Page 1

ISSUE NO

5

ROH’AN ROMAN MARCHEWKA

DEMOKRATYZACJA MODY TO MOJE HASŁO PRZEWODNIE

JUSTYNA Ł. BIEŃ odkrywa to co unikalne ANDRZEJ KOTYSZ fotograf, podróżnik, człowiek z charakterem TOMASZ ROGALEWSKI o swojej wędrówce po Nepalu MARIA KA ekspresyjna wokalistka, kompozytorka, tekściarka i pianistka / ZBIGNIEW PIOTR PIOTROWSKI fotograf inscenizacyjny PEDRO MAXIMO twórca surrealistycznych obrazów

ACTIVmag/ 1


2 /ACTIVmag


Spis Treści DESIGN

Retro Sports Furniture.....................................6 Art Warehouse In Boeotia...............................8 Nike Mercurial Superfly..................................10 Emporia Shopping Centre.............................12 Outdoor Spa At Palais Thermal...................14 Concrete Canvas Shelter................................16

LIFESTYLE

ROMAN MARCHEWKA interview...............20 ANDRZEJ KOTYSZ interview.........................28 TOMASZ ROGALEWSKI interview..............42

KULTURA

MARIA KA interview.........................................54 WYPRAWA DO GALERII SZTUKI POLSKIEJ XIX WIEKU W SUKIENNICACH..................64 PEDRO MAXIMO interview.........................68 VIXEN...................................................................76

FELIETON

Karl Lagerfeld i jego ponadczasowe projekty dla domu mody CHANEL.......78

PHOTO

ZBIGNIEW PIOTROWSKI interview.............80 RAFAŁ KALABIŃSKI interview.......................90 JUSTYNA Ł. BIEŃ interview..........................98 URSZULA ŁYSIONEK interview..................104

Redaktor naczelna EWELINA BRACA ewelina.infoavmag@gmail.com Reklama MARCIN KURZAWA marcin.infoavmag@gmail.com Skład EWELINA BRACA Tłumaczenie VIOLETTA MIŁOSEK Tłumaczenie GRZEGORZ WICZYŃSKI Zdjęcie okładkowe MONIKA JAKIMIUK Zdjęcie w Editor’s letter MAREK STAN Autorzy Design Ewelina Braca Piotr Krzesiński Lifestyle Ewelina Braca Kultura Ewelina Braca Marek Nowak Tomasz Wykurz Kajetan Balcer Felieton Ewelina Braca Photo Ewelina Braca

ACTIVmag/ 3


EDITOR’S LETTER

EDITOR’S LETTER

Jeśli nie dziś, to kiedy? Jest to jedno z trudniejszych pytań. Większość z nas jest tak zabiegana, zaabsorbowana wszystkimi innymi sprawami życia codziennego, że na własnej drodze nie potrafimy zauważyć samego siebie. Nie potrafimy zauważyć człowieka, który już od tak dawna woła o pomoc, o chwilę odetchnienia, spokoju. Jest to wołanie biednego, sfrustrowanego bytu od uwolnienia się od tego całego otaczającego nas chaosu, gwaru i mnóstwa niepotrzebnych sytuacji, spraw, rozmów, czy też znajomości. Myślę, że każdy w swoim życiu trafi na taki moment, który sprawi, że przed oczami stanie całe nasze dotychczasowe życie. Uświadomimy sobie ile pięknych rzeczy zdecydowaliśmy się ominąć, zostawić w tyle, by podążać drogą prowadzącą nas do samodestrukcji. Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeżeli my sami nie zadbamy o siebie pomimo, że innym może się to bardzo nie podobać, to nie powinniśmy takich ludzi brać pod uwagę w całym naszym procesie porządkowania i układania życia na nowo, gdyż Ci ludzie nie patrzą nawet przez chwilę na nasze dobro, a jedynie na swoje własne korzyści i interesy. Obyśmy potrafili zmienić swoje życie, zanim nie będzie za późno, a przede wszystkim abyśmy potrafili dokonywać słusznych decyzji, co należy zostawić przy sobie a czego definitywnie powinniśmy się pozbyć ze swojego życia. Przesyłam moc uścisków!

Ewelina Braca Redaktor Naczelna


DESIGN

RETRO SPORTS FURNITURE

CarRem to para wózków zaprojekowana specjalnie do przechowywania jedzenia, napojów i przypraw. Wraz ze stołkiem TamboRem, należy do kolekcji mebli Retro Sports Furniture. Zamysłem wózka jest umożliwienie gościom restauracji wybieranie spośród ziół w ich najświeższej formie. Całość wykonana jest z antycznych wioseł wioślarskich, które zapewniają stabilność całej konstrukcji. photos: andreucarulla.com

6 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 7


ART WAREHOUSE IN BOEOTIA BY A31 ARCHITECTURE

Artystyczny magazyn znajdujący się w Beocji (Grecja) został zaprojektowany przez grupę architektoniczną A31. Magazyn stanowi nowoczesną strukturę monolityczną. Jego prostopadły plan dzieli się na trzy strefy: od strony południowej znajduje się wspornik z balkonem oraz wejściem. Kolejną strefą jest przestrzeń robocza połączona schodami z trzecią strefą, czyli poddaszem, które służy jako przechowalnia. photos: dezeen.com

8 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 9


NIKE

10 /ACTIVmag

MERC


CURIAL

SUPERFLY

W ostatnich dniach września Cristiano Ronaldo zdobył 500 oraz 501 bramkę w swojej karierze. To kolejny rekord CR7. Celebrując to osiągnięcie oraz oczekując na 324 gola w barwach Królewskich, Nike przygotowało dwie specjalne edycje butów Portugalczyka: Mercurial Superfly CR7. Pierwsza z nich nosi nazwę QUINHENTOS, co w języku portugalskim oznacza właśnie liczbę pięćset. Buty inspirowane są kolorystyką jednego z ulubionych modeli Cristiano Ronaldo – Mercurial Vapor 3. Ponadto, wyróżnia je umieszczenie w rejonie zapiętka logotypu CR7, znajdującego się wokół charakterystycznego wrzosowego deseniu.

photos: news.nike.com

Drugi z modeli zyskał przydomek 324K Gold. Ta odsłona również nawiązuje do kolorystyki Mercurial Vapor 3 i będzie dostępna wyłącznie poprzez aplikację Nike Football od stycznia 2016 r. ACTIVmag/ 11


EMPORIA SHOPPING CENTRE

Centrum handlowe Emporia zaprojektowane zostało przez Wingardhs’a. Znajduje się w mieście Malmo, Szwecja. Jest to pierwsza realizacja szwedzkiego architekta będącego zwycięzcą konkursu na zagospodarowanie przestrzeni mieszkalno-biurowej. Po zakończeniu prac budowlanych, „bursztynowe wejście” będzie jedyną przestrzenią budynku widoczną z zewnątrz. photos: dezeen.com

12 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 13


OUTDOOR SPA AT PALAIS THERMAL

Zaprojektowany przez Kauffmann Theilig & Partner, Palais Thermal jest plenerowym spa położonym w „Czarnym Lesie” w Niemczech. Spa składa się z trzech poziomów: na pierwszym znajdują się toalety, prysznice, czy bar, a na drugim oszklona sauna, zaś na trzecim basen termalny na świeżym powietrzu z widokiem na miasto. photos: knstrct.com

14 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 15


CONCRETE CANVAS SHELTER

Brytyjska firma, Concrete Canvas, wypuściła na rynek nowy produkt pochodzący z ich linii przydatnych produktów. Concrete Canvas Shelter to rodzaj schronienia używający hybrydy cementu i materiału, który podczas kontaktu z wodą można ukształtować według dowolnych potrzeb zanim ulegnie stwardnieniu. photos: coolhunting.com

16 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 17


18 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 19


LIFESTYLE

ROMAN MARCHEWKA

ROZMAWIAŁA

Ewelina Braca

20 /ACTIVmag


Demokratyzacja mody to moje hasło przewodnie

Zdjęcie: Monika Jakimiuk MONIEZJA Model: Asger / Joy Models Milano Projektant: Roh’an ACTIVmag/ 21


Patrząc na Twoje prace od razu rzuca się w oczy fakt, że tworzysz projekty dla osób pragnących podkreślić swoją indywidualność. Skąd czerpiesz inspiracje? Z życia - każdego jego aspektu. Każdego sezonu projektanci mody dyktują nowe trendy. Co sądzisz o tym zjawisku? Widzę, że nie trzymasz się sztywno tych tendencji. Dyktują nowe trendy, jednakże ja dyktuje tylko swoje spojrzenie na modę i trzymam się tylko tego trendu . Zanim stworzysz ubranie, to tworzysz uprzednio jego szkic, czy wszystko dzieje się spontanicznie? Nie lubię zaczynać od szkicu, szkic a późniejszy efekt uszycia może nie zawsze satysfakcjonować. Mówi się, że spódnica jest kobiecą częścią garderoby. W stolicy mody, wielu mężczyzn wyraża chęć noszenia spódnicy i nie chodzi tu o to, aby wyróżniać się z tłumu, tylko ze względu na komfort. Czyżby inspiracją były szkockie spódnice? Od 9 lat mieszkam w Wielkiej Brytanii i można by było się zastanawiać o wpływ szkockiej spódnicy w moich męskich projektach, ale raczej jest to tylko chęć do złamania mitu ze spódnicą, że jest ona damską częścią garderoby. Demokratyzacja mody to moje hasło przewodnie. W Twoich pracach widnieje srebrna, długa suknia opływająca ciało. 22 /ACTIVmag


Muszę przyznać, że trafia w moje gusta. Jak wyglądał proces powstawania tego minimalistycznego projektu? Przede wszystkim znalezienie materiału, który zainspiruje swoją gramaturą, kolorem, czasem wzorem do stworzenia danego projektu. Czujesz się lepiej w modzie damskiej, czy męskiej? W modzie męskiej pokazuję co sam noszę, natomiast w damskiej, w czym chciałbym widzieć kobietę. Projektowanie jest znacznie łatwiejsze dla kobiet, mężczyźni nie lubią, boją się wychylać poza klasyczny schemat. Jak opisałbyś swoje krawiectwo? Ja widzę wyrafinowaną prostotę, czystość linii owianą pewną ekstrawagancją... Projekty cechują surowe, nowoczesne formy, warstwy które pobudzają wyobraźnie . Czy masz swojego ulubionego projektanta, który Ciebie inspiruje? Kilku, każdego podziwiam za coś innego. Armaniego za stworzenie niezależnego imperium. McQueena za kolekcję fall/winter 09/10, którą uważam za najlepszą jaką widziałem. Lagerfelda za wszystko (uśmiech).

Projektant: Roman Marchewka Model: Anna Orman/ NEW AGE MODELS Zdjęcie: Magdebursky photography Makijaż: Joanna Jakubczyk

Co Ciebie skłoniło do tego, aby zostać projektantem? Potrzeba ubierania się w to co mam w swojej głowie, a nie w to co dostępne jest na sklepowych półkach.

fot. ACTIVmag/ Maciej Kwaśniak 23


24 /ACTIVmag

Zdjęcia: Magdebursky photography Projektant: Roh’an Makijaż: Joanna Jakubczyk Model: Anna Orman/ NEW AGE MODELS


ALEX

by Marta Zbieroล„ style Anna Helena Rรณzga ACTIVmag/ 25


Model: Piotr Haie Zdjęcia: Magdebursky photography Projektant: Roh’an 26 /ACTIVmag


Jak długo trwa proces powstawania jednego stroju? Godzina przed wyjściem (uśmiech). Czy masz swój ulubiony projekt? Koszula to modowe MUST HAVE oraz spódnico-spodnie. Jakie jest Twoje największe marzenie związane z projektowaniem? Wypracować modową markę. W jakim kierunku zmierzasz ze swoim projektowaniem? Mam nadzieję, że w dobrym! Zmniejszyć ilość modowych klonów. Przeglądając Twoje portfolio, widać że modelki i modele idealnie odnajdują się w Twoich projektach. Jak podchodzisz do fotografii, które prezentują Twoją twórczość? Zależy mi, aby modele a przede wszystkim odbiorcy odnajdywali się w mojej wizji i spojrzeniu na modę. Karl Lagerfeld powiedział, że moda jest jak muzyka, jest tyle nut do wyboru, a każdy może stworzyć własną melodię. Nie trudno jest się zgodzić z tymi słowami. Pokłady inspiracji nie zostały jeszcze wyczerpane, a największym przyjacielem bez wątpienia jest wyobraźnia. Jak byś się odniósł do tych słów? Nie trudno się nie zgodzić z człowiekiem, który w wieku ponad 80 lat nie zwalnia tępa i kieruje trzema markami modowymi. Inspiracje są na każdym kroku, najważniejsze to odnaleźć swój kierunek, którym trzeba twardo przeć do przodu. ACTIVmag/ 27


SEYCHELL by

ANDRZEJ KOT ROZMAWIAŁA

28 /ACTIVmag

Ewe


LES

TYSZ

elina Braca

ACTIVmag/ 29


Dla niektórych miejsce, o którym zaraz zaczniemy rozmawiać jest bez apelacyjnie rajem na ziemi. Znajduje się tam najpiękniejsza przyroda jaką człowiek może sobie wyobrazić. Plaże wprawiają człowieka w osłupienie. Skąd pomysł, aby wybrać się na Seszele? Cała przygoda z Seszelami zaczęła się już dawno – jakieś 22 lat temu, gdy zobaczyłem zdjęcia rajskich plaż. Byłem bardzo ciekawy, gdzie jest taki raj na ziemi i tak w mojej pamięci pozostał obraz Seszeli. 20 lat temu był to dla mnie niedostępny raj i można było o tym tylko pomarzyć. Byłem nastolatkiem bardzo ciekawym świata a ceny biletów lotniczych w tamtych czasach to był majątek. Jak się tam dostać? Na szczęście w dobie obecnej globalizacji i rozwoju przemysłu lotniczego, można aktualnie dolecieć na Seszele za 1400 zł w obie strony liniami lotniczymi Kenya Airways przez Nairobi lub Emirates przez Abu Dabi lub Dubaj. Lecąc przez Afrykę tranzytem, należy mieć obowiązkowo szczepienie na żółtą Febrę, ponieważ Seszelczycy nie wpuszczają osób, które przylatują z Afryki. Inaczej jest, jeżeli leci się z Dubaju, wówczas szczepienie nie jest potrzebne. Dodatkowo lecąc przez Nairobi, na kolejne połączenie na Mahe czeka się 15 godzin, dlatego warto wykupić wizę tranzytową za 20 USD na stronie ecitizen.go.ke. Cała procedura wizy trwa 10 minut. Od razu po wpłacie elektronicznie się ją otrzymuje. Po jej wykupieniu można przenocować w pobliskim hotelu i blisko lotniska w Nairobi. 30 /ACTIVmag


W którym miejscu się zatrzymałeś, jakie były Twoje wrażenia? Zatrzymałem się na trzech wyspach – Mahe to największa wyspa Seszeli. Na Mahe warto zatrzymać się na kilka dni. Obowiązkowo należy zwiedzić plaże Anse Blue Valon, targi rybne przy Anse Royal, gdzie można zobaczyć wiele gatunków ryb we wszystkich kolorach jakie można sobie wyobrazić, w tym rekiny, ośmiornice, miejscowe życie Kreoli, Rastafarianów którzy leniwie zalegują ulice przy rytmie Raegge. Z Mahe popłynęliśmy na La Digue. To najpiękniejsza wyspa Seszeli, która słynie z najpiękniejszych plaż na ziemi. Jednym słowem jest to utracony ziemski Eden. Jest tam cała masa pozostałości po globalnym potopie, m.in. olbrzymie formacje skalne wypłukane przez wodę, co dowodzi, że kiedyś znajdowały się pod wodą oraz wystające pokłady węgla, który wytworzył się zaraz po potopie. Soczysty zielony raj z turkusowymi lagunami, białym piaskiem, mnóstwem kwiatów, gdzie występuje najwięcej rzadkich gatunków ptaków, których upierzenie przypomina wszystkie kolory tęczy. Muszę przyznać, że takich plaż nie widziałem nigdzie na ziemi a troszkę już zwiedziłem i mam pewne porównanie. Te plaże to rajska idylla. To raj położony prawie na środku Oceanu Indyjskiego zaledwie kilka stopni na południe od równika. Jedyne w swoim rodzaju połączenie bieli piasku, lazuru, krystalicznej turkusowej wody, soczystej zieleni. To właśnie rajski La Digue. Idealne miejsce dla zakochanych par, gdzie można odpocząć od zgiełku cywilizacji, odpocząć od zatłoczonych miejsc i plaż. ACTIVmag/ 31


Plaże Seszelskie są praktycznie puste. Bywają takie plaże, na których w ogóle nie ma ludzi i można się poczuć jak główny boheter filmu Casta Way. Kolejną rajską destynacją zaraz po La Digue, to wyspa Praslin. Płynie się na nią z La Digue jakieś 15 minut za pomocą Inter Ferry Island, firmy Cat Cocos. Niestety, mają monopol na poruszanie się między wyspami dla turystów. Praslin niewątpliwie słynie ze swoich owoców. Występuje tam orzech kokosowy Coco De Mer o wielkości kilku zwykłych orzechów kokosowych, który waży 35 kg. W naturalnej postaci występuje on jedynie na Praslin. Oznacza to, że nie znajdziemy go już nigdzie indziej na świecie. Jest to najdroższy owoc świata, za sztukę należy zapłacić, około 200 USD. Rośnie on w dżungli w Parku Vale De Mai na olbrzymich palmach kokosowych – gdzie klimatem brakuje jedynie dinozaurów. Miejsce przypomina Jurrasic Park. Piękna, endemiczna, soczysta, zielona dżungla. Prawie całkowicie zakrywa przed promieniami słonecznymi, a majestatyczne wodospady dają ukojenie przed temperaturą i słońcem. Niestety, kąpiel w wodospadach jest zabroniona. Podsumowując, najlepiej zatrzymać się na 7 dni w La Digue, 7 Dni w Praslin i kilka dni na Mahe. Dopiero wtedy można dokładnie zwiedzić te dwie wyspy i zobaczyć najciekawsze zakątki Mahe. Czy mógłbyś powiedzieć coś na temat historii tych wysp ? Przez wiele lat wyspy te były całkowicie oddzielone od świata i bezludne. Grasowały tam olbrzymie żółwie, miliony ptaków. Najprawdopodobniej pierwszymi 32 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 33


34 /ACTIVmag


ludźmi, którzy odkryli te wyspy byli arabscy kupcy w VII w n.e. W 1502 r. Vasco da Gama podczas swojej drugiej wyprawy do Indii odkrył raj na Ziemi, archipelag 115 wysp oddalonych o kilka stopni od równika, które zostały nazwane „Siedem Sióstr”. W 1609 r. podczas wyprawy brytyjskiego statku East India Company załoga po odkryciu tych wysp zanotowała brak śladów ludzkich. Określili to miejsce jako zaginiony ziemski raj, pełen różnych gatunków palm kokosowych, niesamowitych ptaków, żółwi, i wszelkich możliwych ryb jakie można sobie tylko wyobrazić. Po tej wyprawie Seszele pozostawały nadal bezludne przez następne 200 lat. Niestety, stały się idealną kryjówką dla piratów wypędzonych z Indii. Dzięki temu na Seszelach do dziś ukryty jest piracki skarb. Legenda o piracie Olivier Le Vasseur (znany jako Myszołów) mówi, że ukrył on na Seszelach skarb o olbrzymiej wartości, który zrabował ze statku Vierge du Cap, którym podróżował portugalski wicekról Goa Conde de Ericeria. Statek wiózł sztaby srebra, złota, perły, złote monety oraz wiele innych historycznych przedmiotów o olbrzymiej wartości. Do dziś poszukiwacze skarbu szukają legendarnego skarbu La Buse. Miałeś przygotowany odgórnie plan wycieczki, czy Twoja wędrówka po tym miejscu wynikała spontanicznie? Plan jak zawsze miałem przygotowany. Kupuję bilety lotnicze z dużym wyprzedzeniem, dzięki temu kupuje je po bardzo atrakcyjnej cenie, co zawsze stanowi pierwszy punkt programu. Po zakupieniu biletów zaczynam planowanie. ACTIVmag/ 35


Uważam, że zawsze należy przeczytać, co do zaoferowania ma dany kierunek. Wiedząc ile będę miał czasu, wybieram dla siebie te najciekawsze obiekty do zwiedzenia. Jeżeli chodzi o Seszele to wybrałem trzy wyspy Mahe, ale głównie skupiłem się na wyżej opisanych, tj. Praslin i La Digue. Natomiast spontaniczna była decyzja samego zakupu biletów. Może jest to śmieszna historia, ale pewnego dnia wracając do domu zauważyłem, że ktoś zostawił w garażu całkowicie nową walizkę. Od tego się zaczęło. Kilka godzin później na ekranie monitora pojawiły się ceny biletów relacji Paryż-Nairobi-Mahe. Długo nie czekałem. Czy na miejscu było tak, jak sobie to wyobrażałeś? Muszę przyznać, że Seszele spełniły moje oczekiwania w 100 %. Seszele to jedne z najbardziej rajskich wysp na ziemi, z którymi praktycznie nic nie może się równać. Wielu obieżyświatów mawia, że jedynie Polinezja Francuzka. Seszele charakteryzują się bardzo ciekawymi, wysokimi formacjami skalnymi, występującymi praktycznie na większości plaż. To odróżnia te wyspy od wszystkich innych na świecie. Biały piasek, krystaliczna woda we wszystkich odcieniach turkusu i błękitu, soczysta zielona roślinność, palmy kokosowe, endemiczne dżungle, wodospady, rzadkie owoce, to wszystko czyni to miejsce istnym rajem jak na reklamówce batoników Bounty. Co możesz powiedzieć o mieszkańcach, jak wygląda ich codzienne życie? Do miejscowych tubylców można 36 /ACTIVmag


zaliczać Hindusów, Afrykańczyków, Francuzów i Anglików. Główne ich zajęcie to połów ryb, wytwarzanie soków, różnego rodzaju plantacje oraz najbardziej ze względu na rajskie położenie - turystyka. Dzięki rajskiemu klimatowi wysp Kreole nie muszą się za bardzo wysilać – prowadzą w większości bardzo leniwe życie, bezstresowe. Wystarczy mieć dwupiętrowy dom na jednej z wysp. Zazwyczaj dół wynajmują turystom a u góry mieszkają - reklamując się na bookingu. Sezon trwa cały rok, więc cały czas ktoś przyjeżdża – praktycznie cały czas mają klientów. Z takiej turystyki utrzymuje się większość wyspiarzy. Kreole prowadzą bardzo spokojny, leniwy tryb życia – kultywują Rasta – to nie tylko styl życia czy muzyka Raeggae, ale także religia. Wylegują się na plażach, noszą dreedy, niestety sporym problemem Seszeli są używki a głównie marihuana. O takim bezstresowym życiu w raju marzy większość ludzi. Najładniejsze plaże świata zawsze będą przyciągały turystów z całego świata, tak więc miejscowi mogą prowadzić leniwe życie utrzymując się głównie z turystyki. Co urzekło Ciebie najbardziej? Co poleciłbyś każdemu lecącemu na Seszele? Niewątpliwie te rajskie plaże, endemiczną przyrodę, zwierzęta oraz owoce. Potrafiłbyś wskazać jakieś ciemne strony tych wysp? Seszele nie są takie tanie jak Azja, zakwaterowanie cenowo ma poziom Europy Zachodniej, tak samo jak restauracje – standard Euro. Dla Francuzów, Niemców ACTIVmag/ 37


to normalny poziom, ale niestety na polską kieszeń – cztery razy droższe jedzenie w restauracjach, jednakże zawsze można gotować sobie samemu, gdyż są sklepy, hipermarkety. Kolejnym minusem to czarownictwo połączone z szamanizmem i voodoo oraz narkotyki. Czy mógłbyś opisać bogactwo naturalne Seszeli? Seszele to archipelag 115 wysp znajdujących się na środku Oceanu Indyjskiego, kilka stopni od równika na południe. Niedaleko Madagaskaru, Mauritiusu, Reunion. Występuje tam bardzo bogata fauna i flora. Można tam spotkać najrzadsze gatunki ptaków o wszelkiej maści kolorów po różnego rodzaju egzotyczne zapachy niesamowitej roślinności i egzotycznych kwiatów. Do dziś można zaobserwować tam żyjące po 200 lat olbrzymie żółwie, najrzadsze na świecie orzechy kokosowe ważące 35 kg Coco De Mer, endemiczne dżungle pokryte połaciami palm o kilku metrowych liściach, dwudziestometrowe bambusy, liany, żółwie morskie. Co ciekawe, podobno nie występują jadowite węże, ale minusem są rekiny. Do wypadków śmiertelnych dochodzi bardzo rzadko, ponoć ostatni odnotowany został w 2004 roku. Miłośnicy ptaków będą zachwyceni. Jak wspominasz kuchnie seszelską? Kuchnia seszelska głównie składa się z ryb, owoców morza, ryżu, przypraw. Najczęściej to wszystko wymieszane jest w mleczku kokosowym w połączeniu z cytryną, aromatycznymi przyprawami oraz ze specyfikiem alkoholowym 38 /ACTIVmag


„Takamaka”. Muszę przyznać, że kuchnia jest bardzo dobra, lekka a jednocześnie bardzo syta. Dużo słońca, ryb, przyrody, owoców, oceanu - sprzyja długowieczności. W kuchni kreolskiej używa się wielu egzotycznych przypraw, jak wanilia, cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, trawa cytrynowa, imbir, chilli, pieprz. Seszelczycy lubą również grillowane banany z rybą, najczęściej red snapper, zawiniętą w liściu bananowca, serwowaną z białym ryżem i sałatką z marynowanej dyni, gdzie wszystko opływa w mleczku kokosowym- aż się zrobiłem głodny. Polecam również pyszne curry z kurczakiem i gros manger – słodkie ziemniaki podawane z rybą, ryżem i gotowanymi warzywami. Jeżeli chciałabym wyjechać na tygodniową wycieczkę na Seszele jak powinnam się odpowiednio przygotować oraz jakie miejsca powinnam odwiedzić a także ile pieniędzy powinnam przeznaczyć na taki wyjazd? Na wstępie zacznę od tego, że na tydzień nie warto jechać. Minimum to 10 dni, aby w miarę dobrze zwiedzić najciekawsze wyspy Seszeli: Praslin i La Digue. Co do przygotowania, to wszystko zależy od oczekiwań, od tego jak tam chcemy dojechać i co chcemy robić. Jeżeli chcemy dolecieć na własną rękę najtańszym środkiem transportu – to są loty najczęściej przez Afrykę, musimy wtedy posiadać żółtą książeczkę, czyli świadectwo międzynarodowych szczepień na żółtą febrę. Bez tego dokumentu nie zostaniemy wpuszczeni na Seszele, zostaniemy cofnięci na granicy.. Ponadto, jeżeli jedziemy zwiedzać wyspy ACTIVmag/ 39


to należy zabrać ze sobą buty do chodzenia po rafach koralowych, coś na zabezpieczenie skóry. Jeżeli lecimy tam nurkować, to koniecznie należy wziąć aparat do zdjęć podwodnych. Jeżeli zwiedzamy wyspy to powinniśmy mieć pod ręką zwykły aparat. Nie ma tam komarów, robaków, węży. Pod tym względem to unikalne połączenie. Polecam wynająć miejsce zakwaterowania przez bookinga. Ceny wahają się od 40 euro wzwyż za nocleg. Najpiękniejszym miesiącem jest kwiecień. W tym okresie kończy się monsun deszczowy a zaczyna lato. Przyroda jest jeszcze bardziej świeża, kwitnąca i żywa. Jest mnóstwo kwiatów. Jeśli chodzi o finanse, to wszystko zależy od tego, co chcielibyśmy tam robić. Wersja ekonomiczna na 10 dni, jeżeli wybralibyśmy tani lot przez Dubai albo Nairobi, to około 4500 PLN, ale jest to naprawdę super ekonomiczna wersja. Co byś poradził osobom, które wybierają się na Seszele? O ile można poruszać się komunikacją miejską (bilet 5 rupii), kiedy taksówka średnio kosztuje 200-300 rupli, to nie polecam korzystania z taksówek. Należy pić dużo soków z kokosów i jeżeli ktoś ma jasną karnację to powinien uważać na słońce. Należy je odpowiednio dawkować w pierwszych dniach, trzydzieści minut na słońcu, opalając się, to maksimum. Słońce na równiku jest bardzo ostre. Ponadto, nie bójmy się lecieć na własną rękę a najlepiej zrobilibyśmy, jeżeli zostalibyśmy tam na stałe (śmiech). Serdecznie zapraszam na stronę www.fotopasjonat.com 40 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 41


TOMASZ

ROGALEWSKI

o swojej wędrówce po Nepalu ROZMAWIAŁA

42 /ACTIVmag

Ewelina Braca


ACTIVmag/ 43


Nie ukrywam, że bardzo zazdroszczę Tobie podróży. Byłeś już w wielu miejscach i do wielu miejsc jeszcze zawitasz. Dzisiaj jednak chciałabym porozmawiać o Twojej wyprawie do Nepalu. Mówiąc Nepal, widzę już te ośnieżone szczyty Himalajów, niemające końca górskie szlaki... Ponoć nie ma osoby, której Nepal nie skradłby serca... Ponoć jak raz ujrzy się to miejsce, to potem się za nim tęskni, a także chce się do niego wracać. Jak jest w Twoim przypadku? Wychodzisz z założenia, że nie warto wracać do miejsc, w których się już było? Namaste Ewelino, miło mi po raz kolejny zagościć na łamach ACTIVmag. Przede wszystkim znaczna większość z tego, co aktualnie robię, to podróże dla mnie dziewicze i wszystkie aktualne plany to miejsca, do których wybieram się po raz pierwszy. Z większością tych miejsc mam masę fantastycznych wspomnień i powoduje to nieustanną tęsknotę i chęć ponownego przedsięwzięcia powrotu w najmilsze mi rejony. Aktualnie to Zakaukazie, jednak po kwietniowym powrocie Nepal dołączył do tej grupy. Stolica Nepalu, Katmandu jest miejscem tętniącym życiem przez całą dobą. Czy faktycznie jest to miejsce, w którym człowiek nie zazna spokoju? Miejsce, w którym człowiek nie zazna nudy? Ponoć miejsce to robi niesamowite wrażenie... Zobaczyć tam można małe i duże świątynie, poczuć można unoszący się w powietrzu zapach kadzidła, a także można zobaczyć 44 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 45


46 /ACTIVmag


wielu ludzi klęczących i modlących się przed kapliczkami... Katmandu to potężny konglomerat kultur wschodniej Azji; gorący, bulgoczący tygiel nieustannie bombardujący zmysły wieloraką amunicją krzyżującą wszystkie bodźce i angażującą każdy nasz receptor, przewrotnie zmieniając znaczenie tego, co nam się wydaje a co naprawdę w danym momencie odbieramy. Wyobraź sobie, że idąc już po zmroku w dzielnicy Thamel słyszę ni to skrzek małpy, ni to nieznany ptasi odgłos. Jakże poczułem się zdziwiony, gdy to kreatywny Nepalczyk przejechał obok na rowerze trąbiąc klaksonem wykonanym z pomiętej, plastikowej butli po wodzie mineralnej. Już we wcześniejszej naszej rozmowie powiedziałeś, że jednym z miejsc, w którym byłeś, było miasteczko Pokhara. Z tego co wiem, miejsce to samo w sobie nie jest interesujące, jednakże jest kilka wartych uwagi punktów, w tym warto także wspomnieć, że jest dobrą bazą wypadową w masyw Annapurny. Co Ciebie urzekło najbardziej w tym miejscu? Jezioro Fewa? Wzgórze Sarangkot? Pokhara jest miejscem absolutnie urzekającym. Większe uporządkowanie tego miasta dobrze kontrastuje ze stolicą, która jest esencją zgiełku w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Najmilej wspominam chwile spędzone nad jeziorem Fewa. Rozgrzana czerwienią toń tych wód o zachodzie słońca w jakiś magiczny i niewypowiedziany sposób potrafiła sprawić, że motorycznie i psychicznie udało mi się zwolnić ACTIVmag/ 47


nawet w sytuacji targowania się o kupowane drobiazgi. W naszym kręgu cywilizacyjnym z reguły w takich chwilach proporcjonalnie odwrotnie i drastycznie zdarza nam się przyspieszać. Zastanawiam się, skąd w Tobie tyle energii i samozaparcia. Masz za sobą cztery dni trekkingu w Himalajach. Jak przebiegała Twoja trasa? Należy się do tego jakoś specjalnie przygotować? Fizycznie? Psychicznie? Trasa rozpoczęła się w miejscowości Nayapul przez pierwsze trzy dni wiodąc krętymi ścieżkami przeważnie pod górę, okazjonalnie dając wytchnienie w postaci co bardziej płaskich odcinków. Większe wsie, jakie minąłem na trasie to Birethanti, Hille, Tikhedhunga, Ghorepani, Tadapani i oraz Ghandruk, kończąc na Kimche z którego to miejsca odjeżdżały busy w kierunku Pokhary. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, warto podnieść swoją wytrzymałość przed wyjazdem. Mamy do czynienia z niełatwymi podejściami i kilkugodzinną wędrówką każdego dnia w wielostopniowych upałach. Jeśli chodzi o psychikę... Decydując się na samodzielny wyjazd bez przewodnika wiedziałem, że pomimo towarzystwa innych ludzi na szlaku w ostateczności muszę polegać wyłącznie na sobie. Dodatkowo, przestrzeń i odległości pomiędzy punktami turystycznymi są zaskakująco rozległe i mogą powodować chęć zawrócenia oraz zwyczajny lęk. Trasa, o której mówisz wydaje się być bardzo wyczerpująca. Wiąże się z trudnymi warunkami nie tylko 48 /ACTIVmag


klimatycznymi, ale i terenowymi. Bywały momenty załamania? Jakieś nieoczekiwane zdarzenia? Pierwszy dzień z Nayapul do Hille. Przeklinałem siebie, że do plecaka włożyłem o dwie bluzy za dużo. Dodatkowo teren był bardzo piaszczysty i pomimo bujnej, zwrotnikowej roślinności chyba tylko jeden drzewny taras tego dnia dawał naturalne schronienie w postaci cienia. Reszta podejścia to bezlitosny, szyderczy uśmiech promieni słońca w moją stronę pokazujący, że natura nie zna błędów i ich nie wybacza. Chyba jednak postanowiła docenić moją wędrówkę, ponieważ trzeciego dnia w Tadapani piekielna ulewa i burza wybrzmiały dokładnie w momencie, w którym stanąłem pod dachem guesthouse’u. Widzę, że w tej wyprawie, jak i w innych, wcale nie szukasz odpoczynku. Każda Twoja wyprawa wiążę się z jakimś wysiłkiem i trudnymi warunkami. Chociażby Twoja droga na World Peace Pagoda... Nie da się ukryć, że była to bardzo wymagająca wędrówka, nie dość że trwała 3 godziny, to do tego towarzyszył Tobie 34 stopniowy upał. Czy w Twoim przypadku, jest to pewna forma stawiania sobie wyzwań? Mało ludzi odważyłoby się na tego typu wędrówki... Można tak powiedzieć. Każde nowe miejsce to próba zmierzenia się z samym sobą, z organizacją samego siebie, z postawieniem swojej fizyczności i umysłu w warunkach do których na co dzień nie mam dostępu. Nepal jako całość wyprawy pokazał mi, że każdy krok przed siebie, nieważne w jakim kierunku, ACTIVmag/ 49


jest zawsze krokiem w przód i należy go doceniać. Jakie wrażenie robi na żywo World Peace Pagoda? Świątynia ta została zbudowana w latach dziewięćdziesiątych przez Japończyków. Aby tam dotrzeć, należy wspinać się przez godzinę ścieżką poprowadzoną znad jeziora po zalesionym stoku. Co bardziej przyciągnęło Twoją uwagę? Świątynia, czy jednak panorama? Zdecydowanie świątynia. Trafiłem na dzień, w którym niebo otuliła delikatna mgła znad jeziora. Pagoda jest ogromna i stanięcie u jej stóp to najlepsza nagroda za całą wędrówkę, jaką w jej kierunku trzeba się podjąć. Kuchnia nepalska... Jakie z dań, które spożywałeś, trafiły w Twoje kubki smakowe? Pierogi momo w górach oraz lassi przy podejściu pod World Paece Pagoda. Wspaniała w Nepalu jest jego nieoczywistość doskonale ilustrująca powszechną prawdę, że książki nie należy oceniać po okładce. Mam tu na myśli to, że najlepsze dania jadłem w najbardziej niepozornych, rodzinnych restauracjach, dokładnie takich, które w kręgu zachodnim ujęte zostałyby jako końcówka peletonu wizualnej, zewnętrznej estetyki. Jak odbierasz tubylców? Jakie jest ich nastawienie w stosunku do turystów? To bardzo uprzejmi, życzliwi i pomocni ludzie. Czasem aż za bardzo pomocni, ale nie spotkałem się z żadnymi złymi intencjami z ich strony. Potrafią wskazać drogę do miejsca którego szukamy, 50 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 51


52 /ACTIVmag


a nawet w części przypadków bezinteresownie towarzyszyć nam w wędrówce do momentu, aż bezpiecznie nie staniemy u progu celu. Podczas pobytu w Nepalu spotkałeś się z sytuacjami, które spowodowały szybsze bicie serca? Mowa o takich faktycznie nieprzyjemnych sytuacjach. Nie bezpośrednio. Groźnie wyglądało odpalanie hinduskiego autobusu, gdzie po drugiej stronie pojazdu i dwa miejsca w przód ode mnie pod siedzeniem zasyczał, błysnął i zadymił akumulator. Miny i podskok siedzących tam pasażerów oraz pogodne słowa kierowcy: „Don’t worry! This is very simple issue, we will fix it!” są wspomnieniami bezcennymi. Co najmilej wspominasz z całej tej wyprawy? Tak właściwie wędrówkę samą w sobie, z całą odmiennością i intensywnością doznań, uczynnością Nepalczyków i przede wszystkim to, że mój plan się udał pomimo surowości natury. Myślę, że każda wyprawa nie jest tylko wyprawą w nowe miejsce. Jest to nasza wewnętrzna wyprawa, w której możemy się czegoś nauczyć, coś zrozumieć, poznać. Ta wyprawa nauczyła Ciebie czegoś nowego? Lepiej zrozumiałem siebie, swoje ograniczenia, możliwości i samozaparcie w dążeniu do celu. Utwierdziłem się w przekonaniu, że nie zawsze w podróży dostajemy w stu procentach to, co chcemy w niej realizować. Za każdym razem jednak otrzymujemy coś w zamian. ACTIVmag/ 53


KULTURA

REPREZENTUJĘ WYŁĄCZNIE SIEBIE PHOTO BY

54 /ACTIVmag

Michał Adam Witkowski


MARIA KA

Ekspresyjna wokalistka, kompozytorka, tekściarka i pianistka, której nie zależy na byciu miłą. Tworzy muzykę w orbicie trudnej do skategoryzowania muzyki poszukującej. Dużą część życia spędziła w Krakowie, dziś mieszka jednak w Trójmieście, gdzie znalazła muzyków, którzy zaangażowali się w jej oryginalny projekt.

ROZMAWIAŁ

MAREK NOWAK

ACTIVmag/ 55


W Trójmieście trudno Cię nie zauważyć: na lokalnych koncertach i galach muzycznych jesteś właściwie jedyną dziewczyną - liderką zespołu. Przyjechałaś tu żeby nie mieć konkurencji? Ciekawe pytanie, ale zaczęłam przez nie robić jakąś niepotrzebną analizę składu znanych mi zespołów. Dla mnie muzyka nie ma nic wspólnego z konkurencją i kompletnie nie rozpatruję jej w kategoriach wyścigu, konkursu, pojęć „rywal/rywalka” i „miejsce na podium”. Każdy muzyk, czy zespół to jedyna w swoim rodzaju konfiguracja cech, osobowości i energii płynącej z „tu i teraz”. Trudno wrażliwość i artystyczną ekspresję przyłożyć do linijki, nawet jeśli powierzchowne cechy, takie jak płeć wokalistki, czy prezentowany gatunek muzyczny są podobne. Denerwuje mnie też przekładanie ekonomicznych reguł konkurencyjności na każdy aspekt życia. Zdajesz sobie sprawę, że to, co mówisz, to antykomercyjna klisza? To Twoja interpretacja. Dla mnie przekładanie ekonomicznych reguł na inne aspekty życia to odbieranie człowiekowi podmiotowości, wprawianie w stan jakiegoś alarmu, wdrukowywanie w tył głowy tła z dwubiegunową skalą „gorszy – lepszy”. To iluzja i bardzo agresywna, w gruncie rzeczy, taktyka. Bo to tak, jakbyśmy sami sobie odbierali prawo do czegoś, ciągle monitorując otoczenie radarem z napisem: „Jak tam inni?”. Jedyną rzeczą, którą chciałam zrobić, to zrealizować pomysły muzyczne, które zrodziły Ale inni to nie ja. się we mnie jeszcze w Krakowie, znaleźć osoWróćmy do Twojej przeprowadzki: by, z którymi mogłabym to zrobić i „ubrać” dlaczego Trójmiasto? te pomysły w energię nowego otoczenia. Na pewno jednym z najistotniejszych czyn- Poza tym, chciałam kontynuować muzyczny ników była chęć rozpoczęcia nowego rozduet z Mają Miro, który swą działalność rozdziału w moim życiu artystycznym. Przed przyjazdem praktycznie nie znałam trójmiej- począł w Krakowie, a przez rozmaite relokaskiego środowiska muzycznego, nie mia- cje mógł znaleźć swoją kontynuację właśnie łam wobec niego konkretnych oczekiwań. w Trójmieście. 56 /ACTIVmag


zdjęcie Michał Adam Witkowski

Jak wygląda różnica między środowiskami i klimatami muzycznymi Trójmiasta i Krakowa? Doskonale opisują te dwa klimaty lokalizacje miejsc, w których są tworzone. Trójmiasto ma w sobie dużo świeżości morza, otwartości, ożywczej energii, trochę chłodu, nastawione jest na działanie. Kraków jest bardziej statyczny, cieplejszy, osadza muzykę w kontekście innych gałęzi sztuki. Trójmiejska scena muzyczna jest

lepiej zorganizowana, więcej jest dużych klubów, koncertów, muzycy dobrze siebie znają, co z jednej strony stwarza atmosferę familiarności, z drugiej generuje szereg personalnych sympatii, antypatii i podziałów. W Krakowie klimat muzyczny miesza się intensywnie z klimatem intelektualnych posiadów, ta scena ma inną dynamikę, jest nieco mniejsza i słabiej zorganizowana.

ACTIVmag/ 57


Masz jakąś teorię związaną z małą ilością dziewczyn na lokalnej i polskiej scenie rockowej? Zastanawia mnie to. Obserwuję funkcje dziewczyn w zespołach, ich ekspresję, energię. W zdecydowanej większości, jeśli w skład zespołu wchodzi dziewczyna, pełni ona funkcję wokalistki. Mało kobiet gra na instrumentach, jak na lekarstwo jest perkusistek i basistek. Nie wiem, czy kobiety rzadziej utożsamiają się z mocniejszą muzyką, czy nie chcą pokazywać tej bardziej niepokojącej i zbuntowanej części siebie. Może boją się, że gdy do niej dotrą, to gruchnie i rozpadnie się w pył system „bycia miłym” zawsze, wszędzie i mimo wszystko. A wtedy trzeba będzie skonfrontować się ze swoim suwerennym głosem, który tak skutecznie zagłusza w nas kultura i wychowanie.

koncertach. Bardzo podoba mi się także to, co robi ZAMILSKA. Pojawiłaś się w Trójmieście z Krakowa i stworzyłaś zespół. Opowiedz więcej o tym procesie – jak poznałaś i przekonałaś do siebie ludzi, z którymi dziś grasz?

A może po prostu muzyka rockowa jest bardziej mocna i przez to bardziej męska? Bzdura. Moc ma wiele odcieni, a „męskie – kobiece” to dwie strony tego samego medalu. Inna interpretacja jest taka, że kobiety zbyt wiele poddają w wątpliwość, nie czują „na starcie” tego, że mają coś do powiedzenia, że mogą coś wykrzyczeć, zamiast poprawnie zaśpiewać neutralną, umilającą czas przy kolacji piosenkę. Ale trudno mi mówić w imieniu kobiet. Reprezentuję wyłącznie siebie. Słuchasz polskich wokalistek i kapel z damskimi wokalami? Jasne, że tak. Nie kategoryzuję muzyki pod względem płci, ale wśród tych płyt, po które sięgam, są wspaniałe kobiece pierwiastki. Cała niesamowita twórczość Kasi Nosowskiej, Maanam z Korą, Breakout z Mirą Kubasińską. Z tych podziemnych Masskotki, a z ostatnich – Mister D, która porwała mnie po swoich dwóch 58 /ACTIVmag photo: visualscandal3.blogspot.com

To wszystko zadziało się naturalnie, choć niektórzy powiedzieliby pewnie, że przez przypadek. Nie byłam przekonana, że Trójmiasto to do końca moje miejsce, czy znalazłam tutaj to, czego szukam, czy tutejszy klimat muzyczny mi odpowiada. Uznałam, że czas spróbować w stolicy. Na wylocie do Warszawy byłam na weselu


moich przyjaciół-muzyków. Impreza wyglądała tak, że po kolei wchodziły na scenę kolejne składy gości i grały swoje sety muzyczne. Miałam wystąpić jako ostatnia. Sama, z klawiszami, mikrofonem. W trakcie występu usłyszałam za sobą granie perkusji – na scenę wskoczył Paweł Osicki. zdjęcie: Michał Adam Witkowski rzeźba : Czesław Podleśny - „TV show”

rozgryzać te utwory i je aranżować. To był minimalistyczny skład, pod względem instrumentarium zbliżony do Dresden Dolls. Kiedyś do pracowni, gdzie mieliśmy próby, przyszedł gitarzysta Michał Kusz, zagraliśmy wspólnie i całość zaczęła nabierać energii. Tak powstało trio MARIA KA. Nagraliśmy już płytę z materiałem, obecnie jesteśmy na etapie szukania wydawcy. Czy Maria Ka to ty? To jedna z wielu części mnie. Maria Ka nosi strój, w którym dominuje czerń, staje naprzeciw klawiszy i balansuje na emocjonalnej równoważni. Maria Ka krzesze z siebie niekontrolowaną energię i przekazuje ją dalej z nadzieją, że ktoś pośród publiczności odnajdzie w niej coś znajomego, inspirującego, wyładowującego... Poszukiwania muzyczne waszego zespołu wprawiają w zakłopotanie krytyków, wymiękłem przy określeniu ‚punk-blues’. Ktoś z was wie, jaką gracie muzykę? Mam problem z kategoryzowaniem muzyki i unikam tego. Gramy zapewne muzykę alternatywną, ale nie pytaj mnie o definicję tego pojęcia. Są w niej elementy psychodelii, punka, rocka, improwizacji, bluesa. A pojęcie punk – blues bardzo mi się podoba i sądzę, że przywodzi na myśl bardzo wiele adekwatnych skojarzeń.

Kiedy zeszliśmy ze sceny, porozmawialiśmy na temat stworzenia zespołu – szukałam ludzi do urzeczywistnienia moich piosenek, które nagrałam w formie EPek i umieściłam w internecie. To były muzyczne podkładki pod wokal i słowo, pomysły, które chciałam zrealizować, przekładając je na „żywe” granie. Zaczęliśmy spotykać się na próbach,

Płakałaś po Davidzie Bowiem? Zrobiło mi się smutno po jego śmierci. Smutno, że ten wybitny, wielobarwny ptak nie objawi nam więcej ze swej palety kolorów. Płaczę, kiedy odchodzi ktoś, z kim przeżyłam masę ważnych, bardzo osobistych chwil. Amanda Palmer wskazała w jednym z wywiadów bardzo konkretny moment, ACTIVmag/ 59


zdjęcie: Anna Molga projekt: Szpilki

w który dostała pozytywny impuls od człowieka ze świata indie rocka, Edwarda Ka-Spela, który zdecydował o tym, że już nigdy nie zwątpiła w to, co robi. Jak to wyglądało w Twoim przypadku? Skąd wiesz, że w muzyce masz robić to, co robisz i że ma to sens? Nie wiem. Nie wiem też, dlaczego miałabym przykładać miary racjonalne do obszaru intuicyjnego, jakim jest dla mnie muzyka. Muzyka, jak każda gałąź sztuki, to ekspresja emocji. Ubiera się je w harmonie i dodatki, ale to wciąż emocje. Dla mnie muzyka wychodzi od rytmu, rozpatruję ją w bardzo rdzennym, najbardziej podstawowym dla nas – ludzi – aspekcie. Ekspresja energii i forma wspólnotowego funkcjonowania. 60 /ACTIVmag

Nośnik emocji i energii za pomocą dostępnych narzędzi: słów, instrumentów, częstotliwości. Można zmierzyć tętno krwi pulsującej w żyłach, ale odpowiedź na pytanie o sens jej pulsowania jest już bardziej złożona i nie wiadomo, czy istnieje. Poziom racjonalny czasem podpowiada zwątpienie, ale jest jeszcze intuicja. Z niej najwięcej czerpię. Czy z twoją fascynacją muzyką alternatywną łączy się jakaś wyjątkowa historia? Przeszłam od słuchania psychodelicznych pociągów przez zbuntowane, ciemne zakamarki punk-rocka, po intensywnie brzmiącą, lekko agresywną elektronikę. W muzyce alternatywnej bardzo fascynowały mnie teksty, ich niesztampowa i oryginalna


forma. To, że poruszały one, wprost albo w zawoalowany sposób, fundamentalne kwestie dotyczące nie tylko artysty, ale i ogółu. Na pewno moja fascynacja rozwinęła się z całą siłą w Krakowie, kiedy to z grupą przyjaciół współtworzyłam awangardowy, eksperymentujący dźwiękami i używanym instrumentarium, zespół. Graliśmy „psychodeliczne pociągi”, czyli utwory repetytywne, oparte na transowych motywach, którym towarzyszyły teksty moje lub poetów polskich z różnych okresów historycznych. Zrobiliśmy na przykład barokową „Uwagę prawdy z rozrywką” Józefa Baki z towarzyszeniem szuranego szczotką motywu na gitarze, czy „Mastodonty” Kazimierza Przerwy – Tetmajera z agresywnym wokalem, smykami i przeszkadzajkami na automacie perkusyjnym. Kraków sprzyja tego typu klimatom, a te muzyczne „wycieczki” w piwnicy na Bronowicach uruchomiły we mnie wiele muzycznych dźwigni. Z oryginalną propozycją muzyczną, balansując czasem na granicy pretensjonalności, z pewnością nie zawsze trafiacie na pozytywny odbiór ze strony publiczności. Czym jest dla was udany koncert? Uwielbiam teatr, a także koncerty podczas których na scenie znajduje się ktoś wyrazisty, ktoś, kto „kradnie” całą uwagę publiczności. Stąd pewnie moje umiłowanie do wyrazistości. Wiem, że zawsze możemy trafić na osoby, które kompletnie pokochają to, co robimy i na takie, które uznają to za beznadziejne, nudzące, oburzające. Dla mnie to olbrzymi atut, a udany koncert to taki, kiedy czujemy z zespołem, że naprawdę dobrze zagraliśmy i że energia krążyła między nami w cudownie naturalny sposób. Jeśli zwrotnie jest nam ona oddawana przez publiczność, wtedy to już jest koncert – bomba i ogromna wdzięczność. Parę takich koncertów zagraliśmy

w gdyńskim Uchu, świetny był też nasz pierwszy, w Szczecinie w Klubie Storrady. Na debiutujące w tym składzie trio, przyszło wówczas sto osób i całkowicie zaangażowały się w to, co działo się na scenie. Ten klimat był cudny. Zaangażowałaś się także w projekt grania muzyki do starych filmów, opowiedz o nim więcej. To mój drugi projekt – duet Maja Miro | Maria Ka. Poszukiwanie rdzennie kobiecej energii z towarzyszeniem starych obrazów. Kierujemy swoją wrażliwość w stronę mieszania estetyk – krzyku muzyki alternatywnej z barokowymi fletami, elektronicznego przetwarzania elementów rzeczywistości z delikatnością klasycznych form, loopowania dźwięków, słów, fragmentów narracji. Filmy są dla nas inspiracją, punktem wyjścia, a zarazem bazą do reinterpretacji. Dużo w tym projekcie odniesień do kultury żydowskiej w jej mistycznym wydaniu (nagrałyśmy płytę pod tytułem „Muzyka do zaginionego filmu jidysz”) oraz w wydaniu kobiecym (teatralizowany koncert SZPILKI z poezją Zuzanny Ginczanki). To pełna niepokoju kobieca energia. Lubisz stare kino? Co cię w nim uwodzi? Uwielbiam jego czarno - biały świat. Monochromatyczne opowieści z naiwną fabułą, nierzadko pełne, wspomnianej przez ciebie, pretensjonalności. Kocham monumentalizm niemieckiego ekspresjonizmu, niepokój przekazu tak niesamowicie spójny z atmosferą tamtego czasu w Niemczech. Przez ograniczoność środków i nieustanne odkrywanie nowych sposobów ekspresji było w tym kinie coś niezwykle twórczego. Dzisiejsze horrory nijak się mają do „Nosferatu”.

ACTIVmag/ 61


62 /ACTIVmag


zdjęcie: Michał Adam Witkowski

A co cię uwodzi w innych rejonach estetyki? Lubię wyrazistość. A to może oznaczać z jednej strony wielokolorowość psychodelii, z drugiej prostotę i minimalizm modernizmu. W malarstwie kocham wielobarwność, ale fascynują mnie jednocześnie czarno – białe grafiki Schulza. Lubię szaleństwo Muncha i van Gogha. W literaturze cenię język – lubię soczysty, czasem na granicy ekstrawagancji, czy oskarżeń o grafomanię. Jeśli te zdania wielokrotnie złożone są wciągającą narracją, lubię w nich pływać. Tym bardziej w obliczu skracanej do emotikon i Short Message Service – type kompaktowej rzeczywistości. Lubię długie słowa, uwielbiam ten nasz soczysty język polski, tak samo, jak hardy niemiecki, przepiękny francuski i mistyczny hebrajski. W poezji zachwyca mnie to, kiedy przy pomocy paru dokładnie słów jej przekaz jest tak wzruszający, dojrzały i prawdziwy, że odbiera, nomen omen, mowę. Mistrzami byli w tym Herbert i Szymborska. Pijaństwo czasem koi, żywioły zachwycają. Ogień daje moc, wiatr świeżość myślenia i oddech. Pływam najczęściej w morzu, lekko oderwana od ziemi.

ACTIVmag/ 63


64 /ACTIVmag


TOMASZ WYKURZ O WYPRAWIE DO GALERII SZTUKI POLSKIEJ XIX WIEKU W SUKIENNICACH

ACTIVmag/ 65


Pewnie każdy zna to uczucie, kiedy siedząc przed komputerem nachodzi go ta paskudna myśl, że właściwie marnujemy sobie życie, że czas zrobić coś przełomowego, ponadprzeciętnego i wykraczającego poza dotychczasowe ramy. Będąc pod wpływem takich myśli za cel obrałem sobie wizytę w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach. Długa i wzniosła nazwa zapowiadała sporą dawkę kultury. Należy tutaj dodać, że bilet za taką przyjemność dla studenta to koszt jednej złotówki, zatem po trzech dniach oszczędzania plany zamieniłem w czyn. Zagłębiając się w internetowy opis Galerii dowiedziałem się, że zobaczę tam dzieła Jana Matejki. Postać znana, której nikomu przedstawiać nie trzeba. A jednak… wchodząc do sali z jego obrazami przeżywamy prawdziwe zaskoczenie! Osobiście poczułem się jak bohater utworu „Tajemnica szczęścia” Pokoju z Widokiem na Wojnę. Poczciwy Janek malował obrazy wielkości ciężarówki! „Hołd Pruski”, bo o tym obrazie mowa, robi piorunujące wrażenie. Wysokie na prawie cztery i długie na prawie osiem metrów płótno powala swym ogromem. Każdy centymetr kwadratowy został pokryty farbą z największą precyzją, postacie odwzorowane z najdrobniejszymi szczegółami, przedmioty znajdujące się na obrzeżach arcydzieła swą dokładnością przykuwają uwagę. Tam, gdzie każdy z nas po trzech latach malowania dawno by odpuścił i namalował szkic niczym dziecko na lekcji plastyki w podstawówce, Matejko włożył całe swe serce i kunszt. Jak wielkie musiał mieć natchnienie i determinację, żeby babrać się w farbach tyle czasu, trzymając przy tym wysoki poziom doskonałości a to nie jedyne jego wielkoformatowe dzieło. Wiszący naprzeciwko „Kościuszko pod Racławicami” czy „Bitwa pod Grunwaldem” z Muzeum Narodowego w Warszawie są jeszcze większe! Gdzie on to wszystko 66 /ACTIVmag


malował, gdzie to trzymał? Wyobrażamy sobie poczciwego Mistrza, który w garażu na ścianie zamiast roweru czy zimowych opon trzyma płótno 4x8m? Rzecz niesłychana. Kolejna myśl, jaka przeniknęła mój umysł była „jak?”. Jak malował tak wielkie obrazy? Z drabiny? Miał to w kawałkach? Malując na podłodze mógłby zniekształcić obraz, którego naturalnym środowiskiem jest pionowa ściana. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Człowiekowi wpajają na lekcjach historii czy języka polskiego, że Matejko był wielkim artystą, ale tylko widząc jego dzieła na własne oczy można poczuć magię. W salach Galerii w Sukiennicach porozstawiane są całkiem wygodne sofy, na których można przysiąść i rozmyślać nad tym, co właśnie widzimy. Gdyby był modlitewnik ludzie pewnie modliliby się do tych obrazów a gdyby był dywan oddawaliby pokłon. Wielki szacunek dla człowieka, któremu przecież w młodości nie dawali wielkich szans na zostanie chociaż średnim artystą. Jak czytamy na Wikipedii, Matejko miał wadę wzroku. Swoją drogą jak to możliwe, że ludzie wielcy stawali się wielcy mimo, że ich wady wykluczałyby ich z branży w której zaistnieli? Matejko - krótkowzroczność, Bach był przygłuchy… nie zdziwię się jak kiedyś mistrzem świata w rzucie oszczepem zostanie ktoś bez ręki. Po powrocie do domu czułem się natchniony, ma dusza naświetlona, głowa pełna myśli, a siedzenie przed komputerem nabrało nowego wymiaru. Warto czasami zrobić coś, o co inni by nas nie podejrzewali. Warto zagłębiać się w dzieła wielkich mistrzów, o których dużo słyszymy, ale niewiele wiemy. Ci ludzie nie są wybitni, bo dostali trzy razy tak w X-Factor. Tych ludzi zweryfikowała historia. Powiem tylko jedno słowo - POLECAM!

ACTIVmag/ 67


PEDRO

68 /ACTIVmag


MAXIMO /

ACTIVmag/ 69


Ciężko jest połączyć swoją pasję z życiem zawodowym, które niekiedy pochłania większość naszego czasu. Nie każdy człowiek jest w stanie połączyć ze sobą te dwa odmienne światy. Nasze pasje często są weryfikowane przez samo życie i zdarza się, że zmuszeni jesteśmy do rezygnacji z naszych marzeń. Trudno wyżyć ze sztuki i jest to ciężki orzech do zgryzienia dla tych, którzy interesują się tą dziedziną. Jak wyglądały początki Twojej przygody z rysunkiem i dlaczego stało się ono Twoją największą pasją? Stało się to bardzo naturalnie. Mój ojciec jest malarzem, a matka jest bardzo wrażliwą osobą z dokładnym wyczuciem sztuki. Rodzina mojego ojca jest ukierunkowana na sztukę więc dorastałem w jej atmosferze. Gdy dorastałem chciałem być taki jak mój ojciec. Był on moim pierwszym wprowadzeniem do sztuki. Zawsze traktowałem to bardzo poważnie i nigdy jako hobby. Wiesz, że coś jest twoją pasją, jeśli gryziesz się ze swoimi własnymi myślami i nie jesteś w stanie urzeczywistnić tego w danym momencie. Kończy się to pochłonięciem przez własny umysł, który jest jednocześnie doskonały i chaotyczny. Mieszkasz w Polsce od ponad 7 lat. Czujesz się bardziej Portugalczykiem, który mieszka w Polsce a może czujesz się bardziej Polakiem portugalskiego pochodzenia? Jestem portugalczykiem i to nigdy się nie zmieni, ale czuję się obco we własnym kraju. Każdy w mojej sytuacji powiedziałby dokładnie to samo, choć żyłem w Portugalii przez prawie 24 lata. Gdy po raz pierwszy postawiłem stopę w Gdańsku wiedziałem, że jestem we właściwym miejscu. Polska okazała się czymś więcej niż to, co miałem nadzieję odnaleźć, dała mi wszystko czego zawsze szukałem. Zasadniczo wyjechałem 70 /ACTIVmag


z Portugalii na początku mojego dorosłego życia. Wszystko, co jest mi bliskie to kilku przyjaciół i rodzina, a nie sam kraj. Jestem bardzo sentymentalny jeśli chodzi o moją rodzinę, z pozostałymi sprawami przechodzę do porządku dziennego. Z pewnością doceniam przeszłość, ale całkowicie należę do przyszłości. Twoim rodzinnym miastem jest Guimarães. Co sprawiło, że postanowiłeś przeprowadzić się do Gdańska, potem do Łodzi i ostatecznie do Krakowa? Wszystko zaczęło się od najmłodszych lat. Mam rodzinę w Paryżu, odwiedzałem ich niemal każdego roku. Jestem tak zakochany w tym mieście, że wszystko, co kiedykolwiek chciałem zrobić to wyprowadzić się z Portugalii i zdobyć doświadczenie życia za granicą. Gdańsk był zaskoczeniem. Poznałem w tamtym czasie znajomego przez społeczność DeviantArt i kilka miesięcy później podjąłem decyzję by przenieść się do Polski. Wszystko było nowe i wszystko brzmiało dobrze. Moment był idealny. Łódź była koniecznością, a nie opcją. Po Gdańsku musiałem wrócić do Portugalii, bo nie mogłem utrzymać się finansowo. Po czterech miesiącach spędzonych w Portugalii znajomy polecił mnie w swojej firmie i zostałem przyjęty. Przeniosłem się natychmiast do Łodzi i mieszkałem tam przez prawie 4 lata. Piękny Kraków pojawił się na horyzoncie, gdy chciałem ponownie zmienić coś w swoim życiu. Obecnie to tutaj żyję i pracuję. Kraków był mądrym wyborem, gdyż z góry wiedziałem, że jest to miasto, które oddycha kulturą. To wszystko czego potrzebowałem, kiedy postanowiłem przenieść się z Łodzi.

ACTIVmag/ 71


Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś artystą w pełnym tego słowa znaczeniu? Skąd wzięła się u Ciebie pasja do tworzenia tak surrealistycznych rysunków? Podoba mi się, że można zgubić się w tak złożonym kawałku sztuki. Portret zawsze będzie portretem. Most, las, krajobraz zawsze pozostanie nienaruszony koncepcyjnie na swój sposób postrzegania rzeczywistości, ale o wiele bardziej złożony twór prowadzi wyobraźnię dalej i pierwotna koncepcja wizualna znika, aby stworzyć rozległy szczep wyjaśnień dotyczących jednego prostego rysunku. Nie chciałbym imitować rzeczywistości lub to co powszechnie widujemy na co dzień. Nie mogę znieść rzeczywistości w mojej sztuce. W celu utworzenia innego wymiaru trzeba stworzyć własną rzeczywistość. Jakie są tematy przewodnie Twoich prac? Jakie techniki zazwczaj stosujesz? Tak naprawdę uważam, że sztuka nie zasługuje na takie duże wyjaśnienia i nie sądzę abym miał temat lub motyw przewodni. Moje prace są tym czym są. Cokolwiek Ci powiem będzie to tylko moja osobista opinia jako twórcy. Niech będzie tym czym chcesz, żeby było. Staram się zbytnio nie komplikować. Koncept leży w umyśle i doświadczeniu obserwatora. Przez większość czasu mam prosty pomysł w głowie i idę jego torem. Z tego punktu kontynuuję rysowanie, aż przekształcę pomysł w piękną równowagę. Mam wiele myśli tłoczących się w mojej głowie, które muszą zostać zmaterializowane. Myślę, że użyłem po trochu ze wszystkiego, co jest dostępne. Eksperymentuję najbardziej kiedy przygotowuję monotypy, ponieważ mogę korzystać ze wszystkiego co chcę. Od domowych płynów czyszczących do akryli lub farb wodnych. Jedna z moich ulubionych prac ma bardzo dużo kleju, wybielaczy, tuszu i środków czyszczących. 72 /ACTIVmag


Ja po prostu staram się nie ograniczać jeśli chodzi o materiały. Który obraz jest Twoim ulubionym a do którego podchodzisz sentymentalnie? Co reprezentuje? Wspomniałbym o jednym, który zrobiłem wiele lat temu, a który stoi do dziś jako jeden z moich ulubionych, ale zdecydowanie wybiorę jeden z ostatnich, który wzbudził u mnie dumę, gdyż wyszedł naprawdę dobrze. Obraz ‘Lustro’ symbolizuje zmianę w moim stylu i sposobie pracy. Głównie maluję to co dzieje się teraz i sądzę, że musiałem udowodnić sobie, że jestem zdolny do zmaterializowania mojej wyobraźni tak jak chciałem. Zacząłem ten obraz jako nowe doświadczenie, aby zobaczyć dokąd mnie doprowadzi. Malowanie osiąga inny poziom niż rysowanie. Kolor ma tyle znaczenia i dlatego uważam, że to, co chcę wyrazić jest możliwe jedynie poprzez silnie kontrastujące kolory w moich obrazach. Którzy malarze mieli nawiększy wplyw Twoją twórczość? Moje pierwsze wspomnienie malowania bardziej świadomie sięga dzieciństwa kiedy to zrobiłem kopię (lub to, co myślałem, że jest kopią) obrazu Picassa, a mianowicie krzesła, które namalował w okresie kubizmu. Więc myślę, że to on otworzył przede mną drzwi do sztuki. Oczywiście zacząłem szukać i czytać i znalazłem wielu innych artystów awangardy 20-wiecznej Europy. Zacząłem od poszukiwań tych ruchów w sztuce, szczególnie we Francji. Obecnie mam w zasadzie obsesję na punkce takiego geniuszu jak Beksiński. Nakreślił cienką granicę między dramatem a romansem w jego malarstwie, które całkowicie mnie uderzyło... Lubię chaos, piękno, fantazję i subtelną kroplę nadziei w jego pracach. Jednak do dziś jedną z moich największych inspiracji jest portugalska ACTIVmag/ 73


74 /ACTIVmag


artystka Lena Macedo, naprawdę utalentowana osoba z niewyobrażalnym wyczuciem do malowania. Swego czasu przeglądałem jej szkicowniki i pochłaniałem je wyobrażając sobie, że ja także chciałbym zrobić coś takiego. Staram się czytać jak najwięcej o artystach i to jest najbardziej prawdopodobne miejsce, z którego czerpię większość moich inspiracji. Przy okazji każdej wizyty w muzeum staram się kupić coś nowego do czytania. Jakie jest Twoje malarstwo? Nie podoba mi się oczywistość i uwielbiam to, co znajduje się wewnątrz. Zazwyczaj nie poszukuję inspiracji u artystów, których celem jest naśladowanie rzeczywistości. Interesuje mnie świat surrealistyczny i fikcyjny jeśli są prawidłowo połączone. Chcę wierzyć, że zawsze jest inne wyjaśnienie w umyśle obserwatorów patrzących na moje prace. Ja, jako twórca, uzyskuję wiele obrazów w jednym prostym kawałku mojej pracy. Wiele osób wskazałoby pewne szczegóły mojej pracy, o których nigdy nie pomyślałem co dowodzi, że sztuka jest bardzo subiektywna. Co Ciebie inspiruje? Przede wszystkim muzyka. Nie mogę pracować i żyć bez muzyki. Od wielu lat muzyka jest moją religią, moją drogą ucieczki i jedną z moich największych pasji. Idąc do galerii sztuki lub przeglądając sztukę w internecie również stanowi ważną część mojego życia. Galerie są dobre, aby sporządzić bilans tego, co robisz. Czasami myślisz, że robisz coś nowego i oryginalnego, a okazuje się, że zostało to wykonane przez kilkunastu innych artystów już 20 lat temu. Czy talent jest najważniejszy w sztuce? Myślę, że jedni ludzi są bardziej utalentowani od innych, ale nie jest to najważniejsze w sztuce. Determinacja i wiara w to co się robi jest największą częścią drogi artysty. Ile czasu zajmuje stworzenie obrazu? To zależy. Nie mogę po prostu poświęcić pełnego wymiaru czasu na to, więc po pracy zaczyna się moje życie. Obraz, który wspomniałem już wcześniej ( ”Lustro”) zajął mi kilka miesięcy, ponieważ ma wiele szczegółów i nie zawsze mogłem poświęcać na niego czas. Lubię cieszyć się tą chwilą i skoncentrować się na tym co robię więc zajmuje mi to trochę czasu zanim coś powstanie. Nie ma określonego czasu, który poświęca się na tworzenie. ROZMAWIAŁA Ewelina Braca

ACTIVmag/ 75


Vixen prezentuje klip nakręcony na Islandii Tekst: Kajetan Balcer (MaxFloRec)

Na MaxFloRecTV trafił w czerwcu długo wyczekiwany klip Vixena. Teledysk towarzyszy singlowi pt. „Falala”. Wideo w całości nakręcone zostało na malowniczej Islandii. – To była przygoda mojego życia. Nagraliśmy zdecydowanie najlepsze ujęcia ever, jeśli chodzi o moją muzykę – mówi artysta. „Falala” to 1. zwiastun nowej (14. w ogóle, a 1. pod szyldem MaxFloRec) płyty Vixena. – Starałem się, żeby numer był rozwojowy, by rozkwitał z każdą sekundą. Jest dynamicznie i emocjonalnie – komentuje raper. – „Falala” to moja interpretacja współczesności ze wzrokiem skierowanym przed siebie – dodaje. Za realizację obrazu odpowiada zielonogórska grupa Sky Piastowskie w składzie: Grzegorz Lipiec (scenariusz, postprodukcja) i Oskar Kozłowski (scenariusz, reżyseria, zdjęcia i korekcja barwna). Kierownikiem produkcji był Michał Łempicki z AleWieje.is. – Robiliśmy po kilkaset kilometrów dziennie. Mieliśmy znakomitego przewodnika z firmy AleWieje.is, który oprowadzał nas po ciekawych miejscach. Gdyby nie to, klip wyglądałby całkiem inaczej – wspomina Vixen. – Większość rzeczy była zaplanowana, ale za każdym razem dostawaliśmy coś ponad to, czego oczekiwaliśmy, jakieś niepowtarzalne prezenty od natury. To było niesamowite! Zupełnie jakby świat chciał nam pomóc i starał się razem z nami. Na przykład za każdym razem kiedy dojeżdżaliśmy do danego celu, wychodziło słońce, i tak przez cały tydzień! Vixen jest nie tylko autorem tekstu (co oczywiste w przypadku gatunku muzycznego, w jakim się porusza) ale i bitu do „Falali”. W powstanie utworu zaangażowali się również: DJ Bulb (scratche) i Mery Spolsky (chórki). – Znajoma z teatru pokazała mi kiedyś jej [Mery Spolsky – przyp. red.] nagrania. Od razu usłyszałem w nich pasję i zaangażowanie – opowiada Vixen. Raper idzie nawet o krok dalej: gościa w swoim singlu nazywa nie „kolejną wokalistką, która ładnie śpiewa”, a „kreatywną artystką bawiącą się muzyką”. – Ona tę muzykę eksploruje i ma wszelkie predyspozycje, żeby stać się „wielką”. Nie chcę wyjść na wróżbitę Macieja, ale ta dziewczyna „wybuchnie” i jest to nieuniknione. 76 /ACTIVmag


zdjęcie: Magdalena Salbert

Od lewej - Vixen i Oskar Kozłowski zdjęcie: Magdalena Salbert

Nowy album Vixena zatytułowany będzie „Vixtoria”. Premiera płyty wstępnie planowana jest na jesień tego roku. Niebawem do sieci trafią kolejne klipy artysty. Jeśli chcesz być na bieżąco z jego twórczością, subskrybuj MaxFloRecTV. Singiel „Falala” dostępny jest na MaxFloSklep.pl, iTunesie, w Google Play, Empiku oraz innych renomowanych sklepach z muzyką cyfrową. Posłuchać można go również w popularnych serwisach streamingowych.

ACTIVmag/ 77


FELIETON

KARL LAGERFELD

I JEGO PONADCZASOWE PROJEKTY DLA DOMU MODY

CHANEL!

Na temat Karla Lagerfelda większość z nas posiada bardzo szczątkowe informacje, a mianowicie takie, że jest on projektantem mody pochodzącym z Niemiec. Jest to bez wątpienia wielki artysta oraz fotograf mody osiadły w Paryżu. Jest dyrektorem artystycznym domu mody Chanel a także kieruje włoskim domem mody Fendi.

Jest to kontrowersyjna postać na międzynarodowym rynku mody. Wielką popularnością cieszą się słowa wypowiadane przez Karla, jednakże spotykają się one niekiedy z wielkim oburzeniem. Słowa te nie zawsze należą do tych miłych... Są uszczypliwe, złośliwe, trafiające w najczulsze punkty, co poniektórych osobowości. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Jean-Christophe Napias, francuski dziennikarz, zebrał najsłynniejsze wypowiedzi w swojej książce „Le Monde Selon Karl”. Ów postać, znana jest także ze swojej politycznej niepoprawności. Pomimo tego, wyznawcy Karla dalej traktują go jako swojego guru w dziedzinie kreowania mody. Warto zwrócić uwagę na jeszcze 78 /ACTIVmag

jedną bardzo ciekawą sprawę. Wszyscy znają projektanta pod nazwiskiem Lagerfeld, więc zaskoczeniem dla niektórych może być fakt, że nazwisko to składa się na końcu jeszcze z litery „t”, która ze względów komercyjnych została przez niego usunięta. Nic dziwnego, od zarania dziejów


każdy ceniony krawiec-projektant oprócz niepodważalnego talentu, musiał posiadać smykałkę do marketingu. Karl Lagerfeld, 33 lata temu, został poproszony o to, aby przywrócić dawną świetność domowi mody Chanel. Sam Karl, wspominając ten

Stawiał czoło najtrudniejszym sytuacjom i podejmował ryzyko. Przywrócił życie wizerunkowi Chanel. Patrząc na projekty prezentowane w przepięknych pomieszczeniach i aranżacjach na pokazach mody widać, że kobieta przez niego przedstawiana jest kobietą elegancką, arystokratyczną, zachowującą swoją niewinność. Jest kochanką minimalizmu jak i przepychu, co czyni jego kolekcje, można by rzec... zaprzeczalnymi. Projekty te są odzwierciedleniem majestatu, jest to majstersztyk w najwyższej postaci. W krawiectwie tym widać czystość linii, harmonię, idyllę, a przede wszystkim ciągłość i spójność wizji w każdej z prezentowanych kolekcji na przestrzeni lat...

OPRACOWAŁA

Ewelina Braca

zdjęcie: Karolina Machut

okres, mówi że marka ta, wtedy wcale nie była w modzie. Aktualny właściciel domu postawił sprawę jasno. Jeżeli Karlowi nie udałoby się przywrócić świetności, to dom mody Chanel, zostałby sprzedany. Karl odniósł sukces z jednego prostego powodu. Nie bał się krytyki. ACTIVmag/ 79


PHOTO

ZBIGNIEW PIOTR PIOTROWSKI Ewelina Braca ROZMAWIAŁA

FOTOGRAF INSCENIZACYJNY

80 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 81


Fotograficzny turpista, portrecista, dokumentalista miejsc opuszczonych, podróżnik, włóczykij i niespokojna dusza… Dwukrotny stypendysta, absolwent i obecnie wykładowca Trójmiejskiej Szkoły Fotografii... Czy było coś szczególnego, godnego zapamiętania, co sprawiło że chciałeś zostać fotografem? Milion lat temu spontanicznie zacząłem rejestrować swoje otoczenie aparatem wbudowanym w telefon komórkowy - nie było żadnego przysłowiowego zapalnika - po prostu stało się. Jakość zdjęć z ówczesnego telefonu oczywiście pozostawiała wiele do życzenia, ale wtedy to się nie liczyło. Wystarczyła mi możliwość samej rejestracji, na początku dość bezmyślnej i chaotycznej. Dzielnie to czyniłem, jednocześnie udostępniając swoją „radosną twórczość” na wszelkich portalach fotograficznych. Nigdy nie zapomnę kiedy po wrzuceniu zdjęcia przedstawiającego trzy jabłka na parapecie (zdjęcie było absolutnie okropne!) i podpisaniu „sam się dziwię, że wyszło tak ładnie” po dwukrotnym odświeżeniu strony zdjęcie zniknęło, a w jego miejsce pojawił się komunikat „zdjęcie skasowano, brak walorów artystycznych”. Siedziałem tak jeszcze przez kilka minut tępo wpatrując się w monitor i zastanawiając się „ale jak to?”. To zdarzenie z początków nieśmiałego wkraczania na ścieżkę fotografii, chyba najbardziej wryło mi się w pamięć - zrodziło głód wiedzy, chęć poznania czym są te tajemniczo brzmiące „walory artystyczne”, o których brak oskarżono niejako moją osobę. W trakcie poszukiwań narodziła się we mnie świadomość, że w fotografii można być czarodziejem – w sposób bezczelny łamać schematy ogólno pojętej rzeczywistości i bawiąc się nią w kadrze sprawiać, że będzie taką jaką chcę żeby była (wszak mam wpływ na to w jaki sposób fotografuję) - to chyba właśnie wtedy stwierdziłem, że tak właśnie chcę. Chcę być fotografem. Pomimo swojego młodego wieku, posiadasz na swoim koncie kilka wystaw, o których warto wspomnieć: „6 Międzynarodowy Salon Martwa Natura w fotografii”, „Moje Pomorze”,„B-117”, „MotoVaria – Gdyńskie Muzeum Motoryzacji”, „Przyjrzyj się! Modernizm Gdyni”, a także „Portret Rodzinny”. Czy do każdej wystawy przygotowywałeś się w jakiś szczególny sposób? Która z wymienionych przeze mnie wystaw najbardziej zapadła Tobie w pamięć? O ile każdy wernisaż w moim przypadku objawiał się subtelnym stresem, o identycznym za każdym razem natężeniu pojawiającym się w okolicach narządu pompującego krew, o tyle każda wystawa to zupełnie różna historia. “Portret rodzinny” to krótka seria zdjęć, bardzo luźna inspiracja malarstwem Chełmońskiego, która była częścią większej, grupowej wystawy o nazwie DEBIUTY. To była pierwsza wystawa w życiu... Z kuratorem z krwi i kości... Cateringiem na wysokim poziomie, nawet skrzypaczka umilała czas oglądającym wernisaż - było przepięknie. Bardzo miło wspominam też wystawę o modernizmie gdyńskim - sam proces zbierania materiału do tej wystawy był bardzo fascynujący - chociażby możliwość wejścia na dach gdyńskiej hali targowej czy fotografowanie portu - miejsc na co dzień niedostępnych dla szarego człowieka... A dla szarego człowieka z aparatem już w ogóle! Po za tym w chwili obecnej jestem w stanie bez problemu rozpoznać modernistyczną architekturę... Czas tych wystaw był zdecydowanie czasem intensywnych poszukiwań własnej drogi w fotografii - ciągłego błądzenia fotograficznego -bo z całą odpowiedzialnością 82 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 83


jestem w stanie stwierdzić, że wtedy błądziłem szukając swojego stylu, sposobu postrzegania i rodzaju fotografii, która sprawia mi najwięcej przyjemności... W chwili obecnej najbliżej mojemu sercu do zdjęć z wystawy “B-117” - współtworzonej z architekt Martyną Cichocką, która na wernisażu prezentowała swoją pracę dyplomową; adaptację starej kotłowni o numerze b-117 na artist in residence... Zdjęcia stanu ówczesnego, które wtedy zrobiłem i które prezentowałem na wystawie to wnikliwy zapis przemijania tego opuszczonego miejsca. Do chwili obecnej cyfrowo dokumentuję tego typu miejsca - zapomniane i opuszczone. Z pozoru mało atrakcyjne, kryją w sobie dużo smacznych kadrów... Często wykorzystuję potem te miejsca do realizacji swoich kreacyjnych pomysłów, osadzenia w nich historii, która siedzi mi w głowie, wiesz... nagle pojawia się przypadkiem odkryte miejsce, które swoim wyglądem idealnie wpasowuje się w moją wizję powstałą kilka miesięcy wcześniej... Ba! Ostatnio znalazłem miejsce, gdzie zrealizowałem pomysł, który siedział mi w głowie jakieś 4 lata... Fascynujesz się fotografią Jana Saudka, który ma duży wpływ na Twoją obecną twórczość. Jan Saudek jest kontrowersyjną postacią. Jakiś czas temu spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że jest mistrzem kontrowersyjnych emocji. Można śmiało powiedzieć, że kocha się go lub nienawidzi. Twórczość Saudka do mnie akurat przemawia. Co Ciebie urzekło w jego twórczości? Zdecydowanie Go kocham! Twórczość Saudka pojawiła się jakoś na początku mojej przygody z fotografią i została do teraz... Inspiruje, urzeka, zachwyca... Mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Myślę, że każdy człowiek, który choć raz trzymał aparat w dłoni z innych pobudek niż tylko poczynienie selfie słyszał o Janie Saudku - przynajmniej taką mam nadzieję. Z Saudkiem jest tak, że patrząc na jego zdjęcia najpierw widzisz tą w moim mniemaniu fajną, goliznę pięknych kobiet, która niektórych odstręcza w jakiś bliżej nieokreślony sposób sprawiając, że spisują twórcę na straty już na samym początku... Ale jeśli zostaniesz chwilę dłużej, to Saudek pozwala Tobie na specyficznego rodzaju wyprawę w bogaty świat Jego wyobraźni i jednocześnie daje Ci prawo tworzenia własnych interpretacji niesamowitych zjawisk zachodzących przed Twoimi oczami... Co w nim urzeka? Zdecydowanie serce moje skradły fantasmagoryczne, ręcznie kolorowane akty - odważne na tyle, iż śmiało można stwierdzić, że odbiorca dostaje w twarz... Z rozmachem, z całej siły. I metaforycznie, oczywiście... Fakt, że w młodości był prześladowany przez ówczesne władze... Że w odrapanej ścianie sutereny, w której mieszkał znalazł jakiś taki złoty środek dla swojej twórczości... To wszystko musiało stać się składowymi człowieka, który całym swoim życiem, twórczością i samym byciem po prostu inspiruje mnie po stokroć... Dlaczego nie lubisz mówić o swoich zdjęciach? Chciałbyś, aby odbiorca dokonał samodzielnej interpretacji przedstawionego przez Ciebie obrazu? To chyba podświadomość. Urodziłem się w 1986 roku, co zdecydowanie uprawnia mnie do nazywania swojego dzieciństwa analogowym - i nie mam tu teraz na myśli fotografii. Sytuacyjnie przedstawiając chodzi o to, że gdy ktoś darł się na podwórku czy gramy w piłkę to wszyscy grali. A teraz na takie pytanie najczęściej słyszysz 84 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 85


86 /ACTIVmag


“A na którym serwerze gramy?”. Rozumiesz? Nastały cholernie leniwe czasy, gdzie prawie wszystko mamy podane na tacy... Często ze sztuką na czele - już nie tylko tą fotograficzną. Artyści idą trochę na łatwiznę i sypią z rękawa gotowymi interpretacjami, wszystkim na zasadzie “masz... tutaj jest tytuł, nie myśl za dużo i nie wymyślaj, bo musisz rozumieć moją sztukę dokładnie tak jak ja Ci każę... Masz pełne prawo być intelektualnym leniem”... To wygląda trochę tak jakby bali się, że zwykły odbiorca będzie na tyle samodzielny w swoim odbieraniu, że po prostu rozgrzebie...nie wiem... system wartości artysty? Więc zdecydowanie nie lubię mówić o swoich zdjęciach, bo lubię jak odbiorca zaskoczy mnie swoją interpretacją... Jak zobaczy takie zdjęcie i w którymś momencie będzie miał wrażenie, że właśnie się pieprzy z moją wyobraźnią... To taka fotografia współtworzona wtedy... Fajnie jeśli rola mojej fotografii nie kończy się na cyfrowej postprodukcji i publikacji... Niech obraz żyje własnym życiem, życiem mojego odbiorcy... Niech budzi drzemiącą wyobraźnię... Niech oglądający powie mi co widzi w tym zdjęciu i czy w jakiś sposób może się utożsamić z tym co widzi... Od jakiegoś czasu tworzysz pastisze jednych z najbardziej rozpoznawalnych obrazów na świecie. Powstały zdjęcia na podstawie obrazu „Dziewczyna z perłą”, „Stworzenie Adama”, czy „Ostatnia wieczerza”. W jaki sposób narodził się ten ciekawy pomysł? Forma hołdu złożonego malarstwu historycznemu? Pomysł pojawił się jakoś rok temu na spotkaniu Absolwentów Trójmiejskiej Szkoły Fotografii. Zazwyczaj jeśli w zasięgu mojego aparatu pojawi się coś, co jest kolejnym sposobem na wspinanie się na wyżyny kreacji fotograficznych to ja przepadam zupełnie. Nie nazwałbym tego formą hołdu - pewne tematy fotograficzne dzieją się u mnie po prostu... Jakie ujęcia podobają się Tobie najbardziej? Nie zamykam się na jeden rodzaj fotografii - zarówno podczas jej tworzenia, jak i podziwiania. Ale to co mi się podoba najbardziej, zależy głównie od tego, co pokrewne mojej twórczości... Lubię sztukę mroczną, mocną, trochę kontrowersyjną i inspiracyjną. W portretach zatrzymuje mnie na dłużej nietuzinkowość twarzy fotografowanej osoby, portrety twarzy, na której w każdej zmarszczce jest jakaś historia poruszają mnie do głębi.. Lubię też czasem parsknąć śmiechem przy oglądaniu... Wszelkiego rodzaju pastisze, karykatury i wszystko co można rozumieć jako absurd w fotografii zawsze były dla mnie pociągające... Ostatnio zauważyłem u siebie ciągoty do fotografii konceptualnej... Jeśli mógłbyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? No zdecydowanie Jan Saudek- myślę, że byłbym nawet skłonny sfotografować Go nago, jeśli również nago fotografowany Saudek czułby przez to większy komfort podczas takiej sesji. Joel Peter Witkin - koniecznie wkomponowany w jakieś zwłoki, żeby pozostać w klimacie jego twórczości - tak, mówię zupełnie poważnie...

ACTIVmag/ 87


Co myślisz sam o sobie jako fotografie? Ciężko stwierdzić... Jestem człowiekiem pełnym sprzeczności, a co za tym idzie i chaosu... Pewnie przekłada się to w jakiś sposób na to jakim jestem fotografem... W jakim kierunku zmierzasz ze swoim fotografowaniem? Mam nadzieję, że tylko w lepszym... Planujesz już kolejną wystawę, chociażby taką, która byłaby poświęcona pastiszom? Póki co skupiam się na prozie życia codziennego... Ale kolejna wystawa będzie takim swoistego rodzaju wejściem w świat mojej, wydawać by się mogło, nieograniczonej wyobraźni...

88 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 89


RAFAŁ KALABIŃSKI ROZMAWIAŁA

90 /ACTIVmag

Ewelina Braca


ACTIVmag/ 91


Czy było coś szczególnego, godnego zapamiętania, co sprawiło że chciałeś zostać fotografem? Szczerze mówiąc, nie chciałem zostać fotografem. Najważniejsze w życiu, to chęć bycia kimś wyjątkowym, zapamiętanym, lubianym, bądź nawet i nie... Jaki był pierwszy aparat, z którym rozpocząłeś swoją przygodę z fotografią? W swoim życiu, pierwsze zdjęcie wykonałem Zenitem, zaś aparat cyfrowy to prześmieszna Konica Minolta Z3 z 12-krotnym zoomem optycznym, a ma to dla mnie największe znaczenie. Czym jest dla Ciebie fotografia? Częścią mnie, miłością, to co najważniejsze to pokonywanie następnychkadrów i rozkochiwanie się w poprzednich... Jaką fotografię preferujesz? Tą w kolorze, czy jednak czerń i biel pochłonęła Twoją uwagę? Nie lubię się powtarzać, więc każde zdjęcie jest dla mnie wyzwaniem, ma być po prostu inne. Raz jest to kolor a za drugim razem black & white. Przeglądając portfolio widzę, że kobiety są Twoim głównym obiektem do fotografowania. Jest to celowe działanie? Moje portfolio to zdjęcia ślubne, wszystkie inne to urozmaicenie (nie mówię tu o komercjach), 92 /ACTIVmag


zaś czemu kobiety, to chyba złe pytanie... czemu w ten sposób... Bo lubię jak kłuję w oczy. Lokalizacje i warunki pogodowe wydają się być kluczowym aspektem udanego obrazu. Jak radzisz sobie z tymi nieprzewidywalnymi czynnikami? Takie warunki praktycznie nie istnieją jak te nieprzewidywalne, są dwie drogi, albo wykorzystujesz tę „niekorzystną aurę” w nowy, dajmy na to zwiewny sposób, albo zwijasz manele i idziesz na piwo (śmiech). Jaki widzisz wpływ technologii cyfrowych na fotografię? Ogromny, aparaty się zmieniają i przepaść jakościowa dzieli te sprzed 2, 3, 4 lat od dzisiejszego. Czy idzie to w dobrą stronę? Tak, bo to fotograf na końcu tworzy zdjęcie, zaś im więcej informacji tym więcej do podziałania. Myślisz, że potrafiłbyś opisać swój styl? Ślubny z pewnością jest zwiewny, naturalny, zaś ten hobbistyczny... wulgarno-impertynencki. Czy jest fotograf, który miał jakikolwiek wpływ na Twoją twórczość? Marek Rondo, na portalu, na którym wstawia się zdjęcia własnego autorstwa i poddaje ocenie, jechał po mnie jak po burej suce, a ja się zawziąłem i nie poddałem, to był czas Konica’i ale to były ważne „Prawdziwe Kadry”, ACTIVmag/ 93


94 /ACTIVmag


ACTIVmag/ 95


96 /ACTIVmag


dzięki temu patrze tak a nie inaczej, znam fotografię od początku.... Skąd czerpiesz inspiracje? Tu chyba coś zacytuję... „Mam styla nad style i pomysły co chwilę”. Kopiowanie kadrów z zagranicznych portali to nie w moim stylu. Jakie ujęcia podobają się Tobie najbardziej? Te zwiewne co mają tchnienie... Emocję, formę, wyraz. Jeśli mógłbyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? Millę Jovovich gdy miała 18 lat. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcie - kto by to był?  Moja kobieta. Co myślisz sam o sobie jako fotografie? Perfekcjonitsta kadru, pionów i poziomów, geometrii, plus to coś co pozwala mi być Kalabińskim na zawsze. W jakim kierunku zmierzasz ze swoim fotografowaniem? Ciągłego rozwoju, technicznego, merytorycznego, sprzętowego, do bycia najleprzym fotografem w Polsce i jeszcze dalej.

ACTIVmag/ 97


JUSTYNA Ł. BIEŃ

Odkrywam to co unikalne, żeby później pokazać to świa

98 /ACTIVmag

ROZMAWIAŁA

Ewelina Brac


Ń

atu

ca ACTIVmag/ 99


W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią? Moja przygoda z fotografią rozpoczęła się w liceum, kiedy to nauczycielka WOKu (obecnie znajoma) powiedziała mi, że zdjęcia, które robiłam mojej siostrze są wyjątkowe. Tak zaczęłam chcieć więcej. Robiłam zdjęcia koleżankom z klasy, potem ich koleżankom a następnie zaczęli przyjeżdżać do mnie ludzie z zagranicy. Polecenia goniły polecenia. Myślisz, że potrafiłabyś opisać swój styl? To trudne z jednej strony, bo jest on zmienny. Uważam tak, jak Solve Sundsbo (znany fotograf mody), że nie trzeba się trzymać jednego stylu, bo to ogranicza. Wystarczy, że można poznać pojedyncze elementy fotografii, jako twoje. Może światło, może kompozycję... Czy jest fotograf, który miał jakikolwiek wpływ na Twoją twórczość? Pierwszym fotografem, który miał wpływ na moje zdjęcia była Annie Leibovitz. Zainspirowała mnie jako kobieta fotograf. Najbardziej znana i odważna kobieta, która weszła w ten ówczesny męski fotograficzny świat i osiągnęła szczyty. Planujesz sesje dogłębnie, czy wszystko dzieje się spontanicznie? Zwykle mam ogólny zarys tego, co chcę osiągnąć, jakiś pomysł. Do tego gromadzę różne elementy, inspiracje w głowie. Wszystko to tworzy obraz w mojej głowie, który później łapię spontanicznie na żywo przed obiektywem. 100/ACTIVmag


Skąd czerpiesz inspiracje? Inspiracje czerpię od mistrzów fotografii, historii sztuki oraz życia codziennego. Nigdy nie wiem, co mnie zainspiruje. Zwykle obrazy wpadają mi gotowe do głowy. Ja je obrazuję. Jakie ujęcia podobają Ci się najbardziej? Najbardziej lubię ujęcia energiczne, które „nie śpią”. Owszem nie zawsze takie robię, ale lubię wprowadzać element ruchu do zdjęć. Preferujesz sesje studyjne, czy plenerowe? Czy preferuję... Kocham jedno i drugie. Studio ma swoje zalety, ale plener ma też swój niepowtarzalny klimat, który nie zawsze da się osiągnąć w studio. Czekam właśnie na to, by wszystkie kwiaty i sady zakwitły. Podczas sesji skupiasz się na konkretnym celu a może efekt końcowy zawsze jest odwrotnością tego, co chciałaś osiągnąć? Zwykle efekt końcowy moich sesji jest taki jak zaplanowałam, ale o wiele lepszy. Łapię chwile a z nimi też i przypadkowy ruch oraz okoliczności. To robi cuda na ujęciu. Jaki jest Twój ulubiony temat do fotografowania? Człowiek, moda, portret i akt to moje ulubione tematy. Są zawsze inne i ciekawe. Człowieka nie spotkasz nigdy takiego samego, jak w dniu poprzednim. ACTIVmag/ 101


102/ACTIVmag


Co lubisz najbardziej? Pozytywnych ludzi i pozytywne okoliczności. Lubię też ostre potrawy. Czego nie znosisz? Nie znoszę bycia gburem i zdrady. Jeśli mogłabyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? Chciałabym sfotografować Lady Gagę. Jest niesamowita na zdjęciach. Zawsze poddaje się wizji artysty, który ją przedstawia. Co myślisz sama o sobie jako fotografie? Uważam , że jestem dobra w tym, co robię. Jednak zawsze chcę być lepsza. Na tym polega rozwój. Masz swoje ulubione zdjęcie? Tak. Jest to moja fotografia, pt. „Wenus z Milo”. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcie, kto by to był? Steven Meisel. Pokazałby mój pazur. Czy muzyka odgrywa ważną rolę w procesie twórczym? Jedynie podczas sesji. Lubię dobrać kawałek do charakteru zdjęć i kreowanej sytuacji. W jakim kierunku zmierzasz ze swoim fotografowaniem? Odpowiem dyplomatycznie: Zmierzam tam, gdzie mnie wizja zawieje...

ACTIVmag/ 103


URSZ

Kobiety sÄ… ja w moim mnie dziej emocjon

104/ACTIVmag


ZULA ŁYSIONEK

akoś tak bardziej „plastyczne”, przynajmniej emaniu... Może to przez to, że jesteśmy barnalne, mamy więcej humorów niż panowie...

ROZMAWIAŁA

Ewelina Braca

ACTIVmag/ 105


Jaki był pierwszy aparat, z którym rozpoczęłaś swoją przygodę z fotografią? Jako dziecko dostałam od taty (fotoreportera) Zenita. Nie miałam wtedy zapędów artystycznych ani planów zajęcia się fotografią - ot dziecko jechało na wycieczkę szkolną do Szklarskiej Poręby i chciało zrobić kilka pamiątkowych zdjęć z koleżankami. Jakby nie było, miałam wtedy pierwszą styczność z aparatem, dzięki czemu szybko dowiedziałam się, że te wszystkie guziczki nie są takie straszne i nawet dziecko potrafi opanować podstawy. Swój pierwszy półprofesjonalny aparat kupiłam będąc na kontrakcie modelingowym w Tokyo, był to Nikon D200. Czym jest dla Ciebie fotografia? Sposobem na upiększenie świata. Zawsze lubiłam magiczny świat fantasy, a fotografia pozwala mi na ożywianie fantazyjnych postaci. Zanim zajęłaś się fotografowaniem, to miałaś już styczność z aparatem jako modelka. Co spowodowało, że zechciałaś stanąć po drugiej stronie? No cóż, w życiu każdej modelki przychodzi taki moment, w którym zdaje sobie sprawę, że to nie jest zawód na całe życie. Pojawia się wtedy pytanie „co chcę robić jak to wszystko się skończy”... U mnie wybór padł na fotografię z wielu względów. Po pierwsze wiedziałam już jak wyglądają sesje zdjęciowe, 106/ACTIVmag


widziałam jak pracuje zespół fotograf-modelka-makijażystka-grafik, więc było mi łatwiej to potem odtworzyć. Po drugie od dziecka bawiłam się grafiką komputerową, więc wiedziałam, że będę w stanie samodzielnie retuszować własne zdjęcia. Po trzecie podczas pracy w modelingu poznałam sporo modelek i makijażystek, z którymi potem chciałam kontynuować współpracę. Zrezygnowałaś z modelingu już na dobre? Z tego się nigdy nie da zrezygnować (śmiech)! Czasem mój mąż śmieje się ze mnie, że nawet podczas robienia rodzinnych portretów „pozuję”. Mówiąc teraz całkowicie poważnie, to czasem jeszcze zdarza mi się zapozować. Czy Twoje postrzeganie fotografii uległo znacznej zmianie? Cały czas się zmienia! Był już totalny zachwyt, znużenie, że wszystko już było, odkrywanie fotografii na nowo... Preferujesz fotografię w kolorze, czy jednak czerń i biel skradła Twoje serce? Nie mam w tej kwestii specjalnych preferencji. Są zdjęcia, które po prostu muszą być czarno białe i są takie, którym nasycone kolory dodają skrzydeł. Wszystko zależy od tematu, światła, tego co fotograf próbuje przekazać.

ACTIVmag/ 107


Przeglądając portfolio widzę, że kobiety są Twoim głównym obiektem do fotografowania. Jest to celowe działanie? Zdecydowanie tak. Kobiety są jakoś tak bardziej „plastyczne”, przynajmniej w moim mniemaniu... Może to przez to, że jesteśmy bardziej emocjonalne, mamy więcej humorów niż panowie... Ciężko to nazwać słowami, ale już dawno stwierdziłam, że nie potrafię i nie lubię fotografować mężczyzn. Jaki widzisz wpływ technologii cyfrowych na fotografię? Powinnam powiedzieć, że się wszystko zmieniło, że teraz manipulacja rządzi fotografią i już nie wiadomo co jest prawdziwe a co cyfrowo zmienione... Tyle tylko, że pamiętam jak mój tata opowiadał, jak kombinował przy zdjęciach analogowych w ciemni... A to coś się rozjaśniało, a to coś trzeba było zamalować, a to coś dokleić... Manipulacja była cały czas obecna, tylko była trochę trudniejsza do wykonania. Myślę, że cyfryzacja technologii sprawiła, że jest ona łatwiejsza do nauczenia (nie trzeba inwestować w klisze i potem w chemikalia do wywoływania). Myślisz, że potrafiłbyś opisać swój styl? Wolę nawet nie próbować (śmiech). Co lubisz najbardziej? Uwielbiam planować ujęcia... Wyobrażać sobie co by fajnie wyglądało, jak powinna zapozować modelka, jakie światło byłoby wskazane w tym momencie, 108/ACTIVmag


ACTIVmag/ 109


jakich użyć gadżetów, jakiej biżuterii. Czego nie znosisz? Swojego lenistwa! Mam milion pomysłów na sesje w głowie i nie znoszę faktu, że realizuję tylko nieliczne z nich. Czy jest fotograf, który miał jakikolwiek wpływ na Twoją twórczość? Oczywiście, mój tata. Jak tylko zaczęłam zajmować się fotografią tata od razu zaczął mi podsuwać co fajniejsze obiektywy, pokazywał co i jak działa. Urządzaliśmy zawody fotograficzne i potem spieraliśmy się kto je wygrał... Nasze postrzeganie fotografii było zupełnie inne. Tata jako fotoreporter wyłapywał momenty ważne i dziejące się tu i teraz, ja natomiast jestem fanką zaplanowania oświetlenia, najlepiej w studio, ustawienia modelki zgodnie z moim widzimisię... Ale nawet mimo tych różnic to on miał największy wpływ na to co i jak fotografuję. Skąd czerpiesz inspiracje? Z książek, filmów, natury... Jak widzę korzeń porośnięty mchem to od razu pojawia się wizja wioski wróżek oblanej ciepłym światłem (śmiech). Czy muzyka odgrywa ważną rolę w procesie twórczym? Niestety kompletnie nie znam się na muzyce... Owszem, włączam ją podczas pracy, ale głównie jako tło... Jeśli robię sesję świąteczną to puszczam muzykę z „dzwoneczkami”, jeśli chcę 110/ACTIVmag


mieć dobry humor i dużo energii podczas sesji to włączam muzykę energetyzującą, ale nie mam ulubionych zespołów czy gatunku muzycznego... Po prostu dobieram tło, które aktualnie jest mi potrzebne. Jakie ujęcia podobają się Tobie najbardziej? Piękne i łagodne, ale z pazurem - pokazujące kobietę delikatną i silną jednocześnie. Jeśli mogłabyś mieć kogokolwiek przez obiektywem - kto by to był? Natalia Vodianova! Potrafi być kobieca, uwodzicielska, dziecinna a przy tym silna. Jest świetna. Jeżeli to Tobie miałby ktoś zrobić zdjęcie - kto by to był? Tylko i wyłącznie ja (śmiech). Czy jest jakieś zdjęcie zrobione przez Ciebie, które podoba Ci się najbardziej? Tak, mam takie zdjęcie gdzie moja współlokatorka z mieszkania modelek w Seoulu skacze nad taflą wody. W rzeczywistości zrobiłyśmy to ujęcie u nas w mieszkaniu. Wszystkie dziewczyny pomagały przy „sesji”. Nie miałam wtedy jeszcze porządnego oświetlenia więc za softbox robił karton obklejony papierem śniadaniowym oparty o suszarkę do ciuchów a za zwiewną suknię moje szaliki. Całą sesję przeprowadziłam będąc w piżamie ACTIVmag/ 111


(śmiech). Jest to moje ulubione zdjęcie, bo przypomina mi, że wcale nie trzeba mieć super sprzętu i super studia, żeby zrobić fajne zdjęcie... Wystarczą chęci, masa samozaparcia i odrobina pomysłowości. Co myślisz sama o sobie jako fotografie? Oj! Czasem patrzę na swoje zdjęcia i się zastanawiam czy to już powinnam zmienić zawód czy jeszcze dać sobie tą 15stą szansę na poprawę (śmiech). Jestem bardzo krytyczna wobec samej siebie i swoich zdjęć. Ale lubię to robić więc dopóki sprawia mi to przyjemność to przymykam oko na pewne niedoskonałości. W jakim kierunku zmierzasz ze swoim fotografowaniem? Chciałabym zacząć robić więcej zdjęć artystycznych a mniej komercyjnych. Oprócz fotografii zajmuję się wieloma innymi rzeczami, więc docelowo chciałabym, żeby robienie zdjęć pozostało moim hobby, a nie sposobem zarobkowania, dzięki temu mogłabym w końcu zrealizować te wszystkie sesje, które póki co są tylko w sferze marzeń.

112/ACTIVmag


ACTIVmag/ 113


114/ACTIVmag


ACTIVmag/ 115


116/ACTIVmag

AVmag no 5  
AVmag no 5  

ACTIVmag otacza swoim ramieniem dziedziny takie jak Design, Lifestyle, Kulturę, Felieton, Photo - dostarczając przy tym ciekawych materiałów...

Advertisement