Monitor Polonijny 2020/10

Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor 10_2020 27.9.2020 21:03 Page 33

40 lat minęło... str. 4

ngo Tażadreszcze

przechodzą po ciele! str. 10


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 2

„Balladyna“ w Bratysławie

ajpierw były próby – próby czytania tekstu z podziałem na role, ale i próby, w którym z pomieszczeń Instytutu Polskiego miałoby się to czytanie odbyć. O tym drugim zdecydował w końcu operator kamery, któ-

N

planowanym wydarzeniem, okazała się bardzo potrzebna, bowiem ukazała wykonawcom pewne niedociągnięcia w interpretacji tekstu. „Nie obawiam się o efekt końcowy, bo w ubiegłym roku było podobnie; podczas próby czytający dopiero wchodzili w swoje role, ale do dnia występu wszyscy byli przygotowani doskonale“ – mówiła Teresa Lukačová, odpowiedzialna za przygotowanie Narodowego Czytania w Instytucie Polskim. I rzeczywiście, 12 września, w sobotnie przedpołudnie wszystko przebiegło tak, jak powinno! Obecność tremy zdradzali niektórzy przed włączeniem kamery, ale – jak się potem okazało – była to trema mobilizująca! Zado-

wolenia nie kryli dyrektor Instytutu Jacek Gajewski i jego zastępczyni Monika Olech, którzy czynnie wzięli udział w przedsięwzięciu. W jedną z ról wcielił się też konsul Stanisław Kargul, zaś Zuzana Obertová z Uniwerstytetu Komeńskiego dokonała krótkiego wprowadzenia, prezentując Juliusza Słowackiego i jego dzieło. Z uwagi na obostrzenia związane z pandemią tegoroczne Czytanie Narodowe odbyło się bez udziału publiczności, ale można je zobaczyć

w Internecie na Facebooku Instytutu Polskiego i Klubu Polskiego, by sprawdzić, jak z tak trudnym wyzwaniem poradzili sobie Polacy mieszkający na Słowacji. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ry miał za zadanie uwiecznić wysiłki interpretacyjne dzieła Juliusza Słowa ckiego. W tym roku bowiem do Naro dowego Czytania, którego patronem jest prezydent RP Andrzej Duda, wybrano „Balladynę“. Wyzwanie niełatwe, bo dzieło napisane trudnym językiem, na dodatek wierszem. Próba, która miała miejsce trzy dni przed ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Czytający: Balladyna: Basia Kargul•Alina: Agnieszka Krasowska•Kirkor: Jakub Strzałka•Wdowa: Ilona Wikieł-Sobek•Goplana: Małgorzata Wojcieszyńska •Skierka: Oskar Krasowski•Grabie: Adam Olech•Chochlik: Ryszard Zwiewka•Sługa, Pustelnik: Jacek Gajewski•Filon: Stanisław Kargul•Narrator: Monika Olech 2

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 3

Co za rok! Wypływające z zagrożenia pandemicznego zmiany najbardziej odbijają się – jak można zauważyć na pierwszy rzut oka – w rubryce „Z naszego podwórka“. Przez długie lata przynosiła ona najważniejsze wydarzenia ze świata Polaków mieszkających na Słowacji, relacje z wydarzeń polonijnych. I tak jest nadal, ale w czasie lockdawnu zaglądaliśmy do polskich domów, rozmawiając z naszymi bohaterami za pomocą łączy internetowych. Lato wykorzystaliśmy na zorganizowanie kilku imprez, ale już we wrześniu część przedsięwzięć, które się odbyły, mogła liczyć na obecność minimalnej liczby osób. Oczywiście byliśmy tam i przynosimy relacje z nich, odsyłając jednocześnie do wydarzeń, zarejestrowanych przez kamery i dostępnych w sieci. Mowa na przykład o nowym teledysku Klubu Polskiego (str. 10) czy Czytaniu Narodowym (str. 2). Na łamach październikowego „Monitora“ można spotkać się ze znanymi i lubianym Polakami, jak na przykład z malarką i pisarką Hanną Bakułą („Wywiad miesiąca”, str. 5), reżyserką Agnieszką Holland („Kino-oko”, str. 20), dziennikarzem i reporterem Mariuszem Szczygłem (str. 14) czy pisarzem Ziemowitem Szczerkiem (str. 16). Zwracamy też Państwa uwagę na kolejny odcinek naszego cyklu „Elementarz polsko-słowackiej rodziny“, w którym tym razem mowa o uprzedzeniach i stereotypach (str. 25), a w rubryce „Co u nich słychać?“ odwiedzamy bardzo ciekawą rodzinę polsko-słowacką właśnie, która urzekła nas swoją gościnnością i nie tylko (str. 17). Październik nie musi być kapryśny pod względem pogody, więc warto posłuchać „Basi z Zielonego Wzgórza“ i wskoczyć jeszcze... na rower, by przekonać się, jakie dobrodziejstwa dla planety, ale i dla zdrowia niesie jazda na rowerze (str. 29). I na koniec, jak będą Państwo planować jakieś wycieczki po Słowacji, to odsyłamy do rubryki „Słowackie perełki“, której autorka w sposób niezwykły odkrywa prawdziwe klejnoty kraju, w którym przyszło nam żyć – tym razem nieoczekiwanie odkrywa niezwykłe miejsce. Gdzie? Przekonajcie się Państwo sami (str. 24). Życzę Państwu przyjemnych jesiennych dni i interesującej lektury naszego pisma. W imieniu redakcji,

40 lat minęło...

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Hanna Bakuła: „Jestem kijkami do nordic walking dla kobiet 5 Z NASZEGO PODWÓRKA

8

CO U NICH SŁYCHAĆ? Marzyła o Australii, a swój raj znalazła pod Bratysławą 17 KINO-OKO „Szarlatan“ – opowieść o walce w ludzkiej duszy

20

CZUŁYM UCHEM „Polka“, czyli punk i jazz pod strzechą

21

Dunaj i Bratysława – stare, dobre małżeństwo

22

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Kwestia wyobraźni

22

SŁOWACKIE PEREŁKI Smutny los opuszczonego dworu

24

ELEMENTARZ POLSKO-SŁOWACKIEJ RODZINY Gwóźdź do trumny 25 KRZYŻÓWKA

26

SUBIEKTYWNA HISTORIA KOMIKSU POLSKIEGO Bawi, uczy, wychowuje

27

SŁOWACJA W UNII EUROPEJSKIEJ Wyboista droga do UE i wspólnej waluty (część 2)

28

OGŁOSZENIA

29

BASIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA Wsiądź na rower – to samo zdrowie! 29 ROZSIANI PO POLSCE Ze Słowacji przez Czechy i Holandię do Polski

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Kasztany w dłoń!

31

PIEKARNIK Prosto z pola

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • Projekt współfinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach Zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013

PAŹDZIERNIK 2020

3


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 4

40 lat minęło...

oja znajoma obchodziła niedawno 40. urodziny. Ten rok jest dla niej wyjątkowy. Nie tylko świętowała okrągłe urodziny, ale także urodziła swoje pierwsze dziecko. Podczas naszego uroczego spotkania nie zabrakło więc wspomnień z dzieciństwa i nawiązań do roku jej narodzin. Rok 1980 był rokiem szczególnym głównie ze względu na falę strajków, które objęły całą Polskę. Strajkowało wówczas aż 177 przedsiębiorstw. Dra styczna podwyżka cen, społeczne protesty i niezadowolenie Polaków doprowadziły do utworzenia „Solidarności”, a 31 sierpnia 1980 roku przedstawiciele strajkujących robotników i komunistycznej władzy podpisali w Gdańsku porozumienia sierpniowe. Konferencja Episkopatu Polski ostrzegała wówczas przed „niepokojącymi zjawiskami negatywnymi w życiu społecznym, kulturalnym, gospodarczym, i politycznym”. Byłam wtedy małą dziewczynką, która nie rozumiała, co się dzieje, ale do dziś w pamięci pozostał mi obraz smutnych i podirytowanych ludzi, wyczekujących w długich kolejkach, w których niejednokrotnie stałam i ja

M

31 sierpnia w 40. ROCZNICĘ podpisania porozumień sierpniowych i POWSTANIA NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” 4

z babcią po kawę czy papier toaletowy. Czterdzieści lat temu w mediach i na ulicach mówiło się głównie o polityce, milicji i zrywach społecznych, w których robotnicy domagali się podwyżki płac, dodatku drożyźnianego, wyrównania dodatków rodzinnych oraz gwarancji dla strajkujących. Ale czym jeszcze żyli ówcześni mieszkańcy kraju nad Wisłą? Odskocznią od szarej codzienności oraz powodem do dumy i radości były osiągnięcia sportowe Polaków. Przed czterdziestu laty, w styczniu, odbyły się pierwsze w historii zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem, podczas których nasz rodak Stanisław Bobak zajął I miejsce. Z kolei w lutym głośno było zarówno w Polsce, jak i na świecie o pierwszym w dziejach alpinizmu zimowym wejściu Polaków na Mount Everest. Wyczynu tego dokonali Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki, chlubnie zapisując się na kartach historii. Ich wyprawa była bowiem przełomową w dziejach światowego himalaizmu i zapoczątkowała zimowe wspinaczki na najwyższe góry świata. Innym znaczącym osiągnięciem sportowym był rekord świata w skoku

odbyły się uroczystości z udziałem władz związku, prezydenta Andrzeja Dudy oraz premiera Mateusza Morawieckiego. W Euro pejskim Centrum „Solidarności” w Gdańsku odbyło się Forum Obywatelskie - zestaw debat będących częścią Święta Wolności i Demokracji przygotowanego przez gdański samorząd. To było największe w dziejach Polski zwycięstwo - mówił legendarny przywódca „Solidarności” Lech Wałęsa przed historyczną Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej.

o tyczce, ustanowiony przez Władysława Kozakiewicza, który zdobył złoty medal na olimpiadzie w Moskwie. Do historii przeszedł też jego słynny gest. Płotkarka Grażyna Rabsztyn ustanowiła rekord świata w biegu na 100 m, natomiast Henryk Jaskuła w ciągu 344 dni samotnej żeglugi, opłynął glob bez zawijania do portu. Niestety, 40 lat temu doszło też do kilku tragedii. Wiosną na warszawskim lotnisku Okęcie rozbił się samolot pasażerski, lecący z Nowego Jorku z 87 osobami, wśród których była popularna piosenkarka Anna Jantar. Niespełna tydzień po katastrofie opinię publiczną poruszyło kolejne wstrząsające zdarzenie. Na krakowskim rynku emerytowany piekarz Walenty Badylak dokonał samospalenia w proteście przeciw przemilczaniu zbrodni katyńskiej. W pamięci wielu osób pozostała także katastrofa kolejowa, w której na skutek czołowego zderzenie pociągów zginęło 67 osób. Odskocznią od dramatycznych wydarzeń i polityki była kultura i sztuka. Pamiętam rodziców i dziadków, którzy często oglądali Teatr Telewizji. To właśnie w 1980 roku w tymże teatrze po-

1 września odbyły się obchody 81. ROCZNICY WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEj. Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości na Westerplatte podkreślił, że to miejsce jest symbolem bohaterstwa polskich żołnierzy, a dla całego świata przestrogą przed tym, co oznacza imperializm, co oznacza brutalna polityka, prowadząca do wojny, ostrzeżeniem, aby taka sytuacja i takie wydarzenia nigdy się nie powtórzyły. Natomiast premier Mateusz Morawiecki podczas rocznicowych uroczystości w Wielu-

niu mówił, że II wojna światowa była wojną o wszystko, „o nasze życie, ale także o ocalenie Europy i świata”. Od 9 września z dwudniową wizytą w Polsce przebywała liderka białoruskiej opozycji, kandydatka w sierpniowych wyborach prezydenckich na Białorusi SWIATŁANA CICHANOUSKA, która spotkała się z premierem Mateuszem Morawieckim i wygłosiła wykład na Uniwersytecie Warszawskim. W swoim wystąpieniu zwróciła m.in. MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 5

jawiła się premiera sztuki Igraszki z diabłem z całą plejadą polskich gwiazd, wśród których byli Marian Kociniak, Jerzy Kamas, Wojciech Pokora, Krzysztof Kowalewski, Janusz Gajos czy Magdalena Zawadzka. Tego samego roku telewizja wyemitowała premierowe odcinki seriali Dom oraz Kariera Nikodema Dyzmy. Swoich premier doczekały się też filmy Paciorki jednego różańca Kazimierza Kutza, Constans Krzysztofa Zanussiego, Spokój Krzysztofa Kieślowskiego (film co prawda powstał już w 1976 roku, ale dopiero w 1980 doczekał premiery) z Jerzym Stuhrem w roli głównej czy Dyrygent Andrzeja Wajdy z Krystyną Jandą i Andrzejem Sewerynem. Ten ostatni został entuzjastycznie przyjęty za granicą, zdobywając między innymi Srebrnego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie oraz nagrodę Fipresci na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Sebastian. Warto też wspomnieć, iż w 1980 roku odbył się pierwszy festiwal w Jarocinie, który stał się później kultowym festiwalem muzyki rockowej. Jednak jednym z największych wydarzeń tego roku było przyznanie Czesławowi Miłoszowi literackiej nagrody Nobla. Obecny rok jest także specyficzny i z pewnością zostanie zapamiętany w związku ze światową pandemią wirusa Covid-19. Ciekawa jestem, czy kiedyś syn mojej koleżanki spojrzy na kartkę z kalendarza sprzed czterdziestu lat, by dowiedzieć się, co działo się w roku jego narodzin. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA uwagę, że trwające na Białorusi protesty mają unikatowy charakter, bo są kierowane przez kobiety. „Białoruska polityka i Białoruś jako taka, nigdy nie widziała takiego zaangażowania kobiet na wszystkich poziomach, na wszystkich szczeblach, ponieważ to kobiety są jedną z najbardziej represjonowanych grup na Białoru si“ – oceniła. Cichanouska została też uhonorowana nagrodą specjalną Forum Ekonomicznego, odbywającego się w tym roku w Karpaczu. PAŹDZIERNIK 2020

Hanna Bakuła: „Jestem kijkami do nordic walking dla kobiet“

S

oft feministka, kobieta petarda, niespokojna i szczera do bólu, brydżystka (gra dobrze i systematycznie), wegetarianka, niezależna w myśleniu. Cięty język to jej urok osobisty i literacki, słowem Hanna Aniela Agnieszka Bakuła Luniak Gontarczyk Lemaitre. Obywatelka polska i amerykańska, która propaguje kulturę polską za granicą, wspiera domy dziecka i organizuje festiwal muzyki Franciszka Schuberta. Jest też absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i autorką kilkunastu rozczytywanych książek. Połączyła nas niezdrowa woda gazowana, którą obie zamówiłyśmy, i lekka, ale wyczuwalna świąteczna ironia. Świąteczna przede wszystkim dla mnie, bo to było dla mnie ważne spotkanie.

9 września w wieku 45 lat zmarł GIENEK LOSKA, zwycięzca finału pierwszej polskiej edycji programu „X Factor“. Był wokalistą, gitarzystą i kompozytorem białoruskiego pochodzenia.

ne kluby KO i Lewicy. Przeciw była Konfederacja oraz PSL. Przeciw głosowali też posłowie Solidarnej Polski, należący do klubu PiS, a posłowie koalicyjnego Porozumienia wstrzymali się od głosu.

18 września Sejm uchwalił nowelizację ustawy O OCHRONIE ZWIERZĄT, która m.in. wprowadza zakaz hodowli zwierząt na futra, ogranicza ubój rytualny, zmienia zasady prowadzenia schronisk dla zwierząt. Nowelę poparła wię kszość posłów PiS oraz opozycyj-

Głosowanie doprowadziło do POWAŻNEGO KRYZYSU w koalicji rządzącej Zjednoczonej Prawicy. Wobec sprzeciwu SP z porządku obrad Sejmu wycofano też projekt tzw. ustawy bezkarnościowej. W związku z tym wstrzymano rozmowy w ZP o nowej umowie ko-

alicyjnej i rekonstrukcji rządu. Politycy PiS sugerowali natomiast, że koalicja Zjednoczonej Prawicy przestała istnieć. Po serii spotkań i rozmów władz PiS i jej lidera Jarosława Kaczyńskiego z szefem SP, a zarazem ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro, a także szefem Porozumienia Jarosławem Gowinem zawarto 26. września porozumienie dotyczące trwania ZP. Na jego mocy do rządu w randze wicepremiera prawdopodobnie wejdzie Jarosław Kaczyński. MP 5


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 6

Większość rozmów z Panią zaczyna się bardzo podobnie: jaki jest Pani stosunek do mężczyzn, dlaczego ich Pani tak tępi, co sądzi Pani o kobietach? Czy nie wydaje się Pani dość nudna taka konwencja? Za każdym razem jednak mówię inaczej. Dlatego nie jestem aktorką, bo nie potrafię powiedzieć dwa razy tego samego, nawet jakby mi za to płacili. Nigdy nie narysowałam podobnie, nigdy nie powiedziałam podobnie i nie napisałam podobnie. Nieprawdą jest, że nie lubię mężczyzn, bo lubię ich bardzo. I mam tyle samo zastrzeżeń do kobiet co do mężczyzn. A może nawet więcej do kobiet. Więc zawsze mówię inaczej, bo co innego w danym momencie zwróciło moją uwagę albo na co innego jestem zła. Myślę, że to nie jest nudne. A Pani też nie pyta o mój pobyt w Kenii. Dlaczego? Odpowiadam na pytania dziennikarzy. Gram więc tak, jak przeciwnik pozwala. Pasją Pani życia są podróże? Nie. Pasją mojego życie jest czytanie książek. Zauważyłam. Nawiązuje Pani do Witkacego, np. w malarstwie do firmy portretowej, i potem piszą o Pani „Witkacy w spódnicy”. Trochę to banalne. Szczerze mówiąc pory dnia i pory roku też są banalne. I nie da się tego zmienić. Mówią „Witkacy w spódnicy”, bo tak najprościej. On malował pastele, ja też. On robił portrety, ja robię portrety. Ale ja maluję też pejzaże, których Witkacy nie robił. Podobnie jest z akwarelami – ja je robię, Witkacy nie. Formalnie podobieństwo moje do Witkacego jest pozorne, bo on miał do dyspozycji gorsze kolory, papiery w beżach i ciemniejszych brązach, a ja mam do dyspozycji wszystkie kolory świata. Dużo rysuję i maluję na kolorowych tłach i bardzo lubię to robić. Witkacy nigdy nie zrobił portretu na turkusowym czy czerwonym tle. On miał też gorzej z pastelami, a w tej chwili są pastele o niesłychanych kolorach. Jestem zafascynowana kolorystyką sztuki ludowej, np. meksykańskiej. Nie lubię brązowego i beżu – w niczym: ani w ubraniu, ani w pastelach. 6

Nieprawdą jest, że nie lubię mężczyzn, bo lubię ich bardzo. Najbardziej lubię czerwony i żółty, bo są to żywe kolory. Widziała Pani z pewnością świetną wystawę rysunków i archiwaliów w muzeum w Słupsku, wystawę, którą naprawdę warto zobaczyć. Taaak. Byłam, widziałam i po raz drugi w życiu bolał mnie kręgosłup, bo tak długo stałam przy tych pracach. Pierwszy raz było to ze dwadzieścia lat temu. A poza tym miałam już wystawę z Witkacym w Warsza wie w Muzeum Literatury i były tłumy. Ja miałam do dyspozycji parter, a dzieła Witkacego były na piętrze. Czy się nie zdenerwował Mistrz Witkacy, że znaleźliście się Państwo razem? Nie wiem, ale chyba nie, bo był w lepszych przestrzeniach na piętrze, niż ja na parterze. Myślę, że Witkacy był facetem nie do wytrzymania. W ogóle nie chciałabym go poznać ani zobaczyć. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Magdalena Samozwaniec czy Irena Krzywicka zarzucały mu, że był potworem. Był pajacującym morfinistą, dosyć zakompleksionym hipochondrykiem. Ostra ocena. Znam twórczość i życiorys Witkacego. Wspomagał się piwem, pił nawet osiem piw półlitrowych na rozruch twórczy. W czasach Witkacego narkotyki były w modzie: morfina i opium. Czy Pani zażywa? Nie, w moim środowisku najbliższym nie ma słowa narkotyki i nigdy nie było. To inne pokolenie niż to współczesne, my pijemy wódkę i wino. Czasem ktoś przywlecze jakąś trawę i chce poczęstować. Ale nikt nie chce i to jest śmieszne. Nie zażywam, ani nie pracuję po alkoholu, bo wtedy to nie jestem ja. Robiła Pani portrety najsławniejszych, jak Liv Ullman czy Yehudi Menuhina, ale również bliskich i dalszych znajomych.

Ma Pani wokół siebie duże grono ludzi i często bywa na różnych spotkaniach, przyjęciach. Jest Pani bywalczynią? Tak, ale to nie jest żaden komplement. To moja normalna praca zawodowa, muszę chodzić, muszę poznawać ludzi, rozmawiać, żeby mieć zamówienia na portrety, felietony, książki. Lubię bywać, ale najbardziej lubię czteroosobowe kolacje. Wtedy gramy w brydża. Kto musi być na takiej idealnej, wydawanej przez Panią kolacji? Moi przyjaciele, piszący i robiący coś bardzo ciekawego. Lubię sześcioosobowe kolacje, bo wtedy panuję nad stołem. Ale zwykle są u mnie przyjęcia trzydziestoosobowe. To moje doborowe towarzystwo i z każdą z tych osób chętnie rozmawiam i one ze sobą chętnie rozmawiają. Co Pani serwuje gościom? To stały repertuar, który nie brzmi zbyt wyrafinowanie, ale jeśli jakiegoś dania nie podam, to są zażalenia. A więc są to jajka faszerowane na ciepło, smażone na maśle, fasola jaś z oliwą, majerankiem i czosnkiem, kasza gryczana z pietruszką zieloną, z bardzo dużą ilością czosnku i ostrym olejem orientalnym, zupa z soczewicy, naleśniki z mąki jaglanej ze szpinakiem liściowym i miodem. Jeśli tych rzeczy nie ma, jest wrzask, dlaczego ich nie ma. Ale jestem głodna. I to przez Panią. Ale ad rem. Jeździ Pani np. na Kongresy Kobiet. Ja to traktuję jako działalność dobroczynną. Bo te kobiety są mnie bardzo ciekawe. A może podziwiają Pani odwagę, samodzielność, umiejętność mówienia wprost, brak tematów tabu... Myślę, że tak. One chciałyby być takie jak ja, mówią o tym. Powiem wprost – spotykam kobiety, które dzięki mnie się rozwiodły i mają drugie wspaniałe życie, spotykam kobiety, które po przeczytaniu moich książek pogoniły damskiego boksera, a były z nim już na przykład piętnaście lat. Spoty kam kobiety, które zmotywowałam do własnych biznesów MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 7

albo własnych pasji i… zaczęły malować. Jestem takimi kijkami do nordic walking dla kobiet. Czyli po naszych spotkaniach często zaczynają nowy, szybszy marsz. Mają podpórki. Czasami rekomenduję zachowania nietypowe, dla niektórych niepojęte. Niedawno dowiedziałam się, że po mojej rekomendacji, by kobiety katowane chodziły na kursy samoobrony, jedna z pań po kursie tak przyłożyła swojemu mężowi, że wylądował biedak w szpitalu, a wcześniej on ją lał przez dziesięć lat. Czy Pani bywa czasami miękka i uległa? Jestem bardzo delikatna i wrażliwa. Nie dla wszystkich i nie zawsze. Nie mam postawy agresywnej na zewnątrz. Jestem miłym, kulturalnym człowiekiem, a przyłożę, jeśli trzeba. Widać to w Pani książkach: ostry język, odrobina cynizmu i dystans wobec siebie. Ogromny mam dystans wobec siebie. Moje bohaterki w książkach to w większości jestem ja zaostrzona czy też wzbogacona i wzmocniona przez parę osób, które znam. W pewnym

sensie jestem patologiczna, bo nie obchodzi mnie, co ludzie myślą o mnie. Nic a nic. I nikt Pani nie uraził? Nie, nigdy. Nie jestem aż taką wielką damą. Jestem zajęta tym, czym jestem zajęta, a reszta mnie nie obchodzi. A jest Pani bardzo zajęta? (westchnienie) A może jest Pani leniwa? Jestem leniwa, jak widzę dobrą restaurację, to od razu bym coś zjadła, jestem leniwa, gdy widzę ładny basen, w którym można popływać. Mając do wyboru pracę i pójście na basen, pójdę na basen. A jak mam nic nie robić, to śpię, bo szkoda mi czasu na nicnierobienie. A spanie jest produktywne. Mózg się regeneruje. Więc nie usiądę, by posiedzieć, bo albo czytam, albo maluję, albo śpię, albo jestem w knajpie. Lubi Pani też rower, a nie lubi sportów ekstremalnych. Tak, bo tylko idiota lubi sporty ekstremalne. Człowiek, który naraża swoje życie i robi to bez potrzeby, jest idiotą. Nie potrafi docenić tego, że jest zdrowy. A jeśli potem coś się zdarzy mu na tym bungee czy motocrossie, to ja płacę za jego leczenie. I to mnie irytuje, że to jest na mój koszt. Na mój koszt grubas ma zawał, na mój koszt leczy się cukrzyk, który je za dużo, a potem dostaje cukrzycy, na mój koszt leczy się palacz papierosów. Oni mnie wykorzystują! Dlaczego? Pisze też Pani o braku skrupułów i chamstwie. Bo to mnie złości. Chama wychowała mama. Polski mężczyzna jest wychowany tak, że w ogóle nic nie musi. Samo jego istnienie powinno uszczęśliwiać kobietę i radować do szaleństwa. Piszę o tym, bo walczę z tym schematem. Czasami nawet moje koleżanki mówią, nie poluj już tak na facetów. A ja jestem snajperem, jeśli chodzi o facetów, którzy nie trzymają się jakiejś kulturalnej normy. Ja

PAŹDZIERNIK 2020

Czasami rekomenduję zachowania nietypowe, dla niektórych niepojęte. ich wyszydzam. Kiedyś powiedziałam, że nie rysuję grubych, łysych i wąsatych. Łysina nie jest winą mężczyzny. Ale łysy może założyć czapkę. Przyjaźniła się Pani z Agnieszką Osiecką i napisała Pani książki o niej i dla niej. Tak, Ostatni bal. To były listy Agnieszki Osieckiej i moje napisane współcześnie do niej, a drugi tom to Ostatnia dal – listy i pocztówki. Myślę, że Agnieszka nie wytrzymałaby tego wszystkiego, co teraz się dzieje. Ze swoją estetyką i fizyczną, i psychiczną nie mieściłaby się w tej doraźności, w stereotypie byle czego i dwumetrowych anorektyczek, które kiedyś pokazały cycek i dlatego są sławne. Nienawidziła wielu spraw, które są teraz w cenie. Jest coraz mniej sztuki, jest coraz mniejszy szacunek do wrażliwości. Może by pisała o tej forsie, jako rzekomej wartości podstawowej aktualnego człowieka. Kiedyś dostałyśmy zaproszenie do Mariotta na jakiś wieczór. Firma zapraszała na coś. Zostawiłyśmy płaszcze, wjechałyśmy schodami ruchomymi. Agnieszka rozejrzała się i zdziwiona zapytała: Hanusiu, a gdzie są gospodarze? Ja mówię: Wiesz, oni potem będą na scenie. A ona na to naprawdę zdziwiona: Ale kto mnie zaprosił? Mówię: Zaprosiła cię firma. A ona: Ja ich nie znam. To możemy już iść. I poszłyśmy. Takich zdarzeń było sporo. A co pani lubi tak naprawdę? Czytać. Kiedyś powiedziała Pani, że marzy o świętym spokoju. Nie mogę w to uwierzyć. Każdy ma taki święty spokój, na jaki sobie zasłużył. Ja marzę o swoim. Chciałabym siedzieć na plaży w Tajlandii, pod parasolem, żeby się nie opalać, i grać w brydża. ALINA KIETRYS 7


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 8

ZDJĘCIA: SILVIA SUBIAK WTOREKOVÁ

Polskie przedszkole W ŻYLINIE

wakacyjnej i pandemicznej przerwie 20 września ruszyło polskie przedszkole w Żylinie. Szefowa organizacji „Bonita” Silvia Subiak Wtoreková zorganizowała uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego w piknikowej scenerii - w gminie Rudinka, niedaleko Kysuckiego Novego Mesta. Jednym

Po

8

z gości był starosta tejże gminy Viliam Michel. Spotkanie odbyło się pod hasłem „Ruch i zabawa to super sprawa“. Już na samym początku dzieci otrzymały prezenty od stowarzyszenia „Bonita”, a także nagrody za udział w konkursie na najpiękniejszy rysunek z wakacji w Polsce.

Nagrody przyznała i wręczała ulubienica maluchów sowa Bonita. W spotkaniu wzięło udział siedem rodzin, dziewięcioro dzieci z grupy starszaków i dwoje niemowląt, które zapewne za jakiś czas dołączą do pozostałych przedszkolaków RED.

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 20:59 Page 9

Pora na szkołę czając i odbierając świadectwa ukończenia poprzedniej klasy. Było to wspaniałe spotkanie. Swoją obecnością zaszczycił je też konsul RP na Słowacji Stanisław Kargul.

ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

ół roku przerwy zamiast dwóch miesięcy wakacji. Każda klasa w osobnym pomieszczeniu zamiast sali wypełnionej po brzegi przez całą brać szkolną. Maski na twarzach obecnych zamiast wymiany uśmiechami. Rodzice muszący stać przed budynkiem zamiast towarzyszyć swoim dzieciom na szkolnych korytarzach i przygotowywać poczęstunek dla wszystkich. W rozpoczęciu roku szkolnego 2020/2021 w Szkole Polskiej przy Ambasadzie RP w Bratysławie, które odbyło się 5 września, nie było nic typowego. Jednocześnie po długich miesiącach wyłącznie wirtualnego kontaktu nauczyciele i uczniowie nareszcie byli znowu razem. Ponownie spotkali się twarzą w twarz i mogli zamknąć poprzedni rok szkolny, wrę-

P

I choć grono pedagogiczne w nieco zmienionym składzie (miejsce księdza Krystiana Piotrowskiego, który wyjechał na studia do Włoch, zajął Krzysztof Gruca, nauczyciel wiedzy o Polsce) ze względu na trwającą pandemię musiało przedsięwziąć liczne środki ostrożności, wszyscy wykazali się wielkim zrozumieniem. Najwa żniejsze, że szkoła jest znowu czynna i mogą się w niej odbywać lekcje języka polskiego i wiedzy o Polsce. NATALIA KONICZ-HAMADA

Klub Małego Polaka kilkumiesięcznej przerwie dzieciaki z Klub Małego Polaka w Bratysławie mogły wreszcie przybyć 19 września na zajęcia ze swoją ulubioną panią Agnieszką Krasowską. Z uwagi na pandemię nie wszyscy rodzice zdecydowali się wysłać maluchy do szkoły w bratysławskiej Račy, gdzie spotkania się odbywają, choć były to pierwsze zajęcia po wakacyjnym okresie, a jednocześnie pierwsze po trwającej od marca przerwie.

Po

PAŹDZIERNIK 2020

Spotkanie było bardzo miłe zarówno dla nauczycielki, jak i dzieci, które z przejęciem opowiadały o swoich wakacyjnych przygodach. Przy okazji mali klubowicze otrzymali dyplomy za uczestnictwo w zeszłorocznych zajęciach. Sezon jesienny rozpoczęły zaś pracami plastycznymi. My życzymy tak małym klubowiczom, jak i prowadzącej zajęcia zdrowego oraz spokojnego nowego roku szkolnego, a pozostałe dzieci zapraszamy RED. do udziału w zajęciach! 9


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 10

o g n a T aż dreszcze przechodzą po ciele!

aledwie kilkanaście osób mogło spotkać się 14 września w Insty tucie Polskim. Wyglądało to jak jakieś tajne spotkanie, choć organizatorom zależy na rozgłosie. I tego rozgłosu się spodziewają. Mowa o twórcach piosenki i teledysku do utworu „DyskuTango“, który we wrześniu miał swoją premierę – najpierw tę roboczą, w gronie twórców, potem w Internecie. Trzeba było bowiem wybrać taką formę prezentacji dzieła z uwagi na obostrzenia związane z pandemią.

Z

Jak powstawała piosenka „Kiedyś towarzyszyłem żonie jako fotograf, ona właśnie rozmawiała z menedżerem zespołu Śląsk, który gościł w siedzibie słowackiego zespo-

łu SĽUK, i wówczas przyszła mi do głowy ta melodia. Wyszedłem na chwilę, by ją nagrać na telefon“ – tak wspominał Stano Stehlik początki pracy nad „DyskuTangiem“, który wtedy bardziej przypominał utwór ludowy. „Dowiedziałem się, że Marek Berky z kwartetem Laugaricio przygotowuje materiał na płytę z tangami, wtedy nadałem temu utworowi charakter tanga i zaproponowałem, by znalazł się na ich płycie“ – dodał kompozytor. Dzięki temu album „To ostatnia niedziela“ z tradycyjnymi tangami słowackimi i polskimi zawiera jedyny autorski utwór. „Pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałem to tango, które jeszcze tangiem nie było. Było to w drodze do Warszawy, kiedy Stano przysłał na telefon ten wpadający w ucho utwór“ – wspominał Marek Berky, szef kwartetu Laugaricio.

ta piosenka przypadła do gustu, choć jeszcze wtedy nie miała tekstu“ – mówiła Ewa Sipos. Potem powstały słowa piosenki, które napisała Małgorzata Wojcieszyńska. „Dopiero kiedy do wiedziałam się, kto ją będzie śpiewał, przyszedł mi do głowy pomysł, o czym ta piosenka może być“ – tak o procesie twórczym mówiła autorka tekstu, który jest opisem miłości, kłótni i wyrafinowanym przekomarzaniem się mężczyzny i kobiety.

Klarnecista amator W utworze ciekawym elementem muzycznym jest pięknie brzmiący klarnet, na którym zagrał Marian Jaslovský, a ponieważ podczas premiery teledysku i on był obecny na sali, zatem i on powiedział kilka słów o nagraniu. „Obiecałem Stanowi, że nagram tę piosenkę na klarnecie, na którym w ogóle nie potrafię grać, ale mimo to poskładaliśmy linię melodyczną i w ten sposób w tym utworze wziął udział amatorski klarnecista, który na co dzień jest profesjonalnym flecistą“ – skwitował muzyk.

Śpiew „Stano mi puścił pierwszy raz ten kawałek i dowiedziałam się, którą partię będzie śpiewał Tomek Olszewski, a którą mogłabym ja. Wiedziałam, że chcę to zaśpiewać, bo od razu mi

10

Zrealizował Klub Polski z finansowym wsparciem Funduszu wspierającego kulturę mniejszości narodowych oraz Klubu Polskiego

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 11

Tancerze W oczekiwaniu na premierowy pokaz teledysku rozmawiano także o etapach jego powstawania. „Pamiętasz, jak spotkałyśmy się przed teatrem i dałam ci świeżo wydane CD z tangami? Zasygnalizowałam wówczas, że bardzo bym chciała kiedyś w przyszłości nakręcić teledysk z twoim udziałem“ – mówiła do Rominy Kołodziej, primabaleriny Słowa ckiego Teatru Narodowego, autorka scenariusza Małgorzata Wojcieszyń ska. Artystka nie kryła zadowolenia

z udziału w projekcie i dziękowała za współpracę tancerzowi ze Słowackiego Teatru Tańca Jána Durovčíka Filipowi Ciparowi, który przygotował choreografię. „Znamy się prywatnie, ale nigdy wcześniej nie tańczyliśmy razem, więc trochę się obawiałam, czy zagrają między nami emocje, bo przecież tango to coś intymnego, ale wyszło doskonale i jestem bardzo zadowolona z efektu“ – oceniła Romina Kołodziej, a jej partner taneczny nie krył, że propozycja zatańczenia razem z Rominą odebrał jako wyróżnienie. „Kiedy dzwoni primabalerina Teatru Narodowego i pyta o współpracę, nie da się inaczej odpowiedzieć, jak je dnoznacznie tak!“ – wspominał Filip Cipár. Tancerz przyznał, że dodatkową trudnością dla niego była nieznajomość języka polskiego, ale kiedy już

PAŹDZIERNIK 2020

się z tekstem osłuchał, wymyślił takie elementy tańca, które doskonale łączą się z treścią piosenki.

Aktorzy i reżyser W teledysku wzięli też udział Alicja Jaworska Zima i jej mąż Ivo, którzy wystąpili już w poprzedniej produkcji Klubu Polskiego, w klipie do piosenki „Walc dla motyla“. „Wiedzieliśmy, że to będzie dla nas ciekawe doświadczenie i zabawa, która pozwala człowiekowi żyć daną chwilą na planie filmowym“ – oceniła Alicja. Smaku całości dodał fakt, że prace nad teledyskiem rozpoczęły się, kiedy Słowacja dopiero przebudzała się po lockdownie a TrenčianskeTeplice, gdzie klip był kręcony, były jeszcze wyludnione. „Nigdy nie widziałam w tym tętniącym życiem mieście zdrojowym tak pustego deptaku, co trochę nam ułatwiło realizację różnych ujęć“ – wspomniała Małgorzata Wojcieszyńska. Na koniec, przed prezentacją finałowego produktu, pracę nad teledyskiem podsumował reżyser, operator i osoba odpowiedzialna za poskładanie materiału filmowego w jednej osobie, czyli Juraj Lehuta. „To już nasza trzecia wspólna produ kcja. Każda z nich była bardzo cieka-

wa. Tym razem wzbogaceniem był taniec artystów i muszę przyznać, że jedynym minusem, a zarazem wyzwaniem było to, że z tak bogatego materiału zdjęciowego, musiałem wybrać tylko tyle, by zmieściło się w trzyminutowym filmiku“ – podsumował reżyser.

Dreszcze emocji Kiedy wreszcie zaprezentowano teledysk, sala zamarła, a po pokazie rozległy się gromkie brawa i prośba o powtórne pokazanie. „Podczas oglądania klipu cztery razy przechodziły po moim ciele dreszcze!“ – reagowała żywo Ewa Sipos. „Świetny! Wielkie brawa dla tancerzy i pozostałych artystów!“ – dodał Marek Berky. Nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić wszystkich naszych czytelników przed ekrany komputerów, by na stronie Klubu Polskiego www.polonia.sk obejrzeli najnowszą produkcję muzyczno-filmową, która jest kolejnym pięknym przykładem polsko-słowacRED. kiej współpracy. Organizatorzy spotkania składają podziękowania dyrekcji Instytutu Polskiego za udostępnienie pomieszczeń ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

TELEDYSK DO PIOSENKI DyskuTango: Reżyseria, kamera, montaż, postprodukcja: Juraj Lehuta Scenariusz, produkcja, słowa: Małgorzata Wojcieszyńska•Tancerze: Romina Kołodziej, Filip Cipár Aktorzy: Alicja Jaworska-Zima, Ivo Zima•Muzyka, flet: Stano Stehlik•Śpiew: Ewa Sipos, Tomasz Olszewski•Gitara basowa: Juraj Griglák•Klawisze, akordeon, perkusje: Viliam Sandor Klarnet: Marian Jaslovský•LAUGARICIO QUARTET: 1 Skrzypce: Marek Berky 2 Skrzypce: Slávo Glos•Altówka: Leoš Staněk•Wiolonczela: Róbert Kováč

Podziękowania za udostępnienie pomieszczeń dla PENZIÓN GRAND & KAVIAREŇ KORZO w Trenčianskych Tepliciach

11


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 12

Międzynarodowy Kongres Firm rodzinnych w Bratysławie nie inaczej wyglądały przygotowania do wydarzenia na żywo (np. druk ulotek, plakatów, programów), a zupełnie inaczej, kiedy wiadomo już było, że do takiego spotkania nie dojdzie. Wtedy pomocny okazał się sztab techniczny, na czele którego jako dyrektor techniczny stanął mąż organizatorki, Hubert Matwij.

Sukces

irma Mokate to pierwsza firma na polskim rynku, która otwarcie mówi, że jest biznesem rodzinnym. Takich firm w świecie jest mnóstwo, jak choćby Hipp, do działań którego włączyło się 70 procent rodziny“ – tak zaczęła swój wykład Adrianna Lewandowska, prezes Instytut Biznesu Rodzinnego z Polski. Wykład ten, podobnie jak siedem innych, prowadzonych przez prelegentów z różnych krajów, odbył się 9 września w ramach I Mię dzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych, zorganizowanego przez Instytut Biznesu Rodzinnego. Za tym kongresem stoją też nasi rodacy Hubert Matwij i jego żona Erika, prowadzący szkolenia i doradztwo z zakresu kontaktów międzyludzkich w firmach rodzinnych.

„F

pandemii, wcale nie było łatwe. Erika Matwij rozpoczęła przygotowania pod koniec października ubiegłego roku, kiedy znalazła partnerów, wspierających projekt. Potem znalazła miejsce, do którego zamierzała zaprosić gości. „Celowo wybrałam bratysławski hotel Carlton, który również szczyci się rodzinną tradycją biznesu, więc doskonale koresponduje z linią mojego działania“ – mówiła. Niestety, ze względu na pan -

demię termin kongresu został przesunięty na wrzesień. Przygotowania do kolejnego terminu realizacji tej imprezy rozpoczęły się już w lipcu. „Kiedy sytuacja pandemiczna w Bratysławie się pogarszała, a nasi uczestnicy, liczący sobie powyżej 60 lat, zaczęli zgłaszać, że jednak nie przyjadą do stolicy z obawy o zdrowie, zdecydowałam o formie online przedsięwzięcia“ – wspomina Erika, która przyznaje też, że zupeł-

Wszystko udało się doskonale! Celem Eriki Matwij było zebranie 200 uczestników pod jednym dachem, a kiedy okazało się, że przedsięwzięcie odbędzie się jedynie online, marzyła, by wzięło w nim udział chociaż 120-150 osób. Jej marzenia przeszły najśmielsze oczekiwania – na kongres zarejestrowało się 185 osób i tyleż przyłączyło się do odbioru wykładów, a kolejne 180 osób obserwowało kongres na Facebooku. O sukcesie świadczy nie tylko tak liczny udział zainteresowanych, ale i ich oceny. W rankingu uczestników

Sieć zamiast Carltona Jak się można domyślić, zorganizowanie takiego kongresu, szczególnie w okresie 12

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 13

kongresu najwyżej została oceniona polska prelegentka Adrianna Lewandowska, której specjalnością jest wymiana generacji w firmach rodzinnych. Zainteresowaniem cieszyli się też Dennis T. Jaffe z USA, który mówił o historii firm ze stuletnią tradycją, czy Carl Elsener Junior z firmy Victorinox ze Szwajcarii.

Wymiana pokoleń W najwyżej ocenianym przez uczestników wykładzie prelegentka mówiła, czym jest wymiana generacji w firmach rodzinnych. „Właściciel często nie chce bądź nie potrafi odejść ze stanowiska i przekazać prowadzenie firmy następcom, dlatego jego tron jest wciąż zajęty“ – tłumaczyła Adrianna Lewandowska, która podkreślała, że z jej doświadczenia wynika, iż prowadzący firmy rodzinne często twierdzą, że przekażą kompetencje

młodszym w ciągu trzech miesięcy, ale realnie to trwa 7 do 10 lat. „Na drugie czy trzecie pokolenie przechodzi tylko 30% firm, 70% stagnuje albo zostaje sprzedana“ – wyjaśniała i pokazywała, że z tym trudnym procesem borykają się i seniorzy, i młodsza generacja. Według niej seniorom trzeba przede wszystkim zadać pytanie, czy mają jakieś hobby. Z kolei młodzi często pytają sami siebie, czy podołają. „Oni przecież do tej pory wiedli życie w cieniu sławnych rodziców i muszą sobie odpowiedzieć na pytanie: czy prowadzenie firmy to jest także ich tożsamość, czy będą w tej firmie szczęśliwi. Nie powinni kierować się jedynie poczuciem odpowiedzialności, bo czasami warto postawić na kogoś spoza rodziny, niż przyjąć nową rolę włącznie z obowiązku“ – wyjaśniała prelegentka. O konieczności rozmów,

le razy widziałam firmy, gdzie wymianę generacji brało się na lekką wagę“ – oceniała. To ciekawe zagadnienie w krajach postsocjalistycznych jest. coraz bardziej aktualne, ponieważ pierwsze powstałe po zmianach ustrojowych firmy rodzinnego charakteru już realizują wymianę pokoleniową.

Echa kongresu wyjaśnień wzajemnych relacji w ramach rodzinnego biznesu przekonywała, podając przykłady firm, w których górę wzięły ambicje i niesnaski, jak choćby między braćmi, którzy założyli konkurujące ze sobą do dziś firmy: Adidas i Puma. Podobnie problem ocenia Erika Matwij. „Przykro mi, kiedy widzę, że firmy się rozpadają, że ich właściciele nie widzą potrzeby dokształcania się. Wie-

Podsumowując kongres, Erika Matwij już dziś sygnalizuje, że kolejny jest zaplanowany na 9 marca 2021 roku. „Preferuję spotkania na żywo i mam nadzieję, że kolejna edycja będzie właśnie osobistym spotkaniem przedstawicieli firm rodzinnych“ – informuje. Kiedy podpytuję, czy planuje obecność gości z Polski, zdradza, że chciałaby zaprosić przedstawicieli takich firm, jak Raben, Kruk czy dr Irena Eris. MW

Z tangami w podróży do Wiednia azwaliśmy go koncertem pandemicznym, bo w powietrzu czuło się wyraźnie, że za chwilę Austria wprowadzi ostre restrykcje dotyczące spotkań“ – mówił po koncercie, który odbył się 19 września, Marek Berky, szef kwartetu Laugaricio. Po ubiegłorocznych podróżach po Słowacji, ten rok miał być w pełni wykorzystany na prezentację materiału z płyty „To ostatnia niedziela“ za granicą, ale ze względu na pandemię tempo realizacji projektu „Z tangami w podróży” jest nieco wolniejsze niż planowano i po czerwcowym koncercie w Czechach, wrześniowy koncert w Wiedniu, który odbył się dzięki zaproszeniu Wojtka Zmarza z wiedeń-

„N

skiej Poloni, był drugim z tego cyklu. „Udało się pięknie przedstawić polskie i słowackie tanga, a niektóre z piosenek publiczność śpiewała podczas naszego występu“ – relacjonował

Marek Berky, który ma nadzieję, że to nie ostatni koncert w tym mieście i w tym miejscu, czyli w sali Polskiej Akademii Nauk w Wiedniu. RED.

PRO JEK T REALIZOWANY Z FIN ANSOW YM W SPARCIEM FUNDUSZU W SPIERA JĄCEGO KULTURĘ MNIEJSZOŚCI N ARODOW YCH PAŹDZIERNIK 2020

13


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 14

Kiedy nie ma

NIE MA „Nie je nie je“ widniał napis na stoisku wydawnictwa Absynt podczas 7. festiwalu książkowego RRaK w bratysławskiej kultowej Cvernovce. Oczywiście chodziło o książkę „Nie ma“ Mariusza Szczygła, która właśnie wyszła w słowackim tłumaczeniu. O niej i o wielu innych rzeczach opowiadał sam autor w rozmowie z Michalem Hvoreckým w sobotnie popołudnie 12 września w obecności licznie przybyłej publiczności.

Debil z Polsatu Opowiadał tak barwnie, że jeszcze zanim skończył do stoiska co chwilę podchodzili czytelnicy w celu zakupienie jego książki. Potem ustawili się w długiej kolejce, by zyskać autograf.

14

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„Mariusz to świetny autor, ale i showman, który swoim barwnymi opowiadaniami zawsze oczarowuje publiczność“ – mówili właściciele wydawnictwa Absynt Juraj Koudela i Filip Ostrowski. Mieli rację. Szczygieł potrafi bawić publiczność, czy opowiadając o tym, co go obecnie interesuje, czy sięgając pamięcią do czasów, kiedy był prowadzącym pierwszy talk-show w Polsce. „Byłem wtedy debilem z Polsatu, tak o mnie mówili, bo telewizja wyczyści mózg każdemu“ – wyjaśniał. Jego motywa-

cją do podjęcia pracy w telewizji była chęć zarobienia środków na kupno dwóch mieszkań: dla siebie i dla rodziców. Cel osiągnął i wtedy postanowił zniknąć z wizji. „W pisaniu jestem odpowiedzialny za efekt tylko ja – liczę się ja i mój tekst, w telewizji – cały sztab, przy czym ja byłem ostatnim etapem w produkcji“ – dodał i wspomniał, jak zaczął ponownie szukać w sobie reportera, by wrócić do publikowania w „Gazecie Wyborczej”.

Podobno, rzekomo Dzięki Szczygłowi czeska literatura i Czechy w ogóle zaczęły mieć w Polsce charakter wręcz kultowy. „Czechy to moja wielka fascynacja, choć ostatnio czeski naród mnie rozczarował, podobnie jak i polski, że wybrali Zemana i Babiša“ – ocenił i dowcipnie dodał: „Tylko nie wiem, skąd pochodzi ten Babiš“. Wyjaśniając swoją fascynację Czechami, mówił, że jako reportera interesują go historie, które zmuszają do przemyśleń. „Mnie, człowieka z wierzącej Polski przyciągają niewierzące Czechy głównie dlatego, że Czesi pytają, często używają słów: podobno, rzekomo, a Polacy od razu udzielają odpowiedzi. Wiedzą“ – ciągnął Szczygieł, którego interesuje człowiek, inny od niego. MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 15

Koronawirus Gość z Polski, pytany, czy pisze teksty poświęcone koronawirusowi, zaprzeczył. „Wszyscy piszą o koronawirusie, ja nie mogę robić tego, co robią wszyscy“ – skwitował i dodał, że jego rolą jest polowanie na prawdę. Czasami ktoś mu opowiadał coś ciekawego o koronawirusie, ale wię kszego reportażu o nim nie napisał. Przyznał wręcz, że jego wydawnictwo nie tylko odrzuca takie teksty, ale wręcz odmawia ich czytania. „Nie ma obowiązku pisania o koronawirusie“ – oświadczył Szczygieł. Pytany, jak sobie z lockdownem poradziło jego wydawnictwo, przyznał, że otrzymało wsparcie od państwa. „Kiedy wybuchła epidemia, baliśmy się, jak będziemy działać, jeśli nie będziemy sprzedawać książek“ – wspominał. Na miesiąc wszystko się zatrzymało, ale potem nastąpiło coś, co nie zdarza się często. „Solidarność już prawie nie istnieje, ale wtedy ta solidarność

jednak się objawiła w tak nieoczekiwanym momencie i okazało się, że ci, którzy czytają książki, a w Polsce jest ich około 10 - 12% , ci majętniejsi, byli dla nas łaskawi i kupili po kilka książek“ – powiedział.

9 lat na tropie Książka „Nie ma“, za którą Szczygieł w ubiegłym roku zyskał prestiżową nagrodę Nike, powstawała dziewięć lat. Autor najpierw zbierał materiały. Jak sam podkreślił, nigdy nie spieszy się przy pisaniu. Przyznał, że często umieszcza ogłoszenia, czego będzie dotyczyć jego kolejna książka, oczekując reakcji czytelników, chociażby po spotkaniach autorskich czy podczas rozmów ze znajomymi. I często PAŹDZIERNIK 2020

tak się dzieje, że te reakcje przychodzą. Czasami w najmniej oczekiwanych momentach. Do wyjawienia tajemnicy inspirował np. czeską poetkę Violę Fischerovą, która przyznała mu się, że była kochanką Hrabala. „Ona mi o tym opowiedziała, ale postawiła warunek, że będę to mógł opublikować dopiero po jej śmierci, na co oczywiście przystałem i obietnicę spełniłem“ – opowiadał.

Starzejący się analogowy typ Na prowadzącym spotkanie Micha le Hvoreckým olbrzymie wrażenie zrobiła opublikowana w książce „Nie ma“ historia, sięgająca 1982 roku, kiedy to pewna kobieta ze szczególnym okrucieństwem maltretowała 6-letniego synka, w efekcie czego ten zmarł. Szczygieł dowiedział się, że po wyjściu z więzienia kobieta wróciła do pracy w szkole, gdzie była nauczycielką. Mało tego, okazało się, że zgłosiła się do ministerstwa kultury do

komisji etyki i sama oceniała innych. „Powiedziałem tej kobiecie, że o tym nie napiszę, jeśli ona zrezygnuje z funkcji, ale ponieważ ona odpisała mi coś głupiego, jej historię opublikowałem“ – zdradził. Dziś już by tego nie zrobił, ponieważ, mimo że zmienił prawie wszystkie dane kobiety (zostawił tylko autentyczną historię), godzinę od ukazania się jego tekstu na stronach „Gazety Wyborczej” odkryto jej tożsamość. „Nic złego jej się nie stało, ale wysyłano jej pogróżki, odbywały się tam demonstracje, a ja się bałem, że wybuchnie pogrom“. Dodaje, że nie przewidział takich konsekwencji, które przyniósł ze sobą Internet i szybkość jego łączy. „Okazało się, że jestem starzejącym się analogowym typem, który nie zdawał sobie sprawy, co się stanie“ – podsumował na koniec. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:00 Page 16

Mały Festiwal Kultury Polskiej

w Bańskiej Szczawnicy

ały Festiwal Kultury Polskiej odbył się w Bańskiej Szczawnicy 4 i 5 września. Ze względu na pandemię wydarzenie nazwano „małym”. Pierwo tnie miały być na nim prezentowane różne gatunki sztuki współczesnej, osta-

M

tecznie zaprezentowano tylko współczesną literaturę, jej pisarzy i tłumaczy. Festiwal odbył się w nowym centrum kulturalnym „Eleuzína“, a dokładniej w zielonym ogrodzie, stanowiącym wspaniałe miejsce do spotkania pod gołym niebem. Pierwszego dnia miała miejsce dyskusja polskiego tłumacza Andrzeja Jago dzińskiego ze słowackim pisarzem Tomášem Forró, mieszkającym od dziesię16

cioleci w Polsce. Tematem ich rozmowy była książka tego drugiego, zatytułowana „Donbas“, opisująca wojnę domową na Ukrainie. W 2016 r. jej autor spędził 6 tygodni w Donbasie wśród separatystów. Autorem przekładu tej książki, będącej

mieszanką tzw. reportażu literackiego, opisującej ukraiński konflikt z perspektywy dwóch stron, jest Andrzej Jagodziński. Przy okazji Jagodziński ujawnił wiele ciekawostek, dotyczących pracy tłumacza; wspominał między innymi o tym,

jak tłumaczył książki byłego prezydenta Czech, niegdyś dysydenta Václava Havla. Drugi dzień festiwalu przyniósł spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem, który zaprezentował swoją powieść „Siwy dym“, wywołując tym samym dyskusję o fenomenie Europy Środkowej. Spotkanie odbyło się przy wspólnym stole, co podkreśliło jego atmosferę przyjaźni. Do dyskusji dołączył też gość z poprzedniego dnia, czyli Andrzej Jagodziński. Mówiono o sytuacji politycznej i kulturowej Europy Środkowej, zgłoszono wiele pomysłów i prognoz dotyczących rozwoju sytuacji, przynajmniej w dziedzinie kultury. Pozostaje mieć nadzieję, że pomimo pandemii kultura nadal będzie żywa i różnorodna. I że zawsze znajdzie swoich wiernych odbiorców. TATIANA DRÍMAJ RECKÁ,

ZDJĘCIA: TATIANA DRÍMAJ RECKÁ

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 17

ustyna i Peter Pilipowie to małżeństwo, które spotkać można na różnych wydarzeniach Klubu Polskiego, w których oboje biorą czynny udział (Justyna na przykład wystąpiła w teledysku do piosenki „Walc dla motyla“) . Ona – ze względu na nieprzeciętną urodę i otwartość – od razu wpada w oko, on, trochę bardziej powściągliwy, zyskuje przy bliższym poznaniu, a ich opowieść o harmonijnym zbliżaniu się dwóch światów, w których żyli, zanim się poznali, jest ujmująca. Podobnie jak gościnność, której doświadczyliśmy z ich strony, będąc u nich w domu.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

J

Marzyła o Australii, a swój raj znalazła pod Bratysławą Blisko natury Mieszkają w jednym z najpiękniejszych domów, które odwiedziłam. Przeprowadzili się tu w ubiegłym roku, a w tym roku powstał ich precyzyjnie zaprojektowany ogród, po którym nas oprowadza Justyna. Najpierw po części ozdobnej, gdzie roślinność zakwita w momencie, kiedy inna przekwita, tworząc wspaniałe kompozycje. „Wiosną zakwitło tu tysiąc tulipanów“ – mówi z dumą gospodyni. Potem przechodzimy do części uprawnej, gdzie możemy spróbować pomidorów prosto z krzaczka, malin, truskawek, a później, podczas rozmowy, gotowanej kukurydzy. „Pie lenie czy doglądanie upraw to mój codzienny rytuał“ – informuje moja rozmówczyni. Kiedy podziwiam jej zapał i zdolności ogrodnicze, zdradza, że wychowywała się na wsi, więc praca w ziemi nie jest jej obca.

PAŹDZIERNIK 2020

Z Wielkopolski do wielkiego świata? Wyrastała w Wielkopolsce, koło Wrześni. Później ukończyła studia na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, kierunek polityka gospodarcza i strategie przedsiębiorstw na Wydziale Ekonomii. „Zawsze marzyłam o tym, by podróżować, więc zaraz po studiach postanowiłam wyjechać do Irlandii, gdzie chciałam przygotować się finansowo do dalszych podróży. Celem była Australia“ – wspomina. Pracowała jako kelnerka, uczyła się w szkole IT i doskonaliła znajomość języka angielskiego w lokalnych szkołach językowych.

Bratysława? Niekoniecznie! Kiedy w 2004 roku Polska weszła do Unii Europejskiej i możliwości zatrudnienia w zawodzie odpowiadającym zdobytym kwalifikacjom się uatrakcyjniły, Justyna pomyślała, że czas podjąć pracę, do której była przygotowana na studiach. Po kró tkich poszukiwaniach okazało się, że jedna z czołowych światowych korporacji w zakresie aplikacji biznesowych poszukuje pracownika ze znajomością języka polskiego, angielskiego i rosyjskiego. Był tam mały ha-

ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

czyk - pracodawca szukał pracownika, który byłby chętny przenieść się do Bratysławy. „Nie byłoby źle mieć w życiorysie zatrudnienie w takiej firmie. Na początek może być w Bratysławie. Popracuję tam półtora, góra dwa lata“ – myślała sobie wtedy Justyna. Niezbyt była przekonana do wyjazdu na Słowację, więc nawet rozmowę kwalifikacyjną załatwiła sobie przez Internet. Okazało się, że tę pracę dostała i do Bratysławy pojechała. Był rok 2004. 17


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 18

mina Justyna z uśmiechem. „Zaczęli śmy się kolegować, jakbym bał się ją poderwać, choć od razu mi wpadła w oko, ale wolałem zbliżać się do niej wolnymi krokami“ – wspomina Peter, który w tamtym czasie rozstał się z dziewczyną. Zaprosił Justynę do kina raz, potem drugi.

Przełom

Z misją w Indiach? Justyna wpadła w wir pracy i życia towarzyskiego w Bratysławie, którą coraz bardziej odkrywała dla siebie. W 2007 roku zrodził się w jej sercu plan i głębokie przekonanie, że wybierze się na misję do Indii, do Manvii. Widziała siebie w roli osoby, wspierającej małe dzieci, pomagającej innym, poświęcającej się i czerpiącej z tego radość. Związała się ze społecznością przy kościele Jezuitów w Bratysławie. Tam właśnie przygotowywano do takich misji, ale ponieważ wszyscy chętni do wyjazdu byli mężczyznami, mającymi pomagać w budowaniu szkoły dla dzieci, dla Justyny właściwie nie było miejsca w ich ekipie. Ona jednak była na tyle pewna, iż chce wziąć udział w tej wyprawie, że przekonała o tym decydentów. Z niedowierzaniem przyglądam się tej drobnej osóbce i pytam, czy rzeczywiście widziała się w roli pracownika na budowie, a ona potwierdza. Do wyjazdu jednak nie doszło.

„Niezobowiązujące wyjścia we dwoje były przyjemnym urozmaiceniem codzienności“ – ocenia moja rozmówczyni i dodaje, że jej kompan długo nie zdradzał tego, że mu na niej zależy, choć spotkania były coraz częstsze. Mało tego, chłopak nawet zapisał się na kurs języka polskiego, prowadzony przez Instytut Polski! „Jakoś nie potrafiłem sobie wyobrazić, że poproszę ją o rękę, a także jej tatę o rękę córki w języku, który będzie dla nich niezrozumiały“ – zdradza Peter, któremu już wtedy chodziły po głowie poważniejsze plany życiowe. „Prawdą jest, że wyjawił swoje zamiary wtedy, kiedy mu powiedziałam, że niebawem wyjeżdżam na misję do Indii” – wspomina Justyna. Był 2007 rok i to był przełom w ich związku, dla budowania którego młoda Polka porzuciła plany wyjazdowe do Azji.

Samo życie Peter zrobił bardzo dobre wrażenie na rodzicach Justyny. Ślub we Wrześni był dużym wydarzeniem w rodzinie

i wśród znajomych. Od tego pamiętnego dnia – 10 września 2010 roku – łączyła ich już nie tylko praca, ale i węzeł małżeński. Potem przyszły na świat dzieci – w 2011 roku Peter, a w 2014 Leonard. „Dzieci zupełnie odmieniły moje postrzeganie świata“ – przyznaje Justyna i opisuje, jak z odważnej dziewczyny, która nie mogła usiedzieć na miejscu, której marzyły się podróże po całym świecie, stała się bardziej przewidywalną, odpowiedzialną kobietą. „Z myślą o dzieciach planuję niemalże wszystko, a każdą podróż analizuję również pod kątem tego, czy nic mi się nie stanie, aby synowie nie zostali bez mamy“ – opisuje. Kiedy dopytuję ją, czy udało się jej zrealizować coś ze swoich marzeń o podróżach, rozpromienia się i jednym tchem wymienia wyjazdy z plecakiem do USA, Ekwadoru, Peru, Tajlandii, na Kubę, Dominikanę, do Egiptu, Turcji czy Wenecji.

ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

Ranne ptaszki Justyna i Peter – oboje pracujący w tej samej korporacji – spotykali się każdego rana w firmowej kuchni na kawie. „I ja, i Peťo jesteśmy rannymi ptaszkami, byliśmy więc w pracy, zanim przyszli inni, te spotkania przy kawie były nam więc pisane“ – wspo18

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 19

ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

Dwa bieguny Państwo Pilipowie wyglądają na bardzo dobraną parę, choć trochę się przekomarzają w mojej obecności. „Ja miałem dobrze zaplanowane życie, wiedziałem, czego chcę i realizowałem to według tego scenariusza, ale pojawiła się Justynka i wszystko wywróciła do góry nogami“ – twierdzi Peter i dodaje z uśmiechem, że każdego dnia zmienia swój świat pod wpływem żony. „Ja się najbardziej obawiałam połączenia dwóch różnych biegunów“ – wyjawia Justyna, która – w odróżnieniu od męża niepraktykującego katolika – jest głęboko wierzącą katoliczką. „Ale jeszcze przed ślubem zrozumiałam, że dzielimy te same wartości, że Peter jest uczciwszym człowiekiem niż niejeden zagorzały katolik“ – mówi nasza bohaterka.

że przedsięwzięcie z uwzględnieniem najnowocześniejszych rozwiązań, jak obliczał, ile tysięcy śrubek powinien kupić, ile kilometrów kabli i innych materiałów, a celem było zbudowanie niskoenergetycznego, wręcz pasywnego domu. Z kolei Justyna zajęła się aranżowaniem imponujących wnętrz i trzeba powiedzieć, że zrobiła to z takim gustem, że aż się chce przystanąć koło każdego mebla czy detalu.

Twórcze poszukiwania

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Oboje państwo Pilipowie regenerują swoje siły właśnie w tym domu, a zmęczenie pracą zawodową rekompensują sobie, uprawiając sport. Najnowszą pasją Justyny jest gimnastyka Pilates, Peter z kolei w ubiegłym roku wybrał się pieszo do Santiago de Compostela. Połowę trasy pokonał w samotności i w zawrotnym tempie,

ale z uwagi na kontuzję wyprawę musiał przerwać. Justyna szuka miejsca dla siebie i ujścia dla swojego twórczego „ja“. Pracuje zawodowo, ale też współpracuje z amerykańską firmą kosmetyczną Mary Kay, interesuje się wizażem i stylizacją (skończyła kilka kursów nie tylko w tym zakresie, ale i aranżacji wnętrz), zgłębia też tajniki psychologii i uwielbia piec słodycze – jej torty to małe arcydzieła! Ale to nie jest jej ostatnie słowo, wciąż szuka możliwości wyrażenia siebie w różnych dziedzinach sztuki. W przypadku tej pary wydaje się, że wszystko, czego potrzebuje, ma na wyciągnięcie ręki, choć może jeszcze nie wszystko odkryła. Historia tej uroczej rodziny rozgrywa się w raju, którą stworzyła dla siebie w pewnej podbratysławskiej wsi. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Dom odzwierciedleniem harmonii O ich różnorodności, ale jednocześnie harmonii świadczy też ich dom, będący wspólnym dziełem. „To drugi dom wybudowany przeze mnie, ale ten precyzyjnie przemyślałem, by nie popełnić błędów, które mi przeszkadzały w tym poprzednim“ – opisuje Peter i wspomina, jak planował to duPAŹDZIERNIK 2020

19


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 20

„To jeden z najlepszych filmów Agnieszki Holland, a ten wasz Słowak – Juraj Loj – rewelacyjny!“ – usłyszałam od znajomej, która na przełomie lutego i marca tak relacjonowała swoje spostrzeżenia z pokazów pozakonkursowych podczas 70. MFF w Berlinie, gdzie „Szarlatan“ miał swoją światową premierę. Zaintrygowana od razu zamówiłam bilety do kina na drugą połowę marca, kiedy film miał wejść na ekrany słowackich kin. Niestety, pandemia uniemożliwiła to i trzeba było czekać aż do 20 sierpnia (w Polsce premiera jest zaplanowana na 9 października). „To dzieło dojrzewało gdzieś w samotności“ – mówiła po słowackiej premierze dla radia eFeMKo Agnie szka Holland, która przybyła do Bratysławy. Z zadowoleniem oceniła obecność na pokazie premierowym prezydent Republiki Słowackiej Zuzany Čaputovej. „To nie jest najlepszy czas dla filmowców, bo ludzie nie wiedzą, czy pójście do kina jest bezpieczne, czy nie, ale jak do tej pory nikt się w kinie nie zaraził“ – mówiła reżyser. Film opowiada o zapomnianym uzdrowicielu Ja nie Mikolášku z Czechosło wacji, który swoje życie przeżył w okresie międzywojennym, podczas wojny i po niej. Na własnej skórze doświadczał różnych reżimów, ale pozostał wierny swojemu darowi i leczył wszy -

20

opowieść o walce w ludzkiej duszy

S Z A R L ATA N stkich, bez względu na poglądy. Ocenia się, że przyjął około 5 milionów pacjentów. „Na planie filmowym tak aktorzy, jak statyści przypominali sobie, że ich dziadkowie czy pradziadkowie wspominali, że leczył ich Mikolášek“ – mówiła Holland. Znachor stawiał diagnozę na podstawie buteleczki z moczem, którą oglądał pod światło i – co ciekawe – jego diagnozy były bardzo tra fne. Leczył ziołami – do dziś korzysta się z jego receptur. Całe życie pomagał ludziom, bez względu na to, czy był dzień roboczy, czy święto. Z drugiej strony był człowiekiem wymagającym szacunku, nawet pysznym, który miał swoje ciemne strony i z nimi walczył, choć te czasami nad nim zwyciężały. „Ten film mówi o tym, jaką cenę płaci człowiek za

dar, który posiada“ – mówiła reżyserka. Mikolášek, żeby móc wykonywać swoje powołanie podczas II wojny światowej, leczył nawet najwyższych rangą nazistów, np. szefa kancelarii Hitlera Martina Bormana. „Po wojnie chcieli go za to skazać i wsadzić do więzienia, ale wyleczył Antonina Zápotockiego, komunistycznego prezydenta i on go chronił“ – dodała Holland. Rolę Mikoláška zagrało dwóch aktorów: Ivan Trojan i jego syn Josef, zaś w rolę asystenta wcielił się wspominany już wcześniej słowacki aktor Juraj Loj. „To była najtrudniejsza rola dla wybitnego czeskiego aktora Ivana Trojana“ – opisywała Agnieszka Holland. Po pierwsze, ponieważ aktorowi bardzo zależało, by wejść w ro-

lę i zaakceptować swojego bohatera, a to było niełatwe przy tak skomplikowanym charakterze. Po drugie, ze względu na homoseksualizm granej postaci. „Ivan nigdy nie grał geja i tego się obawiał, ale tylko do momentu, kiedy stanął przed kamerą, bo wtedy okazało się, że dla profesjonalisty to tylko sprawa techniczna, by pokazać namiętność na ekranie“ – wspominała zadowolona reżyserka. Chwaliła też jego partnera, który wiernie oddał emocje człowieka – najpierw interesownego, który zyskał pracę u Mikoláška, potem – oddanego towarzysza życia aż po tragiczny koniec.

„Szarlatan to kameralna historia, która rozgrywa się w ciągu 40 lat, obejmujących wojnę i czasy komunizmu, i pokazuje losy Europejczyka z Europy Środkowej. To opowieść o walce nie na froncie, ale w ludzkiej duszy“ – podsumowała Holland. Na koniec trzeba dodać, że scenariusz napisał Marek Epstein, całość uzupełnia wspaniała muzyka polskiego kompozytora Antoniego Łazarkiewicza, a za kamerą stanął Martin Štrba. Plejada nazwisk świetnych artystów z Czech, Słowacji i Polski świadczy o tym, że Holland, jak nikt inny potrafi artystycznie zagospodarować wybitne osobistości Europy Środkowej. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 21

Polka czyli punk i jazz pod strzechą

ierwszy raz z zespołem Wojtek Mazolewski Quintet (WMQ) spotkałem się na koncercie, który miał miejsce 11 listopada 2016 roku w Bratysławie. Moja obecność tam nie była jednak przypadkowa, gdyż od jakiegoś czasu, kierowany chęcią poznania nowych muzycznych terytoriów, uciekałem w kierunku współczesnej muzyki improwizowanej. W ten sposób zainteresowałem się sceną yassową i trafiłem na zespół Pink Freud, którego Mazolewski jest liderem, a następnie naturalną koleją rzeczy poznałem WMQ. Podczas koncertu w tamten listopadowy wieczór – prawdziwy wieczór niepodległości – poczułem się naprawdę wolnym człowiekiem. Pod wpływem energii kwintetu oczyściłem umysł z brudu, uwolniłem duszę od ciężaru i oswobodziłem kieszenie z pieniędzy, które zamieniłem na dwa nośniki z dźwiękami WMQ, w tym jeden winylowy - Polkę. Wydany przez wytwórnię Agora S.A. w 2014 roku album Polka jest trzecim w dorobku kwintetu. W nagraniach w Radiu Gdańsk, które miały miejsce w lipcu 2013 roku oraz w lutym 2014, wzięli udział Wojtek Mazolewski na kontrabasie, Joanna Duda na fortepianie, Marek Pospie szalski na saksofonie, perkusiści Qba Janicki oraz Michał Bryndal (obecnie Voo Voo), a także pochodzący z Humennego Oskar Török na trąbce. Go ścinnie w utworze Paris głosu użyczyła Sara Brylewska.

P

PAŹDZIERNIK 2020

Sam album został niezwykle ciepło przyjęty zarówno w Polsce, jak i szeroko poza jej granicami. W wielu światowych magazynach i portalach pojawiły się entuzjastyczne recenzje płyty w wersji Polka Wordwide Deluxe Edition, wydanej przez wytwórnię Whirlwind. Często gościła ona też na różnych światowych jazzowych listach typu płyta roku, 10 najlepszych albumów roku itd. Duży sukces płyty jest ukoronowaniem tego, co w ostatnim czasie dzieje się w polskim jazzie i dowodem na to, że polska muzyka improwizowana wciąż jest silnym towarem eksportowym, stojącym na wysokim poziomie. Nie ulega również wątpliwości, że Wojtek Mazolewski jest jedną z głównych postaci tego dobrego trendu. Przystępna dla słuchacza formuła, którą rozwinął, pracując z Pink Freud i z WMQ, spowodowała, że jazz przestaje być muzyką wybrednych melomanów, a staje się pełnoprawnym zjawiskiem pop, które, nie tracąc niczego ze swojej jakości, może być częścią mainstreamu, pojawiać się na listach przebojów czy letnich festiwalach. Warto też podkreślić, że Mazolewski bardzo dba o wizerunek zespołu i robi to bardzo profesjonalnie: ładnie wydane albumy, świetne logo, wysokiej jakości zdjęcia, kapelusze i... tatuaże. Czas najwyższy napisać o najważniejszym, czyli o muzyce, która znalazła się na krążku. Wspomniałem już, że muzyczna formuła kwintetu jest przystępna dla słuchacza, który nie obcu-

je z muzyką jazzową na co dzień. Nie oznacza to jednak, że to jest jakaś pochodna jazzu o niższej jego zawartości. Mazolewski prowadzi zespół wytrawnie i garściami czerpie z tego, co aktualnie dzieje się w jazzie na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem sceny londyńskiej, gdzie często zagląda, ale nie tracąc przy tym typowego polskiego brzmienia spod znaku np. Komedy. Doskonale zdaje sobie sprawę, że współczesna muzyka winna być oparta na wyjątkowym brzmieniu. Warto więc słuchać tej płyty na dobrym sprzęcie, ponieważ jest ona nagrana bardzo dobrze, na tak zwaną setkę, często słyszalna jest mechaniczna praca instrumentów, nierzadko te mechanizmy stają się muzyką samą w sobie, czasem w tle przemknie jakieś niezrozumiałe zarejestrowane na taśmie słówko. Tak, tak, na taśmie! Z tego, co uchwyciłem w jednym z wywiadów z Mazolewskim właśnie z tej analogowej techniki rejestracji korzysta on najchętniej. Dzięki temu brzmienie płyty jest bardzo miękkie, ciepłe i nasycone. To sprawia, że jeszcze mocniej słuchacz chłonie to, co jest chyba najsilniejszą stroną tego wydawnictwa, a są to tematy muzyczne i melodie, wokół których tworzone są improwizacje. Niektóre z nich są tak silne, że natychmiast zapadają w pamięć i można je sobie nucić, jak zwykłe piosenki. Melodyjność, sposób operowania harmoniami, żywiołowość, to wszystko oparte o pulsujące, nieparzyste groove’y powoduje, że płytę często kładę na talerzu gramofonu. To krążek na każdą okazję, pełen emocji soundtrack do różnych chwil w naszym życiu. Polecam! ŁUKASZ CUPAŁ

21


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 22

poprzednich częściach naszego cyklu starałem się ukazać, jak Dunaj wpłynął na rozwój oraz kształt Bratysławy. Dzisiaj postanowiłem przedstawić, jak wygląda obecność najsłynniejszej europejskiej rzeki w codziennym życiu i mentalności mieszkańców słowackiej stolicy. Czy ktoś przybywający z daleka i odwiedzający Bratysławę po raz pierwszy łatwo się orientuje, nad jaką rzeką leży to miasto?

Stare, dobre małżeństwo

W

Legendarna ulica Pracując jako przewodnik z polskimi turystami, przekonałem się, że dla większości naszych rodaków Bratysława to prawdziwa terra incognita. Widząc wielką rzekę, przepływającą przez miasto, i myląc Bratysławę z Pragą, zakładają, że chodzi na przykład o Wełtawę. Informacja, że to Dunaj przynosi niemałą konsternację. A przecież obecność tej słynnej rzeki łatwo wydedukować zaraz po dotarciu do Bratysławy. Wysiadając na dworcu autobusowym, turyści często pytają o najkrótszą drogę na bartysławską starówki. Rozwiązanie jest jedno: to spacer ulicą... Dunajską, której nazwa nawiązuje oczywiście do majestatycznej rzeki (m. in. Dona -

Bratysława i Dunaj neusidel, Donaugasse, Duna utca...). Będąc jednym z głównych szlaków, łączyła ona staromiejską bramę Laurińską z podmokłymi peryferiami (niwami). Dawnym mieszkańcom kojarzyła się z nieistniejącym już potężnym lazaretem i przytułkiem, dzisiaj ulicę łączy się najczęściej z wyjątkową postacią słowackiej kultury. Chodzi o nieżyjącego już aktora, pisarza i publicystę Júliusa Satinskiego, który na ulicy Dunajskiej nie tylko się narodził i spędził całe życie, ale również wysławiał ją w swoich książkach. Idąc ulicą Dunajską – czy to z walizkami, czy bez – nie sposób nie zauważyć charakterystycznej i nowoczesnej w formie rzeźby Satinskiego, stojącej

przed domem, gdzie mieszkał pod koniec życia. Co ciekawe, związek z Dunajem ma również pobliska, biegnąca równolegle ulica Grösslingová. W średniowieczu jej śladem płynęło kiedyś boczne ramię wielkiej rzeki, wytwarzając dużą rzeczną wyspę, zwaną właśnie Grössling. Nazwa ta w języku polskim oznacza poławianą niegdyś w wodach wspomnianego koryta rybę – kiełbia.

Symbol dobrobytu i kultury Niedaleko od wylotu (czy też początku) słynnej w całej Słowacji ulicy, na placu Słowackiego Powstania Narodowego stoi charakterystyczny

Kwestia wyobraźni ażdemu z nas zdarzyło się chyba zagrać na loterii albo w lotto. Nic dziwnego – ludzie marzą o chwili szczęścia, o wygranej, o tym, że cudownie odmieni ona ich los, a życie popłynie odtąd na nieustających falach powodzenia. Czasami podejmują też jakąś decyzję i już po chwili orientują się, że był warto.

K

Najnowsza powieść Zy gmunta Miłoszewskiego „Kwestia ceny” dobrze to wszystko ilustruje. Autor wymyślił historię, która na skutek obecnych globalnych problemów z koronawirusem, stała się bardziej realna, niż zapewne pisarz kiedykolwiek zakładał. Choć powstawała przez dwa lata, wydawać się mo-

że, że napisano ją w momencie, gdy świat zatrzymał się na chwilę, oszołomiony skutkami pandemii. Na szczęście jest to opowieść rozrywkowa i jako taka dostarcza przede wszystkim dobrej zabawy, a główni bohaterowie poszukują szczęścia i rozwiązania dla poprawy jakości życia na Ziemi. Ale czy

o takie samo szczęście im chodzi? Nie zdradzę… Fabuła jest wielowątkowa i dotyczy początków wieku XX aż po czasy współczesne. Pisarz zaciekawi tych, którzy lubią się wgryzać w historyczno-geograficzne niuanse. Opowieść o podróżniku i badaczu Benedykcie Czerskim, który odkrywa w dalekich sybe-

ryjskich krainach źródło wiecznej młodości, to zgra bnie przetworzona historia prawdziwego polskiego etnografa Bronisława Piłsudskiego, mniej znanego brata Józefa. Odkrycia Czer skiego stają się z kolei inspiracją do szalonej ekspedycji współczesnego naukowca Bogdana Smugi, marzącego o lepszym świecie i chcącego przerwać zabójczą dla planety erę konsumpcjonizmu. Jeśli do tego dołożymy


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 23

budynek, znany również wszystkim mieszkańcom Bratysławy. Dom handlowy „Dunaj” powstał w 1936 roku jako dom towarowy „Brouk a Babka”. Unikalny styl, w którym powstał budynek – funkcjonalizm – sprawił, że wpisano go na listę narodowych pamiątek kultury. W momencie otwarcia zachwycał nie tylko swoim „amerykańskim” wyglądem, ale także rekordowo szybkim czasem budowy. Żelazobetonową, pokrytą szkłem konstrukcję gmachu wzniesiono w ciągu zaledwie sześciu miesięcy! Szczególną popularnością miejsce to cieszyło się w okresie socjalizmu. Jak podają źródła, dom handlowy „Dunaj” był jednym z trzech tego typu miejsc w republice, gdzie można było kupić najmodniejszą odzież i nowoczesne przedmioty domowego użytku. Dzisiaj, w dobie podmiejskich centrów handlowych miejsce to nie robi wrażenia na kupujących, powodzeniem za to cieszą się jego ostatnie piętra. Mieści się tam bowiem znany pub i centrum kultury, noszące oczywiście nazwę „Dunaj”.

Dunaj w kieliszku... i w kuflu Trudno sobie wyobrazić Bratysła wę bez Dunaju. Tak samo trudno wybardzo inteligentną profesor historii sztuki Zofię Lorentz (znaną z poprzedniej powieści pisarza pt. „Bezcenny”), która towarzyszy Smudze, wiadomo już, że będzie się działo. Chociaż Zofia jest mężatką, nie do końca wiedzie szczęśliwe życie, a Bogdan, no cóż, nie pozostaje obojętny na urok badaczki dawnych epok. Bohaterowie, realizując swój plan, przemieszczają się po świecie, docierają nawet do miejsc, które oficjalnie nie istnieją – a wszystko to, by odnaleźć i wykorzystać cenny surowiec. Jaki? Musicie doczytać sami… Miłoszewski ma dar tworzenia literackich koktajli. „Kwestia ceny” to dynami -

obrazić sobie ją bez winnic i wina. Nie wszyscy miłośnicy szlachetnego trunku znają lokalne, słowackie odmiany winorośli, a przecież powstałe z nich wina dorównują tym światowym i są nagradzane na międzynarodowych wystawach. To właśnie w Bratysławie, w miejscowym Instytucie Badawczym Winogrodnictwa i Winiarstwa powstała czerwona odmiana winorośli o nazwie Dunaj. Szczep powstał ze skrzyżowania odmian Muscat Bouchet i Oporto, a uzyskaną krzyżówkę połączono następnie z odmianą św. Wawrzyniec. Nazwa Dunaj jest prawnie chroniona od 1997 roku, ale prace nad nią zaczęły się ponad 20 lat wcześniej. Wino z tej odmiany charakteryzuje się rubinową barwą i głębokim smakiem o lekko czekoladowym aromacie. Ale czy tylko amatorzy wina mogą cieszyć się z dunajskiego nazewnictwa? Piwni smakosze z Bratysławy również docenią połączenie Dunaju i dobrej jakości złotego trunku. W tym wypadku nad Dunaj trzeba wybrać się osobiście, bo przecież najbardziej znaną piwiarnią słowackiej stolicy jest zakotwiczony na nabrzeżu rzeki statek o nazwie „Dunajský Pivovar”. Wyjątkowy lokal powstał w 2014 roku i wpisał się na stałe w krajobraz

czna mieszanka powieści sensacyjno-przygodowej z elementami historii, thrillera i sporej dawki wiedzy medyczno-naukowej. Czytelnik nudzić się nie może, co najwyżej chwilami

Bratysławy, a jego popularność wśród mieszkańców oraz turystów każe zapytać, czy to piwiarni pomaga bliskość Dunaju, czy może jest na odwrót.

Każdemu Dunaj Jak się okazuje, Dunaj na stałe związał się z Bratysławą i jego obecności w mieście nie da się nie zauważyć. W Dunaju można zrobić zakupy i bawić się na koncercie znanych gwiazd, Dunajem można się raczyć przy wykwintnym obiedzie lub – kołysząc się na jego falach w letni dzień – schładzać się jasnym napojem z pianką. Spacerując ulicą z Dunajem w nazwie można jeszcze poczuć klimat starego Preszporka, jak kiedyś nazywano to miasto. Nic zatem dziwnego, że Dunaj przywołuje pozytywne myśli, również na północ od Słowacji. Nie zdziwiłbym się, gdyby to właśnie takie przyjemne powiązania sprawiły, iż na pewnym odcinku granicy między Słowacją a Polską płynie rzeka nazwana Dunajcem. Któż bowiem nie chciałby mieć choćby małego Dunaju w swoich granicach? Lub po prostu takiego, na jaki sobie zasłużył. Ale to już trochę inna historia... ARKADIUSZ KUGLER

poczuje się lekko zagubiony wywodami naukowców, próbujących przekonać siebie nawzajem, która koncepcja przyszłości świata jest najbardziej uczciwa. Swoją drogą rozważania te również i nam dają do myślenia – co to znaczy wyprodukować cudowny lek, który utrzyma mózg w wyśmienitej kondycji przez ponad sto lat? Czy bardzo, bardzo długie życie to szczęście, czy przekleństwo? Jaką cenę płaci ludzkość za medyczne eksperymenty? No właśnie, kiedy napisałam, że swoją powieścią Miłoszewski idealnie wstrzelił się w towarzyszący pandemii zamęt informacyjny, ten właśnie aspekt miałam na

myśli. Różne teorie spiskowe dotyczące koronawirusa współgrają z wymową książki i chociaż to czysta literacka fikcja, niestety zaduma nad bezkompromisowością naukowców i polityków, chcących wcielać w życie własne wizje, może trochę zepsuć frajdę z czytania „Kwestii ceny”. Jednak to tylko drobny smuteczek, który szybko przemija. Lektura powieści Zygmunta Miłoszewskiego przypomina seans filmu z Jamesem Bondem – jak zawsze jesteśmy o pięć minut od zagłady, ale na szczęście właściwi ludzie zrobią wszystko, by ocalić świat. I niech już tak zostanie. AGATA BEDNARCZYK


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 24

ajciekawsze miejsca najczęściej udaje mi się odkryć zupełnie przypadkowo. Podobnie było ostatnim razem, gdy jechaliśmy do Bojnic. W niewielkiej wsi Hajná Nová Ves w powiecie topolczańskim postanowiliśmy zrobić sobie krótką przerwę. Nieplano wany przystanek zaowocował niezwykle ciekawym odkryciem. Wysiadając z samochodu, zauważyłam w pobliżu duży zaniedbany park. Udaliśmy się tam, by pospacerować. Moją uwagę zwrócił olbrzymi, rozłożysty miłorząb ja-

N

poński. Zdziwiłam się, że taki okaz rośnie w tym miejscu. Podążyliśmy dalej niewielką ścieżką, która poprowadziła nas w głąb parku. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy dróżka doprowadziła nas do zabytkowego, renesansowego dworu o układzie czteroskrzydłowym, zbudowanym wokół kwadratowego dziedzińca, znajdującego się wśród olbrzymich, starych drzew. Do wnętrza pałacyku prowadziło tylko jedno wejście. Niestety brama była zamknięta, a dwór wyglądał na opustoszały i niszczejący. Postanowiliśmy więc obejść budynek, który prawdopodobnie miał czę24

Smutny los opuszczonego dworu

ściowo obronny charakter, o czym świadczyły dwie narożne baszty, pierwotnie posiadające strzelnice. Szybko natrafiliśmy na wyłom w murze, znajdujący się w tylnej części. Widać było, że miejsce to wielokrotnie plądrowano. Ostrożnie weszłam do środka. Zobaczyłam mnó stwo potłuczonego szkła, gruz, śmieci, stare ławki szkolne. Trzy skrzydła budynku wyznaczały arkadę od strony dziedzińca, widoczną na drugim piętrze w postaci otwartego arkadowego korytarza, którego łuki wspierały smukłe, kamienne kolumny. Na środku dziedzińca znajdowała się

studnia. W 1816 r. dwór został przebudowany w stylu klasycystycznym. Kolejne rekonstrukcje i modyfikacje pałacu miały miejsce w latach 1896 i 1924, kiedy to wyeksponowano i odrestaurowano niektóre elementy renesansowej budowy, dzięki czemu dwór uzyskał swoją ostateczną formę. Patrząc na tę unikatową budowlę, uważaną za jedną z najważniejszych przejawów renesansowego stylu architektonicznego w zachodniej i środkowej Słowa cji, i widząc jednocześnie jej zaniedbany stan, poczułam smutek, że tak znaczące dziedzictwo kulturalne obraca się w ruinę. Zafascyno-

Słowackie perełki

wana tym miejscem zaczęłam szukać informacji w Internecie. Dowiedziałam się, iż dwór wybudowany w 1609 r. przez szlachcica Tomáša Vízkelety’ego, należał później do rodów Ocskay, Zer dahelyi, Zámojský i Steiger. Po bokach bramy wjazdowej w owalnych medalionach z 1896 r. znajdują się herby arystokratycznych właścicieli dworu, którymi byli Albert Emil von Steiger-Münsingen von Relle i jego żona Maria Judyte Eleonora Eugenia Ludmiła Zamoyska. Obiekt pozostawał w posiadaniu tego rodu magnackiego do 1939 r. Po wojnie przejęło go państwo. W 1963 r. budynek uznano za zabytek

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

MONITOR POLONIJNY


kultury, a dwadzieścia lat później otaczający go angielski park o powierzchni 15 ha z 40 gatunkami chronionych roślin ustanowiono pomnikiem przyrody. Na terenie dawnej luksusowej rezydencji znajdował się sierociniec, a do 1993 r. także specjalna szkoła podstawowa z internatem. Utrzymanie dworu wraz z parkiem wymagało nakładów finansowych, dlatego w 2003 r. szkoła sprzedała go prywatnemu właścicielowi. Niestety, dokonując sprzedaży parku złamano prawo o ochronie przyrody i krajobrazu, które zakazuje przenoszenia własności państwowej gruntów objętych ochroną III stopnia na inne osoby. Spawa trafiła do sądu.

Czas pokaże czy kwestia prawa własności do dworu i otaczającego go parku zostanie wyjaśniona, a okazały dwór w Hajnej Novej Vsi doczeka się odnowy, czy będzie już za późno na jakąkolwiek renowację. Dziś jego los, opisany poniekąd w opasłych tomach sądowych, znalazł się w rękach jurysdykcji i czeka na wokandę. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA PAŹDZIERNIK 2020

chodząc w związek ze Słowakiem lub Słowaczką, jednego możemy być pewni – ktoś z naszej dalszej lub bliższej rodziny albo ktoś z kręgu naszych przyjaciół czy znajomych z pewnością będzie wiedział o naszym obcokrajowcu i jego kraju pochodzenia wszystko. Bo przecież wszyscy Słowacy… Nie da się ukryć, że stereotypowe przekonania o świecie to nieunikniony sposób radzenia sobie z nadmiarem informacji, po który sięga ludzki umysł. Te wszystkie uogólnienia, klisze i schematy z pewnością ułatwiają nam życie, nie wymagają bowiem od nas żadnego wysiłku poznawczego. Nie musimy analizować, koncentrować się, przetwarzać nowych informacji, oszczędzamy zatem energię na inne zajmujące nas sprawy. A że przy tym popełniamy elementarne błędy poznawcze… No cóż, w końcu mylić się jest rzeczą ludzką, prawda? I choć słynnemu powiedzeniu Seneki nie można odmówić racji, warto przytoczyć je w całości, bowiem błądzić jest rzeczą ludzką, ale trwać w błędzie – głupotą. Powielanie stereotypów o innych narodowościach jest zatem zjawiskiem tak powszechnym, jak i niezgodnym z rzeczywistością. Wszyscy Słowacy grają w hokeja i dniem i nocą piją śliwowicę? Wszyscy Polacy sprzedadzą ci najgorszy bubel i zanim dotrą do twojego domu, złamią wszystkie możliwe przepisy drogowe? Słowacja to tylko Tatry, a językiem urzędowym jest czeski? Bałtyk jest zimny niczym Morze Barentsa, a polskie produkty spożywcze są tragicznej jakości? No nie! Ale nie każdy człowiek w naszym otoczeniu jest całkowicie przekonany, że nie ma w tym jednak (sporego) ziarna prawdy. Doskonale pamiętam, jak babcia mojego męża krytycznie patrzyła na moich teściów, gdy z każdej podróży do Trójmiasta przywozili cały bagażnik różnych produ któw, i jak niektórzy moi znajomi niespecjalnie wiedzieli, co można znaleźć na Słowacji oprócz Tatr i Słowackiego Raju. Niektóre stereotypy śmieszą, inne potrafią być bardzo przykre. Najgorsze jest to, że nieustannie się powtarzają, jedne częściej, inne rzadziej, nie da się jednak o nich nigdy tak zupełnie zapomnieć. Poza tym od pozornie niewinnego stereotypu tylko krok do nieprzyjemnych uprzedzeń, które są istnym gwoździem do trumny poznania, bowiem praktycznie uniemożliwiają jakąkolwiek merytoryczną dyskusję.

W

Gwóźdź do trumny

PolSko-Słowackiej rodziny

ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 25

Jak można się w takich okolicznościach dobrze poznać? Jak zaprzyjaźnić? Jak otworzyć na związek międzynarodowy? Jak zaakceptować w naszym otoczeniu obcokrajowca, jak go przyjąć do rodziny? Nie powielając półprawd i fałszywych wyobrażeń, nie powtarzając zasłyszanych gdzieś, niesprawdzonych opinii i niemających oparcia w rzeczywistości przekonań. Innymi słowy, zachowując otwarte serce i umysł, pielęgnując w sobie ciekawość drugiego człowieka i nieustannie pytając w celu rzeczywistego poznania. To naprawdę jest możliwe do zrobienia. Jeśli ktoś z naszego dwunarodowego otoczenia jednak tego nie potrafi, to czasem trzeba dobrze przemyśleć, jaka jest wartość takiej relacji. Nie namawiam do odrzucania kogokolwiek, z doświadczenia jednak wiem, że musimy bardzo ostrożnie i starannie budować krąg naszych bliskich, by samemu nie ulec pojawiającym się niekiedy wokół negatywnym wpływom i nieprawdziwym przekonaniom. My przecież najlepiej wiemy, jak niesamowite bogactwo i jak wielka różnorodność stoi za naszymi słowackimi partnerami i przyNATALIA KONICZ-HAMADA jaciółmi. 25


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:01 Page 26

No i zrobiło się jesiennie, więc nasza krzyżówka i hasło w niej ukryte reaguje na tę porę roku. Zachęcamy do zabawy i oddajemy w Państwa ręce krzyżówkę, skrojoną specjalnie z myślą o czytelnikach naszego pisma. Hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 15 - 1 - Ź - 29 - 4 - 35 - 17 - 18 - 12 - 7 - 13 - 33 - 10 - 16 - 29 - 30 - 20 - 22 - 40 - 2 - 39 - 14 - 3 - 9 - 26 - 32 - 11 - 38 36 - 7 - 25 - 41 - 31 - 23 - 6 - 37 - 5 - 24 - 19 - 27 - 8 - 21 - 34 Dobrej zabawy!

Poziomo 6. 7. 8. 9. 10. 12.

noga sarny legwan królowa lasów kapitulacja przeżył obóz filtr w organizmie 14. grający Bambino i Mister Hit 17. poemat heroiczny

Pionowo 18. kolisty plac 19. gaszone lub palone 20. wyspiarski kraj równikowy 22. przykład, wzorzec, model 24. bywa łysa 26. Wasilij, znany bolszewicki uczestnik rewolucji październikowej

29. 32. 35. 37. 38.

imię Stalińskiej ukochana Tristana najazd druh wyprowadza statek z portu 39. nowalijka z pęczka 40. niszczy go freon 41. kuzyn świerszcza

1. siostra Apollina 2. kopnięty ..., czyli romb 3. męska potrawa śniadaniowa 4. walor 5. stary w „Warszawiance“ 7. irlandzka tajna armia 11. zacofanie

13. roślina wieloletnia z rodziny złożonych 15. Marcin z „Mam talent!“ 16. Szwejk dla porucznika Lukasza 21. Ochojska lub Porazińska 23. wygląd zewnętrzny 25. i rozwój, i figura

27. przebywał w krainie Liliputów 28. baki na twarzy 29. ssak jajorodny z Australii 30. groch z kapustą 31. batut, odskocznia 33. koń z głową mężczyzny 34. jednogłosowa gra lub śpiew 36. miasto Jezusa

Jednocześnie informujemy, że hasło poprzedniej krzyżówki brzmiało: Jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy RED. T.O.

26

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:02 Page 27

trakcyjna formuła komi ksu – kolorowe (w większości) obrazki z ich sekwencją, skrótowość, umowność – powoduje, że stał się on nie tylko medium zabawiającym czytelnika. Jest także wykorzystywany w szeroko pojętym nauczaniu. I nie dotyczy to tylko komiksów historycznych, mających z zasady zawarty w sobie walor nauczania. Poniżej przykłady zeszytów poświęconych ekologii, kwestiom społecznym i obywatelskim, nauce czy ochronie zdrowia.Najszersza jest gama komiksów zachęcających do ekologicznego trybu życia: segregowania i utylizacji śmieci, oszczędzania wody i prądu elektrycznego itp. Wydają je władze lokalne czy firmy zajmujące się taką działalnością, a adresowane są głównie do dzieci. Są nawet twórcy wyspecjalizowani w tego rodzaju opowieściach. Duet Sławomir Kiełbus (rysownik) i Ewa Karska (scenariusz) stworzył kilkanaście zeszytów, których tytuły jednoznacznie wskazują na ekologiczną tematykę: Czego pragną śmieci, Randi, Linka i dzieci, Dziwne przygody kropelki wody, Przygody w świecie Błękitnej energii, Porwani na Biosa. Również dużą część twórczości Tomasza Kleszcza stanowią tego rodzaju komiksy: Jak raz odkryli mądrzy Ru mianie świetne lekarstwo na zaśmiecanie, Dinozaur Soluś uczy segregować śmie-

A

PAŹDZIERNIK 2020

Bawi, uczy, wychowuje

ci, Ptasia radocha w warszawskich Włochach, Fra nek walczy ze smogiem, Jak raz z Jaworzna odważny chomik złemu smogowi kota pogonił, Ekomatura Tu ra. Ten autor stworzył także dwa komiksy na zamówienie warszawskiego ZOO: Historia przemycanego żółwia, czyli gdyby żółwie umiały mówić oraz Historia jednej pięknej figurki, czyli gdyby słonie umiały mówić. Łączą one opowieść o dzikich zwierzętach z apelem o ich ochronę, przeciwdziałanie kłusownictwu i przemytowi towarów wytworzonych z zabitych zwierząt. O potrzebie bezpiecznego zachowania w różnych sytuacjach, zwalczaniu przestępczości powstały komiksy przygotowane przez Policję. Przykładowym tytułem jest Nie daj się oszukać, wydany przez zachodniopomorską Policję, ostrzegający przed okradzeniem starszych osób metodą „na wnuczka”. Je dnocześnie wprowadzają one w tajniki kryminalnej pracy policji, o czym mówią np. opowieści Zaginiony obraz czy Rabusie dyliżansów

(https://gazeta.policja.pl/997/komiksy/komiksy). W zeszytach, poświęconych bezpieczeństwu nad wodą, sympatycznym przewodnikiem jest kapitan Wyderka. Komiksy o profilaktyce przeciwpożarowej czy zachowaniu w czasie pożarów publikuje również straż pożarna. Przeciwdziałając nietolerancji i ksenofobii, władze Szczecina i Białegostoku wydały komiksy promujące respektowanie osób odmiennych: starszych, inwalidów, przedstawicieli innych narodów czy religii. W zeszytach Wszyscy jesteśmy równi, ale nie tacy sami i Witamy w Białymstoku przedsta wiono zasady równości wobec prawa, szacunek dla respektowania odmienności i współżycie społeczne większości z odmiennymi mniejszościami (http://www.wws.wzp.pl/sites/default/files/wszyscy_jestesmy_rowni.pdf). Wśród komiksów, poświęconych nauce, poza wykorzystaniem obrazkowej narracji w podręcznikach czy zeszytach do ćwiczeń (np. historycznych czy do nauki języków obcych), uwagę zwraca

Subiektywna historia

komiksu polskiego

opowieść Rewolucja stanu. Fantastyczne wprowadzenie do informatyki kwantowej, przygotowana przez Instytut Informatyki Teoretycznej i Stosowanej PAN. Jest ona dostępna w Internecie (https://depot.ceon.pl/handle/123456789/16807). Autorzy, wykorzystując obrazki z dymkami, starają się w prosty sposób wyjaśnić zawiłości teorii kwantów i kwantowej fizyki. Natomiast Instytut Biologii Ssaków PAN z Białowieży wydaje historie obrazkowe dla dzieci, poświęcone zwierzętom, np. Ostatni żubr Tomasza Samojlika to opowieść o uratowaniu polskich żubrów przed wyginięciem. Nie brakuje również komiksów poświęconych zdrowiu, zdrowemu trybowi życia, profilaktyce zdrowotnej. Ostatnim tego przykładem jest interaktywna opowieść Zostań bohaterem zdrowia, propagująca bezpieczne zachowania w trakcie trwającej pandemii COVID-19, której wydawcą jest BioCentrum Edukacji Naukowej (http://bohaterzdrowia.pl/). JACEK GAJEWSKI

27


łowacja na dobre wróciła do gry o członkostwo w UE dopiero gdy na stanowisku szefa rządu Mečiara zastąpił przewodniczący Słowackiej Koalicji Demokratycznej (Slovenská demokratická koalícia, SDK) Mikuláš Dzurinda. Przystąpienie do wspólnoty było jednym z priorytetów prowadzo nej przez niego polityki zagranicznej, więc niemal natychmiast po objęciu urzędu premiera w 1998 roku rozpoczął rozmowy z przedstawicielami Komisji i Parlamentu Europejskiego oraz sekretarzem generalnym NATO. Ich celem było przekonanie unijnych oficjeli, że Słowacja zmieniła się na plus; że jest innym, demokratycznym krajem, szanującym i wspierającym mniejszości narodowe, a do skandalicznej retoryki Mečiara nie ma już powrotu. Intensywne działania słowackiej dyplomacji zakończyły się sukcesem. Na unijnym szczycie w Helsinkach (10-11 grudnia 1999 roku) Słowacja – wraz z Rumunią, Bułgarią, Litwą, Łotwą i Maltą – otrzymała zaproszenie do negocjacji akcesyjnych. Rozpoczęły się one 15 lutego 2000 roku podczas konferencji w Brukseli. Stronę słowa cką reprezentował sekretarz stanu w MSZ Ján Figeľ, który w czasie niełatwych rozmów okazał się niezwykle sprawnym i skutecznym negocjatorem. Po kilku latach ostracyzmu spowodowanego polityką Mečiara zła karta wreszcie się odwróciła i Słowacja w przygotowaniach do członkostwa wysunęła się na pozycję lidera, znacząco wyprzedzając kraje, które proces negocjacyjny rozpoczęły wcześniej – w tym Polskę. Już w maju 2001 roku bratysławscy urzędnicy mogli święto-

S

28

IEJ

do Ue i wspólnej waluty II

ŁOWACJA

SK

W UN

wyboista droga

S

Monitor 10_2020 27.9.2020 21:02 Page 28

EUR OP EJ

2

wać zamknięcie negocjacji w 16 z blisko 30 obszarów, m.in.: polityki socjalnej, usług, prawa spółek i komunikacji, a także swobodnego przepływu osób i kapitału. Choć nastawienie Słowaków było raczej entuzjastyczne wobec planowanego przystąpienia do UE – które z pragmatycznego punktu widzenia zwyczajnie im się opłacało – nie brakowało eurosceptyków, prorokujących, że członkostwo w UE doprowadzi do degrengolady kraju; legalizacji eutanazji, aborcji, prostytucji i małżeństw homoseksualnych. Aby uspokoić obawy tej części społeczeństwa, a przy okazji zdobyć głosy za wejściem do UE, podczas planowanego referendum akcesyjnego, 30 stycznia 2002 roku słowacki parlament zadecydował o przyjęciu deklaracji niezależności kraju w sytuacji niezgodności przepisów unijnych z wartościami chrześcijańskimi. Ustawa, którą poparli zarówno przedstawiciele prawicowych partii wchodzących w skład rządu Dzurindy, jak i opozycja, zastrzegała prawo do

podejmowania sprzecznych z unijnymi decyzji w następujących sferach: ochrony życia i godności człowieka od poczęcia aż do śmierci, ochrony rodziny i instytucji małżeństwa oraz obszaru służby zdrowia, edukacji i wychowania. Dwudniowe referendum akcesyjne zorganizowano 16-17 maja 2003 roku. Prawie wszyscy głosujący (92,46 procent) opowiedzieli się za wejściem Słowacji do UE, ale frekwencja była rozczarowująco niska i wyniosła 52,15 procent obywateli; niewiele więcej niż 50 procent wymagane do uznania ważności referendum. Większość Słowaków głosowała dopiero drugiego dnia – pierwszego dnia frekwencja wyniosła niewiele ponad 25 procent i pojawiła się realna groźba jego unieważnienia. Mimo apeli czołowych słowackich polityków w wielu częściach kraju mieszkańcy nie głosowali wcale. Najniższą frekwencję odnotowano w położonym niedaleko polskiej granicy powiecie Čadca, gdzie w referendum wzięło udział zaledwie 36,8 procent uprawnionych do głosowania. Słowacja weszła do UE przede wszystkim dzięki Bratysławie i Koszycom, w których – w zależności od dzielnicy – w referendum wzięło udział ponad 60 procent mieszkańców, głównie młodych. To wystarczyło, by zrównoważyć znikomą frekwencję w mniejszych miastach. KATARZYNA PIENIĄDZ (w następnym numerze MP podpisanie traktatu akcesyjnego i wprowadzenie euro)

MONITOR POLONIJNY


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:02 Page 29

Klub Polski poszukuje księgowego/księgowej, który by mógł/mogła w ramach dodatkowej pracy zaoferować swoje usługi. Znajomość języka polskiego nie jest warunkiem, ale mile widziana. Wynagrodzenie do uzgodnienia. Zainteresowanych prosimy o kontakt pod adresem mailowym: berky@psw.sk

Szukamy

wokalistów

Ponieważ Klub Polski zamierza wydać kolejną autorską płytę, prosimy o kontakt naszych rodaków mieszkających na Słowacji, którzy potrafią śpiewać i chcą wziąć udział w projekcie. Chcemy zaprezentować naszą twórczość i zintegrować polonijne środowisko muzyczne. Na zgłoszenia uzdolnionych muzycznie wokalistów czekamy do końca października pod adresem: monitorpolonijny@gmail.com

Życzenia

BASIA Z

księgowego/księgowej

LONEGO W ZIE ÓRZA ZG

Ogłoszenia Szukamy

Jazda na rowerze to samo zdrowie!

ower! Zapewne większość z nas go ma, ale jak często wyjmuje go z garażu? Jeżdżenie do pracy lub szkoły na rowerze jest jednym z najprostszych sposobów na uzyskanie lepszej formy czy dobrego samopoczucia oraz na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Zalet jazdy na rowerze jest wiele. Badania wykazują, że podczas jazdy na rowerze pracują wszystkie główne mięśnie naszego ciała, co powoduje przyrost masy mięśniowej, a ponadto pomaga zwiększyć gęstość kości. Aktywność fizyczna może poprawić pamięć i umiejętności rozwiązywania różnych problemów. U osób starszych, często uprawiających sport, te umiejętności wzrastają aż o 15-20 procent. Jazda na rowerze zapobiega występowaniu wielu poważnych chorób lub zmniejsza ryzyko ich występowania. Takimi chorobami są na przykład cukrzyca, miażdżyca, choroba Parkinsona czy Alzheimera. Przy częstej jeździe na rowerze zmniejsza się także ryzyko nadciśnienia czy zawału. Co jednak robić, jeśli praca czy szkoła są za daleko, by dojeżdżać do nich na rowerze? W Bratysławie znajduje się wiele stacji z żółtymi rowerami, które można wypożyczyć i zwrócić na kolejnej stacji. Podczas codziennej drogi do pracy można wysiąść kilka przystanków wcześniej i przesiąść się na rower – własny lub wypożyczony. Już 30 minut pedałowania pomaga spalić od 200 do 500 kalorii, poprawia oddychanie, ogólne samopoczucie i koordynację ruchową. Najlepsze w rowerze jest to, że jazda nim nie obciąża stawów, tak jak to się dzieje na przykład przy bieganiu, a wręcz przeciwnie, wzmacnia organizm bez zbędnego nadwyrężenia. Warto też zauważyć, że gdyby Europejczycy jeździli na rowerze ok. 5 kilometrów dziennie zamiast używać innych środków transportu, to osiągnęliby nawet 50% celów unijnych, związanych ze zmniejszeniem emisji dwutlenku węgla. Nie zastanawiaj się zatem, czy jechać rowerem, tylko ruszaj! BASIA KARGUL

R

Ryszardowi Zwiewce z okazji okrągłego jubileuszu życiowego składamy serdeczne życzenia zdrowia, sukcesów w pracy zawodowej, radości z rodziny i przyjaciół, również tych z szeregów Klubu Polskiego, oraz wielu satysfakcji na różnych polach aktywności. Przyjaciele z Klubu Polskiego PAŹDZIERNIK 2020

29


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:02 Page 30

Ze Słowacji przez Czechy i Holandię do Polski

Po licencjacie w Czechach wróciłam do Krakowa, gdzie rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna.

Studia magisterskie w Polsce

oje życie jest związane z Polską już od dzieciństwa. Urodziłam się w północnej części Słowacji, w małej miejscowości Trstená, która leży 5 kilometrów od granicy z Polską. Pierwotnie Polskę pamiętam jako kraj, gdzie jeździliśmy z rodzicami na zakupy na targi przygraniczne. Nie za bardzo wtedy rozumiałam język i trudno było mi się dogadać. Co tu dużo mówić, przygraniczna współpraca polsko-słowacka w moim mieście była i nadal jest dosyć słaba. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że w przyszłości ja będę ich tłumaczem, nie uwierzyłabym. Muszę przyznać, że zanim rozpoczęłam studia, często myślałam o Polakach i Polsce dosyć stereotypowo, co wynikało z nieznajomości sąsiada.

Kraków był mi już bardzo dobrze znany, na studiach poznałam świetnych i bardzo inspirujących ludzi, udoskonaliłam polski i pod koniec pierwszego roku czułam się trochę jak rodowita Polka. Wiedziałam, że w trakcie studiów magisterskich chcę doświadczyć jeszcze więcej i dlatego zdecydowałam się ponownie na uczestnictwo w programie Erasmus+, w ramach którego w następnym roku akademickim wyjechałam na semestr do Holandii. Na zachodzie Europy nie spotkałam Słowaków, trzymałam się więc w grupie z Polakami, dzięki którym nawet w kraju kulturowo zupełnie różniącym się od tego mojego, czułam się jak w domu. Po powrocie z Holandii wróciłam do Polski, ale tym razem do Warszawy, gdzie dzięki wymianie w ramach programu MOST miałam możliwość dogłębnie poznać miasto, studiować na Uniwersytecie Warszawskim, a jednocześnie znaleźć pracę w Instytucie Słowackim, dzięki której w Warszawie zostałam.

Czasy studenckie

Kraje bardzo podobne, ale...

M

Moja przygoda z Polską rozpoczęła się na studiach. Jako humanistka zdecydowałam się podjąć studia licencjackie na polonistyce w Czechach. Dlaczego na polonistyce? To właśnie pytanie, które mi zadawano bardzo często. Pomijając fakt, że przy granicy z Polską wyrosłam, zakochałam się w Krakowie, pierwszym większym mieście, które odwiedziłam. Dodatkowo język polski nie wydawał mi się tak trudny, żebym nie potrafiła się go nauczyć. Uważam, że my Słowacy mamy z Polakami wiele wspólnego pod względem kulturowym i historycznym, chciałam więc dzięki tym studiom poznać sąsiada bliżej. W trakcie studiów polonistycznych nauczyłam się wiele, miałam okazję odwiedzić kilka polskich miast i uniwersytetów w ramach 30

programów studenckich oraz uczestniczyć w wymianie studenckiej w ramach programu Erasmus+. Dzięki temu mogłam dogłębnie poznać Kraków, zaprzyjaźnić się z Polakami, podróżować po Polsce, popróbować i polubić przysmaki polskiej kuchni (moje ulubione to pierogi ruskie), a przede wszystkim udoskonalić znajomość języka polskiego na tyle, by podjąć decyzję o studiach magisterskich w Polsce.

Mimo że Słowacy i Polacy mają wiele wspólnego, to jednak mało o sobie wiedzą. Zauważyłam, że Polacy traktują Słowaków jak mniejszych Czechów, chociaż w moim regionie, na Orawie, mamy kulturowo bliżej do Polski niż do Czech. Z drugiej strony wielu Słowaków nadal myśli, że Polska to kraj handlarzy. Moim zdaniem polskie miasta są bardziej rozwinięte niż te słowackie, a w obszarze usług nasz


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:02 Page 31

Polska drugą ojczyzną Polska jest niewątpliwie krajem, który zmienił mi życie. Mam wrażenie, że Polacy są bardziej otwarci niż Słowacy, są również bardzo serdeczni, pomocni i bardzo doceniają to, że nauczyłam się polskiego. Często spotykam się z pytaniami, czy planuję wrócić na Słowację. Nie wiem, jak się moje życie potoczy, bo potrafi ono przynosić różne niespodzianki. Doceniam, że Polska umożliwiła mi nowe możliwości rozwoju. Tutaj przeżyłam najpiękniejsze chwile swojego życia. Dzięki zdobytym doświadczeniom stałam się osobą bardziej otwartą, zdeterminowaną i pewną siebie. Mój stosunek do Polski będzie zawsze pozytywny, chętnie opowiadam o Polsce, staram się łamać negatywne stereotypy zakorzenione w Słowakach i chociaż nie zapominam, skąd pochodzę, czuję się trochę Polką. KATARÍNA PALIDEROVÁ, Warszawa PAŹDZIERNIK 2020

Kasztany w dłoń! dy zieleń na drzewach ustępuje miejsca złotu, rudościom i czerwieni, nic nie elektryzuje moich dzieci bardziej niż planowanie wyprawy do lasu po dary jesieni i tworzenie… kasztaniaków. Kasztaniaki to taki fantazyjny ludek, pojawiający się na świecie jesienią. Łatwo go rozpoznać, bo choć składają się na niego najprzeróżniejsze postaci, małe i duże, grube i chude, z kończynami lub bez, wszystkie je łączy jedno – powstały z kasztanów. To zdecydowanie najlepsi kumple moich dzieci w październiku czy listopadzie. Do ich stworzenia oprócz całego kartonu świeżych kasztanów i żołędzi potrzebne są jeszcze wykałaczki, wąski śrubokręt lub gwoździk do robienia dziurek w kasztanach, dobry klej, np. do klejenia na gorąco, plastelina, a do dekoracji ziarniste przyprawy (świetnie sprawdzają się jako oczy!), naklejki, druciki kreatywne itp. Tak zaopatrzeni, możemy przystąpić do pracy. Warto przeznaczyć sobie na nią więcej czasu, by nie musieć ograniczać własnej wyobraźni. Zapewniam bowiem, że gdy spod naszych rąk wyjdą pierwsze figurki, będziemy mieli coraz więcej pomysłów na następne.

G

O tej porze roku w moim domu nie ma lepszej zabawy, ale i konkurencja jest spora, ponieważ jesień zdecydowanie sprzyja twórczości i kreatywności. Tylko z jednego spaceru do lasu oprócz worka kasztanów można bowiem przynieść ogromny bukiet ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

sąsiad jest daleko przed nami. Zaskoczył mnie również polski patriotyzm, którego Słowakom trochę brakuje. Słowacja jest młodym państwem, które było w przeszłości pod wpływem innych mocarstw i do tej pory buduje swoją tożsamość i pewność siebie, natomiast Polacy nie wstydzą się wyrażać miłości do swojej ojczyzny. Świadczą o tym choćby polskie flagi, wywieszane na budynkach i domach z okazji świąt narodowych. Życzyłabym sobie i nam, żeby wzajemne zainteresowanie naszymi państwami było większe i dlatego i będę się starała wspierać naszą wzajemną współpracę, choćby na polu kultury, pracując w Instytucie Słowackim w Warszawie.

kolorowych liści i całe mnóstwo żołędzi, szyszek, bukwi oraz innych bogactw przyrody. Sama najchętniej sięgam w mojej jesiennej twórczości po szyszki. Gdy dni stają się coraz krótsze, a za oknem coraz częściej pada deszcz, nie ma lepszego sposobu na chandrę i nudę. Nawet najmniejszy kasztaniak czy inne dzieło powstałe z darów jesieni poprawi nam humor i wniesie do naszego domu trochę słońca. A temu nie można się oprzeć. NATALIA KONICZ-HAMADA

31


Monitor 10_2020 27.9.2020 21:03 Page 32

Każdy chyba pamięta smak pieczonych w ognisku ziemniaków, aromaty świeżych, dorodnych warzyw, które właśnie jesienią mają w sobie najwięcej witamin… Październik to czas dań typu leczo, ziemniaczanych zapiekanek i bigosów. Dlatego przepis, który do „Piekarnika” nadesłała pani Slávka Gajdošíková, znakomicie wpisuje się

w ten trend. Cóż to za potrawa? Ano bardzo popularne na Słowacji uhrabky – jednogarnkowe danie, ponoć nazwane tak ze względu na zagarnianie wszystkich składników w jedno miejsce. A że najsmaczniejsze przyrządzała babcia pani Slávki, dziś proponujemy uhrabky Irenki.

Úhrabky

C ZD JĘ IA:

S LÁ

VKA GA O JD

ŠÍK O

SKŁADNIKI: (podane orientacyjnie, każdy może coś dodać, coś ująć): • 1 kg kiszonej kapusty • 1/2 kg karkówki wieprzowej, można też część zastąpić mięsem podwędzanym • 1/2 kg ziemniaków • 1 kiełbaska • 1 duża cebula • olej lub masło do smażenia • kminek, sól, pieprz i inne przyprawy

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Kapustę odcedzamy z soku, siekamy i dusimy w garnku. W tym czasie pokrojone w kostkę ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie. Mięso również kroimy w kostkę, doprawiamy przyprawami i obsmażamy na oleju, dodajemy kiełbasę (w całości) i jeszcze chwilę smażymy.

Gdy już wszystko dojdzie, przygotowujemy duży garnek i przekładamy do niego partiami: mięso (bez soków), odsączoną z wody kapustę, a następnie ugotowane ziemniaki. Na koniec

wykładamy plasterki usmażonej kiełbasy i podduszoną cebulę. Całość doprawiamy kminkiem, solą i wybranymi przyprawami, dokładnie mieszamy i jeszcze ciepłe podajemy w miseczkach. Pycha! To bardzo stara słowacka potrawa, sycąca i rozgrzewająca, więc podawana głównie w chłodne dni, najczęściej zimą. Oczywiście, jak wszystkie dania tego typu ma bardzo wiele wersji, również z dodatkiem klusek, słoniny i innych rodzajów mięs. Każdy kucharz może się pokusić o stworzenie własnej. Smacznego! AGATA BEDNARCZYK