Page 1

Re a k

t

cj a ywa

(49)

45x45 Ear.indd 1 29/07/2011 Nr 30(113) / 2 - 29 august 2011 | WEEKLY News and Guides for the Polish Community | thepolishobserver@myownmedia.co.uk | free press

W Doncaster jest duszno

W TYM NUMERZE

Raport Millera Po wielu miesiącach opóźnień, po wielu straconych szansach na zakończenie i ostateczne zostawienie zmarłych w pokoju, rząd przedstawił raport w sprawie katastrofy smoleńskiej. Felieton Janusza Palikota.

str. 4

Breivików i u nas nie brakuje Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przybył przed kilkoma dniami do Londynu, by spotkać się ze swoim „brytyjskim odpowiednikiem”, Williamem Hague, w ramach cyklicznych konsultacji pomiędzy państwami. Podczas konferencji prasowej, która odbyła się w Ambasadzie RP, skomentował on bieżące wydarzenia na świecie i w Polsce…

Polacy są w cenie Na wyciągnięcie ręki W tym roku obchodzić będziemy kolejną rocznicę powołania naszego Stowarzyszenia, a powstało ono 17 września 1940. Był to dzień, w którym odbyło się zebranie założycielskie w Ognisku Polskim w Londynie. Do STP przystąpiło wówczas 220 osób. Trzy lata później było nas już trzy razy tyle. Zaczęły wyłaniać się struktury branżowe… str. 4

Urlop emigranta wcale nie musi oznaczać wyjazdu do ojczyzny. Czasami naprawdę warto wygospodarować dwa, trzy dni, aby zwiedzić różne malownicze zakątki, których Wyspy Brytyjskie mają pod dostatkiem. Można także pokusić się o szybki wypad na Stary Kontynent. Miejsce zwane „flamandzką Wenecją”, jest tuż za rogiem… str. 9

fot. Patrycja Strąk

Nie tylko pracą człowiek żyje i choć większość z nas przyjechała na Wyspy Brytyjskie właśnie z powodów zarobkowych, to przecież każdemu należy się odrobina wypoczynku.

fot. Archiwum STPUK

O polskich specjalistach i brytyjskim rynku pracy, rozmowa z Piotrem Dudkiem, wiceprezesem Stowarzyszenia Techników Polskich w Wielkiej Brytanii (STPUK).

Radosław Sikorski fot. Archiwum TPO

I to bardzo, ale bynajmniej nie za sprawą brytyjskiej pogody. Chodzi raczej o atmosferę, którą stworzyli tamtejszym Polakom miejscowi. Blisko 50 rodzin polskich imigrantów niemal na co dzień doświadcza szykan z powodów narodowościowych, a wszystko to dzieje się na biernych oczach policji i urzędników… str. 3

str. 5

Pięściarz chce zachować tytuł

Kto zwycięży na ringu w Londynie - zawodowy mistrz Europy, czy mistrz olimpijski z Pekinu? 17 września na gali w brytyjskiej stolicy, polski pięściarz Piotr Wilczewski, będzie bronił tytułu mistrza Europy w wadze superśredniej. Będzie to drugi pojedynek Polaka poza granicami kraju. Tytuł zamierza mu odebrać Brytyjczyk, James De Gale.

str. 21

Wysyłaj pieniądze w dowolny sposób

W placówce

westernunion.co.uk

0800 833 833

str. 7 125x34.5 Polish.indd 1

29/07/2011 11:53

12:07


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

2

Wiadomości

Pierwsze czytanie Odszczekiwanie proroctwa

P

omyliłem się w swoich „proroctwach” i w związku z powyższym, muszę odszczekać to, co naszczekałem w ubiegłym tygodniu. A naszczekałem na premiera Tuska, że kombinuje z „raportem smoleńskim”, ponieważ zamierza wykorzystać go w kampanii, stąd opóźnia jego upublicznienie. Chyba, że chciał zrobić mi na złość. I to być może, bo kiedyś uniemożliwiłem mu zdobycie bramki, będąc obrońcą w drużynie dziennikarzy, w towarzyskim meczu z teamem Kongresu Liberalno-Demokratycznego, któremu podówczas prezesował obecny premier. Była to moja jedyna udana interwencja w tym meczu i ze wstydem przyznaję zupełnie przypadkowa. Podobno premier jest nie tylko ambitny, ale i pamiętliwy, więc może zakonotował sobie mnie w pamięci i w związku z tym, wziął srogi odwet spychając mnie na manowce kompromitacji. Ale ja wiem czy komREKLAMA

promitacji? A kto przewidział rozpad Związku Radzieckiego? Tylu było wybitnych sowietologów, choćby taki profesor Włodzimierz Brus z Oxfordu i do głowy mu nie przyszło, że sowieckie imperium się rozleci. A „credit crunch” z 2009 roku? Ekonomiści-nobliści przewidywali zupełnie co innego, a już po fakcie twierdzili coś zgoła innego. Skoro tacy wybitni fachowcy mogą się mylić, to co dopiero jakiś redaktorzyna polonijnego pisma! A niech tam, w sumie to, że raport ujrzał światło dzienne jest ważniejsze niż moja reputacja proroka. Czekali nań wszyscy i bardzo dobrze, że się ukazał, na kilka miesięcy przed wyborami, a nie na np. na tydzień. I już nie wnikam w to, nie spekuluję, czy była to zagrywka polityczna, czy autentyczna złość premiera, że tak wszystko ślimaczyło się z tym raportem, bo znów będę musiał odszczekiwać w razie czego. Co można powiedzieć o raporcie?

Chyba jednak to, że jest rzetelny, że jednak ewentualny zamach został wykluczony, choć - oczywiście - nie wszyscy się z tym zgodzą. Na razie reakcja PiS i „okolic” jest zaskakująco wstrzemięźliwa. Może pisowscy spin-doktorzy uznali, że teoria spisku, to karta już mocno zgrana i może zniechęcić część elektoratu, który jeszcze nie jest zdecydowany, w którą stronę pójść, a do zamachu podchodzi sceptycznie? Prezes jeden wie. Ale o całkowitym poddaniu się nie ma mowy - na polu bitwy cały czas kłusuje - „w te i we w te”- harcownik Macierewicz, wykrzykując w twarz tuskowym zastępom, że „dwa wstrząsy”, że „mgła jądrowa”, a nawet „ładunek atomowy”, że „jak brzoza może urwać skrzydło”. Jest coś, co łączy mnie z Antonim Macierewiczem - to mianowicie, że obaj jesteśmy ignorantami w sprawach lotnictwa, a już na pewno w sprawach katastrof lotnicznych. Dlatego nie wiem, czy raport jest dobry, ale wiem, że to dobrze, że jest. Janusz Młynarski

Polacy - biedacy Po względem zarobków, Polacy sytuują się na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej, a ponad 70 procent osób czynnych zawodowo zarabia poniżej średniej krajowej, jednocześnie pracujemy najdłużej - wynika z analiz Eurostatu.

O

becna średnia zarobków w Polsce, to 3600 złotych brutto. Brzmi to nie najgorzej, przynajmniej w warunkach polskich, ale po odliczeniu składki na ZUS i podatków, kwota ta kurczy się i w kieszeni zostaje 2600 złotych. A i osób zarabiających takie kwoty lub wyższe nie jest w Kraju nad Wisłą zbyt wiele, bo tylko około 30 procent. Ważna jest również siła nabywcza naszej waluty, a jest ona coraz niższa, bo ceny, niemal wszystkiego, rosną. W ciągu ostatnich 12 miesięcy poszły w górę o około 10 procent. We Francji średnia pensja to 2500 euro. Po przeliczeniu na polską walutę, daje to ponad 10 tysięcy złotych. W Wielkiej Brytanii średnia krajowa, to z kolei 2000 funtów (ponad 9000 złotych). Według Eurostatu, pod względem zarobków, znajdujemy się na

jednym z ostatnich miejsc w UE, wyprzedzając jedynie Rumunię, Bułgarię, Łotwę i Litwę. Jedynym pocieszeniem jest to, że w zakresie płac minimalnych jesteśmy o dwa oczka wyżej, czyli na siódmej pozycji od końca wyprzedzając jeszcze Węgry i Czechy. Chcielibyśmy wyższych zarobków, ale jesteśmy na bakier z wydajnością - w Polsce to zaledwie 67 procent średniej unijnej. Dla porównania, w Luksemburgu jest to 180 procent, Norwegii - 150, Francji 120, a w Niemczech - 106 procent średniej unijnej. Pod względem wydajności wyprzedzają nas z kolei Czesi, Słowacy i Węgrzy. Poprawy sytuacji w zarobkach, czyli osiągnięcia poziomu państw „starej” Unii, zdaniem ekspertów, możemy się spodziewać, za co najmniej 20 - 30 lat. (mm)


3

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

Wiadomości

W Doncaster jest duszno D

oncaster to nieduże, bo niespełna 70-tysięczne miasto usytuowane w północnej Anglii. Według oficjalnych danych mieszka tu ponad 10 tysięcy Polaków, nieoficjalne liczby mówią, że dwa razy więcej. Miasto istotnie nieduże, ale sporo w nim fabryk, które przyciągają imigrantów z wielu krajów, jednak to mniejszość polska jest bezsprzecznie największa. Napływ tak sporej liczby Polaków, jak i kryzys finansowy z 2009 roku, kiedy to doszło do redukcji etatów w wielu firmach zatrudniających imigrantów sprawiły, że to właśnie w przybyszach zaczęto upatrywać przyczyn pogarszającej się sytuacji na miejscowym rynku pracy. Zwolnienia te, dotykały jednak naszych rodaków w znacznie mniejszym stopniu, niż Brytyjczyków, głównie z tej przyczyny, że nie zgłaszali oni roszczeń płacowych i godzili się pracować za najniższe stawki. Nic zatem dziwnego, że atmosfera wokół nich i tak już gęsta wcześniej, zgęstniała jeszcze bardziej. W latach 2008 - 2011, doszło do kilkudziesięciu incydentów na tle rasowym, których ofiarami byli Polacy. Dane te mogą być jednak niepełne, bowiem większość takich zdarzeń nie jest rejestrowana z dwóch powodów. Po pierwsze, tutejsi Polacy w większości słabo znają angielski, a jeśli już to w stopniu niewystarczającym, by w miarę precyzjne złożyć zawiadomienie o przestępstwie (nieREKLAMA

wspominając już o odpowiedziach na szczegółowe pytania policji). Po drugie, te osoby, które angielski znają wystarczająco, też nie zgłaszają się na policję, bo z autopsji lub relacji znajomych, wiedzą, że „młyny sprawiedliwości mielą w Doncaster bardzo powoli, albo w ogóle nie mielą”.

Według oficjalnych danych w Doncaster mieszka ponad 10 tysięcy naszych rodaków. W latach 2008 - 2011, doszło do kilkudziesięciu incydentów na tle rasowym, których ofiarami byli Polacy. Radek Mołoń już nie mieszka w Doncaster, ale doskonale pamięta, co przeżył tam on, jego dziecko i żona. - Pracowałem w zakładach naprawczych taboru kolejowego. Znam się na tej robocie, bo wcześniej pracowałem w podobnej firmie w Polsce i ukończyłem przyzakładową zawodówkę. Atmosfera w pracy była dobra, ale poza nią już znacznie gorsza. Kiedy sąsiedzi z mojej dzielnicy

dowiedzieli się, że jestem Polakiem, zaczęło się. Najpierw na placu zabaw pobity został mój syn, ale potraktowałem to jako coś normalnego, w jego wieku też wdawałem się w bójki z rówieśnikami. Jednak kiedy powtórzyło się to jeszcze dwa razy, zabroniłem mu wychodzenia z domu bez opieki, tym bardziej, ża za drugim wrócił nie tylko pobity, ale ktoś napisał mu na czole markerem „fucking Polish wanker”. Wtedy już wiedziałem, co jest rzeczywistym powodem tych pobić. W pierwszym odruchu, Radek zamierzał zgłosić te incydenty na policję, ale po konsultacjach ze znajomymi, zmienił zdanie. - Odradzali mi to twierdząc, że policja i tak nic nie zrobi, a jeszcze bardziej narazić się tym mogę na zemstę ze strony sąsiadów. Mołoń odpuścił, ale sąsiedzi wprost przeciwnie, kiedy wychodził z domu, lub wracał z pracy, wystająca na rogu banda wyrostków pokazywała mu środkowe place, krzycząc: „Go to your fucking Poland!”. To samo, tyle, że bez wulgarnego przymiotnika usłyszała jego żona, załatwiając formalności w agencji pracy. Później było już tylko gorzej - przebite opony w samochodzie, chamskie zaczepki i aluzje wobec żony, obelgi kierowane pod adresem syna, aż wreszcie wybite okno, przez które wleciał worek z ekskrementami, obciążony kamieniem. Po tym zdarzeniu odesłał żonę wraz z synem do Polski (akurat były wakacje) i wynajął pokój w innej części miasta. Już po miesiącu zrezygnował z pracy, bo trafiła mu się podobna w Cardiff. Czuje się tam znacznie lepiej, bo nikt nie prześladuje ani rodziny, ani jego. Bernard, który mieszka w Doncaster od początku, czyli od czerwca 2004 REKLAMA

roku twierdzi z kolei, że z tą „rasistowską zmową”, to jakaś przesada. - Nigdy i nigdzie w tym mieście nie spotkałem się dyskryminacją Polaków, czy z innymi przejawami rasizmu wobec nich. Natomiast wiele razy byłem świadkiem takich zachowań ze strony rodaków. Nie raz widziałem, jak polscy kolesie z sąsiedztwa, podpici, pod wpływem narkotyków, albo jedno i drugie, zaczepiali w parku, czy na skwerze innych cudzoziemców. Raz dotkliwie pobili jakiegoś Rumuna chyba, więc ci się skrzyknęli i wyłapali tych kolesi pojedynczo. Spuścili im wtedy niezłe baty. Jeśli ktoś chce na własne oczy przekonać się, do czego nasi rodacy są zdolni, to zapraszam w sobotni wieczór na spacer po pewnych miejscach. Jeśli chodzi o Brytyjczyków, to nie dam na nich złego słowa powiedzieć. Nieraz mi pomogli, czego nie mogę powiedzieć o Polakach. Pomimo tej opinii i wielu podobnych ze strony innych rozmówców, przejawy zachowań rasistowskich wobec Polaków w Doncaster są faktem i nie jest to kwestia ostatnich dni. 31-letnia Agnieszka Oskroba, od trzech lat domaga się, by policja i instytucje powołane do walki z rasizmem zapewniły bezpieczeństwo córce, jej samej oraz partnerowi. Jej sprawę, nie odosobnioną zresztą, opisywały nie tylko lokalne media, lecz również ogólnobrytyjski „The Independent”. Krótko po wprowadzeniu się do miasta w oknach ich mieszkania poleciały szyby. Od pewnego momentu kobieta przestała je wstawiać, bo i tak zostałyby wybite, zastąpiła je folią. Napastnicy wrzucali zresztą nie tylko kamienie, lecz również martwe szczury, ptaki. Były też próby podpalenia mieszkania, na szczęście nieudane.

fot. Polscott 24.com

To, co każdego dnia ma miejsce na ulicach Doncaster sprawiło, iż jedna z polskich rodzin już opuściła to przesiąknięte uprzedzeniami miasto. Kolejne trzy, szykują się do rychłego odlotu, nie tylko z Doncaster, lecz wogóle z Wielkiej Brytanii.

Agnieszka drży nie tylko o własne bezpieczeństwo, lecz przede wszystkim o swoje dziecko, ośmioletnią Kamilę, która również spotkała się z przemocą i szykanami ze strony rówieśników w szkole, przy biernej postawie wychowawców. Przeprowadzki też nie na wiele się zdały, za każdym razem było i jest to samo. Reakcja policji jest zawsze taka sama, przychodzą, spisują i na tym się kończy, choć funkcjonariusze za każdym razem dostają rysopisy sprawców, to łapią ich i… wypuszczają. To już nie są żarty, ostatnio bowiem, ktoś oddał strzał w kierunku jej domu. 17 lipca Agnieszka Oskroba wysłała do burmistrza Doncaster kolejny, obszerny list (jego treść dostępna w całości na portalu Polscott24.com, jak również nagranie z interwencji policji), w którym domaga się reakcji władz miasta na jej gehennę, a przy okazji i innych Polaków w tym mieście. Ciągle jeszcze ma nadzieję, że wezmą się one za bandytów-rasistów. Piotr Wójtowicz


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

4

z terenu...

Raport Millera

W

reszcie jest! Po wielu miesiącach opóźnień, po wielu straconych szansach na zakończenie i ostateczne zostawienie zmarłych w pokoju, rząd przedstawił raport w sprawie katastrofy smoleńskiej. Rząd przedstawiał raport wiele godzin, a Macierewicz wiele razy oskarżał rząd o odpowiedzialność za śmierć prezydenta. Z tego raportu nic jednak nie wynika. Podobnie, jak nic nie wynika z bredni Macierewicza. Nie mamy odpowiedzi na najważniejsze pytania! Nie mamy już też nikogo, kto by się naprawdę tym interesował! Polacy mają dość! I wciąż nie wiemy, o czym rozmawiali bracia przez telefon tuż przed katastrofą? I nie wiemy, czy ktoś wywierał presję na lądowanie i na start, czy nie. Ani, kto decydował o takim, a nie innym składzie

delegacji? Tego nie wiemy i już nie chcemy wiedzieć! Poinformowano nas, że piloci nie byli przeszkoleni, że nie powinni latać, że urządzenia na lotnisku były nieodpowiednie. To wszystko jednak wiedzieliśmy od dawna! Zmarnowaliśmy rok na pseudo-badania. I zamieniliśmy politykę w teatr polityczny. Jakby cyrku było mało, PiS od razu wypuścił spot, „Oni czekają na prawdę”. Tyle tylko, że ten „wzruszający” spot musiał być nakręcony wiele dni temu, a więc przed powstaniem raportu! To oznacza, że ocena tego raportu w PiS-ie była gotowa, zanim raport powstał. Nie to jednak jest najgorsze. Straszne jest, że wykopuje się zwłoki smoleńskie i wbrew tradycji europejskiej, gra się trupami. To okropne, to barbarzyńskie! Jarosław Kaczyński jest człowiekiem pozbawionym honoru! To wszystko. Janusz Palikot

Widziane z Polski

Czym szokujemy rodowitych Wyspiarzy?

Z

apewne nie są to upodobania do suto zakrapianych libacji alkoholowych. Tłumnie przybywający, głównie w weekendy, angielscy turyści stali się już stałym elementem największych polskich miast. Na rauszu demolują lokale, w rubaszny sposób szumnie zaprzyjaźniają się z nowo poznanym otoczeniem, beztrosko i ostentacyjnie w stroju Adama pluskają się w miejskich fontannach. Pijaństwo, z którego słynie wielu naszych rodaków, nie robi absolutnie żadnego wrażenia na zaprawionych w boju zaglądaniem do kieliszka Wyspiarzach. Zatem, czym zdumiewamy rodowitych Brytyjczyków? Mentalnością! I to nie od momentu, kiedy otworzyli swoje wrota przed masowo przybywającymi emigrantami z bloku postkomunistycznego. Cofnijmy się więc do wieku XVI. Najsłynniejszym bodaj skandalistą, którego wyczyny komentował cały kontynent, był wysłannik króla Zygmunta III Wazy na dwór Elżbiety I. Z wizytą polskiego dyplomaty Anglicy wiązali wielkie nadzieje. Oglądając mapy przedstawiające monstrualne połacie ziemskie zajmowane przez Rzeczpospolitą, mogli mieć wrażenie, iż oto przybywa emisariusz znaczącego mocarstwa wschodnioeuropejskiego. Szukali więc w Polsce wojennego sprzymierzeńca przeciwko potężnej i wrogiej Hiszpanii. Wskutek konfliktu polskie statki handlowe miały problemy z żeglugą do Holandii, z którą byli sprzymierzeni w tej potyczce Wyspiarze. Posła postanowiła przyjąć osobiście sama Elżbieta I. Cóż za wyróżnienie! Po tym, jak przywitano go z wszelką pompą i honorami, władczyni w obecności całego dworu postanowiła wysłuchać przybysza, spodziewając się pochlebnej mowy. Posłaniec po łacinie wyniosłym i pretensjonalnym tonem zaczął bronić kupców gdańskich, pozbawionych wskutek wojny wolności żeglugi i handlu międzynarodowego. Posunął się nawet do ostrych gróźb pod adresem Jej Królewskiej Wysokości Elżbiety I. Gdy skończył, zabrała głos władczyni, która przepełniona goryczą i gniewem szorstko stwierdziła: „O, jakże się zawiodłam… nigdy, w całym moim życiu, ani ja, ani mój naród nie słyszeliśmy podobnej mowy… podziwiam taką zuchwałość!” Po oskarżeniu posła o grubiaństwo i nieuprzejmość roztrzęsiona i poirytowana wybiegła z sali obrad. Nakazała również spisać jej stanowisko i rozesłać po całym Londynie, aby nie myślano, iż bezkarnie można obrażać monarchinię na forum publicznym. Doszło nawet do tego,

że pospólstwo chciało zlinczować bezczelnego Polaka. Pod wpływem plotek, iż Rzeczpospolita może pomagać buntującej się Szkocji, otoczenie dworu myślało nawet o wojnie z Polską. Czas wyleczył wszystkie rany. Dlatego minęło go trochę, nim rozwiązano sporne kwestie, co wyszło na dobre obu stronom. *** Porywczość to jedna z naszych cech, która niewątpliwie szokuje tutejszych mieszkańców. 123 lata walczyliśmy o niezależny byt z zaborcami. Po dwóch wojnach światowych znaleźliśmy się pod sowiecką okupacją. Zawsze coś stało Polakom na drodze do upragnionej wolności. To coś wywoływało frustrację i chęć dynamicznej zmiany rzeczywistości. To coś spowodowało, iż nie mogliśmy być grzeczni, cierpliwi i potulni. Wybitny brytyjski historyk Norman Davis stwierdził, iż w tej kwestii przypominamy niepokornych Irlandczyków, którzy też napsuli mnóstwo krwi Anglikom poprzez swoją walkę o suwerenność. Owa porywczość sprawia, że jesteśmy zadziorni i w gorącej wodzie kąpani. Można to zauważyć w życiu codziennym. Często nasi rodacy wybuchają gniewem, kiedy przepełnione energią dzieci sprawiają im kłopoty na ulicy. Szarpanie bajtlem nie jest w tym kazusie najlepszym rozwiązaniem. Szokuje to Wyspiarzy, podobnie jak zachowanie wielu z nas w sklepowych kolejkach. Zamiast się wyluzować i udać w krainę wyobraźni, nerwowo rozglądamy się i rozgorączkowanie przewracamy oczami w różne strony. Wielu z nas brakuje ponadto uprzejmości, którą nader wszystko cenią sobie Anglicy. Słowa takie jak „proszę, przepraszam, dziękuję” nie stanowią kardynalnego repertuaru wielu rodaków. Każdy medal ma dwie strony. Zdziwienie i poklask na Wyspach zdobywamy przez nasze niesłychanie szybkie zdolności adaptacyjne. Drugą wyróżniającą cechą jest niespotykana tu pracowitość. W tym aspekcie rodzimi Brytyjczycy są zbyt ślamazarni, a wręcz flegmatyczni. Pewna angielska wytworna arystokratka, w eleganckim szalu, śnieżnobiałych perłach, koronkowych rękawiczkach, purpurowej pelerynie i kuriozalnym kapeluszu przechadzając się po swych przesadzonych rodowych włościach stwierdziła, iż jej niespotykanie emfatyczny ogród tudzież bezprecedensowo bombastyczna rezydencja, nigdy tak szybko nie nabierały grandilokwentnego blasku, od kiedy zatrudniła polskie gosposie i ogrodników. Brawo! Grzegorz Kosiński

Polacy w cenie Rozmowa z Piotrem Dudkiem, wiceprezesem Stowarzyszenia Techników Polskich w Wielkiej Brytanii (STPUK). Na Wyspach nie ma chyba organizacji polonijnej, która mogłaby się poszczycić 70-letnią historią? - Tak, to prawda. Myślę, że trudno byłoby taką znaleźć, a już na pewno, o takim profilu, jak Stowarzyszenie. Tu muszę dodać, że z tych technicznych organizacji polonijnych, to jesteśmy na drugim miejscu w Europie, starsze od nas jest tylko STP we Francji (powstało w 1918 roku). W tym roku obchodzić będziemy kolejną rocznicę powołania naszego Stowarzyszenia, a powstało ono 17 września 1940. Był to dzień, w którym odbyło się zebranie założycielskie w Ognisku Polskim w Londynie. Do STP przystąpiło wówczas 220 osób. Trzy lata później było nas już trzy razy tyle. W tym samym czasie wyłoniły się poszczególne komisje i struktury branżowe, m.in. Stowarzyszenie Architektów Polskich, Stowarzyszenie Elektryków Polskich, powstały też koła STP w Szkocji i w Teheranie. Wszystko w warunkach toczącej się jeszcze II wojny światowej. Dodam, że w roku zakończenia działań wojennych STP liczyło już sobie 5 tysięcy członków. Jednak najbardziej dynamiczny rozwój naszej organizacji przypadł na okres powojenny. STP stanęło przed naprawdę wielkimi wyzwaniami. Większość rodaków, których losy rzuciły poza granice Polski, zdecydowała się nie wracać do opanowanej przez komunistów ojczyzny. Po demobilizacji, wielu byłych żołnierzy pozostało bez pracy, a wśród nich było wiele osób z wykształceniem technicznym, często byli to fachowcy wysokiej klasy. Rolą STP było „wyłapanie” ich oraz pomoc w znalezieniu pracy, jak również zapewnienie im kursów pomagających w zdobyciu uprawnień brytyjskich, bo tylko takie były tu honorowane. W latach 50., tego typu kursy ukończyło ponad 800 eks-wojskowych. Dodam, że dzięki Stowarzyszeniu powstał Polish University College Association, największa polska uczelnia za granicą, istniejąca w latach 1947 - 1953, a także Biblioteka Polska. Trzeba też pamiętać, że STP było również inicjatorem budowy Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego (POSK). Nie można też zapomnieć, o pomocy charytatywnej, jakiej STP udzielało rodakom w kraju, o całej gamie międzynarodowych sympozjów zawodowych itp. W 2004 roku na Wyspy napłynęła pokaźna fala emigrantów z Polski. Jakie wyzwania stanęły wówczas przed Stowarzyszeniem? - Trudno mówić o nowych wyzwaniach, bo sytuacja nie różniła się, co do zasady, od tej, z którą mieliśmy do czynienia, kiedy powstawało STP. Tym jednak, co odróżniało najnowszą emigrację od wojennej i powojennej, to skala. Ta ostatnia jest bardziej liczna. Nie muszę chyba dodawać, że w tej najnowszej fali było sporo osób, które legitymowa-

ły się wysokimi kwalifikacjami zawodowymi - w samym tylko Londynie, przebywa podobno, według niektórych szacunków około 20 tysięcy Polaków z wykształceniem technicznym - jednak nie znając specyfiki brytyjskiego rynku pracy, szczególnie w przypadku zawodów technicznych, wiele z tych osób na starcie nie miało i nie ma szans na zaistnienie w swoim zawodzie. Zresztą, sam tego doświadczyłem. Kiedy przyjechałem do UK, miałem nie tylko dyplom inżynierski w kieszeni, lecz również wszystkie, możliwe do zdobycia w Polsce, uprawnienia. Tutaj okazały się one jednak mało warte, ale nie z powodów merytorycznych, lecz z owej brytyjskiej specyfiki. Musiałem poświęcić cztery lata na samo zdobycie uprawnień. Prawdą jest, że niektóre przepisy są tu mniej restrykcyjne, ale w tym przypadku nie było mowy o uznaniu polskich dokumentów. Mniej restrykcyjne, to znaczy? - Chociażby to, że inżynierowie niesprawujący kierowniczych, lub samodzielnych stanowisk na budowach nie muszą być rejestrowani, tzn. nie muszą mieć takich uprawnień, do jakich zobowiązani są polscy inżynierowie w kraju. I tu jest nasze zadanie - każdemu, kto się do nas zgłosi oferujemy coś w rodzaju przewodnictwa po „ścieżce kariery”, pomoc w zdobyciu tych uprawnień. Równie ważna jest działalność szkoleniowa, a zaczęło się od Centrum Adaptacji Zawodowej. Najpierw uruchomiliśmy kursy Komputerowego Wspomagania Projektowania zwane popularnie CAD. Pierwszymi wykładowcami byli doświadczeni polscy inżynierowie pracujący w firmach brytyjskich. Później - mówiąc w największym skrócie - powstała Akademia Techniczna - Biuro Karier. Wszystko to z myślą o Polakach przebywających w UK, a noszących się z zamiarem zmiany pracy, powrotu do Polski lub wykorzystania swoich umiejętności zawodowych w innych krajach Europy. Jakie jest zainteresowanie kursami? - Uważam, że spore. W latach 2006 - 2010 ukończyło je ponad 400 osób, ale ciągle dochodzą kolejne. Obecnie prowadzimy 12 kursów, a każdy z nich ma kilka poziomów. Czy polscy inżynierowie, technicy kształceni w ojczyźnie odstają poziomem kwalifikacji od swoich brytyjskich kolegów? - W żadnym wypadku. Wiem to zarówno z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji i kontaktów z innymi kolegami, którzy pracują na prestiżowych budowach, m.in. obiektów olimpijskich, pełniąc odpowiedzialne kierownicze funkcje. Podobnie jest w innych branżach, nie tylko budowalnej. Rozmawiał: Janusz Młynarski Więcej informacji na stronie www.stpuk.org

fot. Archiwum STPUK

Kątem oka Palikota


5

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

z terenu...

Breivików i u nas nie brakuje

Radosław Sikorski fot. Archiwum TPO

Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przybył przed kilkoma dniami do Londynu, by spotkać się ze swoim „brytyjskim odpowiednikiem”, Williamem Hague, w ramach cyklicznych konsultacji pomiędzy państwami.

P

odczas konferencji prasowej, która odbyła się w Ambasadzie RP, Sikorski skomentował bieżące wydarzenia na świecie i w Polsce. Szef polskiego MSZ odniósł się do tragicznego w skutkach zamachu, który wydarzył się w Norwegii niespełna dwa tygodnie temu, dopatrując się pewnych analogii w sytuacji, która obecnie ma miejsce w Polsce. Stwierdził mianowicie, że takich ludzi jak Anders Behring Breivik nie REKLAMA

brakuje również i w naszym kraju. Jest wielu takich, którzy uważają, że obecny rząd nie ma legitymacji do sprawowania władzy, a to właśnie sprawiło, że Breivik posunął się do zbrodni. Ale to nie wszystko, bowiem minister dodał także, że w Polsce istnieje pokaźne grono polityków i obywateli, zdaniem których obecnie rządzący, łącznie z prezydentem, to zdrajcy, a do władzy doszli wskutek konowań i fałszerstw. Sikorski ubolewał, że środowiska te nie akceptują demokratycznego wyboru. Stwierdził również, że skutki takiego podejścia mogą być bardzo niebezpieczne, wręcz nieobliczalne. Ponadto napiętnował polityków prawicy, że świadomie grają na ludzkich emocjach w imię własnych interesów. Minister odniósł się również do internetowej „mowy nienawiści”. Powiedział, że jest za wolnością słowa, natomiast sprzeciwia się jej nadużywaniu, co nagminnie dzieje się w sieci. Zwrócił uwagę na fakt, że sam postanowił zająć się tym problemem. Począwszy od maja bieżącego roku kilkakrotnie pisał do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, by zwrócił uwagę na nie-

bezpieczeństwo jakie niesie ze sobą „tolerowanie w przestrzeni publicznej, zwłaszcza w Internecie, mowy nienawiści”. Zapowiedział on wysłanie kolejnego listu, w którym wezwie do fizycznej rozprawy z „innymi”. Przypomniał też, że wiosną tego roku warszawska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo „w konkretnej sprawie motywowanych antysemityzmem ataków personalnych”, również wobec jego osoby. Określił Internet mianem „kloaki”, w której nieodpowiedzialni ludzie kreślą swoje chore wizje i leczą frustracje. Jest zdania, że publikacje w sieci, winny być objęte regulacjami prawnymi, które stosuje się wobec innych mediów. Minister dodał również, że pozostawienie tej sprawy samej sobie, może skutkować eskalacją terroru. Słowa ministra Sikorskiego spotkały się z głośnym odzewem i sprzeciwem zarówno w prawicowych mediach w Polsce, jak i środowiskach utożsamiających się z prawicą. Ogólny ton reakcji był taki, że Sikorski popełnił nadużycie porównując Polaków będących w opozycji do obecnego rządu z terrorystą. (emi)

Nielegalni będą legalni

W

Polsce według różnych szacunków przebywa około 600 tysięcy imigrantów. Ocenia się, że 10 procent z nich przebywa tam nielegalnie. To właśnie z myślą o nich, rząd wniósł do Sejmu propozycję zastosowania abolicji. W ubiegłym tygodniu, podczas posiedzenia sejmowego, wszystkie partie polityczne poparły ową inicjatywę rządu. Jak poinformował Urząd d.s Cudzoziemców, abolicja, która wprowadzona zostanie już na początku przyszłego roku nie będzie miała jednak charakteru bezwarunkowego. Urząd chce, by mogło się o nią ubiegać więcej osób niż w 2003 i 2007 roku. Przepisy abolicyjne obejmą jedynie cudzoziemców przebywających w Polsce od 20 grudnia 2007 roku (21 grudnia 2007 Polska weszła do strefy Schengen), kiedy to odnotowano zwiększony na-

pływ imigrantów. Według danych urzędu będzie to ponad 5 tysięcy osób - prawie tyle samo emigrantów zalegalizowało swój pobyt przy poprzednich abolicjach. Datą graniczną miałby być 1 stycznia 2010 roku. O legalizację pobytu mogłyby ubiegać się osoby, które tego dnia przebywały w Polsce, a wcześniej starały się o status uchodźcy, nie otrzymały go i zakończyły procedurę. Cudzoziemcy, którzy skorzystają z abolicji, uzyskają między innymi uprawnienie do dwuletniego legalnego pobytu z perspektywą wydłużenia tego okresu oraz możliwość skorzystania z dostępu do rynku pracy. Dotychczasowymi abolicjami objęto łącznie 4600 cudzoziemców. W 2003 roku było to 3500 osób, większość zza wschodniej granicy, a cztery lata później - 1100, głównie Ormian i Wietnamczyków. (emi)


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

6

Kryminałki

KTOKOLWIEK WIDZIAŁ DAWID KWIECIŃSKI 22 lata Wzrost: 175 cm Oczy: piwne Ostatnie miejsce pobytu: Londyn Pan Dawid zaginął 31 stycznia 2008 roku.

TADEUSZ BOROWSKI 53 lata Wzrost: 180 cm Oczy: niebieskie Znak szczególny: brak środkowego palca u

prawej dłoni Ostatnie miejsce pobytu: Peterborough

Pan Tadeusz zaginął 20 maja 2009 roku.

RYSZARD ŁUKASIK 54 lata Wzrost: 175 cm Oczy: niebieskie Znaki szczególne: tatuaż na przedramieniu (ptak) Ostatnie miejsce pobytu: Morden Pan Ryszard zaginął 6 września 2010 roku.

MAREK MIĘTKI 63 lata Wzrost: 178 cm Oczy: szare Ostatnie miejsce pobytu: Liverpool Pan Marek zaginął 1 kwietnia 2008 roku.

Wiadomości o zaginionych prosimy przekazywać do Fundacji ITAKA tel: 0048/226547070, itaka@itaka.org.pl, www.zaginieni.pl.

Nagrany, ukarany Polski sympatyk piłki nożnej został ukarany grzywną w wysokości 400 funtów za udział w rozróbach na terenie Dundee.

R

ozegrany 21 lipca mecz eliminacyjny do Ligi Europejskiej pomiędzy drużynami Dundee United i Śląsk Wrocław, z punktu widzenia fana piłki nożnej to dość „nieświeży” temat. Dość wspomnieć, że był on bardzo emocjonujący i zakończył się przegraną Polaków (2-3), ale dzięki tym dwóm wyjazdowym golom, mimo wszystko zapewnił „biało-czerwonym” awans do dalszych rozgrywek (czytaj więcej na stronie 21). Gorąco było jednak nie tylko na murawie stadionu w Dundee, ale także poza nim i to na kilka godzin przed rozgrywkami. *** Setki polskich fanów piłki nożnej, wielu z nich zakapturzonych i z szalikami w narodowych barwach, zakrywających twarze przedarło się przez rozlokowane po całym mieście kordony policyjne i dosłownie sterroryzowały centrum Dundee. Atak pseudokibiców miał miejsce około godziny 10:00 w dniu meczu Śląska z lokalną drużyną. Ofiarami rozjuszonego tłumu padali głównie sklepikarze z High Street. Wśród chuliganów znalazł się także 28-letni Piotr Izdebeski, którego „wyczyny” zarejestrowały tego dnia kamery przemysłowe. Na dostarczonych do sądu okręgowego w Dundee materiałach z CCTV widać, jak Polak REKLAMA

rozbił witrynę jednego ze sklepów i rzucił (niecelnie) butelką w stronę jednego z przechodniów. Straty z tytułu rozboju, właściciel Cashino Shop określił na sumę 200 funtów. Podczas zakończonej przed kilkoma dniami rozprawy sądowej, obrońca Izdebskiego, który jak się okazało na co dzień jest ogrodnikiem z londyńskiego Northolt, utrzymywał, że jego klient brał silne leki przeciwbólowe, które pomagały mu znaleźć ukojenie po odniesionej niedawno kontuzji, a był na tyle „głupi”, by zmieszać je z alkoholem. To właśnie taka wybuchowa mikstura wyzwoliła w nim agresywne zachowanie. Elizabeth Munro nie dała jednak wiary słowom obrońcy Polaka i po dokładnym przeanalizowaniu taśm wideo, stwierdziła krótko, że ewidentnie Izdebski przybył do miasta po rozrywkę, która obrała bardzo złe tory. Polak został obciążony grzywną w wysokości 400 funtów. Tego dnia, policja z Dundee otrzymała kilka zgłoszeń mówiących o pijanych Polakach, grasujących na terenie miasta i rzucających butelkami. W sumie aresztowano jeszcze trzech innych obywateli Kraju nad Wisłą, którzy przez wzgląd na niską szkodliwość społeczną czynów, zostali po kilku dniach wypuszczeni na wolność. Kibice Dundee United nie przyłączyli się do rozruchów. (mn)

Problemy z wyrokiem Ława przysięgłych z Norwich Crown Court nie była w stanie wydać jednomyślnego wyroku w sprawie mężczyzny, którego wini się za śmierć Polki.

J

ak poinformowało BBC, rozprawa, której kolejny termin wyznaczono na 17 października, dotyczyła morderstwa popełnionego 25 stycznia tego roku. Wówczas to, na terenie domu przy ulicy Copenhagen Way w Norwich, policja odnalazła ciało 34-letniej Magdaleny Januszeskiej. Zwłoki ukryte były pod jednym z łóżek. Jak wykazała sekcja zwłok, kobieta została uduszona. Następnie oprawca obwiązał jej głowę folią spożywczą (ang. ‘cling film’) oraz dwiema reklamówkami i umieścił ciało pod łóżkiem. W związku ze sprawą, aresztowano 22-letniego Aarona O’Briena, który mieszkał pod tym samym adresem, co zabita Polka. Zatrzymany zaprzeczał zarzutom stawianym przez miejsco-

wą policję, pobodnie było podczas rozprawy sądowej. O’Brien utrzymuje, że złapał kobietę za szyję, kiedy wpadła ona w szał. Podobno była bardzo rozgniewana, że nie wrócił on poprzedniego wieczoru do domu. „Wściekła się, że nie wróciłem na noc. Złapałem ją za kark od tyłu i po prostu trzymałem. Ona się rzucała, ja przytrzymywałem ją coraz mocnej. W końcu przestała się ruszać i oddychać” - zeznawał mężczyzna i dodał, że kiedy zorientował się co zaszło, wpadł w panikę, zabrał kluczyki od samochodu Polki i odjechał do Yorkshire. Biorąc pod uwagę fakt, że O’Brien nie przyznaje się do morderstwa, w październiku odpowie najprawdopodobniej za nieumyślne spowodowanie śmierci. (kg)

Trójkąt bułgarski?

M

edia odnotowały już trzeci przypadek śmierci turysty wypoczywającego na terenie Bułgarii. Nie tylko 17-letni Brytyjczyk Tom McNeill poniósł śmierć, podczas wymarzonych wakacji w jednym z bułgarskich kurortów. Nastolatek zasnął podczas opalania się na balkonie, a później zsunął się nieprzytomny z leżaka i spadł z wysokości ponad 9 metrów. O całej sprawie było w minionych tygodniach dość głośno. Tymczasem, w niedzielę 24 lip-

ca ofiarą upałów padł także 41-letni obywatel Polski. Mężczyzna wypadł z czwartego piętra budynku, jednego z hoteli położonych na terenie resortu wypoczynkowego Obzor w południowej części Bułgarii. Jak donosi tamtejszy dziennik „Dnevnik”, według świadków Polak był czymś odurzony. Jeszcze wcześniej, w tragicznych okolicznościach zginęła 13-letnia obywatelka Niemiec, która wypoczywała z rodzicami na terenie Golden Sands. Dziewczynka została zassana przez pompę w hotelowym basenie. (kg)


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

8

PEWNIE, ŻE MOŻESZ

Nie taki psycholog straszny Wielu z nas spotkanie lub kontakt z psychologiem traktuje jako ostateczność. Zwlekamy do ostatniego momentu, kiedy to problem jest już tak duży, że właściwie nas przerasta…

N

iewielu z nas zdaje sobie sprawę, że już przy pierwszych sygnałach świadczących o tym, że sprawy źle się mają można i warto skontaktować się ze specjalistą. Wówczas, nawet krótka rozmowa może przynieść nam ogromną ulgę. Czemu zatem tego nie robimy? Dlaczego nie udajemy się do psychologa? Przyczyn takiego zachowania jest wiele. Po pierwsze, unikamy porady specjalisty głównie ze strachu przed przyznaniem się do posiadania jakichkolwiek słabości. Po drugie, nie wierzymy w skuteczność działań psychologa, a po trzecie, równie często nie posiadamy żadnych informacji odnoście tego, w jaki sposób można nam pomóc oraz gdzie takiego specjalistę można znaleźć. Psycholog zajmuje się problemami, które dotykają człowieka w życiu

codziennym. Zatem jeśli coś cię trapi, możesz skorzystać z jego pomocy w zakresie: - tworzenia satysfakcjonujących związków; - radzenia sobie ze stresem oraz problemami emocjonalnymi typu wzmożony niepokój, niepewność i brak poczucia własnej wartości, nieśmiałość, wstydliwość i zagubienie, poczucie winy, samotność, poczucie bezsensu życia; - podejmowania decyzji; - życia zawodowego i nauki, - określenia i realizacji celów życiowych; - zaburzeń jedzenia (otyłość, bulimia i anoreksja); - uzależnień; - zaakceptowania siebie. Rozmowa z psychologiem może również być owocna dla osób, które chcą poprawić jakość swojego życia, aby czerpać z niego jak najwięcej satysfakcji i zadowolenia. Dla osób, które chcą zrozumieć własne postępowanie w różnych aspektach egzystencji, by zwiększyć świadomość siebie i własnego funkcjonowania w relacjach z innymi

ludźmi. Spotkanie za specjalistą to doskonałe rozwiązanie także, dla tych wszystkich, dla których głównym celem w życiu jest odkrycie i jak najpełniejsze wykorzystanie własnych naturalnych zasobów. Ponadto, rozmowa taka, sprawdza się w przypadku osób, które pragną poprawy w obszarze osobistych trudności psychologicznych i chcą nauczyć się różnych sposobów rozwiązywania problemów rodzinnych, partnerskich i małżeńskich, czy też odkryć nowe możliwości w rozwoju osobistym, emocjonalnym i zawodowym. Jak widać, zakres pomocy psychologicznej niekoniecznie związany jest, jak to się powszechnie utarło, z chorobą psychiczną. Czasem naprawdę warto skorzystać z pomocy specjalisty, zanim sprawy dnia codziennego nas przerosną i w konsekwencji spowodują zaburzenia psychiczne, o posiadanie których tak bardzo się boimy. Dlatego też, właśnie z myślą o promowaniu zdrowia psychicznego wśród Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii, psychologowie z

NLP GATE, co miesiąc organizują bezpłatne porady i konsultacje w ramach spotkań o nazwie „Happy Hours”. Dają one możliwość

Spotkanie z psychologiem to doskonałe rozwiązanie dla tych wszystkich, dla których głównym celem w życiu jest odkrycie i jak najpełniejsze wykorzystanie własnych naturalnych zasobów. rozmowy ze specjalistami na tematy z zakresu psychologii, problemów wychowawczych dzieci i młodzieży, czy też rozwiązywania problemów osobistych, na przykład radzenia sobie z życiem na emigracji, stresem w pracy, domu, ucze-

REKLAMA

Psychologia to nauka empiryczna, zajmująca się badaniem mechanizmów i praw rządzących zjawiskami psychicznymi oraz zachowaniami człowieka. Bada ona również wpływ zjawisk psychicznych na interakcje międzyludzkie oraz interakcję z otoczeniem. Termin pochodzi z języka greckiego i dosłownie oznacza „naukę o duszy”. Słowo „psychologia”, zgodnie z niektórymi teoriami, po raz pierwszy w druku pojawiło się dopiero w 1590 roku, jako tytuł łacińskiej rozprawy Gocleniusa, którą można tłumaczyć, jako: „Psychologia, czyli o doskonałości człowieka, o duszy, a przede wszystkim o jej pochodzeniu rozważania i rozprawy tych współczesnych teologów i filozofów, których nazwiska znajdują się na odwrotnej stronie”. W odróżnieniu od akademickiej, psychologia stosowana zajmuje się: - zaburzeniami procesów psychicznych (psychopatologia), ich diagnozo-

Przewozy na lotniska Manchester, Liverpool, Bradford, Doncaster,Birmingham, East Midlands i inne porty lotnicze w UK

lni, szkole…, podejmowania decyzji, czy umiejętności funkcjonowania w grupie. Podczas „Happy Hours” można także porozmawiać z psychologiem na temat sytuacji kryzysowych takich, jak rozstanie z bliską osobą, przeżycie zdrady, śmierć kogoś bliskiego, utrata pracy, etc. Aby uzyskać informacje o najbliższym spotkaniu należy skontaktować się bezpośrednio z NLP Gate, pisząc na adres mailowy - info@nlpgate.co.uk lub dzwoniąc na numer telefonu 07402711629. Agnieszka Major * Autorka jest psychologiem, coachem, certyfikowanym trenerem NLP, a także konsultantem programu NHS „Stop smoking”. W ramach prywatnej praktyki (NLPGate.co.uk) pomaga w poszukiwaniu ukrytych zasobów u wszystkich tych, którzy pragną dokonać zmian w swoim życiu lub poprawić jego jakość, prowadząc coaching, terapię indywidualną, par i grupową, warsztaty rozwoju osobistego, hipnoterapię i doradztwo psychologiczne. Współzałożycielka i były prezes PPA. waniu i leczeniu (psychologia kliniczna), pokrewną dziedziną medycyny jest psychiatria; - diagnozą i rehabilitacją osób z uszkodzeniami centralnego układu nerwowego (neuropsychologia); - korygowaniem zaburzeń relacji społecznych oraz w związkach partnerskich i rodzinie (psychoterapia, psychologia małżeństwa i rodziny); - psychicznymi uwarunkowaniami chorób somatycznych, promocji zdrowia i działań praktycznych na terenie medycyny (psychologia zdrowia); - problemami z zakresu sprawiedliwości (psychologia sądowa); - problemami szkolno-wychowawczymi, funkcjonowaniem instytucji szkolnych i wychowawczych (psychologia wychowawcza); - problemami w organizacjach (psychologia organizacji) i przedsiębiorstwach (psychologia pracy); - w wojsku, sporcie, wyznaniach i w wielu innych obszarach. Źródło: Wikipedia

REKLAMA

Firma Catrina ltd oferuje: transport z i do Polski przeprowadzki -

SERWIS 24 GODZ. REZERWACJA ONLINE NA STRONIE WWW.NASZATAXI.CO.UK LUB TELEFONICZNIE 07908026807. KLIENCI PODLEGAJĄ OCHRONIE DANYCH OSOBOWYCH tel. 012 37 476 030 tel. 01271324240 www.catrinatrans.co.uk 012 37 238 086 www.catrinatrans.co.uk


9

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

Na weekend

Skarb na wyciągnięcie ręki Nie tylko pracą człowiek żyje, głosi mądre przysłowie i choć większość z nas przyjechała na Wyspy Brytyjskie właśnie z powodów zarobkowych, to przecież każdemu należy się odrobina wypoczynku.

REKLAMA

z Morzem Północnym. W centrum Brugii czas zatrzymał się w miejscu, od lat przyciągając turystów swoim kolorytem i duchem historii zaklętym w architekturze. Do najważniejszych zabytków miasta należy bez wątpienia Kościół Najświętszej Marii Panny, z najwyższą wieżą w Belgii, wznoszącą się na wysokość 116 metrów oraz wspaniałą kolekcją klasycznego malarstwa. Niezwykłe wrażenie robi także dzwonnica na rynku, będąca także doskonałym punktem widokowym, z którego podziwiać można panoramę całego miasta. Wisienkami na torcie są, usytuowany nieopodal XIV-wieczny Ratusz (Stadhuis) oraz Bazylika Świętej Krwi (Heilig-Bloed Basiliek), której korzenie sięgają XII wieku. Świątynia ta szczyci się relikwią w postaci fiolki z krwią Chrystusa. Zwykły spacer po starym mieście to niesamowite przeżycie, bowiem na każdym kroku czają się zabytkowe

mosty i kanały, w niezmienionej formie od czasów, gdy przechadzali się po nich flandryjscy kupcy i baronowie. Entuzjaści czekolady rozpłyną się z zachwytu, gdyż na każdej uliczce spotkać można kilka sklepów z łakociami, z których zresztą słynie Brugia i cała Belgia. Co za tym idzie, w mieście nie może zabraknąć takiego obiektu turystyczno-historycznego, jak muzeum czekolady. Na stosunkowo małej powierzchni zgromadzono tony informacji na temat tego słodkiego produktu, jego licz-

nych rodzajów, sposobów wyrabiania, etc. Na wyciągnięcie ręki, bądź też za szybą, są tam poustawiane także czekoladowe posągi opatrzone tabliczkami z napisem „Nie dotykać”. W praktyce lepiej jednak sprawdziłby się napis „Nie lizać”. Co zaskakujące na pierwszy rzut oka, albo raczej ucha, na ulicach Brugii usłyszeć można i polską mowę. Wielu naszych rodaków, odkryło już bowiem tajemnicę wypoczynku w miejscu oddalonym, o przysłowiowy rzut beretem od Wielkiej Brytanii. A ty? (PS)

fot. Patrycja Strąk

U

rlop emigranta wcale nie musi oznaczać wyjazdu do ojczyzny. Czasami naprawdę warto wygospodarować dwa, trzy dni, aby zwiedzić różne malownicze zakątki, których Wyspy Brytyjskie mają pod dostatkiem. Można także pokusić się o szybki wypad na Stary Kontynent. Ciekawe, ilu z was zdaje sobie sprawę, że miejsce zwane „flamandzką Wenecją”, rzeczywiście jest tuż za rogiem? Mieszkanie na wyspie, ma swoje plusy, a Londyn to prawdziwe wrota na cały świat i naprawdę nie trzeba spędzać godzin na lotnisku, by w krótkim czasie znaleźć się w zupełnie innej krainie. Wystarczy nam samochód lub pociąg, którym dostaniemy się do Dover… a tam dzięki różnym przewoźnikom, na przykład promom DFDS Seaways popłyniemy do Holandii, Francji czy Danii. Powie

ktoś, że taka podróż to strata czasu. Może i tak, ale ten, kto doświadczył już wizyty na promie, doskonale wie, że nie ma nic bardziej urokliwego od oddalających się klifów brytyjskich po jednej, a przybliżającego się brzegu Francji po drugiej stronie. Ponadto, te dwie godziny można spożytkować relaksując nie tylko widokami, ale i wyborną kuchnią, czy zakupami w sklepach wolnocłowych. Na najmłodszych czeka plac zabaw i basen z piłeczkami, a i dla kierowców tirów znajdzie się coś specjalnego. Podróżując DFDS Seaways, kierowcy ciężarówek i samochodów dostawczych mogą liczyć na osobne pomieszczenia ze specjalnymi leżankami masującymi oraz własną restaurację, by móc w pełni się zrelaksować i nabrać sił do dalszej drogi. Pod czujnym okiem kapitana i jego załogi, dopływamy do Dunkierki, a stamtąd już tylko pół godziny samochodem dzieli nas od „Wenecji Północy”, czyli Brugii. To ponad stutysięczne miasto położone na północnym zachodzie Belgii, stanowi ważny port śródlądowy, połączony siecią kanałów


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

10

historia

Rzeź wołyńska Niedawno obchodziliśmy 68. rocznicę wydarzenia, które na długie lata położyło się cieniem na stosunkach polsko-ukraińskich. Skutkiem tej haniebnej zbrodni, dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów i zainspirowanej przez nich ludności wiejskiej, była śmierć dziesiątków tysięcy wołyńskich Polaków, w tym kobiet i dzieci. Ofiary ginęły nie tylko od broni palnej, lecz również od siekier, wideł, pił i młotów.

„(...) Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. (...) Tej walki nie możemy przegrać i  za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z  powierzchni ziemi”. Rozkaz ów wprowadzano w życie na różne sposoby. Napadano na pojedyncze osoby oraz małe grupki udające się do innych miejscowości lub pracujące w polu czy lesie. Atakowano niewielkie wioski lub przysiółki składające się zazwyczaj z  kilku lub kilkunastu polskich rodzin lub polskie kolonie w  wioskach, gdzie ludność ukraińska stanowiła większość. Zbrodniczych rajdów na mniejsze

ośrodki zamieszkałe przez Polaków dokonywała Służba Bezpieki OUN albo oddziały UPA. Tam, gdzie Polaków było więcej, posiłkowano się pospolitym ruszeniem składającym się z ukraińskiego chłopstwa uzbrojonego w  broń białą, a także widły i kosy. Za pierwszy masowy mord rzezi wołyńskiej IPN przyjmuje zbrodnie z  9 lutego 1943 roku w  miejscowości Parośla Pierwsza. Wtedy to upowcy z  oddziału Hryhorija Peryhyjniaka zamor-

Według różnych źródeł, w wyniku zbrodniczych działań ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu, śmierć poniosło od 50 - 60 tysięcy osób narodowości polskiej. Historycy, dość zgodnie twierdzą, że osobą odpowiedzialną za wydanie rozkazu o rozpoczęciu czystki był Dmytro Klaczkiwskij ps. „Kłym Sawur” - dowódca okręgu UPA - Północ. dowali 173 Polaków. Później, takie masakry były już na porządku dziennym. Największe nasilenie zbrodni miało miejsce w  okręgach UPA, które podlegały Iwanowi Łytwyńczukowi i  Petrowi Olijnykowi. Za czas obchodów rocznicowych przyjęto 11 lipiec, ponieważ tego dnia blisko 100 polskich wiosek zostało zaatakowanych przez UPA i wspomagającą ją ludność ukraińską. Tego dnia o godzinie 3:00 nad ranem oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii dokonały skoordynowanego ataku na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim pod hasłem „Smert Lachom” (Śmierć Polakom). Po otoczeniu wsi, w celu uniemożliwienia mieszkańcom ucieczki, doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków itp. Po wymordowaniu mieszkańców, polskie wsie były palone, aby zapobiec ponownemu osiedleniu. Była

to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana. Podobnie, jak masakra w powiecie włodzimierskim, którą poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich (na zachód od Porycka), w rejonie Marysin Dolinka, Lachów oraz w Zdżary, Litowież i Grzybowica. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków. Rzeź rozpoczęła się o świcie 11 lipca 1943 od polskiej wsi Gurów, obejmując swoim zasięgiem: Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Zdżary, Zabłoćce - Sądową, Nowiny, Zagaję, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów, Swojczów, Gucin i inne. We wsi Gurów na 480 Polaków ocalało tylko 70 osób. W kolonii Orzeszyn, z ogólniej liczby 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków, we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem, w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu. Wspomniany już repertuar metod zadawania śmierci przez Ukraińców był tak bogaty, że zadziwiał nawet hitlerowskich katów. Naliczono 135 sposobów pozbawiania życia, każdy z nich wyjątkowo bestialski. Oto niewielka ich część, którą opublikował na swej stronie internetowej portal „Straszne zbrodnie”: 1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki. 2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą. 3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło. 4. Wyrzynanie na czole „orła”. 5. Wyłupywanie oczu. 6. Obcinanie nosa. 7. Obrzynanie uszu. 8. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha. 9. Obrzynanie warg. 10. Obcinanie języka. 11. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz. 12. Łamanie szczęki. 13. Rozrywanie ust od ucha do ucha. 14. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą. 15. Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców.

16. Łamanie kości żeber klatki piersiowej. 17. Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca. 18. Obrzynanie mężczyznom genitaliów przy użyciu sierpa. 19. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską. 20. Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do rzeki. 21. Wyrywanie żył od pach, aż do stóp. 22. Wkładanie do pochwy rozżarzonego żelaza. 23. Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od pochwy, aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz. 24. Wieszanie ofiar za wnętrzności. 25. Wkładanie do odbytnicy szklanej butelki i jej stłuczenie. 26. Odrąbywanie siekierą rąk. 27. Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej. 28. Odrąbywanie pięty. Na rzezi wołyńskiej jednak się nie skończy, będzie ona bowiem jedynie swoistym „preludium” do dalszych masowych mordów. Zbrodnicza zaraza przeniesie się na tereny

Małopolski wschodniej (obecnie część woj. podkarpackiego i zachodnich obwodów obecnej Ukrainy). Zginie tam, przy użyciu podobnie bestialskich metod, jak na Wołyniu, około 100 tysięcy niewinnych i bezbronnych Polaków. Nie można jednak zapominać o  tym, że ofiarami mordów ukraińskich nacjonalistów byli również ich rodacy, według historyków zginęło co najmniej 36 tysięcy tych Ukraińców, którzy nie chcieli wstąpić do UPA, odmawiali mordowania swoich polskich sąsiadów, ostrzegali ich, a  nawet udzielali im schronienia. Sen Stepana Bandery i jego towarzyszy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów o  czystej etnicznie Ukrainie nie spełnił się. Bandera zginął od kuli agenta KGB przed swoim mieszkaniem w Monachium. Podobny los spotkał jego prawą rękę, Lwa Rebeta. Już po wojnie kilkunastu zbrodniarzy z OUN - UPA dosięgła ręka sprawiedliwości - zostali skazani na kary śmierci lub dożywotniego więzienia, ale większości z  nich udało się umknąć przed sprawiedliwością i  znaleźć azyl w  Niemczech, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, USA i Australii. (C. Z.)

Pomnik Polaków zabitych przez UPA w latach 1943-1945 w Przemyślu. fotografie: Wikipedia

M

ordy na Polakach, dokonywane przez Ukraińców zaczęły się już wcześniej tyle, że miały one charakter rozproszony i przybrały na sile dopiero w 1943 roku, osiągając swoje apogeum na przełomie lipca i sierpnia. Na początku wspomnianego roku, podczas zakonspirowanego spotkania w jednej z  wiosek na Wołyniu, dowództwo banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) podejmuje decyzję o usunięciu wszystkich Polaków i  innych mniejszości narodowościowych z  terenów, które według OUNowskiej doktryny są „etnicznie ukraińskie”. Dzięki temu manewrowi ukraińskie państwo, które miało powstać po zakończeniu wojny, stałoby się jednolite narodowościowo. Zarówno Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), jak i  tamtejsze, rdzenne chłopstwo przeszło samo siebie w  wymyślaniu sposobów zadawania niewinnym ludziom śmierci. Mordowano wszystkich bez pardonu, nie oszczędzając dzieci, kobiet i  starców. Wypruwano płody z łon ciężarnych matek, obcinano piersi, wydłubywano oczy, rozrywano końmi. Według różnych źródeł, w  wyniku zbrodniczych działań ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu, śmierć poniosło od 50 - 60 tysięcy osób narodowości polskiej. Historycy, dość zgodnie twierdzą, że osobą odpowiedzialną za wydanie rozkazu o rozpoczęciu czystki był Dmytro Klaczkiwskij ps. „Kłym Sawur” - dowódca okręgu UPA - Północ.


11

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

opowiadanie

w naszym angielskim domu Janusz Młynarski

M

Brak władzy w członkach. Demon, czyli sąsiadka. Gangster z jedną nogą. Co kupują mądre kobiety?

oje ciało nie ważyło prawie nic, niemal w ogóle go nie czułem, a przecież miało być odwrotnie - moja powłoka doczesna miała być bardzo ciężka, do tego stopnia, że miałem mieć poczucie, iż nie mogę wstać. W moim przypadku zgadzało się wszystko tylko w połowie, bo byłem leciuchny jak mgiełka, ale nie mogłem się podnieść, całkowita bezwładność. Przeraziłem się nie na żarty. Pomyślałem, że pier*** takie życie! Na leżąco?! Do końca moich dni?! Nawet samobójstwa nie mógłbym popełnić… Kiedy wyobrażałem sobie dalszą część mojego żywota przebiegającego w pozycji horyzontalnej, poczułem, że coś mnie szarpie. Poczułem, bo widzieć, nie widziałem. No tak, pewnie jeszcze jakieś siły nieczyste wywołałem tymi swoimi medytacjami. Poniewierają mną teraz jakieś niewidzialne demony, a ja leżę jak kłoda (co z tego, że lekka) i palcem nie mogę kiwnąć, nawet słowa wymówić. Aż się prosiło, o „apage Satanas!”, przynajmniej… Nagle demon się zmaterializował i przyjął postać sąsiadki. Och, te demony są zdolne do wszystkiego! Potrafią wcielić się każdą postać. I stała się rzecz dziwna odzyskałem władzę - za przeproszeniem - w członkach i pierwszą moją decyzją było wykorzystanie tychże do przywalenia demonowi w łeb i wytargania go za włosy. Kiedy już się miałem zamachnąć, uświadomiłem sobie, że to nie żaden demon, lecz prawdziwa Viktoria, a mnie po prostu zmorzył sen, koszmarny niestety, z którego ona mnie wyrwała. Ale, że tak weszła bez pukania? Nie musiała pukać, bo drzwi były cały czas otwarte, a ja podobno wrzeszczałem przez sen. Nie, medytacje, to stanowczo nie dla mnie. *** Niedziela, dzień wolny, nawet Polacy nie pracują. Jedni po kościele idą do domu na rosół, a inni muszą się napić, bo w poniedziałek znów do roboty. Idą, jest ich pięciu, są czymś mocno podekscytowani, głośno mówią, właściwie wykrzykują słowa na tyle znane, że wiadomo, że to „ziomale”. Wiek trudny do określenia, ale przedział 40 - 60 lat. Słyszę: - To, jak, nie pier*** , wszystkie wina ci zaje***? - Wszystkie. - I gdzie poszli? - A ch*** ich wie, k***! - Ty nie widziałeś? Czesiek, nie widział, Marian nie widział… trzech was k*** było i żaden k*** nie widział. Jak to jest? - A ch*** wie, k*** , jak jest, były wina, nie ma win i ch***! - To ja wiem, że win nie ma, ale wiem, że 25 funtów poszło

się je*** i ch*** się napijemy. - A czekaj k***, przecież ja ich widzę, o przecież tam Adam w tej czapce, z reklamówką. Weź k*** krzyknij, bo ja głosu nie mam. Ten, do którego owa prośba była zaadresowana, napiął przeponę i wrzasnął: - Adam, ty ch*** złamany, oddaj wino ku***! Osobnik, który wraz z innym zmierzał w kierunku parkowej bramy odwrócił się i zatrzymał na chwilę, po czym ruszył wraz z towarzyszem w kierunku wołającego. Kiedy już dotarli do rozpaczających nad utratą win. Zaczęło się śledztwo…

Do kafejki, w której spożywam kawę, zajechał facet na wózku inwalidzkim. Dałbym głowę, że jakiś czas temu regularnie przychodził na lancz, ale zniknął mi z oczu na dłuższy czas. Może ten na wózku to jego bliźniak? - Dlaczego zaje*** wina? - Kto zaje***? Przecież k*** mówiłeś debilu, żebym ja z Ryśkiem wziął wina i poszedł do parku, a wy poczekacie na Leszka, żeby fajki przyniósł. Ty się je*** w beret. Jaki był dalszy ciąg, trudno powiedzieć, ale chyba wszystko dobrze się skończyło, bo prawda wyszła na jaw. W końcu, wiadomo, że „in vino veritas”… *** Do kafejki, w której spożywam kawę, zajechał facet na wózku inwalidzkim. Wydawało mi się, że go znałem z widzenia, ale ten wózek mi się nie zgadzał. Dałbym głowę, że jakiś czas temu regularnie przychodził na lancz, ale zniknął mi z oczu na dłuższy czas. Może ten na wózku to jego bliźniak? Przy stoliku siedziałem z Tessem, i to on zagadnął gościa z wózka, co mu się stało. Odpowiedział, że trafił do więzienia na trzy lata i tam doszło do wypadku, coś pogruchotało mu nogę, ale w jakich okolicznościach trudno mi powiedzieć, bo od kilku dni słyszę wyłącznie na jedno ucho, wskutek jakiejś infekcji. Poza tym facet, od czasu do czasu mówił „cockneyem”, co przy mojej połowicznej głuchocie dawało marne szanse na poznanie bliższych szczegółów. Tak, czy owak rezultatem tego wypadku, było zamiażdzenie lewego podudzia i

amputacja, tuż przed kolanem. Mężczyzna zamówił jakieś danie i przystąpił do spożywania. Kiedy skończył, przysunął sobie bliżej filiżankę z kawą i sięgnął do skarpety założonej na kikut lewej nogi. Wydobył stamtąd „trójeczkę” Smirnoffa i wlał jej sobie dość sporo do kawy. Czynność tę powtórzył kilka razy więc miałem prawo przypuszczać, że pod koniec, kawy w filiżance nie było już w ogóle, natomiast wódka - i owszem. Tess wypytywał mnie o ceny w Polsce, więc mu mówiłem, ile co kosztuje, choć nie za bardzo byłem pewien, czy akurat nie przeszły one już do historii, bo podobno z miesiąca na miesiąc idą w górę. Przeliczałem oczywiście na funty, wtedy ten facet na wózku odezwał się mówiąc: - Piencz zloty k*** mać, dżiendobri dobrenocz. Skomplementowałem jego polski, pytając przy okazji, gdzie się nauczył. Odrzekł, że w więzieniu od współtowarzyszy niedoli, dodał przy tym, że zna zaledwie kilka słów, więc trudno nazywać to znajomością języka. Tess jak zwykle napomknął, że w Etiopii jest prawie sto języków i nawet mieszkańcy sąsiadujących ze sobą wiosek nie mogą się dogadać. Później zaczął się chwalić, że dwa tygodnie temu rzucił palenie, po czym wstał, pożegnał się i poszedł. Gość na wózku podjechał do stolika, przy którym siedziałem i zapytał, jak mam na imię, sam się też przedstawił - William. Z pochodzenia jest Irlandczykiem, a z zawodu… gangsterem. Zapytałem go czy uczciwym, co niesłychanie go rozbawiło. Dodałem, że jeśli uczciwie wykonuje swoją pracę, to zasługuje na uznanie. Dostał trzy lata za rabunek z pobiciem. Obrabował jakiegoś czarnego dilera z Harlesden i dotkliwie skopał. Wyszedł po ośmiu miesiącach. - Ale mam wrócić jak mi noga odrośnie - zażartował. To mówiąc próbował mi wlać do kawy trochę wódki. Musiałem, niestety odmówić, bo wybierałem się na konferencję prasową do hotelu Landmark na Marylebone i wypadało być raczej trzeźwym. Will nic nie musiał, więc pociągnął sobie z butelczyny ze dwa łyki i się rozpłakał. Nie udawał, bo łzy spływały mu po policzkach. Mówił, że powoli zaczyna do niego docierać utrata nogi. Skarżył się, że do końca życia skazany jest na wózek. Miał prawie 60 lat, a płakał jak dziecko. Próbowałem dodać mu otuchy mówiąc, że amputacja nogi nie jest powodem do radości, ale że zawsze trzeba sobie myśleć, że mogło być gorzej. Kolano się zachowało, więc wystarczy nawet nieskomplikowana proteza, a z czasem nabierze wprawy nikt nie pozna, że nie ma nogi. Pod warunkiem, że nie będzie

chodził w szortach, w których pojawił się w kawiarni. Will machnął z rezygnacją ręką, ale wtedy podałem mu przykład lekkoatlety, który stracił obie nogi, ma obecnie protezy i biega szybciej niż niejeden mistrz. Zaczął narzekać, że próbował chodzić o lasce, ale kompletnie mu to nie wychodzi, przewraca się. Powiedziałem mu, że tą laską, którą ma przy sobie, to może okładać dilerów podczas napadu, bo do podpierania się nie nadaje. Powinien załatwić sobie dwie laski, tzw. łokciowe i wtedy może śmigać, a do tego jeszcze protezę i po półrocznym treningu będzie mógł wrocić do gangsterki. Chyba udało mi się podnieść go na duchu, bo znów poweselał (chyba, że to zasługa Smirnoffa) i obiecał, że jak już zacznie chodzić, to razem napadniemy jakiegoś dilera i go obrabujemy. Trzymam go za słowo. *** Mam naprawdę poważne opory, kiedy przychodzi mi pisać o sąsiadce, ale nie mogę tego nie robić, skoro jest ona, właściwie to już immanentną częścią mojego życia. Ponadto, przez co najmniej dwa dni, wydawało mi się, że w jej życiu nastąpił jakiś przełom, ale oczywiście się myliłem. Psychika kobiet jest naprawdę czymś znacznie trudniejszym do zgłębienia, niż kwadratura koła, bądź zagadka ludzkiego bytu. Byłbym oczywiście niesprawiedliwy, gdybym uważał, że wszystkie panie są tak durnowate, jak moja sąsiadka, ale wiele z tych, które znam też potrafią zaskoczyć mnie i innych zupełnie irracjonalnym zachowaniem, zwłaszcza w kwestiach uczuciowych. Zresztą nie wiem, może się mylę, bo zadurzeni faceci, też robią różne głupoty, a to jakieś kwiatki kupują i prezenty, pod oknami wystają, a niektórzy to potrafią się nawet targnąć na własne życie. Ale do rzeczy… Jest wczesny wieczór, biorę lód z lodówki (bo niby, skąd mam brać), a po schodach idzie Viktoria. Smutna jak Polak po wypłacie. Chowała twarz, ale niepotrzebnie, bo wcale nie zamierzałem się jej przyglądać i szybko wśliznąłem się do pokoju. Tradycyjnie już przyłożyłem ucho do ściany, bo usłyszałem dzwonek telefonu. Rozmowa była krótka, a do tego niewiele słyszałem, bo miałem włączony telewizor. Domyśliłem się jednak, a raczej wyczułem, że rozmawiała ze swoim „boyfriendem”, czyli Benem. Pewnie zadzwonił, żeby natychmiast przyszła, bo mu się chce. Tym razem jednak nie miałem racji, bo właśnie akurat mu się nie chciało. I właśnie z tego powodu Viktoria przyszła do mnie, pytając czy może skorzystać z mojego telefonu, zapewniała mnie, że krótko. Powiedziałem, że może długo jeśli chce. Zadzwoniła do Bena, prosząc, żeby do

niej oddzwonił, ale on jakoś nie miał ochoty, więc spróbowała, jeszcze raz, a później jeszcze siedem razy, ale on już nie odbierał. Wysłała więc do niego kilka esemesów. Robiła to już u siebie, bo jej obecność przeszkadzała mi w pisaniu, więc delikatnie ją wyprosiłem. Przyszła, odniosła mi telefon. Minęło parę chwil, znów zapukała, znów telefon, znów do siebie, znów do mnie i tak kilka razy, już się nawet zacząłem zastanawiać, czy nie dać go jej w prezencie. Kolejnym i ostatnim razem, kiedy przyszła, wyglądała jak wiedźma z horroru, rozmazany makijaż, cała zapłakana. Pytam, co się stało, a ona, że Ben nie chce się z nią dzisiaj spotkać i ona podejrzewa, że spotyka się z inną kobietą, nawet wie, z którą. Powiedziałem jej wówczas mniej więcej tak, świadomie zresztą, zdając sobie sprawę, że z galanterią wobec dam nie ma to nic wspólnego: - Mądre kobiety kupują sobie wibratory. Dlaczego to robią? Bo wiedzą, że wibratory nie zdradzają, nie cierpią na impotencję, nie robią dzieci i zawsze są pod reką, poza tym nie biją, nie duszą i nie wyzywają, a do tego rozwijają wyobraźnię. Powinnaś o tym pomyśleć i twoje problemy znikną. Poza tym, Ben jest głupi, przeciętny i cuchnie wieloletnim nie myciem się. Sąsiadka mi na to, że oni nie kopulują przez cały czas, lecz rozmawiają, oglądają filmy w domu, albo chodzą do kina, czy pubu. Wspólne oglądanie filmów, też mi atrakcja. Ostatni raz byłem w kinie przynajmniej ćwierć wieku temu. Nienawidzę. Nie znoszę pokasływania, smarkania, chrząkania, odgłosów chrupania. Oglądam wyłącznie sam, bo nawet jedna osoba, choćby najbliższa dekoncentruje mnie samą swoją obecnością. Ale ad rem, Ben odpisał jej wreszcie: „Zależy mi na tobie, ale nie mogę znieść twojej zazdrości”. Viktoria uznała, że jest to z jego strony definitywne zakończenie znajomości. A jeszcze wczoraj obiecał, że nazajutrz zaprosi ją do restauracji, kupi jej jakieś ciuchy i coś tam jeszcze. W dalszej rozmowie okazało się jednak, że on tylko przełożył to wszystko o dwa dni. Postanowiłem rozpocząć kolejne szkolenie, tym razem temat kursu brzmiał: „Jak wykorzystywać facetów”…


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

12

poezja londyn

Niezawodny zawodowiec HARUSPICIUM Pięknie jest mieszkać we śnie na parterze   stopnie kwadrygi kamienne z cieniem się unoszą   W korytarzu sen owiewa na przestrzał pokoje a szlafrok matki wita się wylewnie   jak podomka na pokaz w czas wizyt w szpitalu   W dziecinnym spaniela głęboka w żalu po szczeniętach buda a na podłodze pod łóżkiem moneta się srebrzy    - „widzisz, brat mnie przyniósł, a ty mnie zgubiłeś” - tam kołyska siostry cała w pajęczynach ma układ z pająkiem bo się ciągle wstydzi swych powiązań z grobem   W stołowym stół pamięta wszystkie

świętych boże zgromadzenia półlegendy i zastawy ślubne w martwych przegubach gdzieś spod nóg dębowych ołowiane kroczą armie by bitwę  toczyć z mrówką faraona   W sypialni „Madonna z Sedii” z okiem na hrabiowskie łoże woli nie pamiętać dorosłej słabości czasu wymiany herbu na srebrniki   skrzydlata toaletka smukła jak na zdjęciach w drewnie i te jej szuflady   krakowski klubowy się wysunął z paczki i daremnie czeka   Śniąc już nie wiem widząc jaśniej   czy to drzwi biorą oddech czy sam tonę w dębinie   i jak rana w tym lesie dojrzewam

Soul - autor Tymoteusz Sułek

Z teki rysownika

autor: Jerzy Dębina

Nie tomik, a antologia Po co się budzić w środku nocy? Czy bycie obok drugiego człowieka przybliża nas do siebie? Czy brak kamieni milowych może ukamienować? Po co komu zapach drukarskiej farby?

W

iosną tego roku prezentowaliśmy emigracyjnych poetów podczas Światowego Dnia Poezji UNESCO w Warszawie. Po naszym wystąpieniu w muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza otrzymaliśmy propozycję publikacji antologii poezji emigracyjnej. Ma się ona ukazać pod egidą „Poezji dzisiaj”, firmuje więc to swoją osobą Aleksander Nawrocki. Jest to wielkie wyróżnienie i otwarcie szerokich wrót na przyszłość. Publikacja ujrzy światło dzienne wraz z obchodami Festiwalu Poezji Słowiańskiej (październik 2011). Antologia z greki oznacza „zbiór kwiatów”. Pierwsza antologia nosiła tytuł „Garland” (czyli wianek, girlanda). Zawarto tam około 50 autorów. Myślę, że podobna ilość powinna się znaleźć w obecnie tworzonej. By poznać piszących tu poetów organizujemy spotkania w Londynie i wyjeżdżamy na wieczorki poetyckie do innych miast. Zapraszamy ludzi do uczestnictwa poprzez osobiste kontakty, wyszukiwanie ich w różnych miejscach. Kultura tworzona jest poprzez szereg różnych działań. By uczestniczyć w jej rozwoju, każdy powinien dokładać swoje źdźbło do girlandy. Celem jest prezentacja poezji poza granicami UK, poznanie poetów pomiędzy sobą, dowartościowanie i dodanie wiary piszącym. Kto powinREKLAMA

ien być publikowany? Ten kto tworzy. Nie musi to być uznany już artysta. Jeśli efektem publikacji będzie rozwój pisania, jest to bardzo wiele. Nawet ludzie oddani poezji potrafią zamilknąć na bardzo długo, lub przestać pisać. I to nie ze względu na to, że nie mają nic do powiedzenia. Wiedząc jednak o tym, że ich słowa trafiają w próżnię, stają się głosem maniaka, lub kwitowane są złośliwością, kpiną lub pustką - zaprzestają poszukiwania dialogu. A tę rozmowę należy ocalić i pielęgnować. Ona jest ważna. Tworzy naszą tożsamość jakkolwiek byśmy to ukrywali. Szczególnie widoczne jest to na emigracji, gdzie pozbywając się własnego języka trafia się na obszar nieokreśloności siebie. Trudno mówić o założeniach komercyjnych. Wszystko robione jest przez miłośników twórczości. Mamy ich pewne grono. Należy to docenić, gdyż w obecnych czasach nie jest łatwo stać na szańcu sztuki. Ostrą rafą jest rozmowa na temat pieniędzy. Zarówno jeśli chodzi o wydawców, czytelników, poetów i ich rodziny. Jednak mimo wszystko należy tworzyć, publikować, organizować spotkania, wyjazdy, wieczorki. Wiąże się to zawsze z kosztami i znalezieniem czasu. Tak jest. Należy jednak kształtować swoją świadomość tego, co jest ważne w naszych działaniach. W ciągu ostatnich kilku miesięcy spotkałem wielu wspaniałych twór-

fot. „Ptak w klatce” - autor Paweł Niemczyk

Adam Siemieńczyk poezja@mail.com, 0 7939 965 569

ców. Zadziwiające jak cenne rzeczy mają w swoich umysłach i komputerach. Jest to niezmiernie pobudzające przebywać w obecności ich wierszy, obrazów, muzyki. Wrażliwości żyją. Energie wirują. Wystarczy dać im szansę. Zapraszam więc do przesyłania swoich wierszy. Jeśli znacie ludzi, którzy są na obczyźnie (nie tylko UK), piszą, a nie wychodzą obecnie na zewnątrz - dajcie im znak, że jest miejsce, gdzie należy się zwrócić. Spotkamy się z nimi, będziemy czytać ich wiersze, rozmawiać, poznawać z gronem przyjaciół. Czekam. Adam Siemieńczyk


13

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

Poradnik

„No win - no fee” bez tajemnic Zasada „Nie ma wygranej - nie ma opłat” może stać się dla ciebie, przysłowiową ostatnią deską ratunku, jeśli poniosłeś fizyczne lub finansowe szkody i chcesz ubiegać się o odszkodowanie, a nie posiadasz środków, by opłacić prawnika.

REKLAMA


15

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

Zdrowie

O

dżywianie jest jedną z podstawowych funkcji życiowych człowieka, jego rozwoju, zdrowia i sprawności fizycznej. To także swoiste źródło satysfakcji z zaspokajania, o czym najdobitniej świadczy produkcja i konsumpcja żywności, która towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Zdaniem specjalistów od żywienia, aby jeść zdrowo, należy unikać produktów mocno przetworzonych. Oznacza to, że potrawy pieczone i smażone, powinniśmy zastępować gotowanymi, najlepiej na parze. Ważna jest także systematyczność w jedzeniu. Optymalnie, powinniśmy dostarczać naszemu organizmowi pięć głównych posiłków dziennie, oczywiście w małych ilościach. Zasady zdrowego odżywiania po-

Jedzenie z głową Zdrowe odżywianie pomaga w utrzymywaniu optymalnej wagi ciała i wpływa pozytywnie na samopoczucie. Zmniejsza także ryzyko zachorowania na poważne choroby. winny być zaszczepiane już od najmłodszych lat, bowiem równowaga składników odżywczych prowadzi do prawidłowego rozwoju w wieku dziecięcym i okresie dojrzewania. Dodatkowo, zdrowe odżywianie dzieci jest jednym z najlepszych sposobów, do zasiania w nich poprawnych nawyków żywieniowych, które w przyszłości pozwolą zmniejszyć ryzyko pojawienia się wielu poważnych chorób. Warto pamiętać także, że zdrowe jedzenie wcale nie musi być drogie. Dieta oparta na owocach i warzywach, przy jednoczesnym unikaniu tłuszczu i po-

siłków obfitych w tzw. puste kalorie, pomoże podreperować nieco domowy budżet. Dietetycy uważają, że jednym z decydujących czynników w zdrowym odżywianiu są pory spożywania posiłków. Ważne jest także, co się je, bowiem niektóre produkty żywnościowe możemy spożywać o każdej porze dnia, a inne z kolei powinny widnieć w naszym menu tylko rano. Najważniejszym posiłkiem jest śniadanie, które dostarcza nam energii na cały dzień. Dobrze jest unikać jedzenia, na co najmniej 3 lub 4 godziny przed snem, tak aby organizm nie magazynował go w czasie nocnego wypoczynku. Brak przekąsek tuż przed zaśnięciem wpłynie też na jakość naszego snu, będzie on bowiem lżejszy i obudzimy się wypoczęci. W godzinach porannych, czyli od 7:00 do 12:00 można spożywać większość produktów, ponieważ organizm potrze-

buje energii i ma dużo czasu, aby mógł spalić spożyte kalorie. Po południu, czyli od godziny 12:00 do 17:00 powinno się przede wszystkim ograniczyć jedzenie produktów węglowodanowych tak, aby organizm mógł zająć się spalaniem zgromadzonego tłuszczu. Najważniejszy przy zdrowym żywieniu jest wieczór. Po godzinie 17:00 zaleca się jedzenie tylko owoców i warzyw (tych z niewielką ilością węglowodanów). Ponadto wskazane jest również spożywanie produktów białkowych, które wspomagają spalanie tłuszczu. (www.polemi.co.uk)

Krok po kroku Zdrowe odżywianie to nie drakońskie diety, ale rozsądne jedzenie pełnowartościowych produktów z umiarem. Sprowadza się ono do kilku prostych punktów: * dużo napojów Każdego dnia powinno się wypijać co najmniej 2 litry płynów najlepiej niesłodzonych, czyli wody mineralnej, herbatek ziołowych i naturalnych soków owocowych. * mięso Według specjalistów spożywanie mięsa tylko dwa razy w tygodniu powinno dostarczyć organizmowi niezbędnego zapotrzebowania na żelazo. Wyjątek stanowią oczywiście osoby wykonujące ciężkie prace fizyczne i cierpiące na schorzenia układu pokarmowego (dla nich dieta dobierana jest indywidualnie). * dużo warzyw i owoców Pięć porcji warzyw lub owoców dziennie. * ryby Co najmniej raz w tygodniu. * unikanie soli Sól wiąże wodę w organizmie. * zdrowe tłuszcze/oleje Zaleca się stosowanie tłuszczy i olejów pochodzenia roślinnego, bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe np. oliwa z oliwek.


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

16

strefa kobiet

Obroń się sama! Krótki kurs samoobrony, przygotowany przez zawodników Polskiego Klubu Sportów Walki z Bristolu - Dariusza Telusa (2 dan w kickboxingu) oraz Roberta Antosiaka (5 dan w jujitsu). Powróćmy do sytuacji, kiedy napastnik zaatakuje nas od przodu łapiąc za ubranie. Aby się uwolnić, należy lewą ręką chwycić za rękę agresora, a ręką prawą rozpocząć ucisk ręki napastnika skręcając ją w lewą stronę. Zastosowanie tej techniki sprawi, że agresor zostanie sprowadzony „do parteru”. Na ostatniej fotografii widać klasyczną „dźwignię na łokieć” i powalonego intruza. Słówko o trenerze Dariusz Telus swoją przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku 14 lat od nauki judo. W latach 19962004, po przeprowadzce z rodzimego Sławna do Szczecinka trafił pod skrzydła trenera Wojtka Hurki (2 dan-kyokushin karate) i zdobył 4 kyu uprawniające do walk w mistrzostwach Polski. Z tego okresu pochodzą zdobyte przez niego 2 medale i 3 puchary. Przez 2 lata trenował także kickboxing pod okiem wspaniałego zawodnika Tomasza Dziomby. Do Anglii przeprowadził się w roku 2004. Trzy lata później trafił do Bristolu, gdzie zdobył brązowy pas w karate tradycyjnym. W roku 2009 jako pierwszy Polak w MMA (Mixed Martial Arts -Mieszane sztuki walki) wystąpił podczas zawodów w klatce. Na swoim koncie ma także turnieje w Weston Super-Mare. Na jednym z nich, w listopadzie 2010 roku podczas mistrzostw Anglii i Walii południowej zdobył brązowy medal. Od stycznia 2010 prowadzi Polski Klub Sportów Walki w Bristolu.

REKLAMA

wykonuje kosmetyczka - wiza ystka

Chanel, YSL, Lancaster, Coty, Bourjois, TV-RTL-7. Obecnie zrzeszona w British Association

of Beauty Therapy & Cosmetology - BABTAC /Brytyjskie Stowarzyszenie Kosmetyczek i T

Dyplom uzyskany w 2000 roku w Niemczech. Doświadczenie na terenie Polski i Europy Zachodniej oraz w Kanadzie.

tel: 07534538789 tel: 07534538789

email: dorrisby@hotmail.com email: dorrisby@hotmail.com www.imagebydorota.co.uk www.imagebydorota.co.uk

Magiczna moc kąpieli Wakacje to przede wszystkim czas na odpoczynek, zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Niezależnie od tego, czy jesteś właśnie na upragnionym urlopie, czy dopiero na niego czekasz, nic nie stoi na przeszkodzie ku temu, byś zafundowała sobie wspaniałą kąpiel na miarę renomowanych ośrodków SPA.

W

śród zabiegów zalecanych przez ośrodki odnowy biologicznej odnalazły swoje miejsce tradycyjne metody pielęgnacji skóry, jak na przykład kąpiel mleczna z dodatkiem miodu, migdałów i otrębów. Gwarantuje ona ciału człowieka dogłębne odżywienie skóry, gdyż zawiera w sobie witaminy, sole mineralne oraz różne enzymy. Odczyn wody zmieszanej z miksturą mleczną wynosi 4,5 - 5,4 pH, więc odpowiada odczynowi skóry. Ponadto, występujące w kąpieli drobinki migdałów, miodu oraz otrębów, można wykorzystać do peelingu. W ten sposób skóra zostanie dokładnie oczyszczona z warstwy zrogowaciałej. Do głównych, zauważalnych efektów systematycznego korzystania z kąpieli mlecznej z miodem, migdałami i otrębami, można zaliczyć uelastycznienie skóry, wyleczenie trądziku, zanik szorstkiej skóry, zastopowanie powstawania nowych zmarszczek, odżywienie popękanej skóry, zwłaszcza na stopach, nadanie blasku włosom i ich wzmocnienie. Zrób to sam Jeśli ktoś dysponuje czasem w domu, to może przygotować sobie własną kąpiel mleczną. Do wykonania specjalnej mikstury, którą przelewamy do wanny z ciepłą wodą, potrzebne są: - 2 litry tłustego mleka, - 1 szklanka miodu scukrzonego, - 15 ml olejku migdałowego, - 2 łyżki drobno zmielonych migdałów, - 250 gram otrębów odpowiednio przygotowanych tzn. należy je ugotować w 3 litrach mleka, a następnie odcedzić przez ściereczkę. Podczas kąpieli resztki przygotowanego preparatu można położyć na gąbce do masażu i wetrzeć w skórę. Jest to doskonała metoda na naturalny peeling. Kąpiel powinna trwać około 45 minut, zalecane jest stworzenie sobie miłej atmosfery

podczas relaksu. A skoro już o tym mowa, to znakomity przykład kąpieli pomagającej uwolnić się od stresu, stanowi zabieg z użyciem pewnych magicznych ziół. Do jej przygotowania musisz najpierw przyrządzić napar z dwóch garści kwiatów lipy i po jednej garści kłącza tataraku, kwiatów wrzosu i lawendy. Drugi wariant zawiera po dwie garści kwiatów lipy, lawendy i macierzanki.

Do głównych, zauważalnych efektów systematycznego korzystania z kąpieli mlecznej z miodem, migdałami i otrębami, można zaliczyć uelastycznienie skóry, wyleczenie trądziku, zanik szorstkiej skóry, zastopowanie powstawania nowych zmarszczek, odżywienie popękanej skóry, zwłaszcza na stopach, nadanie blasku włosom i ich wzmocnienie. Cudowne właściwości lipy sprawdzają się także przy kąpieli odmładzającej, na którą oprócz jej kwiatów składa się także wywar z czterech garści przywrotnika i po jednej kwiatów rumianku, kasztanowca i liści ślazu dzikiego, a także przy zabiegu ułatwiającym zasypianie. Do przygotowania kąpieli „na dobranoc” potrzebne są dwie garści kwiatów rumianku i trzy kwiatów lipy. Z kolei pomysłem „na dzień dobry”, pod warunkiem, że mamy przed sobą kilka godzin wolnego, jest kąpiel pobudzająca i regenerująca z trzech garści lnicy pospolitej i babki lancetowatej oraz dwóch garści ziela nostrzyka. Zioła pod przykryciem parzymy lub gotujemy na małym ogniu średnio 20 minut.

Rozbudzić zmysły Kąpiel cynamonowa jest niezwykle aromatycznym rytuałem stworzonym specjalnie dla każdego, kto pragnie przyjemnie spędzić czas i jednocześnie odżywić skórę. Mieszanka cynamonowa dodawana do ciepłej wody zawiera suszone płatki świeżo zerwanych płatków kwiatów, suszone owoce, suszone zioła, wonne korzenie, sól morską, zmielony cynamon i olejki eteryczne. Stosowane w tradycyjnych aromatycznych mieszankach olejki i kompozycje zapachowe nie posiadają zazwyczaj właściwości odżywczych. Natomiast w mieszance cynamonowej stosowane są olejki eteryczne, które głęboko nawilżają oraz odżywiają skórę. Ponadto, mieszanka ta zawiera minerały i oligoelemnty, dlatego kąpiel w niej zalecana jest dla osób w każdym wieku. Kąpiel cynamonowa działa odprężająco, regeneruje skórę, pobudza krążenie, dezynfekuje, odświeża, relaksuje, łagodzi zmęczenie oraz stres. Piękny, niesamowicie aromatyczny zapach uwalniający się podczas kąpieli odpręża i koi zmysły. Dodatkowo około 15, 30-minutowa kąpiel ściąga rozszerzone pory skóry, ujędrnia ją, likwiduje na niej ropnie, wypryski oraz zapobiega plamom potrądzikowym. Po kąpieli zalecane jest nasmarowanie ciała cynamonowym olejkiem eterycznym, który przedłuży uczucie świeżości i pięknego zapachu. Zabiegiem dla pań ceniących sobie świeże zapachy, będzie natomiast kąpiel przygotowana z suszonych skórek pomarańczy, które należy zalać kilkoma łyżkami oliwy z oliwek i pozostawić pod przykryciem na około 30 minut. Miksturę wlewamy do wanny z ciepłą wodą i delektujemy się kąpielą przez kolejne 15 minut. Większość specyfików do przeprowadzania aromatycznych kąpieli w domowym zaciszu bez problemu możesz zakupić w salonach kosmetycznych, posiadających w swej ofercie zabiegi SPA. Z pomocą przychodzą również wszechobecne na rynku drogerie. Zawsze możesz również pokusić się o własnoręczne ususzenie ziół, czy kwiatowych płatków. To ma być twoja kąpiel, więc przygotuj ją tak, aby dostarczyła ci jak najwięcej radości. (db)


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

18

Kultura

Jazzowy sierpień fot. Zespół Balkanatics - www.myspace.com/balkanatics

Obok tradycyjnych już występów takich zespołów, jak Big Band Williego Garnetta czy Denmark Street w sierpniu na scenie Jazz Café POSK zaprezentują się także muzycy oscylujący wokół klimatów ethno.

M

owa o Balkanatics, zespół którzy tworzą profesjonalni brytyjscy i wschodnioeuropejscy muzycy, prezentujący własną, unikalną wersję jazzu bałkańskiego, opartą na charakterystycznym dla tego regionu pulsującym rytmie z towarzyszeniem

rozbudowanej sekcji instrumentów dętych. Wystąpią oni już 6 sierpnia o godzinie 20:30. Wstęp to tylko 6 funtów. Tydzień później, na deskach Jazz Café POSK pojawi się formacja Torus. Powstała ona w latach 80. ubiegłego stulecia, skupiając wokół siebie śmietankę ówczesnych muzyków jazzowych. W skład oryginalnej grupy weszli: saksofonista Gary Plumley, pianista Pete Jacobsen, basista Mick Sexton i perkusista Trevor Taylor. Z inicjatywy Sextona, zespół zdecydował się wznowić swą działalność w roku 2011, prezentując swoją muzykę w czołowych brytyjskich klubach opartą o kompozycje takich gwiazd, jak Chick Corea, Keith Jarett oraz Steps Ahead. Sobota 13.08. godz. 20:30, wstęp - £5 Śpiewająca dentyska, tak można określić Kamilę, która na co dzień jest stomatologiem, a swoją każdą wolną chwilę poświęca na doskonalenie się jako wokalistki jazzowej.

Urodzona w Hamburgu w polskiej rodzinie ma za sobą wiele udanych koncertów zarówno w klubach Europy, jak i w Wielkiej Brytanii. Na swój drugi już z kolei recital w Jazz Café POSK artystka przygotowała specjalny repertuar oparty na znanych i popularnych standartach jazzowych. Sobota 20.08. godz. 20:30, wstęp - £5 Ostatni piątek miesiąca, tradycyjnie w Jazz Café POSK zarezerwowany jest dla jednego z najlepszych londyńskich big bandów, kierowanego przez weterana jazzowego, saksofonistę Williego Garneta, którego kariera muzyczna trwa już ponad 50 lat. Brawurowo wykonany program okrasi swym głosem, znakomita wokalistka Leslie Christiane. Piątek 26.08. godz. 20:30, wstęp - £5 gdzie: Jazz Café POSK 238-246 King Street, Londyn, W6 0RF info: www.jazzcafeposk.co.uk

Kartka z kalendarza 3 sierpnia 1778 roku Operą Salieriego „L’Europa riconosciuta”, zainaugurowano działalność teatru La Scala w Mediolanie. Teatro alla Scala to najsłynniejsza scena operowa w Mediolanie i we Włoszech, a także jedna z najsłynniejszych na świecie. Jego nazwa pochodzi od nazwiska księżnej Beatrycze Reginy della Scala, żony księcia Bernabo Viscontiego, fundatora kościoła Santa Maria alla Scala zbudowanego w XIV wieku, który stał niegdyś na placu budowy nowego gmachu opery. Teatr ten zaprojektował w latach 1776-1778 architekt Giuseppe Piermarini. Na podstawie jego planów, w ciągu zaledwie dwóch lat powstał gmach z klasycystyczną fasadą i piękną widownią. W teatrze mieściło się ponad 3000 widzów, iluminowany był tysiącem świec, posiadał 5 wieńców lóż, z których każda była inna. Wiele włoskich oper powstało z przeznaczeniem do wykonania właśnie na tej scenie. Były to między innymi „Turek we Włoszech” Rossiniego, „Norma” Belliniego, „Lucrezia Borgia” Donizettiego, „Madame

fot. Wikipedia

Butterfly” i „Turandot” Pucciniego, „Mefistofeles” Arrigo Boito czy „Nabucco”, „Otello” i „Falstaff” Giuseppe Verdiego. W latach 2000-2004 przeprowadzono prace renowacyjne pod nadzorem Maria Botty, całość kosztowała 61,5 milionów euro. W czasie tych prac wzniesiono wysoką na 38 metrów wieżę sięgającą dodatkowo 16 metrów w głąb, a także dobudówkę w kształcie elipsy. 7 grudnia 2004 roku odbył się wieczór galowy zorganizowany z okazji ponownego otwarcia gmachu po zakończeniu prac renowacyjnych, w gali wzięło udział 2 tysiące osób, które nierzadko płaciły ponad 2 tysiące euro za bilet.


19

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

kultura

Ruszył pełną parą Począwszy od dnia dzisiejszego, czyli 2 sierpnia, aż do 25 września mieszkańcy Glasgow, Edynburga i okolic mogą brać udział w niezwykłym wydarzeniu kulturalnym, jakim bez dwóch zdań jest „Play Poland Film Festival”. w Polish Art Europe, organizacji non-

-profit promującej polską kulturę i sztukę na Wyspach, Mateusz Jarża. Wydarzenia festiwalowe w Szkocji zainauguruje projekcja filmu Jana Kidawy-Błońskiego „Różyczka” (2 sierpnia w Glasgow i 11 sierpnia w Edynburgu). Program święta polskiego kina w Szkocji dopełni projekt „Filmowa Góra”, w ramach którego widzowie festiwalu mogą wziąć udział w przeglądzie najlepszych polskich form krótkometrażowych. Każda z 7 kategorii tematycznych projektu będzie obejmować docenione w Polsce i za granicą obrazy przedstawicieli polskiego kina niezależnego ostatnich pięciu lat. Przysłowiowy „gwoźdź” programu stanowi cykl wy-

staw polskiego plakatu filmowego, zorganizowany w przekroju tematycznym i monograficznym. Festiwalowi goście mają możliwość obejrzenia prac rodzimych twórców, które powstały dla filmów węgierskich, „enerdowskich” czy amerykańskich, ale także w perspektywie monograficznej plakaty Jakuba Erola i Mieczysława Wasilewskiego. Wśród wystawianych plakacistów nie sposób pominąć tak znaczących nazwisk, jak: Pągowski, Majewski, Młodożeniec, Świerzy, Neugebauer, Eidrigevicius i wielu innych. Po blisko dwumiesięcznym pobycie w Szkocji, „Play Poland Film Festival” wyruszy w dalszą podróż przez Wyspy. W sierpniu i wrześniu odwiedzi Birmingham, we wrześniu Belfast, w październiku oraz listopadzie Oxford, a od września do grudnia Liverpool, by tam się ostatecznie zakończyć. Więcej informacji na temat programu imprezy, miejsc emisji filmów i dostępności biletów, na stronie festiwalu: www.playpoland.org.pl.

„Jest sprawa” piątek 05.08. godz. 23:15, TVP 2 Wieś Piaski na Pomorzu. Tysiące hektarów ziemi leży odłogiem, większość mieszkańców jest bez pracy i próbuje jakoś przeżyć, stosując zasady handlu wymiennego, w którym najistotniejszym towarem są ryby nielegalnie łowione w pobliskim jeziorze. Wójt gminy Piaski jest bezradny wobec tej sytuacji, a do tego jeszcze musi się przygotować na przyjęcie delegacji z niemieckiego okręgu Wielens-

dorf, która ma przybyć w ramach nawiązywania unijnej przyjaźni i współpracy. Z tego też powodu zjawia się we wsi wiceminister…

„Pograbek” niedziela 07.08. godz. 23:35, TVP 2 Opowieść o ociężałym umysłowo mężczyźnie żyjącym z pochówku koni i ludzi oraz kulawej dziewczynie zwanej Kuśtyczką. Mimo biedy i krzywd doznanych od losu, ich związek jest udany. Do pełni szczęścia brakuje obojgu tylko dziecka. Podejrzewając bezpłodność partnera, Kuśtyczka zbiera pieniądze na kupno niemowlęcia od ciężarnej sąsiadki. Ta jednak wycofuje się z umowy. Wówczas Pograbek proponuje partnerce, by skorzystała z usług

kowala Materki, miejscowego casanowy. Chwilowe zejście się Kuśtyczki z Materką przedłuża się…

Ruiny szkockiej świetności

Katedra St. Andrews, a raczej to, co po niej zostało, znajduje się na północnym obrzeżu miasta o tej samej nazwie. Mimo że swoje lata świetności ma już dawno za sobą, kiedyś była to największa i najbardziej spektakularna katedra w Szkocji.

P

oczątki katedry datuje się na XII wiek. W jeszcze wcześniejszym okresie powstały legendy opowiadające o relikwiach świętego Andrzeja, które spoczywały w greckim Patras. Mieszkający w tamtejszym klasztorze mnich miał ponoć sen, w którym Konstantyn Wielki przniósł owe relikwie do Konstantynopola. Regulus wiedziony wskazówkami anioła, który kazał

mu

ukryć szczątki świętego Andrzeja na krańcu świata ruszył z nimi w kierunku północy. Statek mnicha rozbił się po drodze nieopodal szkockiego miasteczka Kilrymont. Później owo miasto zmieniło swą nazwę na St. Andrews. W 1144 roku, w jego murach nową siedzibę urządzili sobie mnisi Augustynianie, którzy zajęli miejscowy kościół świętego Regulusa. Budynek ten okazał się jednak zbyt mały dla pobożnych braci i od roku 1158

rozpoczęły się prace nad budową stosownej katedry. Rozwój świątyni trwał spokojnie przez 100 lat. W 1270 roku w wyniku gwałtownej nawałnicy przechodzącej nad miastem runęła zachodnia część katedry. Wkrótce ją odbudowano. W 1378 roku kolejną część budynku strawił pożar, a w 1409 roku za sprawą burzy runęła południowa nawa poprzeczna. Ostateczny kres katedry St. Andrews przyniosła reformacja z 1559 roku. 11 czerwca John Knox wygłosił kazanie w kościele parafialnym w St. Andrews, które wywołało takie poruszenie, że słucha-

jący go tłum ruszył w stronę katedry i splądrował ją doszczętnie. Kilka dni później zakon przestał działać, a okupujący go biskupi zostali zmuszeni do opuszczenia miasta. St. Andrews jest także siedzibą najstarszego w Szkocji uniwersytetu i posiada jedne z najstarszych pól golfowych na świecie. Na jego terenie zachował się także średniowieczny układ ulic - najbliżej morza biegnie North Street, a z zachodu na wschód ku ruinom gotyckiej katedry Market Street oraz South Street. Będąc w mieście warto zahaczyć o St. Andrews Castle, czyli kolejne ruiny, ale tym razem dawnej fortecy. Zamek z trzech stron otacza morze, a z czwartej dostępu doń broni fosa. Forteca założona została w 1200 roku i przez kolejne stulecia była rozbudowywana. (www.polemi.co.uk)

Zadzwońcie do nas pod numer 0784 606 2331 lub napiszcie na adres thepolishobserver@myownmedia.co.uk, aby poinformować o organizowanych przez was imprezach i wydarzeniach

fot. Wikipedia

fot. www.playpoland.org.pl

P

odczas trwania imprezy zarówno polscy, jak i brytyjscy kinomani mają niepowtarzalną okazję, do zapoznania się z licznie nagradzanymi rodzimymi produkcjami pełno i krótkometrażowymi z ostatnich lat. „Play Poland Film Festival to pierwsze w historii, tak pokaźne przedsięwzięcie promujące polskie kino na Wyspach. Przed przystąpieniem do jego realizacji przeprowadziliśmy badanie mierzące zainteresowanie polskim kinem oraz projektem festiwalowym z nim związanym. Okazało się, że ponad 95 procent ankietowanych uważa, że ciągle zbyt mało polskich filmów można obejrzeć w Wielkiej Brytanii. Wierzymy, że festiwal Play Poland w dużym stopniu przyczyni się do zmiany tej sytuacji na lepsze i otworzy drogę polskim twórcom filmowym do częstszej obecności na Wyspach” - komentuje szef festiwalu, a zarazem dyrektor

Nie przegap


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

20

kultura

Poezja pod ziemią Były filmy, były przedstawienia teatralne, ale na tym polskie bogactwo kulturowe się przecież nie kończy. Po spektaklach Teatru Wiczy, przychodzi czas na „Wiersze w Metrze”.

P

rojekt ten, stanowi kolejną artystyczną odsłonę Kraju nad Wisłą, zorganizowaną w ramach Przewodnictwa Polski w Unii Europejskiej. Kampania ta powstała z inicjatywy Instytutu Książki w Warszawie oraz British Council.

Inspiracją dla „Wierszy w Metrze” były podobne projekty, które pojawiły się już na terenie Dublina, Paryża, Nowego Jorku, Barcelony, Sztokholmu, czy Moskwy, a przede wszystkim Londynie, gdzie w roku 1986 zainicjowano słynne już, cykliczne „Poems on the Underground”. Polska poezja współczesna pojawi się w tym samym czasie w Paryżu, Madrycie, Kijowie, Pekinie, Tokio, Brukseli i Luksemburgu. W każdym z tych miast towarzyszyć jej będą liczne spotkania autorskie, happeningi, konkursy haiku, czy warsztaty slamowe dla młodzieży. Londyńską odsłonę „Wierszy w Metrze” zainauguruje 8 sierpnia spotkanie autorskie z Agnieszką Wolny-Hamkało oraz Piotrem

Sommerem, prowadzone przez poetę brytyjskiego Marka Forda w Ambasadzie Polskiej w Londynie (47 Portland Place, Londyn W1B 1JH). Poza pociągami stołecznego metra, polską poezję będzie można zobaczyć także w przestrzeni publicznej na terenie Regents Park. W ramach projektu, odbędzie się także festiwal poetów performerów „Spoke’n’Word” z polskimi i brytyjskimi twórcami, zorganizowany we współpracy z Apples & Snakes. Cała impreza potrwa do 22 sierpnia. info: www.culture.pl www.applesandsnakes.co.uk

Filmy

„Super 8” (kino)

fot. Wikipedia

Premiera 5 sierpnia. Latem 1979 roku, grupa nastolatków z małego miasteczka w Ohio kręci amatorski film na taśmie 8 mm. Są świadkami katastrofy kolejowej i podejrzewają, że nie była ona przypadkowa. Wkrótce potem w mieście mają miejsce niezwykłe zjawiska, a miejscowy szeryf próbuje odkryć prawdę - coś bardziej przerażającego, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

„127 Hours” (DVD)

Książka

„Błękitne niebo i czarne oliwki” John Humphrys

Warto posłuchać

„Był styczeń 2006 roku. W ciągu sześciu tygodni stałem się właścicielem placu budowy, dwóch hektarów zalesionego stoku, ruin domku na plaży,

„A State of Trance 500”

uroczego gaju cytrynowego i Bóg raczy wiedzieć ilu pradawnych drzew oliwnych. Minęło lato, potem kilka lat, a plac budowy pozostał tym, czym był - placem budowy. Ta książka opowiada historię tego okresu i zawiera również wersję wydarzeń Christophera, a także jego własne spostrzeżenia na temat zamieszkiwania przez cudzoziemca jednego z najbardziej zaciekle patriotycznych i przesiąkniętych tradycją krajów. Tym z nas, którzy spędzili kiedyś w Grecji wakacje, może się wydawać, że coś na ten temat wiedzą. Jak odkryłem na własnej skórze po kilku latach - większość z nas nie ma o tym najmniejszego pojęcia.”

TOP 10 Radia ORŁA.fm Lista Przebojów wydanie 188 (30.07.2011) 1. David Guetta, Nicki Minaj, Flo Rida - Where Them Girls At 2. Adele - Rolling In The Deep 3. Katy Perry - Last Friday Night 4. Blue - I Can 5. Ed Sheeran - The A Team 6. Take That - Love Love 7. Rihanna - California King Bed 8. Beyonce - Best Thing I Never Had 9. Lady GaGa - The Edge Of Glory 10. Lil Wayne - How To Love

10 lat, 15 milionów słuchaczy i 500 epizodów. Armin Van Buuren świętuje okrągły jubileusz swojej najpopularniejszej muzycznej audycji radiowej na świecie - „A State Of Trance”. Z tej okazji przygotowano specjalne wydawnictwo zmiksowane przez najpopularniejsze gwiazdy muzyki klubowej - pięć płyt, 400 minut i 68 utworów. I wszystko jasne.

Ostatni film Danny’ego Boyle’a, wyróżnionego Oscarem za „Slumdog. Milioner z ulicy” już jest dostępny na płytach. Ekranizacja książki Arona Ralstona, przedstawia dramatyczne przeżycia młodego alpinisty, który podczas samotnej wędrówki zostaje uwięziony w rozpadlinie skalnej w niedostępnych górach Utah i jest zmuszony do desperackiej walki o przetrwanie.

„Mr. Popper’s Penguins” (kino) Premiera 5 sierpnia. Komedia rodzinna z Jimem Carreyem w roli biznesmena, który dziedziczy sześć pingwinów i zmuszony zostaje przekształcić swój luksusowy apartament w… zaśnieżoną arktyczną atrakcję. Z czasem przyzwyczaja się on do swoich nielotnych braci. Do tego stopnia, że przygotowywanie siedmiu porcji sushi w wielgachnych rękawiczkach, sprawia mu wielką przyjemność.

„Arrows And Anchors” Fair To Midland

Fair To Midland powraca z nowym, długo oczekiwanym albumem, nad którym czuwał Joe Barresi. Ten zespół to jedno z największych objawień amerykańskiej alternatywnej sceny muzycznej, a ich twórczość odznacza się niezwykłą dynamiką brzmienia, charakterystyczną dla Tool, King Crimson czy Mars Volty. Siła grupy to także ich żywiołowe koncerty.


21

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

sport

Chce zachować tytuł

K

to zwycięży na ringu w Londynie - zawodowy mistrz Europy, czy mistrz olimpijski z Pekinu? 17 września na gali w brytyjskiej stolicy, polski pięściarz Piotr Wilczewski, będzie bronił tytułu mistrza Europy w wadze superśredniej. Będzie to drugi pojedynek Polaka poza granicami kraju. Tytuł zamierza mu odebrać Brytyjczyk, James De Gale, mistrz olimpijski z Pekinu. W ubiegłym tygodniu obaj bokserzy stanęli oko w oko, w londyńskim hotelu Landmark. Gdyby nie wątpliwości, co do trzech punktów kontraktu, które miał promotor De Gale’a, Frank Warren oraz porażka Brytyjczyka z Georgiem Grovesem, pojedynek odbyłby się już 9 lipca. Wszystko wskazywało na to, że to właśnie Groves będzie przeciwnikiem Polaka, ale federacja European Boxing Union, pomimo porażki Brytyjczyka zezwoliła na pojedynek o mistrzowski pas z Polakiem. W sali konferencyjnej hotelu Landmark, na londyńskim Marylebone, odbyło się spotkanie dla prasy, w którym wzięli udział obaj pretendenci do mistrzowskiego pasa. Zainteresowanie pojedynkiem jest bardzo duże, o czym świadczył fakt, iż byli tam obecni dziennikarze sportowi wszystkich liczących się tytułów prasowych, nie tylko „branżowych”. Atmosfera spotkania obu pięściarzy znacznie odbiegała od tych, jaką zazwyczaj mamy okazję obserwować najczęściej, obyło się bowiem bez agresywnych wycieczek, kpin prowokacji. Zarówno De Gale, jak i Wilczewski odnosili się do

080711_150.8x172.5_TTX_OBSERVER_03700410037_pl.ai 1 08/07/2011 11:53:12

REKLAMA

siebie z szacunkiem, podkreślając zasługi przeciwnika. - Jestem bardzo szczęśliwy, że otrzymałem zgodę na walkę z Piotrem. Ma to dla mnie wielkie znaczenie, bo będzie to moje pierwsze starcie po porażce i to w dodatku z tak wielkim przeciwnikiem. Wprawdzie, moim zdaniem przegrana z Grovesem była niesłuszna, ale nie chcę już wracać do przeszłości, bo teraz najważniejsza jest dla mnie przyszłość, a przede wszystkim walka z Polakiem i odebranie mu tytułu mistrza Europy - mówił De Gale i dodał: - Mój przeciwnik, Piotr Wilczewski jest zawodnikiem twardym i niebezpiecznym. Jego dorobek jest naprawdę imponujący, szacunek budzi również jego pozycja w rankingu. To dla mnie wielkie wyzwanie. Ponadto Wilczewski jest znacznie lepszy od Grovesa, więc czeka mnie ciężka przeprawa, ale postaram się udowodnić, że to ja jestem najlepszy. W podobnym tonie wyrażał się o swoim rywalu Piotr Wilczewski, zaznaczając jednak, że interesuje go wyłącznie obrona tytułu. - Mój przeciwnik jest pięściarzem wybitnym, o czym świadczy chociażby fakt, że jest złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. To, że walka odbędzie się w Londynie, nie deprymuje mnie, a wręcz przeciwnie, będę się tu czuł jak u siebie, bo jak wiadomo mieszka tu wielu Polaków i kto wie, czy polskich kibiców nie będzie tu więcej niż brytyjskich. Mojemu rywalowi mogę powiedzieć jedynie tyle, że musi być przygotowany na prawdziwą wojnę w ringu. (jj) C

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K

Kraków i Warszawa górą W

kolejnej fazie rozgrywek Ligi Mistrzów, Wisła Kraków pokonała bułgarski Liteks Łowecz, choć polskim kibicom cierpła skóra, bo Bułgarzy nie odpuszczali. Mecz w wykonaniu Wisły, w którym zabrakło Patryka Małeckiego (ostatnia kontuzja okazała się groźniejsza, niż początkowo sądzono) nie był zbyt efektowny. Gospodarze spotkania, poprzeczkę postawili bardzo wysoko. Mocno atakowali, a liczba stałych fragmentów gry, jakie wykonał zespół przeciwników, była imponująca. Jednak nie potrafili oni zamienić ich na bramki. Wisła zaś wykorzystała dwie ze swoich, zdecydowanie mniej licznych, okazji i strzeliła dwa gole na wyjeździe, przy jednej ze strony Bułgarów.

Fanom piłki nożnej nie trzeba tłumaczyć, jaka to ważna zaliczka przed rewanżem, który odbędzie się już 3 sierpnia w Krakowie. Znakomicie zaprezentowała się Legia, która na wyjeździe zagrała z czwartym zespołem ligi tureckiej - Gaziantepsporem. W 51. minucie tego pasjonującego pojedynku Danijel Ljuboja podał dokładnie do Miroslava Radovicia, a ten znalazł się sam przed bramkarzem rywali i uderzył tuż obok niego dając Legionistom niespodziewane prowadzenie. Później zdecydowanie dominowali gospodarze, ale znakomicie spisywał się bramkarz Legii - Wojciech Skaba. W 70. minucie popełnił błąd wybijając za krótko piłkę i

przejęli ją rywale, ale ostatecznie skończyło się tylko na strachu. Do końcowego gwizdka już niemal cały czas utrzymywali się przy piłce zawodnicy tureccy, ale nie przełożyło się to na konkretne sytuacje pod bramką gości. Dodajmy, że warunki były mocno niesprzyjające - spotkanie toczyło się w 36-stopniowym upale. Rewanż 4 sierpnia w Warszawie. Śląsk Wrocław jako jedyny z trójki polskich zespołów grał na własnym boisku. Przeciwnikiem był Lokomotiv Sofia. Wrocławscy piłkarze od początku dominowali na boisku. W 6. minucie spotkania w dwójkowej akcji, Sebastian Mila i Piotr Ćwielong wpadli w pole karne Lokomoti-

vu, ale zabrakło koncepcji i precyzji w rozegraniu ataku. Kilka minut później przed szansą stanął Piotr Celeban, ale jego uderzenie wybronił bramkarz Lokomotivu. W drugiej połowie na boisku pojawił się bohater meczu z Dundee United - Johan Voskamp. Jednak niemoc strzelecka Śląska trwała nadal. W 51. minucie po podaniu Waldemara Soboty, do pustej bramki piłki nie wpakował Ćwielong. Kilka minut później, ten sam zawodnik, powtórnie znalazł się w znakomitej sytuacji. Kiedy stanął sam na sam z bramkarzem, zdecydował się na podanie, które zakończyło akcję gospodarzy. Strzałów z dystansu próbowali Mila i Sebastian Dudek, ale nieskutecznie. W Bułgarii może być ciężko. (jj)

THE POLISH OBSERVER | My Own Media Ltd. | The Old Fire Station | 140 Tabernacle Street | London (UK), EC2A 4SD | Tel. 020 7300 7321 | EDITOR-IN-CHIEF: Janusz Młynarski, j.mlynarski@thepolishobserver.co.uk | CONTENTS: Anna Sobusiak, anna@thepolishobserver.co.uk; | DTP: Sylwia Boczek | ADVERTISING: Patrycja Strąk – Sales Manager; Larisa Arama - Sales Executive; Tel. 020 7300 7320 Mobile: 078 4606 2331 Fax: 020 7253 2306 Email: sales@myownmedia.co.uk | Advertiser and advertising agency assume liability for all content (including text representation, illustrations, and photographs) of advertisements printed or posted, and also assume responsibility for any claims arising there from made against the publisher | DISTRIBUTION: distribution@myownmedia.co.uk | PRINTING PRESS: NEWSFAX LTD Unit 7, Beam Reach Business Park, Consul Avenue, Rainham, RM13 GJ (London) Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, redagowania i publikowania na naszych łamach nadesłanych materiałów. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych | Closing date: 31.07.2011.

fot. Wojciech Skaba - Wikipedia

Dwie z trzech polskich drużyn występujących w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europejskiej, mają szansę przejść do następnej fazy rozgrywek. Mowa tu o Wiśle i Legii, które wygrały swoje ostatnie spotkania na wyjeździe. Gorzej jest ze Śląskiem Wrocław, któremu nie udało się zwyciężyć na własnym stadionie.


Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

22

rozrywka

Quizzes Shapes and colours 1) What shape is a football? A - A sphere B - A cube C - A pyramid D - A cone 2) The Pentagon is the US defence building in Washington, but how many sides does the building have? A-3 B-4 C-5 D-6 3) Inside a square there are 4 ___________ angles. A - correct B - right C - wrong D - left 4) Which of the following shapes has three sides? A - A triangle B - A circle C - A square D - A rectangle 5) What do we call the line from the centre to the edge of a circle? A - The circumference B - The diameter C - The radius D - A line 6) In many games we throw a dice (a six sided object), but what shape is it? A - A cube B - A sphere C - A square D - A pyramid

Sudoku

Ambasada RP w Wielkiej Brytanii

7) If we don’t do anything to stop climate change, something really bad will happen. For me, __________. A - it’s a white-knuckle ride B - it’s black and white C - it’s like a red rag to a bull D - it’s as good as gold 8) She’s easily scared. Just show her a spider and she’s guaranteed to turn ___________. A - as good as gold B - as white as a sheet C - red-handed D - like a red rag to a bull 9) After the party I took some friends back to the office and borrowed some of my boss’s champagne. The trouble was, he was still working in the next room. He caught me __________. A - as good as gold B - worth my weight in gold C - in a white-knuckle ride D - red-handed 10) I think clocks are very useful. In fact, they’re ______________. A - worth their weight in gold B - as good as gold C - a heart of gold D - a white-knuckle ride 11) After he received an award, the Teacher celebrated a lot. He really ____________! A - dyed the town red B - painted the town gold C - painted the town red D - dyed the city white

47 Portland Place Londyn WIB IJH Tel.: 087 0774 2700 Fax: 0207 2913 576 polishembassy.org.uk

Konsulat Generalny w Londynie 73 New Cavendish Street Londyn WIW 6LS Tel.: 087 0774 2800, 020 7291 3900 Fax: 020 7323 2320 polishconsulate.co.uk

Konsulat Generalny w Edynburgu 2 Kinnear Road EH3 5PE Edinburgh SCOTLAND Tel.: 013 1552 0301 Fax: 013 1552 1086 polishconsulate.org

Konsulat Generalny w Manchesterze

14th floor, Rodwell Tower 111 Piccadilly M1 2HY, Manchester Tel.: 016 1245 4130 Faks: 016 1236 8709 manchesterkg.polemb.net

Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Londynie 15 Devonshire Street Londyn WIG 7AP Tel.: 020 7580 5481 Fax: 020 7323 0195 polishemb-trade.co.uk

Answers: 1 - A, 2 - C, 3 - B, 4 - A, 5 - C, 6 - A, 7 - B, 8 - B, 9 - D, 10 - A, 11 - C. www.bbc.co.uk

Instytut Kultury Polskiej

Kuchnie świata - Grecja

Dolmades SKŁADNIKI Wersja pierwsza: * 150 g marynowanych liści winogron * 250 g posiekanego mięsa jagnięcego * 150 g ryżu * sól, pieprz Wersja druga: * 150 g marynowanych liści winogron * 150 g ryżu * sól, pieprz, cebula, czosnek, orzeszki piniowe albo rodzynki PRZYGOTOWANIE Liście winogron opłukać w zimnej wodzie, jeśli nie są wystarczająco miękkie należy sparzyć je wrzątkiem. Mięso wraz z ryżem i przyprawami wymieszać w salaterce. W wersji drugiej, zamiast mięsa dodajemy posiekaną cebulę, czosnek oraz orzeszki piniowe lub rodzynki. Greckie Dolmades przygotowujemy identycznie, jak polskie gołąbki, zawijając nadzienie w liście. Przygotowane Dolmades układamy warstwami w dużym garnku, nakrywamy od góry talerzem i gotujemy na wolnym ogniu około 45 minut. Podajemy z sosem na przykład oliwkowo-cytrynowym. Smacznego!

Ważne adresy

Humour A lorry driver breaks down on the M6 with a cargo of live monkeys on board, bound for Chester Zoo. They need to be delivered by 9:00 am and the driver fears he will get the sack if they don’t get there on time. He decides to try and thumb a lift for his monkeys and eventually an Irish lorry driver pulls over. “Where are you going ?” - asks the Irish chap. “Do us a favor mate and take these to Chester Zoo for me” - says the driver - “and here’s a hundred quid for your troubles”. “Happy days” - says the Irish fella, loads the monkeys onto his truck and gets on his way. The lorry driver goes about trying to fix his truck and is there for a good few hours when he notices the Irish fella coming back down the motorway, still with all the chimps on board! Panicking, he flags him down again. “What are you playing at?” - he fumes - “I told you to take them to Chester Zoo!” “I did!” - says the Irish fella - “but the-

re’s still fifty quid left so now we are going to Alton Towers. *** Wife was making a breakfast of fried eggs for her husband. Suddenly her husband burst into the kitchen. “Careful… CAREFUL! Put in some more butter! Oh my GOD! You’re cooking too many at once. TOO MANY! Turn them! TURN THEM NOW! We need more butter. Oh my GOD! WHERE are we going to get MORE BUTTER? They’re going to STICK! Careful… CAREFUL! I said be CAREFUL! You NEVER listen to me when you’re cooking! Never! Turn them! Hurry up! Are you CRAZY? Have you LOST your mind? Don’t forget to salt them. You know you always forget to salt them. Use the salt. USE THE SALT! THE SALT!” The wife stared at him - “What the hell is wrong with you? You think I don’t know how to fry a couple of eggs?” The husband calmly replied - “I wanted to show you what it feels like when I’m driving with you in the car”.

52-53 Poland Street Londyn W1F 7LX Tel.: 020 3206 2004 Fax: 020 7434 0139 polishculture.org.uk

Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny 238-246 King Street Londyn W6 0RF Recepcja: 020 8741 1940 Sekretariat: 020 8742 6411 Fax: 020 8746 3798 posk.org

Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii 240 King Street Hammersmith Londyn W6 0RF Tel.: 020 8741 1606 Fax: 020 8741 5767 zpwb.org.uk

Polska Misja Katolicka w Anglii i Walii 2 Devonia Road, Islington, London N1 8JJ Tel.: 020 7226 3439 Fax: 020 7704 7668 polishcatholicmission.org.uk


23

Nr 30(113) / 2 - 29 August 2011

Ogłoszenia

Zamieść ogłoszenie drobne na www.thepolishobserver.co.uk, a te niekomercyjne ukażą się również w The Polish Observer

Praca - Zatrudnię Poszukujemy wykwalifikowanych rzeźników, z natychmiastową możliwością rozpoczęcia pracy. Stawka godzinowa £9 za godzinę £12.80 za nadgodziny, 45 – 50 godzin tygodniowo. Zadzwoń 02380 630655 albo 07900 565 747 (W przypadku nieznajomości języka angielskiego proszę kierować wiadomości na powyższy numer komórkowy w treści wpisując ‘Rzeznik’ a ktoś oddzwoni do Państwa w przeciągu 12h). Możemy pomóc z zakwaterowaniem. Polsko mowiący pracownik dostępny jest w biurze pomiędzy 10.00 a 15.30.

sprzedam 2004 Audi A3 1.6 Fsi Sport, 59.230 mil, pełna historia serwisowa, radio z CD, alu felgi, ABS £5895 Tel. 077723 12191 2006 Toyota Avensis 2.0 D-4D T3s, 79,000 mil, ABS, klimatyzacja, alu felgi, przyciemniane szyby - £5490 Tel. 077723 12191 2005 Volkswagen Passatt 2.0 SE TDi, 89,000 mil, kilka dni po serwisie, klimatyzacja, ABS, kontrola sterowania, 6-biegowa skrzynia - £5395 Tel. 077723 12191 2004 Ford Galaxy 1.9TD Zetec, 128,000 mil, 7-osobowy, klimatyzacja, ABS, alu felgi £4,000 Tel. 077723 12191 2002 Audi A4 1.9 TDi, 140,000 mil, ABS, alu felgi, radio z CD, klimatyzacja, rozbudowany alarm - £3695 Tel. 077723 12191 2001 Fiat Punto 1.2, 47,891 mil, tanie do ubezpiczenia, nowy MOT - £1595 Tel. 0777 23 12191 2000 BMW 316i, 128,000 mil, historia serwisowa, centralny zamek, ABS, radio, elektryczne szyby £1495 Tel. 077723 12191 2002 Ford Focus 1.6 LX, 138,000 mil, historia serwisowa, alu felgi, klimatyzacja, imobilajzer - £995 Tel. 077723 12191 Sprzedam vw passata 2001 diesel po lifitingu, 123 000 mil, stan idealny. Okazja tylko 1800 funtów. Cena nie podlega negocjacji. Tel. 0787 404 2024 ford fusion 1.4tdci + rok 2005, wersja + z dvd, mp3, oryginalnie przyciemnione szyby,

alufelgi, ac, mot 7m tax 14m 3.9/100 ropy, rd tax na rok 30f, niski insurance, cena 3450 do uzgodnienia, mogę wysłać fotki pacalycha@ poczta.fm tel 0792 338 3997 Sprzedam toyotę avensis 2.2 D $DT Spirit, 110 tys. manual diesel, 6 biegów, mot i tax do końca roku. Nowe opony, full service 4.750 funtów. Pilnie. Powód: wyjazd do kraju. Tel. 0787 4227 6629

mieszkanie - wynajmę Jednoosobowy pokój w spokojnym domu w Ilford, blisko stacji barking. Poszukiwana osoba bez nałogów, dbająca o porządek. Pokój dostępny od zaraz. Koszt 65f. Rachunki wliczone. Internet gratis. Depozyt 130 funtów. Tel. 07553207661, email: stconrado@gmail.com Mam do wynajęcia duży, przytulny pokój na Eccles. Jest on w pełni wyposażony (podwójne lóżko, komoda, szafka nocna, szafa). W cenie wliczone są wszystkie media - internet bezprzewodowy w całym domu. Szukamy kulturalnej, dbającej o czystość osoby. Pokój jest dostępny od zaraz!! Wymagany depozyt w wysokości 150 funtów. Krystian Osiekowicz. Eccles, Email: modred@o2.pl

mieszkanie - szukam PoszukujĘ do wynajęcia mieszkania lub domu min. 4 pokoje, łazienka i kuchnia. Tel. 0790 9243 813

towarzyskie Nie myślący o stałym związku, spokojny 50-latek pozna miłą Panią, możliwy sponsoring. Prószę o kontakt smsem: 0776 3665 222.

Usługi ANGIELSKI W SOUTHAMPTON METODą CALLANA. Z nami nauczysz się szybko, skutecznie i niedrogo. Od września nowe grupy. Od £3.50 za lekcje. Zadzwoń lub wyślij sms o treści “angielski” a my oddzwonimy 07860 459 015 info@abcsouthampton.co.uk www.abcsouthampton.co.uk

Ulotki, wizytówki, plakaty, strony www, reklama firm. Oferta specjalna: 500 ulotek A5, dwustronne, pełny kolor, 135 gsm gładki papier, tylko £105 z dostawą. Polska Agencja Reklamowa „MediaSoul”. Tel. 07828083935, www.mediasoul.co.uk Przewozy na lotniska. Szybko - Tanio - Bezpiecznie Blackpool, Blackburn, Bolton, Chorley, Preston, Manchester. Gwarantowany profesjonalizm. Kontakt: Roman: 0793 40 99 202

Pomagasz w przeprowadzce? Organizujesz przewozy na lotniska? Wywozisz śmieci? Ogłoś swoje usługi na naszych stronach za jedyne £5 + VAT! Zadzwoń pod nr 0784 606 2331.

Firma Catrina ltd oferuje transport z i do Polski, przeprowadzki. Paczki ANGLIA, SZKOCJA, WALIA i Irlandia Północna z Belfastem. CENA PACZKI DO 30KG - to 20 funtów TO TYLKO 0.66£ ZA KG codzienny odbiór 3-5 dni roboczych dostarczenie www.catrinatrans.co.uk tel. 012 37 476 030 012 37238 086

Ulotki, plakaty, wizytÓwki, banery reklamowe, design, tŁumaczenia, dystrybucja ulotek. Szybki czas realizacji zleceń! Promotional&Marketing Agency - tomaszdyl PR, tel. 02380 586 749 lub 07882 381 668, www.tomaszdylpr.co.uk Przeprowadzki Tanio i solidnie (Blackpool, Blackburn, Bolton, Chorley, Preston, Manchester) Tel.0793 40 99 202

Chcesz sprzedać auto? Wynająć pokój? Pozbyć się starej lodówki? Ogłoś to za darmo na naszych stronach! Wyślij sms na numer 0784 606 2331 lub napisz:

ads@thepolishobserver.co.uk

London-nice looking, gentlemen (48) would like to meet an attractive East European lady for love, romance and very long term relation. Phone/txt 07404164551

Dnia 28 lipca na ulicy Sherly w Southampton zgubiłem dowód osobisty na nazwisko Brzezon Kamil. Uczciwego znalazcę czeka nagroda. Kontakt: 07909463976.

Redakcja The Polish Observer nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

Get your latest immigration news on Your news, your guides, your concerns, your beauty, your recipes, your people. This one is all about you! www.foreignersinuk.co.uk


y n l o w o d w e z d ą i Wysyłaj pien sposób już od

W placówce

£ 4.90

westernunion.co.uk

*

0800 833 833

Więcej informacji na

westernunion.co.uk

*Dostępność środków uzależniona od warunków usługi. Poza prowizją należną za przekaz zastosowany zostanie kurs wymiany, ustalony przez Western Union. 254x345 Polish.indd 1

29/07/2011 14:31

The Polish Observer nr 30(113)  

Newspaper for Poles in UK

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you