Issuu on Google+

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

ISSN 2043-8540

Wydanie Nr 85

27 wrzesień 2013

Cena/Price: 50p

ZA BRAK TV LICENCE GROZI MU KARA £1,000! JAK UNIKNĄĆ ZAPŁATY ? NASZA RELACJA PROSTO Z SĄDU!

NIE ZAPŁACIŁ TV LICENCE! RAZEM Z INNYMI POLAKAMI WEZWANO GO DO SĄDU! str.3

Kilkanaście polskich nazwisk tra�iło w ubiegłą środę na wokandę sądu w Huntingdon. To efekt działania Inspektora TV Licence, który złożył wniosek o ukaranie najemców domów z Peterborough, gdzie jak stwierdził telewizja była odbierana, a oglądający nie opłacili abonamentu. Uczestniczyliśmy w rozprawie sądowej, którą sędzia zmuszony był przerwać z chwilą gdy ujawniono, iż jedyny obecny z 12 wezwanych Polaków nie mówi biegle po angielsku.

www.naszestrony.co.uk

1

32 strony! Tylko: 50 pensów! PLC DWAJ POLACY STAFFLINE SPALDING ZWOLNIENI PO BEZPODSTAWNYCH OSKARŻENIACH str. 4 LITWINEK

ILE TO RAZY GAZETĘ STRASZONO SĄDEM?

NASZE STRONY PETERBOROUGH

str.5

SŁOWACCY CYGANIE Z ZARZUTAMI POŚRÓD GWAŁCICIELI DZIECI str.16

CAMBRIDGESHIRE POLICE PETERBOROUGH


2

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Uwaga pedofil: 40 letni Jason Manning, Coventry Road, Bedford!

Dziennikarze brytyjscy posługją się „instrukcjami” w trakcie redagowania artykułów!

19 lat więzienia dla pedofila

Brytyjskie media boją się nazywać rzeczy po imieniu media w UK Brytyjskie media, a zwłaszcza BBC i Sky News najwidoczniej mają problem z nazywaniem rzeczy po imieniu. Przy okazji ostatnich przykrych wydarzeń w Kenii, media kolejny raz pokazały swoją nadzwyczajną ostrożność w podawaniu informacji.

bedford Mieszkaniec Bedford został skazany na 19 lat więzienia za gwałt i aktywność seksualną z trzema nieletnimi dziewczynkami. 40 letni Jason Manning z Coventry Road, Bedford pierwsze zarzuty usłyszał na początku bieżącego roku. Wszystkie z nich dotyczyły dokonania wielokrotnych gwałtów oraz nakłaniania do aktywności seksualnej trzech dziewczynek. Dwie z pokrzywdzonych nie miały nawet ukończonych 13 lat. Manningowi przed sądem w St. Albans udowodniono dziewięć różnych przypadków napaści, jedną próbę gwałtu, dwukrotne dokonanie gwałtu na dziewczynce poniżej 13 roku życia, trzy gwałty na nieletnich dziew-

czynkach w wieku powyżej 13 roku życia, cztery napaści na tle seksualnym na dziewczynce w wieku poniżej 13 roku życia oraz wielokrotne zachęcanie nieletnich do aktywności seksualnych. Brytyjscy dziennikarze opisujący tą sprawę spekulują, że udowodnione Manningowi zarzuty są tylko małą częścią przestępstw dokonanych przez tego mężczyznę. Ostatecznie prokuratorowi udało się przekonać sąd, że człowiek ten jest bardzo niebezpieczny dla społeczeństwa. Manninga skazano więc na 19 lat więzienia z którego wyjdzie w wieku około 60 lat. Po odbytej karze ma być kontrolowany przez lokalną policję. Jego dane zostaną dożywotnio wpisane na listę przestępców seksualnych. Uniemożliwi mu to w przyszłości podjęcie pracy np.: w szkole. K.S.

Do 2015 roku do szybkiej sieci podłaczą 98% domów i firm!

superszybka sieć? zobacz kiedy! cambridgeshire Korzystasz z łącza o podstawowej prędkości i stabilności pozostawiającej wiele do życzenia? Chcesz wiedzieć kiedy superszybki Internet dostępny będzie w twojej okolicy? Jeśli mieszkasz na terenie Cambridgeshire to mamy dla Ciebie dobrą wiadomość! Już dziś możesz to sprawdzić dzięki specjalnie utworzonej zakładce „my area” na stronie internetowej www.connectingcambridgeshire.co.uk. Na liście uporządkowanej alfabetycznie znajduje się 267 obszarów miej-

21 września do centrum handlowego Westgate w stolicy Kenii wtargnęło 16 terrorystów zabijając wyznawców innej religii niż Islam. Napastnicy spacerowali po centrum i z zimną krwią zabijali każdego kto nie potrafił wyrecytować muzułmańskich modlitw. W rezultacie zabito około 70 osób i prawie tyle samo raniono (dane na dzień 25 września). Wszystkie brytyjskie media ze szczegółami relacjonowało czterodniową masakrę z Nairobi. Większość z nich wskazując na napastników nazywało ich mianem „bojówkarzy” zamiast terrorystami. Dlaczego brytyjskie media nie nazywają rzeczy po imieniu? Przecież ktoś kto zabija 70 osób i barykaduje się w centrum handlowym grożąc jego wysadzeniem z zakładnikami w środku jest niczym innym jak terrorystą. Więc skąd ta ostrożność? Tabloid Daily Mail, który pierwszy zauważył ten fakt, doszukał się w wytycznych dla dziennikarzy BBC kilku dziwnych paragrafów. Mianowicie w instrukcji podawania wiadomości dziennikarze muszą ważyć swoje słowa, aby nikogo nie urazić, nie otrzymać pozwów czy nie skrzywdzić czyjś uczuć religijnych itp. Wszystkie artykuły maja być redagowane tak, by nikt nie mógł podważyć

skich i wiejskich, hrabstwa Cambridgeshire, które objęte są projektem dostarczenia do domów i firm szybkiego łącza za pomocą światłowodów. Zakończenie prac polegających na budowie kablowych łączy światłowodowych planowane jest na rok 2015. W niektórych obszarach hrabstwa mieszkańcy i firmy już mogą korzystać z łącza internetowego o minimalnej szybkości 24Mbps. By sprawdzić czy szybki Internet jest już dostępny w twojej okolicy odwiedź stronę dostawcy i wpisz swój kod pocztowy. Do 2015 roku 98% domów i firm w Cambridgeshire będzie miało dostęp do szybkiego Internetu. J.O. www.naszestrony.co.uk

wiarygodności i rzetelności BBC. Jednak w takim przypadku jak wydarzenia z Kenii nazywając terrorystów bojówkarzami to daleka przesada w formułowaniu zwrotów pod kątem ostrożności. Wygląda to tak, jak by część brytyjskich mediów bardziej chroniła napastników niż ich piętnowała. Bojówka to używająca przemocy grupa, często paramilitarna, wspierana przez jakąś organizację polityczną. W pewnym sensie działanie bojówki może mieć szczytny cel w zależności gdzie i z jakich powodów działa. Zabijanie niewinnych dzieci, kobiet i mężczyzn w żadnym wypadku nie można nazwać szczytnym celem. Jest to zwyczajny terroryzm, którego ujawnienie nie powinno przysłaniać nietrafione nazewnictwo mediów, co wprowadza odbiorców w błąd. Przecież słysząc „bojówkarze” ktoś może pomyśleć, że walczy z systemem czy rządem w celu wyzwolenia swojego narodu lub w innej dobrej sprawie. W przypadku centrum handlowego Westgate był to atak na kulturę

i religię zachodu, z którą coraz bardziej agresywnie walczą islamiści. Wśród terrorystów z Kenii było przynajmniej trzech Amerykanów i jedna Brytyjka. Może dlatego brytyjskie media nie chcą nazywać rzeczy po imieniu. Jak to możliwe? Brytyjka i Amerykanie terrorystami? Termin ten zarezerwowano dla Arabów i Afrykanów? Może niektórym zachodnim mediom jest wstyd się przyznać, że część terrorystów pochodzi z ich własnych krajów? Reasumując, według BBC Brytyjka zabijająca bezbronnych ludzi to bojowniczka. Arab natomiast robiąc to samo jest zwykłym terrorystą. Krzysztof Szczepaniak


3

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Historia Pana Heryka może okazać się przełomowa. Sędzia wstrzymał i odroczył rozprawę!

NIE ZAPŁACIŁ TV LICENCE!

RAZEM Z INNYMI POLAKAMI WEZWANO GO DO SĄDU! - To jedyna okazja bym mógł się wytłumaczyć, iż jestem niewinny - mówi Henryk Krzywoszyński.

PETERBOROUGH Kilkanaście polskich nazwisk tra�iło w ubiegłą środę na wokandę sądu w Huntingdon. To efekt działania Inspektora TV Licence, który złożył wniosek o ukaranie najemców domów z Peterborough, gdzie jak stwierdził telewizja była odbierana, a oglądający nie opłacili abonamentu. Uczestniczyliśmy w rozprawie sądowej, którą sędzia zmuszony był przerwać z chwilą gdy ujawniono, iż jedyny obecny z 12 wezwanych Polaków nie mówi biegle po angielsku. Henryk Krzywoszyński z Peterborough (na zdj. po prawej str.) ma w domu telewizor i odtwarzacz dvd. Czasem obejrzy jakiś �ilm, za który płaci w momencie wypożyczenia lub kupna płyty. Nie spędza przed telewizorem zbyt dużo czasu. Inaczej spędza swój czas wolny. Czyta gazety i książki. Spaceruje, bo lubi przebywać na wolnym powietrzu. Jakież było jego zdziwienie kiedy dostał wezwanie do sądu, w którym napisano, że zarzuca mu się oglądanie telewizji bez opłacenia abonamentu. - Pamiętam tę wizytę doskonale. Do drzwi zapukał mężczyzna przedstawiający się za Inspektora TV Licence. Pokazał legitymację i spytał czy może wejść do mieszkania. Pozwoliłem. Podszedł do telewizora i odnotował, iż w moim mieszkaniu znajduje się odbiornik – opowiada Henryk Krzywoszyński. - Kiedy spytał czy to mój telewizor, odpowiedziałem, że tak. Pytał czy działa i czy go oglądam. Również przytaknąłem. Nie sprawdził jednak czy do telewizora podpięty jest kabel od kablówki czy od jakiejkolwiek anteny. Zrobił notatkę z wizyty i wyszedł. Po jakimś czasie otrzymałem wezwanie do sądu. Spójrzmy teraz na sprawę z drugiej strony. Inspektor TV Licence wytypował kilkanaście domów w Peterborough do wyrywkowej kontroli. Przez lata utarło się, że urzędników interesują głównie anteny satelitarne, które mają nadrukowane logotypy polskich platform cyfrowych. Inspektorzy podobno wypatrują anten Polsatu, N’ki i Cyfry+, bo wiedzą, że w domach tych mieszkają Polacy, będący dla nich łatwym łupem. Media brytyjskie opisują bowiem Polaków jako ciężko pracujących, ale słabo mówiących po angielsku

emigrantów. Nic zatem prostszego. Wystarczy tylko namierzyć odpowiednie domy i skierować sprawę do sądu, a premia przed końcem roku murowana. W ubiegłą środę na wokandę sądu w Huntingdon tra�iło 12 polskich nazwisk. To efekt działań zaledwie jednego kontrolera, który złożył wspólny wniosek dla kilkunastu osób. Wszystkie wezwano na ten sam dzień o tej samej godzinie. Jedynym Polakiem, który stawił się tego dnia w sądzie, był Henryk Krzywoszyński z Peterborough. Towarzyszyliśmy mu w czasie rozprawy sądowej, by sprawdzić czy są szanse, by mógł uniknąć konieczności zapłaty 1000 funtów kary – skoro jak twierdzi nie ogląda telewizji! - Nie wykluczone, że w chwili gdy powiedziałem mu, iż w niedalekiej przyszłości planuję zainstalować w domu polską telewizję, to wówczas będę częściej korzystał z posiadanego telewizora. Być może źle mnie zrozumiał, bo ja słabo mówię po angielsku, więc nasza rozmowa była bardzo utrudniona – mówi Henryk z Peterborough. W notatce sporządzonej w trakcie wizyty w domu Henryka Krzywoszyńskiego, Inspektor z TV Licence zapisał, iż na ścianie budynku widział talerz anteny satelitarnej z logotypem polskiego operatora. W notatce ujawnionej przed sądem nie stwierdzono jednak, czy Inspektor zwery�ikował, do którego z mieszkań prowadził przewód od anteny. W budynku, gdzie mieszka Henryk Krzywoszyński jest kilka mieszkań. Antena mogła być zatem własnością innych wynajmujących, a nawet tych osób, które mieszkały tu wcześniej. Dziś na wskazanym przez Inspektora budynku nie ma żadnej polskiej anteny. Ktoś ją

usunął w obawie przed przyszłymi konsekwencjami. Jeśli była to powinna być widoczna na zdjęciach w dokumentacji Inspektora. Pytanie tylko, czy jakiekolwiek zdjęcia zostały wykonane podczas kontroli budynku przy Orton Malborne w Peterborough? Rozprawa, która odbyła się w ubiegłą środę w Huntingdon zaczęła się o godzinie 14.00. Na salę wszedł tylko jeden z wezwanych. Był nim Henryk Krzywoszyński. Sędzia odczytując wniosek Inspektora zauważył, że tylko jedna osoba spośród kilkunastu wezwanych stawiła się do sądu. - Jako uczciwy obywatel wziąłem na ten dzień wolne z pracy. Nie rozumiem jednak na jakiej podstawie zostałem tu wezwany, ale jest to jedyna okazja bym mógł się z tego wytłumaczyć. Przyjechałem do Huntingdon z moim znajomym p.Zenonem, który pomoże mi wytłumaczyć się przed sędzią, iż jestem nie winny zarzucanego mi wymigiwania się od opłat abonamentu - mówił Henryk Krzywoszyński. - Z pomocą kolegi, który dobrze mówi po angielsku, starałem się wyjaśnić, iż w moim przypadku zaszła pomyłka. Inspektor reprezentujący stronę skarżącą stwierdził, iż widział antenę na budynku, w którym mieszka Henryk Krzywoszyński, a w mieszkaniu widział telewizor. Sędzia, który wysłuchał wypowiedzi obu stron, zauważył, iż lokator mieszkania i Inspektor TV Licence, nie mogli się tamtego dnia poprawnie zrozumieć. Świadczył o tym fakt obecności w sądzie kolegi oskarżonego Polaka, który wystąpił w roli tłumacza. - W ten sposób nie można przeprowadzić rozprawy. Strony nie rozumieją się wzajemnie, a i sąd ma pewne trudności w zwery�ikowaniu tego co na prawdę twierdzi www.naszestrony.co.uk

oskarżony. Wstrzymuję i odraczam rozprawę do 29 października, na którą wezwany zostanie tłumacz przysięgły - stwierdził sędzia odkładając wniosek strony reprezentującej TV Licence na najbliższe 5 tygodni. Sprawa Henryka z Peterborough może okazać się przełomową, gdyż jak wskazuje sędzia z Huntingdon, doszło do sytuacji, w której Inspektor nie mógł we właściwy sposób porozumieć się z osobą wynajmującą lokal. W trakcie rozprawy stwierdzono, że strony mówią biegle jedynie we własnym języku. Nie możliwym zatem było również poprawne przeprowadzenie kontroli. W protokole pokontrolnym nie znalazły się też informacje, które w sposób oczywisty świadczyły by o winie lokatora nie płacącego abonamentu, z podejrzeniem o regularne oglądanie telewizję. Inspektor nie zwery�ikował ponadto czy kabel prowadził do tego mieszkania, w którym podjął interwencję. Nie polecił również włączyć telewizora, by sprawdzić czy jest w nim zaprogramowany odbiór jakiejkolwiek stacji telewizyjnej. Decyzja pokontrolna o wezwaniu

Polaka przed sąd oparta została jedynie na stwierdzeniu Inspektora o tym, iż widział antenę na ścianie budynku i później zobaczył też telewizor wewnątrz jednego z mieszkań. Inspektor utrzymuje, iż obecność anteny na budynku i fakt posiadania odbiornika wskazuje na nielicencjonowany odbiór telewizji. Niestety sam fakt posiadania odbiornika nie kwali�ikuje właściciela do zapłaty abonamentu. Wie o tym Henryk Krzywoszyński z Peterborough, który chce udowodnić iż jest niewinny, a kontrola została przeprowadzona niedbale. Wobec osób, które nie stawiły się tego dnia na rozprawie, sąd podejmie decyzje zaocznie. Jeśli nie stawią się w sądzie w dniu 29 października z dobrym usprawiedliwieniem, to sąd moze ustanowić kare �inansową , która egzekwować będzie wówczas komornik sądowy. Automatycznie obniżona zostanie również zdolność kredytowa i niemożliwe staną się jakiekolwiek zakupy na raty i wnioski kredytowe. Do tematu wrócimy w kolejnych wydaniach gazety. Krzysztof Szczepaniak

Góralska kapela wystąpi na wieczornym koncercie ...

ZASTUKAJĄ CIUPASKAMI W POLSKIM KOŚCIELE!

PETERBOROUGH To będzie bardzo wyjątkowy dzień w Polskim Kościele w Peterborough. Przy dźwiękach skrzypiec, akordeonu i instrumentów pasterskich zaśpiewa góralski kwartet, kapela ‚Mormot’ z Zakopanego. Koncert odbędzie się już w najbliższą niedzielę, 29 września. Początek występu o godz. 19.15. Kapela ‚Mormot’ odwiedzi Peterborough na zaproszenie księży z Para�ii pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela.

Podczas wieczornego koncertu muzycy zaprezentują utwory, które wypełniają ich serca, a powstały w ich domu i ojczyźnie, w Zakopanym. Sympatycy góralskich dźwięków, którym tęskno do Polaki, powinni już dziś zarezerwować ten wieczór na wizytę w Polskim Kościele. Jak wiadomo górale głośno grają, tak wnętrze kościoła „Our Lady of Lourdes” przy 2 Cedar Road, Dogsthorpe w Peterborough wypełni się tego wieczoru dźwiękami góralskiej muzyki aż po sam dach. Tego wydarzenia nie można przegapić! Adam Andrzejko


4

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Taką im zrobili dyscyplinarkę, że od razu stracili pracę!

Dwaj Polacy zwolnieni po bezpodstawnych oskarżeniach Litwinek! spalding Spalding, wtorek 3 września. Kilka minut przed godziną 20-stą przez bramę fabryki Bakkavor przy West Marsh Road przechodzi Ryszard i Andrzej. Za chwilę zaczynają nocną zmianę, która potrwa do 4.30. Przed nimi 7 i pół godziny pracy przy linii. Będą pakować żywność do kartonów, które zostaną załadowane do ciężarówek, by później trafić m.in.: do sklepów sieci Tesco, Aldi oraz restauracji Mc Donalds i Burgrer Kinga. Tego dnia Andrzej zdejmował pełne kartony z linii i układał je na palecie. Podczas 10 miesięcy pracy w Bakkavorze nabrał wystarczającej wprawy, by czynność tę wykonywać bezbłędnie. Nie zdarzało się, by operator linii musiał z jego powodu interweniować i zatrzymywać taśmę. Ryszard też całkiem dobrze wykonywał swoją pracę. Utrzymywał odpowiednie tempo i szybko nadrabiał, gdy pod ręką trafił mu się uszkodzony karton. Szybko odkładał go do pojemnika na to przeznaczonego i brał następny. Obaj, zanim zaczęli prace przy taśmie, przeszli odpowiednie szkolenie. Z każdym tygodniem nabierali coraz to większej wprawy, aż w końcu dorównywali tym co pracują w fabryce o wiele dłużej. Nie było powodów, by Ryszarda lub Andrzeja, upominał któryś z Team Leaderów. Praca, którą zaczęli 27 października, ub. roku, po 10 miesiącach nie sprawiała im już żadnego problemu. Pracodawcy nie przeszkadzał fakt, że obaj słabo mówili po angielsku.

Najważniejsze było to, że pracują w dobrym tempie, przestrzegają regulaminu i niezbyt często korzystają z dodatkowych dni wolnych. Nienaganny przebieg zatrudnienia trwałby do dziś, gdyby nie sytuacja z udziałem Litwinki, która poskarżyła się przełożonemu na zachowanie Andrzeja. - W fabryce Bakkavor jestem zatrudniony przez agencję Staffline. Tego dnia naklejałem etykiety na kartony i układałem je na taśmie, tak by inni mieli w co pakować zjeżdżające po linii produkty. Razem z Andrzejem zostaliśmy oskarżeni, o to, że w pracy na linii kolega powiedział na pracująca obok Litwinkę, że jest głupia. Nic takiego nie miało miejsca. Swoje obowiązki wykonujemy wzorowo. Pracujemy tam 10 miesięcy - opowiada Ryszard Gordienko, wskazując, że wspólnie z kolegą zostali wplątani w sytuacje, która tak na prawdę wyglądała zupełnie inaczej. - To one [Litwinki przyp. Red.] robią nam na złość zrzucając produkty na podłogę i karzą nam je podnosić lub rzucają popsute

kartony wprost pod moje nogi, zamiast wyrzucić je do kubła na to przeznaczonego. Ja nic - z tego co mi się wmawia, nie robiłem. Nie było do kogo tego zgłosić. Liniowa się z tego śmiała i supervisor też. Po zakończeniu zmiany Ryszard i Andrzej wrócili do swoich domów. Około południa, 4 września otrzymali esemesa z agencji: „As we had complaints from wraps that you have bullying some ofthe grils calling them stupid and all sorts. Unfortunately you not able to back to wraps. Please contact with usor with menager on”. - Agencja wysłała nam wiadomość sms. Potem telefonicznie zostaliśmy poinformowani, że mamy być w biurze Staffline w Spalding, w poniedziałek 9 września o godz. 12.00 na spotkaniu z menadżerem, którego ja znam tylko z imienia. Od kolegów dowiedzieliśmy się, że Litwinki, które wystąpiły przeciwko nam z oskarżeniami pracowały w tym czasie bez przerwy - opowiada dalej Ryszard. - Zawiadomienie o tym, iż obaj mamy nie przychodzić do pracy kolejnego dnia, oraz że jesteśmy

zawieszeni dostaliśmy przez sms-a. Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że powinno się to odbyć na piśmie. Zawieszeni Polacy, Ryszard i Andrzej złożyli zeznania, tak jak wcześniej zaplanowano – w dniu 9 września. Razem z nimi zeznawało siedem osób, będących świadkami tego co na prawdę zaszło na hali produkcyjnej 3 września na nocnej zmianie. - W przeciągu tygodnia mieliśmy otrzymać odpowiedź menadżera. Otrzymaliśmy pismo, z którego pierwszy raz dowiedziałem się jak nazywa się menadżer z agencji. Wcześniej nam tego nie przedstawiano tak jak w innych zakładach omawia się tzw.: „manager in charge line”, by wiedzieć komu zgłosić swoje uwagi podczas pracy - wyjaśnia Andrzej, za którym potwierdza to samo Ryszard. - W pierwszym piśmie jakie otrzymaliśmy, podano datę i godzinę spotkania oraz imię i nazwisko menadżera, z którym mamy rozmawiać w naszej sprawie. Na podstawie zeznań Litwinek, Erika Gaidukaite and Agne Zarankaite, Polacy zostali oskarżeni o ”bullying and/or harassment” jak napisano w piśmie do Ryszarda Gordienko i Andrzeja Mazgaja, za co - choć wcześniej nie było z nimi żadnych kłopotów w zakładzie, groziło im zwolnienie z pracy za poważne wykroczenie. W piśmie ujęto to następująco: „Summarlly Dismissed for Gross Misconduct”. Menadżer zaznaczył, że zanim decyzja ta zostanie podjęta, obaj Polacy będą mieli szanse przedstawić własną wersję wydarzeń na spotkaniu w dniu 20-stego września. - Od czwartego do dwudziestego września, to ponad dwa tygodnie.

Po bezpodstawnych oskarżeniach przepadły nam już dwie tygodniówki. Wiele wskazuje, że nas po prostu zwolnią – twierdzą zgodnie obaj oskarżeni Polacy. - Pieniądze się kończą, a za mieszkanie trzeba płacić co tydzień. Oszczędności coraz mniej. Polacy czują się w tej sytuacji poszkodowanymi. Mimo, iż wskazali siedmiu świadków, to ich zeznania zostały zignorowane. Nie mają dziś dowodu na to, że ktoś poświadczył za nich. Ze spotkania z 9 września i złożonych wówczas wyjaśnień, nie mają chociażby kserokopii notatek sporządzonych przez pracownika biura, w którym się wówczas spotkali. - Zeznawaliśmy my dwaj i siedmioro innych osób. Nasze wypowiedzi były zapisane w formie notatki - stwierdza Andrzej, który myśli już o tym jak szybko znaleźć inną pracę. - Jesteśmy niewinni tego co się nam zarzuca. Nie zrobiliśmy niczego, co by komukolwiek pozwalało nas tak potraktować. Pracowaliśmy tam ponad 10 miesięcy, od października ub. roku. Podczas zmiany, kiedy miało rzekomo dojść do konfliktowej sytuacji, w pobliżu linii gdzie pracowali obaj Polacy i skarżące się na nich Litwinki, pracował operator linii oraz team leader. Żadna z tych dwóch osób nie zareagowała na rzekome prześladowanie i nękanie. Przyjmująca wyjaśnienia Penny Layzell, menadżer Staffline podjęła decyzję o zwolnieniu z pracy Ryszarda Gordienko i Andrzeja Mazgaja. Czy wzięto pod uwagę wyjaśnienia 7 osób opowiadających się za Polakami? Czy z kolei ich też wysłuchano i czy przy podejmowaniu decyzji o zwolnieniu wzięto pod uwagę to co powiedzieli? Czy po całej tej sprawie są jeszcze notatki z wyjaśnieniami Ryszarda i Andrzeja, z wyjaśnieniami ze spotkania z 9 września? Jakimi kryteriami kierowano się przy zwalnianiu obu pracowników? Czy dopełniono wszystkich procedur przy zawieszeniu i zwolnieniu pracowników? Zarząd Agencji Staffline poinformowany o sprawie odniesie się do tematu po zakończeniu wewnętrznego dochodzenia. Adam Andrzejko

Polska Gazeta Lokalna Nasze Strony Czytaj nas w Internecie: Polish Local Newspaper Nasze Strony

www.naszestrony.co.uk

Newsbridge Publishing & Advertising Agency. Nasze Strony - nakład 2.000 sztuk, Redaktor Naczelny: Adam Andrzejko, tel.074021 80554, kontakt@naszestrony.co.uk. Redakcja East Anglia: Joanna Owsiana, tel.: 075 950 28 800, redakcja@naszestrony.co.uk. Reklama / Advertising: Krzysztof Szczepaniak, tel.: 077 951 48 565, reklama@naszestrony.co.uk. Dział Sportowy: Jacek Przybyło, tel.: 075 217 495 22, sport@naszestrony.co.uk; Fotografie / zdjęcia: Rafał Marcinkiewicz: tel. 075 140 974 27. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Za treść ogłoszeń i reklam redakcja nie odpowiada. Nie uzasadniamy powodów niepublikowania tekstów. Termin wnoszenia o sprostowanie lub uzupełnienie treści to okres 14 dni od publikacji. Wydawcą Polskiej Gazety Lokalnej Nasze Strony jest Newsbridge Publishing & Advertising Agency - spółka zarejestrowana w Companies House pod numerem 07675386. Wszelkie spory dotyczące treści zamieszczonych w gazecie rozstrzygać można na drodze postępowania administracyjnego i cywilnego w urzędach i sądach brytyjskich, właściwych dla siedziby spółki. www.naszestrony.co.uk


5

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Ile to razy gazetę straszono sądem?

Oficerowie z ‚Yarl’s Wood’ w Bedford w ogniu oskarżeń!

zarzuty: sex skandal w centrum imigracyjnym!

takie są fakty! Prawdą jest, że gazeta ‚Nasze Strony’ niejednokrotnie była już wzywana przez prawników działających w imieniu firm i osób fizycznych do złożenia wyjaśnień po artykułach opublikowanych na swoich łamach. Żądano od nas nie tylko złożenia wyjaśnień, ale również przeprosin i wysokich odszkodowań, liczonych często od kilku do kilkudziesięciu tysięcy funtów. To forma zastraszenia, wywierania presji i nacisku, któremu poddanie się byłoby równoznaczne z końcem działalności redakcji. Za każdym razem stanowczo odmawiamy wypłaty odszkodowań, czy tez jakichkolwiek rekompensat finansowych. Negocjacje z kancelariami prawnymi przypominają bowiem nie tylko grożenie palcem wskazującym na paragrafy brytyjskiego prawa, ale są również formą nacisku na przyszłe artykuły, a wskazywane w pozwach sumy wynoszące od kilku do kilkudziesięciu tysięcy funtów, są niczym innym jak formą zastraszenia redakcji przed publikacją kolejnych artykułów. Wnioskom o wypłatę odszkodowań towarzyszą deklaracje odstąpienia od wniesienia sprawy na drogę sądową. Tak czy inaczej żaden wniosek nie znalazł swego finału w sądzie. Kończy się zawsze tak samo. Na prawnych pogróżkach. Jako jedyna gazeta polsko-jęczyzna w Wielkiej Brytanii aktywnie angażujemy się w sprawy dotyczące mieszkających na wyspach Polaków. Podejmujemy liczne interwencje w Ambasadach RP

w Londynie, oraz konsulatów Manchesterze czy też w Dublinie. Odsłaniamy prawdziwe motywy działania oszustów, którzy oferują pracę Polakom, masowo ich oszukując. Stajemy w obronie niesłusznie zwalnianych pracowników, opisując ich codzienność w zakładach pracy. Bez względu na lokalizację staramy się wyjaśnić przyczyny problemów powstających między pracownikiem, a pracodawcą lub między wynajmującym, a właścicielem nieruchomości. Nie obawiamy się zaglądać również na lokalne podwórko, gdzie zadomowili się Polacy, którym do miana współpracującej ze sobą Polonii nadal daleko. Brak zrozumienia różnic polskiego oraz brytyjskiego prawa karnego i prasowego powoduje szereg nieporozumień pomiędzy Polakami odwiedzającymi kancelarie prawnicze, a obsługującymi ich prawnikami. Wszyscy, nawet przestępcy, celem ochrony własnego wizerunku chcą uzyskać od gazety odszkodowanie. Wnioski powstają, bo dobrze opłacani prawnicy spełnią praktycznie każde życzenie klienta i zwrócą się do skarżonego na

piśmie, wyrażając oczekiwania klienta skarżącego redakcję. Pisma od nieuczciwych landlordów i ich pośredników, którzy nie podpisują umów z wynajmującymi, wnioski od przestępców, których imię, nazwisko i zdjęcie opublikowano w gazecie, a nawet i takie od oszustów, których metody wytknęliśmy w gazecie – wszystkie te sprawy nie znajdują jednak finału w sądzie. W ciągu trzech lat ukazywania się gazety Nasze Strony, redakcja niejednokrotnie była adresatem pozwów sądowych o zniekształcenie lub deformację wizerunku osób prywatnych, firm i zakładów pracy. Żadna ze spraw nie trafiła jednak na wokandę. Warto o tym wszystkim pamiętać, chociażby ze względu na fakt, iż nadal wiele prawdy jest w przysłowiu, jakoby „najlepszą obroną jest atak”. Po takie rozwiązanie sięgają wszyscy, którym nie udało się zaciągnąć redakcji przed sąd! W zamian za niepowodzenie na drodze prawnej, miasto i jego mieszkańcy karmieni są plotką i kłamstwem, padającym z ust osób, o których w niepozytywnym świetle napisała gazeta. Adam Andrzejko

bedford Centrum imigracyjne Yarl’s Wood z Bedford od kilku tygodni jest przedmiotem dochodzenia policji w sprawie podejrzenia aktywności seksualnej pracowników z osadzonymi. Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy jedna kobieta pochodząca ze społeczności Romskiej skontaktowała się z kancelarią prawniczą Bimberg Peirce. Kobieta zeznała, iż wielokrotnie uprawiała seks z oficerami ośrodka i twierdziła, że proceder ten jest w ośrodku bardzo powszechny. Prawnicy przyjrzeli się sprawie i zgłosili to na policję, która wszczęła śledztwo. Kancelaria dodatkowo zdecydowała się napisać list do rządu, w którym można przeczytać między innymi

W skrócie: Zatrzymany za ‚zioło’ trafi do więzienia!

posiedzi za uprawę! peterborough Stewart Bastow został skazany na 20 miesięcy pozbawienia wolności za uprawę marihuany. Od tej decyzji nie było odwrotu, gdy policja po raz drugi w ciągu dwóch lat odkryła w jego domu plantację marihuany. Sąd postanowił wysłać mężczyznę do więzienia. 19 czerwca tego roku podczas policyjnego nalotu na jego dom przy ulicy Lincoln Road we wsi Northborough k. Peterborough znaleziono kilkadziesiąt roślin w pokojach na piętrze. Łączna wartość rynkowa znalezionej w domu marihuany przekroczyć mogła £40,000.

www.naszestrony.co.uk

takie słowa: „Rząd natychmiast musi zająć się sprawą tego ośrodka ponieważ proceder aktywności seksualnej pracowników z osadzonymi jest powszechny. Nie mówimy tu o jednym przypadku. Ktoś musi skontrolować cały ośrodek i wszystkich pracowników oraz osadzonych. System pracy w tym ośrodku dalece odbiega od przyjętych norm …”. Policja obecnie bada tą sprawę. W swoim oświadczeniu dla prasy rzecznik policji z Bedford powiedział tylko, że sprawę kobiety z ośrodka przyjęto pod koniec sierpnia i obecnie prowadzone jest śledztwo w tej sprawie. Dodał również, że na tym etapie śledztwa nikogo nie aresztowano ani nikomu nie postawiono zarzutów. O postępach tego śledztwa na pewno będziemy jeszcze informować. Krzysztof Szczepaniak

W marcu ubiegłego roku Bastow został skazany na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za uprawę narkotyku klasy B. Podczas ostatniej rozprawy, która odbyła się w Peterborough Crown Court sędzia Nic Madge skazał 32-latka na 16 miesięcy więzienia i aktywował 4 dodatkowe miesiące z zawieszonej kary. Obrońca mężczyzny powiedział, że jest on silnie uzależniony od marihuany i 60% hodowanych roślin miałby przeznaczyć na własny użytek. Bastow przyznał się do produkcji narkotyków klasy B i przy okazji przyznał się również do prowadzenia samochodu bez prawa jazdy i ubezpieczenia, za co przez rok nie będzie mógł prowadzić samochodu. J.O.


6

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Dr Mitesh Gandhi Zaprasza na darmowe zajęcia jogi

„Podniesienie wieku emerytalnego nie idzie w parze z bezpieczeństwem!” - alarmuje straż!

Strażacy zastrajkują w obronie emerytur! wialka brytania Służby Fire and Rescue Service przeprowadziły pierwszy od 10 lat strajk. Strażacy zaprotestowali przeciwko podniesionemu wiekowi emerytalnemu.

peterborough Doktor Mitesh Gandhi z Peterborough zaprasza wszystkich zainteresowanych jogą na darmowe ćwiczenia. Zajęcia odbywają się w każdą sobotę w Central Library w Peterborough pomiędzy 9:15, a 10:30. Zastanawiasz się czy joga jest dla ciebie? Przyjdź, zobacz i przekonaj się o tym jak najszybciej! Medytacje mają rozmaite cele, jak zapewnia dr. Mitesh Gandhi. Przede wszystkim jest to poprawa zdrowia fizycznego i samopoczucia psychicznego, rozwinięcie mistrzostwa w określonych sztukach bądź rzemiosłach, osiągnię-

cie pełnej kontroli nad swoim ciałem i umysłem, przezwyciężenie lęku itp. Zainteresowanie zajęciami wykazują osoby chorujące m.in.: na raka i cukrzycę. Według jego opinii i doświadczeń osoby te dzięki medytacjom stają się silniejsze, odporniejsze i pozbywają się uczucia strachu. Każdy zainteresowany jogą może uzyskać więcej informacji na ten temat kontaktując się bezpośrednio z doktorem Mitesh’em Gandhi pisząc na miteshgandhi_uk@ yahoo.co.uk. Doktor także dostępny jest na każdych zajęciach organizowanych w soboty w bibliotece w centrum Peterborough. Zapraszamy! Will.O.

O słuszności przeprowadzenia strajku między innymi świadczyły wyniki głosowania związkowców w sprawie przeprowadzenia protestu. Ponad 75% z nich wyraziło chęć wyjścia na ulicę, by zademonstrować rządowi swoje niezadowolenie. Strażakom nie podoba się fakt, że dopiero w wieku 60 lat mogą przejeść na emeryturę. Wcześniej ten pułap wiekowy sięgał 55 lat i związkowcy chcą jego przywrócenia. Pierwsze regulacje emerytalne strażaków sięgają 1925 roku. Wtedy brytyjski parlament przegłosował ustawę emerytalną służb mundurowych, która określała wiek emerytalny pracownika na 60 lat. Ustawa ta obowiązywała aż do 1992 roku. Wtedy do pierwotnej ustawy wprowadzono liczne zmiany w tym zmniejszenie wieku emerytalnego do lat 55. Warunki tej ustawy bardzo odpowiadały wszystkim służbom mundurowym. W 2006 roku strażakom przywrócono poprzedni pułap wiekowy, czyli na emeryturę mogli przechodzić dopiero w wieku 60 lat. W 2011 te same regulacje objęły policję. Strażacy argumen-

www.naszestrony.co.uk

tują swoje postulaty faktem, że w wieku 60 lat strażak fizycznie nie jest wstanie wykonywać w pełni swoich obowiązków. Osoby w tym wieku nie są tak sprawne podczas akcji jak ich młodsi koledzy którzy sami z trudem wykonują swoją pracę. Według związkowców stanowi to zagrożenie dla całej brygady, powodzenia akcji i życia osób w potrzebie. Organizacja strajku w tej sprawie jest nieunikniona. Nie wyklucza się organizacji kolejnych strajków i bardzo możliwe, że przyłączą się do nich inne służby mundurowe, którym również nie odpowiada ustanowiony wiek emerytalny oraz wysokość samej emerytury. Dla przykładu przeciętny emerytowany strażak otrzymuje około 12

tysięcy funtów emerytury rocznie. Radni brytyjskich miast jak i opinia publiczna w większości popiera postulaty służb mundurowych. Wielu z nich jednak zastanawia się z przerażeniem kto będzie chronił miast i obywateli w czasie trwania strajków. Paul Fuller komendant główny straży pożarnej w Bedford uspokaja zaniepokojonych tym faktem. W wywiadzie dla lokalnej gazety przekonuje, że braki kadrowe w czasie strajku nie zakłócą pracy straży pożarnej i że jest przygotowany do tych trudnych dni. Inne hrabstwa także na dzień dzisiejszy nie obawiają się większych utrudnień w funkcjonowaniu służb. Krzysztof Szczepaniak


7

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Przez najbliższe trzy lata miejska kasa będzie chudsza aż o £6.3 miliona funtów!

- Są szanse, ale pod pewnymi warunkami! - mówią radni.

dlaczego radni Cambridge nowe osiedle? Tak! odchudzą budżet aż o 30%! nad rzeką nene ... Cambridge

wisbech

W ciągu najbliższych trzech lat urzędnicy z magistratu w Cambridge muszą zmierzyć się z oszczędnościami rzędu £6.3 miliona funtów, by uniknąć bankructwa. Budżet mniejszy o 30% oznacza mniej pieniędzy m.in.: na transport publiczny, zieleń miejską oraz sprzątanie miasta.

Rada miasta Wisbech raz jeszcze zasiądzie do obrad nad projektem przebudowy nadbrzeża rzeki Nene przy centrum miasta. Wcześniej proponowane rozwiązane budowlane w tym miejscu zostały odrzucone większością głosów rady.

Tim Bick z partii Liberalno Demokratycznej utrzymującej przewagę w radzie miasta, twierdzi, że zapowiadane cięcia są wynikiem wycofania rządowych dotacji. Pozostający w opozycji Lewis Herbert z Partii Pracy, uważa, że takie oszczędności zawiodą miasto nad krawędź przepaści. Zdaniem radnych Partii Pracy, zagrożona będzie funkcjonalność podstawowych usług w mieście. Oszczędności mogą przyczynić się do tego, że firmy zajmujące się obsługą transportu publicznego, utrzymaniem terenów zielonych, oczyszczaniem miasta nie będą mogły utrzymać zatrudnienia na obecnym poziomie. Mniejsze dofinansowanie z budżetu państwa, oznaczać będzie mniej pieniędzy w miejskiej kasie, co spowoduje redukcję zatrudnienia. Z kolei mniej rąk do pracy może już tylko przyczynić się do pogorszenia jakości dotychczasowych usług. W ankiecie z roku 2011 mieszkańcy Cambridge wyrazili bardzo pozytywnie opinie o mieście.

83% ankietowanych chwaliło służby miejskie za wywóz odpadów, 76% widziało pozytywne aspekty wprowadzenia recyclingu, 63% doceniło wkład pracy w utrzymanie czystości ulic, a 74% ankietowanych pochwaliło prace nad zielenią miejską. Jeśli zapowiadane oszczędności wprowadzone zostaną już przyszłym roku, to nie wykluczone, że mieszkańcy Cambridge zmienią dotychczas dobre zdanie o wydajności służb miejskich, a tym samym odnośnie działań rady miejskiej, której zadaniem jest dbałość o interesy, funkcjonalność i wygląd miasta. Przyszłość miasta, które zdaniem radnych opozycyjnych stanie niebawem nad krawędzią przepaści, rysuje się w czarnych kolorach. Mniej pieniędzy na transport publiczny, oznacza mniej pieniędzy na wynagrodzenia, więc wynikiem będą uszczuplone

rozkłady jazdy i rzadziej kursujące autobusy. Ucierpią również optymalizowane co roku harmonogramy oczyszczania miasta, recyclingu oraz utrzymania miejskiej zieleni. Miejmy nadzieję, że radni stojąc przed koniecznością wprowadzenia oszczędności nie stracą racjonalności w opracowywaniu planów awaryjnych. Jeśli uda się ograniczyć zbędne wydatki, m.in.: takie jak wypłacanie pensji zawieszonym pracownikom lub korzystanie z agencji pracy celem zatrudnienia pracowników celem pokrycia okresów urlopowych – o czym pisaliśmy już na łamach gazety, to z pewnością uda się uniknąć perspektywy, w której Cambridge będzie miastem pełnym śmieci, nieposegregowanych odpadów i spóźniającej się komunikacji. Adam Andrzejko

Cambridgeshire Police poszukuje sprawców napadu na 88 letnią staruszkę!

Brutalny napad na kobietę peterborough Do kolejnego napadu doszło w pobliżu Lincoln Road w Peterborough. Tym razem bandyci zastraszyli i obrabowali 88 letnią kobietę. Do zdarzenia tego doszło 18 sierpnia, ale dopiero teraz policja dotarła do nagrań CCTV, na których widać mężczyzn prawdopodobnie posiadających kluczowe informacje w związku z napadem. Zdarzenie to miało miejsce przy Northfield Road w dzielnicy New England. Dwóch mężczyzn zapukało do domu starszej kobiety. Staruszka otworzyła drzwi i

została brutalnie wepchnięta do środka. Mężczyźni przeciągnęli ją do salonu i zachowując się agresywnie domagali się od niej pieniędzy. Kobieta dała im całą gotówkę jaką w tym czasie miała w domu. Bandytom było jednak mało i zaczęli przeszukiwać cały dom. Podczas gdy oboje byli na pierwszym piętrze kobiecie udało się wybiec z domu i zaalarmować sąsiadów, którzy wezwali policję. Niestety sprawcy zbiegli tuż przed ich przyjazdem. Policja zwraca się do mieszkańców miasta o pomoc w rozpoznaniu mężczyzn, którzy widnieją na zdjęciach z kamer CCTV. Więcej zdjęć dostępnych jest na stronie policji www.cambs.police.uk.

Mimo liczbowego sprzeciwu, trzech radnych zdołało przekonać resztę do przejrzenia projektów raz jeszcze. Teren o którym mowa to nadbrzeże przy porcie koło którego już powstaje nowoczesne centrum handlowe. Wartość omawianych terenów w sumie wycenia się na 52 miliony funtów. Według przedstawionych radzie projektów miałoby tam powstać nowoczesne osiedle mieszkaniowe złożone głównie z 4 piętrowych bloków. Osiedle w projektach wygląda bardzo luksusowo i bez wątpienia poprawiłoby wizerunek centrum Wisbech. Część radnych, którzy pierwotnie podchodzili do projektu wyrażając się o nim negatywnie, stwierdzili, że są wstanie zaakceptować przedstawione propozycje, ale pod pewnymi warunkami. Głównie chodzi o to, aby wśród nowych mieszkań na sprzedaż znalazły się też mieszkania socjalne dla osób nisko i średnio uposażonych, oraz dla inwalidów. Radni motywują swój warunek tym, by mieszkania socjalne wyglądały

prestiżowo, a ich wyposażenie nie było podstawowe. Wszystko po to, by mieszkania socjalne nie psuły wizerunku miasta swoim ubogim i niechlujnym wyglądem. Podobne rozwiązania zastosowano w inny miastach. Przykładem może być Peterborough. W nowych dzielnicach mieszkaniowych jest zarówno wiele mieszkań sprzedawanych na wolnym rynku, jak i domów socjalnych. To też pozwala integrować ze sobą różne grupy społeczne. Wcześniej w poszczególnych strefach miasta powstawały całe dzielnice socjalne, które w krótkim czasie przeistaczały się w istne getta. Według planów budowlanych z Wisbech można wywnioskować, że planowane osiedle będzie bardzo luksusowe i będzie mieścić się prawie w samym centrum miasta. Nie wszyscy mieszkańcy są przekonani do tego, by po wprowadzeniu osób czekających na mieszkania socjalne w ekskluzywne apartamenty, udało się poprawić wizerunek miasta. Głosowanie rady już niedługo. K.S.

W skrócie: Powierzchnia 77559,2 m2 za 200.000 funtów!

Queensgate na sprzedaż! peterborough Popularne w Peterborough centrum handlowe Queensgate w pierwszej połowie września zostało wystawione na sprzedaż. Właściciele centrum, Hammerson i Aviva Investors nie podali powodu tej decyzji.

Zgłoszenia przyjmowane są pod numerem 101 oraz anonimowo to powinien zgłosić się pod numer infolinii Crimestoppers 0800 555 111. Will O. www.naszestrony.co.uk

Obiekt widnieje już w ofercie sprzedaży na stronie agencji CBRE, która jest jedną z największych agencji pośredniczącej w sprzedaży i zakupie nieruchomości komercyjnych. Jej agentom niejednokrotnie udawało się sprzedawać o wiele większe nieruchomości, więc ze sprzedażą Queensgate Shopping Centre nie powinno być problemu.

Na dzień dzisiejszy cena jaka interesuje właścicieli obiektu to 200 milionów funtów. W ofercie sprzedaży znajduje się 77559.2 m2 powierzchni handlowej oraz piętrowe parkingi na 2300 samochodów. Sprzedaż obiektu może zająć kilka miesięcy. Cena wywoławcza prawdopodobnie ulegnie zmianie. Will O.


8

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Ostry dziób ptaka wbił się w klatkę piersiową motocyklisty!

Ptak wbił się w motocyklistę ... northampt’shire Do dość niecodziennego, lecz fatalnego w skutkach wypadku doszło w miejscowości Naseby, Northamptonshire. W jadącego z dużą prędkością motocyklistę wbił się ptak w wyniku czego mężczyzna spadł z motoru. Kiedy rannemu udzielono pomocy medycznej, stwierdzono, że największe obrażenia nie spowodował upadek na jezdnię, lecz zderzeniem ze zwierzęciem. Ptak swoim dziobem wbił się w klatkę piersiową mężczyzny powodując rozległą i bolesną ranę. Przejeżdżający kierowcy szybko wezwali policje i ambulans. Jednak stan poszkodowanego był na tyle ciężki, że zadecydowano o niezwłocznym jego transporcie drogą powietrzną do szpitala w Coventry. Tam mężczyzna przeszedł skomplikowaną operację. Jego stan jest nadal ciężki, lecz stabilny. Jego życiu już

Podczas remontu torowiska, Spalding czeka komunikacyjny paraliż!

torem podzielone!

spalding Uwaga mieszkańcy Spalding! Miasto czeka komunikacyjny paraliż i nie ma szans, by tego uniknąć. Chodzi o modernizację torów kolejowych biegnących przez miasto. Podczas wymiany torowiska przejścia i przejazdy kolejowe będą zamknięte. Taka sytuacja trwać będzie przynajmniej dwa tygodnie.

nie zagraża niebezpieczeństwo. Kilka tygodni temu w hrabstwie Lincolnshire także doszło do wypadku drogowego z udziałem latającego stwora. Wtedy ptak z impetem uderzył w przednią szybę jadącego samochodu. Zszokowany kierowca stracił panowanie nad samochodem i uderzył w latarnię. Na szczęście w tym przypadku obyło się bez urazów ciała. Auto niestety nadawało się tylko do kasacji. Will O.

Tory kolejowe dzielą miasto Spalding na dwie części. Zamknięcie trzech przejazdów wprowadzi prawdziwy chaos komunikacyjny. Plany modernizacji torowisk biegnących przez miasto radni pierwszy raz zobaczyli ponad tydzień temu. Przedstawiono szczegółowy rozkład prac, które rozpoczną się w okolicach przyszłej Wielkanocy. Do tego czasu kolej wraz z radnymi i oficerami dróg i autostrad będzie musiała opracować plan zminimalizowania skutków zamknięcia przejazdów kolejowych. Reprezentant

www.naszestrony.co.uk

kolei podczas spotkania w radzie miasta powiedział „Niestety, ale na terenie Spalding i w jego okolicach modernizacja torowisk będzie najbardziej zaawansowana. Nie ukrywam, że dla mieszkańców miasta okres ten będzie prawdziwym koszmarem. Aby ukończyć prace w najkrócej możliwym czasie musielibyśmy zamknąć wszystkie przejazdy

kolejowe na raz. Wiemy, że jest to nie możliwe i musimy wybrać które zostaną otwarte, a które nie. Chodzi tu o przejazdy przy ulicach Winsover Road, Hawthorn Bank i Park Road. Mamy jeszcze trochę czasu aby obliczyć zamkniecie których przejazdów będzie najmniej uciążliwe”. K.S.


9

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Zapowiadany rozwój lotniska jest zdaniem ekonomistów bardzo zawyżony i nierealny!

Protestują przeciwko rozbudowie Stansted!

Od listopada wyprzedaże zagoszczą pod dachem!

Nowy car boot sale na piętrowym parkingu!

stansted Stop Stansted Expansion (SSE) to grupa ludzi prowadząca kampanie przeciwko rozbudowie lotniska Stansted. Dzięki niedawno podpisanej umowie pomiędzy nowym właścicielem lotniska Manchester Airport Group (MAG), a przewoźnikiem Ryanair, Stansted ma się rozrosnąć o ponad 25 procent pod względem zajmowanej powierzchni. W oświadczeniu MAG podano, że dzięki umowie liczba pasażerów odlatujących z tego lotniska do 2019 roku wzrośnie o 7 milionów. Według MAG i Ryanair pozwoli to na zatrudnienie około 7 tysięcy nowych pracowników do obsługi zwiększonej liczby pasażerów. Wychodzi na to, że z każdym milionem dodatkowych pasażerów przewoźnik i lotnisko maja plan zatrudnić 1000 pracowników. Ekonomista SSE Brian Ross twierdzi, że powyższa informacja jest zdrowo przesadzona i wprowadza w błąd potencjalnych inwestorów i deweloperów. Według Ross’a w praktyce wygląda tak, że tanie linie lotnicze i lotniska wielkości Stansted zazwyczaj zatrudniają do 300 pracowników w stosunku do 1 miliona nowych pasażerów. „Kłamliwe” informowanie o zatrudnieniu 7 tysięcy nowych pracowników do 2019 roku może wyrządzić wiele

peterborough

szkód. Między innymi deweloperzy mogą wykupić za dużo terenu i wybudować za dużo domów z myślą o nowych lokalnych pracownikach. Inne firmy także mogą rozpocząć inwestowanie w Stansted licząc na znaczący wzrost liczby ludności w okolicy. W rezultacie może okazać się tak, że inwestorzy nie zarobią tyle ile przewidywali i z dużymi stratami wyprowadzą się stamtąd tak szybko jak się wprowadzili. SSE domaga się od lotniska i taniego przewoźnika sprostowania swojego oświadczenia oraz podania rzetelnych czy też prawdziwych danych w związku z rozwojem portu oraz wzrostem liczby lokalnej ludności. Według SSE wydane oświadczenie miało

sprawiać wrażenie, że umowa pomiędzy Stansted, a Ryanair w dużej mierze przyczyni się do rozwoju regionu i znacznego zmniejszenia bezrobocia. Wszystko po to aby nikt nie zakwestionował planowanej rozbudowy Stansted. Lotnisko Stansted, które należało do Heathrow Airport Holdings 28 lutego 2013 zostało sprzedane do Manchester Airport Group. Tylko w 2012 roku tani przewoźnik Ryanair zapewnił temu portowi aż 13,2 miliona pasażerów. Mimo to Stansted Airport w ciągu ostatnich 3 lat przyniosło straty rzędu 1,5 mld funtów. Podczas ostatnich 12 miesięcy na tym lotnisku wylądowało najmniej samolotów od 14 lat. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

W listopadzie tego roku w Peterborough ruszy nowy car boot sale. Peterborough City Council wydał zgodę na wdrożenie planów zorganizowania cotygodniowego, niedzielnego car boot sale na parkingu Northminster przy targu. Na czwartym i piątym piętrze parkingu mogłoby się zmieścić ponad 120 straganów. Póki co organizatorzy dostali zgodę na okres jednego roku. I choć z pewnością skorzystają na tym zarówno sprzedający jak i kupujący uniezależniając się od pogody to policja i straż pożarna wyraziła już swoje obawy. Policja obawia się wzrostu przestępczości na parkingu w tym wzmożoną aktywność kieszonkowców. By zmniejszyć ryzyko kradzieży jed-

nym z warunków zatwierdzenia planów było zatrudnienie ochrony, która pracować będzie przez cały czas trwania sprzedaży. Straż pożarna obawia się o bezpieczeństwo i brak odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych. Ten budynek nie jest przeznaczony do tego aby mogła w nim przebywać duża liczba osób w tym samym czasie – dodaje Paul Clarke dowódca Cambridgeshire Fire and Rescue Service. Organizatorzy przyznają, że parking to nie jest idealne miejsce lecz nie ma żadnych innych dostępnych powierzchni handlowych, które mogły by spełniać taką rolę. Są oni również w stałym kontakcie ze strażą pożarną w celu wypracowania odpowiedniego rozwiązania. Póki co pierwszy car boot sale na parkingu Northminster zaplanowany jest na początek listopada. Joanna Owsiana


10

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Niedorzeczne odszkodowania „poszkodowanych” funkcjonariuszy policji! - ciąg dalszy ...

paluszek od nogi i stówka taka policyjna wymówka! wielka brytania A oto kolejne przykłady niedorzecznych odszkodowań wypłacanych dla policjantów przez ich pracodawców. Wcześniej opisywaliśmy już podobny temat, w którym przedstawiliśmy przypadek policjantki z Norfolk, która podała do sądu właściciela stacji benzynowej, za zbyt wysoki krawężnik. Oto szczegóły tej historii. Policjantkę wysłana do lokalnej stacji paliw ponieważ centrala otrzymała zgłoszenie o potencjalnym włamaniu. Podczas wykonywanych czynności kobieta złamała palec prawej stopy uderzając się o krawężnik przy budynku stacji. Po tym „wypadku” nie mogła pracować przez kilka tygodni i domagała się odszkodowania od właściciela stacji. W zeszłym tygodniu sąd w Norfolk odrzucił jej pozew. Niestety, ale tak jak wcześniej informowaliśmy, wiele brytyjskich sądów w tak niedorzecznych sprawach rozpatruje je na korzyść „poszkodowanego”. Bardzo często są to odszkodowania w kwotach od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy funtów. Wydawałoby się, że brytyjskie media ujawniając ten proceder odszkodowawczy uczuliły na takie sprawy sądy i brytyjską policję. Jednak jak okazuje - nie do końca wszyscy przyjęli to z należytą uwagą.

Tylko w ostatnich trzech latach policja wypłaciła ponad 9 milionów funtów odszkodowań dla swoich pracowników. Poniżej przykłady kolejnych odszkodowań wypłaconych policjantom. Tym razem opisujemy tylko te przypadki, które zaistniały w policyjnych komendach. 1. Napięte plecy spowodowane częstym sięganiem do włącznika komputera. 2. Wstrząs mózgu po tym jak policjant sięgając po swoje dokumenty leżące w toalecie uderzył głową w suszarkę do rąk. 3. Uraz pleców po tym jak policjant przewrócił się na podłogę siedząc na kolanach na krzesełku biurowym. 4. Rana kłuta dłoni po tym jak policjantka starała się otworzyć kopertę przy użyciu skalpela. 5. Poparzenie ciała po tym jak policjantka starała się przenieść bez tacy trzy filiżanki herbaty do swojego biurka. 6. Policjant doznał wielu urazów wywołanych przez tusz do tonera na który jest uczulony. Zdarzenie zgłosił jako „narażenie go na utratę zdrowia i życia”. 7. Uraz stopy wywołany „przemieszczającym się obiektem w postaci krzesła biurowego”. 8. Ból głowy wywołany odgłosem otwierania i zamykania drzwi do biura. 9. Policjant odczuwa trwałe kłucie w obu oczodołach po tym jak przemył twarz płynnym mydłem DO RĄK!

10. Nadwyrężone mięśnie tułowia po tym jak policjant starał się umyć radiowóz. Kontuzja do teraz nie umożliwia mu powrót do pracy. Są to tylko nieliczne przykłady z jakich bezsensownych powodów policjanci podają swoich pracodawców do sądu. Wielu z nich wygrywa wysokie odszkodowania i do tego zachowuje swoją posadę. Niektóre przypadki są tak błahe że aż trudno uwierzyć by ktoś mógłby pomyśleć o podaniu za to pracodawcy do sądu. Może to właśnie strach przed odszkodowaniami powstrzymywał policję przed konfrontacjami oficerów z uczestnikami zamieszek w Londynie. Skoro funkcjonariusz potrafi doznać ciężkich obrażeń podczas mycia samochodu, to w starciu z bandytami może być naprawdę poszkodowany. Zawsze to kolejny powód do podania szefa do sądu. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

11

Czy mogę kupić drugi, lub trzeci dom w wielkiej brytanii? zdaniem eksperta Klienci często zadają mi pytanie czy mogę kupić drugi lub trzeci dom w Wielkiej Brytanii? Odpowiedz na to pytanie jest zazwyczaj pozytywna pod warunkiem, ze spełniasz kryteria kredytodawcy, które warto przedyskutować wcześniej z mortgage brokerem. Generalnie mogę wyróżnić dwa powody dla których klienci chcą kupić drugi dom. Pierwszy z nich to zakup nieruchomości pod wynajem. Jest to relatywnie prosta i bardzo popularna forma ulokowania kapitału, ze względu na niesłabnące zainteresowanie wynajmem nieruchomości, szczególnie wśród Polonii. Sama pamiętam swoje pierwsze lata w Wielkiej Brytanii, kiedy ze względu na ograniczone możliwości zakupu nieruchomości – czyli w moim przypadku niewystarczający depozyt musiałam mieszkać w wynajmowanym domu. W przypadku nieruchomości pod wynajem depozyt jest najważniejszy. Bez depozytu w wysokosci 20% nie mamy praktycznie szans na otrzymanie dobrego kredytu hipotecznego, w niektórych zaś przypadkach jest to absolutne niemożliwe. Kiedy mamy już odłożone fundusze na depozyt, musimy zdecydować się na odpowiedni kredyt hipoteczny (mortgage). W przypadku kredytu typu repayment w przeciągu ustalonego okresu czasu - zazwyczaj 25 lat- spłacamy zarówno kredyt jak

i odsetki, także po zakończeniu spłat nieruchomość należy do nas mortgage free. Jest to najlepsza opcja jeżeli chcemy np. zapewnić sobie stały dochód na okres emerytury itp. Jeżeli potraktujemy drugą lub trzecią nieruchomość jako inwestycję, możemy zdecydować się na opcję interest only – gdzie nie spłacamy kapitału tylko odsetki od kredytu. W tym przypadku, kredyt musi zostać całkowicie spłacony w przypadku sprzedażny nieruchomości. Ta opcja wiąże się jednak z większym ryzykiem. Wszystkim zainteresowanym chętnie wyjaśnię różnice pomiędzy wymienionymi wyżej typami kredytów, jednakże decyzja jaki kredyt wybrać zależy od kupującego i jego sytuacji finansowej. Drugi powód, dla którego klienci kupują kolejna nieruchomość to tzw. względy rodzinne, czyli kupno domu dla np naszych rodziców, którzy chcą się osiedlić w UK. Ta opcja wymaga mniejszego depozytu, jednakże musisz udowodnić kredytodawcy, ze możesz pozwolić sobie na spłatę wszystkich zobowiązań finansowych. Trzeba pamiętać, ze tym przypadku wybór kredytodawców możne być ograniczony. W celu uzyskania dodatkowych informacji zapraszam na bezpłatną konsultacje. Marta Manuszewska 07805 407636


12

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


13

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Kilkanascie rodzin, 6.800 funtów dofinansowania z urzędu miasta i kilka tygodni pracy...

Z zaśmieconej uliczki ... zrobili kwitnącą aleję!

Ponad dwukrotnie pobili rekord Guinnessa!

rekordowe chipsy!

- Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. W końcu poznałam wszystkich sąsiadów. Odkąd zmodernizowaliśmy naszą uliczkę, dzieciaki z miłą chęcią się tu bawią. Uczą się jak dbać o rośliny i je pielęgnować. W tym czasie dorośli zasiadają do swoich ogrodowych stolików i popijają wino. Ostatnio nawet zorganizowaliśmy zbiorową kolację. Sama nie przypuszczałam, że nasza praca doprowadzi do czegoś tak wspaniałego” – mówi Mavis Arnold, pomysłodawczyni odmiany zapuszczonej uliczki.

middlesborough A oto kolejny przykład jak z niczego można zrobić coś pięknego. Mieszkańcy jednej z ulic Middlesborough połączyli siły i z zaśmieconej uliczki biegnącej z tyłu ich domów zrobili prawdziwą botaniczną aleję. Wcześniej miejsce to było odrażającym powodem do wstydu. Uliczka przyciągała włamywaczy, ćpunów i wandali. Mieszkańcy wyrzucali na nią śmieci co stanowiło darmową wyżerkę dla coraz to większej liczby szczurów. Nikt nie dbał o to miejsce. Podobno strach było pozwolić dzieciom za zabawy w tym miejscu, w obawie że mogą się czymś zarazić lub zostać napadnięte przez okolicznych wandali. Jednak dzięki jednej, bardzo wytrwałej mieszkance i urzędowi miasta - miejsce to zmieniło się nie do poznania. Wszystko zaczęło się 8 lat temu kiedy urząd miasta w walce z włamywaczami zainstalował dwie bramy na obu końcach uliczki. 68 letnia Mavis Arnold, która mieszka w tym miejscu od ponad 50 lat wpadła na pomysł aby całkowicie przerobić to odstraszające miejsce. O pomoc zwróciła się do swoich sąsiadów i urzędu miasta. Miasto przekazało na ten cel 6800 funtów. Sąsiedzi początkowo podchodzili do tego pomysłu sceptycznie, nie wierząc do końca że to brudne miejsce może kiedyś tętnić życiem. Mavis była jednak bardzo zdeterminowana i przy pomocy kilku mieszkańców tej ulicy zaczęła wprowadzać pierwsze zmiany. Zaczęto od gruntownego wysprzątania uliczki. Następnie posadzono pierwsze rośliny, ustawiono doniczki, zainstalowano pergole i inne typowo ogrodowe wyposażenia. Z biegiem czasu coraz więcej sąsiadów zaczęło się angażować w ten projekt. Egzotyczne rośliny, kwiaty i drzewa owocowe opanowały tą uliczkę na całej jej długości. Mieszkańcy zaczęli wystawiać stoły z krzesłami i prawie każde letnie popołudnia i wieczory spędzają właśnie tam. Nawet podjęto się

cambridgeshire Corkers Crisps, fabryka z Little Downham, k. Ely w hrabstwie Cambridgeshire pobiła rekord świata przygotowując największą na świecie paczkę chipsów. Pracownikom firmy udało się ponad dwukrotnie pobić poprzedni rekord ustanowiony latem ubiegłego roku w Japonii. Do torby wysokiej jak dom wsypano 1140 kg chipsów. Wykonanie tego nietypowego zadania zajęło pracownikom ponad 20 godzin ciągłej pracy. Próba pobicia rekordu rozpoczęła się w czwartek 12 września w godzinach wieczornych. Personel pracował na zmianę, w przerwach śpiąc na hamakach, które przygotowano dla nich na

należącej do firmy Willow Farm. Usmażone chipsy o smaku soli morskiej najpierw ładowano do windy, by następnie wrzucić je do worka o wysokości 5.5 metra. Końcowa waga gigantycznej paczki chipsów wyniosła 1140kg. Zanim jednak tego dokonano pierwsza torba rozerwała się i trzeba było zacząć od początku. Nowy rekord został uznany przez Guinness World Records i w ciągu dwóch tygodni powinien być oficjalnie potwierdzony. Właściciele firmy nie zrobili tego jednak tylko po to by zapisać się na kartach Księgi Rekordów Guinnessa. W trakcie akcji zbierano fundusze by wspomóc organizację Liam Fairhurst Foundation, która pomaga młodym pacjentom chorym na raka. Joanna Owsiana

Przekroczyłeś czas? Mogą Ci wlepić 100 funtów mandatu!

Uwaga na parking przy McDonalds! spalding

ułożenia kostki brukowej która nadaje temu miejscu uroku. - „Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. W końcu poznałam wszystkich sąsiadów. Odkąd zmodernizowaliśmy naszą uliczkę, dzieciaki z miłą chęcią się tu bawią. Uczą się jak dbać o rośliny i je pielęgnować. W tym czasie dorośli zasiadają do swoich ogrodowych stolików i popijają wino. Ostatnio nawet zorganizo-

waliśmy zbiorową kolację. Sama nie przypuszczałam, że nasza praca doprowadzi do czegoś tak wspaniałego” – mówi pomysłodawczyni odmiany zapuszczonej alejki Mavis Arnold. 6800 funtów, dobry pomysł i zaangażowanie kilku ludzi może nawet najbrzydszą okolicę zmienić w bardzo przyjazne miejsce do życia. Krzysztof Szczepaniak www.naszestrony.co.uk

Informujemy, że parking samochodowy przy restauracji McDonalds w Spalding podlega nowym restrykcjom czasowym. Od maja 2013 roku klienci restauracji mogą pozostawić swój samochód na parkingu na nie dłużej niż 90 minut. Jeżeli ktoś przekroczy ten czas to zostanie ukarany mandatem w wysokości 100 funtów. Informujemy o tym ponieważ wielu klientów tej restauracji twierdzi, że ostrzeżenie o nowych restrykcjach jest nie wystarczająco wyeksponowane. Klienci nie są o tym informowani i zdarzały się już przypad-

ki, że ktoś otrzymał mandat. Osoby, które nieświadomie przekroczyły limit 90 minut i zostały ukarane mandatem mogą składać zażalenia do Parking on Private Land Appeals. Kontakt dostępny jest na stronie organizacji www.popla.org.uk. Tu też można składać zażalenia odnośnie problemów z innymi parkingami należących do osób prywatnych lub firm. J.O.


14

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Bułgarski rząd staje w obronie swoich obywateli!

UK nas potrzebuje bo Brytyjczycy są zbyt leniwi wielka brytania Brytyjczycy są zbyt leniwi do wykonywania nisko opłacanych zawodów i nie są w stanie zrezygnować z pobierania zasiłków w zamian za pracę za najniższą krajową - mówią przedstawiciele bułgarskiego rządu. W obronie dobrego imienia swoich obywateli bułgarski rząd sporządził raport, który trafił na biurko premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona i do Home Office. Z raportu wynika, że Bułgarzy to dobrze oceniani pracownicy, którzy chętnie podejmują się pracy w sektorze rolnym, której Brytyjczycy nie chcą wykonywać. Raport sporządzony przez bułgarski rząd to odpowiedź na próby ograniczenia dla Bułgarów i Rumunów dostępu do usług publicznych w tym służby zdrowia i świadczeń socjalnych. W 2014 roku rynek pracy w Wielkiej Brytanii zostanie całkowicie otwarty dla obywateli Bułgarii i Rumunii. W obawie przed turystyką zasiłkową i obciążeniem brytyjskiej służby zdrowia premier Wielkiej Brytanii David Cameron planuje wprowadzić pewne ograniczenia. Obawy premiera są bezpodstawne twierdzi bułgarski rząd, który powołując się na statystyki z 2011 roku

„Więc chodź, pomaluj swą brykę na żółto lub na niebiesko!”

Nowa polska lakiernia już otwarta peterborough

stwierdzając, że jedynie 6.6% imigrantów w wieku produkcyjnym korzystało ze świadczeń socjalnych w porównaniu z 16.6% Brytyjczyków. Nie ma zatem dowodów na to, że Wielka Brytania cierpi z powodu turystyki zasiłkowej – czytamy dalej w raporcie. Bułgarski rząd dodaje również iż jego obywatele nie są zainteresowani ubieganiem się o świadczenia socjalne po przyjeździe do UK. Wręcz przeciwnie są to młodzi, dobrze wykształceni i pracowici ludzie, których Wielka Brytania potrzebuje do wypełnienia miejsc pracy, których nie chcą się podjąć Brytyjczycy. David Cameron, który jest w trakcie przygotowywania imigracyjnej reformy nie zajął oficjalnego stanowiska w stosunku do otrzymanego raportu. Joanna Owsiana

W Peterborough otworzono nowy warsztat blacharsko-lakierniczy. Jest to kolejna polska firma, która powstała w tym mieście w ciągu ostatnich kilku tygodni. Z powodzeniem można powiedzieć, że Peterborough wśród okolicznych miast odznacza się ogromną ilością biznesów prowadzonych przez Polaków. Polskich firm jest tutaj kilkadziesiąt i ciągle ich przybywa. Warto też zwrócić uwagę, że większość tych firm radzi sobie bardzo dobrze i częściej słyszymy o ich sukcesach niż o niepowodzeniach czy bankructwach. Nowy warsztat T&T Car Body Work prowadzony przez Tomasza Pola i Tomasza Misztala mieści się na obrzeżach miasta zaraz przy drodze A1. Firma oferuje kompleksowe usługi blacharsko lakiernicze. T&T dysponuje profesjonalną komorą lakierniczą oraz sporym hangarem, który został specjalnie zmodernizowany na potrzeby firmy. W ofercie firmy możemy znaleźć między innymi lakierowanie, blacharstwo oraz kompleksową pielęgnację samochodu czyli tak zwany ‚detailing’. T&T zajmuje się również reno-

www.naszestrony.co.uk

wacją felg, lakieru i odnową zabytkowych samochodów. Właściciele firmy są otwarci na stałą współpracę i z chęci�� podejmą się stałych zleceń, co z kolei prowadzi do możliwości zaoferowania konkurencyjnych cenach. Wszystko w myśl zasady, im więcej zamawiasz, tym miej płacisz. Założycieli warsztatu cechuje bardzo duża wiedza i doświadczenie w zawodzie, o czym wiedza już ci klienci, którzy powierzyli im swoje samochody. - Wykonujemy naszą pracę bardzo profesjonalnie, ponieważ w te pracę wkładamy cała swoją wiedzę i umiejętności. Dysponujemy dużym doświadczeniem oraz odpowiednim sprzętem

dzięki czemu wykonywane przez nas prace zawsze są gotowe na czas i na najwyższym poziomie. Zajmujemy się również tuningiem samochodów na indywidualne zlecenia. Każdy kto chciałby w jakiś sposób odpicować swój samochód jest tutaj zawsze mile widziany. Razem opracujemy odpowiedni projekt przeróbki samochodu według gustów klienta. Serdecznie zapraszam do skorzystania z naszych usług - mówił Tomasz Pol, współwłaściciel T&T Car Body Work. Warsztat mieści się na terenie Kate’s Cabin Farm w Unit C,D / Alwalton PE7 3UD. Tel 077 249 83 090 oraz 07549 396996. Krzysztof Szczepaniak


15

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Handlowe mega duety: Ebay i Argos, a już niebawem Sport Direct i Tesco!

Giganci wspierają się w walce o klienta

Nowe domy, nowe miejsca pracy!

w końcu po recesji!

wielka brytania Największe firmy detaliczne łącza swoje siły w walce z konkurencją o klienta. Coraz częściej widzimy przeróżne manewry mające na celu wciągnięcia kupujących do Internetu lub odwrotnie wyciągając ich z sieci do sklepu. Przykładem na to jest nowa umowa podpisana pomiędzy firmą Sports Direct, a Tesco. Nie próżnuje też Ebay i Amazon, który zapowiada wspólne działania. Już niebawem w trzech brytyjskich oddziałach Tesco powstaną oddziały firmy Sports Direct. Jak się okazuje Tesco w wielu swoich marketach ma nie do końca wykorzystaną powierzchnię w obrębie powierzchni sklepowej. Dlatego powstał pomysł, by udostępnić tą przestrzeń innej nie firmie. Można by pomyśleć, że jest to bardzo dobre udogodnienie dla klientów, ale nie jest tak do końca. Sports Direct walczy z konkurencją w Internecie. Otwarcie oddziałów w Tesco pozwoli skorzystać firmie z przepływu klientów, którzy podczas zwykłych zakupów będą kuszeni do zakupu produktów Sports Direct. Jest to nic innego jak próba pozyskania zupełnie nowych lub przypadkowych odbiorców, którzy wcześniej nie zaglądali do sklepów Sports Direct. Z drugiej strony Tesco zarobi na niewykorzystanej

northampt’shire

dotąd powierzchni sklepowej. Jeżeli pierwsze trzy oddziały Sports Direct w Tesco odniosą sukces, to firma nie wyklucza wejścia kolejnych marketów. Następnym dobrym przykładem transformacji oferowanych usług firm jest umowa podpisana pomiędzy E-Bay i firmą Argos. Już niebawem produkty zakupione za pośrednictwem E-Bay będzie można odebrać osobiście właśnie w Argosie. Na początek usługa ta obejmie 50 największych sprzedawców E-Bay’a i 150 oddziałów firmy Argos. Według rzeczników obu firm nowe rozwiązanie jest wprowadzane głównie po to, by uniknąć opóźnień w otrzymaniu świątecznych zakupów. Poczta często niedomaga w takim okresie, a nie lepiej radzą sobie też firmy kurierskie. Jeżeli nowa usługa odniesie sukces to

Ciało mężczyzny w centrum Peterborough

4 września w parku Stanley Recreation Ground przy centrum Peterborough odkryto ciało mężczyzny. Odkrycia dokonał przechodzień około 7:30 rano. Policja która przybyła na miejsce zabezpieczyła cały okoliczny teren. Trzy tygodnie od tego zdarzenia policja informuje że „Zdarzenie to nie ma charakteru kryminalnego i sprawa została przekazana do koronera. Policja już nie prowadzi śledztwa w tej sprawie. Zmarły mężczyzna miał około 40 lat i był Brytyjczykiem”.

Rekrutacja na poczcie

Przypominamy, że w Peterborough prowadzona jest rekrutacja pracowników sezonowych. Sortownia poczty Royal Mail planuje w tym roku zatrudnić ponad 400 osób na różne zmiany. Oferty pracy już są dostępne na stronie internetowej poczty www.royalmailgroup.com/ our-people/our-people-careers. Tam też można wypełnić formularz zgłoszeniowy. Oprócz poczty rekrutację również prowadzi magazyn DHL. Tam planuje się zatrudnić około 700 tymczasowych pracowników. Rekrutacja prowadzona jest przez agencję Blue Arrow. Na spotkanie o pracę należy wcześniej umówić się dzwoniąc na numer 01908 662499.

nowatorskie rozwiązanie zostanie wprowadzone dla milionów sprzedawców E-Bay, a nie tylko 50 największych. Wtedy produkty zakupione na tej stronie aukcyjnej będzie można odebrać w ponad 750 oddziałach Argos. I tu też widzimy próby nie tyle co ratowania się, czy tez poszukiwania dogodności dla klienta, ale przede wszystkim działania w walce z konkurencją. Firma Amazon jest głównym rywalem E-Baya i już jakiś czas temu wprowadziła doskonałą strategię dostarczania zamówionych w Internecie produktów. Amazon posiada swoje paczkomaty z angielska nazywane Amazon Lockers. Są to skrzynki rozmieszczone na terenie całego kraju do których kurier wkłada zamówione w sieci przesyłki. Wtedy klient może odebrać swoją przesyłkę o każdej porze dnia i nocy. W taki sposób można uniknąć minięcia się z listonoszem lub zwalniania się z pracy, by z odnalezionym w skrzynce awizo jechać na pocztę. Usługa ta odniosła duży sukces i stale się rozwija. Dlatego nowa umowa pomiędzy E-Bay, a Argosem jest głównie odpowiedzią na strategię Amazona. Z drugiej strony Argos też potencjalnie może zyskać nowych lub przypadkowych klientów. Tradycyjna forma sprzedaży z każdym rokiem wymiera przez bitwy gigantów. Coraz to nowe udogodnienia dokonywania zakupów są niczym innym jak walką o klienta. Konkurencja sprawia, że największe firmy prześcigają się w coraz to lepszych pomysłach. W końcu chodzi tu o potężne pieniądze. Najważniejsze jest to że najbardziej korzystamy z tego my, klienci. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

Deweloper Barratt Homes w tym miesiącu rozpoczął budowę nowych osiedli mieszkaniowych w Rushden i Brixworth, na terenie hrabstwa Nothamptonshire. Dzięki nowym inwestycjom utworzonych zostanie około 400 nowych miejsc pracy. Oferowane wakaty obejmować będą budowlańców jak i w późniejszej fazie specjalistów od sprzedaży nieruchomości. W Rushden na nowym osiedlu, które powstanie przy Goulsbra Road wybudowanych zostanie w sumie 73 domów, w których znajda się dwu, trzy i czteropokojowe mieszkania. Nowe inwe-

stycje w Rushden i Brixworth to dwie z dziesięciu, które Barratt Homes planuje rozpocząć w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Tempo budowy domów musi znacznie przyspieszyć gdyż jak wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez North Northamptonshire Joint Planning Unit w całym hrabstwie do 2021 roku potrzebnych będzie prawie 18 tys. nowych domów. Sytuacja ta spowodowana jest znacznym wzrostem poziomu imigracji oraz przyrostu naturalnego. I choć nie brakuje terenów inwestycyjnych pod budowę nowych osiedli, a wiele z nich otrzymało już pozwolenia na budowę, to recesja spowodowała duże zwolnienie w sektorze budowlanym. J.O.


16

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Nowa lokalizacja sprawi, że zakupy będą przyjemniejsze!

Mini poli wkrótce wyprowadzi się z Ivatt Way ... peterborough

Słowaccy Cyganie z zarzutami pośród gwałcicieli dzieci peterborough

Sklep i hurtownia Mini Poli z Peterborough już niebawem wyprowadzi się z Ivatt Way do nowej lokalizacji w dzielnicy Bretton. Nowe miejsce ma być większe i bardziej dostępniejsze dla klientów hurtowni. Przeprowadzkę przewidziano na koniec października lub początek listopada. Zmiana lokalizacji jest związana ze stałym rozwojem firmy i oczekiwaniami klientów Mini Poli. Nowy budynek będzie cztery razy większy od dotychczasowego. Jego wykończenie i wyposażenia ma być bardzo estetyczne i przyjazne dla klientów. Jednak chyba najważniejszą zmiana jaką odczują klienci to dostęp nowego budynku do dużego parkingu dla samochodów. Ten kto odwiedza Mini Poli przy Ivatt Way na pewno zauważył, że zaparkowanie tam samochodu czasami graniczy z cudem a zwłaszcza w okresie świąt i w weekendy. Już niebawem problem ten zostanie rozwiązany raz na zawsze.

Policja aresztowała 9 osób, którym postawiono łącznie 45 zarzutów gwałtu na nieletnich!

Cambridgeshire Police aresztowała 9 osób, które podejrzane są o gwałcenie 13 letnich dziewczynek. Większość z podejrzanych to słowaccy i czescy Cyganie z Peterborough, którzy sami są niewiele starsi od swoich ofiar.

Jak mówi sam właściciel firmy w wywiadzie dla gazety Nasze Strony „Słuchamy naszych klientów i znamy ich oczekiwania. Wiemy, że problem z brakiem miejsc parkingowych jest dla nich bardzo irytujący i czasami może nawet zniechęcić do robienia zakupów w naszym sklepie. Głównie dlatego zmieniamy lokalizację, która jest znacznie lepsza i dostępniejsza od tej dotychczasowej. Mam wielką nadzieję, że nasi klienci docenią tą pozytywną zmianę. Ich sugestie są dla nas bardzo ważne”. Już wkrótce zobaczymy rezultaty tej inwestycji. Will O.

Policja postawiła aż 45 zarzutów 9 osobom w większości pochodzących z Peterborough. Podejrzani oskarżeni są głównie o gwałcenie i zmuszanie do prostytucji pięciu dziewczynek w wieku około 13 lat. Według policji proceder ten trwał prawie dwa lata. Większość podejrzanych ma około 17 lat. W śród nich znalazł się także mężczyzna oryginalnie pochodzący z Kurdystanu. Pokrzywdzone dziewczynki twierdzą że wielokrotnie były gwałcone przez swoich oprawców którzy również zmuszali je do prostytucji. Jedna z ofiar twierdzi że aż 8 razy została zgwałcona przez mężczyzn postawionych w stan oskarżenia. Na dzień dzisiejszy policja nie chce ujawnić w jaki sposób działali oskarżeni. Nie zdradza również czy planowane są dalsze aresztowania w tej sprawie. Prokurator oskarża następujące osoby: 17 latek podejrzany jest o dokonanie 10 gwałtów i o zmuszanie

www.naszestrony.co.uk

do prostytucji nieletnich. 17 latek podejrzany jest o dokonanie 6 gwałtów i wielu ataków na tle seksualnym. 14 latek podejrzany jest o dokonanie 7 gwałtów na nieletnich. 17 latek podejrzany jest o dokonanie 4 gwałtów na nieletnich. 17 latek podejrzany jest o dokonanie 2 gwałtów. 14 latek podejrzany jest o nakłanianie nieletnich do aktywności seksualnej. Z względu na fakt, iż powyższe osoby są nieletnie nie można ujawnić ich tożsamości. Natomiast 20 letni Dusan Mirga zamieszkały przy College Park, Peterborough podejrzany jest o dokonanie 2 gwałtów na nielet-

nich. 32 letni Hassan Abdulla z Peterborough który nie posiada stałego miejsca zamieszkania podejrzany jest o dokonanie 1 gwałtu i nakłanianie nieletnich do aktywności seksualnej. Ostatni oskarżony to 19 letni David Ziga z Sheffield któremu zarzuca się dokonanie 2 gwałtów. Wszyscy oskarżeni nie przyznają się do winy. Ich proces rozpoczął się 23 września w sądzie w Peterborough. Jednak ze względu na charakter i powagę sprawy proces został przeniesiony do sądu Old Bailey w Londynie. Kolejna rozprawa ma się odbyć 30 października. O jej przebiegu na pewno będziemy informować. Krzysztof Szczepaniak


17

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Po przekroczeniu bramy magazynu pracownikom odbierana jest ludzka godność!

Polacy wyzyskiwani przez pracodawców milczą, są zastraszeni!

wielka brytania Menadżerowie gonią za obiecaną premią. Podnoszą dzienne, tygodniowe i miesięczne targety, nakładając tym samym na pracowników agencyjnych i kontraktowych coraz to więcej pracy. Wynagrodzenie nie wzrasta proporcjonalnie do wzrostu zadań do wykonania w czasie zmiany. Nie drgnie nawet jeśli jest wyższe niż te minimalne (NMW). W poprawie sytuacji nie pomaga nawet obecność związków zawodowych w brytyjskich zakładach pracy. Tak pokrótce wygląda praca Polaków na wyspach brytyjskich. Gdyby nie upór, determinacja oraz brak innego wyjścia – Polacy znani z pracowitości dawno wypięli by się na swoich brytyjskich pracodawców. Każdy kto ma choć odrobinę oleju w głowie i odwagi, po kilku latach pracy pod skrzydłami brytyjskich pracodawców decyduje się na otwarcie własnej działalności, która jest niejednokrotnie wybawieniem od codzienności, w której pracuje się na czyjeś sukcesy. KONTROL NA BRAMCE Do sprawdzenia zawartości plecaków i toreb przed opuszczeniem przywykli już niemalże wszyscy. Taka forma kontroli pracowników stosowana była również i w Polsce, więc i tu w UK nie jest żadną nowością. Testy na zawartość środków odurzających, stosowane wyrywkowo lub w miesięcznych odstępach, budzić mogą pewne kontrowersje, ale i to szybko przechodzi do porządku dziennego. Zupełnie inaczej wygląda codzienność w pracy, już po przekroczeniu bram zakładów, magazynów i fabryk. NIEZAUWAŻALNY NEPOTYZM W magazynach wszechobecny jest nepotyzm, gdzie panuje lizusostwo podwładnych do przełożonych. Oba zjawiska mają na celu zajęcie lepszego i lżejszego stanowiska pracy. O ile zdarzają się przejawy ludzkiego podejścia, gdzie kobiety w ciąży mogą liczyć na lżejsze zajęcie, o tyle

inne pracownice agencji lub kontraktowe, muszą wykonywać te same prace co mężczyźni. Pracują więc na działach, gdzie do ich codziennych obowiązków należy przewożenie na właściwe lokacje palet z zamówieniami ważącymi nawet po kilkaset kilogramów.

da pracodawcy, to tymi samymi regulacjami obejmowani są pracownicy kontraktowi. Wszystko w myśl zrównania przepisów dotyczących warunków pracy. Za korzystne rozwiązania wynagradzani są autorzy nowatorskich rozwiązań.

RÓWNE PRAWA Wprowadzone w zeszłym roku regulacje mówiące o zrównaniu praw pracowniczych, pracowników agencyjnych i pracowników kontraktowych, były niczym innym jak zapewnieniem ze strony rządu, iż ktoś o magazynierach i fabrykantach myśli. Prawnicy i sprawni księgowi opłacani przez giganty rynku spożywczo-produkcyjnego, pokazali jednak, że regulacje wprowadzono jedynie po to, by pokazać, że rząd robi coś dla tysięcy pracowników zatrudnianych w oparciu o najniższe krajowe wynagrodzenie (NMW). Regulacje, które miały dać więcej praw pracownikom agencyjnym, a głównie zrównać je z prawami dotychczas zastrzeżonymi dla kontraktowych, okazały się zbiorem regulacji łatwym do ominięcia. Pod nos pracownikom magazynow podsunięto do podpisania lojalki, w których zgadzają się na najniższą stawkę krajowa i zrzekają się praw do równouprawnienia. W praktyce wygląda to tak, że agencje rekrutacyjne mają nadal zielone światło do stosowania nieuczciwych praktyk i dowolnego interpretowania prawa. Dochodzi nawet do tego, że jeśli agencja pracy znajdzie korzystne rozwiązanie finansowe, dające oszczędności

NO I PO PRZERWIE Za przykład niech posłuży ostatnia zmiana zasad korzystania z przerw. Otóż menadżerowie magazynu DHL postanowili zadrwić z pracowników zabierając im możliwość korzystania z drugiej przerwy w ciągu dnia. Oto przykład. Osoby zaczynające 8-godzinną zmianę o godz. 6.00 mają prawo do skorzystania z jednej, pół godzinnej przerwy. Jest ona bezpłatna, a zatem nie wliczana do ilości przepracowanych godzin, za które zapłaci DHL. Druga, krótszą 15-minutową przerwę zlikwidowano w ogóle. Menadżerowie oznajmiając nowe zasady pracownikom magazynu, nadmienili, że odbyło się to dla nich z korzyścią. Tłumacza to tak: „ostatniego dnia, 5-dniowego tygodnia pracy, ujętego w grafiku jako roboczy - pracownicy mogą dzięki temu o godzinę wcześniej skończyć pracę!” Praca w magazynie wygląda tak: cztery dni pracy, każdego z nich pół godzinna bezpłatna przerwa, brak drugiej 15-minutowej przerwy, którą oddaje się pracownikom w piątym dniu pracy w tygodniu. Mówiąc w skrócie: pracownicy stracili godzinę płatnej przerwy, w zamian za godzinę krótszą, np.: piątkową zmianę. Co na to związki zawodowe? www.naszestrony.co.uk

Wygląda na to, że zadbały jedynie o to, by pracownicy nie odnieśli się do sprawy w g��ośnej dyskusji, która mogłaby doprowadzić do strajku w zakładzie pracy. Magazyn wprowadził zmiany bez żadnych oporów. Polacy, stanowiący w wielu magazynach ponad 75% całego zatrudnienia, po raz kolejny pozwolili na to, by zadrwił z nich pracodawca. Stało się to możliwe, bo imigranci wciąż są zastraszani i nie mówią głośno o sprawach, które pogarszają ich warunki pracy. Świadczą o tym sygnały z zakładów pracy, których pracownicy piszą listy do naszej redakcji. Proszą o zachowanie anonimowości. PROSZĄ O ANONIMOWOŚĆ Zdarzyło się również i tak, że Polak wzburzony sytuacją w zakładzie pracy napisał list do naszej redakcji oraz do redakcji gazet brytyjskich. Jeszcze tego samego dnia zwrócił się z prośbą o wstrzymanie jego publikacji. W liście zawarto szereg szczegółów opisujących trudną codzienność, która na co dzień dotyka pracowników agencyjnych i kontraktowych. Zabrakło opisu odnoszącego się do działań związków zawodowych, które od lat działają na terenie zakładu, a dogadują się jedynie z pracodawcą. Nadesłane do naszej redakcji informacje sa pelne słów wyrażające zrezygnowanie i braku nadziei na poprawę sytuacji. Adam Andrzejko

w jaki sposób można zmienić tę sytUację? To właśnie pytanie pojawiało się najczęściej w listach wysyłanych do redakcji po opublikowaniu na naszej stronie w Internecie, zapowiedzi do niniejszego artykułu. Jeśli nie wierzycie w możliwości związków zawodowych działających w Waszym zakładzie pracy, złóżcie skargę na swojego reprezentanta, a w miare potrzeb wniosek o jego odwołanie i powołanie kogoś komu możecie zaufać. W pzypadku gdy nie jesteście lub nie chcecie należeć do związków pozostaje wam próba negocjacji w mniej formalny sposób. Na przykładzie innych magazynów, skuteczne okazują się skargi na warunki pracy w formie wniosków, którę kierować nalezy do menadżera (raise a grievance). Im więcej uda się zebrać podpisów tym skarga wyglądać będzie poważniej. Pismo powinno wyrażać wolę pracowników, a jednocześnie odwoływać się do warunków pracy, które w istotny sposób obniżają komfort i bezpieczeństwo pracy. Z kolei o rażących zaniedbaniach na terenie zakładu poinformować należy Inspektorów H&SE oraz właściwy urząd miasta, który jako jednostka samorządu terytorialnego ma prawo podjąć interwencje.


18

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Polacy w brytyjskich mediach to okrutni przestępcy wialka brytania - Kiedy ma miejsce morderstwo, a oskarżonym jest Polak, do mediów trafia imię i nazwisko oskarżonego, a nawet adres zamieszkania i zdjęcie. W tym roku media kilkakrotnie donosiły już o morderstwach z udziałem Polaków. Były to sprawy głośne, trafiały na czołówki gazet. Podobnie jak śmierć czteroletniego Daniela - mówi Adam Andrzejko, redaktor naczelny „Naszych Stron”, dwutygodnika polonijnego ukazującego się w Wielkiej Brytanii. W ubiegłym tygodniu w Birmingham na karę dożywotniego więzienia zostali skazani 28-letnia Magdalena Ł. z Łodzi i jej partner 34-letni Mariusz K. Zostali uznani za sprawców śmierci czteroletniego Daniela, syna łodzianki. Chłopiec zmarł w marcu 2012 r. w Coventry, 300-tysięcznym mieście w środkowej Anglii. Funkcjonariusze pogotowia znaleźli wychudzone ciało Daniela z obrażeniami głowy. „Wyglądał jak dziecko z obozu koncentracyjnego” - stwierdził później patolog. Czterolatek ważył 10,7 kg. Śledczy ustalili, że bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca był cios w głowę. W czasie postępowania sadowego zaczęły wychodzić na jaw przerażające szczegóły ostatnich miesięcy jego życia. Okazało się, że maluch nie dostawał jedzenia, za nieposłuszeństwo podtapiano go w wannie. Był też zamykany w domowej celi - pakamerze bez klamek, mebli i zabawek, bez dostępu do toalety, gdzie za posłanie służył mu brudny materac. Podczas śledztwa wyszło na jaw, że mężczyzna był trzykrotnie karany przez sądy angielskie za różne przestępstwa i sześciokrotnie aresztowany. Sprawa śmierci polskiego dziecka wywołała burzę w brytyjskim życiu publicznym. Stała się powodem pytań o skuteczność działania opieki społecznej, policji i oświaty. Wywiad z Adamem Andrzejko Igor Rakowski-Kłos: Tydzień temu na karę dożywotniego więzienia zostali skazani Polacy, którzy zagłodzili na śmierć czteroletniego chłopca. To nie pierwszy wysoki wyrok dla polskich imigrantów wymierzony przez

brytyjski sąd. W czerwcu trzy osoby z Polski zostały skazane na dożywotnie więzienie za zamordowanie 23-letniej Brytyjki. Taki sam wyrok usłyszało w październiku ubiegłego roku dwóch Polaków skazanych za zabicie swojego rodaka. Czy na Wyspach Polacy zaczynają być kojarzeni jako mordercy? Adam Andrzejko: Polacy są nazywani mordercami z chwilą, kiedy sąd wydaje wyrok. Brytyjskie prawo prasowe zezwala na publikację imienia i nazwiska oraz wizerunku już od chwili postawienia zarzutów. Podobnie jest w przypadku świadków i skarżących. Brytyjskie społeczeństwo ma bowiem prawo do pełnej informacji. Kiedy zatem ma miejsce morderstwo, a oskarżonym jest Polak, do mediów trafiają imię i nazwisko oskarżonego, a nawet adres zamieszkania i zdjęcie. Podobnie jest w przypadku innych narodowości. Polacy trafiający przed sąd są „oskarżonymi”, a po wyroku winnymi dokonania morderstwa. Nasuwające się wówczas skojarzenia są zatem oczywiste i nie można temu zapobiec. Im więcej spraw z udziałem Polaków, w których są oskarżeni i skazywani, tym częściej brytyjskie media o tym piszą. Mając zatem na uwadze tutejsze prawo prasowe, jeśli Polak popełnił morderstwo i za ten czyn skazał go sąd, osoba taka jest w mediach opisywana jako morderca. Po dziewięciu latach od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej wizerunek Polaków bardzo ucierpiał. Obywatele Polski są utrwalani w mediach jako okrutni i bezwzględni przestępcy. Ponoszą za to karę, ale piętnowani są w pewien sposób również uczciwi i prawi imigranci. Czy media częściej donoszą o przestępstwach popełnianych przez Polaków niż przez przedstawicieli innych mniejszości narodowych? - W tym roku brytyjskie media kilkukrotnie donosiły już o morderstwo z udziałem Polaków. Były to sprawy głośne, które trafiły na czołówki mediów ogólnokrajowych. Na przykład sprawa Piotra Kulińskiego z Carlisle, gdzie zarówno ofiara, jak i mordercy byli Polacy. Kolejny raz o Polakach donosiły media, kiedy zakończono proces Catherine Wells-Burn, którą w zmowie

pozbawiło życia troje Polaków. I teraz, kiedy po śmierci czteroletniego Daniela za winnych pozbawienia życia uznano jego matkę i ojczyma. W każdej z tych trzech spraw sądy wydały wyroki dożywocia. Była to niemalże medialna seria doniesień na temat okrucieństwa dokonanego ręką Polaków. O Brytyjczykach popełniających przestępstwa, w tym głośne morderstwa, media również regularnie donoszą, ale te sprawy nie tak często trafiają na okładki gazet lub do czołowych stacji telewizyjnych, choć są nie mniej bulwersujące i wstrząsające. Coraz częściej w mediach daje się zauważyć też artykuły opisujące sprawy z udziałem Litwinów i Łotyszy. Morderstwo Litwinki porwanej na terenie Peterborough, Vitaliji Baliutaviciene, której ciało odnaleziono w Polsce, czy też kolejne morderstwa Łotyszek, Alisy Dmitijev, Gladisy Racane, tak samo mroziły krew w żyłach, ale zdecydowanie mniej poświęcano tym sprawom medialnej uwagi aniżeli tym z udziałem Polaków. Polacy popełniają zbrodnie w Wielkiej Brytanii, ale także stają się ich ofiarami. „Nasze Strony” szeroko opisywały sprawę niewyjaśnionej śmierci Rafała Deleżucha, który zmarł po interwencji policji w Leicester. Osobiście informował pan również polską ambasadę o tym, że brytyjska policja, nie mogąc złapać dręczyciela, radzi nękanej Polce wyjazd zagraniczny. Czy to tylko wyjątki, czy też znamienne przykłady opieszałości lokalnych służb wobec Polaków? - W sprawie śmierci Rafała Deleżucha zrobiliśmy jako redakcja tyle, ile mogliśmy zrobić. Byliśmy w Leicester, gdzie doszło do zatrzymania, by ocenić sytuację z www.naszestrony.co.uk

punktu widzenia obcokrajowców, którzy znaleźli się w obcym kraju, w nie do końca znanej części miasta. Rafał był tego dnia zagubiony. Pukał do drzwi domów, które zamieszkiwali Pakistańczycy, bo chciał odnaleźć miejsce, gdzie spędził ostatni wieczór. Zostawił tam swój telefon. Dodatkowo odkryliśmy, że jego nazwisko widniało w policyjnej bazie danych jako osoby poszukiwanej za niestawienie się w sądzie. Interweniujący policjanci, używając gazu, mogli źle ocenić zagrożenie wynikające z zatrzymania osoby, która zdaniem zrozpaczonych rodziców nie była „chora psychicznie”, jak napisano w raporcie. 15 sierpnia minie rok od śmierci Rafała, który zmarł po przewiezieniu do szpitala. Po 12 miesiącach nadal nie wiadomo oficjalnie, co ustaliła niezależna komisja badająca tę sprawę (IPCC). Nie inaczej jest w sprawie śmierci dwójki polskich dzieci. Zosia Tabaka i Oliwier Bączyk zginęli w wyniku kolizji drogowej 6 sierpnia ubiegłego roku. Nie aresztowano nikogo, kto spowodował ten wypadek. Po 11 miesiącach śledztwa zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku postawiono 41-letniej kobiecie kierującej jednym z pojazdów uczestniczących w zdarzeniu. Nadal przebywa ona na wolności. Nie znane są też jej personalia ani żadne dodatkowe okoliczności, np. jaki był wynik po badaniu alkomatem. Podobnych przykładów jest wiele: Joanna Smith z Northampton, Daria Pikuś z Wellingborough, Sebastian Słaboszewski z Peterborough - to nazwiska osób, w sprawie których nadal zbyt wiele nie wiadomo. Policja zapewnia, że dołożyła starań bądź też zrobiła wszystko co możliwe, by wyjaśnić okoliczności śmierci. Śledztwa trwają miesiącami, a oczekiwanych przez społeczeństwo efektów brak. Podobnie ospałe wydają się interwencje Ambasady Polskiej w Londynie. Przykład nękanej Polki, której brytyjska policja poleca wyjazd z Wielkiej Brytanii, obrazuje to doskonale. Prośba z naszej strony o interwencję pozostaje bez reakcji. Do pozytywów można zaliczyć fakt odnalezienia się polskiego muzyka, który zaginął po trasie koncertowej. Zasługi ambasady były jednak znikome, bo jak nam wiadomo, wykonano zaledwie jeden telefon. Odebrano ze szpitala wiadomość o hospitalizowaniu polskiego pacjenta i przekazano do rodziny oczekującej na jakikolwiek sygnał o zaginionym.

Niestety, przykłady na opieszałość działań policji brytyjskiej i brak interwencji ze strony ambasady polskiej można mnożyć w nieskończoność. Wciąż jest ich zdecydowanie więcej aniżeli relacji o tym, że ambasador czy konsul wręczył komuś wyróżnienie lub honorowy medal. Media kierowane do polskich czytelników są zalewane pozytywami, a sprawy bieżące, takie jak monitorowanie liczby Polaków w brytyjskich więzieniach, siłowej adopcji polskich dzieci odbieranych rodzicom przez brytyjskie urzędy i organizacje, spychane są na margines. To nic innego jak propaganda sukcesu, a nie rzeczowe podejście do prawdziwych problemów polskich obywateli w Wielkiej Brytanii. Czy Polacy chętnie współpracują z brytyjską policją? Czy informują policję o przestępstwach lub ukrywających się sprawcach, czy kierują się źle rozumianą solidarnością? - Osoby wykształcone, posługujące się bezproblemowo językiem angielskim, z racji zajmowanych stanowisk są z dala od spraw o podłożu kryminalnym. Pracują i mają każdy dzień wypełniony szeregiem obowiązków. Ci, którzy współpracują z policją, robią to, bo muszą, gdy są przesłuchiwani w charakterze świadków lub osób oskarżonych. Zarówno Polacy, jak i brytyjska policja wciąż nie za wiele o sobie wiedzą. Polacy dziwią się, kiedy policja odmawia podjęcia interwencji, która wydaje się mieć wyraźne znamiona przestępstwa. Z kolei brytyjscy policjanci niewiele wiedzą o tym, jak wygląda życie w społeczeństwie zbudowanym z polskich imigrantów. Wielokrotnie media donosiły, że policjanci wspierają się w działaniu wizytującymi Wielką Brytanię polskimi funkcjonariuszami. Niejednokrotnie w szeregi policji brytyjskiej wstępują Polacy. Dowodzą wówczas, że choć działają w ramach tego samego prawa, ich metodyka pracy daje zupełnie inne efekty. Prewencja okazuje się skuteczna, wzrasta wykrywalność. Nie oznacza to oczywiście, że ktoś kogoś bije na statystykach. Polscy policjanci uzupełniają szeregi brytyjskiej policji o umiejętności w walce z przestępczością, której coraz częściej autorami są również Polacy. Nie bez znaczenia jest również obecność w Wielkiej Brytanii mediów polskojęzycznych. Igor Rakowski-Kłos gazeta Wyborcza, Łódź


19

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Motywem zbrodni okazały się pieniądze, które morderca ukradł z kasy sklepu!

Pracownik zabił własnego szefa dla 2500 funtów

Alkohol w przeprosinach za „nieczyste” mięso!

morrison’s przeprasza i rekompensuje ...

bedford Powraca sprawa morderstwa sklepikarza z Bedford, właściciela sklepu M&K Food and Wine. Podczas ostatniego procesu w sądzie w Luton oskarżony Thilak Mohan-Raj przyznał się do kradzieży 2500 funtów z biura swojego szefa Vairamutha Thiyagarajah znanego również jako Appa. Według śledczych Mohan-Raj, który pracował w M&K Food zaledwie tydzień. Jak ustalono z premedytacją zabił swojego szefa ponieważ ten przyłapał go na kradzieży. Ustalenia prokuratury opisują zaistniałą sytuację następująco. Mohan-Raj pracował w sklepie zaledwie tydzień. Jego szef Appa pozwolił mu zamieszkać w mieszkaniu nad sklepem. Sam właściciel sklepu także przez kilka dni pomieszkiwał w tym mieszkaniu. W sklepie spędzał dziennie kilkanaście godzin i ze względu na podeszły wiek nie chciał zmęczony podróżować do swojego domu w Bletchley. W mieszkaniu powyżej mieszkało jeszcze trzech innych pracowników sklepu. 7 kwietnia Appa najprawdopodobniej przyłapał Mohan-Rajy’a na kradzieży 2500 funtów. Był to utarg z dnia poprzedniego co zgadzałoby się z wydrukami z kasy fiskalnej. Śledczy przyjęli wersję że Appa zorientował się o kradzieży i pomiędzy mężczyznami doszło do konfrontacji i

Cardiff

szarpaniny. W jej wyniku 56 letni Appa doznał rozległych obrażeń głowy. Jego oprawca wezwał pogotowie. Podczas zgłoszenia dyspozytorce powiedział że znalazł rannego Appę leżącego na schodach i że z jego obrażeniami nie ma nic wspólnego. Policjanci po przybyciu na miejsce aresztowali Mohan-Raj’a pod zarzutem zabójstwa swojego szefa. W czasie przeszukania mieszkania funkcjonariusze znaleźli w szafce nocnej oskarżonego niebieski worek z okrągłą kwota 2500 funtów. Na worku odkryto sporą ilość odcisków palców Mohan-Raj’a. Po przesłuchaniu innych pracowników ustalono, że oskarżony na pewno nie miał wcześniej takiej gotówki. To pozwoliło śledczym zakończyć dochodzenie i skierować sprawę do sądu. Oskarżony

w trakcie rozprawie 25 września przyznał się tylko do kradzieży pieniędzy i nadal utrzymuje, że nie pobił ze skutkiem śmiertelnym swojego szefa. Wyrok w tej sprawie poznamy w ciągu kilku najbliższych dni. Krzysztof Szczepaniak

Morrison’s sprzedał muzułmańskiej rodzinie mięso którego nie mogą jeść. W przeprosiny zaoferowano im butelkę alkoholu. Do niefortunnej pomyłki doszło w jednym z marketów Morrison’s w Cardiff. Pracownik piekarni omyłkowo nakleił na placki nadziewane mieszanką sosu, bekonu i ziemniaków naklejkę oznaczającą „placek z serem i cebulą”. Tak opakowany produkt kupiła islamska rodzina, która planowała podać produkt swoim dzieciom. Po powrocie do domu poczęstował rodzinę plackami z Morrisona i wtedy cała pomyłka wyszła na jaw. Zdenerwowany mężczyzna faktem, że uraczył rodzinę czymś czego zabrania im religia powrócił do marketu. Manager zmiany przeprosił mężczyznę po czym w rekompensacie

www.naszestrony.co.uk

zaoferował mu darmową butelkę alkoholu. Mężczyzna będący głową rodziny Khan nie wierzył własnym uszom. Muzułmanie według prawa Szarijatu nie mogą pić alkoholu, tak jak spożywać mięs zwierząt, które nie zostały zabite w procesie uboju rytualnego. Mężczyzna powiadomił centralę marketu o tym incydencie, ale zanim to zrobił skontaktował się z głównymi brytyjskimi mediami. Te z kolei rozdmuchały całą sprawę, więc Morrison’s musiał jakoś wybrnąć z zaistniałej sytuacji, by nie odstraszyć od siebie swoich muzułmańskich klientów. Rzecznik marketu przeprosił oficjalnie całą rodzinę i obiecał, że market będzie kładł większy nacisk w procesie szkolenia pracowników. Dodatkowo rzecznik oznajmił, że firma jest obecnie w stałym kontakcie z rodziną Khan w celu dokonania odpowiedniego zadość uczynienia za wyrządzoną krzywdę. K.S.


20

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Pożar w centrum recyclingu

Imigranci nie chcą integracji, odbudowują w UK swoją ojczyznę!

- Bez Polaków, Czechów i Słowaków - z pewnością przegralibyśmy Bitwę o Anglię - twierdzi Lord Norman Tebbit.

wielka brytania Lord Tebbit twierdzi, że imigranci przybywający do Wielkiej Brytanii nie dążą do integracji z Brytyjczykami. Zdaniem uznanego polityka, przyjezdni tworzą odrębne społeczeństwo, które przebudowuje UK na wzór swojej ojczyzny.

wellingborough 25 września w Wellingborough doszło do pożaru centrum recycling mieszczącego się przy Nielson Road. Pożar z niewiadomych dotąd przyczyn wybuchł około 7:00 rano. Na miejsce zdarzenia bardzo szybko dotarły jednostki straży pożarnej. Łącznie w akcji gaśniczej brało udział 20 strażaków. Akcję utrudniał gryzący dym z płonących materiałów plastikowych

oraz mebli. Dlatego też okoliczni mieszkańcy zostali poinstruowani aby nie otwierać okien i nie przebywać w pobliżu centrum recyclingu. Mimo ugaszenia pożaru z pogorzeliska czarny dym wydobywał się jeszcze drugie dnia. W dniu pożaru można go było zobaczyć nawet z kilku kilometrów. Jak na razie nie wiadomo co było przyczyną pożaru. Strażacy wraz z policją wszczęli dochodzenie w tej sprawie. Nie odnotowano, aby ktoś ucierpiał podczas tego incydentu. Will.O.

- Bez Polaków, Czechów i Słowaków - z pewnością przegralibyśmy Bitwę o Anglię - twierdzi Lord Norman Tebbit. Nie bez powodu polityk wymienia te właśnie narodowości, bo choć nie uczestniczy już tak aktywnie w codziennym życiu Wielkiej Brytanii, tak wierzy, że ciężko pracujący imigranci nadal dokładają się do poprawy utrzymania wysp brytyjskich w dobrej formie. Widząc zbliżający się koniec roku i zapowiadany wraz z tym terminem akces do Unii Europejskich kolejnych krajów tj.: Rumunii i Bułgarii, Lord Norman Tebbit wskazuje, iż nie wszystkie narodowości, które planują przyjechać do UK, będą chciały się

zintegrować ze społeczeństwem brytyjskim. - Przyjezdni będą chcieli odbudować tu swoje kraje, pielęgnując swoją kulturę i swoje obyczaje. Integracja z takimi środowiskami nie będzie możliwa - wskazuje Lord Norman Tebbit, który znany jest z tego, że w 1990 r. zgłosił propozycję poddania imigrantów „testowi krykietowego”. Dziś test ten powszechnie nazywany jest również jako „test Tebbita”. Zakłada on sprawdzenie zacho-

wania przedstawicieli mniejszości etnicznych, których możnaby uznać za prawdziwych Brytyjczyków, dopiero wtedy kiedy będą kibicować angielskiej drużynie krykietowej grającej w meczu przeciwko ich państwu. Lord Norman Tebbit, w 1981 r. minister pracy, w 1990 r. podczas wyborów na lidera torysów był członkiem sztabu wyborczego Margareth Thatcher. newsman

Pomagamy potrzebującym Przyłączcie się do nas! wolontaryjnie - Dom Pomocy Społecznej w Nowym Czarnowie zajmuje się opieką nad osobami w wieku od 3 do 89 lat. W dużej części pensjonariusze ośrodka to ludzie upośledzeni. Potrzeby są ogromne. Przydadzą się ubrania, zabawki, kremy, rzeczy codziennego użytku. Potrzebne jest dosłownie wszystko, co może nadawać się do użycia – opowiada Daniel Guz, współinicjator akcji pomocy. To kolejna inicjatywa, która ma na celu wspomóc potrzebujących w Polsce. Pierwsze kroki już w tej sprawie wykonano. Określono cel i potrzeby, a te jak widać są przeogromne. Daniel Guz z St. Ives przy współpracy z naszą redakcją oraz lokalnymi firmami organizuje zbiórkę produktów, których brakuje w Ośrodku Pomocy Społecznej w Nowym Czarnowie. - Potrzeby są ogromne. Przyda się www.naszestrony.co.uk

wszystko co pomoże w codziennym funkcjonowaniu tego miejsca. Mowa tu dosłownie o wszystkim. Potrzebne są ubrania, meble, środki higieniczne, przybory do nauki, książki, koce, zabawki itp. - uzupełnia Daniel Guz. W ośrodku mieszka około 100 pensjonariuszom. Do normalnego funkcjonowania brakuje im wielu podstawowych rzeczy. Zarządcy ośrodka nie mogą liczyć na znaczące wsparcie finansowe ze strony państwa. Nie chcą też prosić ludzi o pieniądze. Zależy im na rzeczach, których z jednej strony ktoś nie potrzebuje, a z drugiej tak bardzo im samym brakuje. - Pensjonariusze często muszą współdzielić mydło lub inne podstawowe środki czystości - wyjawia Danie Guz, poinformowany o warunkach panujących w Nowym Czarnowie. W czerwcu tego roku Daniel Guz zorganizował Dzień Dziecka w St. Ives. Jako osoba, której nie jest obojętny los drugiego człowieka, stwierdził wówczas, że postara się zachęcić brytyjską

Polonię do wsparcia ośrodka w Nowym Czarnowie. Na wstępne przygotowania poświecił swój wolny czas i wspólnie z bliskimi znajomymi określi jakie są potrzeby i wstępne możliwości. W tym celu poproszono naszą redakcję o nagłośnienie inicjatywy i wsparcie medialne. Jeśli chcesz dołączyć do akcji, to nie martw się jak przekazać swoje wsparcie. Daniel sam zajmie się zbiórką rzeczy. Nie trzeba nigdzie jeździć. Wystarczy zadzwonić do Daniela na numer 077 045 269 06 i umówić się na przekazanie darów. Zbiórka organizowana jest do końca listopada. Lokalna firma transportowa zdeklarowała się, że nieodpłatnie zorganizuje transport darów do Polski. Jeżeli więc w waszych domach zalegają niechciane, nieużywane rzeczy to dajcie nam znać! Na pewno komuś w Polsce się przydadzą. Zachęcamy również innych właścicieli firm do wsparcia tej inicjatywy. O jej przebiegu zbiórki będziemy na bieżąco informować. redakcja


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Przed sądem stanęła trójka Polaków. Sąd nie dał wiary ich tłumaczeniom!!

Nieudana zemsta Polaka na byłym pracodawcy!

Landlord skazany w związku ze śmiercią polskiego dziecka

st.Neots

Kettering

38 letni Paweł Jatczak z St. Neots z żalu do swojego pracodawcy próbował go okraść. Jatczak pracował jako kierowca w firmie transportowej EF Wootton and Sons mieszczącej się przy Brook Farm w Ravensden.

Właściciel domu został skazany na 9 miesięcy pozbawienia wolności za zaniedbania przeciwpożarowe, które doprowadziły do śmierci 7-letniego polskiego dziecka w Kettering. Do pożaru doszło 22 maja ubiegłego roku w domu przy Edinburgh Road należącym do Ajit Singh.

W styczniu tego roku jego pracodawca odkrył, że Polak użył firmowej karty paliwowej tankując cztery różne samochody. Pojazdy oczywiście nie należały do firmy więc za każdym razem tankowano je nielegalnie. W sumie kartę użyto na 1600 funtów co było powodem zwolnienia Polaka i nie wypłacenia mu ostatniej pensji. Dwa miesiące później Jatczak wraz z Łukaszem Skowronem i Piotrem Dembiczakiem zostali zatrzymani przez policję na terenie firmy EF Wootton and Sons podczas próby kradzieży paliwa. Wspólnie starali się ukraść Diesela z 44000 litrowego zbiornika paliwa, które przeznaczone było na potrzeby firmy. Ich obecność zauważyła przypadkowa osoba, której wydało się dziwne, że podejrzany samochód cały czas jeździ w pobliżu firmy. Zaalarmowano policję. Na miejsce wysłano policyjny patrol. Zatrzymano trzech Polaków. W ich vanie znaleziono sporą ilość pustych kanistrów i sprzętu do ściągania paliwa. Jak ustalono Jatczak był w

posiadaniu kodów dostępu do różnych obiektów firmy, które wcześniej ukradł z pojazdu innego kierowcy. Wszystkich trzech mężczyzn aresztowano i przewieziono na przesłuchanie. Polacy w swoich zeznaniach nie przyznawali się do zarzucanej im próby kradzieży paliwa. Jatczak zeznał, że chciał tylko dokonać kilku zniszczeń na terenie firmy. Miała to być zemsta za niewypłacenie mu ostatniej pensji. Zeznał również, że nigdy wcześniej nie poznał Łukasza Skowrona i to był jedyny raz kiedy się widzieli. Skowron natomiast wyjaśniał w sądzie w Bedford, że jego współlokator Piotr Dembiczak zaproponował mu wspólną przejażdżkę do jego kolegi Jatczaka. Podobno Jatczak prosił Dembi-

czaka o podwózkę do Milton Keynes aby odwiedzić swojego syna mieszkającego z jego byłą żoną. Podczas podróży mężczyźni jednak zjechali z drogi i udali się do byłej firmy Jatczaka. Skowron podobno miał nie wiedzieć nic o planach dwóch jego towarzyszy. Sąd jednak nie dał wiary w tą historię. W sumie nic dziwnego. Opowieść podejrzanych brzmi jak scenariusz z brazylijskiej telenoweli. Sąd w Bedford uznał wszystkich trzech oskarżonych o usiłowanie kradzieży paliwa. Jatczak dodatkowo został uznanym winnym defraudacji pieniędzy z firmowej karty paliwowej. Polacy mają się stawić w tym samym sądzie 22 października na odczytanie wyroku w tej sprawie. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

21

W wyniku pożaru śmierć poniósł Mateusz Włodarczyk, chłopiec polskiego pochodzenia. Śledztwo wykazało, że w domu znajdował się tylko jeden detektor dymu, który na dodatek był odłączony. W nieruchomości nie było również żadnego wyjścia przeciwpożarowego, a drzwi frontowe mogły być otwarte jedynie od wewnątrz za pomocą klucza. Uniemożliwiło to podjęcie akcji ewakuacyjnej domowników. Rażące zaniedbania doprowadziły do tragicznych zdarzeń, w wyniku których zginęło dziecko. Niedociągnięcia zagrażające niebezpieczeństwu lokatorów zostały również odkryte w innych nieruchomościach na terenie Kettering należących do tego samego landlorda. Poważne zaniedbania dotyczyły domów na Havelock Street, Wood Street, Wellington Street, Regent Street, Leicester Street, Mill Road, Digby Street oraz Kings Walk. Ajit Singh mieszkający przy Cleveland Avenue w Kettering został uznany winnym

podczas rozprawy w Northampton Crown Court, która odbyła się 25 września 2013 roku. Właściciel nieruchomości spędzi w więzieniu 9 miesięcy. Podczas tej samej rozprawy sąd skazał również dwóch innych mężczyzn, którzy pełnili rolę zarządców nieruchomości. Husseyin Ozzengin z Swinburne Close w Kettering został skazany za niestosowanie się do ogólnych zasad przeciwpożarowych w nieruchomościach należących do Singh’a na Havelock Street, Wood Street, Wellington Street, Regent Street i Leicester Street. Ozzengin został skazany na 4 miesiące więzienia w zawieszeniu na 12 miesięcy oraz na 200 godzin prac społecznych. Drugi mężczyzna Waldemar Ordynowski z Naseby Road w Kettering został skazany na 3 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 12 miesięcy. Oskarżenia wobec niego dotyczyły nieruchomości na Mill Road, Digby Street a także Kings Walk w Kettering. Mężczyzna będzie musiał przepracować również 175 godzin prac społecznych. K.S.


22

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Lista kin w UK i Irlandii „Walesa. Man Of Hope� Cineworld: London: O2 Greenwich, Enfield, Feltham, Hammersmith, Ilford, Staples Corner, Wandsworth, Wood Green, Aberdeen Union Square, Bedford, Birmingham Broad Street, Bolton, Bradford, Brighton, Bristol, Cambridge, Cardiff, Chichester, Crawley, Dublin, Edinburgh, Glasgow Renfrew Street, High Wycombe, Hull, Jersey, Liverpool, Luton, Milton Keynes, Northampton, Nottingham, Rugby, Sheffield, Southampton, Stevenage, Wolverhampton, Omniplex: Balbriggan, Belfast: Dundonald, Cork, Derry, Drogheda, Limerick, Newry

www.naszestrony.co.uk


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

23

Spośród 30 kandydatek wybrano 4 kobiety, które bez oporów oddały się w ręce specjalistów od fryzjerstwa i stlistyki. Oto jakie udalo się uzyskać efekty!

Make Over w Vegas Hair Designers peterborough Podczas wakacyjnego sezonu salon Vegas Hair Designers z Peterborough zorganizował w śród swoich klientów tak zwaną metamorfozę. Do tego projektu zaproszono każdego kto chciał całkowicie zmienić swój wygląd zewnętrzny. Zgłoszenia przyjmowano do końca czerwca. W sumie chęć wzięcia udziału w tym Make Over zdeklarowało ponad 30 kobiet. Spośród nich wybrano cztery kandydatki, które nie miały żadnych oporów oddania swojego wizerunku w ręce pracowników studia. Metamorfozę przeprowadziła fryzjerka Wioletta Zabłocka oraz stylistka Agnieszka Kanonik. Dodatkowo do współpracy zaproszono studio fotograficzne Obscura Photography Studio z Broadway w Peterborough. Pracownicy studio wykonali sesję zdjęciową kandydatek, by uwiecznić efekt metamorfozy. Organizatorki mają już pomysł na urozmaicenie tego projektu, który jak zapowiedziały przeprowadzą ponownie na początku przyszłego roku. Tegorocznej metamorfozie towarzyszyły liczne dyskusje o trendach fryzjerskich, modzie i możliwościach współczesnej fotografii. Wszystkie uczestniczki wizualnej odmiany po dziś dzień chwalą sobie talent pracowników każdej z firm, które ogłosiły gotowość zaprezentowania swoich możliwości.

Vegas Hair Designers - 607  Lincoln Road Peterborough PE1 3HA Tel 07719085659 / 07522115838 Obscura Photography - 73 Broadway, Peterborough PE1 1SY Tel 07518217099 / 07593379085

www.naszestrony.co.uk


24

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Organizator koncertu ‚Hemp Gru’ informuje...

Akademia Denis Cup

Pomogły gwiazdy PIŁKA NOŻNA Polskie kluby i instytucje sportowe poczynają sobie w UK coraz śmielej. Polska Akademia Piłkarska „Denis Cup” zapewniła sobie współpracę niedawnych gwiazd polskiej piłki nożnej.

Organizator nadchodzącego koncertu Hemp Gru w Peterborough informuje, że sprzedaż biletów prowadzona jest za pośrednictwem polskich sklepów w Perterborough. Nowe punkty sprzedaży to sklep Biedronka (4 Midgate, Peterborough), sklep Julia (577  Lincoln Road, Peterborough) oraz polski fast food Real Food (1251  Bourges Boulevard, Peterborough). Bilety również dostępne są on-line na stronie hempgru.eventbrite.co.uk. Cena biletów to 17 funtów w przedsprzedaży i 20 funtów w dniu imprezy. Koncert odbędzie się 4 października w klubie Radius - Northminster - Peterborough PE1 1YN. Organizatorzy serdecznie zapraszają, tym bardziej że będzie to ostatni, pożegnalny koncert tego zespołu. Po północy przewidziane jest after party.

Na co dzień Akademia prowadzi zajęcia z dziećmi i młodzieżą w Manchesterze. Zaprasza najmłodszych - w niedziele grają nawet z rodzicami – oraz tych w wieku 16-21 lat. Inicjatorem i głównym pomysłodawcą był Daniel Denisiuk, który zwierze się na stronie klubowej, że „…od najmłodszych lat mam tylko jedną pasję jest nią piłka nożna. Dla jednych to będzie zawsze tylko 22 facetów uganiających się za piłką. Dla mnie to droga rozwoju, świetnej zabawy i przekraczania swoich własnych słabości…”. Niedawno głównym trenerem został tutaj Radosław Kałużny – kiedyś reprezentant kraju, zawodnik Zagłębia Lubin i Wisły Kraków, w jej mistrzowskich czasach. To mała sensacja, nawet w kraju nad Wisła, bo Kałużny zniknął na jakiś czas. Zaprosiła mnie piękna kobieta i przyjechałem – uzasadnia w rozmowie z „NS”. Denis Cup zapewniła sobie też patronat bramkarza reprezentacji i Brighton, Tomasza Kuszczaka. Z takim wsparciem wyruszyła do pracy w inne rejony Anglii. Otwarli m.in. szkołę w Chester, w innych miejscach robią turnieje. Prowadzą też akcję „Treningi Denis Cup w Twoim Mieście”. Odwiedzą też nasz region. W programie mają m.in. imprezy w: Boston, Stoke, Nottingham, Bristol, Brighton. Tymczasem w miniony weekend przeprowadzili w swoim „mateczniku” ogólnokrajowy turniej, któremu towarzyszyło szereg dodatkowych atrakcji.

Przede wszystkim do Manchesteru ściągnięto znad Wisły znane postaci polskiej piłki nożnej. Radosław Majdan wprost rozrywany był przez fanów (czy raczej fanki?), od chętnych do zrobienia sobie zdjęcia i pozyskania autografu nie mogli opędzić się bracia Michał i Marcin Żewłakowowie. - Zostałem zaproszony przez Daniela i w ten sposób po raz pierwszy w życiu znalazłem się w Manchesterze – wyjaśniał „Naszym Stronom” Radosław Majdan. - Daniel zaś jest kolegą Jarka Chwastka, który jest i moim przyjacielem i w ten spo-

sób poznaliśmy się. To bardzo fajna inicjatywa. Świetna forma spędzenia wolnego czasu,a le przede wszystkim ciekawa opcja nauczania gry w piłkę nożną. Po zawodach zagrali DJ Matush i gwiazda naprawdę dużego formatu – zespół Feel. Rozmach imprezy był niespotykany w środowisku polonijnym UK. Przydałoby się może trochę więcej promocji, bo ludzi przyszłoby pewnie więcej – gdyby wiedzieli. Zwłaszcza, że dopisała pogoda. Ale – pierwsze koty za płoty. Życzymy powodzenia! Jacek Przybyło

Na zdjęciu: Radosław Majdan, bramkarz Wisły, zawodnik reprezentacji Polski, podczas sportowej imprezy w Salford k.Manchester, doradzał początkującemu bramkarzowi.

Darmowy kurs języka angielskiego Po raz kolejny w Peterborough rusza darmowy kurs języka angielskiego. Lekcje angielskiego dla początkujących rozpoczną się w poniedziałek 30 września 2013 roku. Zajęcia dla zainteresowanych poprawieniem swoich zdolności komunikowania się w języku angielskim odbywać się będą całkowicie za darmo. Wystarczy wpłacić jedynie £5 za rejestrację. Jest to opłata jednorazowa. Zajęcia odbywać się będą w każdy poniedziałek i środę w godzinach od 19:30 do 21 pod adresem 275 Gladstone Street w Peterborough. Chętni proszeni są o kontakt z siostrą Virna wysyłając sms na numer 07506114199 lub na adres e-mail: suorvirna@liberto.it www.naszestrony.co.uk


25

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Od wrzesnia 2014 r., na szkolne posiłki w 3 pierwszych latach nauki rząd wyda £600m!

Darmowe obiady przez pierwsze trzy lata nauki

Nauczyciele zastrajkują 1 października

strajk nauczycieli!

szkolne obiady Od września 2014 roku wszyscy uczniowie przez pierwsze trzy lata nauki otrzymywać będą w szkole darmowe posiłki – ogłosił wicepremier Nick Clegg. Nowy projekt, na który z budżetu państwa przeznaczonych zostanie £600 milionów obejmie dzieci uczęszczające do zerówki, klasy pierwszej i drugiej. Według wicepremiera dzięki temu dzieci nauczą się zdrowych nawyków żywieniowych i poprawią wyniki w nauce a rodzice zaoszczędzą około £400 rocznie. Partia Pracy nie wierzy jednak w te obietnice, bo budżetu państwa nie stać w tej chwili na takie wydatki. Wicepremier zapewnia jednak, że nawet w tak trudnych czasach uda się znaleźć pieniądze na darmowe posiłki. Nick Clegg nie traktuje tego jako wydatek a jako inwestycję w możliwie najlepszy start dla każdego dziecka rozpoczynającego naukę. Darmowe posiłki dla najmłodszych uczniów to jedno z zaleceń jakie wydało Ministerstwo Edukacji wraz z właścicielami sieci restauracji Leon, którzy poddali ocenie odżywianie dzieci w szkołach.

east england Według sporządzonego raportu lunch, który dzieci zabierają z domu do szkoły jest mniej pożywny od ciepłego posiłku przygotowanego w szkolnej stołówce. Jeśli każde dziecko mogło by codziennie skorzystać z ciepłego posiłku wpłynęło by to pozytywnie na poprawę wyników w nauce. Pomysł spotkał się z aprobatą Krajowego Związku Nauczycieli lecz chcieli by oni aby również starsze dzieci w szkołach podstawowych mogły mieć dostęp do darmowych posiłków. Jak na razie z darmowych obiadów mogą skorzystać wszystkie dzieci w wieku szkolnym pod

warunkiem, że dochód rodziców nie przekracza £16,190 rocznie lub gdy rodzice pobierają zasiłki. Według Partii Pracy nie można ufać partii rządzącej. Po trzech latach niespełnionych obietnic i pustych słów ludzie zaczęli oceniać partię Liberalnych Demokratów po tym co robią z nie po tym co mówią – dodaje Stephen Twigg z Partii Pracy. O tym kto ma rację i czy rząd dotrzyma obietnic przekonamy się we wrześniu przyszłego roku kiedy to darmowe posiłki miały by być dostępne w każdej szkole w Anglii. Joanna Owsiana

Wystarczy kilka chwil, by o tym co planujesz dowiedzieli się inni zainteresowani w okolicy!

Jak wypromować szkolne imprezy w swojej okolicy? szkolne sprawy

W strajku wezmą udział członkowie dwóch największych związków nauczycieli NUT i NASUWT. Michael Gove Minister Edukacji potępia tą akcję mówiąc, że zakłóci to naukę uczniów, sprawi duży kłopot rodzicom i zaszkodzi reputacji nauczycieli. Dodaje jeszcze, że nauczyciele i tak mają lepsze emerytury niż większość pracowników w sektorze publicznym. Nauczyciele

dla najmłodszych Kolorowanka: Słoń afrykański!

Jesli zastanawiasz się jak wypromować szkolną imprezę, to ten artykuł jest właśnie dla Ciebie. Wystarczy kilka chwil, by o tym co planujesz wraz z rodzicami ze szkoły, w której uczy się Twoje dziecko, dowiedzieli się inni zainteresowani w okolicy. Jeśli w gronie rodziców opracowaliście już plan działania, a zastanawiacie się już tylko nad tym, jak zaprosić pozostałych do działania - nic prostrzego. Przeczytaj uważnie poniższe wskazówki, a o Waszym przedsięwzięciu na pewno usłyszą wszyscy w okolicy. Po pierwsze należy zebrać podstawowe informacje odpowiadając na pytanie: kto jest organizatorem, oraz gdzie i kiedy odbędzie się wydarzenie.

1 października odbędzie się strajk nauczycieli. Wiele szkół może być zamkniętych tego dnia. Regionalne strajki obejmą wschodnią Anglię, Midlands, Yorkshire i Humber. Z kolei ogólnokrajowy strajk nauczycieli przeprowadzony zostnie jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie ogłoszono jeszcze dokładnej daty.

natomiast oskarżają rząd o lekkomyślne i nieodpowiedzialne zachowanie. Mówią, że nie mają innego wyboru, gdyż Minister Edukacji nie słucha ich racji i odmówił podjęcia konstruktywnych negocjacji, a wynagrodzenie oraz emerytury i warunki pracy ciągle się pogarszają. W ramach reformy, która wejdzie w życie tej jesieni wynagrodzenie nauczycieli uzależnione będzie od wyników w nauce uczniów w każdej klasie, a dyrektorzy szkół będą mieli większą władzę nad tym ile płacić nauczycielom. Nauczyciele podejmując decyzję o strajku chcą zmusić rząd do podjęcia negocjacji nowych warunków pracy, wynagrodzenia i emerytur. Każda szkoła indywidualnie będzie podejmować decyzję o tym czy w tym dniu zajęcia nie odbędą się i czy szkoła będzie całkowicie bądź częściowo zamknięta. Joanna Owsiana

W notatce warto również zaznaczyć ile trwać bedzie impreza, spektakl lub koncert, a także jak dojechać w miejsce, gdzie zapraszacie swoich przyszłych gości. Jeśli organizowaliście już wcześniej podobną imprezę warto

wymienić jej nazwę, to na pewno wzbudzi zaufanie niezdecydowanych. Zebrane w ten sposób informacje wystarczy wysłać na nasz adres: redakcja@naszestrony.co.uk. Resztą zajmiemy się my! Joanna Owsiana www.naszestrony.co.uk


26

JEST PRACA Oferty Pomocnik kucharza Deeping St James Firma The Farm Kitchen obsługująca ponad 100 szkół w zakresie żywienia poszukuje asystenta kucharza do pracy w szkolnej kuchni w Deeping St James koło Peterborough. Praca 17.5 godzin tygodniowo tylko w czasie trwania roku szkolnego. Praca od poniedziałku do piątku w godzinach od 13 do 16. Idealny kandydat powinien mieć doświadczenie w przygotowywaniu szkolnych obiadów. Stawka £6.39 za godzinę. Kontakt: mark.suffield@thefarmkitchen.com Szef kuchni Peterborough TLC Inns zatrudni szefa kuchni do pracy na terenie Peterborough. Praca na cały etat w systemie zmianowym. Stawka do negocjacji. Kontakt: careers@ tlcinns.co.uk Sprzątanie Peterborough Firma Beebys Ltd zatrudni osobę sprzątającą do pracy w Peterborough. Praca na cały etat, 40 godzin tygodniowo przez pięć dni w tygodniu. Zainteresowani proszeni są o kontakt na numer 01733 244584. Należy zostawić

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

wiadomość głosową podając imię i nazwisko oraz numer telefonu. Spawacz Całe UK Site Services (Recruitment) Ltd zatrudni spawaczy z kartą PTS Track Sentinel Card. Wymagane doświadczenie i profesjonalizm. Oferty pracy dla spawaczy w całej Wielkiej Brytanii. Start natychmiastowy. Stawka £18.00 - £20.00 za godzinę. Kontakt: rob@ssr-ltd.com Kontroler jakości Spalding Fabryka kwiatów zatrudni cztery osoby do pracy na stanowisku kontrolera jakości. Idealny kandydat posiadać będzie doświadczenie w pracy kontrolera jakości (QA). Stawka £7.53 za godzinę. Kontakt Tel. 01775 722332 lub email: tania@mrnrecruitment.co.uk Stolarz Spalding Praca dla stolarza przy remoncie pubu. Praca na okres 4-5 tygodni. Wymagane doświadczenie i ważna karta CSCS. Praca w godzinach od 7:30 do około 18. Praca również w weekendy. Stawka £12 za godzinę. Kontakt: Gary Clarke Tel. 01564 774 000 lub email: gary@csukltd.co.uk

Pracownik fabryki Spalding Workforce Unlimited zatrudni dwie osoby do pracy w fabryce na obrzeżach Spalding. Praca na 4 tygodnie z możliwością przedłużenia. Praca 40 godzin tygodniowo od poniedziałku do czwartku w godzinach 8-17, w piątki w godzinach 8-14:30. Doświadczenie w pracy w fabryce mile widziane. Stawka £6.19 za godzinę. Kontakt: 01205 351196/355899 Budowlaniec Huntingdon Praca dla doświadczonego budowlańca z ważną kartą CSCS. Praca na cały etat od poniedziałku do piątku w godzinach od 8 do 18. Start natychmiastowy. Stawka £7.25 za godzinę. Kontakt: Glen tel. 0191 4903850 lub 07825 268312 Stolarz Huntingdon Praca dla stolarza na terenie Huntingdon. Wymagana karta CSCS i referencje od poprzedniego pracodawcy. Kontakt: 01223 420741 lub CV wyślij na adres email: all@traderecruitmentltd.co.uk Sprzątanie St. Ives Praca dla osoby sprzątającej w St. Ives. Praca pięć godzin tygodniowo w poniedziałek i od środy do soboty w godzinach

od 8 do 9 rano. Stawka £6.19 za godzinę. Kontakt email: Yvonne. wilson@interservefm.com Murarz Bedfordshire Eden Brown zatrudni murarza do pracy w Bedfordshire. Praca na okres 6 miesięcy. Wymagana karta CSCS i odpowiednie kwalifikacje oraz angielskie prawo jazdy. Stawka £13 za godzinę. Kontakt: Elliot Barwick Tel. 0113 394 0133 lub fax 0113 394 0144 Kontroler zatowarowania Corby R.C.S. Logistics zatrudni kontrolera zatowarowania do pracy w magazynie w Corby. Idealny kandydat musi posiadać zdolności organizacyjne, komunikacyjne, znajomość obsługi komputera. Stawka £18,000 - £20,000 rocznie. CV należy wysłać na adres Maxine Harding-Wines, Darwin Road, Willowbrook Industrial Estate, Corby, MID NN17 5XZ lub na adres email: recruitment@ rcslogistics.co.uk Magazynier Corby Praca dla magazyniera w Corby. Praca na różne zmiany (8:30-17:30, 9:00-17:00, 13:3021:00). Stawka £6.19 - £7.00 za godzinę. Wymagane doświadczenie w pracy w magazynie.

Więcej informacji można uzyskać pisząc na adres email: tony@excelemployment.co.uk lub w biurze pod adresem 30 Elizabeth Street, Corby Warehouse operatives REQUIRED We’re recruiting full-time warehouse operatives to work in a picker and packer role, based in Ollerton, Nottingham. Days and nights are available, and shifts will be on a 4 on, 4 off basis. This is a demanding role which will include standing and walking for long periods of time. Previous warehouse experience would be an advantage but full training will be provided. This is a temporary-ongoing contract and candidates must be able to commit to ongoing employment. Immediate Starts Available Rate of pay is between £6.19 £7.00 per hour. Stay up-to-date with the latest vacancies from the Transline Group Kontakt Transline Ollerton E-mail: ollerton@transline.co.uk

Jesli jestes pracodawcą i szukasz pracownika, ogłoś to na naszej stronie Internetowej: www.naszestrony.co.uk

INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW NASZYCH STRON Odkąd publikujemy ogłoszenia dotyczące ofert pracy, odbieramy coraz więcej telefonów dotyczących pomocy w przeprowadzeniu pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej z podanymi w ogłoszeniach pracodawcami. Niejednokrotnie zdarzają się również prośby o potwierdzenie szczegółów dotyczących poszczególnych pracodawców. Pytania dotyczą informacji na temat okresowości wypłat (tygodniówka, dwutygodniówka), czasu i miejsca pracy (wymiar godzin, adres gdzie praca będzie wykonywana), lub też czy jest to praca na kontrakt stały czy tymczasowy? Dlatego też w niniejszym ogłoszeniu chcielibyśmy wyjaśnić, iż redakcja gazety Nasze Strony nie prowadzi czynności wyżej opisanych i nie dysponuje dodatkowymi informacjami ponad te, które są publikowane. redakcja

+ www.naszestrony.co.uk


27

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii Nowy kontrakt firmy Landis & Gyr w Market Deeping przyniesie poprawę na lokalnym rynku pracy!

2.500 kobiet spytano o powroty do pracy po ciąży ...

£600 milionowy kontrakt: Pracodawcy Setki nowych miejsc pracy podchodzą z lincolnshire dystansem do kobiet „po ciąży”!

Około 300 nowych miejsc pracy zostanie utworzonych w ciągu najbliższych dwóch lat w firmie Landis & Gyr w Market Deeping. Firma produkująca liczniki dla zakładów energetycznych podpisała warty £600 milionów kontrakt z British Gas na wyprodukowanie około 16 milionów „inteligentnych liczników”, które instalowane będą w domach klientów.

Dzięki temu firma będzie mogła utworzyć do 300 nowych miejsc pracy w ciągu dwóch lat. Potrzebni będą pracownicy każdego szczebla zaczynając od produkcji, a kończąc na badaniach i rozwoju nowego produktu. Firma Landis & Gyr istniejąca od 117 lat podwoi liczbę swoich pracowników by wykonać zamówienie do 2020 roku. Będą to miejsca pracy w perspektywie długoterminowej – zapewnia

wielka brytania 50% kobiet w UK ma problemy z powrotem do pracy po ciąży - taki wynik przyniosły badania przeprowadzone na 2.500 kobiet, które zaszły w ciąże w okresie ostatnich trzech lat.

Steve Cunningham, dyrektor naczelny Landis & Gyr. Firma ma nadzieję na dalszy rozwój licząc na ekspansję na rynku niemieckim i francuskim w ciągu najbliższych lat. Podpisanie kontraktu z British Gas jest efektem czterech lat pracy i badań naukowych w celu opracowania „inteligentnych liczników”, które do 2020 roku

będą standardem w każdym domu w kraju. Obecne liczniki pokazujące zużycie gazu i prądu zostaną zastąpione nowymi. We wnętrzu każdego domu zainstalowany zostanie ekran pokazujący aktualne zużycie energii i jej koszt. Odczyt z licznika będzie wysyłany bezpośrednio do dostawców energii kładąc kres rachunków szacunkowych. To nowa era dla klientów, którzy będą mogli efektywniej zarządzać zużyciem energii w swoich domach i przedsiębiorstwach – dodał Chris Weston, dyrektor British Gas. „Inteligentne liczniki” z pewnością pomogą nam klientom trzymać rękę na pulsie i bardziej kontrolować zużycie energii i co za tym idzie koszty z tym związane. Joanna Owsiana

www.naszestrony.co.uk

Co piąta z ankietowanych stwierdziła, że dotychczas pozytywnie nastawione do ich osoby szefostwo, zareagowało z wyraźnym dystansem, gdy kobiety po okresie wczesnego macierzyństwa zgłosiły gotowość powrotu do pracy. Nie ujawniono jaki procent badanych stanowiły Polski lub emigrantki z pozostałych krajów. Wynik badań podano bez podziału na kraje pochodzenia ankietowanych kobiet. Uzyskane dane są nad wyraz niepokojące - twierdzą jej inicjatorzy związani z portalem ‚Workingmums’. 20% kobiet ma poważne problemy z powrotem do pracy. Powodem takiej sytuacji są szefowie, którzy nie wiążą z nimi nadziei na sprawne kontynuowanie wykonywanych wcześniej obowiązków. Tyle samo, bo 20% kobiet zadeklarowało, że po powrocie do pracy

zaoferowano im pracę na niższym stanowisku, co przekładało się również w wyraźny sposób na zmniejszenie ich zarobków. Wyniki ankiety powinny dać do myślenia tym kobietom, które z macierzyństwem wiążą nadzieję na wygodne i bezstresowe spędzenie czasu z nowo narodzonym dzieckiem. Niezaprzeczalnie czas ten może być na tyle wyjątkowy na ile tylko to możliwe za sprawa oczekującej na poród rodziny. Stresujący może się jednak okazać powrót do pracy. Warto już dziś o tym pomyśleć. Kilka prostych pytań do szefa powinno pomóc rozwiać wszelkie wątpliwości. newsman


28

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Polacy nieźle w Tour of Britain

CBL Polonia Londyn broni tytułu mistrzowskiego

Złota koszulka na plecach Wigginsa

Startuje angielska liga

KOLARSTWO Zwycięstwem Sir Bradleya Wigginsa z grupy Sky Procyling zakończył się tegoroczny kolarski Tour of Britain. Dla angielskiego zawodnika, który w poprzednim sezonie był na szczycie światowego kolarstwa po zwycięstwie w Tour de France było to jedyne poważniejsze zwycięstwo w tym roku. Bo wbrew powszechnym wyobrażeniom, w brytyjskiej imprezie - która choć nie zalicza się do tych najważniejszych w świecie - trzeba było się mocno napracować, żeby uplasować się w czołówce. Nie było oczywiście wysokich gór, ale za to była masa przeróżnych podjazdów, na których naprawdę trzeba było wytężyć siły. Zdarzył się nawet taki, który liczył 25 procent! Jak choćby podczas liczącego 225 km drugiego etapu Carlisle – Kendal, którego trasa wiodła przez Kumbrię. Do tego prawie cały czas padający deszcz i zimny wiatr. Wysiłek prawie jak w Alpach czy Pirenejach sprawił, że dziesięciu zawodników nie dojechało do mety. Wygrał Niemiec Gerald Ciolek (MTN Qhubeka), ale

bardzo dobrze spisali się obaj Polacy. Michał Gołaś (Omega Pharma Qiuck-Step) był piąty z czasem o 6 sekund gorszym, a mieszkający na Wyspach Marcin Białobłocki (Team UK Youth) przyjechał na 23. miejscu, mając 17 sekund straty. W klasyfikacji generalnej Gołaś wskoczył wówczas na trzecią pozycję. Nazajutrz podczas czasówki w Knowsley – kto się nudził mógł sobie pooglądać zwierzaki w Safari Parku, ale jednak większe zainteresowanie wywoływali kolarze, którym przez cały wyścig, od Szkocji do Londynu, towarzyszyło wokół trasy bardzo wielu kibiców – po raz pierwszy pokazał się Wiggins, który był najlepszy i ubrał złotą koszulkę lidera, w której zakończył całe zmagania. Gołaś, choć dobrze pojechał, spadł tam natomiast z podium. Ale chyba najlepiej spisał się w górach Walii, minął metę drugi. Niestety, w klasyfikacji generalnej niewiele mu to dało, gdyż mimo dobrej postawy, ostatecznie ukończył wyścig w Londynie na 9. miejscu. Białobłocki też pokazał się z dobrej strony, plasując się na 18. pozycji. (bp)

PIŁKA SIATKOWA Znamy już terminarz spotkań najwyższej ligi siatkarskiej w Anglii - Super8, w której na co dzień gra aktualny Mistrz Anglii - drużyna CBL Polonia Londyn. Kibice chcący dopingować naszych siatkarzy mogą to uczynić już w najbliższy weekend. W ramach sezonu zasadniczego, każda drużyna w lidze rozegra siedem spotkań wyjazdowych i siedem w roli gospodarza. Kibice Polonii pierwszą okazję do wspierania swojej drużyny będą mieli już 28 września, kiedy to do hali w St Benedick’s Scholl na Ealingu (adres 54 Eaton Rise London W5 2ES) przyjedzie inna londyńska drużyna - London Lynx - początek tego spotkania o 16.30. Wcześniej, o godzinie 14.30 kobiety z Polonii podejmą drużynę Swiss Cottage. - Serdecznie zapraszam wszystkich na te derby Londynu otwierające nowy sezon - mówi wiceprezes CBL Polonii Bartek Łuszcz. - Mam nadzieję, że od pierwszego meczu uda nam się zapełnić naszą halę. My ze swojej strony

zrobimy wszystko, aby poziom sportowy i organizacyjny stał na jak najwyższym poziomie. Mistrzowie Anglii do sezonu przygotowywali się również w Polsce. Tu zmierzyi się z czołową drużyną ze Starego Kraju, Skrą Bełchatów,z którą nawiązali zresztą dłuższą współpracę. To dobrze rokuje na przyszłość, bo aby podnosić umiejętności trzeba mierzyć się z bardzeij wymgającymi rywalami. A takimi są ci z Polski, w porównaniu do ekip brytyjskich. Doping na wszystkich meczach domowych i wyjazdowych CBL Polonii prowadził będzie Oficjalny Klub Kibica Polonii Londyn,

który aktualnie zbiera zapisy chętnych do przyłączenia się do klubu oraz zaprasza na mecze wyjazdowe. Kibice zajmują się też dystrybucją bezpłatnych zaproszeń na wszystkie domowe mecze CBL Polonii - można się z nimi kontaktować przez Facebook.com/SupportersPoloniaLondonClub. Bezpłatne zaproszenia na mecz z London Lynx można również odebrać w siedzibie sponsora CBL Polonii - firmie Capital Business Links, która swoje biura ma w centrum londyńskiego Ealingu adres: 28-29 The Broadway, London, W5 2NP. Inf.prasowa, opr. JP

Sir Alex Wielki (street) PIŁKA NOŻNA Nazywanie obiektów imionami osób żyjących to rzadkość. U nas zdarzało się tak gdy chodziło o Wałęsę albo Papieża. W Anglii dobrze być królem... albo bardzo znaczącą postacią w świecie futbolu. Sir Alex Ferguson będzie miał swoją ulicę. Na jego cześć nazwą odcinek drogi na Old Trafford, wiodący z kolei do Sir Matt Busby Way. Tym, którzy nie najlepiej znają historię przypominamy, że Matt Busby to inny słynny trener Manchesteru United, który

www.naszestrony.co.uk

doprowadził ten zespół do znaczących sukcesów i odbudował go po katastrofie monachijskiej. Sir Alex zrezygnował z posady menadżera po zakończeniu ostatniego sezonu i 27 latach pracy. Za zasługi dla klubu i dzielnicy Trafford dostanie za to swoją ulicę, dawne Trafford Waters Reach. Oficjalnie Ferguson zostanie uhonorowany podczas spotkanie z lokalnymi radnymi 14 października br., podczas której to uroczystości otrzyma również tradycyjne wyróżnienie „Freedom of the Borough”. - Futbol ma wielkie znaczenie dla naszej gminy – uzasadniał m.in. lider councilu Matt Colledge. -

Kreuje miejsca pracy, przyciąga wielu odwiedzających. Dzięki temu zespołowi klub stał się jednym najbardziej znanych na świecie i odnoszącym największe sukcesy. Dzięki temu stojący na jego czele Sir Alex również zasłużył się niezmiernie dla Trafford i uważamy za odpowiednie go w ten sposób uhonorować. Z kolei Manchester Evening News wydało przy tej okazji okolicznościowe 84-stronicowe wydawnictwo, pt. „Sir Alex Wielki” (Sir Alex the Great). Będzie to pewnie gratka dla kolekcjonerów, jako że zawiera m.in. niepublikowane lub uważane za zaginione materiały. JP


29

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Podsumowano ceny wejściówek

W dół i w górę FUTBOL w uk Optymistyczne wieści dla kibiców ogłaszały ostatnio angielskie publikatory. Oto po raz pierwszy spadły ceny karnetów na sezon. Jednak tylko, jeżeli liczyć średnią, bo niektórzy nie zaprzestali ciągłych podwyżek. Tak więc ogólna cena, którą trzeba zapłacić, aby chodzić na mecze przez cały bieżący sezon spadła o 2,4 procenta. To nie dużo, ale trend cieszy. Normalnie tak się nie zdarza widocznie niektórzy uznali, że trudne czasy wymagają dostosowania się klubów. Niektórzy, bo np. taki Arsenal, słynący zresztą z wyśrubowanych cen, liczy sobie za najdroższy karnet już 1955 funtów. Można się spodziewać, że również jako pierwsi, „Kanonierzy” przekroczą barierę 2000. Nie daleko dalej plasuje się inny londyński klub, Tottenham, z ceną na poziomie 1895. Co ciekawe bardzo wysoko cenią się też w Ipswich. Tutaj karnet premium na sezon – a jest to zaledwie Championship, czyli po naszemu druga liga, wyceniają na 1095 funtów. To więcej, niż w jakimkolwiek klubie Premiership poza dwoma

wyżej wymienionymi i Chelsea. Za to w klubie jtóry jeszcze niedawno występował w najwyższej klasie rozgrywkowej,a teraz wystąpi w Lidze Europy, czyli w Wigan, bardziej rozumieją kibiców. Inna sprawa, że tutaj chyba bardziej popularne jest rugby... Niemniej najlepszym dealem jest tutaj karnet za 355 funtów dla tych, którzy odnowią ten z ubiegłego sezonu. Mają tu też ofertę darmowego wejścia dla dzieci do lat 5, zapisanych razem z rodzicem. - Mamy na naszym terenie 8-9 procent bezrobotnych. Pieniędzy ludziom naprawdę brak – przyznał prezes Dave Whelan. - Nie wypada prosić

nikogo o wydawanie więcej za oglądanie piłki nożnej. Tak więc w Wigan pokibucujecie za przyzwoite pieniądze, gdy tymczasem w League Two (czwarta liga) takie Bristol Rovers liczy sobie za najlepszy karnet 500 funtów. Tradycja zobowiązuje? Za to najtańszy z najtańszych w Premiership mają w Manchesterze, gdzie City sprzedaje karnety już za 299 funtów. Czyżby tu trzeba było jakoś przebić konkurencję z Old Trafford? Peterborough United zamroziło ceny a ten sezon. Karnet w przedsprzedaży (do 29 kwietnia) można było kupić już za 275 funtów, później za 325 (685 zaś kosztują najlepsze, najdroższe). Młodzież do 16 lat odpowiednio – 70 i 85. Do tego wprowadzono sprzedaż ratalną – w 10 płatnościach z oprocentowaniem 19,9% APR lub w wersji 4 miesięcy bez procentów,a le z 15-funtową opłatą administarcyjną. Pomysłowi... - To dobre wieści dla fanów, jednak doszło do tego po długim okresie ciągłych podwyżek – stwierdził minister sportu, Hugh Robertson. - Myślę, że kluby zaczynają rozumieć przez co przechodzą kibice i dostosowują swoje ceny do sytuacji. Cóż, jeszcze rok temu cena karnetów i to najtańszych, wzrosła aż o 11%! JP

www.naszestrony.co.uk

Widziane spod Wawelu

Tylko recydywista się nie dziwi

RED. KRZYSZTOF MRÓWKA INTERIA.PL FELIETON Ile lat potrzebują w Warszawie by zrozumieć jedną prostą rzecz - Legia ze swoimi kibicami daleko nie zajedzie? Dokładniej - ona z nimi nigdzie nie zajedzie, szczególnie za granicą. W sumie nie wiem dlaczego władze polskiego futbolu to tolerują... Właściciele warszawskiej ekipy dobrze chcą, chociaż od lat kibice (kibole, żulernia, która za nimi jeździ - niepotrzebne skreślić) usilnie w pracy przeszkadzają. Konflikt fani - klub trwa wiele lat i miał różne fazy. Od miotania butelkami w normalnych ludzi zmierzających na mecze Legii na Łazienkowskiej (w ramach strajku) do wysyłania właściciela na tamten świat w ślad za zmarłym wcześniej współwłaścicielem. Rzeczy to niesłychane i barbarzyńskie, lecz nie wyczerpujące bynajmniej desygnatu nazwy “zdziczenie”. Można przecież zdemolować Wilno i nie dopuścić do meczu z Petrą (walkower). Można wywieszać flagi zawierające treści rasistowskie („White Legion”, „Ultras Legia”, „Wild Boys”) i zapłacić za to 30 tys. euro, blokować przej-

ścia ewakuacyjne i zapłacić 15 tys. euro. Można uporczywie na następnym spotkaniu wywieszać flagi zawierające treści rasistowskie (znowu „White Legion”, „Ultras Legia”, „Wild Boys”, krzyż celtycki), wywiesić plakat o treściach obraźliwych dla UEFA i dopuścić do pracy spikera, który zachęca do dopingu drużyny gospodarzy - za to wybulić 150 tys. euro i zagrać najbliższy mecz w Lidze Europy przy pustych trybunach, co przełoży się na brak przychodów i jest namacalną stratą. Można tak robić, ale skąd zdziwienie Legii, że składane dotychczas przez klub wyjaśnienia oraz odwołania do UEFA, w związku z prowadzonymi postępowaniami dyscyplinarnymi, zarówno w poprzednim jak i w bieżącym sezonie piłkarskim, nie wpłynęły na zmianę decyzji UEFA? Owszem, można tak robić, lecz to drogo kosztuje - ponieważ UEFA nie słucha już Legii - jest w Europie recydywistą - przygoda skończy się wykluczeniem z rozgrywek. To dopiero będzie wstyd, ale warszawianie pracują na to od wielu lat i w pocie czoła. Zwolennicy tego klubu nie akceptują właściciela, który włada Legią od lat. Zrobił z drużyny mistrza, ale kibice (kibole) tego nie tolerują - stąd ekscesy, kary, hańba (wyskoki w Rzymie nie zostały jeszcze przez UEFA podsumowane i ukarane). Można udawać durnia, że nie wie się dlaczego UEFA tylko karze i karze... Tymczasem antysemityzm, nazizm, faszyzm, bałagan na meczach, nawet jeśli powodowane są przez mniejszość, karane są i będą słusznie i konsekwentnie. Europa pokazuje nam ile i czego brakuje Polakom oraz jak blisko nam do Wandali.


30

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Pl United - Wellingborough Gleneagles 2-3 (2-1)

Zderzenie ze ścianą

FUTBOL LOKALNY Od początku sezonu obserwujemy poczynania PL United Kettering, która to polonijna ekipa rozpoczęła grę w lokalnej lidze angielskiej. No i ostatnio doszło do tego, czego wielu się spodziewało – piłkrzom przyszło zmierzyć się nie tylko z przeciwnikiem, ale i z sędzią. Szowinistyczne praktyki „klarnetów w żałobie”, to coś z czym spotkało się już wielu Polonusów na boiskach piłkarskich. Tak, tak, usprawiedliwianie złej gry postawą sędziego zdarza się w futbolu, ale w tym przypadku sprawa jest inna. Jak ktoś pluje ci w twarz, trudno powiedzieć, że deszcz pada... To pierwsza porażka drużyny z Kettering. Nastąpiła, mimo że zespół prowadził 2-0, a na przerwę schodził z jednobramkową przewagą. Pierwszy gol dla naszych padł w ten sposób, że w 15. min na strzał z ok. 40 metrów zdecydował sie grający trener Grzegorz Misiura i przelobowal bramkarza gości, który wyszedł za daleko przed bramkę. United poszli za ciosem - już pięć minut później sprytnie w polu karnym zachował się Mateusz Putyrski i dobił bardzo dobry strzał Arkadiusza fleszera.

No i w tym momencie na boisku zaczęły dziać się cuda. Nawet angielscy gracze przecierali oczy ze zdziwienia. Dość powiedzieć, że ostatnie dwie bramki dla gości padły ze „spalonego”. Sygnalizował go zresztą sędzia liniowy, lecz arbiter główny stwierdził, że to on decyduje kiedy jest spalony... Cała sprawa niestety znajdzie prawdopodobnie swój finał w formie protestu do federacji angielskiej. - W szatni po meczu powiedziałem swoim chłopakom, że mogą czuć sie zwycięzcami tego meczu, a ja naprawdę byłem z nich dumny - opowiada G. Misiura. - Pomimo przegranego meczu, rozegraliśmy najlepsze spotkanie od założenia klubu. Normalnie nie podajemy składów na tym szczeblu rozgrywek, ale w takiej sytuacji zrobimy wyjątek – i to z imionami. Bo to ci, którzy chcą dokonać niemożliwego. Kopać się z koniem... i wygrać. Pl United: Wacław Auguściak ,Piotr Ziołowicz, Piotr Stępień, Jacek Stolarski, Mateusz Putyrski (55. min Mateusz Kamiński ), Arek Fleszer, Grzegorz Kesik, Grzegorz Misiura, Tomasz Kowalski (75. min Daniel Ciszewski), Radosław Ablewski, Tomasz Gaszak (65. min Adam Krynicki). JP

Kolejna akademia polonijna

Szkoła na sportowo

piłka nożna W Peterborough biorą się za szkolenie adeptów piłkarstwa. Bazą do takich poczynań jest tutejsza Polska Szkoła Sobotnia im. Mikołaja Kopernika. W szkole jak to w szkole, dzieciaki pokopać piłkę zawsze lubią. Od tego się zaczyna, ale niektórzy chcą iść dalej i przekształcić „spontan” w coś więcej. W takich przypadkach to z reguły inicjatywa rodziców, sportowych zapaleńców. Tutaj sprawami organizacyjnymi zajmuje się Paweł Paczyński. Do tego jest całkiem spora grupka trenerów i innych działaczy. W tym roku szkoła planuje wyselekcjonować grupę reprezentacyjną ok. 12 uczniów-piłkarzy, nad którą przejmie pieczę Roger Urbaniak. Ale znajdzie się miejsce i dla mniej zaawansowanych. Reszta dzieci będzie trenowana pod czujnym okiem Marka Chromińskiego, który został mianowany liderem wśród trenerów. Jego zastępcą jest nastomiast Przemysław Staruk. Aktywnie udziela

www.naszestrony.co.uk

się Sławomir Kajfasz. Zajmuje się m.in, takimi sprawami jak projekt strojów, sprzęt, nagrody, sprawy wydawnicze itp. Krzysztof Zając z kolei wspiera część trenerską personelu. Dyrekcja oraz zarząd szkoły chcieliby w imieniu swoim i uczniów podziękować sponso-

rom bez których, było by trudno cokolwiek przedsięwziąć. To sklepy: „Polish Shop Biedronka” i „Seven Eleven”. Zespół szkoły rozegrał już pierwszy mecz „oficjalny”, z Northborough. Zaczęło się nienajlepiej, było 3-6, ale... pierwsze koty za płoty!. Jac

„The Posh” odpadają PIŁKA NOŻNA Piłkarze Peterborough United nie sprostali najsłabszej ekipie Premier League, przegrywając na boisku Sunderlandu 0-2 i odpadli z rozgrywek Pucharu Ligi Angielskiej. Na ich postawie odbił się brak Lee Tomlina, który zaraz na początku spotkania został sfaulowany przez Koreańczyka Ki Sung Yuenga i musiał opuścić murawę. Szkoda, bo w klubie ich rywali trwa zamieszanie po zwolnieniu dotychczasowego menedżera, Paolo di Canio – prowadził ich w tym spotkaniu jego tymczasowy zastępca, Kevin Ball – i można było próbować wykorzystać tą okazję, by dostać się kolejnej rundy Capital One Cup. Tym razem jednak w zespole gości nikt nie przejął na siebie obowiązków Tomlina i nie było komu prowadzić gry. – Tej kontuzji nie mogę traktować jednak jako wymówki. Mamy graczy, którzy powinni go zastąpić – stwierdził menedżer przyjezdnych, Darren Ferguson. W ten sposób Peterborough nie

poprawił swego najlepszego wyniku w tych rozgrywkach i zapewne przyjdzie bardzo długo czekać, żeby kiedyś tak się stało. W pamiętnym dla Anglików 1966 roku „Posh” (występowali w ówczesnej III lidze, czyli na obecnym poziomie rozgrywek) dotarli aż do półfinału. Odpadli po porażkach z 1-2 i 1-4 z West Bromwich Albion. Trofeum przypadło właśnie ekipie z Birmingham – okazała się lepsza od West Ham United – która w tamtym sezonie zajęła 6. miejsce w I lidze (dzisiejsza Premier League). Co ciekawe, mecz w Sunderland zakończył się pierwszą wyjazdową porażką „Posh” w obecnym sezonie i dodatkowo od czasu przegranej 4 maja w Londynie z Crystal Palace, która zadecydowała o ich spadku do One League. Od tamtego występu Peterborough znalazła tylko jednego pogromcę w meczach o stawkę i to na własnym stadionie, na którym lepsze okazało się Crawley. Teraz jednak przed nimi kolejne spotkanie wyjazdowe w League One, gdzie zmierzą się z Rotherham United. (bp)


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk

31


32

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


Ns85