Page 1

Monitor07/08

16.07.10 09:49

Strรกnka 49


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 2

Pół na pół

z 50% lokali wyborczych na czoło wysuwa się Jarosław Kaczyński. Czyżby miał się powtórzyć scenariusz sprzed 15 lat, kiedy to podczas walki o prezydencki fotel wieczorem prowadził Lech Wałęsa, zaś rano okazało się, że wygrał Aleksander Kwaśniewski?

Wygrana o włos

Na

ulicach Warszawy z wyborczych bilbordów w barwach narodowych spogląda na mnie Jarosław Kaczyński, którego hasło wyborcze brzmi: Polska jest najważniejsza. Zastanawiam się, czy Polska będzie najważniejsza dla polskich wyborców, których znaczna część wyjechała na wakacje daleko od domu.

Łeb w łeb Piątkowe wydanie „Gazety Wyborczej” informuje: „Idą łeb w łeb”. Kto zatem wygra wyścig do fotela prezydenckiego? Sondaże wskazują Bronisława Komorowskiego jako zwycięzcę, choć jeden z nich przepowiada wygraną Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ta niepewność będzie trwała aż do poniedziałku, kiedy to Państwowa Komisja Wyborcza potwierdzi ostateczny wynik wyborów.

czyńscy oraz Jarosław Kaczyński” – mówi przewodniczący Komisji Paweł Margol. Przed budynkiem tłum dziennikarzy. „O co zapytać prezesa, kiedy jest cisza wyborcza?” – zastanawiają się na głos. Wreszcie o 10.30 pojawia się Jarosław Kaczyński w otoczeniu rodziny: bratanicy Marty Kaczyńskiej z mężem i dziećmi. Zdradza dziennikarzom, że za chwilę uda się do szpitala do chorej mamy, a potem planuje zasłużony urlop.

Wyjątkowy lokal wyborczy

Radość kontrolowana

Lokal Wyborczy numer 333 na Żoliborzu. W jego kierunku zmierza kilku mężczyzn z metalowymi drabinami. „Ostatnie malowanie?” –pyta ktoś żartem. Okazuje się, że to fotografowie, by mieć lepszy widok, przynoszą ze sobą dodatkowy „sprzęt”. Każdy chce bowiem upamiętnić moment głosowania Jarosława Kaczyńskiego, a pomieszczenie jest wyjątkowo ciasne. „To wyjątkowy lokal wyborczy, ponieważ tu zazwyczaj głosowali państwo Lech i Maria Ka-

Wieczór wyborczy kandydata na prezydenta Bronisława Komorowskiego – przeszklony budynek, sztab dziennikarzy i licznie zebrani goście, a wśród nich m.in. Władysław Bartoszewski i Tadeusz Mazowiecki. O 20.00 na schodach pojawia się kandydat w otoczeniu najbliższych współpracowników i przedstawicieli rządu z Donaldem Tuskiem na czele. Sala skanduje: „Bronek! Bronek!”. I choć sondażowe wyniki wyborów wskazują wygraną Komorowskiego, jego

2

wypowiedzi są ostrożne: „Wygrała polska demokracja (…) Dziś otworzymy małego szampana, jutro, kiedy potwierdzą się wyniki wyborów, dużego”. Zebrani zdają się nie zauważać, że zwycięstwo jeszcze nie zostało potwierdzone. Po kilkudziesięciu minutach główny bohater opuszcza salę.

Prezydent Kaczyński? Dziesięć minut po północy kolejna konferencja prasowa Państwowej Komisji Wyborczej, której przewodniczący informuje, iż po obliczeniu głosów

Już wszystko jasne: Polska ma nowego prezydenta. Jest nim Bronisław Komorowski, który uzyskał 53,01% głosów. „Pomimo wygranej o włos, Komorowski nie będzie słabym prezydentem, ale będzie musiał szukać kompromisów. Niepokojące jest to, że Polska jest tak podzielona. Ponieważ drugi kandydat uzyskał prawie 50%, powstały dwa silne obozy” – podsumowywała wybory politolog Anna Materska-Sosnowska. Mimo obaw nie zawiedli wyborcy, z których wielu głosowało poza granicami Polski, czyli tam, gdzie właśnie przebywali na wakacjach. Frekwencja wyniosła 55,31%. Wygrała polska demokracja. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA WARSZAWA

ŻYCIORYS Bronisław Komorowski urodził się 4 czerwca 1952 roku w Obornikach Śląskich koło Wrocławia. Jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Od wielu lat jest związany z ruchem harcerskim. W harcerstwie poznał żonę Annę Dembowską, z którą ma 5 dzieci. W działalność opozycyjną zaangażował się już jako licealista – brał udział w manifestacjach, m.in. w czasie wydarzeń marcowych w 1968 roku. Pierwszy raz został aresztowany w grudniu 1971 roku. Miał wówczas zaledwie 19 lat. W ciągu wielu lat podziemnej działalności był wielokrotnie aresztowany i represjonowany. W okresie stanu wojennego był internowany. Od roku 1991 zasiadał w ławach poselskich. W latach 2000-2001 był ministrem obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka. Od 2007 roku pełnił funkcję marszałka Sejmu. Dnia 4 lipca 2010 w drugiej turze wyborów został prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 3

Pamiętam, jak któregoś roku, kiedy tradycyjnie z rodzicami wybraliśmy się nad Bałtyk, w ośrodku, w którym mieszkaliśmy, byli zakwaterowani turyści z Czechosłowacji. Wtedy moja mama zwróciła mi uwagę na to, że owi turyści przyjeżdżają nad „nasze“ morze, ponieważ ich kraj nie ma dostępu do morza. Pomyślałam sobie wtedy, jak dobrze, że mieszkam w kraju nad Bałtykiem. Od czasów mojego dzieciństwa minęło już ładnych parę lat i oto, proszę, mieszkam w kraju bez morza. Oczywiście czasy się zmieniły i dziś bez problemów, bez wiz, możemy podróżować za granicę, nad inne morza. Ale wspomnienie wakacji, spędzanych nad Bałtykiem, ma swój urok: spacer na plażę przez wydmy z parawanem pod pachą, by w razie czego móc się schronić przed wiatrem, olbrzymie fale, wiatr, wiklinowe kosze do siedzenia, zapach masła kakaowego, którym plażowicze się smarowali, by szybciej złapać brąz, w oddali dźwięki „Lata z radiem“… A wieczorem spacer po plaży, obserwowanie zachodu słońca, karmienie mew, zbieranie muszelek, no i koniecznie świeża rybka ze smażalni! I choć wakacje w Polsce to nie tylko czas spędzany nad morzem, o czym staramy się przekonać naszych Czytelników, przedstawiając inne oferty turystyczne, kulturalne czy wspomnienia z różnych wypraw, to jednak z nostalgią człowiek wspomina „tamte czasy“… A jeśli już mowa o wspomnieniach – w tym numerze przygotowaliśmy też dla Państwa kilka artykułów historycznych, przypominających nam ważne wydarzenia z dziejów Słowacji i Polski, w tym jedną z najważniejszych bitew średniowiecznej Europy, czyli bitwę pod Grunwaldem, która miała miejsce 600 lat temu, i powstanie „Solidarności”, obchodzącej swoje 30-lecie. Poza tym w numerze sporo innych, ciekawych artykułów, którymi chcemy Państwu umilić czas urlopu. Jednemu z prenumeratorów chcemy to lato umilić w sposób szczególny. Osoba, która, dzwoniąc do redakcji lub przesyłając pod jej adresem e-mail, jako pierwsza odpowie na pytanie: kiedy (należy podać miesiąc i rok) ukazał się pierwszy numer „Monitora Polonijnego“, będzie miała możliwość odbycia lotu szybowcem, za sterami którego zasiądzie nasz rodak z Prievidzy Tadeusz Wala. Szybowcem miał co prawda polecieć prenumerator, którego nazwisko wylosowano podczas rejsu po Dunaju, ale, niestety, z przyczyn obiektywnych musiał on z lotu zrezygnować. Dla wielu z Państwa pojawiła się zatem nowa szansa spełnienia marzenia o locie szybowcem. Nie przegapcie jej! Na odpowiedzi czekamy do 31 lipca. Tymczasem zachęcamy do zapoznania się z wynikami innego konkursu – konkursu rysunkowego dla dzieci, w ramach którego redakcja została wręcz zasypana pracami plastycznymi najmłodszych czytelników z całej Słowacji, co dowodzi, iż w naszych szeregach są naprawdę utalentowane dzieciaki! Życząc udanych wakacji, urlopów, zachęcam do lektury naszego pisma.

REDAKTOR NACZELNA „MONITORA POLONIJNEGO“

Wypoczywaj aktywnie, odpoczniesz w pracy… 4 Z KRAJU 4 Lato, lato… 6 Urlop na Mazurach 6 Dlaczego tam nie szumią drzewa? 7 Zaszalej w Polsce – koncerty, imprezy i inne wakacyjne atrakcje 8 OPOWIADANIE NA LATO Najważniejszy dzień w życiu 9 Wizyta w Polsce, urlop za granicą! 10 Nie zapominajmy o Ukrainie 11 WYWIAD MIESIĄCA Tadeusz Frąckowiak: „Spłacam dług Polsce“ 12 Z NASZEGO PODWÓRKA 14 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Listopadowe dni. Pierwszy tymczasowy rząd słowacki Vavra Šrobára 25 CO U NICH SŁYCHAĆ? Gabriel Petraš o polskich inspiracjach 26 15 LAT „MONITORA“ Hymn na 15-lecie Monitora Polonijnego 27 MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Kolorowe lato, „kolorowe” zespoły muzyczne 28 KINO-OKO „Różyczka“, ale z kolcami 29 TO WARTO WIEDZIEĆ Wiktoria grunwaldzka w pamięci Polaków 30 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI O namiętności i miłości z Brukselą w tle 34 Trzydzieści lat minęło… 35 Profesor Karolina Lanckorońska – osobiste wspomnienie 36 OKIENKO JĘZYKOWE Użytek pożytkowi nie równy 37 Polscy uchodźcy na pograniczu słowacko-węgierskim podczas II wojny światowej 38 Pierwsze kroki na Słowacji 38 SPORT?! No to siup, za wygraną! 40 Ogłoszenie wyników konkursu dla dzieci 42 OGŁOSZENIA 44 ROZSIANI PO ŚWIECIE Ujrzeć Neapol i umrzeć? 46 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Siedem cudów świata 47 PIEKARNIK Morskie opowieści 48

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E ĽOV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c ov á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s ka - S z a b a d o s • N I T R A – Monik a Dik aczowa • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p @ o r a n g e m a i l . s k P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín Dofinansowano ze środków Senatu RP dzięki pomocy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie“

www.polonia.sk LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

3


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 4

J

eszcze parę lat temu urlop służył przede wszystkim do leniuchowania. Turyści nadmorscy lub ewentualnie jeziorni wylegiwali się na plażach, popołudniami rozpalali grille, a ich jedyną troską był stan pogody. Ci, którzy wybierali wypoczynek w górach, traktowani byli nieco z przymrużeniem oka – no bo komu by się tam chciało jakieś szlaki przemierzać, buty traperskie pastować, plecak pakować każdego ranka. Definicja udanego wypoczynku była prosta: trochę wody do pochlapania, na niebie słoneczko, w lodówce chłodne napoje o rozmaitym przeznaczeniu, swobodnie brykające dzieci, sypiące piaskiem na nigdy niedokończone krzyżówki, a zamiast porządnego obiadu

Wypoczywaj aktywnie,

odpoczniesz w pracy… kluski leniwe lub pierogi z truskawkami – i tyle. Dziś taki rodzaj wypoczynku dla wielu urlopowiczów wydaje się nie do przyjęcia. Co rusz wybuchają kolejne mody na to, jak przeżyć kanikułę – mieliśmy już tak zwane wczasy pod gruszą, urlop w jakimś, koniecznie ekologicznym, gospodarstwie agroturystycznym, gdzie wstawać trzeba z kurami, karmić jagniątka i gospodyni pomagać w wekowaniu przetworów na zimę. Skołatane nerwy i zmęczone ciała leczyliśmy w spa i na wczasach re-

a trzecie miejsce uzyskał Grzegorz Napieralski z 13,7 % głosów.

POLACY WYBRALI swojego prezydenta. Został nim Bronisław Komorowski, który w II turze wyborów uzyskał poparcie 53,01 % głosujących Polaków, zaś jego konkurenta Jarosława Kaczyńskiego poparło 46,99 %. Frekwencja wyniosła 55,31 %. W pierwszej turze wyborów prezydenckich, które odbyły się 20 czerwca zwyciężył Bronisław Komorowski, uzyskując 41,5 % głosów, drugi był Jarosław Kaczyński, którego poparło 36,5 % głosujących,

JAK POINFORMOWAŁ komendant główny Państwowej Straży Pożarnej Wiesław Leśniakiewicz, podczas powodzi na terenie kraju powstało 15 dużych rozlewisk. Z ich okolic zarówno w maju, jak i w czerwcu ewakuowano 30 tys. osób. W wyniku powodzi zmarło 19 osób. W działania, związane z powodzią, w maju i w czerwcu zaangażowanych było 17 tys. strażaków, 13 tys. policjantów, 8 tys. żołnierzy oraz wielu ochotników. Polskich strażaków wsparło 305 ratowników z Niemiec, Czech, Francji, Danii, Holandii, Ukrainy, Litwy, Łotwy oraz Estonii.

habilitacyjno-regenerujących. A tu nagle się okazało, że w dobrym tonie są intrygujące opowieści o własnym urlopie. W tym celu trzeba wymyślić tyle oryginalnych aktywności, by olśnić swoich rozmówców i wzbudzić w nich nietajoną zazdrość. Polacy polubili wakacje za granicą. Nie przejmują się własną nieznajomością języków obcych, pakują walizki i skuszeni gwarancją słońca oraz dobrej zabawy wyjeżdżają – najczęściej do Tunezji, Egiptu, Chorwacji, Grecji, Turcji. Tam

MINISTERSTWO SPRAW WEWNĘTRZNYCH I ADMINISTRACJI uruchomiło 1 mld 800 tys. zł na usuwanie skutków tegorocznej powodzi. Najwięcej pieniędzy przeznaczono na odbudowę i remonty, m.in. dróg i budynków publicznych, oraz na wypłatę zasiłków dla powodzian – poinformowała 25 czerwca rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak. CZTEREM ROSYJSKIM ŻOŁNIERZOM, którzy okradli ofiarę katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, grozi od 6 miesięcy do 5 lat więzienia – informowała prasa 16 czerwca. Wojskowi ci przyznali się do wykorzystania kart bankomatowych Andrzeja Przewoźnika, za pomocą których

z pobliskiego bankomatu wypłacili 59 tys. rubli (ok. 6 tys. zł), które wydali na alkohol i gry na automatach. Wszyscy żałują swojego czynu. PROKURATURA GENERALNA poinformowała, że na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu polscy prokuratorzy zabezpieczyli 122 nośniki danych (telefony komórkowe, aparaty fotograficzne i laptopy należące do ofiar katastrofy). Pozostała część została przekazana stronie polskiej przy identyfikacji ofiar. Jak poinformował 15 czerwca rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk, nośniki danych zostały przez stronę polską przekazane do badań przez biegłych.


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 5

uczą się nurkować, surfować, pływają z delfinami, a jeśli te umiejętności są w kraju mało przydatne, to chociaż opalenizna jest pięknym dowodem na to, że zobaczyli kawałek świata. Organizatorzy letnich imprez w kraju, zwłaszcza na terenach atrakcyjnych turystycznie, dwoją się i troją, by przyciągnąć do siebie jak najwięcej turystów. I nic dziwnego. W Polsce słońce bywa towarem deficytowym, zatem zawczasu trzeba pomyśleć, co będziemy ro-

bić, gdy okaże się, że większość wolnego czasu przyjdzie nam spędzać pod deszczowym parasolem. Czasami pomysły te wydają się być nieco ekscentryczne i tworzone na siłę, ale w wielu wypadkach, decydując się na niebanalną przygodę, zapewnimy sobie i naszym rodzinom naprawdę nietuzinkowo spędzony czas.

POLSKA MA NOWEGO PRYMASA. W sobotę 26 czerwca w Gnieźnie swą posługę prymasowską uroczystą mszą św. zainaugurował abp Józef Kowalczyk. W homilii zaapelował do polityków o jedność na rzecz dobra kraju i wezwał do podjęcia pracy nad budową dobra społecznego. PEŁNOMOCNICY NIEKTÓRYCH RODZIN ofiar spod Smoleńska, głównie członków załogi, nie wykluczają złożenia w prokuraturze wniosku o ekshumację ciał swoich bliskich i wykonanie sekcji oraz niezbędnych badań, m.in. toksykologicznych – doniosły media 14 czerwca. Wniosek ten uzależniają od tego, czy w materiałach z rosyjskiego śledztwa są

Miejsca w „Monitorze” nie starczyłoby na prezentację wszystkich propozycji letniego wypoczynku w tym sezonie, a więc skupię się krótko na tych, położonych najbliżej południowej granicy. Małe miasteczko, a w nim cały świat – to Inwałd, a w nim cieszący się ogromnym powodzeniem Park Miniatur z Krzywą Wieżą, bazyliką Św. Piotra, Sfinksem i Statuą Wolności. To ciekawe miejsce na pewno poprawi humor wszystkim tym, którzy podróżować po świecie chcieliby, ale nie mogą. Blisko południowo-zachodniej granicy leżą Duszniki Zdrój, gdzie mieści się malownicze Muzeum Papiernictwa, w którym można samodzielnie wykonać kartkę z czerpanego papieru, z utrwalonymi w niej suchymi kwiatami czy ziołami – przepiękne rękodzieło, a ile przy tym zabawy! A jeśli chce się powalczyć z siłą ciążenia, to parki linowe w Krościenku, Szczawnicy i Rytrze zapraszają! Ewolucje na linach, czasami zupełnie nieprawdopodobne, dają uczestnikom niesamowitą porcję adrenaliny. Każdy, kto przeżył choć jedną z oferowanych akrobacji, jest zachwycony, głównie z powodu tego, że nic mu się nie stało.

wyniki sekcji i czy ww. badania zostały przeprowadzone w Rosji zaraz po katastrofie. Intencją tak radykalnego kroku jest wykluczenie możliwości, iż piloci, sprowadzając samolot do lądowania, byli pod wpływem środków chemicznych. W WYNIKU EKSPLOZJI ładunku wybuchowego w trakcie wykonywania zadań bojowych przez polski pododdział szybkiego reagowania oraz amerykański zespół rozminowania 26 czerwca w Afganistanie zginął kolejny polski żołnierz kpr. Paweł Stypuła. Wcześniej, 12 czerwca, w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego, umieszczonego przy drodze, zginął kpr. Miłosz Górka,

Podobne propozycje spędzenia wolnego czasu można mnożyć. Sporo z nich można znaleźć w Internecie, choćby na stronie www.polskawita.pl. A na koniec sugestia – wypoczywać trzeba aktywnie, ale nie aż tak aktywnie, by po powrocie do pracy z ulgą zasiąść przy własnym biurku. Poleniuchować też trzeba, byle z przekonaniem, że to naprawdę nie jest stracony czas. AGATA BEDNARCZYK

a 15 czerwca podczas ostrzału bazy Warrior poległ st. szer. Grzegorz Bukowski. W Afganistanie zginęło już 19 polskich żołnierzy. DYREKTOR RZĄDOWEGO CENTRUM BEZPIECZEŃSTWA Marcin Samsonowicz-Górski 23 czerwca złożył rezygnację z funkcji ze względów osobistych. Szefem RCB został pod koniec grudnia 2009 roku. Jak mówił wówczas premier Donald Tusk, decyzja o powołaniu Samsonowicza-Górskiego na stanowisko dyrektora RCB miała charakter administracyjny i miała sprzyjać większej sprawności tej instytucji. Głównym celem Centrum jest analizowanie zagrożeń w oparciu o dane, uzyskiwane ze wszelkich możliwych źródeł.

Zapewnia ono obsługę Rady Ministrów, premiera, szefa MSWiA i Rządowego Zespołu Zarządzenia Kryzysowego w sprawach zarządzania kryzysowego oraz pełni funkcję krajowego centrum zarządzania kryzysowego. W SWOIM MIESZKANIU w Warszawie dnia 12 czerwca zmarł prozaik, współtwórca polskiej szkoły filmowej, wybitny scenarzysta Jerzy Stefan Stawiński. Miał 89 lat. Był autorem tekstów, na podstawie których powstały takie znane filmy, jak: „Kanał” Andrzeja Wajdy czy „Eroica” oraz „Zezowate szczęście” Andrzeja Munka. ZUZANA KOHÚTKOVÁ


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 6

M

amy pełnię lata, a więc w i naszej ofercie dla Czytelników „Monitora“ nie może zabraknąć letnich akcentów. Do nich niewątpliwie należą wrażenia naszych czytelników z żeglugi po Mazurach, refleksje na temat podróży do Polski naszego rodaka ze Szwecji, wspomnienia z wyprawy na motorze do Katynia, przegląd wydarzeń kulturalnych w Polsce oraz opowiadanie na lato. Może ci z Państwa, którzy jeszcze nie zaplanowali swojego urlopu, znajdą w nich zachętę do spędzenia wakacji po polsku?

Urlop na Mazurach Na Mazurach przeżyliśmy niezapomniane chwile na pokładzie żaglówki, zmagając się po przyjacielsku z przyrodą, starając się złapać w żagle nieujarzmiony wiatr i wykorzystać każdy jego podmuch. Mimo że po całodziennym wysiłku za sterem i przy szotach kładliśmy się spać z uczuciem

6

Lato, lato… ZDJĘCIA: MARTIN PAVLÁSEK

zwycięstwa, rano wstawaliśmy z pokorą, przygotowując się do kolejnego rejsu. Pewnego dnia wraz z załogą sąsiedniej żaglówki wypłynęliśmy na jezioro Śniardwy, które dało nam wyraźnie do zrozumienia, że tego dnia go nie pokonamy. Za to, iż spełniliśmy jego żądanie, odwdzięczyło się nam tym, że z prędkością błyskawicy i na jeden hals dopłynęliśmy aż do malowniczego miasteczka Mikołajki. Tydzień upłynął szybko i nadszedł czas pożegnać jeziora, by mogły się przygotować na zimowe

miesiące, podczas których cichnie szum wiatru i śpiew ptaków, a powierzchnię pokrywa lodowa kołdra. Wiosną znów przywitają każdego, kto kocha przygodę. Zanuciliśmy zatem piosenkę „Czerwonych Gitar”: „Wróćmy na jeziora…”, bo kto raz skosztuje siły wiatru w żaglach, nie może tam nie wrócić. MARTIN PAVLÁSEK

MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 7

ZDJĘCIA: EWA MORDARSKA

Dlaczego tam Tak Ewa Mordarska, nasza rodaczka od blisko roku mieszkająca w Bratysławie, wspomina swój pobyt w Katyniu, do którego przybyła w 2007 roku w ramach szesnastodniowej wyprawy, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. „Wtedy jechało 40 motocykli, ale co roku chętnych jest coraz więcej“ – mówi Ewa i dodaje, że obecnie organizatorzy wprowadzili ograniczenie: w rajdzie może wziąć udział maksymalnie 100 motocykli. Tegoroczny wyjazd, który zaplanowany jest na koniec sierpnia, będzie jedenasty z kolei. Trasa co roku jest zmieniana, ale cel pozostaje ten sam – Katyń. Dlaczego nasza bohaterka zdecydowała się tam pojechać? „Ten, kto tam był, niechętnie mówi o swoich wrażeniach, bo trudno znaleźć odpowiednie słowa – wyjaśnia Ewa. – Mnie samej też trudno o tym mówić, choć minęły już 4 lata“. Według niej o Katyniu powinno się wiedzieć więcej, a nie znać tylko suche daty i liczbę zamordowanych. Dlatego zdecydowała się przyjrzeć tej trudnej karcie polskiej historii z bliska. LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

nie szumią drzewa? „B

rama w lesie, a pod nią napis: Polski Cmentarz Wojskowy. Wąska alejka, po lewej stronie symbole wszystkich religii: muzułmański księżyc, chrześcijański krzyż, żydowska gwiazda Dawida, po prawej - ołtarz. Dookoła mosiężne tablice, a na nich imiona, nazwiska, wykonywane zawody, daty urodzin i śmierci. Tablice, tablice, tablice… Profesor, oficer, nauczyciel, inżynier… Bez końca. Łzy same napływały mi do oczu. Szłam przed siebie doliną śmierci i chciałam zapamiętać chociaż kilka z tych wszystkich nazwisk. Dookoła panowała głucha cisza – w Katyniu nawet drzewa nie szumią“. Choć pora była wczesna, to tego słonecznego sierpniowego poranka uczestników wyprawy na placu Piłsudskiego w Warszawie żegnał tłum ludzi. „Jechałam z kolegą, dla którego była to trzecia wyprawa, dla mnie pierwsza“ – wspomina moja rozmówczyni. Blisko osiemdziesięcioro młodych ludzi przemierzało trasę Warsza-

wa – Sokółka – Litwa – Rosja – Ukraina. Po drodze odwiedzali Domy Polskie, domy dziecka, gdzie rozdawali książki, zabawki – pomoc, na którą było stać tych, którzy chcieli wesprzeć rodaków na Wschodzie. Po przyjeździe do Smoleńska i krótkim postoju wyruszyli w kierunku Katynia. „Pierwsze mieszane uczucia wzbudziła nieoznakowana droga i mała tabliczka na poboczu z napisem Memoriał“ – wspomina Ewa. Skręcili w boczną drogę. Przed budynkiem, w którym mieści się Muzeum Katyńskie, czekali na nich miej-

scowi motocykliści – jedni z nielicznych w okolicy, którzy wiedzieli o istnieniu cmentarza. „Mój towarzysz, z którym jechałam na motorze, zdecydował, że na miejsce kaźni polskich oficerów każde z nas pójdzie oddzielnie – wspomina moja rozmówczyni. – Jak się potem przekonałam, powodem jego decyzji była chęć ukrycia łez, bowiem przeżycie jest tak silne, że nawet silni mężczyźni nie są w stanie nad nimi zapanować“. Tego dnia uczestnicy wyprawy wzięli udział w mszy, zapalili znicze. Kiedy odezwał się dzwon, wszyscy struchleli. „Dzwon bił, by nikt już nie zapomniał. Prawdy bowiem nie da się zakopać pod ziemią“ – konstatuje Ewa. W katyńskim lesie spędziła kilka godzin. Nawet nie zauważyła, że zaczął padać deszcz. Stała więc przemoczona, dopóki nie podszedł do niej jakiś człowiek, informując, że już zamyka bramy cmentarza. „Zapamiętałam, że w katyńskim lesie nie szumią drzewa, a ptaki nie śpiewają…“ mówi wzruszona. Po tragedii samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem tegoroczna wyprawa motocyklistów nabierze z pewnością innego wymiaru, choć jedno pozostanie niezmienne – jak co roku każdy z uczestników rajdu będzie szukał odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego? ANETA ADAMCZYK

Więcej informacji na temat rajdu na: www.rajdkatynski.ne t 7


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 8

Zaszalej w Polsce – koncerty, imprezy i inne wakacyjne atrakcje – koncerty, imprezy i inne wakacyjne atrakcje

T

egoroczne polskie lato – nawet jeśli pogoda nie dorówna tej na południu Europy – zapowiada się bardzo gorąco. Nasz kraj odwiedzi wiele gwiazd muzyki rozrywkowej, a miłośnicy kultury na wysokim poziomie z pewnością będą usatysfakcjonowani ofertą koncertów, spotkań czy spektakli. Od 16 do 18 lipca w Jarocinie odbywać się będzie jubileuszowy, XXX Jarocin Festiwal. Na słynną imprezę przyjedzie w tym roku wiele znakomitych polskich gwiazd muzyki, między innymi „Hey”, Kora, „T.Love”, „Pidżama Porno” czy Zbigniew Hołdys. W tym samym czasie w Gdańsku (15-18 lipca) królować będzie magiczny i kolorowy świat XIV Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych – widowiskowej imprezy, która co roku gromadzi liczne rzesze widzów i zawsze zaskakuje czymś nowym. W dniach 22 lipca – 1 sierpnia we Wrocławiu gościć będzie Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Era Nowe Horyzonty”, od lat prezentujący niekonwencjonalną produkcję filmową, kino autorskie, poszukujące nowych tematów i oryginalnych środków wyrazu. Festiwalowi zawsze towarzyszą nowatorskie wystawy, spektakle, warsztaty oraz koncerty muzyki filmowej. Od 23 do 24 lipca w Białymstoku trwać będzie Festiwal „Pozytywne Wibracje”. Impreza jest oparta na składankach muzycznych, ukazujących się na polskim rynku płytowym od kilkunastu lat pod tym samym tytułem. Dla wielu słuchaczy „Pozytywne Wibracje” to rzecz kultowa, niczym nie przypominająca żadnej innej tego typu produkcji – energiczne brzmienia, popularne przeboje oraz określony styl życia to wspólne idee miłośników tej imprezy. 8

W niemalże tym samym czasie, bo od 23 do 25 lipca w Mrągowie trwać będzie XXIX Piknik Country. Koncerty, pokazy tańca, wystawy oraz parada i zabawa w miasteczku kowbojskim to najważniejsze z wielu atrakcji tej imprezy. Z kolei w Kostrzynie nad Odrą od 30 lipca do 1 sierpnia gościć będzie XVI Przystanek Woodstock. To mega impreza, jedna z najsłynniejszych w Polsce, w której w tym roku zagrają „Papa Roach”, Nigel Kennedy, Tonic, „Perfect”, „Armia”, „Lao Che”, Justyna Steczkowska i wielu innych wykonawców. Z okazji Roku Chopinowskiego będzie też można tam posłuchać muzyki naszego wielkiego kompozytora, ale w eksperymentalnym wykonaniu Leszka Możdżera i Tymona Tymańskiego. Katowice na początku sierpnia staną się stolicą muzyki alternatywnej. Od 5 do 8 sierpnia będzie tam głośno

grać V OFF Festival. Na czterech scenach wystąpi 90 artystów. A kilka dni później warto pojechać nad Bałtyk, bo tam od 13 do 15 sierpnia w Dolinie Charlotty koło Ustki na IV Festiwalu Legend Rocka wystąpią prawdziwi weterani – m.in. brytyjska grupa „Marillion” oraz węgierska „Omega”. Na krakowskim lotnisku w dniach 20 i 21 sierpnia odbędzie się „Coke Live Music Festival”. Wystąpią m.in. „Muse”, „The Chemical Brothers”, „30 Seconds To Mars” czy „N.E.R.D.” W kolejny weekend należy udać się do Brzeszcza, dokąd zjadą się wszyscy miłośnicy muzyki reggae na Rock Reggae Festival. To duża impreza, na której na kilku scenach wystąpi około 30 wykonawców. Pod koniec wakacji Warszawa zaprasza na „Orange Festival” (28-29 sierpnia), oferujący do wyboru koncerty pod nazwą „Muzyka alternatywna” oraz „Muzyka mniej alternatywna”, w których wystąpią m.in. Agnieszka Chylińska, Nelly Furtado, Courtney Love. Prawie przez całe wakacje – od 4 lipca do 18 sierpnia – trwać będzie w Krakowie 15. Jubileuszowy Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami. Ta gigantyczna machina muzyczna przepełniona jest bardzo różnymi atrakcjami, do tego stopnia ciekawymi, że organizatorzy od razu odsyłają na stronę www.cracjazz.com, by można się było przyjrzeć dokładnie całemu przedsięwzięciu. Jeśli zatem nie mamy do końca zaplanowanych wakacji, możemy wziąć pod uwagę polskie lato pełne koncertów, gwarantujących mnóstwo dobrej zabawy, by we wrześniu z mniejszym bólem wrócić do codziennych obowiązków. AGATA BEDNARCZYK MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 9

Najważniejszy dzień w życiu Dzień ślubu z Piotrem miał być najważniejszym dniem w jej życiu. Przygotowywała się do niego od roku: sukienka – tak wyjątkowa, jak wyjątkowe miało być życie po jej zdjęciu, góralska orkiestra, organista ze Stanów – znajomy najlepszej przyjaciółki mamy, znany w branży jako „najlepszy profesjonalista “, kwiaty – koniecznie czerwone róże, takie, jak te, które otrzymała od Piotra na pierwszej randce. Renomowana firma cateringowa, ślub koniecznie w sierpniu, bo litera „r“ w nazwie miesiąca zapowiada ponoć szczęście w małżeństwie, wytrawne wina, o jakie zaraz po jej narodzinach zadbał dziadek, gromadząc najlepsze roczniki na półce w piwnicy, w oczekiwaniu na ten dzień, no i głoszący niezwykle ujmujące kazania ksiądz – bo przecież w takiej chwili powinni usłyszeć przesłanie na całą resztę ich nowego życia... Rankiem tego wyjątkowego dnia przygotowane było już prawie wszystko, z wyjątkiem drobiazgów, które można zrobić dopiero na kilka godzin przed... godziną zero. Godziną, od której ma się zacząć jej wspólne życie z Piotrem. Życie na dobre i na złe. O w pół dziesiątej była umówiona z fryzjerem i kosmetyczką, mającą sprytnie zatuszować kręgi pod oczami – ślad LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

po minionym wieczorze panieńskim, który był udany, choć… W pewnym momencie przyjaciółka przypomniała jej Darka – pierwszą miłość, najgorętszą, która skończyła się nieoczekiwanie ze względu na wyjazd chłopaka do innego miasta. Jeszcze przez jakiś czas czekała na list, telefon. Bezskutecznie. Po długich miesiącach postanowiła zapomnieć. Potem spotkała Piotra. Chyba los się do niej uśmiechnął. Tylko niepotrzebnie

ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI

podczas wieczoru panieńskiego Kaśka wyciągnęła tę starą historię… Kilka minut po drugiej, kiedy już miała włożyć zaprojektowaną przez siebie i mamę białą suknię, zadzwonił telefon. „Niestety, ksiądz Andrzej się rozchorował i nie udzieli Wam ślubu... Zadzwonił przed chwilą. Ale zastąpi go inny ksiądz, niezwykły i wyjątkowy” – usłyszała w słuchawce. Na początku nie chciała wierzyć. Jak to, przecież wszystko w tym dniu miało być tak, jak sobie zaplanowała! Postanowiła jednak, że ten drobiazg nie wyprowadzi jej z równowagi. Ale z minuty na minutę coraz bardziej chciała po prostu mieć już TO za sobą. Kiedy wybiła trzecia i na wieży kościelnej odezwały się dzwony, poczuła dziwną niepewność. Z zakrystii wyszedł młody, wysoki, przystojny, brunet. Ksiądz. Najpierw przyklęknął przed ołtarzem. A kiedy się odwrócił, ogarnęło ją przerażenie. Czuła, że za chwilę zrobi to, co oglądała tylko w filmach… To był ON! Jej pierwsza, wielka miłość! Mężczyzna, dla którego gotowa była porzucić wszystko… Mężczyzna którego nadal kochała… Mężczyzna, dla którego zdecydowała się odwołać najważniejszy dzień w swoim życiu. Kiedy wyszła z kościoła czuła się nadzwyczaj spokojna… MATEUSZ KUMOROWSKI 9


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 10

Wizyta w Polsce, urlop za granicą!

W

iele lat temu, kiedy pojechałem do Polski po raz pierwszy po długiej przerwie, rodzina witała mnie niezwykle serdecznie. Następnym razem grono znajomych zmówiło się, by zaskoczyć mnie na lotnisku formą powitania – koleżanki wypożyczyły stroje ludowe i na trawniku (a było to jeszcze stare lotnisko na Okęciu) urządzono mi powitanie na ludowo! Wyglądało to niekonwencjonalnie i odrobinę przypominało legendarne powroty zza oceanu, ale było nadspodziewanie miłe.

W późniejszych latach przeżyłem wiele powitań w różnych miastach. Dawno niewidziani przyjaciele, kuzyni, znajomi chyba się starali, bym je zapamiętał na długo. Wreszcie moje coroczne wizyty spowszedniały na tyle, że powitania straciły na formie – jakbym wracał z wakacji czy dłuższej delegacji. Przecież wymienialiśmy internetową i tradycyjną korespondencję, wysyłałem zdjęcia. Byłem w pamięci obecny i spodziewano się mnie każdego roku. Sam też tęskniłem do rodziny i przyjaciół, ale mimo gęstej sieci połączeń lotniczych odległość między przyjaciółmi jakby się zwiększała. Jest prawdą, co zanotowała pewna polska literatka, wracająca czasami do kraju urodzenia, iż „Trudno znaleźć wspólny język z dawnymi przyjaciółmi. Kiedyś tyle nas łączyło, a teraz zastanawia mnie, skąd wziął się w nich szowinizm, agresja, anachroniczny nacjonalizm. Oni też pewno tego nie rozumieją”. Wśród Polaków za granicą słyszę wiele narzekań na to, że urlopy, spędzane w kraju, są męczące. Są takimi, jeśli przebywamy wśród rodziny w rodzinnym mieście. Bo wówczas narażamy się na przyspieszone korepetycje z nieudolności rządu, głupoty polityków i wszyscy w Polsce traktują nas jak nierozgarniętych gamoni. Bo nic nie wiemy o jakiejś ostatniej aferze bliskorządowej czy incydencie kryminalnym, który poruszył cały kraj. Zwłaszcza, że ze Sztokholmu czy Bratysławy jest do Polski naprawdę blisko! My Polacy w Szwecji czy na Słowacji nie wiemy o aktualnych incydentach, gdyż w kraju zamieszkania mamy swojskie afery i kryminalne aferki. Ale codzienność polską śledzimy w telewizji czy Internecie. Omijając szczegóły, wiemy z grubsza, co w Polsce piszczy i na ja10

ki temat. A powinniśmy wiedzieć równie dobrze, jak oni w kraju. Przecież jesteśmy Polakami! Nie wiemy i to jest główny zarzut, kierowany pod naszym adresem. Zatem po przybyciu do ojczyzny na wstępie musimy udowodnić naszą znajomość krajowej codzienności, streszczając ostatnie wydarzenia, i wówczas, jeśli mało znanym szczegółem zaimponujemy odpytywaczom, zaprzestaną oni naszego dokształcania. Ale nie na długo, bo zacznie się sesja porównań. Czy w Szwecji w szkołach są mundurki? Dlaczego alkohol jest u was prawie reglamentowany? Czemu Szwedzi nie chcą oddać Polsce książek, ukradzionych przed wiekami? Oczywiście przybysze z innych krajów zasypywani są innymi, choć bardzo podobnymi pytaniami. Z tymi, co przyjeżdżają ze Słowacji, prowadzone są zapewne spory na temat przynależności narodowej Janosika czy jakości dróg w Polsce i na Słowacji. Zawsze jednak pytania się mnożą, a my mamy za zadanie wytłumaczyć ciekawskim zjawiska, których nie da się wyjaśnić jednym zdaniem. Za tymi pytaniami istnieje w polskich gospodarzach mimowolna chęć udowodnienia, że w Polsce jest lepiej niż w Szwecji czy na Słowacji, chociaż przed kwadransem nie zostawiali na krajowej rzeczywistości suchej nitki. Wtedy my, w końcu na urlopie, decydujemy się na wyjazd do Sopotu. No i słyszymy: „Zostań tutaj, gdzie się będziesz włóczył po Polsce! W Trójmieście roi się od kieszonkowców! W domu najlepiej!”. Ponieważ codzienną polityką na poziomie krajowym się nie interesuję, więc powinienem w Warszawie odegrać rolę spowiednika. Dlatego jest to sytuacja męcząca i mało urlopowa. Wolałbym do-

wiedzieć się innych szczegółów z życia w Polsce, a tu tylko narzekanie... Gdy jednak się sprzeciwimy opinii bliskich i wyjedziemy dalej, np. do jakiegoś Buska Zdroju czy Krakowa, urlop zaczyna być odpoczynkiem. Bo tam nic nas nie dotyczy i nikt nie dokształca i można przeżyć tydzień lub dwa bez bliskiego kontaktu z mało fascynującą sceną polityczną czy telewizją. A nawet, gdy ma się chęć obserwować politykę, nikt nam nie streszcza poprzednich afer ani nie wieszczy zarazy czy gradobicia. Do tego wszystkiego oczywiście dochodzą prezenty, bo odwiedzając bliskich powinniśmy ich obdarować. Ale z tym jeszcze pół biedy. Gorzej, że sami jesteśmy obdarowywani i musimy to wszystko przytargać do Sztokholmu czy Bratysławy. Mogą to być rzeczy dane od serca, ale zupełnie nam niepotrzebne. Wizyty są męczące! Zatem – jak na urlop, to w Polskę nieznaną! Mam wielu znajomych, jeżdżących do Polski na urlopy wędrowne. Chcą być tam, gdzie za młodu nie zdążyli dojechać, a jeśli byli, to chcą porównać te miejsca z tymi z czasów swojej młodości z dzisiejszym. Czy widać jeszcze rolników orzących za pomocą koni? Czy rzeczywiście na coraz rzadszych słomianych strzechach widać anteny satelitarne? Czym różni się polska młodzież od młodzieży z innych krajów? Na takie i inne pytania można samemu znaleźć odpowiedź. Nie trzeba pytać rodziny, bo z tą przy tych antenach satelitarnych można się pokłócić. Znajomi po zeszłorocznym urlopie w Polsce mieli naprawdę dużo do opowiadania. Korzystając z książkowego przewodnika, w drodze do Krakowa znaleźli wiele regionalnych cudów i oczywiście smakołyków. Polska się zmieniła, myśmy się zmienili i tylko szkoda, że zmęczonym krajowym Polakom paszporty same się w kieszeni otwierają. Niektórzy z nich co prawda już wracają, ale to nic pewnego... Ale nie pytajcie o to rodziny, bo to temat szeroki i zdradliwy. Lepiej sami się przekonajcie i dokształćcie w miejscu nieznanym, a uroczym lub bliskim i znajomym, w którym być może warto spędzić przyszły urlop? TADEUSZ C. URBAŃSKI SZTOKHOLM MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 11

W ciągu ostatnich kilkunastu lat przyjęło się, że Polska występuje w roli adwokata Ukrainy, wspierając jej starania o wejście do struktur europejskich. Jednak, co ważne, polskie wsparcie dla wschodniego sąsiada nie jest wyłącznie sprawą elit i urzędników. O sympatii zwykłych Polaków wobec Ukraińców świadczy chociażby okres słynnej pomarańczowej rewolucji. I chociaż za przyjaciół Ukrainy uważają się wszystkie kraje Europy Środkowej i Skandynawii, to jedynie w Polsce ta polityka ma szerokie poparcie wśród zwykłych ludzi. Warto w tym miejscu przypomnieć, że jeszcze w 2000 roku sympatie Polaków wobec Ukraińców wcale nie były takie oczywiste. W badaniach socjologicznych z końca lat 90-tych Ukraińcy zajmowali czołowe miejsca wśród nielubianych narodów. Dopiero po 2004 roku to się zmieniło. Przyczyny były oczywiste: w latach 90-tych w Polsce panował stereotyp Ukraińca – przemytnika i nielegalnego imigranta, a o Ukrainie mówiło się wyłącznie jako o kraju biednym i zacofanym. Później zaszły spore zmiany, a Ukraina stała się w zasadzie normalnym europejskim krajem i dziś Kijów czy Użhorod w niczym nie ustępują Bratysławie czy Koszycom. I chociaż w Polsce negatywne stereotypy Ukraińca i Ukrainy odeszły już w niepamięć, a Polacy często jeżdżą na Ukrainę turystycznie lub prowadzą nad Dnieprem interesy, to na Słowacji nadal panuje wyobrażenie wschodniego sąsiada z początku lat 90-tych: biednego, pogrążonego w chaosie i opanowanego przez mafię. Dla przeciętnego mieszkańca Bratysławy wyjazd do Użhorodu to egzotyczna wyprawa, porównywalna z wyjazdem na daleką Syberię. Na Ukrainę jeżdżą co prawda mieszkańcy wschodniej Słowacji, ale ich wycieczki ograniczają się z reguły do tanich zakupów w strefie przygranicznej. Różnice między Polakami a Słowakami względem LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

Nie zapominajmy o Ukrainie

Ukrainy polegają również na stosunku obu narodów do swoich utraconych kresów. Podczas gdy Polacy z sentymentem wspominają Lwów, Kamieniec Podolski i inne tereny, należące przed II wojną światową do Rzeczypospolitej, to Słowacy z zupełną obojętnością podchodzą do ukraińskiego Zakarpacia, które w okresie międzywojennym było częścią Czechosłowacji. Bliskie kontakty Polski i Ukrainy warto wykorzystać również jako atut na słowackim rynku pracy. Polacy na Słowacji są postrzegani nie tylko jako dobre źródło wiedzy o Polsce, ale i o Ukrainie. I nic dziwnego – niemal każdy, kto ogląda polską telewizję lub czyta polską prasę (również w Internecie), choć trochę orientuje się w tym, co dzieje się nad Dnieprem, gdyż nasz wschodni sąsiad często występuje w polskich mediach. Wiele osób było przynajmniej raz na wycieczce we Lwowie lub Kijowie, zaś chyba wszyscy wiedzą, że takie miasto jak Lwów w ogóle istnieje – znajomym Słowakom musiałem wiele

razy tłumaczyć, gdzie to jest i co to za miasto. Można powiedzieć, że Polacy są na takiej samej zasadzie naturalnymi ekspertami od Ukrainy, jak Słowacy ekspertami od Czech. Warto wziąć ten fakt pod uwagę, planując karierę zawodową na Słowacji, np. jako specjalista ds. eksportu do Polski i zarazem na rynki wschodnie. Istotna jest też znajomość języka polskiego choćby też z tego względu, że w wielu zachodnioukraińskich miastach (Lwów, Łuck) jego znajomość jest dość częsta. Język polski ponadto jest tam doskonale rozumiany w odróżnieniu od słowackiego, choć ten jest powszechnie znany w przygranicznym Użhorodzie. Polacy rozumieją ukraiński, który jest jeszcze bardziej podobny do polskiego niż słowacki – zwłaszcza jego zachodnia odmiana. W związku z powyższym osobom, które ubiegają się o pracę na Słowacji, a potrafią dogadać się z Ukraińcem, nawet jeśli każdy mówi swoim językiem, radzę, by wpisywali do CV również pozycję: „znajomość języka ukraińskiego – bierna”. W kraju, w którym wiele osób nie rozróżnia Ukrainy od Białorusi, Rosji i Litwy, taka informacja może stać się atutem, który przesądzi o uzyskaniu wymarzonej pracy w Bratysławie lub Koszycach. JAKUB ŁOGINOW

Planując wyjazd na Ukrainę autem, najlepiej jest jechać przez przejście graniczne Ubla – Mały Berezny (nie ma kolejek). Na Ukrainę można również dotrzeć pociągiem z Bratysławy (nocny wagon z kuszetkami) lub autobusem z Michałowic. Najlepsze i tanie (50 – 250 zł) połączenie lotnicze jest z katowickich Pyrzowic do Kijowa (Wizz Air). Ogółem rzecz biorąc, granica słowacko-ukraińska jest mniej zakorkowana i przyjemniejsza niż polsko-ukraińska, na której stoją bardzo długie kolejki. Można ich jednak uniknąć, korzystając z przejść pieszych (Medyka – Szehyni, Ubla – Mały Berezny, Veľké Slemence – Mali Selmenci) i lokalnej komunikacji publicznej. 11


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 12

Tadeusz Frąckowiak: „Spłacam dług Polsce“

K

iedy na rynku w Liptowskim Mikulaszu zastanawialiśmy się głośno, gdzie znajduje się biuro polskiego konsula honorowego, przekonaliśmy się, że Tadeusz Frąckowiak jest tu osobą znaną i szanowaną, bowiem przypadkowi przechodnie sami zaoferowali nam pomoc, wskazując jego siedzibę w centrum miasta. Nasz rodak z Wielkopolski opowiedział nam, jak zapracował na sukces. wała. Potem przeprowadziła się do nas i mieszkała z nami aż do śmierci przez prawie 20 lat.

Co spowodowało, że zamieszkał Pan w Czechosłowacji? Będąc w Niemczech, gdzie studiowałem informatykę w rolnictwie, poznałem swoją przyszłą żonę – Słowaczkę. Po ślubie zamieszkaliśmy w Polsce, gdzie podjąłem pracę w Świdnicy Śląskiej w kombinacie PGR. Tu przyszedł na świat nasz syn. Po trzech latach jednak zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Bratysławy, gdyż w Czechosłowacji były jednak lepsze warunki życia i perspektywy rozwoju. Żona wyruszyła wcześniej, a ja dołączyłem do niej 16 listopada 1980 roku. Pamiętam ten dzień jak dziś, ponieważ rano urodziła się moja córka, a ja do Bratysławy dotarłem po południu. Jak zareagowała Pańska rodzina w Polsce, kiedy dowiedziała się, że zamierza Pan opuścić kraj? Jestem jedynakiem. Zaraz po tym, jak skończyłem studia, zmarł mój ojciec, została więc tylko mama, która moją decyzję zaakcepto12

Pobyt w Bratysławie to tylko epizod w Pańskim życiu. Dlaczego wybrał Pan Liptowski Mikulasz? Chcieliśmy z rodziną mieszkać w otoczeniu gór, na łonie natury. To marzenie się spełniło, ponieważ trzy miesiące po przyjeździe do Czechosłowacji znalazłem pracę w państwowym zakładzie rolno-przemysłowym w Liptowskim Mikulaszu, który na dodatek zaoferował nam mieszkanie. Odetchnął Pan z ulgą? Było to nowe wyzwanie, które podjąłem. Kierowałem się myślą, że szybciej osiągnę sukces na prowincji niż w dużym mieście. Spełniło się, prawda? W niektórych dziedzinach tak, w innych nie. Co uważa Pan za swój największy sukces? Na pierwszym miejscu jest rodzina. Mam dwoje dorosłych dzieci, trójkę wnuków. W wymiarze zawodowym największym sukcesem są firmy, które powołałem do życia, a które obecnie tworzą holding „Verex” a.s., zatrudniający 550 osób w całej Słowacji. Jak doszło do tego, że rozpoczął Pan działalność gospodarczą na szeroką skalę?

Po 10 latach pracy w kombinacie i po upadku komunizmu mogłem już jako niezależny przedsiębiorca realizować interesujące pomysły, związane z nowymi technologiami informacyjnymi w rolnictwie. Moje zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej w tym regionie ma numer trzy. Czym konkretnie zaczął się Pan zajmować? Wraz z moimi trzema wspólnikami zaczęliśmy eksportować do Polski słowackie artykuły spożywcze, takie jak piwo czy jajka. Największy rozkwit odnotowaliśmy w latach 1992-1995 i chyba już nigdy nie wrócą te ciekawe czasy, kiedy można było zrealizować niemalże każdy pomysł. Potwierdza się więc teza, że Polacy są przedsiębiorczy? Sporo czasu spędziłem w innych krajach i widziałem, jak funkcjonuje kapitalizm, gospodarka wolnorynkowa, więc jak tu pojawiła się taka możliwość, podjąłem wyzwanie. Czym dziś zajmuje się Pańska firma? „Verex Holding” jest spółką akcyjną, w ramach której prowadzimy działalność gospodarczą w różnych dziedzinach. Nasza specjalność to między innymi dystrybucja artykułów spożywczych. Mamy dwie hurtownie – jedną w Liptowskim Mikulaszu, drugą na Orawie w Twrdoszynie, oprócz tego sieć MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 13

18 sklepów w Liptowie i na Orawie. Poza tym chłodnie i pakowalnie jaj. W ubiegłym roku sprzedaliśmy 77 milionów jaj. Importujemy je z Polski, Niemiec, Hiszpanii, Francji. Co dziesiąte jajko na Słowacji pochodzi z mojej firmy.

szedł czas spłacania wyimaginowanego długu. Aby mógł Pan stać się konsulem honorowym musiał Pan przyjąć słowackie obywatelstwo? Tak, w 2002 roku stało się możliwe posiadanie dwóch obywatelstw. Ponieważ nigdy nie zrzekłem się polskiego, a na swój sukces zapracowałem sobie jako Polak, więc w 2002 roku przyjąłem obywatelstwo słowackie, a rok później zostałem konsulem honorowym.

Stoi Pan na czele dużej firmy, kieruje pracą kilkuset ludzi. Jak udaje się Panu być dobrym menedżerem? Prowadząc rozmowy z moimi pracownikami, staram się ich naprowadzać na lepsze rozwiązania w działaniu na rzecz firmy. Z doświadczenia też wiem, że każdy będzie realizować jakiś projekt z olbrzymim zapałem, jeśli się z nim utożsami. Ludzie najczęściej osiągają cele, kiedy czują się autorami wizji.

Praca konsula honorowego to dodatkowe obowiązki. Poza tym to Pan musi utrzymywać z własnych środków ten urząd. Dlaczego zdecydował się Pan przyjąć tę propozycję? Spłacam dług Polsce. Od państwa polskiego otrzymałem wykształcenie. Co prawda po studiach odpracowałem obowiązkowe trzy lata, ale potem wyjechałem do Czechosłowacji. Przy-

LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Za swoją działalność otrzymał Pan prestiżową polską nagrodę w dziedzinie przedsiębiorczości im. Eugeniusza Kwiatkowskiego. Ma Pan prawo czuć się człowiekiem spełnionym... Tak, ale człowiek potrzebuje być doceniany cały czas. Propozycja, którą otrzymałem, by zostać konsulem honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu, była jednym z dowodów zaufania i docenienia mojej pracy.

Oprócz promocji Polski do Pańskich obowiązków należy opieka konsularna nad polskimi turystami, którzy chętnie przyjeżdżają na Słowację. Jaki był najtrudniejszy przypadek, którym musiał się Pan zająć? W pamięci pozostają tragiczne wypadki, jak na przykład ten

z ubiegłego roku, kiedy to polską narciarkę na stoku przejechał ratrak. To był bardzo trudny przypadek, na miejscu robiliśmy rekonstrukcję wydarzeń. Ale są też i takie wypadki, które kończą się szczęśliwie, a wtedy cieszy mnie, że mogłem pomóc. Największa porażka życiowa? Nie nauczyłem się odpoczywać. Miałem okazję zwiedzić sporo ciekawych miejsc, ale nie bardzo potrafię się relaksować. Coś każe mi iść wciąż do przodu, myśleć o nowych wyzwaniach. Jaki jest Pański przepis na sukces? Ponieważ kilka lat mieszkałem w Niemczech, nauczyłem się tam dokładności i tego, że wszystkie rozpoczęte sprawy trzeba doprowadzić do końca. Tylko dokończony projekt jest projektem udanym. Wszystkie te, których nie doprowadzimy do końca, nawet choćby były najcudowniejsze w swoich założeniach, będą niczym. A ta lekcja, pobrana od Niemców, w kombinacji ze słowiańską fantazją, odwagą daje dobre rezultaty. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA LIPTOWSKI MIKULASZ

13


16.07.10 09:48

Stránka 14

DubnickieDni D

ubnickie Dni kojarzyły się do tej pory z sierpniem. Wówczas to Klub Polski we współpracy z miastem przygotowywał tę dużą imprezę. Tym razem Dni odbyły się w pierwszy czerwcowy weekend, bowiem właśnie wtedy Dubnica obchodziła 50. rocznicę nadania jej praw miejskich, a przy tej okazji świętowała też 20-lecie samorządu miasta.

z Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Zawadzkiem z instruktorką Małgorzatą Rabicką na czele. Swoimi występami upiększyli oni programy „Dzieci miastu – miasto dzieciom”, „Miasto dla wszystkich” oraz uświetnili uroczystą mszę św. na Kalwarii Dubnickiej, którą celebrował w języku polskim ks. Jozef Motýľ. Orkiestra umiliła również chwile seniorom z dubnickiego pensjonatu, a wraz z „Exodusem” była obecna na

W przygotowania do tego podwójnego jubileuszu aktywnie włączył się Klub Polski, by w programie z tej okazji pokazać polskie akcenty. A było co pokazywać, bowiem na zaprosze-

ZDJĘCIA: MARIÁN ĎAMBORÁK

Monitor07/08

spotkaniu polonijnym w dubnickiej siedzibie Klubu Polskiego. Na dubnicką imprezę przybył też prezes Klubu Polskiego Czesław Marek Sobek, który w krótkim przemówieniu podkreślił wartość wzajemnych kon-

nie Klubu do Dubnicy przybyła Reprezentacyjna Orkiestra Dęta Urzędu Miasta i Gminy Zawadzkie pod kierownictwem Piotra Beiera oraz dziecięcy zespół taneczny „Exodus” taktów z rodakami, ich znaczenie dla Klubu Polskiego i dla Polonii, żyjącej w regionie. Dubnica nad Wagiem, jedno z młodszych miast Słowacji, z radością święto-

Projekt zrealizowano dzięki finansowemu wsparciu Ministerstwa Klutury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:48

Stránka 15

PODZIĘKOWANIA: Dziękujemy wszystkim miłym gościom z partnerskiego Zawadzkiego za przybycie do Dubnicy, tym bardziej, iż wiemy, ile ich to kosztowało po trudnościach, związanych z powodzią. Dziękujemy im za występy i serdeczne rozmowy. Dziękujemy też pani sołtys Cecylii Cieślik za miłe słowa, panu prezesowi Klubu Polskiego Czesławowi Sobkowi za przybycie i czynny udział w imprezie, pani Irenie Šujak, która zajęła się sprawami organizacyjnymi, oraz innym klubowiczom, którzy ofiarnie pomagali w przygotowaniu imprezy. Do podziękowań dołącza się również rzecznik miasta Dubnica nad Wagiem Juraj Džima oraz dyrektor Dubnickiego Pensjonatu Jaroslav Hagan.

wała swoją okrągłą rocznicę. Dla nas, Polaków, mieszkających tutaj, to powód do dumy, bowiem należymy do jej mieszkańców! ZBIGNIEW PODLEŚNY KP ŚRODKOWE POWAŻE

Przebieg uroczystości można obejrzeć w albumach fotograficznych KLUBU POLSKIEGO Środkowe Poważe na stronie internetowej: http://picasaweb.google.pl/klub.polski.srodkowe.powaze

P

odczas 18. edycji festiwalu filmowego „Art Flim” w Trenčanskich Telpicach 25 czerwca odbyła się premiera filmu „Gry wojenne”, w której udział wziął jego reżyser Dariusz Jabłoński. Obecni byli też przedstawiciele firmy „Trigon Production” (słowacki koproducent filmu), organizatorów festiwalu i Instytutu Polskiego w Bratysławie. Film naszego rodaka został zaprezentowany w ramach sekcji „The Slovak Season”, pokazującej najlepsze słowackie produkcje i koprodukcje. „Gry wojenne” to obraz dokumentalny z 2008 r., prezentujący historię Ryszarda Kuklińskiego – polskiego pułkownika, który w czasach zimnej wojny przekazał Amerykanom najważniejsze dokumenty Układu Warszawskiego, co według niektórych zapobiegło agresji nuklearnej bloku wschodniego. To od niego CIA dostała też informacje o planach wproLIPIEC - SIERPIEŃ 2010

wadzenia stanu wojennego w Polsce i ewentualnej interwencji sił ZSRR. „W latach 90. w Polsce nikt nic nie wiedział o Kuklińskim“ – wyjaśniał Jabłoński podczas konferencji prasowej, która miała miejsce w Trenčanskich Teplicach dzień po premierze. Przygotowania do filmu trwały 10 lat. Najpierw Ryszard Kukliński nie zgodził się na występ przed kamerą. „Sześć lat upłynęło zanim go przekonałem“ – wspominał reżyser, który często odwiedzał pułkownika w Ameryce. W końcu udało mu się go przekonać, ale bohater filmu udziału w filmie nie wziął, bowiem w tym czasie zmarł. Mimo tego Jabłoński, który wobec zaistniałego faktu został bez materiałów, przygotowywanych przez długie lata, kontynuował pracę nad swoim specyficznym dokumentem. „To było bardzo trudne, ponieważ z początku nikt nie chciał wypowiadać się przed kamerą“ – wspominał.

ZDJĘCIE: EDO GENSEREK

„Gry wojenne” w Trenčanskich Teplicach

W filmie wykorzystał animacje, na wzór tych z gier komputerowych. Umieścił też rozmowy z osobami, zaangażowanymi w sprawę pułkownika, między innymi z generałem Wojciechem Jaruzelskim, prezydentem Lechem Wałęsą i naczelnym dowódcą wojsk Układu Warszawskiego marszałkiem Wiktorem Kulikowem. W efekcie udało mu się stworzyć dokument na miarę XXI wieku. Film ogląda się z dużym zainteresowaniem, któremu towarzyszą ogromne emocje, o czym mogli się przekonać goście festiwalu „Art Film”. red 15


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 16

Przyjaźń b

W

słoneczne czer wcowe popołudnie w Wieży Miejskiej, z której rozpościera się wspaniały widok na Trenczyn, zgromadziło się sporo osób. Na imprezę, zorganizowaną przez Klub Polski Trenczyn, przybyli bowiem przedstawiciele Polonii nawet z najbardziej odległych zakątków Słowacji, a także goście z Polski. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Jeszcze przed jej rozpoczęciem na tarasie wieży zebrały się osoby, które Renata Straková, prezes Klubu w Trenczynie, potrafiła zaangażować do współpracy, a które, nawet nie mając polskiego pochodzenia, czują się przyjaciółmi Polaków na Słowacji. Ich obecność potwierdzała, że hasło organizowanej rokrocznie imprezy „Przyjaźń bez granic“ nie jest suchym sloganem i że trenczyńska Polonia zawsze może liczyć na wsparcie serdecznych Słowaków. Wszyscy zgromadzili się w Miejskiej Wieży,

MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 17

ń bez granic

bowiem to właśnie tu miało nastąpić otwarcie wystawy prac dzieci i młodzieży, które powstały podczas trzech kolejnych plenerów, zorganizowanych przez Zdenkę Zaborską-Błońską z Klubu Polskiego Koszyce.

Po wernisażu na trenczyńskim rynku przed licznie zgromadzoną publicznością wystąpił zespół „Mały Koniaków” z Koniakowa oraz grupa „Prvosienka” z Dubnicy nad Wagiem. Trzecia część imprezy miała charakter czysto towarzyski – jak co roku słowacka Polonia wraz z przyjaciółmi biesiadowała przy suto zastawionych stołach w Centrum Kultury „Kubra”. Nie zabrakło śpiewów przy akompaniamencie gitary

czy tańców – tym razem pod okiem specjalistki Urszuli Gruszki, kierownik zespołu z Koniakowa. Tego wieczoru klubowicze opanowali podstawowe kroki do siedmiu tradycyjnych polskich tańców! Ósme spotkania z cyklu „Przyjaźń bez granic“ było kolejnym kulturalnym spotkaniem ludzi, tworzących polską rodzinę. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Trenczyn

W świat dziecięcej twórczości wprowadziła zebranych Michaela Mikovčaková – instruktorka podczas plenerów, wspominając pracę twórczą z najmłodszymi członkami Klubu Polskiego. LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

Impreza odbyła się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

17


16.07.10 09:49

Stránka 18

Płynie statek po Dunaju (raczej w czerwcu, a nie w maju) A na statku bardzo fajna polska bawi się ferajna. Wokół same piękne laski, podkoszulki głównie w paski, bowiem zwyczaj tak nam każe – paski noszą marynarze. Tańce oraz korowody byle nie wpaść gdzieś do wody, bo to prawda, żadne kpiny – tu w Dunaju są rekiny! Ktoś na bańce mówi: „Stary, tu gdzieś blisko już Madziary”. Inny na to: „Weź, nie wnerwiaj, nie Madziary tylko Serbia! Jeśli brak hamulców w statku, pewnie w końcu, panie bratku, kiedy ranne wstaną zorze, zobaczymy Czarne Morze!”.

Konkurs wiedzy o żeglarstwie poprowadziła Aneta Adamczyk

Każda laska – szał-fryzura! Patrzysz... nie wiesz sam już, która... nosek, oczka – istne cuda i sukienka do pół uda. Jeden z panów wciąż się stara naśladować dziś Mečiara. Reszta na to: „Czasy nie te, my wolimy już Ivetę!”. Ciężko wsparty ktoś na burcie wzrok swój utkwił w rzeki nurcie. „Od zabawy boli głowa, ja już chcę do Kwiatuszkowa!”. I nie myśląc bardzo wiele, leci tam – helikopterem! TADEUSZ RAWA

Małgorzata Rybka (26 lat na Słowacji): „Zimą wzięłam pierwszy raz udział w spotkaniu Klubu Polskiego, dziś jestem wśród rodaków po raz kolejny. Jest cudownie, cieszę się, że mogę być wśród swoich“. 18

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Płynie statek po Dunaju

Monitor07/08

Wyśmienite wypieki oraz śledzie przygotowali członkowie Klubu Polskiego Bratysława

Judita Trnovcová z Ministerstwa Kultury RS: „W tej imprezie Klubu Polskiego biorę udział co roku i wiem, że to doskonała okazja do integracji – spontaniczna zabawa w dobrym towarzystwie. Doceniam to, że udało wam się opracować taką ofertę kulturalną, z którą trafiacie do ludzi w różnym wieku i nikt tu się nie nudzi“.

Aleksandra Maciejewska-Kaleta (3 i pół roku w Bratysławie): „O tej imprezie dowiedziałam się od koleżanki z pracy i jestem zachwycona. Proszę wpiszcie mnie na listę, bym mogła otrzymywać zaproszenia na spotkania Klubu! Następnym razem przyjdziemy jeszcze większą grupą“. MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 19

„Hej, ha, kolejkę nalej! Hej, ha, kielichy wznieśmy!“ – rozbrzmiewały szanty

W konkursie wiedzy o żeglarstwie udział wzięli Polacy z Bratysławy, Trenczyna, Nitry i reszty świata – wygrała grupa z Trenczyna.

Uczestników imprezy bawiła Wanda i jej zespół z Wiednia.

Uczestnicy konkursu otrzymali nagrody rzeczowe oraz książki o tematyce żeglarskiej. Milica Jančulová z Urzędu Rady Ministrów: „Pierwszy raz biorę udział w waszej imprezie i, mam nadzieję, nie ostatni. Wrażenia wspaniałe! Ujmująca jest wasza gościnność i serdeczność“. LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

Ndikuriyo Pamphile z Burundi (20 lat na Słowacji): „Nigdy nie byłem w Polsce, ale dzięki tej imprezie poznaję was – Polaków i jestem pod wrażeniem. Podoba mi się wasza gościnność, potraficie się bawić“.

Agnieszka Czarnecka (blisko 4 lata na Słowacji): „Jeszcze przed imprezą na prośbę prezesa Klubu zaangażowałam się w przygotowania – zebrałam teksty najciekawszych szant, by każdy z uczestników mógł się włączyć do wspólnego śpiewania. Jestem pierwszy raz na imprezie Klubu Polskiego i jestem pod wrażeniem – poznałam wielu ciekawych Polaków różnych kategorii wiekowych“.

Impreza odbyła się dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych.

19


16.07.10 09:49

Stránka 20

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Monitor07/08

Trzeci koncert

Polskiej Muzyki Organowej w Nitrze W

upalne sobotnie popołudnie 3 lipca w Nitrze w katedrze pod wezwaniem św. Emerama licznie zgromadzona słowacka Polonia z Nitr y, Bratysławy, Dubnicy nad Wagiem i Koszyc wysłuchała niecodziennego koncertu ku czci św. Świerada. gorzata Ścibak, Łukasz Warchołek, Jozef Hambalek. W koncercie wystąpiła też młoda utalentowana skrzypaczka Alexandra Głębocka, wywodząca się z bratysławskiej Polonii.

Wykonawcami byli Wacław Pawlak (tenor), Erika Lacová (sopran), a na organach grali Mał-

20

Zgromadzeni mogli usłyszeć takie utwory, jak: „Bogurodzica”, „Modlitwa pańska”, „Znasz li ten kraj” , „Ave Maria”, „Czarna Madonna”, „Bo-

że coś Polskę” i wiele innych. „Wspaniały koncert! Oby takich było więcej!” – komentował Marek Barański z Szali. Teresę Šipčiak z Nitry

MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 21

szczególnie zachwycił występ młodej skrzypaczki. „Nawet nie wiedziałam, że połączenie organów ze skrzypcami daje tak wspaniałe efekty” – dzieliła się wrażeniami. Wśród publiczności nie zabrakło też młodego pokolenia. „Mnie najbardziej podobała się pieśń Ave Maria – mówiła Dominika z Koszyc. – Nigdy nie słyszałam jej w tak wspaniałym wykonaniu”.

Gośćmi koncertu byli konsul Rzeczypospolitej Polskiej Urszula Szulczyk-Śliwińska, wiceprezydenci miasta Nitry LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

František Baláž i polskiego miasta partnerskiego Zielonej Góry Dariusz Lesicki, ks. dr Andrzej Bakalarz, ks. prałat Stanisław Pietrzak, księża salwatorianie oraz oczywiście mieszkańcy Nitry. Ta wspaniała impreza muzyczna, zorganizowana przez nitrzański oddział Klub Polskiego, była częścią uroczystości z okazji święta Cyryla

i Metodego, wpisanego na stałe w kulturalny kalendarz miasta. Prezentując polski dorobek muzyczny, tamtejsza Polonia zaakcentowała swoją obecność w mieście, a po koncercie w miłej kameralnej atmosferze spotkała się by porozmawiać i pobyć ze sobą. red

Projekt zrealizowany z finansowym wsparciem Ministerstwa Kultury RS – Sekcja Kultury Mniejszości Narodowych

21


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 22

„Vizual Art 2009” w Orońsku P

od koniec maja już po raz trzeci Galeria Kameralna w Orońsku gościła uczestników Międzynarodowego Workshopu Klubu Polskiego Koszyce. W jej pomieszczeniach zostały zaprezentowane prace, powstałe na workshopie w Danovej koło Medzilaborec. Tematem prac było „Przesłanie”. W workshopie oraz w wystawach, najpierw w Galerii Umelcov Spiša, potem w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, wzięli udział profesjonalni artyści polskiego pochodzenia ze Słowacji oraz artyści, związani z polską sztuką w europejskim kontekście. W wernisażu wystawy, zorganizowanej przy współpra-

cy z Wydziałem Sztuki Politechniki Radomskiej, wzięli udział m.in. dyrektor artystyczny Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku Mariusz Knorowski, kurator wystawy prof. Andrzej Markiewicz oraz organizator i autor całego projektu Tadeusz Błoński z Klubu Polskiego Koszyce. Swoje prace malarskie, rzeźby, rysunki, grafiki, a nawet obiekty kinetyczne przedstawiło 17 artystów. Zwiedzający wystawę wypytywali obecnych na niej pięciu autorów (Denis Tomko, Ivan Novotný, Tadeusz Błoński, Suren Vardanian, Andrzej Markie-

wicz) o różne aspekty, dotyczące twórczości i formy przenikania tak bliskich, a jednak trochę odrębnych kultur, zrodzonych w polskich i słowackich warunkach, obecnie tak bardzo przeplecionych w ramach Unii Europejskiej. Sympatycznie zabrzmiały słowa dyrektora artystycznego orońskiego Centrum Rzeźby, że wystawa, na której prezentowana jest polska sztuka ze Słowacji, została włączona jako cykliczna do kalendarza działalności kulturalnej Centrum. Niestety, nie mogłem obiecać, że w roku następnym także zaprezentujemy kolejny plon workshopu Klubu Polskiego, bowiem z uwagi na brak środków finansowych nie został on ujęty w tegorocznych planach naszej organizacji. TADEUSZ ZDZISŁAW BŁOŃSKI

D

nia 22 czerwca już po raz drugi w Bratysławie odbyło się seminarium, które przygotowała Giełda Papierów Wartościowych (pierwsze miało miejsce w grudniu ubiegłego roku, o czym informowaliśmy w styczniowym numerze „Monitora”). Seminarium adresowane było do wszystkich przedsiębiorstw, zainteresowanych pozyskaniem kapitału i rozwojem w oparciu o warszawski rynek giełdowy. Zarówno część roboczą, jak i towarzyską otworzył ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk, wyrażając przy okazji zadowolenie z rozwijającej się współpracy gospodarczej między Polską a Słowacją. 22

„Słowacja dla Polski jest istotnym partnerem gospodarczym, o czym świadczy m.in. poziom wymiany handlowej“ – ocenia Małgorzata Wierzbicka, kierownik Wydziału Polityczno-Ekonomicznego Ambasady RP w RS, informując równocześnie, że według danych Słowackiego Urzędu Statystycznego polsko-słowackie obroty handlowe w 2009 r. osiągnęły wartość 4,38 mld EUR, a Polska w słowackim eksporcie zajmuje aktualnie 4. pozycję z udziałem 7%, natomiast w słowackim imporcie 9. pozycję z udziałem 4%. Na skutek kryzysu w 2009 r. po raz pierwszy od 1994 r. odnotowano spadek w polsko-słowackiej wymia-

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Warszawska Giełda Papierów Wartościowych ponownie w Bratysławie

nie handlowej (o 13%). Jednak pozytywne prognozy wzrostu gospodarczego w 2010 r. zarówno Polski, jak i Słowacji pozwalają przypuszczać, że dynamika wzrostu wzajemnego handlu powróci na poziom sprzed kryzysu. „Perspektywy rozwoju

współpracy gospodarczej są w mojej ocenie bardzo dobre – konstatuje M. Wierzbicka. – Słowacja może się chlubić swoim wzrostem gospodarczym w połowie dekady i wejściem do strefy euro. Zazdrościmy tego Słowacji. Z kolei Polska jest MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 23

Wybory prezydenckie – głosowanie w Bratysławie

olacy, mieszkający na Słowacji bądź przebywający w czasie wyborów prezydenckich w tym kraju, mieli możliwość wzięcia udziału w głosowaniu w lokalu wyborczym nr 158, mającym swą siedzibę w Ambasadzie RP w Bratysławie. W pierwszej turze wyborów głos oddało tutaj blisko 200 osób. „Sporo Polaków, podróżujących na południe Europy, posiadających zaświadczenia, oddało głos właśnie w Bratysławie” – poinformował nas przewodniczący komisji wyborczej Włodzimierz Butowski. W pierwszej turze wyborów najwięcej głosów na Słowacji uzyskał Bronisław Komorowski – 61,86 %, na dumna z tego, że jako jedyny kraj w Europie utrzymała w czasie kryzysu dodatni dochód narodowy i nie weszła w recesję“. Ponieważ słabiej rozwija się aktywność inwestycyjna, ambasada RP w RS przykłada dużą wagę do działań, mających na celu rozwój polsko-słowackiej współpracy inwestycyjnej, a przykładem tego jest prezentacja warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków kapitałowych w Europie pod względem liczby IPO, wartości kapitału pozyskiwanego przez przedsiębiorstwa, kapitalizacji czy wartości obrotów. Na przeLIPIEC - SIERPIEŃ 2010

59,19 % głosujących, zaś jego rywal Jarosław Kaczyński otrzymał 40,81 % poparcia. „Komisja nie odnotowała żadnych problemów, związanych z przebiegiem wyborów” – poinformował nas W. Butowski. W skład komisji wyborczej w Bratysławie wchodziło 7 osób: jeden pracownik ambasady oraz sześcioro członków Klubu Polskiego. red

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

P

drugim miejscu uplasował się Jarosław Kaczyński z wynikiem 25,77%. Kolejne miejsca zajęli: Grzegorz Napieralski (6,19%), Janusz KorwinMikke (2,06 %), Andrzej Olechowski (2,06 %), Marek Jurek (1,54 %), Waldemar Pawlak (0,52 %). Pozostali kandydaci nie otrzymali żadnego głosu. W drugiej turze, w której na Słowacji wzięło udział prawie 400 osób, zwyciężył Bronisław Komorowski, którego poparło

strzeni ostatnich lat Giełda Papierów Wartościowych stała się największą giełdą w regionie Europy ŚrodkowoWschodniej i Południowej. Istotnym czynnikiem umacniającym regionalną pozycję GPW jest rynek NewConnect, który stworzony został z myślą o krajowych i zagranicznych małych i średnich przedsiębiorstwach. W niespełna trzy lata od chwili uruchomienia tego publicznego rynku dla sektora MSP, na NewConnect notowanych jest blisko 150 spółek. „Jedna ze słowackich firm jest w trakcie przygotowania do debiutu i prawdopodobnie zadebiutuje na Giełdzie w tym roku“ –efekty grudniowej prezentacji GPW zdradza Beata Jarosz, członek zarządu Giełdy Papie-

rów Wartościowych w Warszawie. Rynek NewConnect to idealna oferta dla przedsiębiorców z Czech i Słowacji. „Właśnie dla takich przedsiębiorstw inwestorzy polscy są dostarczycielami kapitału – przekonuje B. Jarosz. – Rynek polski jest bardzo dynamiczny z aktywnymi inwestorami indywidaulnymi czy instytucjami“. Prezentacja GPW składała się z dwóch części: pierwsza, typowo seminaryjna, przeznaczona była dla przedsiębiorców – uczestniczyło w niej 60 osób z około 30 firm, druga część to był bryfing dla kilkunastu dziennikarzy, głównie mediów ekonomicznych. W prezentacji uczestniczyli nie tylko przedstawiciele GPW, ale również firmy doradcze

autoryzowanych doradców, maklerów. „Do Bratysławy przyjechała cała rzesza ludzi, związana z warszawską Giełdą, i pierwsze sygnały są takie, że rozmowy były bardzo udane – ocenia Monika Olech, radca handlowy ambasady RP w RS. – Pojawiło się kilka pomysłów na konkretne projekty inwestycyjne“. To druga i, jak wszyscy moi rozmówcy podkreślają, nie ostatnia prezentacja Giełdy. „Takie seminarium ma charakter edukacyjny – podsumowuje M. Olech. – Oferta Giełdy jest atrakcyjna zarówno dla tych, którzy chcą pozyskiwać kapitał, jak i dla tych, co mają wolne środki i chcą je pomnażać“. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 23


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 24

„Bodegónes” Joanny Jędrusik

W

24

Kraków zaprasza W

ystarczy się zgłosić i przyjechać, a my zapewnimy wyżywienie, noclegi oraz program konferencji“ – zachęcał Jerzy Gajewski, który z ramienia Biura Marketingu Turystycznego Miasta Kraków przyjechał do Bratysławy z ciekawą ofertą turystyczną. Chodzi o międzynarodową konferencję „Czas muzeów – spotkaj żywą historię”, która odbędzie się od 16 do 18 września w ramach projektu, współfinansowanego przez Unię Europejską, pt. „Produkt muzealny w wybranych miastach świata – promocja szlaków muzeów w Europie”. „Do udziału we wrześniowej konferencji zapraszamy głównie profesjonalnych organizatorów kongresów, touroperatorów, planistów spotkań, przedstawicieli muzeów i podmiotów, działających w zakresie turystyki biznesowej i kulturowej oraz dziennikarzy“ – wyjaśniał Jerzy Gajewski. Celem przedsięwzięcia jest promocja Krakowa poprzez popularyzowanie krakowskich muzeów jako atrakcyjnego produktu dla turystów kulturowych i biznesowych. Powinno to zwiększyć zarówno liczbę turystów w mieście, jak i ilość organizowanych

Udział w konferencji jest bezpłatny. Liczba miejsc ograniczona. Termin zgłoszeń upływa 31 lipca. Formularz zgłoszenia na konferencję znajduje się na stronie internetowej: www.museums.krakow.travel

w obiektach muzealnych kongresów, konferencji i imprez motywacyjnych. Prezentacja, która miała miejsce na początku czerwca w Instytucie Polskim w Bratysławie, była jedną z dziesięciu, zorganizowanych poza granicami Polski. Jak nas poinformował J. Gajewski, podobne prezentacje odbyły się lub odbywają m.in. w Paryżu, Sztokholmie, Londynie, Pradze, Brukseli, Turynie, Wiedniu. Uczestnicy konferencji w Krakowie, w ramach oferty muzealnej skierowanej głównie do turystów-biznesmenów, będą mieli możliwość - do wyboru – zwiedzenia jednego z pięciu tematycznych szlaków: „Hity krakowskich muzeów”, „Sztuka Młodej Polski”, „Szlak nauki i wiedzy”, „Szlak kultury żydowskiej” lub „Życie dawniej”. W miarę zainteresowania gości organizatorzy zaproponują też wycieczki po atrakcjach Małopolski. A zatem, kto ciekaw Krakowa, może wypełnić formularz i ruszyć do miasta, w którym niewątpliwie stale jest co odkrywać! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ydaje, że ostatnio polscy artyści, wystawiający swoje prace na Słowacji, upodobali sobie egzotyczne, a nawet niezrozumiałe nazwy prezentacji swoich prac. Po wystawie „Agoganys” Mirosława Bałki, która miała miejsce w trnawskiej synagodze, 16 czerwca w Instytucie Polskim odbył się wernisaż wystawy „Bodegónes” Joanny Jędrusik. Wymienione wyżej nazwy są niezrozumiałe jednak tylko pozornie. „Agoganys” to „synagoga”, czytana od końca. A „bodegónes”? To po hiszpańsku kuchenna martwa natura. Według autorki prezentowanych prac gatunek ten wbrew pozorom wcale nie jest martwy, a czasami może powiedzieć o wiele więcej niż sceny figuralne czy inne, pokazując świat w sposób prosty i skromny. Bodegónes stanowią jednak tylko część wystawy. Drugą stanowi seria kolaży „SME Ženy”, w którym artystka wykorzystała różne wycinki z gazet – zdjęcia i teksty – by stworzyć nową wypowiedź, często dowcipną i zaskakującą, ale też wnikliwie analizującą współczesną codzienność. Według dizajnerki Julii Kunovskiej powstałe w ten sposób obrazowo-tekstualne wiersze nie są tylko zabawnymi i pięknymi kawałkami rzeczywistości, ale dziełami z uśmiechem i dystansem oddającymi zakodowane poważne znaczenia. Na trzecią i ostatnią część wystawy składają się sceny figuralne z cyklu „Déj`a vu”, stworzone z elementów różnych znanych obrazów, połączonych w nowych kompozycjach, przynoszących nowe znaczenia. Joanna Jędrusik nie jest początkującą artystką. Świadczą o tym nie tylko ideowa dojrzałość i pewność siebie jej dzieł, ale choćby sam fakt, że „Bodegónes” jest jej piętnastą wystawą. Wcześniej w Bratysławie wystawiała swe prace dwa lata temu, razem z Grażyną Stando (wystawa „Fifty-Fifty” w Galerii X). Swoje wystawy miała też w Australii, Niemczech, Czechach, no i oczywiście w Polsce. Jest też autorką jednej z krów, które kilka lat temu podczas „CowParade” „zaatakowały” europejskie i światowe miasta. MILICA URBANÍKOVÁ

MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

W

Stránka 25

Martinie 30 października 1918 roku zebrała się na swoim pierwszym i jedynym posiedzeniu słowacka Rada Narodowa, która wydała deklarację, wyrażającą wolę narodu słowackiego wstąpienia wraz z narodem czeskim do wspólnego organizmu państwowego, powstającego na gruzach monarchii austro-węgierskiej, o czym była mowa w poprzedniej „pigułce historycznej”.

Listopadowe dni

Wydana deklaracja miała jednak małą wartość praktyczną. W kraju nadal urzędowała węgierska administracja i policja. Ponadto 1 listopada w Budapeszcie ukonstytuował się nowy rząd, który chciał wprowadzić w życie narzucone przez ententę warunki zawieszenia broni, ale jednocześnie w imię węgierskiego patriotyzmu starał się przeciwstawiać, na ile się da, pomniejszeniu terytorium Węgier. Liberalnym nastawieniem chciał sobie zaskarbić sympatie i zrozumienie przywódców zwycięskiej koalicji, co mogło być groźne dla sprawy słowackiej. Czesi byli lepiej zorganizowani i bardziej aktywni. Komitet Narodowy w Pradze postanowił realizować politykę faktów dokonanych, która byłaby pomocą dla Słowaków. Na swym posiedzeniu 2 listopada zdecydował się wydać rozkaz istniejącym już czeskim jednostkom, które wyodrębniły się z armii austriackiej, aby wejść na zamieszkałe przez Słowaków tereny węgierskie i obsadzać je w imieniu nowego państwa czechosłowackiego. Jeszcze wieczorem tego dnia pierwszy oddział przejechał pociągiem z Břeclavia do Malacek i proklamował tam Czechosłowację. Na początku wydawało się, iż akcja będzie przebiegać bezproblemowo. Węgrzy byli zdemoralizowani i działali w panice, władze uciekały, panował chaos. Sytuację komplikował brak żywności, w związku z czym zaczęły się dzikie wyprawy rekwizycyjne na wieś. Atakowano przede wszystkim majątki węgierskie, na wpół pozbawione właścicieli, którzy w obawie przed rozruchami uciekli do Budapesztu lub Bratysławy. By zapanować nad sytuacją na ziemiach słowackich, czeski Komitet LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

Pierwszy tymczasowy rząd słowacki Vavra Šrobara

WAŻKIE WYDARZENIA W D Z I E JA C H S Ł OWA C J I Narodowy zdecydował o stworzeniu w Pradze rządu słowackiego, który powołano 4 listopada. W jego skład weszły cztery osoby. Oczywiście rząd ten nie miał za sobą żadnej legitymizacji społecznej, jego utworzenie miało raczej charakter symboliczny, ale taka była sytuacja wszystkich powstających wówczas w Europie Środkowej nowych reprezentacji narodowych. Przewodniczącym tego rządu został Vavro Šrobar – ważna i ciekawa postać z generacji działaczy słowackich jeszcze sprzed I wojny światowej. Šrobar urodził się w okolicy Rużomberku w roku 1867. Chociaż pochodził z biednej rodziny, dostał się do gimnazjum, skąd jednak wyrzucono go za panslawizm. Dalszą naukę umożliwili mu Czesi, dzięki którym maturę zdał w Přerovie. Studia medyczne skończył w Pradze, gdzie spotkał wówczas jeszcze docenta Tomáša Masaryka, którego został wiernym zwolennikiem. Był też zwolennikiem współpracy Czechów i Słowaków – sam uważał się za Czechosłowaka. Pracował jako lekarz w Rużomberku, a jednocześnie prowadził aktywną działalność polityczną. W roku 1898 współzakładał, a potem redagował, ważne dla słowackiej świadomości narodowej pismo Hlas. W 1906 roku razem z Andrejem Hlinką (proboszczem z Rużomberka) został aresztowany i w głośnym procesie osądzony za działalność antywęgierską. Hlinka dostał dwa lata więzienia, Šrobar rok. Pod koniec I wojny internowano go po tym, jak na wiecu w Liptowskim Mikulaszu publicznie wzywał, aby „słowacka gałąź narodu czechosłowackiego” wyzwoliła się z spod węgierskiej władzy. Dnia 28 października 1918 roku w Pradze był jedynym Słowakiem obecnym przy proklamowaniu Czechosłowacji. Przed północą 4 listopada 1918 roku Šrobar i jego trzech towarzyszy pod ochroną 100 czeskich żandarmów wjechali na teren Słowacji i zatrzymali się

w Skalicy w pobliżu granicy z Czechami – dalej nie dało się jechać. W ciągu kilku dni sytuacja bowiem się zmieniła – Węgrzy ochłonęli z szoku, którego doznali na przełomie października i listopada, kiedy to uświadomili sobie przegraną wojnę, i przywrócili działanie swojej administracji. Šrobar spędził w Skalicy dwa dni po czym – w porozumieniu z Pragą – zdecydował się wrócić do stolicy Czech, aby lepiej przygotować wprowadzanie władzy słowackiej na terenie byłych Północnych Węgier, które odtąd miały być Słowacją. Nowopowstały w Pradze parlament, który przez kraje ententy uznany został za reprezentację całej Czechosłowacji, uchwalił 10 grudnia 1918 roku specjalną ustawę o nadzwyczajnych pełnomocnictwach dla zarządzania Słowacją. Vavro Šrobar, wyposażony w taki instrument prawny, w towarzystwie tym razem aż 11 komisarzy resortowych (miało być 14, ale trzech dojechało dopiero po kilku dniach) wjechał ponownie na Słowację 12 grudnia 1918 roku, tym razem na północy od strony Cieszyna i dojechał do Żyliny. Dalej węgierscy żandarmi nie chcieli już wpuścić czechosłowackich urzędników. Ten swoisty rząd Šrobara zarekwirował na swoje potrzeby biura miejscowej filii Banku Kredytowego i… rozpoczął urzędowanie. Przejmował urzędy i szkoły, wprowadzał nowy język urzędowy, zakładał posterunki czeskiej policji i żandarmerii (policja działała w miastach; w małych miasteczkach i na wsi żandarmeria, która była skoszarowana), zwalniał urzędników, odmawiających posłuszeństwa nowemu państwu czechosłowackiemu, rozpędzał antysłowackie i antyczeskie demonstracje. Dzisiaj o 12 grudnia 1918 roku mówi się jako o początku państwowości czechosłowackiej na ziemiach słowackich i dniu wyzwolenia się Słowaków spod panowania węgierskiego. W rzeczywistości był to jednak dopiero początek procesu, który trwał aż do roku 1921. Do dzisiejszej stolicy Słowacji np. oddziały czechosłowackie weszły dopiero 1 stycznia 1919 roku, a 6 marca uroczyście zmieniono nazwę miasta z Prešporok na Bratysława. ANDRZEJ KRAWCZYK Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

25


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 26

Gabriel Petraš o polskich inspiracjach Przy dźwiękach piosenek Fogga i Santor Okazja ku temu była odpowiednia – jego 45. urodziny, które uczcił wystawą prac, prezentowanych w galerii miasta Trenczyna w Wieży (relację z tej imprezy przedstawialiśmy w poprzednim numerze „Monitora”). Z zainteresowaniem obejrzałam prace jubilata. To, co je łączy na pierwszy rzut oka, to kształt – wszystkie nowe obrazy z 2009 i 2010 roku są okrągłe. „Wpadłem na pomysł, by wykorzystać końcówki od szpul, na które są nawinięte kable” – wyjaśnia pan Gabriel. Wygląda to efektownie. Jedna z nich przedstawia Jezusa Chrystusa, inna kilka serc, kolejna „udaje” zegar. W sumie 45 prac na 45. urodziny! Taki prezent sprawił zarówno sobie, jak i swoim bliskim i przyjaciołom. „Miewam okresy, że w ogóle nie maluję, a szkice czekają miesiącami, zanim coś z nich powstanie” – mówi szczerze. Ale tym razem było inaczej, bowiem gdy pan Gabo dowiedział się, że swoje dzieła będzie mógł pokazać w pomieszczeniach galerii, zabrał się do pracy i w ciągu miesiąca dokończył większość prac. Kiedy pytam go o inspiracje, wydaje się zdziwiony. Dla niego to oczywiste – czasami coś ciekawego usłyszy w radiu, czasami coś zobaczy w telewizji. Podczas naszej rozmowy wspomina polskie piosenki, przy których wyrastał. „Moja mama Polka miała płyty Ireny Santor i Mieczysława 26

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

„T

rochę tworzę, więc chciałem Pani podarować moją grafikę. Może przyda się do Monitora?” – zwrócił się do mnie kilka miesięcy temu podczas spotkania świątecznego pan Gabriel Petraš, członek Klubu Polskiego, którego nieraz miałam okazję spotkać w Trenczynie. Podczas klubowych imprez nie zawsze jest czas, by porozmawiać dłużej, ale tym razem się udało – przed kolejną trenczyńską imprezą umówiłam się z panem Gabrielem, by dowiedzieć się czegoś więcej o jego życiu, fascynacjach, twórczości. Fogga – to moje dzieciństwo” – przyznaje. Po chwili zdradza, że tematem jego kolejnej pracy będzie właśnie piosenka z repertuaru Ireny Santor „Walczyk Warszawy”. Będzie to obraz o długości 4,5 m, przedstawiający warszawskie Stare Miasto, widziane z wieży kościoła św. Anny. „Jeśli mi się uda, to pojadę do Warszawy, ale już sprawdzałem i wiem, że na tej wieży jest zainstalowana kamera, a zatem dzięki Internetowi będę mógł podziwiać stare warszawskie kamienice, będąc tu, w Trenczynie” – mówi Gabo Petraš.

W cieniu sztalug Kiedy miał 4 i pół roku, na świat przyszedł jego brat i rodzice zdecydowali, że przez rok mały Gabo będzie mieszkał u dziadków pod Lublinem w Bełżycach. Tam wszędzie towarzyszył dziadkowi Stefanowi Wójtowiczowi, który pracował w polu, malował ściany, a także i obrazy. Wychodzili w plener – dziadek malował na sztalugach, mały Gabriel na tekturze. „To dziadek był moim pierwszym nauczycielem. Pamiętam, że zawsze powtarzał, bym wystrzegał

się używania koloru czarnego w obrazach” – wspomina mój rozmówca. Dziadek stworzył sporą kolekcję obrazów. Po jego śmierci nasz bohater zajął się dokumentowaniem jego twórczości. „Wyróżnieniem dla mnie było to, że dziadek powiesił sobie na ścianie jeden z moich obrazów” – przyznaje, nie kryjąc, że to właśnie dziadek był jego autorytetem. Przebywając na lubelskiej wsi, mały chłopiec miał też obowiązki – miał pomagać w polu. „Nie podobało mi się to, więc uciekłem – wspomina. – Zabłądziłem MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

i do domu przyprowadził mnie milicjant, któremu sąsiedzi podpowiedzieli, że ten mówiący w innym języku chłopiec jest wnukiem państwa Wójtowiczów”. Ale po roku, spędzonym w Polsce, tak bardzo wrósł w polskie środowisko i opanował język polski, że po powrocie na Słowację przez kilka pierwszych dni w przedszkolu w Krompachach nie umiał mówić po słowacku, a w związku z tym miał kłopoty z porozumieniem się ze swoimi rówieśnikami. „Co roku jeździliśmy na wakacje do Polski, ale chyba ten roczny pobyt spowodował, że do dziś gdzieś w środku jest moje drugie, polskie ja” – wyznaje. Kiedy pytam go, czy czuje się Polakiem, odpowiada skromnie, że z uwagi na braki w wiedzy z zakresu historii Polski, nie mógłby jednoznacznie przywłaszczyć sobie polskiej tożsamości. Kiedy rozmawiamy o Polsce i przodkach mojego rozmówcy, zauważam na jego twarzy wzruszenie, pewną nostalgię. „Byłem małym chłopcem, ale pamiętam Boże Narodzenie w Polsce – dostałem wtedy czerwoną ciężarówkę z żółtymi kołami. To były czasy…”.

Czym skorupka za młodu nasiąknie… Marzył o tym, by zostać konserwatorem zabytków, ale

Stránka 27

kandydatów na studia było 90, a tylko dwa miejsca. „To były czasy socjalizmu, a ja nie udzielałem się w żadnych organizacjach” – wyjaśnia pan Gabo. Studiował więc budownictwo w Bratysławie i obecnie pracuje jako inżynier budowlany w dziale inwestycyjnym pewnej firmy w Nowym Mieście nad Wagiem. Od 1999 roku mieszka w Trenczynie, skąd pochodzi jego żona, którą poznał… na wystawie swoich prac w Prievidzy. Ich córka Katka też ma zdolności plastyczne i podpatruje ojca przy pracy. „Nic jej nie podpowiadam, bo w sztuce liczy się fantazja” – wyjaśnia. Cała rodzina czynnie bierze udział w życiu Klubu Polskiego w Trenczynie. Podczas niektórych imprez pan Gabo zajmuje się klubowymi dziećmi, które pod jego okiem malują – tak było np. podczas majowego zlotu w Podskaliu. Dobrze wie, że to, co dorośli zainwestują w dzieci, zaowocuje w ich życiu dorosłym. Sam jest tego najlepszym przykładem. Z pewnością to polska „inwestycja” spowodowała, że, przeczytawszy w „Monitorze Polonijnym” informację o spotkaniu Klubu Polskiego w Trenczynie, przyszedł na nie wraz z rodziną i działa w jego szeregach do dziś. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA Trenczyn

Hymn na 15-lecie Monitora Polonijnego Pewnej nocy, nim słonko wstało, przywołałem wspomnień niemało. Zanim zaświtało w Warszawie, śniłem o Słowacji i Bratysławie.

15 lat

„MONITORA“

Filmowe klatki, ludzie, wydarzenia, spotkania rozmaite, Trenczyn, Koszyce, Nitra, Liptowski Mikulasz i Skalite. Monitor, redaktorki, korekty, zaległe terminy, dyżurnych malkontentów niezadowolone miny. Dubnica nad Wagiem, Poważska Bystrzyca, Żylina, zwyczajna, codzienna konsularna krzątanina. Wśród zadań służbowych i „familijnych“, Miejsce szczególne miał Monitor Polonijny Poznałem czasopismo jesienią 2001 roku, monitorowałem dojrzewanie krok po kroku. Byłem, gdy zadebiutował w nowej szacie, nie ona jedynie zdobi – wszak to znacie. Ważniejsze są serce i dusza Redakcji oraz zaangażowanie Czytelniczej populacji. Oddechu obu płucom starczyło w nadmiarze, Czytelnik z Redaktorem w jednej tańczą parze. Publikując na monitorowych łamach, dowodziłem, że historia to nie dramat. Przedstawiając Czytelnikowi nowy tekst, mówiłem: „Historia magistra vitae est“. Życzę Redakcji sukcesów i poczucia humoru, w razie problemów lub wydawniczego sporu, aby nad każdym z Was czuwał Anioł Stróż, a biurko Szefowej ozdobił pęk polskich róż. Hymn ten zabrzmi jak okrzyk owacyjny. Niech nam żyje Monitor Polonijny!!! Składam serdeczne życzenia na 15-lecie, najmilszemu pismu Rodaków na świecie. Warszawa, 2010 WOJCIECH BILIŃSKI Ministerstwo Spraw Zagranicznych Konsul RP na Słowacji w l. 2001-2006

LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

27


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 28

Kolorowe lato, „kolorowe” zespo∏y muzyczne

„L

ato, lato, lato wszędzie“ – wirujące gdzieś w mojej głowie słowa tego wakacyjnego przeboju natchnęły mnie, by w tym odcinku rubryki „Młodzi w Polsce słuchają“ przypomnieć legendarne i wspomnieć współczesne grupy muzyczne, które w swojej nazwie mają kolor.

„Kolorowe” polskie zespoły, takie jak „Czerwono-Czarni”, „NiebieskoCzarni”, „Czerwone Gitary”, pojawiły się w szalonych latach 60. Wszystko zaczęło się w roku 1959, kiedy to w gdańskim „Rudym Kocie” świętowano narodziny polskiego rock and rolla. U źródeł polskiego rocka tkwił jazz i pierwszy zespół rockandrollowy „Rythm and Blues”. Rock powędrował jednak własną drogą. Z niego zrodził się big-beat, a pałeczkę od „Rythm and Bluesa” przejęli „Czerwono-Czarni”, inaugurując kolejny rozdział muzyki – czas mocnego uderzenia. Zespół powstał w 1961 roku przy gdańskim klubie studenckim „Żak”. Polskie nazwy „kolorowych” zespołów wymyślił Franciszek Walicki – ojciec polskiego big-beatu. Kolory nawiązywały do barw gdańskiego „Jazz Klubu” – czarny uważany był za symbol niewoli, zaś czerwony oznaczał rewolucję. Wielką zasługą „Czerwono-Czarnych” było rozśpiewanie młodzieży i organizacja ogólnopolskich Festiwali Młodych Talentów. Z zespołem występowało wielu piosenkarzy i piosenkarek, bez których muzyka

Czerwone Gitary lat 60. i 70. byłaby znacznie uboższa – wystarczy wspomnieć kilka nazwisk: Kasia Sobczyk, Michaj Burano, Karin Stanek, Helena Majdaniec, Wojciech Gąsowski, Jacek Lech. Wraz z nimi grupa nagrała wiele płyt i przebojów, takich jak: „Mały książę”, „O mnie się nie martw” czy „Jedziemy autostopem”. Ogromnym sukcesem była też msza beatowa „Pan przyjacielem moim”, skomponowana przez Katarzynę Gaertner. Piosenki „Czerwono-Czarnych” tworzą niewątpliwie zbiór przebojów złotego okresu polskiego beatu, przebojów, którym z perspektywy czasu

Czerwono-Czarni 28

można wiele zarzucić, ale w których było jednak coś szczerego, coś, dzięki czemu nadal chętnie ich słuchamy i do nich wracamy. Rok 1963 przyniósł „CzerwonoCzarnym” kolejne sukcesy i ostrą rywalizację z „Niebiesko-Czarnymi”. Niektórzy wokaliści grupy zmienili „barwy klubowe“, przechodząc właśnie do „Niebiesko-Czarnych”. „Niebiesko-Czarni” to zespół powstały wiosną 1962 roku w Gdyni i debiutujący w gdańskim klubie „Żak” z zamiarem przejęcia rockandrollowej pałeczki od „CzerwonoCzarnych”, których repertuar w tym czasie skłaniać się zaczął ku muzyce pop. Historii grupy nie da się zamknąć w kilku zdaniach, kilku liczbach czy kilku tytułach. Nikt nie przypuszczał, że stanie się ona muzyczną sensacją i że jej kariera będzie tak oszałamiająca. W latach 1962-1963 „Niebiesko-Czarni” byli gospodarzami sopockiego klubu „Non Stop” – pierwszej, legendarnej sceny polskiego rocka. To właśnie tam padło hasło: „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki”. Już pierwszy skład grupy wprowadził do repertuaru twistowe aranżacje ludowych piosenek, takich jak „Hej, bystra woda”, „Idzie dysc”, „Hej, tam w dolinie”. Ale takie przeróbki stanowiły margines zainteresowań zespołu. Dużym sukcesem był występ w paryskiej „Olimpii”. Po nim i po wprowadzeniu pierwszej w historii gitary basowej, skonstruowanej przez Henryka Zomerskiego, przyszły kolejne, jak np. zaproszenie do Radia „Luxemburg”. Na początku z „Niebiesko-Czarny-

Niebiesko-Czarni MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 29

mi” występowało 6 solistów, którzy w następnych latach pozakładali własne zespoły. Byli to m.in. Ada Rusowicz, Wojciech Korda, Czesław Wydrzycki /Niemen/ czy Helena Majdaniec. Okazało się bowiem, że grupa o bogatej biografii artystycznej stała się kuźnią talentów. Dzięki niej powstał kolejny „kolorowy” zespół, czyli „Czerwone Gitary”, a sukcesy osiągał Czesław Niemen. „Czerwone Gitary” powstały w 1965 roku na skutek zmian personalnych w grupie „Pięciolinie”, cieszącej się lokalną sławą na Wybrzeżu. Ponieważ członkowie zespołu grali na czerwonych gitarach, przyjęli nazwę „Czerwone Gitary”. Grupa starała się w miarę możliwości osiągnąć beatelsowskie brzmienie. Z perspektywy czasu można się dopatrzeć pewnych analogii – tak jak czwórka z Liverpoolu grała w składzie czteroosobowym i miała dwóch wiodących kompozytorów. Z biegiem lat jej skład ulegał małym zmianom. Dziś „Czerwone Gitary”, promując młode talenty, grają w składzie powiększonym o młodszych muzyków. Są chyba najpopularniejszym zespołem tego typu, akceptowanym praktycznie przez wszystkie pokolenia publiczności. Grupa nagrała wiele przebojów i wydała wiele albumów, które osiągnęły status złotych płyt. W historii polskiej fonografii sprzedała największą ilość płyt ze wszystkich „kolorowych“ zespołów. Przeboje, takie jak „Historia jednej znajomości“, „Dozwolone od osiemnastu lat“ „Matura,“ „Anna Maria“, do dziś śpiewa cała Polska, a piosenka „Nie spoczniemy“ stała się hasłem zespołu, obowiązującym na kolejne lata. „Czerwone Gitary” znane są też w Niemczech, gdzie nagrały polskie piosenki w języku niemieckim i gdzie stale koncertują Obecnie, jeśli na polskiej scenie muzycznej pojawiają się zespoły, w których nazwach pojawiają się kolory, to brzmią one obco – po angielsku. Do takich grup muzycznych należą np. „Golden Life”, „Blue Cafe”, „Red Combo” czy „Golden Team”. URSZULA SZABADOS LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

Różyczka

ale z kolcami

L

ato w pełni. Okres wypoczynku, jak co roku, łączy się z telewizyjnymi powtórkami. W kinach niestety też niewiele nowości. Amerykanie proponują swoje produkcje, jak „Toy Story 3”, „Shrek 3” czy „Książę Persji”, czyli kino łatwe, lekkie i przyjemne. Polskie kino zaś zamarło, ale nie do końca, bowiem dzięki nagrodom, uzyskanym podczas 35. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, na ekrany powróciła „Różyczka”, która swoją premierę miała 12 marca. Film ten, wyreżyserowany przez Jana Kidawę-Błońskiego, który wraz z Maciejem Karpińskim jest też autorem scenariusza, na tegorocznym gdyńskim festiwalu otrzymał nagrodę główną „Złote Lwy”. Na tym samym festiwalu nagrodzono też odtwórczynię roli „Różyczki” Magdalenę Boczarską za główną rolę kobiecą, a Wiesław Znyk i Joanna Napieralska otrzymali nagrodę za dźwięk. W Gdyni film otrzymał też „Złotego Klakiera” – nagrodę dla najdłużej oklaskiwanego podczas festiwalu filmu. „Różyczkę” doceniono również w Moskwie, gdzie pod koniec czerwca na tamtejszym festiwalu nagrodę „Srebrnego Świętego Jerzego” dostał Jan KidawaBłoński za jej reżyserię. Tytułowa Różyczka to pseudonim głównej bohaterki Kamili (M. Boczarska), zaślepionej miłością do funkcjonariusza SB Romana (w tej

roli Robert Więckiewicz), która zgadza się na nietypową inwigilację znanego pisarza, granego przez Andrzeja Seweryna, wdając się z nim w romans. Związek ten przeradza się w głęboką więź, co niepokoi Romana, bowiem zakochany intelektualista, nie zwracając uwagi na różnicę wieku, wykształcenia i pozycji, poślubia „dziewczynę znikąd”. Ale to nie koniec opowieści. Czy Kamila tylko wykorzystała pisarza, czy naprawdę się w nim zakochała? W jaki sposób zostaną wykorzystane raporty, sporządzone przez Kamilę? Na te oraz inne pytania znajdą Państwo odpowiedzi w filmie, który warto obejrzeć w wakacyjny wieczór. Na koniec dodam tylko, że fabuła zainspirowana została prawdziwymi wydarzeniami – historią kilku ostatnich lat życia Pawła Jasienicy. MAGDALENA PIETZ POZNAŃ

29


Monitor07/08

B

16.07.10 09:49

Stránka 30

itwa pod Grunwaldem to bez wątpienia największa polska bitwa czasów średniowiecza i jedna z największych w historii średniowiecznej Europy, a równocześnie ostatnie tak wielkie starcie średniowiecznego rycerstwa.

Wiktoria grunwaldzka w pamięci Polaków

W ramach wielkiej wojny z państwem Zakonu Krzyżackiego 15 lipca 1410 roku na polach między Stębarkiem i Grunwaldem a wsią Ulnowo i jeziorem Łubień doszło do bitwy pomiędzy armią polsko-litewską, dona jest w filmie „Krzyżacy” walczącego na czele chorąwodzoną przez króla Władysława z 1960 r. w reżyserii Alegwi chełmińskiej, oraz StaJagiełłę, a wojskami krzyżackimi pod ksandra Forda oraz na szka z Bolumina, właściciewodzą wielkiego mistrza Zakonu wspomnianym już obrazie la dóbr na Kujawach i ziemi Jana Matejki „Bitwa pod Ulricha von Jungingena. Do walki stadobrzyńskiej, zaufanego Grunwaldem” z 1878 ronęło około 50 tys. walczących, z czepokojowca wielkiego miku. go siły Królestwa Polskiego i Wielkiestrza Ulricha von JunginBitwa obfitowała w drago Księstwa Litewskiego stanowiły gena, a być może także tajmatyczne momenty, by około 30 tysięcy żołnierzy. Ponad ponego agenta króla polskie- Władysław Jagiełło pod koniec zamienić się łowa z nich to polskie siły zbrojne, go. w rzeź. Polscy i litewscy żołnierze chorągwie ziemskie, oddziały nadWśród krzyżackich sił zbrojnych worne i wojska zaciężne, m.in. z Czech. bezlitośnie atakowali wyróżniających wyróżniali się bracia-rycerze, stanoPozostali walczący pod wodzą Jasię strojem rycerzy zakonnych. wiący kadrę dowódczą. Było ich zagiełły to 40 chorągwi litewskich, poZginęli wielki mistrz Ulrich von ledwie ok. 250. Od pozostałych róchodzących przede wszystkim z częJungingen i niemal cała starszyzna zażnili się ubiorem; odziani byli w strości ziem Rusi, będących pod panowakonu (203 braci zakonnych) oraz je zakonne, czyli białe kaftany, ozdoniem Litwy, ze sprzymierzonych pułokoło 8 tys. rycerzy, co znaczy, że pobione czarnym krzyżem. Do walki nie ków rosyjskich Nowogrodzian oraz legło wówczas ok. 50 % (nie licząc przywdziewali jednak odświętnych z pomocniczych oddziałów tatarwziętych do niewoli) armii zakonu. długich białych płaszczy, znanych skich. Po stronie krzyżackiej do boju Straty armii polskiej były znikome, nanam z obrazu Jana Matejki. Między stanęło 51 chorągwi, liczących ok. tomiast znacznie większe poniosły chorągwiami krzyżackimi rozstawio15-20 tys. żołnierzy. Były to chorąwojska litewskie; historycy szacują, no armaty polowe, prawdopodobnie gwie głównie z ziem pruskich oraz że sięgnęły one nawet 50 % ich pierużyte po raz pierwszy w tej części liczni rycerze z zachodniej wotnego stanu. Europy. Europy, m.in. z Czech, NiTa ostatnia wielka bitwa rycerskiej Bój rozpoczął się w południe. Wielki Ksiąderlandów, Francji, Anglii, Europy skończyła się wiktorią zjeżę Litewski Witold doSzkocji, Kastylii, Aragonii, dnoczonych sił polsko-litewskich, wodził wojskami litewPortugalii, Włoch, Węgier o czym z dumą zawiadamiał możnych skimi, zaś król Polski oraz ochotnicy ze słowiańtego świata król Władysław Jagiełło, Władysław Jagiełło nie skiego Pomorza. W szereśląc do nich jeszcze z pola bitwy listy uczestniczył w walce gach Zakonu znaleźli się taz wiadomością o bezprzykładnym bezpośrednio – stał na kże rycerze polscy, zamieszzwycięstwie rycerstwa dotąd peryfewzgórzu za linią wojsk, kujący ziemię chełmińską ryjnej Europy w bitwie z rycerstwem skąd obserwował przei Pomorze Gdańskie, którzy powszechnie znanego i świetnie zorbieg bitwy i wydawał byli zobowiązani do służby ganizowanego państwa Zakonu Krzyrozkazy. Rycerze walw armii krzyżackiej. Jan żackiego. Do rozpowszechnienia na czyli na koniach. W biDługosz w swych Kronikontynencie europejskim wieści o bitwie nie brała udziału kach wspomina dwu takich Wielki Książę twie grunwaldzkiej przyczynili się piechota, która pokazarycerzy – Mikołaja z Ryńska, Litewski Witold także sami krzyżacy. Znakomity 30

MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 31

mediewista prof. Henryk Samsonowicz pisze, że: „Po raz pierwszy bitwa, stoczona przez Polaków i Litwinów, tak szeroko została uwzględniona na kartach kronik, pisanych nie tylko w krajach sąsiednich, lecz także tych oddalonych od Polski. Pojawiły się informacje /.../ nawet na ziemiach Półwyspu Iberyjskiego; pisano o Grunwaldzie w miastach hanzeatyckich (wielki mistrz, władca Prus krzyżackich, był oficjalnie suwerenem i opiekunem Hanzy)”. Kroniki, powstałe w Wiedniu, Moguncji czy Strasburgu, głosiły nawet, że Grunwald był karą boską za krzyżacką pychę. Tak więc bitwa grunwaldzka nie tylko zmieniła proporcje sił między Polską a zakonem; po Grunwaldzie, który był efektem unii zawartej z Litwą (Krewa 1386) Polska stała się stroną silniejszą, ale Grunwald przede wszystkim zwrócił uwagę Europy na Koronę i Wielkie Księstwo, które po akcie zawartym w Krewie utworzyły nowe, najrozleglejsze władztwo terytorialne w Europie. Adam Krzemiński, publicysta „Polityki”, zwraca uwagę, że wiktorię grunwaldzką można uznać za „symbol przesuwania się młodszej Europy ku cywilizowanemu centrum” oraz za „symbol skutecznych struktur unijnych, jakie wówczas potrafiły wypracować elity, decydujące o losach Korony i Wielkiego Księstwa”. Pamięć o tym, zdaniem Krzemińskiego, może być naszym wianem, wniesionym do Unii Europejskiej. O bitwie pod Grunwaldem wiedzą dziś niemal wszyscy Polacy i Litwini, wiedzą o nim Białorusini, Ukraińcy i Rosjanie, a jako bitwę pod Tannenbergiem wspominają ją Niemcy. I fakt, że pamięć ta przetrwała wieki, nie dziwi, bo przecież Europejczycy swe poczucie dumy narodowej od dawna opierają nie na dokonaniach na polu gospodarki, kultury czy ustawodawstwa, ale na pamięci zwycięskich bitew i często przegranych wojen z sąsiadami. Wiktoria grunwaldzka szybko stała się symbolem odwagi, walki o słuszną sprawę, męstwa, a także punktem odLIPIEC - SIERPIEŃ 2010

niesienia dla następnych pokoleń. W Polsce pamięć o niej stała się elementem pamięci zbiorowej, cementującej wspólnotę narodową. Ta pamięć w ciągu wieków ulegała przekształceniom, odpowiadającym potrzebom czasu, pragnieniom ludzi, ich wyobrażeniom i preferowanym wartościom. Dziś, w III Rzeczpospolitej bitwę grunwaldzką przypominają coroczne jej obchody na grunwaldzkich polach, rajdy samochodowe i rowerowe, pojedynki rycerskie. Do tradycji grunwaldzkiej nawiązywali też bracia Kaczyńscy, rozpoczynając swą kampanię wyborczą w 2005 na tle obrazu Jana Matejki, co niewątpliwie oznaczało zapowiedź charakteru prowadzonej przez nich polityki historycznej. Z okazji 600-lecia bitwy, na podstawie studium prof. Henryka Samsonowicza Pamięć i mity, postaramy się przybliżyć znaczenie i wartości wiktorii grunwaldzkiej, ważne dla naszych przodków. Jan Długosz, którego Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego 1415-1480 są podstawą naszej współczesnej wiedzy o wielkiej wojnie z Zakonem i samej bitwie pod Grunwaldem, dawał w nich wyraz poczucia krzywd, doznanych przez naszych rodaków z rąk krzyżackich, które skutkowały nienawiścią do „brodatych braci” i kompleksem niższości wobec lepiej zorganizowanego państwa zakonnego. To według Dłu-

gosza król Władysław Jagiełło skomentował ponoć śmierć wielkiego mistrza słowami: „Patrzcie, rycerze, jak zgubna jest pycha i wyniosłość wobec Boga. Oto ten, który wczoraj tyle królestw i państw swojemu przeznaczył panowaniu, któremu wydawało się, że potędze nie ma nikogo sobie równego, leży pozbawiony wszelkiej swoich pomocy, nędznie zabity, ukazując swoim upadkiem, o ile duma niższa jest od pokory”. Przez wiele lat, które upłynęły od bitwy, pamięć o niej rozładowywała kompleksy narodowe, np. w anonimowym utworze z XV wieku, napisanym ponoć na jednej z wawelskich ścian, krzyżacy to „nadęta, strojna zgraja”, a wiersz napisany w języku polskim ok. roku 1427 głosił chwałę międzynarodową polskiego i litewskiego władcy: „Król Włodzysław... Wythold ksandz... posiekli brodacze ysz leżeli jako kołacze na polu grunwaldzkim. Słyszano tho w królestwie franszkem, czeskem, wangerskem, angliskem y tako dunskem”. Już w XV wieku siły krzyżackie zaczęto łączyć z „niemieckością”, zaś wojska króla Władysława Jagiełły z „polskością”. Takie skojarzenie zyskało dużą popularność, ale jest daleko idącym uproszczeniem, ponieważ, jak już wspominaliśmy, w skład sił zbrojnych państwa krzyżackiego wchodzili rycerze niemal wszystkich nacji europejskich, zaś armia Jagiełły składała się nie tylko z oddziałów polsko-litewsko-ruskich, ale i mongolskich, czeskich i mołdawskich.

31


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 32

Bitwa pod Grunwaldem nie miała charakteru konfliktu etnicznego, ale charakter mocarstwowy. Z jednej strony potwierdzała prawo Jagiellonów do rządzenia Koroną, z drugiej pamięć o niej była ważnym elementem integrującym ludność Polski i Litwy, stając się częścią pamięci zbiorowej obu narodów. Dzień 15 lipca już od lat 20. XV stulecia był obchodzony jako pierwsze polskie święto narodowe. Było to święto, z okazji którego np. król Kazimierz Jagiellończyk nakazał iluminować ulice i zdobić je kobiercami, a mieszkańcom Krakowa rozdać drobne monety. Z kolei arcybiskup Mikołaj Trąba polecił proboszczom uroczyste obchody tego ważnego dla Kościoła dnia, przypominającego o przyjęciu katolicyzmu przez Litwinów z rąk Polaków. Wiktoria grunwaldzka miała ogromne znaczenie integrujące ludność, zamieszkującą ziemie polskie, ze względu na jej wieloetniczność i wielokulturowość. To miedzy innymi pamięć o udziale w bitwie przodków łączyła ich obywateli, niezależnie od tego, czy byli katolikami, prawosławnymi czy nawet muzułmanami. W czasie, gdy dynastia Jagiellonów zasiadała na tronach Polski, Litwy, Czech, Węgier i należała do najmożniejszych rodów Europy, nie istniała już potrzeba leczenia kompleksów i zwycięstwo grunwaldzkie należało pokazywać jako sukces rodu panują-

32

cego. Na to zapotrzebowanie odpowiedział w 1515 roku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan z Wiślicy, pisząc epopeję w stylu homerowskim O wojnie pruskiej trzy księgi, w której, by uwypuklić sukces Jagiełły, dowartościował przeciwnika i bitwę przedstawił jako starcie dwu gigantów. Profesor Samsonowicz zwraca uwagę na to, że już w XV wieku na temat zwycięstwa grunwaldzkiego powstała zdumiewająca ilość tekstów mówionych i śpiewanych, dostępnych nie umiejącym czytać odbiorcom, których w Koronie było przecież najwięcej. W tych ulotnych tekstach pojawiały się liczne przyjazne wzmianki o Litwinach – śpiewano np. „Hej, Polanie, z Bogiem na nie, już nam Litwy nie dostanie”. Pojawiał się w nich motyw walki sprawiedliwej, mającej boskie wsparcie, ale również motyw trwałej niechęci do Niemców, których „jako psy Polacy bili”, a potem ich „poimano jako bydło trzodą gnano”. W następnych stuleciach Grunwald nie był już tak popularny, ale nadal pozostawał w pamięci zbiorowej, mieszcząc się, jak pisze profesor Samsonowicz, „w zespole wiadomości o innych dokonaniach Polaków. Ich roli jako przedmurza czy tarczy chrześcijaństwa, ich genealogii, sięgającej potomków Noego i starożytnych Sarmatów”.

Do tradycji grunwaldzkiej nawiązywano w Szkole Rycerskiej za czasów Stanisława Augusta. Przypominali o niej m.in. Franciszek Salezy Jezierski, Kazimierz Niesiołowski czy Kajetan Sierakowski. Po upadku państwa polskiego, w czasie zaborów tradycja grunwaldzka została wskrzeszona. Z twórców romantycznych nawiązywał do niej przede wszystkim Juliusz Słowacki. W napisanym ok. 1845 roku Zawiszy Czarnym ukazał bitwę w ponadludzkim rozmiarze jako starcie Dobra ze Złem, szatana z Bogiem, a Polaków jako narzędzie w ręku Boga. Ta mesjanistyczna wizja miała służyć pokrzepieniu serc rodaków po klęsce powstania listopadowego. Nie spotkała się jednak ze szczególnym odzewem. Na przełomie XIX i XX wieku groźba szczególnie silnej rusyfikacji i germanizacji wywołała „wzmożoną – jak pisze prof. Samsonowicz – patriotyczną mobilizację, ogarniającą nie tylko elity, ale także liczne rzesze mieszkańców wsi i miast”. Mobilizowała też wybitnych pisarzy. Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz, Eliza Orzeszkowa i Maria Konopnicka, a później Stefan Żeromski i Kazimierz Tetmajer piórem walczyli o zachowanie przez Polaków świadomości i dumy narodowej. W 1900 roku Henryk Sienkiewicz wydał Krzyżaków, powieść, będącą uwieńczeniem jego pisarskiej działalności. To właśnie Sienkiewiczowska wizja Grunwaldu stanowi do dziś podstawę wiedzy Polaków i Litwinów o bitwie, podobnie jak powstały w 1878 roku obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”, będący zrozumiałym przekazem o triumfie unii obu narodów. W Sienkiewiczowskim wyobrażeniu Grunwaldu mieści się też zwycięski wieczór po bitwie, „wieczór kładący koniec nędzy i trudom nie tylko dnia tego, ale całych stuleci”. Przekaz dla czytelnika jest tu jasny – tylko pokonanie nieprzyjaciela może uszczęśliwić rodaków. W Krzyżakach Sienkiewicz, jak pisze prof. Samsonowicz: „Pokazywał także niemieckie zagrożenie jako, że pod terminem krzyżaMONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 33

cy kryli się Prusacy, czyli w (ówczesnym) potocznym rozumieniu w ogóle Niemcy, którym, podobnie jak przed wiekami, należało dać odpór”. Powieściowy Grunwald Sienkiewicza, a wcześniej jeszcze Kraszewskiego, były realną mobilizacją ciemiężonego narodu. W pierwszym dziesięcioleciu XX stulecia bitwa grunwaldzka znów stała się symbolem wielkiego zwycięstwa politycznego, jakim było zawarcie unii z Litwą. Zarówno w malarstwie, jak i piśmiennictwie podkreślano w niej udział nie tylko Polaków i Litwinów, ale także wojsk z Białorusi i obszarów dawnej Rusi Kijowskiej, na co zwrócono szczególną uwagę w czasie odbywających się w Krakowie obchodów 500-lecia zwycięstwa grunwaldzkiego. Ale nie tylko atmosfera nostalgii za minioną chwałą towarzyszyła tamtym obchodom. W odezwie, wydanej przez Komitet Obchodu Grunwaldzkiego, wzywano rozproszonych po świecie Polaków do skupienia się wokół rocznicy bitwy. I stało się – w dzień krakowskich obchodów wokół odsłoniętego pamiętnika Grunwaldu, na którego cokole widniał napis: „Praojcom na chwałę – braciom na otuchę”, znaleźli się nie tylko przedstawiciele społeczeństwa polskiego ze wszystkich zaborów, ale także przybysze z Rosji, Niemiec, Francji, Stanów Zjednoczonych czy Brazylii. Znaleźli się tam też czołowi twórcy kultury polskiej, zabrzmiały słowa wiersza Zygmunta Mosiewicza 1410 -1910: „O Polsko moja! Znów cię teraz woła na bój co będzie przełomem stuleci jęk wydartego twoim synom sioła i płacz lękliwy katowanych dzieci”, jak LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

i również cytowane przez prof. Samsonowicza strofy poematu Grunwald Jana Meri. W obchodach krakowskich zabrakło jednak delegacji litewskiej; Kazimieras Prapuolenis w pozdrowieniu, przesłanym narodowi polskiemu w imieniu Litwinów, napisał m.in. „Jesteśmy zmuszeni odmówić uczestnictwa w uroczystościach, ze względu na różnice naszych celów politycznych”, a Mieczysław Dwojno-Sylwestronowicz twierdził, iż: „Zwycięstwo pod Grunwaldem, które daje tyle powodów do radości dla Polaków, zupełnie do tego nie uosabia Litwinów”, co tłumaczył tym, że otwarło ono drogę do polonizacji Litwy (oba cytaty za art. Roberta Rokickiego: Żalgiris, czyli Grunwald według Litwinów). W latach międzywojennych bitwa grunwaldzka znalazła się w podręcznikach szkolnych. Przetrwała też w tradycji. Szczególnego awansu doczekała się w okresie PRL, kiedy to, jak twierdzi prof. Samsonowicz, „Krzyżacy awansowali do roli przedstawicielstwa międzynarodowego imperializmu, walczącego z postępowymi siłami Europy, a walka z zakonem stanowiła rozdział tysiącletniej walki z naporem germańskim” i tak była prezentowana w ówczesnych podręcznikach szkolnych, a Pakt Warszawski kojarzono z unią polsko-litewską. Już w 1944 roku ustanowiono Order Krzyża Grunwaldu, upamiętniający walkę z Niemcami. Na plakatach zestawiano wiktorię grunwaldzką ze zdobyciem Berlina w 1945 roku. Jako jeden z nielicznych fragmen-

tów przeszłości bitwa grunwaldzka była pozytywnie oceniana tak przez rządzących, jak i przez rządzonych. Stała się także symbolem walki o postęp społeczny, a film, zrealizowany przez Aleksandra Forda zgodnie z Sienkiewiczowską wizją jej przebiegu, cieszył się ogromnym powodzeniem. Studium prof. Henryka Samsonowicza Pamięć i mity ukazuje, jak szybko wiktoria grunwaldzka stała się punktem odniesienia dla całych pokoleń i w jakim stopniu wpłynęła na politykę historyczną, pozostając elementem pamięci zbiorowej Polaków od czasów monarchii Jagiellonów po PRL i, dodajmy, III Rzeczpospolitą, z pietyzmem serwującą rekonstrukcje wygranych bitew i przegranych powstań. W potocznej świadomości stosunki Zakonu Krzyżackiego z sąsiadami zapisały się przede wszystkim jako pasmo sporów i walk. I kto prócz historyków dziś wie, że niemal trzysta lat sąsiedztwa było wprawdzie przeplatanych wojnami, ale większość tego okresu to czas pokoju, korzystnej współpracy gospodarczej, kontaktów handlowych, społecznych i kulturalnych, pozytywnie wpływających np. na rozwój przygranicznych miast kujawskich. Kto pamięta o tym, że owo sąsiedztwo korzystnie wpłynęło na rozwój północnej Polski i ziem Księstwa Mazowieckiego. Naszej pamięci umyka fakt, że polscy królowie spotykali się z krzyżakami nie tylko na bitewnych polach, ale także jako sojusznicy – kiedy np. Kazimierz Wielki zajmował Lwów, wspierało go państwo zakonne. Może więc warto uznać, że Sienkiewiczowska wizja Grunwaldu spełniła już swe zadanie i pozwolić raz wygrać tę bitwę krzyżakom, bo „oni tak świetnie budowali drogi”, jak w pierwszych dniach lipca anno domini 2010 żartował przed kamerami Telewizji Polskiej jeden z ojców miasta Olsztyna z okazji wizyty obecnego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 33


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 34

O namiętności i miłości z Brukselą w tle

„M

iłość do jednego tylko mężczyzny czy jednej tylko kobiety jest wyrzeczeniem /.../. Idealizm jest śmiercią ciała i wyobraźni”.

Takim mottem, zaczerpniętym z Dzienników Ana’s Nin, zaopatrzyła swą najnowszą książkę, zatytułowaną Nielegalne związki (Wyd. W.A.B., Warszawa 2010), Grażyna Plebanek, autorka znana czytelnikom z takich powieści, jak Pudełko ze szpilkami, za którą otrzymała nagrodę Wydawnictwa „Zysk i S-ka” w konkursie „Dziennik polskiej Bridget Jones”, bestsellerowych Dziewczyn z Portofina czy Przystupy. Przypomnijmy kilka faktów z biografii pisarki, której powieści nie pomnażają banalnych schematów tzw. literatury kobiecej. Urodzona w 1967 roku, absolwentka polonistyki, była dziennikarką Agencji Reutera i „Gazety Wyborczej”, debiutowała opowiadaniami, publikowanymi w dwumiesięczniku „Pogranicza”. Publikowała też m.in. w „Wysokich obcasach”, „Lampie”, „Newsweeku”, „Elle” czy „Bluszczu”. Z Warszawy przeniosła się do Sztokholmu, a od kilku lat mieszka w Brukseli. Jej powieść Nielegalne związki, choć ukazała się przed kilkoma miesiącami, szybko spotkała się z dużym zainteresowaniem czytelników, idącym w parze z pozytywnym przyjęciem przez krytykę, ponieważ, jak pisze Anna Dutka „Gra34

żyna Plebanek niczym wiedźma siedzi nad kotłem ludzkiego losu i miesza, pokazując w migoczących na ścianie obrazach kolejną porcję życia”. Bernadetta Darska z „Pogranicza” uważa, że „Plebanek znakomicie oddaje tymczasowość tego, co wydaje się stałe, ulotność zdarzeń, niemożność zakorzenienia, rolę przypadku wpływającego na los bohaterów”. Wstrzemięźliwa zwykle w swych ocenach Justyna Sobolewska z „Polityki” uznaje Nielegalne związki za „nowy typ powieści erotycznej”. Te pozytywne oceny nie dziwią; Plebanek bowiem przynosi nowe uniwersalne, ponadnarodowe spojrzenie na współczesnego człowieka i jego intymny żywot. Zarówno czas, jak i miejsce powieściowej akcji

niewątpliwie zainteresują czytelnika – pierwsze dziesięciolecie XXI wieku, środowisko urzędnicze Komisji Europejskiej, gdzie rodzi się nie tylko nowy styl polityki europejskiej, ale także nowy styl życia wielonarodowej biurokracji brukselskiej, który niewątpliwie wywrze swój wpływ na poszczególne społeczeństwa narodowe. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że jest to powieść polityczna. Bruksela, agendy Komisji Europejskiej, konflikty zainteresowań, towarzyszące urzędniczym karierom intrygi to tylko kulisy, w których toczy się życie intymne bohaterów, stanowiących dość typowy trójkąt miłosny. Tworzą go Jonathan, autor bajek dla dzieci, a w Brukseli przede wszystkim ojciec własnym dzieciom, potem dopiero lektor na kursach twórczego pisania, Megi – jego żona, pracująca w Komisji Europejskiej, i ta trzecia – Andrea, szwedzka dziennikarka z pochodzenia Czeszka. Autorka do tego konwencjonalnego schematu wnosi jednak wiele nowego – przede wszystkim nie znajdziemy w jej powieści akcentów feministycznych. Plebanek całą sytuację przedstawia z jakiejś odwróconej perspektywy, doko-

nując całkiem udanej analizy doznań psychicznych i fizjologicznych męskiej strony trójkąta, szamocącej się między żoną, kochanką i dziećmi. I chociaż w końcu „happyendowo” zwycięża rodzina, to jednak prawdziwych zwycięzców nie ma, bo zranieni są wszyscy. Inną wartą uwagi stroną powieści jest sposób, w jaki autorka pisze o erotyce. A czyni to otwarcie, dążąc do jak najbardziej prawdziwego zobrazowania tych najtajniejszych zakątków ludzkiej psychiki i fizjologii, nie unikając scen ostrych czy drastycznego słownika – nigdy jednak nie jest to ani naturalizm, ani wulgarność taniej literatury erotycznej. Przez cały czas udaje się jej zachować równowagę między życiową prawdziwością a dobrym literackim smakiem. Wierzę, że nową powieść Grażyny Plebanek pozytywnie przyjmą i nasi czytelnicy. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 35

B

ył rok 1980. Narastał kryzys. Polska Rzeczpospolita Ludowa stanęła na progu bankructwa – gospodarczego, społecznego i politycznego. Na fali niezadowolenia społeczeństwa wybuchły strajki w Warszawie, Sanoku, Tarnowie, Ostrowie Wielkopolskim, Mielcu i Dąbrowie Górniczej, podczas których głównie wysuwano żądania podwyżki płac lub zaprzestania zwyżki cen towarów.

Trzydzieści

Choć strajki miały charakter ekonomiczny, realia systemu komunistycznego nadawały im aspekt polityczny. Decydującego znaczenia nabrał strajk okupacyjny, rozpoczęty 14 sierpnia w Stoczni Gdańskiej. Do protestujących ze stoczni im. Lenina przyłączyli się robotnicy z innych zakładów. Powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy pod przewodnictwem Lecha Wałęsy. Podobne komitety utworzono w Szczecinie i Jastrzębiu-Zdroju. W dniu 17 września 1980 r. na spotkaniu w Gdańsku przedstawiciele MKZ utworzyli Niezależny Samorządny Związek Zawodowy (NSZZ) „Solidarność”. Program tego związku określał go jako „organizację, która łączy w sobie cechy związku zawodowego i wielkiego ruchu społecznego”, jako „najszerszą reprezentację ludzi w Polsce”, ludzi o różnych przekonaniach politycznych i religijnych, niezależnie od narodowości. Podstawą działania tego związku był protest wobec łamania praw ludzkich i obywatelskich oraz dążenie do utrwalenia zgodnie przyjmowanych wartości: poszanowania człowieka, ludowładztwa, wolności i niepodległości. Właśnie mija 30 lat od powstania NSZZ „Solidarność”. Strajki, negocjacje, postulaty, działalność związku to dla wielu Polaków bardzo ważne doświadczenia. Z okazji jubileuszu „Solidarności” spotykają się miliony Polaków, aby porozmawiać, powspominać, zastanowić się. Uroczystości, upamiętniające wydarzenia roku 1980, odbywają się lub odbędą w wielu miejscach w całym kraju. W wielu miastach Polski, m.in. w Bia-

sce w sierpniu w Gdańsku. W ich ramach odbędą się m.in. „Gdański Dzień z Solidarnością”, międzynarodowa konferencja „Dialog społeczny w Europie”, uroczysty XXIV Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”, a także koncert galowy „Solidarność to znaczy jeden i drugi”. W dniu 31 sierpnia w Stoczni Gdańskiej ma się odbyć widowisko w reżyserii Roberta Wilsona, opowiadające m.in. o ks. Jerzym Popiełuszce, Lechu Wałęsie, papieżu Janie Pawle II i o kobietach „Solidarności”. Ukażą się także pierwsze trzy tomy „Encyklopedii Solidarności”, w których znajdzie się ok. 3000 biogramów, ponad 1000 haseł i obszerne kalendarium. W dalszym ciągu jednak opóźnia się przekazanie obiecanych 11 milionów złotych z budżetu państwa na organizację Europejskiego Centrum „Solidarności” oraz głównych obchodów 30-lecia „Solidarności” i podpisania porozumień sierpniowych. Wycofano się z pomysłu utworzenia komitetu honorowego obchodów 30-lecia, bowiem nie udało się przekonać pierwszego przywódcy ,,Solidarności’’ Lecha Wałęsy do zasiadania w nim. Jakie zatem będą te obchody jednej z najważniejszych rocznic współczesnej historii Polski? Czy Polsce uda się wysłać w świat odpowiedni sygnał, dzięki któremu pozostałe narody zechcą razem z nią powspominać wydarzenia sprzed 30 lat, które kilka lat później dały początek przemianom ustrojowym w Europie? PAULA TULEJKO

lat minęło…

LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

łymstoku, Bydgoszczy, Lublinie, Kielcach, Poznaniu i Wrocławiu, będzie mieć miejsce szereg wydarzeń, które przypomną młodszemu pokoleniu dzieje i rolę „Solidarności”. ,,Program rocznicowych uroczystości pragniemy rozpocząć od złożenia hołdu Największemu z Synów naszego Narodu, któremu Solidarność zawdzięcza swoje istnienie’’ – można przeczytać w zaproszeniu, które Janusz Śniadek, przewodniczący Komisji Krajowej, skierował do wszystkich chętnych, członków i sympatyków związku, chcących udać się na organizowaną z okazji rocznicy jego powstania pielgrzymkę do Watykanu. I tak oto 10-11 kwietnia, w rocznicę śmierci Jana Pawła II przedstawiciele ,,S’’ i wszyscy, którzy odpowiedzieli na zaproszenie, modlili się nad grobem papieża Polaka. Kilka dni później odbył się Festiwal Godności i Pracy w Gdańsku i pielgrzymka do Lichenia. Od 30 czerwca do 4 lipca miał miejsce wyścig kolarski „Solidarności i Olimpijczyków”. W sierpniu odbędzie się maraton solidarności Gdynia-Gdańsk. Śląsko-dąbrowska „Solidarność” zaprosiła na swoje rocznicowe obchody znaną w latach 80. grupę „Alphaville”, która we wrześniu zagra koncert na lotnisku w Katowicach. Główne obchody 30-lecia powstania „Solidarności” będą miały miej-

35


Monitor07/08

Profesor

16.07.10 09:49

Stránka 36

Karolina Lanckorońska

osobiste wspomnienie

W

nadchodzące w sierpniu rocznice – 112. urodzin i 8. śmierci – pragnę przybliżyć Czytelnikom postać Karoliny Lanckorońskiej, człowieka-naukowca, damy-arystokratki, która całym swoim życiem świadczyła o polskości. Pracowała i służyła nauce i Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, co zawsze z szacunkiem podkreślała. Miałem ten wielki honor znać osobiście Profesor Karolinę Lanckorońską – jednego z największych Polaków, zamieszkałych w Rzymie. Moja znajomość z nią datuje się na lata 1984 – 2001, stanowiące wówczas prawie połowę mego życia. W jej przypadku był to jedynie epizod trwającego 104 lata żywota, który przypadł na trzy stulecia i dwa tysiąclecia. W 1986 r. rozpocząłem w Rzymie wraz z grupą naukowców i pod egidą Polskiego Instytutu Historycznego oraz Fundacji z Brzezia Lanckorońskich badania naukowe nad dyplomatycznymi relacjami Polski z Watykanem. Przywitała nas wówczas słowami: Crescat! Floreat! (staropolskie powitanie nawiązujące do księgi Genezis). Pilnowałem się, żeby zwracać się do niej, używając tytułu profesor, a nie hrabina – bo tego nie tolerowała. Miłowała antyk grecki. Jednak pierwszą podróż do Grecji odbyła dopiero w 1964 roku. Twierdziła bowiem, że wcześniej nie była dostatecznie przygotowana do odwiedzin ojczyzny Homera, którego często cytowała z pamięci. Profesor Lanckorońska, docent hi-

storii sztuki na przedwojennym Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, prowadziła wykłady z tej dziedziny również dla swoich stypendystów w Rzymie. Miała cudem ocalone ze Lwowa notatki i szkice. Była zafascynowana Michałem Aniołem. Wspaniały klarowny i jakże polski (czasami nieco staropolski – sienkiewiczowski) był język, którego używała w mowie i piśmie. Ogromna była jej troska o Polskę i naukę polską, o młode pokolenie. Zawsze podkreślała, że czeka na Wolną Polskę. Szczególnym wydarzeniem było jej spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, które miało miejsce w jego prywatnej bibliotece 28 stycznia 1987 roku. Pamiętam, że instruowała nas, jak mamy przestrzegać protokołu watykańskiego. Dzięki temu otrzymałem w pigułce bardzo dobrą lekcję przed późniejszym objęciem (w maju 1994 r.) funkcji radcy Ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej. Kiedy byłem już na placówce, zaproponowała, abym napisał do Polskiego Słownika Biograficznego artykuł, poświęcony ambasadorowi RP przy Stolicy Apostolskiej Władysławowi Skrzyńskie-

mu (misja w latach 1921- 1937), który redakcja PSB zamówiła u niej. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tej postaci, którą znała osobiście i była nią zauroczona. Natomiast starała się nie wartościować i nie opisywać osób żyjących. Gdy w 1997 r. Polskę i Italię nawiedziły klęski żywiołowe (powódź we Wrocławiu i trzęsienie ziemi w Asyżu) przeznaczyła pewne kwoty, ze swoich prywatnych środków, na pomoc obiektom sakralnym, które wówczas ucierpiały. Wiosną 1998 r., czyli w roku setnych urodzin Profesor Karoliny Lanckorońskiej, Minister Spraw Zagranicznych RP Bronisław Geremek podczas oficjalnej wizyty we Włoszech wręczał jej list gratulacyjny od Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Pamiętam, że pomimo słabych sił wysłuchała tekstu listu, stojąc. Powiedziała potem z szacunkiem: Przemawia do mnie Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wiosną 2001 r. rozmawiałem z tą bardzo wiekową damą po raz ostatni. Poinformowałem ją, że obejmuję stanowisko konsula RP w Bratysławie. Demonstrując swoją doskonałą pamięć, rzekła: Bratysława, piękna starówka i katedra. Byłam tam z ojcem w 1916 r. jako osiemnastoletnia dziewczyna na koronacji ostatniego cesarza Karola I Habsburga na króla Węgier. W 1995 r. opublikowała tekst MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 37

o swoim odkryciu z lat 30-tych XX w. w Awinionie, którym był grób polskiego żołnierza Stefana Garczyńskiego (przyjaciela A. Mickiewicza), zmarłego w 1833 r. Kazała zasadzić tam biało-czerwone róże. We wspomnieniu zacytowała napis, nawiązujący do słów wyrytych pod Termopilami, widniejący też na polskim cmentarzu na Monte Cassino: Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy tu legli wierni jej służbie. Słowa te w pełni pasują też do dzieła i życia Karoliny Lanckorońskiej, która spoczęła na rzymskim cmentarzu Campo Verano pod płytą z napisem: CAROLINA DE BRZEZIE LANCKOROŃSKA, 11 VIII 1898 – 25 VIII 2002 ROMAE, GENTIS SUAE POLONAE ULTIMA. Nie zapominajmy o tym, będąc w Rzymie. WOJCIECH BILIŃSKI autor rezygnuje z honorarium (tekst w rozszerzonej formie ukazał się w Rzymie w czasopiśmie polonijnym Nasz Świat w 2009 r.)

KAROLINA LANCKOROŃSKA – nota biograficzna: Ur. 11.08.1898 w Buchbergu w Austrii, zm. 25.08.2002 w Rzymie; studia z historii sztuki w Wiedniu; 1935 doc. Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie; podczas II wojny światowej żołnierz Armii Krajowej i pracownik Polskiego Czerwonego Krzyża, opiekowała się polskimi jeńcami wojennymi w niewoli niemieckiej; 1942 uwięziona przez hitlerowców, skazana na karę śmierci; 1943-1945 w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, uwolniona dzięki interwencji prezesa Międzynarodowego Czerwonego Krzyża; od 1945 w Rzymie, gdzie założyła Polski Instytut Historyczny; oficer w 2. Korpusie gen. Władysława Andersa; twórca fundacji rodzinnej; mecenas nauki i kultury polskiej; edytor tekstów źródłowych z archiwów w wolnej części Europy, dotyczących historii Polski; 1994 donator rodzinnej kolekcji malarstwa dla zamków królewskich w Krakowie i Warszawie; zasłużona w działalności charytatywnej dla Polaków w kraju podczas stanu wojennego; dr h.c. polskich uniwersytetów: na Obczyźnie, w Krakowie i Wrocławiu; odznaczona m.in. 1942 – Krzyżem Walecznych, 1968 – Krzyżem Armii Krajowej, 1991 – Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski – Polonia Restituta, 1997 – medalem Zasłużony dla Republiki Włoskiej, 1998 – Komandorią Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego. Ostatnia z rodu Lanckorońskich z Brzezia. LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

Użytek pożytkowi nie równy W

poprzednim numerze „Monitora” opublikowano wywiad z Elżbietą Juranyi-Krajewską, w którym wspomina ona o tym, iż Klub Polski został zarejestrowany „ jako organizacja użytku publicznego”. Ale nie o „użytek publiczny” w tym przypadku chodziło, lecz o „pożytek publiczny”! Na błąd uwagę redakcji zwróciła sama bohaterka wywiadu, za co jestem jej zobowiązana i biję się w pierś, bo przecież przez moje ręce przechodzą w zasadzie wszystkie artykuły, publikowane w piśmie, a tej pomyłki nie zauważyłam. „Użytek” z „pożytkiem” myli w tej chwili większość Polaków, zwłaszcza w kontekście określania pewnych organizacji publicznych, więc może warto przypomnieć, na czym polega różnica między tymi wyrazami, by podobne pomyłki się nie zdarzały. Otóż „użytek” jako wyraz samodzielny wg Uniwersalnego słownika języka polskiego pod red. S. Dubisza to przede wszystkim ‘użytkowanie czegoś; używanie, użycie’, ale opatrzone kwalifikatorem „książkowe” (czyli inaczej: wyszukane, trochę przestarzałe). Zaś „pożytek” to wg tego samego słownika najczęściej ‘wartościowy, pożyteczny rezultat czegoś; korzyść, dobro, użytek’. To ostatnie znaczenie sugeruje, że w niektórych sytuacjach „użytek” może być synonimem „pożytku” i stąd zapewne zastępowanie jednego wyrazu przez drugi, zwłaszcza we wspomnianym już określeniu „organizacja pożytku publicznego”. Drugim powodem pojawiania się błędu w tym połączeniu wyrazowym jest zapewne zakodowane w pamięci starszych użytkowników języka, czyli tych, którzy pamiętają jeszcze czasy PRL-u, funkcjonowanie w tamtym okresie stowarzyszeń wyższej

użyteczności (od „użyteczności” do „użytku” już tylko krok!), czyli organizacji mających szczególne osiągnięcia w realizacji celów społecznych. Status takiego stowarzyszenia posiadały kiedyś m.in. Związek Harcerstwa Polskiego, Polski Czerwony Krzyż czy Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Od 2004 roku poniekąd spadkobiercą tychże stowarzyszeń są właśnie organizacje pożytku publicznego, będące najczęściej organizacjami pozarządowymi (nie mogą nimi być m.in. partie polityczne czy związki zawodowe), prowadzące działalność w obszarach tzw. pożytku publicznego, które zostały określone ustawą o działalności pożytku publicznego. Jeszcze nie tak dawno, ze względu na kończący się w kwietniu termin rozliczania się Polaków z fiskusem, dużo się o tych organizacjach mówiło, bowiem każdej z nich zależało, by to właśnie na jej rzecz osoby fizyczne przekazały 1% swojego podatku dochodowego. Na stronach internetowych w przeróżnych publikacjach na ten temat można było znaleźć, nawet w tych samych tekstach, wymienne stosowanie poprawnego „pożytku” z niepoprawnym (oczywiście w tym kontekście) „użytkiem”. My jednak tego błędu już nie popełniajmy i zapamiętajmy, że jedynie poprawne jest określenie „organizacja pożytku publicznego”, że „użytek” to głównie ‘korzystanie z czegoś’, zaś „pożytek” to najczęściej ‘pozytywny rezultat’, bo przecież celem organizacji pożytku publicznego jest właśnie bycie pożytecznym, czyli przynoszącym komuś lub czemuś korzyści. A że rozpoczął się okres wakacyjny, to życzę, aby Państwo zrobili z lata „użytek”, by później mieć z tego „pożytek”. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 37


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 38

Polscy uchodźcy na pograniczu słowacko-węgierskim po P

rzyjęcie polskich uchodźców na Węgrzech podczas II wojny światowej jest uważane za jeden z najpiękniejszych przejawów przyjaźni polsko-węgierskiej. Często jednak zapomina się o tym, że duża część z około 60 tys. internowanych żołnierzy i cywilów została rozlokowana na terenach południowej Słowacji, przyłączonych do Węgier na podstawie arbitrażu wiedeńskiego z 2 listopada 1938 r. Pamięć o polskich uchodźcach wpisała się w trudną historię pogranicza. Na terenie dzisiejszej Słowacji polskie obozy wojskowe powstały w 34 miejscowościach, a w 13 miejscowościach w zorganizowany sposób przyjęto polskich cywilów. Obozy organizowano w pobliżu dawnej granicy węgierskoczechosłowackiej. Na potrzeby uchodźców adaptowano opuszczone koszary i posterunki jednostek granicznych. Sporo obozów było zlokalizowanych w dolinie rzeki Ipola. Dalej, na wschodzie, na obozy przeznaczano także folwarki ziemskie, opuszczone przez wysiedlonych czechosłowackich kolonistów, czy też prowizorycznie adaptowane w tym celu zamki i dwory. Stworzenie znośnych warunków dla tysięcy uchodźców było nie lada wyzwaniem. Koszty pobytu wojskowych pokrywały dowództwa okręgów wojskowych i XXI Departament Ministerstwa Honwedów. Sprawami uchodźców cywilnych zajmował się IX Depar-

E

Polscy i węgierscy żołnierze oraz kobiety w strojach ludowych na tle koszarów - drugi od lewej Andrzej Paruch (w rogatywce). tament Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, kierowany przez Józsefa Antalla (ojca późniejszego węgierskiego premiera). Gdy Węgry pod naciskiem Niemców na początku 1941 r. zerwały stosunki dyplomatyczne z Polską, premier Pál Teleki zapewniał, że troska o uchodźców się nie zmniejszy i że nadzorować ją będzie osobiście regent Horthy. Po zamknięciu poselstwa polskiego organy węgierskie uznały za reprezentację uchodźców Komitet Obywatelski dla Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami na Węgrzech, skupiający przedstawicieli władz polskich, Kościoła i organizacji społecznych. Warunki w obozach były różne. W samym Budapeszcie, nad Balatonem czy też w okolicach Wyszehradu Polacy przebywali niekiedy nawet w luksusowych pensjonatach. W obozach nad Ipolą było zdecydowanie gorzej – brakowało podstawowych sprzętów, czasem nawet sienników. Budynki obozowe często były przepełnione. Panowała

migracja na Słowację, nawet czasowa, pociąga Rodné číslo ponad wszystko Chociaż Słowacja i Polska są raza sobą konieczność zem w Unii Europejskiej i strefie podjęcia szeregu Schengen, nie oznacza to wcale, że biurokratycznych między tymi krajami panuje całkowita dowolność w przemieszczaniu czynności. się. Obywatel RP, który osiedlił się W „Monitorze” na Słowacji, podjął tu pracę lub stupodpowiemy wam, jak dia, powinien udać się do urzędu migracyjnego (Cudzinecká polícia) przejść przez nie bez i zarejestrować swój pobyt na zbytnich nerwów Słowacji. Mimo że osobom, które tei problemów. go nie zrobiły, w praktyce nie grożą 38

drożyzna i kryzys, a mimo to miejscowi mieszkańcy przyjmowali Polaków serdecznie, często dzieląc się z nimi żywnością. Dobre przyjęcie podnosiło Polaków na duchu, pozwalało przetrwać internowanie. Jeden z większych, dobrze zorganizowanych obozów powstał w Jelšavie. W tamtejszych koszarach do połowy 1940 r. przebywało ok. 2 tys. polskich oficerów i żołnierzy. Funkcjonowała tam polska komendantura, przebiegało szkolenie wojskowe – oczywiście bez broni, działały klub oficerski, kasyno, kantyna, orkiestra wojskowa i drużyna piłkarska, która rozgrywała mecze z amatorskimi drużynami amatorskiej ligi węgierskiej. Węgierska kadra utrzymywała przeważnie poprawne stosunki z polskimi żołnierzami, w szczególności z oficerami. W części obozów byli jednak także oficerowie nieprzyjaźnie nastawieni do Polaków. Za przewinienia wymierzali oni polskim żołnierzom nawet srogie kary cielesne, stosowane w armii węgierskiej. Ciężkie warunki panowały w zabudowaniach fortecznych Komarna, gdzie internowano żołnierzy 10. Brygady Kawalerii Pancernej płk. Stanisława Maczka. Polacy skarżyli się na warunki w obozie na zamku w Ožďanach, w niektórych miejscach doszło nawet do buntów. W większości obozów przepisy nie były jednak rygorystycznie przestrzega-

Pierwsze kroki na Słowacji żadne sankcje, warto ten obowiązek spełnić. Rejestracja pobytu w przypadku obywateli UE (a więc i Polaków) jest tylko formalnością, a daje wiele korzyści, które istotnie ułatwiają pobyt na Słowacji. Należy zaznaczyć, że organy Cudzineckiej polícii bardzo liberalnie podchodzą do rejestracji pobytu polskich obywateli. Wystarczy jakikolwiek dokument (np. umowa najmu mieszkania, pismo dyrektora firmy, potwierdzające fakt zatrudnienia,

oświadczenie itp.), by uzyskać kartę stałego pobytu na Słowacji. Ma ona postać plastikowego dokumentu, podobnego do polskiego dowodu osobistego, ważnego przez 5 lat od daty wydania. Povolenie na pobyt, bo tak się ten dokument nazywa, zastępuje dowód osobisty i można się nim posługiwać podczas pobytu na Słowacji, będąc traktowanym jako prawowity mieszkaniec tego kraju. Najważniejszą korzyścią z rejestracji jest przyznanie rodnego čísla, czyli słowackiego odpowiednika polskiego numeru PESEL. Numer ten jest potrzebny do niemal każdej MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 39

kim podczas II wojny światowej ne. Niebawem rozpoczęła się akcja dytrażowych nad Ipolą pozostały trzy – skretnej ewakuacji polskiego wojska do w miejscowościach Salka, Pastovce Francji i na Bliski Wschód. Obozy interi Ipeľské Predmostie (później obóz ten nowania stopniowo pustoszały. Część przeniesiono do Vrbovki). Jednym z akżołnierzy nielegalnie wracała przez patywniejszych ośrodków polskiego ństwo słowackie do okupowanego krauchodźstwa cywilnego była naddunajju. W ten sposób powróciło około 12 tyska wieś Moča, gdzie w 1941 r. przeniesięcy osób. W tym samym czasie w odsiono uchodźców z obozu w Nagykaniwrotnym kierunku podążali nowi zsa. W Močy funkcjonowała polska uchodźcy, w tym także bardzo młodzi, szkoła podstawowa, przedszkole, chór, zmierzający do polskiego wojska. teatr eksperymentalny, drużyna harcerMiejscowa ludność często pomagała ska i zakład introligatorski. We wsi Bíňa Polakom w ucieczkach i przekraczaniu powstała z kolei polska rolnicza szkoła granic, po obydwu stronach której średnia, zaś obozy pracy założono np. powstały siatki przerzutowe. Obozy inw Nowych Zamkach, w Pastovcach, ternowania, położone blisko słowackiej w folwarku Lúčny dvor, należącym do granicy, takie jak obóz w Jelšavie, miały cukierni w Sládkovičovie. Polskie komspore znaczenie, gdyż nowi uchodźcy, panie techniczne pod kierunkiem polprzemieszczający się przez Słowację, skich inżynierów pracowały przy reguuzupełniali stany osobowe, zajmując lacji rzek Dunaj, Wag, Nitra, Żytawa, miejsca żołnierzy, ewakuowanych do Hron i Ipola. Francji. Pod tym względem dobrą lokaUchodźcy z Polski na pograniczu słolizację miał także obóz w nieczynnej wacko-węgierskim mogli się łatwiej pofabryce w Lučencu. Niedaleka wieś rozumieć z miejscową ludnością, niż Tomášovce znajdowała się w głębi kraju. Nie tylko już po stronie słowackiej, dlatego, że tereny te naa miejscowi w ramach mależały przez dwie dekady łego ruchu granicznego do Czechosłowacji, ale mogli przekraczać granitakże dlatego, że pozoscę, co wykorzystywano do tała na nich liczna mniejpomocy w przerzutach szość słowacka, mówiąPolaków. ca oczywiście po słowaW latach 1940–1941 więcku. Według węgierskieNad grobem Andrzeja kszość polskich obozów go spisu ludności z gruParucha, który utopił się wojskowych została zlikwidnia 1938 r. język słodowana. Na terenach arbi- w Ipoli. Veľká Čalomija, 1940 wacki jako ojczysty de-

sprawy urzędowej i nie tylko: bez niego trudno jest założyć konto w banku, wykupić ubezpieczenie itp. Problem jego braku pojawia się zwłaszcza w sytuacji, gdy wypełniamy jakiś formularz on-line w Internecie (np. przy wykupie polisy ubezpieczeniowej) i dochodzimy do rubryki rodne číslo – próby wpisania polskiego PESEL-u zawodzą (inny format numeru, inne znaczenie poszczególnych cyfr i niekompatybilność obu systemów), wobec czego ukończenie transakcji jest z reguły niemożliwe. Słowacki numer identyfikacyjny jako klucz do LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

większości spraw urzędowych jest już wystarczającym powodem, by postarać się o rejestrację pobytu.

Ubezpieczenie zdrowotne, konto w banku, telefon Podczas pobytu na Słowacji warto dopilnować spraw podatkowych oraz kwestii ubezpieczenia zdrowotnego. Między Polską a Słowacją obowiązuje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, w związku z czym rozliczamy się tylko w jednym kraju. Przy czym państwa, w którym składamy zeznania podatkowe, nie można sobie

klarowały 124 tysiące mieszkańców tych ziem, a według innych szacunków Słowaków było tam około ćwierć miliona. W okolicach Nowych Zamków, Hurbanova, Jelšavy i Koszyc znajdowało się wiele wsi, zamieszkałych przeważnie przez Słowaków. Jan Reychman, który przebywał w obozie w Močy, wspominał, że w polskiej prasie uchodźczej artykuły o położeniu Słowaków na Węgrzech były jedynymi, w które ingerowała wojskowa cenzura. Polacy zauważali ucisk narodowościowy, tym bardziej, że węgierskie organy ostro reagowały na kontakty uchodźców z ludnością słowacką. Mieszkańcy pogranicza, niezależnie od narodowości, pomagali jednak polskim uchodźcom, a wiosną 1944 r., po rozpoczęciu przez Niemców okupacji Węgier grupa polskich uchodźców z Węgier znalazła schronienie na Słowacji. Przyszli im z pomocą m.in. poseł słowacki w Budapeszcie Ján Spišiak, członek parlamentu słowackiego Pavol Čarnogurský oraz szef syndykatu zbożowego Ján Klinovský. Pamięć o polskich uchodźcach przetrwała w niektórych miejscowościach węgiersko-słowackiego pogranicza do dziś i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Na przykład mieszkańcy Veľkej Čalomiji opiekują się mogiłą polskiego żołnierza, który utopił się w Ipoli w 1940 r., a władze gminy Salka dbają o polskie groby na tamtejszym cmentarzu. MATEUSZ GNIAZDOWSKI

wybrać – rozliczyć się należy tam, gdzie fizycznie mieszkaliśmy w danym roku kalendarzowym, niezależnie od tego, czy mamy tam formalne zameldowanie. Podobnie wygląda sprawa z ubezpieczeniem zdrowotnym. Jeżeli jesteśmy zatrudnieni przez słowackiego pracodawcę na umowę o pracę, problemu nie ma – pracodawca odprowadza za nas składki ubezpieczeniowe, przy czym my sami musimy wybrać jeden z funduszy zdrowotnych (w Polsce jest tylko NFZ, na Słowacji – kilka konkurujących ze sobą ubezpieczalni).

FOTOGRAFIE ZE ZBIORÓW RODZINNYCH VENDELA PÖLHÖSA

Osoby niezatrudnione lub pracujące na umowę-zlecenie (dohoda o vykonaní práce) powinny zgłosić się do ubezpieczalni (np. Všeobecná zdravotná poisťovňa) i zarejestrować jako osoby dobrowolnie opłacające składki (minimalna suma ok. 29 euro miesięcznie). Należy przy tym wystąpić o wydanie legitymacji ubezpieczeniowej i – koniecznie – Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (wydawana bezpłatnie w ciągu 3 tygodni), uprawniającej do leczenia np. w Polsce, Austrii i innych krajach UE. JAKUB ŁOGINOW 39


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 40

Temat ma dobry timing, bowiem kiedyś sierpień był – a może i nadal jest – miesiącem trzeźwości. Trafiają się ponadto jeszcze kibice, ale chyba tylko ci najmłodsi, którzy irracjonalnie wierzą, że ich sportowi idole są nieskazitelni pod każdym względem, że uwielbiany piłkarz czy pływak to człowiek bez skazy, niepodatny na pokusy używek, szczególnie alkoholu i nikotyny. Sportowcy jednak nigdy do ascetów nie należeli, nie należą i należeć nie będą. Piją nie tylko ci, którym „nie idzie”. Solidnie „polewają” również ci z czołówki. Wiele alkoholowych ekscesów pozostaje jednak przemilczanych z powodu zwykłej hipokryzji. Nie dajmy się zwieść pozorom – trening w żadnym wypadku nie jest głównym zajęciem i zainteresowaniem przeciętnego sportowca. Dużą część jego czasu i energii pochłania imprezowanie. Alkohol wśród naszych sportowców nie jest znakiem „nowych, lepszych czasów”. Dawno temu legendarny Ernest Pol był przykładem tego, że pijali najwięksi. Grając w Górniku Zabrze wlał w siebie kiedyś przed meczem z Legią tyle C2H5OH, że … zasnął w zaspie śnieżnej i odmroził sobie nogi. Nie przeszkodziło mu to dzień później strzelić Legii 4 bramek w wygranym 5:1 meczu. Podobno krzyknął potem do trenera: „Pol pijo, ale Pol gro”. W 1980 r., gdy nasza reprezentacja piłkarska czekała na odlot na mecz z Maltą w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata w Hiszpanii, na Okęciu pojawił się „wstawiony” Józef Młynarczyk. Zbigniew Boniek, Stanisław Terlecki i Władysław Żmuda wstawili się – za kolegą, oczywiście. Całą czwórkę selekcjoner Ryszard Kulesza odesłał do domu. Nasi pokonali jednak Maltę 2:0. Wszyscy, prócz Terleckiego (odmówił przeprosin), wrócili potem do kadry i w 1982 roku zajęli 3. miejsce na mundialu. Antoni Piechniczek wspomina, że w 1984 roku w Moskwie na odprawie przed meczem z ZSRR (Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich – kiedyś było takie państwo), znając swych zawodników, prosił i ostrzegał: „Nie ma żadnego piwka, żadnej wódeczki! Godzina 22 wszyscy w pokojach!”. Nasza reprezentacja przegrała wówczas 2:0. 40

No to siup, za wygraną!

C

zyli sport i alkohol. Zdrowy rozsądek podpowiada, że to zestawienie nie ma sensu. Jednak zdrowy rozsądek nie zdaje sobie sprawy z fantazji (?) czy może raczej głupoty niektór ych sportowców. Mowa będzie oczywiście o naszych, którzy byli/są znani z tego, że lubią „dać w czuba”, ale również o tym, że i inni na świecie robią to samo. Marne to pocieszenie, ale faktem jest, że sportowcy piją wszędzie.

Symbolem spożycia wśród naszych sportowców jest najprawdopodobniej Wojciech Kowalczyk. Ten „alkoholowy autorytet” polskiego sportu, srebrny medalista olimpijski, wielokrotny reprezentant Polski w piłce nożnej, który przepił swoją karierę, stwierdził: „Alkohol w futbolu to norma. Nie znam sportowca, który nie pije”. Jego zdaniem „dobry piłkarz pije. A to dlatego, że się nie boi, że jest pewny siebie, pewny swoich umiejętności. Ci, którzy nie piją – albo mówią, że nie piją – to zazwyczaj zwykłe ciapy, które nic nie potrafią. I boją się, że jak ktoś ich złapie, to wyrzuci z klubu. Dobry piłkarz się nie boi (…) Im lepszy klub, tym piłkarze więcej piją”. Trener Janusz Wójcik mówił ponoć nawet, że pijany „Kowal” lepszy jest od trzeźwych „nie–Kowali”. Grał na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Mówił: „Po każdym meczu wracaliśmy do wioski, zostawialiśmy torby i szliśmy wszyscy na piwo. Jedno, dwa, trzy, może cztery. Ile kto chciał”. Opowiadał też, jak w 1996 roku przed meczem ze Słowacją kadra balowała do 5 rano, a potem wygrała 5:0. Ubolewał, że nie zostali do 6 rano, bo wtedy może byłoby 6:0. Uznał, że alkohol nie tylko nie zaszkodził, ale wręcz pomógł piłkarzom. Przykłady alkoholowo-futbolowych ekscesów można mnożyć. Pijany Maciej Soboń z Górnika Polkowice wraz z kumplem z drużyny Arkadiuszem Maciejewskim w 2003 roku pokłócili się z policjantami i wylądowali w izbie wytrzeźwień. Sobonia oskarżono o znieważenia funkcjonariusza, ale w zespole został. Nie na długo jednak – kilka tygodni później, również

pijany, wybił szybę w cudzym samochodzie i znów trafił do „wytrzeźwiałki”. Tym razem jednak wyleciał z drużyny. Mnożyć też można przykłady piłkarzy wielkiego formatu, których alkohol zniszczył. Zniszczył nie tylko ich kariery, ale całe życie. Kiedy Dariusz Marciniak grał w Śląsku Wrocław, interesował się nim Real Madryt i Bayern Monachium. Jednak piłkarz miał słabość do trunków. Kariery nie zrobił. Zmarł na zawał w wyniku choroby alkoholowej. Z kolei Dariusz Dudka jako gracz Amiki Wronki wypił, wsiadł za kółko i śmiertelnie potrącił pieszego. Sąd jednak go uniewinnił, bo przechodzień wtargnął na przejście na czerwonym świetle. Piłkarz stracił na dziewięć miesięcy prawo jazdy, ale klub ostatecznie pozwolił mu zostać. Awantura i bójka z policją Radosława Majdana i Piotra Świerczewskiego to już klasyka (nie)sportowych ekscesów „pod wpływem”. Piętnastego czerwca br. Majdan został skazany na karę 4,5 tys. grzywny, Świerczewski na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Artur Boruc, Dariusz Dudka i Radosław Majewski, przyłapani na paru głębszych z dziennikarzami we Lwowie, ściągnęli na siebie gniew kibiców, a przede wszystkim selekcjonera. Leo Beenhakker nie mógł uwierzyć, że młodym ludziom u szczytu sportowych osiągnięć satysfakcję daje pijackie upojenie. No, ale trener to Holender – inna kultura. Nie znał realiów naszego sportu i natychmiast zawiesił balangowe trio w prawach kadrowiczów. Od tego momentu trwa powolna degrengolada Boruca. Inni? Pod koniec 2006 roku koszyMONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 41

karze Znicza Jarosław – Grzegorz Kordas, Tomasz Fortuna i Tony Akins spotkali się w jednym z jarosławskich klubów. Ktoś był pijany, ktoś kogoś pobił itd. Skutek – Akins skończył ze złamaną szczęką i nie podpisano z nim nowego kontraktu, Kordasa dyscyplinarnie zwolniono, a Fortuna dostał upomnienie. W kwietniu 2005 roku Raul Lozano wyrzucił z siatkarskiej kadry za niesportowy tryb życia (czytaj: „za pijaństwo”) Krzysztofa Ignaczaka, Andrzeja Stelmacha i Łukasza Kadziewicza. Szalę przechyliło to, że podczas pobytu reprezentacji w Olsztynie poszli oni w miasto. Do reprezentacji wrócili potem tylko Ignaczak i Kadziewicz. Zaszaleć lubią nie tylko zawodnicy. Były trener reprezentacji piłkarskiej Janusz Wójcik kiedyś – oczywiście po spożyciu – pomylił szatnie i zamiast do zawodników swojego klubu, czyli Śląska Wrocław, przemawiał do… piłkarzy rywala – Amiki Wronki. Pijał też w czasie meczów z bidonów, które zaznaczano, oklejając plastrami, by przypadkiem nie pili z nich spragnieni piłkarze. Już jako poseł wpadł, jadąc samochodem na „podwójnym gazie”. Ostatni głośny wyczyn należy do wiceprezesa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Jerzego Sudoła, którego znaleziono pijanego na… trawniku wioski olimpijskiej w Pekinie. Może upoiły go sukcesy polskiej lekkiej atletyki? Czasami picie ma charakter masowy. Zdaniem sekretarza generalnego PKOl Adama Wrzesińskiego (b. zawodnik i członek władz zarządu Polskiego Związku Szermierczego), „największy dramat polskiej szermierki to alkoholizm. Zaczynając od samej góry, a kończąc na trenerach i zawodnikach”. Za granicą jest podobnie. Znani z picia są szczególnie piłkarze na Wyspach Brytyjskich. Głośno było np. o pijackich wybrykach zespołu Chelsea. Ostatnio, na klubowej imprezie zawodnik tej drużyny John Terry, będąc w stanie wskazującym, sikał do kufla po piwie. Taka zabawa. Nie są gorsi (?) gracze Menchesteru United. Na systematycznych balangach „Czerwonych Diabłów” alkohol leje się strumieniami. Przyzwyczailiśmy się też do karnawałowego stylu życia Brazylijczyków. „CanarinLIPIEC - SIERPIEŃ 2010

hos” imprezują radośnie, beztrosko i alkoholowo. Potrafią opuścić zgrupowanie na dzień lub dwa, uciekając przed paparazzi w bagażniku samochodowym. Kto by się tam takimi szczegółami przejmował. Wiadomo, opinii publicznej już nic nie szokuje. Piją nie tylko piłkarze. Fiński skoczek narciarski Harri Olli w konkursie lotów w Oberstdorf brał udział „pod wpływem”, bo dzień przed skokami ostro balował. Jak napisał komentator: „Skakanie na dopingu poszło mu świetnie – nie dość, że się nie zabił, to wylądował na szóstym miejscu”. Wyrzucono go jednak z kadry. Rywal Krzysztofa Włodarczyka w ostatnim bokserskim pojedynku Giacobbe Fragomeni stwierdził, że receptą na dobrą kondycję w jego wieku jest „dużo trenować, dużo jeść i pić dużo wódki”. Ale coraz częściej nie kończy się na alkoholu. Ośmiokrotny medalista igrzysk w Pekinie Michale Phelps już rok po igrzyskach został przyłapany na paleniu trawki na studenckiej imprezce w akademiku. Przyłapany został też piłkarz George Best, któremu alkohol zniszczył karierę, a teraz w niebezpieczną stronę podąża Brazylijczyk Ronaldinho. Zrozumiałe (!?) może być oblewanie sukcesu. Justyna Kowalczyk po zdobyciu medalu w Vancouver przyznała: „Już wypiłam. Z Nikitą i Aleksandrem, moimi rosyjskimi przyjaciółmi (Kriukow i Panżinski – zdobyli złoto i srebro w sprincie mężczyzn – przypis autora) wypiliśmy po lampce. Więcej nie wolno, bo przecież mamy jeszcze trzy starty”. Po zdobyciu złotego medalu na mistrzostwach Europy w Turcji w 2009 roku kapitan naszych siatkarzy, najlepszy rozgrywający turnieju, Paweł Zagumny powiedział m.in.: „Jestem bardzo szczęśliwy i jedziemy pić alkohol”. Na olimpiadzie w Vancouver pół godziny po zwycięskim meczu z USA kanadyjskie hokeistki wróciły na lodowisko świętować sukces. Ze złotymi medalami na szyjach z butelek i puszek piły szampana i piwo, paliły cygara. MKOl (Międzynarodowy Komitet Olimpijski) stwierdził wówczas: „To fatalna promocja sportowych wartości. Gdyby świętowały w szatni, to jeszcze można zrozumieć, ale tu wyszły na widok publiczny” (sic!) i wszczął postępowanie

w sprawie ich zachowania. Niepokój MKOl wzbudził szczególnie widok zdobywczyni obu bramek w finale MariePhilip Paulin, pochodzącej z prowincji, w której picie alkoholu dozwolone jest dopiero od lat 19, a która to wówczas 19 lat jeszcze nie miała. Nie popisały się też jej koleżanki – Haley Irwin lała szampana w usta Tessy Bonhomme, a Rebecca Johnston próbowała jeździć maszyną wyrównującą lód. Poza tym zwycięzca rywalizacji w skeletonie – Kanadyjczyk Jon Montgomery został sfotografowany z dzbanem piwa, z którego popijał, spacerując ulicami miasta. Podobnych przykładów jest wiele i stale pojawiają się nowe. Po co o tym pisać? Może to taki prztyczek w hipokryzję naszą powszednią? A dlaczego grzecznie pomijać fakty? Czy „znanym i lubianym” rzeczywiście wolno więcej? Wszystkie afery typu „promilgate” potwierdzają, że polski sport i alkohol są nierozłączne. Dlaczego sportowcy w ogóle piją? Wyjaśnienie jest dość „techniczne”. Wysiłek fizyczny wzmaga produkcję hormonów - testosteronu u mężczyzn i estrogenu u kobiet. Te hormony rozkręcają potencjał seksualny organizmu. Napięcie seksualne można przede wszystkim rozładować w sposób naturalny. Jeśli nie, szuka się zamienników. Można je stłumić większą dawką alkoholu lub np. nikotyną. W organizmach zawodników, którzy mają już za sobą sportową rywalizację, odkładają się ogromne pokłady testosteronu i estrogenów… Tak działa natura i organizm ludzki. Zakazy tego nie zmienią. Uprawianie sportu (szczególnie wyczynowego) i picie alkoholu to jednak zjawiska, które powinny się wzajemnie wykluczać. Owszem, da się je łączyć, ale tylko na krótką metę i z marnym skutkiem. Najgorsze jest jednak to, że odnoszący sukcesy i/lub sławni pijący są wzorem dla ludzi młodych, a ich słabość do alkoholu z powodu hipokryzji jest najczęściej przemilczana. Ostatnio jednak, trzeba przyznać, zdarza się, że się o tym mówi otwarcie, choć nieśmiało. ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach ogłaszanych na łamach „Monitora“.

41


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 42

W Y N I K I

K O N K U R S U

Konkurs rysunkowy

Na

łamach „Monitora“ ogłosiliśmy konkurs dla dzieci i młodzieży na najpiękniejszy malunek, którego tematem były postaci z polskich bajek, filmów i książek. Stworzenie takiej pracy było okazją do sięgnięcia po polskie lektury lub do obejrzenia polskich filmów dla dzieci i młodzieży. Z owej okazji skorzystało liczne grono naszych najmłodszych Czytelników, co odzwierciedla ilość nadesłanych prac.

KAROLKA BALTAZAROVIČ, 6 lat, Bratysława „O pingwinie Kleofasku“

NORBERT GEREC, 14 lat, Koszyce „Homer Simson“

ERIK BANASIEWICZ, 11 lat, Poprad – „Potop“

MAJKA LUČANSKÁ, 7 lat, Trenczyn „Bolek i Lolek“ JANKO BANASIEWICZ, 11 lat, Poprad „Ogniem i mieczem“

ELEONORA BANASIEWICZOVÁ, 11 lat, Poprad „Święta Faustyna“

LAURA BANASIEWICZOVÁ, 11 lat, Poprad „Bajki pod choinkę – ten wyjątkowy dzień“

ANIA GLEB, 10 lat, Bratysława „Pan Kuleczka“

ANIČKA BANASIEWICZOVÁ, 7 lat, Poprad „Bajki pod choinkę – Zmarźlak“ ALEXANDRA GŁĘBOCKA, 14 lat, Bratysława „Miś Uszatek“

PETRA BANASIEWICZOVÁ, 7 lat, Poprad „Czar wigilijnej nocy“ SIMON BUDINSKÝ, 10 lat, Trenczyn „Bolek i Lolek“

IVKO BÁNYI, 8 lat, Nitra „Pan Samochodzik“ 42

IGOR PETRIK, 3 lata MIRKO MARIK, 4 lata, Nitra „Czerwony Kapturek“ MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 43

NATASHA SIPOS, 10 lat, Dunajská Lužna – „Przygody kota Filemona“ Do redakcji wpłynęło ich bowiem aż 31! Autorami malunków jest 27 dzieci, zamieszkałych w różnych zakątkach Słowacji. Ich wysiłek twórczy oceniło jury w składzie: Zdenka Błońska-Zaborska, Xenia Bergerová, Štefania Gajdošová oraz Stano Stehlik. Ocenie podlegały nie tylko walory artystyczne, ale również dobór tematów prac, inspirowanych znajomością polskich bajek i polskiej literatury.

ERIKA BANASIEWICZOVÁ, 13 lat, Poprad – „Quo vadis“

SAŠKA KOVÁČOVÁ, 10 lat, Nitra „Czerwony Kapturek“

SCARLET VAŠEKOVÁ, 7 lat, Trenczyn „Bolek i Lolek“ RENÁTKA KOVÁČOVÁ, 7 lat, Nitra „Mała morska panna“

MAGDALENKA ROŠTÁK, 5 lat, Oravská Lesna „Miś Uszatek“

VLASTA KUŤKOVÁ, 9 lat, Nitra „Mała morska panna“ DOMINKA PREZBUCHOVÁ, 15 lat, Koszyce „Margot Simson“

VANESA VAŠEKOVÁ, 12 lat, Trenczyn „Pulpecja“

ZUZKA GRANČIČOVÁ, 6 lat, Bratysława „Legenda o Smoku Wawelskim“ KATKA PETRÁŠOVÁ, 8 lat, Trenczyn „Bolek i Lolek“ LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

SAMUEL PREZBUCH, 10 lat, Koszyce – „Marsjanin“

KRISTINA JAKUŠOVÁ, 7 lat, Trenczyn „Złotowłosa i trzy niedźwiedzie“

Zwycięzcom gratulujemy! Nagrody otrzymają oni przy okazji imprez regionalnych, z czego relację zamieścimy na łamach „Monitora“. RED Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymają upominki. 43


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 44

Na ręce Ryszarda Zwiewki, naszego reprezentanta w Radzie Rządu Republiki Słowackiej do Spraw Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych, wpłynął list, wystosowany przez wicepremiera Dušana Čaploviča, który, kończąc czteroletnią pracę w rządzie Roberta Ficy, podziękował polskiej mniejszości za współpracę.

Drogiej Beatce Kołatek z okazji uzyskania tytułu licencjata po trudnych trzech latach studiów i zdaniu egzaminu państwowego z wyróżnieniem składamy serdeczne gratulacje i życzenia, by osiągnięte wykształcenie pomogło jej w realizacji planów życiowych i spełniło także te najskrytsze marzenia! PRZYJACIELE Z KLUBU POLSKIEGO TRENCZYN Redakcja „Monitora Polonijnego“ oferuje zakup roczników naszego pisma z lat 2005-2008, oprawionych w twarde okładki. Cena jednego tomu wynosi 15 euro plus koszty przesyłki (na terenie Słowacji to koszt 1 euro, do Czech – 5,50 euro, do pozostałych krajów UE – 6,90 euro). Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie zamówień pod adresem e-mail: monitorp@orangemail.sk bądź pod numerem telefonu: +421 907 139 041

ILOŚĆ EGZEMPLARZY OGRANICZONA!

„Test na solidarność” Fundacja Centrum Solidarności prowadzi międzynarodową akcję społeczną „Test na solidarność”, polegającą na ogólnoświatowej wysyłce i dystrybucji pocztówek, które powinny zostać wypełnione przez nadawcę i odesłane pod adresem Fundacji. Projekt jest realizowany we współpracy z Polską Akcją Humanitarną. Organizator akcji chce, aby „Test na solidarność” nawiązywał nie tylko do 30. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych i powstania „Solidarności”, ale też, a może przede wszystkim, pokazywał, że solidarnością ludzie potrafią się dzielić. Podczas tej akcji wspólnie wspierana będzie edukacja mieszkańców Afganistanu.

Każda nadesłana do Fundacji pocztówka to 1 zł przekazany na „Akcję Edukacja” Polskiej Akcji Humanitarnej. Aby dołączyć się do akcji, wystarczy: 1. wejść na stronę www.test.fcs.org.pl lub pobrać pocztówkę w instytucjach użyteczności publicznej (szkoły, urzędy miejskie, placówki dyplomatyczne); 2. odpowiedzieć na pytanie: „Czym dla Ciebie jest solidarność jako wartość?” lub wysłać pozdrowienia; 3. narysować lub napisać odpowiedź; 4. wysłać pocztówkę on-line lub tradycyjną pocztą.

Kartki można przesyłać do 31 lipca 2010. Nadesłane prace zostaną zaprezentowane w wirtualnej galerii. Spośród nich wylosowana zostanie jedna, której autor/autorka spotka się z Lechem Wałęsą w Gdańsku. Losowanie odbędzie się w sierpniu 2010 r. podczas finału „Testu na solidarność”, który połączony będzie z aukcją kartek, nadesłanych przez znane osoby życia publicznego, politycznego i kulturalnego. Swoje kartki już wypełnili m.in. Danuta Kobzdej, Janina Ochojska i Lech Wałęsa.

Informacji szczegółowych o akcji „Test na solidarność” udziela: Marta Szadowiak, e-mail: marta@projektpr.pl

Więcej informacji można znaleźć na: www.test.fcs.org.pl 44

MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 45

LIPIEC I SIERPIEŃ W INSTYTUCIE POLSKIM ➨ OSTATNI MOHIKNIE

15 lipca 2010 r., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy fotografii Gregorego Michenauda o zanikających profesjach w Polsce (wystawa będzie prezentowana do 12.8.2010) Międzynarodowy Interdyscyplinarny Projekt JRD’art camp. 19-31 lipca 2010 r., teren JRD VČELINCE /słowacko – węgierskie pogranicze/ Udział Tomasza Jureckiego z Krakowa w projekcie, który będzie razem z pozostałymi muzykami z Pragi tworzyć wariacje muzyczne jako element performance. ➨ KONCERTY ORGANOWE WITOLDA ZALEWSKIEGO

20 lipca 2010 r., godz. 20.00, Baredjov, bazylika św. Idziego 21 lipca 2010 r., godz. 19.00, Humenne, kościół Wszystkich Świętych W czasie recitali zabrzmią dzieła D. Buxtehuda, J. S. Bacha, C. Francka, M. Surzyńskiego, F. Mendelssohna-Batholdy’ego i L. J. A. Lefebure’a-Wely’ego. ➨ ROMANCA - INTERNATIONAL GYPSY FEST

24 lipca, 2010 r., godz. 20.30, Trebiszów, sala estradowa MKS Koncert tradycyjnej muzyki romskiej z udziałem zespołu muzycznego „Romanca” z Polski w ramach Gala-Programu, emitowanego bezpośrednio przez Telewizję Słowacką ➨ FEST ANČA

30 lipca – 1 sierpnia 2010 r., Żylina, Stanica-Záriečie W Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych udział wezmą polscy autorzy: Michał Słomka, założyciel organizacji „Centrala” (Central Europe Comics Art), który poprowadzi workshop komiksowy dla wszystkich gości festiwalu, Anna Suska, członek organizacji „Centrala” (poprowadzi workshop razem z M. Słomką), Brudne Dzieci Sida (muzyk) – wystąpi w ramach workshopu, Marcin Dąbrowski, Michał Blakała, Artur Czemiel i Dawid Januszek - animatorzy, których filmy dostały się do sekcji konkursowej. ➨ MARATON CHOPINOWSKI

31 lipca 2010 r., godz. 19.00 - 24.00, Bańska Szczawnica, kościół św. Katarzyny. Maraton koncertowy 5 pianistów w ramach Festiwalu Muzyki Pięknej w Bańskiej Szczawnicy Dzieła F. Chopina zaprezentują: Jordana Palovičová, Sylvia Čápová-Vizváryová, Eva Kosorínová, Peter Pažický i Carlo Grante. LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

➨ WROCŁAW MODERN QUARTET

1 sierpnia 2010 r., godz. 20.00, Bańska Szczawnica Koncert, kończący Festiwalu Muzyki Pięknej, a w nim utwory m.in. K. Pendereckiego, W. Lutosławskiego, K. Szymanowskiego ➨ ÁNO’LINO 2010 BAŃSKA SZCZAWNICA

11 – 21 sierpnia 2010 r., Bańska Szczawnica, pomieszczenia dworca kolejowego Drugie 10-dniowe sympozjum w Bańskiej Szczawnicy z udziałem międzynarodowym. Polskę reprezentować będzie poznański grafik rodem z Koszalina Jakub Czyszczoń, przedstawiciel najmłodszej generacji artystów polskich, absolwent Wydziału Grafiki Komunikacji Wizualnej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. ➨ KOBIETA W CZERNI

15 sierpnia 2010 r., godz. 20.00, Spiska Nowa Wieś, Divadlo „Kontra” Premiera spektaklu teatralnego na podstawie powieści Susan Hill w adaptacji Stephena Mallatratta w reżyserii polskiej reżyserki Klaudyny Rozhin ➨ ZDZISŁAW WITWICKI – ŚWIAT FANTAZJI

18 sierpnia 2010, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy mistrza i klasyka polskiej ilustracji dla dzieci (wystawa będzie prezentowana do 17 września 2010 r.) Zdzisław Witwicki przez 34 lata był redaktorem artystyczno-graficznym w Instytucie Wydawniczym „Nasza Księgarnia”. Zilustrował ponad 70 książek dla dzieci. Jest również autorem ilustracji do dzieł klasyków polskiej literatury: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Jana Kochanowskiego, Henryka Sienkiewicza, Bolesława Leśmiana. Ponadto wykonał kilkaset ilustracji do czasopism dla dzieci i młodzieży oraz kalendarzy. Projektował obwoluty płyt, pocztówki okolicznościowe i plansze dla przedszkoli. Swoje prace prezentował na ponad 200 wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. ➨ FESTIWAL ORGANOWY W KATEDRZE

19 sierpnia 2010 r. godz. 19.30, Bratysława, katedra św. Marcina Koncert Władysława Szymańskiego w ramach międzynarodowego festiwalu, zorganizowanego pod patronatem arcybiskupa Stanislava Zvolenskiego, metropolity bratysławskiego. Patronat artystyczny – Olivier Latry, organista Katedry Notre-Dame w Paryżu ➨ KREMNICKIE ORGANY ZAMKOWE

22 sierpnia 2010 r., godz. 18.00, Kremnica – zamek, kościół św. Katarzyny Koncert organowy Magdaleny Rainko (Polska) W programie zabrzmią kompozycje Jeana Langlaisa, Césara Francka i Charlesa-Marie Widora

➨ POGRANICZE SLOWACKO-POLSKIE

W BURZLIWYCH LATACH 1945-1947 26 sierpnia 2010 r., godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 W dyskusji, połączonej z premierą filmu Igora Siváka „Bohom zabudnuté kúty“, udział wezmą: Marek Lasota – dyrektor krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, Milica Majeríková, Ľubomír Ďurina i Igor Sivák. ➨ RECITALE ORGANOWE

ANDRZEJA MIELEWCZYKA 24 sierpnia 2010, godz. 19.30, Piešťany, Dom Sztuki Koncert w ramach 11. Dni Organowych w Piešťanach 2010 W programie kompozycje J. N. Hummela, J. S. Bacha, F. Liszta, Z. Gárdony’ego, A. Mielewczyka 28 sierpnia 2010, godz. 19.00 Sereď, kościół parafialny św. Jana Chrzciciela Koncert w ramach 2. międzynarodowego festiwalu województwa trnawskiego Laudatio organi z okazji Roku Kultury Chrześcijańskiej W programie kompozycje: D. Buxtehudego, J. S. Bacha, F. Mendelssohna-Bartholdy’ego i J. G. Rheinbergera 29 sierpnia 2010 r., godz. 16.00, Skalica, kościół Panny Marii Siedmiobolesnej Koncert w ramach 6. festiwalu Musica Sacra Skalica 2010 W programie kompozycje: J. N. Hummela, F. Liszta, Z. Gárdony’ego ➨ KREMNICKÉ GAGY 2010

26 sierpnia 2010 r., godz. 15.00 WERNISAŻ – NOMINOWANI SŁOWACCY i ZAGRANICZNI KARYKATURZYSCI – wśród wystawianych prac karykaturty autorstwa Agaty Dudek 26 – 29 sierpnia 2010 r. Wystawa prac Agaty Dudek – czołowej polskiej plastyczki, laureatki Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Karykatury „Satyrykon” 28 sierpnia 2010 r., godz.13.45 TEATR JEDNEGO MIMA • THE BEST OF – najlepsze etiudy pantomimiczne czołowego polskiego mima Ireneusza Krosnego 28 sierpnia 2010 r., godz. 17.30 SALON HUMORU GRUPY WYSZEHRADZKIEJ – pisarze z krajów Grupy Wyszehradzkiej, nagranie publiczne Radia Słowackiego 28 sierpnia 2010 r., godz.18.00 JAK SIĘ WIDZIMY w UE – rysunki (I. Popovič – SK, A. Dudek – PL, L. Lichý – CZ, G. Gepp – A) 45


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 46

Ujrzeć Neapol i umrzeć? Podczas mojej pierwszej podróży do Neapolu latem 1994 roku pytałam samą siebie, ile spotka mnie tu przyjemnych zdarzeń, a ile rozczarowań? Ile będzie prawdy w znanym, popularnym powiedzeniu „ujrzeć Neapol i umrzeć”, a ile pustego frazesu? Zatłoczony, duszny autobus i mało przyjemne traktowanie na granicach nastrajało mnie posępnie. Zwłaszcza, że prawie wszystkie „turystki” były zajęte opowiadaniem o swojej pracy. W końcu ja też nie jechałam na urlop. Bez konkretnych planów i kalkulacji, na jak długo i za jakie pieniądze. Mój wyjazd nie był typowo zarobkowy. W Warszawie zostawiłam wolną posadę w Izbie Skarbowej. Dwa lata na bezpiecznym, wygodnym stanowisku z rosnącą i przytłaczającą rutyną życia urzędniczego stały się nie do zniesienia. Chciałam przeciąć wszelkie nitki powiązań, układów. Autobus do Neapolu tak naprawdę wiózł mnie w nieznane. Otwierał nowy etap w moim życiu, a ewentualne niepowodzenia i wpadki były wpisane w ryzyko tej przygody. Na miejsce dotarłam bardzo późno w nocy, ale miasto wydawało się tętnić pełnią życia. Światła, hałas i duży tłok na ulicach zaskoczyły mnie zupełnie. A do tego bardzo gorące powietrze – jakby ktoś nagle otwo46

„Neapol jest zamazaną pocztówką, Neapol ma tysiąc kolorów, budzi tysiąc lęków…”

W

ten romantyczny i zarazem tajemniczy sposób opisuje partenopejskie miasto znany włoski piosenkarz i autor tekstów Pino Daniele.

rzył drzwiczki od piecyka. Jeszcze przez wiele dni dochodziłam do siebie, podziwiając kaktusy, palmy, oleandry, które w Polsce z trudem się uprawia w doniczkach, a tu rosną dziko na poboczach ulic. Upały, dochodzące do 40 °C, i duża wilgotność powietrza (70-80%) dawały uczucie ciągłej senności i jakby rozpływania się. Okazało się, że aby wyruszyć na miasto konieczne jest uzbrojenie się w kapelusz, okulary przeciwsłoneczne i małą butelkę zimnej wody, która po paru minutach staje się ciepła.

Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do odmienności tego miasta, do bezchmurnego, zawsze pogodnego lata, do zim bez śniegu, do ulic w centrum, gdzie rozwieszona na sznurach bielizna powiewa niczym sztandary. Zmieniały się pory roku i kolejne prace: opiekunka do dzieci, pomoc domowa. Na nic więcej nie można było liczyć. W ciągu całego mojego pobytu (to już 16 lat) nie spotkałam nikogo, kto by ze sprzątaczki lub kelnerki awansował wyżej. Może to tutejsza mentalność, siła rodzinnych powią-

zań, która nie dopuszcza obcych, a może sama polityka zatrudnienia? Przy rosnących wymaganiach i obowiązkowych konkursach (a także znajomościach!) zdobycie przyzwoitego miejsca na stanowisku publicznym (poczta, bank) jest trudne dla samym Włochów, a co dopiero dla nas, emigrantów. Może właśnie dlatego Polacy, głównie kobiety z południowej części kraju, przyjeżdżają tu sezonowo, przyjmują nadarzające się zajęcia i po roku, góra po kilku latach powracają. Nie tworzą oni organizacji polonijnych, a kontakty między nimi są przypadkowe i krótkotrwałe. Mój pobyt jednak ciągle się przedłużał. Wychowana na monotonnej mazowieckiej równinie nie mogłam oderwać oczu od prawdziwych cudów natury, w jakie obfituje południe Włoch – od skalistych wybrzeży, przepastnych dolin, bujnej, wszechobecnej roślinności. Sugestywne widoki i niepowtarzalne miejsca stały się natchnieniem dla wielu moich wierszy. Dziś mieszkam w Italii na stałe (niedawno przeniosłam się w okolice Montecassino), a za każdym razem, kiedy powracam do miasta pod Wezuwiuszem, myślę sobie, że jest tu tak, jak w piosence – można zobaczyć tysiąc kolorów i odczuć tysiąc lęków. ROMANA MILIK WŁOCHY MONITOR POLONIJNY


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 47

B

yliście dzisiaj na spacerze? Spotkaliście inne dzieci, z którymi bawicie się zwykle w parku lub na placu zabaw? Co zapamiętaliście? Może czarnego pieska, małego ptaszka z pomarańczowym dzióbkiem, zabawki innych dzieci, deszczyk lub kolorową parasolkę? Jaka była trasa Waszego spaceru? Jak długo trwał i do jakiego celu prowadził? Wiele jest celów naszych wędrówek. Dzisiaj zabiorę Was na wycieczkę po globusie. Odwiedzimy 7 miejsc na świecie, które oddalone są od siebie o tysiące kilometrów. By odwiedzić je w czasie jednej podróży, potrzebne byłyby przygotowania, trwające kilka

RZYM WE WŁOSZECH – KOLOSEUM

ruiny wykutego w skale miasta Nabatejczyków, do których prowadzi wąski wąwóz

CHINY – WIELKI MUR CHIŃSKI

miesięcy. Miejsca te uznano za najwspanialsze na Ziemi i wpisano na listę 7 Nowych Cudów Świata, które przetrwały setki, a nawet tysiące lat i które warto zobaczyć. Poszukajcie na globusie następujących miejsc i znajdujących się tam cudów:

wzniesiony przez władców Chin w celach obronnych i handlowych; szacuje się, że ma ok. 8 tysięcy kilometrów; jest jedyną budowlą, widoczną na Ziemi z Księżyca

amfiteatr Flawiuszów, wzniesiony w latach 70-80 naszej ery, w którym swego czasu odbywały się walki gladiatorów

JORDANIA – PETRA

PERU - MACHU PICCHU miasto Inków, opuszczone w XV wieku, ukryte głęboko w amazońskiej puszczy.

INDIE – TAJ MAHAL mauzoleum, zwane świątynią miłości, wybudowane przez jednego z indyjskich władców na cześć swojej przedwcześnie zmarłej żony

PÓŁWYSEP JUKATAN W MEKSYKU – CHICHÉN ITZÁ RIO DE JANEIRO W BARZYLII – POMNIK CHRYSTUSA ZBAWICIELA witający wszystkich przybywających do Rio od strony morza, zbudowany przed II wojną światową według projektu Paula Landowskiego Francuza polskiego pochodzenia; mierzy 38 metrów i jest symbolem niepodległej Brazylii LIPIEC - SIERPIEŃ 2010

prekolumbijskie miasto, założone przez Majów, pełne świątyń w postaci piramid

Czy podczas swoich podróży lub szkolnych wycieczek widzieliście inne imponujące miejsca na Ziemi? Na pewno są takie nawet w Waszej okolicy. Może to być np. nowoczesny teatr, ratusz, stary drewniany młyn, mur obronny, kamienna fontanna czy jakiś pomnik. Rozejrzyjcie się dookoła i dokładnie poszukajcie! KASIA UFNAL 47


Monitor07/08

16.07.10 09:49

Stránka 48

Lato – powinno być oczywiście skąpane w słonecznym blasku, pachnieć choć przez chwilę morską bryzą, zachrzęścić piaskiem pod stopami. Jakaś przedziwna tajemnica tkwi również w fakcie, że nic tak nie smakuje podczas nadmorskich wakacji jak porcja dobrze usmażonej ryby. Polskie wybrzeże od lat niepamiętnych

serwuje nie spotykane nigdzie indziej fantazyjne połączenie flądry, frytek i surówki z kapusty, bez których to składników urlop nad Bałtykiem po prostu nie może się udać. Ale gdy już człowiek wróci do domu, chciałby rybę zjeść nieco wykwintniej – i taką smaczną, elegancką propozycję ma dla nas dzisiaj pani Ewa Sipos.

Ryba w kolorowych różnościach Składniki:

Sposób przyrządzania:

• 2 kawałki filetów z łososia (inne ryby pewnie również wchodzą w grę) • 1/2 czerwonej papryki • 1/2 żółtej papryki • 1 cukinia i 1 bakłażan (raczej małe) • 1 przecier pomidorowy w pudełku • 1 duży ząbek czosnku • sól, pieprz • 1 łyżeczka miodu • kawałeczek imbiru

Warzywa pociąć na nie za duże kawałki i podsmażyć na oliwie. Do nich włożyć łososia i przyprawić solą, pieprzem. Dodać łyżeczką miodu, po czym wszystko dusić na patelni. W razie potrzeby podlać małą ilością wody. W połowie duszenia dodać rozdrobniony czosnek i imbir. Gdy ryba zmieni kolor, polać

wszystko przecierem pomidorowym i dusić jeszcze kilka minut, najlepiej pod przykryciem. Na koniec potrawę można udekorować świeżą bazylią lub koperkiem. Duszona kolorowa ryba najlepiej smakuje z bagietką lub świeżym białym chlebem. We wszystkich wakacyjnych podróżach warto rozejrzeć się za jakimś lokalnym winem, żeby po trudach opalania lub zwiedzania móc bez skrępowania przepłukać gardło lokalnym przysmakiem. Coś mi mówi, że do naszej dzisiejszej duszonej ryby wybornie smakowałaby lampka białego stołowego wina. Fantastycznych wakacji!

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2010/07-08  
Monitor Polonijny 2010/07-08  
Advertisement