Page 1

ISSUE NO 3

SEBASTIAN MAMAJ fotograf, biegacz, minimalista JAKUB OWCZARCZYK najbardziej kreatywny skater w Polsce RAFAŁ KIERC chłopak posiadający tytuł najlepszego polskiego ridera BMX MARCIN URZĘDOWSKI nie zapomniał o swoich młodzieńczych ideałach ANDRZEJ KOTYSZ fotograf, podróżnik, człowiek z charakterem

ACTIVmag/ 1


EDITOR’S LETTER

EDITOR’S LETTER Kto z nas nie marzy o tym, aby chociaż raz wybrać się do Nowego Jorku?! Nie ukrywam, że jest to także moje marzenie, chociaż nie robię żadnego, nawet najmniejszego ruchu, aby swoje marzenie zrealizować. Być może dlatego, że tak ciężko przychodzi mi realizacja marzeń. Człowiek zapomina o marzeniach, kiedy pochłaniają go te wszystkie, jakże przyziemne sprawy. W każdym razie, są osoby które docierają do miejsc, do których ja pragnę dotrzeć i nie chciałabym być źle zrozumiana, gdyż nie mam im tego na złe. Wręcz przeciwnie, cieszę się jak małe dziecko, kiedy dzielą się właśnie ze mną swoimi wspaniałymi opowieściami oraz zdjęciami, więc w jakiś sposób rekompensuje mi to brak mojej obecności w tych miejscach, a przede wszystkim w Nowym Yorku, bo o nim opowie nam Andrzej Kotysz. W poprzednich dwóch numerach, Andy zdążył przybliżyć nam już obraz Malezji, a także obraz Afryki Zachodniej. Udało mi się namówić Andrzeja, aby opublikował nam swoje wspaniałe zdjęcia z wyprawy do New York City. Mojemu przyjacielowi udało się dotrzeć do najludniejszego miasta w Stanach Zjednoczonych i do centrum jednej z najludniejszych aglomeracji świata. Mam ogromną nadzieję, że przypadnie Wam do gustu Nowy York w obiektywie Andrzeja, tak jak i mi. Jeżeli na tym świecie możemy zrobić coś tylko dla siebie, to wypadałoby od czasu do czasu założyć buty małego, zdrowego egocentryka. Nie zapominajmy o tych wszystkich naszych marzeniach, które upchaliśmy gdzieś głęboko w szafie, czy piwnicy. Te marzenia potrzebują nas, tak jak my potrzebujemy ich. Niech ta wizja realizacji naszych najskrytszych marzeń będzie z nami podczas tych wszystkich zimnych dni, które zaczynają już nam towarzyszyć, a za którymi osobiście nie przepadam! Trzymajcie się ciepło!

Ewelina Braca Redaktor Naczelna


Spis Treści DESIGN

Wintercroft Masks...............................................6 Ferrari CaliforniaT................................................8 The Emery Skatebench...................................10 Nomos Metro.....................................................12 Nike........................................................................14 Light is Time.......................................................16 Pływające atrakcje............................................18 Faraday Bicycles................................................24 Archiworkshop...................................................26 Dryfująca Manta................................................28 Optyczne iluzje..................................................30

LIFESTYLE

JAKUB OWCZARCZYK interview.................32 RAFAŁ KIERC interview...................................38 MARCIN URZĘDOWSKI interview..............48

KULTURA

Marek Nowak.....................................................58 Malwina Lis.........................................................60 Malwina Lis.........................................................62

FELIETON

Małgorzata Wińska..........................................70 Sandra Słupińska..............................................72 Malwina Lis.........................................................74

PHOTO

SEBASTIAN MAMAJ interview.....................78 ANDRZEJ KOTYSZ interview.........................86

Redaktor naczelna EWELINA BRACA ewelina.infoavmag@gmail.com Reklama MARCIN KURZAWA marcin.infoavmag@gmail.com Skład EWELINA BRACA Tłumaczenie VIOLETTA MIŁOSEK Zdjęcie okładkowe SEBASTIAN MAMAJ Zdjęcie w Editor’s letter RAFAŁ GRĄDZKI Autorzy Design Ewelina Braca Krzysztof Wielgus Lifestyle Ewelina Braca Kultura Malwina Lis Marek Nowak Felieton Małgorzata Wińska Malwina Lis Sandra Słupińska Photo Ewelina Braca


DESIGN

WINTERCROFT MASKS

Steve Wintercroft jest postacią obok której nie można przejść obojętnie. Sam o sobie mówi, że jest pasjonatem ręcznego kunsztu. Steve zajmuje się projektowaniem masek, desek surfingowych i innych niepowtarzalnych, jak i funkcjonalnych obiektów. Bez wątpienia należy do jednych z najbardziej pomysłowych designerów, którzy wykraczają poza standardowe ramy. Steve stworzył wspaniałą serię szablonów masek 3D, które mogą być w łatwy sposób składane w domu i w dowolny sposób przyozdabiane. Historia z maskami zaczęła się kilka lat temu, kiedy to Steve dostał zaproszenie na imprezę z okazji Halloween i właśnie wtedy powstał pomysł, aby stworzyć maskę za pomocą starej tektury, która nadawała się jedynie do recyklingu. Maka zrobiona przez Steva tak spodobała się reszcie gości, że postanowił stworzyć szablony masek, które byłyby dostępne dla każdego. Celem całego przedsięwzięcia było stworzenie zestawu masek, które mogą być zbudowane przez każdego, z lokalnych materiałów, eliminując potrzebę masowej produkcji lub wysyłki i przy minimalnym wpływie na środowisko. photos and material: wintercroft.com

6 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 7


FERRARI CALIFORNIA T

Niesamowicie potężny projekt, który oddaje w pełni dynamiczność samochodu Ferrari California T. W poprzednim numerze pisaliśmy o niezwykłym artyście Fabianie Oefner, który stworzył nie jeden cykl zdjęć. Do jednego z nich, należy „Paint Action”, jednakże w tym numerze skupimy się na pomyśle, który fizycznie dotknął model samochodu Ferrari. Warstwa farby przylgnęła do samochodu, tworząc spójną koncepcję wysublimowanej elegancji, która bez wątpienia oddaje osobowość, szybkość, zwinność samochodu, tworząc przy tym jedno wielkie dzieło sztuki. photos and material: feeldesain.com

8 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 9


THE EMERY SKATEBENCH Deskorolka z blokowanymi kółkami? Dlaczego nie! Cała magia Emery Skatebench polega na mechaniźmie, który wyłącza traki oraz koła, umożliwiając przy tym stabilną pozycję deski na każdej powierzchni. Jak widać deskorolka nie musi jedynie służyć do jeżdzenia i robienia tricków, dlaczego nie wykorzystywać jej do ćwiczeń? Pomyśl o tym! photos and material: kickstarter.com

10 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 11


12 /ACTIVmag


NOMOS METRO

Mark Braun stworzył wyjątkowy model zegarka marki NOMOS, który łączy ze sobą subtelną nutę elegancji, precyzji, nadając przy tym wyrafinowany styl, któremu nie jest w stanie oprzeć się żaden koneser zegarków. Tylko zegarek firmy NOMOS może wyświetlać nowocześnie upływ czasu w najpiękniejszy sposób. material: nomos-store.com photo: designisthis.com

ACTIVmag/ 13


N I K E

Nowy Hypervenom Phantom Transform zwodniczy z natury

Buty Hypervenom zostały zaprojektowane z myślą o zawodnikach perfekcyjnie panujących nad piłką – zdolnych wykonać każdą, nawet najbardziej nieprawdopodobną zagrywkę, wprawiając przeciwnika w osłupienie. Najnowsza odsłona tego drapieżnego modelu – Hypervenom Phantom Transform – zaskakuje podobnie, jak noszący je zawodnicy. Na pierwszy rzut oka cholewka buta wydaje się najzwyczajniej czarna. To jednak tylko pozory. W trakcie gry jej termo-aktywna powłoka pokrywa się jaskrawo pomarańczowym wzorem, by wrócić do swojej pierwotnej barwy zaraz po zdjęciu butów. Limitowana edycja Hypervenom Phantom Transform dostępna jest poprzez aplikację Nike Football, Nike.com oraz w wybranych salonach sprzedaży.

material: news.nike.com opracował: Krzysztof Wielgus

14 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 15


LIGHT IS TIME

Twórcą projektu instalacji jest znany paryski architekt, Tsuyoshi Tane (DGT). Instalacja, mająca na celu uczczenie motywu wystawy składa się z 80 tysięcy głównych płytek będących ruchomą częścią zegarka. Płytki zawieszone są w powietrzu tworząc inspirującą przestrzeń wystawy w muzeum Triennale di Milano. Jedną z głównych atrakcji wystawy jest zegarek kieszonkowy z 1920 roku oraz najnowszy model zegarka. Wystawa pozwoli zwiedzającym lepiej zrozumieć urok kolaboracji Citizen Design oraz perfekcję i kreatywność kryjące się za rzemiosłem wyrabiania zegarków. material: feeldesain.com photos by: Takuji SHIMMURA

16 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 17


18 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 19


20 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 21


PŁYWAJĄCE ATRAKCJE

Duet projektancko-budowlany, Jerry Blohm i Jeff King skonstruowali rampę skateboardową, która unosi się na wodzie. Po uporaniu się z wyzwaniami takimi jak przeciek, ciężar, konstrukcja i materiał budowlany, z sukcesem osiągnęli cel jaki narzucił na nich Bob Burnquist, zawodowy skateboarder i pomysłodawca przedsięwzięcia. Pomysł nie zostałby zrealizowny gdyby nie inicjatywa Dream365 wykorzystana przez Visit California mająca na celu zainspirować ludzi mieszkających w Kalifornii do mierzenia w życiu wysoko. material and photos: knstrct.com

22 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 23


FARADAY BICYCLES

Faraday Bicycles to nowopowstała firma zajmująca się projektowaniem zrewolucjonizowanych rowerów miejskich. Inspiracją są rowery dostawcze Europy lat 40 i 50, zmodernizowane o najnowocześniejsze elementy i techniki konstrukcji. Laureat nagród, Faraday Porteur pozwala zarówno nowicjuszom, jak i doświadczonym rowerzystom jechać dalej, szybciej, swobodniej. material: feeldesain.com

24 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 25


ARCHIWORKSHOP Nowopowstała firma, ArchiWorkshop, stworzyła ekskluzywne namioty campingowe, w których turyści mogą jednocześnie korzystać z uroków natury i unikatowego zakwaterowania umiejscowionego pośród natury Południowej Korei zapewniającego domowy komfort. Namioty są wyposarzone w wysokiej jakości membranę, która chroni przed promieniami UV, jest wodoodporna i odporna na działanie ognia. Glamping to inicjatywa łącząca ze sobą naturę, wartości ekologiczne, wygodę i nowoczesny design stwarzając podwaliny dla ekscytującej przygody. material: urdesign.it

26 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 27


28 /ACTIVmag


DRYFUJĄCA MANTA

Podwodny pokój hotelu Manta dryfującego na wodach jednej z Tanzańskich wysp, Pemba pozwala na kontakt z podwodnym światem zachowując komfort przebywania w czterech ścianach sypialni. Zaprojektowany przez Szwedzką firmę The Manta Limited / Genberg Art UW Ltd. hotel wyposażony jest w szyby odporne na ciśnienie wód oceanu dzięki czemu swobodnie można podziwiać życie podwodne. material and photos: architizer.com

ACTIVmag/ 29


30 /ACTIVmag


OPTYCZNE ILUZJE Hiszpański artysta, Pejac, specjalizuje się w tworzeniu prostych i minimalistycznych rysunków na oknach. Swoje prace wykonuje przy pomocy pędzelków, ołówków, farb akrylowych i papieru piaskowego tworząc obrazy, które wtapiają się w otoczenie. Większość jego prac to małe zabiegi artystyczne jak te na oknach, aczkolwiek można spotkać się również z dużymi przedsięwzięciami przypominającymi murale. material: hifructose.com

ACTIVmag/ 31


LIFESTYLE

JAKUB

OWCZARCZYK interview

„To jest piękne w skateboardingu, że granice nie istnieją i to nigdy się nie zatrzyma. Zawsze będzie można zrobić coś wyżej, lepiej, bardziej przekombinować.”

32 /ACTIVmag


fot.ACTIVmag/ Marcin 33 Kurzawa


Spośród tylu dostępnych rodzajów sportu zdecydowałeś się wspierać swoją osobą scenę skateboardingu, co było ogniwem zapalnym? Miałem za dzieciaka jakąś deskorolkę, typową marketówę, kształtem przypominającą jeszcze lata 80’. Pamiętam, że była także telewizja, gdzie na „ekstrimie” było sporo deskorolki. Na komputerze jedyną grą jaką miałem zainstalowaną było THPS3 a pod moim blokiem czasem śmigał ktoś, kto potrafił wykonać ollie a może nawet i flipa... No i jakoś to wszystko razem spowodowało, że mocno zajarałem się skateboardingiem. Myślałeś kiedyś o tym, czym byś się zajmował, gdybyś nie zaczął jeździć na desce? Nie mam pojęcia, co mógłbym robić gdybym nie jeździł... Pewnie zabrałbym się za rower, rolki czy coś podobnego. Jedno jest pewne, bez deskorolki nie byłbym tak szczęśliwy. Czy masz swoją ulubioną miejscówkę do jazdy? Lubię bardzo odkrywać nowe miejscówki, gdzie jeszcze nie jeździłem. Właściwie nie mam ulubionej, ale najwięcej satysfakcji i zajawki dawała mi jazda na minirampce w moim mieście, bo wspólnie z kumplami zbudowaliśmy wszystko sami. Rampa niestety już praktycznie nie istnieje. Jesteś wspierany przez firmę Lando, co mógłbyś powiedzieć o współpracy? Jestem bardzo zadowolony. Buty są świetnej jakości. Ciężko mi się przyzwyczaić do tego, że zmieniam buty na nowe o wiele wcześniej, zanim odpadnie mi podeszwa! Ze strony Lando jestem traktowany w bardzo profesjonalny sposób. Co sądzisz na temat nowej kolekcji Lando? Bardzo mi się podoba, fajna stylistyka, jakość bez wątpienia też nienaganna. Obecnie testuję model HYPE i śmiga się bardzo przyjemnie. Jak wygląda Twoje życie poza jazdą na desce? Co lubisz robić w wolnym czasie? Dużą część mojego życia zajmuje praca. Każdą wolną chwilę poświęcam deskorolce, ale nie tylko, gdyż dużo czasu spędzam z moją dziewczyną i z ziomkami. Bardzo lubię podróżować, przemierzać świat w poszukiwaniu pięknych miejsc. Jestem też całkiem mocno zajarany motoryzacją, choć mój samochód na to nie wskazuje. Jak oceniasz rozwój skateboardingu i jakie są Twoje prognozy przyszłościowe tego sportu a przede wszystkim jak oceniasz nowe pokolenie riderów? Według mnie deskorolka rozwija się bardzo szybko. To, co robią dzieciaki za granicą, ale i w Pol34 /ACTIVmag

sce robi się dla mnie niepojęte. To jest piękne w skateboardingu, że granice nie istnieją i to nigdy się nie zatrzyma. Zawsze będzie można zrobić coś wyżej, lepiej, bardziej przekombinować. Skateboarding nie należy do najbezpieczniejszych form aktywności fizycznych, miałeś kiedyś jakąś poważną kontuzję? Nie spotkała mnie jeszcze poważna kontuzja spowodowana wypadkiem na desce. Oczywiście, wielokrotnie miałem pokręcone kostki, siniaki, obtarcia - chyba w każdym możliwym miejscu, ale to wszystko... Rok 2014 za nami, a rok 2015 ma wiele do zaoferowania, czy postawiłeś sobie cele, które chciałbyś osiągnąć? Jak najwięcej deskorolki, nagrywania kolejnych partów, podróżowania i wszystkiego, co się z tym łączy, czyli czerpania przyjemności ze „skejtbordingu” ! Jaki jest Twój ulubiony/ najlepszy trick? A może jest jakiś trick, którego zawsze chciałeś się nauczyć ale póki co jeszcze nie zadowalają Ciebie efekty końcowe? Każdy wyjechany trick sprawia przyjemność. Moim ulubionym jest chyba pressure flip. Mnóstwo jest takich trików, których chciałabym się nauczyć, ale przecież cały czas się rozkminia, jak coś zrobić... Zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Chciałbyś kogoś pozdrowić albo podzielić się refleksją z naszymi czytelnikami? Bardzo serdecznie pozdrawiam moją dziewczynę, moją bardzo małą skejtową ekipę z Ozorkowa, łódzką ekipę oraz wszystkich skejcików śmigających na pełnej zajawie. Najważniejsze, żeby cieszyć się deskorolką ! Dziękuję bardzo za poświęcony czas i życzymy samych sukcesów! Bardzo dziękuję! Rozmawiała: EWELINA BRACA


fot. ACTIVmag/ Maciej Kwaśniak 35


fot. Marcin Kurzawa 36 /ACTIVmag


fot. Maciej Kwaśniak ACTIVmag/ 37


RAFAŁ

KIERC interview

„Jestem normalnym gościem, który uwielbia adrenalinę. Jeżeli mam możliwość spróbowania czegoś, co da mi odrobinę adrenaliny, to po prostu to robię.”

38 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 39


Spośród tylu dostępnych rodzajów sportu zdecydowałeś się wspierać swoją osobą scenę rowerową, co było ogniwem zapalnym? Zawsze kręcił mnie sport, wiadomo jedni lubią biegać za piłką, inni co innego. Mój tata często zabierał mnie na przejażdżki motorem, dawało to dużo adrenaliny. Zakochałem się w dwóch kółkach i tak zacząłem kręcić się przy temacie BMX. Myślałeś kiedyś o tym, czym byś się zajmował, gdybyś nie zaczął jeździć na rowerze? Myślę, że byłoby to bardzo nudne zabijanie czasu. Jestem szczęśliwy, że mogę jeździć i każdego dnia rozwijać się. Czy masz swoją ulubioną miejscówkę do jazdy? Myślę, że moją ulubioną miejscówką jest Baltic Skatepark pod PGE Arena w Gdańsku. Jesteś wspierany przez firmę Lando, co mógłbyś powiedzieć o współpracy? To bardzo ciekawa historia dotycząca mojej współpracy z Lando. Było to podczas Baltic Games 2012, o godzinie trzeciej w nocy dowiedziałem się, że będę reprezentował Lando od następnego dnia. Co sądzisz na temat nowej kolekcji Lando? Nowa kolekcja jest cudowna. Parę dni temu dostałem paczkę z nowościami. Cieszę się, że rozwija się to w ten sposób. Te buty same się proszą, aby je nosić! Jak wygląda Twoje życie poza jazdą na rowerze? Co lubisz robić w wolnym czasie? Jestem normalnym gościem, który uwielbia adrenalinę. Jeżeli mam możliwość spróbowania czegoś, co da mi odrobinę adrenaliny, to po prostu to robię. Dodatkowo chodzę na siłownie, pływam na windsurfingu, uwielbiam gotować i bawić się z moim psem. Jak oceniasz rozwój BMX i jakie są Twoje prognozy przyszłościowe tego sportu a przede wszystkim jak oceniasz nowe pokolenie riderów? Jest duży problem z tego powodu, że jest to sport niszowy. Musimy być bardziej otwarci do ludzi i zarażać ich tą zajawką. Pokolenie idzie do przodu i bardzo dobrze! BMX nie należy do najbezpieczniejszych form aktywności fizycznych, miałeś kiedyś jakąś poważną kontuzję? Tak, jest to sport kontuzyjny, ale wiemy co robimy. Robimy to, bo to kochamy. Miałem już parę poważniejszych upadków. Najpoważniejszym było złamanie szczęki i uraz błędnika. Rok 2014 za nami, a rok 2015 ma wiele do zaoferowania, czy postawiłeś sobie cele, które chciałbyś osiągnąć? Chciałbym odwiedzić trochę zawodów za granicą. 40 /ACTIVmag

Wypuścić dobry edit oraz zaliczyć tygodniowy trip. Jaki jest Twój ulubiony/ najlepszy trick? A może jest jakiś trick, którego zawsze chciałeś się nauczyć ale póki, co jeszcze nie zadowalają Ciebie efekty końcowe? Myślę, że jednym z ulubionych jest superman tailwhip, uwielbiam robić flarę z barspinem. Zdecydowanie jest to flara z podwójnym barspinem. Zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Chciałbyś kogoś pozdrowić albo podzielić się refleksją z naszymi czytelnikami? Chciałbym podziękować wszystkim, którzy podążają za mną na facebooku oraz instagramie. Dziękuję również reszcie sponsorów, szczególnie SMOKE STORY GROUP, ALLDAY.PL/BMXFOREVER.PL Dziękuję bardzo za poświęcony czas i życzymy samych sukcesów! Dziękuję, a teraz idę pobiegać w nowych butach!

Rozmawiała: EWELINA BRACA


ACTIVmag/ 41


42 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 43


44 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 45


46 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 47


MARCIN

URZĘDOWSKI interview „Ja na szczęście nie musiałem nigdy nikogo udawać, przybierać pozy, zakładać maski, chować się za źle skrojonym szarym garniturem, nie zapomniałem o swoich młodzieńczych ideałach, fantazjach, zabawach. Kiedy mogę staram się uwolnić to dziecko w sobie. Myślę, że ta zabawa w etno to rodzaj młodzieńczych fascynacji, których na szczęście nie zabiła pogoń za kolejnym sukcesem, kolejnym samochodem, czy jakimkolwiek elementem społecznego statusu.”

48 /ACTIVmag


Fotograf: Kacper Heine

ACTIVmag/ 49


Co sprawiło, że zdecydowałeś się pójść w kierunku bycia stylistą? Przede wszystkim jestem szczęśliwym, spełniającym się w tym, co robię muzykiem perkusyjnym. Zajmowanie się stylizacją, czy body paintingiem to moje dodatkowe zajęcie, coś z czego nie muszę się utrzymywać, coś co sprawia mi przyjemność w wolnym czasie, coś czym zajmuję się, kiedy mam na to ochotę i na takich warunkach, które mi odpowiadają. Czy w jakiś szczególny sposób przygotowujesz się do sesji? Tak. Najpierw muszę mieć jakiś charakterystyczny element, kolor, fakturę, rodzaj inspiracji, dzięki której chcę uszyć nowy kostium, czy nakrycie głowy. Może to być kawałek skóry, czaszka, pióro egzotycznego ptaka, coś co spowoduje u mnie chęć kontynuacji. Nie jestem typowym stylistą pracującym na kolekcjach z witryn markowych sklepów odzieżowych. Mam ten komfort i tą przyjemność, że tworzę kostiumy, które odpowiadają moim zainteresowaniom. Nie wypożyczam ciuchów, nie ubieram według katalogów, czy najnowszych trendów. Moje stylizacje to wynik fascynacji odległymi kulturami plemiennymi z różnych zakątków świata. Etniczny świat naturalnych elementów, skór, zwierzęcych czaszek, piór, egzotycznych roślin. Poruszam się w takiej materii doskonale i to mi wystarcza. Nie muszę zgłębiać kierunków współczesnej mody, by robić to co lubię i w czym doskonale się spełniam. Czy posiadasz już jakieś specjalne sztuczki, które nabyłeś podczas swojej pracy jako stylista? Jedyne czego trzymam się od 15 lat w swojej pasji to wiara i przekonanie, że z niczego można wszystko. Uwielbiam improwizować, niezależnie czy gram muzykę, gotuję czy tworzę kostium bezpośrednio na modelce. Wystarczy uruchomić wyobraźnię, by stworzyć coś dobrego. To jest moja specjalna sztuczka. Umiejętność odnalezienia się w sytuacji. Nie boję się wyzwań, a wrodzony optymizm tylko wzmacnia moją wiarę, że chcieć to móc. Co Ciebie inspiruje? Afryka. Ten kontynent, przede wszystkim. Wszystko, co pierwotne i etniczne. Inspiruje mnie tabu. Magia. Szamanizm. Inspirują mnie kolory ziemi. Egzotyka. Staram się umiejętnie i ciekawie zestawiać różne elementy plemiennych kultur w jedną, zgrabną całość. Moje stylizacje są takimi etnicznymi hybrydami, puzzlami łączącymi często odległe kręgi kulturowe. Czy wiążesz swoją przyszłość właśnie z tym zawodem, czy traktujesz to jako odskocznie od codziennego życia? 50 /ACTIVmag

Na co dzień zajmuję się muzyką, więc mam ten olbrzymi komfort bawić się formą, kolorem, kształtem, bez wiszących nad głową terminów, zobowiązań, rynkowych uwarunkowań. Nie śledzę tego, co dzieje się na współczesnych wybiegach, za kulisami domów modowych, kto z kim sypia i u kogo się ubiera. Ja flirtuję sam ze sobą, ze swoimi dziecięcymi fantazjami. Myślę, że każdy chłopiec w swoim dzieciństwie miał okres, w którym przeistaczał się w kolejnego odkrywcę, żeglarza, Indiana Jonesa, czy w swoją ulubioną postać z książek awanturniczo-przygodowych. Jest w nas taka cząstka osobowości, której ciężko przejść obojętnie obok słowa: przygoda. Ten charakterystyczny błysk w oku, podniecenie na samą myśl o nieznanym, dalekim, dla nas odmiennym, szalenie egzotycznym. Jedni zabijają w sobie tę cechę ze strachu, inni myślą, że nie wypada, że muszą dorosnąć, przeistoczyć się w kogoś godnego zaufania, w głowę rodziny, w dającego poczucie bezpieczeństwa przykładnego męża, ale gdzieś głęboko mamy zakorzenioną ciekawość świata, tę zwierzęcą naturę, ten instynkt łowcy. Ja na szczęście nie musiałem nigdy nikogo udawać, przybierać pozy, zakładać maski, chować się za źle skrojonym szarym garniturem, nie zapomniałem o swoich młodzieńczych ideałach, fantazjach, zabawach. Kiedy mogę staram się uwolnić to dziecko w sobie. Myślę, że ta zabawa w etno to rodzaj młodzieńczych fascynacji, których na szczęście nie zabiła pogoń za kolejnym sukcesem, kolejnym samochodem, czy jakimkolwiek elementem społecznego statusu. Czy byłeś kiedykolwiek zainspirowany stylizacjami, które tworzysz w takim stopniu, że byłeś gotowy wdrożyć je w swój codzienny ubiór? Zdecydowanie tak. Poruszam się w stylistyce etno, gram na afrykańskich bębnach, moje życie związane jest mocno z naturą, podróżami, uwielbiam kuchnię, zwłaszcza kiedy wykorzystuje się w niej dzikie rośliny, naturalne zioła, przyprawy, więc i mój ubiór choć bardzo różny często nawiązuje jakimś elementem do kultur plemiennych.


Fotograf: Marcin Micuda Make-up: Martini Matka Modelka: Agnieszka Kuchnia Kostium: Marcin Urzędowski

ACTIVmag/ 51


Modelka: Joanna Zielińska Fotograf: Dorota Ziętek Stylizacja: Marcin Urzędowski Make-up: Agata Szafraniec 52 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 53


Jakie cele i wyzwania wyznaczyłeś sobie jako stylista, co chciałbyś osiągnąć? Chciałbym, aby ludzie mocniej zwrócili uwagę na Matkę Ziemię. Nie jestem mocno związany z Greenpeace, nie przywiązuje się do drzew, nikogo nie zmuszam by cokolwiek szanował, jednak ubolewam nad faktem, że tak mocno niszczymy własną planetę, że wycinamy pradawne lasy deszczowe, że zamieniamy jeziora i morza w ścieki, że pozwalamy, by piękne wierzenia, kultury, obyczaje i legendy odchodziły w zapomnienie, ustępując miejsca źle pojętej kulturze zachodu. Tworzę sesje zdjęciowe z wykorzystaniem naturalnych elementów by pokazywać, że ta część naszego kulturowego dziedzictwa jest piękna i godna zapamiętania, że może warto zwrócić uwagę na to, co tracimy bezpowrotnie zamieniając piękne, ludowe stroje na tanią i byle jaką chińszczyznę. Nie można stać w miejscu, kultura się zmienia, czasy się zmieniają, postęp ewoluuje, nie można wymagać by wszyscy hołdowali starym tradycjom, ale jestem pewien, że można pewne elementy uchronić przed zapomnieniem, przed całkowitą zagładą i żywię głęboką nadzieję, że moje stylizacje mogą się do tego przyczynić. Polecam przyjrzeć się bliżej projektowi, który tworzę ze znakomitą fotografką Dorotą Ziętek. Sesje zdjęciowe zatytułowane „Jestem Tu” to taki rodzaj hołdu składany ludziom różnych ras i pochodzenia, których możemy spotkać na ulicy, a którzy zdają się niemym krzykiem wyrażać „Jestem Tu”, „dostrzeż mnie, choć jestem inny, nie pasuję do Twojego świata, mam inny kolor skóry, inne wierzenia, to jednak żyję obok Ciebie i chciałbym byś to uszanował”. Gdybyś dostał propozycję, aby ubrać wybraną osobę na świecie, kogo byś wybrał i dlaczego? Wybrałbym Johna Galiano. Jeśli chodzi o świat mody, od lat pozostawał on i wciąż jest moim ulubieńcem, wielkim kreatorem, nie bojącym się sięgać po etniczne motywy, pióra, czy nawet żywe ptaki podczas pokazów. Jeśli mógłbyś obudzić się w dowolnym miejscu na świecie, gdzie by to było? Niedawno wróciłem ze swoją narzeczoną z kilkumiesięcznej podróży po Azji. Wciąż jestem pod wrażeniem niektórych widoków, miejsc, świątyń, plaż. Zdecydowanie za krótko byliśmy w Kambodży, więc jeśli miałbym się obudzić i na jakiś czas przenieść się w to miejsce byłaby to świątynia Angkor Wat. Wiele młodych osób marzy o karierze stylisty, jakich rad mógłbyś udzielić osobom początkującym a także tym osobom, które rozpatrują 54 /ACTIVmag

pójście właśnie w tym kierunku? Jakie są pozytywne i negatywne aspekty tej profesji? To trudne pytanie, zwłaszcza dla takiego stylisty-nie stylisty jakim ja jestem i zwłaszcza w kontekście wykonywanych przeze mnie stylizacji. Ja skupiam się na tym, co sprawia mi przyjemność, co pogłębia moją wiedzę, co daje mi relaks i satysfakcję. Stąd ten komfort nie wymuszonej, niczym nie skrępowanej własnej kreacji. Niemniej mam kilka przemyśleń, którymi mógłbym się podzielić zwłaszcza z początkującymi adeptami tej sztuki. Nic nie przychodzi samo. To tak banalne, że aż trudne do wymyślenia na początku. Ale wielu ludzi o tym zapomina. Dzieciaki wyrastają obecnie w duchu tu i teraz, natychmiast, szybko i bezproblemowo. Chcą natychmiastowych rezultatów, intratnych zleceń, sławy i pieniędzy. Wszystko to, co wymaga poświęcenia, systematyczności i ciężkiej pracy jest negowane i odrzucane. A kluczem do sukcesu jest konsekwencja. Dziś nie mógłbym być szczęśliwym, zarabiającym z pasji muzykiem perkusyjnym, gdybym konsekwentnie nie dążył do upragnionego celu. Musiało minąć wiele długich lat, nim zasiane ziarna zaowocowały, ale teraz wiem, że tak musi być. Nic nie przychodzi łatwo i samo. Życie to nie aplikacja na telefonie, gdzie klikając guziczek natychmiast otrzymujemy pożądany efekt. To proces. Wiele zakrętów i dróg pod górę. Wiele zwrotów akcji. Wiele wylanych łez. To także wspaniała przygoda, której warto poświęcić czas. To gra, w której wygrywamy satysfakcję i spełnienie. Warto mieć marzenia i je realizować. Po to one są. Więc jeśli ktoś chce być stylistą – niech nim zostanie. Z wszystkimi uwarunkowaniami tego zawodu. Z wszystkimi za i przeciw. Z wszystkimi plusami i minusami. Bo nie ma dróg na skróty. Jest za to olbrzymia satysfakcja i szczęście robienia w życiu tego, co kochamy. Nawet jeśli to miłość trudna i przysparza nam wielu problemów. Warto.


ACTIVmag/ 55


Modelka: Patrycja Thieu Quang Fotograf: Dorota Ziętek Stylizacja: Marcin Urzędowski Projekt: „Jestem Tu” 56 /ACTIVmag


Ostatnio usłyszałam, że moda w Polsce nie jes traktowana poważnie. Jak mógłbyś się odnieść do tych słów? A po co ma być traktowana poważnie? Moda to rodzaj zabawy. Kreacji. Flirtu koloru z formą. Jest ulotna i ponadczasowa zarazem. Moda jest dla odważnych. Odważni ludzie są przebojowi. A przebojowość kryje w sobie uśmiech. Młodzi ludzie z odwagą i często z niemałą przebojowością patrzą na świat, sięgają dalej niż można byłoby sądzić jeszcze kilkanaście lat temu w tym kraju. Nie jesteśmy już szarzy i nijacy. Stajemy się zauważalni. I to jest piękne. Coraz częściej eksperymentujemy ze swoim wyglądem. Puszczamy oko do szafy z ubraniami i nie musimy już jej traktować śmiertelnie poważnie. Inna sprawa, czy to jest smaczne i w harmonii z nami. Ale to już zupełnie inna historia… Co Ci się podoba najbardziej w Twojej pracy? Wolność. Kreatywność. Swoboda. Jak uważasz, jakie cechy i umiejętności potrzebne są do osiągnięcia sukcesu w tej branży? Trzeba brać byka za rogi i działać. Nie gadać, że chciałbym coś zrobić, tylko to robić. Konsekwentnie. Nie wolno zrażać się porażkami, upadkami, słabszymi chwilami. Po burzy zawsze przychodzi słońce, a każdy nowy dzień to kolejne, nieograniczone niczym możliwości. Dopóki walczysz – jesteś zwycięzcą. Zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Chciałbyś kogoś pozdrowić albo podzielić się refleksją z naszymi czytelnikami? Chciałbym pozdrowić moją narzeczoną – Ewelinę, która nie tylko nie przeszkadza mi w rozwijaniu moich pasji, ale skutecznie mnie w nich wspiera. Daje mi czas i możliwości bycia samemu ze sobą. Podaje dłoń kiedy się potknę i cieszy wraz ze mną odnoszonymi sukcesami. Jest moim najlepszym przyjacielem. Bez niej byłbym połową sukcesu. Co do refleksji to mam ich wiele, ale czytelników tego wywiadu, chciałbym zapewnić o jednym. Nie ma w życiu nic cenniejszego niż świadomość, że przeżywa się to życie zgodnie ze swoimi pragnieniami, ideałami, marzeniami. Wszystko jest możliwe. Wystarczy chcieć. Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę wielu sukcesów ! Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na wystawie zdjęć z moimi stylizacjami.

Rozmawiała: EWELINA BRACA

ACTIVmag/ 57


KULTURA

Dziołchy, piołun, potupajki rozmowa z Piotrem Smoleńskim, autorem najpopularniejszych polskich teledysków

Ubijające masło dziewczyny z Równonocy Donatana i Cleo to ikony współczesnej polskiej popkultury, podobnie zresztą jak kochankowie bohaterki teledysku VillageAnka Samych Suk. Miliony odsłon w serwisie YouTube i nagrody za najlepsze teledyski są potwierdzeniem operatorskiego talentu ich autora. Skąd wzięły się u Ciebie słowiańskie fascynacje? Moi rodzice wypełniali dom muzyką słowiańską, etniczną i starymi tangami. Praktycznie każdego dnia zasypiałem naładowany dźwiękami. Kiedyś musiało to wybuchnąć. Cieszę się, że pasja połączyła mnie zawodowo z Donatanem, Cleo, Samymi Sukami, Caci Vorbą, Taraf de Haidouks, Megitzą, Vołosami, Enejem i innymi zespołami o podobnych fascynacjach. To muzyka. A jakie są Twoje inspiracje filmowe? Oczywisty jest Emir Kusturica. Zgaduję też, że malarstwo Jacka Malczewskiego. Te piękne dziewczyny z kosami są tu oczywistym tropem. Kto jeszcze? Fellini, Almodovar, Burton, Gatlif. To wspaniali twórcy. Najbardziej jednak inspiruję mnie muzyka i przyroda. Kocham kino nie mniej od Grażyny Torbickiej, ale przed napisaniem scenariusza, idę na spacer do lasu ze słuchawkami na uszach. Tam nadaję rzeczywistości surrealistycznego wymiaru słuchając rumuńskich akordeonistów, czy orleańskiego jazzu. Dźwięki zmieniają ciszę w coś niezwykłego, w obraz który wcześniej usłyszałem. W teledyskach Alters czy Samych Suk bardzo mocna obecna jest symbolika. Dawn wędruje chyba najgłębiej w kierunku śnienia na jawie. Masz świadomość znaczeń jakie 58 /ACTIVmag

istnieją w twoich teledyskach? Dawn jest moim najważniejszym obrazem. Charlotte przekracza w nim granicę niewinności. Zagłębia się w tajemniczy świat własnej wyobraźni i czerpie z tego wielką przyjemność. Wiem, że obrazami z tego teledysku zmuszam widza do nieustającej interpretacji. Oczywiście także w innych scenariuszach obecna jest symbolika. Osobiste, intuicyjne kadry, tworzą styl, który stał się rozpoznawalny dla widzów. Jak dużo w teledyskach zależy od Ciebie, a ile zostało narzucone przez Donatana, Same Suki, Alters, czy Lolka z Eneja? Każde zlecenie to odrębna historia, ale co do zasady muzycy, z którymi współpracuję bardzo mi ufają. Z reguły odpowiadam za całą artystyczną stronę klipu. Z Donatanem stworzyłem do tej pory 15 teledysków jako reżyser, autor zdjęć i montażysta, z Samymi Sukami wymyślaliśmy wszystkie ujęcia wspólnie, a z zespołem Enej cała odpowiedzialność za pomysł i wykonanie spadła na mnie i na wspaniałą ekipę, z którą zrealizowałem zdjęcia. W teledyskach bardzo ciepło podchodzisz do wad wpisanych w polską obyczajowość i ludzkich słabości. Jak podchodzisz na co dzień do własnych? Staram się mieć duży dystans do siebie i do rzeczywistości. Słabości to element życia, z którego możemy nauczyć się pokory, szacunku oraz stworzyć z drugą osobą przyjaźń w najprostszy możliwy sposób. A czy bliski Ci jest obecny w twoich klipach słowiański hedonizm, czyli dziołchy, piołun, potupajki? Traktuję to z wielkim przymrużeniem oka. To filmowy żart, nawiązujący do wspomnianych


filmowych mistrzów. Fakt, biusty wypełniły niejeden kadr filmów Felliniego... Wróćmy do muzyki; portfolio Twoich klipów jest bardzo zróżnicowane. Najbardziej zaskakują w nim jednak sentymentalne ballady cygańskie. Tej fascynacji zupełnie nie rozumiem. Widzisz w nich piękno? Tak. A poza pięknem widzę w nich także wiele własnych, skrywanych na co dzień emocji. Ciężko mi to dobrze opisać słowami, ale jedno jest pewne – taka właśnie wrażliwość i muzyka są częścią mnie. Mam to w genach. Kiedyś twierdziłeś wręcz, że czujesz się Cyganem... I nadal tak twierdzę. Czuję się wolny, gram na akordeonie, tańczę do białego rana i żyję na walizkach. Latem, jak się opalę, wyglądam nawet jak Cygan. Sięgnijmy w przeszłość. Zaczynałeś od kina offowego. Czy już wtedy wiedziałaś dokąd zmierzasz i co chcesz tworzyć? Bardzo miło wspominam czasy, kiedy z przyjaciółmi reprezentowaliśmy polski off na pokazach i festiwalach kina niezależnego. To było szalone i.... cygańskie. Od pierwszego kontaktu z kamerą, wiedziałem też, że moja twórczość podporządkowana będzie muzyce. Moje życie stało się wtedy i pozostaje nadal jednym wielkim musicalem. Powstały wtedy pierwsze teledyski z muzyką Leningradu oraz krótkie etiudy, które technicznie odbiegały od tego co obecnie robię, ale sposób patrzenia na sztukę był ten sam. Obserwując karierę twórców offowych, którzy trafiają do pracy w filmie lub w telewizji mam poczucie, że często umyka im coś ze świeżości spojrzenia. Masz jakiś sposób żeby to zachować? Najlepszym sposobem, żeby zachować świeżość spojrzenia jest upór. Różnica jest jednak oczywista; w komercyjnych zleceniach do głosu dochodzi zleceniodawca, który cenzuruje scenariusz i mówi jak ma wyglądać efekt pracy. Przez wiele lat po odejściu z offu miałem z tym duży problem; do tej pory robiłem to, co chciałem. Pierwsze scenariusze teledysków, które pisałem zupełnie nie mieściły się w ramach komercji. Dużo pomogła mi wówczas moja żona Aga, która wierzyła, że znajdę odpowiednich współpracowników. Udało się.

Donatan od początku docenił moje oko i pomysły. Zdobyłeś sporo nagród. Które są dla Ciebie ważniejsze; te z głębokiego offu czy obecnie? Wszystkie tak samo, ale ważniejsi od nich są widzowie, którzy dostrzegają moje indywidualne spojrzenie na świat przez obiektyw kamery. To z nimi chcę tworzyć dialog. To prawda, że realizujesz teraz film fabularny? Zdjęcia są już na ukończeniu. To „Kukułeś” w reżyserii Maćka Michalskiego. Historia ambitnego człowieka, który rozbija się o niezrozumienie i ignorancję. Występują w nim między innymi Piotr Polk, Iwona Bielska, Anna Seniuk, Maksymilian Michasiów, Zofia Czerwińska, Elżbieta Jarosik i Ewa Kolasińska. Włożyliśmy w ten obraz dużo ciężkiej pracy i mam nadzieję, że będzie on dla widzów kolejnym miłym zaskoczeniem.

Rozmawiał: Marek Nowak

ACTIVmag/ 59


photo: filmowka.net.pl

Obecnie cały świat szaleje na punkcie Pięćdziesięciu twarzy Grey’a, nie zważając na coraz szersze i śmielej wypowiadane niepochlebne recenzje, jakie zbiera wyżej wymieniona produkcja. Zarówno młodzi jak i ci trochę starsi widzowie, pędzą do kas biletowych pobliskich kin, by zobaczyć jak Dakota Johnson - czyli filmowa Anastasia Steele oraz Jamie Dornan, wcielający się w tytułowego Grey’a, odtworzyli historię przedstawioną w jednej z najbardziej poczytnych powieści ostatnich lat. Specjalną fanką Pięćdziesięciu twarzy Greya osobiście nigdy nie byłam, ale rozumiem, bądź staram się zrozumieć, co w tej pozycji może przyciągać i powodować, że ma tak liczne grono wielbicieli. Abstrahując jednak od fenomenu społecznego jakim jest obecnie Grey, chcę zaproponować inną filmową produkcję, na którą z pewnością warto wybrać się do kina. Bądź do okolicznego Klubu Filmowego, gdyż nie jestem pewna, czy Samba w reżyserii Erica Toledano oraz Oliviera Nakache jest lub będzie wyświetlana w wielkich krajowych multipleksach. Tytułowy Samba to główny bohater francuskiego komediodramatu. 60 /ACTIVmag

W jego postać wcielił się Omar Sy, gwiazda Nietykalnych z 2011 roku, kasowego hitu, który przyciągnął przed ekrany kin ponad 770 tysięcy ludzi, stając się tym samym jednym z największych, jeśli nie największym przebojem w dziejach francuskiego kina. Po drodze byli równie znakomici Nieobliczalni, gdzie partnerował mu Laurent Lafitte, z którym udało mu się stworzyć niezwykle dynamiczno-komediowy duet. W Sambie Omarowi Sy towarzyszy znana, między innymi, z niezwykle kontrowersyjnej Nimfomanki Larsa von Triera - Charlotte Gainsbourg. Historia teoretycznie jakich wiele, pochodząca z dwóch różnych światów dwójka głównych bohaterów, Samba (Omar Sy) oraz Alice (Charlotte Gainsbourg) nawiązuje ze sobą nić porozumienia już od pierwszego spotkania, która wraz z fabułą filmu przeradza się w o wiele głębszą zażyłość. Omar jest imigrantem pracującym w paryskim hotelu na zmywaku. Mimo pobytu w Paryżu już od ponad 10 lat wciąż przebywa w nim nielegalnie. Podczas starań o nowy meldunek omyłkowo zostaje aresztowany i grozi mu deportacja. W pozostaniu we Francji pomaga mu


wolontariuszka - Alice. Kobieta, która po latach pracy w wielkiej korporacji zapragnęła zmiany i postanowiła przewartościować swoje życie, pomagając ludziom znajdującym się w prawdziwej potrzebie. W udzielaniu pomocy emigrantom oraz w bezinteresownej próbie rozwiązania cudzych problemów, Alice szuka swego rodzaju leku na swoje własne życiowe problemy. Pomagając innym w rzeczywistości pomaga sama sobie. Zostaje więc wolontariuszką i po zapoznaniu się z Omarem oraz jego sytuacją, postanawia uczynić wszystko co w jej mocy, by mu pomóc. Nie liczą się ani konsekwencje prawne, ani pogłębiająca się emocjonalna więź między dwójką wiodących postaci, która coraz mniej ma wspólnego z początkowym poczuciem misji oraz chęcią pomocy, jaką przejawia Alice w stosunku do Omara. Na uwagę zasługuje również duet Tahar Rahim - Izïa Higelin, czyli druga filmowa para Walid i Manu. Walid to również emigrant, który jest swego rodzaju bratem a na pewno przyjacielem Omara. W filmie występuje również poważniejszy wątek nieszczęśliwej zdrady między imigracyjnym braćmi, jednak nie chcąc zbyt wiele zdradzać, czy kolokwialnie mówiąc - spojlerować, nie będę się w ten aspekt francuskiej produkcji zagłębiać. Wątpię, czy pod względem kasowym Samba przebije wcześniejsze dzieło Erica Toledano i Oliviera Nakache. Jednak jest to kino, które zdecydowanie bardzo dobrze się ogląda, z którego emanuje humor, pasja oraz fragmenty z życia w wielokulturowym kotle jakim jawi się Paryż. Pokazuje również, że ponadczasowe wartości, takie jak dobroć bezinteresownie okazana drugiemu człowiekowi, braterstwo, radość z życia, przyjaźń oraz miłość nigdy nie ulegają

przedawnieniu oraz nie wychodzą z mody. Pewnie i banalne, ale czyż nieprawdziwe? Tym razem Toledano i Nakache może nie oferują nam wielkiego przeboju, ale historia przez nich przedstawiana jest pełna pasji, humoru, uczuć oraz ciepła. Pisząc te słowa, Samba wyświetlana jest właśnie na ekranach kin. Nawet jeśli w multipleksach jej nie znajdziemy, to w repertuarze mniejszych kin studyjnych na pewno się znajduje. Mam nadzieję, że podczas kolejnych rozważań „a na co do kina?”, weźmiecie pod uwagę tę pełną uroku oraz humoru historię i pozwolicie by was porwała. Materiał przygotowała: Malwina Lis

ACTIVmag/ 61


photo: jogur.deviantart.com

DIR EN GREY Japoński zespół powstały w roku 1997 na skutek rozpadu grupy La Sadie’s. Po dołączeniu do Kyo (wokal), Kaoru (gitara prowadząca), Daisuke (gitara), Shinyi (perkusja) nowego basisty Toshiyi, zespół początkowo koncertował jeszcze pod nazwą Deathmask, by ostatecznie przybrać nazwę Dir en Grey. Od tego czasu, a minęło już ponad osiemnaście lat, formacja tworzy i występuje – co warto podkreślić – w niezmienionym składzie. W dzisiejszych czasach praktycznie nie sposób spotkać kapeli, która nie zważywszy na upływ czasu wciąż jest w stanie zaskakiwać swą różnorodnością, świeżością oraz ciągłą potrzebą zmiany, poszukiwania nowych wpływów. W nurcie metalowo-rockowym jest to szczególnie zauważalne, jednak artyści należący do gatunku muzyki popularnej, czy alternatywnej również borykają się z problemem poczucia wtórności, stagnacji. Dir en Grey jednak zdecydowanie 62 /ACTIVmag

nie zalicza się do tej kategorii. Po 18 latach od utworzenia formacji, za każdym razem, gdy sięgam po ich nowy krążek czuję zarówno podekscytowanie jak i lekką obawę. „Chłopaki” z Diru nie lubią się powtarzać i tajemnicą nie jest, że na próżno można szukać w ich twórczości dwóch podobnie brzmiących albumów. Kaoru i spółka pragną za każdym razem tworzyć coś nowego, wymagającego od nich jeszcze większego perfekcjonizmu i kunsztu muzycznego. Gdy sięgasz po ich nowy album możesz być pewien, że nie usłyszysz utworów będących swoistą „kontynuacją” poprzedniej płyty. Dowodem tego może być chociażby różnica, swego rodzaju przepaść dzieląca pierwszy album zespołu (GAUZE) a najnowsze wydawnictwo zespołu (ARCHE). Gdy weźmie się pod uwagę dwa poprzednie longplaye zespołu, UROBOROS (2008) i niezwykle mroczne, ciężkie a momentami wręcz deathmetalowe DUM SPIRO SPERO (2011),


można odnieść wrażenie, że zespół ten na przestrzeni lat, nie tylko bardzo się rozwinął, ale dodatkowo zmienił swoje brzmienie, co najmniej o 180 stopni. Według niektórych fanów wręcz, „Dir en Grey nie gra już Dir en Grey”. Co to znaczy? Kaoru w jednym z wywiadów podkreślił, jak bardzo nie lubią, gdy ktoś próbuje szufladkować i klasyfikować ich muzykę, więc na pytanie jaki gatunek muzyki grają, odpowiadają po prostu - Dir en Grey. Pierwotnie byli częścią sceny muzycznej należącej do tak zwanego ruchu visual kei, od czego jednak odstąpili w późniejszych latach, gdyż jak twierdzi sam Kaoru, zwyczajnie ich to ograniczało i musieli porzucić etykietkę ‘przebierańców”, by móc rozwijać się dalej. Mimo, że porzucili bardziej ekstrawaga-

ncki image zespołu na rzecz bardziej poważnego wizerunku, to tak naprawdę nigdy całkowicie nie odeszli od posługiwania się środkami przykuwającymi oko. Dowodem może być zarówno niesamowita charakteryzacja Kyo (wokal) podczas trasy GHOUL (2013) oraz obecnie powrót do scenicznego makijażu pozostałych członków zespołu. Ci, którzy nigdy wcześniej nie mieli z Dir en Grey do czynienia oraz nie spotkali się z ich twórczością, od razu może nasunąć się pytanie: „Czemu ból i cierpienie stanowią główny motyw ich twórczości?”. Gitarzysta Kaoru, w jednym z niedawnych wywiadów dla MTV 81, udzielił wyczerpującej odpowiedzi właśnie na pytanie - „Why is the theme of your songs „pain”?”.

photo: bloody-disgusting.com

ACTIVmag/ 63


Odpowiedział, iż on sam jest osobą raczej pesymistyczną, a również żaden z pięciu członków zespołu nie jest osobą zbyt pewną siebie. Stworzyć coś i osiągnąć mogą tylko wspólnie jako 5 osobowa grupa. Pozostałym członkom grupy często ciężko jest dostrzec pozytywny aspekt nawet najprostszych spraw. Naturalnie to ma wpływ na to jak brzmi ich muzyka. Ponadto, dobre wspomnienia łatwo ulegają zatarciu w naszej pamięci, zaś odczucie bólu, cierpienia potrafi pozostać w nas na zawsze. Właśnie to starają się uzewnętrzniać muzycy Deg-a i pokazać jacy są. Kim są. Chcą by ludzie potrafili zmierzyć się, z często niełatwą rzeczywistością i zrobić krok naprzód. Odnośnie zaś planów na przyszłość, zdaniem Kaoru, mimo tego, że są zespołem już od przeszło 18 lat, nie mają jakichś wielkich marzeń dotyczących przyszłości. Nie chcą sami wywierać na sobie zbyt dużego nacisku czy presji. Chcą po prostu tworzyć coś interesującego. Przechodząc jednak do najnowszego albumu formacji, to najświeższe „dziecko” japońskich muzyków jak najbardziej zasługuje na naszą uwagę oraz uznanie. Sam Daisuke – ich gitarzysta - stwierdził, że pod względem dźwiękowym ARCHE to największe osiągnięcie w historii Dir en Grey. I to słychać. Nigdy nie byli tak dojrzali. Mimo oczywistego oscylowania w metalowych rejonach, krążek ten jest niesamowicie melodyjny i bardzo odległy od swego poprzednika DUM SPIRO SPERO. Wśród 16 utworów znajdujących się na płycie, każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Mimo, iż podczas przesłuchiwania albumu może wydawać się, że utwory są dość pokrewne w stosunku do siebie, to tak naprawdę każdy z nich stanowi sam o sobie i jest odrębną całością. Z ogromną przyjemnością mogę 64 /ACTIVmag

pokusić się o stwierdzenie, że pod względem różnorodności album nawiązuje do pierwszego znakomitego longplay’a GAUZE, zaś w kwestii odbioru jest to płyta bodajże najbardziej przystępna od czasów VULGAR (2004). I tak jak na VULGAR, ARCHE zawiera mnóstwo świetnych kawałków, które bez problemu mogą pretendować do miana hitów promujących płytę. Przesłuchując płytę już na wejściu uderza w nas ściana mocy zawarta w pierwszym utworze UN DEUX. Utwór ten zapowiada nam i przeświadcza o tym, że tym razem Kyo, Kaoru, Daisuke, Toshiya oraz Shinya chcieli nagrać bardziej melodyjne piosenki. Dźwięczne utwory z potężną dawką mocy w postaci wspaniałych solówek gitar, mocnej perkusji oraz niesamowitego wokalu Kyo. Już w pierwszej ścieżce mimo charakterystycznego dla Diru ciężkiego brzmienia, nie brak melodyjnych partii oraz refrenów. Utworów na płycie, jak wspominałam, jest aż 16 więc postaram się skupić na najciekawszych momentach i ścieżkach występujących na albumie. Do jednych z najlepszych punktów bez wątpienia należy trzeci utwór - UROKO. Zaczyna się od growlingu, by zaraz przejść do bardziej melodyjnego wokalu Kyo z chórkami w tle. Cały utwór ma ogólnie gotyckie brzmienie, gdzie bardzo wyraźnie odznacza się niezwykle mocna, szybka perkusja (Shinya jak zwykle udowadnia ile siły ma w swych szczupłych ramionach oraz klawisze brzmiące – nieprzymierzając - niczym kościelne organy. Zaraz po UROKO, następuje jeden z najciekawszych momentów płyty, czyli PHENOMENON. Utwór ten jest jednym z najbardziej oryginalnych i eksperymentalnych spośród wszystkich ścieżek na płycie. Wokal Kyo z początku działa na nas wręcz usypiająco by potem uderzyć


photo: mtv.com

w nas growlingiem z pełną mocą, by zaraz jednak powrócić do bardziej melodyjnych rejonów. Zaś solówka pod koniec ścieżki jest jednym z najbardziej nostalgicznych i najpiękniejszych momentów w dziejach zespołu. CAUSE OF FICKLENESS to utwór, w którym Kyo udowadnia jak utalentowanym jest wokalistą i jak zróżnicowaną gamą dźwięków operuje. Od growlingu zaczynając, następnie przechodząc poprzez piskotliwe wręcz jazgotliwe krzyki a na melodyjnym, wręcz popowym śpiewie kończąc. Aż ciężko uwierzyć, jakie pokłady niespotykanego wokalu posiada ten drobny, niepozornie wyglądający mężczyzna. W wywiadach Kyo nie lubi się udzielać i przeważnie nawet nie bierze w nich udziału. Spokojny, zrównoważony i małomówny na co dzień, z momentem przekroczenia progu sceny jakby wstępował w niego swego rodzaju aktor, szaleniec, bestia. To, co wyczynia ze swoim głosem graniczy z ludzkimi możliwościami. Nie liczy się nic poza możliwością wyrażenia siebie.

Swoistego przeżycia katharsis. Skala, jaką operuje i łatwość, z jaką potrafi przejść od growlingu, poprzez krzyk do niesamowicie czystego śpiewu jest po prostu imponująca. Jest to również wspaniały dowód na to, że problemy zdrowotne dotyczące gardła, Kyo zażegnał na dobre. Do najspokojniejszych, najjaśniejszych momentów płyty można zaliczyć takie utwory jak „TOUSEI”, „KUKOKU NO KYOON”, „RINKAKU”, „SOSHAKU”, „BEHIND A VACANT IMAGE” - z niespotykanymi w swej formie chórkami oraz gitarami brzmiącymi niezwykle przestrzennie, czy „KAISHUN”. Moim osobistym faworytem pod tym względem jest właśnie „KAISHUN” – z niesamowitym, monumentalnym i niezwykle melancholijnym śpiewem Kyo, oraz wspaniałą solówką gitar. Słuchając swego rodzaju „wewnętrznego krzyku” wokalisty, wręcz namacalnie można doświadczyć potężnej dawki melancholii oraz tylko wyobrazić sobie jakie demony mogą wyzwalać w człowieku tak niespotykany, wręcz fizycznie odczuwalny smutek.

ACTIVmag/ 65


66 /ACTIVmag photo: visualscandal3.blogspot.com


Kolejnym utworem z płyty, zdecydowanie zasługującymi na uwagę jest niesamowite „SUSTAIN THE UNTRUTH”, będące drugim singlem promującym cały krążek. Szczerze powiedziawszy to właśnie dzięki temu utworowi odważyłam się na przesłuchanie płyty, gdyż po DUM SPIRO SPERO obawiałam się tylko i wyłącznie najgorszego, czyli jeszcze większego zagłębienia się zespołu w mroczne klimaty. Na szczęście moje obawy się nie ziściły. Tak więc „SUSTAIN THE UNTRUTH” rozpoczyna się bardzo energetycznym wejściem gitar i mocnym basem, wokal Kyo oscyluje tu początkowo w wyższych tonacjach by potem przejść zaraz do growlingu i jazgotu, by następnie płynnie zakończyć utwór melodyjnym wokalem. „CHAIN REPULSION” z kolei to kawałek dość mechaniczny, jednak w żaden sposób nie ciężki i niezwykle łatwo zapadający w pamięć. Pod koniec płyty, ostatnie dwa utwory atmosferą i stylistyką przynależą bardziej do mrocznego DUM SPIRO SPERO. „THE INFERNO” to swego rodzaju death-metalowy manifest, podczas gdy „REVELATION OF A MANKIND” to ostatni element układanki – trylogii zapoczątkowanej utworem „SAKU” na „WITHERING TO DEATH”. Oba kawałki są niezwykle mocne, szybkie i towarzyszy im wręcz death-metalowa perkusja. Osobiście akurat, te dwa ostatnie utwory nie za bardzo przypadły mi do gustu, ale to tylko moja subiektywna opinia. Moje osobiste wrażenia po przesłuchaniu „ARCHE”? Rewelacyjne! Krążek ten moim zdaniem przebił fenomenalnego „UROBOROSA”, którym sami sobie niezwykle wysoko podnieśli poprzeczkę. Tak jak na „UROBOROSIE” były ścieżki, które po prostu uwielbiałam, tak z pewnością nie był to krążek tak przystępny jak „ARCHE”. „DUM SPIRO SPERO” zaś to płyta przez, którą nie jestem w stanie przejść. Może dlatego, że tak jak zawsze byłam fanką mocniejszego brzmienia, tak jednak death-metalowe klimaty, na które wpłynęli członkowie DEG-a na tej płycie, to nie do końca moja broszka. Może szkoda trochę, że brak na płycie dłuższych ballad, które swego czasu stanowiły nieodłączny element ich twórczości (chociażby WARE YAMI TOTE z UROBOROSA, czy przecudowne AIN’T AFRAID TO DIE z 2001 roku). Jednakże ARCHE jest tak bogate w różnorodne dźwięki, a i nie brak na nim spokojniejszych momentów, że w gruncie rzeczy nie za bardzo jest się do czego przyczepić. Z pewnością całemu przesłuchiwaniu płyty towarzyszyć będzie głębokie poczucie melancholii, gdyż nostalgia wręcz bije od większości utworów, ale jak podkreślam jest tu również masa „żywszych” kawałków. Muzyka DEG-a na ARCHE uzyskała niespotykaną wielowarstwowość i głębię. Zaś pod względem technicznym Dir en Grey na ARCHE doszedł do perfekcji - odsłuchując coraz to kolejne utwory ma się nieodparte wrażenie jakby każdy instrument był grany na żywo ze sceny. Podsumowując, nieśmiało mogę ACTIVmag/ 67


68 /ACTIVmag


photo: jpopasia.com

pokusić się o stwierdzenie, iż jest ich to najlepsza płyta, którą bardzo ciężko będzie im zdeklasować. Dużo pisałam o tym jak bardzo jest ona przystępna, dlatego chcę podkreślić jeszcze by absolutnie łatwiejszego odbioru muzyki DEG-a nie pomylić czasem z prostotą, gdyż to słowo zwyczajnie nie występuje w słowniku japońskiej formacji. Kontrowersje wśród fanów, oraz szereg dyskusji dotyczących tego czy lepsi byli za dawnych visualowych czasów czy obecnie, zapewne nigdy nie ustaną. Wypada nam chyba tylko przyzwyczaić się do zawrotnej prędkości z jaką Dir En Grey się rozwija i pędzi do przodu nie oglądając się za siebie, powoli zapracowując sobie na miano jednego z najlepszych zespołów, jeśli nie najlepszego, w Japonii. I możliwe, że również poza nią. Iskierkę nadziei wzbudza fakt, że podczas ostatnich koncertów promujących ich najnowszą płytę ARCHE, tracklista zawierała takie utwory jak Child Prey czy Kasumi (z płyty VULGAR) bądź przepięknie zaśpiewany utwór Jelaous (pierwszy singiel zespołu z 1998 roku) w formie ballady podczas TOUR 2013 TABULA RASA. Utwory, które każdy starszy fan zespołu wspomina z łezką w oku. Osobiście sama bardzo tęsknię za twórczością zespołu z ich pierwszego etapu, gdy byli tak niespotykanie różnorodni, gdzie na jednej płycie (przykładowo GAUZE) zaraz po utworze praktycznie heaymetalowym (ZAN, SHWEIN NO ISU) następował kawałek iście popowy (YOKAN), by zaraz ustąpić miejsca przepięknej balladzie z odrobiną instrumentów smyczkowych w tle (AKURO NO OKA). ARCHE jest swego rodzaju „powrotem do korzeni” japońskiej kapeli. Dir en Grey wystąpi 18 maja tego roku we Warszawskiej Progresji, dlatego będzie mi dane po raz drugi osobiście doświadczyć magii tego zespołu. W 2009 roku miałam już okazję słuchać ich na żywo podczas koncertu w Warszawskiej Stodole. Był to - jak do tej pory - najlepszy koncert w jakim brałam udział. Oczekiwania mam więc spore. Mam nadzieję, że panowie z Dir en Grey je przebiją. Tym, którzy nigdy nie słyszeli tego zespołu na żywo, mogę jedynie zachęcić słowami, iż jest to jeden z tych naprawdę nielicznych zespołów (zwłaszcza w obecnych czasach), które brzmią fenomenalnie w studiu, ale na żywo wręcz powalają. Materiał przygotowała: Malwina Lis

ACTIVmag/ 69


FELIETON

DOGONIĆ MARZENIA CZYLI JAK POWSTAŁA MEGI MINT MAŁGORZATA WIŃSKA wokalistka megi mint & band Zawsze miałam z górki. Niektórych to nawet irytowało. Wszędzie było mnie pełno. Wszystko było na wyciągnięcie ręki. Nie mowa tu o bogactwie, wielkim domu z ogrodem, ani też wakacjach w ciepłych krajach. Dostałam w życiu coś o wiele cenniejszego. FUNDAMENT. FUNDAMENT to podłoga, na którą upadek aż tak nie boli. To myśl, że nigdy nie jest się samemu, że zawsze ktoś jest chętny by pomóc. To swoboda działań, ale i odpowiedzialność. Bo skoro kształcili – to teraz wypada mieć skończone dobre studia – ba – ze dwa kierunki co najmniej. Bo skoro się poświęcali, to teraz trzeba odpłacać pięknym za nadobne. Bo – w końcu – skoro wychowali – powinno się być idealną żoną, mamą i kochanką. To dopiero jest odpowiedzialność. Dostać taką podłogę, po której lata się w baletkach, by czasem się nie porysowała. W takim oto przekonaniu i z taką oto świadomością wzrastało moje pokolenie. Marzenia były po to by zabijać nudę, by była odskocznia od tego co przyziemne. Broń Boże, po to, żeby je realizować. Realizować to można plany sprzedażowe. Przynajmniej rodzice pochwalą. Zaskakujące jest, że na ów FUNDAMENCIE było mi nad wyraz wygodnie kroczyć przez lata. Ciepło, miło i bezpiecznie. Tak, po raz kolejny poczucie bezpieczeństwa, które wynikało z głęboko zakorzenionych przeżyć z okresu dzieciństwa. Gonitwa za własnym ja w tym nie-moim świecie, który jednak w jakimś stopniu mi się podobał. Nie wpadałam w szał, nie byłam typem buntownika. Za to panicznie bałam się asertywności i zerwanych więzi. A przecież nie można łączyć sił za wszelką cenę – szczególnie jeżeli energia spycha nas do piwnicy... Tam światło wydaje się cięższe, promienie mniej przenikają, a to co znane już nie zachwyca. Jestem pewna, że nie raz czuliście się podobnie. I bardzo dobrze! Dzięki świadomości i przełożenia naszego FUNDAMENTU na poziom ów wspomnianej PIWNICY – możemy śmiało odciąć pępowinę i zachwycić się tym, co tak na prawdę jest nasze, co nasze zawsze było. 70 /ACTIVmag


Dwa lata temu obudziłam się po raz pierwszy w dusznej PIWNICY. Długo oszukiwałam siebie wmawiając, że po mału wychodzę na prostą. Na żadną prostą nie wychodziłam. Prędzej waliłam głową w mur. Bo jak tu walczyć o siebie, nie wiedząc kim się jest i czego się chce? A wystarczy posłuchać własnych endorfin. Nie na darmo organizm daje nam znaki. Krzyczy wręcz: TO JEST TO! IDŹ ZA TYM! DASZ RADĘ! Jak w Maratonie. I choć nigdy nie biegałam – coś z biegacza w sobie mam – upór i pasję. META jest tu tylko punktem, który mijam po drodze – nie ma nigdy finału... biegnę dalej. To właśnie dwa lata temu zaczęłam swój własny bieg by dogonić marzenia. Niewiarygodne, jak wiele z nich było i jest na wyciągnięcie ręki. Przed 30ką można założyć zespół, mieć swój pierwszy koncert muzyczny i planować zakup pianina. Bo kto mi zabroni? Wychodzę, patrzę, zamykam oczy... I to uczucie, że robię to co lubię, a ludzie lubią to co robię ja. Symbioza. A to dopiero początek. Przede mną warsztaty, festiwal, nagrania... Myśli rozpędzone dudnią, a ja czuję niedosyt. Czuję, że to jest moje, takie własne, takie dobre i takie potrzebne. Te dreszcze, to zamieszanie wirujące w mojej przeponie zanim wydobędzie się pierwszy dźwięk i ta błogość... gdy otwieram oczy, a ze środka płyną dźwięki, o które siebie nawet nie podejrzewałabym kilka lat temu. Można? A czemu nie? To ja walczę o swój świat, świat marzeń. Jedno już się spełniło … Album Megi Mint „No regrets just love” to moje drugie dziecko, typowo muzyczne. Takie moje, takie akustyczne i takie spełnione… Godz. 7:00 pobudka Godz. 7:30 śniadanie – jajecznica i tosty, synek mój biega wesoło – śpiewa jak najęty, ciekawe po kim? Godz. 8:00 droga do przedszkola – SYNEK: Czemu tak cicho gra ta muzyka? (BOSE hip hip hura, za moc nagłośnienia w autach) Godz. 8:30 droga do pracy – (BOSE – czy ja już dziękowałam za możność pięknego odbioru muzyki w aucie? Ah...to śpiewające DZ-I-Ę-K-U-J-Ę) Godz. 9:00 – 17:00 uwielbiam moją pracę! (Ps. Przyznaję się do śpiewania pod nosem... no nie mogę się powstrzymać w przerwach kawowych) Godz. 17:30 Odbieram synka z przedszkola – lody, lego i kolacja... Godz. 19:00 Padam z nóg – dobrze, że jest MINI MINI bo potrzebuję chwili odpoczynku Godz. 20:00 Dobrze, że MINI MINI „chodzi spać” o 21:00 Godz. 21:00 O, chyba przysnęłam... kąpiel, karaluchy pod poduchy...dobrze mamą być Godz. 22:00 Głośniki, podkłady, kartka i długopis... Godz. 22:30 Spać się chce... Kawa... Nie zasnę jak nie pośpiewam Godz. 24:00 To był piękny dzień. Jestem z siebie dumna. Tak mam piękne życie. Cudownego Synka. Uwielbiam swoją rodzinę. Jestem samodzielną mamą – nie czuję się mamą samotną. Kocham taniec i śpiew. Kocham siebie. Jest mi czasem ciężko i nic mi się nie chce robić. Nadal siebie kocham.

ACTIVmag/ 71


NIE CZYTASZ?! TO JUŻ NIE ZASKAKUJE SANDRA SŁUPIŃSKA Dla tych z nas, którzy z kulturą wysoką, w tym wypadku z literaturą mają styczność na co dzień, informacje co do frekwencji dotyczącej czytelnictwa w Polsce mogą wręcz przerazić. Mimo prób wielu kampanii społecznych („Książka zamiast kwiatka”, „Ustąp miejsca czytającemu” , „Nie czytasz - nie idę z Tobą do łóżka” itp.) najnowsze badania Biblioteki Narodowej wskazują na to, że prawie 60% społeczeństwa deklaruje, że w ciągu roku nie przeczytało ani jednej książki! Zastanawiać może co spowodowało ten oburzający wynik. Mimo przystępniejszego dostępu do literatury; form e-book’ów, audio-book’ów, akcji taniej książki, czy bliskości bibliotek. Polacy nie są zbytnio zainteresowani taką formą spędzania wolnego czasu. Wspomniane badania ukazały, że większość czytających to studenci, lub absolwenci, dzieci rodziców z wyższym wykształceniem, oraz co ciekawe, emerytowani przedstawiciele kadry kierowniczej. Są to również mieszkańcy większych miast. Warto również zwrócić uwagę na to, że to jednak kobiety czytają częściej, co usprawiedliwia się z postępującą feminizacją wykształcenia wyższego. W wiekach poprzednich, sięganie po książkę było jednym z ulubionych form rozrywki. Jednak trzeba w tym miejscu uwzględnić również fakt, że jeszcze nasi dziadkowie, mieli ograniczone pole manewru, jeżeli chodzi o formy relaksu. W dzisiejszych czasach, erze elektroniki, gdzie od dziecka ma się styczność z takim rodzajem zabaw, nie można nikogo winić. Udział komputerów w życiu młodego człowieka, jest widoczny już od najmłodszych lat. Czytanie nie jest już dzisiaj czynnością elitarną, jednak ciekawe jest, że wielu dalej próbuje obnosić się z nim w ten sposób. Ci, którzy sięgają po jedną książkę rocznie, rzecz jasna, nie powinni porównywać się z tymi, dla których siedem to tylko rozgrzewka. Jednak bardzo często to oni właśnie poprzez odnoszenie się ciągle do owej pojedynczej lektury, próbują namawiać innych do tej formy spędzania wolnego czasu. Warto zwrócić uwagę również na przytoczone przeze mnie już wcześniej kampanie. Do kogo ono mają tak naprawdę trafiać? Skoro osoby zainteresowane czytelnictwem, robiące to regularnie, są głownie odbiorcami, to jak to ma na nich wpłynąć? 72 /ACTIVmag


photo: autostraddle.com

Ci, którzy dowiadują się o tych akcjach, są już zazwyczaj aktywnymi czytelnikami i nie potrzebują oddziaływać na tego typu kampanie. Ewentualnie właśnie wspomniani jedno książkowi czytelnicy, to takich zazwyczaj widzimy pięknie umalowanych z mądrymi cytatami umieszczonymi na torbach, lub koszulkach. Dla nich znajomość najważniejszych autorów, kończy się na tych cytowanych na fan-pagach na facebooku. Nie zmuszajmy nikogo do tego jak chce spędzać swój wolny czas. Jeżeli chce iść do kina, niech to zrobi, jeśli chce pograć w gry komputerowe, niech mu idzie jak najlepiej, a jeżeli chce zatracić się w dobrej lekturze, oby tylko udało mu się dotrzeć do zakończenia.

ACTIVmag/ 73


CHODŹ, POKAŻE CI MÓJ ŚWIAT...

czyli o współczesnym ekshibicjoniźmie słów kilka MALWINA LIS W dzisiejszych czasach ekshibicjonizm przybrał niespotykanie wiele form. Żyjemy w świecie ogarniętym manią dzielenia się informacjami, tymi ogólnie dostępnymi jak i tymi całkowicie prywatnymi. Facebook, Twitter, Instagram, Snapchat, codzienne blogi, czy coraz popularniejsze vlogi. Wszystkie te środki wirtualnej komunikacji mają na celu jedno – udostępnienie rodzinie, znajomym bliższym i dalszym, a często swoim subskrybentom wglądu w swoje prywatne życie, oferowanie im złudnej iluzji uczestniczenia w nim, bycia jego częścią. Sama nie jestem wyjątkiem, codziennie loguję się na Facebook’a by sprawdzić wiadomości, zobaczyć, co u znajomych, poprzeglądać ulubione strony. Jednak, w odróżnieniu od większości swego otoczenia, przyjmuję raczej pozycję obserwatora, tak jakbym z kubkiem kawy i z myszką w ręku była świadkiem niepojętego dla mnie społecznego fenomenu – dobrowolnego ograbiania się ludzi z prywatności, intymności – całkowitej ekspozycji tylko „swojego” wewnętrznego świat dla ogółu. Tym, co zastanawia mnie w głównej mierze jest skąd bierze się taka potrzeba? Czy jeśli wiodąc całkowicie szczęśliwe i satysfakcjonujące życie, lecz nie postując o tym, co pięć minut ku uciesze swych fejsbukowych znajomych, znaczy, że tak naprawdę nie masz życia? W sieci nie istniejesz, bo ostatni post na twojej tablicy jest sprzed kilku miesięcy? Mimo zaręczyn nie masz zmienionego statusu na „w związku”? O ile przez większość czasu stanowiło to dla mnie ciekawostkę, bądź wywoływało lekceważący uśmiech na twarzy, tak ostatnimi czasu zaczęło mnie to po prostu przerażać. Włączam komputer, sprawdzam pocztę, loguję się na swoje konto i bam!… Z prędkością światła uderza we mnie multum informacji, dotyczących znajomych, obnażających ich coraz bardziej z każdym nowo dodanym postem. Jedni właśnie jedzą śniadanie (udostępniając oczywiście jego zdjęcie przed skonsumowaniem), inni piją kawę ze znajomymi na mieście, wrócili z treningu, bawią się z dziećmi… wymieniać można w nieskończoność. Szokuje mnie taka łatwość i bezpośredniość w dzieleniu się każdą chwilą swego życia, zwłaszcza umieszczając, co drugi dzień zdjęcia swych małoletnich pociech – nie byłabym taka pewna, czy w przyszłości będą one wdzięczne za to swym rodzicielom, zważając na fakt, że to, co raz zostanie wrzucone do Internetu, pozostaje w nim na zawsze. Zastanawia mnie jedno. Czy cała ta moda na „eksponowanie” swojego życia oraz globalizm uczuciowy podyktowana jest, między innymi, chęcią upodobnienia się do celebrytów? Wrzucamy swoje zdjęcia by wirtualny świat mógł je ocenić i dowartościowujemy się, mniej czy bardziej, w zależności od ilości lajków pod naszym postem? Co determinuje ludzi do takich zachowań? Zbyt niska samoocena, chęć „pokazania się”, bądź zwykła ludzka potrzeba wybicia się spośród szarej masy fejsbukowiczów, znajomych bądź też nie. Co determinuje takie postępowanie? Jest jego celowością? Potrzeba zwykłego lansu? Możliwe, lecz co ciekawe, według opinii wielu psychologów taką potrzebę przejawiają w znacznej mierze ludzie wywodzący się z niższych warstw społecznych, którym potem udało się wybić i wieść dostatnie życie. Co więcej, takiego zachowania ciężko jest się wyzbyć i często towarzyszy ono takim ludziom do końca ich życia. „Niebezpiecznie jest wyjawiać wszystkie nasze sekrety” – z takim stwierdzeniem spotkałam się ostatnio oglądając jeden z popularnych seriali. Niby oczywiste, ba - wręcz banalne, 74 /ACTIVmag


jednak dało mi to stwierdzenie do myślenia. Dłużej się nad tym zastanawiając, to czy w dzisiejszym świecie, szczególnie tym wirtualnym, pozostało jakiekolwiek miejsce, wolna przestrzeń na coś takiego jak sekret? Patrząc na wszystkie zdjęcia, posty, statusy można dojść tylko do jednego wniosku – pojęcie tajemnicy umarło, czy wręcz wyginęło. W czasach, gdy większość społeczeństwa przejawia tendencję do informowania o sobie, swego rodzaju denuncjowania siebie samego na forum publicznym, zwyczajnie nie ma miejsca na zwykłą ludzką intymność. I chociażby, dlatego należy rozważyć czy czasem nie lepiej zachować czegoś dla siebie, podzielić się tym z grupką najbliższych znajomych niż obwieszczać nowinę całemu światu. Pozostawmy sobie trochę swobody od „wirtualnej społeczności”. Wydaje mi się, że wyjdzie to każdemu tylko i wyłącznie na lepsze. Ale, ale…Facebook Facebook’iem, Twitter Twitterem a Instagram Instagramem, lecz jak do tego wszystkiego ma się reality show? Przecież programy przyciągające widza możliwością „podglądania” uczestników tego rodzaju show, przedstawienia istnieją już od dobrych kilkudziesięciu lat. Każdy z pewnością rozmyślając o współczesnym ekshibicjoniźmie zapewne wpierw pomyśli właśnie o seriach typu „Big Brother”, „Ukryta kamera”, „Survivor:” („Wyspa Robinson” pol.) czy „Z kamerą wśród Kardashianów”. Programy te, mimo, że przeważnie otwarcie krytykowane, zwłaszcza ludzie biorący w nich udział, cieszą się zazwyczaj bardzo duża popularnością i wysoką oglądalnością. Możemy nimi pogardzać, wyśmiewać jak można tak bardzo obnażać się (w przenośni jak i w dosłownym tego słowa znaczeniu) na oczach tylu milionów telewidzów, jednak, gdy tylko zaczyna się nowy odcinek biegniemy przed ekrany telewizorów. Wspaniale obrazuje to nie tylko łatwość w publicznym, społecznym „odzieraniu się z intymności”, jak i niezwykły popyt na obserwowanie ludzi, podglądnie ich, złudne partycypowanie w ich życiu czy przeżywanych przygodach za pośrednictwem ekranu i wszechobecnych kamer. Abstrahując więc od portali społecznościowych, pozostając wciąż przy problematyce współczesnego ekshibicjonizmu, należy zadać sobie pytanie: czy możemy traktować reality show jako stopień ku degradacji społeczeństwa? Do jednych z najbardziej znanych i rozpoznawalnych reality show należy z pewnością „Big Brother”. Oficjalna wersja głosi, że historia tego typu programów miała swój początek 16 września 1999 roku, czyli w dniu, kiedy wyemitowany został pierwszy odcinek „Wielkiego Brata”. Show zostało stworzone w Holandii w roku 1997, emisja odbyła się jednak dwa lata później. Szczerze powiedziawszy „Big Brother” nie był pierwszym programem polegającym na „podglądaniu” ludzi. Zapewne wielu z nas pamięta jeszcze „Ukrytą kamerę”, gdzie niczego niepodejrzewający mieszkańcy byli filmowani z ukrycia. Komercyjny i finansowy sukces show, polegającego tylko i wyłącznie na obserwowaniu jak uczestnicy zachowują się w sytuacji nieustannej obserwacji, zaowocował w późniejszym okresie „wysypem” różnorodnych programów opierających się na zasadach reality show. Produkcja takich serii jak „Survivor”, „Amazing Race” („Wielki Wyścig” pol.), “The Biggest Loser”, „The Osbournes”, “Z kamerą wśród Kardashianów”, czy ostatniej produkcji rodzimej stacji TVP1 – „Rolnik szuka żony” oraz wielu, wielu innych reality show wyprodukowanych po sukcesie „Big Brother’a” uświadamia jak chętnie ludzie oglądają produkcje tego typu, oraz jak entuzjastycznie inni pozwalają na zamknięcie się w domu pełnym kamer, czy umieszczenie ich w swojej prywatnej posiadłości. Ekshibicjonizm przybiera tu więc o wiele bardziej zdecydowaną i intensywną formę – przejawia się już nie tylko w postaci zdjęć z naszego prywatnego życia na forum publicznym, ale w postaci przyzwolenia na nieustanną jego obserwację. Współczesny przemysł, zajmujący się produkcją reality-show, można śmiało określić mianem „Fabryki paralelnej rzeczywistości”. W ten nierealny, alternatywny świat nie każdy jest w stanie się zagłębić, każdy jednak może go obserwować. Granice tej paralelnej rzeczywistości nieustannie ulegają poszerzaniu, pogłębianiu. Tak jak na początku „gra” polegała głównie ACTIVmag/ 75


na „obserwowaniu” ludzi zamkniętych w jednym mieszkaniu, obecnie kanwa programu może zaprowadzić jego uczestników aż na odległą wyspę. Zastanowić można się nad jednym – dokąd zaprowadzi nas to za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat? W kosmos, na dno oceanu czy do wnętrza ziemi? Zdawać by się mogło, ze z biegiem czasu wszystko staje się możliwe. I tak jak niegdyś trudno było by pomyśleć o reality show rodem z porodówki, tak w dzisiejszych czasach mało co jest w stanie ludzi zaszokować, więc niczego nie można wykluczyć jeśli chodzi o to, jak daleko posunąć się mogą producenci tego typu przedsięwzięć. Pytanie jest tylko jedno: czy warto? Na osobną uwagę zasługują ludzie chcący wystąpić w reality show i godzący się na jego warunki. Pewien człowiek bardzo trafnie scharakteryzował ten typ ludzi - „w reality show biorą udział Ci, którym radość sprawia publiczne upokorzenie”. Przecież każda zdrowa jednostka nie pomyśli o umyślnym wyeksponowaniu całego swojego życia, swojego „ja”, nie wystąpi przeciwko swojemu sumieniu, czy zasadom moralnym tylko i wyłącznie w zamian za nagrodę pieniężną. Wiadomo, pieniądze w życiu się przydają, jednak mimo tego dla większości z nas liczy się intymność naszego życia prywatnego, jest to dla nas swego rodzaju „ukryty”, „tajemny” świat, którego granic nie wolno przekroczyć nikomu, za wyjątkiem naszych bliskich i ukochanych. Mimo tego, znaczna grupa naszego społeczeństwa jest w stanie postawić swoją osobę „na świeczniku”, ku oczywistej uciesze widzów oraz producentów telewizyjnych. Zastanówmy się więc przez chwilę, jakie instynkty jest w stanie wywołać w ludziach reality-show? • Chciwość – W celu zdobycia głównej nagrody, zazwyczaj pieniężnej, uczestnicy programu są w stanie „zagryźć się nawzajem”, byle tylko wygrać. Wygrywa silniejszy, w tym przypadku podlejszy, bardziej chytry, podstępny. Telewizja pokazuje nam jakoby „wszystkie chwyty dozwolone” a cel rzeczywiście uświęca środki. • Zaborczość – Chęć pokonania, „pożarcia” przeciwnika wszelkimi możliwymi sposobami: podłością, oszustwem, plotkami czy intrygami. • Nihilizm – Odrzucenie wszelkich społecznych norm, ideałów, norm moralnych, tradycji kulturowych itd. • Psychologiczny masochizm – Gotowość na publiczne „zmieszanie z błotem” i czerpanie z tego przyjemności. Ponieważ długotrwałe przebywanie w zamknięciu, bądź pod stałym „ostrzałem” kamer nie może pozostać bez wpływu na ludzką psychikę, biorąc pod uwagę wyżej przedstawione typy zachowań, jakie mogą wystąpić u uczestników programów reality-show, naturalnym wydaje się istnienie swego rodzaju „ofiar” produkcji tego rodzaju. Przykładowo, jedną z uczestniczek angielskiej edycji „Wyspy Robinson” („Survivor” ang.) Lisę Evans, nauczycielkę, zwolniono z pracy po zakończeniu emisji programu, gdyż rodzice jednogłośnie zdecydowali, że nie mogą powierzyć nauki i wychowania swoich dzieci komuś, kto chodził półnagi na oczach całego kraju. Znane są jednak przypadki, gdzie osoby biorące udział w reality-show, jak siedemnastoletnia angielka Karina Stevenson, popełniły samobójstwo na skutek nagonki po emisji programu, bądź nawet przed jego wyemitowaniem w telewizji. K.Stevenson brała udział w australijskim programie „Colony”. Fabułą produkcji było wysłanie jej uczestników do Australii, by tam mogli doświadczyć przeżyć więźniów skazanych na zesłanie i wysłanych do Australii 200 lat temu. Uczestnicy programu, w tym Karina wraz ze swoją rodziną, doświadczyli głodu, chorób, surowych warunków klimatycznych oraz uczucia głębokiej tęsknoty za domem, ojczyzną. Po zakończeniu zdjęć do programu i powrocie do domu, dziewczyna popełniła samobójstwo. Powinniśmy również zdawać sobie sprawę z tego, że produkcje typu 76 /ACTIVmag


reality-show to przede wszystkim papka dla mas, która ma zapewnić poszczególnym stacjom wysoką oglądalność. Podstawą reality, jest w głównej mierze pozyskanie jak największej ilości telewidzów w najlepszym czasie antenowym ( prime time czy peak time ang.). Skutkuje to zwykle programami niskiej jakości, czy kolokwialnie mówiąc - niskich lotów, odwołującymi się do raczej niskich ludzkich emocji, gdyż w tym czasie antenowym program trafia do największego, i zarazem najbardziej zróżnicowanego, grona odbiorców – produkcje muszą być więc uniwersalne i być w stanie przyciągnąć przed ekran telewizora zarówno zmęczonego po pracy biznesmena, jak i gospodynię domową wychowującą dzieci. Zostały one, programy reality, uprzednio dokładnie opracowane i wykalkulowane, nastawione na jak największą liczbę widzów. W tym wypadku, my - jako odbiorcy tych produkcji, jawimy się jako zwykłe marionetki w rękach wielkich producentów. Jesteśmy wynikiem w kalkulatorze, obliczającym prawdopodobieństwo sukcesu nowego „telewizyjnego hitu”. Podsumowując, mimo, że to co dzieje się we współczesnym świecie, za sprawą mediów i portali internetowych, potrafi wprawić w osłupienie, a poziom i stopień jaki osiągnął ekshibicjonizm wśród, w szczególności młodych internautów, jest zatrważający – trzeba pamiętać, że wirtualne środki komunikacji potrafią być wspaniałą alternatywą dla tych tradycyjnych oraz pomagać utrzymywać czy pielęgnować stosunki w świecie rzeczywistym. Pamiętajmy, że wszystko jest dla ludzi, tylko w odpowiedniej dawce oraz przy właściwym użyciu. Co zaś tyczy się reality-show, na koniec, chciałabym powiedzieć tylko, że jako istoty myślące nauczmy się oddzielać chłam, którym jesteśmy „atakowani” i który płynie nieprzerwanym potokiem z ekranów naszych telewizorów, gazet i magazynów, od produkcji wartościowych. Jednostka analizująca informację, którą otrzymuje nigdy nie stanie się posłuszną marionetką w rękach wielkich korporacji telewizyjnych i umiejętnych manipulatorów. Co więcej, osoba taka nigdy nie stanie się „owocem” zapotrzebowania, które ogranicza się do kanapy, piwa i telewizora. Przede wszystkim – pozostawajmy ludźmi!

ACTIVmag/ 77


PHOTO 78 /ACTIVmag


SEBASTIAN MAMAJ interview

ACTIVmag/ 79


80 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 81


82 /ACTIVmag


W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią? Wszystko zaczęło się jak byłem jeszcze w liceum. Znajomy który w owym czasie mieszkał w NYC uprawiał tam fotografię uliczną i bardzo mnie to zafascynowało, co w pewnym momencie mojej fotograficznej drogi doprowadziło mnie do big apple. W tamtym czasie podczas wyjazdu do Austrii poczyniłem dwie rolki filmu i uznałem, że jak coś wyjdzie to będę kontynuował. To nie były czasy, gdy miałem od razu podgląd, tylko zdjęcia trzeba było wywołać, więc istniało duże ryzyko, że nic nie wyjdzie. Wyszło… więc kontynuowałem. Myślisz, że potrafiłbyś opisać swój styl? Moja fotografia ewoluowała przez ostatnie lata. Na początku lubiłem przepych, ale z czasem zakochałem się w prostocie i w tym momencie swobodniej czuję się w zdjęciach na których „nic się nie dzieje”. Jaki fotograf miał największy wpływ na Twoją twórczość? Zawsze lubiłem fotografie mistrzów takich jak Henri Catier Bresson, Jeanloup Sieff, Avedon czy Helmut Newton, ale czy mieli wyraźny wpływ na to, co robię tego nie byłbym taki pewien. Szukam swojej drogi, dlatego warto patrzeć na innych, ale powinniśmy starać się tego nie powtarzać. Planujesz dogłębnie sesje, czy są one bardziej spontaniczne? To zależy, praca z klientem wiąże się z tym, że nie zawsze efekt który wydaje się nam właściwy również klient podziela, wtedy trzeba iść na pewne ustępstwa. W przypadku swoich autorskich sesji 70% rzeczy jest zaplanowanych, reszta wychodzi na planie. Skąd bierzesz pomysły i jakie ujęcia lubisz najbardziej? Pomysły można znaleźć wszędzie, ale jakoś to wszystko jest kwestią chwili. Czuję co chcę zrobić i robię. Kiedyś przeglądałem wszelkie Vogue, Numero i inne tego typu magazyny. Teraz po prostu wszystko przychodzi podczas porannych biegów. Preferujesz sesje studyjne, czy plenerowe? Czuję się swobodnie w studiu, ale nie mówię, że w przyszłości nie będę pracował więcej w plenerze. Podczas sesji skupiasz się na konkretnym celu a może efekt końcowy zawsze jest odwrotnością tego, co chciałeś osiągnąć? Raczej trzymam się planu i efekt odwrotny z reguły oznaczałby katastrofę. Jaki jest Twój ulubiony temat do fotografowania? Lubię modę, ale ostatnio myślałem o sesjach sportowych, zobaczymy co z tego wyjdzie. Co lubisz najbardziej? Biegać długie dystanse, chciałbym odnosić sukcesy w skyrunningu, ciekawy jest triathlon. Co do fotograficzno-pochodnych rzeczy, staram się regularnie czytać, fascynuje mnie architektura oraz sztuka, ale ponad wszystko lubię prostotę.

ACTIVmag/ 83


84 /ACTIVmag


Czego nie znosisz? Zakochanych w sobie egocentryków, ludzi z klapkami na oczach i nadzwyczaj tolerancyjnych osób, które w swojej tolerancji zatracili własne zdanie. Co Ciebie inspiruje? Wiele rzeczy, generalnie lubię przyjmować nowe informacje, ale staram się ostatnio ograniczać to jak najbardziej, bo wiem że 80% informacji, które do nas docierają to papka, która śmieci nam w głowie. Jeśli mógłbyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? Fabian Cancellara pięć minut po ukończeniu Paris-Roubaix, zmęczenie po tym wyścigu na pewno dałoby efekt bardzo pięknej fotografii. Eva Green z kobiet. Co myślisz sam o sobie, jako fotografie? Nie myślę i staram się nie oceniać. Kiedyś wpadłem w pułapkę, że chcę być najlepszy, ale z czasem w takiej dziedzinie jak fotografia nie da się być najlepszym, gdyż jest to bardzo subiektywna dziedzina. Trzeba robić swoje, starać się odizolować umysł od ocen opinii, wyciszyć. Znaleźć swój świat, w którym czujemy się szczęśliwi i nie konkurować z armią innych fotografów i starać się ich nie oceniać. Masz swoje ulubione zdjęcie? Wiele portretów Petera Lindbergha a także twórczość Bressona, ale żeby podać jedno konkretne, to chyba się nie da. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcia, kto by to był? Lindbergh. Jaka muzyka Ciebie inspiruje? Czyżby Charlie Parker? Ostatnio najswobodniej czuję się w objęciach jazzu i muzyki poważnej. Charlie Parker, Sonny Rollins, Miles Davis czy Itzhak Perlman. Jakie masz plany na życie oprócz fotografii? Pewnie od fotografa oczekuje się wystaw okładki Vogue, ale ja raczej podchodzę do tych spraw z gigantycznym dystansem i nie mam zamiaru wpaść w wir kręcący się wokół, tzw. prestiżu który łechcze ego. Ja chciałbym po prostu dobrze wykonywać swoją prace i być w tym coraz lepszy. Najchętniej mała chatka w górach, bieganie z moim psem ( a w przyszłości watahą psów). Pokonać trasę Western States 100 oraz Ultra Trail Du Mont Blanc. Ironman triathlon, Norseman triathlon, własny ogródek, cisza, spokój taka moja samotnia najlepiej w okolicy Mont Blanc. Zbliżamy się do ostatniego pytania, czy masz ulubioną sentencję, która prowadzi Ciebie przez życie? „Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób.” - Oscar Wilde oraz „Bogactwo człowieka proporcjonalne jest do liczby rzeczy, z których potrafi zrezygnować.” - Henry David Thoreau. Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów. Również dziękuję !

Rozmawiała: Ewelina Braca

ACTIVmag/ 85


ANDRZEJ KOTYSZ interview

86 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 87


New York City

The City That Never Sleeps Rozmawiała: Ewelina Braca Wielu ludzi pragnie dotrzeć do kulturowej stolicy świata, jakie były Twoje pierwsze odczucia po wylądowaniu, albo kiedy po raz pierwszy zachwyciłeś się architekturą Nowego Jorku? Moje pierwsze odczucia nie były najlepsze. Ameryka jest bardzo złym krajem i nie mówię teraz o ludziach a o systemie. Amerykanie a zwłaszcza czarnoskórzy ludzie są bardzo nieprzyjemni i traktują białych przyjezdnych jak śmieci, które przyleciały z Europy. Może ciężko będzie w to uwierzyć, jednak takie było moje pierwsze wrażenie. Drugie wrażenie było podobne do pierwszego i to właśnie podczas drugiego pobytu w Ameryce Północnej zwiedziłem Nowy Jork. Tak to prawda, Nowy Jork to kulturowa stolica świata - to tak jakby zamknąć cały świat w jednym mieście. Ma to wiele zalet. Bardzo podoba mi się to, że będąc w jednym mieście możemy zasmakować kuchni z całego świata i jest to zawsze prawdziwa kuchnia danego rejonu świata, super świeża, w dużej ilości bardzo szybko przyrządzana i tania. Jeśli chodzi o kuchnię, to nigdzie nie jadłem tak dobrego jedzenia jak w Nowym Jorku. Każda dzielnica w NYC to inny świat. Każda stacja metra reprezentowała jakby inny kraj. Brazylia, Izrael, Chiny... Mój zachwyt także spowodowany był architekturą, nie skłamałbym mówiąc, że byłem zachwycony jak małe dziecko. Nie da się ukryć, NYC znany jest na całym świecie ze swojej architektury. Większość produkcji filmowych z USA kręconych jest w NY i przede wszystkim nie należy zapominać, że NY jest finansową stolicą świata. Odczuwałeś zmęczenie po dosyć długim locie, czy pomimo zmęczenia od razu przystąpiłeś do zwiedzenia? Zmęczenie odczuwałem częściowo. Jak dla mnie przelot nie był zbytnio męczącym przeżyciem. Z Londynu leci się ok 8,5 h a zwiedzanie rozpocząłem następnego dnia, ponieważ w nocy dolecieliśmy na lotnisko JFK w NY i stamtąd od razu udaliśmy się do dzielnicy Harlem. Wbrew temu, co się pisze, Harlem słynie z tego, że jest bardzo niebezpieczny, chociaż teraz sytuacja już się uspokoiła. Nie jest tam źle a ceny są dużo tańsze, np. jeżeli patrzymy na ceny hoteli i zawsze jest to Manhattan... Jakie było pierwsze miejsce, do którego się wybrałeś? Dobre pytanie! Daj mi chwilę, żebym mógł sobie przypomnieć... Pierwszym miejscem, do którego pojechałem był Times Square. Umówiliśmy się tam ze znajomą, która mieszka w Nowym Jorku. Muszę przyznać, że naprawdę mi się spodobało to miejsce - to takie serce Nowego Jorku. Jest tam niesamowicie kolorowo a co najważniejsze, jest stamtąd blisko do różnych ciekawych miejsc typu Central Park, Rockefeller Center Union Square... W zasadzie cały Manhattan jest bardzo dobrze 88 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 89


90 /ACTIVmag


skomunikowany. Metro to drugi podziemny Nowy Jork. Każdy człowiek jest inny, możemy się zetknąć ze wszystkimi rasami świata. Takich oryginałów jak w NY, nie widziałem nigdzie indziej na świecie. Co Ciebie zachwyciło najbardziej i czego się nie spodziewałeś? Najbardziej zachwyciła mnie architektura miasta. Wielkie drapacze chmur z każdej strony Manhattanu, a to wszystko pięknie skomunikowane z ulicami i metrem. Można powiedzieć, że jest to pewna forma cudu architektonicznego, który naprawdę warto zobaczyć, a w szczególności takie budynki jak Empire State Building, czy Rockefeller Center – oczywiście, widok z tych drapaczy chmur na cały Nowy Jork. Myślę, że mimo wszystko najbardziej zachwyciła mnie różnorodność kulinarna a bezapelacyjnie zaskoczyła mnie najbardziej różnorodność ludzi, ta swoboda ubioru. Wyobraź sobie, że widok człowieka wsiadającego do metra w samym szlafroku nie budził zainteresowania! New York jest kolebką wielu kultur, a biorąc pod uwagę, co powiedziałeś przed chwilą, to nie czułeś się tam zbytnio zauważony... W Nowym Jorku jest ok 10 mln ludzi ze wszystkich stron świata, jak wiesz jest to jedna z największych światowych metropolii, więc aby zostać tam zauważonym w tłumie, to jednak trzeba być gwiazdą filmową albo muzyczną. W przeciwnym razie, zwykły szary człowiek nie ma możliwości być zauważonym. Każdy wtapia się po prostu w tłum. Był to wyjazd zorganizowany z biurem podróży, czy zdecydowałeś się na wycieczkę na własną rękę? Wyjazd o tyle zorganizowany, że jak zawsze sam sobie wszystko organizowałem. Podstawą jest tani przelot i rzeczywiście udało mi się kupić bilet w przystępnej dla mnie cenie na portalu flipo.pl. Przelot z Londynu do New York City oraz w drugą stronę kosztowały mnie 900,00 zł. Jak wspominasz ten wyjazd? Rozpatrujesz powrót? Moje wspomnienia są różne z uwagi na to, że po tej wycieczce skończył się pewien etap w moim życiu. Jednakże, pomijając ten fakt, Nowy Jork zawsze będzie kojarzyć mi się z ciekawymi ludźmi, pyszną kuchnią no i oczywiście jest miastem, które nigdy nie zasypia i skupia w sobie cały świat. Oczywiście NY ma też ciemną stronę. Jest kolebką światowej finansjery a jak wiemy z pewnej wspaniałej księgi, której autorem jest Bóg, że korzeniem wszelkiego zła jest miłość do pieniędzy. Gdybym miał możliwość ponownego odwiedzenia NY to nie wykluczone, że wróciłbym tam, chociaż... Wychodzę z założenia, że świat jest za duży na powracanie do tych samych miejsc a życie na ziemi jest wiekowo ograniczone, więc należałoby poznawać nowe miejsca. Dziękuję Tobie za poświęcony czas i życzę Tobie, aby udało Ci się dotrzeć do miejsc, które chciałabyś zobaczyć na własne oczy! Dziękuję, że ponownie mogłem podzielić się swoim światem z czytelnikami AVmag. Zapraszam wszystkich do odwiedzenia galerii na stronie www.fotopasjonat.com. Znajdziecie tam zdjęcia nie tylko z wyprawy do New York City...

ACTIVmag/ 91


92 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 93


94 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 95


96 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 97


98 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 99


100/ACTIVmag


ACTIVmag/ 101


102/ACTIVmag


ACTIVmag/ 103


104/ACTIVmag


ACTIVmag/ 105


106/ACTIVmag


ACTIVmag/ 107


108/ACTIVmag


ACTIVmag/ 109


110/ACTIVmag

AVmag no 3  

ACTIVmag otacza swoim ramieniem dziedziny takie jak Design, Lifestyle, Kulturę, Felieton, Photo - dostarczając przy tym ciekawych materiałów...

AVmag no 3  

ACTIVmag otacza swoim ramieniem dziedziny takie jak Design, Lifestyle, Kulturę, Felieton, Photo - dostarczając przy tym ciekawych materiałów...

Advertisement