Issuu on Google+

ŚWIETNA KSIĄŻKA. NIE SPOSÓB SIĘ OD NIEJ ODERWAĆ. Stephen King

Są wszędzie – w twoim domu, pracy, samochodzie… I wkrótce cię dopadną. Nagle przestają działać wszystkie telefony i internet. Z nieba spadają samoloty, a pozbawione kierowców samochody rozpoczynają polowania na ludzi. Coś przejmuje kontrolę nad komputerami, maszynami, elektrowniami i obroną wojskową. Co się stanie, gdy cała technologia zwróci się przeciwko nam? Czy istnieje sposób, by pokonać wroga, którego sami stworzyliśmy?

Wizja przyszłości bardziej realna niż ta, którą znamy z filmów Matrix i Terminator.

D A N I E L H. W I L S O N

Doskonale wymyślony thriller opisujący to, co wkrótce może stać się przerażającą rzeczywistością. Co za książka… Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czytałem. CLIVE CUSSLER

Cena detal. 39,90 zł

WKRÓTCE FILM W REŻYSERII STEVENA SPIELBERGA


Wilson_Robokalipsa.indd 2

2011-08-10 17:22:05


ROBOKALIPSA

Wilson_Robokalipsa.indd 1

2011-08-10 17:21:57


Wilson_Robokalipsa.indd 6

2011-08-10 17:22:05


DANIEL H. WILSON

ROBOKALIP SA tłumaczenie Rafał Śmietana

Kraków 2011

Wilson_Robokalipsa.indd 3

2011-08-10 17:22:05


Tytuł oryginału Robopocalypse Copyright © 2011 by Daniel H. Wilson This translation published by arrangement with Doubleday, an imprint of The Knopf Doubleday Publishing Group, division of Random House, Inc. Copyright © for the translation by Rafał Śmietana 2011 Projekt okładki Will Staehle Fotografia na pierwszej stronie okładki © Giiman, Turbosquid.com Opracowanie graficzne okładki według oryginału mill studio Opieka redakcyjna Julita Cisowska Mariusz Gądek Adiustacja Julita Cisowska Korekta Barbara Gąsiorowska Opracowanie typograficzne Daniel Malak Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-1654-9

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2011 Druk: Drukarnia Abedik S.A., Poznań

Wilson_Robokalipsa.indd 4

2011-08-10 17:22:05


Dla Anny

Wilson_Robokalipsa.indd 5

2011-08-10 17:22:05


ROZDZIAŁ 7

PA J Ą K

„Znam wszystkie sztuczki, jakie istnieją, i nikomu nie odpuszczam. Jeżeli będę miał ochotę dobrać się do ciebie, nic mi w tym nie przeszkodzi”. Pająk

WIRUS PREKURSOR + 9 MIESIĘCY

Poniższy zapis zmontowałem z nagrań zarejestrowanych przez kamerę internetową zainstalowaną w pokoju pewnego nastolatka w południowym Londynie oraz przez kilka kamer monitoringowych w pobliżu jego miejsca zamieszkania. Obraz był niezbyt wyraźny, ale zrobiłem wszystko, co można, żeby dokładnie przedstawić rozwój wydarzeń. Tożsamości mieszkańca pokoju nigdy nie udało się w pełni potwierdzić. Sam siebie przedstawia: „Pająk”. CORMAC WALLACE GHA#217

Początkowo na ekranie nie widać nic. W tle rozlega się bardzo słaby, przerywany sygnał wybierania numeru. Słychać też miarowy

Wilson_Robokalipsa.indd 84

2011-08-10 17:22:08


85

oddech kogoś, kto czeka, żeby osoba po drugiej stronie linii podniosła słuchawkę. Rozparta w fotelu sylwetka zaczyna mówić głębokim, chrapliwym głosem: – A teraz posłuchaj mnie uważnie, księżniczko. Na pewno was to zainteresuje. Mam dwóch zakładników. Jeden z nich jest ranny. Krwawi mi tu na dywan jak jebane prosię w rzeźni. Wiem, że możecie mnie namierzyć, i zwisa mi to. Ale jeśli choćby jeden gliniarz postawi tu nogę, przysięgam na Boga i innych, po prostu pozabijam ich, moja droga. Powystrzelam ich jak psy. Rozumiesz? – Tak, proszę pana. Czy może się pan przedstawić? – Tak. Nazywam się Fred Hale. Dzwonię z domu. Cwaniaczek myślał, że może sobie pofiglować z moją żoną w moim własnym domu bez mojej wiedzy. Do tego w moim własnym łóżku. Ale trochę się przeliczył, nie? I już o tym wie. Pewnie teraz żałuje. – Fred, ilu ludzi jest z tobą w mieszkaniu? – Tylko nasza trójka, księżniczko. Szczęśliwa rodzinka, nie ma co. Ja, żona, która mnie zdradza, i jej jebany eks. Cały pokrwawiony. Skleiłem ich razem taśmą. Są w salonie. – Co mu pan zrobił? Czy jest poważnie ranny? – Chlasnąłem go nożem po ryju. A co miałem zrobić? Mam chyba prawo bronić rodziny, nie? Musiałem coś zrobić. Zacząłem go chlastać, ale nie wiem, kiedy skończę. Może jak się zmęczę i padnę. Już mi na niczym nie zależy. Rozumiesz, kochana? Zupełnie nie panuję nad sobą. Nie wiem, co się dzieje. Słyszysz mnie? – Słyszę cię, Fred. Możesz mi powiedzieć, jak ciężko ranny jest mężczyzna? – Leży na ziemi. Nie wiem. Cały jest... Kurwa, wszystko się pierdoli. Wszystko. – Fred? – Słuchaj, księżniczko. Musisz kogoś przysłać na pomoc, bo mi tu zaraz kompletnie odpierdoli. Jak jakiemuś jebanemu psycholowi. Migiem przyślij tu kogoś na pomoc, bo inaczej oni zginą.

Wilson_Robokalipsa.indd 85

2011-08-10 17:22:08


ROBOKALIPSA

– Dobrze, Fred. Już wysyłamy pomoc. Jesteś uzbrojony? – Właśnie. Jestem uzbrojony, okej? Mam broń i nic więcej wam nie powiem. I nie mam zamiaru iść do paki. Nie mam zamiaru, słyszysz? Wolę już się pochlastać i mieć ze wszystkim spokój. Dziś wieczorem nigdzie się nie wybieram, rozumiesz? Więcej z wami nie rozmawiam. – Fred? Czy mógłbyś się nie rozłączać? – Powiedziałem wam wszystko, co miałem do powiedzenia, nie słyszałaś? Teraz odkładam słuchawkę. – Czy mógłbyś jeszcze chwilę porozmawiać? – Zaraz odkładam słuchawkę. – Fred? Panie Hale? – Do zobaczenia na śmiesznych stronach, księżniczko. Kliknięcie.

Postać na ekranie wstaje do wtóru skrzypnięcia obrotowego fotela. Z trzaskiem otwierają się żaluzje. Pokój zalewają promienie słońca, natychmiast oślepiając kamerę. Przez kilka następnych sekund sprzęt automatycznie reguluje poziom kontrastu. Na ekranie pojawia się obraz niezbyt dobrej jakości. W pokoju panuje nieporządek: stosy pustych puszek po napojach gazowanych, zużyte karty telefoniczne i brudne części garderoby. Mebel znów skrzypi pod ciężarem siadającego. Pozujący na twardziela mężczyzna to w rzeczywistości tęgi nastolatek ubrany w poplamiony T-shirt i spodnie od dresu. Ma ogoloną głowę. Znów rozwala się w zdezelowanym fotelu i opiera nogi na biurku z komputerem. Lewą ręką trzyma przy uchu telefon komórkowy, a prawą podpiera od niechcenia lewy łokieć. Z słuchawki dobiega cichy sygnał. Odbiera miły męski głos. – Halo?

Wilson_Robokalipsa.indd 86

2011-08-10 17:22:08


87

Nastolatek mówi własnym, piskliwym głosem, drżącym z nerwowego podniecenia. – Fred Hale? – pyta. – Tak? – Na pewno Fred Hale? – Tak. Kto mówi? – Zgadnij, ty alfonsie. – Słucham? Nie mam pojęcia, o co... – Mówi Pająk. Z czatu phreaków. – Pająk? Czego chcesz? – Myślałeś, że możesz mną pomiatać? Masz mnie za zero? Pożałujesz tego, Fred. Chcę ci dać nauczkę. – O co ci chodzi? – Chcę usłyszeć płacz twojej żony. Chcę zobaczyć, jak płonie twój dom. Chcę cię ukarać tak surowo, jak potrafię, a potem dostaniesz jeszcze coś na dokładkę. Dzisiaj cię złamię, stary, a jutro poczytam o tym w gazetach. – Złamiesz mnie? Coś ci się chyba pomieszało. Spadaj, dzieciaku. Jesteś sam? Przyznaj się. Dlatego do mnie dzwonisz? Mamusia wyszła, zabrała klocki i zostałeś sam? – Posłuchaj, Fred. Nie masz pojęcia, z kim rozmawiasz. Nie wiesz, do czego jestem zdolny. Znam wszystkie sztuczki, jakie istnieją, i nikomu nie odpuszczam. Jeżeli będę miał ochotę dobrać się do ciebie, nic mi w tym nie przeszkodzi. – Nie strasz mnie, dupku. Znalazłeś mój numer domowy? Moje gratulacje. Posłuchaj swojego głosu. Skończyłeś już czternaście lat? – Mam siedemnaście lat. I rozmawiamy prawie od dwóch minut. Wiesz, co to znaczy, Fred? – Ty naprawdę masz nierówno pod sufitem. – Wiesz, co to znaczy? – Czekaj, ktoś puka. – Wiesz, co to znaczy, Fred? Wiesz czy nie wiesz? – Stul pysk, skurwysynu. Idę otworzyć.

Wilson_Robokalipsa.indd 87

2011-08-10 17:22:08


ROBOKALIPSA

Głos mężczyzny cichnie. Zapewne dłonią przykrywa mikrofon. Słychać przekleństwo, potem łomot i trzask wyłamywanych drzwi. Zaskoczony mężczyzna krzyczy. Telefon upada na podłogę. Głos Freda szybko zagłuszają ciężkie kroki wojskowych butów i rozkazy dowódcy oddziału specjalnego. – Na ziemię! Nie ruszaj się! Zamknij się! W tle słychać cichy krzyk kobiety. Wkrótce jej szloch zagłuszają wyzwiska, brzęk tłuczonego szkła i wściekłe ujadanie psa. Nastolatek, który przed chwilą przedstawił się jako Pająk, siedzi bezpiecznie w domu. Nie odkłada słuchawki. Z zamkniętymi oczami i głową przechyloną na bok delektuje się odgłosami płynącymi z słuchawki. – I o to chodzi – mówi z satysfakcją, nie zwracając się do nikogo konkretnego. Potem w milczeniu unosi nad głowę dłonie zaciśnięte w pięści, jak mistrz świata w boksie, który właśnie wygrał dziesięciorundowy pojedynek. Jednym ruchem kciuka rozłącza się.

Dzień później. Obraz z tej samej kamery internetowej. Pająk, jak zwykle wygodnie rozparty w fotelu, znów wystukuje jakiś numer na klawiaturze telefonu. Na wypukłym brzuchu opiera puszkę z napojem gazowanym. Podnosi aparat do ucha i marszczy brwi. – Co jest grane, Arrtrad? Dlaczego nic jeszcze nie wyszło? – To było genialne, Pająk. Zadzwoniłem do kwatery głównej Associated Press i podszyłem się pod numer telefonu konsulatu w Bombaju. Udałem reportera z Indii, który dzwoni z... – To super, stary. Fantastycznie. Jak chcesz, nagram ci gratulacje na pocztę głosową. Teraz powiedz mi, dlaczego na necie jest historia o moim żarciku, a w gazecie nie ma nawet nagłówka?

Wilson_Robokalipsa.indd 88

2011-08-10 17:22:08


89

– Wyluzuj, Pająk. Nie przejmuj się. Na necie piszą, że wypadek musiało wywołać jakieś krótkotrwałe zakłócenie działania komputera. Jesteś naprawdę dobry. Nie namierzyli cię. Myślą, że to jakaś maszyna. – Pierdolisz! Po raz ostatni pytam: gdzie moja historia? – Historię zablokował redaktor. Wygląda na to, że kiedy dostał nasz kawałek, zajął się czymś innym i nie wylogował się ze strony. Leży w edycji od dwunastu godzin. Facet musiał o nim zapomnieć. – Nie sądzę. Kto to jest? Znam go? Jak się nazywa? – Już wszystko sprawdziłem, nie rozumiesz? Jako reporter z Indii dostałem bezpośredni numer do biura tego gościa. Ale kiedy dzwoniłem, okazało się, że nigdy tam nie pracował. Nikt kogoś takiego nie zna. To ślepa uliczka. Gościa nie da się wytropić. Jakby nigdy nie istniał. A historii nie da się puścić dalej, dopóki nie wyjdzie z edycji, rozumiesz? – A sprawdziłeś IP? – Co? – Arrtrad, czy ja się jąkam? Jebany adres IP. Jeżeli ten buc, co zatrzymał moją historię, ma fałszywą tożsamość, namierzę go. – No pewnie. Zaraz ci przemailuję jego adres. Już klientowi współczuję. Kiedy go dorwiesz, dasz mu popalić, nie? Jesteś najlepszy, stary, nie ma... – Arrtrad? – Tak? – I nigdy więcej mi nie mów, że czegoś nie da się zrobić. Nigdy więcej. – Nie ma sprawy. Wiesz, że nie to miałem na myśli... – Do zobaczenia na śmiesznych stronach. Kliknięcie.

Wilson_Robokalipsa.indd 89

2011-08-10 17:22:08


Robokalipsa