Monitor Polonijny 2019/06

Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor 6_2019 2.6.2019 23:52 Page 33

PoczAtek

nowej epoki str. 4

.


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:46 Page 2

Obchody Święta Konstytucji 3 Maja w Bratysławie

okazji święta narodowego Ambasada RP w Bratysławie zorganizowała uroczystość przypominającą rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. W tym roku oficjalna gala odbyła się 7 maja w Hotelu Devin nad brzegiem Dunaju w stolicy Słowacji. Uroczystość rozpoczęła się od odegrania hymnu polskiego, słowackiego i Unii Europejskiej. Następnie głos zabrał ambasador RP w RS Krzysztof Strzałka, który przypomniał histo-

dzone aż do 1940 roku. W czasach PRL świętowanie 3 maja było zabronione; ponownie święto to zostało przywrócone w 1990 roku. Wśród zaproszonych gości, którzy przybyli świętować obchody powstania jednego z najważniejszych dokumentów w dziejach naszego kraju, byli przedstawiciele słowackich i polskich elit politycznych wraz z byłym prezydentem Słowacji Ivanem Gašparovičem, reprezentanci korpusu dyplomatycznego, środowisk kulturalnych i gospodarczych Słowacji, pracownicy ambasady, Instytutu Polskiego,

Z

ryczne znaczenie Konstytucji 3 maja dla Polski oraz rolę, jaki nasz kraj odegrał w kształtowaniu Unii Europej skiej, i członkostwo w NATO. Nie każdy bowiem wie, iż 228 lat temu w 1791 roku Sejm Czteroletni po burzliwej debacie przyjął przez aklamację ustawę rządową, która przeszła do historii jako Konstytucja 3 maja. Za jej autorów uważa się króla Stani -

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

sława II Augusta, marszałka litewskiego Ignacego Potockiego oraz ducho wnego i filozofa ks. Hugona Kołłątaja. Konstytucja 3 maja była drugą na świecie i pierwszą w Europie spisaną konstytucją, a jej uchwalenie odbiło się szerokim echem w całej Europie. Święto Konstytucji 3 maja zostało ustanowione po odzyskaniu przez Polskę niepodległość i było obcho-

twórcy „Monitora Polonijnego“ oraz regionalni prezesi i członkowie Klu bu Polskiego. Przy okazji słowacka Polonia i Polacy mieszkający na Sło wacji mieli możliwość poznania nowego konsula RP w RS Stanisława Kargula, który w kwietniu rozpoczął misję w Bratysławie. Uroczystość z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja, które jest jednym z najważniejszych polskich świąt narodowych, była okazją do bezpośredniego nawiązywania i pogłębienia polsko-słowackich kontaktów między przedstawicielami obu krajów. Rozmowom w przyjemne majowe popołudnie towarzyszyły wyborne dania tradycyjnej polskiej kuchni i wypieki, przygotowane przez restaurację „Gościnna” z Kalet. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:47 Page 3

Czerwiec to miesiąc, kiedy jeszcze działamy na pełnych obrotach, zatopieni w codzienności, ale myślami jesteśmy już na urlopach, wakacjach, planujemy, co zobaczyć, dokąd wyjechać. Dlatego i my w czerwcowym „Monitorze“ oferujemy m.in. artykuł prosto z gwarnego o tej porze roku miejsca, czyli ze szkoły, w której dyrektorem jest nasz rodak Krzysztof Siwiec, prawdopodobnie jedyny Polak na Słowacji, piastujący takie stanowisko. Jego historię mogą Państwo przeczytać na str. 17. A jeśli mowa o edukacji, to za sprawą studentów, zgłębiających tajniki języka polskiego na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie, wybraliśmy się do Warszawy i Gdańska, by zobaczyć te miasta ich oczami (str. 14). W tematyce podróżniczej pozostając, przyglądamy się historii unikatowego mostu w Tczewie (str. 22) i zachęcamy do zwiedzenia słowackich atrakcji – tym razem husyckiego kościółka w małej wiosce Lučka (str. 25) i wieży telewizyjnej Kamzík w Bratysławie (str. 21), a za sprawą wywiadu z Ludwiką Włodek, autorki książki o Spiszu, namawiamy do odwiedzenia tego regionu na polsko-słowackim pograniczu (str. 5). Zaglądamy też do Wiednia, gdzie nasze czasopismo było partnerem medialnym przedstawienia teatralnego pt. „Tu leży pies pogrzebany“ (str. 16). W tym roku w czerwcu przypominamy sobie pierwsze częściowo wolne wybory w Polsce, które odbyły się 30 lat temu (str. 4), a także zaglądamy do lokalu wyborczego, który podczas tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego miał swoją siedzibę w Instytucie Polskim w Bratysławie (str. 9). A poza tym prezentujemy stałe rubryki, które mogą Państwa zainspirować wakacyjnie, np. w kwestii wyboru książki (str. 22) czy komiksu (str. 27) do poczytania na leżaku. Życzę Państwu miłej lektury i przyjemnych czerwcowych dni! W imieniu redakcji

Początek nowej epoki

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA O historii Spisza, którą trzeba znać, ale nie ma potrzeby się nią karmić

5

Z NASZEGO PODWÓRKA

9

CO U NICH SŁYCHAĆ? Polak, który uratował słowacką szkołę przed likwidacją

17

BRATYSŁAWA – MIASTO NIEBANALNEJ URODY Diament Małych Karpat

21

Most w Tczewie – (nie)znany świadek historii 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Pasjonatka na odludziu

22

KINO-OKO Najlepsi z najlepszych

24

SŁOWACKIE PEREŁKI Husycki kościołek

25

KRZYŻÓWKA

26

SUBIEKTYWNA HISTORIA KOMIKSU POLSKIEGO „Solidarność“ w komiksie

27

Praca marzeń

28

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO POLSCE Polska już nie taka obca

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Komu, komu, bo idę do domu! Czyli pchli targ w Kočovcach 31 PIEKARNIK Letnia pozycja obowiązkowa 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 • ISSN 1336-104X Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín. Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013

CZERWIEC 2019

3


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:47 Page 4

PoczAtek nowej epoki .

rzydzieści lat temu, 4 czerwca 1989 roku, odbyły się w Polsce pierwsze, częściowo demokratyczne wybory do Sejmu i Senatu. Wystar towali w nich nie tylko kandydaci popierani przez władze komunistyczne, ale po raz pierwszy od zakończenia wojny również przedstawiciele różnych środowisk społecznych, przede wszystkim opozycji solidarnościowej. Ówcześni rządzący byli pewni wygranej, ale stało się inaczej i delegaci „Solidarności” zdobyli najwięcej głosów polskich obywateli. Po wyborach Polska stała się pierwszym krajem tzw. bloku wschodniego, w którym opozycja niezwiązana z partią socjalistyczną zyskała realny wpływ na rządzenie. Jak to podsumowała w Dzienniku Telewizyjnym znana aktorka Joanna Szczepkowska: „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Dziś różnie ocenia się gorące wydarzenia tamtego pamiętnego czerwca. Niezależnie jednak od poglądów politycznych trzeba przyznać, że krok,

T

1 maja w 15. ROCZNICĘ WSTĄPIENIA POLSKI DO UE w Warszawie odbyło się spotkanie Together for Europe, podczas którego wyrażono wdzięczność dla „Solidarności“, która doprowadziła do obalenia komunizmu i rozpoczęcia wielkich przemian. W spotkaniu uczestniczyli premierzy Bułgarii, Chorwacji, Czech, Estonii, Litwy, Malty, Rumunii, Węgier i Polski oraz przedstawiciele Cypru, Łotwy, Słowacji, Słowenii oraz UE. 1 maja we Wrocławiu w wieku 80 lat zmarła IZABELA SKRYBANT4

który wykonali Polacy trzydzieści lat temu, był odważnym ruchem zmieniającym realia polityczne, gospodarcze, a przede wszystkim społeczne. Narodziła się III Rzeczpospolita. Kraj, w którym żyjemy dziś, jest sumą wszystkich doświadczeń, jakie wydarzyły się w ciągu mijającego trzydziestolecia. W 2013 roku ówczesna władza postanowiła, że 4 czerwca na pamiątkę pierwszych częściowo wolnych wyborów stanie się Dniem Wolności i Praw Obywatelskich. Nadal uczymy się przeżywać to święto, analizujemy rozmaite aspekty czasów Okrągłego Stołu. W tym roku obchody dnia demokracji zaplanowano szczególnie drobiazgowo. Główne uroczystości odbędą się w Gdańsku, mieście narodzin niezależnego ruchu „Solidarność” – zaplanowano ponad 100 imprez, odczytów, debat i wystaw. Z biegiem lat w dorosłe życie wchodzą przecież kolejne pokolenia, dla któ-

DZIEWIĄTKOWSKA, wokalistka Tercetu Egzotycznego, jednego z najstarszych polskich zespołów muzycznych, wykonujących muzykę w stylu latynoamerykańskim. Jednym z jej największych przebojów była piosenka „Pame lo żegnaj“. W 2010 r. otrzymała medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

rych 4 czerwca 1989 roku to mało znana data. Pokazują to rozmaite sondy uliczne, w których pytani Polacy często nie wiedzą, co w tym dniu się wydarzyło. A przecież dzisiejszą wolność, demokrację, swobodę życia codziennego zawdzięczamy w dużym stopniu odwadze ludzi, którzy trzydzieści lat temu zagłosowali przeciwko komunistycznej władzy. Okrągłe rocznice mają to do siebie, że oprócz ich oczywistej oprawy, wystąpień polityków i wielogodzinnych uroczystości, wyciągają – często z historycznego strychu – postaci bohaterów nieoczywistych, nieco zapomnianych. Uświadamiają nam, zwykłym zjadaczom chleba, iż historia zawsze tworzy się na naszych oczach i to my jesteśmy jej częścią. Warto uważnie śledzić wydarzenia codzienności, a przy każdej nadarzającej się okazji przypominać sobie, co robiliśmy, gdy obok nas tworzyła się historia. Czwartego czerwca 1989 roku byłam licealistką i te pierwsze wolne wybory nawet mnie nie

wyraz przywiązania i szacunku do Polski, którą mamy nie tylko w sercach, ale którą chcemy się podzielić z rodziną i sąsiadami, budując w ten sposób polską wspólnotę.

2 maja obchodzono w Polsce DZIEŃ POLONII. Szef MSZ Jacek Czaputowicz podkreślił, że ten dzień jest przede wszystkim świętem jedności wszystkich ludzi, dla których polskość stanowi ważną wartość.

W ŚWIĘTO KONSTYTUCJI 3 MAJA prezydent Andrzej Duda od znaczył na Zamku Królewskim w Warszawie Orderami Orła Białego b. opozycjonistę Czesława Bieleckiego, rzeźbiarza Wincentego Kućmę oraz żołnierza AK, badacza tragedii polskiej ludności na Wołyniu w czasie II wojny światowej Władysława Siemaszkę.

2 maja w Polsce obchodzony jest również DZIEŃ FLAGI. Premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że wieszanie flagi w tym dniu to

3 maja przewodniczący Rady Europejskiej DONALD TUSK wygłosił wykład na Uniwersytecie Warszawskim, w którym powie-

dział m.in., że w polityce nie może chodzić o to, by ktoś kogoś pokonał i unicestwił, ktoś może wygrać wybory, ktoś może pokonać przeciwnika, ale dalej będziemy razem żyć w jednym kraju. Tusk wziął także udział w marszu „Polska w Europie“, zorganizowanym 18 maja przez Koalicję Europejską. 11 maja na YouTube ukazał się film dokumentalny Tomasza i Mar ka Sekielskich pt. „TYLKO NIE MÓW NIKOMU“, w którym przedstawione zostały przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci przez osoby duchowne. Film, który w chwili obecnej ma ponad 21 mln. wyświetleń, wstrząsnął polską sceną polityczną. Prymas Polski abp Wojciech Polak w oświadczeniu przeprosił „za MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:47 Page 5

każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła“. Poinformował też, że trwają prace nad powołaniem funduszu solidarnościowego, który ma wspomóc osoby wykorzystane seksualnie przez duchownych. 14 maja rząd przyjął projekt zmian w Kodeksie karnym, który przewiduje ZAOSTRZENIE KAR za przestępstwa związane z pedofilią. Jeszcze tego dnia projekt trafił do Sejmu i został uchwalony 16 maja. 21 maja premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że została podjęta decyzja o powołaniu państwowej komisji ds. badania przypadków pedofilii; ma ona zajmować się wszystkimi środowiskami, m.in. duchownymi, a także artystycznymi i nauczycielskimi. Powołania niezaCZERWIEC 2019

O historii Spisza, którą trzeba znać, ale nie ma potrzeby się nią karmić iedy na początku roku w słowackiej prasie pojawiła się recenzja książki Ludwiki Włodek „Cztery sztandary, jeden adres. Historie ze Spisza“, wydanej w 2017 roku, Instytut Polski w Bratysławie zorganizował dwa spotkania z autorką. Przed jednym z nich udało mi się z nią porozmawiać o tej, ale i innych jej publikacjach. Ludwika Włodek okazała się interesującą rozmówczynią, która barwnie potrafi i pisać, i opowiadać o swoich bohaterach: Spiszu, Azji czy pradziadku Jarosławie Iwaszkiewiczu.

K

leżnej, państwowej komisji ds. pedofilii, złożonej z trzech przedstawicieli ofiar, trzech prokuratorów w stanie spoczynku i trzech sędziów w stanie spoczynku, która powinna mieć uprawnienia śledcze, chce szef PO Grzegorz Sche tyna.

Dzieci urodziły się 11 tygodni przed terminem przez cesarskie cięcie. Najmniejsze z nich ważyło przy urodzeniu 890 g, największe 1300 g. Rodzice Klaudia i Szymon Marcowie mieszkają w Tylmanowej i mają już jedno dziecko - 2,5-letnie Oliwiera.

19 maja w Krakowie prezes PiS JAROSŁAW KACZYŃSKI oraz premier MATEUSZ MORAWIECKI zapowiedzieli wprowadzenie dodatku dla osób, które mają orzeczenie o całkowitej niepełnosprawności. Ustawa w tej sprawie ma być gotowa w czerwcu.

20 maja w „GAZECIE WYBOR CZEJ“ ukazał się artykuł na temat majątku premiera Mateusza Morawieckiego i jego małżonki Iwony. Według „GW“ premier wraz z żoną w 2002 roku kupił 15 ha gruntów od Kościoła, płacąc za nie 1/5 ich wartości. W związku z tymi doniesieniami PO przygotowała projekt ustawy „Czyste ręce“, który zakłada obowiązek składania oświadczeń majątkowych przez małżonków najważniejszych osób w pań-

20 maja w Krakowie na świat przyszły pierwsze w Polsce SZEŚCIORACZKI – cztery dziewczynki: Zosia, Kaja, Malwina i Nela, i dwóch chłopców: Filip, Tymon.

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

dotyczyły. Ale w dorosłość wkraczałam już w epoce wolnego handlu i wielkich przemian ustrojowych. Dopiero z perspektywy czasu dotarło do mnie, jak ważne wydarzenia toczyły się obok moich codziennych spraw. Dzisiaj, ciesząc się demokratycznymi swobodami obywatelki wolnego kraju, korzystając z możliwości i przywilejów otrzymanych w związku z obecnością Polski w Unii Europejskiej, myślę sobie, co by było, gdyby 4 czerwca 1989 roku historia potoczyła się inaczej. To ciekawy temat dla pisarzy, scenarzystów, ale nie ulega wątpliwości, że niezależnie od politycznych poglądów nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie obecnie życia w komunistycznej izolacji. Dlatego datę końca tej trudnej epoki powinniśmy świętować z całą świadomością jej istotności. Na polskiej scenie politycznej przez te trzydzieści lat na ogół było bardzo burzliwie. Ale doceńmy to, że mamy różnorodne przekonania i otwarcie możemy je głosić. Zawdzięczamy to ludziom, którzy za nas i dla nas dawno temu zrobili ten pierwszy krok od komunizmu do nowego życia. AGATA BEDNARCZYK

stwie: prezydenta, marszałków i wicemarszałków Sejmu i Senatu, premiera, wicepremiera, ministrów. PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ, z poparciem 45,38 proc. wyborców wygrało wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbyły się 26 maja. PiS będzie miało w PE 27 europosłów. Na drugim miejscu znalazła się Koalicja Europejska z 38,47 proc. poparcia (22 europosłów). Na „Wiosnę” Roberta Biedronia głosowało 6,06 proc. osób, co dało temu ugrupowaniu 3 mandaty. Frekwencja w eurowyborach wyniosła 45,68 proc. Rekordzistką, jeśli chodzi o liczbę głosów, jest wicepremier Beata Szydło, którą poparło prawie 530 tys. wyborców. MP 5


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:47 Page 6

Zacznę prostym pytaniem: dlaczego napisała Pani książkę o Spiszu? Jeżdżę tam od dawna, od początku lat 80., ponieważ siostra mojej babci kupiła sobie dom w Rzepiskach, tuż przy granicy ze Słowacją. Dziś to najstarsza chałupa we wsi. Spisz to była dla mnie taka trochę bajkowa kraina. Ludzie mówili innym językiem, później się do tej gwary spiskiej przyzwyczaiłam. Dawniej nie było tam nawet asfaltowej szosy – do wsi prowadziła zwykła polna droga. U naszych sąsiadów, którzy prowadzili sklep, był jedyny we wsi telefon. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy rozmowę się zamawiało. Schodzili się tam wszyscy mieszkańcy, którzy potrzebowali się dokądś dodzwonić. W latach 80. to była wieś na końcu świata. Widziałam, jak ten region się zmienia. Kiedyś, jeszcze za PRL, mieszkańcy wyjeżdżali dorobić do Chicago, potem do różnych krajów Europy. Kolejne zmiany nastąpiły, kiedy otworzono granicę w Podspadach i nie trzeba było jeździć na Słowację przez dalsze przejście, na Łysej Polanie. Coraz częściej zaczęliśmy z rodziną jeździć na słowacką stronę. Chodziliśmy na wycieczki w słowackie Tatry, zaczęliśmy odwiedzać Kieżmark, Lewoczę, poznawać te wszystkie małe miasteczka i wioski. Które są Pani ulubione? Bardzo lubię Kieżmark, ale i Spiską Sobotę, Spiską Białą. Najładniejsze są te wsie, gdzie ludzie już nie mieszkają na stałe, tylko mają tam domy letniskowe – na przykład Jeziersko czy Ostrunia. Od zachwytu do napisania książki droga daleka. Jak powstawała? Jak już wpadłam na pomysł, żeby napisać tę książkę, to zaczęłam mnóstwo czytać o historii regionu, o ludziach, również po słowacku. Nauczyła się Pani słowackiego ze względu na Spisz? Rozumiem po słowacku, ale nie umiem w tym języku mówić. Pomocne były inne słowiańskie języki: rosyjski, który znam bardzo dobrze i ukraiński, z którym jestem osłucha6

na. Zależało mi na tym, by czytać polskie i słowackie źródła, bo one jednak różnią się od siebie i chciałam te różnice pokazać. Nawet te same fakty są w nich trochę inaczej opisane. Nie bała się Pani wejść na linię sporu? Owszem, tym bardziej, że mam wrażenie, iż historycy są bardzo ideologicznie nastawieni do problemu, twardo stoją na swoich pozycjach i nie mają żadnej empatii w stosunku do drugiej strony. Uważnie więc czytałam wszystkie źródła, a przede wszystkim rozmawiałam z mieszkańcami regionu. Oni są często znacznie mniej kategoryczni niż zawodowi historycy. Ciekawe było rozmawiać z kobietą, która czuje się Polką, podobnie jej matka, zaś brat i ojciec uważają się za Słowaków. Dla niej jest oczywiste, że każdy sobie sam wybiera tożsamość i inni nie mogą mu jej narzucać. Pani to rozumie? Tak! Nie mam ambicji przekonywania kogoś, wybielania Polaków czy oczerniania Słowaków albo odwrotnie. Chciałam zrozumieć, jak ludzie patrzą na ten region, w którym wspólnie przyszło im żyć. Oprócz Polaków są tam i Niemcy, i Rusini, i Romowie. Żeby pojąć, jaki jest Spisz, trzeba posłuchać każdej ze stron, bo każda inaczej go widzi. Rozmawiałam z Węgrem pochodzącym z arystokratycznej rodziny, która musiała się wynieść ze Spisza po II wojnie światowej, ze względu na dekrety Benesza. Kiedy on przyjeżdża na Spisz, czuje się tam trochę jak Polacy, przyjeżdżający do Wilna czy Lwowa. Inaczej patrzy na Spisz Słowak, który mieszka w swoim kraju, a inaczej Słowak, który mieszka po polskiej stronie. Z kolei Rusini jako jedyni mieszkańcy Słowacji opowiadali mi, że po słowackiej stronie żyli też ludzie z polską tożsamością.

Polsko-słowacka układanka jest zawiła, ale na szczęście to konflikt prawie bezkrwawy

Chciałam pokazać też to, że dla jednych tragedią było wejście polskich wojsk w listopadzie 1938 roku i zajęcie Spiskiej Jaworzyny, Podspadów i Leśnicy, dla innych zaś wejście wojsk słowackich, które dziesięć miesięcy później zajęły cały Spisz. Nie oczekuję, że ci ludzie zmienią zdanie. Tym tematem nadal żyją mieszkańcy Spisza? Teraz jest inaczej. Po tym, jak otworzyły się granice, każdy może wybrać sobie, gdzie chce mieszkać, uczyć się, studiować. Kiedyś Słowacja była dla Polaków atrakcyjniejsza. Były tam lepiej zaopatrzone sklepy, stawką były też studia w Bratysławie. Obecnie to kwestia upodobań, wyborów, czy lepiej studiować w Krakowie, czy w Bratysławie. Teraz jest bardziej europejsko na Spiszu? Mam wrażenie, że tak – głównie dotyczy to młodego pokolenia. To dobra wiadomość, szczególnie jak się weźmie pod uwagę dzisiejszy świat, w którym otwiera się stare konflikty i jeszcze je zaostrza. Czy ten europejski duch na Spiszu jest wciąż aktualny? Moim zdaniem tak. Mój kolega po przeczytaniu mojej książki powiedział, że dawno nie czytał tak euroentuzjastycznej publikacji. Oczywiście wiadomo, że na Spiszu, jak wszędzie, są problemy i konflikty, sprzeczności. Jednak tamtejsi mieszkańcy dobrze wiedzą, że nie wyżyją z małego kawałka kamienistej, górskiej ziemi. Rozumieją, że rozwój turystki to ich szansa, a turystyka rozwija się lepiej, jak nie ma granic i wszyscy ze sobą współpracują zamiast się kłócić o to co było kilkadziesiąt lat temu. O co Panią pytają podczas autorskich spotkań? Na przykład, czy Spisz bardziej dzieli, czy łączy. Co Pani wtedy odpowiada? Na pewno jest tam ogromny potencjał, który oba państwa mogą wykorzystać. Spisz jest bardzo ważnym regionem dla Słowacji, a w Polsce naMONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:47 Page 7

wet nie wszyscy wiedzą, gdzie leży. Dopiero jak wyjaśniam ludziom, że przekraczając Białkę, wkraczają na Spisz, potakują głowami ze zrozumieniem. Żeby napisać taką książkę, trzeba umieć słuchać i iść po nitce do kłębka, by opisać ludzkie historie. Ja to uwielbiam! Najczęściej to działa w ten sposób, że ktoś poleca kogoś następnego, kto może mi opowiedzieć coś ciekawego na dany temat, więc jeżdżę z miejsca na miejsce. Czasami stanę pod kościołem, by po mszy zagadnąć ludzi, którzy mogliby mi polecić ciekawego rozmówcę. Czasem wejdę do sklepu, albo przejdę się po cmentarzu. Rozumiem, że to działa w przypadku Spisza, ale ze Słowacji droga daleka do Azji Środkowej, a ona przecież była bohaterką poprzedniej Pani książki. Paradoksalnie te tematy nie są od siebie tak bardzo odległe. Owszem, dekoracje są inne, ale problemy, którymi ludzie żyją i tu, i tam, nie są aż tak odległe. Bo oto na gruzach imperium rosyjskiego i ZSRR powstały

CZERWIEC 2019

państwa, których mieszkańcy musieli na nowo wykreować swoją tożsamość. Czasem okazywało się, że ich dom znalazł się po drugiej stronie granicy niż dom ich szwagra czy rodziców. Wielu osobom, na przykład takim z mieszanych małżeństw, trudno było odnaleźć się w tych nowych, narodowych wizjach. Czyli plątanina losów ludzkich, którą dużo trudniej rozplątać niż w przypadku Spisza? Polsko-słowacka układanka jest zawiła, ale na szczęście to konflikt prawie bezkrwawy. I obecnie nie widzę już takiego punktu, wokół którego ten konflikt można by pogłębiać. Chociaż przyznać trzeba, że niektóre opracowania historyczne czy czasopisma starają się zachować narrację konfliktu. Po ich przeczytaniu ma się wrażenie, że to jest region na skraju wojny domowej. Tymczasem ludzie na Spiszu żyją superpokojowo. Je stem przekonana, że gdyby dopuścić do głosu więcej młodych ludzi łatwiej szukać by było tego, co łączy. Po co zaogniać stare konflikty? To historia, którą trzeba znać, ale nie ma potrzeby

się nią karmić. Kluczowym słowem powinien być szacunek - szacunek do cudzych wyborów, do cudzych uczuć i cudzej pamięci. Wróćmy do Azji. Tam też interesuje mnie kwestia tożsamości, ponieważ ona jest negocjowalna. Przecież kim innym się czuje człowiek, jak przebywa z podobnymi do siebie, a kim innym, jak z zupełnie innymi. W niektórych sytuacjach chce czegoś bronić. Mnie na przykład w Polsce irytują ci, którzy negują polski antysemityzm, twierdząc, że w Jedwabnym Żydów mordowali Niemcy. Z drugiej strony irytuje mnie, kiedy we Francji ktoś na dzień dobry, słysząc że jestem z Polski, zagaduje mnie o polski antysemityzm. Wtedy chcę bronić Polaków, opowiedzieć jak trudna była dla nas wojna i czas okupacji. Człowiek, w zależności od kontekstu, ma potrzebę uwypuklania zupełnie różnych spraw. To szczególnie jest widoczne właśnie na pograniczu, w mieszanym, wielokulturowym środowisku, takim jak Azja Środkowa czy właśnie Spisz.

7


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:48 Page 8

Nie mam takiej śmiałości, by coś jednoznacznie potępić lub bezwarunkowo wychwalać. Po prostu pokazuję, że może być tak lub siak. Jest Pani prawnuczką Jarosława Iwaszkiewicza, po którym zapewne odziedziczyła talent. To obciążenie czy dar? Zawsze lubiłam pisać i podróżować, więc jestem wdzięczna losowi, że mi się to spełnia. Nie wiem, czy moje zamiłowania są związane z talentem pradziadka, ale faktycznie on tych prawnuków ma ośmioro i tylko ja z całej rodziny akurat zajmuję się pisaniem. Napisała Pani też książkę o słynnym pradziadku. To był zamierzony manewr, by sobie utorować drogę na wydawnicze półki? Najpierw napisałam krótki tekst, który ukazał się w „Wysokich Obcasach”. Potem dostałam z wydawnictwa propozycję napisania książki, co potraktowałam jako duże wyróżnienie. Byłam świadoma tego, że mogę tym samym przyprawić sobie łatkę prawnuczki Iwaszkiewicza, ale pomyślałam, że to dobra okazja, żeby pokazać całą barwną rodzinę, nie tylko pradziadka. Ta książka pozwoliła mi przełamać stereotypy, które funkcjonują w każdej rodzinie. Zaczęłam czytać pamiętniki, rozmawiać z tymi, którzy żyli w cieniu. Napisanie „Pra” pomogło mi wyjść do świata z innymi rzeczami. Część czytelników sięga po moje książki, bo zna mnie z książki o Iwaszkiewiczu. Ubiegnę pani pytanie – nie, nie boję się, że zostanę zredukowana do prawnuczki Iwaszkiewicza. Każda z Pani książek jest usytuowana w innym miejscu. Nad czym teraz Pani pracuje? Teraz piszę o Algierczykach we Francji. Również w tym przypadku interesują mnie podobne problemy, ale obserwuję je na innych przykładach. Piszę o migracji przez pryzmat historii algiersko-francuskiej. Teraz, paradoksalnie, to bardzo aktualny problem, również ze względu na ruch żółtych kamizelek. Te migracyjne kwestie są skomplikowane, a ludzie mają łatwość wygłaszania sądów. 8

Jedni krzyczą, by zakazać chust, inni odwrotnie, a ja nie mam takiej śmiałości, by coś jednoznacznie potępić lub bezwarunkowo wychwalać. Po prostu pokazuję, że może być tak lub siak. Łatwiej jest pisać o tym, co bliżej, czy też woli Pani pisać o odległych miejscach i ludziach z nimi związanych? Zadała pani bardzo trudne pytanie. Wie pani, kiedy pisałam książkę o Spi szu, to myślałam o tym, kto się na mnie obrazi. Obraził się ktoś? Część osób się obraziła, ale uznałam to za dobry znak, gdyż obserwuję tu równowagę. Wśród obrażonych byli tak Polacy, jak i Słowacy. Niektórzy nie są w stanie przyjąć innego punktu widzenia niż swój własny. Na szczęście nie wszyscy tak rozumują. Książka została przez wielu Spiszaków bardzo ciepło przyjęta. Nawet przez tych, którzy nie zawsze zgadzają się ze wszystkim, co napisałam. Po napisaniu książki o Azji ktoś się obraził? Powiem pani tak, że o odległych rzeczach niby się pisze łatwiej, ale z drugiej strony trzeba wszystko wy-

jaśniać, by opisać tamten świat. To tak jakby pisać książkę o Spiszu i wyjaśniać, co to jest kościół czy kim jest ksiądz. Prawdą jest to, że mało kto z Azji przeczyta moją książkę z uwagi na barierę językową. Mimo to w każdym tekście staram się z szacunkiem pisać o swoich bohaterach, choć jako autorka mam też prawo do własnego zdania. Rodzina po przeczytaniu książki o Iwaszkiewiczu się nie obraziła? Nie. Najbardziej się bałam zdania mojej babci, której podsunęłam tekst do przeczytania, jeszcze przed oddaniem go do druku. Do tej pory to ona zawsze opowiadała o rodzinie i wychodziła na zewnątrz z różnymi historiami. Zadzwoniła do mnie zaraz następnego dni i pogratulowała mi, a mnie spadł kamień z serca. Opisała Pani też fascynacje seksualne pradziadka. Nie obawiała się Pani, że zburzy jego mit? Ale o jego skłonnościach do mężczyzn wszyscy wiedzieli. W naszej rodzinie nie robiło się z tego tajemnicy! Sam Iwaszkiewicz przecież o tym pisał w dziennikach i listach, a babcia z siostrą zdecydowały, że wydadzą je bez cenzury. W każdej rodzinie są takie historie, tylko niektórzy o tym mówią, inni nie. Iwaszkiewicz miał świadomość, że jego zapiski się przydadzą, więc je przechowywał. Wiele rodzin mogło by opisać swoje historie, ale nie zachowały się żadne materiały. Ciekawe, na podstawie jakich zapisków będą powstawały książki w przyszłości? Na podstawie SMS-ów czy statusów na portalach społecznościowych? Zostawiamy mniej trwałe ślady i też jestem tym trochę przerażona. Sama widzę, że SMS-y piszę niegramatycznie i skrótowo. Niedawno uświadomiłam sobie, że znam charakter pisma mojego pradziadka, mojej przyjaciółki z podstawówki, z którą korespondowałyśmy podczas wakacji, ale nie wiem, jaki charakter pisma ma mój mąż, bo nigdy do siebie nie pisaliśmy papierowych listów! Nawet listy zakupów wysyłamy sobie SMS-em. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:48 Page 9

bwodowa Komisja Wyborcza nr 130 podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego miała swoją siedzibę w centrum stolicy Słowacji, w Instytucie Polskim w Bratysławie. Tu 26 maja swoje kroki kierowali nasi rodacy, wśród których byli pracownicy ambasady, Instytutu Polskiego, przed-

O

Jak w wyborach ZDJĘCIA: FACEBOOK

do Parlamentu Europejskiego głosowali Polacy w Bratysławie

stawiciele słowackiej Polonii, turyści podróżujący po Słowacji, a także znani polscy aktorzy z Nowego Teatru z Warszawy, którzy tego dnia w Brnie wystawiali przedstawienie „Francuzi“ w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Z racji tego, że w Bratysławie był dla nich najbliższy lokal wyborczy, postanowili właśnie tu spełnić swój obywatelski obowiązek.

O tym, jak głosowano w Bratysławie, poinformował nas 27 maja konsul RP Stanisław Kargul. Uprawnionych do głosowania było 230 osób, z czego 41 osób na podstawie zaświadczenia o prawie do głosowania. Liczba kart wyborczych wyjętych z urny wyborczej wyniosła 214. Na 214 ważnych kartach stwierdzono 213 głosów ważnych. W stolicy Słowacji zwyciężyła Koalicja Europejska

odczas uroczystej gali, która odbyła się 17 maja w Warszawie, wręczono prestiżową nagrodę Award for Outstanding Achievement, przyznawaną przez The Ronald Coase Insti tute, słowackiemu ekonomiście, naukowcowi Marošowi Servátce (synowi byłego ambasadora RS w RP Mariána Servátki). Jak podała prezydent Instytutu i była dyrektor badań Banku Światowego Mary Shirley, nagroda została przyznana za sukcesy

P

Prestiżowa nagroda dla Maroša Servátki

CZERWIEC 2019

PO PSL SLD .N Zieloni, zyskując 107 głosów, drugie miejsce zajęła „Wiosna” Roberta Biedronia z 38 głosami, a na trzecim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość, zyskując 33 głosy. Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy zyskała 20 głosów, Kukiz’15 7 głosów, o jeden mniej Lewica Razem - Razem, Unia Pracy, RSS, a dwa głosy otrzymała Polska Fair Play Bezpartyjni Gwiazdowski.

Najwięcej głosów, bo 33, w Bratysławie otrzymał Włodzimierz Cimoszewicz, kandydat Koalicji Europejskiej, dwa głosy mniej zyskała kandydująca z tej samej listy Danuta Hübner, zaś trzecie miejsce zajął lider „Wiosny” Robert Biedroń z 27 głosami. Konsul RP Stanisław Kargul zapewnił, że wybory w Bratysławie przebiegły bez zakłóceń. Z pewnością zostaną one przez wielu zapamiętane jako te szczególne, choćby z tego powodu, że w Instytucie Polskim można było spotkać takie sławy aktorskie, jak Maciej Stuhr, Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska czy Jacek RED. Poniedziałek.

słowackiego ekonomisty w badaniach na rzecz podmiotów gospodarczych, analizy instytucji ekonomicznych formą eksperymentów ekonomicznych. Maroš Servátka w latach 2009 i 2018 był współorganizatorem workshopów na Uniwerstyecie Ekonomicznym w Bratysławie, w którym obecnie pracuje jako visiting profesor australijskiej szkoły biznesu Macquarie Gra duate School of Management (MGSM) w Sydney. RED.


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:48 Page 10

Krasnoludki są na świecie całym świecie dzieci z niecierpliwością czekają na pierwszy czerwcowy dzień. Nie inaczej jest na Słowacji. Zwłaszcza polskie pociechy jak co roku spodziewają się z okazji Dnia Dziecka wielu wrażeń w Instytucie Polskim, bowiem małą tradycją młodych Polaków mieszkających w Bratysławie i okolicach powoli stają się warsztaty twórcze, których głównym tematem w tym roku były polskie… krasnoludki. I choć tegoroczne spotkanie odbyło się pod oficjalnym hasłem „Z czym fajnym kojarzy się Tobie Polska?“, to jego podtytuł „Poznaj polskiego krasnoludka” zdradzał, czemu tak naprawdę będą poświę-

Na

cone warsztaty, które zaczęły się 25 maja punktualnie o godz. 10.00 w specjalnie przygotowanej sali na parterze. Tam na trzylatków

10

CZYLI DZIEŃ DZIECKA W INSTYTUCIE POLSKIM

ZDJĘCIA: AGNIESZKA KRASOWSKA, JACEK GAJEWSKI

czekały już stoły pełne plastycznych materiałów: papieru, tektury, plasteliny, masy solnej, styropianu, farb, kredek i… mchu. Te wszystkie rzeczy byłyby bezużyteczne, gdyby nie ogromna kreatywność i energia, którą przyniosły ze sobą mali goście. Organizatorka zajęć Agnieszka Krasowska zaprosiła młodych artystów do puszczenia wodzy fantazji i stworzenia lasu dla krasnoludków. Najmłodszych nie trzeba było specjalnie do tego zachęcać. Na sali nie było dziecka, które nie miałoby oryginalnego po-

mysłu na to, jak powinien wyglądać las, w którym mogliby zamieszkać bajkowi mieszkańcy. Kiedy czas za-


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:48 Page 11

bawy dobiegł końca, powstałe dzieła ucieszyły nie tylko dzieci, ale i rodziców, którzy przyszli odebrać swoje pociechy z zajęć. Nie ulega wątpliwości, że każde wyobrażenie lasu spodobałoby się również małym postaciom w czerwonych ubrankach... Na starsze dzieci czekała inna niesamowita atrakcja. Przedział wieku od czterech do siedmiu lat pozwalał bowiem przyjrzeć się krasnoludkom od innej, literacko-bajkowej strony. Motyw krasnoludków w polskiej i słowackiej literaturze zawarty był w podtytule warsztatów: „Polski krasnoludek kontra słowacki škriatok”. Myliłby się jednak ten, komu skojarzyłoby się to z nudnym wykładem naukowym. Co to, to nie! Nawet

jeśli trudno w to uwierzyć, to najprawdziwsza prawda! A dowodem tego niech będzie fakt, że podczas tych zajęć dzieci uczyły się również... żonglować! O atra kcyjną formę spotkania zadbała choreograficzna grupa słowackich akrobatów „Dreamdancers”. Dzię ki zaangażowaniu artystów każdy młody widz stał się szybko współuczestnikiem pokazu. I tylko szybko upływający czas był jedynym minusem tego workshopu. CZERWIEC 2019

Najstarsi z najmłodszych, czyli dzieci liczące więcej niż 7 lat, zaproszeni zostali do udziału w bardzo oryginalnych zajęciach. Okazuje się bowiem, że choćby chciało się i bardzo szukało, to nie sposób spotkać krasnoludka. Zawsze jednak można spróbować takiego skrzata... stworzyć. A czyż może być lepszy wzór krasnoludka niż ten wrocławski? Wrocław przecież słynie ze swoich wyrzeźbionych

krasnoludków. I właśnie pochodzący z Wrocławia rzeźbiarz Marcin Michalak poprowadził mistrzowsko

warsztaty odlewania małych skrzatów, tak jak robią to prawdziwi artyści. Nie brakowało form i narzędzi, które na co dzień używane są w artystycznych pracowniach wielkich mistrzów rzeźbiarstwa. Na koniec zajęć każdy młody uczestnik mógł z całą pewnością stwierdzić, że… krasnoludki są na świecie!

Po tak bogatym programie przyszedł czas na relaks. Tym razem wszyscy goście warsztatów – bez względu na wiek – zostali uraczeni niezwykłym pokazem żonglerki. Po tak wielu wrażeniach koniecznie trzeba było się posilić, więc po zakończeniu pokazu na dzieci czekały pyszne kanapki. Nikt z małych artystów nie wyszedł ze spotkania z pustymi rękoma. Na każdego czekały upominki w postaci

książek i słodyczy. W końcu Dzień Dziecka zobowiązuje! Czy za rok spotkamy się znów w gronie najmłodszych w Instytucie Polskim?

Podsłuchane rozmowy skrzatów głoszą, że jest na to ogromna szansa. Do zobaczenia zatem przy okazji kolejnego święta najmłodszych! ARKADIUSZ KUGLER

11


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:48 Page 12

Wieści z polskiej szkoły… Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w Bratysławie 11 maja odbyła się akademia z okazji święta Konstytucji 3 maja. W przedstawieniu wzięli udział nie tylko uczniowie naszej szkoły, ale również ich rodzice. Niektórzy tatusiowie wcielili się w posłów, a jeden z nich zasiadł na tronie i poczuł się królem Stanisławem Augustem Poniatowskim. Wejście rodziców na scenę zrobiło na uczniach ogromne wrażenie. Żaden z nich nie spodziewał się, że dorośli mogą być tak wspaniałymi aktorami.

W

Przedstawienie miało na celu ukazanie fragmentu historii naszego kraju, wydarzeń, związanych z 3 maja 1791 r. To właśnie w tym dniu uchwalono konstytucję, najważniejszy dokument w państwie, określający jego ustrój, zawierający prawa i obowiązki jego obywateli.

Piotr Leczkowski

Ballet Dancers

12

Na kilkanaście minut uczestnicy akademii przenieśli się do Warszawy, w okolice zamku królewskiego, i zagościli na sali sejmowej. Mogli się w ten sposób przekonać, jaką wartość stanowiły dla naszych przodków takie pojęcia, jak ojczyzna, naród czy wolność. Naród – to my, Polacy, żyjący teraz, Naród – to nasi przodkowie, walczący o wolną Polskę, Naród – to twórcy Konstytucji 3 maja. I każdy zapewne się zgodzi, że wszystkie te definicje są prawdziwe. ANETA IWAN

aniec interesował mnie od dziecka, dlatego kiedy dowidziałam się, że 15 maja w Nowym Budynku Słowackiej Opery Narodowej w Bratysławie Piotr Leczkowski otworzy swoją wystawę zdjęć Ballet Dancers, było dla mnie oczywiste, że muszę ją obejrzeć. Podczas wernisażu Leczkowski mówił o tym, jak doszło do tego, że zainteresował się najpierw fotografią ruchu, a później baletu, który go zawsze fascynował. Podkreślił, że tancerze są znakomitymi modelami, ponieważ ich ciało jest doskonałe dzięki żmudnej pracy. Wielkim szczęściem nazwał możliwość współpracy z artystami Polskiego Baletu Narodowego. Zdjęcia Leczkowskiego były nagrodzane na wielu międzynarodowych wystawach i konkursach. I nie ma czemu się dziwić, bowiem rzeczywiście robią wrażenie. Wszystkie pokazują tancerzy w trakcie jakiegoś szczególnie trudnego ruchu tanecznego. Leczkowski mocno akcentuje szczegóły, co jeszcze bardziej podkreśla biała, czarna i czerwona kolorystyka fotografii. Dlatego bardzo polecam objerzenie tej nietuzinkowej wystawy. DANA KOTLÁROVÁ I rok magisterskich studiów środkowoeuropejskich, Uniwersytet Komeńskiego w Bratysławie

T

MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:49 Page 13

zięki pracom pochodzącej z Wrocławia malarki Marceliny Groń, która 7 maja obecna była w Instytucie Polskim w Bratysławie na otwarciu swojej wystawy, zatytułowanej „Callimpsest“, na ścianach instytutowej galerii zawisły bardzo ciekawe, wielkoformatowe prace, pełne żywych kolorów i emocji. Obrazy te stanowiły interesujące połączenie malarstwa klasycznego ze street artem. Marcelina Groń jest absolwentką malarstwa Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wro-

D

Wystawa malarstwa

Marceliny Groń ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

cławiu, gdzie 5 lat temu obroniła dyplom w pracowni prof. Krzysztofa Skarbka. W latach 2011- 2012 kontynuowała studia w Mediolanie, a potem – w ramach międzynarodowych studiów doktoranckich – na Wydziale Malarstwa i Rzeźby na wrocławskiej ASP. Zaprezentowana wystawa „Callimpsest” stanowiła część doktoratu malarki.

rych można rozpoznać pismo arabskie, kaligrafię chińską, słowiańską głagolicę, znaki runiczne czy współczesne graffiti. Od tysiącleci bowiem pismo pełniło nie tylko funkcję komunikacyjną, ale miało znaczenie symboliczne, artystyczne, magiczne lub sakralne. Wprowadzenie

przez malarkę pisma, znaków i ukrytych symboli, które „stapiają się z tkanką malarską” służy pogłębieniu aspektu intelektualnego oraz pomaga określić przedstawioną na płótnie postać, daje możliwość dopowiedzenia lub odnalezienia nowego znaczenia obrazu. Malarka uważa, iż „znajdowanie związków między symbolicznymi odwołaniami zaszyfrowanymi w dziełach artystycznych otwiera oczy na bogaty świat ukrytych znaczeń i aluzji. Umożliwia widzowi wyjście poza granice materii twórczej, zajrzenie pod to, co znajduje się na powierzchni i zagłębienie się w otchłań ludzkiej psychiki i kodów kulturowych”. Marcelina Groń jest wielokrotną stypendystką i laureatką konkursów artystycznych, a jej prace zdobyły uznanie zarówno w Polsce,

Prace tej młodej i utalentowanej artystki mają kilka, a nawet kilkanaście warstw farby i przypominają wielobarwne kolaże, na których wzajemnie przenikają się kolory, postacie, znaki, portrety i sylwetki kobiet. Obrazy odnoszą się do tego, co nas otacza i co jest na naszych ulicach. Bardzo istotne są pojawiające się na obrazach symbole, w któjak i za granicą. Uczestniczyła w licznych wystawach zbiorowych. Wzięła też udział w międzynarodowym projekcie Biennale Młodej Sztuki Europejskiej realizowanym w latach 2015-2017. Wystawa „Callimpsest“ została zrealizowana we współpracy z Miejską Gale rią we Wrocławiu. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA

CZERWIEC 2019

13


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:49 Page 14

hoć początek naszej wyprawy rozpoczął się 10 maja opóźnieniem naszego samolotu z Wiednia do Gdańska, to i tak nic nie było w stanie popsuć nam humoru. Już pierwszego wieczoru odbyliśmy wycieczkę po mieście z przewodnikiem, który przedstawił nam całą historię Gdań ska – oczywiście po polsku! Dowiedzieliśmy się, że to miasto jest jednym z najstarszych. Jest też wyjątkowe, położone nad Zatoką

C

Gdańską, będącą częścią Morza Bałtyckiego, które to w dużej mierze ukształtowało jego historię i architekturę. Gdańsk przecież nie zawsze należał do Polski, a jego historia była bardzo burzliwa.

ZDJĘCIA: KARIN FELCMANOVÁ, MAGDALENA ZAKRZEWSKA - VERDUGO

Wycieczka studentów studiów środkowoeuropejskich do Trójmiasta

Krótko mówiąc, podczas wycieczki nie tylko się relaksowaliśmy, ale również uczyliśmy ciągle czegoś nowego. Drugi dzień to wyprawa promem na Półwysep Helski, gdzie odwiedzili-

śmy fokarium, by podziwiać foki i zyskać o nich wiele informacji, jak i o całej jednostce Uniwersytetu Gdańskiego, zajmującej się ochroną tych bałtyckich ssaków. To bardzo ważne, że takie organizacje istnieją, ponieważ fokarium nie jest ogrodem zoologicznym ani cyrkiem z tresowanymi zwierzętami. Celem jego powstania było uzyskanie informacji na temat życia i ochrony fok w Morzu Bałtyckim. Fokarium, będące częścią naukowo-edukacyjnej placówki akademickiej, zajmuje się życiem fok szarych w rejonie południowym Bałtyku.

Wycieczka studyjna do Warszawy M uzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Katyńskie, Muzeum Narodowe, Muzeum Literatury, spacer po Łazienkach Królewskich, zwiedzanie Zamku Królewskiego, interesujące informacje o możliwościach nauki języka polskiego jako ob-

14

cego w Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, a także trochę zabawy w Centrum Nauki „Kopernik”, w Wy twórni Filmów Fabularnych i Do kumentalnych czy na spotkaniu ze studentami w Instytucie Slawistyki Zachodniej i Południowej – to tylko niektóre z atrakcji, które zafundowano słowackim i czeskim studentom studiów polonistycznych i polonoznawczych podczas wycieczki do Warszawy, która odbyła się w kwietniu dzięki uprzejmości Instytutu Polskiego w Bratysławie i Pradze. Gdybym miała odpowiedzieć, co z tego wszystkiego było najciekawsze, to wskazałabym chyba Muzeum

Potem był czas na plażę. Piasek był tak miękki, że kiedy się po nim szło, wydawało się, iż skrzypi,. Można było wędrować do woli po długiej, szerokiej i pustej plaży. W przeciwieństwie do Sopotu, Gdyni i Gdań-

Powstania Warszawskiego, gdzie wszystko wyglądało realnie, jak w czasach okupacji. Tam też uzyskałam wiele nowych informacji o historii Polski. W Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych było z kolei bajkowo! Można było zobaczyć, jak tworzy się filmy, i poznać tajniki tego procesu. Dużo zabawy było też w Centrum Nauki „Kopernik”. Jestem szczęśliwa że mogłam pojechać do Warszawy i dowiedzieć się czegoś więcej o Polsce. Mam nadzieję, że w przyszłym roku inni studenci też będą mieli taką szansę. TERÉZIA KIRÁLYOVÁ II rok licencjackich studiów środkowoeuropejskich, Uniwersytet Komeńskiego w Bratysławie MONITOR POLONIJNY


ska, które leżą nad Zatoką Gdańską, z Helu mieliśmy widok na otwarte morze, co czyni to miejsce niesamowicie pięknym.

Resztę dnia spędziliśmy na zwiedzaniu latarni morskiej w Helu, a po przybyciu do Gdańska pojechaliśmy do Europejskiego Centrum Solidarności, zaś wieczór zakończyliśmy na gdańskich juwenaliach. Kolejny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania Westerplatte, gdzie rozpoczęła się II wojna światowa. To właśnie tu 1 września 1939 r., wczesnym rankiem niemiecki pancernik „SchleswigHolstein”, który był zacumowany w porcie w Gdańsku,

niespodziewanie zaatakował polską placówkę wojskową, tym samym wywołując jedno z najważniejszych wydarzeń historii świata. Wizyta w tym miejscu jest naprawdę ogromnym przeżyciem. „Nigdy więcej wojny” – to zawsze aktualne hasło, które widać ze wzgórza Westerplatte. Popołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu Gdyni oraz zacumowanego w jej porcie okrętu wojennego „Błyskawica”. Oczywiście odwiedziliśmy także plażę w Orłowie, która, choć piękna, nie mogła równać się z dziewiczością tej helskiej. W ostatnim dniu, tuż przed odlotem, zdążyliśmy jeszcze zakupić ostatnie pamiątki i wspiąć się na wieżę bazyliki Mariackiej, z której roztacza się widok na całe centrum Gdańska. Żal było odjeżdżać, tym bardziej, że w Bratysławie czekał na nas ostatni tydzień nauki i sesja! Po niej będą wakacje, czyli czas podróży. Kto wie, może znowu do Trójmiasta? KARIN FELCMANOVÁ I rok licencjackich studiów środkowoeuropejskich

XXI Dzień Sportu Mniejszości Narodowych

ZDJĘCIA: ŠTEFANIA GAJDOŠOVÁ, MIROSLAV VARGA

Monitor 6_2019 2.6.2019 23:49 Page 15

lub Mniejszości Narodowych i Pamiątkowa Izba Sándora Máraia we współpracy z Komisją Mniejszości Narodowych przy Urzędzie Miejskim w Koszycach już po raz 21. zorganizowały dzień sportu mniejszości Narodowych pod patronatem starosty dzielnicy KoszycePołudnie Jaroslava Hlinki. W sobotę 25 maja ośrodek sportowy w tejże części miasta zapełnili przedstawiciele wielu mniejszości narodowych: węgierskiej, czeskiej, ukraińskiej, polskiej, wietnamskiej, romskiej. Wszystkich połączył sport.

K

CZERWIEC 2019

W dyscyplinach sportowych można było przebierać. Były: piłka nożna – młodzieżowa i dla dorosłych (5-osobowe zespoły), minigolf, tenis stołowy, bieg sztafetowy rodzin (3-osobowe zespoły), przeciąganie liny (5-osobowe zespoły), rzucanie lotek, a nawet szachy. Dla najmłodszych zorganizowano konkurs zręcznościowy. Klub Polski w Koszycach, reprezentowany przez 6 osób, osiągnął bardzo dobre wyniki: Štefania Gajdošová zyskała 1. miejsce w rzucie lotkami, a w sztafetowym biegu rodzin Klub Polski zyskał 2. miejsce. W klasyfikacji ogólnej polska drużyna zajęła 7. miejsce. ŠTEFANIA GAJDOŠOVÁ

15


ZDJĘCIE: TOMASZ SALOMOŃSKI

Monitor 6_2019 2.6.2019 23:49 Page 16

Gadki szmatki biznesmena z bezdomnym ózek z supermarketu to tylko wizualna oś sporu, o który bezdomny i biznesmen w pewnym momencie walczą, wyszarpując go sobie. Akcja rozgrywa się na działce ogrodowej, w cieniu drzewka, pod którym wygodnie usadowił się bezdomny. Pełen szpargałów wózek z supermarketu i kawałek działki to jego cały dobytek. Wydawać by się mogło, że nie ma mu czego zazdrościć. A jednak! Uporczywy gość – biznesmen – wraca tu wielokrotnie. Najpierw wzburzony i zdenerwowany, potem pokorny i pojednawczy, by za jakiś czas znów pokazać drapieżny pazur.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ZDJĘCIE: TOMASZ SALOMOŃSKI

W

Co jest tym magnesem, który każe przedsiębiorcy wracać do bezdomnego? Którego na dodatek się brzydzi, którym gardzi i o którym ma konkretne, stereotypowe – jak większość ludzi – wyobrażenia: że pije, że gra w karty, że nie ma żony i dzieci. O co w tym wszystkim chodzi? O działkę ogrodową? O godne życie? O biznes?

Sport, uczucia, posiadanie? Gdzie jest pies pogrzebany? Tylko dwóch aktorów i mnóstwo emocji! Widz podczas ponadgodzinnego najnowszego przedstawienia Magdaleny Marszałkowskiej „Tu leży pies pogrzebany“ staje się świadkiem przemiany jednego z bohaterów. Koronkowo wydziergane dialogi śmieszą, dają do myślenia, czasami wręcz przygnębiają, gdyż są jak lustrzane odbicie nas samych i naszych często zmechanizowanych zachowań. Marszałkowska jak psychoanalityk sięga głęboko, dotyka dzieciństwa, zahamowań, uprzedzeń, by wyjaśnić, dlaczego powierzchowne maski układają się na twarzach bohaterów tak, a nie inaczej. Do tego doskonała gra znanych słowackiej publi-

czności aktorów: Adama Turczyńskiego i Marcina Marszałkowskiego. Przypomnijmy, że ten ostatni wystąpił wraz z członkami teatru Klubu Polskiego „Patchwork” w przedstawieniu „Wśród nocnej ciszy“ oraz w teledysku do piosenki „Gdyby zmysły prysły“. Z kolei Adam to twarz Kabaretu E, który Klub Polski przed laty gościł w Bratysławie. Całość dopełnia muzyka skomponowana przez Macieja Hellera. Jeśli dodam, że bilety na przedstawienie, które w wiedeńskim teatrze Spielraum było grane podczas trzech majowych wieczorów, zostały wyprzedane z miesięcznym wyprzedzeniem, to mówi o twórczyni tego artystycznego wydarzenia bardzo dużo. Naszej publiczności polecać będziemy kolejne, prawdopodobnie jesienne terminy spektaklu „Tu leży pies pogrzebany“, granego w Wiedniu, oraz szykowaną na późną jesień premierę kolejnego dzieła Marszałkowskiej w Bratysławie pt. „Wesele“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Wiedeń ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Nabór do przedstawienia pt. „WESELE“

16

Teatr Klubu Polskiego w Bratysławie „PaTchworK“ ogłasza nabór do przygotowywanego przedstawienia w reżyserii Magdaleny MarszałKowsKiej pt. „wesele“, którego premiera jest zaplanowana na koniec roku. od września przewidywane są próby teatralne. osoby zainteresowane wzięciem udziału w przedstawieniu proszone są o przesłanie fotografii, kilku zdań o sobie z uwzględnieniem ewentualnych doświadczeń aktorskich oraz umotywowanie chęci udziału w projekcie. na zgłoszenia czekamy pod adresem e-mail: mwobla@gmail.com do 15 czerwca. o zaproszeniu do projektu będziemy informować na przełomie lipca i sierpnia.


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:49 Page 17

Polak, który uratował

słowacką szkołę przed likwidacją bliżamy się do Szkoły Podstawowej nr 2 w Senicy. Jak się później dowiemy, uczęszcza do niej aż 605 uczniów! Szkoła ma dobrą renomę w okolicy, jej uczniowie zdobywają liczne nagrody w konkursach i olimpiadach. Jej dyrektorem od 17 lat jest pochodzący z Bydgoszczy Polak Krzysztof Siwiec. To on będzie naszym przewodnikiem.

Z

Przed nami duży budynek szkolny z okazałym wejściem głównym i podjazdem dla niepełnosprawnych. Uwagę zwracają łopoczące na wietrze trzy flagi: europejska, słowacka i polska. Jak się później dowiemy, ta polska była wciągnięta na maszt specjalnie na nasz przyjazd! W szkole wiedzą o nas – już przy wejściu wita nas woźna i odprowadza do gabinetu dyrektora. Ten energiczny mężczyzna pracuje w szkole 33 lata, a funkcję dyrektora pełni od lat 17, co oznacza, że to już jego czwarta kadencja. Od razu przechodzi do konkretów: informuje, ile ma czasu, i proponuje zwiedzanie szkoły, a potem powrót do jego gabinetu. Podoba nam się jego elastyczność – od razu zareagował na propozycję spotkania, na które umówiliśmy się telefonicznie… zaledwie dwie godziny wcześniej!

Zdjęcie z dyrektorem Kiedy idziemy korytarzami szkolnymi, wszyscy mówią nam „dzień dobry“, a kiedy proponujemy uczniom, by stanęli do wspólnej fotografii z dyrektorem, robią to z chęcią. To pierwszy sygnał, że dyrektor jest przez nich lubiany. Z wzajemnością. „Bardzo lubię przebywać z młodymi. Kontakt z nimi daje człowiekowi zupełnie inne spojrzenie na świat, odmładza myślenie, a poza tym nie mogę przecież CZERWIEC 2019

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

siedzieć tylko za biurkiem, chcę być blisko nich, żeby wiedzieć, czym żyją“ – wyjaśnia dyrektor Siwiec, który także uczy techniki i fizyki. Od przyszłego roku szkolnego dyrektorzy słowackich szkół prawdopodobnie nie będą już zobowiązani do prowadzenia lekcji, ale tego sobie nasz bohater nie wyobraża i z tej możliwości nie zamierza korzystać.

Od siłowni po igloo Dyrektor prowadzi nas na najwyższe, trzecie piętro budynku, by z góry pokazać nam nowe boisko i siłownię do treningów workout. Widzimy też klasyczne boisko i nowoczesny plac zabaw. W ciągu dnia korzystają z nich uczniowie, a od 16.30 mieszkańcy Senicy. „Bardzo lubię tego typu projekty, które rodzą się w mojej głowie, by udoskonalić szkołę, a potem cieszę się, kiedy udaje mi się na nie zdobyć środki z różnych źródeł“ – opisuje Siwiec, który współpracuje tak z miastem, jak i z innymi podmiotami. Mo tywuje również rodziców uczniów, by inwestowali w modyfikację szkoły. Potwierdza też moje przypuszczenie, że możliwości zdobywania funduszy znacznie się poprawiły, od kiedy Słowacja weszła do Unii Europejskiej.

„Kocham tego typu wyzwania, kiedy z niczego powstaje coś!“ – mówi z entuzjazmem i wymienia kolejne projekty – właśnie trwają prace nad tym, by na dworze powstało zielone igloo, a z kolejnego okna widać ogródek szkolny, w którym uczniowie mogą siać i sadzić rośliny, a potem obserwować ich wzrost. Aż szkoda, że tego dnia leje i nie możemy przyjrzeć się z bliska tym wszystkim atrakcjom, które szkoła oferuje poza swoim budynkiem.

Uratowana od likwidacji Aż trudno uwierzyć, że szkoła była przeznaczona do likwidacji. „Jeszcze w 2002 roku uczęszczało tu tylko 300 uczniów, dziś ich jest 605, ale zainteresowanych jest jeszcze więcej, jednak nie jesteśmy w stanie ich przyjąć“ – mówi Siwiec, który 17 lat temu podjął się postawienia szkoły na nogi. Udało się! Jego przedsiębiorczość, nie tylko dotycząca inwestycji budo wlanych, ale i podejście do nauczycieli i personelu, a przede wszystkim do uczniów i rodziców, owocuje. „Kiedy idę korytarzem, z maluchami przybijamy sobie piątkę. Lubię pożartować z uczniami, ale jestem też wymagający i jak przechodzimy na poważne tematy, to żarty się kończą“ – twierdzi 17


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 18

mój rozmówca. Wszyscy tu są odpowiednio motywowani. Siwiec szefuje z ludzką twarzą, ale – jak trzeba – to i twardą ręką. Za swój sukces uważa też doskonałe kontakty z miastem, mimo że za jego kadencji dyrektorskich zmieniło się trzech burmistrzów. „Tak, jestem dobrym dyplomatą“ – kwituje z uśmiechem i chwali się, że jest zapraszany na wszystkie ważne spotkania w magistracie, a także na te wyjazdowe, do partnerskiego miasta Senicy – do Pułtuska. „Ostatnio nawet sam reprezentowałem miasto, ponieważ burmistrz nie mógł się wybrać do Polski“ – dodaje. Partnerskie kontakty z Pułtuskiem przekładają się również na odwiedziny młodzieży szkolnej, w co włącza się też szkoła, prowadzona przez naszego bohatera, który w regionie jest znany jako Polak, który we wszystkim pomoże, również wtedy, gdy jacyś polscy turyści wpadną na Słowacji w tarapaty, związane z wypadkami czy kradzieżami – wówczas wciela się w rolę tłumacza na policji i w prokuraturze.

Budowniczy Idąc z nim szkolnymi korytarzami, zwracamy uwagę na piękne, kolorowe szafki dla uczniów, które przyjechały na zamówienie z Polski. „Uczniowie mogli sobie wybrać wzór, który będą mieć konkretne klasy na swoich szafkach” – wyjaśnia gospodarz. Zaglądamy do drugiej klasy, gdzie witają nas maluchy. Dyrektor nas przedstawia i informuje dzieci, że ich zdjęcie bę-

dzie w polskim czasopiśmie. Chętnie więc pozują ze swoją wychowawczynią, odpowiadają na nasze pytania i pokazują laurkę, którą zrobiły na urodziny swojej nauczycielki. Kiedy idziemy dalej, dowiaduję się od dyrektora o kolejnych inwestycjach, na przykład łączniku między szkołą a salą gimnastyczną. „Wcześniej dzieci musiały przechodzić przez podwór ko, żeby dostać się na zajęcia z wychowania fizycznego, podobnie było z dotarciem na stołówką“ – opisuje i prowadzi nas podziemnym korytarzem do jadalni. Właśnie jest pora obiadowa i w kolejce do okienka ustawiają się uczniowie. Obiady są tu wydawane po przyłożeniu karty do specjalnego czytnika. „Dzięki temu systemowi rodzice wiedzą, co ich pociechy dziś zjadły“ – mówi Siwiec, dodając, że szkolna kuchnia wydaje każdego dnia około 450 obiadów, z których korzysta także on sam.

Sukcesy podopiecznych Zaglądamy jeszcze do specjalnego pomieszczenia, w którym można organizować kameralne imprezy. A tych szkoła ma na koncie bardzo dużo. „Cztery lata temu uzyskaliśmy tytuł najlepszej szkoły w województwie, gościliśmy więc ministra edukacji, który przyjechał do nas z gratulacjami“ – mówi z dumą Siwiec i wymienia kolejne sukcesy, np. czwarte miejsce na Słowacji z matematyki na egzaminach kończących szkołę podstawową, zwanych monitorem, czy ubiegłoroczne pierwsze miejsce na mistrzostwach Słowacji w siatkówce dziewcząt. Nic więc dziwnego, że uczniowie z regionu chcą się dostać do tej szkoły – w tym roku szkoła mogła przyjąć 66 pierwszoklasistów, choć zgłoszeń było blisko 80. „Nauczyciele gwarantują wysoki poziom nauczania, ale kładziemy też duży nacisk na wychowanie i dyscyplinę uczniów, co potem owocuje. Widzimy to szczególnie w konfrontacji z uczniami z innych szkół, z którymi się spotykamy podczas turniejów sportowych, wyjść do kina czy innych okazji“ – podsumowuje. Widać, że w ciągu 33 lat pracy zawodowej zdążył sobie zbudować autorytet.

Integracja

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

18

W szkole jest 27 klas – zaglądamy jeszcze do kilku starszych, skąd jeszcze podziwiamy dwie piękne szkolne altanki oraz kasztany jadalne. Na koniec wchodzimy do pokoju nauczycielskiego. Właśnie trwa pięciominutowa przerwa. I choć nauczyciele pospieMONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 19

sznie wchodzą i wychodzą, to na zdjęcia z dyrektorem mają czas wszyscy. Od mojego rozmówcy dowiaduję się potem, że dba też o integrację grona pedagogicznego, czemu służyć mają np. spotkania w altance przy grillu i piwie na koniec roku szkolnego. W szkole zatrudnionych jest 61 pracowników, z tego 43 nauczycieli. Jeszcze po drodze podziwiamy w gablocie puchary, które zdobyli uczniowie podczas różnych zawodów sportowych. „Mamy też zespół folklorysty czny“ – chwali się dyrektor i wspomina niedawne imprezy majowe, na których wystąpił szkolny zespół.

Dlaczego Czechosłowacja? Kiedy zasiadamy w gabinecie dyrektora Siwca, dowiadujemy się, że kiedyś i on prowadził różne zajęcia pozalekcyjne. Z nostalgią wspomina kółko fotograficzne, jeszcze z czasów fotografii analogowej: „W ciemni wywoływaliśmy z dzieciakami zdjęcia, czasami nawet do nocy.“ Pytam naszego bohatera, jak to się stało, że mieszka na Słowacji. Powód jego przeprowa dzki – podobnie jak w przypadku wielu z nas mieszkających w tym kraju – to tzw. emigracja sercowa. W 1983 roku jako student wychowania technicznego na uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgo szczy wyjechał do NRD, do miasta Güstrow na zgrupowanie młodzieżowe. Tam przebywała młodzież ze Związku Radzieckiego, Francji, Czechosłowa cji, Polski i tam właśnie zapoznał Słowaczkę, która mu wpadła w oko. Dwa lata później, kiedy skończył studia, odbył się ich ślub. „To nie były łatwe czasy. Żeby tu przyjechać, musiałem mieć zaproszenia załatwiane w sądzie wojewódzkim“ – wspomina Krzysztof Siwiec, który dla miłości zostawił wszystko, w tym mieszkanie, które mu kupili rodzice.

Trudne początki Początki Krzysztofa Siwca w nowym miejscu nie były najłatwiejsze, bo przecież, żeby podjąć pracę jako nauczyciel, musiał znać język. Na początku został zatrudniony jako CZERWIEC 2019

opiekun w internacie w miejscowym zakładzie chemicznym, który dziś już nie istnieje. Po roku podjął pracę w szkole podstawowej, jednocześnie ucząc się słowackiej terminologii z przedmiotów ścisłych. Przekonuje mnie, że nie było to aż takie trudne, bo to przecież terminologia w wielu wypadkach międzynarodowa i uniwersalna. Przyznaję mu rację, ale jeszcze dopytuję, w którym języku liczy, bo przecież człowiek pewnych pojęć, zasad, formułek uczy się na pamięć i wykonuje je mechanicznie. „Najczęściej liczę już po słowacku, ale modlę się cały czas po polsku“ zdradza Siwiec.

Jedyny dyrektor Polak Po kolejnym roku, odpracowanym w szkole, został wysłany na egzaminy językowe, podczas których okazało się, że terminologię fachową ma opanowaną lepiej niż egzaminator. Po kilku latach zrobił jeszcze doktorat w Nitrze. To ciekawe, że Polakowi udało się osiągnąć taki poziom, iż może nie tylko uczyć, ale i pełnić funkcję dyrektora! Prawdopodobnie to jedyny na Słowacji dyrektor Polak. „Kiedy po raz pierwszy kandydowałem na to stanowisko, burmistrz nie był pewien, czy obcokrajowiec może ubiegać się o taką funkcję. Sprawdził to więc w różnych źródłach i okazało się, że słowackie prawo zezwala na to“ – opisuje.

Tęsknota za Polską Krzysztof Siwiec cały czas legitymuje się polskim paszportem. „Wie pani, Polakowi to chyba jednak najlepiej jest w Polsce. Tęsknię za ojczyzną“ – zdradza i wspomina, że jego ojciec go przestrzegał przed tą tęsknotą, której sam zaznał podczas zesłania na Syberię. I chyba dlatego nie wyklucza powrotu do kraju, tym bardziej, że jest po rozwodzie, a dzieci są dorosłe: 32-letnia córka jest prawniczką w Senicy, zaś 30-letni syn pracuje w Pradze jako menadżer w Tesco. Podpytuję, czy dzieci znają język polski, i dowiaduję się, że mój rozmówca nigdy ich nie zmuszał do nauki polskiego, którego nauczyły się poprzez kontakt z polską rodziną i podczas odwiedzin w Polsce. „Jak dorosły, same się przekonały, że znajomość polskiego jest atutem, co w swojej pracy wykorzystują, szczególnie syn, gdyż centrala sieci, w której pracuje, ma siedzibę w Krakowie“ – podsumowuje.

Dyrektor motocyklista Kiedy nasza rozmowa dobiega końca, mój rozmówca wyjawia, że do emerytury zostało mu już tylko dwa i pół roku, co wywołuje moje zdziwienie, gdyż ani wygląd, ani emanująca z niego energia, nie zdradzają jego wieku. „Mam mnóstwo zainteresowań, więc mogę sobie wyobrazić życie bez porannego budzika“ – kwituje. Podpytuję go więc o pasje, o których


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 20

z radością opowiada. Wskazuje gablotę pełną pucharów, zdobytych w strzelectwie. „Sam kiedyś strzelałem no i prowadzę w szkole kółko strzeleckie“ opisuje. Kolejne pasje to turystyka górska i motoryzacja. „Czasami z młodzieżą umawiamy się na spotkania na motocyklach: oni - z racji na swój młodociany wiek - przyjeżdżają na motorach o niskiej pojemności silnika, ja na mojej Yamasze“ – opisuje z entuzjazmem. Podobnie mówi o wędkarstwie słodkowodnym i morskim – ma na swoim koncie m.in. połowy w Norwegii, gdzie złapał 96-centymetrowego dorsza. Na Słowacji działa w organizacji łowieckiej, liczącej 1200 członków, w której jest przewodniczącym organu kontrolnego.

rek“ – wspomina. Na szczęście Krzysztof Siwiec swoim przykładem przekonał mieszkańców miasta, że Polska to solidność, klasa, kompetencje i otwartość. „Jak ktoś w mieście planuje wyjazd do Polski, to zwraca się do mnie, bym mu polecił jakieś atrakcje, które warto zobaczyć” – opowiada i dodaje, że nie musi już tłumaczyć, że polskie wyroby są bardzo wysokiej jakości, bo wystarczy spojrzeć na jego garnitur czy buty, by się przekonać, że jego elegancja pochodzi właśnie z Polski.

605 podpisów

Ambasador Polski ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Zanim opuścimy gabinet dyrektora, podpytuję go jeszcze o to, jak mu się mieszka w Senicy i czy ma kontakt z innymi Polakami. Okazuje się, że w tym regionie zna tylko jedną Polkę, która kiedyś pracowała w miejscowym sklepie. „Zawsze, jak się spotkamy gdzieś w mieście, rozmawiamy po polsku“ – mówi Krzysztof Siwiec, mieszkający tu od 34 lat, który jest chyba najbardziej znanym w regionie naszym rodakiem i aż dziwne, że nie miał do tej pory kontaktu z Klubem Polskim. „Zawsze patrzyli tu na mnie ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

20

z ciekawością, na pewno jestem dla tutejszych mieszkańców źródłem informacji o Polsce, takim lokalnym ambasadorem“ –uśmiecha się, choć nie zawsze mu było do śmiechu. Pamięta bowiem czasy, kiedy za komuny źle pisano o Polsce. Złą renomę robili też handlarze. „Pierwszy Polak, którego tu spotkałem, to był właśnie handlarz, który zatrzymał się tu w drodze do Budapesztu. I właśnie tu, w Senicy, zagadnął mnie łamanym słowackim, bym kupił od niego zega-

Ponieważ zbliża się koniec roku szkolnego, rozmawiamy też o stopniach w słowackiej szkole. Pytam więc, czy nie miał problemu ze słowacką odwróconą skalą ocen, ale on mnie uspakaja, mówiąc, że w Polsce nigdy nie uczył, więc nie zdążył nastawiać dwój. „Na koniec roku mam zawsze duże wyzwanie, gdyż muszę podpisać własnoręcznie każde świadectwo, a jest ich 605!“ – wyjaśnia. Co ciekawe, do niedawna musiał składać swój podpis 1210 razy, gdyż świadectwa, obowiązujące jeszcze dwa lata temu, zawierały wykazy ocen z pierwszego i drugie półrocza i pod oboma musiał się podpisać.

Odwiedziny po latach W drodze do wyjścia podziwiamy jeszcze piękne prace dzieci, zdobiące ściany korytarza. Szkoła robi bardzo dobre wrażenie, nic więc dziwnego, że uczniowie tu wracają, nawet po latach. „Przychodzą nawet po 20 latach od ukończenia szkoły, żeby zapytać, jak się mamy, żeby opowiedzieć o sobie“ – informuje Krzysztof Siwiec i nie kryje zadowolenia. My też, bo aż duma rozpiera, kiedy widzimy, że naszemu rodakowi się wiedzie, że odnosi sukcesy i jest poważany w swoim regionie. Szkoła numer dwa w Senicy jest wizytówką człowieka przedsiębiorczego, któremu udało się postawić na nogi miejsce skazane na likwidację. Aż się chce krzyknąć z zachwytu: Polak potrafi! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Senica MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 21

Diament Małych Karpat BRATYSŁAWA miasto niebanalnej urody

ezerwacja noclegów i biletów online, opcja porównywania cen oraz poziomu usług restauracji i hoteli, dostęp do tysięcy opinii i komentarzy z najodleglejszych zakątków świata czy wre szcie możliwość obejrzenia wybranego miejsca na specjalnej, interaktywnej mapie – to wszystko dała nam technologiczna rewolucja. Dzięki niej – zwłaszcza upowszechnieniu Internetu – w ciągu zaledwie ostatnich dwudziestu lat branża turystyczna zmieniła się nie do poznania. Nie jesteśmy już skazani na biura podróży, pilotów wycieczek o wątpliwych kompetencjach czy foldery reklamowe, nijak mające się do faktycznego stanu obiektu, w którym za ciężkie pieniądze przyjdzie nam spędzić urlop. Również za sprawą społeczności internetowej możemy dowiedzieć się, które miejsca i kierunki są rzeczywiście warte podróży, a które zwyczajnie przereklamowane. W rankingach najbardziej rozczarowujących atrakcji turystycznych od lat prym

R

CZERWIEC 2019

wiedzie Paryż; zwłaszcza wieża Eiffla, wysoko plasują się również włoskie Wenecja i Krzywa Wieża w Pizie. Przesyt lokalizacjami, do których podróżują wszyscy, uwiecznionymi na milionach fotografii i niezliczonych profilach w mediach społecznościowych, sprawia, że coraz większą popularność zyskują podróżnicze fora internetowe, gdzie internauci polecają alternatywne godne odwiedzin – jeszcze niezadeptane przez turystów, pełne uroku i nieoczywiste. Niedawno z przyjemnością zauważyłam, że w propozycjach miejsc, do których warto pojechać, coraz częściej pojawia się Bratysława. Internauci z różnych krajów świata odkrywają dla siebie słowacką stolicę, ze szczególnym zainteresowaniem przyglądając się właśnie wzgardzonej przez lata socjalistycznej architekturze. Wśród obiektów, które koniecznie trzeba zobaczyć, pojawiają się opisywane niedawno na łamach MP bu dynek Slovenskeho Rozhla -

su i restauracja UFO przy Moście SNP, a także mierząca niespełna 200 metrów wieża telewizyjna na szczycie Kamzík. Zwłaszcza ta ostatnia cieszy się rosnącą popularnością zagranicznych turystów. Brytyjczycy i Amerykanie podziwiają jej niezwykły kształt, ich zdaniem przypominający diament. Turystów z Turcji zachwyca rozpościerający się z niej widok na sąsiednie państwa i Małe Karpaty, natomiast goście z Bahrajnu porównują ją do latarni morskiej, pisząc, że jest doskonałym punktem orientacyjnym i pierwszym obiektem, który natychmiast przykuwa uwagę po wjeździe do Bratysławy. Smukła bryła telewizyjnej wieży, górująca nad Bratysławą, to projekt architektów Stanislava Májka, Jakuba Tomašáka, Juraja Kozaka, Milana Juricy i Jána Privitzera. Kamień węgielny pod jej budowę wmurowano w 1967 roku, optymistycznie licząc, że cała konstrukcja będzie gotowa w ciągu

trzech lat i zastąpi starą wieżę, postawioną w 1956 roku. Naciskali na to przede wszystkim politycy - chodziło o prestiż i pokazanie skuteczności komunistycznej partii. Niestety, podobnie jak w przypadku Slovenskeho Rozhlasu, prace spowolnił brak fachowców z doświadczeniem w stawianiu wysokich konstrukcji. Stanislav Májek wspominał później, że swoją wiedzę opierał głównie na literaturze, co w przypadku budowli dużych rozmiarów, która musi być stabilna i odporna na działanie niekorzystnych warunków atmosferycznych, było bardzo ryzykowną strategią. Ostatecznie budowę ukończono w listopadzie 1975 roku. Wieża na Kamzíku stanowi atrakcję nie tylko z powodu oryginalnej architektury. Turystów przyciąga również znajdująca się na siedemdziesiątym metrze restauracja Altitude, która obraca się (pełny obrót trwa około 45 minut), umożliwiając gościom podziwianie wspomnianych już zapierających dech w piersiach widoków. KATARZYNA PIENIĄDZ 21


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 22

Most w Tczewie (nie)znany świadek historii 1

gromny, imponujący i jedyny w swoim rodzaju. Most drogowo-kolejowy w Tczewie to – mam wrażenie – nadal niedoceniony punkt na mapie polskich zabytków techniki. Mimo iż codziennie pokonuję brzegi Dunaju znanymi bratysławskimi mostami, to jednak ten tczewski już od czasów dzieciństwa pozostaje dla mnie najbardziej fascynujący. Każdego roku, jadąc na wakacje ze Śląska nad morze, przejeżdżałem pociągiem przez długi ponad kilometr

O

dybym posłuchała rad osób, które uważałam za mądrzejsze od siebie, to dzisiaj byłabym zwykłym mieszczuchem krakowskim, zgorzkniałym w tym całym światku, jaki tam był, i miałabym niespełnione marzenie, że mogłam mieć zupełnie inne życie”. Tak o swoim życiu mówiła przedstawicielka znanego rodu Kossaków,

„G

most nad Wisłą. Moment ten wzbudzał we mnie wówczas mieszankę lęku i ekscytacji. Trwający obecnie i długo wyczekiwany remont mostu to idealny moment, aby przypomnieć jego niezwykłą historię.

Most potrzebny od zaraz Połowa XIX wieku to czas rewolucji przemysłowej, a co za tym idzie, również gwałtownego rozwoju kolei. Dotyczyło to szczególnie Królestwa Prus, będącego ówczesną potęgą nie tylko pod względem zajmowanego obszaru, ale też i rozwoju gospodarczego. Jego problemem były jednak wielkie odległości między strategicznie położonymi miastami. Idealnym rozwiązaniem miał być nowy wynalazek – kolej żelazna. Berlin z Prusami Wschodnimi miała połączyć tzw. kolej

wschodnia (Ostbahn), która ze względu na swój rozmach i koszt musiała być finansowana głównie z funduszy państwowych (co było na owe czasy rzadkością). Strategicznym punktem projektowanej linii była przeprawa przez Wisłę. Było jasne, że w tym celu musi powstać potężny most, nie mający w tej części Europy swojego odpowiednika. O lokalizacji mostu zdecydowała bliskość Gdańska i tradycje przepraw przez Wisłę w pobliżu Tczewa. Oznaczało to, że linia kolejowa będzie musiała przekroczyć nie tylko Wisłę, ale też jej odnogę, rzekę Nogat. Wiązało się to z potężnymi pracami przygotowawczymi – oprócz regulacji Wisły, zwężenia jej koryta i usypania wałów przeciwpowodziowych należało wręcz przesunąć miejsce, w którym Nogat oddzielał się od Wisły. Dokonano tego, budując sztuczny kanał.

Pasjonatka na odludziu córka Jerzego, wnuczka Wojciecha i prawnuczka Juliusza, przedstawicieli najbardziej znanej polskiej dynastii malarzy, ilustrujących wydarzenia z historii narodu polskiego. Simona Kossak, bo o niej mowa, miała być kolejnym męskim potom-

kiem rodu, zasiąść przy sztalugach i przejąć schedę po artystycznie utalentowanych przodkach, a także utrzymać przy życiu legendę krakowskiej rodziny. Kiedy zamiast syna Jerzemu Kossakowi urodziła się córka i swą płcią pokrzyżowała

plany ojca, liczono, że zostanie przynajmniej poetką lub pisarką jak jej ciotki – Magdalena Samozwaniec czy Maria PawlikowskaJasnorzewska. W końcu bycie Kossakówną zobowiązywało do dziedziczenia talentu, sławy i nazwiska. Tymczasem bycie częścią krakowskiej elity okazało się dla Simony brzemieniem. Czując, że urodziła się, aby spełniać oczekiwania innych i nie wolno jej żyć tak, jak chce, zbuntowała się. Ostatnia Kossakówna była rozczarowaniem dla MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 23

Budowa mostu Odpowiedzialnym za stworzenie nowej przeprawy został w 1845 roku Carl Lentze, doświadczony pruski inżynier i autor wielu mostów na terenie królestwa. Nosząc tytuł rządowego wykonawcy i członka Królewskiej Komisji Rządowej do Spraw Budowy Mostów na Wiśle i Nogacie, od 1850 roku był już przewodniczącym komisji. W 1852 roku został mianowany starszym radcą tajnym do spraw budownictwa, od 1858 roku był doradcą w Ministerstwie Rzemio sła, Handlu i Współpracy z Zagranicą. Odpowiedzialnym za wszystkie obliczenia i szczegóły konstrukcji był Rudolf Eduard Schinz, absolwent słynnych paryskich Ecole Polytechnique i Ecole des Ponts et Chaussees, zaś charakterystyczne portale i wieże późniejszego mostu zaprojektował architekt Friedrich August Stüler. Prace budowlane były wielokrotnie przerywane z powodu skomplikowanej sytuacji gospodarczej i politycznej Prus. Sam kamień węgielny pod budowę mostu król pruski Fryderyk Wilhelm IV wmurował dopiero w 1851 roku, a nowa przeprawa została oddana do użytku 12 października 1857 roku. Co ciekawe, mimo doniosłości chwili nie odbyły się tego dnia

rodziny i całe życie walczyła z kompleksami z tego wynikającymi. Stała się jednak sławna, lecz w zupełnie innej dziedzinie niż ta, którą chciała jej narzucić rodzina. Została naukowcem. Jej droga zawodowa poprowadziła ją w świat przyrody i biologii. Uciekła z Krako wa, osiadła w Puszczy Bia łowieskiej, gdzie żyła bez wody i prądu, w otoczeniu saren, dzików i innych za mieszkujących puszczę zwierząt. Rozmawiała z przyroCZERWIEC 2019

żadne wielkie uroczystości. Powodem była panująca w Prusach epidemia cholery oraz choroba samego króla.

Wyjątkowa budowla W momencie otwarcia most w Tczewie był najdłuższym mostem w Europie i pierwszym żelaznym mostem na Wiśle. Jego długość całkowita wynosiła 837,3 m, a po odliczeniu przyczółków 785,28 m. Budowa pochłonęła 11,5 miliona ówczesnych marek. Most był wyjątkowy także z innego powodu: majestatyczny i baśniowy wygląd nadawały mu dwa portale wjazdowe

dą, wtopiła się w naturę, a mieszkańcy okolicznych wiosek mówili o niej „czarownica”. Simona Kossak prowadziła badania, które w ogromnej mierze przyczyniły się do rozwoju ochrony środowiska. Była silna, odważna i bezkompromisowa w walce o prawa zwierząt, a swych przekonań broniła z pasją. Odrzucona przez rodzinę, a także, choć częściowo, przez środowisko naukowe oddała się opiece nad zwierzętami i obserwowaniem ich zachowań. Simona bezkompromisowo walczyła o prawo do bycia tym, kim chciała być, a nie tym, kim chciałaby ją

i pięć par gotyckich wież na filarach – wszystko zgodne z duchem panującego ówcześnie romantyzmu. Na obu portalach umieszczono duże płaskorzeźby, przedstawiające fikcyjne momenty otwarcia mostu przez Fryderyka Wilhelma IV (brama od strony Tczewa) wraz z napisem: „Pod rządami Fryderyka Wilhelma IV 27 lipca 1851 rozpoczęto i 12 października 1857 dla ruchu otworzono”. Płasko rzeźba na wschodnim portalu (od strony Lisewa) pokazywała Litwinów, nawracanych przez mistrza krzyżackiego Winricha von Kniprode. Napis głosił: „Na pamiątkę dni największego rozkwitu Zakonu Krzyżackiego w Prusach za panowania Mistrza Winricha von Kniprode”. Płaskorzeźby usunęły władze polskie dopiero w 1929 roku. Co ciekawe, charakterystyczne wieże pełniły nie tylko funkcję dekoracyjną, ale zabezpieczały też przęsła przed przesunięciami poprzecznymi. Wkrótce okazało się, jak ważną rolę spełnia ten cud techniki inżynierskiej w ramach europejskiej sieci kolejowej. Przebiegająca po moście linia połączyła nie tylko Berlin z Królewcem, ale też – dzięki słynnemu pociągowi Nord Express – Paryż z Petersburgiem. ARKADIUSZ KUGLER Dalszy ciąg w kolejnym numerze „Monitora“

widzieć rodzina. Wykazała się niezwykłą odwagą w kreowaniu swego życia, za co zapłaciła odrzuceniem i samotnością. Książka Anny Kamińskiej „Simona. Opowieść o niezwy-

kłym życiu Simony Kossak” (Wydawnictwo Literackie 2015) to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników silnych osobowości. To historia kobiety, która walczyła o wyemancypowanie się z roli córki, która coś musi, kobiety, która coś powinna, i biolożki, zobowiązanej do podporządkowania się wyżej postawionym betonowym głowom, która podporządkować się nie chce. To historia ciepła i wzruszająca, pełna humoru i delikatności oraz prawdy o życiu, które potrafi być bardzo okrutne, gdy chce się być po prostu sobą. Polecam gorąco! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 23


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 24

Najlepsi z najlepszych igdy w historii ludzkich konfliktów tak wielu nie zawdzięczało tak dużo tak nielicznym” – to historyczne słowa Winstona Churchilla, wypowiedziane na cześć polskich lotników biorących udział w bitwie o Anglię. My Polacy znamy je tak dobrze, jak datę bitwy pod Grunwaldem, gdyż udział Polaków w działaniach powietrznych nad Europą w II wojnie światowej należy do jednej z najchlubniejszych kart naszej historii. Tym bardziej dziwi fakt, że dopiero w roku 2018 doczekaliśmy się sfilmowania losów polskich lotników legendarnego Dywizjonu 303. Nie dziwi zaś fakt, że wszyscy czekaliśmy gorączkowo na efekt końcowy pracy filmowców. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu zarówno

„N

Polacy, jak i Anglicy postanowili w tym samym czasie nakręcić swoje filmy na ten sam temat. Przyznam, że i ja czekałam z wypiekami na twarzy zarówno na dzieło rodzime, jak i wyspiarskie, bo temat dotyczy pośrednio także mojej historii rodzinnej. Czemu więc recen24

zja dopiero teraz? Może wła śnie dlatego, żeby nie pisać pod wpływem emocji, tylko nabrać dystansu i ocenić twórców bez wewnętrznego dygotu emocjonalnego. Nie będę dokładnie porównywać dla Państwa obu filmów, ale przyznam, że polski film „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” (reż. Denis Delić) bardziej do mnie przemówił i złapał za gardło, choć nie jest tak wielkim dziełem, jak zapowiadali to jego producenci. Film nie jest wybitny, ale ma bardzo dobre momenty. Jest wart obejrzenia i nie wywołuje wstydu oraz ciarek żenady, jak wiele innych historycznych koszmarków (choćby „Bitwa o Wiedeń”). Nie będę Państwa zanudzać treścią, bo tę albo znacie, albo przeczytacie o niej w każdym streszczeniu. Zacznę od plusów. Przede wszystkim ogromnym zaskoczeniem są bardzo dobre sceny batalistyczne, rozgrywające się w powietrzu, wymagające dużych nakładów finansowych. Dynami czne prowadzenie kamery, zwroty akcji i solidne efekty specjalne to najmocniejsza strona filmu. Jest to też, niestety jedyny element, trzymający w napięciu. Scena riusz, podobno oparty na prozie Arkadego Fiedlera, nie dorównał oryginałowi. Rozłazi się w szwach, przynudza, a sceny obyczajowe nie wynikają jedna z drugiej. Są jak rozrzucone puzzle,

które mają wypełnić luki pomiędzy fantastycznymi scenami walk powietrznych. Niedomknięte wątki miłosne i towarzyskie pojawiają się nie wiadomo po co i bardzo kuleją, pozostawiając widza w zakłopotaniu. Bohaterowie są jednowymiarowi: Polacy są bohaterscy i koniec, żadnych innych cech charakteru nie mają, Anglicy zaś są flegmatyczni i nieufni – starczy, koniec, kropka. Tylko Niemcy – po raz pierwszy chyba w polskiej kinematografii – są przedstawieni nie w sposób jednoznaczny. Barwo za to! Jeśli idzie o aktorstwo, to trzeba przyznać, że aktorzy dawali z siebie sporo, ale przy braku dobrze zarysowanych bohaterów, nie mieli za bardzo co grać. Mimo to miło patrzyło się na polskich przystojniaków w mundurach RAF. Koniec filmu urwany, bez pointy, bez konkluzji. Bardzo dobrym pomysłem było natomiast wplecenie historycznych fotografii, pokazujących twarze prawdziwych bohaterów. To chwyta!

Jeden z producentów i współautor scenariusza Jacek Samojłowicz podobno twierdził, że na Zachodzie ludzie będą oglądali ten film z wypiekami na twarzy. Trochę chyba jednak przesadził w swojej fantazji. Nie, ludzie z Zachodu widzieli większe widowiska i filmy, oparte na dużo lepszych scenariuszach. Ja oglądałam, owszem, z wypiekami, ale pewnie dlatego, że mój dziadek był pilotem Dywizjonu 301, więc widząc powietrzne bitwy, mogłam sobie wyobrażać, co czuł i jak wyglądało jego życie w czasie wojny. Wypieki znikały jednak w scenach obyczajowych, które nudziły brakiem konsekwencji w prowadzeniu fabuły. Jakiś recenzent napisał „slajdowisko” i zgadzam się z nim w pełni.

Mimo braków polecam obejrzenie, bowiem warto przypomnieć sobie polskich lotników i ich wspaniałe czyny. Kto jednak liczy na dzieło wybitne, ten się zawiedzie. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 25

pograniczu pasma górskiego Rudawa Słowacka i Słowacki Kras, w dolinie potoku Čremošná ok. 20 km od Rożniawy leży malutka wioska Lúčka. Było słoneczne leniwe popołudnie, kiedy szłam przez pustą wieś, gdzie moje przybycie zauważył tylko mały rudy kociak, wesoło biegając wokół moich nóg. Pewnym krokiem zmierzałam na koniec osady, do betonowych schodów, które miały mnie wyprowadzić na położoną nad nią polanę. Już po chwili, na wysokości 540 m n.p.m., z uśmiechem na twarzy podziwiałam

Na

nie tylko piękny widok na okolicę i położoną w dole wieś, ale również na cel mojej wizyty - ruiny husyckiego kościoła. Średniowieczny, jednonawowy kościółek pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny zbudowano z kamienia w XIII w. Przyjmuje się, iż prawdopodobnie postawił go Detrich Szára z rodu Ákošov. Kościółek należał do grupy wczesnogotyckich kościołów Gemeru z wydłużoną nawą i prostopadle zamkniętym prezbiterium. Strategiczne położenie budowy na wzgórzu przy jednej z dróg łączących Kotlinę Rożniawską z Koszycką wykorzystali husyci, którzy w pierwszej połowie XV w. otoczyli kościółek kamiennym murem obronnym, w który włączono również wieżyczkę strażniczą, pełniącą także funkcję dzwonnicy. Podstawa wieży została zbudowana na planie kwadratu. Pierwotnie składała się z dwóch pięter z 3 oknami na każdym piętrze oraz 3 oknami strzelniczymi na parterze. Okna służyły do obserwacji i obrony tej niewielkiej twierdzy z trzech stron: zachodniej, południowej i wschodniej. Z północnej strony kościółek osłaniało zbocze wzgórza, na którym został wzniesioCZERWIEC 2019

Słowackie perełki

Husycki kościołek ny. Pierwsza wzmianka o kościółku pochodzi z1409 roku, kiedy wraz z wioską należał do dóbr zamku turniańskiego, które król Zygmunt Luksemburski podarował Pavlovi Bešeňovi. Budowa zmieniała właścicieli kilkakrotnie. Ta niewielka twierdza była okupowana przez armię Jána Jiskry z Brandýsa, składającej się z bojowników husyckich. Dlatego też miejscowa ludność tradycyjnie określała ją mianem kościółka husyckiego. Jeszcze na początku minionego stulecia odprawiano tu msze. Po I wojnie światowej kościół spłonął, a cześć tego, co zostało, została rozkradziona przez miejscowych mieszkańców na materiały budowlane. Podczas II wojny światowej w 1945 r. został poważnie uszkodzony przez pocisk wystrzelony z radzieckiego czołgu, gdy żołnierze niemieccy zajęli go podczas przekraczania frontu. W latach 70. XX w. na północnej ścianie oraz na ścianach prezbiterium odkryto fragmenty fresków, pochodzących prawdopodobnie z XIV w. Niestety zostały one bezpowrotnie utracone. Z począ tkiem lat 80. XX w. przeprowadzono tu badania archeologiczne, a ruiny, które uznano za zabytek kultury, poddano konserwacji. Do dziś pozostał jedynie mur obwodowy nawy kościoła o długości 120 m i grubości około ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

120 cm oraz przyziemne fragmenty muru obronnego z wieżyczką. Usiadłam na murze i wyobrażałam sobie, jak musiało tu wyglądać przed wiekami. Zachowana wieża nadal broniła wstępu na teren kościółka, ale z dawnej świątyni pozostały tylko cztery ściany. Szkoda, że kościołek, który przetrwał kilka wojen, nie przetrwał wydarzeń ostatniego stulecia.

Syciłam oczy pięknym widokiem na pobliskie szczyty, porośnięte bukiem i jodłą. Panowała błoga cisza, przerywana śpiewem ptaków oraz dźwiękiem metalowych dzwonków pasącego się na hali stada owiec. Chłonęłam górskie pachnące latem powietrze w regionie, który należy do jednych z najczystszych ekologicznie obszarów Słowacji. Będąc w tych okolicach warto się tu zatrzymać i rozkoszować spokojem, pięknymi widokami i ruinami ufortyfikowanego kościółka, które tworzą nad wioską romantyczną scenerię. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 25


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:50 Page 26

Poziomo 4. ineksprymable lub pantalony 5. bajkowy piesek 7. żartobliwy wiersz 9. ziemia obiecana, raj 11. nagłowny zawój 15. pierwsza litera grecka 16. punkt nad hipocentrum 19. kiesa, trzos 22. łotewska stolica 23. graniczy z Peru 24. odmiana jęczmienia 27. górny przecinek 28. dziewczynka z ziarenka 31. roztrzepanie 32. chwast na talerzu 34. rynsztunek, moderunek 35. wojskowy samolot z Mielca 36. glaukoma, choroba oczu 37. Lipińska lub Jackowska

26

Pionowo Oto nasze kolejne zaproszenie do ćwiczeń szarych komórek, czyli nasza krzyżówka, przygotowana specjalnie z myślą o Państwu. Hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 16 - 12 - 18 - 19 - 24 - 11 - 14 - 29 - 8 - 9 - 32 - 17 - 21 - 30 - 31 - 13 - 3 - 1 - 16 - 2 - 34 - 7 - 15 - 36 - Ą - 5 - 37 - 33 - 25 - 35 - 4 - 20 - 19 - 6 - 23 - 22 - 28 - 27 Jednocześnie informujemy, że hasło poprzedniej krzyżówki brzmiało: Cudowne majowe wyprawy w nieznane. Nagroda za prawidłowe rozwiązanie krzyżówki powędruje do pani Grażyny Zimnickiej-Michalički z Myjawy. Red. T.O.

1. zachęta, atrakcja 2. „Se“ dla chemika 3. zadanie patrolu 6. indonezyjska wyspa lub rasa kur ozdobnych 8. między zaperzonymi 10. siostra Apolla 12. bauer, fellach 13. opoka, wzmocnienie 14. domniemany człowiek śniegu 17. Pawlak, wicepremier 18. orna lub obiecana 19. prawie jak masło 20. egzotyczny huragan 21. podwładny majstra 25. solenizant z 6 czerwca 26. kuk, grom 29. gorzkawo-kwaśny 30. wygląd zewnętrzny 33. autor powieści „Solaris“

MONITOR POLONIJNY


ILUSTRACJE: PRYWATNE ZBIORY AUTORA

Monitor 6_2019 2.6.2019 23:51 Page 27

2019 r. obchodzimy 30. rocznicę wyborów 4 czerwca. Jest to data symboliczna, bowiem wybory te zwieńczyły proces upadku komunizmu, rozpoczęty latem 1980 r. Ten okres polskiej historii zyskał także należyte odwzorowanie w komiksie. Jeszcze w czasie stanu wojennego podziemne wydawnictwa przygotowały komi ksy o Solidarności. Pierwszy z nich – Solidarność – 500 pierwszych dni – napisali w 1984 r. J. M. Owsiński i J. Fedorowicz. Opowiada on historię NSZZ „Solidarność” od wyrzucenia z pracy A. Walentynowicz i strajku w jej obronie aż do wprowadzenia stanu wojennego. Zabawną formę, nawiązującą do opowieści K. Makuszyńskiego o koziołku Matołku ma Bajka o smoku niewawelskim, napisana bez wie dzy i zgody K. M. W wesoły sposób opisuje walkę z ko munizmem: strajki, stan wojenny, propagandę PRL-u. Okazało się, że tekst tego komiksu napisała znana autorka dla dzieci J. Papu zińska. O Solidarności i walce z reżimem traktuje również wydana w podziemiu komiksowa kronika M. Sta chnika 1478 dni Nowej Huty. O poprzedzających strajki na Wybrzeżu protestach na Lubelszczyźnie w lipcu 1980 r., opowiada komiks Ale w radiu nic nie mówili

W

CZERWIEC 2019

„SOlINarNOŚć“ w KOMIKSIe (S. Zajączkowski, J. Kijuc, J. Hajnos). To historia studentki dziennikarstwa i młodego robotnika, starających się przebić z wiadomościami o strajku przez milczące oficjalne media. Zbiór czterech opowieści Solidarność 25 lat. Nadzieja zwykłych ludzi prowadzi czytelnika od sierpniowych strajków, przez wprowadzenie stanu wojennego i represje reżimu komunistycznego, morderstwo księdza J. Popiełuszki do obrad okrągłego stołu i obalenia komunizmu. Wrocławski protest w zajezdni autobusowej na Grabiszyńskiej w 1980 r. pokazuje zeszyt Solidarność Wrocław, autorstwa trójki Wło chów (F. Celoni, M. Turini, L. L. Montagliani). Tragiczne wydarzenia ze stanu wojennego przybliżają komiksy wydawnictwa Zin Zin Press: 1981 Kopal nia Wujek – o strajku i jego pacyfikacji przez ZOMO, za-

Subiektywna historia

komiksu polskiego kończonej zabiciem 9 górników, Wolna Polska 650 metrów pod ziemią – o trwającym od 14 do 28 grudnia 1981 r. strajku górników na poziomie 650 w kopalni Piast w Bieruni, Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Cena wolności – o działalności legendarnego kapelana Solidarności w Warszawie, jego porwaniu i zamordowaniu przez funkcjonariuszy SB. Powieść graficzna Zryw (J. Woźny, M. Venter) to historia Solidarności Walczącej. O codziennym rodzinnym życiu w Polsce w tym okresie można dowiedzieć się z obrazkowych opowieści, będących osobistymi pamiętnikami ich twórców. Na szybko spisane 1980-

1990 to autobiograficzny dziennik M. Śledzińskiego, twórcy innych komiksów (Wartości rodzinne, Osiedle Swoboda), który dzieciństwo przeżył w Bydgoszczy. Dorastająca w Stalowej Woli M. Sowa jest autorką autobiograficznej powieści Marzi, która przetłumaczona na kilka języków, w tym na czeski, zyskała europejski rozgłos. To opowieść o prozie i grozie życia w Polsce stanu wojennego (z realnymi wydarzeniami w tle, jak np. strajk w Hucie Stalowa Wola w 1988 r.), ale jednocześnie osobista, intymna historia dzieciństwa, dojrzewania i spełniania marzeń. Wydarzenia samego przełomu zawarte są w dwóch komiksach. 88/89 (M. Rzecznik, P. Surma) to opowieść przeznaczona dla dzieci o tym, co się wtedy stało w Polsce, w której pamięć Adasia, głównego bohatera, o wyborach 4 czerwca przeplata się z pamięcią o śmierci ulubionego dziadka. Opowieść komiksowych klasyków M. Parowskiego i B. Polcha Upadek bożków przybliża los pomników Dzierżyńskiego i Lenina w Polsce – od ich postawienia po zburzenie w 1989 r. Została ona opublikowana w międzynarodowej antologii Breaktrough, poświęconej obaleniu komunizmu i przemianom w Europie Środkowej. JACEK GAJEWSKI 27


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:51 Page 28

Praca marzeń ałkiem niedawno usłyszałam w polskiej TV, że jest praca na Antarktydzie. Instytut Biochemii i Biofizyki PAN ogłosił nabór uczestników 44. wyprawy na Polską Stację Antarktyczną. Poszukiwane były osoby na stanowisko kucharza, laboranta, elektryka, informatyka i mechanika. Zaskoczyła mnie ta nietypowa oferta pracy, a jeszcze bardziej rekordowa liczba chętnych, by ją podjąć – w ciągu zaledwie dwóch tygodni swoje zgłoszenie przesłało aż 1,5 tysiąca osób. Co kieruje ludźmi, że aplikują do pracy w ekstremalnych warunkach na stacji badawczej, która znajduje się w archipelagu Szetlandów Południowych, oddalonych od Polski ponad 14 tys. km?

C

Inna superoferta pracy, która pojawiła się w tym roku, dotyczyła podróżowania po świecie, próbowania lokalnych przysmaków i opisywania wrażeń. Brytyjska firma wegańska poszukiwała kandydata na stanowisko „dyrektora smaku”, któremu oprócz darmowych podróży pokrywała koszty zakwaterowania, wyżywienia oraz oferowała wynagrodzenie w wysokości ćwierć miliona złotych. Brzmi jak żart? Co jakiś czas w mediach pojawia się jakaś nietypowa wręcz zaskakująca oferta niezwykłej pracy. Zawsze wtedy się zastanawiam, czy jest w nich jakiś haczyk. Jednak tysiące osób posyłają swoje życiorysy z nadzieją, iż to właśnie one otrzymają pracę marzeń. Tak jak 80 tys. osób, które zgłosiły się do konkursu na pozycję opiekuna rajskiej wyspy na Wielkiej Rafie Koralowej w Australii. Ja na swoją pracę nie mogę narzekać, bo pozwoliła mi spełnić marzenia i poznać świat, ale gdy słyszę o takich kuszących ofertach, zaczy28

nam puszczać wodze fantazji. Bo jak tu nie westchnąć z zachwytu, gdy pewna firma poszukuje dwóch osób, które w 50 dni zwiedzą pięć kontynentów. Wyślemy ich na pięć wycieczek all inclusive po pięciu różnych kontynentach. Podczas gdy wszyscy ich znajomi będą siedzieć w pracy, oni będą cieszyć się odkrywaniem wyjątkowych miejsc – brzmi informacja na stronie pracodawcy, który wraz z parą wybrańców chce wysyłać ekipę filmową, żeby dokumentować całą podróż. Inne z kolei ogłoszenie, które media okrzyknęły najlepszą pracą na świecie, zamieściła jedna z meksykańskich sieci luksusowych hoteli, oferująca 120 tysięcy dolarów w zamian za relacjonowanie w mediach społecznościowych pobytu w jej apartamentach. Brzmi to raczej jak oferta urlopu i przygody życia niż ogłoszenie o pracę. Biorąc jednak pod uwagę, iż według statystyk zaledwie kilka procent osób na świecie jest zaangażowanych w swoją pracę, nic dziwnego, że ludzie, zachęceni szansą ucieczki z dnia na dzień w fascynującą podróż, masowo posyłają zgłoszenia. Taka praca to marzenie! Bez stresu, wczesnego wstawania i wyczekiwania na autobus, bez wyścigu szczurów w korporacji, zgryźliwej koleżanki siedzącej obok w biurze czy czepialskiego szefa. Praca w krainie wiecznego lodu, nadzorcy parku narodowego czy stróża rajskiej wyspy? Każdy marzy o czymś innym. Mój znajomy, na co dzień pracujący w biurze, marzy o pracy juhasa na Słowacji. Byłam zaskoczona, gdy się dowiedziałam, że jest to dobrze płatne zajęcie. Zawód bacy i juhasa w Polsce przez ostatnie 2 lata przeżywa renesans. Brzmi kuriozalnie? Tak czy owak warto robić, co się lubi, podążać za marzeniami i słowami Konfucjusza, który powiedział: Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

Życzenia Drogiemu Jubilatowi – Zbyszkowi Podleśnemu – z okazji okrągłego jubileuszu życiowego składamy serdeczne życzenia zdrowia, niesłabnącej energii, radości, dziękując jednocześnie za zaangażowanie na rzecz Klubu Polskiego w Dubnicy nad Wagiem. Naszej rodaczce Kamili Zielińskiej oraz Danielowi Sersenowi składamy najserdeczniejsze życzenia na nową drogę życia. Para wstąpiła w związek małżeński 17 maja w Trenczyńskich Cieplicach. Kasi Thomas i Janowi Holečce gratulujemy z okazji narodzin drugiego dziecka, które przyszło na świat 25 marca. Dominiczce życzymy radosnych dni, szczęścia i pomyślności! Przyjaciele z Klubu Polskiego

Artystyczna noc świętojańska Klub Polski zaprasza do Dubnicy nad Wagiem, gdzie w ramach festiwalu Babylon Art Park wystąpią KWARTET LAUGARICIO i AGATA SIEMASZKO z akompaniamentem. W programie tanga polskie i słowackie oraz niecodzienne interpretacje polskich, cygańskich i słowackich pieśni ludowych. Zapraszamy na nietradycyjną artystyczną noc (niemalże) świętojańską do Dubnickiego Parku Miejskiego 15 czerwca (sobota) na godzinę 21.30.

Bratysławski występ polskiego teatru

TR WaRszaWa

Przewodniczką podczas podróży do brzegów Pacyfiku i z powrotem jest Grace Slick, gwiazda amerykańskiego rocka lat 60., ikona ruchu hippisowskiego. Psychodelika i sieciowy biznes, rewolucja seksualna i podbój kosmosu, wirtualne światy i startupy spotykają się w tym przedstawieniu, które jest trzecią – po „Ragazzo dell’ Europa” i „Jackson Pollesch” – produkcją Pollescha w TR Warszawa. Przedstawienie „Kalifornia/Grace Slick“ będzie można obejrzeć w ramach festiwalu eurokontext.sk 2019 w poniedziałek 10 czerwca o 19.00. w Teatrze Narodowym w Bratysławie. Bilety z 50% zniżką do nabycia w kasie teatru. MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:51 Page 29

Msze święte w języku polskim KLUB POLSKI BRATYSŁAWA oraz Ambasada RP w Bratysławie informują, że od 9 czerwca 2019 r. w każdą niedziele, poza pierwszą w miesiącu, o godz. 10.30 odprawiane będą msze święte w języku polskim w kościele Świętej Trójcy, przy ul. Žižkovej 3 w Bratysławie. KLUB POLSKI W NITRZE informuje, że msze święte w języku polskim odbywają się w katedrze świętego Emeráma w Nitrze w każdą trzecią niedzielę w miesiącu o godz.15.00. (z wyjątkiem lipca i sierpnia).

Firma MEBLIK szuka specjalisty ds. sprzedaży Znasz się na sprzedaży i lubisz codzienny kontakt z ludźmi? Jeśli odpowiedziałeś na jedno z tych pytań tak, stań się częścią zespołu prawdopodobnie jednej z najnowocześniejszych firm meblarskich w Europie (www.meblik.sk / www.meblik.pl). PotrzeBujemy człowieka, który: z łatwością nawiązuje kontakt z ludźmi, posługuje się językiem polskim lub angielskim, jest samodzielny w działaniu i ma głowę pełną pomysłów, w sprzedaży czuje się jak ryba w wodzie, w swoją pracę angażuje się „na stówę” i skupia się na realizacji celów, jest dyspozycyjny. aPlikuj już teraz, a wtedy: zajmiesz się sprzedażą wysokojakościowych produktów oferowanych przez „Meblik”, będziesz doradzał w doborze mebli i dodatków, wsłuchując się w potrzeby Klienta, zadbasz o świetny wygląd salonu sprzedaży, będziesz pielęgnował pozytywny wizerunek firmy. co doBrego oferujemy? miejsce, w którym będziesz mógł rozwinąć swoje umiejętności (i nabyć nowe), umowę o pracę na pełen etat w polskiej firmie o ugruntowanej pozycji na międzynarodowym rynku mebli, motywujący system wynagradzania – podstawa + premia, fajnych i pomysłowych ludzi, którzy zawsze chętnie Ci pomogą, szkolenia wewnętrzne, gdyż chcemy wspierać Twój rozwój, możliwość uczestniczenia w kreowaniu wizerunku marki „Meblik”. miejsce Pracy: OC STYLA (Studená 4B/18496, 821 04 Bratysława) wynagrodzenie Bazowe: 800 EUR brutto (+ premia od sprzedaży) Jeśli jesteś dynamiczną i otwartą na nowe wyzwania osobą, prześlij na adres: news@meblik.eu swoje CV (po polsku lub angielsku) oraz zgodę na przetwarzanie danych osobowych (Klauzula o ochronie danych osobowych - znajdziesz ją w ogłoszeniu na www.polonia.sk)

P R O G R A M I N S T Y T U T U P O L S K I E G O W B R AT Y S Ł AW I E N A C Z E R W I E C 2 019

➠ Do 14 czerwca • Bratysława, Temporary ➠ 11 czerwca, godz. 18.00, Bratysława, Parapet, Vlastenecké nám. 7 • Prezentacja Instytut Polski w Bratysławie • Koncert projektu Marty Krześlak: Garage sketches, zakazanych piosenek opozycyjnego barda w którym wykorzystuje przedmioty wykonane Karela Kryla w wykonaniu duetu Branislav z plastiku, śmieci lub przedmioty codziennego Kšiňan i Boris Čechvala użytku do tworzenia naturalnych kompozycji ➠ 18 czerwca, godz. 18.00, Bratysława, przypominających rafy koralowe oraz ryby Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Wieczór i wodorosty unoszące się na wodzie. polskich filmów o upadku komunizmu ➠ Do 30 czerwca • Štefanov, kościół ➠ 6 – 9 czerwca, Koszyce • Udział polskich św. Katarzyny Aleksandryjskiej, Štefanov 413 teatrów lalkowych w festiwalu Virvar 2019 Urodziłem się w Wadowicach – wystawa ➠ 8 czerwca, godz. 9.00, Bratysława, Pistoriho przygotowana przez Muzeum Dom Rodzinny palác, Štefánikova 25 • Udział Aleksandry Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach Przegalińskiej, polskiej filozofki, futurolożki, ➠ 3 – 28 czerwca, Bratysława, Instytut Polski, w konferencji Festiwalu Sztuki i Kultury Nám. SNP 27 • otwarcie 4 czerwca, godz. Cyfrowej 17.00 • Wystawa fotograficzna SOLIDARNIE ➠ 10 czerwca, godz. 19.00, Bratysława, Nowy KU WOLNOŚCI, przedstawiająca budynek SND, Pribinova 17 • Udział teatru najważniejsze wydarzenia 1980 roku TR Warszawa z przedstawieniem Kalifornia w Polsce, które doprowadziły do upadku Grace w festiwalu Eurokontext 2019. komunizmu i demokratycznych zmian w społeczeństwie ➠ 13 czerwca, godz. 18.00, Bratysława, katedra św. Martina, Rudnayovo nám. 1 ➠ 3 – 28 czerwca, Bratislava, Neformálna Wystep polskiej sopranistki Joanny galéria, Poľský inštitút, ul. Klobučnícka Radziszewskiej-Sojki z Chórem Dziecięcym wernisaż 4 czerwca, godz. 17.00 Węgierskiego Radia Wystawa pt. Anna Walentynowicz: legenda „Solidarności”, przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku, przedstawiająca życie polityczno-społeczne Anny Walentynowicz, polskiej działaczki związkowej i opozycyjnej. CZERWIEC 2019

➠ 18 czerwca, godz. 19.00, Bratysława, Koncertná sieň Klarisky, Klariská 1 Koncert Michała Nagy (gitara; Polska), Arianna Savall (sopran, barokowa harfa; Szwajcaria) i Petter Udland Johansen (tenor, hardingfele, mandolina; Norwegia)

➠ 22 czerwca, godz. 10.00–11.30, Bratysława, Ruchoma biblioteka Pantha rei, Hviezdoslavovo nám. • Spotkanie autorskie z dziennikarką i reporterką Agnieszką Wójcińską ➠ 22 czerwca, godz. 20.00, Bratislava, Hviezdoslavovo nám. • Występ polskiego saksofonisty Piotra Barona z kwartetem węgierskim Dresch Quartet

➠ Od 26 czerwca, Bratysława, okna Instytutu Polskiego, Nám. SNP 27 • Prezentacja prac polskich autorów pt. „Współczesne europejskie tendencje geometryczne” w ramach festiwalu Konkrétne leto 2019

➠ 27 czerwca, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Spotkanie dyskusyjne Ústavu pamäti národa i Instytutu Pamięci Narodowej z okazji 40. rocznicy I pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski

➠ 27 czerwca - 27 października, Bratysława, ➠ 17 czerwca, godz. 10.00, Sereď, Múzeum Galéria mesta Bratislavy, Mirbachov palác, holokaustu, Kasárenská 1005 Františkánske nám. 11 • Prezentacja Otwarcie wystawy Samarytanie wystawy „Czas przełomu. Sztuka awangardy z Markowej z Muzeum Polaków Ratujących w Europie Środkowej 1908-1928“ Żydów podczas II wojny światowej

29


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:51 Page 30

Polska już nie taka obca

kolejnym odcinku cyklu „Rozsiani po Polsce“ dzięki Słowaczce, która odkryła piękno Polski i pewnego Polaka, wędrujemy ze wschodu Słowacji przez Cieszyn i Toronto do Krakowa. Tu mieszka nasza bohaterka wraz z mężem i synkiem.

W

Stworzona dla świata Od zawsze byłam zafascynowana obcymi krajami, pociągały mnie podróże, poznawanie nowych kultur i państw. Między innymi dlatego wybrałam studia na kierunku stosunki międzynarodowe i marzyłam, aby kiedyś zostać ambasadorem Słowacji w obcym kraju. W pewnym sensie marzenie to się spełniło.

Pierwszy raz w Polsce Kiedy studiowałam, bardzo popularna była wymiana studencka w ramach programu Erasmus. Na naszą uczelnię przyjeżdżali studenci z całej Europy, aby część swoich studiów odbyć na Słowacji. Los chciał, że jednym z nich był mój przyszły mąż, którego spotkałam na jednej z imprez w akademiku. Okazało się, iż pochodzi z Cieszyna, urokliwego historycznego miasteczka, leżącego na pograniczu polsko-czeskim. Tak wspaniale opowiadał o swoim rodzinnym mieście, że wraz z innymi kolegami zdecydowaliśmy się je odwiedzić. To było moje pierwsze spotkanie z Polską. Cie szyn to naprawdę ciekawe miasteczko – bogate w historię, blisko natury – które zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

„Kto ty jesteś? Polak mały!“ Z biegiem czasu, podczas kolejnych lat związku z moim chłopakiem, odwiedziłam inne regiony Polski. Mój mąż to prawdziwy polski patriota, który chciał rozbudzić we mnie miłość nie tylko do siebie, ale również do jego kraju. Z czasem zauważyłam, że Polacy gorliwiej wyrażają swoją mi30

łość do ojczyzny niż my Słowacy. Zaskoczyły mnie flagi na każdym domu, wywieszane z okazji świąt narodowych, pochody na rynkach, wychowanie dzieci w szkołach. Najbardziej zadziwił mnie wierszyk „Kto ty jesteś? Polak mały!”, którego uczą się już dzieci przedszkolne. „Coś jej winien? - oddać życie“ - te słowa oddają obraz Polaka patrioty. Ten patriotyzm nie zamyka Polaków na innych i dlatego nigdy nie poczułam żadnego negatywnego stosunku do mnie, jako mieszkającej w Polsce Słowaczki. Wręcz przeciwnie! „Lubię Twój akcent!”, „Słowacja to wspaniałe miejsce, ciepłe kąpiele i góry...” – to tylko przykłady reakcji Pola ków na moje pochodzenie. Poza tym zostałam bardzo ciepło przyjęta przez rodzinę męża, moich kolegów z pracy czy inne osoby, które spotykam na co dzień.

Na dalekiej północy Zabawne jest to, że z perspektywy Słowacji, Polska znajduje się na północy, dlatego wydaje się nam, że tam na pewno jest zimniej niż u nas. Długo

byłam przekonana, że w Bałtyku na pewno nikt się nie kąpie, bo w zimie na pewno jest cały zamarznięty. W ramach programu Erasmus pojechałam na Uniwersytet Śląski w Katowicach, gdzie spędziłam cudowny rok w otoczeniu studentów z całego świata. Trochę się zawstydziłam, kiedy na lekcjach polskiego spotkałam studentów z Chin, Włoch czy Francji, mówiących lepiej po polsku i mających lepiej opanowaną polską gramatykę niż ja. Postanowiłam więc nie tylko poprawić się w mówieniu, ale również zacząć czytać i pisać po polsku. Literki sz, ś, cz, ą, ę, to było niezłe wyzwanie, ale do pokonania! No i poczułam, że zgłębiam tajniki wręcz światowego języka, którego uczą się studenci, zjeżdżający do Polski z całego świata. Polsce poświęciłam również swoją pracę licencjacką. Poznając najnowszą historię Polski oraz zmiany polityczno-systemowe, które tutaj zachodziły, stwierdziłam, że już wiem, dlaczego Polacy są tak dobrymi handlowcami. Nawet w czasach komunizmu mogli prowadzić mały handel, a targowiska były na porządku dziennym. Żartuję, że tylko Amerykanie mogą konkurować z Polakami w dziedzinie marketingu czy handlu.

Polska w duszy, nie na mapie Zaraz po zakończeniu studiów zdecydowaliśmy z wtedy jeszcze narzeczonym spróbować swego szczęścia za oceanem, konkretnie w Kanadzie. Tu znowu pojawiło się moje zaskoczenie, że Polacy wszędzie na świecie potrafią znaleźć swój kawałek ziemi i zasiać na nim swoje ziarno. W Toronto, gdzie spędziliśmy rok, istnieje cała dzielnica polska, gdzie wszędzie widać polskie napisy i polskie sklepy. Oczywiście można w nich kupić kabanosy, śledzie czy krople żołądkowe. Na ulicach Toronto obchodzone są też polskie święta narodowe. Dla mnie było to olbrzymie zaskoczenie, bo to jakby istniało państwo w państwie. Potem jednak zatęskniliśmy za naszymi klimatami, przede wszystkim za rodzinami, bliskimi, więc podjęliśmy decyzję o powrocie do Europy. Długo wahaliśmy się pomiędzy Słowacją MONITOR POLONIJNY


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:51 Page 31

a Polską. Zwyciężył aspekt praktyczny – pochodzę ze wschodu Słowacji, więc zamieszkaliśmy w połowie drogi między naszymi rodzinnymi domami. Tym miejscem jest Kraków, miasto królów, zamieszkałe przez różne narodowości, także słowacką, czym byłam bardzo zaskoczona. Pracuję w dużej międzynarodowej korporacji, gdzie mniej się odczuwa to, że jest się z zagranicy. Zdarza mi się słyszeć od moich polskich kolegów, kiedy zostają tylko w swoim gronie: „Teraz mówimy po polsku, są tu sami Polacy, no i Jana, ale ona już jest nasza”.

Komu, komu, bo idę do domu! pchli TaRg w KOčOvcach

W obcym kraju, ale nie obca W tym roku minie 5 lat, od kiedy mieszkam i pracuję w Polsce. Już nie odczuwam tego, że żyję za granicą. Język jest mi na tyle bliski, że podczas rozmów z rodzicami, słyszę komentarze, że takiego słowa nie ma w słowackim – zdarza się to wtedy, kiedy modyfikuję słówka polskie, bo wydaje mi się, że tak brzmi ich słowacki odpowiednik. To sygnał, że będę musiała się bardziej kontrolować, ponieważ nasz półtoraroczny syn lada moment zacznie mówić pierwsze słowa, a mnie zależy na tym, by biegle posługiwał się i polskim, i słowackim.

Tęsknota za Słowacją To właśnie w momencie przyjścia na świat naszego synka zatęskniłam za Słowacją. Uświadomiłam sobie, że oprócz nas rodziców, będzie wychowywany przez polskie przedszkole, szkołę i polskie otoczenie rówieśników, które ma ogromny wpływ na małego człowieka. „Ile języków znasz, tyle razy jesteś człowiekiem“ – brzmi przysłowie, z którym się w zupełności zgadzam. Znajomość różnych języków to świetna inwestycja w przyszłość, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy wykorzystamy nabyte umiejętności. Ja na przykład nigdy się nie spodziewałam, że będę żyć i mieszkać po drugiej stronie Tatr, a mój słowacki język oraz pochodzenie będą moim atutem nie tylko w pracy. JANA WAWRZYCZEK, Kraków CZERWIEC 2019

uż 8 czerwca od 14:00 do 15:30 w ramach zielonoświątkowego spotkania odbędzie się zapowiadany w ogłoszeniach pchli targ. Pchli targ, bazarek, rynek, jarmark czy kiermasz to miejsca, na których można wymienić lub kupić po atrakcyjnych cenach praktycznie wszystko. Sprzyjające warunki otwartej przestrzeni oraz prognozowana ładna pogoda będą dobrą okazją do zorganizowania właśnie takiego targu podczas tegorocznego wyjazdowego spotkania Klubu Polskiego w Kočovcach koło Beckova. Dlatego wszystkich wybierających się tam z okazji Zielonych Świątek

J

serdecznie zapraszam w sobotę 8 czerwca w godzinach 14:00 – 15:30 do przygotowania i przywiezienia wszelakich rzeczy, które podczas wspólnego targowiska mogą zyskać nowy dom, a dotychczasowym właścicielom zwolnić miejsce na półce i zapełnić skarbonkę. AGNIESZKA KRASOWSKA

31


Monitor 6_2019 2.6.2019 23:51 Page 32

Początek lata to sezon na truskawki, a te – jak wiadomo – najpyszniejsze są z lodami. Bez lodów przecież nie da się przeżyć lata i – przyznaję – nie znam nikogo, kto by ich nie lubił. Nie na darmo koncerny spożywcze wymyślają coraz to nowe smaki tych kuszących smakołyków.

Wielką przyjemność zatem sprawiła nam pani Monika Olech, dyrektor programowa Instytutu Polskiego, dzieląc się z Czytelnikami „Piekarnika” przepisem na lekkie lody truskawkowe, które można przygotować w domu.

Lekkie lody truskawkowe Składniki: • kilka truskawek (mogą być też oczywiście inne letnie owoce jagodowe: maliny, jagody, borówki) • banan • jogurt w kubeczku (ok. 150 g) • 1/2 szklanki mleka

Sposób przyrządzania: Składniki po umyciu wrzucamy do miksera i miksujemy na gładką masę. Jeśli będzie za gęsta, można dodać trochę mleka. Należy również sprawdzić poziom słodkości i ewentualnie dosłodzić – dżemem truskawkowym, miodem lub – ostatecznie – cukrem. Tak przygotowaną masę wkładamy do foremek i zamrażamy. Mogą to być zwykłe pojemniki plastikowe lub specjalne pojemniki do mrożenia lodów, dostępne w niektórych sklepach. Lody

na ogół są gotowe do spożycia po około 2 – 3 godzinach zamrażania. Można je zjeść bezpośrednio lub na ich bazie przyrządzić bardziej skomplikowany lodowy deser. Warto poeksperymentować z lodami czy koktajlami własnej roboty. Już po składnikach widać, że są zdecydowanie zdrowsze niż te ze sklepu. Możemy też regulować ich słodkość, a zawartość owoców nie jest umowna, a wręcz przeciwnie – domowe lody korzystają w pełni z całego bogactwa smaków natury.

Miłośnikom lodowych eksperymentów podpowiadam zaś nieśmiało – na podstawie przepisu pani Moniki pokombinujcie z dodatkami kawowymi, słonymi i warzywnymi – do dziś pamiętam niesamowity smak domowych lodów miodowo-cytrynowo-bazyliowych i dumną minę kreatorki tego smaku. Eksperymentujmy więc! Smacznego! AGATA BEDNARCZYK