Page 1

NR 1 (5)/MAJ AD 2018

AMBITNIEJSZE CZASOPISMO DLA MŁODZIEŻY

KSIĄDZ ŚMIESZKUJĄCY NA MSZY... PROTESTANTYZM W „ODNOWIE” DOBROLUDZIZM EKOLOGIA

KREMÓWKOWY KATOLICYZM

KULTURA - DOMOWE MELODIE


Zarząd: Mikołaj Wolanin – Redaktor Naczelny

Partnerzy:

Kontakt: polrocznik.rycerstwo@gmail.com

Fot. z okładki: Pixabay

Skład numeru: Rafał J. Jurkowski [RJJuk.pl]

Kontrrewolucja.net

Autorzy:

Dominik Cwikła, Paweł Czyżewski, Magdalena Gotowicka, Ewelina Jędrasik, Patryk Kępczyński, Jerzy Kopanek, Jan Kwapisz, Oliver Pochwat, Bartosz Staręgowski, Adam Żółczyński

Wszelkie prawa autorskie do tekstów zastrzeżone na rzecz Wydawcy. Prawa autorskie do zdjęć przysługują podmiotom opisanym na  odpowiednich licencjach i  międzynarodowych oznaczeniach (tj. © albo CC). Jeśli nie ma podanej licencji, oznacza to pozyskanie materiału na licencji dostępnej na  podanej stronie. Zdjęcia oznaczone samą nazwą domeny/zbioru są udostępnione na licencji publicznej (CC 0).

Reakcja [fb.com/ prawa.reakcja]

„Stop lewackiej propagandzie” [fb.com/slpiie]

Dostałeś gazetę od kogoś? Wejdź na naszą stronę i poznaj nas lepiej: www.gazetarycerstwo.pl Jesteśmy też na: fb.com/polrocznik.rycerstwo

„Powstrzymajmy dżihad w Europie” [fb.com/dzihad.stop]

Możesz do nas dołączyć! Chętnie przyjmiemy teksty lub zdjęcia. Jesteśmy otwarci zarówno na jednorazową jak i  długoterminową współpracę. Zawsze jesteśmy otwarci na autorów, grafików, osoby do składania tekstów, partnerów i reklamodawców. Zapraszamy na  naszą stronę internetową do zakładki „O  NAS” w  celu pozyskania szczegółowych informacji o naszej misji i celach. Wydawca: Dominik Cwikła

DHP Studio [fb.com/dhpstudio]

RJJuk.pl RJJuk.pl [fb.com/rjjuk]


Rycerze!

HISTORIA

przed Wami piąty numer naszego półrocznika. Tym razem poruszamy temat „kremówkowego katolicyzmu”. Nie ma to jednak związku ze św. Janem Pawłem II, mimo że przymiotnik „kremówkowy” mógłby taki tok myślenia zasugerować. Chodzi o zastanowienie się nad spłycaniem wiary katolickiej jedynie do stylu życia oraz „zmiękczenia” jej zasad (w  szczególności postnych). Jakie są tego przyczyny? Myślę, iż na to pytanie odpowiedzą artykuły zawarte w  tym numerze. W  historii przeczytacie o  niemieckiej pisarce Karin Struck jak i wierze w moc uzdrawiania przez królów. W „Kościele” opowiemy o protestanckich korzeniach Odnowy w  Duchu Świętym, stosunku Kościoła do teorii ewolucji oraz różnicy między zaleceniami Soboru Watykańskiego II a  tzw. „duchem soboru”. „Rycerz” skupia się na księżach i  ich nawyku bycia „fajnym”, zabawnym oraz „nowoczesnym”. Pierwszy artykuł w  „Cywilizacji zła” opowie o  korelacji między aborcją a  ochroną zwierząt. Drugi zaś o  ruchach mających za zadanie ochronę środowiska. Z kolei w „polityce” przeczytacie o tym, jak zwierzęta mogą być dla organizacji ekologicznych jedynie dodatkiem do zarabiania ogromnych pieniędzy oraz tekst coś o  początku wszechświata. Oprócz tego Paweł Czyżewski zaprezentuje po raz drugi już rubrykę kulturalną, a w niej wiersz i recenzja.

Cudowna moc królów francuskich - 4 Bartosz Staręgowski

Karin Struck - odrzucona za mówienie prawdy - 8 Magdalena Zofia Gotowicka

KOŚCIÓŁ Teoria ewolucji a Kościół Katolicki - 10 Patryk Kępczyński

Protestantyzm w „odnowie” - 14 Dominik Cwikła

Czy Sobór Watykański pozwolił pląsać na Mszy? - 17 Adam Żółczyński

RYCERZ Ksiądz śmieszkujący na mszy... - 18 Dominik Cwikła

TEMAT NUMERU Dobroludzizm - terror XXI wieku - 20 Jerzy Kopanek

KULTURA Domowe Melodie - 22 Mgr Paweł Czyżewski

Obecność - Marek Skwarnicki - 23 Mgr Paweł Czyżewski

POLITYKA Organizacje pseudoekologiczne i ekoterrorystyczne... - 24 Oliver Pochwat

Na początku było... - 26 Jan Kwapisz

CYWILIZACJA ZŁA Aborcja ludzi a obrona zwierząt... - 28 Ewelina Jędrasik

Ekologia a „ekologia” - 32 Dominik Cwikła

Mam nadzieję, iż całość nowego „Rycerstwa” zachwyci Cię, drogi Czytelniku. Życzę miłej lektury i z Panem Bogiem! Mikołaj Wolanin Redaktor Naczelny

Benedykt XVI


4

Fot. Depositphotos

Cudowna moc królów francuskich.

Kilka uwag na marginesie królewskiego rytuału uzdrowienia. Bartosz Staręgowski Po czym ukląkł Aragorn przy Faramirze i rękę złożył na jego czole… Teraz wziął… dwa liście, położył na dłoni i  kilka razy chuchnął, a  gdy pokruszył je, natychmiast cały pokój taka napełniła świeżość, jak gdyby radosne drganie przemknęło całe powietrze… Nagle poruszył się Faramir i  otworzył oczy… I  zaraz z  Domu Uzdrowień wieść popłynęła na całe miasto, że król najprawdziwszy powrócił, który rany wojenne leczy.

Takie to wydarzenie na kartach swojej powieści „Władca Pierścieni”, zamieścił. J. R. R. Tolkien, który przy konstruowaniu świata swoich powieści wyraźnie czerpał inspiracje z historii cywilizacji europejskiej. Przedstawiona sytuacja, nawiązywała do bardzo ważnego elementu władzy królewskiej, który istniał w  niektórych monarchiach europejskich. Przypisywana królom pochodząca od Boga, moc która pozwalała im leczyć chorych i  rannych, była zjawiskiem nie tylko mistycznym ale i społecznym.

Z problemem tym postanowił zmierzyć się, jeden z  najwybitniejszych historyków francuskich Marc Bloch. W  swojej fundamentalnej pracy pt. „Królowie Cudotwórcy” zbadał to zjawisko w  kontekście naukowym, naświetlając tym samym wiele niezwykłych aspektów tego tajemniczego elementu władzy królewskiej. Szczególnym nimbem boskości otaczano osobę królewską w  epoce średniowiecza, warto więc przyjrzeć się jak ją postrzegano pod tym względem i  skąd pojawiło się przypisywanie jej nadnaturalnych zdolności.

Pomazaniec Boży

Samuel wziął wtedy naczyńko z olejem i wylał na jego głowę [Saula], ucałował go i  rzekł: Czyż nie namaścił cię Pan, na wodza swego ludu, Izraela? Ty więc będziesz rządził ludem Pana i wybawisz go z ręki jego


5 wrogów dokoła. A oto znak dla ciebie, że Pan cię namaścił na wodza nad swoim dziedzictwem (1SM 10, 1).

w średniowieczu otoczka symboliczna oraz jak wielkie znaczenie posiadała dla ciągłości władzy królewskiej.

Zawarty w Starym Testamencie opis namaszczenia Saula na król żydowskiego, jest niejako świadectwem, tego znanego od dawien dawna obyczaju, a  zarazem przykładem historycznego namaszczenia przez Boga osoby wybranej na przywódcę. W  przyszłości stanie się on nieodłącznym elementem całego procesu koronacyjnego. Składał się on z  kilku elementów, w  którym jednym z najważniejszych była konsekracja i  namaszczenie. We Francji dokonywano tego specjalnym olejem, zawartym w  ampułce, która według legendy miała zostać przyniesiona przez gołębicę (która była posłanniczką albo Duchem Świętym we własnej osobie), a  którym to olejem został namaszczony przez św. Remigiusza Chlodwig, pierwszy król Franków. Miejscem, w  którym dokonywano konsekracji była katedra w  Reims, a  namaszczenia dokonywał najczęściej arcybiskup reimski.

Symbolika, w pewien naturalny sposób wpływała na politykę i  władzę. Otóż boski pierwiastek, rzekomo znajdujący się w  osobie królewskiej, czynił z niej w pewien sposób osobę wręcz świętą. Podniesienie ręki na „Pomazańca Bożego” miało być gwałtem na prawie boskim i  przez Boga surowo karane. Poprzez podtrzymywanie mistycznego charakteru monarchii, dynastie zabezpieczały się przed próbami przejęcia władzy, buntami oraz bezpośrednimi zamachami na życie osoby królewskiej. Jako ciekawostkę, należy wspomnieć, że królowie francuscy, w  przeciwieństwie do swoich poddanych, nosili długie włosy. Miało to w  sposób symboliczny nawiązywać do biblijnego Samsona, który czerpał z nich swoją nadprzyrodzoną moc.

Są jednak przypadki kiedy zmieniano formułę. Namaszczenie Karola Wielkiego na cesarza odbyło się z rąk samego papieża. Znamienne jest, że w czasie wojny stuletniej i zajęcia większości terytorium królestwa Francji prze siły angielskie, więcej wagi przykładano do odzyskania Reims niż Paryża. Dopiero po jej wyzwoleniu, możliwe było ukoronowanie Karola Walezjusza na króla, zgodnie z  pełnym ceremoniałem. Pokazuje to jak ważna dla Francuzów była

Poza tym wielu z panujących, czczono po śmierci jako świętych, co w  pewien sposób nawiązywało też do tradycji cesarzy rzymskich, którzy po śmierci, stawali się nie tyle świętymi co wręcz Bogami. Podsumowując zatem, po namaszczeniu, monarcha stawał się osobą wręcz święta, która według ludzkich przekonań, posiadała nadprzyrodzoną moc mogącą uzdrawiać chorych. Jak zatem wyglądał przebieg takiego rytuału?

Rytuał Uzdrowienia

Na początek należy wyjaśnić jakiego rodzaju choroby leczyli królowie. Za czasów panowania dynastii Merowingów,

a potem ich następców, Kapetyngów, nie dokonywano jakiejś konkretnej segregacji. Po prostu uzdrawiano chorych. Z  czasem jednak coraz częściej zaczęto mówić o leczeniu tzw. skrofułów czy skrofulozy, czyli zapalenia węzłów chłonnych, spowodowanych prątkami gruźlicy. Mamy wiec do czynienia z  konkretnym określeniem stanu chorobowego. Warto jednak zauważyć, że często pojęcie leczenia skrofułów rozszerzano też na inne schorzenia węzłów chłonnych czy wręcz w  ogóle na inne schorzenia. Powiązanie uzdrawiania z  leczeniem skrofułów, przyjęło się ze względu na częstotliwość zapadania na tą chorobę ludzi szczególnie w średniowieczu. Sam rytuał przez lata ewoluował, jednak pewne jego prawidła pozostały niezmienne. Jego częstotliwość była różna. Mógł on odbywać się co tydzień co miało miejsce za Ludwika XI czy w  określone dni roku jak Wielki Piątek, Matki Boskiej Gromnicznej czy Boże Ciało. Czasem organizowano odrębną ceremonię na, którą przychodzili chorzy lub też król mógł tego dokonywać spontanicznie. W  tym pierwszym przypadku, ważne było by król przed dokonaniem czynności uzdrowienia był w  stanie łaski uświęcającej, czyli przystąpił do sakramentu pokuty a  następnie przyjął Komunię pod dwiema postaciami. Przed rytuałem, król oddawał się kontemplacji i  modlitwie w  samotności. Początkowo nie było jakiejś specjalnej modlitwy, lecz w  okresie nowożytnym, układano specjal-


6 ne modlitwy zależnie od oko- zasłużył sobie na taki przy- ceniowych. Ludwik XV Burbon, liczności. Rytuał poprzedzała domek. Z niezwykłą gorliwo- znany ze swojego sybaryckrótka liturgia poświęcona św. ścią podchodził do wszelkich kiego i  hulaszczego trybu żyMarcoulowi, patronowi uzdro- sakramentów, codziennie cia, nie raz wchodził w  spowień. Generalna część wyglą- uczestniczył w  Mszach świę- ry ze swoimi duchownymi, ze dała dosyć prosto. Monarcha, tych, wielkim szacunkiem ota- względu właśnie na swoje zbyt któremu towarzyswobodne podejszył kapelan, pod- Przed rytuałem, król oddawał się ście do zagadniechodził do każde- kontemplacji i modlitwie w samot- nia. Wspomina się go chorego, czynił często wydarzenie ności. Początkowo nie było jakiejś znak krzyża, a naz  1739 r., kiedy to stępnie przykładał specjalnej modlitwy, lecz w okresie Ludwik spędzanagie dłonie do jąc noc ze swoją nowożytnym, układano specjalne kochanką, panią jego ciała, i  wypowiadał formułę, modlitwy zależnie od okoliczności. de Mailly w  okrektóra najczęściej Rytuał poprzedzała krótka liturgia sie Wielkiego Pobrzmiała: Król stu, nie dostącię dotyka a  Bóg poświęcona św. Marcoulowi, patro- pił po spowiedzi uzdrawia (z  fr. le aktu przebaczenia nowi uzdrowień Roi te touche, Dieu grzechów, w  efekte guérit). Na koniec udzielał czał święte relikwie, kościoły cie czego nie mógł on przybłogosławieństwa. Po uzdro- i klasztory. Dbał o swoich pod- stąpić do Komunii oraz rytuału wieniu, umywał ręce w  spe- danych rozdając im jałmużnę uzdrowienia. Podobne rzeczy cjalnie do tego przygotowanym i  opiekując się nimi. W  swoim działy się w  Boże Narodzenie naczyniu. Woda, ta następnie wyglądzie codziennym nawią- i  Wielkanoc 1740 r. Król zatem była wydawana chorym by zywał do ascetów i  przedsta- nie przystąpił do rytuału trzy mogli ją pić przez następne dni wicieli zakonów żebraczych. Ze razy. Wywołało to oburzenie jako lekarstwo. szczególną pokorą podchodził i  zgorszenie rodzimego dudo trędowatych, których nie chowieństwa, poddanych i  co Ten zwyczaj skończył się wraz wstydził się całować w  ręce. bardziej konserwatywnych z nastaniem epoki nowożytnej. Za jego czasów rytuał uzdro- polityków. Oprócz wody, chorym dawa- wienia, nabrał cech wręcz lino także niewielka jałmużnę turgicznych. Nie ograniczał się Pomimo pewnych standardow  wysokości jednego denara. do wyklepania jednej i  tej sa- wych reguł, rytuał wyglądał Wpłynęło to niezaprzeczalnie mej formułki przy chorym, ale inaczej zależnie od monarna popularność całego cere- podejścia do każdego chore- chy, który w  danym momenmoniału i  chętne przystępo- go indywidualnie. Ludwik przy cie sprawował władzę. Przywanie do niego. każdym oddzielnie wygłaszał jął się on nie tylko we Francji inną formułę po łacinie lub ale i  w  innych krajach, gdzie Podejście samych monar- francusku. Przy udziale zakon- ich władcy w  mniejszym bądź chów również przedstawiało ników i  kapłanów błogosła- większym stopniu do niego się różnie na przestrzeni dzie- wił ludziom, wspierał dobrym nawiązywali. jów. W  średniowieczu władcy słowem i  hojnie obdarowywał na ogół podchodzili bardzo ich jałmużną. Po jego śmierci, Uzdrowienie monarsze poważnie do rytuału, co za- za jego wstawiennictwem do- w innych krajach pewne związane było z  cha- konało się kilka cudów, które Rytuał uzdrowienia poza Franrakterem samej epoki i  duże- zostały uznane przez Watykan cją przyjął się też na szerszą go przywiązania ówczesnych i  ogłoszono go świętym Ko- skalę w  Anglii. Początkowo do sfery sacrum. Najbardziej ścioła katolickiego. obie ceremonie wyglądały barskrupulatny pod tym względzo podobnie, żeby nie podem był Ludwik IX zw. „Świę- Inne podejście można zauwa- wiedzieć identycznie, jednak tym”. Nie bez powodu król ten żyć w  postawie królów oświe- Anglia przyjęła rytuał zde-


7 cydowanie później. Poza tym w pewnym momencie zmienił swój charakter i nadano mu nazwę „Rytuału Pierścieni”. Polegał on na tym, że król w pozycji wyprostowanej zanosił do ołtarza piękne monety wybite ze złota i  srebra, kładł je na nim, a  następnie „odkupywał”, kładąc na ołtarz inne monety, będące ekwiwalentem, za te zabrane. Tamte, zrobione ze złota i  srebra, przetapiano a  królewscy złotnicy sporządzali z  nich pierścienie. Te, według legend, miały moc uzdrawiania. Uzdrowienia francuskie leczyły najczęściej skrofuły, pierścienie z kolei mogły uzdrawiać epileptyków. Były niezwykle popularne na dworach poza sama Anglią. Nawet król polski Zygmunt August, wysłał Jana Dantyszka, po takowy do Anglii, ze względu na chorobę swojej pierwszej żony Elżbiety Habsburżanki.

z małej książeczki i  wypędził z kobiety demona, i pozwolił jej odejść dopiero wtedy gdy była zdrowa. W  ten sposób Pelay, przedstawił króla hiszpańskiego jako egzorcystę walczącego ze złymi mocami, dzięki otrzymanej od Boga mocy. W  Polsce rytuału uzdrowienia nie było. Co prawda Zygmunt Gloger w  „Encyklopedii staropolskiej”, pod hasłem „król” napisał że króla uważano jakby za nieśmiertelnego, ale raczej z  tego tytułu nie miał on żadnych nadprzyrodzonych mocy. Natura monarchii w  królestwie polskim miała wymiar nadzwyczaj racjonalistyczny, a  biorąc pod uwagę podejście do monarchów elekcyjnych, to wręcz aż za bardzo.

Rzeczywista moc, siła sugestii a może zwykłe kuglarstwo?

skoro takie uzdrawianie mogło być empirycznie sprawdzone przez ludzi, którzy mogli poddać przecież w wątpliwość jego skuteczność przez wiele lat, to dlaczego nie uczyniono tego i  z  utęsknieniem czekano na kolejny rytuał uzdrowienia? Cóż, niektórzy lekarzy, którzy żyli w  czasach funkcjonowania owego rytuału potwierdzali niektóre przypadku rzeczywistych uzdrowień ale w  swojej większości negowali cudowną moc płynąca z królewskich rąk. W  epoce oświecenia znaczenie rytuału słabło, by wraz ze śmiercią Ludwika XVI na szafocie, a następnie wielką rewolucją francuską, zaginąć całkowicie. Co prawda w  XIX wieku przy restauracji Burbonów próbowano przywracać strzępy dawnego dziedzictwa, były to jednak czynności szczątkowe.

Patrząc przez pryzmat psychoW innych krajach legendy doty- Sam Marc Bloch, był w  od- logiczny, nie sposób dostrzec czące uzdrowień istniały, cho- powiedzi na to pytanie dosyć jednak pewnego wymiernego ciaż przybierały nieco inną for- wstrzemięźliwy. Wskazywał znaczenia rytuału uzdrowiemę. Feliks Fabi, szwabski mnich, na to, że pomimo narosłych nia, a  mianowicie siły sugepisał o  cesarzach niemieckich legend i  nadzwyczajnych opi- stii. Sama wiara w uzdrowienia z rodu Habsburgów, że kto na- sów, które mogły być w  łatwy mogła spowodować poprawę pije się z  kielicha stanu chorego, co czasów Ludwika IX rytuał miało niebagatelz  którego uprzed- Za nio pił cesarz, nie- uzdrowienia, nabrał cech wręcz ne znaczenie przy bawem odzyskuzwalczaniu choroje silne i  zdrowe liturgicznych. Nie ograniczał się by przez organizm gardło. Następnie do wyklepania jednej i tej samej samego nieszczęopisał uleczenie śnika. Co się zaś formułki przy chorym, ale podejścia jąkatego, który tyczy mocy nadprzestał się jąkać. do każdego chorego indywidualnie. p r z y r o d z o n y c h , Innych uzdrowień, cóż historia zna Ludwik przy każdym oddzielnie bardziej duchowej przypadki cudownatury dokonywali wygłaszał inną formułę po łacinie nych uzdrowień, królowie hiszpańtak wiec nie polub francusku. scy. Alvarez Pewinniśmy odrzulayo, twórca dzieła „Speculum sposób kwestionowane, rytuał cać i takich przypadków. Wszak regum”, napisał o  Sanchezie utrzymywał się przez bardzo jak to mówią, nie są zbadane II, że król kładąc stopę na gar- długi czas i  wciąż gromadził wyroki Boskie i tylko sam Bóg, dle opętanej obsypującej króla licznych chorych, wierzących decyduje czy udzieli człowieobelgami, wyczytał kilka słów w uzdrowienia. Twierdził on, że kowi swojego natchnienia.


8

Fot. Depositphotos

Karin Struck

odrzucona za mówienie prawdy Magdalena Gotowicka Historia Karin Struck jest dowodem na to, iż deklarowana przez środowiska neofeministyczne „siostrzana miłość wobec wszystkich kobiet” to fikcja. Ta niemiecka pisarka stała się w swoim otoczeniu persona non grata tylko dlatego, że ośmieliła się powiedzieć prawdę o  syndromie postaborcyjnym. Mało kto pamięta dziś „na salonach” o  Karin Struck. Trudno nawet znaleźć jej zdjęcie w sieci. Nie stała się tak sławna jak choćby inna niemieckojęzyczna pisarka, Elfriede Jelinek, mimo że ich biografie miały wiele punktów stycz-

nych. Obie kobiety przyszły na świat w drugiej połowie lat 40. Obie zaczęły publikować powieści w latach 70. Obie miały zapatrywania lewicowe i należały do partii komunistycznych. Obie były swoistymi ikonami literatury neofeministycznej. Jelinek przyznano Nagrodę Nobla, Struck została wyklęta przez liberalne salony. Zmarła w  2006 r. Niemka odważyła się zrobić coś, co dosłownie zabiło jej karierę: opowiedziała światu, jakim koszmarem dla kobiety jest zamordowanie nienarodzonego dziecka. Wychowana w  NRD-owskim Skiszowie Karin Struck już jako młoda dziewczyna identyfikowała się ze środowiskami neo-

feministycznymi i neomarksistowskimi. Podczas studiów należała do Socjalistycznego Związku Studentów, potem wstąpiła do partii. Zadebiutowała w latach 70. autobiograficzną książką „Klassenliebe”, potem przyszedł czas na kolejne powieści. Wkrótce Struck zaczęto doceniać na salonach. Otrzymała wiele prestiżowych nagród, stawiano ją w jednym rzędzie z  Gunterem Grassem i Christą Wolf. Wszystko wskazywało na to, że dalsze życie Struck będzie pasmem sukcesów artystycznych. W  1975 r. pisarka zdecydowała się na coś, co na zawsze ją zmieniło. Postanowiła pozbawić życia swoje nienarodzone dziecko. W  NRD od trzech lat obowiązywało wówczas prawo zezwalające na zamordowanie nienarodzonego dziecka na żądanie, a  ówczesna propaganda przedstawiała


9 ów morderczy czyn jako rodzaj nieszkodliwego zabiegu medycznego. W mediach królowały wówczas eufemizmy określające aborcję mianem „przerwania ciąży”. Ale w  tym biznesie nigdy nie brakowało i nie będzie brakować eufemistycznych określeń, mających na celu wprowadzenie ludzi w  błąd. Próbowano sprzedać kobietom aborcję pod przykrywką wolności i  samostanowienia – będącymi najważniejszymi fundamentami emancypacji kobiet – przyznała Struck w swojej książce z lat późniejszych. Jak wspominała, popierała nie tylko tzw. aborcję chirurgiczną, ale także farmakologiczną, ukrytą pod eleganckim eufemizmem „pigułki po”. – Akceptacja takiego rozwiązania ujawniła się w  moim przypadku, kiedy na krótko po pierwszej aborcji zadałam sobie pytanie, co zrobiłabym gdybym wkrótce znowu zaszła w  ciąże? Wtedy pierwsza myślą, która wówczas zakiełkowała w mojej głowie była myśl o pigułce – czytamy w książce

„Widzę moje dziecko we śnie”. To właśnie ta publikacja, wydana w 1992 r., stała się gwoździem do trumny kariery Struck. „Postępowa feministka” z lat 70. i 80. oświadczyła wszem i wobec, że tzw. aborcja jest de facto morderstwem i że pozostawia straszliwą traumę w  psychice kobiety. Autorka skupiła się tam właśnie na kobiecie, która również staje się ofiarą. – Niewielu ludzi ma tyle odwagi cywilnej, aby zadedykować kobietom, które usunęły ciążę, maksymę poetki austriackiej Ingeborg Bachmann: „Człowiek boi się prawdy”. Ludzie boją się powiedzieć kobietom prostą prawdę, że ich zabite dziecko jest dzieckiem – pisała Struck. Z dnia na dzień pisarka została poddana ostracyzmowi przez tych, którzy uprzednio ją wychwalali. Wydawcy, recenzenci, dziennikarze – wszyscy stopniowo odsunęli się od Struck. (…) w środowisku artystycznym do dobrego tonu należy wypowiadanie się jednym tchem

na temat aborcji i samostanowienia kobiet. Kto tak jak ja, będąc artystką, jest jednocześnie przeciwnikiem aborcji, a  kiedy jest to konieczne także antyaborcyjnym aktywistą, ten staje się ofiarą ataków, musi usprawiedliwiać swoje przekonania, a na poparcie ze strony kolegów z  branży czy społeczeństwa nawet nie ma co liczyć – przyznała Niemka. – „Artyści przeciwko eksperymentom na zwierzętach”, „Artyści dla Green Peace” – inicjatywy tego typu są obecnie modne na salonach. „Artyści przeciwko aborcji” – do takiej inicjatywy jeszcze nie doszło. Artyści musieliby się bowiem wówczas poważnie obawiać o  swoją reputację, sprzedaż książek, utworów i  dzieł sztuki – stwierdziła Struck. Niestety, od lat 90. niewiele się w tej materii zmieniło na Zachodzie. Tekst ukazał się wcześniej na portalu kontrrewolucja.net


10

Fot. Depositphotos

Teoria ewolucji a Kościół Katolicki Patryk Kępczyński W dzisiejszych czasach nader często stawia się religię w  opozycji do nauki. Wiele osób nie pojmuje tego, że są to zupełnie dwie różne dziedziny, które nie powinny być stawiane w  jednej linii. Należy jednak przyznać, że religia z nauką nie raz się spotyka, lecz nie powinniśmy wyciągać pochopnych wniosków, jakoby religia i  nauka były tą samą dziedziną. Oczywiście stawianie sobie wyboru pomiędzy religią a nauką jest niezbyt rozsądnym działaniem. Wybór możemy mieć pomiędzy, np. ateizmem a  teizmem, ale z  pewnością nie pomiędzy religią a  nauką,

gdyż po obu stronach jest wielu wspaniałych ludzi, którzy kochają i rozwijają naukę. Tym bardziej, że prekursorami wielu dziedzin naukowych byli teiści. Wiara katolicka nie naucza nas o  tym, jak powstają galaktyki, mgławice, czarne dziury, lecz wskazuje nam drogę do zbawienia. Warto przytoczyć w  tym miejscu słowa biskupa Baroniusza, który zabrał głos w  sprawie Galileusza: Zamiarem Ducha Świętego, inspirującego Biblię, było pouczenie nas, jak się idzie do Nieba, a nie jak się niebo porusza. Każdy badacz Biblii przyzna, że prawdy biblijne nie stoją w opozycji do nauki, lecz zazwyczaj błędna interpreta-

cja Biblii tworzy sztuczny konflikt. W liście do swego ucznia Galileusz napisał: Choć Pismo Święte nie może się mylić, może się mylić — i  to na wiele sposobów — ten, kto je interpretuje i  komentuje. Reinterpretacja Świętej Księgi nie jest odwrotem, który został spowodowany rozwojem nauki. Na umiejętną interpretację Biblii wskazywał już Orygenes (185254 r.) oraz święty Augustyn (354-430 r.). Święty Augustyn poszedł o krok dalej, twierdząc, że jeżeli potwierdzona teza naukowa przeczy interpretacji Biblii, to interpretację należy zmienić i  uznać, że tego nigdy nie było w Piśmie Świętym, ale była to tylko opinia wysunięta wskutek niewiedzy człowieka. W  przeszłości ludzie nazbyt często starali się przypisać Bogu cechy bytów fizycznych, co zdecydowanie umniejszało istotę Boga. Ograniczenie


11 ludzkie zbyt często chce wypełniać jakieś luki w niewiedzy Bogiem, oraz chce wyposażyć Boga w  przymioty przypisywane bytom cielesnym. Abraham Maslow stwierdził, że Dla człowieka, który dysponuje tylko młotkiem, wszystko, co spotyka, zaczyna wyglądać jak gwóźdź. Zważywszy na te fakty, katolik powinien uznać to, że religia odpowiada na pytanie – kto – a nauka – jak. Niemniej jednak w  pytaniu jak religia powinna też mieć swój udział, ale nie powinien on kolidować z  dobrze ugruntowanymi faktami. Jako katolicy powinniśmy z  otwartością spoglądać w  stronę nauki, gdyż zamykanie się na nią może jedynie pogłębiać konflikty. Z  pewnością można powiedzieć, że Bóg nie boi się nauki, gdyż ona jedynie bada Jego dzieła. Wnioski, które są wyciągane z wszelkich badań, to już sprawa osobistej interpretacji.

raz teorie rzekomo pewne upadały. Teoria ewolucji dziś jest rozumiana zupełnie inaczej niż za czasów Darwina. Teoria ta cały czas jest rozwijana oraz modyfikowana. Z racji tego nie znamy odpowiedzi na wiele

Wybuchem, to jednak nie powinniśmy tego robić ze względu na możliwość rewizji danej teorii, co spowodowałoby tylko ośmieszenie rozumienia chrześcijańskiego. Dlatego Kościół niechętnie bierze udział w sporach naukowych, gdyż zwyczajnie nie ma do tego kompetencji.

Każdy badacz Biblii przyzna, że prawdy biblijne nie stoją w opozycji do nauki, lecz zazwyczaj błędna interpretacja Biblii tworzy sztuczny konflikt

Teoria naukowa jest błędnie utożsamiana ze znaczeniem potocznym, gdyż w naszym codziennym języku teoria oznacza coś niepotwierdzonego jako przypuszczenie, a  w  terminologii naukowej słowo teoria tłumaczy się jako całościową koncepcję zawierająca opis i  wyjaśnienie określonych zjawisk i zagadnień. Teoria ewolucji może być prawdopodobnie najlepszą wizją, która tłumaczy rozwój oraz bioróżnorodność gatunków zamieszkujących naszą planetę. Oczywiście warto dopuścić do głosu inne wyjaśnienia, gdyż jak powszechnie wiadomo nie-

pytań, lecz nie oznacza to, że koncepcja jest błędna. Neodarwinizm jest bardzo często krytykowany. Należy przyznać, że krytyka jest jak najbardziej potrzebna, gdyż to ona może pobudzać biologię ewolucyjną do rozwoju. W innym przypadku krytyka może słusznie zdyskredytować błędne koncepcje lub nawet całą wizję ewolucyjną. Taka sytuacja dla uczciwych naukowców jest jak najbardziej pożądana, gdyż przecież każdy chce budować swoją wizję świata na prawdziwych założeniach. Najczęściej krytykantami teorii ewolucji są amerykańcy kreacjoniści młodej ziemi. Pogląd ten utrzymuje, że Księgę Rodzaju, co do aktu stworzenia należy rozumieć dosłownie, nasza planeta została uformowana w  6 dni, a  rodzaj ludzki powstał około 6000 tysięcy lat temu. Biblia, zdaniem Kościoła Katolickiego nie wskazuje na 24-godzinne dni, a  raczej na fazy stworzenia. Księga Rodzaju ma za zadanie przekazać nam prawdę o stworzeniu, wyjątkowości rodzaju ludzkiego, o genezie grzechu itp. Chociaż Księgę Rodzaju w  świetle odkryć naukowych łatwo utożsamić, na przykład z  Wielkim

Kościół nie jest ciemną instytucją, która nie przyjmuje z entuzjazmem teorii naukowych. Nie przyjmuje ich od razu, gdyż czeka zwyczajnie na dowiedzenie danych tez, aby nie poddać się wyszydzeniu w  przypadku obalenia danej teorii. Dlatego też zważywszy na powyższe rozważania należy przyznać, że stanowisko fundamentalistyczne, tj. kreacjonizm młodej ziemi, jest chętnie nagłaśniane, aby utożsamiać każdego wierzącego z  tą określaną grupą ludzi. Doktryna katolicka co najwyżej jest neutralna wobec tego tematu.

Papieże o teorii ewolucji

Papież Pius XII w encyklice „Humani generis” (1950 r.) pisze: Ktokolwiek rozejrzy się dokładnie w  świecie poza owczarnią Chrystusową, łatwo spostrzeże główne kierunki myśli, którymi kroczy nie mało uczonych. A  więc są tacy, co przyjąwszy nierozważnie i  bezkrytycznie system ewolucyjny, w  samej dziedzinie nauk przyrodniczych nie udowodniony dotychczas bezspornie, tłumaczą nim powstanie wszystkich rzeczy, skłaniając się lekkomyślnie ku monistycznej i  panteistycznej hipotezie nieustannej ewolucji wszechświata. Tym właśnie


12 poglądem posługują się chętnie zwolennicy komunizmu do skutecznej propagandy materializmu dialektycznego celem pozbawienia ludzi jakichkolwiek pojęć o Bogu.

rges Lemaître (belgijski ksiądz) przekonał go, że to niesłuszny wniosek. Papież Jan Paweł II w roku 1996 wydał oświadczenie, w  którym mówi o  tym, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż tylko hipotezą. Ojciec święty pisze: Encyklika Humani generis traktowała naukę o  ewolucjonizmie jako poważną hipotezę,

ukowcy błędnie i kurczowo się jej trzymają, wyciągając zbyt pochopne wnioski, przenoszone potem na płaszczyznę relacji wiara - wiedza.

W 2005 r. bliski współpracowTego rodzaju ewolucjonizm, nik i uczeń Benedykta XVI, kard. odrzucający pojęcia i  rzeczySchönborn napisał na łamach wistości absolutne, stałe i nie„The New York Times’a”: ewozmienne, przygotował grunt lucja w  znaczeniu wspólnego dla nowej błędnej filozofii, pochodzenia może być prawzwanej egzydą, jednak ewolucja Pius XII w  swoim oświadczeniu stencjalizmem, w sensie neodarwiktóry współ- stwierdza, że teoria ewolucji po- nowskim, jako ślezawodnicząc py, niezaplanowany winna podlegać krytyce, która ma z  idealizmem, proces przypadkoi m a n e n t y z m e m za zadanie pomóc ją przyjąć lub wego różnicowania pragmatyzmem, odrzucić przez katolików. Papież i  selekcji naturalnej zajmuje się nie z pewnością nią nie znany był z  pozytywnego nastatylko, jak wskajest. zuje jego mia- wienia do nauki, na przykład teorii no, egzystencją Papież FranciWielkiego Wybuchu poszczególnych szek na Papieskiej jednostek z  pominięciem tak samo godną rozpatrywa- Akademii Nauk stwierdził, że niezmiennych istot rzeczy. nia i  badania jak jej przeciwna zarówno ewolucja, jak i  Teohipoteza... Dzisiaj, prawie pół ria Wielkiego Wybuchu nie Pius XII wcale nie odrzuca teorii wieku po opublikowaniu tej en- są sprzeczne z  nauczaniem ewolucji, lecz wskazuje na to, cykliki, nowe osiągnięcia do- Kościoła. że bezkrytyczne przyjmowanie prowadziły do uznania, iż teoria teorii naukowych może wpły- ewolucji jest więcej niż hipote- Mechanizm stworzenia wać na zwodnicze wnioski. Su- zą. Rzeczywiście godnym uwa- Według większości teistyczgestie papieża mają za zadanie gi jest, że teoria ta jest przez nych ewolucjonistów, ewolucję wyznaczyć nowy tok myślenia badaczy coraz więcej akcepto- powinniśmy uważać za mew Kościele katolickim, który ma wana z  powodu wielu odkryć chanizm, którym posłużył się przynieść szersze otworzenie w  różnych dziedzinach nauki. Bóg, np. synchronizacja praw się na naukę. Encykilka „Huma- Zgodność niezależnych od sie- fizyki. Sytuację można bardzo ni generis” ma wskazać katoli- bie wyników prac (ani wymy- łatwo zobrazować: w XXI wieku kom drogę do rozumnego po- ślona, ani fabrykowana) jest już rozwój robotyki spowodował, znania rzeczywistości. Pius XII sama znaczącym argumentem że samochody są montowane w swoim oświadczeniu stwier- dla tej teorii. przez roboty. Nie znając kondza, że teoria ewolucji powintekstu sprawy i obserwując tylna podlegać krytyce, która ma Papież Bededykt XVI nie uwa- ko sam proces składania przez za zadanie pomóc ją przyjąć żał teorii ewolucji za fałszywą, roboty samochodów, można by lub odrzucić przez katolików. ale przestrzegał przed zbyt po- dojść do wniosku, że człowiek Papież znany był z  pozytyw- chopnymi wnioskami. W przed- nie wytwarza samochodu, nie nego nastawienia do nauki, na mowie do wydanej w  2007 zapoczątkował jego produkcji. przykład teorii Wielkiego Wy- r. książce Kreacja i  Ewolucja Jednak człowiek zapoczątkował buchu. Pewnym razem utoż- Benedykt XVI napisał, że teo- produkcję samochodów, a  na samił Wielki Wybuch ze stwo- ria ewolucji autorstwa Karo- dodatek utrzymuje całą marzeniem świata, lecz twórca la Darwina nigdy nie została szynerię w poprawnym działateorii Wielkiego Wybuchu, Geo- ostatecznie dowiedziona, a na- niu. Dzięki rozwojowi technolo-


13 gii człowiek może posłużyć się Boga jest sprawą dla metafi- się poznać najmniejsze cząstki mechanizmem stworzenia sa- zyki, dlatego nauka nie może elementarne? Szuka jakiegoś mochodu. Bóg również nie musi na ten grunt wkraczać. Nauka wewnętrznego porządku funkosobiście tworzyć człowieka, jedynie wyjaśnia jak, a dalej cjonowania atomów. Kopernik, ale może zastosować jakiś me- każdy wewnętrznie powinien Galileusz, Newton – wszyscy chanizm stworzenia. Pamię- przeżywać refleksję, która po- mówili o  Księdze Stworzenia. tajmy, że zrozumienie danego zwoli mu dojść do wniosków Naukowiec nie robi nic innego, mechanizmu nie wyklucza in- teistycznych, ateistycznych lub jak tylko śledzi inteligencję, któgerencji innej siły sprawczej. jakichkolwiek. ra przemawia do niego poprzez Wyobraźmy sobie opuszczony badaną rzeczywistość. Takie wieżowiec na pustyni. Może- Kard. Schönborn zapytany nastawienie do nauki jest niemy go zbadać, poznać, wyko- przez dziennikarza o  to, czy zależne od tego, czy się wierzy, nać plany, ale i tak czy nie. Ewolucja w  znaczeniu wspólnego nie ośmielamy się wypowiedzieć pochodzenia może być prawdą, Konkluzja słów: wieżowiec Warto zaznaczyć, jednak ewolucja w sensie neodarpowstał sam. że osąd Kościoła winowskim, jako ślepy, niezapla- nie dotyczy prawIdąc tym tokiem teorii nowany proces przypadkowego dziwości rozumowania, ewolucji. Kościół nawet po rozwi- różnicowania i  selekcji naturalnej sprzeciwia się kłaniu wszystkich dogmatyzowaniu z pewnością nią nie jest tajemnic życia, nie tej dziedziny, oraz powinniśmy od razu mówić: należy jednocześnie analizo- występuje przeciwko wizji ma„samo powstało”, ale raczej wać i  łączyć problemy czysto terialistycznego ateizmu. przesunąć pytanie o źródło nie naukowe z  zagadnieniami fitylko istnienia człowieka, ale lozoficznymi i  teologicznymi, Stwierdza również, że ewolui  wszechświata, a  nawet zbio- odpowiedział: Obie debaty są cja nie wyklucza Objawienia ru wielu wszechświatów (o  ile konieczne. Człowiek ma dwie Bożego, istnienia duszy, oraz teoria wieloświatów nie jest ręce, oddycha dwoma płucami nie determinuje nauki o  genetylko czysto teoretyczna). Na- i ma dwoje oczu. Do czego zmie- zie grzechu. Kościół katolicki uka wyjaśnia świat materialny rzam: debata naukowa, prowa- wskazuje na to, że teoria ewoza pomocą świata material- dzona metodami naukowymi, lucji nie przeczy istnieniu Boga, nego, bo taka jest jej struktu- nie może ignorować projektu. który stworzył i obdarzył wyjątra — innej metody nie ma. Ten Gdyby rzeczywistość miała- kowością rodzaj ludzki. Należy metodologiczny materializm by być wyłącznie kotłującym po raz kolejny powtórzyć, że nauki, konieczny ze względu na się chaosem, nie byłoby cze- Kościół katolicki nie potwierdza przedmiot jej badań, nie upo- go poznawać. Nauka zawsze idei teorii ewolucji, ale jej rówważnia do wyciągania całościo- zakłada istnienie jakiegoś pro- nież nie wyklucza. wych wniosków o  charakterze jektu. Przykładowo: cóż innego filozoficznym. Kwestia udziału czyni fizyk atomowy, gdy stara


14

Fot. Depositphotos

Protestantyzm w „odnowie” Dominik Cwikła

W ciągu zaledwie kilku lat z  mało rozgłaszanych enklaw wspólnoty tzw. “Odnowy w  Duchu Świętym” ewoluowały w  Polsce do wielkiego ruchu, wokół którego kręcą się okołoreligijne media, duże wydawnictwa i  ogromne pieniądze. Warto więc dowiedzieć się, jakie były początki tego ruchu w  ogóle oraz co się dzieje wewnątrz wspólnot. Protestancki start. Dlaczego?

Ruch charyzmatyczny pojawił się najpierw wśród protestantów, zaś w ostatnim czasie silnie rozwinął na podstawie du-

chowości zielonoświątkowej. Charakteryzuje się spektakularnością, hałasem, widoczną (choć niekoniecznie prawdziwą) spontaniczością i wielkim autorytetem Biblii. A  raczej jej tłumaczeń. W  Kościele katolickim na dobrą sprawę pojawił się on dopiero po Soborze Watykańskim II. Środowiska modernistyczne stosują tutaj manipulację, często twierdząc, że wcześniej “drzwi Kościoła były zamknięte przed Duchem Świętym”, co jest oczywistym kłamstwem. Abstrahujemy w  tym momencie od wszelkich wątpliwości

czy niejasności wokół charyzmatów i rzekomego działania Ducha Świętego. Dlaczego to u  protestantów pojawiłyby się jakieś nadprzyrodzone zdolności, a nie w Kościele katolickim? W końcu każdy katolik logicznie założy, że to jego wiara jest prawdziwa i najbliżej Boga. Jeśli rzeczywiście w  ruchach protestanckich działa lub działał Duch Święty, można to uzasadnić właśnie tym, że protestanci są dalej od Boga, niż katolicy. A  przynajmniej nie mają możliwości być tak blisko, jak my. Protestanci nie mają sakramentu pokuty i  pojednania. Protestant nie otrzyma bierzmowania. Protestanci nie mogą przyjmować Ciała i  Krwi Chrystusa (choć kilka ortodoksyjnych wyznań wierzy jak my, że dosłownie nalezy spożywać Ciało i  Krew, jednak konsekracja nie ma u  protestantów miejsca, ponieważ nie ma


15 u nich prawdziwie wyświęconych kapłanów). Charyzmaty mogłyby być pewnym uzupełnieniem lub formą łaski Boga dla tych, którzy z  przeróżnych przyczyn (z wychowaniem się w rodzinie protestanckiej włącznie) nie są w  Kościele katolickim, lecz szczerze poszukują Boga.

Charyzmaty w Kościele?

W ostatnich dziesięcioleciach ruch charyzmatyczny był zaadaptowywany na grunt katolicki. Z  pewnością budził on niemałą ciekawość wiernych, był czymś nowym. Tutaj uczciwie przyznaję, że do tzw. “odnowy w  duchu” (bynajmniej nie świętym moim zdaniem) jestem nastawiony bardzo niechętnie. Dlatego, że sam działałem przy tego typu wspólnotach przez niekrótki czas. Tzw. wspólnoty charyzmatyczne, o  ile mogłyby być i  z  pewnością w  pojedynczych przypadkach są dobre, o  tyle z  reguły to klasyczne “wilki w  owczych skórach”, które – pod płaszczykiem wiary – prowadzą do wielkiego zła, którego konsekwencji nie jest już łatwo naprawić.

ty, do której należałem – po odejściu jedyne, co słyszałem o jej członkach, to informacje o  ogromnych libacjach alkoholowych (w tym również księży). Kilka innych osób zupełnie odeszło od Kościoła. Kilka innych osób popadało w stany zawiści wyglądające na chorobę psychiczną. Jeszcze przed moim przystąpieniem do wspomnianej wspólnoty miało miejsce odejście jednego z  kapłanów na misjach z  Kościoła. Postanowił założyć własny “Kościół” uwielbieniowy w  Ameryce Południowej. Stwierdził, że nie potrzebuje Sakramentów do

Wymieniać mogę tak naprawdę długo. Podkreślam też, że to tylko przypadki znane mi bezpośrednio. Żeby było jasne – nie twierdzę, że wstępując do “odnowy” za chwilę zaczniesz łamać VI przykazanie i czcić słowiańskiego boga Pieroga. Niemniej atmosfera sprzyja temu, by od Boga się oddalać (mimo pozornie “dobrej relacji”, która jest bardzo subiektywnym odczuciem, o czym za chwilę).

Degeneracja i destrukcja

Cała “wiara” w nurcie odnowowowym sprowadza się tak naprawdę do uczuć. Owszem, zwykle kapłani starają się prowadzić coś na kształ formacji – lepiej lub gorzej – niemniej to, co po wykładzie kapłana ma miejsce, jest niezwykle ważne. Po nauce zwykle są tzw. “grupki”, czyli w towarzystwie kilku osób rozmawia się i często interpretuje (niekiedy ze zdecydowaną przesadą) słowa księdza czy też fragment z Pisma Świętego (oczywiście z przekładu).

Jeśli nie wiadomo, czy coś jest dobre czy złe, ponieważ jest nowe, warto przyjrzeć się jego owocom. A te jak widzę (...) są zgniłe.

Jeśli nie wiadomo, czy coś jest dobre czy złe, ponieważ jest nowe, warto przyjrzeć się jego owocom. A te jak widzę – a zapewniam, że bardzo uczciwie starałem się patrzeć na ten temat – są zgniłe. Wystarczy, gdy spojrzę na osoby z  mojej dawnej wspólno-

szczęścia. Inny kapłan porzucił kapłaństwo jakiś czas po tym, jak ja już odszedłem ze wspólnoty. Z kolei moja niegdysiejsza animatorka z  wcześniejszej grupy obecnie jest aktywną, dającą o  sobie przypomnieć wszystkim znajomym w  okolicach świąt katolickich, neopoganką. Inna znajoma mieszkała ze swoim chłopakiem ze wszystkimi konsekwencjami tego włącznie, czego specjalnie nie kryła przed ludźmi. Jednocześnie – jak twierdzi – nie wyznawała tego na spowiedzi, ponieważ, jej zdaniem, “ona relację z  Jezusem ma dobrą, więc nie jest to nic złego”.

Dochodzi tutaj nieraz do niesamowitych wniosków. Pamiętam, gdy jedna znajoma – po przeczytaniu fragmentu Biblii ze sceną dwóch łotrów stwierdziła, że jednak lepszą I uczciwszą, a  więc lepszą do naśladowania była postawa tego łotra, którego określamy mianem “złego łotra”. Wszyscy w  grupce (tak, ja wówczas również) widzieliśmy w  tym niesamowity geniusz i  wyrażaliśmy aprobatę dla takiej interpretacji. To rownież tyl-


16 ko jedna sytuacja, która w innych wariantach pojawiała się niejednokrotnie. Kolejna kwestia – emocje. Msza święta z  udziałem takiej wspólnoty to bardzo często aberracje liturgiczne i  łamanie przepisów. I  dobrze, jeśli jest to tylko tyle. Pół biedy, gdy jest to “zwykła” Msza. Na pewnych dwutygodniowych rekolekcjach w  trakcie Liturgii powiedziano, byśmy – zamiast przyjąć normalnie Ciało i  Krew Chrystusa z  rąk kapłana – podeszli sami do ołtarza, wzięli Ciało w rękę, chwilę je poadorowali, po czym spożyli. Oczywiście nagrywanie czegoś takiego byłoby zakazane. Zresztą na płatnych rekolekcjach ze słynnymi charyzmatykami jest podobnie – gdy dochodzi do tzw. “uwielbienia z  modlitwą o  uzdrowienie”, organizatorzy wprost zakazują nagrywania wydarzenia.

Standardem na takich Mszach wspólnotowych jest oczywiście gra na gitarze, bębenki, skoki, pląse, etc., choć inna sprawa, że te aberracje zostały nie tylko przez katolików (błędnie oczywiście) zaakceptowane jako “norma”, to są wręcz pożądane.

Czy Odnowa jest potrzebna?

Tak, Kościół potrzebuje Odnowy. Odnowy moralnej, odnowy odwagi,odnowy męstwa i prawdziwej, niekoniecznie w  rodzaju “show”, Odnowy w  Duchu Świętym. Nie podtrzebuje natomiast “odnowy” w  protestanckim duchu tego świata, który z  jednej strony rozmywa dogmaty Kościoła, z  drugiej zaś uzależnia wiarę od samopoczucia i nastroju. Dobrze prowadzona wspólnota przez dobrze uformowanego kapłana rzeczywiście

mogłaby przynieść wiele dobrego. Żyjemy bowiem w świecie, gdzie mnóstwo osób jest poranionych. Nigdy jednak nie może być zezwolenia na samosądy liturgiczne, własną, niezgodną nieraz z nauczaniem Kościoła teologię czy podważanie dwóch tysięcy lat Tradycji twierdzeniami takimi, jak np. to, że Kościół “zamykał się” na Ducha Świętego. Niestety, zielonoświątkowa duchowość jest atrakcyjna. Jest bowiem dynamiczna, sprawia wrażenie odkrycia czegoś nowego, bycia “bardziej uświadomionym od reszty”, wyłącza hamulce i  jest pewną ucieczką od rzeczywistości. Paliwo emocji jednak w człowiek w końcu się wypala. Wtedy najczęściej popada się w  rozpacz, nieraz uciekając od Boga tak daleko, jak tylko się da. A  wrócić wcale nie jest już tak łatwo.


17

Czy Sobór Watykański pozwolił pląsać na Mszy? Adam Żółczyński

Na sam początek chcę zastrzec, że nie jestem jakimśtam przedsoborowcem, który w papieżu widzi heretyka, nie uznaje “normalnej” Mszy świętej, etc. Widzę jednak pewne zagrożenia i  – co bardziej mnie martwi – banalne, niemerytoryczne usprawiedliwianie tego wszystkiego prostym hasłem: “Duchem Soboru”...

Zdjęcie ograniczeń?

Panuje pewien mit, jakoby SVII “zdjął ograniczenia” i było to dobre. Bo teraz “należy” odprawiać Msze święte po polsku, przodem do ludzi, być radosnym, etc. Po pierwsze, sobór nie nakazał, lecz jedynie zezwolił na odprawianie Mszy świętej w  taki sposób, w jaki ona powszechnie jest odprawiana. To nie żaden “nakaz”, lecz wyłącznie zezwolenie. “Standardowe ustawienia” Liturgii wciąż są w  języku łacińskim i  przodem do Boga, nie ludzi. Wiele osób o  tym nie wie. Niektórzy sądzą, że jeżeli Msza jest w języku łacińskim i tyłem do ludzi, to już musi być to obrządek trydencki (taką wtopę zaliczył

m.in. jezuicki portal deon ukazując jedną z aberracji, gdzie na Wielkanoc figura Chrystusa “wyskoczyła” zza zasłony). Druga kwestia, to wszystkie te udziwnienia i  aberracje, o  których słyszymy coraz częściej: A to na Mszy wychodzi facet w stroju różowego dinozaura, a  to Najświętszy Sakrament jest wprowadzany do kościoła za pomocą drona, a to znowu ludzie pląsają na Mszy i biją brawo. Zupełnie, jakby ludzie zapomnieli, że Msza święta to Gologota, a  nie impreza u  Janusza spod trójki.

Terror modernizmu

Co, jeśli zwrócisz uwagę, że ktoś łamie zasady i właściwie umniejsza przez to znaczenie Mszy? Fot. Katolickie memy https://www.fb.com/pg/memykatolickie

Sacrobiznes przeżywa pełen rozkwit, o którym zapewne nie śniło się nawet Marcinowi Lutrowi. Tu rekolekcje, tam spotkania “charyzmatyczne”, tu “młodzieżowa Msza”... Ale czy na pewno ze wszystkim jest tak, jak być powinno?

Staje się “faryzeuszem”. Osobą “bez miłości w serduszku” (bo to ona przecież jest najważniejsza). Zasady? Ojtam ojtam... przecież chrześcijanie powinni być radośni. Oczywiście podobnego argumentu nikt nie będzie miał odwagi zarzucić na pogrzebie. Ale “radość” (często mylona z wesołkowatością i bezmyślnością) stała się nową doktryną w Kościele wśród ogromnej liczby wiernych. Obiektywizm i  zasady są odrzucone. Liczy się opinia większości, nastrój i atrakcyjność. A ja chciałbym móc pójść na “normalną” Mszę świętą i  mam coraz większy problem, by taką znaleźć. Żeby nie było machania kijkami, skoków, gitar, bębenków i innych rzeczy, których Liturgia zakazuje.


18

Fot. Depositphotos

Ksiądz śmieszkujący na Mszy

może mieć poważny problem z poczuciem własnej męskości Dominik Cwikła Wkurza mnie postawa śmieszkujących księży. Nie mam na myśli bynajmniej przeróżnych sytuacji z  życia codziennego, ale na Mszy świętej. Kazanie? Najlepiej przeplatane żartami lub zabawnymi sytuacjami. Msza święta akademicka? Dajmy czadu, “luźno, bo Pan Bóg na pewno się nie pogniewa (choć ja nie byłbym tego taki pewien)”. Intencja za kogoś z  okazji urodzin? Koniecznie zróbmy aluzję do wieku. A  może ktoś znajomy wszedł na Mszę? Podajmy mu rękę w trakcie trwania Liturgii. Wszystko w  imię “swobody”. “Bo pierwsi chrześcijanie tak robili”.

Księża też czerpali wzorce

Pomijając już fakt, że poprzednie zdanie jest popularnym mitem, który nigdy nie miał miejsca (bowiem pierwsi chrześcijanie mieli bardzo poważne podejście do Liturgii i potrafili uszanować sferę sacrum), to ta postawa “luźnego kapłana” jest powiązana z  kryzysem męskości. Świętej pamięci poprzedni proboszcz mojej rodzinnej parafii zwykł mówić, że należy pamiętać, że tacy będą księża, jakie będą rodziny. Było to najczęściej mówione w  kontekście oskarżania ogółu księży o  kradzieże, pedofilię i wszelkie inne zło tego świata ze strony środowisk antyklerykalnych. Podkreślał, że księża nie są przecież hodowani w  kapuście,

lecz normalnie rodzą się, dojrzewają i są wychowywani właśnie w rodzinach. Przez sporo lat służyłem do Mszy świętej, należałem też do różnych wspólnot “odnowowych”. Nie spotkałem się jednak z  problemem pedofilii czy kradzieży. Mogę też stwierdzić, że stereotyp księdza-złodzieja jest wybitnie krzywdzący, ponieważ widziałem nieraz dokładnie odwrotne działanie duchownych, tzn. oddawali oni swoje pieniądze potrzebującym lub wspierali finansowo (na niemałe kwoty) osoby w niezwykle dramatycznych sytuacjach. Warto wspomnieć też swego czasu głośną postawę pewnego znanego jezuity, o. Grzegorza Kramera. O ile zwykle wywołuje on kontrowersje


19

Śmieszkizm i popularność

Widzę jednak wśród kapłanów – szczególnie tych młodszych – zupełnie inny problem (jak to „faryzeusz bez miłości w serduszku”): Śmieszkowanie na Liturgii. Jak napisałem, dla popularności, fajności, czy błędnie pojętej „drogi dotarcia do młodych”, odstawia się istną szopę na Mszy świętej, za którą jeszcze kilka wieków temu bez mrugnięcia okiem masowo by suspendowano. Jak wspominałem, widzę w  tej kwestii związek z  kryzysem męskości. Jak wiemy (wciąż na szczęście) kapłanami są tylko mężczyźni. Nie są oni wybierani przez parafianów i  właściwie nie ma powodu, dla którego mieliby w  głoszeniu prawdy obawiać się opinii tychże. Niestety, w  epoce kryzysu męskości ma miejsce strach o  ocenę. Normalny, zdrowy mężczyzna upewni się tylko, czy to, co robi, robi dobrze i będzie się starał doskonalić. Opinia innych? No można czasem zwrócić uwagę, bo może ktoś dostrzeże coś, czego samemu się nie zauważyło (np. sposób wymowy czy gestykulacji), ale bez przesady z  braniem tego

pod uwagę. A jeśli ktoś krytykuje bo „nie podoba mu się”? A  kogo obchodzi subiektywna opinia? Tymczasem współcześnie coraz więcej księży patrzy na to, jak oceniają ich parafianie. Do kogo wolą chodzić do spowiedzi? Z kim wolą rozmawiać? Albo – o  zgrozo – kogo bardziej lubią?

Kościół nie wygra w branży rozrywkowej i basta Drodzy kapłani, już kard. Ratzinger stwierdził, że Kościół nie ma szans z  przemysłem rozrywkowym. Jeśli ludzie będą chcieli rozrywki, to pójdą gdziekolwiek indziej niż do kościoła. Jasne, na relatywnie krótki czas uda się Wam przyciągnąć niemałą grupę do siebie. W końcu kto by nie chciał obejrzeć cyrku za darmo?

Jednak chętni na wrażenia szybko odejdą, ponieważ gdzie indziej będzie oferowana lepsza rozrywka. Tymczasem ludzie chcący uczestniczyć w godnie sprawowanej Liturgii będą coraz bardziej pomijani i  szkalowani, co może również przyczynić się do odejścia np. w  herezję sedewakantyzmu.

Fot. Katolickie memy https://www.fb.com/pg/memykatolickie

i raczej stronię od polecania jego przemyśleń ze względu na to, że – delikatnie mówiąc – niekoniecznie są one dobre, o  tyle jego reakcja na to, gdy pewna neofeministka zapowiedziała zamordowanie swojego nienarodzonego dziecka była iście mocna. Zapowiedział, że jeśli nie dokona aborcji, to on wystąpi z zakonu i pomoże jej w  utrzymaniu i  wychowaniu go, jeśli ta tego zażąda. Jak więc widzimy, postawa gotowości do pomocy ludziom jest wśród duchownych wciąż mocna, nawet u jezuitów XXI wieku.

O wiele atrakcyjniejsza jest bowiem opcja dla wiernych uważania się za „katolika wyklętego”, niż czekać, aż księża przestaną bawić się w  stand-uperów i  zaczną robić to, co do nich należy. Nie pochwalam absolutnie sedectwa i  nie usprawiedliwiam go. Jednak zastanawiam się, jak duży udział w  Sądzie Ostatecznym będą mieli księża-śmieszki, którzy przyczynili się do tego, że całe rzesze ludzi zostało zwiedzionych tylko dlatego, że na hasło „Tradycja” ci rzucali hasła pt. „terroryzm”, „faryzeizm”, etc.? Księża, kapłani, proszę Was ja i wielu innych, również młodych ludzi: Przestańcie śmieszkować na Mszy. Nie bawcie się w  wodzirejów, bo ani nimi nie jesteście ani nie będziecie w tym zbyt dobrzy. Nie sypcie dowcipami na lewo i prawo w trakcie kazania, bo coraz więcej osób jest rozdrażnionych takim „Kościołem kremówkowym”. W  trakcie Liturgii Chrystus dźwiga krzyż na Golgotę i  umiera. To po prostu nie jest czas i miejsce na zabawy.


20

Fot. Depositphotos

Dobroludzizm - terror XXI wieku Jerzy Kopanek

Od kilku lat zauważyć można pewną tendencję w środowiskach katolickich, gdzie wiara sprowadzana jest przede wszystkim do odnoszenia się do innych osób. Należy też zauważyć, że nie chodzi o uczciwe i dobre odnoszenie się, ale “miłe”. Zaś podstawą tego wszystkiego jest “nie osądzanie”. Dając przykład z grubej rury, można przywołać tu sytuacje z okresu tzw. “czarnego protestu”, gdzie środowiska aborcyjne i  feministyczne sprzeciwały się projektowi poszerzającemu ochronę życia i domagały się liberalizacji prawa w  tym zakresie. Wówczas wśród niemałej części katolików – także i  księży! – pojawiły się hasła, by nie krytykować tych środowisk (niekiedy wręcz domagano

się poparcia), ponieważ “nie wolno osądzać”. Innym przykładem jest sytuacja, gdy na chrześcijańskim forum pojawi się wyznanie rodem z portalu deon.pl, pt. “mieszkam bez ślubu z chłopakiem i moim zdaniem to nie grzech”. Wówczas pojawia się aprobata dla takiej postawy, ponieważ “Bóg jest miłością”, a kto wyrazi wobec tego jakąkolwiek krytykę, ten jest “faryzeuszem bez miłości w serduszku”.

Rozmycie zasad

Postawa “dobroludzizmu” nie mogłaby zaistnieć bez ogólnego rozmycia zasad w Kościele – zarówno ze strony kapłanów, którzy wolą być “fajni” aniżeli bezpośredni oraz wiernych, którzy poszukują raczej atrakcji aniżeli prawdy.

W momencie, gdy coraz większą popularność zdobywają grupy i  wspólnoty, które wprost nazywają Tradycję “czymś złym”, “skostniałym”, etc., nawołują do samodzielnej interpretacji Pisma Świętego (a  najczęściej jego przekładu, ponieważ język oryginalny mało kto przecież zna), siłą rzeczy pojawia się tendencja do usprawiedliwiania postaw czy zachowań, które odbiegają od nauki Kościoła. Bardzo rzadko jednak wynika to ze złej woli człowieka. Bardzo często – z powodu powierzchownej katechizacji, czemu winni są przede wszystkim księża i  rodzice – ludzie nie znają dokładnych zasad w  Kościele na temat moralności czy oceniania.


21 Bo rzeczywiście, nie wolno oceniać człowieka, jak powiedział Jezus w Ewangelii. Ale już Św. Paweł zaznaczył, że nie tylko można, ale wręcz należy oceniać moralność czynów i postaw (vide: 1 Tes 5, 19-22). Oczywiście kwestia tego, jak zawiniona jest niewiedza pozostaje sprawą indywidualną każdego człowieka. Jednak jego błędne przekonanie nie może sprawić, byśmy z tego powodu hamowali się z głoszeniem prawdy.

Odwrócenie porządku

Bardzo często przy postawie obrony czy wręcz akceptacji postawy złej z moralnego punktu widzenia jednocześnie pojawia się pogarda czy wrogość wobec Tradycji oraz katolickiej nauki odnośnie moralności. Jest to dość logiczne następstwo. Ciężko bowiem byłoby występować przeciwko nauce Kościoła (podpierając się właściwie protestancką zasadą “sola Scriptura”) i  jednocześnie nie mieć złych odczuć wobec nich. Tak więc dobroludzizm – nieraz wynikających ze szczerze szlachetnych pobudek jego wyznawców – jest ostatecznie w opozycji do nauczania moralnego Kościoła i  ze swojego założenia nastawiony wrogo. Zakłada on bowiem możliwość samodzielnej interpretacji Biblii i stawiania jej jako jedyną normę moralną (według więc subiektywnej oceny), porzucając kwestię kontekstu historycznego danego fragmentu oraz pozostawiając możliwość swobodnego doboru cytatów (co oznacza ograniczone poznanie z  powodu odrzucenia tychże kontekstow). Oprócz tego jest on atrakcyjny ze względu na subiektywną ocenę swojego postępowania i  braku

autorytetów nad danym człowiekiem. Bo oto chrześcijanin sam sobie wyznacza, co jest dobre, a co złe. A głębszy kontekst? Albo – niestety, ale występujace u człowieka bardzo często – chęć “dopasowania” interpretacji pod swoje życie? Ojtam ojtam...

Pomyłka

Jak wspomniałem, dobroludzizm występuje tam, gdzie modernizm i upadek aurytetu nauczycielskiego Kościoła. Często też – w miejsce Boga – pojawia się kwestia samopoczucia lub... kultury osobistej. Wśród wyznawców dobroludzizmu występuje coraz częściej przeświadczenie, że – uwaga, bo to mocne – osoba cierpiąca na depresję nie chce uwierzyć w Boga. Argumentują to tym, że chrześcijanin jest przecież radosny, zaś chorując na depresję (choć dobroludzizm raczej nie traktuje tejże jako choroby, lecz najwyraźniej wybór) popełnia się grzech. Widać to szczególnie w duchowości zielonoświątkowej. Inna sprawa – kultura osobista staje w miejsce Boga. Tutaj akurat problem powoli znika, choć – o ironio – uderzył w niego protestant, John Eldrege w dość głośnej książce “Dzikie serce”. Wciąż jednak można spoktać się z  postawą, gdzie właściwie wszystko jest dozwolone, byleby było robione “kulturalnie”. I  tak oto wolno kłamać, jeśli nie robi się tego w sposób wulgarny. Wolno kraść, jeśli ustawi się do tego odpowiednie przepisy i  będzie się to robiło nie w nocy, lecz w  dzień w  eleganckiej koszuli. Wolno wreszcie mordować, byleby było to nazwane “zabiegiem”, np. aborcji lub eutanazji.

Tymczasem warto przypomnieć, że Chrystus w Ewangelii mówi, że Bóg dosłownie (co niestety bardzo złagodził przekład “Tysiąclatki”) “rzyga” tymi, którzy nie są gorący lub zimni”. Pomijając kwestię głębi tego wyrażenia (nie jest to zwykłe pozbycie się czegoś, lecz po wymiotowaniu pozostaje nam w  ustach posmak, którego chce się jak najszybciej pozbyć, a niekoniecznie można), widzimy tutaj dość mocne stwierdzenie, niekoniecznie “kulturalne”. Rzecz jest nazwana po imieniu, bez względu na czyjeś “odczucia”. Pamiętajmy też, że te słowa zostały wypowiedziane na początku I  wieku, więc były one o  wiele wulgarniejsze, niż dla nas obecnie. Jak napisałem na początku, dobroludzizm będzie istniał wszędzie tam, gdzie będzie pozwalać się na własne interpretacje i gdzie spadać będzie autorytet nauczycielski Kościoła. Wystarczyłoby, by księża co jakiś czas – zamiast kolejnego kremówkowego kazania – przypomnieli podstawowe prawdy wiary czy nauczanie Kościoła odnośnie moralności, społeczeństwa, prawa własności, rodziny, etc. Niestety, wśród księży zdaje się tryumfować obecnie chęć bycia “fajnym”, “popularnym” i “miłym”. Mam tylko nadzieję, że katolicy nie będą potem rozpaczać i udawać zdzwionych, gdy za 20 lat będą u nas burzone kościoły, a te, które pozostaną, będą świeciły pustkami. Dobroludzizm jest bowiem bardzo podobną błędną postawą, która wcześniej występowała na Zachodzie, a  której efektem jest wyzbycie się religii (a więc i moralności) z przestrzeni publicznej.


22 Jest to zestaw całkiem porządnie nagranych (w 2012 r.) utworów „prosto z szuflady”, który szybko stał się hitem wśród rozmaitych nastolatek i  studentek-ateistek. Justyna Chowaniak prezentuje niewątpliwą muzykalność, mamy tu proste, urocze, melodyjne kawałki; ale też zdarza się umiejętne operowanie nastrojem, budowanie dramaturgii („Teraz i tu”, „Las”, „Zbyszko”) przez „swojski” akompaniament pianina wzbogacany o  dobrze zaaranżowane skrzypce i  kontrabas, plus delikatną perkusję, no i chórki.

„Domowe melodie” mgr Paweł Czyżewski Przed paroma laty dostałem od bliskiej mi osoby, niepozornie wyglądający prezent – płytę pt. „Domowe melodie” zawierającą autorskie piosenki Justyny Chowaniak (pseud. jucho). Pseudonim nieładny, okładka zgrzebna, za to treść okazała się, generalnie, godna uwagi.

Jeśli chodzi o warstwę tekstową, to rzuca się w ucho pewien dominujący wulgarno-ironiczny klimat, choć i on nie jest regułą, vide: prześliczna ballada miłosna otwierająca album, czy sentymentalne „Tato”, „Okruszek”, „Północ”... Niestety pani Justyna nie ustrzegła się typowej dla współczesnych singli – nonszalancji religijnej (np. w piosence „Grażka”). Są więc obok siebie szatańskie w swym wyrazie brzmienia (początek utworu „Tak dali”) jak i obszerny muzyczny cytat z kościelnej pieśni „Panie dobry jak chleb” („Buła”). Uważam „Domowe melodie” za płytę zaskakująco obfitą – w  artystyczne pomysły, życiowe refleksje, myśli – i śmieszne, i  miejscami iście egzystencjalne. Sekretem zaś jej popularności jest moim zdaniem (oprócz mody) to, iż całość uderza prawdziwością; taką a  nie inną – czasem wzruszającą, czasem szkodliwą – ale prawdziwością właśnie. Autentyzmem przeżyć młodej, zepsutej już, a  mimo to wciąż cennej kobiety.


23 Marek Skwarnicki

fot. By Mariusz Kubik CC BY 3.0, via Wikimedia Commons

Obecność Jego obecność jest inną wiedzą niż wiedzą oczu albo uszu. Najbardziej przypomina ciszę. Ale to nie jest życia unicestwienie, o nie, to jest zachwycenie które nie ma ni koloru ni dźwięku. To w ogóle podobne jest do spotkania z jutrznią zmartwychwstania tylko że grobu nie ma i nawet kamień leży skruszony. Jego obecność jest niekiedy oczywista kiedy indziej niewyraźna niewidoczna jak postać której nie widać a porusza liście w lesie przeszła, ale już jej nie ma. Potrącony kwiat róży w twoim sercu się chwieje. Nic ze snu. Jego obecność jest nazbyt realna jak chleb i wino i poezja w psalmach.

Marek Skwarnicki (1930-2013) W tym numerze prezentujemy wam przepiękny wiersz z 1979 r. świetnego (oczywiście polskiego) poety katolickiego – Marka Skwarnickiego (ur. 1930 w Grodnie – zm. 2013 w Krakowie). Ten zacny i mądry, o bogatym życiorysie, człowiek – umiał pisać o  trudnych sprawach wiary; wiedział „z  czym to się je”. Zasłynął z krótkich felietonów w „Tygodniku Powszechnym” (zanim jeszcze ta gazeta straciła swą renomę) oraz współpracy z Karolem Wojtyłą, z  którym odbywał długie przyjacielskie rozmowy i  któremu pomógł zredagować głośny tomik pt. „Tryptyk Rzymski” (w  2003 r.). Marek Skwarnicki pisał również prozę, nie starczyłoby tutaj miejsca by wymienić choćby najważniejsze tytuły. Dość powiedzieć, że stworzył własne (zatwierdzone przez Kościół) tłumaczenia psalmów. Wiersz, mówiąc krótko, jest o  modlitwie. Temat to uniwersalny, i  – jak sam Bóg – niewyczerpany. W każdej epoce; dziś chyba szczególnie, zważywszy, że (jak wskazują badania) ponad 90 proc. młodzieży w  ogóle (!) się nie modli. Osobiście utwór ten przypomina mi, iż w świecie pełnym kultu konsumpcji i niczym nieograniczonej młodości – prawdziwym skarbem jest odkryć obecność i zaangażowanie Tego, który nas najbardziej kocha.

mgr Paweł Czyżewski


24

Fot. Depositphotos

Organizacje pseudoekologiczne i ekoterrorystyczne jednymi z największych szkodników współczesnego świata Oliver Pochwat Przyroda, środowisko, czyli matka natura jest ważnym czynnikiem naszego prawidłowego rozwoju. Kształtuje naszą osobowość, uczy nas poczucia estetyki i  szeroko rozumianego piękna. Żywioły uczą nas pokory i  szacunku do tego, co silniejsze. Od zarania dziejów człowiek był ściśle związany ze środowiskiem. Lasy, woda, ziemia dawały człowiekowi schronienie, pokarm i  ochronę. Z  biegiem czasu człowiek zaczął dominować nad przyrodą, zagarniając coraz to większe obszary lasów. Nauczył się ujarzmiać ziemię, wodę a na koń-

cu powietrze. Działania człowieka niszczące przyrodę spotkały się z reakcją innego człowieka, który nie zgadzał się na to. Tak właśnie narodził się ekolog, czyli ktoś, kto chroni przyrodę przed działaniem człowieka. Na przestrzeni lat ekolog ewoluował i  dostosowywał mechanizmy walki do czasów i  nowinek technologicznych, aż powstał ekoterrorysta.

Ekoterroryzm

Kimże jest ekoterrorysta? To człowiek, który za pomocą siły lub przemocy działa na szkodę innych osób uzasadniając to ochro-

ną przyrody. Co, jeśli dodamy do tego ideologię, ogromne pieniądze i walkę między państwami, której nie widać tak, jak wojny konwencjonalnej? Otrzymamy idealny środek to zatrzymywania rozwoju państwowości poprzez działania o  charakterze przestępczym. Ilekroć mowa jest o  jakiejś inwestycji mającej przynieść ogromne zyski, jak grzyby wyrastają organizacje ekologiczne, które sprzeciwiają się takiemu działaniu. Ekoterroryści dosyć szybko nauczyli się, że w  postępowym świecie na ochronie przyrody można zarobić ogromne pieniądze pod


25 płaszczykiem działań mających na celu ochronę przyrody. Tak było w przypadku pewnego stowarzyszenia z  Warszawy, które oprotestowało budowę Centrum Handlowego Arkadia. Stowarzyszenie Przyjazne Miasto w  2001 r. złożyło skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, inwestor przestraszył się i na konto stowarzyszenia przelał 2 mln zł. Oczywiście stowarzyszenie wówczas dziwnym trafem zrezygnowało ze skargi i  w  celu walki o  lepsze jutro dla przyrody kupiło sobie... willę. Innym przykładem była słynna sprawa budowy obwodnicy w  Dolinie Rospudy. Ekoterroryści, chcąc ponoć ratować środowisko naturalne, łańcuchami przykuwali się do drzew, a zdjęcia z protestu obiegły cały świat. Inwestycję wstrzymano, a  w  2009 r. ostatecznie ustalono jej obecny przebieg z  ominięciem terenów przyrodniczych. Zyskała przyroda, stracił człowiek.

W ostatnim czasie w Polsce dominują dwie organizację ekologiczne, które pod płaszczem praw zwierząt zwalczają rodzimy przemysł. Fundacja Viva! i  Stowarzyszenie Otwarte Klatki walczą o  wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra, ale ofiarami ich działań mogą być również m.in. producenci drobiu, ryb, jaj i mleka. Dziwnym trafem są to te branże rolno-spożywcze, w  których Polska ma mocną pozycję na świecie.

Po prostu terroryzm

Z akcji ekoterrorystycznych słyną organizacje takie, jak: Animal Liberation Front, EarthFirst! czy Earth Liberation Front. Organizacje te z uwielbieniem stosują podpalenia miejsc strategicznych lub mienia nieleżącego do przedsiębiorców. Aktywiści EarthFirst!, w  sprzeciwie do nadmiernej wycinki lasu, niszczyli sprzęt osób pracujących przy wyrębie oraz wbijali metalowe przedmioty w  podstawę drzewa. Taka metoda doprowadza do uszkodzenia pił spalinowych, ale może wyrządzić krzywdę opera-

torowi sprzętu. Aktywiści ALF niszczyli rzeźnie, uwalniali zwierzęta, a swoich materiałach prasowych uczyli, jak wykonywać ładunki wybuchowe.

Co zamiast?

Ochrona przyrody jest ważna z punktu widzenia człowieczeństwa jak i wewnętrznego rozwoju. Naturę i  zwierzęta należy chronić, ale w  sposób nienaruszający prawa i  przyjętych norm społecznych. Każdy z  nas może chronić przyrodę i  dbać o  zwierzęta. Wystarczy pójść do lasu i  posprzątać śmieci czy powiesić domek dla ptaków. Myśl globalnie, działaj lokalnie. Te działania może nie są tak wielkie, jak międzynarodowe działania na rzecz przyrody, ale jeśli chce się zmienić świat trzeba od czegoś zacząć. W  całej ochronie przyrody – zarówno roślin jak i zwierząt – nie należy ufać wszelkiej maści organizacjom pseudoekologicznym, które, wykorzystując empatię ludzi, są nastawione na olbrzymi zarobek.


26

Fot. Depositphotos

Na początku było... Jan Kwapisz “… Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga” (J 1, 1-2). Prolog Ewangelii św. Jana jest niewątpliwie, wspólnie z pierwszym rozdziałem Księgi Rodzaju, najsłynniejszym opisem stworzenia świata jaki został napisany. Przedstawia on świat jako stworzony przez Logos, Słowo, Tchnienie, które utożsamiamy z  Chrystusem, drugą osobą Trójcy. Jednak Logos nie pojawił się po raz pierwszy w kontekście Jezusa, a jest koncepcją znacznie starszą i  fundamentalną dla greckiej filozofii. Zresztą słowo to ma kilkadziesiąt znaczeń już w starożytnej grece. Cytując Krzysztofa Maurina, “Logos jest jednocześnie mową, procesem mówienia, treścią mowy,

(…) w którym jawi się Bóg (…) Physike, tzn. fizyka Greków, ma zbadać i pokazać, jak Logos kształtuje Kosmos”, czyli nasz Wszechświat. Pierwszym, który opisał początek Wszechświata, w  ramach fizyki, był Stephen Hawking.

początek, jeśli się rozszerza. Brzmi znajomo, prawda? Warto, przy tym dodać, że całe swoje późniejsze życie poświęcił na pokazanie, że tak nie musiało być.

Nie należy się zatem dziwić, że najgłośniejszym wydarzeniem naukowym ostatniego roku nie było przyznanie nagród Nobla, a udostępnienie przez Hawkinga jego pracy doktorskiej o tytule “Własności rozszerzających się Wszechświatów”. Praca ta zaczyna się słowami: “Idea, że Wszechświat się rozszerza, została wymyślona niedawno”. Dla fizyków są to słowa niemal tak wiekopomne jak przytoczone słowa z  Prologu św. Jana. Hawking pokazał w  tej pracy, że Wszechświat musiał mieć

Skoro grawitacja wszystko przyciąga to dlaczego jednak Wszechświat się rozszerza i to jeszcze przyśpiesza swoje rozszerzanie? Otóż kiedy pola grawitacyjne stają się bardzo silne, trzeba uwzględnić pewne bardzo subtelne efekty. W  praktyce mają one wpływ przykładowo na prawidłową pracę urządzeń GPS. Okazało się, że musi powstać nowa teoria oddziaływania grawitacyjnego, aby wytłumaczyć te subtelności - grawitacja newtonowska nie jest w  stanie ich opisać.

Jak Wszechświat się rozszerza?


27 Nazywamy ją Ogólną Teorią Względności, została ona wymyślona przez Einsteina w 1916 roku. Opisuje ona Wszechświat jako olbrzymią płachtę, która jest rozciągana – to właśnie obserwujemy jako rzeczone „rozszerzanie się”. Einstein, kiedy zobaczył, co opisują jego równania, przeraził się i zmodyfikował je tak, aby spełniały jego założenia - wierzył bowiem, że Wszechświat jest wieczny, statyczny i  niezmienny. Nazwał to później największą pomyłką swojego życia. Rozszerzanie Wszechświata zaobserwował dwanaście lat później Edwin Hubble (od jego nazwiska pochodzi teleskop Hubble’a). Okazało się mianowicie, że dalekie gwiazdy się od nas oddalają. Był to ogromny przełom.

Co było na początku?

Wróćmy do pytania o to, co było na początku. Osiągnięciem Hawkinga było pokazanie, że Wszechświat, który zachowuje się tak jak nasz, musiałby mieć początek, czyli tzw. osobliwość w ramach teorii Einsteina. Wydawałoby się, że problem początku jest zatem rozwiązany. Niestety właśnie z  tego powodu i paru innych, okazuje się, że teoria Einsteina jest niekompletna. Stephen Hawking oraz inni próbowali rozwiązać ten problem rozszerzając tę teorię, na tzw. kwantową grawitację. Jest to bez wątpienia jeden z  największych problemów współczesnej fizyki: jak wyjaśnić to co było na początku Wszechświata?

Wracając na Ziemię

Co jeśli niespecjalnie przekonują nas argumenty fizyków, pracy Hawkinga nie jesteśmy w stanie zrozumieć, teleskopu nie mieliśmy nigdy w  rękach, a  chcielibyśmy mieć dowód, że jednak się rozszerza? Z  pomocą przychodzi nam

znowu Stephen Hawking, który wspomina w swojej pracy o paradoksie Olbersa. Mówi on o tym, że możemy rozszerzanie się Wszechświata obserwować codziennie, patrząc jak po zachodzie Słońca robi się ciemno i nadchodzi noc.

Dlaczego w nocy jest ciemno?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista: bo Słońce świeci w dzień, a  w  nocy tylko gwiazdy oraz ewentualnie Księżyc, który odbija światło Słońca. Okazuje się, że ta odpowiedź jest fundamentalnie błędna. Wyobraźmy sobie, że Wszechświat jest jednorodny czyli średnio w każdej odległości od Ziemi znajduje się tyle samo gwiazd (nazywamy to zasadą kopernikańską). Słońce jest bardzo blisko, ale jest jedno. Zaś jeśli będziemy liczyli wszystkie gwiazdy coraz dalej od Ziemi to będzie ich bardzo dużo, ale będą dostarczać nam coraz mniej światła, bo są daleko. Okazuje się, że jeśli pomnoży się ilość tych gwiazd przez światło które nam dostarczają, to dostarczają one co najmniej tyle światła co Słońce i  wtedy w  nocy powinno być tak samo jasno jak w  dzień! Dodatkowo jeśli uzna, że Wszechświat jest nieskończony to powinno być nieskończenie jasno! To właśnie nazywamy paradoksem Olbersa.

Jak wyjaśnić paradoks Olbersa?

A przecież w  nocy jest ciemno, więc potrzeba innego wyjaśnienia. Wyobraźmy sobie strunę. Wiemy, że jeśli będzie ona szybko (z  wysoką częstotliwością) drgać, usłyszymy wysoki dźwięk. Jeśli będzie drgać wolno, przełoży się to na dźwięk niski. Światło, tak samo jak dźwięk, jest falą. Tak jak fale dźwiękowe o  wysokiej częstotliwości

słyszymy jako wysokie dźwięki, tak światło o wysokiej częstotliwości odbieramy jako fioletowe. Z kolei światło o niskich częstotliwościach postrzegamy jako czerwone. Światło o  niższej częstotliwości niż czerwone nazywamy podczerwienią. Kiedy jedzie karetka i zbliża się do nas, dźwięk staje się coraz wyższy do momentu, kiedy nas mija i oddalając się staje się coraz niższy. Analogicznie, źródło światła, które się oddala, wysyła więcej światła podczerwonego niż nieoddalające się. Jeśli oddala się bardzo szybko, praktycznie go nie widzimy. W 1927 roku Edwin Hubble odkrył, że dalekie galaktyki oddalają się od nas. Podał także prawo, zwane dzisiaj prawem Hubble’a, że im dalej jest galaktyka, tym szybciej się oddala. Zatem mamy rozwiązanie! Wystarczy, żeby dalekie gwiazdy się oddalały - Wszechświat się rozszerza i wtedy nie możemy ich zauważyć, bo całe ich światło staje się podczerwone. To rozumowanie naprowadziło Hawkinga na jego odkrycie.

Zatem co było na początku

Uczciwa odpowiedź fizyka jest taka, że nie wiemy. Istnieje wiele koncepcji, poczynając od kwantowej grawitacji, poprzez teorię strun, na cyklicznych Wszechświatach Penrose’a kończąc. Pewne jest jedno: niezależnie od tego, w jaki sposób ostatecznie powstał nasz Wszechświat, to wiemy, że prawa opisujące go muszą być proste, eleganckie i  piękne. Wielu fizyków jest przeświadczonych, że prawa te są odbiciem doskonałości Boga i  emanacją Logosu: “… wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 3). Pamięci Stephena Hawkinga


28

Fot. Depositphotos

Aborcja ludzi, a obrona zwierząt przestawienie hierarchii wartości w Polsce Ewelina Jędrasik W  ostatnich latach w  naszym kraju dwa tematy powracają jako temat publicznej dyskusji: Zaostrzenie kar za znęcanie nad zwierzętami oraz liberalizacja prawa aborcyjnego. Czy naprawdę chcemy, aby zabijanie dzieci w  okresie prenatalnym było legalne, gdy równocześnie za bicie czy głodzenie psa lub kota można trafić do więzienia? Można odnieść wrażenie, że nastąpiło okropne przestawienie hierarchii wartości. Czyńcie sobie ziemię poddaną

U podstaw światopoglądu judeochrześcijańskiego leży

przekonanie, że człowiek jest najwspanialszym dziełem Boga, “koroną stworzenia”. Myślę, że każdy z nas zna słowa skierowane do pierwszych ludzi: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i  uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1,28). Przekaz jest jasny – spośród wszystkich cudownych dzieł Bożych, człowiek jest tym najcudowniejszym i  pozostałe kreacje mają mu służyć. Szacunek do przyrody ożywionej i nieożywionej jest niezwykle ważny. Uczył nas tego choćby św. Franciszek z Asyżu. Nazywał on zwierzęta Braćmi Mniejszymi, Słońce bratem, a  Księżyc siostrą. Szacunek

do wszystkiego co żyje i czuje jest istotny nie tylko ze względu na troskę o zasoby naturalne. Ważniejszą kwestią jest to, że szacunek do otaczającego nas świata jest miarą naszego człowieczeństwa. Wdzięczności za dary Boga i umiejętność współczucia słabym, bezbronny stworzeniom sprawiaja, że jesteśmy lepszymi ludźmi. Należy jednak ustawić sobie odpowiednią hierarchię wartości. Musimy pamiętać, że naszą pierwszą powinnością jest troska o  dobro bliźniego czyli drugiego człowieka, a nie o  dobro psa, konia, karpia czy pszczoły. Niestety, coraz więcej osób się gubi i nic złego nie widzi w  aborcji czy eutanazji,


29 ale na krzywdę zwierząt nie może patrzeć.

Człowiek człowiekowi wilkiem

Ballada o źrebnej klaczy

Kilka miesięcy temu, na jednej z grup poświęconych zwieZwierzęta są lepsze od lurzętom potrzebującym pomodzi! cy przeczytałam pewien apel. Kto z  nas nie spotkał się ze Jego autorka pisała, że chce stwierdzeniem, że zwierzęta odkupić od handlarza źrebną są szczersze, uczciwsze, po klacz przeznaczoną na rzeź, prostu lepsze od ludzi? Zwieaby umieścić konia w  azylu, rzęta nie kłamią, nie oszukują, gdzie czułby się bezpieczny nie manipulują, nie są okrutne. i  szczęśliwy. Kobieta opisyMiłośnicy zwierząt zapominawała biednego konia kładąc ją, że ludzie i zwierzęta bardzo duży nacisk na to, że klacz się różnią. To prawda, że ludzie spodziewa się potomstwa i że kłamią i  bywado uratowania są ją okrutni. Są też Pod koniec stycznia tego roku Sejm dwa życia. Znalajednak altruistycz- zaostrzył kary za znęcanie się nad zło się wiele osób ni, potrafią myktóre poruszyła zwierzętami. Najwidoczniej z punkśleć abstrakcyjnie, ta historia i  które tworzą poruszają- tu widzenia parlamentarzystów wpłaciły pieniące dzieła sztuki. dze na wykup. Mają część racji ci, którzy wytykają to, że ludzie są okrutni wobec siebie nawzajem i wobec zwierząt, że ludzie dewastują środowisko naturalne. W  tym kontekście zwierzęta promienieją “naturalną niewinnością”. Niestety, te osoby zapominają, że same są ludźmi i  tak podsumowując kondycję ludzkości podsumowują samych siebie.

ochrona zwierząt jest ważniejsza niż ochrona dzieci nienarodzonych

Zwierzętami rządzą proste instynkty – poszukiwanie pożywienia i schronienia, obrona przed niebezpieczeństwem, przedłużenie gatunku. Relacje człowieka z  jego pupilem są także proste. Gdy zwierzak ma ciepłe miejsce do spania, pełną miskę, przestrzeń w  której może się wybiegać, może kilka zabawek, wówczas obdarza swojego właściciela “szczerą, bezinteresowną miłością”. Łatwiej przygarnąć zwierzaka i cieszyć się jego “miłością” niż włożyć wysiłek w  budowanie relacji z drugim człowiekiem.

Ludzie są bardziej skomplikowani i bardziej wymagający niż zwierzęta. Relacje z  nimi wymagają wiele pracy. Kontakty ze zwierzętami są prostsze. Dla coraz większej grupy ludzi to prostsze jest lepsze. Na tej zasadzie zwierzęta rzeczywiście są “lepsze” od ludzi. Czy jednak ma stać się to dla nas wszystkich normą?

“Takiego mnie, Boże, stworzyłeś i takiego mnie masz”. “Jestem jaki jestem i  się nie zmienię”. Można by tak powiedzieć, zrzucając z  siebie odpowiedzialność za pracę nad sobą, odrzucając dążenie do tego, aby być lepszym człowiekiem. Można też równocześnie zachwycać szczerością, uczciwością, prostotą zwierząt. Świadczy to jednak tylko o  naszym egoizmie i lenistwie. Gdy naszym postępowaniem kieruje egoizm i  lenistwo, łatwo stracić z  oczu drugiego człowieka, jego wartość i  godność. Łatwo godzić się na aborcję czy eutanazję i  pozbyć się ludzi, którym musielibyśmy poświęcić nasz czas, energię i  zasoby materialne. A  wtedy miejsce tych ludzi w  naszych sercach mogą zająć zwierzęta.

Nie jest to jedyny przypadek z którym się spotkałam, gdy osoba zbierająca środki na pomoc zwierzętom zagrała kartą “ciężarnej matki”. Kilka razy natknęłam się na apele o  pomoc dla bezdomnej kotki czy suczki, które miały wydać niedługo wydać potomstwo na świat. I  wierzcie mi - odzew był. Pamiętam też historię kobiety, która opowiadała jak to przygarnęła bezdomną kotkę ciężarną i  zapewniła jej dom tymczasowy, a  potem ulokowała kota, już na stałe, u  kogoś ze swojej rodziny. Kobieta ta zabrała kotkę do weterynarza na badania, szczepienia, a  przy okazji też zapłaciła za wykonanie sterylizacji aborcyjnej (usunięcie ciąży połączone z trwałym ubezpłodnieniem zwierzęcia). Wiele osób mocno ową kobietę skrytykowało za to, że zafundowała zwierzęciu taką traumę, że


30 zabiła biedne kociaczki. I na nic były argumenty, że te kociaczki, gdyby się urodziły, skończyłyby albo w schronisku albo na ulicy. Sterylizacja aborcyjna była według komentujących złym wyborem.

Czy naprawdę zwykły zjadacz chleba, przypadkowy przechodzień z ulicy wierzy, że zwierzęta są lepsze od ludzi i że ich życie jest cenniejsze od życia ludzkiego? Być może to w  du-

Ci sami ludzie w najlepszym razie nie wypowiadają się na temat zmian w  prawie abrocyjnym. W  gorszym otwarcie mówią, że “aborcja jest ok”. A  ci, którzy angażują się w  obronę żyPo dwóch latach rządów PiS nic się cia poczętego to Gdy pomyślimy w kwestii obrony życia poczętego nie bardzo nieliczne w  tym kontekście wyjątki. zmieniło. Obywatelski projekt ustawy o  ciągle powtarzających się argu- “Stop aborcji” podpisany przez blisko Zwykli ludzie pamentach zwolentrzą na celebry500 tys. Polaków został w październiników liberalizacji tów – pięknych, prawa aborcyjne- ku 2016 odrzucony przez Sejm, w du- bogatych, rozgo, że płód/zaro- żej mierze dzięki głosom posłów PiS. c h w y t y w a n y c h dek to nie dziecko, i  chcą być tacy Podobno był zbyt radykalny że lepiej dokonać jak oni. Chcą być aborcji niż miałotacy otwarci, by się urodzić dziecko chore/ żej mierze kwestia podążania światli, postępowi i  wrażliwi niechciane, to zdrową reak- za niewłaściwym autorytetami. jak aktorka z  ulubionego secją byłoby przerażenie tym rialu czy piosenkarka, której totalnym wywróceniem spo- Ilu celebrytów angażuje się hity słyszą w  radio. I  powtałecznego systemu warto- w  akcje ochrony zwierząt? rzają nawet największe robiości. Więcej znaczy zwierzę Wielu, bo temat jest modny. ne przez nich głupstwa. chore czy zwierzęcy płód niż “Zaadoptuj pszczołę”, “Nie noś dziecko w  okresie prenatal- futer”, “Nie jedz karpia na świę- Najwyższe prawo najwyżnym. Zwierze jest ważniejsze ta”, “Zostań wegetarianinem”. szą niesprawiedliwością Aktorzy i piosenkarze co i rusz Obecna partia rządząca pood człowieka! zostają “twarzami” kampanii nad dwa lata temu wygrała społecznych na rzecz ochrony wybory parlamentarne m.in. Ryba psuje się od głowy Skąd u  nas taka mentalność? zwierząt. dzięki hasłom prolife. Wielu


31 wyborców oczekiwało, że po- widzenia parlamentarzystów taką sytuację i udawać, że litycy kierujący się tradycyj- ochrona zwierząt jest waż- stawianie zwierząt nad ludźnymi, katolickimi wartościami niejsza niż ochrona dzieci nie- mi jest w  porządku? Z  pewwprowadzą ustawodawstwo narodzonych. W  tej sytuacji nością nie. Zacznijmy więc od wspierające polskie rodzi- wszelkie deklaracje z  ust po- przypomnienia samym sobie ny i  zadbają o  ochronę życia lityków o  tym, że leży im na i  naszemu najbliższemu otodzieci w  okresie czeniu o  tym, że Ilu celebrytów angażuje się w  akcje w naszej hierarchii prenatalnym. ochrony zwierząt? Wielu, bo temat wartości musimy Po dwóch latach postawić dobro jest modny (…) Ci sami ludzie w najrządów PiS nic się człowieka nad dow  kwestii obrony lepszym razie nie wypowiadają się brem zwierzęcia. życia poczętena temat zmian w  prawie abrocyj- Zwłaszcza go nie zmieniło. gdy Obywatelski pro- nym. W gorszym otwarcie mówią, że mówimy o  człojekt ustawy “Stop wieku tak sła“aborcja jest ok” aborcji” podpisabym i  bezbronny przez blisko 500 tys. Po- sercu dobro polskich rodzin ny jak dziecko w  okresie laków został w  październiku nie mogą być brane na serio. prenatalnym. 2016 odrzucony przez Sejm, Czy możemy się godzić na w dużej mierze dzięki głosom posłów PiS. Podobno był zbyt radykalny. Parlamentarzystom nie przyszło na myśl, by kontrowersyjne zapisy projektu zmienić i  kontynuować pracę nad ustawą. Cały projekt poszedł do kosza W  styczniu tego roku kolejny projekt obywatelski “Zatrzymaj aborcję” (podpisany tym razem przez ponad 800 tysięcy Polaków) został przyjęty przez Sejm i  skierowany do dalszych prac. Niestety już na początku lutego ogłoszono, że prace nad projektem ustawy odłożono na pół roku. Biorąc pod uwagę, że w  Polsce dokonuje się ponad 1000 aborcji eugenicznych rocznie, sześć miesięcy zwłoki w  pracach nad ustawą oznacza śmierć ponad 500 nienarodzonych dzieci. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że pod koniec stycznia tego roku Sejm zaostrzył kary za znęcanie się nad zwierzętami. Najwidoczniej z  punktu


32

il. stopaborcji.pl

Ekologia a „ekologia” Dominik Cwikła Zbyt chętnie o tym nie wspomina się w  mediach (bo „dobra zmiana” nie chce przyznać, że w  imię zachodnich interesów jest gotowa wywalić na bruk kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy pracują w  sektorze prywatnym) ale w  Polsce mamy do czynienia z  niezwykle silnym ekolobby. Nie będę jednak skupiał się na szczegółach organizacji, a poruszę samą istotę ruchów nazywanych „ekologicznymi”. Ruch ekologiczny pojawił się właściwie w  XX wieku i  pierwotnie – podobnie jak feminizm – wcale nie był taki zły. W epoce stawiania kolejnych fabryk, ginięcia gatunków i masowych wycinek lasów, pojawiła się myśl, że na dłuższą metę będzie to dla człowieka szkodliwe.

Ekologizm płytki

To jest właśnie istota nurtu nazywanego „ekologizmem płytkim”. Zgodnie z tą doktryną, należy dbać o środowisko ze względu na dobro ludzkie. Eksploatacja przyrody? Normalna rzecz, ale trzeba zadbać choć częściowo o  coś w zamian. Stawianie fabryk przemysłu ciężkiego jak leci i  oszczędzanie na technologiach prowadzi do wzrostu stężenia smogu. I  nie mam tutaj na myśli smogu na poziomie Krakowa czy Warszawy, ale aglomeracji chińskich. Wyginięcie gatunku zwierzęcia prowadzi do załamania ekosystemu i  plagi pasożytów, które uderzają w  rolników, zaś to odbija się na całym społeczeństwie ze względu na wzrost cen.

Z drugiej strony normalną rzeczą jest zmniejszanie populacji zwierzęcia, na przykład dzika. Zbyt duży wzrost populacji tego stworzenia szkodzi nie tylko rolnikom (i  to w  ogromnym stopniu) ale stwarza też niebezpieczeństwo dla życia okolicznych mieszkańców czy też kierowców, jeśli dziki te „urzędują” w  pobliżu trasy szybkiego ruchu. A  kto miał zderzenie z dzikiem ten wie, że sytuacja jest niezwykle groźna. Jeszcze inny przykład – zwierzęta hodowlane. Dobre ich traktowanie jest w interesie hodowcy. Zwierzę futerkowe żyjące w  złych warunkach będzie miało niskiej jakości futro. Kurczak hodowany w  złych warunkach da gorsze mięso. W  ostateczności odbije się to na samym hodowcy. Tak więc ekologizm płytki to dbanie o  przyrodę z  myślą o człowieku.


33 Ekologizm głęboki

Inaczej ma się rzecz w przypadku nurtu zwanego „ekologizmem głębokim”. Polega on na zrównaniu, a niekiedy wręcz na ustawieniu wyżej flory i/lub fauny, niż człowieka. W  samym swoim założeniu nurt ten widzi relację człowiek-natura jako konflikt, w którym należy stanąć po stronie przyrody. Człowiek więc jest wrogiem.

ność poza celem, zazwyczaj natury symbolicznej. I patrząc na przeszłość, można śmiało powiedzieć, że to nie jest przesada. W  2002 roku 30 proc. wszystkich zagrożeń terrorystycznych na terytorium USA wiązało się właśnie z  radykałami ekologicznymi. A  zagrożenie wcale nie maleje.

odkładaniu na „świętego Nigdy” projekt „Zatrzymaj aborcję!” projekt zakazujący hodowli zwierząt futerkowych. W końcu czym dla ekofanatyków jest życie nienarodzonego dziecka wobec norki czy innej fretki...

Hajs się zgadza

W USA ekoterroryści często biorą na cel firmy paliwowe. Byli agenci służb bezpieSłowo „ekoterroryzm” występuje czeństwa Stanów Ochrona przyrody w  podręcznikach FBI jako „użycie wspominają, że najpewniej lwia część według przedstagrożenie użyciem przemocy ekoterrorystów fiwicieli ekologizmu lub jest głębokiego nie wy- o  naturze przestępczej przeciwko nansowana przez Kreml. I  piszę nika z troski o człolub własności przez to jako osoba, która wieka. Człowiek ludziom z  założenia jest zorientowaną na środowisko wielokrotnie zwraca uwagę, że nie bowiem wrogiem naturalne, mniejszościową grupę, należy Rosji przyprzyrody, a  jego ingerencja jest za- z ekologiczno-politycznych powodów” pisywać odpowiedzialności za wszelwsze zła. Przyroda W  latach 1996-2003 ekoterrorykie zło tego świata. To po prosty jest wartością samą w sobie i jest ści dokonali zniszczeń na 45 mln logiczna sprawa. nadrzędna wobec człowieka. USD. W  latach 2003-2008 – już Ekoterroryści blokują wydobycie To właśnie w tym nurcie znajdu- na 200 mln USD. lub niszczą sprzęty należące do ją się też wszelkie organizacje Z kolei w Wielkiej Brytanii w 2012 firm zajmujących się wydobywa„ekologiczne”, które dopuszczają się działań ekoterrorystycz- roku – najprawdopodobniej z in- niem gazu łupkowego. To z  kolei nych i  blokują budowy lub ata- spiracji środowisk ekoterrory- sprawia, że Gazprom ma lepszą kują właścicieli ferm. Najczęściej stycznych – zastrzelono na ulicy pozycję (w  końcu w  Rosji z  ekomają za sobą potężny kapitał 60-letniego potentata paliwo- terroryzmem rozprawionoby się związany z  koncernami, które wego, Mockforda z  ExxonMobil. w  trymiga, gdyby takowy wypoprzez naiwność tychże ludzi Oprócz niego, w zamachu zginęła stępował). Zainwestowanie kilku milionów dolarów w  organizacje, chcą dokonać skoku na duże także jego małżonka. które wywołają szkody na kilkapieniądze. Rząd USA powołał specjalnie dziesiąt czy nawet kilkaset tysięEkoterroryzm – przesadzony w  celu ochrony przed zagroże- cy u  konkurentów Gazpromu czy niem ekoterrorystycznym Animal innych rosyjskich koncernów palitermin? Słowo „ekoterroryzm” występuje Enterprise Terrorism Act, który wowych nie jest przecież wielkim wśród definicji FBI. James F. Jar- zakazuje obywatelom Stanów wydatkiem. boe w  2002 roku zdefiniował to angażowania się w akcje „mające zjawisko jako użycie lub groże- na celu uszkodzenia lub ingeren- Dziwi mnie tylko, że w XXI wieku nie użyciem przemocy o naturze cję w działalność przedsiębiorstw – epoce Internetu – wciąż znajduje się cała rzesza ludzi, która przestępczej przeciwko ludziom hodowli zwierząt”. wierzy w  to, że dobrze zorganilub własności przez zorientowaną na środowisko naturalne, W  Polsce zaś za obecnego rzą- zowane i  finansowane zza gramniejszościową grupę, z  ekolo- du władza wspiera organizacje nicy organizacje działają „dla dogiczno-politycznych powodów skrajnych „ekologów”, forsując bra ludzkości”, a  nie swoich kont lub ukierunkowane na publicz- (o  ironio – przy jednoczesnym bankowych...


ne żą a w o t o projek hwałę B na C

WEJDŹ NA:

WWW. DEUSDESIGN. PL KOSZULKI

-

GADŻETY

-

PLAKATY


Koniec „Rycerstwa” jakie znacie Zapowiadaliśmy wcześniej już taką możliwość, lecz teraz formalnie informujemy: „Rycerstwo” w formie bezpłatnego czasopisma, które znaliście, przestaje funkcjonować wraz z numerem, który macie przed sobą. Nie znikamy jednak, ani tym bardziej nie chcemy sępić kasy (co od początku obiecywaliśmy i podtrzymujemy). Nie będzie więcej nowego wydania „Gazety Rycerstwo”. Zmieniamy formę dotychczasowego działania. Na znanym Wam adresie gazetarycerstwo.pl funkcjonować będzie już wkrótce portal z ciekawymi artykułami, raczej stroniącymi od kwestii partyjnych oraz opiniami. Właściwie rodzaj prezentowanych przez nas treści się nie zmieni. Zmienia się jedynie (a może aż?) forma. Jak wspominaliśmy, praca nad zebraniem w jedno miejsce tekstów na dość szerokie spektrum tematów, ich korekta, złożenie całości sprawdzenie, etc. zajmuje bardzo dużo czasu i pracy. Zmieniając formę z czasopisma na portal część problemów (np. dochowanie terminu, jak już drugi raz się nam zdarzyło właśnie z majowym wydaniem) po prostu znika. Możemy się skupić na szukaniu tematów i przedstawianiu ciekawych, wartościowych treści. Oczywiście, aby to wszystko miało ręce i nogi, będziemy musieli lekko przebudować naszą stronę. Dlatego przez kilka dni w lipcu treści na portalu będą niedostępne. Treści nie będą pojawiać się u nas regularnie, ale – według dotychczasowych ustaleń – możemy obiecać prawie na pewno nowy artykuł najdalej co kilka dni. Wyrażam głęboką nadzieję, że zmiana formy wyjdzie na dobre w ilości i jakości naszej pracy, zaś tytuł w nowej odsłonie nie zawiedzie oczekiwań dotychczasowych Czytelników. Wszystkim tym, którzy byli z nami i nam kibicują – szczególnie tym najwierniejszym, którzy byli z nami przez te ponad dwa lata – dziękujemy i mamy nadzieję, że to jeszcze nie koniec naszej „znajomości”. W tym miejscu kieruję też podziękowania dla Mikołaja Wolanina, Redaktora Naczelnego, który w nieoceniony sposób wspierał procedurę wydawniczą oraz Cezaremu Jurkowskiemu, który już trzeci numer z rzędu zechciał zająć się składem i bez którego to czasopismo nie wyglądałoby w taki sposób, w jaki wygląda. Wystarczy porównać z pierwszym wydaniem, którego składem zajmował się osobiście właściciel :) Z Panem Bogiem, Rycerze!

Dominik Cwikła Wydawca

Profile for Gazeta "Rycerstwo"

„Rycerstwo” nr 5 (maj 2018). Kremówkowy katolicyzm  

W tym numerze poruszamy temat "kremówkowego katolicyzmu", dobroludzizmu, śmieszkowania na Mszy św... Oprócz tego kilka innych tematów.

„Rycerstwo” nr 5 (maj 2018). Kremówkowy katolicyzm  

W tym numerze poruszamy temat "kremówkowego katolicyzmu", dobroludzizmu, śmieszkowania na Mszy św... Oprócz tego kilka innych tematów.

Profile for rycerstwo
Advertisement