Page 1

ISSUE no 4

MARTYNA GUMUŁA

FOTOGRAF MODY ORAZ KOCHANKA PORTRETU JOANNA NAZIR fotograf mody męskiej ANDRZEJ KOTYSZ fotograf, podróżnik, człowiek z charakterem LUKAS DANEK skejter, założyciel fundacji Ride For Happiness BARTOSZ WOJCIECHOWSKI na drodze świadomego fotografowania TOMASZ ROGALEWSKI o Zakaukaziu i jego urokach

ACTIVmag/ 1


2 /ACTIVmag


Spis Treści DESIGN

Massive Bouncy Ball Installation...................6 Otwieracz Kebo...................................................8 The Cracked Log Table...................................10 Copenhagen Bridge.........................................11 Współczesne posągi........................................12 Climbing Competitions..................................14 Upcycling..............................................................16 Tiempo Legend..................................................18 Stalowa Deska Bart..........................................20 Aldama Side Tables Black..............................22 Belgijski Gołąb by Adele Renault...............24

LIFESTYLE

TOMASZ ROGALEWSKI interview..............28 LUKAS DANEK interview................................46 ANDRZEJ KOTYSZ interview.........................56

KULTURA

KAROLINA MACHUT interview....................76 MIREK JUDKOWIAK interview......................84 Jak rozumieć sztukę awangardową?.........92

FELIETON

Rok 1993..............................................................94 Ty, ja i... jeszcze jedna kobieta.....................96 Krótki esej z próbą optymizmu...................98 Chcę czuć wiatr...............................................100

PHOTO

MARTYNA GUMUŁA interview..................104 JOANNA NAZIR interview...........................120 BARTOSZ WOJCIECHOWSKI interview..130

Redaktor naczelna EWELINA BRACA ewelina.infoavmag@gmail.com Reklama MARCIN KURZAWA marcin.infoavmag@gmail.com Skład EWELINA BRACA Tłumaczenie VIOLETTA MIŁOSEK Tłumaczenie GRZEGORZ WICZYŃSKI Zdjęcie okładkowe MARTYNA GUMUŁA Zdjęcie w Editor’s letter MAREK STAN Autorzy Design Ewelina Braca Piotr Krzesiński Lifestyle Ewelina Braca Kultura Ewelina Braca Marek Nowak Bartosz Jankowski Felieton Małgorzata Wińska Kaja Kłosowska Paulina Kościk Photo Ewelina Braca

ACTIVmag/ 3


EDITOR’S LETTER

EDITOR’S LETTER

Każdy z nas posiada własną definicję współczesnej kobiety. Nie da się ukryć, że definicje te mogą się od siebie bardzo różnić, jednakże nie oznacza to, że któraś z definicji nie jest prawdziwa. Wydawać by się mogło, że kobieta, o której dzisiaj mowa, jest bardzo trudna do zdefiniowania. Warto jednak zauważyć, że we wszystkich tych definicjach można znaleźć wspólne cechy, które idealnie wpasowują się w obraz kobiety współczesnej. Kobieta-kot? Myślę, że można śmiało posunąć się do owego stwierdzenia. Dlaczego akurat na myśl przyszło mi zestawienie tych dwóch rzeczowników? Odpowiedź jest prosta. Kobieta ta podąża własną drogą! Ponadto, posiada cele, które z determinacją realizuje. Nie jest osobą, która pozwoli zamknąć się w domu, czy schować przed światem. Jest wojowniczką, a zarazem jest to osoba niezwykle delikatna, cicha i wrażliwa. Jest mi niezwykle miło gościć na łamach kolejnego numeru, trzy niesamowite osobowości: Martynę Gumułę, Joannę Nazir oraz Karolinę Machut. Kobiety te, pomimo cięższych chwil, uparcie dążą do celu, a przede wszystkim odnalazły swoją drogę spełnienia. Nie chciałabym, aby mężczyźni poczuli się urażeni. Nie da się ukryć, że kobiety od dłuższego czasu zaczynają odbierać mężczyznom władzę i widać w oczach płci przeciwnej pewien niepokój, aczkolwiek nie powinni w tym wszystkim zapominać, że w dalszym ciągu są nam potrzebni, abyśmy mogły realizować głównie te najtrudniejsze cele, które sobie postawiłyśmy, bo przecież dzięki mężczyznom, czujemy wiatr we włosach i tę nieopisaną siłę. Czwarty numer, chciałabym zadedykować głównie kobietom, aby w roku, który dopiero co się zaczął, miały o wiele więcej odwagi, niż w roku ubiegłym. Nie zapominajmy o tym, że mamy mnóstwo powodów do tego, abyśmy były z siebie dumne. Życzę Wam większej świadomości swoich możliwości. Chciałabym także, żebyśmy nauczyły się cieszyć z tych małych jak i większych sukcesów. Niech siła i determinacja będzie z Wami. Realizujcie swoje marzenia. Wszystkiego dobrego!

Ewelina Braca Redaktor Naczelna


DESIGN

MASSIVE BOUNCY BALL INSTALLATION

Ogromna instalacja sprężystych piłek zaprojektowana została przez Nike’a Savvasa. „Pełen miłości i cudu” - oto tytuł nadany instalacji przedstawionej na fotografiach. Autor koncepcji chciał w ten sposób przedstawić nic innego jak atomy, które są podstawowym elementem wszystkiego, co nas otacza. material and photos: fondalashay.com

6 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 7


OTWIERACZ KEBO

Inspirując się pierwowzorem wynalezionym przez Theodora Low’a, otwieracz do butelek marki Kebo wykonany jest ze stali nierdzewnej o gładkim i klasycznym wykończeniu. Kebo emanuje jakością, artyzmem i ponadczasowością.

material and photo: rush3studio.com/kebo

8 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 9


THE CRACKED LOG TABLE

Pieńki zazwyczaj są wykorzystywane jako dekoracja zewnętrzna. Ten projekt pokazuje, że dzięki rozproszeniu światła przez pęknięcia w pniu może on być wykorzystany na więcej sposobów, np. jako stół lub stołek albo jako inna od tradycyjnej forma oświetlenia pomieszczenia. material and photo: duncanmeerding.bigcartel.com

10 /ACTIVmag


COPENHAGEN BRIDGE

Olafur Eliasson to duńsko-islandzki artysta tworzący nie tylko rzeźby, ale także nietypowe instalacje. W Kopenhadze możemy podziwiać most, w którym znajduje się szereg słupów stalowych tworzących efekt masztu. Z daleka konstrukcja przypomina statek, jednakże jest to most, którym swobodnie można się przechadzać. material and photo: designworld.se

ACTIVmag/ 11


12 /ACTIVmag


WSPÓŁCZESNE POSĄGI

Alex Persani oraz Léo Caillard stworzyli serię zdjęć obleczonych „znikomym” śladem manipulacji wykonanych photoshopem. Efek końcowy może jednych oburzyć a drugich rozbawić. Zdjęcia te, stawiają posągi zupełnie w innym świetle, można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że stawia je w świetle współczesnym. material and photos: feeldesain.com

ACTIVmag/ 13


14 /ACTIVmag


CLIMBING COMPETITIONS

Oryginalna, piętnasto metrowa ściana wspinaczkowa w miejskim parku w Utah. Co roku organizowane są tu zawody, w których biorą udział najlepsi wspinacze świata. Zawodnicy pokonują identyczną trasę, bez lin czy uprzęży. Upadek zabezpiecza jedynie woda w basenie. Organizatorem jak i uczestnikiem zawodów jest Chris Sharma. material and photos: gearjunkie.com

ACTIVmag/ 15


16 /ACTIVmag


UPCYCLING

Francuski projektant, Thibaut Malet, jest pomysłodawcą tego drewnianego stojaka na rower. Czerpiąc z założeń zwykłej drabiny, ów stojak nie wymaga jakiegokolwiek montażu i może być umiejscowiony w każdym pomieszczeniu. W całości wykonany z drewna, BH #2 jest nowym sposobem na przechowywanie roweru przy zaoszczędzeniu na przestrzeni zamieniąjąc przy tym środek transportu w objekt imitujący dekorację. material: archidesignclub.com photos: woonhome.nl

ACTIVmag/ 17


18 /ACTIVmag


TIEMPO LEGEND

Tiempo Legend 6 łączy najlepsze cechy swoich poprzedników z innowacyjną technologią, oferując znakomitą kontrolę nad piłką. Jest to model, na który postawili topowi piłkarze, od których „wszystko zaczyna się na boisku” – rozpoczynają i kreują każdą akcję. W „drużynie Tiempo” znaleźli się, m.in.: Jerome Boateng, Sergio Ramos, Gerard Pique oraz kapitan Reprezentacji Polski – Kamil Glik. materiał przygotował: Piotr Krzesiński

ACTIVmag/ 19


STALOWA DESKA „BART”

Deski RAD są tak samo unikalne jak ich widok i świetnie się na nich jeździ. Wygięto podziurawioną blachę by nadać jej odpowiedni kształt, dopasowano jakościowe trucki i klasyczne kółka Powell Peralta Rat Bones (85A). Ten model wykorzystuje ręcznie ciętą czarno-żółtą „hazard” grip tape. material and photo: radfurniture.com

20 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 21


22 /ACTIVmag


ALDAMA SIDE TABLES BLACK

Łącząc ze sobą stary styl z nowoczesnym designem ten zestaw przedstawia blat z meksykańskiego drewna parota wspierany czarnymi opływowymi stalowymi nogami. Do nabycia w zestawie lub osobno. Połączone razem tworzą niewiarygodny kącik kawowy lub stojak na rośliny. Firma współpracuje z młodymi utalentowanymi artystami w Covoacan na przedmieściach Meksyku. Ręczne wykonanie każdego stołu zajmuje kilka dni, jednak trzeba przyznać, że efekt jest niesamowity. material and photos: the-citizenry.com

ACTIVmag/ 23


BELGIJSKI GOŁĄB BY ADELE RENAULT

Wielkoskalowych portretów belgijskiej malarki Adele Renault nie trzeba przedstawiać, jednakże historia związana z tematyką jej najnowszej serii jest zdumiewająca. Artysta George Keaton i fotograf Mariah Naella znaleźli jajko na kuchennym blacie, po tym jak pracownicy przypadkowo zniszczyli gniazdo gołębi podczas naprawy okien. Jajko zaczęło się wykluwać i zanim się zorientowali, wychowywali małego ptaka. Nawet po tym jak został wypuszczony na wolność, gołąb wciąż jest atrakcją w sąsiedztwie pary, a jego rozwój ciągle jest uwieczniany na Instagramie, skąd czerpie inspirację Renault. material and photos: booooooom.com 24 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 25


26 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 27


LIFESTYLE

Z A K A

R

28 /ACTIVmag


U K A Z I E

W OBIEKTYWIE TOMASZA ROGALEWSKIEGO ROZMAWIAナ、

Ewelina Braca

ACTIVmag/ 29


30 /ACTIVmag


Gruzja, państwo położone w Azji na Kaukazie Południowym, graniczy na północy z Rosją, na wschodzie z Azerbejdżanem a na południu z Armenią i Turcją. Powiedz, w jaki sposób dotarłeś do tego miejsca? W obecnych czasach dzięki tanim liniom lotniczym podróż na Zakaukazie jest nietrudna do osiągnięcia. Na trasie z Warszawy do Kutaisi regularnie kursują bezpośrednie loty kilka razy w tygodniu. Co spowodowało, że zdecydowałeś się zorganizować wyprawę do Gruzji i Armenii? Chęć zmiany klimatu? Otoczenia? Czy najzwyczajniej w świecie było to spowodowane chęcią oderwania się z dotychczasowej rzeczywistości? Ciekawe pytanie... Paradoksalnie po szczypcie każdego czynnika z powyższych a równocześnie ani jednego z wyżej wymienionych. Od jakiegoś czasu ciągnie mnie na Wschód, zwłaszcza ten mniej odkryty przez standardowe wycieczki z biurami, czy też szeroko rozumianą popularność w rankingach kierunków podróży. Zdecydowanie najsilniejszym magnesem były krajobrazy i ich różnorodność skupiona na obszarach kilkukrotnie mniejszych od chociażby Polski. Wyprawa ta była wyprawą jednoosobową. Nie bałeś się podróży w pojedynkę? Generalnie rzecz biorąc, nie! Mam pewne doświadczenie w samodzielnej organizacji podróży a ten wyjazd był swego rodzaju testem zaradności i bramą otwierającą osobiste zasady ekspedycji dalszych kierunków. Jedyne newralgiczne momenty to transporty w kierunku Erywania i z powrotem, gdzie w niektórych chwilach miałem lekkie wątpliwości, czy zmierzam w dobrym kierunku. Jak się później okazało, zupełnie niesłusznie. Dotarłeś do miasta kontrastów, które z jednej strony jest nowoczesną metropolią a z drugiej strony jest to miejsce pełne pamiątek z czasów sowieckich. Jakie wrażenie wywarło na Tobie Tbilisi? Jedyne słowo, które w tym momencie przychodzi mi na myśl to „specyficzne”. Tbilisi w pierwszej chwili nie zachwyciło mnie spektakularną architekturą czy strukturą uliczek, które można by nazwać urokliwymi. fot. ACTIVmag/ Maciej Kwaśniak 31


32 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 33


34 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 35


Sporo miejsc wydaje się być odrobinę zapuszczonymi, ale patrząc na nie drugi i kolejny raz zyskują i ujmują historią w nich zapisaną. Siła tego miasta dla mnie tkwi w mieszkańcach, atmosferze i bogatemu skrzyżowaniu kultur, które czynią to miejsce zdecydowanie wyjątkowym i odrębnym temu, czemu na co dzień możemy przyglądać się w europejskich stolicach. Uplistsikhe to skalne miasto uważane za jedną z największych atrakcji środkowej Gruzji. Najstarsze komory wydrążone w miękkiej skale, mają ok. 7 tys. lat. Wymarzone miejsce na zdjęcia... Jak wyglądał Twój pobyt w tym miejscu? Skupiałeś się głównie na fotografowaniu? Raczej na kompleksowym odbieraniu bodźców, które mnie otaczały. Wbrew pozorom chodzenie po wyrzeźbionych formach dostarcza pewnej – nieprzesadnie dużej – porcji wysiłku, w związku z tym poza skupieniem nad kadrowaniem dodatkowo doszły planowanie każdego stawianego kroku i zachwyt nad krajobrazami, które były nagrodą samą w sobie za każdy pokonywany wyżej stopień. Kuchnia gruzińska jest niesłychanie bogata smakowo. Dosyć często bywa tak, że wielu turystów jedzie do Gruzji tylko po to, aby spróbować kuchni lokalnej. Miałeś okazję spróbować typowych dla tej kuchni dań? Które z nich najbardziej przypadło Ci do gustu? Ponoć najpopularniejszą potrawą jest khachapuri. Kuchnia Gruzji pomimo swojej – wydawałoby się – prostoty oferuje całą gamę smaków, które zostały mi w pamięci do teraz. Miałem przyjemność smakować chaczapuri, kilku wyśmienitych rodzajów sera, ale zdecydowanie numerem jeden jest dla mnie khinkali – to rodzaj pieroga, w którego środku czekają na nas dwie niespodzianki – mielone mięso oraz... rosół, który trzeba wypić. Największą budowlą sakralną w kraju i tak naprawdę jedną z największych świątyń prawosławnych na świecie jest Katedra św. Trójcy, która została wzniesiona jako wotum za odzyskanie przez Gruzję niepodległości... Miałeś okazję na własne oczy zobaczyć to miejsce? Tym razem nie miałem okazji zwiedzać Cminda Sameba w Tbilisi. Biorąc pod uwagę jak magiczne wrażenie wywarły na mnie Gruzja 36 /ACTIVmag


i Armenia myślę, że przy następnej okazji z pewnością nie omieszkam udzielić Ci odpowiedzi na to pytanie. W zamian z całą pewnością mogę powiedzieć, że katedra robi ogromne wrażenie będąc widzianą z oddali. Myślę, że z bliska jest jeszcze większe. Do Gruzji poleciałeś samolotem, ale wiem, że z Armenii do Gruzji wracałeś minibusem, tzw. marszrutką. Jak przebiegła podróż tą wieloosobową taksówką? Ciekawi mnie także jakim sposobem dojechałeś do Armenii... Jeśli chodzi o podróż w kierunku Armenii w skutek małej liczby chętnych i nowo nawiązanym znajomościom z Ormianinem Arturem i jego siostrą pojechaliśmy do Erywania osobowym mercedesem. Po drodze pojawiły się pewne sprzeczności pomiędzy moimi towarzyszami a kierowcą i przez pewną chwilę bałem się, że możemy zostać wysadzeni w środku trasy. Później jednak pojawiło się sporo uśmiechu, dodatkowo Artur bardzo dobrze rozumiał język polski i dość płynnie wysławiał się w naszej mowie, co dodatkowo ubogacało podróż. Jazda powrotna to już typowa marszrutka z kilkoma osobami jadącymi w jednym mikrobusie. Poruszanie się z prędkością 130 km/h (często również w terenach zabudowanych) i specyficzny, brawurowy styl jazdy w tym rejonie ACTIVmag/ 37


38 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 39


to zdecydowanie coś, co dostarcza dodatkowych wrażeń podczas eksploracji. Będąc w Armenii odwiedziłeś ormiański klasztor z IX wieku. W klasztorze Sewan znajdują się dwa czynne kościoły. Kościół Świętych Apostołów i Matki Bożej. Kościoły te położone są w pięknej lokalizacji. Skupiałeś się głównie na poznawaniu historii tych miejsc, czy bardziej na uwiecznianiu ich na fotografiach? Raczej to drugie. Trafiłem w tym dniu na śnieg, dość mocny wiatr i dające się we znaki zimno w dłoniach, z którym musiałem jakoś sobie radzić. Nawet przewodniczka wycieczki detale dotyczące klasztoru zdecydowała się przybliżyć w autokarze nie wychodząc z niego. Na całe szczęście zawsze mieliśmy czas wolny dla siebie i jako jeden z nielicznych uczestników zdecydowałem się na dalsze zwiedzanie tego miejsca. Zdecydowanie nie żałuję. Zauważyłam pewne zjawisko polegające na tym, że coraz więcej ludzi decyduje się na wyjazd do Gruzji, czy Armenii. Ponadto, organizowane są przeróżne prelekcje, wernisaże, powstają także blogi poświęcone właśnie tym miejscom. Popularność tych miejsc tak naprawdę rośnie w zawrotnym tempie a także turyści bardzo chętnie wybierają właśnie ten kierunek podróży niż wycieczkę do Włoch, Hiszpanii, czy Francji. Jakie jest Twoje zdanie? Myślisz, że jest to spowodowane głównie tym, że ludzie próbują wyjść poza pewien schemat związany z wyborem kierunku miejsca, w którym chcą spędzić swój wolny czas? Myślę, że może to być swego rodzaju moda na zwiedzanie kierunków do tej pory mniej dostępnych, zwłaszcza przez wycieczki zorganizowane. W podobnym tonie mówi się o Mjanmie w obecnych czasach. Jeśli chodzi o Zakaukazie... Co prawda zaobserwowałem sporą liczbę Polaków lecących samolotem i zmierzających zsynchronizowanymi z lotami busami do stolicy Gruzji, ale później poza hostelami mało rzucali mi się w oczy. Bardzo pozytywne jest natomiast nastawienie Gruzinów i Ormian do naszego narodu, jeszcze bardziej zyskujemy orientując się co nieco w ich kulturze, obyczajach i miejscach, które w ich towarzystwie odwiedzamy. 40 /ACTIVmag


Jakie wrażenie wywarła na Tobie stolica Armenii? Zwiedzanie rozpocząłeś od spaceru po Placu Republiki? Jakie charakterystyczne punkty spodobały Ci się najbardziej? Erywań jest dla mnie... Zaskakujący. Z jednej strony wjeżdżając w betonowe przedmieścia z wielkiej płyty nie spostrzegłem, że właśnie znalazłem się w stolicy Armenii a z drugiej centrum miasta z Placem Republiki na czele robi bardzo europejskie, a nawet międzynarodowe wrażenie. Pięć minut drogi od noclegu miałem galerię handlową wielkością i asortymentem w niczym nie ustępującą naszym własnym. Pewnym wyzwaniem było dla mnie przyzwyczajenie się do ruchu ulicznego, ale wystarczyło rozeznać się w strukturze miasta i łatwiej było wbić się w jego rytm. Nie jest też trudnym do zwiedzania molochem, jak wydawało mi się w pierwszej chwili. Jak wspominasz prowincję Vayots Dzor? Jest to miejsce, w którym można zapomnieć o życiu, które pozostawiło się na chwilę w Polsce? To miejsce, w którym czas odrobinę stanął w miejscu. Jeśli chodzi o większe ośrodki miejskie na Zakaukaziu mamy Tbilisi, Erywań i... I długo, długo nic. Vayots Dzor to typowo wyżynny region z malowniczymi wzgórzami otoczonymi akompaniamentem pól uprawnych, zdecydowanie mniejszą ilością aut na drogach i niewielkim zagęszczeniem osad ludzkich. Gdybym miał w życiu przybrać rolę pasterza kóz ten obszar jest jednym z najbardziej wymarzonych by obrać ten cel. ACTIVmag/ 41


42 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 43


Potrafiłbyś wymienić pięć powodów, dla których warto odwiedzić Gruzję i Armenię? Myślę, że nie tylko pięć. Z najważniejszych: spektakularne krajobrazy, bogatą historię sięgającą kilku tysięcy lat wstecz, nieprzekłamaną życzliwość ludzką, codzienność odmienną od naszej wartą poznania i charakterność oraz odrębność tego rejonu. I wino. I Ormianki. Co Ciebie urzekło najbardziej mając na uwadze oba te miejsca, do których udało Ci się dotrzeć? Magia wszystkich chwil w ujęciu całościowym i ich bogactwo, które jeszcze długo będę chciał odkrywać. Tomaszu, dotarliśmy do końca naszego wywiadu. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i za przepiękne fotografie, które mogę wykorzystać na łamach gazety. Cała przyjemność jest po mojej stronie.

44 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 45


46 /ACTIVmag


LUKAS DANEK założyciel fundacji Ride For Happiness ROZMAWIAŁA

Ewelina Braca

ACTIVmag/ 47


Spośród tylu dostępnych rodzajów sportu zdecydowałeś się wspierać swoją osobą scenę skateboardingu, co było ogniwem zapalnym? Zawsze byłem sportowcem i próbowałem wielu sportów. Byłem bardzo dobry w tenisie, ale to drogi sport. Dopiero gdy odkryłem skateboarding wiedziałem, że to jest to. To było przeznaczenie. Myślałeś kiedyś o tym, czym byś się zajmował, gdybyś nie zaczął jeździć na desce? Pewnie znalazłbym czas by pójść na studia i prawdopodobnie, tak jak teraz, zostałbym aktywistą w swojej wspólnocie „Ride for Happiness”. Czy masz swoje ulubione miejsce do jazdy? Oczywiście, że tak. Jest to Plac Stalina w Pradze. Jesteś wspierany przez firmę Lando, co mógłbyś powiedzieć o współpracy? Obecnie sponsoring nie jest dla mnie najważniejszą rzeczą, ale z Lando mamy świetne relacje. Wspieramy się i promujemy najlepszy skateboarding. Co sądzisz na temat nowej kolekcji Lando? Jest świetna! Uważam, że firma doskonale się rozrasta i rozwija! Pracują nad ulepszaniem jakości i stylu, którego mają szeroki wybór. Wciąż mam nadzieję, że będę mieć możliwość zaprojektować z nimi swój własny model. 48 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 49


50 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 51


Jak wygląda Twoje życie poza jazdą na deskorolce? Co lubisz robić w wolnym czasie? Ciężko pracuję. Mam dwie prace. W pierwszej zajmuję się dostawą żywności, w drugiej pomagam ojcu w prowadzeniu rodzinnej firmy budowlanej. Prócz tego, mocno angażuję się w Ride for Happiness – moją organizację oraz pracę dla International Roma Youth Network. Czas wolny spędzam z rodziną w Pradze i w Polsce oraz cieszę się życiem z moją żoną i naszym małym psem. Jak oceniasz rozwój skateboardingu i jakie są Twoje prognozy przyszłościowe tego sportu a przede wszystkim jak oceniasz nowe pokolenie riderów? Nie chciałbym mówić o tym jak to widzę teraz, ale o tym jak chciałbym to widzieć w przyszłości. Chciałbym, aby duch skateboardingu skupiał się ciągle na tych samych wartościach, tj. na wspólnocie, cierpliwości, wolności i byciu otwartym na wszystko, co nas otacza. Skateboarding nie należy do najbezpieczniejszych form aktywności fizycznych, miałeś kiedyś jakąś poważną kontuzję? Miałem złamany nadgarstek, to była moja pierwsza kontuzja. Skręciłem lewy staw kolanowy w 2006 roku, następnie w roku 2009 skręciłem prawe kolano, co zmieniło moje marzenia o skateboardingu... Rok 2015 za nami, a rok 2016 ma wiele do zaoferowania, czy postawiłeś sobie cele, które chciałbyś osiągnąć? 52 /ACTIVmag

Głównie, to mam nadzieję, że nie będziemy mieć Trzeciej Wojny Światowej. Poza tym, mam nadzieję, że Ride for Happiness się poszerzy i zarazimy skateboardingiem więcej dzieciaków. Chcę również skończyć budowę domu w Polsce. Jaki jest Twój ulubiony/ najlepszy trick? A może jest jakiś trick, którego zawsze chciałeś się nauczyć, ale póki co jeszcze nie zadowalają Ciebie efekty końcowe? Mój ulubiony trik to nollie flip, a najlepszy to switch hard flip bs lip. Chciałbym nauczyć się switch hard flip over crooked. Zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Chciałbyś kogoś pozdrowić albo podzielić się refleksją z naszymi czytelnikami? Wspierajcie Ride for Happiness!! Pozdrowienia dla mojej rodziny i przyjaciół. Wszystkich Was kocham i pozdrawiam! Bądźcie dla siebie dobrzy! Pokój z Wami! Dziękuję bardzo za poświęcony czas i życzę samych sukcesów w życiu zawodowym jak i prywatnym. Dziękuję bardzo !


ACTIVmag/ 53


54 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 55


KRÓLESTWO

MAROKAŃSKIE OKIEM ANDRZEJA KOTYSZA ROZMAWIAŁA

56 /ACTIVmag

Ewelina Braca


ACTIVmag/ 57


Maroko, państwo położone w północno-zachodniej Afryce nad Oceanem Atlantyckim i Morzem Śródziemnym... brzmi niesamowicie! Powiedz, w jaki sposób dotarłeś do tego wspaniałego miejsca? Nie będę zbytnio oryginalny. Przelot Warszawa – Agadir. Krótki lot, około 2,5 godziny. Wielu ludzi wybiera drogę lądową do Maroka – jest to fajny kierunek, ponieważ nie jest daleko od Europy i bezpośrednio sąsiaduje z Hiszpanią. Niestety, na podróże drogą lądową trzeba mieć dużo czasu, którego ja akurat nie miałem. Jeżeli ktoś ma czas to można sobie zrobić przejazd przez całą Europę Zachodnią i przez Cieśninę Gibraltarską przedostać się do Afryki do Maroka, a na Gibraltarze kursuje już wiele statków. Jak wiadomo, Maroko jest krajem muzułmańskim, czy przygotowywałeś się w szczególny sposób? Zabrałeś ze sobą jakieś specjalne ubranie? Maroko jest krajem muzułmańskim, ale nie ortodoksyjno muzułmańskim. Panuje tam Król Muhamad VI, który daje dużą swobodę swoim mieszkańcom odnośnie wyznania. Maroko jest jednym z najluźniejszych krajów, jeżeli chodzi o wyznanie islamu w Afryce. Egipt jest o wiele bardziej ortodoksyjny pod tym kątem, nie wspominając już nawet o takich krajach jak, np. Arabia Saudyjska, Jemen, Oman, związane jest to też z tym, że Maroko sąsiaduje bardzo blisko z Europą – Hiszpanią. Powracając jeszcze do tematu specjalnego ubrania – to owszem zabrałem ze sobą sweter i drugie spodnie, ale nie ze względów wyznaniowych, gdyż mężczyźni raczej z tym nie mają problemów w krajach arabskich, głównie tyczy się to kobiet. Wziąłem te ubrania głównie ze względów praktycznych. Maroko jest zróżnicowane i w terenach górskich temperatury wieczorem i rano mocno spadają. Podsumowując, jadąc do Maroka nie należy się obawiać tego, że to kraj muzułmański. Panuje tam swoboda i jest to bezpieczny przyjazny kraj – przynajmniej tak było w roku 2009. Aktualnie, przez to co się dzieje na scenie geopolitycznej, powstające Państwo Islamskie ISIS, wiosna arabska oraz takie grupy jak Boko Haram, które grasuje w Afryce Zachodniej, głównie Nigeria, bardzo mocno prześladują nawet i kraje arabskie, w których to wyznanie nie jest tak mocno ortodoksyjne jak w Państwie Islamskim. Tak więc, obecna sytuacja mogła ulec lekko zmianie, jednakże w Maroku panuje mocna królewska władza i sytuacja polityczna tego państwa jest stabilna. 58 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 59


60 /ACTIVmag


Zanim przejdę do pytań dotyczących bezpośrednio Maroka, interesuje mnie jeszcze sama kwestia przygotowania się do wyjazdu. Jak wyglądała sprawa z wizami i czy przeszedłeś przez jakieś szczepienia? Do Maroka szczepienia nie są obowiązkowe, są jedynie zalecane. Uważam, że w ogóle nie ma to najmniejszego sensu. Przestrzegając podstawowych zasad higieny, pijąc tylko wodę mineralną oryginalnie zafoliowaną i jedząc w pewnych miejscach a nie na straganach raczej nic nie powinno nam się przydarzyć. Klimat Maroka to nie tropik, więc nie panują tam tropikalne choroby – malaria raczej nie występuje. Tak więc nie musimy się zbytnio tą kwestią przejmować. Wizy dla Polaków, którzy nie planują być w Maroku dłużej jak 90 dni nie są na szczęście wymagane. Teraz przejdziemy już do meritum sprawy ! Jakie było pierwsze miejsce, do którego się wybrałeś? Pierwsze miejsce, do którego się wybrałem to plaża w Agadirze i Ocean Atlantycki. Trzeba się było troszkę rozluźnić i odpocząć po podróży. Takim pierwszym planowanym miejscem, do którego się wybrałem to była wycieczka do Marakeszu. Był to główny punkt programu. Z Agadiru do Marakeszu nie jest daleko, to ok. 180 km, ale długo się jedzie. Z tego co pamiętam, było to 5 godzin i podróż jest naprawdę męcząca. Marakesz oddaje piękno tego kraju w 100 %. Miasto w południowym Maroku.... Jedno z największych miast Maroka, liczące ponad 1 036 500 mieszkańców... powiedz coś więcej o Marakeszu! Marakesz zwany czerwonym miastem to niewątpliwie jedno z największych miast Maroka i chyba jedno z najbardziej wpływowych miast Afryki Północno – Zachodniej, gdzie przecina się wiele szlaków handlowych. Marakesz otoczony jest czerwonym murem, który ma długość 13 km, stąd też nazwa „Czerwone Miasto”. Wybudowano je w XII wieku. Miasto zrobiło na mnie spore wrażenie – przede wszystkim podoba mi się roślinność Marakeszu. Praktycznie przy każdej alejce rosną pomarańcze, masa różnorodnej roślinności, palm, kwiatków wplecionych w wąskie uliczki. Wszystko to, tworzy bardzo urokliwy klimat na tle scenerii gór Atlasu. Kolejną atrakcją jest plac Jem El Fna, na którym możemy napić się orzeźwiającego, świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego, gdzie uliczni sprzedawcy na naszych oczach wyciskają sok z pomarańczy. Kiedyś na tym placu w XVII-XVIII wieku prowadzono publiczne egzekucje poprzez ścięcie na szubienicy. Można porobić ciekawe zdjęcia. Dodatkową atrakcją są zaklinacze węży, co razem tworzy niesamowitą atmosferę. ACTIVmag/ 61


62 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 63


64 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 65


Obca kultura, cywilizacja, kręte uliczki starych miast, co według Ciebie warto zwiedzić w Maroku? Maroko to taka mieszanka północnej Afryki i wpływów europejskich, głównie hiszpańsko- portugalskich ze względu na położenie. To bardzo ciekawy kraj pod względem kulturalnym i turystycznym a przede wszystkim Maroko nie jest takie komercyjne jak pozostałe kraje w północnej Afryce, jak Egipt czy Tunezja, która stała się kolebką urlopowiczów w sandałkach i białych skarpetkach z wykupioną wersją przy basenie „all inclusive”. W Maroko można poznać ciekawych ludzi, obieżyświatów – to taka brama do środkowej Afryki, Sahary, Algierii. Jadąc do Maroka jest kilka głównych punktów, przede wszystkim Marrakesz, miasto Fez ze swoimi licznymi uliczkami średniowiecznych medin – koniecznie należy wybrać się do Garbarni Chouarasa. Jest to chyba jedno z najbardziej ulubionych miejsc przez fotografów. Fez jest królewskim miastem założonym w 789 roku przez Idrisa. Podzielony jest na kilka części, w tym na stare miasto, gdzie człowiek czuje się jakby cofnął się w czasie. Fez jest dosyć mocno kontrastowy, szczególnie to uwidacznia się pomiędzy starą częścią miasta a nowoczesną częścią miasta. To jak dwa różne światy. Bardzo ciekawą budowlą jest meczet Al. Karawijjin, aczkolwiek turyści nie mają do niego wstępu. Tak przynajmniej było w 2009 roku. Poza samymi miastami warto wybrać się do tych malutkich miasteczek górskich, czy pustynnych jak Tafraotue, gdzie krajobraz górski powala z nóg. Ponownie można mieć uczucie cofnięcia się w czasie. Brakuje tylko dinozaurów jak w Jurassic Park. Przynajmniej takie były moje odczucia. Takim dosyć mocno turystycznym miastem jest sam Agadir, jednak ze względu na nową hotelową infrastrukturę – kiedyś było tam olbrzymie trzęsienie ziemi i to stare miasto nie zostało odbudowane a na jego zgliszczach pobudowano hotele. Jest tam cała masa hoteli przy samej riwierze atlantyckiej. Jak wyglądała kwestia wyżywienia? Jakie rarytasy miałeś okazję skosztować? Jedzenie w Maroku to taka typowa afrykańska kuchnia. Bardzo dużo warzyw, ziemniaków, wszechobecna tajine w wersji wegetariańskiej z kurczakiem, pastilla - czyli mielone mięso gołębie w cieście naleśnikowym posypane cukrem pudrem i cynamonem. Ogólnie mieszanka warzyw, ziemniaków i przypraw z dużą ilością fasoli. Afryka nie słynie z dobrej kuchni – no może poza tą północną częścią jak Egipt, czy Tunezja, to jednak Maroko jest inne, tam kuchnia jest bardziej podobna do Afryki... tej czarnej, środkowej. 66 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 67


68 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 69


Możesz zgodzić się ze stwierdzeniem, że Maroko jest krajem bezpiecznym? Spotkałeś się ze sytuacjami krytycznymi, czy wręcz przeciwnie, wszyscy byli nastawieni przyjaźnie w stosunku do Ciebie? Tak! Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że Maroko w 2008 roku było bezpiecznym krajem. Wiadomo, że jak ktoś szuka problemów to wszędzie je znajdzie – ale ogólnie jest to bezpieczny, w miarę tolerancyjny kraj. Ludzie byli nastawieni przyjaźnie lub neutralnie – oczywiście zawsze za tym krył się ich interes i chęci ubicia dobrego targu. Arabowie mają od małego mentalność handlarza. Nie wiem jaka jest aktualnie sytuacja w Maroko... Podejrzewam, że wiele się nie zmieniło. Na szczęście wpływy „Arabskiej Wiosny” tam nie dotarły. Pięć głównych zalet, dla których warto odwiedzić Maroko? Przede wszystkim kultura i ludzie. Architektura. Góry. Klimat. Możliwość zrobienia interesujących zdjęć. Co Ciebie urzekło najbardziej? Bez dwóch zdań - Marrakesz. Było takie zdarzenie lub miejsce, które pozostawiło po siebie niesmak? Tak, byłem tam za krótko! (śmiech)

70 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 71


72 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 73


74 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 75


KULTURA

KAROLINA MACHUT

76 /ACTIVmag


MIŁOŚNICZKA MALARSTWA FIGURATYWNEGO ORAZ ABSTRAKCYJNEGO rozmawiała

Ewelina Braca ACTIVmag/ 77


78 /ACTIVmag


Stanisław Przybyszewski, mąż Dagny Juel napisał kiedyś, że sztuka nie ma żadnego celu, gdyż jest celem sama w sobie. Jest absolutem, bo jest odbiciem absolutu – duszy. Jak odniosłabyś się do słów przedstawiciela cyganerii krakowskiej? Ciekawe słowa, bardzo piękne i trafne. Wydaje mi się, że zawsze sztuka jest odbiciem naszych czasów, jak artysta się czuje w danej rzeczywistości, czy coś przeczuwa. Dzieląc się swoimi wizjami daje ludziom wgląd w bardziej wyjątkową istotę rzeczy. Przede wszystkim pobudza widza do przeżywania czegoś nowego. Nie bez powodu przytaczam jego słowa. Namalowałaś obraz Dagny, oczywiście niektórzy z nas wiedzą, że pierwszym autorem był Munch... Co Ciebie zainspirowało do tego, aby ten wspaniały obraz powstał? Historia życia, a może twórczość Edvarda Muncha? Przede wszystkim twórczość Muncha. Uwielbiam mroczny klimat jego dzieł. Dobór kolorów i jego charakterystyczna płynąca kreska jest absolutnie genialna. Jego historia również mnie urzekła. Jego prace musiały świetnie odwzorowywać jego stan psychiczny i emocjonalny w różnych etapach życia. Obraz Madonna bardzo mnie zauroczył. Uwielbiam motywy kobiety femme fatale. Modelka jest tutaj niby wampirem wysysającym energię z zauroczonego kochanka. Jak to się stało, że zainteresowałaś się malarstwem?

W szkole okazało się, że rysuję i maluję ładniej niż reszta dzieciaków. Moja mama zadecydowała, że pójdę na plastykę do MDK w Gdyni. Tam się powolutku rozwijałam. Łącznie chodziłam tam z 8 lat. Potem postanowiłam pójść na architekturę, jednak szybko zmieniłam zdanie, gdyż sztuki czysto plastyczne są mi bliższe i zdecydowałam, że spróbuję wykształcić się w tym właśnie kierunku. Wracając do Twojego pytania, to po prostu była wielka potrzeba tworzenia. Dopiero potem zaczęłam odkrywać i interesować się wszystkimi wielkimi artystami, żeby czerpać z ich dorobku. Ponoć nie wyważa się już raz otwartych drzwi! Jakie są Twoje upodobania malarskie? W danym momencie - abstrakcje i ekspresjonizm. Jacy malarze mieli istotny wpływ na Twoją twórczość? Witkacy, Gustav Klimt, Edvard Munch, Bronisław Linke. Jakie jest Twoje malarstwo? Ostatnimi czasy preferuję coś na granicy malarstwa figuratywnego i abstrakcji. Fascynują mnie różne tkanki i inne elementy świata naturalnego powiększone pod mikroskopem. Według mnie są to najpiękniejsze kompozycje. Jakoś nie czuję się na siłach przedstawiania jakiś scenek rodzajowych, martwych natur czy krajobrazów. Szukam tych kompozycji, które sama natura tworzy i się nimi inspiruję. Zapewne fakt, że swego czasu bardzo interesowała mnie secesja (zarówno malarstwo, ACTIVmag/ 79


80 /ACTIVmag


architektura i rzemiosło) powoduje to, że poszukuję piękna w tych wzorach. Cieszę się, że umiem pociągnąć grubym pędzlem i pozostawić taką przypadkowość, bo kiedyś pieściłam szczegóły, ale nie chciałam dłużej tego robić. Myślę, że cały czas będę rozwijać taką abstrakcję organiczną, chociaż kto wie, artysta rozwija się całe życie. Co oprócz powiększeń mikroskopowych Ciebie inspiruje? Opuszczone, brudne i zdominowane przez przemijanie czasu i zaniedbanie miejsca. Jakie techniki malarskie lubisz? Farby akrylowe – moje ulubione. Lubię jeszcze spray i szablony. Jak inni odbierają Twoją sztukę? Do tej pory słyszałam pozytywne opinie. Może poza kilkoma hejterami w necie! Czy jesteś związana emocjonalnie z jednym ze swoich dzieł? O tak! Jestem. Oczywiście pomijając krajobrazy oraz portrety. Jestem związana z obrazami, które maluję z własnych potrzeb i bardzo się w nie angażuję, poświęcając im przede wszystkim dużo czasu, uczuć i emocji - z takimi obrazami nie chcę się rozstawać. Opowiedz o swoich odczuciach, które towarzyszyły Tobie podczas pierwszej wystawy? Było to w kościele ewangelickim w Sopocie, w roku bodajże 2005. Wielki strach. Na szczęście mówiła za mnie moja pani od plastyki – Maria Fietkiewicz,

u której w liceum pobierałam lekcje. Byłam młodziutka i w tamtym czasie malowałam głównie martwą naturę ze względu na przygotowywanie się do egzaminów. Z perspektywy czasu oceniam, że był to jeden z wielu kroków, które musiałam zrobić i cieszę się, że poszłam dalej. Czy w sztuce talent jest najważniejszy? Mówi się że talent to (w zależności od źródeł) 1-5% sukcesu a reszta jest ciężką pracą. Jestem w stanie się z tym jak najbardziej zgodzić. Według mnie też nie chodzi o to żeby codziennie postawić określoną ilość kresek na papierze, ale zdobywać życiowe doświadczenia, interesować się światem oraz mieć na jego temat przemyślenia.

ACTIVmag/ 81


82 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 83


SURREALIZM, AW

ROZMOWA Z 84 /ACTIVmag photo: visualscandal3.blogspot.com

MIRKIEM


WANGARDA, MAGIA

JUDKOWIAKIEM ACTIVmag/ 85


Niezależni twórcy filmowi często wkraczają do świata mediów stając się sprawnymi realizatorami reklam, teledysków i filmów dokumentalnych. Rzadko jednak zdarza się by powracali do świata sztuki z dumą prezentując swój amatorski dorobek. Poznajmy Mirka Judkowiaka, zwycięzcę Grand Prix Festiwalu Jutro Filmu z 1997 roku, który właśnie powrócił do kina autorskiego filmem Moja Fabryka. Okłamujesz widzów. Bohater Mojej Fabryki – młody poeta Janek, którego teksty rzekomo czytane są w trakcie filmu, to postać fikcyjna, a jednocześnie niesłychanie wiarygodna. Czy prawda nie ma dla ciebie żadnego znaczenia? Prawda w filmie jest jedna. Tworzy ją rzeczywistość, którą z kolei kreuje autor. Owa rzeczywistość, to zbiór ujęć układanych w sekwencje, sekwencji ułożonych w sceny i tak aż do końcowej wizji filmu. Czasem ta wykreowana rzeczywistość jest na tyle daleka od egzystencji dnia codziennego, że bywa do niej światem równoległym. Wtedy, jeśli twórca udowodni, że wszelkie składowe tej rzeczywistości wiąże ze sobą nić prawdy emocjonalnej, nie dość, że w nią wierzymy, to jeszcze buduje ona w nas nową kulturę, kulturę naszych nowych prawd. Mamy wtedy do czynienia z arcydziełem albowiem mają one, te nowe pokłady naszych własnych prawd, wpływ na nasze małe egzystencje codziennych zmagań w walce o lepszego siebie. 86 /ACTIVmag

Mocno powiedziane, ale oglądając Moją Fabrykę, miałem wrażenie, że dla każdego z widzów ten film może być o czymś innym. Poszczególne sceny wypełnione alegorycznymi postaciami uruchamiają w każdym z widzów jego własną, osobistą fabrykę znaczeń i emocji. Taki był zamysł? Aby taki film zrealizować musiałem przez 3 miesiące poddać się wydarzeniom, które na własny użytek wywołałem. Do dnia realizacji, a zakładałem tylko jeden dzień zdjęciowy, byłem otwarty na detale i rozwiązania, które podsuwali aktorzy, jednak zarys plastyki ruchu postaci, ich funkcjonalność w danej scenie, rodziły się w mojej wyobraźni przez rzeczone 3 miesiące. Miały na to wpływ głównie kolejne spotkania z aktorami. Wczuwałem się w ich sposób bycia, śledziłem relacje między nimi, odkrywałem tembr ciała, przypisywałem ich fizyczność do odpowiedniej roli. A rola to w tym przypadku zbiór gestów, zarys trajektorii ruchu w przestrzeni ruin fabrycznych, adekwatność charakteryzacji do sposobu kadrowania ujęć w danej sekwencji. Słowem kreowałem wstępny szkic wyobrażeniowy. To znaczy? Mógłbyś to do czegoś porównać? Jasne, na przykład do przystrajania choinki na święta. Czasem należy dokupić bombek, czasem włos anielski jest do wymiany, bo starej daty. W końcu instalujesz światła, które mają z ciemności wydobyć wszelkie blaski i cienie tej


ACTIVmag/ 87


świątecznej opowieści. Bo taki film to święto, i tylko od Ciebie zależy, gdzie i jak kolejne ozdoby zawisną. To proces. Czy któraś scena jest dla ciebie najważniejsza? Wszystkie sceny są jak klocki, które uzupełniają konstrukcję. To przypowiastki, jak u Woltera. Każda budowana w nieco innej inscenizacji, inaczej montowana. Każda jednak wykorzystuje ten sam obiekt, starą fabrykę karabinów. Dla mnie osobiście kwintesencją całości jest kreowana w formie teledysku scena z nagim, pokrytym czerwonym silikonem mężczyzną, którego z pomnikowej pozy budzi do życia piękny młodzieniec, zakładając mu skrzydła na ramiona. Jak mówi w filmie Andaluzyjczyk - czerwień to narodziny, miłość i śmierć. Kolory i klimat jaki tworzą kojarzy mi się z filmami Pedro Almodovara, czy to jedna z Twoich inspiracji? Mało oglądałem Almodovara, to daleka dla mnie formuła. Uwielbiam za to Werera Herzoga czy Jiříego Menzla. Moimi mistrzami są także Fellini, Tarkowski. Ze współcześnych natomiast reżyser oskarowego filmu „Pogorzelisko” Denis Villeneuve. Jeden z ciekawszych pokazów twoich filmów, w których miałem przyjemność uczestniczyć, był połączeniem filmu, teatru, przyjęcia i sesji fotograficznej, pomiędzy którymi praktycznie zacierały się granice. 88 /ACTIVmag

Jak określiłbyś tę formułę? Łączenie wydarzeń na scenie w połączeniu z akcją płynącą na ekranie, to często wykorzystywany manewr. W moim przypadku wynika on z potrzeby szerszej analizy tematu. Na ekranie dokładność i rzetelność w ukazywaniu aktora jest większa, teatr pozwala widzowi ujrzeć drugą, nieznaną stronę bytu bohatera. Ludzie, z którymi pracujesz to najczęściej amatorzy. W twoich filmach i na scenie przeistaczają się jednak w wyraziste, charyzmatyczne postacie. W jaki sposób uruchamiasz ich potencjał? Tak, to amatorzy, ale też bardzo inteligentni ludzie z pasją poznania i tworzenia. Współpracuję z grupą około dwudziestu osób, której skład czasem się zmienia. Ostatnio poznałem w knajpie emerytowanego aktora scen krakowskich, który za piwo recytuje Stefka Burczymuchę. Jego wrażliwość nie wytrzymała scenicznej doli i niedoli aktorstwa scen teatrów publicznych. Dziś odnajduje swą minioną karierę jako raj utracony, który powraca w chwilach alkoholowych uniesień. Bywa wtedy szczęśliwy, a radość którą zaobserwowałem u niego podczas knajpianych występów, jest bezkompromisowa. Jak angażuję ludzi? Buduję nastrój wydarzeń, jakie mogą ich spotkać i oferuję udział w wielkim dziele filmowym. Następnie obserwuję, słucham. To moment najważniejszy, bo w następnej kolejności muszę bez chwili


ACTIVmag/ 89


90 /ACTIVmag


zawahania przydzielić im rolę. I choć często okazuje się, że w filmie są kimś innym niż w tej wstępnej deklaracji, to już ich mam, bo od tego momentu mamy już cel, wspólny cel. Do jakiego stopnia pracujesz intuicyjnie? A może wszystko masz zaplanowane z fotograficzną precyzją? To są zawsze dwie fazy. Jedna to ściśle precyzyjna wizja plastyczna projektu. Druga to pozyskiwanie wszelkich atrybutów aktora amatora, by wkomponować je w cykle zmienności ruchu, zmiennej wizerunku postaci. Tutaj działa intuicja, która tworzy ostateczny kształt sceny. Dominanta osobliwości aktora amatora jest tym, czym wygrywa się założenia plastyczne umiejscowione w kadrze, w sekwencji wydarzeń. Podczas pokazów nowe filmy poprzedzasz często swoimi wczesnymi niezależnymi produkcjami, takim jak Jureczek, który pod koniec lat 90. był jedną z ikon polskiego kina niezależnego. Dlaczego do nich wracasz? To prawda, na pokazach wracam do swoich najlepszych filmów z lat dziewięćdziesiątych. Robię to wtedy, gdy w połączeniu z prezentacją nowych produkcji widać konsekwencję w poszukiwaniu w bohaterach tych samych lub podobnych wartości. To ważne dla twórcy, żeby widz, który śledzi jego dokonania, miał wiedzę o pewnej konsekwencji twórczej. To tak, jakby po latach spotkać przyjaciela i zapytać go o jego spełnione

marzenia. Może się nie spełniły, ale mówisz mu, że ciągle się starasz. Jak współcześnie rozumiesz pojęcie „kina niezależnego”? Takie kino nie istnieje! Wymieniłbym, co najmniej dwadzieścia zależności, jakim ulega twórca jakiegokolwiek filmu. Najważniejszą i podstawowym uzależnieniem filmowca jest „ścinka”, czyli połączenie jednego ujęcia z drugim. Odpowiedzialność za nią jest niezbywalna i nieuchronna. Czym jest Teatr Awangardy Ruchu? Teatr Awangardy Ruchu to nazwa tej mojej grupy aktorów. Mamy salę, spotykamy się. Nie ma żadnej kasy i planu, żeby być sławnymi na całym świecie. Jak Laboratorium Jerzego Grotowskiego, czy teatr Tadeusza Kantora. I to jest realne. Wiem, że nasza myśl plastyczna, rodzaj kreacji ruchu, a także idee twórcze są wyjątkowe na skalę światową. Liczymy, że ktoś nas zauważy i da szansę. Na razie doceniło nas muzeum sztuki nowoczesnej w Buenos Aires. Nasze portfolio określili tam jako projekt klasy światowej. Rozmawiał: Marek Nowak Zdjęcia: Mirek Judkowiak

ACTIVmag/ 91


JAK ROZUMIEĆ SZTUKĘ AWANGARDOWĄ?

photo: superflu.de

To pytanie zadaje sobie zapewne wielu przechodniów, którzy podążając własnym rytmem przez miasto, przelotnie spojrzą na wystawę w Galerii Sztuki. Proces tworzenia czegoś alternatywnego ma miejsce w umyśle artysty, który tworząc coś niedostępnego dla oka, czy innych zmysłów wzbudza w nas nierzadko nieciekawe emocje. Ile razy zdarza nam się potraktować coś czego nie rozumiemy jako bezsensowne, głupie, czy też bezużyteczne. Jednak, aby zrozumieć trzeba najpierw poznać. Tego właśnie pragnie każdy artysta. Odkrywania jego dzieła, dostrzegania tego co ukryte. Trzeba mieć jednak do tego otwarty umysł i wykazać zainteresowanie. Jeśli czasem jakiś przechodzień zwróci uwagę na obraz na witrynie, to budzi się w nim pewna wątpliwość: czy przystanąć, wstąpić, czy też iść dalej swoim rytmem. 92 /ACTIVmag


To samo tyczy się muzyki alternatywnej, określanej jako „hipsterska”, która jest ukryta i można powiedzieć niedostępna dla zwykłego człowieka. Jak więc można na nią trafić? Głównie wtedy, kiedy ktoś udostępni nieznany nam zespół lub też przypadkiem znajomy usłyszy o danym artyście co nieco w mediach. Możliwości jest wiele. Muzyka wzbudza takie same kontrowersje, co nowoczesna sztuka. Jest traktowana jako papka miałkiej elektroniki połączonej z miałczącym głosikiem wokalisty i punktowym rytmem, które razem tworzą mieszankę nie do słuchania. Jeszcze gorzej jest z nowymi pozycjami książkowymi. Nie ma zbyt wielu okazji, by o nich usłyszeć. Na półkach sklepowych najbliżej kas znaleźć można tylko polecane nowości, książki nagrodzone lub też popularne. Tytuł alternatywny jest dostępny z reguły na zamówienie lub w jednej sztuce w księgarni w jakiejś pipidówce około 500 km od naszego miejsca zamieszkania. Słowem biorąc - ciężko jest dotrzeć do pozycji przez nas poszukiwanej, ponieważ o prawdziwą sztukę (ukrytą w podziemiu) trzeba powalczyć. Nawet pomimo obawy przed niezrozumieniem, ważne jest aby pozwolić dać się otworzyć na rynek alternatywny. Artystom przecież nikt nie zabrania tworzyć, ale w tym pozwoleniu czai się niemy nakaz by kreacja artysty była w guście odpowiadającym wszystkim, czyli „popularna”. Jednak aby stało się popularne powinno najpierw być niszowe, prawda? Otworzyć się na alternatywne, czy też nie otworzyć… Wybór należy do ciebie samego. Bartosz Jankowski

ACTIVmag/ 93


FELIETON

ROK

1993 „To, co fotografia powiela w nieskończoność, miało miejsce tylko jeden raz; powtarza więc mechanicznie to, co już nigdy nie będzie się mogło egzystencjalnie powtórzyć.”1 Rok 1993. Afryka. Sudan. Miejsce głęboko dotknięte klęską głodową. To również miejsce spotkania trzech istot żywych (użycie przymiotnika żywy jest tu nieprzypadkowe) – dwojga ludzi i zwierzęcia. Biały mężczyzna, czarna dziewczynka i sęp. Zdarzenie nie do powtórzenia, brzemienne w swych skutkach. To spotkanie, którego jedynym świadectwem jest powyższa fotografia. Nie ma już bowiem wśród nas mężczyzny, dziewczynki i sępa. Pozostało jedynie to zdjęcie, powtarzające w nieskończoność zapowiedź tragedii, która miała miejsce już dawno. Fotografia została wykonana przez fotografa z RPA, Kevina Cartera. Przedstawia wycieńczoną z głodu sudańską dziewczynkę i sępa

czekającego na jej śmierć. Zgięte w pół, maleńkie, pozbawione sił ciałko dziecka, wystające żebra i nieproporcjonalnie duża głowa skierowana ku ziemi, a w tle czyhające na nie niebezpieczeństwo – obraz ten stał się ikoną klęski głodowej w Afryce. Zdjęcie dziewczynki i sępa trafiło na okładki dzienników, spowodowało wzrost zainteresowania sytuacją w Afryce, przyczyniło się do wzmożonej walki z panującym głodem, a Kevin Carter zyskał sławę i otrzymał nagrodę Pulitzera. Na czym polega więc wyżej wspomniany tragizm, skoro fotografia przyniosła w rezultacie tyle pozytywnych skutków? Z jednej strony, jak pisze R. Barthes, na fotografii zdarzenie

Roland Barthes, Światło obrazu, przeł. Jacek Trznadel, Warszawa 1996, s. 9–10. 2 Ibidem.

1

94 /ACTIVmag


photo: Kevin Carter

nigdy nie wykracza poza siebie ku innej rzeczy2 - uwiecznia więc chwilę, jest dziełem skończonym, całością samą w sobie. W związku z tym, dziewczynka na zdjęciu Cartera wciąż żyje i żyć będzie wiecznie, a sęp nie jest w stanie jej zagrozić, gdyż – za sprawą aparatu – skazany został na ciągłe czekanie. Z drugiej jednak strony, zdarzenie uchwycone przez negatyw przestaje istnieć w rzeczywistości, traci kontakt ze światem, stając się zaledwie jego kopią. Tak więc myślenie, iż sudańska dziewczynka i sęp żyją, gdyż tak jest na fotografii - jest myśleniem zgoła naiwnym i dalekim od realiów. Prawdziwa tragedia miała miejsce poza zdjęciem, które jednak 3

w ogromnym stopniu się do niej przyczyniło. Dla zdjęcia bowiem Kevin Carter poświęcił życie dziecka i przez owo zdjęcie (m.in.) Kevin Carter odebrał sobie życie, ponieważ fotografia (tu powtórzę raz jeszcze słowa Barthesa) powiela w nieskończoność to, co miało miejsce tylko jeden raz.3 Nagroda pieniężna, ogromny rozgłos zdjęcia i chwila na nim uchwycona - chwila, która nieustannie przypominała o dokonanym przez fotoreportera wyborze – okazały się zbyt wielkim ciężarem i gwoździem do trumny.

Kaja Kłosowska

Ibidem.

ACTIVmag/ 95


TY, JA I...

JESZCZE JEDNA KOBIETA Impreza, dom mojej przyjaciółki, wieczór. Około dwudziestu intensywnie pracujących ust. Jak nie mówiących to chłepczących piwka. Jedno za drugim. Pada pytanie o seks w trójkącie. Moja przyjaciółka, Agata (nie wiadomo, czy z powodu zbyt dużej ilości wódki, czy gwałtownego szoku) w odpowiedzi zostawia zawartość swojego żołądka przed sobą. Od tego czasu liczba trzy mnie prześladuje. Podczas zamawiania pizzy - duża, średnia i mała. W centrum handlowym - S, M, L. Na ulicy - młodość, dojrzałość i starość. Początek, środek i koniec. W literaturze... trzej muszkieterowie, trzy misie. Mitologia? Trójząb. Trzy gracje. Trójgłowy cerber. Nawet biblia kłania się przed trójką! Trójca święta. Trzykrotne zaparcie się Chrystusa przez Piotra. Trzej mędrcy. „Święty, święty, święty Pan zastępów”. Trzy etapy pokuty (żal za grzechy, postanowienie 96 /ACTIVmag

poprawy, zadośćuczynienie). A Boska Komedia Dantego? Przecież to literacki hołd dla cyfry trzy! Trójka króluje w tym utworze. Trzy części - Raj, Czyściec i Piekło. Każda z nich złożona jest z trzydziestu trzech pieśni. Raj dzieli się na dziewięć (3+3+3) nieb, Czyściec na dziewięć pięter, Piekło na dziewięć okręgów. Trzy to symbol doskonałości i perfekcji. Tylko, czy w sferze seksualnej również? Być może... W internecie znajduję tyle samo ogłoszeń o seks w trójkącie, co o wynajem mieszkania. Oferta dla Panów: „Zadbana para szuka bardzo dyskretnego mężczyzny do wspólnej


photo: favim.com

zabawy. Musisz być czysty, rozmiar nie ma znaczenia. Ona: 26 lat, blondynka o kobiecej figurze i dużym apetycie na seks. On: 29 lat, wysoki, przystojny, brunet.” Albo dla Pań: „Szukam kobiety, która chciałaby raz w miesiącu spotkać się ze mną i moim partnerem. Wiek: do 35 lat, wygląd nie ma znaczenia. Ja: blondynka, 26 lat, on: 29 lat, przystojny blondyn. Dobrze byłoby, gdybyś lubiła zabawy sado-maso.” Ty, ja i... jeszcze jedna kobieta. Ale co potem? Następnego ranka?

nie wystarcza. Monogamia zatonęła razem z titanickiem. Nikt już nie przeżywa wielkich romansów. Wolimy „50 twarzy Greya”, pejcze, bicze i lateks. 1700 lat p.n.e. ludzie mieli większą motywację, żeby się kurczowo trzymać jednego partnera. Skok w bok kończył się dość brutalnie. ”Jeżeli żona obywatela na spaniu z innym mężczyzną została przyłapana, zwiążę się ich i do wody wrzuci.” - głosi pierwszy spisany zbiór praw, czyli Kodeks Hammurabiego. Dzisiaj już nic nam nie grozi.

P a u l i n a K oś c i k

Może trójkąt to związek współczesności? Chcemy więcej i szybciej... i jeszcze więcej. Jeden partner już ACTIVmag/ 97


KRÓTKI ESEJ

Zimowy poranek. Za oknem świat powoli budzi się do życia. Szaro, wietrznie, mroźno i smutno. Pogoda nie sprzyja dobremu nastrojowi, zdaje się odbierać uśmiechy twarzom. Zasiadam przy biurku i - pełna niechęci do wszystkiego – zamierzam napisać jadowity pamflet na Uniwersytet Gdański, a co! Ulżę sobie, wyładuję się na nim, powiem w końcu głośno, co mi leży na wątrobie, co mnie boli, co mi się tak bardzo nie podoba! Wtem… Słyszę w radio fragment piosenki Łony „To nic nie znaczy”, w którym to utworze artysta śpiewa: „znajdź jakieś pozytywy” i tymi słowami całkowicie burzy mój koncept pracy. Złość ucieka gdzieś w nieznane. Myślę sobie – nie... To byłoby zbyt proste. Wszyscy wokoło tylko narzekają. Wszyscy chcą pisać źle, negatywnie, pragną „dokopać” tymbiednym starym uniwersyteckim murom. Poszukam więc plusów, spróbuję choć raz czarno nie widzieć, choć realia nie zachęcają do wyboru takiej drogi. Przecież musi być coś dobrego w tym uniwersytecie, skoro studiuję na nim już blisko pięć lat! Ukażmy więc tę dobrą, miłą, sympatyczną stronę uczelni, choćby próba ta miała się okazać naiwną… 98 /ACTIVmag

Jadę na zajęcia. Droga zajmuje mi niemal godzinę, gdyż przesiadać się muszę 2-3 razy. Na miejscu dowiaduję się, że zajęcia odwołano. Nie mogli nas wcześniej powiadomić, widocznie to zbyt trudne. Koledzy poloniści (delikatnie mówiąc) rozgoryczeni, proponuję więc – chodźmy na kawę! I tym oto sposobem bezsensowna tułaczka na uczelnię prędko odzyskuje swój sens. Przecież uniwersytet to nie tylko mury, nie tylko zajęcia, wykłady i egzaminy. Uniwersytet to przede wszystkim my – studenci, bez których szkolnictwo wyższe nie miałoby prawa bytu. I studenci to nie obce sobie jednostki. To znajomi, przyjaciele, pierwsze miłości, wkraczanie na drogę dorosłego życia. To bliskie mi osoby, bez których mój świat byłby dziś niesłychanie ubogi, nad wyraz szary. Dlatego nie ma już we mnie złości, ponieważ nikt nie raczył nas uprzedzić, że zajęcia się nie odbędą. Spędziłam czas najlepiej, jak tylko mogłam – bo przecież w gronie przyjaciół!


Z PRÓBĄ OPTYMIZMU

photo: mademoisellemaurice.com

Następnie schodzę na dół, do punktu ksero. Uśmiecha się do mnie znajoma mi twarz pani pracującej „pod schodkami”. Od lat chodzę tylko do niej, nie wyłącznie ze względu na jej radosny sposób bycia. Pewnego razu nieświadomie, co wiąże się z moją tendencją do zapominalstwa, zostawiłam tam pendrive’a. Oczywiście nie zwykłam podpisywać swoich rzeczy, więc prędko pożegnałam się z jego stratą i kupiłam nowy. Kilka miesięcy później przebywając w domu rodzinnym na Mazurach były to wakacje), owa sympatyczna pani z punktu ksero zadzwoniła do mnie z wiadomością, że udało jej się odnaleźć moje dane, i że pendrive będzie czekał na mnie „pod schodkami”. Jakim cudem znalazła numer mojego telefonu stacjonarnego po dziś dzień nie wiem, ale za każdym razem, gdy idę tam cokolwiek kserować czy drukować – mój uśmiech zdradza wielką sympatię do tejże kobiety. To taki mały gest, a potrafi tyle znaczyć!

Zmierzając ku drzwiom wyjściowym, przypadkowo napotykam swojego promotora, profesora Ciechowicza, który wita się ze mną uściskiem dłoni, mówiąc przy tym ciepłe „dzień dobry, pani Kaju”. To ogromny pozytyw – przestać być anonimowym, jakimś studentem – jednym z wielu, którego imię i nazwisko jest absolutnie obce wykładowcy, nic nie znaczy. Po czym zaczynam się tłumaczyć z nieobecności, która spowodowana była chorobą i zapowiadam swoje uczestnictwo w następnych zajęciach, na co profesor odpowiada: „dobrze pani Kaju, bez pani ani rusz!” I po tej, jakże krótkiej, ale niezmiernie wartościowej wymianie zdań, wychodzę z uczelni z uśmiechem od ucha do ucha i nie ma we mnie gniewu, nie ma we mnie goryczy, nie złoszczę się na fatalną administrację, ponieważ potrafię znaleźć te pozytywy, o których śpiewa Łona i z żalem stwierdzam, że to już piąty, ostatni rok moich studiów na Uniwersytecie Gdańskim.

Kaja Kłosowska

ACTIVmag/ 99


CHCĘ CZUĆ WIATR

100/ACTIVmag


CZYLI ROZMOWA O NICZYM SZCZEGÓLNYM, A JEDNAK WIELKIEJ PASJI DO MUZYKI... PHOTO: WOJCIECH BERIA

ACTIVmag/ 101


Jest sobota, styczniowa sobota, kolejnego po dwutysięcznego roku. Siadam z ulubioną kawą, zalaną bez laktozowym mlekiem na kanapie i „Miłością na zamówienie” w telewizji. To był ciężki tydzień, ostatnie tygodnie ogólnie były męczące. Tak fizycznie. Tak z racji braku odpowiedniej ilości snu. Były jednak euforyczne. Wiele się zmieniło. Odcięłam etatową pępowinę, by poczuć zew wolności. By krzyczeć głośno każdym jednym projektem. W tej machinie, w której znalazłam się kilka lat temu zabrakło już wiatru. A ja chcę czuć wiatr.

Siła… Zabrakło mi sił na śpiewanie: na próby, koncerty, pisanie po nocach piosenek. Mi! Mi zabrakło sił! Tak bardzo chciałam nagrać coś w grudniu. A jednak, jak nie jedna delegacja to druga. I basta. Megi Mint była i jest zbyt piękną stroną by zarzucać jej piękne istnienie. Szkoda tylko, że jakimś cudem priorytet jej został pogrzebany żywcem. Płyta nagrana latem 2015 r. rozeszła się raz dwa wśród rodziny i dla znajomych, czy słuchaczy, już jakoś nie starczyło zapału. Koncerty były sporadyczne, bo i czasu nie było na nie. A nie było na własne życzenie. Brak organizacji, konsekwencji i poświęcanie się dla pracy, kosztem tego co się kocha i tych co się kocha.

Pasja… Na całe szczęście pasja wie, jak kierować naszymi drogami tak, byśmy o niej nie zapomnieli. Jedno wejście do studia, jedna i ta sama adrenalina, szum dźwięku i nocne rozmowy o każdym punkcie w muzyce... Coś co sprawia, że nie potrzebujemy kofeiny, by nie iść spać. Coś co pozwala układać linię melodyczną do 4 rano, mimo tego, że następnego (czyt. tego samego) dnia wstaniemy skoro świt, za 3 godziny, o 7.

Muzyka… Muzyka sprawia, że każdy wolny wieczór wertuje Youtube’a w poszukiwaniu

inspiracji. To ona pozwala na szaleńcze twory głosowe, by w końcu uszy powzięły dźwięki, które autor miał w zamyśle na długo, długo przed ich wydobyciem. Sprawia, że wszystko dookoła jest ciszą. Buduje wrażliwość. Pozwala na wydobycie z najbardziej dalekiej otchłani emocji. 102/ACTIVmag


Emocje… Dla każdego z nas emocje mają inny wymiar. Inny im dajemy upust. A jednak koncerty na żywo sprawiają, że w jednej minucie, czuję, że są nam takie bliskie. Że czujemy to samo. W piosenkach każdy z nas znajdzie swoją historię. Swoje pierwsze uniesienia, motylki w brzuchu, zawody… Mamy wrażenie, że ktoś idealnie oddał to co czujemy. To co głęboko gdzieś siedzi, a co wychodzi na światło dzienne już w pierwszym dźwięku. To formy mowy. Bez szczegółów, nienachalnie. Subtelność przekazania tego co się czuje poprzez śpiew jest niezwykła. Każdy bierze w danej chwili tyle ile chce. Możemy nic nie brać, możemy nie czuć nic… I to też jest jak najbardziej fair. Nie ma artystów którzy podobają się wszystkim, ani takich, których wszyscy nie lubią. Pozwalam odkrywać się słuchaczom na ich własny sposób.

Koncerty Nie ma znaczenia, czy na koncercie jest 10, 50 czy 100 osób. Mam swoje marzenia co do miejsc, gdzie chciałabym wystąpić, jednak nie warunkuje to mojego zaangażowania. Może to dziwne, ale lubię śpiewać „do kotleta”. Po prostu lubię śpiewać… Każde jedno przychylne słowo, uśmiech, napędzają do działania. Na teraz i na przyszłość, kiedy znów braknie sił. A braknie. Wtedy mam do czego wracać. Wracam do tych, co chcą słuchać dalej. Wracam do Was z uśmiechem

i muzyką, bo kocham ją nad życie. TEKST:

Megi Mint wokalistka z trójmiasta, na co dzień występująca w akustycznym duecie Megi Mint & Band z oprawą gitarową (Haker)

Fb: megimintband, Instagram: megimint, Youtube: Megi Mint & Band

ACTIVmag/ 103


PHOTO 104/ACTIVmag


MARTYNA GUMUŁA FOTOGRAF MODY ORAZ KOCHANKA PORTRETU

rozmawiała

Ewelina Braca

ACTIVmag/ 105


106/ACTIVmag


ACTIVmag/ 107


108/ACTIVmag


Patrząc na Twoje zdjęcia widzę świadomego fotografa, który potrafi uchwycić tę prawdziwość emocji. Widać, że nie dobierasz przypadkowych modelek, tylko pewne siebie kobiety. Czym kierujesz się przy wyborze modelki do konkretnej sesji? Proces doboru modelki do poszczególnego projektu jest niezwykle wyczerpujący i irytujący, ponieważ przypomina zakupy online- jeśli wiesz, o co mi chodzi. Pomimo nieuniknionej selekcji, nie mogę kierować się jedynie modą. W swoich zdjęciach szukam porozumienia pomiędzy urodą a duszą, takim mentalnym uzupełnieniem fotografa przez modelkę i na odwrót. Ona nie ma spełniać jedynie funkcji żywego wieszaka prezentującego ciuchy, a stać się na kilka godzin moją muzą, boginią, dzięki której każde zdjęcie będzie miało, w sobie to coś wyjątkowego. Są dziewczyny, z którymi pragnę pracować, są takie modelki, które w danej chwili wydają się idealnie pasować do zamyślonej idei, są również te, z którymi po prostu warto podjąć współpracę. Przeglądając Twoje portfolio na jednym z serwisów społecznościowych, w którym ludzie z branży modelingu jak i fotografowie mogą zaprezentować swoje prace, natrafiłam tylko na jedną fotografię mężczyzny... Jest to przypadek? Specjalizujesz się bardziej w fotografii kobiecej? Nie jestem pewna, co sugerujesz (uśmiech). Tak, znacznie bliższe mojemu sercu są kobiety. Mają w sobie ogromny urok i grację, każdy ich ruch może prowadzić do zupełnie innego ujęcia. Facetów, przez bardzo długi czas unikałam, bałam się i zupełnie ich „nie czułam”. Pierwsze próby wykonałam z moim zaprzyjaźnionym fryzjerem i modelem, ale to nie było to, czego oczekiwałam po swoich zdjęciach. Niedawno, zupełnie przypadkowo, podczas sesji komercyjnej dla jednej z polskich marek miałam możliwość współpracować z bardzo męskim osobnikiem i to był strzał w dziesiątkę. Odkryłam, iż zdjęcia nie zawsze muszą być piękne, mogą ukazywać surowość i męską twardość. Powoli przekonuję się do facetów i zamierzam realizować coraz więcej sesji z ich udziałem. Jest wiele typów urody. Który Ciebie najbardziej inspiruje? Mowa o takim, który fotografowałabyś z chęcią, na okrągło? AAAAAAA..., złamałaś mnie. Chyba faktycznie taki posiadam. Moją największą muzą jest wspaniała Dominika Robak z agencji D’Vision i chyba ACTIVmag/ 109


to właśnie ona jest wyznacznikiem piękna, które inspiruje mnie najbardziej. Brunetka, z ciemno zarysowanymi niebieskimi oczami, szczupła sylwetka i charakterystyczne rysy twarzy są atutami przemawiającymi „za”. Nie pomyśl jednak, że jasnowłose modelki nie potrafią mnie zachwycić w równym stopniu. Nie potrafię odpowiedzieć Ci w bardziej precyzyjny sposób. Nie istnieje w mojej głowie coś takiego jak ideał. Widząc, muszę dostrzec, a dostrzegając, mam ochotę chwycić za aparat i fotografować, nieważne czy będzie czarna, ruda czy blondynka, musi mieć w sobie to coś, co sprawi, że z chęcią postawię ją przed swoim obiektywem. Niemiecko-australijski fotograf słynął z sesji z bardzo roznegliżowanymi modelkami i znanymi osobistościami, którego w ogóle nie interesowało to, że osoba pozująca chciała jak najkorzystniej wyjść na zdjęciu. Helmut Newton posiadał własną wizję ujęć. Czy także posiadasz własną wizję? Z całą pewnością posiadam własny styl fotografowania, czy może być to porównywalne z wizją? Jestem nieco innego zdania. Fotografuje chwilą, szukam wcześniej lokalizacji, a każde ujęcie, jest niewymuszonym przypadkiem. Wciąż się uczę. Gdy, ktoś zadaje mi pytanie: „ile fotografuję?”, odpowiadam: „to zależy, o który etap pytasz?”. Fotografia zarówno testowa, jak i fashion jest dla mnie czymś zupełnie nowym, kształtuję ją niespełna trzy lata, więc można powiedzieć- raczkuję. Myślę, że najpierw skupiałam się na technice i kładłam duży nacisk na pracę w studio, później przeszłam do kreowania własnego stylu, a powoli przenikam do wprowadzania swojego spojrzenia. Daleko mi do fetyszy, z jakich słynął Newton i absolutnie nie wzoruję się na tego typu autorytetach, ponieważ w fotografii fashion chodzi o coś zupełnie innego. Jest bardzo wielu fotografów mody, których prace postawione obok siebie będą różniły jedynie niuanse. Są też tacy, którzy pomimo zachowania pewnych aspektów przebiją zdjęcie stylem, np. : postprodukcji, jednak moda powinna być prosta, ładna i przemawiająca do mas. Zazwyczaj modelkom zależy na tym, aby wyjść jak najlepiej na zdjęciu. Zdarzyło Ci się kiedykolwiek, aby zdjęcie, które spodobało się Tobie, niekoniecznie przypadło do gustu modelce a bardzo zależało Tobie na publikacji właśnie tego ujęcia? Agencyjna modelka nie podchodzi do tematu ujęcia jej urody: 110/ACTIVmag


ACTIVmag/ 111


112/ACTIVmag


„nie podoba mi się”. To, czy dana mina, czy poza podoba się bądź nie jest kwestią gustu, a jak wiadomo, o gustach nie powinno się dyskutować. Dla jednego słynna sesja Anni Rubik, okrzyknięta zdjęciami niczym z obozów koncentracyjnych będzie przepiękną fotografią, a inni zjadą modelkę za zbyt szczupły wygląd. Ten świat jest piękny, bo różnorodny, a ciekawy, ponieważ każdy z nas ma na niego zupełnie inne spojrzenie. Profesjonalna modelka zjawia się na planie i wykonuje zamierzoną wizję, efekt współpracy poddawany jest ocenie odbiorcy, a nie samej modelce, dla której jest to jedna z wielu sesji w jej karierze. Czym jest dla Ciebie fotografowanie? Fotografowanie jest dla mnie przede wszystkim pasją i niezawodną miłością. Robiąc zdjęcia, odczuwam euforię, zastrzyk pozytywnej energii. Niektóre sesje wykonywałam po nieprzespanej nocy, nie odczuwając kompletnie zmęczenia. Ze zdjęciami mam tak, jak niektórzy po porannej kawie, po prostu chce się żyć. Postprodukcja natomiast działa na moje zmysły, jest niczym najlepszy orgazm, jaki może otrzymać kobieta. Do tej pory żaden facet nie osiągnął takiego sukcesu w moim łóżku. To tak, jakby największa miłość dotknęła duszy, najintymniejszego miejsca w Twoim ciele, umyśle i przeniknęła do wnętrzności. Radość pomieszana z podnieceniem. Pasja przenikająca przez każdą komórkę ciała. To niesamowite, jak czasami najprostsze zdjęcie wykonane podczas strzałów może być ujęciem, na które będziesz patrzyła miesiącami z zachwytem. Długo trwał proces poszukiwania, zanim wybrałaś tę ścieżkę rozwoju? Czy też od zawsze miałaś określony pomysł na siebie? Wydaje mi się, że tak. Niekoniecznie chodzi stricte o fotografię. Odkąd pamiętam, miałam artystyczną duszę, byłam dzieciakiem nierozumianym przez otoczenie, tzw. outsiderem. Spoglądałam zupełnie inaczej na świat niż rówieśnicy. Byłam bardzo zamknięta w sobie, siadałam na huśtawkę przy domu i wymyślałam piosenki, wyśpiewując je pełną gębą zamiast bawić się w berka. Jako nastolatka zaczęłam szlifować manualne umiejętności. Sporo malowałam, pastele, olejne i ołówek królowały na moich sztalugach. Po wypadku, gdy moja ręka nie była już tak sprawna, próbowałam wrócić, ale bez większego powodzenia. Pewnego dnia chwyciłam za małpkę rodziców i zaczęłam przygodę z fotografią. Zawsze chciałam związać swoją przyszłość ze sztuką, a to kim ACTIVmag/ 113


jestem dzisiaj wyszło trochę z przypadku, chociaż mówi się, że takowe nie istnieją... Pamiętasz ile miałaś lat, gdy zrobiłaś pierwsze zdjęcie, które zmotywowało Ciebie do dalszej pracy? 19-tnaście. Pamiętam doskonale to ujęcie. Zdjęcie wykonane z Kamilą Grzebieluchą. Zwykły, artystyczny ulotny kadr. Jest to jedno z moich ulubionych zdjęć z przeszłości. Nie da się ukryć, że jednak każda, wykonana praca motywuje, cieszy oko przez pewien czas, a później chcesz więcej i lepiej. Wsłuchuję się w konstruktywną krytykę, rady osób z branży i czym prędzej chcę je wprowadzać do swojej twórczości. To nie jest tak, że jedno zdjęcie zmotywuje Cię na kilka miesięcy czy lat. Fotograf, który uznaje, że osiągnął już szczyt prędzej czy później zniknie z obiegu, bo jeśli już osiągnąłeś najważniejszy cel, to po cholerę iść naprzód. Ja do tej pory nie miałam takiej myśli, a motywująca jest każda sesja, jaką wykonuję, bo w podświadomości zdaję sobie sprawę z tego, że mogłam ją wykonać w bardziej odpowiedni sposób. Wydano magazyn, do którego chciałabyś bardzo wykonać sesję zdjęciową? Dla wielu fotografów takim szczytem góry jest magazyn VOGUE, jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Vogue nie jest niebem, a bramą do niego. Im lepszy nagłówek, tym większa szansa na otrzymywanie konkretnych zleceń i uznanie w branży. Gdybym powiedziała, że tego typu magazyny mnie nie interesują, byłabym cynikiem. Oczywiście, że jest to szczyt, na którym chciałabym się pewnego dnia znaleźć. Gdy masz wystarczającą ilość pieniędzy w portfelu i do wyboru Chanel a torebkę z bazaru, decyzja będzie stosunkowo prosta. Tak samo jest z czasopismami. Nie będziesz chciała znaleźć się na stronach nieznanego pisemka, stawiasz sobie wysoko poprzeczki, aby mieć motywację i ciągłą wolę walki. Bo świat fotografii mody przypomina trochę arenę, na której musisz stanąć i zawalczyć. Jeśli mogłabyś mieć kogokolwiek przed obiektywem, kto by to był? Jest wiele takich modelek, z którymi chciałabym współpracować. Uroda musi trafiać w fotografa, inaczej wykonywanie zdjęć stanie się jałowe. Często łapię się na tym, że bardziej interesuje mnie twarz niż ciało osoby po drugiej stronie obiektywu, co jest błędem w świecie mody. 114/ACTIVmag


ACTIVmag/ 115


Nie zamierzam wymieniać nazwisk, jeśli pozwolisz, bo po prostu jest ich zbyt wiele. W modelingu inspirujących i pięknych kobiet nie brakuje. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcie, kto by to był? Myślę, że nikomu nie zrobiłabym takiej krzywdy (uśmiech). Chyba nie istnieje nic gorszego od fotografowania drugiego fotografa, który ma pewne oczekiwania nie tylko, co do współpracy, ale także efektu. Osobiście nie czuję się dobrze przed obiektywem i nigdy nie było mi w głowie przechadzanie się przed okular. Wykonując swój zawód unoszę się nad ziemią, udając modelkę, upadłabym na nią z hukiem. To nie jest moja bajka, do selfie przywykłam, a z pozowaniem nigdy nie będę za pan brat. Pomijam już fakt, że wykonanie zdjęć nieprofesjonalnej dziewczynie jest sztuką samą w sobie. Trzeba wiedzieć jak ją ustawić, w jaki sposób pokierować, aby jej ciało i twarz wyszły na fotografii w najkorzystniejszy sposób. Żyję w przekonaniu, że tak jak dermatolog jest od leczenia problemów skórnych, a nie ginekologicznych przypadłości, tak fotograf powinien skupić się na wykonywaniu zdjęć, a nie pozowaniu do nich. Jakie ujęcia podobają Ci się najbardziej? Kocham portrety, bo pomimo prostoty można uchwycić zniewalającą duszę człowieka. Zdjęcia całościowe, profesjonalnie nazywane sylwetkowymi podobają mi się, gdy idą w parze albo z zajebistą stylizacją i pozą, wykonaną z pomysłem w studio, bądź nieco bardziej, gdy są ubrane pięknym, zmiękczonym plenerem. Wszystko uzależnione jest od zamysłu. Fashion rządzi się swoimi prawami. Jak pewnie nie raz zauważyłaś, edytorial nie składa się z samych ujęć sylwetki, itd. Panuje różnorodność kadrów i ujęć, być może właśnie dlatego wybrałam taki rodzaj fotografii, pozwalający na niezależność i swobodę. Patrząc na swoje zdjęcia... znajdujesz jakieś, z którego jesteś nad wyraz dumna? Nie i jestem całkowicie szczera. Pewnie, gdybym zachwycała się zdjęciami, to nie miałabym takiego parcia na ciągły rozwój. Średnio raz w miesiącu przechodzę załamanie. Chodzę przygnębiona, mam ochotę wyrzucić 90% prac i trzeba mocno kopnąć mnie w dupę, abym znów uwierzyła we własne możliwości. Dzięki temu chcę więcej i bardziej rozwijać się, dochodzić do perfekcji i realizować nowe projekty. Gdybyś teraz, odpaliła przede mną moje portfolio, 116/ACTIVmag


ACTIVmag/ 117


118/ACTIVmag


to pewnie marudziłabym na każdą, wykonaną przez siebie sesję. Jest to jeden z powodów, przez który nie przeglądam wykonanych zdjęć. Po euforii, związanej z wykonaniem, przychodzi moment zjazdu, w którym dopatruję się każdego, nieudanego bądź niedopracowanego szczegółu. Zamykam folder i nie zaglądam do niego przez kolejne tygodnie. Analizuję w głowie setki razy, co mogłam zrobić lepiej i dochodzę do wniosków, które w przyszłości mogą pomóc mi wskoczyć o level wyżej w fotografii. Czy muzyka odgrywa ważną rolę w procesie twórczym, na przykład podczas zdjęć studyjnych? W studio pracujemy bardzo dynamicznie, więc tak, muzyka nas nakręca. Ja jednak skupiam się na zupełnie innych aspektach. Tak naprawdę dopiero, gdy wrócę do domu, odpalę ekran i usiądę do retuszu, włączam muzykę, która musi mnie inspirować w danej chwili i pasować do konspektu ujęć jakie wykonałam. Nic nie może mnie drażnić ani rozpraszać. Soundtracki muszą sprawiać, że się uniosę na wyżyny swojego umysłu, zrelaksuję i odpłynę. Nie mogą mnie znudzić w trakcie pracy. Uwierz mi na słowo, moja playlista jest długa, a jej różnorodność przenika przez oldschoolowe klasyki po nowoczesną alternatywę czy czarny rap. Zbliżamy się do końca naszej rozmowy, powiedz mi, czy masz swoją ulubioną sentencję, która prowadzi Ciebie przez życie? Niezależnie od tego iloma sentencjami będziemy się kierować, bądź spróbujemy wcielać je w życie, możemy być bardziej popaprani i zakłamani, niż osoby, które tego nie robią. Nie mam ulubionego cytatu, mądrości życia wypływającej z czyiś ust. Uważam, że powinniśmy postępować w taki sposób, który nie rani drugiego człowieka. Wierzę w karmę, bo ona potrafi wrócić i dać podwójnego kopa. Staram się postępować tak, aby być fair wobec siebie i innych, chociaż to nie zawsze mi wychodzi - przyznaję bez bicia. Nieważne, czym się kierujesz, bądź jakie treści wklejasz na instagramie, najważniejszą rolę odgrywa to, co sobą w rzeczywistości reprezentujesz oraz to, czy traktujesz drugą osobę, w taki sposób, w jaki sama chciałabyś być potraktowana. Taka właśnie myśl prowadzi mnie przez życie, drugą z nich jest kwestia marzeń zarezerwowana dla głupców. Osobiście wolę wyznaczać sobie cele i skrupulatnie dążyć do ich realizacji.

ACTIVmag/ 119


JOANNA

120/ACTIVmag


NAZIR

FOTOGRAF MODY MĘSKIEJ ORAZ MIŁOŚNICZKA PORTRETU rozmawiała

Ewelina Braca

model: Jagoda Baletnica Model hair/mua: Emilia Cecylia Lipińska dress: Magdalena Carter - projektantka place: www.warsztatywzlodziejewie.pl ACTIVmag/ 121


W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią? Wszystko zaczęło się w dzieciństwie. Uwielbiałam robić zdjęcia rodzinie i znajomym. Zawsze fascynowała mnie fotografia ludzi, głównie portrety, ponieważ twarz, a zwłaszcza oczy wyrażają najwięcej emocji. Z czasem pasja stała się również moją pracą, co było moim marzeniem. Myślisz, że potrafiłabyś opisać swój styl? W fotografiach lubię przede wszystkim kolory, choć czasami zdarza mi się zrobić zdjęcie czarno-białe. Często eksperymentuję z ostrym światłem, które pozwala mi osiągnąć ciekawe efekty. Lubię też niebanalne ujęcia, w których staram się łamać podstawowe zasady kadrowania, wtedy fotografie stają się niedopowiedziane a przez to ciekawsze. Jednakże, nie przy każdym zdjęciu się to sprawdza, czasami najprościej znaczy najlepiej. Jaki fotograf miał największy wpływ na Twoją twórczość? Ciężko byłoby mi wymieć jednego fotografa, ale oczywiście znam głównych mistrzów, na których twórczości były budowane podstawowe zasady fotografii. Planujesz sesje dogłębnie, czy wszystko dzieje się spontanicznie? W większości przypadków planuję ogólny zarys. Przygotowuję stylizacje, wybieram odpowiedni plener bądź studio. Natomiast kadry i oświetlenie dobieram już podczas sesji dostosowując je do modela oraz w celu osiągnięcia zamierzonego efektu. Tak naprawdę dopiero po spojrzeniu na osobę fotografowaną przez wizjer, widzę w jakich ustawieniach będzie jej najlepiej, a po zrobieniu kilku próbnych zdjęć dobieram odpowiednie oświetlenie. Skąd czerpiesz inspiracje? Codziennie przeglądam wiele zdjęć, z których czerpię różne pomysły, takie jak stylizacje, sposoby kadrowania, plenery czy chociażby ustawienia modela. Nawet oglądając filmy zwracam uwagę na kolory czy kadry. Często również w naturze odnajduję ciekawe inspiracje. Jakie ujęcia podobają Ci się najbardziej? Podobają mi się zazwyczaj ciasne kadry, ale to zależy od rodzaju fotografii. 122/ACTIVmag


model: Robert K / Mango Models

ACTIVmag/ 123


model: Robert K / Mango Models

124/ACTIVmag


Zdjęcia modowe, którymi się zajmuję mają swoje wymogi i często trzeba się do nich dostosować. Preferujesz sesje studyjne, czy plenerowe? Bardzo lubię plenery, ponieważ wprowadzają wiele ciekawych elementów do zdjęcia. Wykonując fotografie modowe często też pracuję w studiu. Lubię obydwa rodzaje sesji. Podczas sesji skupiasz się na konkretnym celu, a może efekt końcowy zawsze jest odwrotnością tego, co chciałaś osiągnąć? Podczas zleceń komercyjnych dążę do osiągnięcia zamierzonego celu i spełnienia wszystkich wymogów. W sesjach, które wykonuję do swojego portfolio pozwalam sobie na eksperymentowanie, przez co zdobywam nowe doświadczenia i wtedy może się zdarzyć, że efekt wyjdzie troszkę inny niż zamierzony. Jaki jest Twój ulubiony temat do fotografowania? Zajmuję się głównie fotografią modeli i mody męskiej. To jest kierunek, w którym cały czas się rozwijam. Hobbystycznie lubię fotografować ludzi, a przede wszystkim ich twarze. Co lubisz najbardziej? Uwielbiam poznawać ciekawych ludzi, uczyć się nowych rzeczy i zdobywać kolejne umiejętności. Czego nie znosisz? Nie znoszę nudy. Nie lubię też osób, które krytykują innych, podczas gdy sami nie mają za wiele do zaoferowania. Jeśli mogłabyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? Interesuję się kinem i sama tworzę krótkie filmy, więc bardzo chciałabym sfotografować Johnnego Deppa, mojego ulubionego aktora. Depp to mieszanka niesamowitego talentu aktorskiego i niezwykle ciekawej osobowości. Z polskiego podwórka wybrałabym Jakuba Gierszała. Natomiast ze świata mody byłby to pewnie Sean O’Pry. ACTIVmag/ 125


Co myślisz sama o sobie jako fotografie? W pracy jestem pedantyczna. Potrafię już skończone zdjęcie otworzyć raz jeszcze i poprawić jakąś niedoskonałość, której nikt zapewne by nawet nie zauważył. Muszę być w pełni zadowolona z efektu końcowego, wtedy wiem, że odpowiednio wykonałam swoją pracę. Masz swoje ulubione zdjęcie? Mam kilka swoich zdjęć, które lubię ale myślę, że „zdjęcie życia” jeszcze przede mną. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcie, kto by to był? Nie lubię być po drugiej stronie obiektywu, ale jeśli miałoby to nastąpić to myślę, że mogłaby to być Annie Leibovitz. Czy muzyka odgrywa ważną rolę w procesie twórczym? Oczywiście. Jako fotograf zajmuję się obrazem, ale muzyka jest niezwykle ważna w procesie tworzenia. Nie tylko pomaga autorowi zdjęć, ale także samemu modelowi. Zawsze podczas sesji towarzyszy nam muzyka. Dźwięki łamią bariery, a to pomaga rozluźnić się obu stronom. Nawiązuje się przyjacielska atmosfera, która pozwala stworzyć dobre zdjęcia. Także podczas postprodukcji nie mogę obejść się bez ulubionej muzyki. Filmy, które tworzę też są okraszone odpowiednią melodią. Musi być ona dobrze dobrana, aby dodatkowo przyciągnąć uwagę odbiorcy. Jak widać, obraz i dźwięk często idą ze sobą w parze. Jakie są Twoje plany na życie oprócz fotografii? Fotografia to moje życie. Chcę się nadal rozwijać w tym kierunku, bo zawsze można nauczyć się czegoś nowego. W najbliższym czasie planuję przenieść się do Warszawy, co z pewnością da mi nowe możliwości. Chciałabym podjąć współpracę z największymi magazynami i projektantami mody męskiej. Będę się rozwijać w tworzeniu i montażu filmów, a także chciałabym spróbować pracy fotosisty. Zbliżamy się do ostatniego pytania, czy masz swoją ulubioną sentencję, która prowadzi Ciebie przez życie? Myślę, że słowa Pani Danuty Szaflarskiej „Właściwie jestem szczęśliwa, 126/ACTIVmag


model: Daniel Nowak

ACTIVmag/ 127


bo jeżeli się kocha zawód i może się go wykonywać to człowiek jest szczęśliwy.” Lubię też chińskie powiedzenie „Jeśli chcesz oglądać tęczę, musisz dzielnie znieść deszcz.”, ponieważ przypomina mi, że jeżeli chcemy osiągnąć zamierzony cel czy spełnić marzenie to nie można się poddawać i ciężko na to pracować. Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów. Dziękuję bardzo. model: Daniel Nowak 128/ACTIVmag


model: Daniel Nowak

ACTIVmag/ 129


130/ACTIVmag


BARTOSZ

WOJCIECHOWSKI rozmawiała

Ewelina Braca

ACTIVmag/ 131


W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią? Banalnie, aparat Zenith kupiony przez Tatę. Myślisz, że potrafiłbyś opisać swój styl? Nie potrafię, a wynika to pewnie z braku dystansu dla własnej twórczości. Jaki fotograf miał największy wpływ na Twoją twórczość? Trudno wymienić jedną postać. Inspirują mnie fotorgrafowie z różnych dekad. Ostanio bardzo: Martin Munkácsi, Erwin Blumenfeld, Diane Arbus, Aleksander Rodczenko. Planujesz sesje dogłębnie, czy są one bardziej spontaniczne? Staram się precyjznie wszystko zaplanować, ale zawsze dochodzi element przypadkowości i to chyba jest najciekawsze. Skąd bierzesz pomysły i jakie ujęcia lubisz najbardziej? Pomysły biorą się z życia, podczas obserwacji ludzi, muzyki , filmu i zdjęcia innych osób mogą też być dobrą inspiracją. Często punktem wyjścia jest jakiś przedmiot wokół, którego staram się budować pewną opowieść. Preferujesz sesje studyjne, czy plenerowe? Chyba wolę studio. Podczas sesji skupiasz się na konkretnym celu a może efekt końcowy zawsze jest odwrotnością tego, co chciałeś osiągnąć? Skupiam się na konkretnym celu, czasami efekt odbiega od tego założonego. Jaki jest Twój ulubiony temat do fotografowania? Ludzie. Co Ciebie inspiruje? Film, książki, muzyka, twórczość innych. Jeśli mógłbyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? BJORK. 132/ACTIVmag


ACTIVmag/ 133


134/ACTIVmag


ACTIVmag/ 135


136/ACTIVmag


ACTIVmag/ 137


138/ACTIVmag


ACTIVmag/ 139


Co myślisz sam o sobie, jako fotografie? Jestem na początku drogi świadomego fotografowania. Masz swoje ulubione zdjęcie? Jest ich bardzo wiele. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcia, kto by to był? Nie lubie siebie na zdjęciach Jaka muzyka Ciebie inspiruje?  Jazz, Pop, Industrial.  Zbliżamy się do ostatniego pytania... czy masz swoją ulubioną sentencję, która prowadzi Ciebie przez życie? Szkoda czasu na robienie rzeczy nudnych!

140/ACTIVmag


ACTIVmag/ 141


142/ACTIVmag


ACTIVmag/ 143


144/ACTIVmag


ACTIVmag/ 145


146/ACTIVmag

AVmag no 4  

ACTIVmag otacza swoim ramieniem dziedziny takie jak Design, Lifestyle, Kulturę, Felieton, Photo - dostarczając przy tym ciekawych materiałów...

AVmag no 4  

ACTIVmag otacza swoim ramieniem dziedziny takie jak Design, Lifestyle, Kulturę, Felieton, Photo - dostarczając przy tym ciekawych materiałów...