Page 1

Polskie szanty na Dunaju

str. 8

str. 24

Trdelník i foki,

czyli Helu uroki

Tomasz Raczek: „Nie wierz pozorom, bo może być zupełnie inaczej niż myślisz“ str. 16

Konkurs rysunkowy str. 42

rozstrzygnięty!


Dzień Sportu w Nitrze

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

rzeciego czerwca od rana spoglądaliśmy w niebo z niepokojem, zastanawiając się, czy zacznie padać, czy też zaświeci słońce.

T

Udało się! Pogoda dopisała, dopisały też dzieci, na które w bajkowym lesie w Nitrze czekało mnóstwo sportowych atrakcji. W organizację tegorocznego Dnia Sportu aktywnie włączyli się studenci oraz rodzice z Klubu Polskiego, których pociechy wzięły udział w rozgrywkach sportowych. Głównym organizatorem przedsięwzięcia było Centrum Wolnego Czasu Nitra–Klokočina, zaś miłą niespodzianką dla wszystkich były odwiedzimy konsula Grzegorza Nowackiego. DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

Zakończenie roku szkolnego w szkółce polonijnej w Nitrze

ok szkolny szybko minął i w czerwcu nitrzańskie dzieci pożegnały się na dwa miesiące ze szkółką polonijną. Mogły to zrobić z  czystym sumieniem, bowiem w tym roku,

R

2

podobnie jak w latach ubiegłych, bardzo sumiennie uczęszczały na zajęcia. Te z nich, które były najbardziej obowiązkowe i w każdą środę przychodziły do Centrum Wolnego Czasu,

by rozwiązywać trudne problemy języka polskiego czy ćwiczyć ortografię, zostały nagrodzone pięknymi polskimi publikacjami i   słodyczami. Warto dodać, że były wśród nich i takie, które w ciągu roku szkolnego nie opuściły żadnych zajęć! Wszystkie dzieci już teraz zgłosiły chęć uczestniczenia w zajęciach w przyszłym roku, co oznacza, że zainteresowanie nauką języka polskiego dzieci polonijnych, a także słowackich jest coraz większe. Wszystkim dzieciom i ich rodzicom życzymy uda-

Na okładce: praca zbiorowa dzieci tworzących na potrzeby naszego konkursu pod okiem Gabriela Petráša w Trenčianskej Teplej

nych i radosnych wakacji oraz przyjemnego wypoczynku. No i do zobaczenia we wrześniu. ROMANA ORAZ DOMINIKA GREGUŠKOVE

MONITOR POLONIJNY


„Daj mu trochę tej kawy. Niech sam się przekona, że nie będzie mu smakowała“ – poradziła mojej siostrze koleżanka, widząc, że ta nie daje sobie rady ze swoim dwuletnim synkiem, uparcie żądającym napoju dla dorosłych. Nie pomogły słowne perswazje, dziecko musiało spróbować samo, by stwierdzić, że mama miała rację i że kawa jest rzeczywiście „be”. Ale takie właśnie próby czy doświadczenia, przeprowadzane w trochę starszym wieku, powodują, że wyrabiamy sobie własne zdanie, które zawsze warto mieć, o czym przekonuje nas bohater „Wywiadu miesiąca” – Tomasz Raczek. Główną myślą rozmowy z tym znanym polskim krytykiem filmowym był cytat, zamieszczony na jego facebookowym profilu: „Nie daj się zwieść pozorom. Być może jest inaczej niż myślisz…“ (str. 16). Ten, kto sam doświadczył, jak atrakcyjne imprezy kulturalne i towarzyskie przygotował Klub Polski i inne organizacje kulturalne, z pewnością chętnie przeczyta relacje z tych wydarzeń, by jeszcze raz przeżyć na przykład „Szanty na Dunaju”, koncert „Od Kijowa do Paryża“ czy towarzyszące EURO 2012 emocje podczas wspólnego oglądania rozgrywek w bratysławskiej czy koszyckiej strefie kibica (rubryka „Z naszego podwórka” – str. 19 - 28). A jeśli już mowa o EURO 2012, to zachęcamy też do lektury innych artykułów mu poświęconych. O płynących dla Polski korzyściach, wynikających ze współorganizowania mistrzostw Europy w piłce nożnej, pisze nasz redakcyjny kolega (str. 32). Ponadto publikujemy ankietę, przeprowadzoną wśród naszych rodaków, mieszkających w kilku krajach europejskich, których reprezentacje wzięły udział w rozgrywkach, by dowiedzieć się, jak obecnie postrzegana jest Polska w ich krajach zamieszkania (str. 33). A ponieważ mamy pełnię lata, w naszym miesięczniku nie brakuje też artykułów związanych z turystyką i wypoczynkiem oraz wiele innych, do lektury których zachęcam, życząc udanego urlopu!

Zdrowie najważniejsze! Z KRAJU OPOWIADANIE Samotny biały żagiel Morskie sukcesy Polski Trdelník i foki, czyli Helu uroki Urlopowe impresje warszawskie SŁOWACKIE PEREŁKI Biwak na odludziu Zachodniopomorskie w ośmiu odsłonach Podróżuj, baw się i wypoczywaj WYWIAD MIESIĄCA Tomasz Raczek: „Nie wierz pozorom, bo może być zupełnie inaczej niż myślisz“ Z NASZEGO PODWÓRKA WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Na arenie dziejów pojawia się idea Czechosłowacji KINO-OKO Kain i Abel po polsku CZUŁYM UCHEM Gigabajty bzdur Euro, Euro i po Euro! ANKIETA POLAK POTRAFI Patek Philippe, czyli historia ponadczasowych czasomierzy TO WARTO WIEDZIEĆ Kanał Augustowski i jego budowniczowie BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Podróżowanie z Beatą Pawlikowską SPORT!? Łelkam tó Londek ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Nowa twarz Meštiaka, czyli Bratislavský Meštiansky Pivovar Konkurs rysunkowy rozstrzygnięty! OKIENKO JĘZYKOWE Jaki czy który? OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Egzotyczne smaki Malezji (II) MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Lody, lody dla ochłody! PIEKARNIK Co ma piernik do wiatraka, czyli inspirujące desery na letnie dni

4 4 6 7 8 10 11 12 15

16 19

29 30 31 32 33 34 36 38 40

41 42 44 44 46 47 48

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A g n i e s z ka D r ze w i e c ka , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z , L i n d a R á b e ko v á KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

3


Zdrowie najważniejsze! zęsto to słyszymy, prawda? A tymczasem… Jak tu się nie denerwować, gdy emocje piłkarskie sięgały zenitu, a ledwo wrzawa na piłkarskich stadionach ucichła, już nas namawiają do kibicowania na olimpiadzie. Zszargane nerwy uspokoić może tylko dobry wypoczynek. Ale czy w dzisiejszych czasach można jeszcze odpocząć bez stresu?

C

Ile się przed urlopem człowiek nadenerwuje, wie każda kobieta. Po pierwsze podstawa każdego wyjazdu, czyli kostium kąpielowy, dziwnym trafem nie leży na niej odpowiednio. Może faktycznie po zimie przydałoby się zrzucić trochę ciałka, ale odkąd w telewizji usłyszeć można, że żadna dieta nie jest w pełni skuteczna, a niektóre są nawet szkodliwe dla zdrowia, zapał do odchudzania jakoś w niej osłabł. Po drugie kreacja do przechadzania się wieczorami ta sama od kilku lat, a moda się przecież zmienia. Coś nowego należałoby kupić, ale kiedy, gdy czasu wolnego brak? Wolną chwilę będzie mieć na

urlopie, ale niby dlaczego ma ją tracić na chodzenie po sklepach? Po trzecie – czy wszystko spakowane? Nie ma różnicy, czy pakuje tylko swoje rzeczy, czy rzeczy całej rozkosznej rodzinki, udającej się na dwutygodniowy pobyt nad morzem, bowiem i tak zawsze, ale to zawsze czegoś się zapomni i – niestety – to zapomniane coś okazuje się zwykle absolutnie niezbędne. Panowie też mają swoje stresy – głównie dotyczące samochodu. Zastanawiają się na przykład, czy nie kupić dodatkowego bagażnika, bowiem nigdy nie wiadomo, co

nego użycia wspomnianego określenia.

PREZYDENT USA Barack Obama 30 maja pośmiertnie uhonorował Jana Karskiego Medalem Wolności, używając w uzasadnieniu określenia „polski obóz śmierci“. To sformułowanie zostało powtórzone na oficjalnej stronie internetowej Białego Domu. Polskie społeczeństwo było tym faktem oburzone. W liście do polskiego prezydenta Bronisława Komorowskiego Barack Obama wyraził ubolewanie z powodu nieumyśl4

PRZED PAŁACEM PREZYDENCKIM 31 maja demonstrowali związkowcy, by „pomóc prezydentowi podjąć właściwą decyzję ws. reformy emerytalnej“. Postulowali, aby emerytura zależna była od stażu pracy i by można było dobrowolnie wystąpić z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Proponowali też przyznanie praw do emerytury kobietom po przepracowaniu 35 lat i mężczyznom po 40 latach. Mimo protestów prezydent Bronisław Komorowski 1 czerwca podpisał ustawę, wydłużającą wiek emerytalny kobiet i mężczyzn do 67. roku życia. PIERWSZY LIPCA to pierwszy

się będzie przewoziło i w jakich ilościach. Nam na przykład w drodze powrotnej z ostatnich wakacji trafiła się nie lada okazja – na targu staroci mogliśmy kupić ogrodową ławkę za niesamowicie małe pieniądze, ale… nie było jej gdzie upchnąć. No i do jesieni żałowaliśmy, że nie mieliśmy dla niej miejsca w samochodzie. Przed wyjazdem trzeba też sprawdzić, czy koło zapasowe zabrane, podobnie jak wszystkie klucze, śrubokręty, linki do holowania i mapy. Bo inaczej… Po ubiegłorocznej jeździe na pamięć, do dziś nie rozmawiam ze szwa-

dzień protestu lekarzy, nie zgadzających się na wynikające z zarządzenia prezesa NFZ kary za niewłaściwe wypisanie recept na leki refundowane. Jak zapowiedział Piotr Watoła z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, od 1 lipca recepty będą wypisywane „zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną lekarzy“ na drukach opracowanych przez Naczelną Izbę Lekarską. Możliwa jest też jest inna forma protestu, polegająca na przystawianiu pieczątki z tekstem: „Refundacja do decyzji NFZ“. WZMAGA SIĘ DYSKUSJA wokół metody zapłodnienia in vitro, chociaż Platforma Obywatelska odkłada decyzję w tej kwestii. W lipcu prezydium klubu PO zostanie

przedstawiony projekt w tej sprawie autorstwa Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Konkurencyjny i dużo bardziej restrykcyjny projekt chce też zgłosić Jarosław Gowin z konserwatywnego skrzydła PO. Tymczasem PiS już złożyło w Sejmie dwa projekty ustawy, zakazujące zapłodnienia in vitro. Jeden z nich za stosowanie in vitro przewiduje karę grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do lat dwóch. GENERAŁ SŁAWOMIR PETELICKI, twórca i pierwszy dowódca GROM, nie żyje. Jego ciało, z ranami postrzałowymi znaleziono 16 czerwca w garażu na warszawskim Mokotowie. Wszystko wskazuje na to, że popełnił samobójstwo. Prokuratura i policja prowadzą czynMONITOR POLONIJNY


grem, wściekłym na mnie o to, że zamiast do Dębek, skierowałam wszystkich na Dąbki. A gdy już wyruszymy, stres urlopowy dopada nas ze zdwojoną siłą. Czy zjeść coś po drodze, ale gdzie, żeby się nie zatruć na samym początku wakacji? Czy kwatery wybrane przez Internet okażą się ładne, czy też będą to maciupkie norki z widokiem na tylną ścianę restauracji? Czy będzie słonecznie, bo co powiemy w biurze, gdy wrócimy nieopaleni? No i czy dzieci nie nabawią się anginy, bo wtedy to już koniec. A może w tym sezonie zrobić wszystko inaczej? Ponoć najzdrowsi i najszczęśliwsi są ludzie spokojni, którzy nie przejmują się niepowodze-

ności w sprawie wyjaśnienia okoliczności jego śmierci. Pogrzeb generała dobył się 26 czerwca na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. PO ZAMIESZKACH, do których doszło 12 czerwca w Warszawie, gdzie w ramach Euro 2012 odbył się zakończony remisem mecz Polska – Rosja, policja zatrzymała ok. 180 pseudokibiców. Było wśród nich 150 Polaków, ponad 20 Rosjan i pojedynczy przedstawiciel innych narodowości. Do izby wytrzeźwień trafiły 33 osoby. W zamieszkach ucierpiało 10 policjantów, którym udzielono pomocy medycznej. W związku z tymi wydarzeniami do Warszawy w trybie pilnym przybył doradca prezydenta Federacji Rosyjskiej LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

niami, nie biorą zbyt wielu spraw na własne barki i żyją swoim tempem. Takim osobom zwykle zazdrościmy. A może spróbujmy żyć jak one? Spakujmy się bez pośpiechu, zakładając, że jeśli czegoś zapomnimy, to się z tego pośmiejemy. Pomyślmy, jak naprawdę chcielibyśmy wypocząć, bo może lepiej będzie, gdy zostaniemy w mieście i codzienne będziemy jeździć sobie na wycieczki rowerowe czy na działkę, a wieczorem chodzić na spacery, lody i do kina. Ponoć niezwykłych wrażeń można doznać również wtedy, gdy wsiądzie się do miejskiego autobusu, pojedzie nim do końca, a potem pójdzie przed siebie na długą przechadzkę. By rodzina nie była zaskoczona, powiedzmy jej otwarcie,

ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka Michaił Fiedotow. POLICJA I PROKURATURA wróciła do sprawy bezimiennego ok. dwuletniego dziecka, którego zwłoki znaleziono w marcu 2010 r. w cieszyńskim stawie. Okazało się, że porzucony martwy chłopiec miał na imię Szymon, pochodził z Będzina i był synem Beaty Ch. (40) i Jarosława R. (41). Przed śmiercią był bity. Matce dziecka postawiono zarzut zabójstwa, grozi jej kara do 25 lat więzienia lub dożywocie. Kobieta nie przyznaje się do winy. W WIEKU 92 LAT 15 czerwca zmarł Stefan Stuligrosz, dyrygent, pedagog i twórca chóru „Po-

że wypoczywać mamy wszyscy, więc nie będzie obiadów z dwóch dań, ale młode ziemniaczki z kefirem lub spacerek do baru. W czasie wakacji nie nadrabiajmy też zaległości wychowawczych czy towarzyskich – trzymajmy się jak najdalej od zobowiązań. Stwórzmy własny urlopowy dekalog, typu: nie przemęczam się, nie stroję, jem w barze, wypoczywam pod drzewami, spotykam się tylko z tymi, których lubię najbardziej, robię to, na co mam ochotę… Te swoiste wakacyjne wytyczne łatwo napisać, ale tylko od nas zależy, czy uda się nam według nich odpoczywać. Pamiętajmy jednak, że życie dostarcza wielu stresów, zatem o przyjemności zadbajmy sami. W końcu – zdrowie najważniejsze! AGATA BEDNARCZYK

znańskie Słowiki“. W ciągu ponad 70 lat pracy przez prowadzony przez niego chór przeszło ponad 2 tys. wychowanków. Stuligrosz wykształcił znakomitych dyrygentów i chórmistrzów, skomponował blisko 600 utworów, opracował dziesiątki kolęd i pieśni. ZNANA POLSKA PIOSENKARKA, była wokalistka zespołu Maanam Olga J. 12 czerwca została zatrzymana przez policję za posiadanie narkotyków. Podczas przeszukania mieszkania artystki policjanci znaleźli ok. 3 gramy marihuany. Powodem rewizji była przesłana na adres piosenkarki zawierająca marihuanę przesyłka, przechwycona przez służby celne.

CZERWIEC PRZEBIEGŁ W POLSCE pod znakiem Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012, których współorganizatorem była Ukraina. Mecz otwarcia między Polską a Grecją odbył się 8 czerwca na Stadionie Narodowym w Warszawie, zaś finał rozegrany został 1 lipca na stadionie w Kijowie. Mistrzem Europy po raz drugi z kolei została Hiszpania, która w ostatnim meczu pokonała Włochy 4 : 0. Polska reprezentacja odpadła z rozgrywek już w pierwszej ich fazie. Euro 2012 było pierwszą tak ogromną imprezą europejską, zorganizowaną przez kraje postkomunistyczne, i przyczyniło się do pozytywnej prezentacji obu krajów na arenie międzynarodowej. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


L

A

T

O

Opowiadanie

L

A

T

L

A

T

O

L

A

Samotny biały żagiel

Tamtego lipcowego wieczoru zepsuty akumulator w samochodzie Marty zmusił ją do powrotu z pracy autobusem. To były pierwsze dni lata, pierwsze ulewne deszcze, które wieczorami przecinały gęste powietrze lipcowych upałów. Wróciła do domu przemoczona do suchej nitki, usiadła na balkonie i zawiesiła wzrok nad Warszawą, przemoczoną jak ona. Kiedyś to miasto było jej zupełnie obce, dzisiaj zaczynała w nim życie na nowo. Odważniejsza i pewniejsza siebie. Kobieta po przejściach. Mimo młodego wieku była już po rozwodzie. Nie wyszło. Po śmierci mamy, którą opiekowała się od szesnastego roku życia, wyjechała z rodzinnej miejscowości na studia do Warszawy. Tu poznała Adama, kolegę ze studiów prawniczych, swojego przyszłego męża. Pochodził z Warszawy, dobrze sytuowany, wyrastał w prawniczej rodzinie i od początku wiadomo było, że odziedziczy po ojcu kancelarię prawniczą. Ślub wzięli rok później, a rok po studiach byli już po rozwodzie. Nie mieli dzieci i – oprócz wspólnych zainteresowań zawodowych – nic ich nie łączyło. Z roku na rok oddalali się od siebie. Koleżanki z początku jej zazdrościły, że przystojny, że bogaty, że z dobrej rodziny… A ona nigdy nie odnalazła się w tej „dobrze sytuowanej” rodzinie. Mimo że miała prawie wszystko: dom, dobry samochód... zabrakło czułości, otwarcia na drugą osobę. Czasami 6

O

marzyła, by jej mężczyzna przyszedł choć z drobnym bukietem polnych kwiatów, zerwanych na łące, przytulił ją, porozmawiał… Chęć robienia przez niego kariery zniszczyła ich więzi. Najważniejsza dla niego stała się kancelaria ojca. Deszcz nadal zacinał, a ona siedziała na balkonie, patrząc przed siebie. W pewnym momencie podmuch wiatru porwał jej szal. Spojrzała przez barierkę balkonu – biały materiał opadał w dół. Przez chwilę miała wrażenie, że spogląda na wzburzone morze, na którym dryfuje samotny biały żagiel. To ona była takim samotnym białym żaglem, który nie wiadomo, do którego portu przybije. Wyszła szybko z mieszkania, by podnieść ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI

T

O

L

A

T

O

L

szal. Kiedy zbiegała po schodach, potrąciła wracającego z pracy sąsiada; był równie przemoczony jak ona. Nieuważnym ruchem wytrąciła mu z dłoni teczkę. Wypadło kilka kartek. - Ale jestem niezdara! – pomyślała o sobie. Szybko się schyliła, by podnieść dokumenty. Na jednym z nich zobaczyła logo kancelarii prawniczej swojego byłego męża. Chwilę mu się przyglądała, nie zdając sobie sprawy, że patrzy na cudze dokumenty. - Widzę, że się pani dziwi, ale ja dziś właśnie wracam z dokumentem rozwodowym – wyznał sąsiad. Widać było, że jest smutny, ale – tak przynajmniej się jej wydawało – ma poczucie ulgi. - Przepraszam, nie chciałam być wścibska. Po prostu znam tę kancelarię prawniczą – plątała się w słowach. - Widzi pani, nawet pogoda mi nie sprzyja, deszcz płacze nad moim losem – odparł sąsiad, uśmiechając się do niej. Przyjrzała mu się uważniej: przystojny, o łagodnym spojrzeniu. Nigdy nie zwróciła na niego uwagi, choć przecież spotykali się już wcześniej. Uśmiechnęła się z wyrozumiałością. - W taki wieczór nie chcę być sam. Zaproponowałbym spacer, ale ta pogoda… – powiedział nieśmiało. Rozumiała go, ona też przez to przeszła… To ciekawe, że właśnie dziś skrzyżowały się ich drogi. Po czasie przekonała się, że ten samotny biały żagiel przybił do portu docelowego, a z kancelarii prawniczej eksmęża otrzymała największy dar – partnera na całe życie. MATEUSZ KUMOROWSKI MONITOR POLONIJNY

A


T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

Morskie sukcesy Polski czym nam się kojarzą wakacje? Wielu z nas, myśląc o letnich miesiącach, ma przed oczami Morze Bałtyckie – nie tak ciepłe, jak Adriatyk, ale za to nasze, polskie. Tęsknota za szerokimi bałtyckimi plażami jest szczególnie odczuwalna w kraju, który nad morzem nie leży – a takim niewątpliwie jest Słowacja.

Z

Jednak, planując letni urtych portów Wisłą i jej dolop i wypoczynek nad Bałpływami, które stanowiły tykiem, warto wiedzieć, że odpowiednik dzisiejszych morze to nie tylko plaże, sieci autostrad. Ilekroć Polwydmy i nadmorskie proska posiadała swobodny menady. To przede wszystdostęp do bałtyckich porkim ogromny kawał poltów, jej gospodarka kwitła, skiej historii i tożsamości, a kiedy Pomorze przechoa współcześnie – potężna dziło pod władanie obcych gałąź gospodarki, która państw, traciła na tym cała w ostatnich latach rozwija Rzeczpospolita. się coraz szybciej i daje nam Znaczenie gospodarki wiele powodów do dumy. morskiej dla odrodzonej Historycznie rzecz bioRzeczpospolitej doskonale rąc, Polska od zawsze toczyrozumiał Eugeniusz Kwiatła boje o prawo do bałtyckowski, twórca potęgi morkiego wybrzeża i portów. skiej naszego kraju w okrePodstawą rozwoju gosie międzywojennej, spodarczego przedkiedy to Polska rozbiorowej Rzew krótkim czasie czypospolitej był zbudowała od zehandel zbożem, ra najnowoczektóry odbywał się, śniejszy i najwięa jakże, z wykokszy port morrzystaniem bałski na Bałtyku tyckich portów oraz nowe miaw Gdańsku i Elbląsto – Gdynię, a takgu. Zboże i inne toże stworzyła potężną Eugeniusz wary eksportowe flotę i wykształciła spławiane były do Kwiatkowski profesjonalne kadry LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

A

T

O

L

A

morskie. Gdynia była miastem, które dawało Polakom niewyobrażalne wręcz możliwości. To właśnie do niej w poszukiwaniu pracy, kariery i przygody ściągali ludzie z całego kraju, w tym z tak odległych regionów, jak Bieszczady, Wołyń czy Lubelszczyzna. Sukces międzywojennej gospodarki morskiej był jednym z najważniejszych osiągnięć II RP, która w gruncie rzeczy pozostawała państwem biednym i niepozbawionym problemów. Gdynia stała się polskim synonimem Ameryki, w której z pucybuta można łatwo stać się milionerem. Odwoływanie się do gdyńskiego sukcesu stało się wykładnikiem nowej wersji patriotyzmu, który niekoniecznie musi się opierać na tradycji powstań i wojen, ale może także czerpać wzorce z osiągnięć gospodarczych. Później przyszła wojna i tu również polska flota nie zawiodła. Mimo zajęcia kraju przez Niemców i Rosjan, polska państwowość przetrwała właśnie dzięki licznym statkom wojennym i handlowym, które w sierpniu 1939 roku szczęśliwie zostały wyprowadzone z Gdyni i skierowane do portów sojuszniczych i neutralnych. Podczas wojny to właśnie na pokładach pływających pod polską banderą statków i okrętów znajdowało się niezajęte przez wroga polskie terytorium. Z kolei w czasach PRL polska gospodarka morska była jednym z nielicznych oaz kapitalizmu na pustyni komunistycznej gospodarki. Porty i przedsiębiorstwa żeglugowe, chcąc nie chcąc, musiały funkcjono-

T

O

L

A

T

O

wać na międzynarodowym rynku (w końcu morza i oceany świata nie mają granic), a więc według reguł otwartej gospodarki. Nic dziwnego, że Trójmiasto i Szczecin były w czasach PRL-u polskimi oknami na świat, w których można było poczuć powiew wolności. Nie przez przypadek rewolucja „Solidarności” wybuchła właśnie na Wybrzeżu, a nie na przykład w stołecznej Warszawie.

A jak jest z gospodarką morską dzisiaj? I dobrze, i źle. Źle, bo z perspektywy Warszawy problemy morza są niedostrzegalne – stąd fatalne ustawy dotyczące portów i inne buble prawne, które poważnie komplikują funkcjonowanie przedsiębiorstw portowych i żeglugowych. Ale mimo tych trudności nasze porty w ostatnich latach odnoszą spektakularne sukcesy. I tak na przykład nowy terminal kontenerowy w Gdańsku zyskał status największego na Bałtyku (pod względem ilości przeładunków), co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia. To jeden z polskich sukcesów, którym mamy prawo się szczycić i o którym warto pamiętać podczas urlopu nad polskim morzem. JAKUB ŁOGINOW 7


A

T

O

L

A

T

gata, Ania, Ewa, Fok, Unda czy Bubas to imiona głównych bohaterów niesamowitego pokazu, na który codziennie przybywają tłumy turystów. Wczasowicze, w pogodzie i w niepogodzie, stoją w długiej kolejce, by móc przez kilkanaście minut obserwować pląsy fok szarych, żyjących w helskiej Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.

A

„Koniecznie musicie popłynąć na Hel, by zwiedzić fokarium“ – powiedziała moja znajoma, którą odwiedziliśmy w Gdańsku. Następnego dnia rano udajemy się więc do przystani na Stare Miasto, skąd odpływają statki, zwane tramwajami wodnymi. Kiedy ruszamy rzeką Motławą w kierunku Zatoki Gdańskiej, zaczyna padać deszcz. Pada coraz mocniej, a statek zalewają fale. Pogoda nie nastraja optymistycznie, na twarzach niektórych pasażerów maluje się strach, bowiem kołysze coraz bardziej. Kiedy dobijamy do brzegu, naszą uwagę przykuwa napis: „Trdelník – ciastko ze Słowacji“. Deszcz w dalszym ciągu zacina niemiłosiernie, ale zapach

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

Trdelník i foki,

A

T

O

L

czyli Helu uroki

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

L

słodkiego i dobrze nam znanego przysmaku wprowadza nas w lepszy nastrój. Udajemy się w kierunku bud-

ki ze słodyczami. „Przyjechaliśmy ponad tysiąc kilometrów, z Levic, by zaoferować turystom słowacki specjał“ – opowiada jeden z pracowników, który na naszych oczach piecze „zakrętasa“, oferując nam wersję z cukrem pudrem i cynamonem. Zmierzając do fokarium, idziemy wzdłuż brzegu, upstrzonego stoiskami z pamiątkami, najrozmaitszymi gadżetami, potrzebnymi bądź niepotrzebnymi turystom, stoiskami z jedzeniem, ubraniami…. Typowe mydło i powidło. Szkoda jedynie, że budki są tak usytuowane, że przesłaniają morze i spacerując po promenadzie nie można rozkoszować się jego błękitem.

A


T

O

L

A

T

O

L

A

Tłumy turystów, stojących w kolejce do kasy, zwiastują, że właśnie zbliżamy się do fokarium. Stacja Morska Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu została utworzona w 1992 roku. Fokarium składa się z kompleksu trzech basenów hodowlanych, kilku małych basenów-separatek i budynku dydaktyczno-laboratoryjnego z salą seminaryjną i laboratoriami. Przy bramie wejściowej czeka na nas pracownica fokarium. Zakładamy sztormiaki – płaszcze nieprzemakalne, a fotograf otrzymuje instrukcje, po których trasach może się poruszać, by sfotografować foki w akcji. Pokaz rozpoczyna się o pełnej godzinie. Pracownicy ośrodka pojawiają się z wiadrami ryb, którymi karmią foki. Te zaś, by otrzymać przysmak, są w stanie niemalże pląsać i popisywać się ku uciesze zgromadzonych tłumnie turystów. Mimo deszczu zainteresowanie jest olbrzymie. Ci, którzy nie dostali się do środka, próbują obserwować pokaz przez płot.

T

O

L

A

T

O

habilitacyjny dla osobników chorych i osłabionych – po powrocie do zdrowia foki lub ich przychówek wypuszczane są na wolność. W fokarium Stacji Morskiej prowadzi się badania nad biologią i ekologią bałtyckich fok. Bada się ich zachowanie, skład pokarmu, długość życia, trasy wędrówek, zatrucie tkanek substancjami toksycznymi i inne. Ośrodek spełnia ważną rolę pomocniczą w odtwarzaniu bałtyckiej populacji tego gatunku. Ratuje foki chore, dostarcza młode. Zaznajamia ludzi z problemami ekologicznymi Bałtyku i jego mieszkańców. Niestety, odwiedzający fokarium turyści nie zawsze stosują się do zaleceń personelu i czasami są zagrożeniem dla życia zwierząt. Podczas wykładu dowiadujemy się, że przez nierozważnych wczasowiczów, wrzucających pieniądze do basenu, jedna z fok straciła życie. Pokaz się kończy. Jeszcze tylko kil-

L

A

T

O

L

A

T

O

ka zdjęć i ruszamy do miasteczka, gdzie swoim urokiem kuszą kawiarnie i restauracje. Być nad Bałtykiem i nie spróbować smażonych ryb, to grzech, więc wybieramy jedną z uroczych knajpek. Posileni zmierzamy w kierunku przystani. W międzyczasie wypogadza się, więc powrotną podróż spędzamy na górnym pokładzie statku, korzystając z promieni słonecznych. Pogoda nad Bałtykiem bywa kapryśna, potrafi zaskoczyć – tym razem pozytywnie. Na szczęście nasi przedsiębiorczy rodacy tak opracowali ofertę atrakcji, by turysta mógł ciekawie spędzić czas bez względu na aurę. Kto jeszcze tego nie sprawdził, niech rusza na podbój do Zatoki Gdańskiej, bo na prawdę warto! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Redakcja informuje, że artykuł w żaden sposób nie był sponsorowany i że wszelkie wydatki, związane z wizytą w Polsce, autorka pokryła sama.

Jak się dowiadujemy, działalność na rzecz ochrony fok podjęta została już w 1992 roku, kiedy w marcu na plaży w Juracie znaleziono młodego samca foki szarej. Nadano mu imię Balbina. Od tego czasu fokarium jest częścią Stacji Morskiej. Tu realizowany jest projekt odtworzenia i ochrony kolonii fok szarych w rejonie południowego Bałtyku. Ta placówka badawczo-hodowlana pracuje nad tym, by w przyszłości foki znów zasiedliły tę część Bałtyku. Jest to też ośrodek reLIPIEC - SIERPIEŃ 2012

9


L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

Urlopowe impresje warszawskie ażdy pretekst jest dobry, by wybrać się do Polski: mogą to być ważne sprawy do załatwienia, chęć spotkania się z rodziną czy znajomymi albo chęć pokazania Polski komuś z zagranicy. Ten ostatni pretekst dotyczył mnie - mój szwedzki znajomy chciał bowiem zwiedzić Warszawę, taką moją, nie tę z przewodnika.

K

„To wszystko można kupić, kiedy się chce, bez ograniczeń i do tego w niedzielę?“ – pytał niepewnie znajomy Szwed, kiedy weszliśmy na chwilę do sklepiku na stacji benzynowej, pokazując na półkę z alkoholami, napojami i ciastkami, kolorową prasą i na barek kawowy. A wracając z toalety, nie krzywił się z niesmakiem. Warszawę objechaliśmy komunikacją miejską, kupując bilet tygodniowy. Najpierw pojechaliśmy na warszawską Pragę. Teraz się zastanawiam, czy Bratysława ma taką szemraną dzielnicę, bo w Sztokholmie kiedyś była, ale potem zamieniono ją na dzielnicę artystów. Praga, od 1916 roku dzielnica Warszawy, zaczyna być doceniana i modna, bo kultowa była zawsze. Hipermarket nad dworcem Wileńskim odebrał klientów sklepom przy ulicy Targowej, która – jak nazwa wskazuje –od zawsze była prospektem handlowym. Dworzec, zbudowany w 1862, zwany był Petersburskim, a później Wileńskim. Dawnej w piątki ulicą Targową gnano stada bydła na sprzedaż. Tak było już w roku 1648 z woli króla Władysława IV, a sobota na przykład była dniem targowym na „rzeczy i towary”. Dziś przy Targowej co drugi sklep zamknięty, za to w Carrefourze tłumy. Takie centrum przeżyje, gdy dziennie obsłuży 15 tysięcy klientów, zmuszając okoliczne sklepy do plajty. W poszukiwaniu resztek starej Pragi poszliśmy na ulicę Jagiellońską (przed rokiem 1916 Moskiewską!), przed kino „Praha”. I chyba jakaś intuicja nas tu zaprowadziła, bo kino niby jest, ale już nie to samo 10

i nie takie samo, jak pamiętam. Stare kino rozebrano, a na jego fundamentach zbudowano nowe, takie nowoczesne. Tamto też było kiedyś nowoczesne, na 890 foteli, i było jednym z ponad 70 (!) kin w Warszawie. Wzniesiono je na początku lat 60. Pamiętam, że wewnątrz była ogromna mozaika z herbem Pragi, stolicy bratniej Czechosłowacji. Dzisiejszy budynek, pokryty płaskorzeźbami podobizn polskich aktorów filmowych, i cieszy, i smuci. Szukałem restauracji „Portowej” – prawdziwej praskiej mordowni. Kiedyś, jako pełnoletni młodzieńcy jeździliśmy tam z Warszawy, by przyjrzeć się egzotyce Pragi i zakrapianemu knajpianemu folklorowi. To były wczesne lata 70., a „Portowa” serwowała atmosferę i widoki zgoła przedwojenne. Dziś w tym miejscu jest apteka. W Sztokholmie obiecuję sobie zwykle, że odwiedzę swoje miejsca w Warszawie, ale – jak to w marzeniach – planuje się wiele, a życie biegnie zbyt szybko. W rzeczywistości czasu nie starcza, a taka wycieczka w młodość potrzebuje czasu. Zrezygnowałem z Pragi, a przecież chciałem jeszcze dotrzeć na ulicę Szwedzką (był tam kiedyś doskonały Teatr Ludowy), by zobaczyć, czy stoją tam jeszcze parterowe drewniaki, zbudowane przed ponad 100 laty, kiedy to imperator Wszechrosji zabro-

T

O

L

A

T

O

L

nił stawiać w Warszawie murowanych domów. Pojechaliśmy tramwajem na Stare Miasto. Wybieg dla niedźwiedzi po staremu oblężony przez ciekawskich, a po przeciwnej stronie dwuwieżowy kościół pw. św. Floriana, przed którym przed 150 laty odbywał się znany targ koński. Niby bez zmian, bo rejestrowałem punkty, które pamiętałem sprzed 30 lat, ale właściwie wszę-

dzie wciskały się nowe budynki lub odnowione elewacje tych starych. Zamierzaliśmy coś zjeść na Starym Mieście, a później przejść Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem do Alei Jerozolimskiej, jak się mówiło przed wojną. Wielu z nas, warszawiaków po prostu musi pospacerować Traktem Królewskim. To jedno z nielicznych miejsc lewobrzeż-

nej części miasta, gdzie czas się zatrzymał – chociaż sklepy pozmieniały adresy i wiele tu nowego, substancja krajobrazu została. I to jest najważniejsze. Dla obecnych warszawiaków zmiany są istotne, ale dokładnie ich nie rejestrują. Nikt się nie rozczula i nie stara się zapamiętywać dat budowy poszczególnych wysokościowców w centrum. Mnie udaje się czasami zauważyć, że rok, dwa lata temu jakiegoś budynku w Śródmieściu nie było. Zatem dla mnie Warszawa zmienia się istotnie każdego roku, a dla stałych mieszkańców zmienia się ona codziennie, niedostrzegalnie i nieustannie. TADEUSZ C. URBAŃSKI – SZTOKHOLM MONITOR POLONIJNY

A


T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

Biwak na odludziu Plecak, kalosze stare Para butów na zmianę i koc. Niebo, złocisty poranek, Parę groszy w kieszeni i noc. I przygoda, która grzechu jest warta I przygoda, która z domu wygania nas. („Dzikie konie”, autor nieznany)

Słowackie perełki

Ta przygoda przywiodła mnie do Murańskiej Planiny i tam dziś Was zapraszam! Murańska Planina (Muráňska planina) to zachwycające krajobrazy, jaskinie, ruiny średniowiecznego zamku i dzikie konie. Jest to miejsce rodem z romantycznej powieści czy filmu. Znajduje się tu ponadto najmłodszy, ale i najciekawszych park narodowy Słowacji. Położony jest na pograniczu środkowej i wschodniej części kraju i – chociaż na jego obszarze znaleźć można setki pieszych i rowerowych szlaków – nie łatwo tu spotkać turystę.

nie wieczory sprzyjały nocowaniu w namiotach, które rozbiliśmy na skraju lasu, bowiem w parku brak schronisk turystycznych. Już dawno nie spędzałam nocy na łonie natury w tak pięknym i odludnym miejscu, gdzie niezmąconą ciszę przerywały jedynie świerszcze i my. Jak tylko rozbiliśmy namioty, w ruch poszły noże i siekierki. Panowie zbierali chrust na ognisko, a panie przygotowywały kolację. Jakże wyśmienicie smakują pieczone kiełbaski i zimne piwo przy pełni księżyca na zupełnym odludziu... Cudowny relaks i oderwa-

To wymarzone miejsce dla osób ceniących sobie prawdziwy spokój na łonie natury. I właśnie dlatego postanowiłam ze znajomymi odwiedzić to niesamowite miejsce. Duszne let-

nie się od rzeczywistości. Sami jednak nie byliśmy, jak nam się wydawało. W nocy obudziły mnie dziwne odgłosy, dźwięki i stąpanie. To zwierzęta buszowały w okolicach naszej

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

kuchni polowej w poszukiwaniu kolacyjnych resztek. Później wyczytałam, że żyją tu między innymi wilki, rysie, dzikie koty, niedźwiedzie, orły i sokoły. Noc potęguje każdy dźwięk i choć wiedziałam, że to tylko

mieszkańcy lasu, to jednak strach nie pozwolił mi zmrużyć oka. Rankiem okazało się, iż znajoma również nie przespała pół nocy, natomiast panowie wstali wypoczęci i uśmiechnięci, by chwilę później z mapą w dłoniach planować kolejną eskapadę. Pojechaliśmy do wsi Muráň, gdzie co roku w lecie organizowane jest rodeo z tresurą koni i zabawą w stylu country. W małym i zapyziałym barze podano nam w wyszczerbionych szklankach naprawdę mocną kawę po turecku, po której poczuliśmy się jak prawdziwi kowboje. Wzmocnieni tak dużą dawką kofeiny natychmiast wyruszyliśmy zobaczyć ruiny zamczyska Murań, które są bez wątpienia perełką parku. Ta średniowieczna twierdza (XIII wiek) została wzniesiona na niebywałej

T

O

L

A

T

O

wysokości 935 m n.p.m., z której rozpościera się zachwycająca panorama okolicy. Z zamkiem związana jest między innymi postać Macieja Bašy, który jako prawny opiekun czteroletniego właściciela Jana Tornaly wysłał go do Polski, a z twierdzy uczynił siedzibę rozbójników. Na zamek najlepiej dostać się drogą od strony wsi. Szlak jest dosyć stromy i męczący, ale za to pełen malowniczych widoków, wąwozów i… przepaści. Polecam wybrać się tam wczesnym rankiem, by z ruin rozkoszować się widokiem wschodzącego słońca i mgły zalegającej w dolinie. Odwiedzając Murańską Planinę trzeba koniecznie wybrać się na Wielką Lukę (Veľká lúka) – płaskowyż w środku lasu, bowiem tam, najczęściej o świcie zobaczyć można pasące się dzikie konie, a widok taki w dzisiejszych czasach należy naprawdę do wyjątkowych, tak zresztą jak wyjątkowa jest Muráňska Planina. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

11


L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

Zachodniopomorskie w ośmiu odsłonach twierają się drzwi windy. Wewnątrz mężczyzna w szlafroku. Ledwie słyszę jego odpowiedź na moje „dobry wieczór“. Wszędzie cicho. Na korytarzu nie widać żywej duszy. Sterylny porządek. Czuję się trochę niezręcznie, bowiem zakłócam obowiązującą tu restrykcyjnie przestrzeganą ciszę nocną – kółka walizki, którą ciągnę za sobą, strasznie hałasują, kiedy idę długim korytarzem.

O

Moi znajomi z Bratysławy powyjeżdżali na urlopy do nadmorskich kurortów, z pewnością teraz obsługują ich szarmanccy kelnerzy, przynoszący kolejny napój w ramach programu all inclusive… A ja? W inny sposób zagospodarowałam letni tydzień. Otwieram drzwi pokoju. „Nie jest źle“ – myślę sobie, rzucając okiem na schludnie urządzone wnętrze.

Odsłona pierwsza: relaksacyjna „Wyobraź sobie, że inni są zakwaterowani w normalnych pokojach, a my dostałyśmy ten, dostosowany dla niepełnosprawnych, co działa na mnie przygnębiająco“ – mówi Helga, która właśnie wróciła z obchodu po znajomych, zakwaterowanych na różnych piętrach ogromnego gmachu sanatorium w Połczynie-Zdroju. Helga to tak na prawdę Agata, ale ponieważ mieszka w Niemczech, więc uczestnicy Forum Mediów Polonijnych zwracają się do niej, używając tego wymyślonego imienia, które jednoznacznie kojarzy się z Niemcami. Większość z nas ma swoje przezwiska – na przykład do mnie zwracają się od kilku lat per „Landryna“! Forum to zgrupowanie dziennikarzy polonijnych, przyjeżdżających do Polski z różnych zakątków świata.

12

Niektórzy, stali bywalcy, biorą w nim udział już po raz dziewiętnasty. Tym razem gości nas województwo zachodniopomorskie. Naszą bazą noclegową jest sanatorium, które straciło trochę swój uzdrowiskowy charakter dzięki rozbrykanym dziennikarzom. Na co dzień leczy się tu dolegliwości reumatyczne, neurologiczne, ortopedyczne, ginekologiczne czy osteoporozę. Kuracjuszom oferuje się całą gamę zabiegów, choćby kąpiele borowinowe czy wodolecznicze, masaże, fizykoterapię, kinezyterapię czy inhalacje. Na zewnątrz błękitem kusi basen. Gmach główny sanatorium połączony jest z budynkiem obok, w którym znajduje się spa, gdzie można zadbać o urodę lub zrelaksować się w saunie czy jaccuzi. My nie mamy zbyt dużo wolnego czasu, by skorzystać z pełnej oferty uzdrowiska – dwa zabiegi w ciągu tygodnia muszą nam wystarczyć. Nie mamy też czasu, by pospacerować po okazałym parku, otaczającym budynki sanatorium. Dla nas stanowi on zaledwie część trasy, przemierzanej codziennie rano do autokarów, którymi wyruszamy na podbój Zachodniopomorskiego.

Odsłona druga: kulinarna Pierwsze asocjacje z Zachodniopomorskim? Morze, Szczecin, papry-

karz szczeciński… „To trochę śmieszne – myślę sobie – że jednym z pierwszych skojarzeń, związanych z tym regionem, jest przysmak z puszki, którego recepturę wymyślono w latach 60. ubiegłego wieku, i którym zajadano się w czasach socjalizmu“. Zaglądam do Internetu i co widzę? Na pierwszym miejscu listy produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zawierającej 15 produktów z województwa zachodniopomorskiego, znajduje się właśnie paprykarz szczeciński, czyli zmielone rybie mięso z ryżem, cebulą, koncentratem pomidorowym w oleju roślinnym z dodatkiem różnych przypraw. O pozostałych produktach charakterystycznych dla tego regionu nie wiem zbyt dużo, ale kiedy przyglądam się ich nazwom, rośnie we mnie ciekawość, co to takiego. Weźmy na przykład jeziorowy ogórek kiszony, ogórek kołobrzeski, kiszkę szwedzką, grzyby marynowane z szyszką czy wino ze śliwek! Niektóre z tych przysmaków możemy kupić podczas Targów Rolnych Agro-Pomerania, co roku przyciągających tłumy ludzi do małej miejscowości Barzkowice w gminie Stargard Szczeciński (pierwsze wzmianki o Barzkowicach pochodzą z 1229 roku!). A tam? Kosze pełne czosnku, cebuli, pomidorów, wędlin, słoje z miodem, na parkingu traktory i maszyny rolnicze… Mało tego, imprezy towarzyszące, jak np. zawody jeździeckie, pokaz psów myśliwskich, pokaz ptaków hodowlanych i ozdobnych… Długo by wymieniać, ważne, że Zachodniopomorskie przepychem stoi!

MONITOR POLONIJNY

A


T

O

L

A

T

O

L

A

Odsłona trzecia: zabytkowa „Zwróćcie państwo uwagę na te wspaniałe balkony, które zdobią kamienice“ – słyszę głos, dochodzący z głośników autokaru, wiozącego nas ulicami Szczecina. W ten oto sposób zwiedzamy miasto, a opowiada nam o nim pani przewodnik. Ale… zaraz, zaraz… Przecież ta pani już się z nami pożegnała! Tym razem w jej rolę wciela się Danka z Wiednia, nasza forumowa koleżanka, i trzeba przyznać, że parodiuje ją doskonale, czym rozśmiesza nas do łez. Urokliwy Szczecin pozostanie w naszej pamięci jako miasto zabytków i zieleni, w którym ochroną objętych jest ok. 270 objektów. Reprezentacyjną jego część stanowią Wały Chrobrego, tworzące nad Odrą tarasy widokowe o długości 500 m. Sąsiadują one z budynkami o monumentalnej architekturze, takimi jak Gmach Główny Muzeum Narodowego w Szczecinie, budynki Akademii Morskiej czy Urzędu Wojewódzkiego. To właśnie w tym ostatnim witają nas władze województwa, zachwalając region i jego stolicę: „Szczecin ma wyjątkowe położenie geograficzne, dostęp do Morza Bałtyckiego i Odry, ogromny kapitał miasta portowego i turystycznego“. Z okien autokaru podziwiamy Zamek Książąt Pomorskich, świadczący o bogatej historii miasta. O przeszłości Szczecina świadczą również pozostałości umocnień miejskich, jak Baszta Siedmiu Płaszczy czy bogato zdobione Brama Portowa i Brama Królewska. Rzut oka na kamienice – to architektonicznie cacka! Moją uwagę zwraca jednak informacja, dotycząca mieszkańców miasta, a konkretnie języka, którym się posługują. Po II wojnie światowej Szczecin został zasiedlony głównie przez ludność pocho-

T

O

L

A

T

O

dzącą z różnych części Polski, głównie dawnych Kresów Wschodnich, która na początku posługiwała się różnymi gwarami. W ciągu ostatnich 50 lat doszło jednak do ujednolicenia języka i przeprowadzone w latach 90. XX wieku badania wykazały, że obecni mieszkańcy Szczecina (obok mieszkańców Wrocławia) posługują się polszczyzną najbardziej zbliżoną do języka literackiego. Żegnamy Szczecin – szkoda, że byliśmy tu tak krótko, ale z pewnością ta miniwycieczka będzie inspiracją do zaplanowania dłuższego pobytu w tym mieście.

Odsłona czwarta: turystyczna „Kardynał Karol Wojtyła trzykrotnie przemierzał na kajaku efektowną trasę rzeką Drawą, licząca 186 kilometrów – dowiadujemy się od przewodnika w Czaplinku. – Aby uczcić obecność Wielkiego Polaka w tym regionie, w 2005 roku, w 50. rocznicę spływu kajakowego późniejszego papieża, odsłonięto jego pomnik przy promenadzie jeziora Drawsko, obok nadleśnictwa Czaplinek“. Znajdujemy się nad największym jeziorem na Pojezierzu Drawskim, o dobrze rozwiniętej linii brzegowej, obfitującym w liczne zatoki i plaże. Drawsko to najgłębsze po Hańczy jezioro w Polsce (79,7 m). Znajduje się na nim kilka wysp, spośród których największa to Bielawa (ok. 0,8 km ). Niektórzy z nas decydują się na rejs żaglówką, inni udają się na wycieczkę przyrodniczą, by obserwować rzadkie gatunki ptaków i roślin. Pogoda nastraja do plażowania… ale nie na długo, bowiem już czekają autokary, które zawiozą nas w kolejne interesujące miejsce.

L

A

T

O

L

A

T

O

Odsłona piąta: magnetyczna „Byłam tam wczoraj z koleżankami, mrówki chodziły mi po plecach, górka wciągnęła na górkę moje kombi“ – taką m.in. informację znalazłam, kiedy w internetowej wyszukiwarce wpisałam hasło „górka magnetyczna“. Co to takiego, że aż mrówki chodzą po plecach? Kiedy opuściliśmy Wałcz, nadarzyła się okazja, by to sprawdzić. Ale zanim o górce magnetycznej, wpierw kilka słów o Wałczu i okolicy. To trzeci w Polsce powiat pod względem zalesienia. Nie dziwi zatem fakt, że to właśnie tu organizowane jest Międzynarodowe Święto Lasu. Malownicza okolica i lasy, w których żyją prawdziwe żubry!!! Rozkoszujemy się, spacerując nad brzegiem jeziora Raduń, tędy bowiem prowadzi droga do Centralnego Ośrodka Sportu – idealnego miejsca treningów dla olimpijczyków – wioślarzy, kajakarzy, lekkoatletów. Podczas naszej obecności trenuje tu grupa sportowców z Australii. Docieramy do górki magnetycznej, znajdującej się 10 kilometrów od Wałcza, między wsiami Strączno a Rutwica. Na odcinku około 200 metrów nasze autokary jadą z wyłączonymi silnikami, zachowując się wbrew prawom fizyki – zamiast staczać się w dół, samoistnie wspinają się w górę! Forumowi koledzy przeprowadzają test – butelka też sunie mimo wszystko pod górę. Przy końcu wzniesienia autokary osiągają prędkość ok. 30 km na godzinę.  Na tej górce nawet woda wylana na drogę po pewnym czasie płynie pod górę!

Odsłona szósta: sentymentalna Co ma piernik do wiatraka czy łosoś do PRL-u? Otóż ma! Łącznikiem ZDJĘCIA: CZESŁAWA RUDNIK

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

13


L

A

T

O

L

A

T

jest Dygowo, gdzie na placu Wolności znajduje się Pomnik Łososia. Dokładnie rzecz biorąc, są to dwa łososie w miłosnych pląsach, będące symbolem płodności. Tu przybywają starające się o potomstwo pary, wierząc, że odwiedziny tego miejsca przyniosą im szczęście. Niedaleko pomnika znajduje się małe muzeum – kolejna atrakcja gminy, do odwiedzenia której zachęca wójt Marek Zawadzki. No i się zaczyna: zdjęcia na tle portretu „wiecznego“ premiera Józefa Cyrankiewicza, potem dla odmiany w czapce żołnierskiej, szelest starych gazet chwalących ustrój socjalistyczny, wiekowa maszyna do pisania, adapter „Bambino“… Na niewielkiej powierzchni mnóstwo eksponatów, przenoszących nas w dawne czasy, sentymentalne, ale – na szczęście – odległe.

O

L

A

T

O

L

A

ne z pieczeniem bułek czy chlebka w 120-letnim autentycznym piecu, opalanym drewnem. To prawdziwa podróż do przeszłości, do czasów, gdy gospodynie przed rozkrojeniem świeżego bochna naznaczały go krzyżem, a po posiłku skrupulatnie zbierały ze stołu każdy okruszek „naszego powszedniego“. Gospodarze informują nas, że w tej podróży do dawnych czasów wielkiego szacunku dla chleba, pomagają im specjalnie przygotowane prelekcje dla dzieci, młodzieży i dorosłych, traktujące o historii młynarstwa i piekarnictwa. Dla najmłodszych przygotowana jest dodatkowa atrakcja – piękna bajka J. CH. Andersena „O dziewczynie, która podeptała chleb“. My próbujemy różnych gatunków chleba i jemy zupę, podaną w małych bochenkach. Wyśmienite! Posileni udajemy się dalej.

Odsłona siódma: pańska Odsłona ósma: morska „Spójrzcie na ten pokryty strzechą budynek!“ – zwraca uwagę nasz kolega, kiedy skręcamy na parking. Okazuje się, że kolejnym przystankiem naszej wycieczki po Zachodniopomorskiem jest Skansen Chleba w Ustroniu Morskim. Wokół wyeksponowane stare narzędzia, kiedyś niezbędne w każdym gospodarstwie: sporej wielkości kołowrotek, koło młyńskie i wiele innych. W środku wita nas zapach świeżego upieczonego chleba! Kto ma ochotę zakosztować piekarskiej ekstrawagancji, może wybrać chleb pański, jak przystało na nazwę, pieczony z iście pańskich składników – ciasto wyrabia się na słodzie żytnim, a potem dodaje do niego bakalie, suszone morele, orzechy arachidowe i włoskie oraz śliwki. Gospodarze w naszej obecności kroją chleb na dawnych, ręcznych krajalnicach. W wielkiej izbie, stylizowanej na dawną karczmę, wisi napis, będący cytatem ze św. Brata Alberta: „Bądź dobry jak chleb“. Tu odbywają się zajęcia edukacyjne, połączo14

„Nareszcie zobaczymy morze!“ – cieszymy się wszyscy, bo kolejny punkt podróży to Ustronie Morskie – Gmina z Uśmiechem. Stacjonujący tu niegdyś garnizon sowiecki nie pomagał turystyce. Dziś jest zupełnie inaczej – od 1992 roku Ustronie zaczęło się rozwijać i osiągać sukcesy jako nadbałtycka miejscowość letniskowa, czego efektem jest uznanie dla ustrońskiej plaży, zaliczanej od siedmiu lat do najlepszych kąpielisk na świecie. Plaża ta spełnia 26 rygorystycznych warunków, dotyczących

T

O

L

A

T

O

L

bezpieczeństwa, jakości, wody, zarządzania środowiskiem i jakości usług, o czym informuje nas wójt Jerzy Kołakowski podczas konferencji prasowej. My jednak o jakości plaży wolimy przekonać się sami, dlatego czym prędzej się tam udajemy, by choćby przez chwilę wygrzewać się w promieniach słonecznych, a dla ochłody moczyć nogi w Bałtyku. Niektórzy, odważniejsi wypuszczają się w głąb morza. To chyba najprzyjemniejszy moment wojaży po Zachodniopomorskiem!

Epilog Aż i tylko osiem odsłon! Niech zachęcą do zwiedzenia województwa zachodniopomorskiego, które kusi swoimi atrakcjami. Aż żal wyjeżdżać. Podstawione autokary rozjeżdżają się w różnych kierunkach: ten mój zawiezie mnie i innych do Poznania, ten drugi, do którego wsiada Helga, do Warszawy. „Landryno, nie lubię pożegnań“ – mówi Helga, zgrabnie maskując wzruszenie. Tydzień spędzony w gronie wspaniałych ludzi, mieszkających na co dzień w różnych zakątkach świata, których łączy dziennikarska pasja, dobiega końca. Nie żałuję, że w taki sposób spędziłam letni tydzień. Wszystkim programom all inclusive daleko do tego, co zaoferowało nam Forum Mediów Polonijnych! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Inspiracją do napisania artykułu był udział autorki w XIX Światowym Forum Mediów Polonijnych Tarnów – Szczecin – Zachodniopomorskie 2011 r., które odbyło się w dniach 5 – 12 września 2011 r.

ZDJĘCIA: DANUTA BUTLER

MONITOR POLONIJNY

A


O

L

Podróżuj, baw się i wypoczywaj

T

A

T

O

L

Na początek wydarzenia najbliżej słowackiej granicy. W Zakopanem przez całe wakacje będzie można oglądać najciekawsze filmy sezonu w ramach Kina Letniego Orange. W tym roku na kinomanów czeka dodatkowa gratka – z Zakopanego będzie się można wybrać pociągiem z wagonem filmowym do Sopotu i w ten prosty sposób zaliczyć góry, morze i dobre kino. W dniach 3-5 sierpnia w Katowicach od-

będzie się OFF Festival. W tym roku wezmą w nim udział Iggy Pop, Metronomy, Charles Bradley i wiele innych gwiazd. W niedalekich Gliwicach od 3 do 11 sierpnia gościć będzie 8. Międzynarodowy Festiwal Jazz w Ruinach. W zburzonym Teatrze Victoria niesamowita atmosfera od lat przyciąga liczne rzesze miłośników jazzu. Tym

razem zagrają dla nich m.in. Przemysław Strączek International Group i oryginalna polsko-słowacko-węgierska formacja ArTrance. W tym samym czasie w Dusznikach Zdroju spotkają się wszyscy kochający Chopina – 67. Międzynarodowy Festiwal Chopinowski przyciągnie zapewne tradycyjnie fanów z całego świata, w końcu to najstarszy organi-

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

L

A

T

O

omiędzy emocjami sportowymi trzeba się jakoś zrelaksować, dlatego jak co roku zapraszam do Polski na koncerty, festiwale i inne imprezy kulturalne.

P

zowany festiwal pianistyczny na świecie. Od 11 do 31 sierpnia miłośników ambitnego grania zapraszam do Sandomierza na 22. festiwal „Muzyka w Sandomierzu”. Tam w zabytkowych wnętrzach zamku, bazyliki i kościołów będzie można posłuchać między innymi Gaby Kulki, jazzmanów z USA czy twórców muzyki organowej. Jedną z największych krajowych imprez tego lata będzie

krakowski Coke Live Music Festival (11 – 12 sierpnia), na którym zagrają Placebo, The Roots i The Killers i inni. A jeśli kogoś bardziej od muzyki pasjonuje historia, to w dniach 45 sierpnia koniecznie musi on pojechać do Ogrodzieńca na 14. Turniej Rycerski. Zaprezentują się na nim liczne bractwa rycerskie z Polski i innych kra-

jów, będzie można zobaczyć pokazy walk i oczywiście tradycyjną bitwę o ogrodzieniecki zamek. Od 15 do 27 sierpnia w Wałbrzychu, a właściwie na pobliskim zamku Książ, rozgości się 9. Festiwal ENSEMBLE im. Księżnej Daisy. To gratka dla fanów teatru i muzycznych niespodzianek. Częścią teatral-

ną festiwalu zarządzać będą Wojciech Malajkat i Zbigniew Zamachowski. Trochę dalej od słowackiej granicy również wiele się będzie działo. Kazimierz Dolny zaprasza na Festiwal Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” (28 lipca

– 5 sierpnia). W tym samym czasie do Lublina zjadą się cyrkowcy z całego świata na Carnaval Sztuk-Mistrzów. Będzie można podziwiać żonglerów, akrobatów, połykaczy ognia i innych artystów. Tego lata koniecznie trzeba zawitać do Warszawy, by odwiedzić unikatowe w tej części Europy Centrum Nauki „Kopernik”. Każdy, kto interesuje się nauką, niezależnie od wieku znajdzie tu coś dla siebie. Centrum planuje bogaty program wakacyjny – należy jednak uprzedzić, że jeden dzień na zabawy z nauką to stanowczo

za mało. Ponadto pierwszego sierpnia w stolicy zaśpiewa Madonna, a w dniach 17-31 sierpnia odbędzie się 8. Międzynarodowy Festiwal Muzyczny „Chopin i jego Europa”, na którym zagrają i dyrygować będą same gwiazdy. Na Mazurach w końcu lipca (27-29.07.) tradycyjnie usłyszymy najlepsze

zespoły country – Międzynarodowy Piknik Country w Mrągowie co roku ściąga tłumy widzów, a tego lata przywita ich w nowym amfiteatrze. A jeśli już w poszukiwaniu wakacyjnych atrakcji zajedziecie tak daleko na północ, to już nic chyba nie powstrzyma was przed wycieczką na polskie wybrzeże. Niepowtarzalne, cudowne plaże, wzburzony Bałtyk – tego się nie znajdzie nigdzie w Chorwacji.

W każdym letnim kurorcie od początku wakacji będą rozbrzmiewać koncerty polskich zespołów, a lokalne samorządy dosłownie prześcigają się w wymyślaniu coraz to owych atrakcji. Dlatego zapraszam do Polski! To najlepszy kierunek, jeśli chce się dobrze wypocząć, a przy okazji przeżyć artystyczną przygodę. AGATA BEDNARCZYK 15


Tomasz Raczek: „Nie wierz pozorom, bo może być zupełnie inaczej niż myślisz“ Na Pańskim profilu na Facebooku znalazłam cytat: „Nie daj się zwieść pozorom. Być może jest inaczej niż myślisz…“. Czy Pan dał się kiedyś zwieść pozorom? Do prawd przekazanych mam stosunek podejrzliwy i nieufny. Zawsze byłem bardzo odporny na stereotypy, schematy, tradycje kulturalne, obyczajowe i wolałem wszystko ustawiać po swojemu. W związku z tym czułem się zwolniony z obowiązku powtarzania pewnych poglądów, które zostały ustalone wcześniej. Szybko się zorientowałem, że wyobrażenia na temat drugiego człowieka, na temat jakiegoś zjawiska, często odbiegają od prawdy. Sądzę, że większość nieszczęść na świecie, łącznie z wojnami, bierze się stąd, że społeczeństwo przyjmuje pewne informacje bezmyślnie, nie poddając ich ostrej samokontroli, tylko powtarzając je za nauczycielami, przywódcami politycznymi czy wpływowymi osobami. Gdyby człowiek kierował się swoim rozumem, intuicją, sercem, a nie ulegał pozorom, dużo sprawiedliwej oceniałby rzeczywistość. Drzemie w Panu niepokorna dusza? O, tak! Już w szkole podważałem kompetencje nauczycieli, sprzeciwiałem się programowi szkolnemu, wytykałem bezsensowność niektórych zagadnień, a ponieważ byłem najlepszym uczniem, więc byłem niebezpieczny: trudno mi było zarzucić nieuctwo i grozić wyrzuceniem ze szkoły. Zawsze byłem trochę kłopotliwym człowiekiem, ale dzięki temu udało mi się realizować marzenia i ani dnia nie przeżyłem pod przymusem. Oczywiście w niektórych sprawach musiałem iść na kompromisy, jak na

potkaliśmy się w Wiedniu, gdzie Tomasz Raczek zasiadał w jury festiwalu filmowego LET’S CEE. Ten znany i ceniony krytyk filmowy, publicysta, autor programów telewizyjnych i radiowych okazał się bardzo interesującym człowiekiem. Rozmawialiśmy nie tylko o kinie, ale też i o życiu, Polonii i katolickiej Polsce. Nic więc dziwnego, że spotkanie nasze przeciągnęło się i trwało nie zaplanowane pół godziny, ale półtorej. Szczerość i otwartość mojego rozmówcy są ujmujące. Już jakiś czas temu zaskoczył on polską opinię publiczną, przyznając się do odmiennej orientacji seksualnej. Podczas naszego spotkania też tego nie krył, zachwalając twórczość pisarską swojego partnera, Marcina Szczygielskiego, którego książki wydaje Instytut Wydawniczy „Latarnik“, kierowany przez naszego bohatera.

S

przykład za czasów PRL-u, kiedy nie podobał mi się ten ustrój, ale nie mogłem go zmienić. Nie mniej jednak zawsze udawało mi się znaleźć coś dla siebie, co pozwalało mi się realizować. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć spełniać swoje marzenia, no i żeby zacząć myśleć samodzielnie, a nie ulegać stereotypom. A w związku z tym powtarzam – nie wierz pozorom, bo może być zupełnie inaczej niż myślisz. Zatem to Pańska natura nie pozwoliła Panu milczeć w sprawie filmu „Kac Wawa“, który bardzo ostro Pan skrytykował? Zorientowałem się, że część kinematografii z roku na rok coraz bardziej wymyka się spod kontroli. Nie tylko krytyków, ale w ogóle ludzi zajmujących się kulturą. Następuje rozwarstwienie między kulturą masową a tą z wyższej półki. A przecież niezależnie od tego, czy produkuje się szampana, czy oranżadę, to jedno i drugie powinno być dobrej jakości. Krytycy filmowi nie powinni się zajmować wyłącznie filmami artystycznymi, czyli „szampanami“, uważając

„Krytycy filmowi nie powinni się zajmować wyłącznie filmami artystycznymi, czyli szampanami, uważając oranżadę za napój beznadziejny “. 16

„oranżadę“ za napój beznadziejny. „Oranżada“ ma swoich zwolenników i może im smakować. Ale nie można sprzedawać skwaszonej „oranżady“, szkodliwej dla zdrowia. A taką sfermentowaną „oranżadą“ był film „Kac Wawa“. Większość kolegów, piszących o filmach takich jak „Kac Wawa“, w ogóle ich nie ogląda. Ten film należy do kinematografii bezwstydnie komercyjnej, nastawionej wyłącznie na widownię o najniższych wymaganiach. Do widzów docierają zwykle wyłącznie informacje marketingowe o filmie, czyli same pochlebne opinie. Dlatego zabrałem głos w sprawie „Kac Wawa“, co było w kontrze do wszystkich PR-owskich tekstów. Powiedziałem, że król jest nagi! I nagle wszyscy to spostrzegli! Opłacało się włożyć kij w mrowisko? Zawsze opłaca się włożyć kij w mrowisko. Czasem konsekwencje tego są pozytywne, czasem bolesne dla osoby, która ten kij włożyła. Ale to mobilizuje do dyskusji, do przedstawienia argumentów przez obie strony, a na rozmowie przecież zyskuje życie człowieka. Ludzie mogą dyskutować i tym się różnią od zwierząt, bo te mogą na siebie najwyżej poszczekać. Obowiązkiem krytyka filmowego jest MONITOR POLONIJNY


ocena filmów ze wszystkich poziomów i półek. Koledzy sobie o tym przypomnieli i stworzyli dziennikarską nagrodę dla najgorszego filmu. W ten sposób polskiej kinematografii zostały przywrócone normalne zasady funkcjonowania, co mnie bardzo ucieszyło. Nie może być bowiem tak, że jakaś jej część jest zwolniona z normalnej kontroli społecznej. Mam nadzieję, że dzięki temu zamieszaniu uda się zahamować rosnącą od pewnego czasu liczbę źle zrealizowanych filmów. Producenci „skwaszonej oranżady“ byli bowiem bliscy przekonania, że mogą rzucić na rynek cokolwiek, jak za czasów komunizmu, a klient to kupi.

Ciągle mówią tymi samymi dialogami. We współczesnych filmach nie ma dialogów wartych powtarzania. Polscy kinomani uwielbiają czeskie kino, ale czy znają słowackie? My jeszcze ciągle mamy kłopot z odróżnianiem Czech od Słowacji. Jeśli znamy słowackich aktorów, jak na przykład Magdę Vášáryovą, to znamy ich z czeskich czy czechosłowackich filmów, co nie pomaga w odróżnieniu kinematografii słowackiej od czeskiej. Nie mamy odmiennych skojarzeń w stosunku do Czechów i Słowaków, my tylko mniej znamy kulturę słowacką. Nasz stosunek emocjonalny do obu narodów jest taki sam, czyli bardzo pozytywny, a nawet rodzinny. Na tle Czechów i Słowaków sami sobie wydajemy się nerwowi. Ten sam wizerunek dotyczy obu krajów. Nawet pani Vášáryovej, która była ambasadorem Słowacji w Polsce, nie udało się zrobić nic konkretnego, byśmy potrafili odróżnić Słowaków od Czechów.

Czego Pan się spodziewa po filmie „Wałęsa“ Andrzeja Wajdy? Trochę się obawiam, bo to jest późny film mistrza. Nawet gdyby mu się ten film nie udał, Wajda nie przestanie być wielkim reżyserem. To chyba najważniejszy film w historii polskiego kina ostatnich lat. Boję się i trzymam kciuki. Życzę Wajdzie, by mu się powiodło, by film okazał się artystycznym sukcesem. Kiedyś Polacy posługiwali się dialogami z kultowych filmów, jak „Miś“ czy „Seksmisja“. A teraz? ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

W polskiej kinematografii jest dobry „szampan“? Polska kinematografia może się poszczycić bardzo dużą ilością „szampana“ wysokiej jakości. Jest sporo świetnych filmów, poczynając od „Sali samobójców“ Jana Komasy, przez „Różę“ Wojtka Smażowskiego, kończąc na „W ciemności“ Agnieszki Holland. Ostatnio powstały co najmniej dwa ciekawe filmy, które zostały przedstawione na festiwalu w Gdyni, a które jesienią wejdą do kin. Chodzi o „Jesteś Bogiem“ i „Obławę“. Ten drugi poka-

„Zawsze opłaca się włożyć kij w mrowisko. Czasem konsekwencje tego są pozytywne, czasem bolesne dla osoby, która ten kij włożyła”.

zuje w sposób niejednoznaczny żołnierza Armii Krajowej. Jest to więc film ilustrujący dokładnie moje powiedzenie: nie wierz pozorom, bo może być inaczej niż myślisz. Jest jeszcze kilka filmów poruszających problemy współczesne, na przykład „Dzień Kobiet”, będący debiutem Marii Sadowskiej, znanej do tej pory jako piosenkarka. Film opowiada historię kierowniczki jednego z supermarketów, która sprzeciwiła się wykorzystywaniu kobiet do darmowej ciężkiej pracy fizycznej. Ta osoba wytoczyła sprawę swoim pracodawcom i ją wygrała. W jej ślady poszli inni. Właściciele supermarketów zaczęli bardziej szanować swoich pracowników, bo kiedy działa mechanizm kontrolny, to zaczynają się z człowiekiem liczyć.

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Współpracował Pan z Zygmuntem Kałużyńskim, tworząc kultowy program „Perły z lamusa“. Z jakich jego rad Pan korzysta? Zygmunt nigdy nie udzielał mi rad, nigdy mnie nie traktował jak ucznia, ale podchwyciłem jego niektóre dewizy życiowe. On zawsze mówił, bym

17


Wspominał Pan czasy socjalizmu, na które nie miał Pan wpływu. Myśli Pan, że obecnie zmienia Pan rzeczywistość? Myślę, że biorę udział w przemianach, mam na nie wpływ, choćby poprzez publikowane teksty na Facebooku, na którym mam już 30 tysięcy subskrybentów. To potężna siła, więc korzystam z tego narzędzia. Zmienia się katolicka Polska? Od dawna nie uważam Polski za kraj katolicki. Statystki, według których ponad 90 procent Polaków to katolicy, są zafałszowane, bo podają, ile osób zostało ochrzczonych. Między przyjęciem chrztu a byciem katolikiem jest ogromna przestrzeń, która może być inaczej zagospodarowana przez człowieka. Często – kiedy dorasta – stwierdza, że ta droga mu nie odpowiada. Mówi Pan podobnym głosem jak Janusz Palikot. Bo on ma rację! Ja też jestem ochrzczony, egzystuję w statystykach kościoła, a nie uważam siebie za praktykującego katolika. Procedura apostazji, czyli występowania z kościoła jest szalenie skomplikowana i przez większość uważana za niepotrzebną. Po co mam 18

„Działaj tak, żeby ludzie nie traktowali cię poważnie, bo jeśli zaczną to robić, nie pozwolą ci mówić wszystkiego, co myślisz, bo stanie się to dla nich niebezpieczne“.

grzymki, nie zawsze robią to z powodów religijnych. Przekazuje Pan swoją wiedzę dziennikarską studentom, ucząc ich, że rozmówca jest dla dziennikarza sojusznikiem, a nie wrogiem. Czy polskie dziennikarstwo jest agresywne? Bywa agresywne, szczególnie polityczne. Ale nie ma akceptacji społeczeństwa na agresywne zachowanie wobec celebrytów. Takie modele zachowania próbowano przenieść z zagranicy. Był taki krótki moment, kiedy o rodzimych celebrytach zaczęto pisać źle, paparazzi robili im zdjęcia w zawstydzających momentach, ale to nie spotkało się z akceptacją czytelników, którzy sygnalizowali, że nie życzą sobie czytać złych informacji o ludziach, których lubią. Dlatego polska prasa plotkarska ma około 20-30 procent agresywności w porównaniu z niemiecką czy angielską. Na żądanie czytelników! W świecie polityki to wygląda trochę inaczej, bo walka jest o większą stawkę, większe pieniądze, większe wpływy.

tracić czas, żeby deklarować, że nie jestem wierzący? Do niczego nie jest mi to potrzebne. Gdyby uchwalono konieczność płacenia podatków od wiary, to by się pewnie okazało, że zaledwie 50 procent Polaków jest katolikami, a wtedy nie można byłoby już mówić o katolickiej Polsce. Wspomniałam o katolickiej Polsce w nawiązaniu do opinii Amerykanów, którzy chwalili Pana jako pierwszego redaktora naczelnego polskiej edycji „Playboya“, któremu w katolickiej Polsce udało się osiągnąć z tym czasopismem sukces czytelniczy! To było kolejne potwierdzenie myśli przewodniej naszej rozmowy – nie wierz pozorom, bo rzeczywistość może okazać się zupełnie inna niż sądzisz. Na początku obawiano się, że w Polsce „Playboy“ się nie przyjmie, a tymczasem my odnieśliśmy sukces! Pismo ma bardzo duży nakład, akceptację społeczeństwa, nie jest sprzedawane w dziale erotycznym, ale jako life style magazyn. To rzadkość w skali światowej! A to, że obecnie w Sejmie zasiada transseksualna posłanka z Krakowa, bardzo tradycyjnego, konserwatywnego miasta polskiego, to kolejny dowód na to, że mieszkamy w nieprzewidywalnym kraju, w którym nie należy wierzyć pozorom.

Stawka większa niż życie? Czasami tak. W wypadku Leppera była to dosłownie stawka większa niż życie.

Jacy więc są Polacy? Jesteśmy luzakami, wolnomyślicielami, mamy w sobie instynktowny liberalizm. A ci, którzy chodzą na piel-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

nie traktował go poważnie, nie chciał być żadnym autorytetem. Jego siłą była świeżość, nieprzemijająca umiejętność podważania prawd zastanych, zdolność do myślenia i odkrywania przy tej okazji rzeczy, na które inni nie zwrócili uwagi. To była postawa żywego umysłu. A prawd, które przejąłem od niego, jest kilka. Na przykład ta – działaj tak, żeby ludzie nie traktowali cię poważnie, bo jeśli zaczną, nie pozwolą ci mówić wszystkiego, co myślisz, gdyż stanie się to dla nich niebezpieczne. Natomiast jeśli będą cię traktowali jak lekkiego wariata, uzyskasz prawo do mówienia prawdy przez całe życie. Czasem wolę być traktowany jak nieprzewidywalny wariat, o którym nie wiadomo, co powie, co zrobi. Dzięki temu mam poczucie wolności i nie potrzebuję dyplomów doktorskich, profesorskich, czy nagród państwowych, ograniczających wolność człowieka, wynosząc go na piedestał, na którym ruch jest utrudniony.

Skoro rozmawiamy o mediach, to nie mogę nie zadać tego pytania – czy w Pana odczuciu Polonia jest dostrzegana przez polskie media? Rzadko, jedynie z okazji Dnia Polonii. Informacje o Polonii są przypadkowe i szczątkowe. Często w naszych wyobrażeniach Polonusi jawili się jako oderwani od rzeczywistości, realizujący nierealne marzenia; relikty, z którymi nie da się rozmawiać nowoczesnym językiem. Kilka lat temu przekonaliśmy się, że jest inaczej. Mam na myśli wybory, które odebrały władzę PiS-owi. Właściwie dzięki głosom Polonii to zwycięstwo było takie znaczące. Kiedy obserwowaliśmy, jak Polonia na całym świecie stoi w gigantycznych kolejkach przed ambasadami, by oddać swój głos, mieliśmy poczucie, że jest z nami. Zobaczyliśmy normalnych, współczesnych Polaków, którzy żyją naszym życiem, z którymi tworzymy wspólnotę. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Wiedeń MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIA: MIRIAM STROMKOVÁ

Twórczość bez granic i czasu zy może coś cieszyć bardziej niż kreatywna praca połączona z umiłowaniem piękna? Sztuka, która łączy sąsiednie kraje i którą można się bezinteresownie dzielić z innymi? Naturalną kreatywnością i wrodzoną chęcią tworzenia jest obdarzony każdy z nas, dlatego twórczość to pasja wszystkich. Na bazie takiego założenia powstał projekt, realizowany przez dwa lata przez dwie partnerskie instytucje – Liptowski Ośrodek Kultury z Liptowskiego Mikulasza i Stowarzyszenie Artystów Pienińskich z Krościenka nad Dunajcem. Zadanie tego projektu, finansowanego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Współpracy Transgranicznej i zatytułowanego „Twórczość bez granic i czasu”, to promocja lokalnego rękodzieła oraz wymiana

C

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

doświadczeń między twórcami z Pienin i Liptowa. Zakończenie przedsięwzięcia odbyło się w dniach 22-24 czerwca 2012 w Liptowskim Mikulaszu. Głównym celem projektu było wzajemne poznanie tradycyjnych lokalnych form sztuki ludowej i technik rzemieślniczych. W tym celu artyści i rzemieślnicy z obu ośrodków spotykali się i prezentowali

misia czy konika. Dziewczynki uczyły się też zdobić pierniczki, by mogły nimi poczęstować chłopców, którzy dla nich owijali drutem kamyki do naszyjników. Twórczą atmosferę dopełniały występy zespołów folklorystycznych i amatorskich teatrzyków. Było dużo śmiechu, śpiewu i tańca. Dzięki realizacji projektu „Twórczość bez granic i czasu” stworzono przestrzeń dla artystów ludowych i amatorów, którzy do tej pory nie mieli gdzie prezentować swoją twórczość, zaś otwarta prezentacja ich pracy dała młodej generacji szansę zapoznania się z dawnym rzemiosłem ludowym. SILVIA CIGLIANOVÁ

swoją twórczość szerokiej publiczności. Tym razem spotkanie odbyło się w Liptowskim Mikulaszu, gdzie zaprezentowano sztukę malowania na szkle, robienie witraży i decoupage, hafty, filcowanie, ceramikę, rzeźbę i mnóstwo innych. W warsztatach mógł wziąć udział każdy. Zachwycone nimi były szczególnie dzieci, które mogły zrobić sobie własną szmacianą zabawkę – tradycyjną laleczkę,

19


Bratysławska strefa kibica ratysławska strefa kibica została zorganizowana przez Klub Polski w pizzerii Infferno, by polscy miłośnicy futbolu mieszkający na Słowacji mogli oglądać mecze polskiej reprezentacji podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012. Już na pierwszy rzut oka było widać, że wewnątrz panuje gorąca atmosfera prawdziwego kibicowania! W salach wisiały typowe gadżety kibica: biało-czerwone flagi, czapki

i szaliki. Fani piłki nożnej ubrani byli w biało-czerwone koszulki, na głowach mieli wesołe czapeczki, a na twarzach wymalowane – jakby inaczej – polskie barwy narodowe. W całym Infferno dominowały biel i czerwień. Emocji towarzyszącym spotkaniom nie sposób wręcz opisać. Razem prze-

20

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

B

żywaliśmy dumę i zachwyt, kiedy pokazywano Stadion Narodowy, oraz wzruszenie, gdy wraz ze zgromadzonymi na tymże stadionie kibicami i piłkarzami śpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. W żywiołowym dopingowaniu drużyny biało-czerwonych okrzyki radości po zdobyciu gola mieszały się ze złością po jego stracie i rozczarowaniem po niewykorzystanych sytuacjach podbramkowych. W trakcie trzech meczów, rozegranych przez naszą reprezentację – z Grecją, Rosją i Czechami, lokal był zapełniony po brzegi, i to nie tylko przez naszych kibiców, ale również fanów piłki nożnej z Grecji, Anglii, Niemiec,

Turcji, Meksyku i oczywiście Słowacji. Wszyscy wspólnie kibicowaliśmy Polakom, wznosząc okrzyki, klaszcząc, śpiewając i stukając się kuflami za zdrowie naszych piłkarzy i zdobyte przez nich bramki. Podczas pamiętnego meczu inauguracyjnego z Grecją, rozegranego 7 czerwca, polska kadra pokazała „jak się rzuca Tytoń”, co wzbudziło w nas, kibicach promyk

MONITOR POLONIJNY


nadziei, że mamy szanse na wyjście z grupy. Mecz zakończył się remisem, a bramkarz Przemysław Tytoń został okrzyknięty bohaterem narodowym. Mecz z Rosją budził wiele obaw. Stawka była wysoka, a wywalczony remis uznany został za wielki sukces zarówno przez nas, w naszej strefie kibica, jak i w całej Polsce. Wszyscy bez wyjątku poczuliśmy się dumni i zadowoleni, bowiem udało się nam powstrzymać na tych mistrzostwach Rosję, a to wyczyn, którego mało kto się spodziewał. Niestety, ostatni mecz z południowymi sąsiadami przegraliśmy i tym samym nasza kadra pożegnała się z turniejem. Ciężkie to były chwile dla milionów polskich kibiców, w tym także i tych zgromadzonych w bra-

tysławskiej strefie kibica. Odpadliśmy z gry o tytuł Mistrza Europy, ale wygraliśmy jako gospodarz i kraj organizujący to niebywałe wydarzenie sportowe. Klub Polski w Bratysławie także osiągnął sukces, gdyż organizacja strefy kibica okazała się strzałem w dziesiątkę. Przy tej okazji udało się bowiem zgromadzić wiele młodych osób, chcących wspólnie oglądać mecze biało-czerwonych. Pokazaliśmy sobie i innym, że umiemy się bawić i kibicować, udowodniliśmy też, że wspólne przeżywanie wydarzeń sportowych łączy ludzi i uwalnia emocje. To prawda, że sport scala. Scalił też bratysławską Polonię, gdyż w tym wspólnym kibicowaniu wzięli udział również Polacy, mieszkający w Bratysławie i okolicach, którzy dzięki temu mieli okazję po raz pierwszy zetknąć się Klubem Polskim. TOMASZ OLSZEWSKI LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Strefa kibica w Koszycach

iedy zaczynał się pierwszy mecz EURO 2012, członkowie Klubu Polskiego w Koszycach i jego przyjaciele zasiedli wspólnie, by kibicować białoczerwonym. Swoją tymczasową strefę kibica utworzyli przy ulicy Hlavnej, przy należącej do przyjaciela Klubu Konrada restauracji Med Malina. Tego wieczora, podczas meczu Polska – Grecja, dołączyli do nich polscy dziennikarze z TVP Kraków, którzy przybyli do Koszyc w celu realizacji programu o najpiękniejszych zakątkach Słowacji. Drugi mecz, Polska - Rosja, ze

K

względu na deszczową pogodę fani polskiej reprezentacji obejrzeli w saloniku restauracji Rosto. Entuzjazm ich nie opuszczał także podczas meczu Polska - Czechy. Polaków w Koszycach dopingowała też studiująca medycynę polska i słowacka młodzież, która spotkała się w centrum miasta. I mimo że polska drużyna dość szybko odpadła z rozgrywek, to jej kibice spisali się na medal, ciesząc się wspólnym przeżywaniem sportowych emocji i wspólnotą, którą stworzyli. Kibicowanie przecież łączy ludzi! URSZULA SZABADOS

21


Świadectwa odebrane Szkolnym Punkcie Ko n s u l t a c y j ny m przy Ambasadzie RP w Bratysławie 22 czerwca odbyło się zakończenie roku

W

szkolnego 2011/2012. Na tejże uroczystości podsumowany został mijający rok nauki. Kierownik SPK Monika Holzwieser podzięko-

wała uczniom wyróżniającym się w nauce oraz aktywnie uczestniczącym w życiu szkoły. Potem wręczono świadectwa. Szcze-

gólnie uhonorowany został tegoroczny absolwenci Tomasz Łebek, uczeń III klasy liceum ogólnokształcącego. Drobne upominki znalazły się dla wszystkich uczniów – wręczyła je przewodnicząca Rady Rodziców Anna Jarina. Dla wszystkich były też łakocie. Ale najważniejszym elementem zakończenia roku szkolnego było spotkanie przy ogniJC sku.

ZDJĘCIA: MARCIN KALKUCKI

22

Od Kijowa do Paryża Kraków), Walentyn Dubrowski – pianino, bas (Kijów). Zabrzmiały więc ukraińskie dumy, rosyjskie romanse, polskie piosenki literackie i francuskie chansons. Ta mieszanka artystycznych wrażeń wprowadziła zebranych na widowni w niepowtarzalny klimat. Wraz z artystami śpiewali oni wywodzące się z folkloru ukraińskiego piosenki, opowiadające o miłości, zdradzie i bohaterstwie. Ckliwie rozrzewniały ich rosyjskie pieśni duszy – romanse, mówiące – a jakże – o miłości, rozstaniu i cierpieniu, autorstwa

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

niepowtarzalną podróż sentymentalną do Polski i na Ukrainę warto się było udać choćby dlatego, że właśnie zakończył się rok szkolny, no i oba państwa były współorganizatorami tegorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej. A była to podróż muzyczna. W podróż z Kijowa do Paryża przez Warszawę i Bratysławę zabrał zebranych 29 czerwca w bratysławskim klubie „Hlava XXII” zespół Dekadencja. Pochodzący z Krakowa, Kijowa i Lwowa artyści wystąpili w składzie: Anna Żeber – śpiew (Kraków), Aleksander Andrzejewski – śpiew, fortepian, akordeon (Kijów), Jerzy Michał Bożyk – śpiew, fortepian (Lwów,

W

MONITOR POLONIJNY


nia 4 czerwca 2012 r. na Polach Grunwaldzkich odbył się III Międzynarodowy Bieg Grunwaldzki, w którym wzięły udział dzieci z Klubu Polskiego z Bratysławy i Nitry. Nasi reprezentanci spisali się wspaniale, zdobywając medale! Złoto przywiózł Jarosław Juhas, srebro Martin Głębocki, natomiast brązowe medale wywalczyli Simonka Juhasová i Łukasz Pycz. Imprezę zorganizował Warmińsko-Mazurski Szkolny Związek Sportowy, zaś udział w niej zawodników spoza Polski został sfinansowany przez polskie Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Kancelarię Senatu Rzeczpospolitej Polskiej.

Podczas pobytu w Polsce uczestnicy biegu zapoznali się też z historią i kulturą regionu olsztyńskiego. Odwiedzili Olsztyn, gdzie zwiedzili muzeum Mikołaja Kopernika, zamek olsztyński czy planetarium. Byli też w miasteczku studenckim i w Szkole Podstawowej nr 3 w Olsztynie, która niedawno otrzymała imię Kawalerów Orderu Uśmiechu.

Podczas wycieczki młodzież polonijna mogła zobaczyć na własne oczy słynne Pole Grunwaldzkie oraz reprodukcję obrazu „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki, a także film o bitwie pod Grunwaldem, która odbyła się w 1410 roku i która był wielkim zwycięstwem Polaków nad Krzyżakami.

ZDJĘCIA: TERESA BABINOVÁ

III Międzynarodowy Bieg Grunwaldzki D

W ramach pobytu w Polsce młodzi sportowcy ze Słowacji mogli korzystać z parku wodnego i grać w piłkę w ośrodku wypoczynkowym Nowa Kaletka, gdzie byli zakwaterowani. Obiekt ten znajduje się nad brzegiem jednego z jezior mazurskich, a więc była okazja, by popływać na łódkach, kajakach i  rowerach wodnych. Wieczorem zaś był czas na ognisko i piecze-

znanych poetów i znakomitych kompozytorów z Piotrem Czajkowskim na czele. Natomiast literackie ballady, tworzone przez Bułata Okudżawę, będące do dziś symbolem pragnienia wolności, wspólnego wszystkim mieszkańcom dawnego Bloku Wschodniego, przeniosły zebranych w czasy nie tak odległe i dobrze znane i Polakom, i Słowakom. Nie zabrakło też piosenek zaprzyjaźnionej z Okudżawą Agnieszki Osieckiej. Trasa muzycznej podróży nie ominęła rozśpiewanego Lwowa, w którym radosne i nostalgiczne przeboje Szczepcia i Tońcia spopularyzowało

nie kiełbasek wspólnie z młodzieżą z  Białorusi, Czech, Litwy, Ukrainy i Rumunii. Aby jednak dotrzeć do tego pięknego miejsca, trzeba było odbyć długą podróż. Nikt jednak nie odczuwał po niej zmęczenia, bowiem na miejscu czekało zbyt wiele atrakcji, za które należą się podziękowania zarówno organizatorom, jak i sponsorom. TERESA BABINOVÁ

kiedyś Radio „Lwowska Fala”. Nastrój przedwojennej Warszawy przypomniały piosenki kabaretowe z repertuaru m.in. Hanki Ordonówny. Następnym przystankiem była Słowacja, w efekcie czego zabrzmiały słowackie protest songi. Podróż zakończyła się w Paryżu piosenkami z okresu złotych lat Montmartre’u. I tak oto dzięki występowi zespołu Dekadencja i zaangażowaniu Ingrid Majerikovej – głównej organizatorki koncertu – w czasie jednego wieczoru miłośnicy dumek, ballad i romansów odwiedzili kilka krajów, nucąc Red. nostalgiczne piosenki.

Projekt został zrealizowany przez Klub Polski Bratysława we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie przy finansowym wsparciu Kancelarii Rady Ministrów RS LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

23


Polskie szanty na Dunaju

słoneczne środowe popołudnie 27 czerwca miała miejsce jedna z najbardziej wyczekiwanych imprez tego roku – „Polskie szanty na Dunaju”. Rejs statkiem na trasie BratysławaDevin-Bratysława wpisał się już na stałe w kalendarz spotkań polonijnych, które co roku gromadzą zarówno młodszą, jak i starszą Polonię, ich rodziny oraz przyjaciół.

W

Jak tylko ostatni goście weszli na pokład, silniki ruszyły pełną mocą i statek „Żylina“ odbił od brzegu. Nowy kapitan, a właściwie pani kapitan Klubu Polskiego w Bratysławie Katarzyna Tu-

lejko przywitała wszystkich i serdecznie zaprosiła do wspólnej zabawy. Tańczyli dorośli i dzieci, w parach i gromadnie, a gromkie śpiewy niosły się daleko po modrych falach Dunaju. Do śpiewania piosenek marynarskich i biesiadnych zachęcała fantastyczna Wanda z zespołem z Wiednia, natomiast o smaczne przekąski, ciasta i tradycyjnego śledzika postarali się wspa-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

niali klubowicze. Poczęstunek zachwycił podniebienia naszych „wilków morskich”. Z talerzy w mgnieniu oka znikały pyszności, zwłaszcza wyśmienita sałatka śledziowa z rodzynkami i migdałami oraz wyborne ciasto z malinami. Piękna pogoda sprzyjała, humory dopisywały, muzyka nie milkła, a bratysław-

ska Polonia nie przestawała śpiewać i tańczyć. Rozbrzmiewały dźwięki najbardziej znanych szant oraz popularnych i lubianych polskich złotych przebojów. Nie zabrakło oczywiście konkursu o tematyce żeglarskiej, który rozbudził w naszych rodakach prawdziwie marynarskie temperamenty. Podobnie jak w po-

MONITOR POLONIJNY


przednich latach Tomasz Olszewski przeprowadził quiz, który i tym razem wzbudził wiele emocji wśród drużyn: Blondynek, Brunetów, Farbowanych i Łysych. Najlepszą znajomością zagadnień żeglar-

skich oraz najszybszą reakcją w zgłaszaniu się do odpowiedzi wykazała się załoga Blondynek. Natomiast według mnie prawdziwymi zwycięzcami turnieju zostali panowie z zespołu Łysych, którzy wykazali się wyrozumiałością i koleżeństwem, przyjmując do swojej ekipy… kobietę, i to w dodatku długowłosą! Nie zapominajmy, że nie tylko nagrody się liczą, ważna

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

jest przede wszystkim miła atmosfera i dobra zabawa! Wiedza o morzu uczestników szant z roku na rok jest coraz większa, podobnie jak zainteresowanie tą prawdziwie letnią imprezą, która i tym razem przyciągnęła liczne rzesze chętnych do wspólnej zabawy. Wśród rodaków, którzy po raz pierwszy wzięli udział w „Polskich szantach na Dunaju”, byli między innymi młodzi przedstawiciele trenczyńskiej Polonii oraz sympatyczni nowi członkowie Klubu Polskiego z Bratysławy, mieszkajacy tu od lat, jednakże nie mający do tej pory okazji uczestnicze-

nia w polonijnych imprezach. Z radością przywitaliśmy też na naszym pokładzie ponadrocznego i jednocześnie najmłodszego żeglarza tegorocznego rejsu – Hubercika Poradę, który z ciekawością chłonął panującą na statku atmosferę. Wszystkim uczestnikom „Polskich szant na Dunaju” dziękujemy za wspaniałą atmosferę i przesyłamy im oraz czytelnikom „Monitora Polonijnego” pełne bursztynowego słońca pozdrowienia, garść złocistego piasku oraz relaksacyjny szum fal Dunaju. Do zobaczenia za rok! MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

Impreza dofinansowana przez Kancelarię Rady Ministrów RS. Nagrody w konkursie ufundowała redakcja „Monitora Polonijnego“ oraz Klub Polski

25


Autentyczność oczami Krzysztofa Kędzierskiego tare elementy łączone z częściami komputera – to tylko jeden z  wielu pomysłów polskiego rzeźbiarza Krzysztofa Kędzierskiego, którego wystawa została zaprezentowana w czerwcu w galerii VEBA w Koszycach. „Jestem rzeźbiarzem z wykształcenia, ale to, co państwo widzicie, to efekt działań o  charakterze przestrzennym, do których używam autentycznych przedmiotów“ – wyjaśnił podczas wernisażu artysta i dodał, że celowo nie wymyśla tytułów swoich prac, by odbiorcy sami interpretowali jego dzieła według własnego uznania i inwencji. Krzysztof Kędzierski nie jest nieznanym na Słowacji artystą – w Rožňavie, Bardejovie i  Trebišovie prezentował już około 100 prac w tamtejszych galeriach. Na swoim koncie ma 450 wystaw w Polsce i za granicą, z tego ponad 30 wystaw indywidualnych. URSZULA SZABADOS

S

26

Trzy razy „P“ czyli polskie popisowe przepisy oże zechcieliby Państwo wziąć udział w programie telewizji JOJ i zaprezentować polską kuchnię? Byłoby to ciekawe tym bardziej, że i inne mniejszości narodowe wezmą udział w naszym programie” usłyszałam w telefonie. Propozycję przekazałam innym członkom Klubu Polskiego i wspólnie doszliśmy do wniosku, że powinniśmy wykorzystać tę formę prezentacji, by podkreślić obecność Polaków na Słowacji.

„M

„Ogórkowa gotowa“ – zameldowała Aneta. „Bigos gotowałem pół nocy“ –informował Tomek. Jego imiennik zastanawiał się zaś, czy zaprezentować żeberka, czy schab z suszonymi owocami, ale ostatecznie zdecydował się na schab. Ja zaś wyciągałam z piekarnika sernik. Pogoda tego dnia (30 czerwca) była raczej plażowa, bowiem panował upał wprost nie do zniesienia. Mimo to o umówionej godzinie stawiliśmy się w bratysławskiej Inchebie, gdzie miała

miejsce prezentacja specjałów kulinarnych na potrzeby programu „Recept na bohatstvo“. Od samego rana przewinęło się tu już 80 osób, poprzedniego dnia było ich ok. 60, a wszyscy prezentowali swoje specjały kulinarne. W końcu przyszedł czas na nas. Zajęliśmy stanowiska, by w obecności dziennikarzy i przed ka-

MONITOR POLONIJNY


merami przygotować nasze potrawy. Właściwie trzeba je było już tylko trochę udekorować, by pięknie się prezentowały na talerzu. O ich smak byliśmy spokojni, bowiem każdy z nas przygotował swoje popisowe danie. Martwiliśmy się tylko, czy trafimy w gusta kulinarne jurorów programu – Czechów i Słowaka. Ci niestety nie potrafili docenić smaku bigosu czy schabu, natomiast zachwycili się zupą ogórkową i sernikiem, przygotowanymi według przepisów naszych mam. O tym, czy smaki te, tak dobrze znane nam Polakom, za którymi tęsknimy, mieszkając z dala od Polski, zachwycą też innych, przekonamy się dopiero jesienią, bowiem wtedy to ruszy program kulinarny TV JOJ. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Dla nas występ przed kamerami był przede wszystkim przygodą i okazją do zaprezentowania Polski. Pochwaliliśmy się też naszym „Monitorem Polonijnym“, z którego wielu z nas czerpie kulinarne inspiracje, korzystając z przepisów prezentowanych w rubryce „Piekarnik“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

MSZ a dofinansowanie Polonii adne polskie dziecko z Syberii nie przyjedzie na wakacje do Polski, bo nie ma na to pieniędzy. Wszystkie poszły na Euro! – taką informację przekazał jeden z polskich konsulatów w Rosji. Pieniędzy na organizacje polonijne nie ma! W tym roku nie będzie letnich kolonii dla dzieci polskich z Syberii w Polsce – przekazano Polakom, którzy w Irkucku zwrócili się z prośbą o wsparcie do przedstawicieli polskiego rządu.

Ż

Nowy Plan Współpracy z Polonią i Polakami Opracowany przez MSZ plan spowodował zniechęcenie i rozżalenie wśród Polonii. Szczególnie mocno dotknął tych najbiedniejszych i mieszkających najdalej od Macierzy. Oznacza to, że MSZ nie radzi sobie z problematyką polskiej diaspory. Nie wynika to ze złej woli, ale raczej z nieznajomości tematu. Najlepiej, gdyby tej diaspory w ogóle nie było, bo jest ona obciążeniem. Niestety, na historię nie mieliśmy wpływu, ale na dzisiejszą politykę wobec Polaków za granicą wpływ możemy mieć. Jeśli Polsce zależy na niemałych pieniądzach, które co roku zyskuje od najnowszej emigracji zarobkowej, to może się również zastanowić nad problemami dawnej emigracji politycznej i niepodległościowej. Wbrew deklaracjom ministra MSZ Radosława Sikorskiego doszło do załamania systemu finansowania działalności organizacji i prasy polonijnej.

Szczególnie dramatyczna sytuacja jest wśród Polaków za wschodnią granicą Na przykład Kongres Polaków na Syberii nie będzie wydawał pisma „Rodacy“, które tego roku powinno obchodzić swoje 15-lecie. Polacy nie mają pieniędzy, by zapłacić rachunki za działalność w Polskich Domach. Muszą wstrzymać pracę wydawniczą i zaniechać tak potrzebnej pracy dydaktycznej wśród tamtejszych najmłodszych Polaków. Sytuacja po zmianach systemu finansowania, dokonanych niedawno przez MSZ, staje się coraz trudniejsza, co nie znaczy, że poprzedni system przyznawania dotacji był doskonały. Mimo wszelkich niedostatków Polska powinna znaleźć środki na pomoc dla polskiej diaspory. Przewartościowanie polityki rządu wobec Polaków mieszkających poza granicami, to znaczy nastawianie się na ścisłą współpracę o charakterze komercyjnej wymiany usług, nie rokuje nadziei. Są społeczności polskie na obczyźnie, które nie będą

W czerwcu w polskich mediach pojawiło się sporo informacji, dotyczących sposobu finansowania działalności polonijnej. Wieści były niepokojące, a ponieważ dotyczą również słowackiej Polonii, postanowiliśmy opublikować materiał na ten temat, przygotowany przez dziennikarkę Radia „Wnet”. W momencie zamknięcia tego numeru „Monitora“ nie dotarła do nas żadna nowa informacji z Polski, związana z finansowaniem polonijnych projektów, natomiast słowacka strona przekazała nam wiadomość, że dotacje, przeznaczone na mniejszości narodowe, powinny być przekazane niebawem Red. zainteresowanym. 27


mogły wywiązać się z takiego nowego układu handlowego, proponowanego przez ministra MSZ, ponieważ otrzymane środki wykorzystują bezzwrotnie, kreując lub pieczołowicie pielęgnując kulturę i polskość w danym kraju. Działacze polskich organizacji z Rosji, Ukrainy i Białorusi ustawicznie telefonują do Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, ale konkretnych informacji nie otrzymują i nadal nie wiedzą, jakie fundusze otrzymają na działalność pomocową. Wiadomo tylko, że wsparcie będzie mniejsze. Istnieją obawy o przyszłość polskiego radia na Syberii, a także we Lwowie. Minister Sikorski, zapytany przez Polaków na Ukrainie o Instytut Polski we Lwowie, odpowiedział, że nie jest on potrzebny. Organizacje polonijne mają długi od lutego. Bez pomocy z Polski po prostu padną. „Przestańcie znęcać się nad Polakami na Wschodzie” – pod takim hasłem prezesi i członkowie organizacji polonijnych obwodu lwowskiego wraz ze studentami polskiego pochodzenia planują przeprowadzić akcję protestacyjną pod siedzibą polskiego MSZ w Warszawie. Akcja skierowana jest przeciwko ciągłemu przesuwaniu terminów przekazania środków na dofinansowanie długoterminowych projektów organizacji polonijnych z Ukrainy – informuje polonijny portal Winnicy, Żytomierza i Podola.

Sytuacja patowa… Polonia ze Słowacji także przeżywa kryzys finansowy, wstrzymując swoje działania z powodu braku środków. „Co roku składamy projekty o dofinansowanie imprez i miesięcznika do słowackiego rządu. Żeby je dostać, musimy mieć od 5 do 20 procent dofinansowania z innych źródeł. Zawsze to były pieniądze z Polski, czyli z Senatu, pozyskane przez Wspólnotę Polską lub Fundację Pomoc Polakom na Wschodzie, czy z konsulatu. Jeśli tych środków nie otrzymamy z Polski, nie będziemy w stanie zrealizować projektów, bo najzwyczajniej w świecie nie będzie28

my w stanie zdobyć tych ok. 20 procent“ – informują Polacy ze Słowacji. Mało tego, na Słowacji odbyły się niedawno przedterminowe wybory i z tego powodu wszystkie środki przeznaczone na mniejszości narodowe są na razie zamrożone. „Nie mamy więc środków finansowych ani z Polski, ani ze Słowacji. Drobne dotacje na projekty otrzymaliśmy z konsulatu, ale prośbę o nie składaliśmy w ubiegłym roku lub na początku tego, nie wiedząc o zmianach, jakie szykuje polska strona – mówią. – To patowa sytuacja. Mamy czerwiec, co miesiąc wydajemy czasopismo, a rachunki za nie czekają na zapłacenie. Nie uregulowane są też rachunki za dużą imprezę, integrującą słowacką Polonię. W czerwcu odbyły się kolejne dwie. Nie wiemy, skąd weźmiemy pieniądze, by pokryć koszty. Czy mamy imprezy odwoływać? Pożyczać pieniądze? Nie wiemy, czy te pieniądze w końcu do nas dotrą“. Z drugiej strony na Słowacji widać ożywienie, bowiem szeregi Klubu Polskiego zasiliło sporo ludzi młodych, chcących działać, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością. „Nie chcielibyśmy, by przekonali się na własnej skórze, że to nie ma sensu“ – podsumowują.

Jeszcze nigdy tak źle nie było! Problem z dofinansowaniem organizacji polonijnych dotyczy również rodaków na Litwie. Tu jednak o protestach nikt nie mówi, przynajmniej na razie, choć sytuacja większości polskich organizacji i instytucji z każdym dniem staje się coraz bardziej tragiczna. Dotąd mogli oni działać głównie dzięki wsparciu finansowemu otrzymywanemu z Polski, gdyż litewskie władze do polskiej działalności dokładają tylko kwoty symboliczne, jeśli w ogóle. Symboliczne też są możliwości uzyskiwania środków z działalności prowadzonej przez polskie organizacje. Większość z nich to organizacje non profit, prowadzące działalność kulturową, oświatową i charytatywną, których podstawowym źródłem finansowania były dotacje, otrzymywane od rządu polskiego

i Senatu RP. W tym roku sytuacja zmieniła się radykalnie. Pieniądze na Polonię w wysokości 65 mln zł przejęło Ministerstwo Spraw Zagranicznych, przy czym – jak podaje dokładnie Minister Radosław Sikorski – „w konkursie MSZ dokonano wyboru sześćdziesięciu dziewięciu projektów oraz siedemnastu programów na sumę 52 milionów 204 tysiące 969 zł i 23 gr”.

MSZ nie radzi sobie Okazuje się, że resort nie był przygotowany na przejęcie finansowania Polonii i nie potrafi sprawnie rozdysponować funduszy programowych. Reasumując, doszło do załamania systemu wsparcia dla Polaków poza granicami kraju, dlatego też polskie organizacje w Rosji, na Ukrainie, Litwie i w innych krajach mają poważne kłopoty z dalszym finansowaniem swojej działalności. Wiele z nich już wstrzymało realizację planowanych wcześniej celów zadaniowych. Inne codziennie tłumaczą się z nierozliczonych faktur za przedsięwzięcia już zrealizowane. Jeszcze inne poważnie myślą o zamknięciu działalności w ogóle. Taka sytuacja trwa od początku roku i nie wiadomo kiedy się skończy, bo według naszych ustaleń na razie nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie MSZ potrafiło wywiązać się z przejętych od Senatu funkcji wspierania Polonii. Semper Polonia – jedna z największych fundacji opiekujących się Polakami, alarmuje, że w najbliższym czasie zostanie zlikwidowany program stypendialny Semper Polonia, który co roku dawał młodym Polakom ze Wschodu możliwość podjęcia studiów na wyższych uczelniach. Poważne kłopoty ma też Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie“, która była obok Wspólnoty Polskiej największym dysponentem senackich środków polonijnych, a która w tym roku otrzymała tylko nieznaczną część kwoty potrzebnej na finansowanie programów polonijnych. ZOFIA WOJCIECHOWSKA MONITOR POLONIJNY


Na arenie dziejów pojawia się idea Czechosłowacji ierwsza wojna światowa zmieniła sytuację WAŻKIE WYDARZENIA polityczną Słowaków. Spowodowała, W DZIEJACH że z mniejszości narodowej na Węgrzech SŁOWACJI Słowacy stali się częścią nowego bytu politycznego Czechosłowacji. Oczywiście idea współpracy Czechów i Słowaków – podbudowana bliskością kulturową – funkcjonowała od dawna, co najmniej od lat 40. XIX wieku.

P

Jednak zasadniczy nurt życia politycznego i społecznego obu narodów był oddzielny: Czesi żyli w ramach Austrii i ich głównym problemem była rywalizacja (czy też konflikt) z żywiołem niemieckim, Słowacy zaś żyli, funkcjonowali i starali się rozwiązywać swoje problemy i realizować nadzieje w ramach Węgier, nawet jeśli Węgry czasowo były pod dominacją austriacko-niemiecką. Od roku 1867, czyli w dobie najważniejszej z punktu widzenia tworzenia się nowoczesnych społeczeństw i zakończenia procesów narodotwórczych, Węgry w ramach AustroWęgier były w dziedzinie polityki wewnętrznej całkowicie suwerenne. Walka narodowa Słowaków toczyła się o jak największą autonomię narodową i prawa językowo-kulturalne. Ich przynależność do Węgier nie była kwestionowana. Podobny był horyzont działań czeskich. Dopiero w trakcie Wielkiej Wojny (1914-1918) pojawiła się idea połączenia obu narodów i niezbędnego dla osiągnięcia tego celu rozbicia AustroWęgier. Dla Czechów i Słowaków koncepcja Czechosłowacji wydawała się wyjątkowo korzystna: oba narody uniezależniały się w ten sposób od wpływu narodów i państw, które dominowały nad nimi przez wieki. Połączenie sił czeskich i słowackich – chociaż ich potencjał i liczba ludności były nierówne (w stosunku mniej więcej 2:1 na korzyść Czechów) – pozwalało na utworzenie organizmu państwowego, który w realiach europejskich mógł funkcjonować już jako państwo średniej wielkości. Dodatkową korzyścią dla Czechów, wynikającą z połączenia ze Słowakami, było demograficzne wzmocnienie ich pozycji wobec Niemców wewnątrz LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Tomáš Masaryk

Milan Rastislav Štefánik

ziem czeskich (gospodarka w Czechach była w większości w rękach niemieckich) i pozbycie się statusu „słowiańskiej wyspy w morzu żywiołu niemieckiego”. Na początku wojny Czesi i Słowacy funkcjonowali jeszcze w perspektywie dawnych poglądów i idei, czyli osobno. Koncepcja Czechosłowacji została wymyślona i zaprezentowana w drugiej połowie 1916 roku. Tymczasem do wojny włączyły się Stany Zjednoczone, co spowodowało zasadniczą zmianę polityczną w świecie, bowiem od lat 20. XIX wieku USA kierowały się polityką izolacjonizmu i zasadą niemieszania się w konflikty europejskie. Prezydent USA Wodrow Wilson zgodnie ze swymi idealistycznymi i pacyfistycznymi poglądami starał się początkowo o przekonanie obu stron konfliktu – Ententy i Państw Centralnych – do zakończenia wojny w trybie „pokoju bez zwycięzców”, później jednak uznał, że „ideały demokracji” nakazują poparcie państw Ententy, czyli Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Rosji. Osiemnastego grudnia 1916 roku prezydent Wilson rozesłał do rządów wszystkich walczących w Europie państw poselstwo, w którym wzywał do zakończenia wojny i stawiał pytanie o cel walki. Francja i Wielka Brytania

odpowiedziały wspólnie notą z 10 stycznia 1917 roku. Wśród przedstawionych przez nie celów wojny pojawił się postulat, który dla Europy Środkowej miał znaczenie rewolucyjne: „Wyzwolenie Czechosłowaków spod obcego panowania”. I chociaż było to sformułowanie nieostre i mało precyzyjne, miało ono znaczenie historyczne – po raz pierwszy w życiu międzynarodowym pojawiło się oficjalne odwołanie do idei czechosłowackiej (choć na razie była mowa o Czechosłowakach i wcale nie było jasne, że musi to oznaczać powstanie czechosłowackiego państwa). Tomáš Masaryk i jego współpracownicy starali się w tym czasie jak najszerzej prezentować i popularyzować w Europie koncepcję współpracy Czechów i Słowaków i utworzenia przez nich wspólnego państwa. Na czele ruchu narodowego Czechów i Słowaków stały wówczas trzy osoby: wymieniony wyżej Tomáš Masaryk, znany intelektualista i socjolog, Edvard Beneš, jego pomocnik i genialny organizator (jego polityka z lat 30. i po 1945 roku jest bardzo dyskusyjna) oraz znany podróżnik i pilot, ulubieniec salonów Paryża i Rzymu, Słowak Milan Rastislav Štefánik. Ten skład kierowniczej trójki miał charakter symboliczny: z jednej strony dwóch Czechów i jeden Słowak, a z drugiej tego Słowaka nie mogło zabraknąć w gronie przywódców. Aby prezentować koncepcję powstania Czechosłowacji trzeba było wezwać do likwidacji Austro-Węgier i uczynienia z tego jednego z celów wojny. Masaryk w pierwszej połowie 1917 roku traktował to jako swoje zadanie główne. Nie było ono łatwe, bo świat był przyzwyczajony do starego porządku i likwidacja państwa austriackiego w dotychczasowej formule wydawała się posunięciem zbyt radykalnym i grożącym destabilizacją całej Europie Południowo-Wschodniej. Nawet zwolennik idei czechosłowackiej, prezydent USA miał obawy przed takim sformułowaniem celu politycznego. Świadczy o tym jego odpowiedź na inicjatywę pokojową papieża Benedykta XV z sierpnia 1917 roku. Papież zaproponował zakoń29


czenie wojny i powrót do stanu geopolitycznego sprzed wybuchu wojny. Prezydent Wilson odrzucił taką propozycję, ale jednocześnie ustosunkował się do postulatów utworzenia Czechosłowacji i Jugosławii, określając je jako „pomysł gorszy niż zbyteczny, mało użyteczny warunek do pracy nad warunkami przyszłego pokoju”. Jeszcze 4 grudnia 1917 roku, kiedy występował przed Kongresem USA z propozycją wypowiedzenia wojny Austro-Węgrom, mówił: „Nie mamy zamiaru w jakimkolwiek stopniu szkodzić ani przebudowywać AustroWęgier. Nie jest naszą sprawą wtrącać się do tego, co robią ze swoim życiem… Nie jest naszym celem i zamiarem cokolwiek im narzucać”. Nie były to wypowiedzi, świadczące o całkowitej akceptacji powstania po wojnie Czechosłowacji. We wrześniu 1917 roku prezydent Wilson powołał do życia specjalny komitet do spraw przygotowania propozycji warunków zakończenia wojny. Do tego komitetu, pracującego pod kierunkiem Disneya Mezesa, rektora jednego z nowojorskich uniwersytetów, powołano 150 czołowych intelektualistów amerykańskich. Słowaccy i czescy emigranci w Ameryce zaczęli ze sobą współpracować bliżej w roku 1915. Słowacką reprezentacją polityczną była Slovak League of America. W październiku 1916 roku w Cleveland (jednym z największych centrów słowackiej emigracji) podpisano porozumienie o współpracy z Czechami. Wspólnym celem miało być działanie na rzecz „połączenia narodu czeskiego i słowackiego w federacyjnym związku państw, z pełną autonomią Słowacji”. W dniu 15 stycznia 1917 roku odbyła się w Nowym Jorku po raz pierwszy wspólna demonstracja Czechów i Słowaków, w której uczestniczyło około 5 tysięcy osób – obywateli amerykańskich. Wedle ówczesnych szacunków w USA żyło 600 tysięcy Słowaków i prawie tyle samo Czechów; ilość Słowaków wykazywała przy tym silną tendencję wzrostową, gdyż niektóre osoby, które przybyły do Ameryki jako Węgrzy, w trakcie wojny zmieniły narodowość na słowacką. W każdym przy30

padku znaczenie i wielkość obu grup narodowych – słowackiej i czeskiej – było w USA takie same. Efektem demonstracji był telegram do prezydenta i powstanie Słowiańskiego Biura Prasowego (Slav Press Bureau, które w kwietniu 1918 roku przeniosło się do Waszyngtonu). Na czele Biura stanął Karel Pergler, urodzony w Czechach adwokat ze stanu Iowa, obywatel USA od roku 1903 (później pierwszy ambasador USA w Czechosłowacji, do Pragi reemigrował w roku 1929, tam został posłem do parlamentu, we współpracy z faszystami czeskimi zwalczał Edvarda Beneša i Tomáša Masaryka; w 1931 roku pozbawiono go mandatu poselskiego, gdyż uznano, że nie jest obywatelem czechosłowackim, wrócił do USA, gdzie został wykładowcą szkół prawniczych). Dzięki wysiłkom Perglera prasa amerykańska zaczęła pisać o Czechach i Słowakach i popularyzować ideę powstania ich wspólnego państwa. Z inicjatywy Biura obywatele amerykańscy – zgodnie z amerykańską tradycją lobbingu - wysłali setki depesz do Białego Domu z żądaniem poparcia starań Czechów i Słowaków na arenie międzynarodowej. Karel Pergler, wykorzystując swoje kontakty prawnicze, doprowadził do tego, że senator z Iowy William Keenyon 25 maja 1917 roku odczytał w Senacie USA rezolucję, żądającą od Kongresu i Prezydenta, aby „Stany Zjednoczone domagały się suwerenności Czechów i Słowaków i utworzenia państwa czesko-słowackiego jako ważnej części każdej demokratycznej i sprawiedliwej organizacji Europy po zakończeniu wojny”. Na gruncie amerykańskiej kultury politycznej fakt ten miał wielkie znaczenie i wiążąco określał kierunek polityki amerykańskiej. Od początku 1918 roku przyjaciele Czechów i Słowaków w Ameryce podejmowali starania, aby przywódcy czechosłowaccy – Masaryk i Štefánik – mogli przyjechać do USA i osobiście przedstawić amerykańskiej opinii publicznej wizję Czechosłowacji. O tym w następnym odcinku. ANDRZEJ KRAWCZYK

Kain i Abel po polsku filmie „Wymyk” mówiono i pisano dobrze, ale nie chciałam się nastawiać zbyt pozytywnie, żeby potem nie czuć rozczarowania. To, co zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Dla czekającego na dobry film widza jest to nie tylko światełko w tunelu, ale wielki reflektor wymierzony prosto w jego twarz. „Wymyk” w reżyserii Grega Zglińskiego, z rewelacyjnym Robertem Więckiewiczem w roli głównej, to bardzo prosta, wręcz kameralna historia dwóch skłóconych ze sobą braci, stopniowo przeradzająca się w dramat psychologiczny o winie i karze. Gdzieś na podwarszawskiej prowincji dwaj bracia wspólnie prowadzą założoną przez ojca firmę komputerową. Młodszy, Jerzy (Łukasz Simlat), skończył studia, mieszkał w Ameryce, ma dwoje dzieci i bez strachu przed nowym wprowadza w firmie rozmaite innowacje. Starszy, Alfred (Robert Więckiewicz), mocno osadzony w prowincjonalnych realiach, boi się podejmowania ryzykownych decyzji, bratu zazdrości wszystkiego i czuje się niedoceniany przez ojca. Jedyne, co dodaje mu pewności siebie, to typowe męskie zabawy – szybka jazda samochodem i kolekcjonowanie broni. Rutynowe kłótnie braci i konflik-

O

Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

MONITOR POLONIJNY


Gigabajty bzdur P

ty przerywa tragiczny wypadek. Jadąc kolejką podmiejską, są świadkami napaści chuliganów na młodą dziewczynę. Jerzy bez namysłu staje w jej obronie, w efekcie czego zostaje ciężko pobity, a następnie wyrzucony z jadącego pociągu i w stanie krytycznym trafia do szpitala. Alfred tchórzy, obserwując w osłupieniu rozgrywający się dramat, nie staje w obronie brata. W tym momencie rodzi się pytanie, czy Alfred zawiódł sparaliżowany strachem o własną skórę, czy może podświadomie chciał, aby faworyzowany przez ojca brat dostał nauczkę… I dopiero w tym momencie zaczyna się film, który nie jest historią o konflikcie rodzinnym, ale wielowymiarową opowieścią o wewnętrznym dramacie jednostki, wstydzie, tchórzostwie i niekończących się wyrzutach sumienia. „Wymyk” jest historią uniwersalną, poruszającą nie tylko temat dobra i zła, winy i kary. Zgliński, podobnie jak robił to w swoich filmach Kieślowski, nie ocenia jednoznacznie głównego bohatera, nie daje wskazówek, czy należy go potępić, czy się nad nim litować. Decyzję pozostawia widzowi, jednocześnie pytając go o jego moralność, o to, jak on sam by się zachował, o jego lęki i obawy. Ten rewelacyjny film miałam okazję obejrzeć w Wiedniu na LET’S CEE Film Festival. Myślę, że przy okazji warto wspomnieć o tym wydarzeniu kulturalnym, gdyż promuje ono i prezentuje w Austrii filmy z Europy Środkowo-Wschodniej. Do Wiednia nie jest daleko, a ten festiwal oferuje możliwość obejrzenia dobrych filmów. A zatem już teraz zapraszam na kolejną jego edycję, która odbędzie się w kwietniu przyszłego roku. Wówczas będą Państwo mieli okazję sami się przekonać, jak dobre jest kino środkowoeuropejskie, gdyż w ramach festiwalu prezentowane będą ambitne filmy z Polski, Słowacji, Rumunii, krajów bałkańskich i wielu innych. O szczegółach będziemy Państwa informować na bieżąco. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

rzyznaję się bez bicia Słuchając płyty, nie mo– jeśli chodzi o polgłam oprzeć się wrażeniu, skie wokalistki, nie jeże mam do czynienia z prostem na bieżąco. Znam duktem, którego grupą dodokonania Edyty Górcelową są – nie obrażając niak, Anity Lipnickiej, nikogo – marzące o roCzulym Edyty Bartosiewicz, Kasi mantycznych uniesieniach, uchem egzaltowane nastolatki. Cerekwickiej (ta ostatnia to już chyba przebrzmiała pieśń), W tekstach piosenek dostajemy znam też legendy typu Maryla głównie garść banałów i tanich Rodowicz, Dodę znam – bo wzruszeń, przede wszystkim któż nie zna – ale inne wokairytujących – „Cieszmy się z malistki, te celujące w gust młodłych rzeczy, bo wzór na szczęszego pokolenia, to była dla ście w nich zapisany jest” (piomnie do tej pory nieodkryta senka „Małe rzeczy”); „Nasza tajemnica. Zdziwiłam się, wiłódź wypływa na coraz szybszy dząc, że płyta bliżej mi nieznanurt/ Coraz mniej mamy chwil nej Sylwii Grzeszczak, wydana by pogadać – spójrz/ Cały nasz pod koniec ubiegłego roku, dialog to gigabajty bzdur/ Szum, pokryła się w Polsce podwójbrak zasięgu/ Twój blask, mój ną platyną. Zaintrygowana sięgniew, twój strach, mój śpiew/ gnęłam po album „Sen o przyDłoń w dłoń, przed siebie/ szłości”, by sprawdzić, co też Wszystko, czego chcę!” (tytułotak Polaków zachwyciło. Po wy „Sen o przyszłości”). Strona przesłuchaniu płyty jestem muzyczna to ekstrakt tego, co nie tyle zdziwiona, ile rozczaproponują zagraniczne gwiazdy, rowana. tylko przykrojone do polskich „Sen o przyszłości” to debiut realiów (czy może lepiej – koszSylwii Grzeszczak, ale tylko jeśli tów produkcji). I możemy być chodzi o w pełni samodzielny, dumni, bo znów, po raz nie solowy album. Wokalistka ma wiem już który, mamy polską… – już bowiem w swoim dorobku tu proszę wstawić imię i nazwipłytę „Ona i on”, wydaną wspólsko bądź pseudonim dowolnej nie z Liberem, członkiem hippopularnej zagranicznej piosenhopowej grupy Ascetoholix. karki, na pewno pasuje. Ta płyta jest jak ubranie z taniej sieciówSpod pióra Libera wyszło także ki – ładne, trzymające się trenkilka kompozycji, które trafiły dów, bezpretensjonalne. Dla na „Sen o przyszłości”. wszystkich. Na jeden sezon, Sen, jaki opowiada nam Grzea może jeszcze krócej. szczak, może nie jest koszmaKATARZYNA PIENIĄDZ rem, ale nie będziemy go też wspominać z uśmiechem na ustach. Coś nam się przyśniło, co – nie pamiętamy, ale może to i lepiej. Wszystko niby poprawne, ładnie zaśpiewane i zagrane (bo Sylwia Grzeszczak jest wyedukowana muzycznie; ukończyła szkołę muzyczną w klasie fortepianu), dobrze wyprodukowane, a jednak trudno się z tą płytą zżyć, trudno znaleźć w niej autentyczne emocje.

31


Euro, Euro i po Euro!

prawda naszym zawodnikom po raz kolejny nie udało się przełamać złej passy i wyjść z grupy, ale mimo to jako Polacy mamy powód do dumy.

Co

Po pięciu latach przygotowań, po ogromnym wysiłku inwestycyjnym, finansowym i organizacyjnym, wbrew opiniom krytyków udało się zorganizować największą imprezę sportową w dziejach Polski i Ukrainy. Mowa oczywiście o niedawno zakończonym Euro 2012, które jest ocenianie jako jedno z lepiej zorganizowanych i ciekawszych imprez tego typu w ostatnich latach. W przypadku Euro 2012 spełnił się scenariusz podobny do tego, który mogliśmy obserwować w maju 2011 roku podczas hokejowych mistrzostw świata na Słowacji. Najpierw, kiedy impreza wydawała się jeszcze odległa, pojawiały się ambitne plany gruntownej modernizacji obiektów infrastruktury – w przypadku Słowacji mówiło się chociażby o konieczności przebudowy dworców kolejowego i autobusowego, w Polsce – o sieci autostrad i podwojeniu ilości przejść granicznych z Ukrainą. 32

Panowało przekonanie, iż musimy to zrobić, bo jak kibice zobaczą nasze odrapane dworce i dziurawe drogi, to będzie wstyd na cały świat. Po czym dużą część z tych inwestycji udało się zrealizować, ale wiele z ambitnych planów pozostało jednak na papierze. Na koniec okazało się – zarówno w przypadku Słowacji, jak Polski – że kibice wcale nie zwracają uwagi na to, że jakiś dworzec nie został dokończony, a wygodną drogą nie wszędzie da się dojechać tak, jak by się chciało. Na Słowacji nadal nie ma autostrady do Koszyc, a w Polsce autostrada A4 kończy się tuż za Krakowem, chociaż miała być do granicy z Ukrainą. Mimo to EURO 2012 przebiegło sprawnie, a atmosfera w Polsce i na Ukrainie była naprawdę świetna. Dziś można też z całą pewnością stwierdzić, że wspólna organizacja mistrzostw Europy bardzo zbliżyła do siebie Polaków i Ukraińców. I to mimo tego, że w trakcie

przygotowań totalnie zaniedbano problem dzielącej Polskę i Ukrainę granicy, która jest permanentnie zakorkowana, a jej przekraczanie wiąże się z wielogodzinnym czekaniem w kolejkach. Niestety, w tym zakresie nic się nie zmieniło: nie powstało ani jedno z zapowiadanych w 2007 roku ośmiu nowych przejść granicznych, nie poskromiono wszechwładnego przemytu ani korupcji. Blamażu podczas mistrzostw udało się uniknąć właściwie tylko dzięki temu, że służby graniczne obu krajów zastosowały nadzwyczajne rozwiązania i odprawiały kibiców praktycznie bez żadnej kontroli. Niestety, nic też nie zrobiono z absurdalnie wysokimi cenami połączeń telefonicznych między Polską a Ukrainą, np. dziesięciominutowa rozmowa przez komórkę mieszkańca Warszawy z jego kolegą z Kijowa kosztuje 25-30 zł. I wbrew tym wszystkim barierom, które nie zachęcają do wzajemnych odwiedzin i kontaktów, Euro 2012 pokazało, że nasze społeczeństwa chcą być razem i wzajemnie sobie kibicują. Szczególnie było to widoczne podczas meczu Polska – Rosja, kiedy mieszkańcy Kijowa i Lwowa trzymali kciuki za Polaków. A gdy Polska odpadła już z rozgrywek, a współorganizatorzy jeszcze walczyli (z Anglią), Polacy gromadnie kibicowali właśnie Ukraińcom. Polscy inter-

nauci szczerze oburzali się na krytykę Ukrainy ze strony niektórych zachodnich mediów, zwłaszcza na BBC, które nawoływało do pozostania w domach, „bo w innym przypadku można z Doniecka wrócić w trumnie”. Wyraźnie wzrosło również zainteresowanie nauką języka polskiego wśród Ukraińców i ukraińskiego wśród Polaków, co również jest zasługą wspólnej organizacji mistrzostw. Można zatem powiedzieć, że Euro 2012 osiągnęło jeden ze swoich głównych celów, którym miało być zbliżenie do siebie obu krajów i społeczeństw. Aż ciśnie się na usta komentarz, że w przyszłości przydałaby się podobnej rangi impreza polsko-słowacka (może olimpiada?), na której nasze społeczności na pewno by skorzystały. Po Euro 2012 pozostaną nam nie tylko wspomnienia, ale też odnowione dworce, nowoczesne stadiony i autostrada A2 z Niemiec do Warszawy. Część inwestycji, zaplanowanych do mistrzostw, zostanie ukończona do końca 2013 roku (np. autostrada A4). I chociaż nie wszystko się udało zbudować zgodnie z planem, to jedno jest pewne – gdyby nie motywacja, wynikająca z przygotowań do mistrzostw, to na te wszystkie, choćby i niedokończone drogi i dworce musielibyśmy poczekać jeszcze jakieś dziesięć lat. JAKUB ŁOGINOW


Julia Skidan, Rosja uro 2012 królowało w polskich mediach nie tylko w czasie trwania mistrzostw. Temat ten pojawiał się na pierwszych istrzostwa Europy stronach gazet jeszcze na długo przed pierwszym meczem. w Piłce Nożnej Euro 2012 były uwaDziennikarze relacjonowali, jak powstają drogi, stadiony, w jaki sposób żnie obserwowane przez roPolacy przygotowują się do piłkarskiego święta, by przyjąć nie tylko syjskie media. Starcia polzawodników, ale i rzesze ich kibiców. A jak w kontekście Euro 2012 skich i rosyjskich kibiców postrzegana jest Polska w innych krajach? Czy zmienił się wizerunek z 12 czerwca pokazały kanały telewizyjne. To takie podgrzewanie naszej ojczyzny za granicą? O to zapytaliśmy naszych rodaków z kilku główne konfliktów między dwoma krajami. Oczywiście, dzieli państw, których reprezentacje wzięły udział w mistrzostwach. nas trudna historia, ale najczęściej jest tak, że ludzie

E

M

tej historii dobrze nie znają, bazują jedynie na jakichś stereotypach. Sam Putin groził zemstą, a gazeta „Komersant” od 15 czerwca zapowiadała, że do Warszawy przyjadą radykalni fanatycy, by zemścić się za pobicie Rosjan. Dzisiaj już wiemy, czym wszystko się skończyło: obydwie drużyny pojechały do domu. Może taki wynik był najsprawiedliwszy?

Nicolas Schroten, Holandia istrzostwa Europy w piłce nożnej w Holandii są przyczyną narodowego szaleństwa. Całe ulice zdobi się na pomarańczowo, bo ten kolor jest kolorem narodowym. Każdy mecz Euro 2012 oglądały miliony Holendrów. Większość kibiców pominęła Polskę i poleciała prosto na Ukrainę, bo tam grał zespół pomarańczowych. Jednak ze względu na bazę treningową Holendrów sporo dziennikarzy zjechało do Krakowa, skąd ukazało się w telewizji kilka dobrych reportaży, pokazujących uroki tego polskiego miasta, co może przyciągnie tam holenderskich turystów. Ogólnie w Holandii dobrze ocenia się organizację mistrzostw w Polsce. Niestety, w mediach najgłośniej było o rasistowskich komentarzach kibiców podczas treningu Holendrów i bójkach pomiędzy polskimi i rosyjskimi kibicami. Sumując, Holendrzy zauważyli, że Kraków może być odpowiednim miastem na wakacje, ale wizerunek Polaków, pomimo fantastycznej organizacji, został nadszarpnięty przez kilku chuliganów.

M

Czesława Rudnik, Czechy ym, czym dla Polaków jest piłka nożna, dla Czechów jest hokej. Triumfy czeskiej reprezentacji podczas igrzysk hokejowych to w Czechach niemal święto narodowe. Piłka nożna nie jest aż tak popularna, jednak i ona ma wielu fanów, a ci z nich, którzy wyjechali do Polski na EURO 2012, pozytywnie oceniają organizację mistrzostw, stadiony, atmosferę, spotkanych ludzi. Bardzo dobrze pisze o Polsce czeska prasa. Jednak w komenta-

T

Dorota Hoffmann, Niemcy olska, współorganizator Euro 2012, znalazła się w centrum uwagi niemieckich mediów. Nakreślono więc wizerunek polskiego sąsiada ze wszystkich perspektyw. Trochę historii, prezentacji aktualnego oblicza kraju – głównie miast i obiektów, gdzie rozgrywane były mecze, kultury, tradycji, gastronomii, porad praktycznych dla udających się w podróż kibiców. No i garść przydatnych w każdej sytuacji zwrotów grzecznościowych i terminów sportowych, na więcej nie było sensu się silić, bo ten polski przecież tak strasznie skomplikowany. Miejsce znalazło się też na wszelkiego rodzaju ciekawostki,

P

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

ubarwiające relacje. Bo jak tu nie wspomnieć choćby o tym, że „Dama z łasiczką”, autorstwa wielkiego Leonarda da Vinci, równie piękna jak jej siostra „Mona Lisa”, osiadła na stałe w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Albo o polskich barach mlecznych – europejskim fenomenie. Tematy mniej przyjemne, związane z przygotowaniami imprezy i towarzyszącymi jej nastrojami

w Polsce, potraktowano marginalnie, by nie mieszać się zbytnio w wewnętrzne rozgrywki. O cieniu, który rzuciły na mistrzostwa potyczki chuliganów, towarzyszące meczowi Polska – Rosja, pisali niemalże wszyscy. Była to jednocześnie okazja do naświetlenia Niemcom, zwłaszcza młodszej generacji, niezbyt dobrze znanych im relacji historycznych między obydwoma krajami. Komentarze miały charakter rzeczowy i powściągliwy, bez histerii, a ich autorzy wykazali dużą świadomość delikatności tematu. Z nutą żalu zareagowały niemieckie media na wypadnięcie gospodarzy z turnieju, żegnając ekipę polską jako „sympatycznego pokonanego”. Przypomniano odległy czas glorii polskich

rzach internautów, którzy w Polsce dawno, a może nawet nigdy nie byli, już nie zawsze jest tak miło. Pojawiają się też stereotypowe, powtarzane od dziesiątków lat opinie o Polakach: że leniwi, pijacy, złodzieje, brudasy, zabobonni (czytaj: religijni), nacjonaliści (czytaj: patrioci). W mniemaniu tych internautów Czesi to naród lepszy, którym wyżej wymienione cechy są obce. piłkarzy na arenie międzynarodowej, ale nie ukrywano też zdziwienia, co do nazbyt liberalnych reakcji niektórych wielkich gazet polskich na przyczyny klęski własnej jedenastki i jej sprawców. Medialne echo tegorocznych ME pozostawiło w niemieckiej świadomości publicznej poczucie, że Polska nadal pozostaje pod wieloma względami nieodkrytym krajem. Wracający z Polski niemieccy kibice wywieźli w większości pozytywne wrażenia, niektórzy z nich tam wrócę, jako turyści, tego są pewni. A i wśród tych, śledzących Euro 2012 przed telewizorem, dojrzewa pomysł, żeby wakacje spędzić tym razem właśnie w Polsce, gdzie tyle nowego, no i przecież tak blisko. 33


Marlena Gałczyńska, Dania

Ewa Hołodkowa, Ukraina

uro 2012 niestety niewiele zmieniło w medialnym postrzeganiu naszego kraju przez Duńczyków. Od kilku lat duńskie media lansują bardzo niesprawiedliwy i skrzywiony obraz Polski, ugruntowując w swoich odbiorcach negatywne, antypolskie postawy. Co prawda pochwalili polskie stadiony i rozmach zorganizowanej sportowej imprezy, jednak tradycyjnie skupili się na elementach negatywnych. Podczas meczu Polska – Rosja wysłali do Warszawy swoją korespondentkę wojenną Ulle Terkelsen, która zazwyczaj przekazuje Duńczykom wiadomości z tak niespokojnych rejonów, jak Irak czy Afganistan. Tego dnia Kopenhaga częstowała duńskiego widza nieustanną gorącą linią z Warszawy, uporczywie pokazując zdjęcia z zamieszek. Pokazano Polskę jako kraj niebezpieczny, który nie potrafi zapanować nad agresją dzikich kibiców. Duńskie media robiły wszystko, by zniechęcić swoich obywateli do odwiedzenia Polski. Szczytem owej negatywnej duńskiej propagandy była informacja o zamordowaniu w Polsce Rosjanina, które to wydarzenie do tej pory nie zostało oficjalne potwierdzone. Rosjanie zostali wylansowani na spokojny odwiedzających Polskę turystów, napadniętych przez dzikich polskich kibiców. Taki obraz Polski w duńskich mediach pokazywany jest niestety od kilku lat i to bezkarnie. Manipulacja taka jest bardzo prosta w przypadku tak niewielkiego społeczeństwa, w którym zaledwie niewielki procent posiada wykształcenie wyższe.

to, by Ukraińcy mieli dobre zdanie o Polsce, dbamy na co dzień, pracując w promujących Polskę i jej kulturę stowarzyszeniach. Jesteśmy ambasadorami Polski i polskości na naszym terytorium i tak, jak postrzegają nas, tak postrzegają Polskę. Euro 2012 jeszcze bardziej zbliżyło Polskę i Ukrainę. Te mistrzostwa to przede wszystkim ogromne wydatki, ale i również ogromna promocja naszych krajów na zewnątrz. Polacy i Ukraińcy dobrze się znają i choć historia w różny sposób poznaczyła nasze narody, możemy budować przyjacielskie stosunki. Właściwie najważniejsze jest to, czy nasze kraje spodobały się Szwedom, Niemcom, Grekom i innym, czy oni wszyscy będą chcieli do nas wrócić i rozwijać współpracę.

E

O

Krystyna Barani, Chorwacja ieszkam w Chorwacji już 43 lata i spotykam się z pozytywnym podejściem do naszych rodaków. Chorwaci bardzo dobrze odbierają Polaków, sporo się pisze w tutejszej prasie na temat naszego kraju, szczególnie w kontekście gospodarczych sukcesów. W związku z Euro 2012 pojawiło się sporo infor-

M

macji na temat pięknych stadionów i wysokiego poziomu przygotowań do mistrzostw. Nie wiem, czy się to przełoży również na zainteresowanie naszym krajem jako celem wypraw turystycznych, bowiem to raczej Polacy przyjeżdżają do Chorwacji, by odpocząć podczas urlopu. Ale z pewnością pozytywne opinie po mistrzostwach spowodują jeszcze lepsze podejście do polskich turystów.

Patek Philippe, czyli historia ponadczasowych czasomierzy egarki szwajcarskiej firmy Patek Philippe od ponad wieku są zaliczane do najdroższych oraz najbardziej eleganckich czasomierzy na świecie. Ceny niektórych modeli mogą przyprawić o ból głowy, sięgają bowiem kilkuset tysięcy złotych za egzemplarz. Na brak klientów i zamówień firma jednak nie narzeka. W ciągu 160 lat od założenia Patek Philippe jej klientami byli monarchowie, kilkuset premierów i prezydentów oraz tak znaczące postaci, jak Albert Einstein, Lew Tołstoj, Pablo Picasso czy Maria Skłodowska-Curie. Zachwycając się luksuso-

Z

34

POLAK

wymi zegarkami Patek Philippe, niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że ojcem-założycielem Patek Philippe był Polak Antoni Patek. Los Patka do momentu osiedlenia się w Genewie przypominał losy setek jego polskich rówieśników. Urodził się w rodzinie drobnej szlachty; mając 10 lat przeniósł z rodzicami do Warszawy. Pięć lat później, w 1827 roku, skończyło się jego dzieciństwo – był zmuszony iść do pracy, by po śmierci

ojca zarobić na utrzymanie rodziny. Kiedy w 1830 roku wybuchło powstanie listopadowe, wziął w nim czynny udział. Po upadku powstania (w którym był dwa razy ranny) w 1831 roku wyemigrował do Francji, jednak po krótkim czasie zdecydował się na przeprowadzkę do Szwajcarii. Tam, w Genewie osiadł już na stałe. Początkowo skupił się na nauce malarstwa pejzażowego, jednak dość szybko zainteresowało go zegarmi-

POTRAFI

strzowskie rzemiosło. Zainteresowanie przerodziło się w fascynację pięknymi, bogato zdobionymi czasomierzami. Patek kupował od genewskich zegarmistrzów mechanizmy i zlecał ich oprawę w złoto i szlachetne kamienie jubilerom. W 1839 roku z Franciszkiem Czapkiem, polskim emigrantem czeskiego pochodzenia, otworzył manufakturę zegarków artystycznych. W 1845 roku Patek rozstał się z Czapkiem i zaczął działać na własną rękę. Dla dalszego rozwoju firmy była to jedna z najważniejszych decyzji. Czapek był bowiem konserwatywny, jeśli choMONITOR POLONIJNY


Marta Garcia Pinto Cerqueira, Portugalia

Tadeusz C. Urbanski, Szwecja

Portugalii mieszkam od sześciu lat i zauważyłam, że mieszkańcy tego kraju bardzo mało wiedzą o Polsce. Jedyne skojarzenia dotyczą papieża Jana Pawła II, Lecha Wałęsy oraz Auschwitz. Wielu Portugalczyków nawet nie wie, że jesteśmy już członkami Unii Europejskiej! A główne obawy przed Polską dotyczą rasizmu! Euro 2012 oczywiście zwróciło na nas uwagę. Znajomi zaczęli pytać o ciekawe miejsca na wakacje. Myślę, że te mistrzostwa otworzą oczy obcokrajowców na nasz kraj i zachęcą ich do odwiedzin, a może nawet do inwestycji.

zwedzkie media na długo przed Euro 2012 przekazywały prawie same dobre opinie o Polsce. Prawie – bo w kwietniu i maju pisano o złych warunkach panujących na budowach stadionów. Chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo pracy. W przygotowaniach do Euro bardziej krytykowano Ukrainę. Z całą pewnością Polska tak dobrej prasy nie miała w Szwecji od wielu lat. Stadiony, autostrady, drogi, udekorowane miasta ze swoimi strefami kibica i ludzie, którzy przejęci europejskim festiwalem futbolu byli serdeczni i gościnni. W korespondencjach podkreślano, że mistrzostwa podniosą rangę Polski nie tylko w Europie, że Polskę przestanie się zaliczać do Europy Wschodniej, przesuwając ja na mapie gospodarczej ku Skandynawii, w rejon Europy Północnej. W licznych reportażach pokazywano Polskę wychodzącą z europejskiego kryzysu z najszybszym przyrostem gospodarczym, jako państwo zorganizowane, chociaż ciężko doświadczone przez historię. W oczach korespondentów szwedzkich Polska to kraj z receptą na sukces. Wielu Szwedów i to najczęściej młodych obiecywało, że wróci do Warszawy, Krakowa lub Wrocławia, wszystkim zaimponowały też warszawskie drapacze chmur, bogate centra handlowe i stadion. Red.

W

Wojciech Wrona, Irlandia izerunek Polski w Irlandii ewaluował. Polska jest tu bardzo pozytywnie postrzegana. Polacy, uogólniając, cieszą się dużą sympatią Irlandczyków. Polska nie prowadzi swojej stałej oficjalnej kampanii reklamowej w Irlandii, więc można o niej usłyszeć tylko co jakiś czas, przy okazji większych wydarzeń. Dzięki Euro 2012 upowszechnił się tu wizerunek Polski jako kraju, w którym lu-

W

dzi o konstruowanie zegarków, nie chciał wprowadzać zmian i szukać ulepszeń. Patek z kolei pragnął tworzyć zegarki nie tylko piękne niczym biżuteria, ale i nowoczesne. Traf chciał, że podczas wystawy przemysłowej w Paryżu spotkał zdolnego francuskiego zegarmistrza Adriena Philippe’a, konstruktora nowatorskiego mechanizmu naciągowego z koronką (jego użycie wyeliminowało potrzebę nakręcania zegarka kluczykiem). Panowie szybko znaleźli wspólny język i niebawem Francuz został dyrektorem technicznym w firmie Patka. Zegarki Patek Philippe zdobyły uznaLIPIEC - SIERPIEŃ 2012

S

dziom żyje się bogato i dostatnio, co jest efektem długoletniego już wzrostu gospodarczego. Efektem tegorocznych mistrzostw jest pomysł na zorganizowanie meczu Ireland – Poland Friendly, czyli przyjacielskiego meczu Irlandia – Polska. Ci Irlandczycy, którzy podczas Euro 2012 odwiedzili Polskę, chętnie wybiorą się tam jeszcze raz, ale już w towarzystwie swoich rodzin i przyjaciół. Dzięki Euro 2012 Polska zyskała w oczach Irlandczyków jako atrakcja turystyczna.

nie nie tylko dzięki nieprzeciętnej urodzie i precyzji. Wiele rozwiązań, dziś uważanych za oczywiste, użytkownicy zegarków zawdzięczają właśnie tej firmie. Należą do nich choćby wspomniany już mechanizm naciągowy, wymyślony przez Philippe’a, jak i konstrukcja jednego z pierwszych na świecie miniaturowych zegarków na rękę (Patek Philippe wyprodukował taki już w 1868 roku dla węgierskiej księżnej Kocewicz), a także wprowadzenie rocznego kalendarza i faz księżyca oraz pierwszy zegarek z automatycznym naciągiem. Już w 1841 roku zegarki

sygnowane przez Patka były wyposażone w niezależne sekundniki. Ciekawostką niech będzie to, że w 1989 roku, wiele lat po śmierci założyciela, to właśnie Patek Philippe zaprezentował najbardziej skomplikowany zegarek na świecie – zbudowany z 1728 elementów Caliber 89. Wróćmy jeszcze na chwilę do Antoniego Patka. Na emigracji pozostał do końca życia, ale nie przestał interesować się sprawami Polski. Wspierał wydarzenia Wiosny Ludów, opiekował się uchodźcami po klęsce powstania styczniowego. Zmarł w 1877 roku, jako właściciel cenionej marki, ulubionej przez arystokrację i już wtedy kultowej. Choć miał spadkobierców,

firma nie została w jego rodzinie, nie trafiła też w ręce krewnych Adriena Philippe’a. Kilkakrotnie w wyniku rozmaitych zawirowań zmieniała właścicieli (co ciekawe, żaden z nich nie odważył się zmienić nazwy) i dopiero w 1929 roku trafiła do rodu Sternów, którzy kierują nią do dziś. KATARZYNA PIENIĄDZ 35


Kanał Augustowski i jego budowniczowie ależy do wspólnego europejskiego dziedzictwa przemysłowego, budził podziw, gdy powstawał, budzi podziw i dziś, po niemal dwustu latach. Kanał Augustowski to dzieło polskich inżynierów, największa inwestycja Królestwa Polskiego.

N

Zbudowany w XIX w., do dziś najdłuższy kanał żeglowny w Polsce powstał jako część większego projektu, na czele którego na początku stał minister skarbu Królestwa Polskiego książę Ksawery Drucki-Lubecki. Ten pragmatyczny polityk w oparciu o współpracę ekonomiczną z Rosją chciał zmienić Kongresówkę w silny organizm gospodarczy. I w dużej mierze mu się to udało. Królestwo Polskie, obok Górnego Śląska, było najszybciej rozwijającą się częścią porozbiorowej Polski. Z inicjatywy księcia Druckiego-Lubeckiego powstały np. nowe zakłady hutnicze i górnicze w Zagłębiu Staropolskim, a w okręgu łódzkim nowoczesny ośrodek przemysłu włókienniczego z pierwszymi maszynami parowymi. On też, wprowadzając podatki konsumpcyjne oraz monopole państwowe, nie tylko zlikwidował deficyt budżetowy Królestwa, ale w krótkim czasie doprowadził do powstania nadwyżek budżetowych, umożliwiających korzystne inwestowanie. Jednak ten rozwój nie był bezproblemowy. Zagrożeniem dla niego stała się wojna celna między Królestwem i Rosją a Prusami, praktycznie odcinająca Polaków od Bałtyku. Coraz wyższe cła, nakładane przez Prusy na towary spławiane Wisłą do Gdańska, a stamtąd do świata, wyraźnie zmniejszały polski eks-

36

Książę Ksawery Drucki-Lubecki

Generał Ignacy Prądzyński

port i import. Na tę niekorzystną sytuację książę Drucki-Lubecki zareagował inicjatywą zbudowania okrężnej drogi wodnej, omijającej Pomorze, a łączącej dorzecze Wisły z Niemnem i dalej prowadzącej do łotewskiego portu w Windawie (obecnie Ventspils). Takie rozwiązanie wymagało budowy dwu kanałów – na terytorium Królestwa Kanału Augustowskiego od Biebrzy do Niemna, a na terenie rosyjskim Kanału Windawskiego, łączącego rzekę Dubissę z Wentą. W 1822 roku minister skarbu przekonał do swej koncepcji cara Aleksandra I. Sprawa budowy nowej drogi wodnej nabrała przyspieszenia, gdy w kwietniu 1823 roku Prusy zwiększyły cło – sześcio-, a nawet trzynastokrotnie w porównaniu z rokiem poprzednim – na spławiane Wisłą zboże i inne towary. W celu oceny pomysłu księcia Druckiego-Lubeckiego, dokonania prac pomiarowych i ewentualnego przygotowania projektów na wododziały Wisły i Niemna skierowano dwie ekipy badawcze: polską i rosyjską. Ekipą polską, wysłaną przez wielkiego księcia Konstantego, kierował podpułkownik Kwatermistrzostwa Generalnego armii polskiej Ignacy Prądzyński, a rosyjską, delegowaną przez Główny Zarząd Dróg i Komunikacji w Petersburgu, podpułkownik Karol I. Reese. Prace obu

ekspedycji badawczych trwały od połowy czerwca do listopada 1823 roku. Niezależnie od siebie każda z nich dokonała szeregu pomiarów geodezyjnych wybranych połączeń, na podstawie których na początku 1824 roku opracowano wstępne projekty trasy przyszłej drogi wodnej. Projekty te po zaopiniowaniu ich przez właściwe komisje techniczne przedłożono carowi Aleksandrowi I. Ten z końcem maja podjął decyzję o rozpoczęciu budowy kanału wg projektu podpułkownika Ignacego Prądzyńskiego. Po zweryfikowaniu obu planów przez komisję generałów i zatwierdzeniu jej ustaleń przez Radę Administracyjną Królestwa Polskiego 15 lutego car ostatecznie zatwierdził plan budowy. Po obu stronach realizacją projektu zajmowało się wojsko. Po stronie polskiej był to Korpus Inżynierów, dowodzony przez francuskiego inżyniera wojskowego, generała Jana Chrzciciela de Grandeville Malletskiego, który po udziale w kampanii napoleońskiej pozostał w Polsce, przyjmując służbę najpierw w armii Księstwa Warszawskiego, później w armii Królestwa Polskiego. Brał on też udział w projektowaniu i rozbudowie fortyfikacji Modlina i Zamościa. Z nadania cara Aleksandra I w 1816 otrzymał szlachectwo polskie, herb Bastion i zgodę na zmianę nazwiska na Grandeville-Malletski. W latach 1824-1831 jemu też powierzono dyrekcję i ogólny nadzór nad budową kanału. Pierwszym kierownikiem budowy (do listopada 1825 r.) został jej projektant Ignacy Prądzyński, uczestnik kampanii napoleońskiej, bitwy narodów pod Lipskiem, obrony Paryża w 1814 roku. W armii Królestwa Polskiego dał się poznać jako zdolny inżynier, związany z konspiracją niepodległościową – Związkiem Kosynierów, potem z Towarzystwem Patriotycznym i Wolnomularstwem Narodowym, za co w latach 1826-1829 był więziony. Prace przy budowie kanału rozpoczęto w lipcu 1824 roku od regulacji Biebrzy i Netty. Równocześnie MONITOR POLONIJNY


wzdłuż trasy przyszłej drogi wodnej przygotowywano zaplecze surowcowe – powstały tam cementownie, dwie cegielnie, zaś huta i odlewnia żeliwa w dobrach hrabiego Karola Brzozowskiego zostały przygotowane do zabezpieczenia dostaw żelaza. W pobliżu wyrastały jak grzyby po deszczu warsztaty kowalskie, stolarskie, ślusarskie. Na potrzeby budowy Kanału Augustowskiego wypracowano technologię i uruchomiono produkcję wapna hydraulicznego, zwanego augustowskim, które zapewniało odpowiednią twardość i wytrzymałość materiałów budowlanych. Budowę śluz rozpoczęto w 1825 roku. Ich parametry nie ustępowały parametrom stosowanym wówczas w Europie Zachodniej. Zadbano również o ich estetykę, łącząc umocnioną czerwoną cegłę zewnętrznych obudowań z białym piaskowcem i w ten sposób nawiązując do polskich barw narodowych. Śluzy te wyrównywały różnicę poziomów wody między poszczególnymi zbiornikami, a ta wynosiła od 0,8 m do 9,80 m. Im była większa, tym bardziej skomplikowaną śluzę trzeba było zbudować. Na całej długości kanału różnica poziomów wynosiła aż 54,05 m. Budowano spiętrzające wodę jazy, mosty zwodzone lub stałe, a przy każdej śluzie drewniane lub murowane domy dla obsługi kanału. Trzeba też było przekopać niezliczone kilometry ziemi, a – przypomnijmy – był to początek XIX stulecia i większość prac wykonywano ręcznie. Do wbijania pali używano kafarów, a wodę usuwano z wykopów prymitywnymi pompami. Nie dziwi więc, że – jak pisze znawca historii budowy kanału Wojciech Badura – w okresach najintensywniejszych robót pracowało jednocześnie od 4 do 7 tysięcy ludzi. Oprócz Polaków byli to Litwini, Białorusini i Niemcy z wolnego najmu. Okoliczni chłopi za pracę przy budowie kanału uzyskiwali wolność, co upamiętniono, nadając jednej ze śluz nazwę Swoboda. Praca była sezonowa; zaczynano wiosną, kończono jesienią. LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Większość prac budowlanych wykonano do wiosny 1830 roku. Budowę przerwano w styczniu 1831 roku na skutek działań powstania listopadowego. Przerwa trwała do roku 1833. Po klęsce powstania i likwidacji wojska polskiego budowę kanału przejął cywilny Zarząd Komunikacji Lądowych i Wodnych, a nadzór nad nią objął wybitny specjalista major Teodor Urbański. Zmienił się też sposób jej finansowania; do roku 1831 wydatki pokrywano z nadwyżek budżetowych Królestwa Polskiego, po wznowieniu prac z pożyczek, udzielanych przez Bank Polski, refundowanych bezpłatnym przejmowaniem lasów augustowskich i kurpiowskich. Budowę Kanału Augustowskiego, której koszt wyniósł 14 milionów ówczesnych złotych, ukończono w 1838 roku. W 1839 roku rozpoczęto żeglugę na całej jego długości, wynoszącej od połączenia z Biebrzą do śluzy Niemnowo 101,20 km (po II wojnie światowej 82 km znalazły się w Polsce, pozostałe na Białorusi). Tę drogę wodną, łączącą dorzecze Wisły z Niemnem, tworzy 44,85 km sztucznych przekopów, 35,05 km skanalizowanych rzek, 21 km jezior. Na kanale wybudowano 18 murowanych śluz (dziś 14 znajduje się w granicach Polski, 3 na Białorusi, 1 w pasie granicznym), 29 jazów, 10 mostów zwodzonych, a przy kanale 24 drewniane lub murowane budynki dla obsługi śluz, jazów i mostów. Pod względem technicznym kanał nie ustępował budowanym wówczas drogom wodnym w Anglii, Francji, Holandii czy Danii. Polscy inżynierzy zbudowali dzieło, które przetrwało próbę czasu, a zachowane w stanie bliskim pierwotnemu obiekty do dziś nie zmieniły zasad swego działania. Obok projektanta kanału gen. Ignacego Prądzyńskiego, który wszedł do historii przede wszystkim jako wybitny strateg, autor wielu prac z zakresu wojskowości, jeden z przywódców powstania listopadowego, wspomnijmy przynajmniej niektórych jego budowniczych. W polskiej ekipie badawczej praco-

wał też znakomity ówczesny kartograf Wojciech Chrzanowski, późniejszy szef sztabu armii powstańczej, po klęsce powstania na emigracji, w 1849 roku naczelny wódz armii piemonckiej, kierujący też pracami nad wydaniem w Paryżu wielkiej mapy Polski. Wielu inżynierów, związanych z budową kanału, wzięło udział w powstaniu listopadowym, a po jego upadku znalazło się na emigracji. Należał do nich np. Jan Paweł Lelewel (brat historyka Joachima Lelewela), budowniczy m.in. śluzy Swoboda, późniejszy projektant warszawskiego siedmioprzęsłowego murowanego mostu łukowego przez Wisłę, dojazdu do niego i przystani rzecznej. Osiadłszy w Szwajcarii, został naczelnym inżynierem budowy dróg i mostów kantonu berneńskiego. Opracował też projekt regulacji wodnej i osuszenia podmokłych terenów regionu Seeland, projekty regulacji innych szwajcarskich rzek, budowy dróg i mostów, kanałów i śluz, m.in. kanału łączącego jeziora Thun i Brienz.

Po upadku powstania z całą dowodzoną przez siebie kolumną emigrował do Francji porucznik inżynier Michał Horain, który na Kanale Augustowskim zbudował m.in. śluzę Paniewo. W południowej Francji zajmował się on budową dróg i mostów, był też budowniczym pierwszej linii kolejowej Lyon-Marsylia. Barwne były losy innego wojskowego inżyniera, Augusta Szulca, powstańczego dowódcy korpusu inżynieryjnego w twierdzy Modlin. Po powstaniu dotarł on przez Francję do Egiptu, gdzie służył w armii egipskiej, budował fortyfikacje, odkrył pokłady węgla kamiennego w Libanie. W 1835 roku przeszedł na islam i przyjął nazwisko Jussuf-aga. Został nawet doradcą egipskiego paszy, a w 1840 roku kierował obroną Akry 37


przed połączonymi flotami angielską, austriacką i turecką. W latach 18471857 był naczelnym dowódcą wojsk technicznych Egiptu. Z innych znanych inżynierów wspomnieć wypada jeszcze znakomitego hydrologa majora Teodora Urbańskiego, sprawującego w latach 18331839 nadzór bankowy nad budową kanału. Był on założycielem i dyrektorem Szkoły Inżynierii Cywilnej, Dróg i Mostów przy Uniwersytecie Warszawskim, autorem m.in. planu ochrony Kalisza przed powodzią, twórcą Kaliskiego Węzła Wodnego. Technologię produkcji wapna hydraulicznego, używanego przy budowie śluz na Kanale Augustowskim, opracował i nadzorował porucznik inż. Feliks Pancer, późniejszy projektant mostów na Narwi, Wieprzu, Bugu i Wiśle, wodociągów dla Warszawy, budowniczy Nowego Zjazdu z placu Zamkowego do Wisły, zwane-

go wiaduktem Pancera, a od 1830 roku generalny dyrektor dróg, komunikacji lądowej i wodnej. Z budową kanału byli też związani Józef Spórny – pionier polskiego przemysłu bitumicznego i Konstanty Jodka, specjalista od uspławniania Wisły, naczelny inżynier Warszawy. Podobnie jak strona polska, również strona rosyjska w 1831 przerwała budowę Kanału Windawskiego, ale w odróżnieniu od Polaków już do niej nie powróciła. Na taką decyzję wpłynęły przede wszystkim zwiększone koszty budowy i dość wątpliwe korzyści, płynące z przyszłej eksploatacji kanału, ponieważ rząd pruski, widząc determinację, z jaką Polacy przystąpili do budowy nowej drogi wodnej, już w 1825 roku wycofał się z wojny celnej z Królestwem Polskim i Rosją. Pruskie cła tranzytowe na towary spławiane Wisłą powróciły do poziomu sprzed roku

1820, przy zachowaniu polskich ceł zaporowych, chroniących rodzimą produkcję włókienniczą. Zaniechanie budowy po stronie rosyjskiej zmieniło status Kanału Augustowskiego – z planowanego ważnego odcinka międzynarodowej drogi wodnej stał się on trasą o znaczeniu lokalnym i jako taki przyczynił się do pewnego ożywienia gospodarczego zaniedbanych północno-wschodnich terenów Kongresówki oraz pogranicza litewsko-białoruskiego. Do końca lat 50. wieku XIX przede wszystkim spławiano nim sól z warzelni ciechocińskich oraz drewno. Po ustaleniu granicy celnej między Królestwem Polskim i Rosją sól przestano spławiać, a kanałem transportowano już tylko drewno i płody leśne. Na początku lat 60. próbowano wykorzystać spiętrzenia wód na kanale dla celów przemysłowych, jednak wybuch powstania styczniowego udaremnił realizację tego projektu. Później już do niego nie powrócono. W drugiej połowie wieku XIX Kanał Augustowski, podobnie jak inne europej-

Podróżowanie z Beatą Pawlikowską

K

siążki podróżnicze, ukazujące różnorodność świata, od zawsze budziły zainteresowanie czytelników, zaspokajają bowiem odwieczną i naturalną ciekawość człowieka.

Od czasów, gdy z wypiekami na twarzy podróżowaliśmy po Ukajali z Arkadym Fiedlerem czy po zimnej Północy z Czesławem Centkiewiczem, w rzekach świata upłynęło wiele wody, a na podróżniczym niebie pojawiły się nowe gwiazdy, z którymi warto udać się w dalekie czytelnicze podróże. Jedną z takich gwiazd przewodnich jest Beata Pawlikowska, dla której podróże, a następnie pisanie o nich stało się sposobem na życie. Zaczęło się od wyimaginowanych podróży dziewczynki z Koszalina, 38

która chciała sprawdzić, jak żyją inni ludzie. Potem, kiedy już dorosła, nadszedł czas, gdy pracując w radio, tłumacząc filmy, komiksy intensywnie oszczędzała na bilet lotniczy. W końcu pojechała do Meksyku i Hondurasu. Potem do Kolumbii. Dziś, kiedy może robić, co chce, jeździć kiedy i gdzie chce, pamięta ciągle zachwyt, poczucie szczęścia, fascynację, jakich wówczas, czyli ponad dwadzieścia lat temu doświadczyła. Zrodziło się wtedy pragnienie doznawania takich uczuć jak najczęściej. Teraz podróżuje po wszystkich

kontynentach. Ciekawią ją „rzeczy, zdarzenia lub miejsca, które nie zostały opisane w żadnym przewodniku lub książce”. W swych samotnych wyprawach kieruje się intuicją i instynktem. „Lubię, kiedy niespodziewanie odkrywam coś, z czego nie zdawałam sobie sprawy i co wydaje mi się tak fascynujące i ciekawe, że natychmiast ruszam jego tropem” – zwierza się Beata Pawlikowska w wywiadzie, udzielonym Magdalenie Walusiak z okazji wydania swej najnowszej książki Blondynka w Chinach (National Geogra-

phic, Warszawa 2012). Chiny widziane przez Pawlikowską różnią się od tych znanych nam z medialnego przekazu czy dotychczasowych lektur. Zaskoczyły też samą autorkę, którą poznawanie tego kraju, jego kultury i ludzi doprowadza do radykalnego wniosku, że „wszystko, co mówi się o Chinach w Polsce, to nieprawda”, i do podjęcia polemiki z dotychczasowymi schematami myślowymi na ich MONITOR POLONIJNY


skie kanały śródlądowe, przegrywał konkurencję z koleją żelazną, dokładniej z otwartym w 1862 roku połączeniem kolejowym Warszawa – Petersburg czy późniejszym połączeniem z Grajewa do Brześcia. Na kanale pozostał już tylko flis drewna. Ani książę Ksawery Drucki-Lubecki, ani generał Ignacy Prądzyński nie przewidzieli jednak innej funkcji Kanału Augustowskiego, którą ten zaczął pełnić dokładnie sto lat temu i z powodzeniem pełni ją do dziś. Latem 1912 roku po raz pierwszy przepłynęli go turyści, a było to na pokładzie łodzi motorowej „Seerose”, należącej do przedsiębiorstwa żeglugowego Schiffs Reederer Adolf Tetzlaff. Zainteresowanie rejsami po kanale musiało być na tyle duże, że panu Tetzlaffowi opłaciło się w tym samym roku spuścić na wodę jeszcze jeden statek – „Hertę”. I tak przed stu laty Kanał Augustowski obok roli spławnej dla drewna z okolicznych lasów zaczął pełnić funkcję wodnego szlaku turystycznego. W dwudziestoleciu międzywojentemat. Z argumentami autorki możemy się zgadzać lub nie, ale i ich odrzucenie nie umniejsza walorów poznawczych książki, która wiele spraw objaśnia i prostuje, np. konfrontuje naszą ocenę zarządzenia chińskich władz, ograniczającego liczbę posiadanych dzieci do jednego, z tym, jak je oceniają sami Chińczycy. Ta książka to ciąg zdumień autorki nad stylem życia, codzienną rzeczywistością, chińskim sposobem myślenia czy chińską kuchnią i sposobem parzenia herbaty. Fascynacja Pawlikowskiej krainą, gdzie niemal „wszyscy żyją zgodnie z pozytywną filozofią taoizmu, buddyzmu lub konfucjanizmu, które zalecają bliski kontakt z naturą, pracę nad własnym rozwojem i przyszłością”, udziela się i nam, LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

nym kanał, przebiegający przez atrakcyjne tereny Puszczy Augustowskiej i lasów grodzieńskich, przez urokliwe jeziora i Czarną Hańczę, przyczynił się do rozwoju turystyki w całym wielokulturowym regionie, a położony nad kilkoma jeziorami niewielki Augustów, który stał się letnią stolicą Polski, zaczęto nazywać Wenecją Północy. Białej flocie przybyły na kanale dwa statki, „Hini” i „Konrad”, a od roku 1927 na całej jego długości uruchomiono regularne rejsy pasażerskie. Wielką modę kajakową zapoczątkowali na nim warszawscy harcerze. Nie była to moda przemijająca, bowiem kajakarze pozostali kanałowi i Czarnej Hańczy, Rospudzie i Biebrzy wierni do dziś. Od 2008 roku, kiedy to Białoruś po odbudowie uprzystępniła część kanału, znajdującą się od końca II wojny światowej w jej granicach, przez jedyne kajakowe przejście graniczne na śluzie Kurzyniec można ponownie dopłynąć do Niemna, zwiedzając po drodze atrakcyjną Ziemię Grodzieńską. Kanał Augustowski wraz z budynkami i urządze-

czytelnikom jej książki. Rozmowy z ludźmi, z którymi się zaprzyjaźniła, anegdoty, dygresje, czasem dowcipne komentarze i spostrzeżenia, tak charakterystyczne dla książek podróżniczych Pawlikowskiej, sprawiają, że Blondynkę w Chinach czyta się jednym tchem. Zachęcają też do sięgnięcia po inne książki tejże autorki, pisane z równą swadą o równie ciekawych miejscach na wszystkich kontynentach. Beata Pawlikowska podróżuje wiele i równie wiele pisze, uważa bowiem, że poznawanie świata, przeżywanie przygód, zbieranie doświadczeń to tylko połowa jej radości, druga połowa przychodzi, gdy za pośrednictwem radia, telewizji, gazety czy książki może się nimi podzielić z ludźmi, a w tym dzieleniu

niami (do granicy państwowej) znajduje się od roku 1979 w polskim rejestrze zabytków, a od kwietnia 2007 roku dzięki Rozporządzeniu Prezydenta RP został uznany za pomnik historii. Ochroną objęto także całą strefę krajobrazową wzdłuż kanału. Jako obiekt techniczny o wyjątkowym znaczeniu historycznym Kanał Augustowski został włączony do Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego (European Route of Industrial Heritage, ERIH), sieci łączącej ponad 850 europejskich obiektów zabytkowych, takich jak krajobrazy postindustrialne, nieczynne kompleksy przemysłowe czy pojedyncze fabryki i zakłady. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

jest niebywale szczodra. Zliczenie wszystkich książek, które ma na swym koncie, pozostawiam jej biografom, obawiając się pomyłki, nie podaję też liczby tych z serii z „Blondynką”, którą szczególnie polecam uwadze czytelników. W 2001 roku podróżniczka otrzymała Nagrodę im. Arkadego Fiedlera „Bursztynowy Motyl” za Blondynkę w dżungli, zaś za Blondynkę na Kubie w 2006 roku została uhonorowana Nagrodą im. Beaty Pawlak. Blondynka śpiewa w Ukajali z 2003 roku była pierwszą książką polskiego autora, wydaną przez National Geographic. „Blondynek” było wiele. „Blondynka” była m.in. na Czarnym Lądzie, na safari, w Tybecie, na Wyspie Wielkanocnej, poznawała tajemnice Majów. W samym ro-

ku 2011 National Geographic wydało jej osiem książek: Blondynka na tropie tajemnic, Blondynka w Indiach, Blondynka w Meksyku, Blondynka w Kambodży, Blondynka w Australii, Blondynka w zaginionych światach, Blondynka w Peru oraz Blondynka w Amazonii. Jest więc z czego wybierać. Autorka w swych podróżach najczęściej wraca do Ameryki Południowej, o której mówi, że jest „fascynująca, niebezpieczna, pełna tajemnic”, dokumentuje tam życie amazońskich Indian. Fascynująca, odkrywająca wiele tajemnic świata i ludzi będzie też czytelnicza podróż z Beatą Pawlikowską, laureatką Nagrody im. Magellana za wytrwałe promowanie mody na podróżowanie. DANUTA MEYZA-MARUŠAK 39


Łelkam tó Londek emat numer jeden nie ustępuje. Trudno przed nim uciec, a powtarzać się nie lubię. Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, czyli oficjalnie UEFA EURO 2012 pojawiają się w informacjach na tematy polityczne, gospodarcze, społeczne, ekologiczne i inne.

T

Przed nami XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie, choć ich temat zupełnie zginął w powodzi wszelkiej maści informacji o rozgrywanych w Polsce (i na Ukrainie) mistrzostwach Europy. Jak wypadli nasi, już wiemy. Po emocjach piłkarskich nadchodzą emocje multidyscyplinarne. Igrzyska XXX Olimpiady (tak brzmi ich poprawna nazwa, bo „olimpiada” to – historycznie biorąc – okres pomiędzy igrzyskami) to wielodyscyplinarne zawody sportowe, które odbędą się w Londynie między 27 lipca i 12 sierpnia 2012 roku. Miasto już po raz trzeci będzie gościło igrzyska olimpijskie (IO) – poprzednie odbyły się tu w 1908 i 1948, miały się też odbyć w roku 1944, ale z powodu II wojny światowej zostały odwołane. Sztafeta z ogniem olimpijskim biegnie już od 19 maja. W ciągu 70 dni ok. 8 tys. biegaczy (połowa to osoby w wieku 12-24 lata) przebędzie 8000 mil, tj. 12,8 tys. kilometrów, i dotrze do ponad 1000 miejscowości w Wielkiej Brytanii (do każdego hrabstwa w Anglii oraz lokalnych okręgów w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej). Ogień, transportowany za pomocą różnych środków lokomocji, m.in. kolejką linową (w miejscowości Matlock Bath), tramwajem, pociągiem, balonem, łodzią (po Tamizie) oraz rowerem, dotrze także na walijski szczyt Mount Snowdon (1085 m n.p.m.) oraz do Bready w Irlandii Północnej, miejscowości, w której mieszkają zaledwie 93 osoby. Sztafeta go niosąca odwiedzi też wyspy, m.in. Man, Jersey, Szetlandy i Orkady. Jednym z punktów trasy sztafety jest też słynna budowla megalityczna – krąg Stonehenge. Wśród niosących ogień olimpijski jest m.in. piłkarz David Beckham, są też Polacy, m.in. Mariusz Czerkawski i Artur Partyka. Koniec trasy to stadion olimpijski w Londynie, gdzie 40

27 lipca podczas ceremonii otwarcia igrzysk zapłonie znicz olimpijski. Maskotkami igrzysk są Wenlock i Mandeville, powstali z kropli stali, pochodzącej z budowy stadionu olimpijskiego. Wenlock otrzymał swoje imię na cześć wioski Much Wenlock w Shropshire, gdzie w XIX wieku zorganizowano zawody, będące pierwowzorem nowoczesnej olimpiady, zaś imię Mandeville pochodzi od nazwy szpitala Stoke Mandeville w Buckinghamshire, gdzie narodziła się idea paraolimpiady.

Nasi i ich szanse Spekulacji jest sporo, marzeń jeszcze więcej. Igrzyska w Londynie mają być dla nas mniej udane od tych w Pekinie. Tak wynika z symulacji Infostrady Sports. Około 200-osobowa grupa polskich sportowców ma zdobyć więcej medali niż przed czterema laty, ale tylko dwa złote. Mazurek Dąbrowskiego powinien zabrzmieć w Londynie dla kajakarki-sprinterki Marty Walczykiewicz oraz żeglarki Zofii Noceti-Klepackiej. Po olimpijskie srebro mają sięgnąć kolarka górska Maja Włoszczowska, kajakarz Piotr Siemionowski, pływak Konrad Czerniak oraz zapaśnik Damian Janikowski (wcześniej wróżono mu złoty medal). Potencjalni brązowi medaliści to m.in. Beata Mikołajczyk i Aneta Konieczna (kajakarska dwójka na 500 m), Julia Michalska i Magdalena Fularczyk (wioślarska dwójka podwójna), Piotr Małachowski (rzut dyskiem), Marcin Dołęga (podnoszenie ciężarów, kategoria 105 kg) i męska drużyna siatkarzy. Zaskoczyć może świeżo upieczony mistrz Europy i czwarty zawodnik ostatnich MŚ, żeglarz Przemysław Miarczyński

i załoga w klasie Star, czyli Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki. My zaś uważamy, że nie brak nam też innych kandydatów do medali w lekkoatletyce. Anna Rogowska, mistrzyni świata i brązowa medalistka IO z Aten w skoku o tyczce, będzie jedną z faworytek. Jej ewentualne zwycięstwo (kolejne) nad Jeleną Isinbajewą zapewne będzie odnotowane przez światowe media. Szansę w skoku o tyczce ma też Monika Pyrek. Może uda się też Anicie Włodarczyk, złotej medalistce MŚ w 2009 r. (rzut młotem). Nie zapominajmy też o mistrzu olimpijskim z Pekinu Tomaszu Majewskim (pchnięcie kulą). Ma bardzo silnych rywali, ale…. Niewątpliwie jedną z naszych największych gwiazd londyńskich igrzysk może zostać Maja Włoszczowska. Srebrna medalistka w kolarstwie górskim z Pekinu i mistrzyni świata sprzed dwóch lat w kolarstwie górskim jest gotowa, by stanąć na najwyższym olimpijskim podium. Od 2008 roku wykonała olbrzymią pracę. Treningi, zgrupowania i starty, czyli 250 dni w roku poza domem – tak wyglądały jej ostatnie lata. W zeszłym roku w Kanadzie zdobyła tęczową koszulkę mistrzyni świata, jest także wicemistrzynią Europy oraz liderką rankingu UCI. Wśród potencjalnych gwiazd nie powinno zabraknąć też polskich „Dominatorów” (tak nazwali ich rywale) – wioślarskiej czwórki podwójnej. Michał Jeliński, Marek Kolbowicz, Adam Korol, Konrad Wasilewski cztery razy zdobyli tytuł mistrzów świata, a w Pekinie wywalczyli złoto. W pływaniu liczyć możemy na wicemistrza świata Konrada Czerniaka (100 metrów stylem motylkowym). Szanse mają też byli mistrzowie świata Paweł Korzeniowski i Mateusz Sawrymowicz. Zabłysnąć mogą nasi tenisiści – siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski oraz Łukasz Kubot. Polski boks czeka na medal MONITOR POLONIJNY


igrzysk olimpijskich od 1992 roku. W boksie pań (!), które zadebiutują na igrzyskach, ewentualną szansę ma Karolina Michalczuk, najbardziej utytułowana polska pięściarka (trzykrotna medalistka mistrzostw świata w wadze muszej). Przed rokiem powołano Klub Polska Londyn 2012, skupiający elitę naszych najlepszych sportowców, którzy już zdobyli medale na największych zawodach i którzy mogą liczyć na specjalne wsparcie finansowe Ministerstwa Sportu i Turystyki, mające im zapewnić najlepsze warunki przygotowań do igrzysk. Programem początkowo objęto 44 zawodników z 26 dyscyplin, mających szansę dobrego występu na igrzyskach olimpijskich. Po weryfikacji zostało już tylko 29 nazwisk w 19 dyscyplinach… Podobnie działa Polsk Grupa Tyczkarska. Nasza najbardziej utytułowana tyczkarka Anna Rogowska podkreśla, że wierzy w medal w Londynie. O medalowych szansach Polaków pisał już przed rokiem portal Onet.pl, który wymienił ich 21. Szanse to jednak nie gwarancje. Adam Krzesiński, sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) stwierdził: „Zadanie dla reprezentacji to wypaść lepiej niż podczas ostatnich igrzysk w Pekinie”, na których zdobyliśmy 10 medali. Jego zdaniem, powinniśmy wywalczyć jedenaście medali. Andrzej Kraśnicki, prezes PKOl, powiedział natomiast, że według analiz, przeprowadzonych przez Radę Przygotowań Olimpijskich, mamy 26 szans medalowych, co powinno nam dać przynajmniej jedenaście medali. Optymistą jest również Leszek Blanik, mistrz olimpijski w skoku w gimnastyce sportowej. Twierdzi on, że nasza reprezentacja wywalczy więcej medali niż w Pekinie. Uważa jednak, że czasy, kiedy nasi przywozili z igrzysk „worki medali”, już się skończyły. Jak będzie w Londynie? Już wkrótce się przekonamy. Warto zapamiętać wymienione wyżej nazwiska sportowców i trzymać kciuki za wszystkich białoczerwonych. Po EURO 2012 głód sukcesu jest w narodzie olbrzymi. I jak zwykle ma on nadzieję… ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Nowa twarz Meštiaka czyli Bratislavský Meštiansky Pivovar

od koniec maja spodziewaliśmy się wizyty naszych kolegów ze Szkocji. Jeszcze przed ich przyjazdem zastanawialiśmy się, które miejsca im pokazać, aby godnie zaprezentować Słowację. Bardzo nam również zależało, żeby zaznajomić ich z kuchnią słowacką. W końcu zdecydowaliśmy się na Bratislavský Meštiansky Pivovar. W Bratysławie otworzono dwie restauracje o tej nazwie, wybraliśmy tę, która znajduje się na ulicy Drevenej. Dla wielu z Państwa z pewnością nie jest to adres nieznany, ponieważ wcześniej w tym samym budynku znajdowała się Pizza Hut. Bratysławskie browary mają długą tradycję, sięgającą połowy XV wieku. Die Bürgerliche Brauerei, czyli potocznie nazywany przez mieszkańców Bratysławy Meštiak stał się kultowym miejscem, w którym goście nie tylko mogli rozkoszować się wysokiej jakości piwem, ale również delektowali się tradycyjnymi przysmakami, podawanymi w znajdującej się na werandzie restauracji. W roku 1968, po ponad 200 latach funkcjonowania browar został zburzony, a miejsce, w którym się znajdował, wykorzystano na wzniesienie fundamentow mostu SNP. Na szczęście pasjonaci piwa zdecydowali się na stworzenie dwóch restauracji, nawiązujących do tradycji Meštiaka. Już za progiem restauracji na Drevenej doznają Państwo wrażenia, że to miejsce ma duszę. Długi drewniany bar, stylowe dekoracje, w których dominuje kombinacja miedzi i drewna, zwiastują to, co najlepsze. Piwo, podawane w Bratislavskim Meštianskim Pivovarze, jest produkowane wyłącznie na bazie składników

P

Zwierzenia podniebienia naturalnych: słodu, wody, chmielu i drożdży. Dania, które znajdują się w karcie dań, kultywują eklektyczną tradycję kulinarną tej części świata. Przestrzeń restauracji rozłożona jest na trzech piętrach. Nam udało się zarezerwować miejsce na piętrze drugim – kameralna sala, tylko 6 stolików. Przywitał nas uśmiechnięty kelner. Wszyscy oczywiście zamówiliśmy piwo. Dania wybierałam długo, ponieważ każde winno być ucztą dla podniebienia. Najpierw zwyciężyła chęć posmakowania tego, co mamy wspólne z kuchnią słowacką. Dlatego wybrałam skwarki, podawane z chlebem cebulowym. Potem były flaki – w smaku wspaniałe, jedyne, co bym zmieniła, to konsystencja, powinny być troszkę gęściejsze. Na danie główne zamówiłam żeberka. Lepszych jeszcze na Słowacji nie jadłam!!! Idealnie dobrana marynata, chude mięsko i świetnie dobrane salsy – to kulinarne niebo! Tym razem na deser już zabrakło miejsca, ale przy następnej okazji z pewnością spróbuję strudli (Štrúdľa podľa ponuky - s horúcimi višňami a s vanilkovou zmrzlinou). Zapomniałabym o obsłudze – reprezentuje ona najwyższy poziom; kelner zjawiał się dokładnie wtedy, kiedy był potrzebny. Idealnie! Gorąco polecam Bratislavský Meštiansky Pivovar, który godnie reprezentuje nową twarz Meštiaka. Proszę jednak nie zapomnieć o uprzedniej rezerwacji stolika, bo miejsce to często odwiedzane i jadłem wybornym słynące! SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.


Konkurs rysunkowy

rozstrzygnięty! Kilka miesięcy temu na łamach „Monitora Polonijnego“ ogłosiliśmy konkurs rysunkowy pod hasłem „Morze Bałtyckie i jego skarby“. Zachęcaliśmy też do tworzenia sloganów reklamowych.

K

Martinka Chmelová (5 lat), Bratysława

Kristína Jakušová (9 lat), Trenczyn

Mária Lučanská (9 lat), Trenczyn

Rišo Očkai (8 lat), Koszyce 42

Veronika Żuk-Olszewska (12 lat), Nitra Konkurs adresowany był do dzieci i młodzieży polonijnej i cieszył się powodzeniem, bowiem do redakcji nadesłano 23 prace. Autorzy niektórych prac wzięli w nim

Paulina Głębocka (10 lat), Bratysława

Michal Chovanec (9 lat), Nitra

Katka Charlotte Petrašová (10 lat), Trenczyn

Rastislav Prochazka (5 lat), Nitra

Veronika Lukačová (9 lat), Koszyce

Matúš Żuk-Olszewski (7 lat), Nitra MONITOR POLONIJNY


Alexik Sipos (4 lata), Dunajská Lužna

ex aequo

Alex Irányi (12 lat), Koszyce

Jakub Lukač (11 lat), Koszyce

udział, mimo że Bałtyku nigdy nie widzieli. Mama Ani Gleb napisała nam, że np. „Ania wyobraża sobie Bałtyk tak, jak my jej go opisaliśmy: spokój, jasny pia-

sek, ciemne sosny i czyste powietrze, którego oczywiście nie jest w stanie uchwycić na papierze“. Jury, w skład którego weszły słowackie artystki pol-

skiego pochodzenia: Zdenka Zaborska-Błońska z Koszyc, Stenia Sikorska-Gajdošová również z Koszyc, Adriana Rohde-Kabele z Mielnika oraz Stano Stehlik –

Karolina Skowron (5 lat), Bratysława

Scarlett Vašeková (7 lat), Trenczyn

Agatka Żuk-Olszewska (10 lat), Nitra

grafik z Bratysławy, musiało się bardzo natrudzić, by z nadesłanych prac, wybrać trzy, których autorzy otrzymają nagrody. W końcu ogłosiło swój werdykt.

Anna Rohde (7 lat), Melnik

Magda Horváth (8 lat), Nitra

Magda Rostak (6 lat), Oravská Lesná Lea Prochazková (7 lat), Nitra Anna Maria Gleb (12 lat), Bratysława

Natasha Sipos (11 lat), Dunajská Lužna LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Jury przyznało też wyróżnienia. Otrzymują je: Michal Chovanec, Paulina Głębocka, Veronika Lukačová, Anna Rohde, Karolina Skowron, Agatka Żuk-Olszewska. Przyznane nagrody i wyróżnienia zostaną wręczone autorom prac jesienią. Jesienią zostaną wręczone też upominki wszystkim uczestnikom konkursu. Red. 43


Jaki czy który?

KLUB POLSKI BRATYSŁAWA ZAPRASZA na wystawę z cyklu

dłuższego już czasu planowałam poruszyć w „Okienku” problem mylenia przez Polaków zaimków „jaki” i „który”. Chciałam o nich napisać już przy okazji innych kłopotliwych i mylonych wyrazów „gdzie” i „dokąd”, ale wówczas zabrakło mi miejsca. Teraz zatem przyszła odpowiednia pora (i znalazło się miejsce), by się nimi zająć.

Od

Nader często się zdarza, że zaimek „który” jest zastępowany zaimkiem „jaki”. Problem nie jest nowy, ale zdaje się, że z czasem się nasila. Wymienione zaimki są bowiem bliskoznaczne i pełnią takie same funkcje w zdaniu: w zdaniach pojedynczych wprowadzają pytania, w zdaniach złożonych wprowadzają zdania podrzędne. Nie zawsze jednak możemy ich używać wymiennie, bowiem są konteksty ograniczające naszą swobodę w tym zakresie. Zasadę kiedy użyć którego (nie: jakiego!) zaimka w zdaniach podrzędnych, przedstawić można w bardzo prosty i jednocześnie ogólnikowy sposób: jeśli w wypowiedzeniu nadrzędnym mamy zaimek „ten” (lub jego odpowiedniki rodzajowe – „ta”, „to”, przy czym wszystkie one mogą być pominięte), to w zdaniu podrzędnym pojawić się może tylko zaimek „który”, np. (Ta) krowa, która ryczy, mało mleka daje, jeśli zaś w wypowiedzeniu nadrzędnym pojawia się zaimek „taki, taka, takie”, to w podrzędnym winien być „jaki, jaka, jakie”, np. Taka płaca, jaka praca. A jeśli idzie o szczegóły i zdania pojedyncze? Zaimka „jaki” używamy w stosunku do cech i właściwości, np. Jakie owoce lubisz? (Soczyste!), a także w kontekście ogólnym, np. Jakie (w ogóle) zwierzę mogło to zrobić?, zaś „który” stosowany jest w kontekstach określonego, ograniczonego w jakiś sposób zakresu osób, rzeczy, zjawisk, o których mówimy, np. Która (z tych konkretnych, np. oglądanych w sklepie) sukienka ci się podoba? Jeśli w tym ostatnim zdaniu zamienimy „która” na „jaka”, wówczas nasze pytanie będzie dotyczyć ogółu: Jaka (w ogóle) sukienka ci się podoba? 44

By pokazać Państwu, że wbrew pozorom to ważna różnica, przypomnę, że w jednym z bardzo popularnych polskich teleturniejów padło pytanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Jaki król zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”. Odpowiedź uczestnika brzmiała: „Mądry”. Prowadzący program nie uznał jej, gdyż twierdził, iż winna ona brzmieć: „Kazimierz Wielki”. Uczestnik z rozgrywek odpadł, ale po programie odwołał się do specjalnej komisji, która jego reklamację uznała, podkreślając, iż pytanie było niewłaściwe, albowiem winno brzmieć: „Który król…”. Zawodnika przywrócono do gry, którą zakończył wygrywając olbrzymią kwotę pieniędzy! Zatem, proszę Państwa, przy stosowaniu zaimków „jaki” i „który” bądźmy szczególnie ostrożni, bo ich wymiana może powodować różnice znaczeniowe. Jeśli jednak te różnice nie są aż tak istotne, to o wyborze zaimka decydują niuanse stylistyczne (np. To cukierki, które lubię i To cukierki, jakie lubię), wymagające wrażliwości językowej, a tę przecież nie wszyscy muszą mieć. A ponieważ wakacje prawie w pełni, a jak wakacje, to i podróże, także koleją, zatem na koniec dowcip, z tych starych, ale jarych, ukazujący wyraźnie różnice znaczeniowe zaimków. Na peronie, na którym stoi skład pociągu elektrycznego w tradycyjnym żółto-niebieskim kolorze, starszy mężczyzna pyta młodszego. - Przepraszam, jaki to pociąg? - Żółty – odpowiada ten drugi. - Ale dokąd? – poprawia pytanie pierwszy. - Do połowy – kończy rozmowę drugi. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

„SZTUKA Z NASZYCH SZEREGÓW” W tym roku swoje prace zaprezentuje Adriana Rhode-Kabele, artystka polskiego pochodzenia, absolwentka VŠVU v Bratysławie, zajmująca się twórczością tekstylną, obecnie mieszkająca i pracująca w Czechach. Otwarcie wystawy odbędzie się 16 sierpnia o godz. 17.00 w Instytucie Polskim w Bratysławie (Nam. SNP 27). Wystawa potrwa do 31 sierpnia. ZAPRASZA na występ zespołu folklorystycznego „ZIEMIA LĘBORSKA”, który od 2004 roku popularyzuje kulturę kaszubską. Ta wielopokoleniowa grupa składa się z ponad 40 członków. Koncert odbędzie się 17 sierpnia o godz. 17.00 nad brzegiem Dunaju (koło bratysławskiej galerii handlowej Eurovea, ul. Pribinova 8) w ramach Bratysławskiego Lata Kulturalnego. INFORMUJE, że 29 sierpnia o godz. 18.00 w klasztorze minoritów w bratysławskiej Karlovej Vsi (Námestie sv. Františka 4) zostanie odprawiona MSZA ŚWIĘTA, której oprawę zapewni Akademicki Chór Politechniki Gdańskiej pod dyrekcją Mariusza Mroza. Po mszy odbędzie się koncert, podczas którego usłyszeć będzie można zarówno muzykę sakralną kompozytorów polskich i zagranicznych, jak i utwory świeckie oraz ludowe.

Spotkajmy się przy ognisku Podczas tegorocznej imprezy z okazji Zielonych Świątek i Dnia Dziecka w Trenčianskiej Teplej Klub Polski Bratysława wyszedł z inicjatywą odwiedzenia podczas lata wybranych ośrodków polonijnych w celu zacieśnienia więzi i wymiany poglądów, uwag i opinii. Pierwsze na liście odwiedzin znalazły się Dubnica i Koszyce. Podczas wizyty członkowie klubów regionalnych będą mogli podzielić się swoim doświadczeniem oraz wspólnie spędzić czas w miłej, wakacyjnej atmosferze. Planowane są ognisko z pieczeniem kiełbasek, tańce i śpiewy do rana. Obecnie jesteśmy w trakcie ustalania terminów i miejsc spotkań. Koordynatorem przedsięwzięcia jest Tomek Olszewski. W przypadku pytań i pomysłów prosimy o kontakt pod numerem telefonu: 0949459467 lub adresem email: marino108@gmail.com. MONITOR POLONIJNY


KLUB POLSKI ŚRODKOWE POWAŻE

Nowo otwarty damsko-męski salon fryzjerski, prowadzony przez Polkę – Małgorzatę Kowal (nr tel. 0918117523), zaprasza klientów, oferując w lipcu i sierpniu 10 % zniżki dla członków Klubu Polskiego (za okazaniem legitymacji członkowskiej) i czytelników „Monitora Polonijnego“ (za okazaniem numeru letniego naszego miesięcznika)

Miejscowe Koło Dubnica nad Wagiem zaprasza na

Dubnickie Dni Polonijnej Przyjaźni, Współpracy i Folkloru 2012, a podczas nich na spotkanie polonijne, które odbędzie się w sobotę 1 września. o godz. 14.00 w Ośrodku Rekreacyjnym OPATOVÁ k. Trenczyna. W programie: występ grupy folklorystycznej „Zaolzi” z Jabłonkowa oraz dziecięcego zespołu „Skowronki” z Czeskiego Cieszyna.

KONDOLENCJE BRATYSŁAWA - TRNAVKA, UL. KAŠMÍRSKA 2 Życie to chwila, nigdy nie wiemy, kiedy się skończy... a przeważnie kończy się w najmniej spodziewanym momencie… tak nagle, kiedy nie ma nawet czasu na pożegnanie… Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Dušana Berky. Jego bliskich – Dankę, dzieci i wnuczęta – prosimy o przyjęcie słów pociechy. Życzymy im też, aby znaleźli w sobie dość sił, by znieść ogromny ból, który może złagodzić tylko czas. KLUB POLSKI Środkowe Poważe

I N S T Y T U T

P O L S K I

➨ VII SZCZAWNICKIE KURSY LETNIE 30 czerwca – 7 lipca, Bańska Szczawnica, Základná umelecká škola, Nám. sv. Trojice 4 VII Szczawnickie Kursy Letnie są kontynuacją popularnej serii międzynarodowych kursów muzycznych. www.fph.sk.

➨ FEST ANČA 1 lipca, Żylina, Stanica Žilina-Záriečie, Závodská cesta 3, Ster Century Cinemas, Námestie A. Hlinku 7B • W ostatnim dniu festiwalu krótkich filmów animowanych będzie można obejrzeć polskie filmy.

➨ LETNIE WARSZTATY JAZZOWE 2- 6 lipca, Bratysława, Konzervatórium, Tolstého 11 • Warsztaty będzie prowadzić polski pianista jazzowy Artur Dutkiewicz. Zgłoszenia i więcej informacji na: sjs@gti.sk.

➨ LETNIA FOTO-SZKOŁA DOMU FOTOGRAFII 6-12 lipca, Spiska Nowa Wieś, Galéria umelcov Spiša, Zimná 46 • Otwarcie wystawy: 13 lipca, godz. 17.00. • Liptowski Mikulasz, Liptovská galéria P. M. Bohúňa, Tranovského 3 Letnia Foto-Szkoła oferuje osiem rodzajów warsztatów fotograficznych, prowadzonych przez znanych fotografików.

➨ SREBRNE MIASTO 11 lipca, godz. 16.00, Spiska Nowa Wieś, Galéria umelcov Spiša, Zimná 46 Wystawa jest efektem współpracy pomiędzy BWA Olkusz i Galerią Artystów Spisza. Wystawa będzie prezentowana do 9 września. LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

Mieszkańców Bratysławy i okolic informujemy, że najbliższa msza święta w języku polskim odbędzie się 9 września o godz. 17.00 w sanktuarium w Mariance. Msza ta będzie stanowić część uroczystości związanych ze świętem Narodzin Maryi Panny.

L I P I E C / S I E R P I E Ń

➨ BRATYSŁAWSKI FESTIWAL ORGANOWY 2012 15 lipca, godz. 17.00, Bratysława, Bratislavský hrad Wystąpi Jarosław Wróblewski, który zagra kompozycje J. G. Walthera, A. Heileera, J. S. Bacha, D. Przybylskiego i Ch. H. Lincka.

➨ HURBANOVE KASÁRNE OCZAMI MŁODYCH ARCHITEKTÓW • Od 16 lipca, Bratysława, Instytut Polski, witryny okienne od ul. Klobučníckiej • Wystawa plakatów, prezentujących wizje młodych architektów.

➨ FESTIWAL TEATRALNY KioSK 2012 26-29 lipca, Żylina, Stanica Žilina-Záriečie, Závodská cesta 3 • W ramach V Przeglądu nowego teatru i tańca słowackiego będzie zaprezentowane przedstawienie Wszystko, co pamiętam z naszych spotkań w wykonaniu Laboratorium Fizycznego Studio Matejka. www.kioskfestival.sk.

➨ POŁSŁÓWKO IV 8 sierpnia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Ciąg dalszy cyklu wieczorów autorskich Dušana Junka. Gościem będzie Daniel Hevier.

➨ LETNIE SEMINARIUM FILMOWE 4 ŽIVLY 8-12 sierpnia, Bańska Szczawnica • Zostanie zaprezentowany film Świnki z udziałem reżysera Roberta Glińskiego. Więcej informacji: www.4zivly.sk.

➨ SZTUKA Z NASZYCH SZEREGÓW: ADRIANA ROHDE-KABELE • 16 sierpnia, godz.17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Wystawa prac artystki polskiego pochodzenia Adriany Rohde-Kabele, absolwentki VŠVU v Bratysławie. Wystawa potrwa do 31 sierpnia. Organizator: Klub Polski - Towarzystwo Polaków i ich Przyjaciół na Słowacji

➨ ZESPÓŁ FOLKLORYSTYCZNY „ZIEMIA LĘBORSKA” • 17 sierpnia, godz. 17.00, Bratysława, OC Eurovea, Pribinova 8 Zespół pieśni i tańca „Ziemia Lęborska” składa się z więcej niż 40 członków. Ich celem jest prezentacja i promocja kultury kaszubskiej.

➨ FESTIWAL FILMOWY EASTSIDER 23-26 sierpnia, Preszów, kino La Scala, Masarykova 7 / Wave Club, Hlavná 121 / Ogród Sztuki (na otwartym powietrzu), Hlavná ulica • Festiwal składa się z czterech sekcji. www.vresk.sk

➨ KONCERTY MARII I ROMANA PERUCKICH 26 sierpnia, godz. 19.00, Chtelnica k. Piešťan, kościół św. Trójcy • 28 sierpnia, godz. 19.00, Piešťany, Dom Sztuki, Nábrežie I, Krasku 1 30 sierpnia, godz. 19.00, Bratysława, katedra św. Martina • Koncerty w ramach Dni Organowych w Piešťanach i Katedralnego Festiwalu Muzyki Organowej w Bratysławie.

➨ KONCERTY ORGANOWE PRZEMYSŁAWA KAPITUŁY 30 sierpnia, godz. 19.00, Piešťany, Dom Sztuki, Nábrežie I, Krasku 1 1 września, godz. 15.00. Zeleneč k. Trnavy, kościół Najświętszej Marii Panny 2 września, godz. 20.00, Trnava, bazylika św. Mikołaja • W programie koncertu kompozycje M. Surzyńskiego, J. Traversa, W. Selbygo, V. Petraligo, S. Scheidta i J. S. Bacha. 45


Egzotyczne smaki Malezji pierwszej części artykułu autorstwa naszej mieszkającej w Malezji rodaczki była mowa o urokliwych miejscach tego kraju i mentalności jego mieszkańców. Tym razem zabierzemy Państwa na wycieczkę po smakach Malezji.

W

Jadłeś już? Pytanie o to, czy się już jadło, jest standardowym malezyjskim pytaniem grzecznościowym, tak jak w Polsce pytamy naszego rozmówcę o samopoczucie. Bo jedzenie w Malezji jest najważniejsze. Czasami zdarza się, że jakiś pracownik nie dotrze na umówione spotkanie, ponieważ był głodny i musiał coś zjeść! Uwielbiam gotować i jeść, więc Malezja wydała mi się rajem. W początkowych tygodniach każdy dzień był wypełniony nowymi doświadczeniami i doznaniami, zwłaszcza kulinarnymi. Jedzenie jest sprzedawane dosłownie wszędzie. Wszystkie smaki były dla mnie nowe i mocno egzotyczne. Stoiska z jedzeniem są na ulicach, chodnikach, trawnikach, skwerkach, czyli wszędzie, gdzie jest nieco miejsca i są ludzie, skłonni je kupować. Porzuciłam więc gotowanie i rozpoczęłam niekończącą się degustację. W tym miejscu należy koniecznie przytoczyć kilka słów o różnorodności kuchni malezyjskiej, z której Malezyjczycy są bardzo dumni. Każda z trzech dominujących grup etnicznych ma swoją odrębną kuchnię. Jedzenie w Malezji jest wyzwaniem dla osób, które nie przepadają za pikantnymi potrawami. Tutaj prawie wszystko jest pikantne! Kuchnia malajska, chyba najbardziej pikantna ze wszystkich, oparta jest na ryżu, daniach z ryb, owoców morza, wołowiny, baraniny oraz wszelkiego rodzaju warzyw – wszystko to w pikantnych sosach, często z mle46

kiem kokosowym z dodatkiem aromatycznej trawy cytrynowej. Najbardziej malajskim ze znanych mi dań jest tzw. nasi lemak (‘tłusty ryż’). Jest do danie z ryżu, ugotowanego z mlekiem kokosowym, z sosem, zawierającym głównie papryczki chili, cebulę, czosnek i pastę krewetkową, podawany z małymi smażonymi rybkami, prażonymi orzeszkami ziemnymi, ugotowanym na twardo jajkiem i plasterkami zielonego ogórka. Danie to stanowi poważne wyzwanie, zwłaszcza, że serwowane jest na śniadanie. Kuchnia indyjska to w dużym skrócie po prostu różne odmiany curry. Jest to oczywiście ogromne uproszczenie niesamowicie bogatej w smaki kuchni indyjskiej, ale to właśnie te pikantne i aromatyczne sosy zachwycają najbardziej. Podawane są z ryżem bądź najróżniejszymi plackami z mąki pszennej (roti chanai, naan), z mieszanki mąki pszennej i ryżowej (tosai), z mąki z soczewicy (paratha), a nawet takiej, robionej z gotowanego ryżu (idly). Trzecia kuchnia to kuchnia chińska. Jak mówią sami Chińczycy, można w niej znaleźć dosłownie wszystko. Każdy rodzaj mięsa, ryby, owoce morza, warzywa, makarony i pierożki, po nieskończone rodzaje tofu. Najczęstsze przyprawy to sos sojowy, czosnek, imbir, olej sezamowy i dobrze nam znany szczypiorek. To jedyna kuchnia tutaj, w której zwolennicy mniej ostrych dań znajdą też coś dla siebie.

„Chleba powszedniego....“ Poza tym w Malezji bardzo popularna jest kuchnia japońska, koreańska, arabska, włoska i amerykańska.

Niestety sklepu polskiego czy restauracji nie ma. Musiałam radzić sobie sama. Już w pierwszym roku sama robiłam w domu twaróg, w tym kraju nieosiągalny. Znalezienie importowanej, puszkowanej kiszonej kapusty wywołało prawie euforię. Kolejne próby poszukiwania wędlin kończyły się fiaskiem, aż w końcu udało mi się w lokalnych supermarketach odkryć działy non halal. Są to wydzielone miejsca w większości supermarketów, gdzie można kupić produkty z wieprzowiny oraz inne produkty nieposiadające islamskiego certyfikatu halal, poświadczającego, że produkt jest wyprodukowany zgodnie z nakazami religii. Islam uważa wieprzowinę za nieczystą, stąd można ją nabyć tylko w tych działach, prowadzonych najczęściej przez Chińczyków, którzy wieprzowinę po prostu uwielbiają. Najwspanialszym jednak odkryciem była piekarnia wypiekająca chleb pszennożytni. Kilogramowy bochenek takiego chleba kosztuje w przeliczeniu 14 złotych. Drogo, ale warto!

„Rodzina zastępcza“ W Malezji gotuję właściwie tylko na spotkania z malezyjską Polonią i wtedy, kiedy nas najdzie ochota na jakieś polskie smaki. Polaków nie ma tutaj wielu, może 100 osób. Czasem podejrzewam, że może więcej. Możliwe, że ci nam nieznani żyją gdzieś obok, nieświadomi istnienia Polonii w Malezji. Po przyjeździe do Kuala Lumpur kontakt z polską ambasadą spowodował, że grono naszych polskich przyjaciół się poszerzyło, wcześniej bowiem znaliśmy tylko kilkoro Polaków. Teraz mamy naprawdę sporo przyjaciół! To taka nasza rodzina zastępcza na obczyźnie. Oczywiście nie zastępuje ona tej prawdziwej, ale to z nią spędzamy Wielkanoc, Boże Narodzenie czy Sylwestra, z nią dzielimy się swoimi problemami i to z nią tworzymy wspólne wspomnienia z Malezji. Właśnie mijają cztery lata naszego pobytu w Malezji. Miały być tylko dwa. Na razie nie planujemy powrotu do Polski. Malezja stała się naszym domem. MAGDALENA BRZUSKIEWICZ, Malezja MONITOR POLONIJNY


Lody, lody dla ochłody! ak zachęcają do kupna tego przysmaku sprzedawcy znad polskiego Bałtyku, którzy po piaszczystych plażach, z przenośnymi lodówkami na ramieniu przemierzają kilometry, by opalającym się wczasowiczom zaoferować orzeźwiający specjał. A Wy lubicie lody? Jakie najbardziej? Bo lody są przecież bardzo różne: kręcone, na patyku, w wafelku, są też torty lodowe, lody w gałkach, włoskie… No i mają najprzeróżniejsze smaki!

T

Czy wiecie, gdzie i jak powstały lody? Historia lodów miała swój początek w starożytnych Chinach podobno już 4000 lat temu! Chińczycy produkowali przysmaki z lodu i owoców. Nieco później znane one były też w antycznej Europie. W Grecji jedzono „śnieg z Olimpu“, czyli mieszankę lodu, soków owocowych, miodu i wina. Z kolei Rzymianie dodawali do nich miód, cynamon, wodę róża-

LIPIEC - SIERPIEŃ 2012

ną, fiołki, migdały, daktyle i figi. W średniowieczu o lodach zapomniano. Ponownie pojawiły się one dopiero około roku 1530, kiedy po raz pierwszy w czasach nowożytnych wyprodukował je pewien Sycylijczyk. W 1660 roku pierwszą lodziarnię otworzył w Paryżu sycylijski arystokrata, a recepturę lodów wodnych zaczęto wzbogacać o jajka i śmietanę. W ten sposób mrożony przysmak zaczął przypominać dzisiejsze lody kremowe. Jednak jeszcze przez ponad sto lat lody były czymś, co pojawiało się wyłącznie na dworach królewskich i książęcych. Wprawdzie w 1672 r. w należącej do Włocha Francesco Procopio dei Coltelli paryskiej kawiarence zaczęto serwować lodowe przysmaki dla ogółu, lecz jeszcze w XVIII w., kiedy to nauczono się już mrozić lody

mieszanką saletrzaną, ich produkcja była znikoma. Przełomem stało się wynalezienie przez Niemca Carla von Linde w 1876 roku chłodziarki. Wynalazek ten umożliwił produkcję mrożonych przysmaków na skalę masową. W Polsce lody znane są od czasów saskich, lecz nie od razu był to produkt powszechnie dostępny. Z biegiem czasu sytuacja

ulegała zmianie, lody stawały się coraz łatwiej osiągalne i coraz tańsze. Już przed pierwszą wojną światową należały do bardzo popularnych przysmaków. Potrafilibyście sobie dziś wyobrazić życie bez lodów? Czy wiecie, że lody, produkowane na bazie nabiału, mają sporo wartości odżywczych? Mleko i jego przetwory są jednym z najlepszych źródeł łatwo przyswajalnego przez nasz organizm wapnia. Wapń zaś jest składnikiem materiału budulcowego kości i szkliwa. Produkty mleczne zawierają ponadto łatwo przyswajalne białko oraz witaminy. A jedzenie lodów to prawdziwa rozkosz! Megi

47


Czy wiecie, co dzisiaj najczęściej zamawia się w polskich kawiarniach? Zapanowała absolutna moda na ciasta w wersji ciepło–zimno, czyli na topie są szarlotki, serniczki, ba, nawet makowce, podawane z lodami, bitą śmietaną i garstką owoców.

Takie słodkości chłodzą niczym wiatrak i obalają mity, że latem nie ma się ochoty na kawałek dobrego ciasta. Wykorzystajmy zatem tę tendencję i stwórzmy coś własnego. Akurat nadarza się okazja, bo

od pani Henryki Banovskiej z Trenczyna otrzymaliśmy przepis na piernik z cynamonem – ciasto niby świąteczne, ale jestem przekonana, że podane w letniej wersji zrobi furorę.

Piernik z cynamonem Składniki • 2 garnuszki (o pojemności 3 dl) mąki: 1 gładkiej i 1 półgrubej • 1 garnuszek cukru • 3/4 garnuszka oleju • 4 jaja • 1 cukier waniliowy • 1 cukier cynamonowy

• 1 łyżeczka sody • 1/2 łyżeczki cynamonu • 4 obrane jabłka, pokrojone w kostkę • 5 dag posiekanych grubo orzechów włoskich • garść rodzynek • 1/2 tabliczki posiekanej gorzkiej czekolady

Sposób przyrządzania: Jajka ubić w całości. Stopniowo dodawać do nich cukier, olej oraz cukier waniliowy i cynamonowy. Ciasto można też wyrabiać w mikserze, jeśli tak komuś wygodniej. Następnie dosypywać powoli mąkę, wymieszaną z sodą i cynamonem. Na koniec za pomocą drewnianej łyżki dodać do ciasta jabłka, czekoladę, orzechy i rodzynki.

Całość wylać na brytfankę, wysmarowaną tłuszczem i posypaną bułką tartą. Piec około 40 minut w temperaturze 180 stopni. Gdy ciasto ostygnie, można je ozdobić polewą czekoladową – ciemną i białą. Takie ciasto można też potraktować jako doskonałą bazą do letnich wariacji – już widzę, jakie zamieszanie przy stole

wywołuje talerzyk z kawałkiem piernika z lodami śmietankowymi i słodkimi malinami. A może macie inne pomysły? Na przykład piernik z… lodami czekoladowymi lub orzechowymi, bitą śmietaną i słodką gruszką lub brzoskwinią… Pycha! Lato w pełni, lodów i owoców pod dostatkiem… Nic, tylko czarować. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2012/07-08  
Monitor Polonijny 2012/07-08  
Advertisement