Tatra Premium Magazine - NR 7

Page 1

www.tatramagazine.pl

NR 7 [ZIMA2021/WIOSNA2022] egzemplarz bezpłatny ISSN 2657-7224



ROWERY ELEKTRYCZNE | KLASYCZNE

ORGANIZACJA TURYSTYKI AKTYWNEJ DLA BIZNESU


WYDAWCA Tatra Premium Sp. z o.o. Krupówki 4 34-500 Zakopane BIURO/ADRES KORESPONDENCYJNY Tatra Premium Sp. z o.o. Stefana Korbońskiego 12 30-443 Kraków KONTAKT +48 18 541 78 00 +48 725 807 500 kontakt@tatramagazine.pl REDAKTOR NACZELNA Dominika Bukład PISZĄ DLA NAS Barbara Caillot Hubert Centkowski Katarzyna Juszczyk Aleksandra Karkowska Mariusz Koperski Maciej Koźlakowski Krzysztof Maksiński Ewa Szul-Skjoeldkrona Ewa Tarapata Izabela Trojanowska FOTOGRAFUJE DLA NAS Adam Brzoza ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Adam Brzoza KOREKTA Daję Słowo – Izabela Trojanowska REKLAMA/MARKETING/PR reklama@tatramagazine.pl marketing@tatramagazine.pl GRAFIKA Daję Słowo – Izabela Trojanowska DRUK www.standruk.com PRENUMERATA ONLINE www.tatramagazine.pl

Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy! Początek pandemii koronawirusa w marcu 2020 r. zastał nas w samym środku pracy nad kolejnym numerem Tatra Premium Magazine. Zewsząd dochodziły coraz bardziej niepokojące wiadomości, a pierwszy trwający blisko trzy miesiące lockdown przekreślił szanse na terminowe wydanie naszego pisma. Domyślam się, że każdy z Państwa – naszych Czytelników – mógłby przytoczyć podobną historię i opowiedzieć, jak COVID-19 zmienił życie, plany i sytuację zawodową. Jednak tym, co charakteryzuje nas, ludzi, jest niezwykła umiejętność adaptacji do nowych warunków. I tak, po dwuletniej przerwie, wracamy do Państwa. Po raz kolejny mamy dla Państwa wywiady z ludźmi gór, ciekawe i inspirujące artykuły, najlepsze podhalańskie miejscówki – hotele, pensjonaty czy restauracje – i wiele, wiele więcej treści w ramach naszych stałych rubryk. Mam nadzieję, że zainspirujemy Państwa do odwiedzenia Podhala i Tatr, najpiękniejszych polskich gór. Życzę Państwu i sobie, aby nadchodzący rok 2022 był dla nas wszystkich łaskawy i pozwolił nam budować naszą nową normalność w choć częściowej pewności jutra. Jednak przede wszystkim życzę Państwu i Państwa bliskim zdrowia, spokoju i wytrwałości w tych trudnych czasach. Szczęśliwego Nowego Roku!

NAKŁAD 12 000

PARTNERZY

Tatra Premium Magazine laureatem nagrody SUKCES ROKU 2019

2


ZIMA 2021/WIOSNA 2022

6

Jubileusz 85-lecia Polskich Kolei Linowych

80

Na szlaku legend podhalańskich zamków

14

Moto Mio: z pasji do włoskich motocykli

85

Foto z misiem

i skuterów

89

Piotr Cyrwus: „Zawsze chciałem zobaczyć,

18

Maja Włoszczowska: „Przede wszystkim wymagam

co jest za tą górką” 100 TOPR2. Nie wszyscy wrócą: recenzja

od siebie”

18

67

89

30

Slow Travel & HYGGE VIBES

102 Hotele na selfie sticku: grand weekend

32

Czy Tatry dalej rosną?

106 Oscypek & kalafior

36

Moda na Podhalu: funkcjonalna czy stylowa?

108 Anna Malacina-Karpiel: Za głosem ślebody. Folklor

38

LASERMED: Na Podhale po urodę!

42

Tatry Super Ski: 1 karnet, 95 tras, 60 km długości

44

Adam Brzoza: Tatry z lotu ptaka

47

Andrzej Bargiel: „Napędza mnie pasja”

112 Teatr Witkacy: „Czy my, ludzie, żyjemy właściwie?”

58

Trebunie-Tutki: Górale otwarci

114 Pięściarska uczta w Nosalowym Dworze

w obliczu II wojny światowej 110 Prawdziwa gratka dla miłośników gier i Tatr: recenzje tatrzańskich gier

na muzyczne eksperymenty 64

Duch zbrodni: opowiadanie

67

Mój dziadek w Bugatii i historia bitwy o Morskie Oko

76

Hotele Nosalowy: wypoczynek w najlepszym stylu nie tylko zimą! 106

44

47

85

114

Artykuły sponsorowane/reklama: II okładka, 1, 4-5, 6-11, 13, 14-16, 17, 24-26, 27, 28-29, 30-31, 35, 38-40, 41, 42-43, 46, 52-55, 56-57, 71, 74-75, 76-79, 84, 93-97, 98-99, 105, 107, 118-119, 120, III okładka, IV okładka.

TATRA

MAGAZINE

3


MIEJSCE JEDYNE W SWOIM RODZAJU

Z

akopane od lat jest mekką dla turystów. Jako stolica polskich Tatr przyciąga tłumy nie tylko ze wszystkich stron Polski, ale i świata, niezależnie zresztą od pory roku. Odnajdują się tu zarówno pasjonaci narciarstwa oraz wspinaczek górskich, jak i miłośnicy sztuki czy turystyki kulinarnej. Choć jest to miasto piękne, bogate w historię i pełne przeróżnych atrakcji, odstraszać może tych, którzy preferują miejsca bardziej zaciszne, spokojniejsze. Z myślą właśnie o tej grupie powstała Osada na Budzowskim Wierchu.

Tatra Art | Anna Kozera +48 608 208 348 ul. Krzeptówki 104 ZAKOPANE www.osadatatraart.pl

4


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

Na zakopiańskich Krzeptówkach, około 2,5 km od Krupówek przycupnęło 8 urokliwych, a przy tym luksusowych drewnianych domków. Nieco ukryte, oddalone od głównej drogi, oferują komfortowy wypoczynek dla całej rodziny czy grupy przyjaciół. Znajdzie się tu miejsce także dla czworonożnych pupili.

Kąpiel pod gwiazdami Wyróżnik Osady stanowi jednak nie jej lokalizacja, choć bardzo korzystna, czy architektura, mimo że naprawdę gustowna. Największym atutem jest niewątpliwie gorąca balia, łącząca walory tradycyjnej sauny z nowoczesnym spa. Unoszący się w powietrzu zapach drewna budzi podczas kąpieli najmilsze skojarzenia. Każdy domek posiada dostęp do prywatnej balii, dzięki czemu bez skrępowania można z niej korzystać. Najlepiej od razu, tuż po zakwaterowaniu – na przyjazd każdego gościa jest ona odpowiednio przygotowywana: skrupulatnie czyszczona i ogrzewana.

domku, lokalizację Osady czy miły kontakt z właścicielką. Jak sami piszą: „Wszystko tak, jak być powinno, a nawet lepiej”.

Kilka słów o domkach Każdy z 8 stojących w zabudowie bliźniaczej domków obejmuje powierzchnię 70m2 i jest przystosowany do komfortowego wypoczynku 4-6 osób. Na parterze znajduje się przestronny salon z sofą i wyjściem na taras oraz do ogródka, aneks kuchenny z jadalnią i łazienka. Na piętrze zaś przygotowano dla gości dwie 2-osobowe sypialnie z balkonami oraz dodatkową łazienkę. Domki są kompleksowo wyposażone – w telewizory, zmywarkę, lodówkę i suszarkę. Co więcej, w każdym znajduje się dodatkowo przedsionek, w którym zostawić można kurtki, buty czy sprzęt narciarski, co jest szczególnie przydatne zimą. Do wyboru są domki z kominkiem i bez.

DODATKOWE ATUTY

BEZPŁATNE WIFI

BEZPŁATNY PARKING

MIEJSCE DO GRILLOWANIA

ZWIERZĘTA SĄ AKCEPTOWANE

PLAC ZABAW DLA DZIECI

OBIEKT WYSOKO CENIONY PRZEZ PARY

Na dowód: słowa gości Tych, którzy do tej pory nie uwierzyli, że to miejsce istnieje naprawdę, niech przekonają opinie zadowolonych gości: „Super relaksująca bania, zawsze podgrzana i gotowa do użytku. Domek super”, „Szczególnie pozytywnie zaskoczyło mnie przygotowanie wcześniej balii i dbanie o nią przez cały nasz pobyt” czy „Miło zaskoczyło nas to, że na nasz przyjazd była już rozpalona ruska bania, więc mogliśmy od razu z niej skorzystać, jak również czekało na nas wino i czekoladki”. Goście chwalą zresztą nie tylko balię, ale też wyposażenie

W NAJBLIŻSZEJ OKOLICY Wyciągi narciarskie: • Budzowski Wierch: 30 m • Butorowy Wierch: 0,9 km • Polana Szymoszkowa: 1,4 km

Tatrzański Park Narodowy: 400 m Wodospad Sieklawica: 2,6 km Gubałówka: 3 km Park Wodny: 5 km Wielka Krokiew: 6 km

57




T E M AT N U M E R U

JUBILEUSZ 85-LECIA POLSKICH KOLEI LINOWYCH 15 marca 1936 roku – po zaledwie 227 dniach budowy – na szczyt Kasprowego Wierchu wjechał pierwszy wagon kolei linowej. Ta data jest oficjalnym początkiem działalności Polskich Kolei Linowych. Jubileusz 85-lecia obchodzony w tym roku przez PKL to dobry moment, by przybliżyć historię, a także przyjrzeć się transformacji, którą przeszła Grupa PKL, zmieniając się od przewoźnika kolejowego do lidera branży turystycznej, oferującego wiele usług oraz całoroczny wypoczynek w wyjątkowych lokalizacjach w swoich ośrodkach.

Kolej linową PKL na Kasprowy Wierch zna bez wątpienia każdy miłośnik gór. Powstała w zaledwie 227 dni – co było fenomenem i wciąż budzi podziw – a do jej budowy zatrudniono prawie 1000 osób. Prace były prowadzone na 3 zmiany, po 16 godzin dziennie. Historia, która powstała z marzeń i miłości do gór

Kolej na Kasprowy Wierch zbudowano, by umożliwić turystom przebywanie w wysokich górach i jazdę na nartach. W pierwszym roku eksploatacji na szczyt Kasprowego wjechało 165 tys. osób, co wtedy już mogło świadczyć o jej olbrzymiej popularności. Jako druga w Polsce w 1937 r. powstała kolej linowo-terenowa na Górę Parkową w Krynicy-Zdroju, a zaraz po niej ruszyła budowa kolei linowo-terenowej na zakopiańskiej Gubałówce. Przez 85 lat działalności PKL zapracowały na miano eksperta zarówno w budowie i eksploatacji kolei, jak i rozwoju całorocznych ośrodków turystycznych w wyjątkowych miejscach w Polsce.

8

- Jesteśmy bardzo dumni z naszych bogatych tradycji, sięgających 1936 r. W tym czasie firma udowodniła, że PKL jest marką wyjątkową, dynamiczną i wiarygodną. Jako jedyna w Polsce łączy różnorodność, unikatowość przyrodniczą i postęp w wyjątkowych lokalizacjach turystycznych. Nieustannie towarzyszymy naszym klientom w ich wędrówkach, wspieramy ich pasje, marzenia i pomagamy aktywnie wypocząć, bo historia PKL to przede wszystkim historia ludzi – mówi Daniel Pitrus, prezes zarządu PKL. Od przewoźnika do lidera branży turystycznej

Grupa PKL nieustannie się rozwija. W ciągu 85 lat PKL przeszły długą drogę, zyskując najpierw miano renomowanej firmy przewozowej, a następnie operatora i lidera branży świadczącego usługi turystyczne, zapewniając klientom całoroczny wypoczynek w swoich ośrodkach. I choć rozbudowała się oferta spółki — zarówno turystyczna, jak i biznesowa — to nie zmieniły się wartości, którymi firma kieruje się od początku istnienia.

- Działamy zawsze w sposób zrównoważony, odpowiedzialny i z poszanowaniem ekosystemu. W inwestycjach stawiamy na równowagę, by wypełniając swą misję wobec turystów i narciarzy, nigdy nie tracić z pola widzenia wymiarów ekologicznego i etycznego – podkreśla Daniel Pitrus. Od samego początku konsekwentnie i z najwyższą starannością PKL rozwija swoje usługi, stawiając na jakość oraz doświadczenie. Spółka od lat przygotowuje ofertę w taki sposób, żeby zadowolić nawet najbardziej wymagających turystów. Przez wszystkie lata działalności zdobyła doświadczenie, które pozwala jej tworzyć śmiałe plany i konsekwentnie je realizować. CAŁOROCZNA Oferta Grupy PKL

Grupa PKL prowadzi swoje ośrodki w 7 wyjątkowych lokalizacjach w Tatrach, Beskidach i Pieninach: w Zakopanem na Kasprowym Wierchu, Gubałówce i Butorowym Wierchu, w Krynicy Zdrój na Jaworzynie Krynickiej i Górze Parkowej, w Zawoi na Mosornym Groniu, w Szczawni-


T E M AT N U M E R U

cy na Palenicy oraz na Górze Żar w Międzybrodziu Żywieckim. W roku jubileuszowym spółka rozpoczęła budowę nowej inwestycji – PKL uruchomią swój 8 ośrodek turystyczny – kolej gondolową, wieżę widokową i park tematyczny w Bieszczadach, nad zaporą wodną w Solinie. Zimą narciarze oraz miłośnicy sportów zimowych i spędzania czasu aktywnie mogą korzystać we wszystkich ośrodkach PKL z różnorodnych tras narciarskich. Spółka nieustannie pracuje nad poszerzeniem oferty tak, by była coraz bardziej atrakcyjna oraz odpowiadała na zmieniające się potrzeby rynku, ulepszając jakość usług świadczonych dla narciarzy i turystów. Grupa PKL narciarzom zapewnia nie tylko możliwość wcześniejszego zakupu skipassu poprzez sklep internetowy i bez konieczności stania w kolejce, ale również jak najlepiej przygotowane trasy narciarskie na Palenicy, Jaworzynie Krynickiej, Mosornym Groniu i Kasprowym Wierchu. Dodatkowo w ośrodkach Grupy PKL działają „sezonówki”, dzięki którym osoby trenujące sporty zimowe mogą w promocyjnej cenie na stronie internetowej PKL zakupić skipass sezonowy. "Sezonówki" upoważniają do przejazdów na stokach w 5 wyjątkowych ośrodkach należących do Grupy PKL

– Kasprowym Wierchu, Gubałówce, Mosornym Groniu, Górze Żar oraz Palenicy. PKL również dodaje nową funkcjonalność do PKLpassu – grywalizację, która narciarzom umożliwia śledzenie i rejestrowanie ich przejazdów. Dzięki niej miłośnicy zimowego szusowania mogą sprawdzać swoją aktywność na stokach, przejechane kilometry, a także rywalizować z innymi narciarzami oraz weryfikować swoje wyniki z przejazdów na slalomie z pomiarem czasu. - PKL to nie tylko zimowe atrakcje oraz możliwość skorzystania z przejazdu kolejami. Oferta ośrodków należących do Grupy PKL jest bardzo bogata i dostosowana potrzeb turystów w różnym wieku. Osoby odwiedzające nasze ośrodki zarówno w sezonie zimowym, jak i letnim mają możliwość skorzystania z różnych rozrywek, które dostosowane są do aktualnie panującej aury. Naszym gościom oferujemy szeroki wachlarz możliwości spędzenia aktywnie czasu– opowiada Daniel Pitrus. PKL zadbały także o wydarzenia i atrakcje towarzyszące, takie jak Kraina Światła na Gubałówce – w ten sposób odwiedzający ośrodki Grupy mogą miło spędzić czas po dniu wrażeń związanych ze sportami zimowymi w ramach oferty après-ski.


T E M AT N U M E R U

Grupa PKL oferuje całoroczny, kompleksowy zakres usług rekreacyjnych, posiada także własną bazę noclegową, restauracyjną, wypożyczalnie sprzętu, szkoły narciarskie oraz punkty handlowe – w tym najwyżej położony sklep w Polsce, znajdujący się na szczycie Kasprowego Wierchu, w którym dostępne są oryginalne pamiątki oraz limitowana kolekcja ubrań sportowych prosto z Kasprowego. PKL na lato

Ośrodki należące do Grupy PKL dostarczają atrakcji przez cały rok. Miłośnicy gór oraz aktywnego wypoczynku na łonie natury wśród malowniczych widoków z pewnością w ofercie letniej PKL znajdą coś dla siebie. Turyści odwiedzający ośrodki Grupy PKL – Palenicę, Mosorny Groń, Górę Żar, Kasprowy Wierch i Gubałówkę, Górę Parkową czy Jaworzynę Krynicka – mogą spędzić wolny czas na wiele sposobów. - Na każdą osobę, odwiedzającą nasze ośrodki latem, czekają całodzienne atrakcje. W letniej ofercie turystycznej PKL można znaleźć między innymi piesze i rowerowe wycieczki, spływy górskimi rzekami, ro-

mantyczne wschody i zachody słońca czy podziwianie przyrody i górskich widoków z wysokości wagonika kolei i platformy widokowej. Co roku również w PKL przygotowujemy atrakcje dla najmłodszych wczasowiczów oraz miłośników gier edukacyjnych i historii – mówi Danel Pitrus. PKL wspiera na trasie do mistrzostwa PolSKI Mistrz

Polskie Koleje Linowe – oprócz tego, że zapewniają rozrywkę miłośnikom sportów zimowych oraz turystyki górskiej – dbają i wspierają rozwój polskiego narciarstwa alpejskiego i snowboardu. Z inicjatywy Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), Polskich Kolei Linowych (PKL) wraz z Koleją Gondolową Jaworzyna Krynicka (KGJK) powstał program PolSKI Mistrz. – Wspieramy inicjatywy oraz działania mające na celu promocję sportu oraz aktywności, wykorzystujemy potencjał tras narciarskich oraz zaplecza sportowego ośrodków należących do Grupy PKL. W tym roku po raz kolejny, przy współpracy PFR, Grupy PKL i PZN, realizujemy nasz projekt – PolSKI Mistrz, wspierając roz-


wój młodych zawodników i dążenia do osiągania sukcesów na arenie międzynarodowej. Udostępniamy trasy narciarskie na treningi i zawody oraz finansujemy kadry narodowe PZN w narciarstwie alpejskim i snowboardzie – mówi prezes PKL. PZN przeznacza środki finansowe, jakie otrzymuje od partnerów projektu, na rozwój krajowego współzawodnictwa poprzez organizację zawodów młodzieżowych i zawodów FIS, poprawę i zabezpieczenie możliwości szkoleniowych Kadr Młodzieżowych i Kadr Narodowych, a także wsparcie reprezentacji Polski w czasie międzynarodowych zawodów młodzieżowych. Zaangażowanie Grupy PKL w program PolSKI Mistrz, wykraczające poza bezpośrednie wsparcie finansowe, przełożyło się ponadto na zmniejszenie kosztów współzawodnictwa sportowego i stworzenie profesjonalnej bazy treningowej w kraju dla zawodników ze wszystkich kategorii wiekowych. W zeszłym sezonie młodzież startująca w zawodach w kategoriach Junior Młodszy i Młodzik została zwolniona

z opłat startowych, miała możliwość otrzymania bezpłatnych skipassów oraz treningów przed zawodami w ośrodkach Grupy PKL. Najlepsi zawodnicy i najlepsze zawodniczki wzięli udział w zgrupowaniu prowadzonym przez trenerów Kadry Narodowej w narciarstwie alpejskim. Z kolei wskazani trenerzy z 19 najlepszych klubów w klasyfikacji generalnej otrzymali sezonowe skipassy umożliwiające bezkosztową jazdę we wszystkich ośrodkach narciarskich, których operatorem jest Grupa PKL. W tym sezonie będzie podobnie. Ekspert branży turystycznej

Polskie Koleje Linowe inicjują projekty edukacyjne. Dobrym przykładem takich działań jest akcja edukacyjna #STACJAEDUKACJA na Kasprowym Wierchu realizowana z TPN.

przyrodę, o zjawiskach pogodowych w górach czy działaniu kolei linowej. Wymiar edukacyjny ma również akcja Odpowiedzialnie w góry!, realizowana z TPN i TOPR. Ma ona na celu promowanie właściwego zachowania wśród turystów na szlakach górskich – zarówno zimą, jak i latem. Ambasadorzy akcji, czyli ratownicy TOPR, przewodnicy, przyrodnicy, taternicy i sportowcy, udzielają filmowych porad turystom dotyczących między innymi: bezpieczeństwa, ekologii, przygotowania kondycji do wędrówki, a także właściwego zaplanowania wyprawy.

www.polskimistrz.pl

W ramach akcji realizowanej w letnie wakacje przewodnicy edukują turystów, którzy wyjeżdżają na Kasprowy Wierch koleją PKL. Opowiadają o tym, jak zadbać o tatrzańską

www.pkl.pl

TATRA

MAGAZINE

11



ANNA WALICZEK Właścicielka biura RE/MAX Perfect, zlokalizowanego w Nowym Sączu. Rodowita Góralka pochodząca z Podhala, kochająca zmiany. 5 lat temu postanowiła swoją pasję do nieruchomości rozwijać na Sądecczyźnie pod szyldem RE/MAX. Na co dzień zajmuje się rekrutowaniem nowych talentów do branży, których szkoli, wspiera i motywuje do działania oraz rozwoju. Pomaga też w analizach stanów prawnych nieruchomości. Te nie kryją przed nią i jej zespołem żadnych tajemnic. Pasjonatka gotowania i samorozwoju, licencjonowany pośrednik w obrocie nieruchomościami, a także Trener Mentalny. Prywatnie mama 3 dzieci.

ul. Jana Długosza 69 Nowy Sącz +48 691 315 527 anna.waliczek@remax-polska.pl

RE/MAX Perfect to międzynarodowe biuro nieruchomości, prężnie działające na Sądecczyźnie Twój lokalny agent ma nie tylko niezbędną wiedzę na temat rynku lokalnego, ale i możliwość współpracy z ponad 135 000 agentów na całym świecie, dzięki czemu Twoja oferta dociera do wielu potencjalnych kupujących Osobisty agent wsłucha się w Twoje potrzeby i zadba w 100% o skuteczność sprzedaży nieruchomości


Kultowe włoskie motocykle i skutery, designerska odzież motocyklowa i akcesoria motocyklowe z najwyższej półki – wszystko to znajdziecie w Moto Mio, największym w południowej Polsce salonie motocykli i skuterów.

ul. Zakopianka 171A 30-435 Kraków www.motomio.pl


MO T ORY Z AC JA

Dla wielu z nas jazda jednośladem to nie tylko pasja, ale również styl życia, który daje nam radość, szczęście i spełnienie. O ileż lepsze może być to doświadczenie, jeśli będziemy dosiadać maszynę nie tylko mocną, ale też piękną. Właśnie takie są włoskie motocykle i skutery, które sprzedajemy w Moto Mio. MOTO MIO – SALON DLA TYCH, KTÓRZY KOCHAJĄ KULTOWE MARKI I NAJLEPSZY DESIGN Coraz więcej osób docenia motocykl czy skuter jako środek transportu, którym łatwo i szybko można dotrzeć do szkoły, pracy czy na spotkanie biznesowe w centrum miasta. Nie bez znaczenia jest też to, że sama jazda potrafi wspaniale zrelaksować. Motocykl czy skuter wymaga zaangażowania ciała i umysłu, a to z kolei sprawia, że dosiadając go, zapominamy o problemach i stresujących sytuacjach. Wisienką na torcie jest fakt, że maszyny – zwłaszcza włoskie – są po prostu piękne i stylowe, a na ulicy budzą podziw.

Moto Mio kieruje swoją ofertę również do tych osób, które jeszcze nie są zdecydowane na żaden konkretny model. W sezonie motocyklowym salon nie tylko umożliwia jazdy testowe na pojazdach demonstracyjnych, ale również wypożycza motocykle i skutery. NIEBANALNE MASZYNY I SERWIS POSPRZEDAŻOWY NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE W ofercie Moto Mio są motocykle najsłynniejszych włoskich marek: legendarne Ducati i Ducati Scrambler, Aprilia, oldskulowe i ponadczasowe Moto Guzzi czy praktyczne i przyjazne cenowo Benelli.

Legendarny włoski styl, doskonałe i mocne silniki oraz kultowe marki „made in Italy” – od początku wiedziałem, że w moim salonie będę sprzedawał tylko takie maszyny, na których sam chciałbym jeździć. Dzięki temu udało mi się stworzyć miejsce niepowtarzalne i wyjątkowe na motocyklowej mapie Polski. Moto Mio, największy salon motocykli, skuterów, odzieży, kasków i akcesoriów motocyklowych na południu Polski powstał właśnie z pasji do designerskich dwóch kółek z silnikiem. Na 3 poziomach, liczących w sumie 1000 m2, można kupić wszystko, co potrzebne do rozpoczęcia przygody z jednośladami. Jak mówi właściciel Robert Małopolski, jego salon nie sprzedaje pojedynczych rzeczy, tylko całościowe doświadczenie, które w wielu przypadkach jest spełnieniem marzeń.

W Moto Mio nie sprzedajemy po prostu motocykli i skuterów – my spełniamy marzenia. Moi pracownicy to motocyklowi pasjonaci, z których wiedzy i doświadczenia mogą korzystać nasi klienci. A do tego robią najlepszą kawę w Krakowie!

Ducati to motocykle nie tylko perfekcyjnie wykonane pod względem technicznym, ale też niebywale designerskie. Ta topowa marka „made in Italy” od kilkudziesięciu lat tworzy istne motocyklowe arcydzieła, za którymi na ulicy ogląda się każdy. Jest to bez wątpienia kultowy brand dla najbardziej wymagających motocyklistów. Jeśli chodzi o skutery, to Moto Mio stawia na modele popularnego Piaggio i kultowej Vespa, na widok której odwraca się każda głowa. Są stylowe, dopracowane

15


MO T ORY Z AC JA

pod względem technicznym, a do tego świetnie sprawdzą się jako podstawowy środek transportu do miasta: można z nich korzystać w eleganckim ubraniu, jeździć buspasem, a także bezpłatnie parkować w strefie miejskiej. Z kolei skutery Piaggio to fantastyczna propozycja dla posiadaczy prawa jazdy kat. B, z uwagi na ofertę 3-kołowych, eleganckich i mocnych pojazdów MP3 300 i 500 cm3, którymi można się swobodnie i legalnie poruszać, posiadając samochodowe prawo jazdy. Oferta Piaggio obejmuje również rewolucyjne rozwiązania do wykorzystania w miejskim systemie dostaw dla restauracji czy firm kurierskich, pocztowych itp. Absolutną nowością jest tutaj 3-kołowy, super ładowny My Moover.

ODZIEŻ I AKCESORIA TOPOWYCH MAREK Jeśli chodzi o odzież, to na półkach i wieszakach znajdują się rzeczy sygnowane takimi markami jak Dainese, Rukka, Rev’it, Macna, Shima, PMJ jeans czy Falco, a to oznacza, że naprawdę jest w czym wybierać zarówno pod względem jakości, jak i ceny. Z kolei kaski to przede wszystkim Shoei, Schuberth, AGV, Caberg, Nexx, Bell, LEM i Vespa – wśród tych topowych brandów każdy znajdzie coś dla siebie. Moto Mio ma też coś dla tych, którzy chcą doposażyć swój motocykl: interkomy, GPS-y, wydechy, szyby, kufry, manetki i klamki to tylko część oferty akcesoriów. Są gadżety i markowe zabawki motocyklowe dla dzieci. Last but not least to właśnie tutaj znajduje się jedyny w Polsce sklep oferujący szeroką gamę produktów, w tym również dla dzieci.

PROGRAM LOJALNOŚCIOWY DLA WIERNYCH KLIENTÓW Z myślą o swoich klientach Moto Mio stworzyło program lojalnościowy . To nie tylko spene rabaty i promocyjne ceny w sklepie stacjonarnym, w sklepie online i serwisie, ale również grupa miłośników dwóch kółek, która organizuje wydarzenia, wyjazdy i zloty. Dla osób lubiących poszerzać wiedzę stworzono blog, na którym regularnie publikowane są ciekawe treści ze świata jednośladów.

W ofercie znalazły się wszystkie pojemności, od niedużych jednostek 50 cm3 do potężnych silników o dużej mocy. Dzięki temu coś dla siebie znajdzie i 16-latek posiadający uprawnienia A1, i doświadczony kierowca samochodu z prawem jazdy kat. B, i – oczywiście – posiadacz pełnej kategorii A. Tych, którzy już mają swoje dwa kółka z silnikiem, na pewno ucieszy, że na miejscu działa profesjonalny autoryzowany serwis włoskich marek, który w sposób kompleksowy zajmuje się motocyklami i skuterami „made in Italy”, ale nie tylko – wiedza i doświadczenie mechaników pozwalają im zdiagnozować i naprawić niemal każdy jednoślad.

16

Tworzymy społeczność wyjątkowych ludzi na wyjątkowych motocyklach. W „Moto Mio Friends” kochamy włoski design, technicznie dopracowane maszyny i styl, jakie gwarantują tylko marki „made in Italy”. Nasza pasja to po prostu pewien styl życia. FINANSOWANIE I UBEZPIECZENIE NA NAJLEPSZYCH WARUNKACH Na koniec warto wspomnieć też o tym, że na miejscu można skorzystać z usług finansowych: kredytu lub pożyczki na zakup oraz leasingu. Doświadczeni doradcy pomogą wybrać najbardziej opłacalną opcję. Doradzą też w kwestii ubezpieczenia – Moto Mio oferuje najlepszy na rynku pakiet ubezpieczeń OC, AC i NNW: tylko 4% wartości pojazdu, również w kolejnych latach.


KONTAKT:

OKAZJE INWESTYCYJNE NIERUCHOMOŚCI Z WYSOKĄ STOPĄ ZWROTU

Maciej Gąsienica-Bednarz +48 737 339 399 biuro@bednarzinvest.pl www.bednarzinvest.pl

INWESTYCJE DEWELOPERSKIE NIERUCHOMOŚCI PREMIUM

OSIEDLE NOWOCZESNYCH DOMÓW POD KRAKOWEM 725 000 zł

LOKAL W KAMIENICY PRZY RYNKU W KRAKOWIE 6 500 000 zł

Nowoczesne osiedle domów o pow. 128 m2, w zabudowie bliźniaczej, w gminie Zielonki pod Krakowem, w zielonej i spokojnej okolicy. Domy realizowane są w technologii tradycyjnej, przy użyciu najwyższej jakości materiałów. Każdy z domów posiada własny ogród 123 m2–226 m2, garaż oraz dodatkowe miejsce postojowe na wspólnym parkingu. Domy ogrzewane za pomocą pompy ciepła, która latem może pracować w trybie chłodzenia, pełniąc rolę klimatyzacji. Dodatkowym atutem nieruchomości jest możliwość podłączenia instalacji fotowoltaicznej.

Lokal użytkowy o powierzchni 340 m2, znajdujący się na parterze i 1 piętrze jednej z najbardziej prestiżowych kamienic w samym centrum Krakowa. Na powierzchnię parteru składają się ekskluzywnie urządzone, wydzielone pomieszczenia biurowe. 1 piętro to przestronny open space office. W kamienicy znajdują się prestiżowe apartamenty, w podziemiach basen z jacuzzi, sauna oraz siłownia. Idealna lokalizacja pod działalność biurową czy hotelarską, możliwość adaptacji lokalu na apartamenty.

DOM W SAMYM CENTRUM ZAKOPANEGO 1 800 000 zł

DOM Z WIDOKIEM NA PANORAMĘ TATR 1 500 000 zł

Dom w zabudowie bliźniaczej o pow. 231 m2, położony na działce o pow. 300 m2. Znajduje się w samym centrum Zakopanego, 300 m od Krupówek. Parking na 3 samochody, dodatkowo możliwość przebudowy części przyziemia na garaże. Na powierzchnię budynku składa się 10 umeblowanych pokoi, 4 łazienki, kuchnia oraz klatka schodowa. Nieruchomość zaopatrzona w media i geotermalny system ogrzewania. Z tarasów na parterze i pierwszym piętrze piękny widok na Tatry.

Dom o powierzchni 160 m2, usytuowany na ogrodzonej działce o powierzchni 515 m2. Układ nieruchomości: parter – 2 pokoje, pralnia, łazienka. 1 piętro – salon z tarasem widokowym na panoramę Tatr, kuchnia z jadalnią oraz łazienka. Poddasze – sypialnia, łazienka i garderoba. Budynek wykończony w 2008 r., ogrzewany piecem na ekogroszek, planowane przyłącze gazowe. Do Krupówek 3 km, Polany Szymoszkowej 1,5 km.

PARTNERZY


ZNANI O SOBIE

PRZEDE WSZYSTKIM WYMAGAM OD SIEBIE Z Mają Włoszczowską spotykamy się miesiąc po oficjalnym zakończeniu kariery zawodniczej. Ale w jej przypadku mówienie o emeryturze to nadużycie, bo Maja Włoszczowska udziela się w MKOl, prowadzi spotkania motywacyjne, wspiera rowerową młodzież i planuje własne projekty.

EWA SZUL-SKJOELDKRONA: Jak minął pierwszy miesiąc na sportowej emeryturze?

wyglądała praca w Komisji Zawodniczej. Okazuje się, że zadań jest sporo, a to dopiero początek.

MAJA WŁOSZCZOWSKA: O rany, to już miesiąc? Szybko. Myślałam, że jak skończę jeździć, będę miała więcej czasu, a okazuje się, że mam go mniej. To jest poniekąd dobre, bo nasłuchałam się różnych historii, że sportowcy po zakończeniu kariery zostają nagle z pustką i poczuciem braku celu. Zwłaszcza, że jako zawodowcy zawsze funkcjonujemy z konkretnym zadaniem przed sobą, więc taka sytuacja nie jest najlepsza dla psychiki. Tak więc może ten brak czasu jest dla mnie dobry, bo nie mam kiedy rozmyślać.

To wszystko sprawiło, że miałam bardzo mało czasu na jazdę, więc muszę teraz pomyśleć, jak wszystko poukładać, żeby znalazło się miejsce na rower. Po tym miesiącu widzę, że najlepiej czuję się na siodełku, bo to mi daje radość, ponadto mój organizm bardzo domaga się ruchu. Wolę więc może nieco mniej zarabiać, tyle, żeby starczyło mi na życie, ale mieć wolny czas i spędzać go na łonie natury. Tym bardziej, że ostatnio coraz częściej jestem w Warszawie i choć miasto jest fajne, a ja mam tu dużo znajomych, to jednak się męczę i chcę wracać do gór, do Jeleniej Góry.

Oczywiście mam masę zaległych zobowiązań. Wiele rzeczy przesuwałam na po sezonie i na po karierze. Teraz wszystkie wracają do mnie i nie jestem w stanie ze wszystkim zdążyć. Do tego jest kilka nowych projektów, które się pojawiły, jak choćby MKOl. Nie do końca wiedziałam, jak będzie

18

Jaki masz pomysł na swoją sportową emeryturę? Myślałaś o tym, będąc czynną zawodniczką? Pomysłów mam bardzo dużo, więc teraz muszę się zastanowić, które z nich będę chciała zrealizować.

Nie chciałam podejmować tych decyzji w trakcie sezonu – myślenie o tym, co będzie później, sprawia, że tracisz koncentrację na tym, co jest teraz, a zależało mi na tym, żeby igrzyska wyszły super. I choć nie wyszły tak, jak chciałam, to nie dlatego, że zajmowałam się tym, co będzie potem, a dlatego, że po prostu czasem tak jest. Dobrze poszło mi za to w drugiej części sezonu i z tego się cieszę, bo kończę karierę z tarczą. Wracając do planów – mam sporo takich, które mogłabym realizować sama, np. w obszarze biznesów okołorowerowych. Rowery są teraz bardzo popularne, a ja miałam okazję współorganizować kilka eventów. To jest zawsze fajne, bo spędzam czas tak, jak lubię. Innym pomysłem są obozy rowerowo-podróżnicze: dla Polaków za granicę, a dla gości z zagranicy do Polski. Zwłaszcza, że okolice Jeleniej Góry są rowerowo genialne i nieodkryte. Na pewno nie chcę angażować


ce, potem działałam w PKOl i w Union Cycliste Internationale. A że sporo dostałam od sportu, to teraz chcę mu dać coś od siebie.

się w żadne projekty, które wymagałyby ode mnie uwagi dzień w dzień od 8 do 16, a nawet dłużej – bo przecież własne biznesy zajmują cały dzień. Dlatego te dwa pierwsze lata będę się starała żyć w mniej zorganizowany sposób, tym bardziej, że sporo czasu poświęcam MKOl. Chciałabym też w tym czasie zrobić coś dla młodzieży, która aspiruje do jeżdżenia na światowym poziomie. Myślę o co najmniej trzech obozach w ciągu roku i to nie będzie dla mnie przedsięwzięcie zarobkowe, a ideologiczne. Oprócz tego wpada mi też dużo ciekawych spotkań motywacyjnych. Lubię je, bo to przyjemne z pożytecznym – zarabiam na tym, że opowiadam, czego nauczył mnie sport, a do tego poznaję ludzi z różnych środowisk i różnych branż, co nie miało miejsca przez ostatnie 20 lat, gdy obracałam się cały czas w świecie rowerowym. To mi otwiera oczy na to, co mogę robić w przyszłości. Cieszę się więc, że w zasadzie nie podjęłam jeszcze żadnych decyzji,

bo nad swoimi pomysłami człowiek musi dużo więcej pracować. Jeśli coś przychodzi do nas samo, zaplanowane przez kogoś innego, jest łatwiej. Dużo pomysłów, ale ja odniosę do jednego z nich, czyli pracy w Komisji Zawodniczej MKOl. Jakie zadania sobie stawiasz w tym kontekście? MKOl to w zasadzie taka praca trochę biurowa, która dotyczy organizacji ruchu olimpijskiego. Myślisz, że to będzie coś, co Ci się spodoba? Ja jestem człowiekiem, który zamiast narzekać, po prostu robi rzeczy, więc postanowiłam się zaangażować w budowanie, a nie narzekanie. Ktoś tę pracę musi wykonać. Jeśli chcemy mieć sport zorganizowany w pewnych ramach, to naszym, sportowców, zadaniem jest komunikowanie potrzeb, sygnalizowanie problemów i propozycja rozwiązań. Jestem typem społecznika – byłam przewodniczącą klasy w podstawów-

Dużą zaletą organizacji takich jak PKOl czy MKOl jest to, że są one stosunkowo niezależne, bo nie są finansowane przez rząd. Z kolei np. Polski Związek Kolarski jest zależny od państwowych pieniędzy, a to skutkuje różnego rodzaju ograniczeniami i koniecznością zaspokajania oczekiwań politycznych. W takich organizacjach trzeba mieć twardą skórę, a do tego jednocześnie umieć chodzić na kompromisy i czasem walnąć pięścią w stół. Dlatego cieszę się, że w MKOl jest inaczej. Sama Komisja Zawodnicza pracuje nad programami dla sportowców, jak choćby Dual Career, czyli łączenie edukacji z karierą zawodniczą czy wsparcie dla zawodników z problemami mentalnymi – właśnie ostatnio powstała 24-godzinna infolinia pomocowa. Jest też program mający zapobiegać molestowaniu seksualnemu w sporcie. Oczywiście trafiamy też do innych komisji MKOl, które zajmują się różnymi tematami, od obostrzeń pandemicznych na dużych imprezach po kwestie udziału w sporcie zawodników transgender. Tej pracy jest naprawdę sporo, a ja nie ogarniam na razie nawet swojej skrzynki mailowej. (śmiech) Jak wygląda dziś Twój dzień? Czym się różni od dnia czynnego zawodnika?

TATRA

MAGAZINE

19


ZNANI O SOBIE

Dużo się zmieniło. Gdy jesteś zawodnikiem, żyjesz według planu – wstajesz, robisz rozruch, jesz śniadanie itd. Organizm jest do tego przyzwyczajony. A teraz jestem cały czas w podróży, każdy dzień jest inny, więc np. mój metabolizm wariuje. Słabo też sypiam, bo godziny, w których podróżuję, są różne. A co najgorsze, na razie nie mam pomysłu, jak pogodzić nowe życie z regularnością starego. Tak więc teraz wokół mnie jest chaos, ale mam nadzieję, że po igrzyskach w Pekinie będę miała więcej czasu w górach i więcej czasu na trenowanie. Chciałabym cały czas być w takiej formie, żeby gdzieś pojechać z młodzieżą i pomóc im podczas zawodów, pokazać, które ścieżki moim zdaniem są najlepsze i najbardziej optymalne. Myślę też o jakimś ściganiu amatorskim, a moja psychika nie pozwoli mi pojechać bez przygotowania. Rozważasz karierę trenerską? Karierę trenerską raczej nie, ale wsparcie i mentoring dla młodych ludzi już tak. Trenowanie kogoś wymaga dużo czasu, a ja wolałabym pomagać punktowo, zorganizować zgrupowania czy coś podpowiedzieć. Po prostu są osoby, które to robią lepiej, a ja się na trenera zupełnie nie nadaję, bo lubię mieć na wszystko wpływ. Mogę stworzyć idealny program treningowy, ale to ktoś inny będzie go realizował,

20

więc nie do końca mogę to skontrolować. Zresztą, mamy świetnych trenerów w Polsce i jeśli młodzież trafi do nich, będzie dobrze.

Ja się zawsze dobrze uczyłam, miałam czerwone paski i poukładane w głowie, że trzeba iść na dobre studia. Nie myślałam o żadnym sporcie, a zwłaszcza zawodowym.

Mieszkasz w Jeleniej Górze, ale urodziłaś się w Warszawie. Jak trafiłaś na Dolny Śląsk?

Jednak sport zawsze był obecny w życiu całej naszej rodziny i gdy pojawiły się rowery górskie, moja rodzina zaczęła na nich jeździć. Latem były rowery, a zimą narty. I nawet trafiłam do grupy zawodniczej w szkółce narciarskiej, ale uprawianie narciarstwa alpejskiego w Polsce jest trudne, bo trzeba wiele miesięcy w roku spędzać na lodowcu gdzieś za granicą, a to oznacza, że nie da się sportu pogodzić ze szkołą.

Moja mama jest z okolic Jeleniej Góry, a mój tata z Warszawy. Poznali się w Jeleniej Górze, bo tata był fanem gór i zdecydował się na studia na Akademii Ekonomicznej. Wspólne życie zaczęli w Warszawie i tu moja mama wytrzymała 5 lat. W końcu miasto ją zmęczyło i wróciliśmy do Jeleniej Góry. Pewnie sto razy słyszałaś to pytanie, ale zadam je po raz sto pierwszy: jak zaczęłam się Twoja przygoda z rowerem? Rzeczywiście, na to pytanie odpowiadałam wiele razy. (śmiech)

Kiedyś pojechaliśmy na rodzinne zawody rowerowe i okazało się, że mam talent do tej dyscypliny. Wygrałam eliminacje dolnośląskie, potem byłam druga w finałach ogólnopolskich, aż w końcu wygrałam amatorskie mistrzostwa


ZNANI O SOBIE

Polski „Family Cup”. Wtedy podszedł do mnie trener Śnieżki Karpacz, wręczył mi koszulkę kolarską i powiedział, że mam przyjechać na trening następnego dnia. Tro-

Cokolwiek robiłam, zawsze lubiłam wygrywać i to mi zostało, więc pewien upór. Ale też złość, jak mi coś nie wychodzi – oczywiście teraz już umiem sobie z tym

w pierwszym terminie. A jaką cechę lubisz w sobie najbardziej? Ja przede wszystkim wymagam od siebie. Poznałam wielu sportowców, którzy byli rozgoryczeni i sfrustrowani, bo nie mieli takich samych warunków, nie mieli takiego samego roweru, nie mieszkali w górach itd. Dziwiło mnie, że można tracić tyle energii na takie narzekanie, a co więcej, w ten sposób podważać swoją pewność siebie. Pamiętam, jak złamałam nogę i w tym samym czasie dostałam informację, że będę jeździła dla zagranicznej ekipy. PZKol wycofał moje finansowanie z powodów, powiedzmy, politycznych. Mogłam pójść do mediów i zrobić z tego aferę, ale kosztowałoby mnie to tyle energii i nerwów, że więcej bym na tym straciła. Więc stwierdziłam, że jak nie, to nie. Przez pół roku funkcjonowałam w nieidealnych warunkach, sama jeździłam na zgrupowania, sama wynajmowałam sobie auto i jeździłam nim na treningi w Sierra Nevada, sama organizowałam sobie jedzenie, fizjoterapię i mechanika. Skupiałam się na treningu i swojej pracy, nie spalałam się w walce o dofinansowanie. I choć za wszystko płaciłam sama, miałam bardzo dużą motywację, dzięki czemu przyszły wyniki, a po nich telefon z PZKol z propozycją wsparcia.

chę się opierałam, bo priorytetem była nauka. Ale w końcu poszłam, okazało się, że jest fajna grupa młodych ludzi i tak zostałam. Skoro zahaczyłyśmy już o dzieciństwo, to chciałam zapytać, co z małej Majeczki zostało w dorosłej Mai?

radzić. Zostało mi też bałaganiarstwo, które staram się okiełznać, ale nie jest to łatwe. A z cech charakteru? Systematyczność, która bardzo przydała mi się w sporcie, bo jest to klucz do sukcesu w zawodowstwie. Ale też w życiu – egzaminy na studiach zawsze starałam się zdawać

To odwróćmy pytanie – jakie cechy przeszkadzały Ci w sporcie? Ja jestem idealna! (śmiech) A na serio, mam taką jedną cechę, która mnie bardzo denerwuje w ogóle w życiu. Jest to niezdecydowanie. Ja wiem, że nie wyglądam na taką osobę, ale czasami proste

TATRA

MAGAZINE

21


ZNANI O SOBIE

rzeczy są dla mnie trudniejsze niż te skomplikowane. Trudne decyzje jest mi łatwiej podejmować. Gdzie jechać na zgrupowanie, który hotel wybrać - potrafiłam strasznie dużo czasu tracić na takie rzeczy. Jeśli chodzi o podejście do sportu, to chyba nie mam sobie nic do zarzucenia. Może to, że gdy byłam młodą zawodniczką, miałam zbyt duże poczucie lojalności wobec klubu. To z jednej strony dobra cecha – bycie lojalnym – ale z drugiej ta lojalność nieco przyhamowała rozwój mojej kariery. Dostałam propozycję jazdy za granicą, ale zostałam w kraju, bo cały team był zbudowany wokół mnie. Gdybym poszła wcześniej za granicę, pewnie i sportowo, i życiowo mogłabym się lepiej rozwinąć. Potem, już jako zawodniczka teamu holenderskiego, nawiązałam wiele ciekawych kontaktów. Dlatego myślę, że jeśli młody zawodnik ma okazję jeździć poza Polską, to powinien z tego skorzystać. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Rodzina przede wszystkim, to chyba dość naturalne. Oni są najważniejsi – przez wiele lat korzystałam z pomocy mamy, brata, ojczyma, taty czy chłopaka. Wszyscy starali się mi pomóc w ogarnięciu kariery, a ja wtedy nie dawałam wiele od siebie. Mam nadzieję, że teraz będę miała dla nich czas. Bardzo zależy mi też na tym, żeby nie krzywdzić innych ludzi. Moja mama ostatnio powiedziała mi fajną rzecz: ona idzie swoją ścieżką i stara się nie ingerować w cudze życie, ale tego samego oczekuje od ludzi. I ja też staram się żyć tak, jak chcę, dbając o to, żeby nie krzywdzić innych ludzi i ich nie wykorzystywać. Wrócę na chwilę jeszcze do pytania związanego z tematem, który

22

już poruszyłaś czyli Dual Career. Skończyłaś bardzo wymagające studia. Jak udało ci się połączyć edukację wyższą z karierą sportową? Jak sie ma 20 czy 25 lat, to dużo można. Później jest ciężej, dlatego ja namawiam wszystkich do tego, żeby nie odkładali studiów na potem, bo teraz jest czas na karierę sportową. Na Politechnice Wrocławskiej byłam jedynym sportowcem wyczynowym. Na początku roku akademickiego szłam z kalendarzem do wszystkich wykładowców i wskazywałem daty, w których mnie nie będzie, ale jednocześnie zobowiązywałam się do nadrobienia materiału we własnym zakresie. I to działało pod warunkiem, że pojawiałam się na kolokwiach i egzaminach i je zaliczałam. Dzięki temu nie potrzebowałam oficjalnego indywidualnego toku nauczania, bo ze wszystkimi się dogadywałam. Nie ukrywam, że nie był0 łatwo. To nie były jeszcze czasy internetu, jak teraz. Koleżanka z roku, z którą mieszkałam, skanowała mi wszystkie swoje notatki w zaprzyjaźnionej redakcji Magazynu Rowerowego, a ja na zgrupowaniach próbowałam rozwikłać, o co chodzi. Matematykę łatwiej zrozumieć, kiedy ktoś ci coś tłumaczy, więc po powrocie korzystałam z korepetycji kolegów z roku. Oczywiście wszystko to miało swoją cenę – nie miałam wolnych wieczorów ani życia studenckiego, byłam może na kilku imprezach przez całe studia, więc gdy na 5 roku zostało nas trzydzieści kilka osób, ja nadal nie znałam imion wszystkich moich kolegów. Trochę mi tego studenckiego życia szkoda, ale z drugiej strony miałam czas na trenowanie i naukę.


ZNANI O SOBIE

Jak świętowałaś sukcesy? Często wcale, bo nie było na to czasu. Jedyny moment w sezonie, kiedy mogłam sobie pozwolić na imprezowanie, to był jego sam koniec, po ostatnich zawodach. Wtedy całe środowisko MTB spotykało się, żeby się pobawić. Np. w Rio mieliśmy tzw. domówkę, ale to było już po wszystkich startach i po ceremonii zamknięcia. Zazwyczaj staram się po prostu zebrać całą ekipę, z którą pracuję w trakcie sezonu i zabrać na kolację z szampanem. To jest takie moje minimum. W końcu moje zwycięstwa i medale to nie tylko mój sukces – składa się na to praca wielu ludzi, a ja chcę im podziękować. Planuję też benefis na zakończenie kariery i w sumie żałuję, że nie zrobiłam go wcześniej, bo teraz powoli wytracam impet i motywację. Czy jest coś, czego żałujesz w swojej karierze sportowej? Tak, żałuję, że nie zaczęłam wcześniej jeździć dla zagranicznej drużyny. Oczywiście to, że tak się nie stało, wynikało też z tego, że było mi dobrze tam, gdzie byłam. Ale patrząc na to z perspektywy czasu, myślę, że gdybym podjęła tę decyzję wcześniej, mogłabym się bardziej rozwinąć. Odwiedziłaś wiele miejsc na całym świecie. Które zrobiło na Tobie największe wrażenie? Chciałabym wrócić do Stanów i do Kanady ze względu na krajobrazy i tereny. A miejsce, w którym się najlepiej czułam, to RPA – byłam tam na wyścigu Cape Epic. Klimat, ludzie i jedzenie – te rzeczy zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a jest też gdzie pojeździć rowerem. Nie bez powodu właśnie

tam odbywa się największy etapowy wyścig MTB. A w Polsce są dobre miejsca do uprawiania kolarstwa górskiego? Zapraszam do mnie do Jeleniej Góry! Jest rewelacyjnie – na szosie jest gdzie jeździć, bo są drogi, gdzie praktycznie nie ma ruchu i jeździ się świetnie. A dla miłośników MTB jest po prostu obłędnie, są zbudowane dla rowerów single tracki, są też dzikie trasy, więc jest w czym wybierać. Ostatnie pytanie: co byś powiedziała dzieciakom, które marzą o karierze takiej jak twoja? Żeby ciężko i systematycznie pracowały i żeby nie bały się nowych rzeczy. Ja podczas swojej kariery często byłam przywiązana do sprawdzonych rozwiązań i bałam się ryzykować. Zmieniałam coś dopiero wtedy, gdy było źle i nie miałam już wyjścia. Żałuję, że trochę więcej nie eksperymentowałam. A nowych rzeczy warto próbować, zwłaszcza w młodym wieku – nie tylko jeździć na rowerze, ale też poskakać, pouczyć się trialu rowerowego, pojeździć na torze BMX-owym, czyli nabrać jak najwięcej takich technicznych umiejętności. Technika jest najważniejsza, a w młodym wieku „łapie się” ją dużo szybciej. A druga rada jest taka, żeby zawsze cieszyć się tym, co robimy i nie wpaść w taką pułapkę, w której pojawia się myśl „żeby być najlepszym, muszę ciężko trenować”. Kluczowe jest tu słowo „muszę”, które powinno zastąpić „chcę”. Musi być frajda i fun z jeżdżenia. To jest coś, co trzeba w sobie pielęgnować przez całą karierę. Dziękuję za rozmowę.

TATRA

MAGAZINE

23


HOTEL LIPTAKÓWKA komfortowy wypoczynek w Białce Tatrzańskiej C

hoć baza noclegowa w Białce Tatrzańskiej zwiększa się z roku na rok, a nowe miejsca pojawiają się niczym grzyby po deszczu, kilka punktów na turystycznej mapie miejscowości to „pewniaki” od lat. Jednym z nich jest bez wątpienia Hotel Liptakówka***, który jako pierwszy białczański obiekt został sklasyfikowany jako hotel. Jego renomę i jakość potwierdzają wysokie oceny otrzymywane od użytkowników na Booking.com, Trip Advisor czy Google.

Białka Tatrzańska to od lat jedna z ulubionych wakacyjnych destynacji turystów, którzy urlop spędzają pod Tatrami. Nieduża podhalańska miejscowość ma doskonałą lokalizację – blisko stąd i do Zakopanego, i na Słowację, i do Zapory Czorsztyńskiej, a dalej w Pieniny. Jednak największym walorem Białki jest tutejsza infrastruktura turystyczna – hotelowa, gastronomiczna i narciarska. To idealne miejsce na urlop dla singli, par, rodzin z dziećmi i grup znajomych, ale też na wesele czy wydarzenie biznesowe. Hotel Liptakówka*** – pierwszy hotel z prawdziwego zdarzenia w Białce Tatrzańskiej Hotel Liptakówka*** to nowoczesny, komfortowy i kameralny hotel zlokalizowany w samym sercu Białki Tatrzańskiej, jedynie 300 m od Kotelnicy, największego w Polsce kompleksu narciarskiego i Basenów Termal-

nych Bania. Goście obiektu mają do dyspozycji wygodne, świetnie wyposażone (suszarka, smart TV 40”, wifi na światłowodzie) i przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, standardowe pokoje jedno-, dwu-, trzyi czteroosobowe, a także apartamenty i pokoje typu studio. Najbardziej wymagający turyści mogą skorzystać z pokoi typu „Lux”, które na wyposażeniu mają to, co pokoje standard, a dodatkowo zestaw powitalny (czajnik, filiżanki i herbata), minibar, a także balkon lub taras z pięknym widokiem. Na samochody gości czeka monitorowany całodobowo parking na 60 samochodów. Na narty, na skuter śnieżny, na siłownię Miłośnicy białego szaleństwa na pewno ucieszą się z dwóch udogodnień: przechowalni


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

sprzętu narciarskiego i snowboardowego, która została wyposażona w automatyczny system do suszenia butów narciarskich, snowboardowych i sportowych oraz wypożyczalni skuterów śnieżnych, znajdującej się nieopodal, pod Kotelnicą. W hotelu jest też sala fitness wyposażona w sprzęt renomowanej marki LifeFitness: Flexstrider, rower poziomy, rower pionowy, rowery do spinningu, wioślarza, bieżnie i steppery. Od maja do listopada czynny jest basen zewnętrzny z podgrzewaną wodą, przeciwprądem i brodzikiem dla dzieci oraz jacuzzi.

Kulinarne uciechy Głodnych kulinarnych wrażeń gości Liptakówka zaprasza do dwóch punktów gastronomicznych z menu à la carte. Czynna cały rok restauracja Bajka to potrawy regionalnej kuchni góralskiej, ale też wykwintna kuchnia z różnych stron świata (m.in. pizza i inne dania kuchni włoskiej). Można tu też zamówić wyśmienitego drinka w Drink Barze i delektować się chwilą przy basenie lub w ogródku (latem).

Coś dla ciała Goście preferujący mniej aktywny wypoczynek mogą skorzystać z oferty Dolce Vita Wellness & Spa: zabiegów na twarz i ciało wykonywanych na kosmetykach Farmona, a także sauny parowej, sauny suchej, jacuzzi oraz masaży leczniczych, terapeutycznych, relaksacyjnych i wspomagających odchudzanie wykonywanych przez wykwalifikowany personel.

Sezonowa karczma U Góroli działa w sezonie zimowym - to miejsce z prawdziwie góralską atmosferą, którą docenią amatorzy lokalnych potraw, piwa i trunków rozgrzewających. To idealne miejsce relaksu po ciężkim dniu - można tu dobrze zjeść i wypić, a także zagrać w bilard lub w gry na Xbox.

Z myślą o najmłodszych Dla wypoczywających w Liptakówce dzieci hotel przygotował moc atrakcji. W sezonie zimowym dzieciaki mają do dyspozycji dużą salę zabaw, a w niej małpi gaj i popularne gry – piłkarzyki, cymbergaja, domek dla dzieci, koniki bujane i przeróżne zabawki. Latem hotel zaprasza na dwór, gdzie na placu zabaw na najmłodszych klientów czekają Bajkowy Domek, zjeżdżalnie, huśtawki, piaskownica, mini-ścianka do wspinaczki, trampolina i stół do ping-ponga.

25


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

Idealny na imprezy okolicznościowe i spotkania biznesowe Hotel Liptakówka*** słynie też z organizowanych tu wesel i imprez okolicznościowych. Elegancka i nawiązująca wystrojem do architektury Tatr i Podhala sala balowa oraz obszerna jadalnia z widokiem na Tatry sprawdzą się jako miejsce wymarzonego wesela w górach. Hotel zorganizuje też dopasowane do oczekiwań młodej pary menu i zapewni obsługę na najwyższym poziomie. Z kolei oferta konferencyjna to propozycja dla tych, którzy szukają niebanalnego miejsca na wydarzenie biznesowe. Tutejsze cztery sale konferencyjne wyposażone są w nowoczesny sprzęt. W przypadku imprez kilkudniowych hotel zapewnia też nocleg uczestnikom wydarzenia.

www.liptakowka.com Rezerwacje: +48 609 146 840 biuroliptakowka@gmail.com

26


OSZAŁAMIAJĄCA POSIADŁOŚĆ NA SŁOWACJI DOSKONALE ZAPROJEKTOWANA I WYKOŃCZONA Przestrzenie, niewymuszona elegancja, najwyższej jakośći materiały, zieleń, a przy tym komfort i luksus. Tak w kilku słowach opisać można tę niezwykłą posiadłość. To piętrowy dom o pow. 1 300 m2, z dwoma połączonymi apartamentami. W pełni wykorzystuje on swoje wewnętrzne i zewnętrzne przestrzenie mieszkalne. Dom składa się z 3 głównych sypialni, 4 pokoi i 6 w pełni zmodernizowanych łazienek oraz 3 toalet. Każdy z apartamentów zaopatrzony jest w kuchnię ze spiżarnią, w pełni wyposażone i połączone z jadalnią (jedna z nich mieści ok. 16 osób, druga – 6). Pomieszczenia te otwierają ̨ się na sąsiednie pokoje dzienne.

drzwi (z dębu rosyjskiego), po oszałamiający parkiet i drewniane zabudowy. Urocze słoneczne salony z wysokimi oknami łukowymi, kominkiem oraz sufitem katedralnym posiadają dostęp do rozległego tarasu zewnętrznego. Na działce znajdują się trawiaste podwórka, drzewka owocowe, las oraz wymiarowe boisko do piłki nożnej. Nieruchomość obejmuje też kwaterę dla ogrodnika z osobnym wejściem. Cała posiadłość znajduje się na ponad hektarowej działce, ogrodzonej i zagospodarowanej, co gwarantuje 100% prywatności.

Luksusowy dom posiada prywatny basen, zamykany na zimę oraz jacuzzi, nad którym znajduje się szklany sufit w kształcie stożka, co daje możliwość podziwiania gwiaździstego nieba nocą. W suterenach znajduje się garaż podziemny, mieszczący 2,5 samochodu, 2 pokoje socjalne oraz idealny do rozrywki pokój z barem oraz sauną. Bogato zdobione meble zostały wykonane na zamówienie, z dbałością ̨ o każdy szczegół, od oryginalnych futryn oraz

Patrycja Jarosz +48 512 899 068 patrycja.jarosz@remax-polska.pl


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

GÓRSKI HYR idealny dla rodziny i przyjaciół

Przepiękny i ze smakiem urządzony, tradycyjny, a jednocześnie nowoczesny, przytulny i z duszą – taki jest Górski Hyr. To kameralny, góralski domek, który świetnie sprawdzi się jako weekendowe, świąteczne czy wakacyjne lokum dla rodzin i grup przyjaciół.

Przy ul. Kościeliskiej, najstarszej ulicy w Zakopanem, położona jest nieruchomość wyjątkowa na mapie miasta. To Górski Hyr czy też po prostu Hyruś, jak pieszczotliwie mówi o nim właścicielka. Jedno z tych miejsc, które urzekają od pierwszego wejrzenia – wyjątkową atmosferą, komfortowymi warunkami, wysmakowanymi wnętrzami i przenikającą na wskroś góralskością w najlepszym tego słowa znaczeniu. Górski Hyr to więcej niż dom do wynajęcia – to przemyślany w najdrobniejszych detalach wakacyjny podhalański koncept, stworzony z myślą o rodzinach i grupach przyjaciół. Miejsce idealne na weekendowe wypady, rodzinne święta czy wakacje w gronie znajomych.

STYLOWO I KOMFORTOWO Choć oferta noclegowa pod Tatrami jest bardzo bogata, to Górski Hyr jest jedyny w swoim rodzaju. Nowoczesny styl został tu umiejętnie połączony z tradycją, dzięki czemu powstała przestrzeń absolutnie wyjątkowa. Niczym ogień i woda, przytulność i minimalizm dopełniają się, tworząc przepiękną całość.

28

Kute balustrady, bogato zdobione elementy drewniane i świetne zdjęcia tatrzańskiej przyrody to ukłon w stronę góralskiego dziedzictwa. Wysokiej klasy sprzęt kuchenny i RTV, bezpłatne wifi oraz dostęp do platformy streamingowych to nowoczesne udogodnienia, jakich coraz częściej oczekują turyści. Położony w bezpośrednim sąsiedztwie Krupówek, zakopiańskich atrakcji i szlaków turystycznych

Sam dom, choć nieduży, może spokojnie pomieścić nawet 8 osób, choć najlepiej sprawdzi się jako kwatera dla rodziny z dziećmi lub kilku par. Goście mają do dyspozycji 2 poziomy. Na parterze znajduje się salon z kominkiem elektrycznym i rozkładaną podwójną kanapą, w pełni wyposażony aneks kuchenny (komplet naczyń, lodówka, zmywarka, piekarnik z mikrofalą, ekspres do kawy i toster) oraz łazienka z prysznicem. Jest też duża zamknięta weranda, która może posłużyć jako miejsce wspólnego odpoczynku po całym dniu lub schowek na narty czy snowboard.


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

Na pierwszym piętrze są 2 sypialnie (obie z balkonami) i łazienka z prysznicem. W mniejszej sypialni znajduje się łoże małżeńskie, zaś w większej – łoże małżeńskie i wygodna 2-osobowa rozkładana sofa.

PO SĄSIEDZKU Lokalizacja Górskiego Hyru przy ul. Kościeliskiej sprawia, że goście mają wszędzie blisko. Centrum miasta i słynne Krupówki znajdują się ok. 400 metrów od Hyrusia. Popularne szlaki turystyczne czy też liczne zakopiańskie atrakcje także są na wyciągnięcie ręki – w zasadzie w każde z tych miejsc można dotrzeć na piechotę. To szczególnie ważne, jeśli weźmie się pod uwagę, z jakimi problemami parkingowymi boryka się Zakopane w ostatnich latach. Warto w tym miejscu wspomnieć, że goście Górskiego Hyru mogą bezpłatnie skorzystać z miejsca parkingowego na terenie nieruchomości. Przepiękny góralski dom z duszą na rodzinne pobyty

Dom jest też świetną bazą wypadową na krótkie spacery po okolicy, a także dłuższe wyprawy w góry, jak choćby do Doliny Strążyskiej i dalej na Giewont, do Doliny Małej Łąki czy do Doliny Kościeliskiej. Miłośników jazdy na białym puchu ucieszy bliskość Polany Szymoszkowej, a zakopiańskich spacerowiczów – kolei linowej na Butorowy Wierch, skąd rozciąga się widok na Tatry Zachodnie, Zakopane i Kościelisko, a także słynnej kolejki na Gubałówkę. Górski Hyr honoruje Kartę Tatrzańską; dodatkowo goście obiektu mają 10% zniżki w Termach Chochołowskich.

www.gorskihyr.pl Rezerwacje: 604 978 026 | libertainn@gmail.com

Zapraszamy na nowoczesny wirtualny spacer po Górskim Hyrze, przygotowany przez firmę

www.gorskihyr.pl/wirtualnyspacer www.K2wnetrza.pl | 505 222 123

29


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

Slow travel

& HYGGE VIBES Trudno w to uwierzyć, ale są w naszych pięknych polskich górach miejsca zaciszne, niedotknięte komercją, nieoblężone przez turystów. Takie, w których życie toczy się codziennym rytmem, w zgodzie z Matką Naturą. To między innymi położona nad potokiem Barbarówka Łapszanka oraz cicha i spokojna, ulokowana niedaleko Jeziora Czorsztyńskiego, Huba. Można się tam zregenerować, pogłaskać pasące się nieopodal krowy i owce, godzinami spacerować po łąkach i lasach oraz pić poranną kawę, podziwiając zapierającą dech w piersiach górską panoramę. Miłośników slow travel na pewno ucieszy fakt, że w obu tych lokalizacjach do wynajęcia są nowoczesne, całoroczne domy.

KRÓTKA HISTORIA KASI I JARKA Wszystko zaczęło się od wizyty u przyjaciół w Łapszance. To była miłość od pierwszego wejrzenia. – Przepadliśmy bez nadziei. Po prostu odnaleźliśmy „to miejsce” na ziemi i zapragnęliśmy zostać tu na zawsze – wspominają właściciele. Zauroczeni Łapszanką i pochłonięci jej wyjątkowym klimatem postanowili zapuścić tam korzenie. Przebudowali starą bacówkę tak, aby zachować jej wyjątkowy klimat, a jednocześnie dodać jej nowoczesności i miejskiego komfortu. Tak rozpoczęła się piękna historia Chatty Łapszanka, którą dzisiaj Kasia i Jarek pragną dzielić się z innymi. - Te bajkowe widoki, szum wody, krowy podchodzą-

30

ce pod okna, zieleń wkradająca się do wnętrz i sople sięgające parapetu... Z początku chcieliśmy mieć je tylko dla siebie. Po jakimś czasie poczuliśmy jednak, że czas najwyższy podzielić się tym dobrem. To była genialna decyzja, bo okazało się, że nasi goście to wspaniali ludzie – dodaje Kasia. Możliwość dzielenia się szczęściem i dobra energia tego miejsca zachęciła gospodarzy do zbudowania drugiego domu (a w zasadzie dwóch), tym razem w paśmie Gorców, z widokiem na panoramę Tatr, Pienin, tuż nad Jeziorem Czorsztyńskim: Chatty Huba. Obie Chatty przyciągają dzisiaj gości spragnionych inspirującego kontaktu z naturą i poszukujących odpoczynku z dala


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

od zgiełku miasta. – Serce nam się raduje, gdy czytamy opinie naszych gości. W pamięć zapadają takie słowa jak: „Ostrzegamy przed pobytem w tym miejscu. Uzależniająco pięknie”, „Obiekt jest magiczny, nie spotkałam się z tak cudownym miejscem” albo „Widok z tego

miejsca powala, raduje, inspiruje, motywuje, pogrąża w refleksji, przeszliśmy chyba wszystkie stany emocjonalne”. Dlatego z otwartymi ramionami witamy nowych mieszkańców naszych domów – dodaje Kasia.

To nowoczesny, drewniany domek przeznaczony dla 8 osób. Na parterze znajduje się przestronny, widny salon z kominkiem, rozkładaną sofą oraz wyjściem na taras i do ogrodu (gdzie szumi przepływający strumyk), w pełni wyposażona kuchnia oraz jadalnia. Na piętrze na gości czekają 3 sypialnie. Do dyspozycji są również 2 łazienki.

To 2 domy w stylu nowoczesnych stodół, mieszczące do 12 osób każdy. Ich wnętrza wykonano w skandynawskim stylu. Na parterze znajdują się salon z sofą, kominkiem i wyjściem na taras, dobrze wyposażona kuchnia oraz jadalnia i sypialnia. Na parterze zaś sypialnie przeznaczone dla 8 osób. Dodatkowo dla gości przygotowano przestronny, 4-os. apartament, który przy większej ekipie można wynająć i połączyć z domem. Do dyspozycji gości są 2 lub 3 łazienki. W ogrodzie oprócz przestrzeni dla dzieci znajdziemy skandynawskie EKO SPA – gorącą balię, a wkrótcce też saunę ogrodową z najpiękniejszym widokiem w kraju.

We wsi nabyć można prawdziwe podhalańskie sery, w tym bundz, oscypki czy korbacze. Zimą biegać można tu po śniegu, szaleć na sankach czy nartach, a latem zbierać jagody. Niezależnie od pory roku powietrze zawsze jest krystalicznie czyste, a widoki nieziemskie, zwłaszcza na Przełęczy nad Łapszanką.

www.chatta-lapszanka.pl kontakt@chatta-lapszanka.pl +48 604 285 462

O każdej porze dnia ten żywy pejzaż zmienia swe oblicze. Poranek nad chmurami, południe w leniwym lustrze jeziora, a popołudnie w ognistych barwach zachodu słońca.

www.chatta-huba.pl kontakt@chatta-huba.pl +48 604 285 462

31


C I E K AWO S T K I

Czy Tatry dalej rosną?

32

Choć pytanie brzmi absurdalnie, w rzeczywistości jest zupełnie słuszne. Okazuje się bowiem, że Tatry z roku na rok sukcesywnie się wypiętrzają. Co ciekawe, za miliony lat tendencja ta się odwróci – przemienią się one w równinę lub zastąpi je morze.


C I E K AWO S T K I

Na przełomie wielu milionów lat Tatry zmieniały się wskutek kilku zróżnicowanych procesów. Dzisiejszy wygląd masywu ma związek z okresem późnej kredy, w tym przede wszystkim z okresem trzeciorzędu orogenezy alpejskiej (65-1,8 mln lat temu), w czasie którego doszło do ruchów

górotwórczych i formowania się widocznych dzisiaj wypiętrzeń. Tatry zaliczyć można w związku z tym do gór stosunkowo młodych. Warto wiedzieć, że w podobnym czasie powstały również Alpy, Pireneje, Apeniny czy Himalaje.

Mowa jednak stricte o wypiętrzeniach. Początków historii najwyższych polskich gór można bowiem upatrywać dużo wcześniej. Gdzie szukać poszlak i dowodów na ich kształtowanie się nawet kilkaset milionów lat temu? Niemymi świadkami tego procesu są przede wszystkim skały! Najstarsze, krystaliczne świadczą o tym, że Tatry formowały się już w późnym paleozoiku (540-250 mln lat temu). Co ciekawe, znaczna część późniejszych skał osadowych, tworzących obecnie regle tatrzańskie, powstała w zupełnie innym rejonie i została nasunięta w postaci płaszczowin na skały miejscowe.

Co łączy Tatry z Himalajami? Od 15-20 mln lat Tatry nieustannie rosną. Co znamienne, proces zachodzi nierównomiernie, przez co są one niesymetryczne. Od południa wypiętrzają się szybciej niż od północy. Z tego względu najwyższy masyw znajduje się u naszych południowych sąsiadów, na Słowacji. Po polskiej stronie występują natomiast wcześniej wspomniane regle. Naukowcy tłumaczą to istnieniem tzw. uskoku tatrzańskiego, na którym odbywa się podnoszenie skorupy ziemskiej. Trudno jednoznacznie określić dokładny przyrost gór. Wśród badaczy zdania są bowiem podzielone. Słowacy mówią o wzroście Tatr Wysokich w tempie 6-8 mm/rok, Zachodnich nawet o 8,4 mm/rok, tymczasem Polacy podają nieco mniejsze wartości.

33


C I E K AWO S T K I

Co znamienne, góry zapewne rosłyby szybciej, gdyby nie działanie erozji (wynikającej z działań wiatru, wody i lodu) w najwyższych ich partiach. Rzeczywisty wzrost to prawdopodobnie około 10-15 proc. tego, który wynika z samego procesu wypiętrzania skał. Tatry nie są jedynymi na świecie górami będącymi w fazie wzrastania. Na podobnym etapie są obecnie Himalaje. Te jednak rosną zdecydowanie szybciej. Odnotowuje się nawet 1-centymentrowy wzrost wypiętrzeń w skali roku, co daje kilometry na milion lat!

Dzisiaj szczyty, w przyszłości znów morze Na razie Tatry wciąż rosną, ale wszystko wskazuje na to, że, w związku z następowaniem po sobie procesów geologicznych, za kilka milionów lat staną się równiną lub pokryje je morze. W tatrzańskiej historii wyodrębnić można bowiem już kilka takich okresów, w których krajobraz z górskiego zmieniał się w morski. Przeplatały się one cyklicznie z latami intensywnego wypiętrzania gór, a następnie ich

niszczenia. Trwające miliony lat procesy spowodowały, że Tatry są geologicznie zróżnicowane. Ślady dawnego morza można dzisiaj w Tatrach z powodzeniem odnaleźć. O jego istnieniu świadczą między innymi charakterystyczne wapienne skałki, obecne przy północnych wejściach do dolin (np. Strążyskiej czy Kościeliskiej).

AU TO R IZA TROJANOWSKA Z wykształcenia polonistka, z zawodu grafik, redaktor i korektor. Miłośniczka turystyki samochodowej i przecinków. Fot.: Adam Brzoza

34


WYPOŻYCZALNIA SKUTERÓW ŚNIEŻNYCH ZAKOPANE–GUBAŁÓWKA–WITÓW OFERTA DLA FIRM, GRUP ZORGANIZOWANYCH, OSÓB INDYWIDUALNYCH.

DUKAT: Przygotuj się na dobrą zabawę!

CZŁONEK POLSKIEGO STOWARZYSZENIA SNOWMOBILU A TAKŻE AKTYWNY I BEZPIECZNY WYPOCZYNEK

www.skutery-zakopane.pl +48 604 241 141 biuro@skutery-zakopane.pl


MODA I STYL

MODA NA PODHALU funkcjonalna czy stylowa?

Nie mam na myśli stylu architektonicznego, znanej szeroko parzenicy czy kierpców. To oczywistości znane na całym świecie. Chodzi mi raczej o modę ulicy. O szalony korowód, który każdego roku przemierza ulice Białki Tatrzańskiej, Zakopanego czy Bukowiny.

AU TO R HUBERT CENTKOWSKI Krytyk Mody. Producent i pomysłodawca Fashion Anatomy – Polish Fashion Week. Fan Podhala, gór i dobrego smaku.

36

Morze wylewających się z każdej strony dam w puchatych czapkach, kozakach, futerkach i odblaskowych kombinezonach narciarskich. Istny sezonowy oczopląs. Wszelkiej maści tandeta z Chin, która z Podhalem ma tyle wspólnego, ile wspólnego ma przyjazd do Zakopanego z pobytem w górach. Zakopane to Zakopane, góry to góry, a tandeta z Chin zawsze pozostanie tandetą.


MODA I STYL

Od wielu lat odwiedzam Podhale. Tutaj odpoczywam. Wydeptuję górskie szlaki, odwiedzam smaczne miejsca, jednym słowem łapię balans. Jako człowiek, który zawodowo zajmuje się modą, zwracam uwagę na to, co ludzie mają na sobie, jak to noszą, skąd mają, czy wybierają produkty regionalnych producentów, czy idą do sieciówki i szukają swetra stylizowanego na Mountain Style. To szukanie świadomości mody. Świadomości u konsumentów, ponieważ u twórców jest od dawna.

Sezonowa moda na Zachodzie Wystarczy spojrzeć w stronę naszych sąsiadów, aby zrozumieć, co mam na myśli. Szwajcaria czy Austria to kraje, dla których kultura turystyki górskiej ma olbrzymie znaczenie. Od bardzo wielu lat rozwija się tam zjawisko sezonowości mody górskiej. To nieodłączny element tej gałęzi. Można ją nazwać Winter Style lub Ski Style. W Polsce ta typowa moda górska kojarzy się u młodszego pokolenia z dresówką, u dojrzalszego pokolenia z kożuchem, dużo rzadziej gdzieś między tym wszystkim przewijają się elementy charakterystyczne dla podhalańskiego folkloru, a szkoda, bo to nasze, polskie, oryginalne dla nas i dzięki temu prawdziwe. Mam oczywiście na myśli rękodzieło, a nie wspomniane wcześniej chińskie badziewie, na którym ktoś przypadkiem umieścił wizerunek szarotki alpejskiej. Zupełnie już nie kojarzy się z luksusowym podejście do produkcji mody w góry.

Bogner jest uważany za wynalazcę mody sportowej i nie trudno się domyślić dlaczego. Marka została stworzona 85 lat temu przez narciarza klasycznego Willy’ego Bognera Seniora i oferuje luksusowy wybór odzieży narciarskiej dla całej rodziny, stylowej na stoku i poza nim. Odzież narciarska została zaprojektowana tak, aby połączyć funkcjonalność i wysoką wydajność z elegancją i ekskluzywnością, a także zapewnić żywy, przyciągający wzrok wizerunek. Marka Bogner to idealna kombinacja: luksus, styl i wyrafinowanie. Oczywiście żadna z tych powyższych marek nie skupia się na wyciąganiu z regionalnego folkloru elementów dla niego specyficznych, ale też nawet nie udaje, że próbuje.

Złoty środek? Więc może dobrze zastanowić się nad tym, czy istnieje sens łączenia tych dwóch prądów. Ważnego z historycznego punktu widzenia regionalizmu z elegancją funkcjonalności i wygody, niezbędną na stoku czy szlaku. Nie ma chyba jednoznacznej odpowiedzi, zdaje się jednak, że, jak zawsze, idealnym rozwiązaniem jest złoty środek. Warto z jednej strony, z głową i umiarem, czerpać z kultury i tradycji, z drugiej tworzyć modę funkcjonalną, ale przy tym po prostu ładną.

Światowe oblicze mody Popatrzmy na markę Moncler, która jest prawdopodobnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w górach, i to nie bez powodu. Założona w 1952 r. przez lata doskonaliła swoją odzież i stworzyła ubrania narciarskie, które nie tylko chronią, ale również są efektowne.

37


PO URODĘ

Na Podhale

KIEDYŚ PODHALE KUSIŁO PRZEDE WSZYSTKIM TURYSTÓW ZAKOCHANYCH W TATRACH. OBECNIE REGION TO NIE TYLKO FOLKLOR I SKALISTE GRANIE, ALE TEŻ RÓŻNEGO RODZAJU USŁUGI NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE. Z TEGO WZGLĘDU PRZYBYWA OSÓB, KTÓRE ODWIEDZAJĄ NASZ REGION W CELU ZUPEŁNIE INNYM NIŻ REALIZOWANIE SWOICH GÓRSKICH PASJI. MOWA O TURYSTYCE MEDYCZNEJ, KTÓRA Z CAŁEGO KRAJU PRZYCIĄGA OSOBY CHCĄCE PODDAĆ SIĘ NOWOCZESNYM ZABIEGOM W PIĘKNYCH OKOLICZNOŚCIACH PRZYRODY. JEDNĄ Z PLACÓWEK ŚWIADCZĄCYCH TAKIE USŁUGI JEST LASERMED, TOPOWY PODHALAŃSKI OŚRODEK LASEROTERAPII, W KTÓRYM PRACUJE NASZA ROZMÓWCZYNI, AMELIA LANGER-ŁUKASIK.

EWA SZUL-SKJOELDKRONA: Turystyka medyczna rośnie w siłę. Czy widać to na przykładzie klientów LASERMED?

www.lasermed.com.pl +18 880 02 00

38

AMELIA LANGER-ŁUKASIK: Zdecydowanie obserwujemy wzrost takiego trendu w naszej klinice. Często odwiedzają nas osoby spoza Podhala. Kraków, Tarnów, Rzeszów – to miasta, z których często przybywają do nas pacjenci. Najczęściej jednak odwiedza nas Polonia, czyli pacjenci, którzy na co dzień mieszkają za granicą

(Wielka Brytania, USA, Austria, kraje skandynawskie), ale przyjeżdżają na Podhale w celu odwiedzenia rodziny. Mogą u nas uzyskać leczenie na tak samo wysokim poziomie, ale w niższej cenie niż w kraju, w którym obecnie mieszkają. Jakiego rodzaju zabiegi wykonują Państwo w LASERMED? LASERMED to obecnie klinika o charakterze interdyscyplinarnym, za-


ZDROWIE I URODA

czynaliśmy od medycyny estetycznej i laseroterapii dermatologicznej, ale teraz wykonujemy także zabiegi z zakresu medycyny regeneracyjnej, ortopedii, chirurgii, stomatologii czy ginekologii.

jak to często bywa w przypadku laseroterapii. No to wejdźmy w szczegóły. Przyjeżdżam do LASERMED, wykupuję zabieg Fotona 4D, kładę się na łóżko i…

Odpręża się Pani, a ja już zajmuję się całą resztą. Tak jak już wspominałam, cały zabieg składa się z 4 procedur. Pierwszy etap to EndoLifting®. Tutaj działamy od wewnętrznej strony twarzy – w przedsionku jamy ustnej. Na skutek delikatnego podgrzewania tkanek dochodzi do kontrolowanego kurczenia włókien kolagenowych, co powoduje Jesień i zima to rzeczywiście najuelastycznienie skóry. Kolejnym lepszy moment na zabiegi laserowe, etapem jest FRAC3D®, gdzie konCZĘSTO ZDARZA SIĘ, mniejsza ilość promieni słonecznych centrujemy się na odmładzaniu ŻE ZABIEG W LASERMED i zanikająca opalenizna powakacyjgłęboko położonych niedoskonałoJEST CZĘŚCIĄ URLOPU na to czynniki, które zdecydowanie ści – w tym wypadku efekt działania sprzyjają wykonaniu zabiegów z użylasera to przede wszystkim zwiękNASZYCH PACJENTÓW. ciem lasera. Wielu klientów decyduje szenie produkcji kolagenu i elastyPRZYJEŻDŻAJĄ NA KILKA się też na zabiegi właśnie w tym czany, co zmniejsza wiotkość skóry. DNI W GÓRY, W TRAKCIE sie po to, aby pięknie wyglądać wioPrzedostatnim etapem zabiegu jest WYJAZDU ODWIEDZAJĄ sną i latem. PIANO® – wykorzystujemy tutaj NASZĄ KLINIKĘ I WRAultra długi impuls lasera dostarczaCAJĄ, BY CIESZYĆ SIĘ jący energię do tkanki podskórnej, Z badań wynika, że coraz więcej osób DALEJ WAKACJAMI. dzięki czemu napięcie skóry na całej korzysta z laseroterapii. Co jest hitem jej grubości znacząco się zwiększa. w Waszym przypadku? Procedurą zwieńczającą cały zabieg jest peeling laserowy SupErfacial™, który powoduCiężko jest wyłonić jednego lidera, na pewno wśród je wygładzenie skóry, usunięcie wizualnych niedoturystów ogromną popularnością cieszy się Fotona 4D. skonałości i przywrócenie jej naturalnego kolorytu. Z kolei osoby z Nowego Targu i okolic najczęściej dePo każdym zabiegu zapewniamy 30 min. darmowego cydują się na zabieg laserowego zamykania naczynek naświetlania lampą LED, dzięki czemu znacząco skrai depilacji laserowej, dużą popularnością cieszy się camy czas regeneracji. także zabieg radiofrekwencji mikroigłowej. Czyli macie szeroką ofertę. Jednak ja chciałabym dziś porozmawiać o laserach. Te urządzenia zrewolucjonizowały świat medycyny, zabiegi z ich zastosowaniem są szybkie, bezinwazyjne i niezwykle skuteczne. Z tego co słyszałam, jesień i zima to najlepszy czas na zabiegi laserowe. Czy to prawda?

Na czym polega zabieg Fotona 4D? I z czego wynika jego popularność? Fotona 4D to jeden z naszych hitów, połączenie 4 procedur zabiegowych w trakcie jednej wizyty. Gdybym miała opisać go jednym zdaniem, powiedziałabym, że jest to bezinwazyjny lifting twarzy, którego wygładzające i ujędrniające efekty uzyskuje się już po jednej wizycie w naszej klinice. I zapewne właśnie z tego wynika jego popularność – nie potrzeba serii zabiegów do tego, żeby wyglądać lepiej i młodziej. To sposób na lepszy wygląd bez konieczności poddawania się bolesnym i inwazyjnym procedurom z użyciem skalpela. Dlatego często zdarza się, że zabieg w LASERMED jest częścią urlopu naszych pacjentów. Przyjeżdżają na kilka dni w góry, w trakcie wyjazdu odwiedzają naszą klinikę i wracają, by cieszyć się dalej wakacjami. To jest właśnie przewaga Fotony 4D nad innymi zabiegami - nie trzeba wykonywać serii zabiegów,

Jakie efekty uzyskujemy po zabiegu? Fotona 4D to idealna alternatywa dla standardowych wypełniaczy czy zabiegów chirurgicznych. Efekt odmłodzenia otrzymujemy przy minimalnych uszkodzeniach tkanki w porównaniu do klasycznych zabiegów z użyciem skalpela. Po zabiegu obserwujemy zwiększenie napięcia skóry i poprawę jej zagęszczenia, wygładzenie zmarszczek, przywrócenie naturalnego owalu twarzy i usunięcie niedoskonałości skóry. Mocno zauważalne jest także wypełnienie bruzd nosowo-wargowych. To efekty, które utrzymują się przez długi czas. Czy trzeba się jakoś szczególnie przygotować do zabiegu? Czy są jakieś zalecenia przedzabiegowe? Najważniejsze, by przestrzegać ogólnych przeciwwskazań do zabiegów laserowych, tzn. unikać opa-

39


ZDROWIE I URODA

lania, przerwać przyjmowanie preparatów o działaniu fotouczulającym czy fototoksycznym – mowa tu o lekach, ale nie tylko, ponieważ takie działanie wykazują również zioła: dziurawiec, nagietek czy skrzyp polny. Trzeba się też powstrzymać przed wykonywaniem peelingów, a na dobę przed zabiegiem najlepiej nie pić alkoholu. Dla kogo jest zabieg Fotona 4D? Dla każdego, kto chce poprawić wygląd swojej skóry twarzy lub szyi na długi czas, a nie po drodze mu ze skalpelem i igłami. To doskonała alternatywa dla operacyjnych liftingów twarzy, nie wspominając o prostych zabiegach kosmetycznych, które nie są w stanie osiągnąć rezultatów zbliżonych do tych, które uzyskujemy za pomocą lasera. Zabieg jest idealny dla osób cierpiących na brak czasu – wystarczy jedna wizyta w naszej klinice i już można cieszyć się wspaniałym wyglądem skóry. Jeśli pyta Pani o wiek czy płeć, to w zasadzie nie ma żadnych ograniczeń. Odwiedzają nas zarówno kobiety, jak i mężczyźni, których łączy jedno: chęć uzyskania szybkich i trwałych efektów dzięki bezkrwawym i bezbolesnym zabiegom. A kto nie powinien poddawać się tej procedurze? Czy istnieją jakieś przeciwwskazania do zabiegu Fotona 4D? Tak, bo choć lasery w profesjonalnych rękach są bardzo bezpiecznie, również ten zabieg ma swoje ograniczenia. Nie może być stosowany u kobiet ciężarnych, a także u osób cierpiących na aktywne infekcje lub stany zapalne skóry. Choroba nowotworowa również stanowi poważne przeciwwskazanie do wykonania zabiegu. Oczywiście wszystkie możliwe przeciwwskazania dokładnie omawiam z pacjentem podczas darmowej konsultacji wstępnej, żeby mieć pewność, że zabieg przebiegnie bezproblemowo. Posiadacie Państwo różne lasery, które stosuje się w leczeniu wielu przypadłości. Skąd tak szerokie zastosowanie tego urządzenia? Lasery mają wbudowanych wiele parametrów, którymi

40

można indywidualnie sterować, takie jak: czas trwania impulsu, wielkość plamki czy energia impulsu. Daje to możliwość tworzenia wielu kombinacji, od delikatnych zabiegów podgrzewających do głębokiego złuszczania czy wręcz przecinania tkanek na zasadzie laserowego skalpela. Kluczowym parametrem jest jednak długość fali – każdy laser (neodymowy, erbowy, CO2, aleksandrytowy itd.) ma możliwość generowania innej długości fali, która oddziałuje z konkretną tkanką. Tutaj warto przytoczyć przykład chociażby naszej platformy laserowej Fotona Spectro SP, która zawiera w sobie dwa lasery: erbowy i neodymowy. Wiązka lasera o długości 1064 nm to najgłębiej penetrujący promień lasera, dlatego jest skuteczny w walce z niedoskonałościami położonymi nawet głęboko w tkance podskórnej, np. z naczynkami. Z kolei druga długość fali - 2940 nm - umożliwia działanie w obrębie naskórka w formie peelingu. Wniosek jest taki, że laser może tak wiele ze względu na wiele możliwość kombinacji jego właściwości. Zatem jakie przypadłości możemy jeszcze leczyć z użyciem lasera? W naszej klinice laseroterapia wiedzie prym wśród stosowanych przez nas metod. Oprócz typowych zabiegów, takich jak depilacja laserowa, laserowy lifting twarzy i ciała czy peelingi laserowe, wykorzystujemy je także w leczeniu przypadłości z zakresu ginekologii czy chirurgii naczyniowej. Wiele kobiet poddaje się u nas zabiegowi laserowego leczenia nietrzymania moczu, ujędrniania okolic intymnych czy też labioplastyki. Wiem także, że wielu pacjentów korzysta z laserowego leczenia chrapania lub laserowego usuwania żylaków wykonywanego przez doktora Wojciecha Panza, bo przynoszą one rewelacyjne efekty. Bez względu na to, jaki obszar ciała poddajemy działaniu lasera, możemy mieć pewność, że będzie to zabieg bezpieczny, niewymagający długiej rekonwalescencji i przede wszystkim dający efekty na długi czas. Dziękuję za rozmowę.


Rabat 15% z kodem TATRAMAGAZINE na zakupy w e-sklepie www.schroniskobukowina.pl

NATURALNE, PYSZNE I BEZ KONSERWANTÓW PRODUKTY PREMIUM

oczarowują od pierwszego spróbowania

Kiedyś Schronisko Smaków Magdy Gessler, dziś Restauracja Schronisko Bukowina – wyróżniający się na tle innych, biały budynek przy głównej ulicy w Bukowinie Tatrzańskiej już od 6 lat zaprasza na bardzo dobre regionalne dania i wspaniałe desery. Miłośnicy dobrej kuchni i Tatr bardzo dobrze kojarzą to miejsce. Można tu bowiem zjeść przepyszną kwaśnicę i legendarną bezę z mascarpone i owocami. A to wszystko w towarzystwie widoków, które przy dobrej pogodzie nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jesteśmy w Schronisku Bukowina już chyba 7 raz! A w dodatku zawsze zakupię tu pro-

dukty, których nie znajdę na żadnej półce sklepowej - mówi Pani Ania, stała klientka restauracji. Schronisko Bukowina to nie tylko restauracja – to także miejsce, gdzie powstają najlepszej jakości przetwory – kwaśnica, bigos, syropy owocowe, wędliny, sery, konfitury, nalewki i mnóstwo innych pyszności. Naturalne, bez konserwantów, sztucznych barwników i innych pierońskich składników – takie obietnice możemy wyczytać na etykietach producenta. Nasza żywność to nie jest ekologiczna obietnica. Nie mamy certyfikatów bio czy eko. Nam zależy na prostych, tradycyjnych recepturach beż żadnych E w składzie.

Nie uznajemy też syropu glukozowo-fruktozowego czy oleju palmowego. W ogóle staramy się, aby wszystko miało jak najkrótszą listę składników i aby były to takie przetwory, jakie sami zrobilibyście sobie w domu – opowiada dyrektor restauracji i sklepu, Kamil Sakałus. Goście restauracji mogą zakupić produkty ze Schroniska Bukowina u kelnera bądź w sklepie u Pani Janinki, zlokalizowanym przy restauracyjnym parkingu. A ci, którzy nie wybierają się w najbliższym czasie w Tatry, mogą skorzystać ze sklepu online i zamówić sobie produkty z błyskawiczną dostawą do domu. W ofercie sklepu znajduje się ponad 500 różnych produktów, więc jest w czym wybierać.

Wnętrza restauracji Schronisko Bukowina możecie podziwiać za pomocą wirtualnego spaceru www.restauracja.schroniskobukowina.pl/wnetrze

przygotowanego przez firmę

www.K2wnetrza.pl | +48 505 222 123

41


42

95

TRAS ZJAZDOWYCH O ŁĄCZNEJ DŁUGOŚCI 60 KM

7

TRAS BIEGOWYCH

18

OŚRODKÓW W POLSCE I NA SŁOWACJI

3

STREFY SNOWPARK

1

SKIPASS NA WSZYSTKIE ATRAKCJE


SPORT

1 KARNET | 95 TRAS | 60 KM DŁUGOŚCI 95 zróżnicowanych tras narciarskich o długości 60 km, 86 kolejek i wyciągów, największe ośrodki na Podhalu, Spiszu, w Gorcach i Pieninach – oto karnet Tatry Super Ski, który w ramach jednej opłaty daje dostęp do najlepszych stacji narciarskich w Polsce i na Słowacji.

Amatorzy białego szaleństwa już zacierają ręce i szykują swoje narty i snowboardy od 30.10.2021 można kupować Tatra Super Ski, jedyny taki skipass w Polsce, który umożliwia korzystanie z wielu atrakcji w Polsce i na Słowacji. To oferta dla narciarza i snowboardzisty na każdym poziomie – trudność tras jest zróżnicowana, od bardzo łatwych po trasy homologowane przez FIS. Dodatkowo skipass uprawnia do korzystania z 3 SNOW PARKÓW i 7 przepięknych tras biegowych. Wszystkie zrzeszone ośrodki dbają o najmłodszych adeptów białego szaleństwa oraz o wszystkich tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z nartami i deskami snowboardowymi. Specjalne strefy nauki i 17 wyciągów taśmowych zapewniają komfort i wygodę w stawianiu pierwszych kroków na nartach czy na desce.

Gdzie obowiązuje skipass Tatry Super Ski? Organizatorzy Tatry Super Ski zadbali o to, żeby każdy posiadacz skipassu Tatry Super Ski miał w czym wybierać: Bachledka Ski and Sun, Bania Ski & Fun, Harenda,

ODWIEDŹ NAS NA: www.tatrysuperski.pl

Kotelnica Białczańska, Szymoszkowa czy Stacja Narciarska Suche to tylko niektóre ze stacji narciarskich dostępnych w projekcie. W sumie Tatry Super Ski obowiązuje w 18 ośrodkach narciarskich, z których 3 znajdują się na Słowacji.

Ile kosztuje skipass Tatry Super Ski? Skipass Tatry Super Ski to różne typy karnetu:

• 14 dowolnych dni w sezonie, • dzienne, • godzinowe, • Tatry Super Ski + baseny (Polska i Słowacja). Cena skipassu zależy od rodzaju karnetu i terminu, którego dotyczy (poza karnetem 14 dni w sezonie, która w sezonie 2021/2022 kosztuje 1419,00 zł w cenie normalnej i 1300,00 zł w cenie ulgowej). Dla przykładu, w sezonie wysokim ceny karnetów dziennych zaczynają się od 140,00 zł (normalny), ceny karnetów godzinowych - od 115,00 zł za 4 godziny, a ceny Tatra Super Ski + baseny od 180,00 zł (4 godziny ski + 3 godziny baseny). Tatry Super Ski można nabyć online, w kasach wszystkich 18 ośrodków lub w automatach znajdujących się w stacjach Bachledka Ski and Sun, Bania Ski & Fun, Czorsztyn-Ski, Harenda, Jurgów-Ski, Kaniówka, Kotelnica Białczańska, Koziniec, Meander Thermal and Ski Resort, Polana Szymoszkowa, Rusiń-Ski, Ski Centrum Strachan, Ski-Suche, Witów-Ski. Automaty czynne są całą dobę.

KUP KARNET ONLINE

43


K U LT U R A I S Z T U K A

ADAM BRZOZA: TATRY Z LOTU PTAKA

Mało kto z nas miał okazję podziwiać Tatry z nieba – nieliczni mieli szansę oblecieć je szybowcem, zobaczyć z pokładu helikoptera czy samolotu podczas lotu widokowego. Tym większą wartość mają zdjęcia Adama Brzozy, który zabiera nas w niesamowitą podróż po miejscach, porach roku oraz najpiękniejszych polskich górach widzianych z lotu ptaka.

44

Adam Brzoza urodził się u podnóża Tatr i od dziecka po nich chodził. To właśnie w Tatrach zaczęła się jego przygoda z fotografią i to Tatry najczęściej pojawiają się na jego zdjęciach. Jak pisze sam fotograf, góry są fascynujące i inne każdego dnia, więc można fotografować je bez końca. Z czasem jednak Adam Brzoza zapragnął zobaczyć miejsca, które bardzo dobrze znał i które niejednokrotnie odwiedzał z innej perspektywy. Od marzeń do czynów droga nie była łatwa, ale w końcu się udało.


K U LT U R A I S Z T U K A

– Wzniosłem się w powietrze na pokładzie helikoptera, samolotu, jak również na paralotni w zupełnej ciszy, unosząc się z wiatrem, a pod stopami mając Tatry – wspomina Adam Brzoza. W ten sposób, w ciągu 6 lat, powstały wyjątkowe zdjęcia, dzięki którym wszyscy miłośnicy Tatr będą mogli poznać znane im miejsca z zupełnie innej perspektywy. Te same, ale jednak inne, znane, a jednak nie do poznania. Fotograf zebrał je na 232 stronach abumu Tatry z lotu ptaka, wydanego w języku polskim i angielskim.

ALBUM / FOTOTAPETY DO NABYCIA W SKLEPIE: www.sklep.adam-brzoza.com

ODWIEDŹ STRONĘ FOTOGRAFA: www.adam-brzoza.com

45



ZNANI O SOBIE

ANDRZEJ BARGIEL: NAPĘDZA MNIE PASJA Andrzej Bargiel to jedna z najciekawszych postaci wśród polskich zdobywców gór. 3-krotny mistrz Polski w narciarstwie wysokogórskim, rekordzista w biegu na Elbrus, zdobywca kilku himalajskich szczytów (m.in. Sziszapangmy, Broad Peak czy K2) zjeżdżający z nich na nartach, rekordzista w szybkości zdobycia tzw. Śnieżnej Pantery (5 najwyższych szczytów byłego ZSRR), ratownik TOPR, a przy tym wszystkim niezwykle sympatyczny i skromny człowiek.

EWA SZUL-SKJOELDKRONA:

Czy jest coś, czego boi się Andrzej Bargiel?

ANDRZEJ

BARGIEL:

Myślę, że każdy się czegoś boi. Strach jest naturalną cechą i chroni nas przed szaleństwem. Bo przecież nie jest tak, że robię jakieś rzeczy i z założenia jestem pewny, że się uda. Pewność siebie przychodzi dopiero w tym momencie, kiedy zaczynam czuć, że mam kontrolę nad tym, co się dzieje. Pamiętasz sytuacje, w których się bałeś? Takie, które były dla Ciebie trudne? Na różnym etapie naszego rozwoju mają miejsce takie momenty. Kiedy jesteśmy bardzo młodzi, szukamy swoich limitów, granic. Poznajemy dopiero to, co robimy, zbieramy doświadczenie, które przecież nierzadko buduje się na bazie naszych błędów. Miałem w górach różne sytuacje, które były bardzo stresujące i to zarów-

no takie, które same wygenerowałem, ale też zupełnie zewnętrzne. Dla przykładu, kiedyś znalazłem się pod lawiną i na to wydarzenie obiektywnie nie miałem wpływu, bo wydarzyło się to podczas zawodów – ktoś wygenerował tę lawinę, a ja byłem poszkodowany w tej sytuacji. Takich sytuacji miałem naprawdę sporo. Robisz rzeczy niedostępne dla nas, zwykłych śmiertelników. Gdy patrzysz wstecz, o czym myślisz w kategoriach „najtrudniejsze”? Na pewno bardzo dużo zdrowia kosztował mnie projekt K2 – to było tak złożone przedsięwzięcie, że dużo o nim myślałem, a przy tym obawiałem się wielu rzeczy. Ja nawet o tym projekcie śniłem po nocach i to były raczej negatywne scenariusze. To było dla mnie mocne przeżycie emocjonalne, bo skala tego zamierzenia była naprawdę duża, a zwłaszcza w pierwszej fazie. Musiałem do tego rozsądnie podejść, poznać

jego wszystkie aspekty i oswoić się z nim. A co wspominasz najlepiej? Pytam o sytuację kiedy wszystko szło jak „po maśle”? Na pewno było wiele takich momentów, kiedy różne rzeczy po prostu mi wychodziły. I chyba mogę powiedzieć, że gdy patrzę na całokształt mojej działalności, to jestem zadowolony z tego, że mogę zajmować się zawodowo tym, czym się zajmuję. To jest duży sukces, bo wszystkie rzeczy, które w życiu zrobiłem, to była wymagająca walka, która skończyła się dla mnie dobrze. Co Cię motywuje do działania? To, co robię, to jest po prostu czysta pasja i to ona mnie napędza. Gdyby jej nie było, nie miałbym radości ze swoich działań. To jest coś, dzięki czemu w ogóle jestem w górach i regularnie wyjeżdżam, żeby realizować cele, które sobie stawiam.

TATRA

MAGAZINE

47


ZNANI O SOBIE

Zawsze wiedziałeś, że góry to Twoja droga i że będziesz chciał robić to, co robisz? Ta moja droga do miejsca, w którym obecnie jestem była trudna, bo w zasadzie nie miałem backgroundu ani w narciarstwie alpejskim, ani w skialpinizmie. Co ciekawe, ten ostatni miał stać się sportem olimpijskim, ale przez lawinę, o której wspomniałem, ta perspektywa się odsunęła. W sport zaangażowałem się dopiero w wieku 15, a nawet 16 lat. Wszyscy spisywali mnie na straty i mówili, że już za późno, że w Polsce nie ma tradycji narciarskich, ale ja się zaparłem, bo czułem, że chcę to robić. I naprawdę się temu poświęciłem. Niestety otoczenie nie było zbyt sprzyjające. W 2008 r. finansowanie tego sportu opierało się wyłącznie na prywatnych funduszach. Było kilka osób i firm, które mnie wspierały, ale mimo wszystko nie mogłem z tego żyć. To oznaczało, że musiałem łączyć to z pracą, a tym samym cała moja działalność stawała się mało racjonalna. Miałem dużo szczęścia w tym, że spotkałem dużo przychylnych mi osób, które pokazały mi różne możliwości. Pojawiły się wysokie góry i to przyszło nawet tak naturalnie. Tak więc nie było jednej klarownej ścieżki do przejścia – najważniejsze było to, żeby utrzymać właściwy kurs, trzymać się pasji i realizować ją, poświęcać na nią czas, bo tylko to w długiej perspektywie mogło zaprowadzić mnie do miejsca, o którym wcześniej nawet bym nie pomyślał. Czy jest w Twoim życiu przestrzeń na inne hobby? Jeśli nie góry, to co?

48

Oczywiście, mam w życiu też inne zainteresowania, ale sport zawsze był ważny i to niezależnie od tego, czy był to sport w górach, czy nie. Lubię uprawiać przeróżne aktywności i lubię próbować nowych rzeczy. A wokół sportu jest ta przestrzeń. Poza sportem… studiów nigdy nie udało mi się skończyć, bo musiałem wybrać i wybrałem sport. Studiowałem wiele razy, ale nie udało mi się nigdy tego połączyć z moją największą pasją. Nie było możliwości, żeby te dwie rzeczy robić jednocześnie na przyzwoitym poziomie. Ale robię też rzeczy poza sportem: projekty biznesowe czy spędzanie czasu z ludźmi, których lubię i z którymi dzielę zainteresowania typu rajdy samochodowe czy sporty okołogórskie, do których mam łatwiejszy dostęp z racji miejsca, w którym mieszkam. Udało mi się też zrobić międzynarodowy kurs przewodnicki. Krótko mówiąc, z racji tego, że mieszkam na południu, muszę przystosować się do tego, co mi oferuje otoczenie. Biegasz po górach, wspinasz się, zjeżdżasz na nartach z najwyższych gór świata – która z tych aktywności daje Ci największą frajdę? Wszystkie te aktywności są fajne, a ich wspólnym mianownikiem jest to, że mogę spędzać czas w górach, w pięknym, dzikim otoczeniu. Być w spokoju blisko przyrody, kiedy świat zewnętrzny gdzieś pędzi. To jest duży przywilej. Każdy z tych sportów to dla mnie inny poziom zaangażowania. Narciarstwo to najprzyjemniejsza forma, ale oczywiście lubię się też wspinać, pobiegać czy pojeździć

na rowerze. Byłeś w wielu pięknych miejscach świata. Które z nich zrobiło na Tobie największe wrażenie? Jeszcze nie byłem w takim miejscu, w które chciałbym wracać cały czas. Najciekawsza jest dla mnie sama eksploracja, czyli proces podróżowania i poznawania nowych miejsc. Po prostu prowadzi mnie ciekawość. Każde z tych miejsc jest na swój sposób wyjątkowe. Zdarza Ci się jeździć dla przyjemności w miejsca inne niż góry? Jasne, są takie momenty, gdy jedziemy po prostu odpocząć nad morzem w ciepłych krajach czy obejrzeć jakąś stolicę europejską, odwiedzić muzeum, pójść do teatru czy na koncert. Robię te same rzeczy, co każdy inny człowiek. Nie jest tak, że nie dostrzegam nic poza górami. Mam znajomych, najbliższych, którzy zajmują się innymi niż ja rzeczami, a ja jakoś w tym funkcjonuję. Żyję normalnie. Jak pandemia wpłynęła na Twoje życie? To było skomplikowane. Sam przechodziłem COVID-19 w tej pierwszej fazie i to nie było przyjemne, kiedy przez parę tygodni musisz nagle siedzieć w domu, pod dom przyjeżdża policja, aby sprawdzić, czy na pewno jesteś w miejscu odbywania kwarantanny, a do tego cały czas musisz się testować. Miałem w sobie też niepokój w kontekście tego, jak wszystko u nas w Tatrach się zatrzymało. Nagle nie wiesz, co ze sobą zrobić, nie możesz wyjść z domu, bo nie chcesz generować ryzyka dla służb ratunkowych. To było trudne i mocno zaburzyło funkcjonowanie wszystkich ludzi, którzy z gór żyją.


Fot.: Bartłomiej Pawlikowski


ZNANI O SOBIE

Czym się zajmujesz między wyprawami?

Ile czasu dziennie poświęcasz na sport?

Staram się codziennie mieć czas na sport, żeby być w dobrej formie na wyprawy. Zajmuję się też organizacją, czyli wszystkim tym dookoła wyprawy. Teraz np. realizujemy „DOO SAR. A Karakoram Ski Expedition Film”, który będzie miał premierę za kilka dni. Mam też jakieś swoje biznesowe sprawy. Tak więc, jak u każdego, tak i u mnie tych obowiązków jest bardzo dużo. Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że sporo rzeczy mi wychodzi, to mam z tego sporą satysfakcję i motywację do działania.

Jeśli jadę na wyprawę, to 3 miesiące przed są bardzo intensywne. Wtedy spędzam dużo godzin na przygotowaniach. Wiedząc, że mam przed sobą sportowy cel, po prostu się na nim koncentruję. A w okresach przejściowych to jest od 1,5 do 3 godzin dziennie.

Zeskanuj kod i obejrzyj film

Jakie masz plany na nadchodzący rok? Chciałbym wrócić w góry wysokie, ale o konkretnych planach nigdy nie mówię przed ich realizacją. Po prostu tak jest spokojniej. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu robić wokół siebie niepotrzebnego zamieszania. Wolę powiedzieć o tym na kilka dni przed startem wyprawy, bo wtedy to już w zasadzie nie mam wyjścia. Rozumiem i szanuję takie podejście, więc zapytam o coś innego: czy któryś z Twoich planów się nie udał? Musiałem kilka pomysłów przebudować przez ten ostatni czas. Miałem też dwa projekty, których nie udało się dokończyć, ale może kiedyś jeszcze tam wrócę i to zrobię. Na szczęście nie mam w sobie chorobliwej, obsesyjnej potrzeby kończenia zaczętych rzeczy, które sobie wymyśliłem. Ważne dla mnie jest to, że – tak jak powiedziałem wcześniej – mogę podróżować, eksplorować i poznawać nowe miejsca. To daje mi dużo pozytywnych bodźców. Gdybym koncentrował się na maksa na jednej tylko rzeczy, to byłoby to niezdrowe i zaprzeczałoby filozofii tego, co robię. Czy mam zatem rozumieć, że Andrzej Bargiel potrafi odpuścić? Potrafi – to jest moja pasja i nie jest ona najważniejsza na świecie. Z perspektywy czasu ważniejsze niż końcowe osiągnięcie jest to, że w ogóle mogę to robić. Koncentrowanie się tylko na sukcesie czy na porażce byłoby po prostu nierozsądne i do niczego dobrego by nie prowadziło. Czyli nie jesteś chorobliwie ambitny…? Jestem uparty. Jak widzę, że się da i jest to rozsądne, to jestem w stanie włożyć w dane zadanie energię, nawet jeśli zajmuje to więcej czasu, niż przewidywałem. Ale jeśli czuję, że jest duże ryzyko i że nie jest to rozsądne, to odpuszczam na dany moment. Zahaczyliśmy o kilka Twoich cech, więc pociągnę temat. Co w sobie lubisz, a co Cię irytuje?

50


ZNANI O SOBIE

Nie lubię robić normalnych rzeczy. (śmiech) Jak coś jest skomplikowanego czy trudnego, to mi to łatwiej przychodzi niż to, co zazwyczaj się robi. Mam problem z tym, żeby codzienne zadania robić na bieżąco, więc je odkładam na później. Poza tym, żebym mógł coś robić, musi mnie to zainteresować. Jeśli czegoś nie czuję, po prostu tego nie robię. Nawet jeśli ktoś by mnie do tego bardzo namawiał, albo by mi się to super opłacało. Potrafię się też zdystansować do różnych rzeczy. Co jeszcze? Jak nie mam fokusa na maksa, czasem ucieka mi czas. Jestem człowiekiem skrajności – albo robię za dużo, dziesięć rzeczy na raz, albo – jak tego nie ma – nie mam w sobie spokoju i czuję niedosyt. Czyli trzeba Cię wkręcać na wysokie obroty? Tak, ale to nie jest zdrowe długofalowo, no i może być trudne do zniesienia dla otoczenia. A Twoje zalety? Cieszę się z tego, że mimo sytuacji wymuszających na ludziach zachowania czy styl działania, udało mi się uniknąć wchodzenia w niezdrowe zależności. To jest bardzo trudne w dzisiejszych czasach. Jestem niezależny i robię wszystko po swojemu, nikt nie mówi mi, co i jak mam robić. Mam poczucie wolności i ono jest dla mnie bardzo wartościowe. Często takie podejście bardzo mi się nie opłacało, a mimo to nigdy nie zgubiłem swojego kursu i z tego bardzo się cieszę. Czyli wewnętrzna niezależność? Dokładnie. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Jaka wartość?

Życie w zgodzie ze sobą i ta niezależność, o której przed chwilą wspomniałem. Na pewno rodzina jest dla mnie bardzo ważna – mam bardzo dużą rodzinę i staram się o nią dbać, na ile potrafię i poświęcać jej czas. A robiąc wszystkie te rzeczy, masz dla nich czas? Może nie mam go tyle, ile powinienem, ale w ramach tej niedużej ilości wolnego czasu, staram się go jak najwięcej dawać rodzinie. Jeśli jest jakaś potrzeba pomocy, ja zawsze jestem. W ogóle pomaganie ludziom, nie tylko rodzinie, jest dla mnie ważne. Wyznaję taką zasadę, że skoro mam trochę szczęścia i coś mi się udało, to fajnie jest się tym podzielić. Sam kiedyś byłem w takim miejscu, że potrzebowałem pomocy i wiele osób mi pomogło. Nie mówię tylko o finansach, ale też o mentalu czy inspiracji. Ważne jest, żeby nie zgubić takiej wrażliwości, bo ona jest potrzebna.

ludzie, którzy nie zajmują się niczym spektakularnym, ale nie poddają się, walczą i są konsekwentni w tym, co robią. Staram się zrozumieć historie innych i to jest dla mnie niesamowicie ciekawe. Jakie życzenia złożyłbyś czytelnikom Tatra Premium Magazine na 2022 r.? Czego byś życzył sobie i nam wszystkim? Przede wszystkim zdrowia i dużo spokoju, żeby czas był rodzinny i niezaburzony, choćby w kontekście zeszłorocznych świąt, kiedy musieliśmy się zastanawiać, czy spotkać się ze starszymi członkami rodziny. A druga rzecz, której bym wszystkim życzył, to żeby ludzie byli dla siebie po prostu sympatyczni. Zrobiło się strasznie dziko w Polsce i jest za dużo agresji. Dziękuję za rozmowę.

I jeszcze jedna wartość jest dla mnie bardzo ważna. To otwartość na różne rzeczy, bo z tym mamy duży problem, szczególnie w Polsce. Czasem na siłę i zupełnie niepotrzebnie trzymamy się konserwatywnego spojrzenia na świat. Wspomniałeś o inspiracji – czy masz w swoim życiu taką jedną postać, a może grupę postaci, które są dla Ciebie autorytetem i inspirują cię do działania? Na różnych etapach życia inspirowały mnie różne osoby, ale gdy patrzę szerzej, to często inspirują mnie zwykli ludzie. Choćby studenci, którzy pracują w McDonaldzie i kończą trudne, wymagające studia, rozwijają swoje talenty mimo tego, że nie mają do tego warunków i muszą w to włożyć masę pracy. Czy

TATRA

MAGAZINE

51






POD WZGLĘDEM LICZBY GOŚCI TEGOROCZNE LATO BYŁO DLA PODHALA REKORDOWE. W LIPCU I SIERPNIU REGION ODWIEDZIŁO 2 MILIONY TURYSTÓW. WIELE WSKAZUJE NA TO, ŻE KOLEJNY REKORD FREKWENCJI PADNIE W SEZONIE ZIMOWYM. CZY MOŻNA JESZCZE W TATRACH ODPOCZĄĆ Z DALA OD ZGIEŁKU I LUDZI?

Dla wielu z nas Tatry – choć najpiękniejsze w Polsce – nie są pierwszym wyborem urlopowym. Często dzieje się tak ze względu na ogromną popularność tego niesamowitego regionu. Okazuje się jednak, że nawet w Tatrach można obcować z przyrodą w ciszy, spokoju i na własnych warunkach. Oto nasze propozycje aktywnego wypoczynku na Podhalu niezależnie od pory roku.

CHODŹ NA SKITURY! Skitury to narty, które pozwalają nie tylko zjeżdżać z gór, ale też po nich chodzić. Dzięki wykorzystaniu tzw. fok, czyli specjalnego materiału montowanego do ślizgów nart, możliwe staje się podchodzenie w górę na nartach. Korzystanie ze skiturów jest więc alternatywą dla klasycznego chodzenia po górach w butach. Ich podstawową zaletą i przewagą nad zdobywaniem szczytów sposobem tradycyjnym jest wygoda i możliwość wejścia tam, gdzie turysta w butach po prostu nie dojdzie. Jednak tym, co przede wszystkim doceniają miłośnicy tego sportu, jest wolność i niezależność z dala od kolejek do wyciągów i zatłoczonych tras.

PARTNERZY

Tatry są idealnym miejscem do narciarstwa skiturowego – jest tu ponad 200 km legalnych tras o różnych poziomach trudności i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Możesz skorzystać z pomocy licencjonowanego przewodnika współpracującego z WYPOŻYCZALNIĄ SKITUROWĄ i BAJKOWYM ZAKOPANEM, który pokaże Ci Tatry, jakich nie znasz.


SPORT

Nie wiesz, czy skitury są dla Ciebie? Wypożycz sprzęt! W naszej wypożyczalni mamy kompletne zestawy od najlepszych producentów: narty Völkl, buty Dalbello oraz zestawy lawinowe Mammut.

ROWEREM Z ENERGIĄ Zwykło się uważać, że Tatry nie są zbyt przyjazne rowerzystom, ale to mit. Jest wiele tras, które najpiękniej wyglądają z perspektywy siodełka rowerowego. Owszem, często są one wymagające, ale i na to jest sposób.

W ostatnich latach na podhalańskich drogach coraz częściej widuje się rowery elektryczne, które nie tylko pomagają pokonać najbardziej strome podjazdy, ale też pozwalają zobaczyć więcej w tym samym czasie, zapewniając masę radości z pedałowania. Rower elektryczny to drogi sprzęt, na który nie każdego stać. Z pomocą przychodzi wypożyczalnia świetnych i regularnie serwisowanych rowerów klasycznych i elektrycznych Bike Point, która od blisko 10 lat obsługuje świadomych i wymagających klientów. Dodatkowo Bike Point udostępnia swoim klientom apkę z autorskimi trasami rowerowymi. Ci, którzy na dobre rozsmakują się w jeździe „elektrykiem”, mogą w Bike Point kupić nowy lub potestowy rower.

Wypożycz rower elektryczny! W naszej ofercie mamy rowery elektryczne renomowanych producentów Husqvarna i Raymon.

ZABIERZ EKIPĘ NA PODHALE Podhale to wymarzone miejsce na event firmowy czy imprezę integracyjną. Piękna przyroda, świetna atmosfera i góralski klimat to niezaprzeczalne atuty regionu. Jednak, aby najlepiej wykorzystać tutejsze możliwości, warto skorzystać ze wsparcia lokalnego partnera. ActivEvents.pl jest godną polecenia firmą, która organizuje szyte na miarę wydarzenia. Doświadczony zespół przewodników i ratowników górskich oraz instruktorów sportu zabierze Ciebie i Twoich gości – partnerów biznesowych lub pracowników – w mniej znane i rzadziej uczęszczane miejsca w Tatrach, zorganizuje szkolenie skiturowe czy wycieczkę rowerową. Efekt wow murowany!

Sprawdź ofertę ActivEvents.pl!

57


ZNANI O SOBIE

Fot.: Magda Hueckel

TREBUNIE-TUTKI

Od początku byliśmy sobą, podhalańskimi Góralami, którzy hołubią swoją tradycyjną muzykę, a równocześnie są otwarci na twórcze eksperymenty.

58


ZNANI O SOBIE

Zaczynali muzyczną karierę jako kapela góralska, by ostatecznie stać się zespołem występującym na największych festiwalach nie tylko polskich, ale i zagranicznych. Wielokrotnie ich nagradzano i doceniano na światowej scenie muzycznej. Dzięki nim cały świat poznał muzykę góralską. Byli nie tylko prekursorami fuzji międzykulturowych, ale także stworzyli swój własny, unikalny styl, nazywany Nową Muzyką Góralską. O wspomnieniach, najważniejszych wartościach, muzyce góralskiej, ale i planach na przyszłość opowiada Krzysztof Trebunia-Tutka, założyciel zespołu Trebunie-Tutki.

IZA TROJANOWSKA: Jak się zaczęła historia zespołu Trebunie-Tutki? KRZYSZTOF TREBUNIA-TUTKA: Tradycja muzykowania w naszej rodzinie sięga ponad 100 lat, a to zobowiązuje. Kapela rodzinna Trebuniów-Tutków nadal istnieje i co jakiś czas grywa na uroczystościach rodzinnych. Nie możemy jednak być tylko kopią naszych przodków, bo żyjemy w innym czasie, w innych warunkach, mamy inne horyzonty. By podjąć to wyzwanie, założyłem w 1994 r. wraz z tatą i siostrą profesjonalny zespół Trebunie-Tutki, specjalizujący się w muzyce inspirowanej góralszczyzną. Potem dołączył młodszy brat, a kilka lat temu – kuzyn Andrzej Polak. Od początku byliśmy sobą, podhalańskimi Góralami, którzy hołubią swoją tradycyjną muzykę, a równocześnie są otwarci na twórcze eksperymenty. Dzięki Wam cały świat poznaje muzykę góralską. Jak była i jest ona odbierana za granicą? Nasze nagrania z Twinkle Brothers wydane w Londynie w 1992 r. wywołały ogromne zainteresowanie polską muzyką, która w kategorii world music zaczęła być utożsamiana właśnie z góralszczyzną, choć przecież większość naszego

kraju to niziny, na których muzykowało się zupełnie inaczej. W 1995 r. nagraliśmy już sami, jako The Trebunia Family Band, płytę z muzyką tradycyjną Music Of The Tatra Mountains dla prestiżowej wytwórni Nimbus Records. To były bardzo ważne lata również dla rozwoju polskiej muzyki inspirowanej tradycją zwanej potocznie folkową: powstawały nowe festiwale i nowe zespoły. Cieszę się, że byliśmy prekursorami nie tylko fuzji międzykulturowych, fuzji etno-jazzowych, etno-rockowych, etno-techno, ale również udało nam się stworzyć własny styl, który nazwałem Nową Muzyką Góralską. Jakaż to jest muzyka? Nasza muzyka rządzi się swoimi prawami. Komponując, staramy się zachować jednak najistotniejsze cechy góralskie, np.: unikalną skalę, instrumentarium, styl wykonawczy, budowę muzyczną wzorowaną na tradycyjnej. Zaś pisząc teksty, dbamy o jakość gwary, aby nie przypominała współczesnej „nowomowy”. Słuchacze na całym świecie doskonale wyczuwają tę autentyczność i doceniają nasze starania o utrzymanie odmienności stylistycznej, bo w nurcie world music nie ceni się naśladowców.

Za twórczość i całokształt pracy wielokrotnie Państwa nagradzano. Które wyróżnienie było najważniejsze? Cenię sobie bardzo Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, który otrzymałem w 2014 r., „Złoty Krzyż Małopolski”, tytuł „Ambasador Polszczyzny”, przyznany zespołowi Trebunie-Tutki w dziedzinie gwary przez Radę Języka Polskiego, nominacje do nagrody Fryderyk i „Złote Płyty”. Dla muzycznej działalności zespołu Trebunie-Tutki chyba najważniejsza jest wielokrotna obecność naszych płyt w pierwszej dziesiątce Transglobal World Music Chart i 3 miejsce dziesięciolecia Europejskiej Unii Radiowej za album Trebunie-Tutki w Sherwood. Dla mnie jako muzyka ważne są też indywidualne Grand Prix zdobyte wielokrotnie w konkursach muzyki tradycyjnej. W 2018 r. otrzymałem w Limassol na Cyprze niezwykłą nagrodę zwaną „Oskarem Muzyki Tradycyjnej” od IGF Gold Star, przyznaną przez World Folklore Union zrzeszającej ponad 50 krajów. Doceniono Państwa, zapraszając też na festiwale muzyki światowej! Tak. Choćby na koncerty na EXPO’98 w Portugalii, EXPO AICHI 2005 w Japonii. Zwłaszcza egzotyczne podróże koncertowe do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Azerbejdżanu, Indii, Bangladeszu i Chin mobilizowały zespół Trebunie-Tutki do rozwijania repertuaru i środków scenicznych, by pokazywać to, co najpiękniejsze w kulturze Górali polskich. Czy wizja góralszczyzny jest rozumiana za granicą? Utwierdzaliśmy się w tym przekonaniu przez lata muzycznej wędrówki przez kraje i kontynenty.

59


ZNANI O SOBIE

Nasza wizja góralszczyzny jest nie tylko rozumiana, ale i bardzo dobrze odbierana wszędzie na świecie. Rodzina Trebuniów-Tutków zaczynała muzyczną karierę jako kapela góralska, by ostatecznie stać się zespołem występującym na największych festiwalach nie tylko polskich, ale i zagranicznych. Od początku za linię programową i repertuar grupy odpowiedzialny byłem ja. Tworzyłem go w rozpoznawalnym stylu, mocno osadzonym w pasterskich i artystycznych korzeniach naszej rodziny. Tak wyjątkowi muzycy jak mój niezastąpiony, nieżyjący już tata i rodzeństwo – siostra Anna i brat Jasiek – swoim talentem wzbogacają naszą muzykę.

Przyjęliśmy zaproszenie do współpracy od Marii Peszek, a wspólne koncerty dla publiczności festiwalu Męskie Granie przeżyliśmy bardzo emocjonalnie. Podobnie jak Koncert Wolności w Gdańsku. Poleciały łzy – na scenie i pod sceną, tak ważne i poruszające słowa tam padły: „dzieli nas wszystko, nie łączy nic – daj mi być sobą, pozwól mi żyć” czy „inny nie znaczy gorszy lub zły”…

Gdyby mógł Pan w kilku słowach opisać przyświecające Państwu wartości, to byłyby to… Wolność, szacunek, równość, walka z ksenofobią, homofobią i rasizmem, solidarność międzyludzka. Pokojowe przesłania dla świata były dla nas zawsze bardzo ważne, a teraz są jeszcze bardziej aktualne.

Fot.: Konrad Ćwik

Koncept artystyczny zespołu nieco odbiega jednak od tradycyjnie pojmowanej góralszczyzny. Trebunie-Tutki eksperymentują, występowali z czarnoskórymi rastamanami z wcześniej wspomnianego Twinkle Brothers, a jakiś czas temu również z Marią Peszek podczas Męskiego Grania. Tak było od samego początku naszego pojawienia się na scenie world music. Wybitni producenci muzyczni: Adrian Sherwood z Londynu i nieodżałowany Wojciech Przybylski pomogli nam stworzyć niepowtarzalne, oryginalne brzmienie zespołu w oparciu o jamajską technikę dub. Wiele nauczyliśmy się, współpracując z jazzmanami: Włodkiem „Kinorem” Kiniorskim, Michałem Kulentym, Krzysztofem Herdzinem, Krzysztofem Ścierańskim, z zespołem VOO VOO Wojciecha Waglewskiego. Wspólne muzykowanie ze Szkotami na Orkadach czy Kirgizami to jednorazowe, ale inspirujące przygody. W ostatnich latach wielki sukces międzynarodowy odniósł Duch Gór/ Spirit Of The Mountains zespołu Trebunie-Tutki i Quintetu Urmuli z Gruzji.

60

Wolność, szacunek, równość, walka z ksenofobią, homofobią i rasizmem, solidarność międzyludzka. Pokojowe przesłania dla świata były dla nas zawsze bardzo ważne, a teraz są jeszcze bardziej aktualne. Przekaz, który płynie do publiczności, nie zmienia się od lat, a z upływem czasu coraz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że jest potrzebny.

W najbliższych miesiącach Trebunie-Tutki planują jakieś koncerty? Przed nami planowane koncerty kolędowo-noworoczne w całej Polsce. Nasze grudniowe i styczniowe koncerty są chyba najbardziej oczekiwane i popularne. To program z niepowtarzalną atmosferą, przepięknymi polskimi kolędami i pastorałkami góralskimi, z fragmentami naszych jasełek i interakcją z widownią. Szykujemy też pomału nową płytę. Dodatkowo w czasie izolacji napisałem nowe utwory, które czekają na rejestrację w studiu, ale bardzo nam będzie miło móc najpierw „przetestować” je na scenie. Czas


ZNANI O SOBIE

pandemii, bardzo trudny mentalnie i ekonomicznie również dla artystów, uświadomił nam, że choć lubimy kameralne spotkania połączone ze wspólnym graniem, bardzo tęsknimy za publicznością. Na konice chciałabym jeszcze wrócić do tematu kultury góralskiej. Czy uważa pan, że trzeba dzisiaj walczyć o jej przetrwanie?

cją – również wśród samych Górali. Bardzo różnie ją okazujemy i definiujemy, ale dla każdego z nas jest bardzo ważna. To, co kiedyś było naturalne, dziś czasem trzeba wypracować. Oryginalność, a nawet swego rodzaju egzotyka kultury góralskiej sprawia, że jest „zaraźliwa”. Wciąż wzbudza zainteresowanie i chęć jej poznawania. Fot.: Magda Hueckel

w Tatrzańskim Centrum Kultury Jutrzenka. By utrzymać ten zapał, staram się wprowadzać innowacyjne metody nauczania, a naukę w relacji mistrz-uczeń uzupełniać multimediami, co przydało się w dobie pandemii. Przed laty napisałem podręcznik Muzyka Skalnego Podhala, który służył moim uczniom i wielu instruktorom. W tym roku został wydany przez renomowane Polskie Wydawnictwo Muzyczne i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Po 90 latach od ukazania się pierwszego nutowego opracowania melodii góralskich autorstwa S. Mierczyńskiego w tym samym wydawnictwie, kontynuuję jego dzieło w znaczniej szerszej formie. Jest efektem moich wieloletnich badań nad podhalańską muzyką i doświadczenia w nauczaniu. Jakie treści znajdziemy w podręczniku i komu jest dedykowany?

Jak zmienia się stosunek do niej z biegiem lat? Kultura góralska jest kulturą żywą, ale trzeba się mocno natrudzić, by przetrwała w swoich najlepszych przejawach. Nie chodzi przecież tylko o odświętne stroje, występy zespołów czy parzenice używane dziś wszędzie i umieszczane na wszystkim, zupełnie niezgodnie z pierwotną funkcją. Staram się nie trywializować i nie nadużywać góralszczyzny. Pokazywać ją w świecie jako oryginalną, rdzenną kulturę, która nie zamyka się na innych i tym jaśniej błyszczy na ich tle. Ciągle trzeba dbać i rozbudzać świadome zainteresowanie naszą kulturą i trady-

Kultura góralska jest kulturą żywą, ale trzeba się mocno natrudzić, by przetrwała w swoich najlepszych przejawach.

Podręcznik to 3 pięknie wydane tomy – garść teorii, melodie podhalańskie w zapisie nutowym i w autorskim zapisie palcowym, dla osób nieznających nut. Korzystają z niego zarówno moi uczniowie, osoby interesujące się muzyką góralską w Polsce, jak i muzycy i kompozytorzy, dla których jest pomocą i inspiracją w ich działalności artystycznej. Muzyka góralska trafia nie tylko pod strzechy!

Wśród młodych ludzi również wzbudza zainteresowanie? Pracuje Pan jako dyplomowany nauczyciel muzyki ludowej. Czy młodzi ludzie dalej chętnie uczą się tradycyjnej muzyki?

Mam wielką satysfakcję, bo przez moje zajęcia przewinęło się już ponad 350 uczniów, prawie połowa z nich czynnie muzykuje, a kilkunastu jest świetnymi młodymi skrzypkami-prymistami. Najstarsi absolwenci przyprowadzają do mnie już swoje dzieci, przyznając tym samym, że nauka u mnie była dla nich ważna - choć jak wiadomo każdy Góral „wszystkiego nauczył się sam”.

Młodzież chętnie zapisuje się na zajęcia, które prowadzę od 27 lat

Gratuluję i dziękuję za rozmowę.

61


C I E K AWO S T K I

TATRY w liczbach Jak wynika z rachunków Tatrzańskiego Parku Narodowego, tego lata Podhale odwiedziła rekordowo duża liczba turystów. W lipcu odnotowano 987 000 osób, w sierpniu zaś do parku narodowego weszło ich ponad 800 000, co dodatkowo w połączeniu z grupą, która wjechała kolejką na Kasprowy Wierch oraz weszła do Doliny Lejowej i Chochołowskiej, daje około miliona osób! W ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy w Tatry przyjechało więc około 2 mln turystów. Największą popularnością cieszyły się Morskie Oko, Dolina Kościeliska oraz Giewont.

2

1431

Od 1957 r., cyklicznie, dwa razy do roku, odbywa się w polskich i słowackich Tatrach oficjalne liczenie kozic. To najstarszy monitoring przyrodniczy prowadzony przez dwa państwa równocześnie. Liczenie polega na spisywaniu kozic przez przyrodników podzielonych na 2-osobowe zespoły. Ci eksplorują wyznaczone rewiry, notując wynik na specjalnych kartach. Skrupulatnie, co do sztuki. Rekordową liczbę kozic odnotowano w 2018 r. – łącznie 1431 po obu stronach Tatr. Dla porównaniu tej jesieni liczba kozic wynosiła 1095.

62


Pod koniec lutego 2021 r. polski ultramaratończyk, Roman Ficek, w ciągu jednej doby wbiegł na Rysy (2 501 m n.p.m.) aż 9 razy! Wyzwanie przeprowadził pod nazwą Rysy Sky 24h. Co prawda jego celem było 10-krotne zdobycie ośnieżonego szczytu, ale 9 brzmi równie imponująco. Tej doby przebiegł łącznie 63 km i pokonał ponad 10 000 m przewyższenia.

9

207

Po słowackiej stronie Tatr paliwo, woda czy jedzenie dostarczane są do schronisk, zarówno latem, jak i zimą, przez tragarzy nazywanych nosiczami. Transportowane ładunki ważą zazwyczaj około 60-80 kg. Tymczasem rekordowy ciężar, jaki udało się wnieść do Schroniska Zamkovskiego, ważył aż 207 kg. Dokonał tego Laco Kulanga. U naszych południowych sąsiadów organizowane są nawet zawody tragarzy: Serpa Rallye, które polegają na pokonaniu wyznaczonej trasy z 60-kilogramowym ciężarem w jak najkrótszym czasie.

17-23

Prawdziwy oscypek to taki, który posiada certyfikat „Chroniona Nazwa Pochodzenia”. By podhalański ser takowy uzyskał, musi spełniać bardzo konkretne normy dotyczące wymiarów, kształtu, koloru i wagi. Prawidłowy ma wrzecionowaty kształt i lśniącą, żółtawą skórkę, zdobioną góralskimi wzorami. Ważyć powinien ok. 600-800g i mierzyć 17-23 cm. W jego składzie zaś znajdować się musi głównie mleko owcze, z ewentualną domieszką mleka od krów rasy polskiej czerwonej, nieprzekraczającą jednak 40%.

63


L I T E R AT U R A

Duch ZBRODNI

S

iedział na zwalonym pniu drzewa i czubkiem prawego buta grzebał w śniegu. Na tyle mógł sobie teraz pozwolić, przesuwał biały puch z prawa na lewo i z powrotem, ubijał go podeszwą, tworząc płaskorzeźby nieprzedstawiające nic konkretnego. Dopiero po chwili udało mu się podnieść wzrok i spojrzeć na tego drugiego. Leżał na śniegu metr, może półtora metra od niego i był drugim nim samym. Nie miał pojęcia, skąd to wie, a jednak wiedział na pewno, że mężczyzna z szeroko otwartymi niebieskimi martwymi oczami, lekko uchylonymi ustami z niewielką strużką zamarzniętej krwi w ich kąciku był z nim identyczny, a jedyna różnica polegała na tym, że w piersi tamtego tkwił nóż z drewnianą rączką. W tej chwili podeszło do nich dwóch mężczyzn i jeden z nich, ten starszy, szpakowaty w puchowej zielonej kurtce, pochylił się nad nim martwym i przyjrzał mu się uważnie. – A to pech, szefie! Akurat w sylwestra taka sprawa – odezwał się do niego młodszy, także się pochylając. „Policja” – z trudem odnalazł w głowie odpowiednie słowo. Badają jakąś „sprawę”. – A obiecałem córce, że pójdę z nią na koncert na Równię – mówił dalej młodszy wyraźnie strapiony. – Ma grać reaktywowane Kajagoogoo. – To zmykaj – powiedział ten starszy. – Poradzę sobie. Jutro ci powiem, co ustaliłem. – Naprawdę mogę iść? – Idź, idź, rodzina najważniejsza. A Kajagoogoo już się kolejny raz nie reaktywuje. Nie za naszego życia. AU TO R MARIUSZ KOPERSKI Magister filologii germańskiej, literaturoznawca oraz pedagog. Autor cyklu Zakopiańska Powieść Kryminalna. Obecnie mieszka w Kościelisku.

64

Ilustracja: Mariusz Koperski

opowiadanie

Młody wymruczał podziękowanie i znikł. On tymczasem poczuł, że może już poruszać lewą nogą i pojawiło się czucie w palcach rąk. Policjant podniósł się znad ciała i nagle spojrzał na niego. – I co ja mam teraz z tobą zrobić? – spytał. „Do mnie to powiedział”? – był naprawdę zaskoczony. W pierwszej chwili miał nawet coś odpowiedzieć, ale czuł, że jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas. Udało mu się za to podnieść z pnia. Teraz obaj stali nad trupem z kuchennym nożem wbitym po rękojeść w serce. A za chwilę było już ich czterech, bo dołączyło dwóch mężczyzn w mundurach policji. Otoczyli wszyscy martwe ciało i spoglądali na nie posępnie. – Co pan sądzi, komisarzu? Co tu się stało? – spytał jeden z mundurowych. – Pewnie pijacka bójka. W sylwestra wielu puszczają oporniki – odpowiedział „szef”. – Popili, włączył im się gen szaleństwa i nieśmiertelności, i taki efekt. „Oj, nie, nie” – pomyślał spontanicznie. – „To nie tak”. Nie wiedział dlaczego, ale słowa policjanta wzburzyły go. To na pewno nie było tak. Żadna bójka, o nie. Poczuł, że nagle jakoś łatwiej przychodzi mu składanie myśli, jakby świat wokół niego przejaśniał. I w tej jasności widział to dokładnie – to nie mogła być pijacka burda. – Nie – wypowiedział swój sprzeciw na głos. Był zaskoczony barwą swojego głosu. Jakby pierwszy raz w życiu ją usłyszał. Policjant rozejrzał się wokół. – Co? – spytał.


L I T E R AT U R A

– Nic..., szefie. Nikt nic nie powiedział – odpowiedział drugi z mundurowych. – Tak? Aha, to zdawało mi się. No to do roboty. Obfotografować mi go dokładnie, wezwać prokuratora, a potem zapakować delikwenta i do prosektorium. Jutro rano chcę mieć na biurku raport. Jasne? – Jasne, jasne – odpowiedzieli zgodnie mundurowi. – A szef? – spytał jeden z podwładnych. – A ja jadę zbadać pewien trop. Trop? Ciekawe, pomyślał. Policjant na tropie zbrodni. No proszę, już takie ładne zdania udaje mu się zbudować, zauważył z satysfakcją. – Mogę jechać z tobą? – zdobył się na odwagę i spytał policjanta. Ten nie odpowiedział, ale kiwnął głową. Wyjął z kieszeni kurtki paczkę papierosów, wysunął z niej jednego i zapalił. Zaciągnął się, a potem wypuścił dym w mroźne powietrze. Przypomniał sobie, że to lubił. Ten zapach, ten smak, to uczucie. Kiedy dym przeleciał przez niego, poczuł miłe łaskotanie gdzieś głęboko w sobie. O, właśnie to uczucie lubił. – I co ja mam z tobą zrobić? – spytał nagle po raz drugi policjant. – Nie wiem – odpowiedział. – Nic nie wiem.

przednią szybę na mokry asfalt. Kiedy się podniósł, komisarz stał przed furtką z ręką na klamce. Wyraźnie się wahał, czy wejść. Stanął za nim. – To jest twój trop. Doprowadziłem cię do niego. No, dawaj – powiedział. Policjant odwrócił się do niego i spytał po raz trzeci: – I co ja mam z tobą zrobić? Wzruszył ramionami. Nadal nie wiedział. Weszli na podwórko. Furtka zaskrzypiała jak rozrywana dusza. Po prawej stronie wejściowych drzwi wisiał staromodny przycisk elektrycznego dzwonka. Policjant wcisnął go kciukiem. Czekali. Drzwi otworzyła kobieta. Była ładną, zadbaną i bardzo smutną blondynką koło czterdziestki. Miała na sobie gruby błękitny szlafrok, rękami podnosiła kołnierz, by zasłonić szyję przed zimowym chłodem. Nie powiedziała ani słowa, tylko patrzyła na policjanta. Zaskoczona i oniemiała. >>>

Kiedy komisarz zajął miejsce za kierownicą, on usiadł obok niego. Ruszyli. Po chwili z leśnej drogi wyjechali na oświetlone ulice miasta. To jest… To jest… Nazwę miał na końcu języka, ale mimo że rozpoznawał wiele z mijanych miejsc, ona sama nie przychodziła. Była blisko, ale jeszcze mu umykała. Nagle zauważył dom. Niepozorny, drewniany, dość stary. W zimowej aurze wyglądał wręcz urokliwie. Stał bezpośrednio przy ulicy, odgradzało go od niej zaniedbane kamienne ogrodzenie ze starą zardzewiałą furtką. Ktoś był w środku, bo w pokojach na parterze paliło się światło. – Stój! – krzyknął. – Stój! – wskazał ręką budynek. Policjant spojrzał w tym kierunku, ale nawet nie zwolnił. Poczuł, że to tutaj. Że powinien tam wejść, a na pewno powinien tam wejść komisarz. I poczuł też nagle, że to ważne dla niego samego. Pojawił się w nim ciężar nie do zniesienia, rozlewał się po nim jak rozgrzany ołów, a coś lub ktoś w tym domu mógł go od tego ciężaru uwolnić. – Stój! – krzyknął jeszcze raz, ale samochód toczył się nieubłaganie dalej. Wtedy wpadł w szał. Uderzał rękami o tapicerkę auta, podskakiwał na fotelu, łapał za kierownicę i próbował ją przekręcić w swoją stronę. I krzyczał bez przerwy: Stój! Stój! To tutaj! Zapiszczały opony zablokowanych nagle kół, samochód gwałtownie zahamował, a on wyleciał przed

65


Nagle ją sobie przypomniał. Jej śmiech. Jej dłonie, ciepłe i czułe. Przypomniał sobie, jak kreśliły figury na jego ciele. Skrzywił się. Pojawiło się jeszcze jedno wspomnienie: nóż w jednej z tych czułych dłoni. Prosty, z drewnianą rączką. Wzdrygnął się. O Boże... Kobieta odwróciła się i weszła do środka. On i policjant weszli za nią. Tam znowu stała i patrzyła. Wreszcie powiedziała cicho: – Zrobiłam to. Zabiłam go. – Widzisz? Przyznała się. Miałem rację – powiedział i bezgłośnie klasnął w ręce. Czuł, że ciężar, który go przygniatał, staje się coraz mniejszy. – Masz swojego mordercę. Rozwiązałem za ciebie sprawę. Policjant znowu pokiwał głową. Ale potem stało się coś nieoczekiwanego. Komisarz podszedł do kobiety, objął ją, przytulił mocno i wyszeptał: – To moja wina, kochanie. Nie ochroniłem cię. To ja powinienem go zabić. To był straszny łajdak. Zasłużył. Niczym się już nie martw. Wszystko załatwię. Jesteś bezpieczna. Przysięgam. – Nie mogłam już tego wytrzymać – powiedziała kobieta, szlochając w ramionach policjanta. – To, że ciągle tu był. Że zjawiał się w najmniej oczekiwanym momencie. Że był jak cień. Jak mrok. Ten mrok przesłonił mi słońce i całą radość życia… Ciebie też mi przesłonił... Jakby dostał obuchem w głowę. Jego myśli popłynęły najpierw w kierunku tego martwego leżącego na śniegu ze strużką krwi w uchylonych ustach, a potem błyskawicznie wróciły do niego tutaj i niemal powaliły na ziemię. To my, my obaj, to ja. I wtedy zaczęła wracać pamięć. Już wiedział, że tego nie chce, bronił się przed nią, jak tylko mógł, ale była nie do zatrzymania. Wlewała się w niego jak woda w podziurawioną łódź. „Ty draniu” – krzyczała do niego setki razy. – „Zostaw mnie w spokoju. To już koniec. Nie kocham cię i nie chcę z tobą być. Rozumiesz? Koniec”. A on śmiał się szyderczo w odpowiedzi, łapał ją za jej blond loki, owijał je sobie wokół dłoni, wykręcał jej głowę, aż krzyczała z bólu, a potem wpijał się swoimi chciwymi wargami w jej usta. „Zawsze będziesz moja. Słyszysz? Zawsze!” – krzyczał. „Aż do śmierci”. – Powiedział, że aż do śmierci. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Aż do śmierci… aż do śmierci, powtarzałam ciągle w głowie. Więc kiedy wparował tu i dał mi chwilę na to, żebym się ubrała, bo zabiera mnie na Równię na sylwestrowy koncert, bo miało grać…

66

Ilustracja: Mariusz Koperski

L I T E R AT U R A

– ...Kajagoogoo – powiedzieli niemal jednocześnie on i policjant. – Tak. Właśnie ten zespół. – Nie mogłaś do mnie zadzwonić? Przyjechałbym od razu… – Myślisz, że nie chciałam? Ale nie dał mi szans. Cały czas był przy mnie. Zdążyłam tylko zabrać nóż z kuchni… Już wszystko pamięta. Trzyma mocno jej rękę i idą przez zimowy wieczór. To on wymyślił, że przejdą do centrum Drogą pod Reglami. Ona nie chce, opiera się, on właściwie ciągnie ją za sobą. Ona się w końcu potyka o jakiś korzeń pod śniegiem i pada na ziemię, Jest zły. Wściekły. Co ona sobie wyobraża? Co za niewdzięczność. Wymyślił taki miły wieczór. A ona co? Wszystko psuje. Pochyla się nad nią. Sięga po jej jasne loki. Owija sobie włosy wokół dłoni. I wtedy ona wbija mu w pierś nóż. Zwykły kuchenny z drewnianą rączką. Znowu poczuł zimny wiatr. Nie, to nie wspomnienie, chłodny powiew jest tu i teraz i zaczyna go rozwiewać jak mgłę. Znika. Czuje, że tym razem ostatecznie. Bezpowrotnie. Pamięć rwie się pod naporem wiatru i odlatuje gdzieś w ciemność. Znikają kolejne obrazy i słowa, a na końcu, całkiem na końcu, jako jego ostatnia myśl, nie wiedzieć czemu właśnie ono, rozciągnięte niczym wąż, podzielone na zabawne sylaby znika słowo: Kajaa-gooo-goooo. Pyk!


Szwarcsztajn II Międzynarodowy Wyścig Tatrzański w Zakopanem | 08.1929

„Mój dziadek w Bugatti I HISTORIA BITWY O MORSKIE OKO Pierwszy Wyścig Tatrzański odbył się 15 sierpnia 1927 r. Reżyser filmu Mój dziadek w Bugatti (wnuk tytułowego „Dziadka”) Szymon Żebrowski prawie każde wakacje spędzał w domu rodzinnym pradziadka. Ten był dla Szymona bohaterem z opowieści prababci. Jednak zdjęcie, na którym widzimy Wacława Kaszę w Bugatti T43 (jedyne zachowane), do którego powstał scenariusz filmu, to dopiero początek tej niezwykłej historii.


K U LT U R A I S Z T U K A

EWA PUSTELNIK: Szymonie, za nami premiera filmu, ale czy pamiętasz dzień, kiedy powiedziałeś sobie „tak, zrobię to”? Kiedy pojawił się pomysł na film, a może kto był Twoim „motorem napędowym”?

Jesteś twórcą, który zdecydował się na samodzielną realizację i produkcję filmu. O tym, że się udało, może świadczyć zaangażowanie i pasja, którą zarażasz. Jak długo trwały poszukiwania osób i planów zdjęciowych?

SZYMON ŻEBROWSKI: Pierwszy raz zdjęcie mojego pradziadka w Bugatti pokazała mi moja babcia, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Cała historia, zbieranie informacji, zdjęć, kontaktów z osobami, które mogłyby pomóc przy realizacji filmu narodziła się w 2015 r. W pierwotnej wersji miała to być rozmowa dwóch prawnuczków. W tamtym czasie skontaktowałem się z Jonathinem z rodziny Płotnikoffa, mieszkającym w Paryżu. Michał Płotnikoff był współwłaścicielem Fabryki Papieru w Kluczach wspólnie ze Stanisławem Szwarcsztajnem, dla których mój pradziadek pracował. To właśnie z Jonathinem pierwszy raz pomyśleliśmy o dłuższej formie… O pomyśle na film Mój Dziadek w Bugatti rozmawiałem jeszcze z moją mamą, która bardzo dobrze pamiętała swojego dziadka. Po wojnie Dziadek z Bugatti przesiadał się do Syrenki, którą przyjeżdżali do Zakopanego. Niestety moja mama zmarła. To również dla niej, kilka miesięcy później powstał gotowy scenariusz na film dokumentalny, za którego produkcję odpowiada moja firma Antonine Films.

Założenia zdjęciowe z operatorem Ernestem Cendrowskim powstały na początku 2020 r., ale okres pandemii troszkę przedłużył czas ich realizacji. Jeden z najciekawszych pianistów jazzowych młodego pokolenia, Kuba Płużek, autor muzyki do filmu sam kiedyś powiedział o sobie, że gdyby nie był muzykiem, zostałby kierowcą rajdowym. Nie wyobrażam sobie innej osoby. Piano Kuby idealnie tworzy nastrój do pięknych kadrów Ernesta z Morskiego Oka! Autorkę ilustracji Ewę Marię Romaniak poznałem już w Zakopanem. Ta forma grafiki pięknie uzupełnia nasze filmowe archiwum fotograficzne, wykorzystane w filmie. Nigdy nie czułem, że robię ten film sam. Jesteśmy magnesami. Wciąż przyciągamy to, czego pragniemy. I czego się boimy. Tak samo jest z ludźmi w naszym życiu. Przy produkcji miałem wsparcie wielu nowych i starych przyjaciół. Każdy z nich ma swój ważny wkład w powstawanie całego projektu.

Wiem, że prawie każde wakacje spędzałeś w domu rodzinnym pradziadka w Chechle, nieopodal Pustyni Błędowskiej, dlatego chciałabym zapytać o Twoje najcieplejsze wspomnienie z tego okresu? To wspomnienie również zamknąłem w filmowym kadrze. Kiedyś mój znajomy studiujący reżyserię w katowickiej filmówce poprosił mnie o pomoc w realizacji krótkiej etiudy filmowej, na temat relacji pomiędzy wnuczkiem i dziadkiem z II wojną światową w tle. Tak w roku 2005 powstał film związany z tym miejscem i moim dzieciństwem pt. Gry Wojenne. Mały chłopiec, który spędza wakacje u swojego dziadka na wsi, w wolnym czasie bawi się żołnierzykami i inscenizuje wojenne działania. Figurki zabawek są w barwach niemieckiej armii. Dla dziecka jest to tylko zabawa. Jego dziadek w młodości przeżył wojnę, walcząc w polskich szeregach.

Uroczystość wariacka, zwana rajdem tatrzańskim, wywołuje ogólne podniecenie; benzyna uderza ludziom do głowy, oszałamia ich górskie powietrze, o dreszcze przyprawia groza niebezpieczeństwa! KORNEL MAKUSZYŃSKI FELIETON BYLE PRĘDZEJ

68


K U LT U R A I S Z T U K A

Plan zdjęciowy w Zakopanem obejmował sceny z Morskiego Oka z udziałem historycznego Bugatti i aktualnych Mistrzów GSMP. Co było największym wyzwaniem i skąd pomysł na spotkanie „przeszłości z przyszłością”? Zakopane nam sprzyjało. Od pierwszych dni zdjęciowych mieliśmy idealne światło do obrazów, które sobie zaplanowali-

śmy. Dodatkowo powstał zamysł realizacji spotu nawiązującego do zdjęcia, na którym mój pradziadek w towarzystwie Szwarcsztajna pozują z Bugatką i Góralami w tle. To zdjęcie zrobiono podczas Wyścigu Tatrzańskiego w sierpniu 1929 r. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?

Kiedy realizowaliśmy nasz dokument w Zakopanem, nocowaliśmy u naszych znajomych, którzy prowadzą Apartamenty Tatra Race. Kiedy wchodzi się do środka, od razu naszą uwagę przykuwa ta fotografia wisząca w ramce na ścianie. Gospodarz Robert Sługocki to aktualny mistrz Górskich Wyścigów Samochodowych. Dzięki wsparciu Roberta i innych kierowców, którzy również brali udział

w zdjęciach, Szymona Łukaszczyka i Konrada Bieli, powstał „plan” na Łysej Polanie. Tego dnia wszyscy czuliśmy, że jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowego, po 90 latach Bugatti T43 wróciło na trasę Wyścigu.

Kto jest dzisiaj właścicielem tytułowego Bugatti T43? Od początku chciałem odszukać obecnego właściciela tytułowego Bugatti T43. Fotograficzne archiwum i dokumenty, opracowania ludzi, którzy zajmują się historią motoryzacji, w tym również kolekcjonerów pomogły mi dotrzeć do Lionela, który mieszka w Szwajcarii. Od początku nasz kontakt był niezwykle przyjacielski. To on posiada samochód, którym kiedyś jeździł mój pradziadek. Możecie sobie wyobrazić reakcję, kiedy pierwszy raz dostał ode mnie wiadomość z archiwalnym zdjęciem… Przeczytałem kiedyś o zadaniu, które przedstawił swoim studentom Kazimierz Mieczysław Karabasz – polski reżyser filmów dokumentalnych i teoretyk tej dziedziny sztuki w szkole filmowej. Pokazał zdjęcie, do którego trzeba było napisać scenariusz. Tak było i z tą fotografią. Gdzie dzisiaj nasi czytelnicy mogą obejrzeć dokument? Film miał już swoją prapremierę w Zakopanem, w Aries Hotel & Spa.

69


K U LT U R A I S Z T U K A

Od początku temat filmu i Wyścigu Tatrzańskiego cieszy się dużym zainteresowaniem również poza granicami, stąd nasze ambicje, by w 2022 r. film pokazać na kilku zagranicznych festiwalach. Film na pewno pojawi się również podczas wydarzeń filmowych w Polsce. Sam dokument już w przyszłym roku będzie można zobaczyć także na jednym z popularnych serwisów internetowych. A festiwale filmowe? Jakie i kiedy? Na pewno Cannes w maju 2022 r., jeżeli ten termin festiwalu będzie aktualny – to będzie pierwszy zagraniczny pokaz filmu.

trzańskie w Zakopanem, dlatego mam nadzieję, że tym razem historia Course Internationale de Tatra zostanie tutaj na trochę dłużej. Zdradzisz nam na koniec ciąg dalszy Twojej niezwykłej historii? Czy powstaje już scenariusz na film pełnometrażowy? Tak, chciałbym żeby nasz projekt był zapowiedzią fabuły. Historia związana z przedwojennymi wyścigami samochodowymi dotychczas nie była przedstawiona w filmie. Powstaje scenariusz pod roboczym tytułem Wyścig Tatrzań-

Premiera filmu, historia zatoczyła koło i po 90 latach Bugatti wróciło do Zakopanego. Było wzruszenie? Dzięki uprzejmości Hotelu Aries mogłem zrealizować naprawdę szalony plan. Ściągnąć przedwojenny samochód Bugatti do Zakopanego, a krakowski Automobilklub przywiózł ze sobą oryginalne trofea, w tym Wielką Nagrodę Tatr, którą dwukrotnie zdobył Jan Ripper. Wszystko złożyło się na wspaniałe wydarzenie. Dla mnie było to niezwykle wzruszające spotkanie z historią Wyścigu Tatrzańskiego! Odtworzyliśmy scenę ze zdjęcia po 90 latach w hotelowym lobby. Co czuje twórca? Reżyser, który spełnił swoje marzenie i ogląda swoje dzieło?

ski. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mógł zdradzić więcej szczegółów.

Cały czas mam te obrazy przed sobą. To trochę jakby zatrzymać czas w kadrze. Wciąż jesteśmy na starcie wyścigu… Patronat nad projektem objęło Muzeum Ta-

Twoje największe marzenie: filmowe czy motoryzacyjne?

70

Przy pracy nad dokumentacją dotarłem do niezwykłych historii

związanych z ówczesnymi postaciami, które pojawiały się w otoczeniu mojego dziadka, hr. Maurycego Potockiego, Piłsudskiego, wielkich pieniędzy w II RP, syndykatów sponsorujących wyścigi samochodowe, w tym powojennych losów niektórych bohaterów którzy wyjechali z kraju i związali się na przykład z CIA. To gotowy scenariusz na film fabularny, który chciałbym zrealizować. Szymonie, dziękuję za rozmowę i możliwość udziału w tym niezwykłym projekcie. Do zobaczenia na trasie kolejnego Wyścigu lub planie filmowym.


ZOFIA RABIAŃSKA agent nieruchomości

Specjalizuje się w sprzedaży nieruchomości z segmentu premium na terenie Podhala. Kilkukrotnie zajmowała najwyższe pozycje w rankingach RE/MAX Polska. Wielokrotnie wyróżnił ją też RE/MAX Europa za sposób prezentacji nieruchomości. Członek Executive Club i 100% Club sieci RE/MAX International. Szczerość, lojalność i empatia to cechy, którymi kieruje się w życiu prywatnym i zawodowym. Zadowolenie i uśmiech klienta są dla niej priorytetem. Prywatnie aktywna mama trzech dziewczyn. Miłośniczka Tatr i wspinaczki wysokogórskiej.

ZESKANUJ KOD I ZOBACZ AKTUALNE OFERTY

ul. Kasprowicza 20, Zakopane +48 509 353 184 zofia.rabianska@remax-polska.pl

RE/MAX to międzynarodowa sieć biur nieruchomości, z powodzeniem działająca w ponad 110 krajach i współpracująca z 130 000 agentów RE/MAX to jedna z najbardziej rozpoznawalnych firm na świecie. Wszystkie oferty RE/MAX są ofertami na wyłączność RE/MAX gwarantuje najwyższą jakość obsługi


K U LT U R A I S Z T U K A

72


K U LT U R A I S Z T U K A

MORSKIE OKO Największe i najpopularniejsze jezioro tatrzańskie, położone w Dolinie Rybiego Potoku. Swoją nazwę zawdzięcza niemieckim osadnikom ze Spiszu, którzy stosowali określenie Meeraugen. Choć Morskie Oko kolor ma zielony, kiedyś Górale nazywali je Białym Stawem. Jest jednym z niewielu naturalnie zarybionych jezior w Tatrach.

Pogodne, ciche jak duch, co tonąc w marzeniu leci w sfery spokojne, burzliwe ominie: lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie, jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu. Kazimierz Przerwa-Tetmajer Morskie Oko

FOT. Adam Brzoza

ODWIEDŹ STRONĘ FOTOGRAFA: www.adam-brzoza.com

73


Czekoladowy hand made z Zakopanego Dla większości z nas czekolada we wszystkich swoich odsłonach to przede wszystkim słodkie uzależnienie i skuteczny polepszacz nastroju. Warto jednak wiedzieć, że czekolada to też ponad 600 substancji pozytywnie wpływających na zdrowie.

Czekolada towarzyszy ludziom od ponad 4000 lat. Jako pierwsi zaczęli stosować ją starożytni mieszkańcy Mezoameryki, a konkretnie Olmekowie zamieszkujący dzisiejszy Meksyk. Poddawali oni ziarna kakaowca obróbce, w wyniku której powstawał gorzki napój czekoladowy. Kolejne kultury prekolumbijskie – Majjowie i Aztekowie – traktowali go jako lekarstwo i spożywali podczas praktyk religijnych, a ziarna kakaowca wykorzystywali jako środek płatniczy. Jednak słodka historia czekolady zaczyna się wraz z podbojem Ameryki przez Hiszpanów w XVI w. To właśnie wtedy jeden z konkwistadorów, Hernán Cortés, przywiózł kakaowiec do Europy i to w Hiszpanii wpadli na to, że gorzki smak pitnej czekolady można złagodzić cukrem i mio-

dem. Z czasem napój podbił cały kontynent, a mistrzowie cukiernictwa wymyślali coraz to inne sposoby podawania czekolady. 600 DOBROCZYNNYCH SUBSTANCJI Czekolada zawiera ponad 600 dobroczynnych substancji, m.in magnez, żelazo, uwalniającą energię niacynę, pobudzającą pracę nerek teobrominę czy hamujące procesy utleniania flawonoidy. Chroni przed chorobami, stymulując układ odpornościowy, poprawiając nastrój i redukując stres, wspomaga pracę mózgu i przyspiesza metabolizm. Co ciekawe, czekolada chroni też przed… próchnicą, bo zawiera substancje bakteriobójcze.

CZEKOLADA HANDMADE PO GÓRALSKU Choć liczba zastosowań czekolady rośnie, większość z nas nadal najbardziej lubi ją w jej najpopularniejszym wydaniu. Tabliczki czekoladowe, czekoladki czy pralinki – tym czekolada kusi i zniewala. Bardzo trudno jej się oprzeć zwłaszcza wtedy, gdy doskonałemu smakowi towarzyszy piękne podanie i rzemieślnicze mistrzostwo. Właśnie takie są wyroby czekoladowe sygnowane marką Góralskie Praliny. Góralskie Praliny to wszystko, co najlepsze na Podhalu, zamknięte w czekoladzie. Z połączenia podhalańskiej tradycji, pasji do czekolady i zamiłowania do komponowania tradycyjnych smaków na nowo rodzą się czekoladowe cuda.

Góralskie Praliny są dostępne online na: www.goralskiepraliny.pl oraz w kawiarniach: Zakopane: ul. Krupówki 2 | ul. Krupówki 28 | ul. Krupówki 38 | ul. Krupówki 46a | ul. Droga na Bystre 1b Kraków: ul. Grodzka 8 | ul. Floriańska 9 Krzyszkowice: ul. Krzyszkowice 310


KUCHNIA

W ofercie są m.in. rozety, tatrzańskie szarotki i mapy Tatr wykonane z różnych rodzajów czekolady, czekolady ręcznie malowane, ale przede wszystkim doskonałe nadziewane praliny, którym nie sposób się oprzeć. W tym miejscu słów kilka warto poświęcić nadzieniom tych ostatnich. Miłośnikom egzotycznych smaków do gustu przypadną przede wszystkim praliny z aromatyczną kawą, słodkim toffi czy delikatnym kokosem. Tym, którzy wolą coś bardziej lokalnego i góralskiego, polecamy praliny ze słodko-kwaśną żurawiną, czarną jagodą i maliną, a nawet… oscypkiem i bundzem. Dodatkowym atutem czekoladek jest ich wzorowany na oscypkowym wrzecionie kształt. Pełne słodkości pudełko od Góralskich Pralin to idealny pomysł na oryginalny i jedyny w swoim rodzaju prezent z Zakopanego.

Księstwo Góralskie Góralskie Praliny można również nabyć w sklepie Księstwa Góralskiego. To jedyne miejsce w Zakopanem, gdzie w jednej przestrzeni zgromadzono arcydzieła góralskiego rzemiosła pamiątkarskiego: inspirowaną Podhalem biżuterię, piękne lampy Mountain Light i Mountain Diamond oraz linię ubrań Księstwo Góralskie i designerskie przedmioty codziennego użytku. ul. Krupówki 38a | Zakopane

www.ksiestwogoralskie.pl

75


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

HOTELE NOSALOWY

Wypoczynek w najlepszym stylu nie tylko zimą!

Kto pod Tatrami szuka miejsca, w którym odpocznie w komfortowych warunkach, ten powinien koniecznie skierować swe kroki do hoteli Nosalowy. Nosalowy Dwór Resort & Spa, Nosalowy Park Hotel & Spa oraz Apartamenty Park Residence by Nosalowy oferują gościom idealne warunki niezależnie od pory roku.

Dopasowanie oferty hotelowej do różnych grup odbiorców to trudne zadanie, z którym świetnie poradzili sobie zarządzający 6 obiektami działającymi pod wspólną marką Nosalowy. Rodziny z dziećmi, pary, znajomi czy grupy konferencyjne – w hotelach Nosalowy każdy znajdzie coś dla siebie. Tym, co je łączy, jest obsługa na najwyższym poziomie, komfort, niesamowite wnętrza zaprojektowane z dbałością o najmniejszy szczegół i możliwość skorzystania z wielu dodatkowych atrakcji. Jeśli zatem szukasz idealnego miejsca na rodzinny wypoczynek, tęsknisz za odrobiną luksusu, jaki oferuje 5-gwiazdkowy hotel lub po prostu chcesz odpocząć na swoich warunkach, to jest to strzał w dziesiątkę. Hotele Nosalowy to komfortowy i bezpieczny – dzięki wdrożeniu procedur #bezpieczniewnosalowym – urlop w najlepszym stylu, gdzie każdy spędza czas tak, jak lubi.

76


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

Spragnionych kulinarnych wrażeń i wieczorów przy ulubionym drinku Nosalowy Dwór Resort & Spa zaprasza do dwóch wyjątkowych miejsc: Restauracji Regionalnej i Cafe & Bar Giewont. Regionalna wyróżnione

to

RADOŚĆ Z JAZDY BMW We współpracy z BMW Nosalowy Dwór Resort & Spa przygotował coś dla pasjonatów motoryzacji – już od świąt Bożego Narodzenia aż do końca ferii zimowych goście będą mogli testować najnowsze modele BMW. To efekt wieloletniej współpracy z niemiecką marką samochodową w ramach programu Radość z jazdy. Goście Nosalowego będą mogli bezpłatnie wypożyczyć samochód na cały dzień przy stanowisku BMW Concierge. NAJWIĘKSZE CENTRUM KONGRESOWE W REGIONIE

NOSALOWY DWÓR RESORT & SPA:

REGIONALNA & GIEWONT

nie w przewodniku Gault&Millau. Mieści się w drewnianym, góralskim dworku, w najstarszej części resortu. To właśnie tutaj, w sylwestrową noc 2000 r., zaczęła się historia kompleksu. Regionalna słynie z lokalnych specjałów – moskole, sery, pstrąg z tutejszej hodowli, kwaśnica, żurek, mięsa, słodkie racuchy i nalewki to tylko niektóre pyszności z karty. Regionalna to też rodzinny klimat, doskonała obsługa i wieczory przy kominku z góralską kapelą. Umiejscowiony na 6 piętrze hotelu Rezydencja Cafe & Bar Giewont to klimatyczne miejsce, którego wnętrze sprzyja rozmowom przy ulubionym drinku i dobrej muzyce (również na żywo). Ogromną zaletą miejsca jest niesamowity widok na Giewont.

WYMARZONY DLA RODZIN Z DZIEĆMI

Nosalowy Dwór Resort & Spa szczególnie przypadnie do gustu rodzinom z dziećmi. Boże Narodzenie, ferie, Wielkanoc czy wakacje – każdy spędzony tu czas będzie niezapomniany. Idealnie położony w bezpośrednim sąsiedztwie Tatrzańskiego Parku Narodowego i stoku narciarskiego, Nosal resort sprzyja rodzinnym aktywnościom przez cały rok. To doskonała baza wypadowa na piesze, skiturowe i rowerowe wycieczki na tatrzańskie szlaki. Po sąsiedzku działają szkoły nauki jazdy na nartach. Ogromnym atutem jest ciekawy program animacji dla całej rodziny, pokoje zabaw dla dzieci, zewnętrzny plac zabaw oraz Planeta Gier, czyli pokój z konsolami Xbox, a także działająca w wysokim sezonie recepcja Family Concierge, której zadaniem podpowiedzieć gościom, jak najlepiej zaplanować czas i z jakich atrakcji skorzystać. To wszystko sprawia, że resort to od lat jedna z najchętniej wybieranych destynacji na rodzinne pobyty w Zakopanem. Jak co roku, również i tym razem 31 grudnia Nosalowy Dwór Resort & Spa zaprasza na spektakularne powitanie nowego roku: tym razem będzie to „Bal z Jamesem Bondem”. Równolegle odbywa się tematyczny bal dla dzieci, dzięki czemu rodzice będą mogli bawić się bez żadnych trosk.

Na koniec warto wspomnieć, że Nosalowy Dwór Resort & Spa to też największe centrum kongresowe w regionie, które organizuje m.in. gale boksu zawodowego, turnieje tańca towarzyskiego, pokazy mody z najwyższej półki, a także wszelkie imprezy biznesowe: kongresy, konferencje i szkolenia.

www.nosalowy-dwor.eu Rezerwacje: 18 20 22 400 rezerwacja@nosalowy.pl

miejsce wielokrot-

77


PROPOZYCJA DLA WYMAGAJĄCYCH

NOSALOWY PARK HOTEL & SPA:

DESIGN Z NAJWYŻSZEJ PÓŁKI

5-gwiazdkowy Nosalowy Park Hotel & Spa to kameralny, luksusowy obiekt, znajdujący się 5 min. spacerem od Krupówek, Dworca PKP i wszystkich lokalnych atrakcji. Położony w centrum i otoczony bukowym parkiem hotel to oaza spokoju na mapie miasta i propozycja dla najbardziej wymagających gości, którzy mogą skorzystać z 137 eleganckich pokoi, w tym apartamentów z prywatnymi zielonymi tarasami z widokiem na Giewont lub Gubałówkę. Jest też strefa wellness z basenem i całorocznym, zewnętrznym jacuzzi, sauny, spa oraz przestrzeń relaksu z tężnią solankową, a także świetnie wyposażona siłownia. Poszukiwacze kulinarnych wrażeń spędzą miło czas w restauracji Eleonora, gdzie podawany jest wysokiej klasy serwis à la carte (latem śniadanie można zjeść na tarasie w otoczeniu zieleni). Eleonora to też sezonowe menu inspirowane kuchnią lokalną, eleganckie bufety, stacje live cooking, doskonała kawa, a także świeże owoce i słodkości. Warto dodać, że w Nosalowy Park Hotel & Spa znajduje się jedyna w Polsce strefa Moët Ice Zone – miejsce na prawdziwe après-ski, gdzie po nartach można się spotkać z przyjaciółmi i napić szampana.

Projektującym budynek architektom udało się idealnie połączyć nowo wybudowaną część z historyczną Villą Marilor – aby zachować stylistyczną ciągłość, projektanci nawiązali do art deco i secesji, a jednocześnie zaproponowali nowoczesne rozwiązania, jakich oczekują bywalcy najwyższej klasy obiektów hotelowych w XXI w. Sama Villa Marilor to legendarny budynek – inspirowany stylem znanym z zagranicznych kurortów obiekt stał się najbardziej znanym zakopiańskim salonem i miejscem tłumnie odwiedzanym przez elity międzywojnia. OBSŁUGA NA PIĄTKĘ Z PLUSEM Nosalowy Park Hotel & Spa kultywuje najlepsze tradycje zakopiańskiego hotelarstwa. Obiekt otrzymał niedawno ocenę najwyższą w regionie i jedną z najwyższych w Polsce od użytkowników Booking.com. Działy Concierge i Guest Relation dbają o to, aby pobyt gości był udany w każdym aspekcie: podpowiadają, jak zaplanować czas, organizują bilety, polecają wycieczki i zamawiają transfer luksusowym hotelowym vanem. Na wszystkich gości czeka Zakopane. Alternatywny Przewodnik Beaty Sabały-Zielińskiej, która barwnie opisuje historię miasta, anegdoty z życia znanych zakopiańczyków, a także poleca nieoczywiste miejsca warte odwiedzenia. ZAPRASZAMY NA WESELE!

www.nosalowypark.pl Rezerwacje: 18 20 00 670 rezerwacjapark@nosalowy.pl

78

Nosalowy Park Hotel & Spa jest bardzo chętnie wybierany przez młode pary, które marzą o kameralnym weselu w stylu glamour. Nowożeńcy mogą skorzystać z sali bankietowej na 60 osób, a także zaplanować ten jedyny w życiu dzień z pomocą najlepszych specjalistów w regionie.


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

APARTAMENTY PARK RESIDENCE BY NOSALOWY W bezpośrednim sąsiedztwie hotelu Nosalowy Park kilka miesięcy temu otwarto Apartamenty Park Residence by Nosalowy. To kameralny kompleks 8 apartamentów, w których jakość i design znane z innych hoteli marki Nosalowy połączono z komfortem i niezależnością wypoczynku, jakie dają apartamenty. To propozycja dla osób, które lubią wypoczy-

Elegancki design, ciekawa i funkcjonalna aranżacja przestrzeni, stylowe dodatki i bogate wyposażenie zachwycą nawet najbardziej wymagających gości. Architektura apartamentów nawiązuje do stylu zakopiańskiego i wraz z otaczającym budynki terenem została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Czuć klimat i atmosferę Zakopanego. WSZYSTKIE ATRAKCJE W ZASIĘGU RĘKI Apartamenty Park Residence by Nosalowy to doskonała lokalizacja w pobliżu centrum Zakopanego. Spokojna okolica skąpana w zieleni, z dala od gwarnych, głównych arterii miasta, sprzyja wypoczynkowi. Blisko stąd do wszystkich miejskich atrakcji, a także na główne szlaki turystyczne i stoki narciarskie.

NABE SPA & APARTAMENTY PARK RESIDENCE

NABE oferuje też autorską linię kosmetyków do domowej pielęgnacji, która doskonale przedłuża działanie oferowanych zabiegów, zaś pakiety witalne i zestawy wellbeing NABE sprawdzą się jako wyjątkowy prezent.

wać we własnym rytmie, w kameralnej atmosferze i komfortowych warunkach.

BEZKONKURENCYJNE POD TATRAMI

W Nosalowy Dwór Resort & Spa i w Nosalowy Park Hotel & Spa funkcjonuje holistyczne NABE SPA, które powstało z inspiracji tatrzańską przyrodą i mocą żywiołów. To miejsce stworzone do tego, aby na chwilę zatrzymać pęd codzienności i pobyć tylko ze sobą. Wysmakowane, kojące wnętrza, autorskie rytuały, zabiegi na twarz, ciało czy Family Spa sprzyjają głębokiemu relaksowi.

www.apartamentyparkresidence. nosalowy.pl Rezerwacje: 18 20 22 404 rezerwacjaparkresidence@nosalowy.pl

79


K U LT U R A I S Z T U K A

NA SZLAKU LEGEND podhalańskich zamków

80

CZORSZTYN

01 legenda o dwóch braciach

Od wielu lat wielkim zainteresowaniem cieszą się rozsiane po całej Polsce zamki i ich malownicze ruiny. Potężne siedziby władców, które wciąż przypominają o ważnych wydarzeniach historycznych, są niezastąpionym źródłem wiedzy. Po polskiej stronie Tatr znajdują się 4 takie warownie. To ruiny zamku w Czorsztynie, niezwykle urokliwy zamek w Niedzicy, pozostałości zamku w Krościenku nad Dunajcem oraz, nazywany „małym Wawelem”, zamek w Suchej Beskidzkiej. Każdy z nich ma swoją historię, ale wokół każdego narosło również wiele legend. Jakie zatem skrywają tajemnice? Co po nich pozostało?

„KRÓL LUDWIK (…) WŁADCA BYŁ TO WIELKI I SŁAWNY, LECZ O ILE MADZIARSKĄ OJCZYZNĘ BLASKIEM CHWAŁY I POTĘGI OZDOBIŁ, O TYLE O LECHICKĄ ZIEMIĘ DBAŁ MAŁO. I CHOĆ POLSKA PRZEZ WZGLĄD NA SAMĄ OSOBĘ MONARCHY BEZPIECZNĄ OD SĄSIADÓW ZADZIORNYCH, JAKO KRZYŻACY I CZESI POZOSTAWAŁA, TO PRZECIE NA CO DZIEŃ ZDAWAŁA SIĘ KRAJEM BEZ PANA. KRÓLEWSKI ZAŚ ZAMEK W CZORSZTYNIE GNIAZDEM ZBÓJCÓW SIĘ STAŁ, KTÓRZY Z NIEGO PO TRAKTACH NAD DUNAJCEM ŚMIAŁE NAPADY I GRABIEŻE CZYNILI”.

Tak zaczyna się najpopularniejsza związana z zamkiem w Czorsztynie legenda o dwóch braciach, synach prawego rycerza herbu Szreniawa, zamieszkujących nieopodal zamku. Braciach o zgoła odmiennych temperamentach i charakterach: Staszku, niezwykle serdecznym i prawym młodzieńcu i Januszu, zawziętym i porywczym. Pewnego razu pod


K U LT U R A I S Z T U K A

„KRÓL LUDWIK NIE ZNALAZŁ CZASU, ABY Z ROZBÓJNIKAMI Z CZORSZTYNA SIĘ ROZPRAWIĆ, CI ZAŚ CORAZ ŚMIELEJ SOBIE POCZYNALI. ZA ICH PRZYCZYNĄ ZIEMIE NAD DUNAJCEM ŁZAMI SPŁYWAŁY, PODCZAS GDY ONI NA ZAMKU UCZTOWALI ZA PIENIĄDZE KRWIĄ NAZNACZONE, SPRAWIEDLIWOŚCI SIĘ NIE OBAWIAJĄC. KRĄŻYŁY ZAŚ WIEŚCI, ŻE NOWYM ICH HERSZTEM, KTÓRY OD NIEDAWNA NA NAJBARDZIEJ NIEGODZIWE PROWADZIŁ ICH WYPADY, BYŁ JUNAK SZLACHETNIE URODZONY, NA WYGNANIE PRZEZ KRÓLA SKAZANY”.

Czy nowym przywódcą bandy miał się okazać Janusz? Staszek musiał dowiedzieć się osobiście. Dzięki jednemu z rozbójników wojska odkryły tajne przejście do piwnic zamkowych. Zanim jednak nastąpił atak, Staszek, nie zważając na zagrożenie, sam pokonał trasę do zamku. Bliski śmierci poprosił o widzenie z hersztem bandy. Jakie było zdziwienie Janusza, gdy w konającym mężczyźnie rozpoznał brata… Staszek przed śmiercią zdążył jeszcze ostrzec Janusza przed rychłym pojawieniem się na zamku wojsk i poprosił brata, by się ukrył. Nie chciał bowiem, aby ich ojciec odkrył prawdę. Janusz razem z ciałem brata rzucił się do Dunajca… „ZANIÓSŁ SIĘ HERSZT PŁACZEM NAD ZWŁOKAMI, BRATERSKĄ OFIARĄ WZRUSZONY I SKALNYM PRZEZ SIEBIE HONOREM PRZEJĘTY. ZAWOŁAŁ KU STRAŻOM, ABY POWIADOMIŁY UCZTUJĄCĄ NA KOMNATACH KOMPANIĘ O ZDRADZIE I RYCHŁYM NADEJŚCIU PRZEZ TUNEL RYCERZY. GDY SŁUGI Z ALARMEM WYBIEGŁY Z LOCHÓW, UNIÓSŁ JANUSZ NA RAMIONA ZWŁOKI UKOCHANEGO STASZKA I NA MURY Z NIMI PODĄŻYŁ, SZEPCZĄC W PRZEJĘCIU, IŻ GO NIE OPUŚCI. POŚRÓD PRZEPASTNYCH MROKÓW NOCY RZUCIŁ SIĘ Z BASTIONÓW CZORSZTYNA W PRZEPAŚĆ, GDZIE DUNAJEC SZUMIAŁ, W ŚMIERCI Z BRATEM SZLACHETNYM SIĘ ŁĄCZĄC”.

AU TO R KASIA JUSZCZYK Fotograf, podróżnik, miłośnik zamków i gór wszelakich. Z zamiłowaniem prowadzi bloga i fanpage na Facebooku Wszyscy Jesteśmy Nomadami.

02 NIEDZICA legenda o BRUNHILDZIE

czas turnieju Janusz zwyciężył niemieckiego rycerza, który nie potrafiąc honorowo przegrać, zaczął rozgłaszać o nim nieprawdziwe informacje. Mężczyzna wyzwał go na pojedynek i zabił w walce, za co groził wyrok śmierci, a następnie uciekł z kraju. W międzyczasie zamieszkująca w okolicach Czorsztyna ludność ze Staszkiem na czele postanowiła zorganizować wyprawę przeciwko rozbójnikom z Czorsztyna.

XIV-wieczny zamek w Czorsztynie był wielokrotnie oblegany, zdobywany, grabiony, by ostatecznie popaść w ruinę pod koniec XVIII wieku wskutek pożaru od uderzenia pioruna. Jest to bez wątpienia miejsce magiczne, pełne tajemnic i legend. I choć wycieczka po czorsztyńskim zamku wymaga od turysty odrobiny wysiłku, to rozpościerająca się z tarasu widokowego panorama na Tatry go rekompensuje. „NA ZAMKU W NIEDZICY MIESZKAŁO ONGIŚ KSIĄŻĘCE MAŁŻEŃSTWO – BOGUSŁAW I BRUNHILDA. OBOJE OGŁADĄ, URODĄ NIEZWYKŁĄ I WŁOSAMI DŁUGIMI A GĘSTYMI, KTÓRYCH WIELU IM ZAZDROŚCIŁO, SIĘ SZCZYCILI, ŻYWOT ZAŚ WIEDLI ZRAZU SPOKOJNY I ZGODNY. MIJAŁY JEDNAK LATA, A CORAZ WIĘCEJ SWARÓW MIĘDZY NIMI WYBUCHAŁO. CZY NAZBYT MŁODO WIĘZAMI MAŁŻEŃSKIMI ICH ZWIĄZANO, ZANIM LEPIEJ SIĘ MOGLI POZNAĆ I DO OBOWIĄZKÓW DOJRZEĆ, CZY PIENIŃSKIE ODLUDZIE IM NIE SŁUŻYŁO – DOŚĆ POWIEDZIEĆ, ŻE Z BIEGIEM CZASU ŻADNEJ OKAZJI DO SPRZECZKI NIE PRZEPUSZCZALI”

Legenda o Brunhildzie to kolejna znana opowieść przekazywana przez Podhalan z pokolenia na pokolenie. Legenda mająca tragiczny finał. Podczas jednej z kłótni Bogusław pchnął bowiem żonę tak mocno, że ta wypadła przez okno wprost do zamkowej studni i utonęła. Rozpaczy męża nie było końca.

81


K U LT U R A I S Z T U K A

Godzinami przesiadywał przy studni, wołając słynne: „Przebacz mi, Brunhildo!”. Do czasu, aż ta nie odpowiedziała. „Przebaczam ci, Bogusławie Łysy”. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Bogusław ów szczycił się gęstymi i długimi włosami. Jak się wkrótce miało okazać – do czasu… „ZDUMIAŁ SIĘ NA TE SŁOWA ODCHODZĄCY OD ZMYSŁÓW PAN NA NIEDZICY, SĄDZĄC, IŻ SIŁY NIECZYSTE DRWIĄ Z JEGO NIESZCZĘŚCIA, W ODRUCHU NIEŚWIADOMYM PO GĘSTYCH WŁOSACH SIĘ POGŁASKAŁ I NA KOMNATY UCIEKŁ, ZABITĄ BRUNHILDĘ OPŁAKUJĄC. GDY RANO SIĘ OBUDZIŁ, WŁOSÓW SWYCH DŁUGICH I GĘSTYCH NIE UŚWIADCZYŁ JUŻ NA GŁOWIE, KTÓRA ŁYSĄ ŚWIECIŁA CZASZKĄ. WTEDY DOPIERO ZROZUMIAŁ: OTO BRUNHILDA CZYN STRASZLIWY MU PRZEBACZYŁA, LECZ KARĘ I WIECZNĄ PAMIĄTKĄ O ZABÓJSTWIE HANIEBNYM ŁYSINA POZOSTAĆ MIAŁA”.

Od tej pory każdy mężczyzna, który wymówi nad studnią imię swej ukochanej, a nie był jej wierny, następnego dnia obudzi się bez włosów. Legenda o Bogusławie i Brunhildzie jest jedną z wielu krążących wokół zamku w Niedzicy, ale dzięki spopularyzowaniu jej w książce Wakacje z duchami Adama Bahdaja, stanowi dziś jedną z najważniejszych opowieści przewodników zamkowych. Ten wspaniale zachowany zamek, którego początki sięgają XIV wieku, od stuleci pozostawał we władaniu możnowładców węgierskich, strzegąc granic i szlaków handlowych. To jeden z najważniejszych symboli całego Podtatrza i największa atrakcja regionu.

KROŚCIENKO N/DUNAJCEM legenda o ŚW. KINDZE

03

82

„WIELKIE LARUM ROZLEGŁO SIĘ PO ZIEMI SĄDECKIEJ I ODBIŁO OD PRADAWNYCH WIERCHÓW, GDY NA PODGÓRSKIE DZIEDZINY SPADŁ NAJAZD DZIKICH TATARÓW. KRWAWE MORDY, POŻARY CAŁYCH WSI I PĘDZENIE W JASYR – NAJSTRASZLIWSZĄ Z NIEWOLI SPUSTOSZYŁY KWITNĄCE DOTĄD KRAINY, STOSY MARTWYCH CIAŁ, ZGLISZCZA I ŁZY PO SOBIE ZOSTAWIAJĄC. KTO ŻYW W GÓRSKIE UCIEKAŁ OSTĘPY, MAJĄTEK CAŁY POZOSTAWIAJĄC. TRWOGA DOTARŁA I DO SĄDECKIEGO KLASZTORU KLARYSEK, A JEGO KSIENI, ŚWIĄTOBLIWA KINGA Z KRÓLEWSKIEGO RODU, NA CZELE ZAKONNIC MURY OPUŚCIŁA I NAJŚWIĘTSZE KSIĘGI JEDYNIE ZABIERAJĄC, WRAZ Z SIOSTRAMI KU PIENINOM RUSZYŁA”.

Ze św. Kingą łączy się kilka historii związanych z Zamkiem Pienińskim, jak zwykło mawiać się o warowni w Krościenku nad Dunajcem. To głęboko osadzone w lokalnej kulturze legendy

mówiące głównie o ucieczce klarysek przed Tatarami. Św. Kinga wraz z zakonnicami znalazła schronienie właśnie na Zamku Pienińskim. Kiedy wojska tatarskie otoczyły zamek, wydarzył się cud. Warownię spowiła gęsta mgła, wskutek czego nic niewidzący Tatarzy zaczęli strzelać do siebie. Podczas kolejnego napadu Kinga zmuszona była ponownie uciekać z klasztoru i szukać schronienia w górach. Tym razem zesłane za sprawą wznoszonych modłów cuda pozwoliły klaryskom zachować życie. „SŁYSZY WÓDZ ZAGŁADĘ SWEGO ODDZIAŁU, A NAWET UJRZEĆ JEJ NIE MOŻE! KRZYKNĄŁ JESZCZE W STRONĘ MURÓW, MNISZKI Z CZARAMI OBYTE PRZEKLINAJĄC I POMSTĘ SROGĄ OBIECUJĄC, PO CZYM OCALAŁYCH SWYCH WOJOWNIKÓW WEZWAŁ I ODWRÓT NAKAZAŁ. WE MGLE POWOLI KLUCZĄC, ODCHODZILI OD ZAMKU PIENIŃSKIEGO TATARZY. NA DZIEDZIŃCU ZAŚ HYMN DZIĘKCZYNNY SIĘ ROZLEGŁ Z UST TYCH, KTÓRE ŚMIERCI I HAŃBY ZA SPRAWĄ DOBREGO BOGA I ŚWIĄTOBLIWEJ SWEJ KSENI UNIKNĘŁY”

Zamek Pieniński, którego historia sięga końca XIII w., pozostaje najbardziej tajemniczą warownią w polskich Karpatach. Pomiędzy skalistymi wierzchołkami Trzech Koron i Sokolicy odnaleźć można nikłe pozostałości jego ruin. Został najprawdopodobniej zniszczony podczas najazdu husytów na początku XV w., ale jego budowa na wysokości 779 m n. p. m., stawia go na pierwszym miejscu pod względem najwyżej położnych warowni w Małopolsce.


04

JEJ BOWIEM SPOKOJU ZAZNAĆ NIE MÓGŁ. GDY NOC ZSYŁA SEN NA MIASTECZKO, WIDMO BIAŁEJ DAMY W REZYDENCJI SIĘ POJAWIA”.

Historię o Białej Damie z zamku w Suchej Beskidzkiej zna chyba każdy tubylec. Anna Konstancja z Lubomirskich Wielkopolska rządziła żelazną ręką. Ustanowiła własne prawo, a za różne, nawet drobne przewinienia wtrącała do lochu. Nieraz przebrana w męski strój wybierała się do pobliskich lasów wraz z obstawą, by ścigać przestępców. Schwytani byli skazywani na śmierć. Dożyła sędziwego wieku, a jej pogrzeb był wielkim wydarzeniem wśród mieszkańców pobliskich terenów.

Każdy miłośnik historii o duchach powinien odwiedzić to miejsce. Co ciekawe, XVI-wieczny zamek w Suchej Beskidzkiej był nazywany niejednokrotnie „Małym Wawelem” z uwagi na podobieństwo do krakowskiej warowni i chociaż z oryginalnego wystroju nie pozostało już wiele, to warto go zobaczyć przynajmniej z zewnątrz i pospacerować po alejach parkowych.

SUCHAlegenda BESKIDZKA o BIAŁEJ DAMIE

„GDY FRANCISZEK WIELOPOLSKI PO RAZ OSTATNI SKŁONIŁ SWĄ GŁOWĘ, DOBRA SUSKIE OBJĘŁA PO NIM MAŁŻONKA, ANNA KONSTANCJA, Z DUMNEGO RODU LUBOMIRSKICH. PANI BYŁA TO TWARDA I ENERGICZNA, A WIELU DZIWIŁO SIĘ, IŻ SERCE OWEJ NIEWIASTY MNIEJ TRWOGI CZUJE NIŹLI WIELU POŚRÓD MĘŻÓW. SERCE TO JEDNAK BYŁO KAMIENNE I OKRUTNE. PANI BOWIEM W DRĘCZENIU SWYCH PODDANYCH ROZKOSZ ODNAJDYWAŁA, A KAŻDE, NAJBARDZIEJ BŁAHE PRZEWINIENIE KARAŁA TAK, JAKBY ZBRODNIĄ WIELKĄ BYŁO”.

„PRZYSZEDŁ JEDNAK KONIEC NA HARDĄ DZIEDZICZKĘ. A GDY RACZEJ DIABLI NIŻ ANIELI DUSZĘ JEJ NA SĄD BOŻY ZABRALI, LUD Z ULGĄ ODETCHNĄŁ. SZCZERA RADOŚĆ W SUCHEJ I GÓRACH OKOLICZNYCH ZAPANOWAŁA, GDY KRWAWEJ PRZEŚLADOWCZYNI ZABRAKŁO. LECZ ANNA KONSTANCJA KOMOROWSKA ZAMKU NIE OPUŚCIŁA, DUCH

Wydawać by się mogło, że śmierć Anny zakończy udrękę mieszkańców, jednak już niespełna kilka dni po pogrzebie w korytarzach i komnatach zamkowych zaczęła pojawiać się tajemnicza postać ubrana w czarną suknię i wdowi welon. Zjawa była widziana też w okresie międzywojennym i podczas okupacji hitlerowskiej. Duch Anny krąży wciąż po zamku w czarnym stroju, nie zaznawszy ukojenia.

Czorsztyn, Niedzica, Zamek Pieniński, Sucha Beskidzka… Każdy z nich kryje własną tajemnicę, każdy fragment muru opowiada inną historię. Wokół każdego narosło również wiele legend, które są ciekawym punktem wyjścia do poznawania Podhala.

Opracowano na podstawie książki Legendy zamków karpackich Bartłomieja Grzegorza Sali.

83


DOBRA I BEZPIECZNA ZABAWA!

SPŁYWY PONTONOWE SPŁYWY KAJAKOWE GÓRSKIE WYCIECZKI Z PRZEWODNIKIEM SPOTKANIA INTEGRACYJNE IMPREZY GÓRALSKIE WYCIECZKI AUTOKAROWE PO MAŁOPOLSCE

+48 512 585 838 | biuro@rafterteam.pl | www.rafterteam.pl


K U LT U R A I S Z T U K A

Na zdjęciu: Anna Jasińska z tatą

Z MISIEM

FOTO

85


K U LT U R A I S Z T U K A

Prawie w każdym albumie rodzinnym widnieje zdjęcie z białym misiem. To legenda Zakopanego! Fotografia z nim była niegdyś obowiązkową pamiątką spod Tatr. Każdy chciał ją mieć! Tradycja zachowała się zresztą do dziś.

Biały miś pojawił się w Zakopanem już w latach 20. XX w. i od tamtej pory jest symbolem miasta. Na początku miś usytuowany był na stelażu, potem fotograf go ożywił. Taka żywa maskotka dodawała miejscu dużo kolorytu. Poznałyśmy kobietę, której pradziadek pracował jako kuśnierz na Krupówkach. Szył kożuchy, serdaki i uszył również strój misia. Prawdopodobnie był on pierwszym rzemieślnikiem, który wykonał to przebranie. Nasza rozmówczyni podzieliła się z nami fotografią z rodzinnego albumu z początku lat 20. XX w., pod którą widnieje podpis „czeladnicy i ich wyroby”. Przedstawia ono kuśnierzy i kilka osób w misiowych strojach. Strój misia był wykonany z białych owczych skór. Nie jeden, a kilka! Okazuje się, że misiów było więcej, nie tylko jeden. W przeszłości prawie każdy zakopiański zakład fotograficzny miał swojego własnego misia, często nawet kilka. Można go było spotkać na Gubałówce, na Kru-

Na górnym zdjęciu: Kazimierz Zając; na dolnym zdjęciu: Władysława Styrczula-Maśniak

AU TO R K I BARBARA CAILLOT, ALEKSANDRA KARKOWSKA Założycielki Oficyny Wydawniczej Oryginały (2015 r.), autorki Na Giewont się patrzy, Marsz, marsz Batory. Kreatorki kulturalnych wydarzeń, z pasją popularyzujące zachowane w pamięci historie.

86


K U LT U R A I S Z T U K A

Dziś nad tradycją czuwa Pan Marek

Na zdjęciu: Sebastian Króliszewski

Tradycja przetrwała do dziś. Niezmiennie na zakopiańskich Krupówkach spotkać można białego misia. To Pan Marek w skórze niedźwiedzia, który pozuje do zdjęć. Jak sam mówi, misiek zakopiański musi być prawdziwy! Musi umieć zagadać, pocieszyć, zabawić. Czasem musi być też przygotowany na zadania specjalne! Ktoś zechce, by złożył życzenia i przyśpiewał, ktoś inny przychodzi ze zdjęciem dziadków i chce dziś odwzorować fotografię. Mówi, że takie zdjęcie to rodzinna tradycja.

pówkach czy przy Dolinie Kościeliskiej. Miś obecny był na odpustach i lokalnych zabawach – wszędzie tam, gdzie pojawiało się dużo ludzi. Dla fotografów był bowiem sposobem na przyciągnięcie klientów. Z jednej strony trochę śmieszny, z drugiej trochę romantyczny, a nawet… egzotyczny. Po co robiono sobie zdjęcia z misiem? Dla wrażeń, śmiechu, zaskoczenia, ale też po to, by mieć cenną pamiątkę, która przetrwa przez pokolenia w rodzinnym albumie. Do zdjęć z misiem pozowali turyści i Górale. Dzieci i dorośli. Niemieccy żołnierze w czasie wojny też. Już przed wojną miś wyszedł poza Zakopane, lubił podróżować i mogliśmy go spotkać w całej Polsce, np. w Sopocie przy molo, w Łodzi, a nawet w Warszawie! Dawniej obok misia stał zawsze fotograf, bo wtedy nie każdy miał aparat fotograficzny. Zdjęcia odbierało się w zakładzie fotograficznym na drugi dzień, po ich wywołaniu albo były wysyłane na adres domowy turystów.

Przychodzą też do niego ludzie i mówią, że jako dzieci chcieli mieć zdjęcie z misiem, ale rodzice się na to nie zgodzili, bo na przykład nie mieli wówczas pieniędzy. Teraz, ci ludzie, już jako dorośli, robią sobie fotografię, o której zawsze marzyli. Czasem dziecko lub dorosły przytuli się do misia i nie chce go puścić. Dochodzi do wzruszających sytuacji.

„Misiek zakopiański musi być prawdziwy! Musi umieć zagadać, pocieszyć, zabawić.”

Pan Marek ma poczucie humoru i potrafi rozmawiać z turystami, bo wcześniej przez wiele lat prowadził wyciąg narciarski i fiakrował. Uwielbia opowiadać góralskie historie i dowcipy. Jest idealnym, pełnym pasji misiem. Często nam powtarza, że to nie jest taka prosta sprawa być misiem. Pan Marek bardzo dba o swoje 3 misiowe skóry. Każda czysta, zadbana. Pan Marek wie wszystko o białym misiu. Godnie kontynuuje zakopiańską tradycję. Projekt „Foto z misiem” Nasz projekt „Foto z misiem” jest adresowany do wszystkich grup wiekowych. Starszym da pretekst do wspomnień, młodszych zapozna z misiem-legendą. Jest to projekt międzypokoleniowy, czyli oparty na misji, zgodnie z jaką działamy od ponad 6 lat, prowadząc Oficynę Wydawniczą Oryginały. W ramach projektu „Foto z misiem”, w 2022 r. planujemy wydanie albumu fotograficznego, plenerową wystawę fotograficzną, edukacyjne warsztaty dla

87


K U LT U R A I S Z T U K A

dzieci oraz interaktywne wydarzenia w przestrzeni publicznej. Dlatego zbieramy zdjęcia z białym misiem. Obecnie mamy ich już ponad 900! Wszystkie mają walory estetyczne, etnograficzne, artystyczne, społeczne, socjologiczne i historyczne. Oprócz emocji, widać na nich architekturę i stroje, widać, jak zmieniał się krajobraz miejski, jak zmieniała się moda, a nawet, jak zmieniał się sposób pozowania. Zdjęcia te pokazują wspaniały obraz społeczny ostatnich 100 lat! Dbajmy wspólnie o legendę białego misia! A może ktoś z Państwa ma zdjęcie z białym misiem w swoim albumie rodzinnym? Prosimy o wysłanie zdjęć z misiem na adres: oryginaly@oryginaly.com.pl wraz z opisem, kto jest na fotografii, kiedy i gdzie (rok) została ona wykonana. Prosimy, piszcie również swoje historie związane z Waszą fotografią. Może macie jakieś wyjątkowe wspomnienie z białym misiem? Wysłanie zdjęcia na powyższy adres mailowy oznacza zgodę na jego publikacje w ramach projektu „Foto z misiem”. Nadesłane fotografie będą umieszczone na: www.fotozmisiem.oryginaly.com.pl. Wybrane znajdą się w albumie i na wystawie!

Na górnym zdjęciu: Stanisława Chmiel | na prawym dolnym: Ela Miałkowska

88


ZNANI O SOBIE

ZAWSZE CHCIAŁEM ZOBACZYĆ, CO JEST ZA TĄ GÓRKĄ

PIOTR CYRWUS

Fot.: Mateusz Turek

89


ZNANI O SOBIE

Zadebiutował na scenie w 1985 r., zaraz po ukończeniu krakowskiej PWST. Od tamtego czasu występuje na deskach teatrów krakowskich, łódzkich i warszawskich. Szerszej publiczności znany jest z filmów i seriali. Ponieważ pochodzi z Waksmundu, podczas rozmowy pytamy go, jaki jest jego stosunek do Tatr i w które strony lubi sentymentalnie powracać. Piotr Cyrwus dzieli się z nami też przemyśleniami dotyczącymi filozofii ks. prof. Tischnera, a także uchyla rąbka tajemnicy na temat jego najnowszej, góralskiej roli filmowej.

IZA TROJANOWSKA: Obecnie mieszka Pan w Warszawie, z pochodzenia jest Pan jednak Góralem. Co może Pan powiedzieć o swoim stosunku do Tatr? PIOTR CYRWUS: Ja już jestem zurbanizowanym Góralem. Zawsze chciałem zobaczyć, co jest za tą górką. Zaczęło się od Nowego Targu, następnie pojechałem do Chicago, mimo, że wtedy nawet Warszawę widziałem tylko z dużego Fiata. (śmiech) Potem Kraków, Łódź, Warszawa. Niesamowite, że teraz Pani do mnie trafiła z takim pytaniem. Ostatni rok góry mnie przyciągają. Mam też w pamięci piękne chwile i wspaniałych ludzi, których tam spotkałem. Od nauczycieli i księży, po przyjaciół, kolegów. Obenie niestety rzadziej tam bywam – mam pewną naturalną barierę w postaci moich wnuków w Krakowie, które skutecznie zatrzymują mnie i nie pozwalają jechać dalej na południe. (śmiech) Za to, jak się domyślam, chętnie z Panem odwiedzają Pana rodzinne strony? Tak, ostatnio z moją córką i zięciem oraz ich czwórką dzieci udaliśmy się na polanę mojego dziadka. To zawsze bardzo wzruszające powroty. Weszliśmy też na Turbacz, który jest zresztą moją pierwszą zdobytą górą, świętą. Mieliśmy tam ciekawą przygo-

90

dę. Przez to, że źle wyliczyłem czas, nie zdążyliśmy za dnia zejść ze szlaku. Wtedy spotkaliśmy człowieka-anioła, który pomógł nam bezpiecznie wrócić. Było to dla mnie niesamowite przeżycie. Mówi się, że Górale „dutki liczą”, ale nie do końca jest to prawdą. Jak widać, zdarzają się i ci bezinteresowni, którzy po prostu chcą pomóc.

Tak. Tego właśnie nauczył mnie ks. prof. Tischner, którego miałem okazję znać osobiście. Mówił, że człowiekowi trzeba po prostu pokazać, jaki może być piękny.

powiednio podszedłem m.in. do Emigrantów, których wyreżyserowałem i w których grałem, nie tylko w Teatrze Polskim w Warszawie, ale i w Wilnie oraz Chicago, gdzie spektakl był wystawiany w ramach festiwalu teatralnego. To właśnie była inspiracja prof. Tischnerem. W mrożkowskiej sztuce dostrzegłem to samo poszukiwanie wolności. Czym jest więc nasza wolność? W dzisiejszych czasach mam wrażenie, że coraz częściej chcemy ograniczać swoją wolność. Tymczasem jesteśmy przesiąknięci lękiem. Choćby w związku z panującą pandemią. Nasze wybory zawsze będą ograniczone przez nasze lęki. To też zresztą widać we wspomnianych wcześniej Emigrantach.

Czy filozofia ks. prof. Tischnera jest obecna w Pana codzienny życiu?

Czyli podejrzewa Pan, że ks. prof. Tischner dogadałby się z Mrożkiem?

Myślę, że wszędzie są dobrzy ludzie, tylko trzeba w to wierzyć i ich dostrzegać.

Nazywam go ojcem duchowym. W swojej biblioteczce mam chyba wszystkie dzieła profesora, które były i są wydawane. Któreś z nich zawsze jest na moim biurku czy przy łóżku. Często wracam do niego jak do Księgi Koheleta. Co sądzi Pan o często omawianych przez ks. prof. wartościach, takich jak dobro, zło czy wolność? Wiem, że dla Górali zwłaszcza „śleboda” jest niezwykle istotna. Mogę powiedzieć, że dzięki filozofii ks. prof. Tischnera, od-

To wspólny mianownik wielkich myślicieli: obserwują świat i sublimują z niego to, co najlepsze. Odchodząc nieco od tematyki filozoficznej, a jednocześnie nawiązując poniekąd do teatru, chciałam zapytać Pana, czy aktor teatralny i filmowy to dwa różne zawody? Czy dostrzega Pan różnicę? Szczerze mówiąc, wśród aktorów nie ma rozróżnienia pomiędzy aktorstwem teatralnym, filmowym,


ZNANI O SOBIE

serialowym czy radiowym. To, jak ten zawód wykonujemy, zależy zawsze od wielu czynników, w tym np. materiału czy współpracy z innymi aktorami. Prawdą jest, że my, jako studenci szkoły teatralnej czy akademii teatralnej, jesteśmy wychowywani w duchu miłości do teatru, uczeni przez aktorów teatralnych.

My, odbiorcy, chętnie dzielimy i szufladkujemy aktorów w ten sposób. Lubimy też kategoryzować ich pod kątem granej przez nich roli – łatwiej, gdy są tożsami. To jest ten paradoks sztuki czy świata. Z jednej strony nie chcemy żyć w paradoksie, z drugiej, robimy to. Łatwiej nam żyć w rzeczywistości czarno-białej, poszufladkowanej. Naszym zada-

niem, jako aktorów, jest tak grać, by widz utożsamił nas z naszym bohaterem. Też, jako odbiorca, lubię stawiać znak równości między aktorem a bohaterem. Gdy przykładowo w The Good Wife zginął mój ubliony bohater, pomyślałem, że muszę się w nocy za niego pomodlić! (śmiech) Mimo, że sam czasem nie pamiętam nazwisk aktorów, nieraz się

Fot.: Mateusz Turek

Ostatni rok góry mnie przyciągają. Mam zresztą w pamięci piękne chwile i wspaniałych ludzi, których tam spotkałem.

91


ZNANI O SOBIE

denerwuję, kiedy ktoś nie nazywa mnie Piotrem Cyrwusem. Ale to jest właśnie paradoks. Uczę się tego, by o tym pamiętać. Ostatnio, gdy nagrywałem film pod Krokwią z moimi zacnymi kolegami: Piotrkiem Polkiem i Tomkiem Saprykiem, ludzie kręcili się wokoło, aby poprosić o autograf i konsultowali z dziećmi, jak naprawdę mam na imię. (śmiech) Widziałam na Pana Instagramie zdjęcia z tego planu filmowego. Może Pan więcej powiedzieć na temat tego projektu? Powraca w nim Pan do góralszczyzny? Przez wiele lat można powiedzieć, że „eliminowałem siebie” jako Górala. Chciałem odejść od tego, od całego tego wizerunku. Źle nastawiony byłem na wszelkie

propozycje góralskich ról. Z pewnymi wyjątkami – gdy ze względu na wypadek Krzysztofa Globisza miałem okazję zagrać Jegomościa w krakowskim Teatrze STU, to nie miałem żadnych wątpliwości. To była pierwsza rola, do zagrania której musiałem użyć języka góralskiego.

W nowym filmie, reżyserowanym przez Anię Wieczur-Bluszcz, też posługuję się góralsczyzną. Z Tomkiem Saprykiem gramy w nim zaprzyjaźnionych Górali. Jest to projekt, który ujrzy światło dzienne w marcu - pojawi się wtedy na platformie Netflix. To komedia romantyczna oparta na Poskromieniu złośnicy Williama Szekspira. Częściowo akcja rozgrywa się w Chicago, ale w większości jednak w naszych polskich Tatrach. Bardzo jestem ciekawy, jak zostaną przetłumaczone niektóre, dość dosadne, słowa góralskie, np. kruca fuks. (śmiech)

Musiał Pan sobie pewnie co nieco przypomnieć? Gwara góralska w każdej miejscowości jest nieco odmienna. Warto jednak mieć świadomość, że w filmie zawsze musi ona zostać uproszczona. Po to, aby była zrozumiała dla odbiorcy. A tego typu realizacje wymagają odpowiedniego przygotowania. również aktorskiego.

Nie mogę się doczekać tej realizacji! Myślę, że to będzie fajna propozycja. Dobrze napisany scenariusz, ciekawa historia. Mam wrażenie, że trochę brakuje takich projektów. Warto mówić o kulturze generalnie. O kulturze góralskiej również. Powtórzę znów za ks. prof. Tischenerem, ale też i za Norwidem: warto dostrzegać piękno. Delikatne jak góralski taniec i zapierające dech w piersiach jak tatrzańskie panoramy. Uwielbiam góry, Górali i tę kulturę. Podhale to też zawsze będzie mój dom, miejsce, dokąd wracam z sentymentem.

Fot.: Mateusz Turek

Życzę wiec Panu jak najwięcej takich sentymentalnych powrotów i dziękuję za rozmowę!

92



PRESTIŻOWE SALE VIP, PROFESJONALIZM NA KAŻDYM KROKU I SPA NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI Zorganizuj luksusowe spotkanie biznesowe w Centrum Konferencyjnym Bania

K

ameralne obrady członków zarządu czy elegancki bankiet dla kilkuset osób – w Centrum Konferencyjnym Bania wszystkim kontrahentom biznesowym oferujemy najwyższy poziom usług. Doświadczeni eksperci zadbają o sprawny przebieg wydarzenia i odpowiednią oprawę, a znajdujące się na terenie Resortu Bania stok, SPA i Terma zapewnią uczestnikom relaks i integrację.

94

Resort położony jest w Białce Tatrzańskiej, jednej z najbardziej rozpoznawalnych miejscowości na Podhalu. W skład kompleksu wchodzą Hotel Bania**** Thermal & Ski z kilkoma restauracjami i strefą SPA, Terma Bania oraz ośrodek narciarski. Całość uzupełnia działające od grudnia Centrum Konferencyjne Bania, zlokalizowane w nowym skrzydle hotelu.


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

OFERTA DLA WYDARZEŃ NA WIĘKSZĄ I MNIEJSZĄ SKALĘ

CENTRUM KONFERENCYJNE BANIA TO:

Część konferencyjno-biznesowa o pow. 1 500 m2 może pomieścić nawet do 1000 osób. Pozwala to na organizację profesjonalnych konferencji, targów, bankietów czy szkoleń w ramach jednej, otwartej przestrzeni. Dzięki zastosowanym w Centrum nowoczesnym rozwiązaniom podziału przestrzeni, istnieje możliwość wydzielenia nawet 14 mniejszych sal, co pozwala na dostosowanie miejsca do potrzeb klienta. Elegancki i nowoczesny, a jednocześnie utrzymany w góralskim klimacie wystrój Centrum wprawia w dobry nastrój i dodaje prestiżu organizowanym tu wydarzeniom. Nowoczesne rozwiązania multimedialno-techniczne, jak profesjonalna scena czy amfiteatralna trybuna, zapewniają sprawny i efektowny przebieg eventu.

ny, które może być miejscem networkingu w czasie konferencji lub pełnić rolę wystawienniczą; dodatkowo pozwala połączyć 2 duże sale w jedną przestrzeń bankietową; • SALA WIERCHY z nowoczesnym systemem multimedialnym i możliwością podziału na od 3 do 7 mniejszych przestrzeni; • SALA TRZY KORONY zaprojektowana z myślą o koncertach i innych wydarzeniach kulturalnych; wyposażona w profesjonalną scenę z oświetleniem i nagłośnieniem oraz rozkładaną amfiteatralną trybunę; • INDYWIDUALNA RECEPCJA z szatnią i zapleczem sanitarnym, a także własna część techniczno-gastronomiczna i autonomiczny parking.

• FOYER z bezpośrednim wyjściem na taras zewnętrz-

Dodatkowo, do dyspozycji organizatorów są też 4 mniejsze, prestiżowe sale VIP, które najlepiej sprawdzą się w przypadku kameralnych obrad, szkoleń czy prezentacji.

95


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

Wszystkie sale wyposażone są w systemy projekcji, klimatyzację, zaciemnienie, nagłośnienie oraz bufet. Posiadają także indywidualne zaplecze sanitarne oraz w większości przypadków wyjście na taras zewnętrzny. Negocjacjom przy filiżance kawy sprzyja także widokowa kawiarnia Na Szczycie, zlokalizowana na najwyższym piętrze budynku.

RELAKS DLA CIAŁA I ZMYSŁÓW W SIELSKO ANIELSKO WELLNESS & SPA Wszyscy klienci biznesowi Hotelu Bania**** Thermal & Ski otrzymują nielimitowany dostęp do Termy Bania, w której czekają na nich m.in. zewnętrzne baseny z barem wodnym i jacuzzi. Relaks na najwyższym poziomie zapewnia także Sielsko Anielsko Wellness & SPA. Jego wizytówką jest unikatowa w skali Polski sauna chlebowa, która nęci gości kojącym zapachem piekących się w tradycyjnym piecu bochenków na naturalnym zakwasie. Z kolei w pachnącej lasem saunie jodłowej świeże gałązki jodły uwalniają olejki eteryczne mające leczniczy wpływ na nasze drogi oddechowe. Kompleks SPA to też parowa sauna kamienna, tradycyjna sauna fińska oraz pokój relaksu, a w nim chłodzący basen i masaże wodne. Cześć gabinetowa SPA obejmuje 7 pokoi zabiegowych, w których doświadczeni eksperci proponują m.in. zabiegi pielęgnacyjne przeznaczone dla twarzy i ciała oraz masaże.

KONTAKT DLA BIZNESU Małgorzata Suska Kierownik działu rezerwacji grupowej

+48 694 469 350 malgorzata.suska@bania.pl www.hotelbania.pl

96

Miłośnicy aktywnego wypoczynku z pewnością docenią znajdujący się na terenie Resortu stok narciarski oraz liczący kilkadziesiąt propozycji katalog rozrywkowo-integracyjnych, a wśród nich m.in. różne formy wycieczek górskich, wyprawy wędkarskie, rafting, a nawet skoki tandemowe.

HOTEL U PODNÓŻA KOTELNICY W przypadku imprez dłuższych niż jeden dzień, warto skorzystać z oferty noclegowej Hotelu Bania**** Thermal & Ski. 4-gwiazdkowy obiekt to ze smakiem i po góralsku wykończone oraz świetnie wyposażone 275 pokoi i apartamenty, które łącznie mogą pomieścić nawet 800 gości! Większość z nich pozwala podziwiać z okien malowniczą panoramę Tatr Wysokich i Pienin. Dodatkowe udogodnienia to m.in. internet wysokiej prędkości na terenie całego obiektu oraz sala fitness i bezpośrednie połączenie z obiektem termalnym. Hotel jest też dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Kilka słów należy poświęcić też punktom gastronomicznym zlokalizowanym na terenie resortu. To m.in.: • RESTAURACJA TATRZAŃSKA: restauracja bufetowa, gdzie podczas śniadań i obiadokolacji goście zawsze mogą liczyć na lokalne podhalańskie przysmaki oraz skosztować wyrobów hotelowej cukierni; • RESTAURACJA GÓRALSKA, której wysmakowane i nawiązujące do góralskiej tradycji wnętrza sprawdzą się idealnie podczas biznesowych lunchów, uroczystych kolacji czy rodzinnych spotkań; • RESTAURACJA ROHATKA specjalizująca się w kuchni domowej i włoskiej; • KAWIARNIA NA SZCZYCIE zlokalizowana na 4 piętrze hotelu kawiarnia z wyselekcjonowanymi alkoholami i kawami segmentu premium oraz – a jakże! – najpiękniejszym widokiem w okolicy; • LOBBY BAR, serwujacy kawę oraz świetne polskie i międzynarodowe koktajle przy akompaniamencie muzyki na żywo; • KARCZMA BANIA dostępna bezpośrednio ze stoków narciarskich, której menu i grzane wino szczególnie przypadnie do gustu narciarzom i snowboardzistom; • ZIELONY SZAŁAS, w którym królują potrawy z grilla. Wszystkie punkty gastronomiczne wykorzystują świeże, lokalne składniki pochodzące wyłącznie od sprawdzonych dostawców i hodowców.



Najlepsza

ZAMÓWIENIA

w Zakopanem

+48 696 453 487 biuro@cukierniasamanta.pl www.cukierniasamanta.pl

od blisko 100 lat!

TORTY KOMUNIJNE

TORTY WESELNE

TORTY ARTYSTYCZNE

CIASTA I WYPIEKI TRADYCYJNE

Własne receptury przekazywane z ojca na syna od 1927 roku

LOKALE Zakopane: ul. Krupówki 4a | ul. Kasprusie 34 | ul. Witkiewicza 2 | ul. Słoneczna 1a | ul. Chramcówki 4 Kościelisko: ul. Stanisława Nędzy Kubińca 181 | ul. Rysulówka 8a


KUCHNIA

Słodkości na każdą okazję! EWA SZUL-SKJOELDKRONA: Mówi się, że Wiedeń ma Sachera, Warszawa Bliklego, a Zakopane – Samantę. Z czego wynika sukces Waszej cukierni? MACIEJ RZANKOWSKI JUNIOR: Elementem, który łączy Sachera i Bliklego, jest wieloletnia tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie oraz nowatorskie podejście do cukiernictwa. Nasza firma ma już 94 lata, a my wciąż staramy się wymyślać coś nowego. Jednocześnie pamiętamy o wieloletniej tradycji, która jest dla nas najważniejsza. Jednak główny element wpływający na sukces to wszyscy pracownicy, którzy od lat razem z naszą rodziną tworzą duszę cukierni Samanta. Jakie wyroby i lokalne przysmaki są w ofercie Samanty? W naszej ofercie można znaleźć tradycyjne polskie wypieki – nasz firmowy sernik, szarlotkę czy kremówkę z ciastem francuskim. Nie brak też sezonowych wypieków nawiązujących do świąt wielkanocnych czy Bożego Narodzenia, takich jak babki drożdżowe, mazurki, faworki. W sezonie letnim staramy się wykorzystywać jak najwięcej świeżych polskich owoców w naszych wypiekach i deserach. Nie zamykamy się tylko na polskie desery. Klienci lubią nasz crème brûlée oraz panna cottę. Muszę też wspomnieć o naszych tortach weselnych. Ich smaki oraz wygląd również uzależnione są od pory roku. W wakacje polecamy torty na śmietance z zako-

piańskiej mleczarni, ze świeżymi owocami, zimą – torty czekoladowe, orzechowe i czekoladowo-truskawkowe, na kremie maślanym. A do wszystkich słodkości polecamy aromatyczne kawy i herbaty. Tworzycie torty na różne okazje. Jakie było Wasze największe „tortowe” wyzwanie? Takie wyzwania się zdarzają, ponieważ ludzka wyobraźnia nie zna granic. Każde zamówienie jest inne, więc do każdego klienta podchodzimy indywidualnie. Jeśli chodzi o stopień skomplikowania przedsięwzięcia, to przychodzą mi na myśl urodziny Teatru Witkacego. Wyzwaniem było wykonanie czekoladowego odlewu 60-centymetrowej rzeźby przedstawiającej samego Witkacego. Gipsową formę wykonała pani Ewa Baczyńska ze szkoły im. Antoniego Kenara. Musieliśmy poświęcić dużo czasu, żeby wykonać idealny odlew czekoladowej rzeźby, która była dekoracją na uroczystości, a czekolada jest materiałem wymagającym przy założeniu, że nie używamy żadnych wewnętrznych konstrukcji metalowych do usztywnienia rzeźby. Kontynuując temat tortów, czego przede wszystkim oczekują od Was klienci? Wyglądu? Smaku? A może czegoś jeszcze innego? W dzisiejszych czasach bardzo istotny jest efekt wizualny. Jako że jemy przede wszystkim oczami, staramy się ucieszyć klienta wyglądem naszych tortów. Oczywiście smak jest równie ważny jak wygląd. To jest nasz priory-

tet. Klienci oczekują, że spełnimy ich cukiernicze marzenia, a my wychodzimy im naprzeciw. Mamy wiele możliwości dekoracji: opłatki z dowolną grafiką, przeróżne figurki z masy cukrowej, ręcznie wykonywane motywy góralskie czy też obecnie modne torty w stylu „naked cake”. Samanta to firma rodzinna, od blisko 100 lat w tych samych rękach, a to oznacza przywiązanie do tradycji. Jednak świat się zmienia. Jakie trendy dzisiejszego cukiernictwa wdrażacie w swoich wyrobach? Najważniejsze jest, żeby utrzymać stałą jakość i powtarzalność naszych wypieków. Oferta w naszych cukierniach nawiązuje do tradycyjnych ciastek, takich jak kremówki, torcik W-Z, serniki itd. Sezonowo oferujemy produkty bardziej nowoczesne, eksperymentalne, które tworzymy w naszej pracowni. Inspirują nas trendy napływające ze świata, ale czerpiemy też z własnych pomysłów. Dodatkowo coraz częściej stawiamy na wyroby wegańskie i niecodzienne połączenia smakowe. Trzy powody, dla których warto odwiedzić Waszą cukiernią, to…? Rodzinna atmosfera, wysoka jakość produktów oraz… kawa. A wszystko to podane przez naszych doświadczonych pracowników, którzy są wizytówką naszej firmy. Dziękuję za rozmowę.

99


L I T E R AT U R A

NIE KAŻDY WRÓCI WYPADKI, KTÓRE ZMIENIŁY TATRY

TOPR 2. Nie każdy wróci Beaty Sabały-Zielińskiej to drobiazgowy dokument i fascynująca podróż do świata i rzeczywistości ratowników TOPR i ich rodzin, a także ludzi, którzy dzięki nim żyją. To lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników gór, która – miejmy nadzieję – ostudzi przynajmniej kilka głów i każe się zastanowić, czy warto kłaść własne i cudze życie na szali w imię zaspokajania swoich ambicji. Odkąd pamiętam, fascynowały mnie opowieści o ratownictwie górskim – już jako 12-latka z wypiekami na twarzy czytałam Tragedie tatrzańskie Wawrzyńca Żuławskiego, a w późniejszych latach na półkach mojej domowej biblioteczki zagościły liczne pozycje poświęcone wypadkom w górach. Dlatego gdy w moje ręce trafiła najnowsza książka Beaty Sabały-Zielińskiej, wiedziałam, że, tak jak w przypadku pierwszej części TOPR. Żeby inni mogli przeżyć, kilka kolejnych wieczorów mam z głowy.

AU TO R EWA SZUL-SKJOELDKRONA Z Tatra Premium Magazine związana od pierwszego numeru; na co dzień zajmuje się komunikacją. Pasjonatka dwóch kółek.

100

O tych dwóch wypadkach mówiła cała Polska – w 2019 r. w krótkim czasie wydarzyły się dwie tragedie, które zabrały sześć żyć. Najpierw 17 sierpnia TOPR został poinformowany o zdarzeniu w Jaskini Wielkiej Śnieżnej – dwóch grotołazów utknęło w zalanym korytarzu w bardzo trudnych warunkach, więc akcję ratunkową rozpoczęto niezwłocznie. 5 dni później – 19 sierpnia – nad Tatrami Zachodnimi przeszła burza, w wyniku której miał miejsce największy masowy wypadek w polskich górach: cztery osoby zginęły na miejscu porażone piorunem, a ponad sto pięćdziesiąt kolejnych wymagało natychmiastowej pomocy. Beata Sabała-Zielińska zabiera nas w podróż do tamtych dni. Z kronikarską pieczołowitością opisuje nie tylko same zdarzenia i ich okoliczności, ale też nakreśla szerszy kontekst ratownictwa górskiego. Dociera do świadków i osób, z którymi nikt wcześniej nie rozmawiał i oddaje im głos po to, aby własnymi słowami przedstawili swoją perspektywę i przywołali emocje, które im wtedy towarzyszyły. Pokazuje, jak często błahe i banalne błędy prowadzą do sytuacji, w których kartą przetargową staje się ludzkie życie. Opisuje hejt, jaki dotknął TOPR-owców w wyniku podjętych przez nich decyzji i pozwala ratownikom wytłumaczyć, dlaczego działali w taki, a nie inny sposób. I wreszcie zadaje pytania o to, czego możemy oczekiwać od TOPR-owców i gdzie jest cienka czerwona linia, za którą nie mamy prawa oczekiwać już niczego. Ten dziennikarski modus operandi znamy z pierwszej części poświęconej TOPR-owi i muszę przyznać, że po raz kolejny sprawdza się on doskonale. Jednak dla mnie największą siłą tej książki jest kilkadziesiąt ostatnich stron, na których Sabała-Zielińska oddaje głos tym, o których zazwyczaj nie myślimy – najbliższym rodzinom TOPR-owców.


L I T E R AT U R A

NIE TYLKO RATOWNICY Udzielenie głosu rodzinom – matkom, partnerkom czy dzieciom – to dla mnie zdecydowanie najmocniejsza i najciekawsza część książki. Jakże bowiem często zapominamy o tym, że niosący w górach pomoc ratownicy to jednak zwykli ludzie. Owszem, wykonują oni niezwykły zawód, ale ich życie poza pracą jest podobne do życia każdego z nas. Mają domy, dzieci, partnerki, matki, ojców i braci. Ta wielka TOPR-owska rodzina zna się na wylot i wspiera w trudnych chwilach. Zresztą, najbliższe osoby ratowników to galeria bardzo ciekawych postaci, które same w sobie zasługują na odrębną publikację. Pozna-

jemy silne kobiety, które nie tylko rozumieją i akceptują pasję i pracę swoich mężczyzn, braci, synów czy ojców, ale też mają swoje życie, swoje pasje, swoje biznesy i swoje obowiązki. Nie trzeba czytać między wierszami, żeby dowiedzieć się, że dla rodziny życie z TOPR-owcem nie jest łatwe, ale nie jest też nudne. Nie ma w tych opowieściach narzekania, jest za to bardzo dużo wzajemnego szacunku i akceptacji dla wyborów drugiej osoby.

PRZECZYTAJ, NIM PÓJDZIESZ W GÓRY

po śmierć swoją lub osób towarzyszących. Beata Sabała-Zielińska pokazuje, że od tragedii dzieli nas czasem jedna błędna decyzja i że w większości przypadków najgorszego da się uniknąć. Góry – a Tatry w szczególności – są równie piękne co niebezpieczne. Dlatego TOPR 2. Nie każdy wróci to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników gór i to niezależnie od stopnia zaawansowania. Nie zawiedzie też czytelników soczystych i dobrze zriserczowanych reportaży. Świetna robota, Pani Beato, chapeau bas!

Ta książka ma jeszcze jedną ogromną zaletę – być może jej lektura sprawi, że choć kilka gorących głów ochłonie, nim wyruszy w góry

101


T U RY S T Y K A I R E K R E AC JA

HOTELE NA SELFIE STICKU:

Grand weekend

AU TO R K I EWA TARAPATA i BEATA BOCHEŃSKA Miłośniczki pięknych wnętrz. Autorki cyklu Hotele na selfie sticku, biorące pod lupę najlepsze miejscówki pod Tatrami.

102

Tym razem redaktor naczelna magazynu Tatra Premium wysłała nas pod samiuśkie Tatry, do stolicy najpiękniejszych polskich gór, do Zakopanego, a dokładnie do Hotelu Grand Stamary.


#styl

Podekscytowane wspólnym babskim wypadem szybko pokonałyśmy Zakopiankę i z uśmiechem na ustach przekroczyłyśmy próg hotelu. A w nim same niespodzianki! Po zameldowaniu sie w recepcji dostałyśmy klucz do pokoju, ale nie byle jaki, plastikowy, a prawdziwy, tradycyjny klucz z drewnianym breloczkiem, który już niejedno widział. Z kluczem w jednej w ręce, a z walizką w drugiej, stąpając po pięknej odrestaurowanej drewnianej podłodze i oglądając zdjęcia artystów, którzy onegdaj odwiedzili hotel, postanowiłyśmy zbadać jego historię.

#historia

Otwieramy drzwi do pokoju, a tu kolejna niespodzianka: olbrzymi pokój, a nawet dwa, salon, sypialnia, dwie łazienki, mięciutka wykładzina pod stopami, co tu dużo mówić, apartament iście królewski. Stylowe meble, dobrze dobrane oświetlenie. Na stole czekały na nas świeże kwiaty i butelka wina. Hotel przywitał nas cudownie. Po rozgoszczeniu się zaczęłyśmy badać (w końcu to misja zwiadowcza) ciekawą i pełną rozmachu historię najstarszego hotelu w Zakopanem. Abyśmy mogły Wam o niej opowiedzieć, przygotować nas do tego musiała sama dyrektor Hotelu: Stamary. W tym słowie kryje sie cała historia tego niezwykłego miejsca. Stamary to wizjonerstwo, determinacja, otwarte serca i serdeczna gościnność. To tradycja, która zobowiązuje i nowoczesność na miarę swoich czasów.

#smak

Założycielką hotelu była Maria Budziszewska – słynna śpiewaczka operowa. Łącząc imię ojca Stanisława ze swoim, stworzyła nazwę hotelu. Architekt bryły, Eugeniusz Wesołowski, przeniósł charakterystyczne dla architektury zakopiańskiej cechy budownictwa drewnianego do murowanego. Tak powstał hotel, w którym tętniło artystyczne życie. Miejsce, które od dnia otwarcia zachwycało swoim wyglądem, które posiadało najnowsze rozwiązania technologiczne, cudowny widok na Tatry i olbrzymi ogród. W hotelu odbywały się koncerty, wieczory teatralne, taneczne... Jednym słowem kwitło tu artystyczne życie, co zresztą dalej się dzieje. Hotel przyciąga artystów. Idąc korytarzem, pełne podziwu oglądałyśmy zdjęcia gwiazd, które gościły w tym hotelu przed nami. Ściana pełna ram zrobiła na nas olbrzymie wrażenie. Historia hotelu jest bardzo ciekawa, nie opowiemy jej tutaj w całości, zachęcamy do odwiedzin i przekonania się na własnej skórze, jak powstało to ciekawe, stylowe miejsce przyjazne artystom. Po wnikliwej analizie historii hotelu i jego perypetii, zgłodniałyśmy, a każdy wie, że głodne kobiety to złe kobiety. Najlepiej było pozbyć się problemu, udając się do restauracji. A tam kolejne niespodzianki, które tak bardzo lubimy. Na starcie przywitał nas kelner z butelką wina i suto zastawiony stół.


#relaks

Potraw było do wyboru, do koloru. Nawet jedna z nas, będąca na modnej wegańskiej diecie, znalazła coś dla siebie. Najedzone i zadowolone, w miękkich szlafrokach i hotelowych kapciach udałyśmy się w kierunku SPA. Do celu doprowadził nas zapach cudownych kosmetyków. A tam czekały na nas masaże i zabiegi kosmetyczne. W niesamowitym nastroju, dbając o ciało i umysł, spędziłyśmy kolejne 2 godziny. Panie przygotowały dla nas rewelacyjne zabiegi, po których czułyśmy się tak rozpieszczone, że pozostało nam jedynie udać się do strefy wellness. Naszym oczom ukazały się – uwaga – basen, jacuzzi, leżaki pod baldachimem!

Zmęczone, ale szczęśliwe i piękne wróciłyśmy do pokoju, ba, do królewskiego apartamentu. Noc była jeszcze młoda, więc nie wypadało pozostać w pokoju. Kolejna misja: lobby hotelowe. Gdy rozgościłyśmy się na wygodnych, stylowych fotelach, zamówiłysmy coś dla osób z dowodem osobistym.

#widok

Lobby to idealne miejsce na plotki z przyjaciółką lub randkę z przystojnym Góralem. A że hotel mieści się w samym centrum Zakopanego, nie mogłyśmy przepuścić okazji, by sprawdzić, co dzieje się w sobotni wieczór na Krupówkach. Ale co było dalej, to już zostanie naszą słodką tajemnicą. Następnego dnia wstałyśmy wyspane i wypoczęte, a to też za sprawą menu poduszkowego. My postanowiłyśmy zamówić poduszkę magic i faktycznie nasze sny były magiczne. Rano w pokoju kolejne niespodzianki, gdyż dopiero przy blasku porannego słońca odkryłyśmy wielki taras z cudownym widokiem na Giewont! Na tarasie w wygodnych huśtawkach mogłyśmy podziwiać polskie góry i chwytać promyki słońca. Jako że miałysmy dwie łazienki, szybko się ogarnęłyśmy, aby zjeść hotelowe śniadanie. Podobnie jak na kolacji jedzenia było tak dużo, że z pewnością zaspokoiłoby głód niejednego łakomczucha.

Jeszcze kawa w lobby, ostatni spacer po pięknej klatce schodowej z uroczą balustradą i czas na pożegnanie. Z żalem i smutkiem, ale naładowane pozytywną energią, pełne wspomnień ruszyłyśmy w drogę powrotną do domu.


,

SANDRA STOCH

agent nieruchomości

Zajmuje się sprzedażą nieruchomości na Podhalu, najchętniej w Kościelisku, Zakopanem, Zębie, Bustryku, Gliczarowie Górnym i Bukowinie Tatrzańskiej. Dobrze czuje się w obsłudze domów, pensjonatów, willi i obiektów komercyjnych. Wielokrotnie wyróżniana jako agent miesiąca nie tylko przez RE/MAX Zakopane, ale i RE/MAX Polska. Członek Executive Club oraz 100% Club sieci RE/MAX International. Wychodzi z założenia, że profesjonalna obsługa klienta to podstawa owocnej współpracy. W relacji z klientem stawia na wzajemne zaufanie.

ZESKANUJ KOD I ZOBACZ AKTUALNE OFERTY

ul. Kasprowicza 20, Zakopane +48 509 353 184 sandra.stoch@remax-polska.pl

RE/MAX to międzynarodowa sieć biur nieruchomości, z powodzeniem działająca w ponad 110 krajach i współpracująca z 130 000 agentów RE/MAX to jedna z najbardziej rozpoznawalnych firm na świecie. Wszystkie oferty RE/MAX są ofertami na wyłączność RE/MAX gwarantuje najwyższą jakość obsługi


KUCHNIA

Oscypek & kalafior Nie od dzisiaj wiadomo, że podhalańska kuchnia niekoniecznie jest lekka czy fit, jednak stoją za tym warunki klimatyczne. Kto choć raz, niezależnie od pory roku, przebył po górach kilometry szlaków, doskonale wie, że koń z kopytami to mało, żeby człowiek się najadł.

Zupa z oscypka i kalafiora

Podstawą polskiej, a więc i góralskiej, kuchni jest oczywiście uwielbiana przez wszystkich zupa. Na Podhalu króluje przede wszystkim kwaśnica. Moja propozycja to zupa z oscypka i kalafiora, czyli wariacja serowo-warzywna. Przygotowanie dania jest proste i szybkie.

Kiedy po niedzielnym biesiadowaniu przy stole z rodziną zauważysz, że w garnku zostało jeszcze sporo rosołu, przecedź go przez sitko do mniejszego rondelka i postaw na ogień.

Serwuj w głębokim talerzu z kawałkami chleba podpieczonymi w piekarniku lub na patelni. Dla dekoracji i smaku możesz dodać trochę konfitury z żurawiny.

Do środka dodaj umyte wcześniej i pokrojone części kalafiora oraz kilka pokrojonych, obranych ziemniaków. W trakcie gotowania warzywa w rondelku muszą chować się pod rosołem. Kiedy warzywa będą miękkie, zetrzyj na drobnej tarce około garść oscypka i wrzuć do środka. Użyj blendera i wszystko dokładnie zmiksuj na jednolitą masę.

AU TO R MACIEJ KOŹLAKOWSKI Finalista pierwszej polskiej edycji MasterChef, pasjonat tradycyjnej kuchni polskiej i śródziemnomorskiej.

106

Zabiel zupę odrobiną kremowej śmietanki, dopraw solą, białym mielonym pieprzem i gałką muszkatołową.

Maciej Koźlakowski radzi: Pamiętaj, że oscypek jest serem o bardzo mocnym i wyrazistym smaku, jak również mocnym, dymnym, wędzonym aromacie. Zupę musisz więc próbować i według własnego uznania dawkować ser.

www.jedzenieipicie.eu


INWESTYCJA

W SZCZAWNICY NA SPRZEDAŻ: OŚRODEK SPORTÓW ZIMOWYCH

KONTAKT:

Jakub Dyrcz +48 697 524 922 jakub.dyrcz@remax-polska.pl

NIKT NA ŚWIECIE NIE SPRZEDAJE WIĘCEJ NIERUCHOMOŚCI NIŻ RE/MAX


K U LT U R A I S Z T U K A

(GÓRA) Od lewej: Małgorzata Rachwał, Anna Malacina-Karpiel (DÓŁ) Od lewej: Joanna Gut-Dorula, Barbara Zalińska

Wszystkie cztery to rodowite Góralki, od dzieciństwa wychowywane w kulturze i tradycji góralskiej, występujące w regionalnych zespołach tańca i śpiewu. W 2010 r. postanowiły stworzyć zespół, by razem kultywować tradycję. W zeszłym roku światło dzienne ujrzała ich wspólna płyta, a w zasadzie słuchowisko, pt.: Za głosem Ślebody. Folklor w obliczu II wojny światowej, dedykowany pokoleniom zaangażowanym w walkę o wolną Polskę. O projekcie rozmawiamy z jedną z członkiń zespołu, Anną Malaciną-Karpiel.

ANNA MALACINA-KARPIEL O NOWYM PROJEKCIE: ZA GŁOSEM ŚLEBODY. FOLKLOR W OBLICZU II WOJNY ŚWIATOWEJ

108


K U LT U R A I S Z T U K A

IZA TROJANOWSKA: Proszę powiedzieć, skąd pomysł na taki projekt? ANNA MALACINA-KARPIEL: Pomysł narodził się z potrzeby realizacji nagrań, które będą mieć wartość samą w sobie. Do tej pory na rynku muzycznym pojawiały się płyty z tradycyjną muzyką podhalańską, które pięknie prezentowały folklor góralski. Biorąc to pod uwagę, skupiłyśmy się na innym aspekcie, mianowicie na historycznej opowieści o czasach II wojny światowej w kontekście Podhala. Czułyśmy, że to, co chcemy zrobić, będzie słuszne i potrzebne. Na płytę trafiły poruszające opowieści o codziennym życiu Górali podczas niemieckiej okupacji. Jakie to historie? Które ze wspomnień szczególnie zapadły Pani w pamięć? Wywiady, których udzielali nam nasi goście, były poruszające do łez, ale i zdarzały się wspomnienia, które wywoływały uśmiech. Zapewne każdej z nas zapadło w pamięci coś innego. Rozmawiałam ze śp. Panią Agnieszką Skorusą. Leżąc na swoim łóżku, z oczyma uniesionymi do góry, wypowiedziała słowa: „Prościy Boga, coby siy te casy nie wróciyły…”. Z kolei śp. Pan Józef Kula ujmująco przywołał w pamięci zdarzenie z ucieczki przed wywózką, kiedy to oddający w jego kierunku strzał trafił w książeczkę do modlenia, którą miał w wewnętrznej kieszeni kurtki. Uratowało mu to wtedy życie. Za głosem Ślebody (…) to w zasadzie słuchowisko – połączenie wspomnień z muzyką i śpiewem. Czy trudno było dotrzeć do starszych osób i przeprowadzić wywiady? Czy taka forma płyty spotkała się ze zrozumieniem i oczekiwaną aprobatą fanów/słuchaczy? Nieskromnie wierzyłyśmy w powodzenie tej płyty o zasięgu lokalnym. Po informacji, jaką udostępniłyśmy

na naszej stronie Facebookowej, że płyty już są do nabycia, ludzie byli bardzo zaciekawieni efektem naszej kilkuletniej pracy. Dotarcie do naszych respondentów nie było jakimś większym problemem. Każda z nas posiadała wiedzę, do kogo można się udać. Pytałyśmy także znajomych, którzy kierowali nas do odpowiednich osób. Każde spotkanie odbywało się w spokojnej, przyjaznej atmosferze. Obecność realizatora dźwięku z całym sprzętem do nagrań nie wprawiał nikogo w zakłopotanie. Nasi goście szybko oswajali się z naszą ekipą realizatorską. Sądzę, że wpływ na to miała m.in. nasza otwartość, życzliwe podejście i przede wszystkim to, że byłyśmy „stąd”. Grupa Zyngry działa społecznie. Znana jest z działalności folklorystycznej i zaangażowania w szerzenie kultury góralskiej. Nowa płyta świetnie wpisuje się w tę działalność. Czy dostrzega Pani potrzebę szerzenia wiedzy o historii i tradycji Podhala wśród młodych? Czy coraz mniej są oni przywiązani do góralskich wartości? Nie możemy narzekać, że nasza góralska młodzież i dzieci nie mają styczności z góralszczyzną w czystej postaci. Dbają o to rodzice, zespoły regionalne, ośrodki kultury, Związki Podhalan oraz ludzie społecznie oddający swój czas na rzecz krzewienia kultury. Żyję w przekonaniu, że góralszczyzna zawsze będzie miała się dobrze. Górale mają w sobie samoistną potrzebę pielęgnowania i kultywowania rodzimych tradycji. Być może moje pozytywne spojrzenie na ten temat jest wynikiem tego, że żyję pośród ludzi, którzy góralszczyznę mają naprawdę we krwi.

Faktycznie, wszystkie znamy się bardzo długo. Jesteśmy dobrymi koleżankami, które łączy nie tylko zespół, ale wiele innych życiowych sytuacji. Przyświeca nam idea działania na rzecz kultury, czy to razem, czy osobno w swoich miejscowościach. Jedna wspiera działania drugiej. Pomagamy sobie nawzajem. Tworzymy grupę, która angażuje się w różne wydarzenia, koncerty, a przy tym w sposób naturalny spotyka się wraz ze swoimi rodzinami i biesiaduje. Wracając na koniec do płyty – w tym roku otrzymała ona Nagrodę Okolicznościową z Funduszu Promocji Kultury od Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Chciałam oczywiście pogratulować sukcesu i jednocześnie zapytać, co dalej? Jakie mają Panie plany? Na jaki kolejny ciekawy projekt możemy liczyć? To prawda. Na Wniosek Zarządu Związku Podhalan w Poroninie, który został złożony do Ministerstwa Kultury i otrzymał pozytywną opinię, wyróżniono nas Nagrodą Okolicznościową. Nasz zespół obchodził 10-lecie działalności regionalnej. Wszystko to pięknie się ze sobą połączyło. Póki co przygotowujemy się do kolędowania. W głowach pojawiają nam się różne pomysły. Jednak musimy każdy z nich wyważyć i na spokojnie wybrać coś, czemu oddamy się w stu procentach. Wymaga to ogromnego wkładu i poświęcenia się. Życzę więc owocnej współpracy i dziękuję za rozmowę!

Z pozostałymi członkiniami grupy zna się Pani od kilkunastu lat. Skąd pomysł na „połączenie sił” i jaka przyświeca Zyngrom idea?

109


C I E K AWO S T K I

PRAWDZIWA GRATKA dla miłośników gier i Tatr Jeśli podczas wieczorów z przyjaciółmi lub leniwych poranków z rodziną najchętniej sięgasz po gry planszowe czy pamięciowe, a ponadto jesteś pasjonatem polskich Tatr, te dwie propozycje powinny znaleźć się na Twojej top liście. Pięknie wydane nie tylko cieszą oko i zachęcają do wspólnej zabawy młodych, jak i starszych pasjonatów gier, ale także mają walor edukacyjny.

MEMO ZWIERZĘTA TATR Gdy byłam dzieckiem, na półce z moimi ulubionymi grami zaszczytne miejsce zajmowało żółte pudełko z kilkudziesięcioma, nieco już nadgryzionymi zębem czasu, kartami do gry w memo. Na ich awersach widniały podobizny różnych zwierząt. Od kilku lat marzyłam o tym, aby znów, jak dawniej, usiąść na dywanie w rodzinnym domu i zagrać w tę niezwykle prostą, ale jakże wciągającą i satysfakcjonującą grę. W taką sentymentalną podróż zabrały mnie Wydawnictwa Tatrzańskiego Parku Narodowego i stworzona przez nie gra Memo Zwierzęta Tatr. Gra obudziła dawne, piękne wspomnienia, ale także ucieszyła oczy. Co tu dużo mówić, jest po prostu piękna. Na 96 kartonikach przedstawionych zostało 48 tatrzańskich gatunków zwierząt. Wśród nich znajdziemy te najbardziej popularne: wilka, świstaka, jelenia czy kozicę, ale również te mniej znane, jak krzywodziub świerkowy, biegacz urozmaicony czy rozpucz lepiężnikowiec. Świetna propozycja dla całej rodziny.

AU TO R IZA TROJANOWSKA Z wykształcenia polonistka, z zawodu grafik, redaktor i korektor. Miłośniczka turystyki samochodowej i przecinków.

110

SZCZEGÓŁY: Liczba kart: 96 Wiek: 3+ Czas gry: ok. 20 min. Wymagane umiejętności: zapamiętywanie


C I E K AWO S T K I

MONOPOLY TATRY I ZAKOPANE W 1929 r. krach na nowojorskiej giełdzie rozpoczął Wielki Kryzys, trwający do 1933 r. Wtedy też narodziła się gra-legenda, czyli Monopoly. Wymyślona przez Elizabeth Magie i opatentowana w 1935 r., cieszy się niemałą popularnością do dziś. Ta w zasadzie dość nieskomplikowana gra, polegająca na okrążaniu planszy oraz kupowaniu i sprzedawaniu nieruchomości, doczekała się wielu wersji, w tym między innymi Monopoly Tatry i Zakopane, stworzonej we współpracy z Tatrzańskim Parkiem Narodowym. To propozycja zarówno dla wytrawnych, jak i początkujących graczy. Na czym polega? Oczywiście, podobnie jak w klasycznym wariancie, na twardym negocjowaniu, zdobywaniu i zmyślnym handlowaniu, ale nie nieruchomościami, a… górskimi szczytami. Zamiast kupować miasta, zdobywasz Tatry i okolice. Zamiast stawiać budynki, zalesiasz teren. Podczas przemierzania 275-kilometrowej trasy górskimi szlakami gracze zapoznają się z najpiękniejszymi polskimi szczytami Tatr Zachodnich i Wysokich: Rysami, Kasprowym Wierchem czy Giewontem, malowniczymi dolinami - Doliną Chochołowską czy Kościeliską - i przełęczami, np. Przełęczą

pod Chłopkiem. Jak widać, gra ma walor edukacyjny. Nie tylko zresztą przybliża nazwy znanych punktów na tatrzańskiej mapie, ale też uczy, że Tatry to unikatowy na skalę kraju obszar, o który trzeba dbać i który warto chronić. Ponadto przypomina panujące na górskich szlakach reguły. Pokazuje także, że nasze decyzje niosą określone konsekwencje. Dodatkowy atut gry stanowi jej estetyczne wydanie. SZCZEGÓŁY: Liczba graczy: 2-6 Wiek: 8+ Czas gry: ok. 1-3 godz. Wymagane umiejętności: myślenie strategiczne i taktyczne

Wydawnictwa TPN Tatrzański Park Narodowy Kuźnice 1, Zakopane www.sklep.tpn.pl

111


K U LT U R A I S Z T U K A

Teatr im. St. I. Witkiewicza ul. Chramcówki 15 | 34-500 Zakopane +18 20 00 660

CZY MY, LUDZIE, ŻYJEMY WŁAŚCIWIE?

112


K U LT U R A I S Z T U K A

- Teatr w Zakopanem po raz pierwszy sięga po klasykę rosyjską. Należy zauważyć, że sztuka Czechowa, jak każde dzieło klasyczne, jest niezwykle aktualna. Przygotowuję spektakl o ludziach, jakich wielu w dzisiejszym życiu. O tych, którzy boją się podejmować decyzje, którzy chowają się przed problemami, w nadziei, że wszystko samo się rozwiąże, o tych, którzy nie chcą walczyć, ale posłusznie przyjmują ciosy losu – mówi Nikołaj Kolada. – Czy to nie są nasze dzisiejsze problemy? Przecież w ten sposób możemy opisać wszystkie wydarzenia pandemii i ostatnich dwóch lat życia ludzkości.

W moim spektaklu od dawna nie ma wiśniowego sadu, wszystko już sprzedano, wszystko zniszczono, a zamiast białych kwiatów wiśni zostały nam tylko plastikowe kubeczki, ten plastik i te tworzywa sztuczne, które niszczą naszą przyrodę, naszą piękną planetę. A potem pojawia się nowy właściciel, okrutny, arogancki i zostaje posiadaczem wiśniowego sadu. Ale ten sad nie jest mu potrzebny, postanawia go wyciąć, pobudować letniska, zarabiać na nich. Jednak w finale spektaklu niczym huragan powala i niszczy wszystko, nie zostaje już nic i tylko jakiś owad, jakiś karaluch czy jaszczurka wypełza na ten świat, gdzie było nasze życie, gdzie był nasz wiśniowy sad, gdzie mieszkaliśmy i kochaliśmy, ale nie zostawiliśmy po sobie nic dobrego. Czy my, ludzie, żyjemy właściwie? O tym jest ten spektakl. Czekamy na widzów.

PREMIERA: 5.11.2021

NIKOŁAJ KOLADA Znany rosyjski dramatopisarz, reżyser, aktor, pedagog. Prowadzi prywatny Teatr Kolady, istniejący w Jekaterynburgu już od 20 lat. W ubiegłym roku na scenie Teatru im. Wachtangowa teatr ten został w głosowaniu publiczności uznany za najlepszy rosyjski teatr regionalny. Nikołaj Kolada napisał 140 sztuk, z których wiele zrealizowano na scenach całego świata. Jako reżyser wystawiał spektakle w Teatrze Wachtangowa i w Teatrze Sowriemiennik w Moskwie, w Niemczech, a także w Polsce: w Gdańsku, Łodzi, Katowicach, Warszawie. Za spektakl Ożenek wg Nikołaja Gogola w Teatrze Śląskim w Katowicach Nikołaj Kolada był wyróżniony nagrodą „Złota Maska”.

FOT.: Iwona Toporowska Photography

W pierwszy weekend listopada Teatr im. St. I. Witkiewicza w Zakopanem zaprezentował swoją najnowszą premierę: wg sztuki Antoniego Czechowa, w reżyserii Nikołaja Kolady. Spektakl będzie wystawiany na deskach teatru w nadchodzącym sezonie zimowym.

TATRA

MAGAZINE 113


SPORT

PIĘŚCIARSKA UCZTA

Foto: BOXINGPHOTOS.PL | Fiodor Czerkaszyn vs Gonzalo Coria

w Nosalowym Dworze

Największe na Podhalu, nowoczesne centrum kongresowe „Gerlach” w Nosalowy Dwór Resort & Spa gościło pięściarzy podczas Nosalowy Dwór Knockout Boxing Night. Zaproszeni goście w bankietowej konwencji, w eleganckich strojach wieczorowych, przy wykwintnym cateringu i trunkach, byli świadkami starć pięściarzy na najwyższym krajowym poziomie. Artystyczną oprawę dopełniły wokalne występy Eweliny Lisowskiej oraz Hasmik Sahakyan. Transmisję telewizyjną z gali przeprowadziła telewizja TVP Sport. ORGANIZATORZY: Knockout Poland i Nosalowy Dwór Resort & Spa PARTERZY: Małopolska (główny), Grupa MAK, Superpolisa Ubezpieczeznia, Blachy Pruszyński, eWINNER, brachole.pl


SPORT

AU TO R KRZYSZTOF MAKSIŃSKI Redaktor Tatra Premium Magazine; prywatnie ojciec Juliana i kibic pięściarstwa na wysokim poziomie.

UDANY DEBIUT Z zawodniczką z Ukrainy, Kateryną Drozd, skrzyżowała rękawice Justyna Walaś w swoim debiucie na zawodowych ringach. Walaś miała 6-letnią przerwę w karierze pięściarskiej, spowodowaną kontuzją, a także brakiem funduszy. Do pojedynku zawodowego przygotowała się pod okiem swojego trenera, Aleksandra Meciejowskiego. Zakontraktowany na 4 rundy pojedynek zawodniczka reprezentująca Global Boxing Tarnów wygrała pewnie 40:36, samo zaś widowisko miało dość jednostronny przebieg. Było kilka powodów takiego stanu rzeczy, choćby braki techniczne Kateryny Drozd. Nisko opuszczone ręce 19-letniej Ukrainki, wyraźna przewaga w wyszkoleniu technicznym kilka lat starszej tarnowianki, jak również doświadczenie tej ostatniej z ringów amatorskich w czasach juniorskich. Justyna Walaś była w czasach kariery młodzieżowej m.in. mistrzynią świata kadetek, medalistką Mistrzostw Europy i Unii Europejskiej, jak również mistrzynią Polski. Oby powtórzyła te sukcesy w karierze seniorskiej na zawodowych ringach. PEWNA WYGRANA KNYBY Damian Knyba (3-0-0), 25-letni zawodnik kategorii ciężkiej, zmierzył się ze starszym o 9 lat Yurym Bykhautsou z Białorusi. Polak dysponujący imponującymi warunkami fizycznymi (201 cm wzrostu oraz

218 cm zasięgu ramiom) był murowanym faworytem do zwycięstwa w walce z Białorusinem o ujemnym bilansie walk zwycięskich w stosunku do przegranych (10-22-3/5 KOs). Publiczność z zainteresowaniem obserwująca walkę ciężkich pięściarzy wtórowała trenerowi Piotrowi Wilczewskiemu, który zagrzewał do walki Knybę, instruując go na bieżąco o mankamentach obrony u oponenta.

zwycięzcy. Ostatecznie sędziowie punktowali zgodnie 60:54, przyznając Knybie zwycięstwo we wszystkich rundach. Sam zawodnik przyznał w wywiadzie po walce, że chciał wygrać przed czasem, jednak ostatecznie przyznał, że jest zadowolony z doświadczenia zebranego na pełnym dystansie walki 6-rundowej.

Ciosy podbródkowe czy sierpowe uderzane w kombinacjach przychodziły Knybie bez problemów, podobnie jak lewy hak na tułów. Co może dziwić, to relatywnie niska intensywność lewego prostego w celu dystansowania przeciwnika. Przy dużej przewadze warunków fizycznych, zasięgu ramion, wydawać by się mogło, że będzie to oczywista taktyka Polaka.

10 pojedynek na zawodowych ringach stoczył podczas gali w Nosalowym Dworze Kamil Bednarek (9-0-0/5KOs), uważany przez ekspertów za duży talent i nadzieję polskiego boksu. Jego przeciwnikiem był Uriel Gonzalez z Meksyku, który w Zakopanem pokazał się jednak z nienajlepszej strony, przegrywając przez nokaut już w… pierwszej minucie walki. Sędzia zakończył pojedynek w 52 sekundzie pojedynku zakontraktowanego na 8 starć, po wyliczeniu leżącego na deskach Meksykanina, który przyjął od polskiego „prospekta” mocny cios na wątrobę.

Polak był wyraźnie lepszym pięściarzem, poruszając się sprawnie po ringu i obijając tułów niższego rywala. Yury Bykhautsou zaprezentował wytrzymałość na ciosy, co można było wnioskować z bilansu walk przegranych, na ponad 20 przegranych walk przed czasem przegrywał tylko 3-krotnie. Podsumowując występ Polaka, trzeba przyznać, że mając na uwadze początkową fazę kariery, 6-rundowy pojedynek przeboksowany z odpornym na ciosy Białorusinem był najtrudniejszym sprawdzianem w dotychczasowej karierze zawodowej

EKSPRESOWY BEDNAREK

Tym samym Kamil Bednarek boksujący w kategorii super średniej zanotował kolejne, 10 zwycięstwo na zawodowych ringach. Na pytanie, czy faktycznie jest tak, jak powiedział przed laty Witalij Kliczko, że ojcowie biją mocniej, Kamil, który niedawno został ojcem, z właściwą sobie szczerością odparł – Nie wiem, czy siła i moc są większe, ale na pewno jest większy spokój w głowie. Co ciekawe, na ochrania-

TATRA

MAGAZINE 115


SPORT

czu na szczękę polskiego pięściarza widniało imię potomka – Kubuś. Jeśli kolejne walki Bednarek będzie kończył w takim stylu i tak szybko, ochraniacz z imieniem syna powinien mu służyć w nienaruszonym stanie jeszcze długo. Oby jak najdłużej.

świata nie była jedynie teoretyczna. Trzeba zauważyć, że Master znajduje się w wąskim gronie pol-

na zawodowych ringach. W boksie obydwu pięściarzy widać było wiele mankamentów technicznych,

skich pięściarzy, którzy mają realne szanse w walce mistrzowskiej, i jak mało który krajowy pięściarz zasługuje na walkę o pas.

co nie uszło uwadze ekspertów komentujących galę dla telewizji, Januszowi Pinderze oraz Maciejowi Miszkiniowi.

MŁODA KREW GÓRSKIEGO

W POGONI ZA NOKAUTEM

Swoją 4 zawodową walkę stoczyli również inni polscy pięściarze kategorii junior ciężkiej, znajdujący się w zupełnie innym miejscu kariery niż Masternak. Artur Górski, legitymujący się rekordem 3 zwycięstw, w tym jednego przez nokaut oraz brakiem porażek, podejmował podczas gali w Nosalowym Dworze Piotra Rzymana (2-5-0/2 KOs). 22-letni Górski pochodzący z Tarnowa dominował podczas całej 4-rundowej walki, atakując bardziej zachowawczo walczącego Rzymana, który przez większość pojedynku walczył schowany za podwójną gardą. Tarnowianin zwyciężył pewnie 40:36, zapewniając sobie 4 wygraną

W walce wieczoru swoje umiejętności sprawdzali jeden z najlepszych pięściarzy występujących na polskich ringach, reprezentujący Ukrainę, Fiodor Czerkaszyn, oraz Gonzalo Coria z Argentyny. Pseudonim Argentyńczyka, Mag, okazał się o tyle proroczy, że przez niemal całą walkę, bardzo sprytnie poruszając się po ringu, ze sprawnością akrobaty czy może właśnie czarodzieja, unikał zagrożenia ze strony niepokonanego Czerkaszyna. Zapewne sporą rolę odegrała w tym wypadku odwrócona pozycja leworęcznego Corii oraz fakt, że zastąpił on pierwotnie planowanego rywala Czerkaszyna, który walczyć miał w pozycji or-

MASTER MA MOC Za najlepszą walkę wieczoru wielu obserwatorów uznało potyczkę Mateusza Masternaka (45-5-0/30 KOs) i Armenda Xhoxhaja (12-1-0/ 7 KOs). Silny fizycznie zawodnik z Kosowa jednak tylko przez niespełna 4 rundy stawiał opór Masterowi. Mający aspiracje sięgające walki o mistrzostwo świata kategorii junior ciężkiej Masternak niemal przez cały pojedynek kontrolował tempo walki, nadawał mu rytm i dyktował warunki. Jedynie w 3 rundzie oponent zaskoczył Polaka prawym podbródkowym, rozbijając mu nos. To podziałało na byłego mistrza Europy jak płachta na byka. W 4 rundzie Mateusz Masternak trafił przeciwnika potężnym prawym sierpowym, po którym Xhoxhaj zatańczył na nogach i po chwili przyklęknął. Choć chciał dalej walczyć, wydawał się być naruszony na tyle, że trenerzy zdecydowali o zakończeniu pojedynku, rzucając na ring ręcznik i tym samym poddając swojego zawodnika. Masternak tym zwycięstwem potwierdził, że jest w doskonałej formie. Ponieważ jest zawodnikiem 34-letnim, należy się spodziewać, że jemu i jego promotorowi, Andrzejowi Wasilewskiemu, będzie zależało na zorganizowaniu mistrzowskiej walki w ciągu najbliższego roku czy dwóch, tak, aby szansa zdobycia pasa mistrza

116


SPORT

todoksyjnej. Do tej pory Czerkaszyn nie walczył na zawodowym ringu z leworęcznym pięściarzem, co w jakimś stopniu tłumaczy przebieg walki z Corią. Choć od pierwszej do ostatniej rundy pięściarzem przeważającym był zawodnik Knockout Promotions, to jednak odnosiło się wrażenie, że południowoamerykański styl jest dla Czerkaszyna niewygodny. Mimo chęci pokazania się w walce wieczoru z jak najlepszej strony przez Fiodora Czerkaszyna i odniesienia zwycięstwa przez nokaut, sztuka ta się nie udała. Nie zmienia to jednak faktu, że pięściarz urodzony w Charkowie pewnie wygrał kolejną, 19 walkę w karierze, każdą rundę zwyciężając w stosunku 10:9. Warto przypomnieć, że 12 z dotychczasowych zwycięstw Fiodor zakończył przed czasem.

SUKCES ORGANIZATORÓW Polski boks przeżywa głęboki kryzys, nie jest to żadną tajemnicą. Problemów jest o wiele więcej niż utalentowanych pięściarzy młodego pokolenia. Dość powiedzieć, że w naszym kraju obiecującym prospektem nazywa się niejednokrotnie 25-latka z kilkoma walkami na koncie, podczas gdy na szczycie boksu światowego pięściarze młodsi walczą o najwyższe laury i zostają mistrzami świata. Tym bardziej cieszy każda aktywność środowiska, każda gala promująca szermierkę na pięści. Organizacja Wielkiej Gali Boksu Zawodowego Nosalowy Dwór Knockout Boxing Night 18 cieszy podwójnie, bowiem odbyła się w bardzo przyjemnych okolicznościach, w Centrum Kongresowym „Gerlach”, doskonale przystosowanym do tego typu sportowych widowisk, transmitowanych na żywo

w TV. Przyjemnie ogląda się zmagania pięściarzy w towarzystwie ludzi biznesu i sportu, kosztując wykwintnych dań i trunków. Pozostaje mieć nadzieję, że wysiłek wielu ludzi, którzy inwestują swój czas i pieniądze w promocję pięściarstwa w naszym kraju, nie pójdzie na marne. Dodatkowym atutem gali w Nosalowym Dworze był fakt, że aż dwóch pięściarzy, którzy występowali w Zakopanem – Mateusz Masternak oraz Fiodor Czerkaszyn – w przyszłości mogą doczekać się poważnych wyzwań, włącznie z walkami o tytuły mistrza świata. Obydwu na pewno na to stać, i, co ważne, obydwaj w swoich kategoriach wagowych być może nie będą stać w tych pojedynkach na straconej pozycji. Życzmy im więc sukcesów, a organizatorom wytrwałości w organizowaniu kolejnych, równie udanych wydarzeń sportowych.

W środowisku pięściarskim mówi się o wyjeździe Czerkaszyna do Stanów Zjednoczonych, gdzie miałby trenować i odbywać sparingi z pięściarzami o odmiennych od europejskiego stylach. Walka z Argentyńczykiem pokazała, jak cenne są rundy przeboksowane z zawodnikami walczącymi na wysokim poziomie w innych stylach, czy choćby z „pozycji mańkuta”. Gdyby jednak wyprawa do USA nie miała możliwości realizacji, z pewnością konieczne będzie zapraszanie na walki do Polski coraz bardziej wymagających, a więc i coraz droższych przeciwników.

TATRA

MAGAZINE 117


S P O D TAT R

BOOM

NA NIERUCHOMOŚCI POD TATRAMI

Zeskanuj kod i zobacz aktualne oferty RE/MAX Duo

Mimo, że popyt na rynku nieruchomości rośnie w całym kraju, szczególną dynamiką odznacza się kilka obszarów, w tym m.in. Podhale. Tu cena gruntów w ciągu ostatnich miesięcy wzrosła dosłownie kilkakrotnie. O posiadaniu własnego domu w tatrzańskich ośrodkach turystycznych marzy wielu nabywców. Szczególną popularnością cieszą się przede wszystkim Zakopane, Nowy Targ, Białka Tatrzańska czy Kościelisko. W największych miastach prym wiodą mieszkania zlokalizowane w centrum, głównie te, z okien których rozpościera się górska panorama. Tego typu nieruchomośći nabywcy, zwłaszcza

118

Od kilku lat na Podhalu widać rosnące zainteresowanie nieruchomościami. Agenci mają ręce pełne roboty, bo chętnych na zakup jest coraz więcej, mimo, że ceny z miesiąca na miesiąc szybują w górę. Obecna sytuacja pandemiczna i gospodarcza sprawia, że klienci tłumnie przybywają do Tatr ze wszystkich rejonów Polski, poszukując tu przede wszystkim możliwośći ulokowania funduszy. O tym, jak wygląda sytuacja na rynku nieruchomości, opowiadają wielokrotnie wyróżniane w swojej branży agentki nieruchomości z RE/MAX Duo.

z odległych rejonów kraju, traktują jak inwestycje. Łatwo je bowiem wynająć, niezależnie od pory roku. MIESZKANIE, DOM, DZIAŁKA CZY PENSJONAT? – Dużym zainteresowaniem cieszą się działki widokowe, domy oraz rezydencje w okolicach Zakopanego – mówi Zofia Rabiańska. Nietrudno sprzedać zresztą nie tylko mieszkania, ale również grunty pod zabudowę czy starsze nieruchomości, które po wyremontowaniu przekształcić można w pensjonat.

Co znamienne, w obecnej sytuacji zdecydowanie widać dominację kupujących. Działki sprzedawane są w zasadzie codziennie, najatrakcyjniejsze schodzą na pniu. – Popyt zdecydowanie przewyższa podaż, co wpływa na cenę - potwierdza Zofia Rabiańska. INFLACJA A SPRZEDAŻ NIERUCHOMOŚCI – Z mojego doświadczenia wynika, że największą popularnością cieszą się małe działki pod zabudowę domków lub małych posiadłości. Pierwszy przedział cenowy to od 100 do 500 ooo zł. a drugi pułap to od 500 000 do 1 5000 000 zł – tłumaczy Sandra Stoch. – Wia-


S P O D TAT R

domo, adekwatnie do atrakcyjności działki cena rośnie. Zauważam też, że wielu poszukiwaczy działek to inwestorzy na wysoką skalę. W tym przypadku same parcele sięgają kilku milionów, w atrakcyjnych turystycznie miejscach. Chętnych na ich zakup jest jednak naprawdę dużo – dodaje. Zofia Rabiańska rosnący wśród inwestorów popyt na działki tłumaczy zaistniałą sytuacją ogólno-gospodarczą. – Ma ona niebagatelny wpływ na rynek nieruchomości. Mam tu na myśli przede wszystkim poziom inflacji i oprocentowania lokat. Kupujacy mieszkania, domy czy działki to nie tylko osoby chcące zmienić miejsce zamiesz-

kania, ale i inwestorzy, którzy w nieruchomościach chcą ulokować kapitał. JAK CENY MATERIAŁÓW BUDOWLANYCH WPŁYWAJĄ NA RYNEK NIERUCHOMOŚCI? Rozwija się dynamicznie pod Tatrami też rynek budowlany. Wciąż powstają nowe inwestycje, zarówno budynki mieszkalne, jak i kompleksy hotelowe czy rekreacyjne. Mimo znacznego wzrostu cen materiałów budowlanych w ciągu ostatnich miesięcy na podhalańskim rynku nieruchomościowym nie widać zastoju. – Absolutnie nie odnotowujemy spadku w ru-

chu budowlanym. Wręcz przeciwnie - cały czas widać wzrastające budowle dużych inwestycji - potwierdza Sandra Stoch. Jak sytuacja będzie rozwijać w najbliższym czasie? Co przyniesie nowy rok? Zofia Rabiańska i Sylwia Stoch prognozują, że popyt prawdopodobnie utrzyma się na wysokim poziomie, wzrost cen natomiast powinien wyhamować. Niewątpliwie najważniejszym czynnikiem wpływającym na koniunkturę inwestycyjną na rynku nieruchomości będzie inflacja.

TATRA

MAGAZINE 119