Page 1

I S S N : 0

9

2 0 8 4 - 7 8 2 3 /

C E N A :

2

0 0

1

2

P L N


Najbardziej KOMPLEKSOWA oferta na Śląsku!

» Pro-zdrowotny trening wzmacniający na JEDYNYM, inteligentnym sprzęcie marki MILON w Polsce

» 4 korty do gry w squash’a

» Twój ulubiony trening tylko w 17, 5 minuty!

» Pokój zabaw i opieki dla dzieci

» Niezapomniana Strefa Wellness: 3 rodzaje saun, strefa relaksu, strefa schłodzenia

» 3 sale do zajęć grupowych » Boisko do gry w badmintona » Kawiarnia – drinki, sałatki i inne przekąski » Porady dietetyczne

Fitness & Wellness Club, Stary Hangar ul. Toruńska 1, 44-101 Gliwice, tel. 32 230 00 50 www.staryhangar.pl


R

E

S

T

A

U

R

A

C

J

A

RESTAURACJA UMAMI ZAPRASZA NA WYJĄTKOWY KULINARNY SPEKTAKL PROPONUJEMY PAŃSTWU 9 KOMBINACJI SMAKOWYCH, PRZYGOTOWANYCH PRZEZ ZESPÓŁ RESTAURACJI UMAMI labraks cytryna kolendra gęś seler foccacia pomidor chili mięta brokuł łosoś mleko jeleń soczewica podgrzybek królik gorczyca przegrzebek rak szafran marakuja beza cytryna kuchnia degustacyjna to szczyt awangardy kulinarnej, mamy zaszczyt zaprosić Państwa na kolację degustacyjną podczas której razem z Państwem odkryjemy nowe smakowe połączenia do przystawek, dań głównych i deserów poczęstujemy Państwa wybranymi przez sommeliera winami SANTA JULIA CHARDONNAY RESERVA CAMPO VIEJO CRIANZA MOSCATO DI TRANI

13.10.2012 godz. 18.00

cena 130 zł za osobę rezerwacja 32-333-22-46, 662-267-070

RESTAURACJA UMAMI PIĄTY SMAK UL. SIKORSKIEGO 46, PYSKOWICE


R E DA K T O R N AC Z E L N Y / R E K L A M A

COŚ TAK WYJĄTKOWEGO NIE MOŻE BYĆ DZIEŁEM PRZYPADKU

Michał Komsta m . ko m s ta @ b e m a g a z y n . p l DY R E K T O R A R T Y S T YC Z N Y / R E K L A M A

Joanna Marszałek j . m a r s za l e k @ b e m a g a z y n . p l GRAFIKA / SKŁAD

Hubert Wawrzkowicz h .wa w r z kow i c z @ b e m a g a z y n . p l W S P Ó Ł P R AC U JĄ

zostań naszym fanem

odwiedź naszą stronę www

Aldona Pitera, Łukasz Głuchowicz, Arkadiusz Bury, Michał Śladewski, Artur Wacowski, Tomasz Marszałek, Sylwia Kubryńska, Weronika Glensczyk, Przemysław Błaszczyk, Anna Wija, Karolina Grzyb, Katarzyna Gasińska, Marta Woźniak, Aleksandra Pająk, Dorota Magdziarz, Aleksandra Formicka, Maciej Dubrawski, Aleksandra Wasilewska, Filip Stępień. W Y DAWCA

MAGAZYN BE S.C. P y s kow i c e u l . N a s i e n n a 2 be@bemagazyn.pl w w w. b e m a g a z y n . p l

Zespół BE Magazyn nie odpowiada za poglądy zawarte w zamieszczanych tekstach. Wszystkie artykuły i felietony odzwierciedlają poglądy wyłącznie autorów odpowiedzialnych za treść merytoryczną w naszym magazynie. Ich treść nie zawsze pokrywa się z przekonaniami redakcji BE. Nie odpowiadamy za treści nadsyłane przez naszych reklamodawców. Wszystkie materiały zawarte w naszym magazynie są własnością BE i są chronione prawami autorskimi. Wszelkie zastrzeżenia i pytania związane z ich treścią należy kierować bezpośrednio do autorów. Redakcja BE Magazyn.

OKŁADKA: MARINAMIK W Y DA N I E

wrzesień 2012


DOMY GOTOWE DO ODBIORU . ATRAKCYJNA ARCHITEKTURA I POŁOZENIE

PSZCZYNA-GOCZAŁKOWICE ul. Azaliowa

Powierzchnia: 154m2, cena: 2300zł brutto/m2 Cena domu: 354 200zł brutto . Taras i garaz w cenie

www.everest-investment.pl

tel./faks: (32) 212 13 71 tel.kom.: 697 628 657


K 8 10 12 13 14 22 24 26 28 30 32 34

U

L

T

R

A

KALENDARIUM / BĘDZIE BE KULTURA / BYŁO KSIĄŻKA / MUZYKA / FILM BAD TASTE? WYWIAD / WOJCIECH MODEST AMARO PIŁEŚ? NIE DZWOŃ! CZARNA BIAŁA FIZJOLOGIA SMAKU FELIETON / KUBRYŃSKA UDŁAW SIĘ POLSKA JEST TASTY TRAVEL

M 38 39 40 41 42 52

U

O

D

A

BE MODA RAPORT TRENDY / WOMEN RAPORT TRENDY / MAN ANNA PIAGGI BE TASTY / BYE BYE SUMMER STOLICE MODY

U

R

O

D

A

BE URODA ŁACIATY PROBLEM NA BOGATO WSPANIAŁE SMAKI SMART DETOX

D

E

S

I

54 55 56 58 60

G

N

BE DESIGN STGU / ZŁY DESIGN NAS ZUBAŻA TECHNOLOGIE WŁOSKI SMAK, LONDYŃSKI STYL BE LU BE

62 64 68 70 74


w

w

w

.

k

o

m

s

t

a

.

p

l

Zdobywamy zaufanie kolejnych pokoleń

ADRES: ul. Nasienna 2 44-120 Pyskowice mobile: 32 338 36 10 e-mail: salon@komsta.pl

okna, drzwi, rolety, fasady aluminiowe, ogrody zimowe


8

BE KULTURA

K

A

L

E

N

KOMPLEKS

Galeria Bielska BWA debiutuje w Kalendarium, ale od razu z mocnym akcentem. Jej wrześniowo-październikowa oferta robi wrażenie. Galeria zaprasza na dwie wystawy: rzeźby Krystyny Pasterczyk oraz wieloekranową projekcję wideo Małgorzaty Łuczyny oraz dwie akcje artystyczne: jednodniową wystawę malarstwa połączoną z happeningiem pt. “Odzież na wagę, sztuki” krakowskiej Grupy LASEM i instalację dźwiękowo-zapachową w przestrzeni miejskiej pt. “Imperium snu” Justyny Gruszczyk. Szczegóły pod adresem www.galeriabielska.pl. Najbardziej zaintrygowała mnie Małgorzata Łuczyna z jej “Kompleksem”. Projekt składa się ze wspomnianej wyżej wieloekranowej projekcji wideo oraz obiektu, zrealizowanych w czasie stażu na Uniwersytecie Jana Evangelisty Purkyně w Czechach na przełomie 2011/2012 roku. Efektem tych prac jest bardzo zręczne połączenie wideo-performance’u, street artu oraz interaktywnej instalacji. Projekt został zrealizowany w przemysłowej dzielnicy Uścia nad Łabą, w pobliżu kompleksu fabryk, magazynów i składów towarowych, otoczonych murami oraz niezliczonych zdewastowanych domów mieszkalnych. “Praca ta jest dla mnie studium wędrówki na wielu różnych płaszczyznach. Jest nie tylko o miejscu, jakim są Předlice, ale o mnie i mojej konfrontacji z tą przestrzenią” – podkreśla artystka. TERMIN

5-30.09.2012 r. MIEJSCE

Galeria Bielska BWA, ul. 3 Maja 11, Bielsko-Biała

D

A

KODY KULTURY Po raz kolejny mam przyjemność zaprosić na – wznowione po przerwie wakacyjnej – spotkania warsztatowe z cyklu spotkań filozoficzno-estetycznych Kody Kultury: kreacja – reakcja?, i to nawet dwa! Przypomnę, że wkroczono w fazę drugą – warsztatową, w której spodziewać należy się spotkań z artystami, prezentacji, warsztatów multimedialnych, a także paneli dyskusyjnych z pożądanym aktywnym udziałem publiczności. Przy okazji najbliższych warsztatów zaprezentowane zostaną profesjonalne projekty strojów i biżuterii, a także efekt pracy kobiet i mężczyzn, dla których szycie to pasja. Pod kierunkiem specjalistów uczestnicy zaprojektują i zaprezentują własne dzieła. Spotkanie odbędzie się z udziałem gości: Katarzyny Pełki - projektantki współpracującej z grupami Wzorro, Haja, pracownikiem Zamku Cieszyn, a także Wandy Rajman - dziennikarki, rzeczniczki prasowej Wydziału Radia i Telewizji UŚ, twórczyni warsztatów dla kreatywnych kobiet. Celem kolejnych warsztatów będzie zapoznanie publiczności z możliwościami, jakie otwiera współczesna komunikacja w edukacji i sztuce. Punktem zaczepienia jest teoria, że współczesny świat zamieszkują “cyfrowi tubylcy”, czyli ludzie, którym obca jest codzienność bez urządzeń elektronicznych, a badania wykazują, że tylko 58% z nich wykorzystuje dostępne im technologie w sposób twórczy. Gościem spotkania będzie dr Mirosław Filiciak, znawca mediów, zajmujący się wpływem mediów cyfrowych na praktyki uczestnictwa w kulturze i praktyce szkolnej. TERMIN

R

I

U

M

NAJLEPSI MŁODZI GRAFICY

FOT. GRAND PRIX 7 BIENNALE GRAFIKI STUDENCKIEJ – POZNAŃ 2011 OTRZ YMAŁ A MONIK A GRUBIZNA Z UNIWERSY TETU MIKOŁ AJA KOPERNIK A W TORUNIU.

Od kilku lat Katedra Grafiki na Wydziale Grafiki Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu organizuje konkurs Ogólnopolskie Biennale Grafiki Studenckiej. Zaobserwowany w ostatnich latach rozwój mediów graficznych, który spowodował renesans zainteresowania tradycyjnymi technikami graficznymi, znalazł realne odbicie na rynku sztuki. Biennale gromadzi prace o wysokich walorach artystycznych i warsztatowych, wykonane w dowolnej technice graficznej. Celem organizatorów jest wyłonienie najzdolniejszej młodzieży studenckiej, a także danie im możliwości łatwiejszego startu kariery. Dla jury liczy się przede wszystkim oryginalność i chwytliwość nadsyłanych prac. Podczas siódmej edycji swoje realizacje mieli możliwość zaprezentować studenci wyższych uczelni plastycznych oraz dyplomanci z 2009 i 2010r. Na konkurs zgłoszonych zostało ponad tysiąc prac 306 autorów, spośród których wybrano 96 dzieł 67 artystów. W skład jury weszli przedstawiciele uczelni plastycznych, galerii oraz osoby związane z promocją sztuki współczesnej. W sumie wręczono 10 nagród i 5 wyróżnień.

14.09 oraz 11.10.2012 r., godz. 18:00 MIEJSCE

Sala Teatru Korez, Plac Sejmu Śląskiego 2, Katowice

TERMIN

15.09-6.10.2012 r. MIEJSCE

Galeria Rondo Sztuki, Galeria +, Rondo im. Gen. Jerzego Ziętka 1, Katowice, www.rondosztuki.pl

I


L L I ĘD *B

MEBLOWY DESIGN

Zamek Cieszyn zaprasza na warsztaty produktowe. Drugie spotkanie powinno zaciekawić absolwentów kierunków projektowych oraz projektantów zainteresowanych technologią mebli giętych. Miejscem warsztatów jest fabryka Paged Meble w Jasienicy. Celem warsztatów jest przygotowanie - w oparciu o możliwości technologiczne fabryki - projektów mebli lub akcesoriów wyposażenia wnętrz. Projekty będą opracowywane w dwóch etapach, w pierwszym – wrześniowym, uczestnicy złożą wizytę w fabryce. Przy okazji poznają jej historię. Na miejscu zaczną opracowywać swoje pomysły. Drugi etap – w październiku, ma na celu umożliwienie kontynuowania prac nad projektami. Warsztaty prowadzone będą przez Pawła Jasiewicza i Aleksandrę Mirecką - projektantów mebli, zainspirowanych fabryką - jej przestrzenią, technologiami i historią produkcji. Towarzyszyć im będzie projektantka Jadwiga Husarska-Chmielarz z firmy Paged Meble, odpowiedzialna za rozwój produktu. Natomiast dr hab. Irma Kozina z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach nakreśli historię fabryki w Jasienicy i przemysłu meblarskiego w regionie, a historię rozwoju mebli giętych przedstawi Stefan Mieleszkiewicz z Muzeum Narodowego w Warszawie. W celu zgłoszenia należy wypełnić kwestionariusz osobowy oraz formularz zgłoszeniowy, dostępne na stronie www.zamekcieszyn.pl. Szczegółowe informacje: awoszczynska@zamekcieszyn.pl. TERMIN

ZIE

TEATRÓW NOC

Teatry Metropolii Silesia, a także inne instytucje kultury zapraszają, już po raz trzeci, na wyjątkowe wydarzenie. Ponad dwadzieścia spektakli - komedie, dramaty, kryminały, bajki; dla dorosłych i dla dzieci; od klasyki po awangardę. Niezliczona ilość atrakcji specjalnych – warsztatów, koncertów, spotkań z twórcami, projekcji filmowych, wystaw i nocnego odkrywania teatralnych tajemnic – wszystko w ciągu jednej nocy, 3. Metropolitalnej Nocy Teatrów. Metropolitalna Noc Teatrów to organizowana we wrześniu, cykliczna impreza kulturalna. Z tej okazji widzowie mają okazję oglądania różnorakich spektakli teatralnych, wystawianych w poszczególnych teatrach nocą. Ale to nie wszystko. Można także brać udział w wielu atrakcjach przygotowanych specjalnie na tę okazję: wystawach (dekoracji, plakatów, kostiumów, rekwizytów teatralnych), warsztatach (teatralnych, tanecznych, wokalnych), w pokazach charakteryzacji, a nawet nocnym zwiedzaniu teatrów. Z tej okazji będą kursowały specjalne “autobusy teatralne”, dzięki którym widzowie będą mogli przemieszczać się od Teatru do Teatru i korzystać z oferty Metropolitalnej Nocy Teatrów. Szczegółowy program: www.mnt.silesiametropolia.eu

BEMAGAZYN.PL

ŚLĄSKIE ŚWIĘTO BLUESA

Rawa Blues Festival to najstarszy festiwal bluesowy w Polsce, jeden z najbardziej uznanych w Europie i największy na świecie odbywający się ‚in-door’, od lat w katowickim Spodku, choć z początku odwiedzał wiele miejsc. Rawa Blues Festival to coroczna uroczystość fanów bluesa. Pierwsza edycja miała miejsce w 1981 roku pod nazwą Ogólnopolskich Spotkań z Bluesem ‚Rawa Blues’, a muzyka rozbrzmiewała wtedy w kilku śląskich klubach. „Rawa” szybko stała się ważnym festiwalem. Z początku lat 90. Festiwal wyszedł poza krąg krajowych wykonawców, prezentując liczących się muzyków zagranicznych. W tym roku zobaczymy m.in. Robert Cray Band (miesiąc po premierze nowego albumu), Eric Sardinas & Big Motor, Roomful of Blues, a także zespół twórcy i organizatora Festiwalu – Irek Dudek Big Band. Warto podkreślić, że w 2012 r. Rawa Blues Festival został uhonorowany wyjątkowo prestiżową nagrodą - największe międzynarodowe stowarzyszenie bluesowe, The Blues Foundation, przyznało Rawie nagrodę Keeping The Blues Alive w kategorii Festival International. Tytuł ten ma na celu wyróżnienie osób i organizacji, mających istotny wpływ na rozwój i upowszechnienie muzyki bluesowej. Impreza biletowana, ceny: 75 - 140zł. TERMIN

6.10.2012 r. MIEJSCE

Spodek Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Katowicach, Aleja Korfantego, Katowice

18.09 oraz 8-12.10.2012 r. MIEJSCE

Paged Meble, ul. Cieszyńska 99, Jasienica

TERMIN

22-23.09.2012 r. MIEJSCE

Gliwice, Zabrze, Bytom, Chorzów, Katowice, Sosnowiec

ARKADIUSZ BURY

WARSZ TAT Y PRODUK TOWE FOT. PAGED MEBLE

9


10

BE KULTURA

WIĘCEJ UŚMIECHU W DUDA CLINIC 20 lipca w Duda Clinic (klinika implantologii i stomatologii estetycznej) odbyło się spotkanie redaktorów działów Uroda oraz śląskich blogerek modowych pt. Więcej uśmiechu. Poza niezaprzeczalnymi walorami estetycznymi (w takim otoczeniu strach przed dentystą mija), klinika może poszczycić się zespołem najwyższej klasy fachowców, którzy zadbają o nasz uśmiech. A potrafią naprawdę czynić cuda! Zapraszamy!

BEYOND TIME, POZA CZASEM Czwartek, 23 sierpnia 2012 roku, był finałowym dniem międzynarodowych rezydencji artystycznych „Beyond Time/ Poza czasem”, których ideą jest prezentowanie sztuki w przestrzeni publicznej miasta z uwzględnieniem jego charakteru i historii. Rezydencje już po raz drugi zorganizowała Galeria Bielska BWA. W tym roku na zaproszenie Galerii do Bielska-Białej przyjechało czworo artystów: Winston Lau z Chin, Kostas Tzimoulis z Grecji oraz hiszpańska grupa Olliemoonsta, czyli Naza del Rosal i Juan Rico. Przez cały dzień w różnych punktach Bielska-Białej rezydenci prezentowali swoje prace, zapraszali bielszczan do obejrzenia performansów i uczestnictwa w akcjach artystycznych w przestrzeni miasta. Finałem dnia było spotkanie w Galerii Bielskiej BWA. FOT. K. MORCINEK

RITA&ZIA 28 Lipca w klubie Saint Tropez odbyła się wyjątkowa impreza mająca na celu zaprezentowanie kolekcji biżuterii marki Rita&Zia. Butik Hos&Me w SCC niezmiennie dba, aby katowiczanki(i nie tylko) były na bieżąco z panującymi trendami. Rita&Zia to kolejna marka dostępna w butiku Hos&Me. Wspaniała biżuteria Rita&Zia charakteryzuje się nie tylko pięknymi kamieniami i drewnem z których wykonana jest biżuteria, ale również zawieszkami z których każda jest symbolem. Nadaje to każdemu drobiazgowi niepowtarzalnego i indywidualnego charakteru. Trzeba przyznać, że była to wyjątkowo lśniąca impreza zarówno dzięki prezentowanej biżuterii jak klubowi Saint Tropez.

*BY

ŁO


BEMAGAZYN.PL

11

TAURON NOWA MUZYKA

FOT. MONIK A ZEMELK A

4 dni wyjątkowej muzyki, 5 scen z wykonawcami z całego świata, tysiące ludzi zakochanych w elektronicznych brzmieniach i niepowtarzalna atmosfera unosząca się nad Katowickim Muchowcem. To nie może być nic innego jak 7 edycja Festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Całą imprezę otworzył koncert Chilly Gonzales i AUKSO. Po wspaniałym początku czas na dwa dni pełne atrakcji, w czasie których od godziny 17 do 6 rano można było cieszyć ucho genialnymi bitami. Największymi sławami, na które czekała publika byli w piątkowy wieczór - Gang Gang Dane oraz Hot Chip, a sobotę tłumy gromadziły się pod Main Stage na Madlib i Mause on Mars. Wśród polskich wykonawców zagościła Miloopa, Loco Star, które można było zaboserwować na Dniach Województwa Śląskiego, Baasch, CH. District, Rawski, Eltron John, Dniel Drumz oraz en2ak. W międzyczasie, kiedy już cisza stała się złotem można było poświęcić trochę uwagi wystawom artystycznym, zakupić płyty niszowych wykonawców na stoisku See You Soon, przymierzyć koszulki z firmy Gryfnie, brać udział w konkursach przygotowanych przez Miasto Katowice oraz skosztować chociażby cudownego ciasta marchewkowego przygotowanego przez dziewczyny z Maszketów. Organizatorzy również zorganizowali warsztaty, dla chcących poszerzyć swoją wiedzę z zakresu m.in. Fotografii, muzyki, filmu. Całość zakończył koncert King Krule, Bushmilles, Matias Aguayo oraz Beats Friendly (Novika, Rawski, Mr Lex). Cóż nam pozostało innego, niż czekanie na następne, już 8 wydanie TNM.

MODNY ŚLĄSK

FOT. PIĘKNOGRAFIA

FOT. DOLCE GABANK A SSL

FOT. DOLCE GABANK A SSL

FOT. DOLCE GABANK A SSL

FOT. DOLCE GABANK A SSL

W dniach 23-25 sierpnia miała miejsce pierwsza impreza modowa w plenerze z cyklu Modny Śląsk. W ciągu tych trzech dni podziwiać mogliśmy wyjątkowe pokazy mody (tematem przewodnim pokazów był folk), wziąć udział w bardzo ciekawych wykładach poświęconych zagadnieniom związanym z modą, posłuchać koncertu Stanisława Karpiel-Bułecka oraz zobaczyć jak temat folk został zinterpretowany przez blogerów modowych w konkursie zorganizowanym przez Silesia Street Look. Inauguracja całego wydarzenia odbyła się w butiku Pięknografia w Zabrzu zaś wielki finał zatrząsł ulicą Mariacką.


FILM MUZYKA KSIĄŻKA 12

BE KULTURA

AB

BEMAGAZYN.PL

LAX

12

FOK

Cień wychodzi z więzienia po niespełna 3 latach odsiadki. Zostaje wypuszczony wcześniej, gdyż w wypadku ginie jego żona. W drodze na pogrzeb, główny bohater spotyka na swej drodze tajemniczego pana Wednesdaya, który ofiaruje mu pracę ochroniarza. Zadanie, choć początkowo wydaje się błahe, zmienia się w pełną przygód podróż po bezdrożach Stanów Zjednoczonych, których stawką jest uratowanie przed zapomnieniem dawnych bogów... Ta przepełniona magią historia opowiada o przemijaniu, o oddanej przyjaźni, o poświęceniu. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Książka stanowi też bogate kompendium wiedzy o dawnych bóstwach, religiach i obrzędach. Wszystko podane w bardzo przyjemnej językowo formie. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę najbardziej nagradzaną pozycję Neila Gaimana. ,,Amerykańscy bogowie” na pewno Was nie zawiodą. Udanej lektury!

Romans z Brodką rozpoczął się 30 maja, gdy po sesjach nagraniowych w kalifornijskim Red Bull Studio nagrała dwie fenomenalne piosenki. Podróż wokalistki za ocean zaowocowała nową Ep-ką (czyli minialbumem, trwającym maksymalnie 25 minut), która została wypuszczona z dwoma utworami„Varsovie” i „Dancing Shoes” oraz czterema remiksami. Na „Lax” za remiksy odpowiadają artyści z paryskiego Make the Girl Dance - Kamp! Bueno Bros, Auera i Grega Kozo. Wynajęci przez wokalistkę muzycy stworzyli cztery przeróbki, w cztererch różnych elektornicznych aranżacjach. Ep-ka ukazała się w wytwórni Kayax i dostępna jest tylko w dystrybucji cyfrowej. Po świetnej „Grandzie” z 2010 roku, która była ciekawym zaskoczeniem stylistycznym, pozostaje nam tylko czekać na kolejny nowatorski, pełny album.

W słynnej restauracji, prowadzonej przez mistrza kuchni Alexandra Lagarde (w tej roli jak zwykle świetny Jean Reno), ma miejsce prawdziwy kryzys. Mistrz jest bliski utraty słynnej gwiazdki Michelin, co roku przyznawanej najlepszym restauracjom. Aby temu zapobiec, musi przełamać wszystkie swoje uprzedzenia, gdyż tylko zmiany mogą go uratować. Wspaniała kuchnia francuska gra tu rolę główną. Nie od dziś jednak wiadomo, że Francuzi stawiają sztukę gotowania na równi z miłością, więc i jej nie mogło zabraknąć. Lekkostrawna komedia o gotowaniu i starciu kulinarnych światów, nowoczesnego i tradycyjnego. Film niewątpliwie spełnia oczekiwania zwolenników francuskiej komedii, choć do Nietykalnych brakuje mu sporo. Do kina nie polecamy wybrać się z pustym żołądkiem. Choć, nawet jeśli będziecie już po kolacji, i tak gwarantujemy, że Wasz apetyt znów wzrośnie.

NEIL GAIMAN, „AMERYKAŃSCY BOGOWIE”

B R O D K A , „ LAX”

FACECI OD KUCHNI, REŻ. DANIEL COHEN


BEMAGAZYN.PL

13

BAD TASTE? P

o raz kolejny witam w świecie mroku! Zastanawiacie się pewnie, ile można pisać o horrorach? Ano, można dużo… Dzisiejszy temat może niektórych z Was zniesmaczyć (He He), ale cóż - w świecie horroru rzadko znajdujemy miejsce na popisywanie się dobrym smakiem. Są oczywiście chlubne wyjątki z nurtu horroru artystycznego, tudzież dzieła aspirujące do miana bardziej ambitnych, jednakże zdecydowana większość filmów skupia się raczej na mało wyszukanym “obrzydzaniu” widza. Be Tasty w kontekście horroru? No cóż moje skojarzenia są oczywiste – kanibale, kanibale mordercy, kanibale zombie, kanibale… eee zabrakło mi pomysłów, ale z grubsza czujecie temat. Zdecydowana większość filmów traktujących o zamiłowaniu do ludzkiego mięska to przedstawiciele podgatunku Gore, którego, jak już wspominałem, nie jestem ani koneserem, ani tym bardziej miłośnikiem. Nie jestem jednak ignorantem i w mojej świadomości odnotowałem fakt istnienia kilku ważnych filmów tego rodzaju. Większość z nich widziałem mając lat kilkanaście, a więc w wieku nie bardzo odpowiednim. Tym niemniej dzięki temu wryły mi się w pamięć pewne niezapomniane sceny. Po latach, oglądając te same “arcydzieła”, traktujemy je raczej z przymrużeniem oka, a siła ich oddziaływania ogranicza się do torsji obrzydzenia, często płynnie przechodzących w spazmy śmiechu. Poza tymi naturalistyczno – patologicznymi obrazkami znajdujemy też obrazy traktujące o mrocznej stronie ludzkiej psychiki. I tu robi się naprawdę ciekawie i przerażająco. Sama świadomość tego, że ktoś wyglądający zupełnie normalnie, będący często poważaną w społeczeństwie osobą, może być skłonny do zjedzenia drugiego człowieka, mrozi krew w żyłach. Jak pokazuje przykład głośniej przed kilku laty sprawy kanibala z Rotenburga (która nawiasem mówiąc doczekała się całkiem ciekawej ekranizacji – polecam) nie jest to tylko fikcja ekranowa. Tacy ludzie istnieją naprawdę i to jest prawdziwy horror! Zacznijmy od obrazów bardziej poważnych… • •

Milczenie owiec / The Silence of the Lambs (1991) – klasyka, wstyd nie znać! Hannibal (2001) – kontynuacja przygód doktora Lectera, zdecydowanie słabsza od części pierwszej, aczkolwiek trzyma w napięciu.

Czerwony Smok / Red Dragon (2002) – kolejny obraz z cyklu Hannibala. Ciekawszy niźli część druga, klimatem zbliżony do „jedynki”. Zdecydowanie wart obejrzenia! Hannibal. Po drugiej stronie maski / Hannibal Rising (2007) – film wymieniam tylko i wyłącznie z kronikarskiego obowiązku, gdyż generalnie nie zachwyca.

Jatka i posoka… • Martwica mózgu / Braindead (1992) – w zasadzie to nie kanibale a krwiożercze i zmutowane zombie, ale z racji na kultowy status tego filmu umieszczam go tutaj (a tak po prawdzie, wstyd przyznać, jakoś nie pomyślałem o nim przy okazji numeru drugiego. Mea maxima culpa!). • Nadzy i rozszarpani / Cannibal Holocaust (1980) – znany też pod tytułem „Green Inferno” • Zapomniany Świat Kanibali / Ultimo mondo cannibale (1977) • Cannibal Ferox – Niech umierają powoli / Cannibal Ferox (1981) Wszystkie trzy wymienione filmy to klasyki kina, traktujące o tematyce, nazwijmy to przyrodniczo – kulinarnej. W moim odczuciu, stanowią arcyciekawy mix pomiędzy czymś na kształt dokumentów Tonego Halika i Elżbiety Dzikowskiej, a brutalnymi obrazami szlachtowania ludzi i nie tylko ludzi vide Cannibal Ferox. Być może nieco naiwne, ale z pewnością mocno undergroundowe produkcje. Gwarantuję, że po “lekturze” wymienionych wyżej filmów na pewno trochę inaczej spojrzycie na otaczający nas świat a stwierdzenia “ on/ona ma dobry smak” lub “wygląda tak apetycznie” nabiorą zupełnie nowego znaczenia (He He). Pozdrawiam z mroków czeluści, jeżeli się nie lękacie, to zapraszam następnym razem.

TOMASZ MARSZAŁEK


14

BE KULTURA

WOJCIECH MODEST AMARO JEDEN Z NAJWYBITNIEJSZYCH KUCHARZY W POLSCE. PRACOWAŁ I PRAKTYKOWAŁ U BOKU NAJLEPSZYCH SZEFÓW KUCHNI NA ŚWIECIE. AUTOR BESTSELLEROWEJ KSIĄŻKI KUCHNIA POLSKA XXI WIEKU . PROWADZI AUTORSKĄ RESTAURACJĘ ATELIER AMARO. JAK DOSZEDŁ DO TEGO MIEJSCA W KTÓRYM JEST TERAZ, JAK PRACUJE, CO MYŚLI O RYNKU GASTRONOMICZNYM W POLSCE I CZY CHCIAŁBY POPROWADZIĆ KUCHENNE REWOLUCJE? ROZMAWIAŁA: JOANNA MARSZAŁEK


BEMAGAZYN.PL

Zacznijmy od tematu, który nierozerwalnie się z Panem łączy. Proszę powiedzieć, czym jest Kuchnia Polska XXI wieku? Przede wszystkim jest wynikiem moich przemyśleń na przestrzeni 20 lat pracy, i głównie pomysł na kuchnię polską XXI wieku zrodził się za granicą tzn. mogłem jednym tchem wymienić 50 polskich produktów, a nie mogłem wymienić ani jednego dania na takim poziomie, jak te podawane na talerzach u szefów kuchni, u których praktykowałem. Stąd pomysł, żeby zabrać się za kuchnię polską, pod takim hasłem XXI wieku. Są to smaki, które przeciętny Polak zna? Tak, zdecydowanie. Jak napisałem w drugiej książce Natura Kuchni Polskiej, dotknąłem smaków które znamy, w jakiś sposób każdy z nas się z nimi zetknął. Może głównie przez naszych dziadków, ich piwniczki, przez nalewki dereniowe. Nie wiem, czy ktokolwiek z młodzieży dzisiaj jest w stanie opisać derenie, prawda? Morwa, pigwa, dereń, jarzębina - można to jakoś namierzyć. Nie chciałem, żeby to była książka sztuka dla sztuki, raczej oparłem przepisy na rzeczach, które w świadomości polskiej funkcjonują. A czy w Europie funkcjonuje coś takiego jak kuchnia polska? Ona funkcjonuje, tylko my nie przykładaliśmy przez lata do tego wagi. Prof. Jarosław Dumanowski, który jest historykiem jedzenia, znajduje np. polskie przepisy, które inspirowały kuchnie francuską czy włoską. Tych przepisów jest ponad setka i my przeciętni Polacy nie mamy o tym pojęcia . Stworzyliśmy coś, co zainspirowało najlepszych szefów kuchni we Francji którzy tworzyli potrawy a la Pologne, dodatkowo, jak pisałem w k.p.xxi, wieku byliśmy szlakiem handlowym między wschodem a zachodem. Wszystkie przyprawy, które w innych krajach były luksusem, u nas były na porządku dziennym. Czyli szefowie kuchni na świecie inspirowali się naszą kuchnią, a my często nie potrafimy z biegu wymienić polskich dań? Tak jest dokładnie, Yannick Alléno, szef kuchni trzygwiazdkowej restauracji Le Meurice w Paryżu, w swojej książce podaje kulebiaka, który jest inspirowany naszą kuchnią. Podejrzewam, że ponieważ dzisiaj każdy poszukuje czegoś ”innego”, to również i nasza kuchnia przez tych największych jest wertowana po cichu, żeby znaleźć inspiracje. Temu również będzie służyć ”Cook It Raw Event”, który będziemy organizować w Polsce. Co to za event? Na czym ma polegać? 12 największych szefów kuchni ze świata przyjedzie do Polski odkrywać polską naturę, polskie produkty, polską kuchnię. Mówimy tu o absolutnej elicie: Albert Adria, Rene Redzepi, Massimo Bottura, czyli czołowe nazwiska na świecie. Będziemy polować, zbierać zioła, promować kuchnię polską właśnie poprzez produkty. Ten Event będzie wieńczyła kolacja, którą tych 12 szefów kuchni przygotuje z polskich składników i wtedy zobaczymy, może uwierzymy, jakie niesamowite dania można z tych naszych produktów wytworzyć.

15


16

BE KULTURA

Odkąd wrócił Pan do Polski, czy widzi Pan jakieś zmiany? Zdecydowanie. To jest bardzo dynamiczny proces, we wszystkich dziedzinach życia wcale nie zajęło nam kilka wieków dogonienie Europy zachodniej, tylko robimy to błyskawicznie. Wynika to chyba z naszej natury, jesteśmy ciekawi, dobre wzorce szybko przyswajamy. Jesteśmy w tym mistrzami. Jesteśmy i byliśmy chwaleni przez lata za granicą jako dobrzy pracownicy. W związku z tym nie zgodzę się z teorią, że jesteśmy betonem, raczej widzę sygnały, że szybko chcemy dogonić te najlepsze wzorce, a później je przegonić. Spróbować stworzyć coś swojego. Zresztą jak już zapchamy się tym fajnym zachodnim stylem i już wszystkie te rzeczy przestaną na nas robić jakieś gigantyczne wrażenie, to wtedy postanowimy się rozejrzeć i stworzyć coś swojego w wielu dziedzinach życia. Widzimy mnóstwo polskich artystów, którzy absolutnie robią genialne rzeczy na skalę światową. Z tego co wiem, nie wyjechał Pan za granicę z zamysłem zdobycia wiedzy i umiejętności w kuchni, a jednak wszystko potoczyło się tak, że w końcu wylądował Pan w restauracji, pasja wygrała ze zdrowym rozsądkiem? Wyjechałem nie z takim zamysłem, tylko nauczyć się porządnie angielskiego i trafiłem do kuchni jako mojeog źródła utrzymania. Pasję miałem od początku, ale po drodze moich decyzji życiowych okazywało się, że nie jest to przyszłościowy zawód. Od małego gotowałem w domu, ale dopiero, gdy mojego kroki skierowałem do profesjonalnej kuchni i zobaczyłem tę atmosferę, to już nie było odwrotu. Zostałem, próbując nadrobić brak szkoły i wykształcenia. Później przyszedł moment mojej kariery, gdzie zauważyłem, że zacząłem sam kreować, mieć pomysły na to, co sam bym z danym zdaniem zrobił. Moment przełomowy? Moment przełomowy oceniłbym w dwóch krokach: pierwszy to staż w El bulli (Trzy gwiazdki Michelin, szef kuchni Ferran Adria, 5 razy uznana za najlepszą restaurację na świecie przyp. red.) gdzie zobaczyłem totalnie wolnego człowieka, stojącego na środku kuchni i pozazdrościłem mu tego uczucia, które raczej jest mi obce. Odczułem ewidentnie taką pozytywną zazdrość, że tam, stoi człowiek i wszystko, co przyjdzie mu do głowy, będzie próbował stworzyć, a nawet jeśli nie stworzy - to będzie próbował. Drugi krok to wyjazd do Nomy( Trzy gwiazdki Michelin, szef kuchni Rene Redzepi, od 3 lat uznana za najlepszą restaurację na świecie przyp.red.), gdzie z kolei nabrałem odwagi, poprzez wiele godzin rozmów z Rene, podczas których przedstawiałem takim bardzo niepewnym głosem, co bym chciał zrobić w Polsce i jakie miejsce stworzyć. Przykład samego Rene, którego start był chyba najgorszy z możliwych, kiedy był wyśmiewany i nikt nie podchodził poważnie do jego aspiracji, a dzisiaj chyba sami wiemy, gdzie to się skończyło. To dało mi odwagę. Noma, El Bulli to trzygwiazdkowe restauracje. Koło gwiazdek Michelin urósł już swego rodzaju mit, gwiazdki dają sławę, są synonimem sukcesu i gwarancją wyśmienitego jedzenia, ale czy faktycznie jest to największe wyróżnienie dla restauracji?


BEMAGAZYN.PL

To jest szczyt, wejście na szczyt i osiągnięcie absolutnej perfekcji. I trudno by mówić, tak jak w wielu dyscyplinach, że jest on zakończony jakimś biegiem finałowym i tylko jeden jest zwycięzca. Mówimy o rzeczy która dotyczy całej ludzkości – żywieniu. Jest to też zupełnie inna skala. To jest fair, że w wielu miejscach na świecie może się pojawić ktoś tak utalentowany, że zasługuje na te 3 gwiazdki. Rene sam przyznaje w wywiadach, cóż znaczy dzisiaj określenie numer 1 na świecie? To jest pojęcie względne, wielu klientów uważa, że jest nr. 2000. Jest to rzecz, którą każdy z nas odbiera bardzo subiektywnie. Siadamy, jemy niezależnie od technik zastosowanych i wszelkiego rodzaju teatralności, koniec końców odpowiadamy sobie sami na pytanie - czy smakowało? Co oznacza dla szefa kuchni otrzymanie trzech gwiazdek? Osiągnął szczyt i co dalej? To jest kwestia budowy człowieka. Mój idol Marco Pierro White osiągając szczyt, zdjął fartuch i poszedł na długi spacer. To jest dla mnie najbardziej wymierne, znaczy co więcej mam sobie do udowodnienia? Ferran Adria po zdobyciu szczytu wycofał się z tego i stworzył zupełnie inny koncept, chce się zajmować czymś innym. Pewne bariery, pewne szczyty zostały zdobyte i dla jednego jest to zakończenie pewnego okresu a dla kogoś walka z utrzymaniem gwiazdek, jak wiemy z historii, odebranie gwiazdki może doprowadzić do strzału w głowę. Jedno jest pewne trzygwiazdkowy szef kuchni ma tak totalnie zaburzone granice życia, jakiego normalny człowiek doświadcza, że to zależy od niego, czy jest na to zdecydowany, czy ma takie parcie i chęć osiągnięcia aż takiego sukcesu. Żeby zjeść kolację w trzygwiazdkowej restauracji, trzeba oczywiście dużo wcześniej zarezerwować stolik, czytałam, że można czekać nawet dwa lata. Czy ceny też kształtują się tak ekstremalnie? No to różnie. Od skrajnych przypadków totalnego napuszenia, jak to miewa Alain Ducasse gdzie 360 euro na osobę to jest minimum i jeszcze należałoby to jedzenie czymś popić. Poprzez takie miejsca jak gastropuby np. w Anglii, które dzisiaj posiadają gwiazdki Michelina. The Hand & Flowers ma dwie gwiazdki Michelin, idzie się tam zjeść porządnego steka i yorkshire pudding w takiej jakości, że właściwie tutaj usta wszelkim krytykom zostają zamknięte, którzy widzą promowanie luksusu, snobizmu przez Michelin, bo to są zarzuty najczęściej stawiane, taki lunch kosztuje 20 funtów. Pana autorska restauracja Atelier Amaro w tym roku otrzymała tytuł Rising Star, to znaczy, że ma szanse na otrzymanie gwiazdki Michelin, jeśli się uda, to będzie pierwszą restauracją w Polsce z tym tytułem. Jakie wymagania stawiane są przed restauracją, starającą się o gwiazdkę? Przede wszystkim musi zaistnieć w jakiś sposób ciekawie, na jakimkolwiek rynku, na którym inspektorzy się poruszają, Chodzi o standard jedzenia na przestrzeni czasu, jakim w przypadku Michelina jest rok. My byliśmy otwarci 3 miesiące w związku z tym nie należała nam się ta nagroda. Można dostać Rising Star na dwie gwiazdki. W związku z tym odbieramy to tak, że mamy szansę na 1 gwiazdkę.

SIADAMY, JEMY NIEZALEŻNIE OD TECHNIK ZASTOSOWANYCH I WSZELKIEGO RODZAJU TEATRALNOŚCI, KONIEC KOŃCÓW ODPOWIADAMY SOBIE SAMI NA PYTANIE CZY SMAKOWAŁO?

17


18

BE KULTURA

Otworzył Pan restaurację z myślą o zdobyciu gwiazdki? Była to sprawa ambicji czy raczej spełnienie marzeń o tworzeniu autorskiej Kuchni Polskiej we własnej restauracji? Obydwie rzeczy tzn. moja kuchnia jest kuchnią polską, jak najbardziej. Wydaje mi się też, że w każdym zawodzie czy w każdej dyscyplinie, gdzie ktoś trenuje lub pracuje całe życie i stawia sobie jakieś cele, w końcu chce się sprawdzić. Uznałem, że jest to pewien etap po 20 latach mojej pracy, kiedy chcę podnieść palec do góry, zgłosić się i powiedzieć „przyjdźcie i oceńcie mnie”, bo jeżeli jestem ”miles away” od moich marzeń, to może otworzę tutaj właśnie gastropub i będę sobie właścicielem, podjeżdżającym pod wieczór przeliczyć pieniądze. Chciałem tej miary, chciałem tej oceny i jakakolwiek by ona nie była, albo by mnie zmobilizowała do dalszej pracy, albo wiedziałbym, w którym punkcie stoję, ponieważ krajowe autorytety czy systemy miar są mało wiarygodne. Za jaką kwotę zjemy w Atelier Amaro? Lunch od 120 złotych , wieczorna kolacja 3 momenty od 145 złotych do 8 momentów za 280 złotych. Czym są te momenty? Momenty są to właśnie dania które my kreujemy, są opisane lakonicznie za pomocą trzech składników. Sugerujemy tylko niektóre ze składników występujących na talerzu, nie mówiąc czy to jest starter, czy zupa, czy jakakolwiek inna forma. Jest w tym trochę zagadkowości ale na tym nam zależy, żeby pokazać ludziom, że z polskich smaków można położyć na talerzach kuchnię, która bez kompleksów może w jakiś sposób konkurować z tymi najlepszymi. Nie mówimy tu o jakiejś wydumanej potyczce z 3 gwiazdkowymi restauracjami, ale mówimy o takim poziomie 1 gwiazdki. Można dostać naprawdę fajne produkty, fajne jedzenie, ciekawie, autorsko skomponowane przez szefa kuchni, taka była moja idea. I klientom się podoba? Jak reagują?

BO NAJWAŻNIEJSI SĄ MOI GOŚCIE, A ICH NA PEWNO NIE INTERESUJE CZY JA KRĘCĘ JAKIŚ PROGRAM.

Bardzo się podoba, ja jestem zaskoczony odbiorem. Z reguły są to ludzie świadomi, czasem ktoś odłożył na specjalną okazję w swoim życiu i przyszedł może ten jeden raz, tym bardziej chcemy, aby ten jeden raz zapamiętał. Jestem ciekawa gdzie Pan jada? Ma Pan do polecenia jakieś miejsca w Polsce? W Polsce nie jadam, sam gotuję, inspiracji poszukuje w wyjazdach zagranicznych tam się udaję, tam szukam ciekawych zestawień. W Polsce nie jest w stanie nic mnie zaskoczyć, ale z drugiej strony, żeby oddać dokładnie sytuację, tak jak ona wygląda, to od momentu otwarcie atelier nie mam czas na nic oprócz pracy. Czyli nie poleci mi Pan jakieś restauracji na Śląsku? Nie mam pojęcia o tym co się dzieje za rogiem, a co dopiero w innej części polski.


BEMAGAZYN.PL

Ale jak jest Pan w trasie to chyba wstępuje gdzieś, coś zjeść? Wstępuję, oczywiście. I na co zwraca Pan uwagę? Na czystość. Potrafię wyjść, kiedy wydaje mi się, że absolutnie nie jest czysto. Powtórzę słowa mojego idola Marco Pierre White: „I don’t complain restaurants because my expecatation are realistic”W związku z tym chcę naprawdę przyjść, zjeść, zaspokoić fizjologiczną potrzebę i nie staram się nikogo oceniać, ale tak jak chyba każdy zwracam uwagę na czystość, czy to co zostało przyniesione jest świeże, dobre do zjedzenia, są miejsca które jak najbardziej spełniają te wymagania. Szukałam informacji o Pana ulubionej potrawie ale nic nie znalazłam? Bo nie mam takiej , co chwilę pojawia się coś innego, nowego, jakiś nowy smak który mnie interesuje . Nawet moja forma pracy wygląda tak, że coś co wczoraj było na talerzu dzisiaj będzie już inne, potrafię nie wydać dwóch identycznych talerzy wieczorem, mówimy tutaj o tej samej potrawie. Jest to zdecydowanie kłopot dla mojej załogi która po prostu nie może zrobić foty, powiesić na ścianie i trzymać się standardów. Istnieje pewien szkopuł komunikacyjny, ponieważ moja głowa zasuwa na wielu frontach, bardzo szybko i faktycznie łapię się na tym , że usta nie zdążyły przekazać moich myśli, a ja oczekuję, że to zostało wyczytane z mojej głowy, jednak ewidentnie tak się nie dzieje. To jest problem. Często powtarza Pan, że najważniejszy jest smak, jakie smaki kojarzą się Panu z dzieciństwem?Czy tak jak większość dzieci nie lubił Pan brukselki, wątróbki i szpinaku? Nie lubiłem brukselki, ale wątróbkę jadłem bez problemu, szpinak też bez problemu . Zawsze wszystko mnie interesowało, dopiero później coś smakowało mi mniej i skupiałem się na tym co jednak bardziej. Może to zabrzmi banalnie, ale urodziłem się w sosnowcu i tam kontakt z naturą jest dosyć ograniczony, chyba, że weźmiemy pod uwagę wypady na zrywanie dzikich jabłek na ogródkach działkowych. Natomiast, mieliśmy tą okazje co roku, w wakacje być na prawdziwej wsi w okolicach Leszna, gdzie pamiętam magiczny ogród z taką furtką, całą porośniętą winoroślą. Pierwszą rzeczą jaką robiliśmy to właśnie biegliśmy tam, pod pompą myliśmy marchewki. To tak brzmi bajkowo, jest takie gładkie ale takie są moje doświadczenia. W tamtych czasach chyba wszyscy wiemy jak wyglądało zaopatrzenie i cała reszta gastronomiczo-kulinarna i te wakacje to była taka odskocznia. Opłacało się czekać. Wieś polska sama się żywiła i tam niczego nie brakowało, gospodarze sobie krzywdy nie robią, więc to była możliwość zetknięcia się z dobrymi produktami. To zostało mi trochę do dzisiaj, mam w sobie taką konsekwencję, że poczekam rok, ale jak jem np. owoce morza to tylko tam i wtedy w ogóle nie dotykam mięsa ani niczego innego, może to wynika z tego cyklu rocznego.

19


20

BE KULTURA

Ja sobie zostawiam te przyjemności, nie jem na siłę, a z drugiej strony chcę mieć punkty odniesienia. Jak wyrobić sobie zdanie o sushi, jedząc sushi tylko w Polsce? Kiepsko. Nie byłem w Japonii, ale np. w Kopenhadze jest genialne sushi, chyba jedno z najlepszych w Europie, można wtedy poznać to najbardziej zbliżone do ideału, żeby mieć dla siebie chociaż punkt odniesienia. Więc na takie okazje tak sobie czekam. Wracając do Atelier, jak kompletował Pan zespół? CV wpłynęło bardzo dużo, niektórych w ogóle nie czytałem i tak musiało się odbyć spotkanie, i tak musieliśmy sobie spojrzeć w oczy. Ponieważ jest to wyczerpująca praca, po kilkanaście godzin dziennie, to zastanówmy się w ogóle, czy chcemy z kimś, z kim nam kompletnie nie jest po drodze ten czas spędzić. Nie chcę nazywać niektórych rzeczy po imieniu, ale z sukinkotem nikt nie chciałby stać w jednym pomieszczeniu. Ja decyduje o tym, jak będziemy się zachowywać, jeśli będziemy rozmawiać o jedzeniu 14 godzin to super, jeśli będziemy rozmawiać o innych rzeczach których nie chcę wymieniać, to ten ludzki element jest chyba najważniejszy. Z drugiej strony , widzę, że ktoś kładzie CV i od razu mówi, że nie miał do czynienia np. z kuchnią molekularną, to bardzo dobrze, ewentualnie właśnie po to jesteśmy , żeby nauczyć. No, ale na początku kuchnia molekularna chyba może trochę przestraszyć? Ludzie myślą, że kuchnia molekularna, w ogóle ta terminologia tu jest źle dobrana , jest bardzo skomplikowana. A jak ja czytam przepisy babci z notatnika na zrobienie ciasta drożdżowego takiego ”wow” i widzę, ile godzin to zajmuje, to to jest dla mnie molekuła totalna. Nadal się Pan szkoli? Szkolę się cały czas. Teraz bardziej w bystrości postrzegania tego, co jest w naturze, żeby mi coś nie umknęło. Nie patrzymy na procesy kreowania w tak szerokim oknie jak wiosna, tylko zauważyłem, że coraz bardziej wycinamy sobie ten obraz. Czyli np. dochodzimy do tego, co jest tylko w tym tygodniu. Prowadzę taki kalendarz przyrody, w którym notuję, co zakwita, a co przekwita, jaka ryba idzie na tarło, jaka jest do łowienia, co się dzieje na polu, co się dzieje na łące, w lesie, nad morzem i z tego czerpię. Tzn. pojawiły się pierwsze borowiki i poziomki dla mnie to jest sygnał , że te dwa składniki lądują na jednym talerzu, już. Później się zastanawiamy, w jakiej formie i np. okazuje się, że jest to deser: lody są borowikowe i do tego są poziomki. Nie martwię się tym jaką metodę ”obróbki”, zastosuję tylko nie chcę, aby umknęły mi te rzeczy, które samoistnie natura podpowiada. To jest ciekawe. Uczulam się na to, żeby zauważać te wszystkie zestawienia, które same funkcjonują. Wydał Pan już dwie autorskie książki Kuchnia Polska XXI wieku oraz Natura Kuchni Polskiej, obie odniosły duży sukces. Czy planuje Pan wydanie następnej? O czym jeszcze chciałby Pan napisać?


BEMAGAZYN.PL

Planuję, tylko nie mam parcia na książkowanie, na bycie autorem rozchwytywanym. Książka, jaka mi się marzy, to kalendarz przyrody, ale myślę, że to będzie praca wieloletnia. Z drugiej strony chciałbym wydać książkę o swobodnym gotowaniu w domu, ale świadomym. Dopracować to, co zawiera przeciętna kuchnia z kilkoma podpowiedziami, żeby to, co robimy zbliżyć do warunków domowych. Czy jest w Polsce kucharz do którego czuje Pan respekt? Ja generalnie czuje respekt do wszystkich szefów kuchni, ponieważ uważam, że jest to jedna z cięższych prac. Wymaga totalnego, fizycznego i umysłowego wysiłku. Nie wszystkie zawody to ze sobą niosą. Można być artystą i w przypływie absyntu namalować fajny obraz, później się położyć i go podziwiać, ewentualnie na drugi dzień coś jeszcze domalować. Nie deprecjonuję, aczkolwiek w naszym zawodzie pojawia się ta powtarzalność i oczekiwania są codziennie te same. Dla mnie na poziomie kebaba czy trzech Michelinów to jest tak samo ciężka, fizyczna praca. Niebawem dorośniemy do etapu, gdzie szefowie kuchni, podobnie jak ja będą właścicielami restauracji. To problem w polskiej gastronomii, że wyrosła grupa restauratorów, którzy wiedzą lepiej. Tak naprawdę w hiszpańskiej restauracji na Starówce można zamówić żurek i właściciel nie widzi żadnej sprzeczności. Już dzisiaj w Warszawie ok. 200 restauracji potrafi się zamknąć w ciągu roku, powstają następne, na szczęście bardziej przemyślane. Nie jesteśmy zadupiem kulinarnym świata, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i działać konsekwentnie. Myślę, że pod tą lampą, którą Michelin zapalił nad Polską, wykluje się bardzo dużo talentów. Nie myślał Pan o tym, żeby być bardziej medialnym? Ostatnio w telewizji pojawia się coraz więcej programów kulinarnych. Co Pan o nich myśli?

Jeśli chodzi o medialność, to jest to tylko i wyłącznie decyzja o prowadzeniu swojej kariery. Ja pracując przez 8 lat u ś.p. Jana Wejcherta mogłem być Polskim Ramseyem, Pascalem czy Jamiem Olivierem i zrezygnowałem z tego. Przede wszystkim, niech osoba, która chce narzucać trendy ma za sobą coś więcej, powiedzmy papier, stoją za nią jakieś osiągnięcia niemierzone naszymi miarami, bo one bywają różne, przekupne i nieobiektywne. Z drugiej strony stacje telewizyjne do programu muszą nakłonić jakiś koncern, z którymi z reguły nie jest mi po drodze, ponieważ zajmuję się zupełnie innym rodzajem gotowania. Trochę jestem zdziwiony, ponieważ chyba najlepszym nośnikiem reklamy w telewizji byłby program kulinarny, sponsorowany przez wodę, który jest czysty w swoim przekazie. Nie narzuca szefowi kuchni mówienia, że och ten dodatek jest taki świetny .Dopóki te dwa aspekty nie zgrają się, to nie ma szans na program mocno obiektywny, gdzie szef kuchni chce pokazać coś innego, a przy okazji nie jest duszony za gardło obowiązkami promowania produktów na siłę. Taki program na pewno pomógłby budować świadomość. Nie doczekamy się Kuchennych Rewolucji Amaro? No nie, kuchenne rewolucje już były, jesteśmy po którejś edycji . Nie tędy droga, a poza tym czysto technicznie, zrobienie takiego programu jest gigantycznym przedsięwzięciem czasowym, wysiłkiem, na tym etapie, na którym jestem, nie pozwoliłbym sobie na zostawienie restauracji , wyjechanie, kręcenie programu. Bo najważniejsi są moi goście, a ich na pewno nie interesuje, czy ja kręcę jakiś program. dziękuję za rozmowę.

AT E L I E R A M A R O : ul. Agrykola 1 w Warszawie przy Skwerze Kisielewskiego tel. 22 628 57 47 kom. +48 607 97 00 00

21


22

BE KULTURA

Piłeś?

NIE DZWOŃ! WRACASZ Z IMPREZY I COŚ CI KAŻE ZADZWONIĆ DO PRZYJACIÓŁKI GIENI. GIENIA JEST POD “G”, PODOBNIE JAK GINEKOLOG, KTÓREGO OBUDZONA ŻONA ZE ZDUMIENIEM DOWIADUJE SIĘ, IŻ MA NIEZWŁOCZNIE POŻYCZYĆ PAS DO POŃCZOCH, BO PO DZISIEJSZEJ MŁÓCCE PLANUJESZ REPLAY...

I L U S T R AC J A : H U B E R T WAW R Z KO W I C Z


BEMAGAZYN.PL

S

ą przedmioty, które powinny być ustawowo wyposażone w alkomat. I automatyczne odcięcie energii w wiadomych okolicznościach. Mówię o najnowszych osiągnięciach cywilizacji, takich jak samochód. Telefon komórkowy. Laptop. Nie daj Boże - z Internetem. W pierwszym wypadku argumentacja jest prosta. Wystarczy wspomnieć wujka Józka, który co roku odgrażał się, że dla zdrowotności zacznie chodzić do pracy piechotą. W pewną Wielką Sobotę łaskawy los postanowił mu pomóc, ustawiając patrol na trasie Świdnica – Brzeg, którą to wujek Józek wracał właśnie swym tarpanem do domu z siatką białej kiełbasy i dwoma promilami. “Piłeś? Nie dzwoń” – głosi fejsbukowe hasło i chwała Zuckerbergowi za propagowanie rozsądku. Jeśli bowiem nie pamiętamy, co robiliśmy z telefonem po jedenastu browarach, wspomnijmy te sierpniowe augustowskie noce, gdy około trzeciej budzi nas komórka, a w niej odgłos gotujących się jajek wyjaśnia: “So ty myślisz, że zapo…kh…miałam???! Cztrnasty maja, to data magiczna i naj… kh…ważniesza, hepi bers dej… Gdzie?! Na Mazu…?! Oszaałaś? Przecież ja jestm w Sopocie, zamójiłam tatara i wódkh, muwjoes, bo się zaraz sylwester skończ!”. Inna rzecz, że urodziny mamy w kwietniu, Nowy Rok jest w styczniu, a sierpień to miesiąc trzeźwości. Pół biedy, jeśli brewerie dotyczą znajomych. Gorzej, gdy wracamy z imprezy i coś nam podpowiada, żeby natychmiast zadzwonić do przyjaciółki Gieni. Gienia jest pod “G”, podobnie jak ginekolog, którego obudzona w środku nocy żona ze zdumieniem dowiaduje się, iż ma niezwłocznie pożyczyć pas do pończoch, bo po dzisiejszej młócce planujemy replay. Z laptopem jest jeszcze gorzej. O ile bowiem możemy się wyprzeć, że do kogoś wydzwanialiśmy po nocach, a wszelkie pretensje abonenta wynikają z jego niespokojnych snów, to słowo raz napisane w mailu, w komunikatorze, czy na portalu społecznościowym ma tę złośliwą właściwość, że w owym mailu, komunikatorze, na portalu społecznościowym pozostaje na wieki wieków amen. Mało tego – może być powielane, linkowane i rozsyłane po całym świecie do końca naszych sromotnych dni. Stwierdzono przypadki, że trafiło ono do naszego pracodawcy, dziekana, męża lub rodzica. Nic przyjemnego, a czasu się nie cofnie. Mając to na uwadze, pamiętajmy zasadę: im weselej, tym dalej od komputera. Unikamy wszelkich grup dyskusyjnych, pisania blogów, publikowania złotych sentencji, których słuszność w przedziwny sposób wydaje nam się nagle odkrywcza. Wiem, to niełatwe. W wiadomym stanie każde słowo Paulo Coelho wypowiedziane podczas odkrztuszania płatków śniadaniowych, wydaje się objawieniem. Nasze z kolei myśli, błądzące głównie wokół sklepu nocnego, to już zupełna rewelacja. Nie ma jednak pilnego powodu, by dzielić się nimi ze światem. Nie ma też konieczności, byśmy zamieszczali na Facebooku zdjęcia, na których wyraźnie rysuje się problem chwilowego oczopląsu. Zostawmy komórki, wyłączmy komputer. Zwłaszcza, gdy złośliwy los łączy nasze konto pocztowe z siecią internetową. Jeśli o tym wszystkim zapomnimy, może się zdarzyć któregoś nieszczęsnego wieczoru, że na niewinnego maila od kolegi z pracy, który chciał uzyskać jedynie informację: gdzie leżą spinacze? – odpisujemy: - Zawsze cię kohaam! Od piersego dnia saleje za tobo! Ale ty jestesz ślipy i nawet gópich spinaczy nie umiesz znaleśś! Wypchaj się tymi szpinaczami i swoją nudną jak flaki z olejem, rzoncią! A wysyłając pocztę, z niejasnych powodów dodajemy adres szefa.

SYLWIA KUBRYŃSKA

23


24

BE KULTURA

J

edni ją piją po to, by się obudzić, inni z przyzwyczajenia, jeszcze inni – dla czystej przyjemności. Okazuje się jednak, że kawa, towarzysz dnia codziennego, ta którą przygotować możemy sami w domach lub ta, która podawana jest w każdej kawiarni, ma przed nami jeszcze mnóstwo tajemnic. Kawa włoska, ta najczęściej spotykana w Polsce, pozostawia niestety często wiele do życzenia. Wyśmienita we Włoszech, u nas notorycznie przygotowywana na gorszej, niefiltrowanej wodzie albo ze zwietrzałych, starych ziaren. Nieco wyżej w kawowym rankingu plasują się kawiarnie międzynarodowych sieciówek, tak obecnie popularnych, wręcz symbolizujących określony styl miejskiego życia. Jednak, coraz częściej spotkać możemy już kawę prawdziwą, parzoną przez ludzi z pasją, którzy całe swoje życie poświęcają na zdobywanie wiedzy o sposobie jej pozyskiwania i przygotowania.

BIAŁA

W przekonaniu się do kawy bez mleka i cukru pomóc mogą też Mariola i Błażej Walczykiewicz, prowadzący wspólnie w KATO Barze w Katowicach weekendowy KAWO Bar. W mobilnym barze kawowym, co prawda nadal króluje ekspres, ale wypić można również kawy przyrządzane w inny sposób – na przykład w Chemexie, naczyniu do przelewowego parzenia kawy. Napar z niego uzyskany, nazywany dripem, ma niesamowity, lekki aromat. Poje się go bez cukru i mleka, by niczym nie zamącać bogatego wachlarza smaków, które ten rodzaj parzenia wydobywa z ziaren kawy. Jednak kawa to nie tylko samo ziarno, ale cały rytuał towarzyszący jej parzeniu. Żona Pawła, Kasia, mówi, że praktycznie nigdy ta sama temperatura i długość parzenia nie będzie odpowiednia dwa dni pod rząd. W zależności od warunków atmosferycznych i samej kawy, której właściwości zmieniają się z dnia na dzień, ekspres i inne przyrządy do parzenia kawy muszą być codziennie rano ustawiane odpowiednio, by kawa była idealna.

F OT. W O J T E K B E D N A R S K I

CZARNA

Kawiarnia KAFO w Gliwicach, prowadzona przez uznanego w Polsce i Europie baristę Pawła Siemaszko, jest jednym z niewielu miejsc na Śląsku, gdzie słowo kawa znajduje swój prawdziwy odpowiednik. Paweł, dzięki bliskiej współpracy z importerami i palarniami kawy, nie tylko doskonale wie jaki smak wydobyć może z wybranej przez siebie mieszanki, ale skąd dokładnie ona pochodzi i chętnie się tą wiedzą dzieli ze swoimi klientami. Kawa, najczęściej sprowadzana z rodzinnych upraw ekologicznych, usytuowanych wysoko w górach Południowej Ameryki, z dala od zanieczyszczeń, gdzie ziarna zbiera się ręcznie, przy zminimalizowanym użyciu maszyn, nabiera zupełnie innego, niekomercyjnego znaczenia.

Biała, czarna, mocna, duża i mała – pod tymi znajomymi nazwami kryją się nieodkryte smaki, które warto poznać. Dzięki wiedzy i doświadczeniu młodych baristów mieszkańcy aglomeracji mają możliwość odkrycia na nowo tak już dobrze im znanej kawy. WERONIKA GLENSCZYK


WYSMAKOWANE POŁĄCZENIA

R

estauracja Spichlerz mieści się w zabytkowym spichlerzu, pochodzącym z 1783 roku, położonym u podnóża ruin zamku Kazimierza Wielkiego z XIV wieku, łączy w sobie wyjątkową przestrzeń, w której można poczuć ducha czasu, oraz wspaniałą kuchnię polską w nowoczesnym i eleganckim wydaniu. Sam Spichlerz jako miejsce jest bardzo ciekawym zabytkiem. Wszystkie krzesła i stoły stanowią oddzielne, unikalne, zabytkowe komplety, w całej restauracji natrafimy na ręczne malowidła i obrazy, zabytkowy piec kaflowy również pokryty jest ręcznymi malowidłami. Belka, która podtrzymuje całą konstrukcje spichlerza jest jedną z najdłuższych w Polsce. Wszystkie te smaczki, których nie sposób naraz wymienić oraz wyjątkowa dbałość o obiekt, przyczyniły się do otrzymania przez restaurację nagrody dla najbardziej zadbanego zabytku w Polsce, przyznawanej przez Generalnego Konserwatora Zabytków. Jednak spichlerz to nie tylko zabytek, lecz przede wszystkim restauracja, która może poszczycić się wyśmienitym menu. Każde danie, zaczynając od wybornego śledzia w śmietanie z jabłkiem lub w oliwie z cebulką przez połówkę kaczki pieczonej z jabłkiem w sosie żurawinowym, podawanej z kopytkami z patelni i zasmażanymi buraczkami, aż po własnego wyrobu sernik i szarlotkę trafiają w nawet najbardziej wysublimowane gusta, dzięki najświeższym produktom i umiejętnościom znakomitego szefa kuchni. Cóż więc poza smaczną kuchnią i zabytkowym obiektem restauracja Spichlerz ma nam do zaproponowania? Okazuje się, że bardzo wiele. Restauracja zajmuje się kompleksową organizacją przyjęć weselnych, komunii oraz chrzcin, a wyjątkowa jakość usług oraz magia tego miejsca gwarantują udane przyjęcie.

A R T Y K U Ł P R O M O C YJ N Y

Każda pora roku niesie ze sobą dodatkowe atrakcje. Latem otwarty zostaje taras z widokiem na ruiny, organizowane są przejażdżki bryczką lub konno, w październiku organizowana jest impreza jeździecka Hubertusa, natomiast zimą czekają na nas kuligi. Restauracja Spichlerz jest wyjątkowej klasy zabytkiem, który nie tylko możemy zobaczyć, ale także spędzić w nim miło czas, spróbować pysznego jedzenia lub zorganizować przyjęcie. Piękna okolica jest wisienką na torcie, tego miejsca nie uda nam się pomylić z żadnym innym. Restauracja SPICHLERZ: ul. Kazimierza Wielkiego 2, 42-256 Olsztyn - Śląsk mobile : 609055161 / 601416000, WWW. SPICHLERZ.NET


26

BE KULTURA

FIZJOLOGIA smaku

IDEALNIE PRZYGOTOWANA POTRAWA, KAŻDORAZOWO W IDENTYCZNY SPOSÓB MOŻE NAM SMAKOWAĆ ZUPEŁNIE INACZEJ. DLACZEGO? CO SPRAWIA, ŻE NIEKTÓRE POTRAWY SĄ BARDZO SMACZNE A INNE MNIEJ LUB W OGÓLE?

O

dpowiedź na to proste pytanie może okazać się bardziej skomplikowana, niż nam się wydaje. Nasze języki działają na zasadzie detektorów, rozpoznających związki chemiczne zawarte w pożywieniu. Innymi słowy receptory umiejscowione na języku przekazują do mózgu informacje, które zostają zakwalifikowane jako taki czy inny bodziec smakowy. Podstawowe smaki jakie znamy to: słodki, słony, kwaśny i gorzki. Smaki te zostały rozpoznane i sklasyfikowane ponad 2000 lat temu. Obecnie naukowcy starają się udowodnić, że potrafimy rozpoznawać jeszcze inne smaki, które często odgrywają role drugoplanowe.

dojrzewające sery (bardzo dużą ilość umami zawiera parmezan), grzyby, mięso, algi morskie i glutaminian sodu.

Około 100 lat temu japoński uczony, dr Kikunae Ikeda zidentyfikował piąty smak. Umami. Kluczowy smak kuchni japońskiej, który w Europie pozostawał przez długi okres niedostrzegany. Umami, znane również jako umame określa smak mięsny, przypominający nieco nasz domowy rosół, smak, który wywołuje pozytywne skojarzenia. Najczęściej kojarzonym z umami jest glutaminian sodu, lecz nie tylko on powoduje to przyjemne uczucie na języku, a raczej w mózgu, gdyż jak wcześniej pisałem to język pełni funkcję przekaźnika. Najczęściej odczuwamy umami spożywając produkty zawierające kwas glutaminowy i asparaginowy, które można znaleźć w takich produktach, jak wcześniej wspomniany rosół,

O postrzeganiu smaku decyduje nie tylko sposób doprawienia potrawy przez kucharza (czy to w domu, czy w restauracji). Często idealnie przygotowana potrawa, każdorazowo w identyczny sposób może nam smakować zupełnie inaczej. Dlaczego? W telegraficznym skrócie można obarczyć tym nasze emocje. To nastawienie emocjonalne, wydarzenia, które sprawiły, że czujemy się tak, a nie inaczej odpowiadają również za postrzeganie smaku. Jeśli usiądziemy do stołu z pozytywnym nastawieniem i zjemy naszą ulubioną potrawę – będziemy szczęśliwi. Kolejnym razem konsumując to samo danie, ze złym nastawieniem ,lub pod wpływem nerwów czy stresu ta sama potrawa, będzie dla nas po prostu nie smaczna.

Ciekawym znajduję fakt, iż smak słony i słodki mają ścisły związek z pozytywnymi cechami produktów spożywczych, podczas gdy smak gorzki i kwaśny traktowany jest przez nasz umysł jako sygnał zagrożenia. To, co gorzkie często nie jest tolerowane przez dzieci, dopiero z wiekiem uczymy się go oswajać, nie mówiąc już o czerpaniu z niego radości. Na obecną chwilę nie wyjaśnione pozostaje, dlaczego nasze organizmy rozwinęły się tak, aby receptory na języku zaczęły rozpoznawać umami.

Dodatkowo każdy z nas ma inne uwarunkowania smakowe wyniesione z domu.Podstaw smaku uczymy się już jako dzieci. To nasi rodzice i dziadkowie odpowiedzialni są za to, jak będziemy postrzegali jedzenie w przyszłości. Innymi słowy, odczuwanie smaku jest częściowo przekazywane genetycznie, a częściowo wyniesione jako nauka. Nie oznacza to oczywiście, że jeśli ktoś jadł potrawy mało skomplikowane nie jest w stanie nauczyć się w przyszłości rozpoznawania smaków bardziej złożonych. Wymaga to odpowiednich ćwiczeń na zapamiętywanie smaku i zapachu, a następnie łączenie ich w pasujące do siebie grupy. Zapamiętywanie zapachów i smaków ziół, warzyw i innych produktów spożywczych może okazać się przydatnym ćwiczeniem, aby później spożywając w restauracji obiad móc nawiązać niewerbalny kontakt z kucharzem odczytując jego sposób przygotowania danej potrawy. Wspomniane ćwiczenie nie jest tylko dla amatorów. Wielu kucharzy, szefów kuchni, sommelierów uczy się rozpoznawania smaku i zapachu, więc nie ma się nad czym zastanawiać, tylko jak najczęściej próbować, wąchać, zapamiętywać i kojarzyć ze sobą podobne smaki. Większość dań jest kombinacją składników łączących przynajmniej dwa podstawowe smaki. Umiejętność odpowiedniego połączenia składników smakowych sprawia, że w daniu odczu-


Dla mnie smak jest czymś co cały czas pozostaje nie odkryte, czymś co ewoluuje i co nieustannie daje do myślenia. Nieskończona liczba kombinacji składników smakowych daje kucharzom wciąż nowe możliwość tworzenia, a konsumentom możliwość poznawania nowego. Nie pozostaje nic innego jak otwartość na nowe doznania smakowe i poszerzania horyzontów. Przemysław Błaszczyk wraz z żoną prowadzi w Chorzowie Mańana Bistro & Wine Bar

smak słony

Warto jednak pamiętać, że smak nie koniecznie idzie w parze z ceną, że droga potrawa w cale nie musi smakować nam bardziej niż ulubione ruskie pierogi, którymi zajadaliśmy się u babci, a butelka wina za 250 zł wcale nie musi być lepsza od tej za 45 zł.

smak słodki

wamy równowagę, złożoność i głębię. Jednak nawet najbardziej wyborny kucharz spotka klienta, który po swojemu doprawi jego idealnie zharmonizowaną potrawę, z której wcześniej 99,9% osób było w pełni usatysfakcjonowanych. Dlatego na stołach znajduje się często sól, pieprz czy inne dodatki. Każdy z nas ma inne uwarunkowania genetyczne, inne doświadczenia kulinarne, inną budowę fizjologiczną i często zmienne nastroje. Większość została wychowana inaczej i inne potrawy przypadają nam do gustu.

smak kwaśny

smak gorzki

BEMAGAZYN.PL

27


28

BE KULTURA

T

E

K

S

T

SYLWIA KUBRYŃSKA Pisarka, blogerka, dziennikarka. Pochodzi z Mazur, mieszka na Kaszubach. Laureatka nagrody Gdańsk Metropolia Europejska Stolica Kultury i Wydawnictwa Replika. Jurorka Blog Forum Gdańsk 2011. Publikuje opowiadania na gdańskim portalu bedeker.pl. Jest autorką powieści Last Minute i bloga www.kubrynska.com

PRZYPADEM DO SUWAŁ W PIERWSZEJ CHWILI MYŚLAŁAM, ŻE NACZELNA SIĘ WALNĘŁA...

J

akiś czas temu dostałam od naczelnej BE MAGAZYN maila z prośbą o tekst do nowego wydania numeru o znamiennej nazwie BE NASTY. Pech chciał, że od pewnego czasu uczęszczałam akurat na intensywny kurs języka angielskiego i słowo „nasty” miało dla mnie szczególne znaczenie. Z miejsca więc zrozumiałam przekaz i z całego serca zapragnęłam „dać czadu” w moim tekście do takiego zadziornego wydania. Cała moja natura wszak to paskudztwo, zepsucie i mrok, w całej rozciągłości definicji tych słów. Inna rzecz, czy jest coś ciekawszego, niż przymiotniki, jakie znajduję w słowniku angielsko-polskim pod hasłem „nasty”? Brzydki, groźny, nieprzyjemny, zły i paskudny? Toż to poezja, miód na serce dla każdego felietonisty! Morze możliwości. Zaczynam od hejterskiego tematu o tym, jak ja nie cierpię zdrobnień. Odczuwam fizyczny ból, słysząc codziennie od znajomych w pracy, że mam im wypalić PŁYTKĘ. Że mam wejść na STRONKĘ. Żebym podała GAZETKĘ. Bo fajny jest tam ARTYKULIK. Albo, o Jezu: ZDJĄTKO! Na maila z PYTANKIEM w tytule wysyłam w rewanżu SIERKIERKĘ. W każdy DZIEŃDOBEREK ślę grzmotem: ŻEGNAM. Ozięble. Z domieszką wzgardy. W moim świecie nie ma miejsca na fraternizowane czułostki. Kawai, słodkie focie, kicie, misie i inne różowe paskudztwa zalewające świat dorosłych, ba!, podstarzałych internautów! Te wszystkie kocięta w skarpetkach, kokardki na łbach psiaków rasy Yorkshire, trzymajcie mnie ludziska! Nie znoszę, nie cierpię, błagam: dość! Protestuję, mówię: nie. Stop infantylizmowi, śmierć zdrobnieniom. Od dziś nie zmiękczamy, od dziś jesteśmy NASTY. Każde słowo zakończone na „ek”,

„ik”, „ka” – do liftingu! Wycinamy, skracamy, destruujemy. Każde słowo niosące ledwo choćby nutę fałszu zdrobnienia – dławimy w zarodku. Nadajemy mu wojskowy dryl, w którym nie ma miejsca na pocieszne ogonki. I tak, zamiast „stronki”, mamy web, zamiast płytki – rejestr. Zamiast zdjątka – fotografię, miast pytanka – KOMENDĘ. Kto chętny, niech to zdrabnia! Nie da się? Wspaniale. Idziemy dalej. Są słowa, co w swej podstępności od zarania języka mają już tę odrażającą formę. Są zdrobnione od dziecka! Co zrobić zatem z przypadkiem? Przecinkiem? Co zrobić wreszcie z Suwałkami??? Zgrubiać! Tworzyć nowe, niezdrabniane ich formy! I tak mamy PRZYPAD. PRZECIN. SUWAŁY. Nie lepiej? Z takim to apelem wystąpiłam pod egidą NASTY i już miałam go słać do druku, gdy w tak zwanym międzyczasie dostałam ponaglającego maila: „Hej, co u diabła z tekstem do numeru BE TASTY”??? W pierwszej chwili myślałam, że naczelna się walnęła. Ot, zwykła literówka, wszak to tylko jeden znak fałszywy, zamiast „N” jest „T”. Spojrzałam na klawiaturę, czy są może jakoś blisko położone? Są położone o lata świetlne! A więc sprawdziłam. Znalazłam mail sprzed miesiąca. Naczelna się nie walnęła. W tym miesiącu mamy być „tasty”. Słodkie? Smakowite? Ciastka? I co ja mam zrobić ze swoim najeżeniem? Co począć z hejtingiem? Gdzie miejsce na moje paskudztwo? Na moje: „NIE”?! Ale TASTY to nie tylko słodycz. To też dobry smak. A dobry smak może być NASTY. Dlatego zostawiam swój apel. Więcej: ja go poszerzam. Poddaję ekspansji. Bądźmy TASTY. Nie jedzmy ciasteczek. Babeczek, eklerków. Porzućmy wafelki. I batoniki... Weźmy się lepiej za CIACHA. I BABY.


ALWAYS TASTY

Lekka, zdrowa i delikatna kuchnia europejska z fuzjami smakowymi. Wizytówkę restauracji stanowią smakowite żeberka, genialne steki, wyśmienite ryby oraz przepyszne lunche tylko za jedyne 18 zł. BLU to miejsce idealne na zorganizowanie wesela lub imprezy firmowej. Smaczna kuchnia w połączeniu z wyjątkową muzyką i niepowtarzalnym klimatem, położenie w otoczeniu zieleni parku, dogodny dojazd, obszerny parking, profesjonalna obsługa oraz kącik dla dzieci to zalety których nie sposób ominąć, ale BLU to przede wszystkim miłe, ciepłe miejsce z pysznym jedzeniem. Zapraszamy !!! ADRES: RESTAURACJA BLU UL. GEN. MACZKA 41, BIELSKO - BIAŁA T E L : 48 33 445 13 32-33 CZYNNE: Pon. – Sb.: od 11:00 Niedz.: od 12.00 WWW.RESTAURACJA-BLU.PL

HOBU Sushi & Asian Menu to wyjątkowe miejsce na kulinarnej mapie Katowic. Restauracja przyciąga swoich gości oryginalnym, nowoczesnym wnętrzem, wyśmienitą kuchnią azjatycką i przyjemną atmosferą. Koneserzy Sushi nie będą zawiedzeni, w HOBU możemy poczuć się jak w Kraju Kwitnącej Wiśni, doświadczeni kucharze serwują sushi wykonane z najwyższej jakości składników, dla tych którzy preferują dania gorące w menu szeroki wybór potraw kuchni Azjatyckiej. Codziennie restauracja ma nam do zaoferowania atrakcyjne rabaty, które skłaniają do odwiedzania lokalu w każdy dzień tygodnia, co więcej, HOBU oferuje sushi na dowóz z 20% rabatem!

A DR E S: UL. PLEBISCYTOWA 10, KATOWICE T E L : 32 203 00 10 CZYNNE: Pon. – Śr.: 12:00 – 22:00 Czw. - Sob.: 12:00 – 24:00 Niedz.: 13:00 – 22:00 WWW. HOBU.PL

Buon Gusto to unikatowe miejsce w Bielsku – Białej. Delikatesy te mieszczące się w centrum miasta codzień rano zapełniają się koneserami włoskiej kawy, parzonej z najlepszych ziaren. Do kawy można dobrać śniadanie, przygotowywane zawsze na świeżo. Ale to nie aromatyczne napoje i przekąski są najważniejsze. Ponad 70 rodzajów wędlin zagranicznych – od szynki parmeńskiej po speck, ok. 50 rodzajów unikalnych serów – gorgonzola, brie de maux, burratina – to niektóre przykłady produktów - z certyfikatami AOC, DOC. Krojone i pakowane są w unikatowy sposób, który zapewnia ich jakość i świeżość. BG oferuje również szeroki wybór najwyższych jakościowo wędlin polskich, makaronów, win czy dodatków, a wykwalifikowana obsługa doradzi, jak wybrać coś dla siebie. AD R E S : UL. 11 LISTOPADA 36, BIELSKO - BIAŁA T E L : 33 816 64 00 CZYNNE: Pon. - Pt.: 8:00 – 18:00 Sob.: 8:00 – 14:00 WWW.BUONGUSTO.COM.PL


30

BE KULTURA

UDŁAW SIĘ

SĄ LUDZIE, KTÓRZY LUBIĄ DOBRZE ZJEŚĆ I SĄ TACY, KTÓRZY JEDZĄ, BO MUSZĄ. SĄ I TACY LUDZIE, KTÓRZY UWIELBIAJĄ GOTOWAĆ I WYMYŚLAĆ NOWE PRZEPISY, SĄ TEŻ TACY, KTÓRZY OKRADAJĄ TYCH PIERWSZYCH.

S

ą ludzie, którzy lubią dobrze zjeść i są tacy, którzy jedzą, bo muszą. Są i tacy ludzie, którzy uwielbiają gotować i wymyślać nowe przepisy, są też tacy, którzy okradają tych pierwszych. GoldenLine to serwis społecznościowy dotyczący kariery i życia zawodowego. Na portal składają się też fora, które podejmują tematykę zainteresowań. Uszczęśliwianie przez Gotowanie to forum założone w 2006r. Obecnie liczy 6 tys. użytkowników. Należą do niego amatorzy i profesjonaliści, właściciele i kucharze restauracji a także wolni strzelcy. Aby dołączyć do grupy, należy mieć uzupełniony profil. Andreas Besz mieszka w Grecji. Jest pół Grekiem, pół Polakiem. Zapisał się na forum UPG i aktywnie uczestniczył w życiu grupy. Wrzucał swoje przepisy razem z różnymi stylistycznie zdjęciami. Któregoś razu opublikował zdjęcie pieczywa, opatrzone podpisem „Świeżo wyjęte z pieca”. Jedna z użytkowniczek – Karolina – poddała w wątpliwość jego post. - Jakim sprzętem fotografujesz? Andreas, jest 11 w nocy. Przecież na tym zdjęciu jest światło dzienne. Pół Grek, pół Polak obruszył się i postanowił wrzucić zdjęcie swojej kuchni. Ogromna, wielka przestrzeń, ze wspaniałym dużym stołem. - Zdjęcie było jak zwykle inne od wszystkich. Każdy fotograf, nawet amator, ma przecież swój styl – dodaje Karolina. Moderatorów zastanowiły posty Andreasa. Jeden z nich, Jurek, postanowił poświęcić swój czas i sprawdzić forumowicza z Grecji. Wszczął swoje prywatne internetowe śledztwo. Patrycja mieszka w Irlandii. Pisze o sobie: kulinarna hedonistka uzależniona od pieczenia chleba, czarnej czekolady i fotografowania. Od 2007r. prowadzi kulinarnego bloga truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com. Obserwuje go prawie 700 osób, natomiast fanpage na Facebook’u 2,5 tys. Liska z Warszawy tak jak Patrycja – uwielbia gotować. Swojego bloga whiteplate.blogspot.com prowadzi od sześciu lat. Blog obserwuje ponad 3 tys. osób a facebookowy fanpage liczy 22 tys. obserwujących.


BEMAGAZYN.PL

Magdalena Makarowska - mgr biotechnologii roślin i drobnoustrojów Uniwersytetu Łódzkiego, dietetyk i pedagog. Wydała bestsellerową serię książek „Jedz pysznie, chudnij cudnie”. W tym roku, wydawnictwo Feeria, opublikowało jej książkę „Jedz pysznie razem z dzieckiem”. Na swoim fanpage’u Trufla opublikowała informację o kradzieży jej przepisów w książce Makarowskiej. W książce nie tylko są przepisy, ale również tekst Trufli dotyczący zdrowego odżywiania. Najnowsza pozycja dietetyk zawiera przepisy z bloga White Plate. Liska dodała wpis „Jak powstaje przepis, jak powstaje tekst”, w którym odpowiada czemu służy blog oraz porusza publikacje prasowe, które wykorzystały zawartość jej strony. Dodaje, że problem nie dotyka tylko jej, ale też innych blogerów. Kradzież przepisów i tekstów nie spodobała się internautom. Na fanpage’u Patrycji możemy przeczytać komentarze dotyczące incydentu: „POZWIJ JĄ. To jest skandal”, „Żeby się udławiła”, „Mam tą książkę w domu, zachwycałam się przepisami, a fe Pani Magdo!”, „Proponuję ją zeskanować i za darmo umieścić na blogu z odpowiednim komentarzem.” Większość internautów proponuje rozwiązanie prawne. Na blogu White Plate można przeczytać komentarze dodające otuchy: „I tak zawsze będę zaglądać tylko na twój blog i twoje przepisy(ktokolwiek gdziekolwiek ich nie opublikuje). Bo Twoje przepisy zawsze wychodzą i wszystko jest przepyszne...założę się,

że jakbym coś ugotowała z tej książki i tak by nie wyszło...bo potrzebna jeszcze szczypta magii...” Inna internautka pisze: „To zwyczajne złodziejstwo, dobrze Lisko, że o tym napisałaś. Każdy kto spotkał się z kradzieżą tego typu powinien o tym pisać, może wtedy coś się zmieni. Dla mnie nie do pomyślenia jest, że wydawnictwo wydało taki plagiat i ktoś za to bierze pieniądze. Książka powinna być wycofana, a »autorka« powinna ponieść koszty druk, reklamy itd. Może wtedy nauczyłaby się, że nie wolno bezkarnie kraść!”

31

Proszę mi wierzyć, że będę dążyć do właściwego uznania wszystkich osób, których praca i pomysłowość mogły zostać w niej wykorzystane przez moją nierozwagę bez ich wiedzy i zgody.”

MARTA WOŹNIAK

Jurek przejrzał posty Andreasa. Część linków do zdjęć miała niezmieniony adres. Część odnalazł za pomocą programu odszukującego prawdziwe źródło pochodzenia. Żaden przepis i zdjęcie Andreasa nie było jego autorstwa. Pochodziły z polskich i greckich stron kulinarnych, restauracji i blogów. Na forum UPG moderator założył temat, w którym zestawił posty Greka wraz ze źródłami stron, z których kradł przepisy i zdjęcia. Na drugi dzień Andreas Besz usunął swoje konto z GoldenLine. Wydawnictwo Feeria w porozumieniu z autorką wstrzymało sprzedaż książki do czasu aż sprawa się wyjaśni. Makarowska na swojej stronie oświadczyła: „Jest to bardzo przykra sytuacja, z której nie zdawałam sobie sprawy, korzystając w swojej 6-letniej praktyce dietetyka z różnych przepisów, w tym pochodzących od znajomych i pacjentów. (...) Jest mi szalenie przykro i serdecznie przepraszam wszystkich, którzy zawiedli się na mojej książce.

Z D J Ę C I A N A S T R O N AC H : Karolina Ofrali


32

BE KULTURA

POLSKA jest TASTY TEMAT MOŻE Z POZORU TROCHĘ JUŻ NIEAKTUALNY, GDYŻ ROBI SIĘ DELIKATNIE PO SEZONIE, A Z DRUGIEJ STRONY MOŻE TO WŁAŚNIE NAJLEPSZY CZAS... GDYŻ ROBI SIĘ DELIKATNIE PO SEZONIE. CO ZA TYM IDZIE, TŁUMY OSZALAŁYCH TURYSTÓW, WYGŁODNIAŁYCH WOLNOŚCI LICEALISTÓW, WCIĄŻ NIENASYCONYCH STUDENTÓW ORAZ ROZWRZESZCZANE WYCIECZKI „KOLONIALNE” Z RYCZĄCYMI PODSTAWÓWKOWICZAMI, MAMY ZA SOBĄ.

I L U S T R AC J A : K ATA R Z Y N A GA S I Ń S K A


BEMAGAZYN.PL

Czas sprzyja również pod innym względem – mianowicie jesteśmy szczęśliwym pokoleniem ludzi, którzy realnie odczuwają zmiany klimatyczne, wiążące się z efektem cieplarnianym i dziurą ozonową. Co za tym idzie, zmiany te pozwalają nam obserwować przesunięcie pór roku, toteż prawdopodobnie czeka nas piękny wrzesień, październik, a może nawet listopad (przypuszczalnie także trzydziestostopniowy styczeń, ale to już z innej beczki...). W każdym razie... Polska. Pięknie i dumnie położona między 54, a 49 stopniem szerokości geograficznej północnej i 14, a 24 stopniem długości geograficznej wschodniej. Dla zwykłego śmiertelnika znaczy to tyle, że rozciąga się od Bałtyku, aż po Bieszczady i niemal od Strzyżowa na wschodzie, po Cedynię na zachodzi kraju. Dla nas natomiast, znaczy to, że Polska to jedno z nielicznych państw świata, mogące poszczycić się wszystkimi rodzajami ukształtowania terenu, a co za tym idzie, wszystkimi atrakcjami turystycznymi, jakie człowiek może sobie wymarzyć. Z całym szacunkiem, pomijam w tym miejscu standardowe „nadmorze” i „wgórach”. Natura wyposażyła nas w całą masę jezior i lasów – często jeszcze nieodkrytych, parków, skałek, dolin, malowniczych urwisk, pagórków, łąk etc. Nawet i pustynię mamy, a co!... Mamy również miasta, z gwarem uroczym, niemal czułym, piękną frapującą architekturą, która stanowiąc zbiór doświadczeń wieków, zachęca do odwiedzin innych zakątków świata. Bowiem, nie są to może najpiękniejsze zabytki, jakie w ogóle istnieją, ale za to wyjątkowe. Mają w sobie coś, co stanowi znaczący przedsmak okazów najbardziej znanych i najpiękniejszych. Nie są więc nasze miasta zachłanną machiną, gromadzącą fanatyków gotyku, baroku czy klasycyzmu. “A idź, turysto!” – mówi każda kamieniczka, dzwonnica i katedra. “A zwiedzaj, zobacz więcej! Bo to, co ujrzałeś jest kroniką dziejów, swojego rodzaju kalejdoskopem, zachęcającym do nasycenia oczu w pozostałych częściach świata tworami największymi, najznamienitszymi.”

Mamy również wioski, spokojne i ciche, jednak charakterystyczne, w których nastrój idylli łączy się ze swojego rodzaju survivalem. Agro-atrakcje pozwalają jednoczyć się z łonem natury bez kontaktu z cywilizacją, jednocześnie dając ciche poczucie bezpieczeństwa nam – uzależnionym od komórek i laptopów, użytkownikom suszarek i golarek. Mamy także ośrodki luksusu, surfingu, złotych plaż i kolorowych drinków z palemką. Każde miejsce w tym kraju posiada swój własny, niepowtarzalny charakter, swoje odrębności kulturowe, swoje sympatie i antypatie wewnątrzregionalne – słowem, ustosunkowanie do reszty rzeczywistości. Nawet miejscowa kuchnia w każdym zakątku tego tkniętego Palcem Bożym miejsca jest niezwykła i nie do zapomnienia. Dla wymagających i leniwych znajdziemy nowiuśkie, prawie jeszcze nieskażone obecnością ludzi hotele, restauracje, gospody stylizowane na chłopskie chaty, ośrodki SPA, domy odnowy biologicznej, centra burżuazji, rozpusty i przepychu, a jakże! Bo i odnowić się u nas można! Oferta lepsza niż Bora-Bora, różnorodność porównywalna z dalekim orientem, bogactwo historyczne przewyższające Rzym, piękno przyrody, przy którym bledną Praga i Słowacja, przepych i luksus jak w Mediolanie, wielkomiejski gwar przypominający New York, ale i Paryż zarazem. Czy znamy swoje bliższe i dalsze ‘otoczenie’? Czy wiemy, dlaczego Ślązacy nie lubią warszawiaków, warszawiacy nie lubią łodzian, a centralna Polska nie pała miłością do poznaniaków i Lubelszczyzny? Może to zwyczajnie kwestia braku wiedzy i otwartości, chęci i wiary we własne okolice? Zanim postanowimy zobaczyć japoński ścisk ulic, spróbujmy poznać to co nasze. Pamiąteczki, malutkie parki, ławeczki, smoki, żaglóweczki, rybki, komary, pyry, cepelie, zabytki, lasy, zamki, ścieżynki, strumyczki, dróżki, jeziora, dyskoteki w remizach i sto-

33

łeczne biby, kiełbaski, oscypki, kierpce, scyzoryki, latarnie morskie, deptaki, pierogi, „godki”, gwary, slangi... Niebezpieczna, zarówno dla swoich, jak i obcych, jednocześnie gościnna i przygarniająca ramieniem. Taka właśnie jest nasza ciepła i mroźna Ojczyzna. Wciąż jeszcze niezadbana odpowiednio, wciąż za droga dla rodaków, wciąż z (niepotrzebnymi!) kompleksami, ale wciąż wewnętrznie, niepowtarzalnie piękna i dumna. Szara i senna – Polska. Kolorowa i roześmiana – Polska. Jesteśmy fascynującym narodem. Wszystkich nas cechuje podobna niespokojność ducha, niezadowolenie ze świata zastanego i bunt przeciwko... wszystkiemu. Jeszcze 50 lat temu uważani za sól ziemi Narodów Europy, inteligencka elita świata, nieustraszeni, butni i groźni, z asem w rękawie w każdej sytuacji. Czy Szanowny Czytelnik wie, że poza Muzeum Narodowym w Krakowie, jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami 782 muzeów, 370 galerii i salonów sztuki, 183 teatrów i instytucji muzycznych, 443 kin? Dane pochodzą, mili Państwo, z końca 2010 roku, kiedy to nasza statystyczna potrzeba ukulturalnienia drastycznie spadła. Kolejna informacja dla zapracowanych bez urlopu lub niemajętnych jest taka, że każde muzeum w tym kraju ma obowiązek funkcjonować za darmo w jeden wybrany dzień tygodnia. To szansa na mały, parogodzinny, aktywizujący wypad. Skorzystajmy więc z kochanego Internetu w celu zdobycia najistotniejszych informacji i w drogę, moi mili! Poczujmy się w końcu dumnymi Polakami. Nie bądźmy nabzdyczonymi ignorantami z napchanymi (raz w roku) portfelami, tymi od wysp Bahamas. Stanowimy coś na kształt domieszki hardej rosyjskiej krwi, niezmiennie arystokratycznych usposobień, hiszpańskiego temperamentu i luzu, oraz wielu jeszcze innych drzazg kłujących resztę świata, co w rezultacie daje niepowtarzalną Polską Szeroko Pojętą Urodę. KAROLINA GRZYB


34

BE KULTURA

WISH YOU WERE HERE


BEMAGAZYN.PL

J

echaliśmy już ponad 6 godzin. Świadomość obcowania w środowisku tak dla nas nowym i nieznanym tylko potęgowała uczucie napięcia. Zresztą nie ma co się dziwić, Chiapas – druga pod względem wielkości dżungla w Ameryce wzbudza respekt. A już szczególnie, gdy ni tu stąd, ni zowąd na jej skraju materializuje się groźno wyglądający skrzat leśny z maczetą w ręku. I bacznie się nam przygląda. Nam tzn. białym, bo w tych stronach, południowym Meksyku przy granicy z Gwatemalą, to już rzadkość. Wjeżdżaliśmy właśnie w rejony, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu wybuchła rebelia Indian niezadowolonych z panowania Rządu w stolicy i nikt z nas nie miał pojęcia jak skutkowało to na bladolicych obcych kręcących się po okolicy. Ponadto nigdy nie doszło do podpisania ugody a znak ostrzegawczy „Teren Chiapas. Tutaj lud rządzi a Rząd słucha” niczym złowieszczy omen dobitnie miał o tym przypominać. A jak się tu znaleźliśmy? Cofnijmy się wstecz o kilka dni. Po wylocie z Alaski skierowaliśmy się na półwysep Jukatan. Pierwszym wrażeniem, jakie odczułem zaraz po wyjściu z lotniska w Cancun było, że oto znaleźliśmy się w najbardziej „Amerykańskim” mieście na południe od El Paso. Nie pozostawało więc nic innego jak zbierać graty i z nieukrywaną satysfakcją pożegnać Jankesów na dobre. I tak nazajutrz znaleźliśmy się w Chichen Itza – najlepiej zachowanym mieście Majów i jednym z siedmiu cudów świata. Przy okazji dowiedzieliśmy się od lepiej poinformowanych backpackersów, że w sąsiedniej Gwatemali też walało się trochę gruzu, który niecałe 1000 lat temu był stolicą i niekwestionowanym centrum ich kultury. Nie trzeba nam było tego powtarzać. Ruszyliśmy dalej na południowy-zachód do San Cristobal de las Casas – naszej ziemi obiecanej – swoim urokiem nieporównywalnej z żadnym innym miejscem w południowym Meksyku. Miasteczko założone prze Hiszpańskich konkwistadorów w … nosi nazwę po św. Krzysztofie, który jest zarazem jego patronem. Usytuowane pomiędzy górami, na wysokości ponad 2300 m. przyciąga tych bardziej wymagających turystów, którzy nad oklepane szlaki stawiają na spokój i wyjątkową atmosferę. Do tego dodać hiszpańską architekturę kolonialną plus latynoski temperament mieszkańców i nie trzeba nikogo przekonywać. San Cristobal jest po prostu piękne. Więc co nam strzeliło do głowy, żeby wyruszać do serca meksykańskiej dżungli? Czy to chęć ujrzenia z bliska czynnego wulkanu, czy może świadomość o małym zainteresowaniu rzeszy turystów tym miejscem (zresztą nie tylko turystów, Wikipedia również dawkuje informacje)? A może wspólna chęć przeżycia przygody? Chyba wszystkiego po trochę. Faktem jest natomiast, że wyruszyliśmy na nią zupełnie nieprzygotowani. Bez mapy, za to z ulotką reklamującą piękny kanion na której namalowany był nasz wulkan, bez większej znajomości hiszpańskiego, za to z bogatym obyciem w sztuce improwizacji (i machania rękami) ruszyliśmy wynajętym „Chevy’m” do serca Chiapas.

35


36

BE KULTURA

Od początku dało się odczuć, że i tym razem okoliczności nie będą nam sprzyjać. To nic, że co chwila zatrzymywało nas wojsko i dokonywano inspekcji auta, by udowodnić, że nie tylko meksykanie zajmuję się narkobiznesem w Meksyku, to nic, że droga, którą jechaliśmy wydawała się mieć więcej dziur niż asfaltu, i na koniec to nic, że jechaliśmy przez niebezpieczne rejony gdzie nie tak dawno wybuchła krwawa rebelia, najgorsze było przedzieranie się przez gąszcze językowego niezrozumienia za pomocą mowy ciała i demonstrowania wszystkiego na przykładach. Lecz zdarzyło się, że miejscowi znali kilka polskich słów. Na przykład notorycznie powtarzane „curva”. Z początku myśleliśmy, że w ten sposób dają wyraz swej złości na stawiane pytania i błazeńskie gesty opisujące drogę i wulkan. Później przyszły nam do głowy żeńskie odpowiedniki leśnych skrzatów, z tą różnicą, że nastawione bardziej towarzysko do ludzi. I choć właściwe hiszpańskie znaczenie znajdowało się poza granicą naszego zrozumienia* to szczęśliwie, że znali ten właśnie wyraz. Wyobraźcie tylko sobie, jakiego charakteru nabrałaby rozmowa, gdyby operowali tylko polskimi: gringo, maczeta i zabić. U końca wyprawy, po zasięgnięciu informacji o możliwych niebezpieczeństwach czyhających na wszystkich tych, którzy bez przewodnika i o tej porze dnia próbują dostać się w pobliże El Chichon zaczęliśmy wątpić w powodzenie naszej małej misji. Ostatecznie postanowiliśmy przeczekać noc i ruszyć o poranku. Było to bardzo rozsądne ze względu na fenomen burz, jakie mają miejsce na tych wysokościach każdego popołudnia przez okrągły rok.

Ostatnie kilometry (dokładnie 20) pokonaliśmy o świcie. Droga zrobiła się szutrowa i szła przez las, toteż szybko zatęskniłem za podziurawioną asfaltówką zostawioną za plecami. Miejscami usiana kamulcami wielkości piłek futbolowych o krawędziach tak ostrych, że z łatwością przebiłyby oponę. I przebiły, a że klucze okazały się bezużyteczne zmuszeni byliśmy jechać tam i nazad na samej feldze. Dotarliśmy po jakiejś godzinie do miejsca, gdzie kończyła się droga i zaczynał las a wulkanu jak nie było tak nie ma. Jedynie zardzewiała tabliczka ostentacyjnie informowała, że znajdujemy się blisko. I jako pierwsza po ok. 400 km wskazywała kierunek. Ale nic nam z tego skoro udeptana ścieżka prowadząca w górę ginęła wśród traw i strumyków a my wiedzieliśmy, że czeka nas jeszcze 3 godziny marszu. Nieoczekiwanie ukazał się nam w drzwiach na pierwszy rzut oka opuszczonego domu skrzat leśny oferujący swą pomoc. Uradowany z jego obecności wyraziłem swoją wdzięczność zwiniętymi w rulonik jednodolarówkami. Ponad dwie godziny wędrówki pod górę w upale i przy wilgotności, od której mieszały się zmysły. Do tego latające robactwo i siarkowa woda pita z pokonywanych strumyków. Ale naprawdę było warto. Zresztą oceńcie sami.

*Curve – miejsce, w którym droga (rzeka) zmienia kierunek, potocznie zakręt

TEKST Łukasz Głuchowicz dowcipny i charyzmatyczny podróżnik-amator, absolwent Wydziału Geodezji i Kartografii w Krakowie. Wielbiciel dobrego kina, pozytywnie nastrajającej muzyki i pięknych kobiet, pasjonat sportu. Chwilowo mieszka i pracuje na Podkarpaciu, w Przemyślu, który osobiście uważa za „Perełkę wschodniej Polski” i czynnie przyczynia się do jego rozwoju. W świecie literackim początkujący bloger, w świecie realnym zaawansowany optymista. www.facebook.com/lucas.guhowicz


H A V E

A

D R I N K

Uciekając przed prawem, z szarych dzielnic Chicago, w 2011 roku do Gliwic trafił Al Capone. Widząc potencjał rynkowy spragnionego mocnych trunków miasta, postanowił zaniechać życia po ciemnej stronie prawa. Wtedy też narodziła sie koncepcja w której każdy bedzie mogł wypić szklanczkę dobrej whisky (której spore zapasy zgromadził w trakcie podróży) w barze nawiązującym stylistyką i klimatem do amerykańskich lokali lat 20 ubiegłego wieku. W tym roku zbliżają sie I urodziny tego miejsca. Wraz z najlepszymi barmanami w mieście postanowił stworzyć szereg wydarzeń i konkursów o których pisze na swojej stronie facebookowej.

Biała Małpa – miejsce stworzone z miłości do dobrego piwa i dalekich podróży. Wejście w bramę starej kamienicy. Kilka metalowych stolików na zewnątrz, pomalowane na kolorowo cegły wokół okien oficyny. Od południa, na podwórze wdziera się budowa dworca. Jest klimat. Trudno, o tak aż dosłowne zderzenie starego z nowoczesnym. W Małpie, półka z piwami pokrywa całą ścianę. Najlepsze piwa z Europy i z polskich browarów regionalnych. Na barze 6 czynnych nalewaków. Jest Pinta, AleBrowar, belgijskie, czeskie i angielskie piwa z kija. Polskie – tylko te dobre, niekoncernowe. To półka jest menu, podejdź, poczytaj, pooglądaj.Do przegryzienia – autorskie, grillowane bagietki. Przekąski ze świata. Slajdowiska i opowieści podróżników.

Mały Kredens ulokował się dyskretnie w środku ul. Stanisława. Dystansując się na odległość kilkunastu metrów od ulicy Mariackiej stał się doskonałą alternatywą dla jej gwaru i tłoku. Bogate wnętrze pełne stylowych mebli choć małe, zachęca do przesiadywania na wygodnej kanapie lub dla odmiany do szybkiego drinkowania przy barze. Prawdziwe wdzięki „małego Kredka” znają jego stali goście. Czynny od godz. 9:00 wita zapachem pysznej kawy i miłym uśmiechem barmanki, a zamykając się o 3:00 w nocy żegna roześmianych imprezowiczów udających się na dalsze miejskie wojaże. „Mały Kredek” jak jego starszy brat Kredens , uwielbia częstować przyjemną muzyką i wyjątkową atmosferą. Do tego jest dyskretny i co najważniejsze… „nie szufladkuje”… Pewnie dlatego ma tak wielu przyjaciół!

ADRES: UL. RACIBORSKA 8 GLIWICE

A DR E S: UL. 3 MAJA 38, KATOWICE T E L : 8 81 2 2 8 0 4 8

AD R E S : UL. ŚW. STANISŁAWA, KATOWICE T E L : 5 0 9 4 94 6 51

CZYNNE: Po n . – C z w.: 12: 0 0 – 2 4 : 0 0 P t.: 12: 0 0 – 01: 0 0 S o b. – N i e d z .: 16 : 0 0 – 01: 0 0

CZYNNE: Po n . - C z w.: 9: 0 0 – 2 4 : 0 0 P t.: 9: 0 0 - 3: 0 0 S o b.: 10 : 0 0 - 3: 0 0 N i e d z .: 10 : 0 0 -2 4 : 0 0

W W W. FAC E B O O K .C O M / B I A L A M A L PA W W W. B I A L A M A L PA . P L

W W W. M A LY K R E D E N S . P L


38

BE MODA / NEWSY

M

O

D

A

KATE&KATE Kate&Kate - artystyczna, modowa biżuteria z całego świata! Każda sztuka jest unikatowa. Limitowane serie których sprzedaż zamykana jest już po 20 sztukach. Przepiękne kolory, detale i duża różnorodność modeli w kolekcji przyciągają klientki na całym świecie. Najnowsza kolekcja THE BLADE RUNNER COLLECTION już niebawem dostępna w sklepie internetowym www.kateandkate.pl lub salonie Home Design w Bielsko-Białej.

FASHION WEEK POLAND

FASHION PHILOSOPHY FASHION WEEK POLAND

ŁÓDŹ

S P ON S OR GŁÓ WN Y :

ORGANIZATOR:

PARTNER:

O F I CJA L N Y P A R T N E R :

P A T R ON I ME DI A L N I :

PA R T NE R ST R A T E G I C Z NY :

S P ON S OR ZY :

K A R N E T Y D O N A B Y C I A N A : W W W . F A S H I O N W E E K . P L O R AZ W W W .TIC K ETPR O .PL

FashionPhilosophy Fashion Week Poland to największe wydarzenie modowe w Polsce. Odbywa się cyklicznie w Łodzi. Najbliższa, jesienna edycja odbędzie się w dniach 24-28 października 2012 r. i zaprezentuje trendy na sezon wiosna-lato 2013. Fashion Week Poland to przede wszystkim pokazy uznanych projektantów „Designer Avenue”, pokazy mody offowej i debiutantów „OFF out of Schedule”, prezentacje w projektach „Showroom” - prezentacje projektantów oraz Concept Store - prezentacje firm/marek odzieżowych, a także szkolenia i seminaria „Let Them Know”. Ponadto odbywa się wystawa fotografii mody „Young Fashion Photographers Now” i przegląd filmów inspirowanych modą „Fashion Film Festival”. W edycji jesiennej FashionPhilosophy gości finał konkursu dla projektantów mody inspirowanej ekologią i recyklingiem Re-Act Fashion i Galę ASP.

F OT. R U F F I A N

F OT. M . S C H WA B

Trendy jesień zima 2012/13 wskazują na dwa, skrajnie rożne modele. Pierwszym z nich jest tradycyjny kapelusz z rondem (oraz wszelkie jego wariacje), drugim zaś – fantazyjna, stylowa czapeczka (od beretów, przez czapki z uszami, aż po futrzane czapy godne kozackich wojowników). Zatem nie pozostaje nam nic innego jak wybrać coś dla siebie!

F OT. F. M O R E L LO

NAKRYCIA GŁOWY


BEMAGAZYN.PL

39

WYTRAWNY SMAK

N

ie znoszę czerwonego wina. Niezależnie, czy jest słodkie, półsłodkie czy wytrawne. Mój brak poszanowania dla tego szlachetnego w końcu trunku wynika z dwóch powodów – jest ciężkie i zawsze zostawia ślady. Z drugiej strony to właśnie te dwie cechy sprawiają, że burgund tej jesieni triumfalnie powraca na wybiegi. Jako alternatywa dla trochę już nudnej czerwieni pasuje zarówno blondynkom, jak i brunetkom. Zatem, z czym to się je w tym sezonie? Wiśniowy jest kolorem trochę mrocznym, a jednocześnie bardzo eleganckim. Jeśli wierzyć projektantom, to tej jesieni może nas otulać od stóp do głów. Aby jednak nie przesadzić, możemy zacząć od jednej rzeczy w tym odcieniu – cygaretek (3.1 Phillip Lim), spódnicy z baskinką (Tak! Dalej na czasie! Burberry Prorsum) czy klasycznej prostej sukienki (jak proponuje np. Bottega Veneta, Emilio Pucci czy Diane von Furstenberg), łącząc je z bielą i czernią, ewentualnie brązem. Jesienią także nie wychodzą z mody pastele, więc bardzo interesujące jest połączenie burgundu z rózem (Isabel Marant, Céline). Fiolet, który proponuje Gucci, stworzy z kolei bardziej jesienny nastrój.

Niezależnie od naszych preferencji smakowych, pozwólmy w tym sezonie burgundowi zakrólować nie tylko na naszych stołach. A że zostawia ślady na ustach? Cóż, to idealny makijaż tej jesieni. ALEKSANDRA PAJĄK

F OT. H & M

Do odważnych świat należy, dlatego inspirując się projektami Alexandra Wanga, Christophera Kane’a, DKNY czy Kenzo możemy ubrać się w całości w tym kolorze. Odrobiny pieprzu tym zestawieniom dodadzą jednak czarne dodatki: torby, botki i rękawiczki. Prawdziwym hitem, który proponują m.in. Céline, Proenza Schouler czy Alexander Wang są wiśniowe ubrania skórzane – spódnice, sukienki, kurtki i bluzy. DKNY łączy nawet skórę z futrem.


40

BE MODA

ODROBINA PIEPRZU

C

zym byłaby moda bez odrobiny wariacji? Tym samym, co kuchnia bez przypraw. Niby wszystko OK., według przepisu, ale jednak… bez smaku! W tym sezonie rolę “pieprzu” pełni skóra. Doprawia każdy zestaw. Wydawać by się mogło, że nic w niej specjalnego. Ot, klasyczny materiał, który powraca praktycznie co roku. Ale to właśnie dzięki swojej uniwersalności dodaje mężczyznom tyle uroku… Tej jesieni projektanci dają nam cały wachlarz możliwości włączenia skóry do naszych szaf. Najbardziej zafascynowani tym materiałem są projektanci domów mody Botttega Veneta i Hermès, którzy wręcz na nim oparli swe jesienne kolekcje. Warto wspomnieć, że jeśli chodzi o kolory, to zdecydowanie króluje czerń – od stóp do głów, co w połączeniu z elementami skórzanymi daje wyjątkowo elegancki efekt. Ale fioletowa kurtka Roberto Cavalliego znakomicie podrasowuje zestaw w różnych odcieniach szarości. Bardzo ciemny brąz czy popularny karmel (spodnie plus gruby sweter u Ermenegildo Zegny) także dają radę.

F OT. H & M

Najprostszą opcją jest oczywiście kurtka, która pojawia się w każdej ze skórzanych kolekcji. Krój dowolny. Bardziej elegancki zestaw jednak stworzymy, jeśli tak jak u Yves Saint Laurenta czy Alexandra Wanga skórą zaledwie wykończymy rękawy płaszcza i założymy skórzane spodnie. Co odważniejsi mogą skusić się na propozycję Phillipa Lima, czyli długą kamizelkę jako dodatek do białej koszuli. Najbardziej awangardowe zestawienia proponują Rick Owens (który futurystycznie ubrał mężczyzn w całości w bardzo mroczne, skórzane zestawy) czy Versace (tu z kolei króluje połączenie z dżinsem i moro). Ale takie eksperymenty zostawmy lepiej mistrzom…

ALEKSANDRA PAJĄK


BEMAGAZYN.PL

41

ANNA PIAGGI barwny ptak świata mody

N

ie jest łatwo się wyróżniać w dzisiejszym świecie. Anna Piaggi była jedną z nielicznych osób, która oryginalnością wręcz epatowała. “Barwny ptak” - jak często o niej mawiano, ikona stylu, znana dziennikarka, i jedna z najbardziej wyrazistych postaci świata mody . Była znana z swoich nieprzewidywalnych stylizacji, niebanalnych i mocnych połączeń wzorów i kolorów, niebieskich włosów i wyrazistego makijażu. Dziennikarka i stylistka, redaktorka między innymi Vanity Fair oraz włoskiego Vogue’a, w którym pracowała od 1988 jako kreatywny konsultant, a od 20 lat prowadziła rubrykę DoppiePagine. Władająca sześcioma językami, była dla jednych projektantów wyrocznią , dla innych inspiracją. Nie wszystkim podobał się jej styl, nie sposób jednak było nie przyznać jej odwagi w wyrażaniu i kreowaniu siebie. Kolorowe zestawy stanowiły jej znak charakterystyczny. Gdy zasiadała

w pierwszych rzędach, nierzadko odwracały uwagę od prezentowanych na pokazie kolekcji. Zresztą jej obecność na pokazie stanowiła o jego jakości.

Gabanna. Jeden z najlepszych projektantów obuwia ManoloBlahnik był jej przyjacielem i nieraz, zainspirowany jej stylem, tworzył swoje kolekcje butów.

Uwielbiała kapelusze (zwłaszcza ekscentrycznych projektantów Philipa Treacy’ego lub Stephen’a Jones’a) i rękawiczki –specjalnie, jak przyznała w jednym z wywiadów, wybierała te bez palców, aby widać było kolorowo pomalowane paznokcie. Do jej stylu idealnie pasowało określenie “eklektyczny”. Zawsze łączyła z pozoru niepasujące, ostre kolory i wzory. Sąsiadując ze sobą, tworzyły prawdziwą feerię barw.

W 2006 roku w Victoria & Albert Museum w Londynie zorganizowana została indywidualna wystawa strojów Anny Piaggi. Jej szafa bowiem stanowiła imponujący zbiór ubrań od najlepszych projektantów. Imponująca kolekcja prezentowana w muzeum liczyła 2865 sukienek i 265 par butów.

Przyjaźniła się z projektantami, którzy bardzo cenili jej opinię i zawsze liczyli się z jej zdaniem. Anna Piaggi gościła na wszystkich najważniejszych pokazach wielkich domów mody, zawsze w pierwszym rzędzie, zawsze najbarwniejsza. Od 1974 roku przyjaźniła się z Karlem Lagerfeldem, będąc równocześnie jego muzą. Ogromne uznanie dla jej stylu wyrażał zawsze duet projektantów Dolce & I L U S T R AC J A : H U B E R T WAW R Z KO W I C Z

Anna Piaggi kochała modę z wzajemnością. Jej autokreacja, wyobraźnia i niekończące się pomysły pozostaną w pamięci wszystkich osób związanych ze światem mody. Jak powiedział o niej niegdyś Manolo Blahnik - była ostatnią wielką specjalistką od sukienek. Zmarła 6 sierpnia w jednej ze stolic mody - Mediolanie w wieku 81 lat.

DOROTA MAGDZIARZ


52

BE MODA

P

rzyjmuje się, że stolicą mody jest Paryż. Ale czy tylko? Największe tygodnie mody (z angielskiego Fashion Weeks) , odbywają się w Nowym Jorku, Londynie, Mediolanie i Paryżu. Która z tych stolic jest tą najmodniejszą? Dlaczego właśnie tam kreowane są światowe trendy? Spróbujmy spojrzeć wstecz, kiedy ukazały się pierwsze magazyny, kształtowały się wielkie domy mody i miały miejsce pierwsze pokazy. Pierwszy numer największego magazynu o modzie pojawił się w 1892 roku. Mowa oczywiście o (dziś tak zwanej biblii mody) magazynie Vogue. Co prawda zaliczył kolejne narodziny jeszcze w 1909 , a w kolejnych latach rozpoczęła się jego zagraniczna ekspansja. Najpierw była Wielka Brytania i Hiszpania, następnie Włochy i Francja – gdzie odniósł najbardziej spektakularny sukces.

Nie był to jednak pierwszy magazyn o modzie, bowiem pierwsze żurnale powstały dużo wcześniej –we Francji około 1763 roku, a w Stanach Zjednoczonych około 1793. Jednak to właśnie mniej więcej w czasie, gdy pojawił się Vogue, narodził się także zupełnie nowy sposób prezentowania mody, stopniowo zbliżający się do obecnych pokazów. W połowie XIX wieku Anglik mieszkający we Francji, Charles Frederich Worth, stał się pierwszym prezentującym modę haute couture (czyli tzw. wysokie krawiectwo). Projektował pojedyncze kolekcje, prezentowane damom z towarzystwa, do którego należały królowe, księżne i bogate mieszczanki. Był to zupełnie nowy sposób, bowiem to nie klientka, a projektant decydował o projekcie. Kupujące panie do wyboru miały tylko rodzaj tkanin.

I L U S T R AC J A : K ATA R Z Y N A GA S I Ń S K A


BEMAGAZYN.PL

Równie ważną postacią, także mieszkającą w Paryżu był Poul Poiret. Stał się pierwszym propagatorem kobiecego ciała, wyzwalając je z gorsetu, który zastąpił biustonoszem. Uważał, że kobiece ciało jest doskonałe i nie należy go deformować. Odważnie zmienił krój kobiecej sukni, do swoich kreacji przemycając estetykę Orientu. Był też pierwszym krawcem, który stworzył własną linię perfum. Francuzką, która zrewolucjonizowała damskie stroje, była Coco Channel. Jej projekty dziś bardzo klasyczne i eleganckie, w ówczesnych czasach zaskakiwały odwagą. “Mała czarna”, która powstała w połowie lat dwudziestych XX wieku, jest po dziś dzień przysłowiowym “must have” każdej kobiety. To sukienka, w której każda kobieta wygląda dobrze, niezależnie od typu sylwetki. Zmiany polityczne i gospodarcze spowodowały, że kobieca garderoba musiała ewoluować. W ten klimat wpisała się idealnie Coco Channel, tworząc swój słynny kostium. Prosty, uszyty z tweedu lub tkaniny boucle, był idealnym strojem na co dzień i do pracy. Elegancka klasyka, praktyczność i funkcjonalizm – to główne cele projektantki przy tworzeniu kolekcji. Chanel stawiała na aktywne kobiety, do których zresztą sama należała. Francja, a dokładniej Paryż stały się kolebką mody, nie tylko europejskiej, ale także światowej. Jednakże okres II Wojny Światowej wprowadził ogromne zmiany, które dotknęły również sztuki, kultury i mody. Francja w latach 1940 – 1945 znalazła się pod okupacja niemiecką. W tym trudnym czasie niełatwo było zdobyć materiały na stroje, część wielkich domów mody została zamknięta, projektanci emigrowali bądź zawiesili swoją działalność. Ponadto dziennikarze i zainteresowani modą zza oceanu nie mogli przedostać się do zajętej wojną Europy. Nadszedł czas Amerykanów. Stany Zjednoczone miały już lekki przesyt wszechobecnych wpływów francuskich, widocznych nie tylko w modzie, ale i w szeroko pojętej sztuce. Pierwszy Tydzień Mody pod nazwą “Press Week” odbył się w Nowym Jorku w 1943 roku. Amerykanie korzystając z tego, że Europa pochłonięta była wojną, chcieli odwrócić uwagę od paryskich domów mody. W pewnym sensie zabieg ten zakończył się sukcesem. Vogue amerykański zaczął zwracać większą uwagę na “miejscowych” projektantów i doceniać ich twórczość. I choć to właśnie w USA w latach 40. odzież zaczęła być produkowana na masową skalę, (stamtąd bowiem pochodzi termin prêt-à-porter co z angielskiego ready to wear – znaczy gotowe do noszenia), jednakże to Francja na zawsze pozostała kolebką krawiectwa wysokiego – haute couture. Mimo starań amerykańskich projektantów musiało upłynąć sporo czasu, zanim zostali oni docenieni na Starym Kontynencie. Moda zza oceanu zyskała uznanie dopiero w latach 70. Dziś sporo się zmieniło. Niemniej jednak Paryż wciąż zajmuje bardzo ważne miejsce na mapie modowych stolic, ale o tym za chwilę. Co pół roku w czterech stolicach mody odbywają się pokazy prezentujące światowe trendy w modzie. Zimą mnie więcej na przełomie stycznia i lutego prezentowane są kolekcje na najbliższą jesień i zimę. Z kolei wczesną jesienią na przyszłoroczną wiosnę i lato. Wszystko odbywa się z wy-

53

przedzeniem po to, aby kupcy mody (z angielskiego fashion buyers) mogli zamówić wybrane kolekcje do butików. Pierwszy jest Nowojorski Tydzień Mody, który tradycyjnie już otwiera wszystkie Fashion Weeks. W tym roku dniach 6-13 września zaprezentowane zostaną pierwsze światowe trendy na nadchodzącą wiosnę i lato 2013. Nowy Jork uchodzi za światową stolicę stylu casual, którego najprościej można scharakteryzować za pomocą słów – wygodne, codzienne i nieformalne. Kwintesencja stylu codziennego, zgodnego z obowiązującymi trendami, jednakże nie ślepo za nimi podążającego. Obecnie triumf podczas tygodni mody święcą młodzi zdolni projektanci z Azji, m.in.: Alexander Wang, Jason Wu, czy Thakoon. To właśnie Nowy Jork wyznacza obok Londynu światowe trendy. Fashioniści, dziennikarze, kupcy, blogerzy i fani mody w ekspresowym tempie z Nowego Jorku przenoszą się do Londynu. To druga światowa stolica mody, której nie sposób odmówić kreatywności. Londyn to przede wszystkim odważna i daleka od klasyki moda męska, i kolejna stolica mody w wyznaczaniu trendów. Wszystkie nowości i innowacje pochodzą właśnie stąd. Pokazy wiosenno-letnich kolekcji ready to wear ruszają 14 września i potrwają do 18. Po szalonym nowoczesnym Nowym Jorku, szalonym i trendowym Londynie czas na odrobinę klasyki. Stolicą mody na okres 18-24 września zostaje Mediolan. Tu od wielu lat działają wielkie domy mody takie jak Gucci, Versace, Valentino, Prada, Dolce & Gabbana i inne. Powszechnie znana jest też włoska klasyka i elegancja, z odrobiną przepychu, która właśnie tu znajduje swoje odzwierciedlenie. Ostatni na liście najważniejszych stolic mody jest Paryż. Większość projektantów właśnie tutaj ma swoje pracownie i butiki. Istny maraton mody będzie miał swój finał 3 października 2012 roku. Stolica Francji poprzeczkę podniesioną ma najwyżej, bo czy można po trzech tygodniach pokazów czymś jeszcze zaskoczyć? Okazuje się że tak, bo Paryż to miasto pełne niespodzianek. Tutaj swoje kolekcje pokazują najwięksi i Ci, którzy nigdy nie zawodzą. Tak zwane “pewniki” świata mody, jeśli nawet nie zaskakują, to zawsze utrzymują wysoki poziom. Francuski styl nie stracił na wartości, mimo upływu lat i wciąż inspiruje kolejne pokolenia.

DOROTA MAGDZIARZ


M AC

D

F OT. E T R O

O

F OT. M . K AT R A N T ZO U

F OT. E T R O

F OT. M . L H U I L L I E R

F OT. E R D E M

ROAM-ANTIQUE F OT. B . M I S C H K A

ARTI-TECH

R

F OT. H O U S E . H O L L A N D

F OT. N . FA R H I

M AC

U

F OT. E R D E M

M AC

54 BE URODA / NEWSY

A

W NADCHODZĄCYM SEZONIE JESIEŃ – ZIMA ‘12 PROPONUJEMY TRENDY, KTÓRE STAŁY SIĘ PRZEBOJEM WYBIEGÓW NA ŚWIATOWYCH FASHION WEEK’S.

SENSE + SENSIBILITY


BEMAGAZYN.PL

55

ŁACIATY P R O B L E M

Już Kleopatra dostrzegała zbawienny wpływ mleka na skórę. Kąpiele mleczne pomagały jej ponoć zachować zachować piękno i powab. Mit ten trudno jest obalić lub potwierdzić, gdyż na ogół brakuje ekstrawaganckich osób, chętnych napełnić wannę mlekiem i sprawdzić jego działanie. Sprawdzono jednak, jaki wpływ na naszą cerę ma spożywane niemal codziennie krowie mleko. I nie jest dobrze.

W

iele osób do tej pory uważa, że lecząc trądzik powinno się wystrzegać chipsów, sera i czekolady. Jednak o ile większa ilość tłuszczu w diecie nie podziała w dobry sposób na naszą figurę, o tyle na zwiększoną ilość produkcji sebum (a co za tym idzie – zatykania porów) nie ma żadnego wpływu. Za to odpowiedzialne są przede wszystkim hormony androgeniczne, np. testosteron, które kobiety posiadają w niewielkich ilościach w jajnikach. Mleko, jako substancja czynna biologicznie zawiera spore ilości hormonów, jak np. hormon wzrostu oraz dihydrotestosteron. Ich negatywny wpływ na cerę udowodnił zespół badaczy z Harvardu. Tyczy się to nie tylko samego krowiego mleka, ale także jego pochodnych jak śmietana, lody, serki czy tak uwielbiania przez wiele pań kawa latte.

Owszem, smak jest inny i dość specyficzny, jednak na rynku dostępnych jest wiele opcji smakowych, które są naprawdę smaczne i mogą być ciekawą odmianą w codziennym menu. Jest dobre dla cery trądzikowej i tłustej nie tylko dlatego, że nie zawiera hormonów ani odtłuszczaczy, ale jest także cennym źródłem cynku, którego wartość znają wszyscy, zmagający się z niedoskonałościami cery. Zawarte w produktach sojowych białko pomaga wzmacniać kości przez ograniczanie wypłukiwania się wapnia z organizmu. Soja i jej przetwory mają udowodniony pozytywny wpływ także na inne niedogodności ludzkiego organizmu. Obniżają one poziom złego cholesterolu, zmniejszając tym samym ryzyko zawału, łagodzą przykre objawy menopauzy i przy tym są cennym źródłem białka – w 100 g. soi jest aż 40 g. białka.

Okazało się także, że trądziku nie wzmacnia zawarty w mleku tłuszcz, ale wspomniane wcześniej hormony zawarte w białku mleka. Co więcej – im mleko tłustsze, tym lepsze dla problematycznej skóry. W produktach z obniżoną zawartością tłuszczu, zmianę smaku i konsystencji rekompensuje się zwiększoną dawką hormonów. Być może proces fermentacji ma wpływ na rozkład hormonów dodanych do produktów mlecznych, gdyż badanie nie stwierdziło negatywnego wpływu kefirów, jogurtów i maślanki. Jednak to marne pocieszenie – ciężko wyobrazić sobie kawę z kefirem, prawda? A co zamiast mleka? Alternatywą może być mleko sojowe.

Jednak jak we wszystkim, tak i w tej kwestii warto zachować zdrowy rozsądek. Nie trzeba całkowicie eliminować goszczącego od zawsze na polskich stołach mleka i jego przetworów, ale warto ograniczyć jego spożywanie. Różnicę poczujemy od razu, gdyż szacuje się, że około połowa Polaków ma problemy z trawieniem mleka. Nie warto jednak popadać w sojowe wariactwo, gdyż jest ona ciężkostrawna, a osoby z chorą tarczycą mogą się przez nią nabawić wola. Różnorodność i umiar przede wszystkim. ALEKSANDRA FORMICKA


BE URODA

NA BOGATO Uwielbiam jesień! Bynajmniej nie dlatego, że cieszy mnie koniec wakacji i powrót do szkoły czy pracy. Ale ze wszystkich pór roku to właśnie jesień zawsze wydawała mi się “najbogatsza”, jeśli chodzi o możliwość kombinacji modowo-urodowych. Latem zawsze się śpieszymy, zimą nasze zabiegi rujnują czapki i zimno. Tymczasem okres od września do listopada to idealny czas, by zaszaleć i poświęcić trochę uwagi oryginalnym fryzurom. Jesienią na szczęście nie musimy poświęcać wygody (a nawet zdrowia!) na rzecz wyglądu. Skomplikowane upięcia, które nie sprawdzają się na targanej wiatrem plaży, na wrześniowy spacer będą jak znalazł. Po raz kolejny powracają do łask warkocze. Z tym, że teraz zamiast opadać swobodnie na plecy czy zalotnie zaglądać przez ramię, tworzą elegancką koronę. To opcja bardzo praktyczna, nie tylko doskonale utrzymuje włosy z dala od twarzy (i pomaga nie skleić ich błyszczykiem przy byle podmuchu), ale także odsłania czoło, dzięki czemu możemy poeksperymentować z wyrazistym makijażem bez obaw, że zginie w tle. Pozostając w królewskim klimacie, te z nas, które są mniej przekonane do tak wyrazistych atrybutów władzy, mogą z kolei wybrać fryzurę godną królowej balu – bananowy kok zwinięty po jednej stronie głowy. Nie jest tak romantyczna, jak warkocz, a równie pięknie podkreśla owal twarzy. Na przekór oczywistym skojarzeniom lepiej wykończyć nią surowy, codzienny, może nawet odrobinę męski strój niż suknię balową. Czym byłaby jesień bez odrobiny błyskotek? Tym razem zawędrowały wyżej – z szyi na włosy. Rodzaj? Dowolny. Od spinek, wsuwek aż do ozdobnych opasek. Od złota i srebra, przez perły aż po “diamenty”. Biżuteryjne elementy mogą stanowić główną oś fryzury, albo ją uzupełniać (np. jako element warkocza). Reguła jest tylko jedna – odrzucamy wszelki minimalizm. Ma być bogato, błyszcząco i z przepychem. Nawet na co dzień. A Ty? Jaką fryzurą doprawisz tę jesień?

ALEKSANDRA PAJĄK

F OTO. E.PUCCI

56


WŁOSY MODNE, TO WŁOSY ZADBANE "Co jest teraz modne, jak się w tańcu kręci, czy się nosi włosy w kok?"... takie pytania zadawały sobie w latach 70tych kobiety, o czym w ich imieniu śpiewała Zdzisława Sośnicka w utworze "Nuda".

P

raktycznie nic od tamtej pory się nie zmieniło. Każdej dekady, każdego roku, zadają sobie Panie to samo pytanie. I bardzo dobrze, bo wszystko właśnie po to, by nudno nie było. Od wieków zmienia się moda i trendy we fryzjerstwie, choć gdyby się przyjrzeć, to wszystko pozostaje constans, bo o ile kiedyś trzymać sie "należało" wyznaczonych sztucznie przez modę kierunkom, wręcz szablonom fryzur, tak dzisiaj modna jest zmienność stylu. Możemy sobie pozwolić na to by korzystać z wielu źródeł i technik. Na dzisiejszych ulicach, w biurach czy na salonach, dostrzegamy wpływy wszystkich dekad minionego stulecia. Możemy bawić się klasycznymi i awangardowymi elementami, możemy je umiejętnie łączyć.

Taką opartą na naturze technologią koloryzacji jest kolejne dziecko L'oreal a mianowicie INOA. Inoa to skrót od słów Innovation No Ammonia, czyli inowacja bez amoniaku. Przy zastosowaniu koloryzacji Inoa rzadziej występuje uczucie swędzenia i pieczenia. Kolor dłużej utrzymuje się na włosach, nie blaknie tak szybko jak po zastosowaniu innych farb do włosów. Farba Inoa nie zawiera amoniaku ani nie ma zapachu.

Jest to wynikiem prostej i bardzo ważnej zasady: nie wszystko każdemu pasuje. Drogie Panie (i Panowie również) proszę pamiętać o bardzo ważnej rzeczy, iż dobry stylista dobiera dzisiaj fryzurę nie wg narzuconych trendów, lecz indywidualnie do osoby, do typu urody, do osobowości, a nawet do stylu życia, jaki klient/ka prowadzi.

Pielęgnować włosy możemy na różne sposoby i czy to włos farbowany, czy nie, każdy potrzebuje odpowiedniej i zróżnicowanej pielęgnacji. Nie od dziś wiadomo, że co naturalne to najlepsze, dlatego też wspomnieć tu muszę o olejkach mineralnych MYTHIC OIL. Unikalne cztery rodzaje olejków odżywczych, inspirowanych orientalnymi rytuałami pielęgnacyjnymi, które dyscyplinują i rozświetlają każdy rodzaj włosów, nawet włosy cienkie. Wyjątkowe Składniki i Formuła wzbogacona w wyjątkowe ekstrakty, dla miękkości, zdyscyplinowania i rozświetlenia włosów. Posiadają właściwości odżywcze i rozświetlające włosy. Olejek z pestek winogron słynny ze swoich właściwości odżywczych i przeciwutleniających. Olśniewające rezultaty, intensywne odżywienie, spektakularne rozświetlenie, miękkość włókna włosa, ułatwione suszenie, ochrona

Sukces zapewni nam dobre cieniowanie, na to stylista powinien zwrócić szczególną uwagę. Dokładnie wycieniowane włosy pozwolą nam w każdej sytuacji i przez długi okres zachować idealny kształt i formę fryzury, nawet podczas duższej aktywności. Reasumując, włosy modne to włosy z a d b a n e. Zadbane, czyli dobrze ścięte, zdrowe i w odpowiednim kolorze.

LUOCOLOR to kolor pełen blasku i naturalnie ruchomych refleksow, to trójwymiarowe połyskujące barwy, będące doskonałym uzupełnieniem naturalnych rozjaśnień, oraz zapewnienie intensywnego odżywienia, wygładzenia. Intensywne właściwości pielęgnacyjne luocolor pozwalają na częste powtarzanie zabiegu. A to wszystko z kolei sprawia, że włosy nasze wyglądają naturalnie. A do bliskości z naturą zawsze już będziemy dążyć, miejmy nadzieję.

ul. Kupa 5 Kraków ul. Kupa 5 Kraków tel. tel. 12-357-7-357 12-357-7-357 www.avantapres.pl www.avantapres.pl salon@avantapres.pl salon@avantapres

przeciw puszeniu się włosów. właściwie mogę powiedzieć, że te cztery różne olejki ujarzmią, odżywią i zniwelują wszelakie problemy z włosami, z którymi każda z Pań boryka się na codzień. Drodzy czytelnicy... jest wiele możliwości, wiele trendów, wiele kierunków, wiele źródeł... czerpmy z nich wszystkich, bawmy się możliwościami i co roku zadawajmy sobie to samo pytanie, by... co roku udzielić nowej odpowiedzi.

Tomasz Marut - stylista Tomasz Marut - stylista fryzjer, kreator wizerunku fryzjer kreator wizerunku


58

BE KULTURA

O

szałamiająco smakowite zabiegi i promiennie gładkie ciało, a na deser niesamowita dawka relaksu – to wszystko znajdziecie w jednym magicznym miejscu – w SPA. O becnie na rynku kosmetycznym znaleźć można coraz bogatszą ofertę zabiegów pielęgnacyjnych. Gabinety kosmetyczne skupiają się głównie na potrzebach naszej figury oraz poprawieniu mankamentów urody. A co, gdy mamy ochotę na relaks, nakarmienie naszych zmysłów i upojenie duszy. Tu z pomocą przychodzą ośrodki SPA i DAY SPA, proponując smakowite zabiegi wellness, których sercem jest niezwykle relaksacyjny masaż. Składniki kosmetyków wykorzystywanych do takich zabiegów są niezwykle starannie dobierane, a niektóre ośrodki,

w których pracują doświadczeni terapeuci samodzielnie przygotowują produkty do zabiegów z ekologicznych preparatów. Mamy wówczas pewność, że są w pełni naturalne, bez dodatków chemii kosmetycznej, tak, że można się pokusić o ich skosztowanie. Są one bowiem niemal tak smakowite, jak desery z najlepszych restauracji. Znajdziecie w nich miód, czekoladę, kawę, kokos, cytrusy, wino, piwo, imbir, goździki, cynamon, mieszanki ziołowe i wiele, wiele innych aromatycznych składników. Ale co tu wybrać? Wszystko zależy od tego, na co mamy ochotę i jaka jest pora roku, bowiem zabiegi mogą nas odprężać, rozgrzewać albo orzeźwiać. Poniżej przedstawię Wam działanie najbardziej popularnych zabiegów, proponowanych przez ośrodki SPA i obiekty DAY SPA.

I L U S T R AC J A : K ATA R Z Y N A GA S I Ń S K A

Czekoladowa rozkosz dla ciała to ekskluzywny zabieg, łączący działanie stymulująco – drenujące z redukcją depozytów tłuszczu. Czekolada zwana „Napojem Bogów” pobudza organizm do produkcji endorfin, odpowiedzialnych za poprawę samopoczucia i relaks, jest także dla skóry cennym źródłem flawonoidów, witamin i mikroelementów, które spowalniają procesy starzenia, odżywiają skórę utrzymując ją w dobrej kondycji. W szczególności polecam masaż gorącą czekoladą, którą można nawet skosztować. Cytrusowe orzeźwienie czyli pomarańcza, cytryna i grejpfrut, które dostarczają substancji bardzo cenionych w pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Przede wszystkim witaminy C, która rozjaśnia skórę, wybiela przebarwienia, pobudza produkcję kolagenu, walczy


z wolnymi rodnikami, chroni włókna elastynowe i wzmacnia naczynka krwionośne. Sprawia, że skóra staje się jędrniejsza i promienna, a drobne zmarszczki ulegają wygładzeniu. Jednym słowem – odmładza. Zabieg występuje w dwóch wersjach. Pierwsza to peeling i maska z wyciągiem z owoców, druga to peeling i kąpiel w świeżych plasterkach cytrusów. W obu wystąpi z pewnością masaż, który jest nieodłącznym elementem zabiegów wellness. Kokosowe odżywienie to rajski owoc posiadający nieziemską moc. Wiórki kokosowe są idealne do wykonania intensywnego peelingu, zaś olej kokosowy mieszkańcy wysp Pacyfiku nazywają „lekarstwem na wszelkie choroby”. Olej kokosowy stosowany do masażu to pokarm dla skóry. Wchłania się szybko, docierając do wnętrza tkanek, dlatego nie pozostawia on tłustej warstwy, sprawia zaś, że skóra jest miękka, gładka i odżywiona. Zapobiega zmarszczkom, obwisłej skórze oraz stanowi naturalny filtr UV. Miodowa regeneracja – upiększające i lecznicze właściwości miodu ludzie wykorzystywali od niepamiętnych czasów. Być może właśnie dzięki niemu śliczna Poppea zdobyła serce jednego z najokrutniejszych władców Rzymu, Nerona. Miód to regeneracyjna maseczka dla skóry, która odżywia, przyspiesza procesy gojenia, działa antyrodnikowo i spowalnia procesy starzenia. Ciało nabiera swoistej jędrności, elastyczności i blasku. Ziołowa esencja może być wykorzystana zarówno do peelingu, masażu ciała gorącymi Stemplami, jak i zaparzenia aromatycznej kąpieli. Mieszanka, jaką zastosuje terapeuta, powinna być dobrana do potrzeb klienta, gdyż zioła mogą odpowiednio pobudzać, relaksować czy drenować organizm. Do wymienionych wyżej zabiegów dodać można jeszcze kąpiele w mleku, winie bądź piwie, rozgrzewające peelingi i masaże cynamonowe, nawilżające okłady jogurtowe z dodatkiem przeróżnych owoców i wanilii. Więc na co macie ochotę - a co jeszcze ważne, gdzie w najbliższej okolicy udać się na takie smakowite zabiegi?

Przeglądając oferty miejskich śląskich ośrodków Day SPA, natrafiłam na kilka ofert. Najbardziej rozbudowaną ofertę zabiegów wellness znalazłam w Gliwicach w Cosmopolitan Luxury Day SPA, w Częstochowie w SPA Elegance oraz w dwóch katowickich ośrodkach Centrum Kosmetyki Day Spa Nowa Linia i w Admire Day Spa. Proponują tam większość dostępnych smakowitych zabiegów. W nagrodzonym dwukrotnie przez Twój Styl gliwickim Cosmopolitan Luxury Day SPA na szczególną uwagę zasługują autorskie zabiegi Raj tropików, Orange & Lemon Energy, Ziołowe ukojenie, Tajemniczy ogród oraz Drogocenna pokusa. Spa Elegance to podróż, w którą zabierze Czekoladowa uczta z masażem kalifornijskim, Miodowy raj z masażem rosyjskim, Jedwabny szlak brazylijskiej samby oraz Winogronowe odmłodzenie. Katowickie Day SPA Nowa Linia proponuje chłodzący zabieg jogurtowy, masaż gorącą czekoladą, masaż czerwonym winem z olejkiem cynamonowym, masaż miodem oraz stemplami ziołowymi. Natomiast Admire Day SPA uraczy Was rytuałem z mango, cytrusów, truskawek czekolady bądź kawy. A jeśli nie masz czasu na relaks w ośrodku, to zorganizuj sobie własne domowe Spa. Mała aranżacja, zapachowe świece i szybkie zakupy: – cukier trzcinowy, masło Shea, suszona zmielona żurawina to doskonały odżywczy peeling, – mleko i miód podgrzane świetnie nawilżą ciało w kąpieli, – a roztopioną czekoladę można wykonać relaksujący masaż i niekoniecznie trzeba ją potem zmywać – można po prostu . . . Smacznego relaksu !!!

Dzięki powstałej w Katowicach babeczkarni Miss Cupcake, pojęcie słodkości nabrało nowego wymiaru – wymiaru pysznych, cudownie wyglądających cupcake’ów. Endorfinowe dzieła sztuki proponowane przez Miss Cupcake ucieszą najbardziej wymagających fanów babeczek. Kolorowe torty z pewnością staną się atrakcją niejednego przyjęcia i zachwycą prawdziwych łasuchów. Stylowo urządzone wnętrze babeczkarni jest doskonałe na spotkania ze znajomymi. Czy Miss Cupcake będzie tak słynna, jak kultowa nowojorska Magnolia, w której cupcake’ami zajadały się bohaterki serialu Sex w wielkim mieście? Tego nie wiemy, ale bardzo byśmy sobie tego życzyli!

ALEKSANDRA WASILEWSKA

Adres: Katowice, ul. Sokolska 9/2 Godziny otwarcia: Pn 12:00 – 19:00, Wt-Pt 10:00 – 19:00, So-Nd 12:00 – 20:00 Telefon: + 48 531 984 080 E-mail: info@misscupcake.com.pl WWW.MISSCUPCAKE.COM.PL


60

BE URODA

Inteligentna detoksykacja!

M

SMART DETOX

oda na odchudzanie nabiera coraz szybszego tempa. W poszukiwaniu cudownej diety możesz każdego dnia studiować w gąszczach podręczników programy od samozwańczych guru dietetyki. Niektórzy z nich gwarantują nawet, że schudniesz leżąc na kanapie. Albo połkniesz tabletkę i rano obudzisz się o kilogram lżejszy. Są tacy, co w takie cuda wierzą i obecnie lekką ręką wydajemy miliony dla koncernów, które żonglują w laboratoriach naszymi kilogramami. A tym czasem najbardziej rozwinięte i najbogatsze kraje europy jak Szwajcaria, czy Holandia są już praktycznie na równi z USA, jeżeli chodzi o ilość zachorowań na nowotwory. To królowie serów, gdyby ktoś nie wiedział. Dla przykładu Tajowie są najzdrowsi. W Tajlandii mawia się, że jak Taj akurat nie siedzi przy stole, to jest na targu lub w trakcie przyrządzania posiłku. Azjaci, choć wiodą dość proste i surowe życie, stawiają jedzenie na pierwszym miejscu. Są zdrowi i szczęśliwi. My zamiast cieszyć się gotowaniem i celebracją w domu, chrupiemy styropianopodobne chrusty ryżowe, skrupulatnie licząc kalorie. Są i tacy, co w pięknych wypasionych biurowcach, odziani w garnitur od Armaniego na biurku za parę tyciecy, siekają kurczaka z warzywami z przygodnego cateringu, prosto ze styropianowej miseczki. Albo jadąc na spotkanie przy okazji tankowania zamawiają sobie na lunch 3 hot dogi. Gdyby ktoś nie wiedział - pewna sieć stacji benzynowych w Polsce sprzedaje ich dziennie blisko 3 miliony! Przetworzone jedzenie dopieszczane konserwantami, na czele z wszechwładnym królem szczęścia – cukrem, osacza nas z każdej strony. Najgorsze jest to, że nasze dzieci z wachlarzem elektronicznych gadgetów w dłoniach rąbią chipsy i zalewają się słodzonymi napojami bez końca. W szkolnym sklepiku za nasze pieniądze wcinają nafaszerowane konserwantami batony. Świadomi i wyedukowani rodzice w temacie inteligencji ekologicznej i zdrowego żywienia to obecnie mikrospołeczność. Reszta zajada toksyny i konserwanty, zalewające nas ze wszystkich stron. Diety cud nie działają i działać nigdy nie będą, a my żyjemy już w czasach, w których niektóre dzieci są przekonane, że mleko pochodzi z kartonu!

O czym więc świadczy zachłanność na przemysłowo przetworzone dania? Dlaczego wykształceni ludzie, którzy w kilka miesięcy potrafią wznieść monumentalne budowle, tak lekko decydują się na śmieciowe jedzenie? Odpowiedz jest prosta. Zachłanność konsumpcji lub przesadny do niej wstręt to ciągła teskonota za sytością. Przyczyną nadwagi jest brak szczęścia, emocje i toksyny, które zalegają zarówno w ciele, jak i w naszej duszy. Chcemy przestać jeść, ale nie możemy. Demony obżarstwa atakują ze zdwojoną siłą, nawet po drakońskich dietach i wzywają do złamania obietnicy. Nawet król diety białkowej Mr. Dukan nie ma na to rady. Większość jej zwolenników wraca do starej wagi. Przy okazji dieta Dukana prowadzi do przewlekłej ketozy, czyli zakwaszenia organizmu. Ale na szczęście matka natura obdarzyła nas możliwością samooczyszczania i dzięki programom inteligentnej detoksykacji Smart Detox możesz sam lub pod opieką terapeuty przejść indywidualny program odżywiania, który naturalnie oczyści Twoje ciało. Wzmocnisz narządy odpowiedzialne za procesy detoksykacji, a dzięki oczyszczeniu organizmu podczas programu Smart Detox nastąpi lepsza przemiana materii. Pozbędziesz się alergii, bólów głowy, skończą się zaparcia, oczyści się Twoja skóra i przy okazji zgubisz nadmiar kilogramów bez liczenia kalorii. A to wszystko jedząc pyszne dania z przepisów przygotowanych dla Ciebie przez eksperta z akademii kulinarnej Kulinare - Gotuj zdrowo. Życie nabierze nowego smaku! Szczególnie osoby z nadwagą bardzo efektywnie redukują swoją wagę, a oprócz tego są w stanie długotrwale utrzymać osiągniętą masę ciała. Program Smart Detox powstał w oparciu o sekrety długowieczności oraz dietetykę zaczerpnięte z tradycyjnej medycyny chińskiej oraz wieloletnie badania dr. Alechandro Jungera, który od lat z powodzeniem prowadzi programy detoksykacji dla tysięcy pacjentów. Więcej informacji na stronie internetowej smartdetox.pl AUTOR: Marek Zaremba, specjalista medycyny komórkowej, dietetyk medycyny chińskiej, psychodietetyk, właściciel akademii kulinarnej Kulinare Gotuj zdrowo!


AKADEMIA ZDROWIA DIETOTERAPIA

DIETA

AKADEMIA ZDROWIA DIETOTERAPIA

AKTYWNOŚĆ

AKADEMIA ZDROWIA DIETOTERAPIA

ŚWIADOMOŚĆ

www.rebalans.pl Rebalans Akademia Zdrowia to indywidualnie dopasowane programy dietoterapii, które zapewniają powrót do naturalnej harmonii, witalności, oraz oczyszczonego układu pokarmowego, który jest w stanie tak funkcjonować, aby Twoje ciało mogło samo się leczyć i redukować nadmiary, oraz uzupełniać niedobory. Intuicyjnie... GALERIA BLU Bielsko-Biała, ul. gen. Maczka 41, 2 piętro Czynne od pn-pt 10-16 tel.: +48 69 883 0 885, (33) 4451316

smartDETOX inteligentna detoksykacja

PARTNERZY:

chudnij

zdrowo!


62

BE DESIGN / NEWSY

D

E

S

I

G

N

SHOOT!DESIGN Pod takim hasłem salon Home Design w bielskiej Galerii SFERA, dystrybutor marki Kare Design, ogłasza konkurs dla wszystkich, którzy nadeślą zdjęcie prezentujące aranżację zakupionego w salonie przedmiotu. Może to być zarówno gigantyczny mebel jak i drobny gadżet dekoracyjny - dla organizatorów istotne są nie gabaryty, ale liczy się kreatywność oraz kompozycja. Do grona osób oceniających zdjęcia została zaproszona ceniona architekt, Elwira Jakubiec, a na laureata czeka bon o wartości 700zł. Shoot!Design startuje 10 września, a koncepcje należy przesyłać na adres: sklep@h-design.pl

4 YOU BY VOX  NOWA KOLEKCJA MARKI MEBLE VOX W NOWYM ROŹDZIENIU 4 You By Vox to nowa kolekcja marki Meble Vox, która powstała w innowacyjnym procesie projektowym opartym na multidyscyplinarnych zespołach, łączeniu wiedzy naukowej oraz aktywnym uczestnictwie użytkowników we wszystkich etapach. Wyzwaniem było zbadanie i zrozumienie potrzeb „nowego społeczeństwa” i umiejętne zastosowanie ich w projekcie. Efektem jest kolekcja mebli, która rozwiązuje problemy funkcjonalne związane z organizacją przestrzeni, daje nieograniczone możliwości aranżacyjne i otwiera pomysły na indywidualizację dzięki wymiennym modułom i akcesoriom. Po raz pierwszy w multidyscyplinarnym zespole projektowym nad kolekcją pracowało dwoje projektantów Joanna Leciejewska i Piotr Kuchciński.

ŁÓDŹ DESIGN FESTIVAL Łódź Design Festival to wydarzenie, które od 2007 r. tworzy platformę wymiany myśli i doświadczeń dla środowisk twórczych identyfikujących się z szeroko rozumianym designem. Dzięki staraniom organizatora imprezy – Łódź Art Center – oraz wsparciu licznych partnerów, festiwal w ciągu kilku lat przeistoczył się z lokalnej, składającej się z paru wystaw imprezy, urastając do rangi największego w Polsce wydarzenia w całości poświęconego projektowaniu. Prezentuje on design w różnych jego odsłonach – od wzornictwa przemysłowego, poprzez art i craft design, projektowanie graficzne i architekturę, aż po modę. Tegoroczna, szósta edycja Łódź Design Festival rozpocznie się 18 października i trwać będzie 10 kolejnych dni, w trakcie których odwiedzający będą mogli uczestniczyć w wyjątkowych wydarzeniach. Hasło przewodnie festiwalu – AWARENESS ma zwrócić uwagę na to, jak bardzo istotna w designie jest świadomość i jak wielorako można ją w odniesieniu do projektowania rozumieć. Relacja z Łódź Design Festival w Listopadowym wydaniu BE!


DOM DLA CIEBIE Miejsce: Pyskowice ul. Jana Pawła 2 Kontakt e-mail: komsta@komsta.pl Telefon kom: 602 293 857

Zabudowa szeregowa 4 domów, stan deweloperski 2 domy po 155m2 3220 zł/m2 brutto 2 domy po 209m2 2627 zł/m2 brutto

UNIWERSALNA PRZESTRZEŃ PRZYJAZNA DZIELNICA

DOGODNA LOKALIZACJA

NOWOCZESNY DESIGN

SOLIDNE BUDOWNICTWO

DLA PIERWSZEGO KLIENTA ZNIŻKA - 100 000 ZŁ


64

BE DESIGN

ZŁY DESIGN NAS ZUBAŻA ROZMOWA Z MACIEJEM KONOPKĄ, CZŁONKIEM STOWARZYSZENIA TWÓRCÓW GRAFIKI UŻYTOWEJ (STGU).


BEMAGAZYN.PL

Maćku, wiem, że w Twoim życiorysie pojawia się też aspekt śląski..? Tak, w latach 1983 – 86 studiowałem na ASP w Katowicach, rysunku uczył mnie Tadeusz Czober, malarstwo miąłem w pracowni Jacka Rykały a typografię z Marianem Oslislo. Jako ciekawostkę powiem, że czasy były smętne, właśnie zniesiono stan wojenny, pisma o sztuce się ukazywały sporadycznie, nie było komórek ani internetu i byliśmy odcięci od informacji, w związku z tym na własny użytek wymyliśmy w akademiku „Neue WIlde” wywodząc je z Bacona i tzw. Nowej Figuracjii, a w chwile później ze zdumieniem zobaczyliśmy, że istnieje Gruppa w Warszawie i Luxus we Wrocławiu.....i prawdziwe, zupełnie inne zresztą Neue WIlde w Berlinie.... zabrakło śląskiego „Bonarskeigo”... A czym dla Ciebie jest dobry design? Dobry design to skuteczne narzędzie komunikacji. Społeczeństwo komunikuje się przy pomocy projektanta. Twórcy filmu chcą zachęcić do pójścia do kina. Producenci wódki opakowaniem starają się powiedzieć że jest ona najczystsza i najlepsza a Fundacja Pomocy Dzieciom wzbudzić nasze zaufanie i współczucie, abyśmy pomogli w jej działaniach.Ale w dobrym designie komunikat trafia do odbiorcy a przez to go jakoś wzbogaca np. estetycznie, światopoglądowo, jest harmonią funkcji i formy a w złym zawsze jest dysonans – albo funkcja dominuje albo forma nieadekwatna do przekazu... zły design nas zubaża. Zaprojektowałeś wiele linii opakowań dla branży spożywczej. Jak się projektuje opakowania jedzenia? Co jest głównym celem projektanta? Cel wyznacza zleceniodawca..Jeśli jest mądry korzysta przy tym z wiedzy i doświadczenia agencji brandingowej czy studia projektowego, często niesłusznie uważając to za bezpłatną część zestawu usług. Zwłaszcza w części odpowiedzi na pytanie jak cel osiągnąć. Jaki na przykład miał cel Juliusz II zlecając Michalowi Aniołowi Kaplicę Sykstyńśką ?Ano zapewne wzmocnić katolicyzm i potęgę Watykanu wykładając w wizualnej formie dogmaty wiary...reszta to robota projektanta. Studio Brandy , którego jesteś współwłaścicielem ma na koncie, historyczny już, rebranging wódki Żołądkowa. Czy możesz opowiedzieć, jak przebiegał proces projektowania? Chodzi o Czystą del Luxe. Żolądkowa powstała pożniej i była mutacją projektu Czystej. Czysta de Luxe była bezprecedensowym projektem biznesowym polegającym na przeniesieniu wartości i zaufania konsumentów zbudowanego przez wieloletnie istnienie na rynku Żołądkowej Gorzkiej tradycyjnej (kolorowej) na niezwykle ciasny i lukratywny segment wódek czystych. Dzięki temu powstała całkowicie nowa i od samego początku wiarygodna marka. Na początku nie było wiadomo, że to będzie Czysta de Luxe? Jasne, że nie! Było tylko wiadomo, że ma to być Czysta od Żołądkowej. Czysta de Luxe powstała w 2008/2009. Wraz z klientem badaliśmy wielokrotnie zasadność tego konceptu i za każdym razem wychodziło nam, że konsumenci darzą Żołądkową wielkim zaufaniem i uczuciem, jako jeden z niewielu dobrze robionych i niepopsutych produktów jeszcze z czasów „komuny”. Umacniało to nas w przekonaniu, że ta “operacja ” jest możliwa. Samo projektowanie zaczynaliśmy od prób jeszcze ze starą butelką tzw. “wartą” a nazwy były niezliczone. Pamiętam też, że menadżerowie wysokiego szczebla w tej branży pukali się w głowę, gdy dowiadywali się o tym koncepcie, już po jego wypuszczeniu na rynek, ze względu na karkołomność koncepcji, sprzedawania nagle czystej wódki pod marką kolorowej, że to się nie może udać – to tak jakby znany producent samochodów familijnych z PRLu wyprodukował nagle poważną terenówkę.

65


66

BE DESIGN

Kto mu uwierzy? Jest taki koncept zresztą – DACIA duster. Pracowaliśmy nad tym projektem od pierwszych szkiców do wprowadzenia na rynek przez ponad rok. Wyszliśmy od zaprojektowanej także przez nas Żołądkowej Gorzkiej Limited Edition. Wymyśliliśmy setki nazw i form etykiet, korygowaliśmy też wielokrotnie kształt i formę butelki renderowanej ostatecznie z naszych szkiców przez studio w Londynie. Projektowaliśmy nawet grawery na butelce. W końcu, po wielokrotnych badaniach konsumenci wybrali nazwę a my, w bardzo bliskiej współpracy, bezpośrednio z szefami firmy stworzyliśmy też ostateczną formę etykiety oraz oczywiście wszystkie materiały wsparcia i kampanie POS. Na czym polegał sukces Czystej de Luxe? Czysta de Luxe była bezprecedensowym projektem biznesowym polegającym na przeniesieniu wartości i zaufania konsumentów zbudowanego przez wieloletnie istnienie na rynku Żołądkowej Gorzkiej tradycyjnej (kolorowej) na niezwykle ciasny i lukratywny segment wódek czystych. Dzięki temu powstała całkowicie nowa i od samego początku wiarygodna marka. Jak to dokładnie wyglądało w cyfrach? Gigantyczny wzrost udziałów w rynku od bodajże 8% do dzisiejszych kilkudziesięciu % w czwartym rynku alkoholi na świecie, jakim jest Polska w przeciągu zaledwie jednego roku od wprowadzenia marki. To jest liczone w setkach milionów złotych. Dziś Stock Polska jest najbardziej dochodowym elementem grupy STOCK.

Dlaczego Czysta de Luxe została przeprojektowano w 2011? Marka Czysta de Luxe, którą wraz z klientem stworzyliśmy odniosła niebywały sukces, co wymusiło pogoń konkurencji. Jej efektem było powstanie wielu nowych, konkurencyjnych produktów na półce jak Luksusowa, czy Biała Żubrówka, których forma naśladowała bądź “walczyła” z naszym starzejącym się produktem. By utrzymać pozycję lidera jakości konieczny był lifting, czyli ucieczka do przodu. Które opakowanie Twojego autorstwa jest tym ulubionym? Zawsze najbardziej lubi się ostatnie projekty więc pokażę coś, co właśnie wchodzi na rynek i jest powstałą w naszej firmie, z największym udziałem Tomka Korzewskiego, marką produktową FMCG serii napojów aloesowych (nazwa i opakowanie) ALOA! Życzę Ci powodzenia w dalszej pracy i dziękuję za wypowiedź.

ANGELIKA GROMOTKA / STGU

MACIEJ KONOPKA / BRANDY DESIGN Projektant specjalizujący się w grafice wydawniczej, typografii, tworzeniu wizerunków marek i systemów identyfikacji wizualnej. Dyplom z plakatu u prof. Macieja Urbańca, z malarstwa i rysunku u prof.Janusza Przybylskiego na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie. Współwlasciciel (wraz z M.Głowackim) działającego od 2001 roku studia projektowego BRANDY DESIGN. W latach 1995-98 jako art director w McCann Erickson i DDB tworzy projekty i wyróżniane kampanie reklamowe dla Gillette, CocaCola, Casio, RJR, OralB, Timex, Centertel, Elf, Castorama i innych. W 1998 otwiera jeden z pierwszych w Polsce butików kreatywnych ,,Garaż”. Autor nazwy Orlen na zlecenie Codes, oraz licznych, realizowanych pod marką Brandy projektów dla m in. Ernst &Young, Deloitte, Credit Suisse, Polmosu Lublin, Stock Polska, Urzędu Miasta St. Warszawy, Zachęty, Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków, Żyrardowa, Polskiej Organizacji Turystycznej. Twórca manuali marek Heyah, Żołądkowa Gorzka, Partii Kobiet, Stock Prestige, AmbraSA, Elektroeko. Prowadzi Pracownię Projekowania Opakowań na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Autor publikacji i analiz krytycznych z zakresu projektowania i tworzenia wizerunku. WWW.BRANDY.PL / WWW.STGU.PL


BEMAGAZYN.PL

67


68

BE DESIGN

CO MA WSPÓLNEGO TWÓJ IPHONE Z SOKOWIRÓWKĄ?


BEMAGAZYN.PL

F

irma Apple, odmieniła kilka branż: komputerową, muzyczną, telefoniczną, a w 2010 roku zredefiniowała pojęcia tabletu.Sposób w jaki Steve Jobs zdołał to osiągnąć był prosty, lecz dość kontrowersyjny w świecie technologii. To nie obudowy urządzeń były dopasowywane do podzespołów, lecz zgrabne i smukłe same stanowiły trzon projektu. Apple bez wątpienia było pierwszą firmą komputerową, która postawiła design jako swój nadrzędny cel, w ich firmie to elektronika była dopasowywana do obudów, a nie odwrotnie. Lecz należy zadać sobie pytanie, co marka Apple ma wspólnego kuchnią? Nie licząc oczywiście samej nazwy, gdyż oznacza ona po prostu jabłko ( dla nie zorientowanych w świecie tych owoców, nazwa pierwszego komputera: Macintosh wzięła się również od jednego z jego gatunków). Obsesja Jobsa, jak i w późniejszym czasie Johnatana Ive’a ( osoba odpowiedzialna za design niemal wszystkich produktów Apple od 1977 roku) na punkcie wyglądu jego produktów, wzięła się od projektów RTV i AGD Brauna, stworzonych przez legendarnego wręcz w kręgach designerów Dietera Ramsa. iPhone, iPad, Macbook itd. były projektowane w oparciu o zbiór dziesięciu zasad stworzonych przez Pana Ramsa, które stanowią dla projektantów niemal odpowiednik chrześcijańskiego dekalogu. Dziesięć zasad dobrego wzornictwa, bo o nich mowa, stanowi niemal receptę na sukces, pewną filozofię tworzenia dobrze zaprojektowanych produktów użytkowych. A oto i one: DOBRY DESIGN: 1. JEST INNOWACYJNY 2. CZYNI PRODUKT UŻYTECZNYM 3. JEST ESTETYCZNY 4. CZYNI PRODUKT ZROZUMIAŁYM 5. JEST DYSKRETNY 6. JEST SZCZERY 7. JEST DŁUGOWIECZNY 8. JEST DOKŁADNY DO NAJDROBNIEJSZEGO SZCZEGÓŁU 9. JEST PRZYJAZNY ŚRODOWISKU 10. JEST MINIMALISTYCZNY Te dziesięć zasad pozwala produktom marki Apple wieść prym wśród osób, które cenią sobie nie tylko funkcjonalność, ale i wzornictwo urządzeń. Szczególnie punkty 7 i 10 odgrywają według mnie najbardziej znaczącą rolę w projektowaniu urządzeń Apple. Gdyby wziąć do ręki pierwszego i najnowszego iPhona, to przód tych urządzeń jest niemal identyczny, a jak sami wiemy dla elektroniki 5 lat to wieczność. Jeśli chodzi natomiast o punkt dziesiąty, wystarczy spojrzeć na jakikolwiek produkt Apple - minimalna ilość przycisków, anodowane aluminium i nieodłączne logo nadgryzionego jabłka stały się już chyba synonimem jakości i pewnego stylu życia. Wbrew pozorom nasze iUrządzenia mają więcej wspólnego z kuchnią, niż może nam się wydawać. Gdyby Steve Jobs nigdy nie zobaczył takich produktów Brauna jak sokowirówka MPZ-21 z 72 roku, czy kalkulator ET-66 z 87ego ( którym wyraźnie się zainspirował, tworząc aplikację kalkulatora dla iOS), urządzenia, jakie nas otaczają, mogłyby dziś wyglądać zgoła odmiennie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak wyglądały smartphony przed iPhonem lub tablety przed iPadem i mimo że tytułowe pytanie mogło wydawać się absurdalne, wbrew pozorom nie służyło jako metafora. Bez wątpienia sokowirówka Brauna i iPhone mają ze sobą coś wspólnego, łączy je wspaniały i przemyślany design. FILIP STĘPIEŃ

69


70

BE DESIGN


BEMAGAZYN.PL

71

Włoski smak, LONDYŃSKI STYL J

amiego Olivera nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, ten brytyjski kucharz wiedzie prym nie tylko w kuchni, także w świecie wnętrzarskim. Sieć restauracji pod nazwą: „Jamie’s Italian” to nie tylko kwintesencja włoskich smaków, ale także wyjątkowe przestrzenie, gdzie można delektować się specjałami tej kuchni. Londyn, dokładnie Westfield Shopping Center, w którym znajduje się restauracja, niedaleko biblioteki Westfield to idealne miejsce na stworzenie restauracji o tak wyraźnym charakterze.


72

BE DESIGN

Restauracja w 2010 roku znalazła się na liście niezależnej komisji Restaurant and Bar Design Awards, która dostrzega i wyróżnia najlepsze projekty pracowni z całego świata. Do stworzenia wyjątkowego miejsca, jakim jest restauracja w Westfield, Jamie Oliver zatrudnił jedno z topowych londyńskich biur projektowych – Blacksheep. Niech nie zwodzi nas ich nazwa, są pionierami, jeżeli chodzi o tworzenie niepowtarzalnego klimatu. W Polsce także możemy podziwiać ich pracę - we wrocławskim Puro Hotelu. Jamie’s Italian to sieciówka, a takie restauracje jeszcze do niedawna kojarzyły się z uniwersalnymi i dość nudnymi wnętrzami. W Italian postawiono na indywidualizm, jakość materiałów oraz obecność klasyków designu, jak np. ikona industrialnej estetyki - krzesło Tolix. Nie zabrakło również smaczków, takich jak ściana, do której przykręcono kilkadziesiąt reflektorów z włoskiej Vespy. Projektanci z Blacksheep docenili współpracę z Oliverem, który niezwykle otwarcie przyjmował ich pomysły, przedstawili też własną interpretację wnętrza restauracj,i wnikając głęboko we włoskie korzenie i zamykając je w industrialnej stylistyce. Jest to restauracja typu casual dining, coraz bardziej popularnego także i w Polsce. Jamie Oliver to zagorzały przeciwnik fast foodów, a idea casual dining opiera się głównie na zwracaniu uwagi (zwłaszcza przez klientów) na wysoką jakość oferty kulinarnej. Ważne jest to, aby produkty, z których tworzone są później dania były pełnowartościowe i świeże, a wszystko to w miłym otoczeniu, z obsługą kelnerską i w cenie, która nie nadszarpnie znacząco naszego budżetu. Atutem tego miejsca jest posiadanie dużego tarasu, pod baldachimem w ciepłe dni z widokiem na Londyn można pałaszować przysmaki kuchni. Wnętrze lokalu jest ciepłe, przytulne, zaprasza do środka. Powierzchnia restauracji jest imponująca, przestrzeń została podzielona na różne strefy, aby móc spełnić wymagania każdego klienta. Środek lokalu, gdzie znajduje się główne centrum dowodzenia – kuchnia, jest całkowicie otwarty, można obserwować kucharzy podczas pracy. Jest część ze standardowymi stolikami, boksy z błękitnymi kanapami oraz przestrzeń bardziej intymna (The Back Room) o obniżonych sufitach i mniej ostentacyjnym wystroju. Charakter knajpy można nazwać przytulnym industrialem ,to loftowy klimat z włoskimi akcentami. Odsłonięte elementy konstrukcji budynku, instalacji elektrycznych i wentylacyjnych, szarości, dużo drewna i 4,2 metra do sufitu. Detale, takie jak czarne i białe płytki (metro tiles), odsłonięta cegła czy szynki zawieszone na hakach nad barem to elementy, tworzące niepowtarzalny klimat miejsca. Takie miejsca, jak Jamie’s Italian w Westfield to dowód na to, że restauracje swoim wnętrzem nie muszą nachalnie narzucać klimatu i stylistyki kuchni, jaką serwują. Dziś raczej uznawane jest to za kicz, coś, co raczej psuje wizerunek firmy. Sieć restauracji ma swoje punkty także za granicą, kto wie, może za jakiś czas zawita także do Polski. ANNA WIJA


BEMAGAZYN.PL

73

INSPIRUJE NAS PIĘKNO K W I AC I A R N I A R ÓŻ A MOBILE: 32 230-48-58 G L I W I C K A S Z KO Ł A F LO RYS T YC Z N A MOBILE: 32 230-48-58 ADRES UL. GEN. ANDERSA 43, 44-100 GLIWICE

WWW.ROZA-KWIATY.PL

Restauracja SPICHLERZ ul. Kazimierza Wielkiego 2, 42-256 Olsztyn mobile: 609055161 W W W. S P I C H L ER Z. N E T

AUTORSKA KUCHNIA ŚNIADANIA LUNCHE WYKWINTNE KOLACJE CATERING PONAD 60 GATUNKÓW WINA Godziny otwarcia: Pon - Czw.: 09:00-21:00 Pt. - Sob.: 09:00-22:00 Niedz.: 12:00-20:00

mobile: 508 293 640 adres: ul. Wolności 15, Chorzów e-mail: info@bistromanana.pl www.bistromanana.pl

silesiastreetlook.bogspot.com

PŁYTY Z BETONU ARCHITEKTONICZNEGO www.manufakturabetonu.pl Tel: 881-799-796


74

BE LU BE

OSIEDLE ZDROJOWE

BRZOSKA I GAWROŃSKI Brzoska Gawroński - zespół muzyczny powołany na początku 2011 roku w Katowicach przez Wojciecha Brzoskę oraz Dominika Gawrońskiego. Wkrótce do zespołu dołączyła Joanna Małanka, na gitarze elektrycznej gra Wojtek Bubak, występom na żywo towarzyszą wizualizacje autorstwa Michała „Kmicica” Kmity. W przygotowaniu debiutancka płyta. Krótko i na temat. A dlaczego ich lubimy? Wystarczy posłuchać!

Chyba każdy zna powiedzenie: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Można się z nim zgadzać lub nie, ale faktem jest, że dom to miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie i dobrze. Właśnie dlatego lubimy Osiedle Zdrojowe. To miejsce, w którym można czerpać przyjemność z życia. Atrakcyjne położenie, ciekawa architektura i przyjazne środowisku rozwiązania powodują, że tu po prostu chce się zamieszkać. www.everest-investment.pl

Na zdjęciu kolejno: Michał Kmita, Wojciech Brzoska, Joanna Małanka, Dominik Gawroński, Wojtek Bubak

PANI KWIATKOWSKA Kwiaty mówią same za siebie. U Pani Kwiatkowskiej słucha się ich wspólnie. Jak już wpadniecie to zapiszcie się na warsztaty z wyplatania, filcowiska lub barwnego szycia prosto z życia. Pełno tu zdarzeń, spotkań i niespodzianek, nie mówiąc już o kwiatach. Kwiaty Warsztaty ul. moniuszki 12, Gliwice +48 606 466 825


MEDIA:

O R G A N I Z ATO R Z Y :

PA R T N E R Z Y:


FASCYNUJE BEZ GRANIC

NOWA KOLEKCJA Przywitaj jesień w dobrym stylu i najmodniejszych kolorach! Ciesz się najnowszymi kolekcjami w Silesia City Center Silesia City Center, ul. Chorzowska 107, Katowice www.silesiacitycenter.com.pl

BE TASTY  

Magazyn BE

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you