Page 1

W W W. ALL- INCLUSIVE .COM . PL

JESIEŃ–ZIMA 2018 E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

ISSN 1898-1763

NR 3/2018 (40)

Ukryte perełki

ItaliI STR. 144–158

DALEKIE PODRÓŻE

EUROPODRÓŻE

TURYSTYKA AKTYWNA

POLACY W TURYSTYCE

Hipnotyzująca urodą

Niezapomniana

Kuba

Saksonia

str. 30–38

str. 82–94

str. 180–188

Indonezja

Bliska Polsce piękna


Żyj chwilą

www.italia.it ©© RossHelen/iStock/Getty image


4

SPIS TREŚCI

MICHAŁ DOMAŃSKI

JESIEŃ–ZIMA 2018

6

6 Filipiny – kraj tysięcy wysp

18

Hipnotyzująca urodą indonezja

30

Rekordy Singapuru

40

©© Kyoto Image Bank/Fushimi Inari Taisha

Stolice Japonii

6–126

40 ©© Singapore Tourism Board/Andrew JK Tan

Oddajemy w Wasze ręce nowe, jubileuszowe, 40. wydanie „All Inclusive”, magazynu, który już od 2006 r. tworzymy ©© Magazyn All Inclusive nieustannie z  wielką pasją. Pocze­sne miejsce zajmują w nim bliskie mojemu sercu Włochy, kraj partnerski 26. Międzynarodowych Targów Turystycznych TT Warsaw 2018. Magiczna Italia to jeden z najpiękniejszych krajów na naszym globie, uwielbiany przez gości z całego świata. Ja sam jestem zakochany w mnóstwie włoskich atrakcji. Warto tu choćby wymienić zapierające dech w piersiach arcydzieła architektury i sztuki, bezcenne zabytki, cudowne krajobrazy, przepiękne wyspy, barwne święta i festiwale, doskonałą kuchnię z wyśmienitymi deserami, lodami, winami i likierami, aromatyczną kawę czy wreszcie niepowtarzalną atmosferę „dolce vita”. W tym numerze prezentujemy też szerzej jeden z 20 regionów Włoch – malowniczą Toskanię, uważaną za serce Italii. To stąd pochodzili m.in. Dante Alighieri, Francesco Petrarca, Giovanni Boccaccio, Filippo Brunelleschi, Michał Anioł czy Leonardo da Vinci, którego 400. rocznica śmierci przypada w 2019 r. Cuda znajdziemy tutaj nie tylko na Placu Cudów w Pizie ze znaną wszystkim Krzywą Wieżą i w kontynentalnej części tej historycznej krainy, ale także na pocztówkowych Wyspach Toskańskich. Nie piszemy jednak wyłącznie o Italii i jej zachwycających wyspach, lecz również o fascynującej Japonii, kraju tysięcy zjawiskowych wysp – Filipinach, czarującej Indonezji (Bali, Jawie, Sumatrze, Komodo, Flores i  Lombok), azjatyckim tygrysie, Mieście Lwa – Singapurze, oszałamiającej Dominikanie, radosnej i wyluzowanej Jamajce, niezwykłej, zapadającej na zawsze w pamięć Kubie, leżącej na styku dwóch oceanów i Ameryk Panamie z rajskimi archipelagami San Blas i Bocas del Toro, istniejącej na granicy magii i rzeczywistości Kolumbii z urokliwymi Wyspami Różańcowymi, pełnym tajemniczych dróg i ścieżek Peru z jeziorem Titicaca ze słynnymi wyspami Indian Uro czy największych hitach Wysp Kanaryjskich. Zresztą w naszym kolejnym wydaniu będzie też dużo o wyspach: Galapagos, Kubie (z okazji 500-lecia Hawany oraz targów turystycznych FITCuba 2019), Madagaskarze, Zanzibarze, włoskiej wielkiej trójce – Sycylii, Sardynii i Elbie, a także bajecznych i fotogenicznych Seszelach, zwanych Zaginionym Edenem lub Wyspami Miłości. Zapraszamy do lektury jubileuszowego, 40. wydania „All Inclusive” i życzymy Wam magicznych, pogodnych, radosnych, rodzinnych, spokojnych i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia oraz pełnego sukcesów i zdrowia Nowego, 2019 Roku z licznymi podróżami z naszym magazynem w ręku!

DALEKIE PODRÓŻE

Z czym kojarzy się Singapur...?

50

Birma – kraina życzliwości

54

54

©© Myanmar Tourism Marketing/Tun Aung

DRODZY CZYTELNICY, ODKRYWCY I PODRÓŻNICY,


5

WWW.ALL-INCLUSIVE.COM.PL

Dominikańskie rozmaitości

62

Toskania – serce Italii

168

Jamajski kalejdoskop

72

Bliska Polsce piękna Saksonia

180

Niezapomniana Kuba

82

Witajcie w fińskiej bajce

190

82

WEEKEND W POLSCE

200–212

Podlaskie w symbiozie z naturą

96

Kolumbia na granicy magii i rzeczywistości

106

Peru – niezwykłe drogi i ścieżki

118

200 TURYSTYKA AKTYWNA

128–199

Kanaryjska lista przebojów

128

Ukryte perełki italii

144

Uwielbiane Włochy

164

Gdy sport staje się pasją

214

214

164

©© Freeartist/iStock/Getty Images

EUROPODRÓŻE

214–222

POLACY W TURYSTYCE

224–225

Afryka Południowa fascynuje i oszałamia

JESIEŃ–ZIMA 2018

224

©© www.travel2run.pl

Panama – na styku dwóch ocenaów i Ameryk

©© Tomasz Sadowski

©© Kuba Tourist Board

200


6 DALEKIE PODRÓŻE

Stolice

Japonii JĘDRZEJ SAPTOWSKI www.malyglobtroter.pl

« Kraj Kwitnącej Wiśni intryguje Europejczyków nie od dziś. Wzrost zainteresowania sztuką japońską na naszym kontynencie dało się zauważyć w drugiej połowie XIX w., po tym jak Stany Zjednoczone wymusiły na Japonii otwarcie się na świat po latach izolacji. Dziś trudno sobie wyobrazić europejski rynek bez produktów z ojczyzny Japończyków: elektroniki, samochodów, mangi i filmów anime czy sushi, a ten wyjątkowy region Azji cieszy się dużą popularnością również wśród turystów z Polski. »

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Kyoto Convention & Visitors Bureau

7

SS Pagoda zespołu świątynnego Kiyomizu-dera na zboczu góry Otowa i panorama Kioto

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

8 DALEKIE PODRÓŻE

©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

SS Jelenie wschodnie (sika) żyjące w Parku Nara same podchodzą do ludzi po smakołyki

SS Imponujący brązowy posąg Wielkiego Buddy w Narze ma mniej więcej 15 m wysokości

T

u, w okolicy Wysp Japońskich, spotykają się płyty tektoniczne. Dlatego rejon ten nawiedzają trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Czerwone koło na charakterystycznej fladze państwa symbolizuje słońce, do którego nawiązuje złocista chryzantema z kamonu (herbu) cesarza.

NARA – PIERWSZA STOLICA

Podróż po stolicach Japonii stanowi jeden z ciekawszych sposobów na poznanie wyjątkowych atrakcji Kraju Kwitnącej Wiśni. Opisane przeze mnie Nara, Kioto, Kamakura, Osaka i Tokio pełniły funkcje najważniejszych ośrodków w  państwie. To ostatnie miasto do dziś odgrywa tę rolę.

©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

TT Drewniany Pawilon Wielkiego Buddy na terenie kompleksu sakralnego Tōdai-ji

JESIEŃ–ZIMA 2018

W położonej niedaleko Kioto i Osaki Narze, pierwszej formalnej stolicy Japonii (w latach 710–784), znajduje się aż osiem obiektów wpisanych wspólnie na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (pod  nazwą „historyczne zabytki starożytnej Nary”) i ponad 1,2 tys. swobodnie spacerujących jeleni wschodnich (sika). Największą atrakcją poza tymi sympatycznymi zwierzętami jest tutaj mierzący niemal 15 m, wykonany z brązu posąg Daibutsu (Wielkiego Buddy). Autobus dowiózł nas do oddalonego od dworca kolejowego o ok. 2 km Parku Nara (Nara-kōen), gdzie stoi Tōdai-ji – kompleks świątynny ze wspomnianą figurą. Wypełniony turystami autokar aż się przechylił, kiedy pasażerowie spostrzegli za oknami pierwsze jelenie wschodnie. Zwierzęta zupełnie nie przejmowały się obecnością samochodów i ludzi, swoim zachowaniem przypominały raczej krowy na indyjskich ulicach. Gdy dojechaliśmy do celu, naszym oczom ukazała się osobliwa scena. Turyści otoczeni przez jelenie sika robili im mnóstwo zdjęć z całkiem bliska, a czasem musieli wręcz rato-


©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

9

SS Część ścian Świątyni Złotego Pawilonu w Kioto pokrywają płatki prawdziwego złota

wać się ucieczką, kiedy te zbyt natarczywie domagały się poczęstunku i podgryzały im ubrania. Trudno mi ocenić tę atrakcję, ale zdaję sobie sprawę, że obecność tych zwierząt nie jest w tym miejscu przypadkowa. Były i są uważane (podobnie jak lisy) za boskich posłańców.

Gdy minęliśmy znudzone i w większości zmęczone upałem jelenie i zaaferowane nimi tłumy oraz liczne stoiska z pamiątkami, dotarliśmy do Wielkiej Bramy Południowej (Nandai-mon), gdzie stanęliśmy oko w oko z pięknymi rzeźbami strażników Niō broniących wstępu na teren Tōdai-ji.

©© Y. Shimizu/JNTO

TT Placki okonomiyaki przygotowywane ze składników wybranych wcześniej przez klienta

Pawilon Wielkiego Buddy (Daibutsu-den), jedna z największych drewnianych budowli świata, imponuje swoimi rozmiarami (ma 48 m wysokości, 57 m długości i 50 m szerokości). Z daleka robi wrażenie masywnego i przysadzistego. Z bliska dostrzegamy misterną konstrukcję łączeń między wielkimi i małymi elementami pokrytymi kolorowymi zdobieniami. Warto nadmienić, że obecny obiekt stanowi jedynie dwie trzecie pierwotnego założenia (został zmniejszony w 1709 r.). W głównym holu znajduje się Daibutsu, wizerunek Wajroczany. Według historyków miał on chronić mieszkańców przed epidemią czarnej ospy. Kiedy obserwuję spokojne twarze buddyjskich posągów, zawsze odnoszę wrażenie, że spoglądają na wiernych z troską. Może dzięki temu, nawet gdy przybierają tak ogromne rozmiary, nadal wydają się bliskie. We wnętrzu świątyni znajdują się też inne rzeźby. Co szczuplejsi próbują przecisnąć się przez otwór w jednej z belek konstrukcji. Podobno jeśli komuś się uda, z pewnością zostanie oświecony. Chram szintoistyczny zwany Kasuga-taisha, założony w  768 r., położony jest w  odległości ok. 1 km od Tōdai-ji. Droga do niego prowadzi przez Park Nara. Kiedy podążaliśmy nią pod górę wśród kamiennych latarni wotywnych kontrastujących z zielenią liści drzew i krzewów, mijaliśmy kolejne punkty sprzedaży łakoci dla jeleni sika (senbei, czyli rodzaju japońskich ryżowych krakersów) i ludzi karmiących je wprost z ręki. Zastanawiając się, co robią kobiety zajmujące się sprzedawaniem tych przysmaków, że zwierzęta omijają je z daleka, przeszliśmy przez wielką bramę (torii) należącą do chramu. Tu mogliśmy w końcu odpocząć i jednocześnie podziwiać zgrabne sylwetki budynków i wspaniałą, bujną roślinność. Po drodze do stacji odwiedziliśmy pięciokondygnacyjną pagodę kompleksu Kōfuku-ji i w pobliskiej knajpce zjedliśmy pyszne okonomiyaki, czyli rodzaj placków podawanych na rozgrzanej płycie w stoliku. Każdy może wybrać do nich własne składniki, zarówno mięsne, jak i wegetariańskie, i  w  ten sposób skomponować odpowiadającą mu wersję. To proste danie jest tutaj równie popularne jak ramen czy sushi, a jedną z pierwszych osób, które przybliżyły je Polakom, był Marcin Bruczkowski. W swojej książce Bezsenność w Tokio (2004 r.) opisał 10 lat spędzonych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystkim gorąco polecam tę pozycję. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


10 DALEKIE PODRÓŻE KIOTO – STOLICA TRADYCJI Do Kioto trafiliśmy w trakcie lipcowego Festi­walu Gion (Gion Matsuri), jednego z  największych tego rodzaju wydarzeń w Japonii. Święto, które zgodnie z tradycją obchodzi się prawie nieprzerwanie od 869 r., związane jest z szintoistycznym chramem Yasaka, założonym ponad 1350 lat temu (w 656 r.). Zainicjowano je, aby uwolnić się od panującej wówczas zarazy. Później mieszkańcy osady Gion, obecnie jednego z obszarów administracyjnych Kioto, co roku dziękowali za ratunek i prosili bogów o ochronę przed kolejnymi nieszczęściami. Początkowo najpierw na ulicach ustawiano halabardy (hoko) odstraszające złe moce, a następnie młodzi mężczyźni przyciągali świątynne wozy, w których miał znajdować się duch bóstwa zwalczającego plagi. Dziś festiwal składa się z wielu mniejszych wydarzeń, ale nadal najważniejszą ceremonią jest procesja wozów odbywająca się w tym czasie dwukrotnie – 17 i 24 lipca. My obserwowaliśmy przygotowania do mniejszego pochodu, który kończy najważniejszą część obchodów. Wieczorem pięknie oświetlone lampionami, różniące się od siebie m.in. wielkością i znaczeniem wozy yama i hoko stoją w wąskich, zamkniętych dla samochodów uliczkach. Spod jednego z nich zazwyczaj widać już kolejny, oddalony o kilkadziesiąt metrów. Do niektórych można wejść. Ich dzieje i symbolikę opisano na przypiętych tabliczkach, przed którymi tłoczą się ludzie. Wszystkie sklepy i restauracje są pełne gości. Na wielu okolicznościowych stoiskach sprzedaje się rozmaite przysmaki i wykonuje piękne, tradycyjnie zdobione pamiątki. Z wozów dobiegają dźwięki dzwonków i piszczałek oraz śpiewy i okrzyki siedzących na nich uśmiechniętych chłopców. Wśród spacerujących jest sporo osób ubranych w kimona, które można kupić lub wypożyczyć w licznych punktach w mieście. Pomimo tłumów wokół panuje magiczna atmosfera i każdemu polecam wziąć udział w tym wydarzeniu. O poranku obserwowaliśmy na ulicach demontaż wiszących świateł, pod którymi nie mogłyby się zmieścić najwyższe konstrukcje – wysokość największych hoko dochodzi nawet do 25 m. Usiedliśmy na zacienionym chodniku i przyglądaliśmy się ostatnim przygotowaniom. Ludzie na ulicy z niecierpliwością wpatrywali się w zakręt, zza którego miał wyłonić się pierwszy wóz. Dokładnie o wyznaczonej w programie porze pierwsi uczestnicy procesji ubrani w historyczne stroje przemaszerowali przed

JESIEŃ–ZIMA 2018

nami, witając się z mieszkańcami i turystami. Za nimi przejechały mniejsze wozy yama, następnie znów pojawili się ludzie. Potem wjechały wielkie wozy hoko, które ciągnęło po asfalcie kilkudziesięciu mężczyzn. Ich ruchy poprzedzone były głośnym okrzykiem połączonym z serią gestów wykonywanych przez dwie osoby sterujące pojazdem. Wszystko odbywało się niezwykle synchronicznie, przy akompaniamencie dzwonków, piszczałek i śpiewów kilkunastu chłopców siedzących na górze wozu. Na zakrętach pod ogromne, drewniane koła kładziono cienkie, bambusowe łodygi, żeby ułatwić przemieszczanie się ważących nawet 12 t platform. Zebrani Japończycy z dumą obserwowali korowód, dyskretnie szukając najlepszego ujęcia za pomocą swoich nowoczesnych smartfonów. Kioto było stolicą Japonii i miastem cesarzy przez ponad tysiąc lat (od 794 do 1868 r.). Oszczędzone w czasie II wojny światowej (choć zostało wytypowane jako jeden z celów zrzucenia bomby atomowej), przetrwało także wiele naturalnych katastrof. Znajduje się w nim tak dużo zabytków klasy światowej, że najlepiej spędzić tu co najmniej kilka dni. To i tak wystarczy jedynie na szybkie zwiedzanie i parę chwil wytchnienia. Sanktuaria szintoistyczne, ok. 1,6 tys. świątyń buddyjskich, niezliczone historyczne zakątki, targi czy w końcu wspaniała tutejsza kuchnia – te wszystkie atrakcje sprawiają, że trafiający do miasta turyści często planują do niego jeszcze wrócić. Warto wiedzieć, że Kioto jest jedną z największych metropolii w Japonii (ok. 1,5 mln mieszkańców). Dlatego należy dobrze zastanowić się nad wyborem odpowiedniego miejsca na nocleg i sposobu poruszania po mieście. Odległości między najważniejszymi atrakcjami są bardzo duże. My polecamy doskonałe centrum informacji turystycznej na dworcu głównym (Kyōto-eki). Pracujący w nim mężczyzna niemal czytał w naszych myślach, gdy rozpisywał na świetnie opracowanych mapach wszelkie trasy, podpowiadał nam najlepsze pory zwiedzania czy podawał ceny za wstęp do poszczególnych zabytków. Według nas koniecznie należy odwiedzić – oczywiście – słynną Świątynię Złotego Pawilonu (Kinkaku-ji). Warto dotrzeć do niej jak najwcześniej, aby chociaż spróbować uniknąć tłumów odwiedzających to urokliwe miejsce. Niedaleko znajduje się Świątynia Uspokojonego Smoka (Ryōan-ji) z kamiennym ogrodem, będącym jednym z  najbardziej znanych widoków z  Kioto.

Fushimi Inari Taisha to z kolei niesamowicie ciekawe sanktuarium położone na rozległym zalesionym wzgórzu Inari, znane z niemal niekończących się korytarzy torii. Zobaczymy tutaj także niezliczone ilości kamiennych rzeźb lisów symbolizujących wysłanników Inariego, czyli japońskiego bóstwa (kami) płodności. O doskonałą fotografię zdecydowanie łatwiej w wyższych partiach kompleksu, do których dociera znacznie mniej turystów. Duże wrażenie zrobiła na nas też inna świątynia. Eikan-dō Zenrin-ji z pięknymi ogrodami i wspaniałą architekturą słynie również z rzadkiego wizerunku Buddy Nieograniczonego Światła z głową skierowaną na bok (Mikaeri Amida). Dotarliśmy także do kompleksu Kiyomizu-dera, z którego roztacza się cudowny widok na Kioto. Główny hol i drewniana weranda są aktualnie remontowane, ale to miejsce ma w sobie nadal dużo uroku i warto je odwiedzić, żeby napić się wody z wodospadu Otowa zapewniającej pomyślność. Trochę rozczarowała nas słynna Ścieżka Filozofów (Tetsugaku-no-michi) i Świątynia Srebrnego Pawilonu (Ginkaku-ji), na pewno trzeba jednak powłóczyć się po uliczkach Gionu, dzielnicy rozrywki, tradycyjnych eleganckich restauracji (ryōtei) i gejsz oraz przejść się wąską alejką Ponto-chō. Piękny zamek Nijō (Nijō-jō) przypomina z kolei o potędze szogunów z rodu Tokugawa. Nowoczesne oblicze miasta dobrze oddaje niesłychanie ciekawy architektonicznie budynek dworca głównego (Kyōto-eki), gdzie na górnych piętrach znajduje się centrum gastronomiczne z wieloma restauracjami i pasaż wiszący kilkadziesiąt metrów nad centralną halą. Świetne miejsce na zakupy stanowi Targ Nishiki (Nishiki Ichiba) z tradycyjnymi sklepikami z wachlarzami, drogimi papierami, tkaninami i innymi punktami z upominkami.

KAMAKURA – STOLICA SZKOŁY ZEN Wycieczkę do Kamakury polecam każdemu, kto ma trochę czasu, żeby wyrwać się z Tokio choć na kilka godzin. Dojedziemy tutaj szybko pociągiem, a jedna z linii prowadzi bezpośrednio z Międzynarodowego Portu Lotniczego Narita. Mały dworzec (Kamakura-eki) wypełniony jest mapami i ulotkami wskazującymi największe atrakcje, funkcjonuje na nim też jak zwykle świetna informacja turystyczna. Miasto słynie z popularnych wśród surferów piaszczystych plaż, ważnych świątyń i drugiego co do wielkości w  Japonii (po  kompleksie świątynnym Tōdai-ji w  Narze), ok. 121-tonowego 


©© Kyoto Convention & Visitors Bureau/Nijo-jo Castle

©© Kyoto Convention & Visitors Bureau/Fushimi Inari Taisha

11

SS Główna brama prowadząca do pałacu Ninomaru na zamku Nijō w Kioto

©© Kyoto Convention & Visitors Bureau

©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

SS Korytarz z czerwonych torii wiodący do Fushimi Inari Taisha

©© Kyoto Convention & Visitors Bureau

©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

SS Tsukubai w Ryōan-ji – granitowy zbiornik na wodę do obmycia rąk i ust

SS Tradycyjny wóz hoko biorący udział w pochodzie na Festiwalu Gion

SS Maiko, uczennice na gejsze, wykonujące taniec z wachlarzami

SS Stworzony w połowie XIII w. Daibutsu z Kōtoku-in w Kamakurze

JESIEŃ–ZIMA 2018


OSAKA – STOLICA NEONÓW Dziwna była końcówka tego meczu – podsumował naszą pogawędkę przy przyrządzaniu takoyaki przygotowujący je uśmiechnięty Japończyk. Ale wasza drużyna awansowała i zagraliście świetne spotkanie z Belgią, a  my odpadliśmy – odpowiedziałem, od-

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Dystrykt Shinsekai w Osace, w tle 103-metrowa wieża z tarasem widokowym (Tsūtenkaku)

©© Osaka Government Tourism Bureau/JNTO

posągu Daibutsu. Najważniejszy kompleks sakralny – Kenchō-ji – i wspomniana statua są od siebie oddalone i leżą po przeciwnych stronach Kamakury, warto więc skorzystać z autobusów, aby oszczędzić czas i siły. Po pozostawieniu plecaków w skrytce (koszt ok. 600 jenów, czyli 20 złotych, za cały dzień przechowania dwóch sztuk średniej wielkości) ruszyliśmy w kierunku Kōtoku-in z figurą Daibutsu. Ukryta wśród zieleni, blisko 13,5-metrowa (razem z podstawą) rzeźba Buddy Nieograniczonego Światła ukazuje się dopiero z niewielkiej odległości. Pomimo jej rozmiarów cały kompleks sprawił na mnie wrażenie bardzo przyjaznego i  kameralnego. Sądzę, że powinno się go odwiedzać właśnie z powodu harmonijnego połączenia z otoczeniem. Historycy podkreślają, że posąg znajdował się wewnątrz świątyni, zniszczonej przez tsunami w 1498 r. Kataklizm sprawił, że siedzący pod gwiazdami Budda stał się wizytówką Kamakury. Buddyjskie świątynie w mieście należą do rinzai, czyli jednej z dwóch głównych szkół japońskiego buddyzmu zen (druga to sōtō). Wśród nich jest m.in. Kenchō-ji, najstarszy klasztor zen (wzniesiony w 1253 r.) i najczęściej odwiedzany, ale my wybraliśmy się do Klasztoru Doskonałego Oświecenia (Engaku-ji). Można do niego dotrzeć po kilkuminutowym spacerze ze stacji kolejowej Kita-Kamakura (wstęp w cenie 300 jenów, czyli ok. 10 złotych). Położony na uboczu, nie przyciąga tłumów turystów. Dzięki temu mieliśmy przyjemność zwiedzać go w niemal zupełnej samotności. W  kompleksie zbudowanym na zalesionym zboczu na osi północ-południe znajduje się aktualnie 18 kaskadowo umiejscowionych świątyń. Całość robi wspaniałe wrażenie. Podczas odkrywania kolejnych zakątków klasztoru byliśmy zauroczeni zarówno wykorzystywanymi do dzisiaj przez mnichów wnętrzami, jak i ich otoczeniem, w tym cmentarzem z pokrytymi mchem figurkami Buddy. Na terenie kompleksu znajdziemy też grób japońskiego mistrza sztuk walki Gichina Funakoshiego (1868–1957), który jako pierwszy użył nazwy karate, określając w ten sposób walkę bez użycia broni. Na jego grobowcu widnieje cytat: Karate nie jest sztuką agresji.

©© JNTO

12 DALEKIE PODRÓŻE

SS Neon japońskiej korporacji Glico koło mostu Ebisu (Ebisubashi) na kanale Dōtonbori

bierając gorącą porcję smażonych w specjalnej foremce kulek z ciasta i ośmiornicy, posypanych dużą ilością płatków suszonego, wędzonego tuńczyka pasiastego zwanego bonito. Żegnając się, życzyliśmy sobie szczęścia podczas kolejnych mistrzostw świata, a ja zamyśliłem się nad uniwersalnym językiem kibiców piłki nożnej. Zajadając się parzącym przysmakiem, dotarliśmy do kolejnego ulicznego stoiska, tym razem

serwującego taiyaki (w dosłownym tłumaczeniu „pieczona dorada”), czyli nadziewane ciastko w kształcie ryby. Wybraliśmy najpopularniejsze nadzienie – pastę z osładzanej czerwonej fasoli azuki. Po przejściu następnych kilkudziesięciu metrów zobaczyliśmy długą kolejkę ludzi czekających na porcje drobno siekanej wołowiny z Kobe pochodzącej od krów Wagyū. Z mocnym postanowieniem powrotu ruszyliśmy wzdłuż ka-


©© Osaka Government Tourism Bureau/JNTO

13

©© Yasufumi Nishi/JNTO

SS Klimatyczna Hōzen-ji – niewielka buddyjska świątynia z posągami pokrytymi mchem

SS Tokijski Park Yoyogi wiosną odwiedzają tysiące osób podziwiających kwitnące wiśnie

nału Dōtonbori spotkać najpopularniejszą postać w tym mieście – biegacza z reklamy firmy Glico. Osaka to po Tokio najważniejsza metropolia Japonii, wielki port, węzeł komunikacyjny, ośrodek kulturalny i ekonomiczno-gospodarczy. Słynie z fantastycznej kuchni i życia nocnego toczącego się w zatłoczonych uliczkach Minami. Najbardziej znanym widokiem z Osaki jest wielki neon korporacji

Glico przedstawiający biegnącego człowieka, który pojawił się nad kanałem Dōtonbori w 1935 r. Gdy stoi się pod nim i obserwuje feerię barw i światła z elewacji każdego budynku można dostać oczopląsu, ale nie da się przejść koło tego spektaklu obojętnie. Mnie ten migający, kolorowy zawrót głowy odpowiadał i z otwartymi ze zdziwienia ustami wpatrywałem się w kolejne pulsujące reklamy odbijające się w  wodach kanału

Dōtonbori. Tłum ludzi dorównywał ściskowi na najbardziej zatłoczonych ulicach Tokio, czasami trudno było się przecisnąć. Z położonych przy deptaku restauracji i klubów dobiegała głośna muzyka i  nawoływania zapraszające do środka. Sklepy przeżywały prawdziwe oblężenie, widoczne przez wielkie, oświetlone witryny, ale długie kolejki do kas nie odstraszały nowych kupujących. Aby odpocząć na chwilę od zgiełku, szukaliśmy położonej ledwie 200 m dalej Hozenji Yokocho. W tym miejscu tradycja spotyka się z  nowoczesnością. Spokojna, ciasna uliczka z usytuowaną pośrodku świątynią – Hōzen-ji – i  tradycyjnymi restauracjami zauroczyła nas swoją magiczną atmosferą. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w stronę Shinsaibashi-suji. Ten niemal 600-metrowy deptak to skupisko sklepów, restauracji i barów. Zanim jednak do niego dotarliśmy, byliśmy świadkami głośnej manifestacji przeciwników Expo 2025 (planowanego w Osace). Przed ok. 100-osobową grupą w większości starszych osób jechał samochód typu pick-up z ustawioną na cały regulator muzyką elektroniczną. Protestujący seniorzy podrygiwali w  rytm nowoczesnej muzyki i skandowali hasła wypisane na trzymanych bannerach. Wszystko to z uśmiechem na ustach i w otoczeniu kilku policjantów. Tak doszliśmy do obszaru Amerikamura, nad którym góruje ustawiona na dachu wieżowca miniatura Statui Wolności. To miejsce odwiedzane przez liczną młodzież. Znajduje się tu wiele kafejek, barów i sklepików z niedrogimi i niestandardowymi ciuchami. Po drodze do hotelu nie zapomnieliśmy – oczywiście – spróbować soczystej wołowiny z Kobe. Przyrządzona na naszych oczach i podana z plastrem ananasa była pysznym podsumowaniem wieczoru w błyszczącej Osace.

TOKIO – STOLICA STOLIC Dwukrotnie w XX w. prawie całkowicie zniszczone (przez katastrofę naturalną, jaką było wielkie trzęsienie ziemi w regionie Kantō we wrześniu 1923 r., oraz nalot dywanowy pod koniec II wojny światowej) Tokio ma imponującą liczbę mieszkańców – ponad 38 mln w obszarze metropolitalnym (Greater Tokyo Area). Leży na styku płyt tektonicznych, w strefie dużej aktywności sejsmicznej. W wyniku tego jest zagrożone wielkimi trzęsieniami ziemi, które według naukowców powtarzają się w tym miejscu co 100–150 lat. To jedno z centrów światowej gospodarki. Stolica kraju przyciąga jak magnes Japończyków i turystów z całego globu. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Yasufumi Nishi/JNTO

14 DALEKIE PODRÓŻE

©© Yasufumi Nishi/JNTO

SS Luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō

SS Akihabara – mekka fanów gier, mangi i anime

SS Wiszący Tęczowy Most (Rainbow Bridge) na sztuczną wyspę Odaiba w Zatoce Tokijskiej

Na lotnisku Narita, usytuowanym mniej więcej 60 km na wschód od centrum Tokio, wylądowaliśmy koło 19.00. Szybko przeszliśmy kontrolę szczegółowo informowani o kolejnych krokach przez pracowników portu i odnaleźliśmy drogę na peron kolejowy. Jeszcze w Polsce wykupiliśmy bilet uprawniający nas do 45-minutowej podróży do stacji Asakusa pociągiem Keisei Skyliner (www.keisei.co.jp) i trzydniowy bilet na metro. Wydrukowane potwierdzenie wymieniliśmy na właściwe bilety przy dokładnie oznaczonym stanowisku obsługi pasażerów. Do odjazdu mieliśmy jeszcze 15 minut, więc zdecydowaliśmy się, że spróbujemy w punkcie Japan Rail wymienić kupiony w Polsce voucher na dwutygodniowy Japan Rail Pass. Nasz karnet uprawniał nas do podróżowania po Japonii większością pociągów. Również tutaj procedura trwała nie więcej niż 5 minut. Na stacji Asakusa po raz pierwszy spotkaliśmy się z mapą tokijskiego metra. Choć początkowo czuliśmy się bezradni, szybko zaczęliśmy poruszać się intuicyjnie. Wodząc palcem po kolorowych torach, odnaleźliśmy naszą stację i drogowskazy prowadzące do naszej linii. Ruszyliśmy w drogę,

ale po chwili zdziwieni wyszliśmy na powierzchnię. Ponieważ straciliśmy z  oczu strzałki, rozglądaliśmy się wokół po ruchliwym skrzyżowaniu. W oddali zobaczyliśmy 634-metrową wieżę Tokyo Skytree, a  tuż obok twarz uśmiechniętego japońskiego robotnika. Czy może Pan nam pomóc? – zapytałem po angielsku. Tak – odpowiedział także w tym języku. Szukamy linii A – przyznałem. Proszę przejść na drugą stronę ulicy i tam 100 m dalej będzie wejście – dodał i ręką wskazał nasz cel. W ten sposób już na początku podróży pozbyliśmy się jakichkolwiek obaw związanych z dogadywaniem się w Japonii w języku angielskim. Tokijski system komunikacji publicznej ma imponującą liczbę połączeń i linii. Większe stacje są dobrze ze sobą skomunikowane i świetnie oznakowane. Oprócz nazw nadano im numery, co bardzo ułatwia odnalezienie się na mapie. Należy jedynie pamiętać, że niektóre punkty łączące różne linie mogą być oddalone od siebie o kilkaset i więcej metrów. Według nas metro (z dziewięcioma liniami) to najwygodniejszy środek transportu w Tokio. Bez trudu dotarliśmy do stacji Asakusabashi i wyszliśmy na pustą ulicę. Trochę zagubieni wróciliśmy

JESIEŃ–ZIMA 2018

w pobliże wejścia do metra i połączyliśmy się z internetem przez wi-fi (ta usługa jest dostępna na każdej ze 179 tokijskich stacji i w wielu punktach w mieście). Nawigacja wskazała nam drogę i po 10 minutach byliśmy w hostelu. Po szybkim zameldowaniu się, rozpakowywaliśmy się w naszym pierwszym pokoju kapsułowym, żeby po chwili wyjść na wieczorny spacer. W ten sposób rozpoczęliśmy kilkudniową, niezapomnianą przygodę z miastem, podczas której staraliśmy się choć trochę poznać jego niezliczone oblicza. Tokio to nieskończona liczba targów, sklepów, kramów i wielopiętrowych galerii handlowych – od najdroższych butików w  regionie Ginza i  okręgu Shibuya przez ikoniczną Akihabarę nazywaną największym marketem elektronicznym świata oraz Asagaya Anime Street w podziemiach stacji kolejowej, gdzie fani anime znajdą gadżety z ulubionymi bohaterami, po zaskakujące sklepiki w Harajuku (części dzielnicy Shibuya), olbrzymi targ rybny Tsukiji z aukcją tuńczyków (zamknięty 6 października 2018 r. i przeniesiony do Toyosu) i punkty z pamiątkami w okolicy 175-metrowej alei Yanaka Ginza. W każdym kolejnym miejscu mieli-


©© Yasufumi Nishi/JNTO

15

śmy wrażenie, że sklepy są wszędzie i wszędzie jest mnóstwo kupujących. Inną kategorię stanowią rozsiane po całym mieście i równie licznie odwiedzane, a przy tym bardzo praktyczne, minimarkety sieci 7-Eleven, FamilyMart czy Lawson czynne często 24 godziny na dobę przez cały tydzień, w których można kupić niemal wszystko: od serwowanego na wynos smażonego kurczaka, gorącej i schłodzonej kawy przez kilkadziesiąt dań do odgrzania w mikrofalówce po koszule, parasolki i gazety. Podobno w całej Japonii takich punktów działa aż ok. 50 tys. Z kolei świetne miejsce na zakup pamiątek znajduje się w okolicach Sensō-ji. Nakamise-dōri, tradycyjna handlowa uliczka, która prowadzi do tej buddyjskiej świątyni, ożywa w godzinach przedpołudniowych. Na straganach sprzedaje się mydło i powidło, m.in. piękne laleczki kokeshi czy kiczowate samurajskie miecze. Z kolei sprzęt kuchenny, w tym tysiące słynnych japońskich noży, znajdziemy przy położonej niedaleko, kultowej ulicy Kappabashi. Poza tym Tokio wypełniają fantastyczne restauracje, bary, fast foody, punkty gastronomiczne i uliczne stragany serwujące lokalne przysmaki. W leżącej pod Dworcem Tokio (Tōkyō-eki) strefie street foodu przed prawie

©© Taito City/JNTO

©© Yasufumi Nishi/JNTO

SS Nakamise-dōri z licznymi stoiskami wiodąca do Sensō-ji w dystrykcie Asakusa

SS Grudniowy Targ Hagoita, na którym można kupić ozdobne drewniane rakietki hagoita

każdą knajpką ustawiają się długie kolejki. W niewielkich witrynach na plastikowych talerzach prezentuje się równie sztuczne wersje serwowanych dań. Wybraną potrawę zamawia się następnie w  automacie. Po krótkim oczekiwaniu w szybko kurczącej się kolejce i przekazaniu rachunku obsłudze w ciągu kilku minut ląduje przed nami prawdziwe jedzenie. Zawsze dostajemy wodę i pałeczki, a przy niektórych daniach także specjalny fartuch chroniący ubranie przed pobrudzeniem. Nale­ży też koniecznie odwiedzić małe bary sushi w okolicach Ueno czy Asakusy, gdzie zjedzone porcje rozlicza się na podstawie kolorów i liczby odstawianych talerzyków. Bardzo popularne są tu również zestawy sushi sprzedawane w supermarketach i sklepach ekologicznych. Przed wejściem do pociągu trzeba kupić bentō, czyli specjalnie zapakowane przekąski, składające się z ryżu, ryby lub mięsa, a także pikli i gotowanych warzyw. W Tokio znajduje się mnóstwo niezwykłych miejsc kultu religijnego, chramów szintoistycznych, świątyń buddyjskich, cmentarzy i muzeów. Sensō-ji, najstarszy w stolicy (z pierwszej połowy VII w.) i oblegany kompleks buddyjski, warto odwie-

dzić jak najwcześniej, żeby uniknąć tłumów. Do chramu szintoistycznego Meiji dociera się przez Park Yoyogi i  kilka ogromnych, drewnianych torii. Można tutaj odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Kompleks poświęcony pamięci cesarza Meiji i cesarzowej Shōken został oddany do użytku w latach 20. XX stulecia. Po poważnych zniszczeniach podczas II wojny światowej odbudowano go w 1958 r. To miejsce niezmiernie popularne wśród Japończyków pragnących wziąć tradycyjny ślub. Z kolei Muzeum Narodowe w Tokio szczyci się olbrzymimi zbiorami dzieł sztuki i artefaktów, z których setki uznano za skarby narodowe Japonii. Odwiedzenie go polecam wszystkim chcącym przyjrzeć się z bliska misternie zdobionej ceramice, tkaninom, zbrojom i mieczom samurajów oraz japońskim rzeźbom czy poznać historię rozwoju sztuki Kraju Kwitnącej Wiśni. Za to spacer po pięknym cmentarzu Yanaka zaskoczył mnie odrobinę inną atmosferą niż ta, którą zwykle wyczuwam podczas wizyty na nekropoliach w Polsce. Tu także było cicho i spokojnie, ale nastrój tego miejsca nie przytłoczył mnie, a raczej skłonił do zadumy. Fascynująca Japonia ma naprawdę wiele twarzy… 

JESIEŃ–ZIMA 2018


16 DALEKIE PODRÓŻE

Mateusz Kol, prezes Japońskiego Centrum Kultury i Biznesu ICHIGO oraz fundacji krzewienia kultury Japonii ICHIGO MATSURI, organizator autorskich, elastycznych wycieczek w niewielkich grupach do Kraju Kwitnącej Wiśni, w rozmowie z Michałem Domańskim.

rozbudowaliśmy wsparcie biznesowe dla inwestorów i eksporterów. Jak widać, rozwijamy się dość dynamicznie, co bardzo nas cieszy i motywuje.

©© Mateusz Kol

Panie Mateuszu, czy może nam Pan zdradzić, co oznaczają nazwy ICHIGO i ICHIGO MATSURI? Kiedy powstało i czym zajmuje się stworzone przez Pana Japońskie Centrum Kultury i Biznesu ICHIGO? Jak się rozwijało w ostatnich latach? Japońskie Centrum Kultury i  Biznesu ICHIGO otworzyliśmy wraz z moją żoną, Kinu, w 2009 r. W dosłownym tłumaczeniu ichigo znaczy „truskawka”. Wyraz ten nawiązuje do słów znanych z ceremonii parzenia herbaty – ichi-go ichi-e, które w naszej firmie interpretujemy jako gotowość do wykorzystywania pojawiających się szans. Zgodnie z tą zasadą w ICHIGO nie odrzucamy żadnej propozycji współpracy bez wcześniejszego zasięgnięcia informacji i skonsultowania się z drugą stroną. W pierwszych latach nasza działalność skupiała się na organizowaniu kursów języka japońskiego z native speakerami oraz wykładów i warsztatów. Wraz ze wzrostem zainteresowania zaczęliśmy uruchamiać kolejne oddziały w całej Polsce, a także powołaliśmy fundację non profit ICHIGO MATSURI (jej nazwa oznacza Festiwal ICHIGO), która ma na celu wspieranie działań kulturowych na terenie Polski i przełamywanie stereotypów na temat ojczyzny Japończyków. Z czasem zajęliśmy się również organizowaniem wyjazdów do Japonii, uruchomiliśmy portal z ofertami pracy w tym kraju oraz

SS Kolorowa, głośna i wesoła Akihabara w tokijskiej dzielnicy Chiyoda

©© Mateusz Kol

Czym wyróżniają się autorskie, elastyczne wycieczki w niewielkich grupach do Japonii z ICHIGO? Przede wszystkim przed wyborem ICHIGO należy zrozumieć, jak bardzo różnimy się od konkurencji. Nasza firma skupia się tylko na Japonii i to przekłada się na nasze podejście do realizacji usługi. Z pewnością organizowane przez nas wycieczki nie są dla osób, które liczą na tzw. objazdówkę autokarem przewożącym ludzi od jednej atrakcji do drugiej. Przeciętnie obsługiwane przez nas grupy liczą 8–12 osób. Staramy się korzystać z komunikacji publicznej, dzięki czemu uczestnicy naszych wypraw mogą poznać codzienność Japończyków oraz tutejsze środki transportu: od taksówek i shinkansenów (superszybkich pociągów) po kolejki linowe. Z podobnego powodu organizujemy też noclegi w ścisłym centrum miasta. To umożliwia naszym klientom spędzanie wieczornego czasu wolnego w lokalnej atmosferze i obserwowanie biegnących do pracy Japończyków przy porannej kawie. Chciałbym też zwrócić uwagę na podkreślaną na naszej stronie internetowej elastyczność. Bardzo wiele osób przylatuje do Japonii właśnie z nami, gdyż pasjonuje się tym krajem lub jakąś jego TT Niezliczone torii wyznaczające drogę do Fushimi Inari Taisha ©© Mateusz Kol

TT Spacer wśród kwitnących wiśni po sadzie przy zamku Nijō w Kioto

©© Mateusz Kol

tekst promocyjny

Wykorzystaj swoją szansę z ICHIGO

JESIEŃ–ZIMA 2018


17 Podkreśla Pan na każdym kroku, że funkcjonuje mnóstwo mitów na temat Kraju Kwitnącej Wiśni. Które z nich należałoby przede wszystkim obalić? Takich stereotypów jest rzeczywiście sporo. Często nasi klienci dziwią się na przykład, że w Japonii nie jada się sushi na co dzień. W mojej rodzinie jemy je może raz na dwa miesiące i u znajomych sprawa wygląda całkiem podobnie. Niesłusznie postrzega się również Japończyków jako surowych, zamkniętych w sobie samurajów.

częścią. Zdarza się, że zabieramy zainteresowanych do nietypowych restauracji, miejsc czy sklepów specjalistycznych, na których im szczególnie zależy. Japonia słynie ze świetnej kuchni i przemysłu precyzyjnego, więc jest w czym wybierać. Organizujemy warsztaty ceremonii herbacianej, spacery w kimonie w tradycyjnym otoczeniu, a także doradzamy, jakie pamiątki warto kupić, co pozwala uniknąć przykrej niespodzianki. Dla osób z alergiami pokarmowymi przygotowujemy propozycje miejsc, w których będą mogły stołować się bez żadnych obaw. Możliwości personalizacji jak na wycieczkę grupową jest naprawdę sporo.

©© Mateusz Kol

Podobno słyniecie Państwo z organizowania podróży szytych na miarę do Kraju Wschodzącego Słońca? Jakie przykładowe atrakcje oferujecie najbardziej wymagającym klientom? Na co mogą oni liczyć ze strony ICHIGO? Poza regularnymi wycieczkami trafia nam się sporo zleceń przygotowywanych pod konkretnego klienta. Często są to firmy, grupy przyjaciół lub znane osoby, którym zależy na dyskrecji. Każdy ma inne oczekiwania, a nasza rola polega na tym, aby im sprostać i zadbać w szczególności o autentyczność. Zdarza się zatem, że zabieramy klientów na walki sumo, nocne łowienie kalmarów, podziwianie wielorybów czy spotkania z gejszami, ale więcej – niestety – nie mogę zdradzić z oczywistych przyczyn. Możemy zagwarantować, że wycieczka z nami zmienia wcześniejsze wyobrażenia o Japonii. Fakt, że wielu uczestników naszych wypraw zgłasza się do nas ponownie i podsyła nam swoich znajomych, mówi sam za siebie.

SS Brama z 1875 r. chramu Itsukushima na wyspie o tej samej nazwie

Te czasy bezpowrotnie minęły i warto wiedzieć, że są oni dumnym, ale naprawdę sympatycznym narodem. Niedawno na spotkaniu biznesowym usłyszałem od Japończyka, który był w Europie, w tym również w Polsce, że Polacy wydają mu się pod wieloma względami najbliżsi ze wszystkich Europejczyków. Z taką opinią spotkałem się zresztą nie pierwszy raz. Być może jest w tym zatem ziarno prawdy.

Panie Mateuszu, wiem już, że jest Pan pasjonatem języków obcych, wielkim propagatorem kultury Japonii oraz wielbicielem nowych technologii. Czy mógłby Pan przybliżyć nam nieco swoją osobę? Myślę, że wiele powie o mnie już kolejność, którą zastosuję przy przedstawianiu się. Po pierwsze – jestem mężem i szczęśliwym ojcem dwójki dzieci, po drugie – przedsiębiorcą, z wykształcenia ekonomistą. Ekonomia obok Japonii stanowi moją drugą pasję, która pojawiła się z czasem. Od niedawna interesuję się również żeglarstwem i staram się regularnie pływać wraz z teściem po japońskim Morzu Wewnętrznym. Prawdopodobnie jestem jedynym Polakiem, który posiada licencję na łodzie motorowe w Japonii…, ale wspominam o tym dlatego, że być może po wywiadzie odezwie się do mnie jakiś rodak zainteresowany dołączeniem do załogi. Poza tym w najbliższym czasie planuję publikację książki niemal w całości napisanej w shinkansenach.

Dlaczego – Pańskim zdaniem – wycieczki do Japonii są takie popularne? I dlaczego na ich organizatora warto wybrać właśnie ICHIGO? To wspaniały kraj o przebogatej, niezmiernie oryginalnej kulturze, którego naprawdę szkoda nie odwiedzić chociaż raz w życiu. Jak wspomniałem już wcześniej, ICHIGO nie jest dla wszystkich, ale jeśli komuś szczególnie zależy na poznaniu Japonii z bliska, to z pewnością powinien postawić na nas.  ICHIGO.PL Ogólnopolski kontakt: +48 721 247 050 (infolinia czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00–18.00)

e-mail: biuro@ichigo.pl •

TT Szef kuchni przyrządzający stek z doskonałej wołowiny z Kobe

©© Mateusz Kol

©© Mateusz Kol

TT Świątynia Złotego Pawilonu w Kioto odbudowana w 1955 r.

www.ichigo.pl

JESIEŃ–ZIMA 2018


18 DALEKIE PODRÓŻE

JESIEŃ–ZIMA 2018


19

Filipiny –

kraj tysięcy wysp

DARIUSZ METEL

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

« Ten przepiękny, malowniczy kraj o powierzchni 300 tys. km2 leży w Azji Południowo-Wschodniej, na Oceanie Spokojnym. Od północy oblewają go wody cieśniny Luzon, a od północnego zachodu – Morza Południowochińskiego. Z kolei na wschodzie rozciąga się Morze Filipińskie. Na południu i południowym zachodzie natrafimy zaś na morza Celebes i Sulu. »

SS Górzysta wyspa Palawan przyciąga m.in. amatorów wycieczek kajakowych i dziewiczej przyrody

JESIEŃ–ZIMA 2018


20 DALEKIE PODRÓŻE

W

archipelagu, na którym położone są Filipiny, jest aż 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, z czego 880 pozostaje zamieszkanych. To jeden z najbogatszych obszarów na świecie pod względem bioróżnorodności. Okoliczne wody kryją przepiękne rafy koralowe i rzadkie gatunki egzotycznych ryb. Turystom ten kraj kojarzy się przede wszystkim z rajskimi plażami z białym piaskiem i lazurowym morzem. Filipiny mają ponad 106 mln mieszkańców, niestety, nie należą do bogatych państw, ale wciąż się rozwijają. Ze względu na położenie geograficzne występują tu tajfuny. Nie zniechęca to jednak turystów, z każdym rokiem przybywa ich coraz więcej. Stolicą kraju jest Manila – jedna z największych metropolii na świecie (w granicach obszaru metropolitalnego żyje ok. 13 mln ludzi). Znajdują się w niej m.in. dzielnice biznesowe (Makati) i turystyczno-rozrywkowe (Ermita). Mimo nowoczesnego charakteru miasta nadal można natknąć się w nim na slumsy, zwłaszcza w dzielnicy Tondo.

KRAJ W PIGUŁCE

JESIEŃ–ZIMA 2018

TT Wyrak filipiński dzień przesypia na drzewach

SS Wzgórza Czekoladowe pokrywa gęsta trawa

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

Przygodę z Filipinami koniecznie trzeba zacząć od mojego numeru jeden – wyspy Bohol. Leży ona w  samym sercu obszaru administracyjnego Visayas. Stąd promem można dotrzeć na Camiguin, Siquijor, Cebu czy do miasta Dumaguete na Negros. Słysza­ łem, iż o Bohol mówi się, że to Filipiny w pigułce, ponieważ mamy tutaj wszystkiego po trochu. Na wyspie poznamy kulturę i historię kraju, odpoczniemy na piaszczystych plażach, ponurkujemy z delfinami, wybierzemy się na wycieczkę w celu obserwowania dzikich zwierząt oraz spróbujemy przepysznych, tradycyjnych filipińskich dań. Poza tym spotkamy na niej także otwartych, pomocnych i radosnych Filipińczyków. Warto tu udać się w okolice Wzgórz Czekoladowych. Składa się na nie ok. 1270 kopców o bardzo regularnych kształtach, porośniętych trawą. Mniej więcej 30 km na wschód od stolicy wyspy, miasta Tagbilaran, leży miejscowość Loboc. Przepływa przez nią rzeka o tej samej nazwie, po której pływają łodzie przerobione na restauracje. Uczestnicy rejsu przy lokalnej muzyce zajadają się filipińskimi przysmakami. Na pokładzie podaje się kurczaka adobo, owoce morza, ryż, przeróżne ryby, wieprzowinę i – oczywiście – owocowe desery. Jeśli łódź udaje się w głąb tropikalnego lasu, podczas zachodu słońca pasażerowie mają dużą szansę, żeby zoba-

czyć tysiące świetlików. Nad tą rzeką Francis Ford Coppola kręcił sceny do swojego dramatu wojennego Czas apokalipsy (1979 r.). Pięknym miejscem jest błękitny wodospad Mag-Aso koło miasteczka Antequera. W upalne dni warto zanurzyć się w  jego wodach, aby nieco się ochłodzić. Jeśli ktoś chce poczuć dreszczyk emocji, może pójść w ślady miejscowych i skoczyć na główkę z wysokiego na 10 m brzegu.

Osobom lubiącym aktywny wypoczynek spodoba się Danao Adventure Park. Do wyboru są tu takie atrakcje jak zwiedzanie jaskiń, wspinaczka po korzeniach na klifie, ślizg nad wąwozem czy skok wahadłowy. Wszystko to możliwe jest dzięki naturalnemu ukształtowaniu terenu. Poza tym od września do lutego można też popływać z rekinami wielorybimi w okolicy miasteczka Oslob na pobliskiej wyspie Cebu. Na Bohol


©© Philippine Department of Tourism

21

TT Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa

za wielką atrakcję turystyczną uchodzi również sanktuarium wyraków filipińskich (tarsjuszy), w którym spotkamy się oko w oko z tymi jednymi z najmniejszych małpiatek na świecie.

wiście, standard zakwaterowania można podnieść przy wyższej opłacie). W cenę wliczone są śniadanie, kolacja, niezliczona ilość tropikalnych owoców oraz świeżych ryb i owoców morza, takich jak ośmiornice czy krewetki. Plaża jest zupełnie bezludna. Można na niej znaleźć wspaniałe, duże, kolorowe muszle. Za atrakcję turystyczną uchodzą tutaj czarne jeżowce, które smakują jak słona ikra.

Od niedawna prąd na Pamilacan zapewniają baterie słoneczne. Niestety, ze względu na brak dostępu do wody pitnej nieliczni mieszkańcy (ok. 2 tys.) muszą przywozić ją z miasta Baclayon na wyspie Bohol. Poza bungalowami i zabudowaniami mieszkalnymi znajduje się tu też kościół, sąsiadujący z ruinami ponad 200-letniego hiszpańskiego fortu. Pamilacan to prawdziwa filipińska wieś. Wyspiarze hodują 

SAM ŚRODEK RAJU Na przepięknej, piaszczystej wysepce Pamilacan bungalow wynajmiemy już za równowartość 60 złotych za dobę (oczy-

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

SS Pamilacan żyje z turystyki i rybołówstwa

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

TT Biała, piaszczysta plaża Alona na wyspie Panglao

©© Philippine Department of Tourism

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

SS Na wyspie Bohol warto wybrać się w rejs po rzece Loboc tradycyjną filipińską łodzią banca

JESIEŃ–ZIMA 2018


22 DALEKIE PODRÓŻE świnie, kozy, krowy, a nawet koguty. Wyspę pokrywa zielona trawa, wśród której rosną ogromne palmy.

W centrum wyspy Palawan leżą lasy namorzynowe i pola uprawne, na których rosną palmy kokosowe, kukurydza i ryż. Ona sama przyciąga bajecznymi krajobrazami i parkami zamieszkanymi przez dzikie zwierzęta. Wzdłuż linii brzegowej rozciągają się piaszczyste plaże oblewane krystaliczną wodą. W okolicy wyspy z całą pewnością warto udać się na nurkowanie. Widok tropikalnych raf koralowych jest nie do opisania. Inną wspaniałą rozrywką będzie tzw. island hopping. Taka wycieczka łodzią trwa cały dzień. Jej uczestnicy przemieszczają się z jednej plaży na drugą, z laguny do laguny. Po drodze koniecznie należy odwiedzić małą wioskę rybacką Sabang. To właśnie w  tutejszym Parku Narodowym Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (umieszczonym w 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO) płynie podziemna rzeka (Cabayugan), która ma długość 8,2 km (do zwiedzania udostępniono ok. 1,5 km). Za wstęp do wioski trzeba zapłacić. Można to zrobić już na miejscu lub niedaleko Puerto Princesa – głównego miasta wyspy, gdzie znajduje się lotnisko. Park został okrzyknięty w  2011 r. jednym z 7 Nowych Cudów Natury.

©© Philippine Department of Tourism

PODZIEMNY ŚWIAT

SS El Nido Resorts Apulit Island (na Apulit)

TT Na rajską plażę Papaya dotrzemy jedynie łodzią

Corong-Corong też nie nadaje się na spokojne plażowanie. Plaża ta leży w południowej części miasta, niedaleko nowego terminalu autobusowego. Można wybrać się na  nią na romantyczne spacery i  drinka w jednej z nastrojowych knajpek. Zupełnie inna jest Las Cabanas. To prawdziwa perełka wśród plaż na wyspie Palawan, idealna na leniwe wylegiwanie się na piasku, kąpiel w krystalicznie czystym morzu i długie spacery. Najlepiej odwiedzić ją rano, gdy bywa niemal pusta, a wokół panuje błoga cisza, oraz o zachodzie słońca, bo właśnie z niego słynie. Tę fenomenalną grę świateł i kolorów koniecznie trzeba zobaczyć. Ogromną, piaszczystą plażę Duli  oblewa turkusowa woda. Jej główną zaletą jest to, że turyści zbytnio jej nie oblegają.

Znajdzie­my tutaj za to kilka miejsc idealnych do uprawiania surfingu. Dlatego Duli warto polecić miłośnikom sportów wodnych. Najpopularniejsza w tym rejonie Nacpan uchodzi również za najpiękniejszą. Znajduje się ona na północ od El Nido, bliżej Duli. Jest szeroka, piaszczysta, zachwyca czystą wodą. Niestety, zwykle goszczą na niej tłumy ludzi, ze względu na których zastawiono ją byle jakimi restauracjami. Dlate­go można ją sobie odpuścić. Prawdziwym rajem dla samotników będzie za to Papaya. Na tę plażę dostaniemy się jedynie drogą morską. Leży ona bardzo blisko El Nido. Ponieważ przypływa się na nią prywatną łodzią, można tu zostać tak długo, jak się pragnie.

Na północy Palawanu położone jest blisko 50-tysięczne miasto El Nido. Ze względu na rozbudowaną ofertę noclegów cieszy się dużą popularnością wśród turystów. Mimo to zachowało swój lokalny charakter. Nadal nie można w nim płacić kartą i działa tu tylko jeden bankomat, dlatego przed przyjazdem lepiej zaopatrzyć się w gotówkę. W pobliżu miasta leży archipelag Bacuit, znajdujący się pod ochroną jako rezerwat przyrody. Wiele przewodników turystycznych uważa go za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Organizuje się na niego jedno­ dniowe wycieczki (koszt w przeliczeniu to ok. 90  złotych), podczas których posiłek podaje się na rajskiej wysepce. Szczególnie warto odwiedzić okoliczne plaże. Każda z nich jest nieco inna. Wąską plażę miejską w El Nido wypełniają stoliki. Trudno nie zauważyć licznych łódek, które cierpliwie czekają na turystów. Z całą pewnością nie da się tu odpocząć w ciszy i spokoju. Mimo to warto odwiedzić to miejsce, choćby po to, aby obejrzeć spektakularny zachód słońca, które chowa się za malowniczymi górami.

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Philippine Department of Tourism

KRÓLESTWO PLAŻ


©© Philippine Department of Tourism

23

TT Plaża na terenie Parku Narodowego Caramoan

©© wikimedia commons/Richards marcelo

SS Wyspa Coron koło Palawanu, z wapiennymi skałami

NIEZNANY SKARB Mało jeszcze znanym regionem Filipin są wyspy Caramoan (w regionie Bicol) rozsiane w pobliżu półwyspu o tej samej nazwie (części największej filipińskiej wyspy Luzon – ok. 110 tys. km² powierzchni). Zaczynają one jednak budzić coraz większe zainteresowanie wśród turystów. Rejon przypomina nieco El Nido, ale warto go polecić przede wszystkim z uwagi na fakt, że nie dociera tu aż tak wiele ludzi. Caramoan potrafią zauroczyć. Zdecydowanie polecam spędzić czas na jednej ze spokojnych, białych plaż. Warto przyjrzeć się imponującym, wapiennym skałom i zanurzyć się w turkusowej wodzie, pod której powierzchnią można oglądać kolorowe morskie ryby. Tutaj z całą pewnością

da się poczuć bliskość z naturą. Co ciekawe, właśnie w tej okolicy kręcono jedną z edycji amerykańskiej serii telewizyjnej Survivor. Na Luzon wznosi się też Mayon (2463 m n.p.m.), należący do najpiękniejszych czynnych wulkanów na świecie. Jego szczyt ma kształt stożka. Można go zdobyć bez większego problemu (koszt całodniowej wyprawy z przewodnikiem wynosi 100 dolarów amerykańskich).

OSOBLIWA TRADYCJA Na Filipinach za każdym razem odkryjemy coś nowego. Podczas jednej z moich licznych wycieczek w  te strony miałem okazję zobaczyć, jak miejscowi obchodzą Wielkanoc.

Mniej więcej 80 proc. Filipińczyków jest katolikami. W Wielki Czwartek w Manili rusza procesja z udziałem mężczyzn przebranych za apostołów. Kapłani odprawiają mszę Wieczerzy Pańskiej z obrzędem obmywania nóg. Następnie Filipińczycy z  rodzinami i  przyjaciółmi odwiedzają siedem kościołów. W takim właśnie momencie znalazłem się w filipińskiej stolicy. Atmosfera zbliżających się świąt była odczuwalna praktycznie na każdym rogu ulicy, gdzie ustawiono stoliki z  figurkami Matki Boskiej i Jezusa, różańcami oraz świecami. Wokół klęczeli ludzie zanurzeni w modlitwie. Na twarzach przechodzących widniały szczere uśmiechy. Głośno rozmawiali i z radością oczekiwali zbliżającego się święta. W Wielki Piątek, pomimo krytyki ze strony zwierzchników kościelnych, na Filipinach wciąż praktykuje się zwyczaj przybijania ochotników do krzyża. Filipińscy biskupi zaznaczają, że tradycje biczowania i krzyżowania w czasie Wielkiego Tygodnia mają korzenie w animizmie i nie są aprobowane przez Kościół katolicki. W ponad 300-tysięcznym mieście San Fernando w prowincji Pampanga na wyspie Luzon w ramach przygotowań do Wielkiego Piątku mieszkańcy na niewielkiej górze w okolicy ustawiają trzy duże krzyże (w dzielnicy San Pedro Cutud). Z tego miejsca ruszają biczujący się pokutnicy. Maszerują wąskimi uliczkami aż do centrum miasta, pod Katedrę Metropolitalną (Metropolitan Cathedral of San Fernando). W tym dniu na ogromnym placu spotyka się tłum wierzących. Oprócz nich są także ekipy telewizyjne, które przyjeżdżają z całego świata, żeby udokumentować to wydarzenie. Wokół placu stoją namioty z barami oraz punkty medyczne, w razie gdyby komuś trzeba było udzielić pomocy. Typowy pokutnik przemierza trasę boso, trzymając w dłoniach półtorametrowy bicz, na którego końcu znajdują się krótkie, bambusowe patyczki. Biczuje się ok. 3  godz., raniąc plecy ociekające krwią. Mimo 37°C nie przerywa. Koło 13.00 do tysięcy ludzi zgromadzonych na placu w centrum miasta dołączają żołnierze, którzy prowadzą Jezusa wraz z Maryją. Zakończeniem pochodu jest ukrzyżowanie Zbawiciela – jego rolę odgrywa ochotnik. Wraz z nim zostaje ukrzyżowanych jeszcze 14 osób. Do drewnianych krzyży mocuje się metalowe dyby, wzdłuż których mocno i energicznie rozciąga się ręce pokutników. Nie jest to zwyczajne przedstawienie. Słychać krzyki wiernych 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Dariusz Metel

24 DALEKIE PODRÓŻE

SS Wielkanocni pokutnicy biczujący się na ulicy

SS Filipińczyk z kogutem przeznaczonym do walk

i obserwujących. Podczas stawiania krzyża w pionie w tłumie rozlega się płacz, czuć wielkie poruszenie. Ludzie na nowo przeżywają mękę Jezusa. Wielkopiątkowe ukrzyżowania pierwotnie były rytuałem katolickim, jednak na przestrzeni lat zamieniły się w spektakl, który przyciąga tysiące turystów. Choć praktyk tych Kościół nie pochwala i uważa je za wypaczenie wiary, dotychczas nie udało się położyć im kresu. To widowisko wywiera ogromne wrażenie na oglądających, bo wygląda wyjątkowo realnie. Z tego powodu

na długo zapada w pamięć. Filipińska tradycja krzyżowania ochotnika nie jest długa. W latach 80. XX w. pewien Filipińczyk, Ruben Enaje, spadł z drabiny przy rusztowaniu i przeżył upadek. Uznał to za cud, postanowił więc podziękować Bogu za uratowanie mu życia. Podczas wielkopiątkowych obchodów w 1985 r. wziął ciężki drewniany krzyż na swoje barki i udał się na górę, gdzie po raz pierwszy dał się ukrzyżować. Zwyczaj trwa do dziś, a Ruben Enaje krzyżuje się co roku w Wielki Piątek, a wraz z nim ok. 20 innych osób.

JESIEŃ–ZIMA 2018

TT Wodospad Tappiya w pobliżu wioski Batad

©© Dariusz Metel

©© Dariusz Metel

SS Ochotnicy przybijani do drewnianych krzyży podczas corocznych obchodów Wielkiego Piątku

POJEDYNEK KOGUTÓW Z kolei w mieście Puerto Princesa na Palawanie można odwiedzić wielką, profesjonalną arenę do walk kogucich. Według filipińskiej tradycji każdy mieszkaniec kraju powinien posiadać koguta. Nie chodzi tutaj o kwestie żywieniowe, ale o szacunek sąsiadów. Im lepszy ptak (champion), tym większe poważanie wśród miejscowych. Sabong, czyli walki kogutów, to prawdziwy sport. Oprócz dostarczania oczywistych emocji pozwala też zarobić. Rozgrywki są traktowane niezmiernie poważnie, za wygrany pojedynek można dostać równowartość 75 złotych. Dla Filipiń-


©© Philippine Department of Tourism

25

SS Kobieta z grupy etnicznej Ifugao z północy Luzonu

czyków to naprawdę spora kwota. Walka trwa średnio kilkanaście minut – jeśli podczas pierwszych dziesięciu koguty nie zaczynają walczyć, uznawana jest za nieważną. Zanim jednak ptak stanie na ringu, wymaga specjalnego przygotowania, tzw. uzbrojenia. Do jego nóg przymocowuje się specjalne ostrza, czyli tore, które stają się dodatkową bronią w walce. Kogut przy wyskoku zadaje cios tym ostrzem i tak pokonuje przeciwnika. Zdarzają się bardzo zaciekłe, krwawe potyczki, wtedy nawet sam sędzia, który z bliska śledzi cały pojedynek, musi uważać na swoje bezpieczeństwo.

WISZĄCE TRUMNY

©© Philippine Department of Tourism

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

SS Soczyście zielone tarasy ryżowe znajdujące się w Banaue na wyspie Luzon

POLA NA ZBOCZACH Podczas opisywania Filipin, nie można zapomnieć o spektakularnych polach ryżowych. W trakcie podróży po tym kraju trzeba je koniecznie zobaczyć. Jedne z  nich znajdują się w  okolicy Banaue (w północnej części wyspy Luzon). Zabudowania tego górskiego miasteczka skupione są praktycznie wzdłuż jednej, długiej ulicy. Na centralnym placu stoją kolorowe jeepneye, czyli zmodyfikowane modele jeepa, i mnóstwo trójkołowych rowerów. Blaszane domy nie robią wrażenia

na turystach. Uwagę przyciągają liczące aż ok. 2 tys. lat, przepiękne, soczyście zielone tarasy ryżowe, które uchodzą za ósmy cud świata. Uważa się, że ludzie zbudowali je, nie używając maszyn, co czyni je wyjątkowym obiektem. Leżą na pokrytych bujną roślinnością zboczach górskich. W prowincji Ifugao znajduje się w sumie pięć tarasów ryżowych (w Kordylierach Filipińskich – Batad i Bangaan – oba w Banaue, a  także Mayoyao w Mayoyao, Hungduan w Hungduan i Nagacadan w Kiangan), które wpisano w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Widoki w ich okolicach zapierają dech w piersiach. Można tutaj podziwiać wspaniały, ok. 30-metrowy wodospad Tappiya, w którego wodach warto ochłodzić się po podróży z  oddalonej o mniej więcej 30 minut drogi wioski Batad. Niestety, to malownicze miejsce jest bardzo oblegane przez turystów.

Filipiny to nie tylko rajskie plaże i turkusowa woda, ale również piękne góry. Najsłynniejszą górską miejscowością jest Sagada. Swoją popularność zawdzięcza przede wszystkim tajemniczym jaskiniom i  wiszącym trumnom. Niecodzienny sposób chowania zmarłych zapoczątkowała ludność Igorot (Cordillerans), która zamieszkuje północne tereny Luzonu. Zwyczaj głosi, że każdy powinien za swojego życia własnoręcznie wykonać trumnę z jednego kawałka drewna, aby po śmierci zostać w niej pochowany. Zmarłych zawijano w koce i obwiązywano liśćmi rattanu. Rodzina i przyjaciele nieśli później tak przygotowane zwłoki pod skały. Tam owinięte ciało układano w trumnie w pozycji embrionalnej. Wierzono, że skoro człowiek w takiej pozycji przyszedł na świat, to i w tej samej powinien z niego odejść. Trumna po zamknięciu była umieszczana na wcześniej przygotowanym miejscu na skale, wnoszono ją po drabinie. Według wierzeń dzięki usytuowaniu ciała na wysokości zmarły miał bliżej do nieba. Inna hipoteza mówi, że takie nietypowe umieszczanie zwłok stanowiło nagrodę za godne życie. Podczas wizyty w Sagadzie trzeba także zobaczyć pobliskie, połączone ze sobą jaskinie: Lumiang i Sumaguing. W pierwszej z nich również chowano zmarłych. W ciemnych, podziemnych komorach znajduje się ponad 100 drewnianych skrzyń z ciałami, które mają po kilkaset lat. Należy jednak pamiętać, że jaskinie można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Dobrze też zabrać buty na zmianę, ponieważ w środku zbiera się 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

26 DALEKIE PODRÓŻE

SS Usytuowana koło Sagady jaskinia Sumaguing z zadziwiającymi formacjami naciekowymi

SS Sagada słynie z wiszących trumien w Dolinie Echa

dużo wody. Poza tym koniecznie trzeba wziąć ze sobą latarkę. Jaskinie są ogromne. Do wejścia prowadzą długie, strome, kamienne schody. Należy na nich bardzo uważać, aby się nie przewrócić. Stopnie są wilgotne od spadających na nie kropel wody. Obszerna Jaskinia Pogrzebowa Lumiang (Lumiang Burial Cave) wyróżnia się ładnymi korytarzami z pojedynczymi naciekami. Podczas jej zwiedzania będziemy zmusze-

PRZYDATNE INFORMACJE

ni często pochylać się i przeciskać przez zwężenia. Jaskinia jest jednak całkiem łatwa do przejścia, a  wędrówka po niej to przyjemność. Sumaguing ma inny charakter korytarzy. Są one większe, zdobi je także więcej nacieków. Na samym końcu znajduje się piękna, kilkumetrowej wysokości formacja naciekowa przypominająca szeroki, zamrożony wodospad.

Przed wyjazdem na Filipiny warto dowiedzieć się kilku rzeczy. Bezpłatną wizę, ważną przez 30 dni, turyści otrzymują na lotnisku – pracownik wbija ją do paszportu po  przylocie na miejsce (paszport musi być ważny jeszcze przynajmniej sześć miesięcy). Aby ją dostać, trzeba okazać bilet na wyjazd z Filipin (powrotny do Polski lub do innego kraju). Jeśli nie będziemy

Twoje serce dla dzieci z Filipin

©© Dariusz Metel

SS Akcja Twoje serce dla dzieci z Filipin

JESIEŃ–ZIMA 2018

Podczas drugiej akcji Twoje serce dla dzieci z Filipin udało się nam zebrać aż 25,8 tys. złotych. Środki te przeznaczyliśmy na pomoc dla dzieci ze wspomnianego cmentarza oraz ze szkoły na wysepce Pamilacan. W Manili razem z siedmioma Polakami i jedną Filipinką, Marleną, pojechaliśmy wypożyczonym wcześniej jeepneyem kupić potrzebne artykuły pierwszej potrzeby, takie jak mydło, proszki do prania, pasty i szczoteczki do zębów, ryż itp. Oprócz tego dzieciom z cmentarza rozdaliśmy przywiezione z Polski odblaskowe koszulki i inne tego typu akcesoria, jakże potrzebne w ich przypadku, oraz piłki do koszykówki. Na wysepkę Pamilacan zabraliśmy ogromną ilość przyborów szkolnych. Na miejscu zorganizowaliśmy też turniej koszykówki z medalami i pucharami dla zwycięzców. Piłka koszykowa jest na Filipinach bardzo popularną dyscypliną sportową. Do szkoły zakupiliśmy głośniki, odtwarzacz wideo, ekran do projektora (projektor multimedialny przekazał nasz darczyńca), a także dużą, zieloną, sztuczną choinkę ze świątecznymi dekoracjami. Później przyszedł czas na inne przyjemności: torty, fajerwerki i lokalny przysmak – prosię z rożna. Wieczorem w letnim kinie oglądaliśmy Przygody Bolka i Lolka oraz Dziwne przygody Koziołka Matołka. Tych bezcennych chwil nigdy nie zapomnimy. W 2019 r. w okresie wielkanocnym zamierzam ponownie udać się do tego wspaniałego kraju z paczkami dla jednych z najcudowniejszych dzieci, jakie było dane mi poznać. Oprócz darów materialnych pragnę zawieźć im serce i pamięć o tych wszystkich

darczyńcach, którzy tak chętnie wspierają nas podczas zbiórek. Za zebrane środki z tej trzeciej już akcji będziemy chcieli zakupić rzeczy dla najbardziej potrzebujących rodzin z cmentarza w Manili. Tym razem mamy zamiar przyszykować paczki z różnymi artykułami. Orientacyjny koszt jednego takiego zestawu to ok. 600 złotych. Pragniemy przygotować ich jak najwięcej, bo potrzeby są bardzo duże.

©© Dariusz Metel

`` To wspaniała inicjatywa, która ma na celu niesienie pomocy dzieciom zamieszkującym cmentarz w filipińskiej Manili. Zbiórka pieniędzy prowadzona jest za pośrednictwem serwisu Pomagam.pl. Pierwszy raz odwiedziłem tę nekropolię w 2014 r., po obejrzeniu jednego z odcinków programu podróżniczego Martyny Wojciechowskiej Kobieta na krańcu świata przedstawiającego właśnie to miejsce. Widok biegających wśród grobowców ubogich dzieci wywarł na mnie wstrząsające wrażenie. Decy­zję o zainicjowaniu zbiórki pieniężnej podjąłem natychmiast. Pierwszą akcję pomocową zorganizowałem w 2015 r. Za uzbierane pieniądze kupiliśmy żywność i drobne prezenty. Uśmiech potrzebujących był wart więcej niż te dary. Odnieśliśmy wszyscy mały sukces, ale wiedziałem, że wspólnie możemy zrobić jeszcze więcej.

SS Samochód z darami dla potrzebujących dzieci

W paczkach znajdą się środki spożywcze i higieniczne, leki, odzież, zabawki czy materace do spania. Wierzę, że tak jak w ubiegłym roku i tym razem nie zabraknie ludzi o wielkim sercu, bo nie ma takiej biedy na świecie, z której człowiek nie potrafiłby wyciągnąć bliźniego. Patronat medialny nad akcją Twoje serce dla dzieci z Filipin objął magazyn All Inclusive (www.all-inclusive.com.pl). DARIUSZ METEL


go mieć, nie zostaniemy przepuszczeni przez granicę. Największe i najważniejsze filipińskie lotnisko – Międzynarodowy Port Lotniczy Ninoy Aquino – znajduje się w rejonie Manili. Jako turyści możemy korzystać z polskiego prawa jazdy przez cztery tygodnie. Po ich upływie powinno się wyrobić lokalne pozwolenie na prowadzenie pojazdów. Przed wyjazdem na Filipiny nie trzeba szczepić się profilaktycznie przeciw żadnym chorobom. Jeśli wybieramy się tu w sezonie (od grudnia do maja), powinniśmy zarezerwować sobie miejsca noclegowe przed przybyciem. Poza sezonem zwykle nie ma problemów ze znalezieniem zakwaterowania już po przylocie. Do wyboru są hotele, hostele i mniej liczne obiekty typu guesthouse (domki goś­cinne). Zanim zdecydujemy się na jakieś miejsce, powinniśmy sprawdzić, jaki oferuje standard.

©© Dariusz Metel

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

27

SS Palma kokosowa na Filipinach nazywana jest drzewem życia lub drzewem tysiąca zastosowań

spojrzenia bezdomnych dzieci śpiących na ulicy. Filipiny są piękne, ale i pełne sprzeczności. Dlatego przed wyjazdem na nie należy przemyśleć swoje nastawienie do po­dróży. Do tego kraju trzeba podejść świadomie, być przekonanym o tym, że chce się do niego pojechać. W wycieczce na rajskie plaże Filipin chodzi o coś głębszego niż odhaczenie kolejnego punktu z listy marzeń. To miejsce potrafi rozkochać w sobie, ale umie też zawieźć, szczególnie osoby nastawione na idealne wakacje. Jednak po kilku dniach pobytu tutaj zazwyczaj przestaje się zwracać uwagę na niedogodności. Zapo­mina się również o stresie, codziennym pędzie, potrzebie posiadania coraz to nowych rzeczy. Podróż po

Filipinach przede wszystkim skłania do refleksji na temat życia. W tym kraju prawdziwą przyjemnością jest delektowanie się smakiem kokosa i poznawanie zwykłych, szczerych ludzi. Proble­my miejscowych, takie jak brak dostępu do wody pitnej czy prądu, także wydają się bardziej realne. Po pobycie na Fili­pinach człowiek zaczyna się zastawiać, na czym tak naprawdę mu zależy. W Europie mamy różne udogodnienia technologiczne i możliwość kupienia butów z najnowszych kolekcji projektantów, ale czy to pomaga nam w uczeniu się szacunku do ludzi? Na Archi­pelagu Filipińskim można nauczyć się akceptowania innych i samego siebie oraz tego, że w życiu chodzi o coś więcej niż konsumowanie dóbr. 

TT Filipińskie dzieci są pełne radości i potrafią się szczerze cieszyć z małych rzeczy

W DRODZE DO RAJU

©© Dariusz Metel

Filipiny to idealne miejsce na wakacje. Podróż do tego kraju jest jak ucieczka do raju, gdzie odkrywa się nowy, nieznany świat i… samego siebie. Tutaj można wyjść poza swoją sferę komfortu, docenić piękno przyrody i wartość życia. Wycieczka na Filipiny pozwala oderwać się od rzeczywistości. Ten kraj stanowi wielką mozaikę kultur, dlatego przypadnie do gustu turystom zmęczonym popularnymi kurortami nastawionymi na europejskich urlopowiczów. Jednak jak każde miejsce na ziemi i to również ma swoje ciemniejsze strony. Znajdzie­my tu nie tylko bezludne wyspy i  soczyste arbuzy. Natkniemy się także na  niewyobrażalne ilości śmieci w  naj­ większych miastach i  spotkamy smutne

JESIEŃ–ZIMA 2018


Filipiny z najpiękniejszymi Luksusowy magazyn turystyczny Condé Nast Traveler przeprowadził głosowanie wśród kilkuset tysięcy swoich czytelników, których poprosił o wybranie 30 najlepszych wysp na świecie w 2018 r. (poza USA). Podzielono je na regiony: Azja, Australia i Południowy Pacyfik, Karaiby i Atlantyk, Europa, Ameryka Północna oraz pozostała część świata. W kategorii „Top 5 w Azji” na trzech pierwszych miejscach uplasowały się wyspy z Filipin: Siargao, Boracay i Palawan. 1 Siargao Surferzy są awangardą podróżników, zaszywają się w jednych z najbardziej ukrytych części świata, z  doskonałymi warunkami do surfowania, i odkrywają je, zanim reszta turystów do nich dotrze. Tak samo jest w przypadku dziewiczej Siargao. Ta rajska wyspa w kształcie łzy leży we wschodniej części Filipin oblewanej przez wody Morza Filipińskiego, ok. 800 km na południowy wschód od Manili, w prowincji Surigao del Norte, w rejonie Mindanao. Charakteryzuje się malowniczą linią brzegową z mnóstwem kolorowych raf koralowych oraz białymi, piaszczystymi plażami, które zachęcają do długich spacerów. Dzięki tworzącym się tu wysokim falom Siargao zaskarbiła sobie względy surferów z całego świata. Miejsce,

JESIEŃ–ZIMA 2018

TT U wybrzeży Siargao tworzą się wysokie fale idealne do szaleństw na desce surfingowej

©© George Tapan

tekst promocyjny

wyspami na świecie

©© Philippine Department of Tourism

28 DALEKIE PODRÓŻE


©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

29

WW Przepiękna plaża na rajskiej wysepce Boracay

SS Palawan jest wyspą górzystą – przez całą jej długość ciągnie się łańcuch górski

gdzie powstaje słynna Cloud 9 (Chmura 9), co roku we wrześniu gości międzynarodowe zawody surfingowe.

nie Zachodnie Visayas, szczyci się przepiękną białą plażą oblewaną turkusową wodą – White Beach – i spektakularnymi zachodami słońca. Ten niewielki skrawek lądu został w dużej mierze opanowany przez masową turystykę, lecz jest na tyle rozległy, że można na nim spędzić spokojnie błogie wakacje. Doskonały pomysł stanowi rejs dookoła pocztówkowej Boracay połączony z przerwami na snorkeling, skakanie z klifu czy zwiedzanie grot i pływanie w nich. Do miejscowych atrakcji należą też nurkowanie, wind- i kite­surfing oraz loty na paralotni. Niestety, ostatnio wyspa stała się zbyt popularna i została zamknięta dla turystów na okres sześciu miesięcy (od kwietnia do października), aby ograniczyć jej przeludnienie, niekontrolowany rozwój i podjąć odpowiednie prace renowacyjne.

2 Boracay Ta maleńka wysepka (zajmuje powierzchnię ok. 10 km²), usytuowana ok. 315 km na południe od Manili i 2 km od północno-zachodniego krańca wyspy Panay, w regio-

©© Philippine Department of Tourism/David Hettich, Tobias Hauser

TT Powitalne koktajle dla gości na Filipinach

3 Palawan Palawan jest największą wyspą prowincji Palawan na Filipinach. Często trafia na listę najlepszych wysp na świecie. Skrywa uznany za jeden z 7 Nowych Cudów Natury i wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, nieziemski Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Znaj-

dująca się w jego nazwie rzeka (Cabayugan) płynie przez ponad 8 km pod ziemią, wpada do Morza Południowochińskiego i podlega pływom. Jej okolicę porasta bujna roślinność. Odkryto tu aż ok. 800 gatunków flory. Poza tym wspaniałe jaskinie krasowe i ich sąsiedztwo zamieszkują liczne pajęczaki, ssaki, gady i  ptaki. To wręcz wymarzone miejsce dla miłośników nietkniętej ręką człowieka przyrody. Palawan słynie również z modnego kurortu El Nido i zachwycającego archipelagu Bacuit. 

Skontaktuj się z nami: ul. Lentza 11, Warszawa, Polska tel. (+48) 22 490 20 25 24-godzinna linia alarmowa: (+48) 694-736-488 e-mail: pe.warsaw@gmail.com warsaw.pe@dfa.gov.ph

JESIEŃ–ZIMA 2018


30 DALEKIE PODRÓŻE

Hipnotyzująca urodą

Indonezja MAGDALENA BARTCZAK

TT Balijczycy praktykują zwyczaj przygotowywania darów dla bogów każdego dnia

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Gili Trawangan – piękna wysepka w okolicy Lombok


©© Wonderful Indonesia

©© Visit Indonesia Tourism Office

31

XX Makaki krabożerne żyjące w Małpim Lesie Ubud

« Indonezja jest fascynującym miejscem utkanym z wielu różnych kultur, cudów przyrody, zapachów, smaków i kolorów. Niektóre jej wyspy są tak duże bądź odmienne od pozostałych, że mogłyby stanowić odrębne państwa. Nie bez powodu mówi się, że ten kraj przypomina osobny kontynent – magiczny i hipnotyzujący podróżników swoją urodą. »

©© Wonderful Indonesia

G

dybym miała powiedzieć, co wywarło na mnie najmocniejsze pierwsze wrażenie podczas podróży do Indonezji, to wymieniłabym uderzenie wilgotnego, tropikalnego powietrza po wyjściu z lotniska uważanego za jeden z naj­większych i najbardziej zatłoczonych portów lotniczych w Azji (Soekarno-Hatta), położonego w obszarze metropolitalnym Dżakarty (Jabodetabek), albo niezwykły widok na  ten ogrom wysp z  góry, który podziwiałam, gdy samolot zaczął zbliżać się do lądowania. Terytorium państwa, złożonego z tysiąca zielonych punktów na niebieskim tle, nie sposób było objąć wzrokiem. Ten kraj zajmuje obszar 1,9 mln km². Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, zamieszkanych przez blisko 270 mln ludzi. Jeśli przyjrzymy się mapie, przekonamy się, że Indonezja rozciąga się na niemal całą szerokość Azji Południowo-Wschodniej (ponad 5,1 tys. km) i zdaje się w tajemniczy sposób łączyć dwa oceany: Indyjski i Spokojny. Ta rozciągłość przekłada się m.in. na różnice w pogodzie, o których warto pamię-

tać przy planowaniu podróży. W zależności od konkretnej wyspy różnie wypada tu pora sucha i deszczowa. Cały kraj cechuje jednak typowy klimat równikowy, odznaczający się dużą wilgotnością powietrza i wysokimi temperaturami przez okrągły rok. Ze względu na tak ogromną powierzchnię Indonezja jest także bardzo różnorodna. Znajdziemy tutaj wysokie góry i wulkany, zielone doliny, gęste lasy deszczowe, malownicze wodospady i  jeziora oraz spektakularne plaże – jednym słowem wszystko, o czym może marzyć podróżnik. To największe wyspiarskie państwo świata stanowi też wielobarwny i fascynujący tygiel kulturowy. Żyje w nim powyżej 300 grup etnicznych, mówiących w ponad 720 językach (tym oficjalnym jest indonezyjski, powstały na bazie malajskiego). Indonezyjczycy są dumni ze swoich lokalnych tradycji i obrzędów, a ich kulturowe zróżnicowanie najlepiej oddaje narodowe motto, widniejące na godle: Bhinneka Tunggal Ika, czyli „Jedność w różnorodności”. Każda wyspa wydaje się tu osobnym 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© wikimedia commons/musnahterinjak

32 DALEKIE PODRÓŻE

SS Buddyjski kompleks świątynny Borobudur na Jawie

©© Wonderful Indonesia

SS Meczet Niepodległości i katolicka Katedra w okolicy placu Merdeka w Dżakarcie Centralnej

SS Wewnętrzny dziedziniec w XVIII-wiecznym Pałacu Wodnym Taman Sari w mieście Yogyakarta

światem, pełnym odrębnych wierzeń oraz sobie właściwych kulturowych i przyrodniczych skarbów. To sprawia, że można ten kraj odkrywać bez końca.

WIELKI DURIAN Naszą podróż zacznijmy od Jawy. Jest ona najbardziej zaludnioną wyspą świata. Zamie­szkuje ją ok. 145 mln ludzi, czyli ponad połowa populacji Indonezji. Na zachodnio-północnym wybrzeżu Jawy leży stolica kraju, Dżakarta, nazywana Wielkim Durianem (na terenie jej obszaru metropolitalnego – Jabodetabek – żyje ponad 32 mln osób). Mówi się, że budzi równie skrajne emocje jak ów tropikalny owoc obdarzony specyficznym zapachem, uznawany tutaj za narodowy. Można ją kochać lub jej nienawidzić.

JESIEŃ–ZIMA 2018

Metro­polia ta funkcjonuje na prawach prowincji i składa się z pięciu miast (zwanych kota): Dżakarty Północnej, Południowej, Wschodniej, Centralnej i Zachodniej – szczególnie dwie ostatnie są chętnie odwiedzane przez turystów. W centralnej części stolicy warto zajrzeć na plac Merdeka i  do pobliskiego Meczetu Niepodległości (Masjid Istiqlal), udostępnionego wiernym w 1978 r., uchodzącego za  największy w  Azji Południowo-Wschodniej. Zbudowano go tuż obok strzelistej, neogotyckiej Katedry (Gereja Katedral Jakarta), pochodzącej z  przełomu XIX i XX w. Ta koegzystencja islamskiej i katolickiej świątyni jest charakterystyczna dla tego wielokulturowego państwa, które stara się, żeby wyznawcy różnych dominu-

jących w nim religii mogli normalnie żyć obok siebie, co się zazwyczaj udaje. Indo­ nezja to dość konserwatywny kraj, ale otwarty na różnice. Choć większość populacji (ponad 87 proc.) stanowią tu muzułmanie, konstytucja gwarantuje prawo do wolności wyznania. Za oficjalne religie uznaje się islam, buddyzm, hinduizm, konfucjanizm, protestantyzm i katolicyzm. Ta wieloreligijność wpisana w multikulturowy pejzaż kraju wpływa na atmosferę Dżakarty, której architektura łączy w sobie inspiracje pochodzące z różnych, często odległych porządków. Obok tradycyjnych świątyń reprezentujących rozmaite religie trafimy w niej na drapacze chmur, nowoczesne centra handlowe i ślady kultur Starego Kontynentu. Najsilniej odcisnęły się wpływy holenderskie – Indonezja od początku XVII w. była stopniowo


©© Wonderful Indonesia

©© wikimedia commons/CEphoto, Uwe Aranas

33

SS Drewniane, trójwymiarowe lalki używane podczas przedstawień teatralnych wayang golek

podbijana przez niderlandzką Republikę Zjednoczonych Prowincji i znajdowała się pod zwierzchnictwem Holendrów aż do wybuchu II wojny światowej. W latach 1942–1945 okupowała ją Japonia, a po wojnie kraj zaczął wyzwalać się spod obcych wpływów i w 1949 r. ogłosił niepodległość. W  Dżakarcie, niegdyś głównym ośrodku Holenderskich Indii Wschodnich zwanym Batawią, ślady kolonialnej przeszłości są dziś najbardziej widoczne w starej dzielnicy Kota Tua. Rozciąga się ona wokół placu Fatahillaha (Taman Fatahillah), stanowiącego serce stolicy kolonii Holendrów. Znajduje się tutaj m.in. Ratusz (Stadhuis) z 1710 r. (obecnie Muzeum Historii Dżakarty), słynna XIX-wieczna Café Batavia i uliczki pełne zabudowy inspirowanej stylem holenderskiej architektury miejskiej.

©© Wonderful Indonesia

©© wikimedia commons/Arabsalam

TT Prambanan – zespół świątyń hinduistycznych

SS Wyroby z indonezyjskiego batiku, tkaniny zdobionej techniką opartą na wykorzystaniu wosku

UROK WIELOKULTUROWOŚCI Choć indonezyjska stolica skrywa wiele ciekawych miejsc, to jako zatłoczona i słynąca z męczących korków metropolia rzadko zatrzymuje przyjezdnych na dłużej. Podróżnicy zwykle uciekają z niej w inne zakątki kraju, np. do położonej ok. 520 km na południowy wschód stąd Yogyakarty (Jogyakarty), uważanej za kulturalną stolicę Jawy i całej Indonezji. Nazywana pieszczotliwie Yogya, jest bardziej urokliwą i zadbaną siostrą Dżakarty, usytuowaną u stóp wulkanu Merapi (Góry Ognia – ok. 2920 m n.p.m.). To miasto pełne sztuki ulicznej, barwnych targów, muzeów, kawiarni i intelektualnej energii – słynie z dużej liczby uczelni i stanowi siedzibę jednego z czołowych indonezyjskich uniwersytetów (Universitas Gadjah Mada). Po Yogyakarcie

można spacerować godzinami, podziwiając m.in. lokalne wyroby z batiku, czyli barwnie zdobionej tkaniny, z której słynie Indonezja. Trafimy na nie choćby przy głównej ulicy handlowej – gwarnej, nieco chaotycznej i wypełnionej sklepikami Jalan Malioboro. W mieście warto też wybrać się na tradycyjne przedstawienie marionetek (wayang golek) – spektakl klasycznej sztuki lalkarskiej pochodzącej z zachodniej Jawy. Smukłe lalki z drewna odgrywają podczas takiego widowiska swój teatr. Jednym z jego stałych elementów jest muzyka wykonywana przez zespół gamelan. Lalkarzom akompaniują muzycy grający m.in. na gongach, bębnach (membrano­fonach), saronie (metalofonie z  siedmioma płytkami z  brązu) i  sulingu (długim, bambusowym flecie). Na koncert 

JESIEŃ–ZIMA 2018


WŚRÓD SMOKÓW I DUCHÓW Ten azjatycki kraj leży w strefie tzw. Pacyficznego Pierścienia Ognia, obszaru charakteryzującego się dużą aktywnością sejsmiczną i  wulkaniczną. Na jego wyspach znajduje się mniej więcej 400 wulkanów, z  czego 127  pozostaje czynnych. Jednym z naj­popularniejszych wśród turystów jest jawajski Bromo (2329 m n.p.m.), z którego rozciąga się spektakularny widok na okolicę, m.in. Park Narodowy Bromo Tengger Semeru. Z kolei najwyższy (i przy tym aktywny) wulkan Indonezji to Kerinci (3805  m  n.p.m.) z Sumatry, drugiej po Jawie najbardziej zaludnionej wyspy Indonezji (z  ponad 50 mln mieszkańców). Cieszy się on dużą popularnością szczególnie wśród osób upra-

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Zagrożony wyginięciem orangutan sumatrzański

SS Kaldera Tengger z czynnym wulkanem Bromo

©© Wonderful Indonesia

gamelanu można wybrać się np. do pałacu Kraton (Keraton), kompleksu wybudowanego za  czasów panowania sułtana Hamengkubuwono I (przypadających na lata 1755–1792) – fundatora dynastii do dziś sprawującej władzę w sułtanacie Yogyakarta. Inne warte wizyty miejsce stanowi Pałac Wodny Taman Sari, dawna posiadłość wypoczynkowa władców, na której terenie znajduje się m.in. podziemny meczet (Sumur Gumuling). Konie­cznie należy również zajrzeć na jeden z  lokalnych targów, choćby wielki Pasar Beringharjo, gdzie czekają liczne stoiska z  egzotycznymi przyprawami i  owocami morza oraz półki uginające się od wyrobów z batiku i innych lokalnych tkanin, bambusa czy popularnego w Indonezji rattanu. Kolejnym powodem, dla którego podróżnicy ściągają do Yogyakarty, jest fakt, że służy ona za świetną bazę wypadową do odwiedzenia dwóch najsłynniejszych świątyń w  kraju, wpisanych w  1991 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Pierwsza z nich to Borobudur –  jedna z  największych buddyjskich budowli sakralnych na świecie, wzniesiona ok. VIII–IX w. na niewielkim wzgórzu. Na jej usytuowanych schodkowo tarasach można podziwiać 2672 reliefy i 504 posągi Buddy. Ok. 50 km na południowy wschód stąd leży największy kompleks świątyń hinduistycznych w Indonezji. Zabudowania Prambanan postawiono mniej więcej w podobnym czasie (w połowie IX stulecia), co jej buddyjską „sąsiadkę”. Poświęcono je trzem aspektom boga: Brahmie, Wisznu i Śiwie. Oba obiekty były przez lata opuszczone – na nowo odkryli je w XIX w. Brytyjczycy. Dziś stanowią jeden z największych skarbów kulturowych Indonezji i należą do najważniejszych symboli jej różnorodności religijnej.

©© wikimedia commons/Greg Hume

34 DALEKIE PODRÓŻE

SS Warany, największe obecnie żyjące jaszczurki na świecie, zamieszkują Park Narodowy Komodo

wiających trekking. Leży na terenie Parku Narodowego Kerinci Seblat, jednego z 12 sumatrzańskich parków narodowych. Sumatrę chętnie odwiedzają amatorzy wypraw trekkingowych i miłośnicy dzikiej przyrody. Położona na równiku, skąpana w soczystej zieleni, przyciąga masywnymi, pokrytymi lasami deszczowymi łańcuchami górskimi, stromym, wulkanicznym wybrzeżem, które wygląda niczym wyjęte z baśni, malowniczymi polami ryżowymi i rozległymi plantacjami rozmaitych owoców tropikalnych. Na wyspie występują też niesamowite zwierzęta – choćby wolno żyjące orangutany, które spotkamy w Parku Narodowym Gunung Leuser, jednym z największych indonezyjskich rezerwatów przyrody (o  powierzchni ok. 8  tys.  km²). W 1973 r. został tu założony ośrodek rehabilitacji (w wiosce Bukit Lawang), gdzie te ginące zwierzęta mogą liczyć na ochronę i opiekę medyczną. W parku mieszkają także

przedstawiciele wielu innych zagrożonych gatunków, m.in. nosorożce, tygrysy i słonie sumatrzańskie. Wymienione stworzenia to tylko niewielka część egzotycznej fauny żyjącej w tym kraju. Prawdziwym jego skarbem są warany, będące obecnie największymi jaszczurkami na ziemi: dorosłe osobniki osiągają nawet 3  m długości i  ważą ponad 70 kg. Te potężne gady, nazywane Smokami Indonezji, żyją w  Parku Narodowym Komodo, który w 1991 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO ze względu na wielkie bogactwo świata roślin i zwierząt. Poza waranami żyją tutaj również m.in. konie, woły, dziki, małpy (makaki krabożerne), łaskuny palmowe, jelenie (sambary sundajskie) i różne gatunki ptaków. W granicach parku leży kilkadziesiąt niewielkich wysepek oraz trzy większe wyspy: Rinca, Padar i właśnie Komodo.


©© KIAT/Wonderful Indonesia

35 Kelimutu. W jego kraterze znajdują się trzy jeziora zmieniające barwę – bywają błękitne, granatowe, zielone, czarne, a nawet białe i czerwone. Jak mówi lokalna legenda, na ich dnie mieszkają duchy i to właśnie od ich humoru zależy, jaki kolor przyjmie woda. Flores, podobnie jak cała Indonezja, wierzy głęboko w magię, którą wszystko jest tu podszyte i chętnie tłumaczone. Magia leczy i uzdrawia bądź przeciwnie – sprowadza na kogoś zły urok. Tylko od nas zależy, czy także w te legendy uwierzymy, ale z jednego musimy zdawać sobie sprawę: jeśli poddamy się mistycznej atmosferze indonezyjskich wysp, nie będzie to wcale takie trudne.

NA WYSPIE BOGÓW

Podczas podróży w te rejony warto zajrzeć też na Flores, wciąż jeszcze w wielu miejscach dziewiczą i  nieodkrytą przez turystów. Zachwyca ona swoją przyrodni-

Paul Theroux, należący do najwybitniejszych pisarzy podróżników XX w., jedną ze swoich wypraw odbył kajakiem. Przepłynął nim część Pacyfiku od wybrzeży Nowej Zelandii po Hawaje. W literackim dzienniku z tej niezwykłej włóczęgi (pt. Szczęśliwe wyspy Oceanii. Wiosłując przez Pacyfik) tak opisał swoje przemyślenia na temat odwiedzanych lądów: Elementem wspólnym nie jest pejzaż wysp ani ich położenie na mapie świata, lecz sam charakter miejsca otoczonego przez wodę, żywioł sam w sobie magiczny i będący czynnikiem przemiany. Wyspa ma szczególną moc panowania nad swoimi mieszkańcami – czy to rodzimymi, czy to rozbitkami, czy też domniemanymi kolonistami – i chyba dlatego wyspy są tak pełne mitów i legend. Ten fragment doskonale oddaje specyfikę jednej z najbardziej niezwykłych wysp Indonezji – pełnej magii i uroku, od lat przyciągającej podróżnych tajemniczą siłą Bali. Popularnym kierunkiem turystycznym stała się ona już w latach 20. XX w. Wtedy odkryła ją 

©© Wonderful Indonesia

TT Prawdziwie rajski zakątek na Flores, wyspie kwiatów, należącej do Małych Wysp Sundajskich

czą różnorodnością. Na wyspie są rajskie plaże, zielone i górzyste tereny z  gorącymi źródłami i wodospadami oraz osiągający wysokość 1639 m n.p.m. wulkan

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Wonderful Indonesia

36 DALEKIE PODRÓŻE

TT Balijki wykonujące tradycyjny taniec legong

europejska i amerykańska bohema. Wakacje spędzali tu m.in. aktor Charlie Chaplin czy pisarz H.G. Wells. Ten uwielbiany przez turystów zakątek Indonezji jest pod wieloma względami wyjątkowy, m.in. z powodu swojej historii. W czasach kolonialnego podboju wyspa długo zachowywała niezależność od Holendrów, którzy zaczęli ją sobie podporządkowywać dopiero od lat 40. XIX stulecia. Bali stanowi także dziś kroplę hinduizmu w morzu dominującego w kraju islamu. Hinduistami jest aż ok. 83 proc. z jej 4,5 mln mieszkańców. Hinduizm balijski to w istocie mieszanka hinduizmu z elementami buddyzmu i lokalnych wierzeń animistycznych. Religijność wyspiarzy widać na każdym kroku. Balijczycy zaczynają dzień od złożenia ofiary i tak również go kończą. Pragną nią przejednać złe demony i podziękować dobrym bogom. W tym celu przygotowują specjalne podarki, które umieszczają w koszach wiszących nad skrzyżowaniami ulic, przed wejściami do supermarketów czy sklepów, szpitali, szkół i urzędów. Jednym z  popularnych rytuałów jest też piłowanie zębów – ostre uzębienie uchodzi tutaj

za symbol złych duchów. Zgodnie z tradycją Balijczykom już we wczesnej młodości skraca się sześć przednich zębów (górne siekacze i kły). W ten sposób wypędza się z człowieka demony i otacza się go ochroną. Ta niemal namacalna wiara w magię i wyższe siły kierujące ludzkim życiem jest na Bali wszechobecna, stanowi naturalny element codziennego życia mieszkańców. Przyjazne i złośliwe duchy wnikają w tkankę balijskich wiosek i miasteczek, snują się nad licznymi polami ryżowymi i wypełniają lasy deszczowe. Słusznie określa się więc Bali mianem Wyspy Bogów. Niemal wszędzie spotkamy na niej malownicze świątynie, będące jej prawdziwą wizytówką. Na stosunkowo nie­ dużym terenie (ok. 5,7 tys. km²) znajduje się tu ich ponad 20 tys. Co znamienne, w każdej, nawet najmniejszej osadzie można natknąć się na kapliczki i inne miejsca kultu. Do jednej z najbardziej charakterystycznych, tłumnie odwiedzanych świątyń Bali należy Pura Ulun Danu Bratan (Pura Bratan), spektakularnie położona nad jeziorem Bratan, na północny wyspy. Ważnym tutejszym ośrodkiem religijnym jest także leżąca ok. 22 km w linii

©© Wonderful Indonesia

SS Codzienne ofiary składane bogom na Bali

JESIEŃ–ZIMA 2018

prostej na południowy wschód stąd Świątynia Świętej Wody – Pura Tirta Empul. Wzniesiono ją w X w. w miejscu bijącego źródła, które ma ponoć magiczną i  uzdrawiającą moc: podobno ten, kto się w nim zanurzy, nigdy się nie zestarzeje. Za najważniejszy i największy ośrodek kultu na Bali uważa się Pura Besakih. To imponujący kompleks kilku­ dziesięciu świątyń zbudowanych na zboczach wulkanu Agung (3031 m n.p.m.). Często odbywają się tu ważne ceremonie i docierają liczne pielgrzymki hinduistów ubranych w kolorowe sarongi bądź tradycyjne balijskie śnieżnobiałe stroje.

BALIJSKIE SKARBY Wzdłuż wybrzeża Bali, zwłaszcza na wschodzie i południu, leżą kurorty, mniejsze osady i miasteczka. Stolicą wyspy jest 900-tysięczny Denpasar, do którego ze względu na znajdujący się w tym rejonie port i między­ narodowe lotnisko zwykle najpierw docierają podróżni. Jeśli ktoś lubi życie nocne, powinien stąd wyskoczyć na południe – do pełnej backpackerów i  innych turystów imprezowej Kuty. Kto woli zatrzymać się


©© Wonderful Indonesia

37

SS Pura Ulun Danu Bratan – balijska świątynia usytuowana nad brzegiem jeziora Bratan

w nieco spokojniejszym miejscu, niech postawi na miasto Ubud, położone w otoczeniu pól ryżowych. Mimo popularności wśród przyjezdnych nie straciło ono swojego czaru i jest jednym z najbardziej urokliwych zakątków w całej Indonezji. Ze względu na położenie wydaje się świetną bazą wypadową

dla tych, którzy chcą wypożyczyć samochód lub skuter i zjechać na własną rękę pobliskie plaże, ukryte w lesie tropikalnym wioski czy plantacje owoców i kawy. Miasto stanowi też artystyczne i duchowe serce Bali. Ubud wypełniają świątynie, eleganckie sklepy, kawiarnie, muzea oraz

©© Wonderful Indonesia

TT Masaż balijski przynosi ulgę zmęczonemu ciału i pozwala uwolnić się od stresu

galerie z pracami lokalnych twórców. Przy wąskich uliczkach stoją budynki w tradycyjnym balijskim stylu. Miejscowe domostwa okolone są najczęściej murem (który ma strzec mieszkańców przed złymi duchami) i konstruowane wedle ściśle określonych zasad. Od frontu znajduje się pawilon do przyjmowania gości, a  w  środku – obszerny dziedziniec z właściwym budynkiem mieszkalnym, ozdobioną ornamentami świątynią i otaczającymi ją posągami. Tym, co w Ubud zwraca uwagę, jest również tradycyjny styl hoteli czy bungalowów. Swoim charakterem świetnie współgrają one z krajobrazem – nie spotkamy tu wysokich, szklanych wieżowców i apartamentowców, które dominowałyby w okolicy. Jeden z doskonałych przykładów miejscowej idealnie dopasowanej do otoczenia architektury stanowi stojący w sercu miasta Puri Saren Agung, kompleks z pałacem wzniesiony na początku XIX w., a następnie odbudowany w 1917 r. po trzęsieniu ziemi. Warto odwiedzić go zwłaszcza po zachodzie słońca, gdy odbywają się pokazy tradycyjnego tańca balijskiego, uważanego na wyspie za najważniejszy rodzaj sztuki. Służy on rozrywce, ale – jak niemal wszystko tutaj – ma także znaczenie religijne. Jest jednym ze sposobów na zbliżenie się człowieka do bóstw i opowiedzenie śmiertelnikom ich historii.

SMAKI TROPIKALNEGO RAJU Inna specjalność najpopularniejszej wyspy Indonezji to masaż balijski, opierający się na technikach zaczerpniętych z medycyny chińskiej, akupresury, aromaterapii, refleksologii i  ajurwedy. Ze względu na swoją skuteczność i  relaksacyjne działanie stał się znany na całym świecie, również w Polsce, jednak na Bali zdaje się mieć wyjątkową moc. Najlepiej skusić się na niego na którejś z licznych plaż, gdzie dzięki szumowi morza i zapachowi orientalnych olejków rzeczywiście można się odprężyć. Kolejną wielką atrakcję stanowią tu właśnie plaże, na południu szersze i jaśniejsze, na północy wulkaniczne i ciemniejsze. Przyciągają wszystkich przyjezdnych: zarówno tych, którzy chcą po prostu poleżeć i wypocząć, jak i osoby szukające okazji do uprawiania sportu. Dla wielu miłośników nurkowania ulubioną częścią wyspy jest północne i przede wszystkim wschodnie wybrzeże, w pobliżu którego można znaleźć mieniące się kolorami rafy koralowe i liczne wraki oraz spotkać przedstawicieli bogatej fauny. Amatorzy surfingu najchętniej wybierają się na południe – m.in. na plaże w okolicach Kuty 

JESIEŃ–ZIMA 2018


38 DALEKIE PODRÓŻE oraz miejscowości Seminyak i Canggu. Z kolei moim absolutnym odkryciem była srebrzysta plaża Nyang-Nyang na samym południowym krańcu Bali, rozciągająca się na długości ok. 1,5 km. Aby się na nią dostać, należy odbyć kilkugodzinny trekking z Pecatu lub świątyni Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Ten utrudniony dostęp sprawia, że wydaje się ona jedną z bardziej dziewiczych i naturalnych plaż w tej części wybrzeża. Jeśli zaś trafimy na wschód wyspy, warto zajrzeć na plaże w pobliżu miejscowości Amed. Są długie i szerokie, w niektórych mniej uczęszczanych miejscach niemal śnieżnobiałe, w tych bardziej popularnych – wypełnione restauracjami, kawiarniami i  warungami, czyli barami lub po prostu budkami z pysznymi lokalnymi specjałami i świeżo wyciskanymi sokami. Jeśli już wspominamy o jedzeniu, należy zdawać sobie sprawę, że kuchnia Indonezji, zrodzona z inspiracji m.in. smakami Indii,

Chin i Bliskiego Wschodu, jest równie różnorodna i bogata we wpływy rozmaitych kultur jak sam kraj. Wydaje się zatem kolejnym tematem na osobną opowieść. Typowe indonezyjskie produkty to przede wszystkim ryż, uprawiany na licznych plantacjach, a  także tropikalne owoce, które zwykle trudno spotkać w innych częściach globu, takie jak choćby rambutan. Ma on wielkość śliwki, a jego – zależnie od odmiany – purpurową, czerwoną lub pomarańczową skórkę pokrywają włoski (stąd zresztą pochodzi jego nazwa, rambut w języku malezyjskim oznacza „włosy”). Osobliwym owocem jest też salak jadalny (oszpilna jadalna), uprawiany głównie na Jawie i Sumatrze. Kształtem przypomina czosnek, ale z twardą, kłującą skórką przywodzącą na myśl łuski. Bardzo pożywny salak jadalny świetnie gasi pragnienie, a sami Indonezyjczycy uważają go za środek wzmacniający odporność. Kluczowym elementem tutejszej sztuki kulinarnej

©© Wonderful Indonesia

TT Indonezyjska kuchnia czerpie garściami z rozmaitych tradycji kulinarnych

©© Wonderful Indonesia/Willy Priatmanto

TT Podstawą wielu dań w Indonezji jest ryż uprawiany w różnych miejscach w kraju

JESIEŃ–ZIMA 2018

są jednak przyprawy. W Indonezji dania doprawia się przede wszystkim goździkami, kardamonem, kurkumą, galangalem, trawą cytrynową, czosnkiem, pastami z krewetek i orzechów ziemnych oraz papryczkami chili. Największym królem dodatków decydujących o charakterze potraw jest mleczko kokosowe – w żadnym innym kraju na świecie nie używa się go tyle co tu. Do tradycyjnych dań indonezyjskiej kuchni należą nasi goreng – smażony ryż z rozmaitymi przyprawami, słodkim sosem sojowym i mięsem lub warzywami, satay (sate) – kawałki lub plastry mięsa (naj­ częściej kurczaka bądź jagnięciny) grillowane na patyczku bambusowym i podawane z sosem orzechowym, jak również nasi padang – ryż serwowany z mięsem, rybą albo warzywami, polany mleczkiem kokosowym z curry, limonką, czosnkiem i masą ziół. Te trzy potrawy pachnące dalekim Orientem spotkamy w Indonezji wszędzie, ale wiele pozycji z menu Indonezyjczyków przyrządza się tylko na konkretnej wyspie czy w danym regionie. Typowe tradycyjne dania zjemy na Jawie. Najbardziej pikantne podaje się w warungach i restauracjach Sumatry. Z wysublimowanych i najpiękniej serwowanych potraw słynie Bali i pobliska wyspa Lombok (jej nazwa w tłumaczeniu na polski oznacza swoją drogą paprykę chili). Właśnie ta ostatnia, spokojniejsza i słabiej rozpoznawalna niż jej popularna sąsiadka, będzie ostatnim przystankiem naszej podróży po tym fascynującym kraju. Lombok najlepiej odwiedzić w maju, na początku pory suchej – zachwyca wówczas bujną roślinnością, jaka rozwinęła się po kilku miesiącach letniego monsunu. Jej góry i  wzniesienia są jednak przez cały rok pokryte soczyście zielonymi lasami deszczowymi, które – gdy spojrzy się na nie z większej odległości – zdają się wspinać znad złocistych plaż pod samo niebo. W tutejszym krajobrazie wyróżnia się czynny wulkan Rinjani (3726 m n.p.m.), dla mieszkańców od wieków stanowiący serce wyspy i miejsce święte. Zresztą cała Lombok wydaje się, podobnie jak większa od niej Bali, emanować magią i od pierwszej wizyty oczarowuje. Jej tajemniczą atmosferę zdają się potwierdzać słowa wspomnianego Paula Theroux, który podczas swojego rejsu po oceanie napisał: Nie wiem, czy to złudzenie czy nie, ale ową aurę tajemnicy i władzy wyczuwają wszyscy rodowici mieszkańcy wysp i wszyscy, którzy do nich tęsknią. Wyspa pod wieloma względami przewyższa księstwo. Jest ostatecznym schronieniem – światem magicznym i niezniszczalnym. 


Meliá Bali – All Inclusive Program Melia Bali All-inclusive sprawia, że planowanie wakacji staje się łatwe, a Ty możesz skupić się na tworzeniu niezwykłych wspomnień na całe życie. Zrelaksuj się, wiedząc że jedyna rzecz, jaką musisz zrobić, to usiąść i cieszyć się chwilą. Podróżowałeś tak daleko. A zatem – Ty, Twoja rodzina czy ukochana osoba – zasługujecie na komfortowe, pełne wypoczynku i beztroskie wakacje.

Zestaw zawiera: • • • • •

• •

• • • • • • • • • •

Powitalne drinki i zimne okłady po przyjeździe Śniadania w formie bufetu w restauracji El Patio Obiady w restauracji El Patio lub Sateria Beachside Kolacje w jednej z naszych 5 restauracji (w tym kolacje tematyczne w formie bufetu nocnego) 24-godzinny dostęp do napojów alkoholowych i bezalkoholowych (lokalna woda mineralna, soki, lokalne piwo, wybór win i wybranych międzynarodowych marek oraz lokalne trunki, takie jak gin, wódka, whisky czy rum) 24-godzinna obsługa pokojowa wliczona w cenę Wieczorna rozrywka w krytym pomieszczeniu: muzyka na żywo w restauracji Sateria Beachside i balijskie show w restauracji Lotus (codziennie według harmonogramu) Prowiant (na wynos) po powiadomieniu z 24-godzinnym wyprzedzeniem Podwieczorek w restauracji Sateria Przekąski na basenie każdego dnia Minibar wliczony w zestaw all-inclusive, zawierający jednorazowe dzienne uzupełnienie (dla wybranego produktu) Możliwość korzystania ze sprzętu do nurkowania z rurką, kajakarstwa i padelboardu (1 godzina dziennie dla jednej osoby) Bezpłatna lekcja jogi zgodnie z harmonogramem Możliwość korzystania z roweru (1 godzina dziennie dla jednej osoby) Możliwość bezpłatnego korzystania z kortów tenisowych, do padla, badmintona, futsalu, koszykówki Uwzględniony program „Wzbogacania Życia” (każdego dnia) Od listopada 2018 planowana jest wycieczka do świątyni Uluwatu

*Obowiązują warunki umowy

Kawasan Wisata ITDC Lot 1, Nusa Dua 80363, Bali, Indonesia T.: (+62) 361 771510 F.: (+62) 361 771360 E.: reservation.meliabali@melia.com meliabali.com


40 DALEKIE PODRÓŻE

Rekordy

Singapuru JĘDRZEJ SAPTOWSKI www.malyglobtroter.pl

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Taras na szczycie hotelu Marina Bay Sands

©© Singapore Tourism Board

TT Bussorah Mall – sklepy, restauracje i kawiarnie w dzielnicy muzułmańskiej Kampong Glam


41

« Niewielka Republika Singapuru uzyskała niepodległość w 1965 r., aby wkrótce stać się jednym z azjatyckich tygrysów, niemal rokrocznie odnotowującym imponujące wzrosty gospodarcze. Dzięki stabilnym fundamentom ekonomicznym i rozwojowi całego regionu należy dziś do najważniejszych centrów finansowych na świecie. Poza tym zalicza się też do najzamożniejszych państw na naszym globie. »

©© Singapore Tourism Board/Andrew JK Tan

©© Singapore Tourism Board

TT S.E.A. Aquarium na wyspie Sentosa to dom dla stworzeń morskich z 50 różnych siedlisk

TT Punkt widokowy na Helix Bridge w pobliżu przypominającego kwiat lotosu ArtScience Museum

©© Singapore Tourism Board

©© Singapore Tourism Board/Andrew JK Tan

TT Niezwykłe superdrzewa widziane z lotu ptaka

JESIEŃ–ZIMA 2018


42 DALEKIE PODRÓŻE

Z

Singapur z racji swojego położenia na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego sąsiaduje z Malezją i Indonezją. Stanowi więc świetną bazę wypadową na pobliskie wyspy, takie jak indonezyjskie Bintan i Batam w archipelagu Riau, uchodzące za raj dla kite­surferów i miłośników gry w golfa. Zapraszamy na krótką podróż śladami symboli rozkwitu tego wyjątkowego państwa-miasta.

©© Jewel Changi Airport Devt.

e względu na niewielkie terytorium (ok. 720 km² powierzchni) władze Singapuru od lat 70. XX w. wdrażają w życie nowoczesne koncepcje urbanistyczne. Znaczący budżet pozwala im na zatrudnianie światowej sławy architektów, wśród których znalazł się m.in. Polak Krystyn Olszewski (1921–2004). Jednocześnie dba się tu o zachowanie tożsamości lokalnych dzielnic (Little India czy Chinatown).

SS Centrum handlowo-rozrywkowe Jewel z 40-metrowym wodospadem Rain Vortex w środku

Międzynarodowy Port Lotniczy Changi (Changi Airport) to dla większości turystów brama do Singapuru. Jest niczym dawne wrota starożytnych miast i świątyń, które miały za zadanie zadziwiać przekraczających ich progi. W 2018 r. został po raz szósty z rzędu nagrodzony tytułem Najlepszego lotniska świata (World’s Best Airport) w prestiżowym rankingu brytyjskiej firmy konsultingowej Skytrax. Co ważne, podstawę do tego wyróżnienia stanowią oceny osób odbywających tutaj loty. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, gdy zawitaliśmy do tego szóstego najruchliwszego międzynarodowego portu lotniczego na świecie (i drugiego w Azji!), który obsłużył w 2017 r. ponad 62 mln pasażerów z całego globu, to zieleń okalająca ściany terminalu przylotów oraz inne obiekty wewnątrz budynku. Poza tym na plus zaskoczyły nas szybka odprawa, doskonałe oznaczenia i bliskość wszystkich niezbędnych punktów, których poszukuje przybywający w nieznane miejsce turysta. Nie czuliśmy zagubienia czy niepewności. Wszystkie etapy podróży po wyjściu z samolotu przebiegały bezproblemowo, bez pośpiechu i opóźnień. Kiedy szliśmy po wygodnej wykładzinie, prostą i krótką drogą prowadzącą do stacji kolejki MRT (Mass Rapid Transit), którą mieliśmy dojechać do centrum, towarzyszyły nam tylko pozytywne emocje. Wszystkie zalety lotniska mogą w pełni docenić osoby spędzające na nim więcej czasu. Dzięki działającemu całą dobę kinu, basenowi, strefie relaksu, salonowi gier, placom zabaw dla dzieci, tematycznym ogrodom czy w końcu setkom

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Singapore Tourism Board

NAJLEPSZE LOTNISKO ŚWIATA

SS Niewielka, ale niezmiernie kolorowa dzielnica Little India założona przez Hindusów

sklepów najważniejszych światowych marek kolejne godziny oczekiwania mijają w tych komfortowych warunkach bardzo szybko. W przyszłym roku (pod koniec marca) planowane jest otwarcie połączonego z terminalami 1, 2 i 3, wielkiego centrum handlowo-rozrywkowego Jewel. Wiszące ogrody i najwyższy na świecie wodospad wewnątrz budynku (40-metrowy) to tylko dwa przykłady atrakcji, jakie znajdą się w tym wspaniałym, oszklonym obiekcie zaprojektowanym przez światowej sławy architekta Moshe Safdiego, autora m.in. koncepcji singapurskiego resortu Marina Bay Sands. Lotnisko Changi pełni również funkcję bazy Singapore Airlines, którym w 2018 r. nadano tytuł Najlepszych linii lotniczych świata (World’s

Best Airline według Skytrax). Uruchomione przez tego przewoźnika w październiku br. połączenie pomiędzy Singapurem i Newark koło Nowego Jorku (15 344 km) jest obecnie najdłuższym dostępnym (niemal 19-godzinnym) bezpośrednim lotem komercyjnym.

HINDUSI I MUZUŁMANIE Z portu lotniczego do centrum dotarliśmy w  ciągu godziny kolejką MRT. Po drodze mieliśmy jedną przesiadkę na stacji Tanah Merah, polegającą na przejściu na drugą stronę peronu do pociągu East West Line, którym dojechaliśmy do Bugis, gdzie przesiedliśmy się znowu, aby dojechać do Little India. W tej hinduskiej dzielnicy, na którą miejscowi mówią Tekka, zarezerwowaliśmy


©© Singapore Tourism Board

43

©© Singapore Tourism Board

SS Jeden z licznych sklepów z tradycyjnymi wyrobami działających na terenie Kampong Glam

SS Masjid Sultan z charakterystycznymi złotymi kopułami wznoszący się przy Muscat Street

wcześniej noclegi. Po Singapurze poruszaliśmy się zazwyczaj pieszo i pociągami MRT, ale świetnym i niedrogim rozwiązaniem są przejazdy oferowane przez firmy Uber lub Grab. Ze względu m.in. na horrendalne ceny samochodów ruch na tutejszych ulicach jest jak na metropolię bardzo przyjazny, a korzystanie z  tego typu taksówek stanowi najszybszy sposób dotarcia do dalej położonych atrakcji. Ponad 500 tys. Hindusów tworzy trzecią pod względem liczebności grupę narodowościową w tym kraju (po Chińczykach i Malajach). Dzielnicę Little India założyli pierwsi robotnicy przybywający z subkontynentu indyjskiego do Singapuru pod koniec XVIII w. Dystrykt jest niewielki i aby go zwiedzić, wy-

starczy dwugodzinna przechadzka. Do tego należy zarezerwować sobie nieco czasu na wizytę w jednej z wielu fantastycznych restauracji. Najbardziej znana tutejsza świątynia to poświęcona bogini Kali Sri Veeramakaliamman z 1881 r. Kolorowa budowla, wyglądająca z zewnątrz na niewielką, zaskakuje liczbą zaułków i nisz z wizerunkami hinduskich bóstw. Warto tutaj dotrzeć w trakcie odbywających się cztery razy dziennie modlitw. Podczas spaceru po okolicznych uliczkach zajrzeliśmy na dziedziniec ukończonego w 1910 r. meczetu Abdul Gaffoor (Masjid Abdul Gaffoor). Ta żółto-zielona budowla z wieloma minaretami i ornamentami stanowi przykład architektury łączącej w sobie wpływy mauretańskie, europejskie

i południowoindyjskie. Wielobarwna zabudowa dzielnicy nie robi oszałamiającego wrażenia, ale wyróżnia ją spośród innych części państwa-miasta. Ci, którzy znają Indie, uznają, że jest tu wyjątkowo czysto. Osoby oceniające to miejsce z perspektywy Singapuru dostrzegą nieznośny bałagan. Jednak chyba dla wszystkich świetnym kulinarnym doświadczeniem będzie zapoznanie się z tutejszą kuchnią, którą gorąco polecamy. Aby dostać się do Kampong Glam, położonej po drugiej stronie kanału Rochor dzielnicy muzułmańskiej, można przejechać dwie stacje pociągiem MRT (z Little India do  Bugis), ale my proponujemy niedługi spacer i obserwowanie zmieniającego się otoczenia. Do serca dzielnicy prowadzi Arab Street, przekształcająca się z początkowo dużej arterii w znacznie węższą uliczkę otoczoną niską zabudową. Idąc wzdłuż licznych sklepów z tkaninami i dywanami, dochodzimy do skrzyżowania z Baghdad Street, przy której znajduje się wiele polecanych restauracji. Stąd jest już niedaleko do najbardziej rozpoznawalnego rejonu Kampong Glam, czyli deptaków Bussorah i Muscat leżących tuż przy największym singapurskim meczecie – Masjid Sultan. Otwarto go oficjalnie w grudniu 1929 r. w miejscu świątyni z pierwszej połowy XIX w. Co ciekawe, obecną, przykrytą złotymi kopułami budowlę zaprojektował architekt Denis Santry z firmy Swan and Maclaren, która opracowała koncepcję głównego budynku słynnego hotelu Raffles Singapore. Dzielnicę muzułmańską warto odwiedzić ze względu na jej niezliczone kafejki, restauracje i sklepy oraz panującą w niej wieczorami żywą i pełną różnorodności atmosferę.

OGRÓD POD KOPUŁĄ W deszczowe popołudnie szybko przemknęliśmy przez Dragonfly Bridge i zielony park wokół Supertree Grove (Gardens by the Bay). Spiesząc się do Kwiatowej Kopuły (Flower Dome) na wyznaczoną godzinę, wskazaną na zakupionym przez internet bilecie, spoglądaliśmy na olbrzymich rozmiarów futurystyczne konstrukcje i zawieszoną nad naszymi głowami kładkę o długości 128 m (OCBC Skyway). Mieliśmy nieodparte wrażenie, że choć na superdrzewach posadzono niemal 163 tys. roślin z ponad 200 gatunków z całego świata, to nadal jest to struktura wykreślona na architektonicznych deskach, dla której środowisko naturalne stanowi jedynie daleką inspirację. Po drodze zaglądaliśmy do ogrodów malajskiego, chińskiego i indyjskiego, aż wreszcie dotarliśmy do górującej 

JESIEŃ–ZIMA 2018


44 DALEKIE PODRÓŻE

JESIEŃ–ZIMA 2018

nującymi wokół. Przez kilkadziesiąt minut minęło nas raptem kilka osób. W pobliskich Gardens by the Bay jest ponad 40 rzeźb stworzonych przez znanych artystów. Szczególnie zależało nam, żeby zobaczyć tę autorstwa Brytyjczyka Marca Quinna. To długa na 9 m i wysoka na 3 m figura z pomalowanego na biało brązu, przedstawiająca dziecko, syna twórcy, Lucasa. Wspierająca się jedynie na dłoni postać sprawia wrażenie wiszącej w powietrzu.

HOTEL Z INSTAGRAMA Marina Bay Sands był w  2017 r. najczęściej fotografowanym obiektem hotelowym na świecie, którego zdjęcia pojawiały się w  serwisie Instagram. Wyprzedził m.in. Bellagio czy MGM Grand z Las Vegas. Swoją popularność zawdzięcza niesamowitej architekturze oraz luksusowym warunkom i atrakcjom, które czekają na gości. Jednak na pewno głównym powodem tej sławy jest niemal już ikoniczny basen położony na tarasie Sands SkyPark (na 57. piętrze). Wśród ponad 80 restauracji, które znajdują się w kompleksie, warto wymienić „Waku Ghin”, uważaną za jedną z najlepszych w całej Azji i  oznaczoną dwoma gwiazdkami Michelin, serwującą dania kuchni japońskiej i europejskiej. Poza tym działa tu również lokal Wolfganga Pucka „CUT” oraz zajmujące kilka pięter, luksusowe centrum handlowe zdobywające najlepsze oceny wśród odwiedzających je klientów – po przecinającym je kanale można pływać łódką. Całe założenie architektoniczne stało się jedną z wizytówek Singapuru. Zobaczymy je także w niejednej filmowej superprodukcji.

TT OCBC Skyway – piesza kładka wśród superdrzew

MUZEUM W KWIECIE LOTOSU Do kompleksu Marina Bay Sands należy ArtScience Museum. Budynek zaprojektowany w kształcie kwiatu lotosu gości wiele wystaw czasowych, ale znajduje się w nim też stała ekspozycja Future World: Where Art Meets Science. Ze względu na dużą popularność muzeum wybraliśmy się do niego o poranku, aby jako jedni z pierwszych rozpocząć zwiedzanie. Wizyta tu jest niesamowitym przeżyciem szczególnie dla dzieci. Kolejne pomieszczenia wprowadzają nas w świat kolorowych, świetlnych iluzji, w których uczestniczymy i które możemy kreować. Na wielkim na całą ścianę ekranie pojawiają się narysowane przed momentem na kartce przez zwiedzających i zeskanowane obrazki. W salach animowane rysunki poruszają się w takt muzyki i reagują na obecność gości. Są tutaj ogrom-

©© Singapore Tourism Board

nad zielenią Flower Dome. Ta największa na świecie szklana cieplarnia (o powierzchni ponad 1,2 tys. km²!), wpisana w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa, kryje tysiące gatunków roślin. Podzielono ją na kilka części, prezentujących roślinność charakterystyczną dla obszarów klimatycznych Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki. Zobaczymy tu m.in. gaj oliwny, baobaby, sukulenty, a w strefie kwiatów – niezliczone gatunki storczyków. W  ogrodzie stoi też wiele wykonanych z kwiatów, drewna i metalu ciekawych rzeźb i pomników. To miejsce bardzo popularne wśród turystów i trudno w nim niestety znaleźć chwilę spokoju, dlatego warto odwiedzić je w godzinach porannych. Po wyjściu z Flower Dome przeszliśmy na drugą stronę niewielkiego zadaszonego dziedzińca, żeby zajrzeć do Mglistego Lasu (Cloud Forest). Wewnątrz tej również imponującej szklanej konstrukcji znajduje się 35-metrowy wodospad na sztucznej górze pokrytej tropikalną roślinnością. Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Kaskadowo spadająca woda i niezliczone gatunki flory ogląda się przez lekką mgłę unoszącą się wokół. Podczas spaceru wiszącymi kładkami poprowadzonymi naokoło i wewnątrz zielonej konstrukcji można z bliska podziwiać np.  orchidee czy rośliny mięsożerne. Na szczycie góry usytuowano Zaginiony Świat (Lost World) – obszar z roślinnością występującą na wysokości ok. 2000 m n.p.m. Roztacza się stąd także piękny widok na zatokę Marina (Marina Bay). Do wieczornego muzyczno-świetlnego spektaklu Garden Rhapsody w okolicy superdrzew mieliśmy jeszcze trochę czasu, który ku radości dzieci spędziliśmy na położonym tuż obok wodnym placu zabaw. Bieganie z rówieśnikami między podświetlanymi strumieniami tak wciągnęło maluchy, że dopiero dalekie odgłosy muzyki uświadomiły nam rozpoczęcie się widowiska. Pokazy odbywają się codziennie o  19.45 i 20.45 i przyciągają tłumy widzów. Stojąc pod superdrzewami, obserwowaliśmy feerię barw, która wraz z  muzyką tworzyła magiczną atmosferę. Trochę żałowaliśmy, że nie jesteśmy na położonej 22 m wyżej kładce (OCBC Skyway), bo widowisko musiało z niej wyglądać spektakularnie. Po zakończeniu spektaklu przeszliśmy rozpiętym tuż nad wodą drewnianym pomostem w stronę słynnej rzeźby Planet. Polecamy taki krótki, wieczorny spacer ze względu na niesamowity widok na oświetlony resort Marina Bay Sands kontrastujący z ciszą i spokojem pa-


©© Singapore Tourism Board

45

TT Wnętrze kopuły Mglisty Las (Cloud Forest)

©© Singapore Tourism Board

SS Gardens by the Bay usytuowane nad zatoką Marina

ne, świecące piłki do skakania, świetlny wodospad imitujący wodę czy w końcu pomieszczenie roziskrzone maleńkimi diodami LED umocowanymi na długich przewodach zwisających z sufitu i tworzących labirynt. Wszystko to zadziwia i sprawia wspaniałe wrażenie. Po wyjściu z muzeum warto skierować się w stronę Helix Bridge, skąd z czterech punktów widokowych można podziwiać niesamowitą panoramę Singapuru. Ten przeznaczony dla pieszych most został zaprojektowany na wzór struktury DNA i w roku otwarcia (2010) zdobył główną nagrodę w kategorii transport na największym festiwalu architektury na świecie – World Archi­tecture Festival. Konstrukcja wykonana ze stali i szkła prowadzi nas do trybun przy pływającej na wodach zatoki platformie, na której odbywają się najważniejsze wydarzenia w tym państwie-mieście. Wzdłuż widowni przejeżdżają również bolidy Formuły 1 w trakcie organizowanego rokrocznie Grand Prix Singapuru (na torze Marina Bay Street Circuit) – pierwszego w historii tych zawodów wyścigu rozgrywanego w nocy przy sztucznym oświetleniu. Tu także doszło do niechlubnego incydentu uważanego za największy skandal Formuły 1. W 2008 r. prowadzący bolid Renault Brazylijczyk Nelsinho Piquet na polecenie swojego zespołu rozbił samochód, umożliwiając w ten sposób uzyskanie dogodnej pozycji na torze swojemu partnerowi i późniejszemu triumfatorowi Hiszpanowi Fernandowi Alonso. Po drugiej stronie pobliskich mostów znajduje się najwyższy w Azji diabelski młyn (165 m) – Singapore Flyer. To kolejna atrakcja, która pozwala spojrzeć na państwo-miasto z góry. Stąd Deptak Królowej Elżbiety (Queen Elizabeth Walk) doprowadził nas do przeprawy położonej przy ujściu rzeki Singapur. Wybudowany w 2015 r. Most Jubileuszowy (Jubilee Bridge) jest częścią pieszego traktu upamiętniającego uzyskanie niepodległości przez republikę. Szlak ten (o długości 8 km) łączy historię z nowoczesnością. Podczas spaceru można oglądać budynki i miejsca istotne z punktu widzenia rozwoju Singapuru. My dotarliśmy nim do Merliona, czyli tryskającej wodą statui przedstawiającej pół lwa, pół rybę. Postać tę zaprojektował brytyjski ichtiolog Alec Frederick Fraser-Brunner (1906–1986). Była ona wykorzystywana od 1964 do 1997 r. jako logo Singapore Tourism Board, a  konsekwentnie prowadzone działania marketingowe utrwaliły ją w świadomości nie tylko Singapurczyków. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


46 DALEKIE PODRÓŻE NOWOCZESNE ZOO

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Otwarte w 2011 r. futurystyczne ArtScience Museum

TT Jedna z multimedialnych sal ArtScience Museum

leczenie weterynaryjne i realizuje projekty hodowlane. Łącznie zajmuje powierzchnię 26 ha, a odwiedza go rocznie mniej więcej 1,9 mln turystów. Z każdą godziną podczas naszej wizyty wzrastała liczba gości, ale teren zoo jest tak rozległy, że z łatwością znajdowaliśmy miejsca, w których w samotności podziwialiśmy zwierzęta. Ogromne wrażenie zrobił na nas spacerujący po wybiegu i prezentujący dostojną sylwetkę biały tygrys. Z kolei krążący kilka centymetrów za szklaną przegrodą gepard grzywiasty aż przestraszył dzieci swoim spojrzeniem. W ciszy obserwowaliśmy nieruchome żół-

wie olbrzymie. Uśmiech na naszych twarzach wywołały lemury i kameleony, hipopotamy karłowate czy pingwiny. W wielu miejscach zwierzęta są tu niemal na wyciągnięcie ręki. Bliskie obcowanie z przyrodą sprawiło nam niesamowitą frajdę, dlatego wszystkim gorąco polecamy singapurski ogród zoologiczny. Szczególnie że jego mieszkańcy mają naprawdę znakomitą opiekę. Po obejrzeniu większości zwierząt i całkowitym wysuszeniu ubrań dzieci znowu chciały się trochę ochłodzić i z radością wskoczyły pod strumienie na tutejszym wodnym placu zabaw.

©© ArtScience Museum

Aby dostać się do Singapore Zoo, najlepiej skorzystać z taksówki lub usług Ubera. Bile­ ty w cenie 35 i 23 dolarów singapurskich (odpowiednio dla dorosłych i dzieci, czyli ok. 95 i 63 złotych) możemy kupić przez internet (wówczas są ze zniżką i kosztują 29,75 i  19,55  dolarów singapurskich) lub na miejscu. Przy wejściu otrzymaliśmy dokładną mapę ogrodu i ruszyliśmy ścieżką prowadzeni przez świetnie zaprojektowane drogowskazy – zamiast strzałek zakończone są one podobiznami zwierząt, do których wiodą. Początkowo trasa wiła się wśród roślinności. Przechodziliśmy przez drewniane mostki i ścieżki. W oddali słychać było pokrzykiwania małp. Zgodnie z  planem chcieliśmy zdążyć na pierwsze karmienie słoni, bo mogą w nim uczestniczyć goście. Wczesna pora i deszcz sprawiły, że mijaliśmy pojedynczych turystów, a gdy doszliśmy do małej, drewnianej widowni przed wielkim wybiegiem, towarzyszyło nam kilka osób i tyle samo opiekunów zwierząt. Dzieci trzymające w rękach koszyczki z pokarmem stały przy balustradzie. Podeszły pod nią trzy słonie, które chętnie wyciągały trąby, odbierały od maluchów banany i wykonywały polecenia opiekunów równocześnie przybliżających zwyczaje tego gatunku. Oczywiście, radości było co niemiara, a my mieliśmy poczucie, że zwierzęta znajdują się tu pod dużo lepszą opieką niż w cieszących się złą sławą miejscach z innych części Azji. Ponieważ rozpadało się na dobre i zakończyła się pora karmienia, skierowaliśmy się w stronę amfiteatru, gdzie zaplanowano na 10.30 Splash Safari Show z udziałem uszanki kalifornijskiej. Pierwsze rzędy podczas pokazu zarezerwowane są dla miłośników wodnych atrakcji. Dzieci, lekko już zmoczone ciepłym deszczem, z chęcią wskoczyły na wybrane miejsca, żeby po chwili przemoczyć się zupełnie. Uszanka kalifornijska wykonywała polecenia treserki, co jakiś czas efektownie wskakiwała do przeszklonego basenu i rozpryskiwała wodę, ochlapując roześmianą widownię. Po pokazie mokrzy, ale jeszcze bardziej radośni odwiedzaliśmy kolejne wybiegi. Na szczęście przestało padać. W zoo znajduje się powyżej 2,4 tys. zwierząt z  ponad 300 gatunków, z  których ok. 34 proc. to gatunki zagrożone. Ogród, ceniony wśród odwiedzających, ma także renomę placówki dbającej o  najwyższe standardy opieki nad zwierzętami, prowadzi doskonałe programy edukacyjne, zapewnia


SS Szklano-metalowy Helix Bridge z 2010 r.

TT Singapurskie zoo – pora karmienia słoni

rycznego spotkania amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. Oby podpisane porozumienie i wymiana grzeczności stały się zapowiedzią trwałych i rewolucyjnych zmian na Półwyspie Koreańskim, rów-

nych metamorfozie, jaką przeszła w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wspomniana Sentosa. Ten niewielki skrawek lądu był w trakcie II wojny światowej świadkiem udręki wielu australijskich i brytyjskich więźniów 

AKWARIUM NA WYSPIE W czerwcu 2018 r. oczy całego politycznego świata zwrócone były na niewielką wyspę Sentosa (ok. 5 km² powierzchni), gdzie w luksusowym, 5-gwiazdkowym hotelu Cappella Singapore doszło do histo-

TOUR OPERATOR DMC

©© Singapore Tourism Board

©© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

TT Biały tygrys bengalski w Singapore Zoo

©© Singapore Tourism Board

©© Singapore Tourism Board/Vincent Chong

47

SINGAPUR PO POLSKU

JESIEŃ–ZIMA 2018 www.polviettravel.com


©© Singapore Tourism Board

48 DALEKIE PODRÓŻE szybko pałaszowały wrzucane przez obsługę sporych rozmiarów kąski. W każdej sali odnajdywaliśmy dokładne opisy zwierząt i żałowaliśmy, że z braku czasu nie możemy wziąć udziału w programach edukacyjnych organizowanych przez akwarium. Wyjątkową propozycją jest np. spędzenie nocy w Galerii Otwartego Oceanu (Open Ocean Gallery) połączone ze zdobywaniem wiedzy o zachowaniach tutejszych stworzeń po zmroku. Oczywiście, kilkudniowy pobyt w tym kraju nie wystarczy, aby poznać wszystkie jego atrakcje. Gdy wyjeżdżaliśmy, mieliśmy przeświadczenie, że to doskonałe miejsce na azjatycką podróż z dziećmi. Jest tu oczy-

z usytuowanego tu japońskiego obozu jeniec­kiego. Dopiero po odzyskaniu niepodległości władze Singapuru zaplanowały utworzenie na Sentosie kurortu z luksusowymi hotelami i atrakcjami turystycznymi. Wybudowano kolejkę gondolową (Singapore Cable Car) oraz most łączący wyspy. Zaprojektowano sztuczne plaże i powstanie nowoczesnych kompleksów rozrywki. Hasło promujące Sentosę jako The State of Fun w pełni oddaje charakter tego miejsca. Można się tutaj dostać samochodem, kolejką lub autobusem. My wybraliśmy autokar, który dowiózł nas na podziemny parking w  okolicach parku rozrywki Universal Studios Singapore. Po wyjściu na powierzchnię przeszliśmy przez okrągły i otoczony restauracjami plac (The Bull Ring), na którym stoi wirujący globus –  symbol wytwórni. W  pobliżu znajdują się także drzewa z różnej wielkości liza-

kami. To obowiązkowy punkt na wykonanie pamiątkowego zdjęcia dla każdego rodzica z dziećmi. Nasz cel stanowiło S.E.A. Aquarium, w którym mieszka powyżej 100 tys. morskich zwierząt reprezentujących ponad tysiąc gatunków. Kilka lat temu zostało ono uznane przez użytkowników serwisu TripAdvisor za jedno z trzech najlepszych akwariów w Azji. Maluchy po raz kolejny były wniebowzięte, a my również poczuliśmy się niemal jak w bajkowym świecie z  polsko-brytyjskiego filmu familijnego Wodne dzieci. Ogromne przeszklone zbiorniki, w których toczyło się życie, zadziwiały i przyciągały jak magnes. Moglibyśmy wpatrywać się godzinami w mureny, płaszczki, skrzydlice, delfiny, setki meduz, ławice kolorowych rybek, wielkie i małe ośmiornice. Stojąc w  szklanym tunelu, obserwowaliśmy pływające nad naszymi głowami kilkadziesiąt rekinów, które w porze karmienia

©© Singapore Tourism Board

SS W S.E.A. Aquarium, części Resorts World Sentosa, turyści podziwiają cuda podwodnego świata

SS Skok na bungee na plaży Siloso na Sentosie

©© Singapore Tourism Board/Afur Wong

TT Wejście do fascynującego The Maritime Experiential Museum, atrakcji Resorts World Sentosa

JESIEŃ–ZIMA 2018

wiście bardzo czysto i bezpiecznie, a bary i  restauracje z  różnorodną kuchnią ułatwiają znalezienie potraw odpowiednich dla naszych pociech. Singapur bije wiele rekordów. Bardzo wysoki poziom edukacji, stałe promowanie innowacyjnych rozwiązań, konsekwentnie prowadzona polityka rozwoju i  współpraca z  najważniejszymi ośrodkami naukowymi na świecie gwarantują, że wkrótce usłyszymy o kolejnych osiągnięciach tego niewielkiego państwa-miasta. Czy będą to architektoniczne, inżynieryjne, kulturalne czy informatyczne nowości? Nie jest wykluczone, że Singapurczycy zaskoczą w wielu dziedzinach swoją pomysłowością lub umiejętnym wykorzystaniem pomysłów zatrudnionych tutaj specjalistów. 


oďŹ cjalny partner PZN


50 DALEKIE PODRÓŻE

Z CZYM KOJARZY SIĘ

SINGAPUR…?

opracował: MICHAŁ DOMAŃSKI

« Zapytaliśmy o to czterech wybranych ekspertów, którzy znają bardzo dobrze to niezmiernie bezpieczne, bogate, czyste, fascynujące, nowoczesne, wysoko rozwinięte i zadbane państwo-miasto w Azji Południowo-Wschodniej, usytuowane na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego, nazywane Miastem Lwa (Singapura – od dwóch sanskryckich słów: „singa”, czyli „lew”, i „pura” – „miasto”), wschodnimi wrotami na Zachód i zachodnimi na Wschód, miastem ogrodem, przedsionkiem Azji, Dalekim Wschodem w pigułce, Azją dla początkujących czy wreszcie azjatyckim tygrysem. Poniżej publikujemy krótkie, lecz szalenie ciekawe wypowiedzi naszych rozmówców na temat niesamowitego, pełnego oszałamiających atrakcji Singapuru, jednego z najmniejszych (zaledwie ok. 720 km² powierzchni) i najzamożniejszych krajów na świecie. » JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Singapore Tourism Board/Andrew JK Tan

SS Merlion, 8,6-metrowy posąg z ciałem ryby, głową lwa i strumieniem wody tryskającym z pyska


51 ESTERA HESS | właścicielka biura podróży Esta Travel do mojej listy skojarzeń mogę jeszcze dodać widoki z komunikacji miejskiej, w której podróżujący siedzą zwykle zatopieni w ekranach najnowszych smart­ fonów, nierzadko wielkich jak laptopy.

©© Esta travel

`` Singapur kojarzy mi się przede wszystkim z opowieściami o niebywałych karach za takie przewinienia, jak żucie gumy i wyplucie jej wprost na ulicę czy rzucanie śmieci na chodnik. Sprawdziłam to osobiście i mogę powiedzieć, że rzeczywiście jest tu bardzo czysto. Kolejnym moim skojarzeniem są niesamowity singapurski port lotniczy (Changi) i niebywale komfortowe linie – Singapore Airlines, które dbają o swoich pasażerów podczas lotu i na lotnisku w Singapurze, gdzie zapewniają im darmowy dostęp do basenu, wspaniałe posiłki czy korzystanie ze strefy relaksu.

©© Esta travel

SS Pandka ruda w przyjaznym singapurskim zoo

SS Rejon zatoki Marina w centrum Singapuru robi po zmroku nie mniejsze wrażenie niż w dzień

W tym państwie-mieście znajduje się też jeden z najbardziej rozpoznawalnych hoteli na świecie, czyli słynny Marina Bay Sands z trzema charakterystycznymi budynkami przykrytymi tarasem z basenem, skąd roz­pościera się cudowna panorama okolicy. To połączenie luksusu i dobrego smaku. Po kilku pobytach w Singapurze

Poza tym należy się także przygotować na nie­ samowite doznania kulinarne. Zapewniają je zarówno najsłynniejsze restauracje mieszczące się we wspaniałych budynkach, jak i najzwyklejsze budki lub stragany z jedzeniem, jakimi upstrzone są całe ulice. Pamię­tam też ogromną sympatię okazywaną dzieciom, serdeczne uśmiechy w ich kierunku i chęć pomocy. Mnóstwo atrakcji przeznaczonych jest tu właśnie dla małych turystów w każdym wieku. Wizyta w Singapurze to z pewnością idealny pomysł na kilkudniową wycieczkę dla całej rodziny. Polecam go również jako przystanek przesiadkowy podczas bardzo długich lotów. Tutaj z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

MACIEJ LESZEK RYCZKO | właściciel biura podróży Polviet Travel

©© Polviet Travel

`` Singapur kojarzy mi się przede wszystkim z wakacjami rodzinnymi. Często przyjeżdżamy do niego z naszymi trzema synami. Liczba atrakcji jest tu ogromna. Niesamowite zoo z nocnym safari (Singapore Zoo z Night Safari), Park Ptaków Jurong (Jurong Bird Park), oceanarium (S.E.A. Aquarium) czy ogrody botaniczne (Singapore Botanic Gardens) i ogrody nad zatoką Marina (Gardens by the Bay) – w każdym z tych miejsc można śmiało spędzić cały dzień. To coś dla osób lubiących kontakt z przyrodą. Poza tym w Singapurze mamy też atrakcje nastawione na zabawę, takie jak wspaniałe parki wodne, park tematyczny KidZania Singapore oraz park rozrywki Universal Studios Singapore na niesamowitej wyspie Sentosa.

nymi, a z drugiej dostrzegamy duży wpływ anglo­ saskiego zamiłowania do porządku i przestrzegania norm. Oprócz tego przed wizytą w Singapurze trzeba się przygotować na wydatki. Nie wszystko jest tutaj drogie, ale na wiele atrakcji najlepiej odłożyć sobie większe kwoty. Na pewno wydamy w tym kraju więcej niż w innych miejscach w regionie. Jednak nie warto rezygnować z  przyjemności korzystania z  tego, co  oferuje to niesamowite państwo-miasto. W Singapurze nie da się narzekać na nudę. Od kilku lat pojawia się mnóstwo nowych masowych imprez i wydarzeń sportowych, kulturalnych czy muzycznych. Kolorowe festiwale i uliczne parady wywierają duże wrażenie. Do tego trzeba dodać rozwijające się obszary rozrywkowe takie jak nabrzeże Clarke Quay, okolice ulic Bugis czy Orchard. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o wspaniałych tarasach na dachach

Duże wrażenie robi również singapurska komunikacja. Dzięki czystemu, szybkiemu i bezpiecznemu metru można dotrzeć do wielu miejsc praktycznie bezproblemowo. Autobusy kursują niemal bez przerwy, a podczas przejażdżki tymi piętrowymi obejrzymy sobie okolicę. Singapur to także niezmiernie zróżnicowana oferta kulinarna. Obok czystych stref gastronomicznych typu food court z naprawdę smacznymi daniami działają restauracje oferujące kuchnię na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie najbardziej charakterystycznymi tutejszymi pozycjami w menu są chili crab (krab w pikantnym sosie chili), laksa (zupa z czerwonej pasty curry oraz mleczka kokosowego, podawana z makaronem i dodatkami – krewetkami, kurczakiem, kalmarami, kawałkami ryby itp.) czy drink Singapore sling (jego kluczowym składnikiem jest likier wiśniowy). Polecam spróbować każdej z nich. To państwo-miasto kojarzy mi się też z  wieloma kontrastami, tropikalną pogodą, mnóstwem zieleni, czystością i  licznymi zasadami obowiązującymi na  jego terenie. Z  jednej strony mamy tu Azję w pigułce z jej wielokulturowością, zróżnicowaniem religijnym i rozmaitymi tradycjami kulinar-

©© Polviet Travel

SS Hotel Marina Bay Sands, trzy 55-piętrowe wieże z 2561 luksusowymi pokojami i apartamentami

SS Merlion uważany jest za symbol Singapuru

budynków z barami i restauracjami usytuowanymi prawie w chmurach i widokami na las biurowców. Do najsłynniejszych takich lokali należy „CÉ LA VI” w resorcie Marina Bay Sands.

JESIEŃ–ZIMA 2018


52 DALEKIE PODRÓŻE MARCIN SADO | DYREKTOR GENERALNY BIURA PODRÓŻY OPAL TRAVEL

©© Opal Travel

`` Singapur kojarzy mi się z kilkoma atrakcjami, które warto odwiedzić. Wyspa Sentosa jest jedną z naj­ popularniejszych z nich. Polecam zwłaszcza kompleks Resorts World Sentosa położony w północno-zachodniej jej części. Znajdują się tu m.in. kasyno, liczne butiki, parki rozrywki oraz jedno z największych na świecie oceanariów – S.E.A. Aquarium, w którym w olbrzymich zbiornikach z krystalicznie czystą wodą żyje ponad 100 tys. morskich stworzeń. Zobaczymy w nim wiele ciekawych, kolorowych ryb, ogromne rekiny, butlonosy indyjskie, płaszczki czy japońskie kraby pacyficzne. Akwarium stanowi interesujące miejsce nie tylko dla dorosłych, lecz także dla dzieci. Rodzice podróżujący ze swoimi pociechami powinni zajrzeć też do singapurskiego zoo (Singapore Zoo). Nie ma w nim klatek i barierek, więc odwiedziny tutaj dostarczają mnóstwa wrażeń. Nikogo nie dziwią wielkie orangutany, które nad głowami turystów chodzą praktycznie po całym zoo. Każde ze zwierząt wygląda na zadbane, wydaje się, że niczego im nie brakuje. Świetnym pomysłem na nietypowe zwiedzanie jest organizowane tu nocne safari.

SS Kolorowe stoiska w dzielnicy Little India

©© Singapore Tourism Board

TT Okolica centrum handlowego Festive Walk na terenie kompleksu Resorts World Sentosa

Singapur prezentuje się przepięknie w dzień, ale prawdziwy urok zyskuje nocą. Singapurczycy nie oszczędzają na energii po zachodzie słońca, więc widok rozświetlonych drapaczy chmur robi oszałamiające wrażenie. Chinatown i Little India po zmroku tętnią życiem, a działające do samego rana bazary zadowolą nie tylko miłośników zakupów, ale i azjatyckiej kuchni. To, co bardzo rzuca się w oczy w Singapurze, to mnóstwo zieleni. Jest jej pełno wszędzie. Poza rozległymi parkami i ogromnymi drzewami rosnącymi przy budynkach państwo-miasto zdobią trawniki i małe ogródki. Singapur często bywa traktowany jako punkt przesiadkowy po drodze do innych zakątków świata. Pasażerowie przybywający z Warszawy mogą stąd udać się do rozmaitych miejsc w całej Azji. Jednak warto zostać tu kilka dni. Nawet osoby, które znają inne azjatyckie kraje, lubią osobliwy Singapur z jego specyficzną atmosferą, architekturą i stylem życia.

MICHAŁ SUPIETA | MENEDŻER DS. WYJAZDÓW INCENTIVE FIRMY TRAVEL CONSULTING (TRCO) wającą zapotrzebowania kompleksu. Jednym z najnowszych singapurskich obiektów jest Zero Energy Building (ZEB) – budynek nie emitujący dwutlenku węgla i wytwarzający energię na pokrycie w całości własnych potrzeb. Singapur kojarzy się także z pokojowym współistnieniem różnych kultur, w tym trzech głównych: muzułmańskiej, chińskiej i hinduskiej. Nie należy również zapominać o Brytyjczykach, których wpływy widoczne są i dziś. Wszystkie te społeczności zachowały swoją odrębność, jednak elementy ich kultur zaczęły się przenikać. Dzięki temu powstała chociażby niesamowicie smaczna singapurska kuchnia. Podczas wizyty tutaj warto przejść się do pewnego prostego stoiska z jedzeniem – Hong Kong Soya Sauce Chicken Rice & Noodle, które ze względu na jakość swoich potraw zostało odznaczone gwiazdką Michelin. ©© Benny Marty/Shutterstock

`` Mianem azjatyckich tygrysów w latach 60. XX w. określono Koreę Południową, Tajwan, Hongkong i Singapur. Nazwę tę nadano tym państwom ze względu na szybki wzrost PKB. Singapur niesamowicie wzbogacił się w tym okresie, główne dochody czerpał z sektora handlowego i finansowego. Właśnie z nimi kojarzył się aż do połowy lat 90. Gdy nastąpiło spowolnienie gospodarcze, kraj zaczął szukać innych źródeł zysków i zwrócił się ku rozwojowi turystyki. Już wcześniej postrzegany był za wyjątkowo nowoczesne państwo-miasto, ale największe projekty miał dopiero przed sobą. 

Jednym ze współczesnych symboli Singapuru jest futurystyczny resort Marina Bay Sands. Stał się on swoistą wizytówką kraju. Słynie przede wszystkim z basenu znajdującego się na tarasie usytuowanym na szczycie trzech głównych budynków. Rozciąga się stąd najlepszy widok na inne singapurskie dzieło architektoniczne – Gardens by the Bay. Na terenie tego parku powstały dwie ogromne kopuły: jedna z roślinnością z całego świata podzieloną na strefy geograficzne (Flower Dome), a druga z tropikalnym lasem deszczowym (Cloud Forest). Poza tym umieszczono tu również Supertrees. Te gigantyczne, sztuczne drzewa mogłyby stanowić scenografię do filmu science fiction. Oprócz spełniania funkcji estetycznych i rozrywkowych (ogromne konstrukcje są głównymi aktorami pokazu wykorzystującego światło i dźwięk), zbierają deszczówkę, której używa się do nawadniania ogrodów, oraz za pomocą paneli solarnych pozyskują energię niemal całkowicie pokry-

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Shutterstock

SS Zapierający dech w piersiach basen bez krawędzi (infinity pool) na tarasie Marina Bay Sands

SS Ogromne superdrzewa po zachodzie słońca

Singapur to wreszcie tematyczne parki rozrywki, uznane za najbardziej na świecie przyjazne zwierzętom zoo oraz nowoczesne rozwiązania wdrażane na potrzeby metropolii przyszłości. Ten wyjątkowy azjatycki kraj trzeba koniecznie odwiedzić! 


tekst promocyjny

TOUR SALON – targi z gwarancją jakości `` W dniach 1–3 lutego 2019 r. w Poznaniu odbędzie się jubileuszowa, 30. edycja Targów Regionów i Produktów Turystycznych TOUR SALON. Tak długa historia tego wydarzenia to konsekwencja ścisłej współpracy z branżą, ogromnego zaangażowania w budowanie solidnych fundamentów zapewniających wystawcom efekty biznesowe. Targi TOUR SALON są źródłem inspiracji dla pasjonatów podróżowania, platformą promocji i prezentacji ofert turystycznych, a także wymiany wiedzy i doświadczeń w gronie przed-

stawicieli sektora turystycznego. O randze wydarzenia świadczy ciągły wzrost liczby wystawców i zwiedzających oraz ogromne zaufa-

nie ze strony instytucji i organizacji takich jak Ministerstwo Sportu i Turystyki, Polska Orga­ nizacja Turystyczna czy inne stowarzyszenia, które co roku znajdują się w gronie patronów targów TOUR SALON. Targi TOUR SALON od lat wspierają rozwój branży turystycznej, głównie dzięki dbałości i pasji, z jaką organizatorzy wydarzenia podchodzą do realizacji tego projektu. Na uwagę zasługuje fakt, iż stawiają oni na transparentność działań, dlatego targi TOUR SALON co roku są raportowane w Międzynarodowym Związku Statystyk Targowych CENTREX i audytowane przez tę organizację. Dzięki temu nasi partnerzy i wystawcy mogą podejmować właściwe decyzje biznesowe i marketingowe zgodne z założonymi celami – komentuje Maria Szczepaniak-Kowalska, dyrektor projektu. Warto zauważyć, że TOUR SALON są również jedynymi organizowanymi w Polsce targami dla sektora turystycznego akredytowanymi przez Światowe Stowarzyszenie Przemysłu Targowego UFI. Dowodzi to, że wydarzenie przygotowywane jest według światowych standardów, z ogromną dbałością o jakość usług, i tym samym daje wystawcom i odwiedzającym gwarancję solidnej inwestycji biznesowej. Targi Tour SALON zostały także wyróżnione przez Polską Izbę Przemysłu Targowego i od edycji z 2017 r. mogą poszczycić się znakiem jakości Targi z rekomendacją PIPT. To kolejny do-

53

wód na rzetelność działań Między­narodowych Targów Poznańskich i transparentność prezentowanych w  materiałach promocyjnych wyników.

Przyszłoroczna edycja targów TOUR SALON odbędzie się pod hasłem „Podróż jest sztuką”. Jak tłumaczą organizatorzy, wydarzenie ma być lekcją z odbywania podróży i prowadzenia biznesu w sektorze turystycznym. Certyfikaty i wyróżnienia przyznane temu projektowi nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że trzy dni targowe będą przygotowane w oparciu o ogromne doświadczenie biznesowe Między­ narodowych Targów Poznańskich i  z  myślą o potrzebach wystawców, patronów, partnerów oraz zwiedzających. Więcej informacji na stronie www.tour-salon.pl. 

tour-salon www.tour-salon.pl JESIEŃ–ZIMA 2018


54 DALEKIE PODRÓŻE

Birma –

kraina życzliwości

AGATA CIEŚLAK www.beforewegetold.pl

TT Przypominający barkę pałac Karaweik nad jeziorem Kandawgyi w Rangunie

©© Myanmar Tourism Marketing

SS Jezioro Inle – sieci rozpięte na koszach

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Myanmar Tourism Marketing/shutterstock/nattanan726

55

« Malownicze, wiejskie krajobrazy poprzecinane tysiącem złotych pagód, bezinteresowne uśmiechy pojawiające się na pomalowanych „thanaką” twarzach życzliwych mieszkańców, chodniki pełne charakterystycznych czerwonych plam, na każdym kroku przypominających o birmańskiej tradycji żucia betelu, ciężko pracujące, a mimo to radosne dzieci o dużych oczach, z ciekawością obserwujące zagranicznych przybyszów – to właśnie Birma (Mjanma), niesamowita kraina, która raz odwiedzona nie daje o sobie zapomnieć. Leży nad Zatoką Bengalską i Morzem Andamańskim, a jej terytorium rozciąga się wzdłuż rzeki Irawadi. Jeszcze do niedawna pozostawała w całkowitej izolacji. Przez długi czas władzę w kraju sprawowała junta wojskowa, która skutecznie odcinała jego mieszkańców od jakichkolwiek zagranicznych wpływów. Dopiero w 2011 r., po wielu latach despotycznych rządów, Birma powoli zaczęła otwierać się na świat. Piękne krajobrazy, serdeczne serca Birmańczyków oraz urokliwe, nieskażone współczesną cywilizacją rejony sprawiają, że dzisiaj jest jednym z najchętniej odwiedzanych państw w Azji Południowo-Wschodniej. »

©© Myanmar Tourism Promotion Department

TT Imponujące miasto Pagan nad rzeką Irawadi

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Columbus Travels and Tours

56 DALEKIE PODRÓŻE

©© Columbus Travels and Tours

SS Birmańskie dzieci z twarzami ozdobionymi szarożółtawą pastą nazywaną thanaką

SS Wielu mężczyzn nosi na co dzień sięgający do kostek, tradycyjny strój longyi (lungi)

N

ie odważyłabym się napisać, że w 2018 r. nie dotarła tu masowa turystyka. Kraj szybko się rozwija, a jego mieszkańcy są coraz bardziej świadomi korzyści płynących z przyjmowania zagranicznych gości. Skalę zjawiska prezentują dostępne statystyki dotyczące liczby odwiedzających. W 2010 r. do Birmy zawitało niespełna 800 tys. turystów, ale w 2017 r. było ich już blisko 3,5 mln. Z powodu tłumów, jakie ściągają obecnie do sąsiedniej Tajlandii (niemal 35,5 mln zagranicznych gości w  2017 r.), warto rozważyć wizytę w tym mniej popularnym kraju, póki wciąż można tutaj znaleźć miejsca, do których dociera niewielu przyjezdnych. Pod względem zajmowanego terytorium Birma (Mjanma, oficjalnie Republika Związku Mjanmy) jest drugim największym państwem w Azji Południowo-Wschodniej, zaraz po Indonezji (ma ok. 676,5 tys. km² powierzchni). Leży w strefie klimatu zwrotnikowego, wilgotnego, monsunowego. Wyróżnia się tu

JESIEŃ–ZIMA 2018

trzy pory roku: suchą chłodną (od listopada do lutego), suchą gorącą (od marca do maja) oraz deszczową (od czerwca do października). Najlepszy termin na zwiedzanie kraju to okres od listopada do lutego. Wówczas opady deszczu praktycznie nie występują, a temperatura utrzymująca się na poziomie ok. 25°C nie daje się we znaki. Z Polski naj­ łatwiej dotrzeć samolotem do miast Rangun lub Mandalaj. Najczęściej loty odbywają się z przesiadką w Singapurze, Hongkongu, Bangkoku, Dosze czy Dubaju.

NIESAMOWITE TRADYCJE Podczas kilkumiesięcznej podróży po wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej to właśnie birmańskie zwyczaje i kultura urzekły mnie najbardziej. Wieloletnie odizolowanie Birmy od reszty świata sprawiło, że wciąż mocno kultywuje się w niej lokalne tradycje, niezmiernie ciekawe dla turystów zza granicy. Najczęściej kojarzą się z nią pomalowane na jasnożółto twarze mieszkańców. Do wykonania wzorów stosuje się thanakę,

czyli mieszankę wody i startego drewna z różnych drzew. Gotową pastę ze starannością rozprowadza się na twarzach kobiet i dzieci, rzadko mężczyzn. Chroni ona przed szkodliwym działaniem słońca, a w tutejszej kulturze stanowi rodzaj makijażu. Panowie raczej nie używają thanaki, ponieważ jest to uważane za mało męskie. Inaczej niż w Europie mężczyźni ubierają się tu w longyi (lungi), czyli długą chustę charakterystycznie przewiązaną z przodu na wysokości bioder, przez co przypominającą spódnicę. Oczywiście, można spotkać Birmańczyków w spodniach, jednak znaczna ich część preferuje tradycyjny strój, który nie krępuje ruchów i w gorącym klimacie przepuszcza więcej powietrza. Domeną prawdziwego mężczyzny z krwi i kości jest żucie betelu, składającego się głównie z liści pieprzu żuwnego z dodatkiem anyżu, goździków, kardamonu czy gałki muszkatołowej. Ma on działanie lekko pobudzające i jak większość używek uzależnia. Poza tym zabarwia zęby na czarno, a ślinę na czerwono. To właśnie dumnie spluwa-


57

©© Myanmar Tourism Marketing/Nyaunt Naing

BIRMAŃSKIE SMAKI

SS W złotej stupie Szwedagon zgodnie z tradycją przechowywanych jest osiem włosów Buddy

jący mężczyźni z czarnym uzębieniem są odpowiedzialni za upstrzone czerwonymi plamami chodniki. Ta wątpliwa estetycznie atrakcja jest niejako wizytówką Birmy, choć

rząd od jakiegoś czasu stara się walczyć z tym zwyczajem. Podobno podjęto próby wprowadzenia zakazu plucia, ale rezultatu obostrzeń praktycznie nie widać.

Ten rozległy kraj zamieszkuje wiele mniejszości etnicznych. Dodatkowo jego sąsiedzi (Tajlandia, Indie czy Chiny) mogą poszczycić się bogatymi tradycjami kulinarnymi. Birmańskie potrawy są więc bardzo różnorodne, jednak istnieją dwa składniki powtarzające się w nich bez względu na region: ryż i makaron. Uliczne garkuchnie serwują dania, w których główną rolę odgrywa wiele odmian ryżu, od lepkiego po sypki. Makaron występuje w kilku wersjach, różniących się grubością nitek. Potrawy podawane są z warzywami, mięsem lub owocami morza. Co ciekawe, wszelkie dodatki serwuje się najczęściej w osobnych małych miseczkach. W efekcie na stole ląduje zazwyczaj łącznie kilkanaście mniejszych lub większych naczyń. Poza tym w Birmie do jedzenia nie używa się noży, a jedynie łyżek, widelców lub pałeczek. Częstym przysmakiem są również zupy: wegetariańskie, mięsne lub z owocami morza, ale zawsze z dużą ilością warzyw i wyczuwalnej kolendry. Do posiłków zwykle podawana jest herbata, która zajmuje szczególne miejsce wśród kulinarnych tradycji kraju. W Birmie praktykuje się picie herbaty w  ulicznych kafejkach. Siedząc na charakterystycznych niskich, plastikowych krzesełkach, Birmańczycy od rana do wieczora popijają serwowany w dzbankach napój. Rozmawiają ze sobą, obserwują rzeczywistość, razem spędzają czas. W gorące dni świetnie orzeźwia woda z kokosa lub świeżo wyciskany sok z trzciny cukrowej. Piwosze nie powinni być zawiedzeni, ponieważ lokalne piwo Myanmar niczym nie odbiega od produktów pochodzących z naszych polskich browarów.

TT Pagoda Sule w Rangunie wznosząca się niedaleko meczetu i chrześcijańskiej świątyni

©© Myanmar Tourism Marketing

TĘTNIĄCE ŻYCIEM MIASTO Położony na południu Rangun (Yangon) to blisko 8-milionowa metropolia, stanowiąca ważny ośrodek kulturalny i gospodarczy w państwie. Przez ponad 150 lat (od 1853 do 2006 r.) był on stolicą Birmy (obecnie tę funkcję pełni Naypyidaw, Nay Pyi Taw). Mimo utraty tak ważnej roli kolorowe miasto wciąż tętni życiem i razem z północnym Mandalaj jest jednym z dwóch największych skupisk ludności w kraju. Gwarne i zatłoczone ulice na pozór szarej metropolii wydają się nigdy nie spać. Od samego rana lokalne garkuchnie kuszą zapachami, barwne longyi suną po wąskich chodnikach, a w tle słychać szczekanie bezpańskich psów. Sprzedawcy usług telefonii komórkowych wyrastają na każdym rogu, 

JESIEŃ–ZIMA 2018


58 DALEKIE PODRÓŻE kolorowe stragany przyciągają świeżymi owocami, a umorusane dzieci ciekawie zerkają na turystów, gdy pomagają rodzicom w pracy. Ruch samochodowy istnieje, ale zasady poruszania się po drogach już niekoniecznie. Co prawda są znaki, pasy dla pieszych, sygnalizacja świetlna, ale nikt specjalnie nie zwraca na to uwagi. Skutery przeciskają się pomiędzy autami, a piesi, wśród głośnego akompaniamentu klaksonów, próbują wywalczyć kilka sekund, aby przejść na drugą stronę jezdni. Stare zabudowania z obdrapanymi fasadami upstrzone zostały wszelkiego rodzaju okablowaniem, antenami satelitarnymi i szyldami. Tutaj naprawiają pralki, a zaraz za rogiem znajduje się serwis telefonów. Chodniki usiane są herbaciarniami, gdzie rozwija się życie towarzyskie mieszkańców miasta. W tym całym rozgardiaszu jest jednak pewna harmonia, która sprawia, że Rangun ma niepowtarzalny klimat. Mieniąca się milionami odcieni złota świątynia Szwedagon (Shwedagon) góruje nad metropolią i kontrastuje swoim bogactwem z ubóstwem codziennego życia. Wysoka na 99 m buddyjska stupa uchodzi za jedno z najświętszych miejsc w Birmie. Została ponoć zbudowana ponad 2,6 tys. lat temu, a legenda głosi, że znajduje się w niej osiem włosów samego Buddy. Szwedagon stanowi centrum życia religijnego w mieście. Główna stupa otoczona jest wieloma mniejszymi, złotymi kapliczkami, co sprawia, że cały kompleks robi ogromne wrażenie. Podobno ilość złota, której użyto do ozdobienia świątyni, może ważyć nawet do 9 t! Do pagody warto udać się późnym popołudniem, kiedy słońce zaczyna zbliżać się ku  zachodowi i  oświetla złote fasady budowli. Prawdziwy spektakl rozpoczyna się jednak wieczorem, gdy kompleks rozświetlają tysiące zapalonych przez wiernych świeczek. Wokół unosi się charakterystyczny zapach kadzideł i rozbrzmiewa kojąca melodia modłów. Podniosła atmosfera kontrastuje z migającymi smartfonami birmańskiej młodzieży. Świątynia jest nie tylko miejscem modlitwy, ale również swoistym centrum, dookoła którego toczy się życie towarzyskie mieszkańców. Żeby przyjrzeć się codziennej rzeczywistości Birmańczyków, warto wsiąść do tzw. Yangon Circular Train, czyli pociągu okrążającego metropolię i przejeżdżającego przez okoliczne wioski i przedmieścia. Choć to dobrze znana turystom atrakcja, sama linia kolejowa wcale nie została stworzona na potrzeby turystyki. Funkcjonuje od 1954 r. i ko-

JESIEŃ–ZIMA 2018

rzystają z niej osoby dojeżdżające do pracy. Przejażdżka jest więc okazją do obserwowania prawdziwego życia miejscowych. W  ciągu ok. 3 godz. pociąg pokonuje blisko 46 km i zatrzymuje się na 39 tętniących życiem stacjach. Do wagonów wchodzą mężczyźni z czarnymi od betelu zębami sprzedający taśmę izolacyjną czy nożyczki. Kobiety z koszami na głowie oferują pasażerom owoce. Umalowane thanaką dziecięce twarze wykrzywiają się podczas dźwigania ogromnych ilości kukurydzy. Na każdej stacji do okien podbiegają Birmanki z tacami pełnymi smakołyków i orzeźwiających napojów. Wszyscy gdzieś się przemieszczają i próbują zarobić parę groszy. Gdy patrzy się na ten rozgardiasz z perspektywy Europejczyka, ciężko nie zawstydzić się przed sobą za narzekanie na zachodnie warunki pracy.

MAGICZNY ŚWIAT POCZTÓWEK W każdym kraju znajduje się takie miejsce, które jest jego swoistą wizytówką, ikoną pojawiającą się na większości pocztówek. W Birmie tę rolę odgrywa położone w prowincji Mandalaj dawne miasto Pagan (Bagan). Było ono niegdyś stolicą Królestwa Paganu, którego początki sięgają IX w. Najbardziej dynamicznie rozwijało się za panowania króla Anawrahty (w latach 1044–1078) – władca zainicjował budowę wielu obiektów sakralnych. Obecnie stanowisko archeologiczne Pagan zajmuje 104 km2 i usiane jest ponad 2,2 tys. buddyjskich pagód, klasztorów czy świątyń. Codziennie o  wschodzie słońca nad wierzchołkami budowli unosi się mnóstwo balonów, tak dobrze znanych z birmańskich pocztówek. Aby podziwiać ten niesamowity spektakl, warto wdrapać się na jedną z wyższych świątyń, skąd rozpościera się dobry widok na otuloną pierwszymi promieniami słońca panoramę Pagan. Popularnym miejscem, w którego rejonie codziennie o świcie gromadzi się najwięcej turystów, jest pagoda Shwesandaw. To tu setki obiektywów patrzą w stronę wschodzącego słońca, a co wytrwalsi amatorzy fotografii już na kilka godzin przed nastaniem dnia rozkładają swoje statywy w najlepszych punktach. Podobnie wygląda to podczas zachodu słońca, choć wtedy uzbrojeni w aparaty ludzie okupują pagodę Bulethi. Promienie słoneczne malują okolicę na ciepłe kolory i niesamowicie podkreślają bezkres całego kompleksu. Pagan można zwiedzać na wiele sposobów: wynajętym skuterem, taksówką lub nawet powozem konnym. Cały obszar strefy archeologicznej jest bardzo rozległy i nie

SS Zabytkowe budowle sakralne w mieście Pagan

da się zobaczyć wszystkiego w trakcie jednej wizyty. Najlepiej spędzić tutaj dwa, trzy dni. Warto też zdecydować się na lot balonem nad wierzchołkami świątyń o wschodzie słońca. Tylko z tej perspektywy można zdać sobie sprawę z rozmachu, z jakim zbudowano miasto – las budowli zdaje się ciągnąć bez końca.

STOLICA WIDMO Gdybym miała powiedzieć, które miejsce najbardziej zaskoczyło mnie podczas pobytu w Birmie, bez wahania wskazałabym stolicę kraju. Naypyidaw to pięciokrotnie większa od Nowego Jorku metropolia (zajmuje powierzchnię ponad 7 tys. km²), gdzie mieszka jedynie ok. 1,2 mln osób. Ogromne,


©© Myanmar Tourism Marketing/Htay Win

59

©© Myanmar Tourism Marketing/Kyaw Zaw Lay

TT Ogród z podświetlanymi fontannami w centrum Naypyidaw, nowej stolicy Birmy

luksusowe hotele rodem z Las Vegas świecą pustkami. Na szerokich ulicach, z 20-pasmową autostradą na czele, próżno szukać wielu samochodów. W birmańskiej stolicy znajduje się największe w całej Azji Południowo-Wschodniej zoo (Naypyidaw Zoological Gardens), które najczęściej odwiedzane jest przez... jego pracowników. Metropolia może poszczycić się także nowoczesnymi

TOUR OPERATOR DMC

przystankami komunikacji miejskiej, jednak rzadko jeżdżą tu autobusy. To tylko kilka przykładów absurdów Naypyidaw, które sprawiają, że to dziwne miasto widmo robi ogromne wrażenie! Historia powstania nowej stolicy Birmy jest niesamowicie ciekawa. Podobno zbudowano ją z powodu przepowiedni astrologa, który podszepnął rządzącemu wówczas od

MJANMA PO POLSKU

1992 r. generałowi Than Shwe, że przewiduje ataki na Birmę ze strony zachodnich mocarstw. Podatny na sugestie polityk uznał, że pełniący funkcję stołecznego ośrodka Rangun znajduje się zbyt blisko morza, co czyni go łatwym celem dla wroga. W 2002 r. zarządził więc założenie całkowicie nowego miasta, ok. 320 km na północ stąd. Nową stolicę wznoszono w tajemnicy zarówno przed innymi krajami, jak i samymi Birmańczykami. Budowa wielkiej metropolii pochłonęła miliony kiatów. Termin przeprowadzki został określony przez wspomnianego astrologa i  przypadł na 6 listopada 2005 r. Ku wielkiemu zaskoczeniu mieszkańców Rangunu punktualnie o wyznaczonej porze tysiące załadowanych ciężarówek wyruszyło w kierunku Naypyidaw. Pięć dni później do nowej stolicy przesiedlono również wszystkich urzędników. Zupełnie zaskoczeni pracownicy państwowi próbowali oponować, jednak wszelkie protesty uciszane były groźbą więzienia, a tiry z całym ich dobytkiem eskortowała junta wojskowa. Ponad dwa lata potem, w marcu 2008 r., zorganizowano jeszcze bardziej spektakularne przenosiny – z Rangunu do Naypyidaw przewieziono ciężarówkami całe zoo, liczące 420 okazów zwierząt! W nowej stolicy wyznaczono kilka stref, które dzielą ją na część rządową, wojskową, dyplomatyczną, hotelową czy mieszkalną. Szerokie ulice są opustoszałe, a nowoczesne przystanki autobusowe zdają się nie funkcjonować. Czerwono-białe krawężniki, przywodzące na myśl tor wyścigowy, kontrastują z uśpionym miastem. Największą atrakcją jest słynna 20-pasmowa autostrada, na środku której można swobodnie spacerować i robić zdjęcia, ponieważ bardzo rzadko przejeżdża tu jakikolwiek samochód. Pozłacane hole ogromnych hoteli świecą pustkami, a wnętrza luksusowych pokoi bardzo odbiegają swoim wystrojem od typowych standardów, na jakie mogą sobie pozwolić Birmańczycy. Dachy budynków mieszkalnych pomalowano na różne kolory, które sygnalizują rangę społeczną ich lokatorów. Przykładowo niebieski oznacza domy przeznaczone dla pracowników służby zdrowia, a zielony – ministerstwa rolnictwa. 

JESIEŃ–ZIMA 2018 www.polviettravel.com


©© Myanmar Tourism Marketing/Aye Zaw

60 DALEKIE PODRÓŻE

SS Obchody święta Pagody Hpaung Daw U na jeziorze Inle – barka królewska z figurami Buddy

PŁYWAJĄCE WIOSKI Niecodzienną atrakcją w Birmie jest jezioro Inle, jej drugi co do wielkości słodko­ wodny zbiornik wodny (ma powierzchnię ok. 116 km2). Ponad 450 lat temu schronili się tutaj ludzie z grupy etnicznej Intha, którzy uciekali przed walkami plemiennymi. Szybko przystosowali się oni do trudnych warunków życia na wodzie i na dobre osiedlili się na Inle. Na drewnianych palach postawili domy, świątynie i szkoły, a żeby zaspokoić głód, wymyślili własny sposób łowienia ryb i uprawiania roślin. Aby odwiedzić jezioro, wystarczy podejść do jednej z setek łodzi zacumowanych w miejscowości Nyaungshwe i zapłacić wioślarzowi, który przez cały dzień będzie z nami pływać. Wycieczkę warto rozpocząć

JESIEŃ–ZIMA 2018

o świcie, ponieważ wtedy na otulonej mgłą tafli Inle odbywa się prawdziwy spektakl! Pierwsze promienie słońca, przedzierając się zza pobliskiego wzgórza, oświetlają ubranych w tradycyjne, pomarańczowe stroje rybaków z grupy etnicznej Intha. Stoją oni na skraju drewnianych łodzi i zarzucają do wody siatkowe kosze do łowienia ryb. Aby przemieszczać się po jeziorze, w charakterystyczny sposób popychają wiosła stopą. Trzeba przyznać, że ich umiejętność utrzymania równowagi na dziobach chwiejnych łajb jest godna podziwu! Gdy mgła opadnie, a słońce już na dobre wzniesie się ponad horyzont, łódź z turystą mknie dalej, mijając zielone dywany pływających ogrodów. To na nich uprawiane są podobno najlepsze w Birmie pomidory. Podczas całodniowej wycieczki po jeziorze

sterujący łodzią zatrzymuje się w wielu sklepikach z pamiątkami lub przy buddyjskich świątyniach. Jest tu również bazar, na którym spróbować można lokalnych smakołyków. Turyści odwiedzają także zakłady, gdzie w tradycyjny sposób wytwarza się biżuterię czy tkaniny. Jedno z najciekawszych miejsc stanowi wytwórnia cygaretek, w  której uśmiechnięte Birmanki ręcznie zwijają liście i ochoczo częstują zwiedzających dymkiem. Oczywiście, od tych uroczych kobiet można kupić gotowe cygaretki, zapakowane w ładne, wzorzyste puszki. Na zainteresowanie zasługuje też wytwórnia tkanin z kwiatu lotosu, gdzie wiekowe mieszkanki jeziora tkają barwne materiały. Używają do tego tradycyjnych, drewnianych krosien. Zgrabnie operując dłońmi i  stopami, tworzą kolorowe arcy­ dzieła. Spod rąk przemiłych kobiet wycho-

TT Rybacy Intha stoją na rufie i wiosłują nogą, owijając stopę wokół długiego wiosła

©© Myanmar Tourism Marketing/shutterstock/DR Travel Photo and Video

Budowa nowej stolicy pochłonęła spore sumy pieniędzy z budżetu państwa, co spowodowało znaczną podwyżkę cen w kraju. Dla większości ubogich Birmańczyków życie w Naypyidaw było zbyt drogie. Duży wpływ na sytuację w  mieście miał także cyklon Nargis, który w maju 2008 r. nawiedził południowe tereny Birmy i zabił ponad 138 tys. osób. Spowodował on mnóstwo zniszczeń, a tysiące ludzi pozbawił dachu nad głową. Nikogo nie było stać na przeprowadzkę do ekskluzywnej stolicy. Ze względu na te wszystkie uwarunkowania ogromne miasto Naypyidaw stanowi dzisiaj przede wszystkim siedzibę rządu, podczas gdy najbardziej zaludnionymi ośrodkami w kraju wciąż pozostają Rangun i Mandalaj.


©© Myanmar Tourism Marketing

61

SS Drewniane, zelektryfikowane domy zbudowane na wysokich palach na jeziorze Inle

dzą wzorzyste chusty, suknie czy torebki, dostępne do kupienia w tutejszych rzemieślniczych sklepikach. Jezioro Inle zamieszkują również sędziwe matrony z grupy etnicznej Padaung (Kayan Lahwi), które noszą na szyjach, rękach i łydkach ciężkie, metalowe obręcze. Te „panie

z długimi szyjami” już od mniej więcej piątego roku życia zaczynają ozdabiać ciało tego rodzaju biżuterią i z wiekiem nakładają kolejne bransolety. Najstarsze kobiety mają nawet do 10 kg obręczy na jednej nodze! Uśmiechnięte ochoczo pozują do zdjęć i zapraszają do zakupów.

Wizyta na jeziorze Inle jest dość komercyjną wycieczką, nastawioną na skłonienie jej uczestników do zakupu pamiątek i przeróżnych wyrobów rzemieślniczych. Trzeba przyznać, że to bardzo turystyczne miejsce, ale gdy zamiast na kolejny sklep skieruje się wzrok w drugą stronę, można przyjrzeć się prawdziwemu życiu na wodzie. Uśmiechnięte dzieci bez potknięcia biegają po wąskich kładkach. Starzec z cygarem w pomarszczonej dłoni odpoczywa na ganku. Muskularni młodzieńcy ukradkiem podglądają kobiety myjące włosy w jeziorze. Wszystkie te sceny rozgrywają się w wolnym rytmie przepięknych wschodów i zachodów słońca, wśród stukotu pływających łodzi, mieszającego się z odgłosem migawek tysięcy aparatów zagranicznych turystów.

*** Odwiedziny w egzotycznej i barwnej Birmie sprawiają, że stale chce się wracać do tej niezwykłej krainy uśmiechu. Niespotykana życzliwość płynąca z serc Birmańczyków na dobre zapada w pamięć i zachęca do naśladowania ich postawy. Ten kraj to nie tylko malownicze krajobrazy i piękne pagody. To przede wszystkim niezmiernie przyjaźni ludzie, od których można nauczyć się otwartości i którym warto odwdzięczyć się najszczerszym uśmiechem. 

Ziemia pewnego razu zapomniana przez świat zewnętrzny... teraz jest gotowa do odkrywania i podziwiania

www.travelmyanmar.com inbound@columbusmyanmar.com tel. +951 503830

No. 290, Room No. 10, 4th Floor, Pyay Road, Corner of Zawtika Street, Sanchaung Township, Yangon, Myanmar (BURMA)

JESIEŃ–ZIMA 2018


62 DALEKIE PODRÓŻE

Dominikańskie rozmaitości MARCIN WESOŁY www.caribeya.pl

JESIEŃ–ZIMA 2018


63

« „Dominikana, ta czarująca diablica, usidliła mnie, owinęła wokół palca. Wabi feromonami, od których kręci mi się w głowie” – tak przeważnie odpowiadam, kiedy ktoś pyta mnie (a zdarza się to nader często), dlaczego wybrałem ten kraj, dlaczego poświęciłem mu tyle czasu i dlaczego wciąż do niego wracam. Przepadłem na dobre w 2006 r., podczas pierwszej podróży. Zakochałem się od razu! Pamiętam to nocne tropikalne niebo nad Puerto Plata – gwiazdy wisiały tak nisko, że można je było przesuwać dłońmi. I to powietrze, lepkie, wilgotne, nasycone mieszanką odurzających zapachów. Potem Dominikana wzywała mnie wielokrotnie, wymęczyła duchotą i nieziemskim upałem, wyciągnęła ze mnie hektolitry potu, zabrała oszczędności, pozbawiła alternatyw, była zaborcza. Ale dała w zamian jedno – jakąś namiastkę szczęścia, niesłychaną beztroskę, z którą dorosły mężczyzna nie powinien się już tak obnosić. Nie oddałbym ułamka czasu, jaki jej poświęciłem. »

N

©© Ministerio de Turismo de República Dominicana

iedawno przekonałem się o czymś jeszcze: wspaniale jest pokazywać Dominikanę innym ludziom, na żywo. Uwielbiam spoglądać na miejsca, które dobrze znam, czyimiś oczami. Lubię stanąć z boku i popatrzeć, jak inni reagują, jakie towarzyszą im emocje. Właśnie wtedy dopełnia się podróż, nierzadko w sposób zaskakujący. Najważniejsze są przy tym fascynacja, entuzjazm, świeże wrażenie. Jeśli ktokolwiek miałby ochotę ze mną pojechać, zabiorę go z przyjemnością. Jednak kiedy wróci do domu, odczuje prawdziwy koszt wyprawy – przyjdzie mu słodko cierpieć, bo Dominikana nie pozwoli o sobie zapomnieć. Dominikański bakcyl wnika w duszę trwale i skutecznie.

Często otrzymuję pytania, w jaki sposób najlepiej poznawać ten kraj, jaką formę wakacji wybrać: jechać na własną rękę czy skorzystać z  licznych ofert biur podróży. Odpowiadam wówczas przewrotnie. Jeśli ktoś znajduje w sobie siłę i czuje potrzebę podróżowania samodzielnego, lubi po prostu być w drodze, pragnie wyjechać po to, aby poznać z bliska miejsca i ludzi – nie ma

dla niego lepszego regionu na Karaibach niż Dominikana. To kraj szalonej geografii, fantastycznej energii, niebywale życzliwych mieszkańców, z którego można czerpać garściami. Taki sposób zwiedzania praktykuję od lat i nie zamieniłbym go na żaden inny. Jeżeli z kolei komuś wydaje się, że potrzebuje porządnego odpoczynku w zjawiskowym otoczeniu, blisko basenu i baru z koktajlami oraz plaży ocienionej wysmukłymi palmami kokosowymi, pośród uczynnych ludzi, którzy zrobią wszystko, aby czuł się wyjątkowo od rana do wieczora (co zawiera się w cenie oferty all inclusive) – również powinien zdecydować się na Dominikanę. Taki jest właśnie fenomen tego kraju. A mnie czego brakuje najbardziej, kiedy wracam z tropiku w polskie realia, za czym tęsknię najmocniej, co wspominam najchętniej? Oto krótki przegląd dominikańskich zauroczeń i rozmaitości, do których żywię największy sentyment…

ZACIEŚNIANIE WIĘZI Nie mogę bez nich żyć, normalnie funkcjonować w latynoskiej przestrzeni, są mi potrzebne, są użyteczne, charakterne. Stanowią 

WW Taras hotelowy położony nad samym brzegiem morza w modnym rejonie Punta Cana

JESIEŃ–ZIMA 2018


64 DALEKIE PODRÓŻE nieodłączną część pejzażu dominikańskich miast takich jak stołeczne Santo Domingo czy Santiago de los Caballeros, mkną też nieprzerwanie gdzieś na północnym wybrzeżu Dominikany, po prostu – rządzą na drogach. Mam na myśli wieloosobowe taksówki, zwane carros públicos. To zwykłe auta osobowe, przeważnie wysłużone toyoty, mazdy lub inne modele wyprodukowane przed laty w Japonii, do których wsiada zawsze więcej pasażerów, niż powinno zgodnie z przepisami. Nie są to żadne wymuskane gabloty, raczej wyjeżdżone gruchoty, 100 razy stukane, obolałe ze starości, bez połowy okablowania, zombie na czterech kółkach, z przebiegiem Ziemia – Księżyc. Wiele z  tych wehikułów działa, o  dziwo, normalnie, inne… tylko udają, że jeżdżą. Jednak chętnych do wspólnej podróży nie brakuje. Dlaczego? Bo carros públicos są względnie tanie, łatwo dostępne i wyrobione muzycznie – bachata, merengue, reggaeton dudnią w nich aż miło. Co więcej, można w nich zacieśnić (i to dosłownie!) więzi z ludźmi… Kto był w Republice Dominikańskiej i korzystał z tego środka transportu, ten dobrze pamięta chwile ofiarnego dzielenia dyskomfortu ze współpasażerami: ściskanie ud, wciąganie pośladków, skręcanie w precel rąk i nóg. Łatwo rozpoznać carros públicos po typowych oznaczeniach na dachu, na sfatygowanych drzwiach lub przedniej szybie (bywa, że strzaskanej). Z nich też wiadomo, skąd i gdzie jadą. Ich trasy, tzw. rutas, są ściśle ustalone i zwykle wiodą ważniejszymi komunikacyjnymi arteriami w mieście. Kierowcom wybitnie zależy na wydajnym przewozie pasażerów, dlatego hołdują zasadzie: im większy ścisk, tym lepiej. Powietrze może co najwyżej przez auto przepływać (i jedynie chłodzić podróżnych), a nie nim jechać. Szczęśliwą liczbą dla każdego kierowcy carro público jest siódemka. Oznacza ona, iż zebrał wreszcie komplet pasażerów i wolno mu wcisnąć mocniej gaz. Nie będzie już ostentacyjnie zwalniał, ciągle trąbił i dawał stojącym na poboczu ludziom sygnałów, że wciąż mogą liczyć na miejsce. To moment, kiedy kierowca sobie odpuszcza. I to nie dlatego, że ma jakieś opory, martwi się o przeciążenie auta czy myśli o kontroli drogowej, nic podobnego. Chętnie by jeszcze kogoś wcisnął na dokładkę i dorzucił do kasy syndykatu, dla którego pracuje, dodatkowe pesos. Tyle że pasażerowie mu na to nie pozwolą – każda „puszka sardynek” ma swoją nieprzekraczalną

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Catedral Primada de América w Santo Domingo

TT Plaza Independencia w mieście Puerto Plata


©© Ministerio de Turismo de República Dominicana

65

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

TT Dominikańczyków na motoconcho można spotkać na niemal każdej tutejszej drodze

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

©© Ministerio de Turismo de República Dominicana

TT Carro público jest niezmiernie popularnym dominikańskim środkiem transportu

pojemność! Czasem pozycja, jaką człowiek jest w stanie przybrać w przepełnionym carro público, zawstydziłaby niejednego giętkiego jogina. Wiem, że wiele osób obawia się korzystać z tych leciwych wehikułów. Zraża je choćby niezbyt zachęcający wygląd. Można to zrozumieć. Z  drugiej strony carros públicos to swojego rodzaju zjawisko społeczne – trzeba mu się przyjrzeć, naj­ lepiej podczas obserwacji… uczestniczącej. Kierowcom tych nierzadko aut zombie nie opłaca się ich klepać, reperować, dopieszczać w warsztatach, malować nowym lakierem, dokręcać im reflektorów, podnosić zderzaków piłujących asfalt. Wóz musi jeździć, trzymać się na kołach. I wozić ludzi po swojej odwiecznej, ustalonej trasie. Jego wygląd ma drugo- albo i trzeciorzędne znaczenie. Kiedy dwa gruchoty zderzą się lekko, drasną w korku lub przy innej okazji, to być może nowe wgniecenie wyrówna stare nierówności na karoserii. Samochód nowy lub odrestaurowany nie nadaje się po prostu na carro público. Miejscowi kierowcy o tym wiedzą, a rozbawieni turyści strzelają tym jeżdżącym kuriozom setki zdjęć. Mam również wielką słabość do innych środków lokalnego transportu. W Dominikanie chodzenie nie jest sprawą oczywistą. Jeśli ktoś spaceruje po mieście albo uprawia trekking w dzikim terenie, bo lubi z natury zdzierać nogi do bólu, to choćby szedł prostą drogą lub krążył po wertepach, może być pewien, że znienacka zjawi się przy nim usłużny osobnik na swoim stalowym rumaku, zwanym tu motoconcho (nowiutkim lub steranym życiem). I na pewno ów osobnik zaproponuje spotkanemu nieznajomemu podwózkę. W Dominikanie transport szuka człowieka, nie odwrotnie. Nieraz ta pogoń za klientem przybiera karykaturalne formy. Jednak nie sposób wyobrazić sobie przemieszczania się po tutejszych miastach, miasteczkach, małych i dużych wioskach bez tych pożytecznych motocykli taksówek. Wszędzie jest ich pełno. Produkują niewyobrażalną ilość spalin, hałasu i zamieszania. Ale wydają się częstokroć niezastąpione. Jeśli mamy w kieszeni trochę zmiętych pesos, a o własnych nogach już dalej nie pójdziemy – zatrzymajmy się. Właściciel motoconcho rozpozna ten sygnał i  zjawi się od razu, żeby zabrać nas tam, gdzie tylko zechcemy. Czasem w  zakorkowanej polskiej stolicy marzą mi się takie osobliwe rozwiązania komunikacyjne. Tak jak marzy mi się powrót do Río San Juan. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

66 DALEKIE PODRÓŻE

SS Kolorowy sklep ze świeżymi owocami i warzywami w spokojnym Río San Juan

TROPIK DZIWNIE ZNAJOMY W tym niewielkim miasteczku leżącym na północnym wybrzeżu kraju i pogrążonym w popołudniowym letargu wyczułem niegdyś zapachy znane mi z dzieciństwa, ze wsi mojego zmarłego dziadka. Bardzo mnie to rozczuliło. W parnym tropiku, jakieś 8,5 tys. km od domu, w powietrzu wibrowało coś nieuchwytnego, lecz niesłychanie swojskiego. Na Karaibach zamiast wierzb płaczących rosną palmy królewskie czy kokosowe. Więcej w tym rejonie man-

gowców niż gruszy lub jabłoni. Przyroda i klimat są inne niż w Polsce, podobnie jak i ludzie. A jednak odnajduję tu ślady czegoś, co mocno utrwaliło mi się w pamięci i za czym tęsknię. Karaiby to kraina jakby ciągle zawieszona między jawą a snem. Nie dziwi więc fakt, że niektórzy wybitni pisarze, jak choćby Kolumbijczyk Gabriel García Márquez (1927–2014), potrafili czerpać z tej rzeczywistości inspirację do tworzenia wspaniałej, ponadczasowej literatury. W  Polsce

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

TT Río San Juan wygląda pod pewnymi względami jak polska wieś w karaibskim wydaniu

JESIEŃ–ZIMA 2018

także miewałem takie miejsca, gdzie świat wydawał się odrealniony, ale już do nich nie wrócę, do tej dziadkowej chałupy, gdzie były cztery sypialnie, każda na inną porę roku... Za to, na szczęście, mogę ponawiać wizyty w Río San Juan, które działa na mnie jak magnes i  skradło mi duszę. Zapewne to za sprawą miejscowych, którzy mówili, że w Río jest tranquilo („spokojnie”), że otacza je piękna naturaleza („przyroda”), że trzeba koniecznie pójść na kameralną plażę, gdzie przychodzą tylko Dominikań­czycy. Chodziło im o El Caletón, to cudo leżące kawałek za miasteczkiem. Zwali je pieszczotliwie la playita, całkiem trafnie, bo to rzeczywiście była plażyczka i taką pozostała – 200 m drobnego piasku, morze koloru, jaki od razu można polubić, tafla wody ledwo wzruszona i faktycznie więcej miejscowych niż obcych. Jedni odbywali sjestę, leniuchowali na leżakach stojących pod migdałowcami albo w cieniu wybujałych okazów kokkoloby gronowej (Coccoloba uvifera), zwanej tu uva de playa („winogronem plażowym”), inni jedli smakowitego kurczaka z ryżem, pili rum Brugal i piwo Presidente, schłodzone, jak Bóg przykazał. El Caletón nie zmieniła się do dzisiaj, choć wówczas było na niej zupełnie dziko – żadnego normalnego baru czy gar­kuchni, ludzie przywozili wałówkę ze sobą, siadali i  zaczynali biesiadę. Z  biegiem cza-


67

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

PRZYSTANEK W RAJU

SS Niewielka, ocieniona drzewami plaża (la playita) El Caletón w okolicy Río San Juan

su powstała wydajniejsza infrastruktura, na szczęście nieinwazyjna, a typowo karaibska, drewniana, idealna, aby zjeść pyszne ryby, owoce morza i wypić piña coladę prosto z wydrążonego ananasa, po czym wyjeść do reszty miąższ. Wciąż mam wiele powodów, żeby tutaj wracać. Zresztą najważniejszy z nich zawiera w sobie wszystkie pozostałe: po prostu Río San Juan wydaje mi się przejmująco znajome, wręcz rodzime i przenosi mnie w lata szczenięce, na dziadkową wieś, dokąd z radością jeździ-

łem, aby spędzać na niej każde wakacje. Dominikańskie siano pachnie tak samo jak polskie, a tutejsze krowy muczą jak nasze. Popołudniami siadywaliśmy z dziadkiem na ławce przed wielką chałupą i wyjadaliśmy z garnka bób, który ugotowała nam babcia. Lubiłem nadgryzać sinawą łupinę bobu, wyciskać z niej miękki środek i go zjadać. Oto Karaiby magiczne, Karaiby zwodnicze – odurzą człowieka, zakpią z niego, namieszają mu w głowie, przeniosą go w czasie i przestrzeni.

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

TT Wybrzeże w pobliżu Las Galeras, sielskiej miejscowości położonej na półwyspie Samaná

Kompletnie odurzony pozostaję też od 2006  r. atmosferą sielskiej miejscowości Las Galeras, leżącej gdzieś na skraju dominikańskiego świata, na półwyspie Samaná. Kiedyś, gdy krążyłem całymi dniami po Santo Domingo z aparatem i notesem, jedynie słyszałem (zazwyczaj od taksówkarzy pochodzących z tamtych rejonów) o tej prawdziwej tierra de coco – „ziemi kokosa”. Mówio­no mi, że to piękna okolica, wciąż dzika, bez roju turystów. Byłem zbyt blisko tej kuszącej wizji, aby ją porzucić dla spraw, które mogły poczekać. Zresztą jak dotąd z plaży, morza i słońca miałem w nadmiarze tylko słońce, prażące niemiłosiernie na stołecznych ulicach. A przecież znajdowałem się w Dominikanie, na Karaibach! Wciąż pamiętam, że ledwo zipiąca toyota pick-up (której pakę wypełniali rozgadani pasażerowie, ich bagaże oraz inwentarz w postaci nadpobudliwych kurczaków) wyhamowała niemalże w  lazurowej wodzie zatoki Rincón. W tym miejscu kończyła się droga i  kierowca zaczynał fajrant przed kolejnym kursem. Szarawy asfalt zastąpił piasek w kolorze mąki kukurydzianej. Plażę ocieniały pochyłe kokosowe palmy, targane morską bryzą. Miałem przed oczami karaibską pocztówkę, i to bez retuszu. Do dzisiaj opowiadam o tym każdemu, a komu mogę demonstruję ten cud na żywo. Gdy docieram do Las Galeras, niezmiennie ogarnia mnie szczenięcy zachwyt. Co za ulga, że człowiek czasem zapomina, jaki jest dorosły i jak wiele zjadł rozumów. Wtedy reaguje spontanicznie i nie tłumi emocji, a szczęście czyni z niego nieszkodliwego dzikusa. To malownicze pueblo nieprzerwanie przyciąga swojskością, kameralną atmosferą i spokojem. Człowiek, który pokona kilka tysięcy kilometrów, aby uciec od europejskiej ciasnoty, znajdzie tu kawałek swojego wyczekiwanego raju. Tych, których zabieram do Las Galeras, oczarowuje lokalna gościnność. Jest im tak dobrze, że nie chcą wracać… A ja czerpię z tego ogromną radość. Oczywiście, miejscowość ewoluuje. Zmiany są raczej subtelne, a nie gwałtowne, lecz zauważalne. Prowadzi tutaj już porządna droga, pojawia się coraz więcej komfortowych pensjonatów i hotelików, poza tym nie­dawno w pobliżu zbudowano stację benzynową (choć pokątny handel paliwem w butelkach po piwie Presidente kwitnie po staremu). Nie udało mi się uchować tego miejsca przed innymi, o czym na początku naiwnie marzyłem. Po prostu Las Galeras (mimo iż położone pozornie z dala od świata) jest na 

JESIEŃ–ZIMA 2018


68 DALEKIE PODRÓŻE tyle zjawiskowe, że nie mogło pozostać nie­ odkryte. Poniekąd daje jakieś wyobrażenie o raju, ze swoimi czarującymi zatoczkami, cichymi plażami i połaciami wybujałej, soczystej roślinności. A ludzie pragną takiej tropikalnej rajskości i zawsze będą jej poszukiwać…

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Dominikańczycy chętnie spędzają czas wolny, odpoczywając wspólnie na plażach

do niej zajrzeć szczególnie w porze obiadowej. Lokal ten, leżący w nieznacznym oddaleniu od głównego turystycznego deptaku El Conde, cieszy się wielką popularnością wśród miejscowych. Przyciąga pysznym, tanim (i uzależniającym!) jedzeniem z repertuaru kuchni dominikańskiej. Duże porcje nakładane są z sercem przez właścicieli. Mięso wołowe, wieprzowe czy drobiowe przyrządzane na różne sposoby wyczekuje swoich

amatorów, zawsze jest soczyste i aromatyczne. Towarzyszą mu rozmaite dodatki: maniok, gotowane i smażone platany (plátanos fritos), fasola w sosie, kawałki dojrzałego, maślanego awokado (w sezonie). Pośród świetnych zup można trafić na słynne treściwe sancocho. Kuszące i obszerne menu zmienia się częściowo każdego dnia, co sprzyja nowym odkryciom i raduje podniebienie. Warto spróbować czegoś nietypowego, jak choćby

TT Jeden z barwnych domów miejscowych w pełnej uroku miejscowości Las Galeras

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

W Dominikanie szukam również dobrych smaków, które potem próbuję odtworzyć w Polsce (co tylko połowicznie mi się udaje). Niestety, wiele z tutejszych potraw smakuje dokładnie tak, jak powinno, jedynie w konkretnym miejscu i  czasie, w  sprzyjającej atmosferze: w przyplażowym barze wymalowanym w barwy reggae, w restauracji położonej na klifie omywanym przez wody zatoki Rincón, w ulicznej garkuchni opartej na grillu skleconym ze starej beczki, w cafeterii liczącej ponad 80 lat, w jadłodajni z domowymi posiłkami, gdzie robotnicy budowlani jedzą obiad w towarzystwie biznesmenów, w otwartym od ćwierćwiecza bistro prowadzonym przez nobliwego dona, któremu kłania się całe miasteczko. Od lat powracam do tych samych punktów gastronomicznych, bo jestem pewny, że zawsze zjem w nich smacznie i nie zapłacę za tę przyjemność wygórowanej ceny. Mam swoje miejscówki w Santo Domingo, Sosúa, Río San Juan czy Las Galeras. Chętnie je zarekomenduję. Mosha jest Jamajczykiem, który od wielu lat mieszka w Republice Dominikańskiej. Przy plaży Sosúa prowadzi bar „Mosha’s Reggae Lounge”, gdzie serwuje wyśmienitego kurczaka zwanego Jamaican jerk chicken. Przyrządza go z niezwykłą pieczołowitością według oryginalnych rodzinnych receptur, z  użyciem blisko 25 różnych składników. Natarte przyprawami kawałki kurczaka są marynowane przez noc, a  następnie – co istotne i co podkreśla Mosha – dopiero po złożeniu zamówienia przez klienta piecze się je na grillu węglowym z dodatkiem drewna, co nadaje im wyrazisty dymny smak –  charakterystyczną cechę tej potrawy. Dopeł­nienie stanowi ryż po jamajsku z mlekiem kokosowym (Jamaican rice and peas) oraz świeża sałatka. Pyszne karaibskie jedzenie jest gotowane z pasją i po domowemu. Wszystkie pozycje w menu są wyśmienite i warte swojej ceny. Poza tym Mosha przygotowuje znakomite „poncze na rumie” (rum punches), które potrafią umilić oczekiwanie na danie główne. Jednym z  najważniejszych punktów na kulinarnej mapie obszaru Zona Colonial (Ciudad Colonial) w  Santo Domingo jest jadło­dajnia „Omeroliza D’Comer”. Warto

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

KULINARNE OBJAWIENIA


©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

69

SS Playa Frontón usytuowana na końcu rajskiego półwyspu Samaná, na wschód od Las Galeras

rabo encendido – pokrojonych ogonów wołowych, duszonych w smacznym, nieco pikantnym sosie. W końcu jak powiedział znany amerykański podróżnik i smakosz Andrew Zimmern (prowadzący pogramy z  telewizyjnej serii Bizarre Foods), który uwielbia czerpać przyjemność z oryginalnego jedzenia, jeśli coś wygląda dobrze, zjedz to!. Tutaj wszystko wygląda dobrze, a portfel nie zadrży przy rachunku.

„La Cafetera Colonial”, znana bardziej jako „La Cafetera”, stanowi ikonę obszaru Zona Colonial. Ta kultowa, ponad 85-letnia kawiarnia w sercu kolonialnego Santo Domingo sprawia wrażenie, jakby stała w nim od zawsze, a cała reszta wiekowych murów jest jedynie imponującą dobudówką wokół niej. To kulturalna oś historycznej dzielnicy, azyl intelektualistów, komentatorów politycznych, rozmaitych artystów,

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

TT Mieszkańcy wybrzeży Dominikany często przemieszczają się łodziami rybackimi z silnikiem

ekscentryków i turystów. Wewnątrz przeszłość scala się z teraźniejszością, a człowiek przyjezdny z tutejszym. Wchodząc tu, od razu czujemy dotyk historii, sięgającej pamiętnego 1930 r., kiedy władzę w kraju przejął Rafael Leónidas Trujillo (w praktyce utrzymał ją przez 31 lat, aż zginął w zamachu, choć urząd prezydenta sprawował w sumie jedynie lat 18) i huragan San Zenón zdewastował doszczętnie dominikańską stolicę. Wtedy też narodziła się „La Cafetera”, oczywiście, z  miłości do kawy. Założył ją hiszpański imigrant Benito Paliza. Lokal łączył w sobie cechy europejskiej kawiarni i bistra, gdzie można wpaść na dobrą kawę albo piwo i przekąsić coś, dyskutując o palących sprawach polityczno-społecznych. Miejsce służyło zarówno cyganerii czy twórcom, jak i ludziom biznesu. W czasie dyktatury konspirowali tutaj przeciwnicy Trujilla. W „La Cafeterze” wciąż czuć przyciągającą atmosferę nostalgii. Gdzieniegdzie panuje półmrok i chłód, nawiewany wiatrakami łopoczącymi na suficie. Kunsztowny szyld, jakby żywcem wyjęty z innej epoki, przylgnął do ściany nad wejściem niczym wielki, brązowy gekon. W środku znajduje się wąskie przejście, wysokie sklepienie, a na tyłach – kameralna wnęka z kilkoma stolikami. Centrum stanowi masywny i długi kontuar z rzędem taboretów oraz niezawodna maszyneria do parzenia wybornej café dominicano. Repertuar trunków i przekąsek jest skromny, lecz sprawdzony, od lat ten sam: kawa, wedle gustu, świeże soki owocowe, grillowane kanapki na każdy apetyt i trochę wypieków, w tym przepyszne ciasto biszkoptowe. Rządzi, oczywiście, kawa oceniana przez stałych bywalców jako najlepsza na świecie. Niewiele w tym przesady. Całkiem zrozumiałe są również zachwyty spektakularnym widokiem na zatokę Rincón, jaki rozciąga się ze szczytu malowniczego klifu, gdzie powstała restauracja „El Cabito”. Do tego miejsca, oddalonego o ok. 3 km od centrum Las Galeras, można dojść piechotą ścieżką prowadzącą pośród bujnych plantacji bananowców lub podjechać moto­concho. Lokal prowadzi prze­uroczy, troszczący się o gości Hiszpan z Majorki – Tomeu. Przy­ gotowuje rewelacyjną paellę z  owocami morza, również dla większej grupy. Czekanie uprzyjemnia dobrze schłodzone, hiszpańskie białe wino. Potem na stół wjeżdża ogromna paellera wypełniona po brzegi szafranowym ryżem, krewetkami i małżami (w tym „scyzorykami” – navajas, czyli okładniczkami, nożeńcami). Niegdyś kręcono tu fragment jednego z odcinków popularnej serii 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

©© Ministerio de Turismo de República Dominicana

70 DALEKIE PODRÓŻE

SS Smażone platany w cieście podane z ryżem, maślanym awokado, fasolą w sosie i kiełbasą

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

©© Ministerio de Turismo de República Dominicana

SS Świeżo przyrządzona piña colada w ananasie

SS Pożywna zupa sancocho uważana za jedną z narodowych potraw Republiki Dominikańskiej

SS Empanadas, czyli chrupiące, smażone pierożki

podróżniczo-kulinarnej Bez rezerwacji z nieodżałowanym Anthonym Bourdainem (tragicznie zmarłym na początku czerwca 2018 r.). W „El Cabito” warto zgrzeszyć nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu, choć tanio nie będzie. Zazwyczaj restauracja nadaje się najlepiej na kulinarną rozpustę wieńczącą pobyt na przepięknym półwyspie Samaná. Za to miejscem, które nie wyróżnia się niczym specjalnym, jest „Comedor Rossy” przy głównej ulicy w Las Galeras. Mamy tutaj wiatę, pod nią kilka stołów nakrytych bordowymi obrusami, plastikowe krzesła, żwirek zamiast litej posadzki, naturalną klimatyzację i tablicę z nazwami kilku dań. Jeden z gości oblizuje palce po brunatnym sosie z duszonego kurczaka, drugi miesza fasolę z ryżem na talerzu i pałaszuje radośnie, inny uruchamia motocykl, trzymając w dłoni styropianowe pudełka z obiadem na wynos. To w zasadzie typowa dominikańska jadłodajnia jak setki innych w kraju. Żadnych fajerwerków. I właśnie to jest jej siłą, ta zwyczaj-

Carmen prowadzą lokal, w którym serwują najlepsze empanadas (smażone przekąski w kształcie nieco większych pierogów) w zasięgu wielu kilometrów. Już podczas pierwszej wizyty rozpoznaje się w nim galaktyki smaków dzięki przebogatemu wyborowi różnego rodzaju nadzienia: ryba, kalmar, langusta, krab, kurczak, wieprzowina, wołowina, ser, warzywa oraz wyśmienite połączenia tychże farszów. Do tego można zamówić świeże soki. Jest tak pysznie, że człowiek zje tutaj dwie empanadas na śniadanie i wróci na obiad, choćby po to, aby skosztować potrawki z krabów. Następnego dnia rytuał powtórzy. Oto magia tego miejsca. Zresztą ten czar, ta różnorodność i wszelaka obfitość znakomicie określają Dominikanę, definiują jej charakter i przyciągają przybysza, który ani ciałem, ani duchem nie może się od niej uwolnić, czego sam jestem najlepszym przykładem. Pragnę tu wracać, do tych dominikańskich rozmaitości, po kolejne porcje zauroczeń… 

JESIEŃ–ZIMA 2018

na nie­zwyczajność. Można przemknąć obok, nie zauważyć jej i… stracić szansę na to, że stanie się naszą ulubioną miejscówką. Właścicielka „Comedor Rossy” z ekipą gwarantują domową atmosferę i dobre jedzenie. Najlepsze są świeże ryby a la plancha, czyli grillowane na beczkowym grillu tuż przed podaniem: soczyste, aromatyczne, pełne smaku, serwowane z dodatkami – ryżem, smażonymi bananami i  fasolką w  sosie (która smakuje wszędzie w  Dominikanie tak samo, jakby istniała jakaś jedyna, uniwersalna receptura!). Obok talerza pojawia się oczywiście lodowate piwo Presidente albo orzeźwiający sok naturalny z różnych dostępnych owoców (ananasa, papai, guawy, limonki). „Comedor Rossy” potrafi człowieka nakarmić i sprawić, aby tu wrócił. Z kolei w Río San Juan za kultowy punkt na mapie kulinarnej uchodzi licząca sobie ponad ćwierć wieku „La Casona”. Jej właściciel, Freddy Casona, jest w  miasteczku postacią znaną i szanowaną. Wraz z żoną


72 DALEKIE PODRÓŻE

Jamajski kalejdoskop IZABELA RUTKOWSKA www.podroznosci.com

« „Jamaica no problem!” – to zdanie usłyszymy prawdopodobnie jako pierwsze po wyjściu z lotniska na wyspie. Ten zamieszkany przez roztańczonych, uśmiechniętych i radosnych ludzi kraj zachwyca turystów na każdym kroku. Dlatego warto go uwzględnić przy robieniu planów urlopowych. »

Z

różnicowana krajobrazowo i kulturowo Jamajka leży na Morzu Karaibskim (w archipelagu Wielkich Antyli). Jej terytorium o powierzchni 10 991 tys. km2 zamieszkuje ok. 2,9 mln ludzi. Szacuje się, że mniej więcej 2 mln Jamajczyków żyje poza granicami kraju, głównie w Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie. Najwyższy szczyt wyspy to Blue Mountain Peak w paśmie Gór Błękitnych (wznosi się na 2256 m n.p.m.). Na Jamajce spotkamy sprowadzone przez kolonistów wszechobecne mangusty oraz gekony, a na wzgórzach Hellshire (Hellshire Hills) – endemiczne legwany Cyclura collie (Jamaican iguana). Największym z  tutej-

JESIEŃ–ZIMA 2018

szych gadów jest krokodyl amerykański, który żyje jedynie w regionie rzeki Czarnej (Black River) i kilku innych miejscach. Poza tym to prawdziwy ptasi raj. Występuje tu ok. 325 gatunków ptaków, z czego 28 endemicznych. Jednym z symboli wyspy jest koliber czarnogłowy. Przy odrobinie szczęścia można go nawet spotkać. Niesamowite i łagodne manaty pojawiające się w okolicy południowego wybrzeża stały się powodem snucia przez marynarzy legend o syrenach. Średnia roczna temperatura powietrza na nizinach oscyluje między 25 a  30°C, a w wyższych partiach górskich wynosi od 15 do  22°C. Dzięki łagodnemu klimatowi Jamaj­ka to turystyczny raj na ziemi.

ETIOPSKIE KORZENIE Tutaj wszystko jest no problem, nawet jeśli ktoś ma przy sobie marihuanę. Według przepisów z 25 lutego 2015 r. dopuszcza się co prawda posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i pięciu sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, lecz za większą ilość nadal grozi kara więzienia. Zapach marihuany unosi się w wielu miejscach. O tym, że to w 100 proc. dar natury i dlatego trzeba jej używać, dowiemy się w wiosce Rasta w okolicy Montego Bay. Warto ją odwiedzić, ponieważ dziś wcale nie tak łatwo spotkać prawdziwego rastafarianina, kojarzonego z charakterystycznym beretem w kolorach


©© CHUKKA/www.chukka.com

73

SS Przejażdżka konna w wodach Morza Karaibskiego

SS Charakterystyczny rastafarianin noszący dredy

TT Ukryta wśród zieleni willa w Górach Błękitnych

©© Jamaica Tourist Board

©© Jamaica Tourist Board

WW Wycieczka bambusową tratwą po rzece Martha Brae

©© Jamaica Tourist Board

żółtym, czerwonym i zielonym i długimi po pas dredami. Rastafari to ruch społeczno-religijny, silnie zakorzeniony w kulturze Jamajki. Rozwinął się w latach 30. XX w. i rozpowszechnił w świecie, czemu sprzyjała coraz liczniejsza emigracja Jamajczyków. Rastafarianie wierzą w  nauki ostatniego cesarza Etiopii Hajle Syllasje I (1892–1975), którego uważają za mesjasza, wcielenie Jaha, czyli Boga. Są przekonani, że pochodzą właśnie od przedstawicieli czystej czarnej rasy, prawdziwych potomków biblijnego króla Dawida. Kolorystyka rastafari nawiązuje do trzech kolorów etiopskiej flagi: zielonego, żółtego i  czerwonego. Dniem świętym dla rastafarian jest sobota,

JESIEŃ–ZIMA 2018


74 DALEKIE PODRÓŻE którą celebrują tańcem, muzyką i śpiewem. Wizy­ta w Rasta będzie z pewnością nie­ zapomnianym przeżyciem.

W bajkowej okolicy kurortu Montego Bay warto wybrać się na spływ bambusową tratwą. Jamajski flisak z dredami i uśmiechem na twarzy opowie nam o najciekawszych momentach w historii wyspy. Można też zdecydować się na przejażdżkę konną… w morzu. Konie nie boją się pływać, co wyspiarze postanowili wykorzystać, gdy wymyślali tę atrakcję dla turystów. Jazda na końskim grzbiecie wśród ciepłych, błękitnych fal jest niezapomnianym i na pewno jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem. Na wodach Morza Karaibskiego w pobliżu Montego Bay znajduje się poza tym kultowy „Pelican Bar”. Przy składaniu w nim wizyty łatwo się przekonać, że już sama droga może być celem, a z pewnością atrakcją. Kto dotrze łodzią do bambusowego baru, będzie rozkoszować się słońcem i widokami i popijając kolorowe drinki, obserwować pojawiające się tu często stada delfinów. Na dodatek jest to idealne miejsce na podziwianie spektakularnych wschodów i zachodów słońca.

©© Rappa Rasta Tours

RAJSKA OKOLICA

SS Aby dowiedzieć się czegoś więcej o rastafarianach, warto odwiedzić jedną z ich wiosek

Za 20 dolarów amerykańskich podczas ok. 45-minutowego spaceru zwiedzimy słynne jaskinie Green Grotto. Pojawiły się one w jednej ze scen filmu Żyj i pozwól umrzeć (1973), kiedy to najbardziej znany brytyjski agent grany przez Rogera Moore’a pokonał Dr. Kanangę (w tej roli Yaphet Kotto). Ich nazwa pochodzi od koloru alg porastających wapienne skały. Jeszcze do niedawna znajdowała się tutaj dyskoteka. To zresztą właśnie na Jamajce angielski pisarz Ian Fleming (1908–1964), autor cyklu o przygodach Jamesa Bonda, postanowił wybudować w 1946 r. swoją posiadłość GoldenEye, gdzie spędzał europejską zimę. Nieopodal rybackiej miejscowości Oracabessa napisał większość powieści o agencie 007. Jego imieniem nazwano nawet pobliskie lotnisko. Po śmierci pisarza posiadłość wykupił w 1976 r. Bob Marley. Jednak już rok później rezydencja przeszła w ręce Chrisa Blackwella, założyciela wytwórni płytowej Island Records. Dziś w GoldenEye działa luksusowy resort. Aby spędzić w nim noc, trzeba zapłacić co najmniej kilkaset dolarów amerykańskich za najtańszy pokój (ceny wahają się w zależności od sezonu). Pobliska plaża nazywa się

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Jerzy Pawleta

ŚLADAMI JAMESA BONDA

SS No problem! to popularne hasło na Jamajce

SS Zbudowane przy rajskiej plaży drewniane molo

– oczywiście – James Bond Beach. To właśnie na niej były kręcone słynne sceny z Seanem Connerym i Ursulą Andress grającymi w filmie Doktor No (1962).

zyka ska czy dancehall. Tu tańczą i śpiewają praktycznie wszyscy. W hotelu obsługa bardzo często nuci coś pod nosem. Widok podrygującej w rytm podśpiewywanej melodii sprzątaczki czy kucharki to norma. Rozśpiewane są także tutejsze kościoły. Ponad 60 proc. mieszkańców wyspy stanowią protestanci. Jamajska msza jest niczym koncert gospel. Podczas pobytu na Jamajce z pewnością warto udać się do najbliższego kościoła, żeby poczuć niezwykłą atmosferę wspólnoty oraz posłuchać fantastycznych i porywających pieśni wykonywanych na najwyższym poziomie.

POCHODZENIE WYSPIARZY Największym skarbem Jamajki są jej mieszkańcy. Jako potomkowie wielu narodów tworzą prawdziwą mozaikę kulturową. Zawsze uśmiechnięci, radośni, rozśpiewani i roztańczeni Jamajczycy potrafią zarazić optymizmem. Choć z Jamajką kojarzy się przede wszystkim reggae, nie można zapomnieć, że właśnie na niej narodziła się również mu-


©© Jamaica Tourist Board

©© GoldenEye Hotel & Resort

75

SS GoldenEye, dawna posiadłość Iana Fleminga

©© Michał Supieta

©© Rappa Rasta Tours

SS Symbolem ruchu rastafari są kolory etiopskiej flagi, czyli czerwony, żółty i zielony

Europejczycy dotarli do wyspy w trakcie drugiej wyprawy Krzysztofa Kolumba (1451–1506). Zastali na niej Tainów, którzy stanowili większość tutejszej rdzennej ludności. Zajmowali się oni głównie rolnictwem, łowiectwem, rybołówstwem i  tkactwem. Praktykowali też palenie ziół przy okazji rytuałów religijnych. To właśnie ten zwyczaj wpłynął na ukształtowanie się tradycji rytualnego palenia marihuany powszechnie kojarzonej z Jamajką. Indianie zostali całkowicie wyparci przez kolonizatorów. Tych, którzy nie zginęli z ich rąk, pokonały nieznane jak dotąd w tej części świata choroby, jak np. ospa.

SS Kultowy „Pelican Bar” znajduje się na pełnym morzu, ok. 1 km od Treasure Beach

Krzysztof Kolumb podobno wielo­ krotnie podkreślał niezwykły urok tego miejsca i uznał Jamajkę za najładniejszą z wysp Indii Zachodnich (obecnie Karaibów). Po raz pierwszy wielki odkrywca dotarł tutaj podczas swojej drugiej wyprawy w maju 1494 r. W trakcie czwartej podróży rozbił się u wybrzeży Saint Ann’s Bay (Santa Gloria), przez rok (od czerwca 1503 r. do czerwca 1504 r.) wraz z załogą próbował przetrwać wśród wrogo nastawionych do Hiszpanów rdzennych mieszkańców. Po powrocie do Hiszpanii nigdy już nie przypłynął do Nowego Świata.

Gdy zaczęło brakować rąk do pracy, hiszpańscy koloniści sprowadzili z Afryki niewolników. To właśnie oni są w dużej mierze przodkami obecnej ludności Jamajki. Na wyspie pojawiły się uprawy cytrusów, bananów i trzciny cukrowej, rozwinęła się hodowla bydła, kóz, koni, świń i kur. Niewolnicy, którym udało się zbiec w  niedostępne góry, stworzyli odrębną grupę zwaną Maronami. W 1655 r. Jamajka trafiła pod panowanie brytyjskie. Maronów długo nazywano cierniem w boku Brytyjczyków. Byli mistrzami maskowania się. Unikali otwartej walki, przygotowywali zasadzki. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


Pod osłoną nocy zakradali się na plantacje i plądrowali je. Pierwsza wojna Maronów, która wybuchła ok. 1728 r., zakończyła się podpisaniem traktatów pokojowych w latach 1739–1740, na mocy których otrzymali oni autonomię w okolicach miejscowości: Cudjoe’s Town (Trelawny Town), Crawford’s Town (zniszczonej w połowie XVIII stulecia), Accompong, Moore Town (wcześniej znanej jako New Nanny Town), Scott’s Hall i Charles Town. To właśnie na pamiątkę tego wydarzenia odbywa się słynny Accompong Maroon Festival. Maronowie dostali ziemię w górzystej części zachodniej Jamajki, która do dziś należy do ich potomków. Miejscowi zajmują się uprawą roślin i rękodziełem. Ani ziemia, ani żadna działalność generująca dochód nie podlega tu opodatkowaniu. Co trzy, cztery lata Maronowie wybierają swojego lidera, tzw. colonela. Jeśli chcemy przeżyć coś naprawdę wyjątkowego, powinniśmy koniecznie udać się do Accompong.

©© Jamaica Tourist Board

76 DALEKIE PODRÓŻE

SS Dla Jamajczyków ruch turystyczny bywa często najważniejszym źródłem dochodów

Ukształtowanie terenu i liczne rzeki sprzyjają powstawaniu na wyspie wodospadów. Jest ich mnóstwo. Gęsty, zielony las tropikalny potęguje wrażenie wizyty w  Parku Jurajskim. Do najsłynniejszych i z pewnością najbardziej malowniczych wodospadów należą YS Falls. Znajdują się w południowo-zachodniej części Jamajki, a  otacza je przepiękna roślinność. Wodospadów jest siedem, woda spływa z nich do urokliwych naturalnych basenów. Warto je pokonać pieszo. Spacer po śliskich skałach to nie lada wyczyn i  atrakcja. W  każdym momencie możemy liczyć na pomoc wykwalifikowanej obsługi. Ogromną frajdę z odwiedzin w tym miejscu mają również osoby nie potrafiące pływać i dzieci. Mogą korzystać z bezpieczniejszych basenów naturalnie zasilanych wodą m.in. z podziemnych źródeł. Podobną atrakcję stanowią też wodospady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls) nieopodal kurortu Ocho Rios, które mają ok. 55 m wysokości i 180 m długości! Prosto spod szumiących kaskad można wybiec na plażę, aby zanurzyć się w ciepłym Morzu Karaibskim. W okolicy Ocho Rios warto odwiedzić także Blue Hole, zwaną przez wielu ukrytym skarbem Jamajki. Ten magiczny wodospad i wypełnione błękitnoturkusową wodą naturalne baseny znajdują się w odległości mniej więcej 25 minut jazdy samochodem od centrum miejscowości, w gęstwinie leśnej. To idealne miejsce do kąpieli i skoków na główkę. Można w nim uciec od zgiełku zatłoczonych kurortów.

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Rappa Rasta Tours

WODOSPADY I SPORT

SS Moore Town (dawniej New Nanny Town), osada Maronów założona w 1740 r. w Górach Błękitnych

W sąsiedztwie Ocho Rios wznosi się Mystic Mountain. Jej porośnięte bujnym lasem deszczowym zbocza przyciągają osoby lubiące dreszczyk emocji. Chętni mogą tu zjechać tyrolką (Canopy Zip Line) czy udać się wyciągiem krzesełkowym na punkt widokowy. Kultową atrakcję stanowi tor bobslejowy (o długości 1 km), na którym przez cały rok można poczuć się niczym jeden z członków drużyny narodowej biorącej udział w konkurencjach bobslejowych na XV Zimo­wych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary w Kanadzie. Ich historia stała się inspiracją do nakręcenia amerykańskiego filmu familijnego Reggae na lodzie (1993). Jamajska drużyna mimo nie najlepszego wyniku pod

wieloma względami była wygranym tych zawodów. Zdobyła sobie ogromną sympatię kibiców na całym świecie. Uprawianie sportu to często na wyspie przepustka do sławy i bogactwa. Jamajczycy kochają lekkoatletykę, piłkę nożną, koszykówkę, netball (głównie kobiety) czy krykieta. Ta ostatnia dyscyplina jest spuścizną po Brytyjczykach. Opowieścią o dzieciach z odległych wiosek biegających do szkoły, żeby zdążyć na lekcje, tłumaczy się czasem wybitne rezultaty jamajskich sprinterów. Obecnie za najszybszych ludzi na świecie uważa się Usaina Bolta, który zakończył karierę po Mistrzostwach Świata w Lekko­ atletyce 2017 w Londynie, ale nadal jest re-


77 Okolice kurortu należy polecić przede wszystkim amatorom nurkowania, ponieważ właśnie u zachodnich brzegów Jamajki znajduje się najlepiej zachowana rafa koralowa w rejonie wyspy. W przejrzystych wodach Morza Karaibskiego można podziwiać niezwykłe bogactwo podwodnego królestwa. U jamajskich wybrzeży natkniemy się m.in. na homary, mureny, ośmiornice, rekiny wąsate, barakudy, lucjany, makrele, płaszczki, żółwie morskie, manaty karaibskie, papugoryby, skrzydlice, delfiny czy kraby i wiele innych gatunków zwierząt.

©© Rappa Rasta Tours

TRZCINOWE IMPERIUM

SS Blue Hole, spadająca z wodospadu woda wypełnia naturalny basen przybierający kolor turkusu

kordzistą naszego globu w sprincie na dystansie 100 i 200 m, Asafę Powella i Yohana Blake’a. Do sukcesu piłkarek z Jamajki przyczyniła się córka legendy reggae, Cedella Marley (urodzona 23 sierpnia 1967 r.), która zarządza rodzinną fundacją i kieruje wytwórnią płytową Tuff Gong. Dzięki jej wsparciu kobieca drużyna narodowa Reggae Girlz zakwalifikowała się po raz pierwszy w historii do finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Kobiet 2019 we Francji. Do Cedelli Marley należy również kilka linii ubrań, w tym Catch a Fire, która nazwą nawiązuje do tytułu płyty jej ojca. To właśnie ona przygotowała stroje dla jamajskich lekkoatletów na XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 r.

PROSTO DO MORZA W tym malowniczym kraju warto wybrać się na zachodni jego kraniec, do Negril. Dziś miejscowość ta uchodzi za kolejny znany, luksusowy kurort. Na wysuniętym w morze cyplu znajduje się latarnia morska z 1894 r., do której wchodzi się pod okiem jej opiekuna. To właśnie w Negril, na wysokim urwisku brzegowym, działa od kwietnia 1974 r. kultowa knajpka „Rick’s Cafe”. Z rozległego, piętrowego tarasu możemy podziwiać śmiałków skaczących z 40-metrowego klifu do wody. Te skoki ze specjalnie przygotowanej platformy stały się symbolem miejscowości. Dla odwiedzających to miejsce turystów są zapierającym dech w piersiach widowiskiem.

Za czasów brytyjskich Jamajka stała się jednym z największych na świecie eksporterów trzciny cukrowej. Jak grzyby po deszczu wyrastały też na niej kolejne plantacje tytoniu, indygowców, kakaowców. Jednak to uprawa trzciny cukrowej przyniosła kolonizatorom ogromne zyski. Lokalni farmerzy zostali wyparci przez bogatych plantatorów, których stać było na utrzymanie licznych niewolników. Cukier i rum okazały się żyłą złota dla przybyszy z Europy. Co ciekawe, do początku XIX w. cukier produkowano powszechnie jedynie z trzciny cukrowej. Sytuacja zmieniła się dopiero podczas wojen napoleońskich, kiedy Napoleon Bonaparte wprowadził blokadę kontynentalną na handel z Brytyjczykami w listopadzie 1806 r. Warto nadmienić, że pierwsza na świecie fabryka produkująca cukier z buraków cukrowych powstała w latach 1801–1802 we wsi Konary koło Wołowa na Dolnym Śląsku, wtedy znajdującej się w granicach Prus. W tym okresie jednym z ważniejszych portów Jamajki było założone w 1769 r. miasto Falmouth, skąd w górę rzeki transportowano europejskie towary. Okolicę otaczają naturalne laguny. Śródlądowymi wodami z głębi wyspy przypływały do portu mniejszymi statkami cukier, rum i inne jamajskie skarby. Dziś zabytkowe miasto jest znane przede wszystkim z innego powodu. To jedno z kilku miejsc na naszym globie, gdzie występuje tak silne zjawisko bio­­luminescencji. Luminous Lagoon świeci się intensywnie nocą. Miliony mikro­organizmów rozwijających się w tutejszej słonej, płytkiej i ciepłej wodzie (tzw. Glistening Waters) robią piorunujące wrażenie. Wspomniany rum jest do dziś narodowym trunkiem Jamajczyków. Powstaje ze sfermentowanego soku z trzciny cukrowej, jego koncentratu lub melasy. Im dłużej leżakuje w dębowych beczkach, tym staje się ciemniejszy, szlachetniejszy i droższy. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Unique Vacations, Ltd.

78 DALEKIE PODRÓŻE

©© Unique Vacations, Ltd.

SS Do basenów utworzonych przez piękne wodospady na rzece Dunn można skakać z lin

SS Tor bobslejowy znajdujący się w kompleksie Rainforest Adventures Mystic Mountain

Za najcenniejszy uchodzi tzw. rum czarny. Narodowy jamajski trunek należy nie­wątpliwie do produktów, które warto przywieźć z wyspy jako pamiątkę. Najlepiej odwiedzić tu

Maggotty). Najbardziej znanymi markami, oczywiście poza najstarszą z nich Appleton Estate, są White Lightning, Asmussen czy lepszy gatunkowo Wray & Nephew.

jedną z destylarni, które znajdują się niemal zawsze przy większych plantacjach trzciny cukrowej (np. słynną, założoną już w 1749 r. Appleton Estate koło miejscowości

ZAPACH KAWY

©© Glistening Waters Hotel & Attraction

TT Nocą w wodach Luminous Lagoon zaobserwujemy niezwykłe zjawisko bioluminescencji

JESIEŃ–ZIMA 2018

Inny jamajski trunek stanowi słynny likier kawowy Tia Maria. Jego historia sięga połowy XVII stulecia. Legenda mówi, że kiedy piękna i młoda hiszpańska arystokratka uciekała z Jamajki przed zawieruchą kolonialnej wojny z Brytyjczykami, jej służąca uratowała rodzinny skarb, małą szkatułkę z kolczykami z czarnymi perłami i starym rękopisem z przepisem na ten tajemniczy likier. To właśnie na cześć tej odważnej kobiety nadano mu nazwę Tia Maria, co oznacza ciocię Marię. Ten wyśmienity trunek produkuje się z tutejszych ziaren kawowych i rumu oraz wanilii z Madagaskaru i cukru. Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie. Sami mieszkańcy zwykle jej nie piją, głównie ze względów finansowych.


79 farian. Właśnie Blue Mountains zainspirowały Boba Marleya do napisania przeboju Natural Mystic.

©© Michał Supieta

NIE TYLKO MUZYK

SS Leżące we wschodniej części Jamajki Góry Błękitne porastają gęste tropikalne lasy

Picie kawy nie należy też do ich zwyczajów. Najsłynniejsze plantacje kawowców znajdują się w trudniej dostępnych Górach Błękitnych (Blue Mountains) na obszarze jedynie 7 tys. ha, na wysokości między 910  a  1700  m  n.p.m. Terenów upraw nie wolno powiększać. Krzewy rosną na bardzo stromych i zamglonych zboczach górskich. Jamaica Blue Mountain Coffee ma nie­zapomniany zapach i intensywny smak.

Najlepiej spróbować jej na jednej z plantacji ukrytych między zielonymi stokami Gór Błękitnych. Widoki w regionie Blue Mountains zapierają dech w piersiach. Za każdym zakrętem górskiej drogi pojawiają się jeszcze piękniejsze pejzaże. Wizyta w górach wznoszących się we wschodniej części wyspy to również idealna okazja, żeby przyjrzeć się życiu jamajskich farmerów lub odwiedzić kolejną, bardziej niedostępną wioskę rasta-

Robert Nesta Marley (1945–1981) był największym popularyzatorem reggae, muzyki ludu, która narodziła się na podwórkach slumsów w Kingston, stolicy kraju. Grając i tańcząc, ludzie łączyli się z duchami Afryki i czuli się wolni, kiedy wokół coraz bardziej odczuwalne stawały się napięcia społeczne będące konsekwencją nasilającego się konfliktu politycznego. Bob Marley był dzieckiem młodziutkiej Sidilli Malcolm (1926–2008) i oficera brytyjskiej marynarki wojennej i nadzorcy plantacji Norvala Marleya, który widział syna dwa razy (zmarł na atak serca w  1955  r. w wieku 70 lat). Urodził się w małej wiosce Nine Mile w regionie Saint Ann. Warto odwiedzić jego rodzinny dom, w  którym urządzone zostało muzeum. Oprowadzają po nim przewodnicy opowiadający w charakterystycznej jamajskiej odmianie języka angielskiego o życiu króla reggae. Zwiedzanie przerywane jest najsłynniejszymi piosenkami muzyka. To najlepsze miejsce, żeby posłuchać takich przebojów jak Could You Be Loved, Exodus, Get Up, Stand Up, I Shot the Sheriff, Is This Love, No Woman, No Cry, One Love, Redemption Song czy Stir It Up. Za wysoką bramą znajduje się mauzoleum Boba Marleya, gdzie rastafarianie składają mu hołd, paląc święte zioło. Król reggae jeszcze za życia stał się legendą. W  grudniu 1976 r. po nieudanym zamachu w jego domu wystąpił na koncercie Smile Jamaica. Na koncercie One Love Peace w kwietniu 1978 r. w Kingston, kiedy to w wyniku nasilających się protestów społecznych i wojny gangów kraj stanął na krawędzi wojny domowej, Bob Marley w symbolicznym geście połączył nad głową dłonie skonfliktowanych polityków przeciwnych partii Michaela Manleya i Edwarda Seagi. 

Rappa Rasta Tours explore the real jamaica on the natural rasta way

JESIEŃ–ZIMA 2018 WWW.RappaRastaTours.com FB RappaRastaTours


80 DALEKIE PODRÓŻE Sumfest w Montego Bay przybywa co roku ponad ćwierć miliona fanów z całego świata. Najbliższa jego edycja odbędzie się w dniach 14–20 lipca 2019 r. To obecnie największy na świecie festiwal muzyki reggae.

©© wikipedia.com/Enrospr

Muzyk zmarł 11 maja 1981 r. w szpitalu w Miami w Stanach Zjednoczonych w wieku zaledwie 36 lat. Przegrał długą i bolesną walkę z czerniakiem złośliwym. Jego ciało zostało wystawione na 35-tysięcznym sta-

©© Jamaica Tourist Board

SS Mauzoleum Boba Marleya urządzone obok jego rodzinnego domu w wiosce Nine Mile

SS Zrobiony z metalowej beczki grill do przygotowywania m.in. mięs w marynacie jerk

dionie narodowym (Independence Park) w Kingston z Biblią otwartą na Psalmie 23 (nazywanym pasterskim, zaczynającym się od słów Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego) i  czerwoną gitarą elektryczną Gibson Les Paul. Kondukt pogrzebowy wyruszył z jamajskiej stolicy i pokonał ok. 90 km w drodze do Nine Mile. Żona Rita wraz z dziećmi uczciła Boba Marleya jego piosenkami. Pośmiertnie (w marcu 1994 r.) uhonorowano go w muzeum Rock and Roll Hall of Fame w Cleveland w USA. Na widowiskowy letni festiwal Red Stripe Reggae

JESIEŃ–ZIMA 2018

ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM Rastafarianie, którzy z założenia unikają mięsa, mieli także wpływ na jamajską kuchnię. Wyspiarze są miłośnikami mięsnych potraw z grilla, jednak wegetarianie też znajdą tu szeroki wybór dań. W kulinariach Jamajki można dostrzec przede wszystkim wpływy afrykańskie i brytyjskie, ale również hiszpańskie, irlandzkie, chińskie, kreolskie czy hinduskie. Te ostatnie przejawiają się np. w stosowaniu mieszanek curry w wielu przepisach. Symbolem kuchni jamajskiej jest charakterystyczna marynata jerk. W jej

skład wchodzą m.in. ziele angielskie (owoce korzennika lekarskiego, drzewa pimentowego), papryka scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), tymianek, zewnętrzna skórka gałki muszkatołowej, cebula i czosnek. Jerk to także sposób przyrządzania mięsa. Tradycja ta sięga jeszcze czasów rdzennych mieszkańców wyspy, którą kontynuowali Maronowie. Duże płaty mięsa nacierali chili i miejscowymi ziołami, a następnie piekli nad ogniem. Był to doskonały sposób utrzymywania świeżości. Dziś nazwą jerk określa się też typ grilla, często domowej konstrukcji, który można ujrzeć na Jamajce niemal na każdym rogu. Bardzo popularna jest tutaj koźlina, serwowana na wiele sposobów np. z curry lub grillowanymi owocami i warzywami. W prawie każdej potrawie znajdziemy duże ilości małej, zielonej cebulki, w której lubują się mieszkańcy tej karaibskiej wyspy. Często używa się również ziela angielskiego, imbiru czy tymianku. Gałązkami korzennika lekarskiego opalane są grille, co nadaje daniom dodatkowe walory smakowe. Nie sposób nie wspomnieć też o ackee. Owoc bligii pospolitej, w postaci surowej trujący, stanowi nieodłączny dodatek do solonej ryby (ackee and saltfish uchodzi za narodową potrawę). Roślina ta pochodzi z zachodniego wybrzeża Afryki. Podczas kulinarnych poszukiwań na Jamajce spotkamy się z pewnością z daniem callaloo. Jamajczycy określają tą nazwą szarłat (amarantus). Potrawka ta wyglądem i smakiem przypomina nieco gotowany szpinak. Dodaje się do niej na ogół, oprócz liści amarantusa, okrę (piżmiana jadalnego), sól, cebulę, pomidory, czosnek, paprykę scotch bonnet, miejscowe przyprawy i duże ilości pysznych, świeżych krewetek lub soloną rybę. Na Jamajce warto zaopatrzyć się w ostre sosy, z których również słynie ten rozśpiewany i roztańczony kraj. Błogi wypoczynek na tej karaibskiej wyspie to marzenie wielu osób. Nie ma w tym nic dziwnego, bo znajdziemy na niej jedne z  najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie. Jamajka jest prawdziwym rajem dla miłośników sportów wodnych, ludzi kochających smaczną i zdrową kuchnię, dziewiczą naturę oraz muzykę i taniec. Wśród licznych hoteli o  rozmaitym standardzie każdy wybierze z pewnością coś dla siebie. Na wyspę uruchomiono poza tym bardzo korzystne cenowo połączenia czarterowe (Warszawa – Montego Bay, już od 1699 złotych w obie strony!). Jamajka to zdecydowanie jedno z tych pasjonujących miejsc, do których wciąż chce się wracać. 


82 DALEKIE PODRÓŻE

Niezapomniana

Kuba LESZEK NAROWSKI

TT Cygara to nieodłączna część kubańskiej kultury

©© Cuba Tourist Board

TT Pełna wrażeń przejażdżka starym, amerykańskim samochodem po stolicy Kuby

JESIEŃ–ZIMA 2018


83

« Kuba to niezwykła wyspa na Karaibach. Nie bez przyczyny już hiszpańscy kolonizatorzy nazywali ją perłą Karaibów. Za sprawą bogatej historii, bujnej, tropikalnej przyrody, gorącego klimatu, wspaniałej architektury i przede wszystkim pogodnych, otwartych, gościnnych i pełnych ciepła mieszkańców tego kraju wizyta w nim jest niezapomnianym przeżyciem. »

J

©© LESZEK NAROWSKI

ednak Kuba ma również swoje wiadome problemy natury ekonomicznej i finansowej. Na tę sytuację wpływa m.in. opisywana ostatnio szeroko w mediach amerykańska blokada gospodarcza, finansowa i handlowa wyspy, utrzymywana już od ponad pół wieku (ustanowiona oficjalnie 7 lutego 1962 r., za prezydentury Johna F. Kennedy’ego). Potępia ją od dłuższego czasu Zgromadzenie Ogólne ONZ, które popiera rezolucje domagające się zniesienia embarga wobec Kuby. Zagraniczni turyści nie odczuwają jednak tych kłopotów, z jakimi Kubańczycy borykają się na co dzień. Obsługa ruchu turystycznego jest zorganizowana w taki sposób, aby wszyscy goście mieli okazję spędzić wspaniałe, beztroskie wakacje na pełnej kolorów i radosnej muzyki karaibskiej wyspie.

SS Widok z Palacio de Valle na zatokę Cienfuegos

Bardzo trudno pojechać na Kubę bez wcześniejszych wyobrażeń o tym miejscu. Jednak po wizycie tutaj jej obraz staje się o wiele ciekawszy i bardziej różnorodny. Słodki rum, aromat najlepszych na świecie cygar, dźwięk bębnów, tętniące życiem kluby nocne, wieczory z salsą, muzyka dobiegająca niemal zewsząd i  bajeczne plaże nie pozwalają pozostać obojętnym na urok tej magicznej wyspy.

©© LESZEK NAROWSKI

KRÓTKI RYS HISTORYCZNY Nie sposób zrozumieć Kubańczyków i wielu sytuacji, z którymi zetkniemy się podczas zwiedzania miejsc wewnątrz Kuby, bez znajomości chociaż podstawowych faktów z jej bogatej i burzliwej historii. Kiedy w październiku 1492 r. podczas swojej wyprawy w poszukiwaniu morskiej drogi do Indii Krzysztof Kolumb (1451–1506) dotarł do brzegów wyspy, był nią tak zachwycony, że ogłosił ją najpiękniejszą krainą na ziemi. Zapewne nie spodziewał się, że to odkrycie będzie początkiem dziejów całkiem nowego kraju. Śladem słynnego żeglarza i podróżnika podążyli hiszpańscy żołnierze i misjona-

rze. Mniej więcej 20 lat po przybyciu Krzysztofa Kolumba na podbój Kuby wyruszył konkwistador Diego Velázquez de Cuéllar (1465–1524). On i jego ludzie założyli osiem osad na wyspie: Baracoę, Bayamo, Santiago de Cuba, Trinidad, Camagüey, Sancti Spíritus, Hawanę i San Juan de los Remedios. Te historyczne miasta stanowiły oś mojej podróży po tym kraju. W pierwszej połowie XVI w. rozpoczęto sprowadzanie na Karaiby niewolników z Afryki, którzy wykorzystywani byli głównie do pracy na plantacjach, m.in. trzciny cukrowej. Z czasem Kuba stała się głównym producentem cukru i jednym z najlepiej rozwiniętych miejsc w regionie. W XIX stuleciu zaczęły formować się ruchy niepodległościowe. Ich największym symbolem i  bohaterem został kubański intelektualista, poeta, pisarz i polityk José Martí (1853–1895). W 1868 r. wybuchło antykolonialne powstanie, które zapoczątkowało wojnę dziesięcioletnią na Kubie zakończoną porażką rebeliantów. W grudniu 1898 r. Stany Zjednoczone w wyniku konfliktu z Hiszpanią uzyskały całkowitą kontrolę nad wyspą. Okupowały ją do 1902 r., kiedy to 20 maja kraj ogłosił niepodległość. Jednak Amerykanie zapewnili sobie prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy nowego państwa i utworzenia bazy wojskowej koło miasta Guantánamo (istniejącej od 1903 r.). W lipcu 1953 r. młodzi partyzanci Fidela Castro (1926–2016) zaatakowali koszary wojskowe Moncada (Cuartel Moncada) w  Santiago de Cuba, co uznano później za początek ruchu rewolucyjnego. W grudniu 1958 r. Ernesto Che Guevara (1928–1967) wygrał kluczową bitwę z siłami rządowymi pod miastem Santa Clara. W wyniku tego Fidel Castro wkroczył triumfalnie do Hawany, stolicy Kuby, i  na początku 1959  r. przejął władzę w kraju. Tak rozpoczął się okres rewolucji, podczas którego znacjonalizowano kluczowe przedsiębiorstwa, przeprowadzono reformę rolną oraz kampanię edukacyjną i zdrowotną, zerwano stosunki 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© LESZEK NAROWSKI

84 DALEKIE PODRÓŻE

©© LESZEK NAROWSKI

SS Kubańskie dzieci są szczęśliwe, radosne i beztroskie, po prostu cieszą się życiem

SS Kultowe krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. dumnie przemierzające ulice Kuby

SS Katedra z XVI stulecia w Santiago de Cuba

dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi i nawiązano współpracę gospodarczą i wojskową ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Po upadku ZSRR w grudniu 1991 r. karaibskie państwo nie mogło już liczyć na pomoc swojego sojusznika. Przemysł zaczął podupadać, brakowało wielu kluczowych dóbr, m.in. żywności i paliw. Kuba zmuszona była otworzyć się na turystykę, co wcześniej czyniła dość niechętnie.

Velázquez, dzisiaj muzeum sztuki kolonialnej (Museo de Ambiente Histórico Cubano). Ta kamienna budowla z XVI stulecia przyciąga uwagę eleganckimi, drewnianymi balkonami w arabskim stylu i ogromnymi okiennicami. Mieszkał w niej i urzędował wspomniany wcześniej pierwszy gubernator Kuby Diego Velázquez de Cuéllar. Szczególne miejsce na mapie Santiago, które uznano za bastion ruchu niepodległościowego, stanowi Cementerio Santa Ifigenia. Na tym otwartym w 1868 r. cmentarzu pochowani są sławni i zasłużeni Kubańczycy. Najokazalszy i najczęściej odwiedzany jest grobowiec Joségo Martí. W grudniu 2016 r. pod wielką skałą złożono tutaj prochy Fidela Castro. Na wschód od najstarszej części miasta znajduje się jedna z  najbogatszych jego dzielnic, gdzie uwagę zwraca duża bryła nowoczesnego, 5-gwiazdkowego hotelu Meliã Santiago de Cuba. To najlepszy – moim zdaniem – obiekt hotelowy na Kubie, w którym miałem okazję nocować podczas tego-

SANTIAGO DE CUBA Pierwszą kubańską stolicą (1515–1556) stało się Santiago de Cuba. Jest przepięknie położone u stóp pasma Sierra Maestra otaczającego je niemal ze wszystkich stron. Znajduje się nad wcinającą się ostro w głąb lądu zatoką o tej samej nazwie, usytuowaną na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju. Santiago to chyba najbardziej egzotyczny i zróżnicowany ośrodek na Kubie. Ma bardziej karaibski niż kubański charakter. Uchodzi również za kolebkę rewolucji.

JESIEŃ–ZIMA 2018

Sercem najstarszej części miasta jest Parque Céspedes: barwny, z zadbaną zielenią i autentyczną kolonialną zabudową, wśród której na kilka budowli szczególnie warto zwrócić uwagę. Nad całą okolicą góruje Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Catedral Basílica de Nuestra Señora de la Asunción). Obok katedry znajduje się Hotel Casa Granda z  1914 r. (obecnie 4-gwiazdkowy obiekt należący do sieci IBEROSTAR Hotels & Resorts), niegdyś ulubiony punkt spotkań kubańskiej elity, gdzie spędzała ona czas przy rumie i cygarach. W latach 50. XX w. zbierała się w  nim szczególna klientela: amerykańscy szpiedzy i kubańscy rebelianci. Gościem hotelu był też angielski pisarz Graham Greene (1904–1991), który opisał go w powieści kryminalnej Nasz człowiek w Hawanie (1958). Przy Parque Céspedes stoi także naj­ starsza rezydencja na wyspie i  podobno nawet w całej Ameryce Łacińskiej (powstała w  latach 1515–1530) – Casa de Diego


©© LESZEK NAROWSKI

85

rocznego zwiedzania wyspy. Na moją ocenę wpłynęły nie tylko świetny wystrój i infrastruktura, wrażenie zrobiła na mnie przede wszystkim jakość obsługi. Tutejsza restauracja oferuje szeroki wybór dań kuchni hiszpańskiej i kubańskiej. Smaku świeżych ryb i tropikalnych owoców długo nie zapomnę, poza tym jadłem w niej najlepsze awokado w swoim życiu. W pobliżu znajduje się targ, pomnik poświęcony bohaterom rewolucji i  popularny, 3-gwiazdkowy Hotel Islazul Las Américas, zbudowany w 1975 r. W okolicach Santiago warto odwiedzić malowniczo położoną hiszpańską twierdzę – Castillo del Morro (Castillo de San Pedro de la Roca), która wznosi się na wysokiej skarpie nad zatoką Santiago de Cuba, ok. 10 km na południowy zachód od centrum miasta. Ta imponująca budowla pochodząca z XVII w. zadziwia skomplikowanym układem bastionów, mostów zwodzonych, fos i schodów wykonanych z budzącą podziw dokładnością. W wilgotnych i ciemnych celach w przeszłości przetrzymywano niewolników z Afryki przeznaczonych do sprzeda-

©© LESZEK NAROWSKI

©© LESZEK NAROWSKI

SS Grób zmarłego w listopadzie 2016 r. Fidela Castro na Cmentarzu Santa Ifigenia w Santiago

SS Castillo del Morro – potężna twierdza położona malowniczo nad zatoką Santiago de Cuba

nia, a od 1775 r. – więźniów politycznych. Znajduje się tu ciekawe urządzenie służące do transportu kul z magazynu do stojącej znacznie wyżej armaty. Po zachodzie słońca co wieczór z fortecy słychać wystrzały. Gdy idzie się alejką z parkingu w kierunku twierdzy, mija się po drodze stoiska z pamiątkami i restaurację, która szczyci się wizytami słynnych gości, m.in. odwiedzinami angielskiego muzyka Paula McCartneya. Warto wstąpić do niej nie tylko ze względu na smaczne potrawy z owoców morza, ale przede wszystkim z racji rozpościerających się stąd wyjątkowo pięknych widoków na morze i fortecę.

EL COBRE Najbardziej znanym obiektem w regionie jest Basílica Santuario Nacional de Nuestra Señora de la Caridad del Cobre – sanktuarium położone ok. 20 km na zachód od Santiago de Cuba. To miejsce święte dla Kubańczyków, ale pielgrzymują do niego również mieszkańcy innych krajów Ameryki Łacińskiej.

Miasteczko El Cobre zawdzięcza swoją nazwę pierwszej kopalni miedzi na terenie obu Ameryk (działającej w latach 1544–1998), zaopatrującej fabryki amunicji. Dziś miejscowość znana jest bardziej z powodu drewnianej figurki, którą wyłowiono z morza w 1612 lub 1613 r. w zatoce Nipe na północnym wschodzie wyspy. To ok. 40-centymetrowa podobizna Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus na lewym ramieniu i  złotym krzyżem w  prawej dłoni (Virgen de la Caridad del Cobre, Nuestra Señora de la Caridad del Cobre, Caridad del Cobre lub po prostu Cachita). Według jednej z  legend figurka dryfowała przez mniej więcej 100 lat, od czasu, gdy miejscowy wódz, obdarowany nią przez jednego z konkwistadorów, wrzucił ją do morza, aby uchronić ją przed innymi, niezbyt przyjaźnie nastawionymi do chrześcijaństwa lokalnymi przywódcami. Przez wieki modlono się tu do Matki Boskiej o wsparcie, cuda i uzdrowienie. Na wniosek weteranów wojny o  niepodległość 

JESIEŃ–ZIMA 2018


SS Figura z wosku Garcíi Márqueza w muzeum w Bayamo

©© LESZEK NAROWSKI

SS Cudowna Matka Boska z sanktuarium w El Cobre

©© LESZEK NAROWSKI

©© LESZEK NAROWSKI

86 DALEKIE PODRÓŻE

SS Deptak w kolonialnym Bayamo ozdobiony różnymi współczesnymi instalacjami artystycznymi

papież Benedykt XV w maju 1916 r. ogłosił ją świętą patronką Kuby, a sanktuarium zostało uroczyście otwarte w 1926 r. Ponie­ waż kult Maryi jest powszechny, w dniu jej święta na Kubie (8 września) wśród tysięcy katolickich pielgrzymów pojawiają się także wyznawcy synkretycznej religii santería (yoruba), w której utożsamia się Matkę Boską z boginią Oszun (Oshún, Oxum, Ochun). W styczniu 1998 r. sanktuarium odwiedził papież Jan Paweł II, czym podkreślił jego duże znaczenie na mapie ośrodków maryjnych w Ameryce Łacińskiej.

BAYAMO Założone w listopadzie 1513 r. przez Diega Velázqueza de Cuéllara Bayamo miało korzystne położenie – było na tyle oddalone od morza, że nie musiało obawiać się ataków piratów, a przepływająca tu rzeka Bayamo, połączona z najdłuższą na wyspie rzeką Cauto (343 km), zapewniała sprawny transport wodny. Do dziś zachował się w nim kolonialny charakter ulic, na chętnych

JESIEŃ–ZIMA 2018

czekają tradycyjne konne dorożki, a w ostatnim czasie otwarto niewielkie muzeum figur woskowych. Miasto sławę zyskało dzięki roli, jaką odegrało w  czasie walk o  niepodległość. Szczególnie związane jest z jednym z bohaterów tego okresu – Carlosem Manuelem de Céspedesem, który urodził się w Ba­yamo w kwietniu 1819 r. W październiku 1868 r. jako pierwszy w kraju uwolnił swoich niewolników pracujących na plantacji cukru La Demajagua w  Manzanillo i  ogłosił bunt przeciwko hiszpańskim rządom na Kubie. Był to początek pierwszej wojny o niepodległość. W  Bayamo na zainteresowanie zasługuje spalony w czasie walk (jak większość miasteczka) i później odbudowany kościół – Iglesia San Salvador de Bayamo, w którym po raz pierwszy została wykonana dla powstańców poruszająca pieśń La Bayamesa skomponowana przez Perucha Figuereda (1818–1870), dzisiejszy hymn państwowy. W okolicy, na północny wschód od miasta,

leży Dos Ríos. To szczególnie czczone miejsce na Kubie. W bitwie pod Dos Ríos zginął 19 maja 1895 r. największy kubański bohater – José Martí.

GUARDALAVACA Leżąca na północnym-wschodzie Guardalavaca jest spokojną nadmorską miejscowością, wokół której powstał obszar idealny do wypoczynku i spędzania czasu na wodzie. Można tu m.in. popływać z delfinami, wybrać się na połów ryb lub rejs katamaranem. W ostatnich latach w okolicy wybudowano hotele typu all inclusive o wysokim standardzie i z nowoczesną infrastrukturą, takie jak 4-gwiazdkowe Sol Río de Luna y Mares (sieci Meliã Hotels International), Brisas Guardalavaca (należący do Hoteles Cubanacan), Memories Holguín Beach Resort (Blue Diamond Resorts), Hotel Playa Costa Verde (Gaviota Hoteles) czy wreszcie 5-gwiazdkowe IBEROSTAR Holguín (IBEROSTAR Hotels & Resorts), Hotel Playa Pesquero z serwisem klasy premium (Gaviota Hoteles) i Paradisus Río de Oro Resort & Spa (Meliã Hotels Inter-


87 Kurorty w tym rejonie naprawdę potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów. Przyciągają wyjątkowo przejrzystym morzem, wspaniałymi plażami z niezwykle białym piaskiem oraz bujną tropikalną roślinnością. Nie mają rozmachu słynnego Varadero, ale za to są spokojniejsze, bardziej malownicze i mniej oblegane, a miejsce to stanowi świetny punkt wypadowy do zwiedzania atrakcyjnej okolicy.

©© LESZEK NAROWSKI

CAMAGÜEY

SS Katamaran widziany z apartamentu należącego do Paradisus Río de Oro Resort & Spa

national). Ten ostatni jest pięknie położony, przeznaczony jedynie dla dorosłych, znajdują się w nim też liczne krystalicznie czyste baseny. Paradisus Río de Oro Resort & Spa wyróżnia się specjalną formą zakwaterowania (Royal Service) – dla gości przygotowano na prywatnym piętrze hotelowym luksuso-

we pokoje i apartamenty z ekskluzywnym wyposażeniem, fantastycznym widokiem na morze, odrębną recepcją i wykwintną restauracją. Poza tym czekają na nich również eleganckie Garden Villas z sauną, basenem, jacuzzi i bezpośrednim dostępem do plaży Las Caleticas.

Stolica prowincji Camagüey, nosząca tę samą nazwę i położona na szerokiej rolniczej równinie, została założona w lutym 1514 r. jako Santa María del Puerto del Príncipe (Puerto Príncipe). Kompletnie zniszczone przez walijskiego korsarza Henry’ego Morgana w marcu 1668 r. miasto odbudowano w formie dość ciekawego gąszczu wąskich uliczek. Ten osobliwy labirynt miał zapewne utrudnić atak potencjalnym najeźdźcom. Camagüey na tle sąsiednich stolic prowincji wyróżnia się malowniczą architekturą historycznego obszaru. Urzeka krętymi i wąskimi uliczkami leżącymi nad rzeką, domami w kolorach tęczy i pełnymi zieleni podwórkami. Miasto kojarzy się z wielkimi, ceramicznymi naczyniami (tinajones), wzorowanymi na hiszpańskich baryłkach na wino i oliwę, a wykorzystywanymi jako zbiorniki na wodę podczas okresów suszy. Naczynia te czasem są ogromne, a choć zostały często wykonane przed 100 laty, nadal służą mieszkańcom.

SANCTI SPÍRITUS

©© Cuba Tourist Board

TT Figury na Plaza del Carmen przed Kościołem Matki Boskiej z Góry Karmel w Camagüey

Swoją wyjątkową atmosferę Sancti Spíritus (stolica prowincji o tej samej nazwie) zawdzięcza być może temu, że znajduje się z dala od utartych szlaków. Jego mieszkańcy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. To kolejna z osad założonych przez Diega Velázqueza de Cuéllara (w czerwcu 1514 r.). Początki miasta były naprawdę trudne. Ze względu na atak występujących tu mrówek (tzw. carniceras) musiano zmienić nieco jego pierwotną lokalizację, następnie ośrodek został dwukrotnie spalony i złupiony przez piratów (w 1586 i 1667 r.), dlatego większość jego zabytków nie ma aż tak długiej historii. Główna atrakcją Sancti Spíritus jest piękny kościół parafialny (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo). Pierwotną budowlę wzniesiono tutaj z drewna w 1522 r. Po zniszczeniu przez piratów odbudowano ją z kamienia w 1680 r. Dzisiaj uchodzi za najstarszą świątynię na Kubie. Poza tym 

JESIEŃ–ZIMA 2018


88 DALEKIE PODRÓŻE warto przejść się po moście na rzece Yayabo, pochodzącym z pierwszej połowy XIX stulecia, który stanowi jedyną tego typu ceglaną przeprawę na wyspie zachowaną z czasów kolonialnych. Kościół i most są obiektami zaliczonymi do dziedzictwa narodowego Kuby (Monumento Nacional de Cuba).

Jednym z najcenniejszych klejnotów w kraju jest wpisany w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO zabytkowy Trinidad (razem z pobliską Doliną Cukrowni – Valle de los Ingenios). Zarówno kolonialna architektura historycznego centrum, jak i atmosfera tego miejsca potrafią zachwycić. Dlatego miasto często służy jako plan filmowy lub tło do zdjęć. Nie jest jednak skansenem, jego mieszkańcy prowadzą normalne życie. Trinidad słynie z doskonale zachowanych, pastelowych zabudowań krytych czerwoną dachówką, brukowanych uliczek, mahoniowych balustrad, dużych, drewnianych bram, a także wspaniałych muzeów. Dobry stan swojej oryginalnej architektury miasto zawdzięcza temu, że historia wyjątkowo łagodnie się z nim obeszła. Kiedy piraci łupili w XVI i XVII w. położoną ok. 60 km na wschód stolicę prowincji Sancti Spíritus, Trinidad pozostawili nietknięty. W tym czasie bogacił się on na dochodowym handlu niewolnikami i przede wszystkim produkcji cukru. W XVII i XVIII stuleciu mieszkali tu zamorscy piraci (holenderscy, brytyjscy i francuscy), mile widziani przez tych mieszkańców Trinidadu (trinitarios), którzy dzięki nim zarabiali na kontrabandzie. Sercem historycznego centrum miasta jest Plaza Mayor. Przy tym malowniczo położonym placu znajduje się większość ważnych budynków, galerii i muzeów. Te ostatnie mieszczą się w eleganckich rezydencjach z pięknymi balkonami (Galería de Arte Universal Benito Ortiz w Casa Ortiz z początku XIX w., Museo de Arquitectura w Casa Azul, Museo Romántico w Palacio Brunet). Nad okolicą góruje Iglesia Mayor Santísima Trinidad (Iglesia de la Santísima Trinidad) z XIX stulecia (wznoszona przez 75  lat, od  1817 do 1892 r.), jeden z największych zabytków architektury sakralnej na  Kubie i  jedyny z konstrukcją pięcionawową. Umieszczona w świątyni figura Chrystusa (Señor de la Vera Cruz, Cristo de la Veracruz) pierwotnie miała trafić do Meksyku. Jezus z tutejszego kościoła jest do dziś patronem Trinidadu. Nieopodal, przy Calle Real del Jigüe, tawerna „La Canchánchara” zaprasza na doskonały koktajl przygotowywany na bazie

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Cuba Tourist Board

TRINIDAD

SS Plaza Mayor w Trinidadzie – w tle dzwonnica Klasztoru św. Franciszka z Asyżu

SS Parque José Martí, do którego przylegają m.in. Katedra i Teatr Tomása Terry’ego

aguardiente (miejscowego rumu po pierwszej destylacji), miodu, limonki i lodu. Tym słynnym drinkiem (zwanym cancháncharą), wymyślonym w  czasie wojny dziesięcio­ letniej na Kubie (1868–1878), można delektować się tu przy muzyce na żywo.

CIENFUEGOS Założone w kwietniu 1819 r. Cienfuegos jego mieszkańcy nazywają Perłą Południa (Perla del Sur). Uroku dodają mu z pewnością piękne parki, eleganckie bulwary i kolumnady oraz zróżnicowana kolonialna zabudowa, dziś w pełni odrestaurowana. Przy pewnej

dozie wyobraźni miasto może przywodzić na myśl skojarzenia z Paryżem, co zapewne było zamiarem francuskich fundatorów. Cienfuegos rozkwitało dzięki handlowi i przetwórstwu trzciny cukrowej, którą w szczytowym okresie (w latach 1918–1919) przerabiano na blisko 410 tys. t cukru. Najbardziej efektowna i wyróżniająca się zabudowa powstała w okolicy Parque José Martí. Przy placu tym wznosi się Katedra (Cate­dral de Cienfuegos, Catedral de Nuestra Señora de la Purísima Concepción) z XIX w., prawdopodobnie z najbogatszym wystrojem wnętrza na wyspie. Na przeciwległym


89

©© LESZEK NAROWSKI

SANTA CLARA

SS W detalach pięknego Palacio de Valle w Cienfuegos można dostrzec wpływy wielu stylów

Stolicę prowincji Villa Clara założyli w lipcu 1689 r. mieszkańcy San Juan de los Remedios (Remedios) uciekający przed częstymi atakami piratów. Dzisiaj Santa Clara tętni życiem m.in. dzięki licznej grupie studentów oraz ze względu na gwarne, kolorowe targi świeżych owoców i warzyw stanowiące popularne miejsce spotkań. Jak w każdym większym mieście, tak i tutaj znajduje się główny plac. Parque Vidal przyciąga zielenią i  pomnikiem Leoncia Vidala (1864–1896), bohatera wojny o niepodległość Kuby. Monument stanął w miejscu, gdzie mężczyzna zginął. Plac otaczają budynki z przełomu wieków, m.in. zabytkowy Teatro La Caridad z 1885 r. oraz całkowicie niepasujący do jego zabudowy Hotel Islazul Santa Clara Libre (przed 1959 r. Hotel Hilton Santa Clara), który znany jest z tego, że na fasadzie nosi ślady rewolucyjnych kul z grudnia 1958 r. Santa Clara, zwana bramą na Wschód, w czasie wojen miała strategiczne znaczenie. Dzięki zdobyciu miasta Ernesto Che Guevara otworzył rewolucjonistom drogę do stolicy. Na przedmieściach znajduje się mauzoleum z  ogromnym pomnikiem Argentyńczyka, uznawanego za największego bohatera rewolucji kubańskiej. Postać Che przedstawiona jest z  bronią i  ręką na temblaku, na pamiątkę ran odniesionych w czasie walk o Santa Clarę. Na dole wykuto napis Hasta la Victoria Siempre! („Zawsze do zwycięstwa!”).

końcu stoi łuk triumfalny (Arco de Triunfo) z datą 20  maja 1902 r., upamiętniający narodziny Republiki Kuby. Pobliski teatr nosi imię Tomása Terry’ego (Teatro Tomás Terry), dawnego magnata cukrowego, urodzonego w Caracas w Wenezueli, znanego jako Creso Cubano, czyli „Kubański Krezus” (1808–1886). W rejonie Parque José Martí znajduje się również elegancki gmach Palacio Ferrer (Casa Provincial de la Cultura). Ciekawy spacer można odbyć centralną ulicą Cienfuegos – Calle 37, zwaną Paseo del  Prado. To najdłuższy deptak w  kraju (niemal 2-kilometrowy). Jego część dochodząca do pięknej zatoki zwie się Malecón.

Najbardziej niezwykłą i oryginalną budowlą w mieście (a według mnie i na całej wyspie) jest Palacio de Valle. Ukończony w 1917 r. pałac w  stylu hiszpańsko-mauretańskim łączy w sobie jeszcze wpływy architektury gotyckiej, romańskiej, barokowej i sztuki mudéjar. Przeznaczony był dla rodziny bogatego kupca, który nazywał się Acisclo del Valle (1865–1919). Obecnie działa w nim wyśmienita włoska restauracja, serwująca znakomite potrawy z owoców morza i desery. Z  tarasu na dachu budynku można przy szklaneczce mojito z lokalnego baru podziwiać malownicze zachody słońca nad zatoką.

Stolica Kuby wywiera niemal na każdym olbrzymie wrażenie. Wydaje się być jednym z najbardziej fascynujących miejsc na świecie. Szczególne położenie, wspaniałe kamienne fortyfikacje i kolonialna architektura obszaru La Habana Vieja, czyli Stara Hawana, stanowią o wyjątkowych walorach tego miasta. Przypominają też o jego bogatej historii i przywołują czasy, kiedy Hawana była perłą w koronie hiszpańskiego imperium. Stolicy Kuby nie da się opisać w jednym rozdziale. Aby oddać wyjątkowy charakter miasta, trzeba poświęcić mu cały artykuł. Jest tego naprawdę warte.

VARADERO Półwysep Hicacos (Península de Hicacos), leżący w odległości mniej więcej 130 km na wschód od Hawany, to ok. 20-kilometrowy pas plaż z licznymi hotelami, restauracjami i klubami nocnymi. Powstał na nim słynny kurort Varadero (w grudniu 1887 r.). Spotkać 

JESIEŃ–ZIMA 2018

cd. na str. 92

©© Cuba Tourist Board

HAWANA


92 DALEKIE PODRÓŻE w nim można wielu Kanadyjczyków, Latynosów, Niemców i Włochów, a także Polaków. Kubańczyków jest tu z kolei jak na lekarstwo, a większość z nich pracuje w ośrodkach wypoczynkowych. Varadero stanowi mniejszy, kubański odpowiednik amerykańskiego Miami Beach. To miejsce idealne na beztroskie wakacje ze względu na rozległe, piaszczyste i porośnięte wysmukłymi palmami plaże, uznawane

typowe lokalne hacjendy, jeździć konno czy korzystać z innych sposobów spędzania wolnego czasu. Jedną z ciekawszych wycieczek w moim przypadku było zwiedzanie starej fabryki rumu w pobliskim mieście Cárdenas. Założył ją w 1878 r. José Arechabala Aldama. Zróżnicowany proces produkcji i leżakowania trunku pozwala otrzymywać bardzo wiele jego gatunków. Oprócz znanej w Europie

Podczas pobytu w Varadero zaproszeni byliśmy na uroczystą galę z okazji 40-lecia działalności jednego z największych operatorów turystycznych w kraju – Havanatur. Baje­ cznie kolorowe zespoły prezentowały tańce i muzykę kubańską, a kuchnia serwowała najlepsze dania z ryb i mięsa przyrządzane według lokalnych przepisów. Część oficjalną uświetniła przemowa Evelyn Guilarte Arencibii, dyrektor generalnej Havanatur, poświęcona rozwojowi turystyki na Kubie.

©© LESZEK NAROWSKI

TT Monumentalne mauzoleum z pomnikiem Ernesta Che Guevary na placu Rewolucji w Santa Clarze

SS Bahía de Cárdenas w rejonie półwyspu Hicacos

za jedne z najlepszych na Karaibach, luksusowe hotele z bogatą infrastrukturą i wiele fakultatywnych atrakcji. Poza pływaniem katamaranem lub łodzią motorową, łowieniem ryb, snorkelingiem, nurkowaniem, żeglarstwem, kajakarstwem, surfingiem i kitesurfingiem możemy tutaj odwiedzać

Położony na samym końcu Hicacos 5-gwiazdkowy hotel Meliã Marina Varadero, w którym mieliśmy przyjemność nocować, jest jednym z bardziej luksusowych na półwyspie. Wyróżnia się bogatą i różnorodną infrastrukturą oraz jakością serwisu. Restaurację hotelową „El Pescador” przy piaszczy-

©© Iberostar Hotels and Resorts

TT Widok na Canal de Entrada i Castillo de los Tres Reyes Magos del Morro w Hawanie

JESIEŃ–ZIMA 2018

marki Havana Club oferuje się tu wiele innych rumów, takich jak Santiago de Cuba, Ron Cubay, Ron Arecha, Ron Perla del Norte, Ron Legendario czy Ron Varadero. Ceny za butelkę wahają się od 5 do nawet 1 tys. pesos kubańskich wymienialnych (CUC), czyli od ok. 19 do 3,8 tys. złotych.


93 GARŚĆ CIEKAWOSTEK

stej plaży umieszczono na wolnym powietrzu i na małym wzgórzu po to, aby podmuch bryzy morskiej chłodził gości przy wysokich temperaturach powietrza i stwarzał komfortowe warunki do zjedzenia posiłku. Restauracja „El Pilar” w marinie otoczona jest z czterech stron wodą, idealnie czyste baseny sąsiadują z bufetami. Wygody zapewniane przez Meliã Marina Varadero pozwalały zapomnieć o wszelkich problemach i skoncentrować się jedynie na błogim relaksie.

Najpopularniejszy sport na wyspie stanowi baseball, mimo iż największe sukcesy Kubańczycy odnosili w boksie i siatkówce. Na Kubie funkcjonują jednocześnie dwa rodzaje waluty: peso kubańskie wymienialne (CUC) oraz peso kubańskie (CUP). Internet jest powszechnie dostępny w kraju dopiero od kilku lat (obecnie ma do niego dostęp ponad 40 proc. ludności wyspy), turyści

w praktyce korzystają z bezprzewodowego połączenia z siecią w hotelach i większych restauracjach. Pora deszczowa, przypadająca od maja do października, zazwyczaj bywa nie tak uciążliwa (zwłaszcza na jej początku), jak mogłoby się wydawać. Temperatura powietrza podnosi się tylko o  kilka stopni (na ogół oscyluje w granicach 30°C), a jego wilgotność zwiększa się o  ok. 10 proc. 

©© LESZEK NAROWSKI

©© LESZEK NAROWSKI

TT Miasto Cárdenas – drewniane beczki w jednej z najstarszych na Kubie wytwórni rumu

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Cuba Tourist Board

©© Cuba Tourist Board

94 DALEKIE PODRÓŻE

SS Cayo Coco w rajskim archipelagu Jardines del Rey

SS Delfinarium Cayo Santa María zarządzane przez kubańską grupę turystyczną Gaviota

w stosunku do pory suchej. Deszcz pada zwykle popołudniu. Opady są dosyć krótkie, ale intensywne. Należy jedynie pamiętać o tym, że w okresie od końca czerwca do początku listopada istnieje dość duże prawdopodobieństwo huraganów, a gwałtowne burze występują głównie we wrześniu i październiku. Wśród zagranicznych turystów odwiedzających Kubę największą grupę stanowią Kanadyjczycy. W 2017 r. na wyspę dotarło ponad 1,1 mln obywateli Kanady. Polacy zajmują 18. miejsce w tym zestawieniu. W minionym roku na wyspę jak wulkan gorącą zawitało prawie 41 tys. naszych rodaków. Na sezon zimowy 2018/2019 zaplanowano

trzy loty czarterowe z Polski (Warszawy) na Kubę: dwa biura podróży Itaka – na Cayo Santa María i Cayo Coco (obsługiwane przez samoloty czeskiej linii Travel Service), jeden firmy Rainbow – do Varadero (Boeingiem 787 Dreamliner Polskich Linii Lotniczych LOT). Mimo wielu lat komunistycznych rządów mniej więcej 60 proc. Kubańczyków uważa się za katolików. Wiarę praktykuje regularnie jedynie ok. 5 proc z nich. Czwórka dzieci Ernesta Che Guevary do dzisiaj żyje na Kubie – Aleida, Camilo, Celia i Ernesto. Nie pełnią jednak żadnych politycznych ani urzędowych funkcji. José Martí jest jedynym bohaterem narodowym szanowanym przez polityków ze wszystkich

ugrupowań. Wciąż pozostaje symbolem kraju. Jego wielkości jako człowieka czynu i pióra nikt nie kwestionuje. W każdej, nawet najmniejszej kubańskiej miejscowości znajduje się popiersie tej wyjątkowej dla historii wyspy postaci.

***

Wielu turystom Kuba kojarzy się przede wszystkim z Hawaną i Varadero, głównymi celami wyjazdów wypoczynkowych. Jednak w odróżnieniu od innych, bardziej turystycznych miejsc na Karaibach ten pasjonujący kraj jest czymś więcej. Zachwyca kolorami, bogatą historią, wspaniałymi zabytkami, budzi namiętności i nie pozwala o sobie zapomnieć. Warto to sprawdzić osobiście. 

HAWANA PO PIĘCIU WIEKACH

SS Roc Presidente Hotel i jego stylowy bar

obecnie coraz więcej turystów. To z myślą o nich powstają w stolicy Kuby nowe obiekty hotelowe. Wiele z nich oferuje usługi na wysokim światowym poziomie. W 2017 r. niemal w sąsiedztwie słynnego Kapitolu (Capitolio de La Habana z 1929 r.) otwarto w historycznym budynku luksusowy, 5-gwiazdkowy

JESIEŃ–ZIMA 2018

Gran Hotel Manzana Kempinski La Habana z basenem na tarasie, skąd rozpościera się przepiękna panorama Hawany. Na koniec roku jubileuszowego lub bardziej prawdopodobnie na początek 2020 r. przewiduje się otwarcie nowo wybudowanego ekskluzywnego kompleksu hotelowego SO/ Havana Paseo del Prado (sieci AccorHotels) z 250 pokojami, w tym 36 apartamentami, usytuowanego w pobliżu zatoki. Niedaleko niego znajduje się także spektakularny, 5-gwiazdkowy Iberostar Grand Packard. Do użytku oddano go w 2018 r. W swojej ofercie ma m.in. pakiet Star Prestige, który zapewnia dostęp do specjalnych usług i stref w budynku hotelowym. Decydujący się na niego goście mogą wybierać spośród najlepszych pokoi i apartamentów Iberostar Grand Packard (w sumie jest ich aż 321). Do niedawno odnowionych historycznych obiektów należy również 4-gwiazdkowy Roc Presidente Hotel, położony w okolicy głównego gmachu Casa de las Américas (kubańskiego instytutu ds. promocji kultury Kuby i Ameryki Łacińskiej). W jego klimatycznych wnętrzach można poczuć niesamowitą atmosferę Hawany. Warto też wspomnieć, że ze względu na 500. rocznicę założenia miasta w 2019 r. w fascynującej stolicy Kuby zorganizowane zostaną międzynarodowe

targi turystyczne FITCuba. Będzie to już 39. edycja tego wydarzenia, a zaplanowano ją na 7–11 maja. Gościem honorowym wybrano Hiszpanię, a wiodącym tematem ma być przemysł spotkań (MICE).

©© Iberostar Hotels and Resorts

©© Roc Hotels

`` W 2019 r. Hawana będzie obchodzić 500-lecie swojego istnienia. W obecnym miejscu Hiszpanie założyli ją właśnie 16 listopada 1519 r. (jako San Cristóbal de La Habana). Choć przez ten czas bardzo się zmieniła, wciąż przyciąga nieodpartym urokiem karaibskiego miasta rozgrzanego promieniami słońca i dzięki portowi otwartego na przybyszy z innych stron świata. Z roku na rok Hawanę odwiedza

SS Iberostar Grand Packard, taras z basenem

Profesjonalnie zorganizowane targi FITCuba odbywają się co roku i przyciągają dziennikarzy oraz wystawców z różnych krajów świata. Wśród tych ostatnich znajdują się m.in. linie lotnicze, armatorzy luksusowych statków wycieczkowych, biura podróży, organizacje turystyczne, przedstawiciele obiektów hotelowych i rozmaici usługodawcy związani z turystyką.


96 DALEKIE PODRÓŻE

Panama –

na styku dwóch oceanów i Ameryk Agnieszka Szwed www.szwedacz.com

TT Endemiczna panamska złota żaba (Atelopus zeteki)

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Cayos Holandeses to łańcuch pocztówkowych wysepek leżących w archipelagu San Blas


« Jednym z pierwszych widoków witających przyjezdnych w stolicy Panamy (Ciudad de Panamá) jest skupisko szklanych wieżowców dumnie górujących nad wodami Zatoki Panamskiej. Panorama dzielnicy finansowej przywodzi na myśl nowoczesne metropolie i może sugerować, że przybyliśmy do kraju żyjącego w znanym nam europejskim rytmie. Gdy wyruszymy poza miasto, szybko uświadomimy sobie, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. »

TT Indianki z plemienia Guna (Kuna) wykonują kolorowe, wzorzyste tkaniny molas

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

©© Autoridad de Turismo de Panamá

TT Vasco Núñez de Balboa w Ciudad de Panamá

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

97


©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

98 DALEKIE PODRÓŻE

©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

SS Kanał Panamski, sztuczna droga wodna o długości 82 km łącząca Morze Karaibskie z Pacyfikiem

SS Nieukończoną rezydencję w Bajo Mono koło Boquete powoli zaczyna przejmować tropikalny las

P

anama to wiecznie zielone lasy deszczowe, malownicze góry, rajskie wyspy i plaże oraz urokliwe miasteczka i ich serdeczni mieszkańcy. W tym kraju z karaibską duszą dzieje Indian przeplatają się z historią tworzoną przez konkwistadorów i pirackimi podbojami, o których do dziś krążą legendy. Prawdziwa egzotyka czeka w nim na odkrycie. Nie pamiętam dokładnie, z czym kojarzyła mi się Panama, zanim się do niej udałam. Myślę, że był to, jak w przypadku wielu osób, słynny Kanał Panamski. Ten majstersztyk inżynierii swoich czasów, łączący Atlantyk z Pacyfikiem, który nieporównywalnie skrócił czas morskich podróży, nadal pozostaje jedną z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Rocznie przeprawia się przez niego ok. 14 tys. statków. I choć od ponad 100 lat jest symbolem Panamy, to nie on zajmuje szczególne miejsce w mojej pamięci. Teraz ten piękny zakątek Ameryki Centralnej kojarzy mi się z czymś innym.

W TROPIKALNYM LESIE Dziś ten kraj to dla mnie przede wszystkim tropikalne lasy, z dusznym, wilgotnym powietrzem i sufitem zieleni nad głową. I mimo

JESIEŃ–ZIMA 2018

iż Panama jest różnorodna, blisko 40 proc. jej powierzchni zajmują właśnie wiecznie zielone lasy deszczowe, odznaczające się niezwykłą rozmaitością roślin i zwierząt. Liczba występujących tu gatunków flory i fauny należy do największych na świecie. Ich rozwinięciu się sprzyjały nie tylko panujące w tym regionie warunki klimatyczne, lecz także fakt, że niczym most łączy on obie Ameryki. Dlatego zawsze stanowił miejsce mieszania się gatunków. Różnorodność ta była niegdyś jeszcze większa, ale budowa wspomnianego Kanału Panamskiego i związane z nią wycinki odbiły się negatywnie na ekosystemie. Od wielu lat lasy w Panamie karczuje się również pod plantacje, a przede wszystkim pod pastwiska dla bydła. Sytuacja jest jednak pod pewnym względem paradoksalna. Otóż obszary leśne są ponoć niezbędne do nawadniania kanału i utrzymania jego żeglowności. Wbrew pozorom więc tutejsze lasy, zwłaszcza te w okolicach Ciudad de Panamá, wydają się nie być zagrożone, a to z powodów praktyczno-ekonomicznych. Możliwe zatem, że inwestycja, której zrealizowanie przyczyniło się niegdyś do tylu zniszczeń w środowisku, stanie się strażnikiem przyrody. Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie.

Tropikalny las deszczowy porasta wiele regionów kraju. Jednym z najłatwiej dostępnych jest Park Narodowy Soberanía, położony około pół godziny jazdy samochodem od centrum stolicy (mniej więcej 25 km). Choć leży w niedalekiej odległości od dużych ośrodków miejskich, to jednak nie niewielki skrawek leśnego obszaru, lecz rozległy teren o  powierzchni ponad 195 km². Mimo nie­samowitej wilgotności i mnogości chronionych gatunków nie napotkałam tutaj pijawek, co po moich dawniejszych doświadczeniach nie tylko mnie zaskoczyło, ale też ucieszyło. Przez park prowadzi 10-kilo­metrowa trasa, którą w XVI w. Hiszpanie przewozili złoto i towary z Kalifornii i Ameryki Południowej. Dziś Camino de Cruces jest jednym z kilku dostępnych miejscowych szlaków. Należą do nich m.in. Sendero El Charco (800 m długości) czy Camino del Oleoducto (17 km), z których można obserwować setki gatunków ptaków. Podczas wędrówki wśród tutejszej bujnej zieleni aż trudno uwierzyć, że tylko pół godziny dzieli ten park od zgiełku stolicy. Połacie lasu deszczowego znajdują się także w  okolicach Boquete w  prowincji Chiriquí, niewielkiego, górskiego miasteczka założonego na początku XX stulecia. Miejsce to leżało na szlaku poszukiwaczy złota, prag-


©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

99

SS Okolice Boquete (prowincja Chiriquí) stanowią doskonałe miejsce na wycieczki piesze

nących odnaleźć najszybszą drogę do Pacyfiku. Z początku to właśnie oni zaczęli się tu osiedlać. Dziś Boquete znane jest jako mekka ekspatów. Przyciąga również miłośników jazzu, kawy, a przede wszystkim okolicznej przyrody, czyli gór i wulkanów obrośniętych mglistym, tropikalnym lasem. Kiedy chmury nie zalegają zbyt nisko, już w drodze do miasteczka dostrzec można górujący nad wszystkim wulkan Barú (3475 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Panamy. Zdobycie jego wierzchołka stawia so-

bie za cel wiele przybywających tutaj osób. Zapew­ne i my zrobilibyśmy tak samo, ale nie podjęliśmy tego wyzwania m.in. ze względu na brak czasu. Nie trzeba jednak wchodzić na wulkan, żeby docenić urok tego miejsca. Wystarczy wybrać się na wędrówkę którymś z leśnych szlaków. Podczas spaceru Sendero Los Quetzales (ok. 9,6 km długości) można wypatrzeć rzadko spotykane, pięknie ubarwione kwezale herbowe. Trasa Cascada Escondida, jak wskazuje jej nazwa, prowadzi do ukrytego wodospadu. I choć on sam

TT Ze strąków nasiennych puchowca (ceiby) pozyskuje się włókno zwane kapokiem

nie wywarł na mnie dużego wrażenia, jego okolica, pełna majestatycznych drzew, warta jest każdej spędzonej w niej chwili. Tropikalne lasy w rejonie Boquete skrywają także łakomy kąsek dla miłośników opuszczonych miejsc. Mowa o  rezydencji w Bajo Mono, której budowę rozpoczął 40 lat temu niejaki José Domingo Serracín, bogaty posiadacz ziemski lepiej znany jako don Pepe. Atak serca położył kres jego życiu, a zarazem realizacji budowlanego projektu. Rezydencja nigdy nie została ukończona, gdyż rodzina inwestora raczej się nią nie interesowała. Dziś zamieszkały przez nietoperze pałac coraz bardziej wtapia się w krajobraz mglistego lasu. To jedno z piękniejszych opuszczonych miejsc, jakie miałam okazję zobaczyć. W panamskich lasach rośnie też puchowiec (ceiba), zwany inaczej drzewem kapokowym. Według Majów on właśnie zrodził pierwszego człowieka i  dlatego jest dla nich święty. Stanowi również pomost między rzeczywistością a niebiosami i światem podziemnym. Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o  przesmyku Darién (Tapón del Darién, Región del Darién), czyli najbardziej dzikim, niedostępnym i malarycznym fragmencie tropikalnego lasu, nie tylko w skali kraju, ale i świata. Oddziela on Panamę od Kolumbii i sprawia, że przekroczenie lądowej granicy między tymi państwami uchodzi za zadanie prawie niemożliwe. Z tego powodu przemieszczanie się pomiędzy Ameryką Centralną i Południową lądem jest niezwykle trudne (choć nielicznym się udaje). Darién to rozległe bagna porośnięte gęstym, ciemnym lasem, będące domem Indian Guna (Kuna) i  Embera-Wounaan (Chocó) oraz schronieniem narkotykowych karteli i kolumbijskich rebeliantów. Aby zapuścić się głębiej w ten rejon, trzeba nie tylko wynająć lokalnego przewodnika, ale i skrupulatnie się przygotować.

©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

FOLKLOR I FESTIWALE Opuśćmy teraz zielone i wilgotne regiony Panamy, aby przenieść się w okolicę całkiem odmienną. Półwysep Azuero, bo o nim mowa, jest najgorętszym i najbardziej suchym miejscem w kraju. Nawet pora deszczowa omija część jego rejonów (wschodnie wybrzeże), w których ostatni deszcz widziano dawno temu. Tam, gdzie opady docierają, są rzadsze i mniej obfite niż w reszcie Panamy. Był to właśnie jeden z powodów, dla których tu trafiliśmy. Rozpoczynająca się w maju pora deszczowa dała nam się we znaki na tyle, 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

100 DALEKIE PODRÓŻE

SS Playa Cambutal na Azuero przyciąga surferów

©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

SS Diabły z La Villa de Los Santos (półwysep Azuero) biorące udział w obchodach Bożego Ciała

SS Na kraby Halloween natkniemy się na plażach Panamy, również na wyspie Iguana

że szukaliśmy schronienia przed strugami deszczu. Półwysep warto jednak odwiedzić nie tylko, aby uciec przed opadami. Miasteczka Azuero są głównymi ośrodkami panamskiego folkloru. W żadnej innej części kraju nie organizuje się tylu festiwali i nie obchodzi z takim zaangażowaniem karnawału. Imprezom towarzyszy rywalizacja w przygotowaniu barwnych kostiumów, występów, a i mocniejszych trunków nikt sobie specjalnie nie żałuje. Kiedy na pół­wyspie nie przypada czas fiesty, można zatopić się w powolnym rytmie życia niewielkich, spokojnych na co dzień miasteczek. Historyczną i kulturalną stolicą regionu (i prowincji Herrera) jest Chitré, największe miasto na Azuero. Niewątpliwie ma ono swój urok, jednak pomiędzy festiwalami nie cze-

JESIEŃ–ZIMA 2018

ka w nim szczególnie wiele atrakcji. Znajduje się tutaj kilka zabytkowych kościołów oraz Museo de Herrera z pokaźnymi zbiorami sztuki prekolumbijskiej. Pierwszą osadą hiszpańską w regionie była Parita, założona w połowie XVI stulecia. Dziś to niewielkie, spokojne miasteczko uważane jest przez niektórych za jedno z najładniejszych w kraju. Jego centrum wyznacza Kościół św. Domi­ nika Guzmána (Iglesia de Santo Domingo de Guzmán). To jedyna budowla w miejscowości wyższa niż poziom pierwszego piętra. W jej okolicy zbiegają się uliczki z kolorową kolonialną zabudową, która zachowała się w szczególnie dobrym stanie. Warto odwiedzić również położone nieopodal Pedasí. To niewielkie, urokliwe miasteczko z  domami w  stylu kolonial-

nym. Sporą część jego mieszkańców stanowią emeryci, którzy postanowili właśnie tu spędzić resztę życia. W Pedasí możemy cieszyć się licznymi piaszczystymi plażami bez tłumów i kameralnymi knajpkami oraz korzystać z  infrastruktury do uprawiania sportów wodnych (surfingu, kitesurfingu, wędkarstwa czy nurkowania). Warto stąd także popłynąć łódką na pobliską wysepkę Iguana.

TU RZĄDZĄ GADY Isla Iguana oddalona jest od panamskiego wybrzeża o zaledwie ok. 5 km. Ma niewielką powierzchnię (mniej więcej 0,55 km²), jednak miłośnicy gadów, którzy chcieliby je spotkać w naturalnym środowisku, zdecydowanie powinni ją odwiedzić. Jak sama nazwa wskazuje, wyspę z jakiegoś powo-


du upodobały sobie iguany (a dokładniej legwany czarne i  zielone). W  jej okolicy żyje ich znacznie więcej niż ludzi. Niektóre z nich są zupełnie dzikie, inne – nieco oswojone. Chowa­ją się w  zaroślach lub wygrzewają na nadmorskich skałach. Choć legwany do dziś stanowią jedno ze źródeł mięsa w Ameryce Środkowej i Południowej, a bamboo chicken czy chicken of the tree (jak nazywa się ich mięso) dla wielu jest rarytasem, te z Iguany nie trafiają na miejscowe stoły. W utworzonym w 1981 r. na wyspie rezerwacie (Isla Iguana Wildlife Refuge) kategorycznie zabrania się polowań na wszelką zwierzynę – jaszczurki bywają w nim raczej dokarmiane niż zjadane. I chociaż same potrafią zapewnić sobie pożywienie, nie pogardzą również darowaną przez człowieka miską ryżu. Warto dodać,

©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

SS Ubrana w tradycyjny strój uczestniczka styczniowej Parady Tysiąca Polleras na Azuero

©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

TT Isla Iguana u wybrzeży miasteczka Pedasí

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

101

SS Dziewicza wyspa Iguana zamieszkiwana jest przez liczne legwany czarne i zielone

że gady niesłusznie uważane są za zwierzęta mało kontaktowe. Legwany rozwinęły cały system mowy ciała służący komunikacji między sobą, a także z innymi gatunkami. Poprzez kiwanie głową i ruchy fałdami skórnymi na podgardlu nawiązują i podtrzymują społeczne interakcje. Na Iguanie roi się też od pustelników. Ze względu na brak pancerza na miękkim odwłoku skorupiaki te ukrywają go w znalezionych muszlach martwych mięczaków. W ciągu swojego życia muszą ich szukać kilka razy, gdyż kiedy urosną, potrzebują większego lokum. Zarówno rozmiar, jak i  przydatność pancerza pustelnik bada szczypcami. Ponieważ muszle gwarantują temu skorupiakowi przetrwanie, nierzadko toczy o nie walki.

Spokój wyspy został drastycznie zakłócony podczas II wojny światowej, gdy armia Stanów Zjednoczonych zrobiła z niej poligon artyleryjski. W ramach ćwiczeń na Iguanę i otaczającą ją rafę koralową zrzucano bomby i pociski. Aby oczyścić teren, w latach 90. XX w. zdetonowano dwie bomby, które utknęły w pobliżu pod wodą. I choć na pierwszy rzut oka po tych wydarzeniach nie pozostał już żaden ślad, zachwiały one mocno tutejszym ekosystemem. Na szczęście dziś legwany i inne zwierzęta mają się świetnie, a dzika przyroda wciąż się rozwija. Osoby planujące wizytę na wyspie muszą być przygotowane na uiszczenie opłaty za  przebywanie na terenie rezerwatu. W  przypadku przyjezdnych wynosi ona 10  dolarów amerykańskich, obywatele 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

102 DALEKIE PODRÓŻE

SS Suchy las deszczowy w Parku Narodowym Sarigua (Albina del Sarigua) robi niesamowite wrażenie

Pana­my płacą mniej (4 dolary). Na Iguanie nie można nocować. Nie ma na niej także zaplecza gastronomicznego, dlatego trzeba wziąć ze sobą własny prowiant i zapas wody.

LAS DESZCZOWY INACZEJ To jeszcze nie koniec atrakcji rzadko odwiedzanego półwyspu Azuero. W położonym tu Parku Narodowym Sarigua można zobaczyć las deszczowy w nietypowej, suchej odsłonie. Sam park powstał w 1984 r. i zajmuje powierzchnię 8 tys. ha. Na pierwszy rzut oka jego teren przywodzi na myśl półpustynię. Spaloną ziemię w odcieniu pomarańczowym

pokrywają miejscami wyschnięte krzewy. Powietrze jest bardzo gorące i suche. Jak dowiemy się z informacji na ścieżce edukacyjnej, na powstanie tego jałowego kraj­ obrazu miało wpływ wysokie stężenie soli w tutejszej glebie. Niegdyś obszar parku zajmowało morze, które przez wieki cofało się, pozostawiając rozległą, słoną lagunę zwaną albiną. Wiatry wywiewały zalegającą sól, co przyczyniło się do zaniku wegetacji w regionie. Dla wielu Panamczyków Sarigua jest też smutnym świadectwem destrukcyjnego wpływu człowieka na otaczającą go przyrodę. Od XIX stulecia głównym sprawcą

©© Agnieszka Szwed/www.szwedacz.com

TT Półpustynny krajobraz charakterystyczny dla terenu Parku Narodowego Sarigua

JESIEŃ–ZIMA 2018

postępujących na tym terenie zniszczeń są właśnie ludzie. Latami prowadzili wycinki i wypalanie okolicznej wątłej roślinności, żeby budować farmy, które i tak się tutaj nie utrzymały. Mimo iż krajobraz parku może wydać się monotonny i budzić nie do końca przyjemne skojarzenia, uważam, że nie warto go omijać. Choćby dlatego, że wizyta w nim stanowi okazję do zobaczenia suchego lasu deszczowego. Na tego typu obszarach ilość opadów deszczu oscyluje w okolicach 1 m rocznie. Jednak przez trzy, cztery miesiące w roku nie spada na nich ani jedna kropla wody. W Parku Narodowym Sarigua taka sytuacja ma miejsce od stycznia do kwietnia. Suszę wzmagają silne, gorące wiatry. Suche lasy deszczowe Azuero są szczególnie narażone na pożary. Często powodują je rolnicy wypalający pola. Poza tym Park Narodowy Sarigua to również ważny ośrodek kultury prekolumbijskiej. Znaleziono w nim fragmenty przedmiotów sprzed ponad 11 tys. lat. Według archeologów już wtedy istniała tu rybacka wioska, co oznacza, że może być to miejsce naj­starszego ludzkiego osadnictwa w Panamie.

SPOTKANIE Z HISTORIĄ Przenieśmy się znów w  inny rejon kraju, do prowincji Colón, a konkretnie do Portobelo. To położone na północy Przesmyku Panamskiego, liczące ok. 5 tys. mieszkańców portowe miasto wygląda dziś dość nie-


©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

103

SS Fortyfikacje z Portobelo są od 1980 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

wystarczyło Brytyjczykom na trzy tygodnie okupacji, ale w tym niezbyt długim czasie zniszczyli zarówno forty, jak i wiele budynków, pozostawiając jeden z  najwspanialszych portów ówczesnego świata w ruinie. Portobelo podźwignąć się z tego nieszczęścia miało dopiero ponad 170 lat później, po wybudowaniu Kanału Panamskiego. Zanim jednak miasto spustoszyli Brytyjczycy, padało ono łupem największej i najgroźniejszej pirackiej braci, jaką znały Karaiby – bukanierów. Ich szeregi zasilali ludzie wyjęci spod prawa, a także byli żołnierze czy zbiegowie uciekający przed

prześladowaniami religijnymi. Tak zwane Bractwo Wybrzeża organizowało łupieżcze wyprawy i plądrowało kraje czy wyspy w  regionie karaibskim. Bukanierzy znani byli z okrucieństwa, szczególnie w stosunku do wszystkiego co hiszpańskie. Bezpieczny przyczółek znaleźli sobie w Port Royal, dawnej stolicy Jamajki. Mogli w nim liczyć na wsparcie lokalnych władz, a mieszkańcy wyspy uważali ich za obrońców i dźwignię miejscowego handlu. Zdobycie Portobelo, z którego wypływały zagrabione peruwiańskie skarby, stanowiło dla piratów niemałe wyzwanie. Zadania podjął się ochrzczony królem bukanierów 

TT W zabytkowym Portobelo można odnaleźć ślady dawnej świetności kolonialnego portu

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

pozornie. Ruiny okazałych fortów (na czele z Castillo de San Jerónimo, Fuerte de San Jerónimo) pozwalają się jednak domyślać, że w przeszłości odgrywać mogło doniosłą rolę. I tak było w istocie. Portobelo stanowiło niegdyś najważniejszy port na ziemiach obecnej Panamy i uchodziło za jedno z najwspanialszych miast w ówczesnym świecie. To właśnie stąd Hiszpanie wywozili do Euro­py skarby Inków oraz innych rdzennych mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej. Na grabieże te zazdrośnie spoglądały pozostałe potęgi kolonialne, na czele z Brytyjczykami. Sytuacji nie poprawiały hiszpańskie ataki na angielskie statki. Wszystko to doprowadziło do wybuchu konfliktu. Walki o Portobelo toczyły się kilkakrotnie, a najsłynniejsza z nich znana jest jako wojna o ucho Jenkinsa. Robert Jenkins był walijskim kapitanem żeglugi. Gdy jego statek Rebecca został zatrzymany w kwietniu 1731 r. przez Hiszpanów u wybrzeży Kuby, wdał się w potyczkę z jednym z hiszpańskich oficerów, który odciął mu ucho. Jenkins zabrał ze sobą odciętą małżowinę i pokazywał w świecie jako dowód na hiszpańskie okrucieństwo. Zwrócił się też do brytyjskich władz o wzięcie odwetu. I choć historia z uchem nie była faktycznym powodem wybuchu wojny, posłużyła za dość dobry pretekst. W listopadzie 1739 r. sześć statków dowodzonych przez admirała Edwarda Vernona rozpoczęło ostrzał Portobelo i po 24 godz. zdobył on miasto. Siły

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

104 DALEKIE PODRÓŻE

SS Cayo Coral – malownicza wysepka sąsiadująca z Bastimentos w archipelagu Bocas del Toro

Walijczyk Henry Morgan. Osiągnięty sukces zapewnił mu szacunek współbraci i ot­worzył drogę do wielkiej pirackiej ka­riery. Jego ludzie zdobyte 11 lipca 1668 r. miasto okupowali przez dwa tygodnie. Spędzili je na piciu i świętowaniu oraz zuchwałych grabieżach, gwałtach i morderstwach. Opuścili Porto­belo po wynegocjowaniu okupu w wysokości 100 tys. dolarów hiszpańskich (reales de a ocho). I choć była to kwota jak na tamte czasy bardzo wysoka, bukanierzy wydali ją w iście pirackim stylu – w barach i domach uciech Port Royal. Henry Morgan znany jest dziś przede wszystkim z etykiet

jamajskiego rumu nazwanego jego imieniem – Captain Morgan. Produkował ponoć wyśmienity trunek, a jeśli wierzyć producentowi, receptura jego wyrobu od XVII w. nie uległa zmianie. Po tej napaści Porto­ belo wracało powoli do dawnego trybu życia. W końcu nie był to pierwszy ani ostatni atak, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Żaden z nich nie podkopał znacząco pozycji słynnego portu. Uczyniła to dopiero wiele lat później wojna o ucho Jenkinsa. Dziś w  centrum miasta stoi Kościół św.  Fili­pa (Iglesia de San Felipe), który został wzniesiony w drugiej dekadzie

XIX stulecia. Jego budynek jest biały, w  przeciwieństwie do  czczonego w  nim Czarnego Chrystusa (Cristo Negro). Tego typu przedstawienie Jezusa stanowi obiekt kultu w wielu krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. Łączy w  sobie chrześcijaństwo z wierzeniami lokalnymi. Symbolizuje nadzieję wiernych na nadejście czarnego Mesjasza, który wyzwoli ciemnoskórych ludzi od zła utożsamianego z dominacją białego człowieka. W epoce kolonialnej chodziło głównie o dominację polityczną i ekonomiczną oraz związane z nią niewolnictwo, dziś rzecz tyczy się narzucania wzorców kulturowych.

©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

`` Na świecie coraz większą wagę przykłada się do wprowadzania zasad turystyki zrównoważonej. Łączy ona w sobie dbanie o środowisko naturalne ze wspieraniem lokalnej społeczności poprzez stworzenie odpowiednich warunków do jej rozwoju kulturalnego i ekonomicznego. W praktyce przekłada się to na zmniejszanie szkód, jakie znaczny ruch turystyczny wyrządza w przyrodzie, oraz angażowanie mieszkańców regionu w jego obsługę przy jednoczesnym troszczeniu się o zachowanie autentyczności danego miejsca.

SS Góry w Parku Narodowym Altos de Campana

JESIEŃ–ZIMA 2018

Obecnie wiele krajów stara się realizować cele turystyki zrównoważonej, wśród nich znajduje się również Panama. Te działania są o tyle ważne, że zmiany w środowisku naturalnym można dziś już dostrzec gołym okiem. W tym regionie Ameryki Centralnej niewątpliwie miała na nie wpływ budowa Kanału Panamskiego czy wycinanie tropikalnych lasów pod uprawę. Pierwszy park narodowy powstał w Panamie dopiero w 1966 r. (Parque Nacional Altos de Campana). Od tego czasu świadomość społeczna znacznie wzrosła. W planie na lata 2015–2019 rząd panamski uwzględnił sektor turystyczny jako kluczowy dla strategii gospodarczej i społecznej. W związku z tym w 2015 r. ówczesna minister środowiska Mirei Endara wdrożyła projekt zielonej turystyki, aby wspierać działania ekologiczne i integrację obywateli, przedsiębiorców prywatnych i instytucji publicznych w celu promowania nowej formy rozwoju turystycznego kraju, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów chronionych. Jednym z obiektów stawiających na zrównoważony rozwój jest luksusowy, 5-gwiazdkowy Hotel Las Américas Golden Tower Panamá, który jako jedyny w Panamie otrzymał prestiżowy międzynarodowy

©© Hotel Las Americas Golden Tower

Panama w zgodzie z naturą

SS Basen w Hotelu Las Américas Golden Tower Panamá

certyfikat LEED (Leadership in Energy and Environmental Design) przyznawany przez amerykańską organizację U.S. Green Building Council. W otwartym w 2016 r. kompleksie, położonym w centrum finansowym Ciudad de Panamá, korzysta się z energo­oszczędnych urządzeń, zastosowano w nim eko­logiczne materiały wykończeniowe, dba się również o przyjazne środowisko pracy. Odpowiednie rozwiązania pozwalają obniżyć koszty eksploatacji i konserwacji hotelu oraz oszczędzać energię elektryczną i zmniejszyć zużycie wody.


©© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

105

SS Prosta chata Indian Guna żyjących na obszarze autonomicznego regionu Guna Yala

RAJSKIE ARCHIPELAGI San Blas i Bocas del Toro to najbardziej rajskie archipelagi Panamy. Na tym pierwszym można nie tylko obcować z dziewiczą przyrodą, ale i zaznajomić się z grupą etniczną Guna (Kuna). Tych 365 wysepek położonych na Morzu Karaibskim należy do autonomicznego regionu Guna Yala (Kuna Yala).

Na północnym zachodzie kraju leży prowincja Bocas del Toro z archipelagiem o  tej samej nazwie. To jedno z  częściej odwiedzanych miejsc w  Panamie, znane przede wszystkim z plaży Red Frog na wyspie Bastimentos, gdzie żyją wytwarzające jad, jaskrawe drzewołazy karłowate, a także plaży z  licznymi rozgwiazdami (Playa

de las Estrellas, Playa Estrella) na Wyspie Kolumba (Isla Colón). Na Bocas del Toro popularnością cieszy się też deep boarding, szerzej na świecie raczej nie praktykowany. W największym skrócie da się go określić jako nurkowanie za motorówką. Ciągnie ona za sobą człowieka trzymającego się deski przymocowanej do łodzi za pomocą liny. Podczas swoistego podwodnego lotu podziwia się rafy koralowe, ławice egzotycznych ryb i inne skarby Morza Karaibskiego. Należy jednak dobrze opanować manewrowanie trzymaną deską, bo od umiejętnego zwracania jej do góry zależy możliwość złapania oddechu. Do takiego nurkowania warto również założyć odpowiedni strój kąpielowy, gdyż ze względu na dużą prędkość i opór wody zaskakująco łatwo można zgubić ubranie. Panama to w dalszym ciągu kraj dość mało popularny wśród polskich turystów. Szkoda, że tak się dzieje, bo znajduje się w  niej wiele atrakcji. To kraina wspaniałych lasów deszczowych, pięknych wysepek, licznych gatunków flory i fauny oraz urokliwych miasteczek z karaibską duszą. Do tego zamieszkują ją gościnni i życzliwi ludzie, którzy chętnie zaznajomią nas z bogatą kulturą i historią swojej tropikalnej ojczyzny. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


106 DALEKIE PODRÓŻE

Kolumbia na granicy magii i rzeczywistości HANNA BORA www.sledznas.pl

TT Kolorowe miasteczko Guatapé usytuowane nad sztucznym jeziorem na wschód od Medellín

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

SS Luksusowa Hacienda Buenavista w regionie kawy

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

107

« Od Amazonii przez szczyty Andów i aksamitnie zielone wzgórza aż po piaszczyste wybrzeże i pustynię – Kolumbia to kraj intensywnych kolorów, fantastycznych krajobrazów oraz chyba najbardziej radosnych i życzliwych ludzi w całej Ameryce Południowej. Choć wciąż jeszcze zmaga się z łatką miejsca niebezpiecznego, opanowanego przez kartele narkotykowe i partyzantów, z roku na rok staje się coraz bardziej popularnym celem wyjazdów turystów. Przyciągają ich piękne plaże otoczone bujną, tropikalną roślinnością oraz urocze miasteczka, gdzie w powietrzu unosi się zapach świeżo parzonej kawy i egzotycznych owoców, a wieczorami rozbrzmiewa zmysłowa muzyka. »

©© PROCOLOMBIA

TT Uśmiechnięta palenquera sprzedająca owoce w Cartagenie de Indias

JESIEŃ–ZIMA 2018


108 DALEKIE PODRÓŻE

T

o jedyne państwo kontynentu południowoamerykańskiego, które ma wybrzeże zarówno nad Pacyfikiem, jak i nad Atlantykiem (a dokładnie Morzem Karaibskim). Na południu przez jego terytorium przechodzi linia równika (90 proc. kraju leży na półkuli północnej, a departament Amazonas – na półkuli południowej). Na północy wznoszą się dwa najwyższe, bliźniacze szczyty w tej republice – Pico Cristóbal Colón, czyli Szczyt Krzysztofa Kolumba (5775 m n.p.m.), i Pico Simón Bolívar (ok. 5775 m n.p.m.). Kolumbia zachwyca swoją wielką bio­ różnorodnością. Pod tym względem w ran­ kingach wyprzedza ją jedynie kilkukrotnie większa Brazylia. Różnorodne ekosystemy zapewniają idealne warunki rozwoju dla im­ ponującej liczby zwierząt i roślin. To prze­ de wszystkim prawdziwy raj dla miłośników ptaków – według naukowców występuje tu niemal 1950 ich gatunków (blisko 90 z nich to endemity).

mogą w końcu odetchnąć od upału. Czeka­ ją na nich liczne restauracje, bary i sklepy z pamiątkami. Uliczni artyści dbają o dobrą atmosferę – urozmaicają wieczór swoją mu­ zyką, śpiewem, tańcem. W powietrzu czuć radość i beztroskę. Przysiadamy na jednym z placów i przyglądamy się nocnemu życiu Cartageny. Nad wybrukowanymi uliczkami głośne echo niesie stukot końskich kopyt – niektórzy zamiast spaceru wybierają prze­ jazd dorożką. Niedaleko nas rozkładają się stoiska z jedzeniem. Są domowe hambur­ gery, dużym powodzeniem cieszą się też salchipapas – frytki z dodatkiem kiełbasy. Nasze zainteresowanie wzbudzają jednak arepas con queso. Arepa to nieduży kukury­ dziany placek przypominający tortillę. Może być różnych rozmiarów i grubości, w Kolum­ bii spożywa się go o każdej porze dnia i nocy, jako dodatek, przekąskę czy danie główne (wtedy znajdziemy w nim całe bogactwo składników). Nasz wypełniony jest białym, ziarnistym serem (queso) i polany słodkim mleczkiem.

ZŁOTA BRAMA AMERYKI

KULTUROWA MIESZANKA

Naszym pierwszym przystankiem jest piękna i romantyczna Perła Karaibów – Cartagena. Pełna nazwa miasta brzmi Carta­gena de Indias. Zostało założone 1 czerwca 1533 r. przez konkwistadora Pedra de  Heredię i przez lata było najważniejszym hiszpań­ skim portem na wybrzeżu karaibskim. Dzięki temu stanowiło łakomy kąsek dla piratów i padło ofiarą wielu ataków. Świadectwem tej dramatycznej przeszłości jest rozbudo­ wany system murów obronnych, które po­ wstały wokół najstarszej części Cartageny (nazywanej Ciudad Amurallada, czyli Mia­ stem za Murami) w kilku etapach na prze­ strzeni dwóch wieków. Spacerujemy po nich, obserwując, jak ognista kula zachodzącego słońca powoli znika w morzu. Wokół nas panuje gwar. To jedno z ulubionych miejsc spotkań nie tylko turystów, ale też miesz­ kańców. Mamy tutaj świetny widok zarówno na pokryte dachówką kolonialne budynki, jak i na strzeliste wieżowce nowoczesnej dzielnicy Bocagrande. Z pobliskiej restau­ racji dobiega muzyka, a siedząca obok nas zakochana para odpływa w tańcu. Z podzi­ wem przyglądamy się ich lekkim ruchom i ruszamy w plątaninę wąskich uliczek oto­ czonych kolorowymi kamieniczkami. Mimo iż zapadł już zmrok, ulice miasta tętnią życiem. Plac św. Dominika (Plaza de Santo Domingo) jest szczelnie wypeł­ niony kawiarnianymi stolikami. Nieprzy­ zwyczajeni do wysokich temperatur turyści

Następnego dnia zaczynamy zwiedzanie wcześnie. Na ulicach jest jeszcze pusto i spokojnie. Przechodzimy przez charak­ terystyczną żółtą Bramę Zegarową (Puerta del Reloj), nazywaną także Wieżą Zegarową (Torre del Reloj), i wkraczamy do historycz­ nego serca miasta. Na centralnym placu, Plaza de los Coches, powoli gromadzą się sprzedawcy, pojawiają się pierwsi prze­ chodnie i turyści. Kilkaset lat temu właśnie w  tym miejscu odbywał się jeden z  naj­ większych targów niewolników w Amery­ ce Południowej. Transportowani w podłych warunkach na statkach z Afryki, przybywa­ li wycieńczeni i przerażeni do Cartageny, gdzie kupowano ich do pracy na okolicznych plantacjach lub w kopalniach w głębi kraju. Niewolnictwo zostało w Kolumbii zniesio­ ne 1 stycznia 1852 r. Dziś wpływy kultury afrykańskiej można dostrzec w wielu jej re­ gionach – przede wszystkim właśnie na wy­ brzeżu karaibskim. Jedną z wizytówek nie tylko Cartageny, ale i całego kraju są palenqueras. Czarno­ skóre kobiety ubrane w kolorowe, rozłożyste suknie od lat sprzedają na ulicach miasta egzotyczne owoce oraz słodycze na bazie kokosa. Swoje towary zazwyczaj przenoszą w koszach lub miskach, które wdzięcznie trzymają na głowie. Wszyscy turyści chcą zrobić im zdjęcie, biada jednak temu, kto wyjmie aparat i  spróbuje sfotografować je niepostrzeżenie. W takich momentach

JESIEŃ–ZIMA 2018

na twarzach sprzedawczyń pojawia się nie­ przyjazny grymas, potrafią fuknąć, syknąć, a nawet rzucić soczystym przekleństwem. Ich podejście zupełnie się zmienia, jeśli ku­ pimy od nich cokolwiek. Wtedy rozpływają się w uśmiechach i przybierają najróżniejsze pozy niczym profesjonalne modelki. Więk­ szość palenqueras nie mieszka w Carta­ genie, a  w  oddalonym o  ok. 50 km stąd San Basilio de Palenque (Palenque de San Basilio). Ta niewielka miejscowość w gminie Mahates (mniej więcej 3,5-tysięczna) została założona przez afrykańskich niewolników, którym udało się wyrwać z niewoli. Zasły­ nęła w świecie jako pierwsze wolne miasto w Amerykach. Jego dzisiejsi mieszkańcy pie­ lęgnują zwyczaje i tradycje swoich przod­ ków pochodzących z Afryki. Mają też własny język – palenquero (criollo palenquero), któ­ ry stanowi mieszankę hiszpańskiego, por­ tugalskiego i języków afrykańskich (głów­ nie bantu). W 2008 r. przestrzeń kulturowa San Basilio de Palenque (Palenque de San Basilio) została wpisana na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzi­ ctwa Ludzkości UNESCO. Podczas spaceru uliczkami historyczne­ go centrum Cartageny można przez chwilę poczuć się jak gość w bajkowym świecie. Zadbane, kolorowe budynki mają drewniane balkony ozdobione kwitnącymi pnączami. Niemal każdy zaułek wygląda jak perfek­ cyjnie przygotowana scenografia do sesji zdjęciowej. Jednak bardziej do gustu przy­ padła nam dzielnica Getsemaní. Nie jest aż tak wymuskana jak zabytkowe centrum, pa­ nuje w niej niezobowiązujący klimat i ceny są znacznie niższe. Jej mieszkańcy przesia­ dują na wąskich uliczkach, plotkując z są­ siadami i grając w karty. Podniszczone mury budynków pokrywają barwne murale, które nawiązują do tradycji miasta i kraju, często także poruszają ważne tematy społeczne, np. problem rasizmu lub przemocy wobec kobiet. Głównym centrum wydarzeń jest Plaza de la Trinidad, gdzie sprzedawcy roz­ kładają stoiska z przekąskami, a wieczorami występują uliczni artyści.

KARAIBSKIE WYBRZEŻE Cartagena przyciąga turystów nie tylko za­ dbaną zabytkową zabudową, ale też tropi­ kalną pogodą i możliwością błogiego wypo­ czynku na karaibskim wybrzeżu. Wystarczy jedynie godzina lub dwie rejsu motorów­ ką i można spełnić swoje marzenie o raju. Piaszczysta plaża otoczona turkusową wodą i pyszne kokosy prosto z wysmukłej pal­ my – czego więcej potrzeba do szczęścia… 


©© PROCOLOMBIA

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

109

SS Wieżowce dzielnicy Bocagrande, pełnej hoteli, restauracji, klubów nocnych i sklepów

TT Kukurydziane placki arepas z dodatkami

TT Balkony w Cartagenie na tle wieży katedralnej

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

SS Palenqueras w charakterystycznych strojach

©© PROCOLOMBIA

©© PROCOLOMBIA

SS Wieża Zegarowa, brama do centrum historycznego

JESIEŃ–ZIMA 2018


110 DALEKIE PODRÓŻE Na popularną Białą Plażę (Playa Blanca) da się dotrzeć nawet drogą lądową, ale w tym miejscu najtrudniej również uciec od innych turystów. Warto więc poświęcić trochę wię­ cej czasu i wybrać mniej oblegany zakątek w pobliskim archipelagu Wysp Różańcowych (Islas del Rosario). Poza leniwym plażowa­ niem zaglądamy także pod wodę i podzi­ wiamy imponującą rafę koralową, która sta­ nowi dom dla wielu gatunków kolorowych

ciekawie. Większe emocje wzbudza jedy­ nie wśród fanów Shakiry – tu urodziła się ta najsłynniejsza kolumbijska piosenkarka. Na cztery dni w roku Barranquilla zmienia się nie do poznania. Ogarnia ją szaleństwo kolorów, tańca i  śpiewu, a  gorące rytmy cumbii nie milkną ani na chwilę. Właśnie w niej odbywa się drugi największy karna­ wał na świecie. Barranquilla ustępuje miej­ sca jedynie boskiemu Rio de Janeiro. Tutej­

Park Narodowy Tayrona (Parque Nacional Natural Tayrona) skrywa nieziemsko pięk­ ny fragment wybrzeża u podnóża drugiego (zaraz po Górach Świętego Eliasza w Kana­ dzie i USA – 5959 m n.p.m.) najwyższego przybrzeżnego pasma górskiego na świe­ cie – Sierra Nevada de Santa Marta (wzno­ szącego się na wysokość 5775 m n.p.m.). Bujna tropikalna roślinność wdziera się w tym miejscu na rajskie plaże otoczone

TT Szalenie widowiskowy karnawał w Barranquilli

©© PROCOLOMBIA

SS Ciesząca się dużą popularnością Playa Blanca na półwyspie Barú (wyspie Barú) koło Cartageny

SS Malownicze wybrzeże w Parku Narodowym Tayrona otacza bujna, tropikalna roślinność

ryb. Kolejną ciekawą atrakcją jest zjawisko bioluminescencji – niezwykły pokaz świe­ cącego planktonu w Zaczarowanej Lagunie (Laguna Encantada). Tysiące maleńkich or­ ganizmów rozświetla powierzchnię wody niczym gwiazdy, a my wpatrujemy się jak zahipnotyzowani. Po kilku dniach w Cartagenie i okolicach ruszamy dalej wzdłuż wybrzeża w kierun­ ku Santa Marty. Po drodze przejeżdżamy przez Barranquillę. To czwarte co do liczby mieszkańców miasto Kolumbii (po stołecz­ nej Bogo­cie, Medellín i Cali) na pierwszy rzut oka wygląda raczej niepozornie i nie­

JESIEŃ–ZIMA 2018

szy karnawał to nie tylko świetna zabawa, ale również okazja do pielęgnowania wielo­ letnich tradycji i wierzeń przodków oraz wyraz niezwykłej różnorodności kulturowej Kolum­bii. Mieszają się na nim wpływy lokal­ ne, europejskie i afrykańskie. Najstarsze miasto Kolumbii, Santa Marta (założona 29 lipca 1525 r. przez hiszpańskie­ go konkwistadora Rodriga de Bastidasa), jest malowniczo położone na wybrzeżu i otoczone imponującymi górami. Dla więk­ szości turystów stanowi jednak jedynie bra­ mę do jednego z najbardziej znanych ko­ lumbijskich parków narodowych. Naturalny

wysmukłymi palmami, między gałęziami wędrują małpki i tukany, a na skałach wy­ grzewają się dorodne iguany. Można tutaj spędzić noc w hamaku, namiocie lub chat­ ce z widokiem na morze. Choć wytyczone ścieżki prowadzą przez las deszczowy, trud­ no natknąć się na niebezpieczne zwierzę­ ta. Największym zagrożeniem są spadające kokosy i silne prądy morskie – ze względu na nie na niektórych plażach obowiązuje zakaz kąpieli. Te rejony to również obszar wciąż za­ mieszkiwany przez rdzenną ludność, któ­ ra żyje na trudniej dostępnych terenach w prostych domach zbudowanych z kamie­


111 CODZIENNOŚĆ MAGICZNA Po dwóch tygodniach spędzonych na wy­ brzeżu czas ruszyć na południe, w głąb kraju. Naszym pierwszym przystankiem jest mi­ kroskopijna kropka na mapie, niewielkie jak na Kolumbię, 40-tysięczne miasto Aracataca. Zjeżdżamy z głównej drogi na szeroką szu­ trówkę. Mijamy mężczyznę wolno sunącego na skrzypiącym rowerze. Wokół nas unosi się kurz, a powietrze jest aż lepkie od upału.

©© PROCOLOMBIA

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

ni, gliny i liści palmowych oraz zachowała swoje tradycyjne zwyczaje. Miłośnicy przy­ gód mogą wyruszyć na wymagający trek­ king przez tropikalny las aż do Zaginionego Miasta (Ciudad Perdida). W latach świet­ ności było ono stolicą państwa Taironów (Tayronas) i nosiło nazwę Teyuna. Obecnie uważane jest za jeden z najważniejszych za­ bytków prekolumbijskich w Ameryce Połu­ dniowej. Składa się aż ze 169 kamiennych

©© PROCOLOMBIA

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

SS Jeden z historycznych pokoi w Casa Museo Gabriel García Márquez w mieście Aracataca

SS Kościół św. Barbary (Iglesia de Santa Bárbara) w zabytkowym Mompox ukończony w 1613 r.

tarasów, ale jak na razie odkryto jedynie ich część. Wciąż trwają prace badaczy. Miasto odnalezione zostało w 1972 r. przez poszu­ kiwaczy skarbów. Kilka lat później, kiedy na czarnym rynku zaczęły się pojawiać nie­ znanego pochodzenia złote artefakty i ce­ ramiczne urny, do dzieła wkroczyli arche­ olodzy. Do Ciudad Perdida można dotrzeć jedynie z lokalnym przewodnikiem. Trzeba pokonać trasę o długości 42 km w upale, wśród gęstej roślinności tropikalnej selwy, często wiodącą przez rzekę Buritaca. Trudy wędrówki wynagradzają jednak wspaniałe widoki na miejscu.

Po kilku minutach kluczenia wąskimi ulicz­ kami docieramy na miejsce. Zatrzymujemy się przed domem, w którym urodził się lau­ reat Nagrody Nobla i jeden z najważniej­ szych przedstawicieli realizmu magiczne­ go – Gabriel García Márquez (1927–2014). Dziś działa w nim muzeum. Co prawda, jego opiekunka od razu ostudza atmosferę, mó­ wiąc, że nie zachowały się żadne oryginalne sprzęty i wszystko jest repliką. Ślady twórczości Márqueza można zna­ leźć w wielu miastach. Choćby w Cartage­ nie, w której toczy się akcja powieści Miłość w czasach zarazy (1985 r.). Nigdzie jednak nie

mieliśmy tak silnego poczucia przebywania na granicy magii i rzeczywistości jak w Mom­ pox. Oficjalna nazwa miasta brzmi Santa Cruz de Mompox. W przeszłości pełniło funkcję swoistego skarbca dla Hiszpanów. Wywo­ żono tutaj złoto i kosztowności w obawie przed atakami piratów na wy­brzeżu. Obec­ nie przypomina miejsce zagubione w cza­ sie. Nie tak łatwo tu dojechać. Niewinnie wyglądająca na mapie droga zupełnie nie­ spodziewanie zmienia się w spore wyboje. Asfalt znika, co znacznie wydłuża nam czas jazdy, i kiedy zapada zmrok, jesteśmy gdzieś pośrodku niczego. Wtedy następuje kolej­ na niespodzianka: trasa nagle się kończy, a przed nami rozciąga się w całej okazało­ ści najważniejsza żeglowna rzeka Kolumbii – Magdalena (o długości ok. 1530 km). Most podobno gdzieś jest, ale kilka kilometrów dalej, a mieszkańcy podają nam sprzeczne informacje co do tego, w którym kierunku powinniśmy jechać. Pozostaje nam archa­ iczny prom mogący przetransportować kilka samochodów. Przedostajemy się na drugi brzeg i mamy wrażenie, że przekroczyliśmy bramę do innego świata. Choć funkcjonujemy w tropikalnym kli­ macie już od kilku miesięcy i zdążyliśmy przyzwyczaić się do wysokich temperatur, upał w Mompox daje nam popalić. Miasto otoczone jest rozlewiskami, powietrze stoi, a ubrania lepią się do skóry. Nic dziwnego, że koło południa życie zamiera, mieszkańcy kryją się w hamakach i z wytęsknieniem wy­ czekują rześkiej bryzy znad rzeki. Na space­ ry po malowniczych kolonialnych uliczkach wybieramy się rano i późnym popołudniem, a resztę dnia spędzamy na ocienionym bul­ warze, zajadając się soczystym ananasem. Nie musimy się nigdzie spieszyć, wszystkie najciekawsze miejsca w mieście leżą w rejo­ nie trzech ulic. Z sennością pomaga walczyć aromatyczne tinto – kolumbijska mała czar­ na. Częstują nas nim właściciele naszego hostelu i kobiety w sklepach, a na placach mężczyźni rozlewają do kubeczków ciemny napój z termosów. Wcale nie tak łatwo trafić na dobrą kawę, częściej zdarza się słodki ulepek. W Kolumbii magicznych miasteczek nie brakuje. Przekonaliśmy się o tym w trak­ cie tej podróży wielokrotnie. Niektóre są wyjątkowo ładne, urzekają urokliwym po­ łożeniem i kolorami. Inne prezentują się trochę mniej atrakcyjnie. Wszystkie jednak są estetyczne i zadbane, a życie ich miesz­ kańców skupia się na zazwyczaj skąpanym w zieleni głównym placu. Nie inaczej wy­ gląda Villa de Leyva. To, co tu zaskakuje, 

JESIEŃ–ZIMA 2018


Tak jak uwielbiamy spokojne, niewielkie miejscowości, tak zdecydowanie mniejszą sympatią darzymy duże ośrodki i szyb­ ko z nich uciekamy. Medellín – ukochane miasto najsłynniejszego barona narkoty­ kowego, Pabla Escobara (1949–1993) – jest wyjątkiem od tej reguły. Położone w doli­ nie Aburrá, między zielonymi wzgórzami, zostało rozsławione ostatnio przez serial Narcos (o  którym mieszkańcy nie lubią rozmawiać). Jeszcze 20 lat temu zaliczane było do najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Dziś uchodzi za symbol prze­ mian, miasto nowoczesnych inwestycji, inicjatyw społecznych i artystycznych oraz świetnego systemu komunikacji miejskiej – działa tu jedyne jak na razie w Kolumbii metro. Nieodłącznym elementem panora­ my Medellín są kolejki linowe (Metrocable de  Medellín). Pozwalają także spojrzeć na nie z innej perspektywy. Większość turystów zatrzymuje się w  El  Poblado – dzielnicy szklanych wie­ żowców, modnych restauracji i zadbanych parków. My znaleźliśmy niewielkie miesz­ kanie w San Javier, słynnej Comunie 13. Jego największą zaletą było wyjście na dach i roz­ pościerający się z niego niesamowity wi­ dok na miasto. Comuna 13 stanowiła kiedyś siedlisko zła. Oprowadza nas po niej Laura – dziewczyna w naszym wieku, która tutaj się urodziła. Dawniej wstydziłam się przyznać, skąd pochodzę. Kiedy byłam mała, zdarzały się takie dni, że mama nie pozwalała nam wyjść, bo bała się, że zginiemy. Dziś z dumą przyprowadzam tu turystów, opowiadam naszą historię i pokazuję twórczość lokalnych artystów – opowiada. Sztuka uliczna jest tutaj bardzo ważną formą ekspresji. To nie tylko kolorowe malunki na ścianach, ale też historie o strachu, niesprawiedliwości, sile, nadziei i miłości. Nie znaczy to jednak,

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Brukowany plac w miasteczku Villa de Leyva

TT Domy w Comunie 13 (San Javier) w Medellín

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

MIASTO WIECZNEJ WIOSNY

TT Murale z Medellín, Miasta Kwiatów, są jednymi z ciekawszych przykładów sztuki ulicznej

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

to rozmiar samego brukowanego placu – ma on aż 14 tys. m2! Tym samym jest naj­ większy w całej Kolumbii (i według niektó­ rych nawet w całej Ameryce Południowej), a jego ogromna powierzchnia wydaje się nieproporcjonalna w stosunku do wielko­ ści tego zabytkowego, 17-tysięcznego mia­ steczka. Na tutejszym Plaza Mayor (Plaza Principal) próżno również szukać drzew dających odrobinę cienia i  chroniących przed palącym słońcem. Villa de Leyva zachwyca brukowanymi uliczkami, bielo­ nymi ścianami budynków, otaczającymi ją malowniczymi górami oraz życzliwością mieszkańców.

©© PROCOLOMBIA/Sebastian Sanint

112 DALEKIE PODRÓŻE


©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

113

TT Schody wiodące na szczyt El Peñón de Guatapé

ZIELONE KRÓLESTWO KAWY

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

SS Guatapé nazywa się miasteczkiem zócalos

że przemoc i narkotyki całkowicie zniknęły z ulic. Mieszkańcy wciąż zmagają się z wie­ loma problemami. Życie w  metropolii może męczyć. W Medellín wystarczy jednak zaledwie pół godziny, żeby uciec od zgiełku wielkiego miasta. A jeżeli mamy trochę więcej czasu, zdecydowanie warto wybrać się do oddalo­ nego o ok. 80 km Guatapé. Są aż trzy powody, aby odwiedzić to 10-tysięczne miasteczko: sztuczne jezioro o  turkusowym kolorze, z rozsianymi na jego powierzchni wysepka­ mi, El Peñón de Guatapé (Piedra del Peñol), czyli wysoka na 220 m skała, na której szczyt prowadzi blisko 660 schodów i skąd rozta­ czają się najlepsze widoki na okolicę, oraz chyba najbardziej kolorowe uliczki w całej Kolumbii (a konkurencja jest spora). Charak­ terystyczny element dekoracyjny stanowią tutaj zócalos, czyli barwne płaskorzeźby przedstawiające historię i tradycje właścicie­ la domu. Nawet jak na wysokie kolumbijskie standardy Guatapé jest wyjątkowo urocze. W jego klimatycznych uliczkach można spo­ kojnie zagubić się na ładnych parę godzin.

Eje Cafetero, czyli region kawy, który obejmu­ je departamenty Caldas, Risaralda i Quindío, skrywa tysiące odcieni zieleni, urokliwe mia­ steczka oraz jeden z największych skarbów kraju. Kolumbia jest trzecim na świecie pro­ ducentem kawy zaraz za Brazylią i Wietna­ mem. Wiele osób uważa jednak, że to właśnie kolumbijskie ziarna są najlepsze pod wzglę­ dem jakości. Niestety, jeszcze do niedawna zwykli Kolumbijczycy mieli niewielkie szan­ se się o tym przekonać. Najlepsze ziarna zawsze szły na eksport, a w kraju zostawały tylko te najniższej jakości, które nazywamy „cafe basura” („kawowe odpady”) – opowiada nam don Leo, właściciel rodzinnej plantacji Finca Alsacia w niewielkim miasteczku Buenavista w departamencie Quindío. Kawy z nich nie da się pić, to właśnie dlatego dodaje się do niej tyle cukru. Trzeba zabić ten smak. Na szczęście teraz sytuacja znacznie się poprawiła, ale wciąż nie tak łatwo znaleźć dobrą kawę poza naszym regionem. Staramy się w pełni wykorzystać pobyt w kawowym raju i wizytę w każdym nowym dla nas miasteczku zaczynamy od filiżanki tinto. Najbardziej popularne wśród tury­ stów jest Salento. W kolorowych uliczkach można znaleźć wiele przytulnych kafejek, restauracji, sklepów z pamiątkami. Codzien­ nie rano z głównego placu odjeżdżają cha­ rakterystyczne jeepy willysy, które zawożą chętnych do oddalonej o kilka kilometrów 

JESIEŃ–ZIMA 2018


SS Porastające Valle de Cocora wysmukłe palmy woskowe wyglądają, jakby sięgały nieba

doliny – Valle de Cocora. To miejsce słynie z najwyższych na świecie palm woskowych (palma de cera del Quindío). Sięgają nawet 60 m, a przy tym są wyjątkowo smukłe. Ich wierzchołki często kryją się we mgle, co je­ dynie dodaje krajobrazom magii. Przez kilka godzin wędrujemy po malowniczej dolinie. Kiedy wychodzimy, jest ciepło i słonecznie, ale wkrótce widoczność znacznie słabnie. Gdy tylko dochodzimy do Domu Kolibrów –  Rezerwatu Przyrody Acaime (La Casa de los Colibríes – Reserva Natural Acaime), zaczyna lekko padać. Uzupełniamy energię gorącą czekoladą z  serem i  podglądamy

różne gatunki kolibrów. Droga powrotna ma w sobie coś z przygody – przeskakuje­ my przez strumienie, przechodzimy przez liczne linowe mostki i staramy się nie wpaść w błoto po kostki.

ZŁOTO I SZMARAGDY Choć większość poznanych w Kolumbii osób odradzała nam wizytę w stołecznej Bogo­ cie, na swój sposób polubiliśmy to miasto. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka nas nie zachwyciła. Jedyne, co dostrzegliśmy, to ogromna miejska dżungla i korki ciągną­ ce się po horyzont. Sympatia przyszła z cza­

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

TT Krajobraz kulturowy związany z uprawą kawy – Lista Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

JESIEŃ–ZIMA 2018

sem. Turystycznym sercem stolicy kraju jest tętniąca życiem i kolorami zabytkowa La Cande­laria. Tutaj można znaleźć wiele barwnych murali, klimatycznych knajpek i  kafejek. Bogota najładniej prezentuje się z góry, szczególnie w promieniach po­ południowego słońca. Najlepsze widoki rozpościerają się ze szczytu Monseratte (3152 m n.p.m.), na który wjeżdża kolejka, oraz tarasu na Torre Colpatria – 196-metro­ wym drapaczu chmur. Jeśli komuś Kolumbia kojarzy się jedynie z tropikami, może przeżyć lekki szok. Miasto położone jest na wysoko­ ści ponad 2600 m n.p.m. i wieczory są tu dość chłodne. W razie niepogody dobrze ukryć się w jednym z licznych muzeów, np. słynnym Muzeum Złota (Museo del Oro). Nam jednak najbardziej przypadło do gustu muzeum ko­ lumbijskiego malarza i rzeźbiarza Fernanda Botera (Museo Botero), który słynie z upodo­ bania do charakterystycznie zaokrąglonych postaci. Imponującą kolekcję każdy może zo­ baczyć za darmo – taki był warunek artysty, zanim przekazał dzieła miastu. Stołeczne lotnisko nie bez przyczy­ ny nosi nazwę Aeropuerto Internacional El  Dorado. Hiszpańscy konkwistadorzy, którzy przybyli na teren dzisiejszej Kolum­ bii w pierwszej połowie XVI stulecia, ma­ rzyli o złocie. Nietrudno sobie wyobrazić, jak podziałała na nich historia o świętym jeziorze, gdzie podczas lokalnych rytuałów zatapiano łodzie wypełnione złotem i szma­ ragdami. Przybyszom z Europy udało się je 

cd. na str. 116

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.pl

114 DALEKIE PODRÓŻE


115

tekst promocyjny

Grupa hotelowa Dorado Plaza zaprasza do Kolumbii Rodzinna grupa hotelowa Dorado Plaza została założona 50 lat temu w Cartagenie de Indias w Kolumbii. Rodzina Monroy posiada sześć hoteli, jeden w Bogocie i pięć w Cartagenie. Poniżej publikujemy wywiad z Carlosem Monroyem, dyrektorem administracyjnym grupy hotelowej Dorado Plaza.

Carlos, posiadacie sześć obiektów w Kolumbii, jaka jest tajemnica sukcesu Waszej grupy hotelowej? Tajemnicą naszego sukcesu przez ponad 50 lat funkcjonowania była innowacyjność i determinacja, z jaką realizujemy nasze pro­ jekty. W ostatnich latach szukaliśmy czegoś więcej niż tylko konwencjonalne usługi, łą­ czyliśmy nowe trendy w aranżacji wnętrz, przyjemnie zaskakiwaliśmy naszym ciepłem i radością życia oraz wdrażaliśmy nowe tech­

nologie. Wszystko to pozwoliło nam popra­ wić doświadczenia gości przed pobytem, w jego trakcie i po nim, w taki sposób, że zagwarantowaliśmy sobie ich satysfakcję i wierność. Wreszcie, co nie mniej ważne, muszę również powiedzieć, że bez naszych profesjonalnych pracowników nic nie było­ by możliwe. Czy jest coś, z czego czujesz się szczególnie dumny? Mimo wszystkich zmian w branży turystycz­ nej w ostatnich latach udało nam się utrzy­ mać na rynku. Mamy dobry stan obłożenia w każdym sezonie i zostaliśmy uhonoro­ wani wspaniałymi nagrodami branżowymi na poziomie lokalnym, krajowym i między­ narodowym. To na przykład World Travel Awards. W 2015, 2017 i 2018 r. nasz aparta­ ment w 4-gwiazdkowym Hotelu Cartagena Plaza został wybrany przez podróżnych spo­ śród wielu oferowanych przez znane mię­ dzynarodowe sieci hotelowe Najlepszym Apartamentem Hotelowym w  Kolumbii – Colombia’s Leading Hotel Suite (nomino­ wany w 2016 r.). Jakie są według Ciebie najbardziej czarujące atrakcje Cartageny? Historyczne centrum Cartageny jest abso­ lutnie obowiązkowym punktem dla każdego podróżnika. Tutejsze stare ulice, kolonialne

balkony i potężne mury obronne są napraw­ dę zachwycające. Jeśli masz szczęście, usły­ szysz, jak ktoś śpiewa, i zobaczysz, jak ktoś tańczy na ulicy. Doświadczenie magii, która jest wyczu­ walna podczas kolorowych zachodów słońca odbijających się na murach, to przeżycie, którego nie można przegapić. Spacer po hi­ storycznych placach lub próbowanie pysz­ nych przekąsek i słodyczy są obowiązkową atrakcją dla tych, którzy przyjeżdżają do za­ bytkowego miasta Cartagena. Jaka jest Wasza oferta na polski rynek? Oferujemy pakiety typu bed & breakfast i all inclusive zarówno w Cartagenie de Indias, jak i Bogocie. Nasze hotele są strategicznie położone, nad morzem lub w historycznym centrum miasta. Mamy różne oferty specjal­ ne, np. czwartą noc za darmo lub pakiety, które obejmują transfer z lotniska i na nie, oraz różne wycieczki krajoznawcze.

Więcej informacji: e-mail: berlin@doradoplaza.com www.doradoplaza.com

JESIEŃ–ZIMA 2018


116 DALEKIE PODRÓŻE zlokalizować – była to położona ok. 70 km na północny wschód od Bogoty Guatavita (Laguna de Guatavita). Poświęcili wiele czasu na poszukiwania, próbowali nawet

osuszyć jezioro. Niektóre źródła podają, że konkwistadorzy trudzili się bezskutecz­ nie. Inne zapewniają, że kilku szczęśliwców znalazło kosztowności. Obecnie Bogota

©© PROCOLOMBIA

TT Widok na wieżowce Bogoty i arenę walk byków z 1931 r. (Plaza de Toros La Santamaría)

TT Centrum historyczne La Candelaria z neoklasycystyczną Catedral Primada de Colombia

wciąż przyciąga wielbicieli drogocennych kamieni – to właśnie w Kolumbii wydobywa się najlepszej jakości szmaragdy na świe­ cie. Na ulicach stolicy kupimy je w licznych butikach, a osoby z żyłką hazardzisty mogą spróbować szczęścia na czarnym rynku, któ­ ry funkcjonuje nieopodal Muzeum Złota. Po kilku dniach w  Bogocie mamy już dość zgiełku i zimna. Kierujemy się do de­ partamentu Huila na pustynię Tatacoa (Desierto de la Tatacoa). Choć w ostatnich latach to miejsce zaczyna być coraz bardziej popularne, wciąż pozostaje na uboczu tu­ rystycznego szlaku. Nazwa jest dość mylą­ ca. Tak naprawdę to nie pustynia, a suchy las tropikalny. Hiszpańscy konkwistadorzy z XVI w. nazywali ją również Doliną Smut­ ków (Valle de las Tristezas). Tatacoa mieni się kolorami, wśród których dominują czer­ wony i szary. Fascynujące formacje skalne tworzą swoisty labirynt upstrzony wielkimi kaktusami. Żar leje się z nieba. Z radością znajdujemy niewielką oazę z  basenem. Natychmiast wskakujemy do wody, aby się orzeźwić. Po południu temperatura staje się przyjemniejsza, a gra światła ożywia nie­ zwykły krajobraz. Zupełnym przypadkiem trafiamy na pokaz tradycyjnego tańca w wy­ konaniu młodej pary. Wracamy do hostelu późnym wieczorem, obserwując rozgwież­ dżone niebo.

©© PROCOLOMBIA

ROZTAŃCZONE CALI

JESIEŃ–ZIMA 2018

Ostatnim przystankiem w naszej kolumbij­ skiej podróży jest Cali (pełna nazwa miasta to Santiago de Cali). Choć stanowi ważny ośrodek finansowy i przemysłowy, w świe­ cie słynie raczej jako stolica salsy. Dźwięki muzyki wyznaczają tutaj rytm życia. Dwa razy w roku ulice Cali zamieniają się w wiel­ ki taneczny parkiet: we wrześniu w  trak­ cie Światowego Festiwalu Salsy (Festival Mundial de Salsa de Cali) oraz w okolicy Bożego Naro­dzenia, kiedy odbywa się wi­ dowiskowe święto miasta (Feria de Cali). Mimo iż w ubiegłych latach donoszono o wzroście przestępczości w Cali, wyczu­ wamy w nim dobrą energię. Cieszymy się smakiem świeżych egzotycznych owoców, przesiadujemy na placach i wdajemy się w  rozmowy z  życzliwymi mieszkańcami. Rozpromieniają się, kiedy mówimy, jak bardzo podoba nam się ich kraj. Dopytują, czy na pewno spróbowaliśmy wszystkich lokalnych specjałów i zaraz zamawiają coś, czego nie zdążyliśmy wcześniej posmako­ wać. Te dni są pełne szczerego uśmiechu i spontanicznej radości. Bo właśnie ludzie to największy skarb Kolumbii. 


118 DALEKIE PODRÓŻE

Peru

– niezwykłe drogi i ścieżki

©© PromPerú/Heinz Plenge Pardo

ROMAN WARSZEWSKI www.warszewski.info

SS Święto Słońca (Inti Raymi) na głównym placu Cusco

JESIEŃ–ZIMA 2018


119

©© PromPerú/Fernando López

« Peru ma wszystko – przepiękną przyrodę, pustynie (na wybrzeżu), góry (w części środkowej), a także selwę i przecinające ją rzeki. Jednak wyróżniają je również liczne ślady przeszłości. Ludzie zamieszkują ten obszar od 4 tys. lat p.n.e. i zawsze wykazywali się wielką pracowitością i artystycznym zmysłem. Dlatego wspaniałe naturalne tereny urozmaicają tutaj niezliczone pozostałości dawnych miast, osiedli i świątyń, z których większość jest świetnie wkomponowana w krajobraz. Mało osób wie, że w Peru znajduje się więcej piramid niż w Egipcie. A są wśród nich i takie, które liczą sobie więcej lat od słynnej piramidy Cheopsa. »

SS Andyjska lama na tle ruin miasta Inków Machu Picchu i strzelistej sylwetki Huayna Picchu

JESIEŃ–ZIMA 2018


120 DALEKIE PODRÓŻE

SS Indianie Uro (Uru) mieszkają na pływających wyspach z trzciny totora na jeziorze Titicaca

©© PromPerú/Pilar Olivares

W Peru istnieją dwie standardowe trasy – tzw. pętla południowa i północna. Każda z  nich zaczyna się i  kończy w  Limie, która – podobnie jak Buenos Aires lub Rio de Janeiro – jest bramą Ameryki Południowej. Obie pętle są niezmiernie interesujące, choćby dlatego, że bardzo się od siebie różnią. Ci, którzy znają dobrze Peru, twierdzą, iż niełatwo wybrać tę ciekawszą. Osoby odwiedzające kraj po raz pierwszy czy drugi głosują na południową. Powód takiej decyzji jest prozaiczny – podczas podróży tą trasą najłatwiej trafić do słynnego Machu Picchu.

©© PromPerú/Pilar Olivares

W

łaśnie z powodu wielkiej różnorodności przyrodniczej i bogactwa kulturowego ten kraj jest pod względem turystycznym jednym z  najciekawszych na świecie. Niektórzy uważają nawet, że należy mu się palma pierwszeństwa. Peruwiańczycy to wiedzą i  coraz bardziej doceniają. W  tej chwili Peru rocznie odwiedza blisko 4,5 mln zagranicznych gości (według oficjalnych danych rządowych), a przychody z turystyki stanowią spory procent budżetu państwa. Infrastruktura jest coraz lepsza. W wiele miejsc coraz łatwiej dojechać. Tam, gdzie nie ma jeszcze odpowiedniej jakości dróg, można dolecieć samolotami – większymi, mniejszymi czy nawet awionetkami. Istnieje mnóstwo utartych szlaków turystycznych, które tu nazywam przetartymi, wygodnymi trasami, jak te, które łączą stołeczną Limę, Arequipę i Cusco (Cuzco). Ale oprócz nich są też ścieżki, gdzie napotyka się ginącego już ducha pogranicza. Wiodą czy to do Huchuy Qosqo (Huch’uy Qusqu), czy do zapomnianej Vilcabamby.

SS Pozostałości monumentalnego miasta Ollantaytambo, zwanego Fortecą, w Świętej Dolinie Inków

Na tym szlaku oczywiście znajduje się stolica Peru, niemal 10-milionowy moloch (Lima Metropolitana), z którego jedzie się na południe do Pisco i Paracas, następnie do Naski, Arequipy i nad jezioro Titi­caca – do Puno. Tam można wpaść z wizytą do Indian Uro (Uru) żyjących na pływających wyspach oraz do przedziwnej społeczności zamieszkującej skalistą wysepkę Taquile, gdzie kobiety są głowami rodziny, a mężczyźni zajmują się… tkaniem i robieniem na drutach! Znad Titicaki warto na krótko wyskoczyć do departamentu La Paz w  Boliwii, bo w  nim czeka na nas jedna z największych (i najbardziej tajemniczych) atrakcji regionu – prastare miasto Tiahuanaco (Tiwanaku). Potem zwykle jednak (przez wyspy Księży-

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© PromPerú/Heinz Plenge Pardo

PĘTLA POŁUDNIOWA

SS Stanowisko archeologiczne Tambomachay (Tampumachay) z licznymi kanałami doprowadzającymi wodę

ca i Słońca na jeziorze Titicaca) czym prędzej wraca się znów do Peru, żeby z Puno udać się do Cusco, które przypomina odrębną planetę i jest jak zaklęta w kamieniu poezja, dzieło łączące niezmierzone bogactwo tradycji, ciekawą historię, znakomitą

kuchnię i mozaikę krajobrazów. To także baza wypadowa do Świętej Doliny Inków (Valle Sagrado de los Incas) – do stanowisk archeologicznych Qenko, Puka Pukara (Puca Pucara), Tambomachay, Písac (Pisaq) i Ollantaytambo oraz miasteczka Chinchero,


121 cami motoriksz (motocarros) Iquitos leżącego nad Amazonką, zapuszcza się choć na jedną noc do selwy i dopiero wtedy udaje się do stolicy. Wyprawa wzdłuż pętli południowej trwa zwykle 14–16 dni.

©© PromPerú/Carlos Ibarra

PĘTLA PÓŁNOCNA

©© PromPerú/Carlos Ibarra

SS Nadbrzeżna droga Costa Verde w Miraflores, leżącym nad oceanem dystrykcie prowincji Lima

©© PromPerú/James Posso

SS Zbudowany w stylu neokolonialnym Pałac Arcybiskupi w Limie oddano do użytku w grudniu 1924 r.

SS W żyznej dolinie rzeki Colca żyją trzy grupy etniczne: Kollawas, Cabanas i Ccaccatapay

w pobliżu którego już niedługo ma powstać oprotestowane przez ekologów gigantyczne lotnisko. Stąd wreszcie wyrusza się do słynnego Machu Picchu, mimo turystycznego oblężenia nadal największej peruwiańskiej atrakcji, a zarazem – z uwagi na ge-

nerowane dochody – najbardziej wydajnej południowo­amerykańskiej kopalni złota. Po zwiedzeniu tego wciąż wyjątkowego miejsca większość osób wraca już zazwyczaj do Limy. Ewentualnie najpierw samolotem na dzień czy dwa leci do warczącego tysią-

Tak jak wspominałem, pętla północna kusi przede wszystkim tych, którzy byli już na południu. Znów ruszamy z Limy, tym razem na północ. Najpierw jedziemy do Huacho, skąd odbijamy do Caral – miejsca położonego pośród pustkowia, gdzie odkryto nie tylko wielkie prekolumbijskie osiedle, lecz także najstarsze w Ameryce Południowej piramidy. Po powrocie do Huacho udajemy się do Casmy, aby obejrzeć ruiny Sechín (Cerro Sechín), z płaskorzeźbami pełnymi odrąbanych głów, nóg, rąk i innych członków. Potem – przez Chimbote – wyruszamy do Trujillo, w którego sąsiedztwie są wielkie świątynie Słońca i Księżyca (Huaca del Sol i Huaca de la Luna) oraz stanowisko Huaca Rajada (Sipán). W rejonie tego ostatniego w latach 80. XX w. najpierw złodzieje, a następnie archeologowie odnaleźli grób Pana z Sipán (Señor de Sipán). Pochodzące z niego złote artefakty trafiły do Museo Arqueo­lógico Nacional Brüning w  pobliskim Lambayeque (dokąd rzecz jasna również należy zajrzeć). Potem, w pobliżu Chiclayo, skręca się do Túcume – jedynego w swoim rodzaju skupiska ok. 30 upiornych piramid z  adobe (suszonej cegły), gdzie przez blisko sześć lat mieszkał i  kopał słynny norweski etnograf i podróżnik Thor Heyer­dahl (1914–2002). Poza tym trzeba też odwiedzić Tumbes – miejsce, w którym przy plaży jest ciepła woda i bez obawy można się kąpać. Tutaj podaje się także nadzwyczaj smaczne peruwiańskie dania z ryb i owoców morza. Następnie należy udać się do miast Chachapoyas i Cajamarca. W drugim z nich ze względu na wulkaniczne źródła powstały niegdyś inkaskie łaźnie, a ostatni władca Inków sprzed konkwisty, Atahualpa (ok. 1500–1533), w bardzo głupi sposób dał się pochwycić 16 listopada 1532 r. świeżo przybyłym w te strony Hiszpanom, co w dużej mierze przesądziło o  przebiegu podboju tej części Ameryki Południowej. Stąd przez leżące w amazońskiej puszczy Tarapoto uczestnicy wyprawy lecą do Limy, a po drodze dziwią się, że Peru miało jeszcze tyle do zaoferowania, choć wydawało im się, że na południu widzieli już wszystko. Na przebycie pętli północnej również potrzeba mniej więcej dwóch tygodni. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


TRASY NA POŁUDNIU

AREQUIPA

Na południu tradycyjnym, standardowym szlakiem dotrzeć można z Limy do Arequipy, Cusco (jeśli będziemy tu 24 czerwca, załapiemy się na doroczne, widowiskowe Święto Słońca – Inti Raymi) i oczywiście do magicznego, niezapomnianego Machu Picchu. Z  kolei mniej przetarta ścieżka prowadzi do położonego w Świętej Dolinie Inków, koło miasteczka Calca, Huchuy Qosqo (Huch’uy Qusqu) oraz na wznoszącą się w cieniu szczytu Ausangate (6384 m n.p.m.) Górę Siedmiu Kolorów, czyli Vinicuncę (Winikunkę), i do znajdującej się daleko, po drugiej stronie majestatycznych Andów, zapomnianej niemalże przez wszystkich Vilcabamby. Taka trasa wiedzie także do Machu Picchu – to dawna, przecinająca trzy przełęcze Droga Inków (Camino Inca), ta sama, którą w przeszłości poruszali się niezmiernie szybko specjalnie przeszkoleni inkascy gońcy – chasquis.

Gdyby nie Lima, Arequipa na pewno byłaby stolicą Peru. To drugie co do liczby ludności miasto tego kraju (Arequipa Metropolitana ma ponad 1 mln mieszkańców), jest znacznie atrakcyjniej położone i… panuje w nim dużo lepsza pogoda. Pod względem urody także prezentuje się wyjątkowo, bo zabudowania w jego centrum w ogromnej większości wzniesiono z białego wulkanicznego tufu ryolitowego, zwanego sillar. Stąd też jego druga nazwa – Ciudad Blanca, czyli Białe Miasto. Arequipa leży na południu, już w sercu gór, na mniej więcej 2300 m n.p.m., u stóp dwóch wulkanów: Misti (5822 m n.p.m.) i Chachani (6057 m n.p.m.). Oddalenie od wybrzeża oraz wysokość determinują tutejszy klimat – przez cały rok panuje w niej wiosna. Po niemal wiecznie zamglonej Limie wizyta w tym mieście przynosi prawdziwą ulgę. W Arequipie mieszka również wiele starych peruwiańskich rodów, które swoje początki wywodzą z okresu konkwisty. Arequi­pianie, skonfliktowani z limianami od niepamiętnych czasów, zwykli mówić do tych drugich: Wy macie martwego Pizarra, a my żywą arystokrację. Główna atrakcją jest tutaj śnieżno­biały plac Broni (Plaza de Armas de Arequipa) z  przepięknymi arkadami i  podcieniami, a  także pobliski Klasztor św. Katarzyny ze  Sieny (Monasterio de Santa Catalina de Siena), będący niepowtarzalnym osobnym miasteczkiem w mieście. Przyjezdnych przyciąga też muzeum uniwersyteckie (placówka Universidad Católica de Santa María – Museo Santuarios Andinos). Można w nim zobaczyć Mumię Juanita – zwłoki inkaskiej dziewczynki, złożonej w ofierze na jednym z pobliskich wulkanicznych szczytów w ramach rytuału nazywanego capacocha (capac cocha), który wykonywany był m.in. po to, aby sprowadzić deszcz w okresach suszy. Arequipa stanowi również bazę wypadową do słynnego kanionu Colca – jednego z najgłębszych na świecie, gdzie do dziś w stanie dzikim żyją kondory. Warto więc tu przyjechać, tym bardziej że miasto leży na szlaku wiodącym do Cusco.

STOLICA Lima potrafi zainteresować. Ciekawy jest nadmorski dystrykt Miraflores, do którego przylega konkurujący z nim San Isidro. Oba są czyste i nowoczesne i z powodzeniem mogłyby się znajdować w centrum np. Buenos Aires. Miraflores leży na pięknym, żwirowym klifie, który swoją trwałość zawdzięcza tylko temu, że w okolicy w zasadzie nigdy nie pada. Z jego szczytu przy dobrym wietrze dzień w dzień startują paralotniarze. Gdy wzlecą w powietrze, mogą podziwiać wspaniały widok: w dole na wielkich falach szaleją surferzy. Nie straszna im przeraźliwie zimna woda, bo na sobie mają kombinezony z pianki, a w sobie – determinację. Główne zabytki architektoniczne peruwiańskiej stolicy znajdują się w  historycznym centrum. Jest tu plac Broni (Plaza de  Armas de Lima) z  Katedrą (Catedral de Lima), gdzie pochowano zdobywcę terenów Peru – Francisca Pizarra (1478–1541), oraz Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal de Lima) z przepięknym, typowym dla Limy balkonem. Obok stoi Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú, oficjalna siedziba prezydenta). Codziennie w południe odbywa się przed nim uroczysta zmiana warty (mundury żołnierzy są identyczne z mundurami armii, która rozgromiła siły rojalistyczne i pro­hiszpańskie w słynnej bitwie pod Ayacucho w grudniu 1824 r.). Jego neobarokowa fasada zaprojektowana została przez polskiego architekta – Ryszarda Jaxa Małachowskiego (1887–1972), który pod koniec 1911 r. znalazł w tym kraju azyl i pole do popisu dla swoich talentów.

JESIEŃ–ZIMA 2018

CUSCO O Cusco można by napisać nie tylko osobny obszerny artykuł, ale nawet książkę. To miasto niejednokrotnie porównywane bywa z Rzymem. I coś w tym jest. W Cusco na każdym kroku czuje się jego majestat. Kolonialny ośrodek wyrasta tutaj z inkaskiego korzenia. Można to dostrzec bez proble-

©© PromPerú/Heinz Plenge Pardo

122 DALEKIE PODRÓŻE

SS Widok na centrum Cusco z Plaza de Armas i Katedrą

mu. W historycznym centrum mury parteru większości budynków pochodzą jeszcze z czasów Inków i składają się z dużych (niekiedy ogromnych), idealnie do siebie dopasowanych kamieni. Reszta ścian – już w stylu kolonialnym – została niejako doklejona do tej wielkokamiennej, ciemnej podstawy. Z  tego powodu zabudowania są czarno-białe. Warstwa ciemna jest pre­kolumbijska, biała – kolonialna.


123 opisywany przez hiszpańskich kronikarzy. O tym, że istniał naprawdę, przekonują ślady na zachowanych murach świątynnych. W wielu miejscach widać, że zerwano z nich przykrywające je złote płyty.

©© PromPerú/Carlos Sala

MACHU PICCHU

SS Klasztor św. Dominika został zbudowany na inkaskiej świątyni Coricancha

Z Cusco koniecznie trzeba pojechać do Machu Picchu, które choć niemiłosiernie przepełnione turystami, nadal pozostaje kulminacyjnym punktem podróży do Peru. To miasto zbudowane za inkaskiego króla Pachacuteca (1418–1471 lub 1472), spektakularnie zawieszone ponad zakolem rzeki Urubamba, nie może nie urzec i wzbudzić tysiąca westchnień. Machu Picchu jest jedyne w swoim rodzaju co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, zaskakuje swoją kompletnością. To całe górskie osiedle, które na dobrą sprawę da się zasiedlić na nowo od zaraz. Po drugie, jest przepięknie wkomponowane w otoczenie. Wzniesiono je nie na przekór górom, lecz w pełnej zgodzie z nimi. Mury Machu Picchu wyrastają z górskiego zbocza tak, jak wyrastają z niego rośliny. Jego zabudowania dopełniają krajobraz, wzbogacają go. Nie są drzazgą w oku przyrody ani w jej gardle, lecz ozdobą na wspaniałej szacie.

©© PromPerú/Gihan Tubbeh

ŚCIEŻKAMI DO CELU

SS Zachwycające Machu Picchu wpisano w 1983 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

Na zainteresowanie zasługuje oczywiście Plaza de Armas, centralny plac w dużej części pokrywający się z częścią ogromnego placu inkaskiego Cusco. Stoi tu Katedra (Catedral del Cusco), Kościół Towarzystwa Jezusowego (Iglesia de la Compañía de  Jesús), a  nieco poniżej – jedno z  naj­ starszych tutejszych założeń sakralnych – klasztor należący do  mercedarianów

(Templo de la Merced del Cusco). Świetnie zachowaną uliczką Loreto można ruszyć do innej słynnej budowli – Klasztoru św. Dominika (Convento de Santo Domingo), wznoszącego się na ruinach największej świątyni Inków – Coricanchy (świątyni ku czci boga słońca). W tej właśnie okolicy znajdować się miał ogród z roślinami wykonanymi ze złota i zwierzętami wyklepanymi ze złotej blachy,

Podczas wizyty w Machu Picchu dobrze wejść także na Huayna Picchu (ok. 2700 m n.p.m.) – ów strzelisty szczyt, który wznosi się ponad ruinami. Podejście zajmuje ok. 40 minut i choć wymaga pewnego wysiłku, na pewno warto go podjąć, bo widok rozpościerający się z góry jest niezapomniany. Pod stopami rozciąga się całe miasto (i dopiero wtedy widać, że swoim kształtem przypomina… kondora!), a jeszcze niżej Urubamba – szumiąca rzeka, która z tej odległości wydaje się niema. Poza tym górną partię Huayna Picchu pokrywa kamienna zabudowa, co dla wielu osób bywa wielką niespodzianką, szczególnie gdy okazuje się, że owe konstrukcje są odbiciem Machu Picchu w miniaturze! To charakterystyczna cecha inkaskiej myśli architektonicznej, przesyconej zwykle pewnym dualizmem. Po powrocie do Cusco również ścieżką dotrzeć można do Huchuy Qosqo (Huch’uy Qusqu) – Małego Cusco, które też jest jakby obrazem tego pierwszego. To miasto, gdzie znakomicie widać, w  jak piękny i  przemyślany sposób budowniczowie potrafili w jednej konstrukcji łączyć adobe z kamieniem. Zało­żone zostało ok. 1420 r., w okresie walk Inków z Chankami – ludem przez długi czas utrudniającym ekspansję Inków poza 

JESIEŃ–ZIMA 2018


dolinę Cusco. Po zwycięstwie z przeciwnikiem w 1438 r. właśnie w to miejsce zesłano część inkaskiej szlachty, która stchórzyła w trakcie konfliktu. Dziś przepiękne, ale niedoceniane Huchuy Qosqo stanowi cel konnych wycieczek. Jest tym bardziej ciekawe, że można podziwiać tutaj niezapomniany widok na rozciągające się w dole miasteczko Calca oraz górujące nad nim szczyty pasma Vilcabamba (Cordillera de Vilcabamba). Skoro padła nazwa Vilcabamba, warto wspomnieć, że do tej ostatniej stolicy Inków, która została założona w czasie walk z Hiszpanami, w selwie, po drugiej stronie Andów, da się dziś także dotrzeć szlakiem umownie określanym przeze mnie jako ścieżka. Do Espíritu Pampa – wioski położonej w  bezpośrednim sąsiedztwie ruin doprowadzono już bitą drogę, przejezdną nie tylko dla samochodów terenowych. Kto więc chciałby zobaczyć, skąd Inkowie nękali Hiszpanów przez ostatnich 35 lat istnienia swojego niezależnego imperium i co po ich ostatniej stolicy pozostało, powinien wsiąść w auto i tam pojechać. Na dojazd do Vilcabamby z Cusco i powrót do niego trzeba przeznaczyć około pięć dni.

©© PromPerú/Favio Ovalle

124 DALEKIE PODRÓŻE

SS Zrekonstruowany grobowiec Pana z Sipán (Señor de Sipán) w kompleksie Huaca Rajada (Sipán)

Na północy, drogą, a więc szlakiem standardowym, dostaniemy się do miast Huacho, Casma, Trujillo, Tumbes, Chiclayo i Cajamarca. Wszystkie inne punkty na mapie i poprzednio wymienione miejsca wymagają skorzystania ze ścieżek, choć w przypadku Tarapoto będzie to ścieżka… powietrzna. Do Caral, Túcume i Chachapoyas również zaprowadzi nas niestandardowa droga. Jednak to chyba dobrze: otarcie się o Peru z pogranicza podczas wyprawy po tym kraju nikomu nie zaszkodzi.

CASMA W Casmie należy zwiedzić przede wszystkim Sechín (Cerro Sechín). W kompleksie znajduje się przedziwna, ale coraz lepiej zrekonstruowana świątynia ofiarna sprzed wielu tysięcy lat – z czasów, gdy o Inkach w Peru jeszcze nikomu się nie śniło. Uwagę przykuwają tu przede wszystkim makabryczne płaskorzeźby. Przedstawiają jeńców prowadzonych na stracenie oraz ich odcięte głowy, ręce i nogi. Z tych rysunków można by ułożyć cały atlas anatomiczny! Przypuszczalnie dawni mieszkańcy Cerro Sechín jako pierwsi próbowali uporać się z nękającym ich zjawiskiem pogodowym El Niño. Czynili to za pomocą modłów i kierowania próśb do swoich bogów, a aby je wzmocnić, składali bóstwom liczne ofiary z ludzi.

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© PromPerú/Marco Garro

TRASY NA PÓŁNOCY

SS Barwny pochód organizowany w mieście Cajamarca uważanym za stolicę peruwiańskiego karnawału

TRUJILLO Leżące nad rzeką Moche ponad 950-tysięczne Trujillo to przed wszystkim świątynie: wielka Huaca del Sol (Świątynia Słońca), będąca pod względem kubatury naj­większą piramidą w Ameryce Południowej, oraz Huaca de la Luna (Świątynia Księżyca). Są  one dziełami kultury Mochica, oczywiście pre­ inkaskiej, która ofiarami z ludzi jako pierwsza starała się okiełznać pogodowy fenomen El Niño. Poza tym w położonym na północny zachód stąd Sipán znajduje się Huaca Rajada z grobami w piramidach, skąd pochodzi kolekcja złotych artefaktów oraz misternie przyozdobione szczątki jakiegoś wielkiego króla, wysłanego w zaświaty z blisko 10-osobową świtą.

Złote skarby z Sipán, porównywane nierzadko do kosztownej zawartości grobowca Tutanchamona, po tym jak objechały cały świat w formie ekspozycji czasowych, dziś można podziwiać we wspomnianym muzeum w Lambayeque. Tego miejsca na północy Peru nie wolno ominąć. Wizyta w nim to absolutny mus, jeden z najprzyjemniejszych możliwych przymusów. Przedmieściem Trujillo jest Huanchaco, z szeroką plażą i caballitos de totora – niewielkimi łodziami z trzciny napędzanymi jednym wiosłem, na których można pozderzać się z oceanicznymi falami. Odwiedziny tutaj są o tyle godne polecenia, że woda przy brzegu ma wyższą temperaturę niż w okolicy Limy, bo znajdujemy się bliżej równika,


125

©© PromPerú/Daniel Silva

rego dochodzi się długim ciągiem stromych schodów. Na samej górze stoi oczywiście krzyż, jako że Peru jest w końcu na wskroś katolickim krajem. Poza Cajamarcą znajdziemy piękne i położone najwyżej w Andach kamienne akwedukty oraz Ventanillas de Otuzco, czyli Okienka z Otuzco – pochodzące jeszcze z czasów preinkaskich grobowe nisze w skale, która z dalszej odległości wygląda jak podziurawiony holenderski ser. Takie obiekty wciąż przypominają, że zanim pojawili się tutaj Inkowie, na tych terenach przez kilka tysięcy lat rozwijały się najróżniejsze kultury.

©© PromPerú/Christopher Plunkett

SS Święte Miasto Caral-Supe powstało ponad 5 tys. lat temu i zajmowało powierzchnię ok. 626 ha

SS Fragment piramid wykonanych z suszonej cegły (adobe) zachowanych w okolicy wioski Túcume

a zimny Prąd Humboldta (Prąd Peruwiański) powoli zaczyna się w tym miejscu oddalać od wybrzeża. W pobliżu leży też Chan Chan – ulepione z gliny, gigantyczne miasto kultury Chimú, która – sądząc po tym, co wytworzyła – szczyciła się najlepszymi złotnikami w całej Ameryce przed Kolumbem.

CAJAMARCA Z kolei Cajamarca już zawsze będzie się kojarzyć z  pojmaniem Atahualpy przez Fran­cisca Pizarra (i  wszystkim, co z  tego wynikło). Zresztą zachowało się tu trochę zabytków związanych z tym wydarzeniem. Jest zrekonstruowany Pokój Okupu (Cuarto del Rescate), przeznaczony na gromadzone przez Indian złoto, w zamian za które ich

przywódca miał odzyskać wolność (Hiszpanie – oczywiście – go oszukali i nie dotrzymali obietnicy). Są inkaskie łaźnie, znacznie dziś rozbudowane i unowocześnione, gdzie Atahualpa, w momencie gdy wróg zbliżył się do miasta, zażywał kąpieli po trudach wojny domowej ze swoim przyrodnim bratem Huascarem. Poza tym w Cajamarce znajduje się także ciekawa Katedra (Catedral de Cajamarca), o przysadzistej bryle i bez żadnej wieży (co wiązać należy nie z lenistwem budowniczych, lecz z ich zmysłem praktycznym: wieża na terenach znacznej aktywności sejsmicznej to rzecz wielce ryzykowna). Okolicę można podziwiać z punktu widokowego na Wzgórzu św. Apolonii (Cerro de Santa Apolonia – 2764 m n.p.m.), do któ-

ŚCIEŻKAMI DO CELU Na północy ścieżką na pewno będziemy zmuszeni udać się do stanowiska archeologicznego Caral. Warto je odwiedzić, bo to najstarsze w Peru (i na obszarze obu Ameryk!) miasto – powstało 3 tys. lat p.n.e. Arche­olodzy mieli szczęście, że do budowy tutejszych piramid i świątyń w pewnych miejscach używano roślinnej plecionki, która wzmacniała fragmenty murów. Dzięki temu można było owe mury i składające się na nie kamienie datować. Caral było miastem w pełni rozwiniętym, nie raczkującym czy ledwie się dźwigającym na rachitycznych nogach. W tak rozwiniętej formie nie mogło więc pojawić się z niczego. To pokazuje, że cywilizacja musiała się tu rozwijać dużo wcześniej, a prawdziwe początki peruwiańskiej kultury sięgają co najmniej 4 tys. lat p.n.e. Innym niezapomnianym miejscem, do którego prowadzą północne ścieżki, jest Túcume, rybacka wioska nieopodal Chiclayo. W tej okolicy znajduje się skupisko ok. 30 piramid kultury Sicán (Lambayeque), wywodzącej się z wcześniejszych kultur Mochica i Vicús. Zbudowano je nie z kamienia, lecz z adobe, dlatego czas przepięknie je postrzępił i wyżłobił. Dzięki temu budowle jeszcze zyskały na niesamowitości i urodzie. Jeśli ktoś zapytałby mnie, jakie jest najbardziej upiorne miejsce w Peru, to odpowiedziałbym, że właśnie Túcume. Jeżeli chciałby wiedzieć, które peruwiańskie zabytki są według mnie niesłusznie zapomniane i niedoceniane, podałbym identyczną odpowiedź. Trochę podobnie rzecz ma się z prowincją Chachapoyas, dawniej centrum kultury o tej samej nazwie. Położona daleko na północy, jest trudno dostępna choćby dlatego, że z Limy jedzie się do niej około doby. A jeśli ktoś planuje całodniową podróż ze stolicy, na pewno wybierze Cusco lub jezioro Titicaca. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© PromPerú/Flor Ruiz

©© PromPerú/Daniel Silva

126 DALEKIE PODRÓŻE

SS Sarcófagos de Karajía osiągają 2,5 m wysokości

SS Ruiny górskiej fortecy Kuélap stanowią pamiątkę po preinkaskiej kulturze Chachapoyas

Tymczasem ziemie należące do starożytnej kultury Chachapoyas mają czym przyciągać podróżników. Na zainteresowanie zasługują leżące w prowincji Luya wysokie na  niemal 20 m mury fortecy Kuélap (Cuélap), którym zawdzięcza ona miano peruwiańskiego Babilonu, czy Sarcófagos de Karajía (Carajía) – lepione z gliny (i wzmacniane drewnianym szkieletem) sarkofagi w formie ludzkich postaci nadnaturalnej wielkości (przypominające słynne posągi moai z Wyspy Wielkanocnej). Są tutaj również podwieszane pod gigantycznymi, skalnymi klifami całe cmentarne miasteczka, jak np. Pueblo de los Muertos (Tingorbamba – 2329 m n.p.m.). Niezwykłe jezioro w prowincji Chachapoyas – Laguna

de los Cóndores (Laguna de las Momias) – zadziwia trudno dostępnymi, śnieżnobiałymi, wiszącymi grobowcami, które w przeszłości wielu brało za wykonane ze złota, co przyczyniło się do utrwalenia mitu o El Dorado. Zdecydowanie ścieżką dociera się też do 150-tysięcznego Tarapoto, położonego wśród wzgórz w puszczy amazońskiej. Nieda­leko niego znajduje się przepiękny wodospad Ahuashiyacu. W mieście działa Centro Takiwasi – jedyna w swoim rodzaju klinika dla osób uzależnionych, gdzie francuski personel medyczny, wspomagany przez Peruwiańczyków, wyprowadza pacjentów z nałogów za pomocą amazońskich farmaceutyków: tutejszych plantas medicinales

(„roślin leczniczych”), zbieranych w pobliskim lesie tropikalnym. Jeśli ktoś chce wziąć udział w piciu ayahuaski – Francuzi także oferują ją w  najczystszej postaci. Powo­ dów do przyjazdu do Tarapoto znajdzie się więc sporo, a ponoć, jeżeli ktoś raz zawita do tego miasta, będzie do niego przyjeżdżał ponownie. Podobnie jest z całym Peru. Jeśli chociaż raz je odwiedzimy, będzie nas tak długo kusiło, aż wrócimy w jego progi. Bo zawsze odkryjemy w  nim coś, czego jeszcze nie widzieliśmy, a co zobaczyć trzeba. To kraj, w którym obok wygodnych dróg wiją się niezliczone ścieżki, a koło nich pojawiają się kolejne drogi. Nie ma zatem na co czekać: w drogę! 

Cusco wciąż żywe

SS Catedral del Cusco stoi na miejscu inkaskiego pałacu

zachowane mury wciąż przypominają o czasach świetności państwa Inków, mimo iż wybudowano na nich całkiem nowy ośrodek. Dzieje tego niezwykłego miejsca nie przestają też interesować ludzi z rozmaitych zakątków świata. Zanim jednak Hiszpanie niemal zrównali Cusco z ziemią, Manco Inca, władca upadającego imperium, zebrał swoich wojowników i wyruszył na miasto. Oblegał je

JESIEŃ–ZIMA 2018

przez 10 miesięcy w latach 1536–1537, jednak bez­ skutecznie. Ostatecznie ze względu na przewagę Hiszpanów musiał się wycofać. Na inkaskim państwie wyrósł nowy świat. Przez wiele lat nazwę obecnego miasta zapisywano jako „Cuzco”. W ten sposób została ona zanotowana w wielu hiszpańskojęzycznych dokumentach z okresu podboju Ameryki Południowej i czasów późniejszych. W XX w. w Peru zaczęto się jednak skłaniać ku zapisowi „Cusco” ze względu na to, że lepiej oddawał wymowę. Ostatecznie tę właśnie formę uznano za bardziej prawidłową, choć w licznych publikacjach pojawiających się zagranicą funkcjonuje nadal nazwa „Cuzco”. Podobnie rzecz ma się z prowincją Nasca oraz miastem Nasca (wcześniej Nazca), koło którego znajdują się słynne linie i rysunki naziemne. Tematem kultur Ameryki Południowej interesuje się m.in. pisarz, dziennikarz i podróżnik Roman Warszewski. Wraz z Arkadiuszem Paulem jest on autorem albumu Cuzco. Rzym Nowego Świata. Zebrano w nim fotografie przedstawiające to, co do dziś zachowało się z dawnej inkaskiej stolicy, i niektóre okoliczne obiekty. Widać na nich, jak kolonialny świat przykrył ślady po dawnym imperium. Poza tym autorstwa Romana Warszewskiego jest również pozycja Cuzco 1536–1537 (wydana w 2013 r. w ra-

mach popularnonaukowej serii Historyczne bitwy). Książka ta opisuje, jak wskazuje tytuł, walki o stolicę Inków. Autor stara się zrozumieć zachowania uczestników konfliktu i to, co nimi kierowało, aby przybliżyć czytelnikowi ówczesną sytuację nie tylko z perspektywy czysto historycznej. Zastanawia się także, jak zmieniłby się obraz obecnych terenów Peru, gdyby Hiszpanom nie udało się utrzymać miasta, a inkaskie państwo nie zniknęło z mapy Ameryki Południowej.

©© Roman Warszewski

©© PromPerú/Fernando López

`` Niegdysiejsze Cusco było stolicą imperium Inków. Jak imponująco musiało się prezentować, niech świadczy fakt, że wywarło ogromne wrażenie na Hiszpanach, którzy przybyli na tereny dzisiejszego Peru pod wodzą Francisca Pizarra. I choć konkwistadorzy zniszczyli inkaskie miasto, nie udało im się pogrzebać go w niepamięci. Jego

SS Album w całości poświęcony dawnej stolicy Inków


Pure! Travel Group jest wiodącą firmą DMC działającą na terenie Kolumbii, Ekwadoru, Peru, Boliwii i Chile, obsługującą wyłącznie rynek B2B. Posiadamy własne biura w każdym z wymienionych krajów i przygotowujemy wyjątkowe, szyte na miarę programy i wydarzenia tworzone z myślą o wypoczynku i potrzebach MICE naszych klientów. Pure! to nie tylko kolejne DMC, to my jesteśmy Twoimi uszami i oczami na miejscu, zmieniamy się w Twojego strategicznego partnera. Staniesz się częścią naszych kompetentnych i zmotywowanych zespołów, dostarczających wysokiej jakości wrażeń z podróży.

Nasza dbałość o środowisko naturalne, dziedzictwo ludzkości oraz lokalne społeczności została nagrodzona znanym na całym świecie certyfikatem TourCert.

Kolumbia, kraj gościnności. Niezależnie od tego, czy podróżni szukają tropikalnych plaż, kolonialnych miast, dziewiczej przyrody czy nowoczesnych miejsc, Kolumbia jest niezapomnianym celem podróży biznesowych i wypoczynkowych.

W Ekwadorze odwiedzający napotykają cztery światy w jednym kraju: amazoński las deszczowy, Andy, wybrzeże i wyspy Galapagos. Miasta, z niepowtarzalną mieszanką nowoczesności i historii, są unikalnymi kierunkami MICE.

Będąc ziemią Inków, wyśmienitego jedzenia i zapierających dech w piersiach krajobrazów, Peru ma wszystko, o czym można marzyć. Oprócz różnorodności przyrodniczej i kulturowej, Peru, a zwłaszcza jego stolica Lima, jest rozwijającym się celem podróży MICE.

Boliwia, z dużą populacją rdzennej ludności indiańskiej, jest idealnym miejscem do bliższego poznawania kultur andyjskich. Pure! Bolivia zaprasza turystów podróżujących w celach wypoczynkowych i integracyjno-motywacyjnych do odkrywania najbardziej autentycznego kierunku w Ameryce Południowej.

Najwyższej klasy winiarnie, lodowce, pustynie, niekończące się lasy i nowoczesne miasta; Chile skrywa wiele skarbów. Od pustyni Atakama na północy po Antarktydę na południu, to kraj pięknych skrajności.

www.pure-travelgroup.com


128 EUROPODRÓŻE

Kanaryjska lista przebojów JOANNA CYBULSKA-MIKA www.wyspy-szczesliwe.pl

« Wyspy Kanaryjskie to archipelag kontrastów. Każda z nich potrafi zaskoczyć czymś innym. Są tu wydmy i piaszczyste plaże, góry i pola zastygłej lawy, plantacje bananów i lasy wawrzynowe. Nikt nie powinien więc czuć się zawiedziony, że wybrał się na wypoczynek właśnie do tego słonecznego regionu Hiszpanii. W tym wydaniu magazynu „All Inclusive” prezentujemy 10 naszym zdaniem największych atrakcji na każdej z siedmiu głównych wysp – Fuerteventurze, Lanzarote, Teneryfie, Gran Canarii, La Gomerze, La Palmie i El Hierro. Mamy nadzieję, że poniższe zestawienie przekona Was, drodzy Czytelnicy, do odwiedzenia tego atrakcyjnego hiszpańskiego archipelagu. Być może po wizycie na nim sami stworzycie własną listę przebojów. Gorąco Was do tego zachęcamy. » JESIEŃ–ZIMA 2018

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell-Lex Thoonen

SS Roque Nublo w centrum Gran Canarii – charakterystyczna skała niedaleko Pico de las Nieves


129

Teneryfa

Największa wyspa archipelagu, Teneryfa (ok. 2035 km² powierzchni i 900 tys. mieszkańców), charakteryzuje się najbardziej zauważalnym zróżnicowaniem mikroklimatów. Zimą temperatura na szczycie Teide bywa nawet o 30°C niższa niż na plażach południowego wybrzeża.

3  W mieście La Laguna (San Cristóbal

dziwiać wulkaniczne krajobrazy podczas wycieczki szlakami pieszymi (do wyboru jest ich 41). Wiosną warto tutaj poszukać stożkowych kwiatostanów endemicznego dla tego obszaru żmijowca (tajinaste rojo). Na znajdujący się na terenie parku wulkan Teide (3718 m n.p.m.), najwyższą górę Hiszpanii, wjeżdża kolejka linowa (Teleférico del Teide). Nie dowozi jednak pasażerów na sam szczyt (jedynie do stacji La Rambleta – 3555 m n.p.m.). Na wierzchołek można wejść wyłącznie po uzyskaniu odpowiedniego pozwolenia. Pico del Teide zdobędziemy też podczas wycieczki zorganizowanej. Przykładowo biuro Travel Tenerife oferuje trekking z noclegiem w  schronisku Altavista (Refugio de Altavista – 3260 m n.p.m.), skąd o wschodzie słońca wyrusza się na szczyt, aby oglądać najdłuższy na świecie cień rzucany na morze.

de La Laguna), którego historyczne centrum figuruje od 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, aż 627 budynków jest objętych ochroną. Reprezentują one różne style architektoniczne z okresu od XVI do pierwszej połowy XX w. (m.in. mudejar, neoklasycyzm czy modernizm).

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Editorial Leoncio Rodríguez - El Día

1  W Parku Narodowym Teide można po-

SS Żmijowiec na terenie Parku Narodowego Teide

4   Park Krajobrazowy Anaga (Parque Rural de Anaga), mający status rezerwatu biosfery UNESCO, słynie z występowania naj­większej liczby endemitów na 1 km2 w Europie. Można tu oglądać lasy wawrzynowe, tunele z korzeni i gałęzi pokrytych mchem, wąwozy, skały o ciekawych kształtach, tarasowe uprawy oraz wioski z tradycyjnymi kamiennymi

SS W Palacete Rodríguez de Azero w historycznym centrum La Laguny funkcjonuje dziś dom kultury

domami. W ciszy odpoczniemy na wulkanicznej plaży Benijo. Na południu pół­wyspu Anaga leży Playa de Las Teresitas, która zaskakuje jasnym piaskiem sprowadzonym z Sahary.

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Martín Ros

TT Główny kościół w mieście Santa Cruz de Tenerife

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

2   Znakomita przejrzystość powietrza i odpowiedni klimat sprzyjają na Teneryfie prowadzeniu obserwacji astronomicznych. U stóp Teide znajduje się największe na  świecie słoneczne obserwatorium astrofizyczne (Observatorio del Teide –  2390  m  n.p.m.), należące do Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich (Instituto de  Astrofísica de Canarias – IAC). Można umówić się na jego zwiedzanie i poszerzyć swoją wiedzę o kosmosie. W okolicy wykonamy też piękne zdjęcia nocnego nieba.

5  W Santa Cruz de Tenerife, ponad 200-tysięcznej stolicy wyspy, warto wybrać się na spacer szlakiem architektury współczesnej. Uwagę zwracają dwa najwyższe budynki archipelagu – Torres de Santa Cruz (120 m, projektu miejscowego architekta Juliána Valladaresa). Są one jednocześnie najwyższymi wieżami bliźniaczymi w Hiszpanii. Tutej­sze Auditorio de Tenerife „Adán Martín”, zaprojektowane przez 

JESIEŃ–ZIMA 2018


130 EUROPODRÓŻE słynnego Santiaga Calatravę, przypomina operę w Sydney. Położony nad oceanem Parque Marítimo César Manrique kojarzy się z karaibską laguną. W dawnym zbiorniku rafinerii urządzono centrum kultury (Espacio Cultural El Tanque, autorstwa miejscowego architekta Fernanda Menisa), a na rekultywowanym wysypisku śmieci powstał 12-hektarowy ogród botaniczny (Palmetum).

mi czy wodne ogrody Risco Bello. Hotele sąsiadują tu z zabytkowymi kamienicami, a turyści jadają w restauracjach odwiedza-

10   Na północno-zachodnim krańcu Teneryfy leży region Isla Baja z Parkiem Kraj­ obrazowym Teno (Parque Rural de Teno).

6   Do stolicy Teneryfy koniecznie trzeba

7   Położona w zielonej dolinie La Orotava jest najprawdopodobniej najpiękniejszym miastem wyspy. Jej pałace miejskie, kościoły, ostro nachylone, brukowane uliczki i malownicze ogrody pochodzą z XVI w. i stuleci późniejszych. Warto tutaj wstąpić do „Casa Egon”, najstarszej cukierni na archipelagu (istniejącej od 1916 r.). W  regionie Valle de La Orotava koniecznie trzeba również odwiedzić którąś z prowadzonych przy rodzinnych winnicach sezonowych jadłodajni, zwanych guachinches. 8   Puerto de la Cruz zachwyca historycznymi parkami. Znajdują się w nim Jardín de Aclimatación de La Orotava, Jardín Sitio Litre, gdzie wypoczywali m.in. Alexander von Humboldt, Agatha Christie i  Richard Francis Burton, Parque Taoro z wodospada-

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Sergio Montesino

przyjechać w okresie zimowym. Organizowany w niej karnawał uchodzi za jedną z  najpopularniejszych i  najbardziej znanych tego typu imprez na świecie (po Rio de Janeiro w Brazylii).

SS W stolicy Teneryfy odbywa się co roku największy karnawał na Wyspach Kanaryjskich

nych przez miejscowych. Atrakcję dla wielu osób stanowi ogród zoologiczno-botaniczny Loro Parque.

9  W Icod de los Vinos zobaczymy najprawdopodobniej największy okaz draceny smoczej na świecie. Drago Milenario ma aż ok.  18  m wysokości. Poza tym do miejscowości turystów przyciąga też jedna z  naj­dłuższych wulkanicznych jaskiń na ziemi – Cueva del Viento (mniej więcej 18-kilometrowa).

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Martín Ros

TT Według tradycji Drago Milenario z Icod de los Vinos liczy sobie ponad tysiąc lat

Tutaj, w górskim wąwozie, znajduje się wioska Masca z tradycyjnymi kanaryjskimi domami z bielonego kamienia wulkanicznego. Na półwyspie Teno można podziwiać zachody słońca czy widoki na olbrzymie klify koło miejscowości Acantilados de Los Gigantes oraz wyspy La Gomera i La Palma. Perełką regionu jest miasteczko Garachico z zabytkami pochodzącymi z XVI stulecia i kolejnych. Jego wygląd zmieniła erupcja wulkanu Trevejo (Arenas Negras) z 1706 r. Gorąca lawa zalała wtedy miejscowy port, wówczas najważniejszy na Teneryfie. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


132 EUROPODRÓŻE

La Gomera

Nazywana Wyspą Kolumba (Isla Colombina) La Gomera gościła w 1492 r. słynnego odkrywcę Ameryki przed jego pierwszą podróżą przez ocean. Obecnie uchodzi za obszar o największej w Europie liczbie endemicznych gatunków flory przypadających na 100 km2.

1  W stołecznym mieście San Sebastián

2   Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) to wpisany w 1986 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO relikt ekosystemu trzeciorzędowego wypartego z Europy w wyniku zmian klimatycznych. Na powierzchni prawie 40 km2 występuje niemal 2 tys. gatunków roślin. Zadzi­wiają tutaj porośnięte mchami i spowite mgłą drzewa wawrzynowe, paprocie i mlecze sięgające wysokości człowieka oraz tzw. poziome deszcze. 3   Na La Gomerze można podziwiać skalne pomniki przyrody. Procesy erozyjne odkryły na wyspie twory magmowe

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

de La  Gomera warto poszukać śladów wielkiego podróżnika. Na podwórku Casa de  la  Aduana znajduje się studnia (Pozo de la Aguada), z której Krzysztof Kolumb zaczerpnął wody do chrztu Nowego Świata. Mówi się również, że darzył on odwzajemnioną miłością feudalną władczynię wyspy – Beatriz de Bobadillę (1462–1504). W domu, w którym rzekomo mieszkał (Casa de Colón), działa muzeum sztuki prekolumbijskiej. Czasy odkrywcy pamięta także Torre del Conde, najstarsza forteca na archipelagu (wzniesiona między 1447 a 1450 r.).

SS Torre del Conde w San Sebastián de La Gomera

tą ręką człowieka. W Barranco de Tajonaje rośnie Drago de Agalán, kilkusetletnia dracena smocza.

uformowane przez lawę miliony lat temu. Najbardziej charakterystyczne z nich to Roque de Agando (1250 m n.p.m.), Fortaleza de Chipude (1243 m n.p.m.), Roque Cano i Los Órganos.

5   La Gomera słynie z języka gwizdów (silbo gomero), którym dawni mieszkańcy wyspy posługiwali się do komunikacji między zboczami wąwozów. Zachował się on do dziś, a dzieci uczą się go w szkołach. Silbo gomero wpisano również w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

4   Ciekawą atrakcję stanowi tu wędrówka dawnymi traktami komunikacyjnymi przecinającymi wąwozy (barrancos), gdzie można obcować z przyrodą niemal nietknię-

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Carlos Spottorno

TT W Parku Narodowym Garajonay przeniesiemy się do prehistorycznego, bujnego lasu

JESIEŃ–ZIMA 2018


133

6   Zapierające dech w piersiach pejzaże można podziwiać w trakcie wycieczki szlakiem miradores (punktów widokowych). Szczególnie warto odwiedzić Mirador de Los Roques w  okolicach Roque de Agando, Mirador de  Igualero z  pomnikiem języka gwizdów, Mirador de La Punta z widokiem na plantacje bananów nad oceanem w Hermigua oraz Mirador de Abrante z panoramiczną restauracją.

7  Wioska Agulo nazywana bywa balko-

8   Na zainteresowanie zasługuje też ceramika z El Cercado. W tej wypełnionej tradycyjnymi domami osadzie nadal wytwarza się naczynia w sposób praktykowany przed przybyciem Hiszpanów, bez użycia koła garncarskiego.

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

nem Wysp Kanaryjskich, ponieważ rozpościera się z niej rozległa panorama Teneryfy z sylwetką wulkanu Teide. Ze względu na okoliczne zielone pola tarasowe i plantacje bananów oraz zadbane historyczne zabudowania z XVIII w. prezentuje się wyjątkowo malowniczo. SS Malownicze pola tarasowe powstałe na górskich zboczach w rejonie Valle Gran Rey

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Saúl Santos

9   Valle Gran Rey zaskakuje zboczami poprzecinanymi kamiennymi murkami, wznoszonymi, aby utworzyć tarasy uprawne. W kurorcie o tej samej nazwie mimo ładnych plaż i słonecznej pogody nadal więcej jest plantacji bananów niż hoteli. 10   Na La Gomerze trzeba spróbować tzw. miodu palmowego (miel de palma canaria). Powstaje on z zagęszczonego soku (guarapo) pozyskiwanego z kanaryjskich palm.  SS Mirador de Los Roques – jeden z najatrakcyjniejszych punktów widokowych na La Gomerze

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Haridian Arnay

TT Wioska Agulo na tle błękitnego Atlantyku

JESIEŃ–ZIMA 2018


134 EUROPODRÓŻE

La Palma 1   Park Narodowy Kaldery Taburiente

Zielona La Isla Bonita (Piękna Wyspa) zwana była San Miguel de La Palma. Jest najbardziej wilgotna i górzysta z całego archipelagu.

Karłów (Danza de los Enanos). Można wtedy zobaczyć, jak rośli tancerze potrafią w ciągu kilku chwil przeobrazić się w niepozorne

(Parque Nacional de la Caldera de Taburiente) powstał na obszarze kaldery o średnicy 7 km i wysokich brzegach. Można tutaj zaobserwować fascynujące zjawisko przykrywającego zbocza morza chmur. Poza tym w parku zachwycają także liczne wodospady, szczególnie Cascada de los Colores.

postacie o wzroście dziecka. To, w jaki sposób dokonują tej przemiany, jest najbardziej strzeżoną tajemnicą La Palmy.

je się najwyższy szczyt na wyspie – Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). Ze względu na idealne warunki zbudowano w tym miejscu jedno z najlepszych obserwatoriów na półkuli północnej, czyli Observatorio del Roque de los Muchachos (2396 m n.p.m.). Widoczność polepsza jeszcze fakt, że w rejonie wprowadzono strefę Reserva Starlight, w  której wymusza się zminimalizowanie zanieczyszczeń świetlnych. Wysokogórski klimat służy rozwojowi endemicznego żmijowca różowego (tajinaste rosado).

3   Podczas wędrówki Ruta de los Volcanes można napotkać sosnę kanaryjską, dzielnie stawiającą czoła silnym wiatrom i odradzającą się po częstych pożarach. Ten 23,7-kilometrowy szlak prowadzi z wnętrza wyspy aż na samo wybrzeże, do Faro de Fuencaliente. 4   Na La Palmie warto wybrać się do Bosque de Los Tilos. Na terenie tego malowniczego lasu znajduje się ukryty wśród drzew wodospad – Cascada de Los Tilos.

5  W stolicy wyspy, Santa Cruz de La Palma, uwagę przykuwają znane z pocztówek charakterystyczne balkony przy nadmorskiej promenadzie. Powstaje tu nawiązująca do Alei Gwiazd z Los Angeles Aleja Gwiazd Nauki (Paseo de las Estrellas de la Ciencia), gdzie uhonorowano m.in. Stephena Hawkinga, Aleksieja Leonowa i Takaakiego Kajitę. Ponie­ waż wielu mieszkańców La Palmy ma krewnego lub znajomego, który wyemigrował kiedyś na Kubę lub do Wenezueli, w mieście odbywa się huczny festiwal Los Indianos, upamiętniający powrót Kanaryjczyków z Ameryki.

6   Również w stolicy w czasie obchodzonych co pięć lat uroczystości ku czci patronki wyspy (Nuestra Señora de las Nieves – Matki Boskiej Śnieżnej) organizuje się Taniec

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell-Lex Thoonen

2   Na krawędzi kaldery Taburiente znajdu-

SS Park Narodowy Kaldery Taburiente porastają lasy z przewagą sosny kanaryjskiej


135

8   Na zachodzie La Palmy zauroczy nas Tazacorte. Miejscowość bywa nazywana ma-

łym Paryżem. Zaskakuje w niej to, w jakich miejscach potrafią rosnąć banany.

saliny oraz winnice, z których pochodzą wyróżnione nagrodami wina.

9  W okolicy Fuencaliente można przyjrzeć się świeżym śladom ostatniej lądowej erupcji na archipelagu (z 1971 r. z otworu wulkanicznego Teneguía – 439 m n.p.m.). W pobliżu znajdują się także malownicze

10   Podczas wizyty na La Palmie musimy koniecznie spróbować lokalnych słodyczy. Popularne są cukrowe rożki rapaduras, masa z mielonych migdałów bienmesabe i migdałowe ciastka almendrados.  TT Bosque de Los Tilos z wodospadem wśród zieleni

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

TT Avenida Maritima w Santa Cruz de La Palma, domy ozdobione kolorowymi, drewnianymi balkonami

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Saúl Santos

7   Na wyspie należy odwiedzić Los Llanos de Aridane, aby zobaczyć murale, rzeźby i obrazy w centrum miasteczka. Przy okazji dobrze zajrzeć do pobliskiej galerii szkła Artefuego.

TT Ubrani na biało mieszkańcy stolicy La Palmy podczas widowiskowego festiwalu Los Indianos

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Félix Lorenzo

TT Widok na wyspę ze szczytu Roque de Los Muchachos

JESIEŃ–ZIMA 2018


136 EUROPODRÓŻE

El Hierro

Najmniejsza w archipelagu El Hierro (ok. 270 km² powierzchni i  blisko 11 tys. mieszkańców) szczyci się największą liczbą wulkanów (ok. 1 tys.). Działają na niej tylko jedne światła uliczne, za to aż 61 proc. energii pozyskuje się ze źródeł odnawialnych.

tacje ananasów i najmniejszy hotel świata, wpisany do Księgi rekordów Guinnessa w 1984 r. (Puntagrande). Spacerowym szlakiem wzdłuż lawowego wybrzeża przejdziemy się do kąpieliska La Maceta, gdzie strefa rekreacyjna z grillami zachęca do urządzenia sobie pikniku nad oceanem. Amatorzy robienia zdjęć powinni przyjechać na wyspę w październiku, gdy odbywa się na niej coroczny konkurs fotografii trekkingowej Fototrek.

2   Mirador de La Peña to zaprojektowana przez Césara Manrique, dwupiętrowa platforma usytuowana na wysokości ok. 700 m n.p.m. Rozpościerają się z niej panoramiczne widoki na dolinę El Golfo i przybrzeżną formację Roques de Salmor.

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell-Lex Thoonen

1  W dolinie El Golfo zobaczymy plan-

SS La Sabina – jałowiec uformowany przez wiatr

TT Mirador de La Peña na Risco (klifie) de Tibataje

4   Bajada de La Virgen de Los Reyes odbywa się co cztery lata. W trakcie tego święta miejscowi w towarzystwie tradycyjnych tancerzy przenoszą figurkę patronki El Hierro z ukrytego wśród pastwisk sanktuarium na płaskowyżu La Dehesa (La Dehesa de Sabinosa) do tutejszej stolicy La Villa de Valverde. 5  W położonej najdalej na zachód miej-

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

3  W rejonie El Sabinar znajduje się osobliwy las powykręcanych przez wiatr, ogromnych jałowców. Jeden z nich, La Sabina, ma ok. 3,5 m wysokości, mniej więcej 500 lat i należy do symboli wyspy.

TT Hotel Puntagrande (El Hotelito) położony na wybrzeżu ukształtowanym przez zastygłą lawę

6  W miejscowym lagartarium prowadzi się restytucję endemicznego gatunku jaszczurki z  El Hierro (lagarto gigante de El Hierro, Gallotia simonyi), która osiąga długość 60 cm. To jedno z nowoczesnych centrów propagujących wiedzę o przyrodzie, geologii, wulkanologii i historii wyspy najlepiej zwiedzić z tzw. Paszportem El Hierro (Pasaporte El Hierro).

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

scowości Hiszpanii, Sabinosie, można napić się wody ze Studni Zdrowia (Pozo de la Salud), której właściwości lecznicze odkryto w XIX w. Warto spróbować też wytwarzanego tradycyjnymi metodami i leżakującego w  ponad 100-letnich beczkach wina z winnicy HM Las Vetas.


©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Fernando Cova del Pino

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Fernando Cova del Pino

137

SS Bajada de La Virgen de Los Reyes – tradycyjny pochód z figurą Matki Boskiej

SS Symbole wyryte w skale lawowej w El Julán

7  W strefie archeologicznej El Julán po  przejściu ok. 11 km w  towarzystwie przewodnika można przyjrzeć się inskrypcjom wykonanym na jęzorze lawowym przez Bimbaczów (pierwotnych mieszkańców wyspy) oraz pozostałościom budowli z ich czasów. Wycieczkę wieńczy degustacja win i quesadillas, tradycyjnych ciastek z  koziego sera wypiekanych tu od kilku pokoleń.

najbardziej na zachód punkcie Hiszpanii. W 1884  r. południk zerowy wyznaczono w Greenwich pod Londynem, a w 1984 r. po dokładniejszych badaniach przesunięto jeszcze o ok. 100 m.

8   La Restinga stanowi mekkę nurków i pasjonatów podwodnej fotografii. W małym Muzeum La Restingolita zebrano fragmenty lawy wyrzucone na powierzchnię podczas wybuchu w październiku 2011 r. najmłodszego kanaryjskiego podwodnego wulkanu – Tagoro. 9   Na Punta de la Orchilla znajduje się pomnik południka zerowego. Kiedyś wytyczono go właśnie w  tym wysuniętym

10   Na El Hierro można odwiedzić święte drzewo Garoé. Tutaj dowiemy się, jak w ciągu stuleci pozyskiwano na wyspie wodę z mgieł. 

Rodzinne wakacje na Wyspach Kanaryjskich

SS Pole do minigolfa w Seaside Los Jameos Playa

seniorzy, lecz także rodziny z dziećmi. Nie ma w tym nic dziwnego, bo na Wyspach Kanaryjskich niemal przez okrągły rok panują temperatury idealne do odpoczynku na plaży i kąpieli w basenie. Do tego nie brakuje na nich atrakcji dla najmłodszych. Na największej w archipelagu, Teneryfie, leży Siam Park – rozległy kompleks wodny z licznymi zjeżdżalniami, gdzie można spędzić cały dzień. Obiekt usytuowany jest w modnym turystycznym kurorcie Costa Adeje z mnóstwem hoteli w rozmaitym standardzie. Na tej wyspie warto zabrać pociechy również do ogrodu zoologiczno-botanicznego Loro Park (Park Papug) w Puerto de la Cruz. Dzieciom lubiącym zwierzęta

spodoba się też na pewno Oasis Park Fuerteventura znajdujący się, jak nazwa wskazuje, na Fuerteventurze, sąsiadce Lanzarote, na której z kolei funkcjonuje m.in. Aquapark Costa Teguise. Na Gran Canarii na amatorów wodnego szaleństwa czeka Aqualand Maspalomas. Ze względu na duże zainteresowanie wypoczynkiem rodzinnym wiele z kanaryjskich ośrodków ma w ofercie propozycje dla rodziców planujących wakacje ze swoimi pociechami. Na Gran Canarii ciekawie prezentuje się np. 5-gwiazdkowy Lopesan Baobab Resort ze strefą Panchi World. Jeśli ktoś chce odwiedzić Fuerteventurę, może rozważyć jeden z hoteli sieci Iberostar, a mianowicie Playa Gaviotas Park (4 gwiazdki) oferujący aktywności dla dzieci w różnych przedziałach wiekowych. Na Lanzarote na uwagę zasługują z pewnością m.in. 5-gwiazdkowe resorty H10 Rubicón Palace i Gran Castillo Tagoro Family & Fun Playa Blanca czy posiadający jedną gwiazdkę mniej Seaside Los Jameos Playa. Ten ostatni hotel zaprasza na odpoczynek całe rodziny. Stworzono w nim specjalny pogram animacji dla dzieci, które korzystać mogą z basenu i brodzika, pola do minigolfa, placu zabaw, minidyskoteki oraz mini­ klubu z maskotką Pepe (jeżeli mają od 4 do 12 lat). Dorośli zadbają o swoją kondycję podczas ćwiczeń w siłowni czy na kortach do tenisa lub squasha albo pograją w golfa na jednym z dwóch wspaniałych 18-dołkowych pól na wyspie – Costa Teguise Golf i Lanzarote Golf Resort.

Warto też wspomnieć, że od 1 listopada 2018 r. na Teneryfie czeka na turystów nowy 5-gwiazdkowy obiekt hotelowy zaprojektowany specjalnie z myślą o rodzinnych wczasach. Pełen magicznej atmosfery Fantasía Bahía Príncipe Tenerife znajduje się

©© Bahia Principe Hotels & Resorts

©© Seaside Hotels S.L

`` Słoneczny hiszpański archipelag położony na Oceanie Atlantyckim nie bez powodu cieszy się ogromną popularnością wśród urlopowiczów. Chętnie odwiedzają go nie tylko grupy przyjaciół, miłośnicy turystyki aktywnej, zakochane pary czy

SS Hotel Fantasía Bahía Príncipe Tenerife (5 gwiazdek)

na południu wyspy, w Golf del Sur. Gościom oferuje zakwaterowanie w formule all inclusive. Dla dzieci przygotowano w nim dwa kluby zabaw (dla najmłodszych i nastolatków), park wodny, odpowiednio dopasowane programy aktywności i rozrywek oraz dziecięce menu. Dorośli zrelaksują się w centrum spa i odpoczną nad pięcioma basenami. Poza tym do dyspozycji gości oddano dwa korty do gry w tenisa, boisko czy siłownię, aby dzień mogli spędzać również bardziej aktywnie. Nowo otwarty hotel tematyczny Fantasía Bahía Príncipe Tenerife przypadnie do gustu rodzicom, którzy zastanawiają się, jak zorganizować ciekawy wyjazd rodzinny na Wyspy Kanaryjskie.

JESIEŃ–ZIMA 2018


138 EUROPODRÓŻE

Gran Canaria

Na zajmującej powierzchnię 1560 km2 Gran Canarii znajdziemy miasta, wioski, góry, doliny, pustynię, oazę, kaldery, plaże, klify, wąwozy, lasy i zalewy. Z tego powodu wyspa nazywana jest kontynentem w miniaturze.

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell

1   Las Palmas de Gran Canaria, naj­

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Martín Ros

SS Przepiękna górska miejscowość Tejeda położona jest w centrum Gran Canarii

TT Pustynny pejzaż rozległych wydm Maspalomas

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell-Lex Thoonen

SS Park archeologiczny Cenobio de Valerón

JESIEŃ–ZIMA 2018

większa metropolia archipelagu i dziewiąta co do wielkości w Hiszpanii (ok. 380 tys. mieszkańców), wyróżnia się prawdopodobnie najlepszym klimatem na ziemi. Szczyci się też historycznym obszarem Vegueta z ciekawymi zabytkami i muzeami. W okolicy porównywanej do brazylijskiej Copacabany plaży Las Canteras usytuowane są restauracje z daniami z rozmaitych regionów świata.

2   Jardín Botánico Canario „Viera y Clavijo” ma powierzchnię 27 ha. To największy ogród botaniczny Hiszpanii. Zebrano w nim endemiczne rośliny z Wysp Kanaryjskich i Makaronezji oraz okazy z całego globu.


139

4   Caldera de Bandama kryje cenne pozostałości lasu termofilnego i jaskinie Canarios (Cuevas de Los Canarios). Stanowi również niezwykłe otoczenie dla Real Club de Golf de Las Palmas, założonego w 1891 r. pierwszego pola golfowego na terytorium Hiszpanii.

5   Jaskinia z przedhiszpańskimi rysunkami (Cueva Pintada) i przypominający gigantyczny plaster miodu spichlerz (Cenobio de Valerón) to dwa znamienite przykłady licznych obiektów archeologicznych

8   Dolina Agaete to jedyne miejsce w Europie z uprawami kawy. Koniecznie trzeba także udać się do pobliskiego Puerto de las Nieves, aby zobaczyć pozostałości skały Dedo de Dios (Palec Boży) uszkodzonej podczas tropikalnej burzy Delta w listopadzie 2005 r.

na wyspie. Domy jaskiniowe przetrwały do dziś w wąwozie Guayadeque (Barranco de Guayadeque), w wiosce Artenara i nad oceanem w osadzie Tufia.

6   Reserva Natural Especial de Las Dunas de Maspalomas, czyli Specjalny Rezerwat Przyrody Wydm Maspalomas, o powierzchni 403,9 ha, obejmuje przypominający pustynię rozległy teren wydm wraz z otoczonym palmami rozlewiskiem. Stanowi oazę dla wielu chronionych gatunków flory i przylatujących ptaków oraz endemicznych, niewystępujących w innych miejscach owadów.

9   Presa de Chira jest jednym z 69 dużych zalewów zbudowanych w celu gromadzenia wody spływającej wąwozami. Zagraniczni turyści przyjeżdżają tutaj łowić karpie – średnie okazy ważą 9 kg, a doświadczonym wędkarzom udaje się złapać nawet 17-kilogramowe sztuki. Co zaskakuje, to liczba tego typu zbiorników (razem z mniejszymi jest ich aż 167!) na stosunkowo niewielkiej Gran Canarii.

7  W mieście Arucas znajduje się naj­ większa i  najstarsza destylarnia rumu w Europie (Destilerías Arehucas, założona w 1884 r.). Warto zwiedzić w nim też zbudowany z bazaltowego kamienia w kolorze szaroniebieskim kościół (Iglesia de San Juan Bautista), nazywany katedrą z Arucas.

10   Puerto de Mogán nazywane bywa Wenecją Wysp Kanaryjskich. Dzieje się tak nie bez powodu, bo centrum historyczne tego nadmorskiego miasteczka przecinają kanały.  TT Tzw. Pueblo Canario w Las Palmas de Gran Canaria

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell-Lex Thoonen

TT Idealny na trekking Park Krajobrazowy Nublo (Parque Rural del Nublo) w pobliżu Tejedy

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Bramwell-Lex Thoonen

TT Neogotycki Kościół św. Jana Chrzciciela w Arucas

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Lex Thoonen

3   Położona we wnętrzu ogromnej kaldery osada Tejeda należy do Stowarzyszenia Najpiękniejszych Wiosek Hiszpanii (Los Pueblos más Bonitos de España). Zachwyca tradycyjną zabudową i widokami na wyróżniające się formacje Roque Nublo i Roque Bentayga. Słynie także ze słodkich wypieków z migdałów.

JESIEŃ–ZIMA 2018


140 EUROPODRÓŻE

Fuerteventura 1  W Parku Przyrodniczym Corralejo

Miano plaży Wysp Kanaryjskich Fuerteventura zawdzięcza ponad 150 km pięknych, w większości złocistych plaż. Kojarzy się również z silnym wiatrem (hiszp. fuerte – „silny” i viento – „wiatr”).

lagunie, jaka tworzy się w rejonie zjawiskowej plaży Sotavento. Już od 34 lat działa przy niej nowoczesne centrum René Egli by Meliã.

(ok. 2670 ha powierzchni) możemy podziwiać największe wydmy na archipelagu. Zbudowane są one z drobno pokruszonych pancerzy organizmów morskich. Na pobliskiej wysepce Lobos spędzimy kilka godzin na opalaniu się na piaszczystych plażach,

ziści, a niedaleko krążyła łódź podwodna. Niektórzy uważają, że zbudowano tutaj także podziemne korytarze łączące willę z oceanem.

3   Długa, malownicza plaża Cofete roz-

4   Mekką miłośników historii jest zało-

ciąga się wzdłuż pasma najwyższych gór na wyspie. W odległości ok. 50 m od oce-

żona na początku XV stulecia Betancuria, pierwsza stolica wyspy (do 1834 r.). War-

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Julio González

TT Kościół Matki Boskiej z Betancurii z 1410 r. jest najstarszą świątynią na wyspie

kąpieli w naturalnych basenach, spacerach przez pola lawy porośnięte krzewami tabaiba sięgającymi wysokości 2 m, obserwowaniu ptaków i wspinaczce na najwyższy tutejszy szczyt La Caldera (127 m n.p.m.).

2   Na miłośników wind- i kitesurfingu idealne warunki do uprawiania tych sportów czekają na płytkiej (zależnej od pływów)

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

TT Uprawy aloesu znajdują się na Fuerteventurze m.in. koło miejscowości Tiscamanita

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

TT Wiatrak w centrum kulturowym w Tiscamanicie

anu leży w tej okolicy niewielki, stary cmentarz. Pobliska posiadłość niemieckiego inżyniera Gustava Wintera (Casa Winter lub Villa Winter) została wybudowana w latach 40. XX w. na terenie półwyspu Jandía, odgrodzonego wtedy przez Niemców od reszty Fuerte­ventury. Do dziś nie do końca wiadomo, jaką funkcję miała pełnić. Podobno często odwiedzali ją na-

to przespacerować się zabytkowymi uliczkami w pobliżu Kościoła Matki Boskiej z Betancurii (Iglesia de Santa María de Betancuria).

5   El Cotillo to znakomite miejsce dla surferów. Znajdują się tu też płytkie, rajskie zatoczki z białym piaskiem, nadające się do kąpieli z małymi dziećmi.


141 6  W miejscowości La Oliva uwagę zwraca XVII-wieczny Dom Pułkowników (Casa de los Coroneles). Stanowi on jeden z obiektów na  turystycznej trasie opracowanej w formie przedstawienia teatralnego.

uzyskał tytuł najlepszego na świecie w swojej kategorii (kozich serów smakowych półtwardych).

8   Charakterystyczne dla wyspy są sta-

ży spróbować wybornego koziego sera majorero. Od 1996 r. jest on chroniony zastrzeżonym znakiem pochodzenia (denominación de origen). W 2018 r. półtwardy maxorata z papryką produkowany przez Grupo Ganaderos de Fuerteventura

re wiatraki (molinos). Jest ich ok. 1 tys., a 23 najlepiej zachowane wpisano na miejscową listę dóbr kultury. Kiedyś służyły do wydobywania wody i mielenia ziarna. Żyjąca obecnie z  turystyki Fuerteventura była w XVII–XIX w. bardzo intensywnie wykorzystywana rolniczo i pełniła funkcję spichlerza dla całego archipelagu.

TT Długa, niezmiernie fotogeniczna plaża Cofete

TT Laguna Sotavento z centrum René Egli by Meliã

1

29.10.2018

09:37

ogród zoologiczno-botaniczny Oasis Park Fuerteventura. Znajdują się w nim ponad 3 tys. zwierząt reprezentujących 250 różnych gatunków oraz największe w Europie hodowla wielbłądów i kolekcja kaktusów. 

©© Rene Egli

kite_reklama_02.pdf

10   Dzieci i dorosłych przyciąga tropikalny

©© Leszek Mika/wyspy-szczesliwe.pl

7   Na Fuerteventurze koniecznie nale-

9   Okolice miejscowości Tiscamanita i Valles de Ortega zdobią uprawy wysokiej jakości aloesu. Sok aloesowy ma wiele zastosowań, m.in. łagodzi oparzenia słoneczne, o które łatwo na wyspie. Niektóre z plantacji można zwiedzać, również z polskim przewodnikiem (np. AVISA w Tiscamanicie).

JESIEŃ–ZIMA 2018


142 EUROPODRÓŻE

Lanzarote

Wyspa wulkanów, jak mówi się o Lanzarote, zawdzięcza tę nazwę śladom aktywności wulkanicznych z XVIII i XIX stulecia. Tutejsze drogi sprawiają wrażenie wylanych przez lawę. Nie ma przy nich tablic reklamowych, a okoliczne domy budowane są do wysokości dwóch pięter.

1   Park Narodowy Timanfaya (Parque

2  W regionie La Geria winorośle sadzi się w osłoniętych kamiennymi murkami dołkach z popiołów lapilli (picón), zbierających cenną na wyspie wodę. W tych surowych warunkach działa jedna z 10 najstarszych winnic Hiszpanii (założona w 1775 r. El Grifo) oraz najczęściej odwiedzana winnica w tym kraju (Bodega La Geria – średnio ok. 300 tys. gości rocznie).

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Martín Ros

Nacional de Timanfaya) przypomina powierzchnię Marsa (także pod względem geologicznym). Dlatego na jego terenie szkoli się astronautów. Na obszarze Islote de Hilario, gdzie średnia temperatura wewnątrz ziemi na głębokości 13 m wynosi nawet ponad 600°C, przygotowano dla turystów pokazy zjawisk geotermicznych. W lokalnej restauracji „El Diablo” przyrządza się potrawy na grillu opalanym wulkanicznym ogniem.

SS Ogród Kaktusów w miejscowości Guatiza, ostatnie dzieło Césara Manrique na Lanzarote

©© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Saúl Santos

3  W Parku Przyrodniczym Wulkanów (Parque Natural de Los Volcanes) na wybrzeżu Los Hervideros gorąca lawa wpływająca do Atlantyku utworzyła poszarpane klify i jaskinie. Znajduje się tu Charco Verde – zbiornik na powierzchni krateru otwartego na ocean, któremu zielony kolor nadaje gromadzący się w nim plankton. 4   Projekty Césara Manrique (1919–1992) są przykładem symbiozy architektury i sztuki z naturą. W ukrytym w skałach Mirador del Río można popijać kawę, kontemplując widoki na archipelag Chinijo. Wewnątrz lawowych jęzorów architekt stworzył w 1968 r. swoją rezydencję (Taro de Tahíche, obecnie siedziba Fundacji Césara Manrique), a  w  dole po tufach zaprojektował Ogród Kaktusów (Jardín de Cactus). Jaskinię kompleksu Jameos del Agua zamieszkują endemiczne ślepe kraby (cangrejitos ciegos de los Jameos), a w jego audytorium odbywają się koncerty. W muzeum Monumento al Campesino można poznać rzemiosło wyspy. Trzeba również zwiedzić ostatni dom artysty – Casa del Palmeral.

5   Museo Atlántico to pierwsze podwodne muzeum sztuki współczesnej w Europie. Brytyjski rzeźbiarz Jason deCaires Taylor umieś-

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Na księżycowym obszarze Parku Narodowego Timanfaya można podziwiać ponad 25 wulkanów

cił tutaj na głębokości ok. 12 m i powierzchni 2,5 tys. m2 12 instalacji z materiałów przyjaznych dla morskiej fauny i flory.

6  W obecnej stolicy wyspy, Arrecife, warto udać się do historycznego centrum z oceanicznym jeziorkiem (Charco de San Ginés) i na kamienny most z 1771 r. (Puente de Las Bolas). W dawnej stolicy Lanzarote (do 1847 r.), Teguise, można podziwiać zabytkowe budynki kościołów i  klasztorów oraz muzea.

7   Plaża Famara stanowi mekkę surferów. Zachwyciła też hiszpańskiego reżysera Pedra Almodóvara, który kręcił na niej sceny do filmu Przerwane objęcia (2009 r.).

8   A Casa José Saramago, muzeum Joségo Saramago (1922–2010), urządzono w domu w Tías, gdzie portugalski noblista mieszkał przez ostatnie 17 lat swojego życia. W kuchni każdy gość częstowany jest kawą, zupełnie jak wtedy, gdy pisarz jeszcze żył.

9   Półwysep Papagayo zachwyca rozległymi plażami o złocistym piasku. Znajdziemy na nim m.in. osłoniętą klifami w odcieniach brązu Papagayo z przejrzystą, turkusową wodą. 10   La Graciosa leży w odległości ok. 2 km od Lanzarote. Ta ósma wyspa archipelagu (ok. 29 km² powierzchni i 750 mieszkańców) jest jedyną zamieszkałą europejską wyspą bez dróg asfaltowych. 


SEASIDE HOTELS ..... DLACZEGO GODZIĆ SIĘ NA MNIEJ?

Gran Canaria

Gran Canaria

Gran Canaria

Lanzarote

Najlepsza gastronomia i obsługa, każdy hotel z własną tożsamością, wszystko to zaledwie kilka kroków od plaży

Seaside Hotels S.L. · Gran Canaria · Lanzarote · España Tel.: +34-928-06 32 00 · Fax: +34-928-06 33 06 · reservas@seaside-hotels.com · www.seaside-hotels.com


144 EUROPODRÓŻE

Ukryte perełki

Italii MAGDALENA CIACH-BAKLARZ www.italiapozaszlakiem.com

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© davidionut/iStock/Getty Images

145

SS Wykute w skale miasto Matera będzie w 2019 r. nosiło tytuł Europejskiej Stolicy Kultury

JESIEŃ–ZIMA 2018


146 EUROPODRÓŻE

« Włochy są bez wątpienia jednym z najpiękniejszych krajów świata, jednak przyjeżdżający do nich turyści skupiają się przede wszystkim na kilku najbardziej znanych miejscach, które w szczycie sezonu oblegają tłumy. Wenecja, Rzym, Florencja, Cinque Terre czy Wybrzeże Amalfitańskie rokrocznie przeżywają istny najazd gości, a lokalne władze zastanawiają się, co zrobić z ogromną liczbą przyjezdnych. Wprowadzenie dziennych limitów być może okaże się koniecznością. Dlatego Włochy wychodzą z propozycją zwiedzania atrakcji położonych poza głównym szlakiem turystycznym, mniej znanych i zazwyczaj nie uwzględnianych w popularnych przewodnikach ani ofertach biur podróży. »

M

imo iż pełna magii Italia przyciąga ludzi z różnych zakątków świata od wielu wieków i wydawać by się mogło, iż nie ma już naprawdę nic do ukrycia, ciągle jeszcze pozostaje krainą nie do końca rozpoznaną. Znajduje się w niej mnóstwo zachwycających miejsc, o  których zbyt dużo osób nie słyszało. Dlatego zawsze warto odwiedzić ją ponownie.

Wśród różnych sposobów na zwiedzanie Włoch można wymienić choćby podróże kulinarne, winne czy coraz popularniejsze wycieczki w stylu slow travel. Poza tym na  Półwyspie Apenińskim odpoczniemy także w gorących źródłach i odkryjemy malownicze miasteczka o historii sięgającej średniowiecza. Coś dla siebie znajdą tu też miłośnicy uprawiania sportu i  spędzania czasu na świeżym powietrzu.

PRZY WŁOSKIM STOLE Włochy to kuchnia i właśnie ona determinuje styl życia Włochów, którzy potrafią rozmawiać o jedzeniu wiele razy w ciągu dnia. W tym świecie nie ma poranka, południa i wieczora bez porządnego espresso, rozważań o tym, co będzie na obiad, w jakiej knajpce warto spotkać się na aperitivo, gdzie pójść na kolację. Podobnie jak w innych krajach śródziemnomorskich tu również obowiązuje sjesta. W jej czasie miasteczka stają się jakby wymarłe, sklepy i restauracje są pozamykane. Wieczorem, kiedy upał już zelżeje, Włosi siadają przy stole z przyjaciółmi czy

JESIEŃ–ZIMA 2018

rodziną i godzinami rozmawiają przy winie i jedzeniu. To kwintesencja włoskości – jest głośno, wesoło, wszyscy gestykulują. Kolacja stanowi najważniejszy posiłek dnia i składa się z przekąsek, pierwszego i drugiego dania, deseru i kawy lub czegoś na trawienie, np. likieru limoncello bądź mirto albo grappy. Potem rano zwykle nikomu nie chce się jeszcze jeść, więc na śniadanie mieszkańcy Włoch wypijają na ogół tylko kawę, ewentualnie przegryzają do niej cornetto, słodki rogalik z kremem lub bez nadzienia. Trzeba zaznaczyć, że Włosi cenią kuchnię regionalną, chlubią się nią i chwalą, dlatego tak wiele sklepów oferuje produkty typowe dla danego terytorium. Warto więc wybrać się do tego kraju na wycieczkę kulinarną lub wyprawę enoturystyczną. Liczne szlaki winne w Toskanii, Umbrii, Marche, Piemoncie, Lombardii, Wenecji Euganejskiej (Veneto), Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), Friuli-Wenecji Julijskiej, Abruzji, Ligurii, Emilii-Romanii, Apulii czy wreszcie na Sycylii i Sardynii są znakomicie opisane. Można umówić się na degustację wina, a także oliwy, przyjrzeć się produkcji serów, zwiedzać piwniczki obwieszone suszącymi się szynkami. Każdy region ma swoje charakterystyczne wyroby. Te najlepsze uzyskały oznaczenie DOP (Denominazione di Origine Protetta, czyli Chroniona Nazwa Pochodzenia) lub IGP (Indicazione Geografica Protetta, po polsku Chronione Oznaczenie Geograficzne). Takie produkty powstają według ściśle określonych receptur i w konkretnym miejscu.

TT Przerwa na pyszne lody podczas zwiedzania Rzymu

TT Specjały pochodzące z regionu Emilia-Romania


©© encrier/iStock/Getty Images

147

TT Spotkanie z przyjaciółmi przy włoskim winie

©© maroznc/iStock/Getty Images

©© ViewApart/iStock/Getty Images

SS Kawa w Neapolu z widokiem na wulkan Wezuwiusz

©© Archivio Slow Food/Federica Bolla

©© Emilia Romagna Tourist Board/Paolo Barone

TT Mercato della Terra odbywający się w soboty na Piazza Elvio Pertinace w mieście Alba

Regionem wyróżniającym się pod względem kulinarnym jest Emilia-Romania. Wiele wyrobów kojarzonych na całym świecie z Włochami narodziło się właśnie tutaj. Wśród nich wymienić należy twardy ser parmezan (parmigiano reggiano), szynkę parmeńską (prosciutto di Parma), ocet balsamiczny (aceto balsamico) czy słynne mortadele z Bolonii i Modeny. Spróbować trzeba też z pewnością musującego wina lambrusco, tortellini czy wyjątkowej szynki culatello di Zibello, typowej dla prowincji Parma. Do wszystkiego pasuje piadina (piada), tutejszy rodzaj pieczywa, przypominający cienki placek. To nie przypadek, że w Modenie znajduje się jedna z najlepszych restauracji świata – „Osteria Francescana” Massima Bottury. Funkcję stolicy regionu pełni blisko 400-tysięczna Bolonia, nazywana zresztą grassa („tłusta”), bo jest istną królową smaku. Pod arkadami, które ciągną się tu kilometrami, działają liczne knajpki, salumerie, targi.

DŁUGOWIECZNI SARDYŃCZYCY Błękitne Strefy (Blue Zones) to miejsca, gdzie ludzie żyją najdłużej na świecie. To im poświęcił swoją książkę z 2008 r. The Blue Zones: Lessons for Living Longer From the People Who›ve Lived the Longest Amerykanin Dan Buettner. Do tych zaledwie pięciu niezwykłych obszarów na naszym globie zalicza się włoska Sardynia. Mieszkańcy wnętrza wyspy – regionu Barbagia – żyją bardzo długo. Co szczególnie zaskakuje, długowieczni są tutejsi mężczyźni. Sardyńczycy to ludzie niewysocy, mnóstwo czasu spędzają na świeżym powietrzu, w ruchu. Zajmują się m.in. hodowlą owiec. Barbagia jest górzysta, poruszanie się po niej wymaga więc nieco wysiłku. Wyspiarze jedzą prosto i korzystają z produktów, które sami wytwarzają. Każdy pasterz robi sery, ma pod dostatkiem mleka owczego i koziego, a także mięsa, leśnych owoców i ziół. Między pastwiskami rozciągają się winnice, a wino produkuje się choćby na własny użytek. To naj­ słynniejsze, czerwone nazywa się cannonau. Na sardyński przepis na długowieczność składają się zatem ruch, świeże powietrze, proste jedzenie i  lampka wina dziennie. Do tego należy z pewnością dodać jeszcze kilka rzeczy. Dla Sardyńczyków bardzo ważni są przyjaciele i rodzina, bo czas trzeba spędzać z ludźmi. Wyspa uczy również pokory – rządzi na niej przyroda, to ona karmi, daje i odbiera. Nie bez znaczenia pozostają też brak pośpiechu i ciągłego stresu, tak charakterystycznych dla współczesnej cywilizacji, i solidna dawka słońca. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


148 EUROPODRÓŻE NATURALNA KUCHNIA Jakiś czas temu na świecie rozpoczęła się moda na zwalnianie. Zaczęło się od ruchu slow food popularyzującego jedzenie potraw przygotowywanych lokalnie, według tradycyjnych przepisów, z naturalnych produktów i składników wytwarzanych w danym regionie. Organizacja o tej właśnie nazwie (Slow Food), dziś o światowym zasięgu, została założona w mieście Bra w Piemoncie w 1986 r. przez krytyka kulinarnego Carla Petri­niego. Miała stanowić reakcję na otwarcie kolejnej restauracji sieci McDonald’s w zabytkowej części Rzymu. Dzięki rozwojowi tej idei w całych Włoszech powstają Mercati della Terra, na których swoje produkty sprzedawać mogą małe firmy zweryfikowane i wybrane przez organizację. Liczy się dobra, zdrowa żywność, bioróżnorodność, lokalność. Obecnie takich miejsc w całym kraju jest 36. Więcej informacji na ich temat znajdziemy na stronie internetowej www.fondazioneslowfood.com. We Włoszech zakłada się także coraz więcej ekowiosek, gdzie w  trakcie kilkumiesięcznego pobytu można nauczyć się np.  ekologicznego uprawiania warzyw i owoców. Poza tym działają również Grupy Zakupu Solidarnego (Gruppi di Acquisto Solidale – GAS), które współpracują z lokalnymi ekorolnikami i niewielkimi producentami żywności. Hasło slow spodobało się bardzo i z czasem zaczęło pojawiać się w wielu różnych dziedzinach życia. Dziś istnieją już takie idee jak slow life i slow travel, slow design czy slow garden.

SS Urokliwa zatoczka na wyspie Spargi w archipelagu La Maddalena u wybrzeży Sardynii

Można się zastanawiać, czy w dobie szybkich wycieczek, manii fotografowania wszystkich i  wszystkiego oraz zaliczania kolejnych atrakcji z listy ruch slow travel ma rację bytu. Termin ten nie oznacza jedynie powolnego podróżowania, ale jego interpretacja często różni się w zależności od kraju i regionu. We Włoszech ten sposób odpoczywania i zwiedzania nie jest tylko hasłem reklamowym biur podróży. Włosi rozumieją go jako uważne poznawanie i intensywne odczuwanie. Dla nich czas ma znaczenie podrzędne, liczy się jakość. W podróży nie jest zatem ważne samo odhaczanie kolejnych punktów z długiej listy atrakcji, jej istotę stanowi bycie tu i teraz, przeżywanie chwili, a to oznacza nieraz pójście w drugą stronę niż wszyscy, wyjście poza schemat. Przykładem wypraw w stylu slow travel mogą być wycieczki dawnymi szlakami pielgrzymkowymi. Znajduje się ich we Włoszech

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Slow Travel Fest

INNE PODRÓŻOWANIE

SS Rafting w dolinie rzeki Elsa organizowany m.in. w ramach Monteriggioni Walks & Talks

ponad 300. Trasy te zostały zrewitalizowane. Można nimi podróżować przez północne i środkowe regiony kraju, kilka z nich wiedzie również przez południe Italii oraz Sycylię i Sardynię. Via Francigena to średniowieczny szlak prowadzący z Canterbury w Anglii do Rzymu. Dawniej wędrowali nim pielgrzymi, kupcy czy duchowni. Mijali angielskie pola, francuskie winnice, pokonywali alpejskie przełęcze. Dziś Droga Franków stała się znowu popularna. Wyprawa tym pielgrzymkowym szlakiem to świetna okazja nie tylko do zadumy, ale także spotkania z drugim

człowiekiem, przyrodą, historią i kulturą. Można ją rozpocząć w  różnych punktach na trasie. Fragmenty Via Francigena są naprawdę nieźle oznakowane, czym zajmują się często lokalne stowarzyszenia, które oferują też pomoc w przejściu danego odcinka. Czasem trzeba przejść wartki strumień czy wspinać się górskim traktem. Przed wyruszeniem w drogę należy zatem odpowiednio się przygotować. Na Sardynii znajdziemy z kolei Cammino di Santu Jacu. Przez wyspę pielgrzymowali wierni zmierzający do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Galicji w Hi-


©© Slow Travel Fest

149

©© lucafabbian/iStock/Getty Images

©© EUROPEAN ASSOCIATION OF FRANCIGENA WAYS

SS Camaiore Climbing & Trekking, wędrówka wśród malowniczych krajobrazów prowincji Lukka

©© Slow Travel Fest

©© Cammino 1000torri

SS CicloVia Francigena, wyprawa rowerowa po Włoszech historyczną Drogą Franków

SS Lunigiana Folks & Family – pokaz z sokołami

SS Spotkanie na Cammino 100 Torri, sardyńskim szlaku biegnącym wzdłuż wybrzeża

szpanii. Szlak biegnie przez interior, gdzie latem temperatury bywają nie do zniesienia. Ma łącznie ok. 1250 km. Wędrówkę najlepiej rozpocząć w Cagliari, Porto Torres, Olbii, Oristano lub na pobliskich wyspach San Pietro czy Sant’Antioco. Poza tym na Sardynii jest jeszcze jeden interesujący szlak – Cammino 100 Torri (1231 km). Wiedzie on wzdłuż wybrzeża, a główne jego punkty wyznacza 107 wież. Bardzo dużo na temat slow travel i Via Francigena można dowiedzieć się w czasie Slow Travel Fest, wydarzenia organizowanego od czterech lat w Toskanii. Składa

się na nie kilka imprez przygotowywanych w różnych lokalizacjach w czerwcu i wrześniu. Ostatnią edycję poświęcono m.in. rodzinnym wędrówkom Drogą Franków wśród bujnej przyrody i zamków w historycznym rejonie Lunigiana oraz wspinaczce i górskim wyprawom w okolicach Camaiore i Alp Apuańskich. Najważniejsza, trzydniowa część, która zamykała całe wydarzenie, odbyła się w  klimatycznych, zabytkowych miejscowościach Abbadia a Isola i Monteriggioni. Slow Travel Fest to najlepsza okazja, aby zapoznać się ze sposobem podróżowania Via Francigena (nie musimy decydować się

jedynie na pieszą wycieczkę, możemy wybrać również eksplorację jaskiń, rajd rowerowy czy spokojny rafting na pięknej rzece Elsa). Więcej informacji o tym interesującym festiwalu zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

LECZNICZE WODY Italia usiana jest wulkanami, tak aktywnymi, jak wygasłymi. Nie stanowią one jednak jedynie źródła zagrożenia. Półwysep Apeniński zawdzięcza im swoją urodzajną ziemię, urozmaicone ukształtowanie terenu i liczne wyspy w jego okolicach, a także 

JESIEŃ–ZIMA 2018


JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Baia di Sorgeto na wyspie Ischia – kąpielisko termalne znajdujące się na morskim brzegu

©© QC Terme Bagni di Bormio

występowanie wód termalnych. Te ostatnie mają wiele dobroczynnych właściwości, zarówno dla ciała, jak i duszy. We Włoszech znajduje się mnóstwo gorących źródeł. Rozmieszczone są od Lombardii na północy kraju przez Emilię-Romanię, Toskanię i Lacjum aż po Kampanię, Sycylię i Sardynię. Wyspa Ischia, położona na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej, nazywana bywa największym naturalnym spa w Europie. Dzięki wygasłemu wulkanowi Epomeo (ok. 790 m n.p.m.) powstało na niej ponad 100 źródeł termalnych o leczniczych właściwościach. Temperatura wody waha się od 28 do 40°C. Tutejsze komfortowe ośrodki spa oferują gorące okłady z błota pochodzenia wulkanicznego z wysoką zawartością soli mineralnych, inhalacje i aerozole. Kto by się nie skusił... Na Vulcano, jednej z Wysp Liparyjskich (Eolskich) u wybrzeży Sycylii, leży błotne jezioro podgrzewane przez czynny wulkan. Ze względu na dużą zawartość siarki w błocie okłady z niego działają kojąco, a skóra po takiej kuracji staje się jedwabiście gładka i bardziej elastyczna. Zaleca się, aby nie przesiadywać w jeziorze dłużej niż 25 minut. Po takiej kąpieli koniecznie trzeba wziąć prysznic lub choćby opłukać się w morzu. Charakterystyczny zapach siarki dość długo utrzymuje się na skórze, więc im szybciej ją obmyjemy, tym lepiej. Przy korzystaniu z gorących źródeł trzeba też pamiętać o zdjęciu biżuterii przed zanurzeniem się, gdyż może się ona zniszczyć w wyniku reakcji chemicznych zachodzących podczas kontaktu metalu z nasyconą minerałami wodą. Trzy znakomite termy znajdują się w lombardzkim Bormio, niewielkim, średniowiecznym miasteczku położonym na alpejskim zboczu góry Reit (3075 m n.p.m). To Terme Bagni Vecchi, Terme Bagni Nuovi i Bormio Terme. Bardzo interesująco prezentują się szczególnie te pierwsze. Prócz korzystania z dobroczynnego wpływu tutejszej wody (jej temperatura wynosi ok. 40°C) można w nich podziwiać spektakularny widok na ośnieżone szczyty Dolomitów. Toskania dzięki wygasłemu wulkanowi Amiata (1738 m n.p.m.), który dominuje w krajobrazie środkowo-południowej części regionu, szczyci się mnóstwem term. W wielu jej miasteczkach zbudowano wokół gorących źródeł wygodną infrastrukturę. Znajdziemy również takie, z których można korzystać zupełnie za darmo. Termy koło miejscowości Saturnia w  gminie Manciano to najbardziej znany tego typu obiekt w Toskanii. Jest wręcz zja-

©© max – www.ischia.it

150 EUROPODRÓŻE

SS Z basenu bez krawędzi Terme Bagni Vecchi w Bormio rozpościera się piękna panorama Dolomitów

wiskowo piękny. Woda o stałej temperaturze 37,5°C wypływa z miejsca zwanego Cascate del Mulino i wypełnia położone niżej baseny trawertynowe z prędkością ok. 500 l/s, co sprawia, że są one zawsze czyste. Z term można korzystać przez okrągły rok, amatorów kąpieli nie brakuje nawet w zimie. W  pobliżu Monticiano w  prowincji Siena leżą najmniejsze i prawdopodobnie najrzadziej odwiedzane źródła w regionie – Terme di Petriolo. Woda termalna u ujścia ma ponad 42°C, niżej, w kolejnych basenach, ochładza się do 37°C. Charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością siarki i węgla. Niedaleko przepływa rzeka, do której można wejść, żeby spłukać się i schłodzić.

W Bagno Vignoni, prześlicznej osadzie w gminie San Quirico d’Orcia, zamiast placu znajduje się duży basen z wodą termalną, jednak nie wolno się w nim kąpać. Aby skorzystać z gorących źródeł, należy udać się nieco poniżej miejscowości. U ujścia woda osiąga 52°C. W  pobliskiej sadzawce ma ok. 26°C, kąpiel w niej w upalne dni przynosi więc przyjemne uczucie orzeźwienia. Osada Bagni San Filippo w  gminie Castiglione d’Orcia może pochwalić się jednymi z najpiękniejszych term w Toskanii. Są one nieco ukryte w lesie. W najwyższych basenach Fosso Bianco bogata w siarkę, wapń i magnez woda osiąga temperaturę 48°C, w niższych się ochładza. Kąpiele, okłady z błota i inhalacje


151

©© Terme di Saturnia Spa & Golf Resort

DLA WTAJEMNICZONYCH

SS Terme di Saturnia Spa & Golf Resort z tzw. Clubem, czyli ekskluzywną strefą wellness

Włosi mają mnóstwo pięknych miejscowości. W tym kraju skarby architektury i sztuki oraz wspaniałe krajobrazy znajdziemy na całym Półwyspie Apenińskim i na niemal wszystkich włoskich wyspach. Ograniczanie się jedynie do odwiedzin w kilku najbardziej znanych miastach nie będzie zatem konieczne. We Włoszech funkcjonuje od 2001 r. stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia, które co roku ogłasza listę 20 najpiękniejszych miasteczek w Italii, po jednym z każdego regionu. Trafienie do tego grona jest ogromnym wyróżnieniem i nobilitacją. Na stronie organizacji (www.borghipiubelliditalia.it) znajdują się wszystkie wybrane do tej pory miejscowości. Pogrupowano je według regionów, co znacznie ułatwi planowanie włoskiej podróży. Stowarzyszenie wydaje także swój obszerny przewodnik, w którym miasteczka te zostały bardzo dokładnie opisane i  opatrzone wszelkimi przydatnymi informacjami. Dzięki niemu można poznać najważniejsze fakty historyczne i miejscowe atrakcje. Niezmiernie cenne są wskazówki na temat lokalnych dań i produktów oraz daty istotnych wydarzeń, świąt czy festiwali. Najnowsze wydanie na 2018 r. zawiera opisy 279 miejscowości.

©© Italian Hospitality Collection

SANKTUARIUM NA WZGÓRZU

SS Luksusowy resort Grotta Giusti w Monsummano Terme – basen z leczniczą wodą i hydromasażami

wspomagają leczenie schorzeń układu oddechowego i nerwowego oraz uszu, chorób zwyrodnieniowych stawów i dermatoz. Na koniec warto wymienić toskański kompleks Grotta Giusti w mieście Monsummano Terme. Tutejszą jaskinię odkryto dopiero na wiosnę 1849 r., gdy robotnicy wykonujący prace na terenie posiadłości rodziny Giustich znaleźli wejście do podziemnej komory. Nikt wówczas nie przypuszczał, jakie lecznicze właściwości kryje. Gdy jednak jeden z robotników dzięki gorącej parze uwolnił się od wieloletnich bólów stawów, wieść szybko się rozeszła i grotę zaczęto badać. Wkrótce udowodniono, że pobyt w jaskini z podziemnym jeziorem termalnym poma-

ga w przypadku wielu dolegliwości. Gorąca para sprawia, że ciało staje się cieplejsze, bardziej elastyczne, krew płynie szybciej, zwiększa się zdolność do naturalnej regeneracji, poprawia się funkcjonowanie układu mięśniowo-szkieletowego i sercowo-naczyniowego, z organizmu usuwane są toksyny. Dziś Grotta Giusti jest miejscem znakomicie przygotowanym na przyjęcie osób pragnących korzystać z jej uroków i dobroczynnych właściwości. W eleganckiej willi z XIX w., która została odrestaurowana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, mieści się luksusowy hotel. W 2017 r. kompleks zdobył prestiżową nagrodę przyznawaną dla najlepszych spa na świecie (World Spa Awards 2017).

Orta San Giulio w Piemoncie to jedno z najbardziej romantycznych włoskich miasteczek. Centrum historyczne jest zamknięte dla ruchu kołowego, w wąskie uliczki wjazd ryzykują jedynie sklepowi dostawcy czy budowlańcy. Główny plac – Piazza Motta – stanowi miejsce spotkań i  wydarzeń kulturalnych. Wznosi się przy nim Palazzo della Comunità (lub Broletto) wsparty na arkadach. Z miejscowości rozpościera się wspaniały widok na położoną nieopodal wysepkę San Giulio (Isola di San Giulio). Do naszych czasów przetrwała wzniesiona na niej bazylika z XII stulecia. W niedzielę i święta można tu wysłuchać w trakcie mszy chóru sióstr benedyktynek. Eleganckie motorówki w sezonie odpływają na wyspę średnio co 15 minut. Nad miasteczkiem góruje Sacro Monte di Orta, sanktuarium założone w 1590 r. i  poświęcone św. Franciszkowi z  Asyżu. Na  jego terenie znajduje się 20 kapliczek z realistycznymi rzeźbami i freskami. Ze wzgórza, na którym leży kompleks, rozciąga się cudowny widok na jezioro Orta, a także wyspę San Giulio. W 2003 r. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


152 EUROPODRÓŻE Sacro Monte di Orta wraz z innymi ośmioma podobnymi obiektami wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (jako tzw. Sacri Monti w Piemoncie i Lombardii).

Spośród pięciu miasteczek Cinque Terre w Ligurii stowarzyszenie uhonorowało Vernazzę, położoną między Monterosso al Mare a Corniglią. Faktycznie, jest wyjątkowo piękna, a jej charakterystyczne, kolorowe kamienice naruszone zębem czasu, noszące ślady działania morskich wiatrów, słonej wody, deszczu i wysokich temperatur są jednym z najczęstszych motywów na pocztówkach z tego regionu. Latem można się tutaj kąpać w ciepłym Morzu Liguryjskim. W okolicy rozciąga się niewielka, piaszczysta plaża i  długie, kamieniste wybrzeże. Po  zwiedzeniu miasteczka, przechadzce deptakiem i  zajrzeniu do zamku Doriów warto ruszyć na szlak pieszy do Monterosso. Gdy po pokonaniu kilkudziesięciu metrów obejrzymy się za siebie, ujrzymy jeden z najwspanialszych widoków w Cinque Terre. Naszym oczom ukaże się panorama Vernazzy. Wędrówka szlakiem między miasteczkami zajmuje od 1,5 do 2 godz. Trasa jest średnio wymagająca i wąska, ale niezmiernie malownicza.

©© LucaLorenzelli/iStock/Getty Images

W REJONIE CINQUE TERRE

SS Zabytkowe zabudowania wysepki San Giulio w południowej części jeziora Orta

BARWNE MURALE Może się wydawać, że niewielka Dozza koło Bolonii to tylko kilka uliczek i zamek Sforzów, jednak spacer po niej stanowi niecodzienne przeżycie. Na ścianach tutejszych domów powstało ponad 100 niezwykłych murali. Są kolorowe, wesołe, fantazyjne albo realistyczne. Od wielu lat do miasteczka zaprasza się artystów z całego świata, którzy pragną pozostawić w  nim swój ślad. We wrześniu w lata nieparzyste odbywa się tu Biennale del Muro Dipinto (od 1965 r.). Autorem jednego z murali jest polski twórca. Poza tym Dozza to raj dla miłośników kuchni Emilii-Romanii i wina. W zamkowych piwnicach znajduje się znakomita enoteka (Enoteca Regionale Emilia Romagna). Wszystkie najlepsze wina z regionu można w niej kupić po cenach producentów. W lokalu organizuje się degustacje, a świetnie przygotowana obsługa doradza klientom, co wybrać. Warto wiedzieć, że na początku maja odbywa się tutaj festiwal wina (Dozza. Il Vino è in festa!) i że to stąd pochodzi słynne białe wino Romagna Albana DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita).

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Widok na przystań w kolorowej Vernazzy oraz Kościół św. Małgorzaty i zamek Doriów

WŚRÓD KWIATÓW Osobom planującym wakacje w Lombardii zazwyczaj nie przychodzi od razu na myśl jezioro Iseo. Tymczasem jego okolica wygląda naprawdę czarująco. Wokół Iseo leżą piękne miasteczka (w tym Lovere, wyróżnione przez stowarzyszenie I Borghi più belli d’Italia), a jego taflę zdobi kilka wysepek. Największa z nich (o powierzchni ok. 12,7 km²), Monte Isola, jest także największą zamieszkałą wyspą na jeziorze w Europie (żyje na niej na stałe blisko 1,8 tys. osób). Dotrzeć można na nią promem, który kursuje wiele razy dziennie. Na Monte Isola warto wejść na jej najwyższy punkt (Santuario della Madonna

della Ceriola – 600 m n.p.m.) i przespacerować się przez kolejne wioski, winnice i gaje oliwne. Na wyspie wciąż działa zakład wytwarzający sieci rybackie, a w wodach jeziora występuje wiele gatunków ryb. Raz na pięć lat odbywa się tu festiwal kwiatów (kolejny będzie miał miejsce w 2020 r.). Przygotowania do Festa di Santa Croce (Festa dei Fiori di Monte Isola) trwają nawet dwa lata, ponieważ kwiaty robi się ręcznie z papieru. Może się to wydawać kiczowate, ale tylko dla kogoś, kto nie brał udziału w tym święcie. Wszystkie kwiaty są wykonane z ogromną precyzją i wyglądają zupełnie jak


153 uwierzyć, że ktoś nie wziął czarodziejskiej różdżki i nie przeniósł nas do magicznej krainy. Kwiatów są setki tysięcy, a pachnące świerkowe gałęzie migoczą kolorowymi lampkami.

©© Emilia Romagna Tourist Board

DOMY NA SKALE

©© sorincolac/iStock/Getty Images

TT Miasteczko Corniglia (Cinque Terre) nie leży bezpośrednio nad brzegiem morza

©© LeeYiuTung/iStock/Getty Images

SS Miejscowość Dozza słynie m.in. z ciekawych murali

Już z daleka rzuca się w oczy wielki monolit z wulkanicznego tufu położony na wzgórzu. Wyrasta na nim Pitigliano z domami nie odbiegającymi kolorem od skały. Tu niegdyś wznieśli swoją osadę Etruskowie. Walory obronne miejsca docenili również starożytni Rzymianie i kolejno osiedlający się w nim ludzie. Mieszkanie na tufie ma swoje zalety. Krążąca w skale woda z czasem drąży w niej tunele i jaskinie. Ludzie znakomicie wykorzystali je na studnie, grobowce, piwnice czy magazyny. Sami

także wydrążali kolejne pomieszczenia. Wielką zaletą jest panująca tutaj stała temperatura. W XIII w. na skale stanęła Katedra św. Piotra i  Pawła (Cattedrale dei Santi Pietro e Paolo). Jej dzwonnica odgrywała rolę wieży obserwacyjnej. Rozpoczęto też przebudowę Palazzo Orsini, którą ostatecznie ukończono mniej więcej trzy wieki później. Pod koniec XV stulecia w Pitigliano gruntownie odrestaurowano Kościół św. Marii i św. Rocha (Chiesa di  Santa Maria e San Rocco), a  następnie wzniesiono cytadelę (Fortezza Orsini) i akwedukt Medyceuszy (złożony z 2 wielkich łuków i 13 mniejszych). Toskańskie miasto, podobnie jak sąsiednie Sorano i Sovana również wybudowane na tufie, systematycznie się osypuje, jednak ma niezaprzeczalny urok. Jego widok robi ogromne wrażenie na każdym. 

TT Monterosso al Mare z wieżą obronną Aurora, wzniesioną w XVI w. przez Republikę Genui

©© f11photo/iStock/Getty Images

ich żywe odpowiedniki. Miejscowi uczą się je robić od dziecka. Historia festiwalu sięga pierwszej połowy XIX stulecia, gdy w wioskach położonych nad jeziorem szerzyła się epidemia cholery. Najwięcej ludzi umierało z powodu choroby na wyspie Monte Isola. Zrozpaczeni mieszkańcy modlili się do Świętego Krzyża (Santa Croce), obiecując zorganizowanie uroczystości na jego cześć, jeśli tylko zaraza ustanie. Epidemia się skończyła, a miejscowi, zgodnie z obietnicą, co pięć lat w okolicy 14 września, kiedy obchodzi się święto Podwyższenia Krzyża Świętego, urządzają festiwal kwiatów. Gdy schodzi się wtedy z  promu w  położonej na wyspie miejscowości Carzano, trudno

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© wikimedia commons/Turla Marilice

154 EUROPODRÓŻE

SS Niesamowite dekoracje z okazji święta Podwyższenia Krzyża Świętego na wyspie Monte Isola

SS Rocca di Cefalù ma wysokość 268 m n.p.m.

Z WIDOKIEM NA ALBANIĘ

SYCYLIJSKA ATMOSFERA

Otranto to dziś spokojne miasteczko Apulii z piaszczystymi plażami i krystalicznie czystym morzem. Jest idealnym miejscem na letnie wakacje. Za murami obronnymi znajduje się zabytkowe centrum z aragońskim zamkiem (Castello Aragonese di Otranto), wąskimi uliczkami i katedrą z pięknymi mozaikami (Cattedrale di Santa Maria Annunziata). Otranto było niegdyś ważnym portem morskim i przeżyło najazd osmańskich Turków w latach 1480–1481. We wspomnianej świątyni pod ołtarzem zebrano ludzkie czaszki i kości. Należą do 813 męczenników (tzw. Martiri di Otranto), którzy 14 sierpnia 1480 r. zostali pozbawieni głowy, ponieważ odmówili przejścia na islam. Miasteczko jest kwintesencją śródziemnomorskiej osady. Przy dobrej widoczności dostrzeżemy z niego Albanię i Grecję.

Cefalù leży wokół charakterystycznej skały (tzw. Rocca di Cefalù), którą widać już z daleka. Nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym miasteczkiem Sycylii. Fale zaciekle rozbijają się tu o skaliste brzegi. Ten niesamowity spektakl natury można podziwiać z tarasów widokowych bądź jednej z miejscowych restauracji. Na skałę górującą nad Cefalù prowadzi szlak, którym warto się wspiąć. Na szczycie znajdują się pozostałości twierdzy i starożytnej świątyni Diany z IX w. p.n.e. (Tempio di Diana). Spośród zabudowań miasteczka najbardziej wyróżnia się normańska katedra (Duomo di Cefalù). Plac przed nią, Piazza del Duomo, zwykle jest gwarny i wesoły, dookoła działają knajpki, lodziarnie i  kawiarnie. Niezaprzeczalnie jednak wielki atut Cefalù stanowi plaża – długa, piaszczy-

sta, ciągnąca się wzdłuż rybackich domów. Koniecznie trzeba się tutaj wybrać do jednej z pobliskich lodziarni na sycylijski przysmak, czyli lody w słodkiej bułce (brioche con gelato). Najlepiej poprosić, aby podali nam je con panna – „z bitą śmietaną”. W miasteczku warto wyruszyć na spacer jego uliczkami, obejrzeć miejscową ceramikę i pamiątki, zjeść coś w jednej z licznych restauracji. Pomimo całkiem sporej liczby turystów zwiedzanie Cefalù może być wielką przyjemnością. Obowiązkowo należy również zostać w nim na widowiskowy zachód słońca.

WYSEPKA ŚW. PIOTRA Koło południowo-zachodnich brzegów Sardynii leży malutka wyspa San Pietro (należąca do archipelagu Sulcis) z prześlicznym miasteczkiem Carloforte. Ponoć św. Piotr zatrzymał się tu podczas sztormu, gdy wracał do Rzymu z Afryki. Tak tłumaczy się nazwę wyspy. Sama miejscowość ma charakter na wskroś śródziemnomorski. San Pietro szczyci się kameralnymi plażami, niewielkimi zatoczkami i wspaniałą przyrodą. Woda wokół jest krystalicznie czysta, a klifowe brzegi są oazą dla ptaków. Życie w Carloforte od zawsze było związane z morzem i połowami tuńczyka. Od kilkunastu lat w maju odbywa się tutaj między­ narodowy konkurs kulinarny na dania z tej ryby (Girotonno), w którym także publiczność może głosować na swojego faworyta. ©© www.visittuscany.com

TT Toskańskie Pitigliano, jego charakterystyczne historyczne centrum zwie się małą Jerozolimą

JESIEŃ–ZIMA 2018

SYPIĄCE SIĘ MIASTO Krajobraz historycznej Etrurii, obejmującej m.in. północną część Lacjum, charakteryzuje nierzeczywisty pejzaż, ponury i niegościnny. Tutejsze skały wulkaniczne podlegają natu-


©© www.regione.sicilia.it

©© wikimedia commons/Freddyballo

155

ralnym procesom erozji, przez co stale się zmniejszają, sypią, zawalają. Właśnie w takiej okolicy leży Civita di Bagnoregio. Kiedy Etruskowie założyli w tym miejscu swój ośrodek ponad 2,5 tys. lat temu, spełniał on wszystkie wymogi dobrej twierdzy. Wznosił się na wysokiej skale, nikt niepostrzeżenie nie mógł się do niego dostać. Swoją pozycję miasteczko straciło w czerwcu 1695 r., gdy potężne trzęsienie ziemi odcięło je od świata. Na początku XX w. zbudowano most, który do dziś

Marche - Pievebovigliana

Lazio - Giardino di Ninfa

SS Otranto w Apulii, określane jako Brama Wschodu, najdalej na wschód wysunięte miasto Włoch

stanowi jedyną drogę do miejscowości. Niestety, procesy erozyjne powodują, że Civita di Bagnoregio nie ma szans na przetrwanie. Powierzchnia miasteczka stale się zmniejsza, domy pękają, coraz więcej zabudowań jest zagrożonych. Prowadzi się co prawda prace w celu zatrzymania osypywania się wzgórza, ale sił natury nikt nie powstrzyma. Latem Civita di Bagnoregio żyje, przyjeżdża do niej wielu turystów. Z końcem sezonu zostaje za-

ledwie kilku mieszkańców. Większość z nich już dawno opuściła swoje domy, przeniosła się na bezpieczny grunt. Dlatego miejscowość jest nazywana la città che muore, czyli „miasto, które umiera”.

EUROPEJSKIE DZIEDZICTWO Granicząca z Apulią, Kalabrią i Kampanią Basilicata to jeden z  najmniej znanych włoskich regionów, należący jednocześnie 

Abruzzo - San Vito Chietino Trabocco

Umbria - St. Francis Way

made in nature� made in Italy

JESIEŃ–ZIMA 2018


156 EUROPODRÓŻE w głębokim wąwozie płynie rzeka Gravina. Liczne naturalne groty dawały schronienie i zapewniały poczucie bezpieczeństwa. Najstarszą i zarazem najbardziej spektakularną częścią Matery jest Sassi, którą tworzą dwie dzielnice: Sasso Caveoso

spadki i pochyłość terenu do kontroli cieków wodnych, w wykutych w skale pomieszczeniach utrzymywała się stała temperatura. Uliczki są tu wąskie, znajdziemy też mnóstwo zaułków, schodów, placów, kościołów i ogrodów. Część podziemna Sassi to szereg

©© bluejayphoto/iStock/Getty Images

do najsłabiej zaludnionych (jedynie prawie 570 tys. mieszkańców). W najbliższym czasie będzie jednak okazja, aby się o nim dowiedzieć czegoś więcej. Perła Basilicaty, kamienne miasto Matera, została wybrana Europejską Stolicą Kultury na 2019 r. Dzięki

TT Nad Sassi dominuje Cattedrale di Matera w stylu romańsko-apulijskim

©© ermess/iStock/Getty Images

SS W Civita di Bagnoregio urodził się ok. 1217–1221 r. św. Bonawentura

zaplanowanym licznym interesującym wydarzeniom i działaniom promocyjnym odwiedzający ją goście poznają bogatą historię i kulturę tego niezwykłego miejsca. Matera należy do najstarszych ośrodków na świecie. Ludzie osiedlali się tutaj już ponad 10 tys. lat temu. Nie bez znaczenia było dla nich ukształtowanie terenu. W pobliżu

JESIEŃ–ZIMA 2018

i Sasso Barisano. To dla tego historycznego centrum miasta przyjeżdżają tu turyści, to na jego punkcie oszaleli filmowcy. Zabudowania Sassi wznoszą się na stromej skarpie wokół XIII-wiecznej katedry na wzgórzu (Cattedrale di Matera). To kamienne domy postawione jeden na drugim. Budowniczowie sprytnie wykorzystywali naturalne

zbiorników o różnym przeznaczeniu oraz systemy wspomagające kontrolowanie cieków wodnych. W latach 50. XX w. tutejsi mieszkańcy byli przymusowo wysiedlani do nowych domów na przedmieściach Matery. Na powrót do Sassi zezwolono im 30 lat później, ale pod warunkiem wykonania kapitalnego remontu 


©© naumoid/iStock/Getty Images

158 EUROPODRÓŻE

TT Gorąca kąpiel w balii w Cortinie d’Ampezzo

z zachowaniem spójności stylistycznej historycznego centrum miasta. Nie wszyscy mogli sobie na to pozwolić, dlatego znaczna część budynków nadal jest opuszczona. W niektórych z nich działają klimatyczne hotele. Największy rozgłos przyniósł tej 60-tysięcznej miejscowości film Pasja w reżyserii Mela Gibsona (2004). Właśnie w Materze kręcono sceny do tej produkcji.

Miłośników rozległych przestrzeni powinny zainteresować wyprawy konne. Malownicze okolice odpowiednie na takie wycieczki znajdziemy w całych Włoszech, ale szczególnie warte odwiedzenia miejsca stanowią Sardynia, Toskania czy Elba (największa w archipelagu Wysp Toskańskich). Na końskim grzbiecie można tu przemierzać szlaki górskie lub plaże o zachodzie słońca. Zimą w Italii królują sporty związane ze śniegiem. Najlepsze warunki do jazdy na nartach i snowboardzie panują w północnej części kraju. W Dolomitach i Alpach działają jedne z najpopularniejszych w Europie ośrodków narciarskich. Trasy zjazdowe są znakomicie przygotowane, na stoki do-

©© www.bandion.it

SS Val di Fassa bywa nazywana Wróżką Dolomitów

RUCH TO ZDROWIE Włosi kochają spędzać czas na plaży i uprawiać wszelkie możliwe sporty wodne, uwielbiają również górskie wędrówki, wspinaczkę czy jazdę na rowerze. Osoby lubiące różnego rodzaju aktywności poczują się tu więc jak w raju.

JESIEŃ–ZIMA 2018

wożą chętnych liczne autobusy, a zaplecze hotelowo-gastronomiczne jest bardzo rozbudowane. Jednak ze względu na ciągnący się wzdłuż całego półwyspu łańcuch Apeninów (ponad 1,2 tys. km długości) szusować można praktycznie w całych Włoszech, choć infrastruktura do tego przeznaczona w  pozostałych rejonach bywa znacznie skromniejsza. Aktywnych turystów przyciąga Trydent-Górna Adyga (Trentino-Alto Adige). Sezon na lodowcach (np. w okolicy Val Senales) trwa właściwie od września do czerwca. Jednym z najpiękniejszych i najlepiej przygotowanych regionów narciarskich jest Val Gardena, stolica Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Każdy znajdzie tu trasy o odpowiednim dla siebie stopniu trudności. W lokalach działających na stokach serwuje się pyszne dania lokalnej kuchni. W  obszarze Alp warto odwiedzić też Courmayeur w Dolinie Aosty (Valle d’Aosta), prestiżowy ośrodek narciarski położony u stóp masywu Mont Blanc (wł. Monte Bianco), którego francuskim odpowiednikiem jest Chamonix-Mont-Blanc. Trasy w tej okolicy są doskonałe. Szczególną sławą cieszy się ta w Vallée Blanche. Nową atrakcję w tym rejonie, zainaugurowaną w czerwcu 2015 r., stanowi kolejka gondolowa Skyway Monte Bianco (można nią wjechać na górną stację Punta Helbronner – 3466 m n.p.m.). Latem przyjeżdżają tutaj głównie alpiniści, którzy wspinają się na słynną Białą Górę, najwyższy szczyt Alp i Europy. 


Żyj chwilą

www.italia.it ©© Poike/iStock/Getty Images


160 EUROPODRÓŻE

©© Freeartist/iStock/Getty Images

Uchwycić istotę i piękno Italii

„Zrozumienie, jakiego rodzaju turysty chcemy, i uczynienie z tego punktu wyjścia do stworzenia oferty motywacji podróżniczych, nadaje wartość włoskiej marce. To cnotliwa droga do podróżowania z pomocą big data, w swojego rodzaju Matrixie” – tak brzmi podstawowa idea Marii Eleny Rossi, nowej dyrektorki ds. marketingu Narodowej Agencji Turystyki Włoskiej (ENIT – Agenzia Nazionale del Turismo), która została mianowana na to stanowisko w kwietniu 2018 r. W wywiadzie zapytaliśmy ją o plany stworzenia nowej „marki Italia” na mapie marketingu turystycznego. ©© ENIT

tekst promocyjny

SS Klimatyczne, romantyczne Positano położone na Wybrzeżu Amalfitańskim w Kampanii

Jaka jest strategia ENIT na lata 2019–2021 dotycząca wsparcia wzrostu wartości Włoch jako celu podróży? Włochy to najbardziej uwielbiany kraj z dużymi zdolnościami do zwiększenia zarówno liczby noclegów, jak i wydatków turystycznych. Ponad 250 mln ludzi na świecie jest zainteresowanych włoską kulturą, a 170 mln uczy się naszego języka, to bardzo duża „baza fanów”. Nowe możliwości tkwią w zdolności do wprowadzania in-

JESIEŃ–ZIMA 2018

nowacji w ofercie, wydłużania sezonów i znajomości miejsc słabiej pozycjonowanych na rynkach światowych, zgodnie z nowymi trendami rynkowymi. Wizja, którą ENIT podziela z regionami i głównymi miastami turystycznymi, polega na tym, aby uczynić Włochy celem podróży zgodnym z zasadami zrównoważonego rozwoju, światowym dziedzictwem, którym powinno się cieszyć i darzyć je szacunkiem. Nasze strategie marketingowe czasu wolnego będą skierowane


161

©© Creativaimage/E+/Getty Images

niem, tak też musi być w przypadku wszystkich włoskich interesariuszy, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Oznacza to nie tylko wspólną misję. Obecnie mamy 29 lokalnych oddziałów na całym świecie, które działają w pełnej współpracy z ambasadami, izbami handlowymi i głównymi włoskimi przedstawicielstwami.

©© e55evu/iStock/Getty Images

SS Wyprawa piesza w rejonie masywów Sassolungo i Sella w Dolomitach

SS Miejscowość Barrea nad jeziorem o tej samej nazwie (w Abruzji)

głównie do osób zamożnych, rodzin, milenialsów i ludzi zainteresowanych takimi tematami jak sport, jedzenie i wino, kultura. W centrum uwagi znajduje się również przemysł spotkań (MICE).

Jak wygląda promocja turystyczna 4.0 w dobie mediów społecznościowych i big data? Strategie marketingowe bazują głównie na inteligencji i dogłębnej wiedzy o klientach, rynkach i trendach pochodzącej zarówno z big data, jak i small data. Przez lata nauczyliśmy się wiele o tym, jak wpływać na podróż klienta przez różne punkty kontaktowe i ciągle uczymy się tego w stale zmieniającym się środowisku. Nauczy­liśmy się również, jak działać globalnie, stosując podejście lokalne. Promo­cja 4.0 oznacza, że jesteśmy w stanie lepiej identyfikować nasze cele, przesłania i narzędzia oraz krok po kroku monitorować wyniki naszych działań i dostosowywać się do potrzeb. Potra­fimy także odpowiedzieć na potrzeby klienta przed podróżą, w jej trakcie i po niej. Ale nadal nie jesteśmy w stanie zastąpić kieliszka wyśmienitego włoskiego wina za pomocą infotechnologii i biotechnologii! Jeśli chodzi o „lata tematyczne”, w 2017 r. w kręgu zainteresowań znalazły się włoskie miasteczka, a w 2018 r. – jedzenie i wino. Oba tematy promowały włoski styl życia. Jaki jest plan tematyczny na nadchodzące lata? Jakich turystów będą poszukiwać Włochy w ciągu najbliższych kilku lat? Celem Włoch jest zrównoważona turystyka, która przyczynia się do zwiększenia wartości danych obszarów. Rok 2019 będzie rokiem turystyki w stylu slow, co oznacza opracowywanie innowacyjnych produktów i celów podróży, których doświadcza się głęboko, czyli w jedyny sposób, w jaki można uchwycić istotę i piękno naszego kraju. W 2019 r. Włochy uhonorują Leonarda da Vinci (z okazji 400. rocznicy jego śmierci), prawdziwego ambasadora innowacji, piękna i geniuszu.

TT Włochy są jednym z najstarszych rejonów upraw winorośli na świecie

TT Dolomity to znakomite miejsce na zimowy wyjazd dla całej rodziny

©© franckreporter/E+/Getty Images

©© Imgorthand/E+/Getty Images

Jaka jest nowa misja i „korporacyjna” tożsamość ENIT? „Made in Italy” oznacza wartość naszego dziedzictwa kulturowego i naturalnego, wartość naszej kuchni i wina, wartość naszych ludzi. Nasza tożsamość korporacyjna musi być zgodna z tym pozycjonowa-

Na jakich rynkach koncentruje się nowa krótkoterminowa strategia ENIT? Na Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Rosji jako głównych rynkach. Poza tym na przyciągającym coraz bardziej naszą uwagę Dalekim Wschodzie i Chinach, gdzie nasza cyfrowa strategia marketingowa będzie rosła w siłę. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


162 EUROPODRÓŻE

SS Słynne rzymskie Koloseum ogłoszono jednym z 7 Nowych Cudów Świata

SS Bajeczne Riomaggiore w Cinque Terre – miasteczko przyklejone do skał

Stefano Zedde, odpowiedzialny za promocję Narodowej Agencji Turystyki Włoskiej (ENIT – Agenzia Nazionale del Turismo) w Polsce, w rozmowie z Michałem Domańskim.

Jak wyglądają statystyki dotyczące polskich turystów we Włoszech? Informacje dostarczone przez Instituto Nazionale di Statistica (ISTAT), włoski główny urząd statystyczny, mówią o 5,5 mln gości z Polski w Italii w 2017 r., co stanowi wzrost o 10 proc. w porównaniu do 2016 r., przy łącznych wydatkach w wysokości 653 mln euro. Najczęściej odwiedzanymi regionami w 2017 r. były Wenecja Euganejska, Trentino, Lombardia, Toskania i Emilia-Romania. Do wszystkich z nich łatwo dotrzeć samochodem, takie rozwiązanie wybrało 33 proc. polskich turystów. Można powiedzieć, że Polacy są pierwszymi zagranicznymi gośćmi w Trentino w sezonie zimowym, podczas gdy w Wenecji Euganejskiej odnotowano największy wzrost odwiedzin (ponad 12 proc.). Jednak najczęściej wybieranym środkiem transportu jest – oczywiście – samolot (48 proc.), a oferta bez­ pośrednich lotów z roku na rok się poszerza. Bardzo pozytywna była np. reakcja na uruchomienie połączeń z Sardynią, z której pochodzę. W tym przypadku odnotowano wzrost liczby podróżujących o ponad 10 proc. w porównaniu z 2016 r. Wraz z udostępnieniem bezpośrednich lotów Warszawa – Cagliari i Warszawa – Alghero (oferowanych obok działającego już wcześniej połączenia Kraków – Cagliari)

ENIT wraca do Polski po trzech latach nieobecności. Co się wydarzyło? Zamknięcie biura ENIT (Agenzia Nazionale del Turismo) w Warszawie pod koniec 2015 r. zbiegło się w czasie z radykalną reorganizacją agencji, która rozpoczęła swoją działalność rok wcześniej. Kilka siedzib zostało zamkniętych na całym świecie, w tym w polskiej stolicy, a ich zadania na tych terenach powierzono innym krajom. Przez dwa lata promocja w Polsce była prowadzona przez oddział w niemieckim Frankfurcie nad Menem. Jednak biuro centralne doszło do wniosku, że Polska jest zbyt ważnym rynkiem dla Włoch i działaniami na jej terytorium nie można zarządzać zdalnie. W lutym tego roku agencja powierzyła Włoskiej Izbie Handlowo-Przemysłowej w Polsce (Camera di Commercio e dell’Industria Italiana in Polonia – CCIIP) zadanie zarządzania promocją turystyki w imieniu ENIT. ©© ENIT

Włoskiej Izbie Handlowo-Przemysłowej…? Tak, jest to nowa strategia ENIT. Polega na otwieraniu biur w nowych krajach lub powracaniu na dane rynki bez konieczności tworzenia dużych inwestycji, a przez powierzanie zadania promowania turystyki Włoskim Izbom Handlowym za granicą, organizacjom, które funkcjonują od lat w danym państwie oraz dobrze znają rynek i jego zasady, posiadają własne biura i wykwalifikowanych pracowników. Kiedy przedstawiono nam taką propozycję, z entuzjazmem na nią przystaliśmy.

JESIEŃ–ZIMA 2018

TT Varenna to przepiękna miejscowość nad wschodnim brzegiem jeziora Como

©© Janoka82/iStock/Getty Images

tekst promocyjny

©© belenox/iStock/Getty Images

©© QQ7/iStock/Getty Images

Chcemy rozbudzić apetyt Polaków na Włochy


163 Sardynia dosłownie wypełniła się polskimi turystami. Samoloty są zawsze pełne. Połączenie między Warszawą a Cagliari z sezonowego (letniego) w krótkim czasie zmieniło się w całoroczne.

na nowożeńców, którzy poszukują idealnego zakątka na miesiąc miodowy. Następnie przyglądamy się tzw. special interest groups, czyli turystom wybierającym cel podróży ze względu na konkretne zainteresowania (sport, jedzenie i wino, religia, przyroda, architektura, muzyka). Nasze działania promocyjne kierujemy również w stronę milenialsów, którzy teraz szukają niedrogich wakacji, ale w przyszłości założą rodziny i staną się menedżerami. Jeśli chodzi o biznes, wierzymy w potencjał sektora MICE. Fakt, że jesteśmy izbą handlową, pomaga nam w komunikacji z firmami. Dzięki temu łatwiej będzie nam przekonać je do wybrania Włoch jako miejsca na konferencje, kongresy czy imprezy firmowe. Dla każdego z tych celów trzeba tworzyć kampanie ad hoc.

Jaka jest Wasza strategia zwiększania liczby turystów? Nowa globalna strategia ENIT jest nastawiona na promowanie rozwoju jakości turystyki przez nadanie Włochom jako marce wartości takich jak autentyczność, piękno, tradycyjność oraz umieszczanie w samym centrum powodów, dla których warto podróżować do tego kraju. 29  przedstawicieli ENIT na całym świecie ma na celu zaprezentowanie piękna Włoch wynikającego z wyjątkowości ich dziedzictwa naturalnego, kulturowego, historycznego i artystycznego, cech charakterystycznych terytoriów oraz lokalnych tradycji. Szukamy zainteresowanych Italią turystów, którzy chcą odkrywać autentyczne Włochy.

TT Canal Grande i barokowa Basilica di Santa Maria della Salute w Wenecji

TT Punta Molentis – plaża i przylądek leżące na południu Sardynii

©© franckreporter/E+/Getty Images

Kto jest Waszym celem? Zdecydowanie rodziny. W Polsce na szczęście stale pojawiają się nowe rodziny, które chcą odkrywać świat i szukają miejsc spełniających potrzeby ich dzieci, często bardzo małych. Poza tym stawiamy

Czy w tej chwili podejmowane są jakieś inicjatywy? Oczywiście, będziemy np. krajem partnerskim podczas 26. Międzynarodowych Targów Turystycznych TT Warsaw 2018 w dniach 22–24 listopada ze stoiskiem o powierzchni prawie 400 m2, największym, jakie agencja miała kiedykolwiek w Polsce. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników z roku ponownego otwarcia biura ENIT, ponieważ świadczy to o dużym zainteresowaniu polskim rynkiem ze strony Włoch. W projekcie weźmie udział osiem regionów: Emilia-Romania, Sardynia, Friuli-Wenecja Julijska, Abruzja, Umbria, Marche, Lacjum, Apulia. Wraz z nimi zaprezentują się przedsiębiorstwa z tych terytoriów ze swoją ofertą turystyczną. Na 19–25 listopada br. zaplanowano trzecią edycję Tygodnia Kuchni Włoskiej na Świecie. Jest to inicjatywa, w którą angażują się wszystkie włoskie instytucje za granicą – ambasady, izby handlowe, instytuty kultury. Promowanie kuchni włoskiej oznacza promowanie Włoch, ponieważ typowe potrawy odzwierciedlają kulturę danego regionu. ENIT będzie zarządzać komunikacją dotyczącą tego projektu poprzez stworzenie strony internetowej www.kochamitalia.pl. Za jej pomocą będziemy odkrywać Włochy, opowiadając o różnych daniach. Wraz z instytucjami zorganizujemy konferencje, imprezy kulinarne, warsztaty włoskich szefów kuchni. Zaangażujemy również włoskie restauracje w Polsce, które będą oferować specjalne menu z okazji Tygodnia Kuchni Włoskiej w cenie 50 złotych. Zapraszam Was, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive, do zapoznania się z naszą stroną oraz ze wszystkimi atrakcjami związanymi z tym wydarzeniem, ponieważ w listopadzie chcemy rozbudzić Wasz apetyt. 

©© Isaac74/iStock/Getty Images

©© bluejayphoto/iStock/Getty Images

Jak ta strategia będzie realizowana w Polsce? Mamy zdecydowaną przewagę, bo Polacy uwielbiają Włochy. Dla większości z nich wyjazd do tego kraju to poszukiwanie piękna, pozytywnego stylu życia, dobrego jedzenia, sztuki i kultury. Oczywiście to za mało. W zglobalizowanej rzeczywistości, w której żyjemy, konkurujemy z ofertą turystyczną z całego świata. Naszym zadaniem jest nie tylko przypominanie turystom od czasu do czasu, jak piękne są Włochy, ale także towarzyszenie im w procesie wyboru i dokonywania zakupu wakacji, zrozumienie ich potrzeb, zaproponowanie właściwych miejsc. Świat cyfrowy będzie nam w tym bardzo pomocny. Czy chcemy tego, czy nie, naszymi wyborami, potrzebami i całym życiem coraz częściej zarządzamy za pomocą smartfona. Okno na świat znajduje się w naszej kieszeni i coraz bardziej na nim polegamy przy podejmowaniu rozmaitych decyzji. Oczywiste jest, że również Włochy muszą się tam znaleźć ze swoją ofertą. Istotne znaczenie ma nawiązanie kontaktu z naszą grupą docelową i przedstawienie propozycji z naszego kraju w kluczowych momentach procesu wybierania miejsca na urlop. Jeśli tego nie zrobimy, Polacy będą mogli kochać Włochy, ale wyjadą na wakacje gdzie indziej.

JESIEŃ–ZIMA 2018


164 EUROPODRÓŻE

Uwielbiane opracował: MICHAŁ DOMAŃSKI

Włochy

« Italia to kraj uwielbiany przez turystów, z niezliczoną liczbą atrakcji, bezcennych zabytków, cudów natury, zniewalających krajobrazów i prawdziwie magicznych miejsc. Włochy zachwycają wspaniałą kulturą, bogatymi tradycjami, widowiskowymi świętami i festiwalami, przepyszną kuchnią z wyśmienitymi winami, wyborną kawą i atmosferą słodkiego życia (słynnego „dolce vita”). Niemal każdy z 20 regionów Italii jest niepowtarzalny, gościnny, uroczy, niezmiernie klimatyczny, słoneczny, pachnący gajami oliwnymi i plantacjami owoców, pełen światowych arcydzieł architektury i sztuki oraz lokalnych specjałów. Potrafi rozkochać w sobie i natchnąć weną twórczą praktycznie wszystkich artystów. Ja sam jestem zakochany we Włoszech, mam w nich swoje ulubione miejsca, które zdobyły moje serce, takie jak Elba, zwana Królową Archipelagu Toskańskiego, kontynentalna Toskania, historyczna kraina niczym prosto z baśni, płynąca winem, oliwą i miodem, czy wreszcie czarująca, malownicza i owiana nutką tajemnicy prowincja Oristano na Sardynii. Italię najlepiej poznawać pełnią zmysłów, oddawać się w niej przyjemnościom „dolce vita”, zapominać przy tym o bożym świecie, cieszyć się nią i delektować w rytmie „slow”. Nie warto się spieszyć, bo do odkrycia wszystkich włoskich skarbów nie wystarczy nam nawet całe życie. Teraz oddajmy jednak nasze łamy ekspertom, którzy zgodzili się wyjawić, jakie są ich magiczne miejsca w jedynych w swoim rodzaju, szalenie pasjonujących Włoszech. Pozwólmy się więc porwać filozofii słodkiego życia i bądźmy po prostu szczęśliwymi ludźmi! » JESIEŃ–ZIMA 2018

©© LaraBelova/E+/Getty Images

SS Urzekające Barolo w regionie Piemont słynie z doskonałego wina produkowanego w okolicy


165 `` Moim magicznym miejscem we Włoszech jest Rzym. To jedno z niewielu miast na świecie, do których mogłabym przeprowadzić się choćby jutro. Bezkrytycznie uwielbiam wszystko, co rzymskie, począwszy od wspaniałego cappuccino z cornetto z nadzieniem morelowym, przez skutery z eleganckimi kobietami w szpilkach i mężczyznami w dobrze skrojonych garniturach pędzącymi codziennie rano do pracy bez zważania na zasady ruchu drogowego, aż po urocze, małe trattorie i ristoranti wypełnione po brzegi, nierzadko z długą kolejką oczekujących przed wejściem, gdzie każdy zna każdego, a gospodarz przechadza się pomiędzy stolikami i zagaduje gości. Rzym tętni życiem, jest elegancki, wyniosły, na każdym kroku przypomina o swojej niebywałej historii. Koloseum zawsze robi na mnie niesamowite wrażenie, zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Znawcom sztuki polecam Galerię Borghese, gdzie dzieła nie giną w tłumie gapiów. Dzięki regulowanemu ruchowi i ograniczo-

©© ESTA Travel

ESTERA HESS | WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY ESTA TRAVEL nej liczbie biletów można tu przeżywać artystyczne uniesienia w samotności. W leżącym na terenie Rzymu najmniejszym państwie świata warto odwiedzić Muzea Watykańskie – skarbiec niesamowitych dzieł artystów światowej sławy. Kaplica Sykstyńska nie ma sobie równych. Uwielbiam też rozmach rzymskich bazylik papieskich. Te ogromne budowle są nie tylko obiektami o dużym znaczeniu religijnym. To swoiste muzea o wielkiej wartości artystycznej.

©© ESTA Travel

TT Via della Conciliazione i plac przed renesansowo-barokową Bazyliką św. Piotra na Watykanie

©© ESTA Travel

SS Kwiaty cukinii sprzedawane na rzymskim targu

Ale nie samą sztuką Rzym żyje. Odwiedzałam go już wiele razy i odkryłam niesamowite zakątki z dala od turystycznych szlaków, gdzie przy kraciastych obrusach zasiada się wieczorami, żeby rozmawiać, popijając wino i zajadając się banalnie prostymi, ale jakże smacznymi daniami kuchni włoskiej. Właśnie to miasto po zmroku, wyciszające się przed snem, z mnóstwem dyskretnych świateł i stłumionym gwarem lubię najbardziej. Choć ostatnio poznałam także Rzym o świcie, kiedy sprzedawcy świeżych warzyw i owoców pędzą na targi miejskie, a w piekarniach wyjmuje się z pieców pierwsze wypieki i parzy pierwsze aromatyczne espresso.

nie jedna główna ulica, ale wciąż pozostaje tu sporo do zobaczenia. Wąskie, boczne uliczki wiodą nie tylko do winiarni i lokalnych sklepów spożywczych. Kryją także wiele niespodzianek, takich jak starożytny tunel pod domami mieszkalnymi. Radda in Chianti jest również świetną bazą wypadową do zwiedzania Sieny i Florencji. Podczas wizyty w miasteczku koniecznie trzeba spróbować wina w „Casa Porciatti”. Degustacje odbywają się w średniowiecznych piwnicach, dodatkowo można zamówić talerz lokalnych serów i wędlin. Obowiązkowo należy też skosztować włoskiego espresso i gelato w „Pasticceria Gelateria Sampoli & Lapis”. Ze względu na położenie kawiarenki rozpościera się z niej spektakularna panorama okolicznych wzgórz Chianti. Wcześnie rano wzniesienia pokryte są mgłą, co sprawia, że można poczuć się tutaj jak w bajce. Atmosfera la dolce vita, gaje oliwne, winnice czy przysmaki regionalnej kuchni to tylko część skarbów, jakie ma do zaoferowania Toskania.

©© CASTELLO DI AMA

`` Kto ceni sobie spokój i tradycyjną filiżankę włoskiej kawy z pięknym widokiem w tle, koniecznie musi odwiedzić gminę Radda in Chianti. To magiczne miejsce położone w samym sercu regionu Chianti Classico zachowało swój średniowieczny charakter – do dziś dotrwały w nim kamienne domy, wąskie uliczki i wieże, otoczone murami obronnymi. Wiele zamków i fortyfikacji zostało przekształconych w wille i rezydencje, które obecnie są nieodłącznym elementem krajobrazu tego

©© TOTOSKANIA.PL

MAŁGORZATA KAŁUŻNA | SPECJALISTKA DS. WILLI TO TOSKANIA

obszaru. Nie ma nic bardziej romantycznego niż przechadzanie się wzdłuż muru obronnego i podziwianie cudownego pejzażu Toskanii. Co roku Radda in Chianti przyciąga mnóstwo turystów, miłośników wina i przyrody. Wzdłuż drogi prowadzącej do głównego miasteczka znajduje się wiele klimatycznych fattorii. Można się w nich umówić na degustacje wina oraz spróbować lokalnych produktów. Centrum miejscowości jest bardzo małe, istnieje jedy-

©© TOTOSKANIA.PL

SS Winnica Castello di Ama koło wioski Lecchi in Chianti w urokliwej prowincji Siena

SS Wino Chianti Classico podane z przekąskami

JESIEŃ–ZIMA 2018


166 EUROPODRÓŻE na serpentynach prowincji Viterbo, gdy nagle wyłoniła się przede mną Calcata, majestatyczne borgo storico na szczycie skały, imponujące i  magiczne

©© Biuro Podróży ITALIA

`` Włochy to kraj, w którym magicznych miejsc jest niezmiernie dużo. Gdyby zapytać któregokolwiek z miłośników Italii, w jakim jej mieście czy regionie chciałby zamieszkać, to byłoby mu trudno się zdecydować. Znam osobę, która na tak zadane pytanie odpowiedziała: we wszystkich i co rok się przenosi. Dlaczego? Bo każdy region Włoch kochamy za coś innego. Dla mnie magiczne jest całe Lacjum, gdzie spędziłam wiele lat swojego życia otoczona pięknymi miasteczkami położonymi na wzgórzach Apeninów oraz wspaniałymi ludźmi kochającymi lokalną kulturę i tradycje. Znajdujące się tu miejsca nie są typowo turystyczne, dzięki czemu zachowują swoją autentyczność i niepowtarzalny charakter. Jedno z nich poznałam, gdy udawałam się

©© Biuro Podróży ITALIA

JUSTYNA KOLANEK | WŁAŚCICIELKA DOLCE VITA, ITALIADLAGRUP.PL

©© Biuro Podróży ITALIA

SS Calcata Vecchia – historyczna zabudowa

SS Najstarsza część miejscowości Calcata została zbudowana na wulkanicznej skale

z Rzymu do regionu Umbria. Zjechałam z głównej trasy, żeby zobaczyć miejscowość, w której kręcono sceny do jednego z moich ulubionych włoskich filmów – Non ci resta che piangere (po polsku Tylko siąść i płakać) z 1984 r. Z każdym kilometrem czułam, że oddalam się od cywilizacji. Miałam wrażenie, że zabłądziłam

średniowieczne miasteczko opuszczone przed laty przez mieszkańców. Z chwilą, kiedy przekroczyłam jego bramę, znalazłam się w innej epoce. Czas zatrzymał się tutaj dawno temu. Po tym gdy mieszkańców przeniesiono do nowego miasta, w Calcacie zaczęła się osiedlać nieliczna bohema artystyczna z różnych części świata. Trudno o bardziej inspirujące miejsce do pracy artystycznej w tej części Włoch. Artyści pracują w małych bottegach, a ich prace możemy podziwiać na ulicznych wystawach. Kolorowe drzwi i kamienne schodki są udekorowane kwiatami i ziołami rosnącymi w starych donicach. Na murkach wylegują się leniwie koty. Atmosfera jest niepowtarzalna, tak jak całe miasteczko. Magiczna Calcata leży zaledwie 40 km od Rzymu, ale zagraniczni turyści rzadko do niej docierają. Ja, gdy znajduję się w jej pobliżu, nie potrafię odmówić sobie przyjemności wstąpienia tu choćby na krótki spacer i aperitivo.

©© ciccino77/Shutterstock

`` Łatwo jest się zakochać we Włoszech, ale trudniej wskazać swoje ulubione miejsce w tym kraju. Najlepszą pizzę w życiu jadłem w Neapolu, najpiękniejszy maraton przebiegłem ulicami Rzymu i Watykanu, Toskania oczarowała mnie jeszcze zanim do niej dotarłem dzięki filmowi Bernarda Bertolucciego Ukryte pragnienia (1996). Jeśli jednak miałbym wskazać jeden włoski region, który najbardziej mnie urzekł, byłaby to Sycylia. Zakochany w wyspie Johann Wolfgang von Goethe napisał w Podróży włoskiej (Italienische Reise): „Kto nie widział Sycylii, ten nie rozumie Włoch. Tu bowiem jest klucz do wszystkiego” (Italien ohne Sizilien macht gar kein Bild in der Seele: hier ist erst der Schlüssel zu allem).

©© TRAVEL CONSULTING (TRCO)

JAKUB PUCHAJDA | PREZES FIRMY TRAVEL CONSULTING (TRCO) nie tylko traktowali wyspę jako spichlerz. Jej magia sprawiała, że osiedlały się na niej najznamienitsze rzymskie rody. Kocham Sycylię nie jedynie z powodu jej bogatej historii. Uwielbiam zaczynać poranek od filiżanki wyśmienitej kawy Miscela d’Oro i granity z drożdżową brioszką. Podczas lunchu lubię delektować się ręcznie robionym makaronem z pasty alla Norma. Kolację chętnie kontempluję przy winie z winogron rosnących na wulkanicznych zboczach Etny. Przepadam za smakiem dojrzałych, soczystych, czerwonych sycylijskich pomarańczy (tarocco), zjadanych zaraz po zerwaniu z drzewa. Kocham biegać wzdłuż plaży w Cefalù, aby po treningu wskoczyć do lazurowej wody, spacerować uliczkami Taorminy, gubić i odnajdywać drogę na Ortygii w Syra­kuzach, czuć zapach ryb z targu w Katanii, jechać bez pośpiechu przez wyspiarskie wsie i miasteczka stylowym Fiatem 500. Kiedy jestem na Sycylii, odpoczywam i dostosowuję się do jej rytmu.

Największa wyspa Morza Śródziemnego przez ostatnie 3 tys. lat znajdowała się nieustannie w centrum zainteresowania największych potęg tej części świata. Zawdzięcza to korzystnemu położeniu, a przede wszystkim panującemu tutaj klimatowi i swojemu nieodpartemu urokowi. Docenili ją już starożytni Grecy, którzy założyli na Sycylii potężne kolonie. We wspaniałych Syrakuzach urodził się i umarł jeden z naj­ słynniejszych starożytnych matematyków i filozofów przyrody – Archimedes (ok. 287–212 r. p.n.e.). Rzymianie

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© shutterstock

SS Widok od strony morza na znajdujące się na północnym wybrzeżu Sycylii Cefalù

SS Pyszne czerwone sycylijskie pomarańcze


167 `` Dzięki nowym bezpośrednim połączeniom lotniczym mamy możliwości odwiedzania mniej znanych wcześniej miejsc w Europie i na świecie. Należy do nich m.in. magiczna Apulia (Puglia), do której zawitałem w ostatnie lato. Nigdzie nie znajdziemy tylu średniowiecznych miasteczek, prawie w niezmienionym od stuleci kształcie, gdzie ludzie żyją jak setki lat temu. Stolica regionu, Bari, powiązana jest z historią Polski. Pochodząca z niej Bona Sforza (urodzona w 1494 r. w Vigevano w Lombardii) została żoną króla Zygmunta Starego i przywiozła do nowej ojczyzny przyprawy korzenne, włoszczyznę oraz ducha renesansu. Los tak pokierował dziejami, że zamiast na ziemi polskiej pochowano ją w tej samej świątyni, gdzie przechowuje się relikwie patrona tego miasta – św. Mikołaja. Piękna Basilica di San Nicola z białego kamienia stanowi punkt obowiązkowy zwiedzania Bari. Małe, rodzinne restauracje serwują niesamowite dania lokalnej kuchni. Apulia to trochę taki spichlerz Włoch. W mniejszych miasteczkach gospodarze często podają gościom swoje najznakomitsze wyroby. Stąd pochodzi najlepsza pszenica, a zatem również najlepsze makarony (oczywiście domowe). Na apulijskiej ziemi uprawia

©© OPAL TRAVEL

MARCIN SADO | DYREKTOR GENERALNY BIURA PODRÓŻY OPAL TRAVEL się też wiele warzyw i owoców: pomidory, bakłażany, paprykę, cykorię, karczochy, kalafiory, kapustę, a przede wszystkim bób (najbardziej popularne warzywo strączkowe tego regionu). Z tego ostatniego powstaje wyśmienita przystawka – purée z dodatkiem cykorii. W Bari widziałem, jak gospodynie ręcznie przygotowują maleńkie orecchiette, czyli makaron uszka.

©© OPAL TRAVEL

TT Trulli w Alberobello – domy wzniesione z białego kamienia wapiennego bez zaprawy

©© OPAL TRAVEL

SS Bari przyjęło się nazywać oknem na Wschód

Jest to zadanie trudne, czasochłonne i wymagające precyzji, warto więc docenić ich pracę i zaopatrzyć się w ten wyjątkowy produkt. Apulijskie kobiety chętnie także nauczą zainteresowanych tej sztuki. Pośród gajów oliwnych, winnic, charakterystycznych domów trulli i  malowniczych równin środkowej Apulii, w  odległości zaledwie ok. 9 km od słynnego Alberobello, znajduje się małe miasteczko Locorotondo, prawdziwa perła tej części Italii. Śnieżno­białe mury ozdobione kolorową ceramiką i bujną roślinnością tworzą niezwykły labirynt uliczek, który kryje zachwycające pałace i kościoły. Spacer po tych urokliwych zaułkach dostarcza niesamowitych wrażeń. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


168 EUROPODRÓŻE

Toskania – serce ITALII APOLONIA FILONIK

TT Plaża Capo Bianco w Portoferraio na Elbie

©© R. Ridi

SS Florencka Katedra Matki Boskiej Kwietnej z największą ceglaną kopułą na świecie

JESIEŃ–ZIMA 2018


169

©© KavalenkavaVolha/iStock/Getty Images

©© SolStock/E+/Getty Images

« Toskania jest jednym z najchętniej odwiedzanych przez turystów regionów Włoch. Nie należy się temu dziwić – wszak znajdziemy w niej wspaniałe zbiory sztuki renesansowej, urokliwe, średniowieczne miasteczka, zachwycające krajobrazy i wyborne wino. Każdy powinien więc być zadowolony z wizyty tutaj. Toskania to także serce kultury Italii – stąd pochodzili Dante Alighieri, Francesco Petrarca i Giovanni Boccaccio, ojcowie języka włoskiego, który wywodzi się z dialektu właśnie tego regionu. »

SS Kolacja na sielskiej toskańskiej prowincji

©© Shaiith/iStock/Getty Images

TT Charakterystyczny element krajobrazów Toskanii stanowią łagodne, zielone wzgórza

JESIEŃ–ZIMA 2018


170 EUROPODRÓŻE

P

Na początek przyjrzymy się kontynentalnej części regionu, najbardziej wyczerpująco opisywanej w przewodnikach turystycznych. Tu z pewnością choć raz trzeba odwiedzić toskańską stolicę, Florencję. Warto też poznać inne, większe i mniejsze miasta, w których na każdym kroku można się przekonać, że Włochy to kolebka sztuki europejskiej. Toska­nia ma również swoje wyspiarskie oblicze. Należy do niej zachwycający archipelag Wysp Toskańskich.

©© sborisov/iStock/Getty Images

odczas planowania wycieczki po tej przepięknej części Włoch nierzadko musimy wybierać między naj­większymi turystycznymi atrakcjami a mniej oczywistymi miejscami. Podjęcie odpowiedniej decyzji bywa w takiej sytuacji trudne. W tym krótkim artykule postaram się to jednak ułatwić, bo każda podróż do Toskanii powinna być niezapomnianym przeżyciem.

SS Katedra w Sienie z 77-metrową kampanilą z 1313 r. wzniesioną z białego i zielonego marmuru

Florencja to raj dla turystów zafascynowanych włoską sztuką. Miasto oblegają przyjezdni z całego świata, więc nie ma w nim co liczyć na chwilę spokoju i samotności. Należy być gotowym na stanie w kolejkach, zrobić wcześniej rezerwację biletów i niestety poddać się nurtowi zwiedzających w muzeach i galeriach. Jednak to, co można zobaczyć i przeżyć w stolicy Toskanii, jest warte tych poświęceń. Florencja stanowi prawdziwe dzieło sztuki – na każdym kroku napotkamy w niej arcydzieła architektury, rzeźby lub malarstwa autorstwa naj­ wybitniejszych mistrzów w historii. Za najbardziej ikoniczną florencką budowlę uchodzi – oczywiście – Katedra Matki Boskiej Kwietnej (Cattedrale di Santa Maria del Fiore), której zjawiskowa kopuła góruje nad dachami miasta. Świątynia jest szczególnie atrakcyjna z zewnątrz (rzeźby z niej można zobaczyć w Museo dell’Opera del Duomo) i żeby podziwiać jej majestatyczne piękno, warto wspiąć się po 414 schodach na blisko 85-metrową Dzwonnicę Giotta (Campanile di Giotto). Do kompleksu sakralnego należy również baptysterium (Battistero di San Giovanni), do którego prowadzą słynne drzwi z początku XV w., projektu Lorenza Ghibertiego. Podczas jednej podróży do Florencji nie sposób zwiedzić wszystkiego, ale dobrze orientować się, co nas czeka w poszczególnych galeriach i muzeach. Na pierwszym miejscu wśród tych placówek znajduje się Galeria Uffizi (Galleria degli Uffizi) – świą-

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© pegasophoto/iStock/Getty Images

PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO

SS Nietypowy plac Wielki (Piazza Grande) w uroczym Arezzo opada w kierunku południowym

tynia renesansowego malarstwa włoskiego. Najczęściej kojarzony z nią obraz Narodziny Wenus Sandra Botticellego to tylko jedno płótno z ogromnej kolekcji dzieł artystów takich jak Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael Santi, Giotto di Bondone czy Piero della Francesca. Symbolem Florencji, prócz katedry, jest słynny Dawid Michała Anioła. Pierwotnie był umieszczony na zewnątrz, dziś wraz z innymi pracami mistrza wystawia go Galeria Akademii (Galleria dell’Accademia). W  poszukiwaniu arcydzieł Michała Anioła powinniśmy udać się też do Museo Nazionale del Bargello w Pała-

cu Bargello, gdzie możemy także podziwiać rzeźby innych artystów, np. Donatella, oraz do Casa Buonarroti – w domu tym wprawdzie nie mieszkał, ale dziś mieści się w nim jego muzeum. Obok Galerii Uffizi, przy Piazza della Signoria znajduje się Stary Pałac (Palazzo Vecchio), dawna siedziba rady miejskiej. Stąd słynnym mostem złotników (Ponte Vecchio) dotrzemy na drugą stronę rzeki Arno, prosto do Palazzo Pitti z aż czterema muzeami. Osoby wolące kontemplować dzieła sztuki w zaciszu sakralnych wnętrz mogą być pewne, że nie zabraknie ich we florenckich


©© KavalenkavaVolha/iStock/Getty Images

171

©© Gargolas/iStock/Getty Images

SS Leżące na wzgórzu San Gimignano, nazywane średniowiecznym Manhattanem lub miastem wież

SS Plac Cudów (Piazza dei Miracoli) w Pizie z baptysterium, katedrą i słynną Krzywą Wieżą

świątyniach. Oprócz katedry na liście zwiedzania powinny znaleźć się kościół Medyceuszy – Basilica di San Lorenzo z Nową Zakrystią (Sagrestia Nuova) zaprojektowaną przez Michała Anioła; Orsanmichele – pierwotnie spichlerz i hala gildii miejskich, który zdobią rzeźby m.in. Donatella i Lorenza Ghibertiego; Basilica di Santa Croce z kaplicami Peruzzich i  Bardich dekorowanymi freskami Giotta; Chiesa di Santa Maria del Carmine z kaplicą Brancaccich z freskami Masaccia, Masolina da Panicale i Filippina Lippiego oraz Basilica di Santa Maria Novella słynąca z innego dzieła Masaccia – Trójcy Świętej.

SIENA, PIZA I CAŁA RESZTA Średniowieczna Siena to drugie po Florencji miasto stanowiące najczęstszy cel turystów zwiedzających Toskanię. Tu również znajduje się wspaniała katedra (Cattedrale Metropolitana di Santa Maria Assunta). Ma ona pięknie zdobioną fasadę i kryje w swoim wnętrzu wyjątkowe prace gotyckich i renesansowych mistrzów takich jak Nicola Pisano, jego syn Giovanni, Michał Anioł czy Donatello. Podo­bnie jak we Florencji wiele dzieł sztuki pochodzących z katedry przechowywanych jest w pobliskim muzeum (Museo dell’Opera del  Duomo, Siena

Opera della Metropolitana). Aby obejrzeć wybitne przykłady malarstwa, należy udać się do galerii Pinacoteca Nazionale. Jednak najważniejszy punkt Sieny stanowi Piazza del Campo – spadzisty plac w kształcie półkola, przy którym mieści się Palazzo Pubblico (Palazzo Comunale) z  Muzeum Miejskim (Museo Civico). To właśnie na nim odbywa się dwa razy do roku (2 lipca i 16 sierpnia) słynny wyścig konny Palio di Siena (Il Palio). Biorący w nim udział zawodnicy reprezentują 17 dzielnic (contrade). W samej gonitwie uczestniczy 10 dżokejów (fantini). Widowisko przyciąga niemal wszystkich mieszkańców Sieny i mnóstwo gości z całego świata. Zwycięzca wyścigu zostaje na koniec porwany przez rozentuzjazmowany tłum. Trzecim najbardziej znanym miastem Toskanii obok Florencji i  Sieny jest Piza. Wszyscy kojarzą ją głównie z Krzywą Wieżą (Torre Pendente), z którą turyści fotografują się w różnych pozach. Naszej uwadze nie powinny umknąć jednak inne wspaniałe budowle wzniesione na Placu Cudów (Piazza dei Miracoli) – przede wszystkim majestatyczna Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Cattedrale Metropolitana Primaziale di Santa Maria Assunta), będąca nietypowym przykładem włoskiej architektury średniowiecznej (arcydziełem tzw. romanico pisano), oraz Baptysterium św.  Jana Chrzciciela (Battistero di San Giovanni Battista). W Toskanii, jeśli tylko będziemy mieli taką możliwość, musimy odwiedzić jak najwięcej zabytkowych miast i miasteczek. Są one nieco spokojniejsze niż te trzy duże, najmodniejsze i najbardziej oblegane toskańskie ośrodki, ale z pewnością nie brakuje im wielkiego uroku. Wśród nich warto wymienić choćby Cortonę, Carrarę, Arezzo, Lukkę, Montalcino, Montepulciano, Pienzę, Pistoię, Grosseto, San Gimignano czy Monteriggioni. Na zainteresowanie zasługują także regiony Chianti, Casentino, Garfagnana, Lunigiana i Maremma. Arezzo słynie m.in. z fresków Piera della Francesco zdobiących Bazylikę św. Franciszka (Basilica di San Francesco). Cortona z kolei szczyci się piękną średniowieczną zabudową, podobnie zresztą jak choćby Lukka, Monteriggioni czy Pistoia. W tej ostatniej nie sposób ominąć Katedry św. Zenona (Cattedrale di San Zeno) z najwspanialszym włoskim ołtarzem, wykonanym ze srebra (Altare argenteo di San Jacopo). San Gimignano rozpoznamy z daleka po 14 wieżach, które nadają mu charakter średniowiecznej metropolii. Pienza to miasteczko zaprojektowane i założone w epoce 

JESIEŃ–ZIMA 2018


172 EUROPODRÓŻE

TT Capraia – drogowskazy na skrzyżowaniu szlaków

©© R. Ridi

SS Spiaggia di Sant'Andrea, piaszczysta plaża leżąca na terenie gminy Marciana na Elbie

SS Portoferraio angielski admirał Horatio Nelson uważał za najdoskonalszy port na świecie

renesansu przez papieża Piusa II. Carrara słynie z okolicznych kamieniołomów. W marmurze karraryjskim tworzyli swoje dzieła m.in. Michał Anioł czy Giovanni Lorenzo Bernini. Romantyczny górski krajobraz, który niegdyś zachwycił angielskiego poetę George’a Gordona Byrona, będziemy mogli podziwiać w Garfagnanie. Rejon Maremmy z kolei zaskakuje dzikimi pejzażami w swoim centrum. Podążając nieco dalej na zachód od niego, natrafimy na najbardziej popularne plaże w Marina di Alberese, Porto Ercole, Porto Santo Stefano, Monte Argentario, Orbetello, Castiglione della Pescaia i Scarlino. Szlakiem winnym powinniśmy udać się do regionu Chianti oraz Montalcino

JESIEŃ–ZIMA 2018

(ojczyzny wyśmienitego czerwonego Brunello di Montalcino) i Montepulciano, gdzie produkuje się wyborne Vino Nobile di Montepulciano.

MALOWNICZY ARCHIPELAG Wyspy Toskańskie (Arcipelago Toscano) rozciągają się między morzami Liguryjskim i Tyrreńskim, u  wybrzeży Toskanii. Największa z  nich, Elba (ok. 224 km² powierzchni i 32 tys. mieszkańców), kojarzy się przede wszystkim z  zesłanym na nią Napoleonem Bonapartem (przebywającym na niej od maja 1814 r. do lutego 1815 r.), ale jest też miejscem krzyżowania się wielu kultur. To tutaj według mitologii greckiej

podczas wyprawy po złote runo zatrzymał się Jazon (Argonauci nazywali ten piękny ląd Aethalią). Wyspa została wspomniana w Eneidzie rzymskiego poety Wergiliusza. Zawitali na nią m.in. Grecy, Etruskowie, Rzymianie, Saraceni, Medyceusze, Hiszpanie, a w końcu sam cesarz Francuzów. Dziś zniewalającą Elbę odwiedzają rzesze turystów, co wcale nie dziwi. Oprócz malowniczych krajobrazów i piaszczystych plaż znajduje się tu wiele innych atrakcji. W stolicy wyspy, Portoferraio, zwiedzimy przede wszystkim XVI-wieczne medycejskie fortyfikacje. Do ich najważniejszych obiektów należą Torre della Linguella (Torre del Martello), Forte Stella na planie gwiazdy i Forte Falcone. Widoki w tym największym


©© R. Ridi

©© R. Ridi

173

©© R. Ridi

©© Visit Tuscany

SS Capo Sant’Andrea na Elbie z kwitnącymi w kwietniu i maju kwiatami karpobrotu jadalnego

SS Villa di San Martino, letnia rezydencja Napoleona Bonapartego, obecnie muzeum

mieście Elby, w którym mieszka na stałe 12 tys. osób, uatrakcyjniają dodatkowo liczne przejścia, tunele, schody i  armaty. Pielgrzymów i  miłośników sztuki sakralnej zainteresuje główny tutejszy kościół – Chiesa della Natività di Maria (Propositura della Natività di Maria), stojący przy placu Republiki (Piazza della Repubblica). W każdej miejscowości na wyspie znajdziemy coś interesującego. W  Palazzo del Pretorio w miasteczku Marciana mieści się Miejskie Muzeum Archeologiczne (Museo Civico Archeologico di Marciana) z licznymi zbiorami interesujących przedmiotów pochodzących z  tej okolicy. Placówka podzielona jest na kilka sekcji:

prehistoryczną, etruską, średniowieczną, omawiającą m.in. miejscowe zastosowanie grano­diorytu (wydobywanego niegdyś w  Cavoli), oraz dotyczącą cennych reliktów odkrytych pod wodą w okolicach Sant’Andrea, Procchio i Chiessi (tzw. relitti di Sant’Andrea, relitto di Procchio i relitto di Chiessi). Z Porto Azzurro można wybrać się do barokowego Sanktuarium Matki Boskiej z Montserrat (Santuario della Madonna di Monserrato), wybudowanego na początku XVII w. przez ówczesne władze hiszpańskie. Poświęcono je Madonnie z Montserrat w Katalonii. Jeśli odwiedzimy Porto Azzurro 8 września, trafimy na obchody święta ku jej czci. Z kolei 25 lipca będziemy mieli w nim

okazję obejrzeć spektakularny pokaz fajerwerków nad zatoką organizowany z okazji dnia św. Jakuba (San Giacomo). Jednak Elba to również, a może przede wszystkim, miejsce atrakcyjne ze względów przyrodniczych, doskonałe dla miłośników wycieczek na łono natury. Częścią rozległego Parku Narodowego Wysp Toskańskich (Parco Nazionale Arcipelago Toscano) jest choćby mieszczące się w  pobliżu Monte Perone (630 m n.p.m.) Sanktuarium Motyli „Ornella Casnati” (Il Santuario delle Farfalle „Ornella Casnati”), w którym w naturalnym środowisku lasów sosnowych i pól obejrzymy unikatowe gatunki motyli występujących w tym rejonie. Elba słynie też z ogromnej różnorodności minerałów. Warto tu wymienić dwie główne atrakcje. Pierwsza z nich to Park Górniczy Wyspy Elba (Parco Minerario Isola d’Elba) w Rio Marinie, w której okolicy od blisko 3  tys. lat (od czasów Etrusków) wydobywano żelazo. Wycieczkę należy rozpocząć w  XVIII-wiecznym Palazzo del Burò, najważniejszym budynku historycznego centrum miasta. Obecnie działa w nim muzeum (Museo dei  Minerali dell’Elba e dell’Arte Mineraria), w  którym zebrano wspaniałą kolekcję tysiąca minerałów, a także zrekonstruowano wnętrza kopalni. Następnie koniecznie trzeba zwiedzić właśnie kopalnie – otaczający je niezwykły, czerwony pejzaż przywodzi na myśl krajobraz księżycowy. Specjalny pociąg (tzw. trenino) w  nieco ponad godzinę obwiezie nas po głównych punktach kopalni. Atrakcja ta spodoba się szczególnie młodszym zwiedzającym. Drugim miejscem, które prezentuje minerały wyspy, jest Museo Minerali Elbani „Alfeo Ricci” w Capoliveri. Szczyci się ono kolekcją rzadkich okazów Alfea Ricciego. Muzeum działa codziennie, a wstęp kosztuje zaledwie 2 euro. Jeden z najpiękniejszych punktów widokowych na Elbie stanowi Punta Calamita, wysunięty w morze górzysty półwysep, wprost idealny jako cel wypraw rowerowych. Już od czasów Etrusków mieściły się w tym rejonie kopalnie magnetytu – obok pirotynu jedynego minerału, który naturalnie wykazuje właściwości magnetyczne. Podobno w pobliżu półwyspu kompasy na statkach traciły orientację i przestawały wskazywać północ. Na jego zwiedzanie można wyruszyć pieszo lub rowerem z Capoliveri drogą, która prowadzi przez malowniczą Plażę Kochanki (Spiaggia dell’Innamorata) do sosnowego lasu na Monte Calamita, wzgórzu o wysokości 413 m n.p.m. 

JESIEŃ–ZIMA 2018


174 EUROPODRÓŻE Wspomniana Spiaggia dell’Innamorata ma długość ok. 280 m, pokryta jest piaskiem i osłonięta od wiatru z jednej strony przez Punta di Pareti, a z drugiej przez Punta delle Ciarpe. Swoją romantyczną nazwę zawdzięcza tragicznej historii miłości Lorenza i Marii. Legenda pochodząca z 1534 r. głosi, że plaża była schronieniem dla dwojga kochanków, którzy z  powodu sprzeciwu rodziny dziewczyny nie mogli być razem. Kiedy Lorenzo został zabity przez piratów, Maria z rozpaczy rzuciła się w morskie odmęty. Podobno zdarzyło się to 14 lipca i do dziś w Capoliveri w tym dniu obchodzi się Święto Zakochanych, któremu towarzyszy uroczysta parada i procesja ze światłami nad brzeg morza. W  skład archipelagu wchodzi jeszcze sześć innych większych wysp. Druga co do wielkości po Elbie jest Giglio (ok. 24 km² powierzchni i blisko 1,5 tys. mieszkańców). Jej okolica stanowi wymarzone miejsce dla amatorów nurkowania. Przejrzyste wody pozwalają na obserwowanie bujnego życia morskiego. Kto skusi się na podwodną wyprawę, będzie mógł podziwiać skały pokryte niebieskimi gąbkami i czerwonymi gorgoniami oraz spotkać piotrosze (paszczaki, ryby św. Piotra), samogłowy, kielce właściwe (kielczaki śródziemnomorskie), tuńczyki czy pławikoniki. Trzecia pod względem powierzchni jest Capraia (ponad 19 km²). To jedyna wyspa archipelagu, która ma pochodzenie wulkaniczne. Uchodzi za raj dla miłośników zarówno flory, jak i fauny. Z kolei na Pianosie (ok. 10 km²) do 1998 r. mieściło się pilnie strzeżone więzienie. Z tego powodu ta dziewicza wyspa nie jest częstym celem wypraw turystów, poza tym w celu zachowania jej naturalnego piękna podjęto decyzję o wprowadzeniu limitu liczby gości, która nie może przekraczać 250 osób dziennie. Warto ją jednak odwiedzić podczas wycieczki z przewodnikiem i wziąć udział w wędrówkach pieszych lub rowerowych, zwiedzić spektakularny kompleks chrześcijańskich katakumb z III–IV w. albo uprawiać snorkeling u jej brzegów. Giannutri (2,6 km² powierzchni) kształtem przypomina pół­ księżyc. W okolicznych krystalicznie czystych wodach można się natknąć dość często na delfiny i walenie, a czasami nawet na żółwie karetta. Na wyspie zwiedzimy rzymską willę z I–II w. n.e. wybudowaną dla potężnej rodziny Domizi Enobarbi, z której pochodził cesarz Neron (tzw. Villa Domizia, Villa Domitia). Na Gorgonie (2,23 km² powierzchni) funkcjonuje od 1869 r. kolonia karna, dlatego obowiązuje na niej limit odwiedzających – turyści

JESIEŃ–ZIMA 2018

mogą przypływać tu cztery dni w tygodniu (wpuszcza się do 75 osób dziennie). Niełatwo dostać się również na Montecristo (ok. 10,4 km²). Rozgłos przyniosła jej powieść francuskiego pisarza Aleksandra Dumasa Hrabia Monte Christo (1844–1846). Wokół niej rozwinęło się szczególnie bogate życie morskie. W okolicy pojawiają się różne gatunki waleni, w tym wyjątkowo rzadkie, m.in. dlatego na wyspę, na której utworzono zresztą objęty ścisłą ochroną rezerwat biogenetyczny „Isola di Montecristo” (Riserva Naturale Biogenetica „Isola di Montecristo”), wpuszcza się rocznie, jedynie w okresie od 1 kwietnia do 15 lipca i od 31 sierpnia do 31 października, zaledwie tysiąc szczęśliwców (600 uczniów, studentów i 400 dorosłych – członków ekspedycji naukowych, dziennikarzy czy pisarzy). Nie zniechęca to jednak wielu zafascynowanych tajemniczą, dziewiczą i niedostępną Montecristo osób, które są gotowe długo czekać na akceptację ich zgłoszenia (średnio dwa, trzy lata).

PRZYRODA I SPA Toskania z  jednej strony kojarzona jest z miastami, które same w sobie stanowią dzieła sztuki, a z drugiej – z zachwycającymi krajobrazami. Miłośnicy spędzania urlopu na łonie natury nie mogą narzekać na brak atrakcji. Na wielbicieli górskich wycieczek czeka Park Narodowy Apeninu Toskańsko-Emiliańskiego (Parco Nazionale Appennino Tosco-Emiliano), który rozciąga się na granicy Toskanii i Emilii-Romanii. Bogata fauna i flora oraz najwyższy szczyt całego regionu, Prado (Prato, 2054 m n.p.m.), są chyba wystarczającą zachętą, żeby się tu udać. Bliżej wybrzeża można wybrać się na wyprawę w dzikie Alpy Apuańskie, gdzie wśród malowniczych gór znajduje się niemal tysiąc jaskiń, w tym najgłębsza we Włoszech (aż ok. 1210 m!) – Antro del Corchia (nazywana również Grottą di Eolo). Ci, którzy najchętniej spędzają czas nad brzegiem morza, powinni z pewnością zaplanować wycieczkę na zachwycające Wyspy Toskańskie. Jeśli wolą jednak pozostać w kontynentalnej części regionu, mogą zatrzymać się w jednej z tutejszych nadmorskich miejscowości. Viareggio na wybrzeżu Versilia to kurort nad Morzem Liguryjskim, w którym dominuje architektura w stylu secesji i art déco. Latem wypoczniemy tu na pięknych plażach, a zimą – będziemy się bawić podczas słynnego karnawału (Carnevale di Viareggio). Na południe od Viareggio znajduje się klimatyczne Livorno – najważniejsze miasto portowe w Toskanii, które tętni

życiem. Warto je odwiedzić także poza sezonem. Za jego największe atrakcje uchodzą liczne targi, akwarium (Acquario di Livorno) i piękna promenada ciągnąca się wzdłuż wybrzeża (tzw. Lungomare di Livorno). W rejonie niziny Maremma możemy zatrzymać się w Castiglione della Pescaia, dawnej rybackiej wiosce z dwoma portami, latarniami morskimi i molo. W okolicy są zarówno skaliste, jak i piaszczyste plaże. Dalej na południe leży laguna Orbetello i urokliwe miasteczko o tej samej nazwie. Gości tego ostatniego zaskoczy nieco egzotyczna atmosfera. Laguna słynie z bogactwa roślin i zwierząt, w tym różowych flamingów. W miasteczku znajduje się dość sporo perełek architektury, zarówno z początków renesansu, jak i z czasów panowania Hiszpanów (Stato dei Presidi, 1557–1801). Jeśli ktoś pragnie wybrać się nad morze, ale woli spędzać czas aktywniej, niż tylko leżąc na plaży w towarzystwie innych turystów, powinien odwiedzić Parco Regionale Migliarino San Rossore Massaciuccoli – park o niespotykanie zróżnicowanym krajobrazie. Są tutaj piaszczyste wydmy, malownicze morskie wybrzeże, jezioro Massaciuccoli, ujścia rzek Arno i Serchio oraz sosnowe lasy. Park można zwiedzać samodzielnie lub podczas wycieczki z przewodnikiem. Do wyboru mamy wędrówkę szlakami pieszymi, przejażdżkę trasami rowerowymi, skorzystanie z małego, ekologicznego pociągu czy nawet łodzi. Wielbiciele wczasów zdrowotnych powinni wybrać się do Montecatini Terme, Castiglione d’Orcia czy Bagni di Lucca. Pierwsza miejscowość to eleganckie uzdrowisko w prowincji Pistoia słynące z dobroczynnych wód, w  którym poczujemy się jak kuracjusze z minionych wieków. Pobyt w nim będzie nie tylko relaksem dla ciała i duszy, ale i prawdziwym przeżyciem estetycznym, a to za sprawą zabytkowej architektury kompleksu łaźni (Terme Tettuccio). Do Castiglione d’Orcia warto udać się zwłaszcza, gdy temperatura nieco spadnie, bo w jego okolicy znajdują się gorące źródła w Bagni San Filippo. Klimatyczne uzdrowisko Bagni di Lucca, nie bez powodu zwane Szwajcarią Toskanii, znane było już w czasach starożytnego Rzymu.

CHLEB I WINO W trakcie podróży po malowniczej toskańskiej ziemi nie należy zapominać o przyjemnościach cielesnych i degustacji miejscowych specjałów. Kuchnia tego regionu charakteryzuje się bardzo długą tradycją, 


©© wikiMedia commons/Johannes Gilger

©© Archive Toscana Promozione Turistica

175

SS Widok na historyczne centrum miasteczka Castiglione della Pescaia, tzw. Szwajcarii Maremmy

TT Jedna z platform podczas karnawału w Viareggio

TT Terme di Saturnia, relaks w basenie trawertynowym

©© Dar1930/iStock/Getty Images

SS Szczyty w łańcuchu górskim Alpy Apuańskie

©© Visit Tuscany

©© ArturNyk/iStock/Getty Images

SS Toskania, malownicza kraina cyprysów, oliwy i wina

JESIEŃ–ZIMA 2018


176 EUROPODRÓŻE włoska pomidorówka zawdzięcza dodatkowi toskańskiego chleba, który według receptury sięgającej średniowiecza zagniata się bez soli. Inną popularną zupą jest fasolowa ribollita. Jej główne składniki, oprócz fasoli, stanowią toskańska czarna kapusta (cavolo nero, nazywana też często czarnym jarmużem lub dino-

SS Kompleks Terme Tettuccio w Montecatini Terme

TT Lot widokowy balonem nad wzgórzami Chianti

street food potrawa ta występuje w postaci lampredotto, czyli rodzaju burgera z flakami. Można go kupić w specjalnych budkach – lampredottari. Podawany jest najczęściej z sosem z czosnku i natki pietruszki. Ale kuchnia Toskanii to nie tylko dania mięsne, lecz także wyśmienite zupy. Za typową dla tego regionu uchodzi pappa al pomodoro. Swoją gęstą konsystencję ta

zaurem) i czerstwy chleb. Pierwotnie ribollita była przygotowywana w chłopskich domach i od razu w dużych ilościach po to, żeby odgrzewać ją przez kilka dni, na co wskazuje sama jej nazwa („ponownie gotowana”). Do charakterystycznych deserów w Toskanii (jak i na całym obszarze Apeninów) należą ciasto z kasztanów, czyli castagnaccio, i ciasteczka cantucci (cantuccini lub biscotti

©© Archive Toscana Promozione Turistica

Kuchnia toskańska jest w dużej mierze mięsna i tłusta, dlatego obok wołowiny kluczowe miejsce zajmują w niej flaki. Typowe danie to trippa alla fiorentina. Pod tą nazwą kryją się flaki gotowane z  oliwą, cebulą, włoszczyzną i pomidorami, a przed podaniem oprószone tartym parmezanem. W  wersji

©© Visit Tuscany

związaną głównie ze środowiskiem wiejskim. Choć bazuje na nieskomplikowanych składnikach, nie można odmówić jej wyrafinowania. Przewodnik po kuchni Toskanii bezsprzecznie trzeba zacząć od steku po florencku, czyli bistecca alla fiorentina – sztan-

©© Visit Tuscany

SS Castagnaccio wypiekane z mąki kasztanowej

©© Visit Tuscany

SS Pesche di Prato, ciastka w kształcie brzoskwiń

SS Pappa al pomodoro – zupa zagęszczona chlebem

darowego tutejszego dania. W restauracjach Florencji specjalizujących się w tej potrawie kelner najpierw prezentuje gościowi plaster surowej wołowiny. Jeśli ten go zaakceptuje, kucharz przystąpi do odpowiedniego przyrządzania mięsa. Stek ma wagę ok. 1–1,5 kg, grubość mniej więcej 5–6 cm i krwiste wnętrze.

JESIEŃ–ZIMA 2018


177 di Prato, czyli „biszkopty z Prato”). To pierwsze jest niepozornym, płaskim plackiem z mąki z kasztanów, z dodatkiem rodzynek i orzeszków piniowych, udekorowanym często gałązką rozmarynu albo skórką pomarańczową. Cantucci są w Polsce lepiej znane. Te twarde ciasteczka migdałowe o cytrynowym lub po-

©© Archive Toscana Promozione Turistica

rze opowieści o tradycji kulinarnej Toskanii – winie z regionu Chianti. Wyróżnić tu trzeba Chianti Rufina DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita) wytwarzane w miasteczku Rufina i jego okolicach, a przede wszystkim słynne Chianti Classico DOCG, którego spróbować można niemal w  każdym punkcie gastronomicznym we Florencji i całym regionie: od ulicznej budki po elegancką restaurację. Inne produkty warte uwagi to przede wszystkim wyborna oliwa, białe trufle z San Miniato, ser pecorino toscano, a z wyrobów mięsnych: finocchiona (toskańskie salami z  koprem włoskim) i prosciutto toscano.

SS Ponte delle Catene w Fornoli (Bagni di Lucca)

INNY RODZAJ TURYSTYKI Zmęczeni nierzadko wielogodzinnym staniem w kolejkach po bilety i pospiesznym przesuwaniem się z tłumem po korytarzach galerii i muzeów turyści marzą o chwili wytchnienia, alternatywnych formach spędzania czasu, bez pośpiechu, w spokoju, w bli-

skim kontakcie z naturą. To właśnie oferuje im od 2015 r. Slow Travel Fest – cykliczne wydarzenie, które narodziło się w Toskanii i promuje wypoczynek z dala od typowych turystycznych atrakcji. Jak opisują sami organizatorzy, slow travel oznacza całkowite zanurzenie się w doświadczeniu podróży. Wydarzenie obejmuje różnego rodzaju spotkania związane ze sztuką, muzyką i naturą, a także wycieczki w okolicach historycznej Via Francigena (Drogi Franków). Slow Travel Fest obecnie składa się już z cyklu imprez na świeżym powietrzu. W tym roku w połowie czerwca w jego ramach odbył się festiwal dla rodzin (i nie tylko) Lunigiana Folks & Family. W programie znalazły się wycieczki piesze, rowerowe i konne po zapierającym dech w piersiach nawet najbardziej wybrednym globtroterom obszarze Lunigiana oraz liczne interesujące przedstawienia, koncerty i warsztaty. Połowa września z kolei należała do miłośników wspinaczki górskiej. W ramach Camaiore Climbing & Trekking 

LIDER PODRÓŻY TEMATYCZNYCH W POLSCE

www.polkatravel.pl

©© ah_fotobox/iStock/Getty Images

PODRÓŻE KULINARNE I ENOLOGICZNE TOSKANIA, SARDYNIA, SYCYLIA, LOMBARDIA AUTORSKIE TRASY, KULTOWE RESTAURACJE, ZNANI SZEFOWIE KUCHNI, STYLOWE HACJENDY, GENIALNE WINA

marańczowym aromacie przypominają nieco sucharki. Podaje się je najczęściej z rodzajem toskańskiego wina deserowego (tzw. vin santo – po polsku „święte wino”), w którym macza się cantucci, aby zmiękły. Można je również zanurzyć w pysznej włoskiej kawie. Skoro już wspomnieliśmy przed chwilą o szlachetnych trunkach, na koniec należy nadmienić o chyba najważniejszym bohate-

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© slow travel fest

178 EUROPODRÓŻE

SS Urzekająca Abbadia a Isola gościła uczestników festiwalu Monteriggioni Walks & Talks

do 20.30 na Piazza dell’Antica Gora, warto odwiedzić choćby sielskie Procchio na Elbie. Tutaj już od ponad siedmiu lat (od sierpnia 2011 r.) w każdą sobotę od początku kwietnia do końca września od 8.00 do 13.00 sprzedawcy rozkładają swoje stoiska w Giardini di Procchio (na­przeciwko luksusowego, 4-gwiazdkowego Hotelu del Golfo). Targ w  Procchio (Mercato della  Terra e del Mare di Procchio – Isola d’Elba) skupia ok. 15 różnych wytwórców z Elby i innych wysp archipelagu. Ma ogromne znaczenie dla rozwoju miejscowego rolnictwa i rybołówstwa. Można na nim kupić m.in. owoce i warzywa, świeże ryby i owoce morza, a także jajka, miody, wyroby cukiernicze, chleby, oliwy, miejscowe wina, sery, naturalne olejki eteryczne i domowe przetwory.

można było odkrywać Alpy Apuańskie i okolice Camaiore w prowincji Lukka, atrakcyjne właśnie dla wielbicieli tej aktywności na świeżym powietrzu. W weekend od 21 do 23 września odbył się klimatyczny festiwal Monteriggioni Walks & Talks, podczas którego urocze średniowieczne Monteriggioni i pobliska Abbadia a Isola stały się toskańskim centrum slow travel. Oprócz wszelkiego rodzaju wydarzeń o charakterze artystycznym tradycyjnie oferowano wycieczki piesze, rowerowe, konne, a nawet zwiedzanie pobliskich grot czy spokojny rafting z dreszczykiem pozytywnych emocji w przepięknej scenerii doliny rzeki Elsa (Val d’Elsa). Więcej informacji o Slow Travel Fest zdobędziemy pod adresem www.slowtravelfest.it.

NATURALNE TARGI

TT Zawody wspinania się po murach w Camaiore

TT Lunigiana Folks & Family, jedno z interesujących przedstawień dla rodzin z dziećmi

©© slow travel fest

©© slow travel fest

Dla wielbicieli idei slow food w Toskanii przygotowano specjalną ofertę targów zwanych Mercati della Terra. To miejsca, gdzie można kupić i spróbować regionalnych, sezonowych, ekologicznych produktów sprzedawanych przez samych wytwórców, a przy okazji poznać nieco życie lokalnej społeczności. Inicjatywa narodziła się w  2005 r. w toskańskim mieście Montevarchi w prowincji Arezzo, a w kolejnych latach rozprzestrzeniła się na całe Włochy. Obecnie w samej Toskanii działa pięć Mercati della Terra (z 66 na całym świecie i 37 w Italii). Poza Montevarchi, gdzie tego rodzaju targ (Mercatale di Montevarchi) odbywa się codziennie od 9.00 do 13.00 i od 16.00

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© slow travel fest

©© Archivio Slow Food

179

SS Slow Travel Fest, spacer koło Monteriggioni

SS Mercatale di Montevarchi z bogatą ofertą lokalnych produktów z doliny rzeki Arno (Valdarno)

Poza tym Mercati della Terra odbywają się w Montecatini Terme (via Mazzini, w sobotę rano, a popołudniu – Margine Coperta przy Piazza Don Andrea Gallo), San Miniato (Piazzale Dante Alighieri, w  trzecią niedzielę miesiąca, w  każdy piątek również na terenie osiedla La Scala) oraz Lukce (Mercato Bio di Lucca, Piazza San Francesco, w środy latem od 16.30, a zimą od 14.30).

Więcej informacji znajdziemy na stronie www.fondazioneslowfood.com.

NA ZAKOŃCZENIE Toskania kryje jeszcze wiele innych skarbów, które opisać trzeba by było w co najmniej kilkutomowym zbiorze. Mam nadzieję, że tym artykułem przekonałam Was, drodzy Czytelnicy, że warto samemu próbować ją

odkrywać: zbaczać z utartych szlaków, zaglądać do zaułków, wybrać się na zachwycające Wyspy Toskańskie z gościnną Elbą na czele, rozmawiać z mieszkańcami i być na bieżąco z lokalnymi wydarzeniami, barwnymi festiwalami. Taki sposób zwiedzania dostarcza bezcennej satysfakcji i gwarantuje nie­powtarzalne wspomnienia z podróży po malowniczej toskańskiej ziemi. 

Najpiękniejsze wille z basenami w Toskanii

www.to-toskania.pl

+48 22 307 98 89


180 EUROPODRÓŻE

Bliska Polsce piękna

Saksonia

©© k.A./Anja Upmeier

KAROLINA BOROWSKA www.dresden-drezno.de

SS Drezdeńskie Stare Miasto w okolicy mostu Augusta (Augustusbrücke) na Łabie

©© k.A./Frank Richter

« „W Chemnitz pracowano, w Lipsku handlowano, a w Dreźnie hulano” – to stare powiedzenie dobrze określa miasta Saksonii. Pierwsze z nich w XIX w. było zwane saksońskim Manchesterem ze względu na dymiące kominy licznych fabryk. Po bogatych fabrykantach zachowała się w nim do dziś nie tylko ciekawa architektura przemysłowa i miejska, ale też niezwykle bogate zbiory sztuki. Handlowy Lipsk słynie

SS Kamienny most Baszta (Bastei) wzniesiony w połowie XIX w. w Szwajcarii Saksońskiej

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© k.A./Festung Königstein

181

SS Odkrywanie tajemnic Twierdzy Königstein

©© k.A./Katja Fouad-Vollmer

z Lipskich Targów Książki (Leipziger Buchmesse). Początki tradycji drukarskich i wydawniczych sięgają w nim XVI stulecia. Miasto zachwyca zabytkami: renesansowym Starym Ratuszem (Altes Rathaus), barokowymi kamienicami czy Starą Giełdą Handlową (Alte Handelsbörse) i pasażami handlowymi ze słynną Piwnicą Auerbacha (Auerbachs Keller). A Drezno? O nim można opowiadać bez końca… »

SS Alte Wasserkunst i Michaeliskirche to jedne z największych zabytków Budziszyna nad Sprewą

JESIEŃ–ZIMA 2018


182 EUROPODRÓŻE

NA GRANICY Dzięki utworzeniu strefy Schengen w 1995 r. zniknęły wewnętrzne granice w Unii Europejskiej, przez Nysę Łużycką można przejść mostem, karmiąc polsko-niemieckie kaczki. Od naszej strony, na prawym brzegu stoi młyn trójkołowy ze spichlerzem, gdzie składowano zboże. Na ścianie budynku powstała płaskorzeźba o powierzchni ponad 100 m² zatytułowana WAZE, czyli Wizerunek Arty­ styczny Zjednoczonej Europy, autorstwa Vahana Bego i Michała Bulaka. Zgorzelec i Görlitz spoglądają na siebie przez rzekę oddzielającą Polskę od Niemiec. Ze względu na pięknie odrestaurowane historyczne centrum i jeszcze nieodnowione budynki niemieckie miasto często staje się planem filmowym. To w nim kręcono niektóre sceny do takich filmów, jak Bękarty wojny (2009 r.) w reżyserii Quentina Tarantino, Lektor (2008 r.) z oscarową rolą Kate Winslet czy Grand Budapest Hotel (2014 r.). Dlatego nazywa się je czasem żartobliwie Görliwood. Görlitz i Zgorzelec mają bogatą ofertę kulturalną. Oba miasta w tym samym czasie zapraszają na różne wspólne festiwa-

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Protestancki Kościół św. Piotra i św. Pawła w Görlitz ma konstrukcję halową

©© k.A./Europastadt Görlitz Zgorzelec GmbH

Ten niemiecki kraj związkowy dzieli od Polski tylko linia graniczna. Jak to zwykle z sąsiadami bywa, zdarzały nam się dobre i złe czasy. Przyjacielskie relacje przeplatały się ze sporami i nieporozumieniami. W trudnych chwilach potrafiliśmy sobie służyć pomocą. Tak w skrócie można opisać historię naszych wzajemnych kontaktów. Dziś w Saksonii wciąż natkniemy się na słowiańskie nazwy miejscowości. Wielu jej mieszkańców przyjeżdża do Polski na urlop nad morzem czy w górach. W końcu mamy do siebie tak blisko!

©© Stadtverwaltung Görlitz

O

prócz Chemnitz, Lipska i Drezna w  Saksonii znajduje się jeszcze wiele malowniczych miast i miasteczek z wyjątkową historią i bogatą kulturą. Ich zabytkowa zabudowa została w ostatnich 20  latach wspaniale odrestauro­ wana.  Podob­nie odrodziła się okoliczna piękna przyroda. Wiele obszarów zanieczyszczonych w wyniku działalności przemysłowej poddano rekultywacji, w miejscu dawnych kopalni odkrywkowych powstały tereny rekreacyjne. W Saksonii znajduje się ok. 1 tys. pałaców, zamków, dworków i  ogrodów. Polscy turyści bywają zaskoczeni i zachwyceni, jak znakomicie dzisiaj wygląda region należący kiedyś do Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD).

SS Görlitz służy dość często za plener filmowy, dlatego bywa nazywane Görliwood

le, np. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ViaThea. Gdy po niemieckiej stronie Nysy Łużyckiej odbywa się Festyn Staro­miejski (Altstadtfest Görlitz), po polskiej można wziąć udział w Jakubach. Decyzją władz obu ośrodków 8 lipca 2003 r. powołano do  życia Europa-Miasto (niem. Europastadt). Postanowiono również razem ubiegać się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2010 r. Niestety, wybór padł wówczas na innych kandydatów. Görlitz miało dużo szczęścia. Podczas II wojny światowej nie zostało zbombardowane. Na początku maja 1945 r. Niemcy wysadzili most Staromiejski, który odbudowano i ponownie otwarto w październiku 2004 r. Ze względu na brak funduszy i położenie na peryferiach NRD zaniedbane historyczne centrum ocalało i nie zabudowano go blokami. Przeprowadzenie rewitalizacji miasta było możliwe nie tylko dzięki wsparciu Unii Europejskiej. Od 1995 r. przez 11 kolejnych

lat nieznany donator przekazywał Görlitz fundusze przeznaczane na renowację zabytków. Łączna kwota tego wsparcia wyniosła ponad 10 mln euro.

W ŁUŻYCACH GÓRNYCH Jeśli ktoś chce zobaczyć krzywą wieżę, nie musi koniecznie jechać do Pizy. Tuż przy autostradzie łączącej Zgorzelec z Dreznem znajduje się ponad tysiącletni Budziszyn (Bautzen) położony nad Sprewą. Wież mamy tutaj 17, a jedna z nich (Bogata Wieża – Reichenturm) jest bardzo krzywa – jej odchylenie od pionu wynosi 1,44 m. W tym mieście od wieków żyją Niemcy i Górnołużyczanie (należący do Serbo­ łużyczan), niewielka grupa etniczna (szacowana na ok. 45–60 tys. ludzi), która do dzisiaj kultywuje swoje obyczaje, takie jak wielkanocna procesja konna przyciągająca setki turystów z całego świata. Zabudowania historycznej części Budziszyna otoczone są


©© Jens-Michael Bierke

183

©© k.A./Thomas Glaubitz

SS Zamek Ortenburg w Budziszynie z okalającymi go fragmentami murów obronnych z basztami

SS Rynek w Zittau (Żytawie) z neorenesansowym Ratuszem zbudowanym w latach 1840–1845

prawie na całej długości murami obronnymi – podczas spaceru wzdłuż nich można podziwiać genialny system pompowania wody pochodzący ze średniowiecza. Blisko rynku z dumnym Ratuszem (Rathaus) znajduje się Katedra św. Piotra (Dom St. Petri). Kościół podzielony jest na dwie części: katolicką i protestancką. Sąsiaduje z nim kapituła przyklasztorna ze znaczącym skarbcem i barokowym portalem. Wąskie uliczki Budziszyna prowadzą do urokliwych zaułków i romantycznych ruin. Wśród tych ostatnich warto wymienić pozostałości Kościoła św. Mikołaja (St.-Nikolai-Kirche) z cmentarzem. Nad miastem góruje zamek Ortenburg, na który składają się późnogotycka budowla główna i trzy renesansowe ściany szczytowe.

(Wielka Zasłona Wielkopostna) z 1472 r. o olbrzymich rozmiarach (8,2 x 6,8 m). Na 90 kwadratowych obrazach przedstawia ono sceny ze Starego i Nowego Testamentu oraz ksiąg apokryficznych, od stworzenia świata aż po Sąd Ostateczny. Znajduje się tu jeszcze jedno takie arcydzieło – Małe Płótno Wielkopostne (4 x 3 m) pochodzące z 1573 r. Z Zittau można udać się parową kolejką wąskotorową do miejscowości Oybin, aby odwiedzić pozostałości gotyckiego klasztoru i zamku. Ruiny na tle tutejszego krajobrazu tworzą wyjątkowo malowniczy widok. Po drodze pasażerowie oglądają niezwykłe formacje skalne z piaskowca oraz romantyczne wioski górskie z charakterystycznymi domami przysłupowymi.

WYJĄTKOWE DZIEŁO

SASI I POLACY

Niezbyt duże miasto Zittau (Żytawa) zasługuje na wyróżnienie z powodu niezwykłego skarbu. Jest nim Wielkie Płótno Wielkopostne

Stolica Saksonii, Drezno, bywa nazywana Florencją nad Łabą ze względu na piękną architekturę i wspaniałe zbiory sztuki. Pierw-

sza udokumentowana wzmianka o mieście pochodzi z 1206 r. Pod koniec XV w. stało się ono stolicą Elektoratu Saksonii. W kolejnym stuleciu, w 1549 r., elektor Maurycy Wettyn (1521–1553) połączył dwa leżące po przeciwnych stronach Łaby miasta w jedno i rozbudował zamek. Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii stosunków między Polską a Saksonią było zawarcie unii polsko-saskiej związanej z wybraniem w 1697 r. na władcę Rzeczypospolitej elektora Fryderyka Augusta I (Augusta II Mocnego), a później (w 1733 r.) jego syna Fryderyka Augusta II (Augusta III). Na terenie zniszczonej w 1685 r. przez pożar dzielnicy położonej naprzeciwko Starego Miasta wybudowano barokowe Nowe Miasto (Neustadt). Stoi tu słynny pomnik Augusta II Mocnego – złoty jeździec na złotym koniu pędzi w kierunku Warszawy, do swojej drugiej rezydencji. Do dzisiaj zachowała się duża część dawnych zabudowań, większość ocalała po II wojnie światowej. Ulica Królewska (Königstraße) prowadzi pośród odrestaurowanych barokowych kamienic do Pałacu Japońskiego (Japanische Palais). Jego nazwa wskazuje na inspiracje kulturą Dalekiego Wschodu, szczególnie silne w epoce baroku. August II Mocny posiadał znaczącą kolekcję porcelany azjatyckiej oraz miśnieńskiej. Tutaj miał powstać porcelanowy pałac, który nigdy nie został całkowicie ukończony. Hauptstraße ze złotym jeźdźcem to deptak z aleją platanów, gdzie można spokojnie i miło spędzić czas. Jest tu wiele kawiarni, restauracji i sklepów oraz pasaże rzemieślnicze założone na barokowych dziedzińcach. Przy deptaku znajduje się Kościół Trzech Króli (Dreikönigskirche) ze wspaniałym ołtarzem. Naprzeciwko niego wznosi się zabytkowa hala targowa z końca XIX w. (Neustädter Markthalle).

BUDOWLE GODNE KRÓLA Tuż pod kopytami konia Augusta II Mocnego zaczyna się most łączący Nowe Miasto ze Starym (Augustusbrücke). Rozpościera się z niego wspaniały widok na Drezno z jego wieżami, operą i kamienną kopułą luterańskiego Kościoła Marii Panny (Frauenkirche). Aby zasiąść na polskim tronie, August II Mocny został katolikiem, ale kościół katolicki wybudował dopiero jego syn. August III poślubił w 1719 r. córkę cesarza Józefa I Habsburga Marię Józefę. Jednym z warunków zezwolenia na to małżeństwo było wzniesienie świątyni tego wyznania. Katedrę św. Trójcy w Dreźnie (Kathedrale Ss. Trinitatis), w  której obecnie w  każdą niedzielę po południu odbywają się msze 

JESIEŃ–ZIMA 2018


184 EUROPODRÓŻE w języku polskim, zaprojektował Włoch Gaetano Chiaveri (1689–1770). Kościół w stylu późnego baroku ozdobiono 78 figurami świętych (w tym trzech polskich – Kazimierza, Stanisława ze Szczepanowa i Stanisława Kostki). Pobliski Zamek Rezydencjonalny wznoszono przez 800 lat, ale wystarczyła jedna noc, aby prawie zrównać go z ziemią. Odbudowa zniszczonego w czasie bombardowania z lutego 1945 r. obiektu rozpoczęła się w latach 80., jedynie niektórych wnętrz nie udało się jeszcze odtworzyć. W zamku znajdują się wspaniałe zbiory sztuki, prezentowane np. w nowym i historycznym Zielonym Sklepieniu (Grünes Gewölbe), słynnych skarbcach zawierających przedmioty wykonane ze złota, srebra i kamieni szlachetnych (jest tutaj m.in. jedyny na świecie diament o zielonym kolorze i masie niemal 41 kr). W Komnacie Tureckiej zebrano przykłady broni osmańskiej, w tym łupy wojenne z bitwy pod Wiedniem, w której książę saski walczył wraz z królem Janem III Sobieskim przeciw Turkom. August II Mocny pragnął mieć również pałac przynajmniej tak okazały jak ten we  francuskim Wersalu. Budowę późno­ barokowego Zwingeru rozpoczął w 1709 r. Już 10 lat później na jego dziedzińcu odbyło się wydarzenie, jakiego w Europie jeszcze nie widziano. Zabawy z okazji ślubu syna władcy trwały cały miesiąc. Dziś w Zwingerze także można podziwiać wyjątkowe dzieła sztuki. W tutejszej galerii malarstwa znajduje się jeden z najpiękniejszych obrazów na świecie – Madonna Sykstyńska pędzla Rafaela. Aniołki spod jej stóp zrobiły własną karierę i obecnie zdobią pamiątkowe kubki, magnesy, pocztówki i inne bibeloty sprzedawane w wielu europejskich miastach. Poza tym na zainteresowanie w drezdeńskim zespole pałacowym zasługują m.in. Pawilon Porcelanowy i Salon Matematyczno-Fizyczny.

NOWE CZASY August III próbował kontynuować dzieło swojego ojca, ale przeszkodziła mu wojna siedmioletnia (1756–1763). Dopiero ok. 100 lat później po zrealizowaniu projektu Gottfrieda Sempera (1803–1879) dotychczas otwarte skrzydło kompleksu pałacowego Zwinger zamknięto budynkiem galerii malarstwa (Sempergalerie) i placem Teatralnym z nową operą nazwaną od nazwiska architekta Semperoper. W niej zaczął swoją wielką karierę młody kompozytor Ryszard Wagner (1813–1883). Do dzisiaj w operze wystawiane są jego dzieła. Tutej­ sza orkiestra – Staatskapelle Dresden – należy do najstarszych (utworzono ją już

JESIEŃ–ZIMA 2018

w 1548 r.) i najwybitniejszych na świecie. Podczas zaborów bliskie Drezno przyciągało polskich emigrantów, a opera dawała im pracę. Pierwszym skrzypkiem Wagnera był Karol Lipiński (1790–1861). Występowała tu też słynna śpiewaczka koloraturowa Marcelina Sembrich-Kochańska (1858–1935). Adam Mickiewicz napisał wiosną 1832 r. w Dreźnie III część Dziadów (tzw. Dziady drezdeńskie). Fryderyk Chopin oświadczył się w mieście w 1836 r. Marii Wodzińskiej, a Józef Ignacy Kraszewski mieszkał w nim i tworzył (z okresu drezdeńskiego, z lat 1873–1875, pochodzi tzw. trylogia saska – Hrabina Cosel, Brühl i Z siedmioletniej wojny). W  tym czasie powstawały wytworne dzielnice willowe. Zamożni mieszkańcy opuszczali ciasne centrum miasta, przyroda i świeże powietrze przyciągały także szlachtę z całej Europy, sławnych artystów i wzbogacających się fabrykantów. W  jednym z trzech pięknych pałaców w rejonie winnic zamieszkał Karl August Lingner (1861–1916), wynalazca płynu do płukania jamy ustnej Odol. Jego sąsiad Ottomar Heinsius von Mayenburg (1865–1932) opracował formułę pasty do zębów Chlorodont. W okolicy wzniesiono wytworne sanatorium dla bogatej klienteli – Weißer Hirsch. Z myślą o kuracjuszach i mieszkańcach willi wybudowano kolejki linowe: terenową i  podwieszaną. Dziś należą one do najstarszych na świecie. Ze wzgórz, na które wjeżdżają, rozpościera się najpiękniejszy widok na Drezno i wijącą się w dolinie Łabę. Brzegi rzeki połączono w 1893 r. żelaznym mostem umocowanym na linach, nazwanym później Niebieskim Cudem (Blaues Wunder). Pod koniec XIX w. powstała nowa dzielnica grynderska, zwana Zewnętrzne Nowe Miasto (Äußere Neustadt), gdyż wybudowano ją poza dawnymi murami obronnymi. Dzisiaj jest ona obszarem wielokulturowym. Mieszka tutaj wielu studentów, również z Polski. Nocą życie toczy się w tym miejscu w licznych klubach i pubach. W dzień do Äußere Neustadt przybywają turyści, aby odwiedzić Pasaż Sztuki (Kunsthofpassage), najpiękniejszy sklep mleczny świata (według Księgi rekordów Guinnessa) – Dresdner Molkerei Gebrüder Pfund, lub jeden z najstarszych cmentarzy żydowskich w Europie (utworzony w 1751 r.).

JAK FENIKS Z POPIOŁÓW Pod koniec II wojny światowej, 13, 14 i 15 lutego 1945 r., alianci przeprowadzili naloty dywanowe na Drezno. W wyniku bombardowań i pożarów miasto uległo zniszczeniu.

Władze NRD odbudowały tylko niektóre zabytki (np. Zwinger, Katedrę św. Trójcy i Operę Sempera). Wiele historycznych budynków postanowiono wyburzyć do końca. Ratunku nie doczekał się m.in. Kościół św. Zofii, z ziemią zrównano pozostałości zabudowy dzisiejszej Prager Straße. Po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r. Drezno zaczęło odradzać się na nowo. Przede wszystkim zainicjowano odbudowę Kościoła Marii Panny, którą finansowano w dużej mierze ze składek osób prywatnych z wielu krajów. Odgruzowywanie rozpoczęło się w styczniu 1993 r., a po niemal 13 latach prac, w październiku 2005 r., świątynia została ponownie konsekrowana. Wielkim symbolem pojednania stał się złoty krzyż na kopułę sprezentowany przez Brytyjczyków. Warto także wspomnieć, że w odbudowie kościoła wzięli udział Polacy z Gostynia. Na przełomie 2005 i 2006 r. rozpoczęto też prace na terenie Starego Miasta. Przede wszystkim dawny blask odzyskał Nowy Rynek (Neumarkt). Zdecydowano się na odbudowę z zachowaniem historycznych obiektów i przywrócenie barokowych kamienic. Dzisiaj Drezno jest nie tylko miastem wielu wspaniałych zabytków. Znaczną jego część zajmują tereny zielone. Dlatego warto wybrać się tu na spacer lub wycieczkę rowerową po zewnętrznych dzielnicach, które zachwycają pięknem przyrody.

CHWILA ODDECHU Obojętnie w którym kierunku wyrusza się z  centrum Drezna, już po krótkim czasie można natrafić na zachwycające pałace, barokowe ogrody, malownicze miasteczka i tereny górskie. Dwór saski, aby uniknąć miejskiego skwaru i wyswobodzić się z  oków sztywnej dworskiej etykiety, najchętniej przybywał latem do Pillnitz (dziś części Drezna). Wybierano się do niego gondolami. August II Mocny kazał wybudować w tej okolicy pałacyki w stylu chinoiserie pośród wspaniałego parku, który zajmował powierzchnię ok. 28 ha i gdzie odbywały się zabawy i przedstawienia teatralne. Pod koniec XVIII stulecia założono tu hodowlę niezwykłych roślin i zajmowano się badaniem przyrody. Prawdziwy botaniczny skarb stanowi dziś jedna z najstarszych w Europie kamelii (ma ponad 230 lat) – wysokie na niemal 9 m drzewo w zimie chroni ruchoma szklarnia (przesuwana na specjalnych szynach). Zespół pałacowo-ogrodowy w Pillnitz położony jest na malowniczym szlaku saksońskiego wina. W tym cudownym rejonie mieszka i pracuje polska rzeźbiarka z Łodzi, 


©© k.A./Sylvio Dittrich

185

TT Wnętrze Sommerpalais w Großer Garten w Dreźnie ©© k.A./Staatliche Schlösser, Burgen und Gärten gGmbH

SS Scena i widownia Opery Sempera oddanej do użytku ponownie w lutym 1985 r.

©© k.A./Jörg Schöner

©© k.A./Judith Spancken

TT Äußere Neustadt – instalacja w Pasażu Sztuki

TT Wspaniały kompleks pałacowy Zwinger po zmroku

©© Staatliche Schlösser, Burgen und Gärten gGmbH

SS Monumentalny barokowy Kościół Marii Panny wznoszący się na drezdeńskim Nowym Rynku

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© k.A./Sylvio Dittrich

186 EUROPODRÓŻE

©© Biohotel Helvetia

SS Elberadweg to malowniczy szlak rowerowy biegnący wzdłuż Łaby, również przez Pillnitz

SS Formacja skalna Bastei w Szwajcarii Saksońskiej to niesamowite dzieło natury

SS Twierdza Königstein nazywana Saksońską Bastylią

Małgorzata Chodakowska. W trakcie odwiedzin w winnicy jej męża Klausa Zimmerlinga (Weingut Klaus Zimmerling) można degustować wspaniałe wino, a czasem też spotkać sympatyczną artystkę. Z Pillnitz blisko do miasta Pirna, leżącego nad Łabą na tle górskiego krajobrazu. Tutaj czas jakby się zatrzymał. Historyczny rynek (Marktplatz) z  Ratuszem (Rathaus) otaczają piękne kamienice, uwiecznione niegdyś przez słynnego malarza Bernarda Belotta, zwanego Canalettem (1721–1780). Do najważniejszych zabytków miejscowości zalicza się m.in. późnogotycki Kościół Mariacki (Marienkirche), wspomniany Ratusz, Dom Canaletta (Canaletto-Haus) z początku XVI w., gdzie mieści się obecnie informacja turystyczna, stary browar oraz górujący nad Pirną barokowy zamek Sonnenstein.

malowniczą okolicę. To miejsce przypadło do gustu również Augustowi II Mocnemu, który kazał przebudować tutejszy barokowy Zamek Fryderyka (Friedrichsburg) i skonstruować w piwnicy największą beczkę wina na świecie o pojemności ok. 250 hl (była ona ozdobiona herbem Polski). Przejażdżkę krajoznawczą po tym wspaniałym regionie można odbyć m.in. historycznym, czerwonym autobusem kursującym z miejscowości Königstein do formacji Bastei. Jeździ on przez miasteczko Bad Schandau, które podobnie jak Pirna jest dobrą bazą wypadową do wędrówek czy wycieczek rowerowych po okolicy. Stąd blisko już do granicy z Czechami (ok. 6 km). Historyczny tramwaj (Kirnitzschtalbahn) zabiera pasażerów do popularnego tu wodospadu Lichtenhainer, w pobliżu którego na smaczne dania rybne zaprasza miejscowa restauracja. Po zwiedzaniu odpocząć można w  komfortowym kompleksie Toskana Therme Bad Schandau z basenami z wodą termalną i bogatą ofertą zabiegów.

WIDOK Z GÓRY Twierdza Königstein (Festung Königstein) znajduje się w Parku Narodowym Szwajcarii Saksońskiej (Parku Narodowym Saskiej Szwaj-

JESIEŃ–ZIMA 2018

carii – Nationalpark Sächsische Schweiz) w Górach Połabskich. Zbudowano ją na szerokim szczycie zalesionego płaskowyżu wyrastającego z zielonej doliny, ok. 240 m nad poziomem Łaby. Budowla już z daleka wywiera ogromne wrażenie. Trudno rozpoznać, co zostało wykonane rękami człowieka, a co jest dziełem natury. Na powierzchni 9,5 ha znajdują się tutaj m.in. stary garnizon, zamek, baszty, dwie zbrojownie oraz studnia wykuta w skale, o głębokości aż 152,5 m. Dzięki zapasom żywności i dostępowi do wody załoga twierdzy mogła przetrwać nawet długotrwałe oblężenie. Forteca nigdy nie została zdobyta. Służyła jako więzienie i  miejsce przechowywania drezdeńskich skarbów. Przywożono je tu, gdy miastu groziło niebezpieczeństwo. W kościele garnizonowym żołnierze modlili się o pokój. Wystawy w poszczególnych obiektach ukazują blisko 800-letnią historię twierdzy. Warto przespacerować się wzdłuż murów obronnych (o długości 1,8 tys. m), podziwiając po drodze niepowtarzalny widok na


©© k.A./Herbert Boswank

187

WŚRÓD SKAŁ Z doliny Łaby należy koniecznie wspiąć się do formacji skalnej Bastei, czyli Baszta. Tutaj znajduje się historyczny most, który stał się symbolem Szwajcarii Saksońskiej. Wybudowany został nad stromą przepaś-

cią w pobliżu starego zamczyska. Z tutejszych tarasów widokowych rozpościera się przepiękna panorama. A u stóp skał, nad brzegiem Łaby, w  miejscowości Rathen czeka naturalny amfiteatr, gdzie odbywają się wspaniałe spektakle według książek

©© k.A./Klaus Schieckel

TT Miasteczko Stolpen ze średniowiecznym zamkiem, w którym osadzono hrabinę Cosel

Karola Maya (Karla Maya). Indianie i kowboje walczą ze sobą pośród skał. Miłośnicy muzyki klasycznej mogą z kolei delektować się w amfiteatrze operą Wolny strzelec Carla Marii von Webera. Innym ciekawym obiektem historycznym jest średniowieczny zamek Stolpen. Hrabina Cosel (Anna Konstancja von Brockdorf), słynna metresa Augusta II Mocnego, została w nim uwięziona w 1716 r. Zmarła tu w wieku 84 lat. Murów zamku nie opuściła nawet po swojej śmierci w marcu 1765 r. Hrabinę pochowano w dawnej kaplicy zamkowej. Wystawa na trzech piętrach Wieży Jana (Johannisturm) opowiada o jej losach i popadnięciu w niełaskę u władcy. Aby uczynić zamek niezależną twierdzą na wypadek oblężenia, zlecono wykucie w nim studni. Jej głębokość wynosi ponad 84 m. Uchodzi za najgłębszą wykutą w kamieniu (niezabudowaną) studnię bazaltową świata. Do rozpowszechnienia samej nazwy „bazalt” przyczynił się Georgius Agricola (1494–1555), który badaną w tym miejscu skałę tak właśnie ochrzcił. W zamkowych pomieszczeniach udostępniono interesujące ekspozycje prezentujące historię budowli. Podczas zwiedzania trzeba jednak mieć się na baczności, bo podobno straszą tutaj duchy…

PORCELANA I WINO Powróćmy na szlak wina prowadzący przez Pillnitz i Drezno do Miśni (Meißen). Ten boski napój produkuje się tu od 800 lat. Na łagodnych, nasłonecznionych wzniesieniach ozdobionych pałacykami uprawia się winorośl na kamiennych tarasach. W Miśni i wielu małych, urokliwych miejscowościach można degustować lokalne wyroby. Samo miasto wyróżnia się średniowiecznym historycznym centrum. Na rynku (Marktplatz) z imponującym Ratuszem (Rathaus), otoczonym pięknymi domami mieszczańskimi z bogato zdobionymi fasadami, wzrok przyciąga wieża Kościoła Marii Panny (Frauenkirche), z której rozlegają się dźwięki nietypowego karylionu z porcelany miśnieńskiej. Właśnie tutaj produkuje się przecież słynne białe złoto. Nad Miśnią górują gotycka Katedra św. Jana i św. Donata (Meißner Dom), zamek biskupów i niezwykły Zamek Albrechta (Albrechtsburg), dawna rezydencja Wettynów. Ta ostatnia budowla stała się wzorem dla innych reprezentacyjnych siedzib na terenie Niemiec. Przepis na cenną porcelanę miśnieńską wypracował Johann Friedrich Böttger (wspólnie z Ehrenfriedem Waltherem von Tschirnhausem i Gottfriedem 

JESIEŃ–ZIMA 2018


188 EUROPODRÓŻE Pabstem von Ohainem). Ten aptekarz i alchemik miał na zlecenie Augusta II Mocnego wynaleźć metodę otrzymywania złota. Pracował w tajemnym laboratorium w Baszcie

Dziewiczej (Jungfernbastion, Jungfern­ bastei) w Dreźnie. Pierwszą manufakturę porcelany otwarto w 1710 r. ze względów bezpieczeństwa w Albrechts­burgu,

©© k.A./Tourist Information MeiSSen

TT Zabytkowa Miśnia, założona w 929 r., słynie z produkcji wina oraz porcelany miśnieńskiej

©© k.A./Sylvio Dittrich

TT Winnica należąca do barokowego zespołu pałacowego Wackerbartha w urokliwym Radebeul

JESIEŃ–ZIMA 2018

ponieważ obawiano się wykradzenia receptury. W XIX w. przeniesiono ją w lepiej nadające się do celów produkcji miejsce za murami miasta. W Państwowej Manufakturze Porcelany w Miśni (Staatliche Porzellan-Manufaktur Meissen) znajdują się obecnie pokazowe warsztaty, gdzie można na żywo przyglądać się, jak wytwarza się i maluje przedmioty z białego złota. Do dziś robi się to ręcznie. W obszernym muzeum i eleganckich sklepach obejrzymy mnóstwo wyjątkowych porcelanowych dzieł. Aby zapoznać się z  tradycją produkcji wina w Saksonii i spróbować go w niezmiernie pięknym otoczeniu, trzeba udać się do Radebeul. Na terenie barokowego zespołu pałacowego Wackerbartha znajduje się warta odwiedzenia winnica. W okolicy są także romantyczne pałacyki i wytworne wille. Godna uwagi jest również winiarska posiadłość Hoflößnitz. Radebeul to miasto pisarza Karola Maya (1842–1912). Był on bez wątpienia najsłynniejszym tutejszym mieszkańcem. Jego powieści o przygodach Apacza Winnetou i Old Shatterhanda zyskały sobie miliony czytelników na całym świecie. Z Radebeul historyczna, wąskotorowa kolejka (Lößnitzgrundbahn) kursuje przez dolinę rzeki Lößnitz do Radeburga. W trakcie przejażdżki warto wysiąść w połowie drogi w bajecznym Moritzburgu. Tutaj znowu będziemy gośćmi Augusta II Mocnego. To właśnie on kazał przebudować miejscowy stary zamek na rezydencję pałacową. Ten klejnot barokowej architektury był położony pośród stawów i lasów pełnych dzikiej zwierzyny, czemu zawdzięcza swój myśliwski charakter. Dziś można w nim oglądać niezwykły zbiór poroży. Wielka jadalnia prezentuje kulturę odprawiania uczt. W komnatach stoją historyczne meble, a ściany zdobią wspaniałe kurdybany. Jest tu też łoże z baldachimem i zasłonami utkanymi z ok. 1 mln kolorowych, ptasich piór. W rezydencji kręcono sceny do popularnego filmu o Kopciuszku z 1973 r., produkcji enerdowsko-czecho­słowackiej. Dzisiaj co roku odbywa się w niej bal królewski oraz wystawa o Kopciuszku. W okolicy znajduje się rokokowy Bażanci Zameczek (Fasanenschlösschen). O jego ogromnej wartości artystycznej świadczą egzotyczne okładziny ścienne wykonane z piór i słomy oraz ozdobione koralikami i haftem w stylu chinoiserie. Nad brzegiem stawów zachował się port z latarnią morską, gdzie odbywały się widowiskowe pokazy bitew morskich z  wystrzałami z  armat. Jak widać, bliska Polski, pełna atrakcji Saksonia warta jest odkrycia. 


N A S Z E M I A S TA S Ą P E Ł N E U R O K U . J U Ż O D P O N A D 10 0 0 L AT Z A B I E G A M Y O T O . ANNABERG-BUCHHOLZ

| BUDZISZYN | CHEMNITZ | DREZNO | FREIBERG | GÖRLITZ | GRIMMA

KAMIENIEC | LIPSK | MIŚNIA | PIRN A | PLAUEN | RADEBEUL | TORG AU | ŻY TAWA | ZWICKAU

Prawdziwe piękno przychodzi z wiekiem! Najlepsze dowody na to ma Saksonia. Na przykład Drezno i Lipsk, chlubiące się historyczną architekturą i wyjątko­ wą w swoim rodzaju ofertą kulturalną. Kto nie lubi zgiełku, ten może odkryć śre­ dniowieczną atmosferę i ową specyficzną

dla Saksonii przytulność w idyllicznych miastach, jak Görlitz czy Budziszyn. Więcej informacji na: www.sachsen­ tourismus.de/pl lub w Spółce Promocji Saksonii Tourismus Marketing Gesell­ schaft Sachsen mbH, Bautzner Str. 45­47, 01099 Dresden, info@sachsen­tour.de.


190 EUROPODRÓŻE

Witajcie w

fińskiej bajce!

KAROLINA PADUSZYŃSKA www.zastrzykinspiracji.pl

TT Obserwowanie zorzy polarnej z tzw. Aurora Dome nad brzegiem jeziora Torassieppi

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Magiczna Wioska Świętego Mikołaja w Rovaniemi


©© Lapland Material Bank/Visit Rovaniemi

©© Visit Finland/Moomin World

191

©© Lapland Material Bank/Antti Pietikäinen

XX Świat Muminków – park rozrywki w Naantali

« W okresie zimowym Finlandia zamienia się w iście bajkową krainę. W tętniących życiem Helsinkach działa jarmark świąteczny z regionalnymi smakołykami i aromatycznym, grzanym winem o nazwie „glögi”. W klimatycznym Porvoo czas na chwilę się zatrzymuje, a na północy kraju możemy zobaczyć niesamowity taniec barw podczas zorzy polarnej. Przed najgrzeczniejszymi Święty Mikołaj otwiera drzwi swojej wioski. Jedno jest pewne – nudzić się tu na pewno nikt nie będzie! »

JESIEŃ–ZIMA 2018


192 EUROPODRÓŻE

Z

Finlandia pełna jest kontrastów. Z jednej strony to świetnie rozwinięte techno­ logicznie i gospodarczo państwo, z drugiej zaś jej mieszkańcy słyną z powściągliwości i zachowawczości. Trudno się do nich zbliżyć, ale jeśli Fin stanie się naszym przyjacielem, to będzie nim już do końca życia, a  o  swoich sekretach i  problemach naj­ chętniej opowie nam w saunie. Charakter mieszkańców kraju determinują warunki klimatyczne i fakt, że na 1 km2 przypada w nim zaledwie ok. 16 osób. Jednak poza ponad 5,5 mln małomównych Finów czeka tutaj na nas mnóstwo atrakcji.

PERŁA PÓŁNOCY Prawdziwa Finlandia to miliony drzew, tysiące krystalicznie czystych jezior i setki wysp, które dostrzeżemy właściwie już w czasie lotu nad Helsinkami, bo miasto otoczone jest malowniczym archipelagiem. Choć – jak na stolicę przystało – stanowi tętniącą życiem, nowoczesną metropolię, to zarówno władze, jak i mieszkańcy przywiązują dużą wagę do ochrony środowiska naturalnego. Helsinki są naprawdę eko – ludzie stawiają tu na recykling i życie w zgodzie z naturą. Dzięki temu w mieście jest na co popatrzeć i czym oddychać. Poza tym w fińskiej stolicy jak w raju poczują się osoby lubiące aktywnie spędzać czas. W Helsinkach wyznaczono aż 1,2 tys. km tras rowerowych, ścieżki do biegania czy nordic walkingu. Sport można tutaj uprawiać w otoczeniu nie­skażonej przez człowieka przyrody. W mieście mieszka ponad 640 tys. ludzi, a wszystkie najważniejsze atrakcje uda się nam zwiedzić w ciągu trzech, czterech dni.

FIŃSKI DESIGN Helsinki bezsprzecznie zasługują na tytuł stolicy designu. Tutejsza architektura zdecydowanie różni się od tej, którą możemy oglądać chociażby w Polsce. Jednak przecież w tym tkwi cały urok! W mieście nie ma średniowiecznych zabudowań – w tym czasie znajdowała się w tym miejscu tylko niewielka osada. Zobaczymy tu za to świetnie zaprojektowane budynki użyteczności publicznej i nowoczesne biurowce. W historii fińskiej architektury bardzo waż-

JESIEŃ–ZIMA 2018

©© Amos Rex/Tuomas Uusheimo

Polski do Finlandii mamy wbrew pozorom naprawdę niedaleko. Od tego rozległego kraju Europy Północnej (niemal 340 tys. km² powierzchni) oddziela nas właściwie tylko Morze Bałtyckie. Naj­ łatwiej dostać się do niego zatem samolotem lub promem.

SS Helsinki, Lasipalatsin aukio (Glass Palace Square)

TT Suomenlinna, wejście zwane Bramą Króla


193 ną postacią jest Alvar Aalto (1898–1976). To on zaprojektował gmach centrum kongresowo-widowiskowego Finlandia-talo czy zabudowania dawnego Helsińskiego Uniwersytetu Technicznego (TKK) w Espoo (w zespole miejskim Helsinek). Z kolei autorem projektu centralnego dworca kolejowego i Muzeum Narodowego (Kansallismuseo) był Gottlieb Eliel Saarinen (1873–1950). Aby poznać biografie tych twórców i inne perełki fińskiej architektury i sztuki, warto wybrać się do Muzeum Designu (Designmuseo, przy Korkeavuorenkatu 23).

STOŁECZNE PLACE

mal nie zmieniła wyglądu. Jej ozdobą jest zielona budka telefoniczna z lat 30. XX w. O wyjeździe z Helsinek bez zdjęcia z tym eksponatem nie warto nawet myśleć. Jeśli ktoś uwielbia lokalne targowiska, koniecznie musi wybrać się na leżący w  odległości 15-minutowego spaceru od  Senaatin­tori Rynek (plac Targowy, Kauppa­tori). Najlepszy widok na to miejsce ma prezydent Finlandii Sauli Niinistö (pełniący tę funkcję od marca 2012 r.), bo plac znajduje się tuż pod oknami Pałacu Prezydenckiego (Presidentinlinna). Na Kauppa­ tori obowiązkowo należy spróbować tradycyjnych fińskich specjałów: pierogów karelskich czy dań z renifera i niedźwiedzia. Na amatorów słodkości czeka pyszna bułka z kardamonem (pulla). Przebywając w okolicach placu Targowego, nie można odmówić sobie przyjemności wyprawy do Suomenlinny. To bajecznie położona na sześciu wyspach twierdza. Z południowej części Kauppatori odpływają promy, które w zaledwie kilkanaście minut zawiozą 

SS Główna biblioteka Uniwersytetu Helsińskiego

TT Jarmark bożonarodzeniowy na placu Senackim

©© Visit Finland/Jussi Hellsten

©© Helsinki Marketing/Jussi Hellsten

©© University of Helsinki/Linda Tammisto

Sercem stolicy Finlandii jest plac Senacki (Senaatintori) z luterańską Katedrą w Helsinkach (Helsingin tuomiokirkko). Biały budynek zwieńczony kopułą to wizytówka miasta – można go dostrzec z  morza, jak i  z  większości punktów obserwacyjnych na terenie stolicy. Dziś chyba nikt nie byłby w stanie wyobrazić sobie Helsinek bez tego miejsca.

Katedra powstawała w latach 1830–1852. Nadano jej styl neoklasycystyczny. Obecnie jest nie tylko obiektem kultu religijnego, odbywają się w niej również koncerty. W katedralnej krypcie napijemy się pysznej kawy. Schody prowadzące do budynku są popularnym miejscem spotkań. W okresie przedświątecznym na placu Senackim funkcjonuje jarmark bożonarodzeniowy (w 2018 r. od 1 do 22 grudnia). Na stoiskach można znaleźć prawdziwe perełki. Kupimy tu tradycyjne świąteczne potrawy i napoje, w tym grzane wino z przyprawami zwane glögi (ten napój naprawdę będzie nas w stanie rozgrzać). Poza tym zaopatrzymy się m.in. w rękodzieło artystyczne czy wyroby ceramiczne. Każdy znajdzie coś dla siebie. W bliskiej odległości od Katedry wznosi się główny gmach Uniwersytetu Helsińskiego, a także siedziba fińskiego premiera (przy Snellmaninkatu 1). Do placu Senackiego prowadzi Sofian­ katu – urocza uliczka, która podobno od czasu swojego powstania (ok. 1640 r.) nie-

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Helsinki Marketing/Eetu Ahanen

194 EUROPODRÓŻE

©© Visit Finland/Visit Porvoo

SS Samoobsługowa, publiczna Sompasauna opalana drewnem znajdująca się w stolicy Finlandii

SS Uliczka w Vanha Porvoo z charakterystyczną drewnianą zabudową i świątecznymi dekoracjami

SS Widok z lotu ptaka na Temppeliaukion kirkko

nas na teren kompleksu. Decyzję o budowie fortyfikacji podjęto w 1747 r., gdy Finlandia była pod panowaniem Szwecji. Najważniejszymi elementami twierdzy są mury obronne o łącznej długości ok. 8 km, mogące pomieścić 1,3 tys. dział. Te ostatnie zostały ukryte w skałach. Dla wroga zbliżającego się do obiektu wydawały się niegroźne. Fortyfikacje, mury obronne i działa oraz otaczające je wody Bałtyku tworzą niemal mistyczną atmosferę. Zwiedzanie tego spektakularnego kompleksu zajmuje dobre kilka godzin. Obowiązkowo należy tutaj odwiedzić Muzeum Zabawek (Suomenlinnan Lelumuseo) oraz Muzeum Wojny (Sotamuseo). Dla miłośników militariów nie lada gratką będzie ocalały z czasów II wojny światowej okręt podwodny Vesikko z 1933 r. (udostępniany do zwiedzania jedynie w sezonie letnim).

ganizować w nim koncerty oraz przeróżnego rodzaju wydarzenia religijne i kulturalne. Wokół budynku usytuowane są sklepiki z pamiątkami. Ktoś ma ochotę pojeździć na łyżwach w środku miasta? Czemu nie – w Helsinkach wszystko jest możliwe. W stolicy Finlandii znajdziemy nawet kilka lodowisk. Największe z nich – Jääpuisto – leży w centrum, przy Rautatientori. Na łyżwach jeżdżą na nim całe rodziny, nie brakuje też wydarzeń kulturalnych.

TOWAR EKSPORTOWY Podczas spaceru wśród murów Suomenlinny zimą można nieco zmarznąć. Jak się ogrzać? Finowie mają na to genialny sposób. Oczy-

JESIEŃ–ZIMA 2018

wiście, mowa o saunie – to przecież jeden z najważniejszych elementów fińskiej kultury. Na  terenie Helsinek znajduje się aż osiem publicznych obiektów tego typu. Najpopularniejsza z nich jest oddana do użytku w 1928 r. Kotiharjun Sauna. Wizyta w rozgrzanej do czerwoności saunie wiąże się z rytuałem oczyszczenia. Dla Finów to niemal święte miejsce. Właśnie w nim rozmawiają, zdradzają swoje sekrety, zawiązują kontrakty. W saunach odbywają się również porody i spotkania dyplomatyczne na najwyższym szczeblu. Mieszkańcy Finlandii kończą w nich spory i nawiązują przyjaźnie.

KOŚCIÓŁ W SKALE Po przyjemnej dla ciała wizycie w fińskiej saunie czas na coś dla ducha. W tym celu warto wybrać się do mistycznego Temppeli­ aukion kirkko. To prawdziwy unikat! Kościół został wykuty w granitowych skałach i  z  pewnością zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. Wewnątrz panuje doskonała akustyka, co pozwala or-

PODRÓŻ W CZASIE Podczas pobytu w  Helsinkach grzechem byłoby nie zdecydować się na wyprawę do oddalonego od nich o ok. 50 km na północny wschód urokliwego Porvoo. W trakcie spaceru po jego uliczkach będzie nam towarzyszyło nieodparte wrażenie, że czas zatrzymał się tu kilka wieków temu. Charakterystyczne czerwone, drewniane domki pokryte zimą białym puchem wyglądają naprawdę niesamowicie! Z Porvoo


©© Visit Finland

195

związana jest historia o kucharce, która przygotowując obiad, w  1760 r. puściła z dymem aż 202 domy, czyli ponad dwie trzecie wszystkich ówczesnych zabudowań. Dzisiejsze Vanha Porvoo to najstarszy fragment miasta wzniesiony tuż po wielkim pożarze z XVIII stulecia. Część historycznych budynków służy obecnie jako galerie czy sklepy. Ich wnętrza są niesamowite, zostały urządzone w tradycyjnym skandynawskim stylu. W okresie przedświątecznym Porvoo jest przepięknie oświetlone, a  podczas bożo­narodzeniowego targu kupimy w nim rozmaite smakołyki. Poza tym w  mieście warto zajrzeć do XV-wiecznej Katedry (Porvoon tuomio­kirkko) czy domu poety romantycznego Johana Ludviga Runeberga (1804–1877), tworzącego w języku szwedzkim, autora hymnu narodowego Finlandii – Maamme (Nasz kraju).

PIERWSZA STOLICA Zostawiamy za sobą klimatyczne Porvoo i nowoczesne Helsinki i kierujemy się na zachód w stronę Turku. To najstarsze miasto

©© Visit Finland

©© Helsinki Marketing/Kuvio

SS Protestancka Katedra w Turku została odrestaurowana po wielkim pożarze miasta z 1827 r.

SS Interesujące dzieje fińskiego rzemiosła prezentuje klimatyczny skansen Luostarinmäki

w Finlandii (założone pod koniec XIII stulecia), a zarazem jej pierwsza oficjalna stolica (od 1809 r.). Turku było głównym ośrodkiem gospodarczo-kulturalnym kraju aż do 1812 r. Wtedy to stolicę przeniesiono do Helsinek. Miejscowe lotnisko obsługuje bezpośrednie połączenie z gdańskim portem lotniczym (Wizz Air). Wszystkie najważniejsze punkty na mapie Turku są usytuowane wzdłuż rzeki Aura (Aurajoki). Znajdziemy tutaj mnóstwo przyjemnych knajpek serwujących lokalne potrawy. Warto spróbować przeróżnego rodzaju dań z ryb. Zimą, kiedy temperatury spadają znacznie poniżej zera, Aurajoki zamarza, a  mieszkańcy miasta ochoczo spacerują po lodzie od jednego brzegu do drugiego. Popularnym pod względem turystycznym miejscem jest Luostarinmäen käsityöläis­museo (Luostarinmäki). To skansen na otwartym powietrzu, w którym można przenieść się do czasów sprzed wielkiego pożaru Turku z września 1827 r. Na jego terenie znajdują się warsztaty różnych rze-

mieślników. W okresie letnim zobaczymy ich tu przy pracy. W okolicy Aurajoki są także sklepy, biura oraz muzea, które działają przez cały rok. Po wizycie w skansenie kierujemy się w  stronę Katedry (Turun tuomiokirkko). To z kolei najważniejsza fińska świątynia, a zarazem siedziba arcybiskupa Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Finlandii. Od czasu konsekracji (w 1300 r.) była świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii kraju. Iglica katedry ma wysokość 101 m, a sam budynek jest uważany za jeden z największych skarbów krajowej architektury. Na wizytę w Turku warto poświęcić dwa, trzy dni, aby zobaczyć większość tutejszych atrakcji. Bogatą historię miasta i jego sztukę współczesną poznamy w muzeum Aboa Vetus & Ars Nova. Osoby interesujące się medycyną i aptekarstwem powinny zajrzeć do Muzeum Farmacji i  Domu Qwensela (Apteekki­museo ja Qwenselin talo – AQ), które mieści się w najstarszym drewnianym budynku w Turku (powstał on ok. 1695–1700 r.). 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Visit Finland/Juho Kuva

196 EUROPODRÓŻE

©© Visit Finland/Moomin World

Eksponaty muzealne pochodzą w większości z XIX w., a wnętrza utrzymane są w stylu gustawiańskim i rokoko. Prawdziwą perłą okolic Turku jest leżący w jego pobliżu archipelag, na który składa się ponad 2 tys. wysp z rzadkimi gatunkami fauny i flory. Obszar archipelagu został objęty w 1983 r. ochroną parku narodowego (Saaristomeren kansallispuisto – Park Narodowy Morza Archipelagowego), który uchodzi za jeden z najważniejszych w  Finlandii. Pomiędzy poszczególnymi wyspami można poruszać się pieszo mostami oraz statkami, promami i wodnymi taksówkami.

U MUMINKÓW W odległości kilkunastu kilometrów na zachód od dawnej stolicy Finlandii znajduje się Naantali z położonym na wyspie Kailo tematycznym parkiem rozrywki Świat Muminków (Muumimaailma) poświęconym Muminkom – bohaterom książek fińskiej pisarki szwedzkojęzycznej Tove Jansson (1914–2001). Ta powstała w 1993 r. osobliwa kraina jest otwarta dla turystów głównie latem. Obowiązkowo należy tutaj odwiedzić dom Muminków, obóz Włóczykija, statek piratów czy chociażby łódź Taty Muminka. W tym miejscu i duzi i mali zupełnie zapominają o otaczającym ich świecie.

SS Park Świat Muminków (Muumimaailma), wyspa Kailo

SS Okolice miejscowości Inari koło granicy z Norwegią

łalnością, wypełniają lasy, pola i jeziora. Obejrzymy tu niesamowite zjawisko zorzy polarnej (aurora borealis), jak i doświadczymy bardzo niskich temperatur. W podróż do Laponii trzeba zabrać ze sobą komplet ciepłych ubrań. Temperatura zimą spada nawet do –40°C. Latem słońce na tym obszarze Finlandii świeci przez zaledwie kilka godzin. Przez większą część roku panuje tutaj po prostu ciemność, choć nie zawsze całkowita. Laponia to formalnie jeden

z 19  regionów administracyjnych kraju (maakunta), a Rovaniemi pełni funkcję jej stolicy. W porównaniu z naszymi miastami te fińskie nie są zbyt licznie zaludnione. Doty­ czy to również Rovaniemi, które liczy ledwo ok. 62 tys. mieszkańców. Znane jest ono przede wszystkim z mieszkającego w bardzo bliskim sąsiedztwie człowieka z długą brodą. Wszystkie najważniejsze punkty na mapie tego miasta leżą wzdłuż deptaka zwanego

NA DALEKIEJ PÓŁNOCY To jeszcze nie koniec bajkowych historii. Podczas pobytu w Finlandii w zimie można się poczuć jak w zupełnie nierealnym świecie. Aby tego doświadczyć, należy wybrać się na północ kraju. Podobno niesamowita kraina Świętego Mikołaja leży za siedmioma górami i siedmioma lasami... Jej najsłynniejszego mieszkańca otaczają elfy i mnóstwo pomocników. Ma on swoje biuro i pocztę, a na zewnątrz w gotowości czekają na niego zaparkowane sanie, do których zaprzężone są renifery pod przewodnictwem Rudolfa. Jeśli ktokolwiek sądzi, że to tylko bajka, muszę go rozczarować. To wszystko prawda. Aby przekonać się o tym na własne oczy, wcale nie musimy przenosić się do równoległego świata ani tym bardziej na inną planetę. Wystarczy, że w Helsinkach wsiądziemy do samolotu lecącego do Rovaniemi. Po blisko półtoragodzinnej podróży znajdziemy się w najprawdziwszej bajce. Do Rovaniemi regularnie kursują także autobusy i pociągi. Laponia jest bez wątpienia jedną z najpiękniejszych części Finlandii. Ten region, niemal zupełnie nieskażony ludzką dzia-

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Visit Finland

197

SS Arktikum – muzeum i centrum nauki w Rovaniemi

tutejszą fauną i florą, kulturą, sztuką, historią, klimatem oraz życiem codziennym. Budynek jest świetnie zaprojektowany, a  wewnątrz znajdziemy mnóstwo multimedialnych ekspozycji. Szklany dach umo­ żliwia oglądanie zapierającej dech w piersiach zorzy polarnej. Tego po prostu nie da się opisać – trzeba to zobaczyć na własne oczy. Tuż przy Arktikum znajduje się Centrum Nauki Pilke (Tiedekeskus Pilke). Prezentuje ono historię fińskich drzew i lasów oraz podejście, jakie Finowie mają do natury. Kiedy je poznamy, zrozumiemy, dlaczego środowisko naturalne jest dla mieszkańców Finlandii tak ważne. W Centrum Nauki Pilke można się naprawdę sporo nauczyć. Sam jego budynek to niewątpliwie arcydzieło nowoczesnej architektury. W niemal 90 proc. został wykonany z drewna. Nikogo chyba specjalnie nie dziwi fakt, że właśnie tu swoje biura ma agencja rządowa zajmująca się parkami narodowymi Finlandii.

Z klimatycznego Rovaniemi przenosimy się do Wioski Świętego Mikołaja (Joulupukin Pajakylä) – oddalonego od centrum miasta o ok. 8 km na północ, prawdziwego centrum bajecznego świata. To się dopiero nazywa sen na jawie! Święty Mikołaj zamieszkał tu ponad 30 lat temu i od tamtej pory otrzymał mniej więcej 15 mln listów od dzieci z całego świata. W niewielkiej wiosce ma swoją pocztę, biuro i  miejsce do przyjmowania gości. Jego pomocnikami są – oczywiście – elfy. Pomagają mu w sprawach związanych z korespondencją czy koordynowaniu

przyjmowania gości. To świetnie działające przedsiębiorstwo jest kapitalnym przykładem fińskiej organizacji. Elfy oprowadzają turystów po wiosce i opowiadają o jej historii. Spotkanie ze Świętym Mikołajem stanowi ogromne przeżycie zarówno dla małych, jak i dużych. W tym miejscu każdy może poczuć się jak dziecko. Wizyta w wiosce, gdzie panuje niesamowita atmosfera świąt Bożego Narodzenia, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Tutaj na chwilę zupełnie zapomnimy o otaczającym nas świecie i codziennych problemach. Można też zrobić sobie wspólne zdjęcie ze Świętym Mikołajem. Do swojej dyspozycji ma on również piękne sanie i renifery z Rudolfem na czele, które tylko czekają na komendy. Mikołajowe królestwo to także istne centrum komercji. Bez względu na to, czy odwiedzamy je zimą czy latem, możemy w nim zrobić całkiem spore zakupy. Na miejscu funkcjonuje blisko 50 różnych sklepów z pamiątkami i rękodziełem artystycznym, restauracji, barów, kawiarni itd. Działają tu biura, które organizują reniferowe safari lub przejażdżki skuterami śnieżnymi czy psimi zaprzęgami. Podczas wizyty w Wiosce Świętego Mikołaja grzechem byłoby nie podejść do linii wyznaczającej koło podbiegunowe. Zdjęcie w tym miejscu to obowiązkowy punkt każdej wycieczki. Może­ my stąd również wysłać kartkę do swoich najbliższych z oryginalnym stemplem z koła podbiegunowego. Wioska Świętego Mikołaja jest naprawdę bajeczna, a zimą zyskuje tylko na uroku. Choć pewnie wiele osób powie, że cały kompleks stanowi po prostu 

WW Taniec zorzy polarnej to niezapomniane widowisko

TT Święty Mikołaj ze swoim wiernym reniferem

©© Visit Finland/Hannes Becker

DUCH ŚWIĄT

©© Lapland Material Bank/Visit Rovaniemi

Koskikatu. Zimą Rovaniemi zostaje bajecznie przyozdobione. Na długo przed świętami Bożego Narodzenia poczujemy w nim nie­ powtarzalną świąteczną atmosferę. Podczas spaceru w centrum może nam się wydawać, że trafiliśmy na plan jakiegoś bożonarodzeniowego filmu. Ważnym miejscem w  Rovaniemi jest Arktikum. To nowoczesne centrum nauki i  muzeum poświęcone Arktyce. Powinni do niego zajrzeć wszyscy zainteresowani

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Lapland Material Bank

198 EUROPODRÓŻE

SS W fińskiej Laponii według szacunków żyje nawet ok. 350 tys. reniferów

SS Lodowa restauracja „Lumimaa” w Rovaniemi

maszynkę do zarabiania pieniędzy, warto go odwiedzić, aby na chwilę znów poczuć się dzieckiem.

pomysł na budowę tego typu obiektów podchwycili również mieszkańcy Finlandii. W okolicy Rovaniemi znajduje się kilka takich kompleksów. Lodowe królestwo Laponii to nie tylko hotele, ale także kapliczki, bary czy restauracje. Widok ogromnych brył lodu, w których zostały wykute przeróżne kształty, zrobi wrażenie nawet na największych malkontentach. A to, co zobaczymy w środku, jest wręcz nieprawdopodobne. Nocować można zwykle w standardowym pokoju lub igloo. Temperatury wewnątrz wahają się od 0 do 5°C. Jednak nie ma się czego obawiać, nikt na pewno nie zamarznie. W wyposażeniu znajdują się śpiwory, skóry reniferów i bardzo ciepłe pościele. Hotelowe restauracje serwują swoim gościom tradycyjne lapońskie potrawy, a wśród nich mięso z renifera bądź łosia. Grzechem byłoby ich nie spróbować, te dania po prostu rozpływają się w ustach. Na terenie kompleksów hotelowych nie brakuje – oczywiście – tradycyjnych fińskich saun. Koniecznie trzeba z nich skorzystać. Im dalej na północ, tym bardziej wizyta w rozgrzanej saunie nam się przyda. Jak kończy się każda bajka? Oczywiście, happy endem, czasami towarzyszą mu nawet fajerwerki. W Finlandii czeka nas coś znacznie lepszego. Zorza polarna bez wątpienia należy do najpiękniejszych zjawisk na świecie. Taniec barw na gwieździstym niebie to naprawdę coś niepowtarzalnego. Można go obserwować właśnie m.in. na terenie fińskiej części Laponii. Niektóre z lo-

NIEZWYKŁY REGION Wioska Świętego Mikołaja to – oczywiście – jedna z najlepszych wizytówek Laponii. Jednak atrakcje tego regionu wcale się na niej nie kończą. Poza spotkaniem ze starszym panem w czerwonym stroju i z długą brodą można tutaj podziwiać niesamowite krajobrazy i przepiękny taniec barw podczas zorzy polarnej czy wybrać się

na reniferowe safari lub przejechać psim zaprzęgiem, a nawet spędzić noc w hotelu z lodu. Wycieczka do Laponii będzie świetnym pomysłem dla osób lubiących przygody i niestandardowe rozrywki. Nawet ci najbardziej leniwi znajdą w tej części kraju coś dla siebie. Amatorzy nietypowych wrażeń koniecznie powinni skorzystać z możliwości noclegu w lodowym hotelu. Gwarantuję, że nocy w takim miejscu nie zapomną do końca życia. Pierwszy hotel z lodu powstał w północnej Szwecji, ale niemal błyskawicznie

©© Visit Finland

TT Oznaczona latarniami linia symbolizująca granicę koła podbiegunowego

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Lapland Material Bank/VisitRovaniemi

©© Visit Finland/Ranua Wildlife Park

199

dowych hoteli informują swoich gości o pojawieniu się zorzy za pomocą specjalnego alarmu. Wystarczy zaledwie kilka dźwięków, żeby postawić turystów na nogi. Dachy igloo są przeszklone, zatem zjawisko można podziwiać z ich wnętrza. Tego po prostu nie wolno przegapić!

SS Przejażdżka psim zaprzęgiem jest jedną z wielu wspaniałych atrakcji fińskiej Laponii

Finlandia to kraj, w którym zarówno latem, jak i zimą na nudę nie da się narzekać. Każdy jej region szczyci się innym rodzajem atrakcji. W nowoczesnych Helsinkach obejrzymy perły współczesnego designu, w  Porvoo przeniesiemy się w  czasie,

Pierwszy i jedyny wybór Łączymy Estonię, Finlandię i Szwecję... Oferujemy podróże za rozsądną cenę.

w Turku poznamy tajniki pracy rzemieślników, a w magicznej Laponii zupełnie zapomnimy o otaczającym nas świecie. Jeśli w tym kraju choć na chwilę możemy przenieść się do innej bajki, to chyba warto go odwiedzić… 

FINLANDIA Turku WYSPY Helsinki ALANDZKIE Kapellskär

SZWECJA

Przykładowe ceny M/S VIKING XPRS Tallinn–Helsinki v.v. 2 osoby i jeden samochód* pakiet od € Pasażerowie za osobę już od €

Sztokholm

50 20

*pojazd do 5 m długości i 1,9 m wysokości

Ciesz się wygodą i przyjazną obsługą, jakie zapewnimy Ci na pokładzie. Zasmakuj kuchni skandynawskiej, podziwiaj fantastyczne widoki i poczuj świeżą bryzę. Witamy na pokładzie Viking Line.

Od 2020 r.: Nowy statek na trasie Sztokholm–Turku

Zapytania i rezerwacje: international.sales@vikingline.com Ceny i rozkłady: www.sales.vikingline.com

JESIEŃ–ZIMA 2018

Mariehamn

Tallinn ESTONIA


200 WEEKEND W POLSCE

Podlaskie w symbiozie z naturą BARBARA TEKIELI

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Rezerwat Pokazowy Żubrów, ok. 3 km od Białowieży

©© z archiwum Starostwa Powiatowego w Hajnówce/p. filipik

TT Kraina Otwartych Okiennic, szlak biegnący głównie przez wsie Trześcianka, Soce i Puchły


©© WOAK w Białymstoku

201

©© z archiwum Starostwa Powiatowego w Hajnówce/Anna Gierasimiuk

©© Lucyna Lewczuk

SS Widowiskowy Międzynarodowy Festiwal Muzyki, Sztuki i Folkloru „Podlaska Oktawa Kultur”

SS „Sery z Puszczy Białowieskiej”, dzieło Adama Lewczuka

TT Uczestnicy spływu 500 kajaków na Bugu

©© z archiwum Starostwa Powiatowego w Hajnówce/p. filipik

©© Michał Zabokrzecki

TT Województwo podlaskie znaczą liczne cerkwie

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© Przemysław Zajczyk/AtrakcjePodlasia.pl

202 WEEKEND W POLSCE

©© WOAK w Białymstoku

SS Pałac Branickich w Białymstoku, znakomity przykład architektury późnobarokowej

SS Mural Dziewczynka z konewką przygotowany w ramach akcji Folk on the Street

« Województwo podlaskie wyróżnia się na tle innych w Polsce nie tylko unikatową na skalę światową przyrodą, ale też różnorodnością wynikającą z niezwykłego położenia oraz zamieszkiwania na tych terenach od stuleci wielu narodowości i grup etnicznych. Wszystko to wpłynęło na powstanie wyjątkowej mozaiki kultur z charakterystycznymi tradycjami kulinarnymi, zwyczajami i zabytkami architektury. Podczas przemierzania regionu, pieszo, na rowerze czy kajakiem, spotkamy się z niezwykłą gościnnością jego mieszkańców, poczujemy zapach łąk i pierwotnego lasu, zachwycimy się śpiewem cerkiewnym oraz urodą drewnianej zabudowy Krainy Otwartych Okiennic. » JESIEŃ–ZIMA 2018

P

odlaskie przyciąga każdego, kto marzy o ucieczce od miejskiego zgiełku i otuleniu się ciszą w otoczeniu pięknych krajobrazów. W odległości niespełna 2 godz. jazdy samochodem od Warszawy można przenieść się w  świat, który pozwala zwolnić i  zaczerpnąć nowej energii. Tu na Podlaskim Szlaku Kulinarnym (www.podlaskiszlakkulinarny.pl) roz­ smakujemy się w pysznych daniach regionalnych. Na każdym kroku towarzyszyć nam będzie wspaniała przyroda, bo to ona gra w tym miejscu główną rolę i zachwyca przez cały rok.

W akcji promocyjnej przebiegającej pod hasłem Podlaskie. Zasil się naturą, której pomysłodawcą jest Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna, to właśnie natura wysuwa się na plan pierwszy. Kampania ma na celu zwrócenie uwagi mieszkańców Warszawy i innych dużych aglomeracji miejskich na koncepcje ostatnio bardzo modne – slow road i slow food. Skierowano ją


©© Anna Sierko-Szymańska

203

©© korsan.studio

©© Urząd Miejski w Tykocinie

SS Na ścianach tykocińskiej Wielkiej Synagogi z XVII w. znajdują się barwne polichromie

SS Tykocin – widok na plac Czarnieckiego i Narew

SS „Szturm Zamku w Tykocinie”, rekonstrukcja wydarzeń z czasów potopu szwedzkiego

do tych, którzy „widzieli już wszystko”. Akcja znakomicie komponuje się z głównym hasłem promocyjnym województwa – Podlaskie zasilane naturą. Kampania prowadzona jest w trzech serwisach społecznościowych: Facebook, Instagram i LinkedIn (jako jedyna w Polsce) oraz na stronie internetowej podlaskie.travel.

swojego ojca Stefana Mikołaja Branickiego i realizowaną pod okiem architekta Tylmana z Gameren. Tak powstała jedna z najpiękniejszych budowli barokowych w Europie – Pałac Branickich. Rezydencja wyglądem nawiązywała do pałaców królów francuskich, dlatego często nazywana bywa Wersalem Podlasia. Z oryginalnych, XVIII-wiecznych wnętrz częściowo zachowały się westybul i kaplica. Gości wita pięknie zdobiona brama wjazdowa zwana od herbu rodu Branickich Gryfem. Otaczające rezydencję ogrody, francuski i angielski, to najlepiej odtworzone barokowe założenia ogrodowe w  Polsce. Nagrob­ki rodziny Branickich znajdują się w  najstarszej zabytkowej budowli Białegostoku, czyli tzw. starym kościele farnym (wzniesionym w latach 1617–1625) w zespole archikatedralnym Wniebowzięcia NMP. Szczególnym miejscem w mieście jest Rynek Kościuszki usytuowany na skrzyżowaniu historycznych dróg prowadzących do Wasilkowa, Suraża i Choroszczy (w tej

NA SKRZYŻOWANIU KULTUR Stolica województwa, 300-tysięczny Białystok, leży na pograniczu kultur i religii, w regionie nazywanym zielonymi płucami Polski, w sąsiedztwie Narwiańskiego Parku Narodowego. Ponad 30 proc. powierzchni miasta zajmuje zieleń. W  jego granicach znajdują się dwa rezerwaty przyrody („Las Zwierzyniecki” i „Antoniuk”) oraz liczne tereny rekreacyjne dostępne dla rowerzystów i pieszych. Od 1709 r. Białymstokiem zarządzał Jan Klemens Branicki, który dokończył przebudowę tutejszej rezydencji zleconą przez

ostatniej zachowała się letnia rezydencja rodu Branickich). Historia placu sięga XVI w. Uwagę zwraca zachodnia pierzeja z kolorowymi kamieniczkami ozdobionymi techniką sgraffito. Na rynku stoi pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego. Białystok nazywany bywa miastem cerkwi, bo spośród blisko 150 tego typu świątyń na Podlasiu aż 11 znajduje się właśnie tutaj. Do najpopularniejszych należą Hagia Sophia, czyli Cerkiew Mądrości Bożej, nawiązująca do innych budowli sakralnych pod tym wezwaniem; Cerkiew Świętego Ducha, naj­większa w Polsce i jedna z największych w Europie, oraz Sobór św. Mikołaja Cudotwórcy. Nieodłącznym elementem krajobrazu miasta są murale. Jest ich ponad 30. Przedstawiają m.in. znane osoby, tradycje i wydarzenia. Upamiętniono na nich np. Henryka Sienkiewicza i  Irenę Sendlerową. Naj­słynniejszy z nich, Dziewczynka z konewką, dzieło Natalii Rak, powstał w ramach akcji Folk on the Street. Autorami murali są artyści 

JESIEŃ–ZIMA 2018


204 WEEKEND W POLSCE polscy i zagraniczni, w tym znany włoski twórca Millo (Francesco Camillo Giorgino), który namalował Domek z kart. Białostoczanie mają też swoje przysmaki. Należą do nich np. białysy – pszenne bułeczki z cebulą i odrobiną maku, pochodzące z kuchni żydowskiej. Bezalkoholowy napój na bazie kaszy jaglanej zwany buzą przywieziony został prawdopodobnie przez Macedończyków. Tych przedwojennych specjałów oraz wielu innych rarytasów można spróbować w „Esperanto Cafe”, usytuowanej przy Rynku Kościuszki, we wnętrzach późnobarokowego Ratusza. Różnorodność kulturowa Białegostoku widoczna jest w tutejszej kuchni, która łączy tradycje białoruskie, litewskie, ukraińskie, żydowskie i tatarskie. Ale najlepiej atmosferę tego wielokulturowego tygla oddaje odbywający się w lipcu Międzynarodowy Festiwal Muzyki, Sztuki i Folkloru „Podlaska Oktawa Kultur”, który organizuje Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury.

światową społeczność żydowska stanowiła połowę wszystkich mieszkańców. Do najciekawszych miejscowych zabytków należy Wielka Synagoga z 1642 r. – dziś jedna z największych i najstarszych w Polsce. Obecnie w niej i Małej Synagodze (Domu Talmudycznym) działa muzeum prezentujące historię i kulturę miasta oraz okolic ze szczególnym uwzględnieniem wpływów żydowskich. W  zachodniej części Tykocina zachował się istniejący od XVI w. kirkut. W lesie koło Łopuchowa znajdują się mogiły zbiorowe ostatniego pokolenia tykocińskich Żydów.

Okolica miasta prezentuje się nie mniej ciekawie. Niespełna 3 km od niego, w otulinie parków narodowych Narwiańskiego i Biebrzańskiego, w Kiermusach funkcjonuje Dworek nad Łąkami, ostatnia ostoja szlacheckości. Zachwyca on wnętrzami pełnymi oryginalnych przedmiotów. Powstała tutaj również pierwsza prywatna hodowla żubra. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca na Czarciej Polanie odbywają się jarmarki staroci i rękodzieła ludowego. W Jantarowym Kasztelu nad Narwią działa unikatowe, prywatne Edukacyjne Muze-

TT Zabytkowy Drohiczyn leży na prawym brzegu malowniczo wijącego się przez okolicę Bugu

PERŁA BAROKU

JESIEŃ–ZIMA 2018

TT Budynek Nad Bramą z dwoma pokojami gościnnymi w sielskim Ziołowym Zakątku w Korycinach

©© Tomasz Sadowski

Położony nad Narwią, ok. 30 km na zachód od Białegostoku, Tykocin nazywany jest perłą baroku. To prawie 600-letnie miasteczko słynie z zabytków i pięknej przyrody. Leży w sąsiedztwie Narwiańskiego Parku Narodowego i Puszczy Knyszyńskiej, na południowy wschód od Biebrzańskiego Parku Narodowego. Po tym, jak w 1426 r. Tykocin wraz z okolicami został włączony do Wielkiego Księstwa Litewskiego, przez ponad wiek znajdował się we władaniu możnego rodu Gasztołdów. Po śmierci w 1542 r. ostatniego przedstawiciela rodu, Stanisława, który nie miał potomków, miasteczko przeszło na własność ówczesnego króla Polski Zygmunta Starego, a później jego syna, Zygmunta Augusta. Na ten czas przypadają złote lata Tykocina. Na miejscu dawnej, prawdopodobnie drewnianej warowni powstał zamek królewski. Uchodził wtedy za jedną z  największych twierdz Rzeczypospolitej. Obecnie, po pieczołowitym odrestaurowaniu, można go zwiedzać. Znajdują się w nim pokoje gościnne i  restauracja słynąca z  doskonałej kuchni. Na zamku odbywają się ciekawe wydarzenia, takie jak oblężenie twierdzy, czyli rekonstrukcja bitwy z 1657 r. z czasów potopu szwedzkiego, czy cykl biesiad Gęsina na św. Marcina. Układ urbanistyczny Tykocina przypomina miasteczka żydowskie. Żydzi odegrali dużą rolę w rozwoju tego ośrodka. Zaczęli osiedlać się tu w 1522 r. Przed II wojną


205 um Oręża Polskiego im. Jerzego Hoffmana. Wśród eksponatów są m.in. miecz Longinusa Podbipięty i rekwizyty podarowane przez reżysera. Równie atrakcyjna jest Europejska Wieś Bociania Pentowo, którą upodobały sobie bociany białe. Niedaleko dworu z 1904 r. znajduje się ok. 35 gniazd tych ptaków. Można je obserwować z wieży widokowej usytuowanej na starorzeczu Narwi. Bocianie gniazda są nieodłącznym elementem podlaskiego krajobrazu. Wytyczony w 2002 r. w regionie ponad 412-kilometrowy Podlaski Szlak Bociani (www.podlaskiszlakbociani.pl) prowa-

dzi przez najpiękniejsze miejsca tej części Polski, w tym cztery parki narodowe, Krainę Otwartych Okiennic i Suwalszczyznę.

HISTORYCZNA STOLICA

SS Koryciny – Domek Różany stojący wśród tysięcy róż w prywatnym ogrodzie botanicznym

©© Michał Zabokrzecki

TT Spływ 500 kajaków rozpoczyna się w Drohiczynie

©© Tomasz Sadowski

©© Archiwum Gmina Drohiczyn

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia. Wielki książę litewski Aleksander Jagiellończyk nadał osadzie prawa miejskie w 1498 r. To także miejsce koronacji w 1253 r. jedynego w  dziejach Rusi króla, Daniela Romanowicza Halickiego (prawnuka Bolesława III Krzywoustego). Z  tego względu Drohiczyn jest jednym z czterech polskich miast koronacyjnych (po Gnieźnie, a przed

Krakowem i Warszawą). Przez blisko trzy wieki (1513–1795) był stolicą województwa podlaskiego, czemu zawdzięcza swój rozwój. Nie bez powodu miasteczko nazywane bywa podlaskim Kazimierzem Dolnym. Niezwykłym widokiem na dolinę Bugu z Góry Zamkowej zachwycał się Czesław Miłosz, który określił je mianem „raju utraconego, Wschodu w pigułce”. Drohiczyn pojawił się w  twórczości m.in. Stefana Żeromskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego i  Barbary Wachowicz. Był plenerem filmów Kronika wypadków miłosnych (1985) i Panny 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© www.bialowieza.travel

206 WEEKEND W POLSCE

SS Nieczynna stacja kolejowa Białowieża Pałac zbudowana dla rosyjskiego cara w 1897 r.

SS Żubr – symbol Białowieskiego Parku Narodowego

z Wilka (1979) oraz serialu Ojciec Mateusz. Nad­bużańskie pejzaże posłużyły też za tło w filmie Nad Niemnem (1987). Drohiczyn urzeka niezwykłym położeniem, zabytkami i barwną historią, a także swoim wielokulturowym charakterem. Od wieków współżyją tutaj ze sobą wierni dwóch wyznań: katolicyzmu i prawosławia. Katedra Trójcy Przenajświętszej znajduje się nieopodal Cerkwi Św. Mikołaja. Na początku XV w. pojawiły się również pierwsze wzmianki o społeczności żydowskiej. Przed II wojną światową stanowiła ona 35 proc. mieszkańców miasta. Obecnie o żyjących tu niegdyś Żydach przypomina kirkut usytuowany na obrzeżach Drohiczyna. Warto zwiedzić Muzeum Diecezjalne im. Jana Pawła II usytuowane w dawnym klasztorze franciszkańskim. Znajdują się w nim zbiory sztuki sakralnej, kolekcja starodruków i rękopisów, m.in. akt chrztu ostatniego króla Polski – Stanisława II Augusta. Do najcenniejszych eksponatów należą Psałterz Dawidów z początku XVII stulecia i największa w Europie kolekcja szat liturgicznych.

obszar 12 ha Podlaskim Ogrodzie Ziołowym możemy oglądać ok. 1,5 tys. taksonów roślin, ziół i jadalnych chwastów (w tym 85 gatunków objętych ścisłą ochroną), sprowadzonych z  całej Polski, a  jeśli nie występują w naszej strefie klimatycznej, także z innych krajów. Poza tym w Ziołowym Zakątku są również miejsca noclegowe (dla ponad 150 osób) w podlaskich, drewnianych, chłopskich chatach z połowy XIX w. lub w chacie przywiezionej z Białorusi z siennikami wypchanymi słomą. Na jego terenie znajduje się też m.in. pracownia ceramiczna, ekologiczny warzywniak, zielarnia, domek szeptuchy i zrekonstruowany drewniany kościół z XVII stulecia. Ogród można zwiedzać z przewodnikiem przez cały rok. Prowadzi się tutaj także warsztaty zielarskie, a  w  przydomowym rosarium rośnie ponad 150 gatunków róż. W leśniczówce usytuowanej w pobliskim lesie spróbujemy ziołowych herbat i dań z dziczyzny przyprawianych ziołami. Ziołowe spa oferuje kąpiele zdrowotne i relaksacyjne w płatkach róży, lubczyku, a nawet trawie

Rzeka Bug przyciąga miłośników wędkarstwa i sportów wodnych, a okolica słynie z bogatych tradycji kulinarnych. Tylko tutaj można spróbować słynnych smażonych zagubów. Okazją do tego są Dni Drohiczyna (ostatni weekend lipca). Dużym powodzeniem cieszą się jedyne w Polsce Muzeum Kajakarstwa (istniejące od 2013 r.) i spływy kajakowe. Najsłynniejszy z  nich, 500  kajaków (www.500kajakow.pl), odbywa się w  pierwszy weekend sierpnia. To jedna z największych tego rodzaju imprez w naszym kraju.

W ZIOŁOWYM RAJU Zaledwie kilkanaście kilometrów od Drohiczyna leżą Koryciny koło Grodziska. Tu czas płynie wolniej, a wokół unoszą się zapachy lasu, łąk i pól. W 2007 r. z miłości do ziół i podlaskich tradycji zielarskich na obrzeżach tej wsi powstał prywatny ogród botaniczny. Jego pomysłodawca, dr Mirosław Angielczyk, pasjonat o ogromnej wiedzy, dzieli się teraz swoją pasją z turystami. W zajmującym

TT Święta Krynoczka z drewnianą cerkwią z 1846 r.

©© Magazyn All Inclusive

©© Magazyn All Inclusive

TT Warsztaty tkackie w Maciejukowym Siedlisku w gościnnej Borysówce – Wsi Drewnianej

JESIEŃ–ZIMA 2018


żubrówce oraz masaże. W karczmie podaje się potrawy kuchni regionalnej przyprawiane ziołami zebranymi na terenie ogrodu.

OSTATNI TAKI LAS Puszcza Białowieska to jeden z ostatnich fragmentów pierwotnego lasu europejskich nizin. Wyróżnia się niespotykaną na świecie florą i fauną. W 1979 r. utworzony na jej terenie w sierpniu 1932 r. Białowieski Park Narodowy (o powierzchni 105,17 km2) został wpisany na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W 1992 r. organizacja włączyła do tej pozycji białoru-

©© Marcin Grześ

©© www.bialowieza.travel

207

SS Malownicze tereny Puszczy Białowieskiej można podziwiać podczas wycieczki drezyną

ski Park Narodowy „Puszcza Białowieska”. Kolejne rozszerzenie nastąpiło w 2014 r. Obecnie obiekt figuruje na liście jako transgraniczny obszar przyrodniczy pod nazwą Puszcza Białowieska (po angielsku Białowieża Forest). Zwiedzanie tego regionu najlepiej zacząć od Muzeum Przyrodniczo-Leśnego Białowieskiego Parku Narodowego. Ta multimedialna placówka prezentuje florę i faunę okolicy, życie dawnych jej mieszkańców i ich zajęcia. Z tarasu widokowego rozpościera się niezwykła panorama. Miejscem całkowicie

wyjątkowym jest najbardziej dzika część puszczy – dawny Rezerwat Ścisły w Obrębie Ochronnym Rezerwat, objęty ochroną od 1921 r. Na tym terenie rośnie aż ponad 11 tys. drzew spełniających kryteria pomnika przyrody. Na spotkanie z królem puszczy należy wybrać się do Rezerwatu Pokazowego Żubrów. Warto odwiedzić go w porze karmienia. Poza żubrami żyją tu w półnaturalnym środowisku koniki polskie typu tarpana, jelenie, sarny, rysie, wilki, dziki, łosie i żubronie. Dodatkową atrakcją jest nowoczesny 

www.hotel.bialowieza.pl

90 pokoi, 200 miejsc noclegowych, Spa & Wellness, kryty BASEN, własny BROWAR rzemieślniczy JESIEŃ–ZIMA 2018


208 WEEKEND W POLSCE pawilon edukacyjny, w którym znajduje się 12 interaktywnych stanowisk edukacyjnych poświęconych żubrom. Puszcza Białowieska to raj dla turystów aktywnych. Można ją przemierzać rikszą, kolejką wąskotorową (z Hajnówki do Topiła), drezyną (napędzaną przez pasażerów) jedną z trzech tras o różnym stopniu trudności (zieloną, żółtą i czerwoną), również nocą, a nawet podziwiać z lotu ptaka (na zamówienie organizowane są loty balonem). Przez obszar przebiegają atrakcyjne szlaki piesze i rowerowe, w tym część Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo (odcinek podlaski liczy ok. 600 km), oraz ponad 60 km tras do nordic walkingu powstałych w ramach projektu Nordic Walking Park – Kraina Puszczy i Żubra. We wrześniu odbywa się tutaj Puchar Polski Nordic Walking. Jedną z najpopularniejszych ścieżek edukacyjnych jest Szlak Dębów Królewskich i Wielkich Książąt Litewskich. Puszczę Białowieską upodobali sobie carowie Rosji Aleksander III i Mikołaj II. Przypomina o tym m.in. dawny dworzec kolejowy w Białowieży (Białowieża Towarowa). Zbudowany w 1903 r., funkcjonował nieprzerwanie do 1992 r. Zaniedbany i zapomniany zyskał nowe życie na początku XXI w. W dawnym dworcu powstała elegancka „Restauracja Carska”, w której ze ścian spoglądają na gości członkowie carskiej rodziny, a każdy szczegół jest precyzyjnie dopracowany. Serwuje ona dania kuchni regionalnej, myśliwskiej i rosyjskiej. Zachwyt wzbudzają ekskluzywne apartamenty znajdujące się w zabytkowych wagonach kolejowych i wieży ciśnień. Zgromadzono w nich wiele cennych pamiątek nawiązujących do czasów carskich. W Białowieży zwracają uwagę drewniane domy z  misternie zdobionymi okiennicami oraz eleganckie hotele Żubrówka (4-gwiazdkowy) i Białowieski (3 gwiazdki) słynące z dobrej kuchni i wyjątkowej gościnności, a także interesującej oferty usług konferencyjnych oraz spa i wellness. Niedaleko Muzeum Przyrodniczo-Leśnego Białowieskiego Parku Narodowego stoi Cerkiew św. Mikołaja, zbudowana w latach 1894–1897 na miejscu drewnianej świątyni, która została przeniesiona do wsi Trześcianka. Fundatorem kościoła prawosławnego był car Aleksander III. Wewnątrz znajduje się jedyny w Polsce i jeden z dwóch w Europie ikonostas wykonany z chińskiej porcelany (sprowadzony z Petersburga). Prawdziwej podlaskiej gościnności doświadczymy w wioskach tematycznych. Wioska Bulwy (Lipiny) słynie z potraw z ziemnia-

JESIEŃ–ZIMA 2018

ka. Każdego roku we wrześniu odbywa się tutaj Bulwa Fest. Niecałe 3 km od Hajnówki znajduje się uroczysko Krynoczka (Święta Krynoczka) z cudownym źródełkiem. Jest ono celem dorocznych pielgrzymek na uroczystość Świętej Trójcy. Borysówka – Wieś Drewniana zachwyca drewnianą zabudową i prezentuje zapomniane zawody. Ewa i Mirosław Maciejukowie odtwarzają z wielką pasją dawne zwyczaje, a w Maciejukowym Siedlisku organizują warsztaty tkackie, artystyczne i kulinarne, których uczestnicy poznają smak pysznego hajnowskiego marcinka.

W SĄSIEDZTWIE PUSZCZY Znaczenie Straży Hajnowskiej (późniejszej Hajnówki) znacząco wzrosło w drugiej połowie XVI w., kiedy razem z Puszczą Białowieską została włączona do tzw. dóbr królewskich stołowych (po łacinie bona mensae regiae), czyli zapewniających utrzymanie dworu. Dla rozwoju ośrodka ważny był przełom XIX i XX stulecia, gdy zbudowano linię kolejową i połączono Hajnówkę z Bielskiem Podlaskim i Białowieżą. Nazywane bramą do puszczy miasto przyciąga wspaniałą przyrodą, bogatym dziedzictwem kulturowym pielęgnowanym przez pokolenia, specyficzną gwarą (połączenie języka polskiego, ukraińskiego i białoruskiego), lokalnymi przysmakami i ofertą dla rodzin z dziećmi. Bohater cyklu komiksów i książek dziecięcych, sympatyczny Żubr Pompik, którego wykreował urodzony w 1978 r. w Hajnówce Tomasz Samojlik, wprowadza najmłodszych w świat natury i uczy obcowania z nią. Znajdująca się na skraju Puszczy Białowieskiej, w Orzeszkowie, Chatka Baby Jagi zachwyci małych turystów. Dla dzieci przygotowano w niej specjalne warsztaty wprowadzające w świat magii i tajemnic. Sąsia­duje z nią Uroczysko Sosnówka, obiekt agroturystyczny, który wyróżnia się klimatem i architekturą. Warto odwiedzić także Park Miniatur Zabytków Podlasia na obrzeżach Hajnówki, gdzie zebrano makiety (wykonane w skali 1:25) najważniejszych zabytkowych obiektów architektonicznych województwa podlaskiego. W sezonie (od maja do końca września) można też przejechać się turystyczną kolejką wąskotorową w głąb puszczy (dłuższa z wykorzystywanych dwóch linii wiedzie z Hajnówki do położonej 11 km na południe miejscowości Topiło). Po trudach zwiedzania najlepiej zrelaksować się w nowoczesnym hajnowskim Parku Wodnym albo przekąsić co nieco w cenionej Piekarni „Podolszyńscy”. Słynie ona z wyśmienitego

pieczywa, wypiekanego metodą tradycyjną i przygotowywanego bez użycia konserwantów i sztucznych barwników, a także doskonałych jagodzianek, ciast i przede wszystkim wybornego hajnowskiego marcinka, wielowarstwowego ciasta przekładanego kremem śmietanowym. Perłą architektury sakralnej w Hajnówce jest Sobór Świętej Trójcy zbudowany w latach 1973–1992. Uwagę zwracają w nim zdobiony ceramiką ikonostas, polichromie (dzieło greckiego artysty Dymitriosa Andono­pulosa) oraz panikadiło, czyli żyrandol w kształcie krzyża greckiego ozdobiony witrażami z Bogarodzicą i świętymi słowiańskimi. W maju każdego roku odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej z udziałem chórów z całego świata. Wielokulturowość miasta najłatwiej dostrzec w targową środę na hajnowskim rynku. Można tutaj zakupić lokalne ekologiczne produkty, spróbować tradycyjnego pieczywa, przetworów mlecznych, miodów oraz innych specjałów z okolicy Puszczy Białowieskiej. Okazją do zdecydowanie lepszego poznania regionu jest odbywający się w połowie lipca Jarmark Żubra – najważniejszy festiwal miejscowej kuchni i kultury, w którym uczestniczą wystawcy z Podlasia i zza wschodniej granicy. W Hajnówce kupimy wiele naturalnych i niespotykanych nigdzie indziej produktów, wytwarzanych na bazie lokalnych surowców. Warto wśród nich wymienić pieczywo, sery (np. te z hajnowskiej mleczarni czy produkowane przez niezmiernie sympatycznego ojca Adama Lewczuka znakomite „Sery z Puszczy Białowieskiej”, dostępne także w Piekarni „Podolszyńscy”), ekologiczne zioła i herbatki, oleje czy piwa rzemieślnicze.

KRÓLESTWO ŁOSIA Biebrzański Park Narodowy (utworzony w 1993 r.) to największy park narodowy w Polsce. Położony w dolinie Biebrzy, na terenie 14 gmin i 5 powiatów, ma powierzchnię 592,23 km², z czego 254,94 km² zajmują słynne Bagna Biebrzańskie, tutejszy najcenniejszy przyrodniczo ekosystem. W okolicy rzeki występuje wiele unikatowych gatunków roślin, ptaków i innych zwierząt. To raj dla ornitologów, ekologów, przyrodników oraz miłośników turystyki aktywnej. Wśród 293 gatunków zaobserwowanych tu ptaków można wyróżnić orlika grubodziobego, rzadką wodniczkę, cietrzewia, podróżniczka, dubelta, kszyka, kulika wielkiego czy bataliona, który znajduje się w logo parku. Region ten jest też największym 


©© Andrzej Pawluczuk ©© wikimedia commons/Henryk Borawski

209

SS Chatka Baby Jagi w Orzeszkowie koło Hajnówki przypominająca słodki domek z pierników

TT Ekomuzeum Wilcze Wrota działające w Kapicach

TT Stoiska z ceramiką – Jarmark Żubra w Hajnówce

©© Urząd Miasta Hajnówka

SS Twierdza Osowiec nigdy nie została zdobyta

©© Anna Mydlińska

©© Urząd Miasta Hajnówka

SS Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej

JESIEŃ–ZIMA 2018


JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Narew pomiędzy Surażem a Rzędzianami tworzy unikatowy system rzeki wielokorytowej

©© Paulina Chojnowska (ŁPKDN)

©© wikimedia commons/Wojciech Uszak

w Polsce skupiskiem łosia (ok. 700 sztuk) oraz miejscem żerowania wielu ssaków: wilków, bobrów, rysiów, wydr. Latem 1883 r. odpoczywała w tej okolicy w dworze Kępa Giełczyńska (położonym pomiędzy Narwią a Biebrzą) Maria Skłodowska-Curie. Dzisiaj park doceniają turyści z całego świata. Przebiega przez niego ok. 500 km szlaków turystycznych, ścieżki edukacyjne i przyrodnicze. Można go zwiedzać na rowerze, pieszo, kajakiem (droga wodna ma długość 140 km) lub konno. Nieopodal parku znajduje się Twierdza Osowiec – rosyjska forteca z drugiej połowy XIX w., wpisana do rejestru zabytków. To najcenniejszy obiekt zabytkowy regionu obok Kanału Augustowskiego. Sławę przyniosła fortecy ponad półroczna obrona podczas I wojny światowej (w 1915 r.), a ponieważ nigdy nie została zdobyta, nazywana jest rosyjskim Verdun. Na terenie Fortu I (Centralnego) z inicjatywy Osowskiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego powstało Muzeum Twierdzy Osowiec. Zbudowana w XIX w. Carska Droga biegnąca od Niemna miała za zadanie połączyć poszczególne obiekty obronne położone nad Biebrzą i Narwią. Jej ok. 35-kilometrowy odcinek od miejscowości Osowiec-Twierdza do Laskowca przebiega przez Biebrzański Park Narodowy. Wzdłuż Carskiego Traktu można spotkać łosie lub lisy. Ptaki i inne zwierzęta najłatwiej obserwować z  wież i  tarasów widokowych np. w  Goniądzu, na Bagnie Ławki albo w okolicy Czerwonego Bagna i Grzęd. Na obrzeżach parku, w  miejscowości Trzcianne, znajduje się prywatne Muzeum Biebrzańskie i Skansen Biebrzański prowadzone przez Krzysztofa Kawenczyńskiego. W Kapicach działa jedyne w swoim rodzaju ekomuzeum Wilcze Wrota, poświęcone wilkom. Jego właściciele, Anna i  Andrzej Mydlińscy, organizują warsztaty edukacyjne dla młodzieży oraz grup biznesowych. Ich uczestnicy wcielają się w poszczególne role wilków w watasze. W trakcie trwania warsztatów można dowiedzieć się, czy szef powinien krzyczeć na pracowników, czy podlizywanie się szefostwu ma sens, czy samcem alfa rodzi się czy zostaje, co dzieje się z osobnikiem, który opuścił watahę. Na te i dziesiątki innych pytań związanych z wilczymi i korporacyjnymi zachowaniami uczestnicy otrzymują odpowiedź w jednym z najdzikszych zakątków świata polskiej przyrody. W tym regionie warto też zajrzeć do Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji w Lipsku, zobaczyć najstarszą drewnianą budowlę

©© Andrzej Bielonko

210 WEEKEND W POLSCE

SS Błotniak stawowy z rodziny jastrzębiowatych

SS Łomżyński Park Krajobrazowy Doliny Narwi

sakralną na Podlasiu (ukończoną w 1610 r.) – Kościół św. Anny w Kamiennej Starej oraz odwiedzić Goniądz wzmiankowany już w sierpniu 1358 r. Można również wybrać się na spływ tratwą biebrzańską lub wziąć udział w jednej z miejscowych imprez, takich jak Biebrzańskie Targi Wytwórczości i Sztuki Ludowej „Sto pomysłów dla Biebrzy” (organizowane w długi weekend majowy i pod koniec sierpnia) czy Mistrzostwa Świata w Koszeniu Bagiennych Łąk dla Przyrody „Biebrzańskie Sianokosy” (odbywające się na początku września).

naj­lepiej oddaje widok doliny Narwi z lotu ptaka. Na odcinku pomiędzy Surażem a Rzędzianami rzeka tworzy system wielo­ korytowy charakteryzujący się siecią łączących się i rozdzielających koryt. Obszar parkowy można przemierzać kajakiem lub drewnianą łodzią pychówką. To raj dla ornitologów, wędkarzy i przyrodników. Występują tutaj 203 gatunki ptaków (okresowo bądź na stałe), np. batalion, bąk, zielonka, bocian czarny, bielik, derkacz czy wodniczka. Symbolem parku jest błotniak stawowy gniazdujący w  trzcinowiskach. W  wodach Narwi żyje 25 gatunków ryb. W okolicy dominują tereny otwarte – szuwary trzcinowe i turzycowe. Spośród występujących tu roślin chronionych warto wymienić takie jak fiołek torfowy, turzyca

POLSKA AMAZONIA Narwiański Park Narodowy (prawie 70 km2 powierzchni) nie bez powodu nazywany jest polską Amazonią. Magię tego miejsca


©© H. Stojanowski

211

SS Jeziora Kleszczowieckie znajdujące się na północy Suwalskiego Parku Krajobrazowego

strunowa, czarcikęsik Kluka, kosaciec syberyjski, goździk pyszny czy rosiczka okrągłolistna. Zimą na tych terenach w miejscach do tego wyznaczonych można łowić ryby. Dolina Narwi jest także szlakiem migracyjnym dużych ssaków kopytnych, m.in. łosi, saren i dzików. Siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego znajduje się w XIX-wiecznym dworze w Kurowie, który otacza zabytkowe założenie parkowe. Najlepszy sposób zwiedzania regionu stanowi korzystanie ze ścieżek przyrodniczych (np. „Kładka wśród bagien”) lub szlaków wodnych. Najcenniejsze przyrodniczo fragmenty Narwi zobaczymy podczas wyprawy trasą edukacyjną „Kajakiem wokół Kurowa”. Warto przy okazji wybrać się na jedno z lokalnych wydarzeń – Biesiadę Miodową

w Kurowie, która odbywa się w ostatni weekend sierpnia, czy Dzień Ogórka w Kruszewie (na początku września).

WISZĄCA DOLINA Suwalski Park Krajobrazowy (najstarszy tego typu park w Polsce, utworzony w 1976 r.) zachwyca polodowcowym krajobrazem morenowych wzgórz, jezior, dolin rzecznych i głazowisk. Jednym z najciekawszych miejsc jest w nim dolina Czarnej Hańczy. Na jej stosunkowo niewielkim obszarze wykształciły się niemal wszystkie formy polodowcowej rzeźby terenu. Wśród nich najbardziej intrygujące są oz turtulski i dolina zawieszona Gaciska (sucha dolina rzeczna, której dno leży na wysokości 10 m nad poziomem rzeki Czarna Hańcza). Hańczę, najgłębsze

©© Teresa Świerubska

TT Odcinek Czarnej Hańczy wyglądający jak potok

©© Teresa Świerubska

SS Dziewiczy Obszar Chronionego Krajobrazu Dolina Rospudy z roślinnością torfowiskową

jezioro w Polsce (ok. 106 m), upodobali sobie szczególnie nurkowie. Bardzo czysta, przezroczysta woda i  brzegi wyścielone ogromną ilością głazów narzutowych czynią to miejsce naprawdę wyjątkowym. Nie sposób nie zauważyć tu stożka Góry Cisowej (256 m n.p.m.) – najbardziej charakterystycznego wzniesienia Suwalszczyzny. Zachwyca też unikatowa flora i fauna. Poddasze drewnianego Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Jeleniewie zamieszkuje nietypowy dla Polski nietoperz nocek łydkowłosy. Osoby zainteresowane historią dawnych mieszkańców tych ziem – Jaćwingów (X–XIII w.) – powinny wybrać się do Izby Pamięci Jaćwieskiej w Szurpiłach oraz na pobliską Górę Zamkową (228,1 m n.p.m.), gdzie znajdował się kiedyś gród obronny, najprawdopodobniej największy kompleks 

JESIEŃ–ZIMA 2018


©© WOSiR Szelment

212 WEEKEND W POLSCE

SS Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji Szelment położony ok. 15 km na północ od Suwałk

jaćwieski w czasach średniowiecznych. Niezwykły krajobraz Suwalszczyzny był również plenerem filmowym produkcji Pan Tadeusz (1999) w reżyserii Andrzeja Wajdy. Od mickiewiczowskiej epopei wziął swoją nazwę punkt widokowy „U Pana Tadeusza” (225 m n.p.m.) usytuowany w Smolnikach. W sąsiedztwie Suwalskiego Parku Kraj­ obrazowego, w  rejonie Góry Jesionowej (252  m  n.p.m.), znajduje się Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji Szelment. W tym nowoczesnym kompleksie sportowym w zimie można korzystać z  ośmiu wyciągów i dziesięciu tras narciarskich, naturalnego lodowiska i snowparku. Latem udostępnia się tu wyciąg do nart wodnych (o długości 1 km), park linowy ze ścianką wspinaczkową i 18-dołkowe pole do minigolfa.

WŚRÓD JEZIOR Położony w północnej części Puszczy Augustowskiej, w samym sercu Suwalszczyzny Wigierski Park Narodowy jest jednym z największych w Polsce (ma powierzchnię ponad 150 km²). Na części spośród 42 tutejszych jezior, w tym największym z nich, czyli Wigrach (niemal 22 km²), można uprawiać turystykę aktywną. W  okolicy występuje blisko 200 gatunków ptaków, w tym mewa śmieszka, gągoł, kaczka krzyżówka i bielik, oraz wilki, łosie, jelenie i bobry, a także rzadkie gatunki storczyków. Jedną z  największych atrakcji Wigierskiego Parku Narodowego jest najdłuższa rzeka Suwalszczyzny – Czarna Hańcza (142 km, w tym w Polsce 108 km, a reszta na Białorusi). Do najpopularniejszych szla-

©© Agnieszka Zyzało/BIURO SZOT

TT Zimowy spływ kajakowy z bazy Przedsiębiorstwa Turystycznego SZOT z Augustowa

JESIEŃ–ZIMA 2018

ków kajakowych w naszym kraju należy ten prowadzący z Wigier przez Czarną Hańczę i  Kanał Augustowski. Spływy na terenie parku mogą być organizowane od 1 maja do 31 października. Na zainteresowanie zasługuje położony w miejscowości Wigry dawny klasztor kamedulski. Kameduli osiedlili się tutaj w 1668 r. Papież Jan Paweł II zatrzymał się w tym malowniczym miejscu podczas swojej pielgrzymki w czerwcu 1999 r. Obecnie w klasztorze można zwiedzać apartamenty papieskie, a eremy, czyli domy pustelników, są dostępne dla turystów jako baza noclegowa. Wzdłuż południowo-zachodniego brzegu Wigier jeździ Wigierska Kolej Wąsko­ torowa (na trasie o długości 10 km, między miejscowościami Płociczno-Tartak i Krusznik). W sezonie (od maja do września) odbywają się rejsy statkiem Tryton. Jezioro można podziwiać z platformy widokowej usytuowanej za leśniczówką w  Bryzglu lub z największej wyspy na nim – Ostrowa (38,5 ha). Zwiedzanie Wigierskiego Parku Narodowego najlepiej zacząć od siedziby dyrekcji w Krzywem. Tu znajduje się centrum informacji turystycznej i  wystawa przyrodnicza Nad Wigrami. Przy pobliskiej leśniczówce zorganizowano ekspozycję etnograficzną Ocalić od zapomnienia. Zimą można w parku uprawiać narciarstwo biegowe na wytyczonych trasach w Krzywem i na Słupiu, jeździć na łyżwach i ślizgać się bojerem, łowić ryby w przerębli lub skorzystać z jednego z pobliskich ośrodków narciarskich. 


214 TURYSTYKA AKTYWNA

Gdy

sport staje się pasją

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

TT COS w Wałczu, Mistrzostwa Europy U-16 w Hokeju na Trawie 2017

©© www.bandion.it

©© Centralny Ośrodek Sportu

TT Królowa włoskich Dolomitów, czyli słynna Cortina d’Ampezzo

JESIEŃ–ZIMA 2018


215

« Mogłoby się wydawać, że Polska to kraj, który piłką nożną stoi. Trudno nie odnieść takiego wrażenia zwłaszcza, gdy przychodzi czas mistrzostw świata czy Europy i nawet osoby nie interesujące się na co dzień sportem zmieniają się w zagorzałych kibiców. Jednak prawda wygląda tak, że zawodnicy z innych dyscyplin dają nam ostatnio dużo więcej powodów do dumy. Nie od dziś znaczące sukcesy na arenie światowej odnoszą polscy siatkarze, znakomicie radzą sobie też nasi lekkoatleci. Z ostatnich Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, które odbyły się w sierpniu 2018 r. w Berlinie, wróciliśmy z aż siedmioma złotymi medalami. Tyle samo razy pierwsze miejsce zajęli Brytyjczycy. To właśnie Polska i Wielka Brytania zdobyły największą liczbę złotych medali podczas tych zawodów. »

©© Olek Pobikrowski/WaveCamp

P

©© Żaneta Auler/FUN travel

SS Obóz Wavecamp na greckiej wyspie Karpatos

olacy dość chętnie uprawiają sport, choć większość z nich traktuje tego typu aktywność jako rekreację. Z powodu braku czasu zwykle ograniczają się do wyjazdów połączonych z surfowaniem, wycieczkami rowerowymi, kajakowymi, konnymi, grą w golfa czy jazdą na nartach i snowboardzie. Aby zadbać o zdrowie, zapisują się do klubów fitness lub na siłownię albo zaczynają regularnie biegać, ćwiczyć, jeździć na rowerach (szosowym i górskim). Sport potrafi być jednak prawdziwą pasją. Poświęcenie czasu na treningi uczy cierpliwości i pokory, pozwala lepiej poznać możliwości organizmu. Nie bez znaczenia jest także satysfakcja, jaką daje stawanie się coraz lepszym w tym, co się robi. Nie można również zapomnieć o wydzielaniu się podczas wysiłku fizycznego endorfin, czyli hormonów szczęścia. Kto chce na poważnie zająć się jakąś dyscypliną sportową, wcale nie musi od razu zostawać zawodowcem. W Polsce, podobnie jak na całym świecie, organizuje się coraz więcej zawodów dla amatorów czy półprofesjonalistów. Branie w nich udziału przynosi podobną przyjemność co uczestniczenie w letnich lub zimowych igrzyskach olimpijskich. Najłatwiej chyba zarazić pasją sportową dzieci. W dobie rozwoju nowych technologii, które angażują człowieka raczej intelektual-

nie niż fizycznie, wydaje się to szczególnie ważne. Lekarze nie od dziś podkreślają, że ruch jest niezmiernie ważny dla zdrowia. Jednak im człowiek starszy, tym trudniej go przekonać do uprawiania jakiejś aktywności ruchowej. A przecież sport to nie tylko pot, łzy i wyrzeczenia. Dzięki niemu możemy spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach, znaleźć swoje miejsce w społeczności pasjonatów i… odwiedzić mnóstwo ciekawych zakątków świata. Zapalonych narciarzy i snowboardzistów przyciągają ośnieżone stoki Alp, surferzy, wind- i kitesurferzy wyjeżdżają nad Atlantyk, żeby mierzyć się z falami. Na szczęście, większość rodzajów sportu da się uprawiać i w Polsce, i za gra­nicą. Musimy jedynie wybrać taki typ aktywności, który będzie nam sprawiał największą przyjemność i najlepiej pasował do naszego charakteru.

PROFESJONALNE PRZYGOTOWANIE Rozbudowaną bazę sportowo-szkoleniową oferuje Centralny Ośrodek Sportu (COS). Do jego głównych zadań należy zapewnienie odpowiednich warunków do prowadzenia treningów organizowanych przez polskie związki sportowe oraz przygotowywanie kadry narodowej (zarówno seniorów, jak i juniorów) do startowania w międzynarodowych zawodach (w  tym igrzyskach olimpijskich i  paraolimpijskich, mistrzostwach Europy 

WW Wyprawa dla aktywnych z polską firmą turystyczną Fun Travel ze Stanów Zjednoczonych

JESIEŃ–ZIMA 2018


POWIEW DALEKIEGO WSCHODU Warto również z pewnością wspomnieć o pewnym nietypowym miejscu w naszym kraju. Tu nietrudno poczuć się jak w zupełnie

JESIEŃ–ZIMA 2018

SS Ośrodek Przygotowań Olimpijskich (OPO) Cetniewo w pięknym parku nad samym morzem

©© Centralny Ośrodek Sportu

i świata). Poza tym w  kręgu jego działań znajduje się też organizacja wydarzeń sportowych i obsługa zgrupowań polskich sportowców. W siedmiu obiektach COS można trenować np. lekkoatletykę, nar­ciarstwo zjazdowe i biegowe oraz skoki narciarskie, łyżwiarstwo, hokej na lodzie, siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną, tenis, judo, boks, podnoszenie ciężarów, kajakarstwo, żeglarstwo czy wioślarstwo. Położone są one w Cetniewie (dzielnicy Władysławowa), Giży­cku (nad jeziorem Kisajno), Spale (w województwie łódzkim), Szczyrku (w Beskidzie Śląskim), Wałczu (nad jeziorem Raduń), Warszawie i Zakopanem. W tym ostatnim w skład kompleksu wchodzą m.in. Wielka Krokiew i inne skocznie narciarskie, lodowisko (największe na Podhalu), tor lodowy, trasy dla narciarzy biegowych, stadion lekkoatletyczny, boiska i korty tenisowe oraz hala wielofunkcyjna, kryta pływalnia i sale o różnym przeznaczeniu. W Warszawie COS zarządza halami Torwar I i Torwar II Lodo­ wisko przy ulicy Łazienkowskiej. Odbywają się tu np. różnego rodzaju zawody sportowe czy treningi łyżwiarskie i hokejowe. W Wałczu znajduje się tor wioślarsko-kajakowy, stadion lekkoatletyczny, pływalnia „Delfin”, boisko do gry w hokeja na trawie i inne boiska oraz sale sportowe (w tym sala z ergometrami wioślarsko-kajakowymi). Szczyrk to przede wszystkim ośrodek narciarski na górze Skrzyczne (1257 m n.p.m.) z ponad 10 km tras narciarskich (w tym jedną z homologacją FIS), cztero­osobową linową kolejką kanapową i dwoma wyciągami orczykowymi. Oprócz tego są tutaj także skocznie narciarskie, pływalnia, boiska do siatkówki plażowej, hale sportowe, stadion czy korty tenisowe. W Spale można uprawiać m.in. szermierkę, sporty zespołowe lub pływanie, jak również doskonalić się w konkurencjach lekkoatletycznych i podnoszeniu ciężarów. COS Giży­cko zaprasza do hal sportowych (dużej i małej), na ściankę wspinaczkową czy kort tenisowy mogący służyć też jako boisko. W pobliżu znajduje się port jachtowy z wypożyczalnią sprzętu (łodzi, kajaków, rowerów wodnych). W Cetniewie czekają korty tenisowe, pływalnia „AQUARIUS”, stadion lekko­atletyczny, rozmaite hale i boiska (także stanowiska do rzutu młotem, dyskiem, kulą i oszczepem). Jak widać, mamy więc w Polsce gdzie trenować.

©© Centralny Ośrodek Sportu

216 TURYSTYKA AKTYWNA

SS Trening na wioślarsko-kajakowym torze regatowym o długości 2 tys. m w COS-OPO Wałcz

innym zakątku świata. Mowa o Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” położonym w województwie łódzkim, na południowy wschód od Piotrkowa Trybunalskiego. Powstało ono na drodze porozumienia między Fundacją Rozwoju Karate Tradycyjnego a Polskim Związkiem Karate Tradycyjnego. Umieszczony wśród polskich pejzaży obiekt nawiązuje do tradycyjnej architektury japońskiej. Został stworzony do treningów dalekowschodnich sportów walki i zajmuje powierzchnię 60 ha. W budynku treningowym znajdują się trzy sale ze specjalistyczną podłogą, matami do  karate i judo, lustrami i workami treningowymi

oraz trzy szatnie z natryskami, podgrzewaną podłogą i jacuzzi (japońskie ofuro). Po drugiej stronie kompleksu stoi pawilon herbaty, w którym odbywają się pokazy tradycyjnej ceremonii jej parzenia. Otoczenie sprzyja nie tylko odpoczynkowi i delektowaniu się aromatycznym naparem. Herbaciarnia leży nad małym zbiornikiem wodnym, sąsiadującym z większym i budynkiem do odnowy biologicznej z sauną i salą z leżankami. W środkowej części terenu centrum usytuowana jest jadalnia wyposażona zarówno w zwykłe stoły, jak i te w stylu japońskim (mogąca pomieścić 120 osób). W pobliżu wybudowano 16 dom­ków noclegowych z futonami do spania (tradycyjny-


©© Centralny Ośrodek Sportu

217

©© ÀLEX TREMPS/COSTA BRAVA GIRONA TOURISM BOARD IMAGE ARCHIVE

SS Hala Torwar I, turniej kwalifikacyjny do Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Kobiet 2018

SS Playa de Lloret w popularnym kurorcie Lloret de Mar na południu Dzikiego Wybrzeża

mi japońskimi materacami wypełnionymi bawełną), kominkami i połączeniem z internetem. Do wyboru mamy wersję standard lub VIP. W ośrodku organizuje się też dodatkowe zajęcia prezentujące kulturę Japonii, takie jak warsztaty przyrządzania sushi, kaligrafii, ikebany (sztuki układania kwiatów), origami i kitsuke (sztuki zakładania kimona). Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” leży w malowniczym otoczeniu Przedborskiego Parku Krajobrazowego. Oprócz dwóch połączonych ze sobą sztucznych jezior znajdują się tu kamienne ogrody. Samo dojo (miejsce przeznaczone na treningi) położone jest na wzgórzu. Szczególna harmonia,

z jaką został zaprojektowany ten obszar, ma sprzyjać doskonaleniu umiejętności w ciszy i spokoju.

NA POŁUDNIU EUROPY Klimat, w granicach którego leży Polska, nie sprzyja uprawianiu niektórych dyscyplin sportowych przez cały rok. Jednak aby utrzymać odpowiednią formę, nie można zaprzestać treningów w okresie zimowym. Dlatego dobrym wyjściem w tej sytuacji jest wybranie się w rejony o bardziej korzystnych warunkach pogodowych. Zresztą obecnie Polacy coraz częściej mogą sobie pozwolić nie tylko na wakacyjne wyjazdy za granicę, lecz także te profilowane. Korzystają więc

z możliwości uprawiania ulubionego sportu w innych krajach. Chętnie odwiedzane miejsce stanowią np. południowe regiony Europy. Znajdują się nie tak daleko od Polski, a zima jest w nich łagodna. Zagraniczne wyjazdy sportowe to świetna propozycja nie tylko dla dorosłych. Dla dzieci sport bywa nie mniej ważną pasją, a jeśli chcą związać z nim swoją przyszłość, muszą ciągle doskonalić umiejętności. Z drugiej strony wielu rodziców chce, aby ich pociechy spędzające dużo czasu na treningach nie traciły okazji do poznawania świata. W młodym wieku chłonie się najwięcej i to nie tylko w trakcie nauki. Niektóre dyscypliny sportowe w Polsce są dofinansowywane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, co stanowi znaczne ułatwienie w przypadku wysyłania dzieci na obozy za granicę. Dużą popularnością w przypadku tego typu wyjazdów cieszy się słoneczna Hiszpania. Na południu kraju zimą można trenować na świeżym powietrzu, bo temperatury utrzymują się tu na poziomie 15–20°C. Dla Polaków to z pewnością miła odmiana. Obozy sportowe w tej części Europy organizuje m.in. polskie biuro podróży Iberotravel z siedzibą w Katalonii. Zajmuje się ono tym już od pięciu lat. Oferuje wyjazdy na Dzikie Wybrzeże (Costa Brava) i w okolice Barcelony, a także do innych części Hiszpanii, np. do Andaluzji. Współpracuje z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki (PZLA), klubami piłki nożnej, siatkówki, nordic walkingu i nie tylko. Najwięcej obozów Iberotravel organizuje w mieście Lloret de Mar. To jeden z najpiękniejszych kurortów Costa Brava. Słynie m.in. z malowniczych plaż. Na klifie nad brzegiem morza wznosi się tutaj średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Lloret de Mar jest bardzo korzystnie położone – znajduje się nie­daleko portów lotniczych leżących w rejonie Barcelony i Girony. Od Polski dzieli kurort na tyle nie­duża odległość (z Warszawy – ok. 2,3 tys. km), że dzieci i młodzież mogą pokonać ją również autokarem. W centrum miasta usytuowane są nowoczesne obiekty sportowe: stadion lekko­atlety­czny, boiska piłkarskie, hale, basen olimpijski, siłownie. Biuro Iberotravel zajmuje się wszystkimi kwestiami dotyczącymi wyjazdu. Rezerwuje hotele i obiekty sportowe, organizuje transport i dodatkowe atrakcje (takie jak wycieczki do Barcelony, niezmiernie interesującej stolicy wspólnoty autonomicznej Katalonia). Na miejscu zapewnia opiekę polskiego rezydenta. Ponie­waż ma siedzibę w Lloret de Mar, jego pracownicy mogą na bieżąco koordynować 

JESIEŃ–ZIMA 2018


218 TURYSTYKA AKTYWNA

UJARZMIĆ FALE Polacy chętnie zajmują się także różno­ rodnymi sportami wodnymi. Choć przez większość roku woda w Bałtyku i jego zatokach nie ma szczególnie przyjemnej temperatury, wiele osób uprawiających wind- i kite­ surfing odwiedza Mierzeję Helską, aby doskonalić umiejętności. To często jedno z pierwszych miejsc, gdzie próbują swoich sił w ślizgu na falach. W sezonie letnim miejscowe szkoły organizują kursy i obozy zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dorosłych. Jednak ze względu na warunki klimatyczne surferów, wind- i kitesurferów z Polski coraz częściej przyciągają inne regiony na świecie. W tym przypadku ogromne znaczenie ma nie tylko temperatura powietrza i wody. Ważna jest również siła wiatru. Dlatego dużym zainteresowaniem cieszą się m.in. Wyspy Kanaryjskie, atlantyckie wybrzeże Maroka czy okolice miasta Tarifa na Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) w hiszpańskiej Andaluzji. Osoby pasjonujące się sportami wodnymi chętnie odwiedzają też miejsca, gdzie odbywają się międzynarodowe zawody, aby sprawdzić się w warunkach, w których walczą profesjonalni sportowcy. Przybywają więc m.in. na słoneczną Fuerteventurę. Na tej drugiej największej z Wysp Kanaryjskich (ok. 1660 km² i ponad 110 tys. mieszkańców), w rejonie pięknej plaży Sotavento rozgrywa się już od 33 lat na przełomie lipca i sierpnia Fuerteventura Windsurfing

& Kitesurfing World Cup. Organizatorem tej widowiskowej imprezy jest tutejsze prężne, profesjonalne centrum René Egli by Meliã. Warto dodać, że sporty wodne stają się coraz bardziej znaczącymi dyscyplinami na świecie. Na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 2020 r., zaplanowanych w Tokio, po raz pierwszy pojawi się surfing. Zmagania zawodników będą rozgrywać się w okolicy plaży Tsurigasaki w mieście Ichinomiya (prefektura Chiba). Do programu kolejnych Igrzysk XXXIII Olimpiady (w 2024 r. w Paryżu) ma zostać włączony kitesurfing. Na zagraniczne szkolenia wind­ surfingowe Polacy mogą wyjechać np. z firmą Wavecamp. Firma powstała z inicjatywy Macieja Kapusty Kapuścińskiego, instruktora Polskiego Stowarzyszenia Wind­surfingu (PSW), współorganizatora i pomysło­dawcy zawodów windsurfingowych rangi mistrzostw Polski. Pierwszy taki wyjazd zorga­ ni­zo­wał on w maju 2010 r. i od tamtej pory dzieli się doświadczeniem i pasją z kolejnymi ludźmi chcącymi spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Obecnie oferta Wavecamp skierowana jest do osób na każdym poziomie zaawansowania: od początkujących przez średnio zaawansowanych do zaawansowanych. W części kursów mogą uczestniczyć także dzieci. Szkolenia prowadzą znakomici polscy instruktorzy, którzy nie tylko mają świetne umiejętności, ale potrafią również odpowiednio przekazywać wiedzę. Kursanci uczą się i trenują m.in. na Wyspach Kanaryjskich (np. Fuerteventurze, Gran Canarii, Teneryfie), na greckiej wyspie Karpatos, położonej u zachodnich brzegów Afryki São Vicente (w  archipelagu Wysp Zielonego Przylądka, w grupie Wysp Zawietrznych) czy

TT Kitesurferzy chętnie trenują na Mierzei Helskiej

©© www.victorborsuk.com

wszelkie sprawy związane z obsługą każdej grupy. Warto też podkreślić, że koszty obozów sportowych w Hiszpanii w okresie zimowym są dość niskie, porównywalne do cen w Polsce.

©© Żaneta Auler/FUN travel

TT Biuro Fun Travel ma ofertę zarówno dla rowerzystów, jak i surferów, którzy odwiedzają USA

JESIEŃ–ZIMA 2018

na południowo-wschodnim wybrzeżu Wietnamu, w Mỹ Hòa koło miasta Long Xuyên w  prowincji An Giang. W  grudniu można z Wavecampem spędzić wind­surfingowego sylwestra właśnie w wietrznej Republice Zielonego Przylądka. Maciej Kapuściński na stronie internetowej swojej firmy prowadzi też blog, na którym pisze o różnych kwestiach związanych z  wind­surfingiem i o zrealizowanych kursach. Na brak możliwości nie powinni także narzekać amatorzy kitesurfingu. Różne atrakcyjne rejony naszego globu odwiedzą m.in. dzięki KiteWyjazdy.pl Marcina Remplewicza – znanej marce w świecie kite’owym. Firma już od 10 lat zabiera swoich klientów do Brazylii (np. do miejscowości Cumbuco, Jericoacoara, Ilha do Guajirú, Guajiru), Egiptu (Soma Bay), Grecji, Kenii, na Kubę (Playa El Paso na Cayo Coco i Playa Pilar na Cayo Guillermo), Mauritius i Fuerteventurę. Przygotowuje też wyjazdy kitesurfingowe do dowolnego, oczywiście odpowiednio wietrznego, miejsca na świecie, jeżeli zgłosi się większa liczba osób chcących spróbować swoich sił w tym widowiskowym sporcie.


©© www.SKYHIGH.PL

©© Olek Pobikrowski/WaveCamp

219

SS Wavecamp prowadzi szkolenia dla windsurferów na wyspie Karpatos na Morzu Egejskim

©© www.kitewyjazdy.pl

©© www.victorborsuk.com

SS Polska baza SKYHIGH w Porto Botte na Sardynii

SS Wyprawa z Victorem Borsukiem do Wietnamu

SS Nauka kitesurfingu na kursie przeznaczonym dla dzieci przygotowanym przez KiteWyjazdy.pl

Oferta obejmuje wszystkie aspekty wyprawy (ubezpieczenie, lot, zakwaterowanie, transfery), a dodatkowo zawiera również czasem wycieczki turystyczne. KiteWyjazdy.pl organizuje profesjonalne szkolenia kite­ surfingowe dla osób indywidualnych, grup i  firm. Warto też wspomnieć o  założonej

w 2001 r. przez Piotra Szewlakowa szkole Kite Park z Mierzei Helskiej. Właśnie w tym rejonie w  sezonie letnim działa jej baza. Oprócz kursów kitesurfingu oferuje szkolenia z windsurfingu, wakeboardingu, surfingu, skimboardingu i stand up paddlingu (SUP) oraz udostępnia wypożyczalnię

OBOZY SPORTOWE

W HISZPANII

sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Jednym z instruktorów tego centrum jest Victor Borsuk, siedmiokrotny zdobywca tytułu mistrza Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, który trenuje dzieci i młodzież od 8. roku życia (osoby początkujące i zaawansowane) w ramach 

incoming service REZERWACJA HOTELI, TRANSFERY, WYCIECZKI REZERWACJA OBIEKTÓW SPORTOWYCH KOLONIE, OBOZY SPORTOWE I TRENINGOWE OBSŁUGA NA MIEJSCU W JĘZYKU POLSKIM info@iberotravel.pl +48 690 656 080 www.iberotravel.pl +34 633 200 023 JESIEŃ–ZIMA 2018


SS Obozy jogi w Los Angeles w Kalifornii z Fun Travel

©© Logos Travel

©© Łukasz Pochylski

SS Wyjazd z MK Tramping Travel & Incentive na styczniowy maraton odbywający się w Marrakeszu

©© Żaneta Auler/FUN travel

©© Anna Janik/MK Active Sport/MK Tramping

220 TURYSTYKA AKTYWNA

SS Korona Maratonów Świata z Logos Travel

SS W ramach programu Maratony na 7 kontynentach Logos Travel można wyjechać do Jerozolimy

Borsuk CAMPS. Kite Park ma na swoim koncie również organizację wyjazdów do Brazylii, Wietnamu, Wenezueli, Egiptu, na Rodos, Zanzibar, Filipiny, Grenadyny czy Sardynię. Na zainteresowanie zasługuje poza tym profesjonalna polska baza kite- i wind­surfingu SKYHIGH znajdująca się we Włoszech, w  sardyńskiej miejscowości Porto Botte. Dostępne są w  niej także kursy surfingu i wake­boardingu. Dodatkowo otwarto tutaj też wypożyczalnię rowerów.

nie uprawiające tego typu ćwiczenia często zmieniają swój dotychczasowy tryb życia i starają się żyć zdrowiej, zaczynają zwracać uwagę na to, co jedzą, i jak spędzają czas wolny. Niewątpliwie wpływ na wzrost zainteresowania fitnessem wśród Polek i Polaków miały znane obecnie trenerki, które wyczuły trend i wyrobiły sobie na nim swoją markę, przekształcając tę dziedzinę w dochodowy biznes. Trudno jednak nie dostrzec w tej popularności samych plusów – w końcu wszystko sprowadza się do tego, aby ruszać się więcej i nie spędzać całych dni za biurkiem. Inną niezmiernie modną w ostatnich latach aktywnością jest bieganie. I nie chodzi tu o zwykły, codzienny jogging, ale o sport związany z realizacją wyznaczonych sobie celów i ciągłym doskonaleniem się. W wielu miejscach w Polsce organizuje się obecnie różnego rodzaju biegi, w których może wziąć udział praktycznie każdy. Obok amatorów pojawiają się jednak na nich także osoby przygotowujące się do kilku takich zawodów

TEST NA WYTRZYMAŁOŚĆ Jednym z najmodniejszych tematów z dziedziny szeroko rozumianego sportu jest w Polsce od kilku lat również fitness i inne rodzaje zajęć, które ogólnie zaliczylibyśmy do gimnastyki (takie jak crossfit czy joga). Choć ta forma aktywności kojarzy się raczej z odwiedzaniem siłowni i klubów oraz dbaniem o zachowanie sprawności ruchowej, potrafi naprawdę wciągnąć i stać się prawdziwą pasją. Poza tym osoby regular-

JESIEŃ–ZIMA 2018

w roku, trenujące mocno przed każdym wyścigiem, interesujące się tym, jak polepszyć swoją technikę, i stawiające na bicie własnych rekordów. Podobne podejście da się zaobserwować w przypadku odbywających się też w całym kraju imprez rowerowych (m.in. TAURON Tour de Pologne Amatorów, Lang Team Race, Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe, Cisowianka Mazovia MTB Marathon czy Maratony Rowerowe Kellys Cyklokarpaty). Polacy chętnie zajmują się sportem w zupełnie nieamatorski sposób, nawet jeśli nie walczą o stanięcie na podium w mistrzostwach o randze krajowej, kontynentalnej czy światowej. Oferta wyjazdów sportowych skierowana jest również do osób uprawiających tego typu aktywności. Połączenie zagranicznej podróży z poświęcaniem się swojej pasji stanowi znakomity sposób na poznanie innych krajów i ich mieszkańców od nieco odmiennej strony. Na maratony w różnych miejscach na świecie zabierają klientów np.  biuro 


12 MARCA 2018

the bidder

MEET THE BIDDER WARSZAWA

PROFESJONALNIE ŁĄCZYMY DOSTAWCÓW USŁUG MICE I LUXURY TRAVEL Z CAŁEGO ŚWIATA Z ICH ODBIORCAMI W POLSCE!

SMART FAIRS FOR MICE AND LUXURY TRAVEL PROFESSIONALS PARTNER

ORGANIZATOR

ZAREJESTRUJ SIĘ

REJESTRACJA

office@travel-bidder.com

tel. +48 22 100 65 71

www.meet-the-bidder.com


222 TURYSTYKA AKTYWNA się specjalny zestaw regulowanych pasów i taśm. To właśnie do USA zaprasza swoich klientów. Oferta Fun Travel obejmuje rozmaite sposoby aktywnego spędzania czasu. Znajdują się w niej np. obozy jogi w Los Angeles i mieście Sedona (w północnej części stanu Arizona), wycieczki rowerowe po dolinie Napa (Napa Valley) pokrytej licznymi winnicami, w których produkuje się

Travel można również wybrać się na zwiedzanie USA urozmaicone zajęciami jogi lub spinningu czy jazdą na rowerze w plenerze.

ZOSTAĆ MISTRZEM STOKU

©© Archiwum Klubu Sporteum

Logos Travel Marek Śliwka z Poznania, które opracowało program Maratony na 7 kontynentach, MK Tramping Travel & Incentive z Krakowa (pod sportową marką MK Active Sport), Biuro Podróży GRYF i Travel2Run z Katowic, Albatros Travel (przedstawicielstwo największego skandynawskiego organizatora wycieczek objazdowych) oraz Venga Travel i Tritraveler (specjalizujące

©© www.bandion.it

SS Narciarska Sekcja Sportowa Klubu Tenisowego, Narciarskiego i Żeglarskiego Sporteum

SS Cortina d’Ampezzo, jeden z najbardziej luksusowych ośrodków sportów zimowych we Włoszech

się też w wyjazdach na tria­tlony) z Warszawy czy RAZevent ze Szczecina. Turystyką aktywną zajmuje się m.in. polska firma turystyczna Fun Travel ze Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Jej założycielka, Żaneta Auler, jest także właścicielką klubu fitness YogaCycle w Los Angeles w Kalifornii, gdzie odbywają się zajęcia z różnego rodzaju jogi i spinningu (jazdy na rowerze stacjonarnym) oraz treningi TRX, do których wykorzystuje

JESIEŃ–ZIMA 2018

wyśmienite kalifornijskie wina, wyprawy na narty do Kolorado i Utah. Firma służy też pomocą w organizacji wyjazdów na maratony (w Nowym Jorku, Los Angeles czy Bostonie) i triatlony (łącznie ze słynnym Ironmanem). Poza tym oferuje pobyty szkoleniowe dla trenerów i właścicieli klubów fitness w Polsce, podczas których zapoznają się oni z nowymi trendami i spotykają z osobami z branży w Stanach Zjednoczonych. Z Fun

Na koniec należy z pewnością poruszyć jeszcze jeden temat, a mianowicie sporty zimowe. Polacy mają swoje góry, które zimą odwiedzają bardzo chętnie, ale na prawdziwe śnieżne szaleństwo wybierają się głównie w rejon Alp. Tu od lat wśród ulubionych miejsc naszych rodaków królują Włochy. W sezonie zimowym przybywa ich do tego kraju tak wielu, że w niektórych górskich miejscowościach można natknąć się w lokalach gastronomicznych na polskie menu. Nie ma się zresztą co temu dziwić, warunki do jazdy na nartach lub snowboardzie na  północy Italii są znakomite, zarówno ze względu na ukształtowanie terenu i pogodę, jak i rozbudowaną infrastrukturę (także hotelową), a Włosi uchodzą za wyjątkowo sympatycznych i otwartych ludzi. Ogromną popularnością cieszy się zwłaszcza okolica Marmolady (3343 m n.p.m.) – najwyższego szczytu Dolomitów. W rejonie słynnej Doliny Słońca (Val di Sole) w Trentino znajduje się jedna z najlepszych i najdłuższych nartostrad w Europie. Co ważne, w Dolomitach można w sezonie zimowym korzystać z jednego skipassu. Pomiędzy poszczególnymi ośrodkami kursują specjalne busy i autobusy. Do najpopularniejszych kurortów w regionie należą Madonna di Campiglio czy elegancka Cortina d’Ampezzo. Ze względu na ogromne zainteresowanie oferta zagranicznych obozów i wyjazdów narciarskich do Włoch (i nie tylko) przygotowana przez polskie firmy jest naprawdę bardzo szeroka. Każdy z pewnością znajdzie więc coś dla siebie. Do wyboru są propozycje dla dorosłych, dzieci i młodzieży na wszystkich poziomach zaawansowania. Można też zdecydować się na sportową wyprawę rodzinną. Na ośnieżone włoskie stoki udamy się np. z warszawskim Klubem Tenisowym, Narciarskim i Żeglarskim Sporteum. W sezonie 2018/2019 oferuje on wyjazdy do Carezzy w Tyrolu Południowym, Monte Bondone i Folgarii w Trentino czy miejscowości w okolicy Val di Sole – Passo Tonale, Madonna di Campiglio i Pinzolo. Poza tym prowadzi specjalną sportową sekcję narciarską dla dzieci w każdym wieku, która organizuje treningi i obozy oraz przygotowuje chętnych do startowania w zawodach. Doro­śli mogą trenować jazdę na nartach w  ramach przeznaczonej dla nich grupy Sporteum Masters. 


W e d o a d ve n ture

CONFERENCES FAIRS ACTIVE TRIPS INCENTIVE TOURS VIP SERVICE

righ t

www.funtravel.pro funtravel 310 Washington Blvd Marina del Rey, CA 90292

Mówimy po polsku We speak English Parliamo Italiano Hablamos Español Falamos Portugues

Мы говорим по-русски


224 POLACY W TURYSTYCE

Afryka Południowa fascynuje i oszałamia « Z naszą sympatyczną rodaczką Sylwią Polańczyk, właścicielką biura podróży Sunny Tours & Travel Service z siedzibą w przepięknie położonym południowoafrykańskim Kapsztadzie, rozmawia Michał Domański. »

`` W tym jesienno-zimowym wydaniu magazynu All Inclusive przedstawiamy Państwu bliżej postać Polki działającej z sukcesami w turystyce w RPA i całej Afryce Południowej. Na naszych łamach gości Sylwia Polańczyk, która 22 lata temu stworzyła prężną firmę Sunny Tours & Travel Service w najstarszym mieście na południowym krańcu kontynentu afrykańskiego, założonym przez Holendrów w 1652 r. Cape Town (Kaapstad). W kolejnym numerze (na wiosnę 2019  r.) odwiedzimy słoneczną Kalifornię i cudowne Miasto Aniołów – Los Angeles. Spotkamy się w nim z Żanetą Auler, naszą energiczną rodaczką, właścicielką i prezesem biura Fun Travel, zajmującego się kompleksową obsługą turystyczną na terenie całych Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Jej książka 7 dni w siódmym niebie poświęcona życiu w USA ukaże się wkrótce na polskim rynku. Już teraz zapraszamy serdecznie do lektury udzielonego nam przez nią wywiadu o Fun Travel i Stanach Zjednoczonych! MICHAŁ DOMAŃSKI

©© Sunny Tours & Travel Service

Jak to się stało, że związała Pani swoje życie z odległą Republiką Południowej Afryki (RPA)? Dlaczego zdecydowała się Pani otworzyć biuro podróży i pracować na co dzień w tym malowniczym kraju? To był całkowity przypadek. Nigdy nie myślałam o wyjeździe z Polski na stałe. Po raz pierwszy poleciałam do RPA z  grupą polskich turystów jako pilot wycieczki. Zauroczyły mnie piękno i czystość tego kraju. Potrzebowano tu specjalistów do obsługi klientów japońskich, a ja skończyłam japonistykę na Uniwersytecie Warszawskim i przez kilka lat pracowałam w Polsce w kontakcie z osobami z Japonii. Na początku byłam zatrudniona w jednej z największych firm turystycznych w RPA, obsługiwałam rynek japoński oraz zajmowałam się wycieczkami dla gości największych statków pasażerskich świata. W końcu otrzymałam ambitne zadanie założenia południowoafrykańskiego biura podróży dla Japończyków. Po jego wykonaniu zdecydowałam, że stworzę własną firmę.

POLACY W TURYSTYCE NA ŚWIECIE

W jaki sposób i kiedy rozpoczęła się Pani przygoda z branżą turystyczną w Afryce Południowej? Jak doszło do powstania firmy Sunny Tours & Travel Service? Już w Polsce byłam związana z branżą turystyczną. W RPA zdobyłam dodatkowe doświadczenie przy obsłudze dużych grup. Zjeździłam całe południe kontynentu, co pozwoliło mi dobrze poznać nie tylko

©© Sunny Tours & Travel Service

TT Słonie o wschodzie słońca w rozlewiskach delty Okawango w Botswanie

JESIEŃ–ZIMA 2018

Republikę Południowej Afryki, ale i sąsiednie kraje. Zdecydowałam się założyć własne biuro podróży, aby móc wykorzystać swoją wiedzę i pokazać innym piękno tej części świata. Czy trudno pracuje się w turystyce w RPA? Czym się charakteryzuje tamtejszy rynek? Co go odróżnia od naszego, polskiego? RPA i całe południe Afryki to region fascynujący, ogrom jego atrakcji jest wprost oszałamiający! Jeśli jednak ktoś chce zapewnić najwyższy standard usług, musi liczyć się z tym, że czeka go tu bardzo żmudna praca. Trzeba mieć doskonałą wiedzę nie tylko na temat samego kraju, ale również produktów oferowanych na rynku i pracujących w branży ludzi. Wszystko należy dokładnie sprawdzić. Nie można zdać się na przypadek. RPA bardzo różni się od Polski. Funkcjonuje w niej 11 języków urzędowych i istnieją właściwie trzy stolice. Działam na tutejszym rynku turystycznym od 27 lat, wciąż zdobywam wiedzę i doświadczenie, posiadam licencję narodowego przewodnika, ale nadal jeszcze się uczę. W jaki sposób promuje Pani swoje biuro podróży oraz atrakcje turystyczne Afryki Południowej w Polsce? Kto jest wiodącym partnerem Sunny Tours & Travel Service w naszym kraju? Na początku obsługiwaliśmy głównie turystów japońskich. Potem do RPA zaczęli przyjeżdżać na wycieczki pierwsi Polacy i zajęliśmy się również nimi. Wracali do kraju zachwyceni i opowiadali o RPA i o nas. Staraliśmy się ściśle współpracować z Ambasadą Republiki Południowej Afryki w Polsce, braliśmy udział w targach turystycznych, organizowaliśmy pokazy i spotkania. Jednocześnie nawiązaliśmy współpracę z Ambasadą Rzeczypospolitej Polskiej w Pretorii w RPA. Na początku obsługiwaliśmy turystów indywidualnych, potem grupy turystyczne, klientów biznesowych, wreszcie zajęliśmy się wyjazdami integracyjno-motywacyjnymi. Do tej pory najlepiej promowali nas nasi klienci, którzy dzielą się wrażeniami ze swojej wyprawy i zachęcają do podobnej podróży innych. W tym roku do firmy dołączyła moja córka Paulina. Odpowiada za obsługę mediów społecznościowych. Miesiąc temu założyła konto firmowe Sunny Tours & Travel Service w serwisie Facebook i teraz je prowadzi. Wspiera ją w tym mój syn Michał. Serdecznie zapraszamy wszystkich do zajrzenia na naszą stronę na Facebooku. Staramy się utrzymywać stały kontakt z biurami podróży w Polsce i jak najczęściej


225 je odwiedzać, lecz nie zawsze jest to możliwe. Dlatego też wspiera nas w tym aktywnie MICEadvice – biuro reprezentujące zagraniczne firmy DMC na polskim rynku. Chciałabym również podziękować magazynowi All Inclusive za umożliwienie mi zaprezentowania się przed jego czytelnikami.

©© Sunny Tours & Travel Service

Czy z usług turystycznych Pani południowoafrykańskiego biura podróży korzysta wielu polskich klientów? Co szczególnie przyciąga ich do RPA i fascynującej Afryki Południowej? Od dawna większość naszych klientów przylatuje właśnie z Polski. Próbujemy także nawiązać kontakty z biurami podróży w USA, Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii, aby zachęcić mieszkających tam Polaków do odwiedzenia RPA. Nie tak dawno organizowaliśmy wyjazd dla organizacji SPATA (Society of Polish American Travel Agents), która zrzesza polskie firmy turystyczne ze Stanów Zjednoczonych i Kanady.

SS Przylądek Dobrej Nadziei usytuowany na końcu Półwyspu Przylądkowego

RPA przyciąga turystów niesamowitym błękitem nieba, światem dzikich zwierząt, otwartymi przestrzeniami, przepięknymi, dziewiczymi plażami, majestatycznymi górami, malowniczymi kanionami i pustyniami oraz tętniącymi życiem metropoliami. Mogą tu oni zmierzyć się z naturą podczas wypraw do parków narodowych, wspinaczek górskich czy uprawiania sportów ekstremalnych. W okolicy wybrzeża surfują, żeglują, łowią ryby, pływają w oceanie i się opalają. Na poszukiwaczy przygód czekają takie atrakcje jak nurkowanie z rekinami, loty paralotnią i balonem, skoki na bungee, zjazd jedną z najdłuższych i najszybszych na świecie tyrolek (Zip 2000 w Sun City), wycieczki samochodami terenowymi lub motocyklami, wędrówki piesze czy eskapady konne.

Ja nazywam RPA krajem słońca i uśmiechu. To miejsce zafascynowało mnie ponad 27 latem temu i wciąż pozostaję pod jego urokiem. Urzekło mnie zresztą całe południe Afryki. Każdy z tutejszych krajów potrafi zachwycić. RPA to świat w pigułce ze względu na niesamowitą różnorodność krajobrazową, przyrodniczą i kulturową. Namibia oczarowuje malowniczymi pustyniami będącymi wymarzonymi plenerami dla miłośników fotografowania. W Botswanie króluje dzika afrykańska przyroda i mieszkają łagodni, pełni pokory ludzie. Zimbabwe to kraina wielkich cywilizacji szczycąca się wspaniałym cudem natury – spektakularnymi Wodospadami Wiktorii (Victoria Falls). Mozambik fascynuje swoją egzotyką i pięknymi plażami oblewanymi przez ciepły Ocean Indyjski. Królestwo Eswatini (dawniej Suazi) mimo niewielkich rozmiarów jest niezmiernie zróżnicowane pod względem warunków naturalnych i zwyczajów kultywowanych przez mieszkańców. I wreszcie Lesotho, miniaturowy, górzysty kraj położony w chmurach. Ostre szczyty łańcuchów górskich strzelają tutaj w niebo jak las oszczepów. Malownicze doliny migoczą bystrymi rzekami. Okolicę znaczą chaty z gliny kryte strzechą. Pasterze cierpliwie pilnują swoich stad. To taka afrykańska Szwajcaria, miejsce, gdzie można ukryć się przed pędzącym światem, zwolnić i żyć przez chwilę w innym rytmie. Tak, ten południowy kraniec Afryki przyciąga z wielką siłą, chwyta za serce i uczy pokory wobec natury.  TT Zespół biura Sunny Tours & Travel Service podczas jednej z wypraw

©© Sunny Tours & Travel Service

©© Sunny Tours & Travel Service

SS Rafting na rzece Zambezi tworzącej niesamowite Wodospady Wiktorii

Dlaczego – Pani zdaniem – warto choć raz w życiu wybrać się na południowy kraniec kontynentu afrykańskiego? Co jest tutaj takiego magicznego, spektakularnego i niezmiernie pasjonującego, czego nie spotkamy nigdzie indziej na świecie?

e-mail: sunnyt@mweb.co.za | www.sunnytours.co.za

JESIEŃ–ZIMA 2018


226

ZNAJDŹ NAS: XX W Sejmie RP, ul. Wiejska 4/6/8, Warszawa – egzemplarze maga-

zynu otrzymują posłowie na SEJM RP XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

prezesi wszystkich spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie XX Krajowa Izba Sportu (KIS), egzemplarze magazynu All Inclusive

otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm należących do KIS

XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

dyrekcja oraz lekarze Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

menedżerowie hoteli należących do sieci SILFOR XX Polska Izba Nieruchomości (PIN), egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm zrzeszonych w PIN XX Tour de Pologne i Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe,

XX Polska Izba Turystyki (PIT), każde wydanie All Inclusive otrzy­

mują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm zrzeszonych w PIT XX Izba Turystyki Rzeczypospolitej Polskiej (ITRP), egzemplarze

magazynu All Inclusive otrzymują za pośrednictwem izb regionalnych wszystkie firmy zrzeszone w ITRP XX Polsko-Chińska Izba Gospodarcza (PCHIG), magazyn All Inclusive

otrzymują prezesi, dyrektorzy firm należących do PCHIG XX Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza (PHIG) , magazyn

All Inclusive otrzymują prezesi, dyrektorzy firm należących do Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej (Cámara de Comercio Polaco-Española) XX Polsko-Portugalska Izba Gospodarcza (PPCC) , magazyn

All Inclusive otrzymują prezesi, dyrektorzy firm należących do Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej (Câmara de Comércio Polónia-Portugal) XX Włoska Izba Handlowo-Przemysłowa w Polsce (CCIIP), magazyn

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm należących do Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce (Camera di Commercio e dellʼIndustria Italiana in Polonia)

egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie wszyscy sponsorzy, partnerzy i patroni medialni powyższych imprez oraz prezydenci, burmistrzowie i wójtowie miast, gmin i miejscowości znajdujących się na trasie Tour de Pologne 2018 i Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe 2018 XX Gdańska Organizacja Turystyczna (GOT), egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm oraz instytucji zrzeszonych w GOT XX Łódzka Organizacja Turystyczna (ŁOT), egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm oraz instytucji zrzeszonych w ŁOT XX Stowarzyszenie Branży Eventowej (SBE), magazyn All Inclusive

otrzymują bezpłatnie członkowie SBE w biurze SBE lub podczas spotkań SBE i Event Testów XX Fundacja „Mała Polska w Nepalu”, egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm wspierających Fundację „Mała Polska w Nepalu” XX Centrum Kreowania Liderów, egzemplarze All Inclusive otrzy-

mują właściciele firm, biznesmeni i menedżerowie uczestniczący w seminariach i szkoleniach organizowanych przez Centrum Kreowania Liderów XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

członkowie Klubu Inwestora XX Indyjsko-Polska Izba Przemysłowo-Handlowa (IPCCI), magazyn

All Inclusive otrzymują prezesi, dyrektorzy i właściciele firm należących do IPCCI XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują najaktywniejsi

XX Magazyn All Inclusive otrzymują bezpłatnie menedżerowie

spółek należących do Grupy Generali w Polsce XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie władze

użytkownicy portalu Travelmaniacy.pl, którzy mieszkają w Polsce

Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego – ZIPSEE „Cyfrowa Polska” oraz prezesi i dyrektorzy firm członkowskich ZIPSEE „Cyfrowa Polska”

XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymuje w nagrodę

menedżerowie, biznesmeni uczestniczący w konferencjach organizowanych w Centrum Konferencyjnym World Trade Center Poznań

10 najaktywniejszych w danym kwartale użytkowników między­ narodowego portalu nurkowego HotDive, którzy mieszkają w Polsce

2 0 1 8 J E S I E Ń – Z I M A

W W W. ALL- INCLUSIVE .COM . PL

REDAKCJA JESIEŃ–ZIMA 2018 E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

ISSN 1898-1763

NR 3/2018 (40)

UKRYTE PEREŁKI

ITALII STR. 144–158

DALEKIE PODRÓŻE

HIPNOTYZUJĄCA URODĄ

EUROPODRÓŻE

TURYSTYKA AKTYWNA

NIEZAPOMNIANA

POLACY W TURYSTYCE

BLISKA POLSCE PIĘKNA

INDONEZJA

KUBA

SAKSONIA

str. 30–38

str. 82–94

str. 180–188

ADRES REDAKCJI: UL. BOCIANIA 9, 05-462 STEFANÓWKA, GMINA WIĄZOWNA KOŁO WARSZAWY TEL. +48 793 272 543 E-MAIL: REDAKCJA@ALL-INCLUSIVE.COM.PL MARKETING@ALL-INCLUSIVE.COM.PL WWW.ALL-INCLUSIVE.COM.PL REDAKCJA: MICHAŁ DOMAŃSKI, REDAKTOR NACZELNY, Prezes Wydawnictwa M.DOMANSKI@ALL-INCLUSIVE.COM.PL WSPÓŁPRACOWNICY: MAGDALENA BARTCZAK, MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN, HANNA BORA, VICTOR BORSUK, MAGDALENA CIACH-BAKLARZ, JOANNA CYBULSKA-MIKA, GRZEGORZ MICUŁA, MICHAŁ MOC, LESZEK NAROWSKI, KAROLINA PADUSZYŃSKA, JERZY PAWLETA, IZABELA RUTKOWSKA, AGNIESZKA SZWED, BARBARA TEKIELI, ROMAN WARSZEWSKI, MARCIN WESOŁY

JESIEŃ–ZIMA 2018

KOREKTA I REDAKCJA: SYLWIA JEDLAK-DUBIEL DZIAŁ MARKETINGU I REKLAMY: VIOLA DOMAŃSKI-SZABÓ, KIEROWNIK MARKETING@ALL-INCLUSIVE.COM.PL, SZABO.VIOLA@MEDIASOL.PL WYDAWNICTWO: MEDIA SOL MICHAŁ DOMAŃSKI M.DOMANSKI@MEDIASOL.PL OPRACOWANIE GRAFICZNE: Oto-Studio Piotr Zajączkowski STUDIO@oto-studio.PL | WWW.oto-studio.PL PROJEKT OKŁADKI: MARIUSZ KOZAK-ZAGOZDA DRUK CTP I OPRAWA: ARTDRUK ZAKŁAD POLIGRAFICZNY ARTDRUK@ARTDRUK.COM, TEL. +48 22 786 08 30, WWW.ARTDRUK.COM NAKŁAD: 19 000 EGZ., WSZYSTKIE BEZPŁATNE FOTOGRAFIA NA OKŁADCE: © pixelliebe/iStock/Getty Images


.

.


ALL Inclusive-JESIEN-ZIMA 2018  

Luxoury travel magazine from Poland

ALL Inclusive-JESIEN-ZIMA 2018  

Luxoury travel magazine from Poland

Advertisement