Page 1

W W W. ALL- INCLUSIVE .COM . PL

LATO–JESIEŃ 2019 E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

ISSN 1898-1763

NR 2/2019 (42)

MAGICZNA ESENCJA

KARAIBÓW STR. 18 –47 DALEKIE PODRÓŻE

EUROPODRÓŻE

TURYSTYKA AKTYWNA

POLACY W TURYSTYCE

Kolumbia

INDIE

Uzdrowiska

str. 54–62

str. 114–126

str. 194–209

– Kraj tysiąca kolorów

WYmykające się schematom

u sąsiadów i bratanków


Bóbrka – najstarsza na świecie kopalnia ropy naftowej

ZAPRASZAMY! www.bobrka.pl • tel. 13 43 33 478


4

SPIS TREŚCI DRODZY CZYTELNICY, ODKRYWCY I PODRÓŻNICY! Oddajemy w  Wasze ręce

DALEKIE PODRÓŻE

6–147

PANAMA – POMOST MIĘDZy AMERyKAMI MagicZna esencJa KARAIBÓW

6 18

nowe wydanie magazynu „All Inclusive”. Poczesne miejsce zajmują w nim Karaiby, któ©© Magazyn All Inclusive

re zdobyły moje serce, a zwłasz-

cza uwodzące nawet najbardziej wybrzydzających podróżników Kuba, Dominikana, Jamajka czy wenezuelskie Margarita, Coche i Los Roques, gdzie miałem przyjemność spędzić nie­zapomniane, sowej historii naszego tytułu, blisko 30-stronicowy artykuł poświęcony niezmiernie czarującym karaibskim wyspom napisał prawdziwy ekspert w tym temacie – Marcin Wesoły, twórca blogu

18

Caribeya.pl, od wielu lat zakochany w tym magnetyzującym rejonie świata. Jak sam mówi, ten cudowny zakątek mógłby opisywać bez końca i dobrze wie, że w jednym bardzo obszernym materiale prasowym nie sposób wspomnieć o wszystkim, chociaż to perspektywa kusząca tak niesamowicie, jak ciepło Morza Karaibskiego. Dzięki jego wciągającej opowieści odkryjecie, na czym polega tajemnica magicznej esencji Karaibów. W tym wyjątkowym regionie naszego globu życie ulega słodkiemu spowolnieniu,

Pozytywna energia KARAIBÓW

48

KOLUMBIA – KRAJ TYSIĄCA KOLORÓW

54

Peru, czyli skarb Andów

64

©© cuba tourism board

wspaniałe chwile. Specjalnie dla nas najdłuższy w dotychcza-

a ludzie cieszą się każdym dniem. To właśnie tutaj opanujecie bez problemu niełatwą w dzisiejszych czasach sztukę odpoczywania, szybko zwolnicie, zatrzymacie się w tym codziennym, szalonym pędzie i wyśmienicie zrelaksujecie. Dajcie się więc przekonać do przedstawionej w tym numerze „All Inclusive” filozofii bez­ stresowego, radosnego, rozśpiewanego, roztańczonego i wylugorącą, karaibską muzykę. Polecam tu szczególnie kilka piosenek, przy których powstawało to nasze najnowsze wydanie, a które według mnie obrazują doskonale, co gra w duszy mieszkańców

64

Karaibów: „Cuba Isla Bella” kubańskiego zespołu Orishas, „Bajo la Tormenta” w wykonaniu portorykańskich gwiazd salsy (Sergio George’s Salsa Giants) czy „Calma” Pedra Capó z Portoryko. Dzięki nim i naszym karaibskim tekstom na pewno naładujecie się pozytywną energią, nabierzecie optymizmu i przeniesiecie choć na moment na słoneczne, tropikalne wyspy.

BRAZYLIJSKIE WAKAcJe W rYtMie SAMBY

76

W zderzeniu z american dream

86

©© promperu/Gihan Tubbeh

zowanego życia oraz wsłuchajcie się w pełną pasji i optymizmu,

Te ostatnie w tym letnio-jesiennym numerze znajdziecie też barczycy także zarażają turystów radosnym nastrojem i namawiają do stosowania na co dzień dewizy „hakuna matata”, czyli „nie martw się”. Zapraszamy serdecznie do lektury i życzymy Wam wielu fascynujących bliskich i dalekich podróży z „All Inclusive” w dłoni! Bądźcie szczęśliwi i zadowoleni, bo w życiu przecież o to chodzi, czego uczy pobyt na idyllicznym archipelagu Zanzibar czy oszałamiających Karaibach.

MICHAŁ DOMAŃSKI

LATO–JESIEŃ 2019

86

©© Hawaii Tourism Authority (HTA)/dana edmunds

na rajskim archipelagu Zanzibar na Oceanie Indyjskim. Zanzi-


5

ZAPRASZAMY TAKŻE NA WWW.ALL-INCLUSIVE.COM.PL

TURYSTYKA ZDROWOTNA 194–209

100

UZDROWISKA U SĄSIADÓW I BRATANKÓW

TURYSTYKA KULTUROWA

194

210–221

NOWE ŻYCIE ZABYTKÓW PRZEMYSŁU

112

INDIE WYMYKAJĄCE SIĘ SCHEMATOM

114

Pokochać Wietnam

128

na JeDwabnyM szlaKu W KAZACHSTANIE

138

148–181

CYPRYJSKIE MEZEDES

148

Z WIZYTĄ WE WŁOSKIEJ EMILII-ROMANII

158

158 CZAR HISZPAŃSKICH WYBRZEŻY

WEEKEND W POLSCE

TRENDY

222–235

Winne bezdroża

222

©© Emilia Romagna Tourist Board

EUROPODRÓŻE

210

222

170

182–193

WIELOBaRWNIE W WOJEWÓDZTWIE ŚLĄSKIM 182

©© Kopalnia Złota w Złotym Stoku

Z czym kojarzy się ARCHIPELAG ZANZIBAR...?

©© MELIÁ ZANZIBAR

100

210

Polacy w turystyce

236–237

WSPANIAŁY KLIMAT ANDALUZJI

LATO–JESIEŃ 2019

236

©© samot/shutterstock

ARCHIPELAG ZANZIBAR – raj na oceanIe IndyjskIM


6 DALEKIE PODRÓŻE

Panama – pomost między Amerykami HANNA BORA www.sledznas.com TT Avenida Balboa i wybrzeże w Ciudad de Panamá

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

TT Wyprawa trekkingowa w okolicy miasteczka El Valle de Antón leżącego w wulkanicznym kraterze

LATO–JESIEŃ 2019


7

©© Panama tourist board/Branly Bruneth ©© Panama tourist board/Branly Bruneth

« Przed naszym wyjazdem do Panamy nie mieliśmy zbyt dużych oczekiwań z nią związanych. Chcieliśmy zobaczyć słynny Kanał Panamski i rajski archipelag San Blas. Ten niewielki kraj Ameryki Centralnej zaskoczył nas jednak nie tylko pięknymi krajobrazami i życzliwością mieszkańców, ale też ogromną różnorodnością kulturową. »

TT Casco Antiguo z ruinami Klasztoru św. Dominika

SS Atelopus zeteki, endemiczna panamska złota żaba

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

SS Jedna z wysp karaibskiego archipelagu San Blas

LATO–JESIEŃ 2019


©© Panama tourist board/Branly Bruneth

8 DALEKIE PODRÓŻE

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

SS Statek pokonujący Kanał Panamski ułatwiający transport między portami Atlantyku i Pacyfiku

SS Centro de Visitantes de Miraflores z czterema salami wystawowymi poświęconymi Kanałowi Panamskiemu

N

a mapie Panama przypomina kształtem wijącego się węża: wąski fragment lądu scala Amerykę Północną z Południową i jednocześnie oddziela Pacyfik od Atlantyku. Na pierwszy rzut oka wygląda jak idealny łącznik między kontynentami. Jednak właśnie tutaj, w miasteczku Yaviza (ponad 280 km na południowy wschód od stolicy kraju i niecałe 100 km na północ od granicy panamsko-kolumbijskiej), urywa się słynna Autostrada Pan­ amerykańska (Carretera Panamericana) biegnąca z północy Alaski aż na południe Argentyny. Dostanie się do sąsiedniej Kolumbii drogą lądową jest niemal nie­ możliwe. Na przeszkodzie stoi owiany złą sławą przesmyk Darién (Tapón del Darién). Ten niewielki, bagnisto-leśny obszar porośnięty bujną selwą uchodzi za jeden z naj­ bardziej malarycznych i niebezpiecznych rejonów na świecie. Według wielu źródeł stanowi doskonałą kryjówkę dla partyzantów i handlarzy narkotyków. Panama to idealne miejsce na rozpoczęcie przygody z Ameryką Łacińską. Jest tu stosunkowo bezpiecznie, a ludzie są przyjaźni.

LATO–JESIEŃ 2019

Choć kraj ma niewielką powierzchnię (ponad 75 tys. km²) – prawie cztery razy mniejszą od Polski – skrywa ogromną różnorodność. Znajdziemy w nim góry i wulkany, tropikalne lasy i egzotyczną roślinność, piękne wybrzeże i rafy koralowe. Dodajmy do tego jeszcze setki wysp i wysepek. To prawdziwy raj dla przyrodników, ponieważ mieszają się tutaj gatunki zwierząt i roślin z obu Ameryk. Mniej więcej 40 proc. terytorium kraju zajmują obszary leśne, a Ciudad de Panamá jest jedyną stolicą na świecie, w której granicach znajduje się bujny las deszczowy.

DROGA ŁĄCZĄCA OCEANY Nie da się jednak ukryć, że prawdziwa wizytówka tego państwa to słynny Kanał Panamski, pozostający do dziś jedną z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Ma 82 km długości, łączy Atlantyk z Pacyfikiem i w znaczący sposób usprawnił transport morski. Na pomysł budowy kanału wpadli już kilkaset lat temu Hiszpanie. Do jego realizacji przystąpiono jednak dopiero pod koniec XIX w. Pracami kierował budowniczy Kanału Sueskiego, Francuz Ferdinand de  Lesseps (1805–1894). Pierwsza próba

skończyła się fiaskiem ze względu na trudny teren, błędy inżynieryjne oraz choroby, które pochłonęły wiele ofiar. Szacuje się, że przy budowie zginęło ok. 22 tys. osób. Jeszcze na początku XX stulecia Panama była częścią Kolumbii. Odrębne państwo powstało w listopadzie 1903 r. przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. Rok później Amerykanie wznowili prace nad budową kanału. Po 10 latach zakończyły się one sukcesem, nowy szlak był gotowy. Przez kolejne dekady pozostawał pod kontrolą USA. Dopiero od 31 grudnia 1999 r. zarządzać drogą wodną zaczęły władze Panamy. Obecnie stanowi ona nie tylko główne źródło wpływów do budżetu kraju, ale też jego największą atrakcję turystyczną. W 2014 r. obchodzono stulecie jej powstania. Choć Kanał Panamski wciąż uważany jest za cud inżynierii, jego znaczenie dla transportu morskiego zaczęło powoli spadać. Aby przystosować go na potrzeby większych statków i zwiększyć przepustowość szlaku, w 2006 r. postanowiono przeprowadzić konieczną rozbudowę. Prace trwały blisko 10 lat i zakończono je w czerwcu 2016 r. Jesteśmy na tarasie widokowym i liczymy na to, że zobaczymy mechanizm działania śluzy Miraflores. Statki będą przepływać


9 zastanawiamy się, czy statek rzeczywiście jest w ruchu. Cały spektakl robi jednak na nas spore wrażenie. Cieszymy się, że możemy zobaczyć na własne oczy konstrukcję, o której kilkanaście lat temu uczyliśmy się w szkole.

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

STOLICA O WIELU OBLICZACH

SS Plac Francji (Casco Antiguo) z 18-metrowym obeliskiem zwieńczonym figurą koguta galijskiego

dopiero po południu, koło 15.00. Możecie najpierw obejrzeć krótki film o historii kanału i muzeum – informuje nas z uśmiechem na twarzy sympatyczna dziewczyna z obsługi, kiedy kupujemy bilety. Zobaczyliśmy całą wystawę, wszystkie eksponaty i makiety. Teraz już tylko czekamy i wypatrujemy, a razem z nami spora grupa innych turystów z różnych stron świata.

W końcu zaczyna się coś dziać. Pierwszy etap to wyrównywanie poziomu wody. Dopiero kiedy się zakończy, śluzy powoli się otwierają. Najpierw przepływa grupa trzech niewielkich jednostek. Następny jest ogromny kontenerowiec, który zdaje się ledwie mieścić w ciasnym torze. Pokonanie tego odcinka zajmuje mu dobre kilkanaście minut. To dość powolny proces. Na początku

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

TT W rejonie nabrzeża w panamskiej stolicy wyrastają pod niebo tworzące szpaler drapacze chmur

Śluza Miraflores znajduje się zaledwie ok. 14 km od stolicy. Do miasta wracamy lokalnym autobusem zwanym diablo rojo („czerwony diabeł”). W  Panamie słynne chicken busy – emerytowane szkolne autobusy z USA, które dostały drugie życie w krajach Ameryki Centralnej – dorobiły się własnej nazwy. Pewne elementy się jednak nie zmieniają: są pomalowane na jaskrawe kolory (na naszym dominuje róż), Matka Boska sąsiaduje w nich ze zmysłowymi kobietami w bikini, a z głośników wylewają się donośne rytmy reggaetonu. Ogromny napis Fast & Furious (Szybki i wściekły) na wehikule, którym się poruszamy, wzbudza w nas lekki niepokój. Na szczęście spory ruch zdaje się poskramiać fantazję kierowcy. Jeden z naszych panamskich znajomych wspomniał nam, że już niedługo te charakterystyczne autobusy mają zniknąć z ulic kraju. Jakoś nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Pierwsze spotkanie z Panamą (Ciudad de Panamá) zaskakuje. Do tej pory raczej omijaliśmy stolice krajów Ameryki Centralnej. Wolimy urok spokojnych, mniejszych miasteczek, nie zachęcały nas również historie innych podróżników. Panama zdaje się być wyjątkiem w tym gronie. Jesteśmy w nowo­czesnej i dobrze zorganizowanej metropolii. Strzeliste, szklane wieżowce stojące przy nabrzeżu i wysmukłe palmy przywołują na myśl amerykańskie filmy. W moich wyobrażeniach właśnie tak wygląda amerykańskie Miami. Szybko jednak okazuje się, że to tylko jedno z obliczy stolicy. Odnajdujemy tu też charakterystyczny latynoski bałagan i rozgardiasz. Miasto założył 15 sierpnia 1519 r. hiszpański konkwistador Pedro Arias de Ávila (1440–1531). Ośrodek szybko zaczął się wzbogacać oraz nabierać znaczenia dla administracji kolonialnej i kościelnej. Stał się także ważnym portem, co przyciągnęło uwagę piratów. Najsłynniejszego ataku dopuścił się Henry Morgan (ok. 1635–1688). Walijski bukanier słynął z charyzmy i waleczności. Jego legenda była tak silna, że jedną z marek rumu nazwano Captain Morgan. W styczniu 1671 r. przewodził największej w historii wyprawie bukanierów (złożonej z mniej więcej 1400 ludzi) i zdobył Panamę. 

LATO–JESIEŃ 2019


10 DALEKIE PODRÓŻE

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

Dawne centrum miasta zostało splądrowane i spalone. Dwa lata później odbudowano je, jednak nie w tym samym miejscu, a 8 km dalej (na południowy zachód), na skalistym cyplu. Dziś ten obszar znany jest jako Casco Viejo lub Casco Antiguo (czyli Stare Miasto) i to właśnie tutaj bije turystyczne serce stolicy. Spacerujemy wąskimi, brukowanymi uliczkami i  przyglądamy się kolonialnej architekturze. Pastelowe kamienice są urocze, ale jednocześnie nadgryzione zębem czasu. Przez chwilę mamy wrażenie, że przenieśliśmy się do Starej Hawany (La Habana Vieja). Obszar Casco Viejo nie jest rozległy, znajdziemy tu jednak wiele imponujących budynków i malowniczych SS Casco Viejo widziane od strony Zatoki Panamskiej TT Las Bóvedas i Plaza de Francia z obeliskiem placów. Za naj­bardziej znany uchodzi plac Niepodległości (Plaza de la Independencia). To właśnie w tym miejscu świętowano ogłoszenie niezależności Panamy od Hiszpanii (w listopadzie 1821 r.) i Kolumbii (w 1903 r.). Warto tutaj odwiedzić Katedrę Metropolitalną, gmach Muzeum Transoceanicznego Kanału Panamskiego (Museo del Canal Interoceánico de  Panamá) i  neoklasycystyczny Pałac Miejski (Palacio Municipal). W  pobliżu wznosi się również niewielki Kościół św. Józefa (Iglesia de San  José), w którym zobaczymy słynny imponujący Złoty Ołtarz (Altar de Oro). Według legendy lokalny ksiądz przemalował go na czarno, dzięki czemu cenny zabytek nie stał się łupem piratów Henry’ego Morgana. Jednym z naszych ulubionych rejonów Casco Viejo jest tutejszy urokliwy pasaż – Paseo de Las Bóvedas. To spokojny zakątek, z którego roztacza się wspaniała panoraTT Konny pomnik generała Tomása Herrery (1804–1854) stojący w historycznym centrum Ciudad de Panamá ma nowoczesnej części miasta. Stanowi też świetne miejsce dla wszystkich miłośników zakupów. Na licznych straganach tradycyjnie ubrane kobiety z grupy etnicznej Guna (Kuna) sprzedają oryginalne rękodzieło artystyczne. Najbardziej znane są molas – piękne, ręcznie haftowane tkaniny ozdobione barwnymi wzorami. Po kilku godzinach spaceru po Casco Viejo zdążyliśmy porządnie zgłodnieć, więc nasze kroki kierujemy na słynny rybny targ o  nazwie Mercado de Mariscos. Siadamy przy jednej z licznych knajpek i zamawiamy mieszankę owoców morza. Ceny nie są tu już tak niskie jak kilka lat temu, ale smak dań jest rewelacyjny. Idealnie pasuje do nich schłodzone piwo marki Panama lub Balboa. Wieczorem kontynuujemy spacer wzdłuż wybrzeża. Nieznośny upał zelżał. Mijają nas biegacze i pary na rolkach. Przed nami rysują się rozświetlone sylwetki wieżowców. 

LATO–JESIEŃ 2019


SS Gabriel Kaimakliotis, partner zarządzający

©© Kaimakliotis & CO LLC

Z Gabrielem Kaimakliotisem i Michałem Plutą z kancelarii Kaimakliotis & CO LLC rozmawia Marek Szewczyk.

©© Kaimakliotis & CO LLC

tekst promocyjny

Słońce, morze i przyszłość bez zimy i fiskusa

SS Michał Pluta, starszy prawnik

Obaj Panowie jesteście od ponad dekady związani z między­ narodowym rynkiem usług prawniczych obejmujących zagadnienia od inwestycji do planowania podatkowego i ochrony aktywów. Dlaczego postawiliście na Cypr? G.K.: Jesteśmy rdzennie cypryjską kancelarią adwokacką. Nasi klienci inwestują głównie w nieruchomości, które dzięki rządowym programom umożliwiającym np. uzyskanie rezydencji lub obywatelstwa mają systematycznie rosnącą, wysoką wartość. M.P.: Jednocześnie zatrudniamy lokalnie polskich prawników podatkowców i polskojęzyczny personel. Dlatego na przedstawiane nam zagadnienia patrzymy z perspektywy niedostępnej dla większości kancelarii np. w Warszawie. Jak należy to rozumieć? G.K.: Na stałe współpracujemy z miejscowymi deweloperami, uczestniczymy w realizacji największych projektów na wyspie, co pozwala nam na konstruowanie najlepszych ofert dla naszych klientów. Ponieważ znamy lokalny rynek i specyfikę urzędniczą, po prostu wiemy, jak działać skutecznie. M.P.: Naszymi klientami zajmujemy się kompleksowo, traktując ich jak gości w rodzinie: od odbioru z lotniska, poprzez pomoc przy wszelkich formalnościach, aż do świętowania udanych transakcji. Sezon turystyczny trwa na Cyprze praktycznie cały rok, co gwarantuje wysoką stopę zwrotu z inwestycji.

Pięknie położone, atrakcyjne nieruchomości i możliwość budowania dochodowego portfela inwestycyjnego to jednak nie cała Wasza oferta? G.K.: Zdecydowanie nie. Nasza kancelaria oferuje m.in. między­ narodowe usługi korporacyjne i handlowe, usługi prawnicze, obsługę spraw paszportowych i imigracyjnych, windykację zagranicznych należności, usługę family office i wiele innych. M.P.: Instytucje prawa anglosaskiego, na których opiera się system prawny Cypru (przy jednoczesnym członkostwie w Unii Europejskiej), umożliwiają budowanie bezpiecznych struktur biznesowych bez obawy o kolizję z przepisami skierowanymi przeciwko agresywnej optymalizacji podatkowej. Władze Republiki Cypryjskiej wykazują się daleko idącym rozsądkiem w podejściu do zagadnień związanych z ochroną danych beneficjentów rzeczywistych oraz oceną skutków podatkowych wynikających z korzystania przez nich z międzynarodowych struktur korporacyjnych. Czy klienci biznesowi często szukają tego rodzaju rozwiązań? M.P.: Skomplikowanie ram prawno-podatkowych, w których poruszają się obecnie przedsiębiorcy z krajów Unii Europejskiej, w naturalny sposób skłania ich do korzystania z pomocy doświadczonych profesjonalistów. To bardzo pożądany stan rzeczy w odróżnieniu od tego, z którym mieliśmy do czynienia jeszcze kilka lat temu, kiedy wydawało się, że optymalne podatkowo schematy prowadzenia działalności gospodarczej można znaleźć w internecie. Dziś każdy przypadek wymaga wielopłaszczyznowej analizy pod kątem współistnienia z przepisami dotyczącymi zagranicznych spółek kontrolowanych (CFC), standardami automatycznej wymiany informacji podatkowych (CRS), regulacjami wprowadzającymi podatek od niezrealizowanych zysków (exit tax) oraz klauzulą obejścia prawa podatkowego. Ta sytuacja sprawiła, że praktycznie nie mamy bez­pośredniej konkurencji. Jak to wygląda w praktyce? G.K.: Najpierw umiejscawiamy problem w przestrzeni prawa i orzecznictwa sądów Unii Europejskiej, a w dalszej kolejności analizujemy, jak dotyczące go przepisy zostały odzwierciedlone w porządku prawnym danego kraju. M.P.: Proponowane przez nas rozwiązania bazują na normach prawnych, które są wynikiem wieloletnich rozważań i pragmatycznej pracy instytucji europejskich i międzynarodowych. Codziennie przekonujemy się, że polscy przedsiębiorcy coraz bardziej potrzebują pewności, że swoje decyzje biznesowe mogą oprzeć na regułach, które są stabilniejsze niż przepisy i praktyka urzędnicza w kraju. Dziękuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia na Cyprze!

www.kaimakliotislaw.com e-mail: info@kaimakliotislaw.com

LATO–JESIEŃ 2019

11


©© Panama tourist board

©© Panama tourist board

12 DALEKIE PODRÓŻE

SS Indianka Guna tworząca wzorzystą tkaninę mola

SS Idylliczna Isla Pelícano w archipelagu San Blas w autonomicznym regionie Guna Yala

RAJ ODNALEZIONY

jedną z najbardziej autonomicznych rdzennych społeczności w całej Ameryce Łacińskiej. Nie zawsze jednak tak było. Pierwsze 20 lat niepodległości Panamy to historia wielu konfliktów i kolizji sprzecznych interesów. Rząd nie szanował lokalnych tradycji i dążył do pozbawienia Indian Guna ich tożsamości i ziemi. Doprowadziło to w lutym i marcu 1925 r. do buntu (tzw. rewolucji Guna). Wreszcie we wrześniu 1938 r. stworzono autonomiczne terytorium (wówczas pod nazwą San Blas), a jego mieszkańcom zapewniono bezpieczeństwo oraz poszanowanie ich zwyczajów, kultury i decyzji. Wszystkie reguły dotyczące życia na wyspach i ich odwiedzania ustalają Gunowie. Nie ma tu ekskluzywnych resortów ani eleganckich restauracji. Choć turystyka obok rybołówstwa, rolnictwa i rękodzieła stanowi podstawę lokalnej gospodarki, rdzenni

Następnego dnia budzimy się wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca. Czeka nas długa i dość męcząca wyprawa, ale mamy nadzieję, że uroki docelowego miejsca wynagrodzą nam trudy podróży. O rajskim archipelagu San Blas usłyszeliśmy pierwszy raz kilka lat temu. Tworzy go ok. 365 pięknych wysepek rozsianych na Morzu Karaibskim. Zdjęcia znalezione w internecie potwierdzają opowieści znajomych – widnieją na nich idealne, piaszczyste plaże otoczone turkusową wodą oraz hamaki rozwieszone w cieniu palm. Naszą ciekawość jeszcze bardziej rozbudzają historia tego miejsca i jego mieszkańcy. Archipelag San Blas należy do autonomicznego regionu Guna Yala (Kuna Yala) położonego w północno-wschodniej części Panamy. Jest on zamieszkany i zarządzany przez Indian Guna (Kuna). Obecnie są oni

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

TT Między lipcem a październikiem u panamskich wybrzeży Pacyfiku pojawiają się humbaki

LATO–JESIEŃ 2019

mieszkańcy nie zgadzają się na obecność wielkich sieci hotelowych na archipelagu. Starają się chronić go przed wchłonięciem przez zachodnią cywilizację. Nie ma tutaj dostępu do internetu, a prąd pochodzi z generatorów. Właśnie dzięki temu atmosfera na wyspach jest iście sielankowa i można na nich rzeczywiście odciąć się od świata. Droga do raju nie należy niestety do łatwych. Pierwszy etap to dojazd z Panamy do Puerto de Carti, skąd na archipelag odpływają łodzie. Na mapie odcinek ten wygląda niepozornie – ciągnie się przez ok. 110 km, z czego 70 pokonuje się wygodną Autostradą Panamerykańską. Następne 40 km trzeba już przebyć po dziurawej nawierzchni, a kręta trasa wiedzie przez tropikalny las. Lepiej nie wyruszać na tę wyprawę innym autem niż samochód terenowy. Cały przejazd zajmuje nam blisko 2,5 godz. Na kilka kilometrów przed portem musimy się jeszcze zatrzymać przy niewielkim punkcie kontrolnym, gdzie przedstawiciele Indian Guna sprawdzają nasze dokumenty i pobierają opłatę za wjazd na ich teren. Razem z kilkoma innymi osobami wsiadamy do niewielkiej łodzi i  odpływamy w stronę naszego raju – wyspy Chichime. Rejs trwa zaledwie 35 minut, ale ze względu na wysokie fale oblewające nas z każdej strony nie możemy już doczekać się chwili, kiedy postawimy stopę na stałym lądzie. Po drodze staramy się przyjrzeć innym wyspom. Jedynie ok. 40 jest zamieszkanych. Zdecydowana większość to nic więcej jak kawałek plaży i kilka palm. Gdy docieramy na Chichime, nasi gospodarze kierują nas do niewielkiej chatki z bambusa. Nie ma ona okien, ale zupełnie nam to nie przeszkadza – w końcu znajdujemy się zaledwie kilka kroków od najpiękniejszej plaży, jaką widzieliśmy w życiu.


©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

13

SS Widok rozpościerający się ze szczytu góry India Dormida niedaleko El Valle de Antón

Życie turysty na archipelagu jest proste. Dzień zaczynamy od wschodu słońca. Następnie spacerujemy – obejście całej wyspy zajmuje nam niecałą godzinę. Przyglądamy się życiu mieszkańców i bawimy się z roześmianymi i ciekawskimi dzieciakami. Sporo czasu spędzamy w krystalicznie czystej wodzie lub w hamaku. Nie musimy się nigdzie spieszyć ani szukać restauracji. Posiłki przygotowują nam nasi gospodarze z produktów dostępnych na wyspie. Zazwyczaj jest to świeża ryba z dodatkiem smażonych platanów i juki. Raz trafia nam się nawet wspa-

niały homar. Kiedy nadchodzi dzień powrotu, czujemy ogromny żal. Chcielibyśmy móc zostać w tym raju kilka dni dłużej.

ŚPIĄCA INDIANKA Po powrocie do stolicy postanawiamy zmienić krajobraz i wybieramy się w góry. Ruszamy do El Valle de Antón. To niewielkie miasteczko znajduje się w kraterze lub kalderze wygasłego wulkanu. Otoczone jest bujną zielenią i stanowi idealne miejsce zarówno na odpoczynek, jak i uprawianie wielu aktywności. Zatrzymujemy się na spokojnym kempingu.

Jego właściciel – Miguel – ma chińskie pochodzenie. Moi dziadkowie przybyli z Chin do Panamy w trakcie budowy Kanału Panamskiego – opowiada nam. Sami przy nim nie pracowali, ale wyczuli, że to może być dla nich szansa na nowe życie. To nie jest jakaś wyjątkowa historia, na pewno już zdążyliście zauważyć, że wiele sklepów i restauracji należy tu do Chińczyków – dodaje, śmiejąc się. Kiedy pytamy o najciekawsze szlaki w okolicy, odpowiada krótko: Idźcie na górę India Dormida (w tłumaczeniu na polski jej nazwa brzmi Śpiąca Indianka). Nie znajdziecie w okolicy lepszych widoków, a skoro lubicie górskie wycieczki, będzie to dla was przyjemny spacer. Charakterystyczny zarys wzniesienia widać już z naszego kempingu. Jeśli dobrze się przyjrzeć, można dostrzec twarz i sylwetkę śpiącej kobiety. Według legendy należą do pięknej indiańskiej księżniczki – Flor del Aire. Młoda dziewczyna zakochała się w jednym z hiszpańskich przybyszów, którzy planowali podbić ziemię jej ojca. Zaślepiona tym uczuciem odrzuciła miłość najdzielniejszego wojownika swojego ludu. Młodzieniec z rozpaczy rzucił się w przepaść na oczach wybranki serca. Flor del Aire nie chciała zdradzić swoich bliskich i postanowiła uciec. Przez góry i doliny dotarła aż do wybrzeża Morza Karaibskiego. Tam umarła z wycieńczenia. 


14 DALEKIE PODRÓŻE

SS Osada Bajo de Monos (Bajo Mono) w dystrykcie Boquete słynącym z upraw znakomitej kawy

Śpiąca Indianka nie imponuje wysokością. To właściwie bardziej wzgórze, mierzy ok. 800–900 m n.p.m. Trasa jest łatwa i przyjemna. Wejście na szczyt zajmuje nam mniej niż godzinę. Po drodze spotykamy kilka rodzin z dziećmi. Wszyscy się do nas uśmiechają i pozdrawiają nas serdecznie. Niektórzy podpytują, skąd jesteśmy i czy podoba nam się ich kraj. Mieszkańcy Panamy są sympatyczni i radośni. Często pojawiają się w czołówce rankingów naj­ szczęśliwszych narodów świata (ostatnio zajęli 31 miejsce, zaraz za Hiszpanami i przed Brazylijczykami).

GÓRY I PLANTACJE KAWY Jeszcze zanim dotarliśmy do Panamy, usłyszeliśmy od kilkunastu osób, że koniecznie musimy pojechać do Boquete (Bajo Boquete). To niewielkie miasteczko leży u stóp wulkanu Barú (znanego także jako Chiriquí) – najwyższego szczytu kraju, o wysokości 3475 m n.p.m. Słynie z bardzo przyjemnego klimatu – można powiedzieć, że panuje tu wieczna wiosna, pięknych górskich krajobrazów, niesamowitej roślinności, jazzu i kawy. Przy takiej mieszance niemal każdy

LATO–JESIEŃ 2019

znajdzie coś dla siebie. Miasteczko nazywane jest też kwiatową stolicą Panamy. Naj­ lepiej przyjechać do niego w styczniu, kiedy odbywa się Festiwal Kwiatów i Kawy (Feria de las Flores y del Café). Wydarzenie trwa aż 10 dni. Profesjonalni ogrodnicy na brzegach rzeki wystawiają tysiące rozmaitych kwiatów. Tworzą one prawdziwą eksplozję barw i zapachów. Największym zainteresowaniem cieszy się wystawa orchidei. Do Boquete można dojechać z  David – dusznego, zakurzonego miasta, w którym raczej nikt nie ma ochoty zatrzymać się na dłużej. Pokonujemy zaledwie 50  km, ale krajobraz zmienia się diametralnie. Droga pnie się w górę. Dookoła nas robi się coraz bardziej zielono, powietrze staje się rześkie. Miasteczko położone jest na wysokości mniej więcej 1200 m n.p.m. Łagodny klimat i żyzna gleba wulkaniczna sprawiają, że wygląda jak piękny, tropikalny ogród. Naj­większe jego bogactwo stanowi kawa. W  okolicy znajdują się liczne plantacje leżące na górskich zboczach. Ich widok wywołuje szybsze bicie serca u prawdziwych kawoszy. To właśnie tu uprawia się jedną z  najrzadszych i  naj­droższych od-

mian o nazwie geisha. Odkryto ją w Etiopii w  południowo-zachodnim dystrykcie Gesha w latach 30. XX w. Ze względu na niewielkie zbiory i  słabą wydajność nie była zbyt popularna. Do Panamy (do regionu Boquete) trafiła przez Kostarykę. Stosunkowo niedawno, bo w 2004 r., została uznana za objawienie i zrobiła furorę na światowym rynku. Słynie z wyjątkowego i złożonego profilu smakowego. Charakteryzuje ją wysoka kwasowość, pikantny, cytrusowy smak i wyczuwalne nuty jaśminu. Na aukcji Best of Panama w lipcu 2018 r. padł kolejny rekord cenowy – za funt (0,453 kg) kawy geisha pochodzącej z upraw Lamastus Family Estates (Luito Geisha Estate) zapłacono 803 dolary amerykańskie. Każdy dzień w Boquete zaczynamy od filiżanki małej czarnej. Nie trzeba od razu pić naparu z najdroższej odmiany, aby docenić jego smak. Poza kawą największą atrakcją regionu są trekkingi. Najpopularniejszą wyprawę stanowi nocne wejście na szczyt wulkanu Barú, z którego można podziwiać niesamowity wschód słońca. Przy dobrej widoczności to też jedno z nielicznych miejsc, skąd zobaczymy zarówno wybrzeże Pacyfiku, jak i Morza Karaibskiego. Szlak jest długi i dość


©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

15

SS Wyspy Bocas del Toro, prawdziwy karaibski raj

męczący, do tego niektórym daje się we znaki wysokość. Za drugą najczęściej wybieraną trasę uchodzi Sendero Los Quetzales, czyli Szlak Kwezali (o długości 9,6 km). Prowadzi przez bujny las deszczowy, niedaleko siedlisk tych wspaniałych i rzadkich ptaków. Kwezale herbowe mają piękne ubarwienie: ich pióra są soczyście zielone, a  brzuch – karmazynowy. Dla Majów stanowiły symbol wolności. Podobno ptaki te nie potrafią żyć w niewoli. Po kilku godzinach ich serce przestaje bić.

TT Błogi wypoczynek na archipelagu Bocas del Toro

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

©© Panama tourist board/Branly Bruneth

KARAIBSKI LUZ Ostatnim punktem naszej podróży po Pana­ mie jest archipelag Bocas del Toro. Po kilku dniach w chłodniejszym klimacie marzymy o powrocie pod palmy. Aby dostać się do tego karaibskiego raju usytuowanego niedaleko granicy z Kostaryką, trzeba najpierw dojechać do mało przyjemnego miasteczka Almirante, skąd kursują wodne taksówki. Główna wyspa – Isla Colón (61 km² powierzchni) – wita nas typowym dla Karaibów widokiem kolorowych domków wznoszących się na palach tuż nad wodą. To tutaj znajduje się największe miasto i stolica całej prowincji – 13-tysięczne Bocas del Toro. Mijamy kolejne hotele, pensjonaty i restauracje. Trochę tu dla nas zbyt tłoczno, zbyt 

LATO–JESIEŃ 2019


16 DALEKIE PODRÓŻE turkusową wodą. Tak trafiamy do The Firefly, gdzie przyjmują nas Lauren i Ryan – para z USA, która odnalazła swoje miejsce na ziemi właśnie na Bastimentos. Na ich hotelik składają się zaledwie trzy pokoje i dwa bungalowy. Znajduje się tu także świetna restauracja, uważana za jedną z najlepszych nie tylko na wyspie, ale też w całej Panamie, niewielki basen i spory taras z leżakami i hamakami. Od razu czujemy, że to miejsce, w którym idealnie się odpoczywa. Właściciele zapraszają nas na poncz owocowy. Siadamy wszyscy przy stoliku i zaczynamy rozmowę o Bastimentos. Pomysł, żeby stworzyć coś swojego gdzieś na Karaibach, mieliśmy już od dawna – wyjaśnia Ryan. I tak pewnego dnia trafiliśmy na Basti. To miejsce powstało siedem lat temu. Wciąż zmagamy się z wieloma przeciwnościami. Każda wyspa ma to do siebie, że czas płynie na niej wolniej. Czasami czekamy na dostawę produktów, a ona pojawia się dopiero po dwóch dniach. Staramy się być jak najbardziej przyjaźni dla środowiska. Niektórzy goście

jednak nie rozumieją, dlaczego nie mamy klimatyzacji, nie mogą użyć suszarki do włosów lub kupić wody w plastikowej butelce. Serce nas boli, kiedy widzimy, ile śmieci gromadzi się na archipelagu. Dlatego aktywnie działamy w lokalnej społeczności, staramy się też edukować mieszkańców, aby dbali o swoje otoczenie. Musiało minąć trochę czasu zanim nas zaakceptowali, ale teraz traktują nas już jak swoich – opowiada z uśmiechem. Archipelag Bocas del Toro przyciąga nie tylko pięknymi plażami i karaibskim luzem, ale także niesamowitą przyrodą. Można tu spacerować po lesie deszczowym, spotkać urocze leniwce, pływać z delfinami. To również raj dla miłośników nurkowania – bogactwo podwodnego świata jest oszałamiające. Nie trzeba zresztą nurkować czy uprawiać snorkelingu, żeby wypatrzeć w przejrzystej wodzie liczne rozgwiazdy. Warto też wybrać się na rajskie Cayos Zapatillas położone na południowy wschód od Bastimentos. To dwie malutkie, niezamieszkane wysepki otoczone piękną rafą koralową. 

SS Domki na palach w Old Bank na Bastimentos (Basti)

TT Bocas del Toro, wysokie palmy nad turkusową wodą

TT Piłodziób żółtopierśny, hiszp. momoto diademado

LATO–JESIEŃ 2019

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

©© Jacek Śledziński/www.sledznas.com

głośno. Decydujemy się popłynąć od razu na kolejną wyspę – Bastimentos, zwaną pieszczotliwie Basti. Na niej zamiast hoteli widzimy skromne domki. Niektóre ładne i zadbane, inne trochę brzydsze, zbudowane przy użyciu blachy falistej. Większość mieszkańców niewielkiej miejscowości Old Bank (nazywanej również Bastimentos Town) jest pochodzenia afro­karaibskiego. Przebiegają koło nas roześmiane dzieci, jakiś mężczyzna śpi w hamaku, z kolejnego domu dobiega dość głośna muzyka. Zdążyliśmy już zgłodnieć, więc wchodzimy do jednej z  rodzinnych jadło­dajni. Do wyboru mamy kokosowy ryż ze smażonymi platanami i rybą lub kurczakiem. Do tego zamawiamy orzeźwiającą lemoniadę. Posiłek wydawany jest w leniwym tempie, ale nie przeszkadza nam to, bo rozkoszujemy się widokiem na morze rozciągającym się z tarasu. Po obiedzie przechodzimy na drugą stronę wyspy, gdzie panuje większy spokój. Wysokie palmy kołyszą się nad przejrzystą,


Tworzymy doświadczenia ... Belize

koStaryka

Gwatemala

nikaraGua

Salwador

Panama

HonduraS Jest takie miejsce, gdzie możesz znaleźć przepiękne krajobrazy i bogatą kulturę. Ziemia dziewiczych plaż, bujnych dżungli, imponujących wulkanów i przyjaznych uśmiechów. Dom 8% światowej bioróżnorodności i tajemnic cywilizacji Majów – Ameryka Centralna zaprasza Cię do odkrycia najbardziej ekskluzywnych doświadczeń i niezapomnianych przygód. Jesteśmy lokalnymi ekspertami i jedynym punktem kompleksowej obsługi, który może pomóc Ci odkryć wszystkie sekrety tych 7 krajów. ▪ ▪ ▪ ▪

Wakacje szyte na miarę Wycieczki z przewodnikami Hotele Transfery

▪ Plany podróży po jednym kraju ▪ Programy łączące wiele krajów ▪ Podróże oparte na doświadczeniach

Belize - Gwatemala - Salwador - HonduraS - nikaraGua - koStaryka - Panama www.pure.tours

 sales@pure.tours


18 DALEKIE PODRÓŻE

LATO–JESIEŃ 2019


Magiczna esencja

19

Karaibów MARCIN WESOŁY www.caribeya.pl

« W jednym słowie „Karaiby” można poniekąd zawrzeć wszystko. Ten wyraz magnetyzuje i rozbudza zmysły. Ożywia niczym słona bryza mierzwiąca grzywy wybujałych palm kokosowych. Przywołuje skryte marzenia albo najgorętsze wspomnienia chwil spędzonych w tropikalnej zieleni i nad lazurowym morzem w blasku słońca, które sprawia, że życie ulega słodkiemu spowolnieniu. Przywodzi na myśl pirackie ekscesy na skrzypiących, posępnych brygach wypełnionych łupami i beczkami z rumem, morskie potyczki kolonialnych potęg, mapy wiodące do skarbów ukrytych na wyspach strzeżonych przez wojowniczych Indian. »

©© Sofiaworld/shutterstock

Z

drugiej strony jedna, nawet naj­ zgrabniejsza definicja nie odda ca­ łego uroku Karaibów. Zadziwiają one niesłychaną różnorodnością i bogactwem. Oszałamiają krajobrazami i zaciekawiają śladami kolonialnej przeszłości, w której znaczącą rolę odegrali Brytyjczycy, Fran­ cuzi, Hiszpanie czy Holendrzy oraz miesz­ kańcy Afryki. Z tej fascynującej i barwnej mieszanki kulturowej zrodziła się pełna energii muzyka, żywiołowy i  nierzadko frywolny taniec, zaskakujące feerią barw malarstwo, a także doceniana na świecie literatura. Zjawiskowy lokalny folklor, czę­ sto czerpiący całymi garściami z magii czy rytuałów religijnych przywiezionych przez afrykańskich niewolników, tradycyjne spo­ soby świętowania i czczenia niezliczonych patronów, szaleństwo karnawałowe oraz kuchnia gwarantująca intensywne do­ znania smakowe sprawiają, że ten jeden z naj­bardziej malowniczych regionów na naszym globie potrafi przyciągnąć każde­ go, nawet turystów z ograniczonym budże­ tem. Dla wielu osób Karaiby są spełnieniem

wyobrażeń o raju. Dzisiaj dzięki znacznej liczbie połączeń lotniczych (regularnych lub czarterowych) i morskich można się na nie dostać dosyć szybko, wygodnie i nie­ koniecznie za duże pieniądze. A gdy już się tu trafi, nie pozostaje nic innego, jak roz­ począć własną niepowtarzalną przygodę na lekkim rumowym rauszu. Czym są więc Karaiby i co składa się na ich magiczną esencję? We wstępie do Hebanu Ryszard Kapuściński pisał o Afryce: Ten kontynent jest zbyt duży, aby go opisać. To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, prze­ bogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody mówimy – Afryka (Ryszard Kapuściński, Heban, Warszawa 1998). Można to z powodzeniem odnieść również do Karaibów. Spróbujemy uchwycić tę karaibską esencję podczas przyglądania się kilku­ nastu miejscom w regionie, gdzie niegdyś ścierały się siły kolonialnych mocarstw. Nie sposób opisać tutaj wszystkiego, choć to nie­zmiernie kuszące, jak ciepło Morza Karaibskiego. 

WW Karaiby, czyli palmy, owoce tropikalne, pyszne drinki, dużo słońca, rajskie plaże i ciepłe morze…

LATO–JESIEŃ 2019


20 DALEKIE PODRÓŻE

Kuba HEMINGWAY TU BYŁ

CO SIĘ ZDARZYŁO W COJÍMAR Za kurs z  przepięknej piaszczystej plaży Santa María del Mar, której nazwa kojarzy się z tytułem rzewnego bolera, do Cojímar taksówkarz policzył w  2011 r. 10 pesos convertibles (peso kubańskich wymienialnych – CUC). I co niezwykłe, nigdy nie słyszał o Hemingwayu! A ten przecież mieszkał i pisał na Kubie przez ponad 20 lat. Osiadł w San Francisco de Paula, niewielkim pueblo pod Hawaną (dziś części kubańskiej stolicy), gdzie miał swoje „ranczo obserwacyjne” Finca Vigía, z chińskim kucharzem i kocim haremem. Poza tym, jak sam podkreślał, stał się prawie Kubańczykiem z krwi i kości: mówił po hiszpańsku, hodował koguty bojowe i nosił tradycyjną tropikalną koszulę 

©© takehanx/shutterstock

To, że pojechałem na Kubę, zawdzięczam w dużej mierze Ernestowi Hemingwayowi (1899–1961). Ten amerykański pisarz i dziennikarz pozostaje dla mnie do dzisiaj ważną osobistością. Niekoniecznie ze względu na jego twórczość, bo bywał w różnej pisarskiej formie, raczej z powodu tego, gdzie i jak żył. Z jego losów można by wykroić śmiało kilka życiorysów. Hemingway kreował swoich bohaterów na miarę własnych czasów. Uważał, że pisanie o czymś, czego samemu się nie doznało, nie ma sensu. Zależało mu na intensywnych przeżyciach, które potem mógłby

opisać i opublikować. Oczywiście ubarwiał swoje opowieści. I miał do tego prawo, gdyż pozwalała mu na to licentia poetica. Poza tym, że był pierwszej wody awanturnikiem, wiecznie poszukującym przygód, jego powołanie stanowiło przede wszystkim pisarstwo. Hemingway dawał swoim czytelnikom możliwość przeżycia czegoś ekstremalnego bez ruszania się z fotela. To, co wówczas wyszło spod jego pióra, rozchodziło się jak mrożone daiquiri w piekle. Obecnie proza tego pisarza, choć wciąż należy do klasyki i kanonu lektur szkolnych, nie jest zbyt popularna. Wielu pożegnało się z nią jeszcze w szkole podstawowej. Innych umęczyły późniejsze próby zapoznania się z utworami Amerykanina. Za to mnie Hemingway zaciągnął na Kubę i choćby tego nie mogę mu zapomnieć...

TT Santa María del Mar, plaża we wschodniej Hawanie

©© Kako Escalona/shutterstock

SS Popiersie Ernesta Hemingwaya otoczone kolumnami i donżon (hiszp. torreón) na nabrzeżu w Cojímar

LATO–JESIEŃ 2019


©© victorborsuk.com

22 DALEKIE PODRÓŻE

SS Tancerze w popularnej na Kubie eleganckiej koszuli guayabera, na którą w Hiszpanii mówi się cubana

kes, który potem (w 1951 r.) przedstawił to miejsce w opowiadaniu Stary człowiek i morze. A przecież ten Amerykanin trzymał tu przy kei własną łódź, ochrzczoną imieniem Pilar, i wypływał nią na połowy marlinów, tuńczyków czy barakud. Rybacy w portowej tawernie tyle mu opowiadali o morskich wy-

HAWAŃSKIE KLASYKI BAROWE W Hawanie Hemingway chadzał regularnie do ulubionych barów, gdzie lubił tęgo popić. Kiedyś jasno określił swoje preferen-

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

z czterema kieszeniami – guayaberę. Tej ostatniej przypisuje się pochodzenie kubańskie, warto coś tu o nim opowiedzieć. Otóż, jak wieść niesie, pewien chłopak, gdy umawiał się na randki z dziewczyną, zakładał elegancką koszulę z dwoma kieszeniami. Wkładał do nich owoce gwajawy (guawy), jeden dla siebie, drugi dla wybranki. Być może chciał, aby uczucie rozwijało się zdrowo. Któregoś dnia otrzymał zaproszenie do domu przyszłych teściów. Ponieważ nie mógł do nich iść z pustymi rękami, pomyślał znowu o gwajawach. Tym razem musiał jednak zabrać cztery sztuki, a przecież miał tylko dwie kieszenie! Jego wspaniałomyślna matka doszyła mu na szczęście dodatkowe dwie. I tak zrodziła się guayabera. Taksówkarz sprawiał wrażenie, jakby zupełnie ignorował fantastyczną historię Hemingwaya (i jakże chwytliwy temat dla turystów!) albo zwyczajnie zapomniano mu przekazać, że niegdyś kręcił się po Cojímar, najczęściej blisko przystani, łodzi i pośród charakternych rybaków, pewien ogromy jan-

SS Ernest Hemingway w „El Floridicie” w stolicy Kuby

©© cuba tourism board

TT Występ kubańskich muzyków w barze „La Bodeguita del Medio”, noszącym tę nazwę od kwietnia 1950 r.

LATO–JESIEŃ 2019

czynach i gigantycznych rybach, że w końcu musiał o tym napisać, co ponoć przesądziło o przyznaniu mu w 1954 r. Literackiej Nagrody Nobla. Jak podają biografie, nagrodzonemu pisarzowi, choć uszczęśliwionemu takim obrotem sprawy, nie spieszyło się na noblowskie salony. Ponoć ciężko mu było zrzucić bermudy upaprane rybią krwią i tłuszczem. Poza tym wiadomo, że nie znosił chodzenia w smokingu i... wkładania bielizny, co uważał za podejście zbyt oficjalne. W rzeczywistości jednak zdecydował on, że nie poleci w październiku do Sztokholmu, aby odebrać nagrodę, bo w tym samym roku uczestniczył w Afryce w dwóch wypadkach lotniczych, na skutek których doznał obrażeń głowy, wstrząśnienia mózgu i poparzeń rąk.

cje co do tropikalnych trunków: My mojito in La Bodeguita, My daiquiri in El Floridita. Poszedłem do baru „La  Bodeguita del Medio”, mieszczącego się od zawsze przy ulicy Empedrado, aby skosztować słynnego koktajlu, jakim dawniej raczył się amerykański pisarz. Miejsce oblegają turyści z całego świata. Barmani w odprasowanych guayaberach serwują zza ciemnego, wysłużonego kontuaru jedyną w  swoim rodzaju mieszankę: mojito przygotowane z trzy­letniego rumu Havana Club, podobnych w smaku do naszej mięty liści „dobrego zioła” (yerba buena lub hierbabuena), brązowego cukru, soku limonowego i wody sodowej. Koktajl jest przyrządzany 


24 DALEKIE PODRÓŻE w ilościach niemal fabrycznych, lecz trzeba przyznać, iż jego jakość nie rozczarowuje, a raczej uzależnia. Jeśli komuś przyjdzie ochota kontynuo­ wać radosne hemingwayowskie wędrówki od baru do baru, powinien udać się do jego drugiej hawańskiej przystani, czyli przybytku zwanego „El Floriditą” przy ulicy Obispo. W nim będzie mógł spróbować daiquiri. Ta rozkoszna mieszanka jest najlepszym dowodem na to, że rum i limonka są stworzone do wiecznego romansu. Hemingway zamawiał specjalnie dla niego stworzoną wersję drinka (papa doble) – bez

Jego gospodarz tylko na to czekał i od razu wystrzelił: Daiquiri!. Pisarz spojrzał na niego zdumiony i wycedził: O dziesiątej rano?!. Jak widać, przestrzeganie kultury picia, choćby takich kuszących trunków, to ważna rzecz.

LATAWCE, DMUCHAWCE, TRINIDAD

RAKIETY W TROPIKU Przed wyjazdem na wyspę przeczytałem zajmującą książkę brytyjskiego pisarza i polityka Michaela Dobbsa Za minutę północ, poświęconą kryzysowi kubańskiemu,

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl ©© wikimedia commons/esteban de sousa

Z Hawany warto pojechać do Trinidadu. Chyba wszyscy odwiedzający Kubę podróżnicy planują do niego dotrzeć. Pełne wąskich uliczek i kolorowej kolonialnej zabudowy miasto wabi ich niesamowitą karaibską atmosferą. Wydaje się jakby zawieszone

stanowią chłopcy puszczający latawce, zbierający się choćby w okolicy Plaza Mayor – głównego placu przy Kościele Trójcy Świętej (Iglesia de la Santísima Trinidad). Całkowicie oddani swojej zabawie zapominają prosić turystów o cokolwiek. Liczy się tylko to, jak złapać dobry wiatr. Warto poobser­ wować tych spryciarzy w akcji.

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

SS Chłopcy puszczający latawce w centrum Trinidadu

SS Zabytek na czterech kołach na trinidadzkiej ulicy

SS Plaża Ancón (Playa Ancón) blisko Casildy uchodzi za najpiękniejszą na południowym wybrzeżu Kuby

cukru, ale z podwójnym rumem, kapką soku z dojrzałego grejp­fruta i sześcioma kroplami likieru maraschino (maraskino). Obecnie naturalnej wielkości figura pisarza strzeże jego dawnego stałego miejsca przy kontuarze, za którym barmani nieustannie miksują koktajle dla nowych turystów napływających falami. Słyszałem też taką anegdotę. Jakiś początkujący dziennikarz miał przeprowadzić wywiad z Hemingwayem. Chciał się do niego solidnie przygotować. Kombinował, czym zaskoczyć swojego rozmówcę, jak zyskać w jego oczach. Wreszcie wymyślił – to musi być daiquiri! Podglądał barmanów, ćwiczył i nauczył się przyrządzać ten koktajl. Nastał dzień wywiadu, Hemingway przyszedł na zaproszenie do domu dziennikarza. Zacierając ręce, już w progu zagaił: To co pijemy?.

w czasie od wieków. W  1514 r. założył je przeprowadzający podbój wyspy Hiszpan Diego Velázquez de Cuéllar (1465–1524). Wtedy nazywało się Villa de la Santísima Trinidad. Było jedną z  ośmiu osad, które z początkiem XVI stulecia powstały z inicjatywy tego rzutkiego konkwistadora, od 1511 r. pierwszego gubernatora Kuby. Trinidad zdobył renomę i  wielkie bogactwa na fali cukrowej bonanzy w  XVIII i pierwszej połowie XIX w., kiedy tony słodkiego towaru wysyłano do Europy. Po okresie prosperity nadszedł kryzys i o mieście właściwie zapomniano. Jednak dzięki temu zachowało ono swój oryginalny, magiczny charakter i  dziś uchodzi za jeden z  turystycznych klejnotów Kuby, będących źródłem dużych dochodów dla gospodarki kraju. W Trinidadzie nierzadko malowniczy widok

LATO–JESIEŃ 2019

który rozgrywał się między 16 a 28 października 1962 r. Autor przedstawia wiele ciekawych faktów o tamtych wydarzeniach z perspektywy trzech stron uczestniczących, tj. USA, ZSRR i Kuby. Dobbs znalazł byłych radzieckich żołnierzy, których Nikita Chruszczow (1894–1971) wysłał wtedy na wyspę, nie­koniecznie w celach wakacyjnych. Tę nie­beletrystyczną książkę czyta się jak polityczny thriller pierwszej klasy. W pewnym momencie trafiamy w niej na następujący fragment: Pięć kilometrów na północ od Casildy konwój dotarł do Trynidadu, architektonicznej perełki zbudowanej przez osiemnasto­wiecznych baronów cukrowniczych i  właścicieli niewolników. Ponieważ transportery z rakietami na pewno nie zmieściłyby się w starych uliczkach kolonialnego miasteczka, żołnierze radzieccy 


TAM, GDZIE CHCIAŁBYS BYC NA LOS CAYOS W Y J Ą T K O W O

Nowy Paradisus Los Cayos na Cayo Santa María... Cała harmonia i spokój wyspy zjednoczone dla Ciebie. Pierwsza linia brzegowa | Luksusowe resorty all inclusive | Duże apartamenty 5-gwiazdkowa gastronomia | Prywatne obszary The Reserve Royal Service wyłącznie dla dorosłych | Wzbogacone doświadczenia Romance by Paradisus | Spotkania i wydarzenia

Varadero-Holguín-Cayo Santa María


©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

26 DALEKIE PODRÓŻE

SS Panorama Trinidadu z wieżą kościoła należącego do dawnego Klasztoru św. Franciszka z Asyżu w tle

i kubańscy zbudowali wokół niego obwodnicę (Michael Dobbs, Za minutę północ, Warszawa 2010). Wspomniana Casilda jest niewielką wioską z przystanią rybacką, malowniczo położoną w zatoce o tej samej nazwie na południowym wybrzeżu Kuby. Podobno w lutym 1519 r. Hernán Cortés (1485–1547), ówczesny sekretarz gubernatora Diega Velázqueza de Cuéllara, skłócony ze swoim pryncypałem, wyruszył stąd na podbój

Meksyku. Burzliwe dzieje Casildy związane są z działalnością piratów i handlem nie­ wolnikami. W dobie cukrowej hossy była ona tętniącym życiem portem przeładunkowym dla pobliskiego Trinidadu i otaczających go licznych plantacji w Dolinie Cukrowni (Valle de los Ingenios) – razem z miastem wpisanych zresztą w 1988 r. przez UNESCO na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Wioska chroniona długim ramieniem zjawiskowe-

go pół­wyspu Ancón pełniła swoją funkcję idealnie. Obecnie już tylko wspomina czasy świetności. Jednak na początku września 1962 r. Casilda miała swoje pięć minut. Na pokładzie frachtowca Omsk zostały tu dostarczone pierwsze radzieckie pociski balistyczne R-12. Ich transport z ZSRR na Kubę stanowił kluczową część dużej operacji logistycznej, która trwała już od lipca. Nadano jej 

Kuba podbija branżę turystyczną

©© MITMevents

SS Program artystyczny 22. edycji MITM Americas

za pioniera w organizacji targów turystycznych dla sektora MICE w formule zarezerwowanych wcześniej spotkań biznesowych) zapraszają w  dniach od 14 do 17 października. Klimatyczna Hawana już drugi rok z rzędu będzie gospodarzem tego waż-

LATO–JESIEŃ 2019

nego wydarzenia. Gromadzi ono przedstawicieli branży MICE z rejonu obu Ameryk i Karaibów i stanowi punkt odniesienia dla podmiotów działających na całym świecie. Kuba gościła tę imprezę już trzy razy (w 2004, 2009 i 2018 r.). Tegoroczna edycja zostanie zorganizowana w  charakterystycznym obiekcie stolicy, jakim jest Hotel Nacional de Cuba otwarty w grudniu 1930 r. Oprócz niego sponsorami targów są Ministerstwo Turystyki Kuby (Mintur) i kubańska grupa hotelowa Gran Caribe. Sam Hotel Nacional de Cuba znajdujący się w pobliżu popularnej, ok. 7-kilo­metrowej, nadmorskiej promenady Malecón, ciągnącej się od fortu San Salvador de  La  Punta i  kończącej się w  rezydencjonalnej dzielnicy Miramar, w ciągu blisko 90 lat swojego istnienia był miejscem spotkań różnych postaci ze współczesnej historii. Ze względu na swój majestatyczny wygląd i komfortowe warunki pobytu stanowi idealny obiekt do przeprowadzania konferencji i innych imprez biz­nesowych. Od momentu rozpoczęcia rejestracji (w styczniu 2019 r.) do wzięcia udziału w wydarzeniu zgłosiło się już ponad 600 podmiotów z więcej niż 40 krajów świata (w tym i z Polski). Jedynie 15 proc. tych zgłoszeń przejdzie pomyślnie proces weryfikacji. Po uczestniczeniu w spotkaniach i  warsztatach net­workingowych umieszczonych w programie przedstawiciele klientów biznesowych i prasy będą mogli wybrać się na ekskluzywną wycieczkę do jednego z naj­lepszych na kubańskim wy-

brzeżu miejsc do wypoczynku na plaży. Uczestnicy MITM Americas mają do wyboru cztery 5-gwiazdkowe hotele z bogatą ofertą w formule all inclusive:

©© MITMevents

`` W 2019 r. Hawana obchodzi 500. rocznicę powstania miasta (założonego 16 listopada 1519 r. nad zatoką Carenas, po hiszpańsku Bahía de Carenas, znaną dzisiaj bardziej pod nazwą Bahía de La Habana). Z tej okazji zaplanowano mnóstwo interesujących atrakcji przybliżających historię, kulturę, sztukę, kulinaria i zwyczaje kubańskiej stolicy. Obchodom towarzyszą także imprezy branży turystycznej. Jedną z nich jest 23. edycja MITM Americas (Meetings and Incentive Travel Market Americas), na którą organizatorzy (hisz­pańska firma MITM Events uważana

SS MITM Americas 2018 w Hawanie – stoiska targowe

Meliã Internacional w Varadero, Grand Muthu Cayo Guillermo i Gran Muthu Imperial na Cayo Guillermo (trzy noce – od 17 do 20 października) oraz Iberostar Selection Ensenachos na Cayo Ensenachos (dwie noce – od 17 do 19 października). W  maju 2020 r. po raz 40. odbędą się z  kolei Międzynarodowe Targi Turystyki – FITCuba. To naj­ ważniejsze wydarzenie branży turystycznej w kraju. Gościem honorowym podczas tej jubileuszowej edycji imprezy ma być Rosja. Uczestników FITCuba 2020 przyjmie w swoich progach popularny nadmorski kurort Varadero, położony na malowniczym pół­wyspie Hicacos, w prowincji Matanzas, mniej więcej 140 km na wschód od magicznej Hawany.


©© cuba tourism board

28 DALEKIE PODRÓŻE

SS Plaza Mayor w historycznym centrum Trinidadu otoczona zabytkowymi budynkami z XVIII i XIX stulecia

kryptonim Anadyr – od nazwy miasta leżącego na wschodnim krańcu dzisiejszej Rosji. Aby skutecznie wyprowadzić w pole szpiegów, na statki szykujące się do rejsu w tropiki ładowano... zimowe walonki i osprzęt narciarski. Później, już na kubańskiej ziemi, po udanym przerzucie, zbędny ekwipunek układano w triumfalne stosy i palono. Po dwutygodniowej podróży przez Atlantyk załoga Omska ujrzała południowo-wschodnie wybrzeże Kuby w  rejonie Guantánamo. Słynną bazę marynarki wojennej USA (używaną od 1898 r.) minęła bez zbędnych prowokacji. Z raportów CIA wynikało, że podstawowy ładunek na pokładzie stanowił... olej napędowy w baryłkach.

wych. Następnie rakiety przewożono lądem do docelowego miejsca – w okolice miasta Sagua la Grande, leżącego ponad 150 km na północ od Casildy. Konwój musiał jechać krętymi szlakami, pośród gór i bujnej tropikalnej roślinności. Realizację planu utrudniały gwałtowne zmiany pogody – w rejonie Karaibów panowała wówczas pora huraganowa z obfitymi opadami. Spacerując starymi, brukowanymi uliczkami w czarującym Trinidadzie, pośród pastelowych kolonialnych domów krytych czerwoną dachówką, spróbujmy wyobrazić sobie... radzieckie pociski R-12 u wrót tego zabytkowego miasta – mają ponad 22 m długości, każdy waży niemal 42 t... Na szczęście, nigdy tu nie przyjechały. Za to dzisiaj do Trinidadu zjeżdżają się turyści na intensywne zwiedzanie. Większość z nich przybywa w ciągu dnia, aby późnym popołudniem powrócić do komfortowych hoteli, w których wykupili pobyt w formule all inclusive. Gdy już odjadą, robi się luźniej, spokojniej, bardziej swojsko i przyjemnie.

Casilda znalazła się w gronie kilkunastu kubańskich portów wybranych przez radzieckich planistów pracujących przy operacji. Do pozostałych należały m.in. Cienfuegos, Matanzas czy położony w sąsiedztwie Hawany Mariel (później, bo w 1980 r., właśnie stąd Kubańczycy emigrowali masowo w akcie desperacji do USA, na Florydę, co nazwano potem exodusem z Mariel – hiszp. éxodo del Mariel). Doki Casildy, stworzone dla kutrów rybackich, nie były przystosowane do obsługi tak dużej jednostki pływającej. W 1962 r. wielokrotnie manewrowano Omskiem, aby siermiężne portowe dźwigi mogły dostać się do osobliwej zawartości jego luków towaro-

TT Bar i restauracja „El Floridita” szczyci się tytułem kolebki daiquiri (la cuna del daiquirí)

©© cuba tourism board

KREW PRZODKÓW

LATO–JESIEŃ 2019

Po zachodzie słońca warto wyskoczyć na Kubie gdzieś na drinka, a potem zajrzeć do pobliskiej dyskoteki. Można popatrzeć na wywijających salseros (tańczących salsę) albo spróbować swoich sił na parkiecie. Jednak konkurencja jest dosyć mocna, czego wyjaśniać nie trzeba. Zresztą kubańska muzyka to prawdziwy żywioł, często gwałtowny i lubieżny, mieszanka wilgotnej zmysłowości i słodkiej pokusy.


©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

29

Muzyka ta zrodziła się w duszach Kubańczyków z afrykańskim pochodzeniem już dawno temu. Dziś potrzeba, która ją stworzyła, wciąż przenoszona jest w  genach i ujawnia się w utalentowanych tancerzach, bębniarzach czy pieśniarzach. Często ten zew natury eksploduje jakimś

SS Valle de los Ingenios to piękne widoki oraz historyczne posiadłości plantatorów i baronów cukrowych

kinetycznym szaleństwem, balansującym na granicy transu. My, Europejczycy, potrafimy się tą muzyką zainteresować i przetworzyć ją po naszemu, gdyż opanowanie rzemiosła przychodzi nam łatwo. Umiemy obejść się z  gorącymi rytmami, ograć te

dźwięki do bólu i wydobyć z  nich nową jakość. To możemy. Tylko że nie potrafimy odtworzyć pierwotnej, nieokrzesanej energii, autentycznego szału. Nie sposób tego podrobić. To właśnie jest gorąca kubańska krew. 

LATO–JESIEŃ 2019


Ekskluzywny cel podróży dla miłośników natury, kultury, Ekskluzywny cel podróży miłośników historii,dla słońca i plaży natury, kultury,

historii, słońca i plaży

Ekskluzywny cel podróży dla miłośników natury, kultury, historii, słońca i plaży


PLAŻA SANTA LUCÍA Camagüey, Kuba

HOTEL CLUB AMIGO MAYANABO • HOTEL GRAN CLUB SANTA LUCÍA HOTEL BRISAS SANTA LUCÍA • HOTEL CLUB AMIGO CARACOL


32 DALEKIE PODRÓŻE

Dominikana

liczący ponad 500 lat i chłonąć łapczywie wszystko. Czułem, jakbym brał pobudzającą pigułkę o nazwie „Dominikana”.

PIGUŁKA DOMINIKAŃSKA

CIĄGŁE POWROTY

tyranobójstwa. Tego dnia w 1961 r. zgładzono dyktatora Rafaela Leónidasa Trujillę, który sprawował rządy, stosując przemoc i represje, de facto przez 31 lat. Wówczas zakochałem się w urokliwym chaosie dominikańskiej ulicy. Zafascynowała mnie ta niesamowita gęstość zdarzeń na każdym metrze kwadratowym. Miałem przed oczami kawałek żywego mikrokosmosu, ciągle pulsującego, zmieniającego się raptownie. Widziałem ludzi, słyszałem ich historie, poznawałem wszelkie uroki i przekleństwa południa: ryczące klaksony, woń butwiejącej cebuli i dojrzałych ananasów. Jedna prosta ulica w  Santo Domingo wydawała mi się nieskończona. Była poligonem dla zmysłów. Wystarczyło stanąć na niej, oprzeć się o mur

©© Dominican Republic Ministry of Tourism

TT Plac Hiszpanii (Plaza de España) w stolicy Dominikany wypełniony stolikami tutejszych restauracji

TT Sielskie krajobrazy okolic miasteczka Río San Juan

©© Dominican Republic Ministry of Tourism

TT Carnaval de La Vega i tzw. kulawe diabły w maskach

LATO–JESIEŃ 2019

©© Dominican Republic Ministry of Tourism

Później na dominikańskiej prowincji, w niewielkim Río San Juan, wyczułem zapachy znane mi doskonale z dzieciństwa. Całkiem mnie to rozczuliło. Coś wibrowało tu w powietrzu, było nieuchwytne, lecz tak bardzo swojskie. A znajdowałem się przecież jakieś 8,5 tys. km od domu! Oczywiście zamiast wierzb płaczących widziałem palmy królewskie, zamiast rozłożystych gruszy czy jabłoni – mango i tamaryndowce. Przyroda i klimat były inne, tak jak ludzie. Jednak odnalazłem tutaj ślady czegoś, co mocno osiadło mi w pamięci i za czym faktycznie tęsknię. Karaiby to jakby stan ciągłego zawieszenia między jawą a snem, obszar uwikłany w jakąś wszechobecną magię. W Polsce miejscem, gdzie świat wydawał mi się 

SS „Mesón de Bari” – Zona Colonial w Santo Domingo

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

Pamiętam, że jeszcze jako dzieciak znalazłem na półce mojego ojca książkę Ciudad Trujillo Andrzeja Wydrzyńskiego (1921–1992). Za­ intrygował mnie jej egzotyczny tytuł. Oczywiście niczego mi nie mówił, brzmiał bardziej jak niezrozumiałe zaklęcie. Kiedy po latach odkryłem ją ponownie i po raz pierwszy przeczytałem, okazało się, że zrobiłem w ten sposób znaczący krok w stronę Dominikany. Wtedy zrodziła się moja wielka fascynacja tym krajem. Potem wyruszyłem do niego szukać śladów bohaterów tej powieści. W Santo Domingo, czyli tytułowym Ciudad Trujillo (tak nazywała się dominikańska stolica w latach 1936–1961), wylądowałem dokładnie 30 maja w kolejną rocznicę el tiranicidio, czyli


HOTELE TEMATYCZNE FANTASIA Nowa koncepcja hoteli rodzinnych, w których przeżyjesz magiczne chwile. Infrastruktura i pokazy tematyczne przeniosą Cię do świata snów, gdzie wszystko jest możliwe. Niespodzianki są na każdym rogu, a nuda nie istnieje. Bez względu na wiek, po prostu ciesz się niezapomnianymi wakacjami rodzinnymi.

Fantasia Bahia Principe

Fantasia Bahia Principe

Bávaro – Republika Dominikańska

Teneryfa – Hiszpania

Punta Cana

Tenerife


©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

34 DALEKIE PODRÓŻE

SS Bahía de las Águilas rozciąga się na obszarze Parku Narodowego Jaragua w prowincji Pedernales

cie z Dominikańczykami. Czasem przestaję o nim myśleć jak o celu podróży. Moje odczucia dość trafnie oddaje karaibski poeta i dramaturg Derek Walcott, zmarły w marcu 2017 r. noblista z wyspy Saint Lucia. Pisał on, że jeśli podróżnik pokochał jakieś miejsce i ciągle do niego wraca, to przestaje być podróżnikiem i zmienia się w miejscowego.

równie odrealniony, a zarazem inspirujący, była wioska moich dziadków. Ale do niej już nie wrócę; do dziadkowej chaty, która miała cztery sypialnie, każdą na inną porę roku... Dlatego wracam na Karaiby. Zresztą w tego rodzaju powrotach widzę głębszy sens podróżowania. Przeszło 13 lat żyję Dominikaną i staram się, aby wciągnęła każdego, zdobyła go swoim kolorytem, ludzkimi historiami, lokalną kuchnią. Ten kraj zawsze był dla mnie wyznaczoną z  rozmysłem odskocznią od regularnej pracy, wszelakiej rutyny, od jesiennego czy zimowego marazmu. Stanowił odniesienie dla innych wypraw i podstawę do niekończących się porównań. Zawsze próbowałem odkrywać go po swojemu, podróżując na własną rękę i w bliskim kontak-

GŁĘBOKIE POŁUDNIE Ostatnio przemierzyłem w Dominikanie ponad 1,3 tys. km w trakcie wyprawy przez 10 prowincji: od Monte Plata po Pedernales. W  końcu dotarłem nad wygiętą w  pół­ księżyc kilkukilometrową Zatokę Orłów (Bahía de las Águilas), znajdującą się na krańcu południowo-zachodniej części kraju. Leży ona w granicach Parku Narodowego

Jaragua. Ponoć jej nazwa wzięła się od tego, że w okolicy występuje ponad 130 gatunków ptaków, w tym rybołów zwyczajny – águila pescadora (Pandion haliaetus). Można się tu dostać pieszo, samochodem terenowym (albo osobowym!) czy łodzią. Każdy sposób ma swój urok. Ja wybrałem łódź. Wcześniej odwiedziłem malownicze plantacje kawy w górskich rejonach wokół miasta Jarabacoa, kopalnię błękitnego kamienia pół­szlachetnego larimar w rejonie łańcucha Sierra de Bahoruco i słoną lagunę Oviedo zadziwiającą fluorescencyjnym żółtym kolorem, gdzie spotyka się m.in. flamingi. Część Dominikany leżąca na zachód od stołecznego Santo Domingo zawsze mnie przyciągała – jest mniej oczywista, rzadziej eksponowana w turystycznych folderach. Tu umysł może w spokoju odpocząć, a człowiek

Nie ma jak Dominikana

©© Bahia Principe Hotels & Resorts

SS Pokój typu Swim Up w Luxury Bahía Príncipe Ámbar

LATO–JESIEŃ 2019

humor. Widać więc, że nie bez powodu ściągają tu turyści z całego świata. To dla nich powstają w tym kraju wciąż nowe hotele i udogodnienia. Dzisiaj nawet najbardziej wybredni goście znajdą w Dominikanie swoją wakacyjną oazę, ponieważ nie brakuje w niej obiektów oferujących usługi na najwyższym, światowym poziomie. Nie ma się zresztą czemu dziwić, w końcu turystyka jest ważnym źródłem dochodów mieszkańców. Wielu wyspiarzy pracuje w kompleksach hotelowych i przy obsłudze ruchu turystycznego. Tu dba się o to, aby turyści byli zadowoleni z pobytu. Dla Dominikańczyków nie stanowi to zresztą zbytniego wysiłku, bo zazwyczaj są ludźmi życzliwymi i serdecznie usposobionymi. Dlatego w dominikańskich hotelach można czuć się naprawdę komfortowo i bezpiecznie. W licznych resortach w kraju oferuje się pobyty w formule all inclusive. Ich jakość jest naprawdę bardzo wysoka. W 5-gwiazdkowych obiektach goście mogą korzystać z kilku restauracji i barów, pięknie położonych basenów i centrów spa. W pakiecie mają np. 24-godzinny room service, a w pokojach czekają na nich szlafroki, pantofle i ręczniki przeznaczone do rozłożenia na leżaku. Na żądanie można również wybrać odpowiednie dla siebie poduszki lub za-

mówić usługi lokaja. Po przybyciu gościom często serwuje się powitalne koktajle. Tego typu warunki wypoczynku zapewnia w wielu swoich dominikańskich kompleksach hotelowych np. sieć Bahía

©© Bahia Principe Hotels & Resorts

`` Dominikana zajmuje wschodnią część Haiti (dawniej nazywanej w polskiej geografii Hispaniolą, od hiszp. La Española). Ta ostatnia to druga największa wyspa Wielkich Antyli (mająca blisko 76,5 tys. km² powierzchni), zaraz po Kubie. Z tego względu gdy Hiszpanie ją odkryli w 1492 r., zaczęli szybko zakładać na niej kolejne ośrodki. Dziś w Dominikanie istnieją duże miasta i rozbudowana infrastruktura drogowa, dzięki której można przemierzać ten kraj wzdłuż i wszerz. Poza tym nadal ma ona niepowtarzalny urok Karaibów – przepiękne wybrzeże zachęca do wypoczynku w promieniach słońca, bujna roślinność przywodzi na myśl rajski ogród, a uśmiechnięci i weseli Dominikańczycy potrafią zawsze poprawić

SS Śniadanie w Luxury Bahía Príncipe Bouganville

Príncipe. W Dominikanie działa aż pięć jej obiektów z serii Luxury. Zadowolą one nawet największych malkontentów, ponieważ nie tylko zadbano w nich o każdy szczegół wystroju wnętrz i aranżacji terenu wokół hotelu, lecz także przykłada się dużą wagę do jakości obsługi. W tym karaibskim kraju można się przekonać, że idealny urlop nie jest wcale nie­ osiągalnym marzeniem.


©© Dominican Republic Ministry of Tourism

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

35

SS Flamingi karmazynowe w wodach laguny Oviedo

SS Południowo-zachodnia prowincja Pedernales należy do najsuchszych i najbardziej dziewiczych w kraju

natknąć się na miejscowych, a nie turystów. To rzeczywistość jakby zatopiona w letargu. W tym rejonie wciąż da się odczuć jakieś pierwotne szczęście wynikające z samego podróżowania, przemieszczania się. Jest tu biednie, trzeba to podkreślić, ale to ubóstwo ma w sobie coś... literackiego, nie zostało pozbawione godności. Człowiek nim naznaczony pomaga drugiemu człowiekowi. Spotkałem w Dominikanie wielu szoferów, lecz tylko David znał na pamięć prawie każdy kawałek puszczany w radio, czy była to bachata, merengue, reggaeton czy salsa. Podśpiewywał sobie, wtórował, wyciągał własne linie wokalne. Gdzieś między wioską Colonia Juancho a Oviedo w prowincji Pedernales, w drodze na dominikańskie Głębokie Południe – El Sur Profundo, odkrywałem nowe wersje znanych piosenek w aranżacjach rozśpiewanego (i zdolnego!) kierowcy. W podróży, jak wiadomo, należy próbować przede wszystkim tego, co lokalne: owoców, dań, trunków. Warto też zabrać do domu coś miejscowego, a przy okazji wesprzeć ludzi, którzy wkładają w swoją pracę zarówno wysiłek i serce, jak i talent, np. kulinarny. Między Paraíso a Barahoną znajduje się miasteczko La Ciénaga, gdzie działa spółdzielnia De Mí Siembra – w tłumaczeniu na polski Z Mojego Zbioru. Już przy jej bramie wjazdowej bujnie i zapraszająco rozkwita drzewo guanábana (flaszowiec miękko­ciernisty). Pracujące tu kobiety produkują fantastyczne marmolady o smaku guanábany, mango, gwajawy, marakui z bananem i gorzkiej pomarańczy. Wyroby te idealnie pasują do świeżych polskich drożdżówek popijanych wyśmienitą dominikańską kawą (najlepiej Café Santo Domingo). Dominikana jest fascynującym tropikalnym krajem. Od lat w kampaniach promocyjnych tutejszego Ministerstwa Turystyki

pojawia się hasło: República Dominicana, lo tiene todo („Republika Dominikańska ma wszystko”). Nie doszukamy się w nim przesady. Obłędna przyroda, zmieniające się krajobrazy, 500-letnie mury, ciekawa kultura,

wspaniali ludzie i ich historie, znakomity rum i rozpierająca każdego karaibska energia – tego trzeba się tu spodziewać. Włóczęga po Dominikanie będzie zawsze pełną wrażeń przygodą. 

Colonial Tours, BŁYSKOTLIWI WESELI LUDZIE! Wasza najlepsza opcja DMC na Karaibach Wasz idealny partner w Republice Dominikańskiej, Meksyku, Portoryko i na Kubie PROFESJONALIZM, JAKOŚĆ, DOŚWIADCZENIE Wielojęzyczny zespół do dyspozycji swoich Klientów Rezerwacje on-line wszystkich hoteli w najlepszych taryfach Wycieczki i objazdówki

LATO–JESIEŃ 2019


36 DALEKIE PODRÓŻE

Gwadelupa PRZY SZKLANECZCE RUMU

mąki kukurydzianej, wybrałbym bez wahania morski brzeg w Capesterre na Marie-Galante (Capesterre-de-Marie-Galante). Gwadelupę zwano przed wojażami Krzysztofa Kolumba Karukerą. Rdzenni mieszkańcy widzieli w niej ponoć „wyspę pięknych wód”. Zapewne chodziło w tym przypadku o wodospady – ich łoskot słyszano na statkach nawet w sporej odległości od wybrzeży. Kroniki podają, że przybysze z Europy wy-

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

Gwadelupa jest zamorskim departamentem Francji, czyli częścią Unii Europejskiej (jej regionem peryferyjnym). Polak może się więc do niej dostać za okazaniem… dowodu osobistego. Połączenie lotnicze z lotniska Paryż-Orly ma status lotu krajowego. Dwie główne gwadelupskie wyspy, położone bardzo blisko siebie, wyglądają jak motyl, który wyrwał się z siatki zapalonego entomologa

-Bourg, witającego dzisiaj przybyszów fantazyjnym muralem. Na intrygującej i płaskiej jak naleśnik Marie-Galante wciąż uprawia się na dużą skalę trzcinę cukrową. Dawniej, aby wytłoczyć z jej łodyg sok, używano kół młyńskich, do których zaprzęgano woły. Duch postępu usprawnił metody produkcji i później to samo robiły młyny napędzane wiatrem lub parą. Słodkawy, mętny sok fermentował, zmieniając się w białe złoto, czyli cukier, albo tzw. rum rolniczy – rhum agricole. Zdarzyło mi się radośnie ściskać w dłoniach wytwory lokalnych destylarni – butelki z rumem Bielle, Père Labat czy Bellevue. Ten rodzaj trunku

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

SS Barwny mural na ścianie w miasteczku Grand-­Bourg

SS Plaża Feuillère w Capesterre na Marie­-Galante wygląda niczym fragment utraconego przez ludzi raju

SS Rhum agricole powstałej w 1868 r. marki Bielle

i z tego powodu nieco uszkodził skrzydła. Jedno z nich, zachodnie, nazywa się Basse-Terre, drugie, wschodnie, to Grande-Terre. Dzieli je jedynie odległość mostu, przerzuconego nad wąską, naturalną cieśniną zwaną Rivière Salée, czyli Słoną Rzeką. Można na nich spędzać czas w rozmaity sposób: uprawiać trekking, degustować świeże kakao lub leniuchować na rajskich plażach. Ja jednak skusiłbym się na wyprawę na mniejsze gwadelupskie wyspy (Marie-Galante, La Désirade czy Les Saintes). Co prawda plażowaniem nudzę się bardzo szybko, lecz gdyby kazano mi leżakować na miałkim piasku w kolorze

cechuje aromat niezwykle wyrazisty. Smakiem różni się on od rumów destylowanych z melasy. Łatwo zatracić się w rumowych koktajlach Ti’ Punch (Mały Poncz). Rhum agricole jest mocny (co najmniej 40 proc. alkoholu, a zazwyczaj 59 proc.). Klientowi podaje się go w butelce na jego własną odpowiedzialność – każdy pijący dozuje sobie ognisty trunek wedle gustu. Potem doprawia się go limonką i szczyptą brązowego cukru i chłodzi kostką lodu. Planowanie, że na Gwadelupie będzie się stronić od alkoholu, nie ma sensu. Dobrego rumu jest na niej za dużo i za szybko łamie on silną wolę.

LATO–JESIEŃ 2019

patrzyli tu mnóstwo niezwykłych owoców, których sok wiele lat później stał się jednym z głównych składników koktajlu piña colada. Ananasy, bo o nich mowa, przypominały im przerośnięte, niedojrzałe szyszki rosnące na krzakach podobnych do aloesu. Nazwę Marie-Galante (hiszp. Marigalante) nadał tutejszej wyspie Krzysztof Kolumb (1451–1506), gdyż tak ochrzczono jego flagowy okręt, na którym wyruszył we wrześniu 1493 r. na drugą wyprawę do Nowego Świata. Odkrywca wylądował na niej prawdopodobnie od strony południowo-zachodniej, gdzie zakotwiczył i zszedł na ląd blisko dzisiejszego miasteczka Grand-


37

Grenada Grenada to jedyny kraj w regionie, który dumnie prezentuje na swojej fladze... przyprawę. Poziomem finezji mogłaby jej dorównać co najwyżej Dominika, bo jej flagę zdobi... amazonka cesarska (Amazona imperialis). Tą intrygującą przyprawą jest gałka muszkatołowa, której aromat, roz­ budzający marzenia o dalekich, egzotycznych lądach, pamiętamy jeszcze z babcinych piernikowych wypieków. Niewielka Grenada plasuje się w czołówce światowych eksporterów nasion muszkatołowca, a także cynamonu, goździków, imbiru i ziela angielskiego, co sprawia, że wizyta tutaj jawi się jako fascynująca podróż do krainy zapachów niesionych orzeźwiającą karaibską bryzą. Kroniki podają, że Krzysztof Kolumb ujrzał główną wyspę dzisiejszego kraju w sierpniu 1498 r. podczas trzeciej wyprawy do Nowego Świata (i nazwał ją Concepción), ale nie istnieją dowody na to, że na niej wylądował. Hiszpanie nigdy się w tym miejscu nie osiedlili, a kolonizacja udała się dopiero

francuskim osadnikom w połowie XVII w. Przez dziesięciolecia opór stawiali tu Karaibowie, którym dodatkowo przypisuje się praktykowanie ludożerstwa. Potem (w drugiej połowie XVIII stulecia) Grenada trafiła w ręce Brytyjczyków. Niepodległość uzyskała w 1974 r. W październiku 1983 r. wojska USA wysłane przez prezydenta Ronalda Reagana (1911–2004) wylądowały na niej z misją powstrzymania radykalnych ruchów lewicowych w regionie. We wrześniu 2004 r. Grenady nie oszczędził huragan Ivan. Za to w 2007 r. wspólnie z kilkoma karaibskimi sąsiadami gościła ona spotkania Mistrzostw Świata w Krykiecie – mającej długą tradycję grze drużynowej, rozgrzewającej fanów zwłaszcza w byłych koloniach brytyjskich. Główną siłę ekonomiczną tego kraju, niestety borykającego się z dużym zadłużeniem, stanowi rozwój turystyki. Szczęśliwie wybrzeże Grenady wypełniają idylliczne plaże. Jedna z nich, licząca 3 km Grand Anse, położona w okolicy stołecznego miasta St. George’s, należy do naj­piękniejszych na świecie i regularnie trafia do czołówki rozmaitych rankingów. Skarbem Grenady są również ukryte wśród bujnej zielonej roślinności zjawiskowe wodospady,

TT Przyprawy pochodzące z grenadyjskich plantacji

TT Wodospady Concord to trzy kaskady (Concord, Au Coin i Fontainebleau) w zachodniej części wyspy ©© PURE Grenada/Grenada Tourism Authority ©© PURE Grenada/Grenada Tourism Authority

WYSPA KORZENNA

np. Annandale, Concord, Seven Sisters albo Tufton Hall i Royal Mount Carmel. Realizuje się tu też liczne projekty ekoturystyczne, jak choćby zainicjowana w 2014 r. interesująca impreza Grenada Chocolate Fest (najbliższa jej edycja odbędzie się w terminie od 1 do 6 maja 2020 r.), podczas której turyści mogą odwiedzić usytuowane w lasach deszczowych plantacje kakaowców sięgające swoją historią początków XX w. Mieszkańcy kraju to w większości potomkowie francuskich kolonistów, afrykańskich niewolników i imigrantów z Indii. Wpływy przywiezionych przez nich kultur przejawiają się w architekturze, języku, szeroko pojętej sztuce i  kuchni. Niezwykle popularnym daniem jest aromatyczny jednogarnkowy gulasz oil down z owoców chlebowca, solonego mięsa, kurczaka, pierożków i  rozmaitej zieleniny, duszony w  mleku kokosowym z mnóstwem ziół i przypraw. Jego nazwa, czyli „olej na dół”, wzięła się stąd, że mleko kokosowe podczas gotowania odparowuje, w wyniku czego oddziela się tłuszcz. Nie istnieje uniwersalny przepis na tę potrawę. Każda rodzina, uliczna garkuchnia, bar czy restauracja przyrządza ją wedle swoich preferencji. 

©© PURE Grenada/Grenada Tourism Authority

TT Narodowa potrawa Grenady: oil down („olej na dół”)

LATO–JESIEŃ 2019


38 DALEKIE PODRÓŻE

Dominika

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

W kwietniu i maju 2005 r. na położnej w archipelagu Małych Antyli (w  grupie Wysp Nawietrznych) Dominice, okazałej i pięknej wyspie, zasnutej lasem deszczowym, roz­ panoszyła się ekipa kręcąca amerykański film Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka. Pogoda dopisała, a aktorzy, z Johnnym Deppem, Orlandem Bloomem i Keirą Knightley na czele, oraz statyści odegrali wspaniale swoje role. Nie było to łatwe w parnym tropiku – musieli nosić stroje z epoki, pełne makijaże i piracki ekwipunek. Ta hollywoodzka produkcja stanowi poniekąd efektowną kampanię promocyjną wyspy, bo ukazuje jej niebywałe przyrodnicze i krajobrazowe bogactwo. Dominika pozostaje nadal Karaibami nienaruszonymi, miejscami dzikimi i tajemniczymi. Filmowcy doskonale wiedzieli, gdzie powinni się udać. Wiele scen zapierających dech w piersiach pod względem wizualnym nakręcono w oszałamiających plenerach w okolicy miasta Portsmouth, dawnej stolicy wyspy (w 1760 r.), na Indiańskiej Rzece (Indian River). Ci, którzy widzieli film, na pewno pamiętają zamglone czeluście bagiennych rozlewisk, gdzie urzędowała zagadkowa (i do tego cał-

LATO–JESIEŃ 2019

©© MARCIN WESOŁY/www.caribeya.pl

TROPEM PIRATÓW

SS Rejsy łodziami malowniczą Indiańską Rzeką na Dominice są jedną z atrakcji turystycznych tej wyspy

kiem seksowna!) wiedźma Tia Dalma (grana przez Naomie Harris). Wyprawa po Indian River jest „miniaturą amazońskiej przygody”, jak miał powiedzieć znany tutejszy historyk i polityk Lennox Honychurch, piewca urody Dominiki, popularyzator jej bogatych dziejów, jeden z najbardziej prominentnych obywateli tego kraju. We wrześniu 2017 r. wyspę spotkała ogromna tragedia. Nad tym kawałkiem karaibskiego raju, wciśniętym między Gwadelupę a Martynikę, rozpętało się piekło huraganu Maria. Straty były ogromne i odbu-

dowa kraju jeszcze potrwa. Jednak ludzie są tu silni. Trudno ich złamać. Starsi pamiętają jeszcze huragan David z końca sierpnia 1979 r. Wówczas także było ciężko, lecz Dominika się nie poddała. Teraz też powoli się odradza. Warto dać jej szansę i odkryć niewymowny urok takich miejsc jak Soufrière, Scotts Head, Pointe Michel, Roseau (15-tysięczna stolica kraju), Castle Bruce, wspomniane już miasto Portsmouth czy Calibishie oraz Terytorium Karaibów (znane również pod nazwą Rezerwat Karaibów lub Terytorium Kalinago).

TT Rybacka wioska Scotts Head przy półwyspie przyrostkowym Cachacrou na południowym zachodzie Dominiki


39

FIGA Z RYBĄ Pierwszymi Europejczykami, którzy po zawarciu paktu z Karaibami osiedlili się na stałe na Saint Lucii (Świętej Łucji), byli Francuzi (wcześniej przed nimi, w 1605 r., pojawili się na wyspie Brytyjczycy, ale szybko zostali zmuszeni do jej opuszczenia). Miejscowi zwali ją wówczas Hewanorrą (Ioüanalao), co ponoć odnosiło się do dużej liczby występujących na niej legwanów. Dziś przypomina o  tym nazwa międzynarodowego portu lotniczego (Hewanorra International Airport – UVF) działającego na południu Saint Lucii (obok miasta Vieux Fort). Przez długi czas o kontrolę nad wyspą walczyli ze sobą Francuzi i Brytyjczycy. W 1814 r. ostatecznie zwyciężyli ci ostatni. I jedni, i drudzy czerpali olbrzymie korzyści z uprawy trzciny cukrowej, a do ciężkiej pracy na plantacjach wykorzystywali niewolników. Po ostatecznym zniesieniu niewolnictwa, co nastąpiło 1 sierpnia 1834 r., okazało się, że mieszkańców pochodzenia afrykańskiego jest znacznie więcej niż tych z korzeniami europejskimi. W 1979 r. Saint Lucia stała się niepodległa. W kulturze wyspy łączą się ze sobą elementy afrykańskich, francuskich i brytyjskich zwyczajów i tradycji. Co roku w maju odbywa

się Saint Lucia Jazz & Arts Festival (w 2020 r. według wstępnych planów zostanie zorganizowany w dniach od 2 do 10 maja), przyciągający artystów i melomanów z całego świata. Poza muzyką wydarzenie to prezentuje też m.in. sztuki wizualne czy lokalną kuchnię. Z Saint Lucii pochodzą także dwaj laureaci Nagrody Nobla. Są nimi zmarły w 1991 r. ekonomista Arthur Lewis (1979 r.) i wspomniany literat Derek Walcott (1992 r.), którego twórczość pełną karaibskich odniesień poznaliśmy w Polsce dzięki antologii wierszy Mapa Nowego Świata. Kto dotrze na tę czarującą wyspę, skojarzy zapewne bez problemu, dlaczego na fladze państwa widnieją dwa trójkąty – duży i mały, wyłaniające się z tła w kolorze rajskiej laguny. Na południowym zachodzie oczom przybyszy ukazują się dwa sięgające nieba stożki pokryte soczystą, tropikalną zielenią – Gros Piton (ok. 771 m n.p.m.) i Petit Piton (743 m n.p.m.). W 2004 r. te położone w okolicy miasta Soufrière (założonej przez Francuzów w XVIII stuleciu pierwszej stolicy Saint Lucii) cuda natury wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oba wulkaniczne szczyty stanowią ogromną atrakcję dla

©© Saint Lucia Tourism Authority

Saint Lucia

SS Regionalne produkty na Castries Central Market

©© Saint Lucia Tourism Authority

TT Gros Piton i Petit Piton, dwa trójkątne wulkaniczne szczyty, które uchodzą za symbol Saint Lucii

aktywnych turystów, choć większą popularnością cieszy się ten wyższy, a to ze względu na fakt, że zdobycie go nie wymaga korzystania ze specjalistycznego sprzętu. Cała wyprawa (przejście trasy w obie strony) zajmuje mniej więcej 5–6 godz. Ten, kto wybierze się na Petit Piton, przy dobrej widoczności dostrzeże w oddali wyspy Dominika, Martynika, Barbados i Saint Vincent. Komu zabraknie siły i chęci, aby zostać alpinistą na Karaibach, może „zdobyć” oba szczyty w inny sposób – wychylając butelkę lodowatego lokalnego piwa Piton, na którego etykiecie widnieją. Warto też spróbować, choćby na bazarze w Castries, stolicy kraju, narodowego dania green fig and salt fish z gotowanych zielonych bananów (zwanych tu zielonymi figami) i solonej ryby (np. dorsza) duszonej z cebulą, papryką, tymiankiem i innymi aromatycznymi przyprawami. Często podaje się do niego sałatkę z ogórków lub sałaty oraz pomidora i awokado. Poza tym z rozmaitych rosnących na Saint Lucii owoców (od mango po karambole) wyciska się orzeźwiające soki. Większość turystów odwiedza wyspę w trakcie rejsu ogromnymi, luksusowymi statkami wycieczkowymi, zawijającymi do wielu portów karaibskich. Po przybiciu do brzegu spędzają leniwie czas w Castries, Marigot Bay lub Rodney Bay. Bardziej wymagające osoby dotrą z pewnością do Sulphur Springs koło Soufrière, gorących źródeł buchających parą o zapachu... zepsutych jaj. To specyficzne miejsce otrzymało równie osobliwą nazwę – drive-in volcano, czyli „wulkan, do którego da się wjechać”. Poniżej poziomu źródeł, gdzie temperatura wody nieco spada (choć wciąż wynosi ok. 45°C), śmiałkowie mogą zażywać kąpieli błotnych, mających ponoć właściwości lecznicze. 

LATO–JESIEŃ 2019


©© klemen cerkovnik/shutterstock

40 DALEKIE PODRÓŻE

SS Castillo San Carlos de Borromeo, XVII-wieczna twierdza obronna nad zatoką Pampatar na Margaricie

SS Bahía de Pampatar, wschodnie wybrzeże Margarity

Wenezuela PRAWDZIWA PERŁA

Margarita, Coche i Cubagua tworzące wspólnie wyjątkowy wenezuelski stan o nazwie Nueva Esparta. Blisko wybrzeża Wenezueli (mniej więcej 130 km na pół-

SS Bajkowy archipelag koralowych wysp Los Roques

TT Mieszkańcy podwodnego królestwa Los Roques

©© orgbluewater/shutterstock

©© Marconi Couto/shutterstock

Serce na Karaibach można zostawić nie tylko na Wielkich bądź Małych Antylach. Naj­lepszym na to przykładem są wyspy

LATO–JESIEŃ 2019

noc od portowego miasta La Guaira) leży także porywający archipelag Los Roques, szczycący się naj­większymi rafami koralowymi na Karaibach (o łącznej powierzchni aż 1,5 tys. km²!). Margarita została odkryta przez Krzysztofa Kolumba 15 sierpnia 1498 r. w czasie jego trzeciej wyprawy. Nazwał ją La Asunción, gdyż w tym dniu przypadało święto Wniebo­wzięcia Najświętszej Marii Panny. Później została przemianowana na Margaritę z powodu dużych ilości pereł znajdowanych w jej pobliżu (Margarita to żeńskie imię pochodzące od greckiego słowa margaritari oznaczającego perłę). Niezmiernie zróżnicowana pod względem krajobrazowym wyspa dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń miłośnikom dzikiej przyrody. Zadziwia ogromną różnorodnością występującej na niej fauny. Spotyka się tu rozmaite zwierzęta: od pochodzącego stąd mulaka (Odocoileus margaritae, hiszp. venado enano de Margarita), przez będącą symbolem Margarity przepięknie ubarwioną amazonkę wenezuelską (podgatunek Amazona barbadensis rothschildi, hiszp. cotorra margariteña), po legwana zielonego (Iguana iguana, hiszp. iguana verde). Niestety wiele gatunków jest zagrożonych wyginięciem, jak choćby wspomniany legwan, którego populacja drastycznie zmalała wskutek polowań (nie brakuje bezwzględnych smakoszy jaj i mięsa tego majestatycznego gada). Na wyspie występuje również guacharaca, czyli czakalaka rdzaworzytna (podgatunek Ortalis ruficauda ruficauda). Hiszpańska nazwa tego ptaka nawiązuje do dźwięku, jaki w  okresie godowym wydaje samica. Przypomina on brzmienie instrumentu guacharaca – kluczowe-


go dla gatunku muzycznego vallenato, pochodzącego z karaibskiego wybrzeża Kolumbii. Ciekawostkę przyrodniczą, tym razem dotyczącą flory, stanowi fakt, że na wyspie rośnie wiele okazów niezwykle toksycznego i  niebezpiecznego drzewa manzanilla de la muerte – „jabłuszko śmierci” (Hippomane mancinella). Tę roślinę spotyka się też w innych miejscach w regionie, od Gwadelupy po Florydę. Kontakt z jaką­ kolwiek częścią tego drzewa może okazać

©© Giongi63/shutterstock

©© Paolo Costa/shutterstock

41

SS Otoczona rafami koralowymi Cubagua z dwiema latarniami morskimi – Punta Charagato i Punta Brasil

się fatalny w skutkach. Sok wypływający z  pnia jest tak trujący, że powoduje powstawanie wysypki i pęcherzy na skórze, a zaaplikowany na oczy potrafi spowodować ślepotę. Nie warto także chronić się pod tym drzewem w czasie deszczu. Margarita, nazywana słusznie Perłą Karaibów (hiszp. Perla del Caribe), stanowi jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych w Wenezueli, choć ostatnio bywa rzadziej odwiedzana przez turystów z Europy ze względu

na ogromną zapaść ekonomiczną kraju i jego polityczną niestabilność. Jednak wielbiciele surfingu, wind- i kitesurfingu, nurkowania, żeglarstwa i innych sportów wodnych mogą na niej liczyć na doskonałe warunki pogodowe i odpowiednią infra­strukturę. Wyspa przy­ ciąga również zabytkowymi kolonialnymi miastami, takimi jak La Asunción (stolica stanu), oraz wiekowymi hiszpańskimi fortyfikacjami (m.in. Castillo Santa Rosa, Castillo San Carlos de Borromeo czy Fortín La Galera). 

Trzy doświadczenia, jeden cel podróży Przyjedź do Wenezueli i poczuj jej magię

9 dni / 8 nocy Od 1568 USD Los Roques venetur_oficial oficinaveneturcp@gmail.com

• Wliczony bilet lotniczy • Zakwaterowanie w Tsunami Inn • Wszystkie posiłki wliczone • Dzienny transfer na koralową wysepkę, możesz wybrać Madrisquí lub Francisquí

Canaima

Margarita

• Wliczony bilet lotniczy • Wliczony bilet lotniczy • Zakwaterowanie • Zakwaterowanie z wliczonym w Waku Lodge Camp śniadaniem w Venetur Margarita Hotel • Wszystkie posiłki wliczone • Wycieczka nad lagunę Canaima, • Wycieczka po zabytkach wyspy do wodospadów Sapo i Hacha • Całodzienna wyprawa pod Salto • Wejście do dyskoteki Ángel lub na Wyspę Orchidei Bora 2019 Bora LATO–JESIEŃ


42 DALEKIE PODRÓŻE

Meksyk PO MEKSYKAŃSKU Turyści lądujący w meksykańskim Cancún na półwyspie Jukatan marzą zwykle o błogim wypoczynku w luksusowych kurortach z bogatą ofertą all inclusive. Zaciekawiają ich też malownicze ruiny prekolumbijskiego miasta Majów Tulum. Jednak w  pakiecie wakacyjnym otrzymują znacznie więcej. Z jednej strony dostają sam barwny Meksyk z archeologicznymi skarbami i szalonymi kulinarnymi rozmaitościami, a z drugiej – Karaiby rozkołysane gorącymi rytmami, rozweselone rumem, odzwierciedlające wyobrażenia o ziemskim raju. Kilka mil od wybrzeża Jukatanu, tam, gdzie wody Zatoki Meksykańskiej łączą się z Morzem Karaibskim, leży nie­wielka Wyspa Kobiet – Isla Mujeres (mająca 4,22 km² powierzchni i 13 tys. mieszkańców). W 1517 r. odkrył ją dla Starego Świata hiszpański konkwistador Francisco Hernández de Córdoba (ok. 1467–1517). Przed podbojami Europejczyków stanowiła miejsce kultu, gdzie czczono Ixchel (Ix Chel), majańską boginię, opiekunkę wszystkiego, co kobiece, patronkę miłości, płodności, macierzyństwa, medycyny i tkactwa. Każda młoda dziewczyna zmierzająca ku dorosłości miała obowiązek odbyć tu pielgrzymkę w ramach obrzędu przejścia. Do Ixchel należała jedyna w uniwersum Majów wyrocznia, lecz wszelkie proroctwa mogły odnosić się tylko do

SS Prekolumbijskie miasto Majów Tulum powstałe na 12-metrowym klifie muskanym przez turkusowe fale

spraw kobiet. Kiedy hiszpańscy zdobywcy dostrzegli na plażach wyspy mnóstwo porzuconych figurek ofiarnych o kobiecych kształtach, nadali jej adekwatną nazwę, funkcjonującą i obecnie. Ponoć temu

przychylnemu żeńskiemu bóstwu zdarzało się również ujawniać swoją drugą, gniewną i bezlitosną naturę. Przypisywano mu wtedy np. rozpętywanie tropikalnej burzy. Ruiny majańskiego sanktuarium poświę-

Meksyk w wersji karaibskiej

SS Luxury Bahía Príncipe Akumal ma trzy baseny

LATO–JESIEŃ 2019

leży urokliwa wyspa Cozumel (Wyspa Jaskółek), a pod wodą kryje się wielobarwna rafa koralowa pełna życia (część Systemu Mezoamerykańskiej Rafy Barierowej), do której oglądania w niektórych miejscach wystarczy już maska z rurką. Na widok bogactwa fauny i flory można dostać zawrotu głowy. Nad tutejszymi piaszczystymi plażami pochylają się z wdziękiem wysmukłe palmy. Ten rejon meksykańskiego wybrzeża wypełnia mnóstwo komfortowych obiektów hotelowych (wiele z nich oferuje pobyt w formule all inclusive), jest więc w czym wybierać i nawet bardzo wybredni turyści nie powinni narzekać. Na zainteresowanie zasługuje m.in. kompleks sieci Bahía Príncipe (należącej do Grupo Piñero), na który składają się cztery 5-gwiazdkowe ośrodki. Są to odpowiednie na rodzinny urlop Grand Bahía Príncipe Cobá, Grand Bahía Príncipe Tulum i Luxury Bahía Príncipe Akumal oraz przeznaczony tylko dla dorosłych Luxury Bahía Príncipe Sian Ka’an. Dzięki odpowiedniej aranżacji przestrzeni na terenie całego resortu stworzono świetne warunki do błogiego wypoczynku. Kompleks wkomponowano z powodzeniem w otaczającą go przepiękną przy-

rodę. W jego skład wchodzą niewysokie budynki i liczne baseny okolone bujną, zieloną roślinnością. Goście nie bez powodu mają więc wrażenie, że odpoczywają w prawdziwym karaibskim raju. Poza tym mogą również korzystać z pobliskiej wspania-

©© Bahia Principe Hotels & Resorts

©© Bahia Principe Hotels & Resorts

`` Karaibskie wybrzeże Meksyku kusi turystów nie od dziś. Dużą popularnością cieszy się zwłaszcza ok. 140-kilometrowa Riwiera Majów (Riviera Maya) na półwyspie Jukatan. Rozciąga się ona między Puerto Morelos a Punta Allen w stanie Quintana Roo, na południe od znanego kurortu Cancún z międzynarodowym lotniskiem (Aeropuerto Internacional de Cancún – CUN). Nad samym brzegiem morza, na malowniczym klifie, znajdują się tu pozostałości majańskiego miasta Tulum. W głębi lądu usytuowane są takie założone przez Majów wspaniałe ośrodki jak Cobá czy Chichén Itzá. W okolicy Riwiery Majów

SS Grand Bahía Príncipe Tulum nad karaibską plażą

łej plaży. Aby zapobiec odkładaniu się na niej alg, zbudowano specjalne bariery w okolicy brzegu, nie wpływające jednak niekorzystnie na lokalną florę i faunę. Poza tym obsługa kompleksu, która zawsze dba o komfort gości, codziennie rano usuwa z piasku glony naniesione przez morze.


©© CPTM/RICARDO ESPINOSA-REO

43

conego Ixchel zachowały się na Punta Sur, przylądku położonym na południowym krańcu wyspy. Za to w jej centrum znajdują się pozostałości wytwornej hacjendy (Hacienda Mundaca), niegdyś należącej do Fermína Antonia Mundaca y Marecheaga (1825–1880), odkrywcy i najemnika pochodzenia baskijskiego, a także niechlubnej sławy handlarza, który podobno dorobił się fortuny na dostarczaniu niewolników z Afryki na Kubę, gdzie mieli pracować na plantacjach trzciny cukrowej. Obecnie tej turystycznej atrakcji przydałaby się gruntowna rewitalizacja, choć spacerującym po niej legwanom jej stan najwyraźniej nie przeszkadza. Ciepłe i przejrzyste wody wokół Wyspy Kobiet przyciągają delfiny, w których towarzystwie można tu popływać (stanowi to lokalną rozrywkę), oraz żółwie morskie. Dla tych ostatnich stworzono specjalny ośrodek rehabilitacji i  hodowli (Tortugranja), ponieważ ich populacja gwałtownie spadła z powodu polowań. Obiekt jest dostępny dla zwiedzających. Oprócz tego wyspa sąsiaduje z majestatycznymi rafami, zamieszkiwanymi przez bogatą morską faunę. Leżą one w  granicach Parku Przyrodniczego Raf Garrafón (Parque Natural de Arrecifes

©© Kiev.Victor/shutterstock

©© EXPERIENCIAS XCARET S.A. DE C.V.

SS Cancún, popularny kurort na półwyspie Jukatan, z mnóstwem hoteli o różnorodnym standardzie

SS Pozostałości majańskiego sanktuarium poświęconego bogini Ixchel na południowym krańcu Wyspy Kobiet

Garrafón). W okolicy można uprawiać snorkeling i nurkowanie z akwalungiem lub popływać kajakiem. Gratką dla wędkarzy dalekomorskich, amatorów połowów sportowych i komercyjnych są pobliskie najlepsze na naszym globie łowiska do łapania żaglicy (Istiophorus platypterus), drugiej najszybciej pływającej ryby na świecie (osiągającej prędkość nawet 110 km/godz.), zaraz po ostronosie atlantyckim (rekinie ostronosym). Na wyspie znajduje się wiele punktów gastronomicznych, zarówno prostych barów, jak i droższych, ekskluzywnych restauracji, w których podaje się świeże owoce morza, przyrządzane według lokalnych, tradycyjnych przepisów. Oferta kulinarna jest niezmiernie szeroka – obejmuje różnorodne potrawy: od meksykańskich po tajskie czy żydowskie. Zdarzają się też oryginalne dania powstające zgodnie z dawnymi recepturami jukatańskimi lub wywodzące się z  codziennego menu... Majów. Kilkanaście kilometrów od jukatańskiego wybrzeża z klimatycznym miastem o dźwięcznej nazwie Playa del Carmen leży inna zachwycająca karaibska wyspa Meksyku – Cozumel. Jest płaska i utworzona z wapienia

pochodzącego z rafy koralowej, w dużej części pokryta lasem namorzynowym. Żyje na niej blisko 30 endemicznych gatunków zwierząt, w tym szop karłowaty (Procyon pygmaeus, hiszp. mapache de Cozumel), którego, jak potwierdzają badania archeo­logiczne, znali już Majowie. Obecnie na Cozumel przybywają licznie entuzjaści nurkowania zwabieni wielkim bogactwem raf koralowych i zjawiskowym pięknem podwodnego świata. Z kolei doświadczeni nurkowie jaskiniowi wyruszają na eksplorację słynnych cenotów, czyli naturalnych studni krasowych, zasilanych wodami gruntowymi, utworzonych w skałach wapiennych. Znakomitym urozmaiceniem wizyty na wyspie będzie udział w lokalnym karnawale (Carnaval de Cozumel w 80-tysięcznym San Miguel de Cozumel), uznawanym za jeden z najstarszych (świętowanym od 1873 r.) i najbardziej reprezentatywnych dla Meksyku. Wyróżnienie to dzieli on z podobnymi fiestami z miast Veracruz, Mazatlán, Campeche, Mérida, Morelos, Tlaxcala i Oaxaca. Gorące rytmy i taneczne szaleństwo odzwierciedlają kulturę półwyspu Jukatan i Karaibów. Na Cozumel usytuowany jest również naj­ bardziej wysunięty na wschód punkt kraju – Punta Molas. 

LATO–JESIEŃ 2019


44 DALEKIE PODRÓŻE

Antigua i Barbuda Antigua i Barbuda to państwo, w którego granicach leżą dwie większe wyspy (Antigua i Barbuda) i mniejsze wysepki (np.  Great Bird, Green, Guiana, Long czy Redonda). Znajduje się na północ od Gwadelupy, na północny wschód od Montserrat i na południowy wschód od Saint Kitts i Nevis. Ponoć Hiszpanie nie skolonizowali Antigui, bo brakowało na niej słodkiej wody oraz dawali im się we znaki agresywni Karaibowie. Krzysztof Kolumb ujrzał tę wyspę podczas swojej drugiej podróży do Nowego Świata w 1493 r. Ochrzcił ją na cześć Matki Boskiej z Antigui, do której w Katedrze w Sewilli (Catedral de Sevilla) modlili się marynarze proszący o pomyślne wiatry. W pierwszej połowie XVII w. osiedlili się tu Brytyjczycy (w 1632 r. na Antigui, a dopiero w 1685 r. na Barbudzie), aby kilka dekad później zacząć czerpać olbrzymie dochody z plantacji trzciny cukrowej prosperujących dzięki pracy niewolników przywiezionych z Afryki. Brytyjskie rządy trwały ponad trzy i pół wieku. Dzisiejsza stolica (jednocześnie największe miasto kraju, blisko 25-tysięczne), St. John’s, była wówczas główną bazą morską i wojskową w regionie. Potężne twierdze chroniły kluczowe zatoki i porty. Obecnie forty Barrington i James są dostępne dla zwiedzających. Antigua i Barbuda uzyskała nie­ podległość (w ramach Wspólnoty Narodów zrzeszającej dawne brytyjskie kolonie) w listopadzie 1981 r. Kultura tego wyspiarskiego kraju stanowi przede wszystkim mieszankę

wpływów Afryki Zachodniej i Wielkiej Brytanii. Karnawał (Antigua’s Carnival) odbywający się co roku na przełomie lipca i sierpnia upamiętnia zniesienie niewolnictwa i sam w sobie jest atrakcją turystyczną. Obie największe wyspy mają charakter nizinny, bardziej wapienny niż wulkaniczny. Są otoczone rafami, a  ich linie brzegowe składają się z  malowniczych plaż, lagun i naturalnych portów idealnych dla nie­zliczonych jachtów. Antigua szczyci się wybrzeżem z  miałkim, białym piaskiem, oblewanym turkusową, krystalicznie czystą wodą. Nie pozostaje tu nic innego, jak oddać się błogiemu lenistwu z fantazyjnym koktajlem na bazie rumu English Harbour lub lokalnym piwem Wadadli (tak zwali wyspę jej rdzenni mieszkańcy, Arawakowie) w dłoni. Sugestywnym hasłem zachęcającym turystów do wizyty na Antigui jest to mówiące, że leży na niej 365 plaż, po jednej na każdy dzień roku. Z kolei Barbuda, znacznie spokojniejsza od swojej rozrywkowej siostry, zachęca do obcowania z  dziką przyrodą, szczególnie osoby lubiące obserwować tropikalne ptaki w ich naturalnym środowisku. W rezerwacie Frigate Bird Sanctuary nad laguną Codrington znajduje się naj­liczniejsza na półkuli zachodniej kolonia lęgowa fregaty wielkiej (Fregata magnificens). Gardło ptaka zdobi niesamowity purpurowy worek z  nagiej skóry, który gdy wypełni się powietrzem, przypomina rozpięty na wietrze żagiel. Niestety, we wrześniu 2017 r. większa część Barbudy została zniszczona

SS Flaga Antigui i Barbudy i tutejsze owoce i warzywa

©© Sean Pavone/shutterstock

TT Widok z Shirley Heights, militarnego punktu obserwacyjnego, na okoliczne zatoki na Antigui

©© Aleksandar Mijatovic/shutterstock

PLAŻE I FREGATY

przez huragan Irma. Prędkość wiatru sięgała 257 km/godz. Na skutek przejścia huraganu mocno ucierpiała zabudowa i infrastruktura wyspy oraz jej cenna przyroda. Na Antigui znajdują się uprawy tzw. czarnego ananasa, bardzo słodkiego i soczystego. Dojrzała skóra owocu zachowuje ciemno­ zielony kolor – stąd wzięła się jego nazwa. Ananasy uprawiali tu w epoce pre­kolumbij­ skiej już Arawakowie, podobnie zresztą jak kukurydzę czy słodkie ziemniaki, odgrywające dziś w  miejscowej kuchni bardzo ważną rolę. Popularnym daniem na wyspie jest ducana – rodzaj pieroga lub zawijanego naleśnika z tartych słodkich ziemniaków, z kokosem, cukrem, mleczkiem kokosowym, przyprawami i mąką. Masę zawija się w liście bananowe (albo kokkoloby) lub folię i gotuje do stwardnienia. Potrawę tę serwuje się np. z soloną bądź duszoną rybą (głównie dorszem, nazywanym tutaj bacalą) oraz porcją chop-up, czyli najczęściej siekanego szpinaku, bakłażana i okry (piżmianu jadalnego). W okresie świąt Bożego Narodzenia pija się Ponche Kuba Cream Liqueur – gęsty kremowy likier w kolorze jasnobrązowym, bardzo słodki i zawierający na ogół 9 proc. alkoholu. 

LATO–JESIEŃ 2019


©© jamaica tourist board

46 DALEKIE PODRÓŻE

SS Rastafarianie używają kolorów czerwonego, żółtego i zielonego, umieszczonych na fladze Etiopii

Jamajka „JAMAICA, NO PROBLEM!” Jamajka uchodzi za esencję karaibskiego luzu, wyspę bajecznych plaż i zrelaksowanych mieszkańców, od których warto nauczyć się cennej sztuki spowolnienia. Kojarzy się z Bobem Marleyem (1945–1981) w typowym scenicznym transie, muzyką reggae i kulturą rastafarian, popalających grube skręty z  marihuaną, których słodkawy zapach łatwo rozpoznać w różnych miejscach. Jeśli ktoś nie wie, jak powinien wyglądać standardowy joint, niech zerknie na okładkę Catch a Fire – piątego albumu studyjnego jamajskiego zespołu Bob Marley & The Wailers (wydanego w 1973 r.).

skiej prozy. Jego błyskotliwą, będącą językowym majstersztykiem, ponad 700-stronnicową powieść Krótka historia siedmiu zabójstw możemy przeczytać po polsku dzięki genialnemu tłumaczeniu Roberta Sudoła. Na nasz język przetłumaczono jeszcze dwie inne powieści tego autora: Księga nocnych kobiet i Diabeł Urubu. Przy Hope Road 56 mieści się obecnie Muzeum Boba Marleya. Fani z całego świata mogą oglądać tu zdjęcia, plakaty z lat 70. XX w., płyty czy też fragmenty opraw scenicznych z jego koncertów. Dla ubogich, walczących o każdy grosz Jamajczyków ten artysta, syn mającego brytyjskie pochodzenie białego nadzorcy plantacji i ciemno­skórej piosenkarki z rodziny o  muzycznych korzeniach, stanowi krzepiący duszę symbol niezwykłego awansu społecznego. Marley przez całe swoje ży-

Dzięki swojej olbrzymiej charyzmie ten dorastający w Trench Town, slumsach na przedmieściach Kingston, jamajskiej stolicy, Jamajczyk rozsławił małą karaibską wyspę (zajmującą powierzchnię blisko 11 tys. km²) na cały świat, wraz z jej płynącą z serca, rytmiczną, ogrzaną słońcem muzyką i niezmiernie barwnym dziedzictwem kulturowym. Niewielu kojarzy, że 3 grudnia 1976 r. Boba Marleya miały dosięgnąć kule zamachowców. Wtargnęli oni do jego domu przy Hope Road 56 w Kingston, gdzie mieściło się także studio nagraniowe, i oddali strzały do zgromadzonych w nim osób, lecz artyście udało się ujść z życiem. Kto wie, czy owa nadzieja (hope) w adresie zamieszkania nie okazała się wówczas prorocza. Ten nie­udany zamach opisał Marlon James, gwiazda jamaj-

TT Jerk chicken pieczony na grillu z beczki

©© Meik/shutterstock

©© jamaica tourist board

TT Muzyka reggae jest bardzo ważną częścią kultury Jamajki i codziennego życia jej mieszkańców

LATO–JESIEŃ 2019


©© Sandals® Negril

©© Sandals® Negril

47

SS Seven Mile Beach w jamajskim kurorcie Negril

SS Bar w luksusowym resorcie Sandals Negril, w którym można raczyć się koktajlami nad samym morzem

cie, szczególnie to sceniczne, starał się dbać o los słabych i pokrzywdzonych, nigdy nie zapominał o najbiedniejszych i był orędownikiem praw czarnoskórych. Zmarł pokonany przez raka w maju 1981 r. Jego przesłanie przetrwało, a takie przeboje jak No Woman, No Cry, Get Up, Stand Up, Could You Be Loved, Is This Love czy Redemption Song (słynna Pieśń odkupienia zagrana pierwotnie w wersji akustycznej) rozbrzmiewają nadal w roz-

głośniach radiowych na całym świecie i są chętnie wykonywane w nowych aranżacjach. Na Jamajce warto ruszyć szlakiem bogatej twórczości Boba Marleya, a po drodze posilić się typowo jamajskim daniem – jerk chicken. Obtoczone w przyprawach kawałki kurczaka marynuje się przez noc, a następnie piecze na grillu węglowym z dodatkiem drewna, co nadaje im wyrazisty dymny smak – charakterystyczny dla tej potrawy. Na koniec

WIĘCEJ JAKOŚCI NIŻ W JAKICHKOLWIEK INNYCH RESORTACH NA NASZEJ PLANECIE Doświadcz topowych, niezmiernie luksusowych, karaibskich wakacji all inclusive z Sandals Resorts. Sandals oczarowuje zakochane pary wyjątkowymi wakacyjnymi pakietami w luksusowych resortach na wyspach St. Lucia, Jamajka, Antigua, Bahamy, Grenada i Barbados, obejmującymi m.in. romantyczną, wykwintną kolację przy świecach dla dwojga, prześliczne, tropikalne położenie i plaże uznawane za jedne z najwspanialszych na świecie, z bezpłatnym nurkowaniem oferowanym w każdym resorcie i golfem w wybranych resortach. Jeżeli planujesz ślub, Sandals jest liderem w regionie Karaibów, jeśli chodzi o pakiety ślubne i miesiące miodowe.

trzeba pomyśleć o porządnym odpoczynku. Naj­lepiej urozmaicić go sobie wyśmienitym koktajlem rum punch (ponczem na bazie rumu). Idealnym miejscem na zrelaksowanie się po podróży będzie jedna z oszałamiających karaibskich plaż w okolicy Negril lub Montego Bay. Trudną sztukę odpoczywania na pewno opanujemy bez problemu. W końcu to Jamajka, a to przecież magiczne, wyluzowane Karaiby! 

JAMAJKA • SAINT LUCIA • ANTIGUA • BAHAMY • GRENADA • BARBADOS • TURKS & CAICOS

MIŁOŚĆ JEST WSZYSTKIM, CZEGO POTRZEBUJESZ ®

WSZYSTKO INNE JEST WLICZONE W CENĘ CHCESZ ZABRAĆ ZE SOBĄ CAŁĄ RODZINĘ? Wakacje Beaches Luxury Included® uwzględniają więcej wszystkiego dla każdego. Od każdego sportu na lądzie i wodzie, uprawianego pod słońcem, do wykwintnych posiłków o każdej porze w aż do 21 tematycznych restauracjach, aktywności i udogodnień dla osób w każdym wieku czy wreszcie luksusowych, przyjaznych dla rodzin apartamentów. Znajdziesz tu więcej atrakcji, więcej wyborów i więcej sposobów, żeby cieszyć się wspólnym czasem.

Sandals&Beaches Biuro na Europę Wschodnią tel. +7 495 628 61 44, e-mail: sandalsr@mtu-net.ru www.sandals.com www.beaches.com www.grandpineapple.com

ZAREZERWUJ POBYT W WIODĄCYCH NA ŚWIECIE RESORTACH ALL INCLUSIVE

LATO–JESIEŃ 2019


48 DALEKIE PODRÓŻE

Pozytywna energia

Karaibów opracował: MICHAŁ DOMAŃSKI

« Słoneczny region Karaibów wręcz promieniuje magiczną, pozytywną energią. Poczujemy ją na rajskich, piaszczystych plażach ocienionych wysmukłymi palmami kokosowymi i oblewanych przyjemnie ciepłymi, krystalicznie czystymi, turkusowobłękitnymi wodami morskimi zachęcającymi do kąpieli, w delikatnie pieszczącej nasze ciało świeżej i orzeźwiającej bryzie, w tutejszych tajemniczych lasach mglistych, wiecznie zielonych puszczach tropikalnych i osłoniętych przepięknymi rafami koralowymi, zatokami, lagunami i ujściami rzek namorzynach, w fascynujących, magnetyzujących historiach o piratach, rdzennej ludności indiańskiej, odważnych i wojowniczych kacykach (hiszp. „caciques”), wielkich odkryciach Krzysztofa Kolumba, walecznych, zuchwałych i ambitnych konkwistadorach, burzliwych czasach epoki kolonialnej i niewolnictwa, w głośnych, wesołych i roztańczonych barach, dyskotekach i klubach, w rozbudzających zmysły wyśmienitych drinkach na bazie miejscowego wybornego rumu, w trakcie wspólnych rozmów i biesiad z gościnnymi, przyjaznymi i radosnymi lokalnymi mieszkańcami, podczas podziwiania zapierających dech w piersiach wschodów i zachodów słońca czy wreszcie LATO–JESIEŃ 2019


49

słuchania karaibskiej żywiołowej, pełnej emocji muzyki i tańczenia do jej gorących rytmów. W tym wyjątkowym, iście magicznym zakątku świata życie ulega słodkiemu spowolnieniu, a ludzie cieszą się każdym dniem. Na Karaibach trudną sztukę odpoczywania z pewnością opanujemy bez problemu, szybko zwolnimy, zatrzymamy się w tym codziennym, europejskim pędzie i naprawdę zrelaksujemy. Nie warto się spieszyć, bo do odkrycia i opisania wszystkich karaibskich skarbów nie wystarczy nam nawet całe życie. Nie oddamy też ich poezji za pomocą żadnych, nawet najlepiej dobranych słów. Ta pozytywna energia i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata i ludzi są chyba najlepszymi pamiątkami, jakie możemy przywieźć ze sobą z wojaży po oszałamiających krajobrazami i feerią barw Karaibach. Teraz oddajmy jednak nasze łamy kilku wybranym ekspertom, którzy specjalnie dla Państwa zgodzili się wyjawić, czym takim niepowtarzalnym oczarowały ich karaibskie wyspy. Spróbujmy więc przyswoić sobie zasady filozofii bezstresowego, wyluzowanego życia, wsłuchajmy się w energetyczną i pełną optymizmu muzykę i bądźmy po prostu szczęśliwymi i zadowolonymi ludźmi! Tego właśnie uczą Karaiby… » LATO–JESIEŃ 2019

©© mapman/shutterstock

TT Na Karaibach leży niezliczona ilość maleńkich, bezludnych wysepek porośniętych wysmukłymi palmami


50 DALEKIE PODRÓŻE

©© flamingo travel

SS La Habana Vieja – odnowione kolorowe kamienice

©© adriana ordecha/flamingo travel

`` Dla mnie najbardziej magicznym miejscem na Karaibach jest Kuba. To niezmiernie ciekawy cel podróży, szczególnie jeśli mówimy o wyprawach przygodowych. Potrafi zainteresować pod wieloma względami: począwszy od ustroju, który przyciąga swoją innością, poprzez piękno przyrody, cudowne plaże, salsę, zapach i smak kubańskich specjałów, a na kulturze i usposobieniu ludzi tu żyjących skończywszy. Ten kraj trzeba poznawać wszystkimi zmysłami. Dlatego do takiej podróży musimy się porządnie przygotować. Po pierwsze, należy sprawdzić, co wypada robić i mówić, a czym możemy urazić gospodarzy goszczących turystów w casas particulares (prywatnych stancjach). Kubańczycy są bardzo otwartymi ludźmi, lubiącymi rozmowy, ciekawymi świata. Drugą kwestię stanowi ekologia – mieszkańcy wyspy borykają się na co dzień z wieloma problemami. Mają przykładowo ograniczone zasoby wody, więc gdy bierzemy w kubańskim domu prysznic, pamiętajmy, aby korzystać z niej racjonalnie. Po trzecie, Kuba jest miejscem dla podróż-

©© adriana ordecha/flamingo travel

ADRIANA ORDECHA | WŁAŚCICIELKA BIURA FLAMINGO TRAVEL

SS Paladar (czyli prywatna restauracja) „La Guarida”, lokal otwarty w lipcu 1996 r. w centrum Hawany

ników otwartych, życzliwych i nieroszczeniowych. To zachwycający, roztańczony kraj życzliwych ludzi, ale dostrzeżemy w nim także biedę i problemy nie do rozwiązania mimo ogromnych chęci. Dlatego jeżeli ktoś wybiera się na tę wyspę, powinien przyjąć do wiadomości, że podczas jego wizyty nie zawsze wszystko będzie się odbywać tak, jak to sobie zaplanował. Samochód z kierowcą może się sporo spóźnić, a ciepła woda pod prysznicem – nagle się skończyć. Bywa, że obsługa w restauracji nie zna angielskiego, a żeby mieć dostęp do internetu, trzeba czasem schodzić całą okolicę, przy czym jakość połączenia często odbiega od europejskich standardów. W zamian za te trudy otrzymamy jednak wszystko, co na Kubie najpiękniejsze. Choć członkowie naszego zespołu mają różne preferencje podróżnicze, wszyscy twierdzą, że tylko z tego kraju wraca się z ogromem emocji, przemyśleń i doświadczeń, które zmieniają postrzeganie świata i skłaniają do przewartościowania życia. Na tym polega wielka magia tej karaibskiej wyspy.

ANNA PRZEŹDZIECKA | SPECJALISTKA DS. PODRÓŻY W DREAMGO Jedną z większych atrakcji Saint Lucii są kąpiele błotne, dzięki którym skóra staje się jedwabiście gładka. Na miłośników aktywnego wypoczynku czekają liczne szlaki piesze i rowerowe, prowadzące

©© Coconut bay beach resort & spa, St. Lucia

©© dreamgo

`` Pośród ponad 7 tys. wysp karaibskich znajduje się prawdziwa perełka, która zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich sióstr. Mowa o Saint Lucii, zachwycającej bujnymi, tropikalnymi lasami i szerokimi, piaszczystymi plażami z piaskiem mięciutkim jak mąka. Jej symbolem są dwa wzniesienia pochodzenia wulkanicznego – Pitons (Gros Piton i Petit Piton). Porośnięte tropikalną roślinnością, z wierzchołkami zanurzonymi w chmurach, zdobią krajobraz wyspy. Uchodzą też za nie lada wyzwanie dla lądujących tu pilotów, którzy muszą poprowadzić pomiędzy nimi samolot. Z ich szczytów rozpościera się widok zapierający dech w piersiach, dlatego podczas pobytu na Saint Lucii koniecznie trzeba wybrać się na nie z lokalnym przewodnikiem. Z kolei różnorodność roślin na wyspie sprawia, że można poczuć się tutaj jak w bajkowym ogrodzie. Zewsząd otaczają nas orchidee, paprocie i hibiskusy, a nad głowami latają maleńkie, pomarańczowe kolibry i kolorowe papugi. W oddali słychać szum wodospadów. Spadającą wodę przenikają promienie słońca.

©© hotel Jade Mountain, St. Lucia

SS Sulphur Springs koło Soufrière, kąpiel błotna

SS Spektakularny widok z tarasu resortu Jade Mountain na południowo-zachodnim wybrzeżu Saint Lucii

LATO–JESIEŃ 2019

przez lasy tropikalne, rezerwaty przyrody, ogrody botaniczne, a nawet w pobliżu bulgoczącego i parującego krateru (Sulphur Springs). Jedną z nich poleca znany amerykański kolarz górski David Tinker Juarez. Na zachodzie wyspy znajduje się również najbardziej urokliwy port, jaki można sobie wyobrazić – Marigot Bay z jachtami zacumowanymi pośród wysmukłych palm. Miejsce to jest niezmiernie romantyczne i idealne do podziwiania cudownego zachodu słońca. Saint Lucia to nieoszlifowany diament Karaibów. Nieoszlifowany, bo stanowi zakątek jeszcze nie do końca odkryty. Miejscami wyspa pozostaje dziewicza, a nawet dzika. Diament, ponieważ Saint Lucia ze względu na swoje naturalne piękno przypomina drogocenny klejnot.


51

©© possohh/shutterstock

każdym kęsem rozpływającej się w ustach langusty, a słońce odbijało się od turkusowej tafli Morza Karaibskiego. Przez chwilę nikt nic nie mówił.

SS Amerykański Chevrolet Bel Air, model z 1956 r.

©© Kamira/shutterstock

`` Weszliśmy z żoną do rozpadającej się chatki rybaka z Zatoki Świń (Bahía de Cochinos). Jest skromnie, lecz czysto – powiedział do nas przed wejściem. Jego żona przygotowała złowioną rano langustę, a on otworzył butelkę rumu Matusalem. Przez najbliższe kilka godzin rozmawialiśmy szczerze o Kubie. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie spotkałem nikogo, kto by tak wielbił rządzącego wówczas Fidela Castro (1926–2016). Oczy płonęły mu podczas tej rozmowy. Widać było prawdziwe uwielbienie. Rybak zaproponował, żebym wybrał się z nim kolejnego ranka na połów. Odmówiłem. Do dziś żałuję mojej decyzji. Siedziała przy barze i swoją urodą przyciągała wzrok mężczyzn przechodzących drugą stroną ulicy. Nie potrafię już dzisiaj przypomnieć sobie, jak dokładnie wyglądała. Czas zamazał jej obraz w mojej pamięci. Była jednak aniołem piękna, który zszedł na ziemię i siedział przede mną, sącząc daiquiri. Cieszyłem się samym patrzeniem. W zupełności mi wystarczało. Skipper zatrzymał łódź do połowu marlinów, a jego pomocnik zanurkował na kilka minut na samym wdechu, aby wyłowić dwie langusty. Zaczerpnął wodę z morza i ugotował w niej świeże skorupiaki. Delektowaliśmy się

©© TRAVEL CONSULTING (TRCO)

JAKUB PUCHAJDA | PREZES FIRMY TRAVEL CONSULTING (TRCO)

SS Modny wśród turystów kurort Varadero na malowniczym półwyspie Hicacos słynie z przepięknych plaż

Stałem w słynnym barze „Calle 62” w Varadero, popijając słodko-kwaśne mojito. Ulica coraz szybciej zapełniała się tancerzami. Nie mogłem oderwać wzroku od tańczących salsę par. Spocone ciała seksownie falowały na betonowej ulicy. Z każdą nową piosenką graną przez zespół roztańczony tłum gęstniał. Poczułem się jak w filmie. Przez moment nie byłem pewien, czy to wszystko dzieje się naprawdę. Podczas moich dotychczasowych pięciu wizyt na Kubie przeżyłem dziesiątki magicznych chwil. Niestety nie potrafię oddać ich poezji za pomocą słów. Często się zastanawiam, co takiego jest w tej wyspie, że tak łatwo potrafi oczarować. Co Kuba ma takiego w sobie, że zwykłe chwile przeżyte na niej zostają w pamięci na lata… To nie tylko moje ulubione miejsce na Karaibach. Ta wyspa należy do najbardziej wyjątkowych zakątków na całym świecie, prawdziwie magicznych.

©© BAHÍA PRÍNCIPE HOTELS & RESORTS

`` Według mnie najbardziej magicznym miejscem na Karaibach jest mój ukochany półwysep Samaná, czyli położony na północnym wschodzie Dominikany klejnot, który na zawsze pozostaje w pamięci. Jeśli ktoś oczekuje czegoś więcej od swoich wakacji w rejonie Morza Karaibskiego, znudził się urlopami w kurortach lub po prostu poszukuje niezwykłych zakątków, tak jak ja, z pewnością go pokocha. Kąpiel przy rajskiej plaży Rincón, wodospad El Limón (Salto del Limón) o wysokości 52 m, dziewicze wybrzeże w okolicy Las Terrenas – wszystko to sprawia, że uważam ten region za jeden z najpiękniejszych na naszym globie. Półwysep Samaná charakteryzuje się bogatą i zróżnicowaną florą i fauną. Zielone wzgórza, piaszczyste brzegi zatok Samaná (Bahía de Samaná) i Rincón (Bahía del Rincón) oraz turkusowa woda tworzą niesamowite krajobrazy. Można tu zwiedzać plantację o największej na świecie liczbie palm kokosowych przypadającej na metr kwadratowy. Zatoki Samaná i Rincón są pierwszymi na Karaibach, które przyjęto do „Klubu Naj-

©© BAHÍA PRÍNCIPE HOTELS & RESORTS

MAJKA ROMEL | MENEDŻERKA DS. SPRZEDAŻY SIECI BAHÍA PRÍNCIPE HOTELS & RESORTS

©© BAHÍA PRÍNCIPE HOTELS & RESORTS

SS Hotel Luxury Bahía Príncipe Cayo Levantado

SS Luksusowy resort z ofertą all inclusive Grand Bahía Príncipe Cayacoa nad zjawiskową zatoką Samaná

piękniejszych Zatok Świata” (Club de las Bahías más Bellas del Mundo) założonego w 1997 r. we Francji pod patronatem organizacji UNESCO. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie obserwowanie w tej okolicy humbaków. Od grudnia do marca długopłetwce oceaniczne przypływają tutaj, aby łączyć się w pary. Poza tym to również raj dla osób preferujących ekoturystykę. Park Narodowy Los Haitises zachwyca lasami namorzynowymi, mogotami (ostańcami krasowymi) i jaskiniami z malowidłami skalnymi. Na Cayo Levantado znajduje się plaża wyróżniona prestiżową Błękitną Flagą (Bandera Azul). Na tej idyllicznej wysepce działa także wyjątkowy, 5-gwiazdkowy hotel Luxury Bahía Príncipe Cayo Levantado. Oprócz podziwiania przepięknej przyrody na półwyspie można też korzystać z uroków bogatego życia nocnego. Krótko mówiąc, Samaná jest nie­ odkrytym, najlepiej strzeżonym sekretem Republiki Dominikańskiej i całych Karaibów.

LATO–JESIEŃ 2019


52 DALEKIE PODRÓŻE

©© The Yachting Club

`` Nasza rodzinna przygoda z Karaibami rozpoczęła się pod koniec 2017 r., gdy wraz z mężem i dziećmi wybrałam się na Grenadę, aby otworzyć na niej lokalną bazę firmy czarterowej The Yachting Club. Spędziliśmy tu, na południowym krańcu archipelagu Grenadyn, cudowne, słoneczne cztery miesiące. Kto raz odwiedził tę część świata, ten wie, że jest to miejsce magiczne, pełne wspaniałych ludzi. Kto jeszcze do niej nie trafił, koniecznie powinien pomyśleć o wyprawie do tego kolorowego i różno­ rodnego regionu. Karaiby najlepiej zwiedzać od strony wody. Podczas rejsu katamaranem można przeżyć niezapomniane wakacje. Niewielkie odległości między wyspami sprawiają, że żeglowanie jest bardzo przyjemne. Mój ukochany zakątek w tym regionie to Tobago Cays, zapierający dech w piersiach, mały, bezludny archipelag otoczony rafami koralowymi (położony w południowej części Grenadyn i należący do państwa Saint Vincent

©© The Yachting Club

WANDA STOMPÓR | MENEDŻERKA DS. PR I MARKETINGU W FIRMIE THE YACHTING CLUB

©© The Yachting Club

SS Katamaran na przejrzystych karaibskich wodach

SS Tobago Cays, bajkowy archipelag obejmujący pięć małych, bezludnych wysepek i rozległe rafy koralowe

i Grenadyny). Stanowi idealne miejsce na snorkeling i błogi wypoczynek na śnieżnobiałych plażach. Znajduje się tutaj rezerwat żółwi morskich (Tobago Cays Marine Park), więc w czasie kąpieli na pewno spotkamy chociaż kilka tych stworzeń. Na brzegach Tobago Cays panuje spokój i cisza, ale okoliczne wody tętnią życiem. W trakcie nurkowania można obserwować dostojnie poruszające się płaszczki, papugoryby i nie­ zliczone ławice kolorowych ryb. Na Karaibach życie toczy się swoim rytmem, nikt się nigdzie nie spieszy, a ludzie cieszą się każdym dniem. Również turyści, wyrwani ze świata codziennych trosk i wiecznego pędu, już po kilku dniach pobytu w tej nieco nierealnej rzeczywistości potrafią zwolnić, zatrzymać się i zrelaksować. Zaczynają doceniać miłe towarzystwo i powoli płynący czas. Właśnie za to kocham Karaiby. Ich wyspy emanują magiczną, pozytywną energią – można ją poczuć naprawdę wszędzie: od piaszczystych plaż, przez zielone lasy deszczowe, po gwarne i roztańczone bary.

i mimo niełatwych warunków, w jakich przyszło im żyć, bardzo otwarci i radośni. Wreszcie trzeba wspomnieć o starych amerykańskich krążownikach szos powszechnie kojarzących się z tym miejscem. One też sprawiają, że wyspa wydaje się wyjątkowa i nie­ samowicie czarująca.

©© MAKE BREAK

`` Kuba to jedno z tych miejsc wchodzących w skład archipelagu Wielkich Antyli na Morzu Karaibskim, do którego można i chce się ciągle wracać. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, dlaczego jest aż tak pociągająca. Może dlatego, że czas zatrzymał się na niej wiele lat temu, albo ze względu na jej ogromne zróżnicowanie i fakt, że każdy znajdzie tu coś niezwykłego. Znaczenie ma też z pewnością karaibska atmosfera wyspy, na której skosztujemy jedynego w swoim rodzaju rumu i zatańczymy gorącą salsę wprost na ulicy. Jedno jest pewne: kto raz odwiedzi kuszącą Kubę, będzie marzył, aby wybrać się na nią ponownie i doświadczyć więcej. Już sama stolica kraju i jej historyczna część La Habana Vieja przyciąga jakimś magicznym urokiem. W trakcie spacerowania hawańskimi uliczkami możemy się poczuć, jakbyśmy cofnęli się w czasie. Magiczne są również plaże, piękne, najczęściej pokryte białym piaskiem, a także przyroda Kuby i jej mieszkańcy, życzliwi

©© MAKE BREAK

ELWIRA URBAŃCZYK | WŁAŚCICIELKA FIRMY MAKE BREAK

©© MAKE BREAK

SS Kubanka z cygarem w zabytkowej Starej Hawanie

SS Kościół św. Trójcy (Iglesia de la Santísima Trinidad) w magnetyzującym, kolonialnym Trinidadzie

LATO–JESIEŃ 2019

Wielu turystów i podróżników jako cel swojego wyjazdu wybiera właśnie Kubę. Nadal można znaleźć na niej miejsca, do których rzadko kto dociera, nie­ odkryte i zachwycające dziką przyrodą. W pamięci utkwiła mi mocno jedna z ciekawostek historycznych. Zanim w październiku 1962 r. za prezydentury Johna Fitzgeralda Kennedy’ego w USA wprowadzono embargo na towary z Kuby, amerykański prezydent kazał zakupić na swój własny użytek jakieś tysiąc sztuk kubańskich cygar. Każdemu, kto zastanawia się, do którego karaibskiego kraju powinien udać się na urlop, serdecznie polecam właśnie tę magiczną wyspę. Jestem pewna, że wróci z niej zadowolony. 


53

LATO–JESIEŃ 2019


54 DALEKIE PODRÓŻE

Kolumbia – kraj tysiąca kolorów ALEKSANDRA ANDRZEJEWSKA www.polkawkolumbii.com TT Kolorowo ubrana palenquera sprzedająca owoce na ulicy w zabytkowym centrum Cartageny de Indias

©© ProColombia

SS Sierra de la Macarena z rzeką Caño Cristales

LATO–JESIEŃ 2019


55

« Kiedy wspominam, że mieszkam w Kolumbii, większość osób łapie się za głowę i mówi, że lubię mieć pod górkę. Przecież to kraj baronów narkotykowych, gdzie w nieprzebytych lasach tropikalnych można zostać porwanym. Poza wyśmienitą kolumbijską kawą, piłkarzami i znaną na całym świecie piosenkarką Shakirą niewiele innych pozytywnych rzeczy zwykle się z nim kojarzy. Skoro w programach informacyjnych pokazuje się zdjęcia z Kolumbii z paczkami kokainy umieszczonymi nawet w kartonach po bananach, trudno jest uwierzyć mi na słowo, że czuję się tu jak ryba w wodzie, miejsce to zamieszkują radośni ludzie i należy ono do najbardziej rozpieszczanych przez matkę naturę zakątków na naszym globie. »

©© varnak/shutterstock

M

©© ProColombia

TT Koralowa wyspa Múcura w archipelagu San Bernardo

imo zmian klimatycznych w tym rozległym kraju Ameryki Południowej (ponad 1,1 mln km² powierzchni) nadal znajdują się bogate zasoby wody. Przez cały rok panuje w nim stały klimat, na tutejszych ziemiach można uprawiać niemal wszystkie znane owoce i warzywa, a osiągają one wielkie rozmiary. Jako jedno z nielicznych państw na świecie (jedyne na kontynencie południowo­amerykańskim) Kolumbia ma wybrzeże nad dwoma oceanami (Pacyfikiem i Atlantykiem, a dokładnie Morzem Karaibskim). Poza tym są w niej m.in. spore fragmenty bujnej amazońskiej selwy, cztery pustynie (La Guajira, Tatacoa, La Candelaria i  Occidente), ośnieżone szczyty majestatycznych Andów i  rajski karaibski Archipelag Wysp San Andrés, Providencia i Santa Catalina (Archipiélago de San Andrés, Providencia y Santa Catalina). Wbrew pozorom zatem to jedno z najciekawszych turystycznie miejsc na ziemi. Na początku chcę zaznaczyć, że wyprawa do Kolumbii jest raczej przygodą dla znawców, wytrawnych podróżników. Osoby szukające luksusowych resortów na Karaibach po prostu nie znajdą ich tutaj zbyt wielu (z wyjątkiem tak popularnych turystycznie miejsc jak Cartagena de Indias, Santa Marta, półwysep Barú, nazywany też wyspą Barú, czy wreszcie San Andrés). Rozległe kompleksy w  standardzie 5-gwiazdkowym położone nad białą plażą zastępują w tym kraju zazwyczaj romantyczne ekohotele z widokiem

na morze lub te ukryte w górach, do których nierzadko trzeba dojść kawałek pieszo, ponieważ żaden pojazd nas tam nie zawiezie. Kolumbię trudno także uznać za miejsce dla osób starszych. Chodniki w większych miastach stanowią na ogół prawdziwy tor przeszkód, a wiele turystycznych atrakcji wciąż nie zostało przygotowanych pod względem infrastruktury do potrzeb osób z jakąkolwiek niepełnosprawnością ruchową, choć należy podkreślić, iż zmienia się to w ostatnim czasie. W lipcu 2018 r. na wyspie San Andrés, w  malowniczej zatoce El Cove, oddano oficjalnie do użytku nowe molo (Muelle Turístico El Cove), przy którym mogą cumować luksusowe statki wycieczkowe, łodzie dla turystów i nurków. W wydarzeniu udział brali m.in. ówczesny prezydent Republiki Kolumbii Juan Manuel Santos i wiceminister turystyki Sandra Howard Taylor. Wcześniej starsi i niepełnosprawni albo samodzielnie wdrapywali się do tańczącej na falach motorówki, albo byli do niej wnoszeni przez krzepkich lokalnych przewodników. Z tego samego powodu również osobom podróżującym z małymi dziećmi nie polecam zbytnio zakątków kraju położonych daleko od głównych dróg. Kolumbia – moim zdaniem – nie jest wreszcie odpowiednim celem podróży dla ludzi nie lubiących aktywności ani zmęczonych pracoholików chcących na urlopie po prostu odpocząć przy basenie i wygrzać się na plaży. Będzie jednak znakomitym wyborem dla turystów spragnionych nowych wrażeń i niezrażających się dość częstymi zmianami podczas wyprawy. 

LATO–JESIEŃ 2019


©© ProColombia

56 DALEKIE PODRÓŻE

©© ProColombia

SS Bagnisto-leśny przesmyk Darién (Tapón del Darién) znajduje się na granicy Kolumbii z Panamą

SS Jeden z aż ponad 1,6 tys. gatunków orchidei rosnących na obszarze wilgotnej selwy Darién

ZMIENNA I RÓŻNORODNA W tym kraju plan podróży nierzadko należy dopasowywać do okoliczności, ponieważ w  Andach wciąż zdarzają się obsunięcia ziemi, co może opóźnić dojazd do danego punktu o nawet kilka dni. Kolumbia to raj dla osób lubiących ruch i emocje, amatorów lotów na paralotni, jazdy na rowerze, wycieczek konnych, wspinaczek na wulkany, nurkowania czy wywołujących gęsią skórkę wypraw po bujnym lesie tropikalnym. Zdecydowanie przypadnie do gustu turystom żądnym przygód i chętnie spędzającym czas w otoczeniu dziewiczej natury. Klimat i temperatura zmieniają się tutaj w zależności od wysokości nad poziomem morza. Wyższe partie gór porastają mchy i  porosty, na obszarach nizinnych królują wiecznie zielone lasy tropikalne. Dlatego podczas podróży przez Kolumbię zawsze będziemy się przebierać. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy, w 2006 r., mieliśmy z przyjaciółmi pokonać trasę z wysoko położonej Bogoty (leżącej na średniej wysokości ok. 2640 m n.p.m.) do ciepłego Girardot w departamencie Cundinamarca (mniej wię-

LATO–JESIEŃ 2019

cej 326 m n.p.m.), trudno było mi zrozumieć, dlaczego każą mi zapakować zarówno ciepłą kurtkę, jak i klapki. Jak się okazało, rano przenikał nas górski chłód stolicy, a po południu trafiliśmy w sam środek upalnego lata. Kolumbia zaskakuje wielkim bogactwem przyrodniczym. Tuż nad Pacyfikiem, w departamencie Chocó (i sąsiednim Antioquia), leży jeden z najwilgotniejszych obszarów leśnych na świecie (selwa Darién). W kraju odkryto ponad 1920 rozmaitych gatunków ptaków i wciąż znajduje się nowe. Z jednej strony w wysokich górach spotkamy ogromne kondory wielkie o rozpiętości skrzydeł sięgającej nawet 3,3 m, z  drugiej w  wielu miejscach natkniemy się na maleńkich przedstawicieli któregoś z aż blisko 400 gatunków kolibrów żyjących w Kolumbii. Miłośnicy kwiatów mogą podziwiać różnorodne orchidee. Wyróżniono tu niemal 4,3 tys. ich gatunków. Wśród występujących w tym południowoamerykańskim kraju motyli warto wymienić tego o nazwie Morpho sulkowskyi. Odkrył go na początku lat 40. XIX stulecia polski książę bielski Maksymilian Sułkowski (1816–1848) podczas swojej wyprawy do tej

części Ameryki Południowej. W tropikalnych lasach nad Pacyfikiem, na terenie departamentów Chocó, Cauca i Valle del Cauca, żyje endemiczny liściołaz żółty, nazywany straszliwym (Phyllobates terribilis), naj­bardziej trujący płaz na ziemi.

ATRAKCJE TURYSTYCZNE Są takie miejsca w Kolumbii, które trzeba koniecznie odwiedzić. Należy do nich bez wątpienia Cartagena de Indias, określana mianem Romantycznej Stolicy Ameryki (La Capital Romántica de América), położona malowniczo na karaibskim wybrzeżu. Jej wspaniała kolonialna architektura przenosi zwiedzających w czasy konkwisty. Na spacer najlepiej udać się na aż 11-kilometrowe, wysokie na średnio 6–8 m, stare mury obronne, zbudowane ze skały koralowej. Niezmiernie urokliwe uliczki miasta spodobają się z pewnością zakochanym parom. W Cartagenie de Indias temperatury przez cały rok oscylują wokół 30°C. Gorące powietrze ochładza świeża i rześka bryza morska. Liczne lokalne restauracje mają w swojej ofercie rozmaite pyszne dania, których zdecydowanie warto spróbować.


©© ProColombia

57

SS Panorama Cartageny de Indias z Katedrą św. Katarzyny Aleksandryjskiej na pierwszym planie

Z Cartageny de Indias jest już dość blisko na koralowe Wyspy Różańcowe (Islas del Rosario). Rejs na nie odbywa się zawsze wcześnie rano szybką motorówką. Można odwiedzić tu wyspy Múcura, Maravilla lub Grande albo piękną Białą Plażę (Playa Blanca) na pobliskim półwyspie Barú, zna-

nym także jako wyspa Barú (Isla de Barú). Na San Martín de Pajarales działa oceanarium, gdzie w turkusowej wodzie pływają karaibskie ryby, rekiny i delfiny. Cartagena de  Indias leży też stosunkowo niedaleko (ok. 230 km na zachód) Narodowego Parku Naturalnego Tayrona (Parque Nacional

©© ProColombia

TT Parque Nacional Natural Tayrona utworzony nad Morzem Karaibskim koło miasta Santa Marta

Natural Tayrona) rozciągającego się nad samym wybrzeżem Morza Karaibskiego. Spotkamy w nim Indian Arhuaco. Kobiety tkają słynne torby mochilas arhuacas (tutu iku), a mężczyźni, żujący liście koki, zapisują myśli na naczyniach poporos, obecnie wykonywanych głównie z tykwy. Interesującą kolumbijską atrakcją jest również Szlak Kawowy (Ruta del Café). Znaną i cenioną na całym świecie kawę uprawia się w okolicy czterech dużych miast: Armenii, Pereiry, Manizales i Ibagué. Zbocza gór porośnięte są plantacjami, zacienionymi gdzieniegdzie rozłożystymi bananowcami lub melonowcami. Na szczytach wzniesień stoją kolorowe domy, zawsze okolone balustradami w żywych barwach i wyposażone w dobrane do nich okiennice. Krajobraz kulturowy regionu kawy w 2011 r. trafił na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na Szlaku Kawowym, w  departamencie Quindío, leży miasteczko Salento, skąd w ciągu pół godziny dojeżdża się do Valle de Cocora z licznymi palmami woskowymi (palma de cera del Quindío), które są jednym z narodowych symboli Kolumbii. Ten gatunek drzewa znajduje się pod ścisłą ochroną. Palmy woskowe osiągają wiek kilkuset lat i wysokość 70 m. Nad doliną przy odrobinie szczęścia wypatrzymy przez dobrą lornetkę kołującego kondora wielkiego. Na obiad warto zjeść typową dla tych okolic potrawę ze świeżo złowionego pstrąga tęczowego i wypić sok z andyjskiego słodko-kwaśnego i  orzeźwiającego owocu lulo. W Valle de Cocora można zdobyć się na dodatkowy wysiłek, aby po trekkingu przez las wiecznej mgły – bosque de niebla – dotrzeć do rezerwatu kolibrów (La Casa de los Colibríes –  Reserva Natural Acaime), które całymi chmurami furkoczą nad głowami zachwyconych gości. Poza tymi emblematycznymi atrakcjami Kolumbia skrywa inne, wcale nie tak oczywiste skarby. Wśród nich znajduje się tęczowa rzeka Caño Cristales, która od czerwca do końca listopada kwitnie w pięciu kolorach (żółtym, zielonym, niebieskim, czarnym i przede wszystkim czerwonym). Podwodna roślinność w barwach tęczy łączy się z soczystą zielenią roślin na lądzie i błękitem nieba i tworzy jedyny w swoim rodzaju widok. Z tego powodu rzeka bywa nazywana najpiękniejszą na świecie. Skoro o kolorach już mowa, w Kolumbii zobaczymy też siedmiokolorowe morze (tzw. el mar de los siete colores). Szukać trzeba go w okolicy Archipiélago de San Andrés, 

LATO–JESIEŃ 2019


©© ProColombia

58 DALEKIE PODRÓŻE

TT Chocó, Parque Nacional Natural Ensenada de Utría

Providencia y Santa Catalina. Wchodzące w jego skład maleńkie wysepki leżą nie­ daleko Nikaragui (ok. 110 km od jej wschodnich wybrzeży). Dostaniemy się na nie samolotem ze stołecznej Bogoty. Kursuje on kilka razy w ciągu dnia, a lot trwa ponad 2 godz. Podczas liczenia odcieni barwy morza można się tu pogubić. Wokół wyspy Providencia znajduje się jedno z najpiękniejszych miejsc do nurkowania w kraju.

Nad kolumbijskie wybrzeże Pacyfiku (Parque Nacional Natural Uramba Bahía Málaga, Isla Gorgona, Parque Nacional Natural Ensenada de Utría) od czerwca do listopada przypływają humbaki, aby wydać na świat młode. W tym czasie polecam przylecieć w te okolice awionetką z Medellín i dopłynąć motorówką do jednego z zagubionych w tropikalnym lesie ekohoteli. Po spacerze po dziewiczej plaży i  świeżym,

TT Wyprawa Szlakiem Kawowym (Ruta del Café)

©© ProColombia/Viceministerio de Turismo

©© ProColombia

SS Karaibska wyspa San Andrés niedaleko Nikaragui

LATO–JESIEŃ 2019

pysznym posiłku kolejnego dnia wyrusza się na spotkanie z tryskającymi wodą waleniami.

SKARBY NATURY Kolumbijskiej kawy nie trzeba raczej nikomu specjalnie przedstawiać, bo jest znana na całym świecie. Na terenie kraju uprawia się wyłącznie gatunek arabica. Plantacje znajdują się pod ścisłą kontrolą fe-


©© ProColombia

59

©© ProColombia

SS Urządzenie służące do prażenia ziaren kawy

©© ProColombia

SS Kakao – nasiona z owoców kakaowca właściwego

SS Kolumbijskie róże z departamentu Cundinamarca

deracji producentów (Federación Nacional de Cafeteros de Colombia). Kolumbijska kawa rośnie na zboczach Andów na ogół na terenach usytuowanych na wysokości od ok. 1300 do mniej więcej 2000 m n.p.m. Zbiera się ją zawsze ręcznie, bez użycia maszyn. Do koszy trafiają tylko czerwone, dojrzałe owoce i jedynie takie poddawane są dalszej obróbce. Tak pieczołowicie

uprawiana, zbierana i selekcjonowana kawa cieszy się opinią jednej z najlepszych na świecie. Obecnie eksperymentuje się z nowymi wysokościami plantacji, zacienieniem i mikroklimatami. W tych specyficznych warunkach dojrzewają ziarna kaw specialty, które wygrywają wiele między­narodowych konkursów jakości. Dużo mniej osób wie, że Kolumbia należy dziś do największych producentów kakao specjalistycznego na świecie. Popyt na ziarno kakaowca rośnie niemal w każdym kraju. Kolumbijskie kakao ma wspaniały smak i aromat. Ze względu na różnorodność klimatyczną i ogromną powierzchnię Kolumbia może produkować naprawdę duże ilości ziaren kakaowca. Pulpę z jego owoców poddaje się fermentacji i odsącza. Z suchych ziaren powstaje potem masa kakaowa. Oba kolumbijskie cuda natury – kawa i kakao – pachną wybornie i są towarem poszukiwanym na całym świecie. Wcześniej Kolumbia eksportowała je jedynie jako surowiec. Obecnie zajmuje się również ich przetwarzaniem i zaczyna z powodzeniem sprzedawać je za granicę pod własną marką. Jeszcze bardziej zaskakująca jest inna ciekawostka. Otóż z  Kolumbii pochodzi niemal połowa goździków i róż dostępnych w  naszych, polskich kwiaciarniach. Już z okien samolotu kołującego nad Bogotą można dostrzec całe pola pokryte dziwnymi, białymi dachami z plastiku. Te trudne do zidentyfikowania obiekty to nic innego jak szklarnie. Goździki, hortensje, chryzantemy i róże najlepiej rosną na płaskowyżu niedaleko stolicy, na wysokości ok. 2600 m n.p.m. Mimo panujących w Andach warunków rośliny wcale nie marzną. Przez 365 dni w roku codziennie mogą liczyć na 12 słonecznych godzin, a temperatura nigdy nie spada tu poniżej zera. Dzięki zawsze wrześniowej pogodzie róże są ogromne i  przepięknie wybarwione, a krzewy kwitną przez okrągłe 12 miesięcy. Nic więc dziwnego, że kolumbijskie kwiaty wyprzedzają pod względem jakości kenijskie i holenderskie. Kolumbia przegoniła nawet najsilniejszy do niedawna na południowoamerykańskim rynku Ekwador. Wielki popyt na tutejsze kwiaty cięte czyni kraj najważniejszym ich eksporterem na świecie (zaraz po Holandii, a  właśnie przed Ekwadorem i Kenią). W Amsterdamie codziennie lądują całe samoloty wypełnione kartonami świeżych kolumbijskich róż, hortensji, chryzantem, goździków czy alstremerii (krasnolic). Co ciekawe, uważane za najlepsze targi kwiatów ciętych na naszym globie – Proflora – odbywają się co

dwa lata właśnie w Bogocie (najbliższą ich edycję zaplanowano w dniach 2–4 października 2019 r.).

OWOCE NIE Z TEGO ŚWIATA Jeśli chodzi o dary natury, to jeszcze nie wszystkie kolumbijskie cuda. Osobiście naj­ bardziej cenię w Kolumbii fakt, że każdego dnia w roku można zjeść w niej inny owoc. Stragany bogotańskiego targu Paloquemao, gdzie uwielbiam robić zakupy, uginają się pod ciężarem kolorowych owoców i  warzyw, a o istnieniu wielu z nich przyjezdni naj­częściej nie mieli wcześniej pojęcia. Tropikalne skarby natury kuszą barwami i  nazwami, takimi jak borojó czy corozo. Owoce w Kolumbii są dostępne na każdym rogu i towarzyszą mieszkańcom przez cały dzień. Rano obowiązkowo pije się świeżo wyciskany sok z  pomarańczy. Na drugie śniadanie Kolumbijczycy lubią jeść sałatkę owocową, posypaną dużą ilością startego, słonego sera i polaną syropami owocowymi. Do obiadu popija się sok ze świeżo zmiksowanych owoców. Jako przekąskę chrupie się kupione na ulicznym straganie, pokrojone mango, najlepiej jeszcze niedojrzałe, polane sokiem z cytryny i posypane solą. Ze względu na dużą dostępność owoców przez cały rok w Kolumbii istnieje mnóstwo dotyczących ich mitów i legend oraz przekazywanych sobie nawzajem ich zastosowań. To tutaj wynaleziono frutoterapię, czyli metodę leczenia owocami. Według niej awokado leczy bezpłodność i wszelkie choroby intymne, a jaskraworóżowy miąższ guawy (gujawy, gruszli) jest bogatszy w  wita­ minę C niż wszystkie cytrusy razem wzięte. Ceniące piękny wygląd Kolumbijki nie wyrzucają skórki z ananasa, ale gotują ją i popijają powstały z niej wywar, aby szybko stracić niepotrzebne kilogramy. Papaję stosują z kolei w tym samym celu, co my marchewkę – ma ona pomagać w zapewnieniu słonecznej opalenizny przez cały rok.

KUCHNIA PACHNĄCA KOLENDRĄ W Bogocie na targu Paloquemao znajdziemy również gotowe dania typowe dla tego kraju. Tam, gdzie już z oddali widać unoszącą się parę wodną, w wielkim garnku gotują się tamales. Najłatwiej porównać je do naszych gołąbków. Różnica między tymi dwiema potrawami polega na tym, że farsz (tu masę z ciecierzycy, boczku, mięsa wieprzowego, kurczaka i kukurydzy) zawija się w przypadku tamales colombianos w aromatyczne liście banana lub bijao. Kuchnia Kolumbii jest 

LATO–JESIEŃ 2019


©© ProColombia

©© ProColombia

60 DALEKIE PODRÓŻE

SS Bogate w witaminę C owoce psianki lulo (lulo)

SS Arepas (kukurydziane placki) i empanadas (smażone pierożki nadziewane rozmaitym farszem)

prosta i łagodna w smaku, dlatego uważam, że bez problemu zaspokoi wymagania polskich podniebień. Tak jak u nas dania pachną posiekaną pietruszką, tak tutaj unosi się nad nimi zapach kolendry. W Bogocie należy spróbować rozgrzewającego specjału, który postawi na nogi nawet najbardziej zmęczonych podróżników. Mam na myśli zupę ajiaco, znaną powszechnie na płaskowyżu dookoła kolumbijskiej stolicy. To rodzaj rosołu zagęszczonego rozgotowanymi młodymi ziemniakami bądź też zupa ziemniaczana z kurczakiem – oba opisy są tak samo trafne. Jest pyszna i gęsta, a podaje się ją z  ryżem, awokado i  kaparami. Ważny składnik potrawy stanowi żółtlica drobnokwiatowa, występująca tu pod nazwą

guasca, która w polskich ogródkach uchodzi za chwast, a w rzeczywistości zawiera witaminę C i sole mineralne i ma właściwości odżywcze, odtruwające czy przeciwzapalne. W Medellín i  całym departamencie Antioquia oraz Trójkącie Kawy (Triángulo del Café), regionie rozciągającym się między dolinami rzek Campoalegre, Otún i La Vieja, polecam spróbować słynnego dania eksportowego Kolumbii. Bandeja paisa to dawna potrawa rolników i  arrieros, czyli tragarzy np. kawy, którzy kompensowali nią sobie wydatek energetyczny w ciągu dnia. W jej skład wchodzi ryż, porcja mięsa, smażona świńska skóra – chicharrón, smażony banan, sadzone jajko, obowiązkowa w tym regionie fasola, placek kukurydziany, czyli arepa, i awokado.

W Kolumbii gotuje się ze świeżych produktów, które są przetwarzane bezpośrednio przed spożyciem. Stały klimat i  dostępność jedzenia nigdy nie zmusiły mieszkańców do konserwowania żywności na zimę, dlatego brak tutaj tradycyjnych specjałów suszonych, wędzonych czy kiszonych. Smak i zapach dojrzewających serów przeciętnemu Kolumbijczykowi kojarzy się z czymś zepsutym. Nie liczmy także na to, że potrafiłby docenić nasze kiszonki. Chrupanie sfermentowanej kapusty nie spotka się raczej ze zrozumieniem typowego mieszkańca Kolumbii.

SZCZĘŚLIWI LUDZIE

©© ProColombia

TT Plaza de Mercado de Paloquemao słynie m.in. ze świeżych tropikalnych owoców, warzyw i kwiatów

LATO–JESIEŃ 2019

Pewnego dnia jadłyśmy kolację z zaprzyjaźnioną turystką z Polski w restauracji w Bogocie. Pod koniec posiłku koleżanka z niedowierzaniem szepnęła mi do ucha: Słuchaj, Olu, czy oni są naprawdę tacy mili, czy zachowują się tak dlatego, że muszą?. Trudno dziwić się jej zaskoczeniu, skoro kelnerzy w kolumbijskich restauracjach starają się zazwyczaj gościom nieba przychylić, a ekspedientki w tutejszych sklepach zawsze się uśmiechają. Osoby z obsługi rozpieszczają klientów i ich koledzy po fachu z innych miejsc na świecie śmiało mogą uczyć się od Kolumbijczyków tej postawy. Mieszkańcy Kolumbii po prostu tacy są: z natury serdeczni i grzeczni dla drugiego człowieka. Jak to możliwe w kraju, którego obywatele według amerykańskiego serialu telewizyjnego Narcos i licznych doniesień o działalności narkotykowych karteli doświadczyli tyle przemocy? Dlaczego Kolumbijczycy do niedawna znajdowali się w czołówce rankingów najszczęśliwszych narodów na świecie (według aktualnego badania przeprowa-


©© ProColombia

©© ProColombia

61

SS Tamales colombianos zawija się w liście banana lub bijao, które nadają im charakterystyczny smak

SS Typowa dla Bogoty i okolic, pożywna zupa ajiaco

dzonego przez Instytut Gallupa na zlecenie ONZ zajmują 43 miejsce, zaraz za Litwinami i przed Słoweńcami)? Być może to za sprawą naturalnej potrzeby niesienia pomocy, jaką ma większość z nich. Dawanie rad jest w tym kraju sportem narodowym. Jeśli powiemy, że boli nas gardło, natychmiast dostaniemy poradę, jak powinniśmy temu zaradzić, oraz listę domowych środków na kaszel, które pomogły już wielu ciotkom. Przyjęcie takiej informacji z uśmiechem wdzięczności wcale

Nie ma tutaj zasiłków dla bezrobotnych, pomocy dla rodzin z dziećmi ani wysokich emerytur. Zamiast jednak utyskiwać, należy zakasać rękawy i znaleźć dodatkowe źródło dochodu. Trzeba trzymać się razem, dlatego bardzo ważne są więzy rodzinne i koneksje. Narzekanie w Kolumbii jest nudne i nikogo nie interesuje. Jeśli życie daje kwaśne cytryny, najlepiej zrobić z nich lemoniadę. Poza tym wielu Kolumbijczyków nie czuje potrzeby planowania przyszłości, lecz woli, aby los 

nie wystarcza – należy wręcz obiecać, że się te zalecenia zastosuje. Czasem nie ma zresztą innego wyjścia, ponieważ radząca osoba staje na progu z zachwalanym specyfikiem w dłoni, więc nie sposób go już nie zażyć. Na dodatek w Kolumbii... się nie narzeka. A przecież znajdą się do tego powody. Pomoc socjalna jest minimalna. Szkoły i uniwersytety są płatne. Dobre ubezpieczenie zdrowotne to przywilej bogatszych, a nie obowiązkowe świadczenie dla wszystkich.

LATO–JESIEŃ 2019


©© ProColombia

62 DALEKIE PODRÓŻE

SS Kolumbijczycy mówią, że jeśli życie daje nam kwaśne cytryny, należy zrobić z nich lemoniadę

ich zaskoczył. My, zapobiegliwi Polacy, nie zaśniemy spokojnie, jeśli nie odłożymy choćby odrobiny pieniędzy na czarną godzinę. Mieszkańcy Kolumbii dopiero się tego uczą. Wydaje mi się, że to dlatego, że żywność jest tu zawsze dostępna i nikt nie musi gromadzić zapasów na gorsze czasy. Kolumbijczycy nie nastawiają się więc na wielkie oszczędzanie, ale oszczędzają sobie zmartwień na zapas. I żyje im się lżej i przyjemniej.

NIEPERFEKCYJNY IDEAŁ Kolumbia nie jest idealna, bo gdyby taka była, to wszyscy chcielibyśmy się w niej osiedlić. Kolumbijczycy są z  natury nie­

punktualni – ci, którzy przestrzegają terminów, albo mieszkali, studiowali lub pracowali za granicą, albo stanowią po prostu wyjątek od reguły. Do większości z nich należy odnosić się uprzejmie. Bezpośredniość, do której jesteśmy przyzwyczajeni, np. używanie zwrotów w rodzaju Idź!, Zrób to! lub Oszalałeś?!, traktuje się jako obrazę i oznakę zupełnego braku manier. Tutaj każdą krytykę trzeba ubrać w wiele amortyzujących wyrazów. Również słowo nie trudno przechodzi przez kolumbijskie gardło. Kolumbijczycy uwielbiają topić tłusty, żółty ser w gorącej czekoladzie i wyjadać go łyżeczką dopiero wtedy, gdy porządnie się

©© ProColombia

TT Carnaval de Barranquilla to najważniejsze wydarzenie folklorystyczne i kulturalne w Kolumbii

rozpuści. I w większości nie mają zbytniego dystansu do siebie, a już na pewno brakuje im go w odniesieniu do swojego kraju. Nigdy im nie dość, gdy zachwala się piękno tutejszej przyrody, bogactwo kulturowe, serdeczność mieszkańców i pyszne ajiaco. Przecież tak bardzo się starają, abyśmy my, obcokrajowcy, przywieźli z Kolumbii cudowne wspomnienia. Zacietrzewiają się trochę z kolei, kiedy ktoś krytykuje np. kolumbijski system podatkowy czy służbę zdrowia i mówi o korupcji. Nawet jeśli w rzeczywistości zgadzają się z rozmówcą, to duma narodowa nakazuje im bronić reputacji ojczyzny. W takich przypadkach zwykle odpowiadają, że jeżeli komuś się tutaj nie podoba, to przecież nikt go nie trzyma siłą. Jedyne krytyczne uwagi, jakie są w stanie przyjąć, dotyczą ruchu ulicznego, zwłaszcza w Bogocie, oraz płatnej edukacji. Mimo to Kolumbijczyk i Polak na pewno znajdą wspólny język. Połączy ich zamiłowanie do dużych porcji jedzenia i łagodnych smaków. W Kolumbii lubią dobrze zjeść i choć warzyw i owoców jest pod dostatkiem, w kuchni używa się sporo mięsa. Zarówno Kolumbijczycy, jak i Polacy są również przywiązani do rodziny, a szczególnym szacunkiem darzą matki. Poza tym z pewnością polubią się za ciekawość świata i innych kultur. Oba narody dopiero od niedawna mogą swobodnie podróżować. Nieprzewidywalna Kolumbia stanowi więc świetne miejsce na wyprawę dla Polaków, bo z jednej strony wyda im się całkiem swojska, a z drugiej nigdy nie przestanie ich zaskakiwać. Tu za każdym zakrętem czeka nowa, wspaniała przygoda. 

LATO–JESIEŃ 2019


Pure! Travel Group jest wiodącą firmą DMC działającą na terenie Kolumbii, Ekwadoru, Peru, Boliwii i Chile, obsługującą wyłącznie rynek B2B. Posiadamy własne biura w każdym z wymienionych krajów i przygotowujemy wyjątkowe, szyte na miarę programy i wydarzenia tworzone z myślą o wypoczynku i potrzebach MICE naszych klientów. Pure! to nie tylko kolejne DMC, to my jesteśmy Twoimi uszami i oczami na miejscu, zmieniamy się w Twojego strategicznego partnera. Staniesz się częścią naszych kompetentnych i zmotywowanych zespołów, dostarczających wysokiej jakości wrażeń z podróży.

Nasza dbałość o środowisko naturalne, dziedzictwo ludzkości oraz lokalne społeczności została nagrodzona znanym na całym świecie certyfikatem TourCert.

Kolumbia, kraj gościnności. Niezależnie od tego, czy podróżni szukają tropikalnych plaż, kolonialnych miast, dziewiczej przyrody czy nowoczesnych miejsc, Kolumbia jest niezapomnianym celem podróży biznesowych i wypoczynkowych.

W Ekwadorze odwiedzający napotykają cztery światy w jednym kraju: amazoński las deszczowy, Andy, wybrzeże i wyspy Galapagos. Miasta, z niepowtarzalną mieszanką nowoczesności i historii, są unikalnymi kierunkami MICE.

Będąc ziemią Inków, wyśmienitego jedzenia i zapierających dech w piersiach krajobrazów, Peru ma wszystko, o czym można marzyć. Oprócz różnorodności przyrodniczej i kulturowej, Peru, a zwłaszcza jego stolica Lima, jest rozwijającym się celem podróży MICE.

Boliwia, z dużą populacją rdzennej ludności indiańskiej, jest idealnym miejscem do bliższego poznawania kultur andyjskich. Pure! Bolivia zaprasza turystów podróżujących w celach wypoczynkowych i integracyjno-motywacyjnych do odkrywania najbardziej autentycznego kierunku w Ameryce Południowej.

Najwyższej klasy winiarnie, lodowce, pustynie, niekończące się lasy i nowoczesne miasta; Chile skrywa wiele skarbów. Od pustyni Atakama na północy po Antarktydę na południu, to kraj pięknych skrajności.

www.pure-travelgroup.com


64 DALEKIE PODRÓŻE

LATO–JESIEŃ 2019


65

Peru,

czyli skarb Andów LUCYNA LEWANDOWSKA www.lucyna-lewandowska.pl

SS Pozostałości sanktuarium Inków położonego między szczytami Machu Picchu i Huayna Picchu

LATO–JESIEŃ 2019

©© PROMPERÚ/PILAR OLIVARES

« Natura obdarowała ten kraj niemal wszystkim, co można sobie wymarzyć. Pustynne wybrzeże Pacyfiku („costa”) ciągnie się przez niemal 2,3 tys. km. Równolegle do linii brzegowej, w niedużej od niej odległości, wznosi się surowy, wyżynny region („altiplano”), a zaraz za nim pasmo Andów („sierra”) z najwyższym szczytem w peruwiańskich granicach – masywem Huascarán (6768 m n.p.m.). Leżącą za majestatycznym łańcuchem górskim wschodnią część kraju pokrywa wilgotny las równikowy („selva”). »


66 DALEKIE PODRÓŻE

W

tych czterech krainach geograficznych znajdziemy kaniony, pustynie, wulkany i najwyżej położone żeglowne jezioro na ziemi. Jeśli dodać do tego światowego formatu zabytki kultury, nie tylko inkaskiej, smaczną kuchnię czy kolorowe stroje mieszkańców, powstaje wspaniała mieszanka atrakcji, dzięki którym każda wizyta w Peru będzie udana. Najlepiej przekonać się o tym samemu. Współczesne państwo, które wyłoniło się z  hiszpańskiej kolonii, jest stosunkowo młode. Niepodległość ogłosiło w 1821 r. Od tego czasu funkcję jego stolicy pełni Lima, wcześniej odgrywająca tę samą rolę w kolonialnym Wicekrólestwie Peru (istniejącym od 1542 r.).

CENTRUM WSZYSTKIEGO Naszą podróż zaczniemy od centrum inkaskiego świata, gdzie pośród łagodnych, nagich wzgórz z monumentalnymi, przykrytymi śniegiem andyjskimi szczytami w tle leży Cusco (Cuzco). O mieście tym mieszkańcy Limy mówią z nutą lekkiej zazdrości. W porównaniu z często zasnutą mgłą stolicą tu przez większą część roku świeci słońce. Piękna pogoda (ze średnią roczną temperaturą powietrza 13°C) to jedno. W przypadku Cusco ważne jest także położenie. Miasto znajduje się na ok. 3400 m n.p.m., należy więc pamiętać o aklimatyzacji. Jeśli lecimy z terenów położonych niżej, warto odpocząć na miejscu przez dwa, trzy dni, zanim roz­ poczniemy zwiedzanie. Choroba wysokościowa może dotknąć każdego, niezależnie od wieku czy kondycji fizycznej. Chociaż mniej więcej 83 proc. mieszkańców Peru posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle w użyciu pozostaje kilkanaście języków indiańskich. Drugim najczęściej używanym językiem w kraju jest keczua (ponad 13,5 proc. Peruwiańczyków). I to właśnie w nim według jednej z hipotez Cusco ma oznaczać „pępek świata”. Takie tłumaczenie wydaje się bardzo sensowne. Wokół miasta zorganizowane było nie tylko całe państwo, ale i cały inkaski świat, zarówno w sensie metaforycznym, jak i dosłownym. Centrum stanowił plac, od którego biegły cztery główne drogi, tworzące osie imperium. Żyjąca w Cusco ludność również różniła się od tej z innych osad. Mieszkali tutaj przede wszystkim władcy i kapłani, choć nie mogło też zabraknąć członków ich świty, rzemieślników, wojskowych i przedstawicieli różnych nacji. Kolejni królowie wznosili w mieście swoje pałace i nowe świątynie. Pomimo upływu

LATO–JESIEŃ 2019

lat, licznych trzęsień ziemi i niszczycielskich wojen wiele z nich zachowało się do dzisiaj i nawet obecny plan ulic centrum Cusco nie odbiega zbytnio od tego z czasów Inków. Ważnym punktem była tu Coricancha, najważniejsza świątynia w całym imperium, przybytek poświęcony Inti, bogu słońca. Jej charakterystyczny łukowaty mur jest nadal widoczny. W czasach Inków to wspaniałe dzieło kamieniarzy zasłaniało pokrycie ze złotej blachy. Piękno tej konstrukcji zostało odkryte dopiero wtedy, gdy Hiszpanie zdarli blaszane płyty. Na fundamentach świątyni zbudowali następnie Klasztor św. Dominika (Convento de Santo Domingo) jako znak swojego panowania.

ŚWINKA NA TALERZU W bocznej nawie monumentalnej Katedry w Cusco (Catedral del Cusco) umieszczono obraz miejscowego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na stole przed Jezusem i uczniami na talerzu leży pieczona… świnka morska (kawia domowa). Zwierzę zostało namalowane prawdopodobnie po to, aby scenie nadać lokalnego charakteru i uczynić ją bardziej przystępną dla odbiorców. Gryzonie znane nam z domowych klatek i terrariów uchodzą w tym kraju za przysmak jadany przy szczególnych okazjach (choć coraz częściej słyszy się od Peruwiańczyków, że dziś hoduje się je już tylko na potrzeby ciekawych nowych doznań turystów). Natura nie stworzyła sama świnki morskiej, co najmniej ok. 2,5 tys. lat p.n.e. na terytorium dzisiejszego Peru jej przodka udomowił człowiek. Zwierzęta te bardzo szybko się rozmnażają i nie są zbyt wymagające, jeśli chodzi o pożywienie. Hodowane w domach w Europie osiągają wagę maksymalnie 1,2 tys. g, peruwiańskie potrafią przekraczać nawet 2 kg. Kawie piecze się w piecu, grilluje lub opieka na ognisku i podaje najczęściej w całości. W niektórych restauracjach można również zamówić zupę przygotowywaną na bazie wywaru z tych gryzoni.

MISTRZOWIE KAMIENIARSTWA Podczas wędrówki wąskimi uliczkami pięknego, starego Cusco warto odnaleźć calle Hatun Rumiyoq (Hatun Rumiyoc). W murze przy tej ulicy widoczny jest głaz o 12 narożach uchodzący za najsławniejsze osiągnięcie inkaskiej sztuki kamieniarskiej. Ten i inne kamienie w ścianie zostały dopasowane tak dokładnie, że nie wymagały łączenia żadną zaprawą, której Inkowie zwyczajnie nie znali. 

TT Procesja podczas obchodów Bożego Ciała w Cusco


©© PromPerú/RENZO GIRALDO

67

SS Cusco było niegdyś stolicą imperium Inków

©© PromPerú/Gihan Tubbeh

©© PromPerú/Renzo Tasso

WW Zabytkowe Cusco nazywa się Rzymem Ameryki

SS Klasztor św. Dominika wzniesiony przez Hiszpanów na fundamentach inkaskiej świątyni Coricancha

©© PromPerú/Andrés Allain

©© PromPerú/Heinz Plenge Pardo

TT Inti Raymi (Święto Słońca) w twierdzy Sacsayhuamán

LATO–JESIEŃ 2019


©© PromPerú/CARLOS SALA

68 DALEKIE PODRÓŻE

SS Cytadela Sacsayhuamán składa się z trzech potężnych murów w układzie tarasowym, jeden nad drugim

W ŚWIĘTEJ DOLINIE

Obecnie mur stanowi część pałacu arcy­ biskupiego, pierwotnie jednak znajdowała się tu królewska rezydencja XIV-wiecznego władcy zwanego Incą Rocą. Z kolei od strony otwartego płaskowyżu, czyli w najsłabszym pod względem obronnym punkcie Cusco, strzegła jego mieszkańców cytadela Sacsayhuamán (przypominająca z lotu ptaka głowę pumy, której resztą ciała jest miasto). Także i ten wielki zespół forteczny wzniesiony został ze starannie dopasowanych, nieregularnych bloków ka-

Wspaniałe przykłady architektury inkaskiej znajdziemy nie tylko w dawnym naj­ ważniejszym mieście imperium. Prawdziwe perełki skrywa dolina Urubamby, czyli Święta Dolina Inków (Valle Sagrado de los Incas). Należą do nich m.in. Machu Picchu, Písac (Pisaq), Ollantaytambo czy Wiñay Wayna (Huiñay Huayna). Ośrodki te łączyły funkcje rezydencjonalne, religijne i obronne. Zbudowane na górskich zboczach wprost nad rzeką mogły strzec również ważnych przejść. Charakterystyczną cechą ich wszystkich są przepiękne, często koncentrycznie położone tarasy uprawne. Zgodnie z założeniami miały być one użyteczne i jednocześnie charakteryzować się walorami estetycznymi. Obowiązkowym przystankiem w trakcie wszystkich wycieczek po Peru jest Machu Picchu (w keczua Stary Szczyt), usytuowane w zapierającej dech w piersiach scenerii: wysoko, bo aż 450 m nad płynącą w dole rzeką Urubambą (2430 m n.p.m.), pośród strzelistych wierzchołków obrośniętych bujną zielenią. Ta dawna posiadłość rodziny królewskiej stała się znanym na całym świecie symbolem inkaskiej cywilizacji. Według opinii wielu archeologów i historyków ośrodek założył ok. 1450 r. władca Inków Pachacutec (Pachacuti). Składały się na niego rezydencje członków domu królewskiego i ich świty, świątynie, łaźnie, pomieszczenia dla służby i tarasy uprawne. Po upadku Cusco Machu

miennych. Największe z zachowanych kamieni ważą nawet do 350 t, co budzi podziw i dziś, zwłaszcza jeśli wiemy, że inkascy budowniczowie nie znali koła ani nie używali zwierząt pociągowych. Ogromne, potrójne mury obronne twierdzy Sacsayhuamán biegną zygzakiem, dzięki czemu obrońcy mieli możliwość odparcia ataku ogniem krzyżowym. W miejscu tym Inkowie i Hiszpanie starli się w 1536 r. w trakcie ostatniej, decydującej bitwy o  Cusco (tzw. oblężenia Cusco).

©© PromPerú/PILAR OLIVARES

TT Inkaskie miasto Ollantaytambo i jego tarasy uprawne w północnej części Świętej Doliny Inków

LATO–JESIEŃ 2019


©© PromPerú/Alex Bryce

69

SS Zapierające dech w piersiach Machu Picchu uważa się za arcydzieło architektury i inżynierii

najważniejszy obiekt w każdej świątyni boga słońca. Mógł on jednocześnie pełnić funkcję przyrządu astronomicznego i odgrywać rolę rytualną. O wyjątkowości Machu Picchu świadczy przypuszczalna, bardzo duża jak na tamte czasy, liczba mieszkańców (nawet mniej więcej tysiąc osób) oraz nagromadzenie budowli o charakterze sakralnym. Ciekawie wypada również analiza materiałów wykopaliskowych z tutejszego cmentarza – odkryto na nim dziesięć razy więcej szczątków kobiet niż

mężczyzn. Czyżby ośrodek był sanktuarium dziewic słońca (Acllahuasi)…? To miasto, jak widać, skrywa jeszcze wiele tajemnic.

TT Różne rodzaje kukurydzy uprawianej w Peru

TT Peruwiańskie fioletowe ziemniaki truflowe

UPADEK I NARODZINY ŚWIATA Podczas zwiedzania wspaniałych budowli i oglądania regularnych tarasów uprawnych pamiętać należy o losie, jaki spotkał mieszkańców tego regionu. Francisco Pizarro (1478–1541), jeden z najsłynniejszych konkwistadorów, przybył z Hiszpanii do Nowego Świata jako młodzieniec i biedny analfabeta, 

©© PromPerú/Mauricio Gil

©© PromPerú/PILAR OLIVARES

Picchu służyło, podobnie jak inne królewskie posiadłości położone na stromych stokach, jako kryjówka dla inkaskich wygnańców. Choć leży zaledwie ok. 80 km od dawnej stolicy imperium, nigdy nie zostało odnalezione przez konkwistadorów. Co więcej, Hiszpanie ani razu nie trafili w te niedostępne rejony. Jednak w XVI stuleciu Machu Picchu całkowicie opustoszało, wciąż nie wiadomo dlaczego. Może stało się tak z powodu epidemii lub suszy. Górskie ścieżki prowadzące do miasta przemierzało w ciągu kolejnych kilkuset lat niewielu miejscowych. Dla świata Machu Picchu odkryte zostało dopiero w lipcu 1911 r. przez ekspedycję z Uniwersytetu Yale pod kierownictwem Hirama Binghama (1875–1956). Miasto wzniesiono na powierzchni ok. 5 km2. Inkowie, tak jak przy innych ośrodkach, wykorzystali na swoje potrzeby naturalne ukształtowanie terenu. Na skalnych półkach powstały nie tylko tarasy, ale i całe założenie urbanistyczne. Dzisiaj Machu Picchu porasta bardzo dobrze przystrzyżona trawa. Nie jest to jednak efekt zastosowania kosiarek, lecz… wypasu lam, które zaglądają w każdy zakątek z ciekawości i w poszukiwaniu pożywienia. Do dziś przetrwało tu w doskonałym stanie wiele budowli, m.in. Rezydencja Królewska (Residencia Real) czy Świątynia Słońca (Templo del Sol). Wśród zachowanych struktur znajduje się także kamień Intihuatana,

LATO–JESIEŃ 2019


70 DALEKIE PODRÓŻE miał jednak wielkie ambicje. Wzbogacił się dopiero w Ameryce, na handlu bydłem i niewolnikami na Przesmyku Panamskim. Tutaj też dowiedział się o niepodbitym dotąd imperium (Aztekowie w Meksyku zostali już pokonani). Franciscowi Pizarze w zdobyciu inkaskiego państwa pomogła epidemia ospy, która doprowadziła do śmierci prawie 80 proc. lokalnej ludności w tej części kontynentu. Chorobę przywieźli ze sobą w te strony nieświadomi tego Europejczycy na 40 lat przed podbojami konkwistadora. Mimo epidemii Hiszpanie musieli stoczyć jeszcze wiele walk, aby mogli ogłosić sukces. Choć dla większości miejscowej ludności okres wczesnego kolonializmu był katastrofą, dla niektórych okazał się jednak całkiem korzystny. Inkowie rządzili społecznościami, które sami podbili, więc sporo ludzi uważało Hiszpanów za wyzwolicieli. Europejczycy przywieźli zdobycze techniki, a także nieznane w Ameryce zwierzęta (konie, bydło i kozy) i rośliny uprawne (pszenicę i jęczmień). Z drugiej strony sami szybko za­smakowali w indiańskim zbożu, czyli kukurydzy, oraz w ziemniakach (od nazwy Peru pochodzi prawdopodobnie wielkopolski regionalizm „pyra” oznaczający ziemniaka).

LINIE NA ZIEMI Wspaniałość inkaskich miast może utwierdzić turystę w przekonaniu, że Inkowie byli jedynymi godnymi uwagi twórcami peruwiańskiej kultury. Nie ma nic bardziej mylnego. Tak naprawdę stanowili oni spadkobierców wielu cywilizacji andyjskich. Na terytorium dzisiejszego Peru współistniały i następowały po sobie kultury Norte Chico (Caral), Paracas, Nasca, Chavín, Mochica, Vicús, Lambayeque (Sicán), Wari (Huari), Chimú i wiele innych. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie dużo zabytków świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Wśród nich znajdują się zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota. Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu w Nowym Świecie są znaki na pustyniach południowego wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie występuje na płasko­wyżach w okolicy miasta Nasca (Nazca). Powstawały w  różnym czasie, między 500  r.  p.n.e. a 500 r. n.e. Na temat pochodzenia i przeznaczenia tych geoglifów istnieje wiele hipotez, od budzących rozbawienie do popartych naukową argumentacją. Według badaczy do wyrysowania większości linii wystarczyło dwóch ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek, czyli

LATO–JESIEŃ 2019

najprostsze przyrządy miernicze, oraz miotłę. Po odsunięciu większych kamieni i wymieceniu zewnętrznej, cienkiej warstwy pyłu ukazuje się również i dzisiaj ciemno zabarwiona ziemia kontrastująca z podłożem. W jakim jednak celu powstały te geoglify, zapewne nigdy się już nie dowiemy. W pobliżu Naski znajdują się setki linii i rysunków naziemnych pokrywających powierzchnię ok. 450 km², ale wyróżnić wśród nich da się tylko mniej więcej 30 zarysów konkretnych figur, np. kolibra, kondora, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, pająka, małpy, ślimaka, wieloryba, lamy, iguany, węża, psa czy ryby. Ze względu na swoje gigantyczne rozmiary (samo tylko odnóże pająka mierzy 40 m) rysunki w całości można podziwiać wyłącznie z samolotu. Loty organizowane są w Nasce.

ZIELEŃ PO HORYZONT Suchy krajobraz wnętrza Peru bardzo kontrastuje z jego wschodnią częścią. Z lotu ptaka obszar Amazonii wygląda jak niekończąca się masa zieleni. Położone w sercu puszczy blisko 400-tysięczne Iquitos, stolica regionu Loreto, to największe na świecie miasto, do którego nie prowadzą drogi kołowe czy kolejowe łączące je z resztą kraju (wyjątkiem jest jedynie długa autostrada – Ruta Departamental LO-103 – prowadząca do Nauty na południu i San Antonio del Estrecho na północy). Z okolic innych peruwiańskich atrakcji turystycznych można się tu dostać wyłącznie samolotem lub statkiem. W Iquitos zachowały się ślady z czasów kauczukowego boomu (tzw. fiebre del caucho) z przełomu XIX i XX w. Wtedy wzniesiono w nim wspaniałe rezydencje przy głównym placu (Plaza de Armas) i nad rzeką, pokryte płytkami azulejos, sprowadzanymi z Europy wraz z innymi artykułami luksusowymi. Jednak tylko część miasta wygląda tak europejsko. Są miejsca, takie jak dystrykt Belén (należący do obszaru metro­politalnego Iquitos), gdzie domy wybudowano na drewnianych tratwach. Można do nich dotrzeć wyłącznie łodzią przez istny labirynt kanałów. Iquitos to znakomita baza wypadowa do wypraw w głąb selwy. Im dłuższa wycieczka, tym więcej ma się szansę zobaczyć: różowe delfiny (inie amazońskie), sotalie amazońskie (tucuxi), piranie, leniwce, tapiry, kajmany, rzadkie gatunki roślin. Choć wokół Iquitos nie jest to jeszcze specjalnie widoczne, w ciągu ostatnich 50 lat ponad 20  proc. lasów tropikalnych w  Amazonii zostało zniszczonych. W okresie od 2000 do 2013 r. w Peru wycinano rocznie średnio

ok. 113 tys. ha amazońskiej selwy, co odpowiada stracie mniej więcej 17 boisk piłkarskich na godzinę. Doprowadziła do tego rabunkowa gospodarka rolna i wydobywcza. W celu ratowania zagrożonych, ale i nie­ zmiernie cennych obszarów peruwiańskie władze postanowiły utworzyć w regionie Loreto kilka rezerwatów przyrody oraz trzy parki narodowe (w 2018 r. powstał Parque Nacional Yaguas, w 2015 r. – Parque Nacional Sierra del Divisor, a  w  2012  r. –  Parque Nacional Güeppí-Sekime). Coraz bardziej zwiększa się także świadomość ekologiczna samych mieszkańców kraju, którzy tworzą tzw. rezerwaty produkcyjne, gdzie w sposób kontrolowany uprawia się m.in. orzesznice brazylijskie (orzesznice wyniosłe, bertolecje), kauczukowce i inne rośliny. Poza tym równolegle rozwija się tu ekoturystyka. Ta nowa, przyjazna środowisku forma wypoczynku ma przyciągać turystów, których pieniądze wspierałyby ochronę wilgotnych lasów równikowych.

CZERWIEŃ WŚRÓD BIAŁYCH MURÓW Urocze uliczki, jasne mury, elegancki, nie­ naganny styl XVIII-wiecznego Peru – tak opisać można Arequipę, miasto zwane perłą w koronie peruwiańskiej architektury kolonialnej. To, co stanowi o jej urodzie, czyli biały kamień, z którego wzniesiono niemal wszystkie tutejsze budynki, arkady i zdobione fontanny, w pewnym sensie jest również jej przekleństwem. Skała wulkaniczna sillar pochodzi z widocznego na horyzoncie wulkanu Misti (5822 m n.p.m.). I właśnie aktywność sejsmiczna, dzięki której miejscowi pozyskiwali wyjątkowy budulec, kilkakrotnie stawała się przyczyną wielkich katastrof. Za każdym jednak razem miasto potrafiło odżyć po klęsce żywiołowej. Arequipa to przede wszystkim otoczone ogrodami rezydencje możnych obywateli. Ale znajdują się w niej także niebywałej urody miejsca i budowle publiczne. W czasach konkwistadorów miasto stanowiło ważny węzeł na szlakach komunikacyjnych. Właśnie tędy przechodziły niezliczone transporty srebra z boliwijskich kopalń w drodze do Hiszpanii. Stąd brało się bogactwo niegdysiejszych mieszkańców Arequipy. Sercem miasta jest Plaza de Armas (Plaza Mayor). To na tym placu, pośród roślinności i fontann, od wieków toczy się życie miejscowych. W historycznym centrum można również wstąpić do jezuickiego kościoła (Iglesia de la Compañía), perły peruwiańskiego baroku. Świątynię zdobi oczywiście 


©© PromPerú/Talía Barreda

71

TT Ateles chamek – małpa z podrodziny czepiaków

©© PromPerú/Alfonso Zavala

©© PromPerú/Renzo Tasso

SS Wieża widokowa postawiona w sąsiedztwie słynnych geoglifów wykonanych na pustyni Nasca

TT Czerwone mury Klasztoru św. Katarzyny ze Sieny ©© PromPerú/Inés Menacho

SS Iquitos otaczają rzeki Amazonka, Nanay i Itaya

©© PromPerú/Gihan Tubbeh

TT Aktywny wulkan Misti w pobliżu miasta Arequipa

LATO–JESIEŃ 2019


bo o nim mowa, należy do najgłębszych na ziemi (nawet 4160 m od brzegów do poziomu rzeki). Dla porównania Wielki Kanion Kolorado w Stanach Zjednoczonych jest od niego ponad dwa razy płytszy. Cañon del Colca został zbadany pod względem głębokości przez polską ekspedycję Canoandes’79 z Andrzejem Piętowskim na czele. W 1981 r. uczestnicy wyprawy przepłynęli kajakami dziką rzekę Colca w 33 dni, co było prawdziwym wyczynem, który wpisano do Księgi rekordów Guinnessa. Ponieważ Polacy przyczynili się do rozsławienia tego cudu natury, mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay, stolicy prowincji Caylloma, w dowód wdzięczności nadali jednej z ulic nazwę Avenida Polonia (to właśnie stąd wyruszyła wyprawa kajakowa Canoandes’79). Dzisiaj można zarezerwować sobie z wyprzedzeniem miejsce na spływie tą rzeką. Płynie się wówczas przez najgłębszą na świecie skalną dolinę. Wiele odcinków na trasie jest jednak bardzo trudnych technicznie, nawet dla osób doświadczonych i z dobrą kondycją. Najczęściej odwiedzany punkt kanionu stanowi Cruz del Cóndor, z którego można podziwiać majestatyczne kondory wielkie. Te olbrzymie ptaki, o rozpiętości skrzydeł mierzącej nawet do 3,3 m, przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana.

biała fasada. Jest jednak jedna budowla w Arequipie, której mury są w kolorze czerwonym. To Monasterio de Santa Catalina de Siena. W ufundowanym w 1579 r. Klasztorze św. Katarzyny ze Sieny miały pełnić służbę Bogu jedynie córki zamożnych mieszkańców. Tak też było. Aby zostać przyjęte do zakonu, peruwiańskie panny, a właściwie ich rodziny, musiały wkupić się do zgromadzenia bardzo hojnym wianem. Monasterio de Santa Catalina de Siena to niezwykłe miejsce. Klasztor stanowił niegdyś zamknięte i niemal samowystarczalne miasto w mieście. Bogaci rodzice córek nie szczędzili środków na wyposażenie wnętrz w drogie dywany i eleganckie meble. Posiłki spożywano na kosztownej zastawie. Dopiero w drugiej połowie XIX w. wprowadzono surową regułę, a mieszkankom klasztoru zabroniono wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym. Z kolei w latach 70. XX w. nastąpił odwrót od tych zasad. W murach klasztornych pojawili się pierwsi turyści. Warto więc skorzystać z okazji, aby przejść się po cichych krużgankach i podziwiać czerwień murów w białym mieście.

KONDORY O PORANKU Z Arequipy bardzo łatwo dostać się do jednego z najbardziej niesamowitych zakątków na świecie. Kanion Colca (Cañon del Colca),

©© PromPerú/JAMES POSSO

72 DALEKIE PODRÓŻE

SS Kanion Colca z punktem widokowym Cruz del Cóndor

Peru o smaku kawy i kakao

SS Peru znane jest z produkcji kawy organicznej

eksporterów kawowych ziaren należą Brazylia i Kolumbia oraz Honduras, Meksyk i Gwatemala. Krzewy kawowca trafiły na tereny dzisiejszego Peru razem z Hiszpanami, gdy podbijali oni kontynent południowo­amerykański. Obecnie większość plantacji kawy to niezbyt duże rodzinne przedsięwzięcia. Gospodarstwa te współpracują ze sobą w ramach spółdzielni (kooperatyw), aby korzystać ze wspólnych suszarni czy masowo eksportować swój towar. Do Peru dotarł również międzynarodowy ruch sprawiedliwego handlu (fair trade), a właściciele wielu plantacji starają się o certyfikaty eko­ logicznej produkcji. W kwietniu 2018 r. na Specialty

LATO–JESIEŃ 2019

Coffee Expo w amerykańskim Seattle nagrodę za naj­lepszą jakościowo kawę w kategorii mali producenci zdobyła Quechua pochodząca z peruwiańskiego dystryktu Alto Inambari leżącego w prowincji Sandia, w regionie Puno (w południowo-wschodniej części kraju). Jej wytwórcą jest Vicentina Phocco Palero, zrzeszona w miejscowej spółdzielni – Central de Cooperativas Agrarias Cafetaleras de los Valles de Sandia (CECOVASA). Plantacje Peruwianki znajdują się na wysokości ponad 2000 m n.p.m. Warto wspomnieć, że to już druga tego typu nagroda, którą otrzymała CECOVASA, co czyni z Puno region uprawy najlepszej kawy nie tylko w Peru, ale i na świecie. W 2017 r. zwycięzcą na tych prestiżowych targach został Raúl Mamani Mamani. Eksperci docenili wytwarzaną przez niego markę Tunki. Wśród różnych kaw z Peru na zainteresowanie zasługuje także m.in. Machu Picchu. Zbiera się ją z krzewów rosnących w okolicy słynnego sanktuarium Inków. Zapierające dech w piersiach plantacje leżą na wysokości ok. 1800 m n.p.m. Innym skarbem tego kraju jest kakao. W odróżnieniu od kawowca kakaowiec właściwy pochodzi właśnie z tropikalnych regionów Ameryki Południowej i Środkowej. Co ciekawe, uprawą i przetwarzaniem owoców tego drzewa zajmowali się już mieszkańcy Mezoameryki. W kulturze Olmeków, Majów czy Azteków kakao podarowali ludziom bogowie. Obecnie z największych ilości ziaren kakaowych słynie region San Martín położony w  północnej części

Peru. Od 10 lat organizacje zrzeszające producentów, wytwórcy i eksporterzy kakao i powstających z niego produktów spotykają się na imprezie Salón del Cacao y Chocolate (ostatnia jej edycja odbyła się w lipcu 2019 r. w Centro de Exposiciones Jockey w dystrykcie Santiago de Surco w prowincji Lima), aby pracować nad podniesieniem jakości swoich towarów, zwiększaniem możliwości ich eksportowania i zapewnieniem im lepszego pozycjonowania na rynkach krajowych i światowych.

©© PromPerú/Fernando López

©© PromPerú/Yayo López

`` Kawa z Peru wciąż nie jest najbardziej kojarzonym z tym krajem produktem. Dopiero od niedawna zdobywa sobie silniejszą pozycję na światowych rynkach. W Ameryce Łacińskiej do naj­popularniejszych

SS Czekolady z cenionego peruwiańskiego kakao

Z podróży do tego pięknego i niezmiernie ciekawego kraju można przywieźć różne pamiątki. Peruwiańskie kakao i kawa z pewnością zasługują na miejsce w walizce każdego turysty. Ich aromat jeszcze długo po powrocie będzie przypominał o pełnej wrażeń wyprawie do Peru.


©© PromPerú/Juan Puelles

73

TT Święto św. Jakuba na Taquile na jeziorze Titicaca

jednocześnie. Jezioro znajduje się na średniej wysokości 3812 m n.p.m. Ma powierzchnię przekraczającą 8,3 tys. km², co czyni je najwyżej położonym żeglownym jeziorem na ziemi. Dla porównania warto wspomnieć, że największe polskie jezioro, Śniardwy, jest ok. 74 razy mniejsze od Titicaki. Doskonałą bazę wypadową do zwiedzania okolicy stanowi 130-tysięczna miejscowość Puno. Można w niej wynająć małe łodzie motorowe. Najczęstszym celem wycieczek turystycznych są sztuczne, wykonane z trzciny totora, pływające wyspy Uros (Urus). Część z nich jest niedostępna dla

przybyszów z zewnątrz, kilka bywa odwiedzanych. Sprzedaje się tu lokalne wyroby. Poza tym można również zobaczyć, w jaki sposób powstają wyspy i  postawione na nich zabudowania. Po archipelagu chodzi się, czasami dość niezgrabnie, jak po gąbczastej powierzchni. Wszystko lekko faluje. Podłoże wymieniane jest nieustannie. Niższe warstwy gniją w wodzie i są zastępowane od góry nowymi. Po ok. 20 latach wyspę buduje się na nowo. Z trzciny wykonuje się także łodzie. Przypominają one sporych rozmiarów czółna. Taka łódź nasiąka stopniowo wodą przez 

©© PromPerú/Heinz Plenge Pardo

SS Zamieszkane wyspy Uros (Urus) zbudowane z trzciny

©© PromPerú/JAMES POSSO

TT Dolina rzeki Colca między Chivay a Pinchollo

Wówczas zimne powietrze z dna kanionu ogrzewa się coraz mocniejszymi promieniami słońca, w wyniku czego powstają wznoszące prądy powietrzne. Kondory chętnie wykorzystują te sprzyjające warunki.

PŁYWAJĄCE WYSPY, TKAJĄCY MĘŻCZYŹNI Na granicy z Boliwią leży kolejny peruwiański cud natury – jezioro Titicaca. Było ono najbardziej czczonym zbiornikiem wodnym w imperium Inków. Jest to też jedno z niewielu miejsc na świecie, w których można cierpieć na chorobę morską i wysokościową

Peru. Poniżej Cusco, dawnej stolicy imperium Inków, w tropikalnym lesie nad rzeką Urubambą, znajdują się słynne ruiny sanktuarium Machu Picchu. Mieszkańcy tego regionu, Indianie i Metysi, zajmują się przeważnie uprawą bananów, ananasów, cytrusów, manioku, kakao i kawy. Tutejsza kawa jest szczególnie ceniona na świecie z uwagi na bogaty smak uzyskiwany dzięki specyficznym mikroklimatom panującym na pograniczu wysokich Andów i amazońskiej puszczy. Nasza kawa pochodzi z plantacji znajdujących się właśnie w jednej z mikrodolin górskich, ta najlepsza rośnie na wysokości 1800 m n.p.m. Po latach delektowania się peruwiańskim czarnym złotem postanowiliśmy podzielić się tą przyjemnością, wybraliśmy ziarna z najlepszych plantacji. Wypalamy w Poznaniu. Dostarczamy na terenie całej Polski. Zapraszamy do współpracy kawiarnie, sklepy, biura, hotele, firmy i wszystkich miłośników smacznej kawy. kontakt@machupicchu.pl • www.machupicchu.pl • WhatsApp Peru: 0051 981 499 127

cząć dzień a z k a j o t a m e i N mnego. 2019 od czegoś przyjeLATO–JESIEŃ


©© PromPerú/Fernando López

74 DALEKIE PODRÓŻE

SS Dystrykt San Isidro, nowoczesne centrum finansowe Limy i siedziba wielu placówek dyplomatycznych

osiem miesięcy i mniej więcej tyle samo trwa skonstruowanie nowej, tak więc buduje się je praktycznie bez przerwy. Turyści wyruszają też na jezioro Titicaca, aby odwiedzić tutejsze naturalne wyspy. Jedna z nich, Taquile (5,72 km² powierzchni), słynie ze zręcznych tkaczy. Można na niej kupić dobre jakościowo wyroby z wełny oraz kolorowe ubrania, ozdobione wzorami informującymi np. o stanie cywilnym noszącej je osoby. Wyjątkowość tych produktów polega głównie na tym, że tkaniny wykonują przede wszystkim mężczyźni. To oni tkają i… robią na drutach. Kobiety zajmują się głównie przygotowywaniem przędzy. W 2008 r. rzemiosło mieszkańców wyspy

Taquile wpisane zostało na Listę Reprezentatywną Nie­materialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

MIASTO KRÓLÓW Nie można oczywiście zapomnieć o stolicy Peru. Lima, największa aglomeracja miejska w kraju (zamieszkuje ją ok. 10 mln ludzi), jest bardziej zatłoczona niż pozostałe jego miasta. Jednak i tutaj znajdziemy ciekawe i  spokojne miejsca. W  1988 r. najstarsza część metropolii trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Hiszpańscy konkwistadorzy podjęli decyzję o założeniu nowej stolicy w 1535 r. Chcieli mieć możliwość w  należyty spo-

©© PromPerú/Carlos Ibarra

TT Pałac Arcybiskupi w stolicy Peru zaprojektował polski architekt Ryszard Jaxa Małachowski

LATO–JESIEŃ 2019

sób administrować podbitymi ziemiami. Pierwotna nazwa ośrodka brzmiała Ciudad de los Reyes (Miasto Królów) – założono go 18 stycznia, zaledwie 12 dni po uroczystości Objawienia Pańskiego zwanej świętem Trzech Króli. W krótkim czasie miasto zyskało iście królewski wygląd. Centralną część Limy, podobnie jak w przypadku innych ośrodków zakładanych przez Hiszpanów, stanowił główny plac – Plaza de Armas, obecnie Plaza Mayor. Wokół niego rozmieszczone są wszystkie najważniejsze budowle peruwiańskiej stolicy: Katedra z  grobem Francisca Pizarra (Catedral de Lima), Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú lub Casa de Gobierno), przed którym codziennie o 12.00 odbywa się widowiskowa zmiana warty, czy Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z przecudnymi balkonami. Kiedy zmęczą nas zabytki starego, kolonialnego centrum, powinniśmy przenieść się do nowoczesnego i bogatego dystryktu prowincji Lima rozciągającego się przy rozległych plażach. Miraflores jest bez wątpienia najpopularniejszym wśród turystów i zamożnych limian miejscem na robienie zakupów, zatrzymanie się czy zamieszkanie. Można tu relaksować się w kawiarniach, próbować pysznych potraw w wyśmienitych restauracjach, bawić się w jednym z wielu barów i klubów, delektować życiem kulturalnym oraz spacerować po pełnych kwiatów i palm promenadach nad Oceanem Spokojnym. Warto zajść do Larcomar, jedynego w okolicy centrum handlowego położonego na klifie ze spektakularnym widokiem na Pacyfik. W tym rejonie Prąd Humboldta zderza się z innymi prądami morskimi wybrzeża, co


75 buli i czasami ostrej papryki. Lepiej unikać kupowania tej przekąski na ulicy, ponieważ trudno przewidzieć, czy będzie świeża. W Miraflores z pewnością znajdziemy jednak odpowiednią restaurację serwującą tę smaczną i oryginalną potrawę.

SS Katedra w Limie wznoszona w latach 1535–1649

sprawia, że Peruwiańczycy mogą poławiać mnóstwo różnorodnych ryb. Dlatego w lokalach Miraflores podaje się najlepsze w kraju dania rybne i z owoców morza. Najbardziej znaną potrawą w  peruwiańskim pasie nadmorskim jest ceviche (cebiche), czyli surowa, posiekana ryba w pikantnej marynacie z soku z limonki, ce-

Skoro już jesteśmy przy kuchni, warto wspomnieć, że każdy region Peru ma odmienne tradycje kulinarne. Specjalność Cusco i innych górskich miast stanowi trucha, czyli pstrąg tęczowy, występujący powszechnie w rzekach i jeziorach. W rejonie dorzecza Amazonki za najsmaczniejszą rybę uchodzi paiche (pirarucú) – arapaima, osiągająca często bardzo duże rozmiary i charakteryzująca się delikatnym, białym mięsem. W miejscowościach położonych na przybrzeżnych pustyniach poza daniami ze sprowadzanych ryb i owoców morza przygotowuje się wiele pysznych potraw z kurczaka, kaczki czy koźliny. W restauracjach w Arequipie zjemy rocoto relleno, czyli faszerowaną paprykę (rocoto) z lokalnym serem. W całym Peru królują jednak ziemniaki. Roślina ta występuje tutaj w ponad 3 tys. odmian, które różnią się nie tylko smakiem, ale i kolorem bulw, przybierających barwę od brązu i żółci

©© PromPerú/Enrique Castro-Mendívil

©© PromPerú/Fernando López

ZASMAKUJ W KRAJU PERUWIAŃCZYKÓW

SS Rocoto relleno – faszerowana papryka z serem

po fiolet i czerwień. W niektórych okolicach jeziora Titicaca Ajmarowie nadal rytualnie faszerują ziemniaki liśćmi koki. Nabierzmy więc apetytu na peruwiańską kuchnię oraz krajobrazy, zabytki i kulturę. Pomyślmy o odwiedzeniu tego bardzo zróżnicowanego kraju. Zaplanujmy urlop w pełnym skarbów Peru. 

LATO–JESIEŃ 2019


76 DALEKIE PODRÓŻE

Brazylijskie wakacje w rytmie samby KAROLINA WUDNIAK www.tropimyprzygody.pl

SS Rio de Janeiro z górami Corcovado i Pão de Açúcar

©© EMBRATUR IMAGE BANK

TT Kanion Itaimbezinho położony w okolicy miasteczka Cambará do Sul w stanie Rio Grande do Sul

LATO–JESIEŃ 2019


©© Alexandre Macieira/Riotur

©© dhavid normando/Riotur

77

SS Parada na Sambódromo da Marquês de Sapucaí

TT Leniwiec w amazońskim lesie niedaleko Manaus

©© EMBRATUR IMAGE BANK

©© EMBRATUR IMAGE BANK

TT Praia de Jericoacoara zachęca do wypoczynku

LATO–JESIEŃ 2019


78 DALEKIE PODRÓŻE

« Brazylia słynie głównie z eksportu kawy, wyśmienitych piłkarzy, kolorowego karnawału, który odbywa się co roku w Rio de Janeiro, oraz z tego, że na jej terenie znajduje się puszcza amazońska zwana płucami świata. Lasy tropikalne pokrywają znaczny obszar kraju, ale jest tu do zobaczenia dużo więcej. Oprócz wypoczywania na rajskich plażach i wypraw w porośnięte bujną roślinnością góry można np. zwiedzać nowoczesne centra dużych miast. »

T

erytorium Brazylii ma powierzchnię ponad 8,5 mln km2. To czyni ją największym krajem Ameryki Południowej (zajmuje prawie połowę całego kontynentu) i jednym z największych na świecie (po Rosji, Kanadzie, Chinach i  USA). Jej wybrzeże oblewają wody Oceanu Atlantyckiego. Brazylia współdzieli granicę z większością państw południowoamerykańskich: Urugwajem, Argentyną, Paragwajem, Boliwią, Peru, Kolumbią, Wenezuelą, Gujaną, Surinamem i Gujaną Francuską. Nie graniczy zatem jedynie z Ekwadorem i Chile. Ten fakt chyba najdobitniej świadczy o wielkości kraju. Przy takiej powierzchni tutejsza ogromna liczba niesamowitych miejsc i atrakcji nie powinna nikogo dziwić. Nie da się w Brazylii zobaczyć wszystkiego podczas jednego wakacyjnego wyjazdu. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do niej wracać ponownie. W ten sposób można poznawać ją kawałek po kawałku i częściej mieć okazję do delektowania się melodyjną brazylijską odmianą języka portugalskiego.

WIDOK Z GÓRY Podczas pobytu w Brazylii zwiedzający prędzej czy później (raczej prędzej) trafiają do Rio de Janeiro, drugiego największego miasta w kraju (blisko 7-milionowego), niegdyś (do 1960 r.) jego stolicy. Zarówno zagranicznych, jak i krajowych turystów przyciągają do niego nie tylko karnawał, samba i piękne plaże, ale również niesamowite położenie, z którego dumni są sami cariocas (mieszkańcy Rio de Janeiro – według jednej z hipotez nazwa pochodzi od słów kariîó i oka z języka tupi, których połączenie oznacza „dom Carijós”, czyli natywnej ludności żyjącej na terenach dzisiejszego miasta, nad rzeką Carioca). Zabudowania brazylijskiej metropolii wyrastają pomiędzy urwistymi

LATO–JESIEŃ 2019

wzgórzami i na ich zboczach, nad Oceanem Atlantyckim i zatoką Guanabara. Żeby zrozumieć te zachwyty, wystarczy wjechać kolejką linową (bondinho) na Pão de Açúcar, czyli Głowę Cukru (396 m n.p.m.). Widok miasta rozpościerający się z tego wzgórza zachwyca nawet najbardziej wybrednych podróżników. Ja sama nie oglądałam piękniejszej panoramy miejskiej niż ta, którą

mogłam podziwiać z Głowy Cukru, a miałam okazję widzieć ich całkiem sporo. Ciekawe jest także pochodzenie nazwy Pão de Açúcar. Do końca XIX w. cukier sprzedawano pod postacią brył w kształcie stożka z  zaokrąglonym wierzchołkiem zwanych głowami cukru. Właśnie z nimi skojarzyło się Portugalczykom w XVI stuleciu wzgórze znajdujące się nad zatoką Guanabara i nazwa się przyjęła. Drugie miejsce, z którego roztacza się zapierający dech w piersiach widok na miasto, to szczyt Corcovado. To wzgórze o wysokości 710 m n.p.m. rozsławiła na cały świat ustawiona na nim figura Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor). Mierzący 30 m posąg (wraz z cokołem pomnik ma 38 m) odsłonięto w październiku 1931 r. i przez długie lata był największą tego typu statuą na świecie. W 2010 r. zdetronizowała go figura Chrystusa Króla Wszechświata w polskim Świebodzinie (36 m razem z pozłacaną koroną). Na Corcovado wchodzi się pieszo lub wjeżdża koleją zębatą (Trem do Corcovado).

TT Głowa Cukru i prowadząca na nią nowoczesna kolejka linowa o nazwie Bondinho do Pão de Açúcar


79 niej w rankingu popularności plasuje się 2,6-kilo­metrowa Ipanema. Obie pełne są plażowiczów, turystów, barów, kawiarni, restauracji i sprzedawców wszystkiego. Na Copacabanie pokazem fajerwerków wita się hucznie nowy rok. Poza tym odbywają się na niej najróżniejsze wydarzenia, jak choćby koncerty. Na tej plaży rozgrywano również mecze Mistrzostw Świata w  Piłce Nożnej Plażowej. Osoby tęskniące za cieniem i zielenią powinny udać się do Ogrodu Botanicznego (Jardim Botânico do Rio de Janeiro) założonego przez przyszłego króla Portugalii, Jana VI, w 1808 r. Kompleks jest ogromny, zajmuje blisko 140 ha (83 ha lasów tropikalnych i 54 ha terenów ogrodowych), czyli powierzchnię mniej więcej 140 boisk piłkarskich, i  może poszczycić się ok. 7 tys. gatunków roślin. Niesamowite wrażenie robi aleja ogromnych palm – Aleia Barbosa Rodrigues. Spomiędzy ich liści momentami wyłania się statua Chrystusa Odkupiciela na Corcovado.

Spektakularny widok na Rio de Janeiro i oba wzgórza, Corcovado i Pão de Açúcar, można podziwiać z terenu Muzeum Sztuki Współczesnej w Niterói (MAC – Museu de Arte Contemporânea de Niterói) znajdującego się po drugiej stronie zatoki Guanabara. Poza ciekawymi wystawami i panoramą warto zwrócić uwagę na samą bryłę budynku. Wyglądający jak statek kosmiczny obiekt został zaprojektowany przez słynnego brazylijskiego architekta Oscara Niemeyera (1907–2012). Do muzeum naj­ szybciej dotrzemy jednym z małych promów pływających po zatoce. Ponieważ powyżej 500-tysięczne miasto Niterói uchodzi za sypialnię Rio de Janeiro, prowadzący do niego most (Ponte Presidente Costa e Silva, znany powszechnie jako Ponte Rio–Niterói, o długości aż 13,29 km) jest niemal zawsze zakorkowany. W  boskim Rio, jak wielu o  nim mówi, nie można zrezygnować z  wizyty na jednej z  pięknych, choć tłocznych, plaż. Do naj­bardziej znanych należy ciągnąca się przez ponad 4 km Copacabana, tuż po

Kiedy już znudzi nam się i cień wspaniałych roślin w Ogrodzie Botanicznym, wybierzmy się do centrum Rio de Janeiro. Znajdziemy w nim ciekawe kolonialne budynki wciśnięte między nowoczesne wieżowce. Z centrum (Centro) można udać się do położonej nieopodal dzielnicy Lapa, aby poczuć jej tętniącą życiem atmosferę. To tutaj działają modne kawiarnie, puby i kluby. Warto też zwrócić uwagę na słynny Aqueduto da Carioca (Arcos da Lapa), czyli akwedukt wybudowany w połowie XVIII w. Z Lapy zabytkowym tramwajem (tzw. bonde de Santa Teresa) wjedziemy do malowniczej dzielnicy Santa Teresa, leżącej na wzgórzu. Polecam zagubić się w jej wąskich, stromych, ale jakże urokliwych uliczkach. Dzielnica ta powstała w XVIII stuleciu i była zamieszkiwana przez zamożniejszych obywateli Rio de Janeiro, dlatego napotkamy w niej zachowane do dziś piękne rezydencje. Obecnie jest popularna wśród turystów i artystów, można tu znaleźć sporo galerii sztuki i artystycznych kawiarni. Santa Teresa i rozpościera­jący się 

©© Alexandre Macieira/Riotur

TT Biały, XVIII-wieczny Akwedukt Carioca (Aqueduto da Carioca) znajdujący się w dzielnicy Lapa

©© Alexandre Macieira/Riotur

©© Alexandre Macieira/Riotur

TT W Ogrodzie Botanicznym w Rio de Janeiro na odwiedzających czeka m.in. bogata kolekcja orchidei

LATO–JESIEŃ 2019


©© dhavid normando/Riotur

80 DALEKIE PODRÓŻE

©© EMBRATUR IMAGE BANK

SS Sambodrom w Rio de Janeiro po odnowieniu w latach 2011–2012 może pomieścić 72,5 tys. widzów

SS Przepiękna Ilha Grande zajmuje powierzchnię 193 km² i wchodzi w skład gminy Angra dos Reis

stąd widok na miasto prezentują się wyjątkowo czarująco o złotej godzinie, tuż przed zachodem słońca.

KOLOROWA STOLICA TAŃCA Raz do roku Rio de Janeiro zmienia się w kolorową, roztańczoną karnawałową stolicę świata. W  lutym lub marcu (zależnie od roku) miasto staje się na sześć dni wielką sceną (w 2020 r. od 21 do 26 lutego), na której tańczy się gorącą sambę – narodowy taniec Brazylijczyków. Pierwszy karnawał zorganizowano tu oficjalnie w 1893 r. Dziś wydarzenie to przyciąga miliony turystów. Szacuje się, że w trakcie trwania festiwalu codziennie na ulicach Rio de Janeiro świętuje ok. 2 mln osób. Szkoły samby do występów przygotowują się przez cały rok, żeby podczas karnawału zaprezentować jak najwyższy poziom. Najbardziej efektowne pokazy odbywają się na sambo­dromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí, Sambódromo do Rio de Janeiro), ale na ulicach w różnych dzielnicach również wszyscy bawią się w najlepsze. Swoją drogą, sambo­-

LATO–JESIEŃ 2019

drom pokazywany w relacjach medialnych z zabawy karnawałowej wydaje się znacznie większy niż jest w rzeczywistości. Jeśli ktoś odwiedzi Rio de Janeiro poza karnawałem, wciąż ma szansę poznać roztańczone oblicze miasta. W kompleksie Cidade do Samba (w małej, portowej dzielnicy Santo Cristo), gdzie szkoły pracują nad platformami i strojami na kolejny rok, turyści mogą podpatrywać te przygotowania i oglądać pokazy samby. Wprawdzie to nie to samo, co branie udziału w jedynym w swoim rodzaju karnawale, ale taka wizyta jest okazją do zobaczenia, jak cariocas wspaniale tańczą i potrafią cieszyć się życiem. Mniej więcej 150 km na południowy zachód od Rio de Janeiro (na terenie gminy Angra dos Reis), na Oceanie Atlantyckim, leży Ilha Grande (Wielka Wyspa). To popularny cel weekendowych wyjazdów mieszkańców miasta, ale równie chętnie odwiedzają ją także zagraniczni turyści. Wszystko dlatego, że można się tu poczuć jak w raju. Wybrzeże wyspy pokrywają piękne plaże, każdego ranka liczne ptaki żyjące w miej-

scowych bujnych lasach atlantyckich i namorzynowych wykonują swoje symfonie, a malowniczymi ścieżkami prowadzącymi przez góry dociera się do piaszczystych brzegów oceanu. Drugi najwyższy szczyt Ilha Grande stanowi Pico do Papagaio. Mierzy 982 m n.p.m. i widziany z miasteczka Abraão (Vila do Abraão) przypomina papuzi dziób. Na wyspie znajduje się kilkanaście dobrze oznaczonych szlaków, idealnych na wycieczki. Większość z nich kończy się na plażach, z których do Abraão można wrócić łodzią taksówką. Równie popularnym miejscem na weekendowy wypad jest ponad 180-tysięczne miasto Teresópolis leżące na obrzeżach parku narodowego usytuowanego na obszarze pasma górskiego Serra dos Órgãos (Parque Nacional da Serra dos Órgãos). Przy dobrej widoczności góry te da się dostrzec już z Rio de Janeiro. Najwyższy szczyt w paśmie ma 2275 m n.p.m. i nazywa się Pedra do Sino (Skała Dzwonu), ale to nie on uchodzi za jego symbol. Turystów przyciąga tu mierzący 1692 m n.p.m. Dedo de Deus (Palec Boży). W parku wytyczono


©© EMBRATUR IMAGE BANK

81

©© EMBRATUR IMAGE BANK

©© EMBRATUR IMAGE BANK

SS Park Niepodległości z Museu do Ipiranga (Museu Paulista), którego początki sięgają 1895 r.

SS Centrum São Paulo wygląda jak las wieżowców

SS Pieszy Wiadukt św. Ifigenii (Viaduto Santa Ifigênia) oddano do użytku w 1913 r. w centrum São Paulo

wiele tras trekkingowych o różnym stopniu trudności. Naj­wspanialsze widoki rozpościerają się z tych najtrudniejszych, zdecydowanie warto więc trochę się zmęczyć. Najbardziej spektakularnym szlakiem jest ten wiodący z Teresópolis do Petrópolis. Liczy on prawie 30 km, a jego pokonanie zajmuje zazwyczaj trzy dni. Według wielu opinii to naj­piękniejsza trasa górska w całej Brazylii. Oczywiście, jak w przypadku każdej dłuższej wyprawy trekkingowej, przejście tego szlaku wymaga odpowiedniego przygotowania logistycznego i fizycznego, ale tylko z niego można podziwiać niesamowite widoki, których inaczej nie miałoby się szansy zobaczyć.

na brak atrakcji. Do tych ostatnich należy z pewnością bogata oferta gastronomiczna. São Paulo słynie ze świetnych restauracji. Mówi się, że w  metropolii serwuje się naj­lepszą pizzę poza Włochami i naj­ smaczniejsze sushi poza Japonią – to zasługa mieszkających w niej dużych społeczności imigranckich z tych krajów. São Paulo zdecydowanie zasługuje na miano miasta kontrastów. Betonowe wieżowce w centrum sąsiadują w nim z często zniszczonymi budynkami historycznymi, a bogate dzielnice – z rozległymi fawelami (obszarami nędzy). Jedną z naj­bardziej znanych ulic w  metropolii jest Avenida Paulista (o długości 2,7 km). To tutaj bije biz­ne­so­we i  kulturalne serce miasta. W okolicy znajdują się liczne centra handlowe, restauracje, kawiarnie, puby i galerie sztuki. Spośród mnóstwa obiektów muzealnych w São Paulo wyróżniają się szczególnie Museu do Ipiranga (Museu Paulista da Universidade de São Paulo), mieszczące się w pięknym, zabytkowym budynku ukończonym w 1890 r. i przedstawiające historię

W MIEJSKIEJ DŻUNGLI Jeśli z Rio de Janeiro wyruszymy na południowy zachód, dotrzemy do São Paulo, największego brazylijskiego miasta (ponad 12-milionowego). Na pierwszy rzut oka wygląda ono jak niezbyt interesująca betonowa dżungla. Jednak mimo iż nie ma w nim zbyt wielu zabytków, turyści nie mogą narzekać

Brazylii, oraz Memorial da América Latina z wystawami, biblioteką i centrum kulturalno-polityczno-rozrywkowym. Kompleks tego ostatniego zaprojektował Oscar Niemeyer – ten sam, który jest autorem wspomnianego gmachu muzeum w Niterói. Poza tym warto wspomnieć, że w brazylijskiej metropolii od 1951 r. co dwa lata organizuje się biennale sztuki (Bienal de São Paulo), wzorowane na pierwszym tego typu wydarzeniu, za­inicjo­ wa­nym we włoskiej Wenecji. Obecnie to drugie największe biennale na świecie. Najbliższa, 34. edycja imprezy odbędzie się w 2020 r. Wprawdzie rozpościerający się z góry widok na São Paulo nie może się równać z tym z Rio de Janeiro, ale wciąż warto go zobaczyć. W  celu podziwiania panoramy najlepiej wybrać się na taras widokowy 161-metrowego budynku Altino Arantes (znanego też jako Farol Santander, Banespa lub Banespão) przypominającego swoją bryłą w stylu art déco nowojorski wieżowiec Empire State Building. Polecam się tu udać zwłaszcza o zachodzie słońca. 

LATO–JESIEŃ 2019


©© EMBRATUR IMAGE BANK

82 DALEKIE PODRÓŻE

©© EMBRATUR IMAGE BANK

SS Kościół i Klasztor św. Franciszka w Pelourinho (Pelô), barwnej, kolonialnej dzielnicy Salvadoru

SS Elevador Lacerda zaprojektował brazylijski inżynier Augusto Frederico de Lacerda (1836–1931)

Kolejne brazylijskie miasto zasługujące na uwagę stanowi Salvador (Salvador da Bahia). Leżący na przeciwnym biegunie architektonicznym niż São Paulo, zachwyca kolonialną zabudową. Założony przez Portugalczyków w 1549 r. Salvador był stolicą Brazylii w czasach kolonii (do 1763 r.). Klif dzieli go na Miasto Górne (Cidade Alta) i Dolne (Cidade Baixa). Ten pierwszy obszar to historyczne centrum z perełkami architektury, drugi ma charakter komercyjny – w jego granicach znajduje się m.in. Mercado Modelo (w  dzielnicy Comércio), czyli targowisko ręko­dzieła artystycznego, na którym można kupić pamiątki. W Cidade Alta warto zajrzeć na zabytkowe place (w Centro Histórico): Praça da Sé i Terreiro de Jesus połączone ze sobą Katedrą (Catedral Basílica Primacial São Salvador), a  także Praça Municipal (Praça Tomé de Sousa) z pięknym Pałacem Rio Branco i widokiem na Zatokę Wszystkich Świętych (Baía de Todos-os-Santos). Miasto Górne z Dolnym łączy 72-metrowa winda w stylu art déco – Elevador Lacerda,

LATO–JESIEŃ 2019

działająca od grudnia 1873 r. Dziś korzystają z niej głównie turyści, ale dawniej służyła jako środek transportu miejscowym, którzy podróżowali nią z portu na wysoki klif. Miłośnicy historycznych budowli powinni również zajrzeć do fortu zwieńczonego 22-metrową latarnią morską z 1698 r. (Farol da Barra). Obecnie w środku znajduje się muzeum morskie (Museu Náutico da Bahia). Jest to też dobre miejsce na podziwianie zachodzącego słońca. Salvador słynie także z niezmiernie barwnego lokalnego karnawału oraz capoeiry – widowiskowej, tanecznej sztuki walki, której korzenie wywodzą się m.in. z obszaru dzisiejszego stanu Bahia. Poza tym czekają tu na nas wspaniałe plaże, a po intensywnym zwiedzaniu wypoczynek na jednej z nich będzie w pełni zasłużoną nagrodą.

AKTYWNIE NAD WODĄ Aby naprawdę skorzystać z uroków wakacji nad wodą, warto się wybrać do położonego daleko na północy kraju stanu Ceará. Jego

stolicą jest blisko 2,7-milionowa Fortaleza, w której od sierpnia do grudnia prawie w ogóle nie pada (trwa wówczas pora sucha), za to niemal bez przerwy świeci słońce. Podczas spaceru po mieście można przyjrzeć się odnowionym i  jeszcze nie­ odrestaurowanym budynkom kolonialnym oraz zajrzeć do Katedry Metropolitalnej (Catedral Metropolitana), zbudowanej w stylu eklektycznym (z przewagą neogotyku) i stosunkowo młodej – wznoszono ją od 1938 do 1978 r. Znajduje się tu też kilka plaż miejskich, w tym takie z falami idealnymi dla surferów, wind- i kitesurferów. Mieszkańcy Fortalezy wolą jednak wypoczywać poza nią. Ich śladem podąża wielu zagranicznych podróżników, którzy w poszukiwaniu białego piasku i dobrych wiatrów jadą na północny zachód, do klimatycznych turystycznych miasteczek Guajiru i Jericoacoara, kiedyś malutkich, spokojnych wiosek rybackich. Pierwsza osada, mająca zaledwie niemal tysiąc stałych mieszkańców, oddalona jest od Fortalezy o ponad 130 km, druga – prawie 300 km, a ostatnią część trasy


83 naszym globie. Miejscowość słynie również z łuku skalnego (Pedra Furada), który stał się jej symbolem. Osoby lubiące robić zdjęcia powinny wybrać się tu pomiędzy 15 czerwca a 30 lipca – wówczas będą miały szansę uchwycić słońce zachodzące dokładnie wewnątrz łuku. Jeśli z wybrzeża udamy się w głąb Brazylii, dotrzemy do dziewiczej Amazonii. Stolicą stanu Amazonas jest Manaus, zamieszkane przez ponad 2,1 mln ludzi. Warto do niego przylecieć (lub przypłynąć), aby wybrać się na kilkudniową wycieczkę do amazońskich lasów i poznać faunę i florę tego jednego z najbardziej bioróżnorodnych regionów na świecie. Do Manaus można przypłynąć statkiem z Belém, stolicy stanu Pará, położonej nad zatoką Guajará, albo z głębi Amazonii, z miasta Tabatinga usytuowanego pod granicą z Kolumbią i Peru. Stąd popłyniemy dalej, aż do peruwiańskiego Iquitos. Rejs po Amazonce stanowi niezwykłą, jedyną w swoim rodzaju przygodę, a jeśli ktoś połączy go jeszcze z wizytą w bujnym tropikalnym lesie, będzie miał z pewnością co wspominać przez lata!

©© EMBRATUR IMAGE BANK

NA POŁUDNIE

SS Przebita Skała (port. Pedra Furada), przyciągający turystów symbol miasteczka Jericoacoara (Jeri)

pokonuje się piaszczystą drogą. Jericoacoara leży na terenie parku narodowego o tej samej nazwie. W okolicy obu miejscowości panują świetne warunki do uprawiania różnych sportów wodnych. Na tutejszych wydmach

można poszaleć pojazdami typu buggy (po portugalsku bugue). Do obu miasteczek zjeżdżają się wind- i kite­surferzy z całego świata. Praia de Jericoacoara gości w czołówce rozmaitych rankingów najpiękniejszych plaż na

©© EMBRATUR IMAGE BANK

TT Kobieta z grupy etnicznej Desano (Desana), która zamieszkuje na północnym zachodzie stanu Amazonas

Na samym południu Brazylii leży stan Rio Grande do Sul graniczący z Urugwajem i Argentyną. Warto zatrzymać się w jego 1,5-milionowej stolicy, Porto Alegre, i wybrać się z niej na wycieczkę do Parku Narodowego Aparados da Serra, który istnieje od 1959 r. Został utworzony, aby chronić m.in. przepiękne kaniony Itaimbezinho i Fortaleza. Na jego terenie znajdują się liczne trasy trekkingowe i punkty widokowe. Rozciągają się z nich cudowne panoramy z kanionami i wodospadami. Z Porto Alegre można udać się też ok. 100 km na północ do kurortu w stylu alpejskim – Gramado. Swoją zupełnie nie­brazylijską zabudowę zawdzięcza on dużej liczbie imigrantów z Niemiec i Włoch. Gramado zostało zasiedlone przez Portugalczyków w 1875 r., ale później przybyli do niego Niemcy i Włosi i to oni naj­ mocniej wpłynęli na architekturę regionu. Zazwyczaj od końca października do połowy stycznia w kurorcie organizowany jest największy w Brazylii festiwal świąteczny pod nazwą Natal Luz (najbliższy odbędzie się w dniach od 24 października 2019 r. do 12 stycznia 2020  r.). Poza tym odbywają się tu również festiwal filmowy (Festival de Cinema de Gramado, w sierpniu) i wielkie międzynarodowe targi branży turystycznej FESTURIS Gramado (ich 31. edycję zaplanowano w terminie od 7 do 10 listopada 

LATO–JESIEŃ 2019


©© EMBRATUR IMAGE BANK

84 DALEKIE PODRÓŻE

SS Park Narodowy Aparados da Serra z kanionem Itaimbezinho, którego głębokość dochodzi do ok. 750 m

SS Wodospady Iguaçu leżą na granicy z Argentyną

2019 r.). Gramado należy do 14 miejscowości położonych na urokliwej Romantycznej Trasie (Rota Romântica). Ma ona obecnie

miejscowościach zarówno w architekturze i kulturze, jak i gastronomii da się dostrzec silne wpływy niemieckie. Stolicą leżącego dalej na północ stąd stanu Parana jest wielokulturowa, blisko 2-milionowa Kurytyba (Curitiba). Jej mieszkańcy to w dużej mierze potomkowie imigrantów z  Niemiec, Polski, Ukrainy, Rosji i Włoch, którzy przybyli w te strony w ciągu XIX i na początku XX w. Dlatego w języku polskim istnieje spolszczona nazwa miasta. Kurytyba stanowi największy ośrodek polonijny w  Brazylii. Funkcjonuje w  niej polsko­języczna prasa, polskie szkoły oraz instytucje kulturalne i religijne. Niektórzy określają ją nawet mianem Chicago Ameryki Południowej. W  mieście znajdziemy wiele interesujących zabytków przypominających te z krajów europejskich. Na zainteresowanie zasługują zwłaszcza teatr

długość mniej więcej 184 km i wiedzie z São Leopoldo do São Francisco de Paula. We wszystkich usytuowanych wzdłuż niej

©© EMBRATUR IMAGE BANK

TT Klimatyzowana, ażurowa szklarnia z metalowym szkieletem na terenie Ogrodu Botanicznego w Kurytybie

LATO–JESIEŃ 2019


©© EMBRATUR IMAGE BANK

85

Ópera de Arame, Ogród Botaniczny (Jardim Botânico de Curitiba) z imponującą szklarnią, centrum historyczne z najstarszymi miejsco-

wymi budynkami i… biblioteki miejskie. Te ostatnie zbudowane są na wzór bibliotek ze wznoszącymi się nieopodal latarniami morskimi, jak to miało miejsce w starożytnej Aleksandrii (w przypadku słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej). Dzięki temu w Kurytybie łatwo rozpoznać tego rodzaju instytucje kultury już z daleka. Z  miasta brazylijskiej Polonii już stosunkowo niedaleko do Foz do Iguaçu (ok.  640  km na zachód), położonego na południowo-zachodnim krańcu kraju, przy granicy z Argentyną i Paragwajem. W okolicy ponad 250-tysięcznego miasta czeka na nas jeden z cudów natury – wodospady Iguaçu (hiszp. Iguazú). Leżą one na granicy między Argentyną i Brazylią, a ich nazwa, pochodząca z języka tupi lub guarani, oznacza „wielką wodę”. To rzeczywiście olbrzymi system katarakt (aż 275!). Ma długość ok. 2,7 km, a  w  punkcie zwanym Gardzielą Diabła (Garganta do Diabo) woda spada z wysokości 80 m! Ten cud Ameryki Południowej przyciąga tysiące turystów każdego dnia, ale trudno się dziwić takiej popularności. Wodospady Iguaçu (Cataratas do Iguaçu) są kilkakrotnie większe od Niagary położonej na granicy Kanady i Stanów Zjednoczonych i robią od niej o wiele większe wrażenie. Podobno sama pierwsza dama USA Eleanor Roosevelt (1884–1962), gdy je zobaczyła, wykrzyknęła: Poor Niagara! (Biedna Niagara!). Mniej więcej 80 proc. kaskad leży obecnie na terytorium Argentyny, a ok. 20 proc. w Brazylii. Warto jednak przyjrzeć się im zarówno od strony brazylijskiej, jak i argentyńskiej. Z Brazylii rozpościera się lepszy widok na całość wodospadu, za to w Argentynie można podchodzić i podpływać pod same kaskady, chodzić po specjalnych kładkach, a także podejść pod Garganta do Diabo.

Co ciekawe, do 1982 r. na granicy brazylijsko-paragwajskiej znajdował się inny cud natury. Mowa o wodospadach Guairá (Salto de Sete Quedas lub Sete Quedas do Rio Paraná), które były największe na świecie pod względem ilości przepływającej przez nie wody (średnio blisko 13,5 tys. m³/s!). Podobno ich szum dało się usłyszeć z odległości ponad 30 km. Dziś zostało po nich trochę ilustracji i zdjęć przechowywanych w archiwach. Co się stało z Guairá? Zostały zalane, aby w ich miejscu mogła powstać druga największa (po chińskiej Tamie Trzech Przełomów) elektrownia wodna na naszym globie. Itaipu (Usina Hidrelétrica de Itaipu), bo tak się nazywa, zaopatruje w  energię elektryczną powyżej 87 proc. Paragwaju i 19 proc. Brazylii. Tutejszą zaporę można zwiedzać i  trzeba przyznać, że zaskakuje ona swoimi rozmiarami i tysiącami ton betonu, który wylano, żeby wykorzystać moc rzeki Parana. W weekendy organizuje się tu nocne iluminacje. Miłośnicy sportów ekstremalnych podczas pobytu w Foz do Iguaçu powinni rozważyć skok w tandemie ze spadochronem nad jeziorem i tamą Itaipu. Dostarcza on mnóstwa emocji i jest okazją do podziwiania wodospadów Iguaçu z zupełnie innej perspektywy.

*** Jak Brazylia długa i szeroka turyści zawsze zachwycają się jej ogromną różnorodnością kulturową i przyrodniczą. Pięknych miejsc i cudownych doświadczeń w trakcie podróży po tym olbrzymim kraju na pewno nie zabraknie. Może jedynie nie być dość czasu, żeby wszystko przeżyć i zobaczyć. Na szczęście Brazylia nieustannie czeka na nas z otwartymi ramionami. 

LATO–JESIEŃ 2019


86 DALEKIE PODRÓŻE

W zderzeniu

z american dream KUBA KUCHARSKI www.wusciskukatriny.pl www.kubakucharski.pl

LATO–JESIEŃ 2019


87

SS Mosty Brookliński i Manhattan na cieśninie East River łączą Brooklyn i Manhattan w Nowym Jorku

LATO–JESIEŃ 2019

©© im_photo/shutterstock

« Gdyby ktoś kilkanaście lat temu, kiedy byłem jeszcze studentem, zapytał mnie, z jakimi miastami kojarzą mi się Stany Zjednoczone, wymieniłbym Nowy Jork i Los Angeles. Znałem je wówczas jedynie ze scen filmowych i idealnie oddawały moje wyobrażenia o Ameryce jako kraju, w którym spełniają się najskrytsze marzenia, szczególnie te o byciu bogatym, sławnym i pięknym. Tu każdy mógł zostać kimś. »


88 DALEKIE PODRÓŻE

D

rial z lat 90. XX w. I choć Przystanku Alaska wcale nie kręcono w  tej części USA, już pierwsze jego sceny doskonale oddają charakter tego oddzielonego od pozostałego terytorium kraju obszaru. Ludzie żyją tu po swojemu. Przekonuje się o tym główny bohater serialu, doktor Joel Fleischman, który przybywa na Alaskę, aby odpracować studia medyczne. Jego nowoczesne spojrzenie na świat zderza się z zupełnie innym, naturalnym podejściem do życia mieszkańców fikcyjnego miasteczka Cicely. Alaska to przede

Dzika przyroda, w wielu miejscach na ziemi zagrożona, tu osiąga pełnię rozkwitu. W tym regionie wciąż żyją liczne niedźwiedzie grizli mające nawet 3,5 m wysokości, gdy stoją na tylnych łapach. Nocami można usłyszeć wycie wilków, a za dnia ruch uliczny w niemal 300-tysięcznym Anchorage zakłócają łosie. Gdyby terytorium Alaski nałożyć na mapie na pozostałą kontynentalną część USA, sięgałoby ono od Atlantyku po Pacyfik. Niemal wszystkie najwyższe szczyty górskie Stanów Zjednoczonych znajdują

©© State of Alaska/Jocelyn Pride

ziś, gdy mam nieco większy bagaż doświadczeń, wiem, że american dream (dosłownie „amerykańskie marzenie”) da się zrealizować nie tylko w tych dwóch miastach. Śmiem też twierdzić, że w większości przypadków nie będzie to związane ze zrobieniem kariery i zdobyciem majątku. Stany Zjednoczone są krajem tak różnorodnym, jak jego obywatele. Można w nim odkryć siebie i zmienić swoje postrzeganie świata, ale żeby zrozumieć, jak tego dokonać, trzeba go odwiedzić.

©© State of Alaska/Brian Adams

SS Wonder Lake – jezioro polodowcowe leżące w granicach Denali National Park and Preserve

SS Podczas wycieczek po Denali National Park and Preserve można podziwiać kwitnące zawilce

W USA warto zobaczyć wiele miejsc. Aby dotrzeć do nich wszystkich, na pewno nie wystarczy jedna wizyta. Dobrze jednak wcześniej dowiedzieć się, co nas w  tym kraju czeka.

PRZYSTANEK ALASKA Pierwsze skojarzenie, które zapewne przychodzi do głowy wielu osobom na myśl o tym amerykańskim stanie, to kultowy se-

LATO–JESIEŃ 2019

wszystkim spokój, kontakt z przyrodą – mówi Kathryn, Amerykanka, która mieszka w tych stronach od ponad 25 lat. Nazwa stanu wywodzi się od słowa Alyaska z  języka Indian Atabasków, znaczącego „wielka ziemia na zachodzie”. To kraina olbrzymich ośnieżonych gór i pól lodowych, rozległej tundry, bujnych lasów, utworzonych przez lodowiec wąwozów, głębokich fiordów i wciąż czynnych wulkanów.

się właśnie tutaj. Wśród nich jest Denali (6190 m n.p.m.) – naj­wyższa góra całej Ameryki Północnej. Wbrew potocznym wyobrażeniom Alaska nie przypomina wielkiej chłodziarkozamrażarki, mimo iż zimą w usytuowanym w interiorze Fairbanks temperatura powietrza dochodzi do –45°C, a miasta leżące na północy pozbawione są światła słonecznego przez prawie trzy miesiące w roku. W naj­­ popularniejszych regionach turystycznych,


89 lei wystawa poświęcona niszczycielskiemu trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło stan w marcu 1964 r. Gdyby ktoś chciał na własnej skórze poczuć wstrząsy, w Alaska Experience Theatre podczas seansu filmowego przeprowadza się symulację tego zjawiska. Na południe od miasta położony jest rozległy półwysep Kenai, zwany placem zabaw Anchorage. Można na nim podziwiać przepiękne krajobrazy, pozostałości po rosyjskich osadnikach, fiordy, lodowce i wysokie szczyty górskie. Co ciekawe, mieszkańcy Ala-

ny morskie), morsy, foki, uchatki grzywiaste, pływacze szare, płetwale (finwale) i ptaki. Ważnym celem turystów jest również lodowiec Exit, z którego można podziwiać widok na pokryte śniegiem alaskie olbrzymy. Mniej więcej 480 km trzeba pokonać, aby z Anchorage dotrzeć do leżącej na wschodzie Małej Szwajcarii. Tak ze względu na otaczające je góry, lodowce i wodospady tworzące wspaniałe krajobrazy określa się okolice miasteczka Valdez. To doskonałe miejsce na wyprawy kajakowe lub piesze. Jeśli z Valdez

©© State of Alaska/Reinhard Pantke

czyli na południowym wschodzie i pół­wyspie Kenai, panuje klimat morski – termo­metry pokazują ok. 15–25°C, a w centralnym obszarze potrafią latem wskazać nawet ponad 30°C. Tę część kraju najlepiej zwiedzać od połowy czerwca do końca sierpnia, choć trzeba się wtedy liczyć z wyższymi cenami noclegów. Największym ośrodkiem i głównym węzłem komunikacyjnym stanu jest Anchorage, położone nad Zatoką Cooka. Za jedną z większych atrakcji w okolicy uchodzi Tony Knowles Coastal Trail, szlak nadmorski ciąg-

©© State of Alaska/Brian Adams

©© State of Alaska/Chris McLennan

SS Łosie na poboczu Taylor Highway (Alaska Route 5)

SS Wyprawa kajakami pod lodowiec to jedna z wielu atrakcji Parku Narodowego Fiordy Kenai

SS Park Narodowy Katmai słynie z niedźwiedzi grizli

nący się wzdłuż 18-kilometrowego wybrzeża miasta. Z Parku Point Woronzof rozpościera się malowniczy widok na Zatokę Cooka, a przy sprzyjającej pogodzie można dostrzec stąd nawet Denali. Jeszcze niedawno szczyt nosił nazwę McKinley, ale w 2015 r. przy­ wrócono indiański toponim, który tłumaczy się jako Wysoki. W Muzeum Anchorage znajdują się m.in. dioramy związane z historią Alaski. W Earthquake Park powstała z ko-

wyruszymy Richardson Highway, czyli liczącą prawie 600 km malowniczą autostradą, jedną z najstarszych na Alasce, dojedziemy do ponad 30-tysięcznego Fairbanks, naj­większego miasta położonego w samym środku stanu. Jest ono świetną bazą wypadową dla osób planujących wycieczki do kopalni złota czy gorących źródeł. Jednak największą tutejszą atrakcją, pojawiającą się w większość zimowych dni, są zorze polarne. 

ski przyjeżdżają tu głównie po to, aby łowić ryby, choć wyciągnięcie z wody kilkunasto­ kilogramowego łososia królewskiego (czawyczy) stanowi nie lada wyzwanie. Ze znajdującego się ok. 200 km od Anchorage miasteczka Seward, otoczonego przez lodowce i góry, wyruszają statki do Parku Narodowego Fiordy Kenai (Kenai Fjords National Park). Jego największą atrakcją są niewątpliwie fiordy i żyjące na ich obszarze wydry morskie (kała-

LATO–JESIEŃ 2019


©© Hawaii Tourism Authority (HTA)/Tor Johnson

90 DALEKIE PODRÓŻE

SS Modna plaża Waikiki i zabudowania Honolulu na tle wygasłego stożka wulkanicznego Diamond Head

Zwiedzający Alaskę muszą też obowiązkowo złożyć wizytę w rozległym Denali National Park and Preserve. Większa część licznych turystów, którzy mieli okazję do niego zawitać, opowiada potem o spotkaniu z niedźwiedziami grizli, karibu (reniferami tundrowymi), łosiami alaskańskimi czy wilkami. Nazwa parku pochodzi od znajdującego się na jego obszarze wspomnianego już szczytu Denali, który wchodzi w skład Korony Ziemi.

HAWAJSKIE „ALOHA” Blisko 3,5 tys. km na południowy zachód od amerykańskiego wybrzeża Oceanu Spokojnego leżą Hawaje. Ze swoimi czynnymi wulkanami, wspaniałymi plażami, zielonymi dolinami i malowniczym wybrzeżem klifowym stanowią prawdziwy cud natury. To jednocześnie najmłodszy z 50 stanów USA (dołączony w sierpniu 1959 r.) i podobnie jak Alaska zupełnie odmienny od pozostałej części kraju. Wciąż panuje w nim tra-

©© Hawaii Tourism Authority (HTA)

TT Na Hawajach przez cały rok panują sprzyjające warunki do uprawy owoców, np. ananasów i bananów

LATO–JESIEŃ 2019

dycyjne, hawajskie podejście do życia. Ludzie cenią sobie wartości rodzinne, spokój i przyrodę, która ich otacza. Na Hawajach czujesz się, jakby czas się zatrzymał. Tutaj żyje duchem „aloha” – mówi Paweł, Polak od ponad 20 lat na stałe mieszkający w Nowym Jorku, a od niedawna w Los Angeles. Przez pewien okres miał szczęście pomieszkiwać także w wyspiarskim raju na Pacyfiku. Aloha jest nie tylko pozdrowieniem, którym witają się Hawajczycy. To przede wszystkim filozofia życia, w której zawierają się takie wartości jak szacunek do ziemi czy życzliwość w stosunku do drugiego człowieka. Można powiedzieć, że w tym stanie panuje wieczne lato. Temperatury powietrza w  ciągu całego roku niewiele się różnią. W lipcu wynoszą średnio 27°C, a w styczniu – 23°C. Temperatura wody oscyluje w granicach 25°C. Niemal trzy czwarte Hawajczyków (ok. 1 mln osób) mieszka na Oahu (O’ahu). W północnej części wyspy rozciągają się plaże surfingowe, w tym m.in. słynna Banzai Pipeline. Stolicą Hawajów i jednocześnie największym miastem archipelagu jest leżące na niej 400-tysięczne Honolulu. Większość turystów gromadzi się w nadmorskiej dzielnicy Waikiki (Waikīkī). Z plaży rozciąga się widok na stożek wygasłego wulkanu


©© Hawaii Tourism Authority (HTA)/Tor Johnson

91

SS Tęczowy Wodospad (Rainbow Falls) na Hawaii, którego wody spadają nad naturalną jaskinią lawową

W okolicach największego miasta na wyspie, 45-tysięcznego Hilo, znajdują się m.in. Rainbow Falls, czyli Tęczowy Wodospad (24 m wysokości), oraz gorące źródła (Boiling Pots) na rzece Wailuku, a także dolina Waipio z drzewami owocowymi i ścieżkami wiodącymi nad brzeg oceanu. Ekscytujący widok tworzy Akaka Falls, blisko 135-metrowy wodospad, od którego leśnym szlakiem można dotrzeć do innych ukrytych w bujnej roślinności kaskad. Wartym polecenia miejscem

dla aktywnych turystów jest też Park Narodowy Wulkany Hawai’i (Hawai’i Volcanoes National Park), urzekający krajobrazami wulkanicznymi i pustynnymi oraz tropikalnym lasem czy arktyczną tundrą. Do najstarszych wysp archipelagu należy Kauai (Kaua’i). Procesy erozji trwały tutaj miliony lat, dzięki czemu powstały nie­ samowite formy geologiczne. Każdego roku wyspa przyciąga miłośników wind­surfingu, nurkowania i  trekkingu. O  niezwykłości 

TT Turysta otrzymujący powitalny hawajski wieniec lei wykonany z pachnących kwiatów plumerii

©© Hawaii Tourism Authority (HTA)/Tor Johnson

Diamond Head (232 m n.p.m.). W południowo-wschodniej części miasta znajduje się zatoka Hanauma słynąca z rafy koralowej uważanej za raj dla miłośników nurkowania. W okolicy zlokalizowana jest też morsko-lotnicza baza wojskowa Pearl Harbor (Joint Base Pearl Harbor-Hickam). Po jej zbombardowaniu przez Japończyków w grudniu 1941 r. Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej. Drugą pod względem powierzchni wyspę archipelagu stanowi Maui (zajmuje ona 1883 km²). Wielu Amerykanów z kontynentalnej części USA osiedla się na niej na stałe. Wybierają ją nie bez powodu – znajduje się tu najwięcej plaż na całych Hawajach. Główną atrakcją Maui jest wulkan Haleakalā (Dom Słońca) o wysokości 3055 m n.p.m. W jego rozległym kraterze, mającym ok.  30  km w obwodzie, można byłoby zmieścić cały nowojorski Manhattan. Największa wyspa stanu to Hawaii (Hawai’i) – jej powierzchnia wynosi 10 430 km². Wyróżnia się na niej kilka stref klimatycznych. W odległości kilkuset metrów od wilgotnych lasów deszczowych rozciągają się tu piaszczyste plaże, a w tle piętrzą się wysokie szczyty, omiatane przez porywiste, zimne wiatry. Niewątpliwą atrakcją na Hawaii są również czynne wulkany (Hualālai, Mauna Loa czy Kīlauea).

LATO–JESIEŃ 2019


Kauai świadczy choćby fakt, że właśnie na niej kręcono słynny amerykański film Jurassic Park. Z kolei Lanai (Lāna’i) to jedno z  tych miejsc, gdzie można odpocząć w  spokoju od zgiełku i tłumów turystów. Licznym plantacjom ananasów zakładanym na niej w przeszłości zawdzięcza ona swoją potoczną nazwę Wyspa Ananasowa. Zamieszkiwana raptem przez kilka tysięcy osób, urzeka piaszczystymi plażami, z których rozciągają się widoki na surowe klify. Turyści chcący spotkać rdzennych mieszkańców Hawajów powinni udać się na wyspę Molokai (Moloka’i). Można na niej pograć w golfa, powędkować czy wybrać się na wycieczkę kajakiem. Znajduje się tu najwyższy klif na świecie o wysokości ponad 1000 m nad taflą wody oraz jeden z najwyższych wodospadów na naszym globie – 900-metrowa Oloupena (Olo’upena).

©© Los Angeles Tourism & Convention Board (LATCB)

92 DALEKIE PODRÓŻE

SS Napis „Hollywood” z 1923 r. na zboczu góry Lee w Los Angeles, pierwotnie pełniący funkcję reklamy

LATO–JESIEŃ 2019

SS Golden Gate Bridge – symbol San Francisco

©© Brand USA/Miles InLanguage

Słynna Kalifornia to nie tylko słoneczny raj na ziemi, ale także wysokie pasma górskie, ogromne skupiska miejskie, obszary leśne czy nawet pustynie. Ten stan daje ogromne możliwości. Rano pływasz w oceanie, a po południu jesteś już w górach i jeździsz na nartach – opowiada Paweł. Mówi się, że ludzie mieszkający na Zachodnim Wybrzeżu (West Coast) żyją chwilą. W obliczu takich zagrożeń jak trzęsienia ziemi czy nie­ustające pożary tego rodzaju podejście wydaje się zrozumiałe. Gdy po raz pierwszy przybywa się do Los Angeles, czyli Miasta Aniołów, można odnieść wrażenie, że jego centra handlowe, plaże, drzewa palmowe i ulice wyglądają znajomo. To trafne spostrzeżenie, bo większość tych widoków pojawiła się w nie­ zliczonych filmach. Właśnie tutaj ludzie albo spełniają swoje sny o sławie i bogactwie, albo przeżywają największe rozczarowania – najpopularniejszą dzielnicą Miasta Aniołów jest Hollywood, najważniejszy ośrodek światowej kinematografii. Zwiedzanie śladami historii filmu warto rozpocząć od Alei Gwiazd (Hollywood Walk of Fame). Każdego roku miliony turystów przymierzają swoje dłonie do wylanych w chodniku odcisków rąk największych postaci kina. Nie­ daleko od słynnej alei znajduje się Dolby Theatre, gdzie odbywa się coroczna ceremonia rozdania Oscarów. Podczas zwiedzania Los Angeles warto odwiedzić też studia filmowe, takie jak Paramount Pictures, Warner Bros. czy Universal Studios Hollywood. Mają one w swojej ofercie komercyjne wizyty,

©© brand usa/Arnaud Muller-Bogdan Zlatkov

ZŁOTY STAN

TT Glacier Point z widokiem na dolinę Yosemite


©© Los Angeles Tourism & Convention Board (LATCB)

93

©© Brand USA/Miles InLanguage

SS W trakcie wizyty w Universal Studios Hollywood można przyglądać się kręceniu scen filmowych

TT Gaj sekwoi Mariposa Grove w parku Yosemite

©© Brand USA/Miles InLanguage

SS Pier 39 ze sklepami, knajpkami i salonami gier

można więc przez chwilę poczuć się jak bohaterowie serialu komediowego Przyjaciele czy podziwiać pojazdy Batmana. Na odpoczynek świetnie nadają się plaże w dzielnicy Venice lub miastach Santa Monica i Long Beach, gdzie oprócz wylegiwania się na piasku skorzystamy z wymyślnych rozrywek wodnych. Inną ważną metropolię leżącą na Zachodnim Wybrzeżu stanowi San Francisco, miasto wzgórz. Położone na półwyspie i oblewane przez wody Pacyfiku, zatoki San Francisco i cieśniny Golden Gate, od zawsze wyznaczało światowe trendy. Jego historia związana jest z gorączką złota, awangardowym ruchem literacko-kulturowym bitników, hipisami, walką o prawa mniejszości seksualnych, a także rozwojem nowych technologii. Tutaj swoją siedzibę ma m.in. serwis społecznościowy Twitter, a kilkadziesiąt minut jazdy samochodem od centrum znajdują się kompleksy takich gigantów jak Google czy Apple. Golden Gate Bridge, słynny wiszący most uwieczniany na tysiącach pocztówek, łączy San Francisco z hrabstwem Marin. Każdego roku przyciąga miliony turystów, ale staje się również celem samobójców. Naj­ bardziej znane więzienie na świecie, w którym wyrok odsiadywał np. Al Capone, leży na wyspie Alcatraz. Ten zakład karny o za­ostrzo­ nym rygorze został już zamknięty (w marcu 1963 r.). Dziś można go zwiedzać. Poza tym ważną tutejszą atrakcją jest Park Golden Gate, najpopularniejszy z  ponad 220  istniejących w San Francisco. Każdego roku odwiedza go mnóstwo turystów, podobnie jak Coit Tower – wieżę widokową zbudowaną w 1933 r. za pieniądze Lillie Hitchcock Coit, która chciała za sprawą budowli uatrakcyjnić swoje ukochane miasto. Obiekt ma 64 m wysokości, a w jego wnętrzu znajdują się freski 25 lokalnych artystów. Z wieży rozciąga się widok na okolice, m.in. na most Golden Gate czy Alcatraz. W San Francisco można też przejechać się wyjątkowym tramwajem. Pojazd wchodzi w skład taboru ostatniego działającego na świecie ręcznie sterowanego linowego systemu tramwajowego. Trasa jednej z linii (Powell-Hyde) prowadzi do uwielbianego przez turystów nabrzeża portowego – Fisherman’s Wharf. Znajdują się przy nim restauracje, parki, sklepy, a nawet muzea. Przedłużeniem owego nabrzeża jest Pier 39, popularne molo z centrum handlowym. Trudno w kilku zdaniach opisać wszystkie uroki Kalifornii. Niemniej poza wizytami we wspomnianych słynnych miastach (Los Angeles i San Francisco) warto 

LATO–JESIEŃ 2019


©© BrandUSA

94 DALEKIE PODRÓŻE

©© BrandUSA

SS Spotkanie z aligatorem amerykańskim podczas zwiedzania Parku Narodowego Everglades

SS Hotel Breakwater South Beach w stylu art déco usytuowany przy Ocean Drive w Miami Beach

za­planować tu sobie podróż autostradą stanową nr 1 – State Route 1 (SR 1). Wzdłuż tej malowniczo położonej trasy góry wręcz wyrastają z oceanu. Kolejnymi atrakcjami zasługującymi na zainteresowanie są parki narodowe: Yosemite i Sekwoi. Pierwszy z nich jest stworzony do górskich wędrówek wśród wodospadów, potoków i dzikich zwierząt. Występuje tutaj ponad 400 gatunków fauny, np. baribale (niedźwiedzie czarne) czy rysie rude. W tym parku znajduje się także znany na świecie granitowy monolit El Capitan (mający 914 m wysokości), miejsce rywalizacji ekstremalnych wspinaczy. W  jego okolicy rozgrywają się sceny nagrodzonego w 2019 r. Oscarem amerykańskiego filmu dokumentalnego Free Solo. Z kolei Sequoia National Park słynie z rosnących w nim mamutowców olbrzymich. Te ogromne drzewa osiągają nawet 95 m wysokości. Warte uwagi są również Joshua Tree National Park z drzewami Jozuego (jukkami krótko­listnymi) oraz dolina Napa (Napa Valley), w której znajdują się kalifornijskie winnice. Nie wolno też

LATO–JESIEŃ 2019

zapomnieć o Salton Sea, największym jeziorze Kalifornii (ok. 900 km² powierzchni), czy Tahoe, jednym z naj­czystszych jezior na świecie (zachwycał się nim pisarz Mark Twain).

SŁOŃCE PRZEZ CAŁY ROK Do najpopularniejszych amerykańskich stanów należy Floryda. Z jednej strony otaczają ją wody Zatoki Meksykańskiej, z drugiej oblewa Ocean Atlantycki. Słońce świeci tu przez cały rok. Florydzkie plaże ciągną się kilometrami. Poza nimi są także inne ciekawe miejsca, takie jak Park Narodowy Everglades, gdzie można stanąć oko w oko z amerykańskimi aligatorami czy krokodylami, Kennedy Space Center (Centrum Kosmiczne Johna F. Kennedy’ego) na przylądku Canaveral, Muzeum Salvadora Dalego w mieście St. Peters­burg, Edison and Ford Winter Estates w  Fort Myers, oraz liczne atrakcje dla najmłodszych, w tym park rozrywki Walt Disney World Resort w Bay Lake i Lake Buena Vista. Na Florydzie znajduje

się też Key West, wyspa sąsiadująca z jedną z najpiękniejszych raf koralowych na świecie. Warto przy okazji zaznaczyć, że od maja do końca października tę część USA nawiedzają huragany. Florydzkie Miami znane jest choćby z popularnego serialu kryminalnego z lat 80. XX  w. emitowanego w  polskiej telewizji pod tytułem Policjanci z Miami (w oryginale Miami Vice). Jego fabuła została zainspirowana ówczesną sytuacją w mieście, które było głównym ośrodkiem przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych, co doprowadziło do rozwoju zorganizowanej przestępczości. W ponad 470-tysięcznym Miami, nazywanym stolicą Ameryki Łacińskiej, żyje duża społeczność emigrantów z Kuby (ok. 35 proc. mieszkańców). Dziś już powyżej 70 proc. jego ludności deklaruje, że hiszpański jest ich językiem ojczystym. Jedną z naj­ starszych i najbardziej charakterystycznych części zespołu miejskiego Miami (Greater Miami Area lub South Florida) stanowi South Beach w nadmorskim kurorcie Miami Beach, słynące z zabytkowej architektury, popular-


95 Pequeña Habana), czyli Mała Hawana, gdzie znajduje się wiele klubów, restauracji czy stoisk z kubańskimi cygarami. Od czerwca 2019 r. na tutejsze międzynarodowe lotnisko (Miami International Airport – MIA) latają bezpośrednio samoloty Polskich Linii Lotniczych LOT z Warszawy.

©© brand usa/Rob O'neal

BIG EASY

SS Snorkeling koło Fortu Jefferson na Garden Key, wysepce należącej do archipelagu Florida Keys

nej plaży, a także bogatego życia nocnego. Tu biegnie ulica Ocean Drive z wytwornymi restauracjami i hotelami w budynkach w stylu art déco. W Miami oprócz plażowania można odwiedzić zoo (The Miami-Dade

Zoological Park and Gardens) czy należące do najstarszych oceanariów w USA Miami Seaquarium (otwarte w 1955 r.). Osoby zainteresowane kulturą kubańską powinny udać się do dzielnicy Little Havana (hiszp.

©© Fotoluminate LLC/shutterstock

TT Dzielnica Miami Little Havana, gdzie od lat 60. XX w. zaczęli ściągać liczni kubańscy emigranci

Przy okazji pobytu na Florydzie warto wybrać się do jednego z najbardziej magicznych (dosłownie!) miast w  USA – blisko 400-tysięcznego Nowego Orleanu w stanie Luizjana, noszącego przydomek Big Easy. Można się do niego dostać samolotem lub autobusem słynnego przewoźnika Greyhound. Nie ma tu co prawda zbyt wielu drapaczy chmur, wielkomiejskiego tłumu, ulic z  ekskluzywnymi butikami czy tylu miejsc do odpoczynku nad wodą co w Miami lub Los Angeles, ale nikt nie powinien być zawiedziony. Nowy Orlean został założony przez Francuzów w 1718 r. (jako La Nouvelle-Orléans). Później z rąk francuskich trafił do hiszpańskich (na mocy traktatu pokojowego podpisanego w Paryżu w 1763 r.). Gdy znów znalazł się pod rządami Francji, szybko sprzedano go Amerykanom wraz z całą Luizjaną (w 1803 r.). W XIX stuleciu ze względu na swoje wyjątkowe położenie był naj­bogatszym i trzecim co do wielkości miastem w Stanach Zjednoczonych. Handel morski kwitł, Nowy Orlean słynął także z pobliskich plantacji trzciny cukrowej, ale nie tylko. Na kartach jego historii zapisało się również powszechnie praktykowane nie­wolnictwo. Na targowiskach za kwotę ówczesnych kilkuset dolarów można było niemal każdego dnia kupić czarno­skórego człowieka. Aby przetrwać, niewolnicy musieli nauczyć się… improwizować. Gdy trafiali do tego miasta, zastawali w nim zupełnie nową rzeczywistość – nie znali języka ani lokalnej kultury. Starali się jednak zaznaczyć swoją obecność, choćby za pomocą muzyki. W ten sposób powstał gatunek muzyczny nazwany jazzem, będący połączeniem afrykańskich i latynoskich rytmów. Mówi się, że budził się do życia w wielu miejscach, ale narodził się właśnie w Nowym Orleanie pod koniec XIX w. Tu zaczynali karierę Louis Armstrong czy Buddy Bolden. Aby poczuć magię miasta, trzeba w nim spędzić trochę czasu. Jeśli mamy go mało, udajmy się po prostu na spacer. Wycieczkę możemy rozpocząć od historycznej Dzielnicy Francuskiej (French Quarter), która słynie z niezwykłej architektury nawiązującej jeszcze do czasów rządów Francuzów 

LATO–JESIEŃ 2019


i Hiszpanów. W zabytkowym parku Jackson Square posłuchamy ulicznych muzyków, a przy Bourbon Street oddamy się szalonej zabawie w lokalnych klubach i pubach, otwartych do białego rana. Nowy Orlean kojarzy się też z festiwalem Mardi Gras (Tłusty Wtorek), który odbywa się w zależności od roku w lutym lub marcu, dzień przed Środą Popielcową, w ostatni dzień karnawału. Przez miasto suną wówczas wielobarwne parady. Mardi Gras jest symbolem jedności jego mieszkańców, a także okazją do kultywowania starej tradycji, sięgającej czasów francuskich. Do tutejszych atrakcji zaliczają się poza tym przejażdżka historycznym tramwajem z drewnianymi ławkami wzdłuż Canal Street, rejs parowcem po rzece Missisipi, zaopatrzenie się w  pamiątki związane z kultem voodoo na French Market, wizyta w muzeum poświęconym II wojnie światowej (The National WWII Museum), Audubon Aquarium of the Americas lub Audubon Zoo (placówkach należących do Audubon Nature Institute) czy zwiedzanie charakterystycznych nekropolii. Na nowoorleańskim cmentarzu (Saint Louis Cemetery No. 1) pochowano Marie Laveau (1794–1881) – Królową Voodoo. W okolicy można podziwiać ciekawe mosty, np. Lake Pontchartrain Causeway (zbudowany na jeziorze Pontchartrain), czyli jedną z najdłuższych przepraw na świecie (niemal 38,5 km). Ważnym wydarzeniem we współczesnej historii Nowego Orleanu było przejście w  sierpniu 2005 r. potężnego huraganu Katrina. Spowodował on zalanie 80 proc. powierzchni miasta, a życie w jego wyniku straciło blisko 2 tys. osób. Straty oszacowano na ponad 100 mld dolarów amerykańskich. Mimo tej ogromnej katastrofy Nowy Orlean stanął na nogi i obecnie przyjeżdża do niego więcej turystów niż w czasach przed Katriną. Tak się złożyło, że jako jeden z nielicznych Polaków przebywałem tu w momencie uderzenia huraganu i wspólnie z mieszkańcami walczyłem o przetrwanie. Opis tych dramatycznych wydarzeń zawarłem w  książce W uścisku Katriny. Jednak ta historia jest także moim poznawaniem Nowego Orleanu i miejscowej kultury, dzięki której szczyci się on mianem najbardziej nieamerykańskiego miasta w USA, oczarowującego niemal każdego przybysza.

CENTRUM ŚWIATA O Nowym Jorku można byłoby pisać bez końca. Zapewne nie ma drugiego podobnego miejsca na świecie, tak zróżnicowanego

LATO–JESIEŃ 2019

©© fotolia.com

96 DALEKIE PODRÓŻE

SS Zabudowa Dzielnicy Francuskiej w Nowym Orleanie

TT Nowy Jork, czyli miasto, które nigdy nie śpi


©© fotolia.com

97

©© fotolia.com

SS Tramwaje kursujące wzdłuż Canal Street, nowoorleańskiej ulicy prowadzącej do rzeki Missisipi

etnicznie, kulturowo, społecznie i ekonomicznie. Położona na wybrzeżu Atlantyku ok. 8,5-milionowa metropolia stanowi naj­ ludniejsze miasto w Stanach Zjednoczonych. Gdy mieszkasz w Nowym Jorku, masz wrażenie, że znalazłeś się w samym centrum rzeczywistości – mówi Paweł. To trochę tak, jakbyś połączył wszystkie smaki świata i umieścił je w jednej potrawie – precyzuje. Coś w tym jest, bo znajduje się tu tak wiele atrakcyjnych miejsc, że nie sposób ich wszystkich wymienić przy okazji krótkiej prezentacji. Co roku Big Apple, bo taki przydomek nosi miasto, odwiedza mniej więcej 65 mln turystów – pora roku nie odgrywa dla nich znaczenia. Panorama Nowego Jorku dzięki licznym drapaczom chmur stała się powszechnie rozpoznawalna. Jeszcze nie tak dawno to właśnie w nim powstawały naj­ wyższe budynki na świecie. Ta amerykańska metropolia jest również symbolem wolności reprezentowanym przez słynny monument na Liberty Island. Sylwetka kobiety z wzniesioną pochodnią była pierwszą rzeczą, jaką dostrzegały osoby przybywające do Ameryki drogą morską w ubiegłym stuleciu. Statua Wolności została zaprojektowana przez rzeźbiarza Frédérica Auguste’a Bartholdiego i odsłonięta w 1886 r. Dziś uchodzi za jedną z największych atrakcji turystycznych Nowego Jorku. Na wyspę można dostać się promem, z którego pokładu w czasie rejsu rozpościera się przepiękna panorama miasta. W owej panoramie dominuje ukończony w 1931 r. Empire State Building, niegdyś najwyższy budynek na świecie (ponad 443 m). Do jego wzniesienia potrzebowano ok. 60 tys. t stali i 10 mln cegieł. Punkty obserwacyjne usytuowane są na 86 i 102 piętrze. Doskonałym miejscem na spacery, z którego jednocześnie rozpościera się znakomity widok na Nowy Jork, jest most Brookliński, znany z wielu hollywoodzkich filmów. Nowojorski Manhattan słynący z żółtych taksówek, wieżowców i rozświetlonego neo­ nami Times Square przyciąga nie tylko polityków, biznesmenów i gwiazdy, lecz także tłumy turystów. Na Dolnym Manhattanie (Lower Manhattan) znajduje się m.in. Dzielnica Finansowa (Financial District, FiDi) z Wall Street czy Strefa Zero (Ground Zero), przypominająca o zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. W miejscu bliźniaczych drapaczy chmur World Trade Center wzniesiono tu One World Trade Center – Wieżę Wolności (Freedom Tower) o wysokości ponad 541 m. Obecnie to najwyższy budynek w mieście i całych Stanach Zjednoczonych. W środkowej części Manhattanu (Midtown 

LATO–JESIEŃ 2019


©© shutterupeire/shutterstock

98 DALEKIE PODRÓŻE

SS Słynna Statua Wolności z 1886 r. stojąca na Liberty Island stanowiła dar Francuzów dla Amerykanów

alizuje się moje amerykańskie marzenie. Nie zamienię tego na nic innego – pod­sumowuje Kathryn. Dla mnie „american dream” to poczucie wolności. W Stanach Zjednoczonych mogę robić to, co kocham, i być, kim chcę. Dziś jestem w Nowym Jorku, jutro w Los Angeles, a za chwilę na Hawajach lub w innym miejscu na świecie. Pracuję dla amerykańskiej firmy, w której nie muszę siedzieć za biurkiem codziennie od rana do wieczora. I choć nie zarabiam milionów, czuję się szczęśliwy – puen­tuje Paweł. 

Dziś ukończony w 1876 r. Central Park stanowi ulubione miejsce nowojorczyków do wypoczynku, spotkań i uprawiania sportu. Znajdują się tu jeziora, zoo i place zabaw dla dzieci.

*** Moi bohaterowie spełnili się w Stanach Zjednoczonych. Dzięki przyrodzie, bliskości z tym, co jeszcze nie zostało do końca zniszczone przez człowieka, właśnie na Alasce re-

TT One World Trade Center, inaczej Wieża Wolności

©© f11photo/shutterstock

TT Znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i Seventh Avenue Times Square wypełniają kolorowe reklamy

LATO–JESIEŃ 2019

©© kropic1/shutterstock

Manhattan) wznosi się wspomniany Empire State Building, położone są teatralny rejon Broadway i Rockefeller Center oraz mieści się kwatera główna ONZ. W tym gąszczu wieżowców i ulic kryje się również zielona przystań. Na powierzchni 3,41 km² rozciąga się Central Park. Jego budowa była ogromnym wyzwaniem, ponieważ przeznaczony pod niego obszar leżał na podmokłych terenach. Ostatecznie pierwsze tereny parkowe otwarto pod koniec 1858 r.


100 DALEKIE PODRÓŻE

Archipelag Zanzibar – raj na Oceanie Indyjskim ROBERT PAWEŁEK www.travelcompass.pl TT Tradycyjnie ubrani Masajowie wykonujący słynny rytualny taniec adumu na zanzibarskiej plaży

©© Laura Markowska/ZAN POL TOUR

SS Wysepka Changuu leżąca w pobliżu Stone Town

LATO–JESIEŃ 2019


©© Alastair Munro/shutterstock

©© The Manta Resort

101

SS Łódź ngalawa i kolorowa rafa koralowa pod wodą

TT Apartament dla pary w hotelu Meliã Zanzibar

©© KINASI LODGE/marc dozier

©© Meliá Zanzibar

TT Korzenie drzew kryjące ruiny na wyspie Mafia

LATO–JESIEŃ 2019


102 DALEKIE PODRÓŻE

« Nad brzegiem oceanu kobiety ubrane w wielobarwne afrykańskie „kangi” z gracją zbierają algi. Aż po horyzont ciągną się niezwykłe odcienie błękitu, turkusu i szmaragdu oraz białe plaże, miejscami zacienione palmami. Zewsząd czuć nieznane zapachy, a nasze stopy toną w rozgrzanym słońcem piasku. Wystarczy jednak zanurzyć się w krystalicznie czystej wodzie, żeby się schłodzić. Jeśli tak wygląda raj, to Zanzibar jest nim na pewno… »

P

rzypomina mi się fragment książki Zanzibar. Wyspa skarbów. Opowieści ze świata Suahili Beaty Lewandowskiej-Kaftan. Statek królowej Saby zmierzał już ku brzegom, kiedy ocean zaszumiał złowrogo. Władczyni, żeby go przebłagać, wrzuciła do wody naszyjnik z pereł. Ocean jednak odpowiedział, że to za mało, aby go przejednać. Wtedy królowa upuściła w fale skrzynię pełną klejnotów. Ta otworzyła się, gdy tylko uderzyła o dno. I tak z  królewskich skarbów na turkusowych wodach Oceanu Indyjskiego powstały wyspy archi­pelagu Zanzibar. Największą ciekawość budzą zwłaszcza niektóre z nich: Zanzibar (Unguja, Ungudża), Pemba i Mafia, od wieków przyciągające podróżnych. Można na nich przeżyć niezapomniane chwile. Trzeba tylko zapuścić się w kręte uliczki starych miasteczek, zanurkować w okolicy dziewiczych raf koralowych, wybrać się na ryby, zrelaksować na rajskich plażach czy skosztować tutejszych przypraw. To ze względu na te ostatnie archipelag nazywa się Wyspami Korzennymi.

Unguja, największa ze wszystkich (ok. 1660  km² powierzchni i  ponad 900  tys.  mieszkańców), przyciąga naj­ liczniejsze grono turystów. Leży mniej więcej 30 km od wybrzeży kontynentalnej Tanzanii (wraz z Pembą tworzy obszar auto­ nomiczny) i idealnie sprawdza się jako miej­ sce na odpoczynek po pełnym wrażeń safari albo męczącej wspinaczce na Kilimandżaro, naj­wyższą górę Afryki (5895 m n.p.m.). Trud­ no oprzeć się urokowi jej rozległych plaż z białym, miękkim piaskiem, błękitnych la­ gun czy wysepek odsłaniających się pod­ czas odpływu. Krystalicznie czysta woda w różnych odcieniach błękitu zachęca do nurkowania w  poszukiwaniu raf koralo­

LATO–JESIEŃ 2019

wych. Oprócz idyllicznych krajobrazów oraz wspaniałej fauny i flory turystów zachwy­ ca tutejsza bogata historia i kultura. Warto przespacerować się ulicami zabytkowego Stone Town, będącego atrakcją miasta Zan­ zibar, i spróbować dań miejscowej kuchni o wyrazistym smaku, jaki nadają im lokal­ ne przyprawy. Zawsze można tu liczyć na uśmiech i życzliwość wyspiarzy. Wiele osób przylatuje do Tanzanii tylko na tę wyspę. Bezpośredni lot z Warszawy trwa jedynie 8 godz., a ponieważ różnica czasu między Polską a tym rejonem Afryki wynosi raptem jedną godzinę latem i dwie zimą, Polacy nie muszą się aklimatyzować. Na archipelagu oraz w kontynentalnej Tanzanii występuje malaria, w  tym jej najgroźniejsza odmia­ na mózgowa wywoływana przez zarodźca sierpowatego (Plasmodium falciparum). Należy się więc zabezpieczyć, biorąc środki profilaktyczne, np. lek Malarone, a przede wszystkim chronić się przed komarami, sto­ sując repelenty i używając moskitier. Aktual­ nie przy wjeździe do Tanzanii i na Zanzibar nie są wymagane żadne szczepienia. Sytu­ acja zmienia się jednak co jakiś czas i trzeba ją na bieżąco śledzić. W tym miejscu warto podkreślić, że szczepienie przeciwko żółtej febrze jest obowiązkowe tylko dla osób po­ dróżujących z Kenii lub Ugandy oraz innych krajów, w których występuje ta choroba.

WODNE KRÓLESTWO Zanzibar kojarzy się głównie z błogim wy­ poczynkiem na rajskich plażach, ale rów­ nież miłośnikom aktywnego spędzania czasu z  pewnością się na nim spodoba. Idealne warunki dla uprawiania sportów wodnych zaczynają się w czerwcu (i utrzy­ mują do września), kiedy jest nieco chłod­ niej (ok. 30°C) i wieje południowo-wschodni monsun, zwany w języku suahili kusi. Wów­

czas wybrzeże oblegają liczni kitesurferzy i żeglarze. Sezon dla nurków trwa tutaj przez cały rok, z tym że w trakcie opadów (pora deszczowa na archipelagu występuje od marca do końca maja) znacznie pogarsza się widoczność pod wodą. Najciekawsze miej­ sce do nurkowania stanowią okolice pry­ watnej wysepki Mnemba, leżącej zaledwie ok. 4 km od północno-wschodnich wybrzeży Zanzibaru. Oszałamiające rafy i bogate życie podwodne przyciągają jak magnes. Wielką atrakcją jest również obserwowanie żółwi morskich i delfinów. W zależności od pory roku przypływają tu także humbaki, manty i rekiny wielorybie. Podczas kąpieli zaleca się jednak ostrożność ze względu na jadowi­ te stworzenia oraz silne prądy przy brzegach pojawiające się głównie w  trakcie nowiu i pełni. Na rafie, w miejscach, gdzie nie ma piasku, leżą również jeżowce. W przypad­ ku bolesnego ukłucia pomocy udzielić nam mogą jedynie rybacy lub pracownicy oko­ licznych profesjonalnych baz nurkowych, bo w tym rejonie nie działają żadne inne służby ratownicze. Zanzibar zdążyli już odkryć nie tylko miłośnicy podwodnych przygód, ale także amatorzy wędkarstwa sportowego. Łowie­ nie dużych ryb stało się tutaj bardzo popu­ larne. Wystarczy spytać w hotelu o organi­ zującą tego typu aktywności agencję, a bez problemu znajdzie się łódź przystosowana do profesjonalnego wędkowania na otwar­ tych wodach. Najczęściej łowi się baraku­ dy, żaglice, dorady i  marliny. Ciekawym doświadczeniem jest połów z tradycyjnej łodzi ngalawa (ungalawa). Aby taki zorga­ nizować, wystarczy dogadać się z lokalnymi rybakami. Można też spędzać czas spokoj­ niej i wybrać się na przejażdżkę rowerem po malowniczej okolicy lub odwiedzić są­ siednią wysepkę Changuu (Prison Island), gdzie żyją żółwie olbrzymie, przywiezione w 1919 r. z Seszeli. Na Zanzibarze nie ujrzymy dużych dzikich zwierząt, z  których słynie konty­ nentalna Tanzania. Lokalna fauna nie jest jednak uboga. Ogromne bogactwo przyro­ dy kryją przede wszystkim wody Oceanu Indyjskiego. Na lądzie w  regionie Jozani Forest (należącym do Parku Narodowego Jozani Chwaka Bay o powierzchni 50 km²) spotkamy m.in. zagrożoną wyginięciem, endemiczną gerezę trój­barwną (gerezan­ kę trójbarwną, Piliocolobus kirkii), nazywa­ ną w języku suahili „trującą małpą” (kima punju) ze względu na wydzielany przez nią silny zapach. Na wyspie żyją również man­ gusty, koczkodany, galago, cywety, góralki, 


©© &Beyond Mnemba Island

©© &Beyond Mnemba Island

103

SS Rybacy prezentujący świeżo złowione ryby na piaszczystej plaży prywatnej wysepki Mnemba

TT Gerezy trójbarwne zamieszkujące tylko Unguję

SS Zachwycającą Mnembę można opłynąć kajakiem

©© &Beyond Mnemba Island

SS Skok do ciepłego oceanu z łodzi u wybrzeży Mnemby

©© wikimedia commons/Olivier Lejade

©© ciprian23/shutterstock

TT Żółwie olbrzymie hodowane na Prison Island

LATO–JESIEŃ 2019


104 DALEKIE PODRÓŻE

LATO–JESIEŃ 2019

SS Koło Jambiani w trakcie odpływu miejscowe kobiety zbierają algi na odsłoniętym brzegu oceanu

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

Na Zanzibarze działa mnóstwo hoteli i ho­ telików o zróżnicowanym standardzie. Ceny wahają się od 15 dolarów amerykańskich za noc w tanich pensjonatach typu guest house w Stone Town do kilkuset dolarów za pokój w luksusowym obiekcie. Znajdziemy tutaj jedne z najlepszych ośrodków wypoczyn­ kowych w Afryce Wschodniej, z doskonale wyposażonymi pokojami i apartamentami z widokiem na ocean, prywatnymi plażami z białym piaskiem, a do tego świetną kuch­ nią i uśmiechniętą obsługą. Zwykle na ich terenie usytuowano kilka barów, restaura­ cji i basenów, a także centrum spa i fitness położone pośród pięknych ogrodów. Takie kompleksy mają też bogaty program zajęć animacyjnych i wycieczek fakultatywnych. Sporym zainteresowaniem cieszą się od pewnego czasu kameralne ośrodki typu all inclusive. Główne miejscowości wypo­ czynkowe, na które warto zwrócić uwagę, to Pingwe, Paje i Jambiani położone na po­ łudniowym wschodzie wyspy, Kizimkazi na południu, Matemwe i Kiwengwa na północ­ nym wschodzie oraz malownicze Nungwi i Kendwa na północy. Największą atrakcją Nungwi są przepiękne zachody słońca. Podczas wybierania miejsca na wypo­ czynek warto wziąć pod uwagę fakt, że na wschodnich wybrzeżach Zanzibaru wystę­ pują duże różnice pomiędzy przypływami i  odpływami. W  trakcie przypływu plaża może stać się bardzo wąska albo całkowi­ cie zniknąć. W czasie odpływu woda cofa się daleko, nawet o kilkaset metrów, co unie­ możliwia pływanie. Na zachodzie wyspy to zjawisko nie zmienia aż tak wyglądu brzegu, więc komfort kąpieli w oceanie jest większy. Szerokie, śnieżnobiałe plaże w północno-wschodniej i południowo-wschodniej czę­ ści Zanzibaru ciągną się na całej długości wybrzeża. Świetnie zagospodarowane, osłonięte palmami, sąsiadują z miejscami do nurkowania. Większość tutejszych hote­ li posiada własne zaplecza ze sprzętem do sportów wodnych. Z kolei na północy wyspy

SS Tradycyjna łódź rybacka ngalawa z dwustronnym stabilizatorem z desek w miejscowości Jambiani

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

PRZYGODA NA KAŻDĄ KIESZEŃ

©© Mariusz Kozak-Zagozda

kameleony, warany i liczne gekony. Trzeba mieć bardzo dużo szczęścia (lub pecha), żeby natknąć się na pytona lub mambę czarną. Niewielkie antylopy, które tu wy­ stępują, są płochliwe i prowadzą nocny tryb życia. W okolicy osad ludzkich można też napotkać sympatyczne małpiatki. Przyciąga je wino palmowe (lokalnie pędzony alkohol, nazywany pómbe), fermentujące w zbiorni­ kach wiszących na drzewach.

SS Hałaśliwa gromadka spontanicznych, szczęśliwych, radośnie się bawiących zanzibarskich dzieci

można wypoczywać w przepięknych, małych zatoczkach, utworzonych przez rozrzucone przy brzegu skały. Na Zanzibarze obok luksusowych ośrod­ ków toczy się jednak prawdziwe życie. W  spokojniejszych miejscowościach ta­ kich jak Bwejuu, Jambiani lub Makunduchi przekonamy się, jak wygląda dzień w wy­ spiarskiej osadzie. Warto tu wyruszyć na dłuższy spacer i  przyjrzeć się zajęciom lokalnej społeczności. Ludzie mieszkający poza większymi miastami trudnią się upra­ wą roli i rybo­łówstwem. Na plażach uwagę

zwracają charakterystyczne długie łodzie rybackie z bocznymi pływakami z  desek (ngalawa), przy których można spotkać pracujących rybaków. Kiedy z  nieba leje się żar i jest tak gorąco, że najchętniej nie wychodzilibyśmy z cienia, przy brzegu do­ strzeżemy pracujące kobiety. Podczas od­ pływu zbierają algi, nazywane zielonym złotem Zanzibaru. Mieszkańcom wioski Kizimkazi spore dochody przynosi też or­ ganizowanie dla turystów pływania z butlo­ nosami zwyczajnymi, stanowiącego nie lada atrakcję.


©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

105

SS Kamienne Miasto z labiryntem krętych uliczek

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

SS Dom Cudów (1883 r.), pierwszy na Zanzibarze budynek z dostępem do bieżącej wody i prądu oraz windą

SS Stone Town – kobiety w czarnych strojach buibui

SS Prowizoryczne stoiska sprzedawców owoców i warzyw na targowisku w starej części stolicy Zanzibaru

MIASTO FREDDIEGO MERCURY’EGO

przed wejściem głosi, że to właśnie Mercury House. Jednak lokalni przewodnicy wska­ zują turystom jeszcze kilka innych domów, w których miał mieszkać wokalista Queen. Cóż, w końcu w wieku ośmiu lat został wysła­ ny do brytyjskiej szkoły z internatem w In­ diach. Dziś nie brakuje chętnych na aparta­ ment w Mercury House. Można wynająć go na jedną noc, miesiąc, a nawet całe wakacje. Nie wiadomo, czy Freddie Mercury w nim mieszkał, jednak jego kult trwa i rozsławia tę niewielką wyspę na Oceanie Indyjskim na cały świat.

Unguja ma swój nieodparty urok. Fakt, że urodził się na niej Freddie Mercury, dodaje jej jeszcze splendoru. Charyzmatyczny lider brytyjskiej grupy Queen przyszedł na świat 5 września 1946 r. w Stone Town jako Farrokh Bulsara. Przy ulicy Kenyatty stoi bladożółty dom z mocno przybrudzoną od kurzu fasadą, który pretenduje do miana oficjalnego miej­ sca zamieszkania muzyka. Po obu stronach pięknie zdobionych drzwi wiszą drewnia­ ne gabloty ze zdjęciami artysty. Tabliczka

Najstarsza i najbardziej fascynująca część miasta Zanzibar, czyli Stone Town (Kamienne Miasto), w  2000 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W labiryncie jej krętych uliczek łatwo stracić orientację. Stone Town jest jednak małe i bezpieczne – jeśli się w nim zgubimy, tylko urozmaicimy sobie zwie­ dzanie. Bardzo życzliwi mieszkańcy zawsze chętnie pomogą nam w znalezieniu drogi. Stare, wysokie budynki o pokrytych wap­ nem i piaskiem, popękanych ścianach zdo­ bią efektownie rzeźbione balkony. Działają 

LATO–JESIEŃ 2019


w nich zakurzone, pachnące goździkami sklepy z  pamiątkami. Wąskimi uliczkami mężczyźni ubrani w tradycyjne białe sza­ ty (kanzu) ciągną pełne owoców i warzyw wózki. Inni grają w szachy albo odpoczywają w cieniu misternie zdobionych drewnianych drzwi. Kobiety w czarnych strojach zakry­ wających całe ciało (buibui) poruszają się bezszelestnie obok bawiących się radośnie dzieci. Na początek najlepiej wybrać się do Old Dhow Harbour – Starego Portu Dhow. Cumują w nim tradycyjne łodzie dau (dhow) ozdobione na dziobach napisami w języku arabskim i  suahili, z  krótkimi masztami i trójkątnymi żaglami. Poza tym polecam zobaczyć XIX-wieczny Dom Cudów (House of Wonders) i Stary Fort (Ngome Kongwe) z  końca XVII stulecia. Zwiedzanie warto zakończyć w jednej z lokalnych restaura­ cji, w której podaje się potrawy ze świeżo złowionych ryb i owoców morza.

©© www.baraza-zanzibar.com

106 DALEKIE PODRÓŻE

SPEŁNIENIE MARZEŃ SMAKOSZY

BLIŻEJ NATURY Chociaż wyspy Unguja i Pemba należą do jednego archipelagu, bardzo się od siebie różnią. Ta druga, mniejsza, nie może po­ chwalić się rozwiniętą infrastrukturą, ale wizyta na niej stanowi ciekawe i wartościo­ we doświadczenie. Pemba ma ok. 985 km² powierzchni i  prawie 450 tys.  mieszkań­ ców. W jej okolicy panują świetne warun­ ki do nurkowania. Wyspę pokrywają niskie wzgórza i porasta dziewicza, bujna roślin­ ność. Znajdują się na niej także liczne plan­ tacje. W Rezerwacie Lasu Ngezi (Ngezi Forest Reserve) zachował się ostatni fragment tu­ tejszego pierwotnego lasu. Pemba uchodzi też za centrum tradycyjnej medycyny i czar­

LATO–JESIEŃ 2019

SS Pąki kwiatowe goździkowca korzennego suszy się, żeby uzyskać cenioną, aromatyczną przyprawę

©© The Manta Resort

Interesującą atrakcję Stone Town stano­ wi nocny targ z jedzeniem w  Ogrodach Forodhani. Przyciąga on wiele chcących się posilić osób. Znad stoisk i grillów unosi się kuszący zapach egzotycznych przysmaków. Kuchnia Zanzibaru z pewnością zadowoli wielbicieli owoców morza – jest pełna świe­ żych homarów, krewetek, krabów, kałamar­ nic i ryb. Serwuje się je z korzennymi sosami i kokosowym ryżem. Na wyspie nie wolno również ominąć plantacji przypraw. Można na niej zobaczyć, jak rośnie wanilia, pieprz, imbir czy kurku­ ma. Poza tym na Zanzibarze uprawia się m.in. muszkatołowce, cynamonowce, goździ­ kowce i kakaowce. Na plantacji przekonamy się, jak intensywnie pachną i smakują świeże przyprawy, i będziemy mogli kupić wybrane z nich na pamiątkę dla siebie i bliskich.

SS Błogi wypoczynek na dachu podwodnego pokoju należącego do kompleksu The Manta Resort na Pembie

nej magii, do którego przybywają adepci z najdalszych zakątków Afryki. Od czasów sułtanatu właśnie ona słynęła z zanzibar­ skich goździków. Ich sprzedaż przynosiła ogromne dochody. Pemba straciła jednak na znaczeniu pod tym względem i dzisiaj jej mieszkańcy żyją skromnie, a wielu z nich nawet w ubóstwie. Utrzymują się głównie z rybołówstwa i rolnictwa oraz coraz częś­ ciej z turystyki. Poza tym są mniej otwarci na gości, przez co wyspa może wydać się nieco hermetyczna. Stosunkowo mało osób

zna tu język angielski, więc na wszelki wy­ padek lepiej przyswoić sobie kilka słówek i zwrotów w suahili. Znacznie ułatwi nam to zwiedzanie i zaskarbimy sobie w ten sposób sympatię miejscowych. Okazuje się jednak, że ten niekomercyj­ ny charakter Pemby jest jej atutem. Turyści szukają na niej kontaktu z lokalną kulturą, ciszy i spokoju. Jak magnes działają jej puste i niemal dzikie plaże i wspaniałe miejsca do nurkowania, według niektórych lepsze niż w okolicy wyspy Unguja.


©© The Manta Resort

107 Największe miasto Pemby i jednocześnie jej stolicę stanowi Chake-Chake położone na zachodnim wybrzeżu. Ma zupełnie inną atmosferę niż Stone Town – jest prowin­ cjonalne, dość zakurzone, pełne sklepików i warsztatów. Kto chce poczuć jego tętno, powinien wybrać się w okolice targu znajdu­ jącego się niedaleko dworca autobusowego. Nie tylko sam bazar, ale również pobliskie uliczki wypełniają stoiska, na których moż­ na zaopatrzyć się w mydło i powidło. Warto także przejść się do portu i na nadmorski targ rybny. Ciekawy jest też stary fort, po­ chodzący z  czasów panowania Sułtanatu Omanu. Dookoła wysepki Misali, leżącej na zachód od Chake-Chake, znajdują się jedne z najbardziej zjawiskowych raf koralowych Pemby. Dlatego organizuje się tu wycieczki łodziami na snorkeling czy nurkowanie. Pod wodą można zobaczyć spektakularne ogrody koralowe, ślimaki i żółwie morskie (zielone i szylkretowe) oraz setki rodzajów ryb.

SS Rezerwat Lasu Ngezi ustanowiony w 1959 r. w celu ochrony fragmentu pierwotnego lasu na wyspie Pemba

©© The Manta Resort

PRAWDZIWE SKARBY

SS Rejs łodzią ngalawa na mieliznę u północnych wybrzeży Pemby i kąpiel w turkusowych wodach oceanu

Zanzibar po polsku Zan Pol Tour Polska firma turystyczna na Zanzibarze

OFERUJEMY • wycieczki fakultatywne • transfery lotniskowe • śluby na Zanzibarze • safari w Tanzanii • obsługę wyjazdów grupowych

Mafia, należąca do tanzańskiego regionu Pwani, zajmująca powierzchnię ok. 400 km² i mająca ponad 50 tys. mieszkańców, zde­ cydowanie zasługuje na miano wodnego raju. Wielkiego uroku dodają jej piękne plaże, nietknięte przez człowieka, oraz rafy koralowe z dogodnymi miejscami do nurko­ wania i łowienia ryb. Duża część wybrzeża wyspy i oblewające ją wody od 1995 r. objęte są ochroną w ramach morskiego rezerwatu przyrody. Mafia Island Marine Park zajmuje obszar ponad 820 km2. W jego granicach występuje co najmniej 460 gatunków ryb, 52 zidentyfikowanych rodzajów koralowców i 5 gatunków żółwi morskich, które składają tu jaja. O ile całe wybrzeże porastają lasy namorzynowe, roślinność bagienna i nie­ wielkie zarośla, o tyle w głębi wyspy czę­ sto zobaczymy połacie trawy poprzetykane palmami kokosowymi, a nawet fragmenty tropikalnego lasu. W  środku lądu moż­ na napotkać niewielkie jeziorka, będące 

„Jesteśmy Polakami mieszkającymi na Zanzibarze, od 4 lat prowadzimy działalność turystyczną. Nasza oferta skierowana jest głównie do turystów z Polski. Zapraszamy do współpracy osoby prywatne oraz biura podróży.”

Zan Pol Tour tel.: +255 626 970 879 whatsapp.: +48 691 037 800 e-mail: laurazanzibar@op.pl FB: Laura Zanzibar LATO–JESIEŃ 2019 www.laurazanzibar.pl


108 DALEKIE PODRÓŻE prawdopodobnie pozostałością po dawnej lagunie, w okolicy których żyje niewielka po­ pulacja hipopotamów karłowatych. Znalazły

tutaj schronienie po tym, jak podczas powo­ dzi na rzece Rufidżi zostały porwane przez ocean.

©© KINASI LODGE/marc dozier

TT Mężczyźni budujący łódź z dostępnego na Mafii drewna, używający jedynie prostych narzędzi

©© KINASI LODGE

TT Na Mafii warto wybrać się na wycieczkę z miejscowym rybakiem doskonale znającym okolicę

©© KINASI LODGE

TT Wyspa Mafia to raj dla amatorów wędkarstwa sportowego, na których czekają tu np. karanksy żółtopłetwe

LATO–JESIEŃ 2019

Leżąca ok. 160 km na południe od wyspy Unguja Mafia wraz z sąsiednimi małymi wy­ sepkami tworzy niewielki archipelag będący częścią archipelagu Zanzibar. Jedna z teorii dotyczących pochodzenia jej nazwy mówi, że wywodzi się ona od suahilijskiego mahali pa afya, które oznacza „zdrowe miejsce za­ mieszkania”. Ta oryginalna pod względem kultury, ekologiczna wyspa znajduje się z dala od głównych szlaków i nie jest popu­ larnym kierunkiem turystycznym. Wciąż mało znana biurom podróży, touroperatorom i po­ dróżnikom, gości ok. 7 tys. osób rocznie, które zatrzymują się na niej przeważnie na nieca­ ły tydzień. Ten fakt czyni z tego archipelagu wręcz wymarzone miejsce dla miłośników natury, poszukujących bezludnych plaż, czy amatorów pływania i nurkowania w oceanie. Turyści nie zaznają tutaj atrakcji nocnego ży­ cia, nie znajdą gwarnych pubów i dyskotek, za to przeżyją niesamowite przygody, gdy zejdą z utartych tras. Będą mieli też okazję poznać ciekawą lokalną społeczność i jej zwyczaje, tak różne od tych panujących w  rejonach opanowanych już przez masową turystykę. Miejscowi zwykli mówić, że Zanzibar zyskał sobie międzynarodową sławę i rozgłos, ale to Mafia skrywa prawdziwe skarby. Na wyspie można spędzać czas w na­ prawdę różnorodny sposób. Jej okolica ide­ alnie nadaje się do nurkowania i uprawiania snorkelingu. Według naukowców znajdu­ ją się tu jedne z najbardziej przyrodniczo zróżnicowanych raf koralowych na świecie. Dla chętnych organizowane są profesjo­ nalne kursy nurkowania. Pływać można po­ śród wysepek i pięknych atoli koralowych m.in. w zatoce Chole (Chole Bay). Dodatkową atrakcję stanowią pojawiające się w rejonie wybrzeża, zwykle od października do marca, niesamowite rekiny wielorybie. A w okresie od lipca do września na tutejszych plażach wykluwają się małe żółwie. Miłośnicy wędkarstwa sportowego na połowy wyruszają razem z lokalnymi rybaka­ mi tradycyjnymi łodziami dau (dhow), nazy­ wanymi w języku suahili jahazi, lub ngalawa. Niezapomnianym przeżyciem są zwłaszcza rejsy o zachodzie słońca. Codziennie orga­ nizuje się też wycieczki łodzią połączone ze snorkelingiem i piknikiem na nie­wielkie, odosobnione wysepki i  plaże, takie jak Kitutia, Mange, Miewe, Mvinje, Mchangani czy Marimbani Sand Bank (Marimbani Sandbank), na których przygotowano już miejsca do grillowania. Oprócz wspaniałej przyrody Mafia może poszczycić się również prawie tysiącletnią historią, choć nie ma na niej wielu atrakcji 


Dusza jest ważna

Zanzibar's Leading Resort

Poczuj duszę Meliã w Tanzanii

Plusk krystalicznie czystej wody, radość, ciepło ludzi, dziewicza przyroda i dzikie zwierzęta... Zanzibar, Serengeti i Arusza to więcej niż miejsca, to stan duszy. Meliã dba o wszystko, więc możesz cieszyć się maksymalnie swoim pobytem. Ponieważ rzeczy robione z pasją tworzą różnice. Poczuj to na melia.com


©© KINASI LODGE

110 DALEKIE PODRÓŻE

historycznych. Nie znajdziemy tu zabytków podobnych do tych w Stone Town, ale są pozostałości zabudowań z czasów perskich i arabskich osadników. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o bogatej przeszłości regionu, najlepiej udać się na wycieczkę (łodzią lub pieszo) z profesjonalnym przewodnikiem do strefy archeologicznej Kua (pozostało­ ści po średniowiecznym mieście kultury Suahili) na wyspie Juani czy wioski Baleni z małą kolonią Komoryjczyków lub do ruin na przylądku Ras Kisimani (znanych też jako Kisimani Mafia). Te ostatnie stanowią ślad po najstarszym mieście na Mafii – zostało założone (podobnie jak wspominane już po­ wyżej Kua) prawdopodobnie na początku XI w. przez jednego z siedmiu synów wład­ cy Sułtanatu Kilwa, Bashata, a zniszczył je w 1872 r. cyklon. Mieszkańcy wyspy są dość konserwatywni, ale odwiedzających traktują przyjaźnie i uprzejmie. Jeżeli uszanujemy miejscową kulturę, nie powinniśmy mieć

żadnych problemów. Mafia uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych regionów w Tanzanii, rzadko dochodzi na niej do kradzieży czy jakichkolwiek aktów przemocy. Wyspiarze, zamieszkujący osady w  nad­morskich la­ sach, żyją tradycyjnie i utrzymują się głów­ nie z rybołówstwa, uprawy roli lub budo­ wy łodzi. Warto zwiedzić z przewodnikiem także wioski na okolicznych malowniczych wysepkach. Na Mafię można dostać się małym samo­ lotem m.in. z miast Dar es Salaam (30-minu­ towy lot), Aruszy (spędzimy wówczas 2 godz. i 45 minut w powietrzu) i rezerwatu Selous (Selous Game Reserve – w tym przypadku czeka nas 2-godzinna podróż) w Tanzanii oraz z Pemby i Zanzibaru. Nie funkcjonują jednak żadne regularne połączenia obsłu­ giwane przez łodzie czy promy. Od końca marca do początku czerwca występuje tutaj czas tzw. długich deszczy. W ciągu roku wyróżnia się pory suche i desz­

TT Zabytkowe ruiny na wysepce Chole koło Mafii

LATO–JESIEŃ 2019

©© KINASI LODGE

SS Drewniane łodzie zacumowane u wybrzeży Mafii

©© KINASI LODGE

TT Piękna i wdzięczna, ale jadowita skrzydlica

czowe. Czerwiec jest chłodniejszy i bardziej suchy, lipiec – również chłodniejszy, ale wietrzny (wieje wtedy monsun południo­ wo-wschodni kusi), sierpień, wrzesień i paź­ dziernik – chłodniejsze, suche, z przyjem­ nymi temperaturami powietrza i zazwyczaj doskonałą pogodą. Na listopad przypada czas bardzo krótkich deszczy. Od grudnia do marca panują wysokie temperatury (zdarza­ ją się lekkie opady) i duża wilgotność powie­ trza. Wówczas wieje też monsun północno-wschodni o nazwie kaskazi.

*** Na Ungudży, Pembie i Mafii na Oceanie In­ dyjskim przeżyjemy wspaniałe przygody i dokonamy zaskakujących odkryć. Podróż na archipelag Zanzibar dostarczy nam z pew­ nością niezapomnianych wrażeń. A kto choć raz odwiedzi ten niezmiernie urokliwy zaką­ tek Afryki Wschodniej, już zawsze będzie do niego wracać. 


KINASI LODGE NA WYSPIE MAFIA… KLEJNOT TANZANII NA OCEANIE INDYJSKIM…

Mała siostra Zanzibaru, ale z wielkim sercem!

W KINASI LODGE wszystko jest u Twoich stóp… Najlepsze nurkowanie z należącego do naszego 5-gwiazdkowego resortu centrum PADI, wycieczki na snorkeling z rekinami wielorybimi (jedyne miejsce w całej Afryce Wschodniej!), zwiedzanie ponad 100 miejsc lęgowych żółwi każdego sezonu, wycieczki przyrodnicze i na obserwowanie ptaków z wykwalifikowanymi przewodnikami, spotkania z ludźmi z tradycyjnych wiosek podczas naszych wycieczek kulturowych, odkrywanie starożytnych ruin związanych z historią Mafii, która stanowiła niegdyś centralny punkt na mapie szlaków handlowych Oceanu Indyjskiego, przejażdżka trzykołowym tuk-tukiem lub rowerem dookoła wyspy albo kajakiem po wodach Morskiego Parku Narodowego… Możesz też po prostu się zrelaksować i dać się rozpieszczać w naszym Thai Spa… KINASI LODGE jest zarządzana przez właścicieli, którzy zaprojektowali i zbudowali ten wyjątkowy ośrodek wypoczynkowy, tworząc WSZYSTKO to, co może zaoferować doskonały resort. W hotelu jest tylko 15 pokoi, dzięki czemu poczujesz się u nas niczym prawdziwy król… Doświadczysz naszego osobistego zaangażowania we wszystkim, co robimy. KINASI LODGE to serce całego tego raju, z pięknymi ogrodami krajobrazowymi, prywatną plażą, basenem i widokami ze wzgórza rozciągającymi się na zatokę Chole… Jesteśmy znani z naszego wspaniałego personelu, naszego fantastycznego jedzenia, super koktajli i wina z własnej piwnicy z ponad 800 butelkami do wyboru! TWOJE DNI są planowane co wieczór specjalnie dla Ciebie z naszym doświadczonym personelem nurkowym i przewodnikami, tak abyś mógł cieszyć się i odkrywać Mafię w najlepszy możliwy sposób… Będziesz bardzo zadowolony, że wybrałeś Kinasi Lodge na wyspie Mafia na Twoje wyjątkowe przeżycia na plaży… Mamy wszystko to, o czym marzysz – dziewiczą naturę, niepowtarzalne doświadczenia i wielkie przyjemności.

Enquiries & Reservations:

Mobile/WhatsApp: +27 (0)722930 475

Managing Director: +255 (0)777474911 MafiaIsland www.mafiaisland.com

| |

#mafiaisland

|

www.kinasilodge.com

|

@mafiaisland |

|

Skype: kinasi.lodge

Kinasi Lodge: +255 (715)669145 |

kinasilodge&blueworlddiving

www.luacheiabeach.com

|

www.mafiaislandtourism.com


112 DALEKIE PODRÓŻE

Z CZYM KOJARZY SIĘ

ARCHIPELAG ZANZIBAR…? opracował: MICHAŁ DOMAŃSKI

« To pytanie postawiliśmy trzem wybranym ekspertkom, znającym doskonale ten idylliczny archipelag na Oceanie Indyjskim, nazywany Wyspami Przypraw (Spice Islands), leżący u wybrzeży Afryki Wschodniej i należący do Tanzanii. Co istotne, tworzy go nie tylko popularna w Polsce wyspa Unguja, zwana potocznie Zanzibarem, ale także m.in. zielona, koralowa Pemba, malutka Changuu (Prison Island) z kolonią żółwi olbrzymich przywiezionych na nią w 1919 r. z Seszeli, ekskluzywna i niezmiernie czarująca Mnemba, prywatna Chumbe z otaczającymi ją spektakularnymi rafami czy wreszcie znajdująca się na jego południowym krańcu przepiękna Mafia, będąca prawdziwym rajem dla nurków, wędkarzy, miłośników dziewiczej natury i błogiego relaksu w ciszy i spokoju. » ESTERA HESS | WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY ESTA TRAVEL

©© ESTERA HESS/Esta Travel

`` Zanzibar to dla mnie przede wszystkim archipelag pachnący przyprawami. Za każdym razem na wyspie Unguja (zwanej potocznie Zanzibarem) wracam na tutejszą wielką plantację przeróżnych krzewów, drzew, kwiatów i innych roślin, aby przemierzać ją w asyście lokalnego przewodnika. Czasem trafia się taki, który łamaną polszczyzną wtrąca trudne nazwy poszczególnych przypraw. Ożywia ich smaki i aromaty, gdy pokazuje kolejne bulwy i podtyka pod nos małe plasterki owoców lub kwiaty o znajomych zapachach. Poza tym Zanzibar kojarzy mi się też z cudną, choć czasem zaskakującą, plażą. Zanim ją ujrzałam, nie wie­ działam, że przypływy i odpływy mogą tak bardzo zmienić widok wybrzeża. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy obudziłam się pewnego ranka i zobaczyłam, że ocean w okolicy bungalowu przesunął się o kilkadziesiąt metrów. Co więcej, odsłonił całkiem pokaźną plantację trawy morskiej. Pojedyncze rośliny owinięte przy paliku rosły w równych rządkach na wczoraj jeszcze niebiańskiej plaży. W specjalnych gumowych butach uda­

©© ESTERA HESS/Esta Travel

SS Rozgwiazda w wodach oceanu niedaleko brzegu

SS Mieszkańcy popularnej miejscowości wypoczynkowej Jambiani uprawiają algi morskie w pobliżu plaży

LATO–JESIEŃ 2019

łam się na safari po odsłoniętym wybrzeżu. Udało mi się wypatrzeć wiele koralowców, jeżowców i krabów, a nawet małe rybki. Ciepłe, turkusowe wody w oko­ licy Zanzibaru są idealnym miejscem do nurkowania i uprawiania snorkelingu. Ponieważ lubię jeść, zawsze tęsknie również za wspaniałym smakiem zanzibarskich owoców, wa­ rzyw, ryb i owoców morza. Polecam szczególnie małe knajpki znajdujące się wprost na plażach. Podaje się w nich przepyszne dania. Ostatnio Zanzibar odżył w mojej pamięci z zupeł­ nie innego powodu, bo dzięki biograficznemu filmo­ wi Bohemian Rhapsody opowiadającemu o zespole Queen. Jego wokalista Freddie Mercury pochodzi właśnie stąd. Gdy słucham teraz znowu jego piose­ nek, przypominam sobie miejsca wspomniane w fil­ mie, które już widziałam.

©© Paweł Pachura

SS Czarujące wysepki należące do archipelagu Zanzibar


113

©© Jadwiga Kościółek/DreamGo

JADWIGA KOŚCIÓŁEK | MENEDŻERka DS. PODRÓŻY W DREAMGO Zanzibar to również jego niesamowici, zawsze radośni mieszkańcy żyjący swoim spokojnym, wy­ spiarskim życiem. Z pewnością natkniemy się tu na uśmiechniętych od ucha do ucha Masajów spacerują­ cych po plaży z całym naręczem rzeźbionych figurek i koralików, kobiety w barwnych strojach pielęgnują­ ce ukryte pod wodą poletka alg i oczywiście grupki roze­śmianych dzieci, chętnie zagadujących turystów. Pomimo skromnych warunków życia Zanzibarczycy zarażają wszystkich wokół swoim radosnym nastro­ jem i zachęcają do stosowania na co dzień dewizy hakuna matata. To pozytywne nastawienie jest chyba najcenniejszą pamiątką, jaką możemy przywieźć ze sobą z podróży na Zanzibar. TT Owoc arnoty właściwej zawiera barwnik (biksynę)

SS Masajowie przybywają na Zanzibar z Tanzanii i Kenii, żeby sprzedawać rękodzieło i pamiątki

©© Jadwiga Kościółek/DreamGo

`` Zanzibar… Już sama nazwa tego afrykańskiego archipelagu przywołuje egzotyczne skojarzenia: uginające się pod ciężarem kokosów wysmukłe palmy, plaże o drobnym, śnieżnobiałym piasku i oblewający je nie­ wiarygodnie turkusowy ocean, po którego gładkiej tafli suną leniwie tradycyjne drewniane łodzie dau (dhow). Bajeczne widoki, niczym z najpiękniejszej wakacyjnej pocztówki, przyciągają tu turystów z całego świata. Nic dziwnego, że największa z tutejszych wysp, Zanzibar, stanowi coraz popularniejszy cel podróży – w takim otoczeniu z pewnością podładujemy baterie i wypoczniemy od codziennego zgiełku i pośpiechu. Kto miał okazję odwiedzić ten zakątek Afryki, wie, że oczarowuje on nie tylko rajskimi widokami, ale również niezwykłymi zapachami. Nie bez powodu nazywany bywa Wyspą Przypraw (Spice Island). Aromat świeżego cynamonu, goździków czy gałki muszkatołowej jest nieodłącznym elementem wakacji na Zanzibarze. Towa­ rzyszy turystom podczas zakupów na targu w Stone Town, romantycznej kolacji w lokalnej restauracji lub wizyty na jednej z wielu plantacji przypraw. Najlepiej przekonać się o tym za pomocą własnego nosa!

LAURA KUZAK-MARKOWSKA | WŁAŚCICIELKA BIURA PODRÓŻY NA ZANZIBARZE ZAN POL TOUR

©© LAURA KUZAK-MARKOWSKA/ZAN POL TOUR

`` Archipelag Zanzibar kojarzy mi się z dziesiątkami wysepek otoczonych piękną rafą koralową, tysiącem odcieni niebieskiego, białymi plażami z pudrowym piaskiem i pływami oceanu. Podczas przypływów turyści zażywają kąpieli, miłośnicy kitesurfingu szaleją na deskach z latawcem, Masajowie sprzedają biżuterię na wybrzeżu. W trakcie odpływów wczasowicze często się nudzą, ale miejscowi mają mnóstwo pracy. Kobiety uprawiają algi, mężczyźni łowią ośmiornice, a dzieci wygrzebują z piasku ślimaki i inne stworzenia, zupełnie nieznane Europejczykom i według nich niejadalne. Zanzibar to dla mnie również, a może przede wszystkim Stone Town, historyczna część stolicy autonomii, i Dom Cudów (House of Wonders), górujący nad miastem pałac widoczny już z daleka. Znajdują się tu białe kamienice budowane z koralowca z ręcznie rzeźbionymi drzwiami, a uliczki wypełniają kolorowe stragany. W powietrzu unoszą się egzotyczne zapachy przypraw i orientalnych potraw.

©© LAURA KUZAK-MARKOWSKA/ZAN POL TOUR

SS Miejscowy rybak wracający z codziennego połowu

SS Na Oceanie Indyjskim wokół archipelagu Zanzibar pływa wiele tradycyjnych łodzi dau (dhow) i ngalawa

Każda wyspa archipelagu jest wyjątkowa. Changuu, inaczej Prison Island, gości zawsze mnóstwo tury­ stów. Działa na niej ośrodek z żółwiami olbrzymimi, pochodzącymi z Seszeli. Prywatna Mnemba uchodzi za miejsce elitarne, bo ze względu na wysokie koszty zakwaterowania niewiele osób tu trafia. Na Tumbatu, wyspę szamanów, dostać mogą się tylko nieliczni i jedynie z pozwoleniem shehe (miejscowego sołtysa) z Nungwi. Chumbe należy do prywatnego rezerwatu przyrody Chumbe Island Coral Park z prawdopodob­ nie najpiękniejszą rafą koralową na archipelagu. Główna zanzibarska wyspa – Unguja – to raj dla turystów. Każdy znajdzie na niej swoją ulubioną pla­ żę. Nungwi przypadnie do gustu osobom lubiącym zabawę do rana, Kendwa spodoba się wielbicielom wspaniałych zachodów słońca, na Muyuni i Matemwe wciąż można spacerować w samotności, a Paje stano­ wi cel wypraw kitesurferów. Ja na Zanzibarze znala­ złam swój dom. 

LATO–JESIEŃ 2019


114 DALEKIE PODRÓŻE

wymykające się schematom ALEKSANDRA WIŚNIEWSKA www.peryferie.com SS Wycieczka drewnianą łodzią kettuvallam po malowniczych keralskich rozlewiskach (backwaters)

« To drugie najbardziej zaludnione i siódme największe pod względem powierzchni państwo świata. Indie są krajem kontrastów. Kojarzą się z duchowymi przeżyciami, seansami medytacji i jogi w zacisznych świątyniach, ale też z wieczną wojną z dostarczycielami usług, którzy na każdym kroku starają się oskubać turystę z ostatnich pieniędzy. Jedni przyjeżdżają tu w poszukiwaniu cudów przyrody TT Zioła, napary i oleje do ajurwedyjskich zabiegów

©© Kerala Tourism

TT W Indiach żyje obecnie na wolności ok. 2,5 tys. zagrożonych wyginięciem tygrysów bengalskich

LATO–JESIEŃ 2019

©© Kerala Tourism

Indie


©© India Tourism Frankfurt

115

SS Mauzoleum Tadź Mahal, nazywane świątynią miłości, wzniesione w Agrze, nad brzegiem rzeki Jamuna

– niebosiężnych gór, wymagających pustyń i dzikiej dżungli, inni zachwycają się niesamowitymi wytworami rąk ludzkich, takimi jak Tadź Mahal, fort Kumbhalgarh czy niebieski Dźodhpur. Dla niektórych ten kraj to przede wszystkim przepych i bogactwo na miarę maharadżów, dla innych – ubóstwo i slumsy. Pojechaliśmy się więc przekonać, czym okaże się dla nas. »

©© India Tourism Frankfurt

©© India Tourism Frankfurt

TT Mehendi, czyli hinduski zwyczaj ozdabiania rąk i nóg panny młodej misternym wzorem z henny

LATO–JESIEŃ 2019


116 DALEKIE PODRÓŻE

P

Część oficjalną ceremonii oglądamy już z wysokości trybun amfiteatru okalającego przejście graniczne. Przed nami paradują celnicy. Ich psy kłaniają się publiczności. Po obu stronach granicy żołnierze w galowych mundurach prześcigają się, kto wyżej wyrzuci nogę ponad głowę w czasie marszu. Ceremonię kończy trzykrotny i bardzo energiczny uścisk prawicy nad cienką linią oddzielającą oba państwa, które jeszcze do 1947 r. były jedną kolonią. Brama graniczna zamyka się. Następnego dnia rytuał symbolizujący rywalizację, a jednocześnie braterstwo i współ­ pracę między krajami odbędzie się znowu. Tak jak dzieje się to nieustannie od 60 lat.

©© wikimedia commons/Samir103

rzygodę z Indiami rozpoczynamy w iście bollywoodzkim stylu. Razem z rozśpiewanym tłumem tańczymy na środku ulicy do rytmu chwytliwych indyjskich hitów. Potężne głośniki ogłuszają nas piosenkami. Wokół szaleje masa ludzka złożona z postaci w kolorowych sari oraz miejscowych i turystów z narodowymi barwami Indii wymalowanymi na twarzach. Tak wygląda pierwsza część ceremonii granicznej na przejściu Attari – Wagah. Tu Pakistan spotyka się z Indiami.

TT Złota Świątynia na wysepce w mieście Amritsar

SS Granica Attari – Wagah, marsz żołnierzy indyjskich

świecie). Jego historia sięga 3 tys. lat p.n.e. Jest jednym z najstarszych istniejących miast na naszym globie. Mówi się o nim, że powstało na siedmiu osadach. Każdą z nich rządził inny władca. Przez setki lat istnienia ośrodka panowali w nim indyjscy królowie, muzułmańscy zdobywcy czy brytyjscy kolonizatorzy (budowniczy Nowego Delhi). Ślady ich rządów do dziś są widoczne w poszczególnych częściach miasta. Delhi wita nas kakofonią klaksonów i  kompletnym chaosem na ulicach. Obowiązuje na nich prawo większego. Zapach kurzu wzbijanego przez setki tuk-tuków – zmotoryzowanych riksz – miesza się z wo-

nią owoców i oleistych, mocno przyprawionych potraw curry gotowanych na ulicznych stoiskach. Wokoło biegają dzieci proszące o słodycze, długopisy i pieniądze. Wyciągają ręce do każdego, kto chociaż trochę przypomina turystę. Z długim spisem miejsc do zobaczenia wtapiamy się w chaos miasta. Na pierwszy ogień idą pozycje z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zabytkowy kompleks z Kutb Minar zwiedzamy w deszczu. Ocieka nim XIII-wieczny, niemal 73-metrowy minaret i ruiny przylegającego do niego meczetu. To pierwsze w Delhi budowle muzułmańskie wzniesione zaraz po przejęciu

NOC WYSZYWANA ZŁOTEM W przygranicznym mieście Amritsar pla­ nu­je­my być tylko przejazdem. Wizyta w XVII-wiecz­nej Złotej Świątyni (Harmandir Sahib) zmienia nasze plany. Tutaj znajduje się święta księga sikhów. Ściągają do niej pielgrzymki z najdalszych zakątków świata. Dzień w  Złotej Świątyni upływa pod znakiem tłumów i walki o znalezienie wolnego miejsca nad Nektarowym Stawem (Amrit-sar). Nurt pielgrzymów unosi nas tam, gdzie nie chcemy dotrzeć. Przyglądamy się oczyszczającym ablucjom, zachwycamy lśniącą złotem i bielą marmurów budowlą. Spod masywnych turbanów spoglądają na nas życzliwie wąsaci mężczyźni. W  kantynie świątynnej dzielimy się ze współ­ biesiadnikami darmową porcją dalu (dhalu). Noc w Złotej Świątyni wypełnia cisza. Eteryczny, nieziemski monument oświetlony tysiącem latarni odcina się od czerni stawu i nieba. Noc wyszywa obraz Złotej Świątyni w pamięci oglądających.

STOLICA CHAOSU Dwa dni później znajdujemy się w Delhi, położonym nad rzeką Jamuną, będącym częścią ponad 27-milionowego regionu stołecznego (trzeciego największego pod względem populacji obszaru miejskiego na

LATO–JESIEŃ 2019


©© India Tourism Frankfurt

117

władzy przez najeźdźców. Zbudowano je na miejscu zburzonych świątyń hinduistycznych i z użyciem materiałów z ich rozbiórki. Grobowiec Humajuna – kopulastą budowlę z czerwonego piaskowca, wykończoną białym marmurem – oglądamy na tle gorejących w zachodzie słońca ogrodów w stylu perskim, które go otaczają. Piękno architektury mauzoleum XVI-wiecznego władcy z dynastii Wielkich Mogołów docenili również jego spadkobiercy. Wzorowali się na nim przy budowie samego Tadź Mahal w Agrze. Krwisty Czerwony Fort z XVII stulecia hipnotyzuje nas emanującą z niego potęgą. U stóp ogromnych baszt Bramy Lahori jesteśmy je-

©© India Tourism Frankfurt

TT Grobowiec Humajuna w Delhi, łączący sztukę indyjską z perską, zainspirował twórców Tadź Mahal

©© India Tourism Frankfurt

SS Czerwony Fort w Dehli – Brama Lahori (Lahore)

dynie mizernymi, bezbronnymi mrówkami. Zadzierając głowy, staramy się w pełni ogarnąć splendor budowli, która powstała z inicjatywy Szahdżahana z dynastii Mogołów – budowniczego Tadź Mahal. Wnętrze fortecy – przestronny ogród z na wpół otwartymi salami audiencyjnymi i marmurowymi komnatami królewskimi – wciąż imponuje. Mimo iż po licznych najazdach i grabieżach jest już tylko echem dawnej świetności. Do kolejnej budowli wzniesionej z rozkazu Szahdżahana – Meczetu Piątkowego – zmierzamy wśród ścisku stoisk Chandni Chowk. Zamiast obiecanych przez nawigację 10 minut droga przez jeden z naj­starszych

bazarów Delhi zajmuje pół godziny. Ktoś chce nam sprzedać stosy chlebków naan. Ktoś inny podtyka pod nos ociekające tłuszczem słodycze. Pewien jegomość, charakterystycznie potrząsając głową, proponuje, że uszyje dla nas garnitur very fast, very cheap!. Nie wiadomo skąd pojawia się chmara dzieci. Łapią nas za ręce, którymi staramy się od­ gonić od kierowców tuk-tuków oferujących podwózkę do meczetu za jedynie 150 rupii indyjskich (ok. 8 złotych). Stoi on zaledwie 50 m dalej. Po stromych schodach wspinamy się do największej w Indiach muzułmańskiej świątyni. Przestronny plac zamyka ogromna 

LATO–JESIEŃ 2019


©© India Tourism Frankfurt

118 DALEKIE PODRÓŻE

LATO–JESIEŃ 2019

SS Szahdżahan zbudował Tadź Mahal ku czci swojej przedwcześnie zmarłej, ukochanej żony Mumtaz Mahal

DOWÓD MIŁOŚCI Po kilku dniach intensywnie działająca na zmysły stolica daje nam się we znaki. Zaczynamy marzyć o odrobinie spokoju. Czy przyniesie nam go Agra…? Kiedy docieramy do miasta, już zmierzcha. Lawirujemy kamperem pomiędzy oślepiającymi reflektorami motocykli i leniwie spacerującymi krowami. W  końcu dojeżdżamy do promenady prowadzącej do Tadź Mahal. Jeszcze przed wschodem słońca stajemy w kolejce po bilety. Kasa otwiera się

dopiero za pół godziny, ale ogonek już rośnie w oczach. Jeszcze po ciemku przechodzimy przez jedną z czterech bram kompleksu. Ścieżką wiodącą wzdłuż długiej fontanny docieramy do jednego z 7 Nowych Cudów Świata. Zaczyna świtać. Mrok ustępuje przed pierwszymi promieniami słońca. Mgła podnosi się. Z jej woalu, niczym blada zjawa, wyłania się kolos mauzoleum – świadectwo miłości Szahdżahana do zmarłej w 1631 r. żony Mumtaz Mahal. Ciosany z białego marmuru niczym z kości słoniowej ostro odcina się od

TT W Bacha Tadź spoczywa Mirzā Ghiyās Beg, perski wysoki urzędnik w imperium Wielkich Mogołów

©© wikimedia commons/Muhammad Mahdi Karim

budowla z bielejącymi czaszami kopuł i strzelającymi w niebo czerwieniejącymi minaretami. Ze względu na porozsadzane dookoła grupy ludzi bardziej przypomina on miejsce piknikowe niż kompleks sakralny. Przecinamy go i wchodzimy do minaretu. Klaustrofobicznie wąziutka klatka schodowa wiedzie nas do maleńkiego pomieszczenia na szczycie. Z lotu ptaka patrzymy na Stare Delhi i płonące w zachodzącym słońcu mury Czerwonego Fortu. Ostatni dzień w Delhi spędzamy w tzw. ogrodach mogolskich. Otaczają obecny Pałac Prezydencki (Rashtrapati Bhavan), który zaczęto wznosić w 1912 r. oryginalnie dla gubernatora generalnego i wicekróla Indii. Godzinami chodzimy po ich rozległym terenie. Gubimy się między idealnie geo­ metrycznymi rabatami, ozdobnymi kanałami wodnymi i fontannami w kształcie lotosu. Słodko pachnący i bajecznie kolorowy labirynt prowadzi nas do Pałacu Prezydenckiego. Neobarokowy budynek w kształcie podkowy, z potężnymi kolumnami i wieńczącą go olbrzymią kopułą, wydaje się zbyt ciężki, zbyt potężny w zestawieniu z otaczającą go delikatną przyrodą. Dokładnie taki był zamysł architektów. Silne elementy klasyczne miały podkreślać potęgę imperium brytyjskiego i status nowo wybranej stolicy Indii Brytyjskich.


©© India Tourism Frankfurt

119

SS Wspaniały kompleks pałacowo-obronny fort Amer (Amber) położony na północny wschód od Dźajpuru

lazuru nieba, jeszcze różowiejącego wschodem słońca. Mimo iż jest prze­ogromna, budowla emanuje błogim spokojem, który zdaje się udzielać nawet masie turystów. Zazwyczaj głośni i rozbiegani, teraz w skupieniu okrążają Tadź Mahal, wyrażając swój podziw i oddając mu należną cześć. Po godzinach spacerowania tarasami mauzoleum przenosimy się na drugą stronę rzeki Jamuny, gdzie stoi Bacha Tadź, pieszczotliwie nazywany z  angielska Baby Taj. Choć grobowiec skarbnika nadwornego jest

o wiele mniejszy niż ten wzniesiony dla małżonki Szahdżahana, zachwyca nas misternością zdobień i marmurową mozaiką finezyjnie skomponowaną z różno­kolorowych kawałków kamienia. Kilka godzin później zza Jamuny patrzymy, jak zachód słońca przemienia biel marmuru Tadź Mahal w płonący rubin.

JAK W KALEJDOSKOPIE Agra to nasz ostatni przystanek przed słynnym regionem Radżastan. W  nim ponoć znajduje się największa liczba zabytków

©© Department of Tourism, Government of Rajasthan

TT Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) w stolicy Radżastanu – monumentalna fasada z 953 niewielkimi oknami

w całych Indiach. Położony w północno-zachodniej części kraju, największy jego stan (ponad 340 tys. km² powierzchni) słynął ze swoich nieulękłych wojowników. To właśnie oni najzacieklej bronili tych ziem przed muzułmańskimi wojskami, które wkroczyły do Radżastanu w XII w. Radźputowie znani byli ze swojej waleczności, ale także wierności kodeksowi honorowemu. Nakazywał im on raczej popełnić samobójstwo niż się poddać. Ich oddane i nie mniej odważne żony dołączały do nich, rzucając się w ogień cało­ palnych stosów. Wizytę w  Radżastanie zaczynamy od jego stolicy – Dźajpuru (Jaipuru). Nie­ oficjalna jej nazwa to Różowe Miasto. Dźajpur zawdzięcza ją kolorowi piaskowca użytego do budowy najstarszej jego części. Za jej murami gubimy się w krętych, wąskich uliczkach. Podpatrujemy, jak wąsaty fryzjer podgala, masuje i układa w idealne spirale wąsy swojego klienta. Przez firanę mąki, unoszącej się nad kamienną stolnicą, przyglądamy się, jak sprawne ręce kucharza lepią naan. Zawoalowane kobiety w różowych sari odwracają za nami głowy dźwigające dzbany z wodą. Jakiś młodziak chce sobie zrobić z nami selfie. Labirynt uliczek kończy się przy Hawa Mahal – Pałacu Wiatrów. Ta przedziwna, kilku­piętrowa budowla przypomina wielkie, 

LATO–JESIEŃ 2019


120 DALEKIE PODRÓŻE Kerala tonąca w zieleni

SS Plantacje herbaty koło górskiego miasta Munnar

w 1954 r.). Stolicą Kerali jest Tiruwanantapuram (Triwandrum), najliczniej zamieszkany ośrodek w tym regionie (ok. 1 mln ludności), położony na południowym jego krańcu. Turystów przyciąga tu zazwyczaj zabytkowy Koczin, ważny indyjski port usytuowany na Wybrzeżu Malabarskim nad Morzem Arabskim. To w tym mieście, w Kościele św. Franciszka z 1503 r., uważanym za najstarszą europejską świątynię w Indiach, został pierwotnie pochowany w 1524 r. słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama. Choć jego szczątki przewieziono w 1539 r. do Portugalii, pierwszy grób zachował się do dziś. Po Portugalczykach pojawili się tutaj w latach 60. XVII w. Holendrzy. Później Koczin znalazł się w granicach Królestwa Majsur (Mysore), a w XIX stuleciu trafił w ręce Brytyjczyków. W mieście warto obejrzeć np. portugalski Pałac Mattancherry z 1555 r. czy XVI-wieczną Synagogę Paradesi. Jednym z  ciekawszych przejawów keralskiej kultury jest kathakali, rodzaj tradycyjnego indyjskiego teatru. Podczas przedstawienia aktorzy, aby za­prezen­tować widzom historie o bogach, bohaterach i demonach pochodzące z legend i mitologii, posługują się układem tanecznym o ustalonej choreografii oraz określonymi gestami. Noszą także wielokolorowe, bogato zdobione kostiumy, a ich

różowe organy kościelne z setkami ażurowych okienek. To przez nie damy dworu maharadży przypatrywały się nieskrępowane toczącemu się na zewnątrz życiu. Nieopodal pałacu dostrzegamy inną konstrukcję, która wywołuje w nas kompletną konsternację. Jej dziedziniec znaczą półkoliste i trójkątne ściany ze schodami prowadzącymi donikąd. Druciana siatka przecina okrągłe pomieszczenia najeżone kamiennymi walcami. Ten przypominający dziwaczny plac zabaw twór to XVIII-wieczne obserwatorium astronomiczne. Szczycący się jednym z naj­większych na świecie zegarów słonecznych Dźantar Mantar jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

LATO–JESIEŃ 2019

twarze zdobi specyficzny makijaż. Spektaklowi towarzyszy oprawa muzyczna, a ważną rolę odgrywają w niej bębny. Treść opowieści przekazują śpiewacy. Do interesujących zjawisk kulturalnych z tego stanu Indii należy również kudijattam – forma klasycznego teatru sanskryckiego znajdująca się na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (wcześniej, przed powstaniem tej listy, uznana w 2001 r. za arcydzieło ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości). Kerala zachwyca krajobrazami i przyrodą. Leży w niej mnóstwo przepięknych plaż, nad którymi rozpościerają swoje pióropusze palmy kokosowe. Malownicze zbocza Ghatów Zachodnich (na czele z Anai Mudi, Anamudi – 2695 m n.p.m., najwyższym szczytem Kerali) pokrywają m.in. intensywnie zielone plantacje herbaty. Na południowym wschodzie stanu, tuż przy granicy z Tamilnadu, znajduje się wspaniały Park Narodowy Perijar (Periyar) słynący ze znacznych populacji słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Wyjątkowym rejonem są keralskie rozlewiska (backwaters) zamieszkane przez liczne ptaki. Turyści mogą zwiedzać je podczas rejsu dużą, drewnianą łodzią mieszkalną (kettuvallam) poruszającą się powoli po spokojnych wodach wśród bujnej roślinności. Poza tym Kerala, zwana Krainą

SS Rozległy Dźajpur podziwiany z fortu Nahargarh

©© Kerala Tourism

©© Kerala Tourism

`` Wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża Indii leży Kerala, jeden z mniejszych stanów w kraju (blisko 39 tys. km² powierzchni). Sąsiaduje z Karnataką i Tamilnadu. Funkcję języka urzędowego pełni w nim malajalam, spokrewniony z tamilskim. W granicach stanu znajduje się dystrykt Mahé należący do terytorium związkowego Puducherry, dawnej kolonii francuskiej (przekazanej Indiom

SS Rejs łodzią mieszkalną po rozlewiskach Kerali

Boga, uchodzi za kolebkę ajurwedy, tradycyjnej indyjskiej medycyny. Wiele miejscowych ośrodków specjalizuje się w zabiegach i masażach, które pozwalają zapomnieć o codziennych problemach i przynoszą ulgę kręgosłupowi lub zbyt napiętym mięśniom. Ten malowniczy region jest świetnym miejscem na urlop z dala od wciąż pędzącego naprzód świata.

Bez podpowiedzi zegara wiemy, że niebawem zacznie zmierzchać. Łapiemy więc tuk-tuka do podnóża wzgórza położonego na obrzeżach miasta. Wznosi się tu majestatyczny fort Nahargarh. Każdy zakręt półgodzinnej wspinaczki przynosi coraz to nowy obraz Dźajpuru. Docieramy aż na dach ufortyfikowanego pałacu, skąd oglądamy wspaniałą panoramę miasta i niknące za horyzontem słońce. W ramach zasłużonej nagrody za wysiłek fizyczny fundujemy sobie spacer po ulicznych stoiskach z jedzeniem. Próbujemy przypominających trochę naleśniki płaskich chlebków kulcha z różnym nadzieniem: z sera paneer, ziemniaczanym i cebulowym. Dahi puri – kuleczki z kruchego ciasta wypełnione ciecierzycą, słodkim

jogurtem i przyprawami – eksplodują w naszych ustach. Na koniec robimy sobie ucztę z  kojarzonych z  Nepalem nadziewanych warzywami lub mięsem pierożków momo. To nasz ostatni posiłek przed odwiedzinami w Puszkarze.

BŁĘKIT I JEZIORA Położone ok. 150 km na południowy zachód od Dźajpuru święte miasto z miejsca łapie nas w swoje sidła, i to całkiem dosłownie. Nasz kamper wplątuje się w linki banerów i reklam, kiedy chcemy dojechać do centrum Puszkaru. Uwolniwszy się, zmierzamy plątaniną uliczek do jeziora, wokół którego roz­ rasta się miejska zabudowa. Według legendy powstało ono, kiedy na ziemię upadł jeden


©© wikimedia commons/Nareshkumarcbi

©© wikimedia commons/Bernard Gagnon

121

TT Niebieskie Miasto u podnóża fortu Mehrangarh

z płatków kwiatu lotosu upuszczonego przez boga Brahmę. Jego woda ma mieć właściwości lecznicze, a nieopodal wzniesiono jedną z niewielu w Indiach świątyń Brahmy.

Oprócz tych obiektów, ewentualnego safari na wielbłądach na pobliską pustynię Thar i kilku małych świątyń na wzgórzach, z których można podziwiać cykl słońca, nie znaj-

dujemy w Puszkarze więcej atrakcji. Jeśli nie liczyć fantastycznej atmosfery spokoju i nie­istotności upływu czasu. Z jej powodu ciągną tutaj jak ćmy do światła specyficzni 

©© India Tourism Frankfurt

SS Puszkar leży nad jeziorem o tej samej nazwie

©© India Tourism Frankfurt

TT Cenotaf Jaswant Thada i twierdza Mehrangarh

Indywidualne wyjazdy terapeutyczne do ośrodków Ajurwedy w Indiach - terapie lecznicze i regeneracyjne - kilkadziesiąt ośrodków do wyboru - możliwa asysta polskiego opiekuna Działamy w Polsce i w Indiach, znamy wszystkie oferowane miejsca. MISJA AJURWEDA www.misjaajurweda.pl | info@misjaajurweda.pl | +48 690 868 677

LATO–JESIEŃ 2019


122 DALEKIE PODRÓŻE ludzie. Historia każdego z nich zaczyna się i kończy tak samo: Przyjechałem do Puszkaru na kilka dni. Jestem w nim już drugi tydzień..., miesiąc…, rok… Atmosfera miasta udziela się i nam. Godzinami spacerujemy wokół jeziora, patrząc, jak wielkookie krowy moczą w nim swoje różowe jęzory. W tafli odbijają się nasze wschody i zachody słońca. Jak gąbka chłoniemy tak rzadkie w Indiach ciszę i spokój. Zaczynamy w nie wrastać. Jednak kończąca się wiza skutecznie przywołuje nas do rzeczywistości. W Dźodhpurze (Jodhpurze), znanym również jako Niebieskie Miasto, jesteśmy dwa dni później. Jego nazwa opisowa pochodzi od koloru farby, jaką mieszkańcy starej części malują swoje domy. Błękitu nie lubią ponoć owady. Podnóże wzgórza, na którym wznosi się fort Mehrangarh, tonie zatem w niebieskich domach. Do fortecy wspinamy się labiryntem wąskich uliczek historycznego centrum. Na jednej z nich, mimo iż ledwie możemy rozpostrzeć ramiona, dołączamy do dzieci grających w krykieta. Kilka domów dalej słuchamy, jak paru chłopców wygrywa skoczne rytmy na dwustronnych bębnach dhol. Za rogiem na progu jednego z mieszkań trafiamy na gromadę kobiet odzianych na biało, które rozpaczliwie zawodzą. Ktoś z grupy zgromadzonych wokół ludzi tłumaczy nam, że to płaczki wynajęte do opłakiwania zmarłego. Im więcej płaczek, tym wyższy status nieboszczyka. Ciągle przeżywając wydarzenia z błękitnego labiryntu, docieramy do celu. Największy w Radżastanie fort, wkomponowany w  naturalne wzgórze, wygląda, jakby z niego wyrastał, był integralną częścią skały, której szczyt ręka olbrzyma ociosała w kształt ufortyfikowanego pałacu. Z jego murów rzucamy ostatnie spojrzenie na Dźodhpur i ruszamy do Miasta Jezior – Udajpuru. Okrzyknięto go najromantyczniejszym miastem stanu. Udajpur rozciąga się nad kompleksem jezior. Część z nich stworzona została sztucznie na potrzeby gromadzenia wody pitnej. Położenie miasta jest prze­ piękne. Jednymi z najwspanialszych wnętrz może pochwalić się wznoszący się nad sztucznym jeziorem Pichola XVI-wieczny Pałac Miejski. Gdy patrzymy na jego masywny gmach – cały z granitu i marmuru – nawet nie spodziewamy się, jak delikatnie prezentuje się w środku. Otwiera się przed nami niczym skarbiec strzegący naj­cenniejszych klejnotów. Każda kolejna komnata jest piękniejsza od poprzedniej – są cudnie malowane, misternie rzeźbione, wysadzane kryształami, mienią się lustrzanymi mozaikami.

LATO–JESIEŃ 2019

Labirynty korytarzy i wąskich schodów prowadzą nas przez ażurowe krużganki, zacienione podwórce z oazami fontann. Niestety przyjemność cieszenia się bajkowym miejscem dzielimy z liczbą turystów, jakiej do tej pory nie widzieliśmy. Zdarza się, że na przejście z komnaty do komnaty trzeba czekać w kolejce. Doświadczony przewodnik jednej z grup, widząc naszą narastającą frustrację, rzuca tonem starego wygi: Trzeba było przyjść w środę. W środy prawie nikogo nie ma. Jest niedziela. W środę już dawno będziemy w Mumbaju (Bombaju).

W LUDZKIM ULU Drugie najludniejsze miasto Indii (ok. 23 mln mieszkańców w regionie metropolitalnym), największy port kraju i ośrodek Bollywoodu, wita nas 40-stopniowym upałem i natężeniem ruchu, jakiego nawet Delhi nie widziało. Tkwimy niemal wieczność w ogłuszającym korku i do naszej miejskiej przystani docieramy dopiero w nocy. To niesamowita pora. Światła i ogniska wyrastają na ulicach, pomiędzy domami, przed urzędami. Zebrani wokół ludzie poruszają ustami w rytm niemych modlitw. Dla odmiany ranek wrzuca nas w  chaos kolorów. Zewsząd sypie się różnobarwny proszek. Ktoś z  pistoletem na wodę moczy nas od stóp do głów. Oczy zalewa nam kolorowy wodospad. Ludzie dookoła przemieniają się w tęczowe, prze­ moczone dzieła sztuki. Fiolety, błękity, żółcie, czerwienie nie oszczędzają nikogo bez względu na pochodzenie, status czy inne podziały, które teraz giną pod warstwą jaskrawych barw. Indie obchodzą holi – hinduistyczne święto radości wyznaczające początek wiosny i początek nowych relacji z naj­bliższymi. Jest to czas proszenia o wybaczenie i przebaczania. Po południu szaleństwo dobiega końca. Wychodzimy na spacer po gęsto znaczonych kolonialnymi budynkami dzielnicach Kala Ghoda i  Fort. W  tej ostatniej mieści się wzniesiony na cześć brytyjskiej królowej Wiktorii (Victoria Terminus) dworzec kolejowy (obecnie pod nazwą Dworzec Króla Śiwadźiego). Ten wspaniały obiekt w kolorze piasków pustyni, z koronką krużganków, strzelistymi wieżami i kopulastymi zwieńczeniami, jest znakomitym połączeniem neogotyku z tradycyjną architekturą indyjską. Nic więc dziwnego, że znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Przekroczywszy jego progi, trafiamy do ludzkiego ulu. W gwarze, który poziomem głośności zbliża się do hałasu ze względu na świetną akustykę, przeciskamy

się na perony. Ludzie potrącają nas w biegu. W ostatniej chwili wskakują do odjeżdżającego pociągu. Wagony są przepełnione. Ci, którzy nie zmieścili się w środku, kurczowo trzymają się poręczy przy drzwiach. Ktoś biega środkiem torów i wrzuca zgromadzone tam tobołki do pociągu. Wreszcie wypchany po brzegi skład znika. Obok stoi drugi. Cały spektakl zaczyna się od nowa.

W STRONĘ MORZA Kolejny dzień rozpoczynamy nad zatoką Morza Arabskiego u  stóp Bramy Indii. To spod tego monumentalnego łuku wzniesionego z okazji wizyty w 1911 r. brytyjskiego króla Jerzego V zabiera nas prom płynący na wyspę Elefanta (Gharapuri). Znajduje się na niej kompleks siedmiu świątyń skalnych z ok. VI–VII w. poświęconych Śiwie. Zaklęte w płasko­rzeźby bóstwa hinduistyczne, wtulone w szal otaczającej je zieleni, przypominają nam momentami kambodżański zabytkowy zespół Angkor. Podobnie jak architektoniczne dzieło z Kambodży również i świątynne groty na Elefancie wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Po powrocie przenosimy się na zachód, na wybrzeże Morza Arabskiego. Ślizgamy się na mokrej posadzce kamiennej ścieżki, raz po raz zalewanej przez fale. Na całej długości usiana jest małymi stoiskami z owocami, jedzeniem i kwiatami. Po półkilometrowym, akrobatycznym spacerze docieramy do przycupniętego na końcu grobli meczetu Haji Ali Dargah. Jego bielony budynek z pojedynczym minaretem strzelającym w niebo wygląda skromnie, a mimo to od XV stulecia ta muzułmańska świątynia należy do naj­ ważniejszych w Mumbaju. Plac meczetu, podobnie jak prowadzącą do niego groblę i niestety niemal wszystkie ulice miasta, wypełniają żebracy, często niepełnosprawni. W Mumbaju znajdują się trzecie największe slumsy na świecie (Dharavi). Liczba przebywających w nich osób przekracza milion. Część z nich szuka zarobku na ulicy. Część prowadzi swoje małe biznesy, jak pralnie ręczne, do których bogacze z  sąsiadujących ze slumsami szklanych wież wysyłają ubrania. Coraz częstszym zjawiskiem są slumhotele, gdzie turyści mogą spędzić noc wraz z rodziną zamieszkującą kwaterę.

WYCIECZKA NA PLAŻĘ Zderzenie z rzeczywistością Mumbaju zmusza nas do pochylenia głowy z pokorą i  uświadomienia sobie, jak bardzo jesteśmy uprzywilejowani. Skłania nas do zastanowienia się, jak bardzo powinniśmy być 


©© India Tourism Frankfurt

©© wikimedia commons/Ashwin Kumar

123

SS Brama Indii stoi u wejścia do portu w Mumbaju

SS Dworzec Króla Śiwadźiego (Victoria Terminus)

TT Mumbajski meczet Haji Ali Dargah z minaretem

©© wikimedia commons/Anoop Ravi

SS Podczas obchodów hinduistycznego święta radości holi ludzie obrzucają się kolorowymi proszkami

©© wikimedia commons/Ronakshah1990

©© wikimedia commons/A. Savin

TT Wyspa Elefanta, płaskorzeźby w skalnej świątyni

LATO–JESIEŃ 2019


©© India Tourism Frankfurt

©© India Tourism Frankfurt

124 DALEKIE PODRÓŻE

SS Klasztor św. Kajetana z XVII w. w Starej Goi

SS Velha Goa – ruiny Kościoła św. Augustyna

wdzięczni za to, że w każdej chwili mamy możliwość spakowania się i ruszenia tam, gdzie oczy poniosą. My już kilka dni później możemy czuć pod stopami rozpalony piasek plaż Goi. Wjeżdżamy do małej Portugalii. Inaczej nie da się opisać atmosfery, jaka panuje w  najmniejszym stanie Indii (ponad 3,7 tys.  km² powierzchni). Nic dziwnego, bo położona na zachodnim wybrzeżu Goa przez ok. 450 lat (od 1510 do 1961 r.) była portugalską kolonią. Po Starej Goi (Velha Goa) – dawnej stolicy Indii Portugalskich – chodzimy jak zaklęci. Zadzieramy głowy, przyglądając się piętrowym, bajecznie kolorowym budynkom, to znowu wspinamy się na palce, żeby choć rzucić okiem na niskie, okazałe wille kryjące się w cieniu ogrodów. Wszystkie wibrują bar-

wami, jakby festiwal holi nigdy się dla nich nie skończył. Raz po raz mijamy masywne, barokowe katolickie kościoły i kaplice. Mniej więcej 25 proc. mieszkańców stanu stanowią chrześcijanie – to również ślad po rządach Portugalczyków. Kościoły i klasztory Starej Goi trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Nowa stolica regionu – Panadźi (Panaji) – nie może się pochwalić podobnym urokiem. Za to zdecydowanie widać w niej, że Goa należy do najbogatszych stanów Indii. Szklane wieże biurowców, luksusowe jachty, samochody i sklepy zostawiamy za sobą i jedziemy w stronę południowej części wybrzeża, tam, gdzie ponoć plaże są naj­piękniejsze. Zanim do nich dotrzemy, raz po raz wyskakujemy z auta z aparatem. Przed nami rozpo-

ściera się zielone morze pól ryżowych. W ich centrum brodzi grupa kobiet. W sarongach do kolan mozolnie pracują zgięte wpół. W tle widać palmy kokosowe. Plaże rzeczywiście są piękne – szerokie szarfy białego piasku, turkusowa woda. Najbardziej zaskakuje nas prawdziwy spokój i brak ścisku. Plaż Goi wystarczy dla każdego.

©© India Tourism Frankfurt

TT Plaża Bogmalo nad Morzem Arabskim w stanie Goa

LATO–JESIEŃ 2019

SPOTKANIE Z TYGRYSEM Wkrótce wybrzeże zamieniamy na safari. Wracamy do stanu Maharasztra, którego stolicą jest Mumbaj. To w nim znajduje się Park Narodowy Tadoba (Rezerwat Tygrysów Tadoba Andhari) słynący z gwałtownie rosnącej populacji tygrysów (w 2010 r. było ich 43, w marcu 2019 r. – 120). O piątej rano, w otwartym dżipie przejeżdżamy przez naj­


©© India Tourism Frankfurt

125

©© India Tourism Frankfurt

SS Tygrys bengalski wypoczywający w wysokiej trawie

SS Spotkanie z nosorożcem pancernym podczas safari

starszą bramę rezerwatu – Mohali. Dookoła szumią drzewa tekowe i bambusowe zagajniki. Jest jeszcze ciemno. Do wschodu słońca mamy pół godziny. W tym czasie przypisany nam strażnik parkowy recytuje listę zasad z  naciskiem na niewysiadanie z  pojazdu, bo opuszczenie go grozi atakiem ze strony zwierząt. Po zakończonym regulaminowym wykładzie przyjmuje lżejszy gawędziarski ton. Opowiada o tygrysicy, którą możemy zobaczyć – Mai. Maya ma młode. Ostatnio jedno z  nich zabiły „dzikie psy” (cyjony rude). Prawdopodobnie wielu ich nie zobaczymy, gdyż tygrysica z zemsty zdecydowanie przetrzebiła populację. Tymczasem ognista kula słońca wschodzi nad drzewami. Po obu stronach wyboistej drogi las zaczyna roz­brzmiewać odgłosami budzącej się fauny. Widzimy sarny, jelenie aksisy (aksisy czytale), sambary jednobarwne i bawoły indyjskie. Ktoś ze współpasażerów wymachując rękami, wskazuje gąszcz bambusów, gdzie gramoli się wargacz leniwy – ciemny niedźwiedź o bardzo ruchliwym pysku. Dojeżdżamy do niewielkiego wodopoju. Korzysta z niego stado pawi indyjskich oraz langurów z rodziny koczkodanowatych. Zaaferowani robieniem zdjęć niemal nie zauważamy leżącego opodal kształtu. Tylko czarne pasy odróżniają stworzenie od koloru roztopionej gliny, w której się wyleguje. Szerokie łapy starają się sięgnąć za półokrągłe ucho, osadzone na masywnej głowie. Tygrys w kąpieli. Maya? – pytam. Nie, to Sonam. Można poznać po paskach – odpowiada strażnik. Ba! To przecież oczywiste… – myślę sobie.

KOŁO ŻYCIA Naszym ostatnim przystankiem przed wjazdem do Nepalu jest Waranasi w stanie Uttar Pradeś (Uttar Pradesh). To jedno

z naj­starszych miast świata, według legendy założone przez Śiwę ok. 3 tys. lat temu, rozciąga się wzdłuż brzegów świętej rzeki Ganges. Właśnie nad jej brzegi ściągają tysiące hinduskich pielgrzymów, którzy pragną zmyć swoje grzechy albo odbyć ostatnią podróż. Dokonanie żywota w Waranasi przy Matce Ganges (Ganga Mata) jest równo­ znaczne z osiągnięciem nirwany. Z  ręcznie ciosanej, drewnianej łódki obserwujemy wschód słońca nad ghatami –  szerokimi kamiennymi schodami, które ciągną się wzdłuż Gangesu. Grupa półnagich mężczyzn zanurza się trzykrotnie w wodzie, szepcząc mantry. To rytuał oczyszczania. Obok owinięte w barwne sari kobiety puszczają na fale maleńkie koszyczki z kwiatami i świeczką. Tak wygląda niema modlitwa. Wkrótce dołączają do nich sadhu – święci mężowie, wędrowni asceci. Łatwo ich poznać po długich, białych brodach, jaskrawo pomarańczowych szatach i turbanach. Medytują w pozycji kwiat lotosu. Wreszcie zaczyna się dzień roboczy. Na ghatach zbierają się praczki. Zapamiętale tłuką namydlonymi ubraniami o schody. Wyżymają i rozkładają uprane rzeczy na kamieniach do suszenia. Obok praczek pojawiają się fryzjerzy, z przenośnym lusterkiem i wyposażeniem w kieszeni. Ktoś myje w Gangesie zęby. Ktoś kąpie dzieci. Między nimi w wodzie pływają psy, bawoły indyjskie i resztki zwęglonych ciał. Ghaty służą również do palenia zwłok. Takie było ich pierwotne przeznaczenie, kiedy wieki temu budowali je dla siebie indyjscy królowie. Chcieli umrzeć przy Gangesie. Nawet wczesnym rankiem widzimy płonące stosy. Kremacje przeprowadza się tu przez całą dobę. Zamożni Hindusi kupują wystarczająco dużo drewna, aby ich krewny spłonął całkowicie. Tylko jego prochy spadną na 

Polsko-indyjskie biuro podróży Paylesstoursindia w Delhi

• Wycieczki indywidualne „szyte na miarę” • Wyprawy w małych, kameralnych grupach Zapraszamy na naszą stronę www.paylesstoursindia.pl kontakt: Ewa Lewandowska Polska – 616255409 Indie (what’s up) – (+91) 8379812052 LATO–JESIEŃ 2019 e-mail: info@paylesstoursindia.com


©© India Tourism Frankfurt

126 DALEKIE PODRÓŻE

SS Na wiodących do Gangesu schodach w Waranasi zbierają się wierni, turyści i mieszkańcy miasta

świętą rzekę. Ci, którzy mogą pozwolić sobie jedynie na niewielką wiązkę, będą patrzeć, jak zdeformowane ogniem, przypalone ciało nieboszczyka zsuwa się do Gangesu. W tej samej rzece rodzice kąpią swoje dzieci. Koło życia się zamyka. Od roku podróżujemy kamperem po świecie. Przemierzyliśmy m.in. Rosję, Mongolię, Iran i Pakistan. Do tej pory ża-

den z krajów nie dostarczył nam tak intensywnych przeżyć jak Indie. Za pierwszym razem nie chciałam tutaj wrócić. Za drugim przyglądałam się otoczeniu zafascynowana, ale z rezerwą. Za trzecim nie mogłam się Indii doczekać. Ten kraj uzależnia, jak uzależnia wzrost poziomu adrenaliny we krwi. Jest kolorowy jak Radżastan, dziki

jak tygrysy w jego parkach, nieokiełznany jak Himalaje, niekonwencjonalny jak Waranasi i  prze­piękny jak Tadź Mahal. Indie nie są łatwe, jednak warto podjąć każdy wysiłek, żeby je poznać, bo kiedy się to zrobi, nie ma odwrotu, trzeba je pokochać. To miłość trudna i pełna wyzwań, ale spełniona. 

Ajurwedyjska droga do zdrowia

SS Pinda Sweda, masaż ciała gorącymi stemplami

Nazwę „ajurweda” tłumaczy się jako „wiedza o życiu”, co bardzo dobrze oddaje jej założenie, aby uważać ciało i psychikę człowieka za elementy wpływające na siebie nawzajem. Według tego starożytnego systemu medycyny wszystko, co robimy czy czujemy i co nas otacza, ma znaczenie i oddziałuje na nasze zdrowie. Dlatego każdą terapię przygotowuje się indywidualnie na podstawie wywiadu z zainteresowanym, a obejmuje ona zastosowanie odpowiedniej diety i preparatów ziołowych oraz zabiegi lecznicze, jak również zajęcia jogi i medytację. Zgodnie z zało-

LATO–JESIEŃ 2019

żeniami ajurwedy ludzki organizm może prawidłowo funkcjonować wtedy, gdy między trzema energiami życiowymi: vata, pitta i kapha panuje pełna harmonia. Zaburzenia tej równowagi prowadzą do złego samopoczucia i chorób. Terapie ajurwedyjskie mają więc na celu jej przywrócenie, dlatego poleca się je często osobom, które chcą zapobiec pogorszeniu się stanu swojego zdrowia, czują się osłabione, dostrzegają negatywny wpływ długotrwałego stresu na własny organizm. Wspomniane energie życiowe nazywa się doszami. Składają się one z pięciu elementów: eteru, powietrza, wody, ognia i ziemi. W człowieku łączą się ze sobą wszystkie trzy dosze. Ich układ determinuje charakter danej osoby i jej potrzeby. Jego roz­poznanie pozwala nie tylko dobrać odpowiednią kurację, aby przywrócić harmonię między vatą, pittą i kaphą, lecz także zrozumieć, jak żyć w zgodzie ze swoim typem połączenia tych trzech energii. Ważną rolę w tym systemie medycyny odgrywa dieta. Podobnie jak w przypadku zestawu zabiegów opracowuje się ją po szczegółowym wywiadzie. To dlatego, że musi być dopasowana do aktualnych potrzeb danej osoby i jej układu dosz. Nie bez znaczenia jest też pora roku. Potrawy diety ajurwedyjskiej przyrządza się z produktów świeżych, nie­przetworzonych bądź przygotowywanych niedługo przed podaniem. Istotne są tu również przyprawy, które stosuje się nie tylko dla nadania daniom wyrazistszego smaku. Mogą one m.in. pobudzać lub zmniejszać apetyt, wspomagać trawienie i  oczyszczanie organizmu z toksyn, poprawiać koncentrację. Przed przystąpieniem do właściwej terapii zwykle trzeba przeprowadzić kurację oczyszczającą. Ma ona na celu przygotowanie ciała do leczenia. Podczas

detoksykacji wykorzystuje się napary z ziół i oleje. Wspomagająco stosuje się rozmaite masaże i kąpiele parowe. Takie oczyszczanie kończy się zabiegami relaksującymi, dzięki którym organizm szybciej się regeneruje. Tego rodzaju terapie lecznicze odbywają się w profesjonalnych ośrodkach ajurwedyjskich pod okiem specjalistów.

©© Kerala Tourism

©© India Tourism Frankfurt

`` Indie nie kojarzą się dziś Europejczykom tylko z udekorowanymi słoniami i bogato zdobionymi świątyniami. Wiedzę o  nich popularyzują liczne książki, filmy i reportaże oraz rozmaici ludzie, którzy mieli okazję odwiedzić ten kraj. Dzięki temu na nasz kontynent dotarła m.in. fascynująca wyrazistością smaków, kolorów i zapachów indyjska kuchnia, a także dobroczynna ajurweda. Dużemu zainteresowaniu tą ostatnią trudno się dziwić. Należy ona do naj­starszych systemów medycznych na świecie, rozwinęła się już w starożytności, ok. 6 tys. lat p.n.e.

SS Przygotowywanie ajurwedyjskiej kuracji ziołowej

Początkowo techniki lecznicze i filozofia ajurwedy przekazywane były jedynie ustnie. Obecnie władze Indii wspierają rozwój wiedzy na temat tego systemu, dzięki czemu na terenie kraju istnieje wiele ośrodków, w których kształci się specjalistów w tej dziedzinie. W listopadzie 2014 r. powstało tu samodzielne Ministerstwo Ajurwedy, Jogi i Naturopatii, Medycyn Unani i Siddha oraz Homeopatii (AYUSH). Ajurwedyjskie terapie cieszą się dużą popularnością również wśród gości z zagranicy. Można z nich skorzystać w licznych profesjonalnych centrach położonych na obszarze całego kraju, a zwłaszcza w południowym stanie Kerala. Podczas wizyty w Indiach warto zatem udać się na lecznicze masaże czy inne zabiegi, aby samemu przekonać się o ich skuteczności.


128 DALEKIE PODRÓŻE

Pokochać

Wietnam ROBERT PAWEŁEK www.travelcompass.pl

« Wietnam to kraj pełen kontrastów: zatłoczony i hałaśliwy, ale też cichy i subtelny. Niektórzy turyści już po jednej podróży darzą go miłością wielką i uzależniającą, inni zarzekają się, że ich noga więcej w nim nie postanie. Jeśli ktoś wybiera się tu po raz pierwszy, niech otworzy szeroko oczy i serce i pozwoli działać urokowi tej krainy smoka. » TT Zatoka Ha. Long z mnóstwem skalistych wysepek

LATO–JESIEŃ 2019


129

©© Huy Thoai/shutterstock

Z

góry terytorium kraju rzeczywiście przypomina swoim kształtem legendarnego gada z otwartą paszczą, choć niektórzy mówią, że wygląda raczej jak bambusowy drąg z koszami ryżu zawieszonymi na obu końcach. Tak naprawdę nie ma jednego Wietnamu. To kraina o 100 twarzach, różnorodnej kuchni i kulturze, naznaczona wielowiekowymi podziałami. Nawet pogoda jest tutaj bardzo zróżnicowana. Kiedy na południu w Ho Chi Minhie słońce pali nie­ miłosiernie, na północy w  Hanoi czasem trzeba zakładać swetry. Północny i południowy kraniec terytorium Wietnamu dzieli mniej więcej 1,7 tys. km, najmniejsza odległość między wschodnią i zachodnią granicą wynosi zaledwie ok. 50 km. A jednak bez trudu odkryjemy, co łączy mieszkających w tym kraju ludzi. To zamiłowanie do pięknej przyrody, pracowitość, przywiązanie do rodziny i tradycyjnych wartości. Wietnamskie społeczeństwo wyrosło na gruncie konfucjanizmu. Jednostka uważana w nim jest za część większej całości. Aby ten organizm sprawnie działał, ludzie muszą ze sobą współ­ pracować i wzajemnie się uzupełniać. 

©© s-f/shutterstock

SS Punkt widokowy, z którego można oglądać pola kwitnących hortensji uprawianych w romantycznym Đà La. t

LATO–JESIEŃ 2019


©© manjik/shutterstock

130 DALEKIE PODRÓŻE

SS Hanoi, główna brama do powstałej w 1070 r. Świątyni Literatury, pierwszego uniwersytetu w Wietnamie

W skali świata Wietnam może poszczycić się kilkoma wyjątkowymi atrakcjami. Są tu największe jaskinie na ziemi (Sơn Đoòng), niepowtarzalna zatoka Hạ Long czy unikatowy system tuneli pod Ho Chi Minhem (do 1976 r. funkcjonującym pod nazwą Sajgon), wykopanych rękami tysięcy Wietnamczyków i służących za schronienie podczas wojny z Amerykanami (1955–1975). Kto będzie podążał utartymi szlakami, niechybnie wpadnie jednak w sidła masowej turystyki. Jest to nieuniknione w kraju przyjmującym miliony turystów (w 2018 r. Wietnam odwiedziło ok. 15,5 mln zagranicznych gości), rozwijającym sieć lotnisk i hoteli. Ale zawsze można bezpiecznie zboczyć z głównych traktów, dać się skusić zapachowi lokalnych potraw z ulicznych garkuchni czy wynająć skuter i ruszyć, gdzie oczy poniosą… Dobry plan na wyprawę będzie wymagał właściwego

wyboru miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć. Pamiętajmy, że tej perły Indochin nie zwiedzimy podczas jednej wizyty. Co zatem powinniśmy wybrać: imponujące miasta i buddyjskie świątynie, parki narodowe czy rajskie wybrzeże z setkami malowniczych wysepek? Oto garść moich propozycji na pełne wrażeń wakacje w Wietnamie.

WEWNĄTRZ RZEKI Podróż warto zacząć od wietnamskiej stolicy, Hanoi, która robi duże wrażenie. Chaos i wszechobecny tłok na ulicach stanowi tu normę, ale ta ośmiomilionowa metropolia przepełni każdego swoją energią. Urzeka w niej też zaradność i pracowitość jej mieszkańców. Wystarczy spojrzeć na ulicę – wszędzie do późnych godzin działają małe biznesy. Każda chwila jest dobra, żeby sprzedawać gadżety, perfumy, eleganckie torebki

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

TT Wąska uliczka w Hanoi z torami, po których jeździ pociąg niemal ocierający się o ściany domów

LATO–JESIEŃ 2019

czy elektronikę, choć większość artykułów to podróbki. Z punktu widzenia turysty Hanoi to znakomite miejsce – można stąd wyruszyć na zwiedzanie właściwie wszędzie. Pogoda, jak na całej północy kraju, bywa w tej okolicy zmienna. W styczniu nie należy spodziewać się tropików (średnia temperatura w tym miesiącu wynosi mniej więcej 16,5°C), za to warto mieć przy sobie bluzę z polaru. Pobyt w Hanoi będzie także lekcją przetrwania. Szaleni motocykliści gnają tu na złamanie karku, jakby od tego pędu zależało całe ich życie. Przejście przez skrzyżowanie stanowi prawdziwy wyczyn. Trzeba uważać również na rowery i… taksówkarzy naciągaczy, którzy tylko czekają, aby zawieźć nas do innego, bardziej oddalonego hotelu o tej samej nazwie. Jednak te niedogodności tylko dodają temu miejscu magii. Wszystko wydaje się nowe i egzotyczne – kolorowe stragany, tłumy na ulicach, ciągły, jakby sam się napędzający ruch. Dzisiejsza stolica wielokrotnie zmieniała nazwę. Jako Hanoi, co znaczy „wewnątrz rzeki”, funkcjonuje od 1831 r. Niektórzy mówią, że życie toczy się tutaj nisko, przy samej ziemi. Jednak gdy podnieść głowę, widać wzbijające się w  niebo strzeliste wieżowce, rosnące jak grzyby po deszczu, i kolejne przedmieścia przyklejające się do stolicy. Hanoi jak żadne miasto w Azji Południowo-Wschodniej łączy w sobie historię i nowoczesność. Zdecydowanie wygrywa też rywalizację o największą liczbę atrakcji w Wietnamie. Można w nim spędzić kilka dni na włóczeniu się ulicami historycznego centrum, odwiedzaniu licznych muzeów czy robieniu szalonych zakupów i ani razu się nie nudzić. Sklepy w starym Hanoi (Old Quarter) kuszą artykułami turystycznymi


©© GNNick/shutterstock

©© martinho Smart/shutterstock

131

SS Wieża Żółwia na środku Jeziora Zwróconego Miecza

SS Niebiański Pałac, piękna jaskinia odwiedzana podczas rejsu organizowanego w Zatoce Lądującego Smoka

znanych marek, takich jak Jack Wolfskin czy The North Face. Kurtki, plecaki i buty kosztują w nich ułamek tego, co trzeba za nie zapłacić w Europie. Niestety, podobnie jak w wielu innych stołecznych sklepach, to tylko kopie oryginałów. Na historyczną część miasta, znaną jako 36 ulic, składają się dziesiątki chaotycznie przecinających się uliczek. Właśnie w tym miejscu, nad brzegiem Rzeki Czerwonej, Hanoi wzięło swój początek. Warto odwiedzić tu Bach Ma – najstarszą w stolicy świątynię (została założona w XI w., ale jej obecne budynki są dużo późniejsze, pochodzą z XVIII i XIX stulecia), poświęconą białemu koniowi, który ukazał się jednemu z wietnamskich władców (panującemu w latach 1009–1028 Lý Thái Tổ), przejść się po moście Long Biên, wielokrotnie bombardowanym przez Amerykanów w  czasie wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej), czy wybrać się nad pobliskie Jezioro Zwróconego Miecza (H�ô Hoàn Kiếm). To ostatnie uchodzi za symboliczne centrum miasta. W jego okolicy (w Thăng Long) można obejrzeć słynny teatr lalek na wodzie. Na koniec wypada spróbować kawy po wietnamsku – cà phê trứng, wymyślonej właśnie w Hanoi, serwowanej z chłodną pianką z kogla-mogla.

na świecie. To miejsce nazywane bywa też zatoką 200 wysp, choć Wietnamczycy twierdzą, że jest ich tu 1969, co ma stanowić ukłon w stronę wielkiego przywódcy Ho Chi Minha, bo liczba ta pokrywa się z rokiem jego śmierci. Efemeryczne wysepki pojawiają się i znikają zależnie od poziomu wody, więc trudno podać konkretne dane. Pochodzenie nazwy Vịnh Hạ Long, czyli Zatoka Lądującego Smoka, tłumaczy się m.in. legendą o bogach, którzy chcąc wspomóc w walce z wrogiem wietnamski lud, zesłali mu matkę smoków wraz z dziećmi. Te wypluwszy z pyska drogocenne kamienie, zamienione w wyspy, stworzyły na morzu skalną zaporę nie do pokonania. Z pokładu statku płynącego po Hạ Long można podziwiać maczugi, las wapiennych kolumn sterczących ponad wodą i dziwne skalne formacje pokryte tropikalną zielenią. Ta niezwykła sceneria, w której kręcono

np. filmy Kong: Wyspa Czaszki, Indochiny, a nawet Jutro nie umiera nigdy o przygodach Jamesa Bonda, zaczęła się formować 500 mln lat temu. Zatoka była raz głębokim, raz płytkim morzem czy tylko obszarem przybrzeżnym. Warto zobaczyć także wspaniałe jaskinie krasowe, podziemne groty i korytarze, wyrzeźbione w miękkich skałach wapiennych na skutek procesów erozji. W trakcie zorganizowanej wycieczki (nie można wynająć prywatnej łodzi, bo teren znajduje się pod kontrolą państwa) zwiedzimy odkrytą przez Francuzów w  1901  r. Jaskinię Niespodzianek (Hang Sửng Sốt) z naciekami przypominającymi smoki i  żółwie z  wietnamskiej mitologii. Zajrzymy również do pięknej groty zwanej Niebiańskim Pałacem (Động Thiên Cung), w której wedle legendy odbyło się huczne wesele smoczego księcia trwające siedem 

TT Na wodach zatoki Ha. Long leżą cztery pływające wioski rybackie z domami zbudowanymi na palach

ZATOKA LĄDUJĄCEGO SMOKA

©© PhotoRoman/shutterstock

W Hạ Long, położonym ponad 150 km na wschód od stolicy, nic nie wskazuje, że za tym hałaśliwym, przeciętnym miastem kryje się cudowna zatoka. Przysłania ją gąszcz zabudowań. Zza nich wyłania się prawdziwy cud natury, od pierwszej chwili podbijający serca turystów. Nad taflą wody górują potężne formacje skalne, jakich nie ma nigdzie

LATO–JESIEŃ 2019


132 DALEKIE PODRÓŻE dni i nocy. Dodatkową atrakcją podczas rejsu mogą być szybkie kursy przyrządzania sajgonek, lekcje tai chi czy błogi odpoczynek na cudownych plażach.

KLEJNOT PÓŁNOCY Zaledwie mniej więcej 100 km na południe od Hanoi leży prowincja Ninh Bình, szczycąca się najbardziej widowiskowymi formacjami wapiennymi w Wietnamie. Nazwa systemu grot krasowych, Tam Cốc, oznacza „trzy jaskinie” – są to Hang Cả, Hang Hai i Hang Ba. Przepływa się przez nie łodzią. Okolicę nazywa się, nieco przesadnie, lądową zatoką Hạ  Long. Widok tutejszych wapiennych wzgórz jest prawdziwą ucztą dla oczu, ale nie może się równać z krajobrazem swojego morskiego odpowiednika. Uroku dodają mu ciągnące się aż po horyzont pola ryżowe w formie równiutkich pasów żółci i zieleni. W  okolicy czeka jednak na nas dużo więcej atrakcji. Te przyrodnicze i kulturalne wpisano w 2014 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO pod wspólną nazwą zespół krajobrazowy Tràng An. Oprócz rezerwatu przyrody znajdziemy tu pozostałości dawnej, X- i XI-wiecznej stolicy Wietnamu Hoa Lư (wstęp bezpłatny) i kompleks buddyjskich świątyń Bái Đính. Warto też odwiedzić pobliski Park Narodowy Cúc Phương i wybrać się na wędrówkę po bujnych lasach podzwrotnikowych.

KURORT DLA ZAKOCHANYCH Mówi się, że Đà Lạt jest najprzyjemniejszym miastem w kraju. To zapewne prawda, jeśli wziąć pod uwagę pogodę. Đà Lạt leży na średniej wysokości ok. 1500 m n.p.m. Nazywane wietnamską stolicą zakochanych i miastem kwiatów, cieszy się umiarkowanymi temperaturami powietrza przez cały rok. Nic zatem dziwnego, że zmęczeni upałami Wietnamczycy lubią się tu chłodzić. Nad pięknym jeziorem Xuan Huong zawsze można spotkać wietnamskie pary szalejące na tandemach. Wszędzie natkniemy się także na uliczne kafejki – w końcu ten rejon słynie z wielu plantacji kawy. Za nie mniej popularny napój w tych stronach uchodzi wino, bo miejscowy klimat sprzyja uprawie winorośli. Jeśli dodać do tego liczne atrakcje turystyczne znajdujące się w samym 400-tysięcznym mieście i otaczające je piękne górskie tereny, okazuje się, że naprawdę warto zatrzymać się tu podczas podróży po Wietnamie. Đà Lạt jest stosunkowo młodym ośrodkiem. W  okolicznych górach jeszcze pod koniec XIX w. leżały jedynie niewielkie wioski zamieszkane przez mniejszości et-

LATO–JESIEŃ 2019

niczne. Miasto założyli Francuzi, którzy chcieli uciec od tropikalnych upałów panujących na nizinach, więc zbudowali tutaj na początku XX stulecia górski kurort. Đà Lạt stało się prawdziwą letnią stolicą Indochin w latach 30. i 40. Z tego okresu pochodzą fascynujące czarno-białe zdjęcia, na których uwieczniono klasyczne automobile zaparkowane przed kolonialnymi willami i hotelami. Przez pewien czas znajdowała się tu większość siedzib administracji kolonii, a miasto pełniło funkcję oficjalnej stolicy Indochin Francuskich (w latach 1939–1945). Okolica Đà Lạt nie ucierpiała szczególnie w trakcie wojny wietnamskiej. Przez kolejne dekady popularny ośrodek wypoczynkowy dalej się rozwijał i tak jest aż do dziś, bo turystyka napędza miejscową gospodarkę.

SKUTEREM DO OPERY Ho Chi Minh stanowi obowiązkowy przystanek na trasie podróżników przemierzających Wietnam. Dostać się do niego będzie bar-

dzo łatwo, bo między dawnym Sajgonem a resztą świata funkcjonuje ok. 70 połączeń lotniczych. Z noclegiem też nie powinno być problemu, choć standard zakwaterowania zależy od zasobności portfela turysty. Kto nie skusi się na luksusowy hotel sieci Sheraton, Le Méridien, Marriott, InterContinental czy Hyatt, ma do wyboru tańsze, skromniejsze obiekty, w tym również popularne wśród backpackerów hostele. Po mieście można poruszać się skuterem z jednej z licznych działających tu wypożyczalni. Trzeba jednak pamiętać, że ze względu na duże korki przejażdżki będą wyzwaniem. Według oficjalnych statystyk w Ho Chi Minhie jest 7,5 mln skuterów, motorowerów i moto­cykli, nieoficjalnie jeździ ich dwa razy więcej. Nie należy się dziwić, gdy obok przemykają na jednym jednośladzie trzy osoby, w dodatku z pakunkami. Za nic szczególnego nie uchodzi także widok elegantki w sukience i czerwonych szpilkach pędzącej na skuterze do… teatru. My też w ten sposób dotarliśmy na


©© Leonid Andronov/shutterstock

133

©© Pavel Szabo/shutterstock

©© Zhukov Oleg/shutterstock

SS Świątynia w Hoa Lư, której patronem jest pierwszy cesarz Wietnamu Đinh Bộ Lĩnh (z lat 968–979)

SS Spektakularny widok ze szczytu Múa w Ninh Bình

SS Wielokolorowy Ogród Kwiatowy w kurorcie Đà La. t, usytuowany w sąsiedztwie jeziora Xuan Huong

sztukę À Ố Show, jeden z najsłynniejszych spektakli wystawianych w operze (Saigon Opera House). Przedstawienie to jest popisem akrobatycznych umiejętności tancerzy, dorównujących poziomem artystom ze słynnego Cirque du Soleil. Poza tym przybliża widzom bogate wietnamskie tradycje i kulturę. W  na wskroś nowoczesnym Ho Chi Minhie zachowało się wiele budowli przypominających o jego kolonialnej przeszłości. Należy do nich imponująca Katedra Notre-Dame, wzniesiona z  marsylskich cegieł, przywiezionych prosto z Francji w drugiej

połowie XIX w. W październiku 2005 r. miał zdarzyć się tutaj cud: jak opowiadają wierni, po policzkach posągu Maryi umieszczonego przed wejściem zaczęły spływać łzy. I chociaż miejscowi hierarchowie nie potwierdzili, że wydarzenie było prawdziwe, przed świątynię ściągnęły takie tłumy, iż wstrzymano ruch na sąsiednich ulicach. Większość Wietnamczyków jest bezwyznaniowa, a  sam Wietnam uchodzi za najmniej religijny kraj Azji Południowo-Wschodniej. Ponad 73 proc. społeczeństwa nie deklaruje przynależności do żadnej oficjalnej religii, powyżej 12 proc. uważa się za

buddystów, a ok. 8,5 proc. – za chrześcijan. Trochę przeczą temu inne statystyki, które mówią, że aż blisko 46 proc. społeczeństwa wyznaje tradycyjne wierzenia, co wskazuje na rozwiniętą duchowość Wietnamczyków. Nie dziwmy się zatem, że w domach, sklepach, a nawet budynkach użyteczności publicznej w Ho Chi Minhie, choć zdarza się to już coraz rzadziej, znajdziemy ołtarze poświęcone zmarłym, a na nich owoce, słodycze czy napoje składane w ofierze. W centrum warto zwrócić uwagę na piękny gmach Poczty Głównej, zaprojektowany przez francuskiego architekta Marie-Alfreda 

LATO–JESIEŃ 2019


©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

134 DALEKIE PODRÓŻE

SS Na niezmiernie zatłoczonych ulicach Ho Chi Minhu samochody walczą o miejsce z licznymi jednośladami

SS Ukończony w 1966 r. Pałac Reunifikacji zbudowany na miejscu Pałacu Gubernatora (Pałacu Norodom)

Foulhoux (1840–1892). Co ciekawe, na tutejszej poczcie, otwartej w 1891 r., wszystko działa niezawodnie, więc możemy kupić pocztówki i znaczki, żeby przesłać pozdrowienia znajomym. Najbardziej znanym budynkiem historycznym w  mieście jest Pałac Reunifikacji, zwany też Pałacem Nie­ podległości. Stał się on, podobnie jak mur berliński, symbolem zakończenia wojny (w 1975 r.) i zjednoczenia kraju. Dziś funkcjonuje w nim muzeum, w którym obejrzymy dawne biuro prezydenckie, pokoje jadalne czy salę konferencyjną i  pomieszczenia z mapami używanymi przy rozmieszczaniu wojsk. Podczas wizyty w Ho Chi Minhie polecam oderwać się jednak na chwilę od zabytków i zajrzeć na słynne targowisko Bến Thành ozdobione od frontu wieżą zegarową. Na jego stoiskach sprzedaje się mydło i powidło, można więc tu kupić wszystko, począwszy od wietnamskich kapeluszy i przydatnych

LATO–JESIEŃ 2019

w upały wachlarzy, po rękodzieło artystyczne, pamiątki, ubrania, warzywa, owoce i dary morza. Poza tym dawny Sajgon jest prawdziwym kulinarnym zagłębiem. Do wyboru mamy zarówno punkty działające wprost na ulicy, jak i ekskluzywne restauracje, w których gotują szefowie kuchni nagrodzeni gwiazdkami Michelin. Pysznych dań warto także spróbować w trakcie rejsów zabytkowymi statkami po rzece Sajgon.

MIASTO Z TUNELI Wietnamczycy pielęgnują pamięć o swojej historii, nawet jeśli wiąże się ona z wielkim cierpieniem. Do miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić w Wietnamie, należy Muzeum Pozostałości Wojennych w Ho Chi Minhie opowiadające o wojnie wietnamskiej. Otwarte we wrześniu 1975 r., kilkakrotnie zmieniało nazwę. Pierwotnie było Wystawą Zbrodni Amerykańskich i Rządu Marionetkowego, ale kiedy stosunki

SS Na targu Bến Thành można kupić niemal wszystko

dyplomatyczne z USA zaczęły ulegać poprawie, postanowiono nazwać je inaczej. Przed wejściem (wstęp jest bezpłatny) stoją dobrze zachowane amerykańskie czołgi i myśliwce. Największe wrażenie robią jednak zdjęcia ofiar wojny. Przedstawiają porozrzucane strzępy ludzkich ciał, krew, dzieci bez nóg i rąk, okaleczone po użyciu przez Amerykanów napalmu i broni chemicznej (w tym defoliantu o nazwie Agent Orange). Jedną z najsłynniejszych fotografii dokumentujących okrucieństwo wojny zrobiono w czerwcu 1972 r. w dystrykcie Trảng Bàng, położonym ok. 40 km na północny zachód od Ho Chi Minhu. Widać na niej nagą dziewięcioletnią dziewczynkę uciekającą ze swojej wioski po zrzuceniu napalmu. Poboczem drogi kroczą spokojnie amerykańscy żołnierze z  karabinami. Dziewczynka ze zdjęcia, Phan Thị Kim Phúc, dziś dorosła kobieta, wspomina, że wtedy z przerażenia i bólu krzyczała: Za gorąco! Za gorąco!.


135

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

©© ROBERT PAWEŁEK/www.travelcompass.pl

PŁYWAJĄCE TARGI

©© Anton Ivanov/shutterstock

©© Aleksandar Todorovic/shutterstock

SS Muzeum Pozostałości Wojennych w Ho Chi Minhie opowiadające o okrucieństwach wojny wietnamskiej

SS Buddyjska pagoda Vĩnh Tràng z połowy XIX stulecia w pobliżu miasta Mỹ Tho w delcie rzeki Mekong

Fotografię wyróżniono Nagrodą Pulitzera, a kanadyjski ekonomista i pisarz chińskiego pochodzenia Denise Chong w 1999 r. wydał książkę opisującą losy jej głównej bohaterki (pod tytułem The Girl in the Picture: The Story of Kim Phuc, the Photograph, and the Vietnam War). Mniej więcej 50 km na północny zachód od dawnego Sajgonu turyści schodzą do słynnych tuneli Củ Chi, z których większość została wykopana gołymi rękami. Ponad 200 km korytarzy łączących pomieszczenia tworzyło prawdziwe podziemne miasto. Labirynt ten służył Wietnamczykom za kry-

jówkę przed amerykańskimi wojskami i jako zaplecze dla Wietkongu. Tunelami można było dotrzeć z Sajgonu aż pod samą granicę z Kambodżą. Pod ziemią działały sklepy, kuchnie, szkoły, szpitale, nawet scena, na której wystawiano sztuki komediowe. System korytarzy ułatwiał przeprowadzanie ataków z zaskoczenia, transport broni czy szybką ewakuację, gdy nadchodził wróg. Dziś jest symbolem wielkiego heroizmu, ale też niezwykłej przebiegłości w walce z okupantem. Tunele Củ Chi naprawdę warto zobaczyć, bo stanowią ważny element historii Wietnamu.

Jedną z większych atrakcji w kraju są rejsy łodziami w delcie rzeki Mekong. Przy brzegach stoją lekkie, drewniane domy zbudowane na bambusowych palach, przypominające weneckie kamienice. Przez miejscowych okolica delty nazywana jest cò bay thẳng cánh, co w luźnym tłumaczeniu oznacza teren tak rozległy, że żurawie mogą w pełni rozłożyć swoje skrzydła podczas lotu. Naj­większe miasto i centrum administracyjne regionu stanowi 1,5-milionowe Cần Thơ, w którego pobliżu działa targ wodny Cái Răng. Ruch zaczyna się na nim już o 5.00 rano. Rzekę wypełniają wtedy kolorowe łodzie ze świeżymi warzywami i egzotycznymi owocami, sprzedawanymi za bezcen. Towary nieustannie krążą z rąk do rąk, są rozładowywane, przeładowywane, zmieniają właścicieli w stożkowych kapeluszach. Na wielu łodziach funkcjonują minirestauracje – na umieszczonych na nich przenośnych kuchenkach gotuje się pyszne posiłki. Można napić się świeżego soku z pomarańczy bądź mocnej kawy i skosztować takich delikatesów jak durian, dżakfrut czy rambutan. Z powodu ścisku na rzece z trudem manewrujemy między łódkami. Wydaje nam się, że wszyscy na nas patrzą. To złudzenie biorące się z faktu, że tutejsze łodzie ozdobione są na dziobach parą oczu. Zdaniem jednych pomagają one sprawniej poruszać się po rzece i szczęśliwie powracać do portu. Inni uważają je za amulet przynoszący załodze szczęście. Niektórzy jednak do­patrują się tu związku z legendą, według której wietnamski władca nakazał rybakom malować oczy na statkach po tym, jak groźna ryba zaatakowała jego kompana. W porcie koło 270-tysięcznego miasta Mỹ Tho warto odwiedzić przepiękną buddyjską pagodę Vĩnh Tràng. Bogato ozdobiona ornamentami świątynia z połowy XIX w. łączy europejskie i azjatyckie style architektoniczne. Urody dodają jej malownicze ogrody z drzewkami w formie bonsai. Jeśli komuś wystarczy czasu, powinien jeszcze wybrać się na degustację ryżowego wina na jedną z wysp położonych na Mekongu. Do wyboru są np. wyspy Feniksa, Smoka, Żółwia i Jedno­rożca, po których z powodzeniem można poruszać się rowerami. 

LATO–JESIEŃ 2019


©© Jarous/shutterstock

136 DALEKIE PODRÓŻE

©© Efired/shutterstock

SS Stoiska sprzedawców świeżych owoców i warzyw na pływającym targu Cái Răng w delcie Mekongu

©© xuanhuongho/shutterstock

SS Przypominające baśniową krainę wnętrze Thiên Đường wypełnione fantazyjnymi formacjami skalnymi

SS Zachwycającą jaskinię Phong Nha, położoną w granicach parku narodowego, przemierza się łodziami

KRASOWY RAJ Kto jest gotowy na przygodę, niech rusza do prowincji leżącej w najwęższej części terytorium Wietnamu, czyli do graniczącej z Laosem Quảng Bình. Amerykański dziennik The New York Times nazwał ją krainą największych jaskiń na świecie. Są tak tajemnicze i piękne, że władze prowincji zamierzają otwierać dla ruchu turystycznego kolejne, ale z jak najmniejszą szkodą dla środowiska. Dla regionu oznacza to wymierne korzyści

LATO–JESIEŃ 2019

– co roku groty przyciągają miliony turystów, których kuszą również komfortowe hotele i piękne, piaszczyste plaże. Wiele jaskiń (w Parku Narodowym Phong Nha-Kẻ Bàng, widniejącym od 2003 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, na razie doliczono się jakichś 300) czeka jeszcze na odkrycie, co nie będzie proste, bo skrywa je gorąca, wilgotna dżungla. Do jednych można dostać się tylko łodzią, do innych – wpław. Jednak są i takie, do których

wchodzi się suchą stopą, aby spacerować po oświetlonym wnętrzu bez obawy o zdrowie i życie. Mam szczęście poznać kilka z nich. Thiên Đường w tłumaczeniu na polski znaczy „raj”, co w przypadku tej suchej jaskini jest bardzo trafną nazwą. Aby dotrzeć do niewielkiego wejścia położonego na wysokości ponad 200 m n.p.m., trzeba się wspiąć. Trud jednak się opłaca, bo w środku wita nas baśniowy świat. Formacje skalne rzeźbione przez wodę przez miliony lat przypominają kształtem zwierzęta, drzewa, dziwne stwory… Kto chciałby zapuścić się głębiej, musi zaopatrzyć się w  kask i  latarkę czołową. Rajska jaskinia ma 31 km długości, ale jednodniowe wycieczki obejmują zwykle jedynie kilometrową trasę. Thiên Đường według Organizacji Rekordy Wietnamu – Vietkings może poszczycić się trzema rekordami. Po pierwsze jest najdłuższą suchą jaskinią w Wietnamie, po drugie skrywa najbardziej unikatowe stalaktyty, a po trzecie została wyposażona w najdłuższe drewniane schody w Azji. Niezaprzeczalny cud stanowi też Phong Nha. Znajduje się ona w sercu Parku Narodowego Phong Nha-Kẻ Bàng. Płyniemy do niej łodziami rzeką Son, ubrani w kapoki, bo w niektórych miejscach bywa dość głęboko. Niegdyś jaskinia ta służyła za kryjówkę wietnamskim władcom, a podczas wojny z Amerykanami była schronieniem dla okolicznej ludności i żołnierzy. Mieścił się tutaj również szpital. Wnętrze jest odrobinę podświetlone, więc w trakcie zwiedzania możemy podziwiać niezwykłe stalaktyty wiszące nisko nad naszymi głowami. Posuwamy się wolno łodziami przy akompaniamencie plusku wody wydawanego przez wiosła naszych sterników. Raz po raz komuś wyrywa się okrzyk zachwytu na widok skalnych formacji przypominających grupy aniołów, dostojnych świętych czy prehistorycznych zwierząt. Jednak największe wyzwanie dopiero przed nami. Do rzecznej jaskini Trạ Ang nie można tak po prostu wejść ani dostać się łódką. Ścieżka spada ostro w dół, więc spuszczamy się przy pomocy lin. Dalej czeka nas krótka przeprawa przez dżunglę, a na koniec pokonanie 600 m rzeki, którą trzeba wpłynąć samodzielnie do środka Trạ Ang. W tym przypadku przydają się nam kostiumy kąpielowe, kaski i ochronne klapki z miejscowej wypożyczalni sprzętu sportowego. Lunch, serwowany na matach rozłożonych na ziemi, stanowi nagrodę za cały nasz trud. Wokół panuje cisza jak makiem zasiał, czasem słychać tylko odgłosy dżungli. Jest naprawdę bajkowo. 


138 DALEKIE PODRÓŻE

Na Jedwabnym Szlaku

w Kazachstanie ANNA KŁOSSOWSKA italiannawdrodze.blogspot.com

SS Stado koni hodowanych na kazachstańskim stepie

©© OSPAN ALI

TT Kazaskie kobiety przygotowujące pannę młodą podczas ślubu stylizowanego na tradycyjny

LATO–JESIEŃ 2019


©© Kazakhstan.travel

139

©© Kazakhstan.travel

SS Polowanie z drapieżnymi ptakami praktykowane jest przez etniczną grupę koczowników kazaskich

TT Bäjterek, ukończona w 2002 r. 105-metrowa wieża widokowa, jeden z symboli Nursułtanu (Astany)

©© Kazakhstan.travel

©© Kazakhstan.travel

TT Widok na oszałamiający Kanion Szaryński

« Kazachstan ma w sobie cudowną świeżość miejsca nie zalanego jeszcze turystyczną „stonką”. Na każdym kroku czułam się w nim odkrywcą witanym z otwartymi ramionami. »

LATO–JESIEŃ 2019


©© Kazakhstan.travel

140 DALEKIE PODRÓŻE

SS Pałac Pokoju i Pojednania w dawnej Astanie

©© Kazakhstan.travel

SS Kazachstańska część łańcucha górskiego Tien-szan to świetne miejsce na wyprawy trekkingowe

SS Ośnieżony szczyt Chan Tengri (7010 m n.p.m.) na granicy Kazachstanu, Kirgistanu i Chin

W

stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz… – te słowa piosenki Wojciecha Kilara (muzyka) i Jerzego Lutowskiego (tekst) napisanej do uwielbianego przeze mnie w dzieciństwie serialu telewizyjnego Przygody pana Michała zabrzmiały mi w głowie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam step. Jest niejednorodny i rzeczywiście przeogromny, jak sam współczesny nie­podległy Kazachstan, który powstał w grudniu 1991 r. w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego i dziś stanowi dziewiąte pod względem powierzchni państwo na świecie – jego terytorium zajmuje powyżej 2,7 mln km2. Jedynie ok. 13 proc. obszaru kraju należy geograficznie do Europy, reszta znajduje się w Azji. Najdłuższą granicę dzieli on z Rosją (ok. 7,6 tys. km).

LATO–JESIEŃ 2019

Przez tereny dzisiejszego Kazachstanu przebiegał kiedyś Jedwabny Szlak. Ta sieć dróg handlowych łączyła Chiny z Bliskim Wschodem i Europą. Dziś może stanowić inspirację dla podróżników wytyczających trasy swoich wypraw.

PONAD CHMURAMI Podróżuję na pokładzie samolotu przewoźnika Air Astana. Wcześniej nie wiedziałam o nim nic poza tym, że Polskie Linie Lotnicze LOT zawarły z tą firmą umowę codeshare. To oznacza, że na jednym bilecie możemy teraz polecieć z Warszawy aż do Ałmatów, z przesiadką w Nursułtanie (Nur-Sułtanie), po drodze zmieniając tylko samolot naszego narodowego przewoźnika na kazachstański. Mam okazję przetestować to wprowadzone pod koniec marca minionego roku rozwią-

zanie. Z boeinga, którym dotarłam znad Wisły, przesiadam się w stolicy Kazachstanu do nowiutkiego Airbusa A320neo. Wyposażono go w wygodne fotele – na każdym oparciu umieszczono ekran wyświetlający trasę lotu. Stewardesa ubrana w świetnie uszyty, dopasowany do figury, szary kostium z błękitną bluzką serwuje śniadanie w estetycznym, kartonowym pudełku z rysunkiem apetycznego ciastka. W  środku znajduję same smakołyki: świeżą kanapkę, jogurt z marakują gęsty jak śmietana, batonik fitness, torebkę suszonych moreli i śliwek oraz napój, a przecież podróżuję klasą ekonomiczną. Nie dziwię się, że TripAdvisor wyróżnił Air Astana nagrodą Travellers’ Choice w kategorii regionalnych linii lotniczych w Azji. Zastanawiam się tylko, czy przewoźnik podobnie jak kazachstańska stolica zmieni na-


©© Kazakhstan.travel

141

TT Muzeum Energii Przyszłości Nur Alem w kształcie kuli zbudowane na Expo 2017 w Nursułtanie

zwę. W marcu 2019 r. Astanę przemianowano na Nursułtan. Stało się to w dzień po tym, jak prezydent Nursułtan Nazarbajew, sprawujący władzę nieprzerwanie od blisko 28 lat, niespodziewanie ustąpił ze stanowiska, co ogłosił w orędziu telewizyjnym. Nazywany oficjalnie Przywódcą Narodu (jak tłumaczy się nadany mu tytuł Ełbasy), zainicjował w lipcu 1994 r. przeniesienie stolicy kraju z Ałmatów do Akmoły i przekształcenie tej ostatniej w nowoczesny ośrodek. Stołeczne miasto zostało przemianowane w 1998 r. na Astanę, co po kazasku oznacza właśnie „stolica”. Ze względu na ekspresowe tempo realizacji projektów i charakter zabudowy, w której nie brakuje ogromnych budynków o niekiedy bardzo fantazyjnych kształtach, wielu osobom dzisiejszy Nursułtan kojarzy się z Dubajem.

©© Kazakhstan.travel

DAWNA STOLICA SIĘ BAWI

©© Kazakhstan.travel

TT Nursułtan uczynił stolicą kraju prezydent, od którego imienia nazwano to miasto w 2019 r.

Podczas gdy dawna Astana wyrasta na niemal płaskim stepie Pogórza Kazachskiego, Ałmaty, gdzie ląduję po 1,5 godz. lotu, otaczają malownicze szczyty Ałatau Zailijskiego stanowiącego część Tien-szanu. Z gór przez wiele miesięcy w roku pokrytych śniegiem spływa latem orzeźwiająca bryza, przy­nosząca ulgę w spiekocie, kiedy w lipcu temperatura sięga 40°C. Zimą amatorzy białego szaleństwa mogą wyruszyć na trasy ośrodka narciarskiego Szymbulak (Shymbulak). Z Ałmatów blisko jest do granicy z Chinami. Podobnie jak Nursułtan leżą one na Jedwabnym Szlaku. Od kilku lat Chiny forsują projekt Nowego Jedwabnego Szlaku, złożonego z wielu połączeń kolejowych i morskich oraz rozszerzonego o kraje Afryki. Ałmaty całkowicie różnią się od zbudowanej na nowo ze stali i szkła stolicy. Wyjątkiem jest architektoniczny kompleks w stylu hi-tech będący odwzorowaniem pasma Ałatau Zailijskiego. To symbol nowej epoki, podobnie jak przeszklone jurty centrum handlowego, usytuowane pod ziemią w samym centrum placu Republiki, na którym w czasach ZSRR odbywały się okolicznościowe defilady. Nowoczesne są też hotele coraz chętniej wchodzących na tutejszy rynek międzynarodowych sieci. Mimo iż nie ma już tu siedziby władz centralnych, Ałmaty nadal wiodą prym jako największy ośrodek pod względem liczby mieszkańców w kraju (żyje w nich przeszło 1,8 mln ludzi). Stara, po części poradziecka zabudowa centrum miasta tonie wprost w zieleni, zdobiącej szerokie bulwary i liczne tereny parkowe, w  tym piękny Park 

LATO–JESIEŃ 2019


©© Kazakhstan.travel

142 DALEKIE PODRÓŻE

©© podgorakz/shutterstock

SS Szymbulak, ok. 25 km na południe od Ałmatów, największy ośrodek narciarski w Azji Środkowej

TT Ałmaty, wejście do Parku Pierwszego Prezydenta

©© aureli/shutterstock

SS Panorama Ałmatów na tle Ałatau Zailijskiego

LATO–JESIEŃ 2019

Centralny z jeziorem, w którym odbijają się górskie szczyty, i Park Pierwszego Prezydenta Republiki Kazachstanu. W tym ostatnim, zajmującym aż 73 ha, bawię się na dorocznym Dniu Ałmatów. Trafiam na jedną z dziesiątek imprez organizowanych z okazji tego wydarzenia przez miesiąc, od 25 sierpnia do 25 września. Na trawniku dumnie prezentują się ogromne, malowane jabłka z masy plastycznej. Uczestniczę w Alma Fest – Festiwalu Jabłka. Poprzednia, radziecka nazwa miasta brzmiała Ałma Ata, co znaczy „ojciec jabłek”. W tej okolicy rosyjski biolog i genetyk Mikołaj Wawiłow (1887–1943) miał odkryć drzewo, od którego pochodzą wszystkie współczesne jabłonie – Malus sieversii. Nie uratowało go to jednak przed stalinowskim więzieniem. Wgryzam się w  jeden z  owoców serwowanych uczestnikom zabawy z kolorowych budek w kształcie jabłek. Pochodzi raczej z eksportu, być może z Polski, bo sadownictwo na pokołchozowych terenach jest dopiero odbudowywane. Dlatego na tutejszych targach owoce mają wysokie ceny – kosztują w przeliczeniu nawet do 12 złotych za kilogram. Po żwirowych alejkach wręcz wypieszczonego parku z mnóstwem kwietnych gazonów przechadzają się na szczudłach kobiety ubrane w  tradycyjne kazaskie stroje, bajecznie wręcz kolorowe i ozdobione cekinami czy innymi świecidełkami, z  jedwabnymi szalami, haftowanymi płaszczami z  aksamitu i twarzowymi nakryciami głowy. Zachwyca mnie bogactwo ręko­dzieła sprzedawanego na stoiskach. Znajduję na nich wyszywane tubeteiki – czapki przypominające kształtem jurty, przeznaczone do ozdabiania kazaskich namiotów wzorzyste dywany, na których dominuje czerwień, zwane syrmakami, czy rzeźby koni, udomowionych ok. 5,5 tys. lat temu właśnie na obszarze dzisiejszego Kazachstanu. Na trawnikach dzieci ćwiczą jogę, tuż obok wylegują się na kraciastych kocach całe rodziny, jedząc przyniesione z domu przysmaki. Po pewnym czasie odkrywam, że Festiwal Jabłka ma swoje odsłony w  kilku innych punktach miasta, np. na wzgórzu Kok Tobe, na które wjeżdżam kolejką linową, aby z wysokości ok. 1100 m n.p.m. spojrzeć na metropolię. Prawdziwą gratką dla fotografów może być przejażdżka wagonikami tutejszego diabelskiego młyna (Ferris), dorównującego temu w parku Wiener Prater w Wiedniu. Tuż obok stoi na… dachu, jakby żywcem przeniesiony z Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku, drewnia-


AMBITNA SZTUKA

SS Stoiska z jabłkami wystawione z okazji Alma Fest w Ałmatach cieszą się dużą popularnością

©© Sputniknews.kz/Serikzhan Kovlanbayev

ny dom do góry nogami. Ciekawostką tego miejsca, wcale nie wyeksponowaną, bo wciśniętą gdzieś za minizoo, jest pomnik grupy The Beatles wykonany z brązu w 2007 r., jak twierdzą jego twórcy, pierwszy na świecie przedstawiający wszystkich członków zespołu. Festiwal Jabłka obchodzi się też na ulicy Zhibek Zholy (zwanej Arbatem), szerokim bulwarze położonym w środku miasta i przeznaczonym tylko dla pieszych. Deptak z wielkich, kwadratowych płyt okrywają bardziej lub mniej udane dzieła street artu. Prezentują się na nim uliczni muzycy. Na jego obrzeżach tętnią na szczęście nie tak głośną muzyką kawiarniane i restauracyjne ogródki. W jednym z  nich zjadam beszbarmak. To narodowe danie koczowniczych ludów tureckich zamieszkujących tereny od Azji Mniejszej po Czukotkę. Jego nazwa oznacza „pięć palców”, bo podczas jedzenia tej potrawy nomadowie używali właśnie ręki. Na drewnianym, pięknie rzeźbionym półmisku serwowane są gotowane kawałki mięsa (popularnej koniny, ewentualnie wołowiny lub baraniny) z makaronem w formie plastrów przypominającym włoskie płaty makaronowe lasagne. Całość oblana jest mięsnym sosem z mnóstwem krążków cebuli. Palce lizać!

©© Sputniknews.kz/Serikzhan Kovlanbayev

143

TT Scena pod kolumnadą wzniesiona na Alma Fest

©© Sputniknews.kz/Serikzhan Kovlanbayev

Wieczorem trafiam na otwarcie Almaty Film Festival, podczas którego gwiazdy defilują po czerwonym dywanie jak na festiwalu w Cannes, a w jury zasiadają gwiazdy formatu Nastassji Kinski. Spektakl premierowy poprzedza pantomima nawiązująca do 3000-letniej historii terenów dzisiejszego SS Malowanie w plenerze podczas Festiwalu Jabłka Kazachstanu. Kazachowie jako naród wyodrębnili się dopiero w  drugiej połowie XV w. i niedługo cieszyli się wolnością na swoich stepach. Już w XIX stuleciu obszary te podbiła carska Rosja, po czym wchłonął je ZSRR. Teraz w Kazachstanie żyje powyżej 12 mln rdzennych Kazachów, stanowiących ok. 65 proc. liczącego blisko 19 mln obywateli społeczeństwa. Oglądam film koprodukcji kazasko-rosyjsko-chińsko-niemiecko-francusko-polskiej Ajka w reżyserii Sergieja Dworcewoja. Występująca w nim Samal Jesliamowa, nominowana po raz pierwszy w historii kazaskiej kinematografii do nagrody za pierwszo­ planową rolę kobiecą na festiwalu w Cannes, w 2018 r. sprzątnęła ją sprzed nosa innym pretendentkom. Zdecydowanie zasłużyła na wygraną, bo znakomicie zagrała Ajkę, kirgiską dziewczynę, która za chlebem udaje się do Moskwy i tam wśród śnieżycy stulecia 

LATO–JESIEŃ 2019


144 DALEKIE PODRÓŻE zmaga się z przeciwnościami losu, samą sobą i mafią. Przesłanie filmu jest uniwersalne – jego bohaterką mogłaby być równie dobrze Filipinka w Dubaju, Ukrainka w Polsce czy jeszcze przecież tak niedawno Polka pracująca na czarno na Zachodzie. Cieszę się, że miałam szansę uczestniczyć w  pierwszej edycji tego między­ narodowego festiwalu zorganizowanego z polecenia i przy wsparciu kazachstańskiego rządu. Kolejną zaplanowano w dniach 14–20 września 2019 r.

PRAWIE JAK W AMERYCE W odległości mniej więcej 4 godz. podróży samochodem od Ałmatów leży Kanion Szaryński. Miejscami wyboista regionalna jedno­pasmówka, na której sporadycznie spotyka się inny pojazd, prowadzi w kierunku granicy z Chinami, głównie przez obszary stepowe i półpustynne. Na nich znajdują się z rzadka rozrzucone domostwa, ubogie już na szybki rzut oka, z zaledwie kilkoma sztukami bydła kręcącymi się po obejściu. Podobnie wyglądają skromne miasteczka jakby żywcem wyjęte z  czasów ZSSR, z odrapanymi ścianami domów, ale kuszącymi feerią barw owocami i warzywami na targach. Tutejsze pomidory uprawiane bez sztucznych środków wspomagających mają naturalny kolor i zapach, podobnie jak bakłażany, ogórki czy sałata, które smakują tak, jak powinny, czyli wyśmienicie. Jadę dalej. W oddali, raz bliżej, raz dalej, dostrzegam szczyty wspomnianego już Tien-szanu. Ten łańcuch górski rozciąga się na ok. 2,5 tys. km na pograniczu Kazachstanu, Uzbekistanu, Kirgistanu i Chin. Na ostatnich 10 km za drogowskazem prowadzącym do

Polacy dla Polaków w Kazachstanie

LATO–JESIEŃ 2019

akcji jest grupa znajomych, którzy po odwiedzeniu tego środkowoazjatyckiego kraju postanowili wesprzeć żyjących w nim Polaków. Zebrane środki przeznaczono dla Domu Kultury Polskiej w Czkałowie. To ważne miejsce dla tutejszej społeczności, bo wokół niego skupia się życie okolicznej Polonii. Prowadzone są w nim lekcje języka polskiego i historii. Poza

©© Misja Kazachstan

`` Według powszechnie podawanych danych obecnie w Kazachstanie żyje ok. 30–34 tys. ludzi deklarujących narodowość polską. Nieoficjalne szacunki mówią, że takich osób może być nawet 100 tys. Ocenia się, że większość z nich stanowią potomkowie Polaków, których dotknęły stalinowskie deportacje. Jedną z takich akcji przeprowadzono w 1936 r. Wtedy z terenów dzisiejszej Ukrainy i Białorusi trafiło do Kazachstanu tysiące naszych rodaków. Przesiedleńcy zakładali tu własne osady, gdzie żyli w bardzo trudnych warunkach. Tak powstała m.in. wieś Czkałowo położona na północy kraju w rejonie Tajynsza. Zamieszkała w niej ludność polska i niemiecka deportowana z terytorium Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, z obwodów żytomierskiego i wołyńskiego, oraz Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, z obwodu mińskiego. W połowie marca 2019 r. ruszyła w Polsce zbiórka funduszy pod hasłem Misja Kazachstan realizowana przy współpracy z Fundacją Lelewela. Inicjatorami

SS Młodzież w Domu Kultury Polskiej w Czkałowie

tym odbywają się tu rozmaite uroczystości, konkursy i występy. W domu kultury dzieci mogą brać udział w zajęciach ogólnorozwojowych i artystycznych. W piętrowym budynku znajdują się sala lekcyjna, polska biblioteka, świetlica, pokoje gościnne i niewielkie muzeum, do którego eksponaty zebrali mieszkańcy Czkałowa. Działa tutaj m.in. dziecięcy zespół taneczny Słoneczniki i Chór Żeński Kalina. Zbiórka środków przeprowadzona pod hasłem Misja Kazachstan zakończyła się pod koniec maja. Organizatorom udało się zgromadzić 105 tys. złotych. Pieniądze zostały przeznaczone na wsparcie dzieci z polskich rodzin – do Domu Kultury Polskiej w Czkałowie trafiły pomoce naukowe, sprzęt elektro­niczny, plecaki i stroje sportowe. Poza tym jednym z głównych celów zbiórki jest również remont budynku centrum kulturalnego. Więcej o tej akcji Polaków dla Polaków można dowiedzieć się z profilu Misja Kazachstan 2019 założonego w serwisie Facebook.


©© Kazakhstan.travel

145

SS Dnem spektakularnego kazachstańskiego kanionu płynie rzeka Szaryn, będąca lewym dopływem Ili

wąwozu trzeba zamienić drogę asfaltową na gruntową, której koniec oznajmia skromna budka ze szlabanem. Na horyzoncie kamienisto-piaszczysty teren przecina ciemna, zygzakowata rysa. Gdy się do niej zbliżam, potężnieje w oczach, aż wreszcie przybiera kształt kanionu. Otwieram usta ze zdumienia, bo przypomina on Wielki Kanion Kolorado w amerykańskim stanie Arizona, tylko w mniejszej skali. Cały Kanion Szaryński ma długość ok. 150 km. Od parkingu schodzę betonowymi schodkami 200 m niżej, na dno, którym zaledwie 2-kilometrowa trasa prowadzi do rzeki Szaryn. Od niej bierze nazwę ta jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych Kazachstanu. Słońce mimo porannej godziny już przypieka, więc nakładam na głowę czapkę z dasz-

kiem i smaruję twarz kremem z filtrem. Zdjęcia niczym japoński turysta robię właściwie bez przerwy. Otaczające mnie z dwóch stron, wyrastające ze ścian formacje skalne mają tak fantazyjne formy, że nie sposób ich nie uwiecznić. Znajduję się w części kanionu zwanej Doliną Zamków. Gnane lekkim wiatrem chmury rzucają cienie na lśniące złotopomarańczowe skały, które przed zachodem słońca, gdy będę wracać, zmienią kolor na czerwonobrązowy. Są polem do popisu dla nieograniczonej wyobraźni. Za każdym zakrętem wyrastają przed moimi oczyma nie tylko skalne zamki, ale i zwierzęta, drzewa i krzewy, a nawet grzyby wysokie na kilkadziesiąt metrów. Kilka razy przeżywam niemal chwile grozy, bo z powodu drgającego już od upału powietrza wydaje mi się, że

zawieszona u góry wąwozu skała zaraz się oderwie i spadnie, grzebiąc mnie pod sobą. Te efekty specjalne natura wypracowywała przez 12 mln lat. W tym czasie wystawione na kaprysy pogody ostańce z piaskowców i zlepieńców kruszyły się, zmieniając swoje kształty – piaskowy miał, który wbija mi się w buty podczas marszu, długo będę potem usuwać. Koniec trasy zwiastuje szum nie­ widocznego jeszcze, malowniczego przełomu Szarynu. Na rzece można uprawiać rafting albo pokonać ją kajakiem. Ma długość ok. 400 km. Na razie widzę tylko szałasy na palach z bambusa kryte słomą i coś na kształt ogrodzenia z ociosanych z kory pni drzew. Zawieszony nad ścieżką napis informuje, że weszłam na teren kompleksu turystycznego Eco-Park. Dalej bielą się jurty ustawione w krąg. Z ciekawością oglądam je w środku. Wyłożone wzorzystymi kobiercami, zapraszają, aby spędzić w nich noc (mieszczą do ośmiu osób). Przespać można się także w  szałasach (bungalowach) i  skromnych, choć komfortowych, pokojach. Kto nie zapłaci za nocleg, nie skorzysta jednak ze współczesnej toalety, pozostaje mi więc sławojka. Niestety, jest tak brudna, że nawet nie da się do niej wejść, więc jej okolica też woła o pomstę do nieba. Krzywię się zdegustowana, a przecież u nas jeszcze tak niedawno było dość podobnie. Zważywszy, w jakim tempie Kazachstan nadrabia zaległości i dogania Zachód, za kilka lat staną tu lśniące toalety. Ale wtedy to miejsce raz na zawsze straci swoją dziewiczość. Na razie to oaza spokoju w sam raz dla backpackerów, ze starannie nawadnianą trawą i drzewami. W kawiarence można zjeść smakowite szaszłyki z grilla i sałatkę w stylu greckiej, tylko bez fety. Na zapleczu najlepsze kino prezentuje sama natura – główny temat stanowi zachód słońca nad szeroko rozlaną rzeką Szaryn, okoloną zwalistymi, szarymi skałami.

MAŁA MEKKA Pachnie słodko różami. Zza czerwonego łanu kwiatów wznosi się monumentalna, ciemnobrązowa bryła Mauzoleum Chodży Ahmada Jasawiego w Turkiestanie. Nazwa tego miasta położonego w południowym Kazachstanie jest skrótem od perskiego określenia Hazreti Turkestan, czyli „błogosławiony z Turkiestanu”, i odnosi się właśnie do Jasawiego, który zmarł w opinii świętości w 1166 r. Był sufim, co oznacza, że jako wyznawca islamu czerpał inspiracje nie tylko z Koranu, ale i innych religii, dążył do Boga poprzez mistyczne uniesienia i ascezę. 

LATO–JESIEŃ 2019


WSPOMNIENIE PO MIEŚCIE Jestem w Otrarze, jednym z najstarszych miast Azji Środkowej. Dziś stanowi tylko wspomnienie po latach swojej świetności. Archeolodzy z mozołem wykopują z piasków pustyni zatarte przez czas ruiny, ukryte przedmioty codziennego użytku, kości. Z tych puzzli próbują odtworzyć obraz życia dawnej społeczności w tym miejscu. Założone prawdopodobnie w  I  w. p.n.e. miasto okres prosperity przeżywało między VIII a XII stuleciem. Podróżnicy sprzed wieków opisywali je jako ważny przystanek na jednym z  głównych odgałęzień Jedwabnego Szlaku. Otrar był znaczącym ośrodkiem handlowym, słynącym z  rzemiosła i sztuki. Do jego ogromnej biblioteki zjeżdżali uczniowie i uczeni mężowie

LATO–JESIEŃ 2019

SS Pole kwitnących róż w okolicy nieukończonego Mauzoleum Chodży Ahmada Jasawiego w Turkiestanie

z całej Azji Środkowej. Miasto biło także własną monetę. Ciasną, zwartą zabudowę, z licznymi meczetami i pałacami, otaczały mury obronne, stanowiące dziś jedną z naj­ ciekawszych części wykopalisk. Podziwiam odtworzoną współcześnie główną bramę wjazdową z cegły z dwoma wieżami po bokach i drewnianym mostem przerzuconym nad fosą. Według jednej z hipotez w Otrarze przyszedł na świat ok. 870–872 r. Al-Farabi, należący do najwybitniejszych filozofów Wschodu. Przybliżył on wyznawcom islamu dzieła Arystotelesa i Platona. Jego pisma poświęcone polityce i miastu idealnemu przetłumaczył na język polski arabista Józef Bielawski (1910–1997), inicjator utworzenia samodzielnych studiów arabistycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

W karawanserajach w mieście zatrzymywały się karawany przewożące nie tylko jedwab (który nigdy zresztą nie był głównym towarem transportowanym tą drogą na grzbietach wielbłądów). Jedną z nich przysłał w 1218 r. do Otraru sam Czyngis-chan. Wiozła przedmioty z  odwetowej wyprawy na rządzone przez Dżurdżenów państwo Jin, czyli Złote, położone na terytorium dzisiejszych północnych Chin. Jednak rządzący wówczas miastem Inalczuk ze względu na podejrzenie, że w karawanie znajdowali się szpiedzy, kazał zabić wszystkich podróżujących w  niej ludzi i znieważył wysłaną przez Czyngis-chana delegację. Polecił mu tak postąpić Ala ad-Din Muhammad II, władca ówczesnego Imperium Chorezmijskiego (w latach

TT Turyści w trakcie posiłku podawanego we wnętrzu typowej, kolorowo ozdobionej kazaskiej jurty

©© Kazakhstan.travel

W sufizmie nie ma agresji, nietolerancji, pychy, jego cel stanowi zdobywanie filozoficznej mądrości. Chodża Ahmad Jasawi założył nie tylko szkołę sufizmu, ale i pierwsze centrum nauki sufickiej w Azji Środkowej, stworzył też nowy gatunek literacki – religijną poezję ludową. Zbudowane w latach 1389–1405 mauzoleum jest miejscem pielgrzymek, dlatego nazywa się je małą Mekką. Spotykam tutaj także parę nowożeńców: roześmianą pannę młodą w białej sukni, takiej, jaką mogę dostać w salonach mody ślubnej również w Warszawie, i jej męża w garniturze. Bez oporów pozują mi do fotografii. Przyglądam się z bliska budowli, jakbym ją już wcześniej widziała. Rzeczywiście, innowacyjna architektura była inspiracją dla budowniczych Samarkandy w  sąsiednim Uzbekistanie. Przez wysoki na kilka pięter, zakończony ostrym łukiem przedsionek, ejwan, i bogato rzeźbione drzwi wchodzę do kwadratowej sali głównej, kazandyku. Wieńczy ją największa w tej części kontynentu kopuła (o średnicy 18,2 m i wysokości 28 m), będąca właściwie dwiema kopułami – jedną w drugiej. Na zewnątrz pokrywają ją błękitne płytki ceramiczne, ornamenty w jej wnętrzu kojarzą mi się z koronkowymi wzorami z Alhambry w hiszpańskiej Grenadzie. Ściany zdobią elegancka polichromia i wersety z Koranu. Grób błogosławionego, znajdujący się w jednym z ponad 35 pomieszczeń kompleksu, od wiernych i niewiernych odgradza gęsta, gruba krata. Obok niego umieszczono obraz pokazujący, jak świętą postacią dla sufitów był Chodża Ahmad Jasawi. Mauzoleum, choć nie zostało ukończone, wpisano w 2003 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

©© Kazakhstan.travel

146 DALEKIE PODRÓŻE


©© Kazakhstan.travel

147

SS Zrekonstruowana brama wjazdowa do Otraru (Farabu), niegdyś ważnego miasta na Jedwabnym Szlaku

1200–1220), na którego terenie leżał Otrar. W odwecie chan Mongołów najechał miasto i  po kilkumiesięcznym oblężeniu je zniszczył. Niedługo później państwo chorezmijskie przestało istnieć. Właśnie to wydarzenie zapoczątkowało podboje mongolskie w Azji Środkowej.

Na przełomie XVIII i XIX w. ostatni mieszkańcy opuścili Otrar, gdyż wyczerpały się podziemne zasoby wody, i tak stał się on miastem widmem, popadającym stopniowo w ruinę. Podobny los spotkał Fatehpur Sikri w Indiach, dawną stolicę Wielkich Mogołów, tyle że ona zachowała się w doskonałym sta-

nie do naszych czasów i figuruje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Otrar dopiero aspiruje do dostąpienia tego zaszczytu. Aż nie chce się wierzyć, że przed wiekami to zasypane piachem miasto było zieloną oazą z rozbudowanym systemem nawadniania, doprowadzającym wodę z pobliskiej rzeki Syr-darii, dziś ogromnie zanieczyszczonej i również wysychającej. Podczas powrotu z Otraru zatrzymuję się na nieogrodzonym polu bawełny. Z grządek sterczą w górę krzewy z brudnobiałymi kłębuszkami. Na mój widok wiekowy już mężczyzna opuszcza stary barakowóz służący najwyraźniej za dom i posterunek do pilnowania zbiorów. Szerokim gestem zaprasza mnie do środka. Na stole przykrytym ceratą stoi butelka z białym płynem, który gospodarz nalewa mi do obtłuczonej musztardówki. Pij! – mówi zachęcająco po rosyjsku (język ten obok kazaskiego nadal pełni w kraju funkcję języka urzędowego). To mleko wielbłąda – dodaje. Smakuje podobnie do tureckiego jogurtowego napoju ajran. Ta spontaniczna gościnność całkowicie mnie rozbraja. Jeżeli potrudzisz się, jak należy, będziesz miał wszystko – głosi lokalne przysłowie. Z całego serca życzę Kazachom, aby ta maksyma okazała się w ich przypadku prawdziwa. Byle tylko zachowali umiar. 

Kazachstan

Ekscy tujący i or yginalny now y kierunek MICE +7 (727) 248 09 96 info@triptokz.com

+7 (701) 716 87 85

www.triptokz.com LATO–JESIEŃ 20191A Almaty, Nauryzbai Batyr St, 99/1, Office


148 EUROPODRÓŻE

Cypryjskie mezedes ANNA KŁOSSOWSKA italiannawdrodze.blogspot.com

« Mam wrażenie, że Cypr serwuje swoje atrakcje turystyczne niczym przystawki w tawernie. Podaje je w małych porcjach i po kolei. Ich smakowanie w ulubionym na wyspie rytmie „siga-siga”, czyli niespiesznie, budzi apetyt na kolejne. »

LATO–JESIEŃ 2019


149

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus

TT Domy stojące przy ulicach cypryjskich miasteczek zdobią często donice z kwitnącymi roślinami

LATO–JESIEŃ 2019


©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus

150 EUROPODRÓŻE

TT W Skarinu zobaczymy najdłuższy obrus świata

©© ANNA KŁOSSOWSKA/italiannawdrodze.blogspot.com

SS Promenada wzdłuż plaży Finikoudes w Larnace

Z

Polski na Cypr samolot przenosi mnie w nieco tylko ponad 3 godz. Na miejscu przesuwam zegarek o godzinę do przodu. Trzecia co do wielkości po Sycylii i Sardynii wyspa Morza Śródziemnego (zajmująca powierzchnię 9251 km²), usytuowana na styku Europy, Azji i Afryki, leży zaledwie 75 km od wybrzeży Turcji, ok. 110 km od plaż Libanu i aż 800 km od kontynentalnej Grecji, z którą historycznie i kulturowo tak dużo ją łączy. Dziś zamieszkuje ją zresztą wielu Greków – stanowią mniej więcej 77 proc. jej obywateli. Mimo iż północno-wschodnia część Cypru znajduje się od 1974 r. pod okupacją turecką, Republika Cypryjska uznawana jest przez społeczność międzynarodową za jedyne legalne państwo sprawujące suwerenną władzę nad całym terytorium wyspy. Kraj ten należy do Unii Europejskiej i jako miejscową walutę wprowadził już euro.

LATO–JESIEŃ 2019

Z Larnaki, gdzie wylądowałam, wyruszam w  objazd wygodną, dwupasmową drogą szybkiego ruchu, doskonale oznakowaną dużymi tablicami z nazwami miast i liczbą dzielących mnie od nich kilometrów. Obowiązujący tu ruch lewostronny, odziedziczony po Brytyjczykach, ostatnich kolonizatorach wyspy (do 1960 r.), sprawia, że czuję się nieswojo. To wrażenie potęguje jeszcze fakt, iż wraz z przewodniczką, Ewą, poruszamy się samochodem z kierownicą umiejscowioną również po stronie przeciwnej niż w autach przystosowanych do jazdy po kontynentalnej Europie.

NAJDŁUŻSZY OBRUS Znajdujemy się w sercu Cypru. Tak określana jest wioska Skarinu, ponieważ w niej krzyżują się drogi prowadzące do Nikozji, Limassol i Larnaki. W liczącej zaledwie 400 mieszkańców osadzie położonej na malowni-

czym wzgórzu zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Delikatnie meandrujące, pnące się coraz wyżej uliczki okalają stare domy z obrobionych skał wapiennych. Drewniane drzwi otwierają się na małe podwórka, gdzie w cieniu owocujących cytryn swojsko suszy się pranie rozwieszone na sznurach. Z glinianych donic wyrastają kwiaty, palmy i sążniste agawy. W  wielu z tych domów gospodarze stworzyli obecnie apartamenty dla turystów. Zaglądam do jednego z nich. Na podłogach z kamiennej terakoty stoją drewniane, rzeźbione łóżka, pod nimi leżą dywaniki, na bielonych ścianach wiszą makatki, dzieła pań domu, oraz pożółkłe zdjęcia drogich nieobecnych w starych ramkach. Łazienki i wyposażenie w kuchni są już nowoczesne. Jest też ogrzewanie. Plotkujące przy stole właścicielki zapraszają mnie z miejsca na kawę – na migi, bo nie znam języka, ale i tak się rozumiemy.


©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/Agis Agisilaou

151

SS Skały przy południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy, gdzie miała wyłonić się z piany bogini Afrodyta

Gościnność Cypryjczyków, z jaką spotykam się na każdym kroku, wręcz mnie rozczula. Gdy w pobliskim sklepiku kupuję dwie butelki oliwy, sprzedawca zaraz dodaje mi trzecią gratis. Puderniczkę zdobioną haftem dostaję od Anny Kosmy, prowadzącej butik Tsimpi Shop. To haft z Lefkary, miejscowości koronczarek w górach Troodos, ale chcę ci pokazać coś wyjątkowego – zapowiada kobieta, uśmiechając się tajemniczo. Po chwili trzymam w ręku podobnie dekorowany obrus z holenderskiego płótna. Mierzy 8,4 na 1,8 m, a umieszczenie na nim geometrycznego wzoru w powtarzające się gwiazdy i krzyże jerozolimskie zabrało Pantelicie Kosmie pięć lat. Ten trud został nagrodzony – dzieło babki Anny figuruje w Księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy obrus świata. Zdjęcie artystki wraz z kopią dyplomu i samą pracą zostały wyeksponowane

na honorowym miejscu w sklepie – na blacie wiekowej komody. Tuż obok, w równie starej szafie, tłoczą się mniejsze obrusy czy serwetki, a nawet mięciutkie ręczniki obrębione haftem. Lefkaritikę, czyli koronkę z Lefkary, wykonuje się, jak widać, nie tylko w miejscowości jej pochodzenia. Artystki mogą wybierać z przeszło 650 motywów, których wspólną cechą jest powtarzalność geometrycznych wzorów. Sięgającą co naj­ mniej XIV w. tradycję wpisano w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

WENUS W SPODNIACH Afrodytę czcigodną, zwieńczoną złotem i  piękną będę opiewał – jej to morskiego Cypru warownie los dał w udziale, bo tam ją wilgotny podmuch Zefira uniósł, płynącą na fali przez morze szumiące rozgłośnie,

w pianie łagodnej. Wersety hymnu Homera w tłumaczeniu Włodzimierza Appela przypominają mi się dokładnie w momencie, kiedy z punktu widokowego przy drodze szybkiego ruchu z  Pafos do Limassol po raz pierwszy spoglądam na Skały Afrodyty. Majestatycznie wynurzają się z przybrzeżnej morskiej toni. Sąsiadujące z formacją mniejsze skały sprawiają wrażenie wręcz ustawionych w rzędzie – od najmniejszej do największej, w równych od siebie odstępach, jakby uszeregowane kaprysem greckich bogów. Kilka kilometrów dalej zjeżdżamy z Ewą z  głównego traktu na niewielki parking z przytulonym do niego barem-sklepikiem. Skreślone wyrazistym, z daleka widocznym pismem reklamy zachęcają do posilenia się i zakupu pamiątek. Oczywiście jak niemal wszędzie na wyspie napisy są wykonane cyrylicą. W czasie kryzysu w strefie euro to 

LATO–JESIEŃ 2019


©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/kirill makarov

152 EUROPODRÓŻE

SS Na początku III w. teatr w Kurionie przystosowano do walk gladiatorów i polowań na dzikie bestie

Rosjanie nadal przyjeżdżali tutaj na wypoczynek i w ten sposób uratowali turystykę na Cyprze – wyjaśnia Ewa. Blask odbijającego słońce lustra wody, spotęgowany bielą niezliczonych kamieni, jakimi usiana jest plaża prowadząca do Skał Afrodyty, sprawia, że na chwilę mrużę oczy. Jeśli znajdziesz tu kamień w kształcie serca, czeka cię miłość – obiecuje Ewa. Czy mogę liczyć, że Afrodyta mi ją ześle? To bogini uczucia zmysłowego. Według Theogonii (Narodzin bogów) Hezjoda Afrodyta Afrogeneja wyłoniła się z morskiej piany, a jej imię pochodzi od greckiego słowa aphros, czyli „piana morska”. Ta ostatnia wezbrała wokół odciętych i wrzuconych w morze genitaliów Uranosa, w  mitologii greckiej będącego personifikacją nieba, który wraz ze swoją małżonką (i jednocześnie matką) Gają, uosabiającą Ziemię, począł wcześniej legion kolejnych bogów. Kastracji dokonał najmłodszy syn wspomnianego, Kronos. Uranos stracił władzę nad światem, a niebo już na zawsze oddzieliło się od ziemi. Piękna Afrodyta zyskała w wyniku tak spektakularnych narodzin u wybrzeży Cypru wiele przydomków: Kallipygos – O Pięknych Pośladkach, Urania – Niebiańska, Pandemos

LATO–JESIEŃ 2019

– oznaczający patronkę miłości wszechogarniającej, ale też grupowej, wulgarnej i nierządnej, czy Thalassia – czyniący z niej opiekunkę żeglugi. Szukam na plaży mojej miłości, brodząc w wypolerowanych milionami przypływów kamieniach. Schylam się, gdy dostrzegam nagle charakterystyczny sercowaty kształt, aby podnieść znalezisko ku słońcu. W tym momencie słyszę koło ucha szept: Chodź, Wenus w spodniach w kratkę, zrobię ci zdjęcie… Ulegam pokusie i wręczam komórkę przystojnemu blondynowi stojącemu obok. To jednak nie Adonis, a Sasza z Moskwy, który błysnąwszy w uśmiechu złotym zębem, oddaje mi po chwili telefon i odjeżdża czarnym mercedesem ku 5-gwiazdkowym hotelom kurortu Limassol. Gwoli ścisłości bogini wyłoniła się z piany przy Skałach Afrodyty, tych trzech jaśniejszych: małej, średniej i dużej, oraz wyrastającej tuż obok, ciemniejszej, o nazwie Petra tou Romiou, czyli Skała Rzymianina – tłumaczy tymczasem moja cicerone. Ponoć jeśli opłynie się trzykrotnie Skały Afrodyty, można zapewnić sobie nieprzemijającą urodę, płodność i wieczną miłość – dodaje. Trudno się dziwić, że miejsce narodzin greckiej bogini

jest turystyczną atrakcją numer jeden na Cyprze. Nazwa formacji budzi jednak spory, bo jedni określają mianem Skał Afrodyty wszystkie tutejsze skały, inni z kolei wyróżniają wśród nich osobną Skałę Rzymianina. Wiąże się to z różnymi wersjami legend, które narosły wokół tego zakątka.

GLADIATOR CELEBRYTA Nie przeszywa mnie wzrokiem niczym Russell Crowe z filmu Ridleya Scotta, bo ma twarz… ludzika Lego. Potężne ramiona chroni napierśnik, łydki – nagolenice. Dzielnie wywija krótkim mieczem. Musiał być piękny i sławny. Nie na darmo nosił imię Margarites – Perłowy. Ten „celebryta”, jak określa go zabawnie Ewa, przetrwał do naszych czasów na jednej z mozaik w Kurionie. Wykopaliska archeologiczne ze stanowiskami malowniczo rozsianymi na wapiennym wzgórzu nad zatoką Episkopi leżą tylko 13 km na zachód od Limassol i stanowią obowiązkowy punkt na liście cypryjskich atrakcji. W starożytności Kurion był jednym z  najważniejszych miast-królestw w regionie. Według legendy zamieszkiwali go potomkowie Argonautów, uczestników wyprawy po złote runo. To na scenie wzniesionego w  czasach greckich, a przebudowanego już za Rzymian teatru


©© ANNA KŁOSSOWSKA/italiannawdrodze.blogspot.com

153

©© ANNA KŁOSSOWSKA/italiannawdrodze.blogspot.com

SS Gladiator Margarites z mozaiki w Kurionie

SS Baśniowe malowidło witające gości Cyherbii

z panoramicznym widokiem na morze gladiatorzy tacy jak Margarites walczyli ze sobą albo dzikimi bestiami. Gdy w chwili zagrożenia nie udawało się im umknąć do skrytki wydrążonej w kamieniu pod pierwszym stopniem widowni, mogli zostać rozszarpani. Aby wskoczyć do tej umieszczonej tuż przy ziemi jamy, trzeba było wyjątkowej sprawności. Szelest piewików, jak Homer określał cykady, łączy tamte odległe czasy z teraźniejszością. W spiekocie wiosennego słońca przechodzę starannie wytyczonymi ścieżkami do ruin kolejnych willi, w których zachowały się mozaikowe posadzki. Podziwiam również estetykę nowoczesnych, drewnianych konstrukcji dachów osłaniających zabytki przed słońcem i deszczem. Rzymską agorę zdobi jedyna ocalała kolumna. Okres prosperity w Kurionie przerwały silne trzęsienia ziemi z lat 365–370. Blisko trzy stulecia później najazdy Arabów dokończyły dzieła zniszczenia, a mieszkańcy porzucili to miejsce na zawsze.

dwa fantazyjnie namalowane, pełne sęków pnie drzew oplecione bluszczem. Łączą się korzeniami i konarami, a pośrodku pozostawiają okrągłą przestrzeń. Wychylające się z tej jasnej plamy lisek, muchomorek i ptaszki zdają się zapraszać do innego wymiaru: świata przepojonego zapachem ziół i magią baśni. Witajcie w Cyherbii! – zwraca się do nas właścicielka i menedżerka tego 2-hektarowego ogrodu botanicznego. Nosi imię Miranda, zupełnie jak córka Prospera, prawowitego władcy Mediolanu, z  Burzy Szekspira. Witaj Afrodyto! – mam ochotę odpowiedzieć, bo kobieta przypomina mi postać Wenus z obrazu Sandra Botticellego, tyle że ubraną bezpretensjonalnie w wytarte dżinsy i dresową bluzę. Wchodzimy do środka. W rogu jedna z pracownic doczepia do manekina eukaliptusowe witki, tworząc w ten sposób krynolinę. Na rozłożonym na stole dywanie z mchu tryska mini­fontanna, kwitną papierowe róże, a  mała syrenka z  plastiku wypoczywa znudzona w  dziecinnym foteliku. Tu każdy przedmiot jest elementem większej, artystycznej wizji Mirandy. W rodzinnej Holandii byłam malarką – zaczyna swoją opowieść. Potem z mężem, Adamem, przeprowadziliśmy się na Cypr. Nasza córeczka Melina od małego ciągle chorowała. Lekarstwa całkowicie zniszczyły jej system immunologiczny. Postanowiłam szukać alternatywnych kuracji. Włączyłam do menu Meliny dużo warzyw i napary z ziół. Odkryłam, że zwykła szałwia, mięta pieprzowa i tymianek sprzyjają wzmocnieniu organizmu, jakby przeganiają choroby. Nasza córka wyzdrowiała, a ja skończyłam studia z zakresu medycyny naturalnej oraz

kursy pozwalające przygotowywać produkty na bazie ziół. W międzyczasie na zakupionej ziemi metodą prób i błędów stworzyłam ten ogród i stale go rozwijam, udoskonalam – kończy Miranda i prowadzi nas do swojego królestwa. Najpierw wchłania nas labirynt z żywopłotu, tak przepastny, że łatwo się w nim zagubić. Jedno z wyjść prowadzi na wieżę widokową pozwalającą ogarnąć wzrokiem cały park. Okazuje się, że grupa cyprysów w jego rogu układa się w kształt Cypru. Na wijącej się wzdłuż tej naturalnej granicy ścieżce Miranda umieściła fotografie największych atrakcji turystycznych kraju. Znajduje się tutaj też aż 10 ogródków ziołowych. Dokładnie opisane, służą celom poznawczym zarówno w przypadku dużych, jak i małych gości, bo Cyherbia z założenia jest parkiem dla całej rodziny. Można się tu bawić na dorocznym Festiwalu Czarów, podczas którego poszukuje się skarbów, łapie sny czy robi czarodziejskie różdżki, w ulubionych kostiumach obchodzić Halloween, a w fioletowych strojach zawitać na Festiwal Lawendy czy wziąć udział w wielkanocnym poszukiwaniu jaj. W tych 10 ogrodach zaopatruję się w zioła, które przetwarzam potem w moim laboratorium – tłumaczy Miranda. Jest ono niewielkim pokoikiem znajdującym się na tyłach znanego nam już białego budynku. Mieści się w nim destylarnia olejków eterycznych z lawendy, oregano, tymianku, rozmarynu i liści laurowych. W przyległym do niego sklepiku można kupić je razem z ziołowymi mieszankami do picia czy płukania, kremami, maseczkami, mydłami i innymi artykułami. Ja decyduję się na olejek z rozmarynu – już jedna jego kropla umieszczona 

TT Park Cyherbia – zielony labirynt z precyzyjnie przyciętego żywopłotu na tle grupy cyprysów

ZIOŁA I CZARY ©© Cyherbia

Żywopłot z błyszczących liści laurowych prowadzi nas z Ewą prosto do parterowego budynku. Na białym tynku fasady widnieją

LATO–JESIEŃ 2019


154 EUROPODRÓŻE w kominku zapachowym ma stymulować umysł (sprawdziłam, to prawda!). Podobnie działa zaserwowana nam herbata z rozmarynu. Początkowo jej smak wydaje się dziwny, ale ostry i intensywny aromat zioła spotęgowany dodatkiem różowego pieprzu łagodzi kora cynamonu. Rozmaryn ma także właściwości antyalergiczne, tak jak cypryjski miód. Pełna zapału Miranda prowadzi również na oficjalnej stronie internetowej Cyherbii blog z poradami. Park znajduje się na obrzeżach wioski Awgoru, położonej ok. 35 km od Larnaki. Drugą część dnia spędzam leniwie na złotej plaży Nissi w kurorcie Ajia Napa, słynącej z czystej wody, co potwierdza oznaczenie Błękitną Flagą.

minimuzeum przedstawiającego historię wytwarzania oliwy – nikt go nie pilnuje i nie pobiera opłat za wstęp. Opis po cypryjsku i angielsku tłumaczy, że proces produkowania oliwy był właściwie bardzo prosty: najpierw rozgniatano oliwki, a  potem za pomocą kamienia młyńskiego wyciskano z nich olej.

ALICJA OD DACHU Po drodze ku Troodos Square zaglądamy do wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO razem z dziewięcioma innymi malowanymi cerkwiami

regionu Troodos bizantyjskiego Kościoła św. Mikołaja od Dachu (Agios Nikolaos tis Stegis). Swoją nazwę kamienna świątynia z rozpościerającym się przed nią dywanem z trawy, chroniona od tyłu i z boków ścianą lasu, zawdzięcza właśnie nie­banalnej konstrukcji zadaszenia. Poleciła je wykonać Alicja z Szampanii, królowa Cypru w latach 1210–1218, która podczas swojego krótkiego panowania kazała zastosować to nowe, przyjęte z Bizancjum rozwiązanie w  co najmniej kilku kościołach. Sklepienie apsydy lub nawy, zazwyczaj kolebka bądź kopuła, było przykrywane dodatko-

SŁODKA ŁYŻECZKA Przed nami Troodos, najwyższe na Cyprze pasmo górskie, położone w środkowej części wyspy. Formowało się miliony lat – opowiada Ewa. Najpierw wydarzyła się erupcja podwodnego wulkanu. Na poduszki zastygłej lawy nakładały się warstwy dna morskiego. Wreszcie w wyniku tarcia dwóch płyt tektonicznych, euroazjatyckiej i afrykańskiej, wypiętrzyły się góry Troodos. Na stokach, które mijamy, zobaczysz magmowe jaśki – dodaje. Widziałam już takie w naszych Górach Kaczawskich, ale te są znacznie większe, wręcz kilkumetrowe. Jednopasmówka prowadzi nas prosto do Kakopetrii. Ta wioska położona w dolinie Solea, zamieszkana już od VI w., liczy dziś 1,3 tys. mieszkańców. Jej centrum wypełnia huk wartko płynącej w dole górskiej rzeki Klarios (Karkotis) – ponoć jedynej na Cyprze, która nie wysycha w  ciągu roku. Brak słodkiej wody bywa na wyspie problemem. Domy stojące tuż nad rzeką zbudowane są na wielometrowych podstawach wspartych na palach – nowszych z betonu i dawniejszych z drewna. Stara część Kakopetrii przyciąga tradycyjną architekturą, odmienną od tej, jaką widziałam wcześniej. Na solidnych parterach z otoczaków wznoszą się tynkowane piętra, którym lekkości dodają drewniane ściany i balkony. Niemal na każdym ganku stoi regał wypełniony litrowymi słojami z kolorową zawartością. To wytwarzane w domach glyka tou kutaliou – cypryjskie „słodkości na łyżeczce”, czyli wszelkiego rodzaju owoce (z sadu i leśne) w syropie, ale też dżemy i marmolady. Zaglądam jeszcze do XVI-wiecznego Kościoła Przemienienia Zbawiciela (Metamorfosis tou Sotiros) z równie starymi ikonami i rzeźbionym w drewnie ikonostasem, a potem do przylegającego do tego samego podwórka

LATO–JESIEŃ 2019

TT Pasmo górskie Troodos (najwyższe na wyspie) z atrakcjami dla turystów o każdej porze roku


155 spojrzenie przepastnych oczu archanioła Gabriela i apostołów zdradza wpływy macedońskiego renesansu odziedziczonego po bizantyjskich miniaturzystach. Bardziej wyrafinowane wydają się freski z XII stulecia, ukazujące m.in. ojców Kościoła. Choć są nadszarpnięte zębem czasu, miejscami wyblakłe, łuszczące się czy wręcz wybrakowane, zachwycają mnie kolorystyką i tylko pozornie statycznym przedstawieniem postaci. Każda z nich żyje. Patron świątyni, św. Mikołaj, tak jak na wielu innych obrazach, trzyma księgę w lewej dłoni, a prawą czyni znak błogosławieństwa. Jest siwy i broda-

ty, ale czoło marszczy mu wyraźnie surowy grymas. Czyżby dlatego, że wielu uczonych śmiało wątpić w jego istnienie…?

SS Charakterystyczne domy w wiosce Kakopetria

TT Bizantyjski Kościół św. Mikołaja od Dachu

WINO NA STÓŁ! Przejeżdżamy Troodos Square, skupisko kiczowatych hotelików i pawilonów z fast foodami. Plac ten warto jednak zobaczyć ze względu na rozciągające się stąd panoramiczne widoki. Potargane wichrami sosny tworzą idealny pierwszy plan dla ciągnących się w dalszej perspektywie szczytów, zimą ośnieżonych. Góry sprawiają wrażenie dzikich i  niedostępnych, czym kuszą 

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/KIRILL MAKAROV

wym, dwu­spadowym dachem, krytym dachówką karpiówką, chroniącym całość budynku. Identyczne zadaszenie mają także inne świątynie: Panagia tis Asinou (Panagia Forviotissa) w Asinu i  Panagia tou  Araka (lub Arakos) koło wsi Lagudera. O cennym wkładzie królowej Alicji nie tylko w architekturę pisze francuska mediewistka Régine Pernoud (1909–1998) w  książce Kobieta w czasach wypraw krzyżowych. Mnie jednak bardziej niż osobliwy dach fascynują ścienne malowidła wewnątrz kościoła. Z najstarszych, XI-wiecznych nie zachowało się zbyt wiele, ale głębokie

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/OLGA PANASENKO ©© ANNA KŁOSSOWSKA/italiannawdrodze.blogspot.com

SS Popularna plaża Nissi w kurorcie Ajia Napa

LATO–JESIEŃ 2019


©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/Agis Agisilaou

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/Fish Taverna blog – Lamb yachni – Ross & Janet

156 EUROPODRÓŻE

SS W klimatycznej wiosce Omodos życie toczy się w rytmie siga-siga, czyli powoli, bez pośpiechu

Stawiam na lokalne białe xinistéri o delikatnym, cytrusowym smaku. Poznałam je dwa dni wcześniej nieopodal Limassol, w rodzinnej winnicy Zambartas, skąd wina eksportuje się nawet do Łodzi, Kartuz czy Gdyni.

we dzieło sztuki. Jest ono jednym z wielu, po których obejrzeniu dochodzę do wniosku, że kunsztem i bogactwem tematyki, ale i różnorodnością zastosowanych technik przewyższają te z Pompejów. W wielohektarowym, do dziś eksplorowanym przez kolejne ekipy naukowców Parku Archeologicznym Pafos spotykają się mozaiki z czasów hellenistycznych, jak ta w Domu Dionizosa, czarno-biała, ukazująca przemianę Scylli w morskiego potwora opisanego przez Homera w Odysei, i nawet pięć wieków późniejsze. Miejsce olimpijskich bóstw zajmują sceny z polowań oraz symbolika chrześcijańska, gdyż nowa wiara pojawiła się na wyspie już w I w. za sprawą św. Pawła i św. Barnaby, uznawanego za pierwszego biskupa Cypru (od 45 r.). Osada Nowe Pafos (Pafos Nea) założona została w IV w. p.n.e. Pielgrzymi przybywali tutaj, aby w pobliskim Palepafos (Starym Pafos) oddać hołd Afrodycie, bogini, która i mnie objawiła się tyle razy podczas tej podróży. 

ŚLADAMI POLSKICH BADACZY Wisienką na torcie podczas mojej podróży jest Pafos, Europejska Stolica Kultury 2017. W połowie lat 60. XX w. zaczęła tu prace polska misja archeologiczna pod egidą wybitnego egiptologa i twórcy polskiej szkoły archeo­ logii śródziemnomorskiej prof. Kazimierza Michałowskiego (1901–1981). Na głowę siąpi mi deszcz – rzadkość na wyspie, a ja mimo to nie potrafię oderwać wzroku od odkrytej przez naszych naukowców mozaiki przedstawiającej labirynt, a w jego środku Tezeusza próbującego mieczem pokonać Minotaura. Sprawdziłam, niebieskie kamyczki wyprowadzą cię niczym nić Ariadny z tej plątaniny korytarzy – zapewnia Ewa, wskazując na mozaiko-

TT Antyczna mozaika z Willi Tezeusza w Pafos

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus

TT Promenada w usytuowanym nad brzegiem morza Pafos, obecnie popularnym ośrodku wypoczynkowym

LATO–JESIEŃ 2019

©© Deputy Ministry of Tourism of the Republic of Cyprus/STEFANO GERARDI

wspinaczy. Zimową porą przyciągają narciarzy. Naj­wyższy szczyt, Olimpos (Olimbos lub Chionistra), wznosi się jednak jedynie na 1952 m n.p.m. Po drodze w dół zatrzymujemy się w popularnej turystycznej wiosce Omodos. Sklepiki działające w domach kamiennych lub tynkowanych na biało, czyli tych lepszych, oferują m.in. lukumi – słodkie, galaretowate kostki wytwarzane ze skrobi pszennej lub mąki ziemniaczanej, o smaku różnych owoców bądź różanym, oraz orzechowe pałki oblewane żelem z soku owocowego, oliwki, oliwę i trunki. Degustuję naturalnie słynne cypryjskie wino deserowe commandaria smakujące rodzynkami, a potem zasiadam do lunchu w stylowej tawernie „To Katoi”. Na stół wjeżdżają partiami przekąski, czyli mezedes. Są wśród nich znane mi tzatziki i humus, pasta sezamowa tahini, grillowany ser halloumi, grillowany bakłażan, tradycyjna sałatka grecka, a do tego ciepła pita i wino.

SS Cypryjskimi mezedes można najeść się do syta


158 EUROPODRÓŻE

Z wizytą we włoskiej

Emilii-Romanii BARBARA STOLECKA

TT Port w Cesenatico zaprojektowany przez Leonarda da Vinci na polecenie Cesarego Borgii (1475–1507)

LATO–JESIEŃ 2019


©© leoks/shutterstock

159

« Emilia-Romania to jeden z największych regionów w północnej części Półwyspu Apenińskiego. Rozciąga się wzdłuż starej rzymskiej drogi Marcusa Aemiliusa Lepidusa, powstałej w II w. p.n.e. na zlecenie tego konsula. Via Aemilia, długa na ponad 260 km, połączyła najważniejsze rzymskie kolonie. Jej początek znajduje się tuż przy moście cesarza Tyberiusza w Rimini, a koniec – aż w Piacenzy położonej blisko Mediolanu. Rimini, Forlì, Forlimpopoli, Cesena, Imola, Bolonia, Modena, Reggio nell’Emilia, Parma i Piacenza są dzisiaj miastami słynącymi z zabytkowych centrów i wysokiego poziomu życia, na który wpływa przede wszystkim rozwinięta gospodarka tego bogatego regionu. » TT Tortellini, pierożki ze świeżego ciasta jajecznego nadziewane mięsem, typowe dla Bolonii i Modeny

©© GoneWithTheWind/shutterstock

©© Emilia Romagna Tourist Board

SS Malowniczo usytuowana wioska Castelcanafurone

LATO–JESIEŃ 2019


160 EUROPODRÓŻE

I

ntensywna zieleń sadów i winnic towarzyszy każdemu, kto przemierza samochodem Emilię-Romanię. Etruskowie i  Celtowie wiele stuleci temu wykorzystywali te żyzne tereny pod wszelkiego rodzaju uprawy, a żołnierzom rzymskim na koniec kariery przydzielano tu kawałki ziemi, tzw. centuriatio, co do dziś jest widoczne w układzie pól. Gdy leci się samolotem w stronę Bolonii, przez okno ogląda się barwną szachownicę. Wiele pochodzących stąd produktów zostało uhonorowanych zaszczytną kategorią DOP (Denominazione di Origine Protetta) czy IGP (Indicazione Geografica Protetta). Wśród nich są czereśnie z Vignoli, zielone szparagi z Altedo, kasztany z Castel del Rio, ryż niziny delty Padu, gruszki z Emilii-Romanii oraz brzoskwinie i nektarynki z Romanii.

TT Szynka parmeńska i mortadela należą do najsłynniejszych produktów z regionu Emilia-Romania

TT Do Enoteki Regionalnej Emilii­-Romanii w Dozzy można udać się na skosztowanie wyśmienitych win

LATO–JESIEŃ 2019

©© Emilia Romagna Tourist Board

PRZYSMAKI NA STOLE Na liście najlepszych wędlin nie powinno też zabraknąć mortadeli, którą delektował się cesarz Oktawian August. Nam może się ona kojarzyć z mało zachęcającym do skosztowania wyrobem wędliniarskim, wystarczy jednak przyjechać do Bolonii, stolicy Emilii-Romanii, kupić prostą, ale aromatyczną kanapkę i od razu zmieni się o niej zdanie. Lady regionalnych sklepów uginają się pod ciężarem suszonych kiełbas, różnej wielkości szynek i wielu rodzajów serów. Każdy znajdzie tu z pewnością coś dla siebie.

zywany z pokolenia na pokolenie, a samo danie od lat pojawia się na stole kilka razy w tygodniu. Oprócz wypełnianych farszem uszek przygotowuje się tu tagliatelle, rodzaj długich wstążek okraszanych sosem ragù, czy maltagliati z sosem grzybowym. Ciekawym daniem są passatelli z Rawenny wyrabiane z bułki tartej, jajka i parmezanu, doprawione gałką muszkatołową i wyciskane bez­pośrednio do gorącego rosołu przez praskę do ziemniaków. Typów makaronu tylko w Emilii-Romanii jest ponad 20! O wszystkich opowiedział Pellegrino Artusi, pisarz, gastronom i krytyk literacki pochodzący z Forlimpopoli, w pierwszej prawdziwej książce kucharskiej zatytułowanej La scienza in cucina e l’arte di mangiar bene (Nauka w kuchni i sztuka dobrego jedzenia).

©© Emilia Romagna Tourist Board

Okolice Parmy słyną z rozległych pól uprawnych i wyjątkowego powietrza doskonale konserwującego Parmigiano Reggiano, charakterystyczny suszony kilkanaście miesięcy ser, którego nie potrafią skopiować nawet Chińczycy. O wysokiej, białej górze startego parmezanu pisał już w XIV w. pisarz Giovanni Boccaccio w Dekameronie. Zarówno krowy, jak i świnie parmeńskie mają zapewnione wysokie standardy życia i odżywczą dietę. Każdego ranka serwatka otrzymana z produkcji sera trafia do koryt milionów prosia­ ków po to, aby od samego początku ich mięso nasiąkało odpowiednim aromatem. Produkuje się z niego prosciutto di Parma, renomowaną szynkę pokrytą kolorowym pieprzem, zwisającą w witrynach sklepów z tradycyjną żywnością w całym regionie. Na północ od Parmy, gdzie klimat staje się bardziej wilgotny, a zimą zakola Padu przysłania gęsta mgła, dojrzewa culatello di Zibello. Drogocenny wieprzowy pośladek promował Giuseppe Verdi, znany kompozytor XIX stu­lecia, który wychował się w pobliskim Busseto. Do dzisiaj ten rarytas trafia na stoły książąt i stylistów mody na całym świecie.

Bolonia nie bez przyczyny otrzymała przydomek La Grassa, czyli Tłusta. Właśnie w niej narodziły się bardzo kaloryczne, ociekające sosem bolońskim (tutaj nazywanym il ragù) i beszamelem zielone lasagne. Włochy to przecież kraj pasty, a stolica Emilii-Romanii jest ich centrum kultury kulinarnej. Na tych północnych terenach zimową porą często bywa mgliście i wilgotno, w przeciwieństwie do gorącej dolnej części półwyspu, gdzie makaron suszy się w pełnym słońcu. Tutaj wałkuje się po prostu świeże, jajeczne ciasto, z którego zdolne gospodynie lepią tortellini z nadzieniem mięsnym i tortelloni z serem w Bolonii, anolini w Parmie, cappelletti w Rawennie czy cappellacci ze słodką dynią w  Ferrarze. Każda pani domu ma swój ulubiony przepis przeka-


161 CUDOWNA WINOROŚL

W tym podręczniku kulinarnym z 1891 r. zgromadzono przepisy przesyłane przez dumne gospodynie z  całego Półwyspu Apenińskiego. Do tej pory znajduje się on w wielu domach, nie tylko włoskich. Kilka lat temu we Włoskim Instytucie Kultury w Warszawie i Włoskim Instytucie Kultury w Krakowie zostało zaprezentowane polskie wydanie tego kompendium (pt. Włoska sztuka dobrego gotowania). Pierwszym ośrodkiem kultury kulinarnej poświęconym kuchni domowej Włoch jest Dom Artusiego (Casa Artusi) w Forlimpopoli, otworzony kilkanaście lat temu w monumentalnym kompleksie kościelnym należącym niegdyś do zakonu serwitów. Ma on ponad 2,8 tys. m2 powierzchni, którą podzielono na lokale o różnych funkcjach, wszystkie

związane z wieloma aspektami kultury kulinarnej. To jednocześnie bogata biblioteka, szykowna restauracja, winiarnia, księgarnia, muzeum, miejsce spotkań i wydarzeń oraz przede wszystkim szkoła gotowania, gdzie można się nauczyć wyrabiania piadiny, cienkiego placka z mąki pszennej, wypiekanego na terakotowych talerzach, faszerowanego czym dusza zapragnie. Tradycyjną piadinę z Romanii (piadina romagnola) nadziewa się szynką parmeńską, rukolą i świeżym serem squacquerone. Wzdłuż całego wybrzeża Morza Adriatyckiego stoją kolorowo pomalowane kioski, gdzie za kilka euro kupimy gorący placek. Jeszcze do niedawna sprzedawano go również w wagonach gastronomicznych WARS w Polsce, a w Warszawie pojawiły się pierwsze piadinerie.

TT Formaggio di fossa, ser pochodzący z Mondaino

TT Dozza – jedno z najpiękniejszych średniowiecznych miasteczek w Apeninie Toskańsko-Romańskim

©© Emilia Romagna Tourist Board/Paritani arch. Prov. Rimini

Najbardziej prestiżowym włoskim produktem winogronowym jest tradycyjny ocet balsamiczny produkowany w okolicach Modeny (Aceto Balsamico Tradizionale di Modena DOP), gdzie specyficzny klimat sprzyja dojrzewaniu zagotowanego moszczu winnego w drewnianych beczkach. Dopiero po 12 latach można zebrać pierwsze kilka decylitrów gęstego, słodkiego syropu sprzedawanego w małych buteleczkach w astronomicznej cenie. Z winogron wyrabia się w Emilii-Romanii także regionalne wina. Najpopularniejsze to musujące czerwone lambrusco, ułatwiające trawienie lokalnych tłustych dań. Najlepszą jego odmianą jest wytrawna grasparossa, wytwarzana tylko w  okolicach Modeny. 

©© Emilia Romagna Tourist Board

©© Emilia Romagna Tourist Board

TT Piadina z prosciutto di Parma i winem sangiovese

LATO–JESIEŃ 2019


NA DESKACH TEATRU Po posiłku z winem w pięknym otoczeniu zawsze przychodzi ochota na śpiew. W Emilii-Romanii znajduje się aż 101 historycznych teatrów. W skali całego kraju to wyjątkowa liczba przypadająca na jeden region. Naj­ starszy jest Teatro Farnese w Parmie, zbudo-

LATO–JESIEŃ 2019

SS Scena i drewniana widownia w barokowym Teatro Farnese w Parmie mogącym pomieścić ok. 3 tys. widzów

©© Casa Museo Pavarotti

W tutejszych winnicach turyści delektują się białym pignoletto, owocowym smakiem trebbiano czy albany oraz wyśmienitym czerwonym cabernet sauvignon, powstającym z winogron rosnących na wzgórzach bolońskich. Do najczęściej uprawianych w Emilii-Romanii i środkowych Włoszech szczepów należy czerwona odmiana sangiovese (od sanguis Jovis – krew Jowisza). Jej plantacje leżą m.in. w słynnej dolinie Chianti w Toskanii, znanej ze szlachetnych trunków o tej samej nazwie. Niewiele osób wie, że w Santarcangelo di Romagna (w okolicy Rimini) znajduje się Góra Jowisza, gdzie wino sangiovese było przechowywane w optymalnej temperaturze (ok. 12°C) w tunelach wyżłobionych w miękkim tufie. Nikt jeszcze nie odkrył oryginalnej funkcji grot, ale pomysłowi mieszkańcy miasteczka wykorzystali je w najlepszy możliwy sposób. Najsmaczniejszego sangiovese można spróbować w Winnicy Raj (Fattoria Paradiso) położonej na łagodnych wzgórzach Bertinoro. Nazwa tej miejscowości sięga według jednej z legend V w., kiedy Rawenna stała się stolicą zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego, a siostra przyrodnia cesarza Flawiusza Honoriusza (Flaviusa Honoriusa) po jego śmierci w 423 r. przejęła rządy jako regentka. Galla Placydia uwielbiała ponoć tutejsze wino do tego stopnia, że podczas jednej z uczt, wychylając kolejny kielich, stwierdziła, że trzeba pić je tylko w złocie (berti in oro). Najlepszym sposobem zaznajomienia się z bogatą ofertą win regionu jest wizyta w  Enotece Regionalnej Emilii-Romanii (Enoteca Regionale Emilia Romagna) usytuowanej w Dozzy, niecałe 40 km na południowy wschód od Bolonii. W  lochach średniowiecznych fortyfikacji organizowane są degustacje, a z masywnych wież rozciąga się panoramiczny widok na nizinę. Do prawdziwych przyjemności należy też spacer malowniczymi uliczkami miasteczka. Ściany tutejszych domów pokrywają kolorowe murale, a co dwa lata odbywa się w Dozzy związany z nimi między­narodowy konkurs (Biennale del Muro Dipinto – jego XXVII  edycja zostanie zorganizowana w dniach od 9 do 15 września 2019 r.).

©© Emilia Romagna Tourist Board

162 EUROPODRÓŻE

SS Osobiste pamiątki po wielkim włoskim tenorze zgromadzone w Casa Museo Luciano Pavarotti w Modenie

wany w 1618 r. na zlecenie księcia Ranuccia Farnese. Ma drewnianą widownię w kształcie półkola z dwoma rzędami serlian, rodzajem okien z jednym większym i dwoma mniejszymi otworami. Jego funkcję przejął później dzisiejszy Teatr Królewski (Teatro Regio di Parma), wzniesiony pod patronatem Marii Ludwiki, drugiej żony Napoleona Bonapartego i matki jego syna Napoleona II, księżnej Parmy, Piacenzy i Guastalli w latach 1814–1847. Zaprojektował go parmeński ar-

chitekt Nicola Bettoli. Teatro Regio di Parma stał się jednym z czołowych teatrów operowych wszech czasów i bywa wymieniany wśród najlepszych obok Teatro alla Scala w Mediolanie. Nie dziwi więc fakt, że wiedeński grób Marii Ludwiki jest wciąż dekorowany parmeńskimi fiołkami. W Teatrze Królewskim występowali naj­ wybitniejsi śpiewacy XX w., tacy jak Maria Callas, Renata Tebaldi czy Mario Del Monaco. Był z nim również związany słynny kompozy-


163 w nim zobaczyć garnitury i szaty operowe, jego charakterystyczną ukwieconą koszulę, kolekcję kapeluszy, instrumenty muzyczne, listy od księżnej Walii Diany i projektanta Gianniego Versace.

©© Emilia Romagna Tourist Board

MOTORYZACYJNY RAJ

©© Emilia Romagna Tourist Board

SS Autodromo di Modena, tor o długości 2007 m – bolid wyścigowy marki Ferrari i zespół mechaników

SS Museo Ferruccio Lamborghini w Funo di Argelato przedstawiające życie i dokonania twórcy firmy

tor operowy Giuseppe Verdi. Dziś w sezonie teatralnym w Bolonii, Modenie, Rawennie czy Rimini nie może zabraknąć na scenie jego utworów: Rigoletta, Traviaty bądź Trubadura. Wykonaniem dzieł Verdiego kierował też jako dyrygent pochodzący z Parmy Arturo Toscanini. Warto zwiedzić ciekawy dom muzeum, w którym urodził się w marcu 1867 r. W wieku 19 lat utalentowany Włoch poprowadził z pamięci bardzo trudną partyturę Aidy, czym zdobył sobie rozgłos na świecie.

Z kolei w pobliskiej Modenie od 2007 r. Teatr Miejski (Teatro Comunale) nosi imię wielkiego tenora Luciana Pavarottiego. Podczas spaceru po mieście łatwo znaleźć jego pomnik, na którym przedstawiono go w charakterystycznej pozie z nieodłączną wielką chustką. Mniej więcej 10 km od centrum miasta znajduje się Casa Museo Luciano Pavarotti – muzeum otwarte w 75. rocznicę urodzin śpiewaka, z wieloma osobistymi pamiątkami po tej niezwykłej postaci. Można

Emilia-Romania przyciąga nie tylko bogatą ofertą gastronomiczną czy muzyczną. W tym regionie produkuje się także słynne na całym świecie samochody i motocykle wyścigowe. Do Doliny Motoryzacji (Motor Valley) usytuowanej między Bolonią a Modeną przyjeżdżają co roku miliony pasjonatów zawrotnej szybkości. W  tym pierwszym mieście na początku XX w. bracia Maserati otworzyli warsztat samochodowy. Jego znakiem rozpoznawczym stał się trójząb, który trzyma Neptun z fontanny w okolicy Piazza Maggiore. Obecny zakład produkcyjny znajduje się w centrum Modeny, a mieści dodatkowo m.in. salę ekspozycyjną i sklep z gadżetami. Również w Modenie, w pobliżu stacji kolejowej, w miejscu, gdzie w 1898 r. przyszedł na świat Enzo Ferrari, działa poświęcone mu muzeum (Museo Enzo Ferrari, w skrócie MEF). Swoją karierę jako kierowca rozpoczął on w 1919 r. podczas wyścigów w Parmie. Cztery lata później, po wygraniu kolejnych zawodów, poznał matkę tragicznie zmarłego asa myśliwskiego z okresu I wojny światowej, Francesca Baracca, która podarowała mu osobiste godło swojego syna – czarnego rumaka stojącego na dwóch tylnych nogach. Enzo Ferrari uczynił go znakiem swojego zespołu wyścigowego Scuderia Ferrari. Na początku lat 40. XX w., po tym, jak zbombardowano jego pierwszy zakład, przeniósł fabrykę do Maranello, miejscowości oddalonej o kilkanaście kilometrów od Modeny. Dzisiaj stanowi ona raj dla miłośników samochodów wyścigowych – po zwiedzeniu muzeum mogą oni poczuć dreszczyk emocji podczas przejażdżki najnowszym modelem ferrari po okolicznych ulicach. Koszt wynajęcia takiego auta wraz z instruktorem na przynajmniej 15 minut dochodzi nawet do 300 euro. Szczytem marzeń fanów motoryzacji jest jednak jazda po torze wyścigowym Auto­dromo di Modena w  miejscowości Marzaglia lub Autodromo Riccardo Paletti w Varano de’ Melegari. Zawodowi kierowcy jeżdżą z kolei po prywatnym torze we Fiorano Modenese koło Maranello i po słynnym Autodromo Internazionale Enzo e Dino Ferrari pod Imolą. Na tym ostatnim w latach 1981–2006 odbywały się zawody Grand Prix 

LATO–JESIEŃ 2019


164 EUROPODRÓŻE San Marino Formuły 1. Ostatnią edycję wygrał Michael Schumacher jadący ferrari. Po 2006 r. tor został powiększony według projektu niemieckiego architekta i kierowcy wyścigowego Hermanna Tilkego. Aktualna lista przeprowadzanych na nim wyścigów i różnego rodzaju imprez jest dostępna na stronie internetowej www.autodromoimola.it. Mniej więcej 30 minut jazdy samochodem od centrum Modeny, w Sant’Agata Bolognese, znajduje się fabryka Lamborghini z przylegającym do niej muzeum. Tu narodziła się legenda najbardziej zawziętego konkurenta firmy Ferrari. Ferruccio Lamborghini był początkowo producentem dobrej jakości traktorów i równocześnie wielbicielem samochodów Enza Ferrariego. Kiedy raz się spotkali, nie omieszkał jednak skrytykować kilku wad technicznych tych aut. Urażony Ferrari poradził mu, żeby lepiej zajął się produkowaniem swoich ciągników, a prawdziwe samochody pozostawił ekspertom. Ferruccio Lamborghini nie posłuchał rady i wkrótce wyścigówki obu Włochów zaczęły często spotykać się na torze. Kto chce dowiedzieć się, czym jeszcze zajmował się twórca marki Lamborghini, powinien odwiedzić muzeum w Funo di Argelato (w prowincji Bolonia) otwarte w 2014 r. przez jego syna Tonina. W  olbrzymim hangarze można obejrzeć helikopter, niespotykaną łódź motorową, pierwszy model klimatyzatora i nawet papamobile – specjalny pojazd z kulo­odpornym nadwoziem używany przez papieża Jana Pawła II podczas przejazdów wśród wiernych w Watykanie. Najmłodszym przedsiębiorcą w  Dolinie Motoryzacji jest Horacio Pagani, który w  1992  r. założył Pagani Automobili w San  Cesario sul Panaro (w  prowincji Modena). Z pochodzenia Włoch, ale urodzony w 1955 r. w Argentynie, już w wieku 12 lat zaczął konstruować modele samochodów z tego, co miał pod ręką. Pełen wizjonerskich pomysłów graniczących z szaleństwem, przyjechał w latach 80. XX w. do Modeny, gdzie rozpoczął pracę jako inżynier w zakładach Lamborghini. Jednak jego koncepcja użycia bardzo drogiego włókna węglowego do produkcji części samochodowych nie spotkała się z poparciem. Postanowił więc otworzyć własną firmę, z której do 2019 r. wychodziły futurystyczne egzemplarze zondy. Również miłośnicy szybkich motocykli znajdą w Emilii-Romanii raj na ziemi. Dumą włoskiego przemysłu motoryzacyjnego są pojazdy marki Ducati. W  1926 r. Antonio Cavalieri Ducati założył w Bolonii firmę, która początkowo zajmowała się produkcją części

LATO–JESIEŃ 2019

do radia. Po II wojnie światowej powstawały w niej silniki do motorowerów, a później całe jednoślady. Dziś jej specjalnością są montowane ręcznie motocykle z serii Ducati Monster, sprzedawane w wielu egzemplarzach na wszystkich kontynentach. W Misano Adriatico, nadmorskim kurorcie usytuowanym ok. 15 km na południe od Rimini, odbywają się każdego roku widowiskowe zawody Motocyklowych Mistrzostw Świata (MotoGP), odpowiednika samochodowej Formuły 1. Pomysł usytuowania kilka kilo­ metrów od pięknej plaży i mariny Portoverde miejsca na wyścigi pojawił się na początku lat 60. XX w. Ponad 4,2-kilometrowy tor wyścigowy z wieloma zakrętami, zbudowany w ciągu dwóch lat, już w 1972 r. zyskał sobie sławę najlepiej zaprojektowanego tego typu obiektu we Włoszech. We wrześniu 2018 r. włoski motocyklista z Forlimpopoli Andrea Dovizioso jadący na motocyklu Ducati Desmosedici GP17 pobił tu rekord – ukończył okrążenie w naj­krótszym jak dotąd czasie. W czerwcu 2012 r. Misano World Circuit otrzymał oficjalnie imię tragicznie zmarłego Marca Simoncellego, mieszkającego w Coriano, kilka kilometrów od kompleksu, który zginął 23 października 2011 r. podczas Grand Prix Malezji w wieku 24 lat. Obiekt gości także m.in. Superbike World Championship – mistrzostwa motocykli czterosuwowych produkowanych wyłącznie seryjnie i modyfikowanych na potrzeby zawodów, oraz Deutsche Tourenwagen Masters (DTM), naj­ważniejszą serię wyścigów samochodowych w Niemczech, organizowanych również za granicą.

NAD ADRIATYKIEM Region Emilia-Romania jest świetnym miejscem na niezapomniane wakacje. Riwiera Adriatycka stanowi nieskończony ciąg kurortów nadmorskich z piaszczystymi plażami i płytkim, ciepłym morzem. Wysunięte najbardziej na południe kąpieliska prowincji Rimini zachęcają do błogiego wypoczynku. W okolicy Misano Adriatico na wybrzeżu od 1987 r. powiewa prestiżowa Błękitna Flaga. W rejonie tej naturalistycznej oazy można odetchnąć wśród zieleni podczas trekkingu po pobliskich wzgórzach. Dobrze wyposażone plaże są idealne do odpoczynku w promieniach słońca. Do tego dochodzi jeszcze możliwość uprawiania rozmaitych sportów wodnych i przejażdżek rowerowych po lokalnych ścieżkach. Misano Adriatico graniczy z  kurortem Cattolica, gdzie w 2000 r. otwarte zostało największe nad Adriatykiem akwarium (Acquario di Cattolica). W budynkach przy-

pominających okręty można oglądać rekiny, pingwiny, meduzy, żółwie morskie, piranie, ryby głębinowe oraz różne zwierzęta lądowe (gady i płazy). Najciekawszą pod względem historii i architektury miejscowością południowego odcinka Riwiery Adriatyckiej, noszącego nazwę Riviera Romagnola, jest oczywiście Rimini, chyba najpopularniejszy z nadmorskich kurortów w regionie. Znajduje się w nim wiele pozostałości z czasów rzymskich, m.in. wspomniany 2000-letni Most Tyberiusza (Ponte di Tiberio) i Łuk Augusta (Arco di Augusto). Z okresu rządów arystokratycznego rodu Malatestów (lata 1295–1500) zachowały się Zamek Zygmunta (Castel Sismondo) i świątynia z XV stulecia (Tempio Malatestiano). Na Piazza Cavour można podziwiać Fontannę Szyszki (Fontana della Pigna), której oryginalnym wyglądem zachwycił się w 1502 r. sam Leonardo da Vinci. Dalej na północ rozciągają się piaszczyste plaże prowincji Rawenna. Ważnymi ośrodkami turystycznymi są tutaj Cervia oraz Milano Marittima – znana miejscowość uzdrowiskowa, gdzie zainteresowani mogą skorzystać z basenu z wodą termalną, wanien do masażu i sal do terapii błotnych. W kompleksie wielkich zbiorników solnych Salina di Cervia w procesie odparowywania wody morskiej otrzymuje się naturalną „słodką” sól bez gorzkiego posmaku (sale dolce di Cervia). Okolica wybrzeża Rawenny jest zróżnicowana krajobrazowo. Znajdują się tu piękne lasy sosnowe o nazwach Pineta di San Vitale i Pineta di Classe. Mają one duże znaczenie historyczne i kulturowe, ale przede wszystkim uchodzą za zielone płuca prowincji. Są świetnym miejscem do uprawiania różnych aktywności: spacerów, wycieczek rowerowych czy konnych. W okolicy nie brakuje też imprez kulturalnych i gastronomicznych, które promują lokalne produkty. Sama Rawenna, dawne miasto bizantyjskie, uważana jest za stolicę mozaikarstwa. Można w niej podziwiać aż osiem wczesno­ chrześcijańskich zabytków wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO: Bazylikę św. Witalisa (Basilica di San Vitale), Mauzoleum Galli Placydii (Mausoleo di Galla Placidia), Mauzoleum Teodoryka (Mausoleo di Teodorico), kaplicę w  Pałacu Arcybiskupim (Cappella Arcivescovile), dwie bazyliki poświęcone św.  Apolinaremu oraz dwa baptysteria: Battistero degli Ariani i  Battistero Neoniano. Z myślą o turystach przygotowano tutaj warsztaty mozaiki (w takich miejscach jak Annafietta czy Koko Mosaico), 


©© aMisano

©© aMisano

165

SS Misano Adriatico, nabrzeże z trasami rowerowymi

TT Zamek Zygmunta zbudowano w XV w. w Rimini

SS Acquario di Cattolica – zbiornik z rekinami

TT Rodzinny urlop w kurorcie Misano Adriatico

©© Aquario di Cattolica

©© aMisano

SS Wyścigi motocyklowe na Misano World Circuit

©© Photo Archives – Assessorato al Turismo Comune di Rimini ©© Photo Archives – Assessorato al Turismo Comune di Rimini

TT Most Tyberiusza na rzece Marecchia ma 2 tys. lat

LATO–JESIEŃ 2019


LATO–JESIEŃ 2019

SS Milano Marittima – plaża nad Morzem Adriatyckim

©© Emilia Romagna Tourist Board

Emilia-Romania zajmuje obszar bardzo zróżnicowany pod względem ukształtowania terenu. Od zachodu zamykają ją Apeniny. W tym rejonie leży wschodnia część Parku Narodowego Lasów Casentinesi, Góry Falterona i  Campigny. Wśród tutejszych miejscowości uzdrowiskowych warto wymienić takie jak Bagno di Romagna, Fratta Terme, Castrocaro Terme e Terra del Sole, Castel San Pietro Terme, Tabiano Castello czy Salsomaggiore Terme. Termalne tradycje okolicy promuje od kilku lat odbywający się w połowie czerwca festyn Niebieska Noc (La Notte Celeste). W wewnętrznej części Apeninów, Romanii toskańskiej (Romagna toscana), znajdują się San Mauro Pascoli, miejsce narodzin w  grudniu 1855 r. poety Giovanniego Pascoli, Sarsina z ważnym muzeum archeologicznym i wspomniane już średniowieczne Bertinoro. Niedaleko podnóża gór usytuowane jest Forlì z  romańską Bazyliką św. Merkurialisa (Basilica di San Mercuriale), zbudowaną w XII stu­ leciu, Ratuszem (Palazzo Comunale), Pałacem Podestà i Pałacem Albertini oraz Muzeami św. Dominika (Musei San Domenico), niedawno odrestaurowanym XIII-wiecz-

©© Emilia Romagna Tourist Board/archivio comune di ravenna

W STRONĘ GÓR

TT Bazylika św. Witalisa, mozaika z cesarzową Teodorą

TT Diga di Ridracoli, wysoka na 103,5 m zapora wodna

©© Emilia Romagna Tourist Board

a w wielu barach podaje się oryginalną piadinę (np. w „Piadinerii Mosaico” przy Bazylice św. Witalisa). Zaledwie kilkanaście kilo­ metrów od miasta znajduje się rozległy park rozrywki Mirabilandia. W kwietniu 2019 r. otwarto w nim Ducati World z kolejką górską o podwójnym torze Desmo Race. Chwilę wytchnienia w gorące dni przynosi wizyta w parku wodnym Mirabeach z basenami, zjeżdżalniami wodnymi i sztuczną plażą. Jeszcze dalej na północ leży siedem kurortów prowincji Ferrara, nazywanych popularnie Lidi di Comacchio. To również idealne miejsce na błogi wypoczynek. Jeśli od strony Porto Garibaldi i Lido degli Estensi wyruszymy w głąb lądu, dotrzemy do Comacchio, urokliwego miasta zwanego często małą Wenecją. Historyczne centrum przecina w nim kilka kanałów, po których można nawet popływać niewielką łódką. Warto zwrócić uwagę na Trepponti – charakterystyczny most z kamienia istriańskiego, nowo otwarte Muzeum Antycznej Delty (Museo Delta Antico) i Manufakturę Marynat (Manifattura dei Marinati) z Muzeum Węgorza (Museo dell’Anguilla). Ciekawym pomysłem jest też wycieczka nad malownicze płytkie zbiorniki wodne Valli di Comacchio. Od stuleci żyją w nich liczne węgorze. Od kilku lat przylatują tu także flamingi różowe.

©© Emilia Romagna Tourist Board

166 EUROPODRÓŻE

SS Wnętrze Terme Berzieri w Salsomaggiore Terme


©© Emilia Romagna Tourist Board

167

TT Plac Ratuszowy (Piazza del Municipio) w Ferrarze

SS Fresk z Salone dei Mesi w Palazzo Schifanoia

©© Emilia Romagna Tourist Board

TT Fontanna Neptuna z 1566 r. w centrum Bolonii

©© Emilia Romagna Tourist Board

©© Emilia Romagna Tourist Board

SS Port w modnej miejscowości wypoczynkowej Cervia

nym kompleksem, w którym organizuje się wystawy o międzynarodowej renomie. Jeśli stąd skierujemy się w stronę morza, trafimy do Ceseny z twierdzą Malatestów (Rocca Malatestiana). Tutejsza Biblioteca Malatestiana, otwarta w 1454 r. i od tego czasu prawie niezmieniona, trafiła do rejestru Pamięć Świata UNESCO. Centrum Ceseny zdobią Fontana Masini i XIX-wieczny Teatr Alessandra Bonciego (słynnego tenora urodzonego w tym mieście w 1870 r.). Najbardziej na północ wysuniętym rzymskim castrum regionu jest Ferrara. Ze względu na liczne zabytki z czasów średniowiecza i przede wszystkim renesansu wpisano ją w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Tutejsze mury obronne z XV–XVI w., o długości ok. 9 km, są jednymi z najlepiej zachowanych umocnień renesansowych we Włoszech. W krajobrazie miasta wyróżniają się potężny Zamek św. Michała (Castello di San Michele, także Castello Estense), wybudowany w XIV w. przez książęcą rodzinę d’Estów (d’Este) rządzącą tu przez ponad trzy stulecia (w latach 1240–1597), i  monumentalna romańsko-gotycka Katedra św. Jerzego Męczennika (Cattedrale di San Giorgio Martire). W 1391 r. w Ferrarze zaczął działać uniwersytet, co sprawiło, że przyciągała ona licznych naukowców, artystów, malarzy, poetów i muzyków (wśród nich był np. Francesco Petrarca). Na dworze rodu d’Estów przebywał również w 1503 r. Mikołaj Kopernik. Miasto ma wiele obliczy. Są w nim rozległe ogrody, liczne renesansowe pałace, m.in. Palazzo dei Diamanti (dziś mieści się w nim galeria sztuki), Casa Romei czy Palazzo Schifanoia z interesującymi freskami, pozostałości getta z XVII stulecia i Narodowe Muzeum Włoskiego Judaizmu i Holo­caustu (Museo Nazionale dell’Ebraismo Italiano e della Shoah – MEIS) ze starą synagogą. Spacer po cichej, nie wypełnionej turystami Ferrarze to prawdziwa przyjemność. Na koniec powrócimy jeszcze do Bolonii, gdzie znajduje się najstarszy uniwersytet w Europie (założony w 1088 r.). W stolicy regionu Emilia-Romania trzeba spędzić przynajmniej tydzień. Polecam w tym czasie przespacerować się pod 40-kilometrowymi arkadami, podziwiać średniowieczne pałace przy Piazza Maggiore i obejrzeć ze wszystkich stron fontannę z Neptunem. Warto wejść na wysoką na ponad 97 m krzywą wieżę Asinelli (Torre degli Asinelli) i z jej tarasu delektować się przepiękną panoramą czerwonego miasta. Kto by pomyślał, że wiele z tutejszych atrakcji jest w stanie zadziałać na wszystkie nasze zmysły... 

LATO–JESIEŃ 2019


SS Prezes Fundacji aMisano Luigi Bellettini i dziennikarz Guido Meda

©© aMisano

Luigi Bellettini, prezes Fundacji aMisano, i Fabrizio Piccioni, burmistrz Misano Adriatico i radny ds. turystyki, rozmawiają z Michałem Domańskim.

©© aMisano

tekst promocyjny

A może radosne wakacje w Misano?

SS Fabrizio Piccioni, od 2019 r. burmistrz miasta Misano Adriatico

Czym zajmuje się Fundacja aMisano? L.B.: Odpowiada ona za promocję miasta Misano Adriatico we Włoszech i za granicą. Działania prowadzimy w porozumieniu z lokalnymi przedsiębiorcami. Atrakcje z naszego obszaru promujemy za pomocą portalu www.amisano.net (również w języku polskim!), broszur, udziału w targach i kampanii marketingowych w mediach społecznościowych. Jakie są Państwa plany związane z polskim rynkiem? L.B.: Polska jest dla nas bardzo interesująca. To dlatego, że w Misano Adriatico możemy zaoferować Polakom wszystko, czego szukają: bezpieczne warunki do wypoczynku, idealne miejsca do relaksowania się i zabawy, usługi all inclusive, bogate zaplecze do uprawiania różnych dyscyplin sportowych oraz atrakcyjne festiwale i imprezy.

LATO–JESIEŃ 2019

Jak najłatwiej dotrzeć z Polski do Misano Adriatico położonego na wybrzeżu Morza Adriatyckiego? L.B.: Najlepiej przylecieć samolotem. Między portem lotniczym w Rimini a takimi miastami jak Kraków i Warszawa uruchomiono nowe cotygodniowe połączenia. Dodatkowo osoby zatrzymujące się w hotelach w naszym mieście mogą skorzystać z bezpłatnego transferu z lotniska. Czy może Pan opowiedzieć coś więcej o Misano Adriatico, tutejszych plażach, warunkach do uprawiania sportu, przyrodzie, jedzeniu, tradycjach i gościnności mieszkańców? L.B.: Mamy 3 km bezpiecznych plaż, odpowiednich dla rodziców z dziećmi i oblewanych przez czyste morze. W 2019 r. ponownie jedna z nich została oznaczona prestiżową Błękitną Flagą. Wiele usług jest bezpłatnych. Misano Adriatico to idealne miasto dla rodzin. Poza tym nasze nowe nabrzeże, z doskonale przygotowanymi ścieżkami rowerowymi oraz dodatkową infrastrukturą, stało się prawdziwą atrakcją dla turystów i gości. Dzięki niemu na wakacjach mogą się oni czuć wolni i szczęśliwi, cieszyć się błogim wypoczynkiem i uprawiać sport w komfortowych warunkach. Miejscowa kuchnia reprezentuje tradycje i najlepsze smaki regionu, mówi o morzu i o nas. Nasza pyszna piadina romagnola otrzymała certyfikat DOP (Denominazione di Origine Protetta). Sława tutejszych produktów, dań i wina wyprzedza je. Dla dzieci mamy tak wiele propozycji, że trudno jest mi je wszystkie wymienić.

©© aMisano

168 EUROPODRÓŻE


169 WW Widok na luksusowy Portoverde Marina Resort z 350 miejscami dla jachtów

©© aMisano

Do tego okolicę miasta można nazwać zielonymi płucami tej części Włoch. Idealnie nadaje się ona dla osób uprawiających sport i lubiących spędzać wakacje aktywnie. Nie zapominajmy też o torze wyścigowym, na którym odbywają się najważniejsze między­ narodowe zawody motocyklowe, takie jak MotoGP i World SBK. Mogę także z dumą powiedzieć, że w naszym mieście znajdują się rodzinne hotele zarządzane przez tych samych właścicieli od ponad trzech pokoleń. Kiedy najlepiej odwiedzić Misano Adriatico? L.B.: Nie ma lepszego momentu, aby zatrzymać się w Misano Adriatico, niż sezon letni. Od maja do końca września odbywa się tu szereg rozmaitych imprez dla rodzin, młodzieży czy sportowców.

SS Jeden z emocjonujących meczów międzynarodowego turnieju tenisa plażowego

©© aMisano

Z tego powodu wprowadziliśmy usługę transferu do naszych hoteli. Możemy też, w zależności od potrzeb przybywających do nas gości, bardzo szybko stworzyć dla nich atrakcyjne pakiety all inclusive. Poza tym Emilia-Romania i zwłaszcza Misano Adriatico słyną z gościnności. W naszym kurorcie potrafimy zadbać, aby turyści mogli cieszyć się spokojnym wypoczynkiem, zapewnić im różno­ rodne rozrywki, stworzyć warunki do uprawiania rozmaitych sportów. Mamy naprawdę wszystko.

SS Na wakacjach w Misano Adriatico można korzystać z basenów tuż przy plaży

Kiedy warto wybrać się do Pana miasta? Jakie ciekawe wydarzenia się w nim odbywają? F.P.: Najlepiej odwiedzić nas w okresie letnim. Czerwiec, lipiec i sierpień są idealne zarówno dla rodzin, jak i grup przyjaciół. W Misano Adriatico organizuje się wiele widowiskowych imprez. We wrześniu odbywają się tu m.in. eliminacja Motocyklowych Mistrzostw Świata – Moto­cyklowe Grand Prix San Marino i Riwiery Rimini oraz Spartan Race.

Dlaczego polscy turyści powinni spędzić wakacje w Misano Adriatico? F.P.: Według mnie dlatego, że nasze miasto może sprostać wymaganiom Polaków. Niedawno byliśmy w Krakowie, aby zaprezentować Misano Adriatico z okazji obchodów 100-lecia przyjaźni między Włochami i Polską. Przy okazji tego wydarzenia zdaliśmy sobie sprawę, że nasze kultury mają wiele wspólnego. Polska jest dla nas bardzo interesującym rynkiem. Samoloty z Krakowa i Warszawy lądują na lotnisku w pobliskim Rimini, skąd do Misano Adriatico dociera się samochodem w zaledwie 5 minut.

©© aMisano

Co sprawia, że Misano Adriatico jest tak wyjątkowym miastem na tle innych kurortów w regionie Emilia-Romania? L.B.: Wyróżnia się ono wśród innych miejscowości na wybrzeżu pod wieloma względami. Wody w jego okolicy należą do naj­czystszych w rejonie Riwiery Adriatyckiej. Wczasowicze mogą korzystać z 3 km plaż i eleganckiej promenady. Poza tym Misano Adriatico to spokojne miasto, odpowiednie przede wszystkim dla rodzin szukających spokoju, chcących odpocząć i cieszyć się wakacjami w formule all inclusive. Jak powiedziałem wcześniej, na dzieci czeka tutaj mnóstwo atrakcji. SS Część nowego, eleganckiego nabrzeża z fontanną i komfortowa plaża kurortu

Czym jest dla Pana Misano Adriatico? F.P.: Tutaj na co dzień mieszkam i pracuję, a dzisiaj również reprezentuję oficjalnie to miasto. Trudno mi krótko powiedzieć, co dla mnie znaczy… Misano Adriatico kojarzy mi się przede wszystkim z nieustannym odkrywaniem nowych rzeczy, niespożytą energią, różnymi aktywnościami i sportami, bogatymi lokalnymi tradycjami, doskonałą kuchnią i wspaniałymi imprezami. Tego miasta nie da się opisać, trzeba je poznać osobiście. 

www.amisano.net e-mail: info@amisano.net

LATO–JESIEŃ 2019


170 EUROPODRÓŻE

Czar

hiszpańskich wybrzeży MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN www.hiszpanskiesmaki.es

LATO–JESIEŃ 2019


SS Mirador del Castillo (Balcón del Mediterráneo), punkt widokowy w kurorcie Benidorm na Costa Blanca

LATO–JESIEŃ 2019

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

171


172 EUROPODRÓŻE

« Hiszpania to szczęśliwy kraj z dostępem do mórz i oceanu. Do szczególnie urokliwych miejsc należą w nim zwłaszcza odcinki wybrzeża położone między miastem Walencja a zachodnimi prowincjami Andaluzji. Oprócz ciągnących się kilometrami plaż czekają tu na nas małe wioski rybackie, portowe miasteczka, winnice, gaje cytrusowe i palmowe, domy z kamienia, rzymskie i mauretańskie zabytki, naturalne jaskinie i wysokie klify. »

S

łoneczne hiszpańskie brzegi Morza Śródziemnego przyciągają mnóstwo wczasowiczów. Temperatury powietrza i wody w ich okolicy sprzyjają wypoczynkowi przez wiele miesięcy w  roku. Dlatego można się tutaj wybrać nawet na wiosnę czy jesienią. Malownicze wybrzeża leżą m.in. w prowincjach Walencja i Alicante (we wspólnocie autonomicznej Walencja), Murcji oraz prowincjach Almería i Grenada (w Andaluzji). Costa Blanca, Costa Cálida, Costa Tropical i Costa de Almería to świetne rejony na urlop. Na dodatek wcale nie znajdują się tak daleko od Polski.

COSTA BLANCA Białe Wybrzeże wzięło swoją nazwę od koloru piasku i kwitnących w  tej okolicy wiosną migdałowców. Urody nie da mu się z pewnością odmówić. Dzięki linii brzegowej o długości blisko 250 km, z czego połowę stanowią plaże, i ponad 300 słonecznym dniom w roku panują tu doskonałe warunki zarówno do uprawiania sportów wodnych, jak i wypoczynku. Miłośnicy zabytków również nie będą mieli powodów do narzekania. Costa Blanca rozciąga się od miasta Denia na północy do Pilar de la Horadada na południu. Ze względu na niezwykle urozmaicony i piękny krajobraz (pasma górskie, piaszczyste plaże i tereny rolnicze) uchodzi za jeden z najatrakcyjniejszych regionów hiszpańskiego wybrzeża.

KULINARNY RAJ Wspomniana Denia (Dénia) jest ważnym śródziemnomorskim portem o bogatej historii. Każdego dnia odpływają z niej promy na Baleary. Ibiza leży jedynie ok. 100 km stąd. Jednak Denia słynie przede wszystkim z bogatych tradycji kulinarnych i wysokiej

LATO–JESIEŃ 2019

jakości produktów. W 2015 r. przystąpiła do programu Sieć Miast Kreatywnych UNESCO. Uczestniczy w nim jako partner w dziedzinie Gastronomia. Oprócz wspaniałej kuchni Denia przyciąga prawie 20 km plaż, malowniczą dzielnicą portową i centrum historycznym przytulonym do pochodzącego z czasów arabskich zamku (Castillo de Denia). Warto wyruszyć na spacer plątaniną starych uliczek. Kalorie z pysznych dań, którymi będziemy się delektować w tym kulinarnym raju, możemy spalić w trakcie wycieczek tutejszymi doskonale przygotowanymi trasami rowerowymi.

Z WIDOKIEM NA IBIZĘ W rejonie Białego Wybrzeża górzyste tereny przechodzą łagodnie w doliny, a turyści chętnie biorą udział w licznych lokalnych świętach i zabawach. Z Denii warto się wybrać do Parku Przyrodniczego Montgó (Parque Natural del Montgó). Występuje w nim ponad 650 gatunków roślin i żyje mnóstwo zwierząt. Ze szczytu Montgó (753 m n.p.m.) widać nieodległą Ibizę. Niedaleko Denii znajduje się kurort Jávea (Xàbia). W jego okolicy skalisty brzeg schodzi prosto do morza, a dziewicze plaże kuszą czystą wodą. To jedno z  naj­ piękniejszych miejsc na Costa Blanca.

AKTYWNIE NAD WODĄ Calpe (Calp) jest wręcz stworzone dla wszystkich amatorów sportów wodnych. Czekają tu na nich wspaniałe plaże. Poza tym główną atrakcję tej miejscowości wypoczynkowej stanowi Peñón de Ifach (Penyal d’Ifac) – skała o wysokości 332 m, na której szczyt wchodzi się przez wydrążone w niej tunele. W Calpe znajduje się również sporo zabytków oraz Muzeum Historii i Archeologii (Museo de Historia y Arqueología) mieszczące się w  budynku znanym jako Casa de la Senyoreta.

BIAŁE DOMY Jeśli kogoś Hiszpania przyciąga zwłaszcza widokiem bielonych domów udekorowanych bajecznie kolorowymi kwiatami w donicach, to musi koniecznie odwiedzić Alteę. Biała zabudowa stanowi w niej tło dla niebieskich kopuł Kościoła Matki Boskiej Pocieszenia (Iglesia de Nuestra Señora del Consuelo). Przyklejone do wzgórza miasto schodzi wprost do morza, co wygląda wręcz nie­samowicie. Nic więc dziwnego, że Altea należy do najpiękniejszych miejscowości w tej części wybrzeża.


©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

173

SS Castillo de Denia dominuje nad portem i miastem

SS Park Przyrodniczy Montgó usytuowany jest na terenie gmin Denia i Jávea, w okręgu Marina Alta

W jej okolicy można żeglować i pływać kajakiem, uprawiać nurkowanie, kite- i wind­ surfing. Po dniu spędzonym na morzu warto zapuścić się w wąskie i strome uliczki starej części miasta, aby podziwiać zabytkowe kamienice z XVIII i XIX w. W porównaniu z pobliskim Benidormem Altea to oaza spokoju, dlatego spacer po niej jest prawdziwą przyjemnością. W pobliżu znajduje się poza tym Parque Natural de la Sierra Helada (Parc Natural de  la Serra Gelada). Charakterystycznym

elementem jego krajobrazu są wysokie klify, które mają nawet ponad 300 m. Podczas nurkowania w tutejszych wodach można obserwować różne gatunki ryb. Jeśli komuś dopisze szczęście, spotka delfiny. Uważam, że wspólne pływanie w morzu to o wiele lepszy sposób na podziwianie tych ssaków (również dla nich samych) niż pokazy w zamkniętych delfinariach. Aby dotrzeć do parku od strony wody, trzeba wypożyczyć łódź, kajak lub deskę do stand up paddlingu (SUP).

TT Playa de la Fosa w pobliżu Peñón de Ifach w Calpe

TT Niebieskie kopuły Kościoła Matki Boskiej Pocieszenia i białe domy z balkonami w klimatycznej Altei

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

Mniej więcej 12 km na północny zachód od Altei, u źródła rzeki Algar, znajdują się Las Fuentes del Algar (Les Fonts d’Algar). Te popularne, zwłaszcza wśród Hiszpanów, wodospady wyglądają jak skrawek raju i są jedną z największych atrakcji w  regionie. Prze­piękna sceneria sprawia, że kąpiel w ich krystalicznie czystej, ale bardzo zimnej wodzie jest niezapomnianym przeżyciem. A jeśli zgłodniejemy, możemy posilić się w pobliskiej restauracji serwującej pyszne dania. 

LATO–JESIEŃ 2019


174 EUROPODRÓŻE ZAMEK NA SKALE Jeżeli udamy się dalej na północny zachód od Altei, dotrzemy do charakterystycznej budowli – arabskiego zamku wzniesionego na niedostępnej skale. Rozpościera się z niego zapierający dech w piersiach widok na położoną u stóp twierdzy miejscowość Guadalest (El Castell de Guadalest), szczyty gór, doliny i turkusowe jezioro. Najstarsza część miasteczka przytula się do stromej skały, jakby szukała wsparcia. Guadalest przyciąga turystów niezwykłym urokiem, a także sklepikami z rękodziełem artystycznym, restauracjami ze smacznym lokalnym jedzeniem i oryginalnymi muzeami tematycznymi (np. Muzeum Solniczek i Pieprzniczek – Museo de Saleros y Pimenteros). Choć dotarcie do miejscowości wymaga pewnego wysiłku, warto się na niego zdobyć. Trud wynagradzają (i  to z  nawiązką) widoki jak z bajki. Guadalest otaczają rosnące w dolinach i na skalnych tarasach gaje migdałowe, pomarańczowe i oliwne. Do miasteczka wchodzi się przez tunel, po którego pokonaniu oczom przechodzącego ukazuje się górująca nad wszystkim twierdza.

MANHATTAN W HISZPANII Całkowitym przeciwieństwem Guadalestu jest Benidorm – najbardziej zurbanizowana część wybrzeża. Uważa się, że pod względem liczby wieżowców nie dorównuje mu żadne inne miasto w Hiszpanii. Przy takim nagromadzeniu wysokich budynków nie dziwi bogata oferta noclegowa kurortu. Dlatego w sezonie ściągają tu tłumy wczasowiczów. Jednak jeśli ktoś lubi tętniące życiem miasta z mnóstwem dyskotek, barów i restauracji, będzie się w Benidormie znakomicie bawił. W okolicy znajduje się też kilka parków rozrywki. Do najpopularniejszych należą Terra Mítica, Aqualandia, Mundomar, Terra Natura i DinoPark Algar. Kurort przyciąga również długimi, piaszczystymi plażami (z Playa de Poniente na czele). Koniecznie trzeba tu także wybrać się na popularny punkt obserwacyjny – Mirador del Castillo, nazywany balkonem Morza Śródziemnego. Roztaczają się z niego przepiękne widoki.

CZEKOLADOWE MIASTECZKO Nieduża, ok. 35-tysięczna Villajoyosa (La Vila Joiosa), podobnie jak mnóstwo nadmorskich miejscowości na Białym Wybrzeżu, słynie z malowniczych plaż i niezmiernie kolorowych domów. Jednak to nie wszystko, co czeka w niej na turystów. Największy jej atut stanowi… czekolada. W mieście działa kilka

LATO–JESIEŃ 2019

SS Z murów zamku w Guadalest można podziwiać malowniczy zbiornik retencyjny (embalse de Guadalest)

fabryk tego słodkiego smakołyku. Z myślą o zwiedzających stworzony został specjalny czekoladowy szlak. Chętni (których nie brakuje) mogą brać udział w warsztatach i wykonać własny przysmak z czekolady.

IBERYJSKA ATMOSFERA Nieoficjalna stolica regionu Costa Blanca – ponad 330-tysięczne Alicante (Alacant) – jest miastem na wskroś hiszpańskim. Aby się o tym przekonać, wystarczy przejść się wspaniałą, obsadzoną palmami promenadą (Explanada de España lub Paseo de la Explanada), która ciągnie się wzdłuż miejskiej plaży i portu, albo wieczorem wybrać się na spacer położoną w  centrum popularną aleją (Rambla de Méndez Núñez, La Rambla). Warto udać się również na 169-metrowe wzgórze Benacantil, żeby spojrzeć z góry na zatokę i odwiedzić Zamek św. Barbary (Castillo de Santa Bárbara). Poza tym można tu bez pośpiechu wędrować wąskimi uliczkami z białymi domami, które zdobią wzorzyste płytki azulejos i  donice pełne kolorowych kwiatów. Do miasta polecam zawitać zwłaszcza w czerwcu (w okolicy nocy świętojańskiej, z 23 na 24 czerwca),

kiedy odbywa się kilkudniowy, widowiskowy festiwal Hogueras de San Juan (Fogueres de Sant Joan).

PALMOWY GAJ Nieopodal Alicante znajduje się największy w Europie gaj palm daktylowych (Palmeral de Elche lub Huertos de Palmeras de Elche), wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To właśnie jemu zawdzięcza swoją popularność Elche (Elx). Do dziś w granicach miasta zachowało się powyżej 200 tys. daktylowców (wśród nich są nawet okazy ponad 300-letnie). Poza palmami daktylowymi na tym samym obszarze rosną także pomarańcze, cytryny i granatowce. Drugim tutejszym skarbem jest Misterium z Elche (Misterio de Elche, Misteri d’Elx). To średniowieczne przedstawienie teatralne ku czci Matki Boskiej było pierwszym zjawiskiem z Hiszpanii uznanym przez UNESCO za arcydzieło ustnego i nie­materialnego dziedzictwa ludzkości (potem trafiło na Listę Reprezentatywną Nie­materialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Spektakl odbywa się co roku 14 i 15 sierpnia w Bazylice 


©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

175

©© TVCB, Valencia/www.visitvalencia.com

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

SS W czekoladowym mieście Villajoyosa wzrok przyciągają niskie, kolorowe budynki niedaleko wybrzeża

SS Niebo o zachodzie słońca nad Zamkiem św. Barbary górującym nad zabudowaniami w centrum Alicante

©© Leonid Andronov/shutterstock

TT Największy w Europie gaj palm daktylowych w Elche

LATO–JESIEŃ 2019


176 EUROPODRÓŻE św. Marii (Basílica de Santa María) i opowiada o zaśnięciu (śmierci), wniebowzięciu i koronacji matki Chrystusa. Z kolei miłośnicy zabytków powinni zobaczyć XV-wiecz­ny Pałac Altamira (Palacio de Altamira), w którym obecnie mieści się muzeum (Museo Arqueológico y de Historia de Elche – MAHE), i łaźnie arabskie.

SS Muralla de Tabarca to mur obronny z XVIII w., wysoki na średnio 8 m, otaczający miasteczko Tabarca

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

Jakieś 22 km od Alicante leży wyspa Tabarca (Isla de Tabarca lub Nova Tabarca). Ma ona zaledwie 1,8 km długości i 450 m szerokości. Jej wschodnia część zachowała swój naturalny charakter – znajdują się w niej lęgowiska ptaków i latarnia morska pochodząca z połowy XIX stulecia (Faro de Tabarca). Na zachodzie Tabarki powstało otoczone murem miasteczko. Żyje w nim ok. 60 osób. W rodzinnych restauracjach serwuje się tu przepyszne dania rybne. Na wyspę można dotrzeć ze zorganizowaną wycieczką z miast Alicante lub Santa Pola. W historii tego ostatniego dużą rolę odegrali piraci. To właśnie Tabarca była ich bazą wypadową. Dlatego w mieście natkniemy się na różne ślady z czasów działalności korsarzy. W celu obrony przed pirackimi atakami w XVI w. wzniesiono w tym miejscu zamek – Castillo-Fortaleza de Santa Pola. Dziś w murach twierdzy funkcjonuje m.in. Muzeum Morza (Museo del Mar) przedstawiające jego znaczenie w dziejach miasta. Oprócz tego do tutejszych atrakcji należą Akwarium Miejskie (Aquàrium Municipal), statek muzealny (Barco-Museo Esteban González), Parque Natural de las Salinas de Santa Pola, dawne wieże strażnicze, a także pozostałości po rzymskim porcie (Portus Ilicitanus).

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

TAJEMNICZA WYSPA

SS Paseo Vista Alegre, bulwar w kurorcie Torrevieja

Imponująca promenada, piękne i czyste plaże (oznaczone Błękitną Flagą), ponad 100 barów nocnych, port rybacki, ale przede wszystkim dwie słone laguny (Lagunas de La Mata y Torrevieja) – tym przyciąga w swoje progi Torrevieja. Bywa ona nazywana miastem morza i soli, gdyż jest jednym z największych w Europie producentów tego białego złota. Najciekawsze atrakcje okolicy leżą wzdłuż trzech tras turystycznych, które zostały tu wyznaczone (Szlaku Natury – Ruta Natura, Szlaku Morskiego – Ruta Marinera, Szlaku Solnego – Ruta Salinera). Torrevieja to również nietypowe placówki muzealne. Warto wśród nich wymienić Muzeum Wielkiego Tygodnia (Museo de la Semana Santa „Tomás Valcárcel Deza”) czy też Muzeum Szopek Betlejemskich (Museo de Belenes).

LATO–JESIEŃ 2019

©© TVCB, Valencia/www.visitvalencia.com/Eva Mañez

MORZE I SÓL

TT Pałac Sztuk im. Królowej Sofii, opera w Walencji


177 Pobliskie plaże są szerokie i piaszczyste, idealne dla osób, które marzą o błogim relaksie. Bardzo urokliwie wygląda Cala Ferris. Urody dodają zatoczce małe wydmy. Krystalicznie czysta woda skrywa morskie łąki i różne gatunki ryb, dlatego okolicę upodobali sobie nurkowie.

©© Patronato Provincial Turismo Costa Blanca

SZTUKA, NAUKA I OCEANARIUM

©© TVCB, Valencia/www.visitvalencia.com/Josep Gil

SS Jachty i łodzie cumujące w niewielkiej zatoczce na Tabarce, tuż koło jej piaszczystej plaży

TT Castillo de Játiva, strategicznie położona forteca

SZUM FAL ©© TVCB, Valencia/www.visitvalencia.com/Diputación Valencia

SS Wnętrze dawnego klasztoru karmelitów w Walencji

W trakcie pobytu na Białym Wybrzeżu nie można ominąć Walencji (Valencia, València), 800-tysięcznej stolicy wspólnoty autonomicznej o tej samej nazwie. Znajduje się w niej mnóstwo atrakcji zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Jednocześnie jest tu dużo spokojniej niż np. w Madrycie lub Barcelonie. Do charakterystycznych miejsc w Walencji należy kompleks Miasto Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias, Ciutat de  les Arts i  les Ciències). W  jego skład wchodzi największe w Europie oceanarium o łącznej powierzchni 110 tys. m2 (Oceanogràfic) – zebrano w  nim ponad 500 gatunków zwierząt! Miasto Sztuki i Nauki powstało w dawnym dorzeczu rzeki Turii. Po powodzi w 1957 r. zmieniono jej bieg. Teraz znajdują się na tym obszarze ogrody (Jardín del Turia), skwery, parki, tereny rekreacyjne i place zabaw, które wiją się jak zielona wstążka. To fantastyczne miejsce na wypoczynek, spacer z przyjaciółmi czy uprawianie joggingu. Najbardziej znany obszar zabytkowej części Walencji (Ciudad Vieja, Ciutat Vella) stanowi dzielnica El Carmen (El Carme) z klimatycznymi uliczkami oraz świetną ofertą kulinarną i kulturalną. Walenckie plaże są szerokie i pokryte piaskiem. Ze względu na czystą wodę i znakomite zaplecze gastronomiczne przyciągają osoby spragnione słońca i uwielbiające kąpiele. Leżą w pewnym oddaleniu od centrum, ale warto się na nie wybrać. Za najlepszą uchodzi blisko 2-kilo­metrowa Malvarrosa (Playa de la Malvarrosa).

W pobliżu Walencji na zainteresowanie zasługuje przepiękny Park Przyrodniczy Albufera (Parque Natural de la Albufera, Parc Natural de l’Albufera). Na jego obszarze leży zalew morski (po hiszpańsku albufera), wokół którego ciągną się aż po horyzont pola ryżowe. W parku można przemieszczać się pieszo po lądzie i małymi statkami po akwenie. Na rejs najlepiej wybrać się o zachodzie słońca. Na terenie parkowym znajdują się też piękne plaże: El Saler, La Garrofera i La Devesa. 

LATO–JESIEŃ 2019


178 EUROPODRÓŻE W prowincji Walencja warto odwiedzić także Sagunto (Sagunt). Miasto to zostało zdobyte w 219 r. p.n.e. po ośmio­miesięcz­ nym oblężeniu przez kartagińskiego wodza Hannibala (247 r. p.n.e.–183 r p.n.e.). Szczyci się ono licznymi zabytkami i malowniczym centrum historycznym. Poza tym polecam również zobaczyć średniowieczny zamek w mieście Játiva (Xàtiva).

COSTA CÁLIDA Największą atrakcję Ciepłego Wybrzeża stanowi Mar Menor, czyli wielka laguna osłonięta mierzeją o długości 22 km (La Mangą). Jej wody są bardzo ciepłe i płytkie, dlatego idealnie nadają się na uprawianie sportów wodnych, szczególnie windsurfingu. Nazwa Costa Cálida dobrze oddaje panujące tu warunki, ponieważ słońce i wysokie temperatury powietrza sprawiają, że w morzu można się kąpać przez pół roku. Rozległe i piaszczyste plaże ciągną się prawie nie­przerwanie przez 250 km, a woda jest przejrzysta i spokojna. W  głębi lądu dominują tereny pustynne i górzyste. W okolicy rosną opuncje, figowce i agawy. Ciepłe Wybrzeże rozciąga się od miejscowości El Mojón (San Pedro del Pinatar) na północy po Águilas na południu.

RZYMSKIE RUINY Costa Cálida nie może poszczycić się taką liczbą zabytków jak pozostałe opisywane przeze mnie wybrzeża. Jednak i na nim znajduje się co najmniej kilka bardzo interesujących miejsc. Zalicza się do nich założona jeszcze przez Fenicjan 220-tysięczna dzisiaj Kartagena (Cartagena) z  pozostałościami z czasów rzymskich, do których należy teatr wzniesiony między 5 a 1 r. p.n.e. Poza tym warto zwiedzić historyczne centrum ze średniowieczną zabudową, wychodzące na port. Pełno tutaj barów i kawiarni. Stolicą położonej w tej części Hiszpanii wspólnoty autonomicznej Murcja jest 450-tysięczne miasto o tej samej nazwie. Znajdują się w nim m.in. eklektyczny gmach Real Casino de Murcia (Casino de Murcia) i Katedra (Catedral de Murcia). Leżąca w głębi lądu Lorca przyciąga wspaniałymi średnio­wiecznymi fortyfikacjami, kościołami i willami z czasów rzymskich. W  miasteczku Mula, usytuowanym między Murcją i miejscowością Caravaca de la Cruz, wznosi się zamek markiza de los Vélez z pierwszej połowy XVI stulecia (Castillo de los Vélez). Są tu też źródła wód leczniczych. Wspomniana Caravaca de la Cruz to ważny ośrodek religijny – jedno z pięciu świętych miast katolickich, obok Rzymu, Jerozolimy, Santiago de Compostela i Santo Toribio de Liébana.

LATO–JESIEŃ 2019

KURORTY MAR MENOR Mar Menor oddziela od morza mierzeja La Manga. W  okolicach laguny znajduje się wiele miejscowości wypoczynkowych, np. Santiago de la Ribera, Los Alcázares i La Manga del Mar Menor. Na wczasowiczów czekają tutaj liczne apartamenty i hotele oraz infrastruktura odpowiednia do uprawiania sportów wodnych. Na północy leży Parque Regional Las Salinas y Arenales de San Pedro del Pinatar. Bramę wjazdową do parku stanowi dawna wioska rybacka San Pedro del Pinatar, dzisiaj popularna miejscowość wypoczynkowa. Na okolicznych podmokłych terenach i słonych lagunach spotyka się tysiące ptaków, a wśród nich flamingi różowe. W położonej w pobliżu miejscowości Lo Pagán można zażywać leczniczych kąpieli błotnych. Ten malowniczy zakątek Hiszpanii upodobali sobie szukający nowego domu obcokrajowcy. Osiedlają się w  nim głównie Brytyjczycy, Niemcy i Skandynawowie, ale coraz częściej sprowadzają się tu także Polacy. Przyciągają ich urokliwe plaże i łagodny klimat.

SS La Manga del Mar Menor, ważne centrum turystyczne

COSTA TROPICAL Tropikalne Wybrzeże swoją nazwę zawdzięcza m.in. uprawianym w tym rejonie owocom, takim jak np. czerymoja (flaszowiec peruwiański), mango, awokado, papaja, gujawa (gruszla) czy banany. Bujna roślinność, błękitne morze i niebo oraz majestatyczne szczyty pobliskich gór tworzą tutaj zapierające dech w piersiach widoki. W regionie znajduje się ponad 100 szerokich plaż z jasnym, miękkim piaskiem, wśród których można znaleźć bardziej kameralne miejsca ukryte w zatoczkach. U podnóży zaśnieżonego pasma górskiego Sierra Nevada leży zjawiskowa, magiczna Grenada (hiszp. Granada).

PODWODNY ŚWIAT Na zainteresowanie na Tropikalnym Wybrzeżu zasługuje miejscowość La Herradura położona na północny zachód od cypla Mona (Punta de la Mona). Miłośników żeglarstwa z pewnością oczaruje usytuowany we wschodniej części tego ostatniego port jachtowy – Marina del Este, znany też pod nazwą Puerto de Punta de la Mona. W okolicy spotkać można amatorów sportów wodnych, szczególnie żeglarstwa i nurkowania. W morzu kryje się tu wspaniały świat. Warto odwiedzić również miejscowość Salobreña z arabskim zamkiem i piękną plażą, plantacje trzciny cukrowej oraz tętniący życiem,

SS Plaza de Belluga – plac przed Katedrą w Murcji


©© Sergio González/Región de Murcia Turística ©© Ayuntamiento de Mula/Región de Murcia Turística

179

TT Ruiny rzymskiego teatru w zabytkowej Kartagenie ©© Joaquín Zamora/Región de Murcia Turística

XX Castillo de los Vélez w miasteczku Mula, zamek o charakterze obronnym, wznoszony od 1524 r.

©© Joaquín Zamora/Región de Murcia Turística ©© Joaquín Zamora/Región de Murcia Turística

TT Piękna Playa de Calblanque na wschód od Kartageny

TT Parque Regional Las Salinas y Arenales de San Pedro del Pinatar chroni obszar o powierzchni 856 ha

©© Joaquín Zamora/Región de Murcia Turística

©© Patronato Provincial de Turismo de Granada

TT Arabski zamek na skale w miejscowości Salobreña

LATO–JESIEŃ 2019


©© Patronato Provincial de Turismo de Granada

180 EUROPODRÓŻE

TT Domy z bielonymi ścianami w Níjar blisko Almeríi

klimatyczny kurort Almuñécar, zwany sexi miasteczkiem, bo na jego dzisiejszym terenie powstała pod koniec IX w. p.n.e. ważna kolonia fenicka Sexi (Secks, Sexs, Eks lub Ex). Góruje nad nim potężna forteca – Castillo de San Miguel. Poza tym do najbardziej znanych centrów turystycznych Costa Tropical (w Hiszpanii spotkamy się także z określeniem Costa Granadina) zaliczają się Castell de Ferro (z  warownym zamkiem z  czasów mauretańskich), La Rábita, Motril czy Torrenueva Costa.

Oba obiekty trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Fortecę wznieśli w XIII w. i rozbudowywali w kolejnym stu­leciu Maurowie. Czerwone mury skrywają misternie zdobione wnętrza. Równie nie­samowicie prezentuje się kompleks Generalife, który zachwyca wspaniałymi ogrodowymi aranżacjami. Pod ochroną organizacji UNESCO znajduje się jeszcze jeden skarb Grenady – dawna arabska dzielnica Albaicín (Albayzín), której zabudowania położone są na łagodnie opadającym zboczu wzgórza.. Nie­zwykłego uroku dodają jej wąskie uliczki, targowiska i  herbaciarnie. W  mieście polecam także zobaczyć przepiękną XVI-wieczną Katedrę (Catedral de Granada).

SS Szybko rozwijający się kurort Roquetas de Mar

©© Lux Blue/shutterstock

SS Generalife – Patio de la Acequia z fontannami

BAŚNIOWY PAŁAC Symbolem 230-tysięcznej Grenady jest niewątpliwie twierdza Alhambra sąsiadująca z letnim pałacem z ogrodami Generalife.

LATO–JESIEŃ 2019

COSTA DE ALMERÍA W krajobrazie Wybrzeża Almeríi wyróżnia się zapierający dech w piersiach Parque Natural Cabo de Gata-Níjar. Gdy przemierza się tutejsze kręte drogi prowadzące przez górzysto-pustynne tereny i spogląda na leżące w dole morze, można zapomnieć o całym świecie. Ze względu na rozmaite formacje skalne oraz afrykańską faunę i florę nietrudno jednak poczuć się zdezorientowanym. W niejednym turyście budzą się wątpliwości, czy wciąż jeszcze jest w Europie, czy już w Afryce.

RYSUNKI W JASKINI Costa de Almería z pewnością spodoba się osobom lubiącym spędzać czas w otoczeniu przyrody. W trakcie wyprawy przez Przylądek


©© lux blue/shutterstock

181

TT Kamieniste wybrzeże w parku Cabo de Gata-Níjar

Kota (Cabo de Gata) można podziwiać spektakularne widoki i egzotyczną roślinność. Kraj­ obraz urozmaicają agawy, kaktusy i palmy. Poza tym spotyka się tu liczne ptaki, np. orły, rybołowy, perkozy, flamingi i czaple. W  Parku Przyrodniczym Sierra María-Los Vélez (Parque Natural Sierra María -Los Vélez) znajduje się słynna jaskinia Los Letreros. Obejrzymy w niej malowidła ścienne z epoki neolitu. Wraz z innymi obiektami z Hiszpanii umieszczono je w 1998 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako Sztukę Naskalną z Basenu Morza Śródziemnego na Półwyspie Iberyjskim. Kto chce poczuć dreszczyk emocji, powinien wybrać się na potężny stratowulkan Cerro del Hoyazo (230 m n.p.m.) w paśmie Sierra Alhamilla, usytuowany ok. 3 km na wschód od malowniczego miasta Níjar.

COŚ DLA KAŻDEGO Do najpopularniejszych miejscowości regionu należy Vera. Jej renesansowa i barokowa zabudowa, plaże oraz park wodny (Aquavera) przyciągają turystów każdego roku. Popularnością cieszy się również blisko 100-tysięczny kurort Roquetas de Mar położony nad piaszczystym brzegiem, ze wspaniałym zamkiem z końca XVI stulecia (Castillo de Santa Ana lub Castillo de Las Roquetas). Wczasowiczom preferującym bardziej kameralną atmosferę spodoba się niewielka miejscowość Garrucha. To fantastyczne miejsce na rodzinne wakacje.

©© Fesus Robert/shutterstock

DZIKI ZACHÓD W okolicach Almeríi koniecznie trzeba odwiedzić pustynię Tabernas. Jej krajobrazy w latach 60. XX w. zachwyciły włoskiego reżysera Sergia Leone (1929–1989), który zaczął kręcić w Andaluzji słynne spaghetti wester-

ny. Swoją karierę zaczynali tutaj kompozytor Ennio Morricone i aktor Clint Eastwood. Dziś działa w tym rejonie park tematyczny Oasys MiniHollywood. Z  kolei w  200-tysięcznej Almeríi John Lennon napisał w 1966 r. jedną z najbardziej znanych piosenek The Beatles Strawberry Fields Forever. W miejscowym muzeum kinemato­grafii (Casa del Cine) można zobaczyć zajmowany przez niego pokój i wannę, w której miał ułożyć tekst utworu.

NA URLOP LUB NA DŁUŻEJ Gdy w jakimś miejscu pogoda rozpieszcza, nad głową przez większą część roku ma się błękit nieba, nieopodal słychać szum fal ciepłego morza, a kuchnia kusi pysznościami, chciałoby się w nim pozostać na dłużej lub wracać do niego w każdej możliwej chwili. Nic więc dziwnego, że coraz więcej Polaków decyduje się na zakup nieruchomości w Hiszpanii. Dużą zachętą do tego jest również rosnąca liczba połączeń lotniczych między Polską a Półwyspem Iberyjskim. Samolotem dotrzemy z naszego kraju do wielu hiszpańskich miast. Rynek nieruchomości w Hiszpanii obfituje w oferty, zatem mamy w czym wybierać. Wybrzeże leżące na południe od Walencji nadal należy do najtańszych regionów pod tym względem. Popularne wśród Polaków są takie miejscowości jak Torrevieja, Orihuela, Santa Pola czy Guardamar de Segura. W okolicy dwóch pierwszych dzięki słonym lagunom panuje specyficzny mikroklimat, korzystny dla zdrowia. Bliskość morza sprawia, że można czuć się tu jak na wakacjach. Oprócz tego region charakteryzuje się dobrą infra­strukturą, a  miejscowe placówki opieki zdrowotnej i szkoły są na wysokim poziomie. Warto więc pomyśleć, czy na czarującym wybrzeżu Hiszpanii nie zatrzymać się na dłużej. 

LATO–JESIEŃ 2019


182 WEEKEND W POLSCE

Wielobarwnie w województwie

śląskim BARBARA TEKIELI

SS JUROMANIA, regiment szwedzki, Zamek Ogrodzieniec

©© W. KORPUSIK/ŚLĄSKA ORGANIZACJA TURySTyCZNA

TT Jeden z niezmiernie widowiskowych koncertów Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny

LATO–JESIEŃ 2019


©© STOWARZySZENIE MIŁOŚNIKÓW ZIEMI TARNOGÓRSKIEJ

183

©© radosław KAŹMIERCZAK/Śląska Organizacja Turystyczna

©© P. Lipecki/Śląska Organizacja Turystyczna

SS Wnętrza Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach – komora Srebrna z rzeźbami górników

SS Szyb Maciej, roladą z modrą kapustą i gumiklejzami

TT Magiczny świat Bazyliszka w Legendii w Chorzowie

©© Tomasz Donocik/Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Ziemia Pszczyńska”

©© Legendia

TT Festiwal POLEKU, Skansen Zagroda Wsi Pszczyńskiej

LATO–JESIEŃ 2019


184 WEEKEND W POLSCE

« Przez ostatnie lata województwo śląskie dynamicznie się zmieniało. Z tego względu dziś zalicza się je do najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc w Polsce. Ogromnym atutem regionu jest jego odmienna kultura. Odzwierciedlają ją śląskie zwyczaje, święta, tradycyjne stroje i kuchnia. »

SS Zwiedzający Zabytkową Kopalnię Srebra poznają to arcydzieło podziemnej inżynierii górniczej

nych, a 9 lipca 2017 r. jej podziemia wraz z  systemami odwadniania, infrastrukturą wodociągową i  krajobrazem kulturowym wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To jedyne w Polsce miejsce, gdzie trasą turystyczną można wyruszyć na zwiedzanie wyrobisk pozostałych po wydobyciu srebra, ołowiu i cynku. Wszystko miało się zacząć od przypadkowego odkrycia dokonanego na przełomie XV i XVI w. przez chłopa zwanego Rybką, zamieszkującego osadę Tarnowice (obecnie dzielnicę Tarnowskich Gór pod nazwą Stare Tarnowice), który orząc pole, natrafił na bryłę kruszcu. Dzięki temu położone na północnych krańcach Górnego Śląska Tarnowskie Góry stały się później jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w tej części Europy. Wydobycie rud srebra, ołowiu i cynku pociągnęło za

A

mbasador kultury polskiej – Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny – od lat rozsławia nasz kraj na wszystkich kontynentach. Dawne kopalnie, zakłady przemysłowe i dzielnice górnicze po rewitalizacji dostają drugie życie. Święto Szlaku Zabytków Techniki INDUSTRIADA bije w czerwcu rekordy popularności. Na tej trasie turystyki industrialnej znajdują się prawdziwe perełki, takie jak Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, czy Sztolnia Królowa Luiza w Zabrzu, laureat tegorocznej nagrody Europa Nostra.

Śląskiemu jest po drodze z kulturą. Każdego roku gości wielkie festiwale muzyczne. Zamki i  strażnice władców ze Szlaku Orlich Gniazd (wytyczonego w województwie śląskim i  małopolskim) przyciągają turystów wydarzeniami kulturalnymi i nowymi atrakcjami. Warto je odwiedzić w  czasie naj­słynniejszej związanej z  nim imprezy – wrześniowej JUROMANII.

TT Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” ma w repertuarze programy: galowy, wokalno-instrumentalny i taneczny

LATO–JESIEŃ 2019

©© W. Korpusik/Śląska Organizacja Turystyczna

GWIAZDA SZLAKU Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach jest jedną z czterech największych gwiazd Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego. Od 2004 r. zarówno ona, jak i Sztolnia Czarnego Pstrąga znajdują się na liście Pomników Historii. Dziesięć lat później kopalnia została włączona do Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (European Route of Industrial Heritage – ERIH) jako jeden z tzw. punktów kotwicz-

sobą znaczący rozwój miasta, a jego mieszkańcom zapewniało dostatek. Pozyskiwano tu głównie tzw. galenę, czyli rudę ołowiu z domieszką srebra. W połowie XVI stulecia Tarnowskie Góry były największym producentem ołowiu i srebra w tej części kontynentu. Według historyków pochodzący stąd ołów miał pośredni wpływ na rozwój między­narodowego handlu i ogólne ożywienie gospodarcze w Europie. Z kolei srebro transportowano aż do Chin, które wykorzystywały je do produkcji monet. W  styczniu 1788 r. w  państwowej kopalni Fryderyk po raz pierwszy w tej części kontynentu zastosowano maszynę parową do odwadniania podziemi. Urządzenie odwadniające skonstruowano w należącej do słynnego angielskiego przemysłowca Samuela Homfraya (1762–1822) hucie żelaza


©© www.slaskie.travel/T. Renk

185

Penydarren w południowej Walii. Wieść o uruchomieniu cuda ówczesnej techniki szybko rozeszła się po Europie. Do Tarnowskich Gór zaczęły wkrótce przybywać osoby chcące na własne oczy zobaczyć maszynę. Wśród nich byli władcy, politycy, wojskowi, naukowcy i artyści. W księdze gości pośród wpisów blisko 900 znanych postaci widnieje też ten zamieszczony przez Józefa Wybickiego (1747–1822), twórcę słów do pieśni, która stała się polskim hymnem narodowym. Obecnie tarnogórska kopalnia jest jedną z największych atrakcji turystycznych w Polsce. To idealne miejsce do realizowania projektów o charakterze edukacyjnym i kulturowym. Do najciekawszych tutejszych imprez należą wydarzenia związane z INDUSTRIADĄ czy odbywający się 1 maja Piknik na ul. Maszynowej. Na terenie Skansenu Maszyn Parowych organizowane są plenerowe przedstawienia teatralne, koncerty i pokazy.

Po zwiedzaniu można wybrać się do oberży słynącej z lokalnego piwa oraz dań kuchni śląskiej i polskiej. „Restauracja 10 stopni” działa w dawnym nadszybiu. Nazwa lokalu utrzymanego w stylu postindustrialnym oznacza wysokość temperatury utrzymującej się w tarnogórskich podziemiach.

AMBASADOR KULTURY POLSKIEJ Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny od 66 lat promuje bogactwo polskiej kultury. Jest drugim po Państwowym Zespole Ludowym Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego zespołem folklorystycznym rozpoznawalnym na całym świecie. Koncertował w 44 krajach na pięciu kontynentach. Zdobył wiele prestiżowych nagród i wyróżnień. Dał powyżej 7 tys. koncertów dla ponad 25 mln widzów. W swoim repertuarze ma 18 programów artystycz-

©© T. Zakrzewski/ZPiT Śląsk

TT W Śląskim Centrum Edukacji Regionalnej w Koszęcinie przygotowano bogatą ofertę kulturalną

nych, które prezentują 70 polskich regionów. Wśród 20 t strojów noszonych przez chórzystów i tancerzy na scenie znajduje się 22 tys. kompletów ze wszystkich etno­ graficznych regionów Polski. Największą część stanowią kostiumy ze Śląska. Zespół ma w swoim repertuarze tańce narodowe, pieśni i utwory wokalne, chóralne i oratoryjne, stworzone głównie przez wybitnych kompozytorów polskich, ale i światowych. Ważne miejsce w jego programach zajmuje muzyka m.in. Wojciecha Kilara, Stanisława Hadyny, Czesława Grabowskiego, Janusza Stalmierskiego czy Romualda Twardowskiego. Od początku swojego istnienia „Śląsk” nieprzerwanie uczestniczy w  międzynarodowej wymianie kulturalnej. Współpracuje z  licznymi, rozsianymi po całym świecie zespołami polonijnymi. Tradycyjnie utrzymuje kontakty z grupami funkcjonującymi w USA, Kanadzie, Francji, Niemczech i Austrii oraz za wschodnią granicą. Uniwersalny język muzyki etnicznej daje nieograniczone możliwości rozwijania współpracy międzynarodowej. Pierwszy, najbardziej znany program zespołu, opracowany przez jego twórców, kompozytora, dyrygenta, muzykologa i pisarza Stanisława Hadynę (1919–1999) oraz choreografkę i pedagog Elwirę Kamińską (1912–1983), przyniósł „Śląskowi” sławę, uznanie i liczne nagrody na całym świecie. W 2019 r. przypada 100. rocznica urodzin tego pierwszego. Dlatego też Sejmik Woje­ wództwa Śląskiego ustanowił go Rokiem Stanisława Hadyny. Z tej okazji zaplanowano wiele koncertów. Szczególny odbędzie się 30 sierpnia w wiślańskim amfiteatrze, który nosi imię współzałożyciela zespołu. Kolejne ważne koncerty uświetnią IV Między­ narodowy Festiwal Folklorystyczny „Silesia” w Koszęcinie (od 2 do 8 września). W  maju 2017 r. podpisano umowę o współprowadzeniu „Śląska” z ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Siedziba zespołu znajduje się w Koszęcinie w powiecie lublinieckim. Tu funkcjonuje również Śląskie Centrum Edukacji Regionalnej prowadzące działalność edukacyjną i kulturalną, w tym Letnią Szkołę Artystyczną. Oferta cieszy się dużym zainteresowaniem, co potwierdza liczba już zrealizowanych 7 tys. godz. warsztatowych.

ŚLĄSK W PIGUŁCE O przywiązaniu mieszkańców województwa śląskiego do tradycji świadczy zachowanie najpiękniejszych fragmentów katowickich osiedli robotniczych Giszowiec 

LATO–JESIEŃ 2019


©© www.slaskie.travel/T. Renk (d. Gębuś)

186 WEEKEND W POLSCE

TT Zamek w Pszczynie od strony parku krajobrazowego

i Nikiszowiec, prawdziwych pereł Szlaku Zabytków Techniki. Miejscowa architektura grała w wielu filmach, a sam region jest często wykorzystywany jako plener przez znanych reżyserów. Ostatnio wieś Rudy w  powiecie raciborskim rozsławił wielokrotnie nagradzany i promowany poza granicami Polski film Pawła Pawlikowskiego Zimna wojna ze wspaniałymi zdjęciami. Wspomniane katowickie osiedla pojawiały się w  produkcjach Kazimierza Kutza (1929–2018). Ten naj­bardziej znany popularyzator tradycji i historii ziemi śląskiej nazywał Nikiszowiec Śląskiem w pigułce. Nagrywano tu sceny do takich filmów jak Angelus Lecha Majewskiego, Kolejność uczuć Radosława Piwowarskiego, Grzeszny żywot Franciszka Buły Janusza Kidawy, Barbórka Macieja Pieprzycy czy Piąta pora roku Jerzego Domaradzkiego.

jego domu i pozwolić, aby w jego miejscu wybudowano nowe bloki z wielkiej płyty. Jego losy stanowią nawiązanie do historii osiedla.

©© Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego

SS Nikiszowiec w Katowicach – nazwa osiedla pochodzi od pobliskiego szybu kopalnianego Nickisch

LATO–JESIEŃ 2019

Turyści chętnie zaglądają do Giszowca i Nikiszowca, bo nigdzie indziej nie znajdują podobnej atmosfery i autentyczności. Unikatowe na skalę europejską, powstałe ponad 100 lat temu osiedla budzą zachwyt nie tylko wśród miłośników architektury i urbanistyki, ale też fanów śląskiego folkloru. W  rankingu platformy TripAdvisor figurują wśród najciekawszych miejsc w Katowicach. Giszowiec, którego obiekty wpisano do rejestru zabytków, nie przypomina już co prawda siebie sprzed wieku. Większość obecnego osiedla zajmują nowe budynki mieszkalne, ale to, co ocalało, nadal przyciąga wielu turystów poszukujących prawdziwego Śląska. Starego Giszowca broni główny bohater filmu Paciorki jednego różańca Kazimierza Kutza. Karol Habryka nie chce wyprowadzić się ze swo-

AKTYWNA PSZCZYNA Nieduża, 26-tysięczna Pszczyna, słynąca z jednego z najpiękniejszych zamków w  Polsce i  pokazowej Zagrody Żubrów usytuowanej w zabytkowym parku, przypadnie do gustu osobom lubiącym spędzać czas aktywnie. Blisko historycznego centrum leży Ośrodek Sportów Wodnych w Łące. To nie tylko raj dla amatorów konkretnych dyscyplin, ale też świetne miejsce na weekendowe wypady. Można tutaj popływać łodziami, jachtami, kajakami, rowerami i skuterami wodnymi. Ośrodek ma świetne zaplecze z toaletami i prysznicami. Na jego terenie znajduje się kawiarenka


©© www.slaskiesmaki.pl/P. Lipecki

187

©© Urząd Miejski w Pszczynie

©© www.slaskiesmaki.pl/P. Lipecki

SS Pożywny, gęsty żur podany z jajkiem na twardo

SS Śląski klasyk – rolada, kluski i modra kapusta

©© www.slaskiesmaki.pl/P. Lipecki

SS Aranżacje kwiatowe, które zdobią rynek w Pszczynie z okazji Daisy Days, dni księżnej Daisy

©© Urząd Miejski w Pszczynie

©© www.slaskiesmaki.pl/P. Lipecki

SS Nowa wersja tradycyjnego krupnioka śląskiego

SS Pszczyński pomnik w formie ławeczki upamiętniający księżną Marię Teresę Oliwię Hochberg von Pless

SS Tort w „moodro Restaurant” w Muzeum Śląskim

i pole kempingowe przeznaczone pod namioty, przyczepy kempingowe i kampery. Przy brzegu jeziora Łąka cumują żaglówki. Można tu również odbyć kurs żeglarski czy windsurfingowy. Miłośnicy jazdy na dwóch kółkach mają do wyboru w okolicy miasta łącznie osiem samoobsługowych stacji wypożyczania jednośladów i 80 rowerów, a liczba ta co roku wzrasta. Pierwsza trasa rowerowa z prawdziwego zdarzenia połączyła Pszczynę z zaporą na Wiśle w Goczałkowicach-Zdroju (Jeziorem Goczałkowickim). Obecnie powstaje nowa sieć ponad 20 km utwardzonych ścieżek, która uzupełni braki dróg w okolicy i umożliwi dojazd rowerem z centrum miasta do pobliskich wsi, np. Wisły Małej i Ćwiklic, słynących z zabytków architektury drewnianej. W tych

tutejsza mieszkanka – uhonorowana ławeczką księżna pszczyńska Daisy (Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, 1873–1943). Z jego okazji organizuje się kilkanaście wydarzeń kulturalnych, które związane są z pasjami i działalnością tej osobistości. Cały rynek zamienia się wtedy w wielki ogród pokazowy. Dekoracje przygotowują centra ogrodnicze z południowej Polski. Roślinne dzieła sztuki można podziwiać bezpłatnie w  dzień i  po zapadnięciu zmroku, bo są pięknie oświetlone. W mieście warto także wziąć udział w Nocnej Grze Książęcej czy Majówce Konnej oraz wybrać się na koncerty Von Promnitz Tour. W Pszczynie już dwukrotnie odbył się kulinarny Festiwal „Śląskie Smaki”. Tutejsze restauracje słyną ze smacznej kuchni i z tego względu były wielokrotnie nagradzane 

drugich znajduje się jedna z najstarszych drewnianych świątyń w  Polsce (Kościół św. Marcina). W 2018 r. w Pszczynie powstał także unikatowy obiekt dla miłośników nurkowania (jedyny taki w kraju). Stare zbiorniki przeciwpożarowe przystosowano do prowadzenia ćwiczeń dla nurków. Stworzono tu warunki odpowiednie zarówno dla osób początkujących, jak i zaawansowanych instruktorów czy ratowników trenujących poruszanie się w  ciasnych korytarzach. Z  obiektu mogą korzystać też szkoły nurkowe i nauczyciele nurkowania ze swoimi uczniami. Pszczyna słynie również z licznych imprez kulturalnych odbywających się w weekendy w  pięknym otoczeniu starej części miasta i zabytkowego Parku Pszczyńskiego. W maju swoje święto ma najsłynniejsza

LATO–JESIEŃ 2019


188 WEEKEND W POLSCE

ŚNIADANIE PO NASZYMU Czasem warto zatrzymać się w biegu, aby przeżyć coś wyjątkowego, dostrzec wokół siebie innych ludzi, nawiązać z nimi więź i  cieszyć się drobnymi przyjemnościami zwykłej codzienności. Do tego właśnie zachęca festiwal POLEKU – slow life po naszymu. W czerwcu 2019 r. w Skansenie Zagroda

LATO–JESIEŃ 2019

festiwalu czekały liczne atrakcje, gry i zabawy, które wciągnęły całe rodziny. Przeprowadzono m.in. warsztaty na temat zasad świadomego odżywiania się, urozmaicone wypiekaniem świeżych ciasteczek bananowo-gryczanych i pomarańczowo-jaglanych z ekologicznych składników. Ich zachęcający zapach unosił się w powietrzu, przyciągając coraz to nowe osoby. W oczekiwaniu na wypieki uczestnicy mo-

©© Tomasz Donocik/Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Ziemia Pszczyńska”

Wsi Pszczyńskiej odbył się on już po raz trzeci. Organizatorom wydarzenia od początku przyświecała jedna idea – chcieli przekonać innych do zmiany stylu życia, zwolnienia na chwilę w tym pędzącym przed siebie świecie i zrozumienia, że najważniejsze jest cieszenie się pięknym otoczeniem, celebrowanie wspólnych posiłków i spędzanie czasu na rozmowach przy biesiadnym stole.

SS Animacje i warsztaty na festiwalu POLEKU – slow life po naszymu, Skansen Zagroda Wsi Pszczyńskiej

©© Tomasz Donocik/Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Ziemia Pszczyńska”

w rozmaitych konkursach. Warto spróbować chociażby gęsiny, policzków wołowych czy ryb prosto z Jeziora Goczałkowickiego serwowanych z warzywami od lokalnych rolników. Wspaniałe tradycyjne potrawy śląskie są specjalnością restauracji „Frykówka”. Moim ulubionym miejscem jest znajdujące się przy jednej z uliczek koło pszczyńskiego rynku bistro Punkt „G”astronomiczny. Podawane w nim dania przygotowywane według starych receptur to prawdziwe dzieła sztuki na talerzu. W czasie wizyty w tym mieście nie wolno ominąć zabytkowej herbaciarni w Parku Zam­kowym. Bywali w niej właściciele Pszczyny, w tym sama księżna Daisy. Obiekt poddano renowacji konserwatorskiej, po której otwarto go na nowo. W herbaciarni serwuje się pyszne desery, kawę i herbatę, ale już niebawem będzie w niej można również wykupić wycieczki łodziami po parkowych zbiornikach. W  okresie letnim jedną z  najpopularniejszych pszczyńskich imprez jest Śląski Dzień Miodu, który w tym roku odbył się po raz 10. Sierpniowe Dni Pszczyny (najbliższe 24 i 25 sierpnia) są znakomitą okazją do zabawy i spróbowania lokalnych specjałów. Obchodom towarzyszy Festiwal Pszczyńskich Maszketów Chochla. W jego trakcie amatorskie drużyny rywalizują ze sobą w  przygotowywaniu potraw charakterystycznych dla regionu. Tematem przewodnim tegorocznej imprezy będą desery. Co ciekawe, w konkursie ma wziąć też udział zespół reprezentujący mniejszość ukraińską w Pszczynie. Na zainteresowanie zasługuje poza tym jesienny festiwal Spotkania z Kulturą Żydowską (w 2019 r. w dniach 17–19 października), którego koordynatorem jest Sławomir Pastuszka – pszczynianin, wieloletni opiekun pszczyńskiego kirkutu, nominowany do nagrody POLIN2016 przyznawanej za działalność na rzecz ochrony pamięci o historii polskich Żydów. W programie wydarzenia znajdują się m.in. wykłady, seans filmowy, koncert, bezpłatne wycieczki z przewodnikiem szlakiem judaików oraz warsztaty współczesnej kuchni żydowskiej.

SS Dzieci w trakcie wyścigu w workach i kapeluszach pszczelarskich, POLEKU – slow life po naszymu

Do miejscowych zbierających się na festiwalu chętnie dołączają turyści zwiedzający skansen, zachęceni formą imprezy i zaangażowaniem biorących w niej udział osób. Podobnie jak w minionych latach tego­roczne śniadanie było ekologiczne, a składało się z placuszka twarogowego z ziołami, kanapki z orkiszowego chleba na zakwasie oraz batonika energetycznego z płatkami zbożowymi i suszonymi owocami. Po nim na uczestników

gli zająć się wyciskaniem soków z lokalnych warzyw i owoców. Nie lada atrakcję stanowiły jak co roku warsztaty pszczelarskie, których celem było uświadomienie najmłodszym, że pszczoła jest przyjacielem człowieka. Poznać lepiej świat przyrody pomagało tworzenie niezwykłych lasów w słoju. Dla tych, którzy chcieli zdobyć wiedzę o  lokalnej kulturze i tradycjach, zorganizowano intrygującą grę terenową dostarczającą wielu wrażeń.


189 WYCIECZKA ZE SMAKIEM Bogate tradycje województwa śląskiego odzwierciedla także jego różnorodna kuchnia. Regionalnych dań można spróbować w którejś z 27 restauracji umieszczonych na Szlaku Kulinarnym „Śląskie Smaki” (www.slaskiesmaki.pl), jednym z  pierwszych, jakie powstały w Polsce. W ich menu znajdują się potrawy śląskie, ale też beskidz-

bardziej emocjonującym elementem festiwalu jest pokaz Bitwa Smaków, połączony z raczeniem się potrawami przyrządzanymi przez znanych kucharzy – w tej roli zwykle występują Remigiusz Rączka wraz z kolegą po fachu. Dodatkową atrakcją są również degustacje przygotowywane przez restauracje znajdujące się na wspomnianym szlaku. Festiwal „Śląskie Smaki” promuje kuchnię regionalną jako zdrową, urozmaiconą i smaczną. Zachęca do zainteresowania się trendem slow food i gotowania dań z produktów nie­ przetworzonych. Imprezę wieńczy tradycyjnie uczta dla zmysłów, czyli wieczorny koncert galowy Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny.

Destination of Excellence) na Między­ narodowym Konkursie na Najlepszą Europejską Destynację Turystyczną. Najważniejszą imprezą kulinarną w regionie jest odbywający się od 14 lat Festiwal „Śląskie Smaki”. Prawie każdego roku organizuje się go w innej miejscowości, bo z założenia ma promować różne regiony województwa śląskiego. Dwukrotnie festiwal zawitał

©© www.slaskiesmaki.pl/P. Lipecki

ATRAKCJE FESTIWALI

©© Kapela PIECZARKI

SS Jedna z drużyn biorących udział w konkursie kulinarnym w ramach Festiwalu „Śląskie Smaki”

SS Mega Ser Góralski podczas imprezy OscypekFest organizowanej w Żywcu przez kapelę Pieczarki

kie, jurajskie czy zagłębiowskie. Turysta ma do wyboru ponad 100 regionalnych specjałów, których tradycyjny smak, znakomitą jakość i właściwy sposób przyrządzania gwarantuje certyfikat „Śląskie Smaki”. Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki” otrzymał Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej dla Najlepszego Produktu Turystycznego 2013, a w 2015 r. został doceniony przez Komisję Europejską nagrodą EDEN (European

do Pszczyny (w 2009 i 2018 r.). Tego­roczna, 14. edycja odbyła się w połowie czerwca w parku przy dawnym opactwie cysterskim w Rudach. Wzięcie udziału w przeprowadzanym podczas wydarzenia konkursie kulinarnym stanowi świetną okazję do sprawdzenia się jako szef kuchni. Do walki o Złoty Durszlak oraz tytuł Eksperta Śląskich Smaków stanąć może każdy: profesjonalny kucharz, uczeń szkoły gastronomicznej i amator. Naj-

Kulinarne festiwale i targi promujące lokalne przysmaki są ważnymi wydarzeniami dla województwa śląskiego. Odbywają się przy okazji wielu imprez kulturalnych. Żywiec ma swój OscypekFest, na którym główną gwiazdą jest ten najbardziej oryginalny góralski ser. Festiwal prezentuje poza tym kulturę żywiecką. Biorą w nim udział górale zajmujący się wytwarzaniem oscypka, handlowcy i firmy promujące ten przysmak. Nie brakuje także przedsiębiorstw związanych z produkcją serów, mieszkańców Beskidów oraz ambasadorów kuchni regionalnej, którzy mają bezpośredni wpływ na kultywowanie ludowych tradycji i wdrażanie nowych rozwiązań w rejonach atrakcyjnych turystycznie. W tym roku OscypekFest odbył się w lipcu w Amfi­teatrze pod Grojcem w Żywcu. Wzorem lat minionych wykonano Mega Ser Góralski. Festiwal uświetniły też liczne pokazy, prezentacje i degustacje potraw pasterskich i regionalnych. Nie mniej ciekawą propozycją dla turystów zainteresowanych śląską kuchnią jest Jarmark Produktów Tradycyjnych w Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Pod koniec lipca 2019 r. w ramach imprezy zorganizowano finał konkursu „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”. Podczas wydarzenia można było spróbować tradycyjnych potraw i je kupić. Wiele oferowanych dań i trunków wpisano na Listę Produktów Tradycyjnych województwa śląskiego. Poza znaną już roladą z modrą kapustą i gumiklejzami (kluskami śląskimi) pojawiły się necówka, krupnioki, kołocze czy nalewki. W trakcie imprezy odbywały się również warsztaty kulinarne, których uczestnicy dowiadywali się, jak przygotować domowy twaróg, co dawniej królowało na polskich stołach oraz jak trafić do serc domowników przez żołądek. 

LATO–JESIEŃ 2019


©© Urząd Miejski w Wiśle

190 WEEKEND W POLSCE

SS Galeria Sportowe Trofea Adama Małysza z kolekcją nagród zdobytych przez słynnego polskiego skoczka

Słynna kwaśnica gra pierwsze skrzypce podczas Festiwalu Kwaśnicy w Żywcu, organizowanego w Amfiteatrze pod Grojcem (w 2019 r. zaplanowanego na 9 sierpnia). Święto Pstrąga w tym roku odbyło się już po raz 23 w Złotym Potoku. Wątek kulinarny pojawi się także w trakcie najważniejszego wydarzenia na Szlaku Orlich Gniazd o nazwie JUROMANIA. Od 20 do 22 września 2019 r. będzie można wziąć udział w warsztatach

gotowania i pokazach kuchni tradycyjnej, średniowiecznej i  regionalnej. Smakosze serów zrobią własny ser w kształcie amonita w Łutowcu koło Niegowy. W czasie spotkania z dietetykiem dowiemy się, jak wyglądała dieta praczłowieka i w jaki sposób zaadaptować ją obecnie. Na terenie zespołu pałacowo-parkowego w Złotym Potoku (Pałacu Raczyńskich) zostanie zorganizowana degustacja potraw z pstrągiem złotopockim.

Będzie też można poznać zwyczaje podejmowania gości w ogrodach pałacowych i historię tutejszej pstrągarni.

MIASTO MAŁYSZA Bywali tu Władysław Reymont, Bolesław Prus i Władysław Orkan, ale Wisła to dziś przede wszystkim miasto Adama Małysza, najsłynniejszego polskiego skoczka narciarskiego. Figura sportowca wykonana z białej czekolady przyciąga wzrok jego fanów

Śląskie dla rodzin z dziećmi pularniejsze centra z trampolinami sieci JumpWorld (w Zabrzu, Katowicach, Bielsku-Białej i Tarnowskich Górach), a nawet miejsca dla zapalonych wspinaczy, takie jak Park Linowy Lina Adrena w Gliwicach lub Park Linowy Paprocany w Tychach. Mali wielbiciele kolejek z pewnością będą się świetnie bawić w Parku Kolejowym w Ogrodzieńcu, gdzie można wziąć ze sobą także czworonoga. Niemałą atrakcją jest też

©© Legendia

`` Województwo śląskie przyciąga mnóstwo turystów swoimi wspaniałymi zabytkami, w tym odnowionymi obiektami poprzemysłowymi, czy górskimi miejscowościami. Chętnie wybierają się tu również rodziny z dziećmi. Po emocjonujących wycieczkach krajoznawczych rodzice mogą zabrać pociechy do któregoś z licznych parków rozrywki działających w regionie.

SS Wyśmienita zabawa z animatorami w chorzowskim lunaparku Legendia Śląskie Wesołe Miasteczko

Do wyboru są różnego rodzaju obiekty. Wśród nich znajdują się nowoczesne aquaparki, np. Nemo – Świat Rozrywki w Dąbrowie Górniczej, Park Wodny Aquarion w Żorach czy Wodny Park Tychy, coraz po-

LATO–JESIEŃ 2019

przejażdżka kolejką wąskotorową wyruszającą na trasę z zabytkowej stacji w Rudach (dokąd przywozi ona swoich pasażerów z powrotem). Miłośnicy przyrody powinni odwiedzić nietypowy ogród zoo-

logiczny Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu (a dokładniej w Zawodziu). Jego goście mogą karmić z ręki spacerujące swobodnie muflony i daniele. Wielu wrażeń dostarczy wizyta w usytuowanym w Żorach Amerykańskim Parku Rozrywki Twinpigs. Wydzielono w nim osiem stref tematycznych – wśród nich są m.in. Dziki Zachód, Meksyk, Hawaje czy Las Vegas. Niedaleko Skoczowa znajduje się z kolei 5-hektarowy Dream Park w Ochabach Wielkich. Tu podczas oglądania makiet słynnych budowli ze świata łatwo poczuć się niczym olbrzym, a w trakcie spaceru między modelami dinozaurów i owadami odwzorowanymi w znacznie większej skali odnieść wrażenie, że jest się bardzo małym stworzeniem. W tej części Polski warto też wybrać się do najstarszego lunaparku w kraju, dziś funkcjonującego pod nazwą Legendia Śląskie Wesołe Miasteczko, położonego na terenie Parku Śląskiego w Chorzowie. Pierwsze urządzenia oddano w nim do użytku w 1959 r. Z czasów powstawania obiektu pochodzi karuzela z dużymi samolotami Dream Flight Airlines. Dziś kompleks zajmuje 26 ha powierzchni i można w nim korzystać z ponad 40 atrakcji rozmieszczonych w pięciu strefach tematycznych. Do nazwy parku nawiązują np. Lech Coaster – rollercoaster z 2017 r., o wysokości 40 m i prędkości maksymalnej 95 km/godz., i Bazyliszek (hit sezonu 2018 r.) – pierwsza w Polsce kolejka w formie interactive dark ride, z której sześcioosobowych wagoników strzela się z pistoletów laserowych do potworów. Na chcących się posilić czeka 11 punktów gastronomicznych. W ramach relaksu można popływać po leżącym w środku kompleksu jeziorze. W Legendii nikt z pewnością nie będzie się nudził.


©© Urząd Miejski w Wiśle

©© Urząd Miejski w Wiśle

191

SS Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego

SS Skocznia narciarska im. Adama Małysza w Wiśle-Malince z trybunami mogącymi pomieścić 8 tys. widzów

w holu Domu Zdrojowego, tuż przy wiślańskim rynku. Imię skoczka nosi tutejsza duża skocznia narciarska w Malince. W mieście działa również Galeria Sportowe Trofea Adama Małysza, a w Muzeum Narciarstwa znajdują się narty, na których zdobył tytuł mistrza Polski. Wisła leży w Beskidzie Śląskim, w dolinie najdłuższej, blisko 1050-kilometrowej polskiej rzeki. Ten górski kurort nie bez powodu cieszy się największą popularnością wśród turystów w tej części kraju. Jest atrakcyjny

zarówno zimą, jak i latem. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z dokumentu księcia cieszyńskiego Adama Wacława (1574–1617) wydanego w 1615 r. (historycznie należała do Księstwa Cieszyńskiego). Jako uzdrowisko Wisłę rozsławił Bogumił Hoff (1829–1894), który w 1882 r. nie tylko zachwycił się jej znakomitym położeniem, ale też docenił panujące w niej warunki. Za sprawą Juliana Ochorowicza (1850–1917), filozofa interesującego się psychologią eksperymentalną, powstały tu pierwsze

drewniane pensjonaty i wille dla letników. Przełomowym okresem w rozwoju miejscowości były lata międzywojenne. Wybudowano wówczas linię kolei żelaznej z Ustronia do Głębiec (części Wisły). W latach 30. XX w. powstała nowa droga na przełęcz Kubalonka (758 m n.p.m.) oraz modernistyczna Rezydencja Prezydenta RP Zamek w Wiśle-Czarnem wzniesiona według projektu architekta Adolfa Szyszko-Bohusza (1883–1948). Pierwszym prezydentem, który się w niej zatrzymywał, był Ignacy Mościcki (1867–1946). Od 

LATO–JESIEŃ 2019


192 WEEKEND W POLSCE

WŚRÓD WAROWNI Wyżyna Krakowsko-Częstochowska (Jura Krakowsko-Częstochowska) łącząca Mało­ polskę ze Śląskiem działa na turystów jak magnes. Można ją przemierzać na rowerze lub samochodem, a podczas zwiedzania poszczególnych obiektów położonych na Szlaku Orlich Gniazd przeżyć niejedną przygodę. Czekają tu na nas atrakcje, które trudno znaleźć w innych miejscach w Polsce. Osoby o lepszej kondycji mogą wspinać się

LATO–JESIEŃ 2019

na skały, mniej wysportowani turyści mają okazję przelecieć się balonem, obejrzeć walki rycerskie czy spróbować dań znakomitej kuchni nawiązującej do tradycji dawnych mieszkańców zamków. Ten region skrywa wiele tajemnic, warto wyruszyć na ich odkrywanie. Obszar Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej stanowi prawdziwy raj dla geologów oraz pasjonatów wspinaczek skałkowych i grotołazów. Znajdziemy tutaj różnego rodzaju skamieniałości. Najpopularniejsze są

odciski muszli amonitów mające charakterystyczny kształt spirali. Bardziej odważni mogą wejść do nieczynnych już kamienio­ łomów, bo w nich odkryją prawdziwe bogactwo śladów z prehistorii. Często po od­łupa­ niu powierzchni skał przy pomocy młotka natrafimy na skamieniałe gąbki, podłużne belemnity, ramienionogi lub kuliste jeżowce. Zdarzają się także zęby rekinów. Wśród białokremowych wapieni występują również brązowe, szare, czerwone bądź czarne krzemienie. To one służyły prehistorycznemu

TT JUROMANIA, święto Szlaku Orlich Gniazd, z rekonstrukcjami historycznymi i turniejami rycerskimi

©© RADOSŁAW KAŹMIERCZAK/Śląska Organizacja Turystyczna

2005 r. z pałacyku znów korzystają kolejne głowy państwa. W tym okresie zbudowano także m.in. Dom Zdrojowy z salą widowiskową i basen kąpielowy. W 1962 r. Wisła otrzymała prawa miejskie. Coraz liczniej przybywali do niej turyści i ludzie kultury. W 1964 r. po raz pierwszy zorganizowano Tydzień Kultury Beskidzkiej, wywodzący się z przedwojennego Święta Gór. To obecnie jedna z największych imprez folklorystycznych na świecie i najstarszy tego rodzaju festiwal w Polsce. W mieście przez cały rok odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne. Przyciągają miłośników muzyki, folkloru i tańca. Do naj­ ciekawszych należą Dożynki i Dni Wisły, Lato z Filharmonią oraz piknik Wiślaczek Country (jego 20 już edycja odbędzie się w dniach 24–25 sierpnia 2019 r.). Kibice przybywają do Wisły na letnie i zimowe zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Osoby lubiące spędzać czas aktywnie przyjeżdżają na bieg przeszkodowy Barbarian Race, Bieg po Nowe Życie czy inne imprezy biegowe i rowerowe. W Wiśle warto odwiedzić Muzeum Beskidzkie im. Andrzeja Podżorskiego z Enklawą Budownictwa Drewnianego, ewangelicko-augsburski Kościół Apostołów Piotra i Pawła z pierwszej połowy XIX w. i cmentarz Na Groniczku z nagrobkami wielu znanych postaci, zasłużonych dla miasta. Spoczywają tutaj m.in. Stanisław Hadyna, Bogumił Hoff, Bogdan Hoff, ksiądz Karol Michejda i Adam Niedoba (autor nie­oficjalnego hymnu miejscowych górali Szumi jawor i założyciel zespołu regionalnego „Wisła”). Ciekawą historię ma też Pałacyk Myśliwski Habsburgów zbudowany pod Baranią Górą (1220 m n.p.m.) pod koniec XIX stu­ lecia. Gościli w nim członkowie rodziny cesarskiej, którzy przyjeżdżali tu na polowania z Wiednia i Cieszyna. Przez ok. 50 lat (od 1925 r.) w rezydencji mieściło się schronisko turystyczne. Przeniesiony w 1985 r. do centrum miasta pałacyk jest obecnie siedzibą wiślańskiego oddziału PTTK.


©© Daniel Franek/Okiem Fotoreportera

193

©© Waldemar Kompała

©© Jakub Krawczyk/Śląska Organizacja Turystyczna

SS Barwny, żywiołowy występ jednego z zagranicznych zespołów podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej

SS Zamek w Mirowie w otoczeniu wapiennych skał

SS Tydzień Kultury Beskidzkiej to doskonała okazja do zapoznania się z ciekawym folklorem Beskidów

człowiekowi do robienia narzędzi. Jedną z ich odmian – krzemień pasiasty, charakterystyczny dla województwa święto­­ krzyskie­go – wydobywano w  kopalniach w Krzemionkach Opatowskich. Niepowtarzalny charakter nadają Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej stare warownie, rezydencje królewskie i  szlacheckie, pięknie wkomponowane w  tutejszy kraj­obraz. Większość z nich założono w XIV w. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego (1310–1370). Do najsłynniejszych należą te w Bobolicach, Korzkwi, Ojcowie, Rudnie, Smoleniu i Mirowie. Zachwyt wzbudzają ruiny zamku w Olsztynie koło Częstochowy, najbardziej rozpoznawalnej twierdzy jurajskiej, zbudowanej z białego wapienia. Jednym z  najpiękniejszych obiektów na Szlaku Orlich Gniazd jest warownia w Mirowie, której bryła przypomina okręt. To jedna z najstarszych budowli obronnych Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. W odległości półgodzinnego spaceru od niej wznosi się Zamek Bobolice. Usytuowany na skalistym wzgórzu, robi duże wrażenie. Aby poznać atrakcyjne zakątki Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, warto udać się na wyprawę jedną z licznych tras tematycznych. Wycieczkę najlepiej zaplanować

tak, żeby móc uczestniczyć we wspomnianej JUROMANII. Święto Szlaku Orlich Gniazd przeniesie nas do średniowiecza i okresu potopu szwedzkiego. Podczas turniejów rycerskich chłonie się atmosferę, w jakiej żyli przed wiekami mieszkańcy warowni. W programie tegorocznej imprezy znajdują się nocne zwiedzanie, nocny rajd po Pustyni Błędowskiej czy spotkania z duchami. Można będzie rozbić namiot u podnóża Zamku Ogrodzieniec we wsi Podzamcze, gdzie zaplanowano koncert w wykonaniu muzyków Filharmonii Zabrzańskiej mających grać utwory z  filmów kręconych w  tym nie­ samowitym regionie Polski.

ROZŚPIEWANE BESKIDY Do najważniejszych wydarzeń kulturalnych organizowanych latem w tej części kraju należy wspomniany Tydzień Kultury Beskidzkiej. To jedna z najstarszych i największych imprez międzynarodowych w województwie śląskim. Na przełomie lipca i sierpnia 2019 r. odbyła się jej 56. edycja. Koncerty zorganizowano w kilku beskidzkich miejscowościach: Wiśle, Szczyrku, Żywcu, Makowie Podhalańskim, Istebnej, Ujsołach i Jabłonkowie (w  Czechach) oraz w  Oświęcimiu. Z kolei 26 lipca w Amfiteatrze pod Grojcem

w Żywcu można było posłuchać koncertu jubileuszowego 50. Festiwalu Folkloru Górali Polskich. W ramach 56. Tygodnia Kultury Beskidzkiej odbyły się też w  Wiśle 30. Między­ narodowe Spotkania Folklorystyczne. Udział wzięły w nich trzy polskie zespoły i  kilka­naście zagranicznych. Ostatniego dnia lipca Trebunie-Tutki wystąpiły razem z  gruzińską grupą Quintet Urmuli z  projektem Duch Gór. Festiwal stanowi także okazję do zaprezentowania kultury różnych regionów świata, oryginalnej muzyki ludowej, tańca i pieśni. Prawdziwy zachwyt wzbudzają ciekawe stroje członków zespołów, rzadkie instrumenty, obrzędy i zwyczaje, tak codzienne, jak i świąteczne. Z okazji 56. Tygodnia Kultury Beskidzkiej Poczta Polska wydała okolicznościowy znaczek pocztowy z klepokiem, drewnianym ptaszkiem, będącym symbolem wydarzenia, w nakładzie 3 mln sztuk. Wypuszczono go 19 lipca 2019 r. Jak widać, województwo śląskie to kraina niezmiernie barwna. Dlatego warto się do niego wybrać z  wizytą. Można się tu nauczyć, jak ważne jest kultywowanie tradycji i  przekazywanie ich z  pokolenia na pokolenie. 

LATO–JESIEŃ 2019


194 TURYSTYKA ZDROWOTNA

Uzdrowiska

u sąsiadów i bratanków GRZEGORZ MICUŁA SS Karlowarska Kolumnada Targowa zaprojektowana w stylu szwajcarskim, wzniesiona w 1883 r.

LATO–JESIEŃ 2019


©© SLOVENSKÉ LIEČEBNÉ KÚPELE PIEŠŤANY, a.s.

195

©© INFOCENTRUM MĚSTA KARLOVY VARY, O. P. S.

©© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

SS Kompleks uzdrowiskowo-hotelowy Health Spa Resort Thermia Palace w Pieszczanach na Słowacji

SS Pawilon kąpielowy na największym naturalnym jeziorze termalnym w Europie – węgierskim Hévíz ©© Mirotel Resort & Spa

TT Park wodny w Grand SPA Lietuva w Druskiennikach

TT Romantyczny wieczór w Mariańskich Łaźniach

©© grand spa lietuva

©© czech tourism/david marvan

SS Zabieg w centrum spa w Mirotel Resort & Spa

LATO–JESIEŃ 2019


196 TURYSTYKA ZDROWOTNA

« Uzdrowiska, zwłaszcza termalne, stają się coraz modniejsze. Oprócz ludzi, którzy korzystają z nich w celach leczniczych, coraz więcej osób odwiedza je, żeby odpocząć albo poprawić swoją kondycję. Ze względu na rozbudowaną infrastrukturę i liczne atrakcje miejsca te świetnie sprawdzają się także w roli miejscowości wypoczynkowych. »

P

We wspomnianym parku zdrojowym znajduje się wzniesiony w latach 1912–1931, zaprojektowany przez architekta Stefana Szyllera (1857–1933), neogotycki Kościół Matki Boskiej Szkaplerznej. W  pobliskiej willi Linksma (Wesoła) z  początku XX w., należącej dawniej do rodziny Kiersnowskich i położonej malowniczo nad jeziorem, działa dziś muzeum miejskie (Druskininkų miesto muziejus) z  ciekawymi zbiorami zdjęć, widokówek i różnych przedmiotów sprzed dziesięcio­leci. Na terenie parkowym

Wiele ciekawych miejscowości uzdrowiskowych znajduje się w krajach sąsiadujących z Polską lub u naszych bratanków, Węgrów. Dziś łatwo się do nich dostać, a koszty zakwaterowania i zabiegów nie nadwyrężają zbytnio budżetu wyjazdowego. Poniżej przedstawiamy kilka wybranych miejsc na Litwie, Ukrainie, Słowacji, Węgrzech, w Czechach i Niemczech.

©© AquaPark w Druskiennikach

obyt w uzdrowisku stanowi też znakomitą okazję do wycieczek krajoznawczych. Kurorty leżą zazwyczaj w otoczeniu przepięknej przyrody. Poza tym mogą być doskonałą bazą wypadową do zwiedzania zabytków położonych w okolicy.

SS Aquapark w Druskiennikach z tropikalną temperaturą wody sięgającą 30°C i 9-metrowymi palmami

LATO–JESIEŃ 2019

SS Druskiennicka willa Dalija, pensjonat dla gości

TT Wagoniki kolejki linowej kursującej nad Niemnem

©© CENTRUM INFORMACJI TURYSTYCZNEJ W DRUSKIENNIKACH

Druskienniki (Druskieniki, lit. Druskininkai), położone malowniczo nad Niemnem, znane są jako uzdrowisko od ponad 200 lat. Miasto otacza rozległa Puszcza Dajnowska, co sprawia, że powietrze jest w nim bardzo czyste. Atrakcję kurortu stanowi park zdrojowy rozciągający się od brzegów Niemna do jeziora Druskonis. Wspaniały klimat i lecznicze wody mineralne przyciągają kuracjuszy z całego świata. Z punktu widzenia Polaków miasto ma jeszcze tę zaletę, że leży zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy Polski. Nazwa „Druskienniki” pochodzi od litewskiego słowa druska, czyli „sól”. Z tryskających w tej okolicy źródeł pozyskiwano sól już kilkaset lat temu. Lecznicze właściwości tutejszej wody znane były od czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Dekretem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego 20 czerwca 1794 r. Druskienniki ogłoszone zostały miejscowością uzdrowiskową. Miejscowe wody mineralne, podobnie jak wydobywaną w pobliżu borowinę, wykorzystuje się w  leczeniu dermatoz, chorób układu oddechowego (np. astmy), serca i układu krążenia, związanych z przemianą materii (m.in. otyłości i cukrzycy) i schorzeń układu trawiennego oraz chorób kobiecych.

©© CENTRUM INFORMACJI TURYSTYCZNEJ W DRUSKIENNIKACH

LITWA


197 stoi kilka pomników, m.in. posąg litewskiego władcy z lat 1236–1263 Mindaugasa (Mendoga) i związanego z Druskiennikami kompozytora, malarza i grafika Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa (1875–1911), oraz śliczna, drewniana, czterokopułowa Cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” z 1865 r. W Aquaparku (Druskininkų sveikatinimo ir poilsio centras AQUA), usytuowanym tuż przy parku zdrojowym, goście relaksują się w błękitnej wodzie o temperaturze sięga-

jącej 30°C. Kompleks zajmuje powierzchnię 30 tys. m2. Znajdują się w nim również m.in. strefa saun, różnego typu łaźnie czy gabinety, w których wykonuje się relaksacyjne, lecznicze lub egzotyczne masaże. Spod parku wodnego wyruszają wagoniki kolejki linowej (Lynų kelias) poprowadzonej nad doliną Niemna. Widok na okolicę podziwia się z wysokości 45 m. Kolejką dociera się do innej atrakcji Druskiennik – kompleksu Snow Arena, w którym przez cały rok można zjeżdżać na nartach na sztucznym śniegu.

Poza wypożyczalniami sprzętu sportowego są w nim też bary i restauracje oraz duża sala zabaw dla dzieci (DruFunPark). W mieście zachowało się kilka drewnianych, bogato zdobionych willi, w tym eklektyczna Maurė z końca XIX w. i Imperial z drugiej połowy XIX stulecia. Na obrzeżach uzdrowiska znajduje się unikatowe muzeum przyrodnicze Girios Aidas (Echo Leśne) z  ciekawymi eksponatami związanymi z  lasem i  drewnem. W  odległości nie­całych 10 km na północny wschód od centrum Druskiennik leży park Grūtas (Grūto parkas) wyglądem przypominający łagier. Zgromadzono w nim radzieckie pomniki usunięte z placów i ulic po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Można tu zobaczyć kilkunastu Włodzimierzów Leninów, popiersie Józefa Stalina, kilku Feliksów Dzierżyńskich i wielu pomniejszych działaczy komunistycznych.

©© Mirotel Resort & Spa

SS Okrągły, rozświetlony nocą budynek pijalni wód mineralnych należący do Grand SPA Lietuva

TT Truskawiec słynie z dobroczynnych wód mineralnych

©© p a/shutterstock

SS Mirotel Resort & Spa, terapia gorącymi kamieniami

Na Ukrainie, ponad 90 km na południowy zachód od Lwowa znajduje się Truskawiec, światowej sławy uzdrowisko położone w dolinie rzeki Sołonicy u stóp Karpat. Zachowała się w nim częściowo XIX-wieczna zabudowa. Do odwiedzenia miejscowości zachęca panujący w okolicy klimat. Zimy są tutaj zazwyczaj łagodne, wiosna i lato – ciepłe, a pogodna jesień trwa dość długo. Kuracjuszy przyciągają krystalicznie czyste powietrze i woda mineralna o wyjątkowym składzie zwana Naftusią. Już w XI stuleciu wokół leczniczych źródeł w rejonie dzisiejszego Truskawca osiedlali się ludzie. Niegdyś były tu warzelnie soli. Historia kurortu sięga lat 30. XIX w., kiedy odkryto w tym miejscu wody z siarkowodorem i zbudowano łazienki zdrojowe. Za oficjalną datę założenia uzdrowiska przyjmuje się jednak 1827 r. Powstały wówczas pierwsze nieduże zakłady kąpielowe oraz cztery domy dla kuracjuszy. Przed II wojną światową znajdowało się tutaj blisko 300 willi, hoteli i pensjonatów, które każdego miesiąca przyjmowały ponad 20 tys. gości. W czasach II Rzecz­pospolitej Truskawiec zaliczany był obok Krynicy-Zdroju i Druskiennik do najważniejszych kurortów w  kraju. W  dwudziestoleciu między­wojennym trzykrotnie otrzymał złoty medal jako najlepsze polskie uzdrowisko. Wypoczywało w nim wiele sław ze świata polityki, arystokracji, kultury i sportu, m.in. marszałek Józef Piłsudski (leczący tutaj nieżyt żołądka), prezydent Stanisław Wojciechowski, premier Wincenty Witos, 

LATO–JESIEŃ 2019

cd. na str. 200

©© grand spa lietuva

UKRAINA


198 TURYSTYKA ZDROWOTNA

GRAND SPA LIETUVA

©© Grand SPA Lietuva

tekst promocyjny

Dla spokoju umysłu i zdrowia ciała Czy kiedykolwiek myślałeś o tym, jak wyglądałby twój idealny wypoczynek? Jakikolwiek wybierzesz, najprawdopodobniej dążyłbyś do harmonii ciała i ducha, stanu, kiedy każda komórka naszego ciała napełnia się pozytywną energią. Otoczony druskiennickimi lasami sosnowymi największy w kurorcie kompleks leczniczy z ofertą wellness Grand SPA Lietuva znajduje się na malowniczym zboczu, u zbiegu rzek Niemen i Rotniczanka (Ratnyčėlė). Ma bogate doświadczenie w pomaganiu gościom w osiągnięciu takiej harmonii – spokoju umysłu i zdrowia fizycznego. Odpocznij chociaż przez kilka dni od miejskiego hałasu i stresu, a twoje ciało z pewnością to doceni.

SS Odnowiony, klimatyzowany pokój przyjazny dla alergików w Grand SPA Lietuva

Dla zdrowia i urody Grand SPA Lietuva oferuje szeroki wybór usług dla tych, którzy prowadzą zdrowy tryb życia nie dlatego, że jest modny, tylko dlatego, że stał się częścią ich życia. Doświadczeni specjaliści, wśród których są rehabilitanci, fizjoterapeuci i masażyści, pomogą Ci odzyskać siły, poprawić samopoczucie i kondycję. Kompleks oferuje również wiele aktywności dla osób chcących pozytywnie rozpocząć dzień, takich jak nordic walking, aquacycling i kąpiele w pozycji pionowej w basenie z wodą mineralną. Grand SPA Lietuva to jedyne miejsce w Druskiennikach i jedno z kilku na Litwie, w którym znajduje się wyjątkowa komora hiperbaryczna, przetestowana już przez niektórych znanych litewskich sportowców. Podczas terapii hiper­barycznej oddycha się całkowicie czystym tlenem, który ma działanie de­toksykacyjne, dostarcza orga-

LATO–JESIEŃ 2019

nizmowi ważnych składników, poprawia krążenie krwi i metabolizm, przyspiesza rekonwalescencję i podnosi odporność. Seanse w komorze hiperbarycznej wybierają sportowcy, którzy muszą być przygotowani na ogromne obciążenia fizyczne, dlatego przyjeżdżają tu przed ważnymi zawodami i zaraz po nich, aby szybciej odzyskać siły. Kobiety często łączą wysokiej jakości rekreację z profesjonalnymi zabiegami kosmetycznymi. Centrum SPA Home znajdujące się w Grand SPA Lietuva oferuje najskuteczniejsze zabiegi pielęgnacyjne i terapeutyczne wykonywane z wykorzystaniem lokalnych zasobów naturalnych i osiągnięć nowoczesnej kosmetologii. Specjaliści od urody, którzy używają wysokiej jakości profesjonalnych kosmetyków, zadbają o twoją twarz i ciało, a także zaoferują rytuały relaksacyjne, ujędrniające i tonizujące. Poza tym możesz również skorzystać z eks­ kluzywnych zabiegów z bursztynem, nazywanym litewskim złotem.


©© Grand SPA Lietuva

©© Grand SPA Lietuva

199

SS Rozległy dziedziniec wewnętrzny w kompleksie leczniczym Grand SPA Lietuva

SS Odpoczynek w promieniach sztucznego słońca w strefie relaksacyjnej

Są one przeprowadzane w wyjątkowym Bursztynowym Pokoju. Jeśli szukasz bardziej niezwykłych doznań, Grand SPA Lietuva zaoferuje Ci ekskluzywne spa, hammam i masaże lub zajęcia fizjoterapeutyczne organizowane w przestronnym basenie z wodą mineralną.

i kobiet, działają również zapobiegawczo, ponieważ chronią przed uszkodzeniami więzadeł lub innymi kontuzjami i koniecznością zabiegów chirurgicznych.

Lepsza i czystsza rekreacja Podczas pobytu w Grand SPA Lietuva możesz zatrzymać się w nowo otwartych, przyjaznych dla alergików, przytulnych pokojach, które zostały całkowicie odnowione i wyposażone w indywidualnie sterowaną klimatyzację i ogrzewanie oraz antyalergiczne podłogi z PVC. Wysokiej jakości meble i pościel dla alergików zapewnią Ci jeszcze większy komfort podczas wypoczynku i rekreacji.

©© Grand SPA Lietuva

Grand SPA Lietuva wprowadziło w tym sezonie kolejną nowość dla gości, którzy chcą wzmocnić swoje mięśnie, wyszczuplić sylwetkę przed sezonem plażowym lub zmniejszyć bóle pleców. W kompleksie możesz teraz skorzystać z treningów z wykorzystaniem inteligent­ nego urządzenia Huber  360, TT Innowacyjne urządzenie Huber 360 które pomoże Ci pracować służy do rehabilitacji funkcjonalnej nad głębokimi mięśniami, poprawić postawę albo zachować i  wzmocnić sprawność fizyczną. Huber 360 jest wyjątkowy ze względu na platformę z wbudowanymi czujnikami do pomiaru kondycji neuro­fizycznej danej osoby, tzn. zdolności jej ciała do rozpoczęcia ćwiczeń. Na podstawie wyników tworzony jest indywidualny plan treningowy. Regularne ćwiczenia z urządzeniem Huber 360, które są odpowiednie zarówno dla mężczyzn, jak

©© Grand SPA Lietuva

Inteligentne treningi

SS Radosna zabawa w dziecięcym parku rozrywki „O kas čia?” (pol. „Co to takiego?”)

Dla najmłodszych Kompleks leczniczy z ofertą wellness Grand SPA Lietuva ma wiele do zaoferowania także dla gości z dziećmi. Znajduje się w nim duża przestrzeń rozrywkowa o powierzchni 1 tys. m², gdzie najmłodsi mogą wyruszyć w pełną przygód podróż po wspaniałym świecie odkryć. Ten rodzinny park rozrywki o nazwie „O kas čia?” oferuje szereg atrakcji dla pociech, np. terminal z balonem, rajską plażę, kaniony, wyspę i kryjówkę piratów, czterokołowy warsztat i szpital dla zabawek, dwór wróżek i salon piękności, poddasze na marzenia, tory wyścigowe, piekarnię i wiele innych miejsc do zabawy dla małych gości Grand SPA Lietuva w Druskiennikach.

www.grandspa.lt tel. +370 313 51 200 e-mail: reservation@grandspa.lt

LATO–JESIEŃ 2019


©© slovakia.travel

©© p a/shutterstock

200 TURYSTYKA ZDROWOTNA

TT Bardejovské Kúpele – promenada koło kolumnady

SS Pomnik z brązu cesarzowej Sisi, Bardejów-Zdrój

znani aktorzy Eugeniusz Bodo i Adolf Dymsza, twórcy literaccy Julian Tuwim i Zofia Nałkowska oraz medaliści olimpijscy Stanisława Walasiewicz, Halina Konopacka i Janusz Kusociński. Z tego dawnego ekskluzywnego Truskawca niewiele zostało. Po II wojnie światowej miasto przyłączono wraz z całą Małopolską Wschodnią do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, części ZSRR. Nowe władze przekształciły je w kombinat uzdrowiskowy. Wzniesiono tu wielkie sanatoria, pensjonaty i hotele zupełnie nie pasujące do XIX-wiecznego kurortu. W przedwojennym kościele umieszczono muzeum ateizmu, a później planetarium, zniszczono też większość zabytkowych willi, nieliczne zachowane można dziś oglądać w centrum miasta przy jego dwóch ulicach: Tarasa Szewczenki

i Stepana Bandery. W malowniczo położonym parku zdrojowym znajduje się pomnik Adama Mickiewicza z 1898 r. Uzdrowisko słynie zwłaszcza z  mineralnej wody Naftusia o unikatowych właściwościach (niskozmineralizowanej, o wysokiej zawartości organicznych związków ropo­pochodnych oraz lekkim zapachu siarko­wodoru i posmaku nafty). Na jej skład wpływają leżące w okolicy złoża ropy naftowej. W pobliskim Borysławiu ropę i gaz ziemny wydobywano od drugiej połowy XIX w. Picie Naftusi ułatwia wypłukiwanie drobnych kamieni z nerek, woreczka żółciowego i dróg moczowych, poprawia przemianę materii, normalizuje poziom cholesterolu i bilirubiny we krwi, wzmacnia odporność organizmu i pomaga w leczeniu cukrzycy i chorób reumatycznych. Chlorkowo-siar-

czanowo-sodowa woda ze źródła Maria ma właściwości przeciwzapalne, woda Zofia stosowana jest przy schorzeniach układu pokarmowego, a Józia działa odmładzająco na skórę. Miejscową specjalnością są okłady z wydobywanego tu ozokerytu (tzw. wosku ziemnego, mieszaniny stałych węglo­ wodorów, głównie parafinowych), pozostałego po eksploatacji ropy naftowej. Jedyne w Europie (i naj­większe na świecie) złoże tej substancji znajduje się we wspomnianym Borysławiu. W sanatoriach można skorzystać z kąpieli mineralnych, okładów z  borowiny i ozokerytu oraz masaży. Podczas pobytu w uzdrowisku warto wybrać się do pijalni, na spacer po parku zdrojowym, przejażdżkę dorożką po okolicy lub podziwianie fantazyjnych formacji skalnych i ruin zamku Tustań

cd. ze str. 197

©© slovakia.travel

SS Ruiny średniowiecznej skalnej twierdzy Tustań

LATO–JESIEŃ 2019


TT Basen nowego centrum wellness, Dom Zdrojowy Irma

w pobliżu wsi Urycz. Poza tym interesującym pomysłem dla osób lubiących zwiedzać będzie wizyta w niedalekim Drohobyczu, gdzie urodził się i wychowywał Bruno Schulz (1892–1942), autor m.in. zbioru opowiadań Sklepy cynamonowe, lub całodzienna wycieczka do klimatycznego Lwowa.

wymagających turystach w komfortowych hotelach zakłada się luksusowe centra odnowy biologicznej. Ich klientami są przede wszystkim osoby aktywne zawodowo, które nie mają czasu na długi urlop, ale potrzebują się zrelaksować. Specyficzną grupę uzdrowisk tworzą sanatoria klimatyczne. Głównym czynnikiem leczniczym jest w  nich czyste powietrze górskie, wspomagające leczenie chorób dróg oddechowych i alergii. Najwięcej tego rodzaju miejscowości i osad znajduje się w rejonie Tatr Wysokich (są to m.in. Szczyrbskie Jezioro – Štrbské Pleso, Nowy Smokowiec – Nový Smokovec, Tatrzańska Kotlina – Tatranská Kotlina). Do słynnego kurortu Pieszczany (Piešťany) ściągają pacjenci uskarżający się na problemy z narządem ruchu. Mogą w nim korzystać np. z leczniczych kąpieli.

©© SLOVENSKÉ LIEČEBNÉ KÚPELE PIEŠŤANY, a.s.

SS Aquapark Tatralandia z 28 rurami i zjeżdżalniami

SŁOWACJA Oprócz malowniczych gór, pięknie usytuowanych zamków, historycznych miast i zabytków kultury sąsiadująca z Polską Słowacja szczyci się także licznymi źródłami wód mineralnych i termalnych. Dużą popularnością wśród Polaków cieszą się czynne przez cały rok kąpieliska i parki wodne, np. Tatra­landia w  mieście Liptowski Mikułasz (Liptovský Mikuláš), AquaCity w Popradzie i Meander w Orawicach (Oravicach). Z myślą o bardziej

Woda z miejscowych gorących źródeł osiąga temperaturę 67–69°C, dlatego przed wypełnieniem nią wanien i basenów trzeba ją schłodzić. Innym bogactwem Pieszczan są złoża borowiny uważanej za jedną z naj­ skuteczniejszych na świecie w  leczeniu stanów zapalnych. Główna część uzdrowiska leży na wyspie na rzece Wag. Sanatoria w tutejszym parku zdrojowym funkcjonują zarówno w zabytkowych, jak i nowoczesnych budynkach. W  tym kurorcie znajduje się jaskinia mikroklimatyczna pokryta solą wydobytą z  czterech mórz: Czarnego, Czerwonego, Bałtyckiego i Martwego. Po seansie w niej bierze się kąpiel. Takie połączenie dwóch zabiegów – z użyciem naturalnej soli jodowej i termalno-mineralnej wody siarkowej – sprawia, że kuracja jest skuteczniejsza. Seans w  jaskini pomaga w  leczeniu chorób układu oddechowego (w  tym zatok) i alergii. Poza tym w Pieszczanach otwarto ostatnio (15 czerwca 2019 r.) nowe centrum wellness w Domu Zdrojowym Irma połączonym z 5-gwiazdkowym hotelem Health Spa Resort Thermia Palace. Uzdrowisko Bardejów-Zdrój (Bardejovské Kúpele) znajduje się w północno-wschodniej Słowacji, w pobliżu granicy z Polską. Leży na wysokości 325 m n.p.m., u podnóża szczytu Stebnicka Magura (899,9 m n.p.m.). Już od XV w. ze względu na swoje lecznicze źródła przyciągało szlachtę polską i węgierską. W XIX stuleciu uzdrowisko odwiedzili m.in. rosyjski car Aleksander I i Elżbieta Bawarska, znana jako Sisi, małżonka cesarza Austrii i króla Węgier Franciszka Józefa I. Tutejsze wody mineralne chlorkowo-sodowe, żelazowe, zimne, ze zwiększoną zawartością kwasu borowego pomagają w  leczeniu chorób układu pokarmowego i dróg oddechowych oraz przy problemach z przemianą materii. Używa się ich do kuracji pitnych, inhalacji, kąpieli i irygacji (płukania jamy ustnej). Kuracjusze mogą zatrzymać się w jednym z kilku sanatoriów o zróżnicowanym standardzie zakwaterowania, położonych w pięknym parku zdrojowym. Kurort stanowi część Bardejowa, miasta, którego średniowieczne centrum wpisano w 2000 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Drużbaki Wyżne (Vyšné Ružbachy) leżą na zboczach Magury Spiskiej, w odległości 11 km od Starej Lubowli (Stará Ľubovňa). Pierwsze obiekty uzdrowiskowe otwarte tu zostały w 1595 r. Powstały z inicjatywy Sebastiana Lubomirskiego (ok. 1546–1613). W XX stuleciu uzdrowisko, będące miejscem 

LATO–JESIEŃ 2019

cd. na str. 204

©© Tatralandia Aquapark

201


202 TURYSTYKA ZDROWOTNA

Mirotel Resort & Spa W

centrum kurortu balneologicznego Truskawiec, gdzie panuje łagodny klimat, a górskie powietrze jest wyjątkowo czyste, tuż obok unikatowych źródeł leczniczych wód mineralnych Naftusia, Maria, Sofia, Bronisława czy Józia, znajduje się ośrodek uzdrowiskowo-rekreacyjny Mirotel Resort & Spa. To doskonałe połączenie eleganckiego hotelu z komfortowymi apartamentami (184 pokoje różnych kategorii), restauracjami, barami, pokojami zabaw dla dzieci, własną pijalnią wody mineralnej i nowoczesnym kompleksem spa z największym w Ukrainie Zachodniej Centrum Medycznym MedPałas, na które składa się centrum diagnostyczne, laboratorium i szpital hydropatyczny.

W centrum diagnostycznym MedPałas wykonuje się ok. 350 rodzajów badań (m.in. USG, endoskopię, RTG czy badania laboratoryjne). Przeprowadza się w nim liczne zabiegi związane z leczeniem chorób narządów wewnętrznych, układu hormonalnego i narządu ruchu (w tym układu mięśniowego i kostnego) oraz urologicznych (wśród nich np. litotrypsję – nieinwazyjne kruszenie kamieni). Szpital hydropatyczny MedPałas ma w swojej ofercie szeroką gamę zabiegów z zakresu fizjoterapii, a szczególnie balneoterapii (w tym hydroterapii). Specjaliści centrum medycznego opracowali

ekskluzywne programy terapeutyczne. Wśród nich są m.in. „Intensywne spalanie tłuszczu” – 11 dni, „Detox” – 3, 7 lub 14 dni, „Szkoła dla kobiet w ciąży” – 12 dni, „Zapobieganie powikłaniom cukrzycy” – 14 dni. Do najnowszych zabiegów należą intymna plastyka konturowa, skleroterapia czy plazmafereza membranowa. W zabiegach techniki terapeutyczne łączy się z najnowszymi osiągnięciami współczesnej terapii uzdrowiskowej. Po odbyciu kuracji i wykonaniu zaleceń specjalistów poczujesz się w pełni odrodzony i odzyskasz równowagę. W Centrum Medycznym MedPałas można również wykonać test ELISA na nietolerancję pokarmową (test immunoenzymatyczny), po którym otrzymuje się listę produktów dozwolonych do spożywania oraz takich, które należy wykluczyć z diety w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Postępując zgodnie z zaleceniami naszego dietetyka, usuniesz obciążenia układu immunologicznego organizmu, uwolnisz jego wewnętrzne siły, przywrócisz aktywność oraz od­ zyskasz urodę i zdrowie. Możesz cieszyć się relaksem w przytulnej atmosferze kompleksu spa w Mirotel Resort & Spa, który oferuje szeroki wybór nowoczesnych zabiegów z zakresu medycyny estetycznej, kosmetologii oraz odmładzania twarzy i ciała. Masaż, hydromasaż, terapia błotna,

©© Mirotel Resort & Spa

tekst promocyjny

5-gwiazdkowy wypoczynek i leczenie klasy premium w Ukrainie Zachodniej

LATO–JESIEŃ 2019


©© Mirotel Resort & Spa

203

©© Mirotel Resort & Spa

SS Pijalnia wody mineralnej należąca do hotelu Mirotel Resort & Spa

©© Mirotel Resort & Spa

TT Jeden z przestronnych, komfortowo urządzonych apartamentów dla gości

WW Główne wejście do 5-gwiazdkowego kompleksu Mirotel Resort & Spa

SS Basen z czterema torami w luksusowej strefie aqua w centrum spa

peeling, manicure i pedicure z masażem rąk i stóp specjalnymi olejkami aromatycznymi, różne kąpiele, zabiegi na twarz i ciało to tylko niektóre z nich. Skorzystasz z najbardziej współczesnych sposobów korekcji sylwetki i leczenia cellulitu takich jak zabiegi z użyciem urządzeń Vitalaser i Lumicell Wave 6 oraz zabiegi Cryolift III Filorga, Jet Peel, Icoone itd. W czasie wolnym zapraszamy do luksusowej strefy aqua w centrum spa w Mirotel Resort & Spa, gdzie znajdują się trzy baseny – o długości 9, 12 i 25 m, cztery wanny z hydromasażem, sauny (fińska, na podczerwień, rzymska łaźnia parowa i łaźnia rosyjska), hammam, solarium i siłownia. Pobyt w Mirotel Resort & Spa urozmaicają programy rozrywkowe zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, które zapewniają nie­ zapomniane przeżycia w niezwykle gościnnej i miłej atmosferze kreatywności. Dzieci są szczególnymi gośćmi hotelu. To dla nich przygotowaliśmy mnóstwo rozrywek w pokojach gier DoreMini (dla dzieci do 4 lat) i DoreMax (od 4 do 11 lat), a także ekscytujące zajęcia rozwijające umiejętności poznawcze oraz wesołe gry i zabawy ruchowe. Szkoła wychowania estetycznego SUPER KIDS stworzyła dla naj­ młodszych gości ciekawy program wakacji z animatorami. W naszej ofercie dla dzieci znajdują się również szkoła dobrego wychowania, mapa myśli (kreatywności) SUPER KIDS, pogawędki z Mary Poppins, ekospacery i dyskoteki – wszystkie te atrakcje rozwijają wyobraźnię i kreatywność, pozwalają przeżyć pozytywne doświadczenia i wywołują radosne emocje.

Wspaniałe wakacje nie są możliwe bez smacznych i wyrafinowanych potraw. Mirotel Resort & Spa zaprasza miłośników dobrej kuchni i smakoszy do jedynej w Truskawcu panoramicznej restauracji „Bellini’s Piano Bar & Grill”. W ciepłe wieczory do dyspozycji gości jest w niej otwarty taras, gdzie można spędzić czas w otoczeniu wspaniałych krajobrazów, delektując się daniami kuchni europejskiej i śródziemnomorskiej oraz, oczywiście, niezapomnianymi występami muzycznymi. Warto nadmienić, iż według światowej opinii na temat ośrodków uzdrowiskowych Truskawiec jest jednym z najlepszych w leczeniu chorób bez użycia leków dzięki unikatowym właściwościom wody Naftusia. Jeśli dbasz o zdrowie, cenisz swój czas i preferujesz wysoki standard wypoczynku – zapraszamy do 5-gwiazdkowego kompleksu hotelowego Mirotel Resort & Spa!

Mirotel Resort & Spa Kobzar Square 1, Truskawiec, 82200 – Ukraina tel. +380 (3247) 6 41 72 / 73, tel. kom. +380 (67) 97 641 70 e-mail: info@mirotel.ua | www.mirotel.ua

LATO–JESIEŃ 2019


cd. ze str. 201

204 TURYSTYKA ZDROWOTNA spotkań szlachty polskiej i węgierskiej, rozbudował hrabia Jan Kanty Zamoyski (1900–1961). Polecił wznieść m.in. ekskluzywny Biały Dom, który do dziś stanowi centrum życia kulturalnego i towarzyskiego. Osobliwością przyrodniczą okolicy jest jezioro trawertynowe Krater. Wypełnia je wysokozmineralizowana woda o temperaturze 23°C. To największy tego rodzaju zbiornik na Słowacji i prawdopodobnie w całej Europie Środkowej. W  uzdrowiskowym parku zdrojowym znajdują się wodospad termalny i niewielka jaskinia z piękną szatą naciekową. Miejscowe magnezowo-wapniowe wody mineralne działają korzystnie na osoby cierpiące na choroby układu krążenia, dróg oddechowych i narządu ruchu. Tutaj leczą także czyste, górskie powietrze i przyroda, cisza i spokój. Dlatego uzdrowisko chętnie odwiedzają całe rodziny chcące spędzić nie­ zapomniane wakacje.

WĘGRY Krajem wyjątkowo szczodrze obdarowanym przez naturę wodami termalnymi są Węgry. W samej ich stolicy, klimatycznym Budapeszcie, znajdują się aż 123 gorące źródła. Tutaj też mieści się siedziba Między­ narodowego Stowarzyszenia Kąpielisk. Poza tym od 1934 r. węgierska stolica ma status miasta zdroju (fürdőváros). Codziennie z budapeszteńskich źródeł wypływa ponad 70 mln l wody (o różnej temperaturze, składzie mineralnym i właściwościach leczniczych), która wykorzystywana jest w dziesiątkach łaźni i basenów. Termy zakładali tu już starożytni Rzymianie (w Aquincum). Później łaźnie budowali Węgrzy. Te w pałacu króla Zygmunta Luksemburskiego (1368–1437) i  Macieja Korwina (1443–1490) budziły podziw ówczesnych podróżników i dyplomatów, choćby burgundzkiego pielgrzyma Bertrandona de  la Broquière (ok. 1400–1459) czy naszego historyka, kronikarza i geografa Jana Długosza (1415–1480). Również władający miastem niemal przez półtora stulecia (od 1541 do 1686 r.) Turcy gustowali w kąpielach. Do dzisiaj zachowały się pozostałe po nich łaźnie Rác, Rudas, Király i Császár (Veli Bej). Obecnie ze źródeł termalnych korzysta m.in. eleganckie kąpielisko w stylu secesyjnym w budynku Danubius Hotel Gellért oraz popularny wśród mieszkańców i turystów kompleks kąpielowy Palatinus na Wyspie Małgorzaty (Margit-sziget) położonej na Dunaju. Na tej ostatniej znajdują się np. pływalnia sportowa (Hajós Alfréd Nemzeti Sportuszoda),

LATO–JESIEŃ 2019

Danubius Grand Hotel Margitsziget z ofertą usług balneologicznych czy centrum lekko­ atletyczne (Margitszigeti Atlétikai Centrum). Są tu także piękne tereny spacerowe z ogrodami tematycznymi (japońskim i różanym), małe zoo oraz zabytkowe ruiny klasztoru franciszkańskiego i założenia klasztornego należącego niegdyś do dominikanek. Na całej wyspie ruch samochodowy jest nie­ dozwolony – poruszać się po niej można tylko pieszo lub rowerami. Wzdłuż jej brzegów wytyczono ścieżkę biegową pokrytą specjalną nawierzchnią. Wypływająca z głębokości ok. 1255 m woda wykorzystywana w Széchenyi gyógyfürdő ma temperaturę 77°C, więc wymaga schłodzenia przed użyciem jej w basenach. To zdecydowanie najpopularniejsze kąpielisko Budapesztu. Tutejsze wody zawierają wodoro­węglany wapnia i  magnezu, sód i fluor oraz kwas metaborowy. Dzięki temu działają korzystnie na osoby z chorobami kręgosłupa, zapaleniem stawów i nerwo­ bólami czy będące po operacjach. Kuracje pitne stosuje się przy nadkwasocie żołądka, zapaleniu miedniczek nerkowych i dróg moczowych i innych chorobach urologicznych. Jednak wielu mieszkańców i turystów odwiedza to miejsce jedynie, aby odpocząć w pięknym otoczeniu. Oprócz basenów zewnętrznych i wewnętrznych, z wodą o różnej temperaturze, są tu też rozmaite łaźnie parowe i sauny. W Budapeszcie jest jeszcze kilka­naście innych ciekawych kąpielisk, np. Római Strandfürdő w Óbudzie, zasilane ze źródeł wykorzystywanych w  rzymskich termach w Aquincum. Ten 5-hektarowy, ocieniony starymi drzewami kompleks należy do naj­ ładniejszych w mieście. W pobliżu znajduje się największy budapeszteński kemping – Római. W  północno-wschodniej części kraju, w sąsiedztwie Gór Bukowych (Bükk-vidék), leży blisko 160-tysięczny Miszkolc (Miskolc). Uchodzi on za jeden z ważniejszych ośrodków przemysłowych Węgier (obok Buda­ pesztu i  Debreczyna). Oddalona od centrum o 6 km uzdrowiskowa część Miszkolca – Miskolc-Tapolca (Miskolctapolca) – położona jest u stóp Várhegy (Miskolc-Tapolca-Várhegy, 225 m n.p.m.). Znajduje się tu jedyne w swoim rodzaju kąpielisko termalne usytuowane w kompleksie jaskiń (Miskolctapolca Barlangfürdő). Wspaniale oświetlone groty mają ponad 700 m pod­ziemnych korytarzy. Woda o temperaturze ok. 30°C spływa potokami ze skał, tworząc gdzieniegdzie naturalne bicze wodne. W kąpielisku pod

SS Elegancki Biały Dom w Drużbakach Wyżnych

TT Gellért gyógyfürdő – łaźnie w stylu secesyjnym


©© KÚPELE VYŠNÉ RUŽBACHY, a.s.

©© KÚPELE VYŠNÉ RUŽBACHY, a.s.

205

©© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

SS Jezioro trawertynowe Krater mające średnicę 20 m i głębokość 3 m, wypełnione wodą termalną

TT Neobarokowy kompleks Széchenyi gyógyfürdő

©© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

©© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

SS Indyjskie czerwone lilie wodne, jezioro w Hévíz

ziemią występują również naturalne prądy wodne, a czyste, wilgotne powietrze w jaskiniach wpływa dobroczynnie na osoby z astmą. Z holu głównego budynku przykrytego szklaną kopułą przechodzi się do szatni i skalnych korytarzy z lekko radio­aktywną wodą termalną zawierającą m.in.  wapń, magnez, brom i jod. Stosuje się ją w kuracjach przepisywanych w przypadku zapalenia stawów, chorób układu ruchu i metabolicznych, nerwobólów, alergii i astmy. Na terenie kąpieliska można skorzystać z różnych zabiegów leczniczych: hydro­terapii (masaży wodnych), okładów borowinowych, elektroterapii (zabiegów z użyciem prądów galwanicznych lub ultradźwięków, jono­forezy), a także salonu kosmetycznego, sauny i solarium. W mieście na zainteresowanie zasługuje ciekawy średniowieczny zamek Diósgyőr, zdobyty przez Turków w 1596 r., niedawno (w latach 2012–2014) odrestaurowany. Warto też wybrać się na wycieczkę do Lillafüred (administracyjnie części Miszkolca), letniska w Górach Bukowych, słynącego z pięknych jaskiń i historycznego hotelu Palota (obecnie 4-gwiazdkowego Hunguest Hotel Palota) wzniesionego nad malowniczym jeziorem zaporowym Hámori. Węgierskiemu kurortowi Hévíz popularność przyniosło największe na kontynencie europejskim naturalne jezioro termalne (4,44 ha). Docenili je już starożytni Rzymianie. Od XVIII stulecia miejscowość była uzdrowiskiem znanym w całej Europie i do dziś przyciąga kuracjuszy i żądnych wrażeń turystów. Tryskająca z dna gorąca woda zapewnia równomierną temperaturę w całym jeziorze. Nawet przy najsroższej zimie nie spada ona poniżej 24°C, co umożliwia kąpiele na świeżym powietrzu przez okrągły rok. Dno jeziora pokryte jest warstwą mułu. Wraz z wodą termalną wykorzystuje się go w terapiach stosowanych przy chorobach narządu ruchu i kobiecych czy reumatyzmie oraz w rehabilitacji powypadkowej. Kąpiel w gorącym jeziorze, zwłaszcza w zimie, wpływa doskonale na samopoczucie. Należy jednak pamiętać, że nie powinno się pływać, a tylko moczyć. Nie wolno również przebywać w takiej wodzie zbyt długo. Co jakiś czas trzeba wyjść i odpocząć – najlepiej w kawiarni, gdzie można napić się herbaty i zjeść coś słodkiego, a przy okazji rozkoszować się widokiem parującego jeziora. Unikatowy mikroklimat, jaki się tu wytworzył, oraz położenie w otoczonej wzgórzami kotlinie sprzyjają wypoczynkowi. 

LATO–JESIEŃ 2019


206 TURYSTYKA ZDROWOTNA Dodatkowo Hévíz znajduje się całkiem niedaleko Balatonu (zaledwie 7 km). Z tego względu jest doskonałą bazą do wycieczek po okolicy. Nazywane węgierskim morzem jezioro Balaton (ok. 600 km² powierzchni) stanowi jedną z głównych atrakcji turystycznych Węgier. Wzdłuż jego malowniczych brzegów leży mnóstwo plaż i przystani z wypożyczalniami sprzętu wodnego. Latem można popływać po nim statkiem spacerowym, a zimą wypożyczyć łyżwy i poszaleć po zamarzniętej tafli. Okolica nadaje się doskonale do terenowej jazdy konnej, rajdów rowerowych i wycieczek na nartach biegowych, gdy spadnie śnieg (narty należy raczej przywieźć ze sobą). W pobliskim mieście Keszthely warto obejrzeć barokowy pałac wznoszony w latach 1745–1880 (Festetics-kastély) i piękny park. Na obszarze winiarskim Badacsony, na północnym brzegu Balatonu, znajdują się liczne piwniczki, w których można spróbować bardzo dobrego miejscowego wina.

SS Rynek z Kolumnadą Targową w Karlowych Warach

TT Jurkovičův dům (obecnie hotel) w Luhaczowicach

W centrum uzdrowiska, niedaleko Cesarskich Łaźni (Císařské lázně) i barokowego Kościoła św. Marii Magdaleny z pierwszej połowy XVIII stulecia, wytryska Vřídlo, naj­ gorętsze tutejsze źródło – ok. 73°C. Co ciekawe, wszystkie karlowarskie wody mają ten sam skład chemiczny, a różnią się temperaturą (ta waha się od 41 do 73°C). Do łaźni i pijalni woda ze źródeł termalnych dociera już ochłodzona, aby kuracjusze nie poparzyli się podczas kąpieli czy picia. Leczy się tu schorzenia układu pokarmowego, cukrzycę, choroby narządu ruchu, metaboliczne i  neurologiczne. Do uzdrowiska przybywają także rekonwalescenci po chorobach onkologicznych. W wolnych chwilach kuracjusze mogą wybrać się na spacer na punkt widokowy Jelení skok (Mayerův gloriet), mający formę altany, i zwiedzać zabytki Karlowych Warów, takie jak Kościół św. Andrzeja z początku XVI w., Teatr Miejski (Městské divadlo) ot-

warty w 1886 r. czy Cesarskie Łaźnie oddane do użytku w 1895 r. W najstarszej kamienicy w mieście – Pod Złotym Wołem (z 1706 r.) – działa obecnie Hotel Petr. Kolejką linowo-terenową dociera się do wieży obserwacyjnej Diana (Rozhledna Diana) z 1914 r., z której roztacza się przepiękny widok na kurort. Jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych jest zwiedzanie dawnej fabryki produkującej słynny likier Karlovarská Becherovka. Nazywa się go 13 źródłem Karlowych Warów. Butelka tego trunku, podobnie jak Lázeňské oplatky (wafle, oblaty) o różnych smakach, stanowi doskonały prezent i  pamiątkę z uzdrowiska. W tej roli sprawdzą się też porcelana z wytwórni Thun lub piękne wyroby ze znanej w świecie huty szkła Moser. Z kurortu można wybrać się do pobliskiego miasteczka Bečov nad Teplou, gdzie na zamku przechowuje się romański relikwiarz św. Maura (relikviář svatého Maura) zaliczany do najwspanialszych przykładów sztuki

Karlowe Wary (Karlovy Vary) założył w XIV w. Karol IV (1316–1378), król Czech i późniejszy święty cesarz rzymski (od 1355 r.). Podobno natrafił na tutejsze gorące źródła podczas polowania na jelenia w 1350 r. Sława uzdrowiska szybko przekroczyła granice kraju. Karlowe Wary, zwane wówczas Karlsbadem, stały się synonimem elegancji i luksusu, a bywanie w nich świadczyło o pozycji towarzyskiej kuracjuszy. Przyjeżdżały tu takie znane osobistości jak Johann Wolfgang Goethe, Ludwig van Beethoven, Wolfgang Amadeus Mozart, Niccolò Paganini, Giacomo Casanova czy Fryderyk Chopin. Uzdrowisko odwiedzali także znani politycy i koronowane głowy, m.in. car Rosji Piotr I Wielki, ostatni święty cesarz rzymski Franciszek II oraz cesarz Austrii i król Węgier Franciszek Józef I. Podczas trwania odbywającego się w Karlowych Warach prestiżowego między­narodowego festiwalu filmowego (Mezinárodní filmový festival Karlovy Vary, najbliższą jego edycję, już 55., zaplanowano w terminie od 3 do 11 lipca 2020 r.) pojawia się w nich obecnie wiele gwiazd światowego kina. Do dzisiaj kurort przyciąga swoim pięknym położeniem w zalesionej dolinie rzeki Teplá (Ciepła), legendarnymi hotelami i ekskluzywnymi domami zdrojowymi oraz słynnymi kolumnadami – eleganckimi, krytymi pasażami, którymi kuracjusze przechadzają się, popijając leczniczą wodę mineralną. Karlowe Wary są drugim po Pradze najczęściej odwiedzanym czeskim miastem.

LATO–JESIEŃ 2019

©© czech tourism/Václav Jirásek

CZECHY


TT Zabytkowy Ołomuniec to historyczna stolica Moraw

SS Mariańskie Łaźnie z najdłuższą kolumnadą w kraju

W okolicy miejscowości znajduje się 100  źródeł. W  samym kurorcie jest ich jeszcze ponad 50. Tutejsze wody są naj­ zimniejsze w całych Czechach – mają temperaturę 7–10°C. To szczawy o dużej zawartości żelaza. Ich stosowanie zaleca się szczególnie przy chorobach dróg moczowych i nerek oraz w przypadku ich profilaktyki czy przy chorobach kobiecych, układu nerwowego i pokarmowego, dróg oddechowych i narządu ruchu, a także dermatozach. W procesie leczenia wykorzystuje się też złoża dwu­ tlenku węgla i borowin. Dumą Mariańskich Łaźni jest elegancka, 138-metrowa, neobarokowa kolumnada ukończona w  1889 r., gdzie odbywają się koncerty muzyków i miejscowej orkiestry symfonicznej, a w sierpniu, gdy trwa Chopinův festiwal (jego najbliższa, 60. edycja przewidziana jest w terminie od 15 do 24 sierpnia), występują artyści światowej klasy. Nasz słynny kompozytor był w Ma-

rienbadzie w 1835 i  1836 r. Przypomina o tym poświęcone mu niewielkie muzeum utworzone w  dawnym pensjonacie Pod Białym Łabędziem (U Bílé labutě), w którym się zatrzymywał. W mieście są piękne parki zdrojowe z licznymi fontannami. Warto również odwiedzić konsekrowany w 1848 r. Kościół Wniebowzięcia NMP w stylu neo­ bizantyjskim i Cerkiew św. Włodzimierza (z lat 1900–1902) z pięknym ikonostasem, uchodzącym za największy na świecie obiekt wykonany z porcelany. Położone przy zachodniej granicy Czech Franciszkowe Łaźnie (Františkovy Lázně) to najmniejszy z  kurortów należących do tzw. trójkąta czeskich uzdrowisk, który poza nim tworzą wspomniane już Karlowe Wary i  Mariańskie Łaźnie. Powstał pod koniec XVIII w. To pierwsze na świecie uzdrowisko borowinowe zostało założone z inicjatywy wspomnianego już ostatniego świętego cesarza rzymskiego, króla Czech i Węgier 

średniowiecznej w Europie, oraz do malowniczej miejscowości Loket z gotyckim zamkiem królewskim z XIII stulecia. Kolejnym czeskim uzdrowiskiem zasługującym na zainteresowanie są Mariańskie Łaźnie (Mariánské Lázně). Jakieś 240 lat temu lekarz Johann Josef Nehr (1752–1820) przebadał tutejsze źródła i udowodnił, że mają one działanie lecznicze. Dawny Marienbad w  okresie największej swojej świetności gościł polityków, artystów i władców. Bywali w nim Fryderyk Chopin, Johann Strauss, Richard Wagner, Franz Kafka, Sigmund Freud, Rudyard Kipling, Thomas Edison, Mark Twain czy brytyjski król Edward VII (1841–1910), który odwiedzał miejscowość osiem razy. Ten ostatni, podobnie jak inny częsty gość kurortu, austriacki cesarz i węgierski król Franciszek Józef I (1830–1916), został uhonorowany tu swoją figurą. Do dziś Mariańskie Łaźnie uchodzą za jedno z najpiękniejszych uzdrowisk w Europie.

©© czech tourism/upvision

©© czech tourism/ladislav renner

TT Sala ze źródłami Glaubera, Franciszkowe Łaźnie

©© czech tourism/Libor Sváček

©© INFOCENTRUM MĚSTA KARLOVY VARY, O. P. S.

207

LATO–JESIEŃ 2019


208 TURYSTYKA ZDROWOTNA

LATO–JESIEŃ 2019

SS Panorama Akwizgranu ze wspaniale podświetlonymi gmachami Ratusza (z lewej) i Katedry (z prawej)

©© dzt/francesco carovillano

Franciszka II (1768–1835), na mocy dekretu wydanego w 1793 r. Jego imieniem nazwano nie tylko miejscowość, ale także jedno z najstarszych odkrytych źródeł. Dziś władcę upamiętnia rzeźba przedstawiająca go jako małego, nagiego chłopca siedzącego na kuli, z rybą w obu dłoniach, oraz pomnik w parku zdrojowym. W czasach naj­większego rozkwitu w kurorcie Franzensbad, jak wtedy się nazywał, bywały sławne osobistości, m.in. Johann Strauss młodszy, austriacki polityk, książę i dyplomata Klemens von Metternich, Franz Kafka, Johann Wolfgang Goethe czy Ludwig van Beethoven. We Franciszkowych Łaźniach leczone są choroby układu pokarmowego, narządu ruchu i serca, naczyniowe i kobiece. Kuracje przeprowadza się z użyciem wody mineralnej z tutejszych 20 źródeł, borowiny i gazu leczniczego. Źródeł i  pijalni jest tu kilka. Każda woda została opatrzona informacją o jej składzie chemicznym, temperaturze i  roku, od którego się ją wydobywa. Naj­ starsze źródła eksploatowane są od końca XVIII stulecia: Franciszek (František) – od 1793 r., Maria (Marie) – od 1791 r. Podczas pobytu w kurorcie warto wybrać się na wycieczkę do ponad 30-tysięcznego miasta Cheb nad rzeką Ohrzą, jednej z najpiękniejszych czeskich miejscowości, ze wspaniałymi szachulcowymi domami. W ekskluzywnych, czystych Franciszkowych Łaźniach nawet w sezonie nie ma zazwyczaj tłumów. Największe morawskie uzdrowisko – Luhaczowice (Luhačovice) – leży ok. 15 km od Zlína, w odległości zaledwie godziny jazdy samochodem od polskiej granicy. Przyciągają do niego znane od wieków źródła mineralne i charakterystyczna bajkowa architektura autorstwa słowackiego artysty i etnografa Dušana Jurkoviča (1868–1947), którą tworzył w oryginalnym stylu ludowej secesji. Najpiękniejszym budynkiem kurortu jest Jurkovičův dům z 1902 r. Dziś działa w nim 4-gwiazdkowy hotel. Miejscowa kolumnada nawiązuje do stylu Jurkoviča i  łączy obiekty wykonane na podstawie projektów architekta w  spójne centrum uzdrowiskowe. Panujący w kurorcie specyficzny klimat sprawia, że już samo oddychanie tutejszym powietrzem działa kojąco i odprężająco, podobnie jak spacer po parku zdrojowym klonowymi alejami pośród kwitnących magnolii i rododendronów. Okoliczne słone wody, o wysokiej zawartości minerałów, uważane są za jedne z najskuteczniejszych w Europie. Niektóre nadają się do picia, inne do

kąpieli lub inhalacji, a jeszcze inne do kąpieli gazowych z dwutlenkiem węgla, które stanowią jedną ze specjalności uzdrowiska. Leczy się w nim np. schorzenia układu oddechowego i narządu ruchu oraz choroby metaboliczne. W przerwach między zabiegami warto wybrać się na spacer po mieście i dobrze oznakowanych trasach w okolicy. W wielu miejscach można wypożyczyć kije do nordic walkingu, rolki lub rower. Dużą atrakcją dla dzieci jest kursująca od maja do września kolejka turystyczna. Ten region słynie z tradycji winiarskich. Jeśli ktoś ma do dyspozycji samochód, powinien odwiedzić historyczną stolicę Moraw – Ołomuniec (Olomouc), Kromieryż (Kroměříž) z ogrodami i Pałacem Arcybiskupim (umieszczonymi na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzko-

ści UNESCO) oraz winiarniami arcybiskupimi (gdzie można kupić dobre wino), zbudowany w stylu funkcjonalizmu Zlin (Zlín) czy pobliski Velehrad z pierwszym morawskim klasztorem cystersów z początku XIII stulecia.

NIEMCY Baden-Baden to malownicze miasto uzdrowiskowe znajdujące się w rejonie pasma górskiego Schwarzwald w  południowo-zachodnich Niemczech, w pobliżu granicy z Francją. Uzdrowisko istniało tu już w czasach antycznych, o  czym świadczą ruiny rzymskich łaźni. Od końca XVIII w. i przez następne stulecie do modnego wówczas kurortu arystokraci i  przedstawiciele elit z całej ówczesnej Europy zjeżdżali w celach towarzyskich i leczniczych.


©© dzt/francesco carovillano

209

TT Termy Karola, piękny główny basen wewnętrzny

Obecnie w mieście działają nowe termy: Friedrichsbad (rzymsko-irlandzkie, otwarte w 1877 r.) i Caracalla (ponad 4 tys. m² powierzchni). Nad uzdrowiskiem wznosi się Nowy Zamek (Neues Schloss) wybudowany pod koniec XIV w. na wysokim wzgórzu i już w pierwszej połowie XVI stulecia przekształcony w rezydencję margrabiów Baden-Baden. Rozciąga się z niego rozległa panorama okolicznych wzniesień. Kurort można odwiedzać przez cały rok, bo ciągle dzieje się w nim coś ciekawego. Parki w  okolicy eleganckich budynków zdrojowych najpiękniej wyglądają wiosną i latem, ale miasto dba o zapewnienie bogatej oferty kulturalno-rozrywkowej także poza sezonem. W Baden-Baden znajduje się druga co do wielkości scena muzyczna w Eu-

ropie (Festspielhaus Baden-Baden z miejscami dla 2,5 tys. widzów), która gościła w latach 2003–2015 galę Herbert von Karajan Musikpreis. Najważniejszym obiektem uzdrowiskowym jest neoklasycystyczny Kurhaus, czyli Dom Zdrojowy. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na pocysterski klasztor żeński Lichtenthal (Kloster Lichtenthal), Kolegiatę (Stiftskirche) oraz Muzeum Fabergé z kolekcją wyrobów carskiego jubilera i złotnika Carla Petera Fabergé (1846–1920). Akwizgran (Aachen) leży tuż przy granicy z Holandią i Belgią. Pierwszą osadę założyli tu Celtowie, a kolejną Rzymianie, wykorzystujący w swoich łaźniach wody siarkowe i solanki o temperaturze do 75°C. Ośrodkowi nadali nazwę Aquae Granni, która według jednej z hipotez miała kojarzyć się z celty-

©© Carolus Thermen Bad Aachen/Olaf Rohl

WW Ogród wodny Paradies na wzgórzu w Baden-Baden

ckim bogiem wody i zdrowia Grannusem. Do dzisiaj zresztą w Akwizgranie działa kąpielisko termalne. Dumą miasta są nawiązujące do jego bogatej historii Termy Karola (Carolus Thermen), zasilane słoną wodą z Różanego Źródła (Rosenquelle), o średniej temperaturze 47°C i  znacznej zawartości siarki i  fluorków. W  kompleksie znajdują się baseny (wewnętrzne i zewnętrzne) i jacuzzi. Woda w nich ma rozmaitą temperaturę (od 33°C do 38°C). Częścią term jest tzw. Saunawelt z saunami o zróżnicowanej temperaturze i tureckim hammamem. W Akwizgranie przyszedł na świat naj­ potężniejszy władca Franków – Karol I Wielki (742, 747 lub 748–814), który uczynił z tego miasta swoją stolicę i wzniósł w nim Pałac Królewski (Aachener Königspfalz). Naj­ cenniejszy zabytek stanowi tu zbudowana na jego polecenie Katedra (Aachener Dom, Aachener Münster) z kaplicą pałacową o rzucie ośmiobocznym (Pfalzkapelle). We wpisanej w 1978 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO wspaniałej świątyni przechowywane są cztery cenne relikwie: z pieluszką małego Jezusa, przepaską (perizonium) osłaniającą biodra Chrystusa na krzyżu, chustą, w którą owinięto ściętą głowę Jana Chrzciciela, oraz suknią Naj­świętszej Marii Panny. Katedra została wzniesiona w ostatnich latach VIII w. i uchodzi za jeden z najwspanialszych przykładów architektury sakralnej w Europie. W ciągu stuleci swojego istnienia stała się skarbcem zabytków sztuki. Centralnym miejscem w świątyni jest marmurowy tron Karola Wielkiego (tzw. Tron Akwizgrański), na którym aż do 1531 r. po koronacji zasiadało 31 władców. W  skarbcu katedralnym (Aachener Domschatzkammer) przechowuje się relikwiarze w formie złotego popiersia i odlewu ręki słynnego władcy Franków, Krzyż Lotara (Lotharkreuz), czyli pochodzący z końca X w. krucyfiks z jednej strony wysadzany klejnotami i ozdobiony antyczną kameą, a z drugiej przedstawiający ukrzyżowanego Chrystusa, oraz sprzęty i szaty kościelne. W historycznym centrum warto podejść pod niewielką fontannę Puppenbrunnen z marionetkami i kogutem na szczycie, która jest symbolem Akwizgranu. Najlepszym prezentem, jaki można przywieźć z tego niemieckiego miasta, są smakowite Aachener Printen – wypiekane bez użycia tłuszczu, słodkie, korzenne pierniki. Dzisiaj trudno uwierzyć, że nieduże jak na Niemcy, 250-tysięczne, dość senne Aachen (znane również jako Bad Aachen) było niegdyś stolicą Europy zjednoczonej pod berłem potężnego Karola I Wielkiego. 

LATO–JESIEŃ 2019


SS Kula ziemska w strefie wystawowej Planeta Wody we wrocławskim centrum wiedzy o wodzie Hydropolis

©© Bartosz Sadowski

210 TURYSTYKA KULTUROWA

Nowe życie

zabytków przemysłu BARBARA TEKIELI

©© MUZEUM PRZEMYSŁU NAFTOWEGO I GAZOWNICZEGO W BÓBRCE

TT Nadal działająca kopalnia ropy naftowej w Bóbrce z Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego

LATO–JESIEŃ 2019


SS Dawne piece do wytopu złota prezentowane w Sztolni Gertruda w Kopalni Złota w Złotym Stoku

©© Kopalnia Złota w Złotym Stoku

211

« Moda na turystykę postindustrialną sprawia, że obiekty poprzemysłowe zyskują na znaczeniu. Stare kopalnie, fabryki, zajezdnie tramwajowe, dzielnice mieszkaniowe i browary otrzymują nowe życie. Stają się miejscami łączącymi tradycję z nowoczesnością. Przystosowane do celów kulturalnych, edukacyjnych czy biznesowych, często będące pomnikami historii, goszczą wiele ważnych wydarzeń międzynarodowych i znaczących festiwali muzycznych. »

©© Piotr Sepioło

TT Dymarki Świętokrzyskie – pokaz wytopu żelaza w jednorazowych piecach dymarskich typu kotlinkowego

LATO–JESIEŃ 2019


212 TURYSTYKA KULTUROWA

W

izyta w obiektach poprzemysłowych może być znakomitą zabawą. Ich zwiedzanie ma zazwyczaj również charakter edukacyjny. Atutem turystyki postindustrialnej jest fakt, że miejsca do odwiedzenia są dostępne przez cały rok bez względu na kaprysy pogody. Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom turystów, tworzy się specjalne szlaki tematyczne. W dawnych budynkach zakładów i kopalniach organizuje się także wiele wydarzeń kulturalnych, nierzadko o  zasięgu ponadregionalnym.

SS Dworzec Morski z 1933 r. z Muzeum Emigracji w Gdyni widziany od strony Nabrzeża Francuskiego

LATO–JESIEŃ 2019

©© Tomasz Böhm

DOBRE PRZYKŁADY Szczególnego znaczenia nabierają prowadzone w obiektach postindustrialnych działania edukacyjne przygotowane w formie żywych lekcji historii, cyklicznych imprez tematycznych czy zajęć uwzględniających nauczanie interaktywne i nowoczesne środki przekazu. Znakomitymi przykładami tak funkcjonujących placówek są stołeczne Muzeum Powstania Warszawskiego usytuowane w dawnej elektrowni tramwajowej i Muzeum Emigracji w Gdyni mieszczące się w zabytkowym budynku Dworca Morskiego, z którego niegdyś wyruszały statki z emigrantami. To ostatnie jest laureatem prestiżowej nagrody Forum Kultur Słowiańskich Živa 2018. Zostało uznane za najlepsze muzeum krajów słowiańskich, a wybrano je spośród 25 obiektów z 12 państw. W uzasadnieniu nagrody podkreślono fakt, iż placówka prezentuje 200-letnią historię emigracji narodu polskiego za pomocą różnorodnych wystaw, projektów naukowych, współczesnych narzędzi komunikacji oraz działań prowadzonych wspólnie z lokalną społecznością. Pomysłów na uatrakcyjnienie miejsc związanych z turystyką postindustrialną jest wiele. Większość z nich ma nie­bagatelne znaczenie dla rozwoju danego obiektu i zwiększenia zainteresowania nim. Dobrym przykładem będzie tu Salina Turda, kopalnia soli w rumuńskiej Transylwanii. To jedna z największych atrakcji turystycznych w tej części Europy. W czasach starożytnych region ten zwany był Dacją i słynął z wielu obiektów, na

Nie mniej ciekawy los spotkał zespół budynków poprzemysłowych w czeskiej Ostrawie, która słynie z festiwalu muzyki Colours of Ostrava. Ta międzynarodowa impreza, organizowana od 2002 r., zosta-

©© Bogna Kociumbas

W Polsce znajduje się obecnie 16 obiektów wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Trzy z nich to zabytki przemysłowe: Kopalnia Soli „Wieliczka”, Kopalnia Soli Bochnia i Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach. Nie­ dawno (6 lipca 2019 r.) dołączyło do tego grona Muzeum Archeologiczne i Rezerwat „Krzemionki”.

których terenie rzymscy górnicy wydobywali sól, srebro, rudę żelaza, a nawet złoto. Po modernizacji miejsce to wzbogaciło się o park rozrywki. Pod ziemią można popływać łodzią, zagrać w minigolfa czy kręgle.

SS Atrakcje w Zabytkowej Stacji Wodociągowej Zawada w Karchowicach podczas INDUSTRIADY w 2018 r.


213 postindustrialnym kompleksie huty Dolní Vítkovice. Udział w nim jest okazją do obejrzenia obiektu słynącego z wielu atrakcji przybliżających odwiedzającym świat techniki, sztuki i natury. Program zwiedzania

wzbogacono elementami edukacyjnymi – do tego celu wykorzystano najnowsze rozwiązania multimedialne.

WYJĄTKOWY REGION

©© Jaroslav Holaň

ła trzykrotnie uznana przez Akropolis Live Music Awards (ALMA) za najlepsze wydarzenie muzyczne w kategorii kon­cert/fe­ sti­wal roku. Od 2012  r. festiwal odbywa się na obrzeżach miasta w  niezwykłym

©© Radosław Kaźmierczak

SS Kompleks dawnej huty Dolní Vítkovice w czeskiej Ostrawie, leżącej ok. 20 km od polskiej granicy

TT Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach

NOBEL DLA SZTOLNI

©© T. Renk (d. Gębuś)/www.slaskie.travel

SS INDUSTRIADA 2018, klimat katowickiego Nikiszowca

Nie ma drugiego takiego miejsca w Europie (poza Zagłębiem Ruhry w Niemczech), w którym znajdziemy podobne nagroma­ dzenie zabytków poprzemysłowych. Mowa o  województwie śląskim. W  2006 r. powstał w nim jeden z pierwszych szlaków tematycznych w Polsce. Obecnie obejmuje 42 obiekty w 26 miejscowościach. Przez zwiedzających jest postrzegany jako wyróżnik regionu. Znajdujące się na Szlaku Zabytków Techniki miejsca tętnią życiem. Zostały znakomicie przystosowane do celów kulturalnych, turystycznych i edukacyjnych. Poza tym niektóre z nich (Szyb Maciej w Zabrzu czy „moodro Restaurant” funkcjonująca w  starej maszynowni będącej częścią Muzeum Śląskiego w Katowicach) umieszczono również na Szlaku Kulinarnym Śląskie Smaki. Ta niezwykła w  skali kontynentu sieć obiektów postindustrialnych od 2010 r. należy też do Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (ERIH – European Route of Industrial Heritage). Dzięki temu Kopalnia Guido, Muzeum Tyskich Browarów Książęcych, Muzeum Browaru Żywiec oraz Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach stały się tzw. punktami kotwicznymi, nie tylko mającymi duże znaczenie dla regionu, lecz także ważnymi dla przemysłowej historii Europy. Od 2010 r. Szlak Zabytków Techniki obchodzi także swoje święto. W pierwszej połowie czerwca odbywa się INDUSTRIADA. To jedyny tego typu festiwal w Europie Środkowo-Wschodniej oraz drugi pod względem wielkości na całym kontynencie. W  jego trakcie wszystkie obiekty szlaku prezentują dorobek dziedzictwa przemysłowego. W tym roku odbyła się 10. edycja wydarzenia. Uczestnicy imprezy mogli dzięki niej przenieść się do minionych epok.

Od pewnego czasu centrum turystyki post­ industrialnej jest Zabrze. Od 16 lat odbywa się tutaj międzynarodowa konferencja ją promująca, która stanowi okazję do wymiany doświadczeń dla pracowników ośrodków działających w obiektach poprzemysłowych na świecie oraz zaprezentowania naj­ lepszych przykładów rewitalizacji w Polsce. Wydarzeniu towarzyszą Między­narodowe Targi Turystyki Dziedzictwa Przemysłowego 

LATO–JESIEŃ 2019


214 TURYSTYKA KULTUROWA i Turystyki Podziemnej (w tym roku zorganizowano ich XI edycję). Zwiedzanie zabrzańskich zabytków postindustrialnych, takich jak Sztolnia Królowa Luiza, Kopalnia Guido czy Szyb Maciej, może być nie tylko świetną zabawą. Ich atrakcyjność podnoszą działania edukacyjne skierowane do osób w różnym wieku. Sztolnia Królowa Luiza jest częścią Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. To naj­większy udostępniony turystom kompleks związany z  wydobyciem węgla kamiennego w Polsce i prawdziwy unikat w skali całej Europy. Ten wyjątkowy zespół zabytków prezentuje rozwój technik górniczych i przemysłu wydobywczego oraz powiązania tego ostatniego z  innymi gałęziami przemysłu. Podczas zwiedzania obiektu możemy dowiedzieć się, jakie zmiany zachodziły w  europejskim górnictwie na przestrzeni ostatnich 200 lat. Najcenniejszą częścią kompleksu są podziemne wyrobiska dawnej Kopalni Królowa Luiza i Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej, o łącznej długości przekraczającej 5 km. Do naj­większych tutejszych atrakcji należy przejażdżka kolejką górniczą Karlik, a także wędrówka przez pokład węgla o grubości ponad 6 m. Od września 2018 r. turyści mogą też przepłynąć łodziami ponad­kilometrowy fragment wyrobisk. Komisja Europejska i Europa Nostra doceniły w maju 2019 r. efekt prac konserwacyjnych przeprowadzonych w Sztolni Królowa Luiza i przyznały jej prestiżową nagrodę nazywaną europejską Nagrodą Nobla w dziedzinie dziedzictwa kulturowego.

TYSKIE ZŁOTO W Tyskich Browarach Książęcych piwo warzy się od blisko 400 lat (od 1629 r.). Dzisiaj można przyglądać się temu procesowi na żywo. Na terenie kompleksu wciąż działa warzelnia z oryginalnym wyposażeniem sprzed 100 lat. Browary są perełką architektury (ogłoszono je jednym z siedmiu cudów architektury województwa śląskiego) i jednocześnie nowoczesnym zakładem. Miedziane kotły w zabytkowej warzelni oraz oryginalna zabudowa z przełomu XIX i XX stulecia robią duże wrażenie. Tradycję warzenia tyskiego piwa przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie. W latach 50. XX w. otworzono tutaj pierwszą w  Polsce szkołę piwowarską, z której wywodzą się najlepsi polscy piwowarzy. Niezwykła historia tyskiego piwa związana jest z księciem Janem Henrykiem XI Hochbergiem (1833–1907). W  1866 r. za-

LATO–JESIEŃ 2019

trudnił on w browarze Juliusa Müllera, późniejszego pierwszego dyrektora zakładu. Ten wprowadził do procesu warzenia piwa nowość – wykorzystał drożdże dolnej fermentacji. Tak powstał pierwszy tyski lager. Pod koniec XIX stulecia browar w Tychach należał do największych w Europie, a pochodzący z niego złocisty trunek dostarczano do Lipska, Berlina czy Hamburga, a nawet do Ameryki Południowej. W przyzakładowej kaplicy, którą książę pszczyński wybudował dla miejscowej ludności, mieści się pierwsza w Polsce, otwarta w 2004 r., placówka muzealna poświęcona piwu. Muzeum Tyskich Browarów Książęcych bierze udział we wspomnianym festiwalu INDUSTRIADA i Nocy Muzeów w Tychach. Zaprasza także na przeprowadzane w zabytkowym pubie degustacje, którymi kończy się każde zwiedzanie. Jako pierwsze wprowadziło też oprowadzanie po śląsku (we ślůnskij godce), a swoich przewodników ubrało w regionalne stroje. Muzeum otrzymało certyfikat jakości platformy turystycznej TripAdvisor, certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej za Najlepszy Produkt Turystyczny 2005 i zostało laureatem konkursu Orły Rozrywki 2019. Należy do Szlaku Zabytków Techniki w województwie śląskim, którego oficjalne otwarcie odbyło się zresztą w tej tyskiej instytucji muzealnej w październiku 2006 r.

NAJSTARSZA NA ŚWIECIE Również Podkarpacie ma się czym pochwalić. Tutejszą najstarszą na świecie czynną kopalnię ropy naftowej, usytuowaną w Bóbrce w gminie Chorkówka, ok. 10 km na południowy zachód od Krosna, wpisano w 2018 r. na listę Pomników Historii w ramach akcji „100 Pomników Historii na stulecie odzyskania niepodległości”. To jedyna kopalnia ropy naftowej, która działa nie­przerwanie od 165  lat (od 1854 r.) i  pozyskuje kopaliny z  czynnych XIX-wiecznych szybów, tzw. kopanek. Zajmuje teren o powierzchni 19,6 ha. Zabytkowe budynki, zgromadzone urządzenia i  infrastruktura przemysłowa są świadectwem dawnych czasów i  jedną z  naj­większych atrakcji turystycznych w regionie. Początki kopalni sięgają połowy XIX stulecia. W miejscu naturalnych wycieków ropnych zaczęto tu eksploatację złóż. Zakład wydobywczy założyli wspólnie farmaceuta i wynalazca lampy naftowej Ignacy Łukasiewicz (1822–1882), ziemianin i inicjator przedsięwzięcia Tytus Trzecieski (1811–1878) i właściciel Bóbrki Karol Klobassa-Zrencki

(1823–1886). Tak na obszarze pradawnej puszczy karpackiej rozpoczęło się wydobycie oleju skalnego, jak wówczas nazywano ropę naftową. W 1961 r. na terenie kopalni utworzono pierwszy w Europie skansen naftowy – Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza. Składają się na nie trzy grupy obiektów. Pierwsza to historyczne zabudowania i urządzenia kopalniane z drugiej połowy XIX w. Najcenniejsze są tu kopanki Franek i Janina. Drugą grupę stanowią urządzenia zrekonstruowane według XIX-wiecznych rycin i obrazów, a trzecią – oryginalne, pochodzące z XX stulecia. Na zainteresowanie zasługuje też dawny budynek administracyjny z 1864 r., nazywany Domem Łukasiewicza, z wyposażeniem pokoi i laboratorium, a także kolekcją lamp naftowych. Zwiedzanie uatrakcyjnia multi­ medialna wystawa. Wnętrze XIX-wiecznej apteki przenosi odwiedzających do minionej epoki. W pokojach unoszą się apteczne zapachy. W laboratorium sam Ignacy Łukasiewicz opowiada o wynalezieniu lampy naftowej w 1853 r. i procesie destylacji oleju skalnego.

SOLNE PODZIEMIA Najstarsza kopalnia soli w Polsce powstała w 1248 r. w Bochni. Leży ona w Małopolsce, w  odległości ok. 40 km na południowy wschód od centrum Krakowa. Od 2000 r. ma status Pomnika Historii, a w 2013 r. dołączyła do obiektów z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Bocheńska kopalnia jest niezwykłym świadkiem dziejów Polski, rozwoju przemysłu, technik górniczych i wydobywczych. Po blisko 750 latach eksploatacji złóż solnych (do 1990 r.) zyskała nowe życie. Należy do naj­ciekawszych w kraju miejsc udostępnionych dla turystów, bo w jej zabytkowych pod­ziemiach czeka na zwiedzających mnóstwo wyjątkowych atrakcji. Do solnego miasta zjeżdża się prawdziwą windą górniczą na głębokość 212 m. Jest tu też 140-metrowa zjeżdżalnia łącząca dwa poziomy kopalni. Niezapomnianych wrażeń dostarcza przeprawa łodzią przez Komorę 81 zalaną solanką. W komorze Ważyn, największej ze wszystkich, położonej na głębokości 250 m, znajdują się boisko sportowe o powierzchni niemal 300 m² i mały plac zabaw dla dzieci. Można tutaj pograć w piłkę, badmintona lub ping-ponga. Bocheńskie podziemia zwiedza się jedną z trzech tras o różnym stopniu trudności. Pokonywanie trasy turystycznej z podziemną 


©© JERZY Koenigshaus, arch. MGW

©© Jerzy Koenigshaus, arch. MGW

215

SS Przeprawa łodziami przez Sztolnię Królowa Luiza

TT Degustacja świeżo uwarzonego piwa Tyskie Gronie

SS Kombajn chodnikowy zwany Alpiną w Kopalni Guido

SS Zwiedzanie Tyskich Browarów Książęcych z 1629 r.

TT Bóbrka, Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego

©© MUZEUM PRZEMYSŁU NAFTOWEGO I GAZOWNICZEGO W BÓBRCE

©© arch. MGW

©© Kompania Piwowarska S.A.

©© Kompania Piwowarska S.A.

SS Port Reden w Sztolni Królowa Luiza w Zabrzu

LATO–JESIEŃ 2019


©© RYSZARD Tatomir

216 TURYSTYKA KULTUROWA

SS Żupnicy z Genui na trasie turystycznej z podziemną ekspozycją multimedialną w Kopalni Soli Bochnia

SS Widok na „Ekomuzeum” z góry Wielkiego Pieca

ekspozycją multimedialną jest swoistą podróżą w czasie urozmaiconą interesującymi projekcjami i efektami dźwiękowymi. Wyrusza się w nią na początku prawdziwą kolejką górniczą, a następnie na swojej drodze spotyka m.in. żupników genueńskich i ducha cystersa. Pieszo wędruje się także przez najpiękniejsze komory i ogląda dawną stajnię czy Kaplicę św. Kingi. Przygotowano tu również trasy tematyczne. Podczas przemierzania przyrodniczej można podziwiać nie­samowite zjawisko fluorescencji kryształów halitu. Trasa historyczna „Wyprawa

15–17°C, wysoka wilgotność (70 proc.) i duża zawartość chlorku sodu sprawiają, że powietrze pod ziemią jest wolne od bakterii, wirusów i zanieczyszczeń występujących na powierzchni. Pobyt w tym niezwykłym inhalatorium wpływa korzystnie na drogi oddechowe, wzmacnia odporność i  poprawia nastrój. W kopalni w Bochni można zorganizować niepowtarzalne imprezy firmowe, sportowe, kulturalne i tematyczne oraz wesela. Solne komory i korytarze stanowią fantastyczne tło dla wszelkich wydarzeń.

w Stare Góry”, licząca blisko 3 km, przeznaczona jest dla osób spragnionych wrażeń i nie bojących się wysiłku fizycznego, gdyż prowadzi przez ciasne chodniki i przedziały drabinowe. Interesujące doświadczenie stanowi nocleg w komorze Ważyn, 250 m pod ziemią, w unikatowych warunkach mikro­ klimatycznych. Mogą go wykupić zarówno grupy zorganizowane, jak i osoby indywidualne. Za największy skarb bocheńskiej kopalni uchodzi właśnie panujący w niej mikroklimat. Stała temperatura wynosząca

Turystyka poprzemysłowa na Elbie

SS Księżycowy krajobraz Parku Górniczego Wyspy Elba

Ten przemysłowy wątek w historii regionu prezentuje Parco Minerario Isola d’Elba – Park Górniczy Wyspy Elba w miejscowości Rio Marina. W jego skład wchodzi Muzeum Minerałów (Museo Minerario) utworzone w  XVIII-wiecznym Palazzo del Burò, historycznej siedzibie zarządu tutejszej kopalni. Zebrano w nim ponad 1 tys. okazów. Podczas odwiedzin w placówce można zapoznać się z informacjami o geologii wyspy i kolejnych etapach eksploatacji jej złóż, trwającej niemal 3 tys. lat, bo od czasów Etrusków aż do 1981 r. Zrekonstruowano tu

LATO–JESIEŃ 2019

również wnętrza kopalni (z użyciem oryginalnych sprzętów), w tym m.in. niewielki odcinek tunelu. Po wizycie w muzeum zwiedzający mogą wybrać się na wycieczkę z przewodnikiem po terenie, na którym prowadzono prace wydobywcze. Ze względu na swój surowy charakter jego niesamowity kraj­ obraz przypomina powierzchnię Księżyca. Ciekawą atrakcję, zwłaszcza dla dzieci, stanowi przejażdżka specjalnym pociągiem (tzw. trenino), który w nieco ponad godzinę obwozi swoich pasażerów po głównych punktach kopalni. Częścią Parku Górniczego Wyspy Elba jest też Miejskie Muzeum Archeologiczne Okręgu Górniczego Rio nell’Elba (Museo Civico Archeologico del Distretto Minerario di Rio nell’Elba), otwarte każdego roku od Wielkiego Tygodnia do 1 listopada. Znajduje się ono w położonej na zachód od Rio Mariny miejscowości Rio nell’Elba. Udostępniono w nim eksponaty związane z miejscowymi kopalniami. W  poszukiwaniu śladów dawnej działalności górniczej należy udać się także na południowo-wschodni cypel Elby. Leży tutaj kompleks Miniere di Calamita (Miniere di Capoliveri). Poza odwiedzeniem muzeum (Museo della Vecchia Officina) można wyruszyć z przewodnikiem na jedną z pięciu tras turystycznych – do wyboru są trzy łatwe i dwie o średnim stopniu trudności (o długości od 2 do 11,5 km). W pobliskim Capoliveri czeka z kolei Museo Minerali Elbani „Alfeo Ricci” z bogatą ko-

lekcją minerałów Alfea Ricciego. Interesujące okazy, w tym próbki z obszaru górniczego wschodniej Elby, prezentuje oprócz tego Museo Mineralogico Luigi Celleri (MUM), działające w San Piero in Campo (gmina Campo nell’Elba) usytuowanym w zachodniej części wyspy. Na wspomnianym cyplu góry Calamita (Monte Calamita – 413 m n.p.m.), gdzie prowadzono działalność górniczą, znajduje się Capoliveri Bike Park z pięcioma stałymi trasami rowerowymi o różnej długości (razem mają ponad 100 km) i rozmaitym stopniu trudności. W tej okolicy w maju odbywa się Capoliveri

©© Miniera di Calamita

©© r. ridi/visitelba.info

`` Interesujących obiektów postindustrialnych można też szukać na Elbie należącej do włoskich Wysp Toskańskich. Już za czasów Etrusków wydobywano tu żelazo. Miejscowi trudnili się górnictwem przez setki lat.

SS Turyści zwiedzający kompleks Miniere di Calamita

Legend Cup. To prestiżowy wyścig dla kolarzy górskich, którego malownicza trasa (do pokonania do wyboru odcinek 80- lub 50-kilo­metrowy) wiedzie m.in. obok dawnych obiektów należących do kopalni.


©© Andrzej Wysocki

©© Andrzej Wysocki

217

PIEC I DINOZAURY

SS Blues pod Piecem w Muzeum Przyrody i Techniki „Ekomuzeum” im. Jana Pazdura w Starachowicach

W połowie drogi pomiędzy Warszawą a Krakowem, w samym środku Starachowic, znajduje się wciąż nieodkryty skarb dziedzictwa przemysłowego – pierwsza placówka muzealna w Polsce otwarta w XXI w. (1 stycznia 2001 r.), zajmująca powierzchnię 8 ha. Muzeum Przyrody i Techniki „Ekomuzeum” im. Jana Pazdura szczyci się kilkoma wyjątkowymi obiektami. Wśród nich są dwa kompleksy wielkopiecowe: starszy pracujący w latach 1841–1901 i nowszy czynny od 1899 do 1968 r. Ten ostatni to jedyny w Europie przykład kompletnie zachowanego zakładu wielkopiecowego z XIX stulecia. Prawdziwy fenomen stanowią zasilająca piec jedna z największych na świecie maszyn parowych, wyprodukowana w Rydze, oraz wysoki na ok. 22 m Wielki Piec. Za nie lada atrakcję uchodzi tu kolekcja tropów dinozaurów, które zamieszkiwały Góry Świętokrzyskie przed milionami lat. Imponujące modele ogromnych gadów wykonane w skali 1:1 spoglądają na zwiedzających spacerujących w budynku starej kotłowni wystrojem przypominającej jurajskie plaże. W muzeum znajduje się też jedyna w kraju kolekcja aut jednej marki wystawionych w miejscu, w którym były wytwarzane. Wśród eksponatów są prawdziwe perełki: Star 20 – pierwszy model wypuszczony przez tę fabrykę w 1948 r., czy Star 266R, uczestniczący w  rajdzie Paryż–Dakar w  1988  r. Umieszczono tutaj także replikę jedynego polskiego papamobile, służącego papieżowi Janowi Pawłowi II w czasie pierwszej pielgrzymki do ojczyzny 40 lat temu. Muzeum Przyrody i Techniki, znane z ciekawych zajęć edukacyjnych (specjalny cykl prowadzony jest w okresie wakacji i ferii), zawsze tętni życiem kulturalnym. Każdego

roku odbywa się w nim prawie 40 różnych imprez, takich jak koncerty, spektakle, warsztaty, Objazdowy Festiwal Filmowy WATCH DOCS – Prawa Człowieka w Filmie czy pokazy wytopu żelaza z czasów starożytnych. Do niemal kultowych już wydarzeń należy Blues pod Piecem (organizowany w ostatnią sobotę sierpnia). Festiwalowi temu towarzyszy zlot zabytkowych aut „Legenda Stara”, a w tym roku także wystawa plenerowa o historii wina w regionie świętokrzyskim, prezentacja Fundacji Świętokrzyskie Winnice i degustacja lokalnych szlachetnych trunków (za okazaniem biletu wstępu kosztującego 25 złotych).

FASCYNUJĄCA WODA Centrum wiedzy o wodzie Hydropolis we Wrocławiu to jedna z największych atrakcji tego rodzaju w Polsce. Należy ono również do nielicznych obiektów o tym charakterze

na świecie. Ze względu na zastosowane technologie multimedialne, instalacje czy interaktywne gry pokazujące wodę z różnych perspektyw ma opinię jednej z naj­ lepszych placówek edukacyjnych w kraju. Wystawa znajduje się w zabytkowym, XIX-wiecznym, podziemnym zbiorniku wody czystej używanym do 2011 r. Ma on powierzchnię ponad 4 tys. m2. Po ukończeniu rewitalizacji obiekt udostępniono do zwiedzania turystom i  mieszkańcom miasta w grudniu 2015 r. W 2016 r. Hydropolis wybrano jednym z 7 nowych cudów Polski w  plebiscycie magazynu National Geographic Traveler, a w 2018 r. uhonorowano je nagrodą Najlepszy Produkt Turystyczny Dolnego Śląska w  konkursie przeprowadzonym przez Dolnośląską Organizację Turystyczną we współpracy z Polską Organizacją Turystyczną. Od 2002 r. znajduje się na liście zabytków. 

©© Bartosz Sadowski

TT Satelitarna mapa Wrocławia znajdująca się w strefie Miasto i Woda we wrocławskim Hydropolis

LATO–JESIEŃ 2019


©© Bartosz Sadowski

218 TURYSTYKA KULTUROWA

SS Przed wejściem do Hydropolis przechodzi się przez drukarkę wodną, która działa jak kurtyna

LATO–JESIEŃ 2019

WYPRAWA PO ZŁOTO W Górach Złotych, nad Złotym Potokiem, w  mieście o  nazwie Złoty Stok, przy ulicy Złotej znajduje się stara Kopalnia Złota –  jedna z  największych atrakcji Polski (w 2015 r. zdobyła Złoty Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej za Najlepszy Produkt Turystyczny). Malownicza miejscowość leży niespełna 20 km od Kłodzka i Ząbkowic Śląskich, w pobliżu Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego. Najstarsze wzmianki o wydobywaniu w tym miejscu drogocennego kruszcu sięgają XIII stulecia. Wtedy zawładnęła tą ziemią pierwsza gorączka złota, co dało początek miastu. Od tamtych czasów już zawsze związane było ono z eksploracją złóż. Przez wieki wydrążono ponad 300 km podziemnych chodników, a pokolenia górników pracowały przy wydobyciu rud. Złoto ze złotostockiej kopalni ofiarowano nawet królowej hiszpańskiej w celu pokrycia kosztów wyprawy Krzysztofa Kolumba.

W XVII w. w Złotym Stoku zaczęto pozyskiwać arszenik z tutejszych rud arsenu. Kopalnia działała do lat 60. XX stulecia. Wówczas nagle została zamknięta. „Złoty interes” wyczuła Elżbieta Szumska, która przed laty postawiła wszystko na jedną kartę. Zastawiła cały swój majątek i wykupiła udziały podupadłej kopalni. Dzięki pasji nowej właścicielki i znakomitemu planowi biznesowemu po trudnych początkach przedsięwzięcie odniosło sukces i uatrakcyjniło okolicę. Wiele podmiotów dostrzegło potencjał tego miejsca i nawiązało z nim współpracę. Rokiem przełomowym w historii kopalni był 1997. Oddano wówczas do użytku transportową Sztolnię Gertruda z bogatą ekspozycją i korytarzami, w których przechowywano materiały wybuchowe, oraz Chodnik Śmierci z  podziemną zjeżdżalnią. Nieco później dołączyła do nich Czarna Sztolnia z 30-metrowym szybem, wodospadem i pomarańczowym tramwajem. 

TT W Kopalni Złota w Złotym Stoku można pod ziemią spotkać gnoma pilnującego złotych sztabek

©© Kopalnia Złota w Złotym Stoku

W jednej z dziewięciu stref tematycznych można tu obejrzeć film o powstawaniu wody. Do największych atrakcji Hydropolis należą: najdłuższa w Europie drukarka wodna (46,5 m), replika batyskafu Trieste, który dotarł na dno Rowu Mariańskiego (do Głębi Challengera) w 1960 r., najdokładniejsza na świecie akrylowa kopia rzeźby Dawid Michała Anioła (dwumetrowy, przezroczysty posąg przypomina, że blisko 70 proc. masy dorosłego człowieka stanowi woda) i ściana porośnięta mchem. W centrum umieszczono również modele ryb głębinowych – spore emocje budzi instalacja składająca się z rekina i 1,5 tys. tuńczyków w skali 1:1. Jest też gablota z puchem imitującym burzę śnieżną. W  Hydropolis zobaczymy poza tym repliki wynalazków sprzed 2 tys. lat i naj­ większych statków na świecie oraz multimedialną makietę Nilu. Na uwagę zasługuje imponujących rozmiarów makieta Wrocławia, wykonana z materiałów podlegających recyklingowi, wiernie oddająca centrum miasta, z blisko 11 tys. obiektów. Kilkadziesiąt najbardziej rozpoznawalnych z nich odwzorowano za pomocą techniki druku 3D. Od 3 kwietnia do 5 października 2019 r. w Hydropolis czynna jest wystawa „Sekrety morza”. Każdy może się na niej wczuć w rolę pirata, zdobyć morski skarb, przejść przez sieć rybaka, poznać morską faunę, a nawet stworzyć swoją rzeźbę z lodowych brył. Wystawa została skierowana przede wszystkim do dzieci, bo ma na celu rozwijanie wyobraźni, poprawianie pamięci i koncentracji. Ekspozycja składająca się z siedmiu instalacji, które łączy fascynujący wodny świat, działa poza tym na różne zmysły. „Sekrety morza” stworzyli Paulina i Marek Ignacowie, od lat pracujący z dziećmi.


220 TURYSTYKA KULTUROWA Dziś Kopalnia Złota jest miejscem dla każdego. Reklamuje się hasłem Cały Dzień Dobrej Zabawy. Zwiedzanie z przewodnikiem przypomina stand-up, podczas którego płacząc ze śmiechu, przyswajamy naj­ważniejsze fakty z dziejów kopalni. Na trasie korzysta się ze zjeżdżalni, wsiada do 15-osobowej łódki w Sztolni Gertruda (to atrakcja dodatkowa, dostępna dla dzieci powyżej ósmego roku życia), a na koniec wyjeżdża na powierzchnię podziemnym tramwajem. Znakomici przewodnicy odkrywają przed turystami tajemnice i opowiadają nie­ samowite historie o gnomach, ukrytych skarbach, zdradach i intrygach. Do tutejszych atrakcji należy też płukanie złota i wyprawa do Sztolni Ochrowej, wykutej ręcznie, której wejście wyłania się z głębi lasu. Dużo wrażeń dostarcza wizyta w pobliskiej Średniowiecznej Osadzie Górniczej, gdzie turyści poznają pracę dawnych górników. Zgromadzono w niej najstarsze pamiątki ze Złotego Stoku. Historia miasta opowiedziana jest za pomocą wyjątkowych eksponatów, takich jak drewniany kierat, młyn stępowy (stęporowy) czy Wiatrak. Poza tym w Izbie Pamięci, otwartej w listopadzie 2013 r. w budynku dawnej górniczej cechowni przy ulicy Złotej, obejrzymy złote dukaty bite w XVI w. w lokalnej mennicy, pocztówki sprzed II wojny światowej czy drewnianą pralkę firmy Miele. Warto podkreślić, że Średniowieczna Osada Górnicza to jedyny w Polsce park w całości zbudowany ręcznie, inter­aktywny i stworzony w oparciu o stare górnicze ryciny niemieckiego humanisty i uczonego Georgiusa Agricoli (1494–1555). Zafascynowani Kopalnią Złota w Złotym Stoku turyści mogą zatrzymać się w jednym z obiektów noclegowych (pensjonacie Złoty Jar lub Złotym Hoteliku). Jeśli zwiedzający poczują głód, powinni udać się na obiad do karczmy „Stara Kuźnia”, gdzie pracuje wielokrotnie nagradzany szef kuchni.

SS Komora Erazma Barącza i sztuczne jezioro solankowe na głębokości 101 m w Kopalni Soli „Wieliczka”

pod koniec XIX stulecia Groty Kryształowe, niedostępne dla zwiedzających, zbudowane są z czystego halitu. Do prawdziwych klejnotów Wieliczki należą m.in. Grota Józefa Piłsudskiego, komory Jezioro Wessel i Weimar oraz Kaplica św. Kingi. Ta ponad 700-letnia kopalnia ma 250 km korytarzy. Obejrzymy w niej oryginalne wyrobiska i narzędzia pracy służące niegdyś do wydobywania soli, wtedy bardzo nowoczesne. Wieliczkę można zwiedzać jedną z tras turystycznych. Kto chce poczuć się jak za dawnych czasów i podnieść sobie poziom adrenaliny, powinien wybrać tę górniczą i spróbować swoich sił jako śleper, czyli początkujący górnik. Dzieci historię kopalni i legendy z nią związane poznają w krainie Solilandii, gdzie do zabawy zapraszają tajemniczy Skarbnik i skrzat soliludek. Podziemny Szlak Pielgrzymkowy „Szczęść Boże” otwarto w 2010 r. Znajdują się na nim Kaplica św. Antoniego z pięknymi rzeźbami, Drewniana Golgota wielickich górników,

LATO–JESIEŃ 2019

STAROŻYTNE HUTNICTWO I FOLKLOR Ziemia świętokrzyska słynie z wielkich ludzi i ich pasji do kultywowania tradycji. Jedną z najciekawszych tras turystycznych jest tu szlak obiektów postindustrialnych. Związane są z nim liczne imprezy cykliczne, w tym naj­ słynniejsza z nich – Dymarki Świętokrzyskie odbywające się od ponad 50 lat (od 1967 r.). To wydarzenie zyskało status imprezy o zasięgu ponadregionalnym. Od lat towarzyszy mu przegląd folklorystyczny prezentujący dziedzictwo kulturowe województwa świętokrzyskiego i dorobek wsi. W 2019 r. mi-

TT Komora Franciszka Karola, którą oglądają osoby podążające trasą górniczą w wielickiej kopalni

©© Ryszard Tatomir

SKARB NARODOWY Kopalnia Soli ,,Wieliczka”, unikatowa na skalę światową, nazywana skarbem narodowym, została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO razem z historycznym centrum Krakowa w 1978 r. To miejsce upodobali sobie królowie Kazimierz Wielki i Władysław Jagiełło. Pisał o nim Stanisław Staszic. Dziś zachwyca turystów pięknymi komorami, chodnikami wykutymi w  skale i  bogactwem skarbów natury. W efekcie wtórnej krystalizacji soli powstały spektakularne stalagmity i stalaktyty, które stanowią ozdobę kopalni. Odkryte

Kaplica św. Kingi z cudownymi ołtarzami, rzeźbioną amboną, kopią fresku Ostatnia Wieczerza Leonarda da Vinci, wykonaną w formie płaskorzeźby, czy solnym pomnikiem Jana Pawła II oraz Kaplica św. Jana z poli­chromowanym, drewnianym wystrojem. Część trasy wiedzie przez wyrobiska Muzeum Żup Krakowskich.


©© R. Stachurski

©© Piotr Sepioło

221

SS Sierpniowe Dymarki Świętokrzyskie, wojownicy barbarzyńskich plemion walczą z rzymskimi legionistami

Świętokrzyskiego w Nowej Słupi, które nosi imię profesora Mieczysława Radwana (1889–1968). Placówka znajduje się przy drodze na Łysą Górę (594 m n.p.m.), w miejscu, gdzie odkryto 42 kloce żużla będącego pozostałością po warsztacie hutniczym. Właśnie one stanowią główne eksponaty muzeum. Poza tym można tu dowiedzieć się, jaki był zasięg terytorialny hutnictwa świętokrzyskiego, na czym polegała stosowana technologia i jak organizowano wytopy, oraz obejrzeć wyroby żelazne wykonane z uzyskanego tą metodą metalu. Jedną z największych atrakcji w okolicy jest sąsiadujące z muzeum Centrum Kulturowo-Archeologiczne, na które składa się 13  replik starożytnych budynków, uzbrojenie, narzędzia i zrekonstruowane piece dymarskie. Rekonstruktorzy ubrani w stroje z epoki rzymskiej prezentują dawne rzemiosła. Centrum wzorowano na podobnych obiektach w Lorch w Niemczech i Vechten w Holandii. To jedyna rekonstrukcja osa-

dy z pierwszych wieków naszej ery na terenie Polski. W strefie rzymskiej znajdują się ok. 9-metrowy burgus – rzymska wieża strażnicza, jaką stawiano na granicach rzymskiego imperium, i mur obronny (Wał Hadriana). Najbliżej wejścia do osady stoi chata z Wrocieryża, budynek odkryty przez archeo­ logów w powiecie pińczowskim. Poza tym są tu m.in. starożytna kopalnia z Rudek, ziemianka i warsztat bursztyniarski ze Świlczy, sauna z Modlniczki czy piecowisko i stanowisko hutnicze. Najokazalszą budowlą na terenie centrum jest Długi Dom (15 m długości i 8 m szerokości) zrekonstruowany na podstawie odkryć archeologicznych w Wólce Łasieckiej koło Bolimowa w województwie łódzkim. W tym interesującym kulturowo-archeologicznym kompleksie można poznać najdawniejszą historię dzisiejszych ziem polskich. Poza niepodważalnymi walorami edukacyjnymi wizyta w nim stanowi także okazję do wspaniałej zabawy. 

TT Festiwal Archeologiczny „W kręgu żelaza” podczas atrakcyjnych Dymarek Świętokrzyskich w Nowej Słupi

©© Piotr Sepioło

łośnicy turystyki post­industrialnej i kultury ludowej spotkają się w Nowej Słupi w dniach 17–18 sierpnia po raz 53. Najważniejszy element wydarzenia stanowi prezentacja procesu wytopu żelaza w piecach kotlinkowych, nazywanych dymarkami. Antyczne centrum metalurgiczne w Górach Świętokrzyskich było jednym z największych w ówczesnej Europie. Działało ok. 600 lat (od II w. p.n.e. do IV w. n.e.). Obecnie festiwal skupia się na rekonstruowaniu rzemiosła, aspektów życia codziennego i kultury oraz upowszechnianiu wiedzy o najstarszej historii regionu. Wydarzenie ma formę pokazów, w trakcie których poznajemy wszystkie etapy procesu pozyskiwania metalu: od wydobycia rudy żelaza, przez jej prażenie, wykonywanie cegieł do budowy pieców dymarkowych, produkcję węgla drzewnego, obsługę miechów dymarskich, do finalnego rozbicia pieca i wyjęcia łupki żelaznej. W czasie 51. Dymarek Świętokrzyskich został wprowadzony nowy zwyczaj – korowód dymarkowy, który odbywa się w przeddzień imprezy. Towarzyszy mu rozniecenie ognia krzesiwem i rozpalenie pierwszego pieca dymarskiego. Sam festiwal jest także okazją do zaprezentowania sztuki i obrzędowości ludowej i ginących tradycji ziemi świętokrzyskiej. Tutaj folklor spotyka się ze starożytnością i kulturą współczesną. Ślady pozyskiwania żelaza na terenie Gór Świętokrzyskich wzbudziły zainteresowanie już w latach 50. XX w., kiedy rozpoczęto pierwsze badania naukowe prowadzone w celu odtworzenia procesu dymarskiego. Przełomowym momentem było powstanie w 1960 r. Muzeum Starożytnego Hutnictwa

LATO–JESIEŃ 2019


Winne bezdroża

©© samot/shutterstock

222 TRENDY

MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ www.mieczyslawpawlowicz.pl

« Dobra wiadomość: dzięki rozwojowi komunikacji nie jesteśmy już skazani na gust i węch marszandów wina. Sami możemy odwiedzić wybrane winnice. Niektóre są tak małe, że nie potrafią zaspokoić wymagań hurtowników. Ale dzięki temu mamy pewność, że kupione wino będzie wyjątkowe. Zła wiadomość: niestety, na szlak winiarski nadal musimy znaleźć kierowcę niedegustującego albo skorzystać z usług lokalnych biur podróży. »

J

uż 15 lat minęło od premiery filmu Bezdroża Alexandra Payne’a, w którym dwóch przyjaciół rusza na wyprawę po amerykańskich winnicach, aby próbować miejscowych trunków. Coraz więcej turystów pragnie podobnej odmiany od zwykłego zwiedzania zabytków. Dla innych degustacje wśród malowniczych upraw winorośli są miłą niespodzianką. Większość lokalnych winiarzy współpracuje z producentami regionalnych specjałów, więc wizyta w winnicy zawsze kojarzy się smacznie.

Nie wszyscy narzekają na ostatnie upalne lata. Właściciele winnic w Polsce zacierają ręce. Polskie wina? Dla wielu brzmi to nadal jak oksymoron, ale nie da się zaprzeczyć liczbom. W ostatnim roku w naszym kraju zarejestrowano ponad 230 oficjalnych producentów win. Powierzchnia upraw może nie imponuje – razem zajmują ok. 400 ha. Tyle w Hiszpanii czy Włoszech mają pojedynczy wytwórcy. Paradoksalnie jednak to o wiele lepsza sytuacja dla amatorów enoturystyki. Nie od dziś wiadomo, że największe marże w szeroko rozumianym sektorze rolniczym  TT Real Bodega de la Concha w Jerez de la Frontera

©© ViewApart/iStock/Getty Images

TT Wyprawa enoturystyczna np. do Toskanii to znakomity pomysł na ciekawą podróż z grupą przyjaciół

LATO–JESIEŃ 2019


223

TT Widok z miasta Vila Nova de Gaia na Ribeirę, historyczną dzielnicę Porto, i rzekę Douro (Duero) ©© MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ/www.mieczyslawpawlowicz.pl ©© Aliaksandr Antanovich/shutterstock

SS Białe wino i ser z pocztówkowego regionu Chianti

LATO–JESIEŃ 2019


©© wikimedia commons/Tb808

©© wikimedia commons/Winobranie.pl

224 TRENDY

SS Zielonogórska Palmiarnia na szczycie Winnego Wzgórza, na którego zboczach uprawia się winorośl

SS Szczudlarze podczas Winobrania w Zielonej Górze

zgarniają pośrednicy. Przy tak niewielkich (stosunkowo) ilościach produkowanego wina winiarzom najbardziej opłaca się sprzedawać swoje wyroby samodzielnie. Do najlepszych sposobów dotarcia do indywidualnych klientów należy organizowanie we własnych winnicach degustacji, często urozmaiconych wyborem regionalnych potraw.

w odległości niecałej godziny jazdy samochodem z Warszawy. Ta ostatnia poniekąd nawiązuje do tradycji. Najstarsi hipsterzy z  warszawskiego placu Zbawiciela mogą nie wiedzieć, że w XVII w. od Dwórzna aż do Mokotowa sadzono winogrona. Rozwój miasta wyrugował z niego winiarzy (winnice w dużych ośrodkach to ewenement, te z Zielonej Góry czy Srebrna Góra z Krakowa są wyjątkami). Odnaleźli się oni w XXI stu­ leciu zaledwie jakieś 50 km od centrum stolicy. W Winnicy Dwórzno produkuje się wina z winogron i innych owoców. W tym procesie stosuje się naturalne metody i wykorzystuje nowoczesne technologie. Winnica oferuje zwiedzanie w grupach i dla gości indywidualnych. W Dwórznie niemal co weekend odbywa się jakiś koncert czy piknik. Festynów w Polsce mamy bez liku, ale warto brać udział w imprezach, na których zamiast piwa z plastikowego kubka możemy się raczyć dobrym lokalnym winem. Takie festiwale organizuje się z powodzeniem w krajach śródziemnomorskich z tradycjami winnymi znacznie bogatszymi niż nasze. 

POLSKA Zwykło się uważać, że stolicą polskiego winiarstwa jest Zielona Góra ze swoimi udokumentowanymi tradycjami sięgającymi początku XIV w. Jej wizerunek wzmacnia ikonograficzna Palmiarnia w Parku Winnym znajdująca się w centrum miasta. Od 2008 r. po okolicy możemy poruszać się nagradzanym na wielu branżowych imprezach Lubuskim Szlakiem Wina i Miodu, obejmującym obiekty kilkunastu producentów tego trunku. Podsumowaniem sezonu jest zawsze barwne, 10-dniowe Winobranie (w 2019 r. zacznie się 7 września), podczas którego Zieloną Górę oddaje się we władanie bogu Bachusowi.

Jednak w ostatnich latach polskie winne zagłębie przesunęło się bardziej na wschód. Więcej niż połowa naszych winnic leży na terenach Małopolski i Podkarpacia. Szczególnie ten ostatni region rozwija się bardzo dynamicznie. Jest to zasługą Romana Myśliwca, który już prawie 40 lat temu założył winnicę i szkółkę w Jaśle. Potrzeba było czasu, żeby znalazł naśladowców i właściwe dla naszego klimatu odmiany winogron. Dziś możemy ruszyć na wyprawę nie tylko Jasielskim Szlakiem Winnym, ale także Mało­polskim Szlakiem Winnym czy Podkarpackim Szlakiem Winnic. Karpacki Szlak Wina obejmuje też słowackie winnice (należące do firmy Barko Vinum – Viničná hora i Gečova, obie usytuowane w rejonie Brekov). Poszkodowani nie są również mieszkańcy centralnej Polski. Sandomierszczyzna i Mazowsze kojarzą się raczej z sadami jabłkowymi, ale stereotyp ten przełamuje Święto Wina w Janowcu (pod koniec maja), Kazimierskie Winobranie w Kazimierzu Dolnym (w tym roku w terminie 31 sierpnia – 1 września) czy Winnica Dwórzno leżąca

TT Tradycyjne deptanie winogron w Winnicy Dwórzno

©© Winnica Dwórzno

©© Winnica Dwórzno

TT Winnica Dwórzno jest największą winnicą na Mazowszu, wytwarzającą ok. 50 tys. butelek rocznie

LATO–JESIEŃ 2019


Toskania na Mazowszu Winnica Dwórzno, zwana mazowiecką Toskanią, to największa winnica na Mazowszu i jedna z większych w kraju. Wina gronowe oraz owocowe produkowane są tu tradycyjnymi metodami. Dwórzno, położone tylko 40 km od Warszawy, jest miejscem czystym ekologicznie. Dzięki otoczeniu dziewiczej natury o każdej porze roku stanowi piękny kierunek enoturystyczny oraz wymarzoną lokalizację na eventy i nie tylko. Liczące 50 ha gospodarstwo jest w stanie przyjąć nawet kilka tysięcy gości, jak w przypadku naszego corocznego Święta Wina. Nowoczesna hala przetwórni to również miejsce pełne atrakcji. Zwiedzanie jej i poznanie procesu produkcji wina to niezwykle cenne doświadczenie. Przestronne pomieszczenia można zagospodarować w dowolny sposób, dzięki czemu atrakcyjne eventy można organizować przez cały rok.

Atrakcje z polskim winem Nietuzinkowe eventy z polskim winem organizujemy na terenie całego kraju. Oferujemy mnóstwo oryginalnych usług z dojazdem do klienta, m.in. warsztaty i team building. Specjalizujemy się w prowadzeniu degustacji polskiego wina, warsztatach winiarskich, food pairingowych oraz analizie sensorycznej, a także kolacjach komentowanych. Z chęcią podzielimy się profesjonalną wiedzą na temat świata polskiego wina i uświetnimy dowolną imprezę trunkami najwyższej jakości.

Zwiedzanie winnicy pod samą Warszawą Zapraszamy też do odwiedzenia Winnicy Dwórzno. Zwiedzanie gospodarstwa i przetwórni to niezwykłe przeżycie. Nasi goście mogą dowiedzieć się, jak uprawiane i produkowane jest wino w Polsce, a nawet uczestniczyć w tych złożonych procesach. To doskonała okazja na integrację.

Imprezy przez cały rok Winnica Dwórzno jest miejscem otwartym przez cały rok. Oprócz imprez indywidualnych organizujemy również pikniki. Muzyka na żywo, lokalni wystawcy czy animacje dla dzieci to tylko niektóre z atrakcji oprócz zwiedzania winnicy i degustacji. Przywitanie Lata w Winnicy Dwórzno odbywa się w czerwcu, Święto Wina w Winnicy Dwórzno organizowane jest we wrześniu, aby świętować zbiory. W sezonie letnim organizujemy też wydarzenia kulturalne, takie jak koncerty w winnicy.

Kontakt • • • • • •

ul. Spokojna 47, 96-320 Dwórzno (zaledwie 40 km od Warszawy) kontakt@dworzno.pl 605 302 301 www.dworzno.pl facebook.com/dworzno instagram.com/winnica_dworzno

WE SPEAK ENGLISH


226 TRENDY CHIANTI (WŁOCHY)

ale ostatecznie tradycja zwyciężyła. Miasta Toskanii są odwiedzane tłumnie przez cały rok. Prócz fantastycznych krajobrazów dużą popularność temu regionowi przyniosły liczne ekranizacje romantycznych powieści. Kulminacja ruchu turystycznego następuje podczas wrześniowego festiwalu Vino al Vino w Panzano in Chianti (kolejny będzie odbywał się od 12 do 15 września 2019 r.), podsumowującego zbiory sangiovese, z którego głównie powstaje chianti. Na ponad 61-kilometrowej Chiantigianie, drodze łączącej Flo-

bach oraz klimatycznymi obiektami z ponad 150-kilometrowej Trasy Wina i Oliwy Wybrzeża Etrusków (La Strada del Vino e dell’Olio Costa degli Etruschi). Lokalni winiarze nie są być może aż tak znani jak historyczne rody z kontynentalnych Włoch, potrafią jednak stworzyć prawdziwe arcy­dzieła, takie jak np. wino sassicaia, które przez długi czas na etykiecie miało określenie stołowe. Tego rodzaju trunki rzadko zdobywają uznanie koneserów na świecie i niewiele z nich kosztuje ponad 200 euro za butelkę. Ciekawy ekspe-

©© gaspar janos/shutterstock

Winnica Dwórzno bywa nazywana mazowiecką Toskanią. A co możemy zobaczyć w tej włoskiej? Chyba nie ma nikogo, kto nie słyszałby o Chianti. To region położony między nie mniej słynnymi miastami: Sieną i Florencją. Przyciągają one miłośników włoskiego renesansu, konnych wyścigów i zabytków architektury. Amatorzy wina ruszają do mniejszych miejscowości leżących wśród malowniczych wzgórz: Panzano, Raddy, Gaiole czy Greve (zawsze z dopiskiem in Chianti). Szcze-

SS Krajobraz Chianti z winoroślami i cyprysami

gólnie ta ostatnia jest tłumnie odwiedzana przez turystów zainteresowanych historią. Tu, w miejscowych piwnicach, znajduje się muzeum wina (Museo del Vino), którego obszar produkcji został określony jako pierwszy na świecie. Kosma III Medyceusz, władca Wielkiego Księstwa Toskanii w latach 1670–1723, wydał edykt regulujący wytwarzanie chianti 24 września 1716 r. Dla ścisłości warto zaznaczyć, że rozporządzenie dotyczyło także trzech innych rejonów winiarskich, lecz nie przetrwały one próby czasu. Sam obszar produkcji chianti też próbowano zmieniać,

ryment enologiczny na Elbie przeprowadziła Azienda Agricola Arrighi z Porto Azzurro nad kanałem Piombino. W jego ramach postanowiono odtworzyć produkcję tzw. wina morskiego wytwarzanego z winogron moczonych w morzu. Projekt ten stał się tematem filmu dokumentalnego Vinum Insulae.

©© Balate Dorin/shutterstock

TT Zabytkowe Portoferraio, ufortyfikowaną stolicę Elby, uważa się za najdoskonalszy port na świecie

LATO–JESIEŃ 2019

rencję ze Sieną, tworzą się wtedy prawdziwe korki. Jedynym wyjściem w tej sytuacji jest udanie się do miejsc mniej obleganych, co nie oznacza gorszych.

ELBA (WŁOCHY) Kogo zmęczy tłum amerykańskich turystów, powinien wybrać się na urokliwą Elbę. Wyspa słynąca z tego, że po abdykacji zesłano na nią Napoleona Bonapartego (cesarz Francuzów przebywał na niej od 4 maja 1814 r. do 26 lutego 1815 r.), kusi prostą, smaczną kuchnią opartą na świeżych owocach morza i ry-

EMILIA-ROMANIA (WŁOCHY) Moim ulubionym włoskim regionem jest jednak Emilia-Romania, kraina idealna dla smakoszy. Właśnie stąd pochodzi większość dań i przysmaków, które potocznie kojarzone są


ze słoneczną Italią, może poza pizzą wywodzącą się z biedniejszego niegdyś południa (Neapolu). Tu jej odpowiednik stanowi romańska piadina (piadina romagnola), czyli placek pszenny z dodatkiem smalcu lub oliwy. O ile ten specjał dopiero zdobywa sobie międzynarodowe uznanie, to chyba nie ma nikogo, kto nie słyszałby o szynce parmeńskiej, parmezanie, mortadeli, tagliatelle (szerokich wstążkach makaronowych), tortellini (małych pierożkach z nadzieniem), tortelloni (większych faszerowanych pierogach) czy lasagne (pierwotnie z warstwami szpinakowymi). W Emilii-Romanii powstał też makaron strozzapreti. Dumą regionu są dwa szczepy: sangiovese i  albana. Ten drugi uprawia się tylko na tym obszarze i  najlepiej spróbować go w jednej z winotek Bertinoro. Sama Galla Placydia (córka cesarza rzymskiego Teodozjusza I Wielkiego), kiedy podano jej tu wino w prostym glinianym naczyniu, miała z zachwytem powiedzieć, że warto je pić ze złota (berti in oro), od czego według legendy wywodzi się nazwa gościnnego miasteczka. W średniowieczu podróżni przybywający do Bertinoro podchodzili najpierw do słupa z 12 metalowymi obręczami przypisanymi do 12 lokalnych rodów. Poprzez przywiązanie konia do jednej z nich wybierali miejsce

©© wikimedia commons/Caba2011

227

SS Colonna delle Anella z 12 metalowymi obręczami służącymi do przywiązywania koni w centrum Bertinoro

na nocleg. W zamian za gościnę dostarczali gospodarzom informacji ze świata. Colonna delle Anella (Colonna degli Anelli) stoi do dziś i obecnie ten zwyczaj kultywowany jest w pierwszy weekend września.

TURYN (WŁOCHY) W kurorcie Rimini świętowałem swojego czasu Różową Noc (La Notte Rosa), która rozpoczyna wakacje nad Adriatykiem. Imprezę uatrakcyjniało martini. Aby poznać historię tego wytrawnego wermutu, tak popularnego na adriatyckich plażach, trzeba przejechać

do Turynu. W nim pod koniec XVIII w. Antonio Benedetto Carpano „wymyślił” wzmacnianie lokalnych win mocniejszym alkoholem i doprawienie ich ziołami. Używam cudzysłowu, gdyż ta metoda znana była już w czasach Cesarstwa Rzymskiego, o  czym możemy się przekonać w Casa Martini w Pessione. Miejscowość leży zaledwie pół godziny jazdy pociągiem od Turynu. Tutaj firma znana później jako Martini & Rossi postanowiła w latach 60. XIX w. założyć swój zakład produkcyjny. Prawdę mówiąc, aż dziw bierze, że z tego względu nie zmieniono nazwy 

Najpiękniejsze wille z basenami w Toskanii

www.to-toskania.pl

+48 22 307 98 89


228 TRENDY

©© MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ/www.mieczyslawpawlowicz.pl

miasteczka, bo przez wiele lat niemal wszyscy jego mieszkańcy pracowali w miejscowej fabryce. Oglądanie ekspozycji zaczyna się od... starożytnych egipskich czar, waz i dzbanów. Trafiły tu z turyńskiego Muzeum Egipskiego (Museo Egizio), jedynego poza Kairem poświęconego wyłącznie starożytnemu Egiptowi. Po nich czas na greckie amfory, hydrie i kratery, rzymskie kielichy i… zapoznanie się ze zwyczajami przy biesiadach. Jak wznoszono toasty? Kolejne osoby napełniały sobie kielich i wypijały jego zawartość, życząc zdrowia i  pomyślności współbiesiadnikowi. Przypomina to nieco zachowany u nas zwyczaj picia u górali, kiedy jeden kieliszek wędruje wokół stołu. Tyle że oni nie raczą się winem. Jednak coś jeszcze łączy ich z Rzymianami: piją do dna.

SS Casa Martini w Pessione – ekspozycja obejmująca m.in. starożytne amfory, hydrie, kratery i kielichy

Starożytni zaprawiali wino, zmieniając jego smak. Czyste było używane jedynie w celach religijnych. Miód, żywica czy mirra nadawały mu bardziej likierowy charak-

ter. Dla uzyskania intensywnego zapachu dodawano kwiaty, esencje warzywne lub zioła. Na pobudzenie apetytu do przystawek serwowano wino z piołunem. 

Za winem na toskańską Elbę

©© www.vivicapoliveri.it

SS Festa dell’Uva, trzydniowa impreza w Capoliveri

wspomnianej świątyni. Wszystkie trzy budowle wraz z tutejszym historycznym cmentarzem (Camposanto Monumentale, Campo Santo di Pisa) trafiły w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W okolicy warto zobaczyć również Lukkę z okrągłym głównym placem (Piazza dell’Anfiteatro) otoczonym zabytkowymi kamieniczkami i romańsko-gotycką Katedrą św. Marcina (Cattedrale di San Martino), a w nie­ dalekim Montecatini Terme zrelaksować się podczas kąpieli w wodzie z miejscowych źródeł termalnych.

LATO–JESIEŃ 2019

Z kontynentalnych Włoch na Elbę można dotrzeć promem. Od położonego na toskańskim wybrzeżu portu Piombino oddziela ją jedynie kanał Piombino (Canale di Piombino). Z tego miasta statki kursują do znajdujących się na Elbie Portoferraio (12-tysięcznej stolicy wyspy), Cavo i Rio Mariny. Na tych trasach działają Moby Lines, Toremar, Corsica Ferries – Sardinia Ferries (Elba Ferries) i  BluNavy. Z  San  Vincenzo, usytuowanego na północ od Piombino, do Porto Azzurro, Portoferraio i Marciany Mariny (z 1,5-godzinnym przystankiem w Porto Azzurro lub 3-godzinnym w Portoferraio) pływają promy Aquavision (oraz z Piombino do Mariny di Campo). Biletów na przeprawę nie trzeba koniecznie kupować w porcie tuż przed rejsem. Można je nabyć także za pośrednictwem stron internetowych przewoźników lub specjalnych serwisów sprzedażowych. W październiku w klimatycznym Capoliveri, położonym w  południowo-wschodniej części Elby, odbywa się widowiskowa Festa dell’Uva, czyli Święto Winogron, które urozmaicają rekonstrukcje wykonywane przez cztery dzielnice (Fosso, Fortezza, Baluardo i Torre), barwna parada oraz degustacje wina i specjałów lokalnej kuchni. Ta toskańska wyspa, choć jest niewielka, szczyci się własnymi tradycjami winiarskimi. Produkuje się na niej np. cenione Elba Aleatico Passito DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita). To deserowe wino ma intensywnie czerwony kolor i idealnie pasuje do pochodzącego stąd ciasta schiaccia briaca, do którego dodaje się rodzynki i orzechy oraz właśnie ten szlachetny trunek i likier alkermes (wł. alchermes). Oprócz tego na wyspie powstają Elba Ansonica DOC, Elba Ansonica Passito DOC, Elba Moscato DOC, Elba Moscato Passito DOC, Elba Rosso DOC, Elba Rosato DOC, Elba Bianco DOC czy Elba Vin Santo Occhio di Pernice DOC. Aleatico wytwarza m.in. Azienda Agricola Sapereta z Porto Azzurro. Poza tym produkuje się w niej również inne wina czerwone i białe. W winnicy można się zatrzymać w jednym z 15 w pełni wyposażonych apartamentów, aby spędzić sielskie wakacje z dala od zgiełku i tłumów. Właściciele chętnie goszczą rodziny z dziećmi, nie mają też nic przeciwko pobytom z psem. Innym ciekawym miejscem jest Tenuta delle Ripalte na Capo Calamita (Costa dei Gabbiani).

Tu także obok różnych win powstaje Elba Aleatico Passito DOCG. Winiarnię można zwiedzać. Z myślą o osobach chcących zostać nieco dłużej udostępniono kilka możliwości zakwaterowania. Do wyboru są hotel mieszczący się w XIX-wiecznym budynku, 52 apartamenty w toskańskich wiejskich domach,

©© www.arrighivigneolivi.it

`` Ciekawą wycieczką enoturystyczną dla Polaków może być wyprawa na czarującą Elbę, największą w archipelagu Wysp Toskańskich (mającą 223 km² powierzchni i 32 tys. stałych mieszkańców). Z Polski do Włoch najłatwiej dostać się samolotem. Taka podróż trwa krócej niż jazda samochodem. Naj­bliżej Elby leży lotnisko w Pizie (największe w Toskanii) noszące imię urodzonego tutaj w 1564 r. Galileusza (z  Polski dolecimy na nie z  jedną przesiadką regularnymi liniami lotniczymi – Alitalią via Rzym-Fiumicino – albo bezpośrednio dzięki przewoźnikowi nisko­budżetowemu Ryanair z Modlina, Gdańska i Krakowa). To jedno z najbardziej znanych toskańskich miast. Turyści z całego świata ściągają tu tłumnie na słynny plac Cudów (Piazza dei Miracoli). Stoją na nim Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Cattedrale Metropolitana Primaziale di Santa Maria Assunta), Baptysterium św. Jana Chrzciciela (Battistero di San Giovanni Battista), a także ponad 55-metrowa Krzywa Wieża (Torre Pendente), prawdopodobnie najczęściej fotografowany pizański zabytek. Ta ostatnia stanowi dzwonnicę (kampanilę)

SS Azienda Agricola Arrighi w Porto Azzurro na Elbie

wille i namioty do glampingu, czyli luksusowego kempingu. Na zainteresowanie zasługuje również Azienda Agricola Cecilia. Należą do niej trzy plantacje położone w okolicy miejscowości Procchio i Marina di Campo. W malowniczej winnicy I Marmi (Podere I Marmi) organizuje się degustacje (po wcześniejszym umówieniu się). Miłośników enoturystyki (i nie tylko!) na trekking wśród winnych krzewów, wycieczki z przewodnikiem i degustowanie swoich produktów zaprasza Azienda Agricola Arrighi z Porto Azzurro. Produkuje się tu wino, w tym dwa rodzaje trunku wytwarzanego w terakotowych amforach, i oliwę. Na niezmiernie urokliwej Elbie znajduje się też warta uwagi Azienda Acquabona w Portoferraio, gdzie winorośl uprawia się na powierzchni ponad 16 ha. Niedaleko stolicy wyspy, w pobliżu plaży Schiopparello, usytuowana jest także Azienda Agricola Biologica Montefabbrello, w której wytwarza się wina białe, czerwone i deserowe – w sumie 13 rodzajów. Do dyspozycji gości oddano w niej klimatyczne apartamenty w typowo toskańskim stylu z przestronnymi tarasami oraz dwa dwuosobowe pokoje z łazienkami. Na miejscu działa również doskonała restauracja („Il Ristoro Agricolo”) z regionalną kuchnią. Na Elbie bez wątpienia czekają na nas cudowne widoki oraz wyśmienite wino i jedzenie.


ZDOBYŁA...

grecKicH MArynArzy, etrUsKicH rzeMieŚlniKÓW, rzyMsKicH PArtycJUszy, FlorencKicH MecenAsÓW, PirAtÓW i sArAcenÓW, HiszPAŃsKicH PrzyWÓdcÓW, FrAncUsKie bAtAliony i AngielsKĄ FlotĘ, gŁoWy PAŃstW i iMPerAtorÓW...

...zdobĘdzie rÓWnieŻ tWoJe serce,

tosKAŃsKA WysPA ELBA AssociAzione AlbergAtori isolA d’elbA • consorzio servizi AlbergAtori – AgenziA viAggi ilvA cAlAtA itAliA, 26-57037 PortoFerrAio (livorno-itAly) – 0039 0565 915555 • www.elbapromotion.it

ZareZerwuj datę!

Associazione Albergatori ELBA 1_2.indd 1

7/30/19 12:46:59 PM

MIĘDZYNARODOWE TARGI TURYSTYKI SPORTOWEJ, AKTYWNEJ I WELLNESS 4 października 2019 r. – WYSPA ELBA – TOSKANIA Hotel Hermitage, La Biodola

Drogi Touroperatorze! Z przyjemnością informujemy o nowej edycji BTS. BTS ELBA2019 to jedyny workshop B2B poświęcony turystyce sportowej, aktywnej i wellness we Włoszech.  W tym roku targi BTS odbędą się 4 października na Elbie, w Hotelu Hermitage usytuowanym nad piękną,  piaszczystą zatoką Biodola. 26. edycja targów BTS to doskonała okazja do spotkania ponad 200 przedstawicieli najbardziej  wykwalifikowanych włoskich dostawców usług turystycznych. Wybieramy touroperatorów do udziału w BTS ELBA2019 w ramach programu Hosted Buyer, który zawiera: •  Zwrot kosztów biletu lotniczego w obie strony do Pizy lub Florencji w klasie ekonomicznej  •  Transfer między lotniskiem a portem w Piombino  •  Połączenie promowe z Piombino do Portoferraio na Elbie  •  Zakwaterowanie w formule all inclusive od 3 do 7 października •  Uroczyste kolacje i bogaty program dodatkowy  •  Wcześniej zaplanowane spotkania ze sprzedającymi  •  Wycieczkę edukacyjną w dniach 5–7 października

NIE PRZEGAP TEJ OKAZJI! WYPEŁNIJ FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY, ŻEBY ZOSTAĆ WYBRANYM WWW.BTSELBA.COM – e-mail: BUYER@BTSELBA.COM Program Hosted Buyer jest zarezerwowany dla najbardziej wykwalifikowanych, rozwojowych touroperatorów i wszystkie zgłoszenia będą oceniane przez naszą organizację


©© NOSOLOJEREZ

230 TRENDY

SS Pomnik Manuela Maríi Gonzáleza Ángela (1812–1887), twórcy marki Tío Pepe, w Jerez de la Frontera

JEREZ DE LA FRONTERA (HISZPANIA) Brytyjczycy jako aperitif często wybierają wytrawne sherry (jerez). Pochodzi ono z Andaluzji. Wytwarza się je w okolicach Kadyksu. Tu znajduje się tzw. trójkąt sherry, którego najsłynniejszym wierzchołkiem jest Jerez de la Frontera. Od tego miasta wywodzi się nazwa jerez przyswojona przez Brytyjczyków w bardziej przystępnej dla nich formie. Do najpopularniejszych marek sherry należy Tío Pepe (firmy González Byass). W 1835 r. nie­ opierzony 23-latek, Manuel María González Ángel, rozpoczął biznes związany z produkcją wzmacnianego wina. Jednym z głównych degustatorów i eksperymentatorów był jego wujek (hiszp. tío) José Ángel. Właśnie on zo-

stał uwieczniony w nazwie marki. Przy tym trunku nigdy nie podaje się rocznika, bo to wino wzmocnione brandy i w dodatku zmieszane. Stosuje się tu system trójkowy. Beczki leżą w trzech rzędach. Najniżej znajduje się warstwa solera, na której układa się tzw. criadery. Najstarsza solera Tío Pepe została ułożona w 1844 r. Do butelkowania wybiera się wino z najniższej solery, przy czym odlewa się nie więcej niż jedną trzecią objętości beczki. Zapełnia się ją potem trunkiem ze środkowej warstwy beczek, do których z kolei trafia ten z najwyższej criadery. Braki w tej ostatniej uzupełnia się młodym winem. W trójkącie sherry uprawiane są trzy rodzaje winogron: palomino fino (palomino), moscatel i pedro ximénez.

©© NOSOLOJEREZ

TT Wnętrza kompleksu Bodegas Fundador można podziwiać podczas zwiedzania połączonego z degustacją

LATO–JESIEŃ 2019

Oczywiście, żeby być wiodącym producentem, trzeba mieć odpowiednio duże magazyny, znane tutaj pod nazwą bodegas. Do najefektowniejszych należy Real Bodega de la Concha z 1869 r. Skład w  kształcie muszli wybudowano po odwiedzinach królowej Hiszpanii Izabeli II w okolicznych winnicach w 1862 r. Choć zaprojektował go inżynier Joseph Coogan, to część szkiców przypisuje się Gustawowi Eiffelowi, konstruktorowi paryskiej wieży. Inny słynny magazyn – Bodega los Apóstoles – wzniesiono w 1857 r. We wspartym na 56 kamiennych kolumnach pomieszczeniu eksponuje się najstarsze beczki firmy González Byass. Jednak wzrok przyciągają olbrzymie beczuły. Największa z nich ma pojemność 16,5 tys. l. Jeśli podzielimy to przez standardową pojemność ówczesnych beczek, czyli 500 l, wyjdzie nam, że w takim gigancie mieści się zawartość 33 jego mniejszych odpowiedników. Dokładnie tyle lat liczył sobie Jezus w momencie śmierci. Dlatego największą beczułę nazwano Cristo (Chrystus). Nieco mniejsze, umieszczone koło niej, noszą imiona 12 apostołów. Ustawiono je w takiej kolejności, w jakiej na słynnym fresku Ostatnia Wieczerza Leonarda da Vinci siedzą uczniowie Jezusa. Miejsce Judasza zajął w tym przypadku Maciej, który według Biblii zastąpił zdrajcę. Polecam również odwiedzić najstarszy z obecnie działających tego typu kompleksów – Bodegas Fundador. Firmę założył w  1730 r. Pedro Domecq Loustau (funkcjonowała wówczas w bodedze El Molino). Warto wpaść tu w  samo południe. Podczas zwiedzania ogląda się m.in. bodegę La Mezquita z 1974 r. Wnętrze składu rze-


©© krivinis/shutterstock

©© Sopotnicki/shutterstock

231

SS Most Ludwika I (Ponte de D. Luís I) w Porto

SS Fado to melancholijna pieśń wykonywana przez jednego wokalistę przy akompaniamencie dwóch gitar

czywiście przypomina słynną świątynię z Kordoby i przywodzi na myśl bogatą historię Andaluzji.

się od wojny celnej. W 1667 r. Francja zakazała importu angielskich tkanin. W ramach rewanżu Wielka Brytania odmówiła kupowania francuskich win. Ta sytuacja stała się szansą dla kupców działających w północnej Portugalii. Brytyjscy handlarze trafili w okolice miejscowości Lamego, gdzie na potrzeby miejscowego klasztoru wytwarzano nie­wielkie ilości wina. Jak zwykle problem stanowił transport. Nawet dzisiaj

VILA NOVA DE GAIA (PORTUGALIA) O historii wojen celnych i  podatkowych można by napisać traktat. Na kłótniach Brytyjczyków z Hiszpanami czy Francuzami skorzystali Portugalczycy. Historia porto zaczęła

ze względu na kręte drogi autobus na pokonanie 12-kilometrowej trasy wiodącej w dół potrzebuje prawie godzinę. Ładunek czeka później trudna przeprawa rzeką Douro (Duero) do portu, gdzie podstawiano statek. Aby zakonserwować słodkawe wino, dolewano nieco brandy (obecnie dodaje się przynajmniej 70-procentowego alkoholu). Tak powstało porto, zwane też portwajnem, idealnie trafiające w gusta XVII-wiecznych 

LATO–JESIEŃ 2019


232 TRENDY Brytyjczyków. Głównym miejscem składowania i przechowania win stała się Vila Nova de Gaia, sąsiadująca z miastem Porto przez rzekę (leżąca obecnie w obszarze metropolitalnym Porto). Według przepisów nie wolno było posługiwać się nazwą porto, jeśli przetrzymywało się je gdzie indziej. Od ponad 20 lat największe quinty, czyli gospodarstwa, mają prawo same produkować i składować ten trunek. Jednak najbardziej szacowne składy nadal znajdują się przy ujściu rzeki Douro, na jej lewym brzegu. Zwiedzanie miasta Vila Nova de Gaia warto zacząć od położonych najwyżej zabudowań należących do istniejącej od 1692 r. marki Taylor’s. Wśród innowacyjnych pomysłów firmy można wymienić choćby wprowadzenie monokultury szczepów winogron, wytrawnego białego porto czy wina LBV (Late Bottled Vintage). Rozpościera się stąd jeden z najładniejszych widoków na Ribeirę, czyli historyczną dzielnicę Porto. Podziwia się go w towarzystwie puszących się z dumy pawi. Innym składem zasługującym na zainteresowanie ze względu na wyroby i panoramę jest Graham’s. Tu docierają smakosze, którym nie wystarczają degustacje nad brzegiem Douro. Budynki firmy powstały w 1890 r., kiedy najdogodniejsze działki nad samą rzeką były już zajęte przez konkurentów. Dzięki temu nie zostały zniszczone w czasie wielkiej powodzi, jaka nawiedziła te rejony w okolicy świąt Bożego Narodzenia w 1909 r. Jeden ze sztandarowych produktów Graham’s był serwowany w trakcie dziewiczego rejsu wycieczkowca Queen Mary 2 w 2004 r. Podobna sytuacja miała zresztą miejsce w 1936 r., kiedy do deserów na Queen Mary podawano Graham’s Six Grapes. Porto tej marki trafiało także na stoły w pałacu Buckingham i rezydencji brytyjskiego premiera przy Downing Street 10 w Londynie czy w Białym Domu w Waszyngtonie. Miłośnikom muzyki i żeglarstwa polecam magazyny Cálem (firmy założonej w 1859 r. przez Antónia Alvesa Cálema). Tradycyjna karawela umieszczona na etykiecie butelki – ślad po własnej flocie transportowej – skłania niektórych żeglarzy do wybrania tego właśnie wina. Jednak składy Cálem są chętnie odwiedzane nie tylko przez ludzi morza. W 2004 r. odnowiono tu ciemne pomieszczenia. Poprawiono również akustykę i dziś jest to jedno z bardziej klimatycznych miejsc na koncerty. A jakiej muzyki powinno się słuchać w Portugalii, jeśli nie fado. To gatunek powstały na początku XIX w., wyrażający głównie melancholię i smutek, ale

LATO–JESIEŃ 2019

zdarzają się też żywsze i dowcipne utwory, które zrozumiemy nawet, jeżeli nie znamy portugalskiego. Bo fado musi być śpiewane po portugalsku. Wprawdzie puryści twierdzą, że prawdziwego fado można wysłuchać jedynie w portowych dzielnicach Lizbony, gdzie się narodziło, i zapewne istnieją lepsze sale koncertowe, ale nigdzie indziej nie będziemy mieli okazji cieszyć się muzyką wśród tylu szacownych beczek, w których wina nabierają wyrazu. A co jeszcze ważniejsze, degustacja przy dźwiękach koncertu jest wyjątkowym doświadczeniem. Z podobnego założenia wyszli właściciele powstałego w 1887 r. Porto Cruz. Powiedzmy sobie szczerze, zwiedzanie składów winnych bywa męczące, nie tylko ze względu na efekty degustacji, będącej nieodłącznym elementem takiej wizyty. Po prostu większość tego rodzaju odwiedzin odbywa się według jednego schematu. I nawet naj­bardziej wytrwali amatorzy portwajnu poczują zmęczenie kolejnym wyjaśnianiem różnic między tawny, ruby a vintage. Porto Cruz postawiło na nowoczesność. Współczesna sztuka, intrygujące figury i  skrzyżowanie rzeźby z pokazem mody stanowią miłą odmianę po wystroju chłodnych piwnic innych składów winnych. Prawdziwą atrakcję stanowi jednak taras widokowy z rozciągającą się z niego panoramą Ribeiry. Tu właściwego znaczenia nabierają słowa Percy’ego Crofta, które chętnie cytują wszyscy producenci z miasta Vila Nova de Gaia: Czas nie poświęcony piciu porto jest czasem straconym (Any time not spent drinking Port is a waste of time).

TT Piwnica Rakoczego przy placu Kossutha w Tokaju

ALTO DOURO (PORTUGALIA) Oczywiście prawdziwi enoturyści nie powinni pominąć wycieczki do regionu winiarskiego Alto Douro (Górne Douro). Leży on ok. 100–140 km od Porto. Na tym obszarze uprawiano winorośl jeszcze w czasach rzymskich. W średniowieczu tutejsze wina dostarczali na dwory książęce i królewskie znający tajniki agrokultury cystersi. We wrześniu 1756 r. markiz de Pombal wyszedł z inicjatywą wyznaczenia konkretnego obszaru produkcji. Był to trzeci w świecie (po Chianti i Tokaju) tak oznaczony region, ale pierwszy, w którym obowiązywały ścisłe regulacje prawne i kontrola jakości. Wtedy też do handlu włączyły się firmy portugalskie. W połowie XIX w. niemal wszystkie winnice zostały zniszczone przez filokserę wińca, co paradoksalnie pozwoliło krzewom uodpornić się na tę mszycę. Półtora wieku później zniesiono zakazy. Odtąd każda quinta po spełnieniu wymagań jakościowych mogła

produkować własne porto. W 2001 r. Alto Douro wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W  tym rejonie warto zobaczyć także miejsca, gdzie powstają inne wina. Ponieważ zwykle degustacja obejmuje przynajmniej trzy gatunki, najwygodniej jest zapisać się na jedną z wycieczek, bo znalezienie chętnego kierowcy bywa trudne. Quinty są bardzo malowniczo położone i zwykle znajdują się z dala od jakichkolwiek głównych tras.


233

©© hermitis/shutterstock

TOKAJ (WĘGRY)

TT Kolorowy festiwal winny Tokaji Szüreti Napok

Korzystne rozwiązanie proponują portugalskie koleje (Comboios de Portugal – CP). Co sobotę w czasie zbioru winogron wyruszają tu specjalne pociągi. Rozkład należy sprawdzać na bieżąco na stronie internetowej przewoźnika, bo termin winobrania zależy od momentu dojrzewania szczepu touriga franca (touriga nacional), z którego powstaje porto. Po obiedzie i obowiązkowej degustacji na gości czeka atrakcja dostępna tylko w czasie zbiorów: udeptywa-

nie winogron. Wbrew pozorom nie jest to taka prosta sprawa. Na wiszących tu starych zdjęciach uwieczniono, jak kilkunastu mężczyzn depcze do przodu, do tyłu, od lewa do prawa. Dziś taki sposób byłby za drogi, choć nadal bywa stosowany przy lepszych gatunkach win. Większość tłoczenia odbywa się maszynowo. Jednak w czasie jesiennego zwiedzania jednej z historycznych quint w dzielnicy Campanhã w Porto każdy może sobie podeptać winogrona.

©© utazzitthon.hu

©© wikimedia commons/PM

SS Region Alto Douro z winnicami i gajami oliwnymi

W 2002 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO trafił kulturowy kraj­ obraz Tokaju. Oprócz wina tę nazwę noszą 4-tysięczne miasteczko u zbiegu Cisy i Bodrogu oraz pobliska wulkaniczna góra, znana również jako Kopasz (512 m n.p.m.). Na pokrywających ją żyznych glebach rośnie winorośl, a w jej zboczach wydrążone są piwnice do składowania trunku. Za naj­ starszą uchodzi Piwnica Rakoczego (Rákóczi Pince). Od ponad pięciu wieków dojrzewają tu wina powstałe dzięki szlachetnej pleśni wysuszającej dojrzałe winogrona. Piwnic na tym obszarze jest sporo, ale większość z nich zaczyna żyć dopiero w czasie dorocznego trzydniowego festiwalu winnego Tokaji Szüreti Napok, odbywającego się już od 1932 r. (przypadającego na pierwszy weekend października). Warto też pamiętać, że tokaj może być produkowany na Słowacji. Region winiarski Pogórza Tokajskiego (Tokaj-hegyaljai borvidék) ustanowiono oficjalnie w 1737 r., gdy obowiązywały inne granice państwowe. W wyniku traktatu z Trianon z czerwca 1920 r. część obszaru znalazła się na terytorium czechosłowackim (dzisiejszym słowackim). Ze względu na te same warunki uprawy tokaj produkuje się więc także w takich miejscowościach jak Slovenské Nové Mesto (węg. Újhely), Viničky (Szőlőske), Malá Tŕňa (Kistoronya) czy Veľká Tŕňa (Nagytoronya). Różnica polega na tym, że na Węgrzech zapłacimy za niego w forintach, a na Słowacji w euro. Do amatorów tego wina należeli m.in. brytyjska królowa Wiktoria, król Szwecji Gustaw III i carowie Rosji. Uwielbiali je również kompozytorzy i pisarze: Alexandre Dumas, Ludwig van Beethoven, Franz Schubert, Fryderyk Schiller, Wolfgang Amadeus Mozart czy Johann Wolfgang Goethe. Na soborze trydenckim papież Pius IV powiedział, że ten trunek powinien się znaleźć na papieskim stole. Do jego zalecenia zastosowano się skrupulatnie. Władca Francji i Nawarry Ludwik XIV nazwał tokaj winem królów i królem win (vinum regum, rex vinorum).

CYPR W drodze na III wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej w 1191 r. zatrzymał się na Cyprze Ryszard I Lwie Serce. Władca wyspy, Izaak Komnen, ośmielił się wziąć do niewoli królewską narzeczoną, księżniczkę Berengarię z Nawarry. Król Anglii podbił Cypr, ożenił się w Limassol i wyprawił tu wesele. Nie 

LATO–JESIEŃ 2019


234 TRENDY wiadomo, czy małżeństwo zostało skonsumowane, ale wypito dużo miejscowego wina. Wkrótce Ryszard Lwie Serce sprzedał wyspę zakonowi templariuszy. Właśnie rycerze zakonni zajęli się eksportowaniem wina. Z czasem zaczęto je nazywać commandarią, od siedziby wielkiego mistrza, czyli wielkiego komandora, w zamku Kolossi, wznoszącym się tuż obok Erimi w dystrykcie Limassol. Cypryjskie wino powstaje na wyspie od tysiącleci. Pisali o nim Hezjod, Homer, Pliniusz Starszy i Seneka. To słodkie wino wytwarza się z odmian xynisteri i mavro. Zbierane we wrześniu winogrona rozkładane są na dachach i suszone na słońcu. Owoce tracą dokładnie tyle wody, żeby nie zamienić się w  rodzynki, a  jednocześnie wzrasta w nich procent ilości cukru. Proces ten przypomina mi nieco sposób produkowania tzw. win lodowych (m.in. w Alpach winogrona zbiera się po pierwszych przymrozkach). Commandaria smakuje nawet tym osobom, które nie przepadają za deserowymi trunkami. Nic zatem dziwnego, że na pierwszym nowożytnym festiwalu enologicznym, znanym pod nazwą bitwa win (od utworu La bataille des vins), zdobyła naj­ważniejsze wyróżnienie. W 1223 r. król francuski Filip II August zorganizował konkurs z ponad 70 najlepszymi trunkami europejskimi. Henry d’Andeli stworzył z tej okazji poemat, będący nie tyle wierną relacją, co artystyczną interpretacją wbijającą szpile odwiecznym rywalom Francuzów – Brytyjczykom. Jednak, o  dziwo, władca Francji, i właściwie jedyny sędzia (obok angielskiego księdza), zwycięski laur przyznał nie wyrobom znad Loary, ale commandarii. Nadał jej miano apostoła win. Commandaria doczekała się własnej apelacji i obecnie można ją produkować wyłącznie w 14 miejscowościach przylegających do siebie, położonych na południowych zboczach pasma górskiego Troodos, na wysokości 500–900 m n.p.m., na zachód od Limassol. Najpopularniejszą miejscowością turystyczną w tych górach jest Omodos. Z kolei w Erimi znajdziemy utworzone w 2004 r. muzeum tego trunku (Cyprus Wine Museum). Zwiedzanie rozpoczyna koncert fortepianowy. Przed rozwinięciem się chrześcijaństwa wino było związane z greckimi bogami. Dionizos nie tylko miał wynaleźć trunek z winogron, ale i  nauczyć Cypryjczyków jego wytwarzania. Nawiązuje do tego przedstawienie znajdujące się na... posadzce w Parku Archeologicznym Pafos. Tutejszy Dom Dionizosa słynie z fantastycznych mozaik. Swoją nazwę zawdzięcza bogu wina (ale także

LATO–JESIEŃ 2019

winnej latorośli, dzikiej natury i płodności), przedstawionemu w ruinach jednej z komnat. Zachowana w niej częściowo praca starożytnych glazurników ukazuje Dionizosa uczącego Ateńczyka Ikariosa wyrobu wina. Zadowolony mężczyzna dzieli się trunkiem z przygodnymi przechodniami. Oni upijają go jeszcze bardziej, a we śnie okradają. Według innej wersji mieli go nawet zabić. Jaka nauka płynie z tej historii? Nie należy spożywać wina z przypadkowymi ludźmi. Tradycja cypryjska dodaje jeszcze, że nie powinniśmy pić samotnie ani wtedy, gdy jesteśmy smutni. Cypryjczycy chlubią się, że produkują najstarsze wino na świecie. Znalezione na wyspie czary i amfory mają 5,5 tys. lat. Co innego twierdzą jednak na ten temat Ormianie.

ARMENIA W 2008 r. w Armenii w zespole jaskiń zwanym kompleksem Areni-1 w wyniku prac archeologicznych znaleziono naj­wcześniejszy znany skórzany but pochodzący sprzed 5,5 tys. lat. Rok wcześniej odkryto tutaj pozostałości po najstarszej winiarni na świecie. Datowanie wykazało, że ludzie produkowali w tym miejscu wino nawet ponad 500 lat wcześniej niż Cypryjczycy (aż 6,1 tys. lat temu!). W  jaskiniach utworzonych w  powulkanicznych skałach zachowały się liczne ślady działalności człowieka. Od niedawna turyści mogą zwiedzać cenne stanowiska, ale wyłącznie z profesjonalnym przewodnikiem i  wzdłuż ściśle wytyczonej trasy (wstęp dla osoby dorosłej kosztuje 1 tys. dramów, czyli ok. 8 złotych). W dalszym ciągu w kompleksie Areni-1 prowadzi się prace wykopaliskowe. Amatorom enoturystyki pozostają odwiedziny na szlaku w prowincji Wajoc Dzor (Vayots Dzor). Głównymi przystankami są tu m.in. winnice Getnatoun i  Old Bridge w Jeghegnadzor (Yeghegnadzor) oraz trzy faktorie w Areni. To nowoczesne obiekty, pochodzące z przełomu wieków, niektóre funkcjonujące jako rodzinny biznes. Oczywiście po odkryciach archeologicznych stolicą wina stało się 2-tysięczne Areni. W nim i pobliskiej miejscowości Rind odbywa się zazwyczaj na jesieni, pod koniec września lub na początku października, największy festiwal winiarski w kraju – Areni Wine Festival. Zaczyna się w tej drugiej od konkursu domowych win i narodowych dań kuchni ormiańskiej. To jakby rozgrzewka przed drugim dniem festiwalu, organizowanym już w Areni. Do lokalnych winiarzy dołączają profesjonalne wytwórnie, również oferujące degustacje. Konkurencja

jest ogromna. Ściągają tu wówczas nie tylko mieszkańcy stołecznego Erywania, ale także liczni turyści z zagranicy. Dziwny może wydać się fakt, że wiele osób goszczących na wydarzeniu przybywa z  graniczącego z Armenią Iranu. To jedyni z muzułmańskich sąsiadów, którzy nastawieni są przyjaźnie do tego małego chrześcijańskiego państwa kaukaskiego. Czują się tutaj całkiem swobodnie – ubierają się, jak chcą, i piją, na co mają ochotę. Mogą też tańczyć tradycyjne ormiańskie tańce, bo na festiwalu do zabawy z zawodowymi tancerzami zaprasza się pozostałych jego uczestników.

GRUZJA Jeśli jeszcze starczy nam sił, to z Armenii wyruszmy na północ, do Gruzji. Tu szlak winny znajduje się właściwie wszędzie. Można odnieść wrażenie, że niemal każdy dorosły Gruzin za punkt honoru stawia sobie zrobienie własnego wina. A jeśli przypadkiem zbłąkany wędrowiec trafi na wiejską imprezę, z pewnością zostanie poczęstowany lokalnym trunkiem. Niestety, często na takiej uczcie zbierają się także sąsiedzi gospodarza, również będący amatorskimi winiarzami. Niezależnie od stanu upojenia nie wypada porównywać wyrobów. Zresztą zwykle domowe gruzińskie wina są całkiem niezłe. Swoją opinią możemy się za to śmiało podzielić w Tsinandali (w regionie Kachetia). Tutejszą najstarszą w Gruzji winnicę zbudował w  stylu europejskim XIX-wieczny arystokrata, poeta i wojskowy Aleksander Czawczawadze. Łączyła wymagania obowiązujące w Europie z tradycyjnymi metodami gruzińskimi. Kwewri, czyli wielkie, gliniane amfory, zakopywano tu w ziemi, aby wino macerowało się w swoim naturalnym rytmie. Naczynia te możemy obejrzeć w pobliskich zabytkowych klasztorach Alawerdi czy Ikalto, położonych wokół głównego miasta regionu – 20-tysięcznego Telawi. W pałacyku Tsinandali barman z beznamiętnym wyrazem twarzy nalewa degustatorom kolejne kieliszki wyśmienitego wina. Jednak takie kosztowanie trunku wydaje mi się pozbawione jakichkolwiek emocji. O wiele bardziej przemawia do mnie raczenie się winem na tradycyjnej uczcie ze słynnymi toastami, zwanej suprą. Mistrz ceremonii, tamada, wygłasza ich całą serię. Mówi od serca, po gruzińsku, a mi pozostaje jedynie zanotować kolejność toastów ze skromnego tłumaczenia rosyjskiego: Bogu na chwałę, za spokój, za dziecko gospodarza, za ojczyznę, za zmarłych, za rodziców, za miłość, za przyjaźń. Gaumardżos! 


©© MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ/www.mieczyslawpawlowicz.pl ©© GEORGIAN NATIONAL TOURISM ADMINISTRATION

©© Stephanie Moore/My Armenia Program, Smithsonian Institution – USAID ©© Stephanie Moore/My Armenia Program, Smithsonian Institution – USAID

©© MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ/www.mieczyslawpawlowicz.pl ©© MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ/www.mieczyslawpawlowicz.pl

235

SS Muzeum tradycji winiarskich w Erimi na Cyprze SS Sprzedaż cypryjskich win w Cyprus Wine Museum

TT Monastyr Ikalto, w IX w. otwarto tu akademię wina SS Areni Wine Festival, barwne święto wina w Armenii TT Areni-1 z najstarszą znaną winiarnią na świecie

TT Katedra klasztoru Alawerdi i pobliska winnica

LATO–JESIEŃ 2019


236 POLACY W TURYSTYCE

Wspaniały klimat Andaluzji « Z naszą sympatyczną rodaczką Agnieszką Khodabakhshi, właścicielką polskojęzycznej agencji turystyki Carla Travel Service z siedzibą w mieście Coín w prowincji Malaga w gorącej i słonecznej hiszpańskiej Andaluzji, nazywanej słusznie pomostem między kontynentami, bramą Europy, tyglem kultur czy miejscem spotkania mórz, rozmawia Michał Domański. »

`` W tym letnio-jesiennym wydaniu magazynu All Inclusive przedstawiamy Państwu postać Polki działającej z sukcesami w branży turystycznej w Hiszpanii, w Andaluzji. Naszą rozmówczynią jest Agnieszka Khodabakhshi, założycielka polskojęzycznej agencji turystyki, mieszczącej się w Coín w prowincji Malaga, łączącej niemiecką solidność, hiszpańską fantazję i polską kreatywność. W kolejnym numerze (zimą 2019 r.) udamy się znacznie dalej, bo na magiczne Hawaje, jedyny wyspiarski stan USA. W stołecznym Honolulu na wulkanicznej Oahu (O'ahu) spotkamy się z Nikodemem Pikorem, zapalonym surferem i, jak sam o sobie mówi, seryjnym biznesmenem, od 2017 r. właścicielem biura podróży Hawaii Polonia Tours. Już teraz zapraszamy serdecznie do lektury! MICHAŁ DOMAŃSKI

©© Carla Travel Service

Jak pracuje się na co dzień w turystyce w Hiszpanii? Czym charakteryzuje się tamtejszy rynek? Co go odróżnia od naszego, polskiego? W Hiszpanii na pewno trzeba umieć organizować wiele rzeczy na ostatnią chwilę. Taki sposób działania wymaga dużej cierpliwości i odporności na stres. Mieszkańcy tego kraju są niezmiernie spontaTT Ścieżka Króla (Caminito del Rey), górski szlak w okolicy wąwozu El Chorro

©© Agnieszka Kodabakhshi

TT Oryginalne formacje skalne na obszarze rezerwatu Torcal de Antequera

LATO–JESIEŃ 2019

W jaki sposób zaczęła się Pani przygoda z  branżą turystyczną w Andaluzji? Jak doszło do powstania firmy Carla Travel Service? Początkowo pracowałam u niemieckiego touroperatora, który oferował głównie wycieczki objazdowe po Andaluzji. Nie ukrywam, że trochę nudziła mnie ta praca, ponieważ wszystko odbywało się zawsze w ten sam sposób. Program był za każdym razem identyczny i nie miałam wpływu na jego zmianę, nie mogłam go uzupełnić o interesujące miejsca nie znajdujące się w przewodnikach. Kiedyś zgłosiła się do nas właścicielka polskiego biura podróży, która po raz pierwszy przygotowywała wycieczkę objazdową po Andaluzji. Była bardzo wymagająca, dbała o każdy szczegół. Podczas współpracy z nią zrozumiałam, że to właśnie chciałabym robić – organizować wyjazdy szyte na miarę. Okazało się, iż im klient jest bardziej wymagający, tym większą przyjemność sprawia mi opracowanie dla niego programu. Tak narodził się pomysł założenia własnej agencji turystycznej. Carla Travel Service zajmuje się organizowaniem wycieczek ze zwiedzaniem, rozmaitych wydarzeń i wyjazdów integracyjno-motywacyjnych. Za każdym razem dopasowujemy nasze programy do potrzeb danego klienta. Od niedawna jesteśmy też partnerem projektów Unii Europejskiej.

©© Agnieszka Kodabakhshi

Jak doszło do tego, że znalazła się Pani w Hiszpanii? Dlaczego postanowiła Pani otworzyć biuro podróży i zająć się profesjonalnie organizacją wycieczek szytych na miarę po Andaluzji? Moja miłość do Hiszpanii, a dokładnie do Andaluzji narodziła się podczas urlopów, które spędzałam w niej z rodziną. Ten otoczony przez wody Atlantyku i Morza Śródziemnego region jest jednym z najpiękniejszych w kraju. Ze względu na ciepły i łagodny klimat, wspaniałe krajobrazy i ciekawą kulturę postanowiłam zamieszkać tu na stałe. Swoje postanowienie zrealizowałam w 2005 r. Moją wielką pasją są podróże. Jako turystka wiele razy przekonałam się, że nie zawsze ma się możliwość zobaczyć w danym kraju miejsca mniej rozreklamowane, ale zachwycające tak samo jak najpopularniejsze atrakcje. W Andaluzji udało mi się odkryć takie sekretne zakątki i teraz staram się je pokazywać innym. Nasze programy wyjazdowe przygotowujemy specjalnie na życzenie klienta.

POLACY W TURYSTYCE NA ŚWIECIE


237

©© Agnieszka Kodabakhshi

kierującymi swoją ofertę do turystów indywidualnych. Myślę, że naszych klientów przyciąga do Andaluzji jej wspaniały klimat. Gdy rozmawiam z osobami zwiedzającymi Hiszpanię, często mówią, iż zazdroszczą mi tych 300 słonecznych dni w roku. Poza tym od wielu lat ten iberyjski kraj należy do najchętniej odwiedzanych miejsc w Europie ze względu na swoją różnorodność. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – warto wymienić choćby przepiękną przyrodę, bajkowe plaże, ciekawe zabytki czy wyśmienitą kuchnię. Nie wolno też zapomnieć o samych Hiszpanach, którzy uchodzą za ludzi niezmiernie przyjaźnie nastawionych do gości. Na Półwyspie Iberyjskim na turystów zawsze czekają nowe doświadczenia i doznania. Dlaczego – według Pani – warto chociaż raz w życiu odwiedzić Andaluzję? Co takiego magicznego, niepowtarzalnego i fascynującego znajdziemy w tym hiszpańskim regionie? Jeżeli chcemy zaznać odrobiny Orientu na południu Europy, to nie ma lepszego miejsca niż Andaluzja. Właśnie tutaj przez wieki krzyżowały się wpływy trzech wielkich religii monoteistycznych. W tym południowym regionie Hiszpanii znajdują się jedne z najczęściej odwiedzanych zabytków w kraju, takie jak monumentalna Mezquita, czyli dawny meczet zmieniony w katedrę, w Kordobie czy Alhambra w Grenadzie. W Andaluzji możemy tego samego dnia zjeżdżać na

SS Spektakularny Nowy Most (Puente Nuevo) z lat 1751–1793 w mieście Ronda

W jaki sposób stara się Pani promować swoje biuro podróży oraz atrakcje turystyczne Andaluzji w Polsce? Kto współpracuje z Carla Travel Service w naszym kraju? Bierzemy udział w najważniejszych targach turystycznych i work­ shopach odbywających się w Polsce. Promujemy się również w serwisach społecznościowych i na łamach magazynu All Inclusive. Bardzo często nasi klienci trafiają do nas także z polecenia. Współpracujemy z biurami podróży oferującymi wycieczki szyte na miarę oraz różnymi firmami i szkołami, dla których przygotowujemy wyjazdy tematyczne, organizujemy noclegi i zapewniamy staże. Jesteśmy oficjalnym partnerem projektu Unii Europejskiej realizowanego przez Zespół Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich (ZSGH) w Iwoniczu-Zdroju. Czy Pani firma może się pochwalić znaczną liczbą polskich klientów? Co najczęściej przyciąga ich do Andaluzji? Oczywiście, współpracujemy z bardzo wieloma biurami turystycznymi, które specjalizują się w organizowaniu pobytów integracyjno-motywacyjnych czy szkoleniowych, jak i dużymi touroperatorami

©© Agnieszka Kodabakhshi

niczni i nie lubią robić niczego na zapas. Często można tutaj w odpowiedzi usłyszeć po prostu mañana, czyli „jutro”. Dla mnie moja praca to prawdziwa pasja i często się zastanawiam, czy w ogóle pracuję, bo sprawia mi ona ogromną przyjemność. Niestety, nie umiem odpowiedzieć, co odróżnia rynek hiszpański od polskiego. Nigdy nie pracowałam na tym drugim, doświadczenie w branży turystycznej zdobywałam na rynku niemieckim.

SS Uczniowie z ZSGH w Iwoniczu-Zdroju w kurorcie Torremolinos na Costa del Sol

nartach na stokach pasma Sierra Nevada i spacerować po plaży na Tropikalnym Wybrzeżu (Costa Tropical). Są tu również urokliwe parki, np. Parque Nacional de Doñana, Parque Natural de la Sierra de Grazalema i Parque Natural Cabo de Gata-Níjar. Osoby lubiące wyprawy piesze i trekking nie mogą ominąć Caminito del Rey i rezerwatu Torcal de Antequera w prowincji Malaga. Turyści marzący o leniwych wakacjach powinni wybrać plaże na Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) czy uwielbianym przez Polaków Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol). Miłośnicy wypraw kulinarnych będą zachwyceni hiszpańską kuchnią charakteryzującą się bogactwem smaków. Dlatego jestem przekonana, że Andaluzję trzeba odwiedzić choć raz w życiu. 

e-mail: info@carlatravelservice.com www.carlatravelservice.com

LATO–JESIEŃ 2019


238

ZNAJDŹ NAS: XX W Sejmie RP, ul. Wiejska 4/6/8, Warszawa – egzemplarze maga-

zynu otrzymują posłowie na SEJM RP XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

prezesi wszystkich spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie XX Krajowa Izba Sportu (KIS), egzemplarze magazynu All Inclusive

otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm należących do KIS

XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

dyrekcja oraz lekarze Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

menedżerowie hoteli należących do sieci SILFOR XX Polska Izba Nieruchomości (PIN), egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm zrzeszonych w PIN XX Tour de Pologne i Maratony Rowerowe Lang Team, egzemplarze

XX Polska Izba Turystyki (PIT), każde wydanie All Inclusive otrzy­

mują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm zrzeszonych w PIT XX Izba Turystyki Rzeczypospolitej Polskiej (ITRP), egzemplarze

magazynu All Inclusive otrzymują za pośrednictwem izb regionalnych wszystkie firmy zrzeszone w ITRP XX Polsko-Chińska Izba Gospodarcza (PCHIG), magazyn All Inclusive

otrzymują prezesi, dyrektorzy firm należących do PCHIG XX Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza (PHIG) , magazyn

All Inclusive otrzymują prezesi, dyrektorzy firm należących do Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej (Cámara de Comercio Polaco-Española) XX Polsko-Portugalska Izba Gospodarcza (PPCC) , magazyn

All Inclusive otrzymują prezesi, dyrektorzy firm należących do Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej (Câmara de Comércio Polónia-Portugal) XX Włoska Izba Handlowo-Przemysłowa w Polsce (CCIIP), magazyn

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm należących do Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce (Camera di Commercio e dellʼIndustria Italiana in Polonia)

magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie wszyscy sponsorzy, partnerzy i patroni medialni powyższych imprez oraz prezydenci, burmistrzowie i wójtowie miast, gmin i miejscowości znajdujących się na trasie Tour de Pologne 2019 i Maratonów Rowerowych Lang Team 2019 XX Gdańska Organizacja Turystyczna (GOT), egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm oraz instytucji zrzeszonych w GOT XX Łódzka Organizacja Turystyczna (ŁOT), egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm oraz instytucji zrzeszonych w ŁOT XX Stowarzyszenie Branży Eventowej (SBE), magazyn All Inclusive

otrzymują bezpłatnie członkowie SBE w biurze SBE lub podczas spotkań SBE i Event Testów XX Fundacja „Mała Polska w Nepalu”, egzemplarze magazynu

All Inclusive otrzymują bezpłatnie prezesi, dyrektorzy i właściciele firm wspierających Fundację „Mała Polska w Nepalu” XX Centrum Kreowania Liderów, egzemplarze All Inclusive otrzy-

mują właściciele firm, biznesmeni i menedżerowie uczestniczący w seminariach i szkoleniach organizowanych przez Centrum Kreowania Liderów XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

członkowie Klubu Inwestora XX Indyjsko-Polska Izba Przemysłowo-Handlowa (IPCCI), magazyn

All Inclusive otrzymują prezesi, dyrektorzy i właściciele firm należących do IPCCI XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują najaktywniejsi

XX Magazyn All Inclusive otrzymują bezpłatnie menedżerowie

spółek należących do Grupy Generali w Polsce XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie władze

użytkownicy portalu Travelmaniacy.pl, którzy mieszkają w Polsce

Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego – ZIPSEE „Cyfrowa Polska” oraz prezesi i dyrektorzy firm członkowskich ZIPSEE „Cyfrowa Polska”

XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymują bezpłatnie

XX Egzemplarze magazynu All Inclusive otrzymuje w nagrodę

menedżerowie, biznesmeni uczestniczący w konferencjach organizowanych w Centrum Konferencyjnym World Trade Center Poznań

10 najaktywniejszych w danym kwartale użytkowników między­ narodowego portalu nurkowego HotDive, którzy mieszkają w Polsce

W W W. ALL- INCLUSIVE .COM . PL

REDAKCJA LATO–JESIEŃ 2019 E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

ISSN 1898-1763

NR 2/2019 (42)

MAGICZNA ESENCJA

KARAIBÓW STR. 18–47 DALEKIE PODRÓŻE

EUROPODRÓŻE

TURYSTYKA AKTYWNA

POLACY W TURYSTYCE

KOLUMBIA

INDIE

UZDROWISKA

str. 54–62

str. 114–126

str. 194–209

– KRAJ TYSIĄCA KOLORÓW

WYMYKAJĄCE SIĘ SCHEMATOM

U SĄSIADÓW I BRATANKÓW

ADRES REDAKCJI: UL. BOCIANIA 9, 05-462 STEFANÓWKA, GMINA WIĄZOWNA KOŁO WARSZAWY TEL. +48 793 272 543 E-MAIL: REDAKCJA@ALL-INCLUSIVE.COM.PL MARKETING@ALL-INCLUSIVE.COM.PL WWW.ALL-INCLUSIVE.COM.PL REDAKCJA: MICHAŁ DOMAŃSKI, REDAKTOR NACZELNY, Prezes Wydawnictwa M.DOMANSKI@ALL-INCLUSIVE.COM.PL WSPÓŁPRACOWNICY: MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN, HANNA BORA, VICTOR BORSUK, MAGDALENA CIACH-BAKLARZ, ANNA KŁOSSOWSKA, KUBA KUCHARSKI, LUCYNA LEWANDOWSKA, GRZEGORZ MICUŁA, ROBERT PAWEŁEK, MIECZYSŁAW PAWŁOWICZ, MAGDALENA PINKWART, BARBARA STOLECKA, BARBARA TEKIELI, MARCIN WESOŁY, ALEKSANDRA WIŚNIEWSKA, KAROLINA WUDNIAK

LATO–JESIEŃ 2019

KOREKTA I REDAKCJA: SYLWIA JEDLAK-DUBIEL DZIAŁ MARKETINGU I REKLAMY: VIOLA DOMAŃSKI-SZABÓ, KIEROWNIK MARKETING@ALL-INCLUSIVE.COM.PL, SZABO.VIOLA@MEDIASOL.PL WYDAWNICTWO: MEDIA SOL MICHAŁ DOMAŃSKI M.DOMANSKI@MEDIASOL.PL OPRACOWANIE GRAFICZNE: Oto-Studio Piotr Zajączkowski STUDIO@oto-studio.PL | WWW.oto-studio.PL PROJEKT OKŁADKI: MARIUSZ KOZAK-ZAGOZDA DRUK CTP I OPRAWA: Drukarnia Standruk info@standruk.COM, TEL. +48 81 740 25 35, WWW.standruk.COM NAKŁAD: 19 000 EGZ., WSZYSTKIE BEZPŁATNE FOTOGRAFIA NA OKŁADCE: © Kako Escalona/shutterstock


Cały Cały luksus luksus marki marki w w Hawanie Hawanie

Historyczne centrum miasta, obchodzącego w tym roku 500-lecie założenia, stanowi swoistą enklawę dla nowego, luksusowego hotelu Iberostar Grand Packard, Historyczne centrum miasta, obchodzącego w tym roku 500-lecie założenia, ze spektakularnymi widokami na Malecón i zatokę Hawany, ze specjalnie stanowi swoistą enklawę dla nowego, luksusowego hotelu Iberostar Grand Packard, zaprojektowanymi wszystko poito, żebyHawany, umożliwić ze spektakularnymidetalami, widokamia na Malecón zatokę ze Państwu specjalnie niezapomniany pobyt. zaprojektowanymi detalami, a wszystko po to, żeby umożliwić Państwu niezapomniany pobyt.

Szczegóły robią różnice Szczegóły robią różnice

Profile for Viola Szabo

ALL_Inclusive_2019 LATO-JESIEN  

Luxoury travel magazine from Poland

ALL_Inclusive_2019 LATO-JESIEN  

Luxoury travel magazine from Poland

Advertisement