Page 1

Nr 5/2012 (188) • maj 2012 Cena 9,99 zł (23% VAT) • ISSN 2083-7747 • Indeks 334464

Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Nasza Księgarnia


Kubusiowy słowniczek angielsko-polski to idealny sposób na rozpoczęcie nauki języka angielskiego. Poznaj pierwsze słowa, zwroty i posłuchaj, jak właściwie je wypowiedzieć. Dzięki tej książce dowiesz się, jak powiedzonka Kubusia, Krzysia, Prosiaczka czy zy Tygryska brzmią po angielsku!

Już wkrótce wk w Już poznasz całą serię książek D Disn Disney English, które bawiąc, uczą czą na najm m mł najmłodszych języka angielskiego! www.wydawnictwo-olesiejuk.pl

© Disney


Spis treści

W numerze   Książki dla dzieci i młodzieży Numer 5 (188)

Redaktor naczelny: Piotr Dobrołęcki Z-ca red. naczelnego: Ewa Tenderenda-Ożóg Sekretarz redakcji: Krzysztof Masłoń Zespół: Łukasz Gołębiewski, Joanna Hetman, Paweł Waszczyk Stale współpracują: Janusz Drzewucki, Joanna Habiera, Jarosław Górski, Piotr Kitrasiewicz, Bogdan Klukowski, Tadeusz Lewandowski, Marek Ławrynowicz, Lech Mergler, Wanda Morawiecka, Tomasz Nowak, Urszula Pawlik, Bożena Rytel, Grzegorz Sowula, Michał Zając, Tomasz Zapert Reklama: Ewa Tenderenda-Ożóg

Prenumerata: Ewa Zając Adres redakcji: 00-048 Warszawa, Mazowiecka 6/8 pok. 416, tel.: 828 36 31, tel./fax (22) 827 93 50

  Stach Wokulski w balonie W setną rocznicę śmierci Bolesława Prusa postanowiliśmy przywołać jego najważniejsze dzieło – „Lalkę” – i poświęcić nieco więcej uwagi głównemu bohaterowi powieści. I to bohaterowi nie tylko z krwi i kości, ale też zdolnemu oprzeć się próbie kilkunastu dziesięcioleci, kilku historycznych przełomów, bezlitosnych przemian kultury, obyczaju i czytelniczych oczekiwań. Postaci wcale nie sympatycznej, wcale nie wzorotwórczej i na pewno nie niosącej ze sobą krzepiących przesłań. A jednak hipnotyzującej kolejne pokolenia czytelników, a kolejne pokolenia badaczy i twórców inspirującej do rozważań i rewizji jej działań, dążeń i motywacji – zobaczmy, co jeszcze o Wokulskim pisze Jarosław Górski     26– 28

Internet: www.rynek-ksiazki.pl, e-mail: marketing@rynek-ksiazki.pl facebook.com/magazynliteracki   tatsu@tatsu.pl

Wydawca: Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 6/8 pok. 416 Prezes zarządu: Łukasz Gołębiewski

  Książki miesiąca

Prenumerata: 1) Redakcja: tel. (22) 827 93 50, fax (22) 828 36 31 www.rynek-ksiazki.pl/sklep/czasopisma 2) RUCH S.A. (kraj): www.ruch.pol.pl

„Soweto – my love” Wojciecha Albińskiego i „Zanim zasnę” S.J. Watsona     34 „Wystarczy” Wisławy Szymborskiej i „Miesiąc niedziel” Johna Updike’a     35

  Proponujemy także

3) Garmond Press Kraków: www.garmond.com.pl 4) Kolporter S.A.: www.kolporter.com.pl

b i b l i o t e k a

Jak grzyby po deszczu mnożą się na księgarskich półkach tytuły adresowane do kibiców piłki nożnej. Nam też piłkarski szał się udzielił i dlatego w najnowszym wydaniu przeczytać można o futbolu w literaturze. „Skoro królową sportu jest lekkoatletyka, to tytuł króla bez wątpienia należy do futbolu” – diagnozował przed laty nieodżałowany Krzysztof Mętrak, jeden z wielu ludzi pióra czerpiących inspirację z piłki nożnej, dyscypliny niewątpliwie najczęściej goszczącej „między wierszami” – piszą Krzysztof Masłoń i Tomasz Zbigniew Zapert. Redaktorzy wzięli pod lupę takie dzieła jak „Kalendarz i klepsydra” Tadeusza Konwickiego, „Weiser Davidek” Pawła Huelle czy „Dziennik 1954” Leopolda Tyrmanda     16 – 20

Na tym jednak polega urok sportów motorowych, że nie ma stuprocentowych faworytów. Zawsze coś niespodziewanego może pokrzyżować szyki. W gronie sportów motorowych Dakar jest o tyle uroczy i wyjątkowy, że wciąż odgrywa w nim wielką rolę przygoda i pewna doza… improwizacji. Przykładowo, nigdy nie wiem, co znajduje się za wydmą, pod którą właśnie podjeżdżam. I wówczas wiele zależy od tego, jak ja, kierowca, zachowam się w danej sytuacji. Jeszcze trudniej mają motocykliści. Tam od reakcji człowieka zależy jeszcze więcej! – z Krzysztofem Hołowczycem, autorem książki „Piekło Dakaru”, rozmawia Kuba Frołow     22– 23

Kolportaż: Elżbieta Habiera

2

  Pióro piłką się toczy

  Mentalność zwycięzcy

Sekretariat: Kamila Bauman

Łamanie: Tatsu 

Kolejny rok z rzędu należy odnotować poprawę na rynku książki ambitnej, elitarnej, skierowanej do najbardziej wyrafinowanych odbiorców. Kto wie: być może ostatnie lata zostaną w przyszłości opisane jako Nowa Polska Szkoła Ilustracji? Dzisiaj takie stwierdzenie byłoby pewnie sformułowane na wyrost, ale obserwując rokroczne sukcesy konkursowe naszych ilustratorów i wzrastające zainteresowanie ich pracami za granicą można mieć powody do dumy – podsumowuje miniony rok w literaturze dla niedorosłych Michał Zając. Zapraszamy do lektury dodatku poświęconego książkom dla dzieci i młodzieży, w którym znajdują się ciekawe rozmowy, dział recenzji oraz prezentacja wydawnictw

a n a l i z

Wydarzenia 6 – 10 • Bestsellery 12 – 14 • Koszyk z książkami 30 • Między wierszami 29 • Kafel z Sousse 32 • Co czytają inni 33 • Felieton Marka Ławrynowicza 38 • Recenzje 36 – 56 p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Nasze patronaty i nowości

Nowości wydawnicze

Patronaty

Polecamy inne nasze czasopisma:

Miejsca objęte patronatem

Biblioteka Analiz – dwutygodnik, roczna prenumerata 900 zł.

1. Klub Księgarza

Notes Wydawniczy – miesięcznik, roczna prenumerata 259 zł. Wiadomości Księgarskie – kwartalnik, roczna prenumerata 36 zł. Wyspa – kwartalnik, roczna prenumerata 40 zł. Neurokultura – medium zaangażowane „Neurokultura” adresowane jest do osób zainteresowanych najnowszą literaturą polską i europejską, kulturą, sztuką oraz szeroko rozumianą problematyką społeczną. Celem pisma poza promowaniem najnowszej kultury jest poszukiwanie alternatyw dla obecnej rzeczywistości, a także sposobów działania na rzecz wolności, sprawiedliwości, praw człowieka, różnorodności oraz świata wolnego od dyskryminacji, dominacji, wyzysku i degradacji przyrody. „Neurokultura” prezentuje publicystyczne komentarze społeczno-polityczne, jak i artykuły o charakterze teoretycznym, głównie z zakresu filozofii, socjologii, politologii, ekonomii, antropologii kulturowej, gender, a także teksty literackie. Osoby tworzące redakcję zaangażowane są w lokalne i międzynarodowe inicjatywy antywojenne i antyrasistowskie, feministyczne, ekologiczne, na rzecz praw pracowniczych i socjalnych, edukacji społecznej i samorządności. Cena 12 zł.

Antologia [kwartalnik literacki] – Nowe pismo literackie w rodzinie czasopism Biblioteki Analiz. „Antologia” wprowadza w arkana najnowszej literatury (amerykańskiej, polskiej, niemieckiej, ukraińskiej i wielu innych) i przeznaczona jest dla czytelników, którzy interesują się najnowszą literaturą, którzy śledzą jej nurty i ciekawi są tego, co ma do powiedzenia najmłodsze pokolenie, tak w Polsce jak i za jej granicami. Redaktorami pierwszego zeszytu są: Dariusz Szymanowski, Piotr Siwecki i Piotr Makowski, a w zeszycie zawarte są utwory Tomasza Białowskiego, Aminy Cain, Krzysztofa Fałata, Scotta Garsona, Evelyn Hampton, Antoniego Janowskiego, Jasona Jordana, Piotra Makowskiego, Teresa Marksa, Coreya Meslera, Carola Novacka, Douga Smitha, Bena Tanzera, J.A.Tylera i Anny Vesenny. Cena 15 zł. „Rozmowy o rynku książki 11” – zbiór wywiadów z przedstawicielami branży wydawniczo-księgarskiej, drukowanych w 2011 roku na łamach dwutygodnika „Biblioteka Analiz”. Poruszane tematy dotyczyły zarówno aktualnych wydarzeń, jak i długofalowych problemów rynku książki. Cena 40 zł. „Rynek książki w Polsce 2011” – kompendium wiedzy o rynku wydawniczo-księgarskim. Analiza zmian, prognozy rozwoju poszczególnych segmentów rynku, szczegółowo omówione największe wydawnictwa, hurtownie i sieci księgarskie, charakterystyki firm, informacje o obrotach, sprzedaży książek, zatrudnieniu itp. Edycja pięciotomowa – „Wydawnictwa”, „Dystrybucja”, „Poligrafia”, „Papier” oraz „Who is Who”. Cena tomu I – 80 zł, tomu II – 70 zł, tomu III – 50 zł, tomu IV – 50 zł, tomu V – 60 zł.

4

b i b l i o t e k a

a n a l i z

2. Salony Biblioteki Narodowej: • Salon Pisarzy i Salon Wydawców

Książki objęte patronatem (w ciągu 3 ostatnich miesięcy) 1. Jirafa Roja: • Sara Antczak Klatka – V 2012 2. Egmont: • Damian Dibben Strażnicy historii – III 2012 • Zofia Stanecka Basia, Franek i zwierzaki – III 2012 • Julianna Baggott Nowa Ziemia – V 2012 3. Hachette Polska: • Cathy Glass Czekając na anioły – III 2012 • Adam Blake Oszustwo znad Morza Martwego – IV 2012 4. Wilga: • Iwona Czarkowska Kazio w miasteczku pełnym wampirów – III 2012 • Agnieszka Frączek Co się słyszy w ciszy – V 2012 5. Fabryka Słów: • Janet Evanovich Jak upolować faceta – III 2012 • Jarosław Grzędowicz seria Pan Lodowego Ogrodu – V 2012 6. Bukowy Las: • Ellis Avery Ostatni akt – IV 2012 7. Mała kurka: • Jennifer Clement Trucizną mnie uwodzisz – IV 2012 8. Nasza Księgarnia: • Małgorzata Gutowska-Adamczyk Opowieści pana Rożka – IV 2012 9. Smak Słowa: • Hisham Matar Anatomia zniknięcia – IV 2012 • Jusuf Idris Grzech – IV 2012 10. Sonia Draga: • S.J. Watson Zanim zasnę – IV 2012

Konkursy Nagroda im. Jerzego i Hanny Kuryłowiczów – dla tłumaczy literatury naukowej. Nagroda im. Jerzego Skowronka – dla autorów i wydawców książek historycznych. Nagroda im. Karla Dedeciusa – dla polskich tłumaczy literatury niemieckojęzycznej oraz niemieckich tłumaczy literatury polskiej. Nagroda Donga – celem konkursu jest promocja najbardziej wartościowych książek dla dzieci. Nagroda Literacka m.st. Warszawy.

Targi książki w 2012 roku Poznańskie Spotkania Targowe – Książka dla Dzieci i Młodzieży, Poznań 3-5 II 17. Targi Edukacyjne EDUKACJA, Kielce 28-30 III XVIII Targi Wydawców Katolickich, Warszawa 20-22 IV 3. Warszawskie Targi Książki, Warszawa 10-13 V VIII Kiermasz Wydawców Katolickich, Katowice 1-2 VI Targi Książki Historycznej, Kraków, 13-15 IX p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Podwójne życie Szymona Golberga

premiera 9 maja Książka dostępna również w wersji

Audiobook czyta

Marek Kondrat Patron:

Do kupienia na


Wydarzenia   Po premierze w Białymstoku

III Warszawskie Targi Książki

Świeto wydawców i czytelników

W

   dniach 20-22 kwietnia halę białostockiego MOSiR-u zapełniły stoiska takich firm jak Rebis, Sonia Draga, Wolters Kluwer Polska, Znak, Czarne czy Rafael. Łącznie podczas pierwszej edycji Targów Książki w Białymstoku swoją ofertę zaprezentowało ponad 50 wydawców. Z czytelnikami spotkali się autorzy tej klasy co Hanna Kowalewska, Barbara Stanisławczyk, Grzegorz Kasdepke czy Ignacy Karpowicz. – 99 proc. wystawców zadeklarowało, że pojawi się u nas za rok – z dumą podsumowuje Andrzej Kalinowski, księgarz i główny inicjator wystawienniczego wydarzenia. Branżowym akcentem pierwszego dnia imprezy była prezentacja poświęcona zmianom w sferze dystrybucji i promocji książek w ostatnich latach. Spotkanie zakończył Andrzej Kalinowski, przedstawiając autorski projekt szkoleń dla księgarzy niezależnych. (pw)

W

  Plener w Gdyni

W

   dniach 3-5 sierpnia 2012 roku na Skwerze Kościuszki w Gdyni odbędzie się I Nadmorski Plener Czytelniczy, który organizuje Miasto Gdynia we współpracy ze spółką Targi Książki – partnerem merytorycznym imprezy. Funkcję organizatora wykonawczego imprezy pełni Murator EXPO. Pierwszy Nadmorski Plener Czytelniczy to impreza o charakterze otwartym, łącząca elementy kiermaszu książki i prasy z pełnym widowiskowych atrakcji programem imprez towarzyszących i udziałem popularnych autorów. Ma być to przede wszystkim wydarzenie kulturalne, promujące literaturę. Nieprzypadkowo na termin imprezy wybrano pierwszy weekend sierpnia – to szczyt sezonu urlopowego, który gwarantuje najwyższą frekwencję zwiedzających. Ponadto, Skwer Kościuszki to jedno z najpopularniejszych miejsc w Trójmieście zarówno wśród mieszkańców miasta, jak i turystów. Dzięki temu Nadmorski Plener Czytelniczy ma ogromne szanse na stałe wpisać się w kalendarz ważnych wydarzeń kulturalnych Gdyni. (pw)

  Książka na Chmielnej

P

     rojekt Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy – „Po książki na Chmielną” – zakłada wprowadzenie w przestrzeń ulicy Chmielnej księgarń, antykwariatów i stoisk bukinistów. Na początku władze dzielnicy zamierzają ogłosić konkursy profilowane na pięć lokali (Chmielna 4 – jeden lokal i Chmielna 10 – cztery lokale). „Z czasem, jeśli nasz pomysł się przyjmie, jeśli księgarze i antykwariusze zechcą się sprowadzić na Chmielną, a miłośnicy książek polubią to miejsce, będą tu przychodzić, by kupić nowości, ale też i upolować białe kruki, zamierzamy przeznaczyć na działalność księgarską kolejne lokale będące w zasobach miasta” – zapowiadają. – Od dawna marzy mi się, aby na Chmielnej otwarto kilka księgarni koło siebie, aby powstało tam miejsce dla 6

b i b l i o t e k a

fot. Murator

   dniach 10-13 maja w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie odbyły się III Warszawskie Targi Książki. Na bogaty program ponad 600 imprez towarzyszących targom złożyły się zarówno wydarzenia skierowane do profesjonalistów, jak i zwykłych miłośników książek. Liczne targowe spotkania i dyskusje poświęcone były m.in. kwestii ochrony praw autorskich, dystrybucji książek czy rozwojowi polskiego rynku publikacji elektronicznych. Majowe targi książki w Warszawie to już tradycyjnie także okazja do ogłoszenia wyników licznych konkursów i wręczenia ważnych nagród. Podczas czterech targowych dni poznaliśmy listę książek i autorów nominowanych do Literackiej Nagrody NIKE, Nagrody Literackiej Gdynia, a także laureatów m.in. Nagrody Magellana „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”, Nagrody Sezonu Wydawniczo-Księgarskiego IKAR, Nagrody Fundacji Kultury Polskiej. W Pałacu Kultury i Nauki rozstrzygnięto także 52. Konkurs PTWK na najpiękniejszą książkę roku oraz trzecią edycję Konkursu „Przecinek i Kropka” 2011 na najlepszą książkę dla dzieci organizowanym przez Empik, którego laureatem została publikacja Wydawnictwa Bajka „O, ja cię! Smok w krawacie!” Magdy Wosik i Piotra Rychela. Z kolei laureatem Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki został chiński pisarz Liao Yiwu, autor opublikowanej nakładem wydawnictwa Czarne książki „Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych”. Organizatorzy podkreślali liczną reprezentację wystawców zagranicznych – swoją ofertę prezentowało ponad 200 z 19 krajów m.in. z: Australii, Armenii, Azerbejdżanu, Belgii, Chin, Czech, Francji, Hiszpanii, Indii, Izraela, Niemiec, Norwegii, Rumunii, Rosji, Szwecji, Turcji, Ukrainy czy Wielkiej Brytanii. Targi gościły także łącznie ponad 420 polskich i zagranicznych autorów. Z czytelnikami spotkali się m.in. niezwykle popularny w Polsce pisarz Jonathan Carroll oraz bestsellerowa autorka książek dla dziewcząt Cathy Cassidy. Spośród polskich twórców największym zainteresowaniem czytelników cieszyli się m.in. Hanna Krall, prof. Władysław Bartoszewski, Małgorzata Kalicińska, Maria Czubaszek, Artur Andrus, Jolanta Kwaśniewska, Rafał Kosik, Elżbieta Dzikowska, ks. Adam Boniecki, prof. Janusz Tazbir, Julia Hartwig, Maja Lidia Kossakowska, Tomasz Piątek, Olga Tokarczuk, Marcin Szczygielski, Beata Pawlikowska, Szewach Weiss, Agnieszka Frączek, Dorota Gellner, prof. Grzegorz W. Kołodko, Marian Pilot i Chris Niedenthal. Główny problem organizatorów WTK to ich lokalizacja. Nie od dziś wiadomo, że Pałac Kultury i Nauki nie jest idealnym miejscem na masową imprezę o takim charakterze. – Te miejsca całkowicie nie nadają się dla naszych celów, szczególnie z powodu ograniczenia przepustowości targowych gości – stwierdził podsumowując targi Jacek Oryl, prezes Muratora EXPO. – Wiadomo też, że musi to być bardzo duże i reprezentatywne miejsce, które pozwoli nam wprowadzić Targi na jeszcze wyższy poziom m.in. programowy. Mamy wiele pomysłów, ale do tego potrzebne jest też odpowiednie miejsce – przyznał Oryl. (pw) książki. Najlepiej byłoby, aby działały tam księgarnie firmowe renomowanych wydawców, jak Wydawnictwo Naukowe PWN czy Iskry, w każdym razie chciałbym, aby dominowała tam literatura ambitna. Z pewnością czytelnicy polubią taki zakątek i wreszcie w stolicy będziemy mieli przestrzeń dla prawdziwych bukinistów i miłośników książek – stwierdził w wypowiedzi dla „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” stołeczny księgarz i antykwariusz Czesław Apiecionek, jeden z pomysłodawców nowego projektu. (pw)

  E-książkowy debiut

O

d 1 maja oferta Wydawnictwa Sonia Draga wzbogaciła się o książki w wersji elektronicznej. Na początek oficyna zaproponowała bardzo różnorodną ofertę – thrillery,

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

powieści historyczne, obyczajowe, a także literaturę faktu”. Oferta e-booków będzie stale poszerzana i uzupełniana. Książki będą dostępne w dwóch popularnych formatach: ePub oraz mobi, znaleźć je będzie można na stronach Virtualo.pl, Nexto.pl, Ibuk.pl. (pw)

  Nowa definicja e-booka

T

   o, według zapowiedzi ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego, mógłby być sposób polskiego rządu na obniżenie podatku VAT na książki elektroniczne z 23 do 5 proc. „Myślę, że wspólnie z ministrem Piotrem Żuchowskim z Ministerstwa Kultury i panią poseł Iwoną Śledzińską-Katarasińską dojdziemy do porozumienia i zmienimy te przepisy” – stwierdził minister Boni podczas konferencji „Cyfrowa Polska” zorganizowanej przez

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Wydarzenia redakcję dziennika „Rzeczpospolita” pod koniec kwietnia w Warszawie. Jego deklaracje wspierała poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska, przewodnicząca Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, jednocześnie przywołując przykłady Francji i Luksemburga, które wbrew unijnej dyrektywie o tym podatku, która dopuszcza preferencyjne stawki tylko dla książek papierowych, zdecydowały się obniżyć stawki VAT na e-booki (do 5,5 proc. i 3 proc.). Przypomnijmy, że 23-proc. VAT na książki przez zdecydowaną większość specjalistów wskazywany jest jako przyczyna wolnego rozwoju rynku e-książek w Polsce oraz element kluczowy dla rozwoju piractwa internetowego. (PW)

Grupa PWN – ponad 130 mln zł w 2011 roku

P

rzychód ze sprzedaży spółek wydawniczych Grupy PWN w 2011 roku wyniósł 130,75 mln zł (spadek o 15 proc.). Nakładem oficyn działających w ramach Grupy ukazało się 2086 tytułów, w tym 672 pierwsze wydania.

Spółki wydawnicze zatrudniały w omawianym okresie 373 pracowników. Skonsolidowany przychód Grupy wyniósł natomiast 279,68 mln zł. W całej Grupie zatrudnionych było 668 osób. W jej skład wchodzą: Wydawnictwo Naukowe PWN, OSDW Azymut, Wydawnictwo Szkolne, pwn.pl, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, PWN Inwestycje, PWN Publishing Group, Yurincom, Księgarnie PWN, Poleng, Imprint, iFormat, Sygnatura, Carta Blanca i SuperMemoWorld. (PW)

20 lat Studia Emka

W

ydawnictwo Studio Emka od dwóch dekad dostarcza czytelnikom literaturę biznesową i motywacyjną na najwyższym poziomie. – Od początku naszą siłą był konkretny pomysł na profil wydawnictwa – wieloletni sukces wydawnictwa tłumaczy jego właściciel Jacek Marciniak. – Rozwijaliśmy się razem z gospodarką wolnorynkową, elastycznie reagując na zmieniające się potrzeby naszych czytelników. Na początku dostarczaliśmy im głównie literaturę biznesowo-motywacyjną, dzięki któ-

XVIII Targi Wydawców Katolickich

W

8

b i b l i o t e k a

fot. Opoka.org.pl

dniach 2 0-22 kwietnia Arkady Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie gościło blisko 140 wystawców, niemal 50 autorów i rekordowa rzesza odwiedzających. – Wyższa, niż w roku ubiegłym, była liczba wystawców i odwiedzających. Wyżej oceniam także jakość oferty, którą udało nam się przygotować – zaproponowaliśmy większą liczbę imprez towarzyszących, których atrakcyjność miała znaczny wpływ na przekaz promocyjny dotyczący targów – powiedział ks. Roman Szpakowski SDB, prezes Stowarzyszenia Wydawców Katolickich. Według szacunków organizatorów, w oparciu o analizę liczby sprzedanych i kolportowanych bezpłatnie biletów, targi odwiedziło w tym roku ponad 18 tys. osób. Jak zawsze jednym z najważniejszych targowych wydarzeń było ogłoszenie i wręczenie Nagród Stowarzyszenia Wydawców Katolickich Feniks 2012. „Dziś, gdy mówi się o kryzysie naszej kultury, o obniżeniu jej lotów można stwierdzić, że książka utrzymuje się i rozwija. Widać to także bardzo mocno w naukach kościelnych czy humanistycznych” – stwierdził arcybiskup Henryk Hoser, Ordynariusz Warszawsko-Praski podczas uroczystości wręczenia Nagród. W tym roku Nagrody i Wyróżnienia Stowarzyszenia Feniks w 11 kategoriach przyznała kapituła w składzie: ks. Prof. Jan Sochoń (przewodniczący), dr hab. Tomasz Chachulski, prof. dr hab. Jan Malicki, dr Iwona Maruszewska oraz redaktor Krzysztof Ziemiec. Tegorocznym laureatem Złotego Feniksa został ks. prof. dr hab. Józef Kudasiewicz. – Cieszę się, ponieważ jest to nagroda przyznawana przez środowisko, które wytrwale, konkretnie skutecznie służy słowu – mówił z kolei odbierając Diamentowego Feniksa prof. dr hab. Stefan Sawicki. Feniks Specjalny Pro Autore został wręczony ks. biskupowi Józefowi Zawitkowskiemu. Kolejny Feniks Specjalny powędrował do Teresy Michałowskiej, którą uhonorowano za leksykon „Literatura polskiego średniowiecza” (Wydawnictwo Naukowe PWN). Podczas gali uhonorowano także laureatów Nagrody Mały Feniks 2012, którą otrzymają osoby i instytucje szczególnie zasłużone dla promocji książek o tematyce religijnej w mediach. W tym roku po raz pierwszy wręczony został Mały Feniks Specjalny, którego otrzymał ks. Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny tygodnika „Niedziela”. Do grona laureatów dołączyli także: ks. Witold Józef Kowalów – redaktor naczelny dwumiesięcznika „Wołanie z Wołynia”, Miriam Arbter-Korczyńska – redaktor Radia Aniołów Beskidów (Bielsko-Biała), a także Ewa Hołubowicz – redaktor Informacyjnej Agencji Radiowej, dla której było to już drugie takie wyróżnienie. (PW) a n a l i z

p r z e d s t a w i a

Podsumowanie akcji „Czytamy pod chmurką”

S

ześć tygodni przygotowań, ponad 40 miast, pięć minut dla książki. Kilka tysięcy osób w całej Polsce oraz w dwóch miastach Europy Zachodniej – Arucas na Gran Canarii i w Strassburgu zebrało się 22 kwietnia o godz. 17, by przeczytać fragmenty powieści Marii Pruszkowskiej „Przyślę Panu list i klucz”. Akcja odbyła się pod hasłem „Czytamy pod chmurką”, a organizatorzy już zapowiadają kontynuację przedsięwzięcia. Czytelnictwo w Polsce przeżywa kryzys. Zdaniem organizatorów akcji widać to było szczególnie w dużych miastach, w Katowicach, Łodzi i Warszawie, gdzie czytało tylko po kilkanaście osób. W stolicy wspólnie z miłośnikami książki czytelnictwo promowały pisarki – Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Maria Ulatowska i Magdalena Zimniak. Większym sukcesem okazały się wydarzenia w mniejszych miastach. W Kielcach pod chmurką czytało ponad 70 osób. W niewielkim Łoponiu – 60. Rekord frekwencji padł w Rzeszowie, gdzie przedsięwzięcie koordynowało wydawnictwo Dreams. Pod chmurką czytało tam kilka tysięcy osób. (PW) fot. Dreams

REKORDOWA EDYCJA

rej łatwiej im było odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a wraz z ich wzrastającymi potrzebami pojawiły się publikacje głębiej analizujące zagadnienia ekonomiczne i biznesowe. Przez 20 lat Studio Emka sprowadziła do Polski wielu interesujących autorów zagranicznych. Wśród nich warto wymienić choćby takie nazwiska jak: Jack Welch, Napoleon Hill, David Ogilvy, Peter Lynch, Jeffrey Gitomer, Anna Politkovskaya. Do najlepiej sprzedających się książek w historii oficyny należą m.in.: „Kto zabrał mój ser” Spencera Johnsona, „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Davida Carnegiego czy „Winning znaczy zwyciężać” Jacka Welcha. (PW)

O wzornictwie podręczników

W

p o łow i e k w i e t nia w Bibliotece Narodowej odbyła się międzynarodowa konferencja zatytułowana „Od Ala ma kota’ do e-matury. Uczenie dobrze zaprojektowane”. Organizatorami tego wydarzenia poświęconego projektowaniu graficznemu materiałów edukacyjnych były międzynarodowe instytucje kultury zrzeszone w EUNIC Warszawa (European Union National Institutes for Culture), a także Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, Narodowy Instytut Audiowizualny oraz Biblioteka Analiz. Otwierając konferencję Ewa Potrzebnicka, zastępca dyrektora Biblioteki Narodowej, podkreśliła, że w narodowej książnicy zgromadzono 9 mln k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


KLASYCZNY KRYMINAŁ I SĄDOWY THRILLER W JEDNYM

patroni medialni :

Znacie Koszmarnego Karolka? Okropny Maciuś bije go na głowę! Nowa seria dla dzieci autors twa MAŁ GOR ZAT Y STRĘKOWSKIEJ -ZAREMBY

POLECA:

P R EM IE R A 2 C Z Ę Ś CI ER C Z W IE C 2 0 12

!


Wydarzenia dzono książkę Mirosława Adama Supruniuka „Uporządkować wspomnienia. Nieautoryzowane rozmowy z Jerzym Giedroyciem” (Towarzystwo Przyjaciół Archiwum Emigracji). W tym roku do Nagród Historycznych „Polityki” zgłoszono 162 tytuły. Wartość nagrody w każdej kategorii wynosi 10 tys. zł. Od 2013 roku nagroda ma zostać powiększona o dwie kategorie: „publicystyka” i „debiut”. W Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich (23 kwietnia) wręczono Nagrodę Instytutu Cervantesa w Polsce za Tłumaczenie Literackie za 2011 rok. Tegoroczną laureatką została Ewa Zalewska za tłumaczenie książki Javiera Mariasa „Twoja twarz jutro. Taniec i sen” (Wydawnictwo Sonia Draga).

Nagroda Literacka m.st. Warszawa – wyniki

Sztuka pisania dziejów

P

fot. Rafał Motyl

     rof. Janusz Tazbir (na zdjęciu) otrzymał najważniejszą nagrodę literacką stolicy – dla „warszawskiego twórcy”, przyznano też nagrody w pięciu innych kategoriach. W przeddzień Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, w niedzielę 22 kwietnia, w Teatrze na Woli odbył się finał Nagrody Literackiej m.st. Warszawy, po raz piąty od czasu jej wznowienia. Cztery poprzednie edycje odbywały się na jesieni. – Przez te kilka lat nasza nagroda okrzepła i nabrała prestiżu. Jest to jedyna taka nagroda w kraju, bo przyznawana jest w pięciu kategoriach i do tego jest najwyższa pod względem finansowym, bo suma nagród we wszystkich kategoriach wynosi aż 200 tys. zł – powiedziała, podczas uroczystości, prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nagrodę w kategorii „Literatura piękna – proza” otrzymał Jarosław Mikołajewski za „Rzymską komedię” (Agora). Warto podkreślić, że w tej kategorii nominowano również Rafała Wojasińskiego za powieść „Stara” (Wydawnictwo Nowy Świat), członka redakcji „Kwartalnika Literackiego Wyspa”, który dzień wcześniej na Targach Wydawców Katolickich odebrał dyplom za nominację tego samego utworu do nagrody Feniks 2012. Przypomnijmy też, że w 2011 roku Jarosław Mikołajewski otrzymał również Nagrodę Literacką m.st. Warszawy, ale w kategorii „Literatura piękna – poezja” za tom „Zbite szklanki” (Wydawnictwo Literackie). Tym razem nagrodę w tej kategorii przyznano Jackowi Łukasiewiczowi za tom „Stojąca na ruinie” (Biuro Literackie). Małgorzata Strzałkowska otrzymała Nagrodę w kategorii „Książka dla dzieci” za „Leśne głupki i coś” (Bajka) i to zarówno za tekst, jak i ilustracje. – Ta książka to czysta żywa radość, radość tworzenia i radość czytania, a jest w niej też intelektualny dowcip skierowany do dzieci – podkreślił prof. Grzegorz Leszczyński. Dziękując za nagrodę Małgorzata Strzałkowska stwierdziła, że gdyby „Leśne głupki” dowiedziały się o nagrodzie, to powiedziałyby, że to już przesada! W związku z tym autorka otrzymała podwójną nagrodą pieniężną, warto podkreślić, że jest to zarazem najwyższa, jak dotąd, kwota przyznana w Polsce autorowi dziecięcemu. W kategorii „Edycja warszawska” nagrodzono wspomnienia Ewy Morycińskiej-Dzius zatytułowane „Rozsypane fotografie” (Weltbild). Kulminacją uroczystości było wręczenie nagrody głównej dla „Warszawskiego twórcy”, którym w tym roku został prof. Janusz Tazbir. Jak stwierdził prof. Andrzej Makowiecki, przewodniczący jury, „ten warszawski twórca nie urodził się w Warszawie, bo wybrał leżący na uboczu Kałuszyn, ale od razu widać było jego fascynację historią, bo Kałuszyn był miejscem walk zarówno w Powstaniu Listopadowym, jak i w 1939 roku”. Podkreślił przy tym „literacką rangę pisarstwa” laureata, przywołując dawniej stosowany termin „dziejopisarstwo”, który tłumaczyło się jako „naukę lub sztukę pisania dziejów”. Przypomniał też, że prof. Janusz Tazbir jest autorem ponad 40 książek i niezliczonej liczby esejów, szkiców i artykułów, a przy tym „sięga do zasobu najlepszej polszczyzny literackiej”, mając przy tym „wyszukane poczucie humoru”. Wszystkie te cechy można było znaleźć w podziękowaniu, jakie z wielką swadą i erudycją wygłosił szacowny laureat, uhonorowany gromkimi i długotrwałymi oklaskami przez licznie zebraną publiczność. W skład kapituły Narody Literackiej m.st. Warszawy wchodzą: Andrzej Makowiecki (przewodniczący), Tomasz Burek, Tadeusz Górny, Andrzej Kowalczyk, Grzegorz Leszczyński, Marek Wawrzkiewicz i Tomasz Wroczyński. (fran)

10

b i b l i o t e k a

M

  Nagrody

T

   egoroczną Nagrodę Gwarancja Kultury przyznawana przez TVP Kultura, w kategorii „literatura”, otrzymał Andrzej Stasiuk za zbiór opowiadań „Grochów”. W  kwietniu przyznano Nagrody Historyczne „Polityki” za rok 2012. W  kategorii prac naukowych i  popularnonaukowych nagrodę otrzymał prof. Grzegorz Motyka za pracę „Od rzezi wołyńskiej do akcji »Wisła«. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947” (Wydawnictwo Literackie). W kategorii pamiętników i wspomnień zwyciężyła książka Aleksandra Halla zatytułowana „Osobista historia III Rzeczypospolitej” (Rosner i Wspólnicy). W trzeciej kategorii – w dziale źródeł – nagro-

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

inister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski powołał skład Rady ds. Narodowego Zasobu Bibliotecznego na lata 2012-2015. Rada liczy dziesięciu członków, powoływanych przez ministra kultury na czteroletnią kadencję. Przewodniczy jej z urzędu dyrektor Biblioteki Narodowej. Rada działa przy MKiDN jako organ opiniodawczo-doradczy w sprawach narodowego zasobu bibliotecznego. Do zakresu jej działania należy w szczególności: opiniowanie wniosków organizatorów bibliotek o włączenie ich zbiorów do narodowego zasobu bibliotecznego, opiniowanie systemu informacji o narodowym zasobie bibliotecznym, opracowywanie i przyjmowanie planów pracy dotyczących narodowego zasobu bibliotecznego. Skład Rady na lata 2012-2015: dr Mariusz Dworsatschek – Zakład Narodowy im. Ossolińskich, dr Zina Jarmoszuk – Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dr Jan Kozłowski – Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, dr Tomasz Makowski – Biblioteka Narodowa (przewodniczący), prof. dr hab. Jan Malicki – Krajowa Rada Biblioteczna i Biblioteka Śląska, Beata Pawłowska – Ministerstwo Edukacji Narodowej, dr Ewa Perłakowska – Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych, prof. dr hab. Zdzisław Pietrzyk – Biblioteka Jagiellońska, Ewa Potrzebnicka – Biblioteka Narodowa dr Zofia Tylewska-Ostrowska – Polska Akademia Nauk i Biblioteka Gdańska PAN. W połowie kwietnia z funkcji prezesa zarządu Wydawnictwa M został odwołany Piotr Oleś. Funkcję tę pełni obecnie Katarzyna Kolowca-Chmura.

  Zmarł

P

     od koniec kwietnia zmarł Marek Krawczyk, wydawca, działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL, współpracownik par yskiej „Kultur y”, twórca Towarzystwa Opieki nad Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu, ostatnio przewodniczący Rady Programowej TVP.

k s i ą ż k i

fot. Małgorzata Woźniakowska

książek, a w tym wiele książek dla dzieci i dlatego jest to najlepsze miejsce dla dyskutowania o ich formie i wzornictwie. W spotkaniu udział wzięło m.in. 19 prelegentów z 11 krajów, a ponadto wielu autorów podręczników, grafików, wydawców, nauczycieli, uczniów i studentów, a międzynarodowi eksperci w dziedzinach designu, typografii, edytorstwa i wydawnictw edukacyjnych dyskutowali na temat zależności pomiędzy wizualną formą materiałów dydaktycznych a ich efektywnością w procesie nauczania. Jednym z głównych celów konferencji było przedstawienie, że dobrze zaprojektowane podręczniki mogą zwiększyć skuteczność przyswajania informacji, podnieść jakość nauczania i zwiększyć atrakcyjność procesu nauki. (fran)

  Personalia

m a j

2 0 1 2


Bestsellery

Książki maja

Kur wie lepiej Był dwa razy starszy od swej Catherine, którą uczynił pierwszą małżonką i matką siedmiorga dzieci. Miała 15 lat, gdy zakochał się w niej. Był wtedy wschodzącą gwiazdą armii Afryki Środkowej, potem przywódcą kraju, wreszcie cesarzem. A później już tylko sadystą, kanibalem, alkoholikiem, degeneratem. Jak zachowywała się przy kimś takim Catherine? I czy rzeczywiście, jak wieść niosła, była kochanką Giscarda d’Estaign, czy to tylko zazdrosny do obłędu mąż wymyślał niestworzone historie? Catherine Denguiade, obok Clary Petacci, Ewy Braun, Jiang Quing, Eleny Ceausescu, ukochanych Lenina, Stalina i Salazara jest bohaterką książki francuskiej autorki „Kobiety dyktatorów”. „Wyśpiewam Wam wszystko” zapewnia Urszula Dudziak w swej autobiografii. A może czasem warto zachować trochę prywatności dla siebie i bliskich? Historie z Jerzym Kosińskim w roli głównej wydają mi się zbędne, ale może po prostu nie trawię tego „czarnego ptasiora”, nie wiadomo dlaczego wciąż uchodzącego w Polsce za pisarza. „Chodzi mi tylko o prawdę”, deklaruje już w tytule swej nowej książki ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i wierzę mu, bo to człowiek prawy i odważny. Ale jak się powiedziało „a”, to trzeba powiedzieć „b” i”c”, choćby było to najbardziej szokujące. Nie z innego powodu, ale dla dobra Kościoła. Czy metal ma zapach? Okazuje się, że tak. Otóż komendant Straży Miejskiej AnkhMorpark, Samuel Vimes, postać niezwykle ważna dla powieści Terry’ego Pratchetta, w tym dla dziełka zatytułowanego „Niuch”, doszedł do wniosku, że „z czasem człowiek uczy się wyczuwać zapach krwi. Pachnie jak metal. Niektórzy twierdzą, że metal nie ma zapachu, ale ma – podobnie jak krew”. „Więzień nieba” Carlosa Ruiza Zafona, nawiązujący wprost do najlepszej powieści hiszpańskiego prozaika czyli „Cienia wiatru”, zawiera optymistyczne przesłanie: „Prawdziwa historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła”. 12

b i b l i o t e k a

Z „Tańca ze smokami” George’a R.R. Martina przyswoić sobie warto jeden news a zarazem przestrogę: „W piekle podle karmią”. Po „Zmierzchu” nastolatki mają kolejnego hiciora: „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins. Małolactwo ratuje świat przed tyranią kapitolińską. Krzepiące. „Igrzyska śmierci. Trylogia” Suzanne Collins dopełniają przebojową powieść dla niezbyt zaawansowanych czytelników. Tak jak w większości podobnych przypadków: im dalej, tym gorzej. Na początku 2010 roku babuszka Tania została wdową po raz trzeci i opowiada o tym w książce Jacka Hugo-Badera „Dzienniki kołymskie”: „Ja jeszcze za cara się rodziłam, potem był Lenin, Stalin i wszystkich przeżyłam. I Bóg mnie nie zabiera. Proszę i proszę o śmierć, a on nic. Wszyscy mówią: »Ty lepiej proś, żeby śmierć dał ci lekką«. A gdzie mi tam o śmierć lekką prosić! Daj śmierć, jaką tam masz pod ręką. Jednego pochowałam, drugiego, trzeciego, a ja żyję. No, po co?”. Od przeczytania sienkiewiczowskiej „Trylogii” i strategicznych konceptów pana Zagłoby nie mam zbyt wysokiego mniemania o jeździe jako takiej. I oto nieoczekiwanie potwierdził tę opinię George R.R. Martin w  „Starciu królów”: „W Theonie rozgorzał nagły gniew. Prowadził ludzi do walki, polował z królem, zdobył na turnieju nagrodę w walce wręcz, towarzyszył w walce Bryndenowi Blackfishowi i Greatjonowi Umberowi, walczył w Szepczącym Lesie, spał z tyloma dziewkami, że nie potrafił spamiętać ich imion, a mimo to jego stryj traktował go tak, jakby ciągle był dziesięcioletnim chłopcem. – Jeśli mój ojciec planuje wojnę, muszę o tym wiedzieć. Nie jestem »kimkolwiek«. Jestem dziedzicem Pyke i Zielonych Wysp. – To się dopiero okaże – odparł jego stryj. Te słowa zabolały go jak policzek. – Okaże się? Obaj moi bracia zginęli. Jestem jedynym synem pana ojca. – Jest jeszcze twoja siostra.

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

Asha – pomyślał zbity z tropu. Była trzy lata starsza od niego, ale przecież… – Kobieta może dziedziczyć tylko wtedy, gdy nie ma męskiego dziedzica w prostej linii – oznajmił głośno. – Ostrzegam cię, że nie pozwolę sobie wydrzeć swoich praw. – Ostrzegasz sługę Utopionego Boga, chłopcze – zapytał z chrząknięciem stary. – Zapomniałeś więcej niż ci się wydaje. Jesteś wielkim głupcem, jeśli sądzisz, że twój pan ojciec odda te święte wyspy Starkowi. Siedź cicho. Jazda jest głupia i bez tego głupiego trajkotania”. O zmarłym bohaterze najnowszej książki Janusza L. Wiśniewskiego „Na fejsie z moim synem” powiada się: „…był politycznym daltonistą. I ta wada wzroku jego duszy mu przez cała życie psuła życie. Do samego końca. A nawet jeszcze po końcu”. Jakoś w dzisiejszej Polsce takich daltonistów brakuje. I to bardzo. „Kwiaty na poddaszu” Virginii C. Andrews powracają w glorii na listy bestsellerów. W istocie dlatego, że dotykają problemu kazirodztwa, a wydawcy uważają, że dla zblazowanych czytelników jest to jeszcze jakaś atrakcja. „Czyżby przeznaczeniem kobiety – zastanawia się jedna z heroin powieści Erica-Emmanuela Schmitta »Kobieta w lustrze« – było kusić, nie będąc kuszoną?”. A skoro tak, to jest usprawiedliwiona: „Oddaję się Franzowi z uprzejmości, z altruizmu, z  uczynności, gdyż postanowiłam, że będą go zadowalać na tyle, na ile zdołam”. Andrzej Stasiuk przeplata swoje mało odkrywcze esejo-reportaże książkami znakomitymi. Traktujący o  śmierci „Grochów” jest świetny. Podobno Czechów wymyślono po to, by Polaków wprowadzić w dobry nastrój. Mariusz Szczygieł, niewątpliwie czechofil, też od czasu do czasu ma ochotę pośmiać się z naszych południowych sąsiadów. I, na szczęście, śmieje się wtedy – jak w kolejnej swojej „czeskiej” książce „Laska nebeska”.

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Bestsellery Bestsellery „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”

maj 2012 Miejsce Liczba w poprzednim notowań Poz. notowaniu na liście

Tytuł

Autor

Wydawnictwo

ISBN

Liczba punktów

1

13

2

Kobiety dyktatorów

Diane Ducret

Znak

978-83-240-1884-0

358

2

25

2

Wyśpiewam Wam wszystko

Urszula Dudziak

Kayax Production & Publishing

978-83-927811-2-7

291

3

nowość

Chodzi mi tylko o prawdę

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Tomasz Terlikowski

Fronda

978-83-62268-26-9

287

4

nowość

Niuch

Terry Pratchett

Prószyński Media

978-83-7839-105-0

246

2

Więzień nieba

Carlos Ruiz Zafon

Muza

978-83-7758-187-2

222

3

5

18

6

1

Taniec ze smokami, część 2

George R.R. Martin

Zysk i S-ka

978-83-7506-898-6

215

7

nowość

Igrzyska śmierci

Suzanne Collins

Media Rodzina

978-83-7278-637-1

191

8

nowość

Igrzyska śmierci. Trylogia

Suzanne Collins

Media Rodzina

978-83-7278-636-4

186

Dzienniki kołymskie

Jacek Hugo-Bader

Czarne

978-83-7536-292-3

179

Starcie królów

Starcie królów

Zysk i S-ka

978-83-7506-995-2

178 165

9

2

5

10 11

17

3

Na fejsie z moim synem

Janusz L. Wiśniewski , Irena Wiśniewska

Wielka Litera

978-83-63387-01-3

12

8

3

Kwiaty na poddaszu

Virginia C. Andrews

Świat Książki

978-83-7799-654-6

155

13

6

2

Kobieta w lustrze

Eric-Emmanuel Schmitt

Znak

978-83-240-1679-2

154

Grochów

Andrzej Stasiuk

Czarne

978-83-7536-288-6

153

14 15

nowość 19

16 17

4

18 19

Laska nebeska

Mariusz Szczygieł

Agora

978-83-268-0705-3

150

nowość

2

Nim nadejdzie mróz

Henning Mankell

W.A.B.

978-83-7747-648-2

141

5

Marzenia i tajemnice

Danuta Wałęsa

Wydawnictwo Literackie

978-83-08-04836-8

139

nowość

W pierścieniu ognia

Suzanne Collins

Media Rodzina

978-83-7278-395-0

136

nowość

Siostra Faustyna. Biografia Świętej

Ewa K. Czaczkowska

Znak

978-83-240-1894-9

135

Nawałnica mieczy. Tom 1 - Stal i śnieg

George R.R. Martin

Zysk i S-ka

978-83-7506-113-0

133

3

Passa

Jan Ordyński, Daniel Passent

Czerwone i Czarne

978-83-7700-030-4

131

4

20 21

11

22

9

Maria Nurowska

Znak

978-83-240-1875-8

123

nowość

Śmiertelne Napięcie

Alex Kava

Mira

978-83-23882-00-8

121

24

nowość

Dla Ciebie wszystko

Nicholas Sparks

Albatros

978-83-7659-631-0

118

25

nowość

Pomnik cesarzowej Achai. Tom 1

Andrzej Ziemiański

Fabryka Słów

978-83-7574-675-4

116

26

nowość

Kłamca 4: Kill'em all

Jakub Ćwiek

Fabryka Słów

978-83-7574-687-7

109

Lepiej palić fajkę niż czarownice

ks. Adam Boniecki

Znak

978-83-240-1914-4

105

Spadkobiercy

Kaui Hart Hemmings

Znak

978-83-240-1674-7

104

Gra o tron

George R.R. Martin

Zysk i S-ka

978-83-7298-370-1

102

Tajny dziennik

Miron Białoszewski

Znak

978-83-240-1888-8

100

27 28

7

2

3

3

29 30

Lista bestsellerów „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” jest przedrukowywana w tygodniku „Angora”, który ukazuje się w nakładzie 400 tys. egz. Jak powstaje lista bestsellerów „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”? Zestawienie powstaje na podstawie wyników sprzedaży w ponad 300 księgarniach całego kraju, w tym w sieciach: Empik, Matras, regionalnych Domach Książki. Pod uwagę bierzemy wyniki sprzedaży z 30 dni, zamykamy listę 15 dnia miesiąca poprzedzającego wydanie aktualnego numeru „Magazynu”. O kolejności na liście decydują punkty przyznawane za miejsca 1-5 w poszczególnych placówkach księgarskich; przy czym za pierwsze miejsce dajemy 5 punktów, za piąte – 1.

b i b l i o t e k a

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2

13

Lista Bestsellerów – © Copyright Biblioteka Analiz 2012

Drzwi do piekła

23


Bestsellery Córka komisarza Kurta Wallendera przejmuje pałeczkę i w  „Nim nadejdzie mróz” Hanninga Mankella prowadzi swoje pierwsze samodzielne śledztwo. A  potem przyjdzie kolej na wnuki, prawnuki aż umrzemy, licho wie, z nudów czy ze starości. Z dających do myślenia fragmentów „Marzeń i tajemnic” Danuty Wałęsowej: „Chciałam wiedzieć, co mąż myślał, co wtedy czuł, wiedząc, że jestem w Gdańsku sama z dziećmi. Z czasem w jego wyobraźni narodziło się przekonanie, że ja nie jestem sama, że mi wszyscy pomagają i otaczają opieką. »Miałaś ludzi do pomocy«. Lecz to nieprawda! Byłam sama – emocjonalnie, psychicznie! Oczywiście, po pierwszych miesiącach pustki zaczęli przychodzić z pomocą ludzie życzliwi. Ale byłam sama, choć w tłumie. Wszystkie decyzje były na mojej głowie. On tymczasem stworzył sobie taką wizję, że choć może nie było łatwo, ale ludzie pomagali i wszystko było w porządku”. „W pierścieniu ognia” – kontynuacja bestselleru Suzanne Collins. Całkiem zręczne odcinanie kuponów od sukcesu. Kult siostry Faustyny rozwijał się niezwykle szybko, z  tym, że oddolnie. Przez Kościół nie był uznawany. We wrześniu 1946 r. – czytamy w książce Ewy K.Czaczkowskiej „Siostra Faustyna. Biografia świętej” – „Konferencja Episkopatu Polski, na której czele stał wówczas prymas August Hlond, przychylny kultowi Miłosierdzia Bożego, rozpoczęła działania w tym kierunku. Episkopat zwrócił się do watykańskiej Kongregacji Dyscypliny Sakramentów z prośbą o ustanowienie święta Bożego Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po wielkanocy. Na pozytywną odpowiedź czekał pół wieku”. Tempo pracy młynów bożych, doprawdy, budzi uznanie.

do końca rzetelne i w dużej mierze przemilczane świadectwo życia i kariery zawodowej felietonisty wyróżniającego się lekkością pióra i błahością przemyśleń. Przemilczałbym te wynurzenia zezgredziałego dziecięcia salonu, ale że od kilku lat pozwala sobie imputować mi jakieś grzechy z lat PRL, kiedy to ponoć wyróżniałem się jako aktywista PZPR, oświadczam, że ani w tej ani w innej partii nie byłem nigdy. Ale cóż, kur wie lepiej. „Drzwi do piekła” Marii Nurowskiej – jeszcze jedna historia więzienna, a że dotycząca więzienia kobiecego, tym bardziej drastyczna. „- Witaj w haremie – rzekła. Odepchnęła ją inna, korpulentna, o zastraszająco dużym biuście i ostrzyżonych krótko włosach. – Jestem Agata – powiedziała niemal męskim głosem. – Dobrze zrobiłaś, że stuknęłaś tego drania. Tylko trzeba było mu przedtem obciąć jaja! Kobieta-maska parsknęła śmiechem, za co moja rozmówczyni spiorunowała ją wzrokiem. – Jak będziesz ludzka, to i my będziemy dla ciebie ludzkie – ciągnęła. – Tutaj się da żyć, jak wszędzie, tylko trzeba być ludzkim. – I dawać dupy – zapiszczała Maska. Agata zamachnęła się i  z  całej siły uderzyła ją w twarz, z nosa pociekła jej krew”. Agentka FBI, bohaterka powieści Alex Kavy „Śmiertelne napięcie” w zebranych zeznaniach oddzielić musi prawdę od tego, co się świadkom wydawało pod wpływem narkotyków. Nie wiadomo, które wizje były bardziej przerażające. Bohaterów „Dla Ciebie wszystko” Nicholasa Sparksa dzieli wszystko. Ona jest z dobrej rodziny, on z fatalnej. Lgną do siebie, ale to za mało. Nie wystarcza w młodości, czyżby udać się miało po latach?

Tom pierwszy „Nawałnicy mieczy” – „Stal i śnieg” George’a R.R.Martina; kto wie, czy nie najlepsza część cyklu „Pieśń lodu i ognia”. W każdym razie od drugiej części „Nawałnicy…” – „Krwi złota” na pewno lepsza. Primadonna wszystkich PRL-owskich sezonów, pisany z dużej litery Bywalec, podpora „Polityki”, TW, a w pewnym czasie nawet mąż Agnieszki Osieckiej udzielił wywiadu Janowi Ordyńskiemu. Powstała „Passa”, blisko 500-stronicowe, ale nie 14

b i b l i o t e k a

a n a l i z

Po ośmiu latach przerwy nieoczekiwany prezent otrzymali fani powieści jednego z ciekawszych autorów polskiej fantastyki, Andrzeja Ziemiańskiego. Na razie mamy pierwszy tom „Pomnika cesarzowej Achai”. Będzie drugi. Samolotowa wyprawa na królestwo Lucyfera czyli „Kłamca 4: Kill’em all” Jakuba Ćwieka. Ostateczna rozprawa z siłami apokalipsy. „Lepiej palić fajkę niż czarow nice”, utrzymuje ks. Adam Boniecki, zaręczając prawdziwość tych słów całym swoim autorytetem. Nie wydaje mi się. Właśnie wyszedłem ze szpitala po ciężkiej operacji serca spowodowanej, między inymi, wieloletnim ćmieniem, głównie papierosów, ale bywało, że i fajeczki. I co? Nie lepiej było sfajczyć ze dwie baby jagi? Po wypadku żony, wzięty adwokat z Hawajów musi zajać się córkami, co okazuje się znacznie trudniejsze niż kruczki prawne. „Spadkobiercy” to sympatyczna lektura Kaul Hart Hemmings, ale i nic poza tym. „Gra o tron” George’a R.R. Martina. Tak zapoczątkowana została „Pieśń lodu i ognia” i całe związane z nią szaleństwo. Z  refleksji Mirona Białoszewskiego z  podróży po Ameryce jesienią 1982 roku („Tajny dziennik”): „Wszyscy Polacy mówią mi, że tu się haruje na pieniądze. Ale że dla kogoś o intelektualnym charakterze bywają niezłe posady. Jak portiera w kamienicy. Siedzi w cieple, czasem tylko coś powie, uśmiechnie się, a tak – czyta książkę, on ma wyższe wykształcenie. R anking sporządziła K amila Bauman Komentarz Krzysztof M asłoń

Lista bestsellerów sprzedaży wysyłkowej Świata Książki Tytuł

Autor

ISBN

Kwiaty na poddaszu

Virginia C. Andrews

9788377996546

Agent

Manuela Gretkowska

9788377999202

Płatki na wietrze

Virginia C. Andrews

9788377997420

Dziennik norymberski

G.M. Gilbert

9788377994801

Marzenia Joy

Lisa See

9788377997338

Dziewczynka z majowymi kwiatkami

Karin Wahlberg

9788377995822

Lubiewo bez cenzury

Michał Witkowski

9788377998601

Byle dalej

Bartłomiej Skowroński, Marta Owczarek

9788377995990

Polki na bursztynowym szlaku

Lidia Popiel, Monika Richardson

9788377998076

Siostra

Rosamund Lupton

9788377999912

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


© fot. Alphaspirit | Dreamstime.com

Pióro piłką się toczy Futbol w literaturze

S

koro królową sportu jest lekkoatletyka, to tytuł króla bez wątpienia należy do futbolu” — diagnozował przed laty nieodżałowany Krzysztof Mętrak, jeden z wielu ludzi pióra czerpiących inspirację z piłki nożnej, dyscypliny niewątpliwie najczęściej goszczącej „między wierszami”. Poświęcił jej felietony, zebrane po śmierci autora w tomie „Grzejąc ławę”, przez jego przyjaciela i opiekuna pisarskiej spuścizny Wacława Holewińskiego. „Michał Listkiewicz daleko zajdzie — notował Mętrak w roku 1984. — W korespondencji z Moskwy dla katowickiego »Sportu« czytamy: »Chyba każde polskie dziecko wie coś o postaci Feliksa Dzierżyńskiego, wybitnego rewolucjonisty, bliskiego współpracownika Lenina. Sądziłem, że i ja wiem o nim niemało. Musiałem jednak przeżyć chwile wstydu«”.

16

b i b l i o t e k a

To ostatnie uczucie nieobce było dwa lat wcześniej Mario Vargasovi Llosie. Przyczynili się do tego polscy piłkarze na hiszpańskim Mundialu, co zrelacjonował Andrzej Makowiecki w reportażu „Espana ‘82. Nerwy, radość, zwątpienie, zwycięstwo”. Wspólnie z noblistą in spe oglądał mecz Polski z Peru. Przegrywający odpadał. Nasi zwyciężyli 5 do 1, lecz po pierwszej połowie był bezbramkowy remis: „- I co pan o tym wszystkim sądzi? – pytam Peruwiańczyka w przerwie. – Ano – mówi, masując sobie lekko skronie – wierzę, że w drugiej połowie będzie lepiej. No i nadchodzi ta druga połowa, i zaczynają się dziać rzeczy straszne dla niego, piękne dla mnie. (…) Po końcowym gwizdku, kiedy obiektywna galicyjska publiczność, dopingująca zresztą z początku naszych rywali, zaczęła gło-

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

śno skandować: – Que viva Polonia! – załamany pisarz pozostał jeszcze jakiś czas na swoim miejscu z miną człowieka, który miał przed chwilą śmierć w najbliższej rodzinie. (…) Widząc mnie, przywołał na twarz blady uśmiech, wyciągnął dłoń i powiedział: – Gratuluję – dodając po chwili, ja chcę o tym meczu jak najszybciej zapomnieć”. Takie imprezy jak EURO czy Mundiale przechodzą do historii. Tadeusz Konwicki w „Kalendarzu i klepsydrze” stwierdził, że piłkarskie „mistrzostwa świata to — dla niego — tyle, co dla Stefana Kisielewskiego (kompozytor i literat) konkurs szopenowski, a festiwal w Cannes dla Andrzeja Wajdy”. „Niech tylko na boisko — wyznaje Konwicki — wybiegnie Legia, żeby pograć z AC Milan, niech z szatni wyskoczy Górnik, żeby

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


powalczyć z Dynamem Kijów, już mi w gardle staje serce, już puls rozsadza skronie, już straszna oćma spada na mój biedny mózg. I pędzę jak kot za walerianą w straszną otchłań rozkoszy narkotycznej, i lecę głową w dół w cudowną przepaść zapomnienia. Zapomnienia o czym?”.

Repley Bywa, że mecz przypomina się w nieoczekiwanych momentach. Przytrafiło się to Stanisławowi Dygatowi, co odnotował na kartach „Kołonotatnika”. 27 sierpnia 1939 roku oglądał z trybun stadionu Wojska Polskiego spotkanie Polaków z ówczesnymi wicemistrzami globu Węgrami. Wygraliśmy 4:2, trzy gole strzelił, a czwartego wypracował Ernest Wilimowski: „We wrześniu, w czasie oblężenia Warszawy znalazłem się w schronie Pałacu Staszica, gdzie został przeniesiony ze zburzonego szpitala prowizoryczny lazaret. Było wielu żołnierzy lżej rannych i trochę rannych ciężej. Pracowałem przy nich, jako sanitariusz. Nastrój był przygnębiający. Brak światła, wody, po którą trzeba było biegać pod artyleryjskim obstrzałem do studni na ulicy Oboźnej. Bombardowanie non stop z lądu i powietrza oraz świadomość klęski. Nagle jeden z żołnierzy, któremu zmieniałem opatrunek na ręku, zapytał ni stąd, ni zowąd: — A na meczu Polska-Węgry byłeś? — No, jakżeż. Wtedy odezwał się z kąta inny żołnierz: — To był mecz, to, cholera jasna, był mecz. — Nie da się zapomnieć, wtrącił jeszcze inny, a potem wszyscy zaczęliśmy mówić, przypominać sobie różne szczegóły, rekonstruowaliśmy w słowach przebieg całego spotkania i nawet ciężej ranni ożywili się i też brali udział w tym wielkim wielogodzinnym replayu”. Z futbolem retro obcujemy też podczas lektury „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda: „Rok temu grało w Krakowie Dynamo. Na meczu ponad 50 tys. ludzi dyszących nienawiścią do sowieckiej jedenastki. Wrogość bardziej sportowa niż polityczna, ale zawsze wrogość. Należało tedy przypuszczać, że zgodnie z rozsądkiem piłkarze sowieccy zechcą pozyskać sobie sympatię kibiców, zagrają czysto, uczciwie, fair. Błąd. b i b l i o t e k a

a n a l i z

Rosjanie zagrali z rzadko oglądaną brutalnością, sędzia — Rosjanin — co samo w sobie było nieoczekiwanym nadużyciem — oszukiwał na ich korzyść. […] Po kilkudziesięciu latach takich praktyk dzisiejsze pojęcia sportowej etyki, gry fair, bezstronności sędziowania zanikną, natomiast przekonanie, że Rosjanie muszą zawsze wygrać, pozostanie, umocni się, zatriumfuje. To przekonanie wrośnie w końcu w nas, opory ulegną atrofii, hegemonia Rosjan i komunizmu stanie się prawem natury, nową wyzwoloną świadomością”. Na szczęście proroctwo pisarza się nie ziściło, choć np. Adolf Rudnicki, jeden z naszych pisarzy rozumiejących futbol, czy szerzej — sport, tekst o podobnym meczu, wygranym niekoniecznie przez lepszych ale na pewno przez przodujących sportowców globu mógł opublikować dopiero u samego schyłku słusznie minionej epoki. A wspomnianego Ernesta Wilimowskiego tak po latach wspominał Józef Hen: „To był geniusz. Nie widziałem potem już podobnego piłkarza, może trochę przypominał go Gerd Muller, ze zwycięskiej drużyny RFN z 1974 roku. Też potrafił strzelić po kilka bramek w meczu. On się do piłki urodził, jak Chevalier do śpiewania. Tyle, że los sprawił, iż grał — w tak trudnych czasach — i dla Polski, i dla Niemiec. Dziś to żaden problem, ale przez lata w Polsce Wilimowski uchodził za postać wysoce podejrzaną, czy wręcz za zdrajcę”.

Juniorzy

Jaki faul?

Kilka lat później, toczy się akcja powieści Adama Bahdaja „Do przerwy 0-1”. Bardziej od przygód Paragona, Perełki i Mandżaro — trzech przyjaciół z boiska młodzieżowego klubu Syrenka — w scenerii Warszawy lat pięćdziesiątych zapamiętałem zdanie: „Dla młodocianych miłośników piłki nożnej z Woli, Muranowa, Żoliborza, Starego Miasta wszystkie drogi prowadzą na ulicę Konwiktorską, gdzie znajduje się stadion Polonii. Każdy chłopiec, który choć raz znalazł się w niedzielę na stadionie i zasmakował w oglądaniu prawdziwego meczu, do końca życia zostanie kibicem tego najpopularniejszego klubu Warszawy, a spośród jedenastu graczy wybierze sobie p r z e d s t a w i a

jednego, jako swego ulubieńca”. Oby znów zyskało aktualność! Dwie dekady wcześniej w podobnych okolicach, ale całkiem innej scenerii, umieścił swą narrację piłkarską Józef Hen. „Bitwa o Kozi Dwór” traktuje o rywalizacji grup chłopców w ulicy Obozowej oraz Żytniej o boisko do gry w piłkę skórzaną uszytą przez rymarza i przez niego — odpłatnie — wypożyczaną. Niemało w tej opowieści autorskiej autopsji. Prozaik, dorastający w opisywanym czasie w kamienicy przy Nowolipiu, kopał szmaciankę na podwórkachstudniach i bywał na boisku Skry przy rogu Okopowej i Gęsiej. Do czasów znacznie bardziej zamierzchłej epoki cofa się Stanisław Pagaczewski w „Misji profesora Gąbki”. Po lekturze czytelnik zastanawia się czy futbol w istocie wymyślili synowie Albionu. „— Co się stało? — zawołał książę Krak. — Deszczowcy uciekli! — Co? Kiedy? — Zmiłuj się nade mną, panie — jęknął przez łzy dozorca. — Byli w łaźni, bo dziś sobota. Zamknąłem ich na klucz. A oni oderwali kratę od basenu i wskoczyli do kanału. O, ja nieszczęsny! To przeze mnie, bo zamiast ich pilnować, poszedłem oglądać mecz Miodunki z Cracovią. — Jaki wynik, mów! — Dwa zero dla Miodunki. — Patałachy — mruknął książę pod nosem”.

Mieliśmy fantastyczne futbolowe wzory sprzed wojny, ale stosunkowo szybko popadły w zapomnienie. Cóż się dziwić: w innych realiach, z innymi bohaterami mówiącymi często innym, choć podobnym, językiem. Taki Andrzej Chciuk przed wojną w rodzinnym Drohobyczu marzył o karierze piłkarskiej lub hokejowej. Kibicował miejscowemu „Junakowi”, a w „Ziemi księżycowej” (1972) przedstawił siebie jako rezerwowego bramkarza Harcerskiego Klubu Hokejowego „Czuwaj”. W istocie wystąpił w barwach tego klubu tylko raz, w meczu z „Junakiem” właśnie, i wpuścił pięć goli. Nie miał odpowiednich warunków fi-

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2

17


zycznych, koledzy przezywali go „Gruba Kiszka”. Ale miłość do sportu mu pozostała. A o tym, jak w Drohobyczu kibicowano przed wojną „Junakowi”, napisał w „Atlantydzie”. Dialogi tamtejszych kibiców były następujące: „— Królu szanowny, przesuń sy pan ten habig na lewe ucho, bo dostanym zyza. Nic przez pana nie widzym”. Lub taka wiązanka: „— Ta co si pan tak kopi? Pan myśli, że jak pan mnie kopnie, to Zdobylak lepiej zasunie baniaka? Czy ja kostki wygrał na loterii? — I już typ zapomniał o swym bólu i darł się: — Sędzia kalosz, kanarki doić, pluskwy łaskotać, kup sy lunetę tumanie jak nie widzisz? Ta co gwizdasz, jaki faul? Bodajby ci w płucach całe życie gwizdało! Tobie, pastuchu, sędziować kiczki i palezdry, taszenbilard, a nie na takim ważnym meczu…”.

Szósta bramka Pisarze za młodu nierzadko kopali futbolówkę i zazwyczaj miewali boiskowy wzór. Takowym był m.in. Weiser Dawidek, tytułowy bohater powieści Pawła Huelle: „Do końca meczu pozostało jeszcze pięć minut, ale Weiser uspokajał nas ruchami ręki. Czekał najwyraźniej na swoją chwilę, czekał na swój popisowy numer, o którym długo i wiele razy rozprawialiśmy później. Na czym polegał? Otóż Piotr, który znalazł się nieoczekiwanie na lewym skrzydle obok Szymka, wyłuskał piłkę z nóg wojskowego i wykonał dośrodkowanie, tyle tylko, że trochę przedobrzył, bo posłał ją o co najmniej metr za daleko i Weiser nawet największym sprintem nie doszedłby do niej, gdy dotknęłaby w końcu ziemi. Toteż nawet nie rzucił się w tamtym kierunku, lecz zamiast tego skulił się, sprężył i w biegu zrobił salto, a kiedy jego sylwetka znalazła się w pozycji pionowej, to znaczy ręce prawie dotykały trawy, a nogi sterczały w górze jak tyczki do fasoli, wtedy właśnie jedną z tych tyczek kopnął z całej siły piłkę i miękko szurnął na trawę, i to była nasza szósta, zwycięska bramka”. Najbardziej doświadczonym piłkarzem pośród krajowych pisarzy jest chyba Zbigniew Masternak — kapitan (samozwań-

18

b i b l i o t e k a

czy) reprezentacji polskich pisarzy w piłce nożnej (w trakcie selekcji). Wcześniej trenował w OKS Opatów, Koronie Kielce, Motorze Lublin, Ślęzie Wrocław. Ma na koncie też staż zagraniczny w FK Lwów i FC Paris. Od zeszłego roku gra w piłkę… błotną w zespole BKS Roztocze Krasnobród. W 2011 wywalczył mistrzostwo Polski i został królem strzelców tych rozgrywek. W powieści pt. „Niech żyje wolność”, jak się zdaje z lekka autobiograficznej, szkicuje drogą życiową chłopaka ze wsi w Górach Świętokrzyskich. Najpierw gra on w piłkę nożną, jego bożyszczem jest Maradona, ale po kontuzji musi zrezygnować z uprawiania sportu i zostaje poetą, za patrona duchowego obierając sobie Goethego. Stateczny ojciec rodziny, dla którego jedyną prawdziwą wartością jest gra na bramce amatorskiej drużyny jest bohaterem opowiadania Leszka Płażewskiego pt. „Niedziela Barabasza”, przeniesionego na ekran przez Janusza Kondratiuka ze Zdzisławem Kuźniarem i Anną Seniuk w rolach głównych. Podczas niedzielnego meczu za bramkę strzeżoną przez bohatera podchodzi małżonka czyniąc mu wymówki. Jej monolog, w którym spazmy przeplatają się z histerią, ośmiesza golkipera w oczach piłkarzy, sędziów i kibiców. Jednym z kluczowych terminów futbolowych jest

Pole karne Na krótko trafiają tam piłkarze, na dłużej zwykle działacze. Bohater kryminału Tomasza Konatkowskiego pt. „Nie ma takiego miasta”, komisarz policji Adam Nowak z Warszawy, kibic stołecznej Polonii, jest na praktyce w Scotland Yardzie. Inspektor Anthony Huddlestone zaprasza go na mecz Premier League. I wspomina: „— Korupcja… Wiesz, jest pewna ciekawa historia związana z Charlton Athletic. To było jakieś dziesięć lat temu, zgłoszono podejrzenie włamania do klubu. Aresztowaliśmy wtedy paru Azjatów i pracownika ochrony stadionu. Mieli przy sobie różne narzędzia i urządzenia elektryczne, w tym piloty. Okazało się, że parę dni później chcieli spowodować awarię oświetlenia

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

podczas meczu z Liverpoolem, w drugiej połowie, w sytuacji kiedy Charlton miałby wciąż przewagę przy handicapie jednej albo dwóch bramek. Gang zgarnąłby miliony od bukmacherów. — Ale… przecież zakłady zostają wtedy anulowane. Nonrunner, prawda? — W Anglii tak. W Malezji niekoniecznie”.

I tak trafiliśmy na zagraniczne areny Kataloński detektyw Pepe Carvalho wymyślony przez Manuela Vázqueza Montalbána w książce „Środkowy napastnik zginie o zmierzchu” zostaje wynajęty przez klub, otrzymujący anonimy dotyczące swej największej gwiazdy. Udaje się do menedżera, który wyznaje: „Pamięta pan przypadek »Myszy« Pereza? Nie? Teściowa mu zwiała z trenerem, a żona wpadła w taką depresję, że płakała całymi nocami, więc on w ogóle nie spał i wychodził na boisko nieprzytomny. Nikt nie wiedział, dlaczego jest taki zaspany, nawet gdy wybijał z autu, ale ja wiedziałem, bo byłem jego przedstawicielem i musiałem go sprzedać do drużyny stojącej niżej niż poprzednia. Dwa kopniaki i puszczalska teściowa zrujnowały »Mysz« Pereza”. Jak trudne bywa porozumienie z kibicami przekonuje Umberto Eco w „Zapiskach na pudełku od zapałek” (1992): „Nie lubię kibica, bo ma dziwny rys charakteru: nie rozumie, dlaczego ty nie jesteś kibicem, i stara się rozmawiać z tobą tak, jakbyś nim był”.

Za piłkę się umiera Futbolowi fani zainteresowali Franklina Foera („Jak futbol wyjaśnia świat, czyli nieprawdopodobna teoria globalizacji”). Wprawdzie za sprawą „technologicznego skurczenia się świata” Messi i Ronaldo mogą dziś mieć wiele milionów zwolenników — pisze — lecz rozgrywki trzeciej ligi argentyńskiej, czwartej angielskiej, czy też drugiej szwedzkiej lokalni kibice cenią nierzadko wyżej od wyczynów Barcelony i Realu Madryt. A skoro już mo-

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


wa o uznanych markach, to zaintrygowała mnie informacja autora dotycząca zagorzałych kibiców Crveny Zvezdy Belgrad (zdobywcy Pucharu Europy i Pucharu Interkontynentalnego w roku 1991), którzy dwa sezony później zmienili klubowe szaliki na karabiny serbskiej armii, zaś ich przywódca Arkan zalicza się do grona największych zbrodniarzy wojennych tego okresu. Sezonami piłkarskimi Arsenalu Londyn odmierza zapewne czas Nick Hornby, który na kartach debiutanckiej powieści „Futbolowa gorączka” opisuje własne zauroczenie tym klubem. Promocja polskiej edycji odbyła się 9 lat temu, bynajmniej nie na boisku, lecz podczas Międzynarodowych Targów Książki w PKiN, zaś w rolę lektora wcielił się jeden z defensorów Legii. Z racji nieznajomości angielskiej fonetyki nie był to udany występ. Wszystkie matki opowiadają dzieciom bajki, ale taka, która opowiadałaby swoim synom wyłącznie bajki o futbolu, byłaby z pewnością unikatowa. W powieści „Niesztuka”, takiej właśnie matce oddał hołd jej syn, jeden z najwybitniejszych prozaików współczesnych — Peter Esterhazy. Pani Lilike, bo o niej mowa, o największym piłkarzu w dziejach węgierskiego futbolu, jakim był Ferenc Puskas, mówiła „Ferenc”, a nie jak cała reszta jej rodaków „Ocsi” (braciszek). Bo dla niej futbol był zbyt poważną sprawą, by ją infantylizować. I nic wspólnego nie miały z tym opowiadane synom bajki o Ferencu Puskasu, który choć pochodził z niskich sfer, wyruszył w świat i został królem. To były bajki prawdziwe, jak bajkowo przebiegała kariera tego prawdziwego łowcy bramek, których nastrzelał dla węgierskiego Honvedu i hiszpańskich klubów: Espanyolu i Realu Madryt 511 (więcej goli w klubowej piłce zaliczyli tylko Pele i Josef Bican). Matka Petera Esterhazy’ego najczęściej mówiła o Puskasu, numerem jeden był jednak dla niej Hidegkuti, a wielką trójkę zamykał Bozsik. Gdy w końcu lat 60. kariera sportowa tego ostatniego dobiegła końca, otworzył w śródmieściu Budapesztu sklep z ubraniami z dzianiny, gdzie mama autora „Niesztuki” kupiła niesamowity żółty turban, który z dumą nosiła potem przez lata zwracając powszechną uwab i b l i o t e k a

a n a l i z

Patrick Barclay Mourinho. Anatomia zwycięzcy O ile sprawą dyskusyjną jest czy najwybitniejszym piłkarzem naszych czasów jest Leo Messi czy Cristiano Ronaldo, o tyle nie ulega wątpliwości, że największą gwiazdą współczesnego futbolu jest José Mourinho. Tak, nie piłkarz, ale trener! Przekonuje o tym aż nadto dobitnie w swojej książce Patrick Barclay, brytyjski dziennikarz związany z tak szacownymi pismami, jak „The Times”, „The Observer” czy „The Guardian”, a także autor monografii poświęconej sir Alexowi Fergusonowi, wielkiemu trenerowi FC Aberdeen i Manchester United. Znamienne, że pisząc o Mourinho, Barclay pisał nie tylko biografię, ale także analizę jego osobowości, jego dokonań, sposobu pracy, warsztatu trenerskiego. Nie kryję, że przeczytałem tę książkę jednym tchem, bowiem kibicuję Mourinho odkąd w 2000 roku objął Benfikę Lizbona i w krótkim czasie wyprowadził ten wielki klub na prostą. Niestety, zaraz potem Benfica w haniebnym stylu pozbyła się młodego trenera, a ten przeniósł się do Uniao Leiria i z tym prowincjonalnym klubem, mając do dyspozycji średnio utalentowanych graczy, niesamowicie namieszał już to w lidze, już to w pucharze Portugalii. A że akurat spędziłem wówczas trochę czasu w Leirii, mogłem z bliska przyjrzeć się narodzinom trenerskiego geniusza. Mourinho wywrócił niejedno spojrzenie na futbol, niejedną piłkarską zasadę. Marny, właściwie żaden piłkarz praktykował jako tłumacz u boku sir Bobby’ego Robsona w Sportingu Lizbona i w FC Porto, a potem w FC Barcelona. W tym ostatnim klubie był tłumaczem również Luisa van Gaala, co spowodowało, że do dzisiaj w Barcelonie mówią o nim nie bez pogardy „tradutor”, ale też z żadnym klubem nie toczą prowadzone przez niego drużyny tak zażartych bojów, jak właśnie ze słynną Barcą. Odniósł błyskawiczne i spektakularne sukcesy w roli trenera takich klubów, jak: FC Porto, Chelsea FC, Inter Mediolan i Real Madryt, a przecież jest dopiero w połowie kariery. Urodzony zwycięzca, wygrywa mecz za meczem, a przy tym nie przebiera w słowach. Jedni kibice go uwielbiają, drudzy nienawidzą, ale też wszyscy bez wyjątku piłkarze, których trenował, nie ukrywają, że poszliby za nim w ogień. O skali jego talentu mówią zresztą w tej książce nie tylko zawodnicy, ale także inni trenerzy, a nawet sędziowie. Od siebie dodam: José Mourinho sprawił, że zacząłem kibicować Chelsea i Interowi, a więc klubom, którym kibicować nigdy wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy. Nawet dzisiaj kibicuję nie tyle Realowi, co samemu Mourinho (chociaż także Cristiano Ronaldo). Książka jest dobrze przełożona, porządnie opracowana edytorsko, wyposażona w pomysłowy i dowcipny indeks nazwisk, nazw, zagadnień, zdarzeń i incydentów, poza tym doskonale zilustrowana. Niestety, muszę do tej beczki miodu wrzucić łyżkę, a raczej łyżeczkę dziegciu: otóż zawodnikiem FC Porto, który obejmuje Mourinho — na ósmym zdjęciu w pierwszej z trzech wkładek zdjęciowych — nie jest wbrew temu, co czytamy w podpisie Nuno Valente, lecz Paulo Ferreira, ale być może niepotrzebnie czepiam się tego pyłku na arrasie. JANUSZ DRZEWUCKI tłum. Anna Zdziemborska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2012, s. 304, ISBN 978-83-7510-856-9 gę. Tę turbanoidalną konstrukcję wymyślił jej drogi Cucu…To od niej przyszły laureat Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus” i Nagrody Pokojowej Księgarzy Niemieckich (za powieść „Harmonia caelestis”) miał się dowiedzieć, że: „Porażka mop r z e d s t a w i a

że wiele nauczyć. Ale nie na boisku, tam słabość nie jest nic warta. Na boisku nie porażka ma być nauką, lecz zwycięstwo, czy przynajmniej remis. Można grać źle, ale nie można nie chcieć wygrać. Na boisku umiera się za piłkę”.

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2

19


Jakieś ładne zagranie

Michał Klag, Wacław Klag Polska. Euro — Miasta

W wywiadzie z László Szigetim pt. „Drybling Hidegkutiego” Bohumil Hrabal, sympatyk praskiej Slavii, wspominał „Byłem świetnym piłkarzem, kosztowało mnie to parę złamań. Wzorem był dla mnie Hidegkuti i jego drybling. — Widział go pan w grze? — Oczywiście! Najpierw Węgrzy dokopali nam pięć do jednego, a potem my wygraliśmy z nimi w Pradze pięć do trzech. Ale czytałem także o meczu stulecia, kiedy w Anglii Węgrzy wygrali sześć do trzech. A w Budapeszcie siedem do dwóch. — A komu teraz pan kibicuje? — Szkocji i Anglii. — To dlatego zamiast narzuty ma pan na łóżku brytyjską flagę? — No wie pan, kiedy widzi pan w telewizji, jak oni grają, to jest to futbol na najwyższym poziomie, a i publiczność jak się patrzy. Na Wyspy Brytyjskie przenosimy się także dzięki obyczajowej prozie Narinder Dhami „Podkręć jak Beckham”. Rzecz traktuje o hinduskiej nastolatce, która razem z rodzicami przeprowadza się do Anglii. Głównymi celami życiowymi dla ich córki powinny być: nauka hinduskiej kuchni i poślubienie miłego hinduskiego chłopca. Dziewczyna woli jednak kopać piłkę, jej największym autorytetem jest David Beckham, toteż zasila żeńską jedenastkę. Jak to możliwe, że Urugwaj, który ma tylu mieszkańców, co Buenos Aires, wygrał dwa mistrzostwa olimpijskie i dwa mundiale? — docieka Eduardo Galeano w „Futbolu w słońcu i cieniu” opatrzonym znamienitym prologiem: „Jestem żebrakiem dobrej gry. Chodzę po świecie z wyciągniętą ręką i proszę na stadionach: jakieś ładne zagranie, na miłość boską”. Japoński noblista Kanzaburo Oe w „Futbolu ery Manen” konstatuje, iż futbol zyskuje militarny aspekt. „Z czasem stanie się formą walki, bitwy, buntu, czy nawet wojny. Zresztą ku uciesze rozentuzjazmowanej publiczności, rozładowującej na trybunach stres spowodowany codziennym wyścigiem szczurów”, a jego francuski odpowiednik Albert Camus napomyka („Pierwszy człowiek”), że był bramkarzem w drużynie Uniwersytetu w Algierze z konieczności, gdyż na tej pozycji najmniej zdziera się buty, a on pochodził z biednej rodziny.

W dobrze przemyślanym i wykonanym albumie zawarto niezwykle sugestywne fotografie autorstwa rodzinnej pary. Wacław Klag całe życie spędził w Krakowie, jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych, był też wykładowcą fotografii na krakowskich uczelniach, a od ponad 40 lat jest fotoreporterem prasowym. Główne tematy jego twórczości to oczywiście Kraków, ale też pejzaż, życie codzienne i sport. Jego syn Michał Klag jest również uznanym fotografem, specjalizującym się w tematyce sportowej. W albumie przedstawiono niezwykle zachęcające do odwiedzin fotograficzne wizytówki pięciu miast wzbogacone nie tylko podpisami, ale też interesującymi opisami, a wszystkie teksty podane są w trzech językach — polskim, angielskim i niemieckim. Oglądamy więc najpiękniejsze i najważniejsze miejsca w miastach, w których mają się odbywać mecze, a więc: Warszawy, Gdańska, Poznania i Wrocławia. W takim albumie nie mogło jednak zabraknąć Krakowa, chociażby pod pretekstem, że wprawdzie nie odbędą się tam spotkania piłkarskie w ramach mistrzowskiego turnieju, ale do końca Kraków pozostawał miastem rezerwowym, zaś w czasie mistrzostw będą tam mieszkać ekipy z Anglii, Włoch i Holandii. Do tego przecież zarówno autorzy zdjęć, jak i sam wydawca są najściślej związani z naszym królewskim miastem. (PD) Biały Kruk, Kraków 2012, s. 168, ISBN 978-83-7553-133-6

20

b i b l i o t e k a

Rzadziej od prozaików piłkarska wena nawiedza poetów. Czarowi kopanej ulegli Boy, Peiper, Mandelsztam, Krynicki, jednak najwybitniejszy wiersz o tej tematyce wyszedł spod pióra Kazimierza Wierzyńskiego, w międzywojniu redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego”. „Match footbolowy” to jak określił Józef Łobodowski — w wieku nastoletnim bramkarz Lublinianki — „drybling werbalnej wirtuozerii”.

a n a l i z

Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada. Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta, Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona, Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta, Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.

Oto tu jest największe Colosseum świata, Tu serce żądz i życia bije najwymowniej, Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.

I pokażcie mi teraz — gdzie, w jakich teatrach Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem: Zamora, lecąc w górę, jak żagiel na wiatrach, Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!

Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów, Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze, Jak dumny król, w chaosie center i wolejów, Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.

Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo, Półkole trybun płonie niczym aureola, I jak wielka tęsknota za zwycięską sławą Tętni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!

Z Uralu w bój posłaną, jak z lufy moździerza, Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada, Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza, p r z e d s t a w i a

Czy udział reprezentacji „biało-czerwonych” w EURO 2012 wyda także literacki plon? Obawiamy się, że w postaci trenów…

k s i ą ż k i

TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT KRZYSZTOF MASŁOŃ •

m a j

2 0 1 2


Księgarnia internetowa

www.impulsoficyna.com.pl

Z

Dział handlowy ul. Fatimska 53B, 31-831 Kraków tel.: (12) 422-41-80, 422-59-47, 506-624-220 e-mail: impuls@impulsoficyna.com.pl

o ap

w

ied

ź!


Rozmowa numeru Krzysztof Hołowczyc

Mentalność zwycięzcy

I zawsze tak będzie? To się dopiero okaże. Ten sport sukcesywnie eliminuje przypadki, zmierzając w kierunku, w jakim rozwija się np. Formuła 1, która jest sportem niezwykle zaawansowanym technologicznie. W gronie sportów motorowych Dakar jest o tyle uroczy i wyjątkowy, że wciąż odgrywa w nim wielką rolę przygoda i pewna doza… improwizacji. Przykładowo, nigdy nie wiem, co znajduje się za wydmą, pod którą właśnie podjeżdżam. I wówczas wiele zależy od tego, jak ja, kierowca, zachowam się w danej sytuacji. Jeszcze trudniej mają motocykliści. Tam od reakcji człowieka zależy jeszcze więcej! Da się udział technologii wyrazić za pomocą cyfr? Da się za pomocą procentów. W Formule 1 technika stanowi około 80 procent, w rajdach WRC jest to około 70 proc., a w Dakarze to mniej więcej połowa. Kogo w pierwszej chwili obwinia się po awarii samochodu? Techników? Nigdy w życiu! Jeżeli takie odczucie ma się w tobie pojawiać, to lepiej nigdy nie startuj w rajdach! Oczywiście, dziś można powiedzieć, że technicznym błędem podczas ostatnich zawodów było zastosowanie zbyt cienkich rurek, które od tarcia o metal po prostu pękały, ale to nie jest powodem do obwiniania kogokolwiek.

22

b i b l i o t e k a

fot. Jacek Bonecki

Jaki jest sens udziału w przedsięwzięciu, w którym nie wszystko zależy od człowieka? Wystarczy, że – jak w ostatniej edycji Dakaru – przetrze się rurka od wspomagania… Ten wątek pojawia się na końcu książki Julka Obrockiego i  mojej. Podczas ostatniej edycji Dakaru pogratulowałem Stéphane’owi Peterhanselowi zwycięstwa i usłyszałem wtedy od niego: „Wiem, co czujesz. Cztery lata temu miałem awarię techniczną i nie mogłem tamtego rajdu wygrać, choć czułem się wystarczająco mocny, by tego dokonać!”. Moim największym bólem, jeżeli tak mogę powiedzieć, jest fakt, że, jak słusznie zauważasz, nie mam do końca wpływu na to, co wydarzy się na trasie. Nie zmienia tego nawet to, że spędzam dziesiątki godzin wraz z inżynierami przy przygotowaniu maszyny do rajdu. Na tym jednak polega urok sportów motorowych, że nie ma stuprocentowych faworytów. Zawsze coś niespodziewanego może pokrzyżować szyki.

A czy w sportach motorowych pojawia się coś takiego jak obsesja wagi? Kolarze, żeby mieć jak najlżejszy rower, nawet kosz na bidon mają z karbonu… Oczywiście, że tak. Obecnie produkowane samochody są już nawet za lekkie i trzeba je dociążać. Sobą? Nie, nie… [śmiech] My nie jesteśmy uwzględniani w masie własnej auta. A ty nie jesteś za duży do tych wszystkich samochodów, w środku których trzeba się wręcz na siłę „upchać”? Trochę tak jest. Przez te wszystkie lata startów w Dakarze wykształciłem w sobie jednak umiejętność zajmowania różnych dziwnych pozycji i  opracowałem swoje sposoby układania ciała, tak więc daję sobie z tym radę. Wiem, jak ułożyć stopę, by krew do niej stale dochodziła itp. Po pierwszym złamaniu kręgosłupa nauczyłem się też dbać o swoje gnaty, podczas jazdy. No właśnie – jak? Przede wszystkim unikać wibracji i gwałtownych uderzeń. Jak w ogóle zorganizowany jest udział kierowcy w takim rajdzie jak Dakar? Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam miejsce w największym obecnie zespole X-raid, gdzie wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane. Nad przygotowaniami do rajdu i obsługą w jego trakcie pracuje po-

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

nad sto osób. Moja rola jest ograniczona w zasadzie tylko do jak najlepszej jazdy. W małych, prywatnych zespołach załoga często ma na głowie całą logistykę, a nawet czasami sami muszą naprawiać swoje auta. A jakie w tym miejsce zajmuje koncern BMW – a właściwie marka MINI – którego samochodem jeździsz? X-raid jest de facto teamem fabrycznym BMW. Przez lata marzyłeś, by znaleźć się w takim teamie… Tak. I dziś mogę powiedzieć, że doszedłem do miejsca, w którym mogę dokonać niemal wszystkiego. Tak było w ostatnim Dakarze, kiedy etap po etapie jechałem w pierwszej trójce. Zwycięstwo było już tak blisko, aż tu nagle … pękła mała, gumowa rurka. Ależ to w tobie siedzi… Nie można się temu dziwić, bo przecież spełnienie największego marzenia miałem na wyciągnięcie ręki i w jednej chwili mój sen prysł… A nie wydaje ci się, że twój powrót do Polski po ostatnim rajdzie, który zakończyłeś ostatecznie na dziewiątej pozycji, został przedstawiony w mediach w sposób bardzo pozytywny? Wszyscy z zapartym tchem śledzili te zmagania, aż tu nagle głupia rureczka… Nie odmówisz tej historii dramaturgii.

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Rozmowa numeru Dokładnie tak to odebrałem. Bo jednak po awarii do głowy mi nie przyszło wtedy, żeby się poddawać! Od całodziennego kręcenia kierownicą bez wspomagania porobiły mi się pęcherze na dłoniach. Ludzie mówili: „Dziewiąty w Dakarze? To wielki sukces!”. Jasne. Tylko że ja jechałem po zwycięstwo. Mnie nie interesuje ósme miejsce, czy nawet piąte. Ja chcę Dakar wygrać. Ile lat jeszcze będziesz się ścigał? Mam nadzieję, że długo. Przeprowadzone ostatnio badania wykazały, że biologicznie mam organizm 35-latka. A dobijam właśnie do pięćdziesiątki. Znacznie starsi kierowcy ode mnie wciąż się ścigają. Dlatego dopóki mam z tego frajdę i nie robię tego tylko dla szmalu, będę jeździł jak najdłużej się da. Nie każdy o tym wie, ale mój świat to nie tylko rajdy samochodowe. Również ścigam się na skuterach wodnych, na motocyklach, na czym się da… Byle być w ciągłym pędzie. A jak radzisz sobie ze snem, którego w takich warunkach masz bardzo niewiele? Po każdym odcinku specjalnym potrafię wejść do przyczepy, przespać się 25 minut i wstać wypoczęty. To oczywiście trudno nazwać regularnym snem – raczej szybkim zresetowaniem mózgu. Wracając do spraw sprzętowych, nie czułeś się dziwnie wsiadając do samochodu, który w normalnej wersji ulicznej z rajdami nie ma wiele wspólnego, co więcej kojarzony jest raczej z paniami za kierownicą? Mini, którym jechaliśmy, nie łączy właściwie nic z modelem, który widzisz na ulicach. Jest to auto kompletnie przerobione. Z klasycznym Mini łączy je znaczek na masce. Reszta to zupełnie inna konstrukcja. Takich rajdowych maszyn, identycznych jak moja, jest na świecie tylko sześć egzemplarzy. A dlaczego Mini, a nie X6, które jest bardziej „męskim” modelem? Wydaje mi się, że Mini bardziej pasowało do globalnej strategii marketingowej koncernu, która zakłada zmianę wizerunku marki i poszerzenie klienteli z typowo młodzieżowej i kobiecej, w kierunku męskiej. Przecież kiedy twardzi faceci ścigają się na peugeotach 206, nie ma żadnego obciachu w kupieniu sobie takiego auta. Podobnie citroen uczynił z całkiem fajną „furą”, modelem DS3, za którą młodzi ludzie teraz szaleją. A kiedyś śmiano się, że citroeny to samochody dla emerytów! Jak porównałbyś Dakary odbywające się kiedyś w Afryce z tymi ostatnimi, w Ameryce Południowej? Innymi słowy, czym różni się dla rajdowca Sahara od Atakamy? b i b l i o t e k a

a n a l i z

Sahara miała chyba w sobie więcej dzikości, posmaku egzotyki i tajemnicy… Jeżeli zaś chodzi o trudy rajdu, należy pamiętać, że Atakamę przejeżdżamy latem, a Saharę pokonywaliśmy zimą. Nocą panują więc w tych miejscach zupełnie inne temperatury, inna jest temperatura piasku, a zatem i jego miękkość. W Ameryce jechaliśmy np. przez miejsca, w których deszcz nie padał od ponad stu lat… Wiele zależy od struktury piasku, którą tylko najlepsi potrafią ocenić gołym okiem po tym, jak poddaje się wiejącemu wiatrowi. I mimo doświadczenia oni też się zakopują! Więc co dopiero ja mogę mówić, który widzi wydmy trzy razy w roku? [śmiech] Trenujesz w Maroku? Tam testujemy różne rozwiązania techniczne i ustawienia samochodu. Kto płaci kierowcy za udział w rajdzie? Team, do którego należy kierowca lub jego sponsorzy. A kto o kogo zabiega? Wszyscy zabiegają o sponsora, to oczywiste. Moja pozycja w  zespole bardzo się umacnia, kiedy to ja przyniosę jakieś dodatkowe, sponsorskie pieniądze. Tych w motosporcie nigdy nie jest za wiele. Od siedmiu lat konsekwentnie wspiera cię Orlen. Tak, i jestem za to bardzo wdzięczny. Należy powiedzieć otwarcie, że to ten koncern stworzył prawdziwego zawodnika. Przecież ja, chociaż byłem rajdowcem, musiałem do Dakaru nabyć zupełnie nowych umiejętności: szybkości, techniki, kondycji fizycznej, umiejętności odpowiedniego obchodzenia się ze sprzętem, pokonywania niepoznanych wcześniej przeszkód… Mogłem tego dokonać tylko dzięki sponsorowi, który wierzy w mój ostateczny sukces. Jaki jest budżet takiego przedsięwzięcia z punktu widzenia teamu? Największe zespoły wydawały na swój udział w  Dakarze ponad 80 milionów euro. Największe czyli? Np. Volkswagen, który w tym roku wyjątkowo nie brał udziału w Dakarze. A jak na tym tle wypada BMW? To nie są tak wielkie pieniądze, ale też całkiem niemałe. Jest na świecie trochę ludzi, którzy dysponują podobnymi zasobami. Na pewno. Jednak profesjonalni zawodnicy zawsze korzystają ze wsparcia sponsorów. p r z e d s t a w i a

I nie uważasz, że taki Dakar traci na prestiżu, skoro mogą wziąć w nim udział po prostu… krezusi? Bycie krezusem to jedno, a stanąć twardo na starcie Dakaru i dojechać do mety, to zupełnie coś innego. Wielu już było takich, którzy szybko startowali, a później stali i płakali na trasie. Dlatego do rajdu dopuszcza się może 20 proc. takich śmiałków. Świetnie płacą, dodają kolorytu z towarzyszącymi im dziewczynami i efektownymi autami… Tacy zawodnicy potrafią zatrzymać się w połowie drogi, załatwić potrzebę fizjologiczną, zjeść kanapki, zapalić papierosa… A pustynia i tak potem wszystko zweryfikuje. Trzon rajdu stanowi pierwsza trzydziestka, która naprawdę walczy. Reszta zawodników stanowi jedynie barwne tło. Jest ono również potrzebne i interesujące, ale mimo wszystko jest to tło. Czym dokładnie zajmuje się siedzący obok kierowcy pilot? Pilot ma wiedzieć gdzie się znajdujemy i dokąd zmierzamy. Brzmi banalnie, ale to niewiarygodnie trudna robota na pustynnych bezdrożach. A macie GPS? No właśnie nie mamy. [śmiech] Ani montowanego fabrycznie, ani własnego. Wszystkie samochody są przed startem badane pod tym kątem specjalnymi czujnikami. Co jeszcze robi pilot? Pomaga w obsłudze samochodu. Kiedy łapiemy gumę, potrafimy razem wymienić koło w półtorej minuty. Ćwiczycie to na sucho? Oczywiście, wielokrotnie. Ale mój pilot Jean-Marc Fortin nie jest wybitnym mechanikiem. Od tych spraw to jestem ja. Oczywiście, po zakończonym etapie auto naprawia ekipa mechaników, aby kierowca rano mógł dostać samochód w idealnym stanie, prawie jak „z salonu”. To daje olbrzymie poczucie pewności siebie. Ale na jeżdżenie w takim zespole trzeba sobie zapracować. A korzystasz z usług psychologa sportowego? Nie korzystam obecnie stricte z  usług psychologa, ale ostro pracuję nad swoją siłą i odpornością psychiczną, która determinuje w dużym stopniu osiągnięcie świetnego wyniku sportowego. Żeby zwyciężać, trzeba mieć „mentalność zwycięzcy”. Mogę się nawet pochwalić, że jestem współtwórcą specjalnego programu coachingowego Mental Win, który ma pomagać sportowcom w odnoszeniu sukcesów. Rozmawiał Kuba Frołow

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2

23


Literatura Setna rocznica śmierci Bolesława Prusa

Stach Wokulski w balonie olesław Prus, którego setną rocznicę   śmierci Redakcja „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” uważa za stosowne zaznaczyć i skromnie uczcić, miał szczęście stworzenia jedynego bodaj w polskiej literaturze bohatera nie tylko z krwi i kości, ale też zdolnego oprzeć się próbie kilkunastu dziesięcioleci, kilku (co najmniej) historycznych przełomów, bezlitosnych przemian kultury, obyczaju i czytelniczych oczekiwań. Co więcej, mimo że literatura polska musiała jeszcze od czasów ukazania się „Lalki” poczekać nieco na swoje najlepsze czasy, nie udało się jej potem stworzyć postaci równie silnej, równie wielowymiarowej i frapującej, jak Wokulski. I to postaci wcale nie sympatycznej, wcale nie wzorotwórczej i na pewno nie niosącej ze sobą krzepiących przesłań. A jednak hipnotyzującej kolejne pokolenia czytelników, a kolejne pokolenia badaczy i twórców inspirującej do rozważań i rewizji jej działań, dążeń i motywacji. Postaci, mimo że – jak to w Polsce bywa – bezlitośnie przez oficjalną, szkolną recepcję wtłaczanej w formy pożądanych i pożytecznych wyobrażeń, to jednak wciąż te formy rozsadzającej. Cóż takiego jest w historii zakochanego warszawskiego nuworysza sprzed 135 lat, że wciąż tylu czytelników po nią sięga?

Wzlot ponad Paryż i ponad Warszawę Przypomnijmy sobie, jak Wokulski opowiadał arystokratom odpoczywającym po trudach miejskiego życia w Zasławku i wybierającym się właśnie na rydze, o swoim locie balonem na uwięzi ponad Paryżem. „– Jakież wrażenie?.. – Dziwaczne. Człowiek myśli, że sam pojedzie w górę; nagle widzi, że nie on jedzie, ale ziemia szybko zapada mu się pod nogami. Jest to zawód tak niespodziany i przykry, że… chciałoby się wyskoczyć… (…) Drugim dziwowiskiem jest horyzont, który ciągle widać na wysokości wzroku. Skutkiem tego ziemia wydaje się wklęsłą jak ogromny, głęboki talerz. (…) Domy wyglądają jak pudełka, tramwaje jak duże muchy, a ludzie jak czarne krople, które szybko biegną w różnych kierunkach, ciągnąc za sobą długie cienie. W ogóle jest to podróż przeładowana niespodziankami”. (t. II, rozdział 8) Ton opowieści, która miała znudzonych grzybiarzy rozbawić, nieco zepsuł im hu-

26

b i b l i o t e k a

mory, a Wokulski po raz kolejny wyszedł na gbura, który nie ma pojęcia o tym, jak powinno się prowadzić konwersację. Towarzystwo domagało się potwierdzenia własnych marzeń, tęsknot i wyobrażeń, a Wokulski prostodusznie odpowiedział na zadane pytanie: opowiedział o wydarzeniu rzeczywistym, o własnym doświadczeniu, o własnych wrażeniach, wśród których dominowało rozczarowanie. Opowiedział jednocześnie, co arystokratyczna publiczność doskonale zrozumiała, swoje doświadczenie człowieka aspirującego do sfer wyższych niż te, z których się wywodzi, i to człowieka takiego, którego starania o  społeczny i  towarzyski awans zakończyły się spektakularnym sukcesem. Wokulski, dorabiając się błyskawicznie gigantycznego majątku, owijając sobie wokół palca warszawskie towarzystwo, stając się obiektem niekłamanej adoracji jego panów i pań, zapraszanym nie tylko na obiady, bale i rauty, nie tylko do prezydiów mniej czy bardziej dętych towarzystw gospodarczych, ale także na letni pobyt w magnackich rezydencjach czy – niezbyt to w powieści zawoalowane – do buduarów pań Wąsowskich, spostrzegł tyle, że zamiast „pojechać w górę”, stracił po prostu grunt pod nogami. Że ostatecznie i nieodwołalnie przestał należeć do tego świata, z którego pochodził, że dla swojego dawnego środowiska (w którym przecież zawsze czuł się paskudnie), będzie już odtąd zawsze wariatem, wywyższającym się, że będzie tam zawsze już traktowany z mieszaniną pogardy (bo upokorzeń czasów młodości nie pozwolą mu zapomnieć panowie Szprotowie i Węgrowicze, którzy kiedyś ganiali go po piwo) i oczywistego poczucia niższości. Ale ów symboliczny wzlot skutkuje jeszcze jednym okropnym doświadczeniem. Cały świat przybiera oto kształt talerza, pospolitego przedmiotu, który w dodatku jest wklęsły, a więc jego centrum zdaje się być położone niżej, niż peryferie. Z tej perspektywy Wokulski widzi, że cele, jakie sobie przedtem wyznaczał, szczyty, na jakie mozolnie się wspinał, w istocie nie są wcale szczytami, że to, co mu się wydawało wzniosłe i wielkie, tylko tak wyglądało z przyziemnej perspektywy. Wzlatując, zyskuje się o wiele szersze pole widzenia,

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

fot. Wikipedia

B

Bolesław Prus dostrzega się dużo więcej, ale cóż z tego, jeżeli wszystkie postrzegane przedmioty, a także wszystkie istoty wydają się małe i pokraczne. Ludzie, wraz ze swoimi dążeniami i działaniami przypominają bezładnie i chaotycznie poruszające się krople, co może kojarzyć się z kroplami spływającymi po szybie, które na skutek niedostrzegalnych gołym okiem okoliczności wciąż zmieniają kierunek i prędkość, łączą się z innymi i rozłączają, ale przecież są przez grawitację zmuszone do ciągłego dążenia ku dołowi, a więc do upadku. Ludzkie krople, co także znamienne, ciągną za sobą długie cienie, które także są widoczne dopiero z tej wysokości. Wokulski, doświadczając wzlotu, uświadamia sobie, że ludzie wcale się od siebie nie różnią. Że niezależnie od pochodzenia, dokonań, zaszczytów czy poniżenia, wszyscy są tacy sami. Jego potrzeba społecznego awansu wynikała przecież z przekonania, że gdzieś tam w wyższych sferach ludzkiej galaktyki znajdą się ludzie bardziej subtelni niż pijana tłuszcza od Hopfera, szyderczym wyciem poniżająca chłopaka dźwigającego się z piwnicznego dołu. Jeśli Wokulski aspiruje do sfer wyższych, to z całą pewnością ani do ich bogactwa, bez którego znakomicie umie się obejść, ani do ich próżniaczego stylu życia, który obcy jest jego temperamentowi i przekonaniom, ale właśnie do sub-

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Literatura telności, delikatności form i uznania dla własnej podmiotowości w relacjach międzyludzkich. Tymczasem błyskawicznie przekonuje się, że delikatne maniery są w tym środowisku odpowiednikiem plebejskich obelg, służą do wskazywania ludziom, gdzie ich miejsce. Im wyżej się Wokulski wzbija, tym wyraźniej widzi cień ciągnący się za każdą z ludzkich kropel, aż w końcu widzi tylko te cienie. W ogóle widzi w człowieku przede wszystkim to, co kilkadziesiąt lat później cieniem właśnie nazwał Carl Gustaw Jung, a w człowieku wysoko urodzonym w szczególności. Nie widzi już, jak mawiali o takich Anglicy, grzecznych panów i drogich dam, ale małe, nijakie robactwo. Rozumie, że nikt nie opowie mu więcej o świecie, do którego aspirował, niż cyniczna sprzedawczyni poufnych informacji z prywatnego życia wyższych sfer, rajfurka pani Meliton.

Ludzie jak meble Szkolna tradycja interpretacyjna każe nazywać Wokulskiego filantropem i szczególnie podkreśla jego dobre uczynki, przemyślane, mające być dowodami na jego czułe serce kryjące się pod szorstką powierzchownością. Przyjrzyjmy się jednemu z takich aktów filantropii, kiedy Wo-

kulski jednym lekkim gestem wydobył z nędzy spotkanego przypadkiem znajomego woźnicę Wysockiego. „Wokulski wydobył portmonetkę. – Masz tu – rzekł – dziesięć rubli na święta. Jutro w południe przyjdziesz do sklepu i dostaniesz kartkę na Pragę. Tam u handlarza wybierzesz sobie konia, a po świętach przyjeżdżaj do roboty. U mnie zarobisz z trzy ruble na dzień, więc dług spłacisz łatwo. Zresztą, dasz sobie radę. Ubogi człowiek zaczął się trząść. Uważnie słuchał Wokulskiego, a łzy spływały mu po wychudzonej twarzy. – Czy panu powiedział kto – zapytał po chwili – że z nami jest… ot tak?… Bo już nam ktoś – dodał szeptem – przysłał siostrę miłosierdzia, będzie z miesiąc. Mówiła, że muszę być ladaco, i dała nam kartkę na pud węgla z Żelaznej ulicy. (…) – Idź do domu, a jutro bądź w sklepie – odparł Wokulski”. (t. I, rozdział 8) Taki sposób udzielania pomocy jest niezwykle znamienny. Wokulski jest tutaj lakoniczny i oschły nie tylko, czy nie tyle dlatego, że chce pozbawić tę sytuację niepotrzebnego sentymentalizmu. On w żaden sposób nie wnika w uczucia Wysockiego, nie pyta go o jego potrzeby czy skrupuły, pomocy także nie proponuje w taki sposób, aby nieszczęśnik mógł ją rozważyć i z jakichś mniej lub bardziej dla siebie istotnych

względów przyjąć lub odrzucić. Wokulski zachowuje się w tej sytuacji jak władca: wydaje dyspozycje, które nie podlegają żadnym negocjacjom. W podobny sposób rozprawia się ze spotkaną w kościele prostytutką Marianną, której bez ceregieli wypisuje list polecający do Magdalenek, czy ze zdolnym do wszelkiego rzemiosła Węgiełkiem, któremu komunikuje, że da mu sześćset rubli na warsztat, a tejże wychodzącej za niego Mariannie pięćset rubli posagu. Cóż, nawet subtelną panią Stawską, której sam uczynił kiedyś wyznanie, że „(…) gdyby pani dotknęła człowieka ciężko poranionego, nie tylko ból by go opuścił, ale chyba zagoiłyby mu się rany”, tonem człowieka, który podjął już decyzję, informuje o tym, że załatwił jej posadę i że ma się stawić do pracy. A cóż powiedzieć o tym, że najbliższego przyjaciela, Rzeckiego, przy przenosinach sklepu Wokulski, nie informując uprzednio, przeprowadził do nowego mieszkania „z każdym ćwieczkiem i nawet płachtą dla Ira”? Wokulski w ogóle ludzi rozstawia po kątach, traktuje bez cienia tego, co w jego czasach nazywało się manierami (a co wtedy, i chyba zresztą dziś także, okazywało się równym sobie lub wyższym od siebie), a dziś byśmy nazwali szacunkiem dla cudzej podmiotowości. Nawet ubóstwianą pannę Izabelę nieszczęsny kochanek od ra-

Seria Biblioteki > Dzieci > Młodzież red. Anna Krajewska Między dzieciństwem a dorosłością. Młodzież w bibliotece. Seria B-D-M nr 3 ISBN 978-83-61464-66-2 Cena 42 zł format A-5, str. 192 data wydania: 2012 Grażyna Lewandowicz-Nosal Od czterech do sześciu. Książki dla przedszkolaka Seria B-D-M nr 4 ISBN 978-83-61464-62-4 Cena 43 zł format A-5, str. 164 data wydania: 2012

Czekamy na zamówienia: Dział Sprzedaży: Al. Niepodległości 213, 02-086 Warszawa, tel.: 22 825 50 24, fax.: 22 825 53 49, www.sbp.pl, e-mail: sprzedaz@sbp.pl


Literatura zu postanawia omotać siecią finansowych zależności i należności, postanawia ją kupić, zanim jeszcze spróbował się jej przedstawić. Środowisko warszawskiej magnaterii, do którego aspiruje i które darzy nie tylko pogardą człowieka ceniącego pracę i uczciwość, ale i niekłamanym resentymentem, uzależnia od swojej kupieckiej energii, od swoich interesów, a w końcu – akcja „Lalki” to niewiele ponad rok i kto wie, jak by się potoczyły losy magnackich rubli zainwestowanych w spółki Wokulskiego za kilka lat – od umiejętnie rozbudzonych rojeń o potężnych procentach, które za sprawą magicznych kupieckich zabiegów rodzą się z kapitałów złożonych na ręce „kochanego pana Stacha”. Jeżeli więc Wokulski spotyka na swojej drodze kogoś, kto mu pod jakimś względem dorównuje lub go przewyższa, wtedy doszukuje się w nim jakiejś słabości i tę słabość czyni osią wzajemnych relacji. Ze zbiedniałymi arystokratami prowadzi więc Wokulski finansowe interesy, bogatą i szlachetną prezesową opiekuje się jako niedołężną staruszką, z bezwzględnym w interesach multimilionerem Suzinem wdaje się w sentymentalne rozmowy, a racjonalistę i pozytywistę Szumana epatuje własnym romantyzmem. Znamienny jest pojedynek Wokulskiego z panią Wąsowską, którą, gdy ta dowiodła mu kobiecej przewagi nad mężczyznami, po prostu fizycznie zniewolił, chwytając silnym ramieniem. Dla Wokulskiego sytuacja, w której ktoś go pod jakimś względem przerasta, nieodmiennie kojarzy się z upokorzeniem. Uznanie czyjejś przewagi jest dla niego po prostu nieznośne i wcale tego nie przekreśla – a wręcz podkreśla – fakt, że wciąż, rozpaczliwie i  beznadziejnie poszukuje nasz bohater ludzi, którzy by mu mogli jakoś zaimponować, zmusić do podziwu czy chociaż szacunku. Im bardziej jednak Wokulski szuka, tym bardziej widzi w innych słabeuszy, skłonnych podporządkować się jego woli lub tyranów dążących do podporządkowania sobie, więc upokorzenia, jego samego. Oczywiście jako naturalista – uwielbia powtarzać niczym swoje motto: „Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwe” (t. I rozdział 4) – mógłby nadać temu swojemu przymusowi konkurowania, bezustannego porównywania się z innymi i w końcu zwyciężania, znaczenie waloru, jednak bardziej niż intelektualistą dorabiającym ideologię do każdego swojego posunięcia, jest on człowiekiem czującym i nie jest zdolny zaprzeczyć temu uczuciu, że życie wśród ludzi-przedmiotów, ludzi-narzędzi i ludzi-mebli, takich, których się dla własnych celów używa, albo, gdy są bezużyteczni, wyrzuca, jest koszmarem. Człowiek taki jak Wokulski, niegodzący się na własną podległość wobec innych, na

28

b i b l i o t e k a

własne poniżenie, zna tylko jedną od tego ucieczkę: ku podporządkowaniu innych samemu sobie, ku ich poniżeniu i podporządkowaniu swojej woli. I z taką świadomością żyć nie sposób.

Wąż wychodzi na spotkanie gołębia To pani Meliton ma rację, mówiąc, że Wokulski może zdobyć Izabelę władczym, silnym gestem, a nie wyrażaniem czci i podziwu, nie nieśmiałym zbliżaniem się do niej, nie szlachetnymi gestami i dowodami hojności. I Wokulski także o tym wie, sęk w tym, że wiedzieć tego nie chce i robi wszystko, żeby tę wiedzę od siebie odsunąć. Bo on nie chce Izabeli zdobyć. Mimo, że po swojemu próbuje ją kupić, mimo że może ją kupić, zawsze w ostatniej chwili wycofuje się z dokonania transakcji. Drze weksle, odsprzedaje kamienicę, anuluje długi. Miłość Wokulskiego do Izabeli absolutnie nie ma erotycznego charakteru. Wokulski często podziwia niepospolitą urodę tej zimnej kobiety, ale nigdy ani nie rozbiera jej wzrokiem, ani nie dotyka w wyobraźni. Może rację ma Krzysztof Rutkowski, który pisze: „Wokulski Izabeli nie pożądał. Przynajmniej tak twierdził. Po co mu była Izabela? Może po to, by trafił na niebieski firmament jak Perseusz? (…) A może po to, by doznał ożywczej śmierci w wodzie jak Leander, któremu Herona zapalała lampę na wieży, by płynął do niej, przepływał Hellespont, cuchnął rybami, ona go myła i namaszczała jego ciało wonnymi olejkami, potem się kochali. (…) Herona zapaliła pewnego razu latarnię niepotrzebnie, bo nie mogła bez Leandra wytrzymać. Była straszna zima. Leander popłynął, bo chciał się z nią kochać, i utonął. (…) Czy Wokulski mógłby się kochać z Izabelą Łęcką? Chyba nie. Z panią Kazią Wąsowską – to i owszem. W każdym razie Wokulski płynął jak Leander do Herony” (Krzysztof Rutkowski, „Wokulski w Paryżu”, Gdańsk 2010, s. 22). I mówi dalej Rutkowski, że Izabela Wokulskiego onieśmielała aż do kastracji. Czy więc Wokulski zobaczył w tej kobiecie wysłanniczkę śmierci, do której tęsknił, projekcję własnego instynktu samozagłady? Izabela rzeczywiście była ekranem, na który Wokulski rzutował własne tęsknoty. Ale raczej nie było wśród nich tęsknoty do śmierci, do samozagłady. Dominowała tu raczej tęsknota do tego, aby w tym świecie ludzi-mebli, ludzi, których można i należy rozstawiać po kątach, którym wydaje się dyspozycje albo których dyspozycje się wykonuje zawsze z poczuciem poniżenia, istniała jedna, jedyna istota, z którą w taki sposób rozmawiać nie wolno. Tęsknota do doświadczenia – choćby jeden, jedyny raz w życiu – relacji, w której prawa natu-

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

ry przestałyby działać: silny nie połykałby słabego, lew spocząłby obok jagnięcia a gołąb obok węża. Wokulski, który to, co świat nazywa siłą, a więc własną zdolność wskazywania ludziom, gdzie ich miejsce, doskonale już rozpoznał i serdecznie już znienawidził, z węża chciałby się choć na moment stać gołębiem, z lwa choć na moment przemienić w jagnię. Wybrał Izabelę, bo to była jedyna osoba, przy której jego poczucie własnej mocy słabło, co było dla niego złudną wskazówką, że drapieżnik zamienia się w łagodną istotę. To miała być jedyna istota, której zęby bestii nie zdołają zmiażdżyć. Tragedią Wokulskiego nie było to, że nie mógł Izabeli zdobyć, ale właśnie to, że nie był w stanie uciec od tej prawdy, że zdobyć ją może, i że nie jest to wcale takie trudne. Wokulski nigdy nie łudził się, że Izabela będzie mu wierna, że zrezygnuje ze swoich adoratorów, kochanych kuzynków, kochanków, że właśnie dla niego zrezygnuje z mniej i bardziej śmiałych flirtów z całym tabunem Rossich i Molinarich. On wręcz wyobrażał sobie, że życie z niewierną ukochaną, rozumiejąca akceptacja jej miłosnych przygód, mogłyby to być dowody relacji rozumiejącej i akceptującej. I kiedy w pociągu do Paryża zobaczył już zaręczoną sobie Izabelę w uściskach miglanca Starskiego, a potem ujrzał jej oczy przerażone tym, że została przyłapana na zdradzie przez własnego narzeczonego, i kiedy w tych oczach zauważył ekspiację, gotowość podjęcia każdej pokuty, aby tylko Wokulski jej nie porzucał, zrozumiał, że się mylił. Że gdyby teraz z nią został, zacząłby rozstawiać ją po kątach, tak jak innych ludzi-meble. Że zdobył Izabelę, że właśnie ją zmiażdżył i połknął, a tolerancja i zrozumienie stały się taką samą bronią drapieżnika, jak zęby i pazury. Że nie tylko Kazio Starski potraktował Izabelę, jak krzesło, ale że ona jest po prostu krzesłem, i że na tym świecie nie ma nikogo, kto by meblem nie był. Jest czarną kroplą spływającą po szybie i ciągnącą za sobą długi cień, taką samą, jak wszystkie inne ludzkie krople. I że teraz czeka Wokulskiego już tylko samotność: życie w świecie pełnym mebli, ale pozbawionym choćby jednego człowieka. Wokulski zatem przekonał się, że świat jest taki, jaki jest i że inny nie będzie. Że jest właśnie taki, jakiego się on spodziewał, mimo tej odrobinki nadziei, że może jednak jest w błędzie. I teraz okazało się, że jednak w błędzie nie był, a ta odrobinka nadziei została zdemaskowana jako mrzonka. Człowiek, który odważył się przerosnąć wszystkich dookoła, musiał zapłacić za to cenę życiowej klęski. Skoro wzleciał – musiał spaść! I może to jest właśnie przesłanie „Lalki”, które przyciąga i krzepi kolejne pokolenia czytelników-Polaków? Jarosław Górski

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Targi Ksià˝ki Historycznej towarzyszàce

II Kongresowi Zagranicznych Badaczy Dziejów Polski: Polska w Europie Ârodkowej

13-15 wrzeÊnia 2012 Kraków

www.targi.krakow.pl www.historia.targi.krakow.pl Miejsce odbywania si´ Targów: Auditorium Maximum UJ, ul. Krupnicza 33


Koszyk z książkami

Koszyk audio dla dzieci Nie ma co owijać w bawełnę – dłuższa, kilkugodzinna podróż na wymarzone wakacje samochodem, samolotem lub pociągiem z pociechą na pokładzie może dać się we znaki. Dużym i małym podsuwamy kilka propozycji audiobooków, czyli książek mówionych i życzymy, żeby ich słuchanie było czasem odpoczynku ale i świetną zabawą. (ET)

Wszystkim ciekawym świata i miłośnikom pasjonujących historii polecamy „Afrykę Kazika” Łukasza Wierzbickiego, opartą na faktach opowieść o podróżniku – Kazimierzu Nowaku, który jako pierwszy na świecie, przemierzył Afrykę rowerem. O przygodach na Czarnym Lądzie, spotkaniach z miejscową ludnością i dziką przyrodą czyta zajmująco Jacek Kawalec. Łączny czas nagrania: 2 godziny i 29 minut. Wydawnictwo Bis, 29,90 zł

A może baśnie rosyjskich klasyków czytane brawurowo przez Mariana Opanię? Właśnie ukazał się audiobook „Czarna kura”. To wybór pięciu baśniowych historii autorstwa wybitnych rosyjskich pisarzy przełomu XVIII i XIX wieku: Mikołaja Gogola, Antoniego Czechowa i Aleksandra Puszkina oraz mniej znanego Antoniego Pogorielskiego. Do tego dochodzą równie wspaniali tłumacze na czele z Julianem Tuwimem. Łączny czas nagrania: 4 godziny 54 minuty, Media Rodzina, 59 zł

Przygody ulubionych fi lmowych bohaterów Disneya teraz do posłuchania. Wydawnictwo Egmont przygotowało całkiem pokaźną kolekcję książek z płytą, a wśród nich: „Mała Syrenka”, „Alladyn”, „Kubuś Puchatek” czy „Zaplątani”. Jest też coś dla fanów fi lmu „Auta” i ekipy Zygzaka McQueena – audiobook „Złomek zastępcą Szeryfa”. Mieszkańcom Chłodnicy zagraża banda piratów drogowych. Drużyna Złomka musi stawić im czoła i przywrócić porządek. Czyta Maria Seweryn. Łączny czas nagrania: 15 minut. Egmont, 15 zł

„Czerwień Rubinu” Kerstin Gier to wciągająca opowieść dla nastoletnich czytelników. Autorka wplotła w fabułę wątki historyczne, stworzyła zabawną, pełną przewrotnego humoru powieść o wielkiej miłości, która trwa niezależnie od epoki. Powieść pełną tajemnic, świetnie nakreślonych postaci i wprawiających w osłupienie zwrotów akcji. O dalszych losach bohaterów opowiadają audio książki: „Błękit Szafi ru” i „Zieleń Szmaragdu”. Czyta Małgorzata Lewińska. Łączny czas nagrania: 8 godzin 18 minut. Egmont, 29,99 zł

„Opowiadania z piaskownicy” Renaty Piątkowskiej śmiało można polecić młodszym przedszkolakom. Bohaterem opowiastek jest Tomek, któremu przydarzają się rozmaite przygody. Jest tu mnóstwo humoru i zabawnych sytuacji, przy tej audio książce bawić się może cała rodzina. Autorka jest świetną obserwatorką i szybko wyłapuje absurdalne i śmieszne historyjki. „Opowiadania” znalazły się na Złotej Liście tytułów polecanych przez Fundację ABCXXI. Czyta Artur Barciś. Łączny czas nagrania: 1 godzina i 40 minut. Wydawnictwo Bis, 29,90 zł

W roku 2012, który został ogłoszony Rokiem Janusza Korczaka, warto zaproponować pociechom książki Starego Doktora, które mimo upływu czasu nie straciły nic na swojej aktualności. Czemu nie wyruszyć w pełną przygód podróż z Królem Maciusiem albo z bohaterem audiobooka „Kajtuś Czarodziej”? Posłuchać o tym, że marzenia się spełniają. Janusz Korczak zadedykował książkę o kilkuletnim Katusiu „niespokojnym chłopcom, którym trudno się poprawić”. Czyta Maciej Orłowski. Łączny czas nagrania: 12 godzin 40 minut. W.A.B., 29,90 zł

Na koniec gratka dla miłośników figli, dobrej zabawy, dla tych, którzy kochają pełną humoru prozę Astrid Lindgren – „Latający szpieg czy Karlsson z dachu” w wyśmienitym wykonaniu Edyty Jungowskiej. Wśród opowiastek o „w miarę tęgim i niesłychanie mądrym mężczyźnie w najlepszych latach” usłyszycie o tym, jak: Karlsson przypomina sobie, że są jego urodziny, jest badaczem chrapania oraz staje się bogaczem. Łączny czas nagrania: 4 godziny 16 minut, Jung-off-ska, 29,99 zł

30

b i b l i o t e k a

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2

© fot. Chris Wells | Dreamstime.com

Zupełnie odmienną pozycją jest audiobook „Rico, Oskar i głębocienie” Andreasa Steinhöfela. To przede wszystkim opowieść o życiu, pełna niewymuszonej mądrości. To rzecz o tolerancji, przyjaźni, wyrozumiałości. Ale nie obawiajmy się, nie będzie wiało nudą. Rico, sympatryczny chłopiec uczęszczający do szkoły specjalnej i jego ekscentryczny przyjaciel nagle wpadają w sam środek nieprawdopodobnych wydarzeń i muszą rozwikłać tajemnicę tytułowych głębocieni. Czyta Artur Barciś. Łączny czas nagrania: 4 godziny i 55 minut. WAM, 29,90 zł


Felieton Między wierszami

Miesiąc pamięci W

    latach mojego dzieciństwa kwiecień był miesiącem pamięci narodowej. Czy pamiętają o tym także edytorzy? Jestem skłonny odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, gdyż i w kwietniu bieżącego roku nie brakowało spotkań z książkami dotyczącymi rodzimej przeszłości. Zachowując chronologię w Centrum im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego miał miejsce wieczór poświęcony pamięci Elżbiety Czyżewskiej. Ta chyba najpopularniejsza aktorka z epoki PRL-u doczekała się – za sprawą Wydawnictwa Literackiego – monografii. Prowadzący imprezę nie ukrywał, iż bardziej od książki podoba mu się autorka – Iza Komendołowicz. Kameralne audytorium indagowało ją o przyczynę amerykańskich niepowodzeń artystycznych i życiowych „Elki”, alternatywną wersję jej losów (czyli pozostanie w Polsce) oraz brak wypowiedzi w książce: Jerzego Skolimowskiego, Janusza Głowackiego i  Joanny Pacuły oraz innych istotnych osób ze szlaku życiowego bohaterki komedii „Gdzie jest generał”.

Przeszłość sceniczna zdominowała wieczór w kinie Atlantic, gdzie Roman Dziewoński zaprezentował tom pod intrygującym tytułem „Skarpetka w ręku – Krzysztof Kowalewski w garderobie” (Trio). Po części oficjalnej – ornamentowanej misternie zmontowanymi fragmentami ekranowych wcieleń niezapomnianego pana Sułka, występami jego przyjaciół po fachu (Damian Damięcki, Paweł Wawrzecki, Witold Dębicki) i gratulacjami z okazji 75-urodzin artysty – odbył się pokaz mało znanego filmu w reżyserii Andrzeja Barańskiego pt. „Horror w wesołych bagniskach” powstałego na kanwie prozy Michała Choromańskiego, w którym Kowalewski zagrał wiodącą rolę. Polityka trącąca naftaliną zagościła w rzadko ostatnio wykorzystywanych wnętrzach Klubu Księgarza dzięki prof. Krzysztofowi Dunin-Wąsowiczowi, interlokutorowi Przemysława Prekiela w wywiadzie-rzece „Historyk, socjalista, pamiętnikarz” (Instytut Wydawniczy Książka i Prasa). Indagowany to Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, żołnierz Armii

Krajowej (pułk „Baszta”), więzień KL Stutthof, ceniony naukowiec oraz równie niestrudzony, co bezskuteczny socjalista. Chociaż z jego poglądami niekoniecznie trzeba się zgadzać, jedno nie ulega wątpliwości. Potrafi zajmująco opowiadać. Zdecydowanie bardziej efektywny w swej pasji jest kapitan Krzysztof Baranowski. Bodaj najbardziej rozpoznawalny polski żeglarz współczesny przy ścianie chwały w Muzeum Sportu i Turystyki rekomendował wydany własnym sumptem poradnik „Jachting morski”. Zamieścił w nim teksty publikowane na łamach miesięcznika „Jachting”. Praca stanowi kompendium wiedzy o żeglarstwie słonowodnym. Podczas konferencji zaprezentowano program „Żaglowiec za złotówkę”. Koszt budowy „Daru Polski/Polonii” szacuje się na 35 mln złotych. Inicjatorem stworzenia nowego żaglowca jest Fundacja „Szkoła pod Żaglami” Krzysztofa Baranowskiego, której szef marzy, by każdy Polak przeznaczył złotówkę na budowę tego statku. (to -rt)


Felieton Historia kołem toczy

Kafel z Sousse P

   rowincjonalne muzeum w tunezyjskim Sousse. Kafel. Zawieszony na ścianie, dość niepozorny. I tylko zastanawiający podpis, z którego wynika, iż ceramiczne cacko datowane jest na III wiek n.e., a przybyło wówczas z Chin. Zaraz, zaraz, jak to – wówczas z Chin?! Hmm, w tamtej epoce dzisiejsza Tunezja wchodziła w skład… No właśnie, może nawet nie Imperium Romanum, bo inkorporacja nastąpiła dopiero w V wieku, wcześniej zaś dominowała na tamtym terenie Kartagina. Przecież jednak wciąż obowiązuje pogląd, jakoby żadne z „naszych” mocarstw starożytności – Rzym, Kartagina, bez znaczenia – nie utrzymywało kontaktów z Państwem Środka aż do czasów średniowiecza. Skąd więc nagle ów chiński kafel? On sobie wisi, ludzie przechodzą obojętnie, a ja drapię się w czaszkę. Nagle pojąłem, iż znane mi ustalenia archeologii zostały podważone przez obecność głupiego kafla. Kafel do mnie jednego, wśród nielicznych zwiedzających, się złośliwie szczerzy. Kafel. Oto jeden z tropów wywołujących zdziwienia. Inne zdziwienie. Ostatnio opublikowana przez Rebis piękna książka. Treść „Ludzi renesansu” dotyczy czasów, w których Europa kontakty z Chinami miała już nawiązane. Marco Polo wiek wcześniej wysnuł w genueńskim więzieniu fantastyczną historię, spisaną następnie przez jego kumpla z celi, niejakiego Rustichella, teraz zaś rozplenieni wszędzie humaniści włoscy nadawali ton całemu kontynentowi.

Oto po stuleciu od relacji Polo nagniotki średniowiecza bezlitośnie miażdży renesans. Niby trudno się doszukać jakiejkolwiek wspólnoty między wspominaną publikacją, a współczesnymi Chinami, dzisiejszym azjatyckim tygrysem. Co łączy tom „Ludzie renesansu. Umysły, które ukształtowały erę nowożytną” Roberta C. Davisa i Beth Lindsmith z okolicami Huang Ho? Coś jednak łączy. By łącznik dostrzec, należy solidnie obejrzeć tom. Tak. Śliczny papier, staranna twarda oprawa, uważna redakcja. 94 biogramy dotyczące renesansowych postaci rozmaitej maści oraz autoramentu, zebrane w bloki rozdziałów, bibliografia, przypisy, odsyłacze, indeks, okej. Rzecz ciekawie napisana, jeden autor, naukowiec (Davis) skorzystał z pomocy drugiej autorki, pisarki (Lindsmith); rozumiem, tak się często robi, aby uzyskać strawną dla amatora miszkulancję ważkich treści w przystępnej formie. Wartościowa książka, bez dwóch zdań. A ja tu o Chinach?! Gdy dość lektury, łypię na dzieło okiem wydawcy. Oprawa? Elegancka. Wyklejka? Pasuje. Papier na wnętrza? W  typie pseudochamois, ale też charakterystyczna żółć zmieszana została z białymi kartami, bo to kwestia uzyskania dobrego tła dla ilustracji. Pełen kolor. Oczywista! Frontyspis? Bez zarzutu! Prześledzę kolofon. Nader zacny: dane edytorskie, ISBN, wszelkie należne po-

wołania są tam, gdzie należy. Co tu gadać, po poznańsku solidna robota, trzeba złej woli, aby się czepiać. Nie, się nie czepiam! Tylko skąd, psiakrew!, ten kafel, pardon, te Chiny?! Klasyczne kryminały posiadają rozwiązania tyleż oczywiste, co trudno dostrzegalne. Czytelnik powinien się palnąć w czoło: dlaczego dotąd nie zauważyłem! Och, nie zauważyłeś, albowiem rozwiązanie zagadek ukrywa się przycupnięte w jakimś niepozornym kąciku. W omawianej tu znakomitej książce poświęconej ludziom oraz czasom renesansu zagadka właśnie z kącika tomu chichocze. Jak skromny kafel z Sousse, który kazał mi zrewidować utarty pogląd o utartej chronologii kontaktów dwóch kultur. Precyzyjnie rzecz ujmując – rozwiązanie chichocze z drugiego skrzydełka wyklejki. Na gołębioniebieskim tle Rebis zaznaczył: „Printed in China”. Tylko tyle. Aż tyle. Czyli właśnie drukarze znad Rzeki Żółtej przygotowali materialny kształt, który przekazuje wiadomości o Europy wiekach XV i XVI. Jakże często tak się obecnie dzieje! Historia kołem toczy. Marco Polo spotkał kiedyś Państwo Środka, dzisiejsze Państwo Środka wychodzi nam naprzeciw. Współczesny tom poświęcony renesansowi puentuje zagadkę tamtego kafla z Sousse. Europa? Chiny? Dystans? Nic nie jest oczywiste… Tadeusz Lewandowski

Wydawnictwo Jirafa Roja poleca:

Sara Antczak „Klatka” Siedem osób. Wszyscy zamknięci w ciasnym budynku, dzień po dniu oddalają się od rzeczywistości. Łączą ich studia we Wrocławiu. Dzieli wszystko inne. Początkowo są pewni siebie i otwarci na nowe doznania, chętnie rzucają się w maraton niekończących się imprez. Jednak beztroska atmosfera szybko mija. Ciągłe towarzystwo tych samych ludzi. Zamroczenie używkami. Brak perspektyw. Kompleksy. Strach. Samotność. Tajemnice. To wszystko sprawia, że bohaterowie czują się uwięzieni w swoich własnych głowach. Książka dostępna na www.jirafaroja.pl i w sprzedaży wysyłkowiej: tel. (22) 827 93 50. Patroni medialni:


Co czytają inni

Seks pali i niszczy G

dyby oksfordzki historyk Faramerz Dabhoiwala pisał „The origins of sex” (Allen Lane) słuchając Kaliny Jędrusik, mógłby te słowa wykorzystać jako nader trafne motto. Bo w jego pracy aż roi się od przykładów kar, napomnień, pouczeń, wyroków, sankcji, wyklęć. W XVII wieku seks nie był bezpieczną przyjemnością – oczywiście chodzi o miłostki, skoki w bok, zabawy z partnerem tej samej płci. Można było za to trafić pod pręgierz, wylądować w więzieniu, stracić majątek, rodzinę, a nierzadko i głowę. Dabhoiwala próbuje dociec, co sprawiło, że pozamałżeński seks uważany był za tabu i „godny” aż takich kar. Odpowiedź nie jest trudna: religia, reformacja, której podstawą były wcześniejsze tezy augustiańskie. „Kościół, państwo i szeregowi obywatele dokładali ogromnych starań, by go zakazać i ukarać. Uważano powszechnie, że zakazane związki wywołują gniew Boga, przeszkadzają w zbawieniu, niszczą osobiste relacje i podważają porządek społeczny”, pisze autor. Porządek, w którym kobieta należy do mężczyzny i ma mu być posłuszna. To dlatego (między innymi) tolerowano prostytucję – zło konieczne, jak oficjalnie przyznawano, by utrzymać w karbach żądze nieżonatych świeckich i członków kleru. Ten wątek przyzwolenia dla prostytucji przewija się przez książkę – nigdy jej w Anglii nie tępiono z przekonaniem ani nie zdelegalizowano, w 1800 roku w liczącym milion mieszkańców Londynie było 50 tysięcy ulicznic. Pół wieku wcześniej, za czasów Samuela Johnsona, który korzystał z nich regularnie – wyłącznie po to, by wysłuchać ich opowieści, pomocnych w konstruowaniu słownika, jak zapewniał – prostytutek było znacznie więcej. Obostrzenia nie dotyczyły oczywiście wyższych sfer – w 1617 roku król Jakub I wyznał członkom swej tajnej rady, że „kocha księcia Buckinghama bardziej niż kogokolwiek” i że nie powinni się tym czuć urażeni: „Chrystus miał przecież swego Jana”. Publicznie monarcha nazywał sodomię „niewybaczalną zbrodnią”, która zawsze powinna być karana śmiercią. Zakazy były zresztą dziwnie niedopracowane – małżonkowie nie mogli na przykład zeznawać przeciwko sobie wzajemnie. Dabhoiwala opisuje przypadek, kiedy to mąż wciągnął kochankę do łóżka, w którym jeszcze spoczywała jego żona. Chciałaby się poskarżyć, a nie mogła… Dopiero oświecenie zmieniło sposób postrzegania i oceny seksualnych zachowań. Nie do końca, hamuje czytelnika au-

tor – kobieta wciąż ma być skromna i pozbawiona seksualnych potrzeb. Dabhoiwala pisał tę książkę przez dziesięć lat, rozbudowując swój doktorat. Ograniczył się do Anglii, okazjonalnie wychodząc poza jej granice, dzięki czemu fabuła (jeśli można o takowej mówić) pozostała bardziej zwarta. Pomaga to w lekturze – temat jest zbyt obszerny na jeden tom, sama Europa Zachodnia wymagałaby większego opracowania, o Wschodniej można pomarzyć. Wnioski płynące z lektury są jednoznaczne: demokracja i swoboda seksualna idą w parze, a to, co dziś piętnujemy jako „barbarzyński” kodeks postępowania, jeszcze niedawno obowiązywało i u nas. Swego rodzaju „odpór” tej męskiej dominacji daje inna praca, „She-Wolves” Helen Castor (Faber & Faber). „Zanim historia stała się moją profesją, uwielbiałam takie książki – pisze w przedmowie. – O ludziach i o władzy. Opowiedziana, narracyjna biografia, żadna próba porównań krzyżujących kultury”. I to prawda. Podtytuł „Kobiety, które rządziły Anglią przed Elżbietą” przybliża temat. Dla uściślenia – chodzi o Elżbietę I z Tudorów, która zaczęła swe trwające blisko pół wieku rządy w 1558 roku. Anglikom nie brakowało dam u władzy, już legendarna Boudika z I wieku naszej ery potrafiła pokazać facetom, jak walczyć o wolny kraj. Cztery tytułowe „wilczyce” to postaci dobrze zapisane w dziejach Wyspy: Matylda, córka Henryka I i wnuczka Wilhelma Zdobywcy; Eleonora Akwitańska, „matka królów” – trzech z jej pięciu synów zasiadło na tronie; Izabela Francuska, żona Edwarda II, który wolał od niej swych kochanków; wreszcie Małgorzata Andegaweńska, mocno zaangażowana w tzw. Wojnę Dwóch Róż. Mamy tu setki nazwisk, dat, miejsc, nie przeszkadzających bynajmniej autorce w snuciu opowieści barwnej, ciekawej, pełnej zaskakujących zwrotów, ukazujących mało znane fakty – Matylda sprawowała władzę w XII wieku, dokumentów pozostało tyle co nic, dwóch zacnych kronikarzy tego okresu, Orderic Vitalis i William z Malmesbury, zmarło za jej życia. Helen Castor świetnie daje sobie z tym radę, spekulując, wysuwając hipotezy, łącząc znane fakty i uzupełniając je prawdopodobnymi i przez to możliwymi epizodami. A że umie pisać, odpowiednio rozkłada suspens, nie zarzuca informacjami, ale też nie wypełnia książki pustosłowiem – to „Wilczyce” czyta się z dużym zaciekawieniem. Grzegorz Sowula

Bajki

pomagajki,

bajki

o tolerancji mozaika opowieści napisanych przez gwiazdy, uchodźców i Polaków różnego pochodzenia

PAT R O NI :

Książka dostępna w księgarniach, na www.national-geographic.pl i w sprzedaży wysyłkowej: tel. 22 360 37 77. Znajdź nas na Facebooku: National Geographic Książki


PROZA POLSKA

Książki miesiąca

Wojciech Albiński

Soweto – my love W.A.B., Warszawa 2012, s. 256, ISBN 978-83-7747-520-1

K

PROZA OBCA

to wie, czy autor tej książki nie jest największym literackim objawieniem III RP. Wprawdzie debiutował, jako pisarz, za wczesnego Gomułki (na łamach „Współczesności”), a potem – już jako emigrant – drukował w paryskiej „Kulturze”, jednak pierwszą książkę opublikował dopiero w roku 2003. „Kalahari” przyniosło mu Nagrodą Literacką im. Józefa Mackiewicza. Kolejne zbiory: „Królestwo poszukuje kata”, „Antylopa szuka myśliwego”, „Lidia z Kamerunu” i „Achtung! Banditen!” ugruntowały pozycję Wojciecha Albińskiego. W najnowszej prozie powracają motywy afrykańskie. I nic dziwnego, ponad trzy dekady spędził na Czarnym Lądzie. Głównie w Republice Południowej Afryki, w ostatnich latach przeistaczającej się społecznie, politycznie, obyczajowo i mentalnie. I przede wszystkim o tym traktuje ta oszczędna, wyrazista i bardzo autentyczna proza, dowodząca doskonałego zmysłu obserwacji oraz dogłębnej znajomości tematu. „Pora lunchu, z pobliskich biur spływali menadżerowie na szybki posiłek. Zwykle dwóch, trzech białych i jeden czarny… Taka nastała teraz mowa. Musiał być jeden

albo dwu z grupy ludnościowej uprzednio uciskanej. To dobrze świadczyło o fi rmie. Pokazywało, że jest postępowa, nie hołduje rasowym przesądom. A gdy trzeba było coś załatwić z rządem, czarny partner albo dyrektor stawał się nieodzowny” – jak widać poprawność polityczna jest niezależna od szerokości geograficznej. „Nie ucywilizujemy Afryki ani milionów natvies. I oni tego nie pragną. Dumni są ze swojej kultury i swoich obyczajów. My tych obyczajów często nie rozumiemy, tak jak oni nie rozumieją naszych. Trudno wymagać, żeby cały świat się z nami zgadzał. Kiedy nasi przodkowie przybyli do Cape’u w XVII wieku, kraj był pusty z wyjątkiem kilku buszmeńskich plemion. A teraz mamy ich miliony! Oprócz nich Hindusi, których nawieźli Anglicy do cięcia trzciny cukrowej w Natalu. Czy ktoś widział jednego Hindusa, który by chciał wrócić do Indii? Jakby im było tak źle, jak niektórzy narzekają, to dlaczego by tu siedzieli, a nie wracali do swego Bombaju?”. Albert, jak się zdaje porte-parole autora, „unikał drażliwych kwestii, zgadzał się tylko z jednym: rozrodczość. To rozrodczość spowodowała, że Soweto trzeba cią-

gle powiększać, budować nowe domy, odcinać ziemię po kawałku i przeznaczać ją dla czarnej populacji”. Współczesny wizerunek południowego skraju Afryki zaprezentowany przez prozaika różni się od tych widocznych w folderach biur podróży: „Po wypadkach rozzłoszczeni właściciele samochodów często sięgają do rewolwerów, próbując zgładzić świadków albo trwale pouczyć stronę winną. (…) Tu, jeśli sprawy są nie do zniesienia, wyciąga się wielkokalibrowy rewolwer. (…) Czy żeby kogoś zabić, trzeba specjalnych powodów?” Trudno się, zatem dziwić, że coraz więcej afrykanerów opuszcza swoją ojczyznę, co bez wątpienia wiedzie do jej zubożenia. Bardzo wątpliwe, by tę lukę zdołali wypełnić czarni. Na przykład Filomen z opowiadania „Siostry świętej doktryny”, którego „największym marzeniem jest ożenić się z siostrą zakonną, gdyż mają wiele zalet, a największa jest ta, że szanują mężczyznę. Idealnie nadają się na żony”. TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT

S.J. Watson

Zanim zasnę tłum. Ewa Penksyk-Kluczkowska, Sonia Draga, Katowice 2012, s. 408, ISBN 978-83-7508-464-1

B

ohaterka debiutanckiej powieści S.J. Watsona cierpi na niezwykle rzadko spotykany typ amnezji objawiającej się utratą pamięci zarówno krótko, jak i długotrwałej. Zna tylko to, co widzi po przebudzeniu… Przywoływane dzięki terapii szczątki wspomnień oraz prowadzony w tym celu pod okiem neurologa sekretny pamiętnik każą podejrzewać Christine, że wątki z przeszłości skrzętnie są skrywane przez męża. Co więcej, wydarzenia, które zaczyna sobie przypominać, inne są od odtwarzanych pieczołowicie co rano przez najbliższą jej osobę. Powieść ujmuje fantastyczną narracją, budowanym rozdział po rozdziale napięciem, licznymi zaskoczeniami i inteligentnym prowadzeniem czytelnika przez mozolny proces rekonstruowania życia bohaterki. S.J. Watson nie szczędzi emocjonalnych elektrowstrząsów, zwłaszcza wtedy, gdy pobudza najczulsze skrawki duszy

34

b i b l i o t e k a

i wyrzuca z bohaterki: „Płakałam, moje ciało się kołysało, łapczywie szukając powietrza. Opłakiwałam wszystkie te lata, które straciłam i które dalej będę tracić, te pomiędzy dniem dzisiejszym a dniem mojej śmierci. Płakałam, bo bez względu na to, jak ciężko jej było powiedzieć mi o romansie, i moim małżeństwie, i moim synu, jutro znowu będzie musiała to zrobić. Płakałam jednak najbardziej z tego powodu, że sama sobie zgotowałam ten los”. Na powstanie książki po części wpłynęły przeżycia kilku pacjentów z amnezją, choć – jak informuje sam autor – opisane tu wydarzenia są całkowicie fikcyjne. Początkowo, czytając „Zanim zasnę”, doznaje się stanu pewnego stuporu, zwłaszcza kiedy nigdy wcześniej nie słyszało się o chorobie, na jaką cierpi Christine Lucas (tak rzadko spotykany typ amnezji). Sukcesywnie odkrywane przez nią fragmenty przeszłości trzymają czytelnika w ciągłym napięciu,

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

co tłumaczy określenie przez wydawcę powieści mianem thrillera psychologicznego. Fantastyczny debiut Brytyjczyka obsypany został nagrodami. Powieść znalazła się też na pierwszym miejscu brytyjskiej księgarni Amazon, a prawa autorskie zostały sprzedane do 42 krajów. Wszędzie, gdzie się ukazała, biła rekord sprzedaży. Prawa do ekranizacji zakupił już Ridley Scott (ten od pierwszego „Obcego”, „Gladiatora” czy „Helikoptera w ogniu”), a o rolę w tej produkcji już teraz zabiegają najlepsze hollywoodzkie aktorki. Jeżeli fi lm okaże się w połowie tak pasjonujący jak literacki pierwowzór, przed kinami ustawiać się będą kilometrowe kolejki, a sieć zapchają miliony ściąganych terabajtów. Tak się rodzi bestseller! JAN K ANCIASTY

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Książki miesiąca

POEZJA

Wisława Szymborska

Wystarczy

Wydawnictwo a5, Kraków 2012, s. 56, ISBN 978-83-61298-35-9 poeta żyje dwa razy: nie Jaktylkowiadomo, za życia, co oczywiste, ale także po

śmierci, co zresztą jest miarą jego poezji. To właśnie można powiedzieć o Wisławie Szymborskiej, która żyje nadal, w swoich wierszach, dzięki swojej poezji jest ciągle między nami. Zwłaszcza, że w niespełna dwa miesiące, jakie minęły od jej śmierci, swoje życie zaczyna jej ostatni zbiór wierszy zatytułowany „Wystarczy”. Na tom ten składa się trzynaście wierszy, które autorka zdążyła ukończyć za życia. Niektóre z nich ukazały się na łamach: „Tygodnika Powszechnego” oraz miesięczników „Odra” i „Twórczość”. Szymborska zawsze była oszczędna w słowach. Dość przypomnieć, że w zbiorze „Koniec i początek” zamieściła 18 wierszy, w „Chwili” – 23, w „Dwukropku” – 17, a w „Tutaj” – 19 utworów, lecz nie o ilość w poezji chodzi, ale o jakość, a jakość jej wierszy zawsze była najwyższej próby. Nie sposób jednak nie powiedzieć, że „Wystarczy” od wcześniejszych zbiorów różni się nie tylko tym, że jest zbiorem ostatnim autorki „Wszelkiego wypadku” i „Wielkiej liczby”,

ale także tym, że znajdziemy w nim fotokopie rękopisów nieukończonych wierszy, nad którymi poetka pracowała w ostatnich miesiącach życia. Ze szczegółowego, by nie powiedzieć drobiazgowego opisu tych rękopisów, dokonanego przez wydawcę, czyli Ryszarda Krynickiego („Wystarczy” ukazuje się jako tom 74 „Biblioteki Poetyckiej” Wydawnictwa a5 pod redakcją Ryszarda Krynickiego) dowiadujemy się nie tylko tego, że to sama poetka wymyśliła tytuł książki „Wystarczy”, ale że zaczęła szkicować wiersz poświęcony Stanisławowi Barańczakowi, że pracowała nad – niemal ukończonymi zresztą – wierszami „Materia”, „Owady”, „Powieść”, „Humor i litość są dobraną parą”. Pracowała także nad wierszem o ostatnim neandertalczyku, który w zamyśle autorki miał zapewne stanowić kontrapunkt wobec wiersza „Wyznania maszyny czytającej”. W tekście „Zamiast posłowia” Krynicki pisze także o szkicu jeszcze jednego nienapisanego wiersza, jaki prawdopodobnie planowany był przez poetkę jako jedno z najbardziej osobistych wyznań. Chodzi o utwór, w którym poet-

ka rozlicza się sama przed sobą z młodzieńczej wiary w komunizm. Dzięki pomocy Michała Rusinka, sekretarza Noblistki udało się odczytać fragment tego tekstu, w którym nad wyraz mocno i wyraziście brzmią trzy linijki: ale cóż muszę wracać moja poezja karmi się tylko tęsknotą a żeby tęsknić trzeba być z daleka Osobną uwagę zwraca wiersz o charakterze metaliterackim, mianowicie „Do własnego wiersza”, w którym poetka nie kryje, że przed każdym jej nowym wierszem są cztery możliwości: w najlepszym razie będzie „uważnie czytany, / komentowany i zapamiętany”, w gorszym przypadku – „tylko przeczytany”, ale może być też i tak, że owszem zostanie napisany, ale w chwilę potem trafi do kosza lub – to czwarta możliwość – „znikniesz nienapisany”. Myśląc o nienapisanych wierszach poetki, cieszmy się tymi, które napisała. JANUSZ DRZEWUCKI

PROZA OBCA

John Updike

Miesiąc niedziel tłum. Jerzy Kozłowski, Rebis, Poznań 2012, s. 238, ISBN 978-83-7510-769-2 z najlepszych powieści zmarłeJedna go w 2009 roku autora „Czarownic

z Eastwick”, pisana w połowie lat 70., teraz dopiero przetłumaczona na polski. Plastyczne opisy i sensualność w relacjach między płciami przywodzą finezję Nabokova. Książka o rozterkach starzejącego się pastora, czy może tracącego siły i wiarę zagubionego mężczyzny, ojca, męża i niespełnionego kochanka, ale jednocześnie wyuzdanego grzesznika, pozbawionego skruchy. Jak łączyć posłanie kaznodziei z erotycznym rozbuchaniem? Pastor Tom Marshfield radzi sobie z tym nie stawiając etycznych pytań: „etyka to hydraulika, konieczna ale brudna”. W niewielkiej parafi i jest zarówno duchownym jak i terapeutą swoich parafianek, nieważne czy są młode czy stare, mężate czy samotne, służy im na tyle, na ile męskie możliwości pozwalają (bywa, że starania kończą się smutną kompromitacją, widać nie można mieć wszystkiego). Co z wiarą pastora? Jest mocno chybotliwa. „Możemy tylko b i b l i o t e k a

a n a l i z

w y z n a w a ć naszą wiarę”. „Tym, co nas interesuje, nie jest dobro, lecz pobożność. Nie życie dobre, lecz życie wieczne”. I dalej: „Związek między kościołem a Bogiem był dla mnie taki sam jak między billboardami a coca-colą: reklamowały pragnienie, nie gasząc go”. Czy pastor jest ofiarą swoich parafi anek? Nie, ale one także – poza jedną odrzuconą – nie mają mu niczego za złe. Nawet jego żona zdaje się ze spokojem akceptować wybryki męża. A jednak wyuzdanie nie pozostaje bezkarnym, powieść pisana jest w formie listów z ośrodka, będącego czymś w rodzaju zakładu poprawczego dla upadłych duchownych. Jest jednak oczywistym, że pastor po odbyciu leczenia znów będzie grzeszył, gdzieś na innej parafi i. Czy powieść Updike’a bulwersuje? Ani trochę, pisana jest w formie moralitetu, nie oskarżenia, instynkt bierze górę nad pastorem, ale przecież nie nad nim jedynym. Bohater nie gwałci, nie bałamuci, nie oszukuje, nie obiecuje, nawet nie uwop r z e d s t a w i a

dzi, jest uwodzony i z tego korzysta. Czy to takie niezwykłe? Zachwyca sposób w jaki pisarz przedstawia kobiece piękno, nawet gdy niedoskonałe, to jednak piękno – pożądane i skrywające tajemnice, sakrum. Tom Marshfield swojego Boga odnajduje w chwilach seksualnego napięcia i nie ma w tym niczego wulgarnego, choć przecież wiemy, że bohater nie ma do tych kobiet prawa, że jest podwójnie niemoralny, zarówno jako duchowny, jak i jako mąż. Poznajmy próbkę tego obrazowania: „Twoje ciało mające więcej bombek niż choinka i dające więcej widoków niż kalejdoskop” czy: „zabawialiśmy się sobą jak dzieci kałużami – zamoczyć i patrzeć, zamoczyć i patrzeć” itd. Opętanie bohatera, dzięki językowi powieści, nabiera wzniosłości, bo czy w miłości – choćby tylko cielesnej – nie ma metafi zyki? ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2

35


Recenzje Proza polska Jarosław Górski

Wersje

Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 478, 33,90 zł, ISBN 978-83-7839-076-3

Małgorzata Warda

Dziewczynka, która widziała za dużo Szesnastoletnia Ania oskarżyła brata starszego o cztery lata o gwałt. Aaron był dla Ani wszystkim – bratem, przyjacielem, rycerzem. Tylko na nim mogła polegać. On zrobiłby dla niej wszystko. Więc dlaczego oskarżyła go o tak straszny czyn? Jaka jest prawda? Kto jest krzywdzącym, a kto ofiarą? Dlaczego zło jest bezkarne? Dlaczego dorośli są ślepi? Powieść Wardy prowokuje wiele pytań. Trzy lata przed oskarżeniem Ani wydarzył się coś strasznego. Wtedy tragedia rodzeństwa nikogo nie obchodziła. Nikt o niej nie wiedział. Nikt o nic nie pytał. Ani pogrążona w depresji, okrutna w swojej doskonałej obojętności matka. Ani pozornie dobra ciocia Gabrysia, w rzeczywistości toksyczna i niestabilna emocjonalnie egoistka. Jedna z czytelniczek napisała, że jest to opowieść „bagnista”. To „brudne” słowo doskonale oddaje odczucia towarzyszące lekturze. Czytelnik może czuć się „współwinny”, bezsilny, zbrukany, sponiewierany. Warda pozostawia jednak nadzieję. Lekarstwem na zło jest dobro i miłość. Dorosłe już dzieci mogą, wspierając się nawzajem, zmierzyć się z traumą i ukarać swoich oprawców. Ich najważniejszym zwycięstwem było wola przetrwania i niezłomność, mimo wszystko. Chropowate i pełne niewypowiedzianych emocji zdania, ze zmieniającym się narratorem i porwaną chronologią zdarzeń, oddają niestabilność i niepokój wpisany w pogmatwane losy Ani i Aarona. Warda napisała poruszająca i przytłaczająca bezsilnością opowieść, smutną i przerażającą, ale z tlącą się iskierką nadziei. Ta książka boli, ale nie sposób się od niej oderwać. (hab) Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 322, ISBN 978-83-7839-034-3

Mariusz Sieniewicz

Spowiedź Śpiącej Królewny Emi, Śpiąca Królewna, śni raczej niż śpi. A śni głównie o samobójstwie. Wciąż jednak ktoś lub coś przeszkadza jej wyśnić swój sen do końca. Bo Emi w sen ucieka. Cóż, powiedzmy sobie szczerze, nie miała łatwego 36

b i b l i o t e k a

a n a l i z

Jarosław Górski

Tęsknota za godnością buntownika –  Jonathan Franzen, autor „Wolności”, powiedział, że pisanie najczęściej rodzi się z poczucia izolacji. „Chciałem stworzyć świat, który mogłem kontrolować. Ten realny wydawał mi się wrogi” – mówił o sobie. –  Może coś w tym jest, ale ja chciałbym w pisaniu nie tyle uciekać od realnego świata (choć mnie też on czasem wydaje się wrogi), co próbować jakoś go sobie ułożyć w głowie, zrozumieć. Średniowieczni scholastycy uważali, że aby dobrze zrozumieć czyjeś poglądy, należy je streścić, opowiedzieć po swojemu. Ja próbuję opowiedzieć po swojemu świat, w którym żyję, bo dzięki temu mam wrażenie, że trochę lepiej go rozumiem. –  „Wersje” dotyczą w głównej mierze środowiska młodych ludzi. Czy naprawdę jest aż tak źle, jak w powieści mówi Mikołaj, że nie widać nikogo kto by wiedział, czego chce w życiu? –  Kiedy pisałem „Wersje” miałem lepszy i częstszy kontakt z młodzieżą, teraz już go nie szukam. Myślę, że teraz młodzi ludzie są z literackiego punktu widzenia mniej ciekawi, trudno stworzyć z nich interesującego bohatera. Od małego są, przez kulturę masową, której częścią jest dziś także religia, w szkole i w rodzinach, uczeni tego, że nie jest ważne to, czego oni chcą od świata, ale to, czego świat od nich chce. Ich jedynym zadaniem jest się przystosować do wymagań. Ale oczywiście czego innego wymaga Kościół, czego innego rynek, czego innego rodzice, czego innego błyskawicznie zmieniająca się kultura masowa. To rodzi poczucie życia w chaosie. Oczywiście młodzi ludzie buntują się tak jak i dawni buntownicy, ale swój bunt o wiele częściej kierują przeciwko sobie, bo uwierzyli w to, że ze światem jest wszystko w porządku, świat jest taki, jaki jest, tylko oni odstają. Proszę zobaczyć, jak często dokonują dziś samookaleczeń, cierpią na rzeczywistą czy wymuszoną bezsenność, jak często cierpią na różne dolegliwości psychiczne. –  Pamiętam tekst Kuby Wandachowicza, opublikowany w 2002 roku, pt. „Generacja NIC”. „Myśleliśmy, że rzeczywistość nowej Polski pozwoli nam 20-latkom jakoś spektakularnie zaistnieć. Myliliśmy się bardzo. Ci z nas, którzy powinni dbać o intelektualne i duchowe zaplecze, uczestniczą dzisiaj w nachalnym urabianiu najniższych społecznych gustów”. Mam wrażenie, że po tych dziesięciu latach nic się nie zmieniło… –  „Wersje” pisałem 6-7 lat temu i moi młodzi bohaterowie są niewiele młodsi od Wandachowicza. W mojej powieści, podobnie myśli i buntuje się przeciw temu Mikołaj, ale on także nie umie nadać swojemu buntowi żadnej formy. Rozpaczliwie poszukuje czegoś, czego mógłby w życiu chcieć: miłości, idei, twórczości czy działania, ale nie jest w stanie się na niczym skupić, poszukuje rzeczy tak wielkich, że wszystko co realne, wydaje mu się małe i nędzne. Ale on jeden nie godzi się na podłość, na to że ludzie traktują się nawzajem instrumentalnie. I to jego niepogodzenie powoduje, że jakoś lgną do niego bohaterowie, którzy tak czy inaczej zostali przez ten świat przerobieni: Agnieszka, Ewa, Bartek, czy Rusek. Myślę, że także w ludziach, którzy wyrzekli się własnych aspiracji, jest jakaś tęsknota za godnością buntownika. Rozmawiała Ewa Tenderenda-Ożóg

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

fot. Archiwum

„Wersje” są opowieścią napisaną przez autora zatroskanego współczesną kondycją młodych. Rzecz jest nie tyle zgrabnie skrojonym czytadłem (w pozytywnym znaczeniu słowa), ale też błyskotliwym obrazkiem obyczajowym. Jarosław Górski opisuje losy ludzi z różnych środowisk. Tacy jak oni – mamy świadomość – tworzą współczesną historię Polski. Jest wśród nich Bartek, amator gier komputerowych i „ściemniacz”, dla rodziców i otoczenia przykładny student, ciągnący kilka fakultetów, jest Karolina, naiwna, wrażliwa dziewczyna, która wyrwała się z Pisza na studia do Warszawy i tu ciężko pracuje, aby odłożyć pieniądze dla matki, jest jeszcze Ewa, żona znanego lekarza, która po latach chce odbudować swoją karierę zawodową i niezależność, jest i Agnieszka, córka wysoko postawionych rodziców, której spełnieniem marzeń są pieniądze, znajomości i pozycja, jest wreszcie jej chłopak Mikołaj, którego to wszystko wścieka, złoszczą go układy, zależności i dowody wdzięczności, ale tak właściwie nie wie sam, czego dokładnie chce. Autor zbudował interesujących bohaterów o ciekawych psychologicznych rysach, by potem spleść ich losy ze sobą w szalonym wirze. Nie bawi się przy tym w idealistyczne marzenia o świecie. Dokonuje wiwisekcji współczesnego młodego społeczeństwa. To bardzo udany powieściowy debiut, autor ma zmysł obserwacji i sprawne pióro, ale trudno się też dziwić, skoro kręgu jego zainteresowań leży historia kultury polskiej. Ta powieść rodzi apetyt na kolejne. (et)

życia i zdaje się, że niekoniecznie ma widoki na poprawę tego stanu. Zwłaszcza, że w życiu Emi poza śnieniem, są jeszcze mężczyźni… Misie… oraz rodzina – Matuchna (cycaty upiór w oparach tytoniowego dymu) oraz Tatuś (z przerośniętą prostatą i nocnikiem zawsze w pogotowiu). W życiu Emi trochę się jeszcze dzieje i choć powieść opisuje tylko jeden dzień, to wierzcie, jest to dzień wypełniony po brzegi… Emi jest kobietą (jak sama mówi) z krwi i kości. I trochę też z tego powodu „Spowiedź Śpiącej Królewny” intryguje, że Emi jest kobietą,

2 0 1 2


Recenzje a Mariusz Sieniewicz – autor – mężczyzną, który opisuje świat widziany kobiecymi oczami bardzo intymnie. I zupełnie dobrze mu to wychodzi. Językowo świetna, fabularnie niepokojąca „Spowiedź Śpiącej Królewny” spokojnie zasługuje na miano dobrej literatury. Groteskowa narracja z dystansem i pikanterią opisuje realia współczesnego świata, gdzie i z Misiem źle i bez Misia niedobrze, a jak już się z Misiem raz było, to wrócić się nie da… i tak dalej. Bo cała zabawa polega na tym, że kobieta nie umiem się odnaleźć w swojej kobiecości, a mężczyzna w męskości i tak się mijają Dziuńdzie i Miśki nie do końca rozumiejąc, czego tak naprawdę chcą od życia, siebie nawzajem i świata wokół. Powieść Sieniewicza to utkana z symboli oniryczna układanka ze stereotypami w rolach głównych, a jej kolejne elementy dają wiele do myślenia. (uw) Znak, Kraków 2012, s. 268, ISBN 978-83-240-1896-3

Maria Nurowska

Drzwi do piekła Tytułowe drzwi otwiera najpracowitsza (druga powieść w bieżącym roku) polska pisarka na oścież, drobiazgowo relacjonując codzienność zakładu penitencjarnego dla kobiet. Ta narracja przerywana jest dwojga rodzaju retrospekcjami. Młodością bohaterki oraz jej małżeństwem zakończonym zabójstwem męża, skutkującym wyrokiem i przeprowadzką do więzienia, gdzie z czasem otrzymała funkcję bibliotekarki. „Natrafiała też na protokoły zniszczeń, które spisywano, kiedy jakiś egzemplarz została zaczytany na śmierć. Zaszczytu takiej egzekucji w naszej bibliotece jak dotąd dostąpiły tylko książki sensacyjne. To nawet zabawne, że w kryminale takim powodzeniem cieszyły się kryminały. A może to jest po prostu lektura uzupełniająca”. Niemało w tej wciągającej prozie trafnych refleksji: „Przeklinam tę wolność. Jaka tam demokracja – to najgłupszy pomysł z możliwych wprowadzić coś, co na tym obszarze nie miało żadnej tradycji. Niech się Zachód bawi w demokrację, on ma wzory rzymskie, u nas od wieków rządzili carowie i bojarzy” – mówi więźniarka z ukraińskim rodowodem. „Żyła (…) według nakazów boskich, ale wcale jej to nie pomogło. Śpiewała w kościele wraz z innymi wiernymi ‘Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie’. Ta wolna ojczyzna odebrała jej wolność i w konsekwencji życie” – to charakterystyka pewnej osadzonej za niespłacony kredyt, zmarłej w szpitalnym więzieniu. „Seks jest przecież formą agresji, jest brutalny z samego założenia”. (tzz) Znak, Kraków 2012, s. 272, ISBN 978-83-240-1875-8

Marcin Fabjański

Bóg gra z 10 Zbliżają się mistrzostwa, to i wysyp wszelkich produktów okołopiłkarskich nie powinien dziwić (także książek). Wyróżnia się na ich tle zbiór opowiadań Marcina Fabjańskiego, znakomity dowód na to, że – jak w pewnym dowcipie – niektórym wszystko kojarzy się z piłką. Gangsterzy, mafiosi i ich kochanki przewijają się przez tę książkę od Warszawy przez Rzym aż po Meksyk. Wszyscy opętani oczywiście futbolową gorączką. „Mówiłem szefom, że Wietnamczyk-mizerota nie pogra sobie w polskiej lidze. Nie słuchali – sponsor domagał się Wietnamczyka, żeby przyciągnąć na stadion warszawskich żółtków. Klub kupił Wietnamczyka. I co? Złamali mu piszczel w drugiej kolejce. Nie zagra do końca sezonu. Milion euro poszedł się bujać na drzewo. Teraz wszystko jest na sprzedaż. Liczą się pieniądze, a nie tradycja i barwy klubowe. Na stulecie klubu nikt nie śpiewał klubowych pieśni. Na telebimach leciała reklama Red Bulla, w głośnikach głupia muzyczka i hasło: ‘Sponsorem widowiska jest Red Bull. Rozkoszuj się tym, czego za chwilę doznasz’. Nie wytrzymałem. Przyleciałem tutaj. Do b ii bb l l i i oot te ek ka a

a na an l ai lz i z p r pz er dz se t da sw t i aa w i •a

buddyjskiego klasztoru”, zwierza się jeden z bohaterów, można przypuszczać, alter ego autora. Dodajmy zatem, że, jak głosi notka na tzw. pleckach książki, prowadzi on warsztaty filozoficzne (przemedytował kilka miesięcy w klasztorach buddyjskich w Azji) oraz zajęcia z medytacji i trening mentalny dla sportowców. Nie wiem, jakie ma na tym polu sukcesy, ale jako autor opowiadań radzi sobie świetnie. (kf) Wydawnictwo G+J Książki, Warszawa 2012, s. 120, ISBN 978-83-7778-041-1

Hanna Bakuła

Druga dal. Nowe listy do Agnieszki Osieckiej „Kochana! Agusiu! Całuję Cię Twoja Esperalda… Twoja Cyklistka Pacyfistka… Twój Plafon rokokowy… Twój Wieniawa Krótkoszowski… Całuję Cię Pralka Frania… Bania bez Hani…” Tak zaczyna i kończy Hanna Bakuła niektóre swoje listowne „rozmowy” z Agnieszką Osiecką jeszcze przez wiele lat po śmierci poetki. Zebrane w książce „Druga dal. Nowe listy do Agnieszki Osieckiej” pokazują urywek świata, do którego warto wkraść się choć na moment. Czasem opowiadają o nagłym wspomnieniu, czasem przedstawiają świat tu i teraz, czasem opowiadają o tym, co kryje się gdzieś w duszy, w sercu, zawsze jednak pełne są oddania i poczucia bliskości. Zawsze napisane z lekkością i po ostatnią kropkę nasycone humorem. I zawsze z tą samą czułością – czy to w listach, które pisała Hanna Bakuła czy też w tych, które znalazła w pudełku z napisem „Agusia”. Ile znaczyć musi w życiu człowieka ktoś, że po jego śmierci myśl stale trzyma obraz tej osoby żywo i realnie. Jak ważny jest człowiek dla człowieka… W tych listach intymnie i zabawnie maluje się wzajemna relacja między kobietami, tak silna, że wciąż żywa w duszy Hanny Bakuły. Bo to nie tylko książka z Agnieszką Osiecką w roli głównej. To bardziej książka o tym, kim była w oczach bliskiej jej osoby. Świetnie napisane teksty wciągają do świata ważnych relacji, i tych zabawnych i tych poważnych przeżyć. Zwłaszcza, że uzupełnione są bogatym zapleczem fotografii. Dzięki tej książce nie tylko można śmiać się do łez, ale przy okazji poczuć się bliżej czegoś wyjątkowego, co może połączyć dwie dusze. Nie trzeba, a nawet nie radziłabym, czytać tej książki od deski do deski. Wystarczy od czasu do czasu zajrzeć i wybrać jeden list, a później przeczytać go tak, jak czyta się wiadomość od dobrego przyjaciela, którego nie widziało się od wielu lat, a jednak wciąż się tęskni i pamięta. (uw) Muza, Warszawa 2012, s. 350, ISBN 978-83-7758-182-7

Dorota Wachnicka

Farciara

Świat „Farciary” to świat ludzi pięknych, wykształconych, ambitnych… można powiedzieć skazanych na sukces. Tutaj nie ma miejsca na przeciętność – jak studia to najlepsze, jak restauracje to najwykwintniejsze. Bohaterowie są pewni siebie i zdecydowani. Wiedzą, czego chcą i za wszelką cenę do tego dążą. Zawodowo pną się po szczeblach kariery, ale ich życie osobiste pozostawia wiele do życzenia… Natalia, główna bohaterka „Farciary”, właśnie zaczęła pracę w międzynarodowej kancelarii prawnej. To spełnienie jej marzeń, ale wszystko się komplikuje, gdy okazuje się, że jednym z szefów jest mężczyzna, z którym przeżyła wakacyjny romans… Wiktor zniknął bez słowa, więc kontynuacja znajomości nie była możliwa. Tymczasem przystojny prawnik nie ma nic przeciwko ponownemu wplątaniu się w niezobowiązującą znajomość z młodą panią prawnik… Jednak bohaterów książki Doroty Wachnickiej nie da się tak łatwo zaszufladkować. Chciałoby się powiedzieć, że Wiktor jest pustym kobieciarzem, któremu w głowie tylko kolejne romanse, Hanka, przyjaciółka Natalii, to wyrachowana kobieta zmieniająca facetów jak rękawiczki, a sama Natalia – romantyczka, szukająca miłości. Jednak życie nie jest czarno-białe, a ludzkie zachowania nie są takie oczywiste i jednoznaczne. Wszyscy bohaterowie „Farciary” są naznaczeni piętnem k• s i ą kż sk ii ą ż •k i

• i e cmi ea ńj k w

22 0 0 1 5 2

37 37


Recenzje przeszłości, która ukształtowała ich obecny charakter i podejście do życia. Choć świetnie radzą sobie w pracy, emocjonalnie nie są gotowi do podejmowania decyzji, mogących wpłynąć na ich dalsze losy. Natalia, choć ma szansę ułożyć sobie życie u boku mężczyzny, którego, jak mogłoby się wydawać, kocha, nie jest co do tego przekonana. Ma wokół siebie innych adoratorów i chyba sama nie wie, który intryguje ją najbardziej. Do przeczytania „Farciary” powinien zachęcić fakt, że książka nie jest jedynie fikcją literacką. Historia Natalii wydarzyła się naprawdę – autorka powieści jest z wykształcenia psychologiem, a fabuła powieści to losy jednej z jej pacjentek. (HK) G+J Książki, Warszawa 2012, s. 256, ISBN 978-83-7778-191-3

Marek Żak

Bieg

Jak być szczęśliwym w Ameryce przedstawił autor przed rokiem w książce pod takowym właśnie tytułem. Przypomnijmy, że recepta jej protagonisty, farmakologa urodzonego w Polsce, dla którego trampolinę do kariery stanowiła praca w koncernie medycznym III Rzeszy, opiewała na sukces zawodowy mierzony grubością portfela i liczbą pań uprawiających z nim seks. Dwa powyższe czynniki motywują również bohaterów nowej powieści Marka Żaka, który fabułę tym razem ulokował w Kaliforni. Najlapidarniej rzecz ujmując chodzi o bezwzględną i cyniczną walkę – w stylu catch-as-catch-can – pomiędzy czołowymi konsorcjami farmakologicznymi. Ponoć intryga nie jest wcale wytworem wyobraźni… Dużo w tej prozie przypominającej mi literaturę wagonową (tzn. drukowaną przed laty codziennie w odcinkach przez gazety) spostrzeżeń godnych Forresta Gumpa: „Mężczyzna w taki czy inny sposób zawsze płaci za seks. Zaangażowaniem, opieką, miłością, wiernością, swoim czasem, pieniędzmi”. „Znasz badania oglądalności. Tym większa, im

FELIETON

Obrona Münchhausena

38

b i b l i o t e k a

Niespodzianka

Z

biór opowiadań Jacka Wangina „Przewrotka” trafił do mnie nieco przypadkowo. Przeczytałem i zdziwiłem się. To już trzecia książka gdańskiego autora, a ja prawie nic o nim nie wiem. A powinienem, bo Jacek Wangin ma wiele pisarskich zalet na które warto zwrócić uwagę, co też w tym miejscu czynię. Przede wszystkim jest to autor, który ma własny pisarski ton. Narracja jest dynamiczna, ostra, realistyczna ale też podszyta metaforą. Dialogi to osobna sprawa. Ten liczący niespełna 200 stron tom opowiadań przypomina wieżę Babel, tyle w nim różnych języków. Każdy z bohaterów mówi swoim i ja w tym wszystkim postaciom z „Przewrotki” wierzę. One nie zostały w pocie czoła wykombinowane, lecz po prostu istnieją, choć jeden autor wie, skąd się wzięły. O czym Wangin pisze? Niełatwe pytanie. Na pozór o zwykłych ludziach i codziennych sprawach. Ale jeśli się wczytać nieco dokładniej widzimy, że nie

a n a l i z

krótsza sukienka dziennikarki”. „Oglądalność w telewizji jest ważniejsza od Pana Boga”. „Lekarze i prawnicy zarabiają na nieszczęściach innych”. „Nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani”. „Lepiej mieć 50 procent w dobrym interesie, niż 10 w złym”. (tzz) WFW, Warszawa 2012, s. 194, ISBN 978-83-7805-192-3

Aleksandra Ziółkowska-Boehm

Lepszy dzień nie nadszedł już Tom arcypolskich reportaży opiekunki literackiej spuścizny Melchiora Wańkowicza, od lat zamieszkałej w USA. Proza niezmiernie wzruszająca, chwytająca czytelników za serce, niemal każdy akapit wywołuje nostalgię. Jednym z bohaterów książki jest Roman Rodziewicz lat 100 (jego ciotką była Maria Rodziewiczówna), żołnierz Września, świadek agresji Sowietów: „18 września 1939 roku w Ostrzynie. Ciszę przerywa jazgot broni maszynowej; na ulice wyszły bojówki żydowskich dywersantów rozzuchwalone wiadomością o wkroczeniu wojsk bolszewickich”, potem „Hubalczyk od początku do końca w oddziale, będzie żył tymi dniami całe swoje życie, będzie o nich chętnie mówił i będą one dla niego z latami coraz droższe. (…) Był żołnierzem u boku ukochanego majora, miejscowa ludność patrzyła na nich jak na bohaterów, był pełen dobrych myśli, wierzył w bliskie uderzenie aliantów, wokół szumiał las, z którego wypędzili wroga… Lepszy dzień nie nadszedł już”. Autorka po raz kolejny obala utrwalony przed dekadami – piórem TW „33” (Kazimierza Koźniewskiego) – mit o Henryku Dobrzańskim niesubordynowanym oficerze, straceńcu i watażce. „Panowie, ponieważ prawdopodobnie jesteśmy ostatnim oddziałem Wojska Polskiego, postanowiłem zostać do wiosny. Żeby być pomostem między armią września i armią marca, kwietnia, która przyjedzie z Francji do Polski. (…) Będziemy oczekiwać (…) ofensywy francusko-angielskiej, tworząc na zapleczu niemieckim ogniwa oporu” –

takie to wcale zwykłe. To ludzie pokrzywieni, niespełnieni, zagubieni wśród banalnych zdarzeń, a nade wszystko przerażająco samotni. Są tacy ponieważ w żaden sposób nie potrafią być inni. I tu znów mam wątpliwość. Czy autor pokazuje nam szczególnych, wybranych ludzi, czy też sądzi, że każdy jest taki, wystarczy przyjrzeć się dokładniej, poskrobać trochę w świadomości? Wangin często pisze w pierwszej osobie, więc łatwo ulec złudzeniu, że jego bohaterowie są oddzieleni od innych ludzi niewidzialną szybą i to co przez nią widać odbierają jako fantasmagorię. Ale równie dobrze może być tak, że każdy siedzi we własnym pustym akwarium i tęskni nie wiadomo za czym. I jeśli pisarz użyczy mu głosu, zaczyna odpowiadać o tym jak jest oddzielony, a świat który zza szyby tylko wydaje się atrakcyjny i ciekawy – jak kobiety wyłowione w internetowej sieci, które gdy docierają wreszcie w samotne ustronia bohaterów okazują się banalne i jakby trochę brzydkie. Świat przedstawio-

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

ny w „Przewrotce” wydaje się smutny i przygnębiający, ale tak do końca nie jest. Wangin lubi ironię, żart, dystans. Wystarczy spojrzeć na niektóre tytuły opowiadań: „Śmieszna góra”, „Popołudnie Pesela”, „Melon dramat”. Autor nie kpi ze swoich bohaterów, ale też się zanadto nad nimi nie rozczula. Przypomina mi to nieco literaturę czeską, gdzie rzeczywistość też bywa często okrutna, absurdalna, ale bohater jest pod ochroną, bo przecież trzeba mu dać jako tako żyć. Ma też Wangin – tak mi się zdaje – swoich polskich nauczycieli (Nowakowski, Orłoś) jak i kolegów z tego samego mniej więcej pokolenia (Wojasiński, Chmielewski). Przy wszystkich swoich zaletach ma też Jacek Wangin pewną wadę. Trzyma się swoich spraw i swojej wizji świata, nie ma u niego tematów modnych ani „topowych”. Dzięki temu jest interesującym pisarzem, o którym mało kto słyszał. Jak to zwykle w życiu – coś za coś. M AREK Ł AWRYNOWICZ WWW. SZKIELKOIOKO.COM

m a j

2 0 1 2


Recenzje uzasadniał „Hubal” pozostanie w mundurze jesienią 1939 roku. Nie on jeden pomylił się w kalkulacjach. Przez książkę niczym refren przewija się jej tytuł. Dla rodziny Michalaków z Kobrynia, zesłanych w 1940 na Syberię, gdzie zginęła matka, ojciec umarł z wyczerpania, młodszy syn padł ofiarą tyfusu, starszy przeżył, ale trauma wojenna wywołała u niego obłęd, nigdy nie nadszedł lepszy dzień od tego uwiecznionego na rodzinnej fotografii z roku 1939, przechowywanej jak relikwia przez osiadłą w USA siostrę. Dla Wartanowiczów – podolskiego rodu o ormiańskich korzeniach, właścicieli największych winnic w II RP, po których nie pozostała, niestety, ani jedna butelka – też po wygnaniu z macierzy nastały same gorsze dni. Tomasz Zb. Z apert Iskry, Warszawa 2012, s. 342, ISBN 978-83-244-0189-5

Proza obca Susan Hill

Kobieta w czerni Dom na Węgorzowych Moczarach odcięty od świata, gdy fale przypływu obejmą szczelnie Ławicę Dziewięciu Topielców, to miejsce, które skrywa mroczną tajemnicę. Kiedy młody notariusz Arhhur Kipps na polecenie przełożonego przyjeżdża na pogrzeb nieznanej sobie właścicielki rzeczonego domu, dostrzega spowitą w czarną suknię postać, skrycie przypatrującą się uroczystości… Brzmi nieźle. I prawdą jest, że książka Susan Hill ma w sobie chyba wszystko, co powinno się składać na trzymającą w napięciu opowieść – okrutną tajemnicę, stary dom, hermetyczną społeczność małego miasteczka, ludzi drżących o los swoich dzieci… A jednak, choć na książkę składa się wiele dobrych elementów, nie wiedzieć czemu, nie tworzą one trzymającej w napięciu historii, podczas czytania której oczekuje się, że dreszcz przebiegnie nam po plecach. „Kobieta w czerni” została napisana jakieś 30 lat temu i prawdopodobnie wtedy była wydarzeniem literackim. Teraz jednak to raczej jedną z wielu historii z dreszczykiem i to mniejszym, niż można by się było spodziewać. Oczywiście przeczytać ją warto. Chociażby po to, by wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Ale również, by prześledzić dwie zupełnie różne wizje tej samej historii – w książce i na ekranach kin. A skoro już przy kinie… Film, choć opowiadający historię zupełnie inaczej również nie jest szczytem sztuki tego gatunku kinematografii. Momentami nawet bardziej śmieszy niż przestrasza. Choć może w tym się zasadza owa niezwykłość „Kobiety w czerni”, że sieje postrach głównie na londyńskim West Endzie. (uw)

Autorka bestsellerowej „Siostry” potrafi zawładnąć naszymi emocjami, naszym czasem, naszymi myślami. I choć „Nie ma i żyli długo i szczęśliwe, ale jest potem”. (hab) tłum. Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik, Świat Książki, Warszawa 2012, s. 290, ISBN 978-83-10-12094-6

Nora Roberts

Komu zaufać Dwudziestopięcioletnia, atrakcyjna pani fotograf, Autumn Gallegher przybywa do pensjonatu „Pod Sosnami” w Kalifornii, należącego do jej ciotki Tabby. Spędziła już w nim kilka lat, a najważniejszym wydarzeniem tego okresu był namiętny romans z uwodzicielskim pisarzem, autorem kryminałów, Lucasem McLeanem. Byli kochankami przez pół roku, a potem on w jednej chwili porzucił ją dla innej. Przekonała się jaki z niego drań, ale przez długi czas nie potrafiła przestać o nim myśleć. Wyjechała do Nowego Jorku, aby po roku ponownie przyjechać do pensjonatu ciotki, tym razem na jej zaproszenie. Na miejscu zastała znaną aktorkę filmową, Julię, oraz kilkoro innych gości ze świata filmu i biznesu. Wśród nich… Lucasa. Jego obcesowe zachowanie, cyniczne wypowiedzi i władcza postawa wywołały w Autumn bolesne wspomnienia, jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nadal coś do niego czuje. Narastające emocje – mieszanka nienawiści i pożądania, a także zazdrości (widziała Lucasa całującego się z Julią) – przyprawiały ją o udrękę. Szybko jednak jej myśli zaczęły kierować się w innym kierunku. Ktoś napadł na nią w ciemni fotograficznej i ogłuszył niszcząc dwie rolki filmów. Wkrótce nieznana ręka zdemolowała jej pokój, a w dodatku prześwietliła taśmę i rozwaliła aparat. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Jedna z kobiet, Helen, którą wcześniej Autumn widziała z sińcem na twarzy (poszkodowana wyjaśniła, że uderzyła się o gałąź drzewa) została zamordowana. Nie można było wezwać policji, bo ktoś przeciął kabel telefoniczny, a na dworze szalała zawierucha. Sprawę wziął w swoje ręce Lucas, który pokazał swoje drugie oblicze… Tom zawiera dwie powieści znanej autorki romansów Nory Roberts: „Cisza przed burzą” oraz „W kręgu podejrzeń”. Druga z nich, podobnie jak pierwsza, łączy wątek romansowy z kryminalnym. Także tu fabuła rozgrywa się w położonym na uboczu cywilizacji, tym razem na wyspie, zajeździe, a jego właścicielka, główna bohaterka utworu, piękna i młoda Charity Ford, stanie się obiektem zainteresowania ze strony przystojniaka, Romana, którego poznała na drodze i zatrudniła w swoim zajeździe jako „złotą rączkę”. Wkrótce okazuje się, że wśród rozlicznych umiejętności Romana są takie, o których gospodyni nawet się nie śniło… Piotr Kitrasiewicz tłum. Małgorzata Borkowska, Ewa Bobocińska, Harlequin, Warszawa 2012, s. 332, 34,99 zł, ISBN 978-83-238-8315-9

tłum. Jan Jackowicz, Amber, Warszawa 2012, s. 256, ISBN 978-83-241-4153-1

Howard Gordon

Rosamund Lupton

Obelisk

Potem

Co jest potem? I czym jest potem? Życiem pomiędzy śmiercią? Stanem zawieszenia? Darem? Grace i jej córka Jenny trafiły do szpitala po pożarze szkoły. Mózg Grace obumarł. Ciało Jenny jest poparzone. „Pana żona już nigdy się nie obudzi – słyszy Mike Covey. – Pana córka ma pięćdziesiąt procent szans na przeżycie”. Ale kilka godzin później nie ma ich już wcale – lekarze dają jej trzy tygodnie życia. Co się wydarzyło przedtem? W szkole Adama, ośmioletniego synka Grace, wybuchł pożar. Siedemnastoletnia Jenny była w środku. Grace pobiegła ją ratować. Teraz obie, bezcielesne byty, spotykają się na szpitalnym korytarzu. Powoli przypominają sobie co się stało. Ktoś podpalił szkołę. Dlaczego telefon Jenny leżał na szkolnym boisku? Wszyscy mają coś do ukrycia. Może ogień podłożyła dyrektorka, chcąca wyłudzić odszkodowanie? Może prześladowca Jenny, który dręczył ją mailami i oblał czerwoną farbą? Ktoś oskarżył Adama o podpalenie budynku? Wychodzi na jaw coraz więcej mrocznych tajemnic. To coś więcej niż thriller psychologiczny. Owszem, jest zbrodnia, a napięcie rośnie jak w dobrym thrillerze. Ale to także opowieść o pragnieniu życiu. O więzi matki z córką, kobiety i mężczyzny. Opowieść o poświęceniu. O rodzinie. O miłości. I nienawiści. b ii bb l l i i oot te ek ka a

a na an l ai lz i z p r pz er dz se t da sw t i aa w i •a

„Tak jak mogłem się spodziewać po ośmiu latach pracy z Howardem Gordonem na planie ‘24 godzin’, ‘Obelisk’ sprawił, że zapomniałem o całym świecie” – to opinia Kiefera Sutherlanda, odtwórcy głównej roli popularnego serialu sensacyjnego, którego scenarzystą jest debiutujący właśnie pisarz. Sukces tasiemca może sugerować jedno – czytelników czeka dawka dobrej akcji. „Obelisk” to powieść sensacyjna, techno thriller i political fiction w jednym. Główny bohater, Gideon Davis, to całkiem miły facet. Jest strażnikiem pokoju, dyplomatą i negocjatorem, ma dobre notowania u prezydenta Stanów Zjednoczonych, a poza tym jest perfekcjonistą i brzydzi się broni. I jak na ironię, ten, którzy poprzysiągł sobie nie stosować przemocy, nagle ląduje w samym centrum wydarzeń, i tylko on może zapobiec złu. Na Morzu Południowochińskim znajduje się bowiem najnowocześniejsza na świecie platforma wiertnicza, tytułowy „Obelisk”, który stał się celem terrorystów. Na czele złoczyńców planujących przejęcie obiektu stanął zbuntowany agent, Tillman Davies, prywatnie brat Gideona. k• s i ą kż sk ii ą ż •k i

• i e cmi ea ńj k w

22 0 0 1 5 2

39 39


Recenzje Powieść, której akcja osadzona jest w czasie rzeczywistym, długo się rozkręca, ale jak już to nastąpi, trudno oderwać się od fotela. Historię o dwóch braciach w przeciwnych obozach i o szaleńczej akcji ratunkowej załogi platformy, w której między wierszami wyczytać możemy o najgłębszych lękach Amerykanów, konsumuje się błyskawicznie i ze sporą satysfakcją. (et)

nika pod skórę i sprawia, że szelest w drugim pokoju staje się nagłym ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem kolejnej strony. „W kleszczach lęku” to powieść tak sugestywna, że aż namacalna, a jednocześnie utkana bardziej z niedopowiedzenia, iluzji i niepewności niż zdarzeń. Można wręcz usłyszeć zawodzenia wiatru w muchach Bly… a tajemnica, którą skrywają owe mury, nie da o sobie łatwo zapomnieć. (uw)

tłum. Maciej Jakub Jabłoński, Hachette, Warszawa 2012, s. 366, ISBN 978-83-7739-873-9

tłum. Witold Pospieszała, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 230, ISBN 978-83-7839-072-5

Philips K. Dick

Jennifer Clement

W świetnej serii dzieł zebranych Philipa Dicka wydawanej przez poznański Rebis tym razem powieść w twórczości autora „Człowieka z wysokiego zamku” szczególna, i to pod wieloma względami. Po pierwsze, wydany w 1964 roku „Doktor Bluthgeld” to prekursor niezwykle dziś popularnej, nie tylko w literaturze, ale także, a może przede wszystkim w filmie, komiksie czy grach komputerowych konwencji postapokaliptycznej i wszyscy fani „Mad Maxa”, „Afterworld” czy „Fallouta” powinni uznać tę książkę za lekturę obowiązkową. Po drugie, mimo że Dick jak zwykle szczodrze zaopatrzył akcję we własne lęki, obsesje i fobie, wymowa powieści jest – co u tego autora niezwykłe – niemal optymistyczna, niemal dodająca otuchy. Bo oto po wojnie atomowej, w której zginęła większa część ludzkości, zawaliła się cywilizacja, a przyroda uległa potwornym przemianom (tak, tak, to u Dicka już pół wieku temu pojawiły się zapełniające współczesną postapokaliptyczną wyobraźnię zmutowane szczury i inne zwierzęta przekraczające granicę zwierzęcości, gadające i organizujące się w konkurujące z ludźmi społeczności). A jednak inaczej niż w większości utworów szalonego wizjonera, inaczej niż w większości współczesnych realizacji konwencji, po zagładzie wszystko nie idzie ku kolejnej katastrofie, bo ludzie odbudowują cywilizację, a w wyludnionym świecie zrobiło się nieco więcej miejsca, co także nie pozostaje bez zbawiennego wpływu na międzyludzkie relacje. Oczywiście, człowiek – zwłaszcza u Dicka – zawsze pozostanie człowiekiem, zawsze znajdą się tacy, którzy niepomni nuklearnej nauczki będą chcieli znów podporządkować ludzkość swojej władzy. No ale może w tym nowym, bardziej prymitywnym świecie pojawią się też ludzie gotowi bronić własnej godności i wolności? Jarosław Górski

Emily Neale wychowała się w domu pozbawionym matki, za to przepełnionym książkami. Jej ulubionym zajęciem było kolekcjonowanie faktów i wycinków z prasy, zwłaszcza na temat… morderczyń. Nietypowej pasji Emily sprzyjali opiekunowie – ojciec dziewczyny oraz Matka Agata – zakonnica, którą rodzina bohaterki zatrudniła do prowadzenia prywatnego sierocińca w Mexico City. Spokojne życie dziewczyny komplikuje przyjazd kuzyna Santiego. Pod jego wpływem Emily dozna wielu przemian oraz przekroczy granice, które powszechnie są uważane za tabu. „Trucizną mnie uwodzisz” to plastyczna powieść obyczajowa. Jennifer Clement, przewodnicząca meksykańskiego PEN Clubu do perfekcji opanowała sposób przedstawiania bohaterów i ich losów jakby bez wysiłku, prowadząc czytelnika do punktu kulminacyjnego. Leniwy klimat słonecznego popołudnia nierozerwalnie łączy się tu z przeczuciem zła i nieuniknionego. Ewa Pogorzelska

Doktor Bluthgeld

Trucizną mnie uwodzisz

tłum. Tomasz Jabłoński, Rebis, Poznań 2012, s. 350, 49,90 zł. ISBN 978-83-7510-569-8

Henry James

W kleszczach lęku To jedna z tych książek, które choć napisane przed wieloma laty, wciąż młode w słowach czarują kolejnych czytelników. „W kleszczach lęku” ma tylko jedną wadę – trzeba jakoś doczytać tę książkę, a jeśli ma się na czytanie czas głównie wieczorami, to dreszcz strachu może przerodzić się w przerażenie i nagle każda noc zdaje się za ciemna, a każde mieszkanie za puste, więc albo drży się przy zapalonych światłach, albo czeka dnia, by dokończyć lekturę. I w tym ukrywa się mistrzostwo pióra Henrego Jamesa, że wystarczy mu kilka zdań, by zabrać czytelnika do świata swoich wyobrażeń, do mrocznych zakątków tajemnicy. I chociaż fabuła do spektakularnych z pozoru nie należy, bo cóż strasznego może zapowiadać przyjazd młodej, ślicznej guwernantki do posiadłości, w której ma przejąć opiekę nad dwójką przeuroczych dzieci… to należy pamiętać, że pozory często mylą. Bo posiadłość okazuje się być stara i mroczna, dzieci niesamowicie wręcz urokliwe, a młoda guwernantka zaczyna dostrzegać dziwne postaci… I pani Grose, gosposia, zdaje się wiedzieć więcej, niż początkowo mówi, a wychowankowie zdają się widzieć więcej, niż chcą się przyznać i gdzieś w powietrzu unosi się zapach niebezpieczeństwa… Henry James będzie trzymał czytelnika w kleszczach lęku po ostatnie zdanie i nie wypuści pewnie przez kolejne sto lat… ta opowieść prze40

b i b l i o t e k a

a n a l i z

tłum. Karolina Zareba, Dom Wydawniczy Mała Kurka, Piastów 2012, s. 206, ISBN 978-83-62745-03-6

Gregg Hurwitz

Labirynt śmierci Patrick Davis mieszka w Los Angeles, gdzie każdy pisze scenariusze i marzy o karierze w branży filmowej. On jest jednym z niewielu szczęśliwców, ponieważ odnosi sukces. Z jego scenariusza właśnie postaje film, a on dostał pracę na planie jako konsultant gwiazdy. Film na pewno odniesie sukces… Przez kilka pierwszych stron Davis wydaje się być dzieckiem szczęścia. Tymczasem seria pechowych wydarzeń zamienia jego życie w koszmar. Thrillery autora „Amnezji” i „Nie ufaj nikomu” to niezawodne „pożeracze czasu” – nie można się od nich oderwać, wciągają od pierwszej do ostatniej strony. A czytelnik z wypiekami na twarzy dopinguje samotnego bohatera w jego dążeniu do prawdy. Hurwitz należy do znakomitej „kryminalnej stajni”, w której piszą także Harlan Cohen, Lee Child czy James Patterson. Czytelnik wie, że może się spodziewać świetnej rozrywki, zaskakującej akcji i uderzeniowej dawki napięcia. Joanna Habiera tłum. Grzegorz Kołodziejczyk, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2012, s. 448, ISBN 978-83-7659-520-7

Penny Jordan

Grzechy

Akcja powieści rozgrywa się latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w Londynie. Cztery młode kobiety z arystokratycznej rodziny Pickfordów, uczą się życia na własnych, często bolesnych błędach i przekonują się, że los nie zamierza oszczędzić im cierpienia, upokorzeń, chociaż wcale nie odmawia im szczęścia ani miłości. Szukają tylko nie tam, gdzie powinny. Przekona się o tym śliczna, ale bezduszna i bezlitosna intrygantka Emerald. Cel: ślub z księciem Kentu, ewentualnie jakimś innym księciem, może być z Lazurowego Wybrzeża – Emerald nie jest wybredna. Egzotyczna Rose, owoc mezaliansu Amerykanina z Chinką, ma mnóstwo kompleksów i talentów. Cel: niezależność i projektowanie wnętrz. Janey – zbuntowana i wyzwolona, ale mocno naiwna, każdemu da się oczukać.

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Recenzje cą na miłość Superlouise. Adrien udawał, że wszystko jest w porządku. A potem zachował się we właściwy sobie sposób i odszedł do innej – wybrał narzeczoną swojego ojca (w prawdziwym życiu jego wybranka nazywała się Carla Bruni, bowiem powieść Levy jest po trosze autobiograficzna). Opowieść jest wyjątkowa. Co ją wyróżnia? Szczerość. Bolesna i przejmująca. Strumień świadomości i wspomnień. Gorzki, czasem wymiotny, jak opowieść o usunięciu pięciomiesięcznej ciąży. Louise zdaje prawdziwą relację z pola bitwy, jakim stało się jej życie i uczucia. Co jeszcze wyróżnia tę książkę? Wątki autobiograficzne oraz osoba autorki, Justine Lévy, 38-letniej Francuzki, której ojcem jest filozof i pisarz Bernard-Henry Lévy. Powieść porusza, wzrusza, dotyka emocjonalnie. A czytelnikom pozostaje sięgnąć po „Złą córkę”, książkę z 2009 roku, napisaną przez Justine Levy cztery lata po „Nic wielkiego”. Joanna Habiera

Cel: kariera i rodzina. Zahukana Ella za wszelką cenę pragnie schudną i nie waha się sięgnąć po modną wówczas amfetaminę. Cel: szczupła sylwetka i dziennikarstwo. Wszystkie bohaterki związane są ze światem mody, a każda nieszczęśliwa w miłości. Mężczyzn swojego życia poznają niemal w pierwszym rozdziale powieści, ale zanim zorientują się, że miłość jest na wyciągnięcie ręki, same sobie przysporzą sporo cierpienia. Saga rodzinna w starym dobrym stylu kultowych seriali jak historie rodu Palisserów czy Forsythe’ów, wciąga od pierwszej strony. A losy bohaterów śledzi się z wypiekami na twarzy i z zapartym tchem. „Grzechy” są bowiem drugą częścią mini literackiego serialu – pasjonującej „jedwabnej trylogii”. Na szczęście wszystkie powieści można bez obawy czytać osobno, choć w ten sposób odbieramy sobie sporo przyjemności. Penny Jordan napisała ponad 170 książek, które sprzedały się na całym świecie w nakładzie 80 milionów egzemplarzy. „Skandal” – trzecia część trylogii ukaże się w czerwcu 2012 roku. To będzie nasze pożegnanie z autorką „Grzechów”. Pisarka zmarła w grudniu ubiegłego roku na raka. (hab)

tłum. Agnieszka Rasińska-Bóbr, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012, s. 244, ISBN 978-83-7508-454-2

tłum. Tomasz Illg, Wydawnictwo G+J, Warszawa 2012, s. 428, ISBN 978-83-7778-160-9

Mary Hooper

Justine Levy

Siostra

Nic wielkiego

Rok 1861. Londyn. Grace Parkes właśnie urodziła martwe dziecko, owoc gwałtu. Na szczęście udało jej się ukryć swoją „hańbę” i wciąż może opiekować się starszą siostrą Lily, upośledzoną siedemnastolatką o umyśle dziecka. Dziewczęta, po śmierci rodziców, są zdane na siebie. Handlują na ulicach i ledwie wiążą koniec z końcem. Mama zmarła kilka lat wcześniej, a ojciec zniknął w tajemniczych okolicznościach jeszcze przed narodzinami Grace. Teraz młodsza siostra, widząc widmo głodu i bezdomności w okrutnym wiktoriańskim Londynie, zmuszona jest podjąć pracę u chciwych i podstępnych Unwinów jako zawodowa

Louise wpada w depresję po odejściu męża Adriena. Jej życie przypomina teraz bezludną wyspę, na której cierpi sama po stracie miłości. Czytelnik współczuje jej, ale okazuje się, że bohaterce trzeba współczuć z zupełnie innego powodu, a odejście męża było w gruncie rzeczy dla niej dobrodziejstwem losu. Luise jako żona Adriena była kumulacją niepewności, lęków i niedojrzałości, kłębkiem nerwów, mistrzynią gaf. Jako „szczęśliwa” żona, uzależniła się od najróżniejszych psychotropów. Czuła się niegodna męża, więc znalazła sposób, by stać się zasługują-

Istniej´ po to, ˝eby czytaç ksià˝ki... Clare Morrall

16.Targi Ksià˝ki w Krakowie 25-28 paêdziernika

2012

Kraków

Do∏àcz do nas!

targi b i b l i o t e k a

a n a l i z

http://facebook.com/targi.ksiazki.w.krakowie

Targi w Krakowie Sp. z o.o. 31-586 Kraków, ul. Centralna 41a tel.: 12 6445932, biuro@targi.krakow.pl

www.ksiazka.krakow.pl

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

k w i e c i e ń

2 0 0 5

41


Recenzje żałobnica. Tym samym, nieświadoma, zostaje wplatana w sieć okropnych intryg… Nie wie, że Lily znalazła się w niebezpieczeństwie. Unwinowie wiedzą coś, o czym bohaterki nie mają pojęcia. Dowiedzieli się o należnej dziewczętom fortunie, którą pozostawił im zaginiony ojciec. Zamierzają przejąć pieniądze i pozbyć się prawowitych spadkobierczyń. Na szczęście, pośród hipokrytów i złodziei, dziewczętom udaje się spotkać ludzi o dobrych sercach. Gotycka opowieść o siostrzanej miłości, lojalności i zdradzie, spodoba się czytelniczkom w każdym wieku. „Siostra” wpisuje się we wspaniałą tradycję powieści dla nastolatek (zwanych kiedyś dorastającymi dziewczętami). Przypomina niezapomnianą „Małą Księżniczkę”, „Pollyannę” i „ Anię z Zielonego Wzgórza”, z domieszką doroślejszych powieści Dickensa (osobiście pojawia się w powieści) oraz „Dziwnych losów Jane Eyre”. Joanna Habiera tłum. Maciejka Mazan, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2012, s. 290, ISBN 978-83-10-12094-6

Paul Carson

Zimna stal Autor „Ostatniego dyżuru”, niegdyś pediatra i alergolog, napisał kolejny sensacyjno-medyczno-polityczny thriller. To zabójcza mieszanka – gdy polityka wkracza do szpitali, a chęć zysku i żądza władzy przesłania decydentom prawdziwe wartości i popycha do zbrodni. W Dublinie zamordowano córkę słynnego kardiochirurga Dana Marksa. Nastolatka sporo miała za uszami – narkotyki, seks… Jej słynny tatuś pojawia się w Dublinie, by zarządzać powstającą Fundacją Serca. Popierają go politycy z wyższych szczebli, a celem jest zdobycie grantu unijnego w wysokości milionów dolarów. Irlandzki minister zdrowia zrobi wszystko, by przekonać do swojego projektu europejskich notabli. Równolegle w Szpitalu Łaski Pańskiej umiera kilku pacjentów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak to szpital, gdyby hematolog Paul Clancy

nie zauważył dziwnej prawidłowości w leczeniu zmarłych. Im dalej w las, tym bardziej wszystko się zazębia. Chciwość, chore ambicje, narkotyki, obsesje… Roi się tu od postaci i zdarzeń i łatwo się można pogubić. Akcja szybko przyspiesza. Niebezpieczeństwo czai się na każdej stronie. Ludzie nie są dobrzy. Nikomu nie można ufać. Książka spodoba się zarówno czytelnikom, którzy lubią thrillery medyczne, jak i tym, którzy wolą polityczne. Carson potrafi wywołać dreszczyk emocji, a zagadka zaintryguje nawet najbardziej wymagającego czytelnika… (hab) tłum. Robert J. Szmidt, Wydawnictwo Książnica, Katowice 2012, s. 426, ISBN 978-83-245-7858-0

Lisa Scottoline

Ocal mnie

Tego dnia Rose pomagała w szkolnej stołówce. Obserwowała swoją córkę Melly. Nastąpiła eksplozja. Rose musi zdecydować. Czy ratować z pożaru dwie dziewczynki, czy własne dziecko? Piekielny wybór w samym środku piekła. Jak potem wytłumaczyć się z wyboru – przed własnym mężem, przed mamą poparzonej dziewczynki? Czy ma prawo poświęć życie cudzego dziecka, by uratować własne? Jeśli pozostawi przerażone dziewczynki własnemu losowi i pobiegnie ratować Melly? Czy narazi cudze dzieci na niebezpieczeństwo? W ten sposób nie dochowa zasady „stosownej staranności”. Nie pomoże wystarczająco. W opinii ludzi, którzy do tej pory traktowali Rose przyjaźnie, stanie się potworem, egoistką, morderczynią. Wrogowie i media wywloką jej tajemnice z przeszłości. A tymczasem rzeczywistość okaże się bardziej skomplikowana niż można było przypuszczać. Czy wybuch był przypadkowy? Zawiniła ekipa budowlana? A może prawda jest bardziej szokująca? Rose walczy o dobre imię swojej rodziny według zasad fair play. I wygrywa. Powieść Scootoline podnosi na duchu i wywołuje wiele emocji – od współczucia, smutku po złość na ludzkie okrucieństwo.


Recenzje W pewnym momencie powieść obyczajowo-psychologiczna przechodzi płynnie w sensacyjną. I poziom napięcia rośnie. (hab) tłum. Anna Kłosiewcz, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 546, ISBN 978-83-7839-041-1

David Rosenfelt

Świadek na czterech łapach Mamy klienta. Ma na imię Yogi. W zasadzie ma tylko imię, na dodatek nie wiadomo, czy prawdziwe. Jest oskarżony o napaść. Siedzi w celi śmierci – Andy Carpenter przedstawia wspólnikowi nowego klienta. Od kiedy odziedziczył dwadzieścia dwa miliony dolarów, jest prawnikiem dla zabawy i przyjemności. Poznał Yogiego w schronisku dla zwierząt. Bowiem Yogi to… golden retriever. Potem okazało się, że ma na imię Reggie, jego właścicielem jest skazany za morderstwo Richard Evans, a sam pies był świadkiem morderstwa. Andy zamierza zrehabilitować Richarda. Śledztwem, nie wiedzieć czemu, interesuje się FBI, ktoś poluje na Andy’ego i strzela do jego przyjaciół. Robi się gorąco…W wysiłkach z zapałem pomaga Andy’emu sympatyczna gromadka: hipochondryczny wspólnik Kelvin, urocza siostra Richarda, narzeczona oraz budzący postrach i szacunek Marcus, któremu „ludzie powierzają swoje sekrety przekonani, że albo je wyjawią, albo zginą. Ja wyznałbym Marcusowi wszystko, co chciałby wiedzieć, kiedy by mnie o to poprosił. I jeszcze bym mu podziękował, że dał mi taką możliwość” – przedstawia go Andy. Bez nich fabuła byłaby zapewne mniej barwna. Rosenfelt napisał wciągający i sympatyczny thriller prawniczy pełen humoru i… wielkiej miłości do psów. (hab) tłum. Katarzyna Procner-Chlebowska, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012, s. 328, ISBN 978-83-7508-459-7

Mons Kallentoft

Zło budzi się wiosną Mam spory sentyment do serii powieści kryminalnych z Malin Fors na czele, których akcja rozgrywa się za każdym razem o innej porze roku, ale zawsze w jednej miejscowości – w szwedzkim Linkoping. Z wielką radością przyjęłam, jak i wielu innych czytelników, wieść, że ukaże się „Piąta pora roku”, a jeszcze bardziej ucieszyła mnie informacja od autora, że nie będzie ona ostatnią częścią cyklu. Nastała wiosna. Mieszkańcy Linkoping ogrzewają się w ciepłych promykach słońca, wylegają na ulice skąpiej ubrani, przesiadują w ogródkach kawiarnianych, barwne tulipany na straganie przyciągają wzrok, w niektórych, jak w Malin Fors, zaczyna szaleć burza hormonów. Niestety, nawet w tak przyjemnych okolicznościach przyrody, zło nie próżnuje. W samym centrum miasta ktoś detonuje ładunek wybuchowy. Giną dwie sześcioletnie dziewczynki. Siostry. Czy był to zamach terrorystyczny? Wyraz sprzeciwu wobec kapitalizmu? Czy to wpływ kryzysu gospodarczego? Intuicja jak zawsze nie myli pani komisarz – motywem jest żądza – żądza pieniądza. Nie mam zamiaru wymieniać zalet skandynawskich kryminałów, bo „Zło budzi się wiosną” wszystkie je ma. Mons Kallentoft jest utalentowanym pisarzem obyczajowym, obdarzonym zmysłem obserwacji i umiejętnością budowania napięcia i zagrożenia. Śmiało mogę stwierdzić, że mamy do czynienia z literaturą popularną na bardzo wysokim poziomie. (et) tłum. Inga Sawicka, Rebis, Poznań 2012, s. 446, 39,90 zł, ISBN 978-83-7510-657-2

Maxime Chattam

Jądro ziemi

Matt Carter i Amber Caldero, wracając z kraju Cyników, z królestwa Malroncji, przybywają do Edenu. W Sali Głosicieli Nowin stają przed Radą Miasta, której przekazują alarmującą wiadomość o tym, że Cynicy przegrupowują wojska, żeby napaść na Eden i zniewolić lub pozabijać Piotrusiów. Zapada popłoch. Członkowie rady, złożonej głównie z nastolatków obu płci, zdają sobie sprawę, że w starciu z wojskami b ii bb l l i i oot te ek ka a

a na an l ai lz i z p r pz er dz se t da sw t i aa w i •a

królestwa Malroncji nie mają żadnych szans. Dlaczego jednak Cynicy chcą ich zaatakować? Powód wyjaśnia Amber: „Cynicy są przekonani, że Burzę spowodowały ich grzechy, że to dzieło Boga. Malroncja obudziła się na tym stole z rysunkiem, który oni nazywają Skalnym Testamentem. Ich zdaniem dzieci i dorośli tak bardzo się od siebie różnią i są sobie tak dalecy dlatego, że my stanowimy dowód ich grzechów. Nadeszła nowa era, era poświęcenia ich potomstwa, aby dowieść Bogu, że są gotowi oddać Mu wszystko, że zasługują na przebaczenie. Właśnie dlatego na nas polują: żeby nas ujarzmić. To sposób, by się nas wyprzeć, a także by znaleźć dziecko, które nosi na sobie mapę nazywaną przez nich Wielkim Planem”. Okazuje się, że nosicielką mapy jest Amber. Salę wypełnia wrzawa, bo niektórzy z członków Rady są zdania, że zagrożenie wojną zostanie oddalone, kiedy Amber zostanie wydana w ręce Malroncji. Dochodzi do gwałtownej wymiany zdań, gdzie stawką jest życie Amber oraz los Edenu. „Jądro ziemi” jest trzecią częścią trylogii „Inny świat” pióra Maxime`a Chattama, autora łączącego elementy thrillera i kryminału z fantasy. Jej poprzednie części to „Przymierze trojga” i „Królowa Malroncja”. (pk) tłum. Joanna Kluza, Sonia Draga, Katowice 2012, s. 412, ISBN 978-83-7508-462-7

Poezja Marek Kazimierz Siwiec

Żyłka

Lata temu napisałem tzw. recenzję wydawniczą czy jak kto woli opinię wewnętrzną zbioru wierszy Marka Siwca „Kostka”. Fragment tej recenzji ukazał się nawet na skrzydełku tego zbioru, wydanego w roku 1990. Teraz do moich rąk trafił tom poezji „Żyłka” podpisany przez Marka Kazimierza Siwca, aby nie mylić go ze znanym politykiem, byłym sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP i szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a obecnie posłem do Parlamentu Europejskiego. Marek Kazimierz Siwiec, autor bez wątpienia świetnego zbioru wierszy „Żyłka” to poeta-filozof. W sensie dosłownym i przenośnym. Dosłownym, bo jest z wykształcenia filozofem po Uniwersytecie Warszawskim, profesorem Wyższej Szkoły Gospodarki oraz Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, ponadto członkiem zespołu redakcyjnego pisma „Filo-Sofija”, wreszcie autorem książki „Od Platona do Beardsleya. Drogi estetycznej metakrytyki” i współredaktorem tomu rozpraw „Zrozumieć cierpienie? Wokół myśli Jana Pawła II i pytań o przyszłość chrześcijaństwa”. W sensie przenośnym, bo jego liryka jest na wskroś refleksyjna, medytacyjna i filozoficzna właśnie, co jednak nie oznacza, że wyłącznie pojęciowa, intelektualna i erudycyjna. Tom został opatrzony mottem z Heraklita z Efezu, znajdziemy tu poetyckie rozmyślania „Do wolności”, „Noc Szymona Piotra”, „Pytania nie tylko na koniec wieku”, utwory zainspirowane myślą Plotyna i Fryderyka Nietzschego, ale także malarstwem Jana Van Eycka, Vincenta van Gogha, Andy’ego Warhola, poezją Czesława Miłosza i Kazimierza Hoffmana. Ponadto kilka wierszy z dawnych lat „Wigilia 81”, „Wczesnym rankiem 14 grudnia”, „Zabawy dziecięce, Gdańsk, grudzień 1981”. Liryka Marka Kazimierza Siwca jest oszczędna w wyrazie, ale być może dzięki temu tak precyzyjna, już to w sensie formalnym, już to intelektualnym, poznawczym. (jd) Eikon Studio, Toruń 2012, s. 100, ISBN 978-83-930863-0-6

Bogdan Prejs

ce ha

Który to już interesujący zbiór wierszy wydany przez Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka? Jak wiadomo, Instytut Mikołowski nie tylko krzewi wiedzę o życiu i twórczości Rafała Wojaczka, organizuje doroczny konkurs poetycki jego imienia, organizuje liczne spotkania literackie, ale także wydaje magazyn pod wielce oryginalnym tytułem „Arkadia. Pismo katastroficzne” oraz książki. Na liście autorów Instytutu Mikołowskiego znajdują się poetki i poeci, tacy jak: Marzena Broda, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Samantha Kitsch, Roman Kaźmierski, Janusz Kotara, Krzysztof Lisowski, Jerzy Suchanek. A przecież nie sposób nie k• s i ą kż sk ii ą ż •k i

• i e cmi ea ńj k w

22 0 0 1 5 2

43 43


Recenzje wspomnieć, że Instytut Mikołowski wydał również cykl tomów poetyckich Witolda Wirpszy (1918-1995). Jedną z najnowszych książek tej oficyny jest tom wierszy „ce ha” Bogdana Prejsa. Autora znam z łamów różnych pism literackich od połowy lat osiemdziesiątych. Ma on na swoim koncie kilka ciekawych zbiorów wierszy, takich jak „Widok z mojego okna”, „Podręczny słownik wyrażeń nieparlamentarnych”, „Tylko wybrańcy rodzą się pod szczęśliwą gwiazdą”, a także prozatorskich „Mały przechodnik po Górnym Śląsku” i „Dawno temu w Starych Tychach”, nie mówiąc już o leksykonie „Subkultury młodzieżowe. Bunt nie przemija”. Od lat pracuje Prejs w zawodzie dziennikarskim, ostatnio jako redaktor naczelny „Gazety Mikołowskiej”, ale jak się wiersze pisze, nie zapomniał. Polszczyzna jego wierszy to polszczyzna jak najbardziej współczesna, nowoczesna i ponowoczesna, polszczyzna naszych coraz częściej pospiesznych i coraz krótszych rozmów. Językowy autentyzm, by nie powiedzieć, że językowy naturalizm, jest największą siłą poezji Bogdana Prejsa. (jd) Instytut Mikołowski, Mikołów 2012, s. 48, ISBN 978-83-60949-02-3

Biuro Literackie, Wrocław 2012, s. 12, ISBN 978-83-62006-63-2

Ewa Lipska

Droga pani Schubert… Poczynając od zbioru „Ludzie dla początkujących” z roku 1997, a kończąc na tomie „Pogłos” z roku 2010, w zbiorach Ewy Lipskiej pojawiają się – pomiędzy wierszami – prozy poetyckie, zaczynające się od słów „Droga pani Schubert”. Książka tak właśnie zatytułowana „Droga pani Schubert” – zilustrowana stylowymi grafikami Sebastiana Kudasa – przynosi wyłącznie utwory określane przez teorię literatury mianem prozy poetyckiej, których wspólnym mianownikiem jest osoba adresatki. Trzeba jednak z góry zaznaczyć, że osoba adresatki, której nazwisko przywołane zostało w tytule książki, jest równie ważna jak osoba nadawcy, którym być może jest pan Schubert, ale może wcale nie. Niewykluczone nawet, że ten, kto mówi jest ważniejszy od tej, do której się mówi. Prozy poetyckie Ewy Lipskiej to poetyckie listy, niekoniecznie zaraz listy miłosne. W listach tych nikt nikomu miłości raczej nie wyznaje. Rozprawia się tu o tym, czym jest życie, czym jest świat, czym jest otaczająca nas rzeczywistość, a jednocześnie mówi się i to, że tego, czym jest życie, świat i rzeczywistość nie da się jednoznacznie określić, nie da się uchwycić w metaforze, w aforyzmie. A zatem każdy z utworów Lipskiej to traktat, czy raczej traktacik, na temat możliwości i niemożliwości poznania, porozumienia i zrozumienia. Siłą tych utworów jest wyobraźnia podmiotu, czy może raczej narratora. Dodajmy, wyobraźnia śmiała i zaskakująca, a jednocześnie fascynująca. Oczywiście, jak kto się uprze, to dojdzie do wniosku, że poszczególne utwory mają wymiar filozoficzny i socjologiczny, a nawet polityczny i socjologiczny, ale trzeba pamiętać, że podstawowym żywiołem języka Ewy Lipskiej jest język poezji. Nieprzypadkowo w ostatnim utworze jej najnowszej książki, zatytułowanym po prostu „Poezja” czytamy: „Droga pani Schubert, dobrze, że jest jeszcze taki kraj, który jest wszędzie i nazywa się Poezja”. Cóż, prozy poetyckie Ewy Lipskiej – dodajmy: obywatelki Poezji ponad wszelką wątpliwość – to głębokie wyznanie wiary w siłę poezji jako takiej. Janusz Drzewucki Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 62, ISBN 978-83-08-04868-9

Krystyna Miłobędzka

Przypadający w tym roku jubileusz osiemdziesięciolecia Krystyna Miłobędzka uczciła bibliofilską edycją „Dwunastu wierszy w kolorze”. Trudno nazwać te edycję książką, bowiem jest to autentyczny rarytas wydawniczy. „Dwanaście wierszy w kolorze” otwiera się niczym pudełko z czekoladkami, w środku zaś na luźnych, ale numerowanych kartkach znajdziemy wiersze, które poetka napisała w roku 2009, a które zostały zaprojektowane i złożone w wielce wyszukany sposób przez Ryszarda Bienerta. Poszczególne utwory zostały złożone nie tylko czarną, ale także kolorową czcionką: niebieską, czerwoną, zieloną, żółtą, a nawet złotą. Nie od dzisiaj wiadomo, że o sile liryki Krystyny Miłobędzkiej b i b l i o t e k a

a n a l i z

Laura (Riding) Jackson

Obroty cudów

„Obroty cudów” to jak głosi podtytuł „Utwory wybrane: wiersze i eseje” amerykańskiej poetki Laury (Riding) Jackson ukazujące się w wyborze i przekładzie Julii Fiedorczuk, która jest także autorką dwu szkiców zamieszczonych na końcu tej książki: w pierwszym pisze ona o artystycznym fenomenie amerykańskiej poetki, w drugim o jej skomplikowanej biografii. Laura (Riding) Jackson urodziła się w roku 1901 w Nowym Jorku jako Laura Reichenthal. Po wyjściu za mąż za historyka Louisa Gottschalka podpisywała swoje wiersze jako Laura Riding Gottschalk, a po rozwodzie jako Laura Riding. Przez kilkanaście lat związana była z wybitnym angielskim poetą Roberten Gravesem, twórcą PEN Clubu. Potem wyszła za mąż za pisarza Schuylera B. Jacksona i od tego czasu swoje utwory i książki podpisywała jako Laura (Riding) Jackson. Wraz z mężem zamieszkali w Wabasso na Florydzie, gdzie pracowali nad nowym słownikiem języka angielskiego obejmującym 30 tysięcy haseł. Razem z mężem stworzyli dzieło zatytułowane „Rational Meaning: A New Foundation for Definition of Words”, monumentalny traktat o naturze języka, który ukazał się dopiero w roku 1997, po śmierci jego autorów (Schuyler B. Jackson zmarł w roku 1968, a Laura Jackson w roku 1991). Poezję uprawiała krótko, w zasadzie w latach 20 i 30 XX wieku, ale wiersze, które pozostawiła godne są ze wszech miar naszej uwagi. Z wierszami znakomicie korespondują prozy poetyckie i eseje, zamieszczone w „Obrotach cudów”. Czytając te eseje, nie mamy wątpliwości, że podstawowym zagadnieniem było dla tej autorki zagadnienie języka. Czy język, którym się posługujemy, potrafi wyrazić nasze myśli i uczucia, czy gwarantuje porozumienie z drugim człowiekiem? O tym traktuje znakomity wiersz zatytułowany „Jak powstaje wiersz”, zaczynający się od pytania: „Nawiedza nas konieczność pod postacią wyzwania: / Czy umiesz wydać z siebie głos, / Dowieść, że istniejesz?”, wiersz o tajemnicy poezji, o tajemnicy spotkania człowieka z człowiekiem poprzez słowo, dzięki słowu. (jd) Biuro Literackie, Wrocław 2012, s. 120, ISBN 978-83-62006-03-8

Dwanaście wierszy w kolorze

44

stanowi także strona graficzna jej wierszy, dlatego też nie sposób nie stwierdzić, że każdy z tych dwunastu wierszy trzeba nie tylko czytać, ale także oglądać, każdy z nich winien podlegać kontemplacji tak literackiej, jak i plastycznej. Nie od dzisiaj wiadomo, że poezja Miłobędzkiej bierze się równocześnie z ufności i nieufności wobec słowa. Także i w tych wierszach poetka zmusza nas do zastanowienia się nad sensem słów, tak fundamentalnych, jak np. „jestem”. Czy słowa znaczą dzisiaj tyle, ile znaczyły wczoraj, zdaje się pytać autorka tych wyrafinowanych utworów, czy ich znaczenie jest aby na pewno niezmienne? Cóż, poetka pisząca kolejny wiersz, składająca „linijka przy linijce / linijka do linijki / linijka w linijkę” ma do dyspozycji tylko słowa, do których wszyscy mamy prawo. Używając tych słów w naszych codziennych rozmowach powinniśmy pamiętać, o tym o czy poetka zawsze pamięta, aby słowa te były pełne treści, aby nie rzucać słów na wiatr. Jak wyznaje w jednym ze swych lapidarnych wyznań lirycznych: poeta powinien co drugie pomyślane przez siebie słowo, wykreślić, a zapisywać co trzecie. Ale też poetka niczego więcej nie mówi, nie podpowiada nam niczego. Wiersz kończy się ciągiem kropek, każdy z nas może dopisać ciąg dalszy. (jd)

Biografie, wspomnienia Robert Jarocki

Z albumu Romana Jasińskiego Ta wartościowa książka ponad dwie dekady czekała na druk. Wydawnictwo Polonia, które pierwotnie miało ją opublikować, splajtowało po wdrożeniu planu Balcerowicza, a większość innych naszych edytorów „wybrała przyszłość”. Dobrze, że w końcu PIW – ciągle niepewny swego losu – zainteresował się pracą cenionego memuarysty (pasjonujące

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


wywiady z Aleksandrem Gieysztorem, Stanisławem Lorentzem, Piotrem Słonimskim, ambasadorem Stanisławem Gajewskim, ordynatem Janem Zamoyskim). Tym razem Robert Jarocki rozmawia z pianistą, muzykologiem i wieloletnim radiowcem Romanem Jasińskim o jego pieczołowicie uzupełnianym przez dekady albumie osobliwości, cudem ocalonym z Powstania Warszawskiego. W konwersacji występuje multum postaci znaczących dla naszej kultury, lecz na plan pierwszy wysuwają się Jarosław Iwaszkiewicz, Artur Rubinstein oraz Stanisław Ignacy Witkiewicz. O tym ostatnim Jasiński powiada: „Chętnie patrzył, jak inni się upijają, a sam nie tracił przytomności umysłu, ani sił fizycznych. Nie lubił też burd i awantur pijackich. Powtarzam. Witkacy nie stronił od alkoholu. Miewał okresy nadużywania go, ale nie był człowiekiem zależnym od alkoholu. Potrafił całymi tygodniami, a nawet miesiącami, w ogóle nie pić”. „Kiedyś otrząsnąwszy się po dłuższym, że tak powiem, ciągu zawyrokował: ‘Od jutra zaczynam nowe życie!’ Spogląda jednak na zegarek i dodaje trochę strapiony: ‘Od dziś – a to znacznie trudniejsze!’”. Jasiński zwierza się też ze swej najosobliwszej pracy pedagogicznej. Otóż w latach 30. nauczał podstaw gry na fortepianie ówczesnego prezesa Polskiego Pen-Clubu Ferdynanda Goetla, który przekroczył już wówczas czterdziestkę. Uzupełnieniem wywiadu, mającego niemały walor poznawczy, jest bogata ikonografia. Patrząc na nią zastanawiałem się, czy znajdzie się wydawca rozmowy Jarockiego z mec. Anielą Steinsbergową. Tomasz Zb. Z apert PIW, Warszawa 2012, s. 240, ISBN 978-83-06-03315-1

Ludwika Włodek

Pra

„Gdy do Hani miał przyjść z wizytą zaprzyjaźniony ksiądz, Jarosław porozstawiał po całym domu figurki i medaliki z Leninem. Strasznie się o to na niego pogniewała” – dowiadujemy się z książki prawnuczki wieloletniego prezesa Związku Literatów Polskich, stanowiącej rodzaj kroniki rodzinnej. Powracając do matecznika w Stawisku pisarz często opowiadał żonie, co się dzieje w Warszawie, streszczał najnowsze plotki. Kiedyś oznajmił, że Zbigniew Drzewiecki, znany pianista i profesor, ożenił się ze znacznie młodszą od siebie kobietą, swoją studentką, i spodziewają się dziecka. Połowica dziwiła się: „Ale on przecież już ledwo chodzi”. Na co mąż odparł: „Moja Haniu, o ile pamiętasz, żeby mieć dziecko, nie trzeba wcale chodzić, wystarczy się unieść na łokciach”. Małżonka Skamandryty miała wiele dziwactw. „Po ojcu odziedziczyła manię czystości. Myła się kilka razy dziennie. Drzwi otwierała łokciem, bo brzydziło ją dotykanie klamki, której dotyka tyle osób”. Pomimo ogromnej pobożności nie podawała ręki księdzu. „Miała obsesję, że ksiądz spotyka się z tyloma ludźmi, to na pewno przesiąknięty jest bakteriami”. Autorka opisuje też innych protoplastów. Na przykład starszego brata Jarosława – Bolesława, który do Polski powrócił wraz z rodziną jesienią roku 1943, po przeszło dwudziestoletnim pobycie na terenie Ukraińskiej Republiki Radzieckiej: „Wszyscy robili koszmarne wrażenie. Byli tak strasznie ubrani, tacy zaniedbani, tacy sowieccy. Nie ideologicznie, raczej z wyglądu tacy byli – toporni, biedni, tandetni. Mimo, że Polska była okupowana, trwała wojna, było biednie, to dzieliła nas przepaść cywilizacyjna” – zapamiętała młodsza córka autora „Plejad”. Albo Nula Szymanowska ukraińska sąsiadka Iwaszkiewiczów: „Słynęła z ekstrawagancji, znana była z głośnego puszczania bąków; jeździła konno (…) ubrana w strój kąpielowy z epoki, czyli długie szarawary i koszulę zapinaną pod szyją. (…) Przedstawiała się: ‘Jestem panna, ale nie dziewica!’ – mówiła o sobie”. Z honorowym górnikiem PRL-u i laureatem Nagrody Leninowskiej przyjaźnił się także Jerzy Blikle. W latach siedemdziesiątych, tuż przed Wielkanocą, gdy w Stawisku nie było już kucharki, a gospodarz pomagał w przygotowaniu świątecznych słodkości, renomowany cukiernik przysłał mazurki i swoje wiersze. Zaczęły się żarty, że wobec tego obdarowany powinien odwdzięczyć się własnym wypiekiem. b i b l i o t e k a

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

k w i e c i e ń

2 0 0 5

45


Recenzje „– Należałoby dołączyć doń liścik – śmiał się pisarz. – Dziękuje serdecznie za wiersze, w zamian przysyłam zrobiony przez siebie mazurek. Również gniot”. Tomasz Zb. Z apert Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 356, ISBN 978-83-08-04877-1

Wojciech Otto

Zdzisław Maklakiewicz „W czasach, kiedy w dobrym tonie było marnowanie talentów, Zdzisio robił to zawsze w sposób niezrównany” – wspomina bohatera tej monografii Janusz Głowacki I, jak się zdaje, trafia w sedno. Maklakiewiczowi najczęściej przypadało w udziale kreowanie postaci drugorzędnych, nierzadko pospolitych i mało efektownych. Grał ludzi z tłumu „przeciętnych, szarych obywateli: kelnerów, fryzjerów, ekspedientów; czasem w kolizji z prawem, to znów z zamiłowaniem do alkoholu. (…) Inna rzecz, że jako aktor charakterystyczny do takich ról był niemalże stworzony. Jego naturalna i nieodparta vis comica oraz urok osobisty dawały mu olbrzymie możliwości w kreowaniu tego typu bohaterów” – słusznie zauważa autor. Uproszczeniem byłoby jednak stwierdzenie, że aktor pił, ponieważ wymagało tego od niego zaangażowanie w pracy zawodowej. Nie – alkohol pozwalał zapomnieć mu o samotności, koił niespełnienie tego za młodu konspiratora Armii Krajowej i żołnierza Powstania Warszawskiego, o którym tak opowiadał: „Idę z kumplem ulicą, aż tu nagle jak bomba nie kropnie! Prysnęliśmy na dwie strony. I spójrz teraz: on jest wiceministrem, a ja drugorzędnym aktorzyną. Spytasz pewnie, dlaczego? Ano, dlatego, że ja wpadłem do bramy, gdzie były matki z dziećmi, a on do tej, gdzie stała AL”. Kiedyś przypadkowo przechodził obok ekipy radzieckiego filmu o Powstaniu Warszawskim, który realizowano na Starówce. Podszedł do kierownika planu i poradził, aby – zgodnie z prawdą historyczną – przenieśli się na drugi brzeg Wisły i stamtąd filmowali. Książka to jednak stanowczo zbyt naukowa. Autor, adiunkt na Uniwersytecie Poznańskim, prześlizgując się zaledwie po życiu prywatnym i legendzie opisywanego, anegdoty dawkuje oszczędnie. Zabrakło mi choćby depeszowej wymiany pomiędzy dyrektorem Teatru Narodowego Adamem Hanuszkiewiczem a Maklakiem. „Angażuję. Hanuszkiewicz” – głosiła pierwsza. „Gratuluję. Maklakiewicz” – napisano w odpowiedzi. Tomasz Zb. Z apert Więź, Warszawa 2012, s. 226, ISBN 978-83-603-5660-9

Paweł Kelner Rozwadowski

To zupełnie nieprawdopodobne

Hanna Amiradżibi

Moja filmowa Moskwa Trzecia książka wspomnieniowa scenarzystki i reżyserki – najbardziej rozcieńczona alkoholem. Bowiem tym razem autorka przypomina swoje studia (połowa lat 50. zeszłego wieku) w stolicy ZSRR. Pochodząca z Gruzji dziewczyna nie może odnaleźć się w moskiewskiej szkole filmowej. Tym bardziej, że część wykładowców nie wyobraża sobie, by kobieta mogła być reżyserem. Dokuczliwe okazują się problemy ze zdobywaniem podstawowych artykułów, ale i purytańska mentalność Rosjan. Tymczasem urodziwa studentka rozkochuje w sobie dwóch kolegów – Polaka i Rosjanina. Ten pierwszy w kraju zostawił narzeczoną, której obiecał małżeństwo. Rosjanin ma wyraźnie wytyczony cel egzystencji – zamierza zostać alkoholikiem. Nie może dostać pracy ze uwagi na polityczną przeszłość, więc z czasem przestaje się starać, dbając jedynie o dostarczanie organizmowi kolejnych porcji trunku. Amiradżibi wspomina noc, podczas której stała się kobietą, pierwszą wypitą wódkę, pierwszego papierosa, szkicuje sylwetki tuzów sowieckiej kinematografii. Po uzyskaniu dyplomu poślubia Jerzego Ziarnika i wyjeżdża z nim do Polski, gdzie wkrótce poznaje Jerzego Stefana Stawińskiego… Ciąg dalszy w „Książce antykucharskiej”, zaś prequel w „Słodkim życiu księżniczki”. Tomasz Zb. Z apert Trio, Warszawa 2012, s. 250, ISBN 978-83-7436-282-5

Waldemar Hinc

Sklepienie i kamień. Opowieść o Rogozinie Książka jest kontynuacją wspomnień autora o Wyszogrodzie. Ojciec autora – nauczyciel Czesław Hinc – przenosi się z Wyszogrodu do Rogozina około Płocka. I podobnie jak w Wyszogrodzie, podejmuje działalność społeczną. Wysiłek obywatelski przynosi pozytywne rezultaty bieżące, a także konsoliduje lokalną społeczność w okresie okupacji. Wielkim walorem wspomnień są solidne informacje historyczne o Płocku i Rogozinie, o losach rodzin, które miały wpływ na bieg dziejów regionu. Spis genealogii wielu rodzin można określić jako benedyktyński. Znakomicie prowadzony wątek autobiograficzny nie nuży, lecz intryguje czytelnika, z niecierpliwością przewracającego kartki, aby dowiedzieć się o dalszych losach autora. Okres okupacji i trudne lata powojenne dają obraz pokolenia, które dorastało w okresie drugiej RP, przeżyło czynnie lata wojny, by potem podjąć wysiłek odbudowy, przełożony na determinację w kontynuowaniu nauki, zdobyciu zawodu pomimo przeszkód stawianych ludziom „skażonym” AK-owską przeszłością. Fascynująca lektura nadająca się na kanwę scenariusza filmowego. Anna Hetman Wydawnictwo Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, Płock 2011,

Wychowałem się na muzyce grupy Deuter, której Paweł Rozwadowski był (i jest bo niedawno się reaktywowali) liderem, więc jego wspomnienia połknąłem, a jest to relacja od której trudno się oderwać – zwłaszcza gdy się jest z Warszawy, pamięta opisywanych ludzi i koncerty. Relacja napisana z pasją i wielką otwartością, bez żadnego zadęcia, bez deformowania rzeczywistości. Świat ze wspomnień Kelnera jest taki sam jak w piosenkach Deutera, czyli w tonacjach szarych, a opisywane zdarzenia obejmują drugą połowę lat 70. i początek lat 80., od narodzin warszawskiego punk rocka po pierwszy festiwal Róbrege. Przewijają się na tych kartach muzycy i pierwsi załoganci, zespoły The Boors (późniejszy Kryzys), Fornit (późniejszy Deuter), Tilt, ale i Xenna czy Dezerter. Realia PRL, w których nawet muzyk punk rockowego zespołu był kwalifikowany do tabel wyznaczających honoraria za występ. Trudności z organizacją koncertów, zadymy, pierwsze doświadczenia z narkotykami i alkoholem, trasy, demolowane hotele, wyrywane po koncertach panienki i seks w toalecie, to wszystko znajdziemy w książce, ale bez nostalgii, bez samochwalstwa i bez niepotrzebnego moralizowania. Ot, taka była rzeczywistość. Opowieść urywa się wraz z narodzinami córki Kelnera, urywa się choć mogłaby ciągnąć się dalej bo przecież wciąż pozostaje aktywny, i wciąż na tej samej alternatywnej scenie. (ł)

s. 280, ISBN 978-83-6201-02-1

Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 118, 27 zł,

Wydawnictwo Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, Pułtusk 2011,

ISBN 978-83-235-0859-5

s. 244, ISBN 978-83-7549-096-1

46

b i b l i o t e k a

a n a l i z

Waldemar Hinc

Wyszogród – smuga pamięci Autor, warszawski architekt o bogatym dorobku zawodowym, wspomina lata wczesnego dzieciństwa spędzone w Wyszogrodzie na Ziemi Płockiej. Ojciec autora pełnił tam funkcję kierownika szkoły. Wraz z innymi przedstawicielami miejscowej inteligencji realizował wiele inicjatyw na rzecz rozwoju miasta. Niezwykle pouczająca opowieść o skuteczności ruchu obywatelskiego w okresie drugiej RP, szczególnie dla współczesnego pokolenia. Pomimo trudnych warunków finansowych budowa nowej szkoły trwała zaledwie rok. Wspomnienia oparte SA na solidnym i bardzo ciekawym rysie historycznym regionu, wspartym informacjami o zawiłych losach konkretnych rodzin, niekiedy w perspektywie stuleci. Wspomnieć należy, że Wyszogród incydentalnie pełnił rolę stolicy księstwa mazowieckiego, następnie był siedzibą kasztelana. Obecnie liczy ok. 2 tys. mieszkańców. Z uwagi na piękne położenie na skarpie wiślanej i bogate tradycje historyczne zasługuje na zainteresowanie turystów, lubiących poczuć oddech przeszłości w pięknej oprawie krajobrazowej. Anna Hetman

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Recenzje Literatura faktu Bernd Ingmar Gutberlet

Kalendarz Majów

Historycy i archeologowie od lat zajmują się kalendarzem Azteków, gdyż ten zachował się do naszych czasów, został zinterpretowany i szczegółowo opisany. Kalendarz Majów to inna sprawa, ten budzi emocje w związku ze zbliżającą się datą 21 grudnia 2012 roku, rzekomej daty, którą Majowie wyznaczyli jako koniec świata. Dziś uważamy, i powtarza to Bernd Ingmar Gutberlet, że Majowie mieli obsesję na punkcie czasu, dlatego opracowali bardzo precyzyjny kalendarz (a dokładnie kilka kalendarzy dla różnych celów – politycznych, religijnych i astrologicznych). Prawda jest jednak taka, że dokładny pomiar czasu był ważny nie tylko dla Majów, ale dla wszystkich ludów Mezoameryki, choć kultura Majów jest najstarszą na tym kontynencie tak dobrze poznaną (o wcześniejszej kulturze Olmeków wiemy niewiele, pozostały po nich niemal wyłącznie monumentalne rzeźby i ruiny świątyń), a poza tym kultura Majów w wymiarze języka i częściowo tradycji przetrwała do dziś. Kalendarz miał w tym obszarze cywilizacyjnym wielkie znaczenie liturgiczne, wyznaczał święta, a życie miast-państw Mezoameryki kręciło się wokół świąt, często krwawych obrzędów. Więź łącząca ludzi, zwierzęta, rośliny i bogów znajdowała swój wyraz m.in. w astrologii. Święta odnawiały tę więź, której zerwanie oznaczałoby katastrofę. Stąd tak duża dbałość o precyzyjne określenie ruchu planet, pór dnia, roku, liczby dni, długości dni i nocy, zaćmień słońca i księżyca itd. Książka Bernda Ingmara Gutberleta ma charakter popularyzatorski, ale znajdziemy w niej wiele bardzo ciekawych informacji na temat specyfiki kalendarza Majów, ale też i o historii tego niezwykłego ludu, który czcił antropomorficznych bogów. Oczywiście autor odpowiada też na pytanie, czy rzeczywiście 21 grudnia możemy spodziewać się zagłady. Nie zdradzę, jakiej udziela odpowiedzi – kto chce wiedzieć, niech czyta. (ł) tłum. Monika Rodkiewicz, Sonia Draga, Katowice 2012, s. 264, 33,90 zł, ISBN 978-83-7508-461-0

Życie społeczne Remigiusz Kijak

Niepełnosprawność – w zwierciadle dorosłości Większość systemów społecznych nastawiona jest na zaspokajanie potrzeb pełnosprawnych. „Polska znajduje się w grupie krajów, które cechuje duża populacja osób niepełnosprawnych, przy jednoczesnym niskim wskaźniku ich aktywizacji społecznej, dotyczy to przede wszystkim osób z niepełnosprawnością intelektualną, sensoryczną oraz osób z zaburzeniami psychicznymi” – czytamy. Szacuje się, że 1/3 osób w wieku produkcyjnym jest niepełnosprawna. Mniejszość z nich jest aktywna społecznie. Należy znaleźć im miejsce w przestrzeni zawodowej, edukacyjnej lub osobistej, włączyć do głównego nurtu życia. Zwrotem może być ukończenie szkoły zawodowej, podjęcie pracy. Osobie niepełnosprawnej trudniej wejść w nowe role społeczne i nie zawsze jest to możliwe. Autorzy zastanawiają się, jak wygląda realizacja kolejnych etapów rozwojowych w życiu ludzi z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Omawiają rolę motywacji w życiu niepełnosprawnych, prawo do edukacji seksualnej, rodzicielstwo i jego brak w życiu osób niepełnosprawnych, trudności, opóźnienia w stosunku do innych, dostęp do rynku pracy. Poruszają trudne i bolesne tematy jak autoagresja i zachowania samobójcze, poczucie braku sensu życia, utrata rodziców i poczucia bezpieczeństwa. Analizują poszczególne etapy życia – od wkraczania w dorosłość, po życie w rodzinie, poprzez dojrzałość oraz problemy wieku podeszłego wśród niepełnosprawnych. b ii bb l l i i oot te ek ka a

a na an l ai lz i z p r pz er dz se t da sw t i aa w i •a

Praca pomaga spojrzeć całościowo na dorosłość niepełnosprawnych – temat niemal nieobecny w literaturze. Joanna Habiera Impuls, Warszawa 2012, s. 324, ISBN 978-83-7308-964-8

Politologia Piotr Kraśko

Irak

Nie jest to bynajmniej przewodnik dla turystów, niewiele zresztą osób w ostatnich latach odwiedzało Irak, by podziwiać pozostałości po wielkich mezopotamskich cywilizacjach. Nie jest to także typowy reportaż z wojny, gdyż Piotra Kraśko najbardziej interesują mechanizmy polityczne, decyzje strategiczne, rozkazy generałów, nie śledzi frontu z pozycji żołnierza, nie obserwuje miast z pozycji przestraszonego mieszkańca. Ta niewielka książeczka jest raczej próbą zajrzenia za kulisy wojskowego sztabu przez co wojna przypomina tu manewry wojenne z jasno określonym politycznym celem. No i dodajmy, że jest to relacja jednostronna, widziana oczyma tych, którzy wojnę w Iraku wygrali… o ile można mówić o wygranej, bo zdania w tej sprawie są mocno podzielone. (ł) G+J RBA, Warszawa 2012, s. 96, 16,90 zł, ISBN 978-83-7596-258-1

historia Artur Górski

Świat tajnych służb Artur Górski, redaktor naczelny „Focusa Śledczego”, autor wielu książek sensacyjnych (m.in. „Al Capone w Warszawie”) opowiada o najbardziej znanych organizacjach wywiadowczych, ugrupowaniach terrorystycznych czy komandach do zadań specjalnych na świecie. A właściwie, nie tyle o nich samych, bo nie podaje informacji o ich strukturach czy budżetach, ile o czołowych postaciach z nimi związanych. Poznajemy więc – między innymi – emerytowanego pułkownika Żarko Radunkovicia, serbskiego najemnika na usługach libijskiego dyktatora Kadafiego czy Wolfganga Lotza, największego gwiazdora Mossadu, nazywanego izraelskim Jamesem Bondem, bo swoje zadania wykonywał często z udziałem szampana oraz pięknych kobiet. Dowiadujemy się w jaki sposób biedny chłopak z Komi na Uralu, Roman Abramowicz, został miliarderem i wpływał na politykę postkomunistycznej Rosji. Jest mowa o powiązaniach tzw. Nowej IRA z mafią, o lewackich bojówkach we Włoszech, o islamskich grupach terrorystycznych, o legendarnej CIA… Stosunkowo dużo miejsca poświęca Górski tajnym służbom w Polsce, obecnej oraz komunistycznej. Podaje ciekawe, chociaż enigmatyczne informacje o kulisach zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, jak również o innych mordach na duchownych w PRL. Pisze o zabójstwie Stanisława Pyjasa oraz Stanisława Pietraszki (ten drugi widział zabójców pierwszego, dlatego musiał zginąć), o wielu innych zamachach, porwaniach, torturach. Wykonywali je członkowie specjalnego komando powołanego w MSW w połowie lat 70. Najpierw mieli tylko inwigilować, potem „rozszerzono” ich kompetencje. Książka zawiera także informacje o wywiadzie wojskowym postkomunistycznej Polski, a głównym elementem tej części jest wywiad z gen. Marianem Zacharskim, przeprowadzony w warunkach ścisłej konspiracji w berlińskiej restauracji. Mowa w nim m.in. o aferze Olina z lat 90., a także o historii polskich służb wywiadowczych, w tym o rotmistrzu Jerzym Sosnowskim, polskim agencie działającym w Niemczech Hitlera przed wybuchem wojny. Jest również kończąca książkę rozmowa z Tomaszem Kaczmarkiem, agentem CBA, który przez 8 lat był „przykrywkowcem” czyli takim naszym Donnie Brasco – gliniarzem zakonspirowanym w strukturach organizacji przestępczej. k• s i ą kż sk ii ą ż •k i

• i e cmi ea ńj k w

22 0 0 1 5 2

47 47


Recenzje Książka jest interesująca, chociaż prezentowane w niej sensacje są raczej odgrzewane i mają wyraźnie gazetową proweniencję. Piotr Kitrasiewicz G+J Książki, Warszawa 2012, s. 212, 19,90 zł, ISBN 978-83-7778-146-3

Joanna Stöcker-Sobelman

Kobiety Holokaustu Autorka tej niewielkiej książki podjęła się ukazania życia i cierpienia więźniarek i ofiar obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau z perspektywy specyficznie kobiecej. Mimo że takie próby z sukcesami podejmowali już autorzy i autorki dzieł literackich czy filmowych (Borowski, Kossak Szczucka, Jakubowska, Munk i wielu innych), to brakowało próby zebrania i opracowania dostępnych świadectw i dokumentów w polskiej literaturze naukowej. Autorka niniejszej pracy bardzo dobitnie pokazała, że kobiece doświadczenie niewoli i zagłady zasadniczo różniło się od męskiego. Więźniarki obozu koncentracyjnego musiały borykać się nie tylko z potwornością warunków zewnętrznych, ale także z własną fizjologią: menstruacją, początkowo przy braku możliwości zachowania higieny nie tylko krępującą, ale wręcz zagrażającą zdrowiu i życiu, później na skutek niedożywienia zanikającą, co często kobiety odbierały jako nieodwracalną degradację. Wcale nierzadkie były przypadki zarówno zachodzenia przez więźniarki w ciążę, jak i rodzenia dzieci, które zresztą najczęściej były im odbierane i ginęły. Kobiety były ciągle narażone na seksualne poniżenie i także świadomie poniżane: musiały stać nago, czekając na łaźnię, były bezlitośnie przeszukiwane przez męskich strażników i funkcyjnych, wciąż mogły się spodziewać seksualnej napaści także ze strony męskich współwięźniów. A przy tym kobiety wypracowywały specyficzne dla nich strategie przetrwania (pisząc o tym, autorka chyba niepotrzebnie korzysta z kategoryzacji dostępnych w anglojęzycznych opracowaniach, zamiast spróbować stworzyć kategoryzację własną, dysponując ogromem także polskojęzycznych źródeł). „Kobiety Holokaustu” to pozycja ciekawa, choć od tak ambitnej próby można by oczekiwać tego, że spróbuje sięgnąć po źródła mniej znane, a może odszukać takie, które jeszcze opracowywane nie były. (jg) Wydawnictwo Trio, Warszawa 2012, s. 156, 24 zł, ISBN 978-83-7436-295-5

Religia Maria Campatelli

Lektura Pisma z Ojcami Kościoła Pozycja zainteresuje każdego, kto chciałby zgłębiać wiedzę i wiarę o Biblii na podstawie rozważań o niej Ojców Kościoła. Znajdziemy tu więc teksty m.in. św. Bazylego Wielkiego, Atanazego, Orygynesa, licznych autorów synodów wschodnich, które przytacza autorka z odpowiednim komentarzem, dotyczącym tematów, zawartych w Biblii. Dowiemy się na przykład, w jaki sposób Bóg mówi do ludzi przez Pismo, jak wyglądały narodziny kanonu, dlaczego Księga dana jest Kościołowi i co to znaczy, jakie są zasady lektury Biblii i wymagań wobec czytelnika. „Nieznajomość Pisma – pisał w swym komentarzu do Izajasza św. Hieronim – jest nieznajomością Chrystusa”. Zaś Augustyn dodawał: „Kiedy się modlisz, ty mówisz do Boga. Kiedy czytasz Pismo Święte, Bóg mówi do Ciebie”. Te dwie myśli towarzyszą autorce, zachęcając czytelnika do lektury Biblii i przekonania, zgodnie z myślą Grzegorza Wielkiego, że „kto zna Pismo – zna serce Boga”. (br) tłum. Irena Burchacka, Promic, Warszawa 2012, s. 276, ISBN 978-83-7502-275-9

Kard. Francis Arinze

Chleb naszej wiary Książka ta jest zapisem rekolekcji wielkopostnych, wygłoszonych w Watykanie od 1 do 7 marca 2009 roku przez kard. Francis Arinze, z pochodzenia Nigeryjczyka, od lat związanego z Kuria Rzymską. Kard. Arinze głosił je na zaproszenie Benedykta XVI dla papieża oraz pracowników z kurii. Okazało się, że wzbudziły one ogromne zainteresowanie, stając się tematem wielu dyskusji. Francis Arinze poruszył uczestniczących w rekolekcjach świeżością spojrzenia na chrześcijańskie życie, zgłębia48

b i b l i o t e k a

a n a l i z

niem wielkich tematów, takich jak m.in. grzech i nawrócenie, tajemnica paschalna, Kościół jako Eucharystia, komunia, misja i modlitwa, miłość duszpasterska. Nade wszystko zaś rekolekcjonista odkrywał przed słuchaczami na nowo Pismo Święte, zachęcając ich do codziennej, choćby piętnastominutowej lektury: „pilna uwaga poświęcona Pismu Świętemu – mówił- nie może na dłuższą metę nie przynieść Kościołowi wielu błogosławionych owoców”. Bożena Rytel tłum. Janusz Kaczmarek, Promic, Warszawa 2012, s. 198, ISBN 978-83-7502-300-8

Ks. Jan Śledzianowski

Niepełnosprawni i „pełnosprawni” Jasno i kompetentnie ukazany jest tu problem niepełnosprawności. Autor wielokrotnie odwołuje się do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, która wszystkim ludziom na świecie przyznaje równe prawa, odwołuje się także do innych dokumentów ,uchwał, decyzji czy zaleceń , określających sytuację i prawa osób niepełnosprawnych. Poza tym znajdziemy w książce Śledzianowskiego odpowiedzi m.in. na pytania : kto jest osobą niepełnosprawną, jak wyglądało świadectwo życia i nauczania Jana Pawła II do niepełnosprawnych i „pełnosprawnych”, na czym polega integracja niepełnosprawnych ze społeczeństwem, jaki jest stosunek Kościoła w obronie życia niepełnosprawnych, czy możliwe jest dla niepełnosprawnych spełnienie w małżeństwie i rodzinie. Mocną stroną książki są częste przykłady badań socjologicznych oraz świadectwa z życia osób niepełnosprawnych. Zainteresowani problematyką znajdą w niej bogatą bibliografię. Bożena Rytel Wydawnictwo Jedność, Kielce 2012, s.166, ISBN 978-83-7660-493-0

Joel Pralong

Terapia dla duszy Bardzo interesująca książka, mówiąca m.in. o lękach , psychozach, depresjach, które mogą być przyczyną odrzucenia, ciemności, samotności, utwierdzenia w strachu, prowadzącego do zamknięcia się w sobie. Autor, który był pielęgniarzem na oddziale psychiatrycznym, a później został księdzem, szuka drogi wyjścia dla zranionych psychicznie, aby wydobyć ich na powierzchnię. Zresztą każdy z nas, twierdzi Joel Pralong, przeżywa chwile, gdy nie radzi sobie ze sobą. Ważne jest uznanie tego faktu, które, zdaniem autora, jest łaską, jak miało to miejsce w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Analizując m.in. dzieciństwo, nawrócenie i uzdrowienie Świętej Pralong mówi o terapeutycznej wartości „małej drogi”, którą zainicjowała Teresa. Na czym ona polega, czytelnik dowie się z książki , która przeznaczona jest nie tylko dla osób z problemami czy ich bliskich. Jest to lektura dla każdego. Bożena Rytel tłum. Anna Leszczyńska-Wojno, Promic, Warszawa 2012, s.198, ISBN 978-83-7502-319-0

Edouard Brion

Eustachy van Lieshout Eustachy van Lieshout (1890 – 1943) był holenderskim duchownym ze Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Jako misjonarz pracował 18 lat w Brazylii, gdzie dotąd cieszy się wielką popularnością. Do jego grobu w Belo Horizonte, stolicy stanu Minas Gerias, pielgrzymuje tysiące ludzi. Czym się wsławił ten syn wieśniaka, urodzony w południowej Holandii, silnie związanej z rzymskim katolicyzmem? Przede wszystkim całkowicie poświęcił się pracy na rzecz ubogich i chorych. Był lekarzem nie tylko ich dusz, ale i ciał. Całymi dniami odwiedzał chorych, rozdawał lekarstwa. „ Następnie przyjmował on – pisze Brion – wiernych w konfesjonale, a potem pielgrzymów w małej salce parafialnej, aż do szóstej wieczorem. W przerwie zjadał pajdę chleba i banany. Aby nie upaść, opierał czasem kolano o krzesło”. Książka z serii „Wielcy ludzie Kościoła” mówi

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Recenzje o trudach i zapale pracy gorliwego misjonarza, a także o jego wrażliwości na potrzeby i nadzieje najbiedniejszych. Edouard Brion został beatyfikowany przez Benedykta XVI 15 czerwca 2006 roku. Bożena Rytel tłum. o. Zbigniew Zalewski sscc, Dominika Zalewska, Dominika Grabiec, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012, s.122, ISBN 978-83-7505-935-9

Socjologia Erving Goffman

Relacje w przestrzeni publicznej Ta książka powstała na początku lat 70. XX wieku, z dużym opóźnieniem ukazuje się po polsku, a jednak intryguje – choć pisana była w czasach poprzedzających internet, który przestrzeń publiczną przenicował i przekształcił zupełnie. Goffmana interesują tu głównie relacje międzyludzkie wymagające bezpośredniej relacji, nie wyłączając relacji w rodzinie. Interesują go relacje skrywane, a często bardzo toksyczne. Interesują go zachowania człowieka – wobec samego siebie, drugiego człowieka, grupy, społeczności, wobec zakazów i nakazów, wobec rytuałów i symboli, ale przede wszystkim interesuje go komunikacja. Jedno z fundamentalnych praw jednostki nazywa „rezerwatem konwersacyjnym”, jest to: „Prawo jednostki do sprawowania pełnej kontroli nad tym, kto może nawiązać z nią rozmowę i kiedy może to nastąpić, oraz prawo zespołu jednostek zaangażowanych w rozmowę do ochrony swojego kręgu przed innymi, którzy chcieliby doń dołączyć lub podsłuchać rozmowę”. Wydaje się, że w czasach, gdy ziemię otaczają satelity, gdy wszystkie rozmowy przez telefony komórkowe są rejestrowane, w czasach Facebooka, Google i komunikatorów typu Gadu-Gadu, że w naszych czasach to prawo już nie obowiązuje. Jedna z ważnych przestrzeni osobistych, o których pisze Goffman została zdaje się trwale naruszona i zaraz runie bezpowrotnie. Warto przeczytać książkę, by zrozumieć, czym grozi naruszanie tego typu „egocentrycznych terytoriów Ja”, jak je definiuje zmarły w 1982 roku amerykański socjolog. (łg) tłum. Olga Siara, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 492, ISBN 978-83-01-16694-6

Jill Walker Rettberg

Blogowanie

Książka norweskiej badaczki zbiera aktualną wiedzę na temat blogów – ich języka, struktury, historii, sieci społecznych jakie tworzą itd. Podstawowe cechy blogu to: częstość, zwięzłość i osobowość. Rettberg uważa, że blog jest środkiem przekazu a nie gatunkiem literackim i ma rację, zwłaszcza że gdy za formę blogu uznamy np. Facebook (tak robi autorka książki) to wpisy na nim z literaturą nie mają nic wspólnego, są raczej formą automatycznego pamiętnikarstwa. Poza typowym blogiem pamiętnikarskim Rettberg wyróżnia też blogi filtrujące i polityczne. Choć wyraźnie oddziela blogi od dziennikarstwa, to osobny rozdział poświęca dziennikarstwu obywatelskiemu… prowadzonemu jakże często na blogach. Autorka stawia też pytania o przyszłość blogów i ochronę naszej prywatności, zwłaszcza gdy w coraz większym stopniu to same urządzenia (Facebook, Google Plus itd.) automatycznie rejestrują to, co publikowane jest przez nas w Sieci – nawet gdy są to rzeczy zupełnie bez znaczenia. „Czy możliwość utrwalania wszystkiego skłoni nas do tego?” – retorycznie pyta Rettberg. „Uczestnictwo w automatycznie dokumentujących sieciach społecznościowych oznacza wyrzeczenie się znacznej części prywatności, do czego najwyraźniej jesteśmy coraz bardziej skłonni. Być może jest tak dlatego, że w zamian dostajemy tak wiele – silniejsze poczucie przynależności do wspólnoty, której członkowie nie tylko rozumieją, kim jesteśmy, lecz także troszczą się o nas” – diagnozuje autorka. Być może jednak prawda jest inna, taka jak ją w znakomitym wstępie do tej książki przedstawia Edwin Bendyk: „Narcyzm, traktowany jeszcze do niedawna jako zachowanie lekko dewiacyjne, dziś jest normą społeczną. Podejrzany jest ten, kto się nie ujawnia, bo oznacza to, że ma coś do ukrycia”. (łg) tłum. Michał Szczubiałka, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 210, Warszawa 2012, ISBN 978-83-01-16932-9

b ii bb l l i i oot te ek ka a

a na an l ai lz i z p r pz er dz se t da sw t i aa w i •a

Edukacja Przemysław Paweł Grzybowski

Spotkania z Innymi

Kim się Inni? Czy to kosmici? A może cyrkowcy? Nie, to ludzie tacy jak my, ale bardziej wyróżniający się z otoczenia. Wyglądem. Czasem zapachem. Sposobem bycia. Podejściem do życia. Sytuacją materialną. Budzą niepokój, rezerwę, lęk, czasem pogardę i niechęć. A tak naprawdę potrzebują zrozumienia, pomocy, empatii. Jak chora na depresję ciocia Marta, która straciła w wypadku rodzinę. Jak Laura, która dziwacznie się ubiera i lubi sushi. Jak gruby i rudy Rysiek, który ma wspaniały charakter i dobre serce. Jak chory na raka łysy Robert. Jak Marko i Gabriela naznaczeni AIDS. Jak ludzie starzy i słabi, czasem niepełnosprawni. Nie odwracajmy się od Innego. Nawet jeśli niemodnie się ubiera i źle się uczy. Nawet jeśli brzydko pachnie i nie ma domu. Można być dobrym i wartościowym człowiekiem bez względu na religię, kolor skóry i pochodzenie. Przecież w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami – potrzebujemy miłości i zrozumienia. Książeczka jest kolorowo ilustrowana i po prostu mądra. Adresowana do dzieci od sześciu do dziesięciu lat. Zawiera siedemnaście krótkich opowiadań do czytania w domu i na lekcjach. Uczy tolerancji, empatii, szacunku dla odmienności, ciekawości drugim człowiekiem. Przygotowuje do spotkania z innością. Oprócz czytanek zawiera poradnik metodyczny, listy lektur uzupełniających dla dzieci i dorosłych oraz wykaz stron internetowych z materiałami do edukacji międzykulturowej. Joanna Habiera Wydawnictwo Impuls, Warszawa 2012, s. 130, ISBN 978-83-7587-048-0

Kierunek matura – zestawy, zadania, wskazówki Dla wszystkich, którzy wymagają od siebie trochę więcej i mają większe ambicje, powstał nowy podręcznik przygotowujący do matury rozszerzonej z języka angielskiego. Po krótkim wprowadzeniu mającym na celu przedstawienie tego, czego możemy się spodziewać na egzaminie jest krótki test, dzięki któremu będziemy mogli ocenić aktualny stan swoich wiadomości. Następnie przechodzimy do głównej części książki, czyli szczegółowych omówień obu sprawdzianów dojrzałości (pisemnego i ustnego). Zawierają one praktyczne wskazówki, przykłady i zadania, dzięki którym będziemy utrwalać to, co jeszcze nie zostało wystarczająco dopieszczone. (kg) Edgard, Warszawa 2012, s. 272, ISBN 978-83-61828-50-1

Pedagogika (red.) Rafał Włodarczyk, Wiktor Żłobicki

Interdyscyplinarność i transdyscyplinarność pedagogiki Sporządzanie map współczesnych teorii pedagogicznych w świecie oraz kreślenie oddzielających je granic, nierzadko tak trudno uchwytnych, to trudne zadanie. Tym trudniejsze, jeśli główną rolę w tej imponującej pracy są teoria i praktyka badawczych transgresji: inter- oraz transdycyplinarność pedagogiki. Autorzy prezentowanych tu tekstów poszukują języka opisu tej rzeczywistości, w której dziś znalazła się pedagogika oraz objaśniają jej stosunek do innych nauk. Przedstawiają owoce badań teoretycznych i praktycznych nad problematyką tytułową, opisują zagadnienia związane z płynną tożsamością pedagogiki, zadają pytania o kondycję tej dyscypliny. Przedstawiają refleksje teoretyczne nad kategoriami oraz przek• s i ą kż sk ii ą ż •k i

• i e cmi ea ńj k w

22 0 0 1 5 2

49 49


Recenzje jawami inter- i transdyscyplinarności w pedagogice. Skoro „nauki pedagogiczne próbują zrozumieć „same siebie”, że ich samowiedza ulega przeobrażeniu, a ich dotychczasowa (niejednokrotnie) pewność staje pod znakiem zapytania” – jak napisał w recenzji pracy prof. Mirosław Kowalski – praca ta jest operacja badawczą – analityczną, krytyczną i poznawczą podróżą. (hab)

Rzucam palenie od 1 stycznia. Odniosę sukces, znajdę pracę… Kilka dni później słomiany zapał pryska. Do kolejnego 1 stycznia. A przecież ten dzień to może być 4 maja. Albo… jutro. (hab)

Wydawnictwo Impuls, Warszawa 2012, s. 302, ISBN 978-83-7587-024-4

Sabine Asgodom

tłum. Barbara Grabska-Siwek, Urszula Szczepańska, Wydawnictwo G+J, Warszawa 2011, s. 120, ISBN 978-83-7778-057-2

Żyj dziko i zachłannie

Aneta Rudzińska-Rogoża

Wspomaganie rozwoju dziecka z ryzykiem dysleksji Współczesna szkoła wysoko stawia uczniom poprzeczkę, nawet najmłodszym. Niestety, nie wszyscy są w stanie temu sprostać, dlatego coraz bardziej widoczne staje się zjawisko tzw. nierównego startu. Ciężko jest w szkole szczególnie dzieciom z ryzykiem dysleksji lub też z dysleksją zdiagnozowaną. Mają trudności w uczeniu się, w opanowaniu umiejętność pisania i czytania. Nieznajomość ograniczeń takich uczniów uniemożliwia ich zrozumienie, a także możliwość pomocy i rehabilitacji. Traktowanie ich jak innych uczniów, stawianie im takich samych wymagań, jest skazaniem na edukacyjną dyskryminację. By dziecko nie miało trudności, konieczna jest wczesna diagnoza i praca korekcyjno-kompensacyjna. Taka diagnoza wymaga od rodziców cierpliwości, determinacji i wizyt u specjalistów – m.in. pediatry, logopedy, foniatry, laryngologa, psychologa… Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej – teoria – odpowiedzi na pytania: jak rozpoznać ryzyko dysleksji, jak wygląda proces postępowania diagnostycznego oraz zasady pracy terapeutycznej z dziećmi. Druga część to praktyka – teksty poświęcone metodom pracy terapeutycznej. Autorzy prezentują tu m.in. scenariusze zajęć muzykoterapeutycznych oraz ciekawe metody pracy z dziećmi – jak glottodydaktyka przedszkolna i szkolna oraz polisensoryczne metody nauki czytania i pisania. Publikację zamyka wykaz wybranej literatury i pomocy terapeutycznych. Joanna Habiera

Mam prawo lubić siebie, mam prawo odnosić sukcesy, mam prawo popełniać błędy, mam prawo się starzeć, bać się, mówić „nie”, być szczęśliwa, mam prawo zmieniać swój świat. Jeśli sama nie zadbasz o siebie, to kto to zrobi? – pyta Sabine Asgodom, trenerka kadry menedżerskiej. Jeśli pławisz się w użalaniu nad sobą i wmawianiu sobie, że wszystko nie ma sensu – sięgnij po ten poradnik. Asgodom dodaje odwagi i motywuje do działania – do wyrażania własnych emocji, nawet jeśli nie są poprawne politycznie. „My kobiety jesteśmy naszymi najsurowszymi krytykami, bezlitosnymi sędziami. Piętnujemy najmniejszy błąd, nie pozwalamy sobie na luz” – pisze. To nas niszczy. Autorka uważa, że życie pełnią życia potrafi zrównoważyć kilka zmarnowanych lat. I wcale nie trzeba od razu się rozwodzić, rzucać pracy, rzucać wszystkiego. Można zdążać do szczęścia małymi kroczkami. Ta książka potrafi pomóc, rozbawić i zmotywować do działania. Lektura jest jak praca z trenerem, który inspiruje na co dzień i wspiera w realizacji skrytych marzeń. W nagrodę oferuje niezależność. A potem… Nigdy już nie zawahasz się przed włożeniem nawet najbardziej zwariowanego kapelusza, masz w nosie, co powiedzą inni, gdy przyznasz się, że pijesz tylko herbatkę rumiankową i wprost nie znosisz modnego sushi. Każdy ma prawo mówić co mu przeszkadza i czego sobie życzy. Także kobiety. Ale czy ja to potrafię? Czy dam radę? Dasz radę i potrafisz. Jeśli chcesz żyć pełnią życia – dziko i zachłannie, przeżyć jeszcze wiele i nie utonąć w nudzie i rutynie. Joanna Habiera tłum. Mirosława Umińska-Sobolewska, Wydawnictwo Prószyński Media, Warszawa 2012, s. 184, ISBN 978-83-7839-073-2

Impuls, Warszawa 2012, s. 302, ISBN 978-83-7587-021-3

Alf Nicholson, Grainne O’Malley

Gdy dziecko zachoruje

Poradniki Debbie Ford

To będzie najlepszy rok twojego życia Obwiniasz innych za swoje niepowodzenia? Powtarzasz te same błędy – jesteś do nich przywiązany? Idziesz codziennie tą samą ulicą i wpadasz w tę samą dziurę – z przyzwyczajenia. Stałeś się specjalistą od zachowań udaremniających twoje wysiłki, oddalających cię od tego, co pragniesz? Możesz – być pewien – to nie będzie najlepszy rok twojego życia! Jeśli natomiast pragniesz coś zmienić, czeka cię dokonywanie nowych wyborów. Wkroczysz na nieznane ścieżki własnej osobowości – przekonuje Debbie Ford, autorka wielu bestsellerowych poradników. Jeśli ten rok ma być lepszy od poprzedniego – weź sprawy w swoje ręce. Nie czekaj, aż inni cię zauważa – sam się pokaż – namawia Ford. Namawia do czynu. I krok po kroku pokazuje, jak tego dokonać, uwalniając wewnętrzną siłę, która pomoże nam zrealizować marzenia i plany. Autorka nie zamierza oszukiwać, że osiągniemy wszystko, co zechcemy. Że schudniemy dziesięć kilogramów albo staniemy na ślubnym kobiercu. Nie mamy gwarancji, że nasze życie będzie usłane różami. Chodzi o to, żeby poszukamy inspiracji w sobie. Ford pomaga stworzyć plan, który doprowadzi nas do celu – naszego szczęścia i spełnienia. Podsunie nam pomysły, jak stworzyć najlepszy rok. 50

b i b l i o t e k a

a n a l i z

Istnieje tak wiele objawów przeróżnych dolegliwości zdrowotnych, że świeżo upieczony rodzic może wpaść w panikę nie wiedząc, jak postępować w przypadku zaobserwowania pierwszych symptomów choroby czy niepokojącego zachowania. Kiedy warto skonsultować się ze specjalistą? Jak radzić sobie z przypadłością czy bólem w warunkach domowych? Naprzeciw potrzebom rodziców wyszedł niniejszy poradnik, w którym znalazły się opisy 20 najczęstszych chorób dziecięcych – od alergii i astmy przez kolki po zapalenie jelit i żołądka. Napisany przez fachowców, ale przystępnym i zrozumiałym językiem, jest zbiorem rzetelnych informacji medycznych. Świetnym uzupełnieniem są rozdziały poświęcone prawidłowemu rozwojowi dziecka. To szczególnie cenna pozycja dla rodziców niemowląt. Sporo bowiem miejsca poświęcono dolegliwościom maluchów. Jedno, co przeszkadzało mi w tej publikacji to brak indeksu. (et) tłum. Joanna Kuliś, Harmonia, Gdańsk 2012, s. 320, ISBN 978-83-7744-010-0

Renowacja mebli Książka idealnie się nada dla osób, które pragną zacząć swoją przygodę z majsterkowaniem, lub są posiadaczami cennych antyków, lecz nie chcą wydawać fortuny na ich renowację. Możemy poznać style konstrukcji mebli, ich historię i dowiedzieć się jakie narzędzia i kleje będą nam przydatne do pracy. Kolejne rozdziały dotyczą czyszczenia i usuwania starych powłok, bejcowania i politurowania, naprawy zniszczonych powierzchni.

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Recenzje Książka jest przepełniona dobrymi radami i rysunkami, które krok po kroku podpowiadają jak wykonywać konkretne czynności. Przy pomocy tej książki możesz zamienić swoje stare zapyziałe, zdezelowane, zdeformowane meble na elegancję, zwrócić im ich dawny urok i blask. (kg)

Przewodniki Ryder Windham

Star Wars. Wielki ilustrowany przewodnik

tłum. Anita Kłos, Arkady, Warszawa 2011, s. 96, ISBN 978-83-213-4701-1

Expanded Universe, czyli rozszerzony o książki, komiksy czy gry wszechświat Gwiezdnych Wojen, rozrósł się przez trzydzieści pięć z górą lat tak bardzo, że komuś, kto dopiero weń wchodzi nie sposób ogarnąć go w całości „od razu”. Tym bardziej, że wiele wątków powiązanych ze sobą bywa często rozrzuconych po rozmaitych źródłach. A zatem przewodnik po chronologii starwarsowego świata, to publikacja „porządkowa” i to pomimo faktu, iż w perspektywie naszej obecnej wiedzy o Odległej Galaktyce jest ona już trochę niepełna. Ryder Windham przyjmuje klucz chronologiczny ukazywania wydarzeń – zaczyna od Wojen Sithów, następnie przeskakuje do Starej Republiki, w czasy z okolic pierwszej trylogii filmowej (I-III). Wraz z nią pojawiają się Wojny Klonów i… pierwszy, chyba największy niedostatek publikacji – omalże całkowity brak informacji o niezwykle przecież rozbudowanych „The Clone Wars” („nowych” animowanych „Wojnach Klonów”), a to dlatego, że książka w oryginale pochodzi z roku 2005, a więc grubo sprzed jego premiery. Dalej nastają Mroczne czasy Imperium, po nich wojna domowa (okres klasycznej trylogii filmowej), a później era Nowej Republiki (w której braknie np. faktów z cykli „Dziedzictwo Mocy” czy „Przeznaczenie Jedi”) Niemniej nie na brakach warto tu się koncentrować. Bardziej istotne są nawiązania, nici snute pomiędzy miejscami, postaciami i zdarzeniami nawet na „chwilę obecną” przewodnika. Na razie bowiem, dla pragnących wejść w głąb lucasowego uniwersum, ogarnąć główne i najważniejsze poboczne wątki, a przy okazji nie zginąć pod masą szczegółów, to wprowadzenie najlepsze z możliwych.

Robert i Hubert Roszkiewicz

Zostań swoim osobistym trenerem Podtytuł „Trenuj, by zdrowo żyć” właściwie pozycjonuje książkę. A jeszcze lepiej zdjęcia braci Roszkiewiczów pomieszczone na końcu – z maratonu, zapaśniczej maty, wreszcie z mety tzw. Biegu Rzeźnika, który (mówiąc w największym skrócie) polega na morderczym taplaniu się w błocie przez kilkadziesiąt (!!!) kilometrów. Dlatego, kiedy wertuje się poradnik właśnie od końca, tak zaskakują wcześniejsze zdjęcia z masażu gorącymi kamieniami czy sauny, które w ramach potreningowej regeneracji polecają autorzy. Trening siłowy, aerobowy, rozciąganie, do tego zalecenia dietetyczne i „życiowe”. Celem tych wszystkich wyrzeczeń ma być zdrowie, smukła sylwetka, dobre samopoczucie i dobicie w szczęściu do setki. Nie jest to łatwe, ale – jak z wieloma innymi aktywnościami bywa – próbować warto. Bracia, byli zapaśnicy (z sukcesami także na arenie międzynarodowej), obecnie są tzw. trenerami osobistymi. Jak informują na okładce, poradnik adresują głównie do osób zmagających się z nadwagą (sami siebie nazywają „nawróconymi żarłokami”). Mylić się będą jednak ci, zdaniem których wyłącznie o pozbycie się kilogramów tu chodzi. Zastosowanie w życiu (byle na stałe) zasad proponowanych przez Roszkiewiczów zaowocować powinno czymś znacznie trwalszym. (kf) Wydawnictwo G+J Książki, Warszawa 2012, s. 240, ISBN 978-83-7778-182-1

STEREOTYPY SAMOBÓJCZE Kulturowe czynniki agresji w życiu społecznym i w organizacji Czesław Sikorski Data wydania: 2011, liczba stron: 207, format: B5, cena: 45 zł

Przesłaniem książki jest określenie stereotypów kulturowych utrudniających przystosowanie do warunków epoki cywilizacji informacyjnej zarówno w życiu społecznym, jak i w organizacji.

PSYCHOLOGIA MIGRACJI Jacek Kubitsky

Data wydania: 2011, liczba stron: 142, format: B5, cena: 33 zł

Migracja jest przedsięwzięciem niosącym w sobie element nadziei i zarazem ryzyka. Jedną z zalet migracji jest możliwość uwolnienia się od „niechcianego” życia, a niebezpieczeństwem samotność i zatracenie samego siebie. Powiedzenie „poznając siebie, poznajesz świat” zawiera wiele mądrości życiowej.

Księgarnia internetowa

www.ksiegarnia.difin.pl

Difin Spółka Akcyjna, ul. Kostrzewskiego 1, 00−768 Warszawa tel. 22 851 45 61 wew. 110, 111, fax 22 841 98 91, www.difin.pl, e−mail: handlowy@difin.pl

b i b l i o t e k a

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

k w i e c i e ń

2 0 0 5

51


Recenzje Uzupełnienie dla ukazanego tu przebiegu zdarzeń w rozszerzonym świecie Star Wars stanowią: wstęp ogólny – o Jedi, Sitchach i samej Odległej Galaktyce; uczta dla ciekawych kulisów powstawania sagi, a także dla kolekcjonerów. (ton) tłum. Anna Hikiert, Egmont, Warszawa 2012, s. 160, ISBN 978-83-237-6594-3

Olga Morawska

Wakacje w Norwegii Jeśli komukolwiek Norwegia kojarzy się wyłącznie z przepięknymi fiordami lub z fantastyczną (ach te bicepsy!) biegaczką narciarską Marit Bjoergen, koniecznie winien sięgnąć po przewodnik Olgi Morawskiej, po raz drugi zabierającą nas ze sobą w miejsca, o których tylko teoretycznie „dużo wiemy” (pierwszy przewodnik poświęcony został Danii). Do najczęściej kojarzonych z Norwegią nazwisk należą Henrik Ibsen, Edvard Munch, Roald Amundsen, Edvard Grieg czy Sigrid Undset. Do grona tego dołączyć teraz należy Bjoergen. A propos narciarstwa, Norwegia słynie z tego sportu, uprawianego pod każdą ponoć postacią. Wielką chlubą Norwegów jest zatem wspaniała skocznia Holmenkollen w Oslo, której potęga robi wrażenie na każdym, kto odwiedza to miasto. Na tyle – jak pisze Morawska – iż utarło się, że „więcej ludzi przyjeżdża do Holmenkollen niż do Oslo”. Norwegia to także liczne i długie tunele, za sprawą niezwykle niesprzyjającego drogownictwu ukształtowania terenu (góry i wcinające się w ziemię fiordy). Najdłuższy z tuneli ma 24,5 km, niektóre są nieoświetlone, autorce zaś zdarzył się i taki, który przejeżdża się wahadłowo (z nadjeżdżającym z naprzeciwka gamoniem włącznie…). Ponieważ Morawska wszędzie podróżuje z kilkuletnimi synami, jej książki to świetny poradnik dla rodziców. (kf) Wydawnictwo G+J Książki (marka National Geographic), Warszawa 2012, s. 160, ISBN 978-83-7596-275-8

Tim Jepson

Sycylia

Kolejna świetna monografia w serii „Przewodnik National Geographic”, tym razem poświęcona największej wyspie Morza Śródziemnego, należącej do Włoch (choć zachowującej autonomię), Sycylii. Pozostałości burzliwej historii wyspy są dziś nie mniejszą atrakcją dla turystów, niż jej egzotyczna przyroda, skaliste plaże, góry i wulkany. W XI wieku p.n.e. swoje miasta zaczęli wznosić tu Fenicjanie, sto lat później byli tu już Grecy, którzy utrzymali się przez 400 lat, lecz po długiej wojnie utracili ją na rzecz Kartaginy, zaś dwieście lat później wywalczyli ją Rzymianie. Potem była pod wpływami Bizancjum, następnie Arabów. Pierwszy koronowany władca Sycylii przybył z Normandii, potem władali nią cesarze Niemieccy, następnie Habsburgowie, dalej – Burbonowie i dopiero od 1861 roku, po ataku wojsk Garibaldiego, należy do Włoch. Każdy z właścicieli coś po sobie pozostawiał, ale i coś burzył, strategicznie położona na mapie Sycylia była przez wieki areną walk i wielkim placem budowy. Zachowało się dostatecznie wiele, w tym ruiny greckich i rzymskich świątyń, ale też niezwykłe katakumby, bizantyjskie świątynie, średniowieczne zamki i renesansowe pałace. Sycylia kojarzy się jednak także z niebezpieczeństwem – z mafią i wulkanami, z Etną na czele. Ale i z doskonała kuchnią, w której dominują wpływy arabskie i greckie, no i wspaniałe wina, którym przewodnik Tima Jepsona poświęca niemało uwagi. Dobrze się zwiedza z tym przewodnikiem, są tu i mapy, i zdjęcia, i porady praktyczne, i opisy zabytków, i propozycje spędzania czasu w górach, i nad morzem, dużo ciekawostek, dużo rekomendacji dla restauracji i hoteli, wskazówek dojazdu itp. Na polski tłumaczył nieżyjący już znakomity translator, Piotr Amsterdamski. (ł) tłum. Piotr Amsterdamski, G+J RBA, Warszawa 2012, s. 192, 41,90 zł, ISBN 978-83-7596-042-6

52

b i b l i o t e k a

a n a l i z

Lechosław Herz

Puszcza Kampinoska To kolejny przewodnik Lechosława Herza po Puszczy Kampinoskiej, którą mieszkający w Warszawie autor zna pewnie najlepiej ze wszystkich osób piszących w kraju, od lat bowiem spędza w niej wiele czasu, dbając m.in. o oznakowanie pieszych szlaków. Dla mieszkańców stolicy, którzy lubią aktywny wypoczynek, to publikacja wręcz niezbędna, bo jakież inne miejsce lepiej nadaje się do wypoczynku połączonego z poznawaniem przyrody (przewodnik uczy np. rozpoznawać ślady żyjących w puszczy zwierząt). W przewodniku szczegółowo opisano wszystkie szlaki, także te ich fragmenty, które przebiegają przez przytulone do Puszczy miejscowości, jak choćby: Laski, Izabelin, Leszno, Brochów, Zaborów, Żelazową Wolę, nawet leżący po drugiej stronie Wisły Czerwińsk. Dużo tu ciekawostek, sporo historii, ale dominują opisy odkrywanej na szlaku przyrody. A ponieważ agroturystyczna oferta wokół Puszczy jest coraz bogatsza, to i warto korzystając z przewodnika zaplanować nawet kilkudniową wycieczkę. Przewodnik pokazuje długości każdego szlaku w kilometrach (i każdego punktu na szlaku), co pozwala planować trasy – według własnych możliwości. Jeśli nam się poszczęści, możemy spotkać łosia lub nawet rysia. (łg) Rewasz, Pruszków 2012, s. 360, ISBN 978-83-62460-18-2

Albumy Ryszard Horowitz

Poznańskie impresje W bezliku słabych albumów ukazujących stolicę Wielkopolski z denerwującą monotonią, zbiór obrazów Poznania w obiektywie Ryszarda Horowitza jest na pewno czyś świeżym, choć pewnie nie do końca tym, o czym marzą wciąż czytelnicy czekający na publikację, która uchwyci specyficznego ducha miasta. Fotografie tu zawarte, wykonane w 2010 roku, ukazują Poznań z szerokiej perspektywy – z ratuszowej wieży i z lotu ptaka. Systematyczny plan śródmieścia i Starego Miasta oraz bardziej spontaniczny, a w ostatnich latach również chaotyczny wzrost zabudowy dalszych, oplatających je ulic. W błędzie jest jednak ten, kto szuka w albumie Horowitza wyłącznie portretów miasta. To raczej jego wizja – wizja, która zaskakuje i zdumiewa, bowiem Poznań oglądany jego oczami, niejako „z zewnątrz”, jawi się trochę technologicznym tworem ze szkła i stali – nowoczesnym, ale jakby nieco bezdusznym. A to za sprawą budynków które wyraźnie dominują w przestrzeni albumu. Jedynie staromiejski wstęp i zakończenie oraz nieliczne przebitki z dawnej architektury – także zwykle mocno przetworzone – wprowadzają nieco inny nastrój, pogłębiając jednakowoż napięcie, doskonale widoczne na twarzy prezydenta miasta podczas wernisażu prac do książki. Mamy zatem niewątpliwe o Poznaniu album zaskakujący i ciekawy. Ale po jego obejrzeniu pozostaje w głębi serca i umysłu jakiś niepokój… (ton) Wydawnictwo Miejskie, Poznań 2011, s.128, ISBN 978-83-7768-003-2

Architektura Filip Springer

Źle urodzone Halina Skibniewska, projektantka dwu udanych stołecznych osiedli Sady Żoliborskie i Szwoleżerów, ale i wicemarszałek sejmu „w 1954 roku zastanawiała się (…) jak w miejscu ruin po Zamku Ujazdowskim postawić Teatr Domu Wojska Polskiego i Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu”. Szczęśliwie ten pomysł nie wypalił, ale i tak 23 lata później otrzymał Leninowską Nagrodę Pokoju. „Współpracownikom tłumaczy, że wprawdzie przyznał ją jej sam Breżniew, ale wręczał już tylko Gierek” – takich osobliwości w tym obficie ornamentowanym zdjęciami tomie architektonicznych – jeśli tak możne rzec – reportaży, dotyczących budowli z okresu PRL, znajdziemy niemało.

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Recenzje Weźmy Dworzec Centralny w Warszawie, „obiekt, który planowano ponad ćwierć wieku, miał powstać w trzy lata: ‘Musicie zdążyć na VII Zjazd Partii’” – usłyszeli od decydentów architekci inwestycji na czele z głównym projektantem – Arseniuszem Romanowiczem oraz odpowiednicy inżyniera Karwowskiego i technika Maliniaka . „Jednym z najważniejszych wyzwań logistycznych w czasie budowy była kwestia utrzymania ruchu pociągów. Całą inwestycję ukończono bez ich zatrzymywania – sztuki tej nie udało się powtórzyć tym, którzy remontowali dworzec przed EURO 2012”. Na ich głowy posypał się za to grad… portfeli. „Kto wcześniej w Warszawie stał się ofiarą kieszonkowców, mógł po latach odnaleźc to, co stracił – okazało się, że szczeliny w konstrukcji dachowej w pasażu podziemnym były ulubionym wśród złodziei miejscem pozbywania się wyczyszczonej z gotówki zdobyczy”. Romanowicz wkrótce po otwarciu Dworca Centralnego otrzymał nagrodę państwową oraz „statuetką Warszawskiego Miliona, przyznawaną nielicznym, którzy zaprojektowali dla stolicy obiekty o łącznej kubaturze przekraczającej milion metrów sześciennych. (…) Swój milion zdobył projektując tylko obiekty kolejowe. „– Można powiedziec, że się wykoleiłem – śmiał się w gronie przyjaciół”. (to-rt) Karakter, Warszawa 2012, s. 272, ISBN 9788362376124

Książki audio Jerzy Pilch

to pełnokrwiste postaci śledczych. Skupiając się na ofiarach i portrecie psychologicznym sprawcy, Charlotte Link zapomina, że czytelnik najchętniej utożsamia się z detektywem, sam bowiem szuka rozwiązania kryminalnej zagadki. Ambitna komisarz Valerie Almond z powieści „Drugie dziecko” nie jest postacią, która czymkolwiek może czytelnika uwieść, ale podobnie było we wcześniejszych książkach pisarki. „Drugie dziecko” ukazało się właśnie w formie audiobooka, to druga czytana po polsku powieść Niemki, wcześniej ten sam wydawca opublikował „Ostatni ślad”. Czyta w sposób wciągający w świat powieści, Ewa Abart. (ł) tłum. Dariusz Guzik, Sonia Draga, Katowice 2012, CD-MP3, ISBN 978-83-7508-493-1

Mariusz Wollny

Kacper Ryx i tyran nienawistny Cykl powieści o Kacprze Ryksie, inwestygatorze królewskim, to historyczna fantastyka z wyraźnie dydaktycznym zacięciem. Tym razem znaczna część akcji rozgrywa się na Kresach, w czasach panowania Stefana Batorego, u którego Ryx cieszy się względami. Proza przede wszystkim dla młodzieży, podróż w czasie z przymrużeniem oka, pisana w myśl zasady, by „bawiąc – uczyć”. Niestety, podobnie jak wcześniejsze powieści z tej serii, tak i ta czytana jest przez Tomasza Sobczaka, który ma wadę wymowy. (ł) Wydawnictwo Otwarte/Biblioteka Akustyczna, Kraków / Warszawa 2012, CD-MP3, 34,90 zł, ISBN 978-83-63162-38-2

Jacek Piekara

Inne rozkosze Bodaj najgorsza z książek Pilcha. Bez pomysłu na fabułę, poczucie humoru w rejestrach dolnych, kilka niebanalnych myśli na temat kobiecych potrzeb i to właściwie jedyne, co z tej książki pozostaje. Postać głównego bohatera nijaka, rozlazła, jego perypetie też nie zaciekawiają, a wątki w tle są te same, co w innych powieściach Pilcha, stąd podejrzenie, że pisał „Inne rozkosze” bez jakiejkolwiek koncepcji na powieść. Teraz ta nudna książka wyszła w formie audiobooka, w dodatku słabo czytanego. (ł) Weltbild, Warszawa 2012, CD-MP3

Charlotte Link

Drugie dziecko

Łowca dusz Kolejna gratka dla miłośników prozy Jacka Piekary i jego cyklu opowieści o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie, będącym jedną z najbardziej pełnokrwistych postaci w polskiej fantastyce. Madderdine kieruje się osobliwą etyką, niewiele w nim empatii, niemniej jego poczucie humoru, ironia, dystans do samego siebie, nieodmiennie budzą sympatię. Oryginalnie książka wyszła w 2006 roku i zawiera cztery powiązane fabularnie opowiadania. Krytycy mogą wybrzydzać, że Piekara się powtarza, że wciąż snuje tę samą opowieść, ale przecież tego właśnie chce od niego czytelnik. I nie rozczaruje się. A w wydaniu audio po raz kolejny interpretuje prozę Piekary Janusz Zadura, który moim zdaniem jest obecnie jednym z najlepszych polskich lektorów. (ł) Biblioteka Akustyczna, Warszawa 2012, CD-MP3, 34,90 zł, ISBN 978-83-63162-36-8

Charlotte Link wciąż jest w Polsce mało znana, tymczasem kolejne przekłady jej powieści pokazują, że to być może najlepsza współczesna autorka kryminałów w Niemczech. Tworzy nastrojową fabułę, intrygi są zagmatwane, czytelnikowi trudno odkryć sprawcę, gdyż przez większą część jej powieści po pierwsze motywy są niejasne, po drugie – aż nadto jest innych podejrzanych. Nie inaczej jest z powieścią „Drugie dziecko” – akcja rozgrywa się na angielskiej prowincji, w tle są mroki dawnych przewinień, całkiem spora grupa podejrzanych, ostateczne motywy wiążą się jednak z poczuciem krzywdy, rozczarowania i niespełnienia, które przywodzą do obłędu. Charlotte Link w swoich powieściach lubi przedstawiać skrzywdzone kobiety, wcale nie koniecznie jednak bezbronne, choć zwykle kompletnie pogubione, mające trudności w relacjach z mężczyznami. Jedyne czego brakuje jej prozie,

Prawo, gospodarka Marlena Jankowska

Autor i prawo do autorstwa Bardzo interesująca i wnikliwa monografia mająca za przedmiot analizę podstawowego pojęcia prawa autorskiego, jakim jest pojęcie autora, a co za tym idzie faktu autorstwa jako źródła określonych w prawie autorskim praw podmiotowych – określanych łącznie jako prawo do autorstwa. Autorka rozpoczyna swoje rozważania od zagadnień historycznych i filozoficznych, przechodząc następnie do kwestii językowych i etymologicznych. Obszerną część opracowania poświęcono badaniom prawnoporównawczym – analizie rozwiązań przyjętych w nieprzypadkowo wybranych porządkach krajowych (systemy anglo-

Nasze książki mówią same… za siebie Znajdziesz u nas książki do słuchania i słuchowiska z udziałem najlepszych polskich aktorów. Książki dostępne są na CD oraz na kasetach. b ii bb l l i i oot te ek ka a

a na an l ai lz i z p r pz er dz se t da sw t i aa w i •a

k• s i ą kż sk ii ą ż •k i

• i e cmi ea ńj k w

22 0 0 1 5 2

53 53


Recenzje saskie, system niemiecki, francuski i szwajcarski, wybrane systemy krajów azjatyckich). Rozważania dotyczące uregulowań prawa polskiego umiejscowiono na tle regulacji obcych – krajów nordyckich, Holandii, Grecji, Włoch oraz Niemiec. Autorka jest doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. (jh) Wolters Kluwer, Warszawa 2011, s. 556, 129 zł, ISBN 978-83-264-1345-2

Tomasz Bil, Aleksandra Broniek, Aleksandra Cincio, Marcin Kiełbasa

Kodeks cywilny. Civil Code

Oferta wydawców książek prawniczych obejmująca tłumaczenia kluczowych aktów prawa polskiego na języki obce systematycznie się rozszerza. I dobrze, że tak się dzieje – zarówno polscy, jak i zagraniczni prawnicy coraz częściej sięgają po tego typu publikacje. Omawiana publikacja nie jest pierwszym na polskim rynku przekładem tekstu polskiego kodeksu cywilnego na język angielski. Zasługuje jednak na szczególną uwagę, przede wszystkim ze względu na staranność terminologiczną. Nie na darmo recenzent przekładu, prof. Fryderyk Zoll rekomenduje opracowanie tymi słowami: „Istnieją w angielskim języku prawnym i prawniczym dziesiątki synonimów, których prawodawca angielski nie lęka się umieszczać tuż obok siebie, mimo że nie dodają one kolejnych sensów normatywnych. Tłumacz sięgający do tradycyjnych pojęć common law musi uważać, aby nie przenieść w ten sposób znaczeń należących do innego systemu i nie zmieniać tym samym sensu danej instytucji. Oceniany przeze mnie przekład odznacza się wysoką jakością. W dużej mierze udało się odpowiednio dobrać terminologię bez zniekształcenia sensu poszczególnych instytucji”. Książka ukazała się w cyklu „Przepisy dwujęzyczne”. Joanna Hetman Wolters Kluwer, Warszawa 2011, s. 522, 139 zł, ISBN 978-83-264-1283-7

Leszek Małek

Cytat w świetle prawa autorskiego Jest to pierwsza w polskiej literaturze tak obszerna publikacja dotycząca istotnej zarówno z praktycznego, jak i aksjologicznego punktu widzenia instytucji, jaką jest – w obrębie dozwolonego użytku – prawo cytatu. Autor podchodzi do omawianej instytucji bardzo szeroko – swoje rozważania rozpoczyna od nakreślenia podstaw instytucji dozwolonego użytku, której prawo cytatu jest wycinkiem, następnie przechodzi do omówienia cytatu w oderwaniu od nauk prawnych, tj. na gruncie takich dziedzin nauki jak literaturoznawstwo, muzykologia i filmoznawstwo. Kolejne rozdziały opracowania obejmują analizę prawa cytatu na gruncie prawnych rozwiązań międzynarodowych i unijnych, następnie – w poszczególnych, wybranych systemach krajowych. Omówienie prawa cytatu w polskim systemie rozpoczynają uwagi o charakterze historycznym. Następnie autor przechodzi do zasadniczej analizy obowiązującej regulacji, uwzględniając jej podstawy aksjologiczne, omawiając poszczególne przesłanki legalnego korzystania z prawa cytatu, a także takie, niejednokrotnie budzące kontrowersje zagadnienia jak rozmiar dozwolonego cytatu, jego rozpoznawalność i dosłowność. Autor jest doktorem nauk prawnych, nauczycielem akademickim, a jednocześnie adwokatem, specjalistą w zakresie prawa własności intelektualnej oraz prawa prasowego. Książka ukazała się w cyklu „Monografie Lex”. (jh) Wolters Kluwer, Warszawa 2011, s. 464, 119 zł, ISBN 978-83-264-1276-9

(red) Kazimierz Jaśkowski

Kodeks pracy, Tom I. Komentarz Lex Ósme wydanie komentarza do kodeksu pracy autorstwa doktora nauk prawnych, sędziego Sądu Najwyższego Kazimierza Jaśkowskiego. Współautorem komentarza jest radca prawny Eliza Maniewska, członek Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego, specjalistka w zakresie europejskiego prawa pracy. Tom I zawiera nie tylko komentarz do kodeksu pracy ale również osiemnaście podstawowych aktów praw54

b i b l i o t e k a

a n a l i z

nych z zakresu prawa pracy wraz z orzecznictwem. Pozycja polecana szczególnie praktykom, zawiera bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego, w tym niepublikowane. (ark) Wolters Kluwer, Warszawa 2012, s. 1164, 269 zł, ISBN 978-83-264-1561-6

(red.) Kazimierz Jaśkowski

Kodeks pracy. Tom II. Komentarz Lex Tom II zawiera zagadnienia związane z europejskim prawem pracy, w tym zasadą swobody przepływu pracowników, równym traktowaniem kobiet i mężczyzn, równym traktowaniem pracowników, pracą w niepełnym wymiarze, pracą na czas określony, pracę tymczasową, informacjami i konsultacjami pracowników, zmianą pracodawcy, zwolnieniami grupowymi, niewypłacalnością pracodawcy, czasem pracy i urlopami wypoczynkowymi, ochroną macierzyństwa, urlopem rodzicielskim, pracownikami młodocianymi, bezpieczeństwem i ochroną zdrowia pracowników, kartą praw podstawowych unii europejskiej. Niewątpliwym atutem komentarza jest zamieszczenie angielskiej wersji językowej. (ark) Wolters Kluwer, Warszawa 2012, s. 957, 269 zł, ISBN 978-83-264-1561-6

Zbigniew Banaszczyk

Odpowiedzialność za szkody wyrządzone przy wykonywaniu władzy publicznej Monografia stanowi kompleksowe omówienie rozwiązań normatywnych uregulowanych w przepisach Kodeksu cywilnego oraz innych ustaw, dotyczących zagadnienia odpowiedzialności odszkodowawczej, wynikającej z faktu wyrządzenia szkody nie tylko niezgodnymi z prawem, ale również legalnymi działaniami lub zaniechaniami, związanymi z wykonywaniem władzy publicznej. Publikacja zawiera także uwagi historyczne oraz zagadnienia prawnoporównawcze na tle prawa francuskiego, niemieckiego i brytyjskiego. W opracowaniu uwzględniono bogate orzecznictwo oraz poglądy doktryny. Autorem monografii jest docent w Instytucie Prawa Cywilnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, adwokat, arbiter w Sądzie Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. (ark) Wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2012, s. 478, ISBN 978-83-255-3489-9

(red.) Maciej Rogalski

Prawo telekomunikacyjne Ta obszerna publikacja jest dziełem grupy autorów – pracowników działów regulacji przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, prawników i ekonomistów z wieloletnim doświadczeniem w branży telekomunikacyjnej. Opracowanie, pierwsze tak obszerne monograficzne podejście do prawa telekomunikacyjnego, składa się z kilkunastu rozdziałów wyjaśniających podstawowe pojęcia, zasady, konstrukcje i instytucje z tej dziedziny prawa, a także problemy prawne pojawiające się przy ich praktycznym stosowaniu. Układ opracowania odpowiada systematyce ustawy – prawo telekomunikacyjne. Jego atutem jest szerokie podejście do omawianej dziedziny – autorzy nie ograniczają się jedynie do zagadnień prawnych, lecz poddają analizie również kwestie technologiczne i ekonomiczne. (jh) Wolters Kluwer, Warszawa 2011, s. 816, 99 zł, ISBN 978-83-264-1257-8

Patricia Elbers, Robert Siwik

Prawo ochrony konkurencji i konsumentów – zestaw ustaw. Recht des Wettbewerbs und Verbraucherschutzes – Gesetzessammlung Bardzo praktyczna pozycja na rynku wydawniczym. Wydanie dwujęzyczne trzech polskich ustaw z dziedziny prawa ochrony konkurencji i konsumentów. W skład tłumaczenia wchodzą: ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów, ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Publikacja przydatna praktykom, zajmującym się na co dzień obsługą klientów z obszarów niemieckojęzycznych. (ark) Wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2012, s. 178, 189 zł, ISBN 978-83-255-3320-5

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Recenzje Tomasz Michalik

Sławomir Turkowski

Praktyczny komentarz, zawierający wyczerpującą analizę przepisów ustawy w odniesieniu do regulacji unijnych, dotyczących wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, w szczególności Dyrektywy 2006/112. Publikacja uwzględnia najnowsze orzecznictwo krajowych sądów administracyjnych oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wydanie uwzględnia zmiany wchodzące w życie w 2012 i 2013 roku, m.in.: zmianę stawek podatku i mechanizm automatycznych zmian stawek w kolejnych latach, regulację dotyczącą odliczania podatku naliczonego przy nabyciu samochodów osobowych i innych pojazdów samochodowych oraz paliwa do nich. Autorem komentarza jest prawnik, doradca podatkowy, partner w spółce doradztwa podatkowego MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. Komentarz zawiera także kod dostępu upoważniający do darmowego korzystania on-line z wybranych ustaw i rozporządzeń podatkowych. (ark)

Niniejsza publikacja zmierza do usprawnienia działań osób zarządzających przedsiębiorstwem lub planujących założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Autor książki jest prawnikiem, specjalistą w zakresie prawa spółek handlowych. Na tom składają się wzory dokumentów najczęściej wykorzystywanych w działalności spółki – od wzoru zgłoszenia spółki do rejestru, przez wzory uchwał, umów – o pracę, outsourcingu, najmu lokalu, po rozmaite pisma sądowe, takie jak pozew. Każdy wzór poprzedzony jest wprowadzeniem – wyjaśnieniem tego, co jest istotą dokumentu. Książka została podzielona na pięć rozdziałów, zgodnie z tematyką dokumentów (np. „Dokumenty związane ze stosunkiem pracy”, „Umowy o charakterze cywilnoprawnym). Wydanie zostało opracowane według stanu prawnego na 1 kwietnia 2012 roku. (et)

VAT. Komentarz

Umowy, pisma i dokumenty w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością

Wolters Kluwer, Warszawa 2012, s. 218, 129 zł, ISBN 978-83-264-0766-6

C.H. Beck, Warszawa 2012, s. 974, 269 zł, ISBN 978-83-255-3652-7

Zeszyty Naukowe UJ. Prace z prawa własności intelektualnej. Zeszyt 1/2011

Zeszyty Naukowe UJ. Prace z prawa własności intelektualnej. Zeszyt 3/2011

W zeszycie znalazły się trzy interesujące artykuły naukowe z zakresu prawa autorskiego: „Ingardenowska koncepcja dzieła jako przedmiotu intencjonalnego” Macieja Kruszyńskiego, „Postępowanie cywilne w sprawach o zatwierdzanie i o zmianę zatwierdzonych tabel wynagrodzeń za korzystanie z utworów lub przedmiotów prawach pokrewnych” Radosława Fleszara i Małgorzaty Malczyk-Herdzina, wreszcie bardzo obszerne opracowanie zatytułowane „Ochrona nadań w prawie Unii Europejskiej” autorstwa Małgorzaty Pęk. (jh)

Zeszyt otwiera zasługujący na szczególną uwagę artykuł Joanny Banasiuk pt. „Wspólność praw autorskich do utworu współautorskiego”, w którym autorka – na podstawie dorobku polskiej i niemieckiej doktryny i judykatury – rozważa czy przysługująca współtwórcom wspólność praw autorskich do stworzonego wspólnym wysiłkiem utworu dotyczy tylko autorskich praw majątkowych, czy też również praw osobistych, zaś w obrębie rozważań dotyczących wspólności autorskich praw majątkowych zastanawia się z jakiego rodzaju wspólnością mamy tu do czynienia. Ponadto w zeszycie znalazł się obszerny artykuł „Ochrona nadań w prawie międzynarodowym – część I” autorstwa Małgorzaty Pęk oraz tekst o nietypowej, specyficznej tematyce – „Marketing ekologiczny w prawie polskim – przegląd regulacji” Igora B. Nestoruka. (jh)

Wolters Kluwer/Uniwersytet Jagielloński, Warszawa 2011, s. 170, 72,45 zł, ISSN 0137-236X

Wolters Kluwer/Uniwersytet Jagielloński, Warszawa 2011, s. 168, 72,45 zł, ISSN 0137-236X

Zeszyty Naukowe UJ. Prace z prawa własności intelektualnej. Zeszyt 2/2011

Rabbi Daniel Lapin

W zeszycie znalazło się sześć artykułów z zakresu prawa własności intelektualnej – z których pięć to monograficzne spojrzenia na wybrane zagadnienia prawa autorskiego, jeden zaś dotyczy prawa własności przemysłowej. Zbiór zawiera następujące artykuły: Dorota Sokołowska „Ochrona słowa w prawie autorskim”, Jakub Michał Doliński „Rekonstrukcja historyczna jako przedmiot prawa autorskiego i praw pokrewnych”, Kacper Jan Piórecki „Prawa autorskie uczestników procesu inwestycyjnobudowlanego”, Beata Gadek-Giesen „Plagiat dzieł naukowych – zagadnienia wybrane”, Radosław Fleszar, Małgorzata Malczyk-Herdzina „Postępowania cywilne w spawach z art. 110(1) ust. 2 pkt 2-6 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych”, Maciej Hulicki „Pojęcie ‘poinformowany użytkownik’ w świetle praktyki i orzecznictwa unijnego”. (jh)

Podtytuł „Dziesięć przykazań zarabiania pieniędzy” tylko trochę wyjaśnia, o czym będzie ta książka. Właściwie – nie „dziesięć przykazań” tylko „dziesięć oświadczeń” – bo tak jest w Torze i w ortodoksyjnym judaizmie. Autor: rabin, biznesmen, konsultant marketingu, wprowadza nas w reguły świata biznesu obecne w Torze. Czy wiecie, że dobre było siedem uczynków Stwórcy? A co było dobre potem – otóż ósmym dobrem było… złoto! Stąd też operacje finansowe, powstanie pieniądza i obrót gotówki (bądź innych instrumentów finansowych) ma wymiar duchowy, a nie materialny (jak mogliby sądzić wulgarni marksiści). Uzasadnienie tego „etycznego kapitalizmu” wyczytać można z Biblii, zaś precyzyjne formuły znajdują się w Talmudzie. Nawiasem mówiąc przy odwołaniu do traktatów talmudycznych rabbi pisze: „jak podają ponad 2000 lat temu”. Dotychczas byłem

Wolters Kluwer/Uniwersytet Jagielloński, Warszawa 2011, s. 132, 72,45 zł, ISSN 0137-236X

Partnerstwo

Bogać się!

dla księgarń

Program wsparcia b i b l i o t e k a

a n a l i z

p r z e d s t a w i a

szczegóły • k s i ąna ż k www.ksiaznica.pl i • k w i e c i e ń

2 0 0 5

55


Recenzje Lista bestsellerów Księgarni Ekonomicznej K. Leki www.ksiegarnia-ekonomiczna.com.pl 1

Wszystko o prawie pracy i BHP w prawie pracy i 2012 roku, Ewa Madejek (opr.), Gofin 2012, s. 584, 47,90 zł

2

Zarządzanie procesami biznesowymi w przedsiębiorstwie, Agnieszka Bitkowska, Vizja Press 2009, s. 184, 42,90 zł

3

Zarządzanie zasobami ludzkimi, Henryk Król, Antoni Ludwiczyński (red. naukowa), WN PWN 2009, s. 704, 79,90 zł

4

Drzewa klasyfikacyjne i regresyjne w badaniach marketingowych, Mariusz Łapczyński, Wydawnictwo UE 2011, s. 96, 17,90 zł

5

Controlling w praktyce, Zbigniew Leszczyński, Tomasz Wnuk-Pel, ODDK 2006, s. 656, 147 zł

6

Zarządzanie rentownością. Budżetowanie i kontrola, Tomasz Wnuk-Pel, Difin 2006, s. 420, 76 zł

7

Kompendium wiedzy o ekonomii, Janine Bremond, Jean-Francois Couet, Marie-Martine Salort, WN PWN 2005, s. 382, 44,90 zł

8

Ubezpieczenia w zarządzaniu ryzykiem przedsiębiorstwa. Tom 2. Zastosowania, Lech Gąsiorkiewicz, Jan Monkiewicz, Poltext 2010, s. 254, 49,90 zł

9

Prawo urzędnicze, Anna Dubowik, Łukasz Pisarczyk, Wolters Kluwer 2011, s. 250, 59 zł

10

Piąta dyscyplina. Teoria i praktyka organizacji uczących się, Peter M. Senge, Wolters Kluwer 2012, s. 456, 69 zł

przekonany, że Talmud powstał po Chrystusie, po zburzeniu świątynii – w III (t. jerozolimski) i V wieku (t. babiloński), ale jak w starym dowcipie: Tora była wcześniej nim powstał świat i Bóg tworząc świat miał ją w swoim umyśle. Jedna z perełek tej książki wyjaśnia, jak tradycja żydowska pomaga wytłumaczyć, dlaczego ateizm i biznes nie są naturalnymi sojusznikami: „coś tak prawdziwie duchowego jak handel po prostu nie może współistnieć z socjalizmem. Zdeklarowany ateista wie, że aby być wiernym swojemu credo, musi odrzucić ideę wolnego rynku ze względu na zawarty w nim potencjał niepohamowanego rozwoju człowieka”. Jest to tylko jeden z trzech aspektów związku pomiędzy Bogiem a rynkiem – ukazanego w tradycji żydowskiej, zachęca jednak do lektury nie tylko biznesmenów! (pcc) tłum. Małgorzata Wróblewska, One Press, Gliwice 2012, s. 320, ISBN 978-83-246-3399-9

Prawo zamówień publicznych Stan prawny na styczeń 2012 roku. Publikacja zawiera tekst ustawy Prawo zamówień publicznych z 29 stycznia 2004 roku oraz rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów w sprawie kwot wartości zamówień oraz konkursów, od których jest uzależniony obowiązek przekazywania ogłoszeń Urzędowi Oficjalnych Publikacji Wspólnot Europejskich z 23 grudnia 2009 roku. Seria ta zawiera hasła w nawiasach kwadratowych, przypisy z opisem poszczególnych zmian, przydatny indeks rzeczowy, oraz pogrubienie ostatnich zmian. (ark) C.H. Beck, Warszawa 2012, s. 158, 9,90 zł, ISBN 978-83-255-3650-3

Zeszyty Naukowe UJ. Prace z prawa własności intelektualnej. Zeszyt 4/2011 Zeszyt obejmuje cztery artykuły z zakresu prawa autorskiego oraz prawa własności przemysłowej: „Utwór inspirowany w prawie autorskim” Jakuba Michała Dolińskiego, obszerne opracowanie „Ochrona nadań w prawie międzynarodowym – część II” autorstwa Małgorzaty Pęk, „Zdolność rejestrowa koloru per se jako wspólnotowego znaku towarowego” Anny Ziarno, wreszcie przygotowaną przez Marlenę Jankowską krótką relację z corocznej konferencji Wikimedia Polska – „Konferencja Wikimedia Polska – Wrocław 2011”. (jh) Wolters Kluwer/Uniwersytet Jagielloński, Warszawa 2011, s. 162, 72,45 zł, ISSN 0137-236X

Guy Kawasaki

Powrót do rzeczywistości Podtytuł „Prześmiewcza książka o tym, jak przechytrzyć, prześcignąć i pokonać konkurencję” ma prawdopodobnie przyciągnąć „biznesowych” czytelników, oferując im odrobinę rozrywki w tych trudnych kryzysowych czasach. Ale to zwodnicze założenie! Nic tu nie pasuje: 56

b i b l i o t e k a

a n a l i z

1. Nie jest to książka. Tak naprawdę jest to przygotowany do druku, podzielony na rozdziały, blog w odcinkach. Rozdziały mają po kilka stron, omawiają konkretne zagadnienia związane z zakładaniem firmy, zdobywaniem funduszy na działalność, planowaniem, konkurencją, piarem, relacjami z ludźmi, dobroczynnością. 2. Nie jest prześmiewcza. A jeśli tak, to w konwencji „błazeńskiej maski”. Dla każdego, kto choć raz spróbował prowadzić biznes wraca pytaniem: „z czego się śmiejecie? z siebie się śmiejecie, głupcy!”. 3. Oczywiście nie wszystkie opisane sytuacje, błędy, idiotyzmy przytrafiły się wszystkim. Sam autor prawdopodobnie też ich nie doświadczył. Jednak w długoletniej karierze członka Wietkongu widział i słyszał niejedno. Tutaj w punktach podaje proste acz skuteczne recepty jak unikać takich błędów. Odziera z aury „uczoności” bełkot marketingowy, demaskuje techniki samooszukiwania się przy tworzeniu planów biznesowych, ujawnia kłamstwa wszystkich uczestników procesów negocjacyjnych czy decyzyjnych. Aż strach pomyśleć, ile się dowiemy z tej lektury. Nie o biznesmenach – o sobie… (pcc) tłum. Michał Lipa, Wolters Kluwer, Warszawa 2011, s. 510, ISBN 978-83-264-1350-6

Jacek Tittenbrun

Gospodarka w społeczeństwie To praca pomnikowa, która służyć będzie studentom i badaczom przez co najmniej kilkanaście następnych lat. Jacek Tittenbrun zebrał w różnych kategoriach poznawczych najważniejsze pojęcia z zakresu socjologii w jej ekonomicznym aspekcie. Przedstawia główne prace teoretyczne, weryfikując je, czasem polemizując, tak że jego książka nie jest tylko przeglądem nauk (jest nim również), ale też aktualną wykładnią, niektóre idee zweryfikował czas, inne od początku były mocno kontrowersyjne. Socjologia jest nauką, która szczególnie mocno powiązana jest z badaniami, ze statystyką, ale też ze zmieniającymi się ludzkimi zachowaniami, zmieniającymi się potrzebami. Tittenbrun omawia to, co w nauce tej fundamentalne, zagadnienia pracy, kapitału, klas, roli państwa i prawa, polityki, pieniądza, własności, rynków, przedsiębiorczości, ale też kapitału ludzkiego, ale też aspektu czasu, ale też znaczenia rodziny, potem przechodzi do omówienia najważniejszych zagadnień teoretycznych, w tym obszernie teorii klas społecznych. Nawet wykłady z historii socjologii opatrzone są analizą krytyczną autora, nie są to zresztą klasyczne wykłady, raczej szkice, dzięki hasłowemu (na ile to było możliwe przy tej objętości) zorganizowaniu tekstu ta książka ma też charakter leksykonu. Imponuje rozmach tego dzieła, rozmiar wiedzy, źródeł, ale przede wszystkim na uznanie zasługuje sama struktura pracy, w której łatwo się poruszać, która pomimo ogromu wiedzy zachowuje dyscyplinę i logikę kolejności wywodu. (łg) Zysk i S-ka, Poznań 2012, s. 544, ISBN 978-83-7506-884-9

p r z e d s t a w i a

k s i ą ż k i

m a j

2 0 1 2


Dla wszystkich kibiców Polski oraz piłki nożnej noWoŚĆ!

Trzy wersje językowe: polska, angielska i niemiecka w jednym tomie!

168 stron,

23x28 cm, elegancki papier kredowy, oprawa twarda, obwoluta ISBN: 978-83-7553-133-6

nakomita wizytówka Polski: prezentacja miast, w których rozgrywane będą mecze EURO 2012 – Warszawy, Gdańska, Poznania, Wrocławia, a także Krakowa, prastarej stolicy Polski. Trójjęzyczny (polski, angielski i niemiecki) album – doskonała pamiątka pobytu w naszym kraju dla kibiców i najciekawszy prezent dla obcokrajowców. Warowne zamki, średniowieczne kościoły, klasycystyczne pałace czy mieszczańskie kamienice, ale także nowoczesność, np. powstałe niedawno stadiony – najpiękniejsze oblicze Euro-Miast na zdjęciach znakomitych fotografów, Wacława i Michała Klagów, od lat zajmujących się fotografią sportową i artystyczną. Wizerunki miast uzupełniają dramatyczne zdjęcia z meczów znanych polskich klubów piłkarskich – najwyższy kunszt fotografii sportowej! Całości dopełniają syntetyczne opis miast.

Z

Biały Kruk Sp. z o.o., ul. Szwedzka 38, 30-324 Kraków, tel.: 12/254 56 02, 260 32 90, 260 32 40, faks: 12 254 56 00, e-mail: handlowy@bialykruk.pl, księgarnia: www.bialykruk.pl

Magazyn Literacki KSIĄŻKI 5/2012  

MLK 5/2012 - Jak grzyby po deszczu mnożą się na księgarskich półkach tytuły adresowane do kibiców piłki nożnej. Nam też piłkarski szał się u...