) Zbiórki harcerskie zostawiały zawsze pewien niedosyt... Pomimo, że były w miarę często i trudno nam było się rozstać, to chcieliśmy czegoś jeszcze więcej i stąd też narodził się pomysł „wilczych rajdów”. Takich właśnie wypadów (często na szybko improwizowanych), dających wspaniałą zabawę i uczących nas samych dobrej organizacji, dopasowania się do sytuacji, a nazbyt zarozumiałych - czujności i szacunku.... Od pierwszego Rajdu mija w tym roku 26 lat (ładny kawałek czasu), i właśnie ten czas- zatarł już wiele szczegółów. Spróbuję Wam opowiedzieć o tamtym lecie 1983 roku. ... Nad pięknym zalewem, otoczonym skałkami i wzniesieniami ulokowały się obozy zgrupowania Hufca Świętochłowice (ponad 600 osób). Między podobozami centralny plac apelowy, miejsce na centralne ognisko zgrupowania chciałoby się rzec - potęga i moloch. Nasz malutki obozik (6 osób) rozbiliśmy po przeciwnej stronie zalewu i rozpoczęliśmy prowadzenie obserwacji tego zgrupowania. Interesowały nas zwyczaje drużyn, plan dnia, tradycje. Ważny był plan całego zgrupowania i poszczególnych podobozów. Podczas tych pouczających obserwacji staraliśmy się poznać słabe i mocne strony takiego zgrupowania. Po dwudniowej obserwacji zdecydowaliśmy się zaproponować braci harcerskiej podchody. Do obozu Kursu Instruktorskiego(tak żeby troszkę podnieść poprzeczkę) wysłaliśmy list, w którym określaliśmy zasady tej gry: 1.Celem podchodu jest proporzec umieszczony w centralnym miejscu obozu, 2.Czas trwania podchodu 24 godziny - czujność przez całą dobę. W przypadku naszej przegranej wykonujemy czynności w kuchni zgrupowania przez jeden dzień. W przypadku naszej wygranej jesteśmy honorowymi gośćmi obozu (oczywiście też nieodpłatnie uczestniczymy w posiłkach). Nasze nastroje początkowo były dość niewyraźne- wydawało nam się, że mamy przed sobą Twierdzę nie do zdobycia. Argumenty były różne typu: - nie mamy szans przedrzeć się przez zgrupowanie, zwłaszcza jak wszyscy ogłoszą alarm to po nas ...itd. Wieczorem podstawiliśmy naszego "instruktora dyżurnego", gdy komenda podobozu była chwilowo nieobecna. Zlustrowaliśmy wartę przypominając o szczególnej ostrożności. Sprawdził on umieszczenie proporca, przyjął raport zastępowego o rozdziale wart - na co dzień nie mieli tego w zwyczaju, ale przecież to była szczególna warta, szczególna noc... W nocy nieopodal obozu zabłysło światło niezbyt dużego ogniska, a także pojawił się dym (świeca dymna). Chwile później - fałszywy instruktor dyżurny ogłosił ALARM dla obozu. Oczywiście zastęp wartowniczy „doskonale znał” podstawionego INSTRUKTORA DYŻURNEGO i rozkaz o alarmie został natychmiast wykonany. Prawdziwy nie miał w zwyczaju robić szczegółowego obchodu zgrupowania- dlatego też dla znakomitej części druhowieństwa pozostawał postacią praktycznie nieznaną. W obozie powstało wielkie zamieszanie i proporzec został wtedy właśnie ściągnięty z masztu. Alarm za kilka minut został odwołany, lecz proporzec już był w naszych rękach. Gdy zorientowali się, że nie ma proporca, i zrozumieli, że celowo zostali wprowadzeni w błąd ogłosili drugi ALARM próbując odbić proporzec - lecz my byliśmy już w drodze do naszego obozu. ...Rano z piosenką na ustach, z jodlinką na rękawach i zdobytym proporcem udaliśmy się do podobozu. Witani i goszczeni byliśmy bardzo serdecznie i chyba nikt nie chował długo urazy za ten fortel. Wielokrotnie Wilczy Rajd wyruszał na szlak. Udało nam się poznać wielu wspaniałych ludzi, przeżyć wiele przygód podpatrywać tradycje i poznać siebie w różnych sytuacjach. (Czarny Wilk. - pwd. Krzysztof Korbiel HO - były Komendant 13 Szczepu)

Od nas, dla Was, do Was, o Was pisali: dh red. nacz. Natalia oraz dh red. nacz. Sprytny. I Ty możesz mieć przed nazwiskiem 3 magiczne literki: red. (jak redaktor). Już dziś skontaktuj się z redakcją! Pisz: Latarka91@interia.pl

4


5

Czata Mini 3/2009  

Zanim nastała epoka internetu, przed nagłym skokiem technologicznym, przed radiem 13fm istniała Czata. Nasza gazetka szczepowa wydawana już...