Monitor Polonijny 2021/12

Page 1

ISSN 1336-104X

Jak trzy godziny

zmieścić w 26 minutach str. 18

Polskie ślady str. 13

str. 8

O Wandzie, co Niemca nie chciała, a jednak się złamała


Odnosiło się ono do wydarzeń historycznych sprzed ponad stu laty, kiedy to po I wojnie światowej Europa zaczynała na nowo budować swój ład. Nie zabrakło też słów dotyczących teraźniejszości, stosunków dwustronnych między Polską a Słowacją, współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej czy projektu Trójmorza.

Wyjątkowe Święto Niepodległości To

miały być wyjątkowe obchody Święta Niepodległości w Bratysławie. I były, choć pewnie jednak trochę inne niż zaplanowano.

Na zaproszenie ambasadora RP w RS Krzysztofa Strzałki i jego małżonki w siedzibie byłej Rady Narodowej Słowacji późnym popołudniem 9 listopada zeszli się goście – politycy, korpus dyplomatyczny, artyści, przedsiębiorcy, przedstawiciele Polonii i duchowieństwa. Serdeczne i intrygujące rozmowy, wytworne pomieszczenia, eleganckie garderoby, wyśmienita obsługa. Czekano jeszcze na oficjalne przemówienie. To miał wygłosić będący tego dnia z wizytą oficjalną w Bratysławie prezydent RP Andrzej Duda. Jednak ze względu na wydarzenia na granicy polsko2

Odświętne przyjęcie miało szczególny charakter, ponieważ było ono okazją do spotkania się rodaków, ich przyjaciół i gości po wielu miesiącach izolacji spowodowanej pandemią. RED.

białoruskiej, gdzie od wielu tygodni trwa przepychanie uchodźców i sytuacja jest coraz bardziej napięta, polski prezydent swoją wizytę na Słowacji skrócił do minimum i po oficjalnym spotkaniu z prezydent RS Zuzaną Čaputovą wrócił do Polski. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Przemówienie, które miał wygłosić, odczytał ambasador Strzałka, co nastąpiło po oficjalnym odśpiewaniu hymnów Polski i Słowacji przy akompaniamencie Słowackiej Orkiestry Kameralnej pod batutą naszego rodaka Ewalda Danela.


Wiedzą Państwo, co wydarzyło się 40 lat temu? Niektórzy pewnie pamiętają ten okropny poranek 13 grudnia 1981 roku, kiedy generał Wojciech Jaruzelski ogłosił w Polsce stan wojenny. Jak to wydarzenie przeżywali Polacy mieszkający w Czechosłowacji? Bez możliwości wyjazdu do Polski, bez kontaktu z rodzinami. Oddaliśmy im głos i wypowiedzi te mogą Państwo przeczytać na stronie 5. Oczywiście tamte święta Bożego Narodzenia dla wielu były bardzo smutne, co powinno nam uświadomić, że jednak żyjemy w szczęśliwszych czasach (str. 4). Ale zauważamy też oczywiście ludzi, którym i w obecnych czasach jest trudno. Między innymi o nich rozmawiamy ze słowacką producentką filmową i telewizyjną Wandą Adamík Hrycovą, która w tym roku pomogła uratować życie pewnej afgańskiej reżyserki i jej rodziny. Czy nasza rozmówczyni w ten sposób spłaca dług, bo przed wielu laty jej babcia Polka znalazła schronienie na Słowacji? Więcej w „Wywiadzie miesiąca” na stronie 8. Trudnego tematu dotykamy też w „Rozmowach z Niną“, których bohaterka właśnie obchodziła radosne urodziny, ale zaraz potem znalazła się na kwarantannie. Dlaczego? Ponieważ jako autystka i epileptyczka nie może się zaszczepić przeciwko COVID-19, zatem dotyczą ją szczególne zasady ostrożności. (str. 19). Ale mamy dla Państwa też artykuły o bardziej radosnym charakterze. W recenzji filmowej zapraszamy na komedię „Zupa nic“ (str. 24). W „Słowackich Perełkach“ zaglądamy do pięknej synagogi w Trnawie (str. 25). W rubryce dla dzieci garść inspiracji, jak świętować urodziny niekoniecznie w drogim lokalu (str. 31). W numerze także relacja z uroczystości z okazji Święta Niepodległości w Bratysławie (str. 2), ale i z premiery teledysku Klubu Polskiego (str. 16). Dla miłośników sportu przypomnienie o sukcesach polskich skoczków narciarskich (str. 20). Rubryka „My Słowianie“ analizuje słownictwo związane z okresem świątecznym (str. 30). A skoro mowa o świętach, w rubryce kulinarnej świąteczny przepis na przysmak prosto z... Łotwy (str. 32). W temacie jedzenia pozostajemy w… recenzji książkowej. Nasza koleżanka wzięła bowiem „na widelec“ książkę o przysmakach (i nie tylko) z Włoch (str. 22). W ten oto sposób wkraczamy w okres przedświąteczny. W imieniu całej redakcji życzę Państwu zdrowych, pogodnych świąt Bożego Narodzenia, niech będą one ukojeniem, czasem wyciszenia i doceniania tych, którzy nas otaczają, oraz tego co mamy.

Gwiazdkowe wspomnienia Z KRAJU ANKIETA Stan wojenny oczami Polaków mieszkających na Słowacji WYWIAD MIESIĄCA O Wandzie, co Niemca nie chciała, a jednak się złamała Z NASZEGO PODWÓRKA ROZMOWY Z NINĄ Z imprezy na kwarantannę Królowie przestworzy OKIENKO JĘZYKOWE Uwagi o pisowni urbanonimów CZUŁYM UCHEM Ryszard Skibiński „Ostatni koncert” – pełny odlot BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI A na święta – do Włoch… KINO-OKO Nowy film Kingi Dębskiej. Zupa nic! dla każdego SŁOWACKIE PEREŁKI Świeżo zmielone niebo w synagodze KRZYŻÓWKA RETROHITY (Nie)lubiany zawiesisty deser Suchá Hora – brama do Polski OGŁOSZENIA MY SŁOWIANIE Słowniczek „końcoworoczny” MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Królestwo fantazji PIEKARNIK Łyżką dookoła świata – Łotwa

4 4

5

8 11 19 20 21 22 22 24 25 26 27 28 29 30 31 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • „Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autorarów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013 Vydané 26. 11. 2021

MONITOR POLONIJNY

3


Gwiazdkowe wspomnienia „T

elewizor się chyba zepsuł” – powiedziała moja mama do taty w niedzielny poranek 13 grudnia 1981 roku, gdy zamiast Teleranka, zazwyczaj emitowanego o tej porze, na ekranie telewizora nie było ani wizji, ani fonii. Byłam wtedy zbyt mała, by to zapamiętać, ale mama zawsze wspomina tę historię, gdy mowa o stanie wojennym. Dziś potrafię zrozumieć zarówno rozczarowanie dzieci, które wyczekiwały przez cały tydzień na ulubiony program, jak i zdenerwowanie ma-

Na granicy POLSKI Z BIAŁORUSIĄ wciąż utrzymuje się sytuacja kryzysowa. Według informacji Straży Granicznej od początku 2021 roku odnotowano 35,4 tys. prób nielegalnego przekroczenia tej granicy, co - jak ocenia SG - świadczy o „olbrzymiej skali presji migracyjnej w tym roku“. W pasie granicznym w woj. podlaskim i lubelskim do 2 grudnia obowiązuje stan wyjątkowy. Wydarzeniami na granicy 4

my. W obecnych czasach pewnie niejeden z nas ucieszyłby się z zepsutego odbiornika TV i możliwości zakupu nowszego cuda techniki z bajerami, ale kiedyś telewizor miało się latami i naprawiało tyle razy, dopóki się dało. Za każdym razem, gdy w moim rodzinnym domu na święta ubieram choinkę, ze swoistym patosem zawieszam na gałązkach kultowe PRL-owskie bombki, które jakoś zachowały się po dziś dzień. Są jak rodzinny skarb, przywołują wspomnienia z dzieciństwa i tamtych czasów, gdy o wszy-

zaniepokojone są UE i NATO, które wspierają Polskę. Prezydent i premier rozmawiają z najważniejszymi unijnymi przywódcami, w tym także z politykami Litwy, Łotwy i Estonii oraz politykami z USA. W najbliższym czasie zapowiedziano ofensywę dyplomatyczną premiera. Rząd jest krytykowany m.in. przez opozycję, za to, że na tereny przygraniczne nie są dopuszczani lekarze, organizacje pomocowe oraz humanitarne, a także media. 24 października w wieku 70 lat zmarł KRZYSZTOF KIERSZNOWSKI, jeden z najbardziej popularnych i lubianych aktorów, niezapomniany Nuta z filmu „Vabank“ oraz „Vabank II, czyli riposta“ Juliusza Machulskiego czy Wąski z kultowych komedii „Kiler“ i „Kilerów

stko trzeba było bardzo zabiegać, a z trudem zdobyte pomarańcze smakowały jak nigdy potem. Dziś świat krzyczy do nas reklamami Bożego Narodzenia już w listopadzie, oferując w sklepach świąteczne słodycze, ozdoby czy ubrania. W świątecznie przyozdobionych centrach handlowych już dwa miesiące wcześniej można usłyszeć popularne kolędy i utwory świąteczne, podczas gdy cztery dekady temu ludzie borykali się z reglamentacją artykułów pierwszej potrzeby, walcząc w sklepach o produkty na wigilijną wieczerzę. Właśnie w tym roku, 13 grudnia, minie 40 lat od pamiętnego wydarzenia, gdy generał Wojciech Jaruzelski poinformował społeczeństwo o wprowadzeniu stanu wojennego w kraju i ogłosił powołanie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Przedświąteczny czas oraz święta dla wielu osób zmieniły się wówczas w koszmar. Zapanował strach i niepewność. Sklepowe półki świeciły pustkami, ograniczono swobody obywatelskie, wprowadzono cenzurę, godzinę milicyjną, a na granicach miast przepustki uprawniające do wyjazdu. Brak było połączeń telefonicznych. Na ulicach pojawiły się kontrole, żołnierze i czołgi. Moi rodzice do dziś wspominają kartki żywnościowe i giganty-

2-óch“. Popularność przyniosła mu też rola Stefana Górki w serialu „Barwy Szczęścia“. 31 października w wieku 79 lat zmarł ANDRZEJ ZAORSKI, wybitny aktor i satyryk, współtwórca wielu audycji radiowych. W ramach „60 minut na godzinę“ prowadził dialogi z Marianem Kociniakiem, omawiając fabuły filmów. Początek tej audycji: „Fajny film wczoraj widziałem. - Momenty były?“ wszedł na stałe do języka polskiego. Andrzej Zaorski był też twórcą licznych programów telewizyjnych, w tym słynnego „Polskiego zoo“. 9 listopada prezydent Andrzej Duda ZŁOŻYŁ WIZYTĘ NA SŁOWACJI, gdzie spotkał się z prezydent Zuzaną Čaputovą. Jednym z tema-

tów rozmów był kryzys migracyjny na polsko-białoruskiej granicy. Prezydent RP informował o ataku hybrydowym na polską granicę grupy migrantów liczącej kilka tysięcy osób, co miało miejsce poprzedniego dnia. Podkreślił też, że Polska radzi sobie z obecną sytuacją, ale - jak zaznaczył jest nam potrzebne wsparcie na poziomie politycznym. „Bardzo liczymy na wsparcie naszych sąsiadów, naszych sojuszników” - mówił. Prezydent Čaputová wyraziła wsparcie dla Polski w sprawie sytuacji na granicy. „Ale uważamy, że należy zająć się też pogarszającą się sytuacją humanitarną na granicy. Wiemy, że ta sytuacja nie jest prosta“ - oświadczyła. Wizyta Prezydenta RP na Słowacji w związku z sytuacją na granicy z Białorusią MONITOR POLONIJNY


i pojawieniem się tam dużych grup migrantów została skrócona do jednego dnia. 11 listopada w całej Polsce odbyły się obchody 103. ROCZNICY odzyskania niepodległości. W przypadające tego dnia Narodowe Święto Niepodległości prezydent Andrzej Duda odznaczył Orderem Orła Białego działaczkę podziemnej „Solidarności”, współzałożycielkę Wolnych Związków Zawodowych Joannę Dudę-Gwiazdę, działacza opozycji demokratycznej w PRL i kapelana „Solidarności” ks. Stanisława Małkowskiego, poetę Leszka Długosza oraz poetę i wydawcę Jana Polkowskiego. W wygłoszonym wieczorem 11 listopada TELEWIZYJNYM ORĘDZIU GRUDZIEŃ 2021

STAN WOJENNY

OCZAMI POLAKÓW MIESZKAJĄCYCH NA SŁOWACJI

D

la wielu z nas Święta Bożego Narodzenia 40 lat temu były inne niż wszystkie. Poprosiłam kilkoro rodaków, którzy mieszkają na Słowacji od ponad czterech dekad, by sięgnęli pamięcią do czasów wprowadzenia stanu wojennego w Polsce i opowiedzieli, jak z czechosłowackiej perspektywy widzieli i przeżywali to, co stało się w Polsce 13 grudnia 1981 roku.

O

wprowadzeniu stanu wojennego dowiedziałem się w pracy. Pracowałem wówczas również w soboty i niedziele. Na jednym z wydziałów produkcyjnych, gdzie było radio, pracownicy usłyszeli właśnie o czymś, co stało się w Polsce. Zadzwoniono do mnie i poproszono, żebym przyszedł. Kiedy wszedłem do pomieszczenia, zobaczyłem przestraszone panie, a jedna z nich ze łzami w oczach powiedziała mi, że ma syna w wojsku, który jest od kilku miesięcy na granicy z Polską, i boi się, że będzie wojna. Pierwsze informacje o stanie wojennym w Polsce usłyszałem też w pracy, z czechosłowackiego radia, gdyż Polskie Radio z trudem można było odbierać.

prezydent Andrzej Duda odniósł się do sytuacji na granicy polskobiałoruskiej i zapewnił, że Polska jest przygotowana do odparcia „akcji służb reżimu Łukaszenki“. „Nasza Straż Graniczna, Wojsko Polskie, Policja i inne służby są w stanie najwyższej gotowości“ podkreślił prezydent. Dodał, że jest w stałym i bezpośrednim kontakcie z przywódcami państw regionu, a także z partnerami z NATO i UE. Prezydent odwiedził też pełniących służbę na granicy funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji oraz żołnierzy. 11 listopada ulicami Warszawy przeszedł MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI. Za jego organizację odpowiadały środowiska narodowe. W tym roku marszowi nadano status

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

czne kolejki, w których musieli stać długie godziny, gdy ktoś rzucił informację, że pojawi się towar. Tata wstawał w środku nocy i ustawiał się w kolejkę, a mama zmieniała go nad ranem, kiedy tato musiał iść do pracy. Brzmi niewiarygodnie? Zwłaszcza młodszym generacjom trudno wyobrazić sobie puste sklepy, brak Internetu czy telefonów komórkowych. Bo czy nie brzmi to irracjonalnie, gdy dziś opowiadacie swoim dzieciom, że zbieraliście puszki po coca-coli i z dumą ustawialiście je na półce, a opakowania po tak zwyczajnych dziś batonikach jak Snickers czy Mars, które wyrzucacie do śmietnika, kiedyś wklejaliście do pamiętnika niczym zdobycz wszechczasów. Jakże dziś żyje nam się wygodniej, nowocześniej i dostatniej. Doceńmy więc to, co mamy, zanim znów rzucimy się w pogoń za czymś nowym, co chcemy mieć. To, co łączy dawne Boże Narodzenie i obecne to radość świąt spędzanych z rodziną. Święta to dobry moment do zwolnienia tempa, nabrania dystansu do tego, co wokół, refleksji nad tym, co najważniejsze, i oczywiście spędzenia cudownych chwil roziskrzonych śmiechem i wspomnieniami, czego Państwu serdecznie życzę. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

RyszardR AZTwY SieŁwAWkaA

państwowy, aby zalegalizować jego przejście. Organizacja pochodu spotkała się ze sprzeciwem wielu środowisk, zarzucających państwu polskiemu legitymizację neofaszyzmu i nacjonalizmu. 16 listopada w wieku 53 lat zmarł dziennikarz i publicysta KAMIL DURCZOK. W latach 1993-206 pracował w Telewizji Polskiej, gdzie prowadził „Wiadomości“. W 2006 r. rozpoczął pracę w telewizji TVN. Był redaktorem naczelnym i prowadzącym „Fakty“. Opuścił tę stację w 2015 r. w związku z publikacjami nt. mobbingu i molestowania w TVN. Był laureatem m.in. nagrody Grand Press dla dziennikarza roku (2000), Złotej Telekamery w kategorii Informacje

B

(2008) oraz Wiktora dla najwyżej cenionego dziennikarza, komentatora i publicysty (2004). Napisał książkę pt. „Wygrać życie“ o swoich zmaganiach z chorobą nowotworową. 20 listopada badania potwierdziły w Polsce 23 414 nowych zakażeń koronawirusem. Zmarły 382 osoby z COVID-19. Od początku pandemii zmarło ponad 80,7 tys. chorych z COVID-19, zachorowało ponad 3,3 mln osób. Polski rząd nie przewiduje na razie wprowadzenia dodatkowych obostrzeń. Nie wykluczone jest przyjęcie ustawy, która umożliwi pracodawcom sprawdzanie, czy pracownik został zaszczepiony przeciw COVID-19. MP 5


Dopiero po przyjściu do domu już bez zakłóceń słuchałem w radiu Wolna Europa, co się stało naprawdę. Przeżywałem to bardzo, bojąc się o rodzinę w Polsce, do której nie mogłem się dodzwonić. Zresztą wtedy zawsze były trudności z telefonowaniem, gdyż nie wszyscy w Polsce czy na Słowacji posiadali telefon. Żeby porozmawiać, trzeba było zamówić rozmowę i czekać na połączenie kilka lub kilkanaście godzin. Po wielogodzinnym czekaniu i połączeniu usłyszałem znane – „rozmowa kontrolowana”. Byliśmy skazani jedynie na wymianę myśli i wiadomości drogą listową. Nikt z naszej rodziny nie był zatrzymany czy internowany, ale i tak sytuacja nie była normalna. Wszystkie informacje, które miałem, pochodziły z mediów czechosłowackich i z radia Wolna Europa. Jak bardzo się różniły, to chyba nie muszę mówić. W tych okolicznościach święta Bożego Narodzenia były smutne. Nie wiedziałem, co dzieje się z rodziną w Polsce. Razem z żoną byliśmy wtedy młodym małżeństwem, które z rocznym synem mieszkało w nowym nieumeblowanym mieszkaniu, wyposażonym jedynie w radioodbiornik i niewielki telewizor. Jeśli chodzi o reakcje moich kolegów i znajomych Słowaków, to były one różne. Ich informacje pochodziły jedynie z mediów czechosłowackich, więc wiadomo, jakie były. Do Polski pojechałem dopiero po zniesieniu stanu wojennego. Wcześniej odwiedzali nas działacze „Solidarności“ i nie tylko, którzy otrzymali propozycję „nie do odrzucenia”, czyli opcję wyjazdu z Polski Ludowej. Wszyscy, którzy jechali do Wiednia, zatrzymywali się u nas w Bratysławie i to była ich ostatnia noc, spędzana w kraju strefy komunistycznej. Niektórzy z nich mieszkają teraz w Stanach Zjednoczonych, Republice Południowej Afryki, Austrii, a niektórzy wrócili do Polski. Na szczęście to już minęło, choć konsekwencje odczuwamy wszyscy. 6

Na

HalinaMedvedová BRAT YSŁAWA

Na

Słowacji mieszkam od końca czerwca 1977 roku. Kiedy dowiedziałam się o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, byłam wystraszona. Bałam się o rodzinę oraz tego, że wojska radzieckie wkroczą do Polski. Byłam bardzo nieszczęśliwa, ponieważ cieszyłam się na święta Bożego Narodzenia. Razem z mężem kupiliśmy nowe mieszkanie. Nic nie powiedziałam swoim rodzicom, gdyż miała to być niespodzianka. Tata próbował dostać zgodę na wyjazd. Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że rodzice przyjadą na święta. Pamiętam, jak płakałam przy wigilijnym stole. Rodzice przyjechali 1 maja, tydzień przed urodzeniem mojej trzeciej córki. Czterdzieści lat temu nie było Internetu, a informacje były ograniczone. Ludzie tutaj różnie się zachowywali, a sytuację w Polsce porównywali do 1968 roku w Czechosłowacji. Wojska słowackie w gotowości czekały na granicy, a żony i matki żołnierzy, bojąc się o swoich mężów i synów, mówiły o nienawiści do Polski i Polaków. Były to jednak odosobnione przypadki. Takie przykre słowa na szczęście nigdy nie padły z ust moich znajomych i przyjaciół, którzy byli dla mnie mili. W 1978 roku załatwiłam z komendą hufca w Lęborku letni obóz dla słowackich dzieci. Wymienne obozy najpierw w Lęborku, a potem w Kołobrzegu odbywały się do roku 1991. Wielu Słowaków z mojego otoczenia miało więc pozytywny stosunek do Polski i Polaków, co bardzo pomogło mi w grudniu 1981 roku.

13 grudnia 1981 roku mieliśmy z żoną przygotowanego szampana, bo tego dnia mijała właśnie trzecia rocznica mojej przeprowadzki do Bratysławy. Ale nie było ani szampana, ani radości. W moich wspomnieniach na temat stanu wojennego nie sposób pominąć zachowania tutejszych organów i inwigilacji mojej osoby w pracy. Muszę się przyznać, że wydarzeń tego okresu nie komentowałem i nie oceniałem ani wówczas tutaj, ani potem w Polsce. Gdy ten ponury okres się skończył, postanowiłem o nim zapomnieć. Teraz pierwszy raz wracam pamięcią do tamtych czasów. Od chwili przeprowadzki do Bratysławy codziennie włączałem mój radioodbiornik, aby słuchać wszystkich nadawanych programów Polskiego Radia Warszawa, które emitowano na falach długich na częstotliwości 225 kHz. Ręce mi opadły, gdy usłyszałem komunikat wygłoszony przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego: Ogłaszam, że dziś w no-

cy Rada Państwa wprowadziła na całym obszarze państwa stan wojenny!!! Ogarnęło mnie uczucie bezsilności, gniewu i rozgoryczenia. Mieliśmy z żoną jechać do mojej mamy, która od początku roku bardzo chorowała. Czułem rozpacz i bezsilność. Przebywałem w sąsiednim, ale obcym kraju. Bez informacji o tym, co się dzieje z chorą mamą. Beznadziejna sytuacja. Codziennie próbowałem dzwonić do Polski. Kilkakrotnie odwiedziłem Konsulat Generalny, wielokrotnie telefonowałem do urzędu celnego w Cieszynie, by dowiedzieć się o możliwościach podróży do Polski. Rachunek za telefon pęczniał, a informacji nie było. Z wiadomości telewizyjnych nie dowiedziałem się nic pożytecznego; to były tylko same jałowe informacje. W zaistniałej sytuacji moje święta Bożego Narodzenia były smutne. Nie miałem ochoty na wigilię z teściami, nic mnie nie interesowało. Bo jakie mogły to być święta ze świadomością, że matka i krewni znajdują się w kraju objętym stanem wojennym? MONITOR POLONIJNY


1972 roku zamieszkałam w Bratysławie. W sierpniu 1981 roku pojechałam na wakacje do rodzinnego domu. Tarnobrzeg to małe spokojne miasto, ale każdy bał się utraty pracy. Pamiętam, że mój brat się nie bał. Był nauczycielem w technikum i z pełnym zaufaniem rozmawiał z uczniami o sytuacji w kraju. Jak się spotkaliśmy, dużo mi opowiadał, puszczał piosenki konspiracyjne, na przykład Rosiewicza, który śpiewał o mrówkach czerwonych stojących na granicy wschodniej, oraz kawały na ten temat. Mama się ucieszyła, bo mogłam iść do urzędu miasta po kartki żywnościowe dla mnie, męża i moich trzech córek. W urzędzie nie mieli żadnych zastrzeżeń i jeszcze dołożyli mi kilka kartek. O wprowadze-

niu stanu wojennego w Polsce dowiedziałam się z telewizji, będąc w Bratysławie. Przed świętami dokładnie 15 grudnia, wybrałam się sama do Polski. W ogóle nie rozumiałam, co to jest stan wojenny. Przecież jechałam do domu, do rodziny, a oni na granicy potraktowali mnie, jakbym jechała z zamiarem zorganizowania przewrotu. Do paszportu wbito mi dużą pieczątkę z informacją, że do pięciu dni muszę wrócić do Czechosłowacji albo zostać na zawsze w Polsce. Wróciłam do męża i dzieci do Bratysławy. W następnym roku, kiedy brat i mama chcieli przyjechać do nas, musieli mieć zaproszenie ode mnie, potwierdzające, że zapewnię im mieszkanie i środki na pobyt. Przyjazd w celach turystycznych nie wchodził w ra-

Henryk Feliks BRAT YSŁAWA

Gdzie na ulice wyjechały czołgi, a junta wojskowa krwawo tłumiła jakikolwiek opór ludności. Stan wojenny bardzo zmienił moje życie. Potem wyjeżdżałem do Polski nie dłużej niż na 2-3 dni. Zrezygnowałem też z planowanego urlopu w Polsce. To, co się stało 13 grudnia GRUDZIEŃ 2021

Alina Kabele

ŠAMORÍN

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

W

chubę. A jak reagowali Słowacy i Czesi na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce? Niektórzy się cieszyli i mieli nadzieję, że może nareszcie coś się zmieni. W Czechosłowacji, w przeciwieństwie do Polski, w sklepach można było kupić wszystko, więc nie cierpieliśmy z tego powodu. Pamiętam taką sytuację, gdy

1981 roku, na dłuższą metę przekreśliło moją zawodową współpracę z kolegami z Polski. Pracowałem w firmie Doprastav, która asfaltowała autostrady i koryta zapory w Gabčikovie. Planowana współpraca z polskimi firmami nie doszła do skutku ze względu na brak zaufania i podejrzliwość partnerów obu krajów. Utrudnienia piętrzyły się na każdym kroku. Problemem było uzyskanie pozwolenia na pobyt dla cudzoziemców w Czechosłowacji, gdyż Polacy nagle stali się w oczach niektórych tutaj niepopularni, a nawet niebezpieczni! Do Polski pojechałem dopiero w 1983 roku. Jeszcze wówczas widoczne tam były efekty stanu wojennego. Gdy chciałem odwiedzić mamę w Polsce, musiała ona jeszcze przez kilka lat posyłać mi zaproszenia poświadczone notarialnie, że zapewni mnie i mojej żonie noclegi, wyżywienie i opiekę lekarską na czas pobytu. W Czechosłowacji reakcje na stan wojenny były różne. Jedni mi współ-

przyjechała do mnie mama i wybrała się do bratysławskiego sklepu z nabiałem, by kupić ser. Sprzedawczyni, usłyszawszy język polski, odmówiła jej sprzedaży. Powiedziała, że Polacy wszystko wykupują i niech nie strajkują i nie buntują się przeciwko reżimowi, to też będą wszystko mieli w sklepach. Było to bardzo smutne.

czuli, inni szykanowali, a teściowie bali się o córkę, gdy kiedykolwiek później jechaliśmy z wizytą do Polski. Niektórzy słowaccy znajomi byli przesiąknięci propagandą. Ludzie mieli tu różne opinie. Jedni odwoływali się, że przecież jesteśmy w Układzie Warszawskim, inni wskazywali na Wielkiego Brata ze Wschodu, a jeszcze inni mówili, że lepiej, iż wprowadzono stan wojenny, niż by na Polskę najechały wojska bratnich armii. Propaganda była głośna i bolesna, a słuchanie tych opinii poniżające. Muszę dodać, że od chwili powstania „Solidarności“ w pracy byłem co drugi dzień wzywany do dyrektora wydziału kadr. Za każdym razem obawiałem się, że dostanę wypowiedzenie. Trwało to jeszcze prawie dwa lata. Z czasem częstotliwość wizyt na dywaniku u dyrektora się zmniejszyła. Moje odczucia i wspomnienia, które we mnie tkwiły od tamtych czasów, pozostały niezmienione do dziś. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 7


O Wandzie, co Niemca nie chciała, a jednak się złamała ROZMOWA Z PRODUCENTKĄ FILMOWĄ WANDĄ ADAMIK HRYCOVĄ, KTÓREJ BABCIA BYŁA POLKĄ

N

osi polskie imię Wanda, a krąży w niej rusińska, polska oraz węgierska krew. Wanda Adamík Hrycová polskości nie potrafi w sobie zidentyfikować, ale z podziwem mówi o ojczyźnie swojej babci i o Polakach, z którymi łączą ją przyjacielskie czy zawodowe więzi. Jej ojciec Andy Hryc (niedawno zmarły znany słowacki aktor) był przekonany, że historia ucieczki z Polski Marii Hrycovej to świetny temat filmowy. Jak to widzi wnuczka naszej rodaczki?

Lubi Pani chałwę? Jasne! I krówki też! Tym mnie karmiono (śmiech). Wie Pani, że w ten sposób nawiązuję do Pani babci, która przepadała za chałwą? Polska kojarzy się Pani z babcią? Oczywiście! Ona mi dużo mówiła o Polsce. Po wojnie ten rejon, gdzie babcia wyrastała – na pograniczu z Białorusią – znalazł się po drugiej stronie granicy. Do końca życia ciągnęło ją do Polski. Cały czas utrzymywała kontakt z przyjaciółką, której dzieci kolegowały się z moim tatą, a my, dzieci ich dzieci, czyli kolejne pokolenie, nadal się spotykamy i przyjaźnimy. Właśnie zaprosiłam ich do Bratysławy na Boże Narodzenie!

po matce Polakiem, po ojcu zaś Rusinem i Węgrem. A jednak całe życie nosi Pani polskie imię – Wanda! To prawda. „Wanda, co nie chciała Niemca“ (śmiech). Ja jednak się złamałam! (śmiech). Bo mój mąż to Niemiec, który co prawda urodził się na Słowacji, ale potem mieszkał w Niemczech. O, to w Pani dzieciach ta krew jeszcze bardziej się wymieszała! Tak, cała nasza rodzina to ciekawa mieszanka krwi oraz różnych wyznań – od grekokatolików przez prawosławnych po protestantów.

Potrafi Pani zdefiniować swoją tożsamość? Ile w Pani jest polskości? Nie, nie potrafię tego ocenić. Nie wiem, co to znaczy czuć polskość. Pochodzę z Europy Środkowej, z regionu, gdzie się spotykały i mieszały różne nacje. Jestem Europejką, a właściwie Środkowoeuropejką. Moja mama jest Rusinką, tato był

A jeszcze się doczytałam, że powierzyła Pani swoje dzieci najpierw opiekunce z Chin, teraz z Iranu. Tak (śmiech). Dla mnie to bardzo ważne, żeby dzieci wyrastały w tolerancyjnej rodzinie, bo według mnie to podstawa szczęśliwego życia. Dzieci nie zwracają uwagi, czy ktoś jest ciemnoskóry, ze skośnymi oczami, czy na jego stoliku nocnym leży Koran czy Biblia.

Nie wiem, co to znaczy czuć polskość.

Mówi Pani po polsku? Nie, ale w osiemdziesięciu procentach rozumiem.

8

Nie szkoda? Wielka szkoda. Dużo o tym rozmawialiśmy z ojcem. On nie tylko rozumiał, ale i mówił po polsku. Pytałam go, dlaczego nas nie nauczyli polskiego. Z węgierskim było podobnie, choć tego języka mój ojciec też nie znał. Zna Pani odpowiedź? To był kompleks emigrantów. Babcia nigdy nie mówiła do mnie po polsku, zawsze po słowacku. Ona tu mieszkała w trudnych czasach i starała się wtopić w środowisko. Tym bardziej było jej ciężko, kiedy jej mąż, a mój dziadek, był więziony za czasów komunizmu, a ona musiała pracować, by utrzymać siebie i dwoje dzieci. Tamte czasy zmuszały do ukrywania swojego pochodzenia? Myślę, że chciała, by jej dzieci miały łatwiej niż ona, by nie czuły się wyobcowane. Ona odczuła na własnej skórze, że obcokrajowiec nie miał takich samych szans, jak ludzie stąd. To były dziwne czasy, po pierwsze – dlatego że zaraz po wojnie, po drugie – jeszcze niewiele czasu upłynęło od upadku monarchii austro-węgierskiej. Może dlatego krzywo patrzono na innych? Ale, co ciekawe, im babcia była starsza, tym częściej wspominała młodość, którą przeżyła w Polsce. Wtedy przechodziła na język polski. Pochodzenia nie da się wykorzenić. WANDA ADAMÍK HRYCOVÁ jest producentką filmową i telewizyjną; wyprodukowała m.in. filmy Čiara, Známi, neznámi, Colette, serial Słowianie, 14 musicalów, jak Hello, Dolly, Hair, Hamlet, Cleopatra, czy programy telewizyjne: Pop Idol, The Voice, Strictly Come Dancing. Jest też prezydentką Słowackiej Akademii Filmowej i Telewizyjnej. Prywatnie zaś córką zmarłego niedawno aktora Andy Hryca, wnuczką Polki – Marii Hrycovej. MONITOR POLONIJNY


Od tamtych czasów zmieniło się podejście do obcokrajowców na Słowacji? Teraz to jest zupełnie inna sytuacja. Dziś te kontakty z zagranicą są o wiele silniejsze. Jesteśmy w Unii Europejskiej! Ale mimo to myślę, że cały czas mamy co doganiać. Na przykład niewiele wiemy o Polakach. Na poziomie dyplomacji kulturalnej mamy olbrzymie rezerwy, a szkoda, bo sądzę, że mamy sobie dużo do zaoferowania.

Losy naszej rodziny są dosyć dramatyczne i mógłby o niej powstać cały serial. cie. Dziadek przez wiele lat siedział w więzieniu. Całą rodziną nieśli na swoich barkach wszystkie konsekwencje ówczesnego reżimu. I to się ciągnęło aż po brutalną erę mecziarowską, którą mój ojciec i cała rodzina odczuliśmy na własnej skórze. Ale ja nie mam dostatecznego dystansu, by móc podjąć się realizacji takiego tematu. Choć prawdą jest, że na przykładzie historii naszej rodziny można opowiedzieć historię Czechosłowacji, Słowacji i Polski.

Już jest jakiś konkretny pomysł? Pracujemy nad tym. Kiedyś Pani babcia mówiła mi, że Andrzej (tak nazywała Pani tatę) widział w jej ucieczce na Słowację pomysł na film. Co Pani na to? Losy naszej rodziny są dosyć dramatyczne i mógłby o niej powstać cała serial. Niestety. Dziadkowie, ale i rodzice przeżyli sporo okropności, które także i mnie formowały. Babcia uciekła z Polski. Potem reżim komunistyczny ingerował w jej i dziadka ży-

Spłaca teraz Pani dług za uratowane życia babci, ratując inną kobietę? Mam na myśli Sahrę Karimi z Afganistanu. Moja babcia uciekła z Warszawy dzień przed wybuchem powstania warszawskiego i tu na Słowacji znalazła schronienie. Czy to, że mogłam pomóc afgańskiej reżyserce Sahrze, sprowadzając ją na Słowację, to jest spłacanie długu? Nie myślałam o tym w takich kategoriach. Dla mnie to naturalna sprawa. Każdy, kto by mógł pomóc w ucieczce przed talibami, by to zrobił. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

A jak, według Pani, radzą sobie filmowcy z tą współpracą polsko-słowacką? Właśnie zaczynam intensywne rozmowy z moimi polskimi kolegami, których mam sporo. W tych kontaktach widzę olbrzymi potencjał. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Niedawno odwiedziłam Warszawę. Pierwszy raz po wielu latach. Byłam bardzo mile zaskoczona, jak bardzo to miasto się zmieniło. Kocham też Kraków, ale olbrzymi szok przeżyłam, kiedy pojechałam do Katowic. Te świetne inwestycje, muzea górnicze, które tam powstały! I filharmonia! Czułam się jak Alicja w krainie czarów. Niesamowite, jak dobrze tam wykorzystano fundusze europejskie. Moglibyśmy stamtąd czerpać inspiracje.

Czego dotyczy Pani współpraca z polskimi filmowcami? Biorę udział w różnych festiwalach filmowych, na przykład Off Camera w Krakowie. Kiedy rozmawiam z polskimi kolegami, widzę, że naszym największym wyzwaniem jest znalezienie wspólnych tematów, mogących zainteresować i polskich, i słowackich widzów. Europa ma tyle wspólnych więzi! Przecież studenci podróżują tu i tam, więc czas, żebyśmy te tematy przenieśli do filmów czy seriali.

Czego to od Pani wymagało? Szybkiego działania. Tego się nie dało przełożyć na następny dzień, ale trzeba było reagować natychmiast. Przez 72 godziny nie wypuściłam telefonu z rąk, by móc Sahrę i jej rodzinę dostać do samolotu. Trzy dni nie spałam, ale udało się. Tydzień później wydostanie tych ludzi z Kabulu byłoby zupełnie nierealne. Tam okoliczności zmieniały się z godziny na godzinę. Jej historia dotknęła Pani, bo dziewczyna studiowała na Słowacji? Bo, podobnie jak Pani, jest filmowcem? Tak. Jak widziałam w telewizji te rodziny z małymi dziećmi na lotnisku w Kabulu i patrzyłam na moje dzieci tu, na Słowacji, to nie mogłam pozostać obojętna na ten dramat ludzki.

GRUDZIEŃ 2021

9


Sprowadziła Pani na Słowację Afgankę. Spotkał Panią za to hejt? A wie pani, że nie? Byłam zaskoczona. Do mnie osobiście nie dotarły żadne negatywne reakcje, a dyskusji pod artykułami już od wielu lat nie czytam. Nie interesują mnie, nie uznaję ich za głos większości. To rozwrzeszczana mniejszość, która hejtując, próbuje dać ujście swoim problemom. Nikt tym ludziom chyba nie powiedział, że to jest nieskuteczne. Obserwuje Pani sytuację na granicy polsko-białoruskiej, gdzie uchodźcy stali się elementami okrutnej gry? Tak. To straszna tragedia, cierpią niewinni ludzie. Nikt z nas czegoś takiego by nie chciał przeżyć na własnej skórze. Na żywo jesteśmy świadkami wielkiej gry politycznej, za którą płacą najsłabsi. Nawet cenę życia.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Tych, którzy z polskiej strony starają się pomóc uchodźcom, spotyka za to hejt od rodaków. Dlatego spytałam o reakcje Słowaków na Pani działania. Słowacja jest otwarta na uchodźców bardziej niż Polska?

Im trudniejsze czasy, tym większy popyt na rozrywkę. Nie sądzę. Myślę, że jesteśmy na Słowacji ksenofobami. To było widać w 2015 roku, kiedy uchodźcy uciekali przez Węgry. I choć działo się to blisko nas, to tak naprawdę nas nie dotyczyło, bo ci uchodźcy nie chcieli u nas zostać. Najbardziej obawiano się ich w tych regionach Słowacji, gdzie nigdy nie spotkano żadnego migranta. To podobny mechanizm stworzenia wroga, który działał w latach 90., kiedy wskazywano rzekomych wrogów - Węgrów. Taki paradoks. Odpowiedzialność za to niosą nasi politycy. Oni - świadomie lub nieświadomie – mają wpływ na opinię publiczną. I nią sterują tak, by rosły słupki ich popularności. Byle do najbliższych wyborów. My tu nie mamy mężów stanu, wizjonerów, którym by zależało na przyszłości państwa. Nasi politycy nie są w stanie spojrzeć za horyzont czterech lat, widzą tylko czas od wyborów do wyborów. W Polsce pewnie jest podobnie. Co się dzieje z naszymi społeczeństwami? Jako filmowiec, dobry obserwator jest Pani w stanie opisać ten stan? Nastroje nie są dobre, dochodzi do polaryzacji społeczeństw, rośnie agresja. Decydenci nie uspakajają, nie dają nadziei na przyszłość, ale działają wręcz odwrotnie – pasożytują na tematach, które ludzi dzielą, które w ludziach wywołują emocje. Przeciętny człowiek nie potrafi odróżnić, co jest populizmem. Niestety. I tak dochodzi do manipulacji. Pomocny w tym jest Internet - jedyne nieregulowane medium. W sieci głos dostaje każdy, a więc i ktokolwiek. A dzięki algorytmom, które w Internecie działają, im większy hejt, tym większe zasięgi. To oznacza, że cały nasz medialny system stanął do góry nogami! Jeśli to się nie zmieni, jeśli Internet nie będzie restrykcyjnie kontrolowany, tak jak gazety, telewizje, radio, to wszystko może się obrócić przeciw ludzkości.

10

Filmowcy mogą zmiękczyć serca widzów, uczulać na problemy, przestrzegać. Czuje Pani, że spełnia misję? Jestem przekonana, że to nasz obowiązek. Filmowcy to robią, stawiając widzom lustro, zmuszając do refleksji. Z drugiej jednak strony, wie pani, które filmy cieszą się większym zainteresowaniem? Wcale nie te, które dotykają najtrudniejszych, najgorętszych problemów, które zmuszają do myślenia. Może dlatego, że po obejrzeniu takiego filmu człowiek może czasami popaść depresję? Im trudniejsze czasy, tym większy popyt na rozrywkę. Ludzie szukają czegoś lekkiego, przyjemnego, relaksującego. Chcą się uspokoić. Zapomnieć o realnym życiu. Pani produkuje programy rozrywkowe, ale i filmy poruszające trudne tematy, jak choćby film „Colette“, opowiadający o miłości w obozie koncentracyjnym. Tak. A realizując trzy lata temu film „Čiara“, przybliżyliśmy się do tematu podziału na bogatych i biednych, szczęśliwych i nieszczęśliwych. Co do rozrywki, staram się ją oferować na pewnym poziomie, bez konieczności obniżania poprzeczki. Ale nie ukrywam, że z moimi produktami chcę dotrzeć do mas, do szerokiej publiczności. Ostatni film „Známi - neznámi“ to komedia, prezentująca różne relacje w rodzinach i między przyjaciółmi. A te ostatnio są mocno nadwyrężane. Trudne czasy weryfikują je i dlatego niektóre się rozpadają, inne cementują. Dziś ludzie mają straszne problemy psychiczne spowodowane lockdownami, pandemią. Czas oczekiwania na wizytę u psychologa to sześć miesięcy! Ci, którzy nie znaleźli sposobu, by nie zwariować, by wykorzystać czas lockdownu na samorozwój, mają straszne problemy. Ten film pokazuje, w jakim stanie są nasze relacje, mimo że na pozór wyglądają one na normalne. Film opowiada o grupie przyjaciół, którzy decydują się położyć na stole swoje telefony i wspólnie odczytywać SMS-y lub przysłuchiwać się rozmowom, prowadzonym przez innych. To wszystko ich zmienia. Czy to duże wyzwanie zrobić remake znanego filmu? MONITOR POLONIJNY


Pierwszy raz zdecydowaliśmy się kupić scenariusz i zrobić adaptację. Oczekiwaliśmy, że będzie hejt, ale dostaję informacje, że wielu podobało się bardziej niż oryginał. Oczywiście włoska wersja nas oczarowała, ale tu, na Słowacji była ona w dystrybucji tylko w małych kinach. My z naszą wersją chcieliśmy dotrzeć do szerokiej publiczności. To świetna historia, doskonale nakreślone ludzkie charaktery. Postaci śmieszą, ale czasami jest to śmiech przez łzy, bo niektórzy odbiorcy widzą w bohaterach siebie. To pierwszy film z Pani produkcji, w którym nie wystąpił Andy Hryc. Kiedy realizowaliśmy ten film, tato był już chory. We wszystkich pozostałych filmach, które produkowałam, ojciec grał. On był wyjątkowym człowiekiem. I świetnym aktorem! Dla mnie to było oczywiste, że będę go obsadzać w moich produkcjach. W życiu prywatnym nikt nie zastąpi taty, ale czy jest jakiś aktor, który zajmie miejsce Pani ojca? Chyba nie ma takiego aktora, którego chciałabym widzieć w każdej produkcji. Chociaż... Ostatnio uświadomiłam sobie, że Tomáš Maštalír grał w każdym moim filmie. Po prostu na każdym castingu udało mu się przekonać decydentów, że dana rola jest dla niego. Zbliża się Boże Narodzenie. Zachował się w Pani rodzinie polski zwyczaj pozostawiania jednego miejsca wolnego przy wigilijnym stole? Tak! I to nie tylko podczas Bożego Narodzenia, ale w każde święta. Ostatnio spotkaliśmy się w szerokim gronie rodzinnym na Zaduszki. Na stole stały wtedy dwa dodatkowe talerze: jeden dla mojego taty, drugi dla brata Hugona.

Monumentalny koncert

W BRATYSŁAWSKIEJ KATEDRZE

K

atedra św. Marcina w Bratysławie tego piątkowego popołudnia rozbrzmiewała wielobarwnymi dźwiękami. Piątego listopada miał tu miejsce wyjątkowy koncert - msza F-dur na głosy solowe, chór i orkiestrę Józefa Michała Ksawerego Poniatowskiego, którą wykonały Orkiestra Lwowska Filharmonii Narodowej i Galicyjski Chór Kameralny. Pod batutą dyrygenta Sebastiana Perłowskiego towarzyszyli im soliści: Olesya Bubela (sopran), Tetyana Vakhnovska (mezzosopran), Andrii Voziian (tenor), Viktor Yankovskyi (baryton). Projekt „Poniatowski” zakłada realizację monumentalnych koncertów w największych historycznych katedrach na świecie w wersji orkiestrowej jak i oryginalnej. Koncerty mają formułę otwartą i są bezpłatne dla publiczności. Do tej pory mszę J.M.K. Poniatowskiego zaprezentowano z dużym sukcesem m.in. w Siedlcach, Krakowie, Warszawie, Szczecinie, Bielsku -Białej, Przemyślu, Lwowie, Barcelonie, Lizbonie, Rzymie czy w Paryżu. Bratysławski koncert zorganizował Instytut Adama Mickiewicza i Funda-

cja Instytut Wspierania Kultury Polskiej we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie i Ambasadą RP w Bratysławie. Uroczystość uświetnił swoją obecnością ambasador RP na Słowacji Krzysztof Strzałka, obecna była również dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie Anna Opalińska. ZDJĘCIA: AGNIESZKA STEFAŃSKA

Dla melomanów ten wieczór był niewątpliwie prawdziwą ucztą. Cztery piękne głosy wraz z towarzyszącym chórem i orkiestrą, dopełnione atmosferą historycznego wnętrza katedry, docenione zostały gromkimi brawami obecnych słuchaczy. AGNIESZKA STEFAŃSKA

Kogo by Pani chciała zobaczyć przy wigilijnym stole? Tych, których bym najbardziej chciała zobaczyć, już nie zobaczę, bo odeszli... MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA GRUDZIEŃ 2021

11


Cześć, Preszów! To

hasło, pod którym już po raz szósty zorganizowane zostało wyjątkowe święto popularyzujące polską kulturę i tradycję. Dzięki Instytutowi Polskiemu w Bratysławie, Instytutowi Studiów Środkowoeuropejskich Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Preszowskiego oraz władzom miasta październik stał się w Preszowie miesiącem niezwykle atrakcyjny nie tylko kulturowo, ale i kulturalnie. Polskie dni, pod którymi rozumieć należy szereg wyjątkowych wydarzeń i spotkań z polskością, zaoferowały w swoim programie wydarzenia kulturalne, takie jak wystawy, koncerty, pokazy filmowe, wykłady popularnonaukowe i warsztaty.

ZDJĘCIA: UNIVERZITNÁ KNIŽNICA PU ORAZ M. VOJTEKOVÁ

Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia jest Instytut Studiów Środkowoeuropejskich Uniwersytetu Preszowskiego, gdzie można studiować język polski i zdobywać, w ramach programu studiów środkowoeuropejskich, wiadomości na temat polskiej kultury. Wśród studentów preszowskiej uczelni oraz uczniów lokalnych gimnazjów ogłoszono konkurs pod hasłem Polska moimi oczami, którego organizacją i koordynacją zajęła się Marta Vojteková, dyrektor Instytutu Studiów Środkowoeuropejskich. Zadaniem uczestników było za12

prezentowanie wrażeń, wspomnień i spostrzeżeń na temat Polski w jak najciekawszej i oryginalnej formie. Zwycięzcy zostali nagrodzeni, zaś pozostali uczestnicy konkursu otrzymali różne polskie pamiątki. Spośród licznych wydarzeń warto wymienić koncert inauguracyjny w Sali Widowiskowej PKO Čierny orol, podczas którego rozbrzmiały najsłynniejsze arie operowe w wykonaniu polskich solistów – Rafała Żurkowskiego oraz Elżbiety Cabały – przy akompaniamencie Wiktora Szymajdy. Artyści poruszyli serca widzów oraz – dosłownie – poderwali ich z miejsc. Do wyjątkowych koncertów zaliczyć należy ten w teatrze VIOLA. Było to spotkanie poświęcone Krzysztofowi Komedzie. Wspomnieniom polskiego kompozytora i pianisty towarzyszyła świetna oprawa muzyczna. Został również zaprezentowany fragment filmu w reżyserii Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk, którego tematem są życie i twórczość polskiego jazzmana, znanego na całym świecie twórcy standardów jazzowych. W ramach festiwalu w Instytucie Studiów Środkowoeuropejskich UP wygłoszono interesujące wykłady dotyczące literatury i języka polskiego. Jednym z nich był wykład Ing. Vladimíra Benka, PhD., naukowca ze Słowackiej Akademii Nauk, który mówił o internetowej systematyzacji korpusu języka polskiego i zaprezentował dokonania zespołu badawczego, pracującego nad rozwojem nowatorskiego narzędzia ułatwiającego pracę językoznawcom Z tematem literackim wystąpił natomiast prof. Peter Káša z Uniwersy-

tetu Preszowskiego, który m.in. przybliżył twórczość Cypriana Kamila Norwida, wybitnego polskiego poety, dramatopisarza, ale i malarza, grafika i filozofa. Norwid był też tematem wystawy prezentowanej na uniwersytecie. W jej otwarciu wzięli udział przedstawiciele Instytutu Polskiego w Bratysławie oraz władze Wydziału Filozoficznego i Instytutu Studiów Środkowoeuropejskich. Wszyscy oni włożyli ogrom pracy w przygotowanie polskiego października według najwyższych standardów merytorycznych i organizacyjnych. Szczególne podziękowanie za wkład włożony w organizację wszystkich wydarzeń należą się Annie Opalińskiej, dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie, Monice Olech, zastępcy dyrektora tegoż Instytutu, oraz Marcie Vojtekovej, dyrektor Instytutu Studiów Środkowoeuropejskich. Honorowy patronat nad przedsięwzięciem sprawowała dziekan Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Preszowskiego prof. Beáta Balogová. To właśnie ona zorganizowała uroczyste spotkanie wyżej wymienionych, podczas którego omawiane były plany rozwoju Instytutu Studiów Środkowoeuropejskich, jak i szeroko rozumianej współpracy z zakresu promocji języka i kultury polskiej. Rok 2021 jest rokiem Stanisława Lema, powieściopisarza gatunku science fiction. Informacje o Lemie przybliżył doc. Marek Mitka. W ramach preszowskich dni polskich nie zabrakło także akcentów filmowych. Film Mój Nikifor, opowiadający historię polskiego malarza pochodzenia łemkowskiego, przedstawiony został w Kawiarni Libresso. PAULINA STAWARZ

MONITOR POLONIJNY


Pulsujące Serce Uniwersytetu

W

Rektor uczelni, prof. inż. Jozef Jandačka, PhD., na ceremonię odsłonięcia pomnika zaprosił ambasadora RP w Bratysławie Krzysztofa Strzałkę, którego godnie reprezentował konsul honorowy RP w Liptowskim Mikulaszu Tadeusz Frąckowiak. W uroczystości uczestniczyło liczne grono przedstawicieli władz uczelni, władz miasta oraz znana aktorka Emília Vášáryová. Należy podkreślić, że Uni-

ładze Uniwersytetu Żylińskiego zorganizowały uroczyste otwarcie placu Uniwersytetu Żylińskiego, które zostało połączone z odsłonięciem pomnika noszącego tytuł Pulsujące Serce Uniwersytetu. Jego autorem jest rzeźbiarz Bohusz Kubiński. Uroczystość odbyła się 20 października 2021.

wersytet Żyliński ściśle współpracuje z wieloma uczelniami w Polsce, w tym z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. J.D.

Zaprezentowane dzieło symbolizuje dynamikę życia uniwersyteckiego w zmieniających się czasie i przestrzeni, kiedy badana jest nieznana historia, procesy i materiały. Uniwersytet Żyliński istnieje od 60 lat, kształci rocznie ok. ośmiu tysięcy studentów na siedmiu wydziałach na kierunkach technicznych.

Polskie ślady W

ZDJĘCIA: JURAJ ŠKVARKA

GRUDZIEŃ 2021

iedzą Państwo, ile jest w Bratysławie ulic, nazwanych nazwiskami znanych Polaków? Co ma wspólnego Beckov z Polską? Na długie zimowe wieczory przygotowujemy dla Państwa serię krótkich filmów, które zaprezentujemy na naszym kanale YouTube. Ich celem będzie odkrywanie polskich śladów na Słowacji. Zmapujemy zatem polskie ulice w Bratysławie, przedstawimy ikonę polskiej motoryzacji, odkryjemy tajemnicze ślady polskich żołnierzy i przypomnimy te, które na słowackiej ziemi pozostawiły ważne polskie osobistości. Jeśli temat Państwa zainteresował i chcieliby Państwo nam pomóc w poszukiwaniu polskich śladów, prosimy o kontakt (mail: berky@psw.sk). Jesteśmy otwarci na każdy pomysł. MAREK BERKY 13


P

atronami 2021 roku, ogłoszonymi przez Sejm RP pod koniec roku ubiegłego, zostało aż czterech zasłużonych pisarzy: Cyprian Kamil Norwid (w dwusetną rocznicę urodzin) oraz urodzeni sto lat temu Krzysztof Kamil Baczyński, Stanisław Lem i Tadeusz Różewicz. Nie mogło to przejść bez echa w Szkole Polskiej przy Ambasadzie RP w Bratysławie. Na listopad i grudzień nauczyciele polskiej placówki przygotowali dla ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

Rok isarzy 4 p

uczniów specjalne wystawy poświęcone poszczególnym patronom. Były one okazją do poznania zarówno życiorysów pisarzy, jak i ich twórczości, bowiem nie wszyscy oni są znani najmłodszemu pokoleniu. Dzięki temu ci czterej wspaniali twórcy przestali być tylko nazwiskami zapisanymi na kartach książek. W oczach uczniów stali się osobami z krwi i kości. Pomogły temu również liczne ciekawostki, wyszukane przez pedagogów,

jak choćby ta, iż Stanisław Lem był wielkim łasuchem – uwielbiał zwłaszcza chałwę i marcepan. Wystawy przygotowane przez nauczycieli sprawiły, że Norwid, Baczyński, Lem i Różewicz zeszli z pomników, zaś uczniowie dzięki nim mieli okazję dowiedzieć się, czemu przyświeca idea wybierania patronów na dany rok, i poczuć dumę z przynależności do polskiej kultury. Patroni roku 2022 są już wybrani. Zobaczymy, co Szkoła Polska przygotuje dla uczniów w przyszłym roku! NATALIA KONICZ-HAMADA

Szczególne podziękowania szkoła kieruje pod adresem pani Anny Kurzawy, która przygotowała dla uczniów grafiki przedstawiające poszczególnych patronów 2021 roku 14

MONITOR POLONIJNY


N

ajpierw była domowa produkcja dyniowych lampionów. Na prośbę szefowej Polskiego Przedszkola w Żylinie Silvii Subiak Wtorekovej dzieci i rodzice przygotowali ważne akcesoria na specjalne spotkanie maluchów, które miało miejsce 14 listopada. Odbyło się one z okazji starego słowiańskiego zwyczaju, w ramach którego szukano świetlika, czyli svetlonosa. Dawniej ludzie wracali z cmentarzy w Dniu Zmarłych czy w Zaduszki nieśli ze sobą świetliki – wydrążone dyniowe lampiony, aby te oświetlały im drogę. Wierzono, że svetlonosy były istotami nadludzkimi.

Świetliki w Żylinie

Na spotkanie żylińskie maluchy miały przyjść przebrane, bowiem - wiadomo dzieci lubią przebieranki. Przybyły więc na zajęcia we wspaniałych kostiumach. Tego dnia wykonywały dynie z kartonu i bawełny, by potem je kolorować. Efekty pokazały ogrom dziecięcej fantazji. Przy okazji dzieci

za przebrania, za prace plastyczne, za udział w zajęciach. I kto by nie chciał chodzić do takiego przedszkola! Jeszcze zajęcia się nie skończyły, a dzieci dopytywały o kolejne spotkanie w Polskim Przedszkolu. RED.

uczyły się nazw kolorów w języku polskim, opisując barwy jesieni. Na koniec zorganizowano swoisty pokaz mody, by wybrać najciekawsze przebranie. Trudne to było zadanie – wszystkie stroje były wymyślne, więc wszyscy otrzymali nagrody ZDJĘCIA: AGNIESZKA HAVLOVÁ, AGNIESZKA TROMPETA

GRUDZIEŃ 2021

15


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„Gdybyś tu dziś ze mną był, tato“, czyli premiera nowego teledysku

C

iekawość i ekscytacja towarzyszyły gościom, przybyłym 5 listopada br. do Instytutu Polskiego w Bratysławie. Tego dnia bowiem odbyła się tu premiera teledysku do piosenki „Kołysanka”, do której słowa napisała Małgorzata Wojcieszyńska, zaś

muzykę Stano Stehlik, tym razem czuwający nad występem Maroša Hamady i jego córki Mani, którzy przy akompaniamencie Janka Morávka na fortepianie i Marka Berkyego na skrzypach w fenomenalny sposób zaśpiewali ten wzruszający utwór. Ich występ stanowił swoiste preludium do tego, co za chwilę miało się pojawić na ekranie. A pojawił się przepiękny filmik opowiadający historię wzajemnej miłości córki i ojca na różnych etapach ich życia. Zobaczyć zatem można najpierw małą dziewczynkę, potem zbuntowaną nastolatkę, a na koniec dojrzałą kobietę, której bez względu na wszystko zawsze towarzyszy ojciec. Niejedna łezka w oku się zakręciła, niejedno

Festiwal Wolności

16

wspomnienie z dzieciństwa zostało przywołane, gdzieniegdzie odezwała się tęsknota za tym, co minione, a w przypadku niektórych - tęsknota za tymi, którzy odeszli na zawsze. Dobrze to wymyśliła scenarzystka Małgorzata Wojcieszyńska, która tak

F

estiwal Wolności zorganizowany już po raz szósty przez słowacki Instytut Pamięci Narodu, odbył się w listopadzie także dzięki współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie. Jego mocne polskie akcenty to film dokumentalny Tomasza Wolskiego „Zwyczajny kraj” i thriller historyczny „Obywatel Jones“ (Mr. Jones) w reżyserii Agnieszki Holland. Mieszkańcy Bratysławy mogli podziwiać też wystawę z okazji 40. rocznicy powstania jednego MONITOR POLONIJNY


skonstruowała opowieść, by każdy mógł w niej zobaczyć historię swego życia. Całość świetnie wyreżyserował Juraj Lehuta. „Może nie potrafię dużo mówić o swojej pracy, ale to praca mówi za mnie“ – tak podsumował kilkumiesięczny proces tworzenia klipu. Zaproszeni do projektu znani słowaccy aktorzy niezwykle ciepło wspominali realizację zdjęć zarówno u nich w domu, jak i po koleżeńsku oraz po sąsiedzku. W rolach głównych wystąpili Dominika Morávková, jej mąż Jánko (muzyk i aktor) oraz najmłodsza gwiazda - ich córeczka Amalka. W projekcie pojawiły się także tancerka z szeregów słowackiej

Polonii Natalia Matwij oraz wizażystka Justyna Pilip, która wystąpiła w klipie także w roli wizażystki. Niewątpliwie największym zaskoczeniem było pojawienie się na ekranie Stanisława Kargula, na co dzień konsula RP w Bratysławie, który wcielił się w rolę ojca prowadzącego córkę do ślubu. Aktorzy i twórcy wspominali, jak teledysk powstawał, natomiast Marek Berky, skrzypek i jednocześnie prezes Klubu Polskiego, pogratulował im uzyskanego efektu, bowiem – jak stwierdził – i on odnalazł się w tej opowieści. „Jestem teraz na etapie, kiedy moja córka pakuje walizki i przeżywa etap buntu, ale ta opowieść pokazuje mi, że niebawem przejdziemy do kolejnych etapów życia, którymi będziemy się cieszyć“ – posumował.

„Kołysanka” ma swoją magiczną moc, którą kołysze niezwykle czule, szczególnie teraz, w długie jesienne wieczory sprzyjające nostalgii. Ta piękna muzyczno-filmowa opowieść o miłości i silnej więzi ojca z córką zapada w serce i pamięć. Liczni odbiorcy dostrzegają w niej jakąś swoją historię. Również ja. „Wszystko oddałabym za to, żebyś tu dziś ze mną był, tato…“ ANNA PORADA

z pierwszych niezależnych czasopism wydawanych w Polsce, któremu udało się przełamać komunistyczny monopol w Europie Środkowej. Mowa o Tygodniku Solidarność. Wystawa była prezentowana w witrynach okiennych Instytutu Polskiego od strony ulicy Klobučnickiej, była więc dostępną dla każdego, a jej atrakcyjna forma komiksu przyciągnęła uwagę młodego pokolenia. RED. GRUDZIEŃ 2021

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Projekt realizowany z finansowym wsparciem Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych. Organizatorzy przedsięwzięcia składają podziękowania dyrekcji Inst ytutu Polskiego w Brat ysławie za możliwość zrealizowania pokazu w pomieszczeniach Inst ytutu.

17


ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Jak trzy godzinyzmieścić w 26 minutach ZDJĘCE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

CZYLI O PRACACH NAD FILMEM DOKUMENTALNYM

T

rwają prace nad filmem dokumentalnym o Ryszardzie Zwiewce. Po etapie zbierania materiału filmowego, rozmów z głównym bohaterem, jego rodziną i bliskimi współpracownikami czas na pracę w zaciszu studia filmowego. „Najtrudniejsze przy realizacji filmu dokumentalnego jest uchwycenie podczas kręcenia wyjątkowych momentów emocji, przyczyniających się do powstania interesującego i łapiącego za serce widza obrazu“ – mówi reżyser filmu Juraj Lehuta i dodaje, że drugim wyzwaniem jest wybór odpowiednich materiałów w czasowym limicie filmu. „W tym przypadku mamy ponad trzy godziny materiału, z którego mógłby powstać intersujący dwugodzinny film“ – zdradza reżyser, który w ten sposób daje do zrozumienia, jak dużym wyzwaniem było ujęcie historii bohatera w 26-minutowym dokumencie.

Przypomnijmy, że za cały projekt odpowiedzialna jest firmująca Klub Polski Małgorzata Wojcieszyńska, która asystuje reżyserowi, jest scenarzystką i producentką filmu. „Ten pomysł wpadł mi do głowy w ubiegłym roku, kiedy dowiedziałam się, że Ryszard świętuje okrągły jubileusz życiowy“ – mówi Wojcieszyńska i dodaje, że główny bohater filmu ma bardzo intrygującą historię życia. „Można powiedzieć, że to opowieść o człowieku,

któremu przeprowadzka do komunistycznej Czechosłowacji całkowicie zmieniła życie, degradując go zawodowo na początku drogi na obczyźnie, co na szczęście go nie złamało“ – opisuje Wojcieszyńska. Po takich wypowiedziach zainteresowanie premierą filmu zapewne wzrośnie, tym bardziej, że Zwiewka jest dobrze znany w środowisku polonijnym – był bowiem założycielem Klubu Polskiego, czyli pierwszej organizacji zrzeszającej Polaków w nowo powstałej w 1993 roku Słowacji. „Nie znałem wcześniej Ryszarda, ale podczas nagrań miałem okazję wysłuchać wypowiedzi dotyczących jego życia. Pomimo wielu negatywnych doświadczeń nie poddał się, co odbieram pozytywnie“ – dodaje Lehuta, który dzięki realizacji projektu dowiedział się, jak żyło się na Słowacji ludziom takim jak Ryszard i jakim przeciwnościom musieli oni stawiać czoła, o czym wcześniej nie wiedział. „Ryszard to człowiek z zasadami, który świadomie realizował swoje cele, a dzięki swojemu charakterowi udało mu się osiągnąć w życiu bardzo dużo“ – dodaje na koniec Lehuta. Przed grupą realizatorów jeszcze sporo pracy. Zamierzają jednak finiszować w tym roku, by film miał swoją premierę na początku roku przyszłego. O dacie premiery będziemy RED. Państwa informować.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

18

MONITOR POLONIJNY


Z

nowu urodziny? No tak. Poprzednio opisałam Wam moje urodziny sprzed roku. Tym razem kilka zdań o tych tegorocznych, które obchodziłam trochę inaczej niż zwykle.

ale wystarczyła mi jedna dźwiękowa zabawka – bo świat dźwięków pozostaje dla mnie najpiękniejszym królestwem.

Kontynuacja imprezy w domu

Wychodzę! Do tej pory świętowaliśmy tylko w kręgu najbliższej rodziny. Dlaczego? Bo ja nie mam żadnych koleżanek i, prawdę mówiąc, jest to dla mnie bardzo stresujące, kiedy odwiedza nas ktoś obcy. ZDJĘCIA: EWA SIPOS

W moim odczuciu tymi obcymi są wszyscy, którzy nie mieszkają w naszym domu. Jak się ktoś taki w domu pojawi, od razu chcę się wynieść. Odruchowo ciągnę wtedy mamę albo tatę za rękę i pokazuję im moje buty. Oni już wiedzą, co się będzie działo. Oczywiście będę chciała wsiąść do naszego samochodu i odjechać jak najdalej od naszych gości. Bywa to bardzo żenujące. Szczególnie niezręcznie czują się moi rodzice, bo głupio im tłumaczyć gościom, że to właśnie oni są powodem mojej ucieczki. Zatem na wszelki wypadek, żeby uniknąć takich niekomfortowych sytuacji, rodzice przestali zapraszać gości. GRUDZIEŃ 2021

Z imprezy

na kwarantannę Urodziny w ośrodku

W tym roku miałam imprezę urodzinową w moim ośrodku i bardzo mi się to podobało. Mama kupiła kilka rodzajów pizzy, różne ozdoby i poprosiła panie nauczycielki, aby przygotowały dla mnie party. Wszystko wyglądało bardzo fajnie, a pizza smakowała wyśmienicie. Tortu nie lubię, nigdy go nie jadłam i nie zamierzam próbować, bo smak cukru jest dla mnie straszny. Ale pizza? Ta jest pyszna! Było więc jedzenie, picie, ozdoby oraz żywa muzyka specjalnie dla mnie.

Muza mi w duszy gra Kocham dźwięk strun gitary i w ogóle uwielbiam muzykę! Panowie wujkowie z ośrodka przyszli specjalnie dla mnie zagrać i zaśpiewać kilka wesołych piosenek. Czułam się jak prawdziwa jubilatka, bo to wszystko się działo ze względu na mnie i dla mnie. Rodzice cieszyli się razem ze mną, bo w końcu nie musieli mieć poczucia winy, że nie mam wyjątkowego dnia. Prezentów co prawda nie dostałam, bo trudno dla mnie coś kupić,

Oczywiście nasz dom też był przyozdobiony balonami i kwiatami. Na dodatek mama kupiła dobre ciastka oraz świeczki. Ja ciastek nie jadłam, bo przecież nie lubię, a świeczek nie zdmuchiwałam, bo nie umiem. Rodzicom i tak bardzo ten dzień się podobał, bo mogli mieć poczucie spełnienia w swoim sercu. Ja czułam ich miłość, ale byłam już bardzo zmęczona i zasnęłam na kanapie. Oni jeszcze robili zdjęcia świeczek i dekoracji urodzinowych, żeby zachować wspomnienia moich 17. urodzin. Na koniec dostałam ataku epileptycznego i nie spałam całą noc, ale to już inna historia.

COVID-owe rozważania Dziś byłam na moim pierwszym w życiu teście PCR, bo sporo ludzi choruje na COVID-19. I dlatego właśnie musiałam zostać na

kwarantannie, pomimo że nic mi nie dolega i mam negatywny wynik testu. Ja nie mogę się zaszczepić, gdyż szczepionka mogłaby spowodować u mnie dodatkowe ataki epileptyczne. Dlatego za każdym razem, gdy ktoś w ośrodku ma pozytywny wynik testu na COVID, to ja na wszelki wypadek muszę zostać 10 dni w domu. Gdybym była zaszczepiona, nie musiałabym.

W sumie to sama nie wiem, co dla mnie lepsze. Lepiej czekać, aż się zarażę? Bo podobno każdy się kiedyś zarazi. Czy raczej zaryzykować szczepienie? Póki co siedzę w domu na kwarantannie, choć już mam wynik testu – na szczęście negatywny. Wolę jednak być ostrożna. Samo życie! Nikt nam jednak nie obiecywał, że będzie lekko i fair. Bądźcie zdrowi i dobrzy dla samych siebie. NINA

Rozmowy

z Niną


T

ytuł mógłby sugerować, że w artykule przeniesiemy się w świat lotnictwa lub szybownictwa, a tymczasem wielkimi krokami zbliża się zima, więc powracamy do innego rodzaju osób szybujących w przestworzach, czyli skoczków narciarskich. Chociaż porównanie jest nieprzypadkowe, bo lot na ponad 250 metrów śmiało można nazwać realizacją marzeń antycznego bohatera Ikara.

Orzeł z Zębu Na pożegnanie poprzedniego sezonu narciarskiego zatrzymaliśmy się na sukcesach Adama Małysza. Gdy nasz mistrz kończył swoją wielką karierę w 2011 roku, to na światowe skocznie wkroczył Kamil Stoch i godnie go zastąpił. Małysz był określany Orłem z Wisły, a Stocha nazwano Orłem z Zębu – od nazwy podhalańskiej miejscowości, położonej niedaleko Poronina, gdzie Kamil mieszkał w dzieciństwie. Symboliczne przekazanie pałeczki w tej sztafecie pokoleniowej nastąpiło w ostatnim konkursie sezonu 2010/2011 na mamuciej skoczni w Planicy. Wówczas, dokładnie 20 marca 2011 roku, Kamil Stoch wygrał kończący sezon konkurs lotów, a Adam Małysz zajął w swoich pożegnalnych zawodach trzecie miejsce. Dwa miesiące wcześniej Zakopane było już świadkiem nadchodzących zmian w polskiej kadrze. Piątkowe zawody wygrał Małysz, a niedzielne po raz pierwszy w karierze Stoch. Dziesięć dni później Kamil wygrał kolejny konkurs Pucharu Świata – w Kligental. Od tego czasu jego kariera to niekończące się pasmo sukcesów: trzy złote medale olimpijskie (2 razy w Soczi – 2014, raz w Pjongczang - 2018), drużynowy brązowy medal olimpijski (Pjongczang - 2018), indywidualne mistrzostwo (2013) i wicemistrzostwo świata (2019), medale w drużynie na mistrzostwach globu (złoto – 2017, brąz – 2013, 2015, 2021), indywidualne wicemistrzostwo (2018) i 2 brązowe medale mistrzostw świata w lotach (2018 i 2020), dwukrotne zdobycie Kryształowej Kuli dla zwycięzcy Pucharu Świata (2014 i 2018) oraz drugie (2017) i trzecie (2013, 2019 i 2021) miejsca w klasyfikacji generalnej tego 20

dwukrotnie był wybierany najlepszym polskim sportowcem w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” (w 2014 i 2017), a ponadto został odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski

Żyła, Kubacki i inni

Królowie przestworzy cyklu zawodów, a także trzykrotne zwycięstwo w prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni (2017, 2018 i 2021). Ponadto Stoch zdobył 33 medale na mistrzostwach Polski, w tym jedenaście złotych. Do niego należy też wiele rekordów skoczni oraz nieoficjalny rekord Polski w lotach narciarskich – 251,5 m na zawodach w Planicy w marcu 2017. Ponadto Kamil wygrał 39 konkursów Pucharu Świata i zrównał się pod tym względem z Małyszem. Ściga też liderów tej nieoficjalnej klasyfikacji, bo Austriak Gregor Schlierenzauer 52 razy wygrał zawody Pucharu Świata, a Fin Matti Nykänen ma 46 zwycięstw, ale obydwaj zakończyli już swoje kariery, więc swych osiągnięć nie poprawią. Stoch 72 razy stawał na podium w konkursach Pucharu Świata. Do Małysza jeszcze mu trochę brakuje, bo Adam dokonał tej sztuki 92 razy. Kamil na razie jest piąty w tej rywalizacji, bo oprócz Małysza przed nim są także legendarny Fin Janne Ahonen (108 razy na podium), Schlierenzauer (88 razy) i Szwajcar Simon Ammann (80). To tylko najważniejsze sukcesy Orła z Zębu, a kariery przecież jeszcze nie zamierza kończyć. Do tej pory czterokrotnie uczestniczył w zawodach olimpijskich, a w lutym 2022 roku w Pekinie zapewne będzie miał szansę uczynić to po raz piąty. Czy również możemy liczyć na jego medale? Wiele zależy od zdrowia, bo ostatnio trapiły go różne kontuzje. Latem tego roku do wyleczenia urazu stawu skokowego konieczne było przeprowadzenie operacji chirurgicznej... Warto jeszcze dodać, że Kamil Stoch

Po epoce Małysza w polskich skokach pojawiła się spora grupa młodych skoczków, wzorująca się na nim, która już od kilku lat liczy się w światowej czołówce. Oprócz Kamila Stocha najbardziej znanym i lubianym przez kibiców, ale zdania w tej sprawie mogą być podzielone, jest chyba Piotr Żyła, który uwagę swoich sympatyków, oprócz dobrych wyników sportowych, przyciąga dowcipnymi, naturalnymi wypowiedziami, najczęściej odnoszącymi się do bieżących występów w zawodach lub jego formy sportowej. Ocena jakości tych dowcipów czy wypowiedzi też może być różna, ale trzeba przyznać, że każdy sympatyk sportu zapewne się uśmiechnie, słysząc jego opis skoku: „Ruszyłem z belki, garbik i fajeczka, no i leciało”. Jego medialna rozpoznawalność wykorzystywana jest w reklamach m.in. telefonii komórkowej, elektrycznych hulajnóg, słonych paluszków czy budowy domów. Na zainteresowanie mediów jego osobą spory wpływ miała sprawa rozwodowa, z ciągle eksponowanymi przez prasę brukową i media internetowe żalami i pretensjami jego byłej żony Justyny. W 2021 roku Żyła wyszedł z cienia swoich bardziej utytułowanych kolegów i zdobył indywidualne mistrzostwo świata. Cztery lata wcześniej stanął na najniższym stopniu podium mistrzostw globu. Do tego należy dodać medale światowego czempionatu zdobyte razem z kolegami z drużyny: złoto w 2017 roku i trzy brązy (2013, 2015, 2021) na skoczniach tradycyjnych i dwa brązowe krążki w lotach narciarskich (2018 i 2020). Żyła dwa razy wygrał zawody Pucharu Świata, a 17 razy stawał w nich na podium. Dwa razy był olimpijczykiem, ale brakuje mu medalu olimpijskiego – i to jego najważniejszy cel do osiągnięcia w tym sezonie! Mniej medialny, bardziej stonowany i elegancki w wypowiedziach, ale nie MONITOR POLONIJNY


mniej lubiany przez kibiców jest Dawid Kubacki. Trzy lata młodszy od Stocha i Żyły, ale odnoszący z nimi wspólne sukcesy w drużynie. Podobnie utytułowany jak Żyła (indywidualne mistrzostwo świata w 2019 roku oraz wspólne osiągnięte medale drużynowe – złoto w 2017 i dwa brązowe w 2013 i 2020 oraz dwa brązy w lotach – 2018 i 2020), ale w przeciwieństwie do niego wywalczył medal olimpijski (brązowy drużynowo w Pjongczangu – 2018). Lepiej też od Piotra prezentuje się w zawodach Pucharu Świata – wygrał je pięciokrotnie, a 23 razy stawał na podium. W 2020 roku Kubacki wygrał Turniej Czterech Skoczni, co na razie nie udało się Żyle. Rywalizacja na skoczni nie przeszkadza obydwóm w koleżeńskich relacjach. Poza Żyłą i Kubackim w ostatnich latach sukcesy w Pucharze Świata odnosili także inni członkowie naszej kadry narodowej: Maciej Kot w 2017 roku wygrał 2 konkursy, a po jednym zwycięstwie w 2013 roku odnieśli Krzysztof Biegun i Jan Ziobro. Blisko triumfu w zawodach w Zakopanym w lutym 2021 roku był Andrzej Stękała – objawienie ubiegłego sezonu. Do zwycięzcy stracił zaledwie 0,3 pkt., czyli mniej niż poł metra na skoczni. Czy swoją formę z poprzedniego roku zaprezentuje również w obecnie rozpoczętym cyklu zawodów? A może któryś z pozostałych członków kadry narodowej, prowadzonej przez czeskiego trenera Michala Doležala, wypłynie, a w zasadzie to chyba wyskoczy lub wskoczy, na szerokie wody kariery międzynarodowej? Sporego doświadczenia w poprzednich sezonach nabrali Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka i Tomasz Pilch, a swojego ostatniego słowa chyba jeszcze nie powiedzieli drużynowi brązowi medaliści olimpijscy Maciej Kot i Stefan Hula… Na koniec warto wspomnieć o rewelacji ostatnich Letnich Mistrzostw Polski, rozegranych pod koniec października. Szóste miejsce, wyprzedzając Kamila Stocha, zajął osiemnastolatek Jan Habdas. Może warto dać mu szansę w międzynarodowych zawodach o wysoką stawkę? STANISŁAW KARGUL GRUDZIEŃ 2021

Uwagi o pisowni urbanonimów N

iektórzy z Państwa już się chwycili za głowę, zastanawiając się, co to takiego te urbanonimy. Otóż są to nazwy własne obiektów, występujących w przestrzeni miejskiej, czyli po prostu nazwy ulic, placów, parków, cmentarzy, kościołów, kin, kawiarni itp. Mało kto wie, jak je poprawnie zapisywać. Wielką czy małą literą? Kłopoty z urbanonimami dotyczą bowiem przede wszystkim tego dylematu. A rozwiązanie jest proste, choć… może tylko takie się wydaje… Zacznę od przypomnienia zasady notowanej w słownikach ortograficznych, która mówi że „wielką literą piszemy jedno- i wielowyrazowe nazwy dzielnic, ulic, placów, rynków, ogrodów, parków, bulwarów, budowli, zabytków, obiektów sportowych, np. Krzyki, Podwale, Praga, Powązki, Barbakan, Jeżyce, Rynek”. I to wydaje się jasne, gdyż te nazwy własne występują zwykle samodzielnie, bez nazwy gatunkowej, czyli nazwy samego obiektu. Do nazw gatunkowych należą m.in. wymienione wyżej: ulica (ul.), plac (pl.), park, cmentarz, kościół, jak i np. aleja (al.), pasaż, kopiec, klasztor, pałac, willa, zamek, most, molo, brama itd. W nazwach wielowyrazowych piszemy je małą literą, zaś pozostałe elementy wchodzące w ich skład wielką literą, np. ul. Libelta, pomnik Kościuszki, pl. Trzech Krzyży, cmentarz Powązkowski, al. Kościuszki, most Śląsko-Dąbrowski. Jeśli występują w nich skróty, to piszemy je małą literą, np. kościół św. Michała, ul. kpt. Franciszka Żwirki; skróty rozwinięte wymagają jednak wielkich liter, np. kościół Świętego Michała, ul. Kapitana Franciszka Żwirki. Spójniki i przyimki w urbanonimach – jeśli nie stoją na ich początku – piszemy małymi literami, np. ul. Zbyszka z Bogdańca, kościół Świętych Piotra i Pawła, ale np. ul. Na Skarpie. Warto wspomnieć o wyjątkach – otóż jeśli aleja w nazwie pojawia się w liczbie mnogiej, to zapisujemy ją wielką literą, np. aleja / al. Piłsudskie-

go, ale Aleje /Al. Jerozolimskie. Podobnie jest z bulwarem. Tyle zasady. Teraz przypatrzmy się rzeczywistości. W wielu przypadkach trudno rozstrzygnąć, czy nazwa gatunkowa nie została przypadkiem włączona (przez władze miejskie, lokalną społeczność lub właścicieli obiektu) do nazwy własnej. Jeśli tak się stało, to i nazwę obiektu piszemy wielką literą, a zatem może być apteka Słoneczna lub też Apteka Słoneczna, kawiarnia U Zbyszka i Kawiarnia Literacka, zamek Książ oraz Zamek Królewski w Warszawie itd. Te budzące wątpliwości nazwy własne chyba częściej można spotkać zapisane z wielką literą nazwy gatunkowej. Winę (jeśli można tu mówić w ogóle o winie!) za to ponoszą niedoprecyzowane reguły, umożliwiające różne interpretacje tej samej nazwy, no i polskie zamiłowanie do wielkich liter, o którym pisałam już w numerze listopadowym. Mało tego, dużą rolę odgrywa też tradycja, którą Zespół OrtograficznoOnomastyczny Rady Języka Polskiego zbyt często – moim zdaniem – uzasadnia pisownię wielu urbanonimów, odbiegającą od przedstawionych wyżej reguł. Do takich należą np. Grób Nieznanego Żołnierza (w Warszawie), Ogród Saski, Osiedle Młodych (w Warszawie), Pałac Kultury i Nauki, Pałac Staszica, Pałac Elizejski, Rynek Starego Miasta, Świątynia Opatrzności Bożej, Trasa Łazienkowska, Trasa W-Z czy Zamek Ujazdowski. I jak tu nie zgłupieć? Przede wszystkim należy pamiętać, że wszelkie zasady i reguły dotyczące pisowni to tylko pewne wytyczne czy zalecenia. Nikt za błędy językowe (chyba!) nie został jeszcze (!) ukarany więzieniem czy grzywną. Tylko wstyd wielki, głównie przed samym sobą, że popełniło się wykroczenie w zakresie języka ojczystego, który jest przecież determinantem tożsamości narodowej i państwowej każdego z nas. Włączmy zatem myślenie, gdy piszemy, i nie dajmy się zwariować. Wesołych świąt! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 21


Ryszard Skibiński „Ostatni koncert” – J

akiś czas temu kolega zwrócił mi uwagę na wyjątkowe koncertowe wydawnictwo, którego chyba nigdy nie słyszałem w całości. Znałem poszczególne kawałki, bo trudno tu mówić o konkretnych utworach, ale nigdy chyba nie wysłuchałem płyty jako całości. Ponieważ wydawnictwo jest trudne do zdobycia, kolega zaoferował mi pomoc również w tym względzie, dzięki czemu dzisiaj mogę Wam o nim opowiedzieć. Wydana w 1987 roku płyta „Ostatni Koncert”, sygnowana nazwiskiem Ryszarda Skibińskiego i grupą Krzak, jest wyjątkowa z kilku powodów. Koncert został zarejestrowany 21 maja 1983 r. w hali „Arena” w Poznaniu i był poświęcony zmarłemu kilka tygodni wcześniej Muddy’emu Watersowi. W tym czasie w szeregach Krzaka oprócz jego filarów – Andrzeja Ryszki i Leszka Windera – można było usłyszeć Leszka Dranickiego, Jorgosa Skoliasa, Ryszarda Skibińskiego i Jerzego

Czulym uchem Kawalca. Wśród gości znalazły się takie nazwiska, jak Ryszard Riedel, Jan Borysewicz, Krzesimir Dębski, Marek Śnieć oraz Kapela Bluesowa Łąkowa. Przede wszystkim jednak płyta jest rejestracją ostatniego koncertu legendarnego Ryśka Skiby Skibińskiego, który zmarł z powodu przedawkowania heroiny dwa tygodnie później.

Ta niepotrzebna śmierć przerwała działalność grupy Krzak na długich osiemnaście lat i była wielkim wstrząsem dla całego środowiska bluesowego. Ryszard Skiba Skibiński był wirtuozem harmonijki ustnej, znanym z występów w Kasie Chorych, od 1982 roku występował z Krzakiem. Krzak był wtedy zespołem dość wysoko notowanym, wystarczy wspomnieć, że często z tego powodu romansował z nim Ryszard Riedel z Dżemu. Z kolei przyjaźń pomiędzy oboma Ryśkami obrosła już legendą. Przypomnę, że utwór Skazany na bluesa z repertuaru grupy Dżem, poświęcony jest właśnie Skibie. Co do samego materiału zawartego na płycie... cóż... Kolejny raz zacytuję Franka Zappę: Pisać o muzyce jest jak tańczyć o architekturze. Szczególnie odczuwam to w przypadku tego koncertu. To zapis niczym nieskrępowanej, dzikiej, często brawurowej, improwizowanej jazdy bez trzyman-

A na święta – do Włoch…

Z

niecierpliwością czekałam na najnowszą książkę Aleksandry Seghi. Fantastyczne przepisy autorki, które zamieszczaliśmy latem w „Piekarniku”, narobiły mi smaku na więcej.

I oto jest!!! Nakładem wydawnictwa Księży Młyn ukazała się właśnie publikacja „To jest Italia!” – pachnące kawą zaproszenie na długą wycieczkę po włoskich osobliwościach. Kiedy za oknem pogoda nijaka, gdy nie wystarczy założyć ciepły płaszcz, by pozbyć się uczucia chłodu, taka literacka podróż będzie znakomitym prezentem dla każdej spragnionej południowego słońca duszyczki. 22

Aleksandra Seghi wybrała dla czytelników najatrakcyjniejsze miejsca we Włoszech. Autorce możemy zaufać, bowiem mieszka w tym słonecznym kraju od ponad dwudziestu lat. Podróże po nim wzbogaciła rozmowami z ludźmi, którzy dobrze czują się pod niebem Italii i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami. I tak poznajemy np. historię polskiego gondoliera, który oddał swoje serce Wenecji, czy opowieść

dawnej mieszkanki Wielkopolski, która prowadzi we Włoszech własną firmę i miała szczęście przeprowadzić wywiad z samym Andreą Bocellim. Pogawędki z mniej znanymi postaciami przeplatają się z rozmowami o wyjątkowości Włoch ze znanymi artystami, pisarzami, dziennikarzami. Wszystkich łączy jedno – z przyjemnością wracają do Italii, by odpocząć od codzienności, zmienić klimat (w przenośni MONITOR POLONIJNY


– pełny odlot ki. Tej płyty należy słuchać głośno, a raczej bardzo głośno lub wcale. Pełno tu rocka, bluesa i funky, improwizowanych po „norwesku” tekstów, bo w zasadzie nie ma tu konkretnych utworów, tylko tematy muzyczne, na których budowane są szalone improwizacje. Im dalej w las, tym większy ogień. Zabawna sytuacja: siódmy w kolejności utwór Go-go-owiec zapowiadany jest jako coś spokojniej-

i dosłownie!), doświadczyć kontaktu z wyjątkową architekturą, sztuką i kulinariami. Te wywiady są bardzo nietuzinkowe, dzięki nim możemy uchwycić w znanych i mniej znanych postaciach pewien rys prywatności - przemyślenia i wybory, różne życiowe smaki i smaczki… No właśnie – jedzenie. Dla wielu ludzi kuchnia włoska to niekwestionowane mistrzostwo smaków. Chwalą ją pod niebiosa bohaterowie książki Aleksandry Seghi, a sama autorka pomiędzy swoje interesujące wywiady zgrabnie wplata coraz to atrakcyjniejsze przepisy. Wielką zaletą prezentowanych dań jest prostota ich przyrządzania – przekąski, makarony, słodkości nie wymagają wielogodzinnych przygotowań, GRUDZIEŃ 2021

szego, ale zamiar się nie udaje i utwór przeradza się w siedemnastominutowy offroad z Janem Borysewiczem na czele. To samo dzieje się z następną w kolejności Balladą dla M. Tutaj nikomu nie trzeba mówić, co ma grać. Instrumenty są we właściwych rękach. Grzmocący w bębny Ryszka, potężny, pulsujący bas Kawy, jak zwykle rewelacyjny Winder na gitarze, fenomenalny Skolias, wyśmienici goście, ale przede wszystkim Skiba na harmonijce, który gra, jakby to była kwestia życia i śmierci. Energia tego materiału, spontaniczność, warsztat odruchowo skojarzyły mi się z dokonaniami amerykańskiego Vulfpecka, jednego z najlepszych obecnie, jak mi się wydaje, zespołu koncertowego na świecie. Słychać tu tę samą pasję i frajdę z grania. Słychać niezwykłą sprawność techniczną i umiejętność improwizacji. I tutaj nasuwa się refleksja, jak to jest możliwe, że we wczesnych latach 80. grupa przeważnie samouków grających na niespecjalnym sprzęcie osiągała tak wspaniałe rezultaty. Uwielbiam tamten okres i środowisko, z którego wy-

a gwarantują to coś – poczucie, że gdy tylko zamknie się oczy, smak na języku przypomni najpiękniejsze chwile pod południowym niebem – to cenna perspektywa, gdy za oknem plucha i ziąb! W tej malowniczej książce urzekają również ciekawostki na temat włoskiego języka, przyrody, transportu czy tradycji picia kawy. Jest w niej też przejmujący moment, gdy autorka dzieli się swoimi wspomnieniami z nocy, którą spędziła na placu św. Piotra w Rzymie w czasie, gdy umierał papież Jan Paweł II. Bo Włochy to przecież także i Watykan, tłumy wiernych, pielgrzymki. Wspaniałym dopełnieniem osobistych refleksji watykańskich stał się wywiad przeprowadzony z akredytowanym fotografem papieża, który podzielił się z czy-

wodziły się zespoły jak Krzak i Dżem, ponieważ ci muzycy dowodzili, że duch może zapanować nad materią. Mam skrytą nadzieję, że takie granie jeszcze kiedyś wróci. ŁUKASZ CUPAŁ

telnikami przemyśleniami z – jak sam to określił – „najpiękniejszego okresu w życiu”. Widać zatem, że „To jest Italia!” stanowi przebogatą mozaikę ciekawostek, wywiadów i przepisów kulinarnych, co czyni z tej książki

naprawdę dobry pomysł na prezent dla siebie albo kogoś, kto kocha Włochy lub włoską kuchnię. Barwna, pięknie wydana ma tylko jedną wadę – zdecydowanie zbyt szybko się ją czyta… Na szczęście do przepisów można wracać wielokrotnie. Nie zaszkodzi również sięgnąć po inne książki autorki lub poczytać wpisy na którymś z jej toskańskich blogów – więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie www.aleksandraseghi.com. Literacka podróż po włoskim „bucie” pod kierunkiem Aleksandry Seghi przypomina niespieszną wycieczkę z przerwami na coś pysznego, gdy człowiek nie zwraca uwagi na upływający czas, a po prostu cieszy się życiem. AGATA BEDNARCZYK 23


K

to nie lubi Kingi Preis, aktorki wszechstronnej, której obecność na małym ekranie w głośnym serialu „Ojciec Mateusz” i na dużym ekranie w wielu filmach niesie po prostu radość? W najnowszym filmie Kingi Dębskiej „Zupa nic” sympatyczna i zdolna aktorka po prostu gwarantuje dobrą zabawę, a do tego w tej optymistycznomelancholijnej opowieści o czasach PRL towarzyszą jej Adam Woronowicz i dawno niewidziana Ewa Wiśniewska, nota bene wszyscy w znakomitej formie. Akcja filmu rozgrywa się w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Historia tzw. przeciętnej rodziny z tamtych czasów opowiadana jest z dwóch perspektyw – rodziców i dzieci, wspieranych przez babcię i jej ważne, życiowe komentarze. Babcia moralizuje i przywołuje rodzinę do porządku. Wszyscy się trochę kłócą o byle co.

Matka (Kinga Preis) jest działaczką „Solidarności“, jej mąż (Adam Woronowicz), niezbyt zaradny architekt, szuka sposobów dorobienia do dość marnej pensji, wszak dwie ich córki chciałyby może trochę więcej mieć, niż rodzice są im w stanie dać. Reżyserka Kinga Dębska wraca z życzliwością do czasów swojego dzieciństwa, do domowych pieleszy, ciasnego mieszkania z babcią, która rezyduje w pokoju razem z wnuczkami. W ich domu, jak w wielu innych polskich domach w tamtym czasie, przed 24

świętami Bożego Narodzenia obowiązkowo pływał karp w wannie i serwowało się na obiad zupę nic, bo inne produkty były mało dostępne. Jaka była ta zupa? Moja babcia mawiała, że to niby deser i niby zupa, bo żółtko, mleko i cukier waniliowy razem zmieszane były słodkie i mdłe. Reżyserka i scenarzystka filmu „Zupa nic”, opowiadając o filmie na festiwalowej konferencji prasowej w Gdyni, przyznała, że wabił ją ten słodki smak dzieciństwa, zupy nic i czasów gum balonowych, przysyłanych w paczkach od dalekich krewnych z Ameryki. I chociaż właściwie wielu rzeczy wówczas brakowało, to nie ukrywała, że swoje dzieciństwo uważa za szczęśliwe, bo miała dużo wolnego czasu, swobody, a na podwieczorek dostawała kromkę chleba ze śmietaną i cukrem. Film Kingi Dębskiej ma w sobie coś z klimatu filmów Barei. Obserwujemy denerwujących się w kolejkach ludzi, którzy ciągle krzyczą, bo chcą kupić „rzucone” do sklepu meble, albo denerwują się, bo znowu gdzieś była szansa zdobycia talonu na małego fiata 126

dla każdego

i – jak zwykle – się spóźnili. Czas historyczny w tym filmie jest wyidealizowany, bo wspomnienia to raczej oglądanie rodzinnych albumów niż prawdziwa lekcja historii. Dlatego z tylu przedstawionych sytuacji można się śmiać bądź nostalgicznie się do nich uśmiechać, ponieważ wydaje się nam, że już gdzieś to widzieliśmy – choćby w filmach Barei czy Machulskiego. A wątek handlu futrami i przewożeniu ich przez granicę to cudowny ironiczny dystans do owego uprawianego przez Polaków handlowego procederu podróżniczego, który miał przynieść krociowe zyski. Jak wiadomo niektórym się udawało, ale byli też i tacy, którym owe interesy wychodziły dosłownie bokiem. Dębska opowiada o tym niezwykle dowcipnie, bo w filmie nie tylko zabawne są sytuacje, ale i dialogi. Aktorzy zresztą dobrze się w tych dialogach i sytuacjach odnajdują. Zaskakuje Adam Woronowicz, które-

go rola fajtłapowatego architekta jest naprawdę śmieszna, podobnie jak jego misja handlarza intelektualisty. Kinga Preis świetnie odnajduje się w duecie z nim; potrafi wyczuć bez pudła słabości męża, czasami zatroskana, a czasami złośliwa, ale zawsze starająca się go wesprzeć: Matka – Żona – Polka. A Ewa Wiśniewska w tej gorzko-dewocyjnej roli „babci z zasadami” rozśmieszy niejedną sceptycznie nastawioną do filmu osobę. Jeśli nawet nie obej-

rzą Państwo tego filmu teraz, bo będą zajęci przygotowaniem świąt, to polecam go na czas złego nastroju. Na pewno poprawi humor i pozwoli spojrzeć na świat z większym dystansem. Komedia nie jest ostatnimi czasy mocną stroną polskiego kina, choć w mijającym roku pojawił się jeszcze jeden superzabawny film. To „Najmro”, który kocha kradnie, szanuje, z Dawidem Ogrodnikiem w roli głównej. Obiecuję, że opowiem Państwu o tym filmie w styczniu, na dobry początek Nowego Roku 2022. A teraz wszystkim Czytelnikom, i tym którzy kibicują polskiemu kinu tak jak ja, i tym, którzy tylko czasami oglądają polskie filmy, życzę wielu świetnych wrażeń i emocji w trakcie seansów filmowych. A poza tym zdrowia i realizacji marzeń, o których często opowiadają goszczący na łamach Monitora Polonijnego. Dobrych świąt i do siego roku! ALINA KIETRYS MONITOR POLONIJNY


Świeżo zmielone niebo w synagodze

U

wielbiam zapach i smak dobrej kawy, bez której nie wyobrażam sobie poranka. Przeczytałam kiedyś, że kawa pachnie jak świeżo zmielone niebo. Pita niespiesznie z porcelanowej filiżanki w wyjątkowym miejscu jest jak „szczęście odmierzane w ziarnach”. Są miejsca, w których kawa smakuje niepowtarzalnie, a jednym z nich jest XIX-wieczna synagoga, przekształcona na stylową kawiarnię. Spacerując swego czasu po Trnawie, skręciłam w jedną z bocznych uliczek. Tak trafiłam na skromny i niepozorny budynek synagogi, zaprojektowanej przez wiedeńskiego architekta Jakuba Gartnera. Ten – obecnie świecki – budynek postawiono w 1891 roku i choć nie zachwyca na pierwszy rzut oka, to całe swoje piękno i wyjątkowość skrywa we wnętrzu. Po przekroczeniu progu synagogi uwagę zwraca przestrzeń i wpadające do środka światło. Imponujące wrażenie robią wielkie wiszące żyrandole i dekorowany ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Słowackie perełki

sufit. Całości dopełniają detale, którym warto się przyjrzeć: ornamenty, mozaiki, zdobienia w stylu architektury orientalnej i sklepienia współgrające z nowoczesnymi elementami. Synagoga, w odróżnieniu od świątyni chrześcijańskiej, traci swój sakralny charakter w momencie wyniesienia zwojów Tory, stając się obiektem świeckim. Urok tego miejsca kryje się właśnie w budowie, która nie spełnia już funkcji modlitewnych, ale nosi znamiona przeszłości i pamięci o społeczności żydowskiej zamieszkującej miasto. Trnawa była kiedyś jednym z miast z największym odsetkiem ludności żydowskiej, porównywalnym z Bratysławą. Żydzi zamieszkiwali miasto, ale w XV wieku zostali z niego wygnani. LISTOPAD 2021

Powrócili trzy wieki później, gdy Józef II ogłosił patent tolerancyjny. I tak w Trnawie od końca XVIII wieku Żydzi stopniowo zaczęli stanowić najbogatszą warstwę mieszczan, do których należały kamienice, fabryki i największe słodownie. Niestety II wojna światowa przyczyniła się do zagłady tysięcy Żydów, których wywieziono do obozów koncentracyjnych. Po wojnie niewielu wróciło w te strony. Opuszczony budynek trnawskiej synagogi przetrwał wojnę oraz burzliwe czasy komunizmu. Niszczał do końca lat 70. minionego stulecia, kiedy to wpisano go na listę narodowych

zabytków kultury. Synagoga została zrekonstruowana w 2010 roku i otrzymała nagrodę za Najpiękniejszy Odbudowany Obiekt Sakralny na Słowacji. Pięć lat później urządzono w niej kawiarnię. Dziś w tym wyjątkowym miejscu można nie tylko rozkoszować się kawą lub zaszyć się z książką, ale też doświadczyć kultury w różnych formach. Odbywają się tu bowiem wystawy, wydarzenia literackie oraz koncerty. Miejsce to w niezwykle finezyjny sposób łączy nowoczesność ze spuścizną żydowską. Jak twierdzi właściciel Synagoga Café to „wyjątkowe połączenie piękna, kultury i sztuki z wielkim szacunkiem dla przeszłości”. Osobiście doceniam wszelkie projekty, dzięki którym synagogi zamiast popadać w ruinę i doczekać smutnego końca zostają ocalone od zapomnienia i są wykorzystywane do celów kulturalnych i edukacyjnych. Niestety

81 synagog na Słowacji podczas II wojny światowej i reżimu komunistycznego zostało bezpowrotnie utraconych lub zdewastowanych na skutek ich niewłaściwego wykorzystania. Dopiero na początku obecnego wieku wiele z tych dawnych budowli sakralnych doczekało się rekonstrukcji. Obecnie znajduje się około 100 synagog, które w różnych formach zachowały się do dnia dzisiejszego, będąc świadkami bogatej historii społeczności żydowskich. Mała synagoga, jak nazywają ją miejscowi, to urzekające miejsce, które łączy przeszłość ze współczesnością. Co powiecie na filiżankę kawy w wyjątkowym miejscu, w którym oprócz zapachu zmielonych ziaren czuć także historię? MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 25


Kto by to zliczył wszystkie porzekadła i przysłowia! Jeśli i Państwo uważają, że zabawnie jest je odkrywać (także na nowo!), to zapraszamy do rozwiązania naszej grudniowej krzyżówki. Tym bardziej, że długie wieczory sprzyjają takiej rozrywce. Hasło krzyżówki zostało ukryte w polach, oznaczonych numerami w następującej kolejności: 42 - 4 - 27 - 43 - 15 - 10 - 34 - 40 - 29 - 24 - 31 - 19 - 46 - 7 - 21 - 30 - 11 - 26 - 28 12 - 14 - 38 - 41 - 35 - 3 - 13 - 39 - 1 - 9 - 32 - 6 - 45 - 17 - 18 - 36 - 48 - 22 - 33 - 37 - 25 - 47 - 5 - 44 - 20 - 16 - 29 - 41 - 2 - 23 - 8. Życzymy udanej zabawy i… wesołych świąt! T.O., red. Poziomo Pionowo 1. bodziec 4. napis wycięty w metalu 8. miasto soboru i Heraklita 10. x lub y w równaniu 12. piłem z nim 13. były mąż 14. oka nie wykole 15. jednostka tempa ewolucji 16. śpiewali „Cała jesteś w skowronkach“ 17. przyjazd zewsząd 20. imitacja zamszu 21. wśród zakonników 22. tysiąckrotnie, nieraz 24. w informatyce: sprzęg, złącze

27. 29. 33. 37. 38. 43. 44.

45. 46. 47. 48.

zepsuty zamek pozytywne opętanie Chmara, polski wieloboista obrazek, rycina wirnik silnika elektrycznego państwo położone w Azji Środkowej ze stolicą w Taszkencie wewnętrzna, wydzielona lokalna sieć komputerowa przedsiębiorstwa lub instytucji odcinek całości narząd filtrujący w świcie królowej twór biologiczny

2. zaraza, plaga 3. japońska sztuka układania kwiatów 5. państwo w Afryce ze stolicą w Harare 6. najstarszy na świecie park narodowy 7. na jego ślady natrafiono w Himalajach 9. australijskie drzewo 11. święta roślina Inków i Azteków 18. litera alfabetu greckiego, igrek 19. nanosi się

23. bursa 25. krótkotrwałość lub przemijalność 26. gra na saksofonie 28. utarty chrzan japoński 29. spec od fauny 30. aromat 31. twórca geometrii 32. liga 10 miast zawiązywana w starożytności 34. dawna Gruzja i Hiszpania 35. po sąsiedzku z Białorusią 36. jeden z działów filozofii, nauka o bycie, ontologia 39. schody z wody 40. papieskie imię 41. przysmak osiołka z rzepami 42. dawniej ciżba, ława

Hasło listopadowej krzyżówki brzmiało: Gdy Andrzej z wichrami, złe czasy przed nami.

26

Wśród tych, którzy prawidłowe rozwiązanie przyślą na adres: monitorpolonijny@gmail.com, zostaną rozlosowane nagrody książkowe. Prosimy zatem o podanie również imienia, nazwiska i adresu pocztowego.

MONITOR POLONIJNY


N

ie ma chyba Polaka, który nie znałby tego smaku z dzieciństwa. Kleił i łaskotał podniebienie, ale dzięki owocowemu smakowi i aromatowi trudno było go nie lubić. Mowa o kisielu – deserze, którego Słowacy nie pokochali.

do naczyń i zostawić do wystygnięcia. Dla tych, którzy do polskiego sklepu mają daleko, pozostaje tradycyjna receptura przygotowania kisielu.

Król barów mlecznych Był również niekwestionowanym królem wszystkich polskich barów mlecznych czasów PRL-u. Na dobre zadomowił się w polskiej kuchni. Na półkach barowych przez długi czas gościł u boku swojej koleżanki galaretki. Jego potęga kończy się jednak na granicy południowej. Słowacy tak naprawdę nie potrafią się do niego odnieść. Słyszeli o nim, ale mało kto go próbował. Nawet jego nazwa nie jest używana w języku słowackim. Dla Słowaków jest tak obcy, że zdarzało mi się słyszeć, jak mówili o nim: To inakše želé, sladký kišel, kyselo. Rzadko kto używa poprawnej słowackiej formy – kyseľ.

(Nie)lubiany zawiesisty deser

Retro

Hity

Rodem ze Wschodu Powstanie kisielu łączy się z przyjściem do Europy ziemniaków, bowiem integralną częścią, bez której deser ten nie może istnieć, jest mąka skrobiowa, czyli ziemniaczana. Kisiel do Polski dotarł w XVII wieku z krajów nadbałtyckich, z Kresów Wschodnich. Właśnie w tym czasie na dobre zadomowił się w kuchni wschodniej i rosyjskiej i tam do dziś jest serwowany jako deser.

GRUDZIEŃ 2021

Tradycyjną jego wersję przygotowuje się przez zmieszanie gorącego przecieru owocowego (lub syropu) z zimną wodą i rozpuszczoną mąką ziemniaczaną, do którego dodaje się cukier, a potem krótko gotuje. Masę wlewa się do pojemników i pozostawia do ostygnięcia.

Proszkowe czasy kisielu Kisiel powstaje w wyniku stygnięcia, kiedy to powstaje żel, w którym cząsteczki wody wiążą się z cząsteczkami skrobi, co powoduje zagęszczenie. Do takiego zagęszczenia można też użyć mleka. Kiedyś podstawowym składnikiem do przygotowania kisielu były ugotowane owoce w formie przecieru lub świeże, miękkie, zagęszczone mąką ziemniaczaną, rozcieńczane wodą, doprowadzone do stanu zagotowania. Z owoców dostępnych używano żurawiny, agrestu, jabłek, porzeczek, wiśni, malin, truskawek. W sklepach można obecnie kupić kisiel także w innych smakach, m.in. cytrynowy lub morelowy, a nawet o smaku owoców tropikalnych. Dawna procedura przygotowania kisielu znacznie różni się od tej dzisiejszej, gdyż dziś w polskich sklepach dostępne są torebki z proszkiem, który należy wlać do zimnej wody, zagotować, mieszając, a gdy gęstnieje wlać

Skąd ta nazwa? Charakterystyczną cechą każdego kisielu jest jego kwaskowy smak, stąd wywodzi się również jego nazwa. Ale jest też inne wyjaśnienie jego nazwy. Dawniej kisiel był rodzajem zupy, przyrządzanej najpierw z potłuczonego i zakwaszonego ziarna, później z zakwaszonego rozczynu otrąb lub mąki owsianej, a więc była to potrawa przygotowana z zakwasu, będąca czymś, co kisło – czyli to, co dziś nazywamy żurem.

Która woda po kisielu? W języku polskim funkcjonuje powiedzenie „dziesiąta woda po kisielu”, dziś częściej używane w formie „piąta woda po kisielu”. Co oznacza? To bardzo dalekie, trudne w udokumentowaniu pokrewieństwo. Wiąże się to znaczeniowo z popłuczynami w naczyniu, w którym kiedyś był kisiel.

Król podwieczorków Kisiel był kiedyś nieodłącznym królem podwieczorków. Podawano go z bitą śmietaną, polewano słodkim syropem, dżemem, posypywano różnymi drobnymi ciasteczkami czy biszkopcikami. Jesienna pogoda sprzyja przygotowaniu smakowitego podwieczorku z kisielem w roli głównej, który dzięki swojemu kwaskowemu owocowemu smakowi przypomni smak naszego dzieciństwa. I nie bądźmy smutni, że na Słowacji nie kupimy „gotowca“ w torebce, bo – wiadomo – dobrego domowego kisielu według przepisu od babci żaden proszek nie jest w stanie zastąpić. ANDREJ IVANIČ 27


N

Suchá Hora brama do Polski

ie ma tu zbyt wielu atrakcji, a mimo to jest jedną z najbardziej znanych wśród Polaków miejscowości na Słowacji. Wszystko to dzięki przygranicznemu położeniu w strategicznym miejscu na styku Podhala, Tatr i Orawy, dzięki czemu Suchá Hora od dawna pełni rolę bramy, łączącej Słowację z Polską. Tę zamieszkałą przez 1400 osób wieś kojarzy każdy, kto podróżował pomiędzy słowacką Orawą a Zakopanem, Kościeliskiem lub Nowym Targiem. Tu bowiem znajduje się drogowe przejście graniczne. W latach 90. XX wieku i pierwszych latach XXI wieku ta niepozorna wieś była oblegana przez Polaków, którzy masowo przyjeżdżali na Słowację na tańsze zakupy. Kupowano wszystko, od alkoholu i popularnej kofoli, przez słodycze, miód i kawę, po wędliny, sery i inne produkty spożywcze. Z przygranicznego handlu utrzymywała się znaczna część lokalnego społeczeństwa, cotygodniowe zakupy robili tu mieszkańcy Zakopanego i okolic. Przyjeżdżali tu także przebywający na Podhalu turyści z głębi Polski. Dla wielu z nich był to pierwszy, a czasem jedyny kontakt ze Słowacją, co – nawiasem mówiąc – niekoniecznie służyło dobremu poznaniu południowego sąsiada; na podstawie doświadczeń z jedną przygraniczną wsią wielu Polaków budowało sobie obraz całego państwa. Mniej więcej w latach 2002-2004 ceny się wyrównały, później to w Polsce zaczęło być taniej niż na Słowacji, a Suchá Hora opustoszała. Nadal jednak jest tu dużo sklepów, w tym kilka 28

takich ze specyficznym asortymentem pod polskiego klienta: nie dostanie się w nich chleba ani wędlin, a jedynie napoje, kawę i słodycze. Te grupy towarów wciąż są chętnie kupowane przez Polaków, którzy w mniejszej liczbie, ale nadal przyjeżdżają tu czasem na zakupy – głównie z sentymentu, a trochę dlatego, że np. wino czy kawa wciąż są tu tańsze niż w Polsce. Nadal można tu płacić w złotówkach, nie ma też problemu z wydawaniem reszty w polskiej walucie – nawet z dokładnością do 10 groszy! Nie inaczej jest też w pobliskich Oravicach, popularnej osadzie wypoczynkowej u stóp Tatr Zachodnich, gdzie Polacy stanowią niemal połowę klientów tutejszych bufetów i aquaparków. Suchá Hora wraz z sąsiednią Hladovką różnią się wyraźnie od reszty Górnej Orawy pod względem języka i zwyczajów. Ludzie mówią tu zarówno tradycyjnym językiem słowackim, jak i gwarą góralską, która w tych dwóch wsiach jest bardzo zbliżona do gwary podhalańskiej i odmienna od tej, którą posługują się Słowacy w sąsiednich miejscowościach na Orawie (w Liesku czy Zubercu mówi się już inaczej). W latach 1920-1924 i przez kilka miesięcy roku 1939 obie

wsie należały do Polski. W czasach Austro-Węgier i wcześniejszych były one mocno związane z Podhalem, w Suchej Horze niemal każdy ma jakiegoś bliższego lub dalszego krewnego po polskiej stronie granicy. Po wejściu Polski i Słowacji do UE lokalne związki transgraniczne zaczęły się zacieśniać jeszcze bardziej, choć bardzo wolno i nie w takim stopniu, jak na pograniczu słowacko-austriackim czy słowacko-węgierskim. W rozwoju kontaktów przeszkadza brak połączeń autobusowych z pobliskim Zakopanem i Nowym Targiem, stąd też mieszkańcy Suchej Hory nie posyłają dzieci do szkół w tych podhalańskich miastach, nie jeżdżą tam na wieczorne imprezy itp. Pozostaje samochód, co jednak w przypadku podróży do Zakopanego jest kłopotliwe ze względu na korki, brak miejsc parkingowych i horrendalnie drogie opłaty za parkowanie. Ponadto Zakopane odnosi się do swojego słowackiego sąsiada zza miedzy z wyjątkowo zadziwiającą obojętnością, jakby nie chciało zauważyć, że jest miastem przygranicznym. Kilka lat temu zaczął się jednak ciekawy proces lokalnej integracji w obrębie kilku kilometrów od granicy. Młodzi mieszkańcy Suchej Hory zaczęli się budować w sąsiednim Chochołowie, pojawiły się zmieszane małżeństwa, ludzie podejmują też pracę w Polsce – w pobliskim aquaparku w Witowie, w Czarnym Dunajcu, niektórzy nawet w Krakowie. W 2015 roku Suchá Hora stała się znana dzięki asfaltowej trasie rowerowo-rolkarskiej, poprowadzonej śladem dawnej linii kolejowej. Zlokalizowana jest ona dwa kilometry od centrum wsi i jest tłumnie odwiedzana przez rolkarzy i rowerzystów z całej Polsce. JAKUB ŁOGINOW

MONITOR POLONIJNY


S Z T U K A Z N A S Z Y C H S Z E R E G Ó W Życzenia

Impresjeaty Siemaszko Ag

Klub Polski na Słowacji i Instytut Polski w Bratysławie zapraszają na wystawę z cyklu „Sztuka z naszych szeregów“. W tym roku zostaną zaprezentowane obrazy Agaty Siemaszko, która żyje i tworzy na Kysucach. Nasza pochodząca z Zakopanego rodaczka w swojej twórczości muzycznej i plastycznej - sięga po inspiracje z różnych regionów i różnych narodowości. O tym, co jej w duszy gra, można się przekonać podczas wystawy zatytułowanej „Impresje Agaty Siemaszko“, a podczas wernisażu, który jest zaplanowany na 9 grudnia (czwartek) o godz. 17.00 w Instytucie Polskim, artystka również zaśpiewa. Na cymbałach towarzyszyć jej będzie Miroslav Rajt. Wystawa potrwa do 31 stycznia 2022. Wstęp wolny – zgodnie z aktualnymi obostrzeniami epidemiologicznymi dla osób zaszczepionych. W razie wprowadzenia lockdownu, będziemy informować o formie tego wydarzenia lub ewentualnym nowym terminie.

WIĘCEJ NA STRONIE WWW.POLONIA.SK ORAZ W MEDIACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH

Drodzy Przyjaciele, już po raz czwarty kieruję do Państwa życzenia świąteczne i noworoczne. Za nami kolejny trudny rok, w którym słowo „lockdown“ zyskało nowy wymiar. Wielu z nas wierzyło, że to właśnie w tym roku skończy się pandemia COVID-19, jednak tak się nie stało. Ale był to też rok pięknych dni i wydarzeń, dających nadzieję na lepsze jutro. Był to rok zwycięstwa Petry Vlhovej w rywalizacji o Złoty Globus i lądowania łazika Perseverance na powierzchni Marsa. W tym też roku Słowację odwiedził po raz pierwszy papież Franciszek i z sukcesem rozpoczęto szczepienia przeciwko koronawirusowi. Życzę nam wszystkim spokojnych, zdrowych świąt Bożego Narodzenia i byśmy w Nowy Rok 2022 wkroczyli w pełni sił, mając nadzieję, że przyniesie nam wiele dobrych chwil. MAREK BERKY Prezes Klubu Polskiego

Planowane świąteczne imprezy w Koszycach i Dubnicy

Grudzień to już tradycyjnie czas podsumowań, spotkań z najbliższymi i przeżywanie najpiękniejszych świąt w roku. Klub Polski także zaplanował dwa projekty, które są związane z Bożym Narodzeniem. Jeśli sytuacja pandemiczna pozwoli na realizację jednego z nich, spotkamy się 15 grudnia (środa) w Koszycach. Podczas wydarzenia przypomniane zostaną polskie tradycje świąteczne, będzie to też okazja do śpiewania kolęd wraz z kwartetem Laugaricio i zapoznania się z kameralną wystawą Stefanii Gajdošovej. Druga impreza miała odbyć się w ramach tradycyjnych niedziel adwentowych w Dubnicy nad Wagiem, ale ponieważ główny organizator przedsięwzięcia odwołał go, Klub Polski planuje przygotowanie świątecznego filmu, którym chce nastroić świątecznie rodaków i słowackich przyjaciół. O jego emisji będziemy informować na stronie www.polonia.sk oraz w mediach społecznościowych.

GRUDZIEŃ 2021

29


Słowniczek „końcoworoczny”

O

Ponownie połączymy polskie i słowackie potrawy na naszym tradycyjnym świątecznym stole. Moja żona lubi też obrzędy bożonarodzeniowe, które zna z dzieciństwa. Ząbek czosnku – abyśmy byli zdrowi, opłatek z miodem – aby nasze życie było słodkie i szczęśliwe, przekrojenie jabłka – abyśmy wiedzieli, jaki rok jest przed nami. Żona bardzo lubi święta. Na Słowacji mówi się o nich Vianoce. Skąd to słowo wzięło się w języku słowackim? Wyraz Vianoce pochodzi z niemieckiego słowa Weihnachten, które oznacza ‘Boże Narodzenie’. W języku słowackim pierwsza część zapożyczonego słowa uległa fonetyzacji w formie Weih = Via, a druga – nachten, czyli ‘noc’ – została przełożona.

Ozdobiony symbol świąt W niektórych domach już teraz wybiera się i ozdabia choinkę, czyli po słowacku vianočný stromček. Dlaczego stromček? Cóż, w języku słowackim drze30

MY

wo to strom, a stromček jest jego zdrobnieniem. Skąd pochodzą te słowa? Słowacki strom pochodzi od prasłowiańskiego rzeczownika strom, oznaczającego ‘urwisko’ lub ‘drzewo’. Pierwotne znaczenie tego słowa to ‘to, co góruje; coś, co stoi, sterczy’. Wyraz polski – choinka – również pochodzi z języka prasłowiańskiego, od słowa chvoja, czyli ‘igliwie; drzewo iglaste, sosna’.

E

Święta noc – Vianoce

NI

to mamy grudzień i zbliżamy się do końca kolejnego OWIA SŁ roku, który przeżywamy w nowych globalnych warunkach. Mijający rok nauczył nas nie tylko, jak przezwyciężać trudne sytuacje, ale także jak znaleźć nowe rozwiązania, nowe możliwości, a nawet jak w ramach obecnych możliwości rozkwitać. Czujecie już zapach nadchodzących świąt? Tradycyjnych przysmaków oraz grzanego wina czy aromatycznej herbaty z cynamonem?

Co nieco od serca Przyznaję, że lubię dawać prezenty przez cały rok. Dla mojej żony jednak największym symbolem świąt jest chwila, kiedy rodzina siada przy stole i razem spędza czas. Jakie prezenty damy sobie w tym roku pod choinkę? Z żoną rozmawiamy o tych sprawach otwarcie. Żadne z nas nie lubi niespodzianek. Chcemy

mieć pewność, że jeśli dostaniemy prezent, to taki, który będzie użyteczny. Ponieważ nie mamy jeszcze dzieci, a nasz dom jest jeszcze dość nowy, rozważamy zakup wysokiej jakości robota kuchennego lub ekspresu do kawy, oczywiście oprócz drobnych przedmiotów dla własnej przyjemności. Żona obiecała, że będzie piec smakołyki, więc szybko ustaliliśmy wspólny prezent! Słowacy na prezent świąteczny (i nie tylko!) używają słowa darček, które jest zdrobnieniem od słowa dar. Wyraz ten występuje w obu naszych językach, ale skąd właściwie pochodzi? Otóż odziedziczyliśmy go po naszych prasłowiańskich przodkach. W ich języku miało ono postać dar i oznaczało ‘prezent; talent, dar’.

Zdrowia, szczęścia, pomyślności! W tym roku, w związku z obecnym stanem rzeczy, również czekają nas świąteczne ograniczenia. Wierzę jednak, że wszyscy znajdziemy sposób, aby uczynić święta pięknymi. Życzymy Wam wspaniałych świąt Bożego Narodzenia i cudownego Sylwestra. Dla nas Sylwester będzie świętowaniem naszej pierwszej rocznicy ślubu, dlatego tak jak w zeszłym roku będziemy z żoną w mocnym uścisku oglądać z balkonu fajerwerki. Szczęśliwego Nowego Roku! VELESLAVA OPUK i FILIP LEON OPUK PolishSlovak.eu MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIE: ARCHIWUM RODZINNE

Królestwo fantazji P

rzyjrzyjcie się uważnie zdjęciu, które ilustruje niniejszy tekst. Jest dość stare, ma już ponad 20 lat. W jedną listopadową sobotę bardzo podobne zdjęcie pstryknęłam mojej córce i jej przyjaciółkom. Historia zatoczyła koło. Wraz z powrotem do szkół dzieci, stęsknionych za kolegami tym mocniej, im dłuższa była rozłąka z powodu panującej wokół epidemii, wrócił sezon na świętowanie urodzin nie tylko z najbliższą rodziną. Tak też się stało w klasie mojej córki. Pomalutku zaczęły spływać pierwsze zaproszenia – do sali zabaw, do parku trampolin… Wiedziałam, że w tym roku nie uda nam się już uniknąć tematu urodzinowej imprezy dla koleżanek, w końcu 9 lat to poważny wiek.

GRUDZIEŃ 2021

Choć urodziny organizowane przez profesjonalistów są na pewno bardzo kuszącą opcją (do dziś wspominam, jak w wieku lat 8 poszłam do koleżanki na urodziny zorganizowane w restauracji McDonald’s), to ja jednak mam wielki sentyment do świętowania w domu i chciałam, żeby te pierwsze urodziny naszej córki dla koleżanek miały właśnie domowy charakter. Tylko co tu zaproponować, żeby nie było nudno? Poratowało mnie zdjęcie, które teraz mogą obejrzeć również czytelnicy „Monitora”. Kiedyś, będąc jeszcze w podstawówce, miałam w domu cudowne pidżama party dla koleżanek z klasy. Wszystkie byłyśmy w strojach nocnych, miałyśmy niezbędne atrybuty śpiochów i bawiłyśmy się fantastycznie.

Był tort, gry planszowe i mnóstwo śmiechu. Wspominam z rozrzewnieniem do dziś, a siła tego wspomnienia była tak wielka, że przekonała do organizacji podobnej imprezy moją córkę. I teraz ona ma swoje własne zdjęcie z pidżama party i swoje piękne wspomnienia, które być może ożywi za pięć, dziesięć, piętnaście lat. Co chcę przekazać szanownym czytelnikom za pomocą powyższego przykładu? Że stare nie znaczy nieatrakcyjne, a domowe – nudne. Że warto być twórczym, warto czasem coś samodzielnie wymyślić, a w domu można wyczarować nawet królestwo śpiochów. Często bowiem nie ogranicza nas brak środków lub miejsca, ale brak wyobraźni. NATALIA KONICZ-HAMADA 31


Smakołyki naszych nieco dalszych sąsiadów nie są tak powszechnie znane. Kuchnia północno-wschodnich regionów Europy może budzić spore zainteresowanie u tych, którzy są ciekawi kulinarnych zwyczajów innych narodowości i chętnie wypróbują takie receptury

we własnym domu. Tym bardziej ucieszyłam się, gdy do „Piekarnika” dotarł przepis pani Olgi Szerszniowej na tradycyjny łotewski deser, czyli zupę chlebową. Sama nazwa mocno pobudza wyobraźnię i smak, co zapowiada, że danie będzie wyjątkowe.

Leivasupp - zupa chlebowa SKŁADNIKI: • 350 g ciemnego żytniego pieczywa • 100 g przetartej żurawiny • 3 nieduże jabłka, pokrojone na kawałki • 1/2 łyżeczki cynamonu

• 150 – 200 g suszonych owoców (rodzynki, śliwki, morele) • 50 g orzechów laskowych (prażonych i posiekanych) • 150 g cukru • 1,5 l wody • bita śmietana - dla dekoracji

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Kromki chleba żytniego pokroić na kawałki i podsuszyć w piekarniku (około 20 minut w 180 stopniach). Do podsuszonego już chleba dodać 1,5 litrów wrzątku i trzymać w zamkniętym pojemniku przynajmniej godzinę. Tak otrzymaną masę chlebową przetrzeć razem z płynem przez sito lub zmiksować.

Jabłka i suszone owoce pokroić na kawałki, żurawiny zblendować z niewielką ilością cukru. Prażone orzechy laskowe posiekać. Do masy chlebowej dodać cukier, cynamon, pokrojone na kawałki jabłka, suszone owoce, orzechy, żurawinę, następnie gotować aż owoce będą miękkie. Podawać z bitą śmietaną.

Zupa chlebowa jest zupą jedynie z nazwy – to po prostu odmiana deseru, który najczęściej podaje się w miseczce, kokilce lub pucharku. Korzenny aromat kojarzy się ze świętami, wspaniale rozgrzewa i poprawia humor. Wyobrażam sobie, że w duecie z mocną herbatą lub aromatyczną czarną kawą ta specyficzna zupa zostanie entuzjastycznie przyjęta przez przyjaciół, spragnionych jakiejś kulinarnej odmiany. No i proszę – łotewska delicja już czeka na stole! Smacznego! AGATA BEDNARCZYK


Articles inside

dookoła świata – Łotwa

1min
page 32

Królestwo fantazji

1min
page 31

końcoworoczny”

2min
page 30

Suchá Hora brama do Polski

3min
page 28

RETROHITY (Nie)lubiany zawiesisty deser

3min
page 27

OGŁOSZENIA

2min
page 29

KRZYŻÓWKA

1min
page 26

Z NASZEGO PODWÓRKA

17min
pages 11-18

Stan wojenny oczami Polaków mieszkających na Słowacji

10min
pages 5-7

O Wandzie, co Niemca nie chciała, a jednak się złamała

9min
pages 8-10

Królowie przestworzy

4min
page 20

Świeżo zmielone niebo w synagodze

3min
page 25

Uwagi o pisowni urbanonimów

4min
page 21

Nowy film Kingi Dębskiej. Zupa nic! dla każdego

3min
page 24

Z imprezy na kwarantannę

3min
page 19
Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.