Page 1


4

Listy od czytelniczek

6Jestem życiowym kujonem – Monika jej portret

Richardson

12 Z nurtem wiosny

trendy & styl

16 Tarcza w kremie

Nowe technologie

20 Epilacja laserowa i IPL – historia prawdziwa Medycyna estetyczna

22 Rozkręć kolory

w 3 odsłonach

26 Usta – usta

szminka idealna

27 28 O włos od ideału

debiuty kosmetyczne Fryzjerski Hot-kod

32 Mistrzowie wiecznego pióra

firmy legendy

36 Rozważnie i romantycznie w dobrym stylu

42 Karuzela z zapachami

fot. materiały promocyjne

Świat perfum

„Woman” – Magazyn o urodzie dla kobiet wymagających; Nakład: 6 000; Właściciel: Dermika Sp. z o.o., al. Jerozolimskie 195b, 02-222 Warszawa, tel.: (0-22) 340 30 20; Wydawca: Concept Publishing Polska Sp. z o.o., ul. Czapli 27, 02-781 Warszawa tel.: (0-22) 848 60 40, faks: (0-22) 848 61 12, Zarząd: Rafał Plewiński, Łukasz Skalski; Dyrektor Wydawnicza: Anna Kajda, a.kajda@cppolska.com.pl; Sekretarz Redakcji: Joanna Jasikowska; DTP: Piotr Żak; Fotoedycja: Urszula Trzaskowska Zespół redakcyjny: Marta Jakubiak, Lena Kohl, Lidia Maciejowska, Dorota Relidzyńska; Felietoniści: Jacek Cygan, Krystyna Kofta, Kama Zboralska; Produkcja: Magdalena Wodzyńska; Druk: Artis; Account Executive: Agnieszka Bielecka Reklama: AdConcept , Dyrektor handlowy: Monika Skalimowska, m.skalimowska@adconcept.pl; Dyrektor handlowy: Małgorzata Teodorczyk, m.teodorczyk@adconcept.pl Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych. Za treść reklam i ogłoszeń redakcja nie odpowiada.


46 w sam raz na raz

wiecznie młoda

48 Opalona bez słońca dla przyjeności

Relaks w trzy godziny

54 Gładko, po męsku

męskie sprawy

56 Przytulone do wina

felieton jacek cygan

58 Daj skórze pić

zabiegi dermiki

62 Wiosenne smaki Dieta Raw Food zdrowa kuchnia

67 Gra wstępna

Felieton krystyna kofta

68 Świat pełen marzeń sztuka modna

70 71 Gabinety

Pytania do lekarza dobre adresy

72 Podróż do Edenu

Rajskie podróże

76

prenumerata


listy od czytelniczek

ladą o nienagannej cerze, polecające kremy po 50. Ale zaczytując się w „Woman” i tylko dzięki Wam, zaufałam Dermice!!! Seria Specialite jest doskonała! Moja cera odzyskała dzięki niej blask, a ja czuję się piękna i młoda. Pozdrawiam, Ewa z Grudziądza

Szanowna Redakcjo, a właściwie drogie Czytelniczki!

Chciałabym podzielić się z Wami moimi odczuciami dotyczącymi stosowania poleconego na łamach „Woman” kremu firmy Dermika. Chociaż na początku podchodziłam do tego pomysłu sceptycznie, teraz wiem, że niepotrzebnie. Wybrałam Krem-Maskę z Płatków Róż z serii Rosarium, ponieważ przeznaczony jest dla cery dojrzałej. I nie zawiodłam się! Krem-Maska z Płatków Róż do cery suchej i wrażliwej jest dla mnie idealny! Nigdy nie mogłam znaleźć kremu, który byłby wystarczająco dobry, aby zadbać o moją suchą i zniszczoną cerę. Już po pierwszym użyciu widać efekty: moja skóra jest odpowiednio nawilżona i natłuszczona. I to nie tylko na twarzy, ale również na szyi i dekolcie. Znacznie poprawiła się także jej elastyczność i koloryt. Skóra wydaje się gładsza i odświeżona. Naprawdę gorąco polecam kremy firmy Dermika, zarówno dla moich rówieśniczek, jak i młodszych czytelniczek magazynu. Jolanta Dąbrowska

Kochana Dermiko!

Droga WOMAN!

To wspaniałe, że jest takie pismo dla kobiet. Od zawsze kupowałam drogie kremy zagranicznej marki i od zawsze wiedziałam, że tylko te są dobre, bo sprawdzone przez kobiety biznesu i artystki. Polskie kremy traktowałam z przymrużeniem oka. Nie przekonywały mnie 20-latki za

4

wiosna 2008

Dziękuję za otrzymane od Was magazyny „Women”. Właśnie przeczytałam cztery numery. Czytam je wszystkie „od deski do deski”. Są niezwykle ciekawe, zawierają wiele cennych rad na temat pielęgnacji ciała, ale też informacji o nowych kosmetykach Dermiki produkowanych w oparciu o najnowsze osiągnięcia naukowe. Dzięki nim wiem, czego potrzebuje moje ciało, aby jak najdłużej zatrzymać młody wygląd. Chciałabym podziękować Dermice za fantastyczne kosmetyki i życzyć dalszych sukcesów, które są też naszymi sukcesami w walce

z upływającym czasem. Jestem wierna marce Dermika od początku jej istnienia, więc chyba już ponad 13 lat. Chciałabym również podkreślić, że firma Dermika jest uczciwa i wiarygodna, bo za wierność produktom otrzymała wiele nagród. Poza tym cenię Dermikę za to, że dba o swoich klientów poprzez różne promocje, zamiast wydawać pieniądze na kosztowne reklamy w telewizji. Raz jeszcze dziękuję i gratuluję, że macie tak wspaniałe kosmetyki, które w większości wypróbowałam i wszystkim szczerze Maria Kalita z Tarnowa polecam.

Dzień dobry!

Dziś wpadłam na myśl, żeby do Państwa napisać, albowiem od jakiegoś czasu nie mogę się nadziwić, jak dobrą kondycję ma moja cera. Stan mojej skóry znacznie się poprawił, od kiedy zaczęłam używać kremu nawilżającego firmy Dermika z serii Meritum. Kurację wzbogaciłam, używając kremu na noc z serii Mat-B. Kupując te kremy, chodziło mi bardziej o to, by nie uczulały i nadmiernie nie przesuszały mojej skóry, a ponieważ mam bardzo wrażliwą, skłonną do alergii, a jednocześnie lekko tłustą cerę, nie było to łatwe. Dlatego chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami, bo nie dość że te kremy spełniły moje podstawowe oczekiwania, to jeszcze bardzo zaskoczyły mnie całą resztą.  

Pozdrawiam, Claudia

Macie wątpliwości? Pytania? Piszcie na adres: Concept Publishing Polska Sp. z o.o., ul. Czapli 27, 02-781 Warszawa, z dopiskiem „Magazyn Woman”. Wszystkie opublikowane listy zostaną nagrodzone biżuterią ufundowaną przez Sklepy Jubilerskie YES.


na początek

Siła

środka

P

ierwsze prawdziwe pióro kupiłam sobie w klasie maturalnej. Zamiast ważnego teraz logo, widniał na nim tylko napis „Made in China”. Tym piórem napisałam egzamin dojrzałości, a potem egzaminy na studia i pracę magisterską. Po kilku latach polubiłam nawet kleksy! Wolałam przepisywać całą stronę od nowa, niż wyrzucić pióro, które przynosi mi szczęście. I choć już ćwierć wieku temu przestało pisać, to walczyłam o nie do ostatniej chwili. Moje pióro wygrało nawet z Pelikanem, którego 18 lat temu przyjaciółka przywiozła mi z Berlina. Wszyscy zachwycali się jego kształem i stalówką, a ja nadal miałam w pamięci moje „Made in China”. I pewnie by tak było do dziś, gdyby nie artykuł, który wiele lat temu przeczytałam w brytyjskim „Forbesie”. Opowiadał o firmie Mont Blanc i piórach, które są lekkie, wyjątkowe, limitowane i ponadczasowe. A do tego nie robią kleksów! Tego samego dnia kupiłam sobie moje pierwsze pióro Mont Blanc. Po co Wam to piszę? Żeby zachęcić Was do przeczytania artykułu o marce Mont Blanc. Żebyście wiedziały, że żaden tekst opublikowany w magazynie „Woman” nie jest przypadkowy, a my, planując każdy numer, pieczołowicie dobieramy tematy. Dlatego właśnie w tym numerze portret ofiarowaliśmy Monice Richardson. I choć wydawało się to niemożliwe, jeszcze bardziej zaraziła nas pasją do życia i pracy. Radością, którą ma w sobie i siłą, dzięki której wszystko, co robi – działa. Bo właśnie siła środka i przyjemność płynąca z życia są najważniejsze. My staramy się przekazać je Wam w każdym numerze: w felietonach, tekstach pielęgnacyjnych, zachęcając do podróży czy proponując wędrówkę po nowych smakach i aromatach. Na Waszą prośbę zamieszczamy też druk prenumeraty, która pozwoli Wam dotrzeć do nas z każdego miejsca na Ziemi. A teraz, jeśli pozwolicie, chcę Wam podziękować za wszystkie ciepłe listy chwalące „Woman”, ale i te, dzięki którym mamy pewność, że tworzenie nowych i udoskonalanie już istniejących kosmetyków Dermiki jest tym, co nam się udaje. Dzięki listom od Was wiemy, że coraz większą wagę przykładacie do kompleksowej pielęgnacji swojej skóry i częściej korzystacie z zabiegów pielęgnacyjnych. Cieszymy się, że pytania do lekarza, które publikujemy na naszych łamach, bardzo Wam pomagają, że lubicie rubryki z propozycjami makijażu, ale i te, na których są ciekawe gadżety i dodatki. W tym numerze również ich nie zabraknie, bo „Woman” jest dla Was i jest taka jak Wy! Dlatego dziękuję, że uwierzyłyście w jakość marki, siłę przekazu i technologię, bez których żaden produkt się nie obroni. Dermika&Woman to duet, który Wam to zapewnia.

Jolanta Zwolińska wiosna 2008

5


jej portret

Jestem

życiowym kujonem

O życiu na walizkach, sposobie na szczęśliwe macierzyństwo oraz o tym, jak wygląda Polka widziana oczami „Zwierciadła”, rozmawiamy z Moniką Richardson. Woman: Kiedy myśli się o redaktorach naczelnych pism kobiecych, od razu przed oczami staje despotyczna szefowa amerykańskiego „Vogue’a”. Panią trudno wyobrazić sobie w takiej roli, ale może jednak ma Pani w sobie coś z Anne Wintour?

Monika Richardson: Anna Wintour, w przeci-

wieństwie do mnie, jest szefową pisma modowego. Prowadząc takie pismo, ma się zupełnie inne problemy. Na przykład takie, czy fioletowy bucik jest wystarczająco połyskliwy, czy nie. Dla mnie może taki być, ale dla Pani już nie. A wtedy trzeba powtórzyć całą sesję i wydać kolejne sto tysięcy dolarów. My nie mamy

6

wiosna 2008

takich problemów w „Zwierciadle”. Albo tekst jest dobry, albo zły, a kryteria oceny nie są subiektywne. Poza tym konflikty personalne w piśmie są na dłuższą metę niemożliwe. Zespół jest mały i wszyscy muszą umieć pracować ze wszystkimi. „Zwierciadło” jest pismem tworzonym i czytanym przez pasjonatów, ludzi myślących, świadomych siebie i wyzwań, które stawia przed nami świat. Nigdy nie zdarza mi się zdjąć tekstu, bo mam zły humor albo ktoś nie odkłonił mi się na ulicy. To byłoby śmieszne. Owszem, zdarzyło mi się zdjąć tekst, ale są to przypadki rzadkie i sporo mnie kosztują. Zwykle odsyłamy teksty po prostu do poprawki, wszystkie teksty są też redagowane.

fot. GA/BE&W

Rozmawia: Lidia Maciejewska


wiosna 2008

7


jej portret

W: Ale jakieś spory chyba też się w „Zwierciadle” zdarzają?

MR: Tak, ale są to spory o idee. A w takich sporach ja nie mogę być despotką, bo trudno być despotką, gdy się pracuje z Tomkiem Jastrunem, Alinką Gutek czy Renatą Dziurdzikowską. To są osobowości, autorytety na tym rynku i ja mogę być jedynie ciałem doradczym, które mówi, że dzisiaj ludzie oczekują czegoś więcej. Trudno żebym ferowała ostateczne wyroki. Najpewniej skończyłoby się to tym, że sama musiałabym te teksty pisać, a na to mnie nie stać. „Zwierciadło” jest pracą zbiorową. I tylko my wszyscy, z sumą naszych doświadczeń, jesteśmy w stanie wydać na świat produkt, który będzie pasować naszym czytelnikom. W: Jak określiłaby Pani swoje miejsce w redakcji? Jest Pani dla podwładnych kumplem, autorytetem?

MR: Jestem członkiem zespołu. Takim, który ma dobre nazwisko na rynku i czasami potrafi załatwić więcej, niż inni. Kimś, kto może zadzwonić do bohatera i uspokoić go. Powiedzieć, że zdjęcie naprawdę jest dobre, że nikt nie chce zrobić mu krzywdy, że nie jesteśmy pismem, które żeruje na ludzkich słabościach. Moim zadaniem jest kontakt z autorami, dbanie o świeżość ich pomysłów, wymiana poglądów nawet w sytuacji, gdy wszystkie ruchy wydają się oczywiste. Takie drobiazgi, na których buduje się zaufanie zespołu i wzajemny szacunek.

W: Nie chce mi się wierzyć, że od samego początku było tak przyjemnie...

MR: Pewnie, że nie. Zespół był mocno najeżony, gdy ja przyszłam na stanowisko naczelnej. Bo jednak pojawiłam się tam jako człowiek telewizji, a nie jako profesjonalna redaktor pisma kobiecego. Zostałam naczelną głównie dlatego, że mam nazwisko. Oni więc zupełnie nie wiedzieli, czego się mogą spodziewać. Wcale nie było wiadomo, że umiem myśleć, a już w ogóle, że umiem pisać. Tymczasem w „Zwierciadle” miałam pisać dwa ważne teksty – wstępniak i duży, sześciokolumnowy cykl. To była duża obawa. Czy ja nie skompromituję siebie, a przy okazji pisma? W: Ile czasu trwało takie „poznawanie wroga”? MR: Parę miesięcy. Ja zresztą też badałam, z kim mam do

czynienia...

W:

Próbowała się Pani w jakiś sposób dostać w łaski zespołu?

łam, czy mogę się wtrącić, czy mogę coś dodać. Na początku spotykało się to z ogólnym warczeniem. No ale to tak, jak z oswajaniem zwierząt – a to jakiś smaczny kąsek, a to bacik albo wzajemne, ostrożne komplementy... (śmiech) Aż się okazało, że jakoś dajemy radę. Choć tak naprawdę myślę,

8

wiosna 2008

fot. GA/BE&W

MR: Raczej starałam się wydeptać pewne poletko. Pyta-


że uratował mnie szacunek dla tego, czym jest to pismo. Nie przyszłam po to, by podnosić je z ziemi ani po to, by zmienić linię pisma. „Zwierciadło” ma świetną markę, ja miałam tylko uczynić je nieco lżejszym. Nie było moim zadaniem robienie rewolucji i wyrzucanie połowy składu. W pewnym momencie wszyscy zrozumieliśmy, że mamy wspólne cele. Ja nie chcę zepsuć pisma, a zespół nie ma potrzeby kopać pode mną dołków. Przeciwnie – okazało się, że mogę pomóc, a przy okazji sama się sporo nauczyć.

W: Nie ma Pani problemów z okiełznaniem tak sfeminizowanego środowiska? Z całą tą burzą temperamentów, babskimi intrygami?

MR: Sfeminizowane środowisko to jedno, a „Zwierciadło” – drugie. U nas pracują bardzo specyficzni ludzie. Cały dział fotoedycji, szefowa mody, szefowa urody, sekretariat redakcji, nawet studio graficzne to są bardo wyjątkowe kobiety! Nie plotkują. Nie intrygują. Nie pławią się w donosach. Nie wiem, kto je strzyże, gdzie chodzą na zakupy ani czy mają problemy z facetami. My po prostu o tym nie rozmawiamy. W:

A o czym rozmawiacie w pracy?

W:

Prowadząc pismo dla kobiet, sporo się też Pani o nich samych dowiaduje. Jaka jest współczesna Polka widziana oczami „Zwierciadła”?

MR: Nas czytają różne kobiety. Najczęściej są to osoby prowadzące jakieś życie zawodowe, które czasem zawieszają je na kołek na czas urodzenia i wychowania dzieci, ale potem do niego wracają. Zarabiają powyżej średniej krajowej, ale czasami wciąż są to niewielkie pieniądze, szczególnie, jeśli pracują w budżetówce. Wszystkie je łączy jedno – potrzebują zbudować coś wokół siebie. Jakiś swój świat. Najciekawsze jest to, że okazuje się, że osiągnięcie takiej harmonii jest naprawdę bardzo trudne. Przede wszystkim dlatego, że bardzo szybko zmieniają się modele rodzicielstwa, partnerstwa, wyznaczniki sukcesu... Szczególnie ostatnio. Te kobiety poszukują siebie. Starają się dowiedzieć tego, kim są i czego pragną. Sama widzę po moich wywiadach w cyklu „Lubię być Polakiem”, że nawet wybitne postacie nie mają gotowej odpowiedzi na to, co to znaczy być dziś Polakiem. I na to, czy na przykład słowo „patriotyzm” ma wciąż jakąś wartość. Polki łączy dziś potrzeba zatrzymania się w biegu, obawa zagubienia się w gąszczu postaw i zachowań „nowoczesnej kobiety”. Trudno jest osiągnąć wysoką samoświadomość, ale dobrym początkiem tej drogi może być ciekawy tekst w „Zwierciadle”...

Polki łączy dziś potrzeba zatrzymania się w biegu, obawa zagubienia się w gąszczu postaw i zachowań „nowoczesnej kobiety”.

MR: O sprawach związanych ze „Zwierciadłem”. I to nie jest jakieś sztuczne trzymanie dystansu. Po prostu u nas pracują takie mało „babiaste” kobiety. Takie... profesjonalistki! Nie ma zwyczaju siedzieć i plotkować, szkoda nam wszystkim na to czasu. Psychicznie naprawdę odpoczywam w redakcji. Co innego, gdy wchodzę na Woronicza. Tam, owszem, odczuwam, co znaczy plotkarskie środowisko intryg! Korytarze aż szumią od tego, że jedna pani na drugą panią się krzywo spojrzała, a tamta to komuś nogę podstawiła... Albo: jak ona brzydko dzisiaj wygląda! W jakiej ona spódnicy dzisiaj przyszła! Tymczasem przez dwa lata pracy w „Zwierciadle” ani razu nie usłyszałam krytyki na temat tego, że ktoś się źle ubiera. To w ogóle nie jest temat! My dyskutujemy o tym, czy się udał ostatni wywiad, który publikowaliśmy w numerze, czy bohater powiedział coś fajnego, czy właściwie nic nie powiedział. Albo czy to, że dziewczyna zrobiła zdjęcia na kliszy i zdjęcia mają ziarno, znaczy, że są nieostre czy że są ciekawe artystycznie? To są rzeczy, które nas emocjonują. Jesteśmy w redakcji w jakiejś sprawie, szanujemy nawzajem swój czas i jak nie mamy nic więcej do zrobienia, to wracamy do swojego życia i do swoich rodzin.

W: A myśli Pani, że polskie kobiety są Europejkami?

MR: Tak, jesteśmy obywatelkami Europy. Chociaż, jeśli tak uczciwie spojrzeć, dążenie do bycia Europejką wcale nie jest jakimś naszym narodowym kompleksem czy potrzebą. Wydaje mi się, że przede wszystkim chcemy być tu i teraz. Odnaleźć się w naszych polskich warunkach. Raczej nie myślimy o jakiejś abstrakcyjnej definicji Europy. Nie jest nam ona potrzebna. Paradoksalnie może to właśnie łączy nas z kobietami w całej Europie.

W: Ale czy wciąż jesteśmy zaściankowe, gdy wyjeżdżamy zagranicę?

MR: Pewnie przydałoby się nam lepiej znać języki obce albo lepiej zarabiać, żeby wychodząc na ulice w Londynie czy Paryżu nie można nas było poznać po butach czy fryzurach. Ale to są jednak drobiazgi powierzchowności. Francuski czy brytyjski intelektualista też chodzi w rozkłapcianych bucikach, bo nie ma czasu ani ochoty chodzić po sklepach, ani myśleć o tym, co ma na sobie. Dziś ludzi różnicuje się raczej na poziomie zainteresowań, miejsca w życiu, a nie na podstawie

wiosna 2008

9


jej portret W: Pytam o to, bo mam wrażenie, że dla wielu osób jest Pani arbitrem w dziedzinie wyglądu i ubioru. Gazety co chwila odnotowują, w jakiej kreacji pojawiła się Pani na ostatnim bankiecie...

10

wiosna 2008

MR: Tak i zawsze mnie krytykują (śmiech). W: Przejmuje się Pani taką krytyką? MR: Niespecjalnie. Ja się interesuję modą, lubię dobrze

wyglądać i lubię chodzić w kreacjach od polskich projektantów. Ale mam do tego dystans. To, że coś jest modne, nie zawsze znaczy, że jest również ładne. Pamiętam, z jaką radością przyjęłam kilka lat temu wieść, że z mody wychodzą te straszne buty z długimi czubami, w których nawet najmniejsza stópka wyglądała na czterdziestkę. Byłam jedną z pierwszych, która ochoczo przerzuciła się na stylowe buciki z zaokrąglonymi noskami.

W: A co z kosmetykami? Też lubi być Pani na bieżąco?

fot. GA/BE&W

narodowości. Chyba minęły te czasy, o których Kazik śpiewał: „krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przodzie”. Już nie jest tak, że idziemy do fryzjera i wychodzimy wszyscy z tą samą fryzurą. Poza tym indywidualizm to jest od zawsze polska cecha. My się nie poddajemy modom, nigdy tak nie było. Widać przecież polską ulicę: jest kolorowa, wesoła. I nawet w małych miasteczkach, w których dochody na głowę są niższe, jest więcej inwencji niż w przeciętnym niemieckim mieście, nawet dużo bogatszym. Tam i tak wszyscy chodzą w adidasach.


MR: Lubię i muszę. Jako naczelna pisma kobiecego, dosta-

ję mnóstwo kosmetyków do testowania. I widzę, że polskie kosmetyki są coraz lepsze. Szczególnie te pielęgnacyjne, które spokojnie mogą stawać w szranki z zagranicznymi. W przypadku kosmetyków kolorowych, wiadomo, że jeszcze długo nie znajdziemy czegoś, co byłoby godnym odpowiednikiem Diora czy Chanel, ale za to kremy mamy fantastyczne! I wcale nie musimy mieć z ich powodu kompleksów ani wybierać zagranicznych marek tylko dlatego, że obce równa się lepsze.

W:

A jak to „obce już nie równa się lepsze”, przekłada się na Pani życie prywatne? Czy to dlatego zrezygnowała Pani z prowadzenia dwóch domów jednocześnie – w Polsce i Wielkiej Brytanii?

MR: Mieszkanie w dwóch kra-

oddane swojemu macierzyństwu. Ale myślę, że wielość zainteresowań pomaga. Są przecież kobiety, które pracują jako wolontariuszki w szpitalach, fundacjach, bibliotece publicznej. Gdziekolwiek. Tu chodzi o to, by mieć jak najwięcej punktów odniesienia. Bo to dla dziecka jest dobre. Oczywiście, są też kobiety, które zostały stworzone do tego, żeby być w domu z dziećmi. Które mają ich całą gromadkę i uwielbiają się nimi zajmować. Wtedy my nie mamy żadnego prawa odbierać im tej przyjemności! Ale moim zdaniem, to są wyjątki potwierdzające regułę. Wydaje mi się, że większość z nas ma jakieś ambicje, marzenia realizacji siebie, niekoniecznie związane z finansową stroną przedsięwzięcia. I wtedy zbrodnią wobec samego siebie jest nie spróbować. A ja naprawdę wiem, że robię to, co kocham. Staram się nie mieć poczucia winy. I nie chciałabym być w innej sytuacji.

Jako naczelna kobiecego pisma, dostaję mnóstwo kosmetyków do testowania. I widzę, że polskie kosmetyki są coraz lepsze. Szczególnie te pielęgnacyjne, które spokojnie mogą stawać w szranki z zagranicznymi.

jach naraz jest bardzo męczące. Teraz mój mąż jest w takiej sytuacji: mieszkamy w Warszawie, a on „dolatuje” do swojego samolotu do Londynu. Nie zazdroszczę. Ja tak żyłam przez cztery lata. To przestało mieć sens, gdy urodziła się Zosia. Dzieci cierpiały za bardzo, bo przecież musiałam latać w tę i z powrotem razem z nimi. Dorosły człowiek jakoś sobie z tym radzi, natomiast dziecko niekoniecznie rozumie, dlaczego znowu trzeba się pakować.

W:

Jak Pani sobie radzi ze znalezieniem czasu na dzieci w takim natłoku obowiązków?

MR: Każda pracująca matka powie Pani starą zasadę: im więcej ma się zajęć, tym więcej ma się czasu. To jest kwestia zorganizowania sobie życia. Niedawno musiałam zrezygnować z różnych „pobocznych” zajęć, którymi zajmowałam się w telewizji i nagle się okazało, że przestałam się ze wszystkim wyrabiać. Bo człowiek leniwieje. To jest częścią naszej natury. A poza tym, mam taką teorię, że szczęśliwi, zadowoleni, usatysfakcjonowani zawodowo rodzice wychowują lepiej dzieci. Po prostu łatwiej im jest wtedy prowadzić je w jakimś kierunku. Pokazywać możliwe drogi rozwoju, bogactwo życia po prostu. W: A co z kobietami, które zajmują się tylko prowadzeniem domu i każdą chwilę poświęcają dzieciom?

MR: Uważam, że mają trudniej. To nie znaczy, że są gorsze, przeciwnie – bardzo podziwiam matki całkowicie

W:

Mimo to deklaruje Pani, że zawsze znajdzie czas, by poczytać dzieciom przed snem...

MR: Tak, bo trzeba mieć dyscy-

plinę. Ja jestem taki kujon z urodzenia, zawsze byłam nadodpowiedzialna. Ma to oczywiście również swoje konsekwencje, bo na przykład ciężko mi przez to utrzymać jakiekolwiek życie towarzyskie. Nie mogę sobie pozwolić na spontaniczne pomysły, typu: wpadnijcie, robimy imprezę. W styczniu zdarzył mi się tylko jeden babski wieczór, który zorganizowałam w ciągu dwóch dni, bo była taka potrzeba. Ale to naprawdę był wyjątek. Dla mnie spotkanie z przyjaciółmi łączy się z całą akcją logistyczną: albo muszę się pozbyć dzieci, oddać je niani, która niekoniecznie chce je mieć na noc, albo położyć je spać i jednocześnie wszystko organizować.

W:

Ale powiedziałaby Pani o sobie, że jest supermamą?

MR: Nie, ja mam sobie bardzo wiele do zarzucenia jako mama. Szczególnie przy moich dzieciakach, przede wszystkim przy Tomku. On wymaga cierpliwości, pochylenia się nad nim, pełnego oddania. Zawsze wydaje mi się, że mogłabym to robić lepiej. W: Dziękujemy za rozmowę. MR: Dziękuję. 

Rozmawiała Lidia Maciejowska

wiosna 2008

11


trendy & styl

z nurtem wio Wiosna to radość, uśmiech i kolory. To idealna pora roku na ożywienie po zimie garderoby, biurka czy toaletki! Od 21 marca wszyskto musi być kolorowe! Apaszka, Olsen, 169 zł

Zegarek Pierre Lannier, Apart, 230 zł

Pamięć USB, Swarovski, 493 zł

Flybook A33i, 2999 zł

Ramka LCD, LG, 750 zł

12

wiosna 2008


Pierścionek z Bluetooth iRing, wzór

Nokia 8800 Arte, 4000 zł

sny

Naszyjnik, W.Kruk 599 zł

Buty, Venezia, 329 zł

Interaktywny kwiatek Mi, 150 zł www.2future.pl

Amarige, Givenchy, 60 ml/350 zł

Pasek, Olsen, 259 zł

wiosna 2008

13


trendy & styl

mPlayer, iRiver/Disney, 199 zł

Kubek, Duka, 35 zł

Apaszka, Caterina, 110 zł Dzbanek gliniany z podgrzewaczem, Czas na Herbatę, 51,80 zł

Srebrny pierścionek z cyrkoniami, Apart, 179 zł

14

wiosna 2008

Torba, Caterina, 890 zł

Fot.: Urszula Trzaskowska, Michał Zagórny, materiały promocyjne

Zegarek, Levi’s, 379 zł


wiosna 2008

15


nowe technologie

Tarcza w kremie

O negatywnym działaniu promieniowania słonecznego na skórę wiemy już prawie wszystko. Od dawna informują nas o tym media, lekarze dermatolodzy i kosmetyczki. Nie zapominaj więc o kremach z filtrem ochronnym i rozkoduj obco brzmiące litery! Tekst: dr Małgorzata Chełkowska

16

wiosna 2008


N

admierne wystawianie się na promienie UV przyspiesza starzenie się skóry. Szybciej pojawiają się efekty takie jak zmarszczki, które łatwo przekształcają się w głębokie bruzdy, nadmierne przesuszenie i rogowacenie naskórka czy przebarwienia. Ale negatywnych skutków nadmiernego wystawiania skóry na słońce jest jeszcze wiele. Dlatego używanie kosmetyków zawierających filtry UV, tzw. promieniochronnych, jest równie ważne, jak wklepywanie kremu pod oczy czy codzienny demakijaż twarzy.

Filtry UV – fizyczne i chemiczne

Najczęściej w kosmetykach chroniących skórę przed promieniowaniem UV stosowane są dwie kategorie filtrów – fizyczne i chemiczne. Filtry fizyczne to mineralne cząstki dwutlenku tytanu i tlenku cynku. Mają one zdolność odbijania

Negatywnych skutków nadmiernego wystawiania skóry na słońce jest wiele. i rozpraszania promieni słonecznych, działają na zasadzie ekranu czy lustra. Nie dopuszczają ich do głębszych warstw skóry, dzięki czemu nie oddziałują one na tkanki. Filtry chemiczne to substancje, które mają zdolność absorbowania promieni UV. Również te związki nie dopuszczają promieni UV do głębszych warstw skóry, dzięki czemu chronią ją przed pojawianiem się oznak przedwczesnego

Esencja de Luxe z molekułami młodości INDIVIDUELLE

Skutecznie blokuje procesy prowadzące do wiotczenia i powstawania zmarszczek oraz redukuje już istniejące objawy starzenia się skóry, nadając jej atrakcyjny wygląd i młodzieńczą sprężystość. W Esencji de Luxe wykorzystano ostatni hit kosmetologii Anti-Aging, odkryty ostatnio w USA najsilniejszy antyoksydant – IDEBENON. Poj. 50 ml, cena: 248,00 zł

starzenia się. Musisz jednak pamiętać, że filtry (szczególnie te chemiczne) stanowią obcy skórze składnik. Jest wiele kontorwersji na temat stosowania ich w preparatach, a prace badawcze nad ich działaniem na skórę prowadzone są w wielu ośrodkach naukowych na całym świecie. Uzasadnienie ich stosowania jest oczywiście niezaprzeczalne w preparatach plażowych, których podstawowym zadaniem jest ochrona skóry przed słońcem.

Rozkoduj SPF

Na opakowaniach kosmetyków promieniochronnych często pojawia się skrót SPF, a obok nic niemówiący nam numer. Jest to tzw. czynnik ochrony przeciwsłonecznej. Dotyczy on jednak wyłącznie ochrony przed promieniowaniem z zakresu UVB. Niestety, metody oznaczania współczynnika SPF obarczone są dużym

Holistyczny Krem Nawilżający na dzień SPF 8 PREVENTI z filtrem immunologicznym Nawilżający, nowoczesny krem na dzień na bazie oliwek, przeznaczony dla kobiet młodych, aktywnych, dbających o siebie. Krem łączy w sobie składniki true Anti-Aging i neuro beauty, dzięki czemu hamuje procesy przyspieszające starzenie się skóry i chroni ją przed czynnikami atmosferycznymi. Poj. 50 ml, cena: 49,00 zł

Krem Anti-Aging aktywowany światłem COLLACTION

Krem do codziennej pielęgnacji każdego typu cery (poza tłustą). Przedłuża młodość skóry, wygładza pierwsze zmarszczki, hamuje procesy wiotczenia i starzenia się skóry. Krem jest AKTYWOWANY ŚWIATŁEM, które uruchamia transformację jednego ze składników w aktywne cząsteczki, chroniące skórę przed wolnymi rodnikami, fotostarzeniem się i przedwczesnymi zmarszczkami, a DNA w komórkach – przed zniszczeniem promieniami UV. Poj. 50 ml, cena: 59,00 zł

wiosna 2008

17


nowe technologie

błędem i ze względu na to, na poziomie Parlamentu Europejskiego dyskutowane jest całkowite odejście od liczbowego przedstawiania SPF na wyrobach kosmetycznych. Zamiast tego już niedługo prawdopodobnie pojawią się oznaczenia ochrony przed UVB w nowej skali, czyli „małej”, „średniej”, „wysokiej” i „bardzo wysokiej”. Do tej pory nie znaleziono jednej standardowej metody wyznaczania współczynnika ochrony przed promieniowaniem z zakresu UVA. Jednak wiadomo, że ochrona ta jest niezwykle istotna w kontekście zapobiegania starzeniu się skóry. I właśnie dlatego na opakowaniach produktów promieniochronnych bardzo często pojawiają się informacje o ochronie anty-UVA.

Moda na kosmetyki pielęgnacyjne z dużą zawartością filtrów UV przeniosła się również do Polski. Ale czy słusznie?

Filtry UV w kosmetykach pielęgnacyjnych

W kosmetykach pielęgnacyjnych filtry UV stosuje się powszechnie w krajach o klimacie z dużym nasłonecznieniem. We Francji, Hiszpanii czy Włoszech kremy pielęgnacyjne mają SPF 15. I w tych obszarach geograficznych jest to rzeczywiście uzasadnione. Moda na kosmetyki pielęgnacyjne z dużą zawartością filtrów UV przeniosła się również do Polski. Ale czy to jest na pewno celowe? W naszej szerokości geograficznej chyba nie. Tym bardziej, że wprowadzanie do receptury filtrów UV automatycznie zmniejsza możliwość wprowadzania innych, cennych dla skóry składników pielęgnacyjnych i składników biologicznie czynnych. To z kolei znacznie zmniejsza skuteczność ich działania. Dodatkowym argumentem jest to, że najczęściej po nałożeniu kremu pielęgnacyjnego nakładamy na twarz podkład, który zawiera duże ilości pigmentów będących filtrami fizycznymi. Nie ma więc chyba powodu, żeby obciążać naszą skórę dodatkowo filtrami z kremu pielęgnacyjnego. Oczywiście wygląda to inaczej w przypadku

18

wiosna 2008

kosmetyków przeznaczonych na plażę, w których obecność filtrów UV jest niezbędna.

Filtry immunologiczne

Aby nie obciążać skóry nadmierną ilością filtrów UV obcych skórze, naukowcy od kilku lat pracują nad nową kategorią filtrów – nad filtrami immunologicznymi. Ich działanie polega nie na odbijaniu czy rozpraszaniu promieniowania słonecznego, ale na ochronie skóry przed skutkami tego promieniowania. W kosmetykach pielęgnacyjnych zaczęto stosować takie substancje, które działają na naskórek na poziomie komórkowym. Składnikiem takim jest na przykład stosowany w dobrych kosmetykach ochronnych ekstrakt ze złotej algi bogaty w substancje natłuszczające, witaminy A i E oraz kwas alfaliponowy. Jakie on ma działanie? Bardzo istotne, bo zapobiega negatywnym skutkom promieniowania sło-

necznego z zakresu UVB – powstawaniu podrażnień i poparzeń słonecznych. Podobnie jak witamina E jest on też jednym z najsilniejszych antyoksydantów, co sprawia, że oba składniki skutecznie chronią skórę przed działaniem wolnych rodników, zapobiegając jej przedwczesnemu starzeniu się. Kompleks tych składników działając na układ odpornościowy, zapobiega wydzielaniu mediatorów stanów zapalnych pod wpływem UVB, hamuje tworzenie się komórek poparzenia słonecznego, tzw. sun burn cells. Problem jest jednak w tym, że skuteczność działania filtrów immunologicznych nie jest mierzona metodą wyznaczania SPF czy inną standardową metodą. To sprawia, że klientom bardzo trudno jest porównać, tylko na podstawie opisów na opakowaniu, działanie ochronne kremów pielęgnacyjnych, zawierających klasyczne filtry UV i tych, które mają filtry immunologiczne.


wiosna 2008

19


medycyna estetyczna

Epilacja laserowa i IPL – historia prawdziwa

Epilacja laserowa lub IPL uważana jest za najlepszą metodę trwałego usuwania zbędnego owłosienia. Dlaczego? Bo raz usunięty włos nie odrasta. Zanim jednak zdecydujesz się na ten rodzaj depilacji, poznaj cechy charakterystyczne samego zabiegu. Tekst: lek. med. Monika Kuźmińska, kierownik Centrum Medycznego Medi-Spa DERMIKI

20

wiosna 2008


W

większości przypadków dla pacjenta nie ma większego znaczenia rodzaj sprzętu, jakim wykonuje się zabieg. Najważniejsze, żeby był sprawny, a efekty widoczne. Warto jednak wiedzieć, że sprzęt epilacyjny można podzielić na dwie grupy ze względu na mechanizm działania.

Rodzaje laserów Największa grupa laserów, do której należą: lasery diodowy, aleksandrytowy, IPL (Intensywne Źródło Światła), działa na barwnik włosa, czyli melaninę. Pod wpływem ciepła emitowanego przez maszynę dochodzi do rozpadu melaniny zawartej w mieszku włosowym i termicznego zniszczenia mieszka włosowego oraz brodawki. Im ciemniejszy włos, tym lepszy efekt, bo włos zawiera więcej barwnika. Limitacją jest tu kolor skóry: im większy kontrast pomiędzy nią a włosem, tym lepiej; a im skóra jest ciemniejsza, tym ostrożniej trzeba ustawiać parametry epilacyjne, żeby nie doszło do jej oparzenia. Druga grupa laserów, której przedstawicielem jest laser neodymowo-yagowy działa na naczynka budujące brodawkę włosa. Światło lasera uszkadzając naczynka, powoduje obumarcie włosa. Musisz jednak pamiętać, że przy prawidłowo wykonanej epilacji zawsze działamy na granicy oparzenia skóry. Dlatego ważne jest więc, by wiedzieć, czego spodziewać się po zabiegu, jakie objawy pozabiegowe są normalne i mieszczą się w granicach normy, a jakie nie.

Zabieg Jeśli już zdecydujesz się na ten rodzaj epilacji, musisz pamiętać, że na około cztery tygodnie przed zabiegiem nie wolno wyrywać włosów, za to można je golić lub podcinać. Osoba dobierająca parametry epilacyjne powinna obejrzeć niezgolone włosy pod kątem koloru, grubości i gęstości w skórze. Na dzień lub dwa przed właściwym zabiegiem włosy należy zgolić lub przyciąć. Są one wtedy wystarczające krótkie. Czas wykonania zabiegu przede wszystkim

zależy od wielkości epilowanego pola. Na przykład epilacja dołów pachowych trwa kilka minut, za to łydek – około godziny. Wpływ na czas zabiegu ma również szybkość, z jaką działa laser, wielkość głowicy laserowej itp. Zabiegi nie są bezbolesne, ale zawsze można zastosować znieczulenie kremem EMLA, który aplikuje się na godzinę do półtorej przed zabiegiem.

Jak często To wynika z cyklu wzrostu włosa i okolicy poddawanej zabiegowi. Prawidłowe warunki epilacyjne (głębokość, na której znajduje się włos, zawartość pigmentu – melaniny) istnieją w fazie aktywnego wzrostu włosa. W trakcie jednego zabiegu można więc trwale usunąć tylko te włosy, które znajdują się w tej fazie wzrostu. Częstotliwość epilacji zależna jest więc od okolicy, w której się znajdują włosy oraz ich fazy wzrostu. Epilacja nóg i tułowia odbywa się więc zwykle rzadziej niż na przykład twarzy. Zwykle zabiegi wykonujemy co 4–8 tygodni. Okresy te mogą ulec wydłużeniu, jednak częstsza epilacja niż co cztery tygodnie nie ma sensu. Liczba wykonywanych zabiegów to sprawa bardzo indywidualna, zależna od okolicy, typu skóry i ilości włosów. Zwykle wykonuje się od 3 do 7 zabiegów. Należy pamiętać, że po zabiegu włos podsuwa się ku ujściu w kanale włosowym, co może sprawiać wrażenie odrostu włosa, po 10–14 dniach obserwujemy jednak wypadanie części obumarłych włosów. Można też wykonać test z pęsetą: jeżeli chwycony nią włos nie stawia oporu i swobodnie daje się usunąć, oznacza to, że obumarł.

Po zabiegu Tuż po wykonaniu zabiegu na skórze występuje rumień, niewielkie pieczenie oraz – co bardzo ważne – obrzęk mieszków włosowych (przypomina gęsią skórkę z zaczerwienieniem wokół ujścia włosa). Tego typu objawy mogą utrzymywać się 2–3 dni. Warto też wiedzieć, że po epilacji skórę należy schłodzić lodem. Niestety,

Przeciwwskazania do wykonania zabiegu epilacji laserowej • opalenizna • ciąża • opryszczka i inne ostre infekcje • leki fotouczulające (metronidazol, biseptol, niektóre antydepresanty, leki neurologiczne) • zioła (dziurawiec)

czasami może wystąpić miejscowe przypieczenie skóry objawiające się silniejszym zaczerwieniem, a potem zbrązowieniem naskórka, który po tygodniu sam się złuszczy. W takich sytuacjach zwykle wystarczy wklepać w skórę łagodzący Panthenol lub Bepanthen. Jak po każdym zabiegu, również po zabiegach epilacji laserowej zdarzyć się mogą objawy niepożądane. Najczęściej jest to oparzenie skóry drugiego stopnia, czyli zmiany rumieniowe z powstaniem pęcherzy. Oparzenia takie przemijają bez śladu, ale muszą być odpowiednio leczone. Ważne jest, by w razie powstania takiego oparzenia zgłosić to natychmiast do lekarza wykonującego zabieg. Konsekwencją nadmiernego przypieczenia skóry może być jej odbarwienie, które ustępuje po naturalnym opaleniu skóry. Czas znikania odbarwień może się wahać od 6 do 18 miesięcy. Wachlarz objawów niepożądanych po epilacji laserowej nie jest więc szeroki, a wykonanie zabiegu przez dobrego specjalistę praktycznie go eliminuje. Musisz też pamiętać, żeby na 1–2 dni po epilacji nie nosić obciskającej bielizny, nie brać gorących kąpieli w wannie, nie chodzić na basen czy do sauny. Istotnym elementem jest łagodzenie podrażnień skóry bezzapachowymi (najlepiej aptecznymi) balsamami do ciała. Kilka dni po zabiegu epilacji pach nie należy też stosować dezodorantów zawierających alkohol. Ze względu na możliwość pojawienia się przebawień cztery tygodnie po zabiegu nie należy eksponować skóry na słońce.

wiosna 2008

21


w 3 odsłonach

Rozkręć kolory! W sezonie wiosna-lato masz być „widoczna”. Jeśli się malujesz, to wyraziście. Tak przynajmniej proponują wizażyści Clarinsa i Givenchy. Gdy jednak nie wystarczy Ci odwagi, umaluj się delikatniej, tak jak proponuje marka Sothys.

Makijaż w stylu Denim

Dżins jest ponadczasowy. Teraz z szafy przeniósł się na naszą… twarz. A wszystko za sprawą najnowszej kolekcji makijażu Givenchy, w której dominują kolory Denim i Indygo. 1. Pomadka do ust, Satin Lipstick Irresistible Color, 93 zł; 2. Cienie do powiek, Powder&Cream Eyeshadow Quarte, 145 zł; 3. Tusz do rzęs, Mascara Magnetic Look, 95 zł


Jak cukierek

Połączenie różu z brązem to idealna gra kolorów. Do tego mocno podkreślone rzęsy, błyszczące, wyraziste usta oraz muśnięte różem policzki i świąteczno-cukierkowy makijaż będzie gotowy. Taką słodycz w tym sezonie proponuje Dior.

Róż i srebro

Róż, pomarańcza i srebro? Bardzo proszę, ale tym razem w wydaniu soft. Delikatne, bladoróżowe usta w duecie ze srebrno-różowymi oczami tworzą subtelną, ale zdecydowaną całość.

1. Pomadka do ust, Sublime Lips Care, 68 zł; 2. Puder rozświetlający, Summer Powder, 145 zł; 3. Lakier do paznokci, Protective Nail Enamel, 56 zł; 4. Kredka do oczu, Sparkling Eye Pencil, 48 zł


w 3 odsłonach Limonka z purpurą

Clarins w tym sezonie lansuje radosne, świetliste i hipnotyzujące barwy. Dziewczyna Clarins ma kokietować spojrzeniem i kusić uśmiechem…

1. Błyszczyk do ust, Gloss Appeal, 65 zł; 2. Cienie do powiek, Single Eye Colour, 70 zł; 3. Tusz do rzęs, Double Fix Mascara, 75 zł; 4. Kredka do oczu, Crayon Yeux, 50 zł


szminka idealna 26

Usta-usta Jakie powinny być doskonałe usta? Pełne, kształtne, wyraziste i takie, które wyglądają jak... oblizane. Efekt ten wyczaruje odpowiednio dobrana pomadka. Z drobinkami złota, opalizująca, mieniąca się czy matowa? Wybór należy do Ciebie!

wiosna 2008

1. Colorfever, Lancome, 105 zł; 2. KissKiss Stick Gloss, Guerlain, 115 zł; 3. Rouge Interdit Satin Lipstick, Givenchy, 105 zł; 4. HighColor, Dior, 110 zł; 5. Gloss, Clarins, 85 zł; 6. Shimmering Lipstick, Shiseido, 98 zł


debiuty kosmetyczne

Kolorowe bąbelki

„Dzięki kolorowym bąbelkom wszystko jest możliwe i dozwolone” – tak brzmi pierwsze zdanie w dossier prasowym marki Clarins, opisujące nowe produkty utrwalające makijaż. Fix’ Make-Up to serum (jeszcze niedostępne w Polsce), które sprawia, że Twój makijaż będzie non stop świeży, i Double Fix’ Mascara, która idealnie wykończy makijaż rzęs i brwi. Cena: 75 zł

Prezentuj dłoń Jeśli masz słabe i łamliwe paznokcie, nie jesteś w stanie zapanować nad ich rozdwajającymi się końcówkami, wypróbuj absolutną nowość – odżywkę i zmywacz z linii Micro Cell. Po dwóch tygodniach twoje paznokcie będą twarde i odpowiednio odżywione.

Spektakularny efekt

Upiększają, chronią, pielęgnują skórę i dobrze kryją. Tak działają najnowsze podkłady Diora i Heleny Rubinstein. Innowacyjna technologia każdego z nich osiągnęła szczyt. Face Sculptor HR vs Capture Totale? Wybór należy do Ciebie, oba są doskonałe.

Ceny: 42 zł i 38 zł

Ceny: 335 zł i 180 zł

Róż i już!

Makijaż bez różu wygląda, jakby był niedokończony. Tego zdania są też wizażyści Heleny Rubinstein, którzy wprowadzili na rynek nowość – Wanted Blush. Pigmenty modelujące zawarte w kosmetyku rzeźbią owal twarzy i współgrają ze światłem. Dzięki temu cera jest rozświetlona, a kości policzkowe podkreślone. Cena: 165 zł

Transformacja rzęs

Objętość + długość + wywinięty kształt – to formuła marzeń oraz symbol związku i komplementarności. Narzędzie do makijażu dla prawdziwego eksperta, które pozwala wydobyć głębię spojrzenia. To wszystko znajdziesz w najnowszym tuszu do rzęs marki Guerlain. Wystarczy raz pociągnąć nim rzęsy, a efekt będzie zdumiewający. Cena: 130 zł

wiosna 2008

27


fryzjerski hot-kod

O włos od ideału

Gęste, falujące, zdrowe i błyszczące – takie włosy chciałaby mieć każda z nas. Niestety, często są one raczej cienkie, zniszczone koloryzacją i matowe. Dlaczego? Bo brakuje im odpowiedniej pielęgnacji! Tekst: Lena Kohl

28

wiosna 2008


Serce jak dzwon

skóra jak atłas

Vita Care koenzym Q10 (CoQ10) • wspomaga pracę mięśnia sercowego • leczy parodontozę • likwiduje wolne rodniki

Ta naturalna substancja, o intensywnie żółtej barwie, odgrywa decydującą rolę w transporcie tlenu i produkcji energii zachodzącej w komórkach, niezbędnej do funkcjonowania wszystkich narządów, zwłaszcza serca. Jest również odpowiedzialna za kluczowe dla wyglądu skóry procesy regeneracji komórek. Od 35 roku życia wytwarzanie koenzymu Q10 przez nasz organizm stopniowo spada, co prowadzi do deficytu bioenergetycznego. Spowolnieniu ulegają procesy regeneracyjne uzależnione bezpośrednio od jego obecności, komórki przestają się odradzać – widoczne stają się pierwsze oznaki wiotczenia i starzenia się skóry. Uzupełnienie niedoborów CoQ10 normalizuje procesy reperacji i regeneracji, sprawia, że komórki odzyskują zdolność odbudowy. Koenzym Q10 jest również najskuteczniejszym wymiataczem wolnych rodników, odtruwa komórki z toksyn, pomaga jednocześnie w ich usunięciu z organizmu, powstrzymując procesy starzenia. Preparaty Vita Care Q10 posiadają atest Ministerstwa Zdrowia. Są bezpieczne i doskonale tolerowane przez organizm, można więc bez obaw przyjmować je przez długi czas.

Więcej informacji na: www.hedat.pl Przed zastosowaniem zapoznaj się z treścią ulotki załączonej do opakowania bądz skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. wiosna 2008 29


fryzjerski hot-kod

M

odelki, które występują w reklamach szamponów, mają włosy połyskujące nawet przy najmniejszym ruchu głową. Nieważne, czy są w biegu, deszczu czy w palącym słońcu – fryzura zawsze wygląda doskonale. My jednak na taki efekt nie mamy co liczyć. Nie wystarczy nawet najlepsza pielęgnacja i sprawne ręce samego Vidala Sassoona. Powód jest prosty – każda modelka, zanim uśmiechnie się do nas z ekranu telewizora, przechodzi całą serię zabiegów – od mycia, poprzez farbowanie, modelowanie, przedłużanie i doczepianie włosów. Taka fryzura w rzeczywistości przypomina supernienaturalny hełm i nie ma nic wspólnego z włosami, o których marzysz.

Kosmetyczne czary-mary Zanim zafundujesz swoim włosom zmasowany atak pielęgnacyjny, powinnaś dokładnie wiedzieć, jakie kosmetyki będą dla nich

30

wiosna 2008

najlepsze. Musisz wiedzieć, czy masz włosy przetłuszczające się, łamliwe, mieszane czy przesuszone. W określeniu rodzaju Twoich włosów pomoże Ci fryzjer. Gdy już będziesz miała pewność, możesz zacząć kupować odpowiednie preparaty. W przypadku włosów wymagających dogłębnej i czasochłonnej regeneracji, najlepsze będę te profesjonalne, do kupienia w salonach, jak na przykład Paul Mittchell, Fredderik Feckai czy autorska marka duetu Jaga Hupało&Thomas Wolf. Po kilku tygodniach regularnego stosowania powinnaś zauważyć wyraźną poprawę struktury włosa, natomiast nawilżenie i połysk pojawią się już po kilku myciach. Warto poddać się takiej kuracji, gdyż składniki aktywne zawarte w preparatach dużo mogą! Lanolina na przykład zapobiega utracie wody, a tym samym wzmacnia włosy, a lecytyna opóźnia efekty ich starzenia. Kwas chlebowy natomiast przywraca naturalne pH skóry głowy.

Zanim zafundujesz swoim włosom zmasowany atak pielęgnacyjny, powinnaś dokładnie wiedzieć, jakie kosmetyki będą dla nich najlepsze.


Połysk to podstawa Pamiętaj jednak, że nie na wszystkich włosach połysk jest taki sam. Jest on bardziej widoczny na włosach prostych niż kręconych, ciemnych niż jasnych, długich niż krótszych. Włosy kręcone odbijają światło w różnych kierunkach, w zależności od tego, w którą stronę odwrócona jest powierzchnia włosa. Podobnie jest też w przypadku włosów ciemnych, które to skupiają światło. Ale oprócz używania preparatów nabłyszczających włosy, musisz zmienić też swoje pewne nawyki. Do spłukiwania odżywki używaj letniej wody, nigdy gorącej. Pamiętaj też, żeby pod koniec spłukiwania polać je zimną wodą, która sprawi, że warstwy nabłonka ułożą się płasko. Ważne jest też odpowiednie wycieranie włosów. Nie pocieraj ich i nie rozczesuj na siłę nieodpowiednim grzebieniem! Mokre włosy delikatnie owiń grubym ręcznikiem i pozwól mu chłonąć nadmiar wody. Lekko wilgotne pozostaw do wyschnięcia lub użyj do tego suszarki. Ale uwaga! Suszarka musi mieć przedłużony „dzióbek”, dzięki czemu zamknie łuski włosa, a temperatura nie może być ustawiona na najwyższy poziom. Zarówno gorąca woda, jak i gorący strumień ciepła, wysuszają włosy i jeśli nie będziesz o tym pamiętać, nawet najlepsze kosmetyki i najlepsi specjaliści nie zapewnią zdrowego wyglądu Twoim włosom.

Intensywna terapia Terapia do włosów koloryzowanych Cera-Repir Biolage firmy Matrix głęboko je odżywia, pomaga zachować kolor i ochronić blask włosów koloryzowanych, rozjaśnianych oraz z pasemkami. Cena: 5 x 15 ml (tubki) 73 zł Cena: 10 x 10 ml (ampułki) 122 zł

Odbudowa i nawilżenie Kąpiel dla włosów

Oleo-Relax marki Kérastase to szampon-kąpiel oparty na najnowszej technologii, zawierający pochodne silikonu, olejek Shorea i olejek palmowy. W skład olejków wchodzą lipidy, które odżywiają dogłębnie łuskę włosową. Cena: 75 zł

Suszarka XXI wieku

Wysokoobrotowa suszarka Paul Mittchel z ultrawąską dyszką, która zamyka łuski włosa i nie niszcząc ich, zpewnia szybkie suszenie. Cena: 419,99 zł

Frédéric Fekkai jest twórcą znanej na całym świecie profesjonalnej linii produktów do pielęgnacji włosów. Protein RX Reparative Conditioner to regenerująca, nawilżająca i odbudowująca odżywka do włosów. Cena: 220 zł

Pielęgnacja i regeneracja

Sun n’Fun Shampoo to produkt, który idealnie nadaje się do codziennej letniej pielęgnacji. Revital Nourishing Milk to delikatne mleczko regenerujące, przeznaczone do codziennej pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, a Me You Everyone Conditioner to odżywka zamykająca łuskę włosa, bez obciążania go. Wszystko z linii sygnowanej nazwiskami Jaga Hupało&Thomas Wolff. Cena: Szampon 72 zł, Mleczko: 80 zł, Odżywka: 80 zł

Objętość i stylizacja

Nowy lakier Extra-Body Firm Finishing Spray marki Paul Mitchell ma za zadanie zapewnić włosom maksymalne i długotrwałe uniesienie niezależnie od pogody. Cena: 103 zł

wiosna 2008

31


firmy legendy

Mistr  

wiecznego Wszystko, co najlepsze, najtrwalsze, najbardziej kunsztowne… Twórcy Montblanc wyznaczyli sobie za cel osiągnąć szczyt doskonałości. I udało im się to. Od ponad 100 lat wieczne pióra z charakterystyczną białą gwiazdą o zaokrąglonych czubkach są symbolem najwyższej jakości, perfekcji, wygody i elegancji. Tekst: Dorota Relidzyńska

Używają ich od 100 lat politycy, gwiazdy showbiznesu i topowi menadżerowie. Ważne dokumenty piórem Montblanc podpisywali: prezydent USA – John F. Kennedy, premier Wielkiej Brytanii – Margaret Thatcher, królowa Elżbieta II, Borys Jelcyn, hiszpańska królowa Zofia, papież Jan Paweł II. Posługują się nim gwiazdy ekranu i muzyki, m.in. Andie MacDowell, Bianca Jagger i Bill Cosby. Piórem Montblanc podpisano Pakt Ribbentrop-Mołotow, a także polski Traktat Akcesyjny do Unii Europejskiej. Dwa lata temu firma obchodziła 100-lecie swojego istnienia. Z tej okazji stworzono brylant Montblanc, którego szlif został opatentowany.

32

wiosna 2008

Żadnych kleksów! Wszystko zaczęło się od spotkania w interesach. Inżynier August Eberstein i bankier Alfred Nehemias wrócili właśnie ze wspólnej podróży po Stanach Zjednoczonych i Anglii. Przywieźli z niej do Hamburga nie byle co – ideę genialnego wynalazku! Pióro, które nie robi kleksów, bo ma specjalną sztywną metalową końcówkę. Które nie wymaga nieustannego maczania w kałamarzu, bo mieści w sobie mały gumowy zbiorniczek na atrament. Którego można używać przez lata, bo rezerwuar ów daje się napełniać w nieskończoność. Które jest zatem, można powiedzieć, po prostu… wieczne!

Zafascynowani i podnieceni swoim odkryciem postanowili podzielić się nim z przyjacielem, Clausem Johannesem Vossem, obrotnym handlarzem artykułami piśmienniczymi. Jakiż potencjał kryje się w tak sprytnie wymyślonym drobiazgu! Jakąż niezależność może dać pióro, które nie wymaga używania kałamarza! Pana Vossa nie trzeba było długo przekonywać. W ciągu kilku godzin trzej uczestnicy kolacji stworzyli pierwotny zarys nowego „joint venture” – spółki, która będzie produkować i sprzedawać wieczne pióra. Siedziba Simplo Filler Pen Company usytuowana została w Hamburgu, w dzielnicy Schanzen.


zowie pióra

wiosna 2008

33


firmy legendy

Czerwony kapturek Cóż może być lepszego od wiecznego pióra? Eleganckie, ekskluzywne, niepowtarzalne i unikalne wieczne pióro. Wykonane z najwyższej jakości materiałów, przez najlepszych w swoim fachu rzemieślników. W roku 1908 szefostwo firmy postanawia udoskonalić produkowane wieczne pióra i nadać im wyjątkową formę. Nowy przybór do pisania weźmie swoją nazwę od tytułu głośnej powieści francuskiego pisarza Stendhala – „Czerwone i czarne”. Zrobione z ebonitu o mahoniowym odcieniu, z lśniącą czerwienią skuwką, Rouge et noire stanie się wkrótce ikoną ekskluzywnych przyborów do pisania i przedmiotem marzeń wszystkich tych, którzy cenią sobie elegancję, wygodę i solidną rzemieślniczą robotę. Jego wielbiciele nadadzą mu pieszczotliwy przydomek „Czerwony Kapturek”. Pióra wytwarzane są ręcznie i sprzedawane w sklepach z artykułami papierniczymi. Tradycja ręcznego wytwarzania produktów Montblanc kultywowana jest zresztą do dziś.

Sześć szczytów Mont Blanc Rok 1909 to moment przełomowy w historii firmy. Powstaje pióro Montblanc, a nazwa zostaje zarezerwowana jako znak firmowy. Odtąd będą ją nosić wszystkie stworzone w firmie produkty. Simplo Filler Pen Company przeistacza się w Montblanc Simplo GmbH. Zainteresowanych wyjątkowym piórem z Alp przybywa w szalonym tempie. Spółka zakłada filie w Berlinie, Lipsku, Hanowerze, Bremen i we Wrocławiu. Sklepy pod jej patronatem powstają w Paryżu, Londynie i Barcelonie. Wytwory zatrudnionych w Montblanc rzemieślników budzą pożądanie na całym świecie. Wkrótce asortyment przedsiębiorstwa poszerza się o inne wyroby papiernicze: ołówki automatyczne, atrament, papier. Wszystkie

34

wiosna 2008

oznaczone są charakterystycznym logo, przypominającym gwiazdę z sześcioma zaokrąglonymi ramionami. Co ona oznacza? Rysunek w uproszczonej, zgeometryzowanej formie odwzorowuje sześć ośnieżonych szczytów najwyższej góry Europy – położonego na granicy francusko-włoskiej masywu Mont Blanc. Od chwili narodzin stał się znakiem wszystkiego, co najlepsze: najwyższej jakości wyrobów, najwyższego kunsztu tworzących je rzemieślników, najwyższego znawstwa posiadaczy przyborów do pisania stworzonych w sercu Alp.

Arcydzieło i magiczna cyfra W 1924 roku w Montblanc rodzi się kolejne dzieło sztuki rzemieślniczej. To Meisterstück (niem. arcydzieło). Jak je rozpoznać? Od 1929 roku wszystkie „Majstersztyki” mają na powierzchni stalówki wygrawerowaną cyfrę 4 810 – bo właśnie tyle metrów liczy wzniesienie Mont Blanc, góry – patrona wszelkich poczynań firmy. W tym samym roku powstaje legendarny Meisterstück 149 – najsłynniejsze pióro wieczne świata. W Montblanc wszystko kręci się dookoła mitycznego 4 810. To, obok białej gwiazdy, znak rozpoznawczy wszelkiego rodzaju produktów i działań firmy. Znak jakości. Najcenniejsze pióro świata Meisterstück Solitaire Royal wysadzane jest 4 810 diamentami (każdy z nich szlifowany z 35 fasetami). Pióro powstało w roku 1983, kiedy światło dzienne ujrzała kolekcja Meisterstück Solitaire. Składa się ona z super drogich i super luksusowych piór wykonanych ze złota, srebra lub srebra platynowanego. Jako najdroższe pióro świata 1994 roku Solitaire Royal zasłużyło sobie na miejsce w Księdze Rekordów Guinessa. 4 810 sztuk liczą wszystkie limitowane kolekcje piór Montblanc, które sukcesywnie pojawiają się na rynku, począwszy od 1992 roku. Kolekcje układają się w cztery cykle: poświęcony słynnym

donatorom, wielkim pisarzom, dedykowany najsłynniejszym kompozytorom muzyki klasycznej oraz cykl tematyczny. Na liście uczczonych własną kolekcją osób znalazły się m.in. takie sławy jak: Marlene Dietrich, Greta Garbo, Agatha Christie, Jan Sebastian Bach, Herbert von Karajan, Edgar Allan Poe, Ludwik XIV, Mikołaj Kopernik, Wolter, Marcel Proust, Virginia Woolf i Semiramida. Meisterstück staje się obiektem kultu. Podobnie zresztą jak wszelkiego rodzaju

Jak powstają produkty Montblanc? * Kontrola jakości stalówek wiecznych piór odbywa się w iście niezwykły sposób. Kontroler ocenia ich jakość, analizując dźwięk, jaki wydają przy pisaniu. Jeśli usłyszy jakikolwiek dysonans, pióro odsyłane jest do poprawki. * Każda z poszczególnych części, które składają się na pióro Montblanc, jest na ostatnim etapie produkcji starannie sprawdzana i ręcznie polerowana. * Diamenty, w liczbie 4 810, na piórze Meisterstück Solitaire Royal (cena: 125 tys. dolarów) są osadzane ręcznie. * Także akcesoria skórzane szyte są ręcznie. Kawałki skóry, z których zostaną wykonane, dobierane są osobiście przez rzemieślnika, który później sam je zszywa. * Zegarek-szkielet – miniaturowe dzieło sztuki rzemieślniczej powstaje w wyniku procesu zwanego szkieletowaniem. Polega on na wyjęciu z zegarka wszystkich zbędnych części. Szkieletowaniem zajmuje się w Montblanc zegarmistrz Kurt Schaffo, światowej sławy specjalista w tej wymagającej precyzji i koncentracji dziedzinie.


inne akcesoria ze znakiem sześcioramiennej białej gwiazdy. Jak magnes przyciąga ona celebrities i wielkie osobowości: słynnych aktorów, twórców, literatów, przywódców religijnych, światowej sławy menadżerów i polityków. Staje się bohaterem srebrnego ekranu. Złotym piórem Meisterstück 149 James Bond w filmie „Człowiek ze złotym pistoletem” (1974 r.) zabija swojego złego przeciwnika.

Mecenas kultury Lata 80. XX wieku przynoszą kolejny przełom. Montblanc zmienia wizerunek. Rozpoczyna się era ekspansji przedsiębiorstwa na światowym rynku kultury, sztuki i sponsoringu. Firma wspiera wielkie międzynarodowe wydarzenia kulturalne (w szczególności z dziedziny literatury, muzyki i baletu), wybitnych artystów i zdolnych debiutantów. Funduje nagrody. Prowadzi fundację Montblanc Kulturstiftung (Montblanc Cultural Foundation) i galerię sztuki Montblanc Gallery w Hamburgu. Jednym z najciekawszych przedsięwzięć, które animuje, jest stworzenie i przyznawanie nagrody Women’s World Awards. Imprezę objął patronatem Michaił Gorbaczow, a wyróżnienia w różnych kategoriach otrzymały jak dotąd m.in. Whitney Houston, Vivienne Westwood, Waris Dirie i Bianca Jagger. Montblanc

angażuje się także w akcje społeczne o zasięgu międzynarodowym. We współpracy z UNICEF od 2004 roku firma prowadzi projekt „Sign Up for the Right to Write”, który ma na celu walkę z analfabetyzmem. Już rok po rozpoczęciu akcji, przyniosła ona swoim inicjatorom blisko 850 tys. dolarów.

Nieśmiertelność Dziś w 260 butikach i ponad 9 tys. punktów sprzedaży w 70 krajach na wszystkich kontynentach kupić można niezliczone luksusowe akcesoria ze znakiem białej gwiazdy. Najjaśniejszym blaskiem lśnią dwa flagowe sklepy – w Nowym Jorku przy Madison Avenue (rok otwarcia – 1999) i w Paryżu przy Champs Elysees

Słynni posiadacze piór Montblanc: Bill Cosby królowa Elżbieta II Michaił Gorbaczow Bianca Jagger Borys Jelcyn Jan Paweł II John F. Kennedy Dalai Lama Władysław Kopaliński Andie MacDowell Margaret Thatcher królowa Zofia

(istnieje od 2002 r.). Od momentu powstania na firmamencie Montblanc zapalają się kolejne gwiazdy luksusowych wyrobów. Rok 1935 to wprowadzenie na rynek pierwszych akcesoriów ze skóry. W 1997 roku w szwajcarskim mieście Le Locle, zegarmistrzowskiej stolicy świata, inauguruje działalność Montblanc Montre S.A. i rusza produkcja luksusowych zegarków. Pierwsza kolekcja kunsztownych czasomierzy, nazwana – jakżeby inaczej – Montblanc Meisterstück, zaprezentowana zostaje na Targach SIHH (Salon International de la Haute Harlogerie) w Genewie. W tym samym roku światło dzienne ujrzy pierwsza kolekcja ekskluzywnych okularów Montblanc. W 2005 roku w pracowniach firmy zaprojektowana zostaje pierwsza kolekcja damskiej biżuterii. Głównym motywem precjozów jest – jak łatwo się domyślić – sześcioramienna gwiazda, a głównym surowcem, z którego powstają, są oczywiście diamenty. Dwa lata temu Montblanc obchodziło 100-lecie istnienia. Dla uczczenia tej niezwykłej rocznicy, stworzone zostało wyjątkowe jubileuszowe wieczne pióro z brylantową gwiazdą na czubku skuwki. Diament Montblanc objęty został ochroną patentową. Po 100 latach istnienia gwiazda Montblanc lśni coraz jaśniejszym blaskiem.

wiosna 2008

35


w dobrym stylu

i

rozważnie romantycznie Wyjątkowy charakter skórzanej kurtki w stylu vintage i zabawnego T-shirtu idealnie przełamują fantazyjne dodatki. Olsen

Kurtka, Mustang Jeans, 749 zł

Top, Reporter, 49,99 zł

Szal, Caterina, 439 zł

Zegarek, Apart, 320 zł

36

wiosna 2008

Buty, Venezia, 599 zł


w dobrym stylu

Czarno-biały zestaw nigdy nie wychodzi z mody! Ale pod warunkiem, że zestawisz go z fikuśnym kapeluszem i ciekawą bransoletą.

Naszyjnik, Monnari, 59,90 zł

New Yorker Tunika, H&M, 119 zł

Spodnie, C&A, 119 zł

Buty, Venezia, 479 zł

Torebka, Olsen, 309 zł

Bransoletka, Aldo, 59 zł Kapelusz, New Yorker, 54,95 zł

38

wiosna 2008

Esprit


jesień-zima 2007/2008

39


w dobrym stylu

Korale, New Yorker, 19,95 zł

Sukienka, Galeria Centrum, 612 zł

United Co

Zwiewne sukienki są szczytem romantyzmu! Ale pod warunkiem, że zepniesz je w pasie i założysz wysokie, neonowe buty.

lors of Be net

ton

Sukienka, Ruli, 149 zł

Sukienka, Molton, 612 zł

Ruli 149 zł

Buty, Aldo, 69,99 zł

40

wiosna 2008

Pasek, Vero Moda, 69,99 zł

Sukienka, Olsen, 329 zł


jesień-zima 2007/2008

41


42

wiosna 2008

fot. Urszula Trzaskowska; materiały promocyjne

świat perfum Delikatne, orzeźwiające, słodkie albo kwiatowe. Możesz ich używać w zależności od pory dnia, nastroju albo... wszystkich jednocześnie! Mieszanie perfum jest trendy!


Karuzela z zapachami 4 2

1

3

5

8

6

9

11

12

7 10

1. My Insolence, Guerlain, 30 ml, 185 zł; 2. Absolutely, Givenchy, 50 ml, 200 zł; 3. Miss Dior Cherie, Dior, 50 ml, 310 zł; 4. Morgan by Morgan, 50 ml, 130 zł; 5. Dreaming, Tommy Hilfiger, 50 ml, 190 zł; 6. Black Code Elixir, Giorgio Armani, 50 ml, 290 zł; 7. Now, Azzaro, 30 ml, 150 zł; 8. Little Kiss, Salvador Dali, 50 ml, 130 zł; 9. Ange ou Démon, Givenchy, 50 ml, 264zł; 10. Back to Paris, Eisenberg, 30 ml, 180 zł; 11. Summer Cocktail, Givenchy, 50 ml, 245 zł; 12. Elle, YSL, 50 ml, 230 zł

wiosna 2008

43


świat perfum

Zapach powinien zachwycać i unosić się w powietrzu. Nie wiesz, jak powinien pachnieć Twój mężczyzna? Podpowiadamy! 4

2

3

1

8

6 5

fot. Urszula Trzaskowska; materiały promocyjne

7

1. Polo Explorer, Ralph Lauren, 75 ml, 190 zł; 2. Antidote, Viktor&Rolf, 75 ml, 250 zł; 3. Matis, Matis, 100 ml, 160 zł; 4. Fuel for Life, Diesel, 75 ml, 195 zł; 5. Fleur du Mal, Jean Paul Gaultier, 50 ml, 200 zł; 6. Tokyo by Kenzo, Kenzo, 100 ml, 190 zł; 7. Now, Azzaro, 30 ml, 150 zł; 8. Summer Cocktail, Givenchy 100 ml, 280 zł

44

wiosna 2008


wiosna 2008

45


wiecznie młoda

W sam raz na raz W jaki sposób najszybciej zlikwidować wrażenie szarej i zmęczonej zimą cery? Najlepszy i prosty sposób, aby tego dokonać, to do wiosennej pielęgnacji włączyć maseczkę. Tekst: Maria Kędra

Z

awsze pamiętamy o tym, żeby wklepać krem na dzień, na noc i pod oczy. To jak codzienny rytuał, od którego nie ma odstępstw. A maseczki? Tu jest trochę gorzej, bo na nie rzadko wystarcza nam czasu. Niedoceniany kosmetyk, który daje najszybsze rezultaty, warto wrzucić do podręcznej kosmetyczki. Szczególnie wiosną, kiedy skóra wymaga dużej porcji nawilżenia, witamin i składników odświeżających. Maseczki są jak zastrzyk energii dla skóry i mają o wiele bardziej skoncentrowany skład niż krem. Którą wybrać? My proponujemy aż piętnaście różnych rodzajów kosmetyku. Ty wybieraj!

46

wiosna 2008

Oczyszczające Szczególnie ważne w przypadku cery mieszanej i tłustej. Zimą skóra przykrywana warstwami kremu ochronnego i podkładu wymaga głębokiego oczyszczenia i usunięcia nadmiaru martwych komórek naskórka. Alabaster maseczka superwygładzająca z enzymami Maseczka enzymatyczna do każdego typu cery, łącznie z wrażliwą i naczyniową. Odświeża, odnawia i wygładza powierzchnię skóry, nadając jej młodzieńczą świeżość. Zwęża pory, poprawia koloryt cery, która staje się alabastrowo gładka i rozjaśniona.

Odkrycie maseczka-peeling z ziarenkami jojoba Maseczka-peeling złuszczająca martwe komórki naskórka. Wygładza, oczyszcza i odświeża skórę. Ułatwia wchłanianie się kremów. Perfekcja maseczka oczyszczająca Maseczka głęboko oczyszczająca z aktywną zieloną glinką, zmniejsza problemy cery tłustej i mieszanej. Działa lekko pilingująco, usuwa nadmiar sebum i martwe komórki z powierzchni naskórka. Wygładza cerę, zmniejszając pory, poprawia i wyrównuje


koloryt. Łagodzi objawy podrażnień, poprawia napięcie skóry, nawilża, ujędrnia i nadaje zdrowy, młodzieńczy wygląd.

Nawilżające Kategoria dla cer przesuszonych, szarych i odwodnionych. Superdawka nawilżaczy w maseczce najszybciej przywróci skórze blask i gładkość. Nasycenie maseczka bionawilżająca Kremowa maseczka bionawilżająca z algami na twarz, szyję i dekolt. Daje intensywny efekt pielęgnacyjny, nawilża, lekko natłuszcza i poprawia koloryt cery. Nadaje skórze jedwabistą gładkość i zdrowy, zadbany wygląd. Poprawia jędrność i elastyczność skóry. Ukojenie maseczka multiwitaminowa Bardzo łagodna, kremowa maseczka o szybkim działaniu, z kompleksem kojącym, na twarz i szyję. Stanowi szybką pomoc dla skóry o zwiększonej wrażliwości i skłonnej do alergii. Działa kojąco, odżywczo, nawilżająco, łagodzi zaczerwienienia i inne objawy podrażnień. Regeneruje naskórek, co poprawia jego odporność na czynniki zewnętrzne. Cera błyskawicznie nabiera świeżości i blasku, staje się miękka i jedwabiście gładka.

Energia maseczka energetyzująco-nawilżająca Kremowa maseczka z aktywnym nośnikiem tlenu, do każdego typu cery zmęczonej o szarym kolorycie. Pozostawiona na noc sprawi, że już następnego dnia zobaczysz poprawę wyglądu cery, jej witalizację, dotlenienie i rozjaśnienie kolorytu. Zwiększa napięcie, nawilżenie, jędrność i elastyczność. Usuwa objawy zmęczenia i stresu. Nadaje skórze zdrowy, młodzieńczy blask.

Odmładzające Jeśli potrzebujesz kosmetyku, który szybko wygładzi i poprawi napięcie skóry, wybierz maseczki odmładzające. Tajemnica młodości maseczka przeciw zmarszczkom i bruzdom na twarz, szyję i pod oczy Skuteczna maseczka nowej generacji, polecana do skóry dojrzałej 35+. Wygładza zmarszczki na twarzy i szyi, działa liftingująco i ujędrniająco. Zawiera kompleks składników hamujących proces wiotczenia skóry. Sexyline maseczka ujędrniająca na dekolt i biust Intensywna maseczka z kwasem hialuronowym. Ujędrnia, wygładza, zwiększa napięcie skóry. Nadaje jej elastyczność i miękkość. Przeciwdziała procesom wiotczenia i poprawia wygląd biustu i dekoltu. Senne marzenie maseczka regenerująca na noc Maseczka z aktywnymi bilipidami o intensywnym działaniu regenerującym. Rewelacyjnie wygładza, głęboko natłuszcza i nawilża suchą skórę. Przywraca jej zdrowy wygląd i prawidłową strukturę, co sprawia, że skóra staje się miękka, aksamitna w dotyku i cudownie gładka.

Vita-Retinol ujędrniająca maseczka przeciwzmarszczkowa Kremowa maseczka przeciwzmarszczkowa z hydrolizatorem protein i witaminami A+E przeznaczona jest do każdego typu skóry dojrzałej, wymagającej regeneracji. Maseczka spłyca zmarszczki, wygładza cerę, ujędrnia i odświeża. Zawiera składniki stymulujące metabolizm skóry i syntezę nowego kolagenu.

Bankietowe Te maseczki wybieraj, jeśli masz tylko pięć minut przed wielkim wyjściem i chcesz wyglądać olśniewająco! Nocne życie ekspresowa maseczka bankietowa pod makijaż Maseczka ekspresowo liftingująca do każdego typu cery. Błyskawicznie napina i wygładza skórę, odmładzając i odświeżając wygląd twarzy. Usuwa objawy zmęczenia i poprawia trwałość makijażu. Idealna do cery dojrzałej jako SOS przed wyjściem. Rewelacja liftingująca maseczka 30+ Błyskawicznie liftingująca maseczka żelowa z biopolimerami, przeznaczona jako podkład pod makijaż dla pań po trzydziestce. Natychmiast napina skórę i wygładza powierzchnię naskórka, spłyca zmarszczki, rozjaśnia koloryt, usuwa objawy zmęczenia. Cera wygląda zdrowo, świeżo i jest wypoczęta. Makijaż świetnie przylega do skóry, zachowuje świeżość przez wiele godzin. Oczarowanie maseczka przed randką Nowoczesna, szybko działająca maseczka z rewitalizującą glinką, o bardzo delikatnej konsystencji, poprawiająca koloryt i promienność cery. Działa relaksująco i nawilżająco, usuwa objawy zmęczenia i stresu. Daje natychmiastowy efekt wygładzenia skóry, dzięki czemu wygląda ona świeżo, a makijaż utrzymuje się przez wiele godzin.

wiosna 2008

47


dla przyjemności

Opalona bez słońca Wiosną pojawiają się nowe trendy w modzie i makijażu. Wydekoldowane bluzki, pastelowe sukienki ładniej prezentują się na brązowo-złotej skórze. Zrezygnuj jednak z solarium i zaprzyjaźnij się z samoopalaczem. Tekst: Agnieszka Żuralska-Lazar

C

zęsto „oszukujemy się”, że solarium to przecież taki dobry, energetyzujący zabieg, ale poza ciepłem i, niestety, „spalonym” ciałem, wcale energii nie dodaje. Staramy się nie pamiętać, że nawet seanse „tylko” raz na tydzień lub od czasu do czasu powodują fotostarzenie się skóry (pękanie naczynek, trwałe ciemne przebarwienia, wysuszenie naskórka) i zwiększają zagrożenie nowotworem skóry. Po wizycie w solarium wychodzimy chwilowo opalone, a włókna kolagenowo-elastynowe odpowiedzialne za jędrność i elastyczność naszej skóry zostają, niestety, trwale uszkodzone. Na szczęście możemy być przez cały rok piękne, zdrowe i złotobrązowe, bo w tej chwili nowoczesne samoopalacze dają nam naprawdę 100 proc. satysfakcji.

Przebieraj, wybieraj i dokonaj właściwego wyboru Konsystencja samoopalaczy, ich zapach i składniki pelęgnacyjne zmieniają się z sezonu na sezon. Firmy prześcigają się i dążą do doskonałości więc jest w czym wybierać. Ładny i trwały kolor, łatwość

48

wiosna 2008

użycia i dobra pielęgnacja skóry to cechy idealnego preparatu. Kremy i żele najlepiej o kolorowym zabarwieniu polecam nowicjuszkom, a płyny w sprayu i pianki bardziej doświadczonym, ponieważ szybciej się wchłaniają i wymagają sprawnego nałożenia. Jak uniknąć niechcianego efektu „tygryska”? Przygotuj właściwie skórę i przestrzegaj paru zasad. Skóra ciała powinna być odpowiednio nawilżona i natłuszczona. Jeśli więc zaniedbałaś codzienną pielęgnację, odczekaj z aplikacją parę dni i zrewitalizuj skórę. Depilację, jeśli jest potrzebna, wykonaj przynajmniej dzień wcześniej, a tuż przed nałożeniem samoopalacza niezbedny będzie piling ciała ze szczególnym potraktowaniem łokci i kolan. Także w tych miejscach oraz na wewnętrznej stronie przedramienia preparat nakładaj oszczędnie. Niezwłocznie umyj dokładnie ręce, po paru minutach ubierz luźne ubranie i pamiętaj, że nie można bez końca nakładać nowych warstw! Po trzech dniach dołóż, a po tygodniu zrób piling i całą procedurę powtóż od nowa. Jeśli nie czujesz się na siłach (chociaż jak we wszystkim i tu także trening

czyni mistrza) i nie chcesz podejmować ryzyka nieapetycznych nierówności (np. przed ważnym spotkaniem...), odwiedź profesjonalny salon SPA i oddaj się w ręce specjalisty. Obok tradycyjnej metody ręcznego nałożenia samoopalacza, zaproponuje Ci zabieg wykorzystujący amerykańską metodę „airbrush”, nazywany np. Spray bronzing , polegający na rozpylaniu na całe ciało specjalnego płynu brązującego. Efekt to idealnie równy, naturalnie wyglądający, złoto brązowy kolor Twojej skóry.

Czekaj na efekty Sam zabieg trwa jedyne 30 minut, jeśli jednak chcesz dodatkowo przygotować swoją skórę, możesz wcześniej zafundować jej profesjonalny piling. Metoda „airbrush” pozwala na uniknięcie smug i plam, sterowanie grubością warstwy nakładanego preparatu i uzyskanie pięknej opalenizny, która przy właściwej pielęgnacji skóry, podobnie jak w przypadku opalenizny naturalnej, będzie zanikać, stopniowo jaśniejąc w ciągu 7–10 dni. To jednak nie wszystko! Specjalnie dodany barwnik brązuje skórę natychmiast


i sprawia, że po 30-minutowym zabiegu będziesz od razu czekoladowa od stóp do głów, a po upływie 8–12 godzin kolor będzie już w pełni utrwalony. Musisz też pamiętać, żeby przez 6–8 godzin po zabiegu nie brać prysznica, zrezygnować z sauny, nie ćwiczyć i nie używać dezodorantu. To może spowodować, że nadmiernie się spocisz i aktywny składnik preparatu spłynie, zanim na dobre zareaguje z aminokwasami znajdującymi się na powierzchni skóry. Aby przedłużyć żywotność opalenizny, najlepiej będzie, jeśli zdecydujesz się na dwie aplikacje w odstępie nie większym niż 48 godzin. Najważniejsze, że metoda ta jest w 100 proc. bezpieczna! Jest to idealne rozwiązanie dla wszystkich osób, które z powodu przyjmowania leków, wrażliwości skóry, uczulenia na promienie UV czy bardzo jasnej karnacji muszą solarium i słońca stanowczo unikać. Pamiętaj, że w tym sezonie dobrze być opaloną, wyglądać zdrowo i atrakcyjnie, ale powinnaś osiągać te cele, nie niszcząc swojej skóry. Dlatego idealnym rozwiązaniem, modnym i trendy jest zabieg Spray bronzing.

Zabieg samoopalający typu „airbrush” możesz wykonać tylko w renomowanych salonach urody, np. w Instytucie Dermika Salon&Spa w Warszawie. Ile to kosztuje? Czas trwania aplikacji z pilingiem ciała: 45–60 minut, cena: 180 zł Czas trwania aplikacji bez pilingu: 20–30 minut, cena: 100 zł Czas trwania aplikacji twarz i dekolt: 15 minut, cena: 35 zł

wiosna 2008

49


dla przyjemności

Relaks w trzy godziny Tekst: Maryna Jons

50

wiosna 2008


Z

aczęło się od tego, że jak zwykle pełna energii weszłam do biura. Rzuciłam laptopa na biurko, odebrałam dzwoniący na nim telefon, a dwie minuty później z komórką przy uchu pobiegłam do kuchni zrobić kawę (naprawdę pyszną – niezwykle doceniam pracodawcę!). Gdy wróciłam, koleżanka Agata, osoba pogodna i cierpliwa, poprosiła z uśmiechem, acz zdecydowanie, „żebym nie wprowadzała nerwowej atmosfery”. Najpierw pomyślalam: „czepia się”, ale po chwili zdałam sobie sprawe, że to, niestety, prawda. Dlaczego? Bo pośpiech od rana to u mnie norma. Przecież muszę zadbać, żeby syn na czas dotarł do szkoły, a ja z mężem do pracy. Prawie codziennie w drodze powrotnej robię szybkie zakupy i obiad. Właściwie wszystko dzieje się szybko… Po szybko zjedzonym obiedzie, szybko sprzątam, potem (szybko) wrzucam brudne rzeczy do pralki i nastawiam na mój ulubiony program „pranie szybkie”. Oddycham dopiero, gdy pralaka chodzi, a ja (nadal szybko) wchodzę na „naszą-klasę”, żeby (szybko) zobaczyć, kto się dziś dopisał. I co? Siadam na krześle i czuję, że jestem wykończona! I na samą myśl o tym zdałam sobie sprawę,

że potrzebuję relaksu, bo energia, którą teraz mam, wieczorem będzie tylko wspomnieniem. Narty! Pojadę na narty! Nie, narty odpadają, od kiedy dwa lata temu przy ostatnim zjeździe, już właściwie na samym dole, usiłowałam ominąć grupkę czterolatków. Efekt? Trzy wypięte deski, powyginane kijki i pozrywane wiązadła (czy więzadła, bo nigdy nie wiem)... Może więc… morze?

Po 10 minutach szperania w internecie, zmieniłam zdanie. Może więc… SPA? Postanowione! Jadę do SPA. A właściwie idę. I to niedaleko, bo kilka przecznic od domu. Gdzie? Do Instytutu Dermika Salon&Spa.

Uspokaja, doskonale wpływa na drogi oddechowe. Ale ja toleruję morze tylko wtedy, gdy ma 30 stopni i jest w Tunezji, Turcji lub Egipcie. Po 10 minutach szperania w internecie zmieniłam zdanie. Może więc… SPA? Postanowione! Jadę do SPA. A właściwie idę. I to całkiem niedaleko, bo kilka przecznic od domu. Gdzie? Do Instytutu Dermika Salon&Spa. Zrobiłam szybkie rozeznanie na forach internetowych i myślę, że warto spróbować. Polecają, zachwalają – może warto? Dwie minuty później rozmawiałam już z panią Ewą. Profesjonalna i uprzejma: „Chętnie Pani doradzę”. Ale miło. Już czuję się zrelaksowana. To naprawdę działa. Na początku musiałam odpowiedzieć na kilka pytań: Czy już korzystałam z zabiegów w Dermice? Czy będzie to moja pierwsza wizyta? Czy chcę zafundować relaks twarzy czy całemu ciału? A może wszystkim naraz? Czy przyjdę po południu, czy w ciągu dnia? Jaką kwotę chcę przeznaczyć na wizytę? Oczywiście, że najchętniej wydałabym 80 zł za efekt pełnego liftingu łącznie z szyją. OK. Jestem umówiona. Za cztery dni o 17.30. Pani Ewa zaproponowała, a ja ochoczo zaakceptowałam program „Więcej Słońca”: „Proszę mi uwierzyć, że będzie Pani

Pierwsze 30 minut to kremowy piling ciała Talaso – nowatorska metoda podwójnego złuszczania, która skutecznie zlikwiduje szorstkość i nadmierne zrogowacenia oraz usunie obumarłe komórki z powierzchni naskórka i uczyni skórę bardzo chłonną, gotową na przyjęcie składników aktywnych zawartych w kolejnych etapach sesji. Gęsta, kremowa konsystencja pilingu, łagodny zapach i naturalne elementy ścierne (drobinki czerwonych alg Corralinacea) zadowolą nawet bardzo delikatną skórę, a razem z kompleksem alfa-hydroksykwasów zapewnią zwiększony efekt oczyszczającego działania.

wiosna 2008

51


dla przyjemności

zadowolona – kompleksowa pielęgnacja ciała w naprawdę dobrej cenie”. Biorę! „Kiedy brakuje słońca, nasze ciało staje się leniwe i ociężałe. Mamy gorsze samopoczucie – szybciej się irytujemy, chciałybyśmy zapaść w zimowy sen i obudzić się dopiero w słoneczny dzień. Tym programem zdecydowanie poprawimy Twój nastrój, dodajemy energii. Z salonu wyjdziesz z piękną, złocistą skórą i z poczuciem absolutnej ulgi spokojnie poczekasz na słońce…”. To wszystko naprawdę o mnie i dla mnie. Przygaszone światło, spokojna, ale nowoczesna muzyka (taka w stylu radia PiN, które kocham). Kluczyk do szafki, przebieralnia, miękki szlafrok i kapcie.

Przyjemne, 30-minutowe leniuchowanie w „kosmicznej” kapsule Kolor Spa to relaksująca muzyka, przyjemne ciepełko, wibrujący materac, kolory… W tym czasie specjalnie dobrane grupy alg w masce Alga Aromacomplex penetrują głęboko w skórę, a zawarte w nich mikro- i makroelementy, proteiny, witaminy i aminokwasy intensywnie skórę regenerują, nawilżają, odżywiają i oczyszczają ciało z toksyn.

52

wiosna 2008

Siadam w części wypoczynkowej, piję wodę z cytryną. Bezszelestnie pojawia się pani Alina i zaprasza mnie na piling ciała… Kolejnym zabiegiem jest maska na ciało Alga Aroma-complex Dermika w kapsule Kolor Spa… Chwilę po nim czuję, że jestem odżywiona, moja skóra jest gładka, nawilżona i zregenerowana. To jednak nie wszystko, bo na koniec czeka mnie to, co najprzyjemniejsze, czyli masaż... I już! Koniec.

Kiedy minęły prawie trzy godziny...? Nie wiem. Ale prawdą jest, że w reklamie tego zabiegu nie ma przesady. Wychodząc z salonu, miałam piękną, złocistą skórę, poczucie absolutnej ulgi, a każda część mojego ciała była zrelaksowana i odprężona. Teraz już wiem, że te trzy godziny dały mi więcej, niż sądziłam i poza tym, że moje ciało jest doskonale wypielęgnowane, zupełnie inaczej czuje się też moja dusza.

Z salonu wyjdziesz z piękną, złocistą skórą i z poczuciem absolutnej ulgi spokojnie poczekasz na słońce…”. To wszystko naprawdę o mnie i dla mnie.

W rękach masażystki błogostan przez kolejną godzinkę. Wcześniej przesuszone i zmęczone ciało zasłużyło w końcu na dopieszczenie, odprężenie i intensywną pielęgnację. Do wzmocnienia efektu masażu terapeutka wykorzystuje kremową Maskę odżywczo-ujędrniającą Talaso z biolipidami i wyciągiem z alg morskich oraz olejek drenujący Talaso o działaniu modelującym (tego nigdy nie za wiele) na bazie naturalnych olejów (między innymi z pestek winogron, orzechów macadamia i słodkich migdałów) oraz olejków eterycznych z grejpfruta i mięty o orzeźwiającym zapachu. Na zakończenie masażu, gdy ciało jest już niewiarygodnie gładkie, właściwie nawilżone i natłuszczone, nałożyła mi samoopalacz dla uzyskania pięknej, plażowej opalenizny.


wiosna 2008

53


męskie sprawy

GŁADKO I PO MĘSKU Golić czy nie golić? Oto jest pytanie. Zadajemy wam je my – kobiety: wasze partnerki, żony, przyjaciółki i znajome. Męski zarost to jeden z najbardziej gorących tematów damskich spotkań. Co z nim robić, kiedy jest go za dużo? Pielęgnować czule czy usuwać bezlitośnie?

fot.: Ralph Laurent, Polo

Tekst: Helena Kalinowska

54

wiosna 2008


O

statnia reklama telewizyjna jednej z maszynek do golenia poruszyła żeńską część redakcji do żywej dyskusji. Bohater goli całe ciało na gładko, do ostatniego włoska na głowie! A potem wyskakuje z basenu i wykonuje ślizg po podłodze, zupełnie jak delfin wyrzucony siłą fali na kafelkową podłogę. Ziuu! – Ładny i taki gładziutki, aż miło popatrzeć! – takich komentarzy było najwięcej. Chociaż pojawiły się też głosy na „nie”. – A fe! Wolę dzikusa zarośniętego na plecach niż taką śliską podróbkę faceta – stwierdziła jedna z koleżanek. No i się zaczęło. Dyskusja przerodziła się w rodzaj giełdy haseł rewolucyjnych. Wszystkie miały wspólny mianownik: męski zarost. Precz z wąsami! Niech żyje gładka klata! Stop zarośniętym pośladkom! Pukle z karków! No i o czym to świadczy? Panowie, czas wziąć się porządnie za siebie (czytaj: za swój zarost) i dostosować do coraz bardziej krytycznych wymogów damskiej części towarzystwa.

Gołowąsy i misie Koala Poseł Putra czy Kojak? Otóż, w kwestii wąsów jesteśmy jednomyślne (i niech wybaczą nam żony wąsaczy). Nie, nie i jeszcze raz nie. Dlaczego? To chyba oczywiste. Po pierwsze, grzywka pod nosem zamienia romantyczne pocałunki w piling ust szczotką ryżową. Druga sprawa to proste posiłki w stylu: chleb z miodem albo ciastko z dżemem mogą się zamienić w koszmar dnia codziennego. Resztki miodu na wąsach są be! I do tego dochodzi ostatnia sprawa: zarost dodaje twarzy przynajmniej kilka lat. A po co się postarzać na siłę? Potrzebny jeszcze jeden argument przeciwko zapuszczaniu? Proszę bardzo. Żaden bohater–uwodziciel z filmów ostatnich lat nie nosił wąsów. My po prostu ich nie lubimy i już. Owszem, mężczyźni często pod wąsami ukrywają defekty w rodzaju blizn czy wąskich ust. Ten argument też łatwo można odeprzeć. Joaquin Phoenix – jeden z najbardziej sexy aktorów ostatnich lat – ma wyraźną bliznę na górnej wardze i wąskie usta. I na pewno

ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje, są wąsy. Tak trzymaj Joaquin! Nie można nie wspomnieć o tym, że włosy w uszach również należą do zabronionych. Naszym kobiecym zdaniem misie koala (tak wyglądają panowie z zarostem w uszach) nie są sexy. Kochani, od tego macie przecież golarki, które w kilka sekund dają sobie radę z niechcianym owłosieniem.

Zarośla i krzaki Kilkudniowy zarost na twarzy jest OK. Mężczyźni, którzy go noszą, dostali od nas łatkę: typ hiszpański. Mocna brew też przejdzie, no chyba że jest taka jak u bohaterów filmu „Walka o ogień”. Ale to by było na tyle w kwestii owłosienia dopuszczalnego u płci brzydkiej. Problem zaczyna się mniej więcej od szyi, a kończy w męskim pasie. Już na pierwszej randce może się okazać, że kandydat odpada, bo na przykład ma owłosiony kark albo dłonie. Kiedy wrzucam w wyszukiwarkę internetową hasło „męski zarost”, wyskakują jak grzyby po deszczu fora tematyczne. A na nich wpisują się kobiety, które chętnie dyskutują o tym, co uchodzi, a co nadaje się tylko do natychmiastowej likwidacji. Zacznijmy od karku. Tutaj większość internautek popiera usuwanie, tłumacząc, że runo noszą na plecach tylko owce. Podobnie jest z pachami. „Krzaki pod pachami są passé: nie dość że okropnie wyglądają spod męskiej koszulki, to są super niehigieniczne” – wpisała się Ola34. Po tym pojawiło się mnóstwo komentarzy popierających: „Tak! Zgadzam się! Ja swojemu każę golić!”. Panie zajeły się jeszcze jednym problemem. Klata owłosiona czy wygolona? I tu nastąpił

Mężczyzna w gabinecie kosmetycznym już dawno przestał być dziwolągiem.

podział głosów na tak i nie. Wśród bogatej argumentacji pojawiły się kategoryczne opinie. „Czasy szympansów się skończyły, a golenie to żaden obciach” – wpisała się Alina243. Zrobiło się gorąco. „Wolę przytulać się do swojego kochanego misia, niż takiego nie wiadomo co, co w dodatku goli klatkę. Ciekawe, ile czasu spędza w łazience facet, który patrzy się na siebie w lustrze i a to klatkę ogoli, a to brwi wydepiluje. Może się jeszcze umaluje?” – złośliwie odpowiedziała Betty66. Wniosek dla panów jest taki, że golenie klatki nadal pozostaje tematem kontrowersyjnym. Ale i na to jest rada. Po prostu, przyjacielu, zanim ogolisz tors, zapytaj o zdanie dziewczynę.

Męska kosmetyczka Mężczyzna w gabinecie kosmetycznym już dawno przestał być dziwolągiem. W salonach mamy absolutne równouprawnienie i nikogo już nie dziwi facet na fotelu. W wielu SPA są już specjalne zabiegi tylko dla panów, a każda dobra firma kosmetyczna ma w ofercie męskie kremy (patrz – linia Extremale Men Dermiki). Dlatego bez wykrętów, szanowni konsumenci! Nie ma, że dziewczyna pęsetą wydziubie włosy na karku albo sama położy wosk na klacie. To się robi w salonach kosmetycznych! I tu do wyboru, do koloru. Jeśli lubicie ekstremalne wrażenia, radzimy usuwać owłosienie woskiem. Skuteczne, ale trochę boli i zabieg trzeba powtarzać co najmniej raz na kilka tygodni. Można też torturować się laserem. Zabieg daje trwalsze efekty, choć jest droższy od wosku. Ostatnia opcja to elektroliza. Ta metoda sprawdza się tylko na małych powierzchniach, jak grzbiety dłoni i ewentualnie kark. Kosmetyczka wprowadza cieniutką igiełkę w mieszek włosowy i niszczy cebulkę włosa prądem. Uczucie jak ukąszenie komara, ale takie rzeczy to wytrzymują chyba tylko kobiety. To my zadajemy sobie tyle trudu i bólu, żeby wyglądać perfekcyjnie. Dlatego, panowie, choć raz weźcie pod uwagę nasze opinie i zróbcie coś z tymi włosami!

wiosna 2008

55


Przytulone do wina

N

a kobiety z etykiet na butelkach wina spoglądam od dawna. Ale, jak to w życiu, czasem patrzy się i nic, wzrok ucieka, twarze zacierają się w pamięci. Czasami jednak coś zaiskrzy, nie można oderwać oczu i obraz kobiety, wyraz twarzy, gest, fragment ubioru, trafia do „szufladki”, z której nie wyrzuca się niczego, nawet drobiazgów, małych głupstewek, dzięki którym jedno życie różni się od drugiego. Zapraszam dziś do takiej mojej „szufladki”, gdzie przechowuję kobiety przytulone do wina, kobiety, które zostały ze mną, mimo że wino już dawno wypito. Zacznę historycznie, od głowy Gorgony, którą spotykałem wiele razy na butelkach burgundów, a został mi w oczach jej wizerunek na etykiecie Nuits-Saint-Georges od Luisa Jadota. Głowa Gorgony była wiodącym tematem sztuki greckiej. Umieszczano ją na tarczach ku przerażeniu wrogów, ale także stanowiła amulet odganiający czary. Raz miała twarz straszną, której należało się bać, innym razem była piękna, przyciągająca. Zupełnie jak twarz kogoś, kto dla butelki cudownego burgunda traci głowę, a proszę mi wierzyć, zdarzało mi się znaleźć w takiej sytuacji. Nieco skruszony tym wyznaniem przywołuję w pamięci etykiety win, które zyskały u mnie miano „win świętych”, bowiem ich „twarzą” jest Madonna z Dzieciątkiem. Przyznam, że przyklejona do błękitnej butelki bardzo ozdobna złota etykieta, na której Matka Boska podaje Jezuskowi kiść winogron, budziła początkowo moje opory. Dopiero później dowiedziałem się, że to wino o nazwie Liebfraumilch wzięło swoją nazwę od kościoła Liebfraukirche w Wormacji (gdzie nauki Marcina Lutra uznano

wiosna 2008

za herezję) i zalicza się do najstarszych regionalnych win w Niemczech. Tradycja tradycją – myślę sobie – dlaczego jednak ta kiść winogron w rękach Dzieciątka? Czy to nie przesada? I oto zobaczyłem na wystawie w Brugii obraz Gerarda Davida, malarza późnego gotyku, o tytule „Odpoczynek podczas ucieczki z Egiptu”, na którym Madonna podaje dziecku winogrona, symbol Jego przyszłej męki. I zrobiło mi się wstyd z powodu swoich uprzedzeń. Z przeciwnego bieguna „winnych kobiet” pochodzi ta na etykiecie włoskiego wina z Katanii, z historycznej posiadłości rodziny Mastroberardino. Wino nazywa się Historia Naturalis i „nosi na sobie” rozpędzonego byka, który „nosi na sobie”, to znaczy na swoich rogach, nagą kobietę. Ten sam motyw jest wytłoczony na ciemnej, prawie czarnej butelce, co tworzy bardzo oryginalną całość. Przenieśmy się do Toskanii. Na etykiecie win starej toskańskiej rodziny Biondi-Santi znajdujemy głowę kobiety wśród liści i kiści winogron. Z całym szacunkiem trzeba powiedzieć, że pradziadek Biondi-Santi uchodzi za twórcę legendarnego wina Brunello

Zapraszam dziś do takiej mojej „szufladki”, gdzie przechowuję kobiety przytulone do wina.

di Montalcino, a i obecnie tę głowę współczesnej Gorgony otoczoną liśćmi winogron znajdziemy na butelce tego szlachetnego trunku. Z Pragi przywiozłem kiedyś butelkę musującego wina zauroczony znajdującym się na etykiecie, pięknym wizerunkiem nagiej kobiety autorstwa Alfonsa Muchy, wybitnego przedstawiciela czeskiej i europejskiej secesji. Mało tego, na szyjce butelki widniała naklejka z autografem artysty (tak podpisywał się Mucha na swych obrazach), natomiast wino nazywało się Mucha Sekt! Mam tę butelkę do dzisiaj, a secesyjny rysunek Muchy traktuję jako część mojej prywatnej galerii. Skoro jesteśmy przy wielkich artystach, należy wspomnieć o specjalnych autorskich etykietach, które od 1970 roku ozdabiają butelki słynnego wina z Bordeaux, o nazwie Mouton Rothschild. Przypomnijmy sobie: rok 1970 – Marc Chagall, 1971 – Wassily Kadinsky, 1973 – Pablo Picasso. W moich zbiorach jest butelka Chateau Mouton Rothschild z roku 2001, na etykiecie której widnieje twarz kobiety namalowana przez wybitnego amerykańskiego malarza, rzeźbiarza i architekta Roberta (Boba) Wilsona. Uchodzi on obecnie w świecie za największego reżysera operowego, a jego dzieła sceniczne odznaczają się wielką oryginalnością. Bob Wilson, z którym Wasz felietonista miał przyjemność biesiadować, namalował „przytuloną do wina” twarz swojej przyjaciółki Philippine w symfonii kolorów, od wiosennej zieleni po głęboką purpurę. Drogie Czytelniczki, pozwólcie, że zakończę mój felieton taką refleksją – kiedy martwimy się tym, że wino znika, pocieszający wydaje się fakt, iż kobiety zostają.

fot. PAP/J.Turczyk

felieton Jacek Cygan 56

z cyklu KOBIETA W SZTUCE


wiosna 2008

57


zabiegi Dermiki

Potrzeby skóry suchej są określone i znane, a współczesna kosmetologia dysponuje wiedzą dotyczącą mechanizmów powstawania tego zjawiska.

58

wiosna 2008


Daj skórze pić! Skóra swoje własności zawdzięcza obecności wody, która jest środowiskiem przemian wewnątrz komórek. Ale sama woda nie nawilża! Pamiętaj więc, że nawet niewielkie niedobory wody powodują zakłócenie niektórych procesów metabolicznych. Tekst: Łukasz Pyzioł

J

eśli naturalny proces życia Twojej skóry będzie zakłócony, mogą na niej pojawić się takie zmiany jak suchość, łuszczenie się naskórka, a nawet pogłębianie się zmarszczek. Dlatego właśnie tak ważna jest pielęgnacja twarzy. Na co dzień jest ona narażona na negatywny wpływ środowiska zewnętrznego, skoki temperatur czy niską wilgotność powietrza w klimatyzowanych bądź ogrzewanych pomieszczeniach. Pierwszym symptomem niezrównoważonej gospodarki wodnej jest wspomniana wcześniej suchość skóry, która

jest efektem zakłóceń w naturalnym procesie eksfoliacji naskórka, prowadząca do uczucia ściągnięcia i dyskomfortu. Z powodu braku wody enzymy odpowiedzialne za ten proces pozostają nieaktywne, a komórki najbardziej zewnętrznej warstwy naszej skóry, tzw. warstwy rogowej naskórka, nie są usuwane. Efekt? Pogrubienie warstwy rogowej, zmniejszenie elastyczności skóry i szorstkość w dotyku. Czy możemy się przed tym ustrzec? Oczywiście, tak! Ale musimy pamiętać, że potrzeby skóry suchej są określone i znane, a współczesna kosmetologia dysponuje

wiedzą dotyczącą mechanizmów powstawania tego zjawiska, więc wie, jak mu przeciwdziałać.

Pielęgnacja na 100% W pielęgnacji dziennej pożądane jest używanie kremów nawilżających. To akurat nie jest trudne, bo prawie każdy preparat dostępny na rynku spełnia tę funkcję. Specyfikacja produktów poszła tak daleko, że możemy dobrać produkt, który zaspokoi nasze potrzeby (do cery naczyniowej, do cery tłustej, mieszanej, 30+, 35+, 40+), a jednocześnie będzie nawilżał. Warto

wiosna 2008

59


zabiegi Dermiki jednak skorzystać także z porady kosmetyczki, a raczej zabiegu, który byłby odpowiedni dla naszej skóry. Przede wszystkim bądźmy świadomi faktu, że do zwiększenia ilości wody w naskórku nie wystarczy sama woda, ale dodatkowo wykorzystane muszą zostać specjalne substancje, które wodę w skórze zatrzymają. Istnieją dwie drogi, by ten cel osiągnąć. Pierwsza z nich to dostarczenie skórze odpowiednich substancji, tzw. higroskopijnych, które przyciągają wodę w swoje bezpośrednie otoczenie. Pozostając w strukturach skóry, skupiają one wokół siebie cząsteczki wody. Tak samo działa też fizjologicznie obecny w skórze kwas hialuronowy i naturalny czynnik nawilżający, który występuje w naskórku. W skład tego czynnika wchodzą m.in. aminokwasy, sole alfa-hydroksykwasów, mocznik. I właśnie te składniki zawarte są w kosmetykach. Ale preparaty pielęgnacyjne mogą również

60

wiosna 2008

Dobrze skomponowany zabieg nawilżający zapewni naszej skórze kompleksową pomoc w podbramkowej sytuacji. zawierać inne substancje o podobnym działaniu, które pozostając na skórze, tworzą wilgotny film ograniczający ucieczkę wody. W ten sposób działają m.in. proteiny i wielocukry. Druga możliwość to wykorzystanie substancji lipofilowych, które z kolei są substancjami o charakterze tłuszczowym. Ich wprowadzenie do zewnętrznych warstw naskórka uszczelnia go

i wzmacnia tzw. cement międzykomórkowy. Część z nich – pozostając na skórze – tworzy tzw. warstwę okluzyjną. Bardzo cenne składniki to m.in. oleje roślinne zawierające NNKT (Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe), ceramidy, ciekłe woski, masła etc. I właśnie to wszystko może zagwarantować Twojej skórze odpowiedni zabieg, np. Ukryte Pragnienie.

W rękach specjalisty Dobrze skomponowany zabieg nawilżający zapewni naszej skórze kompleksową pomoc w podbramkowej sytuacji i dostarczy jej zarówno składników hydrofilowych, jak i lipofilowych, i to w odpowiedniej kolejności! Ważne, aby rozpocząć go od pozbycia się najbardziej zewnętrznych warstw naskórka. Do tego celu mogą zostać wykorzystane zarówno produkty z alfa-hydroksykwasami (Ampułki AHA 4 % z algami Dermika Salon&Spa), jak


i pilingi enzymatyczne (Gommage – fitopilinig enzymatyczny Dermika Salon&Spa) lub pilingi mechaniczne, jeśli nie ma przeciwwskazań (Delikatny krem-piling z fitoestrogenami Dermika Salon&Spa). Tak przygotowana cera lepiej przyjmie substancje z dalszej części zabiegu. Teraz czas na preparaty typu serum, zawierające maksymalną dawkę substancji aktywnych. Zgodnie z przebiegiem zabiegu Ukryte Pragnienie, kosmetyczka aplikuje specjalne Ampułki bioaktywnie nawilżające, które wprowadzane są w głąb skóry przy użyciu sonoforezy, czyli ultradźwięków. Istotne jest, że preparat ten zawiera ekstrakt z roślin z gatunku Punica, który stymuluje funkcjonowanie kapilar wodnych, kanalików znajdujących się w błonach komórkowych, dzięki czemu może wydatnie zwiększać nawodnienie. Kolejny etap zabiegu to nałożenie preparatu emulsyjnego, łączącego

Aby całkowicie zaspokoić potrzeby skóry suchej, istotne jest, żeby nie zapomnieć o preparacie opartym na substancjach natłuszczających. aktywność z własnościami pielęgnacyjnymi. Doskonale spełnia tę funkcję Hydrokoncentrat intensywnie nawilżający. Badania aparaturowe wykazały, że preparat ten pozwala na niemal dwukrotne zwiększenie nawilżenia już w 4 godziny po jego zastosowaniu! Aby całkowicie zaspokoić potrzeby skóry suchej, istotne

jest, żeby nie zapomnieć o preparacie opartym na substancjach natłuszczających, które wzmocnią barierę, jaką dla ucieczki wody jest warstwa rogowa naskórka. Dlatego ważne jest nałożenie Lipokoncentratu kojąco-wygładzającego, opartego na naturalnym oleju jojoba. Ostatnim akcentem zabiegu nawilżającego powinna być maska algowa, np. Algum-Calm, która łagodzi, koi i zmniejsza uczucie świądu i dyskomfort spowodowany suchością. Warto, bo po jej nałożeniu masz 20 minut na relaks i odprężenie. Tak skonstruowany zabieg na pewno zaspokoi potrzeby nawet najbardziej odwodnionej cery, przesuszonej opalaniem w solarium lub po prostu zmęczonej zimową porą. Doskonale sprawdza się także w przypadku cer wrażliwych, suchych i zniszczonych, zapewniając im harmonię i poczucie komfortu, którego nie zastąpi codzienna pielęgnacja.

wiosna 2008

61


zdrowa kuchnia

Wielkanocne smaki

Robert Sowa, specjalnie dla magazynu „Woman”, poleca swoje ulubione przepisy na wyjątkowe, finezyjne i nie do końca tradycyjne potrawy wielkanocne.

Imbirowa pierś z perliczki PODANA Z WIOSENNĄ SAŁATĄ Z FILETOWANYCH POMARAŃCZY, GRAPEFRUITÓW Z OLIWĄ Z AVOCADO I ŚWIEŻO MIELONYM CZARNYM PIEPRZEM Składniki dla 4 osób:

4 piersi z perliczki (każda po około 160 g) Marynata: 1 łyżka oliwy z avocado z pieprzem cytrynowym 1 łyżeczka imbiru Prymat 1 łyżeczka papryki chilli Prymat 1 łyżeczka suszonej kolendry Prymat sól czosnkowa Prymat do smaku 2 pomarańcze 2 grapefruity 2 pęczki umytej sałaty ruccoli 50 g pokrojonych suszonych pomidorów 1 łyżka prażonych orzeszków piniowych 50 ml oliwy z avocado z pieprzem cytrynowym sok z ½ limonki 1 łyżeczka czarnego pieprzu gruboziarnistego Prymat 50 g startego sera parmezan

Sposób przygotowania:

Oczyszczone umyte i wysuszone papierowym ręcznikiem piersi z perliczki zamarynować w oliwie z avocado z pieprzem cytrynowym, połączonej z imbirem, chilli, kolendrą oraz solą czosnkową. Odstawić do lodówki na około 3 godziny. Pomarańcze i grapefruity obrać i wyfiletować. Sałatę ruccolę wymieszać z pomidorami suszonymi oraz orzeszkami piniowymi. Mięso wyjąć z marynaty i usmażyć na patelni ryflowanej na złoty kolor, a gdy będzie gotowe, pokroić na cienkie plastry. Na talerzu ułożyć kolejno owoce, mięso oraz sałatkę z ruccoli i suszonych pomidorów. Całość skropić oliwą z avocado z pieprzem cytrynowym, doprawioną sokiem z limonki i pieprzem gruboziarnistym. Na koniec posypać świeżo tartymi płatkami parmezanu.

62

wiosna 2008

Robert Sowa szef kuchni warszawskiego Hotelu Jan III Sobieski


Pieczone plastry buraków z jajkami przepiórczymi ANCHOIS, KAWIOREM CZARNYM I CZERWONYM ORAZ EMULSJĄ PIETRUSZKOWĄ Z TARTYM SEREM BUNC, MLEKIEM KOKOSOWYM I ŚWIEŻĄ KOLENDRĄ

Świąteczne pierożki z gęsim mięsem Z MAJERANKIEM, PODANE NA KREMOWYM SOSIE SMARDZOWO-TRUFLOWYM, Z JAJKIEM I SZCZYPIORKIEM

Składniki dla 4 osób:

4 średniej wielkości buraki (dokładnie wyszorowane) 6 ugotowanych jajek przepiórczych 4 filety anchois 4 łyżeczki czerwonego kawioru 4 łyżeczki czarnego kawioru 80 g sera bunc sól do smaku Emulsja: 50 ml oliwy z oliwek kilka gałązek świeżej pietruszki 3 łyżki octu balsamicznego (12-letniego) pieprz kolorowy kilka gałązek świeżego koperku do dekoracji

Sposób przygotowania:

Umyte i osuszone buraki rozłożyć na blasze, lekko osolić i wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 140˚C na około 1 godzinę. Gdy będą miękkie, wystudzić, a następnie obrać i pokroić w cienkie plastry. Ułożyć na talerzu i udekorować połówkami ugotowanych i obranych jaj przepiórczych. Na każdą część jajka nałożyć odrobinę czarnego i czerwonego kawioru oraz filety anchois. Wszystkie składniki emulsji dokładnie zmiksować i doprawić. Tak przygotowanym sosem skropić plastry buraczków. Całe danie lekko posypać tartym serem bunc oraz udekorować świeżym koperkiem.

Składniki dla 4 osób:

Ciasto: 150 g mąki 1 żółtko, 1 łyżka oleju szczypta soli, ciepła woda Farsz: 400 g piersi z gęsi, 100 g wędzonej piersi z gęsi 1 mała cebula pokrojona w kostkę oliwa z oliwek do smażenia sól, pieprz, majeranek, ząbek czosnku do smaku Sos: 80 g ugotowanych smardzy ½ cebuli, 150 ml śmietany 36% 1 łyżeczka pasty truflowej 20 ml koniaku, 1 jajko ugotowane na twardo kilka gałązek natki pietruszki sól, pieprz, czosnek do smaku

Sposób przygotowania farszu:

Oczyszczone mięso z gęsi udusić z cebulą, warzywami i przyprawami. Dobrze schłodzić, a następnie zmielić w maszynce na grubych oczkach. Dodać pokrojoną w drobne paski wędzoną pierś z gęsi.

Sposób przygotowania ciasta:

Do mąki dodać żółtko, olej i tyle ciepłej wody, aby osiągnąć jednolitą masę o konsystencji ciasta pierogowego. Zagnieść i odstawić na chwilę. Po rozwałkowaniu wykroić z ciasta koła. Następnie ułożyć na nich małe porcje farszu i zlepić brzegi. Gotowe pierogi gotować 5 minut we wrzącej, osolonej wodzie. W rondelku zeszklić cebulę, dodać grzyby i przyprawy. Następnie wlać koniak oraz śmietanę, doprawić przyprawami oraz pastą truflową. Gotować do momentu, aż sos zacznie gęstnieć. Na koniec dodać pokrojone w kostkę jajko oraz posiekaną pietruszkę.

wiosna 2008

63


zdrowa kuchnia Warzywa, owoce, orzechy, kiełki i ziarna to główne składniki diety raw food.

64

wiosna 2008


DIETA

raw food Warzywa, owoce, orzechy i kiełki – wiadomo, że to zdrowa dieta. Ale w przypadku raw food poprzeczka jest bardzo wysoko. Owszem, jesz zdrowo, ale bez gotowania, smażenia czy duszenia składników. Wszystko zostaje tak, jak chciała natura. Dieta czy filozofia życia? Tekst: Helena Kalinowska

C

o to jest raw food? Z angielskiego raw to „surowe”, a food to „jedzenie”. Taka dieta oznacza: organiczne i wegetariańskie składniki diety, przygotowywane bardzo restrykcyjnie: bez gotowania, smażenia, pieczenia, duszenia ani innych procesów zachodzących w wysokiej lub niskiej temperaturze. Miłośnicy raw mają swoje motto: „Żywe jedzenie to żywe ciało”. Czy to działa? Rozsądnie stosowana surowa dieta działa jak detoks i super dawka energii dla organizmu. Zdrowy trend powstał w Ameryce i już zyskał w Polsce wielu zwolenników.

Zdrowe surowe Warzywa, owoce, orzechy, kiełki i ziarna to główne składniki diety raw food. Skromnie? Biorąc pod uwagę ilość różnorodnych gatunków, smaków i możliwości połączeń składników, to nie jest tak źle. Co w zamian? Większa odporność organizmu, autodetoks i idealna waga. Specjaliści tłumaczą, że przewaga warzyw w diecie wzmaga zasadowy odczyn pH krwi. Żywność przetworzona zakwasza, a wtedy organizm zużywa o wiele więcej energii, żeby się ogrzać i przywrócić odczyn zasadowy. Wniosek? Stały odczyn zasadowy krwi to ciągły i naturalny proces autodetoksyfikacji dla organizmu.

Druga sprawa to antyoksydanty, witaminy i enzymy. Dieta raw opiera się na zasadzie, według której przetwarzanie naturalnych składników pożywienia niszczy większość odżywczych substancji, jak: witaminy, minerały i enzymy. Gotowane warzywa dostarczą nam kalorii, ale za to minimalną ilość witamin, które są przecież biokatalizatorami większości procesów zachodzących w ciele. Kiełki, warzywa i owoce z niską zawartością cukrów, jak kiwi i grejpfruty, są wysycone witaminami i enzymami. Te ostatnie wspomagają regenerację zużytych komórek i wymiatają wolne rodniki. Nasuwa się kolejny wniosek: raw food spowalnia

wiosna 2008

65


zdrowa kuchnia

procesy starzenia. Minus diety? Jej składniki trzeba szybko zużywać. Jeśli kupujemy świeże owoce czy warzywa, powinno się je zjeść, zanim stracą kolor i zrobią się miękkie. Im szybciej, tym lepiej; nieświeże oznacza – uboższe w składniki odżywcze. A jeśli już ktoś chciałby koniecznie podgrzać surowce, to jest jedna zasada: można ogrzać jedzenie, ale tylko do momentu, w którym nie będzie w stanie poparzyć na przykład nadgarstka, to znaczy około 45 stopni Celsjusza.

Plusy diety Dietetycy przestrzegają, że w raw food trzeba zachować rozsądek. Najlepiej po prostu spróbować, zamiast na zawsze przestawiać się na surowe. My radzimy wykorzystać ten pomysł na wiosenną dietę oczyszczająco-rewitalizującą. Gdzie

66

wiosna 2008

Rozsądnie stosowana surowa dieta działa jak detoks i super dawka energii dla organizmu. szukać składników? Najlepiej w sklepach ze zdrową żywnością i na stronach internetowych. Polecamy: www.rawvolta. wordpress.com/polski-kacik/. Fani diety raw food często sami hodują rośliny, nawet w mieszkaniach! Można już sprowadzać ekologiczne sadzonki pomidorów, rzodkiewek i nawet nasiona do robienia kiełków. Im bardziej organicznie

i ekologicznie, tym lepiej. Z raw food wiąże się nieodłącznie styl życia eko. Jeśli jesz zdrowo, spróbuj uzdrowić planetę. Na stronie www.rawguru.com można znaleźć więcej o filozofii związanej z dietą raw pod hasłem: „światło to życie”. Oprócz filozofii, znajdziesz tam porady dla początkujących w diecie raw. Radzimy – najlepiej zacząć od powolnego włączania do codziennej diety większej ilości surowych warzyw: cukini, kiełków, awokado, rzodkiewek, ogórków, pomidorów i kalafiora, z czasem owoców: ananasa, pomarańczy, bananów, grejpfrutów, jabłek i sezonowych jagód. Powoli, bo każdy inaczej reaguje na surowe. Jeśli po kilku tygodniach poczujesz się lepiej, może warto spróbować przestawić się na raw food na miesiąc, a potem dłużej.


fot.: Darek Stawski

dbaniem o swą urodę jest jak z miłością. Jeśli sama siebie nie będziesz dopieszczać, nie możesz wymagać, żeby ktoś inny się tobą zajmował. Brak miłości własnej to sygnał, że nie jesteś dla siebie wiele warta. Trudno bezwarunkowo się podziwiać, bo tu nowa zmarszczka, tu oponka i trzeci podbródek się wyłania, ale przecież nie o to chodzi, by siebie nie widzieć, lecz o to, by robić, co się da, żeby wyglądać jak najlepiej. Jeśli masz cellulitis i wpadłaś w kompleksy, wcieraj dobre kremy, ćwicz i pomyśl o tym, że po plaży możesz chodzić w cieniutkiej długiej spódnicy. To naprawdę seksownie wygląda. A wieczorem, w szale namiętności twój ukochany nawet nie zauważy, że coś jest nie tak. Tej okropnej „skórki pomarańczowej” na udach nie widać, gdy leżysz. Jeżeli należysz do akrobatek, które uprawiają seks w pozycjach innych niż tylko „po bożemu”, kup pończochy z koronkowym mankietem, przypnij je do paska z podwiązkami, efekt murowany! Prawdziwy mężczyzna nie przejmuje się drobnym felerem skóry ukochanej. Jasne, że nie zawsze same siebie uwielbimy. Bywają trudne dni, kiedy nie tylko nie lubimy siebie, ale nawet nasz własny mężczyzna, doprowadza nas do obłędu. Pięści zaciskają się same, wrodzona łagodność pryska i zamieniamy się w gotowe do skoku pantery, mimo że wcale nie nosimy super modnych cętkowanych wzorów. Moment, w którym mamy ochotę rozszarpać na sztuki najdroższego męża lub dochodzącego partnera, jest odpowiedni na podjęcie zdecydowanych kroków. Otóż zdecydowane kroki po dużym

skoku adrenaliny należy kierować do kosmetyczki. Nie powtarzaj mantry: jestem strasznie zajęta, nie mam czasu na nic, nie mam dla siebie chwili! Mów: adieu, kochanie! Jeśli nie możesz pozwolić sobie na walnięcie pięścią w stół, to zamknij drzwi z ostrym trzaśnięciem. My kobiety nowoczesne, oczytane, dobrze wiemy, że tłumienie uczuć jest niezdrowe, pokłady wściekłości powodują złą

Prawdziwy mężczyzna nie przejmuje się drobnym felerem skóry ukochanej. przemianę materii, co wpływa na przyrost kilogramów. Na to nie możemy pozwolić! Nie chcemy leżeć u kosmetyczki jak na łożu boleści lub na katafalku. To ma być miejsce miłości okazywanej samej sobie. Pani Dorota, kosmetyczka, ma bardzo delikatne dłonie, oczyszcza skórę, masuje, kładzie maseczkę uspokajającą, kojącą jak muzyka szumów drzew, ptaków świergoczących dyskretnie z oddali. Trudno uwierzyć, że wchodzimy w tę ciszę wprost z hałaśliwej ulicy, że jeszcze godzinę wcześniej była awantura z tym niedobrym facetem, że trzasnęłyśmy drzwiami z mocnym postanowieniem: wyjdę i nigdy już do ciebie nie wrócę! Rozsądny mężczyzna wie, że pójście do kosmetyczki uspokaja kobietę prawie jak miłość. „Prawie czyni różnicę”, ale różnica nie jest wcale tak

wielka, jak by się mogło wydawać. Zapachy kremów, maseczek, a zwłaszcza przyjazny dotyk rąk pani Dorotki powoduje, że leżymy wreszcie spokojnie, zapadamy w letarg, w półsen albo wręcz zasypiamy słodko, pochrapując nawet. Jeśli zrywasz się, masz włączoną komórkę, to masz problem, jesteś neurotyczna! Kosmetyczny letarg jest trochę jak powrót do dzieciństwa, gdy pod opieką matki, z poczuciem absolutnego bezpieczeństwa, nieosiągalnym w dorosłości, po zmęczeniu zabawą zasypiało się na łące albo na plaży. Można porównać te pieszczotliwe zabiegi do gry wstępnej, gdy wszystko, co dobre, może się jeszcze wydarzyć. Kosmetyczka jest o tyle lepsza od faceta, że nie śpieszy się do finału. Masz swoje półtorej godziny i pani Dorotka cię nie zawiedzie, nie zrobi ci niespodzianki w męskim stylu. Obiecujesz sobie rozkoszne doznania, a co dostajesz? Szybka gra wstępna, kilka pocałunków i od razu do rzeczy, czyli kwadrans „ruchów niegodnych filozofa” i twój facet zasypia słodko jak dziecię. Ty chciałaś pogadać, a teraz czujesz się samotna, leżysz i myślisz o tym, jaki świat jest niesprawiedliwy. My kobiety po grę wstępną chodzimy do kosmetyczki. Takie chwile, gdy „maseczka cudownie się wchłania”, a my leżymy totalnie odprężone, warte są więcej niż kasa – niemała – jaką zostawiamy w salonie. Wielka może być przyjemność bez seksu, pieszczoty bywają nieerotyczne, a do tego masz potem wypoczętą twarz. Czuła opieka i uwaga, jaką poświęcają nam kosmetyczki w cichych przybytkach poprawiających urodę, jest bezcenna!

wiosna 2008

felieton Krystyna Kofta

Z

Gra wstępna

67


sztuka modna

Świat pełen marzeń

Melancholijne, pełne romantycznej aury malarstwo Martty Węg zdobywa coraz większe grono wielbicieli zarówno w Polsce, jak i w Nowym Jorku czy Londynie. Tekst: Kama Zboralska

KOBIETY W CZERNI – olej, płótno 40 x 35 cm, 2006

68

wiosna 2008

fot. archiwum Martty Węg

K

ilka lat temu z rodzinnego Tomaszowa na studia przyjechała do Warszawy. W wynajętym mieszkaniu, na lodówce przykleiła kartkę: „Paryż Londyn Nowy Jork – musi się udać”. Nigdy nie przypuszczała, że jej młodzieńcze marzenia spełnią się aż tak szybko. – Z Paryżem postanowiłam sprawę sama załatwić – z uśmiechem wspomina Martta Węg (skróciła trudne dla cudzoziemców nazwisko). Jako studentka 4. roku Europejskiej Akademii Sztuk, z kilkoma adresami w kieszeni wybrała się do artystycznej Mekki. Galeria „Art Présent” zaproponowała jej wystawę za rok. Już podczas wernisażu część jej prac została sprzedana. Ten sukces dodał jej skrzydeł i utwierdził w przekonaniu, że wybrała właściwą drogę twórczą. Rok później, w 2003 została zaproszona na indywidualną wystawę przez prestiżową warszawską „Galerię Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej” oraz na wystawę zbiorową Vernissage w „The Chocolate Factory” w Londynie. Izabella Kay, promotorka polskich twórców, na stałe mieszkająca od ponad 20 lat w Londynie, wypatrzyła pracę Martty Węg wśród innych przysłanych na konkurs „Obraz roku”, organizowany przez redakcję „Art&Biznes”. Od tej pory płótna Węg wędrują razem z Kay po Anglii i USA.


– Kontakt z Izabellą Kay otworzył mi okno na świat. Bez niej nie wiem, kiedy i czy w ogóle moja twórczość pojawiłaby się na ważnych targach sztuki w Londynie i Nowym Jorku – mówi Martta Węg. Jej malarstwo bliskie każdemu z nas, przywołuje z pamięci wspomnienia, budzi nostalgię za czymś, co bezpowrotnie już minęło, za dzieciństwem, pierwszą miłością, pierwszym balem. – Każdy obraz to intymna rozmowa z samą sobą, ale i ze światem, z drugim człowiekiem – dodaje malarka. Węg maluje gibkie baletnice, smukłe kwiaciarki, młode damy, które spacerują albo piją czekoladę. Niezależnie, co robią, myślami są gdzie indziej. Tajemnicze, trochę zagubione tkwią w przeszłości, ale niezależnie od doświadczeń optymistycznie patrzą w przyszłość. Ich nastrój oddaje kolorystyka użytych barw.

– Klimat moich prac tworzą plamy barwne, podobnie jak budują napięcie i kreują postacie. Kolor fascynował mnie od zawsze, może dlatego że stwarza nieograniczone możliwości. To właśnie kolor i tonacja obrazu pozwalają mi na wyrażenie emocji, odkrywanie tych najbardziej ukrytych, przez co obraz staje się szczery i prawdziwy – mówi artystka. Węg nie chciałaby, aby jej płótna były odbierane ilustracyjnie. Poprzez konkretne sytuacje pokazuje duszę, osobowość swoich bohaterów. Często stojąca gdzieś z boku, zamyślona postać, choć nie jest wiernym wizerunkiem artystki, oddaje jej odczucia, refleksje… Od zawsze szkicuje pewne zdarzenia, różne sytuacje, które ją zaintrygowały. Zapisuje też skojarzenia, czasem wraca do nich dopiero po latach. Niedawno odkryła nową pasję. Przypadkowo trafiła do szkoły

tanga argentyńskiego – tańca, którego ojczyzną jest Buenos Aires. Taniec jest również sposobem na życie. Także Martty. W jej pracach o ciepłych barwach, bo tak postrzega tango, pojawiły się postacie w charakterystycznych pozach. Właśnie przygotowuje wystawę w „Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej” inspirowaną relacjami między tangueros. Kilka razy w tygodniu odbywają się milongi, czyli wieczorne, kilkugodzinne seanse taneczne, podczas których robi zdjęcia. Teraz łatwiej jest jej zrozumieć modeli. Jesienią sama wcieliła się w nową dla siebie rolę. Na plenerze w Gdańsku, zorganizowanym pod hasłem inspiracja bursztynem, artysta, profesor Zbigniew Gorlak, swoją uwagę skupił na Martcie. Stała się jego muzą. Nic dziwnego, jej oryginalna, eteryczna uroda, podobnie jak jej optymistyczne malarstwo, zauroczy jeszcze nie jeden raz.

Martta Węg Urodziła się w Tomaszowie Mazowieckim w 1978 roku. Studia z wyróżnieniem w Europejskiej Akademii Sztuk. Dyplom w 2002 roku w pracowni prof. Barbary Szubińskiej. Laureatka Nagrody Prezydenta Warszawy w konkursie o tytuł „Najlepszy Student-Absolwent Uczelni Warszawskich” oraz nagrody „Vernissage Graduate Art Prize in Painting 2005” (Londyn). Otrzymała także Honorowy Medal Miasta Bourg-la-Reine. Jej prace znajdują się w wielu kolekcjach w kraju i zagranicą. Współpracuje z „Galerią Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej”.

UKRYTE PRAGNIENIA. TANGO – olej, płyta 70 x 75 cm, 2007

wiosna 2008

69


pytania do lekarza

Na pytania odpowiada lek. med. Monika Kuźmińska, kierownik Centrum Medycznego Medi-Spa w Warszawie. Czy można pozbyć się naczynek na nogach? Powstawanie rozszerzonych naczynek na nogach to proces złożony, na który składa się bardzo wiele czynników, takich jak: skłonności genetyczne, płeć (żeńska), stojąca praca, zaburzenia hormonalne czy dieta. Istnieje kilka sprawdzonych metod zamykania naczynek, ale należy pamiętać, że żaden zabieg nie zlikwiduje na stałe tendencji, a zadziała tylko na istniejące zmiany, i to nie na zawsze! Trzeba koniecznie wiedzieć, że niezależnie od zastosowanej metody, przed zabiegiem należy wykonać badanie przepływów żylnych Dopplera! Badanie to wykonywane jest za pomocą specjalnej sondy i polega na obserwacji za jej pomocą układu żylnego oraz oceny jego wydolności. Badanie to jest całkowicie nieinwazyjne, bezbolesne i bezstresowe. Pozwala ono m.in. wykluczyć przypadki chorób żył, takich jak niewydolność zastawek żylnych czy zakrzepica, która jest bezwzględnym przeciwwskazaniem do zabiegów zamykania naczyń. Stosuje się dwie metody zamykania naczyń – SKLEROTERAPIĘ i LASER.

SKLEROTERAPIA (obliteracja)

Polega na wstrzyknięciu do leczonego naczynia specjalnego preparatu, który wywołuje odczyn zapalny ściany naczynia, który z kolei wywołuje proces narastania nowej tkanki-skrzepliny. To ona właśnie, ulegając w naturalnym procesie gojenia zwłóknieniu, zamyka naczynie od wewnątrz.

70

wiosna 2008

LASER

Do zamykania naczyń stosuje się na przykład laser neodymowo-yagowy. Wiązka światła emitowana przez laser pochłaniana jest selektywnie przez hemoglobinę, zamieniana na ciepło, przez co wzrasta temperatura krwi, która koaguluje, co powoduje zrastanie się ścianek naczynia i zamknięcia jego światła.

Nie można powiedzieć jednoznacznie, która metoda jest lepsza, bo obie mają swoją specyfikę, swoje zalety i wady. Z mojego doświadczenia wynika, że większe naczynia, o średnicy 3–5 mm, dobrze zamykają się obiema metodami (choć skleroterapia jest nieco bardziej bolesna). Natomiast do drobnych naczynek, tzw. pajączków, lepszy będzie laser. Dlaczego? Bo ciężko trafić igłą w bardzo cienkie naczynko, a wstrzyknięcie środka obliterującego poza naczyniem grozi przebarwieniem skóry. Jest to powikłanie dość częste po zabiegu skleroterapii. Dlatego ja osobiście wolę polecać pacjentom jednak laser.

Co trzeba koniecznie wiedzieć przed zdecydowaniem się na ten zabieg? 1. Po pierwsze, nie oczekiwać cudu, że wszystkie naczynia znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 2. Niezależnie od wybranej metody zamykanie naczyń jest zabiegiem inwazyjnym i dość bolesnym. 3. Na ogół po zabiegu następuje miejscowy obrzęk, siniaki, zwiększona bolesność. Odczucia są takie, jak po poważnym zranieniu. 4. Proces rekonwalescencji może trwać kilka tygodni, a nawet kilka miesięcy (w zależności np. od wielkości zamykanego naczynia oraz ich ilości). 5. Po zabiegu może pozostać blizna (szczególnie po dużym naczyniu). 6. Rzadko kiedy w czasie zabiegu da się zamknąć wszystkie widoczne naczynia. Jest to więc zabieg dla cierpliwych, rozważnych i silnie zdeterminowanych. Ale za to, ściśle przestrzegając zaleceń lekarza, można cieszyć się dobrymi rezultatami. Ceny zabiegów w Centrum Medycznym Medi-Spa w Warszawie – od 200 zł w zależności od ilości zamykanych naczynek.


Centrum Dermatologiczno-Kosmetyczne ul. Chełmińska 74, 86-300 Grudziądz tel.: 0 602 675 885

NZOZ Dermex

ul. Łąkoszyńska 66, 99-300 Kutno tel.: (0-24) 254-50-08

Instytut Dermika Salon&Spa

ul. Gen. Zajączka 9a, Warszawa, tel.: (0-22) 331-39-05, 331-39-06

Centrum Medyczne Medi-Spa

ul. Gen. Zajączka 9a, Warszawa, tel./fax: (0-22) 330-90-35

Gabinety Patronackie

dobre adresy

GABINETY LEKARSKIE WSPÓŁPRACUJĄCE W ZAKRESIE MARKI DR.BERNARD

Gabinet Medycyny Estetycznej Natura

ul. Chopina 9, 28-100 Busko-Zdrój tel.: (0-41) 378-70-56

Gabinet Lekarski

ul. Szaniawskiego 1, 59-220 Legnica tel.: 0 606 776 198

ISPL Gabinet Medycyny Estetycznej ul. Jagiełły 24, 11-500 Giżycko tel.: 0 604 441 732

NZOZ Medyk

Czołowo 108, 88-200 Radziejów tel.: 0 601 157 744

Gabinet Lekarski Bielsko-Biała, ul. Słowackiego 5

Strzelce Krajeńskie

tel.: (0-33) 822-02-70

ul. Ludowa 6/2 tel.: (0-95) 763-13-63

Gdańsk Oliwa, ul. Krzywoustego 1b tel.: (0-58) 558-42-72

Gryfice, pl. Zwycięstwa 12

Szczecin, ul. Tczewska 5e tel.: (0-91) 469-17-62

tel.: (0-91) 384-32-78

Tomaszów Lubelski,

Kalisz, ul. Widok 32

ul. Matejki 10 tel.: (0-84) 664-68-00

tel.: (0-62) 766-20-91

Kalisz, ul. Konopnickiej 3-5/2

Warszawa

tel.: (0-62) 766-50-18

ul. Natolińska 2, lok. 92 tel.: (0-22) 621-51-49

Olsztyn, ul. Marii Skłodowskiej-Curie 8/1

Warszawa, ul. Wolska 111

tel.: 0 505 018 733

tel.: (0-22) 877-12-64

Poznań, ul. Katowicka 81e

Warszawa, ul. Mehoffera 68d

tel.: 0 602 596 321

tel.: (0-22) 744-53-59

Rzeszów, ul. Jabłońskiego 7

Warszawa, ul. Lazurowa 183

tel.: (0-17) 852-41-78

tel.: (0-22) 637-24-60

ul. J. Pawła II 8 AB, 44-230 Czerwionka tel.: 0 692 427 312

Specjalistyczny Gabinet Lekarski ul. K. Miarki 15G, 42-700 Lubliniec tel.: 0 602 790 688

Gabinet Dermatologiczny

ul. Waryńskiego 4, 46-200 Kluczbork tel.: 0 692 432 894

Specjalistyczny Gabinet Lekarski

Aleja Pokoju 44, 31-564 Kraków tel.: 0 600 85 55 85

Gabinet Dermatologiczny AW – Derma ul. Boya-Żeleńskiego 69c, 51-162 Wrocław tel.: 0 501 03 32 77

Centrum Endermologie

ul. Róży Wiatrów 10, 53-030 Wrocław tel.: (0-71) 781-00-66

Gabinet Kosmetyki Estetycznej Styl ul. Kołłątaja 2, 05-400 Otwock tel.: (0-22) 710-11-81

wiosna 2008

71


72

wiosna 2008

rajskie podr贸偶e


podróż do edenu Jeśli kochasz morze, słońce i luksus w amerykańskim stylu, Bahamy to miejsce stworzone specjalnie dla Ciebie. Z okien hoteli widać błękitne fale Oceanu Atlantyckiego lub Zatoki Meksykańskiej. Słońce gaśnie tylko nocą, a piękna pogoda nigdy się nie kończy. Tekst: Zuzanna Przybyszewska

T

urysta, który po raz pierwszy tu zawitał, wprost nie może oprzeć się wrażeniu, że znalazł się w prawdziwym raju. Wszechobecne lazurowe morze, ciepłe promienie słońca, tchnące spokojem, zadbane plaże, a nad głową – czyste, błękitne niebo. Widoku dopełniają rezydencje, domy i hotele o elewacjach w pastelowych kolorach, przystanie jachtowe – mariny i palmy kokosowe.

Pod okiem królowej O atrakcyjności turystycznej zbudowanego z wapieni koralowych archipelagu decydują dwa czynniki: warunki geograficzno-przyrodnicze oraz łagodny równikowy

klimat. Średnia temperatura w lecie wynosi tu 27˚C, w zimie – 21˚C. O deszczach, silnym wietrze, mgłach, a tym bardziej śniegu, nie ma mowy. Pora sucha trwa od listopada do kwietnia i na ten okres najlepiej zaplanować tu urlop. Nic dziwnego, że od momentu odkrycia archipelagu przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku budzi on pożądanie wśród przybyszy z całego świata. Co ciekawe, paradoksalnie, pierwszymi, którzy zdecydowali się osiedlić na jednej z przyszłych wysp Bahama na stałe, było 70 angielskich purytanów (1648), dla których tereny te nie miały być z całą pewnością miejscem wypoczynku, relaksu i rozrywki. Wprost przeciwnie. Purytanie

wiosna 2008

73


rajskie podróże

– członkowie ortodoksyjnego ruchu religijnego – stawiali sobie za cel zreformowanie kościoła anglikańskiego w duchu doktrynalnej czystości i właśnie tę ideę na Bahamach zamierzali realizować. Od czasu pierwszego zasiedlenia, z niewielkimi przerwami, wyspy znajdują się w rękach brytyjskich. W 1973 roku Bahamy uzyskały niepodległość i stały się jedną z republik Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Głową państwa jest zatem monarcha brytyjski, obecnie Elżbieta II. To królewskie miejsce bez wątpienia zasługuje na królewski protektorat!

Centrum raju Różowe, różnej wielkości bryły superluksusowego hotelu Royal Towers, z wieżyczkami przypominającymi zamki z filmów Disneya, wyrastają wprost z otaczającej je zieleni, niemal na samym brzegu Paradise Island. Budynek ten to centrum niewielkiej wysepki, na której bije turystyczne i rozrywkowe serce Bahamów. Na niewielkiej powierzchni Paradise Island zgromadzono najbardziej luksusowe hotele, rezydencje, restauracje, kasyna i kluby całego archipelagu. Jeśli oprócz ciepłych dni na Bahamach chcesz posmakować tamtejszych gorących nocy, zarezerwuj pokój w jednym z hoteli na Rajskiej Wyspie albo w Nassau, stolicy kraju, skąd na Paradise Island można przedostać się specjalnym mostem. W Royal Towers znajduje się zresztą jeden z najdroższych apartamentów świata – The Bridge Suite. Usytuowany jest on w moście łączącym dwie wieże hotelu. Za spędzenie w nim nocy zapłacimy 25 tys. dolarów! Rajska Wyspa zwana także „Las Vegas na morzu”, z racji swojej bajecznej infrastruktury turystycznej, jak magnes przyciąga celebrities z całego świata: przedstawicieli przemysłu rozrywkowego, gwiazdy, rekinów finansjery i spragnionych kontaktu ze sławami urlopowiczów. Sławę miejsca potęguje dodatkowo fakt, że bardzo często pojawia się ono w międzynarodowych produkcjach filmowych. To właśnie tu kręcono „Casino Royale”, niektóre odcinki serialu „Przyjaciele”, a także teledysk do utworu Beatlesów „Help!”.

74

wiosna 2008

Właścicielem Paradise Island jest południowoafrykański magnat hotelowy, Sol Kerzner, który – ażeby jeszcze bardziej ożywić ruch turystyczny na wyspie – zbudował na niej ostatnio wielkie centrum rozrywki Atlantis. Znajdziemy w nim wszystko, o czym może zamarzyć turysta chcący się rozerwać, zażyć hazardu, zrobić zakupy, zregenerować siły w ośrodku SPA i dobrze zjeść. Warto dodać, że obecny właściciel nabył wyspę dwie dekady temu za jedyne 125 mln dolarów, a dziś jej wartość, wraz z całą powstałą w międzyczasie infrastrukturą turystyczno-rozrywkową szacowana jest na co najmniej 2 mld dolarów, a więc 16 razy więcej!

Egzotyczna mieszanka Jeśli zdecydujemy się opuścić hotel (choć nie jest to konieczne – hotele na Bahamach są jak miniaturowe samowystarczalne miasteczka, z prywatnymi plażami, przystaniami jachtowymi, restauracjami, infrastrukturą sportową, bibliotekami, miniośrodkami SPA), to przekonamy się, że miejscowa ludność składa się przede wszystkim z osób o czarnym kolorze skóry. Stanowią one około 75 proc.

populacji. Kolejne 15 proc. to metysi i mulaci, pozostałe 10 proc. – biali. Znaczna część osób przebywających na wyspie to oczywiście przybysze z zewnątrz. Ruch turystyczny trwa na Bahamach bez przerwy przez cały rok, zatem przyjezdnych nigdy tu nie brakuje. A ponieważ magia wysp przyciąga tu turystów ze wszystkich kontynentów i najdalszych zakątków świata, wraz z tubylcami tworzą oni niezwykłą multikulturową mieszankę. Najchętniej archipelag odwiedzają Amerykanie. Bahamy od Stanów Zjednoczonych Ameryki dzieli odległość zaledwie kilkudziesięciu kilometrów, z Florydy widać najdalej na północ wysunięte wysepki tego kraju. Obywatele USA mogą czuć się tu zatem jak u siebie w domu. Dodajmy, że – co nie od dziś wiadomo – Bahamy to tradycyjne miejsce przemytu substancji odurzających, nielegalnych transakcji finansowych i tak zwany raj podatkowy, co niewątpliwie dodaje specyficznego charakteru temu miejscu. Turyści nie musza się tutaj oczywiście niczego obawiać. Przestępczość gospodarcza i nielegalny przemyt narkotyków nie dotyczy


Dziewicze tereny kuszą przede wszystkim tych turystów, którzy lubią wypoczywać w cichych, odludnych zakątkach i aby zregenerować siły, potrzebują wyciszenia i samotności. przyjezdnych. Przeciwnie, to właśnie ich liczna obecność jest jedną z gwarancji „ruchu w interesie”. Warto także pamiętać, że po 11 września 2001 roku Amerykanie wymusili na wielu „rajach podatkowych”, w tym także na Bahamach, zwiększenie jawności danych informacji podatkowych o cudzoziemcach. Zniechęciło to do zainteresowania Bahamami wielu nieuczciwych biznesmenów i przestępców, i znacznie wpłynęło na podniesienie bezpieczeństwa.

Bezludna wyspa Z tętniącymi życiem centrami rozrywki, takimi jak Paradise Island, sąsiadują niezliczone niewielkie wysepki, niezamieszkane przez człowieka. To niewątpliwie jeden z głównych czynników stanowiących o specyfice i wyjątkowości tego miejsca. Całość archipelagu Bahama tworzy 700 wysp, z czego do dziś zasiedlonych zostało zaledwie 29! Jeszcze do niedawna wykupienie na własność jednej z bezludnych wysepek było przedsięwzięciem dość łatwym, o ile tylko dysponowało się odpowiednimi środkami finansowymi. Dziś administracja nie

jest już tak chętna, jak w latach 50. i 60. XX wieku, aby oddawać pojedyncze wyspy w prywatne ręce. Wprawdzie część z nich, ze względu na uwarunkowania natury geologicznej i przyrodniczej, po prostu nie nadaje się do zamieszkania, jednak wciąż dużo jest bezludnych miejsc, które z powodzeniem można byłoby przejąć. Wszystkim, którzy czują, że mają w sobie coś z Robinsona Crusoe, pozostaje poczekać na zmianę koniunktury. Dziewicze tereny kuszą przede wszystkim tych turystów, którzy lubią wypoczywać w cichych, odludnych zakątkach i aby zregenerować siły, potrzebują wyciszenia i samotności. Inwestorów kuszą natomiast krociowe zyski, jakich można się spodziewać, inwestując pieniądze w domy i rezydencje pod wynajem oraz wszelkiego rodzaju infrastrukturę turystyczną. Warto pamiętać, że turystyka jest kołem napędowym tutejszej gospodarki. Mieszkańcy i władze kraju dobrze wiedzą, jak wykorzystać niezwykłe walory i potencjał tego miejsca. Dochody z przemysłu turystycznego stanowią aż 80 proc. krajowego produktu brutto!

Wszystko dla turystów Czego można się spodziewać po infrastrukturze turystycznej Wysp Bahama? Czyste, zadbane hotele z pełnym wyposażeniem to tutaj standard. Większość placówek hotelowych dysponuje plażami, zarezerwowanymi wyłącznie dla gości. Hotele oferują nie tylko możliwość wynajęcia samochodu i parking, ale także dostępne dla gości przystanie jachtowe – mariny. Do dyspozycji turystów są też sale konferencyjne i wszelkie udogodnienia pozwalające na organizowanie spotkań i konferencji biznesowych. Na miejscu zastaniemy także wszelkiego rodzaju urządzenia umożliwiające komunikację ze światem. A także biblioteki, sale zabaw dla dzieci, a w poszczególnych pomieszczeniach – udogodnienia dla osób niepełnosprawnych. Klimatyzacja zainstalowana jest zarówno w pokojach, jak i w pomieszczeniach wspólnych. Tego wszystkiego można się spodziewać, wybierając, niekoniecznie pięciogwiazdkowy, hotel na Bahamach. Ale co najważniejsze, niezależnie od tego, który hotel wybierzesz, zawsze będzie z niego blisko na plażę. Czegóż chcieć więcej?

wiosna 2008

75


Zaprenumeruj W prenumeracie: dostawa do domu stała cena magazynu PREZENT

4 numery

Prenumerata na

za 27,60 zł

30

1

 umer n GRATIS

Dla pierwszych czytelniczek Supernawilżający Balsam do ciała Noblesse Body Spa

Zamawiam prenumeratę magazynu Woman od numeru: Prosimy o wpisanie w kratkach (nr wydania, rok), od kiedy chcą Państwo rozpocząć prenumeratę.

można zaprenumerować:

76

wiosna 2008

Data urodzin: Prenumeratę proszę wysłać na adres: Imię i nazwisko lub nazwa firmy Ulica

Kod pocztowy

Formularz zgłoszeniowy

Wypełniając zamieszczony obok formularz zgłoszeniowy i wysyłając go na adres: Wydawnictwo Concept Publishing Polska Sp. z o.o. ul. Czapli 27 02-781 Warszawa Przez telefon: (0-22) 848 60 40 Faksem: (0-22) 848 61 12 Przez internet: www.dermika.pl Prosimy o złożenie podpisu pod zgodą na przetwarzanie danych osobowych. W przypadku pytań i reklamacji prosimy dzwonić pod numer (0-22) 848 60 40. Prenumerata realizowana jest za pośrednictwem Poczty Polskiej. Każdy numer wysyłany jest listem ekonomicznym. Faktury VAT wystawiamy na wyraźne życzenie. Numer konta, na które należy dokonywać wpłaty za prenumeratę: Concept Publishing Polska Sp. z o.o., ul. Czapli 27, 02-781 Warszawa Bank BPH S.A. 87 1060 0076 0000 3200 0096 3513 W tytule wpłaty proszę wpisać swoje dane z dopiskiem: prenumerata Woman

Rodzaj cery:

Miejscowość

Telefon kontaktowy e-mail Proszę o wystawienie faktury VAT. NIP firmy: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w związku z realizacją zamówienia prenumeraty oraz w celach marketingowych przez Wydawnictwo Concept Publishing Sp. z. o.o., ul. Czapli 27, 02-781 Warszawa. Dane przekazuję dobrowolnie, zastrzegając sobie prawo do ich sprawdzania i poprawiania. 

Data i podpis..........................................................................

Magazyn Woman nr 5 wiosna 2005  

Magazyn Woman nr 5 wiosna 2005

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you