Page 1

nr 3, listopad 2011 cena 4,99 zł (w tym 8% vat)

Melancholia chorobą duszy

Otulenie

niesamowita podwodna sesja zdjęciowa

Roman Gutek wizjoner kina

Honorata

HoneyKopciuszek Skarbek w Rzymie O kobietach i francuskiej pornografii –

Homo ludens Sen z oczu dom czy mieszkanie nr indeksu 277983 ISSN 2083-5795

9

772083

57900

11

1

Janusz Korwin-Mikke

Bądź szczęśliwa tej jesieni!


Nowe oblicze wrocławskiej Max Mary Salon Max Mara we Wrocławiu od 10 lat wpisuje się w światowe trendy luksusowej mody. Znajdujące się w nim wysublimowane kolekcje prosto z mediolańskich wybiegów od dawna cieszą najbardziej wymagające klientki. Wnętrze salonu Max Mara to nowy koncept wzorowany na salonie znajdującym się w Mediolanie przy Corso Vittorio Emanuele, przygotowany przez włoskie studio „Duccio Grassi Architects”. Zgodnie z projektem nowy salon to organiczne materiały i proste linie, które razem tworzą zorganizowaną wizualnie wysmakowaną przestrzeń, pełną kontrastów. W nowym wnętrzu dominują elementy drewna, szkła i światła, wszystko w modnych beżach, brązach i szarościach. Nowy wystrój salonu Max Mara zainteresuje nie tylko dotychczasowe klientki, ale także kobiety zdecydowane, szukające indywidualnych rozwiązań i luksusu. O kobiecej elegancji powinny świadczyć nie tylko materiały z jakich wykonane są kolekcje Max Mary, ale też miejsce, w którym dokonuje się zakupu. Nowy koncept jest więc odzwierciedleniem potrzeb współczesnych kobiet sukcesu. W salonie dostępne są kolekcje marki Max Mara i jej linie: Max Mara, Sportmax, Sportmaxcode, Pianoforte, Piumini, 'S Max Mara,Weekend by Max Mara, Max Mara Studio, Max Mara Accessori, Max Mara Occhiali, Max Mara Hossiery. Salon Max Mara i salon Weekend Max Mara reprezentowany jest na Dolnym Śląsku przez Vega Fashion Group (www.vegafashiongroup.com) Salon Max Mara zaprasza: Wrocław – Galeria Dominikańska, Parter. Salon Weekend by Max Mara zaprasza: Wrocław – Centrum Handlowe Renoma, Parter.


Czekamy na Wasze e-maile: listy@wowmagazine.pl oraz na listy: ul. Kolarska 12c, 53-013 Wrocław

obiety górą

Pomysł z „piersiastym” numerem uznaję za interesujący. Wpisując się w akcję historycznego już projektu Avonu, uznałam to za Wasz głos „za”. Za kobietami i za piersiami. Nawet za „fascynującym obiektem erotycznym i artystycznym” jak zostało to ujęte w artykule psychologicznym, i wyrażającym, poniekąd, zdanie rozmówców sondy. Wrocławscy mężczyźni, jak można było przeczytać są nawet bardzo „za”. Cieszy się też mój mąż, oczywiście z opublikowanych zdjęć – sposób na zwrócenie uwagi na piersi dobry, z pewnością sprawdzony. Jak dla mnie, najbardziej przekonująco wypadła rozmowa z amazonkami – szczera i prawdziwa – pomimo ich wewnętrznego bólu wyrażają głos setek (tysięcy?) okaleczonych kobiet, których stać na przyznanie się: „nie jestem mniej kobieca, jestem po prostu inna”. Kobieta szczęśliwa, idąca do przodu, potrafiąca układać swoje życie nie pod innych, lecz zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i własnymi marzeniami. Czy warto popierać ten głos? – zawsze i wszędzie! Agata R E K L A M A

Ludzie listy piszą... upss… obecnie jednak częściej e-maile. Forma rozmachu dowolna – liczymy na Wasz kontakt z nami. Opublikujemy również wpisy na facebooku WOW! Temat? Z życia wzięty, z codzienności miasta i jego mieszkańców. Czekamy na Wasze inspiracje, sugestie i pytania. Liczymy na dyskusje i opinie o przeczytanych artykułach.

Nagrodę za list na facebooku, CD Bartosza Porczyka, Sprawca, (LUNA Music) otrzymuje pani Agata

W 2. nr WOW! niewdzięczny chochlik zjadł podpisy do sesji zdjęciowej, Redakcja przeprasza Konrada Bąka, autora sesji fotograficznej oraz osoby współpracujące przy tworzeniu zdjęć: Lewicką (makijaż i stylizacja), Aleksandrę Mentel (stylizacja fryzur) oraz Iwonę Adamkiewicz-Bąk i Mariusza Boronowskiego (modeling).


Nasze Gwiazdy

06.  Make dreams come true – Honorata Honey Skarbek jako współczesny Kopciuszek w Rzymie 44.  Janusz Korwin-Mikke wyciąga asa z rękawa – wywiad 46. Warto być wizjonerem – o festiwalach i filmowej pasji opowiada Roman Gutek

WrocWOW

04. Seks w wielkim mieście Wrocław – felieton Agnieszki Wolny-Hamkało 56. Melancholia to nie tylko słodka choroba duszy – sonda 68. Wrocławski backstage

Art Debiuty 54. Mariusza Wildemana dialogi z życiem

Styl Życia 26. SPA, czyli sanus per aquam 28. Homo ludens – doza rozrywki na jesień 42. Sen z oczu – dylematy zakupu nieruchomości 67. Bądź szczęśliwa tej jesieni – psychologia dla Ciebie

Dreshion&Fashion 18. Skóra starzeje się z klasą 24. Otulenie – podwodna sesja zdjęciowa 30. Ogrody jesieni

Kulinaria 62.  Grzegorz Sobel proponuje: „I dieta może pomóc“ – felieton kulinarny

Kawka na Kanapie 02. 75. 73. 75. 80.

Listy do redakcji Rozwiązanie konkursu Nowości i zapowiedzi Horoskop Modne adresy www.wowmagazine.pl, info@wowmagazine.pl

Redakcja: tel. 71 343 70 20, faks: 71 343 70 21 Adres: ul. Kolarska 12 c, 53-013 Wrocław

na okładce: Honorata Skarbek Zdjecia: Grymuza Stylizacja/makijaż: Lewicka Miejsce: Rzym

Redaktor naczelny: Beata Łańcuchowska Sekretarz redakcji: Leokadia Kowara Dyr. artystyczny: Magda Lewicka Dyr. marketingu i PR: Anna Zielińska Projekt graficzny: Sylwia Lutkiewicz Skład: Bartosz Kwarta Fotoedytor: Paweł Kozioł

Felietoniści: Agnieszka Wolny-Hamkało, Grzegorz Sobel Dziennikarze: Ewa Gil-Kołakowska Dział reklamy i sprzedaży: Kamila Kochniarczyk, Iwona Koprowalska

znajdź nas na

WOW! Fashion&Dreshion Magazine! Rej PR 2943 Wydawca: Spupens Sp. z o.o. Firma wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS 0000298445, prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego. Wysokość Kapitału zakładowego 50.000,00 zł REGON: 020642600 NIP: 8971737316 Wrocław 53-013, ul. Kolarska 12 c, tel. 71 343 70 20 Druk: KENGRAF Redakcja nie zwraca niezamówionych tekstów i fotografii oraz zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania nadesłanych materiałów. Redakcja nie odpowiada za treść reklam. Znak towarowy WOW! Fashion&Dreshion Magazine! pod względem słownym, jak i graficznym jest chroniony prawnie i używanie go w celu oznaczenia własnego produktu przez kogokolwiek bez porozumienia z Wydawcą jest bezprawne. Przedruki z miesięcznika WOW! dozwolone są wyłącznie za uprzejmą pisemną zgodą Wydawcy. Wydawca czasopisma ostrzega P.T. sprzedawców, że sprzedaż aktualnych i archiwalnych numerów czasopisma po innej cenie niż wydrukowana na okładce jest działaniem na szkodę Wydawcy i skutkuje odpowiedzialnością karną i cywilną.


Od Redakcji

Słowo na listopad Jesień szarością dzień przykrywa, mgła ścieli się dywanem, liście wiatrem trącane wirują – melancholijna myśl kołacze się po mojej głowie, tworząc obraz rozedrganych szarości. Ale, czy tak być musi? Czy naprawdę jesień kojarzy się zawsze z szarością, mgłami i wiatrem? A co z kolorowymi liśćmi zalegającymi malowniczo parkowe aleje, z brązowymi kasztanami noszonymi w kieszeniach, czy wreszcie: z ostatnimi ciepłymi promieniami słońca? Lubię jesień, to taka leniwa pora roku, która rozgrzesza z rozpalania drew w kominku. Siadam z kieliszkiem Porto w ręku, dobrą książką na kolanach i zapatrzona w ogień rozmyślam... nad jesienną melancholią. Czy melancholia to taki wszechogarniający smutek czy powolny krok do depresji, a może jest to po prostu chwila, kiedy w biegu życia zatrzymujemy się choć na chwilę i spoglądamy wstecz? Na rok, który z wolna przemija. Na siebie, rodzinę, przyjaciół. Uśmiecham się, rozmarzam, bo przecież jest dobrze. Wino, najwyraźniej robi już swoje, przełączam się jednak na tryb konkretów: statystyki dobitnie dowodzą, że aż 6 % Polaków cierpi na jesienną depresję, chorobę duszy. Wynik jest dość przygnębiający. Szukam wśród ogólnie dostępnych „antydepresantów“ i znajduję: odpoczynek, zabiegi w SPA, gorącą czekoladę, spacery w parku, pachnące grzyby w lesie, czerwoną jarzębinę na drzewach, cierpką pigwę do herbaty, ludziki z kasztanów... Towarzyskie rozmowy, gry, kino. Co jeszcze? – moda! Przecież z nieukrywaną radością zamykam w szafie letnie ubrania, delikatne sukienki, odkryte pantofle, żeby z rozkoszą zamienić je na puchate swetry, ciepłe peleryny i botki. W tym sezonie projektanci ruszyli z odsieczą i na przekór utartym schematom przekonują do zestawiania ciepłej palety barw, nasyconej żółcieniami, morskim szmaragdem z odrobiną lamparcich centek, a do tego chłodne fiolety! Fantastycznie i orzeźwiajaco. Za to też kocham jesień!

Beata Łańcuchowska, redaktor naczelny

4

wowmagazine.pl


Hamkało i inne utrapienia - czyli seks w wielkim mieście Wrocław

Lejdi z piekła rodem

Czuję jak się zbliża. Nocą podchodzi do okien, przyciska do nich swój tłusty brzuch. To przez nią nie mogę zasnąć, to ona ubija pierze w poduszkach, sprawia, że w pokoju jest duszno i drapie w gardle. Rano też jest na posterunku, zagląda w oczy nachmurzonym przechodniom i zostawia w ich źrenicach maleńkie ślady – czarne lusterka. Niebo zaciąga tłustym tuszem, bazgra po murach, sprawia, że mleko kwaśnieje, noworodki płaczą, a połączenie z netem urywa się w strategicznym momencie. Melancholia. Chandra. Nie mówcie nikomu, ale tej jesieni mam dosyć, koniec, kurwa, postanawiam ją zabić. Panicznie liczę forsę: płatny zabójca kosztuje. Szukam go w gazetach, na forach, w gabinetach psychiatrycznych i w miękkich pokoikach wróżek. Nie dam sobie odebrać przedzimowych miesięcy tej cizi w czarnym fartuszku. Nie dam sobie zabrać wieczorów przy herbacie z imbirem i filmach Woody’ego Allena. Na razie jakoś się z niej otrząsam, ale czuję, że jest silna i reżyseruje moje myśli. Przez chwilę wspominałam wczorajszy pierwszy przymrozek nad stalową rzeką, która aż roiła się od gwiazd. – A ona mi bezczelnie podszeptuje i podrzuca myśl inną: kończą się kukurydze. Niedługo będą już tylko pomarańcze. Zasypiam z ciepłą myślą o masażu tajskim, a ona mnie budzi krzycząc: deszcz! Koniec z zamszowymi botkami, spacerami z gołą głową i psem. Ale zabiję ją. Pierwszą wskazówkę znajduję w sieci: to czekolada. Chandrę zabija pomału, trzeba dozować ją ostrożnie, homeopatycznie. Magnez z czekolady stanie na straży naszego wątłego

ja. Endorfinki poszybują przez nasze ciała jak bombowa whisky i będzie nam dobrze jak w niebie. A ona? Chandra – melancholia? Widzicie jak się kurczy, jak dostaje zadyszki na schodach? Widzicie ten pasek siwizny na skroni, drżąca rękę, z której wypada pejcz? Niedoczekanie twoje, lejdi z piekła rodem. Jeszcze dycha? Zatem czas na zmasowany atak: prężę mięśnie, wypijam pokrzywę, wrzucam żeń szeń i potas i wygłaszam sama do siebie bojową mowę rodem z amerykańskich filmów batalistycznych: do ataku, sukinkotko. Zaczynam od zapuszczenia głośnej muzyki w szybkim tempie, najlepiej coś w stylu bahama yellow: reggae, ska, coś

słonecznego. Potem wypijam drinka z palemką – bezczelnie przed 10.00, a jak! Na śniadanie. I jem przygotowaną wcześniej kremówkę. Fakt, z lekka mnie mdli, ale nie poddaję się, przyjemności także bywają uciążliwe i niebezpieczne. Dlatego wypalam hawajskie cygaro (w pokoju, żeby było jasne) i moczę nogi w ciepłej wodzie (przepis cioci). Potem radośnie marnotrawię czas na oglądanie albumów – najlepiej impresjonizm, człowiek się nałyka trochę światła to od razu mu lepiej. I na przykład Araki – bo nie ma to jak porządnie związane nagie ciało w chłodny jesienny poranek. Chandra vel melancholia jest już taka malutka, że ją zamykam w słoiku. Litościwie robię dziurki w wieczku, niech wie, suka, że można rzecz załatwić po chrześcijańsku. Zresztą, postanawiam jednak darować jej życie. Nie można być przecież dorosłym wesołym człowiekiem. To musi być strasznie ogłupiające. Jak seria trzydziestu orgazmów pod rząd. Założę się, że to się negatywnie odbija na inteligencji. Poza tym, bez niej, tej małej w czarnej woalce – nie byłoby filmów Woody Allena. I obrazów van Gogha. I wierszy Sylvii Plath. I powieści Milana Kundery. Oj, chyba głośno myślę, bo lala wygląda ze słoika, puka w wieczko. Wygląda na to, że chce ugody. Wypuszczam ją, każę podpisać papiery. Zrzeka się pełnej dominacji nad miesiącami jesieni. A ja wycofuję się z okopów. Palimy razem cygaro. Pełna symbioza. I kto by się spodziewał: coś takiego!

Agnieszka Wolny-Hamkało wowmagazine.pl

5


Po peronie dziarskim krokiem zmierza w moją stronę młoda dziewczyna. Ma za sobą siedmiogodzinną podróż pociągiem, jest zimno, ale pomimo niedogodności ona promienieje uśmiechem. Zastanawiam się: co tak naprawdę o niej wiem? Że pochodzi z małego miasta, ze średnio zamożnej rodziny, że już jako 14-latka zaczęła na siebie zarabiać, że walczy o życie zwierząt i angażuje się w kampanie społeczne... i nagle konstatuję – dziewczyna z bajki Perraulta – Kopciuszek! Współczesny Kopciuszek, który sam zoganizował sobie swój bal, żeby na nim zabłysnąć.

Honorata Honey Sk

Make dreams współczesny Kopciuszek w Rzymie

Zdjecia: Grymuza Stylizacja/makijaż: Lewicka Miejsce: Rzym/Fontanna di Trevi


karbek

come true... bolerko: Né Comme Ça sukienka: własność stylistki


NASZE GWIAZDY Pochodzisz ze Zgorzelca, a teraz robisz karierę muzyczną w Warszawie.

To wszystko stało się dzięki internetowi. Cztery lata temu założyłam swój pierwszy blog, bo było to bardzo popularne; miałam 13 lat i jak inne nastolatki ja też chciałam być „fajną” dziewczyną. Na początku pisałam o codziennym życiu, a później zaczęło to trochę ewoluować – zaczęłam pozować do zdjęć, również profesjonalnych – wstawiałam zatem te zdjęcia, a to przyciągało kolejne osoby do oglądania mojego bloga. Doszła też muzyka, którą zaczęłam wrzucać do internetu. Wszystko zaczęło się rozrastać w tak szybkim tempie, że prawie nad tym nie panowałam; nie wiedziałam jak to się dzieje, że z dnia na dzień wzrastały tysiące oglądalności. Zanim upubliczniłaś swoją muzykę w sieci, śpiewałaś i komponowałaś w domu?

Swoją pierwszą piosenkę napisałam jak miałam 12 lat. Odkąd pamiętam, zawsze miałam przygody muzyczne. To są dość śmieszne historie: od najmłodszych lat ze swoimi znajomymi zakładaliśmy zespoły i tworzyliśmy muzykę, nawet kreowaliśmy swoje wizerunki. Było to takie trochę podwórkowe. Ale nadszedł taki moment, kiedy miałam możliwość nagrania skomponowanego i  napisanego przeze mnie utworu, w amatorskim studiu, w piwnicy kolegi. (uśmiecha się) I to był ten pierwszy utwór wrzucony do internetu. Miałam 15 lat, a moja piosenka już po kilku dniach miała kilka tysięcy odsłon – dla zwykłej internautki, jaką wtedy byłam – był to ogromny sukces. Powodzenie zmotywowało mnie żeby dalej iść tą drogą, czyli prezentować siebie w internecie. A kolejne piosenki?

Utworów pojawiało się więcej, moja miłość do muzyki rosła, ja również dojrzewałam i zaczęłam kreować swoją ścieżkę w życiu. Ludzie, którzy słuchali moich utworów dawali mi pozytywne opinie, zachęcali, żeby to robić dalej. W ten sposób wypromowałam pięć czy sześć utworów. W tym czasie moje blogi stawały się coraz bardziej popularne, założyłam kolejny, typowo fashionowy, gdzie pisałam na temat mody i zamieszczałam różne stylizacje. To również pomogło mi w popularności. Moja obecność w internecie cały czas oscylowała między modą a muzyką.

iadomo, w że nikt nie jest idealny(...) Z wad można zrobić zalety.

zestaw: własność stylistki

8

wowmagazine.pl


NASZE GWIAZDY I co dalej?

Na jednym z portali muzycznych zauważył mnie mój obecny manager i zaproponował współpracę. To było dwa lata temu. Zaczęliśmy pracować nad moim materiałem demo, nagraliśmy trzy piosenki, które Jakub Kaczmarek wysłał do wytwórni Uniwersal Music Polska, i na nasze szczęście, zainteresowała się nami najlepsza wytwórnia muzyczna – wtedy to już poszło bardzo szybko – nagraliśmy całą płytę i teledysk, zaczęłam pojawiać się też w telewizji. Co uważasz za swój największy sukces?

Wydaje mi się, że jest nim tegoroczna nagroda internautów na festiwalu Top Trendy w Sopocie, ponieważ jest to uznanie odbiorców. Sukcesem jest również poziom oglądalności moich teledysków, obydwa mają milionową oglądalność; jak na debiutantkę, wydaje mi się, że jest całkiem nieźle. Moje dwa utwory były na najwyższej rotacji radiowej i telewizyjnej. Twój blog jest bardzo osobisty.

Tak, stamtąd się wzięłam, teraz dopiero stałam się osobą publiczną. Staram się nie tworzyć dystansu i nadal pozostawać taką zwykłą nastolatką, która może być blisko ze swoimi odbiorcami. To tworzy taką specyficzną więź, nie jestem dla swoich czytelników osobą odległą jak niektórzy artyści, czy osoby publiczne. Dzielę się swoją prywatnością, naturalnie w granicach rozsądku – staram się pisać o tym, czym mogę się z nimi podzielić. Twoja otwartość w komentarzu do własnych nóg przy okazji wpisu o  nowych szpilkach, rozbroiła mnie zupełnie. Nie idealizujesz siebie, myślę, że to właśnie docenia młodzież.

Nie jestem w stanie ukryć własnych niedoskonałości, zresztą nawet nie chciałabym. Jestem zdania, że powinno się akceptować siebie – łatwiej jest przebrnąć przez własną codzienność – człowiek wstaje rano, patrzy w lustro i jest zadowolony z tego co widzi. Wiadomo, że nikt nie jest idealny, ja również, ale staram się pogodzić z tym, co nie jest we mnie idealne. Z wad można zrobić zalety – i tego staram się trzymać. Najważniejsze, żeby żyć w zgodzie i harmonii ze sobą, wtedy staję się lepsza. Jennifer Lopez jest dumna ze swojej pupy.

Takie duże tyłki są jak najbardziej fajne, i seksy. Sama mam duży tyłek i nie ukrywam tego. zestaw: własność stylistki


i działać na lepszym poziomie – to górnolotne plany, ale staram się mierzyć wyżej, by przeskakiwać przeszkody. Mam nadzieję, że na gorąco będziesz pisała relację z Londynu…

Tak, tak, myślę, że będę mogła wszystko ze sobą pogodzić. To są wprawdzie studia stacjonarne, ale jestem osobą, która od zawsze brała na siebie masę obowiązków. Dzięki temu stałam się tak bardzo zorganizowana. Od najmłodszych lat miałam bardzo dużo zajęć. Rodzice nie martwią się, że planujesz wyjazd?

W wieku 14 lat stałam się wolnym ptakiem, który zaczął decydować sam o sobie, po roku zaczęłam zarabiać, sama się utrzymywać… zawsze byłam indywidualistką i stojącą z boku outsiderską. Moi rodzice zdążyli się już do tego trochę przyzwyczaić, aczkolwiek jak kilka miesięcy temu wyjechałam na stałe do Warszawy, strasznie się martwią – codziennie dzwonią, wysyłają mi paczki, myśląc: że nie mam co jeść, że nie mam w czym chodzić i jest mi np.: zimno. Przewidują najgorsze scenariusze, ale wierzą, że daję sobie radę i jak najbardziej trzymają za mnie kciuki. Masz rodzeństwo?

Mam brata, który poszedł w zupełnie innym kierunku – jest takim „ścisłowcem” – studiuje automatykę i robotykę, jest zafascynowany tworzeniem dziwnych maszyn, czego ja kompletnie nie rozumiem, ponieważ jestem typową humanistką. Paweł mnie dopinguje, w niektórych sprawach również pomaga, dzięki temu liznął trochę świata showbiznesu. Moje kontakty z nim są O.K.

płaszcz: Né Comme Ça

…za miesiąc będę miała 19 lat.

kariery. Za rok zamierzam wyjechać i się tym zająć.

Powoli wkraczasz w dorosłe życie, jakie masz plany? A studia?

Tak jak Kayah zamierzasz prowadzić innych artystów?

Zawsze marzyłam o tym, żeby zajmować się muzyką, a od dwóch lat moja koleżanka przekonuje mnie do studiowania w Londynie, czym zresztą mnie „zaraziła”. Po pierwsze, z racji tego, jaki panuje tam klimat, a po drugie: tam jest mój wymarzony kierunek, czyli music management, prowadzenie artysty od samego początku po następnych szczeblach

Tak, jak ktoś dał mi szansę dwa lata temu, ja również chciałabym te szansę dać komuś. Za kilka lat, jak zdobędę doświadczenie i obycie, chciałabym wprowadzić choćby minimalne rewolucje do tego, co dzieje się na naszym rynku muzycznym, bo mam głowę pełną pomysłów. Marzę, żeby później, po powrocie do Polski, założyć swoją firmę, wydawnictwo

Przestajesz być już nastolatką…

10

wowmagazine.pl

A miłość? W Twoim życiu pojawił się mężczyzna?

Tak. Mam wsparcie, pomoc, i wszystko o czym marzyłam w miłości jest w 100 % spełnione. Zajmujemy się podobnymi rzeczami, obracamy się w tym samym środowisku, więc jest fajnie. Uzupełniamy się, jeśli ja nie mogę czegoś załatwić, to sprawa zostaje właśnie załatwiona przez niego. Co nowego planujesz w muzyce?

Pod koniec listopada ruszamy z nagraniem trzeciego teledysku i mam nadzieję, że będzie to wielkie wydarzenie. Planuję to od kilku miesięcy. Coraz bardziej się tym stresuję i siedzę jak „na szpilkach”, żeby wszystko udało się tak, jak zaplanowałam. Pozostaje mi tylko wierzyć, że wszystko będzie dobrze.


A możesz nam coś zdradzić?

Wszystko owiane jest tajemnicą. Jeszcze nie mogę wypowiadać się na ten temat. To będzie coś innego od tego, co robiłam do tej pory, i będzie się różniło od singli: No One i Runaway. Siłą rzeczy wychodzę z wieku nastolatki, przeistaczam się i chcę teraz pójść w stronę kobiecości. Wróćmy do Twojego modowego bloga

Ja to uwielbiam. Nie wiem, czy tak naprawdę on się komuś podoba, komentarze są różne. Ale fajne jest to, że ludzie wchodzą, oglądają i chcą tego więcej. Tworzymy taką całość – ja daję ludziom coś od siebie: stylizacje i opisy swojej codzienności, a oni dają mi motywację. Robię to od czterech lat i nie wyobrażam sobie, żebym miała z tym zerwać i w jakiś inny sposób dzielić się swoim życiem z osobami, które mnie słuchają. Jaki wpis uznałaś za ciekawy?

Dla mnie niesamowitą historią jest to, że niektórzy ludzie, moi czytelnicy, uważają mnie za swoją inspirację, a to dlatego, że jak większość z nich, ja nigdy w życiu nie miałam bogatych rodziców, jestem z małej miejscowości, nie miałam zbyt wielkich szans na to, aby się wybić, aby się pokazać. Szczerze mówiąc: na początku wszystko zrobiłam sama. Oczywiście sprzyjało mi szczęście, ale dołączyła się do tego moja ciężka praca i moje nastawienie do życia i do tego, co robię. Fajnie, że mogę motywować młode osoby, które tak jak ja, dopiero startują, by starały się coś pokazać, co będzie trafiało do większej liczby odbiorców. Patrząc na to, co ja robiłam, na moje początki, oni sobie mówią: to my też możemy, możemy mieć siłę, mamy nadzieję, że nam się uda – i to jest chyba najbardziej motywujące dla mnie, że mogę być jakąś formą inspiracji dla młodych osób. Wpisują takie podziękowania?

Tak, stąd to wiem. To nie jest moja wyimaginowana teoria, lecz rzeczywiście, takie komentarze się pojawiają. Dostaję mnóstwo wiadomości, i najbardziej cieszą mnie takie, o których wcześniej powiedziałam, że jestem motywacją dla innych ludzi. Krytyka też się pojawia?

Takich wpisów jest mnóstwo, nawet nie wiem, czy nie więcej niż pozytywnych, to mnie jednak uodporniło na krytykę. Teraz takie rzeczy po mnie spływają i nie robią na mnie żadnego wrażenia. Ale to jest jednocześnie potrzebne, bo uczy pokory. Zaczynam

tunika: SZAFOMANIA.PL buty: DEEZEE torba: PARFOIS dodatki, spodnie: własność stylistki


Nigdy nie chciałam być produktem czy marionetką, która na ślepo zrobi każdy krok wyznaczony przez innych.


kurtka: LEVIS sukienka: SZAFOMANIA pasek: PARFOIS buty: własność stylistki miejsce: Rzym/San Giovanni de Fiorentini


NASZE GWIAZDY podchodzić do wszystkiego z dystansem, bo inaczej to chyba bym zwariowała. Siła krytyki, szczególnie w internecie, jest ogromna, ludzie są tam anonimowi i mogą pozwolić sobie na bardzo wiele. Wydaje mi się, że osoba, która miałaby słabą psychikę dawno już by się wykończyła, skończyła w wariatkowie. Ja mam na szczęście silną osobowość i krytyka mnie wzmocniła. Przeglądasz wpisy na swój temat na plotkarskich serwisach?

Zdarzają się wpisy na mój temat i jak ktoś mi je czasami podsyła, to czytam. W zasadzie, to czytam to, co napisał dany portal, a nie komentarze, bo niektóre są naprawdę straszne. Czasami moi znajomi i rodzina bardzo to przeżywają, mówią do mnie: „Honey, tak mi przykro, ja nie wiem dlaczego oni tak o tobie piszą?”, albo mama dzwoni załamana: „Widziałaś jak cię znowu zjechali?” – ja to przyjmuję ze śmiechem: jak piszą, to ich sprawa, nie moja. Ja, po prostu robię swoje i idę do przodu. Ważna jest wiara w siebie. Czy oprócz muzyki, planujesz coś jeszcze?

Na chwilę obecną nie mam innego zaplecza. Wiadomo, że interesuję się nie tylko muzyką, marzę o tym, żeby kiedyś zacząć robić coś więcej w modzie, może nawet tworzyć swoje projekty. Cały czas chciałabym prowadzić bloga poruszając dodatkowo inne tematy. Uwielbiam np.: robić zdjęcia, pozować. Jestem osobą z dość specyficznym nastawieniem do życia, ponieważ żyję dniem obecnym, i tak naprawdę nie patrzę w tył, ani zbyt daleko do przodu. Nie ma co za dużo myśleć, bo to, czego oczekujemy od życia nie zawsze może się spełnić. Każdy z nas może zawieść się na swoich planach, na samym sobie, dlatego ja buduję swoją codzienność i staram się czerpać z tego jak najwięcej przyjemności i szczęścia. Jak na razie jest O.K. Żyć tak, jakby jutro miało się umrzeć, czyli wykorzystać dzień na 100 %.

Staram się właśnie żyć według tej zasady. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Honorata Skarbek – projektantka, czyż nie brzmi to interesująco?

Z pewnością! Moda mnie bardzo pasjonuje. Miłość do mody wszczepiła mi moja mama, już w przedszkolu odstawiała mnie w najfajniejsze kiecki. Mama od zawsze świetnie się ubierała i była dla mnie wielką inspiracją kiedy dorastałam w domu. sukienka: własność stylistki


NASZE GWIAZDY Masz ulubionego projektanta?

O, tak! Uwielbiam Alexandra McQueena, od zawsze pasjonowałam się jego projektami, był geniuszem! Mimo, że jego dom mody prowadzony jest przez innych projektantów, to już nigdy nie będzie to samo. Świat mody bardzo ucierpiał po jego odejściu. Nikt nie żyje wiecznie, projekty jednak są zachowane. A buty też będziesz projektowała?

O tym marzę. Jestem ogromną pasjonatką butów, mam ok. 80 par, z czego 80 % to szpilki, jak najwyższe i udziwnione. Marzę o tym, żeby kiedyś wyszła kolekcja butów sygnowana moim nazwiskiem. Czerwonych podeszew już nie zrobię, bo nienawidzę powielać schematów. Buty Honey albo Skarbek. A skąd wziął się Twój artystyczny pseudonim?

Każdy, kto ze mną rozmawia pyta o to. Historia nie jest jednak ciekawa. W czasie kiedy wyszedł film Honey z Jessicą Albą, mój kolega rzucił do mnie tak spontanicznie: Honey. Może ma to trochę związek z pierwszą literą mojego imienia? Tak się przyjęło. Każdy spodziewa się jakiejś cudownej genezy, a to jest całkiem przyziemne. Równie dobrze mogłaś odpowiedzieć, że to z naklejki na syropie. (śmieją się)

…albo, że lubię miód. Ślubu nie planujesz?

Nie, ale chcę zaadoptować kota. Mieszkam sama w Warszawie i chciałabym się do czegoś przytulać. Jestem strasznym zwierzakomanem. Jeżdżę na koniach od 10 lat, to moja wielka miłość, co można zresztą zobaczyć w teledysku Runaway. Czy będziesz angażować się w  jakieś społeczne akcje?

iła krytyki sszczególnie

Zawsze byłam takiego zdania, że jeśli będę miała ku temu możliwości, będę starała się jak najwięcej pomagać, zwłaszcza zwierzętom. Kilka razy działałam już w takich akcjach, głównie z końmi. Wiesz, że jeszcze 3 lata temu wywożono z Polski na rzeź tysiące koni w straszliwych warunkach? – jak oglądałam o tym filmy, to całe dnie płakałam.

w internecie jest ogromna. sukienka: własność stylistki biżuteria: PARFOIS buty: DEEZEE

wowmagazine.pl

15


spodnie: AMERICANOS bluzka: własność Honoraty Skarbek marynarka: własność stylistki buty: DEEZEE miejsce: Rzym/Forum Romanum


NASZE GWIAZDY Brałam udział w akcjach np.: wykupowania tych koni, promowałam to na swoim blogu. Wydaje mi się, że świadomość ludzi jest już większa, ale trzeba ją nadal rozwijać. Straszne jest to, że ludzie potrafią być skłonni do tak nieludzkiego traktowania bezbronnych zwierząt. Ciężko mi jest zrozumieć takie zachowanie. Umieszczam na swoim blogu banery wspomagające schroniska, akcje dokarmiania zwierząt, cały czas staram się działać w tym kierunku, bo wiem, że jest to potrzebne. Pomóc jest naprawdę łatwo, bo np.: kliknięcie w jakiś link skutkujący wpłatą 5 groszy na dokarmianie zwierząt jest super proste, a jeśli 30 tys. czytelników dziennie kliknie to z mojego bloga, to już mamy nakarmione dwa schroniska! Budujące jest, że swoją popularnością wspierasz taką działalność. A założysz buty ze skóry?

To jest pytanie! Prawdę mówiąc, mam dylemat moralny, nie jest to proste; zakładanie skórzanych ubrań przydarza się każdemu z nas, mimo miłości do zwierząt. To trochę hipokryzja, taka trochę natura rzeczy, sprzeczność interesów. Podobnie kiedyś chciałam zostać weganką, ale ze względu na moje problemy z odpornością, zmuszona jestem jeść też produkty zwierzęce.

zaciekawiły mnie modowo, ale nie wiem, czy widać jakąś znaczącą różnicę. Warszawa jest większym skupiskiem ludzi i częściej można zobaczyć kogoś fajnie ubranego, ale we Wrocławiu też takie osoby widziałam. Opowiedz nam o swoich tatuażach.

Uwielbiam tatuaże, które coś znaczą, mam takie trzy. Jeśli chodzi o ozdabianie ciała tatuażami to jestem niesamowicie sentymentalną osobą, lubię ładne słowa, motta, coś, co mnie wyraża i co będzie dalej aktualne np.: za 20 lat. Kiedy codziennie patrzę na napis na moim nadgarstku „make dreams come true” [tłum. spełniaj marzenia], ozdobiony pięciolinią i kluczem wiolinowym, to uświadamiam sobie, że muszę to robić – bo w końcu po coś to sobie wytatuowałam – aby nigdy o tym nie zapomnieć i dążyć do czegoś, co pragnę osiągnąć. Tak samo jest z napisem na karku „never say never”, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Wiele osób powtarzało mi, że nigdy nie osiągnę sukcesu i nie uda mi się zrealizować swoich planów, ja z ich wypowiedzi wykreślałam słowo "nigdy", i mimo wszechobecnego zwątpienia i braku wiary we mnie pracowałam bez wytchnienia, wciąż to robię i bez wątpienia mogę stwierdzić, że się opłaca!

awsze z byłam indywidualistką i stojącą z boku outsiderką.

Jakie talenty jeszcze posiadasz?

Wiele, ale jeszcze nie odkrytych. (śmieje się) Skąd Twoja obecność we Wrocławiu?

W związku z moimi problemami zdrowotnymi zaczęłam przyjeżdżać tutaj na specjalistyczne badania, a rodzice żeby mi to wynagrodzić zabierali mnie do ZOO, chodziliśmy po galeriach, co dla mnie było nowością i wielką frajdą. Jak mój brat rozpoczął studia we Wrocławiu zaczęłam bywać tu częściej, poznałam wielu znajomych i przyjeżdżałam na imprezy. Pokochałam Wrocław. Jeśli nie musiałabym, ze względów muzycznych, przeprowadzić się do Warszawy i miałabym przy tym możliwość wyboru, to zdecydowanie mieszkałabym we Wrocławiu. Czy Wrocław wydaje Ci się modowy?

Szczerze mówiąc, nie potrafię być obiektywna w tej sprawie, nigdy nie oceniałam tutaj ludzi pod względem modowym. Zarówno w Warszawie i we Wrocławiu widziałam osoby, które

No właśnie, dużo pracujesz, wiele rzeczy załatwiasz sama. Czy nie powinno być tak, że artysta tylko „ładnie wygląda i dobrze śpiewa” – realizuje to, co zostanie załatwione przez osoby nim kierujące?

Wychodzę z założenia: jak umiesz liczyć – licz na siebie! Jestem perfekcjonistką i kiedy nie zrobię czegoś sama, albo kiedy nie mam jak tego koordynować, to jestem pewna, że nie będę w 100 % zadowolona, a na takiej pracy i efektach mi nie zależy. Nigdy nie chciałam być produktem czy marionetką, która na ślepo zrobi każdy krok wyznaczony przez innych. Czułabym się zupełnie bezużyteczna, a ja uwielbiam działać! Nie mogłabym biernie przejść przez swoje życie, im więcej robię, tym większą frajdę mam z tego wszystkiego. Mimo tego, że czasami nie mam już zwyczajnie sił, nie śpię kilka dni z rzędu i „wyrywam sobie włosy z głowy” ze stresu, nerwów czy złości, to uczucie sukcesu uzyskanego również dzięki mojej pracy jest bezcenne.

sweter: własność stylistki zegarek: NODO miejsce: Watykan/Plac św. Piotra

18

wowmagazine.pl


...Tell me why can't you be here with me babe That's all that I ask for Cause I need you to say Everything will be okay...


etola: Le group sukienka: NÊ Comme Ça rekawiczki: Le group


FASHION&DRESHION

Zdjęcia: Rafał Makieła Makijaż: Jola Boska Stylizacja: Beata Łańcuchowska Modele: Basia/SPP, Piotr/SPP, Berenika Nienadowska, Kamila Dębska, Marek Rajczyk, Kasia Balawejder Miejsce: Wrocławskie Centrum SPA

otulan

22

wowmagazine.pl


nie

sukienka: ZUZA-BART spodnie: AMERICANOS


sukienka: LE GROUP szal: własność stylistki


sukienka: ZUZA-BART


sukienka: ZUZA-BART szal: własność stylistki

bluzka: LE GROUP szal: ZUZA-BART spodnie: AMERICANOS


sukienka: sebastian kubiak


sukienka: LE GROUP szal: własność stylistki


spódnica: własność modelki szal: ZUZA-BART

Dziękujemy za pomoc: Centrum Nurkowemu Exstrem, SPP Models, Kindze, Krzysztofowi, Gosi, Kasi, Tibo Sound za „światło w ciemności


R E K L A M A

baseny, fitness, nowoczesna siłownia z odnową biologiczną, łaźnie, sauny, zabiegi na ciało, terapie kąpielowe, kąpiele, rehabilitacja

Gdy za naszym oknem robi się deszczowo, zaczynamy rozglądać się za sposobem pokonania jesiennej nostalgii i odruchowo myślimy o popularnych i szeroko reklamowanych zabiegach SPA. Ale co oznaczają te trzy zestawione ze sobą litery? Jest to oczywiście skrót od łacińskiego sanus per aquam, czyli zdrowie przez wodę. Możemy wnioskować, że filozofia SPA opiera się na założeniu, iż woda jest tym dla ciała, czym marzenia dla duszy – koi lub pobudza do aktywności, relaksuje lub stymuluje do działania.

sanus per aquam Idea SPA łączy rozmaite sposoby pielęgnacji poprzez odpowiednio dobrane zabiegi, najczęściej oparte na terapiach wodnych i masażach. Obok witalizującej ciało i umysł wody, oferty zabiegów w gabinetach SPA oferują również inne metody kosmetyki naszego ciała. Jasno i niezaprzeczalnie możemy jednak stwierdzć, że zabiegi pielęgnacyjne SPA dbają nie tylko o właściwą kondycję całego ciała (nawilżanie, odżywianie i ujędrnianie skóry), ale i umysłu (relaks, odstresowanie, pobudzenie lub spokój). Spośród finezyjnie, a nawet smakowicie nazywanych zabiegów, wachlarz dostępnych kosmetycznych usług jest bardzo szeroki. Co zatem wybrać, które zabiegi będą dla nas odpowiednie? Myślę, że warto wypróbować wszystkich. Pewne jest, że profesjonalna obsługa salonów umiejętnie zaproponuje te najwłaściwsze, rozniecając przy tym nasz apetyt na większą dozę luksusu. Przedstawiam zatem krótką charakterystykę najczęściej oferowanych zabiegów SPA:

Wrocławskie Centrum SPA Sp. z o. o., 50-055 Wrocław, ul. Teatralna 10-12 tel. +4871 341 07 23, +4871 341 09 43, e-mail: marketing@spa.wroc.pl

www.spa.wroc.pl

Kapsuły witalności Te nowoczesne urządzenia o nieco kosmicznym wyglądzie posiadają nadzwyczaj wiele funkcji. Działają jak sauna parowa, można

w nich odbyć seans aromaterapeutyczny lub orzeźwiającą terapię wodną (np.: prysznic Vichy). W kapsule przeprowadzane są różnorodne zabiegi dobierane w zależności od potrzeb klienta salonu. Najczęściej zabieg poprzedza peeling, dopiero później nakłada się na skórę jakąś maskę. Zabiegi działają oczyszczająco i detoksykująco, rozluźniają mięśnie, poprawiają mikrokrążenie i uwaga! – ułatwiają spalanie kalorii.

Marokańskie błoto Właściwości tego specyfiku znane były już w starożytności, wykorzystuje się je podczas relaksująco-regenerującego rytuału. Maskę z błota bogatego w krzem, magnez, żelazo, potas, sód oraz inne cenne składniki, nakłada się na ciało i otula dodatkowo rozgrzanym kocem. Pod wpływem ogarniającego ciepła znikają napięcia, poprawia się ukrwienie skóry, która lepiej chłonie składniki maski. Po spłukaniu maski, w ciało wmasowywany jest żel odprężający, a następnie nawilżający. Taki kojący zabieg polecam z ręką na sercu, łagodzi bowiem podrażnienia, wygładza skórę, regeneruje i jednocześnie wprawia w głęboki relaks.


Eksplozja witaminowa Jesień to także doskonały moment, by zapewnić cerze zastrzyk energii płynącej z witamin. Obok możliwości doustnego zażycia farmaceutyków możemy wybrać się do salonu piękności i zafundować sobie zabieg wykorzystujący kompleks witamin, który doskonale rewitalizuje skórę. Dzięki odpowiedniej pielęgnacji anti-aging cera staje się miękka, doskonale nawilżona oraz chroniona przed działaniem wolnych rodników. Przekonujący do zabiegu jest fakt, iż wpływ witamin daje widoczne rezultaty już po pierwszym zabiegu.

Piękno jest w nas samych i zależy tylko od nas. Nie zwlekaj. Przyjdź po piękną sylwetkę i dobre samopoczucie.

Herbaciany raj Lecznicze właściwości herbaty mogą być wykorzystane jako wyrafinowana propozycja zabiegu dla dwojga, w sam raz na jesienne, chłodne dni. Kuracja nie tylko pielęgnuje skórę, ale i dodaje energii. W herbacianych liściach znajdują się cenne dla zdrowia i urody witaminy, składniki mineralne oraz przeciwutleniacze. Kuracja obejmuje kąpiele aromaterapeutyczne, zabiegi algowo-herbaciane, cytrusowe peelingi ciała podczas delikatnego masażu. Ciepła herbaciana kąpiel doskonale zrelaksuje każdy skrawek ciała. Zabieg algowo-herbaciany sprawi, że powierzchnia skóry będzie odpowiednio odżywiona i ujędrniona. Cytrusowy masaż poprawi elastyczność skóry i lekko ją rozjaśni, natomiast peeling oczyści i wygładzi skórę oraz poprawi jej mikrokrążenie.

Po prostu zadbaj o siebie.

Studio Urody Spa Piękna

Czekoladowa euforia Wszystkim amatorom czekolady polecam zabieg, który pozwoli delektować się aromatem tego smakołyku. Kurację rozpoczyna kakaowa kąpiel z hydromasażem, a po pobudzającym peelingu następuje masaż aromatyczną, ciepłą czekoladą. Na koniec smakołyk spłukuje się pod prysznicem, a na skórę nakłada krem czekoladowy. Zabieg wygładza i odmładza skórę. Jest idealny dla osób potrzebujących relaksu, korzystnie wpływa nie tylko na ciało, ale i umysł, poprawia nastrój i pobudza organizm do produkcji endorfin, czyli hormonów szczęścia.

ul. Zaporoska 39 D, 53-519 Wrocław tel. 717 245 245 e-mail: salon@spa-piekna.pl Czynne od pon. do pt. w godz. 11:00 - 19:00 w sobotę 10:00 - 15:00

Tekst: Beata Łańcuchowska

R E K L A M A

Na deser propozycja masażu: gorący piasek, szum Pacyfiku, girlandy pachnących plumerii i orchidei – taką wyimaginowaną, egzotyczną podróż na Hawaje zapewni nam masaż Lomi Lomi. Zabieg nie ogranicza się tylko do sfery ciała, lecz oddziałuje również na poziomie mentalnym i duchowym. Za pomocą ucisku oraz rozciągania stawów, masażysta uwalnia zgromadzoną w nas energię, wywołując uczucie błogiego relaksu i odprężenia. Masaż Lomi Lomi wywodzi się z hawajskiej filozofii życia zwanej Huna. Jej idea zakłada istnienie człowieka jako powiązania trzech wymiarów: Ku – ciała, Lono – umysłu oraz Kane – duszy. Masaż „dotykający“ tych wszystkich sfer gwarantuje osiągnięcie pomiędzy nimi harmonii, sprzyja poprawie zdrowia i co bardzo istotne w ten jesienny czas: nastraja niezwykle optymistycznie!

spa-piekna.pl


Ogrody jesieni Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie I zmienił go w straszną, okropną pustelnię... Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem I kwiaty kwitnące przysypał popiołem, Trawniki zarzucił bryłami kamienia I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia... Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu Położył się na tym kamiennym pustkowiu... Fragm. „Deszcz jesienny“ Leopold Staff

Zdjęcia: Grymuza Stylizacja/makijaż: Lewicka Modelka: Alicja Muszyńska


Styl Życia

Homo lud Tekst: Marta Lupa

Kiedy za oknem zdecydowanie za wcześnie robi się szaro, a mgliste deszczowe dni wywołują nostalgię za latem, zdarza się, że dopada nas melancholijna zaduma. Proponujemy zatem przegląd najgorętszych pomysłów na udane życie towarzyskie, które pomogą nam przetrwać chłodne, jesienne wieczory. Deszczowa aura podsuwa nam najbardziej leniwe i jednocześnie najprostsze rozwiązania, czyli ciepły kocyk, gorąca czekolada, książka lub gazeta, zaś możliwość wirtualnego kontaktu skutecznie zatrzymuje nas w domowym ciepełku. Zamiast wyjść na imprezę lub do klubu, zadowalamy się spotkaniem ze znajomymi na czacie. To wszystko daje nam poczucie, że aby się dobrze bawić wcale nie trzeba wychodzić z domu. I tak właśnie jest!

Poniżej znajdziecie kilka pomysłów, jak można atrakcyjnie spędzić czas w domu.

Rozwiązanie nr 1

Rozwiązanie nr 2

Zamiast imprezować w klubie można zorganizować domówkę, czyli imprezę tańczoną. Taniec jest konieczny, bo jak powszechnie wiadomo, ruch podnosi poziom endorfin w naszym organizmie, a to daje nam uczucie szczęścia i zadowolenia. Dobry nastrój zapewnią niekonwencjonalne przebrania, np.: w postacie z filmów, „K” party (czyli uczestnicy przebierają się za: kominiarza, kujona, kowbojkę, kucharkę, etc.), w kostiumy z lat 20’, 60’, charakterystyczne ubrania naszych bohaterów z dzieciństwa lub luźno rzucone tematy przebrań: „skóry i mundury”, „damy i nie damy”.

Dostępne na rynku planszówki są niezwykłe! – dzięki nim można przenieść się w inną alternatywną rzeczywistość. Przed graczami otwiera się świat równoległy. A w wyborze czasów, do jakich mamy zamiar się przenieść, czy też miejsca, jakie chcemy odwiedzić, nic nas nie ogranicza. Możemy w XVII wiecznej Europie budować własne gospodarstwo, hodować zwierzęta i uprawiać ziemię. Albo podróżować nowym szlakiem do Indii wraz z Vasco da Gamą, i jeśli los sprzyja, dorobić się tam fortuny na handlu przyprawami. Można, nie tylko wspomnieniem, wrócić do odwiedzanych w wakacje miejsc – przy okazji budowy paryskiego metra wyruszyć w wyimaginowany spacer wąskimi uliczkami Montmartre’u, mijając niezapomnianie francuskie kafejki. Gra może też przenieść do Ameryki Północnej, aby zainwestować tam w rozwój kolei. Albo: założyć własną galerię i potrenować przy planszy sprzedaż dzieł sztuki. Jeśli nie dysponujecie planszówkami, możecie pograć w karty, alkochińczyka lub w kalambury. Alkochińczyka podobno jeszcze nikt nie ukończył. Planszę gotową do wydrukowania bez problemu można znaleźć w internecie. Każde pole to polecenie typu: „Pije każdy, kto ma przy sobie minimum 10 zł”, „Wszyscy śpiewają Hej, Sokoły! – kto nie śpiewa, ten pije”, „Piją ci, którzy mają wiek parzysty”. Ta gra niewątpliwie sprzyja rozgrzewaniu się” w chłodne wieczory.

– zaproś gości do siebie, nie będziesz musiał/a wychodzić z domu

38

wowmagazine.pl

– zaproś znajomych do siebie, tym razem na gry planszowe lub karciane

Rozwiązanie nr 3

– zaproś gości do siebie na spotkanie filmowe

Wystarczy projektor i kawałek ściany lub duży telewizor. Po filmie na pewno wywiąże się ciekawa dyskusja na temat właśnie widzianego obrazu. Wymiana myśli i spostrzeżeń na pewno ożywi nasze lekko przybite jesienną chandrą umysły. Na dużym ekranie można też oglądać ulubione telewizyjne show – programy z tańcem w roli głównej dostarczą wielu estetycznych doznań.


dens

www.stylizatornia.wroclaw.pl Przedłużanie Rzęs Zagęszczanie Rzęs Zabiegi Pielęgnacyjne Mezoterapia Igłowa Kwas Hialuronowy Mikrodermabrazja Zabiegi Rejuvi Depilacja Henna Makijaż

– człowiek bawiący się

Gdyby jednak komuś chciało się stawić czoła mało zachęcającej do wyjścia pogodzie, to polecamy skorzystać z naszych pomysłów i wypróbować niestandardowe miejsca zabawy:

Pomysł nr 1

Pomysł nr 3

Dużym powodzeniem cieszą się imprezy organizowane w tramwaju, autobusie lub w limuzynie. Istnieje możliwość wynajęcia różnego rodzaju środków transportu. Dzięki temu zafundujemy sobie nie tylko iście turystyczną wycieczkę po mieście nocą, ale spoglądając na zaskoczone twarze przechodniów będziemy się też dobrze bawić… przy muzyce i drinkach.

W jesienne, chłodne dni zapewne przyjdzie nam też ochota, by się trochę dogrzać, poczuć letnie zapachy, odprężyć, a nawet zaznać tropikalnych temperatur. Jak spełnić te marzenia? Wybrać się do salonów SPA, sauny, czy też groty solnej. Zadbane ciało to komfortowa psychika, która ma siłę stawić czoła nadchodzącym mrozom zimy.

Pomysł nr 2

Wszystkie proponowane powyższe zabiegi, spotkania towarzyskie i rozrywka sprawią, że nie ulegniemy tak łatwo jesiennej melancholii, a częściej będziemy się dobrze bawić i śmiać. Czas zabaw i gier to czas wolności – przecież nikt nie może nam narzucić, żebyśmy się dobrze bawili. Decydujemy o tym sami, podobnie jak na urlopie, kiedy robimy tylko to, na co mamy ochotę. Czas gry różni się od czasu „zwykłego”, codziennego, kiedy jesteśmy zabiegani i zajęci pracą czy domem. Czas zabawy to niemalże czas święta – obowiązują inne reguły, inny jest rytm upływających chwil – i dzięki niej choć na chwilę przenosimy się w zupełnie inny świat.

– miejska przestrzeń

Innym ciekawym pomysłem są gry miejskie. Przypominają trochę zabawę w podchody: uczestnicy dostają mapę z  zaznaczonymi punktami, do których mają dotrzeć, a tam czekają na nich zadania. Czasem trzeba wykazać się pomysłowością i ułożyć np.: historyjkę na zadany temat, czasem sprawdzą stan naszej wiedzy lub kondycji podczas sportowej rywalizacji (grając np.: w bule). Wszystko zależy od pomysłowości organizatorów i tematu danej gry miejskiej – może być bardzo zabawnie!

– zadbaj o ciało

Wszystkim naszym Czytelniczkom i Czytelnikom życzę zatem jak najczęstszego przebywania w alternatywnych rzeczywistościach, dobrej zabawy i uśmiechu… na przekór jesiennej aurze.

R E K L A M A

– oryginalna przestrzeń

Salon fryzjersko-kosmetyczny ul. Zwycięzka 14f/1 tel. 517 306 190


NASZE GWIAZDY W gazetach typu „Rzeczpospolita” o mnie się nie pisze, bo w gazetach tzw. centroprawicowych uważa się mnie za podejrzanego lewaka, w gazetach lewicowych za podejrzanego konserwatystę, „Gazeta Wyborcza” uważa mnie za antysemitę, Ojciec Rydzyk za Żyda zaufanego – w związku z tym mogę powiedzieć, że jestem źle widziany wszędzie. rozmawiała: Beata Łańcuchowska Foto: Rafał Makieła Porozmawiajmy o  jesiennej melancholii, szczerze mówiąc: to zjawisko, za którym nie przepadam.

Ja nie odczuwam melancholii. Nie mam na to czasu. A co Pan robi?

Zawsze coś robię. Kiedyś, po skomentowaniu wpisu jakiejś pani, mówiącym, że cierpi ona na bezsenność wzbudziłem drobny melanż w internecie. Napisałem: jeśli pani cierpi na bezsenność, to do godziny drugiej, czwartej czy szóstej niech pani chociaż robi na drutach, albo czyta, dopóki pani nie padnie – a jak pani nie padnie, to też bardzo dobrze – bo będzie pani pracowała 24 h na dobę i zarobi pani dużo pieniędzy. Nie rozumiem, jak można mieć problem z bezsennością? – ja pracuję dopóki mogę, a jak padam to padam. Słynie Pan z dość ostrych i kontrowersyjnych wypowiedzi.

Jest takie powiedzenie francuskiego pisarza: „Nazywam lisa lisem, a Fragonarda idiotą” – trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Nie boi się Pan tego?

Nie, dlaczego? Jak nazywam całą bandę idiotą, to przecież nikt mnie do sądu nie poda, bo kto się przyzna, że właśnie do niego piję?

40

wowmagazine.pl


NASZE GWIAZDY

wowmagazine.pl

41


NASZE GWIAZDY Powiedzenie, że jest Pan lepszym szachistą niż warcabistą, odnosił Pan do swojego życia czy polityki?

Szachy mają różne figury i łatwiej spamiętać wszystkie pozycje, warcaby wymagają liczenia długiej liczby pozycji na kilkanaście ruchów, a pionki są jednakowe. Nie jestem w stanie nauczyć się debiutów na trzy ruchy w warcabach gdzie pionki są jednakowe. Oprócz polityki, która Pana pasjonuje, słyszałam, że Pana pasją jest brydż.

Gram w brydża, szachy, warcaby, grywam w GO, ping-ponga, bilard. Mam oczywiście jeszcze inne rozrywki, o których Czytelniczkom nie będę mówił, bo nie chcę gorszyć niewinnych… Przy założeniu, że nasze Czytelniczki są niewinnymi dziewczętami…

My, mężczyźni uważamy, że kobieta powinna być stawiana na piedestale; co robią kobiety tak na prawdę? – nie wiemy, ale tak właśnie trzeba je traktować. Ciekawe jest to, że jest kilka kobiet szachistek, co wśród warcabistów praktycznie się nie zdarza. Może kobiety lubią „poważniejsze” rozgrywki?

Prawdziwe kobiety szachami szczególnie się nie przejmują, mają inne zajęcia, ważniejsze w ogóle. Są kobiety, które grają w warcaby stupolowe, ale może, podobnie jak ja, nie mogą spamiętać debiutów? – choć właściwie powinny, bo mają lepszą pamięć – ale nie mają wyobraźni przestrzennej. Mężczyźni są również szybsi. I to jest to, co różni kobiety od mężczyzn, dlatego też w Formule 1 nie ma kobiet, bo wyobrażenie sobie przez kobietę gdzie znajdą się trzy bolidy za ćwierć sekundy – nie jest możliwe. To nie jest zajęcie dla kobiet, podobnie jak gry komputerowe, w których trzeba szybko manewrować. Lubi Pan kobiety?

Uwielbiam. Nie będę się chwalił. W życiu należy się chwalić.

To po mojej śmierci kochanki będą pisały wspomnienia. (śmieją się) Opowiem pani dowcip: George Bernard Shaw wysłał do Winstona Churchila dwa zaproszenia na swoje przedstawienie opatrzone notką, żeby wziął ze sobą przyjaciela, jeśli jakiegoś jeszcze ma. Churchill odpowiedział, że tego dnia niestety nie może, ale przyjdzie na następne przedstawienie, o ile sztuka jeszcze się odbędzie.

42

wowmagazine.pl

Ma Pan dużo wejść na swojego bloga, czuje się Pan celebrytą w naszym kraju?

Nie wiem kim jest celebryta, nie znam tego słowa… Człowiek, o którym się mówi, który „bywa”, którego się cytuje, kopiuje…

A, to ja nie wiem, staram się nie tracić czasu na bywanie. Jeśli mnie cytują, to musi pani to posprawdzać w internecie; mam na swoim blogu 7 milionów wejść, a Michał Wiśniewski ma 10 milionów. W gazetach typu „Rzeczpospolita” o mnie się nie pisze, bo w gazetach tzw. centroprawicowych uważa się mnie za podejrzanego lewaka, w gazetach lewicowych za podejrzanego konserwatystę, „Gazeta Wyborcza” uważa mnie za antysemitę, Ojciec Rydzyk za Żyda zaufanego – w związku z tym mogę powiedzieć, że jestem źle widziany wszędzie. A Pan uważa się za…

Nie staram się nad tym zastanawiać, wie pani: wieloryb nie zastanawia się czy jest wielorybem i dzięki temu żyje. Kiedyś zdarzył się smutny przypadek: kiedy zapytano stonogę, którą nogą rusza po czterdziestej siódmej, to stanęła, bo nie mogła zrobić kroku – nie wiedziała, którą nogą ruszyć. Jak śpiewał Wojtek Młynarski – trzeba robić swoje.

się głazy, ale który z nich poleci w którą stronę, nie wiadomo. Może to być aksamitny rozwód jak w Czechosłowacji, w Polsce raczej nie – na Zachodzie była wielka rewolucja, a u nas powieszono raptem sześć osób. Polacy nie mają temperamentu, wszyscy dawno wyginęli w powstaniach lub wyjechali na emigrację. Grzeczni ludzie godzą się ze wszystkim, podejrzewam, że dosypują nam coś do wody, wszyscy to znoszą – ja nie mogę tego znieść. Nie należy Pan do potulnych ludzi.

Nie, absolutnie. Ludzie dzielą się na dwie kategorie, co zresztą musiałem daremnie wytłumaczyć panu Urbanowi, który chciałby obalić zasady. Mówiłem: panie Jerzy, niech pan pomyśli – konformista potrzebuje mieć zasady, bo lubi się czegoś słuchać, nonkonformista potrzebuje zasad, ponieważ chce je obalać. Jedni i drudzy potrzebują zasad, bo co by obalali, czego by się słuchali? W społeczeństwie potrzebne są zasady. W idealnym świecie bez rozbojów nie mielibyśmy nic do roboty?

No właśnie, nudno byłoby, a tak, jak czasami kogoś gwałcą, to jest przynajmniej interesująco. To napędza koniunkturę…

Dziennikarze mają z czego żyć… Ale to mało popularne w naszym kraju.

Tak, ludzie odgrywają swoją rolę, ja nie mam społecznie przypisanej roli, więc się nie przejmuję. Jest takie stare powiedzenie: „wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, ale w końcu przychodzi taki, który o tym nie wie, no to robi” – ja akurat nie wierzę, że nie da się obalić tego ustroju, choć obalanie ustroju jest trochę bezcelową robotą. Za komuny przydarzyła mi się rozmowa z komunistą, który walczył o socjalizm tłumacząc to przekonaniem, że socjalizm na pewno zwycięży. Powiedziałem: więc siedź na dupie. Po co walczysz, skoro twierdzisz że socjalizm zwycięży? – wystarczy posiedzieć i poczekać. Właściwie, to w tej chwili można czekać na to, kiedy się rozpadnie, ale dobrze jest uświadomić ludziom co będzie później.

tylia o Jędrzejczak

Ale my jesteśmy magazynem lifestylowym, nie zajmujemy się…

Co proszę? Pani używa jakichś trudnych słów. Słowo lifestyle nie zakłada przyjemności, sposób życia może być zupełnie inny, równie dobrze nieprzyjemny. Z punktu widzenia np.: masochistki, jak ją pobiją, to jest to bardzo przyjemne – lifestyle typowy, prawda?

wykonuje tylko dwa ruchy rękoma, ale za to pięć tysięcy razy.

A Pan wie, co stanie się po rozpadzie?

Wiem, w zarysie oczywiście, bo szczegóły trudno przewidzieć. Jak wali się góra, to walą

Jaka powinna być współczesna kobieta?

Taka sama jak była zawsze. Powinna wrócić do normalności, bo w tej chwili, ci postępowcy zrobili z kobiet dosłownie miazgę. Gdybym to ja przyszedł do lekarza i zapytał: ile godzin pracuje dziennie? – no, powiedzmy sześć – i powiedział, żeby wziął sobie drugi etat np.: jako sekretarz w sądzie – to by się na mnie obraził. Proponując dodatkowy etat pracującej, mniej więcej sześć godzin dziennie, gospodyni domowej, to ona zamiast dać mi w mordę,


NASZE GWIAZDY uzna to za awans społeczny. Zwracam uprzejmie uwagę, że praca przy dziecku rozwija intelektualnie, a pani pracująca w biurze ma siedem pieczątek i przybija raz jedną raz drugą – nudna, otępiająca, głupia robota. Ale nie wszystkie kobiety pracują w biurze! Wśród pracujących kobiet są malarki, sportsmenki…

Pół promila kobiet… taka Otylia Jędrzejczak wykonuje tylko dwa ruchy rękoma, ale za to pięć tysięcy razy – pływanie nie jest zajęciem rozwijającym.

eministki nie Fdoceniają roli kobiet.

Nie jest Pan za związkami partnerskimi, które dzielą się obowiązkami?

Nie jestem, musi być specjalizacja. Coś pani powiem: kobiety pomiędzy sobą mogą walczyć, z mężczyznami jest jasna sprawa – żaden normalny mężczyzna nie może uderzyć. My, mężczyźni jesteśmy istotami silniejszymi, istoty silniejsze mają wpojone, że nie można wykorzystywać tej siły w stosunku do słabszych. Mężczyzna oczywiście przegrałby np.: z bokserką, ale nie dlatego, że jest słabszy. Natomiast, co do partnerskich podziałów: absolutny nonsens, musi być specjalizacja. Jest jeszcze jeden ważny problem – jeżeli w rodzinie nie ma prostego podziału ról, to za każdym razem kiedy np.: trzeba wynieść śmieci, powstaje dylemat: to on wyniesie czy ja wyniosę? – i rodzi się kłótnia. Podział jest oczywisty, ustalony od wieków: lżejsze, nie wymagające wysiłku fizycznego prace przypadają kobietom, prace skomplikowane i trudne powierzane są mężczyznom. Podział tych ról jest głęboko psychologicznie uzasadniony, ale powiedzmy sobie jasno: są wyjątki – sam znam stadło, gdzie on sprząta, gotuje i zajmuje się domem, wyprowadza psa, a ona zarabia na dom. Są mężczyźni, którzy chcą tej zmiany.

Nie do końca zmiany, oni są tacy jak mówię. Piękno polega na tym, że ludzie są różnorodni. Nie myśli Pan, że wynika to raczej z lenistwa mężczyzn?

Szczerze mówiąc: tak, podejrzewam, że są leniwi.

wowmagazine.pl

43


NASZE GWIAZDY Kobiety mają teraz parcie na robienie kariery, a mężczyźni…

Jakiej kariery? Widziałem listę100 najlepiej zarabiających managerów – nie ma na niej ani jednej kobiety.

W

Według Pana, z czym to jest związane?

śród mężczyzn Właśnie z tym, że pozycja na wyższym jest więcej świętych, szczeblu wymaga seale są gorsi zbrodniarze, podejmowania tek błyskawicznych decyzji oraz łączewięcej geniuszy nia ze sobą zarówno i idiotów. myślenia dedukcyjne-

go, jak i pewnej fantazji. Są kobiety, które mają fantastyczną fantazję, nawet lepszą niż mężczyźni, i są takie, choć jest ich niewiele, które umieją rozumować zimno dedukcyjnie – ale mało która umie to łączyć ze sobą. Byłem kiedyś trenerem reprezentacji kobiet w brydżu, wie pani czym różni się rozumowanie kobiety od mężczyzny? – jest zasadnicza różnica – podczas rozdania w grze kobieta pyta czy zagrała poprawnie, a  mężczyzna czy zagrał najlepiej jak mógł. Albo na przykładzie jazdy samochodem: mężczyzna złamie przepis i pojedzie szybciej, kobieta będzie trzymała się raczej przepisów. Dlatego też wśród wynalazców nie ma kobiet, bo żeby coś wynaleźć trzeba łamać reguły. Zaprzeczę Pana wywód parafrazą z Seksmisji: a Skłodowska też była mężczyzną?

Skłodowska była żoną Piotra Curie, który wynalazł rad, a wynalazek polonu był tylko rozdzieleniem dwóch substancji od siebie, notabene Skłodowska zmarła, bo nie wiedziała, że jest to promieniotwórcze. A czy pani wie, że o.b. [tampony] wynalazł mężczyzna? (śmieje się) Kobiety są gotowe nosić ciężary, natomiast wynalezienie przez nie osła jest już męczące, bo wymaga zarzucenia rutyny. Kobieta nauczyła się coś robić, ale jeśli ktoś powie, że ma to coś robić lepiej, będzie się broniła: „jak do tej pory robiłam to dobrze, to…” i zapierała rękoma i nogami przed innowacją. To jest typowe u kobiet, kobieta zadowala się tym, co jest dobre, nie szuka lepszego. Popiera Pan rozdział płci mózgu?

Czytałem w książce angielskiej psycholog, że mężczyźni są „bardziej” (more of ). Wśród mężczyzn jest więcej świętych, ale

44

wowmagazine.pl


NASZE GWIAZDY są gorsi zbrodniarze, więcej geniuszy i idiotów, w każdej skali mężczyźni są bardziej ambiwalentnie rozrzuceni. Kobiety, według tej teorii, są bardziej „średnie” i dlatego, jeżeli w społeczeństwie mamy elitę, to nie ma dyskusji – rządzą mężczyźni. Wśród menelstwa to kobieta trzyma kasę, bo tacy faceci są idiotami. W społeczeństwie stanu średniego obserwuje się przesuniecie inteligencji na rzecz mężczyzn od 3 do 5 punktów, bardzo niewielkie; wśród elity efekt przesunięcia jest bardzo duży, a kobiet tam prawie nie ma. Nie myśli Pan, że może to też wynikać z różnorodnego sposobu socjalizacji małych dzieci?

Czytałem w internecie wypowiedź matki, która w to wierzyła, i dwuletniej córce kupiła zamiast lalki tramwaj. Na drugi dzień córka owinęła tramwaj w pieluszkę. Słynne jest też doświadczenie z mandrylami: małe mandryle wychowywane zupełnie samodzielnie, wkładano do pokoju z zabawkami, wszystkie samce rzucały się na piłki, turlające się samochody, a samiczki łapały za lalki. Instynkt bierze górę.

Takie jest też przesłanie – społeczeństwo, w którym kobiety chwytają się za wychowanie dzieci jest lepsze niż takie, w którym dziećmi zajmują się mężczyźni. Ale co z kobietami, które nie chcą siedzieć w domu?

A kto im broni pracować? Ja jestem w partii liberalnej, jeśli kobieta chce pracować na czterech etatach, to niech pracuje. Św. pamięci Marian Załuski mówił: „O demokratycznym marzę haremie i owszem, niech żony pracują – myśl ta zdrowa, wśród wielu pracujących żon zawsze się jeden mąż uchowa”. Z takimi poglądami chyba nie jest Pan popularny wśród kobiet?

Ależ na mnie w wyborach głosuje więcej kobiet! Kobiety są traktowane jak kobiety, a nie trochę gorszy mężczyzna. Chodzi o system wartości, żeby człowiek czuł się doceniony społecznie nie musi być od razu programistą czy politykiem. Moja żona, w ogóle kobiety, potrafią przez trzy dni i noce siedzieć przy chorym dziecku, ja tego nie potrafię, bo już po dwóch godzinach myślę, że szlag mnie trafi. Pytanie: co jest ważniejsze społecznie? – czy programowanie komputerów czy siedzenie przy chorym dziecku? Rola matki

przy dziecku jest ważniejsza, prawda? Feministki nie doceniają roli kobiet, czynności kobiece uważają za nieważne, za niepoważne, tylko role męskie cenią. Ja, osobiście bardzo wysoko cenię czynności kobiece, powiedzmy sobie jasno: jedne i drugie role muszą być w społeczeństwie pełnione. Trudno powiedzieć czy lepsza jest prawa czy lewa ręka. Świat, w którym kobiety i mężczyźni nie spełnialiby swoich ról, byłby nieszczęśliwym światem. Kobiety płaczą, że nie ma już prawdziwych mężczyzn. A dlaczego nie ma? – bo było wychowanie koedukacyjne – z  kim przestajesz, takim się stajesz. Ja jestem ze szkoły męskiej, dla nas kobieta to było coś nieosiągalnego, jakiś ideał, raz na dwa tygodnie była jakaś zabawa i można się było spotykać z dziewczynami. Moje obie córki już w  szkole podstawowej, mówiły: „Tato, my chcemy chodzić do szkoły żeńskiej, nie chcemy z chłopakami chodzić”. Trzeba przywrócić dysedukację, czyli rozdzielne nauczanie. I myśli Pan, że to się uda?

Tak, np.: w jakiejś klasie szkoły podstawowej w Lublinie zrobiono głosowanie i wszyscy chłopcy opowiedzieli się za szkołą męską. Ale to szkoła podstawowa…

No, a potem to tym bardziej powinni chodzić oddzielnie. (śmieje się) Wie pani dlaczego? – bo spada pociąg seksualny – jeżeli pani widzi koleżankę na co dzień, to jest to zwyczajne, a jeżeli pani widzi tę kobietę tylko raz na jakiś czas, to ona jest czymś niedosiężnym. Za moich czasów zobaczenie kawałka uda kobiety to było uhuhu… a jak podniecające! Dzisiaj, jak obejrzy się w  sieci pornola… wie pani, Szwedki chyba muszą wyjeżdżać na południe, żeby znaleźć facetów, których interesuje seks, bo ich faceci są rozleniwieni potwornie: leżą w łóżkach, dzwonią do siebie i się onanizują, bo nie chce im się chodzić. Bardzo ważne jest, żeby był erotyzm, motor rozwoju społeczeństwa, wtedy rodzą się dzieci. Pornografia zabija erotyzm, pornografia to wywalanie kawy na ławę i chamstwo, człowiekowi wszystkiego się odechciewa. Znam pornografię francuską – dowcipna, lekka itd., po obejrzeniu pornografii szwedzkiej, albo niemieckiej, to mi się przez dwa tygodnie nie chce tego

robić. (śmieje się) Niech pani tego nie ogląda, bo naprawdę człowiekowi może się odechcieć. Konkludując relacje pomiędzy kobietą a mężczyzną: gdybyśmy popracowali nad zachowaniem mężczyzn, którzy docenialiby role kobiecą, tak jak Pan…

Ale oni nie muszą doceniać. Mężczyźni i kobiety mają prawo uważać, że są najlepsi. Jeszcze jedna sprawa: jeżeli wychowa się mężczyzn i kobiety, tak że umieją wykonać wszystkie czynności w domu, to związki się rozpadają, a jeżeli on nie umie przyszyć sobie guzika, a ona nie umie przybić gwoździa, to małżeństwo jest trwałe. Dlatego dla trwałości małżeństwa jest niesłychanie ważne, żeby płcie były „okaleczone” – nie umiały wykonywać tych drugich czynności – bo nawzajem są sobie potrzebni. Czyli pewna nieporadność jako panaceum na udany związek?

Ja jestem specjalistą – nie dotknę szycia guzików, choć umiałbym przyszyć, jeśli koniecznie byłoby trzeba. Tak samo moja żona – nie będzie brała młotka do ręki, bo palec sobie zniekształci jak nie trafi tam, gdzie trzeba. Od tego ma faceta, żeby gwoździe wbijał, prawda? Kiedyś czytałem biadolenie pani Magdaleny Środowej [Magdalena Środa, teoretyk etyki, feministka], że nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn to jest skandal, że jeżeli w biurze są goście, to mężczyzna zawsze prosi: „Panno Krysiu, niech pani zrobi nam kawę” – nie pomyśli, żeby to zrobił mężczyzna. – No tak, ale niech odstaje gdzieś listwa, to kobieta nigdy nie pomyśli, żeby poprosić kobietę [o pomoc] tylko mężczyznę. (śmieje się)

Pornografia

zabija erotyzm, to wywalanie kawy na ławę.

Czy rodzina popiera w pełni Pana poglądy?

Nie, niekoniecznie. Jedna z moich córek popadła w polityczną poprawność i  wygaduje dziwaczne poglądy… nie w dziedzinie mężczyzna kontra kobieta, ale np.: posyła swoje dziecko do katolickiego przedszkola, gdzie [z założenia, w toku wychowania] rola kobiety jest rozdzielona. Czy pani sobie zdaje sprawę, że miałem kochanki, a nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak miesiączka? To psuje erotyzm. Bo po co ja mam to wiedzieć?

wowmagazine.pl

45


NASZE GWIAZDY

46

wowmagazine.pl


NASZE GWIAZDY Żeby lepiej rozumieć kobietę, jej nastroje chociażby. Czy to nie prowadzi do przekłamania – odrzucanie pewnej wiedzy?

Selekcja informacji jest rzeczą potrzebną, bo w tej chwili mamy nadmiar informacji. Nie ma blokady w  dostępie, przecież każdy mężczyzna może zajrzeć do książk i medycznej, nie należy mu tego wtykać pod nos, bo po co? W erotyce pewne rzeczy są bardziej fascynujące, tajemnicze, jeśli są utajnione. Kobiety przy sobie są swobodniejsze, przy mężczyznach muszą się trochę krygować.

Nbyłaa Zachodzie rewolucja,

a u nasz powieszono raptem sześć osób - Polacy nie mają temperamentu.

Dotyczy to również mężczyzn – przy kobietach pokazują się z lepszej strony.

Ja, akurat nie staram się specjalnie. Przychodzi facet do lekarza: „Co panu dolega?” – „Jestem homoseksualistą”. – „Och, a ja taki nieuczesany”. Krygowanie nie dotyczy wyłącznie homoseksualistów. Powiedział Pan, że jedna z córek nie poszła Pana drogą – toczycie dyskusje w domu?

Nie, dlaczego? – ja jestem liberałem, niech sobie uważa co chce, zawsze córce pomogę jak trzeba, nie będę narzucał jej swoich poglądów. Czyli nie jest Pan radykałem skoro dopuszcza Pan inne myślenie.

Ależ, oczywiście że tak. Powtarzam: piękno tkwi w różnorodności. Każdy człowiek jest inny, każdy pies jest inny. Powiem pani tak: jak idę na spacer z psami, to jedne psy nas nie zauważają, inne podbiegają machając ogonami, jeszcze inne zajadle szczekają. Wie pani jaka jest różnica? – ja nie wiem, ale one wiedzą. (śmieją się) Ja nie mam na to wpływu. Nie wolno ludziom narzucać, nakazywać, naginać ich poglądów, bo jeśli natura tak ciągnie? I tyle.

wowmagazine.pl

47


Styl Życia

Sen z oczu czyli dylematy zakupu nieruchomości

W sytuacji, kiedy nasza wyobraźnia szybuje jednak tak dalece, że widzimy siebie jako sabarytę sączącego ze szklaneczki whisky, i to najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody, przyda się odrobina elastyczności. I dystansu. Niekoniecznie do własnych marzeń, tudzież pozornie zatrważających wieści z  rynku. Trzymając się rzeczywistości, beztrosko używając rozumu (łatwo powiedzieć w tym gąszczu ofert), zadajmy sobie trud, by zainwestować we własną życiową przystań, czyli de facto… w siebie. Przechodząc do meritum i zupełnie już serio – podczas zakupu domu albo mieszkania, pokuśmy się o sensowną analizę ambiwalentnych „jakości”. Własny dom zaspokaja w nas potrzebę posiadania swojego miejsca do życia, funkcjonowania, pracy, bez wspólnych części z sąsiadami. To podstawowy walor domu, gdyż wyraźne strefy publiczne – ulice, chodniki, place – trzymane są od niego niejako na dystans. Dom oznacza też większy metraż – rzadko kiedy ma się do czynienia z domami o powierzchni użytkowej mniejszej niż 100 m2. Duża przestrzeń to gwarancja miejsca na wszystkie dodatkowe „kąty”: poddasze, pomieszczenia gospodarcze, pralnię, garaż, wiatę, itp. Jeżeli dom będzie otoczony ogrodem, to zdobywamy dodatkową przestrzeń prywatną, możliwą do wykorzystania tylko przez użytkowników domu. Jest to również wartość dodana do wewnętrznej

48

wowmagazine.pl

powierzchni mieszkalnej. Możemy wówczas, z przyjemnością i całkiem zasłużenie, obnosić się z naszym obcowaniem z naturą. W obrębie własnej parceli będziemy mieć też możliwość spędzania wolnego czasu w bardziej kreatywny, wielofunkcyjny oraz aktywny sposób. Ponadto: domy lokalizowane są zwykle w dzielnicach willowych, czyli cichej okolicy (mniejsze natężenie ruchu), której niska zabudowa nie będzie przesłaniała nam własnego nieba. Umiejscowienie domu na typowych przedmieściach może stać się kolejnym walorem, aczkolwiek dyskusyjnym. Mniejsza intensywność zabudowy pozwala z jednej strony, trzymać sąsiadów z dala, z drugiej strony: znajomość z sąsiadem zwiększa jednak nasze poczucie bezpieczeństwa, umożliwia też nawiązywanie międzysąsiedzkich więzi (można skoczyć po sól, czy przysłowiowy chleb dla konia). Pochwała w yboru domu w ydaje się być usprawiedliwiona, gdyby w podjęciu decyzji o jego zakupie nie chodziło również o kasę. Tu zaczynają się wady. Domy są zwykle droższe niż mieszkania i apartamenty. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie koszty: ratę z kredytu, opłaty za energię elektryczną, energię cieplną, wodę, telefon, internet, podatek oraz ubezpieczenie nieruchomości, to globalne koszty utrzymania domu, niestety, „szarpną” nas po kieszeni. Do wad, ale raczej mało dramatycznych, można dołączyć fakt lokalizacji domu za miastem – dystans do miejsca pracy, szkoły, sklepów, instytucji kultury, itd. może wydawać się utrudnieniem. Wracając do tematu naszej zasobności portfela (chcąc nie chcąc, temat jak zwykle wypływa), tym razem już w kategorii mieszkań, to zakup wspomnianych, może zaoszczędzić nam wydatków. Jest to oczywiście relatywizm, zależy bowiem od wielu przesłanek.

Jeśli tylko przebrniemy przez mury i okopy banków, czyli załatwimy sprawy związane z udzieleniem kredytu i w końcu sfinalizujemy zakup M4, (czyli dokonamy kolejnej wpłaty do banku, i na inne konto), możemy dowiedzieć się o całkiem miłych rzeczach. Np.: że mamy mniejszy indywidualny wkład w sprawy związane z remontami, bo tym zajmuje się przecież wspólnota „gniazd”. Zyskujemy przy tym nie tylko złotówki, ale i swój czas, ponieważ zmniejsza się nasze zaangażowanie w problematyczne naprawy

grafika: www.archdaily.com

Zakup wymarzonego lokum jest dla większości z nas decyzją na całe życie. Przeszukujemy ogłoszenia, oglądamy katalogi i unosząc znacząco wzrok, błagalnie zaklinamy znajomych architektów. Słowem: kombinujemy. Bo znalezienie satysfakcjonującej oferty, jeśli właśnie nie wygraliśmy w totka, wydaje się nam kłodą u nogi, którą próbujemy przeskoczyć.


Styl Życia

usterek. Potężną zaletą zakupu mieszkania jest również fakt, że możemy ponosić niższe koszty eksploatacyjne. Zależy to oczywiście od naszej fantazji dokręcania rozmaitych „kurków”, ale potencjalnie przez fakt, że zwykle kubatura mieszkań jest mniejsza. Mniejsza przestrzeń nowego apartamentu pozwala również zaoszczędzić na sposobie jego wykończenia. Kolejną zaletą mieszkań jest poczucie anonimowości. Duża liczba mieszkańców bloku nie oznacza, że spotkamy sąsiada codziennie. Ważną sprawą jest również lokalizacja apartamentu, jeśli kupimy go w centrum miasta, będzie to oznaczało lepszy dostęp do infrastruktury. Nawet jeśli nasze mieszkanie usytuowane będzie na przedmieściach, to dojazd do centrum ułatwi nam komunikacja. Reasumując: własne mieszkanie można postrzegać jako korzystny cenowo przywilej i tańszą opcję dojścia do wymarzonej własności. W zasadzie, już w tym momencie można rozpocząć listę wad zasiedlania bloku, ale właściwie „drogie” mogą być tylko koszta niematerialne: nie spotkamy tam sąsiada, ale doskonale usłyszymy go za ścianą, będziemy czuć się mniej bezpiecznie, choć paradoksalnie, będziemy przebywać wśród grupy ludzi (brak więzi). Nie posiadając ogrodu, będziemy musieli zadowolić się balkonem albo tarasem, a zapachy natury dobiegną do nas… z korytarza. Jeśli nawet nasz kran będzie niezawodny, to kran sąsiada może nas jednak zaskoczyć i zmusić do częstego malowania sufitu. Oczywiście, do wad można zaliczyć wiecznie aktualną sytuację na rynku: nowych mieszkań przybywa, ale wciąż jest ich za mało. Wśród istniejących lokali duża ilość przeznaczona jest na wynajem. Rynek wtórny oferuje przeważnie mieszkania ciasne, nieustawne, z wypaczonymi liniami konstrukcji; brak jest garaży, brak miejsc do zabawy naszych pociech, brak przestrzeni do komfortowego życia.

mieszkalnej na dachu zabytkowego budynku, w postaci dodatkowej kondygnacji, był strzałem Holendrów w dziesiątkę. Zaprojektowane pokoje, które wyglądają jak odrębne domy, przybrały nieregularny kształt, tworząc swoistą koronę wieńczącą zabytkową kamienicę. Bryła obiektu zyskała nową artykulację, co więcej: niecodzienny projekt pozwolił na ożywienie martwej dotąd przestrzeni. Jak Państwo widzą, Holendrzy jednak są górą – umieją bowiem żyć komfortowo nawet na dachu.

zanim zdecydujemy o jego zakupie. Bądźmy kreatywni. Co najmniej jak ojciec i geniusz architektury współczesnej le Corbusier. Co prawda, jego projekt nie doczekał się masowej realizacji, stanowił jednak pierwowzór dla przyszłych pokoleń. Ważne dla konkluzji natomiast jest to, że jego zamysł wybiegał daleko do przodu. Całkiem jak nasze marzenia o funkcjonalnym, ekonomicznym i przytulnym, własnym domu.

Wady czy zalety produktu jakim są „cztery kąty” oszacujmy zatem z rozwagą, najlepiej

konsultację z Adamem Mańczakiem, wrocławskim

Tekst, w oparciu o wiekopomną ideę oraz bezcenną architektem, napisała Leokadia Kowara.

R E K L A M A

POKAZY MODY MODELING SERVICE BACKSTAGE SERVICE NAGŁOŚNINIE i MIX OŚWIETLENIE WYBIEGI TECHNIKA i POS

Żeby jednak nie kończyć wywodu w nieco depresyjno-jesiennym duchu, doniosę o  szczególnym rozwiązaniu architektonicznym – fuzji domu i budynku wielorodzinnego. Poszukiwania indywidualnych rozwiązań w budownictwie doprowadziły Nathalie de Vries, członkinię MVRDV ( jednej z najlepszych grup architektonicznych na świecie), do stworzenia projektu Didden Village. Pomysł rozszerzenia przestrzeni

www.qevents.pl


NASZE GWIAZDY

Roman

Gutek – warto być wizjonerem

50

wowmagazine.pl


NASZE GWIAZDY Z założycielem i współwłaścicielem GUTEK FILM, prezesem Stowarzyszenia Nowe Horyzonty, pomysłodawcą i twórcą Warszawskiego Festiwalu Filmowego, Międzynarodowego Festiwalu Nowe Horyzonty oraz American Film Festival rozmawiała Agnieszka Mazanek. Coraz częściej można Pana spotkać we Wrocławiu. Słyszałam plotki, że chce się Pan tutaj przeprowadzić…

Wpadam do Wrocławia z różnych powodów, m.in.: dlatego, że rozszerzamy tutaj swoją obecność. Wiążemy się mocniej z  kinem „Helios”, programujemy w nim jedną salę, w przyszłości może dwie, gdzie będą wyświetlane filmy Stowarzyszenia Nowe Horyzonty, Gutek Film i innych dystrybutorów. Nasza obecność tutaj staje się bardziej intensywna, chcemy organizować przeglądy filmów, festiwale. Inne, poza Nowymi Horyzontami i Festiwalem Filmu Amerykańskiego?

Tak. Poza tym, w lutym 2012 roku rozpocznie w Heliosie działalność Akademia Polskiego Filmu. To dwuletni kurs historii polskiego filmu fabularnego przeznaczony głównie dla studentów, ale nie tylko, być może będą mogli brać w nim udział też uczniowie szkół średnich i nauczyciele. Dążymy do tego, aby wrocławskie uczelnie traktowały uczestnictwo w zajęciach akademii jako międzywydziałowy przedmiot fakultatywny objęty punktacją ECTSO, tak jak to dzieje się w Warszawie i w Łodzi. Ruszamy w połowie lutego 2012 roku. Zajęcia poprowadzą znani filmoznawcy. Poszczególne semestry będą kończyły się zaliczeniem i egzaminem. Takie akademie funkcjonują już w Warszawie, Łodzi, Kielcach, na początku października ruszyła Akademia w Krakowie. Myślę, że we Wrocławiu taki kurs jest jak najbardziej potrzebny. Później przyjdzie kolej na historię kina światowego. A co z Pana obecnością w nowo otwartym Dolnośląskim Centrum Filmowym? To dość skomplikowana sprawa. Generalnie: moja autorska wizja programowania tego kina nie została przyjęta przez dyrektora instytucji zarządzającej DCF-em, który ma swój pomysł na prowadzenie tego miejsca, a program ustalany jest kolektywnie, czyli bez szans na stworzenie miejsca z charakterem.

Byłam przekonana, że inicjatywa remontu kina Warszawa i powstanie DCF jest mocno związane z Pana osobą i działalnością Stowarzyszenia Nowe Horyzonty. Przecież zabiegał Pan i wspierał ten projekt. A jednak zostajecie w Heliosie?

Przez sześć lat wspierałem ten projekt. To dzięki temu, że festiwal Nowe Horyzonty pojawił się we Wrocławiu, władze w Urzędzie Marszałkowskim wydały zgodę na tę inwestycję. Wiązałem z tym miejscem moją przyszłość. Gotów byłem przeprowadzić się do Wrocławia, ale tuż przed otwarciem kina po remoncie, zostałem odstawiony przez dyrekcję Odra-Film na boczny tor. Zamiast interesu społecznego, górę wzięły małe, prywatne ambicyjki. Cieszę się jednak, że nawiązaliśmy bliższą współpracę z „Heliosem”. To zresztą trochę wyszło od zarządu „Heliosa”, który chce mieć widzów „nowohoryzontowych” i być kojarzony z ambitniejszym repertuarem – nasze rozmowy były krótkie, acz bardzo owocne. Jaki ma Pan pomysł na kino studyjne w Heliosie?

Zamiast „Helios” nigdy nie będzie interesu kinem studyjnym, ale właśnie ten we Wrocławiu, przy społecznego, ulicy Kazimierza Wielkiego, górę wzięły małe, ze względu na lokalizację i tradycje festiwalowe, może prywatne stać się miejscem, gdzie będzie ambicyjki. wyświetlany dobry repertuar komercyjny, a w jednej lub dwóch małych salach repertuar studyjny oraz różnego rodzaju przeglądy i festiwale. W dniach od 5 – 8 grudnia zapraszam wrocławian na festiwal Filmy Świata, w styczniu będzie można zobaczyć filmy nagrodzone na tegorocznej edycji festiwalu Nowe Horyzonty, w kwietniu festiwal kina hiszpańskiego. Wierzę, że to kino może trochę zmienić wizerunek i chętnie będę uczestniczył w tych zmianach. Gratuluję, tym bardziej, że poza dwoma organizowanymi przez Pana festiwalami, we Wrocławiu brakuje dobrego, ambitnego kina. Żałuję, że Odra-Film jest instytucją, w której od lat nic się nie zmienia i co gorsza – nikt

wowmagazine.pl

51


NASZE GWIAZDY tego nie widzi. DCF ma ogromne możliwości – można tu stworzyć małe filmowe Centrum Pompidou. Na remont wydane zostały duże publiczne pieniądze, a nowy obiekt zarządzany i programowany jest jak trzydzieści lat temu. Cieszę się, że poprzez organizowane przez nas festiwale, działalność edukacyjną i obecność w kinie „Helios” możemy przyczyniać się do wzbogacania kultury filmowej we Wrocławiu. Co zobaczy publiczność w listopadzie na Amerykańskim Festiwalu Filmowym?

Od 15 listopada rozpoczyna się druga edycja American Film Festival, potrwa do 20 listopada. To dosyć skromny festiwal ze skromnym budżetem, ale z dużymi perspektywami na rozwój. Myślę, że jego program jest jeszcze ciekawszy niż w ubiegłym roku, podróżowaliśmy więcej niż w poprzednich latach, filmy zgłaszają nam twórcy i producenci. Cieszę się, że nasz pomysł na pokazywanie amerykańskiego kina niezależnego spotkał się z zainteresowaniem mieszkańców Wrocławia. W tym roku nie zmieniamy formuły festiwalu. Tak, jak przed rokiem, pokażemy najnowsze trendy we współczesnym, niezależnym kinie amerykańskim. W sekcji Highlights m.in.: kameralny komediodramat o parze ekscentrycznych samotników Jack Goes Boating – debiut reżyserski wybitnego aktora Philipa Seymoura Hoffmana, najnowsze dzieło Gusa Van Santa Restless, w którym zagrali Henry Hooper i Mia Wasikowska, Last Night z Keirą Knightley i  Evą Mendes, najnowszy film Mirandy July Przyszłość, szalony thriller Kevina Smitha Red State oraz Detachment Tony’ego Kaye’a z Adrienem Brody. Będą też: The Dish and the Spoon ze świetną kreacją Grety Gerwig i Love z muzyką Angels&Airwaves – dwa z  dziesięciu filmowych odkryć, składających się na sekcję Spectrum, czyli panoramę niezależnego kina amerykańskiego. W sekcji American Docs zaprezentujemy Marwencol oraz American Grindhouse o historii kina exploitation, z udziałem między innymi Quentina Tarantino

na AFF dominuje jednak publiczność wrocławska. Zastanawiam się jak wrocławianie przyjmą retrospektywy? – szczególnie klasyków. Nie pokazujemy całych dorobków, choć można o to zabiegać, jest to bardziej kosztowne niż zdobywanie filmów nowych. Przy sprowadzaniu filmów klasycznych trzeba zdobyć prawa, oczywiście za nie zapłacić, w innym miejscu trzeba zdobyć kopie, co nie jest łatwe, bo na świecie istnieją jakieś pojedyncze kopie lub znajdują się w archiwum amerykańskiej Biblioteki Kongresu. Mamy doświadczenie z retrospektywami twórców europejskich czy reżyserów dosyć znanych, w przypadku AFF uczymy się tego, ponieważ funkcjonuje to trochę inaczej niż w Europie. Którzy reżyserzy będą mieli swoje retrospektywy?

Będą aż cztery retrospektyw: Billy Wilder, jako klasyk – pokażemy osiem jego dzieł; cieszę się na retrospektywę Todda Solondza, który obok Jima Jarmuscha, Gusa Van Santa i kilku innych reżyserów jest bardzo wyrazisty, i który ma w Polsce swoich fanów. Rozmawiamy z nim, został zaproszony. Urszula Śniegowska, która jest dyrektorem artystycznym festiwalu, spotkała się z nim we wrześniu w Deauville, prawdopodobnie przyjedzie, co dla naszego festiwalu byłoby znaczące. Przygotowujemy retrospektywę Terenca Malicka, laureata tegorocznej Złotej Palmy za Drzewo życia, więc taka okazja się nie powtórzy. Każdy z jego filmów to wydarzenie, niektórych nie było w polskich kinach, jest więc szansa na przybliżenie wcześniejszego dorobku twórcy, który rzadko robi filmy. Będą również filmy zrealizowane przez Joe’go Swanberga, młodego, ale bardzo płodnego reżysera, który robi filmy ze swoimi przyjaciółmi, z tymi samymi aktorami, przyjedzie z nimi na festiwal. Nie znam jego wszystkich filmów, ale z pewnością jest to zjawisko w bardzo niezależnym kinie, taki enfant terrible. Myślę, że takie kino bardzo podoba się młodzieży – ja jestem trochę sceptyczny – ale nie tylko moje gusta muszą decydować co pokazujemy na festiwalu. To są też wybory Urszuli Śniegowskiej, która kino amerykańskie zna świetnie. Cieszę się, że mogę pracować z fajnymi ludźmi, którzy mają bardzo wyraziste gusta, to odciska swoje piętno na festiwalu.

Duże festiwale mają wielką moc kreacji nieznanych twórców.

Czym chce Pan szczególnie zainteresować publiczność?

Staram się wybadać, wyczuć oczekiwania publiczności. Widzowie Nowych Horyzontów to ludzie z całej Polski, z zagranicy również,

52

wowmagazine.pl

Urszula Śniegowska przygotowuje program, a Pan zatwierdza go swoją ręką, czyż nie?

Przy festiwalu amerykańskim robi to głównie Urszula, również mój starszy syn Mateusz, pomaga Jakub Duszyński z Gutek Film oraz osoby z  festiwalu Nowe Horyzonty. Zostawiam im więcej wolności, bo nie chcę być taką alfą i omegą – moim dzieckiem są Nowe Horyzonty, tam mój gust odciska się dużo bardziej. Nie dałbym rady programować obydwu festiwali, oczywiście podsuwam propozycje i  jestem obecny na festiwalu. Jak widzę na jakimś festiwalu ciekawy film amerykański, natychmiast wysyłam maila czy smsa, a Mateusz stara się zarezerwować ten tytuł na festiwal. Przykład: byłem ostatnio w San Sebastian, widziałem kolejny dokument Jonathana Demme’a, reżysera Milczenia owiec, o Neilu Young’u. Lubię muzykę Younga, mój syn również, więc wysyłam smsa i proszę Mateusza o kontakt z producentem. Na AFF będzie też najnowszy film Todda Solondza Czarny koń, który światową premierę miał na festiwalu w Wenecji. Na szczęście prawa do tego filmu kupił Gutek Film, więc jest nam łatwiej. Organizuje Pan festiwale, przeglądy, tworzy programy edukacyjne… Ale u podstaw tej działalności jest Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, które również cały czas Pan rozwija.

Stowarzyszenie stało się już instytucją, dodam, że od nowego roku będziemy współwydawali miesięcznik „Kino”. Myślę, że bardzo ważna jest edukacja kulturalna dzieci i młodzieży; rozmawiamy w tej chwili z TVP, żeby razem realizować program poświęcony edukacji filmowej. Nasze stowarzyszenie stworzyło i realizuje taki program w kinach w  całej Polsce. W zajęciach w  22 kinach uczestniczy prawie sześćdziesiąt tysięcy dzieci i młodzieży. Ta idea jest bardzo bliska ministrowi Zdrojewskiemu, który mocno wspiera działalność edukacyjną. Zresztą, niedawno dostaliśmy z rąk ministra doroczną nagrodę honorową, nie za festiwale, ale właśnie za edukację. Ten program się rozwija, to oczywiście jest duża praca, ale mamy fantastyczny zespół. Od lat ma Pan wokół siebie znakomicie funkcjonujący i niezwykle zaangażowany zespół. Jak Pan go stworzył?

Mam szczęście do ludzi. Jeśli praca nie jest ciężarem, a przyjemnością, to jest to fajna praca. Czuję się spełniony, sam też lubię co jakiś czas coś zmieniać. Cały czas jesteśmy


NASZE GWIAZDY w ruchu, oglądamy filmy, bardzo dużo podróżujemy np.: z Joanną Łapińską nie mogę się ostatnio spotkać, bo a to jest w Toronto, albo w  RPA; rozmawiamy od ponad roku z Williamem Kentridgem, niezwykłym człowiekiem, twórcą filmów animowanych, który robi też opery z lalkami – ostatnio wystawiał taką operę w rzymskiej La Scali – ponieważ chcemy, aby w 2013 roku przyjechał do Wrocławia. Joanna leci za chwilę do Korei na festiwal do Pusan, stamtąd wróci do Polski i poleci do Meksyku, bo głównym tematem przyszłorocznych NH będzie kino meksykańskie. Cieszę się, że Radek Drabik zdecydował się zarządzać stowarzyszeniem – zdjął mi z głowy tysiąc problemów – dzięki niemu mam więcej czasu na myślenie o programie, na podróże, na angażowanie się w inne projekty. Byłem w San Sebastian, ponieważ to hiszpańskie miasto, tak jak Wrocław, jest Europejską Stolicą Kultury w roku 2016. Już w tym roku przyjechała od nich osoba, która przyglądała się naszej organizacji festiwalu; mówiliśmy o tym, co możemy robić razem – jesteśmy wręcz skazani na współpracę. (uśmiecha się) Mamy fajny zespół otwartych i zaangażowanych ludzi, którzy robią więcej niż wynika to z obowiązku. Ostatnio np.: mieliśmy w weekend specjalne pokazy Piny w Operze Warszawskiej i potrzeba było dużo ludzi do rozdawania okularów do projekcji w 3D, zrobiliśmy więc w stowarzyszeniu pospolite ruszenie i prawie wszyscy się tam stawili. Druga sytuacja: zadzwonili do nas ludzie z festiwalu w Kownie mówiąc, że w transporcie zaginęła im kopia Konia turyńskiego, my mamy swoją kopię, załatwiliśmy formalności, kuriera – Tomek Żygo, chcąc pomóc, spędził w biurze kilka dodatkowych godzin. Cenię sobie współpracę z Jakubem Duszyńskim, razem stworzyliśmy NH, nazwa festiwalu to był jego pomysł; wspiera również festiwal amerykański. Znam swoje miejsce w szeregu i nie mam poczucia, że robię coś niezwykłego, dużo pracujemy, ale ta praca jest bardzo przyjemna – wiąże się z podróżami, z poznawaniem ludzi. Kocha Pan to, co robi. Mało tego, potrafi Pan zarażać swoją pasją wszystkich dookoła: współpracowników, publiczność, twórców, media, sponsorów, prezydentów miast. Rodzinę też Pan zaraził tą pasją? Wspomniał Pan, że syn Mateusz już się zaangażował.

Żona jest dziennikarką, ale filmy ogląda od zawsze i to dużo. Może ze względu na moją pasję ma trochę skrzywione spojrzenie na kino i nie potrafi już oglądać konwencjonalnych

wowmagazine.pl

53


NASZE GWIAZDY filmów. Mateusz i Kuba również dużo oglądają. Uczestniczą w organizowanych przeze mnie festiwalach od najmłodszych lat. Kuba mając jedenaście lat, jeszcze w Cieszynie, pasjami oglądał super minimalistyczne filmy Jamesa Benninga i twierdził wówczas, że to najlepsze kino na świecie. Był zapatrzony w ojca. Teraz bliższa jest mu kuchnia. Mimo, że ma dopiero osiemnaście lat, serwuje bardzo wyrafinowane dania. Mateusz tłumaczy listy dialogowe i opracowuje polskie napisy do filmów, a także pracuje przy American Film Festival. W jaki sposób udaje się Panu pozyskać tak wiele filmów? Przecież na Nowych Horyzontach pokazujecie ich w ciągu 11 dni około 500?

To jest gigantyczna praca. Niektórzy wyobrażają sobie, że jak jadę do Cannes to leżę na plaży i oglądam młode kandydatki na aktorki w stroju topless lub przechadzam się po czerwonym dywanie… Nie, to jest ciężka praca, codziennie spędzam w kinie 10-12 godzin. Jestem ciągle ciekawy nowych filmów i twórców, którzy są mi bliscy, jak: Jarmusch, Trier, Lynch, Guy Maddin czy Tsai Ming-Liang, ale lubię też odkrywać filmy, wchodzić do sali na film reżysera, którego nie znam. Fajnie jest coś wypatrzyć, a potem przywieźć na festiwal, ale nie Almodóvara czy Morretiego, tylko wyszukać kogoś nowego, takiego idącego pod prąd. Mam świadomość, że niektórzy widzowie festiwalu omijają szerokim łukiem trudne, konkursowe propozycje, ale to nic złego – takie filmy nie mogą podobać się wszystkim – mają siać ferment i powodować dyskusje.

54

wowmagazine.pl


NASZE GWIAZDY Na Nowych Horyzontach jesteśmy w swoich wyborach bezkompromisowi i jesteśmy za to cenieni, może bardziej za granicą niż w Polsce. Duże festiwale komercjalizują się, bo stoją za nimi duże pieniądze i duzi sponsorzy, jestem przerażony jak widzę przedstawicieli mediów, którzy oglądają tylko 20 minut filmu, bo muszą biec robić wywiad. Dyktat mediów jest w tej chwili ogromny. Moim zdaniem, duże festiwale mają wielką moc kreacji nieznanych twórców, i bezsensem jest pokazywanie w konkursach filmów tylko uznanych reżyserów, one mogłyby być pokazywane na specjalnych pokazach. Widzę, że każdy duży festiwal zabiega o nowe filmy wielkich twórców, a niekoniecznie te filmy zawsze są udane, np.: Niebezpieczna metoda Cronnenberga z konkursu tegorocznej Wenecji. Świadomie i konsekwentnie odcina się Pan od tego?

Chciałbym, żeby Wrocław kojarzony był z kinem artystowskim, którego nie ma na wielkich festiwalach. Nie mam ambicji, aby nasz festiwal był porównywany z tymi dużymi – chciałbym, żebyśmy byli rozpoznawalni, mieli swój charakter, chciałbym stworzyć miejsce, gdzie mogliby się spotykać artyści kina. Nie jesteśmy festiwalem instytucjonalnym powołanym przez władze, festiwal powstał z potrzeby wręcz podstawowej – dzielenia się z ludźmi czymś, co jest nam bliskie. Jeździliśmy po festiwalach wybierając tytuły do Gutek Film, oglądaliśmy dużo interesujących filmów, wielu z nich nie mogliśmy wprowadzić na polskie ekrany, gdyż Gutek Film jest zbyt małą firmą i część polskiej publiczności nie miała szans ich obejrzeć. Postanowiliśmy z  Jakubem Duszyńskim stworzyć miejsce, gdzie moglibyśmy pokazywać filmy nam bliskie, takie których nie było w kinach. Spieraliśmy się o filmy, dzieliły nas bardzo, wzbudzały skrajne emocje, ale myślę, że się udało – teraz już jest prościej – mamy wierną publiczność, oswojoną z repertuarem, widzów, którzy dojrzewali wraz z rozwojem festiwalu. Mówi się wręcz o  pokoleniu Nowych Horyzontów. Dzięki pomocy Wrocławia i głównego sponsora – Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatorowi sieci T-Mobile możemy sobie pozwolić na różne, dodatkowe wydarzenia: muzyczne, filmowo-muzyczne, wydawanie książek itp. Jest grupa osób, która robi to, co lubi, mamy satysfakcję z tego, że nie robimy tego, co jest popowe, lecz trochę trudniejsze. Ważne jest też to, że nasze propozycje spotykają się z bardzo dużym zainteresowaniem widzów.

Powiedział Pan kiedyś, że młodzi ludzie oglądają filmy trochę inaczej – z większą wrażliwością. Czy wrażliwość odbioru to jest coś, co zmienia się przez lata? Jeśli ogląda się tak dużo filmów, można mieć nadal dreszcz emocji?

strony: takie, które bardzo mocno definiowały ideę Nowych Horyzontów.

Jestem ciągle ciekawy nowych filmów i nadal pojawiają się emocje, chociaż są one trochę inne, mniej spontaniczne, bardziej wykalkulowane. Jak jest się młodym człowiekiem, to jest się bardziej otwartym i spontanicznym; mówiąc o innym odbiorze filmów myślałem o sobie z drugiej połowy lat 70’ i początku lat 80’, kiedy miałem naście lat i ogromną wolność wyboru – nie oglądałem tak dużo filmów jak teraz. Czasami jestem przerażony, że pędzę z jednego filmu na drugi, trochę je zaliczam. Pod koniec festiwalu, w chwili, gdy ogląda się już czterdziesty film, człowiek jest zmęczony, nawet poirytowany, ponieważ trzeba obejrzeć piętnaście, nawet dwadzieścia filmów, żeby znaleźć jeden lub dwa interesujące. W Cannes to się również zdarza, choć według mnie to najlepszy festiwal, Francuzi mają świetne gusta. Tendencją widoczną na festiwalach jest pokazywanie filmów środka, gdyż do świata sztuki wpychają się pieniądze i marketing. Zdarza się też, ale rzadko, że oglądam film i na początku nie jestem do niego przekonany, a później zmieniam zdanie, widzę więcej. Pierwsze wrażenie, nawet jeśli byłbym zmęczony, jest jednak najważniejsze, pozostaje najsilniejsze...

W zasadzie kompromisu nie ma. Na początku łatwiej było nam wybierać interesujące tytuły, bo nadrabialiśmy zaległości, w konkursie pojawiały się filmy nawet sprzed dziesięciu lat. Wcześniej nie mieliśmy możliwości wyboru spośród wielu tytułów, teraz do konkursu wybieramy filmy właściwie z jednego roku. Trudniej jest znaleźć czternaście bardzo dobr ych filmów. Mam czasami świadomość, że danego filmu, być może nie powinno być na festiwalu, ale nie znajdujemy innych. Powstaje jednak wciąż dużo filmów, dostajemy coraz więcej zgłoszeń od reżyserów czy producentów.

Zawsze się zastanawiałam: ile jest kompromisu na festiwalu, mimo jego bezkompromisowości.

Chciałbym, żeby Wrocław kojarzony był z kinem artystowskim.

Ma Pan 10-tkę filmów, do których wraca, niezależnie od sytuacji?

Nie, nie mam. Oczywiście mam swoich ulubionych reżyserów, np.: Werner Herzog, on już stał się klasykiem, Tarkowski i jego Zwierciadło, czy Człowiek słoń Lyncha. Widziałem ten film jednego dnia trzy razy – to było na pierwszym roku studiów, podczas przeglądu filmów brytyjskich – najpierw oglądałem go sam, później pojechałem po koleżanki (jedna z nich jest moją żoną), i zostałem tam jeszcze raz. Przymierzam się też do wydania na DVD dziesięciu najciekawszych, moim zdaniem, filmów „nowohoryzontowych”. Nie daliśmy rady zrobić tego w ubiegłym roku na dziesięciolecie festiwalu. Byłyby to „moje” filmy, takie, które nie miały szansy trafienia do dystrybucji – bo były zbyt niszowe, albo zbyt radykalne – ale z drugiej

Czy można jeszcze bardziej podnieść poprzeczkę na Nowych Horyzontach?

Pewnie, że można podnieść – robić jeszcze lepszą selekcję filmów. Co chciałby Pan zmienić na Nowych Horyzontach? Jakie Pan ma marzenia związane z tym festiwalem?

Cały czas festiwal się zmienia. Chciałbym, żeby konkursy: Nowe Horyzonty oraz Filmy o Sztuce, a także sekcja Trzecie Oko definiowały festiwal jako miejsce pokazywania kina artystowskiego, słowa: artystowskie używam tutaj świadomie. Chciałbym, żeby twórcy wiedzieli, że tutaj, we Wrocławiu jest właśnie takie miejsce dla nich. Marzy mi się, żeby niektórzy reżyserzy świadomie trzymali filmy na nasz festiwal, chcieli tutaj przyjeżdżać, żeby ranga naszego festiwalu wzrosła, nie w sensie prestiżu, gali, tylko w świadomości twórców, indywidualistów, którzy ciągle robią swoje. To się już trochę dzieje, bo twórcy, których Pan zaprasza na Nowe Horyzonty bardzo szybko wyczuwają tę intencję i otwartość formuły. Niezwykły jest też odbiór publiczności. Życzę z całego serca, aby festiwal rozwijał się z roku na rok właśnie w takim kierunku.

opracowanie: Leokadia Kowara Foto: Paweł Kozioł wowmagazine.pl

55


Styl Życia

bądź szczęśliwa tej jesieni Czas jesieni jest szczególnym czasem w rytmie pór roku. Zamiast biegać po mieście wolimy zaszyć się w domowych pieleszach i leniwie błądzić myślami ogrzewając się ciepłem kominka. Dni stają się coraz krótsze, słońca coraz mniej i może właśnie dlatego warto skierować uwagę na siebie. Tekst: Kinga Łakomska, psycholog, coach, trener NLP

www. szkolanlpwroclaw. pl

Szacunkowo określa się, że co roku od 10 do 20 % populacji odczuwa umiarkowane dolegliwości z powodu jesienno-zimowej melancholii. Badania donoszą, że w przypadku około 4-6 % osób możemy nawet obserwować pełnoobjawową depresję sezonową – te doświadczenia zazwyczaj rozpoczynają się jesienią lub zimą, a kończą wiosną, albo wczesnym latem. Niestety większość osób, których dotykają te przypadłości to kobiety, a objawy pojawiają się szczególnie między 20. a 40. rokiem życia. Zwracając uwagę na naturalność przemijania pór roku, wyjątkowy czas jesienno-zimowy można zacząć traktować zdecydowanie inaczej. Nostalgiczny, przygnębiający czy czasem nawet męczący sezon może stanowić świetną okazję do tego, aby się wyciszyć i przemyśleć wiele spraw. Poddać się refleksji. Odnowić stare znajomości i zbliżyć się do ludzi, którzy są dla nas naprawdę ważni. Umówiłam się kiedyś z moją dawną koleżanką na kawę. To było jesienią. Siedziałyśmy w klimatycznej kawiarence, a ona cały czas narzekała. Po 30 minutach zorientowałam się, że zaczynam robić to samo i... czułam się coraz gorzej. Zamiast miło spędzać czas czułam zmęczenie. Amerykański filozof Ralph Waldo Emerson powiedział kiedyś: „Człowiek jest tym, o czym przez cały dzień myśli“. Jestem trenerem NLP, a sztuka NLP to w dużej mierze zarządzanie uwagą. Dbanie o kierunek swoich myśli jest dla mnie rodzajem higieny osobistej. Jeżeli ludzie ciągle narzekają, skupiają się na tym, co im się nie podoba i są ciągle niezadowoleni, nic dziwnego, że coś im się nie udaje i są przygnębieni. Pamiętajmy, że nasza energia podąża tam, dokąd zmierza nasza uwaga. Możemy obserwować nasze myśli i nadawać im kierunek – koncentrujmy się zatem na tym, co jest pożądane. Zwracajmy uwagę gdzie i za czym podążają nasze myśli? Do czego się przyklejają? Przykładów osób, które nie radzą sobie z jesiennym stanem umysłu mogłabym podać na pęczki, wolę jednak opowiedzieć o mojej siostrze, która jak nikt potrafi w tym czasie zadbać o siebie. Jesienią przełącza się na inny bieg. Jest wyciszona i jednocześnie serdeczna, pełna energii. O ile na wiosnę czy w lecie jest nieprzewidywalna, to kiedy tylko robi się chłodniej, wraca do swoich rytuałów. Lubię ją wtedy odwiedzać – w domu unosi się przyjemny zapach aromatycznych świec, z głośników płynie energetyzująca muzyka wprowadzająca nas w nastrój pt.: „zaraz będziemy robić coś fajnego”. Dzień zaczyna od przejażdżki na rowerze lub gimnastyki, dba aby jej dieta była odpowiednia (osobiście polecam kuchnię 5 przemian). Nie zapomina o tym, żeby się umalować, dobrze ubrać i spotykać ze znajomymi. Moim zdaniem jest to kwestia akceptacji i pogodzenia się z następującymi po sobie okresami w roku, pielęgnacji swojego wewnętrznego stanu. Oraz zrozumienia, że wszystko przemija, nawet jesień i smutek. Zapraszam do eksperymentu. Znajdź dla siebie ciche i wygodne miejsce, zarezerwuj sobie jakieś 15-20 minut, tak aby nikt Ci nie przeszkadzał. Pomyśl o jakiejś istotnej dla Ciebie sprawie, do której trudno

56

wowmagazine.pl

Ci się zmotywować. Skuteczna myśl jest jak kropla drążąca skałę. Odpowiedz wyczerpująco na poniższe pytania i zapisz odpowiedzi. ● Czego chcę w związku z tą sprawą? ● Gdyby wszystko było możliwe, jaki powinien być pożądany efekt? ● Jeżeli to zrobię, to co innego będzie mi jeszcze łatwiej osiągnąć? ● Jakich potrzebuję do tego zasobów? ● Jeżeli mi się to uda, to jak będę się czuł/a? ● Jakie znaczenie może to mieć dla mojego życia w przyszłości? Pozdrawiam ciepło!


FASHION&DRESHION Tekst: Magdalena Kostyszyn Niczym uporczywy refren popularnej piosenki, co sezon powraca na salony. Okrzyknięta najtrwalszym surowcem z uwielbieniem zostaje wykorzystywana w przemyśle odzieżowym. Skóra, bo o niej mowa, uznawana jest za materiał długowieczny, może więc dlatego z powodzeniem używa jej się do wyrobu ubrań i galanterii od tysięcy lat? W ciągu kilku ostatnich lat skórzana rodzina powiększyła się. Czołowi projektanci zaproponowali pomysły idące o wiele dalej niż hasło „skórzana kurtka”. Do akcesoriów i okryć wierzchnich dołączyły także sukienki, spódnice, marynarki, bluzki i żakiety. Ta z pozoru niełatwa faktura dała się oswoić i przybrała nowe kształty. A wszystko po to, by zadowolić rzesze wymagających klientek. Choć sposoby garbowania skóry zmieniły się na przestrzeni wieków, wartość gotowego produktu zawsze była wysoka. Skóra, jako materiał natury jest nieprzewidywalna, może posiadać odmienną fakturę, a jej powierzchnia prawie nigdy nie jest identyczna. Unikalna budowa sprawia, że jest obiektem stałego pożądania. Już w czasach prehistorycznych stanowiła o statusie właściciela. Używana jako odzienie, symbolizować miała

zaradność osoby ją noszącej, jako człowieka przedsiębiorczego, który nie dość, że potrafi polować, jednocześnie jest w stanie zapewnić godny byt swojej rodzinie. W średniowieczu traktowana była jako towar luksusowy, więc posiadanie jej w swojej garderobie mogło być powodem do dumy. W tym samym czasie wykształciły się również zawody zajmujące się obróbką tego wymagającego surowca (debiut miały wtedy takie specjalizacje, jak: garbarz, szewc czy kaletnik). Skóra to także ciąg niekończących się dyskusji o kwestie ekologiczne i etyczne. Obrońcy zwierząt za wszelką cenę starają się ukrócić precedens wykorzystywania skóry do produkcji ubrań i dodatków. Na szczęście, ku chwale zwolenników skóry ekologicznej, nadchodzą lepsze czasy. Koncerny odzieżowe produkują coraz lepsze repliki skór naturalnych, uwzględniając nawet takie detale, jak przetarcia czy stylowe zagniecenia. Czasami wręcz niemożliwe jest odróżnienie skóry ekologicznej od tej naturalnej. Na koniec mam dobre wieści: według mrożących krew w żyłach doniesień, tej jesieni znów będziemy chciały chodzić w skórach. Przepowiadają nam to takie domy odzieżowe, jak: Lanvin czy Hermes, a one nie mogą się mylić.

wowmagazine.pl

57


ART debiuty

Contradictive

Mariusz Wildeman związany jest z Akademią Sztuk Pięknych we Wrocławiu osiem lat. Na początku zainteresował się projektowaniem ceramiki i grafiką – studiowanie na tych kierunkach uważa za bardzo wartościowe doświadczenie. W pełni realizuje się na kierunku malarstwa.

Minority


ART debiuty Tekst: Anna Kornelia Wydra Zbliżał się dzień powrotu mojej przyjaciółki z Los Angeles. Zakupiony loft miał stać się atrakcyjnym mieszkaniem. Szukałyśmy czegoś wyjątkowego do zaaranżowania dużej przestrzeni. Moją uwagę zwróciły wielkie obrazy Mariusza Wildemana. Zadziałały na mnie jak stand-up i były okazją do przeprowadzenia rozmowy z artystą na temat jego twórczości.

Przejmij kontrolę

Przyjaźń cyfrowa

Dążenie do szczęścia

Wildeman twierdzi, że maluje od niedawna, a wszytko co robił wcześniej było trenowaniem warsztatu. Stawiał sobie różne wyzwania np.: szukając subtelnych różnic w kolorach i załamaniach światła na kliszy rentgenowskiej. Mariusz Wildeman w obrazach tworzy mapy, rejestruje wizualną kopię samego siebie. Przygląda się swoim wspomnieniom. Opisuje własną fragmentaryczną rzeczywistość i implementuje obiekty, którymi fascynował się w dzieciństwie np. stare gry wideo, samochody z lat osiemdziesiątych, lego. Artysta wraca myślami do okresu swojego wzrastania, kiedy silnie oddziaływały na niego wzorce i produkty zachodnie, przykrywające szarość i odczuwalną głęboką przepaść ekonomiczną w kraju. Wildeman potrafi budować dystans. Nauczył się nie brać wszystkiego zbyt poważnie i z ciekawością dziecka obserwuje globalną, kolektywną kulturę. Mariusz Wildeman czuje artystyczną dojrzałość do tego, aby tworzyć unikalny język komunikacyjny. Stworzył własne pojęcia rzeczywiste i abstrakcyjne, które multiplikuje na różnych obrazach i wystąpieniach wizualnych. Buduje własny konstrukt pojęć i tworzy wewnętrzny dialog oraz sieć komunikacyjną między obrazami. Piktogramy i formy symboliczne są dla niego punktami orientacyjnymi i porządkującymi. Pojawiający się motyw czaszki kota, ma przypominać o krótkim czasie życia i przemijaniu. Artysta odnosi się świadomie do problemów ogólnych oraz własnego stanu mentalnego. Jego znakiem rozpoznawczym jest piktogram serca, który manifestuje stan gotowości oraz wewnętrzną moc – serce według artysty to zasilacz, energia życiowa, siła do zmiany i nastawienie do otoczenia.

foto: archiwum artysty


SONDA WOW

Melancholia …słodka choroba duszy Tekst: Ewa Gil-Kołakowska

„Jeżeli lęk i złe samopoczucie trwają długo, jest to melancholia” – stwierdził wieki temu Hipokrates. To właśnie on, jako pierwszy, opisał stan depresyjny znany przez stulecia pod nazwą melancholii – choroby duszy. Wszyscy, bez wyjątku, mamy skłonność popadania w stany przygnębienia, a jak udowadnia w swojej książce „Melancholia” Antoni Kępiński: „smutek jest dolą człowieka”. Często nawet nie potrafimy nazwać przyczyn tego smutku, nie potrafimy też go zmierzyć, tak jak na przykład poziomu cukru we krwi. Łudzimy się, że to tylko taka „żałość chwilowa” i czekamy aż sama nam przejdzie. Nie zawsze jednak sama przechodzi. Snuje się, przedłuża, i gdy trwa już kilka tygodni, czasem miesięcy, ogarnia nas absolutna niemoc, wszystko wokół nagle gaśnie, traci swoją barwę, życie zaczyna nas najnormalniej boleć, a galop myśli staje się nie do wytrzymania. To nie jest już chwilowa „słodka choroba duszy”, którą niekiedy, z upodobaniem wręcz w sobie pielęgnujemy, i na którą mamy własne, cudowne i sprawdzone recepty. Pojawia się depresja. Granica między nią a melancholią bywa bardzo cienka… starajmy się jej nie przekroczyć.

Karolina Gonera – organizator Międzynarodowego Festiwalu Scenarzystów Filmowych Interscenario, właścicielka firmy „Zdolni ale Leniwi”

„Melancholia to szczęście bycia smutnym” powiedział Wiktor Hugo i absolutnie się pod tym podpisuję. Melancholia to stan ducha, który kojarzy mi się bardzo pozytywnie. Dla mnie to bardzo fajny czas, który wypełnia mnie treścią, pozwala na dokonanie wewnętrznego bilansu strat i zysków, radości i smutków, to czas kiedy obdarzam siebie spokojem, refleksją, wspomnieniem… Jeśli podejdzie się do niej z rozwagą i z zaufaniem, to wydaje mi się, że melancholia jest bardzo potrzebna i wcale nie musi od razu być krokiem w  k ierunku depresji. K ażdy ma swoje życie podzielone różnymi zdarzeniami, tymi bardzo szczęśliwymi, jak i  również tymi bardzo dramatycznymi. Uważam, że po każdej euforii szczęścia, w różnych dawkach, a  tak że po chw ilach totalnej rozpaczy, gdy spotkało nas prawdziwe nieszczęście, melancholia jest absolutnie wskazana. Ten stan jest nam bardzo potrzebny, bo pozwala odzyskać równowagę

60

wowmagazine.pl

psychiczną i w  spokoju przeanalizować nasze dotychczasowe dokonania. To chwila dialogowania z  samym sobą. Dla w ielu osób jesień, a  szczególnie listopad jest takim właśnie czasem rozrachunków, rozmyślań, a  przede wszystkim czasem pamięci o tych, którzy odeszli. Świadomość przemijania, nieodłączny element ludzkiej egzystencji, towarzyszy mi przez cały rok, na okrągło. Wiem, że jest to tylko „kwestia czasu”… i jak każdy, bez wyjątku, doświadczę tego, co nieuniknione. Jestem osobą wierzącą, nie postrzegam w ięc śmierci jako końca wszystkiego; nie przeraża mnie myśl o niej. Dla mnie najważniejsze jest, żeby w życiu niczego nie żałować, niczego się nie wstydzić, żeby żyć własnym życiem i żeby nie mieć poczucia, że życie przecieka mi przez palce. Moją ulubioną porą dla melancholii jest głęboka zima. Za oknem mróz, śnieg, zawieja i ta przejmująca cisza, w której wszystko bieleje i spokojnieje… Bardzo lubię ten czas oddechu, te wyprawy w głąb siebie, gdy po okresie dynamicznej aktywności mogę się wreszcie zatrzymać, by uchwycić to, co tak ulotne: wspomnienia, marzenia, po prostu radość życia. Gdy zdarza mi się jednak, że to moje „szczęście” trwa już zbyt długo, gdy niebezpiecznie i coraz mocniej mnie oplata, przygniata, to ratuję się wtedy pracą.

Paweł Okoński – aktor, współwłaściciel Teatru Komedia we Wrocławiu

Listopad uświadamia mi, że definitywnie skończyło się lato, za którym na szczęście nie przepadam. Jestem zadowolony, że w końcu nadchodzi jesień. Ta pora roku wpływa na mnie, o  dziwo, bardzo pozytywnie. Kojarzy mi się ze spokojem, z  wewnętrznym rozrachunkiem, z  powrotem we wspomnieniach do przeszłości. Trudno jest też wtedy uciec od rozmyślań na tematy związane z przemijaniem. Wiara w  to, że nie wszystko w  nas umiera jak głosi znana sentencja „non omnis moriar”, na pewno pozwala uporać się z  dręczącymi pytaniami i  lękiem przed tym, co ostateczne. Te bardzo konkretne pytania, pojawiają się właśnie jesienią, skłaniają do nich różne listopadowe okoliczności, szczególnie chwile, gdy przychodzi nam żegnać bliskiego człowieka. To bolesne zdarzenie dotknęło ostatnio moją rodzinę. Bardzo szanuję ludzi wierzących, a  nawet trochę im zazdroszczę. Chciałbym ufać, że istnieje siła, która po śmierci jest w  stanie mnie przygarnąć. Z całą pokorą do przemijania,


SONDA WOW

wydaje mi się, że mamy tylko tyle czasu, ile czasu ma nasze ciało. Wiem za to, co to jest depresja. Doświadczyłem jej ponurej obecności w dzieciństwie. Parę lat temu odszedł mój tato. Zapadł się w sobie, umarł tak naprawdę na depresję. Wszystkie dolegliwości były jej skutkiem. Miał poważne powody do traumy. Jako były żołnierz AK, a  potem WIN, po wojnie tak jak wielu innych, miał nieformalny wyrok śmierci. Żył w nieustannym lęku, przede wszystkim o nas, o swoją rodzinę. Pozornie bardzo szczęśliwy, miał przecież wspaniałą kochającą żonę i udane dzieci, co pewien czas popadał w stan, z którego powrót okazywał się coraz trudniejszy. Mimo naszych wszelkich starań, nie udało się skutecznie mu pomóc. Gdy różne życiowe okoliczności powodują, że dopada mnie melancholia i  trwa zdecydowanie za długo, to potrafię sobie już teraz z  nią radzić. Kiedyś często uciekałem w  alkohol, ale to była zła droga. Jakiś czas temu odnalazłem w sobie moc, jaką posiada moja mama, która nigdy nie rozpamiętywała, wybaczała i wciąż szła do przodu. Myśl o niej sprowadza mnie zawsze na ziemię, najbardziej wtedy służy mi praca. Poczucie, że jestem potrzebny, że potrafię poruszyć widownię, rozśmieszyć ją i  rozbawić, daje mi pewien rodzaj spełnienia, które zamyka depresji drzwi, przynajmniej na jakiś czas. Bo z depresją i melancholią to jest tak, jak z  alkoholem. Jeśli człowiek pozwoli sobie na przedłużającą się melancholię, to nawet nie zauważy kiedy popadnie w depresję. Po spektaklach w naszym Teatrze Komedia, wychodzimy na scenę do widzów i  mówimy: „Proszę Państwa, prowadzimy tu dla Was taką klinikę, której zadaniem jest terapia śmiechem, bo jak mówi klasyk Jan Pietrzak: „może nie będzie nam lepiej, ale na pewno będzie weselej” – i  rzeczywiście, terapia śmiechem to metoda dobra na wszelkie smutki. Wciąż mamy nadkomplety „pacjentów” i mnóstwo szczerych podziękowań dla nas „lekarzy dusz”. Aktorstwo, to dla mnie taki rodzaj zabezpieczenia przed depresją. Oczywiście, mam na myśli role komediowe, które z założenia są rolami bardzo energetycznymi. Energia musi być, bo jak mówi Wojciech Pokora: „farsę trzeba grać szybko, głośno, wyraźnie i przy pełnych światłach”. Jeśli zastosuje się te wszystkie elementy, to nie ma już miejsca i czasu na depresję. Dlatego aktorzy grający w  komediach, to przeważnie ludzie bardzo energetyczni, pogodni, co wcale nie znaczy,

że są wiecznymi żartownisiami i wesołkami. Na jednym biegunie jest Louis de Funes, czyli chodząca energia, a na drugim: Buster Keaton – komik kina niemego, który przecież nie śmiał się wcale, a jednak ludzi rozśmieszał do łez.

Bożena Maria Sobota – historyk sztuki, redaktor, kierownik Wydawnictwa TUM Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej

Melancholia to słowo, które dla mnie nie dźwięczy a snuje się i rozciąga; ładne, ale smutne. Dlatego wolę słowa: zaduma, zamyślenie, dumanie... Czy to stan przypisany jesieni? I tak, i nie. Każda pora roku może przecież skłaniać do nostalgii, każda ma swoje cudowności i potrafi zaczarować. Mnie bardzo odpowiada taki rytm przyrody. Szaleństwo letniej kanikuły uspokaja się, powoli przebarwia, odbarwia, bieleje, spokojnieje i mamy zimę, która też jest piękna; po niej budzą się zmysły na wiosnę. Ponieważ sama weszłam już w jesień życia, stwierdzam, że to dobra pora życia i dobra pora roku. Zwalniamy tempo, przyglądamy się wnikliwie sobie i światu, potrafimy już docenić i uchwycić szczęście, które jest tak ulotne. W każdym z nas są pokłady wrażliwości, trzeba umieć je tylko wyzwolić, „obłaskawić”, nazwać. Niekiedy wystarczy przypadkowa – jak ją nazywam – cudowność, która pozwala się zatrzymać i uruchomić tę naszą wrażliwość, wyobraźnię, wspomnienia. Dla mnie to są najzwyklejsze „cudowności”. Kwitnąca pod oknem mirabelka, biała jak panna młoda, zimowa biała cisza, kieliszek czerwonego wina, leniwie przelewającego się po ściankach jak oliwa, piękny muzyczny zakręt, smaczny posiłek w gronie przyjaciół, kolory przyrody, krajobrazy rozbudzone słońcem, aksamit nocy, słowo, które trąca pamięć, ptasi koncert o czwartej nad ranem, tajemnicze cienie drzew przed zmierzchem, zapach, który coś przypomina. Uwielbiam te wycieczki w  głąb siebie wywołane wspomnieniem, obrazem, krajobrazem, świętem, chwilą ważną. To nie znaczy jednak, że jestem samym zamyśleniem i  spokojem. Co robię, gdy w  ponur y, deszczow y w ieczór dosięgnie mnie jesienne przygnębienie?

Nucę sobie cudowną piosenkę Czesława Niemena: „Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła”. A do tego ciepły koc, książka, filiżanka herbaty, miła rozmowa, muzyka, oglądanie zdjęć z podróży, kieliszek lipowej nalewki dla zdrowotności, czyli standard. Czasami antidotum jest bardziej aktywne: sprzątam, gotuję zupę dyniową na ostro, albo piekę ciasto drożdżowe ze śliwkami czy szarlotkę. Niekiedy powracam wspomnieniami do smaków i zapachów z wakacji. Wtedy przygotowuję jakąś radosną potrawę, np.: ciasto pomarańczowe według przepisu mojej włoskiej koleżank i Marii Bandoni – Torta Villa Costa, od nazwy XVI-wiecznej rezydencji pod Lukką, której właścicielką jest Maria. Próbując jednak odpowiedzieć na poważne pytanie dotyczące listopadowej melancholii – a związane z refleksją na tematy ostateczne – mogę powiedzieć, że śmierć stanowi nieodłączny element ludzkiej egzystencji, a sztuka życia polega na pogodzeniu się z tą ostatecznością.

Kaja Paśko – studentka etnologii i filologii serbsko-chorwackiej Uniwersytetu Wrocławskiego

Dla mnie melancholia to taki stan zadumy, nieokreślonej tęsknoty za czymś, za kimś, to stan „słodkiego bólu istnienia”, smutku właśnie, ale nie rozpaczy. Bywa dla mnie motorem twórczego działania i rozwoju. Wierzę w słowa Kazimierza Przerwy-Tetmajera, że: „Melancholia jest ojczyzną myśli” i zgadzam się również z tezą Arystotelesa, która mówi, że wszyscy wielcy, wybitni ludzie są melancholiczni. W renesansie pojawiło się nawet pojęcie „szału melancholicznego”, który sprawiał, że ogarnięci nim artyści tworzyli prawdziwe arcydzieła. Niestety, w  epoce romantyzmu kształtowanej wizją „Cierpień młodego Wertera”, melancholia popychała głównie do samobójstwa. Myślę, że wiele arcydzieł światowej literatury i to nie tylko z okresu romantyzmu, może sprowokować czytelnika do samobójczych myśli. Te wybitne dzieła to przeważnie same smuty, utwory mocno depresyjne, opisujące nieszczęśliwą miłość, cierpienie, zagubienie, obłęd i ból. A

wowmagazine.pl

61


SONDA WOW jednak – aura melancholii wciąż kusi i intryguje wielu ludzi – ma w sobie coś pociągającego. Znakomitym tego przykładem są dla mnie „Wichrowe wzgórza”, nie jest to może arcydzieło, ale do lektury tej książki chętnie sięgam właśnie jesienią. Dawno temu już, uświadomiłam sobie, że jestem naturą wyjątkowo melancholijną, choć wcale nie widać tego na pierwszy rzut oka. Na dodatek: uwielbiam ten stan ducha, a cała jesień to moja ulubiona pora roku. Niekiedy zdarza mi się jednak trochę „przeginać” z tym smutkiem. Jak sobie wtedy radzę? Nie, nie sięgam po Prozac, nie łapię od razu za butelkę wina. Realizuję się artystycznie – rysuję, coś tam pogram, czasem zaśpiewam, słucham Soap&Skin, albo Tracy Chapman. I przechodzi…

Antoni Brański – lekarz psychiatra

Jesień budzi we mnie bardzo mieszane uczucia. Owszem, potrafi mnie zachwycić, gdy jest złota, ciepła, słoneczna… Lubię wówczas wypuścić się na długi spacer do lasu, czy choćby do pobliskiego parku. Drzewa, krzewy, trawy, cała przyroda przybiera wtedy zgoła fantastyczne barwy. Niestety, są to rzadkie chwile, bo przecież jesień, a zwłaszcza listopad, to przede wszystkim coraz krótsze dni i większe chłody. Za taką jesienią nie przepadam. Na szczęście, nie jest to dla mnie powód, żeby popadać w stany przygnębienia czy głębokiego smutku. Dopadają mnie raczej momenty złości, że na wiosnę przyjdzie nam jeszcze poczekać prawie pół roku. Dla wielu osób listopad, to przede wszystkim miesiąc zadumy i wspomnień, pełnego nostalgii i bólu rozpamiętywania. Dla mnie jest to również czas, żeby powspominać tych, którzy odeszli, to czas żeby się wreszcie choć na chwilę zatrzymać. Jest w tym i ból, i smutek, ale taki potrzebny, oczyszczający… Od zawsze uwielbiałem ten dzień – Zaduszki. A, czy jestem melancholijny? Ha, melancholijny, to ja się robię – niestety na przemian ze stanami lęku i furii – gdy oglądam „Wiadomości”, a szczególnie, gdy słyszę wypowiedzi co poniektórych polityków. Kiedyś słowo melancholia miało swoje znaczenie medyczne. Obecnie,

62

wowmagazine.pl

to samo schorzenie określa się mianem depresji. A, co to jest? – bardzo nam potrzebny stan, który choć niekoniecznie przyjemny, w depresji przybiera postać dramatycznego bólu, i nas urealnia. Już wiemy, że czegoś nie zrobimy, że kimś nie będziemy, że nie poradzimy sobie z szefem, nie wybudujemy domu, nie zasadzimy drzewa, nie damy rady, etc. I paradoksalnie – nie musimy się już wcale starać, nie musimy działać. Katastrofa! – można by pomyśleć w pierwszej chwili, ale jest to moment, gdy zdajemy sobie sprawę, że nasze dotychczasowe starania nie przyniosły efektów, i że czas na poważniejsze zmiany. Ten stan melancholii pomaga nam tworzyć nowe rodzaje przystosowań do rzeczywistości. Często spotykam się z pytaniami: czym różni się melancholia od depresji, jaka jest granica pomiędzy melancholią i depresją? – tak naprawdę, różnice wynikają z kontekstu wypowiedzi. Jest to kwestia słownikowa raczej niż semantyczna sensu stricte. Wielkiego smutku na pewno nie wolno nam lekceważyć, koniecznie trzeba go leczyć, bo nie wystarczy po prostu „wziąć się w garść”. Pojawiający się czasami nieduży smutek jest wręcz konieczny, byśmy mogli po nim doświadczać prawdziwych wybuchów szczęścia. Zakładając oczywiście, że mówimy, powtarzając za Starszymi Panami: „smuteczek, gdy nieduży, lecz w sam raz, równowagi nie zaburzy naszej w nas”. Moim zdaniem najbardziej sprawdzoną receptą na mały smutek jest: wstać rano i robić swoje. Niezbyt to oryginalne, wiem, ale to fakt – wysiłek fizyczny bardzo pomaga. Niekiedy pomaga też chwila samotności, albo na odwrót – totalna imprezka. Wszystko jednak zalecam z umiarem…

Anna Lackner – absolwentka bankowości i politologii, tłumacz j. rosyjskiego

Myślę, że każdemu z nas, w  mniejszym lub w większym stopniu, udziela się aura listopadowego i zaduszkowego rozpamiętywania. W tych dniach również moje myśli intensywniej krążą wokół przemijania. Ten stan ducha można nazwać zadumą, tęsknotą… za kimś, za czymś oddalonym, nieosiągalnym. Nie popadam w melancholię z powodu faktu, że skończyło się lato, że

opadają liście, że dzień coraz krótszy i coraz mniej słońca, że plucha i  ziąb. To przecież całkiem naturalne, że coś się kończy, a coś zaczyna. Oczywiście, jak większość ludzi nie lubię gdy jest zimno, gdy wciąż pada i wieje, ale z tego powodu nie grozi mi absolutnie popadnięcie w długotrwały smutek czy jakąś depresję. Przytrafiają się też listopady piękne, złote, słoneczne. Od czasu do czasu, zdarza mi się być melancholijną i to wcale niekoniecznie w listopadzie. Tęsknię wtedy, wypatruję, marzę… Lubię ten chwilowy stan ducha. Chwilowy! – bo jeśli zaczyna się przedłużać, niepostrzeżenie może przerodzić się w depresję, strach, apatię. A depresja to stan chorobowy, z którym niestety, po śmierci bliskiej mi osoby, sama zmagałam się przez kilka miesięcy. Jaka jest moja recepta na poprawę nastroju? Może niezbyt oryginalna, ale za to naprawdę skuteczna – dobra książka, np.: współczesnego amerykańskiego satyryka Christophera Moore’a, nastrojowa muzyka z serii Smooth Jazz, interesujący film np.: „Admirał” Andreya Kravchuka, spotkania ze znajomymi, z przyjaciółmi, z dobrą i pozytywną energią, a  czasami… rozmowa z kimś „na górze”. Doskonałym sposobem na lepszy nastrój jest również filiżanka gorącej czekolady, według mojej babci jest to skuteczne lekarstwo również na melancholię zimową i wiosenną, i w ogóle antidotum na wszelkie melancholie i smutki. Moja kulinarna recepta na ponure listopadowe dni, to zupa dyniowa z imbirem. Przygotowanie jest bardzo proste i sprawia wielką przyjemność, podobnie jak jej degustacja. Ze średniej wielkości dyni – środek musi być mocno pomarańczowy, usuwamy pestki i skórkę. Pokrojony w kostkę miąższ z dodatkiem pół szklanki wody gotujemy na małym ogniu. Na patelni przesmażamy średniej wielkości cebulę, również pokrojoną w  kostkę, tak żeby się „zeszkliła”. Dodajemy ją wraz z tłuszczem do gotującej się dyni. Gotujemy do momentu aż z dyni zrobi się krem, mieszając od czasu do czasu. Do smaku proponuję dodać kostkę rosołową bądź warzywko, trochę curry, pieprz i sól, a 10 min przed zakończeniem gotowania – starty imbir. Im zimniej za oknem, tym więcej imbiru! Taką zupę-krem, najlepiej jest podawać z  ziołowymi grzankami. Gwarantuję, że po skosztowaniu, nawet w listopadzie, od razu robi się cieplej i  ogarnia błogi stan rozmarzenia… Ale, uwaga! – czyhająca za drzwiami melancholia znów może zapukać do naszych drzwi!


KULINARIA

I dieta może pomóc Grzegorz Sobel

(część 2) – czyli menu wrocławian podczas kuracji w XIX wieku

Pojęcie zdrowego żywienia towarzyszy ludzkości, chyba… od zawsze. Już w kuchni starożytnej polecano wiele produktów żywnościowych, w których upatrywano panaceum na różne dolegliwości. Najczęściej jednak walory uzdrawiające przypisywano ziołom, obok których największe znaczenie w lecznictwie zajmował czosnek. Uprawiany już przeszło 2 tys. lat temu znany był Hindusom, Asyryjczykom, Arabom, Hebrajczykom, Egipcjanom i  Rzymianom. W jednym z egipskich manuskryptów z ok. 1500 r. p.n.e. pośród ponad 800 preparatów leczniczych 22 polecano przygotowywać na bazie

czosnku. Robotnicy pracujący przy budowie piramid Cheopsa mieli „zastrajkować”, gdy zabrakło czosnku w magazynach żywności. Z kolei pochodząca z ok. 450 r. p.n.e. indyjska „pieśń o czosnku” przypisywała mu moc przedłużania życia. Żydowski Talmud wspomina zaś, iż czosnek rozgrzewa ciało, rozpromienia oblicze, usuwa pasożyty jelit oraz wzmacnia męską potencję. Starożytni „medycy” polecali go na dolegliwości układu pokarmowego, oddechowego oraz środek moczopędny. Wtajemniczeni już przeszło 2 tys. lat temu wykorzystywali czosnek jako skuteczny afrodyzjak, przy czym Pliniusz Starszy – historyk i pisarz rzymski żyjący w  pierwszym wieku naszej ery – który skatalogował 61 leków czosnkowych, polecał szukającym nocą rozkoszy cielesnych łączyć czosnek z kolendrą i białym winem. Jak wielkie znaczenie lecznicze przypisywano od wieków prawidłowo skomponowanym i przygotowanym pokarmom znajdujemy w dziele Bartolomeo Scappi „Opera dell'arte del cucinare” – jednej z  pierwszych książek kucharskich w dziejach drukarstwa, wydanej po raz pierwszy w 1570 r. w Wenecji. Scappi – kucharz pochodzący z Lombardii – był jednym z największych mistrzów sztuki gotowania doby renesansu. W wieku 30 lat stanął na czele kuchni watykańskiej gotując papieżowi Pawłowi III. Do śmierci w 1576 r. był osobistym kucharzem kolejnych papieży – Juliusza III, Marcelina III, Pawła IV, Piusa IV, Piusa V oraz Grzegorza XIII. Jak pisze w  książce, stojąc na czele

kuchni kardynała Grimaniego w Wenecji przygotował wielką ucztę dla cesarza Karola V Habsburga w kwietniu 1536 r. Ta jedna z największych w historii biesiad składała się z 12 dań, podczas których podano łącznie 148 potraw. Scappi zrewolucjonizował kuchnię wprowadzając wiele nowych sprzętów kuchennych, zwłaszcza zaś stosując nowe techniki przygotowywania potraw. Interesował się kuchnią Hiszpanii, Francji, Niemiec oraz kuchnią Bliskiego Wschodu. Wykorzystywał produkty żywnościowe i przyprawy z Ameryki Południowej. Część szóstą dzieła „Opera” poświęcił kuchni dla chorych i rekonwalescentów oddając swoje najgłębsze przekonanie, iż dobrze dobrana dieta ma decydujące znaczenie w trakcie leczenia. Jako najzdrowszą i najwartościowszą dla chorych polecał cielęcinę i jagnięcinę. W dziewiętnastym stuleciu w  księgarniach wrocławskich pojawiało się coraz więcej książek kucharskich, niemal każdego roku przybywało kilka nowych tytułów. Temat zdrowego żywienia był w nich często podejmowany, przy czym pojęcie zdrowej diety odnoszono niemal wyłącznie do ludzi chorych. Kuchnie dla chorych pełniły tym samym rolę poradników w leczeniu. Jednak wiele schorzeń i  dolegliwości wymagało dłuższej kuracji i specjalistycznych zabiegów. W tym celu udawali się wrocławianie do zdrojów. Często wybieranym kierunkiem był Lądek Zdrój, Duszniki Zdrój, Polanica Zdrój, Kudowa Zdrój, a także Karlowe Wary (Karlsbad). Czeski zdrój upodobali sobie zwłaszcza

wrocławscy artyści, przedstawiciele świata nauki oraz notable wszelkiej maści. W jednej winiarni obok parku zdrojowego gościło w drugiej połowie XIX w. tak wielu wrocławian, iż gospodarz postanowił wydzielić dla nich jeden duży stół, zwany powszechnie „stołem wrocławskim”, nad którym zawiesił panoramę stolicy Śląska. Najpopularniejszym kurortem wśród wrocławian były jednak Cieplice Zdrój. Nie zagłębiając się w zalety lecznicze wód zdrojowych, warto poświęcić więcej uwagi diecie, jaką polecano kuracjuszom podczas wielotygodniowego czasu pobytu w zdroju. Z licznie wydawanych w  XIX w. poradników i przewodników dla kuracjuszy udających się do Cieplic Zdrój dowiadujemy się, iż podstawą każdej zdrowej diety były regularność i umiarkowanie posiłków. Przejedzenie szkodzić miało prawidłowemu trawieniu, a spokój żołądka był z kolei pierwszym warunkiem powodzenia kuracji jak i sensu stosowania diety. W wydanym w 1850 r. we Wrocławiu przewodniku dla kuracjuszy Balthasar Preiss przekonywał zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy medycznej, iż nieumiarkowanie w  jedzeniu prowadzi do niewskazanej podczas kuracji „obfitości substancji odżywczych we krwi, a przez to do przepełnienia i nadaktywności naczyń krwionośnych, które prowadzić mogą do nie dających się opanować zatorów w krążeniu krwi”. Regularność posiłków o określonej objętości była zbawienna dla pracy żołądka, a tym samym dla leczenia i zdrowia. Możemy jedynie domniemywać, jak wielu ludzi cierpiało wówczas wowmagazine.pl

63


KULINARIA we Wrocławiu z powodu nieprawidłowej diety na różne problemy trawienno-wydalnicze, nad którymi z reguły nie potrafili zapanować z powodu braku konsekwencji. Już w pierwszej połowie XIX w. polecali więc dietetycy, a zwłaszcza tzw. lekarze zdrojowi, 5 posiłków dziennie. Śniadanie wypadało między 8.00 a  9.00 po pierwszych porannych zabiegach, obiad między 13.30 a 14.30, zaś kolacja między 19.00 a 20.00 wieczorem. Dodatkowo kuracjusze powinni jeszcze posilać się drobną przekąską nie później niż o godzinie 11.00 oraz w porze podwieczorku między 16.00 a  17.00. Dietę należało wspomagać aktywnością ruchową. Polecano zatem częste spacery na świeżym powietrzu. Lecz jeśli pogoda nie dopisywała, mile widziana była rekreacja choćby w postaci kilku partii kręgli lub bilardu. Przestrzegano jednak przed nadużywaniem rozkoszy cielesnych podczas kuracji, jako nie wskazanych dla pomyślności leczenia. W poradniku dla kuracjuszy z 1883 r. czytamy, iż „nieregularna dieta, posiłki spożywane w niestosownej objętości prowadzą do niedyspozycji żołądkowych, co wpływa niekorzystnie na zamierzone postępy kuracji”. Dlatego poszczególne posiłki nie powinny być zbyt duże, a drugie śniadanie i podwieczorek „nadto bogate w substancje odżywcze”. Wrocławianie, jak wszyscy Ślązacy, zwykli jadać obiad w porze południowej, między godziną 12.00 a 13.00. W drugiej połowie XIX w. dietetycy przyznawali jednak, iż możliwe jest przeniesienie ciepłego obiadu na godzinę 17.00 po południu, zaś w porze obiadu spożywanie na francuską manierę ciepłego śniadania, zwanego też w gastronomii „dużym śniadaniem” (déjeuner dînatoire). Lecz wówczas zalecano zredukowanie do czterech liczbę posiłków w ciągu dnia kończonych lekką kolacją nie później niż o godzinie 20.00.

64

wowmagazine.pl

Zalecana dieta musiała składać się z pokarmów prostych i lekkostrawnych. Należało unikać strawy drażniącej żołądek i pobudzającej organizm. Poradniki dla kuracjuszy – a pamiętać musimy, iż dobrze rozwinięta gastronomia w Cieplicach Zdrój pozwalała im już w połowie XIX w. żywić się samodzielnie zgodnie z zaleceniami dietetyków – podkreślały konieczność diety zmiennej, urozmaiconej, a więc unikania jedzenia tylko tego, do czego nawykły podniebienia, nawet jeśli strawa była dobrze dobrana i prawidłowo przygotowana. I tak do najzdrowszych i najwartościowszych produktów żywnościowych towarzyszących kuracjom zaliczano cielęcinę i jagnięcinę. Także młode kurczaki i gołębie są wymieniane jako zdrowe w większości poradników i przewodników dla kuracjuszy. Podkreślano, iż mięsa młode nie są nadto włókniste, a więc lekkostrawne, obfite zaś w białka mają wysokie walory odżywcze. Polecano także młodą dziczyznę, jak jeleninę, sarninę, czy zające, a także i młode dzikie ptactwo – bażanty, kuropatwy i jarząbki. Ale już mięso z młodych kaczek, uważane było za „stojące na granicy lekkostrawności”. Nie polecano jako ciężkostrawną wieprzowinę i tłuczonych gęsi. Mięsa tłuste były uważane za „wysoce odżywcze”, a więc nie wskazane podczas kuracji, bowiem dobrze zbilansowana dieta nie mogła prowadzić do wzrostu wagi chorych i rekonwalescentów. Należało też unikać mięs wędzonych, zimnych pieczeni pod każda postacią, jakże popularnych w kuchni dziewiętnastowiecznej pasztetów, czy potraw jednogarnkowych na ciężkich sosach. W jednym z poradników z drugiej połowy XIX w. czytamy, iż ryby „są powszechnie niesłusznie uznawane za lekkostrawne”. Niemniej kilka gatunków ryb polecano szczególnie podczas kuracji, zalecając jednakże unikania spożywania sztuk starych

i przerośniętych. Do ryb najcenniejszych zaliczano pstrągi, z zaraz po nich szczupaki i okonie. Dorosłe, ale nie przerośnięte sztuki, dietetycy cenili za delikatne, smaczne i w miarę lekkostrawne mięso. Z kolei mięso łososi i karpi uważano za znacznie tłustsze, a co za tym idzie sprawiające więcej kłopotu żołądkom. Ścisłym zakazem dla kuracjuszy były objęte, jako ciężkostrawne, m.in. węgorze i liny, a więc ryby dość tłuste. Podobnie nie zalecano spożywania mięsa z raków – jako twardawe uważano za niewskazane podczas lekkiej diety, nadto przypisywano mu właściwości „kleiste”, utrudniające prawidłowe trawienie. Kurze jaja polecano jedynie gotowane na miękko. Ale już jajecznica i jaja gotowane na twardo uchodziły za nie wskazane podczas kuracji stanowiąc zbyt duże obciążenie dla pracy żołądka. Z kolei mleko krowie uchodziło w opinii dietetyków niemalże za eliksir zdrowia. „Lekkostrawne i łagodne dla organów trawiennych” – czytamy w poradach na temat zdrowego żywienia z drugiej połowy XIX w. – miało „wpływać pozytywnie na gęstość krwi, uspokajać nerwy, zwłaszcza zaś działać krzepiąco i orzeźwiająco na organizm, w żadnym zaś wypadku pobudzająco”. Z tejże przyczyny przestrzegano kuracjuszy przed piciem kawy. Jednakże głęboko już zakorzeniony zwyczaj picia kawy wśród wrocławian powodował, iż dietetycy łamali się pod ciężarem utrwalonego nawyku porannej lub popołudniowej kawy zalecając najczęściej wstrzemięźliwość w jej spożyciu. Emanuel Friedrich Hausleutner pisał krótko odnośnie kawy, herbaty i  czekolady w  poradniku dla kuracjuszy udających się do Cieplic Zdrój wydanym w 1836 r., iż spożycie każdego z tych napojów jest dozwolone „zgodnie z  wcześniejszymi przyzwyczajeniami”. Dozwolone podczas kuracji było także picie piwa, zalecano jednakże piwa lekkie

i dobrze chmielone, o niewysokiej zawartości cukru. Do zakazanych należały zaś piwa ciemne i słodkie, młode i kwaśne, nadto wszelkie gatunki piw pszenicznych. Nie czyniono zakazów odnośnie win, zalecano jednakże umiar w  spożyciu trunków Bachusa polecając wina lekkie i dojrzałe. Wina młode i kwaśnie oraz wina ciężkie, nadto wytrawne uważano za niewskazane dla prawidłowej pracy żołądka. Hausleutner polecał wina reńskie, węgierskie, a z win francuskich Haut-Sautern, HautBarsac, Chateaux Margreaux, St. Julien oraz Lafitte. Ważnym elementem zdrowej diety wedle dziewiętnastowiecznego stanu wiedzy były także owoce i  warzywa. Czyniono jednakże rozróżnienia na… ciężkostrawne i lekkostrawne. Do tych pierwszych zaliczano m.in. groch, fasolę, soczewicę, chrzan oraz grzyby w tym pieczarki, które w dziewiętnastowiecznej kuchni były bardzo popularne. Niewskazane podczas kuracji były też ziemniaki o  dużej zawartości skrobi. Polecano unikać warzyw liściastych, jak sałata, brukselka i  kapusta, lecz przyznawano powszechnie, iż „liść sałaty do dobrej pieczeni nikomu przecież nie zaszkodzi”. Do warzyw lekkostrawnych i szczególnie zdrowych zaliczano szparagi, kalafior, brokuły oraz marchew, zwłaszcza młodą. Polecano także szpinak oraz szczaw w umiarze. Spośród świeżych owoców do grupy zakazanych przez lekarzy zdrojowych należały wiśnie, czereśnie, truskawki oraz owoce kwaśne i niedojrzałe. Także melon znajdował się na czarnej liście zakazanych produktów żywnościowych, gdyż przypisywano mu działanie mdlące. Polecano z kolei spożywanie owoców z lekko słodkich zalew i kompotów, zwłaszcza jako uzupełnienie obiadów.


Backstage

Otwarcie

ze smakiem Otwarcie salonu Almi Decor Premium Store, DH Renoma, 21 września Kto w popołudniową środę odwiedził nowo otwarty salon Almi Decor, ten mógł spotkać się ze znaną projektantką mody Violą Śpiechowicz, spróbować smaku wegańskich ciast, a nawet zobaczyć doskonałe etiudy teatralne w wykonaniu wrocławskich mistrzów pantomimy. materiały prasowe: Almi Decor

Modern Fashion Show Klub-Muzeum, Muzeum Współczesne we Wrocławiu, 23 września

foto: Paweł Kozioł

Pokaz mody na dachu Muzeum Współczesnego we Wrocławiu prezentował kolekcje i stylizacje na sezon jesień/zima 11/12 projektanta Sebastiana Kubiaka oraz zespołu stylistek z popularnego wrocławskiego butiku Garderoba Vintage.

wowmagazine.pl

65


Backstage

Pokaz mody

Max Mara Aukcję prowadzili Conrado Moreno oraz Agnieszka Aleksandrowicz, Prezes Zarządu Fundacji „Na ratunek

66

wowmagazine.pl

dzieciom z chorobą nowotworową”.


Backstage

W sobotę, 24. września 2011 roku odbył się wyjątkowy pokaz mody włoskiej marki MaxMara z okazji 10-lecia salonu marki na Dolnym Śląsku firmowanego przez właścicieli VegaFashionGroup. Pokaz został połączony z licytacją na rzecz Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. Kolekcje przygotowane przez włoskich projektantów były niewątpliwym wydarzeniem i ozdobą modowego wieczoru dla wszystkich przybyłych wrocławian. Wrocławska Gala była jedynym w Polsce pokazem mody MaxMara na sezon jesień/zima 2011/12. W tym roku, projektanci, wychodząc naprzeciw aktywnym kobietom, postawili na naturalne intensywne kolory. Dominowały pastelowe beże i subtelne brązy z domieszką błękitu. Proste kroje i wysokiej jakości tkaniny to rozpoznawalne cechy tej marki. Tradycyjnie, podczas Gali zaproszeni goście hojnie i z dobrym sercem wspierali po raz trzeci Fundację „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. Spotkaniu towarzyszyła licytacja charytatywna wartościowych przedmiotów, z której dochód przeznaczony został na budowę „Przylądka Nadziei” – nowej siedziby Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej AM.  

foto: Paweł Kozioł na zdjęciu od lewej: Marco Montagnia (Area Manager marki MaxMara), Andrzej Oleksik, Małgorzata Oleksik

na zdjęciu od lewej: Zbigniew Felisiak/Eden, Andrzej Oleksik, Małgorzata Oleksik/ VegaFashionGroup, Beata Łańcuchowska/WOWmagazine

wowmagazine.pl

67


Backstage

12 października 2011 roku, w Hotelu Platinum, odbył się pierwszy z jesiennych koktajli zorganizowanych przez portal QBusiness.pl. Wiodącym tematem spotkania był "Leasing dla firm", zaprezentowany przez PKO Bank Polski, wiodącego partnera spotkania. Tradycyjnie, patronem honorowym była Loża Dolnośląska BCC. W imprezie uczestniczyło około 100 menadżerów zarządzania i przedsiębiorców różnych branż z wrocławskiego regionu. Spotkanie uświetnił pokaz mody Agnieszki Światły.

„Nadodrze – artystyczne przebudzenie”

68

wowmagazine.pl

foto: Rakowska

Biznesowy koktajl

Wrocławska projektantka Agnieszka Światły, laureatka wielu prestiżowych konkursów, razem z Biurem Rozwoju Gospodarczego UM postanowiła pokazać najpiękniejsze zakątki Nadodrza. Niedoceniona i dotknięta gospodarczo-kulturowym wykluczeniem dzielnica Wrocławia stała się areną artystycznych dokonań artystki. Aby obudzić uśpionego Ducha Nadodrza, projektantka zorganizowała tam sesję zdjęciową swojej najnowszej kolekcji, której wystawę z zainteresowaniem śledziliśmy. Autorką zdjęć jest A. Macewicz/EMEY Studio.


Backstage

Dialog teatru 6. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog-Wrocław, 7-15 października

Festiwalowe dni poświęcone były różnym obrazom współczesnego teatru, hasło: ”niecodzienność” stało się kluczem do odczytania wyjątkowych wydarzeń, spotkań twórców z bohaterami spektakli oraz publicznością. Festiwal zaprezentował polskie i zagraniczne przedstawienia oraz bogaty program spotkań, dyskusji oraz koncertów.

Dyskusja w klubie festiwalowym, od lewej: Aneta Cardet, Krystian Lupa, Kinga Dunin oraz współtwórcy spektaklu „Gardenia”.

Spektakl „20/20” mówiący rumuńsko-węgierskim dwugłosem na temat rozruchów etnicznych.

Scena z „Judyty” w wykonaniu aktorów szczecińskiego Teatru

foto: Paweł Kozioł

Współczesnego.

Cud nad Wisłą w Heliosie Premiera „Bitwy Warszawskiej 1920 roku”, Kino Helios, 30 września

Premierowy pokaz efektownej superprodukcji poprzedziło spotkanie z reżyserem i ekipą filmową. Gospodarzem wieczoru był Tomasz Raczek. Oczekiwany przez widzów Borys Szyc, niestety, nie pojawił się w Heliosie. Najnowszy film Jerzego Hoffmana, w którym efektowna batalistyka splata się z losami głównych bohaterów, po raz pierwszy pokazana w formacie 3D, zrobiła na widzach bardzo dobre wrażenie.

Reżyser filmu, Jerzy Hoffman

wowmagazine.pl

69


foto: Rakowska

Backstage

prowadząca: Aleksandra Rosiak tłumacz: Kamil Krzywicki

1 października 2011 roku

odbyła się Charytatywna Gala Klubów Lions połączona z krótkim sympozjum organizowanym pod hasłem: „Łączmy się dając nadzieję”. Dochód z balu przeznaczony będzie na budowę centrum dla autystów. Cała inicjatywa połączyła działalność kilku instytucji z różnych krajów, między innymi: Fundacji „Za szybą”, Dolnośląskiego Stowarzyszenia na Rzecz Autyzmu, „Nordoff-Robbins” Stifftung, „Music Hilft” z Niemiec, Holandii, Austrii oraz W. Brytanii oraz klubów Lions. Impreza odbyła się pod patronatem Marszałka Województwa Dolnośląskiego, Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, Prezydenta Miasta Wrocław, Dolnośląskiej Izby Gospodarczej oraz Stowarzyszenia Klubów Lions. na zdjęciu od lewej: Katarzyna Hubers/LC Fenix, Zbigniew Felisiak/LC M2M, Beata Łańcuchowska/LC Fenix Bartek Libner/Leo

Wieczór uświetnił występ

70

wowmagazine.pl

zespołu „Jesse Monroe”.


Backstage

na zdjęciu od prawej: wiceprezydent Jarosław Obremski, Kamil Krzywicki, tłumacz.

na zdjęciu: Prof. Dr. Lutz Neugebauer, Prof. Dr. David Aldridge

Wrocławski Klub Leo

wowmagazine.pl

71


Backstage

Amerykańskie show

Monster Jam, Stadion Wrocław, 1 października

Motoryzacyjny show rodem ze Stanów Zjednoczonych opanował stadion miejski zmieniając go nie do poznania. Monster Trucki rywalizowały w dwóch konkurencjach: wyścigu po torze z przeszkodami oraz freestyle’u. Na specjalnie przygotowanym torze ogromne półciężarówki latały kilka metrów nad ziemią, miażdżyły wraki samochodów, wykonywały niewiarygodne ewolucje wzbudzając zachwyt widzów i nieustający aplauz!

Wizyta szefa UEFA we Wrocławiu 11 października.

Michel Platini, szef UEFA odwiedził nasz nowy terminal lotniczy i oczywiście nowy stadion piłkarski wybudowany specjalnie na Euro 2012. Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz podarował gościowi koszulkę Śląska Wrocław z numerem 10 i napisem Platini.

na zdjęciu od lewej: Michel Platini, Rafał Dutkiewicz, Grzegorz Lato

foto: Paweł Kozioł

2. edycja akcji „Biust do góry” organizowanej przez DH Renoma, oferowała bezpłatne badania mammograficzne, porady brafiterek, spotkanie z wrocławskimi amazonkami oraz pokaz mody bieliźnianej. W salonie AlmiDecor każda wrocławianka mogła sobie zrobić profesjonalny „Portret ze wstążką”.

72

wowmagazine.pl


Nowości i zapowiedzi Wojciech Mann, Krzysztof Materna Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami Podwójna dawka humoru – najzabawniejsze podróże Manna i Materny – to prywatne wspomnienia duetu, który stworzył niezapomniane satyryczne programy. Po bestsellerowym „Rockmanie” jest to kolejna książka, która wzrusza jak wspomnienia z młodości, a śmieszy bardziej niż niejedna komedia. Absurdy PRL-u oraz niewiarygodne historie, które choć prawdziwe, brzmią jak wymyślone przez satyryka. Książka zawiera opowieści z czasów, gdy podróż „Stefanem Batorym” otwierała bramy wielkiego świata.

Szymon Hołownia, Marcin Prokop Bóg, kasa i rock'n'roll Hołownia i Prokop w elektryzującej rozmowie – raczej sporze, dyskusji – ale nie o najnowszym serialu, biuście Dody czy bieżącym kursie franka szwajcarskiego, a o rzeczach, które mimo wszystko wydają się autorom ważniejsze. Wywalają na stół to, co gra im prywatnie w duszy i jest to zderzenie dwóch odmiennych spojrzeń na religię, kulturę i świat mediów. Jezus jako marketingowiec, pożytki płynące z noszenia habitu, różnica między Bogiem a idolem, urok pieniędzy i problemy z wolną wolą – to tylko niektóre wątki tej zaskakującej konfrontacji.

David Wills Metamorfozy Marilyn Monroe tłum. Dariusz Żukowski Nieznane twarze Marilyn Monroe – od nieśmiałej dziewczyny z fabryki samolotów do ikony popkultury i symbolu seksu. Norma Jeane miała wiele twarzy – wystarczał jej ułamek sekundy, żeby stać się kimś zupełnie innym. Tak stworzyła Marilyn Monroe, zapewniając sobie przepustkę do nieśmiertelności. Metamorfozy to fotograficzny zapis tych niezwykłych przemian, nietypowa biografia kobiety, której całe życie było filmem, serią zdjęć i obrazów.

Leszek Cichoński. Sobą Gram, LUNA Music

Wojciech Młynarski. Niedziela na Głównym. LUNA Music

Piąta płyta Leszka Cichońskiego, cenionego gitarzysty, autora podręczników, telewizyjnych programów edukacyjnych, a także twórcy Gitarowego Rekordu Guinnesa jest pierwszym w pełni autorskim krążkiem. Na płycie nie ma gwiazd, ale zagrali doskonali muzycy, którzy od lat współpracują z Leszkiem Cichońskim: Tomasz Grabowy, Łukasz Sobolak i Robert Jarmużek. Ich wzajemne zrozumienie jest odczuwalne w każdym dźwięku tego krążka. Gościnnie zaśpiewali Mateusz Krautwurst, Kasia Mirowska oraz młody rockowy wokalista Łukasz Łyczkowski. Miłośnicy gitarowego grania będą zachwyceni – na płycie znajdą zarówno ostre rockowe riffy i finezyjne solówki, jak i balladowe klimaty, świetne głosy i ciekawe, refleksyjne teksty.

Wojciech Młynarski jest żywą legendą piosenki aktorskiej, autorem niezliczonych tekstów, które weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. W swych utworach udowadnia, że nie tylko potrafi pisać z olbrzymią charyzmą i zacięciem, ale także nie znajduje sobie równych, jeśli chodzi o ich interpretację. Płyta jest dźwiękowym zapisem  fragmentów spektaklu „Niedziela na Głównym - piosenki Wojciech Młynarskiego”. Imponująco przedstawia się lista gości, którzy – poza samym Młynarskim – zaśpiewali piosenki do jego tekstów. Wśród nich znaleźli się m.in.: Krystyna Janda, Zbigniew Zamachowski, Katarzyna Groniec, Janusz Józefowicz, Michał Bajor, Marian Opania, Dariusz Kordek, Michał Milowicz i inni.

Bajki z szafy żyrafy. LUNA Music Tuż przed świętami Bożego Narodzenia na rynek trafi wyśmienity prezent dla malucha – będzie jednocześnie ciekawy i edukacyjny. „Bajki z szafy Żyrafy” to seria płyt audio z nagraniami znanych i uwielbianych opowieści. Zwierzęta Doktora Dolittle, Porwanie Dalmatyńczyków, Przygody Tomka Sawyera, Pierścień i Róża, Mała Księżniczka, Księga Dżungli – to ponadczasowe historie,  które zachwycą zarówno dzieci, jak i dorosłych. Wydawnictwo ma postać eleganckiego pudełka z trzema wybranymi bajkami na CD – warto skompletować wszystkie 9 tytułów. Historie opowiedziane i wyśpiewane zostały przez znakomitych aktorów, jak choćby: Cezary Żak, Jolanta Fraszyńska, Mariusz Kiljan, Robert Gonera, Olga Bończyk czy Damian Aleksander.

wowmagazine.pl

73


Nowości i zapowiedzi 3. Międzynarodowy Festiwal Kryminału, 22-27 listopada MFK zagościł na dobre we Wrocławiu. Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru przyznawaną wybitnym twórcom gatunku otrzyma gość specjalny MFK: Maj Sjöwall. Oprócz niej, do Wrocławia przyjedzie kilkudziesięciu znakomitych gości, m.in.: Alicia Giménez-Bartlett, Jan Costin Wagner, Marcin Świetlicki, Krzysztof Varga i Zygmunt Miłoszewski. Nowością tegorocznej edycji będzie 1. Kryminalna Konferencja Bibliotekarzy. Jak co roku odbędą się także Kryminalne Warsztaty Literackie, tym razem połączone z premierą książki zawierającej opowiadania uczestników dwóch poprzednich edycji KWL.

Koncerty w ramach Ethno Jazz Festiwal-Muzyka Świata, listopad 2011 RICHARD BONA – najnowszy solowy projekt „afrykańskiego Stinga”(Synagoga Pod Białym Bocianem, 5 listopada) PATH METHENY – światowej sławy gitarzysta będzie gwiazdą jesiennej edycji festiwalu (Hala Orbita, 6 listopada) ZAZ – koncert młodej francuskiej gwiazdy fuzji muzyki jazz i soul (Klub Eter, 9 listopada) PATRICIA BARBER – koncert pierwszej damy chicagowskiej sceny jazzowej (C. S. Impart, 15 listopada) BELTAINE & JOHEL VOGEL – koncert polskiego zespołu folkowego, którego gościem będzie wirtuoz antycznej harfy (Synagoga Pod Białym Bocianem, 24 listopada) DAGADANA – polsko-ukraińskie trio promujące najnowszą płytę (Ośrodek Działań Artystycznych „Firlej”, 30 listopada)

Wrocławski Teatr Pantomimy zaprasza: POŁAWIACZE PAPIERU reż. Zbigniew Szymczyk + AL DENTE reż. Piotr Soroka, Centrum Inicjatyw Artystycznych, 6 listopada MIKROKOSMOS reż. Konrad Dworakowski, Teatr Polski Scena im. Grzegorzewskiego, 16, 17, 23, 24, 25,26,27 listopada STAZIONE TERMINI reż. Marek Oleksy, Teatr Polski Scena na Świebodzkim, 29, 30 listopada, 1 grudnia.

Teatr Polski we Wrocławiu zaprasza: POCZEKALNIA.0, XX Festival de Tardor de Catalunya Temporada Alta w Gironie i Salt (Hiszpania) 4–5 października KAZIMIERZ I KAROLINA, festiwal Ars Cameralis 2011 w Chorzowie, 15 października

American Film Festiwal American Film Festival to mnóstwo ciekawych filmów amerykańskich! Sekcje festiwalu: HIGHLIGHTS – galowe pokazy najnowszych głośnych tytułów, premiery nowych filmów wielkich reżyserów; SPECTRUM – panorama współczesnego kina amerykańskiego, nowe filmy uznanych twórców, nowe talenty, nowe zjawiska; AMERICAN DOCS – najważniejsze produkcje dokumentalne sezonu; ON THE EDGE – odkrycia, eksperymenty, filmy autorskie, często „na granicy” uznanych form i dopuszczalnych treści. Retrospektywy: BILLY WILDER, JOE SWANBERG, TODD SOLONDZ, TERRENCE MALICK. Festiwal jest także świetną okazją do spotkania z reżyserami, aktorami i scenarzystami z USA.

20. Wrocławskie Promocje Dobrych Książek, 1-4 grudnia Przez cztery grudniowe dni Dobra Książka niepodzielnie zakróluje w Muzeum Architektury oraz Galerii BWA we Wrocławiu. Ponad 100 wydawców, nowości wydawnicze, liczni autorzy i zaproszeni goście, ciekawe akcje promocyjne i niespodzianki dla odwiedzających targi, rozstrzygnięcie Konkursu na Najlepszą Książkę Roku „Pióro Fredry” oraz spotkania z finalistami Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS – to wszystko znajdą czytelnicy w trakcie 20.Targów Książki we Wrocławiu.

14. Wrocławski Festiwal Gitarowy GITARA 2011, 18-27 listopada 2011 Imprezę rozpocznie koncert flamenco Carlos Piñana. Zagrają też: Preston Reed, grający techniką fingerstyle, stawiany obok mistrza Tommy’ego Emmanuela; Antonio Forcione, nazywany „Jimim Hendrixem gitary akustycznej”, zespół New Tango Bridge z nowatorskim projektem Global Bridge oraz wielu innych znakomitych muzyków o randze międzynarodowej. Finałem festiwalu będzie koncert gwiazdy, króla flamenco – Paco de Lucia.

74

wowmagazine.pl


Horoskop

BARAN  (21.03 – 20.04)

LEW  (23.07 – 22.08)

Nie stój w miejscu, rusz się i zacznij działać, Twoje pomysły są dobre, a sponsor też się znajdzie. Miłość: odnowisz z kimś relację, ale tym razem uwierz w swój seksapil i doceń starania partnera. Praca i pieniądze: wszystkie sprawy rozwiążą się pozytywnie, nie musisz się martwić, możesz liczyć na przyjaciół.

Wyjazdy stworzą możliwość zawarcia nowych znajomości, wyzwań i chęci do działania. Miłość: Twoja rodzina może się powiększyć. Praca i pieniądze: wstrzymaj wydatki, zanosi się na zmianę stanowiska. Dla osób, które szukają pracy pojawi się wreszcie dobra oferta. Przejrzyj ogłoszenia.

BYK  (21.04 – 20.05)

Zbliża się czas wydatków i napraw domowych, pomyśl, na czym możesz zaoszczędzić. Może nadszedł czas na przeprowadzkę? Miłość: niewinny flirt może obudzić w Tobie zwierzę, pamiętaj, żeby miłować z głową. Praca i pieniądze: możesz zyskać lepsze stanowisko, pomoże Ci w tym upór w dążeniu do celu.

Nadchodzi czas kryzysu, który wymusi nowe spojrzenie na życie, zmiana jest jednak nieuchronna, żebyś nie stała w miejscu. Miłość: zadbaj o najbliższych, zdecyduj się na założenie rodziny, będzie to dla Ciebie wsparciem. Praca i pieniądze: zacznij działać na własny rachunek. Czas na zarobienie pieniędzy właśnie się rozpoczął, zakasuj rękawy i działaj.

BLIŹNIęta(21.05 – 21.06)

Twoje życiowe plany ulegną zmianie o 180°, może to być wyjazd na dłuższy czas za granicę. Nie bój się odważnych decyzji, planety sprzyjają zmianom. Miłość: stan bycia singlem dobiega końca, czeka Cię szczęśliwy związek. Praca i pieniądze: w podejmowaniu nowych decyzji finansowo-biznesowych wykorzystaj własne doświadczenie.

PANNA  (23.08 – 22.09)

WAGA  (23.09 – 23.10)

Już niedługo wszystko wróci do normy, pozwól sobie na odpoczynek. Czekają Cię owocne podróże służbowe. Miłość: pohamuj swoją zazdrość. Osobę, na którą czekasz tak długo znajdziesz niebawem u swojego boku. Praca i pieniądze: Twoja pozycja w pracy wyraźnie się umocni, bądź konsekwentna, ale nie za surowa.

RAK  (22.06 – 22.07)

Ten rok naznaczony był nagłymi zmianami planów, wzlotów i upadków, teraz rozpoczyna się czas większego spokoju. Miłość: z wyznaniem miłości poczekaj do przyszłego roku, seks to nie miłość, a Twój partner o tym wie. Praca i pieniądze: zgarniesz pochwały, ale nie napinaj się za mocno, rób dalej swoje to nie ominie Cię podwyżka.

SKORPION  (24.10 – 22.11)

Chyba zapomniałeś o znajomych, wyjdź gdzieś, zadzwoń, Ty również na tym skorzystasz. Miłość: zakochanie Ci służy, pielęgnuj uczucie i postaraj się udowodnić jak bardzo zależy Ci na drugiej osobie. Praca i pieniądze: masz w pracy wrogów, ale kto ich nie ma? – nie martw się, niedługo wszystko wróci do normy. Skorpiony z drugiej dekady muszą uważać na działania wspólników.

Kawka na kanapie

STRZELEC  (23.11 – 21.12)

Zbliża się koniec roku, a Ty ciągle zapatrzony w lato. Zrelaksuj się, to zapewni Ci dobry start na nowy sezon. Miłość: jeżeli chcesz budować dom dla swojej rodziny zacznij teraz planować, uspokoi to Twoją drugą połowę. Praca i pieniądze: dostaniesz propozycję nie do odrzucenia, paradoksalnie jeśli ją odrzucisz odniesiesz sukces. Nie martw się jednak odmową, nikogo nie urazisz, a możesz dużo zyskać.

KOZIOROŻEC  (22.12 – 19.01)

Będziesz miał okazję poznać interesujących ludzi, mogą stać się Twoimi przyjaciółmi na dłuższy czas. Miłość: kobiety lub mężczyźni Twojego życia poukładali sobie życie, a Ty ciągle sam. Rozejrzyj się wśród znajomych z pracy. Praca i pieniądze: odniesiesz sukces, i to większy niż myślisz, okupisz to jednak wyrzeczeniami i ciężką pracą.

WODNIK  (20.01 – 19.02)

Kilka niepowodzeń nie powinno Cię zniechęcać do nowych wyzwań. Uwierz we własne siły, nie oglądaj się za siebie, po prostu działaj. Miłość: czas mija, a Ty ciągle stoisz w miejscu, zadbaj o własne dzieci i partnera. Praca i pieniądze: jeżeli jesteś graczem, zagraj, wyślij los, fortuna sprzyja. Wodnik z własnym biznesem powinien zastanowić się nad nowymi propozycjami.

RYBY  (20.02 – 20.03)

Żeby uporać się ze starą sprawą poproś o pomoc, schowaj własną dumę do kieszeni. Miłość: zapowiada się nowa miłość, albo partner zauroczy Cię na nowo. Samotne Ryby czeka podryw. Praca i pieniądze: zmiany w pracy nie będą zależały od Ciebie, ale Ty walcz o swoje.

Rozwiązanie konkursu z nr 2 WOW! Oto fotografia, która zwyciężyła w konkursie, dla którego inspiracją był Międzynarodowy Festiwal Teatralny DIALOG. Zaproszenie do Wrocławskiego Teatru Współczesnego oraz komplet książek wydawnictwa ZNAK wygrała pani Agnieszka Miś. wowmagazine.pl

75


KAWKA NA KANAPIE

w następnym numerze: WSZYSTKO WOKÓŁ ŚWIĄTECZNEGO STOŁU

k e b r a k S a t Honora y Hone Smaczne dania Super pomysł na prezent Różne oblicza wigilii Dekoracje świąteczne Bądź piękna na balu

A ponadto wywiady z gwiazdami, sesje i edytoriale modowe

Wejdź na FB, polub profile: Honoraty Skarbek i WOW! oraz napisz, co sądzisz o rzymskiej sesji foto Honey. Najciekawsze wpisy zostaną nagrodzone płytą CD z autografem gwiazdy!

Super konkurs WOW!

Nie przegap super konkursu WOW!

MODNE ADRESY ART HOTEL **** ul. Kiełbaśnicza 20 50-110 Wrocław www.arthotel.pl Hotel Monopol **** Ul. H. Modrzejewskiej 2 50-071 Wrocław monopol.wroclaw@hotel.com.pl RIVER ISLAND Stary Browar, ul. Półwiejska 32, Poznań; CH Arkadia, al. Jana Pawła II 82, Galeria Mokotów, ul. Wołoska 12, Warszawa; CH Renoma, ul. Świdnicka 40 Wrocław www.riverisland.com

76

wowmagazine.pl

NEW LOOK al. Jana Pawła II 82, Galeria Mokotów; CH Renoma, ul. Świdnicka 40 Wrocław; CH Klif, ul.Zwycięstwa 256, Gdynia; Galeria Łódzka, al. Piłsudskiego 15/23 Łódź; CH Złote Tarasy, ul. Złota 59 Warszawa www.newlook.co.uk

Szafa Dominique www.szafa-dominiqe.pl EstMedica Klinika chirurgii i medycyny estetycznej dr Marcin Wiatroszak ul. Róży Wiatrów 10, Wrocław www.estmedica.pl

www.butyk.pl 071 312 46 73 071 312 46 74

Salon Urody Spa Piękna Wrocław , ul. Zaporoska 39 D www: spa-piekna.pl

ALMI DECOR Dom Handlowy Renoma Wrocław, ul. Świdnicka 40 www.almi-decor.com

ZUZA BART s.c. (DESIGN B) ul. Opatowicka 103, 52-028 Wrocław fax/tel. + 48 (71) 344 00 00 Zuzanna Bartecka-Tłuścik www.zuzabart.com.pl tel. 0 602 67 98 98


WOW Magazine nr 3  

Polish lifestyle & fashion magazine.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you