Page 1

M AG A Z Y N B E Z P Ł AT N Y

Nr 1 / 2 (19) STYCZEŃ / LUTY 2018

LUDZIE

Tomasz Klocek

Pasja niecałoroczna PO SĄSIEDZKU

Uznamska

Szwajcaria w czterech odsłonach

Grzegorz

KAPLA Jak „żyć bardziej”


Wróć, MTV!

Niedawno świat obiegła wieść o nagłym odejściu Dolores O’Riordan, wokalistki The Cranberries. Wiadomość to smutna, mnożąca refleksje w rodzaju „wielka strata dla muzyki”. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to wielka strata dla muzyki. Nie poważam ostatnich kilkunastu lat w twórczości wokalistki. Odszedł człowiek. I to jest smutne. To również odejście symbolu. Symbolu popkultury lat 90. Niepodrabialnego głosu epoki MTV. Z czasów, gdy stacja ta poważnie traktowała swoją nazwę – Music Television – oraz misję. Z czasów, gdy nie bolały słowa „pop” czy „przebój”, a na listach przebojów niepodzielnie rządziły wartościowe pieśni – w rodzaju choćby protest songu Zombie The Cranberries czy pokoleniowego hymnu Smells Like Teen Spirit Nirvany – które właściwie nie miały prawa stać się przebojami dla mas. Kocham lata 90., płyty The Cranberries z tamtej dekady i wspomnienie o ówczesnej MTV, która ukształtowała mnie muzycznie. Dziś kształtuje żenujące i patologiczne zachowania w swoich reality show. To przykre. Wróć, MTV!

Michał Taciak Redaktor naczelny

MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY Wydawnictwo Wyspy redakcja@magazynwyspy.pl www.magazynwyspy.pl +48 500 446 273 Redaktor naczelny Michał Taciak Skład Blauge - Robert Monkosa

Dział foto Karolina Gajcy, Agnieszka Żychska, Katarzyna Nadworna Felietoniści Maja Piórska, Agnieszka Merchelska, Marek Kolenda, Współpraca Magdalena Monkosa, Karolina Leszczyńska, Renata Kasica, Józef Pluciński, Katarzyna Baranowska, Karolina Markiewicz, Agata Butkiewicz-Shafik, Tomasz Sudoł, Artur Kubasik, Bartek Wutke

Wydawca Wydawnictwo Wyspy S.C. ul. Markiewicza 24/5, 72-600 Świnoujście Reklama Kamil Pyclik +48 721 451 721 reklama@magazynwyspy.pl Druk Drukarnia KAdruk S.C.

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów w nadesłanych artykułach. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam.

4

MAGAZYN


Styczeń / Luty

6

2018

FELIETON

Marek Kolenda. Wyspiarski bakcyl twórczy. Część 2 Agnieszka Merchelska. Ewidencja wyspiarskich postanowień noworocznych 42 Maja Piórska. Bawmy się!

20

8 14 16 18 22 28 30 34

36 38 44

46 50

NASZA OKŁADKA

Grzegorz Kapla. Jak „żyć bardziej” URODA

Bezbolesne piękno PSYCHOLOGIA

Inspirujmy się... ZDROWIE

8

Z uśmiechem MODA

Kurtki jak z wybiegu MIEJSCA

Wielki, mały klub MIASTO

Każdy powinien być zadowolony WYDARZENIA

W kulturalnym garncu Byle do lata LUDZIE

30

Tomasz Klocek. Pasja niecałoroczna KARNAWAŁ

Na rozgrzanie serc Statuetki w dobrych rękach KULTURA

Wydarzenia Rekomendacje 62 Wyrośnięta poziomka i inne owoce 52

56 60

ZAWÓD

Paweł Wdziękoński. Facet od drewna SZLAK KULINARNY

Restauracja Oyster. Slow, czyli bez pośpiechu 72 Meat & Fit - Slow Food. Zabójczo smaczne

64 70 74 78 80

38

KULINARIA

Wzmocnij odporność DIETA

Uwaga! Epidemia! PO SĄSIEDZKU

Uznamska Szwajcaria w czterech odsłonach NATURA

Nornica. Oczy czarne jak paciorki STARE ŚWINOUJŚCIE

Eskimo-Bar na dryfującej krze

56 MAGAZYN

5


felieton

„WYSPY SZCZĘŚLIWE”

Wyspiarski

bakcyl twórczy część 2

Po świątecznej przerwie wracamy do naszych utalentowanych i ponadprzeciętnych, eksportowych wyspiarzy. Ogarniętych swoimi pasjami, lub inaczej – natchnionych wyspiarskim bakcylem twórczym. TEKST MAREK KOLENDA

W

spomnieliśmy już o naszych filmowcach, literatach, muzykach, czas przypomnieć o utalentowanych muzycznie paniach z wysp. Zacznijmy może od Agnieszki Hekiert. Podobnie jak Marek Pędziwiatr absolwentki wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Agnieszka to przede wszystkim znakomita wokalistka jazzowa, ale także ceniony vocal coach, w przeszłości przygotowujący wokalnie uczestników takich programów jak X Factor, Mam Talent czy Fabryka Gwiazd. Jeśli chodzi o bliską współpracę z uznanymi artystami, na pierwszym miejscu musimy wspomnieć jedno wielkie nazwisko – Bobby McFerrin. To w jazzie absolutny top. Ale nasza Agnieszka pracowała także z innymi świetnymi muzykami m.in. Krzysztofem Ścierańskim, Marylą Rodowicz, Ryszardem Rynkowskim. Ma też za sobą występy na licznych festiwalach i koncertach w całej Europie, m.in. jako „Agnieszka Hekiert Trio” wraz z Konstantinem Kostovem i Maurizioi Rolli. Agnieszka komponuje, aranżuje, pisze teksty, prowadzi warsztaty wokalne, uczestniczy w wielu projektach muzycznych i płytowych.

6

MAGAZYN

ILUSTRACJA TOMASZ SUDOŁ

Akademia Muzyczna w Katowicach ukształtowała również Aleksandrę Nowak, znaną w całej Polsce z zespołu „Dziewczyny”. Grupa wydała album, sporo koncertuje i powoli pnie się po szczeblach kariery w polskim show-biznesie. Wierzymy, że przed Olą z wysp jeszcze wiele sukcesów. Czy doczekamy się także na wielki powrót Krysi Grygorcewicz? Po dziecięcych sukcesach w Sopocie i kilku hitach z zespołem „Friends” Ysia kontynuuje karierę muzyczną. Po drodze zbierała doświadczenie jako chórzystka De Mono, Marcina Nowakowskiego i Kasi Kowalskiej. Nagrywała solo, a także ze swoim nowym zespołem „Ysia Band”. I wreszcie fotografia. To właśnie zmysł obserwacji i dobre oko charakteryzuje wyspiarzy poza, rzecz jasna, świetnym słuchem i wrażliwością. Fotografowie z wysp robią naprawdę ciekawe kariery bez względu na obszar zainteresowań. Znakomitym fotografem-podróżnikiem jest Jacek Bonecki. Z aparatem lub kamerą przewędrował ponad 60 krajów i 6 kontynentów. Jego prace publikowały m.in. Newsweek, Gala, Machina, Voyage, Sukces, Wysokie obroty, Men’s Health czy International Jeep

Magazyn. Jest także popularyzatorem fotografii, dziennikarzem piszącym o tej tematyce, a także pasjonatem motoryzacji oraz operatorem filmowym i telewizyjnym, współtwórcą teledysków. Ciężko wymienić wszystkie sukcesy Jacka. Dla nas jest on przede wszystkim świetnym fotografem wielkich imprez motoryzacyjnych. Obsługiwał medialnie kilkadziesiąt rajdów, w tym kilkakrotnie Rajd Paryż Dakar. Naprawdę dużym nazwiskiem w świecie fotografii mody jest z kolei Artur Wesołowski. Człowiek, który zasłynął głośnymi sesjami fotograficznymi z najlepszymi polskimi top modelkami jak Anja Rubik czy Zuzanna Bijoch. Fotograf, w którego portfolio roi się od nazw największych firm, nie tylko ze świata mody. Jego zdjęcia były ozdobą m.in. Glamour, A4, Outlook, Pani, Twój Styl, City Magazine Hongkong, Elle, Gala, Harper’s Bazaar, InStyle, i magazynu Viva! Karierę Artura śledzimy z wielkim i rosnącym zainteresowaniem. Kolejnym znanym w całym kraju (i nie tylko) fotografem ze Świnoujścia jest Marek Wilczek. Popularny Wilku, to przede wszystkim autor zdjęć o tematyce żeglarskiej (sam


jest żeglarzem). Ale nie tylko. Od kilku lat jego drugą specjalnością są fotografie związane z wszelkiego rodzaju sztukami walk. A jeden z największych sukcesów w karierze zawodowej Marka Wilczka to zwycięstwo w konkursie na Koncertową Fotografię Roku. Przykładów wyspiarzy, którzy sławią nasze miasto i osiągają prawdziwe sukcesy w skali ogólnopolskiej i międzynarodowej, jest oczywiście znacznie więcej. Bacznie przyglądamy się ich karierom i napiszemy o nich przy kolejnej okazji. Na pewno wspomnimy wtedy o niezwykle utalentowanej wokalistce Weronice Ziółkowskiej, gitarzyście i wokaliście Macieju Winogrodzkim czy dziennikarzu muzycznym Arturze Rawiczu. Swoją pasją i pracą każdego dnia dają nam więcej powodów, by napisać kontynuację tego felietonu.

MAGAZYN

7


8

MAGAZYN


GRZEGORZ KAPLA

nasza okładka

JAK

„żyć bardziej” Znany przede wszystkim jako podróżnik i autor reportaży, kończy właśnie swój pierwszy kryminał. O tym, a także o Świnoujściu, Gruzji, „życiu bardziej”, szczęściu i poczuciu winy opowiada

Grzegorz Kapla.

ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA AGNIESZKA ŻYCHSKA

MAGAZYN

9


Napisałeś na Facebooku, że nie poznajesz swojego miasta. Komplement czy zarzut? Nie potrafię tego ocenić… Nie poznaję, ponieważ w czasie tych kilku lat, podczas których mnie tutaj nie było, wiele się zmieniło. Ja natomiast w pamięci wciąż mam to Świnoujście z przeszłości; gdzie promenada kończyła się w miejscu, w którym dziś się właściwie zaczyna; gdzie w kierunku na wschód były tylko bunkry, krzaki i dziki… Dziki teren. Pojechałem tam wczoraj z moim przyjacielem i zobaczyłem ogromny plac budowy. Rozmach inwestycji,

10

MAGAZYN

które dzieją się w Świnoujściu, jest imponujący, ale jednocześnie zmieniają one miasto w dekorację z opowieści, której bym nie rozpoznał… Dekorację z jakiegoś monstrualnego teatru, z którego wszyscy już wyszli, gdyż skończył się sezon...

Chyba jednak zarzut, nie komplement. Nie wiem… Po prostu kiedyś tamto miejsce buzowało życiem, dziś jest puste i ciche. Miasto stało się na powrót uzdrowiskiem. Przestało być tym buzującym kotłem namiętności, który pamiętam.

Rozmach inwestycji, które dzieją się w Świnoujściu, jest imponujący, ale jednocześnie zmieniają one miasto w dekorację z opowieści, której bym nie rozpoznał…


GRZEGORZ KAPLA

nasza okładka

Wyobrażasz sobie siebie tutaj, tak na stałe?

Masz to szczęście, że jednak się udaje, żyjesz z pisania. Od dawna?

Kto według ciebie posiadł zdolność „życia bardziej”?

Wydaje mi się, że człowiek, który dużo podróżuje – a co za tym idzie, musi mieszkać w wielu różnych miejscach – ma duże zdolności adaptacyjne. Natomiast czy odnalazłbym się tutaj, biorąc pod uwagę to, o czym mówiłem – to zderzenie miasta zastanego dziś z miastem z mojej pamięci? Nie wiem… Choć ludzie przecież ci sami. To jest bardzo fajne, że ty pamiętasz ich, a oni pamiętają ciebie. To znaczy, że nie zmarnowałeś tego czasu, który tu spędziłeś…

W sumie od zawsze, choć zdarzały się także inne zajęcia, z pracą fizyczną włącznie. Rzeczywiście miałem sporo szczęścia, ponieważ gdy zaczynałem, za pisanie dobrze płacono, reportaże były w cenie.

Kiedyś robiliśmy z Tomkiem Tomaszewskim książkę o góralach – oni to potrafią. Widzą siebie samych jako część czegoś większego, są zanurzeni w tym, co było przed nimi. Pamiętają, co mówili ich pradziadkowie, dziadkowie, rodzice – i to ma dla nich znaczenie, nawet jeśli to są proste słowa. Oni nie przewijają życia. Wiedzą, że to, co robią, nie jest tylko dla nich, ale dla świata, który nastąpi po nich. Sens upatrują w tym, żeby nie zepsuć tego, co otrzymali, a zachować dla następnych.

Zapytany o to, jak długo trzeba podróżować, żeby zatęsknić za domem, odpowiedziałeś, że nie wiesz… … bo nie udało mi się takiego zbudować, co nie oznacza, że nie chciałem.

Za czymś jednak pewnie tęsknisz. Za poczuciem bezpieczeństwa, jak każdy, kto jest ciągle w drodze. To jednak trudno osiągalny stan.

Napisałeś kiedyś, że sam wybrałeś takie „życie poza systemem”. Czym dla ciebie jest system? Czy można uznać go za synonim poczucia bezpieczeństwa? System powinien dawać nam poczucie bezpieczeństwa. I chyba daje.

Mimo to zdecydowałeś się żyć poza nim. Nie uważam, że system jest zły. Po prostu postanowiłem do minimum ograniczyć konieczność kontaktów z różnego rodzaju instytucjami, urzędami i tak dalej. Płacę podatki i to moja jedyna łączność z nimi. Przez pewien czas nie posiadałem nawet dowodu osobistego, bo wymagałoby to stałego adresu zameldowania, a takiego nie miałem. Właściwie trudno mi powiedzieć, czy taka postawa jest dobra. Od bezdomności dzieli mnie w zasadzie fakt, że stać mnie na wynajem. Jeszcze. Koncepcja życia tylko z pisania w każdym momencie może skończyć się fiaskiem.

Powiedziałeś, że to może skończyć się fiaskiem. Nie jest tak, że Kapla to dziś marka, która nie powinna się obawiać o swoją przyszłość? Jeśli wyjeżdżasz na dłużej – dajmy na to na trzy miesiące – po powrocie musisz tę swoją pozycję na rynku budować od nowa.

Rynek tak szybko zapomina? Nie, ale są inni, którzy podczas twojej nieobecności wykonają tę pracę, bo ktoś musiał. Bo miesięcznik wychodzi co miesiąc. Nie ma w tym nic złego.

Dziś pisać można wszędzie. Chyba że jestem w dżungli, to wtedy nie za bardzo (śmiech). Tak to w każdym razie wygląda – lubię wyjeżdżać na długo, więc muszę ponosić to potencjalne ryzyko. Niestety ryzykowałem również życiem osobistym… Ludzie nie chcą na ciebie wiecznie czekać. Dziś jesteśmy niecierpliwi, zamiast żyć, „przewijamy życie” jak posty na Facebooku w smartfonie.

W podróżach uwielbiasz obserwować ludzi, którzy żyją inaczej. Co widzisz? Żyją lepiej? Gorzej? Mam kłopot z wartościowaniem. Zadziwia mnie dziś to, z jaką łatwością potrafiłem kiedyś wydawać oceny, bronić ich, toczyć krwawe wojny. Ocenianie tego, czy ludzie żyją lepiej, czy gorzej nie ma sensu i znaczenia. Mnie zachwyca to, jak niektórzy potrafią „żyć bardziej”.

„Żyją bardziej” ci, którzy potrafią słuchać, dobrze cię rozumiem? Żyjemy w świecie, w którym wszyscy mówią, a nikt nie słucha. A być może sekret tego „życia bardziej” tkwi w właśnie w słuchaniu tych, z którymi jesteś. Słuchając kogoś, automatycznie uczysz go, że słuchanie też jest ważne, nie tylko mówienie. Jeśli się nie słuchamy, zaczynamy na siebie krzyczeć. Towarzyszy temu przekonanie, że im głośniej krzyczymy, tym bardziej słyszalni, a tym samym ważniejsi jesteśmy.

Napisałeś kiedyś o poczuciu winy z powodu tego, jak żyjesz, gdzie bywasz, jakie piękne miejsca oglądasz. To kokieteria czy ironia? Nie, absolutnie. Naprawdę tak myślę. To ogromny przywilej i jestem tego świadomy. Ja na to nie zapracowałem, a jedynie wykorzystałem szansę. Bo to właściwie przypadek sprawił, że zobaczyłem świat. Nie byłem do tego w jakiś szczególny sposób predestynowany – nie miałem ani więcej kompetencji, ani więcej zdolności od innych ludzi. Każdemu się to mogło przytrafić.

Czyli jak?

Na twoje szczęście przytrafiło się tobie.

To wcale nie znaczy, że oni więcej mają, więcej widzą, dalej jeżdżą i tak dalej. Chodzi o to, że oni w tym, co mają, potrafią znaleźć i sens, i piękno, i dobro.

I dlatego traktuję to jak przywilej. Wracając do poczucia winy – mam je choćby z tego powodu, że inni z pewnością tę szansę wykorzystaliby lepiej niż ja. Bo to taka szansa to nie

MAGAZYN

11


nasza okładka

GRZEGORZ KAPLA

A to zmienia bardzo perspektywę. Zupełnie inaczej podróżuje się bez konkretnego celu, dla samego podróżowania. Już właściwie nie pamiętam, jak to jest.

Zakładam jednak, że nie cierpiałeś na tym wyjeździe. Oczywiście, że nie. W tym małym skrawku ziemi w południowej części Kaukazu jest tak niesamowite przemieszanie wszystkiego – kultur, namiętności, historii, krajobrazów… To nieprawdopodobne. Myślę, że Gruzja nie rozczaruje nikogo. Jest intrygująca, bezpieczna, cenowo dostępna i przyjazna dla Polaków, gdyż jesteśmy tam szanowani, pamięta się tam naszego prezydenta, jego zdjęcie jest w wielu domach…

W Ameryce Południowej jesteśmy lubiani, ponieważ od razu kojarzymy się z papieżem, który nam zrobił bardzo dobry PR tylko przywilej, ale i zobowiązanie. Trzeba więc ją wykorzystać najlepiej jak się da. Poza tym wychodzę z założenia, że za wszystko, co dostajesz, musisz zapłacić. Każde dobro, które otrzymujesz, ma swoją cenę. Podobnie jak każde zło, które wyrządzasz.

Swój „dług” spłacasz między innymi w ten sposób, że dzielisz się swoimi doświadczeniami z innymi – piszesz książki. Teraz pokazujesz nam Gruzję. Przyznam, że miałem zupełnie inny pomysł, ale „National Geographic” chciał, żeby to była książka o Gruzji.

12

MAGAZYN

Uznano, że rokuje sprzedażowo. Ja chciałem wydać książkę o Papui, która od kilku lat jest już napisana. Jednak ludzie od marketingu uważają, że nikt z Polski tam nie pojedzie, wobec tego to nie jest dobry temat. A szkoda, bo lubię tę książkę – jest zwięźle napisana i pokazuje, że kiedyś potrzebowałem znacznie mniej słów, żeby powiedzieć coś istotnego, niż dzisiaj…

Na Papuę poczekamy, tymczasem jesteśmy dzięki tobie w Gruzji. Była to „podróż z premedytacją”, z planem, żeby o niej napisać.

A jak z tym szanowaniem Polaków jest gdzie indziej? Masz jakieś przemyślenia czy doświadczenia na ten temat? Na pewno nigdy nie musiałem wstydzić się tego, że jestem z Polski. W Ameryce Południowej jesteśmy lubiani, ponieważ od razu kojarzymy się z papieżem, który nam zrobił bardzo dobry PR. Generalnie jednak mam wątpliwości, czy takie stereotypy w ogóle działają. W końcu spotyka się człowiek z człowiekiem i to ma znaczenie. Raz zetknąłem się z czymś takim, podczas safari w Afryce Południowej. Podszedł


do mnie chłopak i spytał, czy może spać ze mną w namiocie. „Ale wiesz, jestem Niemcem” – dodał.

Gdzie rozgrywa się akcja powieści?

Coś w tym rodzaju – Niemcy zrobili kiedyś Polakom krzywdę, więc my będziemy teraz niechętni i wrodzy. Było to dziwne…

W Warszawie. Musiało to być miejsce, które znam, inaczej trzeba byłoby dodatkowej pracy, poszukiwania materiałów i tak dalej. Rzecz dzieje się tu i teraz, za oknem. Część akcji przeniosłem w czasie i przestrzeni – do Jawora na Dolnym Śląsku, w lata 50. ubiegłego wieku.

Któraś z twoich podróży szczególnie utkwiła ci w pamięci, była dla ciebie szczególnie wyjątkowa?

Piszesz na zasadzie „najpierw napiszę, a potem się zobaczy”, czy jest już wydawca?

Nie wiem… Każda jest wyjątkowa i w zasadzie nie chodzi nawet o to, dokąd jedziesz. Ważniejsze jest to, jaką masz otwartość na to, co cię może spotkać. Każda cieszy mnie tak samo. Na przykład wczoraj, gdy wyjeżdżałem z Warszawy do Świnoujścia, utknąłem w 1,5-godzinnym korku. Mogłem kląć i się wściekać, ale nie – cieszyłem się, że jestem w drodze. Należę po prostu do tej grupy ludzi, którzy lubią się przemieszczać. Z drugiej strony pisanie polega przecież na odsiadywaniu tych swoich „dupogodzin” przed klawiaturą.

Jeden z wydawców dostał już to, co

Irracjonalne poczucie winy.

A to nie sprzyja przemieszczaniu się. Nad czym teraz siedzisz? Piszę powieść kryminalną.

Spodziewałem się raczej opowieści o jakiejś mocno odległej krainie. Nie. Tym razem to jest kryminał, więc dużo przy nim siedzę (śmiech).

Podejrzewam, że skoro jesteś w trakcie pracy nad tą książką, nie będziesz chciał zbyt dużo o niej powiedzieć… Nie, wcale nie. Zostało mi półtora rozdziału. Muszę się tylko zastanowić, kto zginie, a kto przeżyje.

Łatwo reportażyście pisze się kryminał? To dość prosty gatunek. Moment tworzenia jest właściwie tylko wtedy, gdy wymyślasz bohaterów. Potem znajdujesz trupa i trzeba po prostu rozwiązać zagadkę (śmiech). To się w zasadzie samo dzieje…

Wczoraj, gdy wyjeżdżałem z Warszawy do Świnoujścia, utknąłem w 1,5godzinnym korku. Mogłem kląć i się wściekać, ale nie – cieszyłem się, że jestem w drodze

powstało. Został mi jeszcze ten finał, ale to kwestia jednego, dwóch dni. Muszę do tego przysiąść (śmiech). Jeśli ów wydawca zechce tę książkę, znakomicie. Jeśli nie, będę musiał poszukać dalej.

Masz już tytuł? Tak, Bezsen*. Bardzo lubię to słowo.

Kiedy przeczytamy Bezsen? Trudno powiedzieć… Jeśli wydawnictwo, o którym wspominałem, zainteresuje się nim, to mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. Chciałbym, bo to fajna książka (śmiech). I kilku ludzi, których zmusiłem do przeczytania tego, co już mam, stwierdziło, że są bardzo ciekawi zakończenia.

Ja jestem ciekaw całości. Powodzenia i dzięki za rozmowę. Dzięki. * AKTUALIZACJA: Dziś już wiemy, że książka ostatecznie nosi tytuł Bezruch i ukaże się nakładem wydawnictwa Burda Książki, prawdopodobnie wiosną. W międzyczasie Grzegorz został redaktorem prowadzącym magazynu „Elle Man”. Gratulujemy i pewnie jeszcze o tym porozmawiamy.


14

MAGAZYN


NOWOŚCI W NATALI

uroda

Bezbolesne piękno W nowy rok oraz w drugą dekadę działalności Salon Kosmetyczny Natali wkracza z dwoma zupełnie nowymi urządzeniami – Plasmage oraz ThermaVein. Urządzeniami, które służą pięknu. Jak wszystko w Natali. Plasmage to medyczne urządzenie wykorzystujące strumień plazmy. Choć jego zastosowanie jest bardzo szerokie, prawdziwym hitem jest użycie Plasmage w blefaroplastyce, czyli plastyce powiek, która dotąd „obsługiwana” była głównie przez chirurgię plastyczną. Od zabiegu chirurgicznego Plasmage różni się tym, że jest nieinwazyjny i całkowicie bezpieczny, znacznie krótszy i nie wiąże się z pobytem w szpitalu. Również krótszy jest okres rekonwalescencji. Zabieg jest jednorazowy, czyli można cieszyć się znakomitym efektem przez całe lata! Plasmage jest doskonały nie tylko w przypadku powiek, ale także znakomicie przeciwdziała wszelkim niedoskonałościom skórnym na szyi czy w okolicy kolan. Sprawdza się także w przypadku dyschromii, niektórych zmarszczek, rozstępów pociążowych, skóry trądzikowej, brodawek (niebarwnikowych), włókniaków, zrogowaceń czy rozmaitych znamion.

Drugą nowością jest ThermaVein, a więc urządzenie służące do zamykania rozszerzonych naczynek krwionośnych – głównie czerwonych – twarzy, ale i całego ciała. Zabieg ten, dzięki wieloletnim badaniom nad urządzeniem oraz odpowiedni dobór parametrów, jest bardzo bez-

pieczny i niezwykle trudno tu o poparzenia czy komplikacje. Zabieg trwa około 15 minut. Podobnie jak Plasmage jest jednorazowy, chyba że mamy do czynienia z bardzo rozległym obszarem do wyleczenia. Wyższość ThermaVein nad innymi zabiegami zamykającymi naczynka krwionośne jest bezdyskusyjna. Natychmiastowy efekt, brak pozostających po zabiegu blizn czy bezbolesność – to tylko niektóre argumenty na korzyść tej metody. Oba zabiegi dostępne są w Salonie Kosmetycznym Natali, w profesjonalnym wykonaniu znanej już nam doktor Magdaleny Janeczek. Salon Kosmetyczny Natali

Wyb. Władysława IV 26, Świnoujście Telefon +48 600 655 006

www.salon-natali.com.pl

MAGAZYN

15


Inspirujmy się… Otello, Kain, Fedra, Balladyna… Motyw zazdrości w literaturze ma bogatą tradycję. Jeszcze bogatszą ma pewnie w życiu. Rozmawiamy z psycholog Janiną Zborowską. To właśnie mam na myśli. Na przykład zazdroszczę komuś, że gra na skrzypcach, więc sam zaczynam naukę. Zgadza się, przy czym trzeba pamiętać, że nie zawsze w ślad za tym idzie „wyjście” z tej zazdrości. Możesz nauczyć się gry na skrzypcach i jednocześnie wciąż zazdrościć tego, że ktoś inny gra lepiej. A tak naprawdę chodzi o to, żebyś zaczął cieszyć się tym, że potrafisz na nich grać. Żebyś przepracował tę zazdrość, przekroczył ją i zastąpił jakąś pozytywną emocją. W tym tkwi klucz – zazdrość przekuć w inspirację. Sama zazdrość działa przeciwko nam, spala nas, szkodzi. Ważne też jest, żeby inaczej to nazywać.

To znaczy?

Zazdrość i zawiść często traktuje się jak synonimy, a jest przecież pomiędzy nimi spora różnica, inaczej rozkładają się w tych emocjach akcenty. To prawda. Zazdrość to zbiór uczuć, myśli czy nawet przekonań, które powodują u nas silny dyskomfort spowodowany tym, że ktoś posiada coś, czego my nie posiadamy. Zawiść z kolei jest spotęgowaną zazdrością „wzbogaconą” o element niechęci czy agresji wobec tej osoby.

Podobno wszyscy jesteśmy zazdrośnikami. Zgadzasz się z tym? Nie wykluczam istnienia ludzi, któ-

16

MAGAZYN

rzy nie mają w sobie takich emocji, jednak chyba rzeczywiście można stwierdzić, że są one dobrze znane zdecydowanej większości z nas. Również mi – osobiście, zawodowo, terapeutycznie. Wiele lat nad tym pracowałam, zgłębiałam ten temat i dziś jestem przekonana, że zazdrość nigdy nie jest czymś pozytywnym.

Nigdy? Nigdy.

Ale przecież może prowadzić do czegoś pozytywnego. Tylko wówczas, jeśli przekształcimy zazdrość w inspirację.

Słowa mają moc i kierują naszymi emocjami, naszym systemem nerwowym. Jeśli powiesz: „zazdroszczę”, uruchamiamy podobne emocje do tych, które wywołują w nas słowa w rodzaju „wojna”, „agresja”, „nienawiść”…

Zamieńmy „zazdroszczę” na „podziwiam”? Dokładnie o to chodzi. Zupełnie inaczej się czujesz, mówiąc „podziwiam go”, „inspiruje mnie”. Czujesz tę różnicę?

Jest dość subtelna. Tak, ale ta subtelność inaczej ustawia nas samych. Bo przypominam, że to o nas chodzi. To naszym wrogiem jest zazdrość, a nie tych, którym zazdrościmy. Ona nas wyniszcza, a co gorsza – ma tę właściwość, że się wzmaga, nakręca.


O ZAZDROŚCI

Myślę sobie, że lepiej zazdrościć komuś rzeczy materialnych niż cech osobowości czy co gorsza – talentów. Nie jestem pewna, czy takie rozróżnienie ma sens…

Chodzi o to, że łatwiej coś zdobyć, niż stać się jakimś. To prawda, jednak każda zazdrość pozostawia w nas to samo spustoszenie.

Dlaczego tak silnie przeżywamy zazdrość. Bo tak z reguły jest, jeśli już ją odczuwamy, to po całości, a nie trochę… To prawda, a powodów może być wiele. Na przykład nie czujemy się wystarczająco wartościowi; wydaje nam się, że nie posiadamy żadnych zalet lub kompetencji, za to mamy mnóstwo kompleksów…

Wie, że cokolwiek się wydarzy, on sobie poradzi, poskłada się.

Jednocześnie istnieje przekonanie, że jeśli nie jesteś zazdrosny o partnera, to ci na nim nie zależy. Przyznam, że nie chciałabym, żeby w moim związku siła miłości i zaangażowania była mierzona siłą zazdrości… Myślę, że zazdrość w związkach prowadzi do bardzo toksycznych zachowań – do kontrolowania partnerów, ich ubezwłasnowolniania. W takich relacjach brak oddechu, swobody, a każdy inny człowiek jest uznawany dla tego związku za zagrożenie.

Same kłopoty z tą zazdrością. A zawiść w praktyce? Czasami mam wrażenie, że to polska cecha narodowa… Świetnie opowiada o zawiści pewien dowcip. Mogę?

Jak sobie z tym poradzić? Wiadomo, że każdy z nas ma jakieś zalety i kompetencje. Należy to poczucie wartości pieczołowicie budować; doceniać to, kim jesteśmy; spojrzeć inaczej na rzeczywistość i na szanse, jakie nam daje. W gruncie rzeczy wszyscy mamy podobne możliwości, o ile oczywiście odpowiednio się postaramy i popracujemy nad tym. Pamiętajmy, że jesteśmy wewnątrzsterowni i to my stwarzamy nasze życie.

Podobno nie ma miłości bez zazdrości. Tak przynajmniej twierdziła w piosence Violetta Villas. Miała rację? To nieodzowna rzecz w związku? Często z taką opinią się spotykamy. Że wskazane jest troszkę „zdrowej zazdrości”… Jako psycholog powiem ci jednak, że jeśli związek jest dojrzały – tworzony przez dojrzałych emocjonalnie i społecznie ludzi – to istnieje w nim taka jakość jak wolność i niezależność. To powoduje, że jednego z partnerów może boleć fakt, że druga osoba odeszła do kogoś innego, ale nie przeżywa katuszy związanych z zazdrością.

psychologia

Coś okropnego, skąd to się bierze? Sama się nad tym zastanawiam. Wrócę do tej inspiracji, o której już mówiliśmy. Jeśli komuś udało się zarobić na ten piękny samochód czy dom, to znaczy, że się da, że jest taka możliwość i to dostępna również dla nas. Więc zróbmy to, a przynajmniej spróbujmy.

Nie łatwiej uznać, że sąsiad nie zarobił, ale ukradł? Tym samym nie zasłużył na to, więc należy to zniszczyć. Oczywiście, że łatwiej. Niestety dotyka to przeważnie jednostek, które kompletnie nie wierzą we własne możliwości, w własną moc sprawczą. Nie kochają siebie samych, a często wręcz nienawidzą. Nawet nie dopuszczą do siebie faktu, że przy pewnym wysiłku można coś uzyskać.

Potworne nieszczęście taka postawa…

To naszym wrogiem jest zazdrość, a nie tych, którym zazdrościmy. Ona nas wyniszcza, a co gorsza – ma tę właściwość, że się wzmaga, nakręca Jasne. Kowalski złapał złotą rybkę i mówi do niej tak: „Złota rybko, zobacz, mój sąsiad ma taką piękną żonę, piękny dom, piękny samochód, piękne dzieci…”. Na co złota rybka: „Ty chciałbyś mieć to wszystko jeszcze piękniejsze?”. „Nie, zniszcz mu to!”. To jest właśnie zawiść w praktyce.

To prawda. Taki człowiek nigdy nie będzie zadowolony. Zawsze będzie szukał okazji do ponarzekania na świat.

Nie trzeba ich szukać. Pięknych żon, domów i samochodów nie brakuje. Dlatego tak nam poprawia nastrój fakt, że ktoś ma gorzej od nas. Jesteśmy wówczas lepsi, szczęśliwsi.

I to nam zazdroszczą. Według Marka Twaina człowiek zrobi wiele, żeby go kochano, a wszystko – żeby mu zazdroszczono. Coś w tym jest. Przez chwilę to łechcze nasze ego, ale już po chwili pojawia się refleksja, że to nie jest pozytywne. Jeśli ktoś nam czegoś zazdrości, nie wpływa to dobrze na naszą relację z tą osobą. Pojawia się jakaś blokada, fałsz.

Dlatego, zamiast zazdrości zdecydowanie polecamy podziw, inspirację. Będzie nam lepiej. Dokładnie tak. Nie zazdrośćmy, inspirujmy się.

MAGAZYN

17


18

MAGAZYN


SMILE DENT

zdrowie

Z uśmiechem

Magdalena Styś od zawsze wiedziała, że będzie stomatologiem, tak więc młodzieńczy etap niełatwych decyzji i dylematów ją ominął. Dziś realizuje się w zawodzie i spełnia swoje ogromne marzenie – prowadzi własny gabinet stomatologiczny. Gabinet jest bardzo młody. Powstał w listopadzie. Dlaczego Smile Dent? – Chciałabym, żeby każdy mój pacjent wychodził stąd z uśmiechem na twarzy – mówi dentystka z… uśmiechem. I chyba się to udaje, gdyż chętnych i zadowolonych pacjentów nie brakuje. Okazuje się więc, że legendarną już niechęć do stomatologów – zarówno wśród młodszych, jak i starszych – śmiało można włożyć między bajki. Wizyty u dentysty naprawdę da się lubić, a kluczem będzie tu z pewnością ogromna dbałość o komfort pacjenta. Plus, oczywiście, jakość leczenia. I jedno, i drugie jest w Smile Dent na najwyższym poziomie.

Pasja i technologia Magdalena Styś jest stomatologiem ogólnym, a zatem świadczy szeroki zakres usług – od profilaktyki po leczenie zachowawcze, „drobną” chirurgię, protetykę, endodoncję czy stomatologię dziecięcą. Jej pasję do zawodu wspiera najnowsza technologia, stąd w Smile Dent znajdziemy najlepszy obecnie na rynku sprzęt – począwszy od superkomfortowego fotela stomatologicznego, z którego aż nie chce się po skończonym zabiegu schodzić, na wewnątrzustnej kamerze, pozwalającej na wykonywanie zdjęć w jamie ustnej pacjenta oraz wizualizację obrazu na monitorze. Jak mówi Magdalena – To jeszcze nie koniec. Gabinet będzie sukcesywnie doposażany. Niebawem wybieram się na targi do Krakowa, więc na pewno coś stamtąd przywiozę.

Zaufanie Zdaniem Magdaleny Styś nie sztuką

jest narzucić jedno rozwiązanie problemu i kurczowo się tego trzymać. Sztuką jest natomiast wyszukanie – oczywiście tam, gdzie to możliwe – wszystkich możliwości działania oraz wypracowanie w ten sposób kompromisu, tak aby sprostać oczekiwaniom pacjenta. Taka postawa wyróżnia dobrego lekarza i buduje zaufanie do niego, a jak wszyscy dobrze wiemy, zaufanie to w tym zawodzie podstawa. Magdalena na jego brak raczej narzekać nie może. A zawdzięcza to nie tylko swojemu profesjonalizmowi i otwartości, ale i… uśmiechowi, który zdaje się nie schodzić jej z twarzy. Jak w przypadku każdej osoby, która kocha to, co robi.

Smile Dent

Steyera 2A, Świnoujście www.smiledent.net

MAGAZYN

19


felieton

WYSPIARSKI TRYB ŻYCIA

EW IDENCJA

wyspiarskich postanowień noworocznych

Czymże byłby dobry felieton styczniowy bez postanowień noworocznych? Rzekłabym, że niczym. Zacznijmy zatem Nowy Rok w „Wyspach” i na wyspach od spisu typowych klasyków w tej, a jakże!, trudnej dziedzinie – stawianiu sobie noworocznych celów. TEKST AGNIESZKA MERCHELSKA

Klasyk I: Nieważne co, ważne z kim Stojąc 2 stycznia w kolejce na prom, wymyślił kilka rzeczy, które mógłby w tym roku zmienić. Zdążył zrobić wydarzenie na Facebooku („W 2018 będę bardziej ogarniał…”) i obdzwonić wszystkich znajomych. Wiadomo, że postanowienie postanowieniem, ale jak rzucać palenie, to najlepiej w kupie! To znaczy… razem. Codziennie robi relacje ze swoich wysiłków, podnosi na duchu tych, co nie wytrzymali, żartując i utrzymując świetną atmosferę tego towarzyskiego wydarzenia. Po tygodniu w tej samej kolejce na prom stwierdza, że to jednak nie dla niego. Robi wydarzenie na Facebooku dla tych, którym się nie udało i dzieli się z nimi wszystkimi swoimi przemyśleniami!

Klasyk II: Kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one Jak już zmieniać, to wszystko, jak kraść to miliony. Nie ma półśrod-

20

MAGAZYN

ków. Nie je mięsa? Cały dom nie je mięsa. Totalnie wkurza się na wszystkich, którzy mają odmienne zdanie na temat weganizmu. Kupuje gadżety do wykrywania mięsa w potrawach i robi burdel w knajpie, która jako opcję „wege” proponuje sałatki. Zaczyna dusić się na wyspach, gdzie nawet w pizzy bezmięsnej jego detektor świeci na czerwono. Albo przepływa promem na prawobrzeże i już nigdy nie wraca. Albo zakłada swoją knajpę i robi cykliczne „wege demonstracje” na ulicy Bohaterów Września.

Klasyk III: Zgoda buduje, niezgoda rujnuje Jest mu dobrze, tak jak jest. A skoro jest dobrze, to po co coś zmieniać? Wspiera za to w postanowieniach swoich znajomych i bliskich. Czasami tylko, stojąc na promie i patrząc w bezkresne morze, zastanawia się, czy nie jest za mało ambitny?

Z rozmyślań wybija go uderzenie Bielika o brzeg – biegnie z paczką fajek do najlepszego przyjaciela.

Klasyk IV: Bez pracy nie ma kołaczy Plan na postanowienie noworoczne ma już dawno. Wie, że do wszystkiego należy się solidnie przygotować. Szuka najlepszej siłowni w mieście. Czyta dużo komentarzy. Kupuje książki o odpowiedniej rozgrzewce. Przeszukuje fora, sprawdza, co mogłoby się nie udać. Ustala plan treningu ze specjalistą. No i mamy marzec. Ach! Życie pisze najlepsze scenariusze. A Ty? Kiedykolwiek wytrwałeś/ aś w postanowieniu noworocznym?


KOLEKCJA

Wybrzeże Władysława IV 33 ŚWINOUJŚCIE

22

MAGAZYN


DLA NAJMŁODSZYCH

Kurtki

jak z wybiegu Choć aura za oknem jeszcze nie zwiastuje wiosny, powoli zbliża się ta długo wyczekiwana pora roku, kiedy przyroda budzi się do życia i zachęca do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Na powitanie cieplejszych dni Coccodrillo przygotowało propozycje kurtek inspirowanych energetyczną kolorystyką oraz motywami wiosny, które znakomicie sprawdzą się zarówno podczas spacerów, jak i beztroskich zabaw. Większość propozycji Coccodrillo to kurtki impregnowane, powlekane wodoodporną warstwą

wewnętrzną, która ochroni małych odkrywców przed deszczem oraz wilgocią. Bezpieczne zapięcia, duża liczba kieszeni, odpinane kaptury oraz tkaniny, z których wykonane są kurtki, to elementy mające przede wszystkim zapewniać komfort i wygodę podczas aktywnego spędzania czasu na powietrzu. Podczas dłuższych wycieczek, w czasie których zmienia się pogoda, przydadzą się kurtki z wpinaną bluzą. Takie rozwiązanie pozwala na odpowiednie ubranie malca zarówno w chłodniejszy, jak i cieplejszy dzień, a dodatkowo daje kilka możliwości wykorzystania każdej części kurtki. W propozycjach dla chłopców dominują motywy sportowe i industrialne.

moda

Coccodrillo przygotowało na wiosnę także propozycje stylowych kurtek dla małych elegantek, w których wykorzystano aktualne trendy – delikatne marszczenia, falbany, kokardki oraz pastelowe kolory. Wiele propozycji, a wszystko po to, aby wiosenny czas upłynął wygodnie, modnie i kolorowo. Na szczególną uwagę zasługują kurtki dwustronne. Ich krój dopasowany do sylwetki dziecka. Idealnie sprawdzą się podczas wiosny w mieście. Dwie opcje kolorystyczne pozwalają na dowolność łączenia kurtki z innymi częściami garderoby. Są one dodatkowo lekkie dzięki czemu są komfortowe w codziennym użytkowaniu. Nowa kolekcja pojawi się w salonie Coccodrillo w Świnoujściu w połowie lutego. Serdecznie zapraszamy!

MAGAZYN

23


moda

24

DLA NAJMŁODSZYCH

MAGAZYN


MAGAZYN

25


26

MAGAZYN


DLA NAJMŁODSZYCH

moda

REKLAMA


Pewnego zimowego dnia stwierdzili, że właściwie nie mają dokąd pójść z dzieckiem. Postanowili więc sami stworzyć miejsce, które spełni ich oczekiwania. I co najistotniejsze – oczekiwania najmłodszych. Wystarczyło kilka miesięcy, by Mini Club znacząco urósł w siłę i stał się najlepszą bawialnią dla dzieci w Świnoujściu. Tak przynajmniej twierdzą dzieci, a ich rodzice przytakują. Coś w tym musi być. Sposobów na zabawę oraz rozwój najmłodsi znajdą tu bez liku.

Poważna sprawa Agnieszka i Grzegorz otworzyli swoją klubokawiarnię… w prima aprilis i nie ma w tym nic z żartu. Przeciwnie, sprawa okazała się na tyle poważna, że w dniu otwarcia brakowało miejsca! Tylu chętnych chciało uczestniczyć w tym wydarzeniu. Dziś każda organizowana

28

MAGAZYN

tutaj impreza, jak Halloween czy Mikołajki, cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Do tego stopnia, że Mini Club zaproszono do udziału w Wakacyjnym Mieście Kobiet, gdzie zajmował się maluchami w czasie, gdy mamy zajmowały się sobą.

Skoro o mamach mowa – w Mini Clubie znakomicie czują się również rodzice. Mogą przysiąść sobie z komputerem i – przy kawie i ciastku – popracować. Lub też poczytać książkę z „miniclubowej” biblioteczki, gdzie znajdziemy same bestsellery i głośne


MINI CLUB

wydawnictwa. W tym czasie ich pociechy śmiało oddają się fantastycznej i beztroskiej zabawie.

Maluchowanie i interaktywny dywan Bawialnia zaprasza zarówno paromiesięczne, jeszcze niechodzące bobasy, jak i dwunastolatków. Oferta aktywności dla tych najmniejszych oraz nieco większych jest przebogata. Ci pierwsi przepadają za strefą Baby Play, pełną niesamowitych zabawek rozwojowych. Z myślą o nich raz po raz odbywają się także warsztaty sensoplastyczne. Starsze dzieci uwielbiają „jeździki”. Policja i straż pożarna to absolutny przebój Mini Clubu. Podobnie jak klatka oraz… interaktywny dywan.

Dużą frajdę sprawiają też rozmaite „zabawy w dorosłych” – małe sklepiki, stragany, warsztat samochodowy czy kącik kucharza. Naturalnie, wszystkie dzieci lubią przebieranki, stąd duże wzięcie ma specjalny wieszak z różnymi strojami, spośród których najchętniej wybierane są kostiumy, rzecz jasna, policjanta i strażaka.

Uwielbiany i ceniony Mini Club ma już swoich małych, stałych klientów, dzieci, które nie wyobrażają sobie dnia bez odwiedzin tutaj. Choćby na chwilę. Tak samo jak wiele dzieci nie wyobraża sobie też innych urodzin niż te wyprawione w Mini Clubie. Ze wspaniałym tortem, roześmianymi

miejsca

i świetnie bawiącymi się gośćmi, z każdym detalem dopracowanym w 100 procentach. Któż nie chciałby tak świętować? Agnieszka i Grzegorz nie kryją radości i satysfakcji. Udało im się spełnić marzenie, stworzyli miejsce żywe, uwielbiane przez dzieciaki, cenione przez ich rodziców. To największy komplement – szczęśliwe dzieci i spokojni o nie rodzice. Czego chcieć więcej?

Mini Club

Wojska Polskiego 1/19, Świnoujście Telefon +48 736 204 280

facebook.com/miniclubswinoujscie

MAGAZYN

29


Joanna Sokalska i jej prawa ręka, Justyna Tyszkiewicz

Każdy powinien

być zadowolony

O Świnoujściu jako miejscu idealnym i do życia, i do pracy, a także o sytuacji zawodowej kobiet czy programach dla pracodawców opowiada Joanna Sokalska, dyrektor Urzędu Pracy. ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

Dużo mówi się ostatnio o zjawisku zwanym rynkiem pracownika. Wiąże się ono między innymi z niskim bezrobociem, z czym mamy do czynienia w Świnoujściu. To prawda. Bezrobocie w naszym mieście jest bardzo niskie, choć niestety nie najniższe w regionie. Wyprzedza nas Szczecin.

30

MAGAZYN

Dziś wynosi ono 5,1 procent, rok temu o tej porze było to 5,6 procent. Tak, ten wskaźnik ewidentnie obniża się z roku na rok. Mamy natomiast raczej stałą liczbę osób zarejestrowanych w Urzędzie Pracy. Takich, które prawdopodobnie szukają pracy.


ŚWINOUJSKI RYNEK PRACY

Prawdopodobnie? Jedni poszukują za naszym pośrednictwem zatrudnienia, innych przyciąga ubezpieczenie zdrowotne, które również oferujemy. Większość jednak rzeczywiście poszukuje pracy.

Dziś w Świnoujściu to pracodawca poszukuje pracownika. To jest właśnie ten rynek pracownika. Zgadza się. Miejsc pracy jest zdecydowanie więcej niż ludzi, którzy pracy szukają. Stąd potrzeba ściągania ludzi z zewnątrz i faktycznie – sporo ludzi spoza Świnoujścia przyjeżdża tutaj pracować.

To chyba dobrze. Bardzo, ja się cieszę. Od lat sporo robimy, żeby przekonać innych, że nasze miasto jest fantastycznym miejscem do życia i pracy. Zachęcamy młodych ludzi, żeby chcieli u nas zamieszkiwać z rodzinami. To nie tylko poprawia sytuację na rynku pracy, ale i odmładza miasto.

Taki człowiek przyjeżdża tutaj z rodziną i co dalej. Praca to jedno, ale trzeba jeszcze gdzieś mieszkać, utrzymać się. Urząd Pracy z pewnością jest w stanie zapewnić pracę zarówno mężczyźnie, jak i kobiecie. Natomiast z tego, co wiem, wielu pracodawców oferuje także zakwaterowanie.

To ważne, tym bardziej że mieszkania w Świnoujściu do tanich nie należą. Dokładnie. Pracodawca zdaje sobie z tego sprawę. Wie, że przeważnie młodych ludzi nie stać na to, żeby już na starcie, w nowym miejscu, kupić mieszkanie. Dlatego wspiera ich w tym. To bardzo częste sytuacje.

Wśród pracowników z zewnątrz liczną grupę stanowią obcokrajowcy. Jak wpływają na to zmiany w ustawie dotyczącej zatrudnienia cudzoziemców, które weszły w życie z początkiem roku? Co się zmieniło? Rzeczywiście, liczba pracowników z zagranicy jest spora i w ostatnim

roku podwoiła się w zestawieniu z rokiem 2016. Natomiast nowe przepisy regulują między innymi to, że obecnie pracodawca może u nas, w Urzędzie Pracy w Świnoujściu, składać wniosek o zezwolenie na pracę sezonową, do ośmiu miesięcy. Wcześniej tego nie było, a zezwolenia na okres do trzech lat – wydaje wojewoda. To duże ułatwienie dla pracodawców, bo nie muszą jeździć do Szczecina, aczkolwiek dokumenty muszą składać takie same.

Od lat sporo robimy, żeby przekonać innych, że nasze miasto jest fantastycznym miejscem do życia i pracy Obcokrajowcy zdają się dla nas ratunkiem, zważywszy na fakt, że Polacy częściej wybywają pracować do sąsiednich Niemiec. Tak, myślę, że tak należy na to spojrzeć. Jak na ratunek dla naszego rynku pracy – na przykład w handlu czy hotelarstwie. W tych sektorach są olbrzymie braki, których nie bylibyśmy w stanie uzupełnić polskimi pracownikami.

Trudno się dziwić. Jeśli za tę samą pracę sąsiad płaci więcej… To prawda.

A czy bliskość Niemiec i tamtejsze wynagrodzenia wpływają w jakiś sposób na wynagrodzenia w Polsce? Nasz pracodawca próbuje równać do niemieckich płac? Paradoksalnie – nie. I wracamy tutaj do cudzoziemców, którzy są gotowi

miasto

pracować za mniejszą pensję. W ten sposób pozostają one na pewnym, stałym poziomie. Choć mam nadzieję, że będą rosnąć. Są zresztą pozytywne przykłady, jak sieć Lidl, gdzie już na początku zarabia się całkiem dobre pieniądze.

Czyli pracownicy z zagranicy ratując rynek pracy, „psują” nieco rynek wynagrodzeń. W pewnym sensie można tak to podsumować. Zwróciłabym jednak uwagę na coś zupełnie innego. Rozmawiamy o wynagrodzeniach, o tym, ile ktoś zarabia, a powinniśmy skupić się na tym, co za to można kupić. Myślę, że to ma znaczenie.

W dużej mierze to chyba jednak kwestia potrzeb. Komuś trzeba dużo, innemu mało. Chodzi tu raczej o podstawowe wydatki. Czy minimalna pensja – dziś to jakieś tysiąc czterysta, tysiąc pięćset złotych na rękę – wystarczy, aby przeżyć cały miesiąc?

Nie sądzę. No właśnie. W Niemczech czy Anglii kelner za tamtejszą minimalną pensję może dobrze żyć. W Polsce – nie. I o tym mówię. Na tym warto się zatrzymać, na sile nabywczej pieniądza.

Na ceny wpływu nie mamy. Niestety. Wspieramy za to i bezrobotnych, i pracodawców.

I w ten sposób każdy jest zadowolony. W każdym razie – powinien. Osoba bezrobotna zyskuje pracę, a pracodawca – nasze wsparcie finansowe, które pozwala mu zmniejszyć koszty zatrudnienia pracownika, czy zakupić sprzęt potrzebny do pracy. Takie oszczędności to sposób na inwestycję w firmę, w pracownika, co z pewnością szybko przyniesie wymierne korzyści. Temu służą na przykład prace interwencyjne – każdy przedsiębiorca, który zatrudni osobę bezrobotną, skierowaną z Urzędu Pracy, przez

MAGAZYN

31


nocześnie sprowokować do działania na polu zawodowym, pomóc w tym.

Udaje się? Nasze dotychczasowe doświadczenia pokazują, że tak, co bardzo nas cieszy.

Co się w tej Strefie Kobiet dzieje?

okres do sześciu miesięcy otrzymuje zwrot części wynagrodzenia. W praktyce to około sześciu tysięcy oszczędności. Inny program umożliwia nam wyposażenie stanowiska pracy osoby, którą pracodawca zobowiązuje się zatrudniać przez minimum dwa lata.

Wiemy już, że miejsc pracy jest znacznie więcej niż ludzi poszukujących zatrudnienia. Jakie zawody są tutaj najbardziej pożądane? Z uwagi na charakter miasta – wszelkie zawody związane z turystyką czy hotelarstwem, to oczywiste. Hotele i tego rodzaju obiekty z kolei generują kolejne potrzeby – i tu pojawia się wiele szans dla osób przedsiębiorczych, na przykład dla pracowników ogrodowych czy firm sprzątających. Możliwości jest sporo. Popularne jest zjawisko outsourcingu. Wciąż do zagospodarowania jest przecież działka uatrakcyjniania czasu naszym turystom. Tutaj naprawdę jest co robić.

Tym bardziej że turystów, jak głoszą statystyki, nieustannie przybywa. A co poza turystyką? Gdzie jeszcze poszukuje się pracowników? Jest duże zapotrzebowanie na pracowników biurowych. Powstało sporo kancelarii prawnych, notarialnych czy radcowskich. Dużo miejsc pracy generuje Urząd Miasta. Szczególnie kobiety często poszukują

32

MAGAZYN

właśnie pracy biurowej. To praca wymagająca, ale i uporządkowana – od poniedziałku do piątku, w określonych godzinach. A kobiety mimo wszystko w większym stopniu niż mężczyźni mają jeszcze drugie życie do zorganizowania.

Skoro już o płci mowa. Częściej poszukują pracy kobiety czy mężczyźni? Wśród bezrobotnych osób mamy zdecydowaną przewagę pań. Zawsze tak było, a teraz nawet się ta przewaga zwiększyła. Kobietom zawsze trudniej było znaleźć pracę, a co gorsza – miały niższe wynagrodzenie.

Hollywood czy Świnoujście – wszędzie ten sam, kompletnie niezrozumiały problem nierówności płacowych… To się trochę zmieniło, ale tylko trochę.

Jednym z flagowych projektów Urzędu Pracy jest Strefa Kobiet. To program, którego podstawowym zadaniem jest aktywizacja i motywacja kobiet. Ma pokazać, że godzenie roli społecznej i zawodowej jest możliwe. Ma zbudować w kobietach poczucie pewności siebie, którego często im niestety brakuje – nie wierzą we własne możliwości czy własną wartość, nie doceniają faktu, że stanowią trzon rodziny. Strefa Kobiet chce to myślenie zmienić i jed-

To szereg szkoleń, spotkań z doradcami zawodowymi i ekspertami z różnych dziedzin, spotkań motywujących i tak dalej. Szeroki zakres wiedzy i umiejętności niezbędnych w późniejszym funkcjonowaniu na rynku pracy. Strefa Kobiet to również zagadnienia dotyczące dbania o siebie, a także o swój wizerunek.

Który, nie oszukujmy się, ma znaczenie. Oczywiście, ma wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani przez potencjalnego pracodawcę. Kwalifikacje i doświadczenie są bardzo istotne, ale pierwsze wrażenie również.

Kompleksowa jest ta Strefa Kobiet. To prawda. A na końcu na uczestniczki programu czekają jeszcze nagrody – vouchery do kosmetyczki, fryzjera, stomatologa, optyka, czy na zajęcia fitness.

Czy dla innych grup również prowadzicie podobnego typu projekty? Na przykład dla osób niepełnosprawnych czy ludzi młodych? Jest tak mało zarejestrowanych osób niepełnosprawnych, że nie ma potrzeby przygotowywać dla nich specjalnego programu, lecz są oni zaopiekowani tak, jak wszyscy inni – korzystają z programów finansowanych przez Unię Europejską. Podobnie jest z ludźmi młodymi, z tym że rejestrują się w Urzędzie Pracy bardzo rzadko. A jeśli nawet się pojawiają, bardzo szybko znikają.

Podsumowując, nic tylko do Świnoujścia po pracę. Oczywiście, jestem za. W Świnoujściu znajdziesz pracę i swoją przystań.


W

kulturalnym

garncu

Ten marzec będzie niezwykły. Nie dość, że wszyscy z utęsknieniem wyglądają już wiosny, to jeszcze zwieńczeniem miesiąca będą kolejne święta. Tak tylko przypomnimy, że Wielkanoc wypada 1 kwietnia i nie jest to żart.

Marzec będzie też wyjątkowy pod względem różnorodności wydarzeń kulturalnych, jakie wyspiarzom proponuje Miejski Dom Kultury.

Piękna rocznica W tym roku przypada 15 lat od powstania świnoujskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jeżeli ktoś nie wie, czym jest UTW, niech koniecznie zapyta swoich dziadków! Tymczasem MDK zaprasza na dwie imprezy związane z tą rocznicą. Obchody rozpoczną się 10 marca wystawą koła plastycznego UTW. Początek

wernisażu w Galerii ART o godz. 18.00. Warto wpaść i zobaczyć, jak nasi dziadkowie spędzają wolny czas. Tydzień później główna część uroczystości, z wyjątkowym koncertem w wykonaniu tak słuchaczy UTW, jak i zaproszonych gości. Początek w sobotę, 17 marca, w samo południe, a wstęp wolny.

Młodzi śpiewają Mistrza W tym miesiącu czeka nas kolejny popis wokalistek i wokalistów z Pracowni Wokalno-Artystycznej Mariny Nikoriuk. Zgrana ekipa, pokrzepiona efektywnymi i efektownymi warsztatami z Agnieszką Hekiert, dała się poznać takimi przedsięwzięciami, jak Retro Pop Show czy niedawnym koncertem kolęd i pastorałek. Teraz utalentowana młodzież wzięła na tapetę twórczość Wojciecha Młynarskiego. Już samo to powinno wystarczyć za doskonałą reklamę tego wydarzenia.

34

MAGAZYN

Datę koncertu wybrano nieprzypadkowo – 9 marca, o godz. 18.00, tuż po tak ochoczo przez nas obchodzonym

Dniu Kobiet. Jedno jest pewne, możemy spodziewać się w Sali Teatralnej MDK tłumu.


MARZEC W MIEŚCIE

wydarzenia

Poeta muzycznie Rok 2018 został uznany rokiem Zbigniewa Herberta. Pamięta o tym również Świnoujście. Za sprawą Herbert Piano Trio będzie można poznać twórczość poety od nieco innej strony. Młodzi artyści, każdy z innego miasta – Bydgoszczy, Poznania i Warszawy. Każdy z innym instrumentem – skrzypcami, fortepianem i wiolonczelą. Połączyła ich muzyczna pasja i właśnie Zbigniew Herbert. Koncert odbędzie się w ramach Salonów Muzycznych, za których stronę programową odpowiada wspomniana już Marina Nikoriuk. Zapraszamy 17 marca do Galerii ART MDK na godz. 18.00. Uwaga – wstęp wolny, ale trzeba mieć zaproszenie. Te są do odbioru w kasie MDK, na tydzień przed koncertem.

Z góry na dół Jak co miesiąc, na deskach Sali Teatralnej MDK spektakl. 24 marca, o godz. 18.00, zobaczymy Przebój sezonu w reżyserii Krzysztofa Jaroszyńskiego. Na scenie same gwiazdy: Olga Borys, Ewa Kuklińska, Michał Milowicz i Dariusz Kordek. Przebój sezonu to komedia o tym, że jednego dnia możesz być na szczycie, ale już następnego na dnie. I nawet nie spodziewasz się, że ktoś przypadkowy obok będzie spijał nektar twojej kariery. Bilety w cenie 70 złotych do nabycia w kasach MDK. Uwaga, warto zebrać się w kilka osób, bo dla grup od 10 osób przewidziano małe rabaty!

MAGAZYN

35


Byle do lata Nie tylko najbliższe tygodnie, ale i cały rok zapowiada się na wyspach atrakcyjnie. Choć pogoda za oknem o tym nie świadczy, to letni sezon jest coraz dłuższy. Praktycznie od maja do września możemy spędzać czas w plenerze. O to, żeby w tym czasie było co robić i gdzie pójść, starają się zadbać specjaliści od kultury i rozrywki. W tej chwili dla nich to gorący czas dopinania terminów i umów, ale trochę informacji udało nam się od nich zaczerpnąć. Zapraszamy na pierwsze doniesienia o Świnoujskim Lecie Kultury 2018.

Dziewięć dni majówki? A kto nam zabroni. Kalendarz tak się układa, że biorąc trzy dni wolnego, można zafundować sobie całkiem fajne wakacje w jednym z najfajniejszych miesięcy. W tym czasie na wyspach na pewno nie zabraknie atrakcji. Planowane są plenerowe

koncerty w Muszli Koncertowej, animacje dla dzieci i młodzieży przy okazji Dnia Flagi i tym podobne. Już teraz zapraszamy na koncert, który z każdym oddechem, który weźmiecie, przeniesie Was w przebojową muzykę lat 80. i 90.

Podgrzewanie atmosfery Czerwiec to Dni Morza. Tradycyjnie w Porcie Jachtowym stanie duża scena, na której zobaczymy gwiazdy z Polski i zagranicy. Część z nich to artyści wybierani w plebiscycie przeprowadzonym przez Miejski Dom Kultury. Choć przygotowania cały

czas trwają, to możemy zdradzić, że na żywo usłyszymy byłego wokalistę zespołu Genesis – Raya Wilsona. Pełną listę wykonawców organizatorzy będą zdradzać stopniowo, podgrzewając atmosferę. Widzimy się 22 i 23 czerwca!

Pojedynek na rakiety

Sezon letni zainaugurujemy Tenisowym Turniejem Gwiazd. To już tradycja, że zmagania na korcie zwieńczone są koncertem. W poprzednich latach gościliśmy między innymi Filharmonię Waldemara Malickiego i Piotra Rubika. W tym roku, 1 lipca, możemy liczyć na muzyczną zabawę prowadzoną przez artystę znanego z ekranu telewizyjnego show. Domyślacie się kto to może być? Póki co musimy Was jeszcze potrzymać w niepewności. Na szczęście wszyscy lubimy niespodzianki.


SEZON

wydarzenia

Turniej tenorów Wolne od lepszych połówek Wygląda na to, że Wakacyjne Miasto Kobiet zagości w Świnoujściu na dłużej. Od 9 do 12 lipca cztery dni warsztatów, spotkań, rozmów i koncertów. Wszystko to w letniej atmosferze promenady i Muszli Koncertowej. Tylko uwaga – w czasie festiwalu panowie mają wolne od swoich lepszych połówek! Będą zajęcia taneczne z Iwoną Pavlović, będzie koncert Urszuli Dudziak… Nie powiemy więcej, ale każdego dnia pojawia się kolejne elektryzujące nazwisko… Zwieńczeniem festiwalu będzie występ kabaretu, którego twórcy wiele lat temu odmienili nasze pojęcie o bajkach.

Nowością będzie realizowany razem z Operą na Zamku w Szczecinie Letni Festiwal Operowy. Świnoujście jest tylko jednym z miast biorących udział w wydarzeniu, ale za to możemy spodziewać się prawdziwej bomby – turnieju tenorów! Muzyka klasyczna w takim wydaniu to rozrywka dla każdego, nawet dla wysmakowanego fana disco polo.

Morze w roli głównej

Z rozmachem Punktem kulminacyjnym Świnoujskiego Lata Kultury będzie Grechuta Festival Świnoujście. Czwarta edycja tej imprezy, uważanej przez wielu ludzi z branży za najlepszy festiwal muzyczny lata, to tydzień koncertów i spotkań z artystami. Ich wspólnym mianownikiem pozostaje oczywiście twórczość Marka Grechuty. Choć tu organizatorzy absolutnie zasłaniają się jeszcze tajemnicą, to my już możemy być pewni jednego – tydzień między 30 lipca a 4 sierpnia zapełni się wydarzeniami z rozmachem, jakiego jeszcze w historii festiwalu nie było! Rezerwujcie czas!

W tym roku dziesięć lat istnienia obchodzi inna impreza zawiązana z morzem. Sail Świnoujście odbędzie się w dniach 17-19 sierpnia. W świnoujskim porcie zagoszczą najpiękniejsze żaglowce świata, na pokładach których będziemy mogli wypłynąć na wody Morza Bałtyckiego. Znów przygrywać nam będą szantowe zespoły. No właśnie – na Wybrzeżu Władysława IV ponownie stanie scena Pływającego Festiwalu Piosenki Morskiej Wiatrak. Oj, będzie się działo!

Czas dla żaków Druga połowa sierpnia to czas, kiedy klucze do miasta przejmują studenci. Na dwa tygodnie letniego miesiąca, ulice, puby i sceny Świnoujścia wypełnią się akademickim gwarem i nieszablonowymi pomysłami żaków z całego kraju. FAMA będzie ostatnim tegorocznym festiwalem w plenerze, na jaki już teraz możemy Was zaprosić. MAGAZYN

37


38

MAGAZYN


Pasja

TOMASZ KLOCEK

ludzie

niecałoroczna

Zaczęło się od dziecięcych zabaw w budowanie obiektów z piasku. A Świnoujście to miejsce do tego idealne, w końcu piasku tu nie brak. Piasek jednak jest nietrwały, a Tomasz Klocek chciał, żeby jego budowle żyły znacznie dłużej. TEKST MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

Jak sam wspomina, na początku, jako kilkulatek przychodził na plażę z mamą. Potem dołączyli do niego koledzy, którzy zaczęli podzielać tę pasję. Co więcej, sprawa stawała się coraz poważniejsza, gdyż na plażę przychodzili ze szpachelkami czy innymi niezbędnymi dla „budowniczego” narzędziami. Jak to bywa, kolegów przestało to z czasem bawić. Tomka – wręcz przeciwnie. Jego budowle stały się coraz bardziej okazałe. I co ważne – trwałe.

Gniewski zamek i gry Pierwsza duża realizacja Tomasza – zamek, do którego dołączyło z czasem całe miasteczko –ukryta jest nad Zalewem Szczecińskim. Dosłownie „ukryta”, gdyż wcale niełatwo ją znaleźć. W czasie, gdy ją wykonywał, pracował na budowie, stąd nie miał problemu z potrzebnym do wzmocnienia budowli cementem. Spytał szefa, czy może sobie trochę wziąć. Mógł. Przewoził go w plecaku. Piasek miał pod ręką, z pobliskich, małych plaż. Postanowił zbudować zamek. Skąd ten pomysł? – Jako dziecko czę-

sto jeździłem z babcią do jej rodzinnego miasta, do Gniewu. Tam stał opuszczony, średniowieczny zamek. Nie był jeszcze wtedy odrestaurowany, więc można było wejść, gdzie się chce. To działało na wyobraźnię… – wspomina Tomek swoją inspirację. Inna inspiracja to… gry. Głównie Age of Empires, gra o średniowieczu, z której w dużej mierze Tomek czerpie wiedzę na temat strategii obronnych. Nie jest więc przypadkiem, że w jego twierdzach wieże obronne stawiane są w takich, a nie innych miejscach.

odkrycie przez leśniczego. Tomek bowiem nigdy nie nagłaśniał tego, czym się zajmuje „po godzinach”, robił to właściwie dla siebie, a nie dla

Nie dla oklasków Tworzenie tego rodzaju obiektów – imponujących skalą, skrupulatnością i detalem – jest praco- i czasochłonne. Tomek obliczył, że pracując nad swoim pierwszym miasteczkiem, odwiedził Zalew Szczeciński około dwieście razy. Zważywszy na to, że nie jest to pasja całoroczna, a uzależniona od pogody, zajęło mu to aż… dwa lata. Dwa lata pracy, której efektów być może nikt by nie zobaczył, gdyby nie przypadkowe

MAGAZYN

39


ludzie

40

TOMASZ KLOCEK

MAGAZYN


oklasków czy profitów. Chwała więc owemu leśniczemu, dzięki któremu możemy dziś cieszyć oko budowlami Tomasza. Bo nie tylko nad Zalewem Szczecińskim można spotkać jego dzieła. Jak na przykład przy końcu ulicy Grunwaldzkiej, w ogródku działkowym babci czy też przed Urzędem Miasta.

Ewolucja pasji Tomek stwierdził kiedyś, że nie jest pewien, czy realizacje na zamówienie będą tak samo dobre jak te, które powstawały tylko (aż?) z potrzeby serca. To obawy nieco na wyrost. Zamek sprzed Urzędu Miasta od kilku lat robi ogromne wrażenie na odwiedzających, których w przypad-

ku tego miejsca nie brakuje. Choć dziś nieco podniszczony – niestety w pewnej mierze za sprawą wandali, ale i niewłaściwej ochrony – Tomek uważa, że to nie koniec jego historii, że można go jeszcze odrestaurować. Myśli jednak, że dziś zrobiłby ten zamek trochę inaczej. Zmieniłby na przykład kolorystykę. – Na mniej dziecinną. Podszedłbym do niego znacznie poważniej. W końcu sporo czasu już minęło i w tej mojej pasji nastąpiła pewna ewolucja – śmieje się. Zapytany o plany na przyszłość, w których ta ewolucja znajdzie ujście, jest ostrożny. – Często jest tak, że gdy się zbyt dużo mówi o swoich zamierzeniach, nic z nich nie wychodzi – mówi, nie bez racji, Tomek. Szybko jednak dodaje, że pomysły ma i już niebawem zacznie je realizować. Jak tylko zrobi się cieplej. Zatem czekamy. I życzymy powodzenia!

REKLAMA


Bawmy się! Gdzież te dawne, wesołe czasy, kiedy to – gdy nadszedł karnawał – wyczekiwało się soboty, by pójść potańczyć, zabawić się, poszaleć na jakimś balu… TEKST MAJA PIÓRSKA ILUSTRACJA KATARZYNA BARANOWSKA

B

ywały bale przebierańców, maskowe, „zwykłe” bale u inżynierów, w „NICIE” (dawny klub NOT-u) i w wielu innych miejscach. Młodsi i starsi szaleli na prywatkach – dziś zwanych domówkami – przy muzyce z czarnych krążków, często przywiezionych zza granicy. Ze szczęśliwego czasu dawnych karnawałów zdajemy sobie sprawę dopiero wówczas, gdy on już minął. Wspominamy wtedy wspaniałe bale przebierańców, „włoski” i inne zabawy w Domu Rybaka, a także tańce – tanga, walce, pierwsze szaleństwa na parkiecie przy dźwiękach twista, czy rock and rolla… Dziś o balu przebierańców niektórzy myślą „idiotyzm”, inni mówią łagodniej: „wariactwo”, a jeszcze inni – chętnie bym się przebrał i poszalał, żeby przypomnieć sobie tamten czas, ale chyba nie wypada… Dorośli nie lubią się przebierać. Za to dzieci wprost to uwielbiają. Byłam kiedyś na takim balu w jednej ze szkół podstawowych. Cóż to był za

42

MAGAZYN

bal! Sala wspaniale przystrojona. Wchodzących małych gości witała dobra wróżka, która swą różdżką odganiała wszystkie złe humory. Bal prowadziła piękna, duża lalka Klara i jej mały przyjaciel, pajac Kuba. A jakie wspaniałe tam były stroje! Biedronka, księżniczka, pszczółka, szara myszka, motyl, wiosna, myszka Miki, Pipi, a nawet Elvis Presley oraz – sama nie mogłam w to uwierzyć – Baba Jaga, której dzieciaki wcale się nie bały! Oczywiście, jak na prawdziwy bal przystało, były konkursy na najlepszą parę taneczną, wybierano też królową i króla balu, a kto chciał mieć zdjęcie z Klarą i Kubą, wrzucał złotówkę do szkolnej skarbonki – dochód przeznaczono na szczytny cel.

Na naszej wyspie Uznam pierwsze bale już za nami. Inauguracją karnawału był Bal Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Świetnej zabawie towarzyszyła licytacja rozmaitych przedmiotów, a zebrane w ten sposób pieniądze zasiliły konto WOŚP. Także żeglarze nie zapominają, że trwa karnawał i jak zawsze znakomicie zabawią się na tradycyjnym już Balu Żeglarza, 3 lutego. A skoro w tym roku karnawał potrwa prawie do końca marca, bawmy się, tańczmy i przebierajmy – to naprawdę fantastyczna rzecz!


O KARNAWALE

MAGAZYN

felieton

43


Na rozgrzanie ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

IX Bal Charytatywny Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w hotelu Interferie Medical Spa zapisał się wielkimi literami w historii świnoujskich wydarzeń orkiestrowych. Choć uczestników dorocznego wydarzenia było tym razem nieco mniej, temperatura zabawy nie spadała ani o stopień, a gorące serca gości pozwoliły dołożyć w licznych licytacjach niemały grosz do „wośpowej” skarbonki. Nie mniej entuzjastycznie czekamy na jubileuszową edycję balu w styczniu 2019 roku.

44

MAGAZYN

serc


BAL WOŚP

karnawał

MAGAZYN

45


Statuetki

w dobrych rękach Nieprzerwanie od 2004 roku prezydenckie nagrody w postaci statuetek Trytona przekazywane są na ręce osób i instytucji, których działania najbardziej przyczyniły się do rozwoju Świnoujścia. ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

W kategorii Obiekt roku kapituła jednogłośnie wytypowała hotel Radisson Blu Resort oddany do użytku latem 2017 roku, który jednocześnie był gospodarzem tegorocznej gali. Spółka AKS Poland odebrała nagrodę w kategorii Gospodarka i przedsiębiorczość – za otwarcie we wrześniu 2017 roku niepublicznej bezpłatnej szkoły ponadpodstawowej. W kategorii Działalność kulturalna, społeczna, edukacja i sport wyróżniono Miejską Bibliotekę Publiczną

46

MAGAZYN

im. S. Flukowskiego. Instytucja w ubiegłym roku świętowała 70-lecie działalności. Super Trytona, czyli nagrodę specjalną prezydenta Świnoujścia, odebrała 8. Flotylla Obrony Wybrzeża oraz Miejski Dom Kultury. Gali wręczenia Trytonów towarzyszył oczywiście uroczysty bal. Nastroje dopisywały, a parkiet rzadko bywał pusty.


GALA TRYTONÓW

karnawał

MAGAZYN

47


48

MAGAZYN


GALA TRYTONÓW

karnawał

MAGAZYN

49


kultura

WYDARZENIA

Nazwiska

Kulturalne Świnoujście nigdy nie zasypia. W ostatnich tygodniach spotkaliśmy się między innymi z Osiecką, Hekiert i Kantorem. Co za nazwiska!

O Agnieszce Osieckiej wie niemal wszystko i chętnie się tą wiedzą dzieli. Piotr Derlatka przepytany przez naszego naczelnego opowiadał o tym, dlaczego Osiecka była zdradziecka, jak to było z jej rodzicami i czemu właściwie pisała. Gdy nie mówił, piosenki poetki cudownie śpiewał duet Diplodok, czyli Maja Kozłowska i Miłosz Brzeziński.

15.12., Miejska Biblioteka Publiczna

Jazzowa królowa. Sceniczne zwierzę. Dziewczyna z telewizora. Rodowita świnoujścianka. Nasza Agnieszka Hekiert! A do tego – Kostov, Kubiszyn, Dobosz. Te cztery nazwiska to gwarancja jazzu z półki jeszcze wyższej niż najwyższa. Świnoujścianie docenili to masowo – nieczęsto ta sala pęka w szwach. A tym razem pękała.

25.01., Sala Teatralna MDK

50

MAGAZYN

To były długie urodziny i trwały ponad rok! Ich zwieńczeniem było piękne spotkanie, które uświetnili fantastyczni aktorzy Justyna Jeleń i Adam Dzieciniak oraz fantastyczny iluzjonista REDI. Tego dnia nikt nie wiedział, że to jeszcze nie koniec obchodów i prezentów. Tryton dla Miejskiej Biblioteki Publicznej przyszedł nieco później.

5.01., Miejska Biblioteka Publiczna

Żywot happeningów jest zazwyczaj krótki. Dzieją się tu i teraz, ani chwili dłużej. No chyba że zostają w jakiś sposób uwiecznione. Wówczas potrafią się nigdy nie kończyć. Jak Panoramiczny happening morski Tadeusza Kantora, sfotografowany przez Eustachego Kossakowskiego, a pokazany w Świnoujściu przez nieocenionego Andrzeja Pawełczyka.

17.02., Galeria Sztuki Współczesnej ms44


kultura

REKOMENDACJE

Cyberpunkowy złodziej Co się stanie, kiedy dokonamy dość karkołomnego na pierwszy rzut oka mariażu kilku bestsellerowych gier komputerowych w jedną produkcję? Spróbujmy… Weźmy trochę z Assasins Creed, coś z Wiedźmina, dodajmy szczyptę Baldur’s Gate i cyberpunkowego świata. Wszystko zmieszajmy z iście słowiańską fantazją i doprawmy genialną muzą. Efekt – Seven: The Days long gone. Skradanka w rzucie izometrycznym z bardzo rozwiniętym motywem RPG, ze złodziejem w roli głównej. Pierwsza gra niezależnego developera przebojem wdarła się na listy bestsellerów. To, że pierwsza, nie oznacza, że tworzyli ją ludzie bez doświadczenia. A muzykę stworzył Marcin Przybyłowicz, który kolejny raz aż prosi się o jakąś indywidualną nagrodę za swoje dokonania. To jednak temat na inną recenzję. Seven: The Days Long Gone, Fool’s Theory, PC

Sztuka wolności Jak to jest być wybitnym himalaistą? Himalaistą, który zawsze chodzi własnymi drogami, często wbrew swojemu środowisku? I to na dodatek himalaistą żyjącym, co nie jest wcale aż tak oczywiste? Temat zdobywania gór wysokich znów jest dziś na topie. Niestety znowu głównie za sprawą wielkich kontrowersji związanych z czyjąś śmiercią i czyimiś decyzjami. Dlatego warto sięgnąć po pierwszą biografię Wojciecha Kurtyki autorstwa Bernadette McDonald. Laureat Złotego Czekana – to najważniejsza międzynarodowa nagroda dla wspinaczy – opowiada o swojej filozofii pokonywania tak Himalajów, jak i tatrzańskich ścian, gdzie bardziej niż cel liczy się obrana droga. Gdzie najważniejsze jest „wspinanie bez smyczy”. Bernadette McDonald, Kurtyka. Sztuka wolności, Agora

Czesław Zalewski i Krzysztof Niemen Najwybitniejszy wokalista swojego pokolenia sięga po piosenki innego najwybitniejszego wokalisty swojego pokolenia. Potrzebnie? I to jak! Gdy w marcu 2017 pisaliśmy o albumie Natalii Niemen – na którym rzeczona śpiewa piosenki słynnego ojca – nie mieliśmy zielonego pojęcia, że płyta, o której mowa dzisiaj, w ogóle powstanie. A jest w tej notce fragment: (…) na płycie słychać genialnego Krzysztofa Zalewskiego. Gdyby panowie tworzyli w tych samych czasach, pewnie by się nie lubili. Byliby dla siebie konkurencją… W lutym 2018 płyta Zalewski śpiewa Niemena jest faktem. Były „Idol” podszedł do tego zadania bez kompleksów, za to z dużą atencją. Doskonale wie, że lepsze jest wrogiem dobrego, więc nie psuje Niemenowego materiału, zbytnio kombinując. Krasa i klasa. Krzysztof Zalewski, Zalewski śpiewa Niemena, Kayax

52

MAGAZYN


kultura

REKOMENDACJE

Urodzona królowa Była już Wiktorią, Elżbietą I i znów Wiktorią. Judi Dench po dwudziestu latach wraca do roli nieszablonowej królowej. Kłopot z Wiktorią z filmu Jej wysokość Pani Brown Johna Maddena (1997) polegał na tym, że zbytnio – zdaniem ogółu – zbliżyła się do swojego służącego, o nazwisku rzecz jasna Brown. W Powierniku królowej Stephena Frearsa (2017) władczyni jest już znacznie starsza, ale wciąż sprawia te same problemy. Tym razem zaprzyjaźnia się, wbrew oczywiście ogółowi, z – o zgrozo! – hinduskim sekretarzem Karimem. Obraz przedstawia ostatnie piętnaście lat życia tej lubującej się w niestosownych zażyłościach królowej. Bywa przezabawnie, refleksyjnie i smutnawo. Zaś Judi Dench pokazuje, że urodzona z niej królowa. Powiernik królowej, reż. Stephen Frears, Filmostrada (DVD)

Schemat znany i kochany Agatha Christie wciąż mile widziana na dużym ekranie. Ostatnie miesiące przyniosły nam dwa tytuły z jej przepastnej bibliografii. Podczas gdy kampania promocyjna Morderstwa w Orient Expressie Kennetha Branagha była zakrojona na szeroką skalę, o filmie Dom zbrodni Gillesa Paquet-Brennera pewnie mało kto słyszał. A wielka szkoda, bo to kawał świetnego kina, może nawet lepszego niż znana i ograna już historia pewnej podróży pociągiem. Sama książka uznawana jest za jedną z lepszych i bardziej zagmatwanych w dorobku autorki. Schemat jak zawsze ten sam – i to wcale nie pretensja, za to kochamy Christie – ginie ważna persona, a morderca jest tuż obok. Trzeba go tylko znaleźć wśród tłumu głośnej rodziny i wciąż mylonych tropów. Dom zbrodni, Gilles Paquet-Brenner, Imperial CinePix (DVD)

Trzeci debiut Barbary Najpierw zadebiutowała z Pustkami, piętnaście lat temu. Debiut drugi – siostrzane Ballady i Romanse. Teraz debiut numer trzy, solowa płyta. Alternatywne oblicze popu w kobiecym wydaniu ma się u nas dobrze. Jest Brodka, Koteluk, Zawiałow, Kulka, Marcell i kilka innych arcyciekawych nazwisk. Dziś dołącza do nich Wrońska. Barbara Wrońska. Właśnie, Barbara a nie Basia, jak zwykło się o niej dotąd myśleć. Bo ten trzeci debiut – Dom z ognia – to wypowiedź nad wyraz dojrzała, refleksyjna. Nie żeby wcześniej było głupio i infantylnie. Po prostu solowy album wyrasta z wieloletniego doświadczenia Wrońskiej, a na dodatek każe jej brać po raz pierwszy odpowiedzialność za całość. A całość jest wyborna, intrygująca i stylowa. I nie parzy! Barbara Wrońska, Dom z ognia, Kayax

54

MAGAZYN


zawód

STOLARZ

FACET od drewna

rozmawialiśmy, ja podpatrywałem z zaciekawieniem jego pracę, on mi tłumaczył różne rzeczy, pokazywał, co i jak.

Początkowo godziłeś te mniej lub bardziej dziwne rzeczy ze stolarką. Zgadza się. Chodziłem do pracy, a po niej coś tam sobie dłubałem w drewnie. Dziś stolarka to moje główne źródło zarobkowania, za co jestem ogromnie wdzięczny losowi. Mam swój warsztacik, jestem niezależny, sam sobie reguluję czas pracy. I bardzo mnie cieszy, gdy co rano wchodząc do warsztatu, czuję zapach sosny, widzę trociny (śmiech). To trochę dziwne, bo z jednej strony mam coś w rodzaju ADHD, ciągłą potrzebę zmian i tak dalej. A z drugiej – cenię sobie wyciszenie, skupienie, koncentrację, jakie daje ta praca.

To rzeczywiście dziwne. ADHD nie sprzyja koncentracji.

Tak, tak – to jeden z Ludojadów. Nie każdy jednak wie, że jeśli tylko nie zajmuje się muzyką, oddaje się swojej stolarskiej pasji. Paweł Wdziękoński, samouczący się stolarz tradycyjny. ROZMAWIA MICHAŁ TACIAK ZDJĘCIA KAROLINA GAJCY

Nie jesteś stolarzem od zawsze. Ani z wykształcenia. Skąd się to wzięło? Kocham drewno, jego zapach, fakturę, właściwie od zawsze. To po pierwsze. Pamiętam, że potrzebowałem do domu szafkę RTV. Zjeździliśmy z żoną wszystkie możliwe miejsca, z IKEĄ włącznie i nigdzie nie było takiej szafki, która nam się podobała.

Więc ją sobie sam zrobiłeś? Tak. Sam, ale z niewielką pomocą mojego stolarskiego mentora, Kazia, który pozwolił mi korzystać ze swo-

56

MAGAZYN

ich narzędzi. Jednak projekt i wykonanie to już ja. Pokochałem drewno jeszcze mocniej (śmiech).

Kiedy zrobiłeś tę szafkę? Jakieś dwanaście lat temu.

A kiedy postanowiłeś zająć się tym „na poważnie”? Jakieś dwanaście lat temu (śmiech).

Późny start w zawodzie. Racja, późny… Jestem po Szkole Morskiej, a w międzyczasie robiłem wiele mniej lub bardziej dziwnych rzeczy, niekoniecznie w swoim zawodzie. W każdym razie w tamtym czasie zaprzyjaźniliśmy się z Kaziem, często do niego zachodziłem. Dużo

Właśnie. Być może to dla mnie jakiś rodzaj medytacji… Choć jednocześnie trudno medytować, gdy w tle masz odgłos strugarki czy pilarki. Tak czy inaczej, nie zamieniłbym tej pracy na żadną inną.

Jak się ma to rzemiosło dzisiaj? Podobnie jak dawniej. W dalszym ciągu wszelkie wyrafinowane meble to w większości ręczna, koronkowa można powiedzieć, robota (śmiech). Chociaż pojawiają się nowe maszyny, na przykład frezarki CNC. Wbijasz sobie dane do komputera, a frez wycina ci płaskorzeźbę czy co tam sobie wymyślisz.

Nie do końca ogarniam, ale to musi być niesamowite. Tak. I drogie. Jeszcze mnie na to nie stać, ale może to melodia przyszłości… Nie upieram się, że będę wiecznie pracował z dłutem czy ręczną piłą.


MAGAZYN

57


zawód

STOLARZ

Duże jest dziś zapotrzebowanie na prace stolarskie? Zasadniczo jest. Ale trzeba rozróżnić paździerz od drewna. Ten pierwszy jest popularniejszy, łatwiejszy w użyciu, utrzymaniu. Samo wykonanie czegoś z paździerza jest dużo prostsze, często nie wymaga nawet maszyny. Niestety nie docenia się piękna prawdziwego drewna, jego struktury, usłojenia, zapachu…

Radzisz sobie od tych kilkunastu lat, co dowodzi, że z tym drewnem nie jest aż tak źle. Ma wzięcie. To prawda. Aż tak źle nie jest (śmiech). Co ciekawe, działam bez reklamy, więc jakoś pocztą pantoflową to sobie biegnie w miasto – że jest taki stolarz tradycyjny, facet od drewna, który siedzi sobie w swoim warsztacie i coś tam cały czas dłubie…

Dłubiesz przy rozmaitych rzeczach, projektach, ale na pewno są takie, które sprawiają tobie największą przyjemność. Przyjemność sprawia mi to, że klient jest zadowolony (śmiech).

To na pewno, ale pytam o coś innego. Wiesz, ja nie uważam się za jakiegoś wielkiego projektanta mebli, pracuję

58

MAGAZYN

raczej w prostych formach. Kaziu – mój nauczyciel, o którym wspominałem – zmarł wcześnie i wielu rzeczy nie zdążył mnie nauczyć. Po nim nie było chętnych do tego (śmiech). Nie miałem mistrza, u którego mogłem terminować.

Bardzo mnie cieszy, gdy co rano wchodząc do warsztatu, czuję zapach sosny, widzę trociny

Czyli prawie wszystkiego nauczyłeś się sam. W sumie tak, ale nie wyobrażasz sobie, jak dużo można nauczyć się z YouTube’a (śmiech). Mam też kolegę w Szczecinie – stolarza kompletnego, zrobi absolutnie wszystko! – do którego wybieram się na dwa tygodnie, żeby podpatrzeć to i owo. Konkretnie, planuję to zrobić od pewnego czasu, ale jakoś się wybrać nie mogę. No i rewelacja – jest szansa na nauczenie się czegoś, gdyż okazało się, że od trzydziestu ponad lat mieszka tu najlepszy stolarz z najlepszych! Ukrainiec Siergiej. Skontaktowałem się z nim, zaprosiłem na herbatę, porozmawialiśmy, polubiliśmy się. Zapewnił mnie, że jeśli będę potrzebował, mogę liczyć na jego pomoc. Liczę na owocną i kształcącą współpracę (śmiech).


60

MAGAZYN


RESTAURACJA OYSTER

szlak kulinarny

Slow,

czyli bez pośpiechu Świeżość, lokalność, tradycja, celebracja, zdrowie, przyjemność… Te słowa-klucze najlepiej opisują ideę slow food. Ideę, która coraz lepiej odnajduje się w naszej świadomości, a w menu restauracji Oyster w świnoujskim Radisson Blu gości już na dobre. Daniel Kasieczka, szef kuchni Radisson Blu Resort, Świnoujście, ostatnie kilkanaście lat spędził za granicą, więc miał okazję obserwować rozmaite kulinarne potrzeby i przyzwyczajenia. – Bez względu na to, gdzie się znajdujemy, ludzie wszędzie oczekują właściwie tego samego: czegoś zdrowego, lokalnego, świeżego i nieprzekombinowanego – wnioskuje. Czy zatem wszyscy potrzebujemy slow food? Kto wie. Być może nawet, w ciągłym zabieganiu i pośpiechu, o tym nie wiemy… – Oprócz zdrowego posiłku, który oczywiście jest ważny, proponujemy naszym gościom swoisty spektakl, doznanie, czas na celebrację jedzenia – dodaje Krzysztof Kucharczyk, zastępca szefa kuchni, odpowiadający za Restaurację Oyster. – Chciałbym również, żeby każdy znalazł u nas taki smak, który przeniesie go w świat dzieciństwa, wspomnień… – dopowiada. Już na wstępie pierwsze doznanie – obowiązkowe amuse-bouche, czyli drobna przekąska, przez niektórych nazywana małym dziełem sztuki. Resztę stanowią już dzieła większe. Dania serwowane w Oyster zmieniają się w zależności od sezonu, choć są tu prawdziwe kulinarne bestsellery, które zadomowiły się w karcie dań na stałe, jak tatar z tuńczyka czy fantastyczne tiramisu. Obecnie, w porze zimowej, przebojem jest niesamowicie rozgrzewający krem z pieczonych buraków z kozim serem.

W karcie dań znajdziemy także zwierzynę łowną, jak comber z jelenia, świeże ryby (pyszny smażony jesiotr), flambirowaną ośmiornicę czy naturalnie ostrygi. Nie może być inaczej, skoro nazwa restauracji – Oyster – to po angielsku ostryga. Ogromne wrażenie robi wnętrze. Przyciągające uwagę, przestronne, świetliste, stylowe. Prowokujące do tego, by się tu zatrzymać na nieco dłużej – cieszyć się towarzystwem przyjaciół, delektować się wyśmienitym posiłkiem, po prostu zwolnić… Restauracja Oyster

Radisson Blu Resort al. Baltic Park Molo 2, Świnoujście Telefon +48 91 40 40 750

MAGAZYN

61


kultura

NOWA KSIĄŻKA JAROSŁAWA MOLENDY

Wyrośnięta poziomka

i inne owoce

nać. Tuż po drugiej stronie Bałtyku, w Kivik w Skanii, można prześledzić proces uprawy i wykorzystania jabłek, a przy okazji uczestniczyć we wrześniowym festynie, którego ozdobą jest „obraz” z kilkudziesięciu tysięcy jabłek. Na wiśniówkę serwowaną w czekoladowych kieliszkach warto wybrać się do Portugalii… Dużo takich miejsc opisuję.

Rośliny czy ludzie – co jest wdzięczniejszym obiektem zainteresowania?

Właśnie ukazała się kolejna, 29 (słownie: dwudziesta dziewiąta!) książka Jarka Molendy Zadziwiające życie owoców. Od ananasa do truskawki. Jak mówi sam tytuł, to powrót do ulubionej tematyki autora, do roślin. Zdążyłeś już nas przyzwyczaić do tego, że w swoich książkach nie tylko opisujesz fakty, ale i demaskujesz fałsz w pewnych utartych przekonaniach. Co nas zaskoczy najbardziej tym razem? Odpowiem najpierw, co mnie zaskoczyło – mianowicie to, że tylko w języku rosyjskim i polskim istnieje rozróżnienie między wiśnią a czereśnią. W języku angielskim, francuskim, niemieckim są tylko… wiśnie. Ewentualnie z uzupełnieniem „słodkie”. Podobnie jest z truskawką, bo tak naprawdę to wyrośnięta… poziomka (oficjalna nazwa truskawki to poziomka ananasowa). No właśnie

62

MAGAZYN

– ananas. To jest dopiero zagwozdka. Jego ojczyzną jest Ameryka Południowa, a ten kontynent odkryto dopiero 500 lat temu, więc co robi wyobrażenie ananasa na mozaice z Pompejów, której wiek szacuje się na 2000 lat? W jaki sposób ananas trafił na stoły rzymskich arystokratów na półtora tysiąca lat przed wyczynem Kolumba?

Jakie podróże odbyłeś, zbierając materiały do tej książki? Dalekie i bliskie, choćby na Sri Lankę, gdzie rosną wyborne ananasy pozbawione zdrewniałego środka, które w „zwykłych” ananasach trzeba wyci-

Zdecydowanie rośliny, choćby dlatego, że ich degustacja jest „bezpieczniejsza”. Od dziewczyny można dostać po łapach. Żartuję, ale nie zmienia to faktu, że próbowanie owoców – na przykład dopiero co zerwanego z drzewa w tropikach mango – to niebo w gębie. Żaden owoc z polskiego supermarketu nie oddaje tego bogactwa smaku. A widok kilku milionów kwitnących migdałowców na Majorce na przełomie stycznia i lutego… To widowisko jedyne w swoim rodzaju. Pokaz siły i możliwości natury. I oby człowiek tego nie zepsuł…


64

MAGAZYN


SPOSOBY NA ZIMĘ

kulinaria

Wzmocnij ODPORNOŚĆ TEKST, ZDJĘCIA I PRZEPISY KAROLINA LESZCZYŃSKA

Z

ima w naszym klimacie sprzyja częstym infekcjom i ogólnemu osłabieniu organizmu. Reklamy w telewizji zalewają nas falą

„niezbędnych” suplementów, dzięki którym będziemy pełni energii i przestaniemy chorować. Moim zdaniem szkoda pieniędzy na te magiczne specyfiki. Zwłaszcza, że w swojej kuchni z łatwo dostępnych składników możemy stworzyć prawdziwe cuda. Będzie naturalnie, ekologicznie i tanio. To lubię! Wzmacniajcie się więc sokiem z kiszonych buraków i „herbatką” imbirową, leczcie złotym mlekiem i syropem czosnkowym. Odkryjcie zbawienny wpływ kiszonek, czosnku, imbiru, kurkumy i miodu. Pijcie na zdrowie!

MAGAZYN

65


kulinaria

SPOSOBY NA ZIMĘ

Sok

z kiszonych buraków Składniki 1 kg buraków 2 litry przegotowanej i ostudzonej wody 1 łyżka soli ziele angielskie liście laurowe główka czosnku Buraki umyć, obrać i pokroić na kawałki. W dużym wyparzonym słoju lub naczyniu kamionkowym układać na zmianę buraki, obrane ząbki czosnku i przyprawy. Wszystko zalać osoloną wodą. Jeśli buraki wypłyną na wierzch, docisnąć je np. małym talerzykiem. Naczynie nakryć talerzykiem i odstawić w ciepłe miejsce na 5 dni. Po tym czasie zakwas odcedzić i przelać do wyparzonych słoiczków. Szczelnie zakręcone przechowywać w lodówce.

66

MAGAZYN


Złote

mleko Składniki Baza 4 łyżki kurkumy w proszku 1 łyżeczka mielonego cynamonu 1 łyżeczka mielonego imbiru 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu 1/2 łyżeczki mielonego pieprzu 1/2 szklanki wody Mleko 1 szklanka świeżego mleka krowiego, koziego lub roślinnego 2 łyżeczki miodu Przygotować bazę. Do małego garnuszka wsypać wszystkie przyprawy, dodać wodę. Gotować na małym ogniu ok. 8 minut, stale mieszając do uzyskania gładkiej pasty. Przygotowaną pastę przechowywać w słoiczku w lodówce. Aby przygotować złote mleko, podgrzać szklankę mleka z 1 łyżeczką pasty, dosłodzić do smaku miodem.

MAGAZYN

67


„Herbatka”

imbirowa 68

MAGAZYN

Składniki 3 duże plastry świeżego imbiru sok z 1/2 cytryny 1 łyżka miodu 1/4 łyżeczki kurkumy w proszku 1 szklanka gorącej, ale nie wrzącej wody

Do kubka z wodą wlać miód i sok z cytryny, dodać kurkumę i wymieszać.

gałązka świeżego rozmarynu

Podawać z gałązką rozmarynu.


SPOSOBy NA ZIMĘ

kulinaria

Syrop

czosnkowy Składniki 1 główka czosnku sok z 1 cytryny 4 łyżki miodu 1 szklanka przegotowanej i ostudzonej wody Obrane ząbki czosnku, sok z cytryny, miód i wodę zmiksować w blenderze kielichowym. Miksturę przelać do wyparzonego słoika i odstawić w chłodne miejsce na 2 dni. Po tym czasie syrop przecedzić przez sitko. Przechowywać w lodówce.

MAGAZYN

69


Uwaga! Epidemia! Pierwsza zła wiadomość: w Polsce, podobnie jak w całej Europie, mamy epidemię i choruje na nią już co jedenasta osoba. Druga zła wiadomość: liczba chorych rośnie z roku na rok o 2,5%, co oznacza, że za trzy lata chora będzie już co dziesiąta osoba. Dobra wiadomość: choroba ta nie jest zakaźna. prawidłowa praca układu pokarmowego czy zespół stopy cukrzycowej. W tym miejscu, po fali negatywnych informacji, podzielę się swoimi doświadczeniami. Otóż, uwielbiam chorych na CT2… Ich leczenie jest niezwykle proste i satysfakcjonujące. Wprowadzenie do codziennego stylu życia kilku nieskomplikowanych zasad pozwala na znaczne ograniczenie leków lub nawet… cudowne ozdrowienia i to już po kilku miesiącach nowego stylu życia! Cudownie jest patrzeć, jak poprawiają im się wyniki, lekarze zmniejszają dawki leków, a ich ciała zmieniają się z otłuszczonych i powolnych na jędrne i energiczne. Jeśli więc tylko masz zdiagnozowaną CT2 lub jesteś w grupie ryzyka (nadwaga lub otyłość), zmień swoje życie, wprowadzając kilka drobnych zmian:

Cukrzyca typu 2 (CT2), bo o niej mowa, stanowi około 85-90% wszystkich przypadków cukrzycy w Polsce. Cechą wspólną z CT1 jest utrzymujące się u chorego długotrwałe stężenie glukozy we krwi. Cechą charakterystyczną dla CT2 jest natomiast fakt, że można sobie na nią po prostu zapracować systematycznym, prostym działaniem – nadpodażą jedzenia i małą ilością ruchu. Napracować trzeba się nad jej pojawieniem naprawdę długo, dlatego też pojawia się zazwyczaj dopiero po 40 roku życia. Często współistnieje z podwyższonym poziomem cholesterolu i nadciśnieniem tętniczym, z którymi

70

MAGAZYN

wspólnie tworzy tak zwany zespół metaboliczny. 90% chorych na CT2 ma nadwagę lub otyłość i nie ma tu wielkiego znaczenia, czy nabawiliśmy się jej na diecie pełnej cukru, czy też nie.

Drobne zmiany, spore efekty Dlaczego należy się obawiać zbyt wysokiego poziomu cukru we krwi? Do najczęstszych powikłań należą uszkodzenie naczyń krwionośnych i nerwów obwodowych. Skutkiem zaś tych uszkodzeń jest pogorszenie wzroku – często zaćma, choroba wieńcowa, uszkodzenie nerek, nie-

1

Zacznij się systematycznie ruszać

I nie chodzi mi tu o płynący strumieniami, trzy razy w tygodniu, pot na fitnessie. Chodzi mi o codzienną, higieniczną aktywność... Chodzenie pieszo do pracy czy rezygnacja z windy. Jeśli do tego dorzucisz sport, świetnie. Jednak nie spodziewaj się, że 3 x 45 minut aerobiku w tygodniu zrekompensuje wożenie się autem od rana do wieczora, siedzący tryb pracy i wieczory spędzane przed telewizorem.

2

Jedz regularnie

Ja się naprawdę nie upieram przy pięciu posiłkach dziennie w przypadku osób zdrowych, ale przy odporności na insulinę rozłoże-


O CUKRZYCY TYPU 2

nie jedzenia na mniejsze części jest niezwykle istotne. Po obfitym posiłku do krwi uwalniana jest duża dawka cukru. U osoby zdrowej – dzięki insulinie – jest on „wypychany” poza krwiobieg. U osoby chorej na CT2 krąży w żyłach, niszcząc je. Mniejsze posiłki to mniejsze stężenie cukru we krwi oraz mniejsze spustoszenie w organizmie.

3

Wyklucz z diety produkty z „czarnej listy”

Wszystkie one podczas trawienia szczególnie szybko uwalniają cukier do krwi, co powoduje jego duży „wysyp” i to w krótkim czasie.

4

Jeśli nie musisz, nie jedz zaraz po przyrządzeniu

Staraj się jeść zupę dzień po ugotowaniu. Wstaw ją na noc do lodówki i odgrzej przed podaniem. Chleb po kupieniu porcjuj, zamroź i wyciągaj z zamrażarki kilka godzin przed

spożyciem. Zdziwisz się, jaki jest smaczny i miękki. Ziemniaki, makron, kasze i wszystkie inne produkty typowo węglowodanowe – jeśli tylko możesz – ugotuj dzień przed spożyciem. Schłodzenie produktu po ugotowaniu zmienia strukturę cukrów w produkcie (powstaje tak zwana skrobia oporna) i nawet jeśli podgrzejemy je ponownie, zawarty w nich cukier już tak gwałtownie nie trafia do naszego krwiobiegu. Kto się zdecyduje na powyższe zmiany, niech mi się pochwali wynikami i wrażeniami. Będę wdzięczna za chociażby krótkie informacje. Postaram się z nich za jakiś czas sklecić artykuł motywujący. Piszcie na adres: kontakt@rownowaznia.pl. Powodzenia!

Renata Kasica, Dietetyk,

autorka bloga rownowaznia.pl

dieta

„Czarna lista” • słodzone napoje – na przykład Cola, Fanta, soki dosładzane • soki niedosładzane w ilości większej niż 1/2 szklanki • piwo i słodkie wino • cukier (również brązowy) i słodycze (w tym słodkie płatki śniadaniowe, kremy kanapkowe typu nutella) • miód • dojrzałe banany w ilości większej niż 1/2 na raz • owoce kaki, daktyle, melony, owoce z puszki w syropie • białe pieczywo i makarony • chipsy, frytki, ziemniaki pieczone • biały ryż, chlebki ryżowe, kasza manna • sushi • tapioka • gotowane warzywa • słodzone kakao • tłusty nabiał, w tym tłuste mleko, oraz nabiał słodki (serki waniliowe, jogurty owocowe i tak dalej)

REKLAMA


Zabójczo smaczne Burger burgerowi równy jest jedynie z nazwy – są te bardzo dobre i te mniej dobre. Jak zyskać pewność, że mamy do czynienia z tym pierwszym? Sprawa jest zaskakująco prosta. Należy odwiedzić Meat & Fit. 72

MAGAZYN


MEAT & FIT – SLOW FOOD

szlak kulinarny

Lokal jest całkiem świeży – otworzył się na początku grudnia. Atrakcyjnie usytuowany, tuż przy jednym z wejść na plażę. A jeśli nam akurat nie po drodze, zawsze zostaje możliwość zamówienia z dowozem do domu. Dlaczego burgery, a nie na przykład ryby czy kebab? – Jest w Świnoujściu zapotrzebowanie na dobrego, naprawdę dobrego burgera – mówi szef, Adam Boguń. Co to w sumie znaczy? Główną rolę odgrywa tu mięso. Świeże, wołowe. 100 procent mięsa w mięsie. To więcej niż połowa sukcesu, co przyzna każdy wielbiciel burgerów. Zdaniem gości Meat & Fit tutejsze mięso jest doskonałe, a co za tym idzie – doskonały jest efekt końcowy. Niemięsożernych uspokajamy – burgery wegańskie również tutaj dostaniemy. Bułka to nie mniej istotny komponent burgera. Do wyboru cztery warianty – pszenna, fit, bezglutenowa, a do tego burger na liściach sałaty. Dla każdego coś. I wreszcie dodatki, a jest ich co niemiara! W zależności od rodzaju burgera. Możemy zamówić klasyczny, czyli z sałatą i wołowiną. Jest między innymi meksykański – wzbogacony o ser cheddar, guacamole, jalapeno, czerwoną cebulę i nachos. Przebojem jest Bekon & Bekon, z podwójnym – jak mówi nazwa – bekonem, pomidorem, wędzonym boczkiem i cheddarem. Weganie rozsmakowują się w każdym z dziewięciu burgerów, szczególnie w… Siódmym Niebie – gdzie znajdują między innymi sałatę, pieczonego buraka, burgera z czerwonej fasoli, wegański cheddar, hummus czy prażone płatki migdałów. Nazwa nie kłamie, potwierdzi to zresztą nawet mięsożerca. Na koniec – choć to wcale nie koniec menu Meat & Fit, gdzie są jeszcze na przykład rewelacyjne frytki z batatów, sałatki czy tortille – zostawiamy najciekawsze.

Burger Zabójczy. Złowroga nazwa kryje w sobie sos z papryczek Naga Jolokia, który w skali ostrości potraw Scoville’a (skrót: SHU) ma milion jednostek. Milion, wyobrażacie to sobie?! W Meat & Fit dodaje się sześciu kropel tego specyfiku, a rekordzista „przyjął” ich trzydzieści… Nie odważylibyśmy się, te sześć już rzeczywiście zabija. Ale rozkoszne to zabijanie. Meat & Fit – Slow Food Żeromskiego 79/80, Świnoujście Telefon +48 508 520 678 www.meatandfit.pl

MAGAZYN

73


Uznamska

Szwajcaria w czterech odsłonach

Zaproszenie na wyprawę w uznamskie góry zabrzmi może nieco niedorzecznie, jednak jest takie miejsce, i to całkiem niedaleko, gdzie krajobraz cudownie przeplatają zalesione wzniesienia, liczne jeziora i pastwiska. Nie bez przyczyny romantycznie nazwano je Uznamską Szwajcarią. TEKST MAGDA MONKOSA ZDJĘCIA ROBERT MONKOSA

Zimową porą o kapryśnej aurze najlepiej wybrać się tu samochodem. Wprawdzie w tej części wyspy infrastruktura drogowa dla pieszych i rowerzystów wydaje się bardziej przyjazna niż ta dla zmotoryzowanych, jednak trudno namawiać naszych czytelników na pięciogodzinną wędrówkę na świeżym powietrzu. Sami Uznamską Szwajcarię zwiedziliśmy w nieco ponad dwie godziny, przemieszczając się autem. Na trasie wyznaczyliśmy cztery najważniejsze

74

MAGAZYN

przystanki. Do dwóch z nich trudno dojechać samochodem, dlatego i tak nie sposób uciec od kilkukilometrowego spaceru.

Kłopotliwe granice Eksperci w sprawach turystyki nie są zgodni co do granic krainy, zwiększając je lub też zmniejszając w zależności od poglądów. Na pewno jest to teren na zapleczu Cesarskich Uzdrowisk, między jeziorem Gothen, największym na wyspie torfowiskiem Thurbruch a Zatoką Uznamską (Achterwasser). Kierując się od Świnoujścia na głównym skrzyżowaniu ulic z sygnalizacją


„GÓRSKA” WYPRAWA

świetlną w Bansin, należy skręcić w lewo. Krótko za przejazdem kolejowym w Dorf Bansin polecamy odbicie w prawo, do miejscowości Neu Sellenthin, malowniczo położonej między jeziorami Kleiner Krebssee i Grosser Krebssee. Mijamy osadę, kierując się do Sellin. Tuż za tablicą informującą o granicy miejscowości zobaczymy niewielką wiatę z miejscami na piknik. Niestety brakuje tu solidnego parkingu, dlatego samochód należy ostrożnie zmieścić gdzieś w jej pobliżu. A potem pieszo wybrać się na „górską” wyprawę.

Przystanek 1: Wzgórze Wiktorii Zdobycie wysokiego na 53 m n.p.m. Wzgórza Wiktorii (Victoria-Höhe) zajmie spacerowym tempem około 30 minut. Trasa jest dobrze oznaczona, przebiega między bukowymi pagórkami a jeziorem Kleiner Krebssee i nie wymaga wielkiego wysiłku, chociaż 300-metrowe wspięcie się na sam szczyt góry może wywołać lekką zadyszkę. W 1866 roku, w trakcie wojny prusko-austriackiej Wiktoria, księżna koronna Prus przebywała w Heringsdorfie. Krótko przedtem zmarł na zapalenie opon mózgowych jej niespełna 2-letni syn Zygmunt. Pogrążona w żałobie, z myślą o tragicznej wizji pól bitewnych w Czechach, dotarła wraz ze swoją służbą na bezimienne wzgórze położone w lesie między Neu Sellenthin i Sellin. Na pamiątkę bitwy pod Sadową zasadziła tu 17 lipca 1866 roku jodłę. Wydarzenie dokumentuje żeliwna tablica osadzona w kamieniu polnym na szczycie wzniesienia.

po sąsiedzku

Niestety, wysoki i dość gęsty drzewostan skutecznie kradnie widoki roztaczające się ze wniesienia. Można natomiast przysiąść tu na ławce przygotowanej z myślą o mniej wprawnych wędrowcach oraz tych, którzy chcą nacieszyć się muzyką uznamskiego lasu. Ulicą, przed wejściem ścieżką do Wzgórza Wiktorii przez miejscowość Sellin, można dojechać do Benz. Jednak droga jest dość kiepska, takiego ryzyka mogą więc podjąć się jedynie właściciele samochodów terenowych. My zawróciliśmy na główną trasę, do Neu Sellenthin.

Przystanek 2: Wieża Siedmiu Jezior W Neu Sellenthin warto zboczyć w prawo, folgując niewielkiemu zielonemu drogowskazowi z napisem „Aussichtsturm”. Droga do celu jest utwardzona, bez problemu pokonamy około 100-metrowy odcinek zakończony miejscem postojowym dla maksymalnie dwóch aut. Na niewielkim wzgórzu główną atrakcją jest Wieża Siedmiu Jezior. Rzeczywiście, po pokonaniu kilkunastu drewnianych schodków w górę ze szczytu roztacza się przemiły dla oka krajobraz. Przy słabej widoczności tablice informacyjne na poddaszu obiektu wyjaśnią, w którym kierunku należy wypatrywać jeziora czy też jednego w najwyższych szczytów Uznamskiej Szwajcarii. Pod wieżą znajduje się zabytkowe koło z młyna, który jeszcze przez ponad wiekiem dzielnie służył w tym miejscu lokalnej społeczności.

Miejscowość Neu Sellenthin powstała w 1818 roku, pięć lat później we wsi osiedlił się pierwszy młynarz. Po dwukrotnym pożarze w młynie, w 1887 oraz 1911 (lub 1912), zaniechano odbudowy obiektu. Obok wieży znajduje się także niewielkie, zadaszone miejsce piknikowe. Tablica informacyjna w języku polskim, angielskim i niemieckim wyjaśnia geologiczne tajemnice powstania

MAGAZYN

75


Uznamskiej Szwajcarii oraz podkreśla walory okolicznych jezior i wielkiego torfowiska.

Przystanek 3: Kückelsberg Z miejscowości Neu Sellenthin kierujemy przez Alt Sellenthin do Benz. Na trasie warto odbić w lewo do niewielkiej, ale niezwykle uroczej wsi Reetzow. W jej centrum znajduje się mały plac zabaw dla dzieci, więc jeżeli podróżujemy z maluchami, można pozwolić im tu chwilę poszaleć. Wytrwali wędrowcy, którzy zdecydują się na wspięcie na Kückelsberg, najwyższą górę Uznamskiej Szwajcarii, powinni uważnie pokonać krótką trasę między Reetzow a Labömitz. W jej połowie, po prawej stronie, znajduje się polna odnoga z niewielkim kierunkowskazem „Aussichtsturm”. Niestety, brakuje tu parkingu. Samochód trzeba będzie zastawić przy wjeździe i udać się w około 2,5-kilometrową wędrówkę do wieży widokowej na szczycie Kückelsberg. Kückelsberg (58 m) to drugie po Golmie najwyższe wzniesienie na wyspie Uznam i w ocenie wielu turystów najciekawsze miejsce w Uznamskiej Szwajcarii. Wejście na szczyt wymaga nieco wysiłku, jednak widok z góry świetnie zrekompensuje podjęty trud. Naraz można doświadczyć całego krajobrazowego bogactwa wyspy – wielkie połacie

76

MAGAZYN

nizinnych torfowisk, poprzecinane regularnymi kanalikami, największe uznamskie jezioro Gothen, Zalew Szczeciński, wybrzeże Bałtyku oraz wieże okolicznych wiejskich kościółków. Do Kückelsberg można dotrzeć również od strony Benz. Jest nieco bliżej, a trasa jest lepiej oznaczona.

Przystanek 4: Benz Naszym zdaniem to jedna z najciekawszym turystycznie miejscowości w sąsiedztwie Świnoujścia. Warta odwiedzenia o każdej porze roku, oczywiście jako cel sam w sobie. Największą atrakcją jest tu świetnie zachowany, jedyny na wyspie holenderski młyn z 1823 roku, który uwiecznił na początku XX wieku na swoich szkicach Lyonel Feininger, a „Wyspy” opisały we wrześniu 2016 roku. Na nie mniejszą uwagę zasługuje XIII-wieczny kościółek św. Petri z pięknymi sklepieniami z plafonów przedstawiającymi róże oraz gwiazdy, wśród których jedynie dwie są takie same. Barokowy ołtarz pochodzi z 1772 roku i jest kopią obrazu Anthonisa van Dycka Opłakiwanie Chrystusa. Kościół w Benz oprócz funkcji sakralnej stanowi ważne centrum kulturalne na wyspie Uznam. Za wjazdem do Benz od strony Labömitz, po prawej stronie dro-

gi, znajduje się niewielki parking. Tu należy podjąć decyzję – albo powędrujemy w górę, krótszą trasą na Kückelsberg, albo od razu udamy się centrum Benz, rozpoczynając zwiedzanie od widocznego już z tego miejsca „holendra”. Ten wariant ma dodatkową zaletę. Przy polnej ścieżce natkniemy się na całkiem okazałą stadninę koni oraz stadko cudacznych zwierząt, nieco przypominających żubry, jednak znacznie od nich mniejszych. Po sprawdzeniu w sieci okazało się, że są to po prostu highlandery – rasa szkockich krów wyżynnych, jednak dość rzadko hodowana w naszym regionie. Jeżeli, drodzy Czytelnicy, uznacie, że po wyczerpującym zdobyciu dwóch uznamskich szczytów zwiedzanie Benz powinno pozostać celem innej wyprawy, należy w miejscowości skierować się na Bansin i do domu wrócić poznaną już wcześniej trasą. Jeżeli nie braknie Wam sił, można po drodze z wiatraka do centrum miejscowości odwiedzić cmentarz w Benz. Spoczywa tu między innymi rzeźbiarz i malarz Otto Niemeyer-Holstein oraz znana niemiecka publicystka Carola Stern, która jako 19-letnia dziewczyna przeżyła nalot na Świnoujście.


Oczy czarne

jak paciorki

Wiele godzin spędziłem, siedząc przy powalonym poprzedniej jesieni buku, żeby ją sfotografować. Nornicę rudą. To niewielki sympatyczny gryzoń o małych czarnych oczkach i uszach wystających ledwo nad futerko. W końcu się udało. Tchórzliwie wyjrzała ze swojej norki by za chwilę zniknąć pod konarem drzewa. TEKST I ZDJĘCIE ARTUR KUBASIK

Trudno się jej dziwić. Mogłaby śmiało żyć nawet pięć lat. Lecz przez wielu amatorów łatwych kąsków – biegających, latających czy pełzających po lesie – żyje może z pięć miesięcy… Można powiedzieć, że te zwierzątka ciągle walczą o przetrwanie, a jedynym co je ratuje przed drapieżni-

78

MAGAZYN

kiem, jest ucieczka. I to niekoniecznie do norki. Naukowcy rozpoznają u nornic zachowanie zwane freezing, czyli zamarzanie. Wtedy zwierzątko zastyga w bezruchu i dopóki się nie poruszy, dopóty drapieżnikowi jest ciężko je zlokalizować. Od wymarcia nornicę ratuje spora liczba potomstwa przychodzącego na świat od wiosny do jesieni, a czasem i zimą. Liczba maluchów w miocie waha się od sześciu do dzie-

sięciu, a samiczki w ciąży są cztery razy do roku. Maluchom urodzonym przed zimą matka natura ofiarowała eliksir młodości, w przeciwieństwie do tych urodzonych na wiosnę czy latem, dojrzewają dużo wcześniej, co pozwala im zaczekać z założeniem rodziny na lepszy czas.

Więcej zdjęć: facebook.pl/obrazkizlasu


NORNICA

natura

REKLAMA


Lodołamacz Preussen wprowadza statki do portu w Świnoujściu

ESKIMO-BAR na dryfującej krze

Tegoroczna zima nie odbiega nam od miejscowej normy i jak się dobrze na działkach i klombach przypatrzymy, to znajdziemy zieloniutką trawę, a na nadmorskich wydmach pojawią się wkrótce bazie. Jak to mawiała pewna wybitna pani polityk: Sorry, taki mamy klimat… TEKST JÓZEF PLUCIŃSKI ZDJĘCIA ARCHIWUM AUTORA

I tylko gdzieś tam w starych kronikach pozostały wzmianki o zimie, podczas której po lodzie można było Bałtyk saniami przejechać lub regimenty wojsk z działami przez Zatokę Fińską przeprowadzić. To były czasy odległe, aliści wielu jeszcze z nas doznało zimy 1962/63, gdy to Świny sforsować nie mogły nawet stare, parowe promy, a na wyspę Karsibór, jeszcze wówczas niepołączoną mostem z wyspą Wolin, zaopatrzenie dostarczano drogą powietrzną.

80

MAGAZYN

Polski biegun zimna Generacja następna zapamiętała chyba zimę 1978/79, kiedy to w noc sylwestrową, wyspa Uznam i Świnoujście stały się polskim biegunem zimna. Miasto pogrążone było w ciemnościach w wyniku planowych wyłączeń energii elektrycznej, a grzejniki zamarzały, jako że ciepłownia miejska, jak w wielu innych miastach, sparaliżowana została idiotycznymi zarządzeniami w sprawie magazynowania opału.

Takich zim z bliższej lub dalszej przeszłości można by jeszcze wiele przywołać. Tu opowiedzieć chcę pewną prawdziwą, zimową historię, którą niegdyś, przez wiele lat w Świnoujściu wspominano.

Gorąca herbata Była to również bardzo sroga zima 1923/24 roku. Już w styczniu i lutym ostry mróz skuł Zatokę Pomorską grubym lodem, na odległość paru kilometrów. Ogromne kry przega-


ZIMOWA PRZYGODA WUJA MAXA

stare świnoujście

niane lodowatym wiatrem spiętrzały się i zamarzły w jedno wielkie pole oraz góry lodowe przypominające krajobraz księżycowy. Utrudniało to znacznie żeglugę na Bałtyku, jak i na Zalewie Szczecińskim, po których to akwenach bez pomocy lodołamaczy żaden statek przebić się nie mógł. W porcie świnoujskim przeprawa promowa też okresowo zamierała, gdy zabrakło lodołamacza, by wspomóc kursujące na Świnie promy. Dla wielu mieszkańców nadmorskich miejscowości była to niepowtarzalna okazja do odbywania dalekich spacerów po lodzie, aż do otwartych wód Bałtyku. Naturalnie spacerowicze marzli przy tym, więc marzyła im się gorąca herbata i nie tylko…

panów, a i pań także, ciągnących od brzegu lub do brzegu.

Egzotyczny bar

Frywolne piosenki

Nic też dziwnego, że pewien zmyślny świnoujski restaurator, niejaki Max Brede, popularny wśród bywalców lokalu jako Wujek Max, wpadł na pomysł, by na lodowym pustkowiu otworzyć Eskimo-Bar. Z dużych lodowych bloków wkrótce wzniesione zostało całkiem obszerne igloo, w którym serwowano autentyczny, gorący i całkiem krzepki grog. W mig przywracał on zmarzniętym członkom wędrowców właściwą temperaturę, chęć do życia oraz naturalnie do spróbowania następnej kolejki. Bardzo szybko wieść o egzotycznym barze rozniosła się od Międzyzdrojów po Heringsdorf i na lodowym polu od godzin porannych po mocno wieczorne widać było sznureczek żądnych mocnych wrażeń i trunków

Przez kilka tygodni interes rozwijał się znakomicie. Każdego niemal dnia spory gar ognistego napoju znajdował amatorów. Równie dobrze „rozchodziły się” smakowite wiedeńskie kiełbaski oraz grzane piwo. Z czasem bar Wuja Maxa zyskał spory krąg zagorzałych, stałych gości, którym do późnych godzin nocnych serwowano grog. Z każdą szklaneczką nastrój stawał się lepszy. Udzielał się on również Wujowi Maxowi, który tak jak jego goście z lubością raczył się grogiem, nie przesadzając przy tym z dodawaniem wody do rumu. Najpiękniejsze zaś były powroty do brzegu, przy blasku księżyca, przez lodowe pole, kiedy to z męskich piersi wydobywały się i niosły w dal frywolne zwykle piosenki.

Zlodzona plaża na Warszowie

ZIMA W ŚWINOUJŚCIU 1923-24

Nadspodziewanie szybkie otrzeźwienie Aż pewnego dnia, a było to gdzieś w połowie marca i pachniało już przedwiośniem, w sposób gwałtowny i zgoła nieoczekiwany tym wspaniałym męskim spotkaniom natura położyła kres. Niespodziewany, a nagły sztorm przełamał wielką krę. Jej część z barkiem oderwała się od pola lodowego i z wolna przesuwać się poczęła w kierunku otwartego morza… Dramat sytuacji polegał na tym, że w kołyszącym się wraz z krą lodowym barku znajdował się nie tylko Wuj Max, ale też kilku stałych bywalców. Nadspodziewanie szybko wszyscy otrzeźwieli na tyle, by zdać sobie sprawę z powagi położenia. Sytuację, na szczęście na czas, spostrzegli z wieży obserwacyjnej piloci portowi, którzy wraz z grupą ratowników barkasem wypłynęli w sukurs dryfującym miłośnikom grogu. Wszystkich udało się uratować, ale niestety spory zapas rumu wraz z igloo-barem i jego wyposażeniem przepadł w morskiej toni. Po zdarzeniu tym Wujek Max już nigdy więcej nie odważył się na podobne przedsięwzięcie. Bardzo niechętnie też na ten temat rozmawiał…

MAGAZYN

81


Gdzie leżą WYSPY? Urząd Miasta, Wojska Polskiego 1/5

Salon Mody „Unique”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79

Miejski Dom Kultury, Wojska Polskiego 1/1

Salon Mody „Teofil”, Monte Cassino 1A

Centrum Informacji Turystycznej, Plac Słowiański 6/1

Salon Mody „My Poem”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79

Miejska Biblioteka Publiczna, Piłsudskiego 15

Salon Mody dziecięcej „Happy Day”, G.H. Promenada, Żeromskiego 79

Biblioteka Pedagogiczna, Piłsudskiego 22

Siłownia i Fitness „Champions Academy”, Woj. Polskiego 1/19

G.H. Corso poziom -1, regał z książkami, Dąbrowskiego 5

Przewozy Pasażerskie „Emilbus”, Wybrzeże Władysława IV 18

Sklep papierniczy „ERGO”, Matejki 35

Księgarnia „Neptun”, Bohaterów Września 81

ASO Renault Nierzwicki, Lutycka 23

Restauracja „Neptun”, Bema 1

Uzdrowisko Świnoujście, E. Gierczak 1

Restauracja „Nebiollo”, Orzeszkowej 6

Hotel Interferie Medical SPA, Uzdrowiskowa 15

Restauracja „Qchnia”, Piłsudskiego 19

West Baltic Resort, Żeromskiego 22

Restauracja „Na Dziedzińcu”, Wybrzeże Władysława IV 33D

Radisson Blu Resort, Świnoujście, al. Baltic Park Molo 2

Restauracja „Pinocchio”, Promenada, Uzdrowiskowa 18

Hotel Hampton by Hilton, Wojska Polskiego 14

Restauracja „Mila“, Promenada, Uzdrowiskowa 18

Apartamenty „44wyspy.pl”, Orzeszkowej 5

Restauracja „Casablanca”, Promenada, Uzdrowiskowa 16-18

Visit Baltic, Wojska Polskiego 4b/5a

Restauracja „Dune”, Promenada, Uzdrowiskowa 12-14

Nautilus Apartamenty, Orzeszkowej 3

Restauracja „Osada”, Wybrzeże Władysława IV 30A

Villa „Dorota”, Nowowiejskiego 3

Restauracja „Toscana”, Marynarzy 2

Biuro Podróży „Slonecznie.pl”, Grunwaldzka 21

Restauracja „Karczma Pod Kogutem”, Żeromskiego 62

Biuro Turystyczne „Wybrzeże”, Słowackiego 23

Restauracja „Prochownia”, Jachtowa 4

Biuro Turystyczne „Travel Partner”, Bohaterów Września 83/13

Restauracja „Magiczna Spiżarnia”, Chrobrego 1B

Biuro Zakwaterowań „Baltic Park Fregata”, Uzdrowiskowa 20

Pizzeria „Batista”, Os. Platan, Wojska Polskiego 16/6

Pracownia Ceramiczna „Wyspa 1200 °C, Piłsudskiego 27-31

Pizzeria „Grota”, Konstytucji 3 Maja 59

Jubiler „Malwa”, Promenada, Uzdrowiskowa 16

Bar Kanapkowy „Bułki z bibułki”, Wybrzeże Władysława IV

Perfumeria „Douglas”, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5

Meat & Fit - Slow Food, G.H. Promenada, Żeromskiego 79

Media Expert, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Bar „American Chicken”, Monte Cassino 43/1

PSB „Mrówka”, Karsiborska 6

Vege Bar „Zielony Gaj”, Bohaterów Września 50/4

ARKADA Okna, Drzwi, Wybrzeże Władysława IV 19c

El Papa Cafe Hemingway, Bohaterów Września 69

Hurtownia Wielobranżowa „Paulhurt”, Rycerska 76

Cafe „Wieża”, Paderewskiego 7

VEMME Day Spa, Wybrzeże Władysława IV 15C

Cafe „Rongo”, Os. Platan, Wojska Polskiego 16

Centrum Dietetyczne „Naturhouse”, Konstytucji 3 Maja 16

Cafe „Paris”, Plac Wolności 4

Przychodnia Lekarska T. Czajka, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Cafe „Venezia”, Promenada, Uzdrowiskowa 16

Centrum Medyczne „Rezydent-Med”, Kościuszki 9/7

Cafe „Havana”, Promenada, Uzdrowiskowa 14

Gabinet Stomatologiczny Anna Pyclik, Chełmońskiego 15/1

Cafe „Kredens”, Promenada, Uzdrowiskowa 12

Klinika Stomatologiczna „Morze Uśmiechu”, Plac Słowiański 6

Kawiarnia „Sonata”, Marynarzy 7

Gabinet „Visage”, Staszica 2

Kawiarnia „Czuć Miętą”, Promenada, Uzdrowiskowa 20

Mydlarnia u Franciszka, Monte Cassino 38A

Eda-Glas, Piłsudskiego 16

Foto-Studio JDD Chmielewscy, Monte Cassino 43

EKO-WYSPA, Grunwaldzka 1A

Optyka, Bema 7/1

Apteka „Pod Kasztanami”, Warszawska 29

Perfekt-Optik, STOP SHOP, Kościuszki 15

Kwiaciarnia „Ewa”, Markiewicza 21

Perfekt-Optik, G.H. Corso, Dąbrowskiego 5

Zakład Fryzjerski „Kazik”, Konstytucji 3 Maja 14

Perfekt-Optik, Kaufland, Matejki 1d

Salon Fryzjerski „Piękne Włosy”, Konstytucji 3 Maja 5

GoDan - Strefa Uśmiechu, ul. Lutycka 2A/3

Salon Fryzjersko-Kosmetyczny „Wanessa”, Grunwaldzka 1

Salon Mody „Andre”, C.H. Uznam, Grunwaldzka 21

Salon Fryzjerski „Studio 5”, Konstytucji 3 Maja 16

Salon Mody „By o la la...!”, Piastowska 2

Salon Fryzjerski Beata Grygowska, Wojska Polskiego 1/19

Salon Mody „Coco”, Armii Krajowej 1

Zakład Fryzjerski „IRO”, Bema 11/1

REKLAMA


Magazyn Wyspy 1/2 (19) styczeń / luty 2018  

MAGAZYN WYSPY to magazyn o Świnoujściu i dla Świnoujścia. W numerze m.in.: Grzegorz Kapla. Jak „żyć bardziej”, Tomasz Klocek. Pasja niecałor...

Magazyn Wyspy 1/2 (19) styczeń / luty 2018  

MAGAZYN WYSPY to magazyn o Świnoujściu i dla Świnoujścia. W numerze m.in.: Grzegorz Kapla. Jak „żyć bardziej”, Tomasz Klocek. Pasja niecałor...

Advertisement