Issuu on Google+

Boni czy fedak GADOMSKI Lewandowski emerytury 2011 POD GILOTYNĄ DŁUGU o transformacji

nr 6 2010

abc inwestowania Tylko u nas:

BPH TFI

Budżetowy zawrót głowy

Rating dla BPH Aktywnego Zarządzania

inwestuj z pasją Diamenty są wieczne

Maga z yn o oszczędz aniu i inwestowaniu


spis treści

funduj abc inwestowania

nr 6 2010

maga z yn O OSZCZĘDZANIU I INWESTOWANIU

w numerze

5 Edytorial

Od redakcji

6 Wykład gospodarczy

Komisarz UE Janusz Lewandowski: Ogłaszam koniec transformacji ustrojowej 10 Raport Trzydzieści lat minęło 12 Felieton gospodarczy Pod gilotyną długu 15 Inwestowanie Nowa wersja serwisu BPH TFI 16 Raport – gospodarka Historyczny szczyt G20 w Seulu Prezydencki projekt „Polska w Europie” 18 Raport – budżet 2011 Budżet po sejmowych rozgrywkach 20 Raport – emerytury Czy czeka nas „złota jesień życia”? 22 Ekspert odpowiada Fundusze Absolute Return – alternatywa czy dodatek do tradycyjnych funduszy? 24 Raport FTI

wykład numeru

Raport Franklin Templeton Investment 26 Ekspert odpowiada Koniec roku – dobry czas na remanent

FOTo: BE&W

6–9

zdobywca Grand prix szpalt roku 2010

ogłaszam koniec transformacji ustrojowej

w domowych inwestycjach 28 Inwestycje Rating dla BPH Aktywnego Zarządzania 30 Psychologia O budżecie czasu i energii

MAGAZYN FUNDUJ – ABC INWESTOWANIA WYDAWCA: Direct Publishing Group SA ul. Genewska 37, 03-940 Warszawa tel./fax 22 617 93 23 e-mail: biuro@dp-group.com.pl www.dp-group.com.pl Prezes zarządu: Michał Sztand Dyrektor projektu: Agnieszka Ziółkowska-Szulczyk Redaktor naczelny: Andrzej Opala

Redaktor prowadząca: Aleksandra Wasążnik Dyrektor artystyczny: Andrzej Gutkowski Autorzy tekstów: Dariusz Duma, Witold Gadomski, Grzegorz Łętocha, Adam Maciejewski, Tomasz Publicewicz Fotoedycja: Anna Woźniakowska Korekta: Magdalena Szroeder Reklama: Anna Mocior (a.mocior@dp-group.com.pl)

BPH Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA 00-203 Warszawa ul. Bonifraterska 17 e-mail: info@bphtfi.pl www.bphtfi.pl Konsultacja merytoryczna BPH TFI SA Wojciech Bablok Marcin Bednarek Magdalena Walada Okładka: Małgorzata Gutkowska

32 Za kulisami Zapalić iskierkę radości 34 Inwestowanie – trendy Najlepsi przyjaciele kobiety są wieczni 36 Trochę kultury 38 Konkurs

3


od redakcji

Drodzy Czytelnicy!

Koniec roku przynosi w  ekonomii zwykle jeden ważny moment: ustalenie budżetu kraju na następny rok. Z kolei decyzje z nim związane rzutują później na całą gospodarkę. Poświęcamy temu wiele miejsca w  tym wydaniu naszego magazynu, ale nie jest to, oczywiście, temat jedyny. W tym roku minęło 30 lat od solidarnościowego zrywu, który przyczynił się do wzmocnienia społeczeństwa w  walce z  systemem. I  w  konsekwencji 20 lat temu zerwaliśmy z  gospodarką socjalistyczną. Za sprawą reform Ministerstwa Przekształceń Własnościowych i Leszka Balcerowicza weszliśmy na drogę transformacji. Obie te rocznice zainspirowały nas do sprawdzenia, na ile zmieniło się w tym okresie życie przeciętnego Kowalskiego, czego ma on więcej, a czego mniej, i dzięki czemu żyje mu się wygodniej. O minionych latach mówi też w swoim wykładzie Janusz Lewandowski, jeden z  twórców transformacji gospodarczej Polski w  latach 90., szef resortu przekształceń, obecnie komisarz Unii Europejskiej ds. jej budżetu. Na łamach naszego magazynu ogłasza on ostateczny koniec transformacji ustroju i polskiej gospodarki. Tezą przewodnią tekstu komisarza Janusza Lewandowskiego jest to, że Polska stała się nareszcie „zwyczajnym, normalnym krajem europejskim”, a  „polska gospodarka w  dobie kryzysu stała się przykładem do naśladowania”. Janusz Lewandowski wygłosił swój wykład podczas inauguracji Akademii Mediów na Giedzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Innym niezwykle istotnym dla poziomu naszego życia społecznego elementem są emerytury. Od początku istnienia magazynu „Funduj. ABC inwestowania” piszemy, żebyście Państwo nie oglądali się wyłącznie na rząd i ZUS, a nawet na OFE, tylko wzięli sprawy we własne ręce. A jest co brać, skoro tzw. luka emerytalna wynosi w Polsce ponad 275 mld zł rocznie. Oznacza to, że przeciętny Kowalski powinien odkładać dodatkowo ponad 13 tys. zł rocznie, jeśli chce myśleć o emeryturze stanowiącej 70 proc. jego ostatnich zarobków.

W  swoim felietonie gospodarczym Witold Gadomski snuje rozważania makroekonomiczne o  budżecie. Autor pisze, że „ustawa budżetowa często nazywana jest wręcz konstytucją gospodarczą każdego rządu” i dodaje, iż „wiele jest w tym przesady”. Ten doświadczony dziennikarz gospodarczy i ekonomista przypomina bowiem, że co roku debata budżetowa ma podobny przebieg. Zawsze towarzyszą jej lamenty posłów, oskarżenia rzucane przez opozycję i zapewnienia rządu, że to budżet gwarantujący wzrost i stabilizację. Sporo optymizmu znajdziemy w analizie Tomasza Publicewicza. Autor przypomina, że ponad 2,5 mln Polaków posiada jednostki uczestnictwa w  funduszach inwestycyjnych. „W tej sytuacji – pyta autor – może warto wykorzystać koniec roku, by przyjrzeć się naszym funduszowym inwestycjom z nieco innej strony niż tradycyjna?”. I  pokazuje, jak tego dokonać w trzech nieskomplikowanych krokach. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie je postawić. Dariusz Duma przypomina w swoim artykule, że przełom roku zawsze sprzyja refleksjom, gdyż wtedy, jak nigdy w ciągu roku, czujemy upływ czasu. Autor wskazuje na rafy i mielizny, jakie czekają na nas podczas snucia planów budżetowych. Oprócz oczywistego kłopotu – wynikającego z braku pieniędzy – wskazuje na rozrzutność i  nieumiejętność wydawania. Podpowiada, żeby rozsądnie zaplanować swoje gospodarowanie czasem i energią. Tradycyjnie już polecamy oszczędzanie na przyszłość poprzez kupowanie pięknych przedmiotów. Tym razem mówimy jednak o inwestowaniu w… diamenty. Zapraszamy też wszystkich Czytelników do odwiedzenia odświeżonej i unowocześnionej strony internetowej BPH TFI. Obiecujemy, że w przyszłym roku znajdą się na niej jeszcze ciekawsze rozwiązania i  podpowiedzi dotyczące głównie tego, jak inwestować.

Wszystkim Czytelnikom naszego magazynu

i Klientom BPH TFI

chcemy tą drogą złożyć najserdeczniejsze

życzenia związane

z rozpoczynającym się nowym rokiem 2011.

Niech stanie się on dla

wszystkich z nas czasem udanych inwestycji

i okazją do pomnażania oszczędności. Mamy

nadzieję, że wydatnie pomoże w tym

Państwu BPH TFI.

redakcja

5


wykład gospodarczy

Ogłaszam koniec transformacji ustrojowej Wykład Janusza Lewandowskiego, komisarza ds. budżetu Komisji Europejskiej, wygłoszony 19 listopada 2010 podczas uroczystej inauguracji Akademii Mediów w Sali Notowań GPW w Warszawie.

W

ybaczcie Państwo, jeśli odniesiecie wrażenie, że zamiast mówić o  budżecie, na którym trochę się znam, zajmę się sprawami, na których się nie znam. Bo mam mówić o  czymś, na czym zebrani tutaj znają się zdecydowanie lepiej ode mnie – o komunikacji oraz relacji między biznesem a mediami. O zależności, wrogości i przyjaźni tych dwóch środowisk. Gdybym wiedział, że przyjdzie mi dzisiaj wystąpić przed takim gremium, chyba mocno bym się zastanowił, czy nie zrezygnować (na sali są m.in. Anne Applebaum, Marek Belka, Ludwik Sobolewski, Witold Orłowski, Krzysztof Kilian, Marek Borowski, Grzegorz Gauden i Adam Michnik, a także Andrzej Wajda, Janusz Morgenstern, profesorowie ekonomii, pisarze i dziennikarze – przyp. red.). Zapewniam jednak, że o budżecie też coś będzie, bo bez tego nie da się prowadzić polityki gospodarczej ani kraju, ani Europy. Pokolenie reformatorów „niekomunikatywnych”

Ponieważ dużo mówi się tutaj dzisiejszego wieczoru o komunikacji między mediami a biznesem, chcę na początek podzielić się z Państwem pewną refleksją. Gdybyśmy w latach 80., gdy sprzeciwialiśmy się ówczesnej władzy i zaczynaliśmy swoją przygodę z polityką, wiedzieli, jak ważną rolę odgrywa komunikacja, być może inaczej potoczyłyby się losy polskiej Solidarności. Ale nie wiedzieliśmy i właśnie z tego powodu nie powinno mnie być na tej sali. Należę bowiem do pokolenia reformatorów „niekomunikatywnych”, którzy na początku lat 90. mieli tak aroganckie poczucie misji dziejowej, że właściwie nie zajmowali się wyjaśnianiem tego, co mają do zrobienia. Byliśmy „narzędziowcami” reformy ustrojowej, a nie jej „komunikatorami”. Zajmował się tym jedynie w sposób „ciepły” Jacek Kuroń. To był wyjątek w naszym gronie, chyba

6

jedyny sprawca przemian, który starał się na każdym kroku tłumaczyć, o  co nam chodzi, co robimy, czemu służą reformy, zmiany instytucji i prawa. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że nawet gdybyśmy mieli wówczas rozbudowany, profesjonalny system komunikacji społecznej, gdyby do akcji wkroczyło tysiąc propagandowych atletów, to i tak niewiele by to dało, tak silna była społeczna „ściana strachu”, ludzkiego lęku przed niewiadomym, przed wywróceniem istniejącego świata i porządku do góry nogami. Strach ten był wynikiem gigantycznej przemiany sposobu życia, do jakiego przez lata się przyzwyczailiśmy. Powtarzam, że moim zdaniem nawet najlepsza, najbardziej profesjonalna komunikacja społeczna i  zwielokrotniona siła przekonywania Jacka Kuronia nie zdołałyby uśmierzyć ludzkiego lęku, szczególnie w  PGR-ach czy prywatyzowanych fabrykach, w  które niekiedy wkraczał nowy właściciel w pełni odpowiadający rysopisowi nuworysza. To właśnie tam dochodziło zwykle do nieprzyjemnego zderzenia socjalistycznej obyczajowości, w stylu „czy się stoi, czy się leży” z drapieżnym kapitalizmem, z nowymi wyzwaniami. I tam rodził się strach, niezrozumienie i bunt. Nie przeczy to jednak potrzebie uprawiania komunikacji i dialogu społecznego. Zwłaszcza tam, gdzie stawia się ludzi wobec czegoś nowego, nieoswojonej zmiany. Usłyszałem niedawno w Londynie, że instalując pod koniec XIX w. pierwsze schody ruchome w słynnym domu handlowym Harrodsa, ustawiono na szczycie pracownika z tacą pełną szklaneczek brandy. Miała ona uśmierzyć niepokój tych wszystkich, którzy pierwszy raz w  życiu mieli postawić stopę na tego typu schodach. Bywają rozmaite sposoby ułatwiania ludziom spotkania z nieznanym. Pierwsze pokolenie polskich reformatorów, do którego się zaliczam, poniosło słuszną karę za swoje komunikacyjne zaniechanie!


7

FOTo: BE&W


wykład gospodarczy

To już koniec transformacji

Kończąc wątki „styropianowe”, chciałbym jeszcze nawiązać do informacji Ewy Pagi, która mnie tutaj zaprosiła, a zapowiadając przed chwilą moje wystąpienie, stwierdziła, że „głos zabierze laureat nagrody za transformację”. Rzeczywiście, odebrałem dzisiaj na Zamku Królewskim taką nagrodę (Janusz Lewandowski otrzymał Perłę Honorową podczas gali organizowanej przez „Polish Market”, a wcześniej Nagrodę Specjalną PKPP Lewiatan za wkład w polską transformację oraz budowanie pozycji Polski w UE – przyp. red.). Dzisiaj, wzorując się na znanej aktorce, która w 1989 ogłosiła Polakom koniec komunizmu, ja też chciałem coś wszystkim zakomunikować: ogłaszam koniec transformacji ustrojowej w Polsce. Ogłaszam koniec epoki wielkich przemian! Zostały jeszcze jakieś „resztówki” i „ogony”, ale Polska stała się nareszcie normalnym krajem i pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Ten posttransformacyjny czas wymaga teraz już zupełnie innych form komunikacji społecznej, bo nie stawia ludzi wobec tak gigantycznego wyzwania, jakim była przemiana ustrojowa na początku lat 90. ubiegłego wieku. Synonimem, uwidocznieniem tych zmian może być chociażby budynek, w którym się znajdujemy. To przecież bardzo inteligentne, naszpikowane elektroniką i  supernowoczesne miejsce, które w  żaden sposób nie przypomina pierwszego pomieszczenia warszawskiej giełdy. Dodam, że transformacji dokonywaliśmy w położonym niedaleko dość obskurnym budynku przy ulicy Mysiej. Bo to właśnie w urzędzie PRL-owskiej cenzury umieszczono Ministerstwo Przekształceń Własnościowych, a  ja – jako szef tego resortu – siedziałem przy biurku głównego cenzora. Gdy w dodatku przypomnimy sobie, że jednym ze słów, na które istniał tzw. zapis cenzorski, było słowo „prywatyzacja”, zrozumiemy, na czym polegał paradoks transformacji i specyficzny żart historii. To właśnie z Mysiej widać było pustoszejący z dnia na dzień gmach Komitetu Centralnego PZPR i postanowiliśmy na ostatnim piętrze tego budynku usadowić symbol kapitalizmu, jakim jest giełda. Ale to wszystko jest już historią. Mamy za sobą te paradoksy, nastały inne czasy i mogę po raz kolejny, z tego miejsca, z sali notowań Giełdy Papierów Wartościowych, ogłosić historyczny koniec transformacji ustrojowej w Polsce. Jesteśmy już zupełnie normalnym społeczeństwem normalnego kraju Unii Europejskiej. Informacje wstrząsają światem

Do podzielenia się z Państwem przemyśleniami na temat siły informacji i tworzenia faktów gospodarczych poprzez informacje lub dezinformacje zachęcił mnie swoim wystąpieniem pan premier Marek Belka. Mówił o globalnej informacji, która dzisiaj pojawia się online, jednocześnie na całym świecie i która może błyskawicznie nim wstrząsnąć, zburzyć jego wszelką równowagę – tak gospodarczą, jak i polityczną. Rzeczywiście miało ostatnio miejsce kilka wydarzeń, które są znakomitą ilustracją potęgi słowa. Jak choćby wielomiesięczne gadanie o tym, że należy pomóc Grecji, bo jest w rosnących kłopotach. Pisała o tym prasa, trąbiło radio, a telewizja nieustannie pokazywała Ateny. Słowa padające na różnych unijnych i światowych forach wysłuchiwane były początkowo z uwagą i dużą tolerancją przez rynki finansowe. Potem to zainteresowanie spadło, następnie osłabło, aż skończyło się całkowitą nieufnością wobec Grecji i  wobec deklaracji pomocy, co skłoniło UE do nadzwyczajnej akcji ratunkowej, znacznie droższej, niż byłaby wcześniejsza reakcja, wypierana zbyt długo przez puste deklaracje.

8

Dzisiaj wstrząsnęła światem, na szczęście na krótko, źle zinterpretowana informacja z Chin. (Chodzi o informację mediów elektronicznych na temat podwyżki stóp procentowych w Chinach. Wywołała ona nerwową reakcję rynku, jednak szybko została zdementowana. Chodziło o podwyżkę stopy rezerw obowiązkowych przez Ludowy Bank Chin - przyp. red.). To jest też dobra ilustracja pewnego rodzaju dezinformacji, która na chwilę zatrzymuje światową gospodarkę, waha giełdami i dopiero po pewnym czasie okazuje się, że w sensie kalibru wiadomości to nie jest żadna istotna informacja i wszystko się uspokaja. Co z Irlandią?

Mamy też, niestety, inną ilustrację tworzenia przez informacje faktów gospodarczych. Jest o tym jeszcze cicho, ale za chwilę może wybuchnąć kolejna medialna bomba. Chodzi mi o Irlandię. Otóż ten dumny kraj, niegdysiejszy symbol sukcesu i mądrego wykorzystania szansy unijnej, dziś ledwo żyje, przygnieciony przez problemy własnego systemu bankowego. Jego szanse drastycznie pogorszyła informacja, iż rodzi się nowy, zaproponowany przez Niemcy schemat ratunkowy dla strefy euro, co ma polegać na włączeniu do restrukturyzacji długu państwowego również wierzycieli prywatnych, żeby nie tylko podatnicy, ale i oni odpowiadali za długi. Pomysł ten został natychmiast skalkulowany przez owych wierzycieli, niezwykle podnosząc koszty obsługi irlandzkiego długu, a to z kolei bardzo mocno zaciążyło nad sytuacją gospodarczą Irlandii, co nas wcale nie cieszy. Zanosi się bowiem, że będzie to drugi po Grecji kraj, który nie podoła kryzysowi o własnych siłach i będziemy musieli niebawem uruchomić dla niego pomoc zewnętrzną. Mam nadzieję, że nie wywoła to efektu kuli śniegowej, bo wtedy cały budżet europejski będzie musiał być w gruncie rzeczy gwarantem kolejnych pożyczek i będzie bardzo trudno rozmawiać o sensownej polityce europejskiej solidarności, której potrzebują inne kraje, w tym Polska. Oto kilka aktualnych ilustracji potęgi słowa, informacji i dezinformacji oraz ich wpływu na realne losy światowej „globalnej wioski”. Promujmy markę „Solidarność”!

Chciałbym jeszcze podzielić się z  Państwem moją wiedzą na temat promowania w Europie i na świecie marki, jaką jest Polska. Twierdzę, że jak dotąd udaje nam się to średnio. Budowanie wizerunku naszego kraju, jako świadomy, profesjonalny i konsekwentny zamysł, właściwie nie istnieje. Uważam za udany tegoroczny zryw, czyli inwestowanie w  markę „Chopin”. Chociaż z  tym także bywa różnie. Mieszkam obecnie w Belgii i widziałem w zachodniej telewizji teleturniej, w którym prawidłową odpowiedzią na pytanie o narodowość Chopina była „francuska”. Oznacza to, że mamy kilka „marek”, które inni chętnie by zawłaszczyli. Obok Chopina to także Kopernik czy Maria Curie, bo we Francji nie jest ona Skłodowską, tylko wyłącznie Curie. Mamy natomiast niedwuznacznie polskiego bohatera doby współczesnej, którego nam nikt nie odbierze – Lecha Wałęsę. To niepodważalna marka krajowa. Nawiązując do tego, chciałbym zauważyć, że de facto marnujemy eksportową markę Solidarności, bo nieistotne są głupie spory krajowe wokół niej, zabagnienie całego terenu Solidarności i jej legendy. Jednak w sensie wizerunkowym ruch ten i jego przywódca niezwykle korygują obraz Polski na świecie. Bo kraj podejrzewany o to, że jego specjalnością są wyłącznie przegrane powstania, pokazał, iż jest w  stanie osiągnąć swoje historyczne cele w  sposób rozważny, ale


Janusz Lewandowski (ur. 13 czerwca 1951 w Lublinie) – polski ekonomista i polityk, poseł na sejm, minister przekształceń własnościowych, deputowany do Parlamentu Europejskiego, komisarz ds. budżetu w Komisji Europejskiej. Uzyskał tytuł magistra (w 1974) oraz następnie stopień naukowy doktora (w 1984) na Uniwersytecie Gdańskim. Był nauczycielem akademickim na UG w latach 1974–1983. W latach 1980–1989 był doradcą ekonomicznym Solidarności, a w 1988 współzałożycielem Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Pełnił funkcję ministra przekształceń własnościowych w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego (1990–1991) i Hanny Suchockiej (1992–1993). Doprowadził do uruchomienia giełdy i opracowania Programu Powszechnej Prywatyzacji. W wyborach europejskich z 13 czerwca 2004 został wybrany z listy Platformy Obywatelskiej w okręgu gdańskim. Przez dwa i pół roku był przewodniczącym komisji budżetowej Parlamentu Europejskiego, następnie objął funkcję jej wiceprzewodniczącego. W wyborach europejskich w 2009 skutecznie ubiegał się o reelekcję, ponownie wygrywając w swoim okręgu. W 2009 został nominowany przez rząd na polskiego komisarza europejskiego ds. budżetu w II Komisji José Barroso. 11 stycznia 2010 w Parlamencie Europejskim odbyło się jego przesłuchanie jako kandydata do KE. 9 lutego 2010 Parlament Europejski zatwierdził skład Komisji Europejskiej i Janusz Lewandowski zaczął pełnić funkcję komisarza.

torii. Tam z kolei czekały już na nich głównie rozmaite oferty erotyczne, a nie biznesowe. Dlatego nawet pierwsze spotkanie z Polską powodowało wówczas, że to Czechom i Węgrom chętniej dawano szanse na gospodarność, na sukces cywilizacyjny, bo w naPrzemiana sze możliwości powątpiewano. Kojarzono nas, owszem, wizerunkowa Polski, z  dzielnością powstaniową, ale nie z  gospodarnością. jaka się w tej chwili dokonuje, jest fenomenalDzisiejsze pochlebne recenzje to miara rewolucji wizenie większa niż przemiana runkowej, wynikającej nie tyle ze świadomych wysiłcywilizacyjna, jaka się u nas zaczęła ków promocyjnych, ile z oddolnej dynamiki, samorząd20 lat temu. ności i przedsiębiorczości. Polacy wzięli los wizerunku Polski we własne ręce! Polak to brzmi dumnie

FOTo: Paweł Stradowski

z odwagą, nie mordując przeciwników, nie podkładając bomb, co jest doceniane w  epoce terroryzmu. Naprawdę nie zapominajmy, że jest to prawdziwa marka eksportowa, która zużyła się w kraju, ale na zewnątrz pozostaje budulcem wizerunku nowej Polski! Nie jest łatwo promować kraj od wieków postrzegany negatywnie i stereotypowo. Chodzi mi o te wszystkie stare uprzedzenia historyczne, gdy np. Metternich mówił, że europejskie dzikie pola zaczynają się już za rogatkami Wiednia, a Niemcy ukuli określenie Polnische Wirtschaft, będące w mowie potocznej symbolem nieudacznego gospodarowania. Dzisiaj „Die Welt” zaszokował Niemców, pisząc, że Polacy próbują ich prześcignąć w dynamice gospodarczej. Oczywiście, wiemy, że to gruba przesada, chociaż przedsiębiorczość nieźle nam wychodzi. Lecz takie opinie sygnalizują coś naprawdę ważnego – zmianę wizerunkową, może nawet głębszą niż awans cywilizacyjny kraju. Pamiętam dobrze pierwsze próby promowania nowej Polski, tuż po upadku komunizmu. Najczęściej jeździł wtedy za granicę Olechowski, Balcerowicz i ja. Reklamowało się, jak mogło, polskie reformy i szanse dla inwestorów, ale znacznie większym zaufaniem cieszyli się Węgrzy i Czesi. Jeśli już udawało się ściągnąć do Polski inwestorów zainteresowanych naszym krajem „nieograniczonych możliwości”, wtedy oni lądowali na lotnisku Okęcie. Przypomnę: stał tam barak z dumnym napisem International Arrivals, gdzie witała ich pęknięta szyba sklejona szeroką taśmą, a przed barakiem czekał na nich taksówkarz, mnożący sobie razy dziesięć dane z licznika w drodze do jednego z dwóch nadających się do zamieszkania hoteli w Warszawie – Forum lub Vic-

Chcę także zwrócić Państwa uwagę na inny aspekt tej naszej przemiany wizerunkowej. Zważywszy, że w Brukseli pojawiło się ostatnio sporo drobnych kłopotów, że jest coraz więcej egoizmu i coraz częściej słychać głosy o potrzebie solidarności europejskiej, chciałem się podzielić z Państwem na koniec swoją autentyczną radością. Wynika ona z widocznej przemiany wizerunkowej, z dumy z bycia Polakiem, zauważalnej wśród przedstawicieli młodego pokolenia na Zachodzie i  w  kraju. To naprawdę jest dla mnie źródłem satysfakcji. Obserwując kraj z dala, z Brukseli, zauważam, jak wspomniałem, że Polacy wzięli sprawę rodzimej „marki” we własne ręce. Dokonali więcej, niż mogła dokonać jakakolwiek akcja reklamowa, oddolnie, od 20 lat tworząc wizerunek zaradnego, gospodarnego i  optymistycznego kraju. Zauważam od pewnego czasu, że młodzi Polacy na Zachodzie przestali się wstydzić polskości, a wręcz chętnie się do niej przyznają. Ich słowa: „jestem z Polski” zaczynają bowiem oznaczać: „jestem z kraju, który się nie dał kryzysowi”, „jestem z kraju, który jest źródłem dobrych wiadomości” – czyli kraju, który krzepi swym optymizmem bardzo smętną dzisiaj Unię Europejską. Wracając do kraju, jestem dumny, że to się dokonało rękami Polaków, z pewnym dodatkiem grzechów i zasług „na górze”. Naprawdę odrywam się od bezliku kłopotów w  Brukseli i  oddycham z  ulgą w zaradnej Polsce. Obyśmy tylko tego nie popsuli! • Notował Andrzej Opala

9


raport Kowalski 1980–2010

Trzydzieści lat minęło

Lubimy narzekać. Najchętniej na sport, politykę, pogodę i gospodarkę. O ile w pierwszej kwestii trudno się nie zgodzić z narzekaniami, bo potęgą sportową nie jesteśmy, na pogodę nie mamy żadnego wpływu, a z polityką sobie nigdy specjalnie nie radziliśmy, o tyle co do gospodarki zdania ekspertów są podzielone.

A n d r z e j Op a l a redaktor naczelny

S

tatystyka jest w  tym względzie szczególnie nieubłagana. Mimo utyskiwań tych, którym PRL „dawał” pieniądze, najczęściej więcej niż innym, a których co jakiś czas widujemy na ulicach Warszawy, gdy walczą o utracone przywileje, faktem jest, że powodzi nam się – statystycznie i średnio – coraz lepiej. Od 31 sierpnia 1980, gdy Lech Wałęsa i Mieczysław Jagielski podpisali w Gdańsku porozumienie w sprawie postulatów strajkujących stoczniowców, nasze życie zmieniło się niemal całkowicie. Przynajmniej w sferze ekonomicznej, bo wszak 16 z 21 stoczniowych postulatów miało charakter ekonomiczny. Mamy więcej dróg (choć mniejszą sieć linii kolejowych), pięciokrotnie zwiększyła się sieć wodociągowa i  mamy cztery razy tyle telefonów stacjonarnych. Statystyka nie kłamie

Przyśpieszenia tym zmianom dodało jeszcze wstąpienie Polski do Unii Europejskiej. Także polityka rządu, dzięki której udało się Polsce ominąć rafy globalnego kryzysu, pozwoliła na spokojny rozwój przedsiębiorczości i wzrost stopy życiowej obywateli. Od czasu sierpniowych postulatów, w których żądano np. wolnych sobót, pojawiło się – obiecywane, ale niedotrzymane – „becikowe”, wolne związki zawodowe, paszporty dla każdego, wolność mediów. Ponadto przeciętny Kowalski kupił w końcu większe mieszkanie (które w socjalizmie „dostawał”),

10

zdążył już zmienić kilka samochodów, w tym parę używanych zza zachodniej granicy, a o ilości sprzętu AGD i RTV, jaką co roku kupujemy, mogliśmy trzydzieści lat temu wyłącznie pomarzyć. Jeśli przyjąć, że kwota średnich zarobków Kowalskiego w 1980 wynosiła 100 proc., to do dzisiaj jego przeciętne zarobki wzrosły ponad sześć razy. Zmniejszyła się, o czym dobrze wiemy, wertując statystki bezrobocia, liczba zatrudnionych – z  17,8 mln w  1980 do 13,8 mln w 2009. W dużych aglomeracjach nie jest to tak widoczne jak na prowincji. W dodatku coraz większa liczba kobiet w dużych miastach pozostaje na utrzymaniu dobrze zarabiających mężów, zajmując się domem i dziećmi. Pracujących jest mniej, ale średnio zarabiamy więcej, zatem przekłada się to od razu na realną sprzedaż detaliczną. Jeśli wyniki

Najwięcej miliarderów na świecie

Ameryka Północna 500 Rejon Azji i Pacyfiku 245 Europa 230 z  1980 uznać za 100, to w  2009 wyniosły one już 171,6. Gdy badamy poprawę jakości życia, od razu zwraca uwagę coś, co w PRL było problemem nie do przewalczenia: wzrost liczby mieszkań. W 1980 było ich w Polsce 9 mln 794 tys. W  ciągu trzydziestu lat przybyło ich blisko cztery miliony, bo GUS zanotował w 2009 już 13 mln 302 tys. mieszkań. Jest więc ich nie tylko coraz więcej, ale też są one coraz większe. O ile w 1980 powierzchnia przeciętnego lokum wynosiła 54,5 mkw.,

o tyle w 2009 zanotowano, że miało ono już 70,5 mkw. Mieszkania mamy większe, ale nauczyliśmy się na przykład oszczędzać wodę. Jej zużycie spadło z  1504 hl sześc. do 1195 hl sześc. rocznie w gospodarstwie domowym. Wynika to przede wszystkim z dwóch powodów: w PRL za wodę nie płaciliśmy, a po drugie ekolodzy nie przypominali nam ciągle o deficycie wody pitnej na ziemi. Produkujemy też mniej odpadów (ze 165 do 125,5 mln ton). Coraz mniej w  Polsce nieoczyszczonych ścieków: w 1980 było ich ponad 12 tys. hm sześc., teraz jest zaledwie 136 hm sześc. Za to energii elektrycznej zużywamy ponaddwukrotnie więcej (z  10 tys. GWh do 28,6 GWh) i  trend ten będzie się nasilał, choćby ze względu na zaprzestanie budowy sieci gazowych w nowych osiedlach mieszkaniowych. Mamy coraz więcej samochodów. W 1980 zarejestrowano ich w Polsce zaledwie 2 mln 400 tys., a  rok temu jeździło po polskich drogach już 16 mln 500 tys. Na czym zatem oszczędzamy, żeby kupić samochód? Przede wszystkim na kulturze i rozrywkach. „Dokłada się” do tego i państwo, np. zamykając kina, bo liczba widzów spadła w nich niemal trzykrotnie – z 97,5 mln w 1980 do 39,1 mln w 2009. Podobnie rzecz ma się z teatrami, gdzie liczba widzów zmalała z 17,8 mln w 1980 do 11,5 mln w roku ubiegłym. Zdecydowanie chętniej wybieramy DVD i telewizję. Tym bardziej że mamy coraz więcej kanałów TV do wyboru, a  są wydarzenia (głównie seriale i  sport) przyciągające przed szklany ekran jednorazowo ponad 10 mln Polaków. A filmy DVD kupujemy wraz z gazetami. Na ten rynek z im-


2010 Jesteśmy bogaci, ale...

Według raportu sporządzonego przez bank Credit Suisse w ciągu ostatnich dziesięciu lat dorosły Polak potroił swój majątek. O ile według statystyk Komisji Europejskiej poziom życia w Polsce odpowiada prawie połowie tego w krajach starej Unii, o tyle różnica zgromadzonego majątku jest już dużo większa. Jego średnia wartość to w Polsce 28,6 tys. dolarów. Niestety, majątek przeciętnego Szwajcara jest aż trzynaście razy większy, Francuza dziewięć,

Majątek zgromadzony przez ludzkość w bankach całego świata

195 bln $   Za 5 lat będzie to już 315 bln $ wynosi

1980

petem wkracza internet ze swoimi płatnymi filmami do ściągnięcia i telewizyjnymi stacjami internetowymi. Lubimy, szczególnie ludzie młodzi, spędzać czas poza domem, w restauracjach, klubach i pubach. W 1980 pozwalało sobie na jadanie poza domem zaledwie 25 tys. osób, gdy w 2009 było ich już średnio 78,6 tys. Czy do pubów i klubów chodzą w weekendy studenci? Być może, bo ich liczba zwiększyła się w ciągu minionych trzydziestu lat aż czterokrotnie! W 1980 było ich 454 tys., podczas gdy w 2009 zarejestrowano już blisko dwa miliony studentów szkół wyższych (1 mln 900 tys.). To zasługa małych prywatnych uczelni, które jak grzyby po deszczu wyrastają w polskich miastach i  miasteczkach. Tendencja ta ma charakter wzrostowy, choć mówi się już o kryzysie szkolnictwa wyższego (patrz tekst Michała Zawadzkiego z numeru 5 „Funduj”). Wydawać by się mogło, że na tej fali powinno również przybywać np. lekarzy, ale

Według Credit Suisse najbogatsi są:

Szwajcarzy 372 000 $ Norwegowie 326 000 $ Australijczycy 320 000 $ Singapurczycy 255 500 $ Francuzi 255 100 $

Najbogatsi Polacy wg „Forbes Polska” 1. Jan Kulczyk 2. Zygmunt Solorz-Żak 3. Leszek Czarnecki 4. Michał Sołowow 5. Anna Woźniak-Starak Jerzy Starak 6. Jarosław Pawluk 7. Roman Karkosik 8. Anna i Krzysztof Jędrzejewscy 9. Bogusław Cupiał 1 0. Józef Wojciechowski

6 400 000 000 zł 6 200 000 000 zł 4 000 000 000 zł 3 250 000 000 zł 2 950 000 000 zł 1 600 000 000 zł 1 450 000 000 zł 1 300 000 000 zł 1 300 000 000 zł 1 250 000 000 zł

ich liczba nie wzrosła aż tak bardzo. W  1980 pracowało w  naszym kraju 63,6 tys. lekarzy, a  w  2009 zarejestrowano ich 78,1 tys. Dokładniejsze przyjrzenie się krzywej statystycznej przypomina jednak o tysiącach lekarzy, którzy opuścili kraj na fali niedawnej emigracji zarobkowej do Irlandii i  Wielkiej Brytanii. Tylko od maja 2004 do marca 2008 Okręgowe Izby Lekarskie wydały potrzebującym 6,5 tys. zaświadczeń potwierdzających kwalifikacje. Już w  2007 Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że pracę poza Polską mogło podjąć ok. 5114 lekarzy i 1581 stomatologów oraz 5912 pielęgniarek. Wnioski z  badań Głównego Urzędu Statystycznego pozostawiam Czytelnikom naszego magazynu. Poniżej materiał o  tym, czy poza tym, że statystycznie powodzi nam się lepiej, umiemy dodatkowo lepiej oszczędzać.

a Brytyjczyka osiem. Trzeba jednak pamiętać o  wypracowanym przez pokolenia trwałym majątku, który nie uległ na Zachodzie zniszczeniu podczas II wojny światowej i komunizmu. Mimo to, chociaż nie odczuwają tego budżety domowe wszystkich rodaków, należymy do najszybciej bogacących się narodów. Dziesięć lat temu majątek dorosłego Polaka szacowano średnio na 8,8 tys. dol. Nie jesteśmy też zbytnio zadłużeni. O ile w ciągu dziesięciu lat poziom zadłużenia ludzkości nominalnie wzrósł o 80 proc., o tyle zaledwie 1,7 proc. majątku dorosłego Polaka stanowią długi. W pierwszej piątce nie ma obywateli USA (236 tys. dol.), choć tam jest najwięcej miliarderów. Liczy się jednak średnia statystyczna, a ta jest dla Amerykanów nieubłagana. Poza czołową dziesi��tką znaleźli się Niemcy. Reprezentanci największej europejskiej gospodarki dorobili się majątku wartego „zaledwie” 164 tys. dolarów na obywatela. O tym, jaka przepaść dzieli od najbogatszych kraje Europy Środkowo-Wschodniej, niech świadczy fakt, że liderzy w naszym regionie, Czesi, osiągnęli wynik 31,8 tys. dolarów. Polacy są na drugim miejscu. Trzeba przyznać, że wejście do Unii Europejskiej wyszło Polakom na dobre, bowiem przeciętny Polak ze swoim majątkiem w wysokości 28,6 tys. dolarów jest jednak trzy razy bogatszy od przeciętnego Rosjanina. Co prawda, od kiedy premier Putin objął władzę, przeciętny Rosjanin wzbogacił się aż sześciokrotnie. Olbrzymi wpływ na tę sytuację miały hossy na rynku ropy i gazu, zwyżki cen nieruchomości oraz umocnienie kursu rubla. Na końcu listy przygotowanej przez bank Credit Suisse znalazły się Ukraina i Białoruś. •

11


felieton gospodarczy

Witold Gadomski „Gazeta Wyborcza”

corbis

W

12

tym roku będzie podobnie, choć sytuacja finansów publicznych jest najtrudniejsza od 2001, kiedy to na miesiąc przed wyborami minister finansów Jarosław Bauc ogłosił, że grozi nam 100-miliardowy deficyt budżetowy. W  gruncie rzeczy tak wielki deficyt groziłby wówczas, gdyby sejm przyjął nieodpowiedzialne propozycje posłów, zwiększające wydatki. Ale rzeczywista dziura w budżecie była mniejsza. Natomiast w roku 2010 deficyt sektora finansów publicznych wyniesie według obecnych szacunków Ministerstwa Finansów 112,5 mld zł, co oznacza duże prawdopodobieństwo przekroczenia 55-proc. progu zadłużenia. Ustawa budżetowa na rok przyszły zupełnie nie odnosi się do zagrożeń wynikających z  prawdopodobnego przekroczenia progu zadłużenia. Według projektu ustawy budżetowej przyrost zadłużenia na dzień 31 grudnia 2011 r. z tytułu zaciągniętych i spłaconych kredytów lub pożyczek oraz emisji i spłaty skarbowych papierów wartościowych nie może przekroczyć kwoty 100 mld zł. Z tego nie wynika wprawdzie, że w  przyszłym roku deficyt sektora finansów publicznych osiągnie 100 mld zł (czyli 6,75 proc. PKB), ale nie można tego także wykluczyć. Wydatki rządu mają wynieść w roku 2011 313,47 mld zł – wzrost w  porównaniu z  rokiem bieżącym o  4,1 proc., dochody 273,27 mld zł – wzrost aż o 9,7 proc., a deficyt 40,2 mld zł. Ale liczby te opisują tylko wycinek sektora finansów publicznych. Ten, za który odpowiada rząd, a  bezpośrednio minister finansów. Ma zresztą ograniczone możliwości kształtowania wydatków, gdyż 80 proc. z nich jest zdeterminowanych obowiązującymi ustawami. Wielkość tych wydatków pojawia się automatycznie jako wynik obowiązujących algorytmów. Ministerstwo praktycznie nie ma wpływu na deficyt podsektora instytucji samorządowych i  wynikający z  tego tytułu dług. Co więcej, informacje na ten temat przychodzą z  opóźnieniem. Według GUS w roku 2009 samorządy wykreowały defi-


Pod gilotyną długu Ustawa budżetowa często nazywana jest najważniejszą ustawą, wręcz

konstytucją gospodarczą każdego rządu. Wiele jest w tym przesady. Co roku debata budżetowa ma podobny przebieg. Są lamenty posłów, którzy chcieliby wywalczyć większe dochody dla dziedziny szczególnie im bliskiej, są oskarżenia rzucane przez opozycję w stronę ław rządowych – budżet jest nierealny, i zapewnienia rządu: to dobry budżet, gwarantujący wzrost i stabilizację. cyt 14 mld zł, czyli około 1 proc. PKB. W roku bieżącym samorządy, według planu Ministerstwa Finansów, mogą mieć deficyt aż 28,7 mld zł (2 proc. PKB), czyli ponad połowę deficytu budżetu centralnego. Wprawdzie po trzech kwartałach zamiast deficytu jest nadwyżka, lecz wynika to z harmonogramu rozliczeń samorządów z  wykonawcami inwestycji. Dokładną wielkość dziury w  finansach samorządów za rok 2010 poznamy dopiero wiosną. A ile wyniesie w roku 2011? To zagadka, której nie wyjaśnia ustawa budżetowa. Deficyt samorządów to efekt gorączki inwestycyjnej, napędzanej funduszami unijnymi. Jeśli gmina buduje drogę lub park, współfinansowany przez fundusze strukturalne, zaciąga pożyczkę, przeprowadza inwestycję, a  dopiero po pewnym czasie otrzymuje zwrot wydanych pieniędzy. W tym roku deficyt, wynikający z finansowania projektów unijnych, wyniesie (według rządowych prognoz) ponad 14 mld zł, a w przyszłym ponad 16 mld. Ale to tylko prognozy. Rząd ma niewielki wpływ na to, czy się spełnią, czy nie. Od 2003 do deficytu budżetu centralnego nie wlicza się transferów z budżetu do OFE przez ZUS. Ale te transfery powiększają deficyt i  dług sektora finansów publicznych. W tym roku wyniosą (według obecnych szacunków) 22,458 mld zł, a w roku przyszłym 23,868 mld. Wprawdzie wykre-

owany w  ten sposób dług ma po drugiej stronie rachunków odłożony do OFE kapitał, ale tak jak każdy dług musi być spłacany i podlega ocenie rynków. Dlatego starania ministra finansów, by Unia Europejska nie zaliczała transferów do funduszy emerytalnych do deficytu (i  w  konsekwencji długu sektora finansów publicznych), są tylko w części uzasadnione. Aby Polska spełniała kryteria wynikające z  Paktu Stabilności i  Wzrostu (obniżenie deficytu sektora rządowego i  samorządowego poniżej 3 proc.), w ustawie budżetowej powinna pojawić się nadwyżka ok. 10 mld zł. Deficyty niezależne od rządu wynoszą bowiem ponad 4 proc. PKB. Wprawdzie rząd obiecuje, że w roku 2012 (lub w wariancie pesymistycznym w 2013) deficyt sektora rządowego i samorządowego, liczony według europejskich standardów, spadnie poniżej 3 proc. PKB, ale trudno w to uwierzyć, gdyż rząd nie przedstawia wiarygodnego programu osiągnięcia w budżecie centralnym nadwyżki. Trudno też doszukać się takiego programu w „Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2010–2013”, w  którym Ministerstwo Finansów obiecuje, że w roku 2013 deficyt sektora spadnie do 23 mld zł. Plany rządu na ograniczenie deficytu i tempa narastania długu w najbliższych latach są znane i nieszczególnie imponujące. Zdaniem prof. Andrzeja Wernika, jednego

z najlepszych specjalistów od finansów publicznych, dzięki proponowanym minireformom, nazywanym przez rząd konsolidacją finansów publicznych, uda się obniżyć potrzeby pożyczkowe rządu najwyżej o 10 mld zł. Zapowiadana nieśmiało reforma KRUS i emerytur mundurowych przyniesie efekty dopiero po kilku lub kilkunastu latach. W  gruncie rzeczy jedyną istotną pozycją, która w roku 2013 może poprawić stan naszego budżetu, jest napływ pieniędzy unijnych i  zakończenie projektów finansowanych obecnie przez samorządy. W  roku 2012 deficyt wynikający z  konieczności prefinansowania projektów unijnych zmniejszy się do niecałych 3 mld, a w roku 2013 napłynie ponad 14 mld zł więcej, niż wydamy na projekty unijne. Powód jest oczywisty – koniec unijnej perspektywy budżetowej na lata 2007–2013. Krótko mówiąc – w  roku 2013 sytuacja finansów publicznych poprawi się, w  porównaniu z  rokiem obecnym i  przyszłym, o  prawie 30 mld zł. To dużo, lecz nie wystarczy, by ponad 112-miliardowy deficyt ograniczyć w 2013 do 23 mld zł. Zbliżający się do granicy 55 proc. PKB dług publiczny jest problemem politycznym, gdyż przekroczenie progu zmusi rząd do przedstawienia w kolejnym roku budżetu bardzo restrykcyjnego. W kręgach rządowych pojawia się pokusa zmiany definicji

13


felieton gospodarczy

długu, by uniknąć tych kłopotów. Ale dług to nie tylko problem polityczny, który można rozwiązać, stosując bardziej lub mniej inteligentne wybiegi, ale problem wiarygodności polskich finansów. Nie chodzi nawet o  zobowiązania Polski wobec Unii Europejskiej, która domaga się, by w okresie normalnej koniunktury, gdy nie grozi recesja, państwa utrzymywały deficyty finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB. Gdy w  czerwcu węgierski premier Orban próbował wynegocjować z Komisją Europejską zgodę na poluzowanie budżetu, José Manuel Barroso powiedział mu, że twardego budżetu oczekuje nie Bruksela, lecz rynki finansowe. Rynki to nie mit i nie straszak, ale twarda rzeczywistość. To rynki finansują długi państw i one określają, na jaki procent i na jakich warunkach godzą się pożyczać pieniądze. Polska jak na razie traktowana jest przez rynki finansowe jako kraj wiarygodny, czego widocznym sygnałem jest spadająca rentowność obligacji rządowych (procent od pożyczek zaciąganych przez rząd). Ale nastroje rynków są bardzo zmienne, o czym wielokrotnie w ostatnich latach się przekonywaliśmy. Rynki zakładają, że po przyszłorocznych wyborach rząd będzie w stanie zatrzymać narastanie długu. Wprowadzenie do konstytucji zakazu nadmiernego zadłużania państwa i doprecyzowanie tego w  ustawie o finansach publicznych było posunięciem dalekowzrocznym. Dzięki temu Polska jest postrzegana jako kraj bardziej wiarygodny niż wiele innych, będących na podobnym etapie rozwoju. Konstytucja i ustawa o finansach wiążą ręce politykom nawet najbardziej populistycznym. Z drugiej strony można odnieść wrażenie, że dla obecnego rządu utrzymanie długu poniżej poziomu 55 proc. PKB jest jedynym celem polityki gospodarczej i w dodatku celem, który nie zostanie osiągnięty. Rząd proponuje groszowe oszczędności lub niewielkie podwyżki podatków, tłumacząc jednocześnie, że na pomysły rozwojowe nie ma pieniędzy. Z jednej strony kupuje poparcie dużych i  politycznie ważnych grup społecznych, na przykład nauczycieli, którzy jako jedyni wśród budżetówki otrzymają znaczące podwyżki, z  drugiej oszczędza grosze, zwiększając rozmaite ryzyka, na przykład ograniczając programy szkoleniowe w lotnictwie wojskowym.

14

Nie jest możliwe prowadzenie rozsądnej, prorozwojowej polityki pod gilotyną długu. W  dodatku trzeba się liczyć z  niekorzystnym rozwojem sytuacji w Polsce i na świecie. Rząd przewiduje, że w przyszłym roku wyda na obsługę długu ok. 30 mld zł. Ale jeśli rynki finansowe będą przeżywały kolejne wstrząsy lub jeśli sytuacja polityczna w Polsce stanie się niepokojąca, na obsługę długu trzeba będzie wydać kilka miliardów więcej. Minister Jacek Rostowski zakłada, że pod koniec obecnej dekady i  w  dekadzie przyszłej budżet zacznie pozytywnie odczuwać skutki reformy emerytalnej. Ale jeśli nowe emerytury okażą się wyraźnie niższe od starych, być może kolejny rząd znajdzie się pod

Wprowadzenie   do konstytucji   zakazu nadmiernego zadłużania państwa   i doprecyzowanie tego w ustawie o finansach publicznych było posunięciem dalekowzrocznym. presją, by coś dołożyć z  budżetu. To tylko przykłady zagrożeń, z jakimi możemy mieć do czynienia w najbliższych latach. Dopiero gdy dług spadnie wyraźnie poniżej 50 proc. PKB, a  jeszcze lepiej do poziomu około 40 proc., możliwa byłaby bardziej racjonalna i elastyczna polityka budżetowa, np. zwiększenie wydatków na edukację (niekoniecznie na pensje nauczycieli), prawdziwa reforma służby zdrowia (wymagająca na początku osłony z  budżetu), obniżenie podatków, wspieranie innowacyjności itd. Ograniczenie długu zmniejszyłoby koszty, jakie musimy dziś płacić bankom i funduszom za to, że pożyczają naszemu rządowi. Te pieniądze można wydać bardziej sensownie. Ucieczka spod gilotyny długu powinna być celem polityki gospodarczej w następnej kadencji sejmu. Najbardziej efektywną inwestycją byłoby ograniczenie długu. To otwierałoby dziesiątki innych możliwości. •

Słowniczek pojęć Budżet państwa Najwyższej rangi plan finansowy polityki kraju oraz narzędzie polityki społecznej. To zestawienie dochodów i wydatków – najczęściej rocznych. Dochodami są głównie wpływy z podatków i prywatyzacji. Wydatki to m.in. koszty dotacji, obsługi długu publicznego, obsługi strefy budżetowej, subwencji dla gmin oraz rezerw ogólnych. Deficyt budżetowy państwa Występuje, gdy wydatki w budżecie są wyższe niż dochody. Jeśli deficyt jest wysoki, oznacza to najczęściej konieczność wydania obligacji skarbowych, co sprawia, że rośnie ich oprocentowanie, rosną koszty kredytu w gospodarce i wolniej się ona rozwija. Deficyt może wynikać np. z rozbudowanej administracji państwowej. Dochód narodowy Inaczej: produkt narodowy netto – PNN. Określa ilość środków, jakie gospodarka może przeznaczyć na wydatki i inwestycje po odłożeniu odpowiedniej ilości środków na sfinansowanie amortyzacji i utrzymanie istniejącego zasobu kapitału na dotychczasowym poziomie. Produkt Krajowy Brutto (PKB) Jeden z podstawowych mierników dochodu narodowego. Opisuje wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie kraju, najczęściej w ciągu roku. Oblicza się ją, odejmując od produkcji całkowitej wartość dóbr i usług zużytych do tej produkcji. Miarą dobrobytu społeczeństwa jest PKB w przeliczeniu na osobę. Dług publiczny Obejmuje nominalne zadłużenie podmiotów sektora finansów państwa w postaci m.in. papierów wartościowych, depozytów, pożyczek i kredytów. Wynika on z zaciągania zobowiązań dla zabezpieczenia potrzeb finansowych państwa, następnie spłaty tych zobowiązań oraz przeprowadzenia innych operacji finansowych związanych z zarządzaniem krajem. Relacja PKB do długu publicznego Ustala go rządowa „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych” (obecnie na lata 2011–2014). Zakłada się w niej m.in. progi ostrożnościowe w relacji długu publicznego do PKB. Pierwszy z nich znajduje się na poziomie 50 proc. Wzrost relacji powoduje spadek wzrostu gospodarczego, a jej zmniejszanie wpływa pozytywnie na gospodarkę. Transfer z budżetu do OFE i ZUS Składka (rozchód) przekazywana z budżetu państwa do OFE (dzisiaj obowiązuje stawka 7,3 proc. podstawy wymiaru) i – oddzielnie – do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) przy ZUS. Deficyt sektora finansów publicznych Różnica (przy deficycie – ujemna) między dochodami publicznymi a wydatkami, ustalona dla okresu rozliczeniowego, który wynosi zazwyczaj rok. Dochody i wydatki publiczne oraz nadwyżkę lub deficyt sektora finansów publicznych ustala się po wyeliminowaniu przepływów finansowych pomiędzy jednostkami tego sektora. Pakt Stabilności i Wzrostu Dokument ratyfikowany 17 czerwca 1997. Zakłada, iż kryteria fiskalne z Maastricht są nie tylko warunkiem przyjęcia do Europejskiej Unii Monetarnej, lecz będą obowiązywać kraje członkowskie już po przyjęciu do unii walutowej.


narzędzia internetowe inwestowanie

Nowa wersja serwisu BPH TFI www.bphtfi.pl We wrześniu 2010 BPH TFI uruchomiło nową wersję swojego serwisu internetowego.

C

elem wprowadzonych zmian było przede wszystkim dostosowanie strony Towarzystwa do bieżących trendów i  możliwości współczesnego internetu i  co za tym idzie – ułatwienie Klientom dostępu do informacji na temat oferty i wyników inwestycyjnych funduszy. 1

Nowe elementy strony

W  zmodyfikowanym serwisie internetowym poprzez zupełnie nowy układ strony wyraźniej wyeksponowano ofertę produktową z podziałem na ofertę dla klientów indywidualnych i korporacyjnych. Nowa szata graficzna znacznie uprościła nawigację i uczyniła ją bardziej przejrzystą w stosunku do poprzedniej wersji. W serwisie wprowadzono także nowy mechanizm „zakładek”, znany chociażby z najnowszych przeglądarek internetowych. 2

• komentarze inwestycyjne, zarówno tradycyjne, jak i wideokomentarze (np. FUNDUJ TV - fot. poniżej),

Nowe sekcje

• archiwalne wydania magazynu „Funduj. ABC inwestowania”. 3

Zawsze aktualne informacje

Cieszący się dużym zainteresowaniem Serwis SMS/e-mail został rozbudowany o możliwość subskrypcji dodatkowych informacji takich jak: • aktualności, • ogłoszenia prawne, • raporty bieżące funduszy. 4

5

Plany na przyszłość

W  2011 systematycznie rozbudowywana będzie sekcja „Jak inwestować?” oraz strona www.analizy.bphtfi.pl, która stanowi

Korzyści z przystąpienia do Serwisu SMS/e-mail

Najważniejszą korzyścią z rejestracji w Serwisie SMS/e-mail jest otrzymywanie po-

Dodana została nowa sekcja „Jak inwestować?”, która zawiera wiele przydatnych wiadomości związanych z  inwestowaniem w fundusze inwestycyjne. Przebudowie uległa również sekcja „Informacje dla Inwestorów”, gdzie dostępne są przydatne treści m.in.: • informacje o aktualnych promocjach, • aktualizowane co miesiąc karty funduszy prezentujące najważniejsze informacje o funduszach i ich wynikach,

przez SMS-a lub email-a aktualnych informacji o  wycenie jednostek uczestnictwa (j.u.) lub certyfikatów inwestycyjnych (c.i.) wybranego przez siebie funduszu lub kilku funduszy.

bardzo popularne narzędzie internetowe służące do analizy wyników funduszy zarządzanych przez BPH TFI. • Przetestował Andrzej Opala redaktor naczelny

15


Historyczny szczyt G20 w Seulu Najważniejszym wynikiem spotkania szefów państw i rządów na szczycie G20 w Seulu była decyzja zreformowania światowego systemu finansowego. Rozwiązanie problemu nierównowagi gospodarczej odłożono na później.

K

amieniem milowym rozwoju światowej gospodarki będzie zapewne uchwalona przez G20 reforma Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dzięki temu Chiny, Indie i  inne dynamicznie rozwijające się kraje uzyskają większe wpływy w tej międzynarodowej instytucji, ale w przypadku kryzysu będą musiały przejąć na siebie większą odpowiedzialność. Porozumienie w  sprawie zaostrzenia zasad zarządzania ryzykiem – znanych pod nazwą „Bazylea III” – nie było w  Seulu niespodzianką. Globalny kryzys pokazał, że instytucje finansowe muszą zainwestować miliardy w  zabezpieczenie się przed ryzykiem. Nie ustalono górnej granicy nadwyżek eksportu, gdyż Berlin i  Pekin

16

nie ugięły się pod naciskiem Baracka Obamy. Prezydent USA musiał się w końcu zadowolić kompromisem. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zaaprobowała zamiar odnalezienia w  Międzynarodowym Funduszu Walutowym odpowiednich mechanizmów uporania się z  nierównowagą gospodarczą. W  przyszłym roku mają się tym zająć ministrowie finansów, pod auspicjami przewodzącej grupie G20 Francji. Na 2011 odłożono wypracowanie wspólnej pozycji w kwestii kursów walut. Spór, który rozgorzał głównie między USA a  Chinami, częściowo zażegnano już w  Seulu. Przypomnijmy, że Stany Zjednoczone zarzucają Chinom sztuczne zaniżanie wartości juana, dzięki czemu w siłę

rośnie chiński eksport. – Juan jest niedowartościowany, a Chiny wydają niewiarygodnie dużo pieniędzy na to, by niedowartościowany pozostał – mówił Obama. Ustalono, że G20 będzie dążyć do zbudowania systemu wczesnego ostrzegania, żeby móc lepiej nadzorować przepływ kapitału i  towarów. Uczestnicy szczytu zobowiązali się zrezygnować ze zdewaluowania walut w  celu umocnienia własnej konkurencyjności. Wskazano, że receptą na wyrównany wzrost gospodarczy byłoby zakończenie rozpoczętych jeszcze w 2001 rokowań Światowej Organizacji Handlu (WTO) w stolicy Kataru, Ad-Dausze. Chodzi m.in. o liberalizację handlu, dotowanie rolnictwa i prawo patentowe. •

foto: East News

raport gospodarka


Prezydencki projekt „Polska w Europie” Prezydent Bronisław Komorowski skierował do sejmu projekt zmian w konstytucji wiążący się z członkostwem Polski w Unii Europejskiej.

foto: Ł. Kamiński

Z

godnie z  propozycją prezydenta, do zapisu, że centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski, zostanie dodane w konstytucji, iż NBP należy do Europejskiego Systemu Banków Centralnych i  nie będzie się zajmował m.in. obszarem tworzenia pieniądza, ponieważ będzie to już obszar unijny. W  związku z  tym automatycznie straci swoją konstytucyjną funkcję Rada Polityki Pieniężnej, która zostanie zlikwidowana. Artykuły dotyczące NBP i  RPP wejdą w  życie, kiedy Polska stanie się członkiem strefy euro. – Jest to propozycja, której zabrakło ze względu na to, że Polska przyjęła konstytucję przed wejściem do Unii Europejskiej, a  dzisiaj ma coraz dalej idące aspiracje, aby uczestniczyć w  pogłębianiu procesu integracji europejskiej – powiedział prezydent, uzasadniając konieczność zmian w ustawie zasadniczej. Zgodnie z traktatem z Maastricht z roku 1992 członkostwo w  strefie euro jest możliwe po spełnieniu pięciu kryteriów (patrz: ramka) świadczących o stabilności makroekonomicznej. Obecnie Polska spełnia tylko jedno – długoterminowych stóp procentowych. Spełniamy też część kryterium fiskalnego, mając dług publiczny nieprzekraczający 60 proc. PKB, ale nie spełniamy części drugiej, mówiącej, że deficyt finansów publicznych nie powinien przekraczać 3 proc. PKB. Ponieważ czas podjęcia decyzji o  wejściu do ERM2* dyktować może ostateczny kurs wymiany złotego na euro, działania resortu finansów i  prezydenta mogą usprawnić finalny proces. W  EMR2 złoty będzie przez dwa lata w mechanizmie kursowym z ograniczonymi możliwościami odchyleń od centralnego parytetu. Im mocniejszy kurs

5 kryteriów (makroekonomicznych) konwergencji przy wejściu do strefy euro: Dwa kryteria fiskalne (stabilności finansów publicznych): w Kraj nie może wykazywać planowanego lub faktycznego deficytu budżetowego wyższego niż 3 proc. PKB. w Dług publiczny nie powinien przekraczać 60 proc. PKB. Trzy kryteria monetarne: w Kryterium stabilności cen (inflacyjne). Tempo wzrostu cen nie powinno przekraczać o więcej niż 1,5 pkt. proc. średniej inflacji w trzech krajach UE o najbardziej stabilnych cenach. w Kryterium wysokości długoterminowych stóp procentowych. Długoterminowa stopa procentowa nie powinna przekraczać więcej niż o 2 pkt. proc. średniej z trzech krajów UE. w Kryterium stabilności kursu walutowego. Wymagane co najmniej dwuletnie uczestnictwo w ERM2. W tym czasie zakazana jest samowolna dewaluacja waluty krajowej względem euro, a kurs walutowy powinien utrzymywać się w paśmie wahań względem parytetu centralnego nie szerszym niż +/– 15 proc.

złotego będzie parytetem, tym mniejsza będzie konkurencyjność naszego przemysłu. Eksperci komentują, że projekt zmiany konstytucji jest istotny, choć nie będzie miał wpływu na termin przyjęcia euro przez nasz kraj. Przyznają jednak, że pozwoli to wyeliminować ryzyko blokady politycznej w parlamencie. •

* Mechanizm Kursów Walutowych (ang. European Exchange Rate Mechanism – ERM) został wprowadzony przez Wspólnotę Europejską w  marcu 1979, jako część Europejskiego Systemu Walutowego, w celu redukcji wahań kursowych walut państw członkowskich Unii Europejskiej. Mechanizm stabilizacji walut krajowych był niezbędny w procesie tworzenia Unii Gospodarczej i Walutowej oraz do wprowadzenia wspólnej waluty – euro. Wraz z  rozszerzeniami Unii Europejskiej 1 maja 2004 i 1 stycznia 2007, banki centralne nowych 12 członków EU zostały zobowiązane do przystąpienia do ERM2. Waluty poszczególnych państw członkowskich znajdą się w ERM2 w różnym czasie, zgodnie z umowami bilateralnymi. Warunkiem przystąpienia krajów do strefy euro jest utrzymanie przez dwa kolejne lata swojej waluty w systemie ERM2.

17


raport budżet 2011

BudŻet po sejmowych rozgrywkach Już 17 grudnia sejm przyjął budżet na 2011. Za ustawą głosowało 235

posłów, przeciwnych było 187, wstrzymało się trzech posłów.

Adam Maciejewski Dziennikarz ekonomiczny

T

Ogólnie jest lepiej, w szczegółach gorzej

corbis

eraz ustawa trafi do senatu. Prezydent musi otrzymać gotowy dokument do 25 stycznia 2011. Jeżeli w tym czasie ustawa budżetowa nie zostanie przekazana prezydentowi, ten może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji sejmu.

li 1,9 proc., a stopa bezrobocia spaść z 12,3 do 9,9 proc.

Przygotowując projekt, resort finansów założył wzrost PKB na poziomie 3,5 proc. (wobec 3 proc. w 2010). Eksport ma się zwiększyć o 6,2 proc. (wobec 6 proc. w 2010), import o 7,4 proc. (wobec 7 proc. w 2010), popyt krajowy o 4 proc. (wobec 3,4 proc. w br.); inflacja ma wynieść 2,3 proc. Uwzględniona jest poprawa sytuacji na rynku pracy, przeciętne zatrudnienie ma wzrosnąć o 186 tys. osób, czy-

18

Prezentując założenia budżetowe w sejmie, minister finansów Jacek Rostowski podkreślał, że to pierwszy od trzech lat budżet nieustalany w  warunkach kryzysu. Rok 2011 to także pierwszy rok zmniejszania deficytu budżetowego. W projekcie ustawy budżetowej założono, że maleć będzie dług publiczny, który ma wynieść nie więcej niż 5 proc. PKB w  2011. W  latach kolejnych dług publiczny ma sukcesywnie spadać, do 2,8 proc. PKB w 2012 i do 1,4 proc. PKB w 2013. W  przesłanym pod koniec września do sejmu rządowym projekcie budżetu znalazły się następujące założenia: deficyt wyniesie 40,2 mld zł, przy 273,3 mld zł dochodów i wydatkach rzędu 313,5 mld zł. Deficyt budżetu będzie więc o 12 mld zł niższy niż ten dozwolony w  budżecie na 2010. Największe wpływy do budżetu ma zapewnić prywatyzacja (15 mld zł), chociaż będzie o 10 mld zł mniejsza niż wpływy zakładane na 2010. Wśród niepodatkowych dochodów budżetu rząd uwzględnił także wypłatę z  zysku NBP w  wysokości około 1,7 mld zł. Średnioroczna inflacja ma sięgnąć 2,3 proc., a  przyrost PKB przyspieszy do 3,5 proc. Realny wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej ma wynieść 1,4 proc., a  wzrost zatrudnienia 1,9 proc. Rząd przygotował przyszłoroczny budżet według tzw. reguły wydatkowej, która pojawiła się w tegorocznej nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Ogranicza ona wzrost tzw. wydatków elastycznych i no-


wych wydatków sztywnych. Reguła wydatkowa zakłada, że nie może on być wyższy niż 1 pkt proc. powyżej inflacji. To m.in. wpłynęło na konieczność zamrożenia waloryzacji płac w  budżetówce. Około miliarda złotych ma przynieść program racjonalizacji zatrudnienia w rządowej administracji, czyli zwolnienie co dziesiątego urzędnika. Tymczasem według wyliczeń firmy Deloitte rząd mógłby tu zaoszczędzić nawet 15 mld zł, decydując się na centralizację zakupów i dopuszczenie do zlecania pracy na zewnątrz (outsourcing). Przypomnijmy, że wydatki elastyczne to m.in. wynagrodzenia i wydatki rzeczowe w sferze budżetowej, dotacje dla samorządów lokalnych oraz szkół wyższych i jednostek naukowo-badawczych. Z kolei wydatki sztywne (czyli zdeterminowane) odnoszą się m.in. do wydatków na obronę narodową, subwencji dla jednostek samorządu terytorialnego, wydatków na finansowanie infrastruktury lądowej, składek do budżetu UE oraz kosztów obsługi długu publicznego. Deficyt łatany VAT-em

Dla nas bardziej interesujące jest, w jakim stopniu ogólne założenia będą przekładać się na stan naszych portfeli. A  będą, i  to poważnie. O tym zdecydowano w przyjętej już przez sejm ustawie nowelizującej niektóre przepisy związane z realizacją budżetu (tzw. ustawa okołobudżetowa). Przewiduje się w niej m.in., że od 1 stycznia 2011 do końca grudnia 2013 obowiązywać będą trzy nowe stawki VAT: 5 proc., 8 proc. i  23 proc. Rząd liczy, że dzięki temu do budżetu wpłynie dodatkowo 5,5 mld zł. Ma to również odsunąć groźbę przekroczenia przez dług publiczny progu 55 proc. PKB. Przed uchwaleniem budżetu sejm znowelizował ustawę o  VAT i ustawę o transporcie drogowym. W efekcie tych zmian od 1 stycznia przedsiębiorcy stracą możliwość odliczenia VAT przy zakupie samochodów osobowych „z kratką”. Nowelizacja zabiera również możliwość odliczenia VAT od paliwa kupowanego do takich aut. Rządowy pomysł, który poparło 230 posłów, sprawi, że budżet państwa ma zachować 1,8 mld zł dotychczas oddawanego firmom podatku. Ile natomiast straci na zmniejszonych wpływach ze sprzedaży nowych samochodów,

tego ministrowie przygotowujący nowelizację nie oszacowali. Dzięki nowelizacji ustawy o  świadczeniach przedemerytalnych zapewne już wiosną 2011 osoby korzystające z zasiłku przedemerytalnego będą mogły dorobić do 25 proc. średniego wynagrodzenia (ok. 800 zł). Sejm zgodził się na likwidację obniżonych stawek akcyzy dla paliw zawierających powyżej 2 proc. biokomponentów oraz tzw.

tańszych na rynku papierosów stanowi ponad 80 proc. ich ceny, a  od najdroższych – 69 proc. Ze zmian „okołobudżetowych” mogą być zadowoleni studenci i nauczyciele. Wprowadzają one ulgi dla studentów na przejazdy koleją i  autobusami – w  wysokości 49 proc. i  51 proc. Inne zmiany nie mają już optymistycznego charakteru. Z 6395,7 zł do 4000 zł obniżony zostanie zasiłek pogrzebowy. Zniknie też przepis,

Główne założenia budżetu 2011 wzrost PKB

3,5 proc.

średnioroczna inflacja

2,3 proc.

przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej

3359 zł

wzrost przeciętnego wynagrodzenia

3,7 proc.

realny wzrost przeciętnego wynagrodzenia

1,4 proc.

stopa bezrobocia na koniec roku

9,9 proc.

biokomponentów stanowiących samodzielne paliwa. Ta zmiana ma obowiązywać od maja 2011. Ma zapewnić budżetowi oszczędności 1–1,5 mld zł rocznie. Wynikające z  tego podwyżki detaliczne cen paliw szacowane są na około 7 gr na litrze. Na razie sejm zdecydował, by internetowa ulga podatkowa w podatku od dochodów osobistych obejmowała także wydatki na internet bezprzewodowy. Do udokumentowania wydatków na internet nie będą już wymagane faktury papierowe. Zmian korzystnych mało

Dla palących papierosy ważna będzie podwyżka akcyzy na wyroby tytoniowe. Wprawdzie budżet uzyska z  niej tylko 230 mln zł, ale cena paczki papierosów wzrośnie przynajmniej o  4 proc. już od 1 stycznia. Od Nowego Roku stawka akcyzy będzie wynosiła 158,36 zł za 1 tys. sztuk papierosów, a  procentowa – 31,41 proc. Mniejsze opodatkowanie zaplanowano dla tytoniu do palenia, bo tylko 102,32 zł za każdy kilogram. Zdaniem firm tytoniowych podwyżka cen w przypadku najtańszych papierosów faktycznie wyniesie nie 4 proc., ale 10 proc. w efekcie obliczania VAT od podwyższonej akcyzą ceny. Obecnie VAT i akcyza od naj-

że połowa tego zasiłku przysługuje członkom rodziny, jeśli koszt pogrzebu pokryje pracodawca funkcjonariusza lub żołnierza. W projekcie budżetu na 2011 przewidziano wzrost emerytur i  rent o  2,7 proc. od marca przyszłego roku. Nie ma natomiast podwyżek dla pracowników budżetówki, które zostały określone na poziomie ustawy budżetowej na rok 2010. Zamrożono też wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Nie wzrośnie więc pensja prezydenta i  innych najważniejszych osób w  państwie. Ich wynagrodzenia zostaną na poziomie z  2008, czyli prezydent zarobi 20,1 tys. zł, a  premier 16,7 tys. zł. W  budżetówce na wyższe zarobki mogą liczyć pracownicy, którzy otrzymają awans na wyższe stanowisko, oraz ci, którym dyrektorzy urzędów podniosą pensje po przeprowadzonych 10-proc. zwolnieniach. Tylko dla nauczycieli zagwarantowane są ustawowe 7-proc. podwyżki od września 2011. Osoby, które wejdą w wiek emerytalny, aby uzyskać emeryturę, będą musiały chociaż na jeden dzień zwolnić się z  pracy. Rząd szacuje, że części z  około 50 tys. takich osób bardziej będzie się opłacało zostać na etacie. Dzięki temu w kasie państwa zostanie 700 mln zł. •

Słowo komentarza

Przyszłoroczny budżet w obecnej wersji wydaje się skrojony na miarę skromnych możliwości państwowej kasy, odpowiedni na czas kryzysu, ale bez tworzenia mechanizmów rozwojowych dla gospodarki. Ograniczenia wprowadzone w ustawach okołobudżetowych (emerytury, zasiłki, VAT i inne) sprawiają, że na życie wydawać będziemy nieco więcej, ale pieniędzy w portfelach nie przybędzie. Pozostaje mieć nadzieję, że już w połowie roku sytuacja się poprawi i rząd zaproponuje poluzowanie zaciśniętego gorsetu podatkowego, jakim stał się wyższy VAT i skromniejsze prawa do jego odliczania przez przedsiębiorców.

19


emerytury raport

Czy czeka nas złota jesień życia? Minęło jedenaście lat od wcielenia w życie reformy emerytalnej

opracowanej przez rząd Jerzego Buzka. Otwarte Fundusze Emerytalne miały być lekarstwem na problemy z wypłacalnością ZUS.

Joanna Koszewska Dziennikarka „Funduj. ABC inwestowania”

J

ednak w ciągu tych jedenastu lat najlepszy OFE zarobił dla emerytów trochę ponad 45 proc. To znacznie mniej niż ZUS, który w tym samym czasie „wypracował” prawie 60 proc. Obecny system oparty jest na dwóch filarach. Pierwszy to Zakład Ubezpieczeń Społecznych, gdzie składki są gromadzone na ubezpieczonych kontach i waloryzowane w zależności od wzrostu wynagrodzeń. Drugi filar to Otwarte Fundusze Emerytalne. Trafiające tam składki są inwestowane w obligacje albo w akcje. Do ZUS trafia 12,2 proc. pensji, do OFE wpływa 7,3 proc. Ponieważ jednak nasze emerytury wciąż są niskie, w tym systemie potrzebne są zmiany. W połowie listopada 2010 w mediach pojawiła się informacja o tym, że rząd rozpatruje kwestię zawieszenia odprowadzania części składki do OFE od stycznia 2011 na najbliższe dwa lata. Miałoby to w  dużym stopniu rozwiązać problemy budżetu państwa. Głównym celem zawieszenia przekazywania składek do OFE byłoby utrzymanie 55-proc. progu ostrożnościowego długu publicznego. Premier zapewnił, że tak radykalny krok, jakim jest wstrzymanie wpłaty składek do OFE, jest mało prawdopodobny. Rząd nie chce przeprowadzać gwałtownej rewolucji. Planuje raczej znalezienie takich rozwiązań i  udoskonaleń obecnie obowiązującego porządku, by w jak największym stopniu skorzystało z niego zarówno państwo, jak i przyszli emeryci. Donald Tusk rozmawiał już z szefami OFE na temat tego, w jaki sposób Fundusze mogą wydajniej pracować. Zwrócił uwagę na fakt, jak bardzo kosztowny, nie tylko dla państwa, ale i  dla podatników, jest

20

obecny system. Podkreślił też konieczność ograniczenia możliwości zarabiania różnych instytucji finansowych na obecnym systemie emerytalnym. Premier powiedział, że nad rozwiązaniem problemu OFE pracuje kilka zespołów. Jednak na ostateczny kształt reformy wpływ będzie miała przede wszystkim Rada Gospodarcza. Jej szef, Krzysztof Bielecki, powiedział, że pod uwagę wzięte zostanie aż sześć propozycji zmian. Jednak konkurencyjne są tylko dwa projekty. Są to propozycje reformy emerytalnej przygotowane przez zespół szefa doradców premiera – Michała Boniego oraz pomysł Jolanty Fedak – minister pracy i polityki społecznej. Jolanta Fedak krytykuje OFE, twierdząc, że między funduszami nie ma konkurencji, a  dług publiczny wciąż rośnie. Postuluje zmniejszenie składki przekazywanej do funduszy emerytalnych z 7,3 do 3 proc. Równocześnie pozostałe 4,3 proc. dostałby ZUS. Jolanta Fedak chce również zlikwidować przymus oszczędzania w OFE, tak by każdy mógł sam zdecydować, jak ulokować pieniądze, z których w przyszłości będzie wypłacana jego emerytura. Reforma, którą proponuje pani minister, dawałaby także możliwość wycofania się z OFE i przeniesienia całości zgromadzonego kapitału do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w ZUS. Kobiety będą mogły skorzystać z  takiej możliwości, gdy skończą 55 lat, a mężczyźni, gdy osiągną 60. rok życia. Nie tworzono by więc funduszy chroniących zgromadzone pieniądze. Ich funkcję przejąłby ZUS. Natomiast przy przechodzeniu na emeryturę każdy otrzymałby szansę jednorazowej wypłaty pieniędzy z OFE na dowolny cel. Warunek to uzbieranie kwoty umożliwiającej pobranie sumy zapewniającej emeryturę w  wysokości dwu-

krotności najniższego świadczenia (obecnie to ok. 1350 zł). Jeśli zdecydujemy się na takie rozwiązanie, pobrana przez nas kwota będzie podlegała opodatkowaniu. Możemy tego uniknąć, wpłacając pieniądze na Indywidualne Konto Emerytalne. Ministerstwo wycofało się tym samym z tzw. renty dożywotniej, która miałaby być wypłacana przez specjalnie utworzone do tego zakłady emerytalne. Czy wiesz, że... Najwięcej podczas kryzysu w 2008 stracili przyszli emeryci w Estonii – aż 35 proc. W Bułgarii i na Węgrzech fundusze straciły w ciągu roku ponad 20 proc. Straty spowodowane przez giełdową bessę sięgnęły w polskich OFE 14 proc. Rządy Słowacji i Węgier pozwoliły obywatelom na występowanie z funduszy i powrót do państwowego systemu. W Polsce na ten sam pomysł wpadło na początku 2010 Prawo i Sprawiedliwość. Nie zgodził się na to rząd, wybierając inną drogę. Ministrowie finansów i pracy zaproponowali obniżenie składki przekazywanej do OFE z 7,3 proc. do 3 proc., podobnie jak zrobiono to w krajach bałtyckich.

Jolanta Fedak twierdzi, że dzięki takim zmianom nasze emerytury będą bezpieczniejsze. Zwiększy się ich stabilność i nie będą w tak wielkim stopniu zależne od zmiennej sytuacji na rynku kapitałowym. Wielu ekspertów i obserwatorów krytykuje tę propozycję jako zbyt krótkowzroczną i traktowaną nie jako działanie na rzecz emerytów, ale próbę doraźnego uzupełnienia braków w budżecie. Dzięki takiemu rozwiązaniu do kasy państwa wpływałoby rocznie około 24 mld zł, co pomogłoby rządowi załatać dziurę w kasie ZUS. Michał Boni krytykuje pomysły przedstawione przez Ministerstwo Pracy. Chce on pozostania przy obecnie działającym systemie. Kładzie nacisk na polepszenie skutecz-


13 tysięcy zł rocznie

Waloryzacja

Od pierwszego numeru naszego magazynu przypominamy, iż większość z nas powinna jak najwcześniej rozpoczynać regularne oszczędzanie na emeryturę, bo świadczenia z istniejących zasobów będą niewystarczające. Zgodnie z definicją OECD i oczekiwaniami społecznymi za satysfakcjonujący przyjęto poziom dochodów na emeryturze w wysokości 70 proc. ostatniej pensji. Luka emerytalna wskazuje, ile dodatkowych oszczędności potrzebują zgromadzić osoby, które chcą, by taki poziom osiągnęła ich emerytura. Roczny niedobór oszczędności emerytalnych w skali Europy wynosi 1,9 biliona euro. Luka emerytalna wyliczona dla Polski wynosi 68,8 mld euro, czyli ok. 275,2 mld zł rocznie. Przeciętna indywidualna luka oszczędności na cele emerytalne, wyliczona dla obecnie pracujących Polaków wybierających się na emeryturę w ciągu najbliższych 40 lat, wynosi 3,4 tys. euro, czyli 13,6 tys. zł rocznie. Oznacza to, że tyle powinien co roku dodatkowo zaoszczędzić statystyczny Kowalski z tej grupy. Luka jest znacznie mniejsza od niedoborów oszczędności emerytalnych Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec czy Hiszpanii. Na przykład statystyczny Brytyjczyk, przechodzący na emeryturę w latach 2011–2050 powinien rocznie gromadzić 12 tys. euro.

Skąd bierze się i czym właściwie jest waloryzacja świadczeń, czyli podwyżka, którą w marcu każdego roku dostają z ZUS emeryci i renciści? Wprowadzono ją, by pobierający renty i emerytury nie tracili na wzroście cen. Państwo uznało, że aby stać ich było na opłaty za czynsz, wodę i żywność, potrzebne im odpowiednie wyrównanie. Waloryzacja co roku jest inna, gdyż jej wskaźnik zależy od wysokości inflacji. Dodaje się też do niej 20 proc. wzrostu płac w przedsiębiorstwach. A inflacja i wzrost płac są przecież co roku inne. Im ktoś ma większą emeryturę, tym dostanie wyższą podwyżkę. Nie jest to do końca sprawiedliwe, bo uderza w najuboższych. Nikt nie wie, jak to naprawić. W marcu 2010 waloryzacja wyniosła 4,62 proc., co oznaczało, że emerytura w wysokości 1000 zł wzrosła do 1046 zł. Rząd szacuje, że w przyszłym roku każdy emeryt dostanie w marcu tylko 2,45 proc. więcej pieniędzy. Najniższe świadczenia dzisiaj to 706,29 zł brutto, po przyszłorocznej waloryzacji będą wyższe o 17,30 zł, a więc wynosić będą 723,59 zł.

ności działania OFE i podkreśla konieczność zwiększenia konkurencyjności między funduszami przez system ich premiowania. Chce także zmiany oceny ich wydajności przez wprowadzenie tzw. zewnętrznej stopy referencyjnej. Będzie to punkt odniesienia, na podstawie którego będą oceniane zyski OFE. Boni postuluje również, by od 1 lipca 2011 obniżyć opłaty pobierane od składek ubezpieczonych przez OFE. Miałaby ona wynosić 2,3 proc. (w  tej chwili jest to 3,5 proc.), a od 2012 – 2 proc. Boni proponuje także najpierw ograniczenie, a  potem likwidację od 1 stycznia 2014 akwizycji na rzecz OFE. Zmniejszone zostałyby także odpłatności za zarządzanie Funduszami. Boni chce, aby powstały dwa subfundusze emerytalne – A i C. Pierwszy z nich inwestowałby w sposób dynamiczny (czyli ryzykowny), tzn. 75 proc. środków lokowano by w akcjach (60 proc. w krajowe, 15 proc. w zagraniczne), a 25 proc. w obligacjach. Subfundusz C inwestowałby spokojniej (czyli bezpieczniej). Tylko 7,5 proc. środków ulokoWysokość przeciętnej emerytury w latach 2005–2010 2005 2006 2007 2008 2009 2010

1256,53 zł 1310,75 zł 1346,42 zł 1471,30 zł 1596,46 zł 1711,57 zł

Przykładowa waloryzacja 2011 (brutto) 800 zł 900 zł 1000 zł 1100 zł 1200 zł 1300 zł 1400 zł 1500 zł 1600 zł 1700 zł 1900 zł 2100 zł 2300 zł 2500 zł 3000 zł 4000 zł

819,60 zł 922,05 zł 1024,50 zł 1126,95 zł 1229,40 zł 1331,85 zł 1434,30 zł 1536,75 zł 1639,20 zł 1741,65 zł 1946,55 zł 2151,45 zł 2356,35 zł 2561,25 zł 3073,50 zł 4098,00 zł

wanych zostałoby w  akcjach, a  92,5 proc. w obligacjach. Pięć lat przed emeryturą kwota z subfunduszu A trafiałaby do subfunduszu C. Dziesięć lat przed emeryturą każdy mógłby podjąć decyzję o tym, czy chce, aby jego pieniądze od tej chwili trafiały do subfunduszu C, czy też jeszcze przez maksymalnie pięć lat pozostały w subfunduszu A. Decyzję tę można by zmienić w ciągu kolejnych pięciu lat. Istniejące fundusze inwestują obecnie w sposób mieszany, czyli częściowo w akcje, a częściowo w obligacje. Są to tzw. fundusze B. Gdyby reforma proponowana przez zespół Michała Boniego weszła w życie, byłyby one sukcesywnie likwidowane. Środki na nich zgromadzone byłyby przekazywane, w zależności od wieku emeryta, albo do subfunduszu A, albo do subfunduszu C. Przed likwidacją fundusze B inwestowałyby w akcje 35 proc. zasobów finansowych, a w obligacje 65 proc. Osoby, które osiągną 40. rok życia, będą mogły podjąć decyzję o odprowadzaniu składek do subfunduszu B zamiast do A. Inaczej byłoby to w przypadku osób, które

Konsekwencje zmian w OFE dla giełdy Chodzi o efekt zawieszenia transferów do OFE na dwa lata, zredukowania ich z 7,3 do 5 proc. wynagrodzenia i płatności w tzw. obligacjach emerytalnych.

W

 związku z tym w latach 2011-2012 drastycznie mogą spaść zakupy akcji przez OFE. Fundusze mogą zdecydować o zakończeniu regularnych zakupów, koncentrując się na okazjach inwestycyjnych, np. rynku IPO. Zakładając, że OFE utrzymają jednak udział akcji w  aktywach na poziomie 35 proc., w  2011 dokupią akcji o  wartości zaledwie 5,8 mld zł, wobec 11,5 mld zł zainwestowanych w  pierwszych dziesięciu miesiącach 2010. •

weszłyby do systemu emerytalnego po 1 lipca 2012. Ich składki byłyby automatycznie przekazywane do subfunduszu A. Boni proponuje także wprowadzenie obligacji emerytalnych emitowanych przez Skarb Państwa i przekazywanych na rzecz OFE zamiast gotówki. Szef doradców premiera jest przekonany o tym, że dzięki tym zmianom członkowie OFE będą mieli emerytury wyższe nawet o  10–20 proc. od tych, które otrzymaliby w obecnym systemie emerytalnym. Pomysły rozwiązania kwestii Otwartych Funduszy Emerytalnych zostały przekazane do konsultacji międzyresortowych i  społecznych. Termin tych ostatnich upłynął 19 listopada. Kolejnym etapem prac nad reformą miała być planowana na 25 listopada dyskusja w Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych o  zmianach w  OFE, które zostały zaproponowane przez Michała Boniego. Przesunięto ją na 3 grudnia 2010, ponieważ nie wszystkie organizacje i instytucje mające ocenić tę reformę, dostarczyły swoje opinie. Dyskusja trwa, a biorą w niej udział przedstawiciele związków zawodowych,  organizacji pracodawców oraz rządu. Swoją obecność zapowiedziała również Jolanta Fedak. •

21


ekspert odpowiada

Fundusze

absolute return Grzegorz Łętocha d o r a d c a i n w e s t y c yj n y

I

dea funduszy absolutnego zwrotu jest w istocie bardzo prosta. Wykorzystując szeroką bazę instrumentów finansowych, takich jak instrumenty pochodne, krótka sprzedaż czy techniki arbitrażowe, dążą one do regularnego uzyskiwania dodatnich zysków przewyższających oprocentowanie bezpiecznych lokat. Fundusze te charakteryzuje przeważnie niższe ryzyko inwestycyjne niż tradycyjne fundusze akcji. Oznacza to, że raczej do wyjątków należą przypadki, gdy fundusz osiąga zysk na poziomie 30 czy 40 proc. rocznie, ale nie zdarzają się również lata, w  których inwestorzy ponoszą duże straty. Stopy zwrotu są bardziej regularne, choć generalnie niższe aniżeli w  funduszach akcji podczas dynamicznej hossy. W przeciwieństwie do większości klasycznych funduszy fundusze absolutnego

foto: corbis

alternatywa czy dodatek do tradycyjnych funduszy?

22


Fundusze absolutnego zwrotu deklarują osiąganie dodatnich wyników w każdych warunkach rynkowych. Określenie „absolutny

zwrot” ma je odróżniać od tradycyjnych funduszy, dążących do uzyskania relatywnie lepszego wyniku od przyjętego benchmarku, odzwierciedlającego koniunkturę na danym rynku.

zwrotu mogą utrzymywać zarówno pozycje długie, jak i krótkie, zarabiając na wzrostach lub spadkach. W  niektórych przypadkach strategia tych funduszy umożliwia jednoczesne inwestowanie w wiele klas aktywów, np. w  akcje, obligacje, ale również waluty czy surowce. Znacznie szersze jest wykorzystanie transakcji arbitrażowych (np. na rynku dłużnym) czy spreadowych, opartych na zakładach dotyczących relatywnej zmiany cen określonych aktywów. Przykładowo, gdy zarządzający uważa, że platyna jest tania względem złota, które akurat mocno wrosło, może kupić kontrakty na platynę, a sprzedać na złoto. Fundusz osiągnie zysk, gdy cena platyny wzrośnie bardziej niż złota albo cena złota spadnie w mniejszym stopniu niż platyny. Stosując tego rodzaju techniki inwestycyjne, fundusz ponosi z reguły umiarkowane ryzyko i zajmuje pozycje o niskiej korelacji z ogólnym poziomem cen na rynkach finansowych. Tradycyjne fundusze rzadko sięgają po podobne techniki. Na polskim rynku fundusze absolutnego zwrotu są wciąż nowością. Wśród blisko dwudziestu tego rodzaju funduszy dostępnych obecnie dla inwestorów można wyróżnić trzy grupy stosujące odmienną politykę inwestycyjną. Pierwsza z  nich to fundusze aktywnej alokacji lub tzw. timingowe, dopasowujące udział akcji w  portfelu do bieżącej koniunktury rynkowej. Fundusze te przeważnie nie inwestują na innych rynkach niż dłużny i  akcyjny, a  poziom ich ryzyka (rozumiany jako zmienność wyceny jednostek czy certyfikatów) bywa zbliżony do typowych funduszy akcji. Skuteczność tych funduszy zależy od trafności prognoz i umiejętności alokacyjnych zarządzającego. Druga grupa to fundusze selektywne, skupione na inwestycjach w  wybrane spółki. W  odróżnieniu od tradycyjnych funduszy akcji nie określają one minimalnego udziału akcji ani nie wzorują się na określonym indeksie. Ich niewątpliwą zaletą jest możliwość skupienia się na najlepszych pomysłach

inwestycyjnych zespołu analitycznego, bez konieczności umieszczania w  portfelu spółek mniej atrakcyjnych, za to charakteryzujących się wysoką kapitalizacją i udziałami w głównych indeksach giełdowych. Strategia ta obniża ryzyko inwestycyjne, o  ile zarządzający inwestuje mniejszą część środków w fazie zaawansowanej hossy, gdy spółki są generalnie przewartościowane. Jednak fundusze te inwestują głównie na rynku akcji, zatem możliwości uniknięcia strat w warunkach głębokiej dekoniunktury są tu ograniczone. Trzecia, najbardziej zróżnicowana podgrupa obejmuje fundusze oparte na zasadzie wykorzystywania najlepszych okazji inwestycyjnych na różnych rynkach. Fundusze te mogą zajmować pozycje kierunkowe, zgodne z  prognozami zarządzających, ale również stosować arbitraż czy transakcje spreadowe. W  zależności od kompetencji firmy zarządzającej fundusze te mogą specjalizować się w  różnych klasach aktywów. Kluczowe w przypadku tych funduszy jest właściwe zarządzanie ryzykiem inwestycyjnym. Wielość i różnorodność pozycji inwestycyjnych powoduje, że tradycyjne limity ryzyka, takie jak udziały poszczególnych klas aktywów w  portfelu funduszu, stają się mało użyteczne. Stosowane podejście do zarządzania ryzykiem najczęściej opiera się na analizie korelacji między pozycjami inwestycyjnymi, a także zmienności całego portfela inwestycyjnego. Fundusze te posługują się niekiedy budżetem ryzyka, definiującym maksymalne limity zmienności lub maksymalną dopuszczalną stratę w  określonym horyzoncie czasu. Czy fundusze absolutnego zwrotu zastąpią tradycyjne produkty inwestycyjne? Na pewno nie, ale jest kilka czynników, które sprzyjają ich dynamicznemu rozwojowi. Po pierwsze, w  rezultacie ostatniego kryzysu finansowego wzrosła świadomość ryzyka i awersja do jego podejmowania. Po drugie, generalnie słabe wyniki funduszy akcyjnych

w ciągu ostatniej dekady nie przemawiają na ich korzyść. Po trzecie, sami inwestorzy stawiają funduszom coraz wyższe wymagania – oczekują rozsądnych zysków, a nie wyjaśnień, że ich fundusz przyniósł relatywnie dobry wynik w stosunku do spadającego indeksu. Być może dla coraz większej liczby inwestorów starannie dobrany fundusz absolutnego zwrotu będzie stanowić podstawę portfela inwestycyjnego, jedynie uzupełnianą o tradycyjne fundusze, które charakteryzują się największym potencjałem zysku – takie jak fundusze inwestujące na rynkach wschodzących, w określonych wzrostowych branżach czy surowcowe. •

słowniczek pojęć Instrument pochodny, derywat – rodzaj papierów wartościowych, których wartość uzależniona jest od wartości innych instrumentów finansowych, zwanych instrumentami bazowymi (np. akcje, obligacje lub wysokość stopy procentowej). Techniki arbitrażowe – arbitraż to łączona transakcja giełdowa kupna/sprzedaży towarów lub papierów wartościowych, umożliwiająca uzyskanie zysku bez ponoszenia ryzyka. Techniki arbitrażowe wykorzystują czasowe nieefektywności występujące głównie na rynku papierów wartościowych. Krótka sprzedaż – strategia inwestycyjna polegająca na sprzedaży papierów wartościowych, mimo że się ich nie posiada, a które wcześniej zostały pożyczone. Inwestor może dokonać krótkiej sprzedaży (zająć krótką pozycję), jeśli przewiduje, że kurs danego instrumentu finansowego będzie spadać. Pozycje długie i krótkie – „pozycja” to ilość nabytych (pozycja długa) lub wystawionych (pozycja krótka) instrumentów finansowych. Transakcje spreadowe – związane są z ryzykiem prostej spekulacji, wynikającym z pełnej ekspozycji otwartej pozycji. Inwestorzy zamierzający kontrolować to ryzyko i jednocześnie spekulować, mogą zawierać transakcje złożone, które polegają na jednoczesnym zajęciu przeciwstawnych pozycji w różnych kontraktach terminowych (pozycja długa i krótka). Określane są one mianem spreadów i mogą mieć różne konstrukcje.

23


Raport Franklin Templeton Investment Rok 2010 upłynął pod znakiem odbicia gospodarczego, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i na rynkach wschodzących.

W

edług prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego światowy wzrost PKB w  latach 2010 i  2011 zmieści się w przedziale 3–4 proc., a nominalny PKB praktycznie już wrócił na poziomy sprzed kryzysu. Na kilku rynkach wschodzących potężna konsumpcja krajowa, rosnące wydatki budżetowe oraz wzrost dynamiki handlu wewnątrzregionalnego zrównoważyły osłabienie popytu ze strony rynków rozwiniętych. Ogólnie rzecz biorąc, akcje światowe wypracowały w  2010 solidne zyski. Inwestorzy pozytywnie reagowali na poprawę warunków gospodarczych i mocny wzrost rentowności przedsiębiorstw, pomimo rosnących z  każdym miesiącem obaw dotyczących sytuacji „peryferyjnych” krajów strefy euro. W ciągu pierwszych 11 miesięcy 2010 indeks Morgan Stanley All Countries Index (MSCI)

24

wzrósł o 13,8 proc. (w PLN), jednak droga do tego wyniku charakteryzowała się dużą zmiennością kursów akcji. Wzmożone wahania notowano także na rynkach walut i surowców. W okresie 11 miesięcy do końca listopada 2010 BPH Subfundusz Akcji Globalny zyskał 13,4 proc. Ta stopa zwrotu była niższa od wyniku indeksu porównawczego, na który składają się: indeks akcji spółek z rynków rozwiniętych MSCI World Index (54 proc.), indeks akcji spółek z rynków wschodzących MSCI Emerging Markets (36 proc.) i indeks polskiego rynku pieniężnego (10 proc.). W tym samym okresie wartość tak skomponowanego indeksu wzrosła o 16,3 proc. Niemniej jednak, od czasu uruchomienia funduszu 8 maja 2009, wypracował on stopę zwrotu na poziomie 23,7 proc. w porównaniu z  wynikiem benchmarku sięgającym 19,3 proc.

Po bezprecedensowo ekspansywnej polityce budżetowej i pieniężnej realizowanej przez rządy i  banki centralne na całym świecie w latach 2008 i 2009, w roku 2010 inwestorzy koncentrowali się przede wszystkim na rynkach wschodzących. Biorąc pod uwagę niskie poziomy stóp procentowych oraz sporą płynność zapewnioną przez banki centralne na rynkach rozwiniętych, można się spodziewać, że trwające od pewnego czasu poszukiwanie wyższych zwrotów z  inwestycji przełoży się na rekordowy napływ kapitału na rynki wschodzące w 2010. Tylko w pierwszych 10 miesiącach 2010 rynki wschodzące przyciągnęły kapitał o  łącznej wartości 73 mld USD i są na najlepszej drodze do przekroczenia poziomu 83 mld USD z 2009. W 2010 większość gospodarek rozwiniętych, zmagających się z dużymi deficytami budżetowymi, wysokim bezrobociem

corbis

raport FTI


i słabym wzrostem gospodarczym, pozostawała w tyle za rynkami wschodzącymi. Wraz z upływem kolejnych miesięcy roku stopniowo narastały obawy dotyczące stabilności finansowej Grecji, Hiszpanii, Portugalii i  Irlandii. Grecja i  Irlandia otrzymały pomoc finansową liczoną w miliardach dolarów, co miało uchronić je przed niezdolnością do spłaty zadłużenia. Pomimo tego wsparcia zaufanie inwestorów do strefy euro nadal jest ograniczone, ponieważ istnieje ryzyko, że Portugalia i  Hiszpania także mogą potrzebować pomocy. Pewien sceptycyzm co do czynników fundamentalnych rynku akcji skłonił zarządzającego portfelem do zwiększenia pozycji gotówkowych funduszu BPH Subfundusz Akcji Globalny w  okresie pomiędzy końcem drugiego kwartału a  końcem trzeciego kwartału bieżącego roku. To umiarkowanie ostrożne podejście i  niedoważenie akcji nieco zaniżyły względne wyniki funduszu w  średniej perspektywie, ale portfel i tak radził sobie całkiem dobrze w  niektórych obszarach rynków akcji, a w szczególności na przeważonych rynkach wschodzących. Solidne zyski względne i  bezwzględne wypracowała pozycja funduszu FTIF Templeton Asian Growth Fund, którego stopa zwrotu znacząco wyprzedziła wynik regionalnego indeksu porównawczego MSCI. Wyniki funduszy FTIF Templeton Latin America Fund i  FTIF Templeton Eastern Europe Fund także zawyżyły względną, jak i  bezwzględną stopę zwrotu. Jeżeli chodzi o akcje ame-

rykańskie, fundusz FTIF Franklin US Opportunities wyprzedził swój indeks porównawczy i wypracował solidny zwrot w ujęciu bezwzględnym. Fundusze akcji europejskich, czyli Oyster European Opportunities Fund, FTIF Franklin Mutual European Fund i FTIF Franklin European Small-Mid Cap Growth Fund, także zanotowały dodatnie wyniki względne i bezwzględne. Zamiast bezpośredniego inwestowania w akcje, obligacje czy inne papiery wartościowe BPH Subfundusz Akcji Globalny realizuje strategię polegającą na budowaniu portfela opartego na różnych funduszach inwestycyjnych i  zarządzających inwestycjami. W zarządzanie Funduszem zaangażowanych jest wielu specjalistów: zarządzający portfelem specjalista inwestycyjny odpowiedzialny jest za alokację aktywów i wybór innych specjalistów, którzy z kolei zajmują się selekcją papierów określonej klasy. BPH Subfundusz Akcji Globalny zarządzany jest według kryteriów geograficznych: specjaliści inwestycyjni analizują perspektywy wzrostu i inne czynniki makroekonomiczne dla regionów, za które są odpowiedzialni, a także badają wyceny na rynkach akcji i  określają podział środków pomiędzy poszczególne regiony. Następnie przeprowadzana jest rygorystyczna selekcja funduszy, która wymaga rozległej i szczegółowej wiedzy o poszczególnych specjalistach, ich stylu inwestycyjnym i zachowaniu na różnych etapach cyklu rynkowego, jak również dobrego zrozumienia charakterystyki portfela. Proces ten umożliwia zarządzającemu funduszem BPH Subfun-

dusz Akcji Globalny wybór funduszy i specjalistów inwestycyjnych, którzy w  największym stopniu spełniają wymogi aktualnego etapu cyklu rynkowego i  dostępnych możliwości. Perspektywy

Pomimo problemów z wysokim poziomem zadłużenia niektórych krajów europejskich obawy przed drugim dnem recesji, jakie narastały w  okresie minionego lata, obecnie znacząco osłabły. Niemniej jednak, jedną z  najważniejszych kwestii są dziś prognozy wzrostów rentowności, ponieważ solidne zyski przedsiębiorstw sprzyjają korzystnym trendom na rynkach akcji. Panuje powszechne przekonanie, że motorem wzrostów rentowności w sektorze prywatnym będą rynki wschodzące. Inwestorzy i analitycy mogą jednak mylić wzrost PKB ze wzrostem sprzedaży i wzrostem zysków. Choć w najbliższej przyszłości 60–70 proc. światowego wzrostu PKB będą generować rynki wschodzące, inwestorzy zainteresowani zrównoważonym strumieniem zysków mogą dziś znaleźć więcej tańszych możliwości na rynkach rozwiniętych. Na koniec listopada 12-miesięczny wskaźnik ceny do zysków wynosił 11 x dla indeksu MSCI Emerging Markets Index oraz 12 x dla indeksu MSCI World Index. Można zatem wnioskować, że rynki wschodzące nie oferują już istotnego rabatu w wycenie swych papierów. Z punktu widzenia inwestorów wybór pomiędzy rynkami wschodzącymi a rozwiniętymi będzie miał w nadchodzących miesiącach decydujące znaczenie. •

Niniejszy dokument został sporządzony wyłącznie do celów informacyjnych i nie stanowi porady prawnej ani podatkowej, ani oferty sprzedaży jakichkolwiek udziałów, ani zaproszenia do zapisów na tytuły uczestnictwa jakiegokolwiek funduszu luksemburskiego SICAV Franklin Templeton Investment Funds (zwanego dalej „Funduszem”). Żadnej z części niniejszego dokumentu nie należy traktować jako porady inwestycyjnej. Opinie wyrażone w niniejszym dokumencie stanowią opinie autora tego dokumentu na dzień publikacji i mogą ulec zmianie bez odrębnego powiadomienia. Zapisy na tytuły uczestnictwa mogą być dokonywane wyłącznie na podstawie o aktualnego, pełnego lub skróconego prospektu informacyjnego Funduszu, ostatniego rocznego sprawozdania finansowego opatrzonego opinią biegłego rewidenta oraz ostatniego półrocznego sprawozdania finansowego, o ile zostało opublikowane później niż sprawozdanie roczne. Ceny tytułów uczestnictwa i dochody uzyskiwane z tytułów uczestnictwa mogą ulec zmniejszeniu lub zwiększeniu, a inwestorzy mogą nie odzyskać całej zainwestowanej kwoty. Wyniki historyczne nie gwarantują wyników przyszłych. Zmiany kursów walut mogą wpływać na wartość inwestycji zagranicznych. Inwestowanie w fundusz denominowany w walucie obcej także wiąże się z ryzykiem zmian kursów wymiany. Inwestowanie w tytuły uczestnictwa Funduszu wiąże się z ryzykiem opisanym w pełnym i skróconym prospekcie informacyjnym Funduszu. Ryzyko związane z inwestycjami na rynkach wschodzących może być większe niż ryzyko na rynkach rozwiniętych. Inwestycje w instrumenty pochodne wiążą się z określonym rodzajem ryzyka szczegółowo opisanym w prospekcie informacyjnym Funduszu. Tytuły uczestnictwa Funduszu nie mogą być bezpośrednio ani pośrednio oferowane ani sprzedawane obywatelom ani rezydentom Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Tytuły uczestnictwa Funduszu nie są dostępne na każdym terytorium podlegającym dowolnej jurysdykcji, a osoby ubiegające się o pozyskanie tytułów uczestnictwa powinny sprawdzić możliwość nabycia tytułów uczestnictwa u lokalnego przedstawiciela Franklin Templeton przed planowaniem inwestycji. Wszelkie badania i analizy uwzględnione w niniejszym dokumencie zostały opracowane na potrzeby i do wyłącznych celów Franklin Templeton Investments i są udostępniane w niniejszym dokumencie wyłącznie do celów informacyjnych. Odniesienia do konkretnych gałęzi przemysłu, sektorów czy spółek mają charakter ogólnych informacji i nie muszą odzwierciedlać rzeczywistego zaangażowania Funduszu w jakimkolwiek momencie. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych zalecamy skonsultowanie się z doradcą finansowym. Kopię najnowszej wersji prospektu informacyjnego, rocznego sprawozdania finansowego lub półrocznego sprawozdania finansowego, o ile zostało opublikowane po publikacji ostatniego sprawozdania rocznego, można znaleźć na naszej stronie internetowej www.franklintempleton.pl lub otrzymać za darmo od Franklin Templeton Investments Poland.

Dokument wydany przez Franklin Templeton Investments Poland Sp. z o.o. Prawa autorskie © 2010 Franklin Templeton Investments. Wszelkie prawa zastrzeżone. Franklin Templeton Investments Poland Sp. z o.o., rondo ONZ 1, 00-124 Warszawa, tel. +48 22 337 13 50, fax +48 22 337 13 70

25


ekspert odpowiada

Koniec roku – dobry czas na remanent w domowych inwestycjach Temat przewodni ostatniego w tym roku wydania magazynu skierował naszą uwagę na budżet w tym mniejszym, domowym wymiarze. Z danych pozyskiwanych

przez firmę Analizy Online w ramach cyklicznych ankiet wynika, że liczba posiadających jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych trwale utrzymuje się powyżej poziomu 2,5 mln osób. Tomasz Publicewicz analityk Analizy Online

M

ożna więc przyjąć, że liczba gospodarstw domowych, na których budżecie fundusze inwestycyjne odciskają swoje piętno, pozostaje na zbliżonym poziomie. W  tej sytuacji może warto wykorzystać koniec roku, by przyjrzeć się naszym funduszowym inwestycjom z nieco innej niż tradycyjna (wyniki) strony. Krok 1: Zweryfikuj cel

Na początku tej ścieżki warto wrócić do początku i przypomnieć sobie, skąd owe fundusze w  naszym domowym budżecie się wzięły. Dlaczego zainwestowaliśmy w fundusze? Jaki chcieliśmy osiągnąć cel? A może była to inwestycja o charakterze „impulsowym”? Wprawdzie fundusz inwestycyjny to nie to samo, co batonik leżący na stojaku przy kasie w  markecie, ale doświadczenie pokazuje, że wiele osób weszło w posiadanie jednostek uczestnictwa w  zbliżony sposób. Oczywiście sytuacje w szczegółach bywają różne, jednak schemat w wielu przypadkach jest podobny. Przypływ wolnych środków wywołał w nas chęć założenia lokaty – podstawowego „instrumentu finansowego” znanego przeciętnemu Polakowi. W banku dowiedzieliśmy się, że instytucja ma w ofercie ciekawą alternatywę w  postaci funduszu,

26

czasami oferowanego w systemie łączonym z  atrakcyjnie oprocentowaną – z  reguły krótkoterminową – lokatą. Zajrzeliśmy, by założyć lokatę, wpłacić pieniądze na rachunek, a nawet zaciągnąć kredyt, a wyszliśmy z jednostkami uczestnictwa funduszu inwestycyjnego. To dość częsta historia. Dlatego warto wrócić do tego momentu i poszukać odpowiedzi na pytanie o cel tej inwestycji. Nawet jeśli nasza sytuacja wpisuje się w  przedstawiony wyżej schemat, w którym cel był dość mglisty, nie oznacza to, że nie możemy tego zmienić. A  właściwie to nawet powinniśmy. Dlaczego? W dużym uproszczeniu cel inwestycji determinuje kilka kluczowych elementów. Po pierwsze, możemy się w  przybliżeniu zorientować, jaki poziom zysków jest nam potrzebny do realizacji owego celu, a co za tym idzie – jakie ryzyko możemy (lub musimy) podjąć. Po wtóre, cel z reguły osadzi nam tę inwestycję w  czasie: innych parametrów będzie wymagało wykorzystanie środków na najbliższe wakacje, zmianę mieszkania czy zakup nowego samochodu w perspektywie 2–3 lat, a innych zabezpieczenie środków na przyszłe wydatki związane z  nauką dzieci czy cele emerytalne. W  najgorszym razie naszym celem może być brak strat lub zarabianie w każdych warunkach, co samo w  sobie tworzy specyficzną przestrzeń przy doborze produktów czy rozwiązań inwestycyjnych.

Ile musimy odkładać przy określonej stopie zwrotu, by zgromadzić w ciągu 10 lat 30 tys. złotych? Wysokość miesięcznej raty

Średnioroczna stopa zwrotu

120 zł

13 proc.

145 zł

10 proc.

182 zł

6 proc.

Przyjmijmy jednak, że nasz cel był określony i  było nim zgromadzenie środków na opłacenie czesnego w  gimnazjum dziecku, które w  tym roku obchodzi 3. urodziny. W  przypadku szkoły niepublicznej w  Warszawie trzeba się liczyć z kosztami na poziomie 30 tys. zł, choć są gimnazja, w  których ta kwota wystarczy jedynie na rok nauki. Aby ją zgromadzić do 13. roku życia dziecka, trzeba w ciągu 10 lat odkładać niemal 150 zł miesięcznie przy średniorocznej stopie zwrotu na poziomie 10 proc. Jednak by ją osiągnąć, trzeba zainwestować około 2/3 środków w  fundusze akcji. Jeżeli nie akceptujemy takiego ryzyka, to oznacza, że powinniśmy odkładać nieco wyższą sumę. Na przykład dla 6-proc. średniorocznej stopy zwrotu, możliwej do osiągnięcia w  długim terminie w funduszu obligacji, kwota comiesięcznej wpłaty powinna wynieść nieco ponad 180 zł.


szczyt inflacji

gotówka obligacje o zmiennym oprocentowaniu

obligacje o stałym oprocentowaniu

akcje/ akcje surowce

min wzrostu PKB

Na strukturę funduszowych inwestycji można spojrzeć z dwojakiej perspektywy. Dla osób, które dzięki funduszom chcą realizować niepoliczalne cele, ważną rzeczą jest odniesienie się do bieżącej sytuacji na rynku kapitałowym. Jedną z  metod może być odniesienie się do opisywanej przez nas w połowie ubiegłego roku na łamach „Funduj” metody aktywnej alokacji w  cyklu koniunkturalnym. Dla przypomnienia: rzecz polega na tym, że każda z  faz cyklu gospodarczego tworzy sprzyjające warunki do wzrostu cen poszczególnych kategorii funduszy. Z  ostatnich danych wynika, że gospodarka weszła w  inflacyjną fazę wzrostu, cechującą się rosnącym tempem wzrostu PKB oraz coraz wyższą inflacją. To układ, który preferuje ryzykowne inwestycje na rynkach akcji i surowców, obniżając zdecydowanie szanse na ponadprzeciętne zyski z funduszy obligacyjnych. W sytuacji gdy nasze cele mają charakter policzalny, a  inwestycje trwają już jakiś czas, warto zwrócić uwagę na dwa inne aspekty. Po pierwsze, struktura naszych inwestycji – wskutek odmiennych zachowań poszczególnych segmentów rynku – mogła ulec istotnemu zaburzeniu. Przyjmijmy dla uproszczenia, że w  końcu grudnia

max wzrostu PKB

corbis

Krok 2: Ponownie przyjrzyj się strukturze inwestycji

2007 zainwestowaliśmy środki po połowie w  fundusze BPH Akcji oraz BPH Obligacji 2. Zyski z  funduszu obligacji oraz straty w funduszu akcji powodują, że obecna struktura to 35 proc. środków ulokowanych w  pierwszym z  funduszy i  65 proc. w drugim. Jeżeli realizacja naszego celu wymaga proporcji zbliżonych do początkowych, to powinniśmy podjąć decyzję o konwersji części jednostek funduszu obligacji na fundusz akcji. Po drugie, warto sprawdzić, czy jesteśmy na ścieżce prowadzącej do celu, czy też z niej zeszliśmy, a jeśli tak, to w którą stronę i jak daleko. Dzięki temu będziemy być może mogli zmniejszyć ryzyko inwestycji lub wręcz przeciwnie: aby osiągnąć pierwotny cel, trzeba będzie podjąć wyższe ryzyko. Wróćmy do przykładu z  czesnym i  przyjmijmy wariant optymistyczny. By uprościć sprawę, załóżmy, że aby osiągnąć cel (30 tys. zł), w końcu grudnia 2007 zainwestowaliśmy 20 tys. zł w jednostki uczestnictwa funduszu BPH Obligacji 2, oczekując w  ciągu 7 lat średniorocznej stopy zwrotu na poziomie 6 proc. Po niespełna 3 latach udało się osiągnąć skumulowany

dno inflacji

zysk na poziomie 46,7 proc., czyli obecnie dysponujemy kwotą 29,3 tys. zł. Oznacza to, że dzięki sytuacji na rynku oraz dzięki skutecznym wysiłkom zarządzającego minione 35 miesięcy przyniosło nam zyski, na które w  „normalnych” warunkach trzeba czekać niemal 7 lat. Stąd, będąc wyraźnie powyżej naszej ścieżki prowadzącej do celu, możemy (powinniśmy?) zdecydować o ograniczeniu ryzyka i ochronie wypracowanych zysków, na przykład przesuwając środki do funduszu BPH Skarbowy, co i tak powinno pozwolić na wyraźne przekroczenie zamierzonego celu.

Krok 3: Sprawdź, czy fundusze nie zmieniły swojego charakteru

Kolejnym ważnym elementem w obszarze owego inwestycyjnego remanentu jest weryfikacja tego, czy znajdujące się w naszym portfelu fundusze nie zmieniły swojego charakteru. A zmiany mogą dotyczyć kilku obszarów. Najważniejszy z nich to całkowita zmiana polityki inwestycyjnej, skutkująca istotnym przewartościowaniem zarówno spodziewanych zysków, jak i ryzyka. W sumie na całym rynku w tym roku odnotowaliśmy 10 tego typu przypadków, w  tym jeden dotyczący oferty BPH TFI. W tym konkretnym przypadku zmiana polegała na przekształceniu funduszu BPH SFIO Płynnościowy w BPH SFIO Total Profit. Od maja 2010 fundusz, którego polityka wcześniej przewidywała wyłącznie inwestycje w  bony i  obligacje Skarbu Państwa oraz NBP o terminie wykupu poniżej 1 roku i braku ryzyka walutowego, stał się funduszem absolutnej stopy zwrotu, ukierunkowanym na zarabianie w każdych warunkach, przy wykorzystaniu znacznie szerszego spektrum instrumentów. Zmiany mogą być również bardziej subtelne i  trudniejsze do wychwycenia. W  kontekście wzrostu inflacji oraz prognoz mówiących o wzroście stóp procentowych zasadne staje się pytanie o charakter posiadanych funduszy obligacji. Czy mamy produkt o  stałej wysokiej wrażliwości na zmiany stóp procentowych, co przy ich wzroście będzie spychało wartość jednostki uczestnictwa w dół, czy też zarządzający ma dużą swobodę w kształtowaniu tego parametru, dzięki czemu zdoła dostosować portfel do zmieniającego się otoczenia? A może zmianie uległa struktura aktywów naszego funduszu akcji i jego portfel w ramach realizowanej polityki inwestycyjnej został przesunięty w stronę specyficznego segmentu emitentów (np. firm zagranicznych lub małych i średnich spółek)? Wiedza o tych, ale również o innych zaistniałych zmianach pozwoli nam w sposób świadomy zmodyfikować własne oczekiwania lub podjąć decyzje adekwatne do indywidualnej sytuacji. •

27


dla każdego BPH TFI

Rating dla BPH Aktywnego Zarządzania Data pierwszej wyceny: 6 czerwca 2001 Fundusz: BPH Aktywnego Zarządzania (BPH FIO Parasolowy) Grupa funduszy: mieszane polskie aktywnej alokacji Rating: Autor: Tomasz Publicewicz (tp@analizy.pl)

Nasza opinia

Rok 2010 przyniósł istotną zmianę sytuacji na rynku papierów dłużnych, która zmniejszyła wachlarz możliwości leżących po stronie zarządzających. Sprowadza się to głównie do ograniczenia możliwości wykorzystania dźwigni finansowej. Pewne zmiany zaszły również w obszarze portfela akcyjnego. Poszukiwanie dodatkowych zysków skłoniło zespół inwestycyjny do stopniowego zwiększenia ryzyka, gdyż do tej pory fundusz był jednym z  najmniej ryzykownych produktów w  grupie aktywnej alokacji. Służy temu stopniowe odchodzenie w części akcyjnej od struktury indeksu WIG, w tym m.in. wyraźne zwiększenie roli spółek zagranicznych. Decyzja ta na pewno tworzy zarządzającemu potencjał, z drugiej strony daje większą możliwość popełnienia błędu. A o tym, że potknięcia się zdarzają i że mogą być bolesne, świadczy przypadek Bomi, której akcje w ciągu listopada straciły 40 proc. swojej wartości, czy dość nieoczekiwana przecena niemieckiej spółki Bwin – słynącej z największej w Europie oferty zakładów i gier online. Przy ocenie funduszu nie skupialiśmy się jednak na tym, co się działo w roku 2010, gdyż mimo pozycji w  4. kwartylu po 11 miesiącach różnice zysku pomiędzy poszczególnymi graczami w  grupie nie są zbyt duże. Zakładamy jednak, że powrót funduszu BPH Aktywnego Zarządzania do grona najlepszych rozwiązań w grupie w  przyszłości wymagał będzie lepszego zarządzania częścią akcyjną. Na gruncie

28

dotychczasowych doświadczeń trudno jednoznacznie ocenić, czy wprowadzone zmiany przyniosą taki właśnie skutek. Obecnie funduszem zarządzają 3 osoby – Marcin Winnicki odpowiadający za portfel akcji oraz Piotr Nowak i  Michał Hołda, którzy kreują strukturę portfela dłużnego. Kluczową rolę w  procesie zarządzania pełni Marcin Winnicki, mający niejako „pierwszeństwo” w  zagospodarowaniu aktywów. Decyzja o poziomie strategicznej alokacji pozostaje w  gestii komitetu inwestycyjnego. W  praktyce jednak to zarządzający odpowiedzialny za portfel akcyjny przedkłada swoją ocenę perspektyw sytuacji rynkowej, z rekomendowanym udziałem akcji w  aktywach. Komitet, poddawszy ową propozycję dyskusji, akceptuje pomysł lub go modyfikuje, wyznaczając alokację wraz z dopuszczalnymi odchyleniami (z reguły +/- 10 proc. od ustalonego poziomu) na okresy nie rzadsze niż miesiąc. Marcin Winnicki to doświadczony zarządzający, który od 4 lat jest związany z BPH TFI, wcześniej przez 6 lat zarządzał funduszami i  portfelami klientów w  Pioneer Pekao Investment Management S.A. W części dłużnej we wrześniu 2010 nastąpiła zmiana wynikająca z odejścia Witolda Chuścia, będącego przez kilka lat w  BPH TFI liderem zespołu instrumentów dłużnych. Jego następcy, którzy z BPH TFI są związani od dwóch lat, mają trudne zadanie – nie tylko muszą stawić czoła wysokim oczekiwaniom (wyniki portfeli dłużnych zarządzanych przez Chuścia należały do najlepszych w swoich grupach), ale również będą musieli odnaleźć się w nieco innym modelu zarządzania. Nie mogą oni bowiem oczekiwać równie wysokiej swobody w  podejmowaniu decyzji, a  sam tryb podejmowania decyzji będzie wymagał konsensusu.

Polityka inwestycyjna i portfel

Kluczowym aspektem realizowanej przez fundusz polityki inwestycyjnej jest dynamiczna zmiana udziału akcji w  portfelu, wynikająca z  oczekiwań co do rozwoju przyszłej koniunktury. Elementem ograniczającym swobodę zarządzającego jest zapis mówiący o  konieczności utrzymania min. 30 proc. udziału papierów dłużnych. Mimo szerokich możliwości rzeczywista polityka w odniesieniu do alokacji jest jednak dość zachowawcza. Wprawdzie udział akcji w aktywach w ostatnich latach potrafił spadać do poziomu 25 proc., jednak wynikało to nie tyle z oceny perspektyw dla rynku akcji, co ze wzrostu aktywów wywołanego dźwignią wykorzystywaną na potrzeby portfela dłużnego. Porównanie wartości portfela akcyjnego z  aktywami netto pokazuje w ciągu ostatnich 3 lat zaangażowanie w  akcje na poziomie 40–47 proc., co oznacza, że przynajmniej na moment publikacji sprawozdań zarządzający był raczej sceptycznie nastawiony do rynku akcji. Bardziej wnikliwe spojrzenie w  zachowanie się funduszu względem kompozytu złożonego w połowie z indeksu obligacji i  akcji potwierdzi niską betę, co sugeruje utrzymywanie niskiego udziału akcji. Mimo to trudno uznać prowadzoną politykę za pasywną, czego dowodem może być skala wymiany składników w portfelu – w ciągu pierwszego półrocza pojawiło się w nim 15 nowości stanowiących ponad 1/5 części akcyjnej. Również w poprzednich okresach rotacja na poziomie kilkunastu procent nie była niczym szczególnym. Z uwagi na zunifikowany charakter portfeli funduszy, w których benchmarkiem dla części akcyjnej pozostaje WIG, Winnicki utrzymuje ponad połowę portfela w dużych spółkach. Udział akcji z  indeksu WIG20 w ostatnich latach utrzymywał się w zakre-


sie 55–60 proc. Wyjątek stanowi połowa 2010, gdy wskutek decyzji o podwyższeniu ryzyka w  portfelu, do 15 proc. wzrósł udział akcji emitentów spoza Polski. Potwierdzeniem wzrostu ryzyka tworzącego możliwości osiągania ponadprzeciętnych zysków jest również stopniowe odchodzenie od benchmarku, co potwierdza systematycznie rosnący wskaźnik mierzący skalę zróżnicowania struktury portfela w  stosunku do składu indeksu WIG (obecnie ponad 45 proc. wobec 25 proc. w 2005). Politykę inwestycyjną w  części dłużnej portfela przez kilka lat kształtował autorski styl zarządzania Witolda Chuścia. Nowi zarządzający muszą się liczyć z mniejszą swobodą, niż ta, którą dysponował Chuść, jak również muszą brać pod uwagę zmieniające się otoczenie. Wzrost rynkowych stóp procentowych uniemożliwi bowiem lewarowanie portfela dłużnego, co bez wątpienia wpłynie na jego dochodowość. Sam Piotr Nowak deklaruje zbliżenie do benchmarku, choć miejsce w portfelu znajdą zapewne i papiery korporacyjne stanowiące w  ostatnich latach ok. 20 proc. portfela dłużnego, jak i obligacje polskiego rządu emitowane w walutach obcych, z  jednoczesnym zabezpieczeniem ryzyka kursowego. Realizując politykę inwestycyjną, zarządzający dość aktywnie wykorzystują instrumenty pochodne, zarówno w  odniesieniu do części udziałowej, jak i  części dłużnej portfela. Wykorzystanie tych instrumentów może wpłynąć na zmianę charakterystyki funduszu.

Wyniki funduszu i ryzyko

Przy analizie wyników funduszu zwraca uwagę specyficzny rytm, zgodnie z którym po dwóch relatywnie dobrych latach, gdy udaje się pokonać konkurentów, przychodzi jeden gorszy okres. Mijający rok 2010 jawi się właśnie jako ten gorszy. Sytuacja wygląda nieco gorzej, gdy do oceny wykorzystamy benchmark – w ciągu pełnych 9 lat działalności udało się go pokonać jedynie dwukrotnie (2002 i 2009). I choć z wyjątkiem jednego przypadku powstała różnica jest mniejsza od kosztów zarządzania, to jednak z perspektywy klienta nie jest to argument wystarczający. Słabe 11 miesięcy 2010 (10 pozycja na 10 funduszy) to głównie „zasługa” listopada, gdyż jeszcze do końca października fundusz zajmował miejsce w połowie stawki. W ciągu jednego miesiąca jednostka funduszu spadła o  -2,7 proc. przy spadku średniej o  -0,85 proc. Zmiana sytuacji wynikała głównie z  gwałtownej przeceny akcji spółki Bomi wywołanej zdecydowanie gorszą od oczekiwanej sytuacją finansową spółki. Akcje emitenta, stanowiące w  połowie 2010 2,4 proc. portfela akcyjnego (w  sumie BPH TFI miało ponad 5 proc. udziału w kapitale), w  ciągu miesiąca straciły 1/3 swojej wartości. Zarządzający zdecydował się na sprzedaż przynajmniej części akcji ze stratą, która od ceny nabycia sięgała -50 proc. Straty funduszu powiększyła również część dłużna i choć trudno je dokładnie oszacować, to miesięczna zmiana wartości jednostek uczestnictwa funduszy BPH Obligacji 1 oraz BPH Obligacji 2 (odpowiednio -2,3 proc. i -4,1 proc.) sugeruje, że wpływ

wyniki inwestycyjne (stan na dzień: 2010.11.30) fundusz

indeks iRFu

średnia saFu

2.9 2.7 2.5 2.3 2.1 1.9 1.7 1.5 1.3

ów był znaczący. Zresztą oceniając wyniki funduszy mieszanych BPH TFI, trudno abstrahować od zachowania części dłużnej. Według naszych szacunków dobre wyniki tej części portfela miały bowiem kluczowe znaczenie dla stóp zwrotu osiąganych przez fundusz w ostatnich latach. W całym 2009 było to +7,5 pkt proc. (plus 3,1 pkt proc. zysku z różnic kursowych), a w pierwszej połowie 2010 +3,2 pkt proc. W tym czasie zmiana wartości jednostki powiększona o koszty obciążające aktywa to odpowiednio 29 proc. i 4 proc. Zdecydowanie lepiej wyglądają rezultaty funduszu BPH Aktywnego Zarządzania z nieco dłuższej perspektywy. Mimo listopadowych perturbacji w całym cyklu bessa/hossa (od lipca 2007) wynik funduszu jest o  3,5 pkt proc. wyższy od średniej, a pod względem 3-letniej stopy zwrotu plasuje się w drugim kwartylu. Dość istotną cechą funduszu jest relatywnie niskie ryzyko. Niezależnie od okresu wskaźnik mierzący odchylenie od średniej lub benchmarku pozostaje na najniższym poziomie w grupie. Pod względem zmienności miesięcznych stóp zwrotu BPH Aktywnego Zarządzania również należy do rozwiązań o średnim bądź niskim ryzyku. Z  uwagi na słabsze wyniki w  krótkim okresie wskaźnik Information Ratio, mierzący efektywność zarządzania, przyjmuje korzystne wartości jedynie przy dłuższej perspektywie. Koszty i opłaty

BPH Aktywnego Zarządzania jawi się jako fundusz drogi. Nabywając jednostki uczestnictwa, musimy się liczyć z tym, że 3 proc. wpłaty trafi do dystrybutora. To o 10 proc. więcej, niż wynosi średnia w grupie funduszy mieszanych aktywnej alokacji, choć fundusz plasuje się w środku stawki. Zdecydowanie gorzej wygląda sytuacja w przypadku kosztów obciążających aktywa. Wskaźnik TER, opisujący udział skorygowanych kosztów operacyjnych w  aktywach funduszu, pozostaje na najwyższym poziomie w grupie. Po wzroście, który miał miejsce w  pierwszej połowie 2006, TER wynosi 4 proc. wobec 3,5 proc. dla funduszy aktywnej alokacji. •

1.1 0.9

2000

2001

2002

2003

2004

2005

2006

2007

2008

2009

ytd

29


psychologia inwestowania

O budżecie czasu i energii Przełom roku sprzyja refleksji. Czujemy upływ czasu.

Podsumowujemy, co za nami, planujemy przyszłość. Czynimy noworoczne postanowienia. Podliczamy rentowność inwestycji. Modyfikujemy portfele, jeśli trzeba. I przez wszystkie przypadki odmieniamy słowo „budżet”. Bo stary trzeba zamknąć, nowy stworzyć i otworzyć… Dariusz Duma coach i doradca C H ILTERN P o l s k a

30

corbis

B

udżetowanie to jest ciekawa sprawa. Budżet państwa, domowy, inwestycyjny, negocjacyjny, niektórzy mówią nawet o  „budżecie na drobne wydatki”. To taka forma biznesowego boga – nikt go nigdy do końca nie widział, choć na wszystkich działa, momentami nieubłaganie i konkretnie. Nie można go przekroczyć. Trzeba go wykonać. Kiedy się na coś kończy budżet, to albo trzeba sobie dać spokój, albo dopożyczyć. Kiedy się budżetu nie wykorzysta do końca, też mogą być kłopoty – bywa, że końcówka roku to dla wielu czas gorączkowego wydawania. „Jeśli nie wydam, na przyszły rok nie dostanę” – słyszymy zewsząd. Bywa, że masz budżet roczny, bywa, że i pięcioletni. Nawet jeśli czasy zmienne i  trudno cokolwiek precyzyjnie przewidzieć, „zabudżetowane” być musi. Budżetujemy zawsze, gdy nam zależy, żeby osiągać cele, a zasoby są ograniczone. Po to, żeby się właściwe zasoby na czas znalazły – dokładnie wtedy, gdy będą potrzebne, dokładnie w takiej ilości, jakiej będziemy potrzebować. Gdybym miał nieograniczone pieniądze, nie miałbym potrzeby budżetować. Mógłbym brać, ile bym chciał i kiedy. Jeśli może zabraknąć, muszę być odpowiedzialny. Muszę przewidzieć, co się może wydarzyć. Im coś rzadsze, im czegoś mniej, tym cenniejsze. Ostrożnie podejdę do wydawania. Nie mogę trwonić.

Budżetowanie to przede wszystkim pieniądze. Nigdy ich nie mamy dość. Wprawdzie szczęścia nie dają, ale mogą dawać przyjemność, a przede wszystkim są potężnym narzędziem, które pozwala nam osiągać ważne

cele. Budżet pieniężny zawsze winien się oprzeć na  trzech podstawowych filarach – aktywa, pasywa i płynność. Ile zarabiam, ile wydaję, no i  czy w  każdym momencie mam wystarczającą ilość gotówki, by funk-


cjonować tak, jak chciałbym. Nie wchodząc w szczegóły, dobrze jest zarabiać więcej, niż na co dzień wydajemy, dobrze jest oszczędzać i  inwestować, dobrze jest pilnować kosztów, żeby się nie wymknęły spod kontroli, no i koniecznie jeszcze trzeba uważać, żeby się finansowo nie zadławić. Może się bowiem okazać, że wprawdzie dużo zarabiam, tylko te pieniądze nie przyszły na czas, a koszty i podatki zapłacić trzeba. To jest historia niejednego spektakularnego bankructwa. W oczekiwaniu na wielkie pieniądze, które nigdy nie nadeszły. Oprócz oczywistego kłopotu, gdy nam brakuje pieniędzy – są dwa inne z finansowym budżetem związane. Pierwszy – to rozrzutność. Są ludzie, którzy mają uroczą łatwość wydawania. Ile by zarabiali, zawsze są zadłużeni. Na karcie kredytowej, w kredycie bankowym i u znajomych. Jednym kredytem spłacają drugi. Budżet im się rzadko „spina”. Ci potrzebują dyscypliny wydawania. Starannego zaplanowania wydatków. Są badania, które pokazują, że – niezależnie od tego, ile byśmy zarabiali – 10 proc. zawsze możemy odłożyć bez uszczerbku dla poziomu życia. Róbmy to więc od razu, gdy tylko dostajemy pieniądze, inwestując w  jakiś program regularnego oszczędzania, zanim je wydamy. Ten rodzaj dyscypliny budżetowej to dla wielu jedyna szansa. Mówi się nawet, że to jedyna metoda, by zwalczyć nałóg „bycia pod kreską”. Dla wielu bardzo groźny nawyk. Jest i druga skrajność. Nieumiejętność wydawania. Dotyczy głównie zapracowanych tak, że już nie mają czasu albo ochoty, żeby skorzystać z owoców swojej pracy. Oszczędzają za dużo. Może to nie jest groźne, tylko czasem można zapomnieć, w imię czego się tak ciężko pracuje… Jeśli więc masz duże rezerwy – zaplanuj parę uroczych wydatków, które cię rozpieszczą. Dla czystej przyjemności. Żeby sobie pokazać, w imię czego to wszystko. Opłaci się – taka przyjemność rodzi energię do działania. Wychodzi więc, że „na przyjemności”, „na marzenia” i  „na inwestycje” – to są ważne elementy osobistego czy rodzinnego budżetu. Spójrzmy jednak na budżetowanie inaczej niż zazwyczaj. Przecież pieniądze to niejedyna wartość, która jest ważna dla naszych celów, a której niestety nie mamy w nieograniczonej ilości. Dobra, którymi wypadałoby roztropnie gospodarować, to także czas i energia. One są nawet ważniejsze niż pie-

Jest jeszcze jedna absolutnie niezrozumiała niądze. Straconą kwotę zawsze możesz odsprawa w naszym gospodarowaniu czasem. robić, odzyskać. Czas tracisz bezpowrotnie. To są „zabijacze” czasu. Wszystkie te czynŻaden dzień się nie powtórzy. Podobnie ności, które podejmujemy właściwie nie z  energią. Owszem, zregenerujesz się, ale wiadomo dlaczego, a  głównie dlatego, że wysiłek włożony w niewłaściwe sprawy już nam się nie chce zająć tym, czym powinnina zawsze pozostanie daremnym i bezwarśmy się zająć. Przydługie, niepotrzebne roztościowym. Jak w znanej biznesowej metamowy telefoniczne, rozrywkowe maile forze – można się całe życie wspinać po drai  SMS-y, przeglądanie kanałów telewizora binie i dopiero na szczycie odkryć, że była z rosnącym poczuciem, że nic ciekawego nie przystawiona do niewłaściwej ściany… ma w  telewizji. Marnujemy w  ten sposób Dlatego obok budżetu pieniężnego warto godzinę za godziną. Cały czas utrzymując, zaplanować swoje gospodarowanie czasem że na to, co ważne, nie mamy czasu. Tak nie i energią. można. Coś z tym trzeba zrobić. Po prostu Czas. Czym jest czas? Święty Augustyn nalepiej budżetować czas. Ustalić, co pisze, że wiemy, czym jest czas, dodla nas ważne, i te priorytety odpóty, dopóki nas ktoś nie zapyta. Czas tracisz powiednio czasem obdzielić. Dokładnie tak samo jest ze bezpowrotnie. Żaden dzień się Niektórzy uczenie mówią o alowszystkimi oczywistościami. nie powtórzy. kacji zasobów… Uczmy się aloWiemy, dopóki nie musimy się Podobnie kacji czasu, jakkolwiek to brzmi, z  nimi wprost skonfrontować. z energią. tak żeby nam realnie służył. Żeby Większość ludzi narzeka, że wciąż na to, co ważne, zawsze go mieć. żyją w niedoczasie, że im czasu braDrugi ważny dla każdego budżet to jest bukuje. Niestety, kiedy się zapytamy samego dżet energetyczny. Energii może zabraknąć, siebie, na co nam zwykle brakuje czasu, to gdy się jej nie pozyskuje i nie odnawia. To jest grozą wieje. Z reguły to sprawy najważniejkwestia odpoczynku. Jan Paweł II w jednej ze sze. Na rodzinę, na bliskich, na rozwój, na swoich homilii z charakterystycznym dla sieodpoczynek, na zdrowie, na samych siebie. bie humorem stwierdził, że „kto nie odpoJuż Seneka (I w. naszej ery…) pisał o szaleńczywa – grzeszy przeciwko miłości własnej”. stwie swoich czasów, że „ten sługą jest tego, Właściwie trudno tu cokolwiek dodać – okatamten – tamtego, nikt – siebie samego”. zuje się, że odpowiednie gospodarowanie Dwa tysiące lat niczego nie zmieniły. Wciąż własną energią, dbanie o nią – to dobra forma gonimy za pseudocelami, gubiąc po drodze pokochania samego siebie. to, co najważniejsze, a już na pewno gubiąc Regeneracja energii to co najmniej kilka ważczas. Czas, który moglibyśmy – i powinninych poziomów: od codziennego odpoczynśmy – przeznaczyć na to, co dla nas najważku, sportu, odżywiania i  snu, przez troskę niejsze. A to, co najważniejsze – nasze prioo rodzinę i zespół, w którym pracujesz, aż do rytety – często nam umyka. Albo co gorsza chwili spotkania z samym sobą, gdy możesz pozwalamy, żeby to inni je nam powyznapomyśleć o sensie i przeznaczeniu. To wszystczali. A  sami uciekamy w  pozycję ofiary. ko może dodać ci skrzydeł, przymnożyć Jaki ja biedny jestem, a winni są „oni” albo energii, oczywiście pod warunkiem, że od„okoliczności”. Oto wyuczona, strategiczna powiednio o te sprawy zadbasz. Ciekawy pabezradność. Owszem, nie osiągam tego, radoks – uskrzydla dobry kontakt z innymi, czego pragnę, nie podejmuję odpowiedzialuskrzydla też chwila sam na sam ze sobą. ności za swoje cele i swój los. Ale też nie muDbasz o te energetyczne filary? O ich równoszę konfrontować się z odpowiedzialnością wagę? Czy może niestety masz „dług energeza własne cele i z poczuciem porażki. Skutyczny”? Jakkolwiek by było – sensowny teczności nie ma, ale jest ulga. Typowym energetyczny budżet i  częste bilansowanie miejscem, gdzie gromadzą się potencjalne energii to podstawa szczęśliwego, uśmiechofiary i celebrują wspólnie swoją niedolę, jest niętego życia. Żeby „mieć czym”. firmowa kuchnia bądź palarnia. Tam się Pieniądze, czas i energia. Obyśmy ich mieli można wyżalić, tam wspólnie poszukać wytyle, ile trzeba, wtedy, kiedy trzeba i tak jak jaśnienia swoich porażek, znaleźć winnych, trzeba. Żeby sensownie wykonać swój buzwykle poza sobą. Psychologia opisuje ten dżet. W każdej dziedzinie… fenomen jako „koalicja ofiar”. Do celu nie Może by trzeba „zabudżetować” wszystko, prowadzi, ale ulgę przynosi. I o to właśnie co w naszym życiu cenne? • w niej chodzi.

31


za kulisami dziecięca fantazja

Zapalić iskierkę radości Na łamach naszego

13-letni

Dawid

magazynu już kilka razy pisaliśmy o niezwykłej

z telewizorem.

Fundacji Dziecięca Fantazja, której

8-letnia

Gabrysia z nowym rowerem.

działania od 2006 wspomaga BPH TFI. Oto kolejne spełnione marzenia ciężko chorych dzieciaków, którym prezenty fundacji choć na chwilę przywróciły uśmiech na usta.

W

 Polsce żyją tysiące nieuleczalnie chorych dzieci, które straciły szansę na dorosłe życie. Każde z  nich, bardziej niż ktokolwiek inny, ma świadomość upływającego czasu i tego, że nie ma już nadziei. Jedyne, co im pozostało, to marzenia. Świadomość, że zdążą się spełnić, zapala w nich iskierkę radości i pozwala dzielnie znosić ból i cierpienie towarzyszące im każdego dnia. W roku 2006 powstała inicjatywa, której celem jest pomoc dzieciom nieuleczalnie chorym. Wspólnie z  Fundacją Dziecięca Fantazja spełniamy marzenia dzieci, którym medycyna nie jest już w  stanie pomóc. A śmiertelnie chore maluchy marzą – podobnie jak ich zdrowi koledzy i  koleżanki – o klockach lego, wycieczce do Disneylandu lub nad morze, komputerach, psach, lotach balonem, chomikach, aparatach fotograficznych, lalkach Barbie, telewizorach, rowerach, spotkaniu z gwiazdami polskich seriali…

10-letnia

Magda

dostała laptopa.

4-letni

Hubert z telewizorem.

32

foto: Archiwum

Dziecięce fantazje

Fundacja Dziecięca Fantazja, jako organizacja non profit, stara się spełniać życzenia każdego nieuleczalnie chorego dziecka w wieku od 3 do 18 lat, odpowiada na zgłoszenia nadsyłane przez same dzieci, ich ro-


dziców lub opiekunów. Dzięki takim działaniom 15-letni Daniel pojechał na Mistrzostwa Świata FIFA 2006, 5-letnia Daria otrzymała aparat cyfrowy, a  12-letni Adaś ma nowego przyjaciela – jamnika o imieniu Rocky. Każdego dnia do fundacji spływają kolejne zgłoszenia i życzenia. Fundacja Dziecięca Fantazja tel. 22 517 17 70 www.f-df.pl www.marzenia.bphtfi.pl Nr konta Fundacji Dziecięca Fantazja: Bank BPH SA 35 1060 0076 0000 3200 0131 3843

***** Oto wybrane marzenia, które w 2010 zostały spełnione dzięki współpracy BPH TFI i Fundacji Dziecięca Fantazja. 3-letnia Dominika

z  Golubia-Dobrzynia dzielnie walczy z mięsakiem tkanki miękkiej. Ta wesoła, mimo ciężkiej choroby, dziewczynka uwielbia oglądać bajki na dużym ekranie, w związku z tym jej wielką fantazją było posiadanie własnego kina domowego i zestawu bajek, aby mogła poczuć się jak w prawdziwym kinie. Marzenia Dominiki spełniły się podczas „Podróży spełnionych marzeń”, gdy wolontariusze fundacji rozwozili prezenty sfinansowane przez firmy biorące udział w  akcji charytatywnej pod hasłem „Koncerty z  gwiazdami i z... fantazją”. Niestety, ze względu na poważny stan zdrowia oraz znaczną odległość organizowanych imprez od miejsca zamieszkania Dominika nie mogła pojawić się na żadnym z koncertów, aby odebrać wyśnione prezenty. Dlatego też kino domowe i  zestaw bajek przywieziono jej do domu. Dziewczynka bardzo cieszyła się, że teraz będzie mogła oglądać filmy, kiedy tylko tego zapragnie. Z  radością i  uśmiechem otwierała kolejne upominki i prezenty. 4-letni Hubert

z  Kadzidła k. Ostrołęki od urodzenia choruje na mukowiscydozę. Chłopiec uwielbia oglądać bajki i  programy dziecięce w  telewizji. Jego wielkim pragnieniem było posiadanie dużego telewizora LCD. Marzenie Huberta zostało urzeczywistnione podczas koncertu charytatywnego z udziałem zespołu Feel w Markach k. Warszawy.

8-letnia Gabrysia

z Biskupic k. Wieliczki, walcząca w szpitalu w  Prokocimiu z  ostrą białaczką limfoblastyczną, marzyła o rowerze górskim z akcesoriami. Prezent od BPH TFI otrzymała podczas koncertu charytatywnego z udziałem zespołu Feel w Krakowie. Gabrysia tylko na chwilę wyszła ze szpitala na koncert, ale jak sama powiedziała – było warto. Piękny rower będzie ją dodatkowo motywował do walki z  chorobą, chciałaby przecież jak najszybciej na niego wsiąść i pojechać z rodzicami na wymarzoną pierwszą wycieczkę rowerową. 10-letnia Magda

z  Bytomia walczy z  nowotworem kości. Dziewczynka dużo czasu spędza w szpitalu, dlatego jej wielkim marzeniem było posiadanie własnego laptopa, na którym mogłaby grać w  ulubione gry oraz być w kontakcie z przyjaciółmi. Fantazja Magdy została spełniona podczas koncertu charytatywnego Kasi Kowalskiej w  Zabrzu, podczas którego dziewczynka otrzymała upragniony sprzęt. Dzięki laptopowi czas spędzany w szpitalu nie będzie już się tak Magdzie dłużył. 13-letni Dawid

z małej miejscowości w woj. wielkopolskim cierpi na nieoperacyjną wrodzoną wadę serca. Ze względu na chorobę szybko się męczy i  musi dużo odpoczywać. Jego hobby jest oglądanie programów telewizyjnych. Dawid marzył o  posiadaniu dużego telewizora LCD, który mógłby postawić w swoim pokoju. Pragnienie chłopca zostało spełnione podczas koncertu charytatywnego w  Poznaniu z udziałem Blue Café. 13-letnia Patrycja

z Gdańska od urodzenia zmaga się z mukowiscydozą. Ta ciężka nieuleczalna choroba sprawia, że dziewczynka często przebywa w szpitalu. Ponieważ pobyty tam są długie, jej wielkim marzeniem było posiadanie laptopa z  systemem Windows, aby mogła na nim nadrabiać szkolne zaległości oraz grać w  ulubione gry także w  trakcie leczenia poza domem. I to marzenie spełniło BPH TFI. 14-letni Paweł

z  miejscowości Gulbiny w  woj. kujawsko-pomorskim walczy z  białaczką limfobla-

styczną. Zawsze chciał mieć telefon komórkowy ze starterem, aby być w  kontakcie z  przyjaciółmi, ponieważ często przebywa w szpitalu oraz mieszka w znacznym oddaleniu od wioski, pośród pól i lasów. Chory chłopiec nie mógł przybyć osobiście na żaden z „Koncertów z gwiazdami i z... fantazją”, ale otrzymał wymarzony prezent we własnym domu. Za ufundowanie telefonu komórkowego ze starterem z  całego serca podziękował dobroczyńcom. 16-letnia Paulina

z  Gorczyna w  woj. łódzkim zmaga się nowotworem kości. Jej wielkim marzeniem było posiadanie dużego markowego telewizora LCD. Fantazja Pauliny została spełniona na koncercie charytatywnym z udziałem Boys & Classic w Łodzi. Teraz dziewczynka będzie mogła oglądać ulubione programy telewizyjne niemal tak jak w prawdziwym kinie, do którego ze względu na chorobę i brak odporności nie może chodzić. 18-letnia Natalia

ze Słupska od kilku lat walczy z  białaczką limfoblastyczną. Ponieważ podczas leczenia dużo czasu spędza, odpoczywając w  domu, jej pragnieniem było posiadanie kina domowego oraz filmów na DVD. Chciała poczuć się jak w prawdziwym kinie, do którego, niestety, nie może chodzić ze względu na obniżoną odporność. Fantazja Natalii – kino domowe – spełniła się podczas jednego z  sierpniowych „Koncertów z  gwiazdami i z... fantazją”. 18-letnia Ula

z Warszawy od kilku lat zmaga się z białaczką limfoblastyczną. Ponieważ podczas leczenia dużo czasu spędza w  domu, jej hobby to oglądanie seriali i programów telewizyjnych. Wielkim pragnieniem Uli było posiadanie telewizora LCD. To marzenie spełniło się podczas koncertu charytatywnego z udziałem zespołu Feel w Markach k. Warszawy. Upragniony sprzęt został ufundowany przez BPH TFI. Niestety, Ula ze względu na złe wyniki musiała jechać pilnie do szpitala, w  jej imieniu sprzęt odebrała siostra, Sylwia. Gdy tylko Ula wyjdzie ze szpitala, będzie mogła cieszyć się upragnionym telewizorem i  oglądać ulubione programy, kiedy tylko będzie miała na to ochotę. •

33


inwestowanie trendy

Najlepsi przyjaciele kobiety są wieczni Inwestycje alternatywne,

które od pewnego czasu prezentujemy na łamach naszego magazynu, cieszą się coraz większym zainteresowaniem inwestorów. Mają oni bowiem świadomość, że dzisiaj świat finansów nie ogranicza się już wyłącznie do wyboru między akcjami a obligacjami, funduszami a lokatami. Ewa Kopersk a REDA K TOR

I

deałem byłoby znalezienie rynków prawdziwie niezależnych od wahań giełdowych i koniunktury gospodarczej. A potem odkrycie miejsca, gdzie można by bezpiecznie ulokować swoje bogactwo, i zapewnienie sobie obliczonej na pokolenia niezależności finansowej. Czy takim inwestycyjnym cudem są diamenty? Od wieków budziły pożądanie, były kosztownym zbytkiem i symbolem władzy. Ani rewolucje, ani wojny, ani kataklizmy, ani wielkie epidemie nie wpływały na zmniejszenie zainteresowania nimi. Nigdy nie gardzono tą odmianą węgla. Stały się uniwersalnym symbolem bogactwa. Obliczono, że w  ciągu życia co najmniej pół miliarda Amerykanów i  Europejczyków kupi pierścionek z brylantem. Może zatem dobrą inwestycją jest po prostu brylant kupiony u jubilera? Wtedy płacimy jednak nie tylko za surowce i pracę szlifierzy, ale również za pensję jubilera, jego sprzedawców i  czynsz za powierzchnię handlo-

34

wą, plus całą masę podatków. Kupiony u  jubilera pierścionek z brylantem od razu jest wart o dwie trzecie mniej. Nie tędy droga. DOSKONAŁA LOKATA

I to taka, która może także przynieść spory zysk. Należy się tylko odpowiednio do tego zabrać. Gdy węglową rudę diamentu wykopie górnik w RPA, Kongo, Brazylii, Indiach, Kanadzie, Australii lub Rosji, ma ona od razu sporą, ale jeszcze nie ogromną wartość. Cena wzrasta nawet do kilkuset tysięcy dolarów dopiero wtedy, gdy oczyszczony i oszlifowany diament znajdzie się jako brylant na palcu pięknej kobiety, a ona zaśpiewa, że „Diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety”. I  zaraz znajdzie się ktoś, kto nakręci film „Diamenty są wieczne”. Rozwaga podpowiada, by szukać możliwości zarabiania na diamentach już na etapie ich wydobycia. Warto zatem stać się posiadaczem kawałka rudy diamentowej, kryjącej być może skarb olbrzymiej wartości. Niestety, pionierskie czasy Allana Quatermaina, gdy wystar-

czyło pojechać do Afryki i  poszukać pełnych złota i  diamentów kopalni Salomona, bezpowrotnie minęły. Dziś wydobycie tych cennych minerałów to znakomicie zorganizowany nowoczesny przemysł. Kopalnie są zwykle częścią wielkich koncernów, a zatem indywidualny inwestor nie ma szans na samodzielny handel z kopalniami. A MOŻE KUPIĆ AKCJE?

Nabycie akcji kopalń diamentów nie stanowi żadnego problemu, gdyż są one notowane na światowych giełdach. Wystarczy kontakt


Stworzono specjalne parametry pomagające wycenić wartość diamentów. Jednym z nich, praktycznie najważniejszym, jest wielkość, czyli masa. Jej jednostką jest karat. Nazwa pochodzi od greckiej nazwy rośliny zwanej chlebem świętojańskim. Jej nasiona o wyrównanej masie 197 miligramów służyły starożytnym farmaceutom i jubilerom jako odważniki. Karat jako określenie masy nie ma nic wspólnego z karatem służącym do określania zawartości czystego złota w stopie.

Ciekawostki l Diamenty to kryształy węgla, które powstały w głębi ziemi. Stamtąd „transportowane” były w górę, np. przez wulkany. Obecne złoża znajdują się na głębokości 400–1200 m. l Skład chemiczny diamentu jest identyczny ze składem grafitu, którego z kolei używa się przy produkcji diamentów syntetycznych. l Przez stulecia diamenty wydobywano wyłącznie w Indiach, a pracowało przy tym 60 tys. ludzi. Złoża wyczerpały się w XVII wieku. l Najdroższymi kamieniami szlachetnymi na świecie są nie diamenty, ale rubiny birmańskie. l Tylko 20 proc. wydobywanych diamentów trafia do branży jubilerskiej. Większość wykorzystywana jest przemysłowo. l Ich piękno może być, niestety, skąpane we krwi. Niejeden afrykański reżim finansował nimi wojny lub dla nich łamał prawa człowieka. Ograniczenie handlu „krwawymi diamentami” (nazywanymi też „konfliktowymi”) to główny cel tzw. Procesu Kimberly – inicjatywy ONZ, rządów państw oraz korporacji wydobywczych. Na jej mocy handel diamentami jest blokowany, jeśli nie przejdą one odpowiedniego procesu certyfikacyjnego, wykluczającego „konfliktowość” kamieni.

z  biurem maklerskim oferującym dostęp do rynków zagranicznych. Najczęściej ich właścicielem jest koncern, który nie tylko wydobywa kruszec, oczyszcza go i  transportuje, ale jest także posiadaczem firm jubilerskich i sieci salonów sprzedaży. Czasami jednak taki koncern zajmuje się nie tylko diamentami, ale i innymi surowcami. Powoduje to różne perturbacje rynkowe i wahania akcji, przychody czasem maleją, zysk spada, na co mają wpływ operacje podatkowe, niskie notowania walut

i wiele innych obiektywnych trudności, które podaje się jako tłumaczenie przed akcjonariuszami. Tak jest w  przypadku jednego z największych graczy na rynku diamentów, założonej w 1888 grupy De Beers, która posiada 15 kopalń w Afryce i  dostarcza 40 proc. światowych zasobów diamentów. Jej akcji nie można kupić na giełdach, za to udziałowcem kompanii jest holding AngloAmerican, którego akcje są notowane w  Londynie, ale obok diamentów zajmuje się on także wydobyciem złota, rud metali, węgla. Jeszcze gorzej, gdy kopalnia należy do rządu, jak np. rosyjska Alrosa (czyli jedna z widocznych z kosmosu „największych dziur w Ziemi”). Możliwość nabycia jej akcji jest oczywiście mocno ograniczona. Posiadanie akcji kopalni to zatem nie to samo co posiadanie w swoim sejfie woreczka diamentów. KONIECZNA JEST WIZYTA NA GIEŁDZIE

Nabycie akcji, ryzykowne i wcale niełatwe, nie wyczerpuje możliwości zainwestowania w  diamenty. Szansę tę dają giełdy. Należy w  tym celu odbyć wycieczkę do Antwerpii – światowego centrum handlu diamentami. Znajdują się tutaj cztery giełdy tych minerałów – Antwerp Diamond Bourse, Diamond Club, Vrijediamanthandel i Diamant Kring. By robić tu zakupy, potrzebna jest licencja członkowska. Jest ona droga i jej wyrobienie opłaca się tylko wówczas, jeśli zamierzamy stale dokonywać transakcji. Jeśli więc bardziej zależy

nam na jednorazowej inwestycji, najlepiej dokonać jej za pośrednictwem członka giełdy. Nie warto zawracać sobie głowy kupowaniem nieoszlifowanych diamentów, oddawaniem ich szlifierzom, a  potem oprawianiem u  jubilerów, bo koszt całej transakcji mieści się w cenie biżuteryjnego cacka kupionego wprost w  renomowanym salonie jubilerskim. W  dodatku zawsze może się zdarzyć, że kupimy na giełdzie diament z wadą (np. ledwo widoczną rysą, która spowoduje jego pęknięcie u szlifierza), źle oszlifowany, nie mówiąc już, że fałszywy. Będąc na giełdzie w Antwerpii, dobrze jest mieć w  kieszeni kilka tysięcy euro, raczej kartę niż gotówkę oczywiście, bo już za 3,5 tys. euro można czasem kupić np. niemal doskonale przezroczysty półkaratowy brylant z doskonałym szlifem. Istnieją domy brokerskie oferujące możliwość kupienia diamentów przez internet. Najlepiej więc kupić brylanty i poczekać na wzrost ich wartości. Kamień jest cierpliwy, może leżeć nawet sto lat. Eksperci obliczyli, że gdy znajdzie się więcej nabywców, średnioroczny wzrost cen diamentów może sięgać nawet 10 proc. • Najsłynniejsze diamenty na świecie: Cullinan – 3106 karatów, jest to największy znany diament, podzielony na 105 części i oszlifowany. Otrzymany z niego olbrzymi bezbarwny brylant Gwiazda Afryki (530 karatów) zdobi berło brytyjskiej monarchini. Excelsior – 1905 r., Pretoria; 995,2 karata, oszlifowany i podzielony na 11 części. Darcy Vargas – brazylijski diament, który po znalezieniu w 1938 r. ważył 726,6 karatów. Podzielony na 29 kamieni. Jonker – 726 karatów, uchodzi za najczystszy ze znanych diamentów. Podzielony na 15 brylantów (największy ma masę 142,9 karata). Imperial (Victoria, Great White, Nizam) – 457 karatów. Regent – 410 karatów, po oszlifowaniu 140,5 karata, obecnie w Luwrze. Orłow – ok. 400 karatów, po oszlifowaniu 189,6 karata. Umieszczony był w berle carów rosyjskich. Millennium Star – 203 karaty, uznawany za jeden z najpiękniejszych na świecie. Koh-i-noor – 108,93 karata po oszlifowaniu, indyjski diament, zdobi brytyjskie klejnoty koronne. Hope – 67,125 karata, po oszlifowaniu 44,4 karata, największy szafirowoniebieski diament świata. Dwa najcenniejsze diamenty w Polsce mają po 10 karatów. Są to: l Wielki czarny diament w złotej puszce św. Stanisława (1504, skarbiec katedry na Wawelu). l Bezbarwny diament w koronie monstrancji Jana Kazimierza (1672, w skarbcu na Jasnej Górze).

foto: corbis

Co to jest ten karat?

35


trochę kultury kino

Łóżkowe perypetie polskiego Don Juana O

to film, który będzie murowanym hitem polskich kin w styczniu 2011. „Och, Karol 2” to najnowsza produkcja, którą sygnują Piotr Wereśniak (reżyser i scenarzysta) oraz królowa polskich seriali – Ilona Łepkowska (scenarzystka i producentka). Przezabawna komedia romantyczna, nawiązująca tytułem do filmu Romana Załuskiego z 1985, opowiada historię czarującego Karola (Piotr Adamczyk), który odnosi sukcesy w każdej

dziedzinie życia. Ma dobrze płatną pracę, znakomite auto oraz elegancki dom. Karol jest błyskotliwy i szarmancki, więc cieszy się

ogromnym powodzeniem wśród kobiet. Oczywiście chętnie korzysta z ich zainteresowania i pozwala sobie na płomienne romanse. Jego śliczna narzeczona Marysia (Małgorzata Socha) ma poważną konkurencję: trzy atrakcyjne kochanki, którym Karol chętnie poświęca czas. Seksowna Wanda (Małgorzata Foremniak), urocza Paulina (Marta Żmuda-Trzebiatowska) i namiętna Irena (Katarzyna Zielińska) walczą o względy przy-

Klasyka na nowo B racia Joel i Ethan Coen cierpią najwyraźniej na nadmiar energii i twórczą nadaktywność. Wybitni amerykańscy twórcy każdego roku prezentują kolejne filmowe arcydzieło ku ogromnej radości kinomanów. Tym razem, mimo że „Prawdziwe męstwo” nie jest ich autorskim projektem, to remake kultowego westernu, za rolę w którym niezapomniany John Wayne otrzymał w 1969 Oscara. Historia, którą przedstawiają Coenowie, właściwie niewie-

le różni się od oryginału. To opowieść o czternastoletniej zadziornej Mattie Ross (Hailee Steinfeld), która chce zemścić się na bandytach za zabicie jej ojca. Jak wiadomo, Dziki Zachód rządzi się specyficznymi prawami, więc dziewczynka musi poprosić o pomoc najsłynniejszego w swoich stronach szeryfa Reubena „Roostera” Cogburna (genialny Jeff Bridges). Problem w tym, że legenda „Roostera” nie do końca pokrywa się z rzeczywistością.

Szeryf to leniwy pijaczyna, niespecjalnie chętny do pomocy komukolwiek. Ale Mattie nie daje za wygraną. Zmusza „Roostera” do tropienia bandytów

stojnego biznesmena. Oczywiście jest coś, co zakłóci tę miłosną sielankę. Prawdziwe problemy niefrasobliwego Don Juana znad Wisły zaczną się, gdy Marysia odkryje sekrety niewiernego narzeczonego. Zaplanuje perfidną zemstę, która skutecznie ukróci jego zdradzieckie zapędy... + „Och, Karol 2”, reż. Piotr Wereśniak, premiera: 21.01.2011, dystr. Studio Interfilm

i przemierza z nim ponure amerykańskie bezdroża. Tym, co wyraźnie różni ten obraz od jego pierwowzoru, jest specyficzne poczucie humoru i charakterystyczny dla twórczości braci mroczny klimat. Dopiero u Coenów widać mit Dzikiego Zachodu odarty z romantyzmu – królują w nim bezwzględność, brud i okrucieństwo. + „Prawdziwe męstwo”, reż. Joel i Ethan Coen, premiera 4.02.2011, dystr. UIP

DVD

Sztuka animacji M

inęło dokładnie 100 lat od czasu, gdy polski artysta, fotograf i satyryk Władysław Starewicz nakręcił pierwszy w historii animowany film lalkowy. Sukces pioniera animacji otworzył drogę do sławy wielu amatorom ożywiania przedmiotów oraz barwnych rysunków i uwieczniania ich na filmowej taśmie. Przełomem w sztuce animacji było uruchomienie studia Walta Disneya i produkowanie filmów rysunkowych na masową skalę. W Polsce największych mistrzów skupiało specjalizujące się w poklatkowej animacji lalkowej studio Se-ma-for. Przez 60 lat łódzka wytwórnia wyprodukowała grubo ponad tysiąc filmów – także dokumentalnych i eksperymentalnych – i umożliwiła debiut takim sławom, jak Daniel Szczechura, Roman Polański czy Andrzej Kondratiuk. Dziś trudno wyobrazić sobie kształt polskiej kinematografii bez działalności Se-ma-fora. Warto więc sięgnąć po wydane właśnie boksy DVD z filmami, które w ostatnim czasie zre-

alizowano w wielokrotnie nagradzanym studiu. Na pierwszy ogień idą filmy dla dorosłych – dwugodzinną ucztę animacji otwierają wyśmienite produkcje wybitnego twórcy Marka Skrobeckiego („Ichtys” i „Danny Boy”). A talenty damskiej ekipy Se-ma-fora prezentują dzieła Anny Błaszczyk („Caracas”, „Powrót”) oraz Anny Cywińskiej („Zgrzyt”), Darii Kopiec („Zuzanna”) i Balbiny Bruszewskiej („Miasto płynie”). Równie atrakcyjnie prezentuje się zbiór animacji nakręconych z myślą o młodszych widzach. Perełką zestawu jest uhonorowany Oscarem obraz Suzie Templeton „Piotruś i Wilk”. Nie zabrakło też wybitnych filmów polskich autorów – Pawła Partyki, Wojciecha Gierłowskiego i Magdaleny Osińskiej. Oba zestawy animacji uzupełniają relacje z planów zdjęciowych, dokumenty i zwiastuny najnowszych produkcji. + Se-ma-for – Animacja dla dorosłych, Animacja dla dzieci, dystr. Mayfly

t eks t: k a r o li n a s z m y t ko foto: © M T L M a x F i lm , fo t. E l ż b i e ta K as pe r s k a / Fa b ry k a O b r a z u, m at e r i a ły pr as ow e

36


książka

Muzyka

Allenowski debiut K

Klimatyczny rock N

omedia kryminalna to niezbyt popularny w Polsce gatunek. Brak nam pisarzy, którzy potrafiliby poprzez świetną intrygę zmusić czytelnika do śmiechu. Grzegorzowi Sobaszkowi udaje się ta sztuka. Jego debiutancka powieść „Muszę kończyć, umieram” potrafi nieźle ubawić, pewnie dlatego, że konwencję kryminału traktuje dość swobodnie. Oto żona Maksymiliana, pełnego fobii ekscentryka, znika pewnego dnia bez wieści. To bohater iście allenowski – malkontent, hipochondryk i niedoszły samobójca. Śledztwo jest raczej niemrawe i opiera się nie tyle na domysłach, co fantazjach małżonka zaginionej i jego sąsiadek. Sobaszek posiada jednak to,

czego brakuje wielu pisarzom próbującym poruszać się w rejonach literatury wysokiej. Ma fenomenalny słuch i potrafi go wykorzystać w swojej prozie. Świetnie rozpisane dialogi są żywe i wiarygodne. Tak jak Edward Redliński potrafił w „Konopielce” oddać język chłopów, tak autor „Muszę kończyć, umieram” z łatwością oddaje słownictwo i zachowania mieszczuchów zamkniętych na ogrodzonych osiedlach. Pokpiwa z nich oczywiście nieustannie – bardzo przewrotnie i inteligentnie. + Grzegorz Sobaszek „Muszę kończyć, umieram”, Wydawnictwo Szafa

Początki Facebooka Z

a każdą wielką fortuną kryje się wielkie kłamstwo. Zdanie, które pada na kartach książki Bena Mezricha, idealnie wpasowuje się w klimat opowieści o Marku Zuckerbergu, twórcy największego internetowego fenomenu – portalu społecznościowego Facebook. Historia studenta Harvardu, który dzięki cudzym pomysłom i własnej wiedzy oraz niebywałemu talentowi osiągnął gigantyczny sukces, to powieściowy temat idealny. Nic więc dziwnego, że Mezrich odnalazł w niej przepis na sygnowany swoim nazwiskiem bestseller. O „Miliarderach z przypadku” napisano i powiedziano już niemal wszystko. To zręcznie zmiksowana i dowcipnie napisana opowieść, w której – jak mówią – tyle

samo jest prawdy, ile literackiej fikcji. Jednak żaden z bohaterów powieści – ani Zuckerberg, ani jego byli wspólnicy Eduardo Saverin czy Sean Parker – nie zgłaszał pretensji co do zawartych w niej treści. Opisywane przez Mezricha perypetie twórców Facebooka podlane są sosem z dowcipu i ironii. „Miliarderzy” to nie tylko powieść oparta na faktach, ale i źródło wnikliwych społecznych obserwacji oraz ciekawy portret amerykańskiej studenckiej braci i karierowiczów zarabiających szybkie pieniądze dzięki przełomowym pomysłom. Co więcej, powieść czyta się jak najlepszy kryminał. Ben Mezrich „Miliarderzy z przypadku”, Wydawnictwo W.A.B.

adwiślańska minitrasa koncertowa The National będzie fantastyczną noworoczną niespodzianką dla miłośników klimatycznego gitarowego grania. Kapela wokalisty Matta Berningera i jego kumpli – braci Bryana i Scotta Devendorfów oraz Bryce’a  i Aarona Dessnerów – zagości w lutym w dwóch polskich klubach: krakowskim Studio i warszawskiej Stodole. The National to prawdziwy muzyczny fenomen. Formacja ma na koncie pięć długogrających krążków. Zarówno albumy „Alligator” (2006) i „Boxer” (2007), a także wydany w tym roku „High Violet” pełne są mrocznych, finezyjnych, a zarazem niezwykle przebojowych dźwięków. Nic w tym dziwnego, skoro w kompozycjach niepokornych Amerykanów wyraźnie słychać wpływy takich gwiazd gatunku, jak Joy Division, Tidersticks czy Bruce Springsteen. Płyta „High Violet”, którą muzycy promować będą podczas polskiej trasy, to ich najważniejsze i najbardziej intrygujące osiągnięcie. Krążek wypełniają porywające rockowe kompozycje o brudnym, garażowym brzmieniu i wielkim ładunku emocjonalnym. + The National: 22.02.2011 – klub Studio, Kraków; 24.02.2011 – klub Stodoła, Warszawa

Dźwiękowa mapa świata D

o odkrywania świata za pośrednictwem najpiękniejszych dźwięków zachęcają nas Luis Andino Velez i Piotr Gronau, gospodarze audycji „Uchem po mapie”, która gości na falach Radia PIN. Prowadzący zaszczepiają w słuchaczach miłość do nieobecnej w popularnych rozgłośniach muzyki z różnych zakątków świata. „Uchem po mapie” to także tytuł płyty przygotowanej przez Veleza i Gronaua, która ukazała się nakładem Kayaksu. Szesnaście utworów, kilkudziesięciu wybitnych, choć nieznanych szerokiej publiczności artystów – to wybuchowa mieszanka dynamicznych rytmów afrykańskich, egzotycznych melodii z Azji, północy Europy i Czarnego Lądu, ubarwionych nowoczesnymi brzmieniami. Znajdziemy tu zarówno jazz, world music, folk, jak i ludowe pieśni wykonywane w tradycyjny sposób przez znakomitych wokalistów i muzyków. Wśród gwiazd tej kompilacji znalazły się m.in. czarnoskóra piękność z Mali Rokia Traore, promująca lapoński folklor pieśniarka Mari Boine, dobiegający osiemdziesiątki kameruński saksofonista Manu Dibango i nieżyjąca już algierska wokalistka Cheikha Rimitti. + „Uchem po mapie”, Kayax

37


konkurs

„Funduj. ABC inwestowania” redagujmy wspólnie! Zapraszamy wszystkich Czytelników do wzięcia udziału w naszej ankiecie-konkursie, która pozwoli nam z jednej strony jeszcze lepiej redagować magazyn, a z drugiej

dostarczyć Państwu jeszcze więcej ciekawych informacji, nie tylko ekonomicznych. Zimowe nagrody przypadną zapewne do gustu wszystkim laureatom!

Pytanie 1. Z kim najchętniej przeczytaliby Państwo wywiad w naszym magazynie: 1. Hanna Gronkiewicz-Waltz 2. Danuta Hübner 3. Jacek Rostowski 4. Adam Szejnfeld

10x

Pytanie 2. Informacje na temat jakiej branży chcieliby Państwo znaleźć na łamach „Funduj. ABC inwestowania”? 1. Motoryzacja 2. Giełda 3. Prawo 4. Marketing 5. E-biznes Pytanie 3. Z czym kojarzy mi się skrót BPH TFI? (prosimy o wpisanie pierwszego skojarzenia).

Wystarczy odpowiedzieć na powyższe pytania i odesłać odpowiedzi na adres redakcji: BPH Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa Z dopiskiem na kopercie „Konkurs Funduj 6” Ankieta i konkurs dostępne są również na stronie: www.bphtfi.pl/funduj Na Państwa odpowiedzi czekamy do 25 lutego 2011

DLA ZWYCIĘZCÓW NASZEJ ZABAWY PRZYGOTOWALIŚMY NAGRODY, KTÓRE PRZYDADZĄ SIĘ W KAŻDEJ PODRÓŻY: 10 KURTEK ZIMOWYCH I 10 POLARÓW Z LOGO BPH TFI.

10x Imię i nazwisko:

adres: ......................................

..............................................

................................................

..............................................

................................................

e-mail:

miasto:

..............................................

................................................

telefon:

kod: _ _ – _ _ _

.............................................. podpis

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych do celów marketingowych BPH Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA z siedzibą w Warszawie, ul. Bonifraterska 17, funduszy inwestycyjnych utworzonych i zarządzanych przez BPH Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA („Fundusze”) oraz innych podmiotów wchodzących w skład grupy kapitałowej, do której należy BPH TFI SA, w tym w szczególności na przesyłanie informacji o produktach i usługach oferowanych przez te podmioty zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. 2002, nr 101 poz. 926 z późn. zm.) („Ustawa o Ochronie Danych”), a także oświadczam, że zostałem poinformowany o prawach i obowiązkach wynikających z Ustawy o Ochronie Danych, w tym o prawie dostępu do treści moich danych oraz ich zmian. Administratorem danych osobowych, w rozumieniu Ustawy o ochronie danych osobowych, będzie BPH Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne, aczkolwiek niezbędne dla prawidłowego świadczenia usług przez BPH TFI SA.

Regulamin konkursu dostępny jest na stronie www.bphtfi.pl/funduj

BPH TFI SA informuje, że dane podane w niniejszym magazynie nie stanowią wiążącej oferty jakichkolwiek usług, w tym usług finansowych, świadczonych klientom i partnerom BPH TFI SA, i podane zostały wyłącznie w celach informacyjnych i reklamowych. Nie stanowią również usługi doradztwa finansowego lub udzielania rekomendacji dotyczących instrumentów finansowych lub ich remitentów w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców, a także nie są formą świadczenia pomocy prawnej. Fundusze Inwestycyjne (Fundusze) nie gwarantują realizacji założonego celu inwestycyjnego, w tym ochrony kapitału na zakładanym poziomie w ramach strategii zabezpieczania portfela, oraz osiągnięcia określonego wyniku w przyszłości, a także spełnienia się założeń strategii zabezpieczania portfela.

38

Uczestnik musi liczyć się z możliwością utraty przynajmniej części wpłaconych do Funduszy środków. Indywidualna stopa zwrotu Uczestnika nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym Funduszu i jest uzależniona od dnia zbycia i odkupienia jednostek uczestnictwa albo wykupienia certyfikatów inwestycyjnych przez Fundusze oraz od poziomu pobranych opłat manipulacyjnych oraz innych obciążeń dochodów z inwestycji w Fundusze, w szczególności podatku od dochodów kapitałowych. Ze względu na skład portfela wartość aktywów netto Funduszy może cechować się dużą zmiennością. Materiały dotyczące Funduszy mają charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowią wystarczającej podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. BPH TFI SA rekomenduje zapoznanie się z informacjami wymaganymi przez prawo w zakresie Funduszy, w tym ze szczegółowym opisem czynników ryzyka, opisem strategii zabezpieczenia portfela oraz wska-

zaniem opłat manipulacyjnych związanych z inwestowaniem w Fundusze, opisanych odpowiednio w prospektach informacyjnych albo prospektach emisyjnych Funduszy oraz Tabeli Opłat, które są dostępne w  siedzibie Towarzystwa, u Dystrybutorów oraz na stronie www.bphtfi.pl. Termin ważności prospektu emisyjnego określony został w treści odpowiedniego Prospektu Emisyjnego. W zależności od odpowiednich obowiązków podatkowych Uczestnik może być również zobowiązany do zapłacenia podatku bezpośrednio obciążającego dochód z inwestycji w Fundusze. BPH FIO Parasolowy może lokować powyżej 35% wartości aktywów każdego z subfunduszy w papiery wartościowe wyemitowane przez Skarb Państwa, Narodowy Bank Polski, a także w papiery wartościowe emitowane przez państwo członkowskie lub jedno z państw należących do OECD wskazane w prospekcie, innych niż Rzeczpospolita Polska. BPH FIO Parasolowy może lokować powyżej 35%

wartości aktywów następujących subfunduszy: BPH Subfundusz Obligacji Europy Wschodzącej, BPH Subfundusz Obligacji 1, BPH Subfundusz Obligacji 2, BPH Subfundusz Skarbowy, BPH Subfundusz Stabilnego Wzrostu, BPH Subfundusz Aktywnego Zarządzania, BPH Subfundusz Aktywnego Zarządzania Globalny, BPH Subfundusz Ochrony Kapitału 1, BPH Subfundusz Ochrony Kapitału 2 w papiery wartościowe poręczone lub gwarantowane przez Skarb Państwa, Narodowy Bank Polski, a także w papiery wartościowe poręczone lub gwarantowane przez państwo członkowskie lub jedno z państw należących do OECD wskazane w prospekcie, innych niż Rzeczpospolita Polska. Aktualne informacje finansowe dotyczące Funduszy dostępne są na stronie internetowej www.bphtfi.pl. BPH TFI SA jest podmiotem zarządzającym cudzym pakietem papierów wartościowych na zlecenie i jest nadzorowany przez Komisję Nadzoru Finansowego.


!

Ciesz się chwilą z kawą

Kawa

z ekspresu

Scanomat Pro 4 – doskonałe rozwiązanie dla biur i gastronomii: • ułatwia i przyspiesza obsługę gości • wysoka wydajność: 120 napojów/godzinę • elegancki wygląd – lustrzany front • możliwość stałego lub niezależnego podłączenia do wody • pełna kontrola jakości wydawanych napojów

PREZENT POWITALNY DLA NOWYCH KLIENTÓW

®

Centrum Obsługi Klienta Nestlé Professional Bezpłatna infolinia: 800 111 755 (także dla telefonów komórkowych) Czynna pon. - pt. w godz. 8:00 - 18:00 Fax: 22 608 8466 E-mail: obslugaklienta@pl.nestle.com

Zadzwoń i zamów! numer infolinii 800 111 755


Magazyn "Funduj. ABC Inwestowania" 6/2010