Page 1

1

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

ISSN 2043-8540

Wydanie Nr 83

30 sierpień 2013

Cena / Price 30 p

NAUKA JAZDY KONNEJ Z POLSKIM INSTRUKTOREM

BERNARD MŁYNARCZYK: ODNALAZŁ SIĘ, ALE PRZEPADŁ BEZ WIEŚCI ...

str.3

www.naszestrony.co.uk

str. 5

TEN PORTAL RANDKOWY POWSTAŁ W ... PETERBOROUGH!

str.11

POLICYJNY PIES POGRYZŁ NIEWINNEGO POLAKA!

str.15


2

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


3

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Wyjechał do Londynu, by zmienić swoje życie. Trafił do aresztu, gdzie przepadł bez wieści ...

5 zamaskowanych mężczyzn zażądało wydania gotówki!

Napadli na sklep Odnalazł się, ale przepadł bez wieści ... z bronią w ręku!

policja: możliwe że byli to Polacy!

uk/londyn Bernard Młynarczyk l.34 zaginął w Londynie - artykuł pod takim tytułem zamieściliśmy na naszej stronie we wtorek, 25 czerwca br., w ślad za informacjami podanymi do mediów przez Itakę. Dziś dowiedzieliśmy się, że choć odwołano poszukiwania, to narzeczona nadal nie wie gdzie przebywa jej ukochany. „Nie daje znaku życia od ponad dwóch tygodni. Rodzina i przyjaciele są zaniepokojeni jego losem. Bernard Młynarczyk zaginął w Londynie 10 czerwca 2013 r.” - tak brzmiał apel do Polaków, którzy mogliby pomóc w odnalezieniu zaginionego mężczyzny. Po kilku tygodniach od nagłośnienia poszukiwań Itaka zdjęła ze swojej strony w Internecie apel o pomoc w poszukiwaniach. Jak zwykle nie towarzyszyła temu żadna wzmianka z choćby jednym zdaniem wyjaśnienia. - Bernard odnalazł się. Obecnie nie wiem co się z nim dzieje, bo jesteśmy w separacji. Czy jest jakiś sposób by sprawdzić czy Bernard nie siedzi w więzieniu? 14 sierpnia miał sprawę za pobicie i teraz znów nie wiem co się z nim dzieję, a mimo separacji nadal interesuje mnie jego los. - powiedziała nam Katarzyna Kabać, narzeczona Bernarda Młynarczyka. - Powiadomiłam Itakę, że się odnalazł, a dalej nic już nie wiem. Od zaginięcia Bernarda, czyli od chwili gdy Katarzyna rozmawiała z nim po raz ostatni minęło ponad 10 tygodni. Wcześniej mieli ze sobą bardzo dobry kontakt. Bernard wyjechał do Londynu 28 maja. Dzwonił do narzeczonej prawie codziennie. Plan był taki, że on się jakoś w Londynie zahaczy, a potem Katarzyna do niego przyjedzie. Bernard miał w planie wynająć pokój i odłożyć trochę pieniędzy, by narzeczona mogła do niego dołączyć. Początkowo miał się podjąć jakiejś pracy z innymi Polakami, a później chciał poszukać czegoś lepiej płatnego. Któregoś dnia Bernard zadzwonił do Katarzyny opowiadając, że został oszukany, że nie ma pieniędzy i nie ma gdzie spać. Ostatnią deską ratunku miał być dawny kolega, który zgodził się przenocować Bernarda przez

peterborough W środę 28 sierpnia doszło do napadu na lokalny sklep spożywczy. Bandyci byli uzbrojeni w noże i cegły. Sterroryzowani sklepikarze są wręcz pewni, że byli to Polacy lub Litwini.

trzy kolejne noce. Potem dal mu śpiwór i odmówił dalszej pomocy. Po każdym telefonie Katarzyna martwiła się coraz bardziej o los Bernarda. Któregoś razu dobrze znany telefon do Bernarda zamilkł. Dobrze go pamiętała i wybierała poprawnie. Nikt jednak nie odpowiadał. Narzeczeni ostatni raz rozmawiali ze sobą 8 czerwca. - Słyszałam w jego głosie, że ma problemy, że cierpli, że jest zdruzgotany. W końcu przyznał się, że mieszka po prostu – na ulicy. Nie miał mieszkania, spał w parku, brakowało mu jedzenia, nie miał też pracy. Mówił, że wsparcia udzielił mu ksiądz, to do niego chodził po kawałek chleba. W końcu przyznał się, że został spisany przez policję. Byłam załamana, miałam wrażenie, że na takie wieści boli mnie serce i zdobyłam się na podjęcie decyzji za niego. Powiedziałam mu, że musi koniecznie wracać, że kupię mu bilet powrotny w Białymstoku, a on ma tylko wsiąść do autobusu i wrócić do domu. Miałam jednak wrażenie, że mnie nie słucha. Ten smutek i przygnębienie zdradzał, że wokół niego z pewnością działo się coś złego, o czym z jakiś powodów nie mógł mówić.

Umówiliśmy się, że zadzwonię i powiem mu, kiedy ma autobus do domu. W odpowiedzi usłyszałam, że nie ma ładowarki do telefonu, że rozładowuje mu się bateria, ale w pobliżu znalazł sklep, którego obsługa zezwala na skorzystanie z ich sprzętu do reaktywowania telefonu. Rozłączyliśmy się … – opowiedziała Katarzyna. 16 czerwca br. Katarzyna razem ze swoim tatą powiadomiła Itakę. Sprawę przekazano również do polskiej policji. Po jakimś czasie ustalono, że Bernard został aresztowany i oskarżony o pobicie. W połowie sierpnia miał mieć sprawę w sadzie. Od tamtej pory brak jednak jakichkolwiek wiadomości od 34-letniego mężczyzny. Katarzyna nadal martwi się o jego los, mimo, iż jak sama mówi - są w przymusowej separacji. O sprawie powiadomiliśmy Ambasadę Polską w Londynie. W imieniu Katarzyny poprosiliśmy o ustalenie miejsca pobytu Bernarda. Jeśli jest w areszcie lub więzieniu, ambasada powinna uzyskać te informacje od brytyjskiej policji. Adam Andrzejko Do sprawy na pewno wrócimy. www.naszestrony.co.uk

Około godziny 22:00 aż 5 zamaskowanych mężczyzn wtargnęło do sklepu spożywczego przy St. Paul’s Road w pobliżu Lincoln Road. Bandyci, którzy uzbrojeni byli w noże i cegły grozili śmiercią sklepikarzom i domagali się od nich wydania gotówki. W rezultacie udało im się ukraść kilka butelek alkoholu i nieokreśloną bliżej sumę pieniędzy. Wychodząc obrzucali cegłami sklepikarzy, po czym zbiegli w głąb St. Paul’s Road. Później bandyci najprawdopodobniej rozdzielili się, co miało utrudnić ewentualny pościg. Sklepikarze są przekonani, że byli to obywatele krajów Europy Wschodniej. Bandytów zdradził ich charakterystyczny dla tej grupy etnicznej akcent. Mogli to być zarówno Polacy jaki i Litwini. Ich rozpoznanie utrudnia fakt, że każdy z nich miał na głowie kominiarkę. Według napadniętych sklepikarzy po ich głosie można było ocenić, że

bandyci są młodymi mężczyznami w wieku około 24 do 30 lat. Policja prowadzący śledztwo nie tylko bardzo intensywne uczestniczą w poszukiwaniach, ale przesłuchują również okolicznych mieszkańców, którzy mogli być świadkami napadu lub mogli widzieć moment ucieczki bandytów. Śledczy przeszukują również nagrania z kamer CCTV zamontowanych przed sklepem i przy okolicznych ulicach. Każdy kto ma jakiekolwiek informacje odnośnie tego incydentu proszony jest o kontakt pod numerem 101. Zeznania również można składać anonimowo dzwoniąc do Crimestoppers pod numer 0800 555 111 Krzysztof Szczepaniak

50 pensów - nowa cena za Kolejne wydanie gazety! od redakcji Drodzy Czytelnicy! Od przyszłego wydania, zaplanowanego na 13 września zmieni się cena gazety. Będzie to podwyżka z 30 do 50 pensów. Oto krótkie przypomnienie jak dotychczas kształtowały się ceny gazety Nasze Strony ... Cena za pierwsze wydanie gazety, które ukazało się w lipcu 2010 roku - wynosiła 1 funta. Po miesiącu, czyli 4 wydaniach tygodnika, cena gazety spadła do 50 pensów. Pod koniec stycznia 2011 r. cenę ponownie obliżyliśmy do 20 pensów. Stało się tak mimo, iż paliwo

będące głównym przelicznikiem dla wielu firm, wcale nie zmalała. W połowie września 2011 r., gazeta zdrożała do 30 pensów. Mamy nadzieję, że nową cenę uda nam się utrzymać do czerwca przyszego roku. Adam Andrzejko


4

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

zapytaj eksperta ...

Licencję na sprzedaż alkoholu uzyskała mimo sprzeciwu radnego! Wpadła na papierosach!

Pytania wyślij na: marta.manuszewska@taylorrosefinancial.co.uk

east/ cb, PB, MK ... Pytanie Czytelnika: Jakie wybrać oprocentowanie kredytu przy zakupie domu? Oprocentowanie stałe czy zmienne? Jest to uzależnione od indywidualnej sytuacji klienta, jego sytuacji finansowej czy też planów na przyszłość. Rata o oprocentowaniu zmiennym (variable rate) oznacza, ze rata kredytu hipotecznego będzie wzrastała lub malała w zależności od wysokości stop procentowych. W związku w tym wpisanym w kredyt ryzykiem jest on zazwyczaj trochę tańszy. Należy jednak pamiętać, ze w przypadku wzrostu oprocentowania kredytów nasza miesięczna rata również ulegnie podwyżce. Taki rodzaj kredytu jest idealny dla osób, które nie są pewne jak długo chcą mieszkać w swoim domu i myślą o sprzedaży nieruchomości w najbliższym czasie. Nie są one związane z bankiem na określony czas i mogą dokonać całkowitej spłaty kredytu w wybranym przez nich terminie. Nie polecałabym tego kredytu osoba, które dokonują zakupu swojego pierwszego domu. W tym przypadku polecam zazwyczaj kredyt o stałej stopie oprocentowania.

Polka dała radę radnym i uległa pokusie zysku! UK/BURTON

Rata o oprocentowaniu stałym (fixed rate) oznacza stałą, niezmienną miesięczną ratę w wybranym przez nas okresie spłaty- zazwyczaj 2,3 lub 5 lat. Jest bardzo dobra opcja dla osób, które chcą mieć gwarancję, ze ich miesięczna rata pozostanie bez zmian niezależnie od zmian oprocentowania kredytów w przyszłości. Obecnie rata typu fixed jest również bardzo tania, ze względu na rekordowo niską stopę oprocentowania Brytyjskiego Banku Centralnego, wiec jest to dobry okres aby zdecydować się na ratę stalą, która zabezpieczy nas przed podwyżkami kredytów w przyszłości. Wszystkich, którzy myślą o zakupie domu w Wielkiej Brytanii lub chcą zmienić obecny kredyt hipoteczny (remortgage) zapraszam na bezpłatną konsultacje. Marta Manuszewska 07805407636

W marcu ub. roku Monika Wysocka, właścicielka sklepu Monika Shop w Burton, nie dała za wygraną i mimo sprzeciwu radnych miejskich uzyskała licencję na sprzedaż alkoholu. Podczas kontroli przeprowadzonej 21 sierpnia tego roku w jej sklepie ujawniono ponad 3 tys. nielegalnych papierosów. W ramach kary sklep stracił licencję na sprzedaż alkoholu. Burton (upon Trent) to miejscowość leżąca w połowie drogi pomiędzy Birmingham, a Nottingham. To teren hrabstwa Staffordshire. Polacy mieszkający w Burton dobrze znają polski sklep „Monika Shop” przy Uxbridge Street. Właścicielka uchodzi za bardzo przedsiębiorczą, młodą osobę. Odkąd sklep zyskał na popularności Monika Wysocka wystąpiła do urzędu miasta w Burton z wnioskiem o udzielenie licencji na sprzedaż alkoholu. Był początek 2012 roku. Informacja o złożonym wniosku trafiła pod dyskusję rady miejskiej. Notę o tym, iż właścicielka sklepu stara się o licencję zawisła również w oknie wystawowym sklepu. Inicjatywa Polki nie spodobała się radnemu Ali Chaudhry, który mieszka przy Uxbridge Street. Twierdząc, że kolejny sklep z licencją na sprzedaż alkoholu na jego ulicy spowoduje, że w okolicy będą gromadzić się jeszcze liczniej grupki osób pijących alkohol. Licencja dla „Monika Shop” miała, zdaniem radnego w sposób negatywny przyczynić się do wyglądu dzielnicy. Członkowie miejskiej komisji wydali jednak licencję miedzy innymi pozytywnej opinii lokalnej policji. Monika wysocka po uzyskaniu zgody na sprzedaż alkoholu zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, wprowadziła do sprzeda-

zy kilkadziesiąt rodzajów piwa, wina i wódek. Sklep dodatkowo zyskał na popularności pośród klienteli wchodnioeuropejskiej. Na przestrzeni od marca 2012 do lipca 2013 nie odnotowano zakłóceń porządku przy Uxbridge Street. Sklep prosperował w najlepsze, aż do drugiej połowy sierpnia kiedy w Burton upon Trent podjęto zaplanowane działania, w których udział wzięli przedstawiciele Trading standarts oraz urzędnicy z Staffordshire County Council. W czasie kontroli sklepu „Monika Shop” ujawniono 3,210 sztuk nielegalnych papierosów, ktore trafiały do sprzedaży z pominięciem należnej HMRC opłaty skarbowej. W jednej chwili właścicielka sklepu straciła dotychczasowy dorobek uczciwego, nie powodu-

jącego kłopotów w okolicy punktu handlowego. W sporządzonym protokole pokontrolnym zapisano, iż zarządza się przepadek ujawnionych produktów, będące częścią kontrabandy wprowadzonej do sprzedaży celem oszukania urzędu skarbowego. W ślad za decyzją oficerów Trading Standards, urzędnicy Staffordshire County Council poinformowali włascicielkę sklepu, iż ujawniony incydent przyczyniłsię do decyzji o odebraniu licencji na kontynuowanie sprzedaży alkoholu. Notatka o podjętych decyzjach trafiła do lokalnych mediów. Przedsiębiorcza Polka, dotychczasowy uśmiech, zamieniłana zażenowanie. Mimo, iż początkowo dała radę radnym, tak uległa pokusie łatwego zysku. Adam Andrzejko

Polska Gazeta Lokalna Nasze Strony Czytaj nas w Internecie: Polish Local Newspaper Nasze Strony

www.naszestrony.co.uk

Newsbridge Publishing & Advertising Agency. Nasze Strony - nakład 2.000 sztuk, Redaktor Naczelny: Adam Andrzejko, tel.074021 80554, kontakt@naszestrony.co.uk. Redakcja East Anglia: Joanna Owsiana, tel.: 075 950 28 800, redakcja@naszestrony.co.uk. Reklama / Advertising: Krzysztof Szczepaniak, tel.: 077 951 48 565, reklama@naszestrony.co.uk. Dział Sportowy: Jacek Przybyło, tel.: 075 217 495 22, sport@naszestrony.co.uk; Fotografie / zdjęcia: Rafał Marcinkiewicz: tel. 075 140 974 27. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Za treść ogłoszeń i reklam redakcja nie odpowiada. Nie uzasadniamy powodów niepublikowania tekstów. Termin wnoszenia o sprostowanie lub uzupełnienie treści to okres 14 dni od publikacji.

Wydawcą Polskiej Gazety Lokalnej Nasze Strony jest Newsbridge Publishing & Advertising Agency - spółka zarejestrowana w Companies House pod numerem 07675386. Wszelkie spory dotyczące treści zamieszczonych w gazecie rozstrzygać można na drodze postępowania administracyjnego i cywilnego w urzędach i sądach brytyjskich, właściwych dla siedziby spółki. www.naszestrony.co.uk


5

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Interweniujący policjanci odnaleźli włamywaczy w dziecięcej sypialni! Obaj leżeli na łóżku!

Dwaj Polacy zasnęli w trakcie włamania!

ipswich

Uwielbia konie! Swoją pasją planuje zarazić innych!

Nauka jazdy konnej z polskim instruktorem

11 sierpnia br. 24-letni Krzysztof Słowik oraz 34-letni Andrzej Majewski pod nieobecność właścicieli włamali się do domu w Ipswich, na terenie hrabstwa Suffolk. Włamanie zauważyli sąsiedzi, którzy dostrzegli kosze na odpady podstawione w pobliżu balkonu. Podczas gdy Polacy plądrowali kolejne pomieszczenia, na miejsce wysłano patrol policji. Mężczyźni działali na tyle nieostrożnie, że swoim zachowaniem wzbudzili podejrzliwość sąsiadów. Pod balkonem ustawili plastykowy kubeł na śmieci, po którym dostali się na balkon na piętrze. Tam wyłamali zamek w drzwiach i weszli do środka. W trakcie tych czynności nie dość, że narobili hałasu to jeszcze nic sobie z tego nie robili. Weszli do wnętrza domu. Słyszący niepokojące trzaski sąsiedzi wezwali policje. Widok kubłów pod balkonem sąsiadów i na wpółotwarte drzwi balkonowe nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Do środka domu dostał się ktoś kto nie miał kluczy. Nieomylni w tej kwestii sąsiedzi przekazali tej właśnie treści informację do najbliższego posterunku policji. We wskazane miejsce wysłano radiowóz. Włamywacze zostali złapani na gorącym uczynku. Po przeszukaniu szuflad i szaf w głównej sypialni, obaj udali się do sypialni dziecięcej, gdzie nieomal zasnęli. Majewski w chwili dokonywania włamania był pod wpływem alkoholu. Policjanci, którzy zatrzymali włamywaczy na miejscu zdarze-

nia, zapisali w swoich notatnikach, że na miejscu gdzie doszło do włamania panował ogólny bałagan. Polacy plądrując dom dokonali też szeregu zniszczeń. Zmęczeni opadli z sił i położyli się w łóżku w pokoju dziecięcym. Po aresztowaniu policjanci odnaleźli latarkę pod łóżeczkiem. Nie było mowy o jakiejkolwiek pomyłce, gdyby Polacy próbowali się tłumaczyć, że pomylili domy. Słowik i Majewski, obaj z zawodu stolarze, zostali skazani na rok pozbawienia wolności. Sędzia Rupert Overbury w Ipswich Crown Court nie miał żadnych wątpliwości odnośnie czynu dokonanego przez dwóch Polaków. - Oficerowie, którzy dotarli na miejsce zastali ogólny bałagan po dokonanym przeszukaniu i wyjęciu wielu przedmiotów z szuflad i szaf. W sypialni odnaleziono dwóch mężczyzn, którzy szykowali się do snu. - powiedział Det Insp Eamonn Bridger, z Suffolk Police. - Obu przewieziono do aresztu gdzie przedstawiono im zarzuty, z którymi się nie zgodzili. Mimo, iż wspólnie powstrzymy-

wali się od udzielenia odpowiedzi, podjęto decyzję o zastosowaniu tymczasowego pozbawienia wolności Sędzia nie widząc żadnych okoliczności łagodzących stwierdził jedynie, że o dużym szczęściu może mówić rodzina, której akurat nie było w domu gdy Polacy dokonali włamania. - To było włamane z premedytacją, Na szczęście widziało was wiele osób z okolicy i przekazali informację o tym zdarzeniu policji. Zostaliście złapani na miejscu zdarzenia, na gorącym uczynku, a mimo to zaprzeczaliście zarzutom jakie wam postawiono – mówił dalej sędzia. Obrońca Majewskiego wyjawił przed sądem, że jego klient na dwa tygodnie przed zdarzeniem stracił źródło utrzymania, co wpędziło go w finansowe problemy. W dniu kiedy doszło do włamania, Majewski miał spożyć więcej niż zwykle alkoholu. Obrońca Słowika stwierdził jedynie, iż jego klient w wyniku aresztowania i oskarżenia o kradzież stracił pracę. Adam Andrzejko

www.naszestrony.co.uk

spalding Tym razem mamy okazję przedstawić zupełnie nietypowy biznes jak na brytyjską Polonię! Odbiegając od stereotypów prowadzenia polskich sklepów czy zakładów mechanicznych Zbigniew Szproncel ze Spalding otworzył szkółkę nauki jazdy konnej. Konie są całym jego życiem a zarazem pasją, hobby a teraz również metodą na biznes. Rozmawiając choć chwilę z tym niewątpliwie ciekawym człowiekiem, można wyraźnie wyczuć jego fascynację końmi. Uważa je za piękne zwierzęta i podchodzi zawsze z szacunkiem. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę jego lata doświadczeń w pracy z końmi. Jak twierdzi, ma z nimi stały kontakt i to od 6 roku życia. Od niedawna Zbigniew Szproncel jest właścicielem dwóch pięknych koni i ma dostęp do sporego kawałka ziemi, który przekształcił w małą szkółkę jazdy konnej. Miejsce to znajduje się na obrzeżach Spalding i bardzo łatwo tam trafić. Zbigniew pragnie nauczyć innych obycia się z końmi, jazdy konnej, a nawet skoków przez przeszkody. Nie wykluczone, że jeśli zgłoszą się do niego zainteresowani czymś innym, to w ofercie znajdą się również kra-

jobrazowe wycieczki konne po pobliskich terenach. Oczywiście większość tych atrakcji, to płatna forma rekreacji, ale z zapewnień wynika, że wszystko to co znajdzie się w ofercie, będzie w bardzo przystępnych cenach. - Żeby spaść, trzeba najpierw wsiąść - głosi stara zasada. I jest w tym sporo prawdy. Nauka jazdy konnej - to zagadnienie dla wielu miłośników koni. Wybór odpowiedniego instruktora i stawianie pierwszych kroków w jeździectwie to nie lada wyzwanie. Mam spore doświadczenie w pracy z tymi zwierzętami i nie ukrywam, że jestem w stanie pomóc wszystkim miłośnikom koni zapoznać się z nimi w odpowiedni sposób – twierdzi Zbigniew Szproncel w wywiadzie udzielonym dla gazety Nasze Strony. Nasz rozmówca przewiduje również możliwość odpracowania nauki jazdy konnej. Masz ochotę spróbować? Nic trudnego. Wystarczy, że jesteś odważny, ciekawy i otwarty na nowe wyzwania. Obeznane z końmi najlepiej zacząć od pracy z nimi, tak więc prace polegać będą głównie na czyszczeniu oraz pomocy przy modernizacji szkółki. Ze Zbigniewem można skontaktować się telefonicznie pod numerem 079 1220 1213 lub przez Facebook wpisując w wyszukiwarkę portalu Horses Spalding. Krzysztof Szczepaniak


6

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Społeczne konsultacje przed przenesieniem sortowni!

Nieszczęśliwy wypadek, zakończył się śmiercią 39-letniego mężczyzny!

urząd Planuje przenieść centrum recyclingu

Nietrzeźwy Polak zmarł po upadku ze schodów! uk/darwen Dariusz Uzarski, to 39-letni Polak, który w dniu 19 czerwca spadł ze schodów we własnym domu w miejscowości Darwen. W wyniku upadku doznał on na tyle poważnych obrażeń, że poniósł śmierć na miejscu. Jak ustalono, będac tego dnia samemu w domu wypił sporą ilość ilość alkoholu.

peterborough Urząd miasta Peterborough ma w planach przenieść recycling centre z dzielnicy Dogsthorpe do dzielnicy Fengate. W tej sprawie radni miasta teraz będą prowadzić konsultacje z mieszkańcami Peterborough. Urząd miasta rozważa zmianę lokalizacji centrum głównie z powodu dobiegającego końca kontraktu z obecną firmą, która świadczy usługi recyclingowe. Kontrakt kończy się w połowie 2014 roku i albo będzie trzeba go przedłużyć z obecnym odbiorcą odpadów lub stworzyć własne, miejskie centrum recyclingu. Radni miasta czekają na opinię mieszkańców w tej sprawie. Wszystkie sugestie nadesłane do urzędu mają być brane pod uwagę przed podjęciem decyzji

o zmianie lokalizacji centrum. Sugestie przyjmowane są do 23 września. Rada miasta już wie gdzie miałoby się mieścić nowe centrum recyclingu. Na jego miejsce wybrano teren po byłej firmie Ray Smith Group przy Nursery Lane na dzielnicy Fengate. Teren i znajdujące się na nim obiekty trzeba odpowiednio przebudować, tak by nowe centrum mogło sprawnie funkcjonować. Radni są przekonani, że nowa lokalizacja i jej rozbudowa nie będzie miała większego wpływu na okolicznych mieszkańców. Ruch drogowy według planistów też nie powinien być w tym miejscu nadzwyczajnie zwiększony. Okoliczni mieszkańcy będą mogli osobiście porozmawiać z radnymi w tej sprawie na organizowanym spotkaniu. Spotkanie to odbędzie się 16 września w Caliente Club na dzielnicy Paston. Will.O.

Na 5 dni przed wypadkiem na swoim profilu Facebook, Dariusz Uzarski pochodzący z Kruszwicy k.Włocławka, zamieścił grafikę z napisem „alkohol pity z umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilościach”. Innego zdania byli zarówno policjanci wezwani na miejsce tragedii, jak i lekarze patolodzy, którzy zbadali krew denata na zawartość alkoholu. Wynik był dwukrotnie wyższy, od tego który uprawnia do bezproblemowego prowadzenia pojazdów - porównywali policjanci, którzy wskazali, iż we krwi zmarłego stwierdzono 159mg alkoholu. Wynik, jaki podali im lekarze z laboratorium sądowego przesądził o tym, że zeznania składane przez kolegę Uzarskiego uznać można za prawdziwe. Jak ustalono, w dniu 19 czerwca tego roku, Dariusz Uzarski postanowił napić się wódki ze swoim współlokatorem Joachimem Kwiatkowskim. Obaj wypili dosyć dużo alkoholu. Kwiatkowski

www.naszestrony.co.uk

zeznał, iż Uzarski miał poważny problem z alkoholem. Miał go często nadużywać. Podobnie było i tego dnia, kiedy doszło do tragedii. Miał też już wcześniej problemy z zachowaniem równowagi na schodach, które prowadziły do zajmowanego pokoju. Współlokator pomagał mu czasem po nich wejść i zejść. Kiedy w dniu 19 czerwca Joachim Kwiatkowski wrócił z pracy, zastał leżącego koło schodów współlokatora. Kiedy stwierdził, że ten nie daje żadnych oznak życia natychmiast zadzwonił po pomoc. Na miejsce wysłano karetkę pogotowia oraz patrol policji. Lekarze stwierdzili zgon 39-latka. W jego pokoju policja odnalazła pusta butelkę po wódce. W domu nie zaobserwowano ponadto żadnych podejrzanych oznak, które mogłyby wskazy-

wać, że doszło tam do bójki lub sprzeczki miedzy Uzarskim lub kimś kto mógłby go tego dnia odwiedzić. Wszystko wskazywało, że pił alkohol będąc w domu sam, a w chwili gdy schodził po schodach stracił równowagę i upadł. Na podstawie ustaleń dokonanych w czasie dochodzenia, za bezpośrednią przyczynę śmierci 39-letniego Polaka uznano nieszczęśliwy wpadek, będący wynikiem upojenia alkoholowego. Śledztwo prowadził Michael Singleton koroner z Blackburn. Przyjaciele i znajomi żegnający Dariusza uzerskiego za pośrednictwem Facebooka, zapalali kolejno wirtualne świeczki: [*]. Sentencja o alkholu zamieszczona profilu Polaka, na 5 dni przed śmiercią widnieje tam do dziś. Adam Andrzejko


7

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Skazany na 5 lat więzienia morderca uciekł do UK i zamieszkał pośród Brytyjczyków!

zapytali home office jak to jest możliwe?

Dotkliwie poturbowany mężczyna trafił do szpitala!

Krowy staranowały 60 l. mężczyznę!

uk/derbyshire Mieszkańcy Radford k.Derby są w szoku po tym jak dowiedzieli się, że jeden z ich sąsiadów jest mordercą. Mowa o Litwinie o nazwisku Tomas Simkus. Aresztowano go kilka tygodni temu w związku z napadem na lokalną firmę. To co odkryto podczas dokładnego sprawdzenia przeszłości Litwina, wprawiło w osłupienie nie tylko komendanta policji, ale również sąsiadów aresztowanego Litwina. Podczas trwającego dochodzenia brytyjska policja zaczęła dokładnie sprawdzać kryminalną przeszłość Simkusa. W tym celu skontaktowano się z litewską policją, która udostępniła Brytyjczykom jego akta. Okazało się, że Simkus był skazany na pięć lat więzienia za udział w morderstwie na terenie Litwy. Brytyjska policja nie mogła ukryć tego faktu przed opinią publiczną i w swoim oświadczeniu poruszyła ten wątek. Mieszkańcy ulicy Glentworth Road, Radford na której mieszka Simkus są w szoku po ujawnieniu tej informacji. Radford to małe, spokojne miasto cieszące się bezpiecznymi osiedlami i niską przestępczością. Nikt z sąsiadów Simkusa nie przypuszczał, że mieszka kilka metrówodmordercy. Mieszkańcy Radford są bardzo poruszeni tym faktem. Tym bardziej że Litwin nadal zajmuje

się działalnością przestępczą skoro ostatnio aresztowano go za napad. Oburzeni mieszkańcy Radford napisali list w tej sprawie do Home Office prosząc o wyjaśnienie dlaczego nikt nie został poinformowany, że w okolicy mieszka morderca. Home Office odpowiedział „Niestety nie mamy takiej możliwości aby sprawdzać przeszłość każdej osoby wjeżdżającej na teren Wielkiej Brytanii. Tym bardziej jeśli chodzi o obywateli państw wschodniej Europy”. Przy okazji sprawy z Radford powstał pomysł, by zacząć kontrolować przemieszczanie się zagranicznych kryminalistów i byłych skazańców. Dokładnie chodzi o wdrożenie nowych regulacji prawnych przez Unię Europejską, które miałyby obowiązywać w każdym kraju wspólnoty. Regulacje te miałyby polegać na tym, że każda osoba skazana za ciężkie przestępstwa przed zmia-

ną swojego miejsca zamieszkania musiałaby powiadomić o tym policję. Policja natomiast miałaby kontrolować cały ten system i sprawdzać, czy faktycznie były przestępca mieszka tam gdzie deklaruje. Jeżeli na przykład morderca lub pedofil chciałby wyprowadzić się do innego kraju, to policja musiałaby o tym powiadomić tamtejsze władze. Wielka Brytania mogłaby wówczas wprowadzić swoje prawo zakazujące byłym kryminalistom wjazdu do swojego kraju. Pomysł brzmi sensownie, ale jego krytycy już alarmują, że biedniejsze kraje jak Polska czy Litwa nie będą w stanie sfinansować takiego systemu w przeciągu najbliższych lat. W takiej sytuacji pozostaje tylko liczyć na pomoc finansową ze strony Unii Europejskiej. Jednak wydaje się to być mało prawdopodobne i bardzo odległe. Krzysztof Szczepaniak

st.neots Mieszkaniec St. Neots podczas spaceru po okolicznych polach został poturbowany przez stado krów. Do tego incydentu doszło na jednym z pól zaraz przy centrum miasta. 60 latek spacerując zauważył, że kilkanaście krów energicznie podąża w jego stronę. Po chwili zwierzęta przewróciły mężczyznę i zaczęły deptać po jego ciele. Przechodnie, którzy zauważyli to zdarzenie, wezwali ambulans. Pomoc dotarła na miejsce w kilka minut. Lekarze widząc rozległe obrażenia ciała mężczyzny zdecydowali o przewiezieniu go do specjalistycznego szpitala w Cambridge. Jego stan określa się

obecnie jako bardzo poważny. Jak na razie nie ustalono co było przyczyną ataku stada na tego mężczyznę. Nie wiadomo czy krowy były w jakiś sposób sprowokowane przez 60 latka. Możliwe jest też, że poczuły się zagrożone i dlatego zareagowały tak agresywnie. Policja zaleca zachować ostrożność podczas spacerów w miejscach gdzie wypasane jest bydło. Warto też trzymać psy na smyczy w pobliżu takich zwierząt, by ich nie prowokowały. Częśćbrytyjskich pól, gdzie wypasane są zwierzeta nie jest ogrodzona. Przypadki ataków bydła i baranów na ludzi w tym kraju są sporadyczne, ale jak wynika z tego przykładu, kończą się dotkliwymi urazami ciała. Will O.

Dwójka dorosłych nie żyje! Dziecko trafiło do szpitala ...

Tragiczny wypadek na A47, nie żyją 2 osoby! peterborough W niedzielę 25 sierpnia na drodze A47 w pobliżu Peterborough doszło do tragicznego w skutkach wypadku. W wyniku czołowego zderzenia Forda Focusa z Land Roverem Discovery zginęła 27 letnia kobieta oraz towarzyszący jej mężczyzna. Oboje jechali Fordem Focusem. W pojeździe, w którym zginęły dwie dorosłe osoby, znajdowało się również 3-letnie dziecko. Doznało one liczne i bardzo poważne obrażenia ciała. Trzylatek walczy obecnie o życie w www.naszestrony.co.uk

szpitalu w Cambridge. Kierowca i pasażer Land Rovera także odnieśli obrażenia, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Policja z Peterborough po dwóch dniach ujawniła personalia zmarłej kobiety, która prowadziła Forda Focusa. Okazała się nią 27 letnia Samantha Jayne Durber z Princes Road, Fletton, Peterborough. Śledczy jak na razie ograniczają się do podawania szczątkowych informacji odnośnie przyczyn tego tragicznego wypadku. Nadal trwa dochodzenie w tej sprawie. Policja prosi o pilny kontakt każdego kto widział to zdarzenie lub posiada jakiekolwiek informacje odnośnie tego wypadku. Will O.


8

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Brytyjscy kryminolodzy zapowiadają „erę cyfrową”.

Zeskanują odciski ...

Kierowca uczestniczący w tym wypadku trafił do szpitala na kilka miesięcy.

No to zaparkował!

wisbech Pijany 22 latek z impetem wbił się swoim Audi TT w domek jednorodzinny na przedmieściach Wisbech. Brawura i alkohol we krwi kierowcy bardzo często kończy się tragedią lub konsekwencjami prawnymi. W tym przypadku kierowca miał dużo szczęścia że uszedł z życiem.

lincolnshire Lincolnshire Police będzie jedną z pierwszych jednostek w Anglii, które utworzą cyfrową bazę odcisków palców. Umożliwi to identyfikację przestępcy w ciągu kilku minut od zebrania odcisków palców z miejsca zbrodni, zwiększając szansę na jego zatrzymanie. Jednostki policji w Lincolnshire, Derbyshire i Nottinghamshire w ubiegłym roku połączyły siły tworząc EMSOU-Forensic Servi-

ces. W sumie zeskanowanych zostanie pół miliona odcisków palców, które w wersji papierowej znajdują się w posiadaniu wyżej wymienionych jednostek. Niewątpliwie przyspieszy to pracę policji, umożliwi skuteczniejszą współpracę pomiędzy jednostkami, a także obniży koszty magazynowania. Papierowe zapisy zostaną zniszczone, przeniesienie ich na format cyfrowy powierzone zostało firmie Northgate Public Services. Cyfrowa baza odcisków palców gotowa będzie w ciągu kilku tygodni. J.O.

22 letni Lewis Richardson z Suffolk w połowie marca we wczesnych godzinach rannych „zaparkował” swój samochód w domu jednorodzinnym. Mieszkańcom, którzy w tym czasie spali na piętrze na szczęście nic się nie stało. Gorzej było z kierowcą. Po wyciągnięciu go z wraku samochodu okazało się, że jego stan jest krytyczny. Szybko przewieziono go do specjalistycznego oddziału szpitala Addenbrooke’s w Cambridge. Lekarzom udało się uratować mu życie jednak mężczyzna przez kilka ostatnich miesięcy przechodził

www.naszestrony.co.uk

przez leczenie i rehabilitację. Teraz po zakończonych terapiach Lewis jest gotowy, by stanąć przed sądem. Prokuratura postawiła mu zarzut prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu, prowadzenia samochodu bez zachowania ostrożności oraz zniszczenie mienia. 22 latek wbijając się swoim autem w dom przy okazji zniszczył obok

stojące BMW oraz zaparkowanego w garażu vana. Strażacy we współpracy z inspektorami budowlanymi, aż 8 godzin wyciągali wrak samochodu z domu. 22 letni Lewis ma stanąć przed sądem w połowie października. Prawdopodobnie dostanie wyrok w zawieszeniu i straci prawo jazdy przynajmniej na 12 miesięcy. K.S.


9

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Kolejna nielegalna impreza na terenie Cambridgeshire. Tym razem na 2000 osób!!

policjanci nie zdołali zamknąć tej imprezy!

Gorefield Policja z Cambridgeshire po raz kolejny prowadzi dochodzenie w sprawie organizacji nielegalnej imprezy, która miała miejsce podczas ostatniego Bank Holiday. Tym razem imprezę zorganizowano w dwóch stodołach w Gorefield koło Wisbech. Według wstępnych szacunków policji wzięło w niej udział aż 2000 osób. Niestety, tym razem policja była na tyle bezradna, że imprezowiczom udało się zorganizować dwie imprezy i to w dwa dni pod rząd. Ze względu na braki kadrowe związane z okresem urlopowym policja nie dysponowała wystarczającą liczbą funkcjonariuszy, by zlikwidować tą imprezę. Według okolicznych mieszkańców party zaczęło się w sobotę wieczorem. Policja w tym czasie otrzymała kilkadziesiąt zgłoszeń z różnych okolicznych wiosek odnośnie bardzo głośnej muzyki dobiegającej z Gorefield. Na miejsce wysłano policyjny patrol, ale większość imprezowiczów zdołało się przed nim ukryć lub uciec. Policja zdołała zatrzymać tylko kilka osób po czym patrol odjechał. Mieszkańcy wioski twierdzą, że zaraz po odjeździe radiowozu impreza zaczęła się na nowo i trwała aż do 8:30 rano.

Podczas niedzielnego ranka policjanci powrócili na miejsce imprezy, ale i tym razem z braku odpowiedniej ilości funkcjonariuszy nie udało się im zdemontować głośników i sprzętu grającego. W niedzielę wieczorem impreza ponownie rozpoczęła się na dobre. Podobno przybyło na nią o wiele więcej osób. Policja ponownie była bezradna. Zabawa po raz kolejny trwała do białego rana. Funkcjonariusze ograniczyli się tylko do blokady drogi wjazdowej na teren imprezowej farmy. Policjanci przeszukiwali każdego kto opuszczał ten teren z nadzieją, że znajdą jakieś narkotyki. Jak się później okazało uczestnicy imprezy na widok blokady policji wyrzucali wszystkie używki do pobliskich rowów. W rezultacie policja aresztowała około 30 osób. Nikt z zatrzymanych nie miał pojęcia kto zorganizował imprezę. Nikt nie pamiętał jak się o niej dowiedzieli. Była to już czwarta nielegalna impreza w naszym regionie. Pierwsza miała miejsce też koło Wisbech w noc sylwestrową. Imprezowicze włamali się do hangaru lokalnej firmy i bawili się do godziny 12:00 w południe następnego dnia. W tej imprezie wzięło udział około 1000 osób. Kolejne nielegalne party miało miejsce w Whittlesey koło Peterborough. Tym razem zabawa zorganizowała się przez przypadek.

Jeżeli kupisz od nich samochód ...

prawo jazdy za darmo!

peterborough Stoneacre to wiodąca firma zajmująca się sprzedażą samochodów, zarówno nowych jak i używanych. Z końcem sierpnia firma otworzyła swoje biuro w centrum handlowym Queensgate zaraz obok sklepu John Lewis. Odwiedzając nowy oddział firmy można zasiegnąć wielu istotnych informacji odnośnie zakupu samochodu i innych produktów. Pewna nastolatka opublikowała na Facebook zaproszenia dla swoich znajomych na imprezę urodzinową. Niestety zaproszenie przez przypadek pojawiło się na głównej stronie portalu i w rezultacie dom nastolatki nawiedziło kilkaset osób. Impreza wymknęła się z pod kontroli. Interweniowała policja. Zniszczenia oceniono na 50 tysięcy funtów. Trzecie party miało miejsce kilka tygodni temu w lesie w okolicach Bourne, Lincolnshire. Tam organizatorzy ewidentnie stanęli na wysokości zadania. Zorganizowali profesjonalnego DJ’a, konsolę, barek z lodówkami i głośniki estradowe. Podczas interwencji policji aresztowano kilkanaście osób. Niektórzy uczestnicy byli tak agresywni, że funkcjonariusze użyli psów policyjnych do ich obezwładnienia. Krzyszto Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

Na miejscu można przejrzeć kilkaset rodzajów samochodów używanych i nowych. Można tam też umówić się na jazdę próbną, test MOT lub serwis swojego obecnego auta. Dodatkowo w tym samym miejscu można zasięgnąć informacji odnośnie zakupu samochodu na raty. Warto jednak zwrócić uwagę na zupełnie nową ofertę firmy. Mianowicie Stoneacre od końca sierpnia oferuje darmową naukę jazdy dla swoich klientów. Jedynym warunkiem jest zakup nowego samochodu z rocznika 2013. Jest to jedyny istotny warunek, który trzeba spełnić by skorzystać z tej nietypowej oferty. Nauka jazdy wtedy jest bezpłatna aż do zdania egzaminu. Osoba która nie zda egzaminu nadal może korzystać z darmowych lekcji. Dużym plusem tej oferty jest to, że może z niej skorzystać każdy

z najbliższej rodziny właściciela nowego samochodu. W praktyce może wyglądać to tak, że mąż kupuje samochód, a jego żona czy córka może przystąpić do darmowego kursu na prawo jazdy. Oferta od samego początku wprowadzenia jej na rynek cieszy się ogromną popularnością wśród klientów Stoneacre. Według jednego z pracowników firmy, wiele osób które przychodzi kupić samochód używany ze względu na tą promocję, w ostatniej chwili decydują się na nowe auto. Stoneacre bardzo często zaskakuje swoją pomysłowością w walce klienta na brytyjskim rynku. Samo otwarcie oddziału firmy w centrum handlowym jest dość niespotykanym rozwiązaniem. Zarząd firmy jest wręcz przekonany, że biuro w Queensgate Shopping Centre jest strzałem w dziesiątkę. Prawdopodobnie dlatego takie samo biuro otworzono w centrum handlowym w Doncaster i według nieoficjalnych informacji takich biur w UK powstanie o wiele więcej. Stoneacre w Peterborough ma jeszcze dwa inne oddziały mieszczące się przy Newark Road i Forty Acre Road. K.S.


10

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Darmowa rejestracja i darmowe opcje, a zawarte znajomości są na prawdę bezcenne!

ten portal randkowy

powstał w ... Peterborough! peterborough Polskie firmy i ich właścicieli opisujemy od pierwszego wydania gazety Nasze Strony. Zazwyczaj są to osoby odważne, inwestujące w swoją przyszłość i z czasem ich biznesy stają się rozpoznawalną w regionie marką. Właśnie dlatego z przyjemnością przedstawiamy kolejną przedsiębiorczą osobę z naszego regionu. Jest nią Paweł Reszka z Peterborough, który postanowił nie powielać innych pomysłów na polonijny biznes i otworzył internetową stronę randkową. Strona znajdująca się pod adresem www.flirto.pl jest świeżym produktem liczącym sobie zaledwie dwa tygodnie. Jej system jest w końcowej fazie budowy i jest już ogólnie dostępna dla użytkowników. Główną ideą portalu jest skupienie w jednym miejscu osób poszukujących swojej drugiej połowy, nowych znajomych i przyjaciół. Na flirto.pl użytkownicy mogą tworzyć własną stronę profilową, dodawać nieograniczona ilość zdjęć, oceniać profile innych użytkowników, rozmawiać z nowo poznanymi osobami na prywatnym czacie, a także tworzyć grupy znajomych. Jest to rzadko spotykany pomysł na biznes i może właśnie dlatego okaże się dużym sukcesem. - Wiemy, że wiele osób korzysta z

Zmieniają się warunki przyznawania mieszkań socjalnych!

O Socjalne mieszkanie

nie będzie już tak łatwo! east england Coraz trudniej Polakom dostać mieszkanie socjalne. Świadczą o tym informacje napływające do naszej reakcji. Choć narodowość nie powinna być żadną przeszkodą w tym czy nazwisko może znaleźć się na liście oczekujących, tak przykłady podawane przez naszych czytelników pokazują, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze przed kilkom laty.

podobnych portali. Dzięki naszemu badaniu rynku wiemy także co irytuje lub odpycha użytkowników portali randkowych. Użytkownicy nie lubią płacić za kontakt z wyszukaną osobą czy nawet za samą rejestrację. Większość takich stron internetowych ma wiele fajnych funkcji ale za pieniądze. My staramy się dać naszym użytkownikom za darmo wszystko to za co muszą płacić gdzieś indziej. Na flirto.pl wszystko jest darmowe tzn. rejestracja, czat, wysyłanie wiadomości, wyszukiwarka, dodawanie zdjęć itp. Wiele portali społecznościowych potrafi być na tyle perfidne, że czasami aby się z nich wyrejestrować trzeba się nieźle nagłowić aby tego dokonać. My rozumiemy, że komuś portal może nie przypaść do gustu, dlatego wyrejestrowanie się z niego

to kwestia jednego kliknięcia. Staramy się tworzyć ten portal pod użytkownika a nie pod zarobek. Słuchamy ludzi i wiemy czego chcą a czego wręcz nie znoszą. Flirto.pl jest nowym produktem i z czasem na pewno będzie się rozwijać. Serdecznie zapraszam do odwiedzenia naszego portalu - mówi Paweł Reszka z Peterborough, właściciel portalu. W samej Wschodniej Anglii jest już kilkanaście portali prowadzonych przez lokalną Polonię. Niektóre odnoszą sukcesy, a niektóre szybko odchodzą w zapomnienie i umierają śmiercią naturalną. Portalu randkowego tutaj jeszcze nie było więc ma dużą szanse na spora popularność. Pawłowi Reszce i jego współpracownikom życzymy powodzenia. Krzysztof Szczepaniak

www.naszestrony.co.uk

11

Odrzucanie wniosku o mieszkanie socjalne ze względu na narodowość byłoby oczywiście zachowaniem dalece niestosownym, w zasadzie nie możliwym do przyjęcia, a nawet nagannym. Udowodnienie, iż jakikolwiek urząd kieruje się tymi właśnie kryteriami, by przyjezdni, tudzież imigranci - odsyłani byli na koniec kolejki, jest niemożliwe. Można jedynie podejrzewać, że takie jest właśnie wytłumaczenie serii sytuacji, do których dochodzi w wielu urzędach miast na terenie wschodniej Anglii. Oto przykłady, o których poinformowali nas czytelnicy gazety Nasze Strony. 1. Jeszcze przed kilkoma laty urzędy miast przydzielały wnioskującemu o mieszkanie gotowego do rozmowy oficera ds. socjalnych. Dziś wnioskujący może z nim jedynie korespondować za pośrednictwem mejla lub

porozmawiać przez telefon. 2. Na spotkania, w czasie których dokonuje się prezentacji nie są wysyłani tłumacze, którzy wspieraliby osoby wnioskujące o mieszkanie socjalne. Urzędy tłumaczą to ograniczeniami finansowymi ze strony rządu. 3. Zamiast trzy stopniowych kwalifikacji tzw.: „band” część urzędów wprowadziła dodatkowe dwie, rozciągając zakres kwalifikacji do 5 poziomów numerycznych od 1 do 5, gdzie 5 otrzymuje każdy kto zawnioskuje o mieszkanie socjalne. 4. Urzędy miast nie podejmują już tak aktywnych i zdecydowanych interwencji w sprawach dotyczących sporów między Landlordami, a wynajmującymi. Nie kierują już nawet do lokalnych oddziałów Citizen Advice Bureao, bo rząd ograniczył wsparcie finansowe na sprawy związane z mieszkalnictwem. 5. Urzędy miast coraz bardziej dotkliwie karzą zalegających z opłatą podatku lokalnego Council Tax i traktują te zaległości tak jak zaległości czynszowe (rent arrears), co utrudnia w efekcie wnioskowanie o mieszkanie socjalne. Adam Andrzejko


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Brytyjczyk przechytrzył natrętnych przedstawicieli handlowych!

Zamiast pracowników do magazynu wysłano jej obiboków!

Zarobił setki funtów odbierając telefony od telemarketerów! uk/leeds Ilu z nas otrzymuje po kilka telefonów dziennie od firm marketingowych, banków, firm zajmujących się odszkodowaniami itp? Na pewno wielu! Niechciane telefony potrafią wyprowadzić człowieka z równowagi. Może kredyt? A może skorzystasz z naszej oferty? Mam dla pana świetną promocję! Wygrał pan nowego Iphona! Takie telefoniczne oferty są prawdziwa zmorą. Pomysłowy Brytyjczyk znalazł sposób jak na tym zarobić pieniądze. Lee Beaumont miał już dosyć niechcianych telefonów, które zawsze przerywały mu jego ulubiony serial. Zadzwonił więc do swojego operatora i poprosił, by zmieniono mu numer telefonu na numer płatny. Lee wybrał dla siebie numer zaczynający się na 087… Koszt połączenia ustanowiono mu na 10p za minutę. Same ustawienie tej usługi kosztowało go tylko 10 funtów. Od tego momentu Lee zaczął zarabiać. W między czasie wziął osobny numer na abonament, który zna jego rodzina i najbliżsi znajomi. Przez pierwsze dwa lata od podłączenia płatnego telefonu Lee otrzymywał po 30-40 telefonów miesięcznie. Długość rozmów była bardzo różna w zależności

od cierpliwości dzwoniącego. Niektóre firmy przekonały się, że nie opłaca się dzwonić do Lee i już tego nie robią. Obecnie na jego numer dzwoni około 16 firm miesięcznie, więc dochody spadły o połowę ale z drugiej strony pomysłowy Brytyjczyk ma teraz więcej spokoju. - Był problem z firmami, które faktycznie dostarczają mi różne usługi jak gaz, woda, Internet itp. Operatorzy tych firm prosili o podanie jakiegoś innego i bezpłatnego numeru, na który mogą się ze mną kontaktować. Zazwyczaj odpowiadałem, że nie ma takiej możliwości i jeżeli nie chcą dzwonić na ten numer - to zawsze mogą kontaktować się ze mną mailowo. W 99 procentach

13

przypadków nikt do mnie nie pisał żadnych maili i do dzisiaj wszystkie firmy, z którymi jestem związany dzwonią do mnie na płatny numer - powiedział Brytyjczyk w wywiadzie dla BBC. Dziennikarz BBC przed wywiadem z Lee odrobił lekcje i skontaktował się z operatorem BT. Zapytał czy takie praktyki są legalne? Oto co odpowiedział operator. - Płatne numery są przeznaczone do innych celów i radzimy nie podążać z przykładem Lee, by uniknąć kar pieniężnych - wyjaśniał rzecznik BT. Co jak co, ale Lee nie ma zamiaru rezygnować z płatnego numeru, dzięki któremu pokrywa część innych rachunków. Krzysztof Szczepaniak

“Job Centre” czy też „benefits centre”? uk/swansea Jean Rasbridge to właścicielka dużej firmy zajmującej się sprzedażą elektronicznych papierosów. W związku z rozwojem działalności otworzyła nowy magazyn w Swansea, który miał stworzyć kilkadziesiąt miejsc pracy. Rasbridge zwróciła się do Job Centre o pomoc w znalezieniu pracowników z nadzieją na szybki start nowego magazynu. Jean Rasbridge twierdzi, że współpraca z Job Centre okazała się być dużą pomyłką i stratą czasu. Kobieta złożyła do urzędu pracy ofertę dla kilkudziesięciu magazynierów. Praca 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodni za stawkę 8 funtów za godzinę. Tragedii nie ma, a przynajmniej praca na umowę o pracę. Jednak Job Centre nie zapewniło jej ani jednego pracownika. Podczas kilkutygodniowej rekrutacji urząd umówił na spotkanie o prace kilkudziesięciu kandydatów. Jak twierdzi Rasbridge duża ich część wcale się nie pojawiła. Reszta osób przyszła jak na zesłanie do łagru. Kilkanaście osób odpowiadało kryteriom rekrutacyjnym, ale nie pojawiły się w pierwszym dniu pracy. Na interview zaczęto już przysyłać osoby z tak odległych miast jak Peterborough czy Glasgow. Nikt nie chciał podjąć zatrudnienia. Według Rasbridge urząd bardziej pomaga bezrobotnym utrzymać zasiłki niż znaleźć pracę.

- Urzędnicy pokazują tylko gdzie zaznaczyć haczyk w formularzu odnośnie co się zrobiło w celu poszukania zatrudnienia. Nie wiem jakimi kryteriami oni się kierują przysyłając na interview osoby które ewidentnie nie chcą pracować lub zawsze mają jakąś wymówkę, by wymigać się od pracy. Po co jest ten urząd? Od załatwiania zasiłków dla bezrobotnych? Współpraca z Job Centre to była pomyłka i ogromna strata czasu. Jestem kobietą biznesu i mam wielu znajomych z branży. Każdy z nich, kiedy podjął jakąkolwiek współpracę z urzędem pracy był rozczarowany rezultatami – mówi Jean Rasbridge. Według statystyk coraz więcej przedsiębiorców podejmujących rekrutację w swoich firmach, zwraca się o pomoc do agencji pracy zamiast do Job Centre. Jeżeli sytuacja ta szybko się nie zmieni to za jakiś czas urząd ten z powodzeniem będzie mógł zmienić szyld na Benefit Centre. Krzysztof Szczepaniak

„Weź go na zewnątrz” - miał powiedzieć menadżer sklepu!

autystyczne dziecko wyprosili ze sklepu cambridge 21-letnia Emily Simmons z Cambridge została poproszona o opuszczenie sklepu , ponieważ jej 3-letnie dziecko cierpiące na autyzm zaczęło płakać, co przeszkadzało klientom - tego rodzaju uwagę skierowali do klientki próbującej naprawić telefon pracownicy punktu usługowego ACG przy Fitzroy Street. Kiedy płacz autystycznego dziecka przestał być tylko zwywww.naszestrony.co.uk

kłą niezręcznością, menadżer sklepu poprosił matkę o wyjście na zewnątrz. Emilly Simmons relacjonując zajście powiedziała, że to co dziś menadżer nazywa prośbą, brzmiało jak stwierdzenie, by „wzięła go na zewnątrz”. Młoda matka uważa, że zachowanie obsługi sklepu, było niewłaściwe. Jedyną formą przeprosin jakie usłyszała 21-letnia Emilly, było wyjaśnienie Willa Weaver’a, właściciela sklepu, który stwierdził, iż osoba zwracająca jej uwagę nie wiedziała, że dziecko jest autystyczne. newsman


14

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Sklep jest już po remoncie i po przeprowadzce!!

Pysio już pod szyldem Maxim - zapraszamy! corby Dobrze polski sklep spożywczy Pysio z Corby został przeniesiony do budynku po przeciwnej stronie i przyjął nazwę Maxim. We wcześniejszych wydaniach gazety Nasze Strony informowaliśmy już o planowanym przeniesieniu tego sklepu. Z końcem sierpnia w końcu miało miejsce wielkie otwarcie nowego Maxim w Corby. Było tak samo hucznie jak w Wellingborough. Balony, promocje i Teletubisie witające pierwszych klientów. Nowy sklep robi bardzo dobre wrażenie, zarówno pod względem wyposażenia i co najważniejsze dużej powierzchni sali sklepowej. Wcześniej przez kilka lat sklep Pysio (teraz już Maxim) mieścił się w malutkim pomieszczeniu, gdzie klienci przeciskali się pomiędzy sobą. Mimo to jakość oferowanych mięs, wędlin i innych produktów spożywczych nie zniechęciła ich do zakupów w tym sklepie. - Cieszę się bardzo, że w końcu udało nam się przenieść sklep do budynku naprzeciwko. Remont nowego pomieszczenia trwał długie tygodnie. Prace nad wyposażeniem sklepu spędzały nam sen z powiek, ale nareszcie udało nam się osiągnąć nasz cel. Przy okazji chciałbym przeprosić naszych klientów, że tak długo musieli czekać na rozbudowę naszego małego sklepiku.

„Wystarczą 3 minuty, by zobaczyć jak dużo jest pojazdów z obcymi rejestracjami w UK!”

brytyjscy Policjanci nadal podejmują wyzwanie walki z polskimi rejestracjami northapt’shire

Staramy się słuchać ich opinii. Poprzednie pomieszczenie było zbyt małe, przez co klienci sporo czasu spędzali w kolejkach. To właśnie z myślą o nich sklep został przeniesiony do znacznie większego budynku. Wyposażyliśmy go w meble najwyższej jakości, które podkreślają estetykę sali sklepowej. Zwiększyliśmy też liczbę personelu. Urozmaiciliśmy nasz asortyment, tak by naszym klientom zakupy w Maxim ie były więcej kłopotliwe. Dziękujemy za cierpliwość i serdecznie zapraszamy – mówi Dariusz Czech. Warto również wspomnieć o kartach stałego klienta sklepu Maxim. Każdy klient posiadający kartę oszczędza zbierając punkty. W praktyce wygląda to tak, że przy każdym wydanym funcie na poczet karty stałego klienta wpływa 5% wartości dokonanych zakupów. Punkty te można wykorzystać przy kolejnych zakupach w każdym sklepie pod szyldem Maxim. Adres sklepu Maxim - High Street, Corby, Northamptonshire, NN17 1UX. J.O.

Według policji problem z przestępstwami dokonywanymi przy użyciu samochodów z zagranicznymi rejestracjami jest coraz bardziej poważny. Z każdym rokiem przybywa nierozwiązanych spraw kryminalnych i policja ma już tego serdecznie dosyć – mówi Komendant policji z Northamptonshire. Adam Simmonds, który włada policją hrabstwa Northamptonshire wystosował list do ministerstwa sprawiedliwości z prośbą o pomoc w tym temacie. Simmonds podkreśla w swojej korespondencji, że problem ten dotyczy całego kraju i że z roku na rok jest coraz gorzej. Komendant ma na myśli głównie kierowców, którzy unikają płacenia mandatów i dokonują licznych wykroczeń unikając przy tym kary. W swoim liście komendant wymienia głównie kierowców prowadzących samochody z polskimi , litewskimi, łotewskimi i słowackimi rejestracjami. Dodaje również, że po 2014 roku będzie jeszcze gorzej, kiedy to w UK legalnie będą mogli pracować Bułgarzy i Rumuni. - Policja jest bezradna w wykrywaniu zagranicznych kierowców, którzy notorycznie łamią brytyj-

www.naszestrony.co.uk

skie prawo i przepisy drogowe. Z tym problemem borykają się wszystkie hrabstwa Wielkiej Brytanii. Należy usunąć takie pojazdy z tego kraju, aby nasze drogi były bezpieczniejsze. Minister sprawiedliwości powinien zacząć działać aby jak najszybciej zmienić prawo, które uniemożliwiłoby obcokrajowcom zamieszkałym w UK korzystanie z samochodów z zagranicznymi rejestracjami – tłumaczy komendant. Simmonds w wywiadzie dla lokalnej gazety oznajmił, że osobiście zaprosił ministra sprawiedliwości do Northamptonshire i okolicznych hrabstw. Komendant twierdzi, że wystarczy wyjść na ulicę i odczekać 3 minuty, by prze-

konać się ile takich samochodów jeździ po brytyjskich drogach. Takiego samego zdania są firmy ubezpieczeniowe, które także naciskają na rząd, by jak najszybciej zmienić prawo. Ich rzecznicy przekonują, że Wielka Brytania każdego roku traci ogromne pieniądze tolerując na drogach samochody z zagranicznymi rejestracjami. Naciski policji i firm ubezpieczeniowych na brytyjski rząd w tej sprawie nasilają się z każdym miesiącem. Niebawem może się okazać, że tysiące obcokrajowców będzie musiało pozbyć się swoich samochodów z UK lub przerejestrować je do DVLA. K.S.


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Policjant patrolujący nocą drogę A1 w pobliżu Peterborough, interweniował z pomocą psa!

Policyjny pies pogryzł niewinnego Polaka!

east england Zdzisław Głowa, 50-letni Polak zamieszkały w Spalding, który w połowie sierpnia został pogryziony przez policyjnego psa. Jak twierdzi został wplątany w sytuację, którą policjanci nazwali serią wydarzeń rzucających bardzo złe światło na zatrzymanego. Polak był podejrzany o kradzież paliwa. Został wprawdzie zwolniony z wcześniejszych podejrzeń, ale ataku policyjnego psa nie zapomni do końca życia. W nocy z 13 na 14 sierpnia policjant w radiowozie typu „dog unit” patrolował drogę A1 w pobliżu Peterborough, To był jeden z wielu rutynowych nocnych patroli po okolicy. Około

g. 2.45. radiowóz przejeżdżał obok parkingu w pobliżu Water Newton. To wtedy policjant zaobserwował dwóch dziwnie zachowujących się mężczyzn. Na poboczu drogi stało kilka zaparkowanych ciężarówek. Policjant postanowił sprawdzić czy mężczyźni nie usiłują ukraść paliwa. Tyle informacji w sprawie udzielił nam rzecznik Cambridgeshire Police. Na tym kończy się oficjalna wersja zdarzeń przekazana nam przez policję. Reszta naszych ustaleń opiera się na informacjach uzyskanych od zatrzymanego Polaka. Z relacji Zdzisława Głowy wynika, że policjant podejmujący próbę wyjaśnienia powodu obecności obu mężczyzn na poboczu drogi w pobliżu ciężarówek, uwolnił ze smyczy psa, który dopadł on Zdzisława Głowę i dotkliwie pogryzł.

Komenda odwołująca psa z przyjętej interwencji zatrzymania, paść miała podobno dopiero po 15 minutach. Przez ten czas pies był wciąż przy przestraszonym Polaku. Wezwano posiłki w postaci dwóch dodatkowych radiowozów i kolejnych policjantów. W efekcie policyjnych działań, rankiem 14 sierpnia zatrzymano dwóch mężczyzn. Pogryziony przez psa Zdzisław Głowa został odwieziony do szpitala w policyjnym radiowozie. Drugi mężczyzna, 53-letni Sławomir Muszkieta trafił do policyjnego aresztu w Huntingdon, gdzie przedstawiono mu zarzut kradzieży paliwa z ciężarówek. Podczas gdy ranny Zdzisław Głowa przebywał w szpitalu, policjanci doprowadzili drugiego mężczyznę do Peterborough Magistrates Court, gdzie przyznał się do zarzucanych mu

www.naszestrony.co.uk

czynów. 53-latek został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Paliwo, które przelał ze zbiorników w ciężarówkach do przygotowanych wcześniej kanistrów, odzyskano tej w noc gdy dokonano zatrzymania zatrzymania. Tymczasem Zdzisław Głowa z ranami po pogryzieniu przez psa, nadal przebywał w szpitalu. Dostał wezwanie do stawienia się w dniu 16 sierpnia na komisariat w Huntindgon. Nie mógł jednak sprostać policyjnym procedurom, gdyż nadal przebywał w szpitalu. Ze szpitala wypisano go dopiero następnego dnia. W chwili gdy opuszczał szpital towarzyszyli mu policjanci oraz bliska osoba, która wspierała go jako tłumacz. Policjanci pozwolili 50-latkowi zapalić papierosa zanim wszedł do policyjnej furgonetki z kratami. Po tym jak nie stawił się na wcześniejsze wezwanie, policja wydala nakaz doprowadzenia Polaka na komisariat w Huntingdon. Dla Zdzisława Głowy była to kolejna porcja stresu i wrażeń jakich na pewno nikt by mu nie pozazdrościł.

15 Z relacji Polaka wynika, że zatrzymał się na parkingu, bo poprosił go o to znajomy, któremu podobno zepsuł się samochód. Z kolei przed policyjnym psem uciekał, bo przestraszył się sytuacji, w której podobnie zareagowałby każdy inny człowiek, widząc groźnie wyglądającego, szczekającego psa biegnącego w kierunku bogu ducha winnego człowieka. Jak stwierdzili policjanci Zdzisław Głowa znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Po przesłuchaniu został zwolniony do domu. Wprawdzie nie oddano mu pojazdu zabezpieczonego podczas śledztwa, bo technicy kryminolodzy sprawdzali czy wcześniej nie przewoził w nim paliwa, tak opuścił komisariat jako wolny człowiek. Gdzieś na komisariacie, po przesłuchaniu zawieruszyły się też leki oraz epikryza, która Zdzisława Głowa otrzymał wychodząc ze szpitala. Dziś jest wolny od zarzutów kradzieży paliwa z ciężarówek, ale ma się stawić na komisariacie policji w dniu 28 września. Adam Andrzejko


16

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

To już 74 rocznica wybuchu II wojny światowej, która pozbawiła Polskę 90% inteligencji i 6,5 miliona obywateli.

Pamiętniki Dezertera Armii Czerwonej

bedford Polacy zamieszkujący polskie ziemie zachodnie jako datę wybuchu II Wojny światowej pamiętają 1 września 1939 roku. Mieszkańcy dawnej Polski wschodniej, obecnie znanej pod nazwą Ukraina,przeżywali to inaczej. Nie wszyscy wiedzą o tym, że 17 września 1939 roku na skutek układu między Niemcami i Związkiem Radzieckim, Polskę zaatakowała armia czerwona ze wschodu. Pan Tomasz Marszałek zamieszkały w Bedford wspomina czasy , które pozbawiły go ojczyzny. Marszałek urodził się koło Lwowa, a jego ojciec i bracia walczyli o niepodległość Polski będącej pod zaborami w I Wojnie Światowej w armii austriackiej i wtedy stracili życie. W 1939 Niemcy bombardowali okolice Lwowa, a Winniki gdzie mieszkała rodzina Marszałków były pod okupacją niemiecką przez 3 dni. Rankiem 23 września wkroczyła tam Armia Czerwona, a Niemcy wycofali się na skutek umowy Ribentrop – Mołotow. Polacy byli całkiem bezsilni. W kwietniu 1940 Związek Radziecki uznał okupowanych Polaków za swoich obywateli. Młodzież z roczników 1918 i 1919 wezwano na komisję poborową i wcielono do Armii Czerwonej . Zorganizowano dla nich szkolenie języka rosyjskiego.

Tomasz Marszałek stał się żołnierzem w artylerii przeciwlotniczej pod Moskwą. Idąc do wojska ostatni raz widział matkę i większość rodziny. Do tej pory Tomasz nie widział swoich stron rodzinnych i nie przypuszczał, że losy zawiodą go do Wielkiej Brytanii. W czasie trwania wojny wielokrotnie zmieniały się układy. Kiedy Marszałek zobaczył wojsko polskie w mundurach brytyjskich na terenie Związku Radzieckiego poprosił kapitana, żeby przyjął Polaków z Armii Czerwonej do Wojska Polskiego. Ten jednak tłumaczył, że nie może tego zrobić właśnie na skutek obowiązujących układów. Tomasz i jego koledzy złożyli podanie do swojego rosyjskiego przywódcy z prośbą o przeniesienie. Tomasz udał się do generała dywizji, który wydał rozkaz: „Rozkazuję dowódcy

batalionu zwolnić wszystkich Polaków pragnących przejść do wojska polskiego.” Marszałek uważa ten dzień za jeden z najszczęśliwszy w swoim życiu. Dowódca batalionu wpadł w furię kiedy dowiedział się, że Tomasz bez jego wiedzy rozmawiał z generałem. Odpłacić chciał mu się i przeszkadzał twierdząc, że polscy żołnierze są mu potrzebni. Tak więc w lutym 1942 roku grupa Polaków opuściła batalion bez zgody przywódcy. 63 żołnierzy Polskich dołączyło do transportu z żołnierzami rosyjskimi, rozbitkami z frontu. Podróżowali w wagonach bydlęcych bez prowiantu. Każdy musiał się starać o wyżywienie we własnym zakresie . Czasami udało się ukraść coś do jedzenia z wagonów kolejowych. Pewnego dnia żołnierze zdobyli worek cukru i zjedli go w pośpiechu, co spowodowało przykre zielone wymioty. Żołnierzom groziła śmierć głodowa. Niektórzy koledzy robili Marszałkowi wymówki, że wiezie ich na zgubę. Pani Zahra Hadayati z Iranu obecnie zamieszkała w Bedford rozmawiała z Tomaszem o tych czasach. Tomek powiedział: Jakoś dopłynęliśmy do gościnnej ziemi perskiej do portu Pahlevi przed Anglikami. Wtedy Anglicy dopiero szykowali dla nas miejsca przyjęć. Spaliśmy na piasku i nie mieliśmy pieniędzy na żywność. Nasza odzież zamieniła się w łachmany, a z ciał została skóra i kości. Pierwsze 3 dni pomogli nam przetrwać Persowie. Dali nam żywność i to zupełnie za darmo. Potem przyjechał transport od Anglików. Był Wielki Piątek. Żołnierze dostali mięso z ryżem. W specjalnym namiocie , przeszliśmy intensywną dezynfekcję www.naszestrony.co.uk

łącznie z ostrzeżeniem włosów do zera w celu pozbycia się wszy, pluskiew, wszelkiej zarazy i brudu. Zawszone mundury Armii Czerwonej spalono. Dostaliśmy od Anglików nowe, kompletne umundurowanie i szkolenie. Po krótkim pobycie w Pahlevi wyjechaliśmy w kierunku Palestyny przez Persję (obecnie Iran), Irak i Jordanię. Połączyliśmy się z brygadą Strzelców Karpackich składającej się z grup: „Faraonów”, „Prawosławnych” i „Lordów”. Anglicy byli naszymi instruktorami. Zawieziono nowych żołnierzy do Iraku na szkolenia. Żołnierze nazywali się pseudonimami. Tomasz miał przydomek „Biedny”. Potem udaliśmy się nad Kanał Sueski do Egiptu, a stamtąd do Włoch gdzie walczyliśmy na froncie. W kwietniu 1945 przeniesiono nas pod Monte Cassino. Przed nami już 6 innych narodowości walczyło o to strategiczne miejsce. Anglicy wycofali się bardzo szybko pozostawiając za sobą wszystko, łącznie z nowymi mundurami. Wkrótce zrozumieliśmy ich nadzwyczajny pośpiech, kiedy zaczęły się sypać pociski niemieckie, a polscy żołnierze kopali schrony. Najgorszym było oczekiwanie na natarcie, milczenie i cisza. Było to depresyjne wyczekiwanie. Nastąpiło natarcie i każdy sobie był dowódcą. Bitwę wygraliśmy dużym kosztem. Tomasz opowiada: pragnę tu podkreślić niezwykłe braterstwo, koleżeństwo i wzajemną pomoc, mimo wyczerpania, dużego stopnia trudności walki i ciągłego zagrożenia życia. Nikt nie myślał o własnym ocaleniu. Po zdobyciu Monte Cassino przeszukiwano schrony niemieckie. Tam Tomasz znalazł radio, które potem wymienił na akordeon i grał na nim przez resztę życia. Polacy nie poszli walczyć o Rzym gdyż było ich za mało. Posłano ich pod Loretto. „Biedny” kopał schron. Ziemia była twarda

więc poszedł odpocząć pod stóg słomy. W tym czasie niemiecki pocisk padł właśnie tam gdzie Tomek dopiero co kopał. Przypadkiem uratował sobie życie. Wojnę zakończył w Bolonii w maju 1945. Polacy nie osiągnęli swojego celu i czuli się zdradzeni przez Aliantów. W Polsce miejsce jednego okupanta zajął drugi. Jesienią 1946 roku Polacy przyjechali do Wielkiej Brytanii. Mieli tu dylemat: wracać czy nie wracać do Polski, która zmieniła swoje granice? Będąc w wolnym kraju postanowili pozostać i innymi drogami walczyć o niepodległość swojego kraju. Tym bardziej, że to co było ich ojczyzną stało się Ukrainą i Białorusią. Po przymusowej demobilizacji zaczęło się cywilne życie: praca zarobkowa i działalność ideologiczno-społeczna. Polacy dostali pracę w garbarniach, cegielniach i w rolnictwie. Mieszkali w obozie Poddington w Bedfordshire. Wielu było przygnębionych nie widząc w tym co robią żadnej przyszłości. „Jak mogłem umilałem im życie” - wspomina Biedny. Organizowałem wieczorki towarzyskie na których grałem na akordeonie. Przy śpiewie i muzyce dni zaczynały nabierać kolorów. W 1950 roku Tomasz ożenił się z Barbara Wodecką i wkrótce przyszły na świat dzieci: córka Grażyna i syn Artur. „Pragnę podkreślić, że chociaż zostałem w Anglii , serce moje zawsze należało do Polski. Cieszę się,że choć rozrzuceni po całym świecie, tworzymy historię Polski i jesteśmy jej nierozerwalną częścią.” - dopowiada Tomasz. Na fotografii Tomasz Marszałek reprezentuje Polskich Weteranów podczas tegorocznej parady wojskowej Armed Forces Day, w towarzystwie burmistrza Bedfordu, Szeryfa, członka Parlamentu oraz reprezentantów sił zbrojnych. Rozmowę przeprowadziła: mgr Irena Nawrocka - Little

na zdjęciu: Zahra Hadayati z Iranu


17

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Wymarzony singiel nagrała w szkolnym studio nagraniowym!

Lubisz ćwiczyć? To może być miejsce właśnie dla Ciebie!

Dwie nowe siłownie Nastoletnia uczennica nagrała własną piosenkę na Hamptonie Northampton Marzenia się spełniają, przekonała się o tym jedna z uczennic Northampton School for Girls (NSG). Chanelle Steedman nagrała swoją pierwszą piosenkę w profesjonalnym szkolnym studiu nagraniowym. - Piosenka „Smell The Coffee” dostępna jest na iTunes, to jest to o czym marzyłam od dziecka – wyznaje Chanelle. NSG to jedyny college w Northampton, w którym uczennice specjalizują się w dziedzinie muzyki. Szkoła od stycznia tego roku posiada swoją własną wytwórnię NSG Records. Uczennice w wieku od 11 do 18 roku życia mogą przesyłać swoje własne nagrania na stronę wytwórni. Utwory znajdujące się na stronie można słuchać, ściągać i udostępniać. Każdego miesiąca artysta bądź zespół, którego piosenka najwięcej razy była słuchana, pobierana i udostępniana ma możliwość profesjonalnego nagrania utworu i umieszczenia go na iTunes. Jest to doskonała

peterborough okazja do odkrywania młodych talentów i może być pierwszym krokiem do rozpoczęcia kariery. Nastoletnia utalentowana Chanelle dostała taką szansę gdy jej utwór „Forewer Yours” usłyszało ponad tysiąc osób na You Tube. NSG Records nie tylko umożliwia młodym talentom pokazanie się szerszej publiczności lecz oferuje również uczennicom zdobycie doświadczenia w pracy w przemyśle muzycznym. Szko-

ła posiada także swoją własna radiostację NSG Radio. Możliwości jest wiele, jeśli więc marzysz o karierze w przemyśle muzycznym wybór tej szkoły może się okazać pierwszym krokiem do spełnienia marzeń. Więcej informacji o wytwórni znajduje się na stronie www.nsgrecords.webs. com. By dowiedzieć się więcej o szkole wejdź na stronę www.nsg. northants.sch.uk. Joanna Owsiana

Dzięki aparaturze przekazanej przez charytatywną organizację szpital może więcej!

Fotochemioterapia do walki z rakiem skóry northampton

W nowoczesnym budynku pod jednym dachem znajdować się będzie siłownia, fitness, studio rowerowe, przestronne prysznice i szatnie. Co najważniejsze członkostwo upoważnia do korzystania z wszystkich pięciu obiektów na terenie miasta w tym z trzech basenów oraz ponad 125 klas fitness tygodniowo. Cen-

dla najmłodszych

Northampton General Hospital wkroczył w nowy etap walki z rakiem skóry. Organizacja charytatywna PDT for Cancer Cure podarowała szpitalowi nową lampę do fotochemioterapii. Dzięki prezentowi wartemu £12,000 lekarze będą mogli leczyć pacjentów nieinwazyjną metodą alternatywną dla konwencjonalnego leczenia. Leczenie lampą nie tylko umożliwia wyleczenie raka skóry lecz także zniszczonej słońcem skóry ze zmianami, które w przyszłości mogły by się okazać nowotworowe. Fotochemioterapia to nieinwazyjna metoda leczenia powodująca minimalne blizny. Światło ultrafioletowe aktywuje specjalne substancje chemiczne nałożone na zaatakowane chorobą obszary skóry. Zabieg ten zabija nieprawidłowe komórki

Vivacity Peterborough rozszerza swoją ofertę o kolejne dwa centra sportu i rekreacji, które już wkrótce zostaną otwarte w dzielnicy Hampton. Oficjalne otwarcie Hampton Library and Leisure Centre na Clayburn Road odbędzie się już 28 września o godzinie 10. Będzie to piąty tego typu obiekt w mieście należący do Vivacity.

trum oferuje również darmowy parking oraz łatwy dostęp do nowej biblioteki. Szósty ośrodek jaki już niebawem zostanie otwarty pod szyldem Vivacity to Premier Fitness na London Road w dzielnicy Hampton. Datę oficjalnego otwarcia wyznaczono na 1 lutego 2014 roku. W ofercie centrum znajdzie się nowoczesna siłownia, 25-metrowy basen, sauna, łaźnia parowa, studia do fitness, cztery gabinety do zabiegów kosmetycznych, prysznice, szatnie oraz kawiarnia. Dodatkowym atutem członkostwa oprócz możliwości korzystania ze wszystkich ośrodków w mieście jest to, iż nie trzeba podpisywać rocznego kontraktu. Więcej informacji dostępnych jest na stronie www.vivacity-peterborough. com/hampton. J.O.

Pokoloruj ... Smerfusia!

skóry zwalczając chorobę. Metoda ta jest szczególnie skuteczna w leczeniu wrażliwych obszarów ciała, czyniąc terapię mniej bolesną. Organizacja charytatywna PDT for Cancer Cure została założona w 2011 roku w celu promowania fotochemioterapii

jako alternatywnej metody leczenia raka skóry. Naszą ambicją jest aby każdy szpital wyposażony był w ten system, by pacjenci mogli otrzymać jak najlepsze leczenie na miejscu – mówi Bill Loryman dyrektor organizacji. Joanna Owsiana www.naszestrony.co.uk


18

JEST PRACA Oferty Operator wózka widłowego Kettering Echo Personnel Ltd zatrudni operatora wózka widłowego (Reach Truck) do pracy w magazynie w Burton Latimer. Praca w systemie zmianowym. Wymagane doświadczenie i ważna licencja na wózek widłowy. Stawka £7.30 za godzinę. CV wraz z listem motywacyjnym należy wysłać do Mr Sean Tapping na adres pocztowy 33-34 Church Street, Wellingborough, MID NN8 4PA. Lub mailowo na adres email: sean@echopersonnel.co.uk Administrator HR Kettering Praca w dziale HR na stanowisku administratora w firmie na terenie Kettering. Praca na cały etat. Stawka £16,000 rocznie. CV należy wysłać na adres email: kim.smith@shepherdstubbs. com Informatyk Kettering Wiodący na brytyjskim rynku dystrybutor narzędzi zatrudni informatyka. Praca t na cały etat w Kettering. Wymagane doświadczenie. Stawka £20,000

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

- £25,000 rocznie w zależności od doświadczenia. CV wraz z listem motywacyjnym należy wysłać na adres email: checkup@recruitment-doctor.co.uk podając numer referencyjny: RD678 Pracownik budowlany Cambridge Simcott Personnel Management zatrudni pracownika budowlanego do pracy na terenie Cambridge. Praca na cały etat. Wymagane doświadczenie i ważna karta CSCS. Własny transport będzie dodatkowym atutem. Stawka £6.50 - £8.00 za godzinę. Kontakt Jenna Clark Tel. 01376 514819 Operator wózka widłowego Huntingdon Tradeline Recruitment doświadczonego operatora wózka widłowego typu Telescopic Forklift. Praca na cały etat. Wymagana karta CPCS. Stawka £10 - £10.50 za godzinę. Kontakt: Andy Johnson Tel: 01234 332960 Pracownik budowlany Corby Qualified Labour Supply zatrudni pracownika budowlanego. Praca na nocki na budowie w Corby. Wymagana karta CSCS. Kontakt: 02079875253

Magazynier Corby The Best Connection zatrudni magazyniera do pracy na terenie Corby. Wymagane doświadczenie. Praca od poniedziałku do piątku w godzinach od 8 do 16 oraz okazjonalnie nadgodziny w soboty. Start natychmiastowy. Stawka £6.36 - £6.62 za godzinę. Kontakt: Industrial Desk Tel. 604 629888 Konserwator (złota rączka) Wellingborough Tradeline Recruitment Ltd zatrudni konserwatora (złota rączka) do pracy na nowym osiedlu. Wymagana karta CSCS. Praca na cały etat. Stawka £11 za godzinę. Kontakt: Andy Johnson Tel: 01234 332960 Sprzątanie Peterborough Sprzątanie od poniedziałku do piątku w godzinach od 5:45 do 7:45. Stawka £6.35 za godzinę. Kontakt: vikki@central-cleaning.com Stolarz Peterborough Trade Recruitment Ltd zatrudni stolarza do pracy na terenie Peterborough. Wymagana ważna karta CSCS, referencje od poprzedniego pracodawcy. Praca na cały etat. Stawka £12 - £13 za godzinę. CV wyślij na adres: all@traderecruitmentltd.co.uk

lub zadzwoń na numer 01223 420741 Kierowca ciężarówki Peterborough Praca dla doświadczonego kierowcy ciężarówki. Wymagane minimum 2-letnie doświadczenie i tachograf cyfrowy, maksimum 6 punktów na prawie jazdy. Start natychmiastowy z możliwością otrzymania kontraktu w późniejszym czasie. Kontakt: info@carldavidsteele. co.uk (należy dopisać stanowisko Class 1 HGV Driver) Kierowcy ciężarówek Spalding Praca dla doświadczonych kierowców ciężarówek. Wymagany tachograf cyfrowy. Praca na cały etat. Stawka do negocjacji. Kontakt: info@carldavidsteele. co.uk lub Tel. 08442472169 Ochroniarz Spalding Praca dla ochroniarza z licencją SIA. Praca w systemie zmianowym. Do obowiązków należeć będzie patrolowanie i monitorowanie obiektów i pracowników. Stawka £6.19 za godzinę. Kontakt przez Job center (Job reference code PSB, Job ID 3247292)

Sprzątanie St Neots Firma Servest Ltd zatrudni osobę do sprzątania sklepu Co-Operative Food w St Neots. Praca 12 godzin tygodniowo od wtorku do soboty w godzinach od 6:00 do 8:00. Kontakt: Lyndon Engleton adres email: lengleton@servest.co.uk w tytule należy napisać „ST NEOTS” lub wysłać sms o treści „ST NEOTS” na numer 07880171543 Złota rączka Huntingdon Polska piekarnia Eunice zatrudni osobę do pracy w charakterze złotej rączki. Więcej informacji można uzyskać dzwoniąc pod numer 07725984567. Pracownik biurowy Peterborough Hurtownia spożywcza Fios z Peterborough zatrudni pracownika biurowego. Wymagany język polski i angielski. Kontakt: Ozzie 07944574291 Magazynier Peterborough Hurtownia spożywcza Fios z Peterborough zatrudni magazyniera. Wymagany język polski i komunikatywny język angielski. Kontakt: Ozzie 07944574291

Jesli jestes pracodawcą i szukasz pracownika, ogłoś to na naszej stronie Internetowej: www.naszestrony.co.uk

INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW NASZYCH STRON Odkąd publikujemy ogłoszenia dotyczące ofert pracy, odbieramy coraz więcej telefonów dotyczących pomocy w przeprowadzeniu pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej z podanymi w ogłoszeniach pracodawcami. Niejednokrotnie zdarzają się również prośby o potwierdzenie szczegółów dotyczących poszczególnych pracodawców. Pytania dotyczą informacji na temat okresowości wypłat (tygodniówka, dwutygodniówka), czasu i miejsca pracy (wymiar godzin, adres gdzie praca będzie wykonywana), lub też czy jest to praca na kontrakt stały czy tymczasowy? Dlatego też w niniejszym ogłoszeniu chcielibyśmy wyjaśnić, iż redakcja gazety Nasze Strony nie prowadzi czynności wyżej opisanych i nie dysponuje dodatkowymi informacjami ponad te, które są publikowane. redakcja

www.naszestrony.co.uk


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii 56-letni Szkot, Steven Maughan poskarzył się, że nie mógł skorzystać z oferty napisanej w j.polskim!

19

Właściciel sieci Comet ma pomysł na wskrzeszenie firmy ...

Tego Szkota zdenerwowała Czy Comet zostanie ponownie otwarty? Oferta pracy po Polsku! szkocja 56-letni Steven Maughan z miejscowości St Ann’s w pobliżu Lockerbie, na południu Szkocji nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy na jego adres email dotarła oferta pracy w języku polskim. Swoimi wrażeniami, a głównie tym, że się zdenerwował - postanowił podzielić się z agencją pracy, która wysłała mu ofertę, a także z dziennikarzami lokalnej gazety. Ofertę pracy w języku polskim do 56-letniego Szkota wysłała agencja pracy „s1jobs”. To właśnie tam skierował swoje uwagi Steven Maughan, twierdząc iż wyraźnie wzburzyła go i zdenerwowała oferta pracy w języku, którego nie zna. Nazwał to nielegalnym i dyskryminującym zachowaniem. Interweniujący mężczyzna opowiedział dziennikarzom, że po jego uwagach do agencji, oferta została wycofana z sieci Internet. - Szukam pracy odkąd w kwietniu tego roku zostałem zwolniony. Zarejestrowałem się na stronie internetowej, która miała mi pomóc w znalezieniu pracy w mojej okolicy. Wysłano mi jedną ofertę, do pracy na produkcji w Newton Steward, ale była napisana po polsku, a ja nie mogłem tego zrozumieć i o tę pracę aplikować - mówi Steven Maughan.

56-latek odwołał się do ostatniej sytuacji w sprawie Tesco, gdzie firma wg wystąpień rządowych oficjeli, woli zatrudniać tańszych pracowników zza granicy. Nadmienił przy tym, że wszyscy powinni być traktowani tak samo. - Jak ma to być możliwe, skoro jesteśmy wykluczani gdy otrzymujemy ofertę pracy po polsku? - dodaje poirytowany mężczyzna. Przedstawiciel agencji, który zgodził się wypowiedzieć na ten temat polskojęzycznej oferty stwierdził, iż oferta pracy, o której mówił Steven Maughan była dostępna na stronie agencji w dwóch językach tzn.: angielskim i polskim. Wersja polskojęzyczna cieszyła się większym zainteresowaniem. 56-latek znalazł już pracę, ale o swojej przygodzie z polskoję-

zyczną ofertą pracy nie omieszkał opowiedzieć dziennikarzom, by nagłośnić to co go spotkało. Swoją droga gdyby zasadę o równouprawnieniu zastosowac w druga stronę, to obcokrajowcy uprawnieni do pobytu na terenie Wielkiej Brytanii, powinni poskarżyć się do Jobcentre Plus, ze na swoich stronach nie publikuje ofert we wszystkich tych językach, których obywatele mog alegalnie przebywać i pracować w UK. to oczywiście byłoby absurdalne, ale jak wiadomo, to co jest niemożliwe w Europie, będzie na porzadku dziennym na wyspach. Przykładem niech będzie obowiązek zapewnienia tłumacza na sali sądowej, za co płaci rząd brytyjski. Czy ktoś wie dlaczego tak jest? newsman

www.naszestrony.co.uk

wielka brytania W listopadzie ubiegłego roku informacja o zamknięciu sieci sklepów Comet zmartwiła 6,5 tys pracowników, którzy stracili pracę. Ta sama informacja była jednak niebywale zbawienna dla wielu innych osób oszczędzających na wymarzony sprzęt elektroniczny. Na miesiąc przed corocznymi obniżkami zapowiadała się nadzwyczajna wyprzedaż. Dziś pojawia się informacja, że Comet prawdopodobnie ponownie zostanie otwarty. W sklepach sieci Comet na terenie UK zatrudnionych było 6.500 osób. Niestety w listopadzie wszyscy stracili pracę. Przedsiębiorca George Coom-

bes nie traci jednak nadziei, że marka może powrócić na rynek. Coombes, który kupił upadający biznes, chce w ciągu najbliższych dwóch lat otworzyć 80 sklepów elektronicznych pod nazwą Meridian Comet. Poprzednie sklepy upadły, ponieważ nie mogły wytrzymać konkurencji z tańszymi sklepami internetowymi. Czy tym razem będzie inaczej? Na stronie internetowej firmy pojawił się komunikat, w którym czytamy, że brytyjski rynek sprzętu elektronicznego jest wart 3,8 miliardów funtów. „Nie trzeba być geniuszem, żeby zorientować się, że pustka, która pozostawiły po sobie sklepy Comet, daje możliwość prowadzenia biznesu w tradycyjny sposób, pod warunkiem zapewnienia niskich cen”. newsman


20

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Ruszyła przedsprzedaż biletów na koncert Hemp Gru!

to będzie POŻEGNALNY KONCERT HEMP GRU

Imigranci z Europy Wschodniej przyjechali na wyspy, bo mieli dość polityki w ojczyźnie!

Przedsiębiorczy Polacy w UK zostaną na długo! wielka brytania Brytyjskie gazety drwią z Polaków. Dzieje się tak za przyzwoleniem polityków, którzy z imigrantów zrobili sobie worek bokserski poprawiający notowania. Polacy obrywają regularnie, a tuż za nimi coraz częściej Litwini, no i oczywiście Rumuni. Dlaczego imigranci uciekają za granicę swoich krajów?

peterborough Oficjalnie grupa Hemp Gru zawiesza swoją działalność. Wiadomość o tym koncercie nie może ominąć fanów rapu czy hip hopu. W Peterborough odbędzie się pożegnalny koncert tego zespołu. Już 4-tego października zobaczymy i usłyszymy po raz ostatni razem Wilka, Bilona, Żarego i DJ Steez’a. Tego wieczoru rozgrzewać atmosferę będzie także Duch, IdylaVinyla, Taste Of The Underground oraz Skor. Impreza odbędzie się w klubie Radius, który mieści się na pierwszym piętrze przy Northminster, PE1 1YN. Wyczekiwana przedsprzedaż biletów ruszyła parę dni temu. Dziś bilety kosztują 17 funtów,

a na tzw.: wjeździe 20 funtów. Bilety dostępne są na stronie internetowej www.hempgru. eventbrite.co.uk, a wkrótce również w kilku wyznaczonych punktach sprzedaży. Voytoola Presents ze współpracą z Kamilem W. serdecznie zapraszają na wyjątkowy koncert w piątkowy wieczór 4-tego października od 20:00 do 3:00. Pośród patronów medialnych znajdują się m.in: gazeta Nasze Strony, Marraf Photography, Rap W UK, HipHopSays, Diil Szop, oraz Eunoia Sponsorzy: DPService, Real Food Catering, Rocket Park Studios Zainteresowanych sponsoringiem i wsparciem imprezy prosimy o kontakt pod numerem telefonu 07706003628. Organizatorzy Koncertu Hemp Gru

Czy powstanie Sainsbury’s Local przy Tavistock Street?

Sainsbury’s planuje radni zdecydują ...

Imigranci przytłoczeni przez bezradność polityków w krajach ojczystych, rozwiązania na zapewnienie bytu swoim rodzinom, poszukują za granicą. Pośród imigrantów wielu jest na tyle przedsiębiorczych, że już następnego dnia po przyjeździe do UK otwierają własne sklepy, firmy i zakłady usługowe. Odkąd stało się jasne, że nie można nikogo zmusić do płacenia podatków w dwóch krajach np.: w Wielkiej Brytanii i Polsce, bo podwójne opodatkowanie jest niezgodne z dyrektywami Unii Europejskiej, tak na zachodzie europy wyrastać zaczęły jak grzyby po deszczu dziesiątki firm prowadzonych przez imigrantów. Nic dziwnego, że ospali dotąd Brytyjczycy buntują się dziś przeciwko przedsiębiorczości przyjezdnych, ale nie pozostało im obecnie nic innego. Ten kto przyjechał na Wyspy Brytyjskie z dobrym pomysłem - już dawno wprowadził go w życie. Dzięki temu w UK powstały

bedford Sainsbury’s planuje otwarcie kolejnego sklepu w Bedford. Supermarket ubiega się o pozwolenie na otwarcie sklepu spożywczego. Na lokalizację Sainsbury’s Local wybrano wolny lokalu przy Tavistock Street. Jeśli firma uzyska pozwolenie, to w planach będzie zatrudnienie od 20 do 25 osób. Sklep spożywczy miałby być otwarty w godzinach od 7 do 23. W całej Wielkiej Brytanii istnieje już 500 sklepów spożywczych pod szyldem Sainsbury’s Local. O tym czy w Bedford powstanie kolejny sklep popularnej marki

zadecydują już wkrótce radni z Bedford Borough Council, którzy rozpatrzą wniosek pod kątem regulacji prawnych obowiązujacyh we wskazanej przez inwestora lokalizacji. J.O. www.naszestrony.co.uk

setki polskich zakładów fryzjerskich, polskich sklepów, czy też zakładów mechanicznych. Ci wszyscy ludzie przyjechali do Wielkiej Brytanii z dyplomami mistrzowskimi zdobytymi w Polsce. Młodsi pokoleniem postarali się o podobne dokumenty już na miejscu w UK. Jeszcze młodsi, liczeni w tysiące podjęli jakiekolwiek prace, nawet te nisko płatne, np.: przy sprzątaniu lub na produkcji czy też w magazynach. I choć politycy regularnie oskarżają imigrantów o fatalne skutki ekonomii, bo podobno zarabiają tu a wydaja za granicą, to jest to dla nich przysłowiowy worek bokserski, w który można walić bez opamiętania. Po jednym ciosie napastnik odsunie się na chwile, ale trzeba pamiętać, że wróci i to z impetem. I tak właśnie wygląda sytuacja kiedy Polacy wytykani są w miejscu pracy. Coraz częściej gdy wmawia się m, że szkodzą Brytyjczykom, bo zabierają im pracę, tak co najmniej jeden na dziesięciu Polaków, Litwinów coraz intensywniej myśli o otwarciu własnej firmy. Wprawdzie wraz z otwarciem działalności pojawia się szereg obowiązków, ale przed osobą, która sama sobie stworzyła miejsce pracy, otwierają się nowe horyzonty. To możliwości, których nie zapewnił im polski rząd, przed którym ponad pół miliona Polaków wyemigrowało do Wielkiej Brytanii. W Polsce by zostać właścicielem firmy należy z wnioskiem zwró-

cić się do ZUS, GUS, VAT, ZUA i wnieść odpowiednie opłaty. W UK do prowadzenia firmy wystarczy numer ubezpieczenia, zgłoszenie do HMRC, a cały proces odbywa się bezpłatnie. Nie zapłacenie podatków w terminie w Polsce skutkuje wciągnięciem firmy na listę dłużników, zawieszeniem jej działalności, ogłoszeniem bankructwa, oraz windykacją długów. Ponowne otwarcie działalności to wyprawa do urzędów z serią utrudnień, których przejście okazuje się często niemożliwe. W UK z chwilą ogłoszenia bankructwa wnioskować można o umorzenie długu. W szczególnych przypadkach HMRC nie zabierze podatnikowi wszystkiego. Urzędnicy zostawią nieporadnemu biznesmenowi np.: jeden samochód, bo przecież musi jakoś sobie poradzić, umorzony zostanie mu dług w części lub w całości i zacząć można wszystko od nowa. I dlatego przedsiębiorczy Polacy, którzy podejmują decyzję o otworzeniu własnej działalności w UK, zostaną tu na dłużej. Zawsze mogą zacząć od nowa, czego nie gwarantuje im polski rząd, przytłaczający ich naturalną potrzebę tworzenia i pracy. Adam Andrzejko


Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk

21


22

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

League One

Polacy dobrze sobie radzą w Peterborough

Wymarzony start

Pantery jeżdżą aż miło ŻUŻEL Takiej metamorfozy nikt się nie spodziewał. Jeszcze w połowie lipca żużlowcy Peterborough Panthers zajmowali w Elite League ostatnie miejsce i wydawało się, że jest nie możliwe, aby je opuścili.

FUTBOL Dotychczasowe występy piłkarzy Peterborough United w tym sezonie jednoznacznie wskazują, że warto chodzić na ich mecze. Wygrali wszystkie sześć gier – cztery w League One oraz dwa w Pucharze Ligi (Capital One Cup) – i mają imponujący bilans bramkowy 23-4. Taka postawa dobrze wpływa na morale zawodników, miejsce w tabeli oraz wpływy do klubowej kasy. Chociaż akurat ostatni występ Posh na stadionie przy London Road oglądało niezbyt wielu widzów, bo niecałe 4,5 tys, a przyjechał przecież spadkowicz z Premier League, Reading. Było to jednak spotkanie Pucharu Ligi i stąd może taka frekwencja. Gospodarze wykazali się świetną dyspozycją strzelecką, zwyciężając 6-0. Odnieśli w ten sposób rekordowe zwycięstwo w tych rozgrywkach w historii klubu. Do tej pory było to po 4-0 z Burnley (w 1965 roku) i z Barnet (w 1992 r.). Rok temu przegrali natomiast z Reading w Pucharze Ligi 2-3. Trzy gole zdobył napastnik Lee Tomlin, który jak na razie nie przystał na propozycję nowego kontraktu – stary upływa za rok – i ciągle chce odejść. Klub nie chce go puścić, a jego właściciel, Darragh MacAnthony, nawet sobie z niego żartował, przypominając futbolowe gwiazdy, które

chcą właśnie zmienić barwy. – Najpierw Rooney, potem Bale, następnie Suarez, a teraz Tommo. Co się z tymi zawodnikami tego lata dzieje? Wciąż niepewne jest też pozostanie kilku innych podstawowych graczy, w tym obrońcy Gabby Zakuaniego, pomocnika Tommy Rowe i napastnika Tyrone Barnetta. Takie obawy będą do 2 września, w którym to dniu zamyka się okno transferowe. Trzeba też jeszcze pamiętać o funkcjonującym na Wyspach systemie wypożyczeń. Zimą w taki sposób przeniósł się do Hull City George Boyd. Najbliżej odejścia wydaje się jednak być napastnik Emile Sinclair - głównie jest rezerwowym - który ma przenieść się do któregoś z konkurentów w League One. Ubytek któregoś z czołowych piłkarzy, nie daj Boże, żeby było ich więcej, znacząco mógłby wpłynąć na grę Posh, którzy mają tylko jedno zadanie – powrócić po tym sezonie do Championship. Na razie to zadanie wykonują perfekcyjnie, bo zwyciężyli we wszystkich meczach. W sobotę, 31 sierpnia (godz. 15) są w stanie przedłużyć tę serię. Wiceliderowi - wyprzedzają ich tylko lepszą różnicą bramek londyńczycy z Leyton Orient - nie wypada inaczej, zwłaszcza, że podejmują plasujące się w środku tabeli Crawley. (bp)

Potem przyszła jednak wspaniała seria siedmiu spotkań bez porażki – przerwana dopiero 21 sierpnia na torze prowadzącego w tabeli Birmingham Brummies – co sprawiło, że drużyna z Cambridgeshire wspięła się aż na szóste miejsce, mając do czwartych Lakeside Hammers tylko 4 pkt straty. W Birmingham goście byli jednak bardzo blisko zwycięstwa. Przed ostatnim biegiem prowadzili bowiem 43-41 – przeważali przez cały mecz – ale okazał się dla nich wyjątkowo nieudany. Niestety, przegrali go aż 1-5, a ten jedyny punkt dla nich zdobył Krzysztof Buczkowski, który uzbierał łącznie w tym dniu 7 pkt plus bonus. W minionych tygodniach Polak pokazywał się naprawdę z dobrej strony. We wcześniejszym o dwa dni występie na swoim torze – jeden z najdłuższych na Wyspach, przypominający bardziej te polskie – przeciwko Hammers zdobył 14 pkt, dokładając jeszcze bonus, czyli zrobił tzw. płatny komplet. Przyjechał bowiem za kolegą z drużyny, Norbertem Kościuchem. „Norbi” także walczył w tym meczu bardzo ambitnie i właśnie po tym bardzo emocjonującym biegu zebrał spore oklaski. Po wspaniałej walce z dwoma rywalami wyprzedził ich tuż pod bandą – zastanawia, gdzie on tam znalazł miejsce – i przyjechał na pierwszej pozycji. Próbował to powtórzyć w swoim kolejnym starcie, ale zahaczył o motor prowadzącego Piotra Świderskiego z Lakeside i walnął w bandę. Groźnie to wyglądało, ale jakoś się pozbierał, lecz mocno odczuł

www.naszestrony.co.uk

ten upadek i nie był nawet w stanie udzielić wywiadu. Były obawy, że złamał obojczyk i trafił do szpitala w Peterborough, ale na szczęście nie potwierdziły się. W następnych meczach jednak nie startował. Pojechał tylko w meczu I ligi polskiej, ale nie zdobył dla GKM Grudziądz nawet punktu. – Potrzebuję czasu, żeby wrócić do właściwego rytmu – stwierdził. Najlepszy mecz był jednak przed Panterami. Rozdrażnione po przegranej z Brummies, rozszarpały u siebie Coventry Bees 70-20, co jest rekordowym wynikiem w tym sezonie Elite League. Aż pięciu ich jeźdźców miało w tym spotkaniu dwucyfrowy dorobek. Jedynie Dakota North miał mniej, ale do 9 pkt Australijczyka trzeba dołożyć dwa bonusy. „Pszczoły” reprezentowali w

ten wieczór polscy zawodnicy Krzysztof Kasprzak, Grzegorz Zengota i Michał Szczepaniak, ale podobnie jak ich koledzy z drużyny, nie mieli nic do powiedzenia. Nieoczekiwanie Pantery stanęły więc przed szansą na play-off, chociaż po fatalnej połowie sezonu byłby to już nadmiar szczęścia oraz wydarzenie całych rozgrywek Elite League. Nie można jednak wykluczyć takiej możliwości, choć zależy to jeszcze od tego, jaką pojadą inni konkurenci - ale zespół z Peterborough ma dobry układ spotkań. Przed nimi wyjazd do przedostatnich Eashotbourne Eagles (31 sierpnia) i dwa domowe występy z Wolverhampton Wolves (9 września) oraz najsłabszymi Belle Vue Aces (16 września). Tydzień później zacznie się rywalizacja w strefie medalowej. (bp)


23

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

Polonia w Bełchatowie

Jak mistrz z mistrzem PIŁKA SIATKOWA Siatkarscy mistrzowie Anglii, czyli drużyna CBL Polonii Londyn, sprawdzą się w najbliższy weekend z niebylejakim przeciwnikiem – po drugiej stronie siatki stanie PGE Skra Bełchatów. Drużyna CBL Polonii Londyn wystąpi podczas Siatkarskiego Weekendu Mocy, którego częścią będzie III Ogólnopolskiego Zlotu Kibiców PGE Skry Bełchatów. W sobotę, 31 sierpnia o godz. 18 mistrz Anglii zmierzy się w towarzyskim meczu z PGE Skrą w hali Energia. W ostatnich miesiącach oba kluby nawiązały bliską współpracę (o czym wspominaliśmy na łamach „Naszych Stron”). – Z zainteresowaniem przyglądaliśmy się Polonii, o której w Polsce zrobiło się głośno przy okazji londyńskich igrzysk olimpijskich – mówi prezes Skry Bełchatów Konrad Piechocki. - Zaproponowaliśmy podpisanie umowy partnerskiej, a przyjazd drużyny do Bełchatowa jest jednym z jej elementów. - Jesteśmy bardzo wdzięczni PGE Skrze za możliwość przyjazdu do Polski - powiedział Bartek Łuszcz z Polonii Londyn. - To dla nas wielkie wyróżnienie i kolejny świetny dowód jak poważnie strona bełchatowska traktuje nasze partnerstwo. To będzie największy mecz międzyklubowy w historii angielskiej ligi. Tak, że jedziemy tam podwójnie dumni reprezentujemy Polonię oraz całą angielską siatkówkę. Siatkarze Polonii w piątek wieczorem pojawią się na Zlocie, natomiast dzień później o godz. 18 w hali Energia rozegrają wspomniany mecz towarzyski. Będzie to pierwsze w historii spotkanie polskiej i angielskiej drużyny siatkarskiej. Cały „Siatkarski Weekend Mocy” odbędzie się w Bełchatowie w dniach 30 sierpnia – 1 września. Głównym punktem pierwszego dnia będzie III Ogólnopolski Zlot

Kibiców PGE Skry, połączony z koncertem muzycznym. W sobotę w centrum miasta stanie Strefa Kibica, a w hali Energia odbędzie się mecz PGE Skry z Polonią. Z kolei w niedzielę atrakcją będzie turniej siatkówki plażowej. Przypominamy, że Polonia Londyn to klub założony w 1973 roku przez Polaków mieszkających w londyńskiej dzielnicy Ealing. W swojej historii gracze Polonii trzykrotnie świętowali tytuł mistrza Anglii – w 1986, 2011 i 2013 roku. Ostatnio w drużynie pojawił się strategiczny sponsor. O spokój finansowy siatkarzy zadba firma Capital Business Links Ltd, która jest największą polskojezyczną firmą księgową w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu wsparciu, które jest opiewającym na najwyższą kwotę prywatnym kontraktem sponsorskim w historii angielskiej siatkówki, siatkarze Polonii będą mogli skoncentrować się na rozwijaniu swoich umiejętności,

nie martwiąc się o comiesięczne składki. „Podoba mi się ta grupa ludzi, którzy dzięki swojej pasji i zaangażowaniu doszli na sam szczyt - takie same cele przyświecają mi i mojemu biznesowi - chcę aby wszyscy Polacy w Wielkiej Brytanii uwierzyli w siebie i pokazali, że stać nas na wiele - mam nadzieję, że to początek długiej, wspólnej drogi Polonii i mojej firmy” powiedział Prezes Kubalka. Na czas trwania kontraktu, pełna nazwa klubu to CBL Polonia Londyn, logo sponsora pojawi się także w hali i na koszulkach drużyny. „Dzięki temu wsparciu, które jest spełnieniem naszych marzeń, będziemy mogli częściej trenować, grać więcej meczy wyjazdowych, rozpocząć szklenie młodzieży, a także planowana jest przeprowadzka do większej hali” - powiedział wiceprezes CBL Polonii Bartek Łuszcz. Opr. JP

www.naszestrony.co.uk

Widziane spod Wawelu

Megabańka spekulacji przekłuta

RED. KRZYSZTOF MRÓWKA INTERIA.PL FELIETON Legia jest jednak za krótka na Ligę Mistrzów. Balon na pół Polski sterowany intensywną propagandą mediów (w roli głównej TVN, właściciel klubu) pękł z wielkim hukiem i nasza piłka jest tam, gdzie przez ostatnich 17 lat - czyli poza salonem, w przedpokoju, w pozycji petenta, wiecznie oczekującego na swoją szansę. Nie będzie wielkiej promocji, sprzedaży graczy za miliony a może nawet całego klubu napalonym inwestorom ze Wschodu. Legii, która była słabsza od Rumunów, chociaż nie przegrała w dwóch spotkaniach, zostaje mordęga w Lidze Europy (przynajmniej do grudnia) za nieporównywalnie mniejsze pieniądze, co dodatkowo utrudni jej walkę w kraju. Przyznać trzeba jednak szczerze, że piłkarze Urbana w Europie tego lata zagrali słabo. Na zapleczu tej batalii było też kilka kibicowskich skandali. Daleki jestem od wybielania polskich pseudofanów, lecz nasze media starają się o pewnych faktach nie informować przez co... manipulują rzeczywistością. Żalgiris - Lech w Wilnie. Fatalne przyjęcie w stolicy Litwy i kapitalna okazja dla miejscowych żuli do wyzwisk i wyzwolenia antypolskich resentymentów w najgorszych z możliwych słów. W rewanżu na stadionie w Poznaniu gigantyczna sektorówka z bulwersującym napisem „Litewski chamie klęknij przed polskim panem”. Napis głupi, na Lecha

słusznie wylano kubły pomyj, była przepraszająca akcja polskiej dyplomacji. Nikt jednak (!) nie pisał o polskim rewanżu za litewską prowokację. Szkoda - w kibicowskich stosunkach nic bowiem w Polsce nie dzieje się bez przyczyny. Wiem, co piszę - przyglądam się tym ruchom od lat 70. XX wieku. Steaua - Legia w Bukareszcie. Przez cały mecz lokalny żywioł miotał na boisko w kierunku polskich zawodników przedmioty, jakie tylko miał pod ręką - zapalniczki, kamyki, owoce, cokolwiek. Sceny te były dobrze widoczne w telewizji, piłkarze z Warszawy zgłaszali to sędziemu, który jednak nie uznał za stosowne podjąć jakiejkolwiek oficjalnej akcji. Mógł choćby przerwać mecz na chwilę, zażądać zaprzestania wybryków, ostentacyjnie pokazać problem obserwatorowi UEFA. Efekt - w Warszawie na Łazienkowskiej rzucano w graczy Steauy podających z rogu. Taki prosty rewanż... Nie popieram, ale wiem z czego się wziął - z rumuńskiej prowokacji. Sevilla - Śląsk w Hiszpanii. Przed meczem śledzący wrocławian od Barcelony hiszpańscy bandyci szturmem wzięli polskiego busa, zbili kibiców i zabrali ważne fanty - m.in. flagi. Jeszcze przed meczem publikują zdjęcia z trofeami na portalu spełecznościowym. Jawna prowokacja, ale też samowykluczenie się z rewanżu w stolicy Dolnego Śląska. Idąc za tym tokiem rozumowania w Sevilli po pierwszym meczu ogłaszono wszem i wobec, że do Wrocławia się... nie wybierają, bowiem Polacy... im grożą. Na rany Chrystusa, naprawdę wam grożą? Na co to jest dowód? Na polskie zbydlęcenie? A sewilska jawna prowokacja to pryszcz? Nie ma co wdawać się w takie historie - są bardzo częste, zdarzają się w Polsce i innych krajach. Musimy jednak informować o wszystkim bez autocenzury. Bez opisu zdarzenia w pewnym ciągu, w aspekcie poprzedniego spotkania, nie zrozumiemy zjawiska i będziemy przepraszać, chociaż nas nikt tydzień wcześniej nie przepraszał.


24

Nasze Strony - Polska Gazeta Lokalna we Wschodniej Anglii

www.naszestrony.co.uk

Ns83  

Nasze Strony, wydanie 83